Stanowisko ZPP ws. “Tarczy 3.0”

Kolejna odsłona „tarczy antykryzysowej”, przynajmniej w kształcie, który znamy obecnie, nieco różni się od swoich poprzedników. Jest aktem krótszym (kilkadziesiąt stron, podczas gdy wcześniejsze wersje liczyły sobie solidnie powyżej stu stron) i, jak się wydaje, dotyka węższego zakresu zagadnień. O ile celem pierwszej tarczy było wdrożenie mechanizmów dopłat do wynagrodzeń, wydłużenie czy zawieszenie określonych terminów, a także dostosowanie bardzo szczegółowych przepisów do nowej rzeczywistości gospodarczej, a tarcza druga służyła rozwinięciu tych rozwiązań, o tyle obecnie procedowany projekt dotyczy w zasadzie trzech głównych obszarów: pomoc kredytobiorcom, uelastycznienie zarządzania zatrudnieniem, gospodarka finansowa samorządów.

Z punktu widzenia przedstawicieli biznesu, naturalnie kluczowe znaczenie mają dwa pierwsze z wymienionych zagadnień. Odnoszące się do nich rozwiązania przewidziane w nowej tarczy, oceniamy generalnie pozytywnie.

Rozumiemy, że mogą budzić one pewne obawy, czy wręcz sprzeciw określonych grup podmiotów (w tym przede wszystkim – odpowiednio – sektora bankowego oraz związków zawodowych), wydaje się jednak, że są to propozycje w obecnej sytuacji zasadne. Uzupełniają one pakiet działań przeprowadzonych przez rząd i składają się na dosyć kompletny program walki z gospodarczymi skutkami koronawirusa. Wszelkiego rodzaju gwarancji, ułatwień i preferencji można w przepisach przewidzieć dużo, jednak jeśli firmom zabraknie płynności– na nic się one nie zdadzą. Firmy nie chcą zwalniać, a na horyzoncie pojawia się możliwość skorzystania w niedalekiej przyszłości z „tarczy finansowej”, jednak pewna część biznesu musi reagować na kryzys natychmiast, restrukturyzując zatrudnienie tak, by uratować resztę miejsc pracy. Wydaje się, że również z punktu widzenia pracowników nieco gorsze warunki zatrudnienia są alternatywną lepszą od bezrobocia w warunkach kryzysu. Dlatego też, choć są to rozwiązania niewątpliwie trudne, uznajemy je za potrzebne.

Odnośnie pomocy kredytobiorcom, projekt przewiduje dwa główne, konkretne rozwiązania. Pierwszym z nich jest system kredytów z dopłatą do oprocentowania, udzielanych przedsiębiorcom którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej w zw. z pandemią koronawirusa. Kredytów tego rodzaju będą udzielały banki po zawarciu umowy o współpracę z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. To właśnie BGK będzie dysponował Funduszem Dopłat do Oprocentowania i wypłacał dopłaty do oprocentowania. Rozwiązanie to uznajemy za słuszne, ponieważ ułatwi ono przedsiębiorcom dostęp do kredytu bankowego (czyniąc go tańszym). Jednocześnie, preferencje odnoszące się do możliwości pozyskania kredytu na rynku nie rozwiązują wszystkich problemów związanych z dostępem do finansowania zewnętrznego – omawiane rozwiązanie należy postrzegać jako część pakietu uzupełniającego główne narzędzie wspierające płynność, czyli „tarczę finansową” wprowadzaną przez PFR. W ramach przewidzianych dla kredytobiorców rozwiązań, „tarcza 3.0” zawiera również propozycję obowiązkowego zawieszania umów kredytów konsumenckich i hipotecznych, na wniosek kredytobiorcy. Postulat ten sprowadza się w zasadzie do ugruntowania w przepisach treści deklaracji, które sektor bankowy złożył prezydentowi Andrzejowi Dudzie pod koniec marca. Wydaje się, że to rozwiązanie racjonalne – w tym trudnym czasie wiele gospodarstw domowych będzie dysponowało znacznie skromniejszymi budżetami, co spowoduje że terminowe regulowanie należności wynikających z zawartych umów kredytowych stanowiłoby dla dużej części z nich gigantyczne obciążenie. Ujednolicenie warunków udzielania „wakacji kredytowych” niweluje ryzyko chaosu spowodowanego rozmaitymi formułami zawieszenia umów, przyjmowanymi przez poszczególne banki.

Elementem „tarczy 3.0” o największym znaczeniu dla przedsiębiorców, jest pakiet zmian istotnie uelastyczniających zasady zarządzania zatrudnieniem w okresie epidemii. Wśród przedstawionych propozycji znajdują się regulacje, zgodnie z którymi pracodawca mógłby m.in.:

– udzielić pracownikowi we wskazanym przez siebie terminie, bez uzyskania jego zgody i z pominięciem planu urlopów, urlopu wypoczynkowego niewykorzystanego w poprzednich latach kalendarzowych, w wymiarze do 30 dni urlopu;

– udzielić pracownikowi – również we wskazanym przez siebie terminie, bez uzyskania zgody pracownika i z pominięciem planu urlopów – jednego pełnego dnia urlopu wypoczynkowego na każde dwa dni prawa do urlopy wypoczynkowego nabytego w bieżącym roku kalendarzowym;

– rozwiązać z pracownikiem umowę o pracę za wypowiedzeniem lub wypowiedzieć warunków pracy i płacy na niekorzyść pracownika, w trybie szczególnym, tj. z możliwością wykorzystania w tym celu środków komunikacji elektronicznej, z pominięciem przepisów ustawy o szczególnych zasadach rozwiązywania z pracownikami stosunków pracy z przyczyn niedotyczących pracowników.

Dodatkowo, zgodnie z przedstawionymi propozycjami zawieszone zostałoby stosowanie postanowień porozumień zbiorowych, a wysokość odpraw zostałaby ograniczona. Projekt przepisów przewiduje również zawieszenie obowiązków tworzenia zakładowych funduszy świadczeń socjalnych i wypłaty świadczeń urlopowych.

Powyższe propozycje regulacji mogą budzić kontrowersje, jednak są one racjonalne i potrzebne. W warunkach „gospodarczego trzęsienia ziemi” należy chronić miejsca pracy, których bez wątpienia będzie ubywać z uwagi na zarówno faktyczne zakazy prowadzenia działalności spowodowane wprowadzonymi w związku z koronawirusem regulacjami, jak i naturalny spadek popytu. Niestety, w przypadkach wielu firm kryzys spowodowany epidemią doprowadza do bardzo trudnej sytuacji, w której alternatywą dla zamknięcia działalności (czyli zlikwidowania wszystkich miejsc pracy) staje się daleko posunięta restrukturyzacja zatrudnienia. Oczywiście jej skutki są dla objętych nią pracowników bolesne i dotkliwe, jednak per saldo umożliwienie pracodawcom przeprowadzenia tych procesów w uproszczony sposób może doprowadzić do uratowania tych miejsc pracy, które zniknęłyby w przypadku upadłości firm. Wydaje się, że na koniec dnia opcją lepszą dla wszystkich uczestników rynku jest zachowanie miejsca pracy z nieco obniżonym wynagrodzeniem, czy pogorszonymi warunkami zatrudnienia, niż jego likwidacja. Analogicznie, lepsza będzie sytuacja, w której szybko zlikwidowanych zostanie pewna część miejsc pracy, a zakład przetrwa, niż ta w której działalność upadnie, wskutek czego znikną wszystkie etaty.

Czas epidemii jest bez wątpienia czasem trudnym. Przedsiębiorcy z sektora MSP powstrzymują się przed zwalnianiem pracowników – wynika to wprost z przeprowadzonych przez nas badań. Jednocześnie, nie mamy precyzyjnej wiedzy dot. tego, jak długo potrwa lockdown, a tym bardziej tego, ile trwać będzie zagrożenie epidemiologiczne. Tym samym, zasadne staje się poluzowanie pewnych rygorów wynikających z przepisów prawa pracy, pozwalające na sprawną restrukturyzację zatrudnienia.

Polityka powrotu do biura – jak będzie wyglądać nowa rzeczywistość w firmach?

Od powrotu do biur dzieli nas kilka tygodni, a może i miesięcy, ale ten moment w końcu kiedyś nastąpi. Jednak praca nie będzie już nigdy wyglądać tak samo. Pandemia była ogromnym zaskoczeniem dla pracodawców, którzy musieli podjąć decyzję o reorganizacji biura i przejściu na tryb pracy zdalnej. Zmiany
te były przyspieszonym kursem tego, co miało nastąpić w przyszłości.

Sytuacja zmusiła pracodawców do podjęcia decyzji, nad którymi wielu z nich zastanawiało się przez lata. Automatyzacja procesów oraz praca zdalna miały być przyszłością, która zastała nas o wiele szybciej. Dzięki temu mogliśmy docenić prace biurową, ale również przekonać się do pracy w domu, oszczędzając czas na dojazdach i spędzając więcej czasu z rodziną. Jak pokazują badania praca zdalna wpływa pozytywnie na motywację do działania i efektywność pracowników oraz na polepszenie się ich samopoczucia.

Zdrowie psychiczne na pierwszym miejscu

Według badania przeprowadzonego przez Owl Labs [1]pracownicy, których firmy umożliwiły im częściowe lub całkowite przejście na pracę zdalną są z tego powodu szczęśliwsi. Dzięki temu zmniejszył się ich stres spowodowany natłokiem obowiązków i licznych spotkań zawodowych, co pozytywnie wpływało na poprawienie równowagi między życiem zawodowym, a prywatnym.  Dlatego w obliczu pandemii przejście na system pracy zdalnej spotkał się z pozytywnym odzewem ze strony pracowników. Dodatkowo, z racji zaistniałej sytuacji wiele osób odczuwało strach i niepewność, wzrost roli wellbeing jako formy redukcji stresu i wzmacniania odporności psychicznej pracowników zyskał na szczególnym znaczeniu.

-Niektórzy pracodawcy rozważając wprowadzenie w swojej firmie home office sceptycznie podchodzili do tego rozwiązania. Byli pełni obaw, na przykład o brak kontroli nad działaniami pracowników oraz o możliwość realnego wsparcia zespołu. Pandemia zmusiła ich do podjęcia tych decyzji. Jak pokazują badania home office pozwolił pracownikom na  zwiększenie swojej produktywności, obniżenie stresu oraz zachowanie równowagi miedzy życiem zawodowym, a prywatnym – przekonuje Katarzyna Richter, międzynarodowy ekspert z zakresu HR i  psychologii międzykulturowej.

Rosnąca rola rozwiązań cyfrowych

Dzięki prowadzeniu video konferencji z domu pracownicy mieli okazje zobaczyć siebie z innej perspektywy, bardziej „ludzkiej”: mniej formalne ubranie, bardziej wypoczęta i uśmiechnięta twarz. Dzięki pracy zdalnej wzrosła też produktywność pracowników, którzy codziennie spotykali się na krótkich video rozmowach z zespołem i dzielili się swoim planem dnia.

Liczne konferencje i szkolenia dla praktyków HR zaplanowane na drugi kwartał 2020 zostały odwołane, przeniesione na inny termin lub przekształcone w spotkania online.

-Wiele firm zdecydowało się na realizacje webinarów, co pozwoliło na wymianę doświadczeń i wiedzy, a dodatkowo stało się doskonałą okazją do wirtualnego spotkania z innymi osobami, pozytywnie wpływając na samopoczucie podczas pracy z domu. Patrząc po ilości dostępnych webinarów widać, że firmy się przekonały do tego rozwiązania i możliwe, że w przyszłości niektóre konferencje na stałe przeniosą się do Internetu – podkreśla Katarzyna Richter, międzynarodowy specjalista z zakresu HR i psychologii międzykulturowej.

Krzysztof Herdzik w opublikowanym raporcie[2] podkreślał, że przetrwają te firmy, które po początkowym chaosie i niepewności wdrożą innowacyjne rozwiązania, dostosowując się do sytuacji. Automatyzacja, praca zdalna i inwestowanie w zespół to według niego kluczowe ogniwa wsparcia biznesu w dobie pandemii.

Nowa rzeczywistość biurowa

Przed pandemią popularne wśród firm były coworkingowe przestrzenie, gdzie pracownicy nie mieli swoich stałych miejsc pracy, a środowisko ich pracy opierało się na interakcjach z liczną grupą osób. W wyniku pandemii pracodawcy zaczęli być bardziej ostrożni. O wiele ważniejsze stało się dla nich bezpieczeństwo pracowników oraz przestrzeganie zasad higieny. Reorganizacja przestrzeni biurowej, większe odstępy między biurkami to pierwsze z działań, na które zdecyduje się niejedna z firm. Zachowanie odpowiedniej odległości między pracownikami, maseczki, rękawiczki na dłoniach, a do tego płyny do dezynfekcji w ogólnodostępnej przestrzeni.  Zmianie ulec może również system pracy. Managerowie przekonali się, że wiele spraw można załatwić zdalnie, bez konieczności spotykania się osobiście z całym zespołem.

– Menedżerowie, którzy nie sądzili, że będą w stanie zarządzać zespołami, które są na odległość, dostrzegają nowe możliwości w reorganizacji biura. Okres ten był swoistym sprawdzianem dla firm, czy i jak zadziała u nich system pracy zmianowej, gdzie niektórzy pracują zdalnie, a reszta fizycznie w biurze. Myślę, że w wielu branżach te rozwiązanie zdało egzamin. – przekonuje Katarzyna Richter, międzynarodowy ekspert z obszaru HR
i psychologii międzykulturowej.

Po powrocie do biur w wielu firmach będzie konieczna inwentaryzacja zasobów. Niektóre zespoły zostaną pomniejszone, niektórzy pracownicy nie wrócą do firm, a ci, którzy zostaną będą obarczeni większym zakresem obowiązków. Zadań również takich, na które nie byli przygotowani lub do wykonania których nie do końca posiadali kompetencje. Wszystkie te czynniki będą powodować u nich frustracje i stres. Dlatego tak istotne będzie zadbanie managerów o wellbeing pracowników i zapobieganie wypaleniu zawodowemu. Natomiast  zarządy będą musiały poświęcić szczególną uwagę samym managerom by przygotować ich na działanie podczas sytuacji kryzysowych oraz umiejętne dostosowanie firmy do nowej rzeczywistości.

[1] Badanie Owl Labs „State of Remote Work 2019”.

[2] Raport „Jak zarządzać firmą w czasach COVID-19”, Krzysztof Herdzik, 2020.

Podpis elektroniczny mSzafir za darmo do końca czerwca

KIR i PKO Bank Polski podjęły decyzję o przedłużeniu do 30 czerwca 2020 r. porozumienia umożliwiającego darmowe korzystanie z jednorazowego kwalifikowanego podpisu elektronicznego mSzafir.  Przedłużona będzie też promocja na jego wersję długoterminową. To  kolejny element działań wspierających funkcjonowanie gospodarki i osób indywidualnych w czasach epidemii.

mSzafir to nowatorska wersja elektronicznego podpisu kwalifikowanego, wykorzystująca technologię chmurową, która  eliminuje potrzebę stosowania czytnika i karty kryptograficznej. Narzędzie pozwala podpisywać wszystkie umowy i pisma w wersji elektronicznej, w formacie PDF, niezależnie czy dotyczą spraw prywatnych, biznesowych czy urzędowych w pełni zdalnie, bez wychodzenia z domu. Tak podpisany dokument ma identyczną moc prawną jak dokument podpisany odręcznie.

KIR udostępnia to rozwiązanie w wersji umożliwiającej jednorazowe użycie, tj. do podpisania pojedynczego dokumentu oraz z długim terminem ważności – rocznym lub dwuletnim, z wybranym limitem podpisów.

Przed wydaniem certyfikatu jednorazowego konieczne jest potwierdzenie tożsamości jego użytkownika. Weryfikacja tożsamości odbywa się zdalnie, bez wychodzenia z domu, przy pomocy bankowości elektronicznej. Obecnie, z tej opcji mogą korzystać klienci PKO Banku Polskiego i Inteligo. Co istotne, do końca czerwca dla tych klientów usługa pozostaje bezpłatna. Aby ułatwić dostęp do mobilnej wersji podpisu elektronicznego jak najszerszej grupie klientów, wydłużona zostaje – także do końca czerwca – promocyjna oferta na zakup dowolnego pakietu podpisów mSzafir z 30 proc. rabatem.

Podpisy kwalifikowane mSzafir (w wersji jednorazowej i długoterminowej) są dostępne na stronie www.mszafir.pl. W procesie zakupu certyfikatu wystarczy potwierdzić swoje dane, logując się do bankowości internetowej iPKO lub Inteligo za pośrednictwem usługi e-Tożsamość. Kolejnym krokiem w drodze do uzyskania podpisu jest wskazanie wybranego dokumentu PDF do podpisania. W opcji certyfikatów długoterminowych autoryzacja  użytkownika do jego pary kluczy przed złożeniem podpisu odbywa się przy użyciu aplikacji mobilnej, którą należy pobrać i zainstalować na telefonie. Do każdego podpisu dołączany jest znacznik czasu, zapewniający długotrwałą wartość dowodową.  Podpisany w ten sposób dokument jest równoważny z dokumentem podpisanym własnoręcznie i można przesłać go mailem do dowolnej osoby, firmy lub urzędu.

Toyota wznawia produkcję w Polsce

Po ponad miesięcznej przerwie spowodowanej pandemią koronawirusa, na początku maja fabryka Toyoty w Wałbrzychu i Jelczu-Laskowicach uruchamia ponownie produkcję.

Toyota Motor Manufacturing Poland (TMMP) z dniem 4 maja stopniowo wznawia produkcję silników, skrzyń biegów i przekładni hybrydowych, uzależniając ją od zamówień z montowni.

„Od połowy kwietnia, kiedy zatrzymaliśmy produkcję w naszych zakładach, intensywnie pracowaliśmy nad środkami poprawiającymi bezpieczeństwo naszych pracowników związane z pandemią koronawirusa. Dzięki szeroko zakrojonej komunikacji, głównie online, włączyliśmy w te działania dużą grupę naszych współpracowników. Rezultatem tych wysiłków jest zapewnienie pracownikom maksymalnie bezpiecznych warunków pracy” – podkreśla prezes TMMP, Dariusz Mikołajczak. – „Fabryki samochodów Toyoty w Europie, które są naszymi odbiorcami, w kwietniu i maju sukcesywnie rozpoczynają produkcję. Stąd decyzja o uruchomieniu kolejnych linii produkcyjnych” – dodaje prezes TMMP.

W związku z pandemią koronawirusa na terenie zakładów Toyoty wprowadzono specjale środki prewencyjne. Tam gdzie było to możliwe zwiększono dystans między pracownikami. Po powrocie do pracy załoga zostanie wyposażona w środki ochrony osobistej takie jak maski czy przyłbice. Utrzymane będą też dotychczasowe zasady bezpieczeństwa polegające między innymi na zwiększeniu częstotliwości czyszczenia punktów wzmożonego kontaktu (klamki, armatura sanitarna). „Chcemy zapewnić maksymalne możliwe bezpieczeństwo naszym pracownikom oraz współpracującym firmom. Dlatego też wprowadzamy nowe środki ochrony obowiązujące z dniem uruchomienia produkcji a istniejące zasady na bieżąco monitorujemy i rewidujemy.” – podkreśla Beniamin Swałtek, koordynator BHP w polskich zakładach Toyoty.

Fabryka Toyoty wspiera również lokalne działania podejmowane na rzecz walki z koronawirusem. Oprócz dotacji finansowej dla szpitala im. Sokołowskiego w Wałbrzychu, Toyota przekazała po 2000 masek ochronnych oraz po 100 l płynu dezynfekującego dla szpitala ginekologiczno-położniczego w Wałbrzychu oraz szpitala w Oławie. Dodatkowo załoga Toyoty, wykorzystując dostępne na terenie fabryki drukarki 3D oraz wycinarki laserowe, przyłączyła się do akcji przygotowywania przyłbic ochronnych dla personelu medycznego, wspieranej między innymi przez Politechnikę Wrocławską. Do tej pory pracownicy fabryki wyprodukowali około 4000 przyłbic dla lokalnych służb z Wałbrzycha, Jelcza-Laskowic i okolic.

W ramach funkcjonującego na terenie zakładu programu wolontariatu „PoMOC z Toyoty” pracownicy Toyoty wraz z rodzinami włączyli się również w akcję pomocy mieszkańcom regionu wałbrzyskiego, koordynowaną przez Hotel Maria. Wolontariusze zaopatrzeni w maski i rękawiczki przy użyciu samochodów firmowych rozwożą codziennie zakupy oraz obiady osobom starszym i niepełnosprawnym na terenie Wałbrzycha i okolic.

CloudFerro nowym operatorem platformy chmurowej niemieckiej agencji kosmicznej

Ruszyła nowa wersja platformy udostępniającej dane z europejskich satelitów dotyczące Niemiec – CODE-DE, za którą odpowiedzialna jest Niemiecka Agencja Aero-Kosmiczna, DLR. Rozwój serwisu realizuje polska firma CloudFerro, specjalizująca się w świadczeniu usług przetwarzania w chmurze, która zwyciężyła w zeszłorocznym przetargu DLR.

CODE-DE jest niemiecką platformą udostępniającą dane z obserwacji Ziemi (Copernicus Data and Exploitation Platform – Germany). Jeszcze niedawno dostęp do zdjęć satelitarnych był trudny i kosztowny, a możliwość swobodnego wykorzystywania danych z satelitów miały tylko nieliczne agencje krajowe, realizujące własne programy kosmiczne. Dziś, m.in. dzięki takim inicjatywom jak program monitorowania Ziemi Copernicus, realizowany przez Komisję Europejską we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną, zdjęcia satelitarne są dostępne za darmo online.

Za funkcjonującą od 2017 roku niemiecką platformę CODE-DE odpowiada DLR, reprezentująca Federalne Ministerstwo Transportu i Infrastruktury Cyfrowej (BMVI), która jesienią 2019 roku wybrała warszawskie CloudFerro jako nowego dostawcę i operatora chmury obliczeniowej dla serwisu. Wartość kontraktu opiewa na sumę ponad 5 mln euro.

Jesteśmy dumni z uruchomienia CODE-DE, która jest już piątą wielkoskalową platformą obsługiwaną przez CloudFerro, udostępniającą dane satelitarne obserwacji Ziemi. Chmura obliczeniowa, którą dostarczamy dla niemieckiego odpowiednika NASA, czyli DLR, jest elastyczna i bezpieczna. Uwzględnia specyfikę danych i aplikacji, które są w niej gromadzone oraz udostępniane – wyjaśnia Maciej Krzyżanowski, Prezes Zarządu CloudFerro. Rozwiązania zastosowane w nowej odsłonie CODE-DE, zostały opracowane przez doświadczony zespół specjalistów CloudFerro, który wcześniej pracował przy podobnych projektach dla Europejskiej Agencji Kosmicznej, EUMETSAT czy ECMWF. Z rozwiązań tych mogą korzystać administracja, instytucje, a wkrótce także obywatele wszystkich niemieckich landów – dodaje Maciej Krzyżanowski.

