Przed nami przełom w leczeniu cukrzycy – ze środków NCBR powstanie system transdermalny dla cukrzyków

Wrocławska firma Biotts SA rozpoczyna prace nad innowacyjną postacią leku przeciwcukrzycowego. Specyfik będzie przenikał do krwiobiegu przez skórę.

Czy nowa droga podawania leków zastąpi z czasem tabletki, które chorzy na cukrzycę przyjmują nawet kilka razy dziennie? Jeśli tak się stanie, można mówić nawet o przełomie.

Nic więc dziwnego, że pomysł biotechnologicznej spółki Biotts, o którym tu mowa, zyskał aprobatę ekspertów Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) w konkursie Szybka Ścieżka. Dzięki temu może być realizowany ze wsparciem środków europejskich z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój – w wysokości ponad 11,2 mln zł. Całkowita wartość przedsięwzięcia to 14,7 mln zł. Pierwszy etap prac badawczych właśnie wystartował.

– Wspieranie tego typu obiecujących badań, uruchomionych dzięki zaangażowaniu naukowców i przedsiębiorców, to esencja działania NCBR. Na nowatorską formę leku na cukrzycę czekają przecież miliony pacjentów na całym świecie. W Polsce problem cukrzycy dotyczy aż 9% populacji. Aby ci pacjenci mogli żyć pełnią życia i rozwijać swój potencjał pomimo choroby, potrzebna jest terapia skuteczna, jak najmniej uciążliwa i atrakcyjna cenowo. Takie nowoczesne rozwiązania mogą istotnie zredukować występowanie powikłań u chorych, dając im możliwość dłuższego zachowania aktywności zarówno prywatnej, jak i zawodowej – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

– Badania i rozwój produktów leczniczych, w tym opracowywanie nowych postaci leków oraz nośników dla leków, nie tylko Polska uznaje za swój priorytet – zwraca uwagę Małgorzata Jarosińska-Jedynak, minister funduszy i polityki regionalnej. – Cukrzyca jest chorobą cywilizacyjną. Eksperci przewidują, że za 20 lat będziemy mieć w skali globalnej już ponad 640 mln chorych. Dlatego trzeba działać szybko i korzystając także z Funduszy Europejskich, poszukiwać nowoczesnych leków oraz technologii, które pozwolą nam wygrać z tą poważną, przewlekłą i kosztowną chorobą – dodaje.

Jakość i bezpieczeństwo

Zespół badawczy chce stworzyć nową, konkurencyjną względem dostępnych dziś na rynku postać leku przeciwcukrzycowego (z wybranymi substancjami czynnymi) o odpowiedniej szybkości uwalniania. Podstawą pomysłu jest użycie innowacyjnego nośnika opracowanego przez naukowców Biotts, który umożliwia dostarczanie substancji aktywnej przez skórę bez naruszania ciągłości powłok skórnych. Dzięki tej technologii terapia pacjentów z cukrzycą typu 2 ma być bardziej bezpieczna, czyli zapewniać redukcję efektów ubocznych i pozwalać na podanie mniejszej dawki niż w preparatach doustnych.

– Zagadnienie technologiczne i główny problem badawczy skupiają się na wprowadzeniu substancji leczniczej, w tym przypadku przeciwcukrzycowej, do autorskiego nośnika. Zależy nam na uzyskaniu co najmniej takich samych parametrów leczniczych jak w przypadku standardowych terapii stosowanych w leczeniu cukrzycy typu 2 – tłumaczy dr n. farm. Paweł Biernat, główny badacz projektu i prezes spółki.

Specjaliści Biotts skupili się zarówno na nowej formie leku, systemu terapeutycznego do podania przezskórnego, ale także na zwiększeniu biodostępności substancji aktywnej podawanej w ten sposób. Chodzi o to, aby dzięki nośnikowi optymalna dawka leku przedostawała się do krwiobiegu w założonym czasie, pozwalając osiągnąć odpowiednie stężenie we krwi pacjenta.

– Spodziewamy się, że dzięki temu szybciej zostaną osiągnięte efekty terapeutyczne – mówi dr Jan Meler, kierownik merytoryczny B+R, technolog postaci leku.

Co zyskuje pacjent

Skóra stanowi trudną barierę dla większości substancji czynnych, ponieważ jej główną rolą jest ochrona organizmu przed czynnikami zewnętrznymi. Mimo to umożliwia wchłanianie pewnych substancji, co wykorzystuje się do transportu niektórych leków. Występują one np. w formie zawiesin, emulsji czy plastrów stosowanych chociażby do miejscowego znieczulenia skóry czy w walce z uzależnieniem od nikotyny. Niestety właściwości ochronne skóry z zasady ograniczają wielkość cząsteczek leków, które przez nią przenikają, a aby dostarczyć dawkę terapeutyczną do krążenia ogólnego, nieraz należy sięgnąć po technologie wspomaganego transportu substancji aktywnych.

Znajomość budowy skóry umożliwia współczesnej medycynie efektywne transdermalne aplikowanie leków, co pozwala wykluczyć drogę doustną, która czasami jest obarczona wadami. A tych w przypadku cukrzycy jest wiele.

– Pacjenci chorujący na cukrzycę typu 2 zmuszeni są do przyjmowania doustnie kilku preparatów leczniczych kilka razy dziennie. Bardzo często chorują oni również na inne choroby cywilizacyjne, np. choroby układu krążenia, lub mają problemy z połykaniem, szczególnie w wieku podeszłym. W konsekwencji przyjmują oni doustnie od kilku do kilkunastu tabletek dziennie, co bardzo często skutkuje dolegliwościami ze strony układu pokarmowego, takimi jak: podrażnienia żołądka i jelit, nudności, zaparcia, biegunka, nadkwaśność, choroba wrzodowa – wylicza dr Jan Meler.

Nowa postać leku ma temu zapobiec. Główna zaleta opracowanego przez Biotts rozwiązania to przede wszystkim poprawa komfortu pacjenta i minimalizacja niepożądanych działań za strony przewodu pokarmowego.

– Wytypowane substancje czynne stosowane w leczeniu cukrzycy typu 2 wymagają precyzyjnego dawkowania ściśle określonej dawki leku. W przypadku naszego rozwiązania to zawsze będzie miejscowa, zewnętrzna aplikacja na powłoki skórne w postaci zbiornikowego systemu transdermalnego, z którego substancja czynna będzie uwalniana przez błonę kontrolującą uwalnianie – wyjaśnia Meler.

Dla pacjentów oznacza to istotne ułatwienie codziennej terapii, szczególnie w warunkach domowych. Nowatorska technologia pozwoli też, zdaniem badaczy, na zmniejszenie ryzyka przyjęcia podwójnej dawki leku przez chorego i uzyskanie kontrolowanego procesu podawania leku, a więc zwiększy efektywność farmakoterapii.

Kto najbardziej skorzysta na nowej terapii? – Opracowany przez nas produkt może być stosowany przez wszystkich pacjentów dotkniętych cukrzycą typu 2 lub przyjmujących te preparaty w innych wskazaniach. W szczególności grupą docelową będą pacjenci przyjmujący te preparaty w formie doustnej i równocześnie zgłaszający dolegliwości i działania niepożądane ze strony przewodu pokarmowego oraz np. chorzy na cukrzycę typu 2, cierpiący równocześnie na chorobę wrzodową lub zaburzenia wchłaniania z przewodu pokarmowego – wskazuje dr Jan Meler.

Poruszenie w laboratoriach

Uniwersalny nośnik transdermalny może zainteresować firmy farmaceutyczne planujące wprowadzić na rynek nowe leki przeciwcukrzycowe i producentów systemów transdermalnych.

Projekt dopiero wystartował. Zespół badawczy czeka teraz ogrom pracy, począwszy od badań laboratoryjnych, poprzez przedkliniczne, aż po pierwsze testy bezpieczeństwa z udziałem pacjentów. Katarzyna Romanowska, kierownik zarządzający projektu, jest jednak pełna optymizmu, bo jak zauważa, mocną stroną całego przedsięwzięcia są ludzie.

– Kadra projektu to interdyscyplinarny zespół pasjonatów nauki i innowacyjnych rozwiązań. Zespół tworzą m.in. specjaliści i eksperci postaci leków, chemii, biotechnologii, badań przedklinicznych oraz klinicznych. Ponadto kadra B+R jest wspierana przez doświadczony zespół administracyjno-zarządczy. Ma to na celu nie tylko zapewnienie najwyższych standardów w zakresie realizacji projektu, ale także osiągnięcie wszystkich założonych wyzwań, których efektem będzie opracowanie nowej postaci leku przeciwcukrzycowego – mówi. – Uzyskane wsparcie i dofinansowanie z Szybkiej Ścieżki NCBR umożliwi nam przejście od badań przemysłowych aż do badań w warunkach operacyjnych i przeprowadzenia pierwszej fazy badania klinicznego – dodaje.

Szybka Ścieżka dla innowatorów

Umowa na dofinansowanie projektu, zgłoszonego w konkursie Szybka Ścieżka, została podpisana w marcu br. W aktualnej edycji konkursu, który jest finansowany z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, wnioski o dofinansowanie innowacyjnych projektów można składać do 18 czerwca br. Zakończyły się już dwie rundy dedykowane projektom badawczo-rozwojowym realizowanym przez duże przedsiębiorstwa oraz konsorcja złożone z dużych przedsiębiorstw (także z udziałem MŚP lub jednostek naukowych), z budżetem 400 mln zł. Od 21 kwietnia, w kolejnych dwóch rundach z łączną alokacją w wysokości 800 mln zł, aplikować mogą małe i średnie przedsiębiorstwa oraz ich konsorcja (także z udziałem jednostek naukowych).

Mariusz Gromada analizuje najnowsze dane o COVID-19

– W perspektywie globalnej koronawirus nadal dysponuje paliwem do dynamicznego rozwoju. Na świecie dziennie potwierdza się około 80 tys. nowych infekcji, co stanowi 2,2% wzrostu w stosunku do łącznej liczby zdiagnozowanych przypadków (w Ameryce Południowej wskaźnik ten wynosi aż 5,5%) – mówi Mariusz Gromada, matematyk i statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium. – Większość krajów Europy skutecznie ograniczyła rozprzestrzenianie się SARS-Cov-2, dzienny przyrost oscyluje tu w granicach 1%. W Polsce łączna liczba zdiagnozowanych chorych jest nadal niewielka, jednak dzienny procentowy wzrost jest dwukrotnie wyższy w porównaniu do analogicznych danych dla całości Europy.covid-cykl-10-dynamika-swiatcovid-cykl-10-dynamika-swiat-krzywe

W Europie liczba nowych potwierdzonych zakażeń maleje, większość krajów osiągnęła istotne postępy w walce z COVID. Wskaźnik nowych zakażeń jest ponad dwukrotnie niższy w porównaniu do danych dla całego świata – 1% vs 2,2% wzrostu w stosunku do łącznej liczby zdiagnozowanych przypadków.covid-cykl-10-dynamika-europa

Od kilku tygodniu w Polsce niezmiennie potwierdza się około 300-400 infekcji dziennie. Łączna liczba potwierdzonych chorych nadal jest relatywnie niewielka, jednak jesteśmy wśród krajów, w których nie wykazuje się spadku nowych identyfikowanych zakażeń. W Polsce, na tle Europy, przyrost zakażeń jest dosyć wysoki – 2,1% vs 1% wzrostu w stosunku do łącznej liczby zdiagnozowanych przypadków.covid-cykl-10-dynamika-polska

Dynamiczny wzrost infekcji w Ameryce Południowej, głównie w Brazylii i Peru. Wskaźnik przyrostu nowych zakażeń jest ponad dwukrotnie wyższy od analogicznej wartości dla całego świata  – 5,5% vs 2,2% wzrostu w stosunku do łącznej liczby zdiagnozowanych przypadków.wzrost infekcji w Ameryce Południowej

W Azji ponownie notowane są silne wzrosty nowych potwierdzonych zakażeń (25 tys. dziennie). Również wskaźnik przyrostu jest wyższy niż wartość dla całego świata (3,3% vs 2,2% w stosunku do łącznej liczby zdiagnozowanych przypadków). Ważne: w związku z położeniem geograficznym Rosja została zaklasyfikowana do Azji.covid-cykl-10-dynamika-azja

Afryka, pomimo nadal niewielkiej liczby potwierdzonych przypadków, jest w szybkim trendzie wzrostowym – przyrost 3,9% vs 2,2% dla świata mierzone w stosunku do łącznej liczby potwierdzonych przypadków.covid-cykl-10-dynamika-afryka

Sytuacja w Ameryce Północnej bez zmian – nadal około 30 tys. nowych potwierdzonych zakażeń dziennie. Ameryka Północna „rośnie” nieco wolniej niż świat – 2,1% vs 2,2% dziennie w stosunku do łącznej liczby zdiagnozowanych przypadków. Badania przeprowadzone w Stanach Zjednoczonych (na losowo wybranych mieszkańcach Stanu Nowy Jork) wskazują, że faktycznych zachorowań jest wielokrotnie więcej.Sytuacja w Ameryce Północnej bez zmian

Epidemia w Australii i Oceanii została niemal całkowicie powstrzymana – dzienne przyrosty są na poziomie 20-30 nowych potwierdzonych przypadków.australiaŹródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 6.05.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Trudno zagłuszyć złe dane

Nie jest łatwo wrócić to entuzjazmu na rynkach, kiedy nasilają się wątpliwości wokół tego, jak dużą porcję wzrostu gospodarczego uda się odrobić. Napływające dane makro są gorzkim przypomnieniem, że jeszcze musi przyjść gorsze, zanim pojawi się lepsze. Nadzieje na szybkie odmrażanie gospodarek przestają wystarczać za paliwo do wzrostów.

Jakkolwiek dane z chińskiego handlu zagranicznego dziś rano były miłą odmianą (wzrost eksportu w kwietniu o 3,5 proc. r/r, prog. -11 proc.), przeważająca większość odczytów z globalnej gospodarki pokazuje tragiczne skutki pandemii i lockdownu. Choć dla wszystkich jest oczywiste, że Europę i USA czeka głęboka recesja, przypominanie o tym ponurymi danymi odciska piętno na nastrojach rynkowych. Póki rajd ryzyka miał solidniejsze podstawy, nadzieje na szybki restart gospodarek mogły wystarczyć do zakrycia danych makro. Ale teraz, kiedy inwestorzy poszukują świeżego katalizatora, każdy impuls się liczy, a zaczynają nasilać się te negatywne. Wczoraj otrzymaliśmy dowody załamania w sektorze usługowym strefy euro i budowlanym Wielkiej Brytanii. Dziś rano dane o produkcji przemysłowej z Niemiec i Francji wypadły bardzo słabo. Komisja Europejska ostrzegła przed ryzykami dla stabilności Eurolandu i zaapelowała o przyspieszenie prac nad planem pomocy fiskalnej, co tylko dokłada niepokojów wokół bloku po wtorkowym orzeczeniu niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego kwestionującego zmiany w programie skupu aktywów EBC. W USA kwiecień przyniósł ponad 20 mln nowych bezrobotnych (wg danych ADP). To może być po prostu za dużo do zbagatelizowania, nawet jeśli nie zabraknie głosów, że wszystko jest już w cenach. Było w cenach na marcowych dołkach, późniejsze odbicie nastąpiło z założeniem, że odbicie gospodarcze będzie równie silne. To się dopiero okaże.

Bank Anglii zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopę procentową i cel dla skupu aktywów bez zmian. Dwóch członków Monetary Policy Committee, Haskel i Saunders, głosowało za zwiększeniem programu skupu aktywów o 100 mld GBP i zasugerowało, że luzowanie ilościowe powinno być utrzymane do sierpnia, aby uniknąć zacieśniania warunków finansowych. Sam BoE w komunikacie przyznał, że obecny program wyczerpie się w lipcu. Luźne warunki monetarne będą potrzebne brytyjskiej gospodarce zdecydowanie dłużej), zatem wydaje się nieuniknionym decyzja o rozszerzeniu QE na kolejnym posiedzeniu w czerwcu. Z perspektywy GBP to neutralna informacja, gdyż rynek liczył się z kontynuacją skupu aktywów, kiedy programy EBC i Fed maja trwać co najmniej do końca roku. Za to pozytywnym impulsem było założenie w prognozach utrzymania stopy procentowej na 0,1 proc. przez cały ten i przyszły rok.

Po dwóch nadzwyczajnych cięcia stopy procentowej do 0,25 proc. nie spodziewamy się, aby na majowym posiedzeniu (czw) Norges Bank miał zamiar modyfikować politykę pieniężną. Bank przedstawi nowe prognozy gospodarcze, w których interesującym będzie, czy bank zakłada dalsze obniżki stóp procentowych. Oczekiwalibyśmy się płaskiej projekcji dla reszty 2020 r. i 2021 r., a na konferencji prasowej prezes Olsen może zaznaczyć, że bank nie widzi efektywności w dalszych cięciach. NOK może skorzystać na usunięciu ryzyka obniżki stopy procentowej.

Poza tym po południu mamy cotygodniową aktualizację zmiany liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. Oczekuje się dalszego wyhamowania do 3 mln z 3,8 mln tydzień wcześniej wraz z nadganianiem przez urzędy pracy procesowania lawinowo spływających w szczycie lockdownu wniosków.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Gotówka cały czas trzyma się mocno

Mimo coraz szerszej gamy dostępnych form płatności, to wciąż gotówka jest najchętniej wybieranym przez Polaków środkiem płatniczym. Wybuch pandemii COVID-19 spotęgował przepływ banknotów, o czym świadczyć 7-krotny wzrost średnich wypłat gotówki w marcu tego roku.

Jak zapewniają Bank Rozrachunków Międzynarodowych, część banków centralnych, Robert Koch Institute oraz Światowa Organizacja Zdrowia, posługiwanie się gotówką jest bezpieczne. Oczywiście, zgodnie z rekomendacjami WHO po bezpośrednim kontakcie z banknotami zaleca się dokładne umycie dłoni. Ta procedura jest zalecana także po korzystaniu z kart płatniczych, terminali, czy też innych powierzchni w przestrzeni publicznej.

Zarówno kasjerzy, jak i osoby dokonujące płatności gotówkowej nie są mniej narażone na zarażenie się COVID-19 poprzez wybranie alternatywnej formy zapłaty. Minimalizowaniem ewentualnego ryzyka może wydawać się regulowanie rachunku kartami płatniczymi, jednak eksperci zapewniają, że klienci korzystający z tej formy płatności zobowiązani są do zachowania takich samych procedur bezpieczeństwa, jak ci, posługujący się gotówką.

Większość podmiotów rynkowych i organizacji finansowych dąży do utrzymania stałego obiegu gotówki, która stanowi podstawę naszej gospodarki. Obecnie kluczowe jest jednak umiejętne i odpowiedzialne korzystanie z tej formy płatności. Demonizowanie jej i rozprzestrzenianie nieprawdziwych informacji na temat banknotów może być dyskryminujące dla osób, które nie korzystają z alternatywnych form płatniczych i szkodliwe dla całej gospodarki. -Tomasz Rokita, odpowiadający w Diebold Nixdorf za sektor bankowy

Rekordowy obieg gotówki

Choć obrót detaliczny a marcu spadł o 7,1 proc. w skali roku, to na polskim rynku obieg gotówki jest niezachwiany. Narodowy Bank Polski poinformował, że w połowie marca średnia ilość wypłat gotówki wzrosła 7-krotnie, co w efekcie przyniosło obieg wynoszący ponad 269 mld PLN. Stanowi to 13 proc. wzrost w skali miesiąca, w stosunku do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Marzec, to także miesiąc z rekordowym przyrostem gotówki w obiegu, jak informuje NBP – o ponad 26 mld PLN. To wzrost o ponad 21 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem i jest wynikiem częstszych niż zazwyczaj wypłat pieniędzy z bankomatów w pierwszych dniach marca.

Gotówka jest bezpieczna

W Polsce gotówka także przechodzi kwarantannę. To działania mające na celu zwiększyć bezpieczeństwo zwolenników tradycyjnej formy płatności. Pieniądze, które trafiają do Narodowego Banku Polskiego przechodzą wydłużony czas spoczynku w bankowych skarbcach przed ich ponownym trafieniem do obiegu. Takie działanie ma na celu zminimalizowanie ewentualnego ryzyka przenoszenia wirusów poprzez banknoty.

Amerykańskie Centrum Kontroli Chorób (CDC) dostrzega, że zarażenie się COVID-19 poprzez zetknięcie się z powierzchnią, na której obecny jest wirus jest możliwe, jednak nie jest to główny sposób rozprzestrzeniania się wirusa, gdyż ten przede wszystkim roznosi się drogą kropelkową.

Wymienianie się coraz ciekawszymi pomysłami na dezynfekowanie gotówki np. w domowych mikrofalówkach jest szkodliwe nie tylko dla portfeli, ale także dla całego społeczeństwa, sektora MŚP, branży finansowej, medycznej, handlowej i innych. Warto zaufać instytucjom bankowym, które szczególnie dbają o bezpieczeństwo swoich klientów – banknoty poddawane są kwarantannie, dezynfekuje się je przy pomocy światła UV lub wysokich temperatur, co skutecznie pozbawia ich ewentualnych wirusów lub bakterii.
-Tomasz Rokita, odpowiadający w Diebold Nixdorf za sektor bankowy

Jeszcze do niedawna w niektórych sklepach elektroniczne płatności nie były respektowane, dziś niektórzy właściciele punktów handlowych nie chcą przyjmować płatności gotówkowych. Czy to zgodne z prawem? Zdecydowanie nie. Gotówka jest podstawowym środkiem płatniczym, który nie dyskryminuje tych, którzy nie mogą lub nie chcą korzystać z innych form płatności. Posługiwanie się banknotami zapewnia także większą swobodę, anonimowość i wielu przypadkach także bezpieczeństwo osobiste kupujących.

Odmrażanie motorsportu – wywiad z Krzysztofem Hołowczycem

Jak wygląda odmrażanie motorsportu w Polsce? Rząd niedawno przedstawił plan powrotu regularnych aktywności, którego jednym z pierwszych punktów jest otwarcie zewnętrznej infrastruktury do uprawiania sportów motorowych. Jak sytuację ocenia Krzysztof Hołowczyc – jeden z najbardziej znanych i utytułowanych polskich kierowców rajdowych?

Jak przyjąłeś informację o tym, że sport będzie jedną z pierwszych dziedzin naszego życia, która będzie odmrażana?

Sport jest bardzo ważnym elementem, którego nie możemy pomijać. Nie mówię w tym miejscu tylko o sporcie wyczynowym, który uprawiam, ale o takim, który jest przede wszystkim elementem utrzymania zdrowia, chęci do życia, podtrzymaniem motywacji. Jeżeli mamy zdrowe ciało, to łatwiej nam będzie wyjść z problemu, który teraz się pojawił.

Nie możemy także zapominać o emocjach kibiców. Kiedy powrócą zawody sportowe, rywalizacja, emocje, to kibice będą w zupełnie innym świecie. Ludzie tego po prostu potrzebują. My sportowcy mamy świadomość, że jesteśmy w pewnym sensie aktorami tych wydarzeń i chcemy by te emocje, jak najszybciej wróciły.

Jako profesjonalny sportowiec wiesz, jak ważny jest częsty i regularny trening. Jakie znaczenie ma możliwość powrotu do treningów?

Wydaje się, że kierowcy rajdowi mają tylko “to okrągłe” przed sobą i trzy pedały. Trochę nimi poruszają i wszystko teoretycznie gra. Nic bardziej mylnego, gdyż musimy być w super formie fizycznej i tak samo regularnie ćwiczyć jak zawodnicy innych dyscyplin. Dodatkowo musimy ciągle obcować z naszymi pojazdami, niezależnie czy to jest samochód, czy motocykl.

Wyczynowi sportowcy zostali w domach i ćwiczyli na tyle na ile mogli. Najcudowniejszym momentem jest jednak ten, w którym wiesz, że możesz już wsiąść za kierownicę samochodu rajdowego. Ja pierwsze treningi mam już za sobą. To jest to, na co wszyscy czekaliśmy, na odmrożenie sportu.

Kolejnym krokiem ma być umożliwienie organizacji imprez dla maksymalnie 50 uczestników i bez publiczności. Jak oceniasz możliwość organizacji imprez bez publiczności?

W motorsporcie mamy wielką przewagę w tym zakresie. Nasza publiczność może być rozdzielona i stać w mniejszych grupach z zachowaniem odległości pomiędzy sobą. Na długich i rozciągniętych odcinkach specjalnych łatwiej jest zachować wymagane odstępy pomiędzy ludźmi i ich pogrupować. W sporcie motorowym, w szczególności w rajdach terenowych, może to być sposób na powrót rajdów z kibicami. W pewnym sensie może to być sposób na odmrożenie kibiców.

Powinniśmy też iść w kierunku zwiększenia dostępności informacji dla kibiców. Mamy dostęp m.in. do wyników on-line czy live streamingu. Te narzędzia powinny być teraz mocniej wykorzystywane.

Jeżeli jednak sytuacja na to nie pozwoli i będziemy musieli ścigać się bez kibiców na trasie, to myślę, że na pewno damy radę.

Czy utrzymywanie obostrzeń w przekraczaniu granic będzie miało duży wpływ na sport motorowy w Polsce?

Przykładem dla innych dyscyplin, może być tutaj żużel. Jeżeli system żużlowy zostanie dobrze opanowany, to może on też funkcjonować w innych dyscyplinach motorsportu. Kierowcy rajdowi i wyścigowi będą mogli się przemieszczać tak samo, jak żużlowcy.

Musimy pamiętać, że wielu kierowców podaje swoje kalendarze startów, w których ciągle wymieniona jest Polska. Przykładem jest trzykrotny zwycięzca Rajdu Dakar – Nasser Al-Attiyah, który wskazał, że interesuje się rundą Pucharu Świata FIA – rajdem Baja Poland. To wspaniałe, że czołowy światowy kierowca rajdowy chce ponownie przyjechać do Polski. Znowu będziemy mogli wspólnie rywalizować i powrócić do pięknych chwil, kiedy ścigaliśmy się do ostatniego metra rajdu. Taka sportowa walka, czasem zwycięstwo moje, czasem Nassera, to właśnie to, co daje cudowne emocje kibicom.

Niektóre federacje sportowe odwołały tegoroczne rozgrywki w sporcie motorowym. Czy to jest dobry kierunek, czy też może powinniśmy walczyć o utrzymanie ciągłości rozgrywek?

Powinniśmy zastosować wszelkie możliwe zabezpieczenia i zdecydowanie nie powinniśmy rezygnować z rywalizacji. Nie możemy się poddawać. Najprościej jest zamknąć daną dyscyplinę i powiedzieć, że się nie da. Dużo trudniej jest podjąć decyzję, która zmusi nas wszystkich do większego poświęcenia, większej uwagi i często także większych wyrzeczeń. Będzie to wymagało od nas wzmożonego pilnowania się, precyzyjnej logistyki, planów i procedur, ale uważam, że jesteśmy w stanie przeprowadzać poszczególne eliminacje.

Sport ma też duże znaczenie dla gospodarki. Musimy o tym pamiętać. Nie możemy pozwolić tym wszystkim zespołom sportowym i firmom na upadek. Nie przez przypadek piłka nożna została odmrożona jako pierwsza. Wszyscy wiemy jaki ma wpływ na gospodarkę.

Jak oceniasz szanse szybkiego powrotu sportu motorowego, w szczególności samochodowego, na tle innych dyscyplin sportu?

Sport motorowy jest dużo prostszy, bo nie ma bezpośredniego kontaktu pomiędzy zawodnikami. Inaczej niż na przykład u piłkarzy, w ich przypadku ciągłe testy są niezbędne. Walcząc w sporcie samochodowym, w zasadzie do samego końca nie mamy kontaktu fizycznego z innymi osobami. Ścigamy się zamknięci w samochodzie. Kontakt z sędziami także można ograniczyć praktycznie do zera, a wszelkie procedury administracyjne mogą być w formie elektronicznej. To zalety sportu samochodowego, które wcześniej nie były dostrzegane, a teraz mogą pozwolić na jego szybszy powrót.

Musimy bacznie przyglądać się rozwojowi sytuacji. Od epidemiologów i instytucji państwowych zależy, jak szybko każdy z aspektów naszego życia będzie wracał do normalności. Cieszy mnie to, że sport jest uważany za ten element, który trzeba odmrozić jako jeden z pierwszych.

Tarcza antykryzysowa 4.0 – nadzwyczajne zmiany w zamówieniach publicznych

Epidemia koronawirusa znacząco wpłynęła na udzielanie i realizację zamówień publicznych. Do Sejmu trafił projekt tzw. Tarczy antykryzysowej 4.0, który przewiduje istotne dla obrotu gospodarczego zmiany Prawa zamówień publicznych. Ich celem jest ograniczenie negatywnych skutków pandemii. Najnowsze rozwiązania mają przede wszystkim służyć poprawie sytuacji kontraktowej wykonawców, odblokowane zostaną także działania Krajowej Izby Odwoławczej. Projekt przewiduje m.in. zakaz potrącania kar umownych z wynagrodzenia wykonawcy lub z innych jego wierzytelności, jeśli na należyte wykonanie umowy wpłynęły okoliczności związane z wystąpieniem COVID-19.

