Naukowcy Łukasiewicza zbudowali prototyp respiratora „ostatniej szansy”

Respirator ciśnieniowy WentILOT 1.0 w najbliższych dniach będzie gotowy do testów medycznych. Po pozytywnym ich przejściu i kierunkowej decyzji Ministerstwa Rozwoju możliwe będzie uruchomienie produkcji sprzętu.

Założenia konstrukcyjne respiratora konsultowane były z pracownikami Kliniki Anestezjologii i Intensywnej Terapii Instytutu „Pomnik-Centrum Zdrowia Dziecka”.

prototyp respiratora „ostatniej szansy” 2– Nasz respirator nie zastąpi profesjonalnego, zaawansowanego technologicznie urządzenia, pozwalającego na prowadzenie pełnej terapii. Może być jednak pomocny w krajach, w których sytuacja w służbie zdrowia jest trudna lub innych ekstremalnych okolicznościach związanych z epidemią, prowadzących do czasowych niedoborów sprzętu – mówi autor rozwiązania dr inż. Łukasz Czajkowski, który pracuje z zespołem kierowanym przez mgr inż. Agnieszkę Sobieszek z Łukasiewicz – ILOT.

Przedsięwzięcie jest realizowane z inicjatywy i przy wsparciu zespołu koordynującego działającego przy Ministerstwie Rozwoju.

W najbliższych dniach powinny się zakończyć testy techniczne sprzętu. Po nich WentILOT 1.0 będzie mógł zostać poddany testom klinicznym, które pozwalają na uzyskanie odpowiednich certyfikatów i uzyskanie statusu wyrobu medycznego.

Instytuty Łukasiewicza aktywnie włączyły się w walkę ze skutkami pandemii. Działania te realizowane są pod wspólnym szyldem #TarczaNaukowa. Już dziś na różnym etapie zaawansowania znajduje się kilkanaście projektów naukowo-badawczych i inżynierskich. Więcej o zaangażowaniu naukowców trzeciej pod względem wielkości Sieci Badawczej w Europie w walkę z koronawirusem można przeczytać pod linkiem:

Zainteresowanie Ukraińców powrotem do Polski rośnie – 67% osób, które wyjechały z powodu kwarantanny, chce wrócić.

Tylko 16% Ukraińców przebywających w Polsce jest zainteresowanych ofertami pracy – to 2 razy mniej niż w ubiegłym miesiącu. Natomiast Ukraińcy, którzy są teraz na Ukrainie, wykazują ogromne zainteresowanie wszelkimi możliwościami legalnego wyjazdu do pracy w Polsce i ofertami pracy. Świadczy to o obecnej na polskim rynku pracy tendencji – większość migrantów w Polsce znalazła pracę, a agencjom zatrudnienia coraz trudniej jest uzupełniać braki kadrowe, które rosną z każdym dniem. Ze względu na zamknięte granice przypływ ukraińskiej siły roboczej w Polsce jest niezwykle ograniczony. Jednocześnie rośnie zainteresowanie Ukraińców powrotem do Polski – 67% obywateli Ukrainy, którzy opuścili Polskę z powodu kwarantanny, chce wrócić.

Potwierdzają tę tendencję dane z analizy rozmów z Ukraińcami dzwoniącymi na specjalną infolinię prowadzoną w ramach Społecznego Programu Pomocy Ukraińcom „Jesteśmy razem”, który został uruchomiony przez międzynarodową agencję zatrudnienia Gremi Personal w Polsce i na Ukrainie. Od uruchomienia infolinii 2 kwietnia odebrano 3 862 połączeń. W związku z wysokim zainteresowaniem, Gremi Personal postanowiła przedłużyć działanie infolinii o kolejny miesiąc, do 1 czerwca.

„Coraz częściej dzwoniący z Ukrainy pytają, jak przekroczyć granicę, czy możliwe jest uzyskanie wizy pracowniczej i czy znajdą teraz pracę w Polsce” – mówi Tomas Bogdevic, dyrektor generalny międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal – Zainteresowanie wyjazdem do Polski jest duże. Jednak obecnie, ze względu na kwarantannę, przekraczać granicę mogą wyłącznie obywatele Ukrainy posiadający ważne zezwolenie na pracę w Polsce. Od 4 maja polskie konsulaty częściowo wznawiają wydawanie wiz pracowniczych, ale póki co tylko do pracy w rolnictwie i transporcie międzynarodowym. Zauważamy, że ludzie są wprowadzani w błąd przez liczne manipulacje informacjami na temat przekraczania granicy. Z tego powodu Ukraińcy często padają ofiarą nieuczciwych firm pośredniczących”.

Jedna trzecia Ukraińców, którzy pozostali w Polsce podczas epidemii, nadal niepokoi się o możliwość kontynuowania pracy w ramach ruchu bezwizowego, obawiając się deportacji. Wskazuje to na niewystarczająco regularne informowanie Ukraińców o zmianach legislacyjnych w Polsce. Przypomnijmy, że polski rząd podjął decyzję o automatycznym przedłużaniu wiz i zezwoleń na pobyt czasowy i pracę, a także pobytu na podstawie paszportów biometrycznych o 30 dni od daty zakończenia epidemii.

Centrum Analityczne międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal

Bezpłatny wykład motywacyjny prof. Olafa Żylicza: „Siła przetrwania czyli o antykruchości w trudnym czasie. Nie tylko dla firm”

Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej podała informację, że w ostatnich dwóch miesiącach wpłynęło 92 tys. wniosków dot. zawieszenia i likwidacji firm. Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej wspiera przedsiębiorców i środowisko biznesowe dzieląc się wraz z kadrą wykładowców wiedzą ekspercką, zaprasza na otwarty wykład motywacyjny prof. Olafa Żylicza, psychologa biznesu, trenera i coacha, pt. „Siła przetrwania czyli o antykruchości w trudnym czasie. Nie tylko dla firm”. Spotkanie online odbędzie się 6 maja i zostanie uzupełnione omówieniem działania firm – rodzimych, które są „antykruche” i modelowo radzą sobie z dostosowaniem się do trudnej, otaczającej nas rzeczywistości.

Biznes potrzebuje wsparcia

Managerowie i przedsiębiorcy doświadczają obecnie bardzo dużego stresu, borykając się z trudnościami ekonomicznymi i walką o utrzymanie firm na rynku. Nie mniej trudne, dla osób podejmujących decyzje zarządcze, jest także wykonywanie obowiązków związanych z wspieraniem zespołu pracowników, motywowaniem ich oraz prowadzeniem sprawnej komunikacji, zewnętrznej i wewnętrznej. Otwarty wykład to zarazem uzupełnienie form pomocy, którą Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej oferuje swoim studentom i absolwentom poprzez projekt „COVID-19: Strefa Wsparcia”. Prof. Olaf Żylicz w jego ramach udziela managerom bezpłatnych, indywidulanych konsultacji w temacie m.in: zmian zawodowych, rozpoczynania tworzenia własnego biznesu w trakcie trwania epidemii, komunikacji oraz budowaniu motywacji i energii do działania w trakcie izolacji.

Ponadczasowa „antykruchość”

„Antykruchość” (ang. antifragile) to pojęcie, które po raz pierwszy zostało użyte w książce „Antifragile: Things That Gain from Disorder” Nassima Taleba osiem lat temu. Jeszcze wcześniej, bo w 2007 r. ten sam autor zyskał popularność dzięki publikacji „Black Swan: The Impact of the Highly Improbable”. Tymczasem w 2020 roku świata ekonomia musi stawiać czoła obu zjawiskom, którym Nassim Taleb, ekonomista i eseista, już poświęcał uwagę. Z jednej strony dotyka świat „czarny łabędź” – nieprzewidywalna i nagła, światowa pandemia, która paraliżuje wszystkie kontynenty ekonomicznie i wprowadza ludzkość w stan izolacji. Natomiast z drugiej strony obserwujemy zjawisko „antykruchości” – w biznesie określanej jako „zwinność”, elastyczność i poszukiwanie szans, które pozwalają managerom na dostosowanie firm, najczęściej z sukcesem, do panujących okoliczności w światowej gospodarce, ale i do bardzo aktualnych potrzeb konsumentów. Obie książki autora stały się tak popularne, że ich nakłady zostały wyprzedane. Czytelnicy czekają na ponowne pojawienie się książek w księgarniach internetowych, które przewidziane jest pod koniec maja.

Wykład o sile, nadziei i zmianach

– „Pojedynczy ludzie, jak i organizacje, różnie reagują na zdarzenia trudne do przewidzenia, takie jak katastrofy czy niespodziewana pandemia. Jedni się poddają psychicznie i organizacyjnie: Teraz to już tylko potop. Inni mobilizują wszelkie swoje zasoby i  doświadczenie, żeby się nie dać: Odeprzemy wroga. Nie damy się. I są tacy, którzy w terminologii Nassima Taleba, charakteryzują się antykruchością. Mają takie nastawienie i umiejętności, które pozwalają im, jak doskonałemu serferowi, skorzystać nawet z najbardziej niespodziewanej wielkiej fali. Mogliby powiedzieć: Nadszedł czas niezwykłych możliwości! – komentuje prof. Olaf Żylicz, wykładowca Szkoły Biznesu PW.

Firmy „antykruche” i ich managerowie widzą w obecnej sytuacji szansę na zmianę i nową jakość, która może być korzystna. Te zespoły są nadzwyczaj mocno zaangażowane w tworzenie nowych modeli biznesowych i poszukiwanie odpowiedzi na to, czego klienci teraz naprawdę potrzebują.

– „Doświadczenie kruchości ma bardzo dalekie idące konsekwencje dla firm i ludzi, ale nie musi być postrzegane w negatywnym ujęciu. Moje badania potwierdzają, że zdecydowana większość z nas dostrzega istotną zmianę rzeczywistości, w której żyjemy, dla wielu zmiany te są trudne, ale jednocześnie dominuje nadzieja i pozytywnych zmian. Możliwe, że będziemy bardziej otwarci na informacje dotyczące stanu świata i tego, co się z nim dzieje. Być może zaczniemy wyciągać wnioski, wiedząc, że  życie człowieka Zachodu, znacznie mniej daje się regulować nowymi technologiami niż nam o tym przez ostatnie lata mówiono, a kluczowe pozostają potrzeby ludzkie, wspólnoty bliskości czy swobody funkcjonowania. Nie sposób w obecnym czasie uciec także od egzystencjalnych rozważań, które dotyczą np. sensu wykonywanego zawodu i naszego życia. Uważam, że w biznesie idziemy w kierunku zmiany modelu przywództwa. Jest unikalna szansa na znacząco bardziej partycypacyjne zarządzanie. W środowisku biznesowym zdarza się także niedobre  rozumiane pojęcie „antykruchości”, kiedy firmy chcą funkcjonować kosztem innych firm np. poprzez ich przejęcie w trudnym czasie. Wynika to najczęściej z braku przestrzegania moralnych wartości przez osoby zarządzające. Warto stawiać na biznes, który jest etyczny” – dodaje prof. Olaf  Żylicz.

Otwarty wykład prof. Olafa Żylicza pt. „Siła przetrwania czyli o antykruchości w trudnym czasie” odbędzie się online 6 maja (środa) o godz. 17:00.

Wymagana jest rejestracja na biznes.edu.pl

Które kredyty budzą największe obawy?

Rozpoczynający się kryzys gospodarczy wzbudza obawy dotyczące spłacalności kredytów mieszkaniowych. RynekPierwotny.pl sprawdził, które „hipoteki” powodowały w przeszłości największe problemy.

Pogorszenie koniunktury gospodarczej niemal zawsze skutkuje negatywnymi zmianami spłacalności kredytów mieszkaniowych. Trudno zatem dziwić się, że obecna sytuacja wzbudza pewne obawy dotyczące „hipotek”, które posiadają Polacy. Chodzi zarówno o kredyty bez waloryzacji do waluty obcej, jak i zobowiązania rozliczane we franku szwajcarskim i euro. Na podstawie danych BIK można dowiedzieć się, które roczniki takich kredytów są najbardziej problematyczne.

Tytułem wstępu warto wspomnieć, że Biuro Informacji Kredytowej niedawno opublikowało swój cykliczny raport Kredyt Trendy podsumowujący 2019 r. W tej analizie znajdują się między innymi dane dotyczące spłacalności kredytów mieszkaniowych. Są one szczególnie ciekawe, ponieważ eksperci BIK wzięli pod uwagę poszczególne roczniki kredytów „złotówkowych” i walutowych. Co więcej, dane Biura Informacji Kredytowej uwzględniają przymusowe przewalutowania długu na złote. Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl takie konwersje mają miejsce, gdy posiadacz kredytu rozliczanego we franku lub euro mocno spóźnia się ze spłatą. Brak korekty wyników o przymusowe przewalutowania sprawia, że kredyty walutowe wypadają lepiej pod względem spłacalności.

Skorygowane informacje BIK wskazują, że pod koniec 2019 r. w poszczególnych rocznikach odsetek kredytów mieszkaniowych z opóźnieniem ponad 90 dni wynosił:

  • kredyty udzielone przed 2006 r. – 1,8% (waluty obce), 2,4% (PLN)
  • kredyty udzielone w 2006 r. – 2,2% (waluty obce), 2,3% (PLN)
  • kredyty udzielone w 2007 r. – 2,8% (waluty obce), 3,0% (PLN)
  • kredyty udzielone w 2008 r. – 2,9% (waluty obce), 6,2% (PLN)
  • kredyty udzielone w 2009 r. – 1,3% (waluty obce), 2,9% (PLN)
  • kredyty udzielone w 2010 r. – 0,9% (waluty obce), 2,6% (PLN)
  • kredyty udzielone w 2011 r. – 0,8% (waluty obce), 1,8% (PLN)
  • wszystkie kredyty udzielone do 2011 r. włącznie – 2,1% (waluty obce), 2,8% (PLN)

Zobowiązania rozliczane w euro prawdopodobnie poprawiają wyniki dotyczące wszystkich kredytów walutowych. Tym niemniej, gorsza spłacalność „hipotek” rozliczanych w złotym zasługuje na uwagę. Chodzi zwłaszcza o kredyty z problematycznego rocznika 2008.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dirlango: Chcemy skupić się na aplikacjach, które pomogą ludziom

Dirlango – holding należący do Łukasza Wejcherta i Macieja Żaka – ma powody do zadowolenia. W czasach pandemii i braku stabilizacji na rynkach finansowych, Dirlango stabilnie realizuje strategię, która przynosi średnio 14% zwrotu rocznie*. Po tym, jak pod koniec 2019 roku holding wyszedł z inwestycji w amerykańską gwiazdę rynku finansowego – Beyond Meat, teraz pozbywa się udziałów w Virgin Mobile i koncentruje na dynamicznie rosnącym sektorze technologii.

Świat technologii i online wydaje się być najbardziej atrakcyjną przestrzenią dla Dirlango. Realizacja transakcji wyjścia z inwestycji w operatora telekomunikacyjnego Virgin Mobile Polska i Beyond Meat przyniesie wymierne zyski dla holdingu i inwestorów.

Czas ogólnoświatowej pandemii koronawirusa skłania do refleksji i koncentracji na obszarach, które mogą ułatwić życie i realnie pomóc w nowej rzeczywistości. Stąd dziś uwaga Dirlango skupia się na aplikacjach mobilnych, które realizują nasze fundamentalne potrzeby – przekonują zarządzający.

Dirlango skoncentruje się teraz na inwestycjach w spółki nowych technologii zarówno w Polsce jak i za granicą. – Inwestycje zagraniczne dokonywane są wspólnie z renomowanymi partnerami w postaci globalnych funduszy PE/ VC – podkreśla Maciej Żak.

Obecnie w portfelu Dirlango jest 9 spółek, głównie w segmentach nowych technologii i online. To kluczowy element strategii Dirlango, gdyż – jak wyjaśniają szefowie holdingu – sektor technologii jest bardziej stabilny w czasach kryzysów lub zawirowań na rynkach finansowych.1

Podczas, gdy indeksy MSCI World zanotowały spadek -21% w tym roku (YTD2020) i – 10% w ostatnim roku, indeksy MSCI Tech były bardziej odporne na zawirowania (-13% YTD2020). W ciągu ostatniego roku nadal notują zysk na poziomie 7%.

Sprzedaż Beyond Meat daje stabilny kapitał i znaczne zyski.

Głośnym przykładem był ostatnio sukces firmy Beyond Meat Inc, która – obok amerykańskiej spółki Wish wycenianej na 11,2 mld USD – stał się flagową inwestycją Dirlango. Pod koniec ubiegłego roku fundusz wyszedł z inwestycji w amerykańską spółkę przynosząc wymierne zyski dla inwestorów. W ciągu zaledwie 10 miesięcy osiągnęła 3-krotny zwrot z inwestycji w stosunku do kapitału wpłaconego przez inwestorów. Tym samym znacząco wzrosła wartość́ kapitału zarządzanego przez Dirlango do blisko 100 mln zł. Na tym jednak nie koniec. W planach jest podniesienie tej poprzeczki o kolejne 100 – 150 mln zł. Zdaniem Dirlango obecna sytuacja pandemii i brak kapitału skłania wiele firm do poszukiwania partnera. W konsekwencji mogą pojawić się ciekawe cele inwestycyjne m.in. na rynkach zagranicznych.

– W Polsce istnieje specyficzna sytuacja, gdzie spadła atrakcyjność lokat bankowych, zainteresowanie papierami dłużnymi firm maleje a nadal istnieje duża grupa inwestorów, którzy decydują się na inwestycje w spółki technologiczne. To miejsce dla doświadczonego partnera, z odpowiednią wiedzą, zapleczem analitycznym i dostęp do zagranicznych rynków. My to oferujemy – podkreśla Maciej Żak.

Wzrost wykorzystania technologii to nieunikniony efekt koronawirusa

Dirlango chcą skupić się głównie na aplikacjach i rozwiązaniach, które ułatwią użytkownikom życie i pozwolą na zachowanie bezpieczeństwa w obecnym kryzysie.

W kraju ciekawą inwestycją jest iTaxi, której przychody rosną od 5 lat w tempie 40 proc. (RdR) i obecnie obsługuje już ponad 4000 firm. To przykład technologii, która w obecnym kryzysie i czasach przeniesienia ciężaru pracy i komunikacji na mobilne platformy, okazała się rozwiązaniem dobrze odpowiadającym potrzebom ludzi. W ocenie ekspertów, epidemia zmieni nasze przyzwyczajenia do sposobu podróżowania. W miejsce komunikacji w dużych skupiskach, będziemy wybierali indywidualne rozwiązania, mając na uwadze bezpieczeństwo i zdrowie.

– Może się okazać, że transport taxi zamówiony przez aplikację, pojedynczo będzie głównym rozwiązaniem dla świata biznesu. Trend, który jeszcze 8 lat temu mógł wydawać się odległą przyszłością, dziś w dobie wirusa COVID-19 staje się standardem – dodaje Łukasz Wejchert.

Innym przykładem jest inwestycja Dirlango w GLOVO – aplikacja dostawy wybranych produktów do domu, która w okresie ostatnich 2 miesięcy zanotowała skokowy wzrost dynamiki przychodów.

Sytuacja, w której znaleźliśmy się w ostatnim czasie będzie zmieniała nasze przyzwyczajenia. Ograniczenia w dostępie do lokali gastronomicznych, wielu sklepów i asortymentu, zakupy Online staja się jedynym rozwiązaniem – dodaje Maciej Żak.

Dirlango przekonuję, że obecny trend doprowadza do przyspieszenia zmian zachowań konsumentów i skokowego wzrostu wykorzystania aplikacji i platform technologicznych w codziennym życiu.

Eksperci IDC: Koronawirus uderzy w branżę IT

W 2020 roku wydatki na technologie informatyczne będą o 2,7% mniejsze niż w 2019 roku – podaje IDC. Według ekspertów na zyski liczyć mogą tylko dostawcy infrastruktury i systemów IT. Dramatycznie wyglądają prognozy dla sektora urządzeń.

Jeszcze w styczniu b.r., czyli w epoce przed koronawirusem, rok 2020 dla branży IT zapowiadał się co najmniej dobrze. Według prognoz analityków IDC tempo rozwoju globalnego rynku technologii informatycznych miało być wyższe niż w 2019 i osiągnąć wartość 5,1%.

Na początku roku nic nie zapowiadało tego, co się wydarzy. Rynek spodziewał się stabilnego, kilkuprocentowego tempa wzrostu. Niewielkiego progresu względem 2019. – mówi Sławomir Kuźniak, Dyrektor ds. Zarządzania Produktem w BPSC i dodaje – Jednak
w lutym pojawiły się pierwsze sygnały, że być może prognozy ulegną zmianie. Powód był oczywisty, początek epidemii COVID-19 w Azji. Groźny wirus zaatakował nie tylko społeczeństwo, ale i biznes. Paraliż tego regionu miał również wpływ na całą światową gospodarkę, ponieważ obszar ten nie tylko produkuje, ale też inwestuje w technologie.
– zauważa Kuźniak.

Dlatego już w lutym IDC opublikowało pierwszą, odświeżoną wersję prognoz. Nowe były znacznie gorsze niż te ze stycznia i mówiły jasno – rok 2020 będzie słabszy niż 2019. Zamiast spodziewanego ponad pięcioprocentowego tempa, rynek urośnie o 4,3% i będzie to o 0,5 punktu procentowego wolniej niż w roku ubiegłym.

Jednak postępująca pandemia brutalnie rozprawiła się i z tymi predykcjami. W kwietniu IDC opublikowało kolejną korektę, która brzmi jak czarny scenariusz – w 2020 roku rynek skurczy się o 2,7% względem 2019.

Globalny sektor IT wyceniany jest na ponad 5 bln dolarów, każda zmiana dynamiki
to miliony dolarów, które uciekają z rynku technologii cyfrowych, a ten, jak podaje Biuro Analiz Ekonomicznych USA, odpowiada za 15,5% globalnego PKB. To daje nam obraz skali problemu.
– komentuje Sławomir Kuźniak z BPSC.

Dramat? Nie dla każdego!

Kto straci najwięcej? Według predykcji koronawirus najbardziej dotknie producentów urządzeń. Zarówno komputerów osobistych, tabletów, smartfonów, jak i urządzeń peryferyjnych. W tym segmencie wydatki mają spaść aż o 8,8% w stosunku do 2019.

Podczas każdego kryzysu gospodarczego zauważalna jest szybka redukcja wydatków
na sprzęt. To sposób na stosunkowo szybkie oszczędności i zabezpieczenie rentowności
w krótkim okresie.
– tłumaczy Stephen Minton, wiceprezes w Customer Insights & Analysis IDC.

Pandemia szczególnie mocno uderzy w rynek smartfonów, który według prognoz miał w tym roku osiągnąć większy zwrot wynikający z rozwoju technologii 5G. O 2% spadną również wydatki na usługi informatyczne.

Nad kreską znajdzie się segment oprogramowania. Według analityków IDC w 2020 wydatki na oprogramowanie będą wyższe o 2% niż 2019. Stanie się tak, ponieważ w nowej rzeczywistości przedsiębiorstwa muszą szybko reagować na dynamiczne warunki, a systemy są doskonałym narzędziem do efektywnego wykorzystania zasobów. Zdaniem ekspertów z IDC oprogramowanie stanie się integralną częścią bieżących operacji biznesowych.

W ciągu najbliższych miesięcy pojawią się nowe możliwości dla oprogramowania. Organizacje będą szukały możliwości dostosowania ich do nowych warunków – zwiększonej pracy zdalnej i współpracy z partnerami – zapowiada Stephen Minton, któremu wtóruje ekspert z BPSC – Przedsiębiorstwa będące na wyższym etapie cyfrowej transformacji,
w nowych realiach będą miały lepszą pozycję, niż firmy słabiej zdigitalizowane. Tym pierwszym łatwiej będzie wdrażać i skutecznie egzekwować zwinne plany reagowania
na rynkowe fluktuacje.
– wyjaśnia Sławomir Kuźniak.

Wzrosną również wydatki na infrastrukturę. IDC spodziewa się, że ten sektor mimo pandemii urośnie w tym roku o 5,3%. Wzrost generowany będzie głównie z wydatków przedsiębiorstw na infrastrukturę jako usługę (IaaS) i rosnące nakłady na chmurę. W tej beczce miodu jest też łyżka dziegciu, którą są nakłady na sprzęt serwerowy i sieciowy. Jedne i drugie zanotują ujemny wzrost, pierwsze o 3,3%, drugie o 1,7%.

Czekając na odwilż

Słaba sytuacja w sektorze IT to pokłosie kondycji całej gospodarki. Kiedy możemy się więc spodziewać powrotu do gospodarczej normalności? Eksperci z instytutu Oxford Economics, są bezwzględni w swojej ocenie – pandemia COVID-19 da nam się porządnie we znaki
i wywoła spadek światowego PKB o około 7% w pierwszej połowie 2020 r. Czy to wiele?
To dwukrotnie więcej, niż przed dziesięcioma laty, kiedy świat został ogarnięty kryzysem finansowym, za który solidarnie odpowiadały Lehman Brothers i Goldman Sachs.

O tym czy i kiedy nastąpi poprawa, zadecydują tak naprawdę najbliższe miesiące. Wciąż wiele zależy od tego, jak będzie wyglądało druga połowa bieżącego roku. Jeżeli zachodnie gospodarki niedługo zniosą nałożone ograniczenia, powinniśmy spodziewać się rychłego odbicia w gospodarce, także w branży IT – mówi Sławomir Kuźniak z BPSC.

Zakładając, że ten pozytywny scenariusz rzeczywiście uda nam się zrealizować, wciąż nie gwarantuje nam do powrotu do sytuacji sprzed pandemii. Optymistyczny scenariusz przygotowany przez ekonomistów z Oxford Economics zakłada, że światowy PKB – niemal tak samo jak sektor technologii cyfrowych – zmniejszy się ogółem o 2,8% w 2020 r

Cudzoziemcy wolą na czas pandemii pozostać w Polsce, głównie ze względu na dostępność pracy

Zdecydowana większość pracujących w Polsce obcokrajowców (85%) woli na czas trwania pandemii koronawirusa pozostać w naszym kraju, głównie ze względu na zarobki i możliwość pracy (55%). Świadczą o tym wyniki badania socjologicznego „Pracownik zagraniczny w dobie pandemii”, przeprowadzonego przez EWL S.A. oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

Badanie pokazało, że pracowników zagranicznych w Polsce dotknęły negatywne skutki pandemii koronawirusa. Ponad połowa z zatrudnionych obcokrajowców musiała zmierzyć się ze zmniejszeniem liczby przepracowanych godzin (61%), a przeszło 1/4 zmieniła branżę zatrudnienia (27%). Ponadto co drugi respondent oświadczył, że w obecnej sytuacji najbardziej obawia się utraty pracy (58%). Dla porównania – zakażenia koronawirusem boi się jedynie co szósty migrant zarobkowy (18%).

Pokrzepiające jest jednak to, że cudzoziemcy, nawet w obecnej, niełatwej sytuacji, czują się w Polsce bezpiecznie (72%), a ograniczenia, jakim muszą stawiać czoła na co dzień w naszym kraju, oceniane są przez nich pozytywnie (71%).

Warto podkreślić, że z automatycznego przedłużenia ważności dokumentów zezwalających na pobyt i pracę w Polsce w czasie trwania pandemii, zaproponowanych przez polski rząd, ma zamiar skorzystać niemal 2/3 zatrudnionych u nas cudzoziemców (63,5%).

„Obecnie, kiedy zakłady w Polsce stopniowo wznawiają produkcję, a polscy rolnicy szykują się do otwarcia sezonu, brak rąk do pracy będzie dotkliwie odczuwalny, a drogi do ich pozyskania są zablokowane. Oznacza to, że czas na kolejne, zdecydowane kroki w kwestii wprowadzania przez władze specjalnych rozwiązań dla pracujących w Polsce cudzoziemców. Tym bardziej, że w walkę o pracowników sezonowych ze Wschodu już włączyły się takie kraje jak Niemcy, Finlandia czy Wielka Brytania” – komentuje wyniki badania Andrzej Korkus, prezes EWL S.A.