Platforma CODE-DE udostępnia użytkownikom rozbudowane funkcjonalności. Mają oni możliwość wizualizacji danych satelitarnych oraz produktów Copernicus dostarczonych przez Europejską Agencję Kosmiczną (ESA) i Komisję Europejską. Otrzymują bezpieczne środowisko pracy oraz szereg aplikacji i narzędzi do przetwarzania danych. Co więcej, dzięki wydajnej infrastrukturze chmury obliczeniowej, użytkownicy CODE-DE mogą publikować i ponownie wykorzystywać wygenerowane produkty.

Platforma zapewnia także nieograniczony dostęp do  zdjęć z satelitów Sentinel-1, -2, -3, oraz -5P. Obrazy z Sentinel-2 są dostępne w wersji skorygowanej o stan atmosfery i będą mogły być następnie poddawane dalszej analizie. Platforma co miesiąc będzie udostępniała aktualną mozaikę złożoną z dokładnych zdjęć Niemiec, pokazujących nawet najmniejsze zmiany typu ruchy gruntu, zmiany wilgotności gleby lub uszkodzenia powierzchni Ziemi. Nowością będzie także dostęp do aplikacji Jupyter Hub, umożliwiającej tworzenie na platformie kodów programistycznych i projektów, opartych na danych satelitarnych, prototypowanie rozwiązań oraz zastosowanie w edukacji jako narzędzie prowadzenia zajęć.

Infrastruktura chmury obliczeniowej platformy CODE-DE oraz dane satelitarne dotyczące Niemiec są przechowywane w lokalnym centrum danych, mieszczącym się we Frankfurcie nad Menem. Użytkownicy mogą również korzystać z synergii z platformą CREODIAS, która jest jednym z europejskich systemów Copernicus DIAS (Data and Information Access Services) i obejmuje ponad 16 petabajtowe repozytorium danych satelitarnych. Obie platformy współpracują ze sobą, zapewniając efektywne wykorzystanie zasobów, ale także autonomię dla kluczowych procesów krajowych.

Nowa platforma będzie zoptymalizowana pod kątem bezpieczeństwa korzystania z chmury. CODE-DE spełnia przepisy niemieckiej ustawy federalnej o ochronie danych oraz zostanie certyfikowana przez BSI, czyli Federalny Urząd Bezpieczeństwa Informacji. Da to gwarancję niemieckim władzom i instytucjom, że aplikacje tworzone przez nie na platformie CODE-DE będą w pełni bezpieczne.

Nowa odsłona platformy CODE-DE dostępna jest pod adresem code-de.org i działa od początku kwietnia 2020.

Złoty znów zyskał

Polska waluta po raz kolejny zbliżyła się do ważnej granicy względem euro i znów jej nie przekroczyła. Korzystniej natomiast wygląda sytuacja frankowców, co nie znaczy wcale, że jest lepsza.

Umocnienie złotego

Dzisiaj kurs euro ponownie dotarł w okolice 4,5150 i tam się odbił. Jest to poziom, przy którym wiele osób chętnie wymienia złotego na euro. W rezultacie złotówka nie potrafiąc  przebić tej granicy, nie może się dalej umacniać. Dobra wiadomość nadeszła natomiast dla kredytobiorców frankowych. Frank osłabił się względem euro, dzięki czemu frank szwajcarski spadł nawet do 4,28 zł. Tym samym był najtańszy od pierwszej połowy kwietnia.

Program luzowania ilościowego w Polsce

Narodowy Bank Polski rozpoczyna program skupu aktywów. Początek procesu był dosyć niefortunny ze względu na słabą komunikację z rynkiem. Przy tego typu operacjach biorąc pod uwagę wrażliwość tego procesu brak transparentności może powodować niepokoje. Takie działania wówczas mogą doprowadzić do wycofywania się inwestorów z Polski bojących sie ryzyk. W rezultacie powodowałoby to dwie niekorzystne tendencje – większy koszt emisji obligacji oraz słabszą walutę.

Spadek wydobycia w USA

W piątek poznaliśmy dane na temat liczby wież wiertniczych dla rynku ropy naftowej. W ciągu tygodnia zamknięto 50 wież i jest ich zaledwie 378. Warto zwrócić uwagę, że na początku marca było to niemal 700 sztuk. Wydaje się to bardzo gwałtowną reakcją, ale w dalszym ciągu znajdujemy się poniżej dołka z 2016 roku. Powodem spadków jest nieopłacalność wydobycia przy obecnych poziomach. Wydawać by się mogło, że spadek wydobycia spowoduje wzrost cen. Nic takiego nie miało jednak na razie miejsca. W piątkowy wieczór ropa kosztowała około 17 dolarów za baryłkę, dzisiaj jest to już poniżej 14,5 dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Modlin pod znakiem pandemii koronawirusa

Pierwszy kwartał 2020 roku okazał się bardzo trudnym okresem dla branży lotniczej. Globalna pandemia koronawirusa spowodowała spadek liczby obsłużonych pasażerów i operacji lotniczych na Lotnisku Warszawa/Modlin. Natomiast po ogłoszeniu przez Radę Ministrów RP decyzji o zawieszeniu z dniem 15 marca międzynarodowych lotów ruch pasażerski zatrzymał się na dobre.

W pierwszym kwartale 2020 roku obsłużonych zostało 489 232 pasażerów, o 32% mniej niż w analogicznym okresie roku 2019. Wykonanych zostało 3 698 operacji lotniczych, co stanowi spadek o niemal 27% w stosunku do I kwartału 2019 r.

Aktualnie na lotnisku zbazowanych jest 6 samolotów Ryanair, które odbywają cykliczne loty techniczne. Z początkiem kwietnia przewoźnik rozpoczął przewozy cargo, dostarczając do Polski – wykorzystując Lotnisko Warszawa/Modlin – ładunki ze sprzętem medycznym
i ochronnym.

W godzinach funkcjonowania lotniska, między 7:00 a 19:00 odbywają się także loty szkolne
i treningowe, typu General Aviation oraz loty wojskowe o statusie State. W pierwszym kwartale 2020 r. samoloty General Aviation wykonały w sumie 426 lądowań i 417 startów.

Sezon letni 2020 roku na Lotnisku Warszawa/Modlin miał być rekordowy pod względem liczby obsłużonych pasażerów. Planowane były nie tylko nowe kierunki czarterowe, ale w ramach harmonijnego rozwoju siatki połączeń miała zostać zwiększona liczba dostępnych kierunków obsługiwanych na połączeniach rozkładowych. Niestety plany te będą musiały zostać odłożone w czasie.

Jak koronawirus wpłynął na inwestycje mieszkaniowe w I kw. 2020?

Kwietniowa informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w marcu oraz pierwszym tegorocznym kwartale, prezentuje wyniki, które dotyczą już okresu początkowego zagrożenia epidemicznego w kraju oraz procesu wprowadzania ograniczeń i restrykcji z tym związanych. Pytanie, na ile nagła i diametralna zmiana sytuacji społeczno-gospodarczej w marcu wpłynęła na statystyki inwestycyjne pierwotnego segmentu mieszkaniówki.

Jak się okazuje wg portalu RynekPierwotny.pl, zarówno wyniki tegorocznego marca jak i całego I kwartału wciąż prezentują się zdecydowanie dobrze, nie zdradzając jakichkolwiek symptomów osłabienia czy hamowania. Pierwszy kwartał br. okazał się w większości przypadków lepszy inwestycyjnie od analogicznego okresu 2019 roku, choć ten ostatni przed rokiem także oceniany był bardzo wysoko, jako wyjątkowo udany.

Początek roku tradycyjnie przebiega pod znakiem rozruchu sezonu budowlanego, co zazwyczaj przejawia się zwłaszcza w marcu statystykami odbijającymi po względnym zimowym spowolnieniu w inwestycjach. W sumie w ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli z budową niespełna 19 tys. mieszkań, co jest rezultatem o jedną piątą gorszym licząc rok do roku. Regres ten nie ma jednak większego związku z wybuchem pandemii, ale wynika z ogromnej bazy  historycznie rekordowego wyniku marca ub. roku, wypracowanego wówczas głównie przez deweloperów. Tym razem ruszyli oni z budową 7,4 tys. lokali, o jedną czwartą mniej w relacji rok do roku.

W sumie w trzech pierwszych miesiącach 2020 roku w Polsce ruszyła budowa 52,5 tys. mieszkań i domów, zaledwie o 2,5 proc. mniej niż w analogicznym okresie ub. roku, co zdecydowanie przeczy tezie o negatywnym wpływie pandemii na wyniki inwestycyjne I kwartału.

Zdecydowanie lepiej prezentują się dane dotyczące lokali oddawanych do użytkowania. W marcu było takich mieszkań w sumie ponad 16 tys., czyli o blisko 7 proc. więcej licząc rok do roku. Równie dobrze wygląda dynamika lokali oddanych do użytkowania w całym pierwszym kwartale br. Przy wolumenie 49,5 tys. daje to wynik lepszy od uzyskanego przed rokiem o 4,4 proc.

Symptomy rynkowej euforii inwestycyjnej wciąż zachowały się w GUS-owskich danych dotyczących nowych pozwoleń na budowę. W sumie w marcu w ramach wszystkich form budownictwa wydano pozwolenia na budowę 21,8 tys. mieszkań, co jest wynikiem o ponad jedną dziesiątą lepszym od uzyskanego w marcu 2019 roku. Natomiast w całym pierwszym kwartale nowych pozwoleń lub zgłoszeń z projektem budowlanym było ogółem 59 tys. czyli o 3,3 proc. więcej rok do roku.

Co ciekawe, wg portalu RynekPierwotny.pl przy lekko ujemnej dynamice prezentowanej w tej kategorii danych przez inwestorów indywidualnych w marcu, znaczący progres zaprezentowali deweloperzy. Zgromadzili oni w ubiegłym miesiącu 13,5 tys. tego rodzaju decyzji administracyjnych, czyli o blisko jedną czwartą więcej niż w analogicznym miesiącu ub. roku.

Jest to o tyle istotna informacja, że nowe pozwolenia na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów oraz wiarygodnym wskaźnikiem ich optymizmu inwestycyjnego. Tym razem jednak nagła, by nie powiedzieć dramatyczna wolta sytuacji rynkowej za sprawą zagrożenia pandemicznego całkowicie zaskoczyła branżę deweloperską, która nie była pod tym względem wyjątkiem w skali całej gospodarki. Pytanie, jakie perspektywy rysują się przed pierwotnym rynkiem mieszkaniowym oraz dotyczącymi go statystykami inwestycyjnymi.

Bardzo trudno w obecnej sytuacji polemizować z tezą, wg której w przewidywalnej przyszłości należałoby oczekiwać raczej ostrzejszego hamowania nowych inwestycji na pierwotnym rynku mieszkaniowym, a w sumie także zdecydowanego spadku wszelkich statystyk inwestycyjnych, być może z nieco łagodniejszym efektem w przypadku lokali oddawanych do użytkowania. Sytuacja globalnej pandemii o nieprzewidywalnych skutkach oraz perspektywie czasowej jest doświadczeniem, jakiego nie tylko krajowa, ale także globalna gospodarka dotychczas nie przerabiała. Trudno w związku z tym ocenić skalę strat po ustąpieniu zarazy, wynikających z długotrwałego zatrzymania gospodarek, jak również perspektywę ich odbicia. W tej sytuacji jedyną pewną przesłanką jest spadek koniunktury inwestycyjnej rynku mieszkaniowego, miejmy nadzieję, że tylko w perspektywie kilku najbliższych miesięcy, po których nadejdzie równie spektakularne odreagowanie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Pierwszy kwartał na rynku mieszkaniowym pod znakiem ograniczenia podaży i wirtualnych zakupów

Zaskakujące podsumowanie pierwszego kwartału na rynku mieszkaniowym. Deweloperzy działający na sześciu największych rynkach w Polsce poprawili wyniki sprzedaży o 14% r/r. Wyraźnie niższa podaż i spadek poziomu oferty szansą na łagodniejszy przebieg fazy spowolnienia wywołanej pandemią Covid-19.rynek mieszkaniowy q1 2020

Deweloperzy działający w sześciu największych miastach Polski sprzedali w pierwszym kwartale 2020 roku 18 900 mieszkań, o 7% więcej niż przed kwartałem i o 14% więcej niż w pierwszym kwartale ubiegłego roku. Zdecydowanie gorzej wyglądała sytuacja po stronie podaży. Ofertę zasiliło zaledwie 13 000 nowych mieszkań. Wskutek tak wyraźnej przewagi liczby sprzedanych mieszkań nad nowymi wprowadzeniami oferta na koniec kwartału zmniejszyła się o 12% w porównaniu z końcem 2019 r. – czytamy w najnowszym raporcie JLL „Rynek mieszkaniowy w Polsce Q1 2020”.

Dotychczas tak znaczny ubytek w ofercie zapowiadał pogorszenie wyników sprzedaży. Dziś, na początku kryzysu spowodowanego pandemią, jest to paradoksalnie bardzo dobra wiadomość dla branży. Im niższa oferta, tym mniejsze zagrożenie, że spadek sprzedaży zagrozi całemu rynkowi, oraz że duże liczby niesprzedanych lokali zmuszą wielu deweloperów do głębokich obniżek cen. – Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego, JLL

Na koniec marca w ofercie deweloperów działających w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Poznaniu i Łodzi pozostało 44,3 tys. mieszkań. Tak niskiej oferty, zsumowanej dla sześciu miast, nie było od końca czerwca 2014 r., czyli prawie sześciu lat. Równocześnie ze spadkiem liczby mieszkań w ofercie redukcji (o 12% k/k) uległa również liczba mieszkań gotowych niesprzedanych, która sięgnęła poziomu 3,7 tys. Dzięki równoległemu spadkowi liczby mieszkań w sprzedaży na rynku pierwotnym i lokali gotowych, udział tych ostatnich w ofercie wyniósł zaledwie 8%.

Wysoki poziom przedsprzedaży

Jak podkreślają eksperci z zespołu mieszkaniowego JLL, wciąż jest za wcześnie by prognozować zmiany na rynku mieszkaniowym, bo ogromny jest poziom niepewności co do rozwoju sytuacji w gospodarce. Na razie wydaje się, że firmy deweloperskie opanowały sytuację na budowach i kontynuują realizację inwestycji. Ponad połowa (54%) z nich, to takie, w których termin zakończenia realizacji przypada w latach 2021 i 2022, więc nawet przejściowe spowolnienie po stronie firm wykonawczych nie zagraża możliwości przekazania lokali nabywcom w zakładanym w umowach terminie.

A jest to ważne, bo duża część z lokali realizowanych w tych inwestycjach znalazła już swoich nabywców. Katalog sytuacji, w których umowa pomiędzy deweloperem i nabywcą może zostać rozwiązana bez negatywnych konsekwencji jest precyzyjnie określony w tzw. ustawie deweloperskiej. Wśród tych powodów nie znajdują się jednak takie jak pogorszenie sytuacji finansowej kupującego lub zmieniające się warunki rynkowe. W związku z tym nie grozi nam fala masowych zwrotów już raz kupionych mieszkań. Wyjątkiem mogą być umowy rezerwacyjne. – Paweł Sztejter, Dyrektor Działu Mieszkaniowego, JLL

Z danych przedstawionych w raporcie wynika, że na koniec marca poziom przedsprzedaży, w inwestycjach, które zostaną oddane do użytkowania nie wcześniej niż za rok od chwili badania, był najlepszy od 2008 roku. Najkorzystniej sytuacja wygląda w Warszawie, gdzie nabywców znalazło 53% mieszkań w tego typu projektach. Blisko połowę puli sprzedali także deweloperzy w Trójmieście i Krakowie. Najbardziej niepokojąco może wyglądać sytuacja w Łodzi, a i tam jest to ponad 40%.

Stopniowa korekta cen

Najwięcej emocji budzą obecnie ceny, rosnące w większości miast nieprzerwanie od początku 2017 roku. Trend wzrostowy utrzymał się również w minionym kwartale. Rekordowe podwyżki miały miejsce w Krakowie, gdzie ceny lokali w ofercie wzrosły o 9%, a w porównaniu do cen sprzed roku były wyższe aż o 26%. Na niezmienionym poziomie w porównaniu do grudnia 2019 roku pozostały natomiast ceny w Łodzi (wzrost o 0,4%) i Trójmieście (1,3%).

Ponieważ kryzys dotyka obu stron rynku (popytu i podaży) skala zmian cen będzie zależała od wielu czynników, których siła oddziaływania jest obecnie nieznana. Już dziś nie ma jednak wątpliwości, że głębsze korekty pojawią się na tych rynkach, na których deweloperzy oferowali wyjątkowo dużo mieszkań przeznaczonych na wynajem, zwłaszcza krótkoterminowy, lub tych na których inwestorzy stanowili niemal połowę nabywców, a i tam w pierwszej kolejności należy się spodziewać ze strony deweloperów promocji i różnego rodzaju zachęt, a nie wyraźnych przecen. – Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego, JLL

Cyfrowa transformacja i doświadczenie

Pozytywnym zjawiskiem jest to, że branża deweloperska, która wydawać się dotychczas mogła jedną z najbardziej osadzonych w analogowej rzeczywistości, podobnie jak inne gałęzie rynku przechodzi przyspieszoną transformację cyfrową.

Kluczowym dla deweloperów zadaniem jest dziś zatrzymanie odpływu nabywców, którzy już weszli do procesu zakupowego, czyli np. zarezerwowali płatnie mieszkanie, oraz podtrzymanie zainteresowania tych, którzy deklarują gotowość do sfinalizowania transakcji w chwili, gdy technicznie będzie to możliwe. W sytuacji ograniczenia w przemieszczaniu na nieco lepszej pozycji znajdują się ci deweloperzy, którzy już wcześniej wdrożyli nowoczesne narzędzia, jakie w procesie marketingu i sprzedaży daje im Internet. Widzimy jednak otwartość i elastyczność podejścia tych firm, które sięgają po nie dopiero teraz – Katarzyna Kuniewicz, Dyrektor Działu Badań Rynku Mieszkaniowego, JLL

Deweloperzy wchodzą w ten okres nieuniknionego spowolnienia lepiej przygotowani niż 10 lat temu. Liczba lokali w ofercie jest umiarkowana w porównaniu do potencjału popytowego, a charakterystyka oferowanych mieszkań w ogromnej większości dobrze dostosowana do rzeczywistych potrzeb Polaków.

Ostatecznie sytuacja podmiotów działających na tym rynku będzie zależała od kompozycji portfela realizowanych inwestycji, finansowania, z którego firma korzysta, w tym w szczególności charakterystyki zobowiązań takich jak obligacje korporacyjne, rezerw gotówki i dostępności do kapitału właścicielskiego. Generalnie jednak polski rynek deweloperski wchodzi w ten czas niewiadomych mocniejszy finansowo i instytucjonalnie, a także mądrzejszy o doświadczenia lat 2008-2009 i kolejnych. – Kazimierz Kirejczyk, ekspert JLL

Sektor bankowy na polskim rynku ma duży potencjał rozwoju technologii chmurowej

  • Accenture we współpracy ze Związkiem Banków Polskich przygotowali raport „Chmura obliczeniowa w sektorze bankowym na świecie, w Europie i w Polsce”, będący podsumowaniem danych z rynku i wiedzy ekspertów dotyczących chmury obliczeniowej.
  • Wyzwaniem, z którym często muszą mierzyć się banki jest wysiłek związany z przebudową lub migracją aplikacji. Tak wynika z ankiety przeprowadzonej wśród największych banków polskich.
  • Polski rynek ma duży potencjał rozwoju technologii chmurowej. Między innymi wskazuje na to decyzja Google, który tworzy nowy region w Polsce. Tą drogą mogą pójść również inni dostawcy chmury. Ważną rolę w rozwoju i wdrażaniu chmury odgrywa Operator Chmury Krajowej, czyli projekt banku PKO Banku Polskiego oraz Polskiego Funduszu Rozwoju.
  • COVID-19 wprowadził stan niepewności w wielu dziedzinach życia i biznesu. Wydatki na IT mogą wzrosnąć zaledwie o 1% (wobec pierwotnie prognozowanego wzrostu o ponad 4%) – prognozy mogą być jeszcze rewidowane w dół.

Z raportu wynika, że sektor bankowy jest na wczesnym etapie wdrażania rozwiązań chmurowych. Chociaż ich stosowanie w tym obszarze wydaje się być czymś pożądanym w związku z dużą wartością dodaną, jaką generuje chmura, to banki nadal mają w tym aspekcie dużo do zrobienia. Przejście z fazy wczesnej adaptacji technologii chmurowej do fazy powszechnego stosowania zajmie im od 2 do 5 lat. Na proces wdrażania chmury w bankowości wpływają m.in. udostępnienie standardów i najlepszych praktyk, a także adaptacja bezpiecznych modeli wykorzystania chmury przez sektor. Ponadto eksperci wskazują także, że pandemia COVID-19 może stymulować rozwój cloud computing.

– Na chmurę obliczeniową patrzy się dzisiaj przede wszystkim przez pryzmat wzrostu wydajności i innowacyjności. Jest ona również podstawą tworzenia innowacji technologicznych. Aktualnie jesteśmy świadkami pandemii w nieznanej dotąd skali. Sytuacja ta niewątpliwie zmieni oblicze ekonomii całego świata, a także wpłynie na obszar relacji społecznych. Nagłą koniecznością stało się zastosowanie pracy zdanej. Ten nagły zwrot spowodował szybkie przyspieszenie rozwoju nowych potrzeb i ich zaspokojenia w drodze wykorzystania technologii. W ostatnim czasie obserwowaliśmy przeciążenia sieci, rozwiązań VPN, systemów pracy zdalnej i grupowej. Również można było zauważyć szybkie dostosowanie do zaistniałych warunków tych aplikacji, które stworzone zostały w architekturze „cloud native”, co umożliwiło ich niezwykle sprawne wyskalowanie. Biorąc pod uwagę obecną sytuację, organizacje będą musiały spojrzeć w przyszłość, aby lepiej przygotować się do tego typu wyzwań. Zachodzące zmiany odbijają się również na sektorze bankowym. W obszarze tym można dostrzec zachowawczość we wdrażaniu nowych technologii. Warto zwrócić również uwagę na fakt, że wdrażanie chmury to także inwestycja w zasoby ludzkie. Organizacje muszą zrozumieć funkcjonowanie nowych platform, tak aby móc w pełni wykorzystać ich potencjał. Jednocześnie muszą liczyć się z potrzebą uzupełnienia kwalifikacji, tak aby w obszarze IT zapewniony był odpowiednio przygotowany zespół – mówi Mariusz Chudy, Managing Director, Intelligent Cloud & Infrastructure, Accenture Polska

Sektor bankowy zauważa, że wykorzystanie chmury pozwala na osiągnięcie wymiernych efektów, odpowiadając na obecne wyzwania. Wykorzystanie chmury daje szanse na redukcję kosztów związanych z utrzymaniem, zarządzaniem i konserwacją infrastruktury. Chmura „oferuje” elastyczne podejście do wydatków operacyjnych. Do tego dochodzą korzyści skali, dzięki którym koszty utrzymania infrastruktury IT są niższe. Chmura pozwala także na zmniejszenie niepewności, jaka wiąże się z wdrażaniem nowych pomysłów. Niskie początkowe nakłady inwestycyjne pozwalają ograniczać ryzyka finansowe związane z realizacją projektów.