W rozwiązaniach zawartych w Tarczy antykryzysowej 4.0 przewidziano obligatoryjną zmianę umowy w sprawie zamówienia publicznego w razie stwierdzenia, iż okoliczności związane z wystąpieniem COVID-19 wpływają na jej należyte wykonanie. Dotychczasowe rozwiązania Tarczy antykryzysowej 1.0 nie spełniły oczekiwań wykonawców. Nawet wystąpienie w związku z pandemią nadzwyczajnych okoliczności po ich stronie nie zobowiązywało zamawiającego do modyfikacji umowy. Tarcza antykryzysowa 4.0 wprowadza obowiązek zmiany umowy, jeśli okoliczności związane z pandemią rzeczywiście wpływają na jej należyte wykonanie. Nadal jednak decyzja o zmianie umowy będzie należała do zamawiającego, jeśli okoliczności te jedynie mogą wpłynąć na wykonanie umowy.

Ograniczenia potrącania kar umownych oraz dochodzenia zaspokojenia z zabezpieczenia
Projekt Tarczy antykryzysowej 4.0 przewiduje zakaz potrącenia kar umownych z wynagrodzenia wykonawcy lub z innych jego wierzytelności, jeśli na należyte wykonanie umowy wpłynęły okoliczności związane z wystąpieniem COVID-19. Zakaz ten będzie obowiązywał w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii w związku z COVID-19 i przez 90 dni od jego odwołania.

Zamawiający nie będzie mógł także dochodzić zaspokojenia z zabezpieczenia należytego wykonania umowy, o ile zdarzenie, w związku z którym zastrzeżono tę karę, nastąpiło w okresie ogłoszenia stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii.

Literalna wykładnia projektowanych przepisów prowadzi do wniosku, iż ustawodawca zamierza jedynie tymczasowo ograniczyć możliwość potrącania kar umownych, a nie całkowicie wyłączyć możliwość ich naliczania lub dochodzenia. Wykonawca nadal może bronić się przed karą umowną, wykazując brak winy i odwołując się do stanu siły wyższej. W każdym jednak wypadku należy najpierw przeanalizować treść umowy w sprawie zamówienia publicznego, która może zawierać szczególne postanowienia w tej kwestii – mówi Mikołaj Zdyb, radca prawny w kancelarii prawnej D.Dobkowski sp.k. stowarzyszonej z KPMG w Polsce.

Obowiązek udzielania zaliczek lub wypłaty wynagrodzenia w częściach

W projekcie Tarczy antykryzysowej 4.0 przewidziano, iż w umowach zawieranych na okres dłuższy niż 12 miesięcy zamawiający będą z mocy prawa zobowiązani do wypłaty wynagrodzenia w częściach lub do udzielania zaliczki. Ostatnia część wynagrodzenia nie będzie mogła wynosić więcej niż 50% wysokości wynagrodzenia należnego wykonawcy. Jednocześnie, zaliczka nie będzie mogła być mniejsza niż 5% wysokości wynagrodzenia.

Możliwość wypłaty wynagrodzenia w częściach i udzielenia zaliczki na wykonanie zamówienia były już wcześniej przewidziane w Prawie zamówień publicznych. Do tej pory jednak rozwiązania te nie były stosowane często. Tarcza antykryzysowa 4.0 ma wprowadzić obowiązek ich stosowania przy umowach zawieranych na okres dłuższy niż 12 miesięcy. Może to przyczynić się do zwiększenia płynności rynku zamówień publicznych – mówi Mikołaj Zdyb, radca prawny w kancelarii prawnej D.Dobkowski sp.k. stowarzyszonej z KPMG w Polsce.

Zmiana w zabezpieczeniach i wadium

Przepisy zawarte w projekcie Tarczy antykryzysowej 4.0 przewidują także zmiany w wysokości zabezpieczenia należytego wykonania umowy – jego górna granica wyniesie 5% lub – w przypadku zamówień o szczególnym ryzyku – 10% ceny całkowitej podanej w ofercie albo maksymalnej wartości nominalnej zobowiązania. Możliwy będzie także zwrot części zabezpieczenia po wykonaniu odpowiedniej części zamówienia. Celem tych regulacji ma być obniżenie kosztów udziału wykonawców w przetargach.

Dodatkowo zniesiony zostanie obowiązek żądania wadium w przetargach powyżej progów unijnych. Zamawiający nie będzie więc już zobowiązany do żądania wadium, jednak nadal będzie posiadał taką możliwość.

W tym miejscu warto także wspomnieć, iż Urząd Zamówień Publicznych wydał interpretację, zgodnie z którą zamawiający nie mogą automatycznie stosować sankcji zatrzymania wadium, gdy wykonawca odmówił podpisania umowy w sprawie zamówienia publicznego na warunkach określonych w ofercie lub nie wniósł wymaganego zabezpieczenia albo też gdy zawarcie umowy stało się niemożliwe z przyczyn leżących po stronie wykonawcy. W takim wypadku zamawiający jest zobligowany do analizy konkretnego stanu faktycznego i rzetelnego sprawdzenia, czy taka sytuacja nie została wywołana epidemią COVID-19 i czy nadzwyczajne okoliczności w sposób bezpośredni i realny skutkują niemożliwością wykonania umowy na pierwotnych warunkach – mówi Mikołaj Zdyb, radca prawny w kancelarii prawnej D.Dobkowski sp.k. stowarzyszonej z KPMG w Polsce.

Zmiany dotyczące postępowań przed Krajową Izbą Odwoławczą (KIO)

Na mocy Tarczy antykryzysowej 3.0, odwieszone zostaną postępowania przed KIO – Tarcza 3.0 uchyla bowiem przepis zakładający między innymi zawieszenie biegu terminów procesowych i sądowych, w tym biegu terminów postępowań rozpoznawanych przez KIO. Ponadto w Tarczy antykryzysowej 4.0 przewidziano nowy tryb rozpoznawania spraw przed KIO – postępowania będą się toczyły bez udziału stron i uczestników. Częściowo zmienią się także zasady postępowania oraz terminy.

Dom Analiz SII ponownie przyjrzał się Grupie Kapitałowej TIM

Dom Analiz SII opublikował aktualizację rekomendacji inwestycyjnej dla akcji TIM S.A. Cena docelowa w perspektywie 12-miesięcznej dla tych walorów została podwyższona z 11,50 zł do 12,82 zł, co przy kursie zamknięcia notowań z 6 maja 2020 roku oznacza potencjał wzrostu na poziomie 19,8%.

Grupa TIM ma za sobą bardzo udany 2019 rok, w którym odnotowała rekordowe wyniki finansowe. W tym okresie przychody ze sprzedaży wzrosły o 7,2% do 890 mln zł, a oczyszczone o wpływ implementacji standardu MSSF 16 wyniki operacyjny i netto odpowiednio o 47,6% do 29,3 mln zł i 47,3% do 22,2 mln zł.

Pomimo wybuchu pandemii koronawirusa i wprowadzonymi w następstwie ograniczeniami w bieżącym roku Emitent póki co również radzi sobie bardzo dobrze. Jak wynika z szacunkowych odczytów, od stycznia do kwietnia przychody Spółki TIM wyniosły 283,2 mln zł w porównaniu do 251,8 mln zł w analogicznym okresie 2019 roku, co stanowi poprawę o 12,5%. Analitycy Domu Analiz SII zakładają, że w branży dystrybucji artykułów elektrotechnicznych negatywne skutki pandemii odczuwalne będą co najmniej do pierwszych miesięcy 2021 roku, jednak ze względu na silną pozycję na rynku i rozbudowany kanał e-commerce TIM zostanie nimi dotknięty w mniejszym stopniu niż cała branża.

W naszej ocenie na korzyść Spółki przemawiają m.in. szeroka oferta asortymentowa, nowe modele sprzedaży (w tym dropshipping, w ramach którego liczymy na zwiększone zainteresowanie współpracą podmiotów zewnętrznych), a także posiadanie własnego, nowoczesnego centrum dystrybucyjnego. Istotny wzrost znaczenia sprzedaży online powinien przy tym wspomóc szybki rozwój spółki zależnej 3LP, w tym poprzez wzrost udziału klientów zewnętrznych oraz liczby obsłużonych paczek, co także pozytywnie powinno wpłynąć na wyniki Grupy TIM. Biorąc pod uwagę dodatkowo bufor w postaci silnych wynikowo pierwszych czterech miesięcy roku, prognozujemy, że cały 2020 rok Emitent zakończy ze skonsolidowanymi przychodami wyższymi o 5,8% w stosunku do 2019 roku – podsumowano w raporcie.

Zakładając silne odbicie rynku w 2021 roku, na czym skorzysta również Spółka, analitycy oczekują, że Grupa TIM zwiększy w tym okresie przychody o 11,7% do 1,05 mld zł. Na kolejne lata prognozy zakładają kontynuację wzrostu z utrzymaniem relatywnie wysokich, jednocyfrowych dynamik. W raporcie zwrócono także uwagę na silną pozycję finansową Grupy i niski udział zadłużenia oprocentowanego w finansowaniu.

Naszym zdaniem pozwoli to na utrzymanie wypłat dywidend w kolejnych latach. Ze względu na dużą niepewność zakładamy jednak, że dywidenda za 2020 rok będzie jedynie symboliczna (w naszej prognozie 0,2 zł), co zostanie jednak częściowo zrekompensowane w kolejnym roku (prognoza 1 zł dywidendy za 2021 rok i 0,8 zł w dalszych latach prognozy) – napisano w raporcie.

Spółka TIM S.A. to największy hurtowy dystrybutor artykułów elektrotechnicznych w Polsce. Jej historia działalności liczy już ponad 30 lat, a od lutego 1998 roku akcje TIM są notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. W skład Grupy Kapitałowej wchodzą także Rotopino.pl S.A. – wiodący gracz na polskim rynku internetowej sprzedaży narzędzi i elektronarzędzi dla profesjonalistów oraz majsterkowiczów, a także autoryzowany dystrybutor wielu najlepszych światowych marek narzędziowych, oraz 3LP S.A. – spółka zarządzająca Centrum Logistycznym w Siechnicach koło Wrocławia, które jest jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów w Europie ŚrodkowoWschodniej.

Rekomendacja dla akcji TIM S.A. została wydana 7 maja o godz. 7:50. Moment pierwszego rozpowszechnienia rekomendacji to 7 maja, godz. 8:00. Autorami raportu są Adrian Mackiewicz i Paweł Juszczak. Dom Analiz SII zawarł ze Spółką TIM umowę o przygotowanie niezależnej rekomendacji inwestycyjnej.

Zarząd Geotransu rekomenduje wypłatę na rzecz Akcjonariuszy 5,95 mln zł

Geotrans S.A, firma zajmująca się gospodarką odpadową, chce w możliwie wysokim stopniu podzielić się zyskami z Akcjonariuszami. Zarząd Spółki rekomenduje wypłatę największej dywidendy w kilkunastoletniej historii Spółki w wysokości 4 mln zł. Jednocześnie intencją firmy jest przeprowadzenie buy backu o maksymalnej wartości 1,95 mln zł. Brak zadłużenia finansowego oraz planów istotnych nakładów inwestycyjnych, wysoka konwersja zysków na środki pieniężne i atrakcyjne perspektywy rynkowe pozwalają Spółce na realizację obydwu procesów. Zarząd Geotransu oczekuje w 2020 roku dalszej poprawy wyników i wzrostu skali działalności, osiągniętych w otoczeniu spowolnienia gospodarczego.   

Geotrans funkcjonuje w czterech segmentach: zagospodarowania ustabilizowanych osadów ściekowych, kompostu nienormowanego, ubocznych produktów spalania oraz świadczy usługi rekultywacji terenów zdegradowanych. Zarząd Spółki 7 maja 2020 roku podjął uchwałę w sprawie przedłożenia Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy rekomendacji w zakresie wypłaty 4 mln zł z zysku jednostkowego w 2019 roku, który wyniósł 7,05 mln zł (dywidenda stanowiłaby 56,7 proc. zysku – zgodnie z polityką zakładającą wypłatę od 20 do 100 proc.), co oznacza wypłatę 0,80 zł na akcję (w 2019 roku Spółka wypłaciła 1 mln zł, tj. 0,20 zł na akcję).

Stabilna i komfortowa sytuacja operacyjna i finansowa, połączona z mocnymi perspektywami pozwala nam na rekordowy podział zysków z Akcjonariuszami Geotransu. Naszą intencją jest wypłata zarówno najwyższej w historii dywidendy, jak i przeprowadzenie buy backu. Chcemy aby nasi Akcjonariusze poza korzyściami wynikającymi ze wzrostu wartości akcji mogli uczestniczyć w podziale zysków – w ten sposób możemy docenić Ich wsparcie i pokładane zaufanie. To idea, która przyświeca nam od początku przyjęcia statusu giełdowej spółki publicznej – mówi Przemysław Weremczuk, Prezes Zarządu Geotrans S.A.

Intencją Zarządu jest także przeprowadzenie buy backu w maksymalnej kwocie 1,95 mln zł. Walne Zgromadzenie Spółki zdecyduje w sprawie udzielenia Zarządowi upoważnienia do nabycia akcji własnych Spółki i utworzenie w tym celu kapitału rezerwowego. Łączna kwota wypłaty w wysokości 5,95 mln zł stanowi maksymalną wartość w kontekście umów z bankiem uczestniczącym w finansowaniu Spółki. Z drugiej strony jest ona zbliżona wobec wygenerowanych w minionym roku przepływów z działalności operacyjnej w wys. ok. 5,7 mln zł (vs. 0,3 mln zł w 2018 roku).

Aktualna kondycja finansowa i przewagi Geotransu pozwalają nam korzystnie oceniać jego perspektywy. To skutek kilku lat organicznej pracy całego zespołu w zakresie umacniania pozycji rynkowej w branży, rozszerzania portfela kolejnych decyzji administracyjnych na zagospodarowanie odpadów oraz rozbudowy biznesu na kolejne segmenty, jak uboczne produkty spalania i zagospodarowanie kompostu nienormowanego. Dodatkowymi wzrostowymi czynnikami jest administracyjne ograniczenie szarej strefy oraz od niedawna sytuacja epidemiologiczna, skłaniająca spółki wodociągowo-kanalizacyjne do priorytetowej realizacji usług przetwarzania ustabilizowanych osadów ściekowych – dodaje Przemysław Weremczuk.

Zarząd Geotransu 15 kwietnia 2020 roku powziął informację o włączeniu Spółki do systemu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa jako podwykonawcy operatora infrastruktury krytycznej, tj. niezbędnej dla realizacji podstawowych potrzeb społeczeństwa.

Spółka 13 maja zaprezentuje raport finansowy za I kwartał 2020 roku. Według szacunkowych danych, Geotrans w tym okresie wypracował 3,5 mln zł zysku netto (wobec 1,1 mln zł przed rokiem) przy ponad 70 proc. wzroście sprzedaży, która wyniosła 10,1 mln zł. Są to najwyższe kwartalne wyniki w historii firmy.

Znajomość własnego typu osobowości może decydować o powodzeniu w biznesie. Wiedza ta ułatwia także dotarcie do klientów

Zdecydowana większość ludzi korzysta w głównej mierze z jednego obszaru mózgu. To, który jest to obszar – kresomózgowie, międzymózgowie czy pień mózgu, determinuje naszą osobowość. Ma to istotne znaczenie dla życia zawodowego i prowadzenia biznesu. – Mając świadomość swojej osobowości, budujemy przewagę konkurencyjną na rynku – przekonuje Paweł Jarząbek, trener Structogram Polska. Łatwiej też nam rozpoznać charakter i potrzeby klienta, dzięki czemu możemy lepiej do niego trafić z przekazem czy produktem.

– Funkcjonowanie naszego mózgu ma ogromny wpływ na to, jak prowadzimy swój biznes. To, czy i jak potrafimy wykorzystać swoje mocne strony, ma konkretne przełożenie na to, w jaki sposób prowadzimy firmę i osiągamy sukcesy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Jarząbek, trener Structogram Polska.

W latach 70. ubiegłego wieku amerykański naukowiec Paul MacLean wprowadził pojęcie trzech struktur mózgu: kresomózgowia, międzymózgowia i pnia mózgu. Na podstawie jego badań powstał Structogram, system treningowy, w którym do trzech obszarów mózgu dopasowano kolory – odpowiednio niebieski, czerwony i zielony. To, którego obszaru mózgu najczęściej używamy, decyduje o naszym charakterze.

Jak wynika ze statystyk, zaledwie co 10. człowiek korzysta z każdego obszaru mózgu w równym stopniu. U zdecydowanej większości dominuje jeden z nich. Osoby, które używają przede wszystkim pnia mózgu, określa się jako uczuciowe, empatyczne (kolor zielony). Czerwoni, u których dominuje międzymózgowie, są zorientowani na cel i rezultat. Ci, którzy najczęściej wykorzystują kresomózgowie, to osoby obiektywne i poukładane, które lubią mieć czas na zastanowienie (kolor niebieski).

To może mieć decydujące znaczenie przy prowadzeniu własnego biznesu.

Aby wykorzystać w biznesie wiedzę o neurologii, trzeba poznać siebie, swoje mocne strony, bo przede wszystkim na nich się koncentrujemy. Wykorzystanie swojej osobowości jest kluczowe, bo jesteśmy w tym momencie autentyczni, a to w biznesie buduje zaufanie – przekonuje ekspert. – Mając świadomość swojej biostruktury, osobowości, swoich silnych i słabych stron, zyskujemy ogromną przewagę na silnie konkurencyjnym rynku.

Wiedza na ten temat umożliwia też nawiązanie odpowiednich relacji z klientem. Biostrukturę klienta można rozpoznać po zachowaniu, sposobie ubierania, poruszania, mówienia, a następnie dopasować do tego sposób komunikacji.

– Każdy trochę inaczej się zachowuje. Pierwszy typ klienta to osoby empatyczne, które uśmiechają się, nie mają problemów z mówieniem, o co im chodzi i czego chcą. Drugi typ jest bardziej stanowczy, bardziej emocjonalny, czyli od razu widzimy po zachowaniu takiej osoby, że skoro tutaj jest, to jest najważniejsza i oczekuje najwyższej jakości obsługi. Trzeciego typu właściwie można nie zauważyć, kiedy wejdzie do firmy, bo on tylko chce się rozejrzeć, zaznajomić z tym, co go otacza, i najchętniej nie zwracałby na siebie uwagi – wymienia trener Structogram Polska.

System treningowy Structogram pozwala poznać strukturę swojej osobowości, rozpoznawać ją u drugiego człowieka i zoptymalizować  swoje umiejętności komunikacyjne i społeczne, a dzięki temu lepiej odpowiadać na potrzeby klientów i współpracowników.

Osoba, która podejmuje decyzje oparte na zaufaniu, kupi samochód nie dlatego, że poznała jego wszystkie wartości techniczne, tylko dlatego, że zaufała sprzedawcy. Są osoby, które bardzo szybko podejmują decyzje, są ukierunkowane na rzeczy nowe, które podnoszą ich status, więc trzeba w ten sposób zaprezentować im nasz produkt – wyjaśnia ekspert. – Trzecia grupa klientów podejmuje decyzje racjonalnie. Taka osoba lubi mieć wybór, ważna jest dla niej relacja ceny do jakości. Jeżeli damy jej czas zapoznać się z technicznymi informacjami na temat samochodu, to też zyskujemy w jej oczach.

Coraz więcej firm z różnych branż docenia możliwości, jakie daje poznanie osobowości klienta. Bank Credit Suisse dobiera klientów i pracowników po przejściu przez nich cyklu szkoleń, na podstawie podobieństwa biostruktur. Raiffeisen Bank w Niemczech przeszkolił kilka tysięcy konsultantów, którzy opanowali nowe techniki dopasowania oferty produktów inwestycyjnych do osobowości klientów.

– Na podstawie naszych doświadczeń, a pracujemy z klientami korporacyjnymi, wiemy, że to świetnie działa. Dostajemy jasne sygnały, że ta wiedza bardzo pomaga w sprzedaży – mówi Paweł Jarząbek.

Zaległości firm dochodzą do 33,2 mld zł. Najwyższy wzrost w rolnictwie i transporcie

Ponad 33,16 mld zł wyniosła wartość zaległości przedsiębiorstw wobec partnerów biznesowych i banków na koniec marca 2020 r. W I kwartale przybyło niemal 909 mln zł (2,8 proc.) płatności przeterminowanych powyżej 30 dni, na min. 500 zł. Odsetek przedsiębiorstw opóźniających płatności wyniósł 5,8 proc. po tym jak w kwartał obniżył się o 0,1 p.p. Liczba firm sprawiających problemy z terminowymi rozliczeniami przekroczyła 314,2 tys. (przedsiębiorstwa aktywne, zamknięte i zawieszone) – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i BIK. Najwięcej na sumieniu mają handel, przemysł oraz budownictwo.Zaległości firm dochodzą do 33,2 mld zł. Najwyższy wzrost w rolnictwie i transporcie

  •  W ciągu pierwszych trzech miesięcy roku najbardziej powiększyły się nieregulowane zobowiązania firm rolnych, a także zajmujących się działalnością wspierającą oraz transportowych. Stopniały natomiast zaległości branży wodociągowo-kanalizacyjnej i budownictwa. To spora odmiana po tym jak budownictwo w I kwartale zeszłego roku obok handlu i transportu w największym stopniu odpowiadało za wzrost przeterminowanych zobowiązań. Na skali prezentowanych opóźnionych i nieopłaconych rozliczeń B2B nie widać jeszcze wpływu koronakryzysu, dane te będą widoczne najwcześniej w statystykach za maj.
  •  Pierwsze trzy pozycje, pod względem wartości zaległości zajmują: handel, przemysł oraz budownictwo. Razem mają 56 proc. łącznej kwoty przeterminowanych zobowiązań. W handlu jest to obecnie 7,75 mld zł, w przemyśle 5,74 mld zł, a w budownictwie 5,06 mld zł. Czwarty jest transport z sumą 2,06 mld zł.
  •  Liczba firm sprawiających problemy z terminowymi rozliczeniami widoczna w bazach BIG InfoMonitor oraz BIK przekroczyła na koniec marca 314,2 tys. (przedsiębiorstwa aktywne, zamknięte i zawieszone). – Na koniec marca mieliśmy w gospodarce 5,8 proc. przedsiębiorstw opóźniających płatności wobec partnerów biznesowych i banków. To spadek o 0,1 p.p. w ciągu kwartału, a na przestrzeni roku poprawa o 0,5 p.p. Największy udział firm niespłacających zobowiązań i opóźniających płatności już od dłuższego czasu ma transport – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

W transporcie 9 proc. firm przysparza problemów partnerom biznesowym i bankom, opóźniając rozliczenia lub też w ogóle nie opłacając faktur i rat. Drugi sektor pod względem udziału niesolidnych płatników to dostawa wody i gospodarowanie odpadami – 8,5 proc., trzecie jest górnictwo i wydobycie – 8,4 proc. Kolejne sektory mają już niższy odsetek firm niepłacących na czas. Wśród firmy zajmujących się działalnością profesjonalną i naukową (prawnicy, księgowi, badania rynku, reklama) problemy z płatnościami ma 6,2 proc., dalej znajduje się handel, w którym 5,6 proc. przedsiębiorstw jest niesolidnych płatniczo. Na szóstej pozycji znalazły się ex equo budownictwo oraz wytwarzanie i dostawa energii, gazu i gorącej wody, które posiadają po 5,5 proc. przedsiębiorstw przeciągających lub nieregulujących płatności.

Ogólny spadek udziału firm opóźniających płatności na rzecz partnerów biznesowych i banków to zasługa pięciu sektorów: Budownictwa, Działalności związanej z obsługą rynku nieruchomości, Działalności w zakresie usług administrowania i działalności wspierającej, Informacji i komunikacji oraz Wytwarzania i zaopatrywania w energię elektryczną, gaz, parę wodną, gorącą wodę i powietrze do układów klimatyzacyjnych. W tych sektorach ryzyko trafienia na niesolidnego płatnika w ciągu I kwartału nieznacznie spadło. – Prezentowane dane, szczególnie spadek odsetka niesolidnych płatników pokazuje, że nie zostały tu jeszcze uwzględnione problemy jakich przysporzył gospodarce koronawirus. Pierwsze sygnały skutków zamrożenia gospodarki będą widoczne, w bazach BIG InfoMonitor i BIK, najwcześniej w maju – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

W dwóch branżach: Budownictwo oraz Dostawa wody, gospodarowanie ściekami i odpadami spadły też kwoty przeterminowanych zobowiązań. I na tym koniec dobrych wiadomości, bo suma zaległości wszystkich firm, mimo sprzyjających warunków gospodarczych przed wybuchem pandemii, wzrosła o 909 mln zł (2,8 proc.). To więcej niż w I kwartale zeszłego roku, gdy było to 840 mln zł. W największym stopniu przyłożył się do tego handel – kwotą 238 mln zł (wzrost zaległości o 3,2 proc.), przemysł ponad 176 mln zł (3,2 proc.) oraz transport 141 mln zł (7,3 proc.). Niepokojąco wyglądają zmiany przeterminowanych zobowiązań firm rolnych, które w trzy miesiące powiększyły je o jedną dziesiątą do niemal 0,5 mld zł. Nie najlepiej rok 2020 zaczęły również firmy zajmujące się działalnością administrowania i wspierającą, które obejmują działalność organizatorów turystyki, targów i wystaw oraz kongresów, agencje zatrudnienia, firmy windykacyjne, księgowość. Ich zaległości, które w zeszłym roku nie ulegały większym zmianom, w tym roku tylko w kwartał powiększyły się o ponad 8 proc. (o powyżej 49 mln zł), ale jednocześnie udział niesolidnych firm z tego sektora obniżył się, co oznacza, że mocno pogłębiły się problemy przedsiębiorstw, które nie płaciły dostawcom i bankom już wcześniej.

Zaprezentowane zestawienie bierze pod uwagę dłużników zgłoszonych do BIG InfoMonitor (firmę można wpisać po 30 dniach od terminu płatności przy zaległości na kwotę min. 500 zł) oraz firmowe kredyty z BIK, przeterminowane o 30 dni, przy opóźnionej kwocie wynoszącej co najmniej 500 zł. Wyliczając udział niesolidnych dłużników w danym sektorze, uwzględnione zostały przedsiębiorstwa działające, zawieszone oraz zamknięte.

Brak kompetencji ogranicza wykorzystanie chmury w firmach. W efekcie brakuje dobrej infrastruktury IT do pracy zdalnej

To nie problemy technologiczne, ale braki kompetencyjne są najczęściej wskazywane jako przeszkoda dla cyfryzacji firm. Szczególnie problematyczne jest wdrażanie rozwiązań chmurowych. Do trudności w obszarze migracji do chmury przyznaje się 89 proc. menadżerów IT – wynika z badania Oktawave. Konsekwencje niedostatecznej transformacji cyfrowej firmy odczuły w ostatnich tygodniach, kiedy praktycznie z dnia na dzień trzeba było przejść na tryb pracy zdalnej.

Jak wynika z danych Eurostatu z 2018 roku, w krajach Unii Europejskiej 24 proc. przedsiębiorstw korzysta z rozwiązań chmurowych. W Polsce odsetek ten wynosi 11 proc.

Pytanie, dlaczego Polska znajduje się w ogonie Europy pod względem korzystania z chmury, czyli podstawy cyfryzacji gospodarki, zawsze nas nurtowało. Wygląda na to, że bardzo wiele przyczyn wynika z niewystarczających kompetencji wśród osób, które zajmują się infrastrukturą IT – mówi agencji Newseria Biznes Michał Paschalis-Jakubowicz, prezes zarządu Oktawave.

Wynika tak z badania „Kompetencje chmurowe firm w Polsce 2020” zrealizowanego przez IDG na zlecenie Oktawave i 7bulls.com na grupie osób zajmujących kierownicze stanowiska informatyczne w średnich i dużych firmach prowadzących działalność w Polsce.

Respondenci wymienili 24 przeszkody stojące na drodze do skutecznej transformacji chmurowej, mające źródło głównie wewnątrz organizacji. 28 proc. z nich wskazało właśnie brak odpowiednich kompetencji, kolejne 26 proc. – trudności z wyborem odpowiedniego rozwiązania technologicznego. Na długiej liście problemów znalazły się także: brak przekonania i nieufność zarządu do rozwiązań chmurowych, wysokie koszty, obawy o bezpieczeństwo i kwestie ochrony danych, a także trudności z integracją posiadanych systemów.

– Brak kompetencji ujawnia się już na samym początku procesu transformacji, dotyczy więc umiejętności zaprojektowania nie tylko docelowej architektury chmurowej, ale również całego procesu przenoszenia zasobów IT do chmury – podkreśla Michał Paschalis-Jakubowicz.

Najtrudniejsze etapy transformacji chmurowej to według badanych menadżerów IT planowanie procesu migracji do chmury (48 proc. wskazań) oraz analiza i projektowanie architektury przed migracją (41 proc.). Samo przeniesienie systemów i aplikacji do chmury jest problemem dla 33 proc. respondentów.