Badanie socjologiczne „Pracownik zagraniczny w dobie pandemii” zostało przeprowadzone w dn. 9-15 kwietnia 2020 roku przez EWL S.A. oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przebadanych zostało 600 pracujących w Polsce cudzoziemców, głównie z Ukrainy, Białorusi oraz Mołdawii.

Klienci sklepów rewidują priorytety. Cena walczy o uwagę z bezpieczeństwem

Otwarcie po wielotygodniowej przerwie niespożywczych sklepów detalicznych to sytuacja, z którą sprzedawcy nigdy wcześniej nie musieli się mierzyć. Tym trudniejsza, że podczas pandemii poważnej rewizji uległy preferencje klientów. Ci większą uwagę niż wcześniej mogą przywiązywać nie tylko do cen produktów. Kluczowe znaczenie zaczęła mieć także kwestia bezpieczeństwa podczas zakupów. Uważna analiza zmian, jakie w ostatnich tygodniach przeszli klienci, pozwoli detalistom na nowo zdefiniować ich doświadczenie zakupowe z naciskiem na bezpieczeństwo zarówno kupujących, jak i pracowników. Należy przy tym korzystać z zupełnie nowych danych i założeń, bo dotychczasowe nie znajdą już zastosowania.

Zdaniem ekspertów Deloitte otwarcie niespożywczych sklepów detalicznych powinno poprzedzić znalezienie odpowiedzi na pytanie o nowe potrzeby, priorytety i postawy klientów oraz analiza wpływu na popyt warunków rynkowych i rządowych regulacji.

To jest czas podejmowania najważniejszych decyzji, dotyczących dostosowania działalności sklepów i propozycji wartości do nowej rzeczywistości i obaw klientów. Dobrym pomysłem może być utworzenie tymczasowego centrum operacyjnego, koordynującego realizację najważniejszych zadań, umożliwiających otwarcie sklepów oraz zapewnienie niezbędnego personelu i wsparcia technologicznego. Uruchamiane ponownie placówki potrzebują nowych procedur i zasad działania, uwzględniających bezpieczeństwo klientów i sprzedawców – mówi Michał Pieprzny, Partner, Lider branży dóbr konsumenckich w Polsce, Deloitte.

W zapewnieniu poczucia bezpieczeństwa klientom i pracownikom pomoże ograniczenie do minimum kontaktu pomiędzy różnymi osobami, a przy tym udoskonalenie funkcjonowania sklepu. Wiele zmian ma charakter operacyjny, jak zredukowanie liczby pracowników i klientów przebywających na tej samej przestrzeni oraz promowanie dystansu społecznego. W uniknięciu zatłoczenia i ograniczeniu ruchu pomocna będzie zmiana układu alejek sklepowych, tak aby klienci przemieszczali się w jednym kierunku. Ryzyko znacznie ograniczy też położenie większego nacisku na utrzymanie czystości oraz dostęp pracowników do środków dezynfekcyjnych, masek oraz rękawic ochronnych. Już teraz w ogromnej większości sklepów przy kasach zostały zainstalowane plastikowe osłony, oddzielające klientów od personelu. Warto także rozważyć zmiany ekspozycji produktów, czyli umożliwić klientom bezpośredni dostęp do większej liczby artykułów bez konieczności podawania produktów przez pracownika sklepu.

Bezpieczne zwiększanie produktywności

Detaliści stoją przed wyzwaniem zwiększania efektywności swojego personelu, dbając przy tym o ochronę jego zdrowia i kupujących. To trudne, bo choć każdy dodatkowy pracownik jest cenny, stanowi też źródło dodatkowego ryzyka.

Pomóc w tym może sprawne zarządzanie zadaniami, to jest przydzielanie konkretnym pracownikom sklepu określonych obowiązków oraz rejestrowanie wyników ich pracy. Dzięki temu wiadomo, kto powinien być w danym momencie na hali sprzedażowej, kto na zapleczu czy stanowisku kasowym – mówi Anna Bystrek, Manager w zespole Doradztwa Strategicznego Deloitte.

Jak dodaje, takie rozwiązania można mapować z programami do zarządzania personelem. Umożliwiają one m.in. sprawne identyfikowanie i przydzielanie zadań wedle wolnych mocy lub przekierowywanie pracowników do innych zadań z powodu niedoborów.

Samodzielna diagnoza

Możliwe rozwiązania technologiczne nie tylko ułatwiają organizację pracy, ale także podnoszą poziom ochrony pracowników i kupujących. Należy do nich samodzielna diagnoza stanu zdrowia. Umożliwia ona komunikację z pracownikami i potwierdzenie, że są zdrowi, zanim dotrą do pracy. Rozwiązanie można wdrożyć w ciągu kilku dni. Za pośrednictwem telefonu lub komputera, system oparty o technologię sztucznej inteligencji zadaje szereg pytań i na podstawie odpowiedzi uzyskanych od pracownika określa czy ten może wykonywać swoje obowiązki.

Poziom bezpieczeństwa zarówno pracowników, jak i klientów podnosi też wdrożenie obrazowania termicznego. Kamery termowizyjne zainstalowane w wyznaczonych miejscach w sklepie to rozwiązanie oparte o chmurę, więc szybko skalowalne w ramach dużej organizacji. Kamera monitoruje przepływ osób, dokonuje analizy danych i alarmuje zespół reagowania zgodnie z procedurami danego obiektu.

Warte uwagi są cyfrowe rozwiązania do komunikacji, które umożliwiają pracownikom dostęp do zasobów wewnętrznych sklepu, w tym do aktualności na temat COVID-19, dzięki którym pracownicy otrzymują aktualne i istotne informacje dotyczące bieżącej sytuacji oraz jej wpływu zarówno na nich jak i na organizację. Wszelkie informacje są zbierane w jednym miejscu, do którego dostęp jest prosty i intuicyjny – mówi Michał Pieprzny.

Bezdotykowe zakupy

Po doświadczeniach związanych z pandemią i wywołaną nią kwarantanną klienci sklepów fizycznych będą oczekiwali bezpiecznego i wolnego od ryzyka środowiska, starając się zminimalizować kontakt zarówno z produktami jak i z innymi ludźmi. Bezdotykowa technologia zapewnia wygodne i udoskonalone doświadczenie zakupowe, jednocześnie stawiając bezpieczeństwo klientów na pierwszym miejscu. Przykładem jest wirtualna witryna sklepowa, która pokazuje produkty dostępne w sklepie. Przeglądając ją, klient może podjąć decyzję, czy powinien wejść do środka. To rozwiązanie ogranicza niepotrzebny ruch konsumentów, zapewniając tym samym większe bezpieczeństwo.

W bezkontaktowym robieniu zakupów pomocna jest również technologia skanowania produktów. Przenośne urządzenie otrzymane w sklepie lub aplikacja w telefonie pozwoli na samodzielne ich zeskanowanie i opłacenie, bez konieczności kontaktu z pracownikami sklepu.

Sklepy powinny zastanowić się nad dalszym ulepszaniem lub automatyzacją procesu obsługi, w tym procesu BOPIS (Buy Online, Pick-up In Store), który umożliwia klientom zamówienie produktów online i ich odbiór w sklepie. Dużym ułatwieniem dla nich będą dodatkowe godziny odbioru albo wprowadzenie zamykanych schowków z opcją obioru zakupów przez 24 godziny na dobę – mówi Anna Bystrek.

Sprzedawcy powinni umieć zaspokoić dwie potrzeby, którymi w najbliższych miesiącach będą się kierować kupujący – cena i bezpieczeństwo. Trudno dziś określić, która z tych wartości okaże się dla nich najważniejsza.

I kw. 2020 r. na warszawskim rynku biurowym

  • W pierwszym kwartale 2020 roku popyt brutto wyniósł 138 900 mkw., co oznacza spadek o 0,5% w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku.
  • Do użytku oddano tylko jeden budynek biurowy o powierzchni 6 700 mkw.
  • Wolumen inwestycyjny w warszawskim sektorze biurowym wyniósł 438,6 milionów EUR i był wyższy o 44% w stosunku do analogicznego okresu w poprzednim roku.
  • Wskaźnik powierzchni niewynajętej wyniósł 7,5%.
  • Stawki bazowe w najlepszych lokalizacjach nie uległy zmianie i utrzymały się na poziomie 24 EUR/mkw./miesiąc.
  • W chwili wprowadzenia ograniczeń związanych z pandemią większość transakcji była już sfinalizowana, więc skutki obecnej sytuacji na popyt będą widoczne dopiero w kolejnych kwartałach.

Popyt

Popyt brutto w pierwszym kwartale 2020 roku wyniósł 139 800 mkw. i był niższy o 0,5% w porównaniu do analogicznego okresu 2019 roku. Aż 55% wszystkich zawartych umów najmu stanowiły nowe umowy, a ekspansje i renegocjacje – odpowiednio 14% i 31%. Popyt netto w pierwszym kwartale wyniósł 95 200 mkw. i był o 5% niższy niż w analogicznym okresie w 2019 roku. Ponadto, aż 28% wszystkich nowych umów zawartych w ostatnich trzech miesiącach stanowiły umowy przednajmu.

Obecna sytuacja w niewielkim stopniu wpłynęła na liczbę zawartych umów w pierwszym kwartale, ponieważ pierwsze ograniczenia, mające na celu powstrzymanie rozprzestrzeniania się pandemii COVID-19, wprowadzono dopiero 18 marca, a znacząca większość transakcji, planowanych na pierwszy kwartał, została do tego czasu sfinalizowana lub była na ostatnim etapie procesu transakcyjnego. Dopiero w kolejnych kwartałach zobaczymy realny wpływ obecnej sytuacji na stronę popytową rynku, ponieważ rynek nieruchomości reaguje z dużo większym opóźnieniem na wszelkie zmiany w gospodarce. Niemniej jednak mocne fundamenty sektora biurowego w Warszawie, przy jednoczesnym braku ryzyka nadpodaży i aktualnie niskich wskaźnikach pustostanów, powinny umożliwić rynkowi stosunkowo szybki powrót do równowagi po spowolnieniu – mówi Jan Szulborski, Senior Consultant, Cushman & Wakefield.

Podaż

Całkowite zasoby powierzchni biurowej w Warszawie w pierwszym kwartale 2020 roku powiększyły się o 6 700 mkw. i wyniosły 5,59 mln mkw. Jedynym projektem biurowym oddanym do użytku był pierwszy budynek wchodzący w skład kompleksu Varso Place. Poza powierzchnią biurową znajdzie się w nim czterogwiazdkowy hotel NYX należący do sieci Leonardo Hotels. Cały kompleks będzie oferował łącznie około 116 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej do wynajęcia.

Według szacunków firmy Cushman & Wakefield na koniec marca 2020 r., w budowie znajdowało się ponad 765 000 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego w samym 2020 roku planowanych do oddania jest 343 700 mkw.

Warto zaznaczyć, że aż 73% całkowitej powierzchni biurowej planowanej do oddania w 2020 roku jest już zabezpieczona umowami przednajmu. Dodatkowo, aż 12 z 16 tych projektów ma podpisane umowy przednajmu, co pozwala zakładać, że większość z nich zostanie ukończona. W dłuższej perspektywie obecna sytuacja wpłynie jednak na decyzje deweloperów o rozpoczęciu realizacji projektów planowanych do oddania na lata 2022-2023, co może doprowadzić do luki podaży w tym okresie – mówi Katarzyna Lipka-Nawrocka, Head of Consulting & Research, Cushman & Wakefield

Wskaźnik powierzchni niewynajętej

Po rekordowym pod względem aktywności najemców 2019 roku, wskaźnik powierzchni niewynajętej w pierwszym kwartale 2020 roku utrzymał trend spadkowy i wyniósł 7,5%, co odpowiada spadkowi o 0,3 pp. w ujęciu kwartalnym oraz 1,7% w ujęciu rocznym. Wskaźnik absorpcji netto, który pokazuje tempo absorpcji powierzchni biurowej, wyniósł 22 800 mkw., co jest wartością ponad trzykrotnie wyższą niż podaż nowej powierzchni biurowej w tym okresie.

Czynsze

Stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie w strefie centralnej wyniosły 24 EUR/mkw./miesiąc, a w strefie Poza Centrum wyniosły 15 EUR/mkw./miesiąc i nie uległy zmianie w porównaniu do ubiegłego kwartału.

Prognozy

Eksperci firmy Cushman & Wakefield zaznaczają, że ze względu na szybko zmieniającą się sytuację trudno jednoznacznie przewidzieć wpływ, jaki pandemia COVID-19 będzie miała na rynek nieruchomości w Polsce.

Polski rząd nie wprowadził do tej pory żadnych przepisów ograniczających prace budowlane. Niemniej jednak wydłużenie procesów administracyjnych, ograniczona dostępność pracowników, możliwość przerwania łańcucha dostaw, a co za tym idzie – wzrost kosztów budowy, mogą w krótkim okresie wpłynąć na nieznaczne przesunięcie terminów ukończenia części projektów biurowych będących obecnie w budowie – dodaje Jan Szulborski.

Praca zdalna rodziców w obliczu pandemii

8 na 10 rodziców uważa, że praca zdalna spowodowana przez panującą pandemię koronawirusa sprawia im większe trudności niż pracownikom, którzy nie mają dzieci. Co więcej, 57% ma obecnie problemy z oddzieleniem czasu prywatnego i życia zawodowego – wynika z badań Pracuj.pl. W pierwszej odsłonie raportu „Praca w dobie kwarantanny”, przedstawiającego poglądy Polaków w obliczu pandemii koronawirusa, przyglądamy się sytuacji rodziców wykonujących pracę z domu.

Najważniejsze informacje:

  • Pracuj.pl publikuje pierwszą odsłonę raportu „Praca w dobie kwarantanny”.
  • 79% rodziców ma większe trudności z pracą zdalną, niż inni pracownicy.
  • 56% czuje się traktowanych ze zrozumieniem przez przełożonych.
  • 57% ma problemy z oddzieleniem czasu prywatnego i pracy zawodowej.
  • Elastyczny grafik to dla rodziców najważniejsze wsparcie przy pracy zdalnej.

Praca w dobie koronawirusa

Epidemia koronawirusa wpłynęła znacząco na nasze życie zawodowe . Wielu spośród ponad 16 mln pracujących Polaków z dnia na dzień przeniosło się do modelu pracy zdalnej. Osoby wychowujące dzieci stanęły przed nowymi wyzwaniami, związanymi z łączeniem pracy z domu z obowiązkami rodzica. W obliczu spodziewanego wzrostu bezrobocia wielu pracowników weryfikuje także swoje dotychczasowe postawy zawodowe.

Jak Polacy postrzegają pracę w obliczu pandemii i jak wpływa ona na ich poglądy dotyczące kariery? Aby to sprawdzić, zespół Pracuj.pl przygotował raport „Praca w dobie koronawirusa”. W dn. 23-28 kwietnia zebraliśmy opinie blisko 2000 Polaków na temat obecnej sytuacji. W pierwszej odsłonie raportu przedstawiamy poglądy rodziców, którzy w obliczu pandemii koronawirusa wykonują pracę w modelu zdalnym. W najbliższych dniach będziemy publikować kolejne wyniki badań.Praca zdalna rodziców w obliczu pandemii

Rodzic w obliczu pracy zdalnej

Według wyników badań Pracuj.pl, rodzice niepełnoletnich dzieci stanowią jedną z grup pracowników, które szczególnie mocno odczuwają konsekwencje przejścia do modelu pracy zdalnej. Tylko niecała połowa (48%) badanych z tej grupy uważa, że łączenie ról rodzicielskich i zawodowych nie sprawia im obecnie trudności. Co szczególnie ważne, aż 8 na 10 respondentów zgadza się ze stwierdzeniem, że wykonywanie pracy zdalnej w okoliczności koronawirusa stanowi dla nich większe wyzwanie niż dla pozostałych pracowników.

Dane te potwierdzają szczególność sytuacji, w której znaleźli się rodzice pracujący zdalnie. Wielu z nich uczy się teraz funkcjonować w zupełnie nowych okolicznościach, często mierzą się z sytuacjami charakterystycznymi dla osób adaptujących się do zupełnie nowego miejsca pracy. Po pierwsze, dla wielu osób to pierwszy taki okres, w którym przez kilka tygodni z rzędu wykonują obowiązki z domu, często muszą się uczyć tego modelu „w biegu”. Po drugie, w związku z zamknięciem szkół i przedszkoli rodzice muszą przerywać pracę, by zająć się obecnymi w domu dziećmi. Po trzecie, praca nie pełni już roli odskoczni od życia rodzinnego, bo się z nim przenika w tym samym czasie. Wszystkie te czynniki mogą być źródłem napięć, w radzeniu z którymi powinni pomagać pracownikom pracodawcy – komentuje Konstancja Zyzik, Talent Acquisition & Capabilities Development Manager w Grupie Pracuj.

Wyzwania rodziców pracujących zdalnie potwierdzają także dalsze wyniki badań. Ponad połowa respondentów z tej grupy ma problemy z oddzielaniem czasu prywatnego i zawodowego (57%). Tyle samo przyznaje, że w związku z tym częściej wykonują zadania zlecane w pracy w niestandardowych godzinach.Praca zdalna rodziców w obliczu pandemii 2

Największa pomoc: zrozumienie i elastyczność

Warto zauważyć, że mimo odczuwanych wyzwań ponad połowa (56%) badanych rodziców pracujących zdalnie czuje się traktowanych przez swoich przełożonych ze zrozumieniem. Jednocześnie jednak zaledwie 17% uważa, że w ich firmie wprowadzono specjalne rozwiązania, które mają ułatwić rodzicom łączenie nowego modelu pracy z opieką nad dziećmi. Tak niski odsetek odpowiedzi zaskakuje, ale może być także związany z faktem, że część rozwiązań ułatwiających życie zawodowe matkom i ojcom dotyczy także ogółu pracowników.

A jakich usprawnień oczekują badani rodzice, pytani o rozwiązania umożliwiające im efektywne wykonywanie pracy zdalnej? W skali od 1-5 (gdzie 5 oznaczało najważniejsze usprawnienia), najwyższe oceny otrzymały bardziej elastyczny grafik pracy (średnia 4,43), większa otwartość przełożonych na branie dni wolnych i urlopów (4,08), a także wsparcie przy korzystaniu ze świadczeń rządowych (3,93). Badani rodzice nieco mniejsze znaczenie przypisywali wsparciu psychologicznemu dla osób mających trudności z łączeniem ról zawodowych i prywatnych (3,32) oraz dodatkowym aktywnościom online dla dzieci pracowników, organizowanym przez pracodawcę.Praca zdalna rodziców w obliczu pandemii 3

Matki i ojcowie: różne oczekiwania

Konstancja Zyzik, ekspertka Pracuj.pl zwraca uwagę na różnice, jakie występują w oczekiwaniach wobec pracodawców między badanymi przez Pracuj.pl matkami i ojcami. Kobiety zdecydowanie częściej od mężczyzn wskazywały na duże znaczenie wsparcia psychologicznego od pracodawcy. Za raczej ważne lub zdecydowanie ważne uznało je 53% respondentek – dla porównania podobnie uznaje 46% respondentów. Panie wyraźnie częściej, niż panowie uważały za ważną pomoc pracodawcy przy staraniach o świadczenia rządowe związane z koronawirusem (74% wobec 69%).

Obecna sytuacja jest trudnym wyzwaniem dla pracujących rodziców i budzi uznanie dla wielu z nich, którzy w obliczu koronawirusa szybko przestawili się do nowego modelu pracy. Jednocześnie pandemia jeszcze mocniej ujawniła napięcia, przed którymi stają matki wobec oczekiwań społecznych. Według naszych marcowych badań 6 na 10 Polek uważa, że ich sytuacja zawodowa poprawiła się w ciągu ostatnich 10 lat. Jednak 7 na 10 wciąż uważa, że mają mniejsze możliwości na rynku pracy, niż mężczyźni. Dlatego tak ważne jest, by pracodawcy oferowali zarówno matkom, jak i ojcom wsparcie psychologiczne, z którego mogą skorzystać w razie potrzeby. Coraz więcej firm decyduje się np. na specjalne webinaria z psychologami czy przygotowuje porady dotyczące zrównoważonej pracy zdalnej
-– komentuje Konstancja Zyzik.Praca zdalna rodziców w obliczu pandemii 4

Jakie jeszcze różnice można zaobserwować między kobietami i mężczyznami, zmuszonymi przez pandemię do łączenia w jednym miejscu ról rodzica i pracownika? Obie grupy w zdecydowanej większości zgadzają się ze stwierdzeniem, że osoby wychowujące dzieci mają większe trudności z pracą zdalną, niż bezdzietni pracownicy. Opinię taką wyraża jednak wyraźnie więcej matek (83%), niż ojców (76%). Warto także zauważyć, że to ojcowie częściej czują się traktowani ze zrozumieniem przez przełożonych, niż matki (59% wobec 54%).Praca zdalna rodziców w obliczu pandemii 5

Rodzice zda(l)ni na siebie?

Zamrożenie globalnej gospodarki wpłynęło na życie pracowników we wszystkich częściach świata. Rola rodziców w ostatnich przemianach jest ogromna: łączą oni w wielu wypadkach role pracowników, wychowawców i nauczycieli, nie ruszając się przy tym z własnego domu. Zapowiadane stopniowe otwieranie w maju i czerwcu kolejnych sektorów gospodarki, a także placówek oświatowych może już wkrótce zmienić ich sytuację na lepsze – wciąż jednak istotne będzie wsparcie ze strony pracodawców.

O BADANIU:

Badanie „Praca w dobie koronawirusa” zostało przeprowadzone przez dział badawczy Grupy Pracuj w dn. 23-28 kwietnia 2020 roku na grupie 1894 użytkowników portalu Pracuj.pl. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (ankieta przeprowadzana online). W sekcji dotyczącej pracy zdalnej rodziców niepełnoletnich dzieci omawiane są odpowiedzi 250 respondentów należących do tej grupy.

Skąd pesymizm przedsiębiorców?

Zaledwie 23,5 pkt. osiągnął w kwietniu tego roku Bibby MSP Index obrazujący nastroje małych i średnich przedsiębiorców w Polsce. To najniższy wynik w całej, dziewięcioletniej historii badania. Największy pesymizm panuje w transporcie i usługach. Eksperci apelują: to nie jest czas na przeczekanie, właśnie teraz trzeba działać!

W porównaniu z odczytem w marcu 2019 roku Bibby MSP Index odnotował spadek o ponad 30 pkt. – wówczas wynik 54,3 pkt. wskazywał na pewien umiarkowany optymizm przedsiębiorców (zgodnie z metodologią badania wynik powyżej 50 pkt. to zapowiedź poprawy kondycji firm).

Bezpośrednią przyczyną tak dużego tąpnięcia indeksu jest zamrożenie gospodarki – nie tylko w Polsce, ale również u naszych partnerów handlowych – spowodowane epidemią COVID-19.

Tak źle jeszcze nie było. Spadły sub-indeksy dla każdej badanej branży i w każdym obszarze. Aż 68 proc. badanych spodziewa się w ciągu najbliższych miesięcy spadku zamówień i sprzedaży, a 48 proc. kłopotów z płynnością finansową. Najgorzej swoją sytuację oceniają przedsiębiorcy z branży transportowej, usługowej i handlowej.– mówi Jerzy Dąbrowski, prezes Bibby Financial Services, spółki która regularnie prowadzi badanie Bibby MSP Index.

Wyniki Bibby MSP Index w podziale na branże

Wśród badanych MŚP z branży transportowej ani jeden respondent nie wskazał, że spodziewa się wzrostu lub choćby utrzymania sprzedaży na poziomie z poprzednich miesięcy. Skala inwestycji drastycznie zmalała, w zasadzie do zera. 67 proc. badanych z branży zakłada też pogorszenie płynności.

Z kolei najsilniejsze obawy usługodawców wiążą się z drastycznym spadkiem zamówień i znaczącym wzrostem ryzyka pogorszenia płynności. 73 proc. badanych z tej branży deklaruje, że w nadchodzących miesiącach ich wydatki na inwestycje spadną, a 48 proc. zamierza ciąć zatrudnienie.

Handel od początku epidemii realizowany jest głównie w obszarze artykułów spożywczych, drogeryjnych i farmaceutycznych. Nawet jeśli początkowo wydawało się, że Polacy robią zakupy na zapas, a e-commerce ma swój najlepszy czas, przedsiębiorcy i tak twierdzą, że sprzedaż drastycznie spadła. W związku z tym w branży dochodzi do zmniejszania zatrudnienia – 48 proc. badanych twierdzi, że nadchodzących miesiącach będzie zwalniać pracowników.

Firmy produkcyjne również notują spadki, jednak nie tak głębokie, jak w pozostałych branżach. Przede wszystkim, starają się utrzymywać zatrudnienie. Na tle rynku lepiej kształtuje się płynność oraz zakładany poziom zadłużenia. Wartość zamówień spadła znacząco, co wskazuje, że producenci nie pozostają w obecnej sytuacji wolni od obaw dotyczących sprzedaży.

W branży budowlanej wciąż realizowane są prace, czemu sprzyja pełnia sezonu. Spadek jest wyraźny (28,6 pkt. w porównaniu do 56,8 pkt. przed rokiem), jednak na tle innych działalności recesja nie jest aż tak dramatyczna. Z danych GUS wynika, że produkcja budowlano-montażowa była jednym z nielicznych sektorów, które w marcu 2020 r. odnotowały wzrosty. Po części wynika to z realizowania prac zleconych wcześniej. Jednak mniejsze firmy także obawiają się o swoją płynność, w sytuacji gdy w całej gospodarce tworzyć się będą zatory płatnicze wywołane lock downem.

Przed epidemią było całkiem nieźle

Chociaż rok 2019 kończył się obawami przed spodziewanym spowolnieniem gospodarczym, a Brexit i wojna handlowa USA – Chiny destabilizowały działalność również polskich MŚP, to obecnie przedsiębiorcy uważają, że przed epidemią było całkiem nieźle. 61 proc. badanych w ramach Bibby MSP Index stwierdziło, że klimat ekonomiczny sprzyjał prowadzeniu działalności gospodarczej. 43 proc. uważa, że sytuacja ich firmy polepszyła się w ciągu 6 miesięcy poprzedzających wprowadzenie obostrzeń administracyjnych związanych z COVID-19, a 45 proc. deklaruje, że była taka sama. W porównaniu z poprzednimi falami badania widać wyraźny bark ciągłości w ocenie otoczenia rynkowego. Wynika to z faktu, że obecny kryzys ma charakter zmiany szokowej bez wyraźnych sygnałów wyprzedzających, a więc trudno się było na niego przygotować.

Gospodarka czasu pandemii

Komentuje ekspert Bibby Financial Services, dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego:

Czy mamy kryzys? Tak. Miesiąc do miesiąca niemal wszystkie segmenty gospodarki odnotowują drastyczne spadki. Czy mamy jakiś przykładowy punkt odniesienia do tego kryzysu. Nie. Porównania do pandemii grypy hiszpanki, kryzysu lat trzydziestych czy też sektora finansowego z 2008 różnią się znacząco, zarówno po stronie przyczyn jaki i efektów, a na pewno po stronie potencjału stosowanych środków zaradczych i możliwości wirtualizacji gospodarki. Czy jest szansa na powrót na ścieżkę wzrostu w długim okresie? Tak. Potencjał wzrostowy naszej gospodarki nie wyparował, a jedynie zahamował i ulega bardzo szybkiemu przemodelowaniu. Zwolniliśmy tempo życia, ale przyspieszyliśmy tempo przechodzenia na gospodarkę cyfrową. Konsumenci niemalże z dnia na dzień zmienili swoje zachowania i preferencje, a z pewnością część z tych pandemicznych nawyków stanie się nowym standardem.