Trzeba pamiętać również o bezpieczeństwie, przejrzystości i przewidywalności, które w kontekście sektora bankowego, odgrywają kluczową rolę. Największą niewiadomą dla banków są wciąż kwestie regulacyjne.

Warto zauważyć, że wiele w tym obszarze się zmienia. Pojawiają się regulacje mające na celu ułatwić migrację do chmury oraz przyczynić się do rozwoju usług chmurowych w sektorze. Mowa tutaj o komunikacie Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego, który wydał zalecenia dla firm wykorzystujących usługi chmurowe oraz standardzie „Polish Cloud” opracowanym przez Związek Banków Polskich, we współpracy z Accenture oraz Kancelarią Kochański & Partnerzy.

– Banki i cały sektor finansowy, szczególnie w obecnym okresie wielu ograniczeń i konieczności nowego podejścia do zagadnień bieżącego funkcjonowania dostrzega wiele pozytywnych elementów związanych z implementacją chmury obliczeniowej. Szybsze i efektywniejsze dostosowanie do zmieniających się potrzeb klientów i otoczenia biznesowego, większa elastyczność we wdrażaniu nowych rozwiązań i co niezwykle ważne bezpieczne funkcjonowanie przy wykorzystaniu chmury obliczeniowej sprawiają, że banki już dzisiaj podejmują liczne działania związane z tą sferą swojego rozwoju. Dlatego też pod patronatem Związku Banków Polskich i we współpracy z bankami i firmami technologicznymi, powstał Standard wdrożeń rozwiązań chmurowych, który zawiera praktyczne zasady przygotowania i przeprowadzenia skutecznego wdrożenia chmury obliczeniowej biorąc pod uwagę wszystkie wymagania prawne wynikające z uregulowań i wymagań nadzorczych. Standard niewątpliwie z znaczny sposób ułatwia i pomaga w niełatwym procesie zastosowania chmury obliczeniowej w określonej części działalności bankowej – mówi Wojciech Pantkowski Dyrektor Zespołu Systemów Płatniczych i Bankowości Elektronicznej, Związek Banków Polskich

Z ankiety przeprowadzonej przez Accenture i Związek Banków Polskich wynika, że większość banków posiada plan wykorzystania rozwiązań chmurowych, a także strategię rozwoju i budowy aplikacji w chmurze. Ankietowani deklarują, że na razie udało się uzgodnić podstawowe praktyki i rozpoczęto wdrażanie narzędzi. Wyniki ankiety wskazują, że banki nie mają jasnych preferencji co do formy usług chmurowych – banki wskazały zarówno na wykorzystanie modelu Software as a service, jak i usług Infrastructure as a service czy Platform as a service. Większość odpowiedziała, że wykorzystuje jedynie pojedyncze aplikacje w modelu chmurowym.

Problemem, z którym muszą mierzyć się banki, to także brak lub niewielkie doświadczenie zespołów IT we wdrażaniu chmury, czy dopasowanie przejścia do chmury w ramach cykli inwestycyjnych w obszarze IT w danej firmie. Wyzwaniem dla sektora jest także wysiłek, jaki trzeba włożyć w przebudowę lub migracją aplikacji, tak aby działały w chmurze obliczeniowej. Oprócz wyzwań z jakim musi zmierzyć się cały rynek, banki dodatkowo muszą wziąć pod uwagę wewnętrzne bariery przy wdrażaniu chmury.

– Aby chmura mogła się rozwijać trzeba nie tylko przezwyciężyć mity. Potrzebne jest do tego również sprzyjające otoczenie. Z jednej strony musi ono przyczyniać się do większego bezpieczeństwa, ale też nie może być czynnikiem hamującym rozwój chmury. Nasze badanie pokazało, że największą niewiadomą są kwestie związane z regulacjami, a także brak odpowiedniego doświadczenia w procesach związanych z wdrażaniem chmury. Sektor bankowy stoi dzisiaj przed wyzwaniem związanym z przetwarzaniem, obsługą analityczną i monetyzacją ogromnych zasobów danych. Banki, aby sprostać wyzwaniom powinny zmienić nastawienie organizacji do wykorzystywania usług chmurowych. Przede wszystkim istotna wydaje się być zmiana podejścia jednostek bezpieczeństwa, przezwyciężenie barier wewnętrznych regulacji, a także zwiększenie kompetencji zespołów IT i procesów zarządzania zmianą w organizacji. Sektor bankowy się zmienia, ale zmieniają się też oczekiwania klientów. Niezależnie od wyboru metody migracji, z punktu widzenia banku, istotne stają się przewagi biznesowe, szybkie i tanie dostarczanie usług dopasowanych do oczekiwań rynku. Dlatego zmiana podejścia organizacji wydaje się być uzasadniona, ponieważ dzięki możliwościom chmury banki są w stanie tworzyć nowe modele biznesowe i ekosystemy firm wspólnie dostarczających usługi, a tym samym docierając do klientów efektywnie i reagując na nowe wyzwania rynkowe – mówi Karol Mazurek, Managing Director, Accenture Polska.

Accenture na podstawie przeprowadzonych ankiet, aktualnych trendów oraz doświadczenia w obszarze rozwiązań chmurowych opracował zestaw rekomendacji adresujących potrzeby lokalnego rynku, wymagań oraz oczekiwań dot. wykorzystania technologii chmurowej stawianych wobec banków i innych podmiotów działających w sektorze finansowym. Pełny raport „Chmura obliczeniowa w sektorze bankowym na świecie, w Europie i w Polsce” dostępny jest na stronie: https://www.accenture.com/pl-pl/insights/banking/report-poland-cloud-banking-2020

Kwiecień w polskich sklepach internetowych lepszy niż Black Friday

Niemal we wszystkie dni kwietnia ruch w sklepach korzystających z oprogramowania Shoper był wyższy niż podczas ostatniego Black Friday, który tradycyjnie jest rekordowy w całym polskim internecie. W pierwszy wtorek po Wielkanocy, mimo braku wysokich rabatów, klienci sklepów Shoper złożyli w nich 10 proc. więcej zamówień niż w ubiegłoroczny Czarny Piątek.

Większość sprzedawców internetowych nie odczuła efektów zakupowej paniki, która w marcu wyczyściła półki w drogeriach i marketach spożywczych. Jednak od początku pandemii, z każdym tygodniem, mają coraz więcej pracy.

Jak i dlaczego rośnie sprzedaż w e-sklepach?

Z danych platformy Shoper, z której korzysta ponad 13 tys. sprzedawców internetowych w Polsce, wynika, że pod koniec marca liczba transakcji w działających na niej sklepach osiągnęła wartości notowane ostatnio w gorącym okresie przed Bożym Narodzeniem, a w kwietniu przewyższa rekordowe wyniki z ostatniego Black Friday. O ile jednak ostatni piątek listopada jest zawsze krótkim zakupowym świętem, teraz zarówno ruch jak i sprzedaż utrzymują się na nadzwyczaj wysokim poziomie dzień w dzień, a nawet powoli rosną.

– Na początku wszyscy sądziliśmy, że narodowa kwarantanna potrwa parę tygodni i zapewne zakończy się około Wielkanocy, więc wpływ pandemii na zakupy w sieci nie był spektakularny, a niektóre branże odnotowały spadki. Z czasem zaczęliśmy uczyć się funkcjonowania na nowych zasadach, więc zamiast odkładać zakup ubrań, kosmetyków czy sprzętów domowych – coraz chętniej robimy je w sieci. Obawy, że kurierzy nie poradzą sobie z nadmiarem zamówień, nie potwierdziły się – paczki docierają sprawnie, co zachęca do dalszych zakupów – wyjaśnia Oliwia Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Hity sprzedażowe wciąż powiązane z pandemią

Jedynym momentem, gdy wiosenny trend wzrostowy na platformie Shoper został zastopowany, zarówno pod względem liczby wizyt w e-sklepach jak i dokonywanych w nich zakupów, był wielkanocny weekend. W tym nie ma jednak nic niezwykłego. Sprzedaż online zazwyczaj jest wyższa w dni robocze, a maleje w soboty, niedziele i święta. Jednak nawet w okresie wielkanocnym rekordy popularności biły artykuły związane z zagrożeniem wirusem i domową izolacją.

– W Wielkanoc największy przychód odnotowaliśmy na sprzedaży artykułów ochronnych. Statystykę otwierają rękawiczki nitrylowe, zaraz za nimi są maseczki bawełniane i kilka innych rodzajów rękawic. Pierwszym nie-medycznym produktem w tym zestawieniu są meble ogrodowe. Ich popularność też można wiązać z przymusowym spędzaniem dłuższego czasu w domu. Z podobnych powodów w czołówce zakupowej znalazły się zapewne laptopy i grille gazowe – zauważa Oliwia Tomalik.

Zaraz po świętach statystyki sklepów znów poszły w górę. Pierwszy tydzień po Wielkanocy zakończył się na platformie zawarciem o 14 proc. wyższej liczby transakcji sprzedażowych niż podczas ostatniego Black Week.

Jak zmieniają się nastroje Polaków w czasie izolacji?

Już ponad połowa Polaków (55%) przewiduje, że pandemia w kraju wygaśnie nie wcześniej niż za trzy miesiące – wynika z najnowszego barometru nastrojów konsumenckich „Polacy w czasie epidemii” zrealizowanego przez agencję badawczą SW Research. Istotnie za to rozbudziły się nadzieje, co do rychlejszego swobodnego korzystania z centrów handlowych, kin i teatrów – 73% Polaków liczy na ponowne otwarcie tych miejsc już w ciągu najbliższego miesiąca.

W miniony weekend podczas wspólnej konferencji premiera i ministra sportu ogłoszono rządowy plan znoszenia ograniczeń dotyczących sportowej aktywności. Tydzień temu przestały obowiązywać niektóre restrykcje, m.in. związane z korzystaniem z parków i lasów oraz zaprojektowano wieloetapowy plan łagodzenia pozostałych obostrzeń. Stopniowe znoszenie ograniczeń w dostępie do usług, czyli tzw. „odmrażanie” gospodarki zainicjowano wcześniej w innych krajach UE np. w Austrii a podobne działania w najbliższym czasie planowane są również u naszych południowych sąsiadów.

Jak ostatnie zapowiedzi rządu wpływają na nastroje i oczekiwania społeczne? Zestawiając dane z sprzed dwóch tygodni obserwujemy, że nadal 1/3 Polaków deklaruje, że ciągłe przebywanie w izolacji jest dla nich bardzo uciążliwe. Najbardziej (44% wskazań) dokucza nam ograniczony kontakt z naturą (44%) oraz narastające poczucie nudy i rutyny, przekładające się na wrażenie, że każdy dzień wygląda tak samo (41%). Te dwie uciążliwości izolacji były także jednymi z najczęściej wymienianych w poprzednim pomiarze barometru nastrojów.wykres_2 (1)

Poziom skrajnie negatywnych odczuć wobec izolacji utrzymuje się na niezmiennym poziomie na przestrzeni ostatnich dwóch tygodni. Trudno jednak na razie jednoznacznie ocenić, czy jest to efekt swoistego przyzwyczajania się Polaków do panujących warunków, czy też wzajemnego znoszenia się różnych oczekiwań, co do najbliższych miesięcy – komentuje Piotr Zimolzak, Wiceprezes Zarządu SW Research.  Co ciekawe, jeżeli przyjrzymy się strukturze najchętniej cytowanej w psychologii piramidy autorstwa A. Maslowa, to stwierdzimy, że izolacja uwydatnia w nas tęsknotę za dwiema zupełnie różnymi kategoriami potrzeb. Z jednej strony, mamy ograniczony kontakt z naturą, który jest potrzebą czysto fizjologiczną (dostęp do przestrzeni, tlenu, wody itp.), z drugiej – nudę, rutynę, które hamują w nas potrzebę posiadania celów i samorealizacji, kreatywności, zauważa Zimolzak.

Poziom napięć i odczuwanego braku komfortu wynikającego z izolacji może mieć przełożenie na zmianę subiektywnych prognoz Polaków dotyczących przyszłych wydarzeń związanych z epidemią. Aż 55% Polaków wskazuje, że brak nowych przypadków zachorowań nastąpi dopiero za 3 miesiące, nie wcześniej – co jest istotnie wyższym odsetkiem (wzrost o 19 pkt proc) w porównaniu z poprzednim pomiarem. Jeżeli natomiast chodzi o nowe regulacje pracy lokali usługowych, galerii czy teatrów, 30% ankietowanych wyraziło nadzieję na zniesienie ograniczeń do końca kwietnia, a 43% wskazało czas krótszy niż 1 miesiąc. Oznacza to, że blisko trzy czwarte Polaków jest przekonanych, że od połowy maja będzie można ponownie korzystać z centrów handlowych oraz instytucji kultury. Stanowi to istotnie znaczący przyrost wskazań w porównaniu do poprzedniego pomiaru, gdzie zaledwie jedna trzecia Polaków przewidywała, że nastąpi to na przestrzeni miesiąca.wykres_1 (1)

Wysoki poziom niezadowolenia z bieżącej sytuacji może powodować rosnące uczucie zniecierpliwienia i wpływa bardzo mocno na wyczekiwanie nadejścia momentu rozluźnienia restrykcji i chociaż częściowego powrotu do stylu życia sprzed epidemii – uzupełnia Zimolzak. Wydaje się, że Polacy zaakceptowali niedawne słowa ministra zdrowia i pogodzili się z prognozą, że koronawirus będzie nam towarzyszył jeszcze przez długie miesiące. Z drugiej strony, wydłużona perspektywa epidemii wzbudziła w Polakach nadzieję na wzmożone działania rządu w związku ze znoszeniem restrykcji i powrotem do relatywnej normalności. A zapowiedzi tych działań rozbudziły społeczny apetyt na znoszenie kolejnych ograniczeń. Czy realizacja postanowień spełni oczekiwania Polaków? Pokażą to najbliższe tygodnie.

Metodologia badania

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 15-17.04.2020 przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W badaniu zebrano 1000 ankiet z reprezentatywną próbą grupą Polaków. Badanie ma charakter cykliczny, prezentowane wyniki pochodzą z drugiego pomiaru.

Szczegółowe informacje o projekcie

Projekt badawczy „Polacy w czasie epidemii” to cykliczny barometr nastrojów i zachowań konsumenckich w czasie izolacji. Realizowany jest co dwa tygodnie przy pomocy wystandaryzowanego kwestionariusza. Więcej informacji o projekcie dostępnych jest na stronie agencji SW Research (https://swresearch.pl/covid19), a pełne raporty z każdej fali badania publikowane są w zakładce „Raporty” (https://swresearch.pl/raporty).

Klęska urodzaju w czasach kryzysu

Kryzys gospodarczy związany z epidemią koronawirusa już dziś dotknął niemal wszystkich firm i każda spośród  nich usiłuje mu sprostać. Dla większości oznacza to spadek dochodów oraz redukcję etatów. Jednak są też firmy, które znalazły się w zgoła innej sytuacji. Dla tych nielicznych, którzy oferują produkty czy usługi, cieszące się obecnie zwiększoną popularnością problem stanowi konieczność szybkiej rozbudowy zespołu. Jak robić to skutecznie i rozwijać biznes?

Firmy przeżywające teraz nieoczekiwane prosperity i szukające pracowników „na już” mają przed sobą wyzwanie, od którego zależy ich przyszłość. Jeśli w okresie zwiększonego zapotrzebowania na swoje usługi utrzymają wysoką jakość i dobry client service, to z kryzysu mogą wyjść większe i silniejsze. Taki nagły wzrost spotkał szczególnie firmy dostarczające zakupy i jedzenie, które muszą zwiększać zatrudnienie, by podołać zwiększonej fali zamówień i przywrócić zwyczajowe terminy dostaw. Co powinny zrobić, by szybko i skutecznie zatrudnić tak potrzebnych pracowników?

Organizacje w takiej sytuacji z pewnością powinny wspierać płatnie swoje rekrutacje i korzystać z kampanii w social mediach. Komunikację warto oprzeć o mocne komunikaty z wyraźnym call to action. Warto szczególnie podkreślać bezpieczeństwo zatrudnienia i stabilność dochodu, czyli te aspekty, które obecnie dla kandydatów są znacznie ważniejsze niż karta sportowa czy owocowe czwartki. Z tego samego powodu warto też targetować swoje głoszenia i próbować dotrzeć do osób, które w związku z tąpnięciem gospodarczym właśnie straciły pracę, np. komunikatami opartymi o takie hasła jak „praca w czasie pandemii”, „praca dorywcza”, czy „zasiłek dla bezrobotnych”.

Organizacja wiedząc o tym jakiego kandydata poszukuje, powinna przeprowadzić segmentacją kanałów dotarcia. Do przyszłych stażystów i asystentów najłatwiej dotrzeć na Instagramie, TikToku, Snapchacie czy za pośrednictwem influencerów, natomiast pracowników fizycznych czy bez wyjątkowych kwalifikacji warto poszukiwać za pomocą kampanii Facebook, YouTube i Google. Okres kryzysu dla stabilnej organizacji, to również dobry moment na uzupełnianie kadry o osoby z wysokimi kwalifikacjami. Takich kandydatów najlepiej szukać za pomocą kampanii w Google i na LinkedIn, a także za pomocą portali agregujących oferty pracy. Co jeśli jednak szukamy wyjątkowych kwalifikacji, pracownika niejako stworzonego dla potrzeb danej firmy? W takim przypadku najskuteczniejsze będzie wykorzystanie LinkedIn. Dzięki dobrze przeprowadzonej kampanii w tym medium może wyłuskać wymarzonego pracownika, targetując kampanię na kandydatów pracujących w danej branży, na określonych stanowiskach, mających doświadczenie u konkurencji, oraz o odpowiednim stażu pracy i konkretnych umiejętnościach. Oczywiście dane demograficzne, czy dotyczące lokalizacji i zainteresowań możemy określać tak samo jak na platformach Facebook czy Google, co ostatecznie daje nam duże możliwości w precyzyjnym dotarciu do najlepszych kandydatów. Na LinkedIn możesz też wysłać spersonalizowaną wiadomość sponsorowaną, która w praktyce jest reklamą, ale dla odbiorcy jest to najmniej wymagająca forma komunikacji, która jest przy tym bardzo skuteczna.

Niezależnie od tego, czy firma przeżywa teraz kryzys, czy okres prosperity, warto wdrożyć kilka rozwiązań employer brandingowych już dziś. Wykorzystując okres przestoju można opracować fundament pod przyszłe rekrutacje. Dlatego warto przyłożyć się z zespołem do zdefiniowania grupy docelowej, na podstawie przykładów kandydatów, których najczęściej poszukujesz. Następnym krokiem, jest wybór kanałów, w których będziesz się komunikować i opracowanie wariantów komunikatów, zależnych od medium, w którym będą publikowane. Żeby zmierzyć siłę swoich działań i docierać w przyszłości do grupy, do której dotarła kampania warto wpiąć na  stronie rekrutacyjnej pixel reklamowy, dzięki któremu można mierzyć konwersję i retaregetować komunikację do osób, które już odwiedziły twoją stronę.

Kiedy już opadnie kurz kryzysu, w najlepszej sytuacji będą te firmy, które wykorzystały ten czas i szukały możliwości rozwoju.

Michał Wełna, Founder & CEO domu mediowego Czarna Owca

Pandemia przyspieszyła wzrost handlu internetowego? Dane National Retail Federation oraz Salesforce

Według Salesforce Shopping Index w I kwartale 2020 nastąpił 20% wzrost sprzedaży internetowej. E-sklepy odwiedziło w tym czasie o 40% unikalnych klientów więcej, niż miało to miejsce rok temu. Rozwojowi e-commerce towarzyszy załamanie handlu tradycyjnego. W tym obszarze analitycy identyfikują 6 poważnych problemów, które pojawiły się w wyniku pandemii.

Jak COVID-19 wpłynął na handel na świecie? W związku z pandemią rządy wielu państw podjęły decyzje o wprowadzeniu ograniczeń w handlu towarami niebędącymi produktami pierwszej potrzeby. Wiele sklepów stacjonarnych pozostaje zamkniętych od ponad miesiąca lub działa w ograniczonym stopniu. Przymusowa kwarantanna i zaordynowany „dystans społeczny” spowodowały, że sklepy, które pozostały otwarte, odwiedza mniej klientów, bo albo przenieśli oni zakupy do Internetu, albo ograniczyli do niezbędnego minimum częstotliwość wizyt w sklepach. Jakie są skutki gospodarcze tych zjawisk?

Są już dane pozyskane bezpośrednio od podmiotów zajmujących się sprzedażą detaliczną i e-commerce. Część z informacji pochodzi od członków National Retail Federation (NRF), największego na świecie stowarzyszenia zrzeszającego podmioty handlu detalicznego, a część wprost z systemów Salesforce obsługujących procesy sprzedaży, marketingu i obsługi klientów ponad 150 tys. firm. Co mówią dane? 87% firm zajmujących się sprzedażą detaliczną potwierdza, że pandemia w znacznym stopniu wpłynęła na ich działalność, co przejawia się tym, że:

  • 94% sprzedawców detalicznych już doświadcza lub spodziewa się gwałtownego spadku ruchu w swoich sklepach,
  • 88% obawia się, że ich dostawcy będą mieli ograniczone możliwości zarówno produkcyjne, jak i w zakresie terminowych dostaw,
  • 81% albo zmuszonych było zredukować liczbę etatów, albo też już dziś spodziewa się braków kadrowych, gdy kwarantanna społeczna się skończy,
  • 77% twierdzi, że w handlu nadejdą opóźnienia w logistyce,
  • Ponad połowa (53%) działających sklepów tradycyjnych redukuje czas pracy,
  • 49% spodziewa się niedoboru towarów w magazynach,
  • 35% sprzedawców detalicznych nadal płaci pracownikom wynagrodzenia za pełne godziny pracy, pomimo przymusowego zamknięcia sklepów.