– Źle zaprojektowana chmura nie będzie spełniała swoich głównych założeń: z jednej strony nie pozwoli na oszczędność kosztów, a z drugiej strony na elastyczność i skalowalność. Nie będzie również pozwalała na sprawne uruchamianie nowych projektów i aplikacji. Jak widać, już na samym początku firmy potrzebują wsparcia – mówi prezes Oktawave.

Te kluczowe dla całego procesu kompetencje to m.in. umiejętność budowy i migracji aplikacji do platform chmurowych, a także znajomość technologii chmurowych (Java, Python, Docker, Kubernetes) oraz wirtualizacyjnych. Prawie połowa ankietowanych uważa, że te kompetencje technologiczne decydują o sukcesie transformacji chmurowej w takim samym stopniu jak umiejętności pozatechnologiczne (prawne, regulacyjne, finansowe, zarządcze). Co trzeci jest zdania, że skuteczne przeniesienie firmy do chmury nie jest możliwe bez twardych kompetencji technologicznych zespołu.

– Problemem, który występuje na samym początku, jest obawa przed nieznaną materią. Wiąże się to z brakiem zaufania do chmury jako do rozwiązania, które nie jest znane wewnętrznym służbom IT, ale także z brakiem zaufania zespołów do samych siebie, czy będą w stanie nią zarządzać, uzyskiwać jej efektywność i rozwiązywać na bieżąco problemy – mówi Michał Paschalis-Jakubowicz.

To, jak chmura może usprawnić funkcjonowanie firmy, pokazał wybuch pandemii koronawirusa, który zmusił wiele przedsiębiorstw praktycznie z dnia na dzień  do przeniesienia działalności w tryb online. Nie wszystkie były na to gotowe pod względem infrastruktury IT.

Chmura przede wszystkim pozwala na dużo więcej niż tradycyjne systemy – wyjaśnia prezes Oktawave. – Umożliwia bardzo szybkie przestawienie firmy na pracę zdalną, nie tylko systemu pocztowego, ale również systemów, które służą do zarządzania przedsiębiorstwem, np. ERP, CRM. Rozwiązania chmurowe pozwalają również na dużo lepszą absorpcję wahań koniunkturalnych, zarówno jeśli chodzi o jej skalowalność w górę – dla firm, które w tej chwili przeżywają duże natężenie ruchu online, bo np. sprzedają żywność przez internet, jak i w dół – dla tych wszystkich organizacji, które są zmuszone ograniczyć działalność. W efekcie uzyskują one natychmiastową oszczędność kosztów związaną ze zmniejszonym wykorzystaniem zasobów.

Pierwsze pieniądze z tarczy finansowej płyną do przedsiębiorców. Wnioski o wsparcie dostępne w bankowości internetowej

Banki aktywnie włączają się w pomoc kierowaną do przedsiębiorców. Wnioski o wsparcie w ramach tarczy finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa mogą składać wyłącznie za pośrednictwem bankowości internetowej. Według deklaracji prezesa PFR na konta przedsiębiorców za pośrednictwem banków trafiły już pierwsze dotacje – łącznie ponad 5 mld zł i każdego dnia ta kwota rośnie. Program pomocowy o wartości 100 mld zł, skierowany do około 670 tys. polskich przedsiębiorstw, ma wesprzeć ich płynność finansową w okresie poważnych zakłóceń w gospodarce. Rosnącą popularnością wśród firm cieszą się też gwarancje Banku Gospodarstwa Krajowego zabezpieczające ich transakcje kredytowe.

Tarcza finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju jest przeznaczona dla wszystkich firm, przy czym sposób aplikowania i przyznawania dotacji różni się dla trzech wydzielonych grup: firm do 10 zatrudnionych, do 250 oraz powyżej tego progu. Przedsiębiorstwa, które zatrudniają powyżej 250 pracowników, powinny aplikować o wsparcie bezpośrednio do PFR, natomiast dla tych mniejszych i średnich jedyną drogą jest elektroniczne składanie wniosków poprzez system banku, w którym firma ma rachunek. Wysokość subwencji zależy od liczby zatrudnionych i skali spadku obrotów spowodowanych pandemią. Ważne, że jest to realne wsparcie płynności finansowej firm. Po 12 miesiącach utrzymania działalności i zatrudnienia dotacja może być w znacznej części umorzona – mówi agencji Newseria Biznes Andrzej Gliński, członek zarządu Banku Millennium.

Firmy, które ucierpiały w wyniku pandemii koronawirusa, mogą ubiegać się o wsparcie w ramach tarczy finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju od ubiegłego tygodnia.

Na wdrożenie odpowiednich rozwiązań w bankowości elektronicznej sektor miał nieco ponad dwa tygodnie, ale od 29 kwietnia można już efektywnie wprowadzać wnioski o pomoc – mówi Andrzej Gliński. – Systemy bankowe pełnią ważną rolę w przezwyciężaniu skutków tego kryzysu, bo to banki jako jedyne dysponują infrastrukturą umożliwiającą efektywną dystrybucję środków i kontakt ze wszystkimi przedsiębiorstwami na rynku.

Podstawą weryfikacji wniosków i oświadczeń składanych przy aplikowaniu o wsparcie z PFR są rejestry publiczne. Dlatego ważne, żeby przedsiębiorca, który ma zamiar ubiegać się o tę pomoc, złożył deklarację podatkową (np. VAT-7) w czasie, który pozwoli na jej przetworzenie i zatwierdzenie przez organy podatkowe. Przed złożeniem wniosku o subwencję firma powinna też upewnić się, że bank posiada jej aktualne i zgodne z wpisem w rejestrze dane (nazwa, NIP, REGON, data założenia), i przygotować dane finansowe, w szczególności m.in. o wysokości obrotów gospodarczych w wybranych miesiącach oraz o liczbie zatrudnionych pracowników w przeliczeniu na pełny etat.

Wniosek można złożyć tylko raz, dlatego kontaktujemy się z klientami i namawiamy ich, żeby robili to w sposób przemyślany. Przykładowo, dane firmy są weryfikowane na podstawie informacji Ministerstwa Finansów i ZUS-u. Jeżeli ktoś chce oprzeć swój wniosek na przychodach z kwietnia, powinien złożyć odpowiednie deklaracje VAT-owskie. Wnioski zostaną przetworzone i znajdą się w bazach Ministerstwa Finansów, zgodnie z zaleceniami PFR po czterech dniach dla deklaracji miesięcznych i siedmiu dniach dla deklaracji kwartalnych – mówi ekspert.

Bank Millennium udostępnił przedsiębiorcom narzędzie, które pozwala aplikować o wsparcie z PFR prosto i intuicyjnie. Wniosek o subwencję jest składany w Millenecie, czyli serwisie bankowości internetowej. Opiera się na oświadczeniach przedsiębiorcy i powinien zostać złożony przez osobę upoważnioną do czynności związanych z podpisaniem umowy oraz korzystania z bankowych narzędzi autoryzacyjnych. Status wniosku i decyzja PFR w sprawie udzielenia wsparcia również będą widoczne w serwisie internetowym banku.

Jeszcze przed wprowadzeniem programu mieliśmy wiele telefonów od klientów, którzy pytali o zasady jego funkcjonowania i możliwość składania wniosków. Już w pierwszych dniach widzimy dużą ich liczbę – mówi członek zarządu Banku Millennium. – Pomoc jest zależna od skali spadku obrotów firmy w danym miesiącu, dlatego spodziewamy się kolejnej fali wniosków po rozliczeniu kwietnia. Wynika to z faktu, że jeszcze w marcu firmy miały całkiem wysokie obroty, natomiast w kwietniu efekt pandemii był już wyraźnie widoczny i wielu przedsiębiorstwom przyniósł znaczące spadki.

Jak podkreśla ekspert, utrzymanie płynności finansowej jest teraz największym wyzwaniem, z jakim mierzą się polskie firmy. Stąd ogromne zainteresowanie tarczą finansową PFR, ale także innymi narzędziami pomocowymi, jak np. finansowaniem przy wsparciu gwarancji Banku Gospodarstwa Krajowego. Millennium współpracuje z BGK w ramach wszystkich dostępnych na rynku programów wsparcia.

Pierwszy to znany od kilku lat program gwarancji de minimis, w którym w ostatnim czasie  zmieniły się kryteria. Najważniejszą zmianą jest możliwość zabezpieczenia do 80 proc. wartości udzielonego kredytu. Co ważne, program de minimis – przeznaczony dla małych i średnich firm – jest dzisiaj bezpłatny. Nie jest pobierana prowizja na rzecz BGK od udzielenia gwarancji – podkreśla Andrzej Gliński.

Oprócz zwiększenia zakresu gwarancji z 60 do 80 proc. wartości kredytu w programie de minimis dla MŚP zaszły też inne zmiany. Kolejną jest wydłużenie okresu gwarancji z 27 do 39 miesięcy. Dzięki zmianom przedsiębiorcy mogą korzystać z gwarancji de minimis na korzystniejszych niż wcześniej warunkach.

Na czas pandemii został też przygotowany program dla dużych firm: Fundusz Gwarancji Płynnościowych, w którym maksymalna wysokość kredytu zabezpieczonego gwarancją to 250 mln zł. W tym przypadku bank także może zabezpieczyć do 80 proc. wartości finansowania, na okres do 27 miesięcy. To o tyle ważne, że wobec ogromnych zmian i spadków obrotów dla niektórych firm jest to jedyna szansa, żeby utrzymać płynność, przetrwać czas pandemii i wrócić do działalności gospodarczej po jej ustaniu – podkreśla ekspert.

Proces wnioskowania o gwarancje BGK w Banku Millennium również odbywa się w tej chwili z wykorzystaniem kanałów elektronicznych. Bank udostępnił firmom wiele narzędzi cyfrowych, tak żeby do minimum ograniczać ich kontakt ze swoimi pracownikami, nawet przy najtrudniejszych transakcjach, wykorzystując m.in. podpis kwalifikowany z kwalifikowanym znacznikiem czasu.

Kolejny obszar udogodnień dla przedsiębiorstw, który pomaga im w utrzymaniu płynności finansowej, to program wakacji kredytowych, w którym kapitał, a w wyjątkowych przypadkach także odsetki, możemy zawiesić na trzy miesiące. Co ważne, ten proces też odbywa się w sposób elektroniczny, wnioski można składać zdalnie. Prowadzimy też akcję dla firm lokalnych we współpracy z naszą platformą zakupową goodie. W jej ramach mali, niesieciowi przedsiębiorcy mogą zgłosić się do goodie, a aplikacja poinformuje wszystkich użytkowników w okolicy o aktywności takiego podmiotu. Dzięki temu mali przedsiębiorcy będą mogli stopniowo wracać do swojej aktywności – podkreśla członek zarządu Banku Millennium.

W tym roku zabraknie 480 tys. Ukraińców do zbioru owoców. Zastąpić ich mogą osoby, które straciły pracę podczas pandemii

Rolnicy, sadownicy i ogrodnicy muszą w tym roku mierzyć się z poważnym brakiem rąk do pracy. – Do sezonowych zbiorów owoców miękkich przyjeżdżało co roku niespełna 500 tys. osób – mówi Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. Dużą część zatrudnionych stanowili pracownicy z Ukrainy. Wprawdzie tarcza antykryzysowa wprowadza ułatwienia dotyczące pracy sezonowej cudzoziemców, którzy pozostają w Polsce, ale ze względu na zamknięte granice wstrzymany jest dopływ kolejnych, a to – jak szacuje Personnel Service – nawet 160 tys. Ukraińców miesięcznie. Możliwe jednak, że pracy na wsi szukać będą Polacy, którzy w czasie pandemii stracili pracę.

– W związku z pandemią mamy także kłopoty na rynku pracy. Wchodzimy w sezon zbioru owoców miękkich, a zwłaszcza truskawki. Truskawka jest zbiorem ręcznym i od wielu lat korzystaliśmy z pomocy pracowników, którzy przyjeżdżali zza wschodniej granicy. Teraz muszą przejść okres kwarantanny, dostać odpowiednie paszporty, wizy – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Przez pandemię koronawirusa problemy w działalności mają konsulaty Polski na terenie Białorusi i Ukrainy, które wydają wizy pracownicze. Jeśli zaś zabraknie pracowników ze Wschodu, może być problem ze zbiorem owoców.

– Będą kłopoty ze zbiorami owoców miękkich i warzyw, gdzie są duże nakłady pracy ludzkiej. Bez tych pracowników nastąpią dodatkowe ogromne straty na wsi – ocenia ekspert.

Teoretycznie kolejna tarcza antykryzysowa wprowadza ułatwienia dla rolników zatrudniających cudzoziemców. Nowe przepisy przewidują możliwość zmiany warunków wykonywania przez nich pracy bez konieczności wydania nowego zezwolenia lub wpisu nowego oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi. Ponadto można zastosować wyjątkowe zwolnienie z wymogu uzyskania zezwolenia na pracę w okresie stanu epidemii oraz 30 dni po jego odwołaniu w sektorach, w których wymagane są zezwolenia na pracę sezonową. Udogodnienia dotyczą jednak osób, które nie wyjechały z Polski. Pytanie, co z tymi, którzy wrócili do domów. Jest ich sporo, na co mogą wskazywać dane na temat bezrobocia. Jak podaje Personnel Service, powołując się na dane State Employment Service of Ukraine, w ciągu pięciu dni na początku kwietnia liczba zarejestrowanych bezrobotnych wzrosła o ponad 36 tys.

 Myślę, że część pracowników ze Wschodu przyjedzie. Są propozycje, żeby mogli np. przechodzić granicę pieszo, bo są problemy z transportem. Ponadto, jeżeli dzisiaj straci pracę wielu ludzi, którzy mieszkali na wsi, a pracowali w mieście, to może część z nich sezonowo poszuka dodatkowych zarobków na wsi – mówi prezes KRIR. – Jest to dosyć prosta praca, łatwo się jej nauczyć, a stawki nie są aż tak niskie.

Personnel Service szacuje, że do tej pory co miesiąc do Polski przejeżdżało ok. 160 tys. pracowników z Ukrainy. Jeżeli stan epidemii potrwa do czerwca, granic nie przekroczy nawet 480 tys. Ukraińców. Mimo zmniejszonego zapotrzebowania na pracowników w niektórych branżach może to być jednak problem dla pracodawców. Rolnictwo może stać się jednym z sektorów najmocniej dotkniętych tym niedoborem.

Jak ocenia Wiktor Szmulewicz, do sezonowych zbiorów potrzebnych jest co roku nawet 500 tys. pracowników.

– Przykładowo Czerwińsk, który jest zagłębiem truskawkowym, ma ponad 6 tys. mieszkańców, a pracowników najemnych potrzeba prawie drugie tyle, żeby zebrać owoce – wskazuje.

Dla rolników problemem jest nie tylko brak rąk do pracy, ale też susza. Wprawdzie majowa pogoda daje nadzieję na poprawę sytuacji, ale eksperci podkreślają, że potrzebne są do tego długotrwałe opady.

– To może spowodować ogromne spadki plonów, nawet owoców miękkich, warzyw i innych, które rosną bezpośrednio w gruncie. Zboża i mleka może być mniej, bo będzie mniej pasz objętościowych. I to może spowodować zwyżki cen – mówi prezes KRIR.

Ochrona firmowego logo z punktu widzenia polskiego prawa

Marka firmy stanowi jeden z kluczowych elementów jej strategii rozwoju. Każda spośród światowych marek odnoszących sukcesy posiada niepowtarzalne logo. Dzięki niemu łatwiej o rozpoznawalność produktów wśród klientów. Jest to równocześnie pokusa dla nieuczciwej konkurencji aby się do takiej marki przybliżyć. Wszystkie te aspekty sprawiają, że o logo firmowe powinniśmy dbać i znać wszelkie dostępne środki jego prawnej ochrony.

Ochrona prawna logo firmy poprzez rejestrację znaku towarowego

Jest to forma ochrony, która zapewnia nam najwyższy poziom bezpieczeństwa.

Warto wiedzieć także czym właściwie jest znak towarowy. Potocznie uważa się, że to nazwa lub logo firmy. W rzeczywistości znak towarowy stanowi każde oznaczenie, które umożliwia wyróżnienie towarów lub usług występujących na wskazanym rynku

Dodatkowo znak towarowy musi wiązać się z działalnością zarobkową. Zatem znakiem towarowym może byś ustalone logo, nazwa firmy lub przypisany do danej działalności znak graficzny. Znak towarowy zawsze jest związany z określonymi towarami lub usługami a jego zgłoszenie wiąże się z koniecznością wniesienia opłat urzędowych.

Zobacz również:

Rejestracja znaku towarowego nie daje monopolu absolutnego

Rejestrując znak towarowy musimy mieć świadomość, że nie będzie on chroniony na cały świat, a tylko na konkretne terytoria. Opcji jest kilka:

  • rejestracja znaku towarowego krajowego, której dokonuje się w Urzędzie Patentowym RP (UPRP);
  • rejestracja znaku towarowego unijnego, która możliwa jest w Urzędzie Unii Europejskiej ds. Własności Intelektualnej (EUIPO);
  • rejestracja znaku towarowego międzynarodowego, której dokonuje się poprzez Światową Organizację Własności Intelektualnej (WIPO).

Prawo wyłączne do danego znaku towarowego ograniczone jest również do branży, w której działasz. Czyli jeżeli prowadzisz biuro rachunkowe pod nazwą FENIX, to rejestrując swój znak towarowy nie będziesz mógł zabronić używania takiej nazwy na przykład włascicielowi restauracji.

Jak zarejestrować znak towarowy?

Rejestracja znaku towarowego w Urzędzie Patentowym zapewnia prawną ochronę na okres 10 lat. Oczywiście istnieje również możliwość przedłużenia ochrony. Aby uzyskać rejestrację należy złożyć podanie, w którym zostaną wskazane wybrane towary i usługi. Od ich ilości (a właściwie ilości klas) zależą finalne opłaty urzędowe.

Po zgłoszeniu ekspert sprawdza czy spełnione zostały wszystkie wymogi formalne oraz czy nie występują jakieś bezwzględne przeszkody rejestracji. Nie rejestruje się przykładowo oznaczeń opisowych. Te należą do określeń wolnych, którymi każdy bez przeszkód może się posługiwać. Jeżeli jednak takie problemy się nie pojawią, znak jest publikowany i od tej chwili przez 3 miesiące właściciele wcześniejszych praw mają czas aby zgłaszać ewentualne sprzeciwy.

Jeżeli nie wpłyną, znak towarowy, zazwyczaj po około 6 miesiącach, otrzymuje warunkową decyzję o rejestracji. Innymi słowy, ochrona zostanie przyznana o ile zgłaszający opłaci pierwszy 10-letni okres ochronny.

Co daje rejestracja znaku towarowego?

Dzięki ochronie prawnej jaką zapewnia rejestracja znaku towarowego, będziemy mogli ochronić się przed działaniami nieuczciwej konkurencji. Najczęściej takie firmy będą starały się przybliżyć do naszej nazwy. Prawo ochronne na znak towarowy służy wyeliminowaniu z rynku konkurentów, którzy swoimi oznaczeniami wprowadzają w błąd klientów.

W ewentualnym sporze lub nawet wcześniej, na etapie wysyłania pism ostrzegawczych, bardzo łatwo wykażesz przysługujące Ci prawa. Wystarczy, że wylegitymujesz się świadectwem ochronnym. W tym ozdobnym dokumencie będziesz wpisany jako właściciel praw wyłącznych do znaku towarowego.

Dzięki świadectwu możesz usuwać oferty nieuczciwej konkurencji na Allegro, OLX czy Amazon. To wszystko bez wchodzenia w spór sądowy. Jesteś też w stanie, w kilka miesięcy, odebrać przeciwnikowi domenę internetową. Spory przed Sądem Polubownym ds. Domen Internetowych znane są z tego, że wyrok zapada w nich szybko.

O pozostałych korzyściach z takiej rejestracji dowiesz się z poniższego nagrania:

Rejestrując znak towarowy warto korzystać z usług rzeczników patentowych

Rejestracja znaku nie jest taką prostą sprawą. Na rynku jest tak dużo znaków zarejestrowanych i niezarejestrowanych, że nietrudno o kolizję. Błąd przy weryfikacji nazwy firmy może sprawić, że znaku nie zastrzeżemy lub co gorsza, sprowadzimy na siebie problemy. Może się bowiem okazać, że o naszym zgłoszeniu dowie się konkurent posiadający podobny znak i zażąda nie tylko wycofania zgłoszenia, ale również zejścia z całą marką z rynku. To prawdopodobne, bo EUIPO z automatu powiadamia o wpłynięciu zgłoszenia właścicieli podobnych unijnych znaków z wcześniejszą datą rejestracji.

Da się takich problemów uniknąć, jeżeli zlecimy zajęcie się formalnościami rzecznikowi patentowemu. Ten, jako specjalista od ochrony marki, najpierw zrobi jej profesjonalne badanie, a później dokona zgłoszenia. Co ważne, w razie zlokalizowania przeszkód, wskaże jak można je obejść np. dodając do znaku dodatkowe słowo.Rejestrując znak towarowy warto korzystać z usług rzeczników patentowych

Czy nazwa i logo są jakoś chronione bez rejestracji?

Tak, ale jest to ochrona słabsza i wymaga od nas przedłożenia masy dowodów w sporze.
Prawa do znaków niezarejestrowanych można wywodzić z ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (art. 10) i Kodeksu Cywilnego (prawo do firmy). Wiele osób zapomina, że nie wystarczy jedynie wskazać tych przepisów. ale należy również udowodnić, że daną marką posługiwaliśmy się komercyjnie na rynku.

Problem często określenie, czy używamy naszego niezarejestrowanego znaku towarowego z dostateczną intensywnością. To finalnie będzie oceniał sędzia. Nie można zapominać, że ochrona również tutaj jest terytorialna. Jeżeli więc działamy tylko w jednym mieście, to niemal na pewno nie będziemy w stanie skutecznie zmusić konkurenta z drugiego końca Polski do zmiany nazwy pod którą działa. To jest możliwe tylko, jeżeli mamy znak zarejestrowany.

Z drugiej strony, lepszy rydz niż nic. Jeżeli nie pomyśleliśmy o rejestracji, to ostatnią deską ratunku mogą być właśnie przepisy wspomniane powyżej. Musimy jednak liczyć się z tym, że mogą się one okazać niewystarczające i po długim sporze finalnie dowiemy się, że monopol na daną nazwę nam przysługuje, ale tylko w wąskim zakresie.
Więcej na ten temat dowiesz się z poniższego nagrania.

 

Czy druk może rywalizować z internetem?

W dobie internetu, katalogów online i sklepów internetowych mogłoby się wydawać, że praca drukarni przechodzi do lamusa. W istocie jednak tak nie jest i jest to sposób na Klienta, w który nadal inwestują firmy – i to zarówno mali, jak i najwięksi gracze na rynku. Dlaczego warto drukować reklamę, zamiast po prostu umieszczać ją na swojej stronie internetowej?

Kluczem jest różnorodność

Zazwyczaj eksperci są zgodni – im więcej kanałów dotarcia do Klienta, tym lepiej. I choć są firmy, które całość swoich działań promocyjnych zamknęły wyłącznie do świata online, reklama stacjonarna nadal ma swoich zwolenników i potrafi przynosić zaskakujące efekty. Ważny jest odpowiedni pomysł i przemyślana dystrybucja, ale w internecie również. 

Druk w erze internetu

W internecie z reklamą spotykamy się wszędzie. Przeglądając media społecznościowe, wchodząc na stronę główną portalu informacyjnego, czytając artykuł poradnikowy czy bloga. Tak duże nasycenie reklamą sprawia, że w znakomitej większości nie zwracamy uwagę na te komunikaty. W takiej sytuacji często powrót „do korzeni” jaką jest reklama stacjonarna, przynosi niesamowite efekty. 

Koszty mogą być porównywalne

Wiele osób uważa, że koszty reklamy internetowej są niższe, niż druku. Wystarczy przecież, że wrzucimy katalog reklamowy do pobrania na stronie czy post o promocji na facebooku. Warto jednak zaznaczyć, że np. w przypadku katalogów, w jednym i drugim przypadku nie unikniemy pracy grafika. W internecie również zazwyczaj nie wystarczy umieścić katalog na stronie internetowej – Klient musi na niego trafić, a do tego również konieczna jest reklama. 

Klient zabierze swój produkt do domu

Najbardziej znanym przykładem jest chyba katalog IKEA – do niedawna co roku dostarczany do tysięcy domów pozwalał na przeglądanie mebli w domowym zaciszu, robienie notatek, oglądanie aranżacji i produktów w wygodnej formie, jak w książce. Tego nie da Ci internet! Reklama drukowana w formie np. kalendarza na ścianę czy książkowego planera to również praktyczne rozwiązanie, którego nie zastąpi internet – chyba że myślimy o aplikacji. 

Postaw na prestiż

Druk katalogu firmowego z dokonaniami, historią i portfolio firmy, odpowiedniej jakości i z uszlachetnieniami mówi dobrze o kondycji finansowej Twojego przedsiębiorstwa. Tego nie da Ci umieszczenie katalogu w internecie, a przecież to ważny aspekt np. dla firm premium, które dbają o swój wizerunek i chcą trafić do najbardziej wymagających Klientów.

Dobra drukarnia to skarb

Starannie dobrana drukarnia, taka jak JKB Print, to partner w realizacji wielu strategii reklamowych firmy. Wybierz drukarnię do zadań specjalnych – taką, którą spełni pokładane w niej nadzieje, doradzi, ale i przekona do siebie jakością druku. Z taką pomocą reklama offline ma z pewnością większe szanse na powodzenie, niezależnie od branży.

Wchodzimy w okres rosnącego bezrobocia i stabilizacji wynagrodzeń

Według opublikowanych dzisiaj danych resortu rodziny, pracy i polityki społecznej stopa bezrobocia w Polsce w kwietniu br. wyniosła 5,7% (w marcu 5,4%). W powiatowych urzędach pracy jest zarejestrowanych 58 tys. osób więcej niż miesiąc wcześniej, co oznacza, że w rejestrach mamy 960 tys. osób pozostających bez pracy.

To pierwsza od wielu miesięcy sytuacja, kiedy stopa bezrobocia przewyższa wskaźnik w analogicznym miesiącu roku ubiegłego (w kwietniu 2019 było 5,4%). Obecne dane nie odzwierciedlają jednak w pełni sytuacji na rynku pracy. Wiele osób, które zakończyły współpracę z pracodawcami, z różnych względów nie rejestruje się jako bezrobotni, próbując samodzielnie znaleźć pracę lub przeczekać trudny okres w oparciu o zgromadzone środki lub pomoc rodziny i najbliższych. Również ograniczone działanie powiatowych urzędów pracy i ich przejście wyłącznie do trybu on-line może mieć wpływ na możliwość zarejestrowania się przez określone grupy osób, które utraciły pracę.

Wydaje się, że epidemia koronawirusa odwróciła trendy obserwowane na rynku pracy. Prawdopodobnie wchodzimy w okres rosnącego bezrobocia, utrzymania dotychczasowego poziomu wynagrodzeń, a dla części pracowników nawet czasowego ich obniżenia w związku m.in. z przyjęciem rozwiązań takich jak obniżony wymiar czasu pracy, przestój ekonomiczny czy – zapowiadane przez resort pracy – inne instrumenty służące utrzymaniu miejsc pracy.

Rozwiązania zaproponowane w kolejnych wersjach tarcz antykryzysowych powodują odsunięcie fali zwolnień poprzez udzielanie pomocy finansowej pracodawcom i często wynikającego obowiązku utrzymania stanu zatrudnienia w okresie wypłat wsparcia. To powoduje, że dopiero po tym okresie pracodawcy będą dokonywali analiz, na ile obecne warunki prowadzenia działalności gospodarczej pozwolą na utrzymanie dotychczasowego stanu zatrudnienia.

Wprowadzenie wielu rozwiązań chroniących miejsca pracy, powoduje, że pracownicy objęci nimi pozostają w zatrudnieniu. Istotnym pytaniem jakie nieuchronnie się pojawia jest, czy instrumenty te będą oddziaływały długoterminowo. Na razie widać, że znacząco zmniejszają przyrost bezrobocia w krótkim okresie.

Niestety, do pełnego obrazu rynku pracy brakuje informacji o tym, ile osób znajduje się obecnie w okresie wypowiedzenia. Duży odsetek pracowników korzysta z dwu – trzy miesięcznego okresu wypowiedzenia, co może mieć również wpływ na statystyki bezrobocia. Również proces realizacji zwolnień grupowych odwleka moment, w którym pracownicy objęci tą procedurą stają się osobami bez zatrudnienia.

Według informacji przekazanej przez ministerstwo pracy, w lutym pracodawcy zgłosili zamiar zwolnień grupowych wobec ok. 5 300 osób, w marcu – 8 880 osób. Powyższe liczby nie oddają trudności, jakich doświadczają przedsiębiorcy w utrzymaniu poziomu zatrudnienia przy jednoczesnym spadku przychodów. Wydaje się, że zdecydowanie większe liczby zwolnień grupowych pojawią się po zakończeniu finansowania utrzymania miejsc pracy.