Pandemia to tsunami dla gospodarki, zmiatające większość słabo adaptacyjnych biznesów, zmienia układ sił gospodarczych, ale też wynosi tych, którzy na tej fali są w stanie się utrzymać.

Zdecydowanie nie jest to czas na przeczekanie, zatrzymanie, odpuszczenie, ale raczej na szukanie nowych przyczółków stałego lądu i nowych kierunków ekspansji. Pierwszym towarem, na który rośnie zapotrzebowanie w czasach chaosu gospodarki pandemicznej jest informacja – rzetelna, sprawdzona i wiarygodna. Paradoksalnie czas zejścia na poziom wirtualny wyrównuje szanse biznesów małych i średnich, jeśli tylko potrafią się poruszać w przestrzeni wirtualnej, gdzie liczba posiadanych biurowców i powierzchni sklepowo-wystawienniczych przestaje mieć znaczenie, a wręcz przeciwnie – staje się trudnym do udźwignięcia obciążeniem. Małe, elastyczne firmy, stawiające na komunikację bezpośrednią z klientem, płyną bez przeszkód dając swoim klientom poczucie bezpieczeństwa, trwałości i normalności.

Czyli jest to moment na włączanie się w działania wspierające lokalną społeczność, na skracanie łańcuchów dostaw do minimum, także ze względu na wartości patriotyczne, środowiskowe, czy klimatyczne. Bądźmy bliżej tych, którzy są blisko nas, wspierajmy naszych pracowników – naturalnych ambasadorów naszego biznesu – wymagając od nich zaangażowania i kreatywności w przeorganizowanie firmy. Twórzmy grupy samopomocy i wymiany informacji, także z dotychczasowymi konkurentami; wywierajmy presję na decydentów w obronie naszych biznesów – działania te dadzą nam poczucie sprawczości – to nie jest czas na załamanie, ale na działanie.

Międzynarodowe Targi Gdańskie na zakręcie. Straty wynieść w tym roku mogą od 4 do nawet 9 mln zł.

Strata spółki w 2020 r wynieść może od 4 do 9 mln zł – w zależności od długości okresu, w jakim nie będzie można organizować imprez liczących co najmniej 50 uczestników – mówi Paweł Orłowski – wiceprezes Międzynarodowych Targów Gdańskich. Przypomina, że w tym roku ze stałego rozkładu wypadły takie imprezy targowe jak Balt Military Expo, Ambermart czy Free Time Festiwal, a zaplanowane na letnie miesiące wydarzenia również stoją pod znakiem zapytania. Zarząd Targów liczy na większe wsparcie rządu, ale aktywnie szykuje się do oczekiwanego, choć niezapowiedzianego na razie, odblokowania imprez, wspierając także lokalną społeczność.

  • Międzynarodowe Targi Gdańskie musiały odwołać już lub przesunąć na inne terminy cykliczne wydarzenia targowe o ugruntowanej renomie.
  • Przedsiębiorcy zaangażowani w organizacje imprez targowych w Gdańsku uważają dotychczasową pomoc rządową za cenną, ale niewystarczającą.
  • Nie mogąc organizować na razie targów, angażują się w działania związane ze społeczną odpowiedzialnością. Obecna sytuacja wymaga solidarności – mówią.
  • Branżowe imprezy targowe to koła zamachowe poszczególnych gałęzi gospodarki, turystyki czy rozwoju regionalnego. Dlatego dla branży targowej najważniejszy jest dziś realny plan i jasna komunikacja terminów „odmrażania” gospodarki.

Imprezy, jakie cyklicznie organizują u siebie Międzynarodowe Targi Gdańskie, gromadząc wystawców i kontrahentów często z całego świata to dla wielu branż główne wydarzenia w roku. Panująca obecnie pandemia nie oszczędziła żadnej imprezy targowej. Targi Gdańskie nie są tu wyjątkiem na całej mapie Polski.

– Prognozowana strata naszej spółki to rezultat odwoływania lub przesuwania terminów organizacji własnych, a także zlecanych imprez targowych oraz konferencyjnych, kongresowych i innych tego typu przez zewnętrzne podmioty w Centrum Wystawienniczo-Konferencyjnym AmberExpo przy jednoczesnym ponoszeniu kosztów utrzymania spółki – mówi Paweł Orłowski – wiceprezes Międzynarodowych Targów Gdańskich i dodaje, że niewątpliwie w dużym stopniu na prognozowaną od 4 do nawet 9 mln zł stratę (w zależności od tego, ile trwać będzie zakaz organizowania imprez targowych) wpłyną także decyzje dotyczące organizacji wydarzeń realizowanych w przestrzeni publicznej takich jak Jarmark Św. Dominika – sztandarowej imprezy tradycyjnie związanej już z tym miastem. Organizatorzy musieli odwołać już lub przesunąć m.in Balt Military Expo, Ambermart czy Free Time Festiwal. Kryzys związany z COVID-19 w ogromnej skali wpłynął bowiem na realizację kluczowych kontraktów.

Odwołane, przesunięte, zaplanowane imprezy

– Od jego wybuchu porozumiewamy się z klientami, aby utrzymać współpracę i starać zabezpieczyć wspólne interesy biznesowe w czasie pandemii – wyjaśnia Paweł Orłowski. Kierowana przez niego spółka zdecydowała o przeniesieniu imprez własnych na sezon jesienno-zimowy oraz na rok przyszły, ale części strat nie da się już ani uniknąć, ani już odrobić. – Pracujemy nad organizacją imprez własnych zaplanowanych od lipca 2020, ale wciąż nie mamy wielu odpowiedzi. Staramy się pozyskać nowych klientów, zagospodarować posiadaną infrastrukturę w inny możliwy sposób, np. na przestrzenie magazynowe. Współpracujemy ze stałymi podwykonawcami w celu stworzenia kompleksowych ofert dla klientów z nowych branż: filmowej czy też broadcastingowej. Elastycznie podchodzimy do potrzeb zgłaszanych przez rynek i odnajdujemy swoje szanse w nowej rzeczywistości – w ten sposób współkierowane przez Pawła Orłowskiego Targi próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości, mając także na uwadze ewentualne wykorzystanie pakietów pomocowych dla przedsiębiorców.

Pomoc dla przedsiębiorców. Wystarczająca?

– Nieustannie analizujemy możliwości wsparcia na poziomie lokalnym, regionalnym i wynikającym z kolejnych, tzw. tarcz antykryzysowych. Jeżeli chodzi o wsparcie, które otrzymaliśmy, to jest to rozłożenie na raty składek ZUS za okres 3 miesięcy. Finalizujemy także lokalnie umowę pożyczki płynnościowej. Należy jednak zauważyć, że powyższe instrumenty wsparcia zakładają, że zobowiązanie będziemy musieli zapłacić, tylko później. My zaś bezpowrotnie utraciliśmy możliwość uzyskania przychodów, z których te świadczenia miały być płacone – Paweł Orłowski w ten sposób określa rządową pomoc, nazywając ją cenną, ale niewystarczającą. Wylicza to, co dziś jest najbardziej dla Targów potrzebne.

– Oczekujemy na decyzje związane z odroczeniem płatności podatku od nieruchomości i sfinansowaniem z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych części wynagrodzeń wynikających z obniżenia wymiaru pracy. Jeśli zaś chodzi o oczekiwania w dalszej perspektywie, to liczymy na zwolnienie ze składek ZUS na okres co najmniej 3 miesięcy. Racjonalnym byłoby także zwolnienie z podatku od nieruchomości na okres zakazu organizacji imprez targowych i konferencyjnych.
Jego zdaniem, całej branży nie pomaga tworzona w pośpiechu legislacja, dlatego on, jak i inni przedstawiciele branży targowej, z którymi jest w kontakcie, oczekują lepszych regulacji dotyczących organizacji wydarzeń, zaliczek wynikających ze zgłoszeń do udziału w targach, a przede wszystkim uruchomienia dalszego wsparcia płynnościowego i umożliwiającego odtworzenie relacji handlowych.

Odblokować targi dla rozwoju gospodarczego i regionalnego

– W dzisiejszej sytuacji najważniejszy jest jednak realny plan i jasna komunikacja terminów „odmrażania” gospodarki. Dopiero one umożliwią organizację wydarzeń w przyszłości – wskazuje Paweł Orłowski. Jak twierdzi, bez przemyślanej strategii narażamy się na ogromne ryzyko upadłości wielu firm zniechęconych brakiem perspektyw i obawę przed pogłębianiem strat. – Targi są niedocenionym nośnikiem rozwoju gospodarczego – naprawdę nie stać nas na to, aby przegrać w rosnącej po pandemii globalnej konkurencji. Tym bardziej, że organizacja targów, kongresów, konferencji czy innych wydarzeń gromadzących szerszą publiczność w konkretnym mieście i regionie przynosi wiele korzyści, bowiem są one nierozerwalnie związane z całym lokalnym i regionalnym systemem społeczno-gospodarczym – przedstawia główne zadania i korzyści wynikające z organizacji takich branżowych imprez Paweł Orłowski. Według niego oddziaływanie targów i innych wydarzeń organizowanych przez operatorów targowych jest szerokie i w wielu aspektach wymierne. – Dzięki nim bardzo znacząca ilość środków finansowych trafia bezpośrednio lub pośrednio do szeregu interesariuszy w mieście. Dotyczy to sfer biznesowych, usługowych czy wreszcie samych mieszkańców – jako indywidualnych odbiorców oferty, administracji – Paweł Orłowski prezentuje również inne funkcje branżowych imprez targowych.

– To także upowszechnianie nowych technologii i koncepcji biznesowych, które przenikają do świata gospodarczego. To dodatkowe miejsca pracy związane z obsługą wydarzeń czy też dostęp do ważnych informacji biznesowych związanych z relacjami handlowymi. Niewątpliwie uczestnictwo środowiska gospodarczo-społecznego w przedsięwzięciach targowych wpływa na większą aktywność na polu indywidualnej przedsiębiorczości i silniejsze utożsamienie się z danym miastem czy regionem – mówi Paweł Orłowski. Zwraca uwagę, że dodatkowe środki finansowe napływające przy okazji takich imprez od osób pochodzących spoza lokalnej społeczności trafiają nie tylko do organizatora targów, lecz przede wszystkim do firm obsługujących targi, handlu i usług w mieście czy bezpośrednio do budżetu miasta. Dzięki targom zarabia też gastronomia, handel detaliczny, hotele, kina, transport publiczny i prywatny, branża medialna i reklamowa oraz wiele innych. Z tych pieniędzy wypłacane są wynagrodzenia i realizowane inwestycje rozwojowe. Na tym tle wyjątkowo plasuje się Jarmark Dominikański czyli wydarzenie związane bardziej z turystyką. Jest od dawna znakiem rozpoznawczym Gdańska.

Finansowe korzyści z targów

Na przykładzie Jarmarku pokazać można jak ogromny wpływ na lokalną gospodarkę ma tego typu wydarzenie.

– Wyobraźmy sobie, że z 800 tys. gości, którzy kilkukrotnie w ciągu 3 tygodni odwiedzają Jarmark Św. Dominika (daje to ponad 2 mln odwiedzin w okresie trwania wydarzenia) – nagle połowa nie przyjedzie do Gdańska – prognozuje Paweł Orłowski. Według niego taki scenariusz jest dziś bardzo prawdopodobny, bowiem z corocznie prowadzonych badań wynika, że w całej grupie odwiedzających Jarmark niemal połowa przyjeżdża do Gdańska z powodu chęci uczestnictwa w tym wydarzeniu.
– Zakładając, że każdy z nich  wydałby na Jarmarku 120 zł, a wiec średni wydatek na osobę obserwowany w minionych latach bez uwzględnienia wydatków na hotele i inne miejskie atrakcje, dochodzimy do jednoznacznego wniosku. Przedsiębiorcy sprzedający towary i usługi podczas Jarmarku tracą nie mniej niż 47 mln zł – podaje Paweł Orłowski i pyta: – Ile stracą hotele, usługi, centra handlowe, indywidualne sklepy, przewozy? Wielokrotność tej sumy.

Szacuje, że przeciętne wydatki turysty odwiedzającego Gdańsk to ok. 350 zł dziennie. – Każde 100 tysięcy gości przynosi więc lokalnej gospodarce przez 3 tygodnie nie mniej niż 735 milionów złotych przychodów (w sezonie ceny są nieco wyższe, a więc może to być relatywnie więcej). Z tego lokalne firmy mogą spłacać kredyty, wypłacać wynagrodzenia czy planować inwestycje rozwojowe – informuje wiceprezes Międzynarodowych Targów Gdańskich – spółki zaangażowanej także w organizacje Jarmarku Św. Dominika.

Przy imprezach zaś stricte targowych kalkulacja jest taka:

– W naszym przypadku przykładowe pojedyncze profesjonalne wydarzenie targowe przeznaczone dla biznesu – z udziałem 450 wystawców i 6.000 odwiedzających – generuje dodatkowe przychody, tylko dla branży hotelowej i gastronomicznej, na poziomie 1,5 mln zł. Jeśli do tej kwoty doliczymy same wydatki na rzecz przewoźnika lotniczego, bez innych usług, dodatkowe przychody dla innych branż sięgną 3,8 mln zł – wylicza Paweł Orłowski.

Czas solidarności

Pandemia to dla organizatorów targów także czas w jeszcze większym stopniu wymagający solidarności niż dotychczas. – Dlatego angażujemy się dziś w dodatkowe działania z zakresu odpowiedzialności społecznej. Dostarczamy infrastrukturę w postaci namiotów i mebli dla trójmiejskich szpitali. Zadeklarowaliśmy udostępnienie, w miarę potrzeb, powierzchni obiektu na cele zorganizowania szpitala polowego. Przekazaliśmy sprzęt komputerowy do szkół, a wraz z naszymi partnerami i wieloma darczyńcami zorganizowaliśmy stałą akcję #Posiłek za Wysiłek wspierającą gdański personel medyczny i seniorów w największej potrzebie, a równocześnie utrzymanie w pracy kucharzy u naszych partnerów gastronomicznych – wymienia Paweł Orłowski.

 

 

Główne imprezy targowe Międzynarodowych Targów Gdańskich

Spółka, w której jest on wiceprezesem, organizuje m.in. TRAKO (największe i najbardziej prestiżowe w Polsce oraz drugie w Europie spotkanie branży transportu szynowego), Amberif (największe na świecie spotkanie branży bursztynniczo-jubilerskiej), Balt Military Expo (Bałtyckie Targi Militarne dot. bezpieczeństwa morskiego, systemów obronnych oraz ratownictwa na morzu i lądzie, we współpracy z MON), Polfish (Międzynarodowe Targi Przetwórstwa i Produktów Rybnych), Free Time Festiwal, Uroda (Targi Kosmetyczne i Fryzjerskie) oraz Gra i Zabawa. Zewnętrzne podmioty we współpracy ze spółką od lat wykorzystują infrastrukturę Międzynarodowych Targów Gdańskich na m.in. takie imprezy jak Konferencję Technologiczną InfoShare, Balt Expo, Targi Mieszkań i Domów, Metropolitalne Targi Pracy, Pomorskie Eko Forum, Gale Pracodawców Pomorza, Gdańsk Maraton czy też szereg kongresów medycznych, zjazdów i konferencji o różnej skali. Kolejne firmy i instytucje zaplanowały nowe wydarzenia, w tym Gdańskie Targi Książki czy Triada Augusto – Targi Gastronomiczno-Detaliczne i Kuchni Włoskiej, lecz zmuszone były przenieść je na nowe terminy.

Czekanie na realną pomoc

– Odłożony w czasie kryzys ekonomiczny czeka za progiem i już dzisiaj kluczowe jest odtworzenie relacji handlowych po upływie pandemii. Zaręczam, że zagraniczna konkurencja nie będzie na nas czekała. Dlatego bardzo ważne będzie centralne wsparcie finansowe dla wystawców i organizatorów targów po zniesieniu obostrzeń – uważa Paweł Orłowski, dodając, że równie istotne będzie wsparcie rządowych instytucji w promocji wydarzeń targowych. Nie tylko w postaci kampanii, ale także dopasowanych instrumentów umożliwiających aktywne zaproszenie do polskich zagranicznych partnerów handlowych.

– W dzisiejszej sytuacji najważniejszy jest jednak realny plan i jasna komunikacja terminów „odmrażania” gospodarki. Dopiero one umożliwią organizację wydarzeń w przyszłości – twierdzi Paweł Orłowski, dla którego bez przemyślanej strategii narażamy się na ogromne ryzyko upadłości wielu firm zniechęconych brakiem perspektyw i obawą przed pogłębianiem strat. Rola targów i całego przemysłu spotkań w rozwoju gospodarczym jest wciąż niedoceniona – Naprawdę nie stać nas na to, aby przegrać w rosnącej po pandemii globalnej konkurencji – przestrzega wiceprezes Międzynarodowych Targów Gdańskich.

Badacze z całego świata, pracujący nad znalezieniem leku na COVID-19 korzystają z polskiego rozwiązania do planowania syntezy chemicznej

Molecule.one to polski start-up, który wspiera walkę z COVID-19 udostępniając nieodpłatnie swoją platformę (w ramach tzw. „synthetic accessibility screening” – SAS) wszystkim badaczom i zespołom naukowym pomagającym w walce z koronawirusem. Z rozwiązania korzystają już między innymi naukowcy z University of Oslo, duńskich University of Copenhagen oraz Aalborg University, Massachusetts Institute of Technology, czy Instytutu badawczego MILA w Montrealu.

Zespół Molecule.one stworzył pierwsze, w pełni oparte o dane i sztuczną inteligencję, oprogramowanie wspierające proces planowania syntez chemicznych. Poprzez zastosowanie w przemyśle farmaceutycznym, rozwiązanie to może mieć wpływ na życie i zdrowie miliardów ludzi na całym świecie. Zautomatyzowanie procesu syntezy umożliwia bowiem znacznie szybsze wdrażanie nowych leków na rynek – być może także leku na COVID-19.

Projektowanie syntezy to czasochłonny i długi proces, którego spora część opiera się na eksploracji różnych baz danych, literatury i branżowych czasopism. Nie korzystając w pełni z najnowszych zdobyczy technologii branża farmaceutyczna nie ma szans, by w pełni czerpać benefity z potencjału, który drzemie w danych. Bez technologicznego zaangażowania i wdrażania nowych rozwiązań nie jest możliwe zautomatyzowanie procesu projektowania syntezy i przyspieszenia go z dni lub tygodni do godzin, a nawet minut. W obecnej, trudnej sytuacji czas odgrywa ogromną rolę, dlatego nasze narzędzie może okazać się niezwykle pomocne w pracy laboratoriów na całym świecie. Dzięki wsparciu naszego partnera Amazon Web Services, który nieodpłatnie dostarcza platformę technologiczną, nie musimy się martwić o koszty obliczeniowe – mówi Paweł Łaskarzewski, Chief Operating Officer w Molecule.one.

O platformie Molecule.one

Dzisiejsze metody generowania struktur potencjalnych kandydatów na lek nie są doskonałe i często wygenerowane cząsteczki są trudne, bądź niemożliwe do zsyntetyzowania, o czym zespół dowiaduje się zbyt późno. Problem ten rozwiązuje moduł synthetic accessibility screening z platformy Molecule.one. Daje on możliwość oceny do 10 000 związków na godzinę pod kątem możliwości syntezy (SAS Score) oraz ilości niezbędnych kroków do wykonania. Informacje te pozwalają odfiltrować z dziesiątek tysięcy molekuł te najbardziej obiecujące i na nich skupić swoją uwagę i energię na dalszych etapach prac.

Jak to wygląda w praktyce? Po wysłaniu do systemu informacji na temat związków chemicznych, uruchomiony zostaje zespół zaawansowanych algorytmów, bibliotek cheminformatycznych i modeli machine learningowych. Rozpoczyna się proces analizy, weryfikacji i projektowania. W krótkim czasie powstaje odpowiedź na pytanie, jak trudno zrobić daną cząsteczkę i ile wymaganych jest do tego kroków. Takie podejście pozwala na dużo szybsze uzyskanie informacji i skupienie się na najbardziej obiecujących cząsteczkach.

Jeśli pracujesz nad projektem leku na COVID-19 i chciałbyś szybko zweryfikować możliwość syntezy swoich cząsteczek lub znasz kogoś, komu może to pomóc, prosimy o kontakt na nasz adres mailowy [email protected]. Więcej informacji znajduje się na stronie www.molecule.one/covid19 – podsumowuje Piotr Byrski, CEO Molecule.one.ścieżka syntezy

Lexus idzie (pod) prąd. Inżynier tłumaczy wyjątkową strategię japońskiej marki

Napęd elektryczny nie jest nowością dla Lexusa. Od 15 lat japońska marka tworzy auta hybrydowe, które korzystają ze wsparcia silników elektrycznych. Teraz jednak Lexus wprowadza na rynek swój pierwszy samochód w pełni elektryczny (BEV) – model UX 300e – i zapowiada kolejne konstrukcje tego typu. Jak nowy napęd wpłynie na japońską markę, tłumaczy Takashi Watanabe, naczelny inżynier modelu UX.

Strategia Lexus Electrified

Wraz z premierą modelu UX 300e oraz futurystycznego konceptu LF-30 Electrified Lexus ogłosił nową strategię – Lexus Electrified. Co właściwie kryje się pod tym pojęciem? „Lexus Electrified zakłada użycie technologii elektryfikacji, by w ogromnym stopniu wzmocnić podstawowe osiągi samochodu. To oznacza takie kontrolowanie siły napędowej, by tworzyć nowe, charakterystyczne wrażenia z jazdy, wyróżniające Lexusa, a także zachować wyciszenie i komfort jazdy typowe dla DNA marki – mówi Takashi Watanabe. Inżynier zauważa jeszcze jeden istotny atut nowej filozofii. „Strategia niesie za sobą również większą swobodę w kwestii projektowania auta, na którą pozwalają technologie zelektryfikowane” – dodaje.

„Rdzeniem tego podejścia jest kontrola siły napędowej z użyciem silnika elektrycznego, którą opracowaliśmy już w naszych pojazdach hybrydowych. To ona pełni główną rolę na drodze do zapewnienia zintegrowanej kontroli nad układami napędowym, kierowniczym, zawieszenia i hamulców. Pozwala na optymalne panowanie nad pojazdem, odpowiednio do warunków jazdy. W rezultacie możemy dostarczać samochody o wysokim poziomie komfortu, pewnym prowadzeniu, a także zapewniające spokój i bezpieczeństwo” – tłumaczy Watanabe.

W realizacji założeń Lexus Electrified w przyszłości z pewnością pomoże technologia silników elektrycznych w piastach kół, nad którą intensywnie pracują inżynierowie Lexusa. Umieszczenie źródeł napędu bezpośrednio w kołach pozwoli zrezygnować ze stosowania mechanizmów różnicowych i półosi. Dzięki temu we wnętrzu pojazdu znajdzie się jeszcze więcej miejsca, a kreatywność stylistów będzie mniej ograniczona przez kwestie techniczne. Silniki w piastach mają jeszcze jedną istotną zaletę – pozwalają kontrolować siłę napędową trafiającą do każdego z kół niezależnie, a więc znacznie bardziej wpływać w dynamikę auta.

Lexus idzie własną drogą

Takashi Watanabe odniósł się również do pytania, jak stosowanie napędu w pełni elektrycznego wpłynie na postrzeganie samochodów japońskiej marki. „Wierzymy, że Lexus zawsze będzie Lexusem i nie inaczej jest w przypadku pojazdów typu EV. Będziemy dalej tworzyć auta – w tym te elektryczne – które są zgodne ze stylem życia ludzi i ich odczuciami, a jednocześnie z determinacją zachowywać charakterystyczny styl prowadzenia i wygląd, które Lexus rozwijał przez lata” – zapowiada.

Chociaż nowa strategia Lexusa wpisuje się w globalne trendy motoryzacyjne, marka ma sposób, by pokazać własny charakter na rynku aut elektrycznych. Kluczem jest zachowanie bardzo przemyślanego podejścia do napędu elektrycznego. Japończycy chcą wykorzystać możliwości, jakie dają nowe technologie napędowe, ale jednocześnie nie zmuszać klientów do gwałtownej zmiany odczuć i przyzwyczajeń za kierownicą.

„Myślę, że producenci tworzący wyłącznie samochody EV będą chcieli dalej podkreślać cechy wyróżniające napęd elektryczny, takie jak ostre, liniowe przyspieszenie i natychmiastowy dostęp do wysokiego momentu obrotowego” – diagnozuje Watanabe. „Wierzę, że w przypadku Lexusa połączenie wartości osiągalnych tylko dzięki napędowi elektrycznemu z wyjątkową tożsamością marki i typowym dla niej charakterem prowadzenia pozwoli na tworzenie aut elektrycznych, które będą miały oryginalny charakter oferowany jedynie przez Lexusa, prawdziwą Lexusowość ”.

Inżynier podkreśla, że celem japońskiej marki jest tworzenie samochodów w pełni podporządkowanych kierowcy, a nie odwrotnie. „Ta szczególna wartość, którą żartobliwie nazwałem Lexusowością, to rezultat podejścia do budowania samochodów nieustannie skoncentrowanych na człowieku. Kiedy kierowca naciska pedał przyspieszenia, auto przyspiesza tak, jak on tego chce. Kiedy skręca kierownicą, auto skręca tak, jak on tego chce. Może pewnie prowadzić w każdym czasie i każdej sytuacji, ponieważ auto odpowiada w pełni zgodnie z jego intencjami” – podsumowuje.

Trzy filary elektrycznego Lexusa UX

Pierwszym samochodem elektrycznym Lexusa jest kompaktowy crossover UX w wersji 300e. Jak podkreśla Takashi Watanabe „to model, który otworzy drzwi przed strategią Lexus Electrified, tworząc przejście do zelektryfikowanego świata dla klientów zainteresowanych Lexusem i zaintrygowanych zaawansowanymi technologiami, w tym tymi bazującymi na napędzie elektrycznym”.

Japoński inżynier zaznacza, że w czasie prac nad autem Lexus skupił się na trzech głównych aspektach. Pierwszym są „przyjemne wrażenia z jazdy oraz spokój, charakterystyczne dla pojazdu EV Lexusa – naturalne i liniowe odczucie przyspieszenia, wprost odpowiadające temu, jak kierowca operuje pedałem gazu”. UX 300e dysponuje ponad 200-konnym silnikiem elektrycznym i przyspiesza od 0 do 100 km/h w 7,5 s. „Ponadto skupiliśmy się na dostarczeniu cichej i przyjaznej przestrzeni, dzięki wykorzystaniu technologii dźwięku” – dodaje. W samochodzie zastosowano dodatkowe materiały wygłuszające, ale też specjalny system Active Sound Control (ACS), który przekazuje odgłosy otoczenia, żeby kierowca wiedział, jakie warunki panują na drodze, a pasażerowie czuli się w kabinie naturalnie.

„Druga kwestia to wysoki poziom funkcjonalności oraz wygody, które zapewnia wygodne i eleganckie wnętrze. W tym modelu stworzyliśmy nowy układ klimatyzacji, który wykorzystuje podgrzewanie siedzeń, by zmaksymalizować wydajność elektrycznego auta. Co więcej, wraz z debiutem modelu Lexus wprowadzi zupełnie nowy, zaawansowany system usług łączności” – mówi Takashi Watanabe. „Trzecia rzecz to wysoki poziom niezawodności, oferowany dzięki technologiom napędu zelektryfikowanego, które rozwinęliśmy pracując nad naszymi hybrydami” – dodaje przedstawiciel Lexusa.

Lexus UX 300e zadebiutował już w Chinach, a wkrótce ma trafić również do Europy.