Handel w sieci – bezprecedensowy wzrost

Rozwój bądź uruchomienie kanałów e-commerce jest dla detalistów szansą na wyjście obronną ręką z kryzysu lub przynajmniej zminimalizowanie jego skutków. Według Salesforce Shopping Index – wskaźnika aktualizowanego na bieżąco w oparciu o dane z systemu Salesforce Commerce Cloud i zachowania milionów konsumentów z całego świata, w pierwszym kwartale 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 r. nastąpiły bezprecedensowe zmiany w handlu internetowym, a przecież pandemia w Ameryce i Europie rozwinęła się dopiero w marcu. Oto, co zarejestrowały systemy transakcyjne:

  • 20% wzrost obrotów w sektorze e-commerce (w porównaniu do 12% wzrostu w I kwartale 2019 r.) – taki skok jest wyższy od tych, jakie notuje się w najlepszych dla handlu okresach świątecznych,
  • średnio 15% większy ruch na stronach internetowych e-sklepów,
  • 40% wzrost liczby nowych klientów, tzn. tych osób, które po raz pierwszy odwiedziły stronę internetową sklepu i zrobiły zakupy,
  • średnio 5% wzrost wydatków na jednego kupującego – to także znacznie powyżej wzrostów w okresach świątecznych.

COVID-19 wywołał 6 zasadniczych problemów

Analitycy NRF i Salesforce zwracają uwagę na kluczowe problemy, jakie dotknęły handel detaliczny w związku z pandemią COVID. Zamknięcie granic państw oraz ograniczenie działalności producentów (zwłaszcza z Chin) zaburzyło lub przerwało łańcuchy dostaw. Znaczna część sklepów stacjonarnych przestała działać, a konsumenci istotnie zmniejszyli wydatki, co z kolei spowodowało tąpnięcie w popycie wewnętrznym w wielu krajach. W rezultacie handel detaliczny mierzy się dziś z 6 ogromnymi problemami:

  1. Dostawy – Początkowa panika konsumentów wywołała masowe zakupy podstawowych artykułów, co wyczerpało krótkoterminowe zapasy i przyspieszyło konieczność ich uzupełnienia. W tym samym czasie chińska produkcja przemysłowa wyraźnie spowolniła, co wpłynie niekorzystnie na realizację zwiększonych zamówień przez cały światowy handel w okresie, gdy pandemia się skończy. 88% sprzedawców detalicznych już dziś uważa, że ich dotychczasowi dostawcy będą mieli ograniczoną wydajność.
  2. Popyt – nastąpił nagły i drastyczny spadek popytu na towary niebędące produktami pierwszej potrzeby w czasie pandemii. Wiele kategorii produktów zalega w magazynach nieczynnych sklepów, a obawy związane z pandemią niekoniecznie będą skłaniać konsumentów do wzmożonych zakupów po jej zakończeniu. Odbudowanie popytu do poziomów sprzed pandemii prawdopodobnie wymagało będzie długiego okresu.
  3. Finanse – długoterminowe ograniczenie popytu dla handlu będzie fatalne w skutkach, ponieważ większość sprzedawców detalicznych działa przy względnie niskich marżach i przy tym posiada niewielkie rezerwy kapitałowe. Większości ustalonych celów finansowych na obecny rok nie zostanie zrealizowana, a sklepy będą zmuszone poszukiwać alternatywnych źródeł finansowania, których koszt może je dodatkowo dociążyć.
  4. Płynność finansowa – zapewnienie dostępu do nowych źródeł finansowania będzie kluczowym problemem, ponieważ dochody z zakupów dokonywanych przez klientów istotnie się zmniejszyły, najpewniej nie wzrosną szybko, a do tego łańcuch dostaw został zaburzony. Z tego powodu wiele firm może mieć trudności ze spłatą zadłużenia, co zwiększa ryzyko potencjalnej upadłości.
  5. Przepływy pieniężne – wszelkie koszty zmienne, takie jak wynagrodzenia, wydatki na marketing, nowe technologie, utrzymanie procesów oraz inne wydatki, które nie mają kluczowego znaczenia dla działalności gospodarczej, będą pod silną presją w związku z potrzebą redukcji kosztów.
  6. Pracownicy – w czasie pandemii pracownicy są na pierwszej linii frontu, co naraża ich na ryzyko zachorowania. Dostępność nowych kadr jest mocno ograniczona. Z kolei dla pracowników centrali, praca z domu jest zupełnie nowym doświadczeniem. Zazwyczaj tak nagłe przestawienie się z pracy biurowej na telepracę, połączone z koniecznością opieki nad potomstwem, które uczy się w domu, powoduje duży spadek efektywności i produktywności pracowników.

e-commerce na prowadzeniu

O ile pandemia wywołała wstrząs w całej branży, handel detaliczny już od kilku lat zmaga się z wyzwaniami związanymi ze spowolnieniem ruchu w sklepach stacjonarnych, zmianą wzorców zakupowych i rosnącą konkurencją ze strony Internetu.

e-commerce sukcesywnie z roku na rok nabierał znaczenia i nie raz wskazywany był w publikacjach Salesforce jako kanał sprzedaży o dużym potencjale. Już dwa lata temu (raport „2018 Holiday Shopping Report” w okresie przedświątecznym handel przenosił się do Internetu, w tym m.in. do mediów społecznościowych. Raport „Connected Shoppers Report” z 2019 r. informował, że klienci pierwszych zakupów dokonują najczęściej w sklepach stacjonarnych, ale aż 75% powtarzających się zakupów już realizują przez Internet, co powoduje, że sklepy masowo dokonują digitalizacji swojej oferty i umożliwiają dokonanie zakupów przez sieć. Kryzys wywołany pandemią znacząco przyspieszył rozwój kanałów e-commerce zastępując zakupy w zwykłych sklepach. Cóż z tego, skoro np. w Warszawie nie sposób już zamówić dostawy podstawowych zakupów do domu, gdyż wszystkie możliwości transportu są przez klientów zarezerwowane na trzy najbliższe tygodnie? Jak widać, logistyka nie nadąża za wzrostem potrzeb.

Shopping Index Salesforce za I kwartał 2020 r. potwierdza ten trend. Handel elektroniczny w I kwartale tego roku urósł o 20% w porównaniu do I kwartału 2019 r. Najwyższe zyski z e-commerce odnotowała branża artykułów gospodarstwa domowego (51%), gier i zabawek (34%) i odzieży sportowej (31%). Ruch w sieci zwiększył się średnio o 15%, a wydatki kupujących o 5% (średnia kwota wydana na jedną wizytę w e-sklepie). Oczywiście nie wszystkie sklepy internetowe generują obecnie większe zyski.

Pandemia spowodowało również, że w I kwartale 2020 zwiększyła się o 27% ilość sklepów oferujących zakupy przez Internet z odbiorem w fizycznej lokalizacji (BOPIS – buy online, pick up in store). Trend ten był widoczny już w 2019 r. W trzeciej edycja raportu Salesforce „Connected Shoppers Report” aż dwie trzecie młodych konsumentów z pokolenia Y składało zamówienia online z opcją odbioru w sklepie. Dziś model ten upowszechnia się bez względu na przynależność do grupy wiekowej. Między 10 marca a 20 marca (w czasie największej paniki zakupowej) przychody rejestrowane w modelu BOPIS wzrosły o 92%.

W polskim e-commerce także duże wzrosty

Podobnie jak w innych krajach, w Polsce w czasie pandemii handel detaliczny został w dużej mierze sparaliżowany i wielu klientów poszukuje możliwości zaopatrywania się przez Internet. Od początku ogłoszenia stanu epidemicznego nie tylko znacznie wzrosła ilość zamówień realizowanych w kanałach e-commerce, ale też pojawiło się w sieci wiele nowych sklepów. Według raportu agencji badawczej Mobile Institute „e-Commerce w czasie kryzysu 2020”, który powstał na zlecenie Izby Gospodarki Elektronicznej, w czasie kwarantanny 38% badanych zrobiło zakupy w sieci; 55% klientów kupowało środki czystości, a 48% żywność. Kupowano również odzież i obuwie oraz produkty z kategorii zdrowie, a także artykuły dla zwierząt. Wg danych Polskiego Systemu Płatności, który jest operatorem BLIK, w marcu aż o 270% wzrosła sprzedaż w sklepach ze sprzętem elektronicznym, duże zyski odnotowały też usługi streamingowe.

Wzrost sprzedaży online potwierdzają komunikaty prasowe opublikowane przez firmy, według których udział e-commerce w sprzedaży w pierwszym kwartale 2020 roku jest tak wysoki, jak nigdy dotąd. Vistula Retail Group przyznaje, że jej przychody ze sprzedaży w kanale internetowym w I kwartale 2019 r. stanowiły 15,5% ogółu przychodów, natomiast w I kwartale 2020 r. będzie to już 24%. Komputronik odnotowuje kilkudziesięcioprocentowy wzrost odwiedzin w swoim sklepie internetowym, a w Grupie CCC sprzedaż online, która w marcu 2019 r. stanowiła 25% ogółu sprzedaży, w marcu 2020 r. wzrosła do 45%.

Na fali popularności e-commerce rośnie też liczba nowych sklepów. Raport przygotowany przez serwis Wiadomości Handlowe, który przeanalizował dane z platformy Shoper pokazuje, że zainteresowanie otwarciem sklepu online, zwiększyło się prawie o połowę, w odniesieniu do roku poprzedniego. Dane za okres od 1 stycznia do 15 marca 2020 r. w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego pokazują, że liczba sklepów oferujących książki i multimedia zwiększyła się o 23%, artykuły spożywcze – o 18%, upominki i akcesoria – o 17%. Na kolejnych miejscach plasują się kategorie: zdrowie i uroda oraz dom i ogród (po 16%). Natomiast sklepów jubilerskich i z odzieżą otwarto o 15% mniej.

Czy wzrosty w e-commerce utrzymają swoją dynamikę? Trudno przewidzieć, ponieważ obecnie sytuacja na rynku jest dynamiczna i nieprzewidywalna. Czas pokaże.

Handel detaliczny w Niemczech: Bardzo powolne znoszenie blokad

Niemcy były pierwszym dużym europejskim rynkiem detalicznym, na którym 20 kwietnia zniesiono ogólnokrajowe ograniczenia nałożone na „sklepy inne niż niezbędne”, kończąc pięciotygodniowe obowiązkowe zamknięcie większości sklepów niespożywczych. Chociaż ten ruch był wyczekiwany przez właścicieli sklepów bez obrotów, ale zobowiązanych do regulowania swoich rachunków to uważamy, że mimo wszystko sektor handlu jest daleki od wyjścia na prostą. Uwzględniając wielkość segmentów, sezonowość i ograniczenia, w Allianz i Euler Hermes szacujemy, że to pięciotygodniowe zamknięcie sklepów z towarami pierwszej potrzeby (oryg. „innych niż niezbędnych”) mogło kosztować niemieckich detalistów 26 mld EUR w obrotach.

Dwie prędkości wychodzenia z blokady

Głównym punktem stopniowego wychodzenia z blokady jest wyłączenie sklepów o powierzchni przekraczającej 800 metrów kwadratowych, której to decyzji, sprzeciwiła się największa organizacja handlowa w kraju (HDE). Ponieważ średnia wielkość sklepów różni się znacznie w poszczególnych segmentach, oczekuje się, że to ograniczenie wprowadzi restart dwóch prędkości sektora detalicznego. Patrząc na dane strukturalne dotyczące niemieckiej powierzchni handlowej, zauważymy bowiem, że to sprzedawcy mebli prawdopodobnie najbardziej ucierpią z powodu tego ograniczenia, gdyż ze średnia wielkość ich sklepów to około 1400 metrów kwadratowych. Wielobranżowe domy handlowe, o średniej powierzchni 730 metrów kwadratowych, stanowią granicę dla znoszenia obostrzeń, a także sprzedawcy elektroniki (370 m2), chociaż Ci naturalnie w mniejszym stopniu. A warto przy tym zauważyć, że segmenty o średniej wielkości sklepów poniżej 800 m2 odpowiadają za ponad 80% obrotów sklepów z towarami pierwszej potrzeby.

Utrzymanie płynności jest najważniejszym priorytetem

W Allianz i Euler Hermes oceniamy, że powrót do normalności będzie stopniowy, z dystansowaniem społecznym i rygorystycznymi przepisami dotyczącymi higieny prawdopodobnie zajmie to miesiące, a zaufanie konsumentów będzie utrzymywać się na niskim poziomie. Środki wsparcia, mające na celu pomoc przedsiębiorstwom w zaspokojeniu ich potrzeb finansowych, będą miały zasadnicze znaczenie, podobnie również jak staranny monitoring przepływu gotówki:

  • Detaliści przed złożeniem nowych zamówień w pierwszej kolejności oczyszczą magazyny i odblokują kapitał uwięziony w zapasach. Zakupione już towary odpowiadają za około dwie-trzecie wydatków sprzedawców detalicznych, przy czym zapasy mieszczą się w przedziale 40 do 120 dni normalnej działalności w przypadku dużych detalistów i w poszczególnych segmentach. W niektórych specyficznych segmentach, zapasy tracą wartość bardzo szybko (moda, kwiaty…) i sprzedawcy są bardziej podatni na ryzyko niedoboru środków pieniężnych.
  • Ponieważ napływ klientów do sklepów będzie powracał do normalnych poziomów bardzo stopniowo, ich właściciele również prawdopodobnie będą stosować Kurzarbeit tak długo, jak to będzie możliwe. Koszty pracy, w tym składki na ubezpieczenie społeczne, stanowią średnio około 15% łącznych wydatków w handlu.
  • Co do czynszów najmu (średnio 5% łącznych wydatków), krążą niepotwierdzone informacje o najemcach starających się negocjować warunki lub odroczyć terminy płatności czynszu. Dotyczy to nawet renomowanych, powszechnie znanych marek. Dane z Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych pokazują, że w ciągu ostatnich tygodni załamało się regulowanie płatności czynszu najmu lokali w terminie.

Rysunek 1: 10 czołowych segmentów dóbr innych niż pierwszej potrzeby w Niemczech i średnia powierzchnia handlowa w nich

Segment Średnia powierzchnia handlowa Szacowane obroty w 2019 r. (mld EUR)
Odzież 268 47
Meble 1416 32
Sprzęt informatyczny i komunikacyjny 161 30
Farby, lakiery, materiały budowlane i materiały „zrób to sam” 1365 21
Artykuły kosmetyczne i toaletowe 259 18
Sprzęt audiowizualny 371 15
Sprzęt sportowy 215 14
Dobra głównie ze sklepów niespecjalistycznych i niespożywczych 731 13
Kwiaty, rośliny, nasiona, nawozy, zwierzęta domowe 244 11
Elektryczne artykuły gospodarstwa domowego 155 11

Źródło: Euler Hermes, obliczenia Allianz Research, Destatis

Rysunek 2: Wydatki 10 czołowych segmentów dóbr innych niż pierwszej potrzeby w Niemczech (% całości)

Segment Zakup towarów Personel, w tym składki na ubezpieczenie społeczne Czynsze i dzierżawy Inne
Odzież 54% 19% 11% 16%
Meble 57% 16% 6% 21%
Sprzęt informatyczny i komunikacyjny 71% 15% 3% 11%
Farby, lakiery, materiały budowlane i materiały „zrób to sam” 64% 19% 7% 10%
Artykuły kosmetyczne i toaletowe 67% 15% 6% 12%
Sprzęt audiowizualny 76% 11% 3% 10%
Sprzęt sportowy 67% 15% 5% 12%
Dobra głównie ze sklepów niespecjalistycznych i niespożywczych 53% 19% 8% 20%
Kwiaty, rośliny, nasiona, nawozy, zwierzęta domowe 60% 22% 6% 12%
Elektryczne artykuły gospodarstwa domowego 67% 17% 3% 13%

Źródło: Euler Hermes, Allianz Research, Destatis

Autor: AURÉLIEN DUTHOIT, Starszy Doradca Sektorowy Euler Hermes, Allianz Research

Dofinansowanie z FGŚP – 10 najczęstszych pytań

Lawina wniosków o dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych ruszyła. Dodatkowo, reguły korzystania z tej formy wsparcia cały czas ulegają zmianom w związku z kolejnymi nowelizacjami ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19. Szybkiego ubiegania się o pomoc nie ułatwia konstrukcja samych formularzy, za pomocą których należy złożyć wniosek.

Wszystko to kumuluje szereg pytań po stronie przedsiębiorców, chcących jak najszybciej uzyskać wsparcie.

Poniżej przedstawiamy najczęściej zgłaszane wątpliwości pracodawców dotyczące warunków i sposobu ubiegania się o dofinansowanie.

  1. Czy dofinansowanie może być udzielone do wynagrodzeń pracowników zatrudnionych na umowach terminowych?

Ustawa nie wprowadza ograniczeń co do możliwości dofinansowania wynagrodzeń osób, które zatrudnione są na czas określony. Istotne jest jedynie, by ich umowy o pracę obowiązywały przynajmniej w części okresu, którego dotyczy wniosek. W razie wygaśnięcia umowy o pracę w tym okresie, pracodawca będzie miał obowiązek poinformowania o tym fakcie wojewódzki urząd pracy, który udziela wypłat, gdyż okoliczność ta wpłynie na wysokość należnego za dany miesiąc dofinansowania.

  1. Co w przypadku, gdy pracownik objęty dofinansowaniem, w trakcie jego pobierania, zechce sam zwolnić się z pracy?

Warunkiem braku obowiązku zwrotu dofinansowania z odsetkami, jest zakaz wypowiedzenia umowy o pracę pracownikom objętym dofinansowaniem z przyczyn niedotyczących tego pracownika w okresie pobierania świadczeń.

Umowa o pracę może się jednak skończyć np. ze względu na upływ jej terminu obowiązywania, czy z inicjatywy samego pracownika. Może również zostać rozwiązana przez pracodawcę z przyczyn dotyczących pracownika – w szczególności w trybie dyscyplinarnym. Takie przypadki należy niezwłocznie (w ciągu 7 dni roboczych) zgłosić do wojewódzkiego urzędu pracy. Nie wiążą się one jednak z koniecznością zwrotu dofinansowania.

  1. Czy można wnioskować o dofinansowanie osób przebywających na zwolnieniu lekarskim, urlopach macierzyńskich, bezpłatnych lub pobierających dodatkowy zasiłek opiekuńczy?

Pracownik przebywający na długotrwałym zwolnieniu lekarskim, urlopie macierzyńskim/bezpłatnym lub korzystający z zasiłku opiekuńczego nie jest w tym okresie objęty odpowiednio przestojem ekonomicznym lub obniżonym wymiarem czasu pracy. Wynika to z faktu rzeczywistego braku zdolności lub gotowości do pracy, co wyklucza możliwość jej świadczenia, czy to w ogóle, czy w zredukowanym wymiarze. Osoby takie mogą być ujęte we wniosku o dofinansowanie, jednak dopiero za okres po zakończeniu nieobecności w pracy.

Jeżeli natomiast pracodawca przewiduje objęcie przestojem ekonomicznym lub obniżonym wymiarem czasu pracy, a także dofinansowaniem ww. osoby, po ich powrocie do pracy, jednak już w okresie obowiązywania tych zmian, należy uwzględnić informacje na ten temat w treści porozumienia z przedstawicielami pracowników oraz poinformować samych zainteresowanych pracowników o przyszłej czasowej zmianie warunków ich zatrudnienia.

  1. Jak prawidłowo wskazać w wykazie pracowników wynagrodzenie brutto?

Z uwagi na brak wyczerpującego określenia tych kwestii w samych przepisach ustawy, stwierdzić należy, że w wykazie pracowników powinno zostać wskazane wynagrodzenie zasadnicze wraz z jego stałymi miesięcznymi dodatkami.

Jak podaje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej „W art. 15g specustawy o COVID-19 jest mowa o wynagrodzeniu pracownika, przez co należy rozumieć miesięczne wynagrodzenie brutto, a więc wynagrodzenie o charakterze stałym i bezpośrednio związanym z wykonywaną funkcją lub zajmowanym stanowiskiem bez dodatków, których uruchomienie jest uzależnione od spełnienia przez pracownika dodatkowych przesłanek, jak np. wykonywania określonych zadań. Wynagrodzenie zgodnie z ustawą o wynagrodzeniu minimalnym nie może być niższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę.”

  1. Czy można wnioskować o dofinansowanie osób zatrudnionych na ¼ etatu?

Art. 15g specustawy pozwala na ubieganie się o dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników objętych przestojem ekonomicznym lub obniżonym wymiarem czasu pracy. O ile jednak w pierwszym przypadku brak jest dolnej granicy etatu pracowników, którzy mogą zostać objęci wnioskiem, to ust. 10 ww. przepisu zastrzega, że dofinansowanie przyznawane jest do wynagrodzeń pracowników, których wymiar czasu pracy został obniżony o 20% (po noweli z 16 kwietnia o maksymalnie 20%) jednak nie więcej niż do 0,5 etatu. Tym samym, pracownik zatrudniony już na ¼ etatu nie mieści się w katalogu osób, mogących być objętych obniżonym wymiarem czasu pracy, uprawniającym do wnioskowania o dofinansowanie do wynagrodzenia.

  1. Czy można ubiegać się o dofinansowanie tylko za pełne miesiące kalendarzowe?

Ustawa określa, że dofinansowanie udzielone może zostać za okres obniżonego wymiaru czasu pracy lub przestoju ekonomicznego, lecz nie więcej niż przez łączny okres 3 miesięcy, przypadających od miesiąca złożenia wniosku. Jeśli więc przestój ekonomiczny lub obniżony wymiar czasu pracy nastąpił w trakcie miesiąca kalendarzowego, należy przyjąć, że ten dzień będzie datą początkową wypłacanego wsparcia, od którego liczyć należy kolejne – maksymalnie 3 – miesiące.

  1. Jak obniżenie wymiaru czasu pracy wpływa na minimalne wynagrodzenie należne pracownikowi?

Zgodnie z ustawą o wynagrodzeniu minimalnym za pracę, gwarantowany poziom wynagrodzenia należy odnosić do pełnego etatu (art. 6 ust.1 ustawy). Przy wymiarze częściowym więc, wysokość wynagrodzenia minimalnego należy ustalać proporcjonalnie (art. 8 ust. 1 ustawy).

Tym samym, w przypadku pracownika zatrudnionego dotychczas w pełnym wymiarze czasu pracy przy stawce 2.600,00 zł brutto, w razie obniżenia jego wynagrodzenia proporcjonalnie do zredukowanego wymiaru czasu pracy o przykładowe 20%, jego końcowe wynagrodzenie – przed dofinansowaniem z FGŚP – wynosić będzie 2.059,2 zł brutto.

  1. Czy w jednym zakładzie pracy można równocześnie objąć pracowników przestojem ekonomicznym i obniżonym wymiarem czasu pracy?

Przepis art. 15g wyklucza jedynie objęcie tych samych pracowników jednocześnie przestojem ekonomicznym oraz obniżonym wymiarem czasu pracy i wnioskowanie o dofinansowanie do ich wynagrodzeń z obydwu tych tytułów. Brak jest jednak przeszkód, by w ramach tego samego zakładu pracy część pracowników objęta została przestojem, a część obniżonym wymiarem czasu pracy – nawet jeśli nastąpi to w tym samym okresie. Za możliwe uznać również należy objęcie tych samych pracowników obniżonym wymiarem czasu pracy i przestojem ekonomicznym – pod warunkiem, że rozwiązania te nie będą nakładać się na siebie czasowo.