Obecna sytuacja wymaga skoordynowanych i przemyślanych interwencji rządu na rynku pracy uwzględniających również długoterminowe skutki pandemii koronawirusa. Niewątpliwie cieszy skierowanie środków Funduszu Pracy i Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Społecznych na wspieranie utrzymania zatrudnienia. Jednak zaprojektowany w ustawach trzymiesięczny okres uzyskiwania przez pracodawców wsparcia może się okazać zbyt krótki, aby w dłuższej perspektywie utrzymać stopę bezrobocia na poziomie nieprzekraczającym 10-12%.

Reformy wymaga również system i kwota przyznawanych zasiłków dla bezrobotnych. Obecny zasiłek na poziomie 847,80 zł brutto nie jest wystarczający na pokrycie podstawowych potrzeb osoby pozostającej bez pracy. Przy trwających pracach nad podwyższeniem kwoty zasiłku, warto mieć na uwadze osoby, które wykonują swoje obowiązki zawodowe uzyskując minimalne wynagrodzenie. Nie można dopuścić do sytuacji, w której bardziej opłacalny będzie status bezrobotnego niż praca zawodowa. Poza tym wysokie zasiłki, przy ograniczonych możliwościach Funduszu Pracy stanowiącego źródło finansowania, oznaczają mniejsze możliwości prowadzenia działań aktywizacyjnych, które będą niezbędne, aby dostosować umiejętności osób pozostających bez pacy do funkcjonowania na rynku pracy w „nowej normalności”.

Przed polskim rządem stoi ważne zadanie dotyczące rynku pracy: jak wesprzeć pracodawców w utrzymaniu zatrudnienia przy jednoczesnym zapewnieniu środków do życia dla osób tracących pracę i przygotowaniu ich do wejścia na mocno zmieniony rynek pracy funkcjonujący w stanie dużej niepewności przyszłość.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Stanowisko Wynajmujących w sprawie porozumień branżowych po ponownym otwarciu lokali handlowych

Stanowisko Wynajmujących w sprawie porozumień branżowych po ponownym otwarciu lokali handlowych w galeriach handlowych i obiektach handlowych powyżej 2,000 m2.

Zrzeszeni w Polskiej Radzie Centrów Handlowych właściciele i zarządcy obiektów handlowych (dalej „Wynajmujący” – lista firm poniżej) zdają sobie sprawę, iż w następstwie zagrożenia epidemicznego Covid-19, wielu Partnerów umów najmu prowadzących swoją działalność w centrach handlowych (dalej „Najemcy i/lub Partnerzy”), wymagać będzie różnorakiej pomocy ze strony Państwa, banków jak też Wynajmujących. Tylko skoordynowane, proporcjonalne i właściwie zaadresowane instrumenty pomocowe pozwolą podtrzymać biznes przy życiu, zachować źródła dochodu polskich przedsiębiorców i uchronić cenne miejsca pracy.

Począwszy od dnia 4 maja 2020 r. większość placówek w centrach handlowych może ponownie podjąć działalność z zachowaniem zwiększonych rygorów higienicznych. Jest to ważny moment odmrażania gospodarki, ponieważ sprzedaż w centrach handlowych stanowi 30% wartości całego handlu detalicznego w kraju.

Zdecydowana większość Partnerów, od 70 do 90 procent otworzyła swoje placówki, a pozostali, ze względów organizacyjnych, uczynią to w najbliższych dniach. Zarządcy obiektów przyjmują to z oczywistym zrozumieniem, ponieważ czas od wydania stosownego rozporządzania (opublikowanego w dniu 2 maja 2020 r.) do dnia ponownego otwarcia lokali był stosunkowo krótki. Jednocześnie pierwsze dane z dnia otwarcia wskazują, iż Polacy chętnie przychodzą na konkretne zakupy i widać wysokie wskaźniki konwersji w otwartych dziś sklepach, co może przyczynić się do poprawy sytuacji najemców znacznie szybciej, niż zakładano.

Przypominamy, że świetle prawa, najemcy, którzy nie mogli prowadzić działalności ze względu na stan epidemii nie byli zobowiązani do uiszczenia czynszu ani opłat eksploatacyjnych; tym kosztem zostali w całości obciążeni Wynajmujący. Z dniem ponownego otwarcia rozpoczął się również bieg trzymiesięcznego terminu, w którym Najemcy powinni złożyć Wynajmującym oświadczenia o woli przedłużenia umów najmu na zasadach wynikających z ustawy, tj. tzw. tarczy antykryzysowej.

Właściciele i zarządcy obiektów handlowych pragną jednocześnie poinformować, że Najemcy, którzy będą tego potrzebować, nie zostaną pozostawieni bez wsparcia. Sytuacja poszczególnych branż oraz konkretnych Partnerów kształtuje się różnie, dlatego pomoc ta powinna być jak najbardziej dopasowana do indywidualnej sytuacji. Wynajmujący od początku kryzysu epidemicznego powadzą indywidualne konsultacje i negocjują z Najemcami optymalne środki wsparcia, tak aby pomoc była każdorazowo najlepiej dostosowana i możliwie efektywna. Należy uwzględnić przy tym rodzaj prowadzonej działalności, charakterystykę centrum i lokalu oraz postanowienia konkretnej umowy najmu, w oparciu o którą Strony współpracują. Ta praktyka tworzona jest od lat, zarówno w czasach kryzysu, jak i na co dzień i stanowi integralną część pracy zarządczej. Centrum handlowe to swoisty ekosystem – Najemcy i Wynajmujący są od siebie zależni i muszą działać wspólnie. Centra handlowe gwarantują Najemcom efektywne kanały zbytu, z kolei funkcjonowanie galerii handlowych bez Najemców jest niemożliwe. Obie Strony zdają sobie z tego faktu doskonale sprawę.

W ramach dobrych praktyk stanowiących odzwierciedlenie Społecznej Odpowiedzialności Biznesu znanych zarówno Najemcom jak i Wynajmującym, deklarujemy wsparcie naszych Partnerów w formie rabatów i innych dostępnych form pomocy, w zależności od sytuacji finansowej Najemcy oraz uzyskanej przez niego pomocy od Państwa.

Jednocześnie Wynajmujący nie widzą potrzeby standaryzacji mechanizmów pomocy, ani ujednolicenia jej wysokości. Jednakowe traktowanie wszystkich Najemców będzie w naszej ocenie nieefektywne i niesprawiedliwe. Wiele z sieci handlowych to podmioty o dużej sile ekonomicznej i globalnej skali operacji. Zunifikowane rozwiązania spowodowałyby, iż działania wspierające nie znajdą właściwych adresatów, a jednocześnie Wynajmujący pozbawieni zostaną środków, aby wspomóc efektywnie te podmioty biznesowe, które będą naszej pomocy najbardziej potrzebować. Należy tu zwrócić zwłaszcza uwagę na dziesiątki tysięcy małych firm, często lokalnych biznesów prowadzących działalność w jednej czy kilku lokalizacjach a także operatorów wysp handlowych, których działalność wciąż jest mocno ograniczona pewnymi uwarunkowaniami sanitarnymi.

Zapewniamy, że konsekwentnie prowadzimy i będziemy nadal prowadzić odpowiedzialną politykę współpracy z Partnerami umów najmu oraz tymi finansującymi nasze projekty, zorientowaną na wieloletnie, obustronnie korzystne relacje. Ewentualna interwencja legislacyjna zakłóci zasady tej współpracy i podważy zaufanie, które jest niezbędne dla dalszej harmonijnej kooperacji.

Jednocześnie liczymy na umorzenie w okresie 2020 – 2021 opłat z tytułu użytkowania wieczystego, podatku od nieruchomości oraz podatku galeryjnego, co pozwoli na znaczące zmniejszenie obciążeń najemców opłatami eksploatacyjnymi i zwiększenie możliwości oferowanego przez nas wsparcia, o którym mowa powyżej.

Wnosimy jako wynajmujący w ramach porozumienia z najemcami o umożliwienie otwarcia obiektów handlowych w niedziele, co jest niezbędne dla odbudowy obrotów tradycyjnego handlu. Jest to podyktowane koniecznością wsparcia sektora w zakresie pobudzania popytu a także zwiększaniem bezpieczeństwa przepływu klientów w momencie, gdy normy wskazane w rozporządzeniu będą już graniczne tj. przekraczające 1 osobę na 15m2.

Stanowisko zostało dotychczas podpisane przez: Atrium European Real Estate, Apsys Polska, Carrefour Polska, Ceetrus Polska, ECE Projektmanagement Polska, Metro Properties, Multi Poland, Mayland Real Estate, Pradera Management Poland, Sierra Balmain i Unibail-Rodamco-Westfield.

Pandemia spowodowała gwałtowny spadek wydatków

Wśród Polaków nastąpił znaczny spadek konsumpcji w stosunku do poprzednich lat. Docelowo osiągnie on -20 % w drugim kwartale. Krystian Jaworski, starszy ekonomista Credit Agricole Bank Polski SA, w rozmowie z MarketNews24 opiera się o dane zebrane początkiem kwietnia. Pochodzą one z transakcji kartami płatniczymi oraz BLIK-iem. Ekonomista podkreśla, że podobne analizy w przeszłości wskazywały pokrewne wartości, do tych publikowanych później przez GUS.

Trafność prognozy Krystiana Jaworskiego potwierdzają wyniki badań koniunktury konsumenckiej. Jej bieżący wskaźnik osiągnął najniższy poziom od marca 2004 roku, ponadto Wyprzedzający Wskaźnik Koniunktury Konsumenckiej nigdy wcześniej nie znajdował się tak nisko,  jak w chwili obecnej. Taki spadek wśród liczby konsumentów zauważono w kwietniu bieżącego roku.

Odnotowano również znaczące obniżenie w sprzedaży detalicznej, które w marcu, w bieżących cenach, wynosiło 7,1% r/r, w stosunku do wzrostu o 9,6% w lutym. Natomiast licząc w cenach stałych, dynamika sprzedaży wynosząca w lutym 7,3% r/r, w marcu osiągnęła -9,0 r/r.

Zamknięcie szkół wszystkich szczebli oraz galerii handlowych w połowie marca, wywołane restrykcjami w związku z szerzącą się epidemią COVID-19, stanowi główny powód spadku sprzedaży detalicznej w tym miesiącu. Podjęte środki bezpieczeństwa odbiły się szerokim echem praktycznie w każdym z rodzajów sprzedaży, powodując jej załamanie. Jednak nagłe gromadzenie zapasów przez gospodarstwa domowe oraz wzrost popytu na leki, czy środki czystości takie jak maseczki, płyny antybakteryjne itp, doprowadziły do ograniczenia spadku. Tymczasem w kwietniu podobnych działań nie odnotowano. Zaskutkuje to z pewnością jeszcze szybszym obniżeniem wskaźnika sprzedaży detalicznej, który być może osiągnie dwucyfrowy poziom. Chociaż realny spadek w takiej sprzedaży może okazać się znacznie mniejszy, niż ten podawany przez Główny Urząd Statystyczny. Urząd podaje dane bez uwzględnienia działalności handlowej firm zatrudniających mniej niż 10 osób, takich jak osiedlowe “spożywczaki” i liczne sklepy internetowe, które w obecnych warunkach zyskują na popularności w coraz szerszym gronie klientów.

Jednak, jak tłumaczy Krystian Jaworski, GUS mimo wszystko stara się zawrzeć w raportach dane dotyczące sprzedaży internetowej. Ekonomista przewiduje, że w kwietniu spadek sprzedaży detalicznej osiągnie liczbę dwucyfrową. Wskaźnik konsumpcji wśród Polaków również ulegnie znacznemu obniżeniu, gdyż zawiera on dane dotyczące działalności usługowej, która ze względu na wprowadzone ograniczenia, także została ograniczona.

Wkrótce poznamy dane, które mogą okazać się najgorsze w całym 2020 r. Dlatego, że kwiecień nie obejmuje już okresu, gdy intensywnie robiliśmy zapasy na okres wprowadzanych ograniczeń związanych z koronawirusem.

– Od maja restrykcje są znoszone i istotne jest kiedy handel wróci do poziomów sprzed restrykcji – mówi w rozmowie dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Co do tego, jak szybko się to stanie, niepewność jest olbrzymia.

Bardzo wiele będzie zależało od tych konsumentów, których dochody nie pogorszyły się w sposób istotny. To oni będą mieli największy wpływ na popyt konsumpcyjny, zwłaszcza, że wskaźnik nastrojów konsumenckich jest na najniższym poziomie, odkład w Polsce prowadzone są takie badania.

– Wiele zależeć będzie od zmiany zachowań konsumenckich, od sumy indywidualnych decyzji czy kupić samochód, czy kupić meble, jak spędzić wakacje – komentuje ekspert XTB.

Rzecznik MŚP wnioskuje do Wiceprezes Rady Ministrów Minister Rozwoju o wydanie objaśnień prawnych w przedmiocie warunków skorzystania z tzw. Tarczy finansowej przez mikroprzedsiębiorców

W związku z wątpliwościami mikroprzedsiębiorców odnośnie warunków skorzystania z tzw. Tarczy finansowej Rzecznik MŚP wnioskuje do Wiceprezes Rady Ministrów Minister Rozwoju o wydanie objaśnień prawnych w zakresie  możliwości skorzystania z tej pomocy również przez tzw. osoby „samozatrudnione” oraz tego czy z pomocy mogą skorzystać mikroprzedsiębiorcy zatrudniającemu dziewięciu pracowników na pełen etat oraz jednego pracownika w niepełnym wymiarze etatu.

W programie „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” mikroprzedsiębiorcę zdefiniowano jako beneficjenta który zatrudnia co najmniej jednego pracownika oraz nie więcej niż dziewięciu pracowników. Tymczasem w świetle przepisu § 2 ust. 3 rozporządzenia Rozporządzenia Ministra Funduszy i Polityki Regionalnej z dnia 28 kwietnia 2020 roku oraz  z art. 12 ust. 1 ustawy o systemie instytucji rozwoju wynika, że  mikroprzedsiębiorcą jest przedsiębiorca który zatrudnia mniej niż 10 pracowników.

W świetle powyższego, zdaniem Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców wykładania wyżej wymienionych przepisów budzi wątpliwości interpretacyjne uzasadniające wydanie objaśnień prawnych na podstawie art. 33 PP w następującym zakresie:

„Czy w świetle przepisu § 2  ust. 3 rozporządzenia MFIPR w związku z art. 12 ust. 1 ustawy OSIR w związku art. 5 załącznika nr I do rozporządzenia 651/2014 pomoc w postaci subwencji finansowej o której mowa w regulaminie ubiegania się o udział w programie rządowym „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”  może być udzielona mikroprzedsiębiorcy wykonującemu jednoosobową działalność gospodarczą nie zatrudniającemu pracowników?”

Zdaniem Rzecznika dokonując interpretacji przepisów ustawy OSIR oraz w rozporządzenia MFIPR należy posługiwać się definicją mikroprzedsiębiorcy zamieszczoną załączniku nr I rozporządzenia 651/2014. Zgodnie z art. 2 ww. załącznika, mikroprzedsiębiorstwo definiuje się jako przedsiębiorstwo, które zatrudnia mniej niż 10 pracowników. Z kolei sposób określania liczby pracowników zdefiniowany został w art. 5 pkt c w świetle którego w skład personelu wchodzą właściciele. W świetle powyższego wskazać należy, że przez mikroprzedsiębiorcę należy rozumieć także przedsiębiorcę jednoosobowego który nie zatrudnia pracowników.

„Czy w świetle przepisu § 2 ust. 3 rozporządzenia MFIPR w związku z art. 12 ust. 1 ustawy OSIR w związku art. 5 załącznika nr I do rozporządzenia 651/2014 pomoc w postaci subwencji finansowej o której mowa w regulaminie ubiegania się o udział w programie rządowym „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm” może być udzielona mikroprzedsiębiorcy zatrudniającemu dziewięciu pracowników na pełen etat oraz jednego pracownika w niepełnym wymiarze etatu np. pół etatu (RJP 9,5 etatu) lub trzy czwarte etatu (RJP 9,75)?”

Zdaniem Rzecznika, w świetle powyższej definicji, mikroprzedsiębiorcą jest każdy przedsiębiorca zatrudniający mniej niż 10 pracowników. W przypadku pracowników zatrudnionych na część etatu liczba osób zatrudnionych powinna być liczona jako ułamkowa cześć rocznych jednostek pracy (RJP). Tym samym w każdym przypadku gdy liczba rocznych jednostek pracy (RJP) jest mniejsza niż 10, np. wynosi 9,5 etatu czy 9,75 etatu, przedsiębiorca ten jest mikroprzedsiębiorcą, któremu przysługuje pomoc w postaci subwencji finansowej o której mowa w regulaminie ubiegania się o udział w programie rządowym „Tarcza Finansowa Polskiego Funduszu Rozwoju dla małych i średnich firm”. A contrario przedsiębiorcy tego nie można zakwalifikować do grupy małych przedsiębiorców.

Co w czwartek ogłosi Bank Anglii?

Już w czwartek dowiemy się, czy Bank Anglii postanowił dokonać zmian w polityce monetarnej. Konsensus nie oczekuje co prawda natychmiastowych modyfikacji instrumentów stosowanych przez BoE, aczkolwiek spotkanie i tak może być istotne dla kształtowania się kursu funta brytyjskiego w dalszej części tygodnia.

Agresywna ekspansja koronawirusa w Wielkiej Brytanii, jak i środki wprowadzone przez rząd Borisa Johnsona w ramach walki z jego rozprzestrzenianiem się wyraźnie wpłynęły na gospodarkę Zjednoczonego Królestwa. Indeksy aktywności biznesowej PMI spadły do rekordowo niskich poziomów (Wykres 1). W marcu rekordowego spadku doświadczyła sprzedaż detaliczna. Brytyjskie Biuro ds. Odpowiedzialności Budżetowej (Office for Budget Responsibility – OBR) opracowało negatywną prognozę, a raczej „scenariusz odniesienia”, który wskazuje, że w scenariuszu, w którym lockdown trwa trzy miesiące – po czym na przestrzeni kolejnych trzech miesięcy następuje stopniowe znoszenie obostrzeń – PKB Wielkiej Brytanii w II kwartale br. doświadcza spadku o 35% w ujęciu kwartalnym.

Wykres 1: Indeksy PMI w Wielkiej Brytanii (2017 – 2020)

Indeksy PMI w Wielkiej Brytanii
Źródło: Refintiv Datastream Data: 05/05/2020

W celu złagodzenia ciosu, jaki przyjmuje na siebie gospodarka Wielkiej Brytanii, Bank Anglii już na samym początku kryzysu obniżył stopy procentowe do rekordowo niskiego poziomu i zwiększył program skupu aktywów – w ramach którego skupowane są głównie obligacje skarbowe Wielkiej Brytanii – do docelowej kwoty 645 mld funtów. Biorąc pod uwagę, że Bank Anglii w ostatnich tygodniach podjął szerokie działania pomocowe, nie spodziewamy się, żeby w czwartek decydenci mieli ogłosić nowe środki. Tym samym sądzimy, że kluczem do reakcji rynku walutowego będą aktualizacja projekcji ekonomicznych banku centralnego oraz komentarze dotyczące możliwości zwiększenia programu luzowania ilościowego (QE) w przyszłości.

Co tyczy się pierwszej kwestii, spodziewamy się, że BoE przedstawi szeroką gamę prognoz opartych na różnych scenariuszach tego, jak szybko brytyjska gospodarka staje na nogi po zniesieniu lockdownu (warto dodać, że obecnie nie wiadomo w jakim tempie będzie następować łagodzenie obostrzeń, więcej informacji na temat dalszych kroków w kontekście lockdownu rząd Wielkiej Brytanii prawdopodobnie ogłosi w ciągu najbliższych kilku dni). Sądzimy, że oczekiwania decydentów względem szybkości ożywienia będą równie istotne, jeśli nie istotniejsze, od tego, jak duża – w ich ocenie – będzie skala załamania w gospodarce. Liczymy, że decydenci ostudzą oczekiwania co do szybkiego ożywienia po lockdownie, przypominającego kształtem literę V. Oczekujemy natomiast podkreślenia przez nich, że powrót do „normalności” będzie odbywał się stopniowo.

W kontekście kwestii programu QE, nie spodziewamy się, aby Bank Anglii spieszył się z decyzją o rozszerzeniu skupu aktywów. Od czasu marcowego spotkania do tej pory, zwiększanie puli obligacji skarbowych w posiadaniu banku centralnego następowało dość stopniowo (Wykres 2). Niemniej sądzimy, że z komunikacji banku centralnego będzie wynikać, że BoE pozostaje otwarty w kontekście rozszerzenia programu w przyszłości, zwłaszcza jeśli obecne restrykcje zostaną utrzymane dłużej, niż można obecnie zakładać.

Wykres 2: Wartość obligacji skarbowych skupionych w ramach programu skupu aktywów Banku Anglii (2009 – 2020)

Wartość obligacji skarbowych skupionych w ramach programu skupu aktywów Banku Anglii
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 05/05/2020

Obietnica większego wsparcia gospodarki, praktycznie od początku kryzysu była pozytywnie odbierana przez inwestorów. Natychmiastowe zwiększenie programu skupu aktywów powyżej obecnego pułapu 645 mld funtów, jak i nawet sama sugestia podjęcia tego typu działań w przyszłości powinny, naszym zdaniem, przełożyć się na umocnienie szterlinga w czwartek. Z drugiej strony, sądzimy, że pesymistyczne projekcje w połączeniu z brakiem sugestii dalszych działań komplementarnych względem rządowych i wspierających gospodarkę byłyby dla funta najgorszym scenariuszem i przyczyniłyby się do ostrej wyprzedaży brytyjskiej waluty.

Warto zwrócić uwagę, że tym razem decyzję poznamy wcześniej niż zazwyczaj. Zwykle informacje po posiedzeniu Banku Anglii docierały do nas po południu, tym razem jednak opublikowane zostaną już o godzinie 8 polskiego czasu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

ONE MORE LEVEL S.A. udostępniło demo gry „Ghostrunner”

ONE MORE LEVEL S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, udostępniła dzisiaj demo swojej największej produkcji – gry „Ghostrunner”. Gra, której wydawcą jest All In! Games, będzie dostępna w wersji demo na platformie Steam od 6 do 13 maja br.

Gra „Ghostrunner” produkowana przez ONE MORE LEVEL S.A. wraz z 3D Realms ora Slipgate Ironworks™, a wydawana przez All In! Games, w dniach 6-13 maja 2020 roku będzie darmowo udostępniona w wersji demo na platformie Steam. Jest to cyberpunkowa gry akcji z perspektywy pierwszej osoby, w której istotną rolę odgrywa parkour. Wraz z wersją demo opublikowany został także nowy zwiastun CGI, prezentujący tajemniczą fabułę i umiejętność Killing Blink. Wybranie wieży na miejsce akcji w Ghostrunnerze pozwala popisać się ONE MORE LEVEL S.A. pięknym dualizmem gatunku cyberpunku, a intensywna muzyka retrowave stworzona przez uznanego artystę, Daniela Deluxe, dodaje do całości energiczny motyw przewodni, który podkreśla niebezpieczeństwa drogi na szczyt. Premiera gry „Ghostrunner” na platformy PC, Xbox One i PS4 jest zaplanowana na 3 kw. 2020 r. Zarząd Spółki poprzez udostępnienie wersji demo swojej flagowej produkcji zamierza rozszerzać społeczność graczy zainteresowanych tą produkcją, co powinno wpłynąć pozytywnie na jej sprzedaż.

„Już po kilku pokazach dla publiczności wysłuchaliśmy naszych fanów i chcieliśmy podzielić się demem z graczami. Liczymy, że nasza gra przyniesie dużo rozrywki i nie możemy się doczekać, by już wkrótce przekazać fanom jeszcze więcej informacji o niej.” – mówi Iwona Cygan-Opyt, Prezes Zarządu Spółki ONE MORE LEVEL S.A.

Pod koniec 2019 r. ONE MORE LEVEL S.A. poinformowało, że do prac nad produkcją i dystrybucją gry „Ghostrunner” oraz do działań marketingowych dołączy Apogee Software (znana pod firmą 3D Realms) i Slipgate Ironworks. 3D Realms dzięki wykorzystaniu swojej szerokiej wiedzy i ogromnego doświadczenia w pracy przy tytułach z gatunku FPS wspiera produkcję i marketing gry „Ghostrunner”.

Z kolei wydawcą gry „Ghostrunner” na całym świecie jest All In! Games – krakowski wydawca i producent gier AA/AA+ na konsole i PC. All In! Games posiada w swoim portfolio m.in. Tools Up! (The Knights of Unity), Paradise Lost (PolyAmorous), Fort Triumph (CookieByte), Daymare: 1998 (Invader Studios, Destructive Creations), Metamorphosis (Ovid Works), Space Company Simulator (INTERMARUM), Arboria (Dreamplant), Red Wings: Aces of the sky oraz Alaloth (Gamera Interactive).

ONE MORE LEVEL S.A. (poprzednio Laser-Med S.A.) zadebiutowała na rynku NewConnect w sierpniu 2012 roku. ONE MORE LEVEL S.A. to podmiot, który powstał z połączenia notowanej na rynku NewConnect Spółki Laser-Med S.A. z niepubliczną spółką One More Level S.A., działającą w branży gier komputerowych. ONE MORE LEVEL S.A. jest certyfikowanym wydawcą na platformy Xbox One, PS4, PSVITA, Nintendo oraz Steam.

Ogromny sukces Activision Blizzard – pandemia sprzyjała gamingowi

Pandemia przyczyniła się do wzrostu biznesu spółek z sektora gamingowego z Activision Blizzard na czele, którego cena akcji przed sesją rośnie o ponad 7 proc. Jest to jedna ze spółek, o których pisaliśmy w ramach trendu na Wall Street zwanego “stay at home trade”, czyli firm zyskujących na tym, że ludzie zostają dłużej w domach.

Sprzedaż gier wideo w Stanach Zjednoczonych wzrosła w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, gdy wirus zamknął kraj, a sprzedaż w marcu osiągnęła najwyższy poziom od ponad dekady. Miliony ludzi, którzy utknęli w domu grali m.in. w gry wideo. Jak podała spółka, w pierwszym kwartale w gry wydawcy grało średnio 407 mln graczy miesięcznie. Z kolei obecny w obecny hit w systemie Battle-Royale „Call of Duty: Warzone” ma obecnie grać już ok. 60 mln osób. Spółka poinformowała, że jest na dobrej drodze do wydania kolejnej wersji premium z serii „Call of Duty” i tym samym podniosła prognozy przychodów na ten rok. „Call of Duty: Modern Warfare” to jak dotąd najlepiej sprzedająca się gra tego roku, według danych firmy badawczej NPD. Activision dąży do zwiększenia zaangażowania użytkowników w swoje tytuły o dużym budżecie, oferując darmowe treści, takie jak nowe mapy dla wielu graczy, mając nadzieję na zwiększenie wydatków w grze.

Activision podniosło skorygowaną prognozę przychodów na 2020 r. do 6,9 mld USD z 6,73 mld USD, nieznacznie powyżej szacunków analityków na poziomie 6,86 mld USD, według danych IBES z Refinitiv. Prognozuje się również skorygowany zysk za cały rok w wysokości 2,62 USD na akcję, przekraczając średni szacunek Wall Street na poziomie 2,48 USD.

Firma z takimi popularnymi tytułami jak „Diablo” i „World of Warcraft”, odnotowała całkowity skorygowany przychód w wysokości 1,52 miliarda USD w pierwszym kwartale zakończonym 31 marca. Analitycy oczekiwali średnio 1,32 miliarda USD przychodów. Kwartalny dochód spółki wzrósł do 505 milionów USD z 447 milionów rok wcześniej.

Również bardzo dobrze poradziła sobie w pierwszym kwartale spółka Electronic Arts, dla której dodatkowym i nagłym źródłem przychodów były turnieje e-sportowe, które były organizowane zamiast tradycyjnych meczów piłkarskich czy NFL. EA podało, że tytuł Madden NFL 20 osiągnął najwyższy poziom zaangażowania w historii. Turnieje przyciągnęły tłumy – podała spółka w komunikacie. Przychody wzrosły do 1,39 mld USD z 1,24 mld USD rok wcześniej.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Oszczędności w czasie pandemii – czy są bezpieczne?

Sytuacja związana z rozprzestrzenianiem się koronawirusa sprawiła, że Polacy w marcu wypłacili z bankomatów 30 mld zł. Dlaczego mamy obawy przed trzymaniem pieniędzy w banku? Czy dodruk pieniędzy może stać się zagrożeniem dla naszych oszczędności?