Koronawirus dużym zagrożeniem także dla zdrowia psychicznego. Stres i napięcie u wielu osób mogą prowadzić do kryzysu emocjonalnego

Pandemia SARS-CoV-2 oraz związane z nią ograniczenia i recesja to sytuacja, która u wielu ludzi może prowadzić do kryzysu emocjonalnego. Wiąże się on m.in. z wysokim poziomem napięcia, stresu, z negatywnymi myślami i lękiem. Człowiek w stanie kryzysu emocjonalnego staje się niezdolny do podejmowania decyzji i rozwiązywania problemów, choć każdy przechodzi go w indywidualny sposób. W skrajnych sytuacjach towarzyszące mu objawy mogą doprowadzić np. do samobójstwa. Niektórzy potrafią sami poradzić sobie z kryzysem, w innych przypadkach konieczna jest pomoc specjalisty, ale również wtedy można podejmować we własnym zakresie działania, które obniżą poziom napięcia i stresu.

– Kryzys emocjonalny jest reakcją zdrowego człowieka na sytuacje, których nie potrafi rozwiązać za pomocą stosowanych do tej pory, zwyczajowych metod. Powoduje to stan chaosu, zagubienia, bezsilności i dezorganizacji, w czasie którego podejmowane są liczne próby rozwiązań nieprzynoszące pożądanych rezultatów. Kryzys jest konsekwencją osobistych trudności i sytuacji, które odbierają i uniemożliwiają człowiekowi świadome kontrolowanie własnego życia. Wszyscy w ciągu całego naszego istnienia przeżywamy i doświadczamy takich kryzysów – mówi agencji Newseria Biznes Anna Rosiak, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Szczecinie, menedżer kierunku psychologia w biznesie.

Jak podkreśla, sytuacja związana z pandemią SARS-CoV-2 należy do tzw. krytycznych wydarzeń życiowych, które pojawiają się nagle, niespodziewanie i w wielu przypadkach mogą prowadzić do kryzysów emocjonalnych. To stan znacznie poważniejszy niż trudne wydarzenie życiowe, w którym danej osobie jest ciężko i odczuwa stres, ale zwykle jest w stanie sobie sama z nią poradzić. Ma poczucie wpływu na własne życie, podejmuje działania i krok po kroku mierzy się z problemem. Kryzys emocjonalny wymaga natomiast natychmiastowych działań ze względu na negatywne skutki dla zdrowia psychicznego.

– Kryzys emocjonalny wiąże się z wysokim poziomem napięcia, stresu, także z negatywnymi myślami. Jego cechą charakterystyczną jest lęk. Odczuwane emocje wiążą się z wysokim poziomem kortyzolu i adrenaliny, co z kolei powoduje reakcje fizjologiczne i częściowe zablokowanie racjonalnej części umysłu. Dlatego kryzys ma też objawy fizjologiczne: pocenie, nudności, wymioty, bóle głowy, bóle w klatce piersiowej czy brak zainteresowania seksem. Z kolei do objawów emocjonalnych możemy zaliczyć: szok, brak poczucia bezpieczeństwa, trudności z koncentracją, poczucie winy, smutek, niepokój, strach przed utratą kontroli, poczucie bezradności, złość, gniew, panikę, rozpacz, niezdolność do skupienia się na jednym zadaniu i pojawiającą się naprzemiennie euforię i depresję – wymienia Anna Rosiak.

Człowiek w stanie kryzysu ma trudności w panowaniu nad emocjami, izoluje się od innych ludzi. Jego działania stają się automatyczne, często nieprzemyślane, a zachowania – niespójne z emocjami. Występuje też niezdolność do pełnienia normalnych funkcji życiowych i – co ważniejsze – szukania pomocy na zewnątrz.

 Każdy przeżywa kryzys we właściwy dla siebie sposób. Są tacy, którzy potrafią poradzić sobie z nim samodzielnie. Dzięki temu stają się silniejsi i w przyszłości potrafią inaczej spojrzeć na otaczających ich ludzi i rzeczywistość. Są mniej skłonni do krytyki i osądzania postaw oraz zachowań innych, w zamian za to starają się ich lepiej rozumieć i wspierać. Jednak są też tacy, którzy wypierają raniące ich uczucia. One będą jednak prześladować ich w przyszłości w postaci tzw. stanów postkryzysowych. Są również tacy, którzy załamują się psychicznie od samego początku, stają się niezdolni do dalszego funkcjonowania i potrzebują pomocy specjalisty – mówi wykładowca WSB w Szczecinie.

To w dużej mierze nastawienie decyduje o tym, czy dana osoba doświadczy negatywnych skutków kryzysu, czy też przejdzie go łagodnie i poradzi sobie z trudnościami.

– To nasza negatywna interpretacja zdarzeń pociąga za sobą negatywne emocje. Te z kolei wywołują reakcje fizjologiczne i uaktywniają określone postawy i zachowania – mówi Anna Rosiak. – Wiąże się to również z przekonaniami i doświadczeniami z przeszłości, poprzez pryzmat których nadajemy określone znaczenie obecnej sytuacji.

Jak tłumaczy, kryzys jest nieodzownym elementem każdego sukcesu. Może być zarówno zagrożeniem, jak i szansą do rozwoju. Towarzyszące mu objawy mogą zdominować człowieka w takim stopniu, że prowadzi to np. do samobójstwa. Z drugiej strony – cierpienie emocjonalne, jakiego doświadcza osoba będąca w kryzysie, wymusza na niej szukanie pomocy na zewnątrz, np. u coacha kryzysowego, psychologa terapeuty czy terapeuty specjalizującego się w kryzysach.

– Dzięki wspólnej pracy ze specjalistą można w pierwszej kolejności zdiagnozować stan, w jakim znajduje się dana osoba, a następnie wybrać – adekwatnie do jej potrzeb – metody pracy. Następny krok to zmiana nastawienia do wydarzeń, które spowodowały kryzys. Specjalista służy pomocą w wypracowaniu nowych sposobów reakcji, zachęca do podejmowania działań, poszukiwania nowych rozwiązań, wspiera w podnoszeniu samooceny i poczucia własnej wartości dzięki dawaniu pozytywnych wzmocnień. Kryzysu nie da się jednak przepracować od ręki. Potrzebny jest czas, budowanie zaufania i poczucia bezpieczeństwa w celu nawiązania dobrych relacji i poszukiwania pozytywnych rozwiązań – mówi ekspertka.

Nawet w sytuacji, kiedy potrzebne jest wsparcie specjalisty, każdy może samodzielnie podjąć działania obniżające poziom napięcia i stresu, co pomoże przezwyciężyć kryzys.

– Do takich sposobów możemy zaliczyć m.in. rozmowę z osobą, do której mamy zaufanie i będziemy pewni, że nie będzie nas oceniać, przynajmniej osiem godzin snu na dobę, prowadzenie dziennika emocji, w którym możemy spisywać wydarzenia wywołujące w nas silne, negatywne emocje, picie dużych ilości wody, która potrzebna jest do prawidłowego przetwarzania informacji i procesów myślowych, spisywanie każdego dnia swoich sukcesów i wreszcie – stosowanie relaksacji i wizualizacji, realizowanie swoich zainteresowań i pasji – wymienia Anna Rosiak.

Jednym ze sposobów najszybciej redukujących stres i napięcie są też ćwiczenia fizyczne.

– Badania naukowe dowodzą, że tworzą one bufor łagodzący wpływ stresu na zdrowie i stanowią lek przeciwdziałający skutkom odczuwalnego stresu. Leczniczy efekt ćwiczeń utrzymuje się do kilku godzin, dlatego w celu trwałego obniżenia napięcia ważne są systematyczne ćwiczenia, ruch trwający co najmniej 20–40 minut jednorazowo, powtarzany kilka razy w tygodniu – wskazuje menedżer kierunku psychologia w biznesie.

Przerobione maski do nurkowania będą chronić pracowników medycznych. Do szpitali w całej Polsce trafi ich w tym tygodniu 10 tys.

Jeszcze w tym tygodniu do szpitali ma trafić 10 tys. masek ochronnych dla medyków. Za pomocą specjalnych adapterów zostały przerobione z masek do nurkowania zakupionych przez WOŚP. W skomplikowaną akcję przystosowania ich do celów ochronnych w jak najkrótszym czasie zaangażowało się wiele polskich firm, które zakończyły cały projekt raptem w 11 dni, uruchamiając masową produkcję adapterów. Dzięki tej akcji społecznej do medyków trafi sprzęt w pełni bezpieczny, łatwy w dezynfekcji i nadający się do użytkowania miesiącami.

Pracownicy służby zdrowia są najbardziej narażeni na kontakt z koronawirusem SARS-CoV-2. Wyposażenie ich w jak największą liczbę środków ochrony osobistej to cel społecznej akcji HASHMaskaDlaMedyka, która wystartowała w końcówce marca. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy rozwinęła się w ogólnopolską kampanię, do której przyłączyły się setki wolontariuszy – od przedstawicieli politechnik i dużych firm po prywatnych darczyńców i entuzjastów druku 3D.

Korzystając z rozwiązań podpatrzonych m.in. we Włoszech czy w Czechach, osoby zaangażowane w akcję za pomocą specjalnych adapterów przerabiają maski do snorkelingu w maski ochronne dla personelu medycznego. W ostatnich dniach Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy sfinansowała zakup 10 tys. masek, które zostały ekspresowo wyprodukowane przez Decathlon w Polsce.

– Pierwsi wpadli na to Włosi, którzy wymyślili, że trzeba korzystać z tego, co jest dostępne pod ręką. Kiedy nagle zabrakło gogli, stwierdzili, że ten wynalazek rekreacyjny, turystyczny świetnie się do tego nadaje. Taka maska jest bardzo szczelna, więc dobrze zabezpiecza twarz – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Jerzy Owsiak, założyciel i prezes Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Pojawił się jednak pewien problem: tak duża liczba masek wymagała wyprodukowania adapterów, które umożliwiają normalne oddychanie, i przystosowania ich do celów ochronnych w jak najkrótszym czasie.

– Udało nam się najpierw opracować do nich adapter drukowany, ale miał on taką wadę, że nie nadawał się do pełnej dezynfekcji. Dlatego później musieliśmy zadbać o to, żeby powstał adapter z formy wtryskowej – tłumaczy Ilirjan Osmanaj, jeden z inicjatorów akcji HASHMaskaDlaMedyka. – Na takim adapterze montujemy filtry medyczne Dar. Co ważne, mają one pełną atestację, co pozwala na ochronę medyków przed zakażeniem.

– To bardzo fajne maski, jednoczęściowe, łatwe w użyciu, dobrze chroniące ratowników i personel medyczny. To ważne, żeby oni mogli później ratować życie, nie przenosząc wirusa z miejsca na miejsce ani z pacjenta na pacjenta – dodaje dr Dorota Szlosowska, pulmunolog.

Organizatorom akcji HASHMaskaDlaMedyka z pomocą przyszły firmy 3D Lab, Yasa Motors Poland, Andrychowska Fabryka Maszyn Defum i Grupa VELUX. Zaangażowanie i współpraca kilkudziesięciu osób pozwoliły w rekordowym czasie 11 dni zaprojektować i uruchomić masową produkcję adapterów metodą wtryskową.

– Do akcji przyłączyło się wiele firm, nie mając w tym żadnego swojego interesu. Ważne, że nie był to z ich strony wyłącznie wkład finansowy. W tę akcję włączyli się też ich pracownicy, którzy poświęcili swój czas, również nocami i w weekendy, żeby wyprodukować ten adapter na czas – mówi Ilirjan Osmanaj.

W pierwszej kolejności złożona z praktyków i pracowników wiodących uczelni technicznych w Polsce Grupa Techniczno- Projektowa HASHMaskaDlaMedyka opracowała projekt i prototyp adaptera. Zespół 3D Lab odpowiadał za wyszukanie i dobór partnerów posiadających zasoby technologiczne, a Yasa Motors Poland wzięło na siebie wykonanie projektu formy wtryskowej i wyprodukowanie jej newralgicznych części. Następnie Andrychowska Fabryka Maszyn Defum przygotowała pozostałe elementy potrzebne do złożenia kompletnej formy wtryskowej. Ostatni ruch należał do Grupy VELUX, która po kilkunastu godzinach intensywnej pracy uruchomiła masową produkcję adapterów, osiągając wydajność liczoną w tysiącach gotowych elementów na dobę.

– Zespoły inżynierów, którzy nigdy wcześniej nie współpracowali ze sobą, pracowały razem koncepcyjnie i projektowo, żeby udało się tę formę złożyć w kilkanaście godzin. Ostatecznie udało się wytworzyć adapter, który jest doskonały, nadaje się do dezynfekcji i zabezpiecza medyków – mówi.

W gnieźnieńskiej fabryce VELUX wyprodukowano 10 tys. adapterów do masek do snorkelingu, które zakupiła WOŚP. Jeszcze w tym tygodniu trafią one do szpitali w całej Polsce. Producent okien podkreśla, że po dopracowaniu technologii jest teraz w stanie wyprodukować ich każdą liczbę.

– Dzięki naszej technologii w ciągu trzech godzin produkujemy 400 sztuk adapterów, znacząco przyspieszając dostawy masek do szpitali – mówi Marcin Zientara, kierownik produkcji w fabryce VELUX. – Na co dzień wytwarzamy okna dachowe i komponenty do nich, więc produkcja adaptera medycznego pod dużą presją czasu była dla nas sporym wyzwaniem. Mimo to nasi pracownicy, którzy zgłosili się do akcji jako wolontariusze, wykazali się dużym zaangażowaniem, zmieniając dobrowolnie tegoroczne plany majówkowe. Zachęcamy też inne firmy do wykorzystywania swojego potencjału i wspierania podobnych akcji, a naszych klientów posiadających maski do nurkowania – do przekazania ich organizatorom. 

– Akcja trwa, będziemy sprawdzać, jakie są potrzeby. Prosimy o wsparcie naszej akcji także finansowo, ponieważ potrzebujemy funduszy na zakup filtrów medycznych. Nie wszyscy medycy mogą pozyskiwać takie filtry we własnym zakresie – mówi Ilirjan Osmanaj.

Mimo pandemii KE nie rezygnuje z planu osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 roku. Wiele inwestycji proekologicznych może jednak zostać wstrzymanych

Pod koniec marca Komisja Europejska rozpoczęła konsultacje publiczne dotyczące Europejskiego Zielonego Ładu. To świadczy o tym, że plan dojścia do neutralności klimatycznej w 2050 roku nie został porzucony. Pojawia się jednak coraz więcej głosów twierdzących, że ze względu na sytuację ekonomiczną i pogłębiającą się recesję jego wdrożenie trzeba będzie przesunąć i zrewidować pod kątem możliwości finansowych. Koronawirus i wywołany przez niego kryzys może też skłonić rządy wielu państw do wspierania gospodarki kosztem polityki klimatycznej i zastopować wiele projektów ekologicznych, na które nie znajdą się środki.

– Zielony Ład Europejski musi zostać zrewidowany pod kątem możliwości finansowych poszczególnych państw Unii Europejskiej w zrealizowaniu ambitnych celów, które dotyczą dojścia do neutralności klimatycznej w roku 2050. Sądzę, że cały proces będzie następował sukcesywnie, cyklicznie, w zależności od tego, jakie będą możliwości i potencjał ekonomiczny poszczególnych państw członkowskich – mówi agencji Newseria Biznes dr inż. Krystian Szczepański, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

Europejski Zielony Ład został przyjęty przez Komisję Europejską w grudniu ubiegłego roku. Zakłada, że do 2050 roku UE osiągnie neutralność klimatyczną (czyli gospodarka będzie emitować tyle samo dwutlenku węgla, ile pochłania) przy jednoczesnym wsparciu dla innowacyjnej gospodarki. Zgodnie z projektem przejście na zrównoważoną i neutralną emisyjnie gospodarkę będzie jednak wymagać inwestycji we wszystkich sektorach (m.in. w infrastrukturę mieszkaniową i przemysłową) w wysokości 260 mld euro rocznie do 2030 roku.

Mimo pandemii SARS-CoV-2 i związanej z nią recesji KE nie rezygnuje z wdrożenia tego planu. Pod koniec marca, w trakcie wirtualnego posiedzenia Rady Europejskiej, przywódcy państw unijnych zgodzili się, że odbudowa gospodarki po pandemii powinna odbywać się w zgodzie z założeniami polityki klimatycznej, a Komisja rozpoczęła procedurę konsultacji publicznych dotyczących Europejskiego Zielonego Ładu i zaostrzenia celów redukcji emisji gazów cieplarnianych w perspektywie do 2030 roku. Coraz więcej jest jednak opinii, że z uwagi na obecny kryzys i konieczność odbudowy gospodarki realizacja tych celów może być przesunięta w czasie.

– Na razie ekonomiści nie wiedzą dokładnie, jakie skutki pandemia przyniesie dla gospodarki, ale na pewno niektóre procesy inwestycyjne zostaną wyhamowane ze względu na to, że po prostu sytuacja ekonomiczna na to nie pozwoli – mówi dr inż. Krystian Szczepański.

Po wygaśnięciu pandemii recesja może skłonić rządy wielu państw do wspierania gospodarki kosztem polityki środowiskowej i cięcia wydatków związanych z inwestycjami proekologicznymi.

– Polskę czekają duże inwestycje w zakresie niwelowania emisji gazów cieplarnianych i neutralności klimatycznej, dotyczące wszystkich sektorów gospodarki. Związane z tym obciążenia finansowe są bardzo duże i bez wsparcia Unii Europejskiej będzie to bardzo trudne do osiągnięcia, a przynajmniej nie w perspektywie czasowej do 2050 roku – mówi dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego.

Handel w internecie notuje wzrosty jak w grudniu. W niektórych kategoriach produktów sięgają nawet kilkuset procent

Ponad 30 proc. Polaków przyznaje, że zwiększyło swoją aktywność zakupową online w kategorii produktów spożywczych i kosmetyczno-chemicznych – wynika z nowego badania Nielsena. Pandemia koronawirusa przyspieszyła rozwój internetowego handlu, który stał się zarówno najwygodniejszą, jak i najbardziej bezpieczną metodą dokonywania zakupów. Operatorzy logistyczni wprowadzili zaś cały szereg rozwiązań, które mają zapewnić kurierom i klientom bezpieczeństwo oraz zagwarantować wygodną i elastyczną dostawę.

Zarówno Ministerstwo Zdrowia, jak i Główny Inspektorat Sanitarny wciąż zalecają pozostawanie w domach. Od poniedziałku, 4 maja rozpoczął się jednak drugi etap rozmrażania gospodarki. Rząd zniósł część ograniczeń związanych z działalnością galerii handlowych, które mogą częściowo wznowić sprzedaż. Czynne będą w nich m.in. sklepy odzieżowe i księgarnie, jednak zachowano limit liczby klientów (15 mkw. powierzchni handlowej na osobę) i konieczność stosowania środków ochronnych. W sklepach odzieżowych nieczynne będą przebieralnie. Wciąż wysokie ryzyko zakażenia i obostrzenia sanitarne mogą zniechęcić wiele osób do zakupów w sklepach stacjonarnych, więc ta decyzja rządu nie powinna przerwać dobrej passy e-handlu.

 Ostrożne szacunki, na podstawie informacji prasowych firm oraz wstępnych badań rynku, wskazują na to, że w Polsce udział e-commerce w sprzedaży rośnie. Dynamicznie rozwijają się platformy internetowe, segment płatności elektronicznych e-commerce, jak również, jeśli nie przede wszystkim, firmy logistyczne – podkreśla Aleksandra Musielak, ekspert Departamentu Prawa Gospodarczego w Konfederacji Lewiatan.

– Obserwujemy rosnącą z dnia na dzień liczbę przesyłek – zarówno krajowych, jak i zagranicznych – obsługiwanych w ramach naszej sieci. Skala wolumenu jest porównywalna do wyników grudniowych, kiedy w szczycie paczkowym obsługujemy nawet o 100 proc. więcej przesyłek niż w pozostałych miesiącach roku – mówi Tomasz Kowalewski, kierownik terminala w DHL Parcel.

Polska jest jednym z najszybciej rosnących rynków e-commerce w Europie, a według Gemiusa zakupy w sieci robi już 62 proc. internautów i z roku na rok ten odsetek rośnie. W samym tylko 2019 roku Polacy wysłali prawie 537 mln paczek, a według analiz DHL Parcel paczki e-commerce stanowią około 55 proc. wszystkich obsługiwanych przesyłek. Pandemia koronawirusa dodatkowo przyspieszyła rozwój handlu internetowego. Jak wynika z badania Nielsena „Wpływ COVID-19 na zachowania konsumentów”, 31 proc. Polaków przyznaje, że zwiększyło swoją aktywność zakupową w kanale online w kategorii produktów spożywczych i kosmetyczno-chemicznych. Firmy transportowe próbują się dostosować do nowych realiów.

– Rozpoczęliśmy transport żywności. Nasi kurierzy dowożą bezpośrednio na wskazany adres paczki z podstawowymi produktami spożywczymi i higienicznymi jednej z sieci handlowych. Dostarczamy zakupy klientom pod drzwi, żeby mogli bezpiecznie zostać w domu. W obliczu sytuacji, z którą obecnie wszyscy się mierzymy, zakupy są jednym z największych codziennych wyzwań. Zwłaszcza dla osób starszych lub tych, które mają trudności z przemieszczaniem się. Możliwość zakupienia podstawowych produktów spożywczych czy higienicznych z dostawą na wskazany adres dla wielu klientów jest dużym udogodnieniem – mówi Tomasz Kowalewski.

Według Nielsena w tej chwili udział e-commerce w sprzedaży FMCG wynosi w Polsce ok. 1 proc., ale przy aktualnej dynamice do 2022 roku może urosnąć już do 5 proc. W niektórych branżach (np. sprzęt elektroniczny) wzrosty sprzedaży w kanale online sięgają nawet kilkuset procent.

– W obecnej sytuacji epidemiologicznej zakupy internetowe są nawet bezpieczniejszą formą niż tradycyjne. Wiele firm oferujących sprzedaż wysyłkową oraz realizujących dostawy wprowadziły dodatkowe zabezpieczenia chroniące pracowników i klientów – podkreśla Joanna Narożniak, rzecznik Mazowieckiego Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego.

W dobie koronawirusa bezkontaktowy e-handel stał się zarówno najwygodniejszą, jak i najbezpieczniejszą metodą dokonywania zakupów. Przesyłkę można odebrać w paczkomatach zdalnie, z wykorzystaniem aplikacji w smartfonie, bez konieczności dotykania panelu sterującego. Bezpieczna i niewymagająca wychodzenia z domu jest również dostawa kurierem.

– Za zakupy płacimy przelewem, a paczka jest nam zostawiana przez kuriera w bezpiecznej odległości od drzwi mieszkania lub posesji, po podaniu kodu PIN. Wówczas nie musimy nic podpisywać na terminalu kuriera ani okazywać żadnego dokumentu – wyjaśnia Joanna Narożniak.

– Wprowadziliśmy alternatywną formę potwierdzenia doręczenia, dzięki czemu odbiorcy paczek nie są już zobowiązani do składania podpisu na skanerze kurierskim, żeby potwierdzić odbiór przesyłki. Ponadto uruchomiliśmy usługę opłaty pobrania kartą u kuriera. Jest to rozwiązanie rekomendowane przez Głównego Inspektora Sanitarnego. Wprowadzone procedury powodują, że dostawa jest faktycznie bezkontaktowa – mówi Tomasz Kowalewski.

Operatorzy logistyczni wprowadzili także cały szereg rozwiązań, które mają zapewnić wygodną i elastyczną dostawę.

– Klient może dowolnie zarządzać dostawą. To obejmuje nie tylko zmianę adresu doręczenia czy wskazanie punktu odbioru, ale również czasu i dnia dostawy, co w obecnej sytuacji epidemiologicznej jest bardzo ważne. Wśród opcji nadania i odbioru mamy kuriera, dowolny punkt obsługi klienta lub jeden z blisko 8 tys. punktów partnerskich sieci DHL Parcel – wymienia Tomasz Kowalewski.

Część firm, w tym również członkowie Konfederacji Lewiatan, w tym trudnym okresie postawiła na podwyższenie standardów bezpieczeństwa pracowników i klientów poprzez m.in.: zapewnienie kurierom maseczek i rękawiczek ochronnych czy zaopatrzenie jednostek operacyjnych w środki dezynfekujące oraz termometry bezdotykowe. Kampanie edukacyjne wśród kurierów, dotyczące monitoringu stanu zdrowia i odpowiedzialnego zachowania wobec klientów, przestały być w dobie pandemii elementem polityki CSR-owej firm logistycznych, ale koniecznością i standardem – mówi Aleksandra Musielak

Jak podkreśla Tomasz Kowalski, kurierzy i pracownicy zostali wyposażeni w środki ochronne: rękawiczki, maseczki, płyny dezynfekujące i przyłbice. Ponadto w samochodach kurierskich pojawiły się mobilne dystrybutory wody, które umożliwiają umycie rąk również w trasie. Z kolei w jednostkach operacyjnych DHL Parcel wprowadzono ozonatory, czyli urządzenia służące do dezynfekcji pomieszczeń i powierzchni. Środki bezpieczeństwa zostały wdrożone także w punktach obsługi klienta: szyby pleksi stanowią zabezpieczenie zarówno dla pracowników, jak i klientów, a we wszystkich lokalizacjach wdrożono obowiązek regularnego dezynfekowania terminali płatniczych.

Z badań Nielsena wynika, że bezpieczeństwo osobiste podczas zakupów stało się nową wartością i siłą napędową dla rozwoju e-commerce, a bezkontaktowe zakupy jawią się jako najbardziej bezpieczne. Mazowiecki Państwowy Wojewódzki Inspektorat Sanitarny przypomina jednak, że przesyłek ani zakupów bezwzględnie nie powinny zamawiać osoby będące na kwarantannie lub w trakcie hospitalizacji w związku z chorobami zakaźnymi (w tym również COVID-19), ponieważ w tym przypadku nie ma gwarancji ich bezpiecznego odbioru.

Klienci banków na celowniku cyberprzestępców. Przestępcy wykorzystują pandemię i podszywają się pod instytucje bankowe [AUDIO]

Rośnie zagrożenie ze strony hakerów. Cyberprzestępcy wykorzystują obecną sytuację pandemiczną, aby wyłudzić od internautów wrażliwe dane bądź środki zgromadzone na kontach bankowych. Hakerzy podają się za przedstawicieli instytucji, fałszują maile i zakładają znajomo brzmiące domeny na potrzeby oszustw internetowych, aby zachęcić użytkowników sieci do pobierania niebezpiecznych załączników i wchodzenia na spreparowane witryny internetowe. Na ich celowniku są także instytucje publiczne, których działanie jest krytyczne dla funkcjonowania państwa.

– W 2019 roku incydentów dotykających obywateli odnotowaliśmy ponad 6,5 tys. Ta liczba w większości wynika ze wzrostu świadomości, że można takie rzeczy zgłaszać, a niekoniecznie ze wzrostu skali – mówi agencji Newseria Innowacje Przemysław Jaroszewski, kierownik CERT Polska, NASK. – Czymś innym są cyberataki dotyczące bezpieczeństwa kraju, krytycznych instytucji czy bezpieczeństwa obywateli. Takie incydenty dużo trudniej zmierzyć, ponieważ o większości z nich albo nie mówi się wprost, albo są to ataki miękkie, np. służące rozprzestrzenianiu fałszywych informacji.

Cyberprzestępcy postanowili wykorzystać pandemię koronawirusa do zmasowanego ataku na użytkowników internetu. Eksperci z SecDev Group zbadali, jak wzrost liczby zachorowań na COVID-19 przekłada się na aktywność hakerów. Wyliczenia oparli ona rynku amerykańskim oraz włoskim, które w największym stopniu zostały dotknięte pandemią. Jak się okazało, przy dynamice wzrostu zachorowań rzędu 15–20 proc. zanotowano 25–30-proc. wzrost cyberprzestępczości.

Zwiększoną aktywność hakerów zanotowano także na polskim rynku. Redaktorzy „Rzeczpospolitej” poinformowali, że według specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa z Instytutu Kościuszki oraz Związku Importerów i Producentów Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego w dobie pandemii nastąpił zauważalny wzrost działalności cyberprzestępczej. Hakerzy wzięli na celownik m.in. placówki medyczne oraz dostawców usług krytycznych, od których próbują wyłudzić poufne informacje.