Ważne, by rozdzielenie tych dwóch rozwiązań jasno wynikało z porozumienia zawartego z przedstawicielami pracowników. O samo dofinansowanie do wynagrodzeń z tytułu przestoju ekonomicznego i obniżonego wymiaru czasu pracy można wnioskować w jednym dokumencie zamieszonym na stronach rządowych.

  1. Jakie wynagrodzenie za poprzedni miesiąc należy wskazać w wykazie pracowników w przypadku osób nowo zatrudnionych, którym nie zostało ono jeszcze wypłacone za pierwszy miesiąc?

Z uwagi na fakt, że podanie tej informacji służy odzwierciedleniu dotychczasowego i obniżonego wynagrodzenia oraz wskazaniu, że nie przekracza ono ustawowej granicy 300% średniego wynagrodzenia z poprzedniego kwartału, należy ocenić, że prawidłowym będzie wskazanie stawki wynagrodzenia brutto wynikającej z zawartej umowy o pracę wraz ze stałymi miesięcznymi dodatkami.

  1. Czy można jednocześnie ubiegać się o dofinansowanie do wynagrodzeń z FGŚP oraz o zwolnienie z opłacania składek ZUS za ten sam okres?

Art. 15g zastrzega, że o dofinansowanie nie można ubiegać się, jeśli przedsiębiorca uzyskał pomoc w odniesieniu do tych samych pracowników w zakresie takich samych tytułów wypłat na rzecz ochrony miejsc pracy. Oznacza to, że wyłączone jest w szczególności jednoczesne ubieganie się o dofinansowanie do wynagrodzeń ze środków FGŚP (art. 15g) oraz o dofinansowanie części kosztów wynagrodzeń pracowników na podstawie umowy zawartej ze starostą (art. 15zzb). Tymczasem charakteru takiego nie ma zwolnienie z obowiązku opłacania składek ZUS. Tym samym możliwe jest jednoczesne skorzystanie z tych dwóch rozwiązań – z zastrzeżeniem, że pracodawca (w zależności od liczby osób zgłoszonych do ubezpieczenia na 29 lutego 2020 r.) uzyska dofinansowanie do składek jedynie w zakresie, w jakim byłby zobowiązany do ich zapłaty po zwolnieniu przez ZUS.

W tym miejscu należy zaznaczyć, że od 18 kwietnia 2020 r. o zwolnienie z obowiązku uiszczania składek obiegać mogą się również płatnicy zgłaszający do ubezpieczeń od 10 do 49 osób – z zastrzeżeniem, że zwolnienie to może im zostać udzielone jedynie w zakresie 50% łącznej kwoty należności z tytułu składek wykazanych w deklaracji rozliczeniowej złożonej za dany miesiąc (art. 31zo).

Autor: Agata Majewska, Aplikantka radcowska – Ślązak, Zapiór i Wspólnicy Kancelaria Adwokatów i Radców Prawnych 

Niepokojąca tendencja: małe i średnie firmy opuszczają biura Kolejna granica przebita. 120 tys. mkw. wolnej powierzchni więcej

Kolejny tydzień przybywa wolnych biur. W ostatnich dniach pojawiło się 20 tys. mkw. To oznacza, że od początku kwietnia przybyło w sumie już 120 tys. mkw. – wynika z danych firmy REDD, aktualizowanych 24/7. Jest to najwyższy wynik w ostatnich miesiącach. Dane REDD pokazują jednak niepokojącą tendencję na warszawskim rynku. Biura zwalniane mogą być przez małe i średnie firmy.

Zasoby dostępnej powierzchni biurowej w całej Polsce systematycznie rosną już od połowy marca. Największy wzrost obserwujemy jednak od początku kwietnia. Na koniec zeszłego tygodnia wskaźnik wolnych biur w przeliczeniu na powierzchnię wyniósł ponad 2,36 mln mkw. To oznacza wzrost od 1 kwietnia aż o 120 tys. mkw. To rekordowy wzrost w ostatnich miesiącach.REDD ALERT (1)

Warszawska cisza przed burzą?

Na tym tle wyróżnia się rynek warszawski, gdzie od początku marca nie obserwujemy tak dużych tendencji wzrostowych. Stołeczne wskaźniki wolnych powierzchni od dwóch miesięcy nie przekraczają granic 1.01 – 1.04 mln mkw. Ruchy na poziomie 30 tys. mkw. to zaledwie 0,5 proc. łącznych zasobów powierzchni biurowej w mieście.

Dane REDD pokazują jednak niepokojącą tendencję na warszawskim rynku. Jak wskazują eksperci REDD, analizując charakterystykę modułów biurowych, które pojawiają się na rynku, widać czytelne trendy w Warszawie. Rośnie liczba dostępnych małych biur.REDD ALERT – WWA (1)

Małe firmy i biura kontra pandemia

Od początku kwietnia zanotowano spadek średniej powierzchni wolnych modułów biurowych do poziomu 506.1 mkw. Jest to redukcja średniego wolnego biura o 5 proc. w porównaniu z początkiem kwietnia. W tym samym czasie w Warszawie z dnia na dzień przybywa modułów biurowych do wynajęcia.

– Utrzymanie tendencji spadku średniej powierzchni wolnego biura i wzrostu liczby dostępnych modułów w dłuższej perspektywie może wskazywać na zwalnianie powierzchni przez małe i średnie firmy, które są mniej odporne na kryzys niż najemcy dużych powierzchni biurowych –  podkreśla Piotr Smagała, dyrektor zarządzający REDD. ALERT3

Tygodniowe dane REDD

  • W zeszłym tygodniu wynajęto 17 modułów biurowych
  • Na rynek wprowadzono 91 nowych biur do wynajęcia
  • Właściciele dodali aktualne informacje o dostępności 826 modułów

Spojrzenie na rynek biurowy w kontekście COVID-19

Colliers International, wiodąca firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych, przeprowadziła badania ankietowe wśród deweloperów, najemców powierzchni biurowych oraz funduszy inwestycyjnych[1] w największych polskich miastach. Badanie miało na celu poznanie opinii rynku na temat obecnej sytuacji oraz przewidywanych zmian.

Reakcja na pandemię

Przedstawione wyniki ankiet wykazały, że pandemia wywołała spowolnienie działalności zdecydowanej większości firm. W reakcji na koronawirusa 45% organizacji wstrzymało nowe projekty do czasu ustabilizowania się sytuacji, zaś 44% wskazało na redukcję aktywności biznesowych i dochodów firmy. Zdecydowana większość, bo 90% respondentów przyznało, że dostrzegają obecnie pewne ograniczenia dla prowadzonej działalności. Wynikają one głównie z utrudnionego kontaktu z klientami, zawieszenia niektórych procesów oraz nieobecności części pracowników.

Na pytanie dotyczące strategii najmu powierzchni 34% ankietowanych odpowiedziało, że nie planuje zmian, a 31% rozważa podjęcie rozmów z wynajmującymi celem optymalizacji bieżących zobowiązań.

Oczekiwania odnośnie popytu i stawek czynszu

Przedstawiciele rynku nieruchomości komercyjnych mają odmienne opinie na temat zapotrzebowania na nowoczesną powierzchnię biurową w niedalekiej przyszłości. Ponad połowa (55%) uważa, że długofalowo, po ustaniu pandemii popyt nie ulegnie zmianie, z kolei 1/3 badanych spodziewa się jego spadku.

– Obecna sytuacja sprawia, że firmy skupiły swą uwagę na optymalizacji kosztów. Najemcy oczekują, aby warunki najmu były elastyczne, zarówno w kontekście długości obowiązywania umowy, okresu i dystrybucji zwolnień z czynszu, możliwości ekspansji czy potrzeby redukcji powierzchni, co przyczynia się do uzyskania realnych korzyści finansowych.  Prognozujemy, że efektem wspomnianych oczekiwań będzie zwiększenie udziału renegocjacji w całkowitej liczbie podpisanych umów w roku 2020, które dla porównania u ubiegłym roku  stanowiły około 33% całkowitego popytu w Polsce – mówi Anna Galicka-Bieda, partner, dyrektor regionalny Colliers International w Krakowie.

W kwestii stawek czynszów zdania również są podzielone. 36% badanych nie spodziewa się zmian, ale prawie tyle samo respondentów (35%) uważa, że czynsze spadną o ok. 5-10%.

– Efektem spowolnienia gospodarczego wywołanego pandemią będzie niedobór kapitału, co zmniejszy inwestycje w nowoczesne powierzchnie biurowe oraz wywoła niechęć do zawierania długoterminowych umów najmu. Wpłynie to również na rynek nowoczesnych usług biznesowych. Przewidujemy, że firmy z sektora BPO/SSC mogą zwiększyć zainteresowanie lokalizacjami w mniejszych ośrodkach miejskich na tzw. rynkach wtórnych – tłumaczy Sebastian Bedekier partner, dyrektor regionalny Colliers International w Poznaniu.

Podejście do pracy zdalnej

Zdecydowana większość ankietowanych jest zadowolona z tempa i efektów wprowadzenia pracy zdalnej w ich organizacjach. Z trudnościami spotkały się przede wszystkim największe firmy, ze względu na skalę przedsięwzięcia oraz sektor finansowy z powodu systemów informatycznych i wymogów bezpieczeństwa danych.

Znaczna część firm biorących udział w badaniu, już wcześniej korzystała z pracy zdalnej, zatem nie planują zmian w tym zakresie. 47% ankietowanych zamierza jednak wprowadzić ten model jako stały element strategii w swojej organizacji.

Wyniki badań wskazały, że zdecydowana większość respondentów (74%) twierdzi, że zmieni się z kolei sposób wykorzystania powierzchni biurowej w ich firmie. Nastąpi wzrost popularności pracy zdalnej – z domu bądź z powierzchni flex. Wzrośnie też zainteresowanie hybrydowymi modelami najmu – powierzchnia wynajęta na tradycyjne biuro będzie uzupełniana o przestrzenie coworkigowe.

– Większość najemców już zrewidowała zapotrzebowanie na powierzchnię biurową lub zrobi to niebawem. Wiele firm w obliczu pandemii przeszło na tryb home office, co w większości przypadków nie wpłynęło na funkcjonowanie ich działalności operacyjnej i biznesowej. Szybki i efektywny proces przestawienia się przedsiębiorstw na pracę zdalną oraz pozytywne doświadczenia związane z tą zmianą pozwalają sądzić, że właśnie w taki sposób część z nas będzie pracować w niedalekiej przyszłości – mówi Paweł Skałba, senior partner i dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Colliers International.

[1] W badaniu wzięło udział ponad 100 firm, spośród których najliczniejszą grupę stanowili najemcy biurowi (85%), 11% deweloperzy, a 4% fundusze inwestycyjne. Około 43% firm objętych badaniem stanowiły duże przedsiębiorstwa zatrudniające ponad 250 osób.

Przyszłość Polski w 2035 r. z perspektywy 2019 r.

Do 2030 r. ze spalania na terenie polskich miast mogą zostać wyeliminowane paliwa stałe, a już rok później udział źródeł odnawialnych w zużyciu energii€finalnej może przekroczyć w Polsce 30 proc. (obecnie jest to ok. 11 proc.). W 2037 r. siła nabywcza wynagrodzeń w Polsce mogłaby osiągnąć poziom średniej unijnej, a już pięć lat wcześniej nasz kraj byłby w stanie skutecznie walczyć z cyberzagrożeniami. To niektóre z dat kluczowych dla rozwoju społeczno-gospodarczego Polski wskazanych przez Polski Instytut Ekonomiczny w raporcie „Foresight Polska 2035. Eksperci o przyszłości” jeszcze przed wybuchem pandemii koronawirusa. Wiele z tych scenariuszy wciąż ma jednak szanse na realizację.

Pandemia koronawirusa stanowi niespodziewany cios w światową gospodarkę. Poszczególne państwa będą musiały stanąć przed ogromnym wyzwaniem nie tylko walki z samym wirusem, lecz także przygotowania się na konsekwencje kryzysu ekonomicznego. Zanim pandemia zagroziła także polskiej gospodarce, Komitet Sterujący PIE w ramach spotkań roboczych wyspecyfikował 15 tez delfickich, czyli stwierdzeń dotyczących przyszłego rozwoju obszarów wskazanych w Strategii Odpowiedzialnego Rozwoju w perspektywie do 2035 r. Obecna sytuacja sprawia, że kluczowe obszary rozwoju pozostają takie same, ale ich znaczenie dla całego scenariusza może ulec zmianie.

Wybuch pandemii nie oznacza, że kapitał ludzki przestaje mieć znaczenie dla rozwoju – tłumaczy Katarzyna Dębkowska, kierownik zespołu foresightu gospodarczego Polskiego Instytutu Ekonomicznego. W sytuacji dużego wzrostu bezrobocia ludzie mogą chcieć nabywać nowe umiejętności, które pomogą im odnaleźć się na rynku pracy. Zakładaliśmy, że siła nabywcza wynagrodzeń osiągnie do 2035 r. poziom UE, ale nie wiemy, jaki będzie poziom siły nabywczej w UE, do którego się porównujemy. Ponadto nasz scenariusz rozwoju miał dość długą perspektywę, bo do 2035 roku. Przez te 15 lat jeszcze wiele rzeczy może się  wydarzyć i odrzucanie naszych tez w wyniku szoku, który póki co w Polsce trwa od 2-3 tygodni, nie do końca wydaje mi się słuszne.

W chwili opracowywania raportu za najbardziej prawdopodobne zdarzenia uznano ograniczenie szarej strefy w Polsce w wyniku rozwoju technologii informacyjnych i komunikacyjnych (77 proc. szans), aktywne uczestnictwo Polski w rewolucji technologicznej sztucznej inteligencji (75 proc. szans) oraz skuteczne odpieranie przez Polskę prób hybrydowej (pozamilitarnej) destabilizacji ze strony Rosji (71 proc. szans).

Najmniej prawdopodobne tezy to zdaniem ekspertów powstanie w Polsce elektrowni jądrowej oraz to, że udział wyrobów wysokiej techniki w polskim eksporcie przekroczy średnią unijną. W pierwszym przypadku nasze stanowisko wynika m.in. z dość powszechnej w społeczeństwie obawy o środowisko naturalne i bezpieczeństwo ludności – wyjaśnia Katarzyna Dębkowska. Natomiast sceptyczne podejście do osiągnięcia wysokiego udziału wyrobów wysokiej techniki w polskim eksporcie wynika z niskiego poziomu nakładów państwa na B+R oraz ciągle zbyt słabego dostosowywania się przedsiębiorstw do zmiennych warunków otoczenia.prognoza 2035

O badaniach w ramach projektu Foresight Polska 2035

Raport Foresight Polska 2035 stanowi podsumowanie wyników badań, które zrealizowano metodą Delphi. Metodę tę wykorzystuje się do przewidywania długoterminowych procesów lub zjawisk, o których wiedza jest niewystarczająca lub niepewna. Celem badania było uchwycenie możliwości i sposobu kształtowania się w przyszłości w Polsce zjawisk związanych z kapitałem ludzkim, cyfryzacją, transportem, energią, środowiskiem, bezpieczeństwem narodowym – tłumaczy Katarzyna Dębkowska. Badanie zrealizowano w grupie ekspertów reprezentujących naukę, biznes, administrację, organizacje pozarządowe i media. Ich wiedza, doświadczenie i intuicja pozwoliły na ocenę 15 tez delfickich, czyli stwierdzeń dotyczących przyszłości.

Zdaniem ekspertów najbardziej znaczące dla rozwoju społeczno-gospodarczego Polski okazały się tezy, które odnosiły się do ochrony środowiska, działań podejmowanych w walce z cyberzagrożeniami oraz wzrostu siły nabywczej wynagrodzeń w Polsce i osiągnięcia poziomu średniej unijnej. Za mniej istotne dla rozwoju Polski uznano tezy odnoszące się do upowszechnienia bezzałogowych statków powietrznych oraz pojazdów o napędzie alternatywnym.

Warto zauważyć, że wykorzystanie badań typu foresight nabiera w obecnej sytuacji, związanej z pandemią istotnego znaczenia. Takie badania, oparte o wiedzę ekspercką, umożliwiają wskazanie przyszłych zdarzeń i potrzeb, a także ocenę szans i zagrożeń związanych z rozwojem społecznym oraz gospodarczym. Nie chodzi przy tym o dokładne przewidywanie, ale bardziej o projektowanie przyszłości, opracowanie przyszłych scenariuszy i przygotowanie się do zmian. A właśnie tego w obecnej sytuacji bardzo potrzebujemy – podsumowuje Katarzyna Dębkowska.

PARP: Samorządowcy będą szkolić się w projektowaniu usług dla przedsiębiorców – znamy wyniki konkursu gov_LAB

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości ogłasza wyniki naboru do programu edukacyjnego gov_LAB. To projekt, dzięki któremu urzędnicy jednostek samorządu terytorialnego będą mogli zdobyć wiedzę i umiejętności do projektowania innowacyjnych usług lub programów świadczonych dla przedsiębiorców. W tegorocznych dwóch edycjach udział wezmą przedstawiciele sześciu urzędów z całej Polski. Uczestnicy zakończą program z gotowym projektem instrumentu wsparcia dla przedsiębiorców wraz z planem wdrożenia.

Gov_LAB to program edukacyjny dla samorządowców. Jego uwieńczeniem są nowe usługi lub inicjatywy zaprojektowane przez uczestników, a uwzględniające potrzeby lokalnych przedsiębiorców.

Z 16 złożonych w tym roku wniosków 10 spełniało kryteria, a wsparcie otrzyma 6 z nich:

  1. Starostwo Powiatowe w Iławie (stworzenie interdyscyplinarnego zespołu doradczego do kompleksowej obsługi przedsiębiorców i inwestorów na terenie powiatu);
  2. Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego (wsparcie udziału przedsiębiorców (MŚP) z województwa w międzynarodowych łańcuchach wartości);
  3. Urząd Miasta Włocławek (wzmocnienie potencjału włocławskich przedsiębiorców; stworzenie usług oferowanych przez Urząd Miasta Włocławek i WCB);
  4. Urząd Gminy Kielce (INNO-AKTYWATOR KIELCE – program wsparcia działalności innowacyjnej kieleckich firm);
  5. Urząd Gminy w Markach (Marki – miasto atrakcyjne dla biznesu);
  6. Urząd Miasta Kobyłka (Magnes dla przedsiębiorczości).

Wybrane ww. projekty będą realizowane w dwóch edycjach. W pierwszej z nich przeprowadzone zostaną projekty z miejsc 1-3, w drugiej – projekty z miejsc 4-6.
– Gov_LAB to jest jeden z niewielu programów, zaprojektowanych dla JST. Jego wyjątkowość polega na tym, że nie oferujemy środków finansowych, ale uczymy tworzyć innowacje. Staramy się zmieniać samorządy od środka, szkoląc i zwiększając umiejętności oraz kompetencje pracowników. Celem programu jest jak najlepsze dopasowanie oferty urzędów do potrzeb przedsiębiorców – mówi Paweł Chaber, ekspert w Departamencie Analiz i Strategii, PARP.

Pomoc udzielana jest w formie finansowania kosztów usług doradczych oraz szkoleniowych. Pomysłodawcy programu chcą przybliżyć metodę projektowania usług skierowanych do lokalnego biznesu poprzez metodologię service design oraz design thinking dopasowaną do potrzeb instytucji publicznych.
Kreatywne podejście do biznesu

Każda edycja programu trwa ok. 4 miesięcy. Projekt bazuje na nauce przez praktyczne zastosowanie podejścia design thinking oraz service design. W trakcie jego trwania uczestnicy mają okazję przekonać się o tym, jak tzw. metody kreatywne mogą być wykorzystywane w realizacji poszczególnych zadań. W skład każdego procesu projektowego wchodzi 8 warsztatów (6-8 godzin każdy), 2 zjazdy edukacyjno-networkingowe oraz Demo Day, czyli dzień demonstracyjny, podczas którego zespoły prezentują opracowaną przez siebie kompletną koncepcję instrumentu wsparcia dla przedsiębiorców.

– Staramy się zmienić podejście pracowników urzędów do obsługiwanych przedsiębiorców, którzy powinni być postrzegani jak klienci tych instytucji. Uczestnicy programu zauważają tę zmianę. Osoby, które wchodzą w skład zespołów projektowych, mają większą możliwość zrozumienia skuteczności metod kreatywnych, ale z drugiej strony także ich ograniczeń. Co bardzo ważne, w trakcie jednej edycji programu startują jednocześnie trzy zespoły uczestników, dzięki czemu mają okazję poznać się i wymienić doświadczeniami – zauważa Chaber.

Kolejne projekty z dofinansowaniem Agencji Badań Medycznych

Prezes Agencji Badań Medycznych wydał pozytywną rekomendację dla kolejnych wniosków, ukierunkowanych na walkę z COVID-19. Kolejne miliony trafią do naukowców, realizujących  badania związane z testami, terapiami i szczepionką przeciwko koronawirusowi.

Diagnostyka obrazowa w wykrywaniu zmian charakterystycznych dla COVID-19

Wiele badań wskazuje na wysoką korelację występowania charakterystycznych zmian w obrazach Tomografii Komputerowej (TK) klatki piersiowej z faktycznym zakażeniem SARS-CoV-2. Radiolodzy często wskazują na trudność wykrycia zmian swoistych dla COVID-19, a także czasochłonny proces oceny stopnia zajętości miąższu płucnego w przebiegu choroby i tym samym ocenie jej dalszego przebiegu u pacjentów.

”Potrzebę zastosowania wyników naszych badań w diagnostyce COVID-19 wskazali zarówno lekarze radiolodzy, jak i lekarze innych specjalności, świadomi problemów z testami genetycznymi. W wielu szpitalach na północy Włoch TK stało się ważnym narzędziem diagnostycznym podczas epidemii SARS-CoV-2” – podkreśla prezes firmy BrainScan.ai, Robert Kitłowski.

Badania nad sztuczną inteligencją w analizie obrazów TK realizowane przez polski startup BrainScan.ai wskazują, że głębokie sieci neuronowe są w stanie wychwycić bardzo subtelne różnice w obrazach i dzięki temu pomóc radiologom w szybszym i skuteczniejszym diagnozowaniu pacjentów z COVID-19 – mówi Marek Trojanowicz, członek zarządu BrainScan.ai. Praktycznym aspektem projektu jest przede wszystkim znaczne skrócenie i maksymalne zautomatyzowanie pracy lekarza radiologa podczas analizy badań pacjentów z  COVID-19. Badanie kliniczne przeprowadzone będzie na kilkuset osobowej grupie pacjentów. Obecnie jedynie kilka grup badawczych na świecie zajmuje się tą prężnie rozwijającą się technologią.