Zaszłości historyczne i fake newsy

W niepewnych czasach wiele osób zadaje sobie pytanie o to, czy ich pieniądze są bezpieczne na kontach bankowych. Z chwilą pojawienia się informacji na temat pierwszych przypadków zachorowań na COVID-19, duża część naszego społeczeństwa zdecydowała się na wypłacenie środków i przechowywanie ich na własną rękę w domu. Cezary Chybowski, prezes Reliance Polska, powodów takiego stanu rzeczy upatruje w kilku przyczynach: – Pierwszą z nich są zaszłości historyczne. Wiele starszych osób pamięta czasy wojny i stanu wojennego, gdy dostęp do środków trzymanych w banku był ograniczony lub niemożliwy. Ich obawa jest całkowicie zrozumiała, opiera się na subiektywnym postrzeganiu rzeczywistości, które uzasadnione jest często traumatycznymi przeżyciami. Jako drugą przyczynę Chybowski wskazuje pamiętną sytuację z czerwca 2015 roku, gdy Grecja zamknęła banki i reglamentowała wypłaty z bankomatów do 60 euro dziennie: – Pamiętajmy jednak, że był to skutek długotrwałego niszczenia greckiej gospodarki przez działania populistycznej partii rządzącej i choć dziś może brzmieć to znajomo, to jednak daleko nam do takiego scenariusza. Kolejną przyczyną jest ogólnokrajowa panika spowodowana fake newsami, której szczyt przypadał właśnie na koniec marca: – Panika, podsycana fake newsami, odbiła swoje piętno nie tylko na wypłatach środków z banków, ale również na dostępie do podstawowych dóbr takich jak papier toaletowy, drożdże czy mydło, co doprowadziło do wielogodzinnych kolejek w sklepach. Jak pokazał nam jednak mijający miesiąc, panika ta była przesadna i wzbudzała raczej uśmiech na twarzach niż zrozumienie – dodaje.

Manewr na obligacje?

Media w ostatnim czasie obiegła informacja na temat ratowania gospodarki przez Państwo poprzez emisję obligacji skierowanych do posiadaczy bankowych depozytów, co również wzbudziło w niektórych niepokój o własne finanse. Prezes Reliance Polska uważa, że za taki tok myślenia odpowiada niepoprawne rozumienie przekazywanych informacji: – Jeżeli przeczytamy w prasie, że rząd będzie chciał konwertować oszczędności Polaków na obligacje skarbowe, to nie znaczy to, że rząd zajmie nasze konta. Oznacza to, że rząd zaproponuje Polakom zakup obligacji lepiej oprocentowanych aniżeli bankowe lokaty – o co nietrudno.  Cezary Chybowski dodaje: – Obligacje skarbowe często służą do łatania dziur budżetowych i „leczenia” służby zdrowia, obronności, szkolnictwa. Jak widzimy, w obecnej sytuacji cel jest dość jasny, a przy tak nisko oprocentowanych depozytach bankowych (lokatach) wielu Polaków wybierze lepiej oprocentowane obligacje skarbowe. Czy słusznie? Co do tego mam wątpliwości. W moim odczuciu rząd przygotowuje się do tego manewru już od miesięcy, wykorzystując do tego tzw. Aferę GetBack. Otóż od lipca zeszłego roku obowiązują w naszym kraju przepisy, które bardzo mocno ograniczyły możliwość emisji obligacji korporacyjnych. Przepisy te zostały przepchnięte przez partię rządzącą pod pretekstem walki z GetBackiem. Pamiętajmy, że w banku nasze pieniądze są chronione przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny, który nie odda nam środków z upadłych obligacji czy tych skradzionych z sejfu. Dlatego lepiej pogodzić się z niskim oprocentowaniem depozytów bankowych i tam trzymać pieniądze. Uważam, że największym zagrożeniem dla naszych portfeli jest dodrukowanie banknotów, gdyż przekłada się bezpośrednio na inflację. Im większa będzie inflacja, tym mniejszą siłę nabywczą będą miały nasze pieniądze. Kiedyś dorosły mężczyzna niósł zakupy za 100 zł, a dziś uniesie je 5-letnie dziecko i nie oznacza to, że dzieci są coraz silniejsze, ale nasze pieniądze mają coraz mniejszą siłę nabywczą. Dlatego, jeżeli chcemy ochronić nasze oszczędności przed inflacją, zainwestujmy je, najlepiej konsultując się z niezależnym specjalistą – podkreśla.

Wzrost bezrobocia w Polsce

Po latach ciągłych spadków poziomu bezrobocia kryzys spowodował odwrócenie trendu. Bezrobocie jest wciąż niskie, ale wyższe niż rok temu, co nie miało miejsca przez kilka ostatnich lat.

Sprzedaż detaliczna w Europie

Poznaliśmy dzisiaj dane na temat sprzedaży detalicznej w kilku krajach europejskich. Na Słowacji spadek o 3,6%, w Czechach spadek o 8,9% a na Węgrzech rośnie o 3,5%. Warto jednak zwrócić uwagę na bardzo ważną rzecz – są to dane za marzec. Można śmiało zakładać, że dane kwietniowe będą najprawdopodobniej jeszcze słabsze.

Wzrost bezrobocia w Polsce

Minister pracy poinformowała, że bezrobocie w ujęciu rocznym wzrosło. Mowa oczywiście o bezrobociu rejestrowanym. Wynosi ono obecnie 5,7%. Z jednej strony to źle, gdy bezrobotnych przybywa, z drugiej jest to bardzo solidny parametr. Przypomnijmy, że najniższy poziom tuż przed kryzysem z 2008 roku był ponad 3% wyższy, a ostatni raz tak niskie bezrobocie mieliśmy w latach 90-tych. Nie ma zatem powodów do obaw, co nie zmienia faktu, że pracownicy tracący pracę to problem dla gospodarki (której programy socjalne były finansowane z tego, że ludzie płacą podatki zamiast pobierać zasiłki). Może się to zatem skończyć istotnym wzrostem deficytu.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy odczyty indeksów koniunktury dla usług. Z państw, które opublikowały dane za kwiecień, to Amerykanie mają drugi najwyższy wynik. Daleko im, co prawda, do Szwecji, ale rezultat tego kraju budzi poważne wątpliwości analityków. Warto zwrócić uwagę, że w USA publikowane są dwa dość zbliżone wskaźniki, są to raporty PMI i ISM dla usług. Obydwa wskazują na dużo mniejszy pesymizm za oceanem niż w Europie. Dolar wczoraj ponownie umacniał się względem euro będąc najsilniejszym względem tej waluty od ponad tygodnia. Konsekwencją tego umocnienia jest przekroczenie przez dolara poziomu 4,20 zł.

Dzisiaj w Japonii dzień wolny, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Biurowce powrócą do normalności?

Pracodawcy przygotowują strategie związane z powrotem pracowników do biur. Jak zaznaczają jednak eksperci JLL, po masowym przejściu na model pracy zdalnej, nie wszyscy jednocześnie opuszczą swoje domy.

Aktualnie pracodawcy przygotowują strategie, które stopniowo pozwolą nam wrócić do swoich służbowych biurek. Natomiast zanim biura otworzą się na nowo dla pracowników, firmy muszą zadbać o minimalizację ryzyka i zapewnić swoim zespołom maksymalne poczucie bezpieczeństwa. Dlatego, jak szacuje zespół JLL, podczas pierwszej fali powrotów biura powinny zapełnić się w 10-15%.

Według szacunków JLL, obecnie w biurowcach przebywa ok. 5% pracowników. Jednak rozluźnianie obostrzeń związanych z funkcjonowaniem żłobków, przedszkoli, czy przemieszczaniem się, skłania wiele firm do planowania procesu powrotu do biura.

Motywacja pracodawców do powrotu jest tym większa, że jak wynika z naszego badania analizującego opinie pracowników na temat home office, wielu z nas tęskni już za ergonomicznymi biurowymi krzesłami i różnorodnymi przestrzeniami do pracy. Bez wątpienia jednak obecna sytuacja doprowadzi do redefinicji środowiska pracy i na długi czas, a może na stałe, zmieni nawyki oraz zachowania pracowników. Dlatego przygotowując scenariusz powrotu, firmy nie powinny skupiać się na tym, jak najszybciej zakończyć home office, ale w jaki sposób zapewnić swoim ludziom poczucie bezpieczeństwa i zminimalizować ryzyko zarażenia w przestrzeni biurowej. – tłumaczy Jakub Zieliński, Lider Zespołu Doradztwa ds. Środowiska Pracy, JLL

1. Dzień z życia pracownika

Opisanie typowego dnia roboczego członków swojego zespołu to pierwszy etap przygotowania strategii powrotu.

Przeanalizowanie, ilu pracowników dojeżdża do biura komunikacją miejską, a ilu własnym samochodem, jaką drogę pokonują od momentu wejścia biura, ile średnio telekonferencji i spotkań mają, czy przygotowują własne posiłki, czy raczej jadają na mieście – aktualna sytuacja wymusi na pracodawcach, aby jeszcze lepiej poznali swój zespół. Celem jest szczegółowe zmapowanie wszystkich potencjalnych zagrożeń i sytuacji, w których pracownik jest narażony na większe ryzyko zarażenia. – dodaje Jakub Zieliński

Przeanalizowanie tzw. „employee journey” to kluczowy krok pozwalający na przygotowanie nowej etykiety zachowań i zaplanowanie stref pracy.

2. Biuro od nowa

Wiedząc już, jak nasz zespół porusza się po biurze i znając dokładnie dotychczasowe plany aranżacji przestrzeni, firmy mogą przejść do etapu reorganizacji.
W praktyce będzie to polegać na wyborze stanowisk pracy, przy których pracownicy mogą siadać, określeniu, z których salek konferencyjnych będziemy korzystać, ile osób może w nich przebywać, i zadecydowaniu, w jaki sposób powinien odbywać się ruch w przestrzeniach wspólnych. Biuro będzie musiało zawierać system oznaczeń podobnych do tych, które znamy z miejsc użyteczności publicznej. Warto jednak, aby nie budziły one negatywnych skojarzeń i nie powodowały dyskomfortu. Niewykluczone też, że firmy będą musiały wprowadzić ruch jednostronny na powierzchni biurowej oraz plany rotacji pracowników. – podkreśla Jakub Zieliński

Ten ostatni element będzie ważny, jeśli okaże się, że pracodawcy nie posiadają wystarczającej liczby biurek, aby pozwolić na zachowanie co najmniej 2-metrowej odległości między pracownikami, oraz w momencie, kiedy do biur wróci ok. 35% osób. Z pomocą przyjdą wtedy dedykowane aplikacje umożliwiające rezerwację miejsc czy też po prostu arkusze z grafikiem zawieszonym w chmurze.

3. Biurowce od kuchni

Oznaczenia, wprowadzenie limitu osób w biurze i wdrożenie nowej etykiety zachowań musi odbywać się równolegle z weryfikacją systemów i instalacji kluczowych z punktu widzenia budynków biurowych.

Aspekty techniczne związane z funkcjonowaniem biurowców są teraz w centrum uwagi wszystkich właścicieli i najemców. Przygotowanie obiektu na powrót pracowników może odbywać się dwuetapowo. Zmiany, które możemy wprowadzić w krótkim terminie to m.in. zwiększenie ilości powietrza nawiewanego i wywiewanego w granicach maksymalnych możliwości instalacji, wydłużenie czasu wentylacji w przestrzeni biurowej, tam gdzie nie wpłynie to na efektywność wentylacji, ograniczenie użycia klimakonwektorów i klimatyzatorów, i oczywiście – zaostrzenie rygoru czyszczenia przestrzeni wspólnych. Pamiętajmy, że koronawirus, w zależności od powierzchni, może być aktywny nawet do trzech dni. komentuje Paweł Warda, Dyrektor Działu Zarządzania Projektami w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL

Długoterminowo natomiast właściciele biurowi oraz pracodawcy mogą zwiększyć swoje nakłady na rozwiązania cyfrowe czy zakup urządzeń poprawiających jakość powietrza czy poziom czystości w biurowcu.

Mowa tu o takich rozwiązaniach, jak sterowane bezdotykowo windy, automatycznie otwierane drzwi na powierzchniach najemców, czy systemy sterowania światłem poprzez czujniki ruchu i natężenia światła, których do tej pory nie zawsze utożsamialiśmy z przestrzeniami biurowymi. W dłuższej perspektywie firmy mogą inwestować także w modyfikacje instalacji wentylacji, które pomogą oczyszczać powietrze. dodaje Paweł Warda

4. Nie zapominajmy o komunikacji

Zaplanowanie procesu zakomunikowania wszystkich zmian zespołowi to klucz do sukcesu, jeśli chodzi o wdrożenie strategii powrotu.

Transparentność, odpowiednie sygnalizowanie nadchodzących zmian i przemyślana, regularna, a także dwukierunkowa komunikacja są na pewno elementami, które powinny towarzyszyć wszystkim działaniom pracodawców. Pracownicy muszą mieć pewność, że firma przemyślała cały proces powrotu, a wszystko odbywa się w trosce o ich zdrowie. Pamiętajmy też, że musimy dać sobie czas, abyśmy wszyscy nabrali nowych nawyków i sposobów postępowania w czasach nowej „normalności”. – podsumowuje Jakub Zieliński

Debata w stylu oksfordzkim – Czy świat po zarazie będzie lepszy?

  • 12 maja osobistości ze świata nauki i biznesu wezmą udział w pierwszej w Polsce debacie warszawskiej w stylu oksfordzkim online.
  • Celem dyskusji będą rozważania na temat możliwych kierunków, jakie obierze świat po zakończeniu pandemii.
  • Organizatorem debaty jest fundacja Nienieodpowiedzialni.

Debata warszawska w stylu oksfordzkim to charakterystyczna forma dla organizowanych przez fundację Nienieodpowiedzialni dyskusji. Zaproszeni do niej goście zostają podzieleni na dwie grupy, których zadaniem jest obrona lub obalenie postawionej tezy.

Debata warszawska w stylu oksfordzkim to stały i charakterystyczny punkt programu podczas organizowanych przez nas konferencji Nienieodpowiedzialni. Zaproponowana forma dyskusji została znakomicie przyjęta zarówno przez jej uczestników, jak i przysłuchujących się gości. Zazwyczaj możemy w niej uczestniczyć dopiero jesienią, spotykając się twarzą w twarz. Tym razem, w obliczu wyjątkowej sytuacji, chcemy zaprosić do udziału online, zachowując wszelkie normy bezpieczeństwa. To wyjątkowe wydarzenie i prawdopodobnie pierwsza w Polsce debata w stylu oksfordzkim online. Pomimo zmienionej formy „spotkania”, dyskusja zostanie przeprowadzona z zachowaniem wszystkich, charakterystycznych dla tego typu debaty cech – mówi Artur Nowak-Gocławski, prezes Fundacji Nienieodpowiedzialni.

Gośćmi przedstawiciele nauki i biznesu

W rolę obrońców postawionej tezy „Świat po zarazie będzie lepszy” wcielą się: dr Aleksandra Przegalińska – filozof, futurolog, doktor nauk humanistycznych i doktor habilitowana nauk społecznych, Dominika Bettman – ekonomistka, prezes firmy Siemens oraz Forum Odpowiedzialnego Biznesu, a także Zuzanna Skalska – profesjonalna analityczka trendów, właścicielka firmy 360Inspiration. Po stronie opozycji wystąpią: prof. dr hab. Paweł Golik – dyrektor Instytutu Genetyki i Biotechnologii Uniwersytetu Warszawskiego, Piotr Voelkel – współwłaściciel Grupy Kapitałowej Vox, założyciel School of Form, współzałożyciel Uniwersytetu SWPS oraz Collegium Da Vinci, a także prof. dr hab. Mirosław Grewiński – polityk społeczny, profesor nadzwyczajny i prorektor w Wyższej Szkole Pedagogicznej im. Janusza Korczaka w Warszawie. Debatę poprowadzi dziennikarz Grzegorz Nawrocki – organizator i prowadzący cykl debat „Zderzenia” w Teatrze Polskim w Warszawie.

W debacie w stylu oksfordzkim mówcy nie prezentują swoich opinii. Jest to ćwiczenie intelektualne, podczas którego uczestnicy otrzymują zadanie wcielenia się w obrońców lub przeciwników określonej tezy, niezależnie od swoich osobistych poglądów. Tym razem chcemy rozmawiać o tym, czy świat po zarazie będzie lepszy. Czy obudzimy się i spróbujemy pohamować nasze apetyty? Czy „więcej, szybciej, bardziej” uda nam się zastąpić podejściem zrównoważonym? Czy pandemia okaże się „kopniakiem” od planety, który otrzeźwi ludzkość? Czy może właśnie nie – gdy sytuacja epidemiologiczna się uspokoi, wrócimy do „business as usual”? Świat nadal będzie konsumował i produkował bez opamiętania, a biznes skupi się na tym, żebyśmy szybko zapomnieli, że może być inaczej? – dodaje Magdalena Mitraszewska, koordynatorka projektu Nienieodpowiedzialni.

Debata będzie miała formę online i rozpocznie się 12 maja o godz. 18:00. Więcej szczegółów na stronie: https://facebook.com/nienieodpowiedzialni

Przez pandemię psychiatria spodziewa się wysypu chorób. Branża IT chce na tym zarobić

W ciągu najbliższych 2 lat przychody firm, które tworzą rozwiązania technologiczne w obszarze psychiatrii i psychoterapii, mogą wzrosnąć nawet kilkusetkrotnie. Tak przewidują eksperci z branży IT, bo obecna izolacja społeczna i nadchodzący kryzys gospodarczy zwiększają zapotrzebowanie na korzystanie ze zdalnych terapii. Ten scenariusz potwierdzają psychiatrzy, którzy widzą potrzebę tworzenia narzędzi m.in. do monitorowania stanu zdrowia swoich pacjentów. I przewidują, że pandemia mocno przyspieszy ich rozmowy z biznesem. Jeszcze w tym roku należy spodziewać się „wysypu” nowych aplikacji wspierających tę dziedzinę.

Pęczniejący rynek

W związku z izolacją społeczną i kryzysem gospodarczym rośnie liczba osób potrzebujących terapii. Rozwiązania technologiczne dają im teraz jedyną możliwość korzystania z tego typu usług. – Wzrost zainteresowania nimi w latach 2020-2022 może być nawet kilkusetkrotny. Zyski firm, które tworzą oprogramowania w tym obszarze, analogicznie się zwiększą. Nie można przewidzieć konkretnej sumy, a jedynie wielokrotność wzrostu, ponieważ w tej branży występują różne stawki. Opracowanie tej samej platformy w jednej firmie potrafi kosztować 30 tys. zł, a w innej nawet – 300 tys. zł – mówi Damian Markowski, Co-Founder & COO Therapify.

Jeszcze przed epidemią WHO przewidywała, że w 2030 r. depresja może być najczęściej występującą chorobą na świecie. – Szacuje się, że obecnie w Polsce zmaga się z nią od 1 do 2 mln osób. Jakiekolwiek estymacje należy śmiało podwoić ze względu na silną stygmatyzację osób ze schorzeniami psychicznymi. Nawet 10% Polaków może potrzebować pomocy psychiatrycznej. Efekt izolacji jeszcze bardziej pogłębi ten problem. Mamy więc do czynienia z dużym, nieeksplorowanym zapotrzebowaniem na narzędzia z zakresu nowych technologii, wspierające kondycję psychiczną – stwierdza dr inż. Paweł Prociów, CTO w firmie technologicznej Proxi.cloud.

Z kolei Tomasz Witt, prezes zarządu Norbsoft, informuje, że rynek psychiatryczny w Polsce obecnie wynosi ok. 3,4 mld zł rocznie. Perspektywy finansowe dotychczas nie przyciągały firm technologicznych. Jednak w związku z pandemią ekspert przewiduje, że specjaliści z zakresu zdrowia psychicznego zaczną szerzej korzystać z dostępnych narzędzi, celem zwiększenia dostępności swoich usług. I to przyniesie duże zyski dla branży.

– Psychiatria to absolutnie łakomy kąsek dla branży technologicznej, jak każdy obszar, który w obecnej sytuacji musi przenieść swoje życie do sieci. Już przed pandemią ten rynek był wystarczająco duży na świecie, aby mógł pomieścić kilka tzw. unicornów, czyli firm wycenianych na ponad 1 miliard dolarów. Pandemia drastycznie zwiększy jego rozmiar i wartość. To da szansę nowym firmom na olbrzymie zyski – przekonuje Damian Markowski.

Wzajemne oczekiwania

Szeroko pojęta dziedzina psychiatrii jak najbardziej widzi potrzebę korzystania z narzędzi cyfrowych, zwłaszcza w dobie pandemii. – Aplikacje i programy dostępne w wersji mobilnej oraz desktopowej pozwalają nam docierać do pacjentów w sferze online, w której znajdują się obecnie. Zdalny monitoring kondycji psychicznej daje możliwość wprowadzania zaleceń w zależności od stanu i aktywności danej osoby – podkreśla dr Krzysztof Walczewski, ekspert z Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.

Z kolei prof. Paweł Mierzejewski z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie zwraca uwagę na to, aby rozwiązania technologiczne były tworzone we współpracy z lekarzami. Tego przede wszystkim oczekują psychiatrzy od IT. Aplikacje mobilne często są oparte o intuicyjną wiedzę deweloperów, co może być dużym zagrożeniem dla użytkowników. Wsparcie profesjonalistów jest jak najbardziej potrzebne do osiągnięcia sukcesu. Wiedzę w obszarze zdrowia buduje się latami, a nawet dziesiątkami lat. Nie jest rozsądne oczekiwać, że bez niej nagle zdobędzie się rynek i zarobi miliony.

– Najważniejsze jest to, aby przejść barierę niewiedzy. Eksperci technologiczni najczęściej nie są zaznajomieni ze specyfiką psychiatrii i potrzebują specjalistycznej wiedzy w tym temacie. Z kolei lekarze  często nie są świadomi pełni możliwości, jakie oferuje obecna technologia. Muszą zobaczyć w niej narzędzie, które może ich wspomóc w skutecznej terapii, pozwalającej efektywnie pomagać pacjentom przy oczywistych brakach w zasobach. Warto prowadzić rozmowy i zacieśniać współpracę, aby powstawały wartościowe projekty, wykorzystujące lata doświadczeń obu stron – komentuje dr Prociów.

Jak przekonuje Tomasz Witt, pandemia przyspieszy rozmowy branży IT ze środowiskiem lekarskim. Koronawirus dobitnie pokazał, jak ważna jest możliwość posiadania kolejnego kanału komunikacji, który jest niezależny od fizycznej obecności pacjenta. Konieczna jest zmiana myślenia psychiatrii, nastawionej wyłącznie na wizyty osobiste w klinikach. Bez tego niewiele można zrobić, nawet mając najlepszy produkt czy technologię.

Wysyp aplikacji

Dr Paweł Prociów zauważa, że już teraz na krajowym rynku można wskazać bardzo dobre przykłady wsparcia psychiatrii przez IT. Istnieje np. aplikacja pomagająca w terapii uzależnień – Helping Hand. Uruchamiana jest również platforma WsparciePsychiczne.pl, łącząca specjalistów z pacjentami. Dzięki takim innowacjom zdalna pomoc terapeutyczna rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie.

– Technologii wspomagających konkretnie psychiatrię nie ma zbyt wielu. Jest zdecydowanie więcej narzędzi dla psychologów i psychoterapeutów, np. CBT Thought Diary czy polska aplikacja Therapify. Obecnie brakuje dostępnych publicznie badań dotyczących zastosowania innowacyjnych technologii w psychiatrii i to na pewno utrudnia rozmowy z tą branżą – zaznacza Tomasz Witt.

W tym roku można oczekiwać kolejnych wdrożeń. Firma Proxi.cloud prowadzi obecnie pilotażowe projekty ze światem akademickim. – Dla Uniwersytetu w Genewie stworzyliśmy aplikację Actidote, która aktywizuje osoby chore na depresję poprzez system przypomnień i wirtualnych gratyfikacji w połączeniu z metodami opartymi na medytacji oraz wizualizacji. Pierwsze wyniki badań klinicznych są bardzo obiecujące. Właśnie uzyskaliśmy grant na uruchomienie naszego narzędzia w Szwajcarii, Polsce i innych krajach – relacjonuje dr Prociów.

Według obserwacji Damiana Markowskiego, stale rośnie liczba aplikacji mobilnych i webowych mających zastosowanie w obszarze psychiatrii i psychoterapii. Są ukierunkowane na psychoedukację lub samopomoc. Niektóre ułatwiają znalezienie specjalisty i zarezerwowanie terminu sesji online oraz pozwalają na odbycie całej terapii w formie zdalnej. Pojawiają się też rozwiązania wspierające diagnostykę i monitorowanie stanu pacjenta. Jednak rozkwit tych rozwiązań jest zdecydowanie dopiero przed nami. Druga połowa 2020 roku pozwoli ocenić wzrosty wykorzystania technologii w ww. celach.

– W tym roku, po uzyskaniu aprobaty komisji bioetycznej, zostanie też wdrożona aplikacja PMMD, którą stworzyliśmy we współpracy z Instytutem Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Ma ona dostarczać specjalistom dane diagnostyczne, wykraczające poza standardowy kwestionariusz. Pacjent będzie miał wgląd w swoją aktywność fizyczną i społeczną, w korelacji z własną samooceną stanu psychicznego. Psychiatra zyska możliwość wyciągnięcia głębszych wniosków na temat stanu klinicznego – podsumowuje ekspert z Proxi.cloud.

Rynki wschodzące: Spadło tempo odpływu kapitału, ale słabe punkty pozostały

Odpływy kapitałowe z rynków wschodzących (RW) osiągnęły szczyt w marcu aby potem opaść, ale mogą ponownie wzrosnąć, jeżeli utrzymywać się będą napięcia handlowe. W kwietniu całkowite odpływy inwestycji portfelowych z RW spadły do szacowanych -18 mld USD z rekordowych odpływów -88 mld USD w marcu. To, zdaniem ekspertów Euler Hermes, odzwierciedla zmianę sytuacji w Chinach (wpływy około + 8 mld USD w kwietniu po odpływach tego samego rzędu w marcu) i znaczące spowolnienie w innych krajach azjatyckich, a także niższe odpływy ze wschodzących gospodarek Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (zob. Rysunek 1). Z kolei odpływy inwestycji portfelowych z Ameryki Łacińskiej pozostały na wysokim poziomie -13 mld USD w kwietniu (-16 mld USD w marcu), głównie ze względu na znacznie zwiększone odpływy z Meksyku i Kolumbii, które zostały poważnie dotknięte skutkami dalszej obniżki światowych cen ropy naftowej w zeszłym miesiącu. Bardziej ogólnie, rynki finansowe zaczęły rozróżniać rynki wschodzące na te odporne i bardziej podatne, gdy w całej rozciągłości wycofywały kapitał w marcu, kiedy potencjalny rozmiar wstrząsu związanego z Covid-19 wciąż był niejasny. Wyniki walut RW potwierdzały ten pogląd. Po gwałtownych deprecjacjach w marcu większość walut ustabilizowała się lub nawet odbiła w stosunku do USD w kwietniu, lecz niektóre dalej słabły, zwłaszcza waluty Brazylii (-7%), Meksyku (-4%), Republiki Południowej Afryki (-6%) i Turcji (-6%). Patrząc w przyszłość, odnowione napięcia handlowe pomiędzy USA i Chinami, które przyczyniły się do miększego rozpoczęcia tygodnia na rynkach instrumentów kapitałowych, mogą znów doprowadzić do zwiększonych odpływów kapitałowych, jakie wystąpiły np. w sierpniu 2019 r. (-19 mld USD). Generalnie jednak analitycy Euler Hermes nie spodziewają się miesiąca z podobnymi odpływami jak marcu w ciągu następnego roku.

Słabsze rynki wschodzące mogą nadać priorytet utrzymaniu działania gospodarki, ryzykując wysoką liczbą zgonów z powodu Covid-19. Koszt ekonomiczny pełnej blokady gospodarki jest bardzo wysoki dla wielu RW. Po pierwsze, są to te rynki o istotnych strukturalnych słabościach, takich jak wysoka zależność od eksportu towarów i usług – i w tym przypadku zwłaszcza od eksportu surowców i usług turystycznych – wysoki udział zatrudnienia nieformalnego i/lub słaba ochrona zatrudnienia. Po drugie, są rynki wschodzące, które znalazły się w kryzysie zdrowotnym z istotnymi zaburzeniami równowagi makroekonomicznej, takimi jak duże deficyty budżetowe i/lub obrotów bieżących, wysoka zależność od finansowania zewnętrznego, niskie rezerwy dewizowe i/lub waluty o zawyżonej wartości. Rynki wschodzące, które należą do tych kategorii, mogą podjąć decyzje o zbyt wczesnym zniesieniu ograniczeń lub zupełnej rezygnacji z nich w celu złagodzenia skutków spowolnienia swoich gospodarek. Cel lub potrzeba ograniczenia bodźców fiskalnych może również odgrywać pewną rolę. Rysunek 2 wskazuje, że Republika Południowej Afryki, Indie, Brazylia, Indonezja i Turcja są dużymi RW o wysokiej podatności gospodarczej na ograniczenia. Dlatego nie jest zaskoczeniem, że np. zarówno Brazylia, jak i Turcja, nie wprowadziły rygorystycznych obostrzeń gospodarczych (jeszcze), mimo że ich wskaźniki ochrony zdrowia są również słabe.[1] Jednak taka strategia obarczona jest ryzykiem znacznie cięższego i dłuższego kryzysu sanitarnego w późniejszym okresie, który ostatecznie także silnie uderzy w gospodarkę. Np., władze tureckie podkreślają, że chcą uratować sezon turystyczny 2020, ale będzie to mało prawdopodobne, jeżeli liczba ofiar z powodu Covid-19 będzie nadal rosła.