W ostatnich tygodniach cyberprzestępcy chętniej sięgają także po metody phishingowe skierowane w stronę osób prywatnych. Raport wskazuje, że ataki polegające na podszywaniu się pod zaufane instytucje, m.in. banki, stanowią aż 55 proc. wszystkich działań cyberprzestępczych.

– W przypadku ataków na klientów bankowości część z nich to bezpośrednie ataki na środki finansowe – próba wykradzenia dostępu, zdefiniowania zaufanych odbiorców i wyprowadzenia środków. Czasami jest to dużo prostszy scenariusz, bo służy tylko wykorzystaniu wizerunku banku jako zaufanego podmiotu, który kojarzy nam się z zaufaną korespondencją. Musielibyśmy się bacznie przyglądać, żeby dostrzec tam treści, które wcale od banku nie pochodzą, a są dla nas szkodliwe, jak złośliwe oprogramowanie czy fałszywe informacje – tłumaczy ekspert.

Celem ataku stali się m.in. klienci PKO Banku Polskiego, którzy korzystają z bankowości internetowej w ramach usługi iPKO, a także Banku Millenium. Przestępcy wysyłają ofiarom maila z informacją, że ktoś próbował się zalogować na ich konto. W wiadomości zachęcają do aktywowania odnośnika, aby sprawdzić podejrzaną aktywność. Przejście na zainfekowaną witrynę może zdaniem banku grozić przejęciem konta bankowego, a nawet kontroli nad komputerem bądź telefonem.

Pandemia koronawirusa ułatwiła także wzięcie na cel klientów Poczty Polskiej. Cyberprzestępcy stworzyli klon witryny instytucji, aby za jej  pomocą wyłudzić poufne dane. Ofiary otrzymują SMS-a z informacją o konieczności wniesienia kilkudziesięciogroszowej opłaty za dezynfekcję przesyłki, która ma zapobiec przetrzymaniu jej na 30-dniowej kwarantannie. Wiadomość przenosi klienta do strony imitującej witrynę Poczty Polskiej ze sfałszowanym systemem płatności, który przechwytuje dane do logowania na konto bankowe.

– W przypadku ostatnich kampanii, przed którymi ostrzegaliśmy, komunikat pochodził rzekomo od banku, natomiast próba otwarcia załącznika kończyła się infekcją złośliwym oprogramowaniem. Wykorzystywano zaufanie do banku, żeby przekazać szkodliwy załącznik – mówi Przemysław Jaroszewski. – Zalecałbym dużą dozę ostrożności przy otwieraniu wszelkich komunikatów, które nie są bardzo typowe. A nawet w przypadku tych typowych łatwiej jest zadzwonić do banku i upewnić się, czy rzeczywiście taki komunikat został wysłany, niż później odkręcać sytuację, w której coś pośpiesznie otworzyliśmy pod presją czasu i zainfekowaliśmy swój system.

Szeroko zakrojoną walkę z internetowymi wyłudzeniami tego typu prowadzą eksperci z CERT, którzy we współpracy z operatorami telekomunikacyjnymi opracowują listę podejrzanych i niebezpiecznych witryn. Celem akcji ma być stworzenie dynamicznie uzupełnianej listy domen zawierających złośliwe treści bądź służących do wyłudzania poufnych informacji. Każda ze zgłaszanych witryn poddawana jest ręcznej weryfikacji, zanim zostanie zablokowana, a operatorzy Orange, Polkomtelu, P4 i T-Mobile używają jej do automatycznego blokowania podejrzanych stron.

Według analityków z firmy Grand View Research wartość globalnego rynku cyberbezpieczeństwa w 2018 roku wyniosła 116,5 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie ona do ponad 241 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 11 proc.

Koronawirus przyspiesza cyfryzację i zmiany w logistyce

Upowszechnienie pracy zdalnej, popularyzacja administracji elektronicznej i radykalna zmiana zachowań zakupowych – zarówno w sektorze B2C, jak i B2B – to przykłady zmian, które dokonały się za sprawą koronawirusa. Część z nich będzie miała trwały charakter. Wszystkie natomiast w jakiś sposób wiążą się z cyfryzacją lub logistyką i transportem.

Choć w apelach klimatologów o powstrzymanie wzrostów emisji CO2 od lat pojawiał się wątek końca znanego nam świata, chyba dopiero epidemia koronawirusa pokazała nam, jak szybko zmienić może się to, co braliśmy za pewnik. Bez wątpienia sytuacja jest ogromnym wyzwaniem – zarówno z punktu widzenia ochrony zdrowia, samopoczucia ludzi w izolacji jak i stanu gospodarki. Z drugiej strony stanowi jednak okazję, żeby podważyć status quo na bardzo wielu płaszczyznach. Okazuje się, że potrafimy radzić sobie bez podróży służbowych i regularnych wizyt w galeriach handlowych, a wiele spraw wymagających dotychczas fizycznej obecności da się załatwić bez wychodzenia z domu. Ruch, w którym pozostawaliśmy niemal nieustannie, przenosi się do Internetu lub jest delegowany firmom transportowym. Przyjrzeliśmy się trzem obszarom, w którym związane z koronawirusem zmiany mogą być trwałe – z korzyścią dla jakości życia po epidemii.

Zdalne spotkania

Podobno przedstawiciel handlowy przejeżdża w ciągu roku nawet 100 tys. km. Przy założeniu, że miesiąc roboczy ma 20 dni to ponad 400 km dziennie – licząc optymistycznie, że realne jest osiągnięcie prędkości przelotowej na poziomie 100 km/h, to co najmniej 4 godziny za kółkiem. Każdy, dla kogo spotkania stanowią istotny element życia zawodowego, doświadczył pewnie sytuacji, w której droga do celu i powrót zajęły w sumie więcej czasu niż zasadnicza część wyjazdu. Ze względu na bezpieczeństwo w kontekście koronawirusa wszyscy ograniczamy bezpośrednie spotkania do minimum. „Nomadowie biznesu” z dnia na dzień musieli w związku z tym radykalnie zmienić swój sposób funkcjonowania. Firmy, które zareagowały na nową sytuację najszybciej, przeniosły proces utrzymania relacji z klientami do Internetu. – Dotychczas nie było takiej potrzeby, ale teraz często korzystam z wideokonferencji. Działa to dużo lepiej niż można się spodziewać. Choć z daleka, widzimy się twarzą w twarz, a ja mogę doradzać klientom. Po opracowaniu propozycji umowy, zestawiamy kolejne wideospotkanie i ją szczegółowo omawiamy – relacjonuje Grzegorz Gnitecki, doradca handlowy STILL Polska. – Sytuacja jest nowa także dla klientów. Mam jednak wrażenie, że dla nich – tak jak i dla nas – ważne jest to, by przetrwać razem ten trudny czas najlepiej jak się da. Jestem przekonany, że przy odpowiednim podejściu relacje biznesowe mogą być po tym wszystkim jeszcze bliższe niż dotychczas – podsumowuje. Spotkania online nie są oczywiście takie same jak te na żywo. Przy zdalnej komunikacji – bez możliwości uściśnięcia dłoni i wypicia razem kawy – z pewnością trudniej skracać dystans. Pod przymusem koronawirusa dowiedzieliśmy się jednak, że mimo swoich ograniczeń pozwalają one skutecznie realizować zamierzenia obu stron. Wiele firm przekonało się także, że praca z domu może być nie mniej skuteczna niż w biurze. Może więc już po epidemii dwa razy zastanowimy się przed wyruszeniem samochodem do klienta lub wzięciem Home Office. Oszczędność nawet połowy czasu pracy handlowca, miliony przejechanych kilometrów mniej, ograniczenie ruchu na drogach i znacząca redukcja ilości emitowanych gazów cieplarnianych – potencjalne korzyści wynikające z przeniesienia choć części spotkań do sieci są ogromne – zarówno z indywidualnej perspektywy biznesowych podróżników, komfortu jazdy tych, którzy pozostaną na drogach, oraz środowiska naturalnego i spowolnienia zmian klimatycznych.

Cyfrowa administracja

Według relacji ministra cyfryzacji w związku z epidemią znacząco przyspieszyła popularyzacja załatwiania za pośrednictwem Internetu spraw urzędowych. Stopień wykorzystania e-usług – zarówno oferowanych na poziomie centralnym, jak i lokalnym – zwiększył się co najmniej trzykrotnie. „Na skutek sytuacji, w której się znaleźliśmy, wiele osób, które bały się zdalnych rozwiązań, uważając, że są niepraktyczne czy niebezpieczne – przekonuje się, że jest inaczej. Dowiadują się, że można korzystać i załatwiać sprawy urzędowe przez Internet i że to korzyść zarówno dla obywateli, jak i dla samych urzędów. W tym więc sensie administracja zmieni się już na zawsze. Świadomość – po obu stronach – możliwości, jakie dają narzędzia cyfrowe, świadomość wygody – z całą pewnością wzrośnie. W związku z tym zrodzą się także większe oczekiwania wysokiej jakości usług administracji online” – komentuje w wywiadzie udzielonym samorządowemu serwisowi PAP Marek Zagórski, Minister Cyfryzacji. Do już funkcjonujących rozwiązań ma wkrótce dołączyć m.in. elektroniczne doręczanie pism. Wymuszone względami epidemicznymi zamknięcie urzędów sprawiło więc, że wdrażane od kilku lat z sukcesami w przemyśle i logistyce zmniejszanie znaczenia papierowej dokumentacji staje się faktem także w administracji publicznej.

E-commerce

Na przestrzeni jednego miesiąca – w marcu, w którego trakcie w życie weszły ograniczenia przemieszczania się – dziewięciokrotnie wzrosła liczba wyszukań frazy „zakupy online” – wynika z analiz Google Trends. Choć wciąż nie dysponujemy danymi sprzedażowymi z całego rynku, jasne jest, że obok kategorii, w których zakupy przez Internet były popularne już wcześniej – jak odzież czy elektronika – na e-commerce otwierają się nowe branże – także w sektorze B2B. – Od początku epidemii widzimy w naszym serwisie sprzedaży online wzmożony ruch – mówi Marta Domańska, koordynująca działania w sklepie internetowym STILL Polska oferującym zakup i wynajem krótkoterminowy wózków widłowych.  – Klienci korzystają z możliwości prostego zamówienia wózków niewymagających dodatkowej konfiguracji. Wystarczy parę kliknięć, by w kilka dni mieć gotowy do pracy pojazd w swoim zakładzie bez dodatkowych kosztów dostawy. Zainteresowaniem cieszą się także dostępne z poziomu sklepu zdalne kanały doradztwa jak LiveChat czy konsultacje telefoniczne – relacjonuje. Bardzo dynamiczny rozwój widoczny jest także w obszarze e-grocery. Wyspecjalizowane serwisy odnotowują nawet kilkusetprocentowe wzrosty liczby zamówień, a największe sieci handlu artykułami spożywczymi rozpoczynają współpracę z pośrednikami umożliwiającymi realizację zamówień i dostawę bez konieczności tworzenia przez sklep dodatkowej infrastruktury. Bez wątpienia bezpośrednimi beneficjentami sytuacji są przewoźnicy i firmy kurierskie. Niewykluczone, że – podobnie jak po epidemii SARS w Azji – zmiany zachowań zakupowych okażą się trwałe. Jeśli rzeczywiście znaczna część sprzedaży w krótkiej perspektywie przeniesie się do sieci, będzie to skutkować przyspieszoną automatyzacją centrów dystrybucyjnych oraz jeszcze bardziej intensywnym tworzeniem mini-hubów w okolicach dużych ośrodków miejskich. Wszystko to, by zapewnić szybką i bezbłędną kompletację oraz zwiększyć dostępność dostaw tego samego dnia.

Lekcja zdalnego załatwiania spraw

Przy wszystkich trudnościach i negatywnych efektach epidemii, jest ona także okazją do potencjalnie pozytywnych zmian. Cyfryzacja i e-commerce dostały potężny bodziec do rozwoju, a pracownicy i pracodawcy – szansę, by zrewidować zasadność swoich dotychczasowych zachowań. Jak zaapelowali w swoim artykule na temat sytuacji dr hab. Dariusz Szostek i dr Maciej Kawecki: „kiedyś uporamy się z COVID-19. Wyciągnijmy wnioski z tego co się dzieje. Wykorzystajmy cyfryzację, aby ludzie mogli pracować, uczyć się, ale też załatwiać sprawy zdalnie. Weźmy pod uwagę potrzebę ochrony klimatu i tam, gdzie naprawdę nie musimy – bądźmy, ale zdalnie.”

8 na 10 restauracji i hoteli z coraz większymi problemami finansowymi. W 2020 roku wiele z nich może upaść

Subindeks Barometru EFL na II kwartał br. dla sektora HoReCa (hotele, restauracje, firmy cateringowe) wyniósł 28,6 pkt., o 24,9 pkt. mniej niż kwartał wcześniej. W szczególności, 81 proc. restauratorów i hotelarzy obawia się mniejszej liczby klientów. A w związku z tym, że płynność finansowa jest uzależniona od codziennego napływu gości, aż 82,5 proc. przedstawicieli HoReCa spodziewa się większych trudności w regulowaniu codziennych zobowiązań. A to, jak podkreślają przedstawiciele EFL, krótka droga do ogłoszenia upadłości firmy.

Barometr EFL dla branży HoReCa na II kwartał 2020:

  • Subindeks: 28,6 pkt. (-24,9 pkt. kw./kw.); najniższy, obok usług, wskaźnik wśród 6 badanych sektorów
  • Inwestycje: 44 proc. przedsiębiorców prognozuje zmniejszenie inwestycji; 12 proc. prognozuje wzrost inwestycji
  • Sprzedaż: 81,3 proc. przedsiębiorców prognozuje zmniejszenie sprzedaży; 3 proc. prognozuje wzrost sprzedaży
  • Płynność finansowa: 82,5 proc. przedsiębiorców prognozuje pogorszenie płynności finansowej; 3 proc. prognozuje lepszą płynność finansową
  • Finansowanie zewnętrzne: 23,8 proc. przedsiębiorców prognozuje mniejsze zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne; 33,8 proc. prognozuje wzrost zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne
  • Wpływ koronawirusa na sytuację firmy: 82,5 proc. przedsiębiorców uważa, że koronawirus będzie mieć zdecydowanie niekorzystny wpływ na przyszłą sytuację firmy (najwyższy wynik wśród 6 sektorów)

– HoReCa to sektor dla którego skutki uboczne epidemii COVID-19 mogą okazać się najbardziej dotkliwe. Zdecydowana większość restauracji, kawiarni, barów, hoteli czy pensjonatów nie może normalnie funkcjonować już niemal dwa miesiące. I choć powolne odmrażanie gospodarki 4 maja objęło właśnie część tych podmiotów, to jednak tylko w ograniczonym zakresie. A przecież płynność finansowa HoReCa w zdecydowanej większości jest uzależniona od codziennych odwiedzin gości. Jeśli właściciel lokalu nie wypracował we wcześniejszych miesiącach i latach odpowiednich zapasów finansowych, a w dodatku ma zaległości w fakturach i bieżących opłatach na rzecz dostawców, jego los może stać pod znakiem zapytania. A jak wynika z badania, ponad 80 proc. przedstawicieli sektora prognozuje gorszą płynność finansową w najbliższych miesiącach. A gdy tej zdolności do regulowania zobowiązań nie będzie, przedsiębiorcy bardzo często nie pozostaje nic innego, jak zwolnienie pracowników i zamknięcie biznesu – zwraca uwagę Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.

Leasing w II kwartale prawdę powie

Z najnowszych danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że firmy leasingowe w I kwartale br. sfinansowały sprzęt gastronomiczny o wartości 63,3 mln zł, co oznacza niemal taki sam wynik jak rok wcześniej (I kwartał 2018 – 63,2 mln zł). Choć nie widać tutaj spadku finansowania, przedstawiciele EFL spodziewają się go w II kwartale br.

– Styczeń i luty były miesiącami, w których nie znaliśmy jeszcze koronawirusa i nie zdawaliśmy sobie sprawy z tego, co czeka nas za kilka tygodni. Dopiero od marca przedsiębiorcy wstrzymywali się z inwestycjami, które wcześniej planowali. I to dotyczy większości sektorów, nie tylko HoReCa. Stąd wyniki za II kwartał pokażą skalę spowolnienia gospodarczego, jakie przysporzył nam COVID-19 – dodaje Radosław Woźniak.

Może zabraknąć na codzienne rachunki

Subindeks branżowy Barometru EFL dla sektora HoReCa na II kwartał br. wyniósł tylko 28,6 pkt. Jest to, obok sektora usług, najsłabszy wynik w tym pomiarze. Jednocześnie wartość odczytu jest aż o 24,9 pkt. niższa niż kwartał wcześniej. W przypadku trzech z czterech badanych obszarów widać przewagę pesymistów nad optymistami. Najgorzej jest ze sprzedażą. Ponad 81 proc. hoteli, restauracji i firm cateringowych prognozuje spadek zamówień od kwietnia do czerwca br., podczas gdy tylko nieco ponad 3 proc. liczy na wzrost obrotów. To nie pozostanie bez wpływu na płynność finansową, której pogorszenia spodziewa się podobny odsetek przedsiębiorstw – 82,5 proc. Również inwestycje staną w miejscu – 44 proc. zapytanych planuje mniej inwestować niż kwartał wcześniej, a tylko 12 proc. więcej.

Wartość głównego indeksu Barometru EFL wyniosła w II kwartale 2020 roku 32,5 pkt. Osiągnięty poziom jest o 17,4 pkt. niższy niż w pierwszym kwartale tego roku i jednocześnie najniższy od początku realizacji badania (od stycznia 2015 roku).

Wpływ kryzysu koronawirusa na sytuację przedsiębiorstw oraz ich plany zatrudnieniowe i płacowe

Na przełomie kwietnia i maja 67 proc. firm odczuwa spadki przychodów względem wyniku z marca – to wzrost o 10 pp. w stosunku do sytuacji sprzed miesiąca. Co dziesiąta firma przyznaje, że nie ma środków na przetrwanie, miesiąc wcześniej takich firm było 18 proc. Redukcji zatrudnienia dokonało jak dotąd 12 proc. przedsiębiorstw. Dalsze zwolnienia deklaruje 12 proc. firm, co jest wynikiem aż o 16 pp. niższym w porównaniu z końcem marca i 2 pp. niższym niż w połowie kwietnia. Sytuacja polskich firm pozostaje niepewna, ale coraz mniej przedsiębiorstw zamierza stosować radykalne strategie przetrwania – wynika z najnowszego badania kondycji przedsiębiorstw, przeprowadzonego przez Polski Instytut Ekonomiczny
i Polski Fundusz Rozwoju.

Sytuacja w gospodarce zmienia się bardzo dynamicznie. W badaniach sprzed miesiąca dominowała tendencja do postrzegania przyszłości gospodarczej w czarnych barwach. Teraz widzimy urealnianie tej perspektywy przez przedsiębiorców. Wprawdzie co ósma firma dokonała zwolnień, a 18 proc. obniżyło wynagrodzenia, to jednak z drugiej strony 38 proc. badanych firm zadeklarowało, że dysponuje zasobami finansowymi pozwalającymi im przetrwać dłużej niż 3 miesiące. To o 12 pp. więcej niż jeszcze miesiąc temu. Pomimo to nadal 12 proc. firm planuje dalsze zwolnienia. Obraz wyłaniający się z naszych badań pokazuje, że pomimo coraz częściej pojawiających się prognoz o kilkuprocentowym spadku PKB w 2020 r., firmy nie nastawiają się na głęboki i długotrwały kryzys, chcą raczej przeczekać najgorsze w kondycji umożliwiającej im jak najszybszy start do nowej normalności – mówi Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.Bilans kryzysu COVID19 po dwóch miesiącach

Sytuacja finansowa firm się pogarsza…

Powszechnym zjawiskiem jest spadek nowych zamówień. Na koniec kwietnia spadku popytu doświadczyło 66 proc. firm. Z kolei najtrudniejsza sytuacja przychodowa występuje w sektorze mikrofirm i w handlu. 74 proc. mikroprzedsiębiorstw i 75 proc. przedsiębiorstw handlowych zanotowało zmniejszenie sprzedaży w porównaniu z wynikami z marca. Ważną informacją są poprawiające się deklaracje względem przewidywanej płynności finansowej przedsiębiorstw. W grupie badanych firm, 52 proc. dużych, 45 proc. średnich, 36 proc. małych i 31 proc. mikro przyznaje, że dysponuje środkami umożliwiającymi im funkcjonowanie dłużej niż kwartał.

Co ciekawe, w tej sytuacji w niewielkim stopniu zmniejszyło się wykorzystanie głównych narzędzi finansujących działalność firm. Obecnie 44 proc. firm korzysta z leasingu, a 38 proc. z kredytów bankowych. Są to wyniki porównywalne do sytuacji sprzed kryzysu, gdy te odsetki wynosiły odpowiednio 45 proc. i 41 proc. Natomiast ponad połowa firm korzystających z tych narzędzi deklaruje, że skala ich finansowania dzięki tym rozwiązaniom jest większa niż przed pandemią. Z kolei w przypadku kredytów kupieckich, widać jeszcze większy udział wzrostowy po stronie skali finansowania, bo przyznaje się do nich 60 proc. z pośród 19 proc. korzystających firm.

…ale perspektywa zapaści na rynku pracy się oddala

Wśród przebadanych firm, 12 proc. dokonało zwolnień pracowników. Sektor handlowy oraz duże i średnie przedsiębiorstwa to też miejsca, gdzie wystąpiła największa redukcja zatrudnienia, przy czym należy zaznaczyć, że 60 proc. zwolnień dotyczyło 1-25 proc. załóg. Z kolei w sektorze usługowym oraz w mikrofirmach dominuje strategia obniżania wynagrodzeń obejmujących całe załogi. Jeżeli chodzi o dalsze działania przedsiębiorstw, to 21 proc. z nich planuje obniżanie wynagrodzeń i będą to niezmiennie głównie mikrofirmy oraz przedsiębiorstwa z sektora usługowego. W porównaniu z deklaracjami z marca i kwietnia, jest to wynik odpowiednio o 25 pp. i 11 pp. niższy.perspektywa zapaści na rynku pracy się oddala


Jak będą wyglądać najbliższe miesiące?

Analizując odpowiedzi firm trzeba mieć na uwadze, że istotne znaczenie dla ich sytuacji oraz deklarowanych działań na przyszłość mają działania ze strony rządu. Na ich plany i działania wpływają zarówno wdrożenia kolejnych rozwiązań w ramach Tarcz Antykryzysowych, jak również kolejne etapy odmrażania gospodarki. Dlatego nie powinno dziwić, że chociaż większość firm wciąż planuje zwolnienia i ograniczenia wynagrodzeń, to 8 proc. badanych deklaruje zwiększanie zatrudnienia. Tak jest w przypadku 11 proc. przedsiębiorstw handlowych i 9 proc. usługowych, a także wśród 10 proc. firm dużych.

– 61 proc. przedsiębiorstw zgłasza, że utrzyma dotychczasowe wynagrodzenia. To wynik, który pozwala ocenić, że polskie firmy nauczyły się funkcjonować w warunkach wyjątkowo trudnego otoczenia. Z drugiej strony, spośród firm planujących redukcję zatrudnienia, 26 proc. deklaruje zwolnienia dotykające 25-50 proc. załogi, a więc relatywnie duże. Należy pamiętać, że cały czas obserwujemy reakcje krótkoterminowe. W tej chwili wchodzimy w tryb pośredni między normalnym funkcjonowaniem gospodarki a lockdownem, z którym gospodarka mierzyła się do niedawna. Najbliższe tygodnie upłyną pod znakiem dostosowywania się firm do aktywności w nowych warunkach i dopiero wtedy będziemy w stanie ocenić, w jakiej kondycji polskie przedsiębiorstwa wychodzą z szoku – podsumowuje Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

***

Nota metodologiczna:

Badanie na zlecenie Polskiego Instytutu Ekonomicznego oraz Polskiego Funduszu Rozwoju przeprowadzone przez IBRiS w dniach 28-30 kwietnia 2020 r. wśród właścicieli firm lub osób decyzyjnych w przedsiębiorstwach na temat ich sytuacji i planów po nastaniu w Polsce epidemii koronawirusa. Badanie przeprowadzono za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych (CATI) na próbie losowo-kwotowej obejmującej 400 firm, w 4 kategoriach wielkości i 3 sektorach branżowych. Na podstawie tej próby możemy przeprowadzić wnioskowanie o populacji polskich przedsiębiorstw przy poziomie ufności 0,95, a błąd szacunku wskaźników struktury wyniesie 5 proc.

Przetwarzanie i ochrona danych w ramach procedury whistleblowingu

Whistleblowing to coraz popularniejsze w ostatnim czasie pojęcie, posiadające liczne definicje. Międzynarodowa Organizacja Pracy określa go jako „raportowanie przez obecnych lub byłych pracowników o nielegalnych, niewłaściwych, niebezpiecznych lub nieetycznych praktykach pracodawców”. Natomiast według autorek jednej z pierwszych publikacji w tej materii „Blowing the whistle” z 1985 r. jest to „ujawnienie przez obecnych lub byłych członków organizacji nielegalnych, niemoralnych lub niedopuszczalnych praktyk prowadzonych pod nadzorem/kontrolą ich pracodawców, osobom lub organizacjom, które są w stanie przedsięwziąć działania”. Niezależnie od przyjętej definicji jedno jest pewne – koncepcja ta wzbudza mnóstwo emocji: od pełnego przyzwolenia, poprzez warunkową tolerancję, aż po wyraźną krytykę. Na czym jednak tak naprawdę polega whistleblowing i jak w prawidłowy i bezpieczny sposób go stosować?

Whistleblowing w świetle prawa

Niezależnie od przytoczonych wyżej, sformalizowanych definicji whistleblowingu w praktyce sprowadza się on do informowania o szeroko pojętych nadużyciach mających miejsce w określonej organizacji, najczęściej w odniesieniu do korporacji. Początkowo instytucja ta nie była w żaden sposób regulowana przez prawo. Obecnie dotykające jej ustawodawstwo dynamicznie się rozwija. W grudniu 2019 r. weszła w życie Dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady nr 2019/1937 z dnia 23 października 2019 r. ws. ochrony osób zgłaszających naruszenia prawa Unii, na wdrożenie której państwa członkowskie UE mają dwa lata. Istotą unijnego aktu jest opracowanie odpowiednich procedur mających umożliwić proste i bezpieczne dokonywanie zgłoszenia, jak również zapewnienie pełnej ochrony sygnalistom, bo tak powszechnie nazywane są osoby zgłaszające naruszenia w swojej organizacji. Działania zmierzające do wydania w tym zakresie normy ISO 37002 („Zarządzanie systemami zgłaszania nieprawidłowości”) rozpoczęła także Międzynarodowa Organizacja Normalizacyjna. Zakończenie prac zadeklarowała na 2021 r. Również w Polsce powstają kolejne unormowania dotyczące przedmiotowej materii. Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju wydało poradnik w zakresie przeciwdziałania nadużyciom finansowym w ramach projektów z Programu Infrastruktura i Środowisko 2014-2020, a UOKiK opracował dedykowany sygnalistom program. Idąc dalej, treść ustawy z dnia 16 października 2019 r. o zmianie ustawy o ofercie i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych, która weszła w życie 30 listopada 2019 r., przewiduje pewne wymagania w odniesieniu do procedur anonimowego zgłaszania naruszeń prawa. Nie bez znaczenia dla uregulowania whistleblowingu w Polsce są także projekty ustawy o jawności życia publicznego oraz nowelizacji ustawy o odpowiedzialności podmiotów zbiorowych za czyny zabronione pod groźbą kary.

Jak dbać o informacje wykorzystywane w procesie whistleblowingu?