“Analiza badania TK klatki piersiowej pod kątem COVID-19 może zostać istotnie przyspieszona przez nasz system wspomagający podejmowanie decyzji. Praktycznym aspektem tego projektu będzie, w pierwszej fazie, uruchomienie systemu w 8 szpitalach w Polsce.”  – powiedział Szymon Korzekwa, dyrektor R&D w BrainScan.ai

BrainScan.ai jest wiodącym polskim i europejskim start’upem zajmującym się zastosowaniem metod sztucznej inteligencji w radiologii. Rozwiązanie spółki zostało nagrodzone złotym medalem podczas dorocznej konferencji Amerykańskiego Towarzystwa Radiologicznego (RSNA), o którego zdobycie konkurowało 1345 najlepszych zespołów AI z całego świata.

Badanie lekowe o różnych punktach uchwytu działania przeciwwirusowego

Badanie lekowe łączy substancje o różnym punkcie uchwytu przeciwwirusowego – od hamowania wnikania wirusa do komórki gospodarza, przez hamowanie replikacji wirusa w komórce, aż po łagodzenie reakcji zapalnej związanej z zakażeniem koronawirusem. Badanie opracowane zostało przez naukowców z Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Klinicznej im M. Mossakowskiego PAN, Uniwersytetu Jagiellońskiego, Wielospecjalistycznego Szpitala Miejskiego im. J. Strusia w Poznaniu i Centralnego Szpitala MSWiA w Warszawie.

Projekt jest badaniem klinicznym porównującym skuteczność różnych schematów leczenia i ma na celu przetestowanie terapii lekowych o różnych punktach uchwytu działania przeciwwirusowego u chorych hospitalizowanych na COVID-19 w pełnym spektrum objawów choroby koronawirusowej od łagodnych po krytyczne. To pierwsze randomizowane badanie oceniające takie schematy leczenia. Ponadto, projekt zakłada włączenie do badania chorych w różnych stadiach choroby COVID-19, co stanowi innowację w skali światowej.

Wyniki planowanego badania przyczynią się do poznania efektów klinicznych stosowania leków o różnych punktach uchwytu przeciwwirusowego na pełnym przekroju grup chorych hospitalizowanych z powodu zakażenia SARS-CoV-2.

Nabór wniosków tylko do końca kwietnia

Na wsparcie badań klinicznych, ukierunkowanych na przeciwdziałanie COVID-19, ABM przeznaczy nawet 50 milionów zł, a jeśli zaistnieje taka potrzeba, to budżet ten zostanie zwiększony. Każdy wniosek ma szansę na dofinansowanie nawet do 5 milionów zł. Nabór wniosków trwa do 30 kwietnia br.

Czy Polacy znów masowo ruszą za granicę w poszukiwaniu pracy?

Pandemia koronawirusa paraliżuje polską gospodarkę, a zdecydowany spadek popytu na produkty i usługi pogłębia stagnację. Ekonomiści są zgodni, że pandemia nieuchronnie zbliża nas do poważnego kryzysu gospodarczego i załamania polskiego rynku pracy. Wiele wskazuje na to, że w najbliższych miesiącach czeka nas kolejna fala emigracji zarobkowej Polaków do Niemiec i Holandii, podobnie jak w latach 2008-2009.

Pandemia koronawirusa i związane z nią ograniczenia w funkcjonowaniu społeczeństwa prowadzą do zastoju na rynku. Większość przedsiębiorstw skupia się teraz na zachowaniu płynności finansowej i przetrwaniu najgorszego czasu, aby po odmrożeniu gospodarki walczyć o utrzymanie się na rynku i odrobienie strat. Niestety wiele branż nie jest w stanie udźwignąć tego ciężaru. Nieunikniona jest fala upadłości mniejszych przedsiębiorstw, a te które pozostaną na rynku zdecydowanie ograniczą etaty. Według wstępnych analiz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej na koniec roku bezrobocie w Polsce może wzrosnąć aż do 9-10%, czyli niemal się podwoi. Tak drastyczny wzrost bezrobocia przyczyni się do emigracji zarobkowej Polaków.

Polacy znowu wyjadą za pracą do Niemiec i Holandii

“Holandia i Niemcy będą coraz bardziej atrakcyjne zarobkowo dla Polaków. Bliskość geograficzna oraz zarobki średnio 3 razy wyższe niż w Polsce przyciągały Polaków jeszcze przed kryzysem. Oczywiście Holandia i Niemcy także będą walczyć ze skutkami gospodarczymi koronawirusa, ale wciąż będzie tam zapotrzebowanie na pracowników. Wpływ koronawirusa na zatrudnienie w Holandii jest znacznie mniejszy niż w Polsce. Według CPB Netherlands Bureau for Economic Policy Analysis przewidywany wzrost bezrobocia przy 3-miesięcznych restrykcjach to jedynie 0,5% do końca 2020 roku, przy spadku 1,2% PKB” – wyjaśnia Patrycja Liniewicz, Managing Director International Recruitment w OTTO Work Force. „Według raportu, opublikowanego przez OTTO w 2019 roku, aż 84% Polaków deklaruje, że jest zadowolonych z pracy w Holandii, a 53% planuje zostać na stałe lub regularnie tam jeździć. Główną motywacją wskazywaną przez Polaków wyjeżdżających do pracy w Holandii są uwarunkowania ekonomiczne” – dodaje Patrycja Liniewicz.

Zmiany w prawie holenderskim korzystne dla polskich pracowników

Z początkiem 2020 roku Holandia wprowadziła ustawę o równowadze na rynku pracy nazywaną WAB, która zapewnia pracownikom tymczasowym większe bezpieczeństwo pracy i wynagrodzenia niż dotychczas. Co zyskali pracownicy tymczasowi? Przede wszystkim łatwiejszy dostęp do umów długoterminowych i gwarancję godzin zatrudnienia. W obliczu kryzysu gospodarczego można się spodziewać, że ze względu na bardziej korzystne przepisy pracy i wyższe wynagrodzenia, zainteresowanie pracą tymczasową w tym kraju wzrośnie.

Brak złych wiadomości to dobra wiadomość

Brak złych wieści po weekendzie to dobra wiadomość i rynki korzystają na niezakłóconym optymizmie budowanym na sygnałach stopniowego otwierania gospodarek (ostatnio Australia). AUD jest wyżej i ciągnie za sobą NZD, USD i CHF naturalnie w takiej sytuacji są w odwrocie. PLN jest silniejszy na starcie tygodnia. JPY dyskontuje decyzję Banku Japonii o rozszerzeniu skupu aktywów.

Rynki pozostają w trendzie bocznym przy przeplataniu się dni z lepszym i gorszym klimatem inwestycyjnym. W oczy rzuca się większa chęć na filtrowanie pozytywnych informacji związanych z rozwojem pandemii COVID-19, jednak inwestorzy wciąż podtrzymują defensywne nastawienie i rajdy ryzykownych aktywów odbywają się przy ograniczonej płynności. Doniesienia o stopniowym odmrażaniu niektórych gospodarek są pozytywną informacją, która pokrzepiająco wpływa na perspektywy globalnego ożywienia. Jednocześnie jednak poluzowanie restrykcji dotyczących poruszania się podnosi ryzyko wystąpienia drugiej fali zachorowań, czego rynki mogą aktualnie nie wyceniać. Ponadto każdy zryw optymizmu może być w niedalekiej przyszłości ukrócany przez szokująco złe dane – w końcu kwiecień będzie miesiącem z największym załamaniem aktywności gospodarczej, a uwidaczniające to dane będą dopiero publikowane.

Wygląda to na zdradliwe środowisko, gdzie niuanse mogą odpowiadać za duże ruchy. Dla USD niekorzystny może być kalendarz, gdyż odbicie rynku akcji w kwietniu skutkuje większą potrzeba zabezpieczenia portfeli przed ryzykiem kursowym (co oznacza sprzedaż USD). EUR jest negatywnie oceniane pod kątem sytuacji gospodarczej i niezdecydowania liderów UE w ustaleniu zasada wsparcia fiskalnego. Ale jeśli EBC w czwartek nie zakomunikuje większego luzowania polityki, rynek może to odczytać jako wyczerpanie się amunicji i EUR na tym zyska. AUD stara się opierać negatywnym przepływom a zdaje się za to zyskiwać pochwały za szybkość reakcji australijskich władz na kryzys. To może być poduszka łagodząca sprzedaż waluty w momentach skoku awersji do ryzyka, a przy lepszych nastrojach daje mu przewagę nad innymi walutami ryzykownymi.

Złoty usadowił się w konsolidacji 4,51-4,55 za euro, gdzie czeka na wyraźniejszą odmianę nastrojów na rynkach zewnętrznych. W krótkim terminie nie widzimy podstaw do umocnienia złotego poza realizowany kanał z większym ryzykiem osłabienia, o ile panika ogarnęłaby rynki finansowe. Bez tego powinno być spokojnie.

Bank Japonii nadrabia zaległości w ekspansji monetarnej. BoJ utrzymał główną stopę procentową bez zmian (-0,1 proc.) oraz cel dla rentowności obligacji 10-letnich (0 proc.), ale za to ogłosił nielimitowany skup obligacji skarbowych, usuwając wcześniejsze ograniczenie 80 bln JPY rocznie. BoJ zwiększa do 20 bln JPY z 7,4 bln JPY wielkość rocznego skupu papierów komercyjnych i obligacji korporacyjnych. Rozszerzono też listę instrumentów i instytucji dopuszczonych do zapoczątkowanego w marcu programu wsparcia płynności. Co samo w sobie wygląda na ultra-gołębi sygnał, w ujęciu globalnym jest tylko nadganianiem za krokami poczynionymi przez Fed (oraz inne banki centralne, ale Fed liczy się najbardziej). Po drugie skup obligacji skarbowych nie tyle będzie wypychał z rynku inwestorów prywatnych, co stanowi czynnik równoważący dla emisji długu w związku z realizacją pakietu fiskalnego przez japoński rząd. Podobnie jak w Polsce, skup nie ma na celu zaniżyć rentowności (jak to ma miejsce w „klasycznym” QE), ale przeciwdziałać niechcianemu ich wzrostowi. Nie widzimy w decyzji BoJ argumentu za sprzedażą JPY. Jeśli już, to Fed wytoczył większe działa niż BoJ, co powinno zakotwiczyć USD/JPY przy 107.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Obecny kryzys gospodarczy wymusi zamykanie nierentownych placówek handlowych oraz konsolidację rynku

Branża dóbr konsumenckich, w tym branża detaliczna jest jednym z tych sektorów, które w bardzo widoczny sposób zostały dotknięte epidemią koronawirusa SARS-CoV-2. I to na wielu polach. Zagrożeniem dla tego sektora jest brak płynności, brak klientów czy zakłócenia w łańcuchu dostaw. Eksperci firmy doradczej Deloitte wytypowali trzy fazy, które w związku z obecną sytuacją, przechodzą spółki z branży konsumenckiej. Są to Reakcja, Rekonwalescencja i Rozwój. Aby wyjść obronną ręką z obecnego kryzysu, sektor powinien jak najszybciej skupić się na etapie drugim i trzecim, czyli dostosowaniu się do nowej sytuacji. Jednym ze sposobów na przetrwanie będzie wzmożona aktywność na rynku fuzji i przejęć.

Reakcja, czyli podejmowanie decyzji i zapewnienie ciągłości działania związana była z szokiem, w którym znalazły się firmy na skutek epidemii. Wiele z nich jest w bardzo trudnej sytuacji z powodu zamkniętych placówek, braku pracowników, zerwanych łańcuchów dostaw i w efekcie drastycznego spadku przychodów. Etap ten powinien trwać maksymalnie do trzech miesięcy i prowadzić do kolejnej fazy, czyli Rekonwalescencji.

Niebawem miną dwa miesiące funkcjonowania branży dóbr konsumenckich i handlu w nowej, epidemicznej, a tym samej kryzysowej sytuacji. W tym czasie szczególnie sieci handlowe kilkukrotnie doświadczyły zmian warunków, na podstawie których mogą funkcjonować. Wiemy już, że nieprędko, jeśli w ogóle wrócimy do dawnej, przedkryzysowej rzeczywistości. Najwyższy więc czas na działanie i zdefiniowanie swojej roli na nowo – mówi Michał Pieprzny, Partner Deloitte, Lider branży dóbr konsumenckich w Polsce.

Szczególnie firmy, które najsilniej odczuwają skutki COVID-19 muszą natychmiast podjąć szeroki wachlarz aktywności w celu zapewnienia ciągłości funkcjonowania. Na czym powinny one polegać? Na potrzebie wygenerowania znaczących, szybkich działań i niekonwencjonalnych pomysłów oraz na koncentracji na cięciu kosztów i zapewnieniu płynności finansowej. Jak wskazują eksperci Deloitte etap Reakcji był kluczowy, szczególnie dla handlu detalicznego z sektora artykułów nieżywnościowych oraz sektora usług (w tym hoteli, restauracji, a także firm cateringowych).

Co ważne, w ciągu 2-3 tygodni od wybuchu epidemii wiele firm zrobiło milowy skok w cyfryzacji.

Rewolucja powszechnego i bezpiecznego dzielenia się wiedzą i informacjami dokonała się niemal samoistnie. Mechanizmy z trybu zarządzania kryzysowego mogą na stałe zmienić procesy biznesowe – mówi Michał Pieprzny.

Teraz czas na Rekonwalescencję i Rozwój

Wiele firm z sektora dóbr konsumenckich już dziś znajduje się w kolejnym etapie, czyli Rekonwalescencji. Faza ta charakteryzuje się reżimem finansowym oraz szczególną starannością w zapewnieniu źródeł przychodów, co ma zaowocować powrotem na rynek z większą przewagą konkurencyjną. Jest ona szansą na przemodelowanie biznesu oraz dostosowanie do obsługi klienta w obliczu COVID-19. Firmy powinny koncentrować się więc na rozwoju kanałów e-commerce i budowie omnikanałowej strategii sprzedaży, a także utrzymywaniu zaangażowania klientów i wykorzystaniu do komunikacji z nimi zaawansowanych technologii.

W kolejnym etapie, czyli Rozwoju mówimy o przygotowaniu się na powrót do konsumpcji w nowej rzeczywistości. Dziś jeszcze nie wiadomo, kiedy to nastąpi, ale priorytetem powinno być bieżące monitorowanie sytuacji oraz rozpoczęcie poszukiwania możliwości wzrostu biznesu poprzez: wdrożenie nowej kultury organizacyjnej w wyniku gruntownej cyfryzacji i elastycznego zarządzania; aktualizację strategii i rozwój biznesu, zarówno organicznego jak i nieorganicznego; dywersyfikację działalności, kanałów sprzedaży oraz łańcucha dostaw.

Dla kogo te trzy etapy mogą okazać się stosunkowo najmniej dotkliwe? Przede wszystkim dla sektora e-commerce, szeroko pojętego FMCG oraz aptek i drogerii. Z kolei sektor usług oraz sprzedawcy dóbr trwałych, mogą najdłużej odczuwać konsekwencje obecnego kryzysu. Ofiarą zastoju w hotelarstwie oraz usługach gastronomicznych są też sklepy typu „cash and carry”, będące głównym dostawcą dla tego typu przedsiębiorców. Dla niektórych segmentów, jak wspomniana HoReCa czy dostawców rozrywki (kina, teatry, koncerty), obecnie poniesione straty są już nie do odrobienia.

Czas na zakupy

W długim okresie, jednym ze skutków obecnego kryzysu gospodarczego wywołanego wirusem SARS-CoV-2 może być zamykanie nierentownych placówek handlowych w mniej atrakcyjnych lokalizacjach oraz konsolidacja rynku. W miarę jak sytuacja będzie się stabilizować, przedsiębiorstwa zyskają szansę na zrealizowanie inwestycji pozwalających na konsolidację rynku lub rozbudowanie strategicznych obszarów działalności.

Kryzys tworzy okazję dla inwestorów, którzy posiadają kapitał na inwestycje i przemyślaną strategię działania. W obliczu utrudnionego dostępu do finansowania bankowego i problemów z płynnością, z pomocą może przyjść kapitał prywatny. Przemyślane inwestycje w czasie spowolnienia gospodarczego dają szansę na osiągnięcie ponadprzeciętnych wzrostów – mówi Michał Pieprzny.

Branża private equity globalnie rozpoczęła rok 2020 z rekordową kwotą 1,5 bln dolarów gotówki, która może zostać częściowo przeznaczona na inwestycje w firmy z branży konsumenckiej, oferujące atrakcyjne perspektywy wzrostu w średnim i długim terminie. Atrakcyjność inwestycyjna spółek z branży konsumenckiej w dużej mierze zależeć będzie od odporności segmentu i perspektyw budowania wartości po pandemii. W opinii ekspertów Deloitte w krótkiej perspektywie czasowej inwestorzy mogą być zainteresowani firmami z sektora food tech, e-commerce, VOD, producentami żywności, produktów zdrowotnych czy wyposażenia domu. Z kolei w dłuższej perspektywie w orbicie zainteresowania mogą się znaleźć producenci odzieży i obuwia, kosmetyków, artykułów sportowych i rozrywki, a także oferujący usługi online (home office/ e-learning).

Firmy energetyczne w coraz trudniejszej sytuacji. Czeka nas reforma systemu handlu emisjami EU ETS?

Niższy popyt i opłaty za prawa do emisji CO2 spowodują spadek cen za energię. Kłopoty mają prywatne firmy energetyczne, a spółki z państwowym akcjonariuszem skorzystają na tej sytuacji. Rząd polski chce, żeby zawieszony został handel prawami do emisji CO2.

System handlu prawami do emisji, to podstawowe narzędzie polityki klimatycznej UE, każdy wytwórca energii musi wykupić takie pozwolenie, jeżeli emituje CO2. Poprzez zmusza emitenta do inwestycji na rzecz zmniejszenia emisji.

– Byłoby dobrze, gdyby ten system działał w warunkach normalnych, ale w okresie pandemii i spodziewanej recesji, pojawił się pomysł przekazany przez przedstawiciela polskiego rządu, niekoniecznie przez cały rząd popierany, aby przeprowadzić reformę zasad tego handlu i nawet zawiesić ten system, aby ulżyć przedsiębiorstwom, zwłaszcza przemysłowi ciężkiemu, który jest wysokoemisyjny – mówi w rozmowie z MarketNews24 Wojciech Jakóbik, red.nacz. BiznesAlert.pl. – Jednak warto wprowadzać takie zmiany właśnie teraz, bo cena praw do emisji właśnie teraz bardzo spada, a jest to efekt spowolnienia gospodarczego.

KE na bieżąco ocenia wpływ koronawirusa na gospodarkę. I może wprowadzić rozwiązania wspierające producentów energii, którzy inwestują w redukcje szkodliwych emisji.

– Właśnie teraz można pobudzać gospodarkę, poprzez zachęcanie do takich inwestycji, a nowe rozwiązania w energetyce mogą dać nowe miejsca pracy i to jest konstruktywna propozycja, o której Polacy mogą rozmawiać, zwłaszcza że możemy zyskać duże wsparcie finansowe transformacji energetycznej – komentuje ekspert. – New Green Deal może wesprzeć wychodzenie europejskiej gospodarki z recesji, ale pod warunkiem udzielenia wsparcia takim krajom, jak właśnie Polska, która może być największym beneficjentem, a negocjacje będą prowadzone do czerwca br.

Negocjacje z KE trwają, a ceny energii elektrycznej powinny już spadać, ze względu na o wiele tańsze prawa do emisji CO2, a zapotrzebowanie na energię będzie coraz to niższe przy ograniczonej działalności gospodarczej.

Polskie firmy energetyczne są w coraz trudniejszej sytuacji, ze względu na spadek popytu. Także ze względu na umowy, z których możliwości wycofania się są bardzo ograniczone. I również ze względu na słabą elastyczność tego biznesu.

– W najtrudniejszej sytuacji są już przedsiębiorstwa prywatne wytwarzające energię elektryczną – mówi W.Jakóbik. – Natomiast najwięksi gracze, którzy ze względu na emisję CO2 oceniani byli jako czarne owce rynku i są spółkami z udziałem Skarbu Państwa, dostaną premię z tego tytułu, że podlegają ręcznemu sterowaniu. Państwo zawsze o nich pomyśli i już widać takie działania ze strony Ministerstwa Aktywów Państwowych. Natomiast energetyka prywatna ma wielki problem i ból głowy.

Zwiększone zainteresowanie pracowników pracą tymczasową

Firmy masowo zawieszają swoje działalności gospodarcze. W marcu aż 47 tys. firm zawiesiło swoją działalności (to o 30 tys. więcej niż w analogicznym okresie 2019 r.) Tylko przez 5 pierwszych dni kwietnia, uczyniło to aż 7,4 tys. przedsiębiorców. Pracownicy i pracodawcy, którzy do tej pory pracowali w kawiarniach, hotelach czy centrach handlowych mają związane ręce i szukają pracy w innych branżach.

Pracownik szuka pracodawcy

Według najnowszych danych zebranych w aplikacji Tikrow, która zajmuje się zatrudnianiem pracowników tymczasowych, ilość zgłoszeń o pracę znacznie się zwiększyła. Skończył się rynek pracy pracownika, a zaczął pracodawcy. Trzęsienie ziemi jakie wywołał koronawiurs ciężko jest z czymkolwiek porównać. Powtórka kryzysu ekonomicznego z 2008 r. wydaje się teraz optymistyczną wizją przyszłości. Od początku marca do urzędów pracy zaczęły wpływać pierwsze zawiadomienia o zamiarze wprowadzenia zwolnień grupowych w firmach i wg danych KIG pracę może stracić nawet 1,28 mln osób. Rozwiązaniem niepewnej sytuacji na rynku pracy jest aplikacja do rekrutacji pracowników tymczasowych, dodatkowo zdejmująca z pracodawców obowiązki podatkowe czy rozliczeniowe.

Trudno przewidzieć rozmiary kryzysu w poszczególnych branżach

Branże, które teraz są otwarte i mają większe zapotrzebowanie na pracowników niż wcześniej, niepewnie patrzą w przyszłość. Ciężko przewidzieć przedsiębiorcom, ile to wzmożone zainteresowanie potrwa i czy ich również nie dotknie kryzys. Nawet handel FMCG ma problemy z estymacją zatrudnienia. Przy takiej liczbie zwolnień, ludzie zaczną pilnować swoich finansów i oszczędniej nimi gospodarować, co odbije się na sprzedaży artykułów FMCG. Nie można zapominać o wcześniejszych problemach branży spożywczej, jak Brexit i niepewność z nim związana, podatek cukrowy, podatek od handlu, susza. W branży transportowej wg badania Bibby MSP Index dominują pesymistyczne nastroje i obawy przed wzrostem zatorów płatniczych, a pakiet mobilności wciąż spędza przedsiębiorcom sen z powiek. Dlatego, mimo iż firmy szukają pracowników, to obawiają się, na ile mogą podpisać z nimi umowę. W tak niepewnych czasach najważniejsza jest elastyczność i szybka możliwość dopasowania się do obecnego rynku pracy.