Generalnie, powyższa analiza jest zgodna z wcześniejszym wnioskiem ekonomistów Euler Hermes, że następujące duże RW – Argentyna, Turcja, Republika Południowej Afryki, Meksyk, Chile, Pakistan, Indonezja, Malezja i Rumunia – a także pewna liczba rynków granicznych są najbardziej narażone na obniżki ratingów i w efekcie niewywiązanie się ze zobowiązań zarówno przez same państwa, jak i korporacje (duże firmy z nich pochodzące, a finansujące się na rynkach zagranicznych).[2]

Eksperci Euler Hermes wciąż prognozują, że realny PKB na rynkach wschodzących jako całości skurczy się o -0,7% w 2020 r.

Chociaż odpływy kapitałowe z RW osiągnęły najniższy poziom w marcu, realne gospodarki na razie wciąż będą się osuwać. Indeksy PMI-produkcja rynków wschodzących opublikowane w tym tygodniu potwierdzają gwałtowne spowolnienie działalności gospodarczej w kwietniu i ponure prognozy na nadchodzące miesiące. Wskaźnik PMI-produkcja RW spadł do 42,3 punktów w kwietniu (z 49,6 w marcu). Nie licząc Chin, które już weszły w okres ożywienia (PMI na poziomie 50,8 w kwietniu), złożony indeks obniżył się do 34,0 (z 47,2). To potwierdza naszą bazową prognozę gwałtownego skurczenia się gospodarki RW jako całości w drugim kwartale, po którym nastąpi stopniowe ożywienie, począwszy od drugiej połowy 2020 r. Euler Hermes przewiduje, że realny PKB rynków wschodzących skurczy się o -0,7% w 2020 r., po czym zostanie odnotowane silne ożywienie na poziomie +6,4% w 2021 r. (Rysunek 3 zawiera szczegółowe dane dotyczące prognoz dla głównych regionów i kluczowych RW).

Rysunek 1 – Całkowite przepływy portfeli inwestycyjnych według regionów, mld USD

Całkowite przepływy portfeli inwestycyjnych według regionów
Źródła: IIF, krajowe dane statystyczne, szacunki Allianz Research

Rysunek 2 – Podatność gospodarcza na ograniczenia i gotowość zdrowotna do zniesienia ograniczeń dla wybranych gospodarek

Podatność gospodarcza na ograniczenia i gotowość zdrowotna do zniesienia ograniczeń dla wybranych gospodarek
Źródła: Różne, Allianz Research

Autor: MANFRED STAMER – Starszy Ekonomista Euler Hermes
Przy udziale Françoise Huang, Starszego Ekonomisty ds. APAC

[1] W Brazylii, niektóre władze regionalne wprowadziły zamknięcia, ale rząd centralny tego nie zrobił. W Turcji, rząd wprowadzał tylko “zamknięcia weekendowe“ w około 30 prowincjach kilka razy.

[2] W celu uzyskania dalszych informacji zob. Rynki wschodzące: jak walczyć z Covid-19 nie robiąc 'wszystkiego, co w ich mocy’, s. 5.

3 pierwsze kroki pracodawcy po wezwaniu do zapłaty odszkodowania za mobbing

Na pracodawcy ciąży ustawowy obowiązek zapobiegania mobbingu w miejscu pracy. Jednak nawet przy najlepszej procedurze antymobbingowej może zdarzyć się, że o podejrzeniu mobbingu pracodawca dowie się dopiero otrzymując wezwanie do zapłaty odszkodowania za mobbing. Jakie kroki należy zatem podjąć, aby szybko i skutecznie zweryfikować zaistniałą sytuację i właściwie przygotować się do ewentualnego procesu?

W opisywanej sytuacji pracodawca ma zwykle za mało czasu na przeprowadzenie długotrwałej procedury antymobbingowej, przesłuchania mobbera i mobbingowanego, pracowników, poszukiwania były pracowników, którzy mogą być świadkami w sprawie. Oto, co można zrobić, aby zapanować nad kryzysem i przygotować się do dalszych kroków w tej sprawie.

  1. Ustal okoliczności zdarzenia

W pierwszej kolejności pracodawca powinien ustalić, czy mobbing faktycznie mógł mieć miejsce. Okoliczność, które w ocenie mobbingowanego świadczą o mobbingu powinny być wskazane w wezwaniu. Jeśli jednak tak nie jest, a treść wezwania jest lakoniczna i nie wskazuje na zdarzenia świadczące o mobbingu, pracodawca powinien odpowiedzieć na wezwanie, zwracając się o wskazanie sytuacji świadczącej o mobbingu. Dopiero po takim wewnętrznym „śledztwie”, możliwe będzie odniesienie się do okoliczności podnoszonych przez mobbingowanego.

Przy dobrze skonstruowanej procedurze antymobbingowej, pracodawca może odeprzeć argumenty pracownika wykazując, że nie przekazywał żadnych informacji na temat podejrzenia zaistnienia mobbingu. W tym przypadku konieczne będzie prześledzenie wszystkich zgłoszeń oraz ankiet, by potwierdzić, że taki sygnał nie został przypadkiem pominięty. Konieczne będzie też udowodnienie, że pracownik miał możliwość zgłaszania niepożądanych zachowań, ale z niewiadomych przyczyn tego nie zrobił.

  1. Podejmij dialog z pracownikami

Kolejnym krokiem powinno być podjęcie rozmów z innymi pracownikami, najbliższymi dla mobbingowanego pracownika. W szczególności istotne może być ustalenie, jak podejrzanego mobbera oraz jego zachowanie w stosunku do mobbingowanego postrzegali inni pracownicy, a także czy sami doświadczyli podobnych sytuacji. Jeśli w trakcie rozmów z pracownikami okaże się, że takie zdarzenia miały miejsce – potwierdzi się fakt, że nikt takich okoliczności nie zgłaszał. Pracodawca w tym czasie powinien także zorientować się, które osoby posiadają wiedzę na temat relacji mobbera i mobbingowanego, by móc ich powołać na świadków w przypadku ewentualnego sporu.

Warto także przejrzeć i zabezpieczyć skrzynkę mailową mobbingowanego i mobbera. Prześledzenie wiadomości pomiędzy stronami może wskazywać na ich stosunki i sposób komunikacji, to zaś może potwierdzać lub zaprzeczać wystąpieniu mobbingu.

  1. Zdecyduj, co dalej

W zależności wniosków wyciągniętych po dokonaniu czynności wyjaśniających, pracodawca powinien podjąć decyzję odnośnie uznania bądź odrzucenia roszczenia pracownika. W przypadku, gdy nie ma wątpliwości, że mobbing miał miejsce, ugodowe zakończenie sporu z pracownikiem może być korzystniejsze dla obu stron.

Kiedy natomiast pracodawca nie zgadza się z zarzutami pracownika, powinien odmówić wypłaty odszkodowania, wskazując, że po przeprowadzonych czynnościach brak jest podstaw do uznania, że mobbing miał miejsce. Pracownik będzie mógł jednak dochodzić swoich roszczeń w sądzie. Na tym etapie znaczenie będą miały dowody i materiały zgromadzone przez pracodawcę w czasie czynności wyjaśniających. Prawidłowe przeprowadzenie czynności wyjaśniających pozwoli pracodawcy lepiej bronić swoich interesów i odnieść się do zarzutów pracownika.

Autorki:

Dorota Brzezińska-Grabarczyk, adwokat, partner w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w rozwiązywaniu sporów sądowych z zakresu prawa pracy, prawa spółek, nieuczciwej konkurencji oraz w sprawach budowlanych. Ekspert w dziedzinie projektów inwestycyjnych.

Magdalena Jarecka, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w prawie pracy, obsłudze korporacyjnej przedsiębiorstw oraz rozwiązywaniu sporów sądowych.

Kształcenie na odległość wymaga nowych metod nauczania

Nauka zdalna, tak samo jak praca, jest jednocześnie szansą i problemem. Obecnie edukacja online jest dla uczniów koniecznością. Przez wiele lat nie chcieliśmy się jednak pogodzić, że żyjemy w epoce cyfrowej i aktywne zagospodarowanie nowych narzędzi jest bardzo ważne. Pojawiały się różne rozwiązania – zarówno ze strony ministerialnej, jak np. e-podręczniki, czy też stowarzyszeń i fundacji działających na rzecz promowania nauki online. Bez ostatecznej konieczności nie wprowadzono jednak na stałe żadnych rozwiązań. Tradycyjna nauka była podstawą, od której nie chciano odchodzić – chociaż był czas na przygotowanie się na zmiany. Teraz ministerstwo ogłosiło przejście na nauczanie zdalne. Zwolennicy takiej metody byli przygotowani na jej wdrożenie, nawet w trybie pilnym. Wymagało to jednak odpowiednich narzędzi i przetestowanego oprogramowania. Inni przekazywali swoim uczniom zadania do wykonania w domu za pośrednictwem dzienników internetowych. Chociaż samo nauczanie nie odbywało się online, to uczniowie pracowali zdalnie.

– W kwestii wprowadzania takich rozwiązań dzisiejsza sytuacja jest przełomowa. Tak, jak w innych dziedzinach – również w edukacji okazało się, że wdrożenie nowych technologicznie metod jest możliwe i bardzo ważne – powiedział serwisowi eNewsroom Waldemar Siwiński, prezes Fundacji Edukacyjnej “Perspektywy”. – Chociaż taka forma nie zastąpi w pełni bezpośredniego kontaktu, może być pomocna. W ciągu ostatnich tygodni liczba zakupów aplikacji Zoom, najpopularniejszej platformy do wideokonferencji i spotkań online zwiększyły się z 10 do 200 milionów. Ten rekordowy wynik pokazuje ogromne zapotrzebowania na zorganizowane systemy kontaktowania się, także w celach naukowych. Należy pamiętać, że takie rozwiązanie – oprócz zapewnienia obrazu wideo – wymaga odpowiedniego przygotowania. Nie wystarczy jedynie przeniesienie dotychczasowych zajęć szkolnych na nowe warunki. Konieczna jest znajomość oprogramowania oraz dostosowanie metod, jak i programu nauczania. Jest to wyzwanie, które jednocześnie daje nowe możliwości rozwoju i korzyści dla uczniów. Tutaj pojawia się jednak problem. Nie leży on w braku samego oprogramowania, ale braku treści dostosowanych do zdalnej nauki online. W ten sposób, mimo zapewnień, szkoła nie będzie mogła zrealizować podstawy programowej i planu zajęć. Dzisiejsza, niespodziewana sytuacja zaskoczyła wszystkich. Należy pamiętać, że efekty nauczania dzieci i młodzieży nie będą takie, jak gdyby nauka odbywała się w szkole – mimo że nauczymy się dziś czegoś innego. Wprowadzenie nowych metod i technologii otwiera nowe możliwości na przyszłość – zachęca Siwiński.

Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce?

Ponad 60 proc. obywateli Ukrainy, którzy pracują w Polsce poleciłoby swoim znajomym przyjazd do naszego kraju. Korzystne zarobki to niejedyny powód. Ankietowani wskazują, że równie ważne są dla nich ogólne warunki życia. Polska jest przez zdecydowaną większość respondentów badania Busradar.pl postrzegana jako przyjazny kraj. I to mimo tego, że aż połowa z nich spotkała się z objawami niechęci ze względu na pochodzenie.

Niskie zarobki sąsiadów zza wschodniej granicy pracujących w Polsce należą do przeszłości – dowodzą dane pozyskane dzięki badaniu przeprowadzonemu przez Busradar.pl w marcu br., tuż przed wybuchem epidemii koronawirusa.

Godniej na rękę

Zdecydowana większość Ukraińców – bo 70 proc. – deklaruje, że zarabia w Polsce pomiędzy 2000 z 4000 zł na rękę. Więcej zarabia 18 proc. respondentów a mniej – jedynie 13 proc.

Obywatele Ukrainy w ponad ¾ przypadków deklarują, że pracują w Polsce na podstawie umowy o pracę. Mniej niż 10 proc. pracuje w oparciu o umowę zlecenie, zaś tylko około 4 proc. – umowę o dzieło.Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w PolsceJak te zarobki mają się do wynagrodzenia u naszych wschodnich sąsiadów? 70 proc. respondentów twierdzi, że jest w swoim kraju w stanie zarobić co najwyżej 2000 zł, przy czym najczęściej – bo w 45 proc. przypadków – ich zarobki na rękę mieszczą się w przedziale od 500 do 1500 zł.
Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 2Oczywiście porównywanie wyłącznie zarobków nie ma większego sensu, bo ważne są też koszty utrzymania, a te są na Ukrainie raczej niższe niż w Polsce. Jednak nie aż tak, by zrównoważyć znacząco niższe zarobki. Restauracje są tańsze średnio o 32 proc, jedzenie o 6 proc. a transport o 27 proc.
W rozdarciu
Osoby ukraińskiego pochodzenia, które pracują w Polsce raczej nie myślą o pracy w naszym kraju jak o sposobie na szybkie wzbogacenie się. Aż 80 proc. respondentów planuje dłuższy, ponad trzyletni pobyt, a ponad 40 proc. chce zostać w Polsce na stałe.
Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 3Spośród 41,4 proc. respondentów, którzy chcą wrócić na Ukrainę, aż 60 proc. uzależnia tę decyzję od poprawy warunków życia w swoim kraju lub polepszenia warunków i wysokości płac.
Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 4Niepewnie

Ciekawe jest zestawienie odpowiedzi respondentów na kilka pytań – o to, czy chcą wrócić na stałe na Ukrainę, w jakim kraju najbardziej chcieliby mieszkać i czy będą szukać ofert pracy w innych krajach niż Polska.

Wyłania się z nich obraz osób nieco rozczarowanych warunkami życia i pracy w swoim kraju, dość dobrze, choć bynajmniej nie entuzjastycznie oceniających warunki życia i możliwości zarobkowania w Polsce.

Pojawia się dużo odpowiedzi, które świadczą o niepewności migrantów. 30 proc. nie wie, czy chce wrócić na Ukrainę, 36 proc, nie wie, czy będzie szukać pracy w innych krajach niż Polska.

Sentyment do Ukrainy nie wydaje się też wielki – chciałby tam najbardziej mieszkać nieco ponad połowa Ukraińców pracujących w Polsce, ale – jak wiemy z odpowiedzi na inne pytania – wielu respondentów stawia swojemu krajowi kilka warunków.
Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 5Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 6Wystarczająco miło

Prawie 70 proc. Ukraińców przyznaje Polsce ocenę co najmniej 7 w skali od zera do 10. Czyli ocenia nasz kraj jako naprawdę przyjazne miejsce. Noty od zera do trzech przyznało Polsce jedynie 3,7 proc. respondentów.

Prawdopodobnie wpływa na to bliskość kulturowa, obyczajowa czy pokrewieństwo językowe. Nie bez znaczenia jest też bliskość geograficzna oraz wspólnota doświadczeń wynikająca z wieloletniej dominacji Rosji w tym regionie Europy.
Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 7Te wysokie noty respondenci przyznali Polsce mimo tego, że aż połowa z nich doświadczyła tu dyskryminacji. Być może takie reakcje były incydentalne, więc w ogólnym rozrachunku bilans i tak wychodzi na plus.

Okazjonalnie niemiło

Spośród dokładnie 49,90 proc. respondentów, którzy spotkali się z objawami niechęci lub dyskryminacji ze względu na ukraińskie pochodzenie, prawie co trzeci z nich wskazywał, że wyraziło się to w niekorzystnym sformułowaniu warunków pracy lub wynagrodzenia, co piąty był niewłaściwie potraktowany przez przypadkową osobę w miejscu publicznym, a co dziesiąty w urzędzie lub placówce służby zdrowia.
Dlaczego Ukraińcy przyjeżdżają do pracy w Polsce 8Badanie “Polska według Ukraińców: Zachwycająca? Przyjazna? Wroga? Praca oraz przyzwyczajenia transportowe i płatnicze Ukraińców w Polsce” zrealizowano w dniach 26 lutego-6 marca 2020 przez Busradar.pl metodą CAWI na grupie N=519 Ukraińców mieszkających w Polsce.

Recepty na kryzys gospodarczy. Prezes BOŚ: utrzymanie rodzimych firm i miejsc pracy to priorytet

Pandemia koronawirusa w znacznym stopniu zamroziła życie gospodarcze w kraju i na świecie. Podejmowane są jednak działania, których celem jest ochrona polskich firm oraz miejsc pracy w rodzimych przedsiębiorstwach. Zdaniem Bogusława Białowąsa, prezesa Banku Ochrony Środowiska, wprowadzone przez rząd tarcze – antykryzysowa i finansowa – w połączeniu z rozwiązaniami proponowanymi przez sektor finansowy, pozwolą na ograniczenie skutków kryzysu gospodarczego.

Jak podkreśla premier Mateusz Morawiecki, łączna wartość pomocy, którą otrzymają polskie firmy podczas pandemii koronawirusa, wyniesie 320-330 mld złotych. Składają się na nią elementy tarczy antykryzysowej, uzupełnione o tarczę finansową. Z pomocy mogą korzystać zarówno mikroprzedsiębiorstwa, jak i małe, średnie oraz duże podmioty.

W ramach tarczy finansowej do firm trafi łącznie nawet 100 mld zł, a 60 proc. tych środków nie będzie wymagało zwrotu. Kluczowe w niej są dwa czynniki: utrzymanie działalności i miejsc pracy. Pierwsze pieniądze do sektora MŚP przetransferowano 30 kwietnia. – Wspieranie polskich przedsiębiorstw, a co za tym idzie, ochrona setek tysięcy pracowników przed bezrobociem, to konieczność. Kryzys ekonomiczny, będący niewątpliwym skutkiem pandemii koronawirusa, wymaga zdecydowanych działań. Również Bank Ochrony Środowiska swoimi decyzjami, odciążającymi nie tylko przedsiębiorców, ale także klientów indywidualnych, wpisuje się w politykę łagodzenia skutków finansowych związanych z wyhamowaniem części życia gospodarczego – ­podkreśla Bogusław Białowąs, prezes Banku Ochrony Środowiska (BOŚ).

Duża grupa banków, w tym BOŚ, wychodząc naprzeciw oczekiwaniom klientów, umożliwia im również czasowe zawieszenie spłat zobowiązań. Istotnym ułatwieniem dla małych przedsiębiorców (zatrudniających do 9 pracowników) jest także możliwość zwolnienia z opłacania składek ZUS za marzec, kwiecień i maj. Wszystkie podmioty w przypadku spadku obrotów, również te największe – mogą z kolei uzyskać dofinansowanie od 1300 do 2340 zł miesięcznie na osobę zatrudnioną (do 3 miesięcy).

Pomysły na bezpieczne finansowanie

Tarcza finansowa ma zapewnić odpowiednio: 25 mld złotych mikroprzedsiębiorstwom (do 324 tys. zł w ramach jednostkowej pomocy; subwencja bezzwrotna do 75 proc. wartości wsparcia), 50 mld złotych firmom z sektora MŚP (jednorazowo do 3,5 mln zł) i 25 mld zł dużym przedsiębiorstwom (w tym wypadku wysokość pomocy będzie ustalana indywidualnie). Sposobem na utrzymanie płynności finansowej jest również zaciągnięcie kredytu obrotowego z gwarancją de minimis Banku Gospodarstwa Krajowego. Zmiany dotyczące tego rodzaju wsparcia, ujęte w tarczy antykryzysowej, umożliwiają zabezpieczenie nawet 80 proc. wartości kredytu. Został również wydłużony do 39 miesięcy czas, na jaki można uzyskać kredyt obrotowy z gwarancją.

Zwiększanie płynności finansowej przedsiębiorców to ważny krok w kierunku utrzymania na rynku wielu rodzimych firm i miejsc pracy. Ich ochrona to priorytet, a tego rodzaju działania w znaczącym stopniu ograniczą gospodarcze skutki pandemii. Współpraca banków z BGK oraz PFR na rzecz przedsiębiorców powinna ograniczyć skutki kryzysu ekonomicznego w Polsce – wskazuje Bogusław Białowąs.

Więcej o ułatwieniach dla firm można dowiedzieć się m.in. z „Przewodnika Antykryzysowego dla Przedsiębiorców i Jednostek Samorządu Terytorialnego”, stworzonego przez ekspertów Polskiego Funduszu Rozwoju.

Obok wsparcia finansowego dla przedsiębiorstw istotnym elementem rządowej tarczy antykryzysowej jest deklaracja utworzenia Funduszu Inwestycji Publicznych o wartości 30 mld zł, co odpowiada około 0,6 proc. PKB. Celem takiego działania ma być zwiększenie inwestycji na szczeblu centralnym oraz lokalnym. Priorytetowe wydatki będą obejmować infrastrukturę, modernizację szkół i szpitali, transformację energetyczną, cyfryzację, biotechnologię i farmację oraz politykę ochrony środowiska. Dodatkowe nakłady w tych obszarach powinny być kolejnym kołem zamachowym dla polskiej gospodarki, które pomoże w ożywieniu koniunktury po spowolnieniu wywołanym przez pandemię.

Handel i zwyczaje zakupowe konsumentów w dobie pandemii

Obostrzenia wprowadzone w wyniku epidemii koronawirusa dotyczą w dużej mierze placówek handlowych. Nowe zasady w drastyczny sposób ograniczyły dostęp konsumentów do sklepów, a ograniczenia poruszania się wymusiły zmiany zwyczajów zakupowych. Jaki jest stan sektora sprzedaży detalicznej w Polsce na przełomie kwietnia i maja 2020 r.?

Wyraźne spadki

Niewątpliwie jesteśmy świadkami załamania handlu w Polsce. Niepokojące dane zaprezentował ostatnio Główny Urząd Statystyczny, według którego za marzec, w ujęciu rok do roku, sprzedaż detaliczna ogólnie spadła o 9 proc. Biorąc pod uwagę, że dane za luty wskazują ponad siedmioprocentowy wzrost r/r, widać tu wyraźną różnicę, a musimy wziąć pod uwagę, że obostrzenia zaczęły obowiązywać dopiero dwunastego, a kolejne 20 marca. Spodziewamy się zatem, że dane za kwiecień mogą być jeszcze bardziej pesymistycznie.

Na minusie są niemal wszystkie kategorie, a prawdziwą zapaść widać w sektorze odzieży i obuwia, których sprzedaż spadła aż o połowę. Na lekkim plusie jest żywność (2,5 proc.) i produkty farmaceutyczne (8,8 proc.). Udział w sprzedaży przez internet wzrósł z kolei z 5,6 do 8,1 proc. Jednak, jak widać, nie poprawiło to znacząco ogólnych statystyk. Według GUS ogólna sprzedaż na stacjach paliw spadła o 12,5 proc., natomiast, co ciekawe, w sieci MOYA w sprzedaży sklepowej zanotowaliśmy wzrosty. Zawdzięczamy je przede wszystkim nowej kategorii produktowej, czyli asortymentowi środków higienicznych i odkażających, niezbędnych w dobie epidemii.

Zmiany zachowań konsumentów

Cykliczne badania „Shopper Trends”, firmy badawczej Nielsen, określają nastroje i zachowania konsumentów. Według wcześniejszych edycji raportu przeciętny polski konsument wykazywał wysoki poziom optymizmu i podobnie wysoko oceniał stan swoich finansów osobistych. Mimo to, robiąc zakupy, zwracał szczególną uwagę na ceny poszczególnych produktów oraz był wrażliwy na promocje. Generalnie można uznać, że polski konsument jest bardzo rozsądny. Co ciekawe, charakteryzujemy się także ponadprzeciętną częstotliwością robienia zakupów – częściej niż inni Europejczycy odwiedzamy sklepy i dyskonty.

Ogłoszony w Polsce stan epidemii zmienił nasze zwyczaje. Po zmasowanym szturmie na sklepy po wprowadzeniu stanu zagrożenia epidemicznego, konsumenci obecnie zdecydowanie rzadziej robią zakupy i raczej w średnich i mniejszych sklepach. Dane z raportu „Shopper Trends” pokazują też, że Polacy będą jeszcze bardziej zwracać uwagę na ceny produktów. Może to być przyczynkiem do zmian strategii komunikacyjnych i marketingowych sieci handlowych zwiększających nacisk na ekspozycję korzystnych cenowo zakupów.

Spodziewamy się spowolnienia gospodarczego. Może skutkować to tym, że konsumenci bardziej zainteresują się markami i produktami lokalnymi, a zakupy będą realizować w sklepach o mniejszych formatach. Co ciekawe, już nie cena ma dla nich kluczowe znaczenie – coraz częściej jest to kwestia bezpieczeństwa w czasie zakupów.

Zmiany na stacjach paliw

Ogólne obostrzenia dotyczące poruszania się spowodowały spadki obrotów na stacjach paliw, szczególnie tych w większych miastach. Wynika to z faktu, że w dużych ośrodkach więcej osób jest w stanie przestawić się na tryb home office i w związku z tym mniej konsumować paliwa. Innego rodzaju zjawiskiem u klientów tankujących na stacjach jest chęć jak najszybszego dokonania transakcji. Implikuje to spadki sprzedaży w kategorii gastronomii. Powyższe obserwacje zmian zwyczajów konsumentów również wymuszą zmiany na stacjach paliw.

Jak wspomniałam, niezwykle istotna stała się kwestia bezpieczeństwa zakupów, zatem spodziewamy się, że wiele z obowiązujących teraz zasad sprzedaży zostanie utrzymana na dłużej. Mam tu na myśli z jednej strony stały asortyment produktów higienicznych, z drugiej bardziej restrykcyjne zasady utrzymania czystości w obiekcie czy stosowania dodatkowych środków ochronnych przez sprzedawców, jak np. plastikowe przyłbice, czy osłony z plexi. Sądzę także, że w dalszym ciągu będzie rozwijać się kategoria marek własnych. Konsumencie będą zainteresowani produktami z logo sieci stacji paliw, ponieważ stanowią one rozsądny kompromis między ceną a jakością. Klienci będą także chętniej korzystać z różnych promocji i nowoczesnych technologii, jak aplikacje mobilne, które pozwalają przyspieszyć czas realizacji tankowania i zakupów na stacjach.

Czekają nas wszystkich duże zmiany, a to, co obecnie obserwujemy na świecie, może okazać się jedynie preludium do nowego rozdziału w funkcjonowaniu gospodarki, w tym sektora handlu. Spowoduje to konieczność dostosowania się i zmian w bardzo wielu sferach życia. Wygrają jak zwykle ci, którzy wykażą się największą elastycznością i umiejętnością adaptacji do „nowej normalności”.

Monika Ostaszewska, Marketing Manager, Anwim S.A., sieć stacji paliw MOYA

Jak miliarderzy na całym świecie korzystają z zagranicznych jurysdykcji

To, co w jednym kraju jest zakazane, w innym może być całkowicie dopuszczalne, ba, nawet nieopodatkowane. Z tych też przyczyn twórcy nowych biznesów, przedsiębiorcy, którym jedna jurysdykcja zamyka drogę do prowadzenia działalności, przenoszą ją do innej. I choć może to budzić kontrowersje, przedsiębiorcy, nawet mimo zmian przepisów i milionowych kar, bogacą się i zostają miliarderami. Najbardziej wyrazistym tego przykładem są twórcy kasyn i gier hazardowych online.

Działalność w Stanach, ale poza Stanami

W 2006 r. należąca do Calvina Ayre’a Grupa Bodog Entertainment, organizator internetowych gier hazardowych, przyjmowała zakłady od 16 milionów klientów, z czego większość w Stanach Zjednoczonych. Wydawało się to stać w sprzeczności z amerykańskim kodeksem United States Code, który w tytule 18, sekcji 1084 zabrania używania telefonów lub innych urządzeń komunikacyjnych w handlu międzystanowym lub zagranicznym w celu przyjmowania zakładów. Zgodnie ze stanowiskiem Departamentu Sprawiedliwości USA gry hazardowe online, niezależnie od tego, czy są zlokalizowane za granicą, czy też nie, są nielegalne, jeśli chodzi o Stany Zjednoczone i ich obywateli.

Jednak firma Bodog nie miała fizycznej siedziby w USA, a Calvin Ayre nie był amerykańskim obywatelem. Nie miał też w Stanach żadnego mienia, które podlegałoby zajęciu przez amerykańskie władze.

Miliarder bez centa zapłaconego podatku

W 2005 r. Bodog obsłużył transakcje online o wartości 7,3 mld dolarów, co stanowiło trzykrotny wzrost w stosunku do roku poprzedniego. W 2006 r. wartość netto majątku Calvina Ayre’a wyceniono już na 1 mld dolarów. A wszystko to, podczas gdy 95% wartości jego sprzedaży pochodziła z USA, a on sam nie zapłacił w Stanach ani jednego centa podatku dochodowego od osób fizycznych, ani od osób prawnych. Dlaczego? Bo obcokrajowcy musieli w USA płacić podatki federalne od dochodów z działalności gospodarczej prowadzonej tylko na terenie USA. A elektroniczne koła do ruletki czy wirtualne boiska sportowe Bodoga zlokalizowane były na Kostaryce. Jak sam Ayre mówił, prowadził biznes, który nie w każdym kraju, w którym go prowadził, mógł być nazwany hazardem.