Oprócz aktów wymienionych powyżej dla realizacji procedury zgłaszania naruszeń niebagatelne znaczenie mają Wytyczne Europejskiego Inspektora Ochrony Danych (dalej „EIOD”) dotyczące przetwarzania informacji w ramach procedury whistleblowingu, których treść w znacznym stopniu wpływa także na kształt przywoływanych powyżej aktów.

Wśród rekomendacji EIOD na pierwszy plan wysuwa się zapewnienie poufności otrzymanych informacji, jak również ochrona tożsamości sygnalistów i osób zaangażowanych. W szczególności niedopuszczalne jest ujawnianie danych sygnalisty bez jego wyraźnej zgody w tym zakresie. Analogicznie postępować należy w odniesieniu do osób, wobec których kierowane są oskarżenia o udział w określonej sprawie. Istotne jest też, aby przekazywane przez sygnalistów informacje kierowane były wyłącznie do ograniczonego kręgu wyznaczonych do tego osób, które nadto będą zobowiązane do zachowania tajemnicy w tym obszarze. Realizacja powyższego pociąga za sobą oczywiście konieczność opracowania, a następnie wdrożenia w organizacji czytelnych i przejrzystych polityk oraz kanałów przeznaczonych do zgłaszania nieprawidłowości.

Tylko tyle danych, ile potrzebujemy

Europejski Inspektor Ochrony Danych zaznacza, że wspomniane procedury powinny uwzględniać zasadę minimalizacji danych polegającą na zawężeniu zakresu pozyskiwanych danych do tych, które są absolutnie niezbędne do realizacji założonego celu. Natomiast pozyskane w toku procesu dane osobowe, które pozostają irrelewantne dla konkretnej sprawy, zwłaszcza jeśli są to dane wrażliwe, powinny zostać niezwłocznie usunięte.

Informowanie obowiązkowe

Nie sposób nie wspomnieć, że organizacja przetwarzająca dane w związku z sygnalizowaniem nieprawidłowości jest ich administratorem w świetle RODO, wobec czego spoczywa na niej szereg obowiązków, w tym obowiązek informacyjny. Stosownie do przywoływanych wytycznych w omawianym procesie obowiązek informacyjny powinien być spełniony dwuetapowo. Po pierwsze klauzula informacyjna uwzględniająca niezbędne elementy wymagane przez przepisy prawa powinna zostać zamieszczona w ogólnodostępnych miejscach, takich jak firmowy serwis internetowy czy intranet. Poprzestanie na tym nie jest jednak wystarczające, wobec czego każda osoba, której dane w jakikolwiek sposób są przetwarzane z uwagi na realizację konkretnego postępowania sygnalizacyjnego, powinna otrzymać klauzulę informacyjną bezpośrednio. Z zobowiązaniem administratora do przekazywania określonych informacji osobom, których dane dotyczą, wiąże się nadto uprawnienie podmiotu danych do dostępu do nich, w odniesieniu do którego zaakcentowania wymaga konieczność zadbania o to, aby dane nie zostały udostępnione osobom postronnym. Administrator jest oczywiście zobowiązany również do realizacji pozostałych uprawnień przysługujących osobom, których dane dotyczą na gruncie RODO.

Udostępnianie danych tylko wyjątkowo, a przechowywanie możliwie krótko

Dane osobowe przetwarzane w ramach whistleblowingu co do zasady nie powinny być udostępniane podmiotom trzecim. Jedynym wyjątkiem od tej reguły jest potrzeba pozyskania danych z uwagi na konieczność realizacji przyznanych przez prawo kompetencji oznaczonego odbiorcy. Za przykład tego typu podmiotów można podać prokuraturę, Policję czy właściwe organy skarbowe. Pochylając się nad inną istotną dla bezpieczeństwa danych kwestią, jaką jest okres ich przetwarzania, zaznaczenia wymaga, iż w przedmiotowej materii okres przechowywania danych osobowych należy badać indywidualnie w każdym stanie faktycznym. Ogólnym zaleceniem jest jednak bezzwłoczne ich usuwanie w momencie, gdy nie są już przydatne.

Proces trudny, ale potrzebny

Mimo że pojęcia „whistleblowing” oraz „sygnalista” niejednokrotnie uważane są za nacechowane pejoratywnie, uregulowanie i rozwijanie tego obszaru wydaje się zasadne, w szczególności z perspektywy podmiotów dążących do funkcjonowania w zgodzie z prawem. Aby móc jednak w pełni skorzystać z atutów tego systemu, nie należy tracić z pola widzenia właściwej jego konstrukcji, obejmującej również przetwarzanie danych osobowych. Przygotowanie odpowiednich polityk, instrukcji, a także środków technicznych uzasadnionych wynikami analizy ryzyka powinno zagwarantować stosowne i bezpieczne warunki tak dla organizacji, jak i dla osób, których dane w procesie whistleblowingu są wykorzystywane.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Zabezpieczenie na majątku podatnika musi mieć uzasadnione podstawy

Dokonane na majątku przedsiębiorcy zabezpieczenie wykonania zobowiązań podatkowych może znacząco wpłynąć na możliwość regulowania przez niego bieżących zobowiązań wobec swoich pracowników i kontrahentów. Negatywnie wpływa również na sytuację życiową samego podatnika. Dlatego wydane przez organy decyzje o zabezpieczeniu powinny być należycie uzasadnione.

Na mocy przepisu art. 33 § 1 Ordynacji podatkowej (Dz.U. 2019 poz. 900) zabezpieczenie na majątku podatnika celem egzekucji ciążących na tym podatniku zobowiązań podatkowych może zostać ustanowione, jeśli zachodzi uzasadniona obawa, że podatnik nie wykona ich, a w szczególności, gdy trwale nie reguluje wymagalnych zobowiązań o charakterze publicznoprawnym lub dokonuje czynności polegających na zbywaniu majątku, które mogą utrudnić lub udaremnić tę egzekucję.

Nierzetelne ewidencje podatkowe przedsiębiorcy

Naczelnik urzędu skarbowego (dalej „NUS”) w lutym 2019 r. określił podatnikowi przybliżoną kwotę zobowiązania w PIT za 2016 r. wraz z odsetkami za zwłokę i dokonał zabezpieczenia tego zobowiązania na jego majątku.

NUS dopatrzył się nieprawidłowości w prowadzonej przez podatnika od stycznia 2006 r. do maja 2017 r. działalności gospodarczej. Organ podatkowy w ramach przeprowadzonej kontroli podatkowej stwierdził nieujęcie w rozliczeniach firmy 22 faktur sprzedażowych oraz ujęcie 4 faktur niedokumentujących rzeczywistych zdarzeń gospodarczych w 2016 r. NUS uznał prowadzone przez przedsiębiorcę ewidencje podatkowe za nierzetelne, służące mu do zaniżenia wykazanego dochodu, a tym samym zaniżenia należnego podatku dochodowego od osób fizycznych.

Zamknął działalność, więc nie będzie miał z czego zapłacić

W grudniu 2018 r. NUS określił podatnikowi przybliżoną kwotę zobowiązania w podatku od towarów i usług za okres od stycznia 2015 r. do maja 2017 r. Następnie, w lutym 2019 r. określił również przybliżoną kwotę zobowiązania w PIT za lata 2015 i 2017 wraz z odsetkami. Jako uzasadnienie dokonanego w lutym 2019 r., wskazanego na wstępie zabezpieczenia podał znaczną wysokość ciążących zobowiązań podatkowych, brak majątku trwałego podatnika, jak i zaprzestanie prowadzenia przez niego działalności gospodarczej w maju 2017 r.

Nierzetelny emeryt

Dyrektor izby skarbowej (dalej „DIS”) w odpowiedzi na odwołanie podatnika od decyzji w przedmiocie określenia i zabezpieczenia na majątku przybliżonej kwoty zobowiązania podatkowego w podatku dochodowym od osób fizycznych za 2016 r. poinformował, że już samo domniemanie jego nierzetelności stanowi podstawę do zabezpieczenia. Zaniżanie podstawy opodatkowania w podatku dochodowym w trakcie prowadzenia przez niego działalności jest wystarczającym dowodem na to, że jego zamiarem było uchylanie się od obowiązków podatkowych. To oraz fakt, że nie prowadzi on już przedsiębiorstwa, w zestawieniu z jego obecnym źródłem dochodu w postaci tylko świadczenia emerytalno-rentowego, uzasadnia obawę, że zobowiązań swych nie wykona. Począwszy od marca 2019 r., organy zamierzały dokonywać potrąceń na zabezpieczonym świadczeniu zaopatrzenia emerytalnego i ubezpieczenia społecznego oraz renty socjalnej.

Jeśli nie ma majątku, to co zabezpieczacie?

Były przedsiębiorca zaskarżył decyzję organu drugiej instancji. W skardze do sądu podniósł, że organy nie uzasadniły konieczności dokonania zabezpieczenia na jego majątku. Wskazał również, że nie jest ono konieczne, skoro nie posiada żadnego majątku, którego mógłby się wyzbywać. Utrzymuje się jedynie z emerytury, która zapewnia mu minimum niezbędne do egzystencji. DIS nie zmienił jednak zdania i przekazał skargę do sądu.

Skoro to przedsiębiorstwo było źródłem problemu…

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu przyznał, że ocena, czy w danej sprawie istnieje obawa niewykonania zobowiązania podatkowego, należy do kompetencji prowadzącego tę sprawę organu. Nie oznacza to jednak przyznania mu w tym dowolności. Organ musi wykazać, poza nierzetelnością podatnika oraz jego trwałym uchylaniem się od spełniania zobowiązań podatkowych, iż majątek podatnika jest w takiej kondycji, że nieustanowienie na nim zabezpieczenia może pozbawić wierzyciela zaspokojenia lub też w wyniku działań podatnika w takiej kondycji majątek ten się znajdzie.

Zdaniem sądu z akt sprawy nie wynika, by podatnik wyzbywał się majątku celem utrudnienia prowadzenia egzekucji. Co więcej, od 2,5 roku nie prowadzi już działalności gospodarczej, zatem nie istnieje obawa, że zobowiązania podatkowe z tytułu jej prowadzenia się powiększą. Jeśli więc jako podstawę powstałych zobowiązań podatkowych organy wskazały działalność przedsiębiorstwa skarżącej, to w obliczu jego likwidacji nie ma potrzeby dokonywania zabezpieczenia.

„…skoro organy w toku postępowania ustaliły, że źródłem zaległości podatkowych była prowadzona działalność gospodarcza, która od ponad 2,5 roku jest już „zamknięta”, skarżąca nie zbywa majątku, którego wartość jest niewielka, jest osobą starszą i schorowaną, a jedynym źródłem jej dochodów jest aktualnie tylko świadczenie emerytalno-rentowe (…), to w takich okolicznościach brak jest podstaw do uznania, że w sprawie ziściły się przesłanki uzasadniające obawy, o których mowa w art. 33 § 1 o.p.” (wyrok WSA w Poznaniu z 27 lutego 2020 r., sygn. akt I SA/Po 631/19).

Przedsiębiorcy mogą się bronić przed niekorzystnymi działaniami organów

Sąd, uchylając decyzje organów podatkowych obu instancji, zwrócił uwagę, że sam NUS w uzasadnieniu swojej decyzji o ustanowieniu zabezpieczenia jako jej powód wskazał wydaną przez siebie decyzję określającą przybliżoną kwotę zobowiązania podatnika. W ocenie sądu przywoływanie w podstawie wydanej decyzji zabezpieczającej takich okoliczności w pełni potwierdza nieposiadanie przez organ podstaw do sformułowania obaw, o których mowa w art. 33 § 1 Ordynacji podatkowej.

Powyższy przykład pokazuje, że dla wydania i utrzymania w mocy decyzji zabezpieczającej organy używają nieuprawnionej, bo niewystarczającej, zbyt ogólnikowej argumentacji. Takie lakoniczne uzasadnienia rodzą trudności w przeprowadzeniu kontroli wydanej decyzji, zwłaszcza przez podatnika niekorzystającego z pomocy profesjonalnego pełnomocnika.

A decyzja zabezpieczająca niesie za sobą bardzo istotne, negatywne skutki dla objętego nią podmiotu. Organ egzekucyjny najczęściej od razu dokonuje blokady środków na koncie bankowym. Jest to drastyczna sankcja przede wszystkim dla przedsiębiorcy, który traci w jej wyniku możliwość regulowania bieżących zobowiązań wobec kontrahentów, jak i swoich pracowników. A może to być gwóźdź do trumny prowadzonej działalności. Dlatego przedsiębiorcy, którzy uznają za niesłuszne, czy tak jak w przytoczonym przypadku pozbawione podstaw, wydane przez organ decyzje o zabezpieczeniu, powinni możliwie jak najszybciej reagować i od nich się odwoływać. Natomiast w trakcie oczekiwania na ich uchylenie winni podejmować środki zaskarżenia, które pozwolą kontrolować prawidłowość prowadzonej przez organy egzekucji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Czy USA otworzą granice? Donald Trump chce jak najszybciej uruchomić gospodarkę

Prezydent Donald Trump przedstawił federalne wytyczne dotyczące powolnego, rozłożonego w czasie powrotu do normalności w związku z trwającą epidemią koronawirusa. Szczególnie w miejscach, gdzie przypadków zachorowań jest mniej – celem ma być wznowienie działalności gospodarczej tak szybko, jak to tylko możliwe. Plan ten spotkał się oburzeniem polityków opozycji, jak i specjalistów z zakresu medycyny. Uzależniają oni powrót do normalności od wprowadzania w życie strategii masowego testowania na obecność koronawirusa. Prezydent Trump zakładał pierwotnie, aby jego kraj otworzył się już 1 maja. Obywatele mieliby wrócić do pracy i funkcjonować tak, jak przed ogłoszeniem pandemii. Dzisiaj jego strategia nie zakłada konkretnej daty, bo obecnie nie da się jej określić. Jest to jedynie zestaw zaleceń, w dodatku dość niejasnych – dotyczących ponownego otwarcia firm, szkół i miejsc publicznych tam, gdzie nie ma przypadków chorobowych i nowych zakażeń, a do tego obłożenie w szpitalach jest nieduże. Prezydent USA utrzymuje, że obowiązujące dziś restrykcje zamroziły funkcjonowanie kraju i długoterminowo nie stanowią dobrego rozwiązania.  Chcąc zadbać o zdrowie obywateli rząd musi zadbać najpierw o działanie gospodarki.

– Problem w tym, że plan prezydenta Trumpa brzmi bardziej jak lista życzeń i zaprzecza jego wcześniejszym słowom. Wcześniej mówił, że jego władza pozwala mu na ogłoszenie powrotu do normalności i zniesienia obowiązujących restrykcji – powiedział serwisowi eNewsroomMarcin Firlej,  dziennikarz i producent filmowy w USA. – Wypowiedź ta została powszechnie skrytykowana. Jako prezydent nie posiada tak daleko idących prerogatyw, aby wydawać rozkazy władzom stanowym. Następnie ogłosił jednak, że nowe wytyczne rządu federalnego przenoszą odpowiedzialność za otwieranie kraju na burmistrzów i gubernatorów, czyli władze lokalne. Decyzja Białego Domu jest jednak znacznie mniej szczegółowa niż chociażby zalecenia opracowane przez CBC, czyli Centrum Prewencji Chorób, czy Federalną Agencję Zarządzania Kryzysowego. W dodatku gubernatorzy zgodnie twierdzą, że powrót do normalności możliwy będzie tylko przy wdrożeniu strategii powszechnego testowania na obecność koronawirusa. Prezydencki plan tego nie przewiduje. Pracownicy Trumpa mówią, że rząd federalny będzie ułatwiać dostęp do testów, ale za opracowanie i wdrożenie strategii w tym zakresie odpowiadać będą poszczególne stany. Z tego względu eksperci i epidemiolodzy ostrzegają, że naród nie jest gotowy na ponowne otwarcie. System testowania obywateli nie jest dziś wystarczający. Ocenia się, że powrót do stanu sprzed wybuchu pandemii wymagałby przeprowadzania około miliona testów dziennie. Oznaczałoby to przebadanie wszystkich Amerykanów w ciągu jednego roku. Obecnie każdego dnia robionych jest ok. 150 tysięcy takich testów, czyli zdecydowanie za mało – wyjaśnia Firlej.

W kwietniu pojawiło się 140 tys. mkw. wolnej powierzchni. Coraz więcej małych biur

W kwietniu na rynku biurowym pojawiło się 140 tys. mkw. wolnej powierzchni. Ostatni tydzień miesiąca przyniósł wzrost o 20 tys. mkw. – wynika z danych firmy REDD, aktualizowanych 24/7. Był to już kolejny tydzień wzrostów.

– Zasoby dostępnej powierzchni biurowej w całej Polsce systematycznie rosną już od połowy marca. Największy wzrost obserwujemy jednak od początku kwietnia. Na koniec miesiąca wskaźnik wolnych biur w przeliczeniu na powierzchnię wyniósł ponad 2,38 mln mkw. To oznacza wzrost od 1 kwietnia aż o 140 tys. mkw. –  podkreśla Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. press1

W Warszawie coraz więcej małych biur

Na warszawskim rynku nie obserwujemy tak dużych tendencji wzrostowych. Stołeczne wskaźniki wolnych powierzchni od dwóch miesięcy nie przekraczają granic 1.01 – 1.04 mln mkw. Kolejny tydzień rośnie liczba dostępnych małych biur.

Od początku kwietnia zanotowano spadek średniej powierzchni wolnych modułów biurowych do poziomu 501.1 mkw. Jest to redukcja średniego wolnego biura o 31 mkw. w porównaniu z początkiem kwietnia. W tym samym czasie w Warszawie z dnia na dzień przybywa modułów biurowych do wynajęcia. press2

– Za nami już kolejny tydzień spadku średniej wielkości dostępnych modułów. Jeśli tendencja się utrzyma, może wskazywać to na zwalnianie powierzchni przez małe i średnie firmy, które są mniej odporne na kryzys niż najemcy dużych powierzchni biurowych oraz na redukcję zapotrzebowania firm na powierzchnię – podkreśla Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD.

Problemy w USA. Odbicie na kryptowalutach

Wskaźnik zamówień pokazuje, że za oceanem gospodarka wyraźnie zwalnia. Co ciekawe, na giełdzie nadal panuje względny optymizm pomimo braku dobrych sygnałów z realnej gospodarki. Być może inwestorzy liczą na silny, pozytywny wpływ programów pomocowych i działań FED.

Australia utrzymała stopy procentowe

Królewski Bank Australii poinformował o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie 0,25%. Warto zwrócić uwagę, że poziom ten jest już istotnie niższym niż dołek po kryzysie z 2008 roku, kiedy to stopy procentowe spadły do 3%. Obecnie większa przecena wynika również z próby amortyzowanie problemów gospodarki (wynikających z dużej przeceny surowców, od których eksportu Australia jest mocno zależna). Dolar australijski na początku kryzysu gwałtownie stracił względem dolara amerykańskiego około 15%, teraz jednak po tygodniach odrabiania strat znów znajduje się w okolicach poziomów z początku marca.

Odbicie na kryptowalutach

Najpopularniejsza z kryptowalut – bitcoin – przekroczyła ponownie 9000 dolarów za sztukę. Warto przypomnieć, że najniższa cena marca znajdowała się poniżej 4000 dolarów. Obecny poziom odpowiada mniej więcej temu, co miało miejsce na rynku w początkach epidemii w Europie. Z drugiej strony górka z lutego znajduje się na zaledwie 10500 dolarów, co pokazuje, że rynek ten ma się zupełnie dobrze. Najwyraźniej kryptowaluty znowu wracają do łask, jako inwestycja alternatywna obok metali szlachetnych.

Spadek zamówień w USA

Wczoraj poznaliśmy dane na temat zamówień w USA. O ile subindeks zamówień na dobra bez środków transportu wypadł całkiem dobrze i zaliczył w finalnych danych spadek o 0,4% zamiast wcześniejszych 0,2%, o tyle subindeks zamówień na dobra trwałego użytku nie może się tym pochwalić. Spadł on aż o 14,7%, czyli 0,3% więcej niż wcześniej sądzono. Pokazuje to skalę wstrzymania konsumpcji, co przekłada się na wyniki gospodarki. Co ciekawe, pomimo słabszych danych dolar wczoraj zyskiwał na wartości względem euro.

Dzisiaj dzień wolny zarówno w Chinach, jak i Japonii z okazji odpowiednio Święta Pracy i Dnia Dziecka, a w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

COVID-19 powoduje spowolnienie na większości rynków europejskich

  • W I kw. 2020 r. czynsze pozostały na dotychczasowym poziomie na największej liczbie rynków nieruchomości biurowych w historii
  • Sektor logistyczny najbardziej odporny na pandemię
  • Negatywne nastroje w sektorze nieruchomości handlowych, a kryzys przyspieszy rozwój sprzedaży internetowej

Z najnowszego raportu „DNA of Real Estate”, opracowanego przez międzynarodową firmę doradczą Cushman & Wakefield, wynika, że tempo wzrostu czynszów i kompresji stóp kapitalizacji na europejskich rynkach nieruchomości komercyjnych spowolniło w pierwszym kwartale 2020 roku.

Gdy w drugiej połowie pierwszego kwartału br. skutki pandemii COVID-19 zaczęły być odczuwalne na europejskich rynkach nieruchomości komercyjnych, zaczęły się pojawiać także pierwsze sygnały świadczące o spowolnieniu i odwróceniu generalnie pozytywnych trendów zaobserwowanych pod koniec 2019 roku.

Nigel Almond, dyrektor zespołu ds. analiz danych z działu badań i analiz Cushman & Wakefield w regionie EMEA, powiedział: „W 2019 roku czynsze na europejskich rynkach nieruchomości komercyjnych wzrosły w ujęciu rocznym aż o 3,9%, czyli w najszybszym tempie od czasu ożywienia po globalnym kryzysie finansowym. Natomiast w pierwszym kwartale 2020 roku nie odnotowano żadnych wzrostów na 41 spośród 48 analizowanych rynków. To najwyższy wskaźnik od czasu rozpoczęcia prowadzenia statystyk w 1992 roku, ponieważ zarówno wynajmujący, jak i najemcy ograniczyli aktywność i oceniają skutki pandemii”.

Czynsze za wynajem powierzchni wzrosły najbardziej w sektorze nieruchomości biurowych – o 0,4% w ujęciu kwartalnym i o 3,6% rok do roku. Na żadnym rynku nie odnotowano spadków w ciągu kwartału, a wzrosty stawek czynszowych dotyczyły zaledwie kilku lokalizacji. Rosnący popyt i poprawa nastrojów dzięki jednoznacznemu wynikowi grudniowych wyborów parlamentarnych w Wielkiej Brytanii przyczyniły się do wzrostu czynszów na niektórych regionalnych rynkach biurowych, między innymi w Leeds (+6,7%) i Edynburgu (+5,7%). Czynsze wzrosły także w Hamburgu (+3,4%) i Berlinie (+2,6%) przy utrzymującym się silnym popycie i niskich wskaźnikach pustostanów w wielu niemieckich miastach.

Stopy kapitalizacji w sektorze nieruchomości biurowych ponownie uległy nieznacznej kompresji – w skali ogólnoeuropejskiej spadły o 6 punktów bazowych do poziomu 4,23%, przy czym spadki odnotowano głównie w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, w Niemczech, krajach Beneluksu i w Wielkiej Brytanii. W obecnym cyklu jest to prawdopodobnie najniższy poziom stóp kapitalizacji, które w ciągu 2020 roku mogą wzrosnąć do pewnego stopnia na większości rynków.

Trendy spadkowe utrzymały się w sektorze nieruchomości handlowych, odzwierciedlając szersze zmiany strukturalne w tej branży wynikające z rosnącej popularności sprzedaży internetowej, a tymczasowe zamknięcie sklepów jeszcze przyspieszy tempo tych przemian. Wzrosty stawek czynszowych odnotowano na zaledwie kilku rynkach, ale nastroje pogarszają się. Na rok 2020 prognozowany jest spadek czynszów i wzrost stóp kapitalizacji na większości spośród analizowanych 46 rynków.

Sektor nieruchomości logistycznych pozostaje w dość dobrej kondycji, o czym świadczy wzrost czynszów i kompresja stóp kapitalizacji. Stawki czynszowe wzrosły o 0,1% w ciągu kwartału i o 2,5% w ujęciu rocznym, ale w porównaniu z ostatnim kwartałem spadły o 3,2%. Łańcuchy dostaw mają nadal kluczowe znaczenie w czasie pandemii, ale sektor ten odczuwa jednak spadek obrotów. W pierwszym kwartale 2020 roku wzrosty odnotowano tylko na czterech rynkach w porównaniu z szesnastoma w czwartym kwartale 2019 roku, w tym na dwóch rynkach w Niderlandach – w Hadze (+9%) i Rotterdamie (+1,5%).

Almond dodaje: „Nastroje w sektorze logistycznym są lepsze, ponieważ łańcuchy dostaw nadal odgrywają kluczową rolę w dystrybucji niezbędnych towarów. Ze względu na ograniczoną podaż w najważniejszych lokalizacjach, czynsze mogą jeszcze wzrosnąć – głównie w Niemczech i krajach Beneluksu. Wzrosty te będą jednak stanowiły wyjątek od reguły, ponieważ czynsze w przypadku najlepszych obiektów na rynku pozostaną na stabilnym poziomie”.

Raport „DNA of Real Estate” monitoruje czynsze i stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości w 46 miastach europejskich.

https://www.cushmanwakefield.com/en/united-kingdom/insights/dna-of-real-estate

Kraje nordyckie: Dania, Finlandia, Norwegia i Szwecja. Kraje Beneluksu obejmują Belgię, Luksemburg i Holandię. Do rynków semi-core zalicza się Irlandię, Włochy, Portugalię i Hiszpanię. Rynki Europy Środkowo-Wschodniej to: Bratysława, Czechy, Węgry, Polska i Rumunia.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – kwiecień 2020 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 71,4% rdr do 23,5 mld zł w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect o 1 176,6% do 1,1 mld zł w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 133,0% rdr do poziomu 521,2 tys. szt. w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na akcje o 131,3% rdr do poziomu 206,4 tys. szt. w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami na waluty o 12,5% rdr do poziomu 97,1 tys. szt. w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost wolumenu obrotu opcjami o 58,2% rdr do poziomu 23,2 tys. szt. w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost łącznego obrotu produktami strukturyzowanymi o 199,0% rdr do 268,9 mln zł w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost łącznego obrotu ETF-ami o 812,5% rdr do 100,2 mln zł w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost wartości obrotu obligacjami nieskarbowych na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń o 12,6% do poziomu 213,7 mln zł w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 35,3% do poziomu 24,6 TWh w kwietniu 2020 r.
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 23,7% rdr do 13,8 TWh w kwietniu 2020 r.

Łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 23,7 mld zł w kwietniu 2020 r., czyli o 69,4% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła w kwietniu 2020 r. o 71,4% rdr do poziomu 23,5 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła w kwietniu 2020 r. 1,176 mld zł, o 71,4% więcej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec kwietnia 2020 r. wyniosła 46 117,00 pkt i była o 23,3% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w kwietniu 2020 r. odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 1 002,0% rdr do poziomu 1,101 mld zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect w kwietniu wzrosła o 1 176,6% rdr i wyniosła 1,086 mld zł.

W kwietniu 2020 r. łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi wyniósł 847,8 tys. szt., czyli o 104,8% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 133,0% rdr do poziomu 521,2 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 131,3% rdr do 206,4 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 12,5% rdr do 97,1 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami wzrósł o 58,2% rdr do 23,2 tys. szt.