Aplikacja do zatrudniania pracowników tymczasowych jest odpowiedzią na zmiany na rynku. Udostępniamy „ręce do pracy”, wtedy kiedy są potrzebne. Wykorzystaliśmy nasze wcześniejsze doświadczenia zawodowe do stworzenia systemu szybkiego uzupełniania braków kadrowych on-line, poprzez serwis internetowy. Dzięki naszej aplikacji firmy mogą szybko i skutecznie zlecać zadania dokładnie wtedy, kiedy tego potrzebują. To my dbamy o wszystkie formalności związane z podatkami i obowiązkowym ubezpieczeniem osób wykonujących zadania. Firmy z nami współpracujące muszą jedynie wprowadzić zadanie do serwisu, a następnie ocenić jakość jego wykonania. – wyjaśnia Krzysztof Trębski, wiceprezes Tikrow, spółki kojarzącej pracodawców z osobami poszukującymi dorywczych zajęć.

Aplikacja odpowiedzią na kryzys

Obecnie zwiększanie zatrudnienia w sposób tradycyjny, czyli poprzez rekrutację na etat, nie jest optymalnym rozwiązaniem. Przedsiębiorcy wiedząc o niepewnej przyszłości, szukają rozwiązania, które „rozładuje korek”, czyli zniweluje skutki spiętrzenia prac wynikających z sezonowości, czy też ze zwiększonego zapotrzebowania na dany produkt. To oferuje aplikacja Tikrow, która umożliwia zatrudnienie pracownika na konkretną liczbę godzin, czyli wtedy, kiedy pracodawca potrzebuje „rąk do pracy”. Pracodawca nie musi zobowiązywać się do długiej współpracy, a pracownik może elastycznie dobierać zlecenia, które na daną chwilę mu odpowiadają. Prostota i wygoda rozwiązania polegającego na umożliwieniu natychmiastowego kontaktu usługodawcy i usługobiorcy jest najważniejszą przewagą aplikacji. O jej powodzeniu decydują też przejrzystość rozliczeń i możliwość wystawienia oceny usługodawcy, dzięki czemu rozwiązanie jest bezpieczne dla wszystkich stron. A dodatkowo, pracownik otrzymuje pieniądze od razu po wykonaniu zlecenia, co jest ogromną zaletą w obecnych czasach.

Wykorzystanie nowych technologii w dobie kryzysu

W ramach szukania rozwiązań, estoński rząd chce wprowadzić aplikację pomagającą firmom transferować pracowników między firmami. Dzięki temu osoba, która np. pracuje w turystyce mogłaby zacząć pracę w e-commerce. Aplikacja pozwala szybko reagować na zmiany na rynku pracy i ułatwi pracownikom i pracodawcom dostosowanie się do nowych realiów rynkowych. Podobne rozwiązanie zastosował niemiecki rząd, który zainwestował w portal do rekrutacji pracowników sezonowych w rolnictwie. Został on stworzony z inicjatywy stowarzyszeń rolniczych. W ten sposób, przedsiębiorcy łatwo mogą wykazać swoje zapotrzebowanie na pracowników, a osoba szukająca pracy może zaaplikować online. Elastyczność stała się kluczowa na dzisiejszym rynku pracy.

Zawiłe rozwiązania tarczy antykryzysowej

Polską gospodarkę tworzy 1,3 miliona samozatrudnionych i 700 tysięcy firm, które zatrudniają łącznie ponad 6,7 miliona obywateli. Polacy mogą dzięki temu pracować na dobrobyt swoich rodzin. Rozwiązania zaproponowane w ostatnich tygodniach przez rząd znajdują się niejako obok tego fundamentu polskiej gospodarki. Można powiedzieć, że są prourzędnicze – skoro zakładają, że administracja, która dotychczas nie była w stanie na czas obsługiwać przedsiębiorców i rozpatrywać wniosków – będzie działać sprawnie w sytuacji zapaści. Stąd propozycje zawarte w tarczy nie spełnią założeń ratowania polskich firm. Już dziś mówi się o kolejnych wersjach i aktualizacjach wprowadzonych rozwiązań. Warto zaznaczyć, że do ich zastosowania potrzebny jest aż 176 stronicowy podręcznik.

  Przyjęto co do zasady inne założenia, niż te wprowadzone u zachodnich sąsiadów. Tam uznano, że przedsiębiorca jest uczciwy – dlatego złożenie wniosków skutkuje natychmiastowym przelewem środków na konto – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – W Polsce firmy muszą wcześniej to wykazać. Stąd nie podaje się liczby rozpatrzonych wniosków, a jedynie przyjętych. To fundamentalna różnica w podejściu do przedsiębiorczości i reagowaniu na zapaść. Należy pamiętać, że czas to pieniądz – a dziś brakuje jednego i drugiego. Obserwowane dziś rozwiązania już teraz wymagają zapowiadanej aktualizacji. Działania te w wielu sektorach są spóźnione, biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację. Kryzys cały czas postępuje. Można wykorzystać go jednak do obalenia biurokracji, którą nadal widać we wprowadzanych rozwiązaniach. Jeżeli rząd będzie w stanie znieść te obciążenia z polskich przedsiębiorców, tym szybciej i efektywniej wyjdziemy z zapaści. Tym samym nie dojdzie w Polsce do kryzysu w wyniku przedłużającej się epidemii koronawirusa. To właśnie od władz zależy, w jakim tempie i przy jakich kosztach będziemy wychodzić z obecnej sytuacji i czy nie wejdziemy w stan głębokiego kryzysu – wskazał Sadowski.

SAZ: Kwarantanna dyskryminuje Polaków pracujących za granicą

Stracone zarobki rzędu 200 mln milionów zł i dramatyczne wybory osobiste – kwarantanna dyskryminuje Polaków pracujących za granicą. SAZ apeluje do Ministra Spraw Zagranicznych.

Przepisy związane z przekraczaniem granic w czasie pandemii postawiły dziesiątki tysięcy Polaków przed dramatycznym wyborem, pomiędzy zachowaniem źródła utrzymania, a pozostaniem z rodziną. W rezultacie kwarantanna dyskryminuje tysiące Polaków, którym uniemożliwia wykonywanie pracy – uważa Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia (SAZ). Organizacja zaapelowała dziś do MSZ o ograniczenie obowiązku kwarantanny dla osób pracujących za granicą.

Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ) – największa w Polsce branżowa organizacja pracodawców, zrzeszająca agencje zatrudnienia przesłało dziś (21.04.2020r.) do Ministra Spraw Zagranicznych prof. dr hab. Jacka Czaputowicza petycję w tej sprawie już po raz drugi (pierwszy list z apelem o podobnej treści został wystosowany do MSZ 26.03.2020).

„Ograniczenie mobilności mieszkańców obszarów przygranicznych po obu stronach granicy negatywnie oddziałuje również na lokalne rynki i niszczy – budowane od lat – więzi gospodarcze, nawiązane w terenach przygranicznych” – argumentują w swoim liście władze Stowarzyszenia i podają konkretne liczby:

– Pogranicze polsko-czeskie: obowiązek odbywania kwarantanny dotyczy ok. 47 tys. Polaków;
– Pogranicze polsko-niemieckie: ok. 17 tys. Polaków jest zatrudnionych w samej tylko Brandenburgii.

Łącznie chodzi więc o co najmniej o 64 tys. osób, które dotknięte są obowiązującym od 17 dni ograniczeniem przemieszczania się w związku z wykonywaniem czynności zawodowych. Jeśli założymy, że każda z tych osób zarabia miesięczne ok. 4.500 zł (1.000 euro netto), tj. ok. 225 zł dziennie, oznacza to, że Polacy utracili już przychody w kwocie ok. 244 mln zł.

– Nawet jeżeli połowa ze tych osób zdecydowała się pozostać poza granicami Polski, to i tak utrata zarobku tych, którzy nie wyjechali liczy się w dziesiątkach, jeśli już nie setkach milionów złotych – mówi Iwona Szmitkowska, prezes SAZ.

Regulacje prawne związane z kwarantanną postawiły dziesiątki tysięcy Polaków pracujących za granicą przez dramatycznym wyborem pomiędzy zachowaniem źródła utrzymania, a pozostaniem z rodziną. „Trwająca już ponad 3 tygodnie sytuacja potwierdza przewidywane już przez nas obawy i sprawia, że część zainteresowanych osób pozostaje w długotrwałej rozłące z rodziną, żeby tylko zachować przychody i ponosi zwiększone koszty utrzymania za granicą. Z kolei druga część pracowników mogła pozostać w tym okresie bez środków do życia, ponieważ pozostając w zatrudnieniu u zagranicznego pracodawcy nie przysługują im z reguły świadczenia związane z zatrudnieniem (bo doznali przeszkody od Państwa Polskiego w świadczeniu pracy), jak też nie mogą korzystać ze środków pomocowych przewidywanych w Tarczy antykryzysowej. W rezultacie kwarantanna faktycznie uniemożliwiła dużej grupie pracowników wykonywanie pracy, przez co doszło do ich dyskryminacji” – zwraca uwagę SAZ.

Obowiązkowa kwarantanna uniemożliwia też zatrudnionym za granicą, korzystanie ze świadczeń opieki zdrowotnej w państwach, w których pracują i są ubezpieczeni oraz pozbawia ich możliwości opiekowania się chorymi lub starszymi członkami rodzin.

Władze Stowarzyszenie dodają, że ekonomiczne skutki regulacji odczuwają też oczywiście polskie i zagraniczne firmy, których działalność jest w wielu przypadkach praktycznie sparaliżowana i wywołuje skutek równoważny z nakazaniem zamknięcia zakładu (co nie ma miejsca w przypadku zatrudniania pracowników niemigrujących).

„Dodatkowo (…) stosowanie obowiązujących przepisów obnaża praktyczne trudności wydawania zaświadczeń o odbywaniu kwarantanny. Praktyka w tym względzie jest różna w zależności od regionu i skuteczności działania poszczególnych powiatowych stacji sanitarno-epidemiologicznych. Taka sytuacja powoduje zagrożenie dla usprawiedliwiania nieobecności w pracy oraz grozi utratą miejsca pracy w przypadku nieprzedłożenia stosownego dokumentu.”

W związku z tym SAZ apeluje do Ministra o jak najszybsze przywrócenie wyłączenia od obowiązku kwarantanny osób zawodowo przekraczających granicę, jakie dziś obowiązują już m.in. w Niemczech (pomimo obowiązku kwarantanny osób przekraczających granicę dopuszczone są określone wyjątki w poszczególnych landach).

SAZ podkreśla, że według podawanych oficjalnie informacji wskaźnik zakażenia SARS-CoV-2 na terenie polskich powiatów graniczących z innymi państwami jest niski, co przy negatywnych skutkach gospodarczych i społecznych poddaje w wątpliwość zasadność tak szerokiego obowiązku kwarantanny.

„Podtrzymujemy wcześniej wyrażone pełne zrozumienie dla działań Rządu podejmowanych w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się koronawirusa, jednakże nie powinny one prowadzić do uniemożliwienia działalności znaczącej grupie polskich przedsiębiorców, prowadzących działalność transgranicznie, a także nie może dyskryminować ani uderzać w podstawy finansowe oraz rodzinne osób zdrowych, chcących (z zachowaniem wszelkich środków ostrożności) wykonywać swoją pracę” – pisze w swoim liście SAZ.

„Testy, testy, testy” to wspólny element strategii restartowania gospodarek na świecie

Poszczególne etapy rozmrażania światowych gospodarek będą zależeć od dynamiki nowych zachorowań, dlatego kluczowe znaczenie ma prowadzenie testów na jak największą skalę – to wniosek niedawnej konferencji Międzynarodowej Organizacji Pracodawców (IOE), w której Polskę reprezentują Pracodawcy RP. Podczas debaty zaprezentowano sposoby na restart gospodarczy w poszczególnych państwach.

„Nadzwyczajne okoliczności spowodowały, że rola organizacji wyznaczających standardy – np. WHO czy ILO znacząco wzrosła. Nabrały znaczenia solidarność branżowa oraz gremia zrzeszające już nie tylko organizacje europejskie, ale z całego świata. Mamy też zupełnie nowe spojrzenie na solidarność europejską – czego przejawem może być np. wzajemna pomoc medyczna miedzy poszczególnymi krajami” – komentuje Wiceprezydent Pracodawców RP Janusz Pietkiewicz, który uczestniczył w konferencji IOE. Była ona elementem cyklu prezentującego reakcję światowego biznesu na pandemię COVID-19. IOE przedstawi wnioski m.in. na forum B20, które zrzesza przedstawicieli biznesu przy grupie G20.

Omówiono plany rozmrażania gospodarek krajów, których przedstawiciele uczestniczyli w konferencji (m.in. Austrii, Chorwacji, Czech, Danii, Hiszpanii, Niemiec, Norwegii, Włoch, Szwajcarii, Rosji i Polski). Główne wnioski to:

  1. Decyzje władz poszczególnych państw o rozluźnieniu restrykcji społecznych i gospodarczych wynikają z coraz słabszej dynamiki wykrywanych nowych zakażeń, jednak nie ma wyraźnie określonego progu, poniżej którego można zmniejszać obostrzenia;
  2. Istotnym czynnikiem była przy podejmowaniu decyzji także liczba osób hospitalizowanych i przebywających na oddziałach intensywnej opieki, aby zapobiec ewentualnemu przeciążeniu systemu opieki medycznej;
  3. Jeśli z podejmowanych działań można ułożyć pewien schemat, to składa się na niego przede wszystkim:
  • ograniczenie restrykcji w obszarach najbardziej zaburzających działanie gospodarki (otwarcie szkół, które pozwoli rodzicom uczniów wrócić do pracy i przywrócenie handlu detalicznego),
  • wiele uwagi poświęca się utrzymaniu niższej intensywności kontaktów społecznych, w czym mają pomóc np. aplikacje identyfikujące potencjalny kontakt z nosicielami wirusa.

Rzeczywiste uruchomienie poszczególnych etapów odmrażania będzie zależne od aktualnej liczby zachorowań, dlatego wszystkie państwa zakładają zwiększenie zdolności do przeprowadzania testów na obecność koronawirusa.

Obecne plany odmrażania gospodarek w wybranych krajach wyglądają tak:

Włochy

  1. Po „Fazie 1” (gwarantującej natychmiastową i krótkoterminową płynność finansową oraz wsparcie dochodów i miejsc pracy), należy przejść do „Fazy 2”.
  2. Oznacza to stopniowe otwieranie fabryk z zachowaniem wszystkich przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy.
  3. Podpisane w marcu porozumienie trójstronne pokazuje, że partnerzy społeczni aktywnie angażują się w walkę z rozprzestrzenianiem się wirusa, przygotowując jednocześnie grunt pod ożywienie gospodarcze.
  4. W dłuższej perspektywie potrzebna jest „Faza 3”, w której należy skoncentrować się na masowych planach inwestycji (publicznych i prywatnych) oraz na infrastrukturze, która jest podstawowym motorem ożywienia gospodarczego.

Hiszpania

Przyjęte środki dotyczące pracy:

  1. Poprawiono przepisy dotyczące uprawnienia do zasiłku dla bezrobotnych ( zawarte w porozumieniu dwustronnym): prawo do zasiłku dla bezrobotnych będzie przysługiwać, gdy pracownicy nie mają minimalnego wymaganego okresu zatrudnienia składkowego, czas otrzymywania zasiłku dla bezrobotnych nie będzie liczony do celów wykorzystania ustalonych maksymalnych okresów otrzymywania.
  2. Wprowadzono zwolnienie przedsiębiorstw z płacenia składek na ubezpieczenie społeczne + zobowiązanie do utrzymania zatrudnienia przez 6 miesięcy.
  3. Wprowadzono zakaz zwalniania z pracy z powodów związanych z COVID-19.
  4. Przywrócono kontrole przez Inspekcję Pracy (została wyeliminowana w ramach reformy rynku pracy w 2012 r.).
  5. Zamknięto sektory niestrategiczne (pracownicy nie pracują, ale otrzymują wynagrodzenie i odrabiają „utracone” godziny).

Kolejne kroki to:

  1. Opracowanie sektorowych planów prewencyjnych w celu przywracania działalności w sposób bezpieczny (budownictwo, przemysł metalowy, papierniczy, motoryzacyjny).
  2. Uczestnictwo w otwartym dialogu społecznym. Miałby on dotyczyć m.in. wprowadzania elastyczności w niektórych aspektach pracy, takich jak nieregularny rozkład czas pracy, środków wsparcia dla samozatrudnionych i MŚP (3,5 miliona samozatrudnionych, 87 proc. hiszpańskich przedsiębiorstw to mikroprzedsiębiorstwa, które potrzebują one płynności finansowej).

Chorwacja

Środki pomocowe rządu chorwackiego podzielono na 2 tury:

  1. Do dnia 25 marca wprowadzono łącznie 63 środków ekonomicznych.
  2. W drugim pakiecie pomocy gospodarczej w dniu 3 kwietnia skonkretyzowano środki mające na celu zmniejszenie obciążeń dla sektora prywatnego.

Środki w zakresie wydatków:

  1. Wypłata zapomogi w wysokości minimalnej płacy na pracownika dla przedsiębiorstw w ciężkiej sytuacji (przez 3+3 miesiące) z zastrzeżeniem, że: firma musi doświadczyć spadku przychodów o co najmniej 20 proc.; utrzymać pracowników w zatrudnieniu przez okres co najmniej 2 miesięcy za każdy miesiąc otrzymywania pomocy; w  okresie od 20 marca do momentu złożenia wniosku przedsiębiorstwo nie zwolniło więcej niż 40 proc. swoich pracowników (mikroprzedsiębiorstwa) i 20 proc. swoich pracowników (małe przedsiębiorstwa) lub 10 proc. swoich pracowników (duże przedsiębiorstwa); Rozszerzenie systemu wsparcia dla pracowników sezonowych.
  2. Na wniosek chorwackiej organizacji pracodawców, nawet pracodawcy, którzy zwolnili swoich pracowników (przed zastosowaniem środków rządowych), jeśli zobowiązali się do ich zatrzymania ich w firmie, mogli korzystać z tych środków.

Norwegia

  1. Nie zastosowano zamknięcia na pełną skalę.
  2. Szkoły i przedszkola zostały zamknięte, ale otwierają się już ponownie.
  3. Imprezy kulturalne i sportowe zostały zakazane, ale przemieszczanie się ludzi na zewnątrz zostało dozowolone. Wprowadzono dwumetrową zasadę dystansu pomiędzy ludźmi.
  4. Szacowana wartość całkowitego wsparcia dla gospodarki – 12,5 mld EUR. Składa się na nie: program gwarancji kredytowych, program gwarancji kredytowych skierowany w szczególności do linii lotniczych, system rekompensat z tytułu spadku obrotów, program przeznaczony w szczególności dla start-upów i firm skoncentrowanych na rozwoju.
  5. Wprowadzono zmiany w przepisach dotyczących przymusowych urlopów bezpłatnych:
  • liczba dni, w których pracodawca jest zobowiązany do wypłaty pełnego wynagrodzenia, zostaje zmniejszona z 15 do 2 dni po zawiadomieniu o przymusowym urlopie bezpłatnym,
  • po upływie 2 dni zwolniony pracownik otrzymuje od państwa pełne wynagrodzenie (do maksymalnej wysokości) do 20. dnia,
  • po 20. dniu i do 26. tygodni zwolnieni pracownicy otrzymują od państwa obniżone wynagrodzenie (80 – 62 proc.); norweska organizacja wystąpiła z wnioskiem o przedłużenie tego okresu.

Szwajcaria

  1. I faza od 27 kwietnia – wznowienie zabiegów w szpitalach (włącznie z przypadkami nie wymagającymi natychmiastowej interwencji) i praktykami ambulatoryjnymi, otworzenie zakładów fryzjerskich, salonów masażu i kosmetycznych, salonów tatuażu, sklepów dla majsterkowiczów, centra ogrodnicze i kwiaciarnie,
  2. II faza od 11 maja – otwarcie szkół podstawowych.
  3. III faza od 8 czerwca – szkoły średnie, zawodowe i uczelnie, muzea, biblioteki, ogrody zoologiczne i botaniczne.
  4. Dalsze decyzje w zakresie tej fazy będą podejmowane 27 maja, Rada Federalna jeszcze nie określiła dalszych kroków.

Niemcy

  1. I faza – po 19 kwietnia stopniowe uwalnianie handlu. Otwarte mogą być sklepy o powierzchni do 800 m2 – po spełnieniu dodatkowych warunków dotyczących higieny, zrządzania wstępem i liczbą klientów.
  2. II faza – po 4 maja działalność będą mogły wznowić salony fryzjerskie, choć także z zachowaniem środków ostrożności.
  3. Hotele mogą gościć osoby podróżujące służbowo, ale nie turystów. Przekraczanie granic z pięcioma sąsiednimi krajami: Austrią, Szwajcarią, Francją, Luksemburgiem i Danią może dotyczyć tylko mieszkańców pracujących w tych krajach i kierowców ciężarówek. Granica z Belgią i Holandią jest otwarta

Francja

  1. Otwieranie szkół:
  • planowana data otwarcia szkół – 11 maja,
  • nie więcej niż 15 uczniów w klasie,
  • otwarcie szkół średnich i wyższych – 18 maja.
  1. Skasowanie „certyfikatów drogowych”.
  2. Przywrócenie normalnej działalności gospodarczej, z tym że nadal zachęca się do pracy zdalnej.
  3. Od 11 maja również powinny otworzyć się wszystkie sklepy (dotąd czynne były tylko spożywcze).

Austria

  1. I etap – od 14 kwietnia otwarcie sklepów o wielkości do 400 m2, sklepów z narzędziami i materiałami budowlanymi oraz centrów ogrodniczych. Mogą one przyjąć maksymalnie 1 klienta w przeliczeniu na 20 m2 powierzchni obiektu.
  2. II etap – od 1 maja otwarcie większych sklepów, centrów handlowych oraz zakładów fryzjerskich.
  3. III etap – najwcześniej od połowy maja otwarcie restauracji, hoteli oraz przywracanie zajęć szkolnych (ten punkt będzie jeszcze dyskutowany, decyzja powinna być do końca kwietnia).
  4. IV etap – najwcześniej od początku lipca zniesienie zakazu zgromadzeń publicznych.

Czechy

  1. I etap – od 9 kwietnia otwarcie sklepów rowerowych oraz z narzędziami i materiałami budowlanymi.
  2. II etap – od 14 kwietnia możliwe jest podróżowanie za granicę w ważnych celach służbowych lub osobistych (po powrocie osoby są poddawane obowiązkowej kwarantannie).
  3. III etap – od 20 kwietnia możliwe działanie bazarów czy salonów samochodowych.
  4. IV etap – od 27 kwietnia otwarte zostaną sklepy o powierzchni do 200 m2 (z wyjątkiem działających w centrach handlowych o powierzchni powyżej 5000 m2).
  5. V etap – 11 maja uruchomione zostaną sklepy o powierzchni do 1000 m2.
  6. VI etap – na 25 maja rząd planuje otwarcie restauracji, barów i pubów, jeżeli dysponują przestrzenią poza samym lokalem. Tego samego dnia mają zostać otwarte m.in. salony fryzjerskie i kosmetyczne. Przywrócenie zajęć w szkołach podstawowych.
  7. VII etap – na 8 czerwca planowane jest otwarcie wszystkich sklepów, restauracji i hoteli, jak również centrów handlowych o powierzchni powyżej 5000 m2.
  8. Na czas nieokreślony obowiązuje również wymóg noszenia masek w miejscach publicznych.

Dania

  1. I faza od 15 kwietnia – otwarcie przedszkoli, szkół dla dzieci do 11 lat oraz ośrodków opieki dziennej. Premier Mette Frederiksen zapowiedziała też konsultacje z innymi partiami na temat dalszego poluzowania restrykcji administracyjnych (rozszerzania tzw. fazy pierwszej)
  2. Przedłużone zakazy:
  • do 10 maja – zakaz zgromadzeń powyżej 10 osób, a także zamknięte kościoły, kina i centra handlowe,
  • do końca sierpnia – zakaz organizacji festiwali i dużych zgromadzeń.

Pracodawcy RP

Biznes stworzył szeroki front walki z pandemią koronawirusa. To sposób na budowanie wizerunku marki

0

Do służb medycznych płynie różnoraka pomoc ze strony biznesu – część firm przekazuje środki finansowe, inne organizują pomoc rzeczową, jeszcze inne ukierunkowują swoją działalność na potrzeby walki z koronawirusem, szyjąc maseczki, produkując odzież ochronną albo dostarczając posiłki medykom. Zaangażowanie w działania pomocowe jest społecznie oczekiwane, ale może też przełożyć się na wzrost zaufania do marki. Pod warunkiem że firma realizuje je w zgodzie ze swoją strategią i pracownikami. – W wielu firmach, szczególnie na początku, to pracownicy zaczęli organizować tego typu pomoc – mówi Tomasz Smorgowicz z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni.

– W mediach społecznościowych i innych kanałach można zaobserwować różnego typu inicjatywy firm, które wpisują się w nurt społecznych działań wspierających walkę z pandemią koronawirusa. Ich źródeł, szczególnie w początkowej fazie, upatruję pośród pracowników, którzy oddolnie zaczęli organizować różne akcje, często proste i podstawowe, wspierające organizacje czy osoby najbardziej potrzebujące. Te działania zostały następnie przeniesione na grunt całej firmy, bo przedsiębiorstwa dostrzegły, że tak należy, że jest oczekiwane społecznie, aby odnieść się do tej negatywnej sytuacji – mówi Tomasz Smorgowicz, wykładowca gdyńskiej Wyższej Szkoły Bankowej.

Biznes – choć sam ucierpiał w wyniku pandemii i związanych z nią ograniczeń – w dużym stopniu włączył się do pomocy, przekazując na walkę z COVID-19 znaczące środki finansowe i materialne. Na liście firm, które włączyły się w działania pomocowe, są zarówno duże koncerny, podmioty prywatne, jak i państwowe, w tym m.in. Drutex, Dr Irena Eris, LPP, Budimex, CCC, McDonald’s, T-Mobile, Samsung, Polpharma, koncerny energetyczne Tauron i PGE, Polska Grupa Zbrojeniowa, Bank Pekao, ING Śląski, PKN Orlen, Grupa Azoty i sieci handlowe Lidl, Żabka czy Kaufland.

Część firm przestawia też swoją produkcję na potrzeby służb medycznych. Dla przykładu Grupa CCC w swoich szwalniach rozpoczęła produkcję ochraniaczy na obuwie, które są przystosowane do ochrony personelu medycznego. Firma Maspex przekazała ponad milion swoich produktów, m.in. dżemów, soków i musów owocowych, niegazowanej wody źródlanej i dań gotowych, dla 21 specjalistycznych szpitali zakaźnych, Toyota Financial Services przekazała im flotę 20 samochodów, a Avon dostarczył placówkom medycznym środki higieniczne. Inne podmioty, jak np. Allegro i Grupa PKP, wprowadziły pakiet działań antykryzysowych, który ma pomóc mniejszym przedsiębiorcom w walce ze skutkami pandemii. W ramach akcji HASHWzywamyPosiłki firmy gastronomiczne i sieci restauracyjne wspierają ratowników, lekarzy i pielęgniarki, organizując im dostawę gotowych posiłków.

– Służba zdrowia jest w bardzo złej sytuacji, więc firmy bardzo szybko odczytały, że najlepsze będzie wsparcie właśnie medyków i jej pracowników, zaopatrywanie ich m.in. w podstawowe środki higieny przeciwdziałające wirusowi. Kolejnym etapem jest wyszukiwanie tych podmiotów czy osób, które na tej pandemicznej sytuacji straciły najwięcej. Dzisiaj mówimy już o dojrzałych projektach wspierających organizacje trzeciosektorowe czy mniejsze przedsiębiorstwa, które znalazły się w najtrudniejszej sytuacji rynkowej – mówi wykładowca gdyńskiej Wyższej Szkoły Bankowej.

Jak podkreśla, wszystkie te działania firm ukierunkowane na walkę z koronawirusem będą pozytywnie wpływać na budowanie i postrzeganie danej marki, o ile są zgodne ze strategią organizacji i właściwie zakomunikowane odpowiednim grupom celowym i interesariuszom.

 Część organizacji do tej pory w żaden sposób nie ujmowała działań społecznych w swojej strategii i dopiero teraz na szybko próbuje je wdrażać. Inne mają głęboko w DNA zakorzenione wspieranie społeczności lokalnych, pomaganie nie tylko w sytuacjach zagrożenia, ale też odpowiadanie na ich realne potrzeby. Zatem odbiór społeczny tych akcji będzie dwojaki. W przypadku, kiedy jest to robione doraźnie, ad hoc, niezgodnie z przyjętą polityką i strategią rozwoju przedsiębiorstwa, w żaden znaczący sposób nie wpłynie to na odbiór organizacji. Jednak kiedy firma po raz kolejny, konsekwentnie pokazuje, że również w tak trudnej sytuacji sumiennie realizuje dobrze i mądrze skonstruowaną politykę społeczną, na pewno pozytywnie wpłynie to na jej odbiór przez społeczeństwo – mówi Tomasz Smorgowicz.

Ekspert i wykładowca gdyńskiej WSB podkreśla też, że działania, które biznes podejmuje w celu zwalczania skutków pandemii SARS-CoV-2, każdorazowo powinny być dobrze przemyślane, dopasowane do sytuacji i odpowiadać na realne potrzeby.

– Szukając rozwiązań, które będą najlepsze, najskuteczniejsze i nie tylko pomogą potrzebującym, ale również przełożą się na budowanie wizerunku organizacji, należałoby skupić się na kilku elementach – podkreśla. – Po pierwsze, należy się zastanowić, czy dana inicjatywa jest naprawdę potrzebna, czy może pomóc konkretnym osobom. Po drugie, takie działania powinny być naturalne, niewymuszone. Przykładem są choćby szwalnie, które nie mogąc w tej chwili szyć ubrań, przestawiają swoje zakłady na produkcję maseczek czy odzieży ochronnej dla służby zdrowia.

Trzeci aspekt to wewnętrzna potrzeba danej organizacji, czyli de facto przekonanie do pomocy pracowników.

 Odradzałbym organizacjom wymyślanie na poziomie zarządu, właścicieli czy struktur marketingu pewnych działań, w które następnie trzeba zaangażować pracowników. Należałoby podjąć z nimi dialog i wspólnie wymyślić takie rozwiązania, pod którymi oni będą chcieli się podpisać, zaangażować i staną się ich naturalnymi ambasadorami – mówi wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni.

Paliwo na stacjach benzynowych jest najtańsze od 2016 roku. Spodziewane są dalsze spadki

0

Zamrożenie gospodarek i spowodowane tym niższe zużycie surowców, zwłaszcza ropy naftowej, oraz zapełnienie dostępnych zbiorników niewykorzystaną nadwyżką „czarnego złota” przełożyło się na pierwsze w historii ujemne wyceny teksańskiej ropy WTI. W ubiegłym tygodniu jej cena spadła  do minus 37 dol. za baryłkę. Na stacjach benzynowych ceny ujemne nie są, ale systematycznie spadają. Według prognoz e-Petrol.pl w tym tygodniu można spodziewać się dalszej zniżki detalicznych cen paliw.

– Aktualna sytuacja cenowa na rynku międzynarodowym cały czas wiąże się z tym, że ludzie nie mogą opuszczać swoich miejsc zamieszkania, normalnie pójść do pracy i konsumować paliw, tak jak to zwykle wyglądało. Dotyczy to nie tylko odbiorców indywidualnych, lecz także konsumpcji przemysłowej i transportowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Jakub Bogucki, analityk rynku paliw e-Petrol.pl. – Duzi odbiorcy nie są tak aktywni jak zazwyczaj i z tego wynika poważny spadek cen, a przede wszystkim popytu na rynku międzynarodowym, który powoduje powstawanie jeszcze większej nadpodaży surowcowej w stosunku do tej sprzed jeszcze kilku tygodni, kiedy OPEC+ zrywał swoje porozumienie.

W minionym tygodniu średnia cena benzyny 95-oktanowej po raz pierwszy od ponad czterech lat spadła poniżej 4 zł za litr. Jej średnia cena, po spadku o 3 gr, znalazła się na poziomie 3,99 zł/l. Coraz bliżej pokonania bariery 4 zł jest też diesel. Średnia cena oleju napędowego, po spadku o 6 gr, wynosiła 4,11 zł/l. Obniżka nie ominęła też notowań autogazu, który potaniał o 4 gr do poziomu 1,79 zł/l. To efekt nadmiernego w stosunku do zużycia wydobycia na światowych rynkach i braku zbiorników do przechowywania nadwyżki surowca. Zdaniem analityków nawet decyzja o ograniczeniu produkcji ropy od maja o 9,7 mln baryłek dziennie nie poprawi sytuacji, bo dzienna nadprodukcja w kwietniu wynosiła 25–30 mln baryłek.

Teraz wszelkie próby ograniczeń, jakie wprowadzają dla samych siebie członkowie OPEC+, wydają się jednak albo zbyt małe, albo zbyt późno wprowadzone, ponieważ rynek, przynajmniej europejski, jedynie trochę reaguje odbiciem w górę – ocenia dr Jakub Bogucki. – Jeśli chodzi o przełożenie tych zmian na rynek polski, to spodziewamy się dalszego ciągu spadków. Nie będą już one na pewno tak znaczące jak te, które widzieliśmy w ostatnich tygodniach. Teraz najbardziej prawdopodobne są jedynie pewne korekty na poziomie kilku groszy z tygodnia na tydzień.

Na cenę paliw na stacjach wpływ mają cena ropy i kurs dolara do złotego. Teksańska ropa WTI potaniała od początku 2020 roku o ponad 70 proc., i to po ostatnich wzrostach cen. Z powodu nadpodaży surowca, braku zbiorników do jego przechowywania i wygaśnięcia majowych kontraktów na ropę jego cena przed tygodniem spadła po raz pierwszy w historii do ujemnych poziomów. Europejska ropa Brent straciła dwie trzecie swojej wartości. W przeciwną stronę, podbijając ceny, oddziałuje umacniający się dolar, który od stycznia zyskał do złotego ponad 10 proc.

Ostatni tydzień kwietnia według prognoz e-Petrol.pl przyniesie dalsze obniżki cen na stacjach. Według przewidywań portalu średnia cena benzyny 95 będzie się wahać w zależności od regionu między 3,83 a 4,02 zł/l, a benzyny 98 – między 4,20 zł a 4,39 zł. Koszt oleju napędowego powinien zamknąć się w przedziale 3,93–4,10 zł, a za gaz LPG trzeba będzie płacić 1,73–1,79 zł za litr.

Poziom, do którego możemy zmierzać w najbliższych kilku lub kilkunastu dniach, to około 3,9 zł dla benzyny i około 4 zł dla oleju napędowego – uważa analityk rynku paliw e-Petrol.pl. – Jednak trzeba pamiętać, że są stacje, które sprzedają wyjątkowo okazyjnie paliwo, nawet na poziomie około 3,4–3,5 zł za litr benzyny 95-oktanowej.

Księża przekładają terminy Pierwszych Komunii Świętych i bierzmowania. Na spowiedź można się umawiać indywidualnie

Pandemia koronawirusa od kilku tygodni uniemożliwia organizację wydarzeń kościelnych według zwyczajowo przyjętych zasad. Dotyczy to zarówno codziennych mszy świętych i nabożeństw, jak i uroczystości związanych z przyjmowaniem sakramentów, m.in. Pierwszej Komunii Świętej oraz bierzmowania. Wszystko wskazuje na to, że dzieci i młodzież przystąpią do nich dopiero jesienią, choć w wielu diecezjach nie ma jeszcze w tej kwestii konkretnych informacji. Księża dostosowują się do aktualnej sytuacji oraz wcielają w życie kolejne wymagania dotyczące zgromadzeń i praktyk religijnych.

Nowe terminy przyjęcia sakramentów wyznaczają proboszczowie parafii w porozumieniu z rodzicami. Pierwsze decyzje już zapadły. Najczęściej księża zastrzegają jednak, że podane terminy to jedynie wstępne ustalenia, a ostatecznie wszystko zależy od sytuacji – uroczystości odbędą się dopiero po przywróceniu normalnego funkcjonowania szkół i parafii.

W kwestii nowych terminów przyjmowania sakramentów, w tym Pierwszych Komunii Świętych, zapadły już decyzje. Należy obserwować strony internetowe diecezji, na których publikowane są dekrety księży biskupów – radzi w rozmowie z agencją Newseria ks. Paweł Rytel-Andrianik, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski. – Często informacje przekazywane przez księży nie są jednoznaczne, bo ostatecznie nowe terminy uroczystości będą uzależnione od bieżącej sytuacji. Wskazówki dla dzieci i rodziców trochę uprzedzają sytuację, ale nie wiemy, jaka ona będzie za kilka tygodni.

Jak podkreśla rzecznik KEP, ta sytuacja stawia wszystkich w obliczu nowych wyzwań. Wymaga ona szczególnego przygotowania do przyjęcia sakramentu Pierwszej Komunii Świętej w ramach wspólnoty Kościoła, jak również specyficznej pomocy dzieciom w rodzinach.

– Rola rodziców jest bardzo ważna i polega na tym, aby być z dzieckiem, towarzyszyć mu w czasie oczekiwania na przyjęcie Pierwszej Komunii Świętej – zaznacza duchowny.

Podobne zalecenia dla rodziców wydają poszczególne diecezje, proboszczowie parafii i katecheci. Z uwagi na zawieszenie spotkań w parafiach, przygotowujących dzieci do Pierwszej Komunii Świętej oraz młodzież do sakramentu bierzmowania, księża proszą rodziców o troskę w wymiarze katechizacji swoich dzieci w domu, np. poprzez wspólną modlitwę w rodzinie oraz wyjaśnianie prawd wiary. Ma to stanowić uzupełnienie katechezy szkolnej, która obecnie prowadzona jest w sposób zdalny.

Od kilku tygodni w Kościele obowiązują także nowe zasady przeprowadzania spowiedzi. O szczegółach księża informują podczas mszy świętych oraz na stronach internetowych parafii.

– W przypadku sakramentu pojednania istnieje możliwość umówienia się indywidualnie z kapłanem w parafii – wyjaśnia ks. Paweł Rytel-Andrianik. – Ponadto w niektórych parafiach można przystąpić do spowiedzi w kaplicy lub innym podobnym miejscu, które z jednej strony pozwala zachować wszystkie zasady sanitarne i zarządzenia państwowe, a z drugiej strony dyskrecję.

Od poniedziałku 20 kwietnia rząd złagodził restrykcje i wprowadził kolejne wytyczne dla duchownych i wiernych. Zgodnie z nimi w miejscach kultu religijnego może przebywać jedna osoba w przeliczeniu na 15 mkw. powierzchni. Jak informuje Konferencja Episkopatu Polski, parafie dokonują wyliczeń i informują, ile osób może być w poszczególnych kościołach i kaplicach podczas mszy świętych i nabożeństw. Ponadto wszyscy wierni, którzy przychodzą do kościołów, mają obowiązek zachowania dwumetrowego dystansu między sobą oraz zakrywania ust i nosa, np. maseczką. Nadal obowiązuje dyspensa od uczestnictwa w mszach świętych odprawianych w kościołach w niedziele i święta, a księża zalecają korzystanie z transmisji telewizyjnych i internetowych. Jednak nowe wytyczne rządu umożliwią wspólną modlitwę w kościołach na większą skalę, korzystanie ze spowiedzi i komunii świętej większej liczbie osób niż w poprzednich tygodniach.

Jak powiedział ostatnio papież Franciszek, musimy pamiętać, że nie można przenieść Kościoła i sakramentów tylko do wirtualnego świata – podkreśla rzecznik Episkopatu.

Koronawirusa pozwoli wykryć analiza próbki głosu. Test będzie można wykonać za pomocą smartfona

Aplikacje działające na podstawie analizy głosu przez algorytmy sztucznej inteligencji mogą być szansą na masowe i szybkie diagnozowanie koronawirusa. Izraelski start-up buduje specjalną platformę opartą na ponad milionie próbek głosu od 50 tys. osób. Na potrzeby diagnostyki COVID-19 zmieniona została też funkcjonalność aplikacji pierwotnie służącej pacjentom kardiologicznym. Testy wykonywane przez sztuczną inteligencję mogą wykrywać niepokojące sygnały dużo wcześniej niż te robione przez człowieka.

Infekcje wywoływane przez SARS-CoV-2 już dziś określane są mianem choroby X, przed którą już od kilku lat ostrzega WHO. Według danych ONZ na COVID-19 zachorowało już niemal 3 mln osób na całym świecie. W wyniku choroby zmarło już ponad 200 tys. osób. Coraz więcej firm i start-upów kieruje swoje siły do walki z koronawirusem.

– Wdrażamy najnowocześniejszą metodę i technologię sztucznej inteligencji, aby skorelować głos z objawami choroby COVID-19 wywoływanej przez koronawirusa. Umożliwi to ostrzeżenie o jej wczesnych objawach i monitorowanie postępów w domu za pomocą smartfona – zaznaczają przedstawiciele  izraelskiego start-upu Vocalis Health.

Próbki głosu badane są z wykorzystaniem specjalnej platformy wspieranej przez algorytmy uczenia maszynowego. Pacjent, który ma być poddany badaniu, przesyła próbkę głosu za pomocą aplikacji mobilnej do chmury. Tam sztuczna inteligencja analizuje je w celu wykrycia markerów głosowych charakterystycznych dla COVID-19. Jeśli zostają one zidentyfikowane, platforma ostrzega o podejrzeniu infekcji lub ryzyku pogorszenia się stanu zdrowia.

Baza danych, na podstawie której wykonywana jest analiza, została oparta na ponad milionie nagrań zebranych od 50 tys. pacjentów i obejmuje kilka milionów krytycznych punktów. Narzędzie może być szansą na szybszą diagnostykę i leczenie osób zakażonych koronawirusem.

– Wierzymy, że analizując głos powyżej rejestru, który słyszy ludzkie ucho, możemy odkryć dedykowane biomarkery głosu umożliwiające lekarzom rozpoznanie objawów pojawienia się wirusa – przekonują właściciele start-upu Vocalis Health.

Podobny pomysł na wykorzystanie analizy głosu miał również indyjski start-up Salcit Technologies. Aplikacja kAs, która została uruchomiona na początku kwietnia, wykorzystuje sztuczną inteligencję do analizy dźwięku kaszlu. Na tej podstawie, zgodnie z kwestionariuszem diagnostycznym opracowanym przez Światową Organizację Zdrowia, pacjent otrzymuje wynik punktowy w skali od 1 do 10, którym określony jest poziom ryzyka infekcji SARS-CoV-2.

Z kolei izraelska firma Cordio Medical ogłosiła w kwietniu, że rozpoczyna w szpitalu w Hajfie badanie kliniczne nad wykorzystaniem do diagnostyki na odległość w kierunku COVID-19 rozszerzonej funkcjonalnie aplikacji HearO, pierwotnie przeznaczonej do zdalnego monitorowania pacjentów cierpiących na niewydolność serca. Inżynierowie z Cordio przystosowali narzędzie do identyfikacji obustronnego zapalenia płuc z występowaniem obrzęku, co jest charakterystyczne dla choroby wywołanej przez koronawirusa. Firma twierdzi, że może na długo przed diagnozą lekarską wykryć zmiany w płucach i zidentyfikować początek stanu zapalnego.

Według analityków z Vision Research Reports rynek aplikacji mobilnych wykorzystywanych w medycynie osiągnie do 2027 roku wartość 236 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie 44,7 proc.

Amerykanie kochają pizzę. Papa John’s najwyżej od 2017 r. Domino’s bije rekordy

Ostatni dzień tygodnia przynosi kosmetyczne wzrosty głównych amerykańskich indeksów giełdowych. Dow Jones Industrial Average i Nasdaq rosną o około 0,2 proc., a S&P 500 zwyżkuje o 0,25 proc. W pierwszym z wymienionych indeksów najwięcej zyskuje Apple i drożeje o 1,8 proc., a następnie Home Depot i Nike ze wzrostem powyżej 1 proc. Wspomniana sieć pizzerii Papa John’s rośnie jednak o ponad 9 proc.

W komentarzach dotyczących rynku akcji często wspominaliśmy inną spółkę związaną z tak prostym produktem, jak pizza, czyli Domino’s Pizza. Wspominaliśmy również o wynikach DPZ, ponieważ cena akcji wzrosła w tym tygodniu do rekordowego poziomu 387 USD. Kapitalizacja spółki tym samym wzrosła powyżej 14,5 mld USD. Kapitalizacja Papa John’s jest o wiele mniejsza niż DPZ, ponieważ wynosi 2,36 mld USD. Niemniej to wciąż imponująca wartość rynkowa, większa niż notowana na GPW spółka PGE, Play czy mBank oraz Orange.

Sieci pizzerii stworzyły ostatnio dziesiątki tysięcy miejsc pracy w USA, aby zaspokoić większy popyt, ponieważ pizza pozostaje bardzo popularna wśród konsumentów, którzy obecnie w dużej mierze polegają na produktach dostarczanych do domu. Trendy w USA w drugim kwartale sugerują, że pizzerie biorą udział w gwałtownym wzroście popytu.

Dzięki pozytywnemu trendowi w zachowaniu konsumentów w stronę żywności zamawianej do domu cena akcji PZZA wzrosłą do najwyższego poziomu od września 2017 r. Tygodniowe maksimum wypadło na tę chwilę na poziomie prawie 74 USD. Dla spółki pojawiła się pozytywna rekomendacja od Stifel. Cena