Żyłka do interesów

W 2006 r. firma Ayre’a wydała 80 mln dolarów na takie cele jak: płatna telewizja czy wsparcie zespołów muzycznych. Wszystko po to, aby gracze nie kojarzyli jej tylko z grami online. Najważniejszym chyba krokiem marketingowym okazała się inwestycja w produkcję programów pokerowych w telewizji kablowej z udziałem celebrytów. Bo choć te dodatkowe przedsięwzięcia na siebie nie zarabiały, to przyciągały rzesze nowych graczy do internetowych kasyn Ayre’a.

Pięćdziesięcioośmioletni dziś Calvin Edward Ayre jest synem farmerów uprawiających ziarno i hodujących świnie. Swój pierwszy zakład postawił w wieku kilkunastu lat, grając z kolegami w blackjacka. W czasie, gdy uczęszczał na Uniwersytet Waterloo, Ayre obstawiał zakłady sportowe i rozwijał zamiłowanie do biznesu. Pewnego lata kupił pięciotonową ciężarówkę, załadował ją wiśniami i brzoskwiniami, które zebrał i sprzedał kierowcom na poboczu drogi. Organizował też wyjazdy rekreacyjne dla swoich kolegów z klasy.

By utrzymać firmę przy życiu

W czerwcu 1990 r., już po ukończeniu studiów, podjął pracę jako prezes jednej z firm w Vancouver. Ayre sprzedał 300 tys. jej akcji bez wydania prospektu emisyjnego. Przeniósł również miliony akcji pomiędzy kilkoma kontami, w tym swoim własnym, bez składania raportów z transakcji z wykorzystaniem informacji poufnych. Jak wyjaśniał później Ayre: „Wiedziałem, że nie stosuję się do wszystkich zasad. Ale wiedziałem też, że muszę to zrobić, by utrzymać budżet przy życiu”. Chociaż nie został oskarżony, Ayre zapłacił w 1996 r. grzywnę w wysokości 10 tys. dolarów i otrzymał 20-letni zakaz prowadzenia spółki notowanej na giełdzie w Vancouver.

Ucz się od innych

Ayre nauczył się również projektowania sieci. Próbował uruchomić kilka przedsięwzięć internetowych, w tym spółkę Voiceover-IP. Jednak bez powodzenia. Pewnego dnia przeczytał w gazecie artykuł o Ronaldzie Sacco, amerykańskim bukmacherze, który założył na Dominikanie spółkę zagraniczną, zajmującą się zakładami wzajemnymi, celem uniknięcia zarzutów o przestępstwo w Stanach. Sacco przeniósł następnie swoją działalność na Kostarykę. Ayre, zainspirowany artykułem, zainwestował 10 tys. dolarów w budowę internetowego systemu do obstawiania zakładów online, dostarczając oprogramowanie dla bukmacherów z zagranicy. Do 1996 r. rezydował na Kostaryce, pomagając innym bukmacherom w uruchomieniu jednych z pierwszych kasyn online, takich jak WinSports i GrandPrix. Ayre był jednak nadal wciąż małym graczem w porównaniu do funkcjonujących już na rynku starych wyjadaczy. Jego pomysłem, podobnie jak Sportsbook.com, było oferowanie rozliczeń czekami online zamiast gotówkowych.

Własną stronę uruchomił w kwietniu 2000 r., zaczynając od zakładów sportowych. Wprowadził możliwości płacenia kartami kredytowymi i czekami online (podłączonymi z kont amerykańskich do kont Bodoga w Londynie). Później dodał grę w pokera i kasyno online. W razie wygranej zwycięzca odbierał nagrodę za pomocą przelewu bankowego. Jeśli chciał, mógł ją deklarować, ale Ayre nie ukrywał, że nie składa raportów do IRS (służb skarbowych).

Kostarykański raj dla kasyn online i biuro nie w Kanadzie

W 2006 r. w siedzibie Bodog na Kostaryce działalność prowadziło 150 bukmacherów i przedstawicieli obsługi klienta. Kostarykański rząd nie pobierał od firm opłat ani podatków z tytułu dochodów osiągniętych w innych krajach, a ponieważ Ayre nie przyjmował zakładów od Kostarykańczyków, całość przychodów Bodog zostawała w jego kieszeni. W Kostaryce nie płacił żadnych podatków dochodowych od osób fizycznych, ponieważ wszystkie jego aktywa: gotówka, samochody i domy były własnością Bodoga. W Vancouver, w firmie Riptown Media, której jedynym klientem był Bodog, pracowało 200 grafików i programistów komputerowych. A że produkcja reklam nie jest przestępstwem, a sam Bodog nie prowadził w Kanadzie nawet biura…

Według firmy badawczej Christiansen Capital Advisors kilkaset działających na Kostaryce stron internetowych oferujących gry online tylko w 2005 r. uzyskało dochód w wysokości 12 mld dolarów, czyli dwukrotnie więcej niż kasyna przy słynnej Las Vegas Strip.

Ayre nie był jedyny

Ale wyceniany w 2006 r. na 1 mld dolarów Ayre nie był jedynym, który dorobił się dzięki organizacji internetowych gier w połowie pierwszej dekady nowego tysiąclecia. Właściciele PartyGaming, małżeństwo Ruth Parasol i J. Russell DeLeon, a także ich indyjski partner Anurag Dikshit w 2005 r. wprowadzili firmę na londyńską giełdę. Rok później, po przyjęciu publicznej oferty sprzedaży akcji od globalnej firmy hazardowej Harrah’s z siedzibą na Gibraltarze i Wyspie Man, majątek Dikshita był wyceniany na 3,3 mld dolarów, Parasol i DeLeona po 1,8 mld dolarów.

PokerStars, czyli światowy nr 1

W 2001 r. Isai Scheinberg i jego syn Mark założyli własną firmę PokerStars. Początkowo, podobnie jak wielu ich konkurentów z branży hazardu online, wybrali na jej siedzibę Kostarykę. W 2005 r. firma przeniosła się na Wyspę Man, a w ślad za nią Isai Scheinberg, oficjalnie pełniąc tam funkcję dyrektora ds. technologii w PokerStars.

W 2006 r. amerykański Kongres uchwalił ustawę o egzekwowaniu przepisów dotyczących nielegalnego hazardu internetowego. Ustawa ta wystraszyła PartyGaming, która uciekła z lukratywnego rynku amerykańskiego. PartyGaming po latach przyznała, że naruszyła prawo amerykańskie i zapłaciła karę w wysokości 105 mln dolarów.

Isai Scheinberg prowadził prywatną firmę, która oferowała tylko pokera. Nowe prawo w rzeczywistości nie czyniło hazardu online nielegalnym, ale skupiało się na metodach płatności za ten hazard. To one były nielegalne na mocy prawa federalnego lub stanowego. PokerStars natychmiast podbiła rynek amerykański i stała się największą firmą pokerową online na świecie.

Amerykańska czystka

W 2011 r. amerykańska prokuratura przedstawiła akt oskarżenia przeciw 11 biznesmenom z branży pokera online, w tym Scheinbergowi i innym pracownikom PokerStars oraz mniejszych firm. Oskarżono również cztery osoby odpowiedzialne za procesy płatności, a także jednego bankiera. Żaden z nich nie został oskarżony o złamanie ustawy Wire Act, zakazującej prowadzenia niektórych rodzajów zakładów na terenie Stanów Zjednoczonych. Rząd oskarżył Scheinberga o naruszenie ustawy o nielegalnej działalności hazardowej, nowej ustawy UIGEA oraz o spiskowanie w celu popełnienia oszustw bankowych i prania pieniędzy. Jego syn Mark Scheinberg nigdy nie został oskarżony.

Wart 4,9 mld dolarów gigant z Wyspy Man

Z Markiem Scheinbergiem jako oficjalnym dyrektorem generalnym PokerStars kontynuował swoją działalność z Wyspy Man, ograniczając swoją dostępność do graczy spoza USA. W 2019 r. prokuratorzy federalni wszczęli postępowanie ekstradycyjne podczas wizyty Isai Scheinberga w Szwajcarii. Początkowo Scheinberg zakwestionował te działania, ale później postanowił dobrowolnie przyjechać do Stanów Zjednoczonych, by stawić czoła oskarżeniom. Podczas przesłuchania przeprowadzonego w styczniu 2020 r. w sądzie federalnym Manhattanu Scheinberg przyznał się do winy i został zwolniony za kaucją w wysokości 1 mln dolarów. W 2014 r. Mark Scheinberg, syn Isai Schenberga, sprzedał największą na świecie firmę pokerową online za 4,9 mld dolarów.

Czy warto?

Amerykańskie ograniczenia nie są wyjątkiem. Przewiduje je także Unia Europejska. Również z Polski kilka lat temu władze wyrzuciły zagranicznych bukmacherów, pozostawiając tylko tych, którym udzieliły licencji i których opodatkowały. A co w przypadku twórców takich biznesów, wykorzystujących transgraniczne wehikuły korporacyjne?

Część tych, którzy źle organizowali struktury swojej działalności, w niepełnej zgodzie z obowiązującymi regulacjami, musiała zmierzyć się z częściową utratą majątku, a w niektórych przypadkach nawet wolności. Tak jak Jay Cohen, właściciel World Sports Exchange na Antigui, który w 2000 r. za przyjmowanie zakładów z USA został skazany na 21 miesięcy więzienia. W 2012 r. Calvin Ayre usłyszał zarzut nielegalnego hazardu i prania pieniędzy i wiele innych, mniejszych. Głośno bronił się wówczas, że jest to nadużycie amerykańskiego systemu sądownictwa. W 2017 r. zgodził się z jednym oskarżeniem o wykroczenie oraz do współudziału w przekazywaniu informacji o grach hazardowych wbrew ustawie Wire Act. Wszystkie pozostałe zarzuty prokuratorzy federalni wycofali. Ayre został skazany na wolnościowy rok próby oraz 500 tys. dolarów grzywny. W tym samym roku Democracy Institute opublikował raport, w którym stwierdził, że skazanie Ayre’a było sprzeczne z regulacjami WTO (Światowa Organizacja Handlu) w sprawie amerykańskich zobowiązań wynikających z układu ogólnego w sprawie handlu usługami. USA zobowiązały się bowiem do zapewnienia otwartego i niedyskryminującego dostępu do rynku dla usług rekreacyjnych, w tym usług w zakresie gier hazardowych online. W raporcie stwierdzono, że organy ścigania próbowały podstępem i zastraszaniem „zachęcić” Ayre’a do wpłaty 350 mld dolarów na rzecz amerykańskiego Skarbu Państwa.

W większości przypadków chodzi więc o pieniądze. Taniec z administracją skarbową kończył się dla twórców online’owych biznesów z siedzibą na Antigui, Kostaryce, Gibraltarze czy Wyspie Man wysokimi karami finansowymi bądź długoletnimi procesami zmierzającymi do uzyskania przez organy skarbowe tych pieniędzy. Nie przeszkodziło to jednak tym twórcom zostać miliarderami.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Giełdowy Indeks Produkcji – kwiecień 2020 r.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc kwiecień. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

Pod wieloma względami kwiecień był rekordowym miesiącem, niestety przeważnie rekordowo złym. Drugi miesiąc walki z pandemią koronawirusa upłynął w Polsce pod znakiem spowolnienia aktywności gospodarczej, zamrażania i odmrażania kolejnych obszarów naszego życia, bezprecedensowej polityki NBP, kolejnych awantur w kręgach politycznych, oraz…silnego wzrostu cen akcji. Ostatni aspekt pozytywnie wpłynął również na wartość Giełdowego Indeksu Produkcji, który wzrósł o 18% do poziomu 651,42 punktów i odrobił już połowę strat wywołanych ogólnoświatowym problemem epidemiologicznym.

W kwietniu akcje polskich producentów kontynuowały odrabianie strat zainicjowane w połowie poprzedniego miesiąca, doprowadzając do imponującego wzrostu wartości indeksu GIP60 o 18%. Aż 33 spółki, czyli ponad połowa, zanotowały w tym czasie wzrost dwucyfrowy, a co czwarta spółka wzrosła o ponad 20%. Najlepsza pod tym względem spółka Mercator Medical prawie potroiła swoją wartość w nieco ponad miesiąc.

GIP60 skorzystał na mocniejszym odbiciu małych i średnich spółek, których subindeksy rosły odpowiednio o 14,1% m/m i 15% m/m, czyli więcej niż indeks szerokiego rynku WIG rosnący w tym czasie o 10,8%. Najmniej zyskiwały spółki z WIG20, głównie ze względu na nadreprezentację banków wśród blue chips (WIG-BANKI spadł jako jedyny indeks branżowy w kwietniu o 4,9%).

W przekroju branżowym główną siłą napędową wzrostu Giełdowego Indeksu Produkcji były spółki produkujące odzież (średnio +48,41% m/m), chemię (+48,27%) i farmaceutyki (+32,34%). Stosunkowo niewielkie wzrosty towarzyszyły spółkom z branży metalurgicznej (+2,11%), producentom materiałów budowlanych (+5,45%), żywności (+6,51%) i tworzyw sztucznych (+6,58%).

Złoty czas dla Mercator Medical

Zwycięstwo w kwietniowym rankingu GIP60 przypadło spółce Mercator Medical za wzrost o 156% m/m. W sumie od połowy marca walory spółki podrożały ponad pięciokrotnie z 10 zł do ponad 50 zł. Drugie miejsce dla odzieżowego CCC za wzrost o 72,85%, a najniższy stopień podium dla Fabryki Mebli Forte za wzrost wartości o 68,75%.

Mercator Medical wyrasta na największego beneficjenta kryzysu wywołanego pandemią koronawirusa. Akcje spółki odrabiały straty od połowy zeszłego roku kiedy to ich cena spadła do niemal 5 zł, ale dopiero obecna fala odbicia dostarczyła im paliwa windującego cenę ponad granicę 50 zł, ponad dwukrotnie wyżej niż historyczny rekord spółki. Producent rękawic po wzroście przychodów w 2019 roku oczekuje poprawy rentowności, w czym ma pomóc gwałtownie rosnący popyt na rękawice medyczne.

Polkowicki producent obuwia borykał się z coraz liczniejszymi problemami jeszcze przed wybuchem pandemii, co było widoczne na wykresie kursu akcji. Z tej perspektywy obecne problemy branży odzieżowej pojawiły się w najmniej korzystnym momencie dla spółki wzbudzając dyskusję o szansę na to czy jest ona w stanie przetrwać i ściągając kurs akcji o kolejne 80% w dół. Obecne odbicie należy traktować jako korekta zbyt gwałtownej przeceny z szansą na dalszy wzrost w przypadku opanowania sytuacji, w czym powinno pomóc otwarcie galerii handlowych.

Polscy przemysłowcy podjęli walkę

Jak więc wygląda rzeczywista sytuacja w branży produkcyjnej w Polsce i na świecie? Firma DSR S.A. korzystając z bogatego portfela klientów z branży produkcyjnej, już po raz drugi przeprowadziła własne badania koniunktury przemysłowej w Polsce w ramach projektu BAROMETR 4FACTORY. Wynika z nich, że odsetek firm, w których zanotowano spadek produkcji w stosunku do pierwszych dwóch miesięcy br. wyniósł 34,9% i jest zbliżony do wyników z marca. Oznacza to, że ciągle ponad połowie firm (65,1%) udało się utrzymać produkcję na niezmienionym poziomie lub nawet ją zwiększyć (16,3% przypadków).

Tam gdzie produkcja spada, jako przyczynę najczęściej, bo aż w 80%przypadków wskazywano na zmiany w zamówieniach od klientów, miesiąc wcześniej taką odpowiedź udzieliło 60% ankietowanych. Stosunkowo niewielki odsetek firm, które były zmuszone ograniczyć produkcję wynika m.in. z tego, że nie wygasły jeszcze obecne kontrakty z klientami. Oznacza to jednak, że w przyszłości – jeśli sytuacja na rynku się nie poprawi – szok popytowy może mieć większy niż obecnie wpływ na działalność firm produkcyjnych. Wiele będzie zależało od tempa powrotu do normalności czyli tzw. odmrażania gospodarki, oraz od zdolności adaptacji do nowych warunków.

Rekordowo złe nastroje wśród kierowników logistyki

Po bezprecedensowym ograniczeniu działalności wielu podmiotów najbardziej ucierpiał sektor usługowy, jednak również wśród przemysłowców zapanował spory pesymizm. Tak złych nastrojów jak w kwietniu nie obserwowano nigdy wcześniej, a odczyty PMI® poniżej neutralnej granicy 50 pkt. zanotowano w każdym kraju gdzie prowadzone są tego typu badania. W przeciwieństwie do marca, kiedy wśród azjatyckich kierowników logistyki firm produkcyjnych (właśnie opinie tej grupy pracowników są podstawą do obliczania PMI®) panowały widocznie lepsze nastroje niż w pozostałych miejscach, w kwietniu pesymizm dotarł już praktycznie wszędzie. W Azji PMI® wyniósł średnio 35,5 pkt. – najwyżej w Chinach (49,5), najniżej w Indiach (27,4), gdzie zanotowano największy spadek nastrojów (-47%). Średnia dla obu Ameryk wyniosła 33,5 pkt, z najniższym odczytem w Kolumbii (27,6) a najwyższym w Stanach Zjednoczonych (36,1). Tradycyjnie najgorsze nastroje opanowały Europejczyków, gdzie średnia odczytów wyniosła 33,1 pkt. – najniżej w Grecji (29,5), najwyżej w Holandii (41,3), a największy spadek  zaobserwowano w Rosji (-34%).

Dla większości krajów kwietniowe odczyty były najgorszymi w historii badań. Nie inaczej jest w przypadku Polski, gdzie kwietniowe 31,9 punktów było najgorszym wynikiem w historii badań czyli od czerwca 1998 roku. Sytuacja wygląda jeszcze poważniej jeśli pod lupę weźmiemy opinię ankietowanych nt. poziomu produkcji – wartość tego subindeksu wyniosła w kwietniu 17,1. Porównując te wyniki z rzeczywistym ograniczeniem produkcji nie sposób oprzeć się wrażeniu, że te reakcje są przesadzone i wynikają raczej z orientacji na dalszy negatywny rozwój wypadków.

W oczekiwaniu na lepsze jutro

We wspomnianym wcześniej badaniu BAROMETR 4FACTORY poproszono ankietowanych o prognozę sytuacji na najbliższy miesiąc. Odsetek firm przewidujących spadek produkcji wyniósł 37% i jest ponad dwukrotnie większy niż 17,4% procent ankietowanych przewidujących wzrost produkcji. Jednocześnie ciągle większa część ankietowanych nie przewiduje pogorszenia sytuacji, aż 56,5% firm prognozuje utrzymanie produkcji na obecnym poziomie lub nawet jej wzrost.

Od skuteczności przywracania gospodarki do życia czyli tzw. odmrażania będzie zależało najwięcej. Jeśli ten proces przebiegnie sprawnie i nie spowoduje nawrotu zachorowań to sytuacja producentów powinna poprawiać się z każdym miesiącem. W przeciwnym przypadku negatywne konsekwencje przedłużającego zastoju będą kumulować się z siłą dotąd niespotykaną.

To samo tyczy się cen akcji polskich producentów, które od ponad miesiąca bardzo szybko odrabiają straty, ale jeśli nie znajdą pokrycia we wzroście aktywności gospodarczej to pozytywny efekt stymulacji monetarnej niedługo może osłabnąć. Pozostaje więc zachować podwyższone standardy higieny, wracać do pracy i liczyć na szybkie pojawienie się szczepionki lub samoistne wygaszenie pandemii poprzez wypracowanie zbiorowej odporności.

Mimo imponującego odbicia GIP60 ciągle znajduje się prawie 20% poniżej wartości, z którą rozpoczynał bieżący rok i ponad 35% poniżej swojej wartości bazowej z początku 2016 roku. Tak więc ceny producentów zawierają ciągle spore dyskonto na poczet niepewnej przyszłości. W zeszłym roku ową niepewność podsycała słabnącą koniunktura w przemyśle europejskim, ale jak się okazało rodzimy sektor produkcyjny wykazał się stosunkowo dużą odpornością. W tym roku źródło potencjalnych problemów jest znacznie groźniejsze i z pewnością nie uda się uniknąć wszystkich negatywnych skutków spowolnienia, jednak nie jest jeszcze przesądzone, że zrealizują się najczarniejsze scenariusze a akcje polskich producentów mogą stanowić ciągle dużą okazję inwestycyjną.

Ponad 19 mln mkw. powierzchni magazynowej w Polsce

Na koniec I kwartału 2020 r. podaż nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce przekroczyła poziom 19 mln mkw. Największym rynkiem pozostaje Warszawa (trzy strefy magazynowe), gdzie całkowite zasoby wyniosły 4,3 mln mkw. (23% całkowitej podaży).

Do użytku oddano ok. 428 tys. mkw. nowej powierzchni. Najwyższy przyrost podaży odnotowano we Wrocławiu, gdzie deweloperzy dostarczyli na rynek ok. 183 tys. mkw., a zatem blisko 43% nowej podaży w Polsce. Największym nowym obiektem jest centralny magazyn koncernu PepsiCo w Mszczonowie wybudowany przez dewelopera P3 (58,5 tys. mkw.).

Na koniec marca br. w budowie znajdowało się 2,2 mln mkw. powierzchni, z czego najwięcej na rynku warszawskim (625 tys. mkw. w trzech strefach) oraz na Górnym Śląsku (562 tys. mkw.).

Popyt lepszy niż rok temu

W I kwartale br. wynajęto 1,12 mln mkw. powierzchni, co stanowiło wynik o 14% wyższy niż w analogicznym okresie 2019 r. Największą aktywność najemców odnotowano w warszawskiej strefie II oraz na rynku górnośląskim, na które przypadło odpowiednio 20% i 19% wolumenu transakcji.

– W strukturze najemców dominowały branże handlowa (30%) oraz 3PL (28%). Jedną z największych transakcji było wynajęcie ok. 67 tys. mkw. przez jedną z firm z sektora handlowego, dla której deweloper Panattoni dostarczy obiekt typu BTS w Czeladzi – mówi Agnieszka Bogucka, analityk w Dziale Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Wpływ na rynek magazynowy miał wybuch pandemii koronawirusa w marcu tego roku.

– Od tego czasu obserwujemy ożywienie w sektorze e-commerce, które może przełożyć się na zwiększenie zapotrzebowania na powierzchnię magazynową ze strony firm zajmujących się e-handlem. Efekty tego będą widoczne w kolejnych kwartałach – zaznacza Dominika Jędrak, dyrektor Działu Doradztwa i Badań Rynku w Colliers International.

Na koniec I kwartału najwyższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w regionie Bydgoszczy/Torunia (12,2%), Polski Centralnej (10,2%) oraz Warszawy I (10,1%). Najniższy natomiast w Szczecinie (1,8%) oraz w regionie wschodnim (0,7%). Na rynku zachodnim brak było dostępnych powierzchni.

Budowy trwają

Na koniec marca br. w budowie znajdowało się 2,2 mln mkw., z czego najwięcej na rynku warszawskim (625 tys. mkw. w trzech strefach) oraz na Górnym Śląsku (562 tys. mkw.). Pomimo wybuchu pandemii koronawirusa w Polsce w marcu tego roku, zdecydowana większość budów jest realizowana zgodnie z harmonogramem.

– Firmy, które podjęły decyzje strategiczne o długoterminowych inwestycjach nie wstrzymają projektów, aby zrealizować inwestycje na czas i tym samym nie zakłócić wcześniej zaplanowanego łańcucha dostaw. Czynnikiem wpływającym na opóźnienia mogą okazać się brak siły roboczej, co wynika z wstrzymania ruchu transgranicznego lub może być skutkiem zarażania na placu budowy. Jeśli jednak do takiej sytuacji nie dojdzie, prognozujemy, że magazyny, których budowa rozpoczęła się w I kw. lub wcześniej zostaną ukończone jeszcze w tym roku – mówi Maciej Chmielewski, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers International.

Zrównoważone podejście

Zarówno deweloperzy, jak i najemcy działający na polskim rynku magazynowo-logistycznym zwracają coraz większą uwagę na aspekt oddziaływania na środowisko naturalne. Dobrym przykładem jest firma 7R, która w ramach koncepcji 7R Green zakłada budowę obiektów wyposażonych w rozwiązania ekologiczne, takie jak energooszczędne panele fotowoltaiczne, system oświetlenia LED czy gniazda do ładowania pojazdów elektrycznych.

Dzielnica rekordów. Prawie co drugi budowany w Warszawie biurowiec powstaje na Woli

Prawie 600 tys. m kw. powierzchni biurowej w 17 biurowcach budowanych jest w tym momencie na warszawskiej Woli. To tyle, ile w sumie buduje się w Katowicach, Krakowie, Wrocławiu i Gdańsku. Co ciekawe, wynajęto już prawie 60 proc. budowanej na Woli powierzchni – wynika z informacji firmy REDD, analizującej dane biurowe 24/7. Platforma jako jedyna w Polsce analizuje dane w czasie rzeczywistym.

Eksperci z firmy REDD pod lupę wzięli administracyjny podział Warszawy oraz liczby z budynków oddanych oraz tych w budowie, aby w pełni oddać rzeczywisty poziom inwestycji.

Południowa część dzielnicy to bez wątpienia największy plac budowy w Warszawie. Na koniec kwietnia w budowie pozostaje 17 inwestycji.
– Dziś w tym rejonie Warszawy jest ponad 1.18 mln m kw. biur, a w budowie jest kolejne 583 tys. m kw. To oznacza, że na Woli po ukończeniu wszystkich inwestycji będzie ponad 1.7 mln metrów kwadratowych biur, czyli jedna czwarta obecnych zasobów powierzchni biurowej w Warszawie. To podaż większa niż w całym Krakowie czy Wrocławiu – mówi Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. redd_b

redd_a

Najemcy wolą na Woli

Na Woli buduje się najwięcej, a nowe biura cieszą się dużym zainteresowaniem. Dane REDD pokazują, że 60 proc. budowanej powierzchni ma już swoich najemców.

– Odsetek powierzchni niewynajętych w biurowcach na Woli to jedynie 8 proc., a dla całej Warszawy – 13.1 proc. Na Mokowie z kolei (wlicza się Służewiec) współczynnik niewynajętej powierzchni w budynkach oddanych wynosi już prawie 14 proc. – mówi Judyta Bartnicka, Big Data Analyst, REDD.

– Wola staje się jedną z ważniejszych dzielnic biurowych nie bez powodu. Wszystko w tym rejonie dzieje się w odpowiednim momencie. Najpierw powstało metro, które usprawniło dojazd, a teraz powstają biurowce. To zupełnie inna sytuacja niż na Służewcu, gdzie korki stały się już legendarne – dodaje Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Wieżowce pną się do góry

Na Woli trwa budowa największych inwestycji w mieście, jak Warsaw HUB od Ghelamco, który zaoferuje 75 tys. m kw. powierzchni biurowej, Forest od HB Reavis o planowanej łącznej powierzchni do wynajęcia na poziomie 78 tys. m kw., Warsaw Unit (57 tys. m kw.) czy Generation Park Y (44 tys. m kw.).

Głównym punktem będzie z kolei, położony w południowo-zachodniej części Woli Varso Place, kompleks, w którym powstanie najwyższy budynek w Unii Europejskiej. Powstaje przy skrzyżowaniu ul. Chmielnej z al. Jana Pawła II. Wszystkie budynki łącznie będą mieć aż 145 tys. m kw. powierzchni, z czego ponad 10 tys. m kw. zajmie powierzchnia handlowo-usługowa.

Pierwszy budynek kompleksu został już oddany do użytku. Firmy, które wynajęły przestrzeń w Varso 1 prowadzą prace wykończeniowe i będą stopniowo wprowadzać się w najbliższych miesiącach. Drugi budynek ma zostać oddany do użytku jeszcze w maju. Konstrukcja wieżowca Varso Tower mierzy już około 190 metrów, budowa zakończy się do końca roku. Wieża ma mieć w sumie 310 m wysokości.

Warszawa największa

– W powstających nieruchomościach średni minimalny czas najmu wynosi prawie 5 lat, czynsz zawiera się w przedziale od 12 do 25 euro za m kw. – podsumowuje Judyta Bartnicka, Big Data Analyst, REDD.

Na koniec kwietnia w 42 realizowanych inwestycjach w sumie powstaje 861 tys. m kw. nowej powierzchni. 13 budynków jest już w pełni skomercjalizowanych. 

W całej Warszawie jest 860 budynków biurowych. W sumie w stolicy jest ponad 1 mln m kw. wolnej powierzchni w budynkach oddanych i budowanych (komercjalizowanych).

Moment zagubienia

Po dwóch dniach przeciwstawnego handlu w trzecim wyczuwalne jest niezdecydowanie i bezskuteczne poszukiwanie kierunku. Rynki finansowe nie potrafią wyważyć łącznego wpływu narastająco sporu między USA i Chinami oraz stopniowego uwalniania globalnej gospodarki z ograniczeń lockdownu. W międzyczasie orzeczenie niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego wprowadza zamieszanie na europejskich aktywach.