W kwietniu 2020 r. zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 199,0% rdr do poziomu 268,9 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 812,5% rdr do 100,2 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła 93,5 mld zł na koniec kwietnia 2020 r. wobec 90,0 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła w kwietniu 2020 r. o 12,6% rdr do poziomu 213,7 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła w kwietniu 2020 r. 18,4 mld zł wobec 33,3 mld zł rok wcześniej, co oznacza spadek o 44,6% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym w kwietniu 2020 r. wyniósł 24,6 TWh, co oznacza wzrost o 35,3% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 3,3% rdr do poziomu 2,8 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 42,6% rdr do poziomu 21,8 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł w kwietniu o 23,7% rdr do 13,8 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 10,1% do poziomu 2,1 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 32,6% rdr do poziomu 11,7 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł w kwietniu 2020 r. 2,2 TWh, co oznacza spadek o 63,7% rdr. Kwietniowe dane w tej linii biznesowej są nieporównywalne rdr z uwagi na zakończenie notowań certyfikatów kogeneracyjnych, które nastąpiło wraz z końcem czerwca 2019 r.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 57,1% rdr osiągając w kwietniu 2020 r. poziom 16,4 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł w kwietniu 2020 r. o 63,2% rdr, do wolumenu 2,0 TWh.

Kapitalizacja 397 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku na koniec kwietnia 2020 r. wyniosła 439,4 mld zł (96,7 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 445 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła na koniec kwietnia 2020 r. 827,8 mld zł (182,3 mld EUR).

Na Głównym Rynku GPW w kwietniu 2020 r. zadebiutowała spółka Games Operators, której wartość oferty wyniosła 24,2 mln zł.

Na rynku NewConnect w kwietniu 2020 r. zadebiutowały akcje spółki SimFabric (wartość oferty 0,6 mln zł).

W kwietniu 2020 r. na GPW odbyło się 20 sesji giełdowych, tak samo jak rok wcześniej.

W załączeniu dane o obrotach na rynkach prowadzonych przez Grupę GPW.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych
2 świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

3 ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Amazon ogłasza nową inwestycję w Łodzi

  • Amazon powiększy liczbę swoich inwestycji w Polsce o nowe centrum logistyki e-commerce w Łodzi;
  • To już druga inwestycja firmy w regionie łódzkim;
  • Nowe centrum logistyki e-commerce będzie odpowiedzią na rosnący popyt ze strony klientów, rozszerzy ofertę produktów Amazon i wesprze większą liczbę sprzedawców w ramach usługi „Fulfillment by Amazon”;
  • Rekrutacja na stanowiska specjalistyczne w obszarach inżynieryjnym, logistyki, IT i HR właśnie się rozpoczęła.

Amazon potwierdził plany otwarcia nowego centrum logistyki e-commerce o powierzchni 40000 m2 w Łodzi. Firma jest już obecna w regionie i zatrudnia ponad 700 pracowników w swoim centrum w Pawlikowicach, które zostało uruchomione jesienią 2019 roku. Nowa inwestycja jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie klientów na usługi Amazon w całej Europie i pozwoli utworzyć ponad 100 nowych miejsc pracy w regionie łódzkim.

Amazon już rozpoczął rekrutację na szereg nowo utworzonych stanowisk, w tym dla inżynierów, specjalistów HR i IT, specjalistów BHP i finansów oraz kierowników operacyjnych.

Wpływ na rozwój lokalnej gospodarki

„W Amazon jesteśmy dumni z tego, że możemy kontynuować rozwój i inwestycje, tworząc jeszcze więcej stałych miejsc pracy. Na każdym ze stanowisk oferujemy konkurencyjne wynagrodzenie, pakiet benefitów i szerokie możliwości rozwoju kariery w naszej szybko rozwijającej się globalnej organizacji – mówi Marian Sepesi, dyrektor regionalny Amazon i dodaje: – Region łódzki i jego niesamowici pracownicy mają kluczowe znaczenie dla naszej misji, jaką jest najlepsza obsługa naszych klientów. Cieszymy się, że możemy rozszerzyć naszą działalność w Polsce, a nowy zespół będzie odgrywał niezwykle istotną rolę w dostarczaniu najwyższej jakości usług w całej Europie. Wierzymy, że dzięki tej inwestycji będziemy mogli przyczynić się do wzrostu regionu łódzkiego, a chcielibyśmy to zapewnić poprzez ścisłą współpracę z firmami w tym regionie oraz władzami krajowymi i regionalnymi”.

„Cieszę się, że niedługo po uruchomieniu swojego pierwszego centrum logistycznego w naszej aglomeracji, tym razem firma Amazon zdecydowała się ulokować swoją inwestycję bezpośrednio w Łodzi. W tym trudnym dla nas wszystkich czasie każda kolejna inwestycja i tworzone w ślad za nią nowe, atrakcyjne miejsca pracy mają szczególne znaczenie dla miasta i jego mieszkańców. Liczymy, że decyzja Amazon umożliwi nam także realizację w przyszłości szeregu wspólnych inicjatyw, w tym w szczególności pogłębiających naszą dotychczasową współpracę na płaszczyźnie edukacyjnej i naukowej” – mówi Hanna Zdanowska, prezydent miasta Łodzi.

Amazon w Polsce:

Amazon działa w Polsce od 2014 r. W tym czasie firma wygenerowała w kraju ponad 14 miliardów złotych inwestycji w centra logistyczne, badania i rozwój oraz koszty osobowe. Amazon stworzył ponad 16000 stałych miejsc pracy w swoich 8 nowoczesnych Centrach Logistyki E-Commerce w Sadach koło Poznania, Sosnowcu, Kołbaskowie koło Szczecina, Bielanach Wrocławskich (gdzie znajdują się dwa obiekty firmy), Pawlikowicach koło Łodzi i Okmianach koło Bolesławca, w nowo powstałym centrum w Gliwicach, w Centrum Rozwoju Technologii Amazon w Gdańsku i oddziale Amazon Web Services w Warszawie.

Reakcja sektora handlowego na COVID-19

Branża handlowa, która nieustannie ulega transformacji w wyniku zmieniających się preferencji i oczekiwań konsumentów, musi kolejny raz szybko dostosować się do nowej rzeczywistości. Z powodu globalnej pandemii, wiele sklepów i restauracji zostało zamkniętych. Według prognoz branżowych, wiele marek w tym roku zniknie z rynku. Staramy się odnaleźć w kryzysie, którego nikt się nie spodziewał, a każdy dzień przynosi nowe wyzwania. W jaki sposób bezprecedensowe wyzwania związane z globalną pandemią wpływają na sektor handlowy?

Dwie strony medalu

W wyniku wprowadzonych 14 marca 2020 r. ograniczeń w funkcjonowaniu centrów handlowych w Polsce o powierzchni powyżej 2 000 mkw., czynne mogły być wyłącznie punkty sprzedające niezbędne produkty lub świadczące niezbędne usługi.

Wprawdzie ograniczenia dotyczące centrów handlowych wbrew wcześniejszym zapowiedziom, zostaną zniesione już w drugim etapie odmrażania gospodarki, czyli od 4 maja. Jednak funkcjonowanie galerii nadal stoi pod dużym znakiem zapytania. Z jednej strony zarządcy i właściciele muszą szybko wdrożyć wiele środków związanych z zapewnieniem klientom bezpiecznych warunków, z drugiej strony nie jesteśmy w stanie przewidzieć jak sami klienci zachowają się w tej nowej rzeczywistości, a także czy szybko, jeśli w ogóle, powrócą do swoich dawnych zwyczajów zakupowych. Przykłady z innych krajów pokazują, że proces ten będzie przebiegał raczej bardzo powoli – zaznacza Małgorzata Dziubińska, Associate Director, dział Doradztwa i Badań Rynkowych, Cushman & Wakefield.

W wyniku zawieszenia działalności znacznej części sklepów, restauracji i punktów usługowych pracę straciło wiele osób. Niektórzy operatorzy zamknęli centra dystrybucyjne, ponieważ popyt na ubrania, obuwie i akcesoria gwałtownie spada. Natomiast apteki oraz sklepy spożywcze i wielkopowierzchniowe z trudem nadążają z zaspokajaniem popytu i funkcjonują całodobowo, aby móc uzupełniać braki na półkach i utrzymywać czystość. Operatorzy sklepów internetowych działają pod presją, aby sprostać popytowi, i zatrudniają nowych pracowników w odpowiedzi na zapotrzebowanie ze strony klientów. Rzadko w branży handlowej obserwuje się tak skrajne przeciwieństwa – jeden sektor stara się nadążyć z obsługą zamówień, a drugi – przetrwać.

Odpowiedź branży

Jedna rzecz jest pewna – obecne wydarzenia zmienią branżę handlową na zawsze. Wiemy jednak, że w czasach kryzysu sieci handlowe nawiązują współpracę, aby sprostać wyzwaniom, pozyskać środki finansowe i zwiększyć świadomość. Ta innowacyjna i energicznie działająca branża mobilizuje się, aby zaspokoić najpilniejsze potrzeby w zakresie opieki zdrowotnej. Luksusowe marki, producenci piwa i alkoholi przestawiają zakłady na produkcję środków do dezynfekcji rąk. Firmy odzieżowe jak na przykład LVHM, czyli koncern, do którego należą takie marki, jak Louis Vuitton, Kenzo, Bulgari, Christian Dior szyją maseczki ochronne i fartuchy szpitalne zamiast sukni wieczorowych. W Polsce firma OTCF, właściciel marki 4F, zdecydowała się przekazać 20% obrotów ze swojego sklepu internetowego na rzecz szpitala zakaźnego MSWiA w Warszawie. Podobne działania podjęli również inni przedsiębiorcy.

Współpraca jest niezbędna

Marki jednoczą siły, aby przetrwać, ale niezbędna będzie współpraca z wynajmującymi, deweloperami i instytucjami finansującymi. To może być najważniejszy moment w historii naszego kraju, kiedy właściciele i najemcy powinni nawzajem się wspierać. Pośrednicy i doradcy z firm nieruchomościowych mogą ułatwić ich wzajemne relacje, zapewniając, aby ten ekosystem koncentrował się na pracownikach branży i konsumentach. Stworzenie tych relacji teraz przyniesie korzyści obu stronom w najbliższej perspektywie i w dalszej przyszłości.

Wykorzystywanie danych

Sieci handlowe, właściciele i deweloperzy obiektów handlowych będą teraz podejmowali złożone decyzje w oparciu o dane. Ocena lokalizacji i aktywów pod względem strategicznym będzie kluczowa przy podejmowaniu decyzji, które mają wpływ na poprawę wyników finansowych i wzrost wartości w dłuższej perspektywie. Firmy muszą rozumieć zmiany zachodzące w sektorze, w tym dotyczące regulacji i konkurencji oraz globalnych trendów. Muszą dokonać oceny płynności, zracjonalizować portfel sklepów i szukać oszczędności w łańcuchu dostaw. Do podjęcia właściwych decyzji dotyczących nieruchomości komercyjnych niezbędne będą dane, analizy i wiedza na temat konkurencji. Dzięki zebraniu odpowiednich informacji obie strony znajdą się na drodze do sukcesu.

Co dalej?

Firma Cushman & Wakefield jest gotowa wspierać deweloperów, wynajmujących i najemców w czasie obecnego kryzysu zdrowotnego i ekonomicznego. Oferujemy usługi doradztwa strategicznego oraz wsparcie zespołów wyspecjalizowanych pośredników, aby wspólnie zidentyfikować nowe szanse i możliwości. Branża handlowa dysponuje jednymi z najlepszych i najbardziej utalentowanych specjalistów, a dzięki połączeniu sił będziemy mogli przetrwać najgorsze i przygotować sektor handlowy na przyszły wzrost.

Wychodząc naprzeciw nowym okolicznościom, przygotowaliśmy programy wsparcia dla uczestników rynku nieruchomości komercyjnych:

Six Feet Retail i Retail Recovery Readiness How-to-Guide to nasz autorski program wsparcia dla właścicieli obiektów handlowych w zakresie przygotowania budynku do ponownego otwarcia, wdrożenia wytycznych rządowych w centrach handlowych, renegocjacji warunków umów najmu w warunkach przepisów Tarczy Antykryzysowej, rekomercjalizacji i repozycjonowania centrów handlowych, a także w zakresie przygotowania i implementacji strategii marketingowych oraz PR-owych, stanowiących odpowiedź na dynamicznie zmieniające się warunki rynkowe oraz nawyki zakupowe konsumentów – zaznacza Joanna Kłusek, partner, Retail Asset Services w Cushman & Wakefield.

Artykuł powstał na podstawie artykułu Barrie Scardiny pt. „Retail responds to COVID-19”. Link:

https://www.cushmanwakefield.com/en/insights/covid-19/retail-responds

Elon Musk z możliwością realizacji opcji na akcje Tesli. Microsoft zainwestuje w Polsce kwotę 1 mld USD

Kontrakty futures na indeksy giełdowe w Stanach Zjednoczonych rosną we wtorek po południu. Katalizatorem zwyżki jest m.in. wzrost cen ropy naftowej, który nastąpił wraz z łagodzeniem restrykcji związanych z epidemią koronawirusa przez szereg krajów, ponieważ te próbują ożywić swoje gospodarki. To z kolei wpływa na wzrost oczekiwań co do popytu na ropę i pomaga takim gigantom energetycznym jak Exxon Mobil Corp. i Chevron Corp.

Z ciekawych historii na Wall Street warto wspomnieć, że szef Tesli Elon Musk zakwalifikował się w poniedziałek do możliwej wypłaty 700 milionów dolarów, zaledwie trzy dni po tym, jak napisał w tweecie, że cena akcji jest zbyt wysoka. Akcje Tesla Inc podskoczyły wczoraj o ponad 8%. Tym samym wartość giełdowa Tesli osiągnęła sześciomiesięczną średnią na poziomie 100,2 mld dolarów. Co to oznacza? Osiągnięcie półrocznej średniej na poziomie 100 mld USD daje Muskowi nabycie uprawnień do pierwszej z 12 transz opcji na zakup akcji Tesli. Zostało to uzgodnione w 2018 r. Każda z transz daje Elonowi Muskowi opcję kupna 1,69 mln akcji spółki po 350,02 USD. Jeśli wziąć pod uwagę obecną cenę akcji wynoszącą powyżej 760 USD, to Musk na sprzedaży akcji z realizacji opcji mógłby zarobić około 700 mln USD.

Nie sposób też nie nadmienić, że gigant technologiczny Microsoft zainwestuje w Polsce kwotę 1 mld USD. Wszystko to w ramach planu, który zakłada otwarcie centrum danych w naszym kraju w celu świadczenia usług w chmurze dla firm i instytucji rządowych. Microsoft podpisał umowę z krajowym dostawcą chmury (Chmura Krajowa), aby świadczyć usługi w chmurze w Polsce, ponieważ kraj Europy Środkowej stara się pozycjonować jako regionalne centrum technologiczne — podano w komunikacie. Cena akcji Microsoftu zbliża się do swojego historycznego maksimum po tym jak notowania tąpnęły na fali paniki wywołanej rozszerzającą się epidemią. Wtedy jeszcze akcje kosztowały niecałe 190 USD za sztukę, teraz kosztują niecałe 180 USD.

Po południu kontrakt terminowy na indeks S&P 500 rośnie o ponad 1 proc. Podobnie jak kontrakt na indeks Dow Jones, a z kolei futures na Nasdaq 100 zyskuje ponad 1,15 proc.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

1,76 miliarda złotych obrotów Grupy Muszkieterów w pierwszym kwartale 2020 r.

Grupa Muszkieterów zakończyła pierwszy kwartał 2020 roku z obrotami wyższymi o ponad 100 milionów złotych, co oznacza ponad 6-proc. wzrost, w porównaniu do analogicznego okresu w roku ubiegłym. Obroty zarządzanych przez Grupę sieci sklepów Intermarché, wraz ze stacjami paliw, oraz Bricomarché wyniosły w Polsce w omawianym okresie 1,76 miliarda złotych. W obecnej trudnej sytuacji, związanej z epidemią COVID-19, Muszkieterowie dokładają wszelkich starań, by zapewnić klientom dostęp do wielu produktów pierwszej potrzeby. W przypadku sieci Intermarché są to m.in. produkty spożywcze, artykuły przemysłowe i środki czystości. Natomiast w sklepach Bricomarché klienci znajdą artykuły niezbędne do codziennego funkcjonowania ich gospodarstw domowych, np. opał, środki czystości i chemiczne, artykuły gospodarcze czy karmy dla zwierząt.

Na początku roku wszystkie branże, w tym handlowa, musiały stawić czoła wyjątkowemu i bezprecedensowemu wydarzeniu – epidemii koronawirusa. W związku z tym kluczowe stało się dla nas wprowadzenie wszelkich możliwych środków zwiększających bezpieczeństwo klientów i pracowników sklepów obu naszych sieci, stacji paliw, centrali oraz magazynów. Drugim naszym celem jest zapewnienie klientom zarówno Intermarché, jak i Bricomarché, stałego dostępu do produktów niezbędnych do codziennego funkcjonowania ich gospodarstw domowych mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i dodaje W pierwszym kwartale br. wypracowaliśmy satysfakcjonujące obroty, jednak już w marcu Grupa Muszkieterów odczuła skutki kryzysu wywołanego COVID-19. Ograniczenia wprowadzone 13 marca szczególnie dotknęły supermarkety naszych sieci zlokalizowane w galeriach handlowych. Odbudowanie obrotów w tych sklepach będzie długotrwałym i kosztownym procesem. Przewidujemy również, że wyniki osiągnięte w drugim kwartale będą niższe ze względu na pandemię, ponieważ obecna sytuacja silnie oddziałuje na decyzje zakupowe klientów. Wpłynie to zarówno na wyniki sieci Intermarché poprzez mniejsze zapotrzebowanie na produkty podczas świąt wielkanocnych, jak i Bricomarché z uwagi na opóźnienie sezonowych prac w ogrodzie.

Intermarché – ponad 10 proc. wzrost obrotów na sklepach porównywalnych q/q

Sieć supermarketów spożywczych Intermarché, wraz z przymarketowymi stacjami paliw, wypracowała w pierwszym kwartale 2020 roku obroty w wysokości blisko 1,24 miliarda złotych. Obroty like-for-like (na sklepach porównywalnych) wzrosły w tym czasie o 10,5 proc w porównaniu z tym samym okresem w roku ubiegłym.

Najważniejszym osiągnięciem prorozwojowym sieci w pierwszym kwartale był rozwój usługi zakupów przez internet – Intermarché Drive w kolejnych miejscowościach. Od początku roku rozwiązanie zostało wprowadzone w pięciu kolejnych lokalizacjach – Legnicy, Bukownie, Toruniu, Gostyniu i Śremie. W związku z bieżącą sytuacją, w trosce o zapewnienie większego komfortu i bezpieczeństwa klientów, sieć planuje uruchomienie tej usługi w tym roku w kilkudziesięciu kolejnych miastach.

Bricomarché – otwarcia kolejnych placówek handlowych

Pierwszy kwartał bieżącego roku przyniósł także wzrosty dla supermarketów działających pod szyldem Bricomarché. Obroty sieci z sektora „dom i ogród” wyniosły blisko 520 milionów złotych i były wyższe o 7,2 proc. w porównaniu z analogicznym okresem w roku ubiegłym.

W 2020 roku Bricomarché także intensywnie rozwija usługi z zakresu e-commerce. Od końca marca we wszystkich 166. supermarketach sieci w Polsce, klienci mają możliwość zamawiania produktów z oferty za pośrednictwem internetu z dostawą do domu lub na miejsce prowadzonej inwestycji. Ponadto większość z nich, obecnie 120 sklepów, oferuje również usługę dostawy kurierem w dowolne miejsce w Polsce.

W pierwszym kwartale 2020 roku sieć rozszerzyła także możliwość robienia zakupów stacjonarnie poprzez otwarcie placówek handlowych w dwóch kolejnych lokalizacjach. 26 lutego br. miało miejsce otwarcie drugiego supermarketu Bricomarché w Bytomiu. Co istotne pierwszy sklep sieci w tym mieście został uruchomiony zaledwie pół roku wcześniej. Z kolei od 11 marca br. z bogatej oferty supermarketu mogą także korzystać mieszkańcy Koszalina.

W połowie lutego przedsiębiorcy prowadzący sklepy pod szyldem Bricomarché mieli okazję spotkać się bezpośrednio z dostawcami podczas VII edycji wiosennych Targów Bricomarché. W tym roku, w wydarzeniu organizowanych przez sieć, wzięła udział rekordowa liczba uczestników – aż 4 000 osób. Tematem przewodnim lutowych targów były materiały budowlane oraz majsterkowanie.

2020 rok jest dla nas szczególnie wyjątkowy, ponieważ właśnie w tym roku obchodzimy 20-lecie naszej działalności na polskim rynku. W ciągu tych 20 lat nasza sieć bardzo się rozwinęła. Obecnie w jej strukturach jest już 166. sklepów. W tym roku chcemy postawić na otwarcia kolejnych supermarketów, a także rozwijanie naszej usługi e-commerce, która gwarantuje klientom wygodne i bezpieczne zakupy mówi dr Katarzyna Jańczak-Stefanide, Dyrektor Generalna sieci Bricomarché w Polsce.

Pandemia mocno napędza rynek startupów. Eksperci: Innowacyjne podmioty stoją przed dużą szansą

Zdaniem ekspertów, rynek startupów w Polsce będzie silniejszy po zakończeniu pandemii. Każdy kryzys stanowi dobry grunt dla innowatorów. Widać też, że teraz tego typu podmioty radzą sobie dobrze. Do tego obecna sytuacja stwarza szansę na rozwój dla spółek działających w sferze szeroko pojętej profilaktyki zdrowotnej. To również idealny czas dla projektów związanych z obszarem online’owym, w tym z pracą zdalną czy e-edukacją. Ale pandemia niesie ze sobą także zagrożenia. Część z takich firm upadnie. Już można zauważyć, że inwestorzy chętniej ograniczają ryzyko, tj. wolą obejmować mniejsze udziały. Jednak branży takie ruchy nie zniechęcają. Jest wręcz przeciwnie. 

Mocny rynek

Kryzys to najlepszy grunt dla rozwoju innowacji. Powstanie na nim wiele spółek, a istniejące zmienią swoje modele biznesowe, co stwierdza Małgorzata Walczak, dyrektor inwestycyjny w PFR Ventures. I zaznacza, że wśród tzw. jednorożców było wiele firm zakładanych właśnie w czasach poprzedniego kryzysu, tj. w latach 2008–2009. Z kolei Anna Szymańska, wiceprezes zarządu DGA SA, przypuszcza, że wkrótce na rynku pojawi się wiele nowych podmiotów gospodarczych. Zostaną one utworzone przez osoby, które utraciły pracę z powodu pandemii. W ten sposób będą szukać niszy rynkowych i szansy na odnalezienie się na rynku pracy.

– Od 2014 roku, czyli od początku obecnej perspektywy finansowej, rynek startupów w Polsce zaczął dynamicznie się rozwijać. Powstały programy, akceleratory czy fundusze, które przekazywały bardzo dużo środków na rozwój najmniejszych przedsiębiorstw. Wcześniej sytuacja wyglądała gorzej pod tym względem. Moim zdaniem, rynek będzie coraz bardziej dojrzały. Będą temu sprzyjać m.in. polityka Komisji Europejskiej dot. finansowania przedsiębiorczości oraz działania rządowych agencji, takich jak  NCBiR czy PARP – komentuje Włodzimierz Kuc, dyrektor Działu Inwestycji B+R Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Jak prognozuje ekonomista Marek Zuber, po pandemii rynek startupów może być trochę silniejszy. Tak się stanie, jeśli państwowe podmioty bardziej otworzą się na ryzyko. Na wielką rewolucję w zakresie wspierania startupów nie ma co liczyć. Z kolei Paweł Szydłowski, prezes oraz partner w ABAN Fund, podkreśla, że większość startupów z założenia „przepala” gotówkę, doskonaląc projekt i budując skalę działalności. Tymczasem zarówno klienci indywidualni, jak i przedsiębiorcy zaczęli funkcjonować w dużo mniej przewidywalnym środowisku, m.in. ze względu na lockdown, redukcje wynagrodzeń czy zwolnienia. Będzie więc ich trudniej przekonać do zakupów czy inwestycji.

– Z naszych obserwacji wynika, że startupy dość dobrze radzą sobie w nowej roli. Wiele z nich ma narzędzia, które umożliwiają im funkcjonowanie zdalne. Jednocześnie tego typu podmioty w sposób kreatywny dostosowują swoje produkty do potrzeb klientów, a także szukają nowych rynków zbytu. Pandemia to czas, kiedy papier jest potencjalnym medium infekcji, a znaczenie zyskują e-rozwiązania, np. elektroniczne systemy obiegu dokumentów, podpis elektroniczny czy e-konsultacje – mówi Joanna Juszczyszyn-Klimek, dyrektor Departamentu Zarządzania Projektami w DGA SA.

Jak przekonuje Marcin Seniuk z Departamentu Rozwoju Startupów w Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, ryzyko jest nieodzownym elementem przedsięwzięcia startupowego. Okoliczności pandemii tego nie zmieniają, ale istotnie przetasowują priorytety w zakresie tego, jakie rozwiązania technologiczne stają się potrzebne tu i teraz. Startupy jako dynamiczne, zwinne organizacje z dobrym wyczuciem rynku stosunkowo szybko mogą adaptować się do nowych okoliczności.

Perspektywy rozwoju

– Żaden stan w gospodarce nie trwa wiecznie. To, że dzisiaj firmy produkujące środki odkażające notują ogromne wzrosty, wcale nie znaczy, że po okresie pandemii sytuacja będzie równie korzystna. Liczba konkurentów gwałtownie wzrosła. Tak więc wystąpi konieczność znalezienia nowych szans – twierdzi Anna Szymańska.

Według Pawła Szydłowskiego, na pandemii mogą skorzystać podmioty, które były i są w stanie zaoferować przydatne rozwiązania w szeroko pojmowanej sferze profilaktyki i leczenia koronawirusa. Przykładowo, spółka WARMIE wykonała niewielki pivot i poszerzyła funkcjonalności swojego produktu. Zrobiła to tak, aby służył on do precyzyjnego i ciągłego monitorowania temperatury ciała. A wcześniej nastawiano się przede wszystkim na monitorowanie trudno gojących się ran.

– Czas pandemii to okazja na rozwój dla firm oferujących produkty deficytowe w tym czasie. Okazują się nimi środki higieny, maseczki, kombinezony i rękawiczki ochronne. Startupy posiadające drukarki 3D redukują braki niezbędnego sprzętu medycznego. W ostatnich dniach do naszego Akceleratora zgłosił się startup z prototypem respiratora – wersją dużo tańszą, lżejszą i łatwiejszą do wykonania. Aktualnie poszukujemy odbiorcy technologii dla niego – informuje Joanna Juszczyszyn-Klimek.

Natomiast Marek Zuber podkreśla, że startupy prawdopodobnie pójdą w kierunku zabezpieczenia komunikacji między osobami czy wykrywania wirusa wywołującego COVID-19. To mogą być np. supernowoczesne maseczki albo okulary, które pozwolą stwierdzić obecność wirusa.

– Duże szanse na rozwój mają również startupy pracujące nad rozwiązaniami automatyzacji czy optymalizacji działania firm, a także produktów z obszaru online. Dotyczy to zwłaszcza telemedycyny oraz rozrywki – gier, e-commerce, pracy zdalnej oraz e-edukacji. Jednak inne, skupiające swoje działania przede wszystkim na bezpośrednim kontakcie z drugim człowiekiem oraz przemieszczaniem się, mogą mieć ogromne trudności. Chodzi tu o branże szczególnie zagrożone po pandemii, takie jak np. turystyczna, gastronomiczna, hotelarska, lotnicza, eventowa czy handlowa – analizuje ekspert z DGA SA.

Ryzyko na rynku

Z kolei Marcin Seniuk zaznacza, że statystyczna przeżywalność startupów zapewne nie ulegnie dużej zmianie. Na miejsce każdego, który nie poradzi sobie w trudnym okresie pandemii oraz czasie po niej, powstanie kolejny podmiot szukający rynkowych szans. Nowa rzeczywistość kreuje nowe potrzeby – zdolność do ich identyfikacji to niewątpliwie specyfika i jednocześnie siła środowiska startupowego.

– Uniwersytet Stanforda przekonuje, że 90% startupów upada, a tylko 10% jest w stanie przetrwać.  Jeśli więc polski urzędnik zna te wielkości, to prawdopodobnie będzie się po prostu bał inwestować. Jeżeli już nawet nie 90%, a 50% tych pieniędzy nie zwróci się, to może mieć obawy, że ktoś go w przyszłości z tego rozliczy. Przecież mogą pojawić się podejrzenia, dlaczego akurat ten nierentowny podmiot otrzymał dofinansowanie. A będą przecież kolejni innowatorzy zainteresowani uzyskaniem wsparcia – stwierdza Marek Zuber.

31 marca 2020 r. PARP zakończyła czwartą rundę naboru wniosków o dofinansowanie w ramach poddziałania 1.1.2 POPW „Rozwój startupów w Polsce Wschodniej”. Dokumenty złożyło 57 przedsiębiorców, co oznacza największe zainteresowanie konkursem spośród zakończonych rund. W kolejnej można składać wnioski do 31 maja br. Agencja przewiduje, że o wsparcie będzie ubiegać się zbliżona liczba chętnych.

– W trakcie pierwszego miesiąca od tzw. lockdownu, czyli dokładnie od 16 marca, odbyliśmy ponad 20 spotkań z naszymi funduszami. Zaowocowało to przygotowaniem 11 przelewów, które stopniowo trafiają do startupów. Dla inwestorów obecny czas to także szansa na objęcie udziałów w spółkach taniej, niż gdyby miało to miejsce przed pandemią – przekonuje dyrektor inwestycyjny w PFR Ventures.

Z obserwacji prezesa ABAN Fund, wynika, że ostatnio podejście pomysłodawców nie zmieniło się w sposób istotny. Jednak widoczna jest gotowość do większych ustępstw i chęć szybszego zamknięcia negocjacji, jeżeli fundusz jest zainteresowany inwestycją. Zdaniem eksperta, wynika to prawdopodobnie z niepewnej przyszłości. Ale ta niewiadoma jest widoczna również po stronie zarządzających funduszami. Oni chętniej podchodzą do podzielenia ryzyka i obejmowania mniejszych pakietów w ramach inwestycji.

– Na pewno na rynku nastąpią zmiany. Mam na myśli zarówno modele biznesowe, jak i branże, które się rozwiną. Natomiast państwo nie wycofa się ze współfinansowania rozwoju spółek technologicznych. To siła napędowa gospodarki, a kierunki i cel działań w tym obszarze wyznaczają m.in. unijne wytyczne i rządowe dokumenty. Rozwój nowych technologii i innowacyjnych sektorów, m.in. branży fintechowej, jest wspierany miliardami złotych ze środków publicznych, głównie z Funduszy Europejskich. To kierunek, który zostanie utrzymany w kolejnej perspektywie unijnej – podsumowuje dyrektor Działu Inwestycji B+R w NCBiR.

Jak Covid-19 zmieni sposób naszej pracy

Wraz z sukcesywnym odmrażaniem gospodarki będziemy wszyscy powoli wracali do “nowej normalności”. Wszystko wskazuje na to, że w jej ramach na stałe zmieni się sposób pracy tysięcy osób w Polsce.

Po pierwsze – upowszechnienie pracy zdalnej

To, co zmienia obecna sytuacja, to powszechność pracy zdalnej. Dotyczy to także branży IT, która – gdy nastał czas pandemii – miała o tyle komfortową sytuację, że od dawna była przyzwyczajona do współpracy z rozproszonymi zespołami i miała wypracowane procedury sprawnego działania. O ile do tej pory standardem była praca zdalna przez jeden dzień w tygodniu, o tyle teraz proporcje te mogą się odwrócić. Wracanie na siłę do “starego” porządku nie ma zbyt wiele sensu. Warto wyciągnąć wnioski z obserwowania efektywności swoich organizacji z ostatnich tygodni i dopracować model działania.

Po drugie – nacisk na lepsze planowanie pracy

W dobie zaawansowanych narzędzi do współdzielenia zadań, wyzwaniem nie jest sama praca zdalna, ale “zgranie” wszystkich członków zespołu, by np. pracowali w podobnych godzinach. Ustalenie dobrych praktyk dotyczących organizacji miejsca pracy (gdziekolwiek ono się znajdzie) oraz odpowiednich zasad w zespołach w postaci tzw. “team agreements” to absolutny priorytet organizacji w nowej normalności. Zespoły wewnętrzne oraz klienckie powinny mieć swobodę w ustalaniu swojego rytmu i zasad komunikacji, który dla nich jest najlepszy. Nie ma jednego rozwiązania dobrego dla wszystkich.

Po trzecie – zmiana formatu spotkań

Duża liczba spotkań online potrafi obecnie przytłoczyć i zmęczyć fizycznie. Firmy mają dużą szansę na dopracowanie swojej organizacji pracy, a w szczególności formatów spotkań. Wielokrotnie miały one złą formułę, brak określonego celu, zbyt szerokie grono uczestników, były mało wydajne. Zamiast angażować do dyskusji i działania, zabierały tylko dużo cennego czasu.

Po czwarte – nowy wymiar integracji

Gdy pracownicy nie spotykają się na co dzień, a imprezy integracyjne będą mocno ograniczone jeszcze przez jakiś czas, wyzwaniem może być także dbanie o pozytywną atmosferę w pracy. Na początku społecznej izolacji w 7N dostarczyliśmy naszym pracownikom i konsultantom kwiaty, symboliczny las w słoiku czy “zestaw przetrwalnikowy” z kawą i herbatą. W “nowej normalności” pracownicy docenią drobne gesty. Do spotkań osobistych na co dzień wrócimy i nadal będą one potrzebne, ale pewnie w innym rytmie.

Po piąte – autonomia wynikająca z zaufania

Nowa organizacja pracy sprawi, że jeszcze bardziej na znaczeniu zyska kultura i wartości firmy. Dlatego tak ważny okaże się dobór osób, które faktycznie podzielają wartości ważne dla organizacji. Wówczas, zamiast kontrolować pracowników i drobiazgowo śledzić postępy w wykonywanych zadaniach, można oprzeć się na zaufaniu i w ten sposób zapewnić wysoką jakość realizowanych zadań. To właśnie będzie wyróżniać najlepsze “miejsca” i “e-miejsca” pracy.

Jakub Strzemżalski, Wiceprezes, 7N

Revolut ma w Polsce 1 milion klientów

  • Społeczność użytkowników aplikacji Revolut w Polsce liczy już 1 milion osób
  • Polscy klienci Revolut wydali w tym roku z jego pomocą ponad 1 miliard PLN
  • Najczęstsze wydatki to zakupy (22%), podróże (17%), artykuły spożywcze (14%) 
  • Za zakupy większość klientów płaciła online, często kartami wirtualnymi lub
    dla większego bezpieczeństwa, kartami wirtualnymi ze zmiennym numerem


Warszawa, 5 maja 2020 – Revolut, globalna platforma usług finansowych, z której korzysta 10 milionów użytkowników w Europie, ogłosił oficjalnie, że ma ponad 1 milion klientów w Polsce. W najnowszym badaniu Revolut Money Report firma przeanalizowała w jakich sytuacjach Polacy sięgają najczęściej po Revolut. Fintech przypomina też jak zwiększyć bezpieczeństwo transakcji przy płatnościach internetowych i stacjonarnych.

Na co polscy klienci Revolut wydają pieniądze?

Wydatki Polaków z pomocą Revolut (2019-2020)Ponad 1 000 000 Polaków powierzyło Revolut swoje transakcje. W ciągu ostatnich 12 miesięcy wydali z pomocą aplikacji 3,5 miliarda PLN. Revolut postrzegany jest jako aplikacja i karta przydatna w podróży. Dane wskazują jednak na to, że Polacy nie używają go wyłącznie za granicą. W rzeczywistości, płacą nim za produkty i usługi w szerokim spektrum kategorii, takich jak zakupy (22%), podróże (17%), artykuły spożywcze (14%), restauracje (13%), transport (12%), rozrywka (6%), usługi (6%), zdrowie (4% wartości wydatków). Prym wiodą jednak zakupy.

Online czy offline?

Wiodącą kategoria wydatków z pomocą Revolut w Polsce są zakupy. Klienci płacą za nie kartami fizycznymi oraz kartami wirtualnymi i wirtualnymi ze zmiennym numerem. Którego typu płatności jest najwięcej? W ciągu ostatnich 12 miesięcy polscy klienci Revolut wydali online ponad 1 miliard PLN. Kategoriami, w których transakcje online przeważały, były usługi (72%), rozrywka (62%) i zakupy (51%). Różnice te, ze względu na kwarantannę, pogłębiają się na korzyść płatności w sieci. Ich udział systematycznie rośnie.Wydatki Polaków z pomocą Revolut (mln PLN)

Jak zadbać o bezpieczeństwo przy zakupach online?

Wiele osób płacących do tej pory offline, testuje obecnie, z uwagi na kwarantannę i konieczność przebywania w domu, płatności mobilne i online. Osoby stawiające pierwsze kroki w świecie mobilnym i online są w dużo większym stopniu narażone na ryzyko cyberoszustwa. W trosce o ich bezpieczeństwo, Revolut udostępnił karty wirtualne ze zmiennym numerem do bezpiecznych transakcji w internecie wszystkim swoim klientom, również użytkownikom darmowych planów Standard. Oto co mają do dyspozycji:

  • Karty wirtualne. Użytkownicy Revolut mogą tworzyć w aplikacji karty wirtualne i stosować je wyłącznie do płatności w sieci. Karty te można dezaktywować kiedy tylko przestają być potrzebne.
  • Karty wirtualne ze zmiennym numerem. Dane tego typu karty są niszczone niezwłocznie po transakcji online a w ich miejsce pojawiają się w aplikacji nowe dane karty. To dodatkowy poziom bezpieczeństwa na wypadek, gdyby użytkownik padł ofiarą oszustwa kartowego, zwłaszcza przy zakupach w mniej znanych nam sklepach internetowych.
  • 3D Secure. Klienci Revolut podczas płatności kartą na stronach internetowych wspierających standard bezpieczeństwa 3DS dostają automatyczne powiadomienie push z prośbą o potwierdzenie transakcji.

Jak chronić się gdy trzeba zapłacić kartą fizyczną?

Trudno jest całkowicie uniknąć sytuacji, gdy kupujemy coś offline. Co wtedy? Revolut radzi klientom by powstrzymali się teraz od stosowania gotówki i wszelkie transakcje przeprowadzali bezstykowo – za pomocą karty lub telefonu (Apple Pay lub Google Pay). Użytkownicy Revolut mają też do dyspozycji wiele funkcji bezpieczeństwa, które chronią ich płatności offline i karty fizyczne:

  • Płatności bezstykowe. Gdy użytkownicy Revolut nie wykorzystują w danym momencie karty fizycznej do płatności online, mogą jednym kliknięciem w aplikacji całkowicie wyłączyć tą funkcjonalność, dla większego bezpieczeństwa, i aktywować ją tuż przed podejściem do kasy.
  • Bezpieczeństwo oparte na geolokalizacji. Klienci Revolut mogą włączać i wyłączać tą funkcję w zakładce bezpieczeństwo karty, bezpośrednio w aplikacji. Po włączeniu, transakcje kartą nie przejdą w terminalu jeśli telefon właściciela nie znajduje się w pobliżu karty.
  • Płatności z paskiem magnetycznym. Choć dziś są już coraz rzadziej spotykane, należą do ulubionych metod płatności wśród oszustów, którzy klonują i fałszują karty. Użytkownicy Revolut mogą tę formę płatności kartą włączyć i wyłączyć jednym kliknięciem w aplikacji.
  • Wypłaty z bankomatu. Klienci Revolut jeśli nie planują wypłacać gotówki, mogą tę funkcjonalność karty po prostu wyłączyć. W ten sposób są chronieni przed oszustwami typowymi dla transakcji bankomatowych. Revolut rekomenduje używanie nowoczesnych bankomatów, z bezstykowym czytnikiem, które nie wymagają wkładania karty do maszyny.

Co gdy karta lub jej dane zostaną skradzione?

Revolut zbudował oparte na uczeniu maszynowym algorytmy, które 24/7 monitorują i wykrywają w czasie rzeczywistym aktywności na karcie, koncie lub w aplikacji, które odbiegają od normy, czyli standardowego sposobu wykorzystania Revolut przez jego użytkownika. Gdy tylko system oznaczy taką aktywność – może to być płatność lub przelew – blokuje ją automatycznie i powiadamia użytkownika. Jeśli klient potwierdzi w aplikacji, że to jego transakcja, jest ona bez przeszkód procesowana. Gdy okaże się, że kartą chciał posłużyć się złodziej lub oszust, karta jest blokowana, a klient może jednym kliknięciem zamówić nową kartę.
Nasze funkcje bezpieczeństwa online i offline opierają się zaawansowanych technologiach, co czyni transakcje za pomocą kart Revolut jednymi z najbezpieczniejszych na rynku i chroni naszych użytkowników przed ryzykiem kradzieży, fałszerstwa lub oszustwa. Wirtualne karty ze zmiennym numerem do bezpiecznych zakupów w sieci to unikatowe rozwiązanie. Wcześniej były dostępne tylko w płatnych planach Premium i Metal. Teraz oddajemy je w ręce wszystkich polskich klientów” – powiedział Karol Sadaj, country manager Revolut w Polsce.

Rynek mieszkaniowy w dobie pandemii – jest światełko w tunelu?

Pomimo pandemii koronawirusa, pierwszy kwartał na pierwotnym rynku mieszkaniowym w Polsce przyniósł zaskakująco wysoką sprzedaż mieszkań – o 7% więcej, niż przed kwartałem oraz o 14% więcej, niż w analogicznym okresie w zeszłym roku. Czy kryzys deweloperów się nie ima? Trudno obecnie o jednoznaczną ocenę, choć ciekawych wniosków dostarcza analiza rynków azjatyckich.

Wszyscy deweloperzy mieszkaniowi od kilku tygodni zgodnie zadają sobie jedno, zasadnicze pytanie: jaka przyszłość czeka rynek w Polsce? Aby móc prognozować to, co nadejdzie, należy spojrzeć w tył. Co tam widzimy? Jeden z najszybciej rosnących segmentów polskiej gospodarki w ostatnich latach. Czy jeśli będziemy już upadać, to z wysokiego konia? Jak podkreślają eksperci, niekoniecznie.

– Dynamiczny rozwój rynku w ostatnich latach wynikał w dużej części z zamożności Polaków, a nie wyłącznie ekspansji kredytowej, jak miało to miejsce w przypadku ostatniego kryzysu gospodarczego w 2008 roku. Znaczący udział transakcji gotówkowych w sprzedaży mieszkań w Polsce sprawia, że rynek powinien okazać się mniej podatny na ryzyko kredytowe, a tym samym bardziej odporny na skutki ewentualnego kryzysu – ocenia Michał Styś, CEO firmy OPG Property Professionals zarządzającej projektami deweloperskimi.

Analizując możliwe scenariusze, warto przyjrzeć się doświadczeniom rynków azjatyckich, które jako pierwsze zetknęły się z problemem koronawirusa. Jak wynika z danych SouFun-CREIS, jednego z największych chińskich portali branży nieruchomości, w ostatnim tygodniu stycznia w Szanghaju sprzedano rekordowo niską liczbę mieszkań – 62. W tamtym czasie każdego dnia przybywało po 1500-2000 nowych, potwierdzonych przypadków zakażenia. W tygodniu 9-15 marca, kiedy to liczba nowych chorych zmalała do kilkunastu osób dziennie1, sprzedano już 1374 mieszkań. Firma Capital Economics podaje zaś, że w ciągu pierwszych 17 dni marca w 30 największych miastach w Chinach swoich nabywców znalazło 39 455 lokali – ponad 8,5 razy więcej, niż w analogicznym okresie w lutym

– Choć należy być ostrożnym w wyciąganiu jednoznacznych wniosków dla Europy na podstawie doświadczeń Azji, jedno wydaje się pewne – im lepiej i sprawniej dany kraj zareagował na zagrożenie epidemii, tym łagodniejsze zmiany przechodził rynek nieruchomości. Potwierdza to chociażby przypadek Singapuru, który podjął szybkie i zdecydowane kroki w celu zahamowania epidemii – podkreśla Michał Styś. – W Polsce szczyt zachorowań jeszcze przed nami. Patrząc na doświadczenia innych państw spodziewamy się jednak, że po trwałym wypłaszczeniu krzywej zakażeń w naszym kraju nastąpi dynamiczny wzrost liczby transakcji, szczególnie wśród klientów kupujących pierwsze mieszkanie – podsumowuje ekspert OPG Property Professionals.

1 https://www.worldometers.info/coronavirus/country/china/

Tak się gra, jak przeciwnik pozwala

Maksymy Kazimierza Górskiego znajdują zastosowanie na rynkach finansowych. Jednego dnia rynki idą w dół, by kolejnego odbijać na naciąganych podstawach. Trudno szukać sensu w wahaniach nastrojów i zwyczajnie trzeba brać, co rynek oferuje w danej chwili. Czy to jest eskalacja sporu USA-Chiny, dalsze łagodzenie warunków lockdownu albo ponure dane makro.

Trump zmącił rynkowy optymizm oskarżeniami wobec Chin i dla rynków wydało się to na tyle poważne, by wczoraj ochoczo przesiadać się z aktywów ryzykownych w stronę bezpiecznych przystani. Dziś mamy pełny obrót przy powielaniu doniesień o niskiej liczbie zachorować w Nowym Jorku i planach otwarcia Kalifornii. Wspominany przeze mnie kilkukrotnie strach przed przegapieniem rajdu podsycana ruchy w obu kierunkach bez straty czasu na dogłębną analizę czynników. Na ile starczy paliwa dla dzisiejszych wzrostów? „Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe.”

Akcje i ropa naftowa są wyżej, cofają się USD i JPY. W ciągu jednej doby mogliśmy otrzymać streszczenie tego, co może czekać rynki w ciągu kolejnych tygodni – ruch boczny zanim wzmocnione zostanie przekonanie o wychodzeniu z defensywnych pozycji. Niska alokacja po marcowym załamaniu rynków tworzy potrzeby odnowienia pozycji i inwestorzy zdają się wyolbrzymiać znaczenie pozytywnych informacji. Z drugiej strony Jednocześnie trzeba podkreślić kruchość wszelkich mini-rajdów ryzyka i łatwość zmiany nastrojów. Rozwój kryzysu medycznego pozostaje dynamiczny i prognozowanie perspektyw rozwoju sytuacji jest obarczone dużą niepewnością. Będzie to prowadzić do gwałtownego wygaszania optymizmu przy każdej oznace zwątpienia.

Dane makro będą przypominać o paskudnej sytuacji w gospodarce globalnej. Wczoraj indeks nastrojów europejskich inwestorów Sentix wbrew oczekiwaniom nie odbił od 11-letnich minimów, sugerując słabe przekonanie uczestników rynku do szybkiego odbicia cen aktywów. Dziś ISM dla usług z USA, jak bardzo na lockdownie ucierpiał kluczowy dla gospodarki sektor. Powtórzenie zaskakującego odczytu powyżej 50 pkt z marca jest niemożliwe z pewnym załamaniem po stronie aktywności biznesowej, zamówień i zatrudnienia. Mroczny wstęp przed piątkowym raportem z rynku pracy, który ma wskazać na ubytek 22 mln miejsc pracy w kwietniu.

Złoty odbił wczoraj wraz z poprawą ogólnorynkowych nastrojów i dziś rano EUR/PLN miał krótką wizytę pod 4,54, ale już dynamicznie odbija ponad 4,55. Uzależnienie od zmiennych humorów na rynkach zewnętrznych nie jest w moim odczuciu czynnikiem pozwalającym na umocnienie złotego poza ostatni kanał konsolidacji. Jeśli już to bardziej kruchy wydaje się „sufit” przy 4,57.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nowa inwestycja Microsoft w regiony Azure, Office 365, Dynamics 365 i Power Platform

Transformacja cyfrowa w Polsce nabiera tempa. Nowa inwestycja Microsoft w regiony Azure, Office 365, Dynamics 365 i Power Platform będzie katalizatorem innowacji i modernizacji usług IT. Accenture jest partnerem strategicznym Microsoft, będzie oferować klientom w Polsce usługi transformacji cyfrowej oparte o rozwiązania Microsoft Azure.

Polski rynek rozwiązań chmurowych ma potencjał. Świadczy o tym zlokalizowane w Polsce centrum przetwarzania danych Google oraz nowa inwestycja firmy Microsoft. To pociągnie za sobą kolejne inwestycje i projekty, które pomogą rozpędzić polską gospodarkę po pandemii. Zlokalizowany w kraju region Microsoft Azure/O365/Dynamics/Power Platform pozwoli wyeliminować problem lokalizacji danych, co jest szczególnie ważne dla sektorów regulowanych, a jednocześnie ułatwi wielu przedsiębiorstwom, które do tej pory się wahały, migrację do chmury. Pamiętajmy, że wg badań Eurostatu adaptacja chmury w Polsce kształtuje się na poziomie 11,5%. Decyzje o wykorzystaniu chmury obliczeniowej bez wątpienia pozwolą firmom stosować bardziej śmiałe, innowacyjne rozwiązania i jednocześnie osiągać wymierne korzyści biznesowe – umożliwią ograniczenie inwestycji w infrastrukturę IT, zapewnią skalowalność nowych rozwiązań, skrócą czas potrzebny na wdrożenie nowych aplikacji i otworzą nowe możliwości w zakresie analizy danych” – mówi Karol Mazurek, Managing Director, Accenture.

Accenture zatrudnia w Polsce ponad 2000 wyspecjalizowanych ekspertów zajmujących się transformacjami chmurowymi oraz nowoczesnymi technologiami. Firma jest pionierem wdrożeń technologii chmurowych w obszarze bankowości, wspierała powstanie sektorowego standardu migracji do chmury publicznej – PolishCloud.

Posiadamy jeden z największych i najbardziej doświadczonych zespołów w obszarze wdrożeń rozwiązań chmurowych, ale zakładamy, że zainteresowanie kompetencjami w takich obszarach jak migracje do chmury, DevOps, Cloud Native, SAP on Azure, będzie bardzo dynamicznie rosnąć. Szacujemy, że rynek usług chmurowych w Polsce może w najbliższych latach osiągnąć wartość nawet kilku miliardów zł. Podążając za tym trendem wdrożyliśmy razem z naszymi strategicznymi partnerami intensywne programy szkoleniowe tak, aby odpowiadać na rosnące potrzeby klientów. Korzystamy też z globalnego know-how Accenture, aby zapewnić im jak najlepsze doradztwo oraz usługi” – dodaje Mariusz Chudy, Managing Director, Intelligent Cloud & Infrastructure, Accenture.

Accenture zajmuje pierwsze miejsca w tak prestiżowych zestawieniach usług chmurowych jak: ranking Gartnera, Everest Group czy IDC MarketScape. Jest też liderem wśród dostawców chmury publicznej takich jak Microsoft Azure, AWS i Google.

Tylko co trzeci pracujący w domu nie skarży się na uciążliwości home office. Pomaga dobra organizacja dnia i miejsca pracy

0

Tylko co trzeci pracujący w domu nie skarży się na uciążliwości home office. Pomaga dobra organizacja dnia i miejsca pracy 1

Aż 18 proc. osób pracujących w domu uznało, że zdalne wykonywanie obowiązków jest bardzo uciążliwe, nieco ponad połowa wskazuje na niewielkie trudności, a tylko 31 proc. nie dostrzega niedogodności związanych z home office. To wnioski z badania nastrojów i zachowań Polaków podczas izolacji przeprowadzonego przez SW Research. – Ułatwieniami mogą być: dobra organizacja codziennych obowiązków i miejsca pracy oraz regularna komunikacja ze współpracownikami – przekonuje Aleksandra Sikorska ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce.

Przestawienie się na pracę zdalną nie jest proste. Wiele osób jeszcze przed pandemią pracowało w domu w wybrane dni, ale w innych warunkach i w wyniku własnego wyboru, kiedy potrzebne było miejsce do spokojnej, koncepcyjnej pracy. Teraz zostaliśmy zmuszeni do pracy zdalnej przez okoliczności i to dla wielu osób okazuje się trudne, również dlatego, że jest to stan permanentny – mówi agencji Newseria Biznes Aleksandra Sikorska, psycholog ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce.

Jej zdaniem kluczowa jest dobra organizacja dnia, a zaplanować go warto dzień wcześniej. Zadania na każdy dzień najlepiej poszeregować według priorytetu – należy się zastanowić, co jest na liście najważniejszych zadań do zrealizowania, a co może zostać ewentualnie przełożone na kolejny dzień. Kolejna rada to wyznaczenie godzin rozpoczęcia i zakończenia pracy i trzymanie się ich. W ten sposób współpracownicy będą wiedzieli, w jakich porach mogą się kontaktować. Jest to również dobry sposób na oddzielenie życia zawodowego od prywatnego.

– Ważne jest również odpowiednie przygotowanie się rano do pracy – zjedzenie dobrego śniadania, przewietrzenie mieszkania i zadbanie o swój komfort. Warto mieć w zasięgu wzroku coś zielonego, np. roślinę w doniczce. Można cieszyć się pracą w piżamie do południa przez pierwsze dni pracy z domu, ale w kolejnych lepiej ubrać się bardziej formalnie i zadbać o swój wygląd – dodaje Aleksandra Sikorska. – Wydaje się, że to bardzo nieistotne kwestie, ale one pomagają utrzymać uwagę na pracy w momencie, kiedy siadamy przy biurku przed komputerem.

Jak podkreśla, niezbędne jest również zachowanie stałego kontaktu ze współpracownikami, najlepiej według ustalonego rytuału, np. o określonej godzinie za pośrednictwem czatu. Ważne są również codzienne rozmowy telefoniczne lub wideokonferencje z udziałem całego zespołu i przełożonego, aby nie kontaktować się wyłącznie mailowo.

– To wszystko pomaga nadal czuć się częścią zespołu, w którym pracujemy. Ponadto pozwala lepiej znieść izolację w domu – radzi psycholog ze Stowarzyszenia SOS Wioski Dziecięce w Polsce..

Standardowo praca z domu sprzyja większej efektywności, ale obecnie sytuacja jest wyjątkowa – wiele osób ma pod opieką dzieci, martwi się o swoich bliskich, szczególnie osoby starsze, z którymi nie można się teraz spotykać.

W tej kryzysowej sytuacji nie można się łudzić, że nasza produktywność będzie podobna jak w biurze. Największe problemy wynikają z tego, że nie jesteśmy w domach sami, a nasze zadania zawodowe przenikają się z obowiązkami domowymi i rodzinnymi. Pozostaje starać się, aby nie zaniedbać najważniejszych zawodowych obowiązków i wspierać innych członków zespołu, aby wspólnie przetrwać tę trudną sytuację. Niezwykle ważna jest rola menadżerów, którzy kierują zespołami, żeby zrozumieć sytuację pracowników, bo skupienie wyłącznie na zadaniach służbowych jest teraz niemożliwe – przekonuje psycholog.

Pomocne może być ustalenie zasad komunikacji z domownikami. Warto wytłumaczyć dzieciom, na czym polega praca, dlaczego jest ważna, komu służy i ile czasu potrzeba na jej wykonanie. Warto oddzielić przestrzeń do pracy od strefy wypoczynku. Jeśli to możliwe, jej miejscem powinien być oddzielny pokój albo stół w kuchni lub salonie – praca w łóżku lub na kanapie nie jest dobrym pomysłem, bo powinny się one kojarzyć tylko z odpoczynkiem. Podczas wykonywania obowiązków najlepiej używać służbowego komputera, a prywatny powinien służyć tylko do rozrywki. Wskazane są regularne przerwy w pracy oraz codzienny, krótki spacer.