Zagubienie najlepiej streszcza giełda w Szanghaju, która ruszyła pierwszy raz od czwartku po świątecznej przerwie. Główny indeks zaczął dzień spadkiem o 1 proc., by w kolejnych godzinach wyciągnąć się do +0,63 proc. Inwestorzy czekają na świeże impulsy. Wszystko tak naprawdę sprowadza się do kondycji gospodarki USA. Albo wznawianie aktywności w ważniejszych stanach (Kalifornia, Nowy Jork) przyniesie poprawę w produkcji, zatrudnienia i nastrojach konsumentów, albo prezydent Trump będzie starał się odwrócić uwagę od kryzysu, obwiniając chińskie władze za wywołanie pandemii koronawirusa. Sprawa pozostaje otwarta, choć od strony danych marko nacierają ryzyka. W środę inwestorzy skupią uwagę na raporcie ADP o zmianie zatrudnienia w sektorze prywatnym USA. Może on być wskazówką, czego należy się spodziewać po rządowym raporcie NFP w piątek, choć korelacja obu raportów nie jest ostatnio silna. Mimo to konsensus przez ADP zakłada utratę 21 mln miejsc pracy, niewiele różniąc się od prognozy dla NFP (-21,5 mln). Dane będą dowodzić szoku, jakiego doświadczyła gospodarka, za to konkretne liczby (i odchylenia od prognoz) nie mają większego znaczenia. Liczyć się będzie to, jak szybko USA wyciągną się po załamaniu. Tej informacji jeszcze przez jakiś czas nie znajdziemy w publikacjach danych.

EUR osłabiło się, a na rynku długu skoczyły rentowności włoskich obligacji skarbowych po orzeczeniu niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego, który częściowo zakwestionował zmiany, jakie Europejski Bank Centralny wprowadził w programie skupu aktywów. TK ma obiekcje, czy realizowany skup aktywów sprzyja proporcjonalnego wypełnianiu celów polityki monetarnej w sposób zgodny z zapisami traktatów unijnych. EBC dostał 3 miesiące na wyjaśnienie, a w międzyczasie niemiecki Bundesbank odstąpi od udziału w skupie aktywów. Innymi słowy, Niemcom nie podoba się, że EBC może nagiąć zasady QE, by wspomóc biedniejsze i bardziej zadłużone kraje i stabilizować ich rynki długu (nie pozwolić do wzrostu rentowności). W swej istocie orzeczenie jest jedynie pogrożeniem palcem niż istotnym ograniczeniem funkcjonowania EBC. EBC podlega pod Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, a ten dał zielone światło dla skupu aktywów. Udział Bundesbanku też nie jest konieczny, gdyż niemieckie obligacje są najniżej oprocentowane w całym bloku. Wreszcie niemiecki TK nie uznał skupu obligacji skarbowych za naruszenie zakazu finansowania wydatków rządowych.

Ostateczny efekt na europejskie aktywa powinien być ograniczony. Orzeczenie TK odnosi się do „pierwotnego QE” (PSPP), a nie do nowego programu uruchomionego w reakcji na skutki pandemii (PEPP). A to ten drugi program jest główną odpowiedzią EBC na kryzys. Jakkolwiek PEPP może być poddany w przyszłości badaniu przez niemiecki TK, może zająć to miesiące, jeśli nie lata, a w międzyczasie potrzeba PEPP się wyczerpie. Wątpliwe też, aby sędziowie odważali się związać ręce EBC i zagrozić stabilności strefy euro poprzez pozostawienie zadłużonych państw bez ochrony. Mimo to powstałe zamieszanie zniechęca inwestorów do inwestowania w europejskie aktywa. W przypadku EUR przenosi ciężar decyzje polityczne w temacie pakietu fiskalnego, a tutaj dotychczasowe postępy są rozczarowujące. Cokolwiek się budowało w ostatnim tygodniu na rzecz wzrostów EUR/USD, teraz wyparowuje, ale rynek raczej przechodzi do neutralnego nastawienia, aniżeli prze ku rozwinięciu większej fali sprzedaży.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zarządzanie chaosem – jak poradzą sobie przedsiębiorcy w dobie nadchodzącego kryzysu?

Co nowa rzeczywistość oznacza dla pracowników, pracodawców, a co dla organów spółek? Jakie działania ochronne należy podjąć, by ocalić i kontynuować biznes? Jak poruszać się w nieustannie zmieniającej się rzeczywistości prawnej? To pytania, które w obecnej sytuacji zadaje sobie praktycznie każdy przedsiębiorca.

W obliczu nagłej fali zmian dotyczących właściwie każdej dziedziny życia, wielu przedsiębiorców może mieć trudności z odnalezieniem się w tej „nowej normalności”. Z wszechotaczającego szumu informacyjnego warto odsiać informacje, które w istotny sposób mogą wesprzeć prowadzenie biznesu w tych niecodziennych okolicznościach. Pomaga z tym spojrzenie na przedsiębiorstwo z szerszej perspektywy – nie tylko z punktu widzenia przepisów i zasad, ale też z perspektywy pracownika, pracodawcy i ludzkich emocji.

Umowy i relacje biznesowe

W związku z obecną sytuacją wiele firm doświadcza lub wkrótce doświadczy sytuacji, w której wykonanie zobowiązań kontraktowych stanie się bardzo trudne lub nawet niemożliwe. Należy wówczas zastanowić się nad zastosowaniem rozwiązań już teraz dostępnych na gruncie obowiązujących przepisów prawa, które może podjąć przedsiębiorca zmagający się z wykonaniem obowiązków umownych.

Standardowym postanowieniem powszechnie włączanym do różnego rodzaju umów jest klauzula siły wyższej. Istotą tego zapisu jest zastrzeżenie, że strona nie odpowiada za niewykonanie bądź nienależyte wykonanie umowy, które zostało spowodowane działaniem siły wyższej lub w inny sposób ogranicza jej odpowiedzialność kontraktową w tym zakresie. Stan epidemii wywołuje szereg daleko idących, bezpośrednich konsekwencji prawnych, lecz równocześnie w istotny sposób wzmacnia legitymację do powołania się na zawartą w umowie klauzulę siły wyższej. Co prawda siła wyższa jest pojęciem używanym na gruncie polskiego prawa, lecz nie ma ogólnego przepisu w Kodeksie cywilnym, który przewidywałby ograniczenie odpowiedzialności umownej z uwagi na działanie siły wyższej. Należy przy tym pamiętać, że odpowiedzialność kontraktowa oparta jest na zasadzie domniemania winy, a ciężar udowodnienia, że niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania jest następstwem siły wyższej, spoczywa na stronie niewykonującej zobowiązania.

W sytuacji, gdy w umowie nie ma klauzuli siły wyższej, należałoby się̨ zastanowić nad alternatywnymi instrumentami, w tym nad tzw. klauzulą rebus sic stantibus z art. 3571 Kodeksu cywilnego. Przepis ten pozwala na zmianę sposobu wykonania świadczenia, jego wysokości lub nawet na rozwiązanie umowy, jeśli spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy.

Kolejnym etapem może być podjęcie przez strony, w dobrej wierze, negocjacji w celu odpowiedniej zmiany stosunku umownego. Ostatecznie w razie przedłużającego się działania siły wyższej (np. dłużej niż 90 dni), każdej ze stron może przysługiwać, zgodnie z umową, prawo do jednostronnego rozwiązania umowy. Rozpoczęcie rozmów na wczesnym etapie działania siły wyższej może ograniczyć rozmiar ewentualnych szkód, a być może także zwiększyć szansę na utrzymanie relacji kontraktowej.

– Dokonując analizy prawnej i biznesowej powinniśmy odpowiedzieć sobie na kluczowe pytanie: czy powinniśmy rozwiązywać umowę, czy też jest być może perspektywa, aby zawalczyć o utrzymanie dobrych stosunków z kontrahentem. Nadchodzący kryzys kiedyś się skończy i wartość utrzymanej relacji biznesowej może być wówczas trudna do przecenienia. Niewykluczone, że rozsądniejszym rozwiązaniem byłoby jednak podjęcie trudu renegocjacji warunków umownych – podsumowuje Przemysław Walasek, partner w Taylor Wessing.

Umowy kredytowe, umowy najmu i inne zobowiązania umowne

– Większość podmiotów gospodarczych w prowadzeniu codziennej działalności korzysta z różnego rodzaju kredytów i to właśnie obsługa tych zobowiązań w sytuacji, z którą się dziś mierzymy, stanowi jedno z największych wyzwań i zagrożeń dla bytu i funkcjonowania firm – mówi Grażyna Kuźma, partner w Taylor Wessing.

Ustawodawca wyszedł naprzeciw przedsiębiorcom, którzy w związku z pandemią COVID-19 znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej związanej z terminową spłatą zobowiązań wobec banków. Obecnie mogą oni się zwrócić do banku o restrukturyzację kredytu i rozpocząć negocjacje. W konsekwencji, konieczna będzie zmiana umowy kredytowej, zmiany w harmonogramie spłat, ustanowienie dodatkowego zabezpieczenia dla banku. W związku z czekającym kryzysem, te wszystkie działania mają na celu uniknięcie stawiania kredytów w stan wymagalności.

Banki jednak nie mogą dowolnie zmieniać warunków umowy, harmonogramów spłat, sposobu zabezpieczeń itd., w sposób dowolny. W tym celu potrzebne są rozwiązania instytucjonalne. Te rozwiązania przynosi tzw. Tarcza antykryzysowa. Ustawa przewiduje możliwość zmiany umów kredytowych i terminów spłat kredytów bankowych bez powtórnego badania zdolności kredytowej. W normalnej sytuacji, każda zmiana wymaga ponownego badania zdolności kredytobiorcy. Ustawodawca zdecydował w tej wyjątkowej sytuacji na odstąpienie od tego wymogu. Bank może dokonać zmiany określonych warunków w umowie i terminów spłaty. Taka możliwość została jednak zagwarantowana tylko dla kredytów udzielonych przed dniem 8 marca 2020 roku mikro-przedsiębiorcom, małym i średnim przedsiębiorcom.

Ustawa przewiduje także uzyskanie pomocy ze strony Banku Gospodarstwa Krajowego w realizacji zobowiązań wynikających z umowy kredytowej lub uzyskania dodatkowego finansowania. BGK jest upoważniony do udzielania gwarancji i poręczeń nieprzekraczających 80% pobranego kredytu. Ta pomoc jest przeznaczona dla większych przedsiębiorstw. Ustawa przewiduje również pomoc ze strony Polskiego Funduszu Rozwoju, który na podstawie wniosków będzie udzielał gwarancji, nabywał udziały i akcje. Czy są to rozwiązania wystarczające?

– Z pewnością w tym trudnym czasie pozwoli to zapewnić firmom oddech finansowy i będzie dla nich odciążeniem. Chodzi o to, żeby utrzymać funkcjonowanie jak największej ilości przedsiębiorstw, a wiele z nich do funkcjonowania potrzebuje finansowania zewnętrznego – dodaje ekspertka.

Co z umowami najmu? Tarcza w obecnym kształcie spotkała się z krytyką fachowców i obserwatorów życia gospodarczego, w związku z tym, że ustawodawca ogranicza swoje działania do obiektów o powierzchni powyżej 2000 m2, które w okresie obowiązywania ustawy były objęte zakazem prowadzenia działalności. Wszystkie zobowiązania z umów najmu i innych o podobnych charakterze ex lege „wygasają”. Najemca, który chce skorzystać z możliwości zawieszenia zobowiązań wynikających z umowy najmu, powinien w ciągu trzech miesięcy od ustania pandemii zwrócić się z wnioskiem do wynajmującego o przedłużenie umowy najmu na dotychczasowych warunkach o następne sześć miesięcy.

– Wszyscy zastanawiają się, w jaki sposób będzie to realizowane w praktyce. Ustawodawca nie jest w stanie rozwiązać wszystkich problemów, na razie postanowił „zamrozić” sytuację przerzucając cały ciężar na właścicieli obiektów i niestety tylko pozornie odciążając niepewnych swojej przyszłości najemców. Trzeba przy tym pamiętać, że właściciele obiektów w większości mają zobowiązania kredytowe wobec banków – podmiotów finansujących budowę tych obiektów, a co się z tym wiąże harmonogramy spłat kredytów. Jest to system naczyń połączonych. Z pewnością pojawi się wiele konfliktów i napięć. Potrzebne są rozwiązania systemowe, które mam nadzieję już są przez rząd przygotowywane.  Wszystkim zarówno wynajmującym jak i najemcom oraz podmiotom finansującym rekomendujemy, żeby problemy wynikające z obecnej sytuacji, starać się rozwiązywać za pomocą negocjacji i innych polubownych metod pozasądowych – podsumowuje mec. Grażyna Kuźma.

Rozwiązywanie sporów czasach pandemii

W okresie epidemii zawieszono możliwość przeprowadzania rozpraw w czasie posiedzeń jawnych, również zawieszono bieg terminów procesowych i sądowych. Nie oznacza to, że nic w sądach się nie dzieje. Rozpatrywane są tzw. sprawy pilne. Co mogą w tej sytuacji zrobić przedsiębiorcy? Eksperci zwracają uwagę, że obecne czasy dają duże możliwości dla korzystania z narzędzi ADR, w szczególności mediacji gospodarczej, która może być przeprowadzana również przy użyciu elektronicznych środków komunikacji.

Aby skorzystać z mediacji nie jest potrzebna specjalna regulacja umowna pomiędzy stronami. Mediacja może się odbyć także bez szczególnego skierowania sądu, kiedy to strony same decydują się na przeprowadzenie mediacji przez niezależnego, wybranego przez nich mediatora czy też niezależny, wyspecjalizowany ośrodek mediacyjny (tzw. mediacja prywatna) taki jak np. Międzynarodowe Centrum Mediacji przy Izbach Gospodarczych (www.mcm.org.pl).

– Mediacja, zwłaszcza dziś, przeżywa renesans i daje ogromne szanse przedsiębiorcom, aby przejść przez kryzys np. renegocjować kontrakty, utrzymać relację biznesową – mówi dr Ewelina Stobiecka, partner zarządzający w Taylor Wessing, koordynator Międzynarodowego Centrum Mediacji, autorka bloga www.polubownie.eu.

Mediacja to bardzo odformalizowana metoda rozwiązywania sporu w biznesie, która jest kilkukrotnie tańsza niż proces sądowy czy postępowanie arbitrażowe. Mediacja może być także prowadzona za pomocą różnych środków porozumiewania się na odległość (w drodze wideo- czy telekonferencji, a nawet pisemnie on-line). Do mediacji z udziałem mediatora może dojść bez bezpośredniego kontaktu stron, a więc – aktualnie – bez zagrożenia dla ich zdrowia.

– Co ważne, gdy sądy zaczną znowu normalnie funkcjonować, każda ugoda zawarta przed mediatorem może zostać zatwierdzona przez sąd i staje się tytułem egzekucyjnym, a więc zyskuje walor i moc prawną wyroku sądowego – dodaje ekspertka.

Walne zgromadzenia/zgromadzenia wspólników oraz posiedzenia rad nadzorczych i zarządów online lub przez pełnomocnika

W związku z pojawieniem się nietypowej dla prowadzenia codziennej działalności sytuacji związanej z pandemią COVID-19 spółki oraz ich organy zderzyły się z zupełnie nową rzeczywistością. Jednak nawet nadzwyczajna sytuacja nie zwalnia z szeregu obowiązków przewidzianych w przepisach takich jak: zatwierdzenie zamknięcia roku obrotowego, sprawozdań finansowych czy innych czynności wymagających aktywności walnego zgromadzenia lub zgromadzenia wspólników.

Wszyscy starają się przystosować do nowej rzeczywistości. Istotnymi ułatwieniami, które wprowadził ustawodawca są zmiany przepisów ksh rozszerzające możliwość korzystania z elektronicznych środków komunikacji w celu przeprowadzenia walnego zgromadzenia (zgromadzenia wspólników) ze zdalnym uczestnictwem akcjonariuszy (udziałowców) i członków organów, zdalnego odbywania posiedzeń rad nadzorczych i zarządów, a także możliwość głosowania za pośrednictwem innego członka rady nadzorczej lub pełnomocnika tzw. proxy voting.

Korzystanie z rozwiniętych systemów odbywania walnych zgromadzeń, z zapewnieniem uczestniczenia w nich akcjonariuszy i wykonywania przez nich głosów, może być nie tylko bardzo kosztowne, ale narażone na istotne ryzyko wystąpienia zakłóceń w funkcjonowaniu sieci, opóźnień w przesyłaniu informacji czy przeciążenia systemu komputerowego administrującego posiedzeniem walnego zgromadzenia. Dodatkowo pojawić się może ryzyko ataków „hackerskich”, które mogą zakłócić przebieg walnego zgromadzenia lub wypaczyć jego rezultaty.

– W obecnej sytuacji, niemal powszechnego zapotrzebowania na możliwość zdalnego odbywania zgromadzeń, wydaje się wskazane, aby umożliwić akcjonariuszom (wspólnikom) uczestnictwo w walnym zgromadzeniu (zgromadzeniu wspólników) i wykonywanie prawa głosu przez pełnomocnika, który nie jest pracownikiem spółki, ale któremu spółka zleca wykonanie walnego zgromadzenia (zgromadzenia wspólników) – mówi Andrzej Mikosz, partner w Taylor Wessing.

Jak może wyglądać proxy voting w przypadku walnego zgromadzenia bądź zgromadzenia wspólników w praktyce? Pełnomocnik obecny w kancelarii notarialnej, w siedzibie spółki, czy nawet w swojej kancelarii, w obecności notariusza wykonuje prawo głosu wszystkich akcjonariuszy/wspólników, którzy udzielili mu pełnomocnictwa. Przebieg walnego zgromadzenia, może być transmitowany i umożliwiać zarówno zdalną obecność członków organów (zarządu i rady nadzorczej), jak i zadawanie pytań przez akcjonariuszy, którzy udzielili pełnomocnictwa.

Rejestr akcjonariuszy

Powyższe rozwiązania w znaczący sposób ułatwiają spółkom funkcjonowanie w nowej rzeczywistości, eksperci zauważają jednak, że nie na wszystkich polach. Niestety nie uległy zmianom przepisy dotyczące obowiązku prowadzenia od 1 stycznia 2021 roku rejestru akcjonariuszy. Terminy nieubłaganie biegną. Należy mieć na uwadze, że jeszcze przed 30 czerwca 2020 spółka jest zobowiązana po raz pierwszy wezwać akcjonariuszy do złożenia dokumentów akcji w spółce. Ponadto, w dalszym ciągu przed pierwszym wezwaniem akcjonariuszy walne zgromadzenie zobowiązane jest zatwierdzić wybór podmiotu prowadzącego rejestr akcjonariuszy i upoważnić zarząd do zawarcia umowy.

– Jest to bardzo istotne, ponieważ ustawodawca przewiduje daleko idące konsekwencje po dniu 1 stycznia 2021, jeżeli chodzi o możliwość zarówno wykonywania praw z akcji jak i rozporządzania nimi. Szczególnie doniosłe konsekwencje mogą mieć miejsce w odniesieniu do niektórych rodzajów obciążeń ustanowionych na akcjach, które w dniu 1 stycznia 2021 r. utraciły swoją ważność. Sytuacja może być szczególnie trudna dla holdingów, kiedy kilku lub kilkunastu spółkom trzeba będzie organizować rejestr – stwierdza dr Jakub Pitera, partner w Taylor Wessing.

Perspektywa pracodawcy

Jak wyglądają nowe przepisy dotyczące pracodawców, dla których obecna sytuacja jest niewątpliwie bardzo trudna?

– Zmiana i niepewność w znaczący sposób dotykają pracodawców w obecnych czasach. Badania pokazują, że już połowa firm liczy się z tym, że niezbędna będzie redukcja etatów i zwolnienia pracowników. Rynek pracy praktycznie z dnia na dzień z rynku pracownika stał się rynkiem pracodawcy – mówi Krystian Stanasiuk, partner w Taylor Wessing.

Już 2 marca 2020 r. Sejm uchwalił ustawę o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19 (koronawirusa), innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Wprowadzane przez rząd rozwiązania pomocowe dla pracodawców mają na celu wsparcie pracodawców i ochronę miejsc pracy. Zakres zaproponowanej pomocy jest coraz szerszy, co pozwala wyrażać nadzieję, że okażą się one wystarczające do utrzymania etatów w przedsiębiorstwach najbardziej dotkniętych spadkami obrotów.

Nowe przepisy przewidują możliwość wydania pracownikowi polecenia wykonywania pracy zdalnej przez czas oznaczony. Pracownik ma obowiązek zastosować się do polecenia pracodawcy, sam nie może natomiast zdecydować, że będzie pracował zdalnie. W okresie wykonywania pracy zdalnej pracownik zachowuje pełne prawo do należnego mu wynagrodzenia.

Dalsze instrumenty mające na celu zachowanie miejsc pracy, to zwolnienie małych firm z obowiązku płacenia składek ZUS przez trzy miesiące. O zwolnienie będą mogły się ubiegać nie tylko firmy, które prowadziły działalność na dzień 1 lutego, ale także te, które pomimo trudnej sytuacji na rynku, rozpoczęły działalność w lutym i w marcu. Ustawodawca przewidział zwolnienie w pełnym wymiarze dla przedsiębiorców, którzy zgłosili do ubezpieczeń mniej niż 10 ubezpieczonych oraz zwolnienie w wysokości 50% łącznej kwoty należności z tytułu składek dla przedsiębiorców zatrudniających od 10 do 49 ubezpieczonych. Kolejnym wsparciem, z którego może skorzystać przedsiębiorca są dofinansowania wynikające z przestoju ekonomicznego, a także dofinansowanie wynagrodzeń. Maksymalny okres dofinansowań to obecnie trzy miesiące.

Pracodawca może też skorzystać z możliwości zmniejszenia etatów i zmniejszenia pensji lub z nieco mniej popularnego wsparcia – dofinansowania wynagrodzeń na podstawie umowy ze starostą. Pracodawca ma również możliwość wprowadzenia elastycznego czasu pracy. Pracownicy mogą wykonywać pracę dłużej, co jest odpowiednio kompensowane czasem wolnym w innych dniach.

– Co ważne, korzystając z tych dofinansowań przedsiębiorca nie będzie mógł w okresie otrzymywania wsparcia (aktualnie max. przez okres trzech miesięcy) zwolnić pracownika z przyczyn go niedotyczących, np. z powodu spadku obrotów – podkreśla Krystian Stanasiuk.

Jeśli chodzi o wypowiedzenia mając na uwadze ww. ryzyka związane ze zdalnym doręczaniem wypowiedzenia, warto rozważyć alternatywę w postaci doręczenia elektronicznego. Wymóg pisemnego wypowiedzenia umowy o pracę spełniać będzie bowiem także wypowiedzenie przesłane pracownikowi e-mailem, które jako załącznik zawiera wypowiedzenie umowy o pracę podpisane za pomocą certyfikowanego podpisu elektronicznego. Należy pamiętać, że dokument musi być opatrzony kwalifikowanym podpisem elektronicznym, a nie być zwykłym skanem podpisu lub dokumentem opatrzonym zwykłym podpisem elektronicznym lub podpisanym za pomocą platformy EPUAP.

Perspektywa członka zespołu tworzącego przedsiębiorstwo

Organizacje mają za zadanie utrzymać biznes. Wiadomo, że biznes bez ludzi nie istnieje. Stąd dużo wyzwań dla managerów na każdym poziomie w strukturze organizacyjnej. Praca online rządzi się swoimi prawami i wymaga nowych umiejętności, nie tylko technologicznych, ale także społecznych. Relacja nie jest bezpośrednia, fizyczna. Managerowie muszą uruchomić swoje jeszcze wyższe kompetencje takie, jak m.in. empatia, wnikliwe słuchanie, dopytywanie, sprawdzanie stanu emocjonalnego, budowanie jeszcze głębszego zaufania niż dotychczas, ustalanie z pracownikami, pytanie ich o zdanie lub opinię. Bycie wrażliwym obserwatorem w poprzednich warunkach pracy było wyzwaniem dla wielu, a co dopiero w epoce online. Trzeba być uważnym i rozsądnie podejmować decyzje dotyczące ludzi.

Czas pandemii jest czasem pełnym wyzwań. Trudno nam znaleźć swoją własną strategię radzenia sobie, bo nikt z nas w takich warunkach jeszcze nie funkcjonował. Niektórzy niespokojnie śledzą wszelkie doniesienia, polują na różnego rodzaju informacje, chcą być na bieżąco ze wszystkim co dotyczy Covid-19. Pozorna kontrola daje przewalczyć uczucie niepewności. Inni z kolei unikają jak mogą informacji, nie czytają, nie oglądają, nie komentują. Chcą się uwolnić w maksymalny sposób od terroru wiedzy, bo to im daje przestrzeń do funkcjonowania. Z kolei jest część osób, która pomaga, poszukuje wszelkich możliwych miejsc, gdzie można się udzielać, dawać siebie, wspierać innych. To potrzeba bycia ważnym i pomocnym, dzięki czemu człowiek staje się spokojniejszy – taki samarytanin w kryzysie. Są i tacy, którzy działają – typ zadaniowca. Żaden wirus ich nie pokona. Szukają, rozwiązują, wymyślają, działają. Nie mają czasu na ubolewanie i utyskiwanie. Traktują ten czas jak wyzwanie. Nie można oceniać żadnej z tych strategii, czy jest dobra czy zła. Jeżeli tylko pozwala utrzymać się na powierzchni, a nie zapaść się w sobie, to jest efektywna.

Wszyscy znaleźliśmy się w sytuacji, która jest dla nas nowa, nieprzewidywalna, pełna emocji, utrudnień i nieoczekiwanej zmiany. Ale czy rzeczywiście coś, co jest pandemią/epidemią może być kategoryzowane jako zmiana, o której się uczyliśmy i którą umiemy zarządzać? Pewnie nie. I długo jeszcze będziemy się uczyć, jak funkcjonować w takich warunkach, by powrócić do normalności, czymkolwiek ta normalność jest dla nas wszystkich – tłumaczy Izabela Salicka, psycholog społeczny, mediator organizacyjny, facylitator dialogu.

Wnioski ekspertów

Wszystkie powyższe wnioski powstały podczas interdyscyplinarnego webinarium zorganizowanego przez kancelarię prawną Taylor Wessing. Webinar poprowadzili:

  • Grażyna Kuźma, radca prawny (prawo obrotu nieruchomościami, finansowanie nieruchomości)
  • Izabela Salicka, psycholog społeczny, mediator organizacyjny, facylitator dialogu
  • dr Ewelina Stobiecka, radca prawny (rozwiązywanie sporów)
  • Krystian Stanasiuk, LL.M., radca prawny (prawo pracy)
  • Andrzej Mikosz, radca prawny (prawo spółek, M&A i rynki kapitałowe)
  • dr Jakub Pitera, radca prawny (prawo spółek, M&A i rynki kapitałowe)
  • Przemysław Walasek, LL.M., adwokat (ochrona własności intelektualnej, prawo umów)

Infogain otwiera nowe centrum rozwoju w Krakowie

Infogain, wiodący dostawca rozwiązań technologicznych z siedzibą w Dolinie Krzemowej, ogłosił dzisiaj otwarcie nowego Development Center w Krakowie, pod kierownictwem Rohita Nagpal starszego wiceprezesa i globalnego dyrektora ds. podróży, hotelarstwa i handlu detalicznego. Będzie to szóste centrum rozwoju Infogain na całym świecie, obsługujące zarówno klientów europejskich, jak i amerykańskich. Krakowskie centrum rozwoju zostało otwarte dzisiaj.

„Infogain Kraków to nasze pierwsze europejskie centrum rozwoju. Mamy rosnące zapotrzebowanie w tym regionie, a Kraków był idealnym wyborem ze względu na lokalne talenty IT, wiodące uniwersytety technologiczne i reputację w dziedzinie badań i rozwoju. Zaczynamy od 30-osobowego zespołu i mamy nadzieję, że w ciągu roku wzrośnie do 300” – powiedział Eddie Chandhok, prezes i dyrektor Global Delivery w Infogain.

Chandhok dodał także: „To centrum pozwoli nam również obsługiwać europejskich klientów w modelu +nearshore+, a także zwiększy naszą elastyczność i zdolność do tworzenia wartości na całym świecie. Infogain Kraków będzie współpracować z klientami w celu tworzenia zintegrowanych cyfrowych rozwiązań, integrując doświadczenie w projektowaniu z inteligentnym tworzeniem oprogramowania”.

Pracownicy Infogain w Krakowie będą mieli możliwości rozwoju kariery, przyczyniając się do rozwoju Travel & Hospitality Center of Excellence i pracując nad projektami zarówno wśród klientów Travel & Hospitality Infogain, jak i cyfrowej.

Krakowskie centrum rozwoju jest kolejną inwestycją firmy po niedawnych przejęciach Silicus Technologies i Revel Consulting przez Infogain w październiku 2019 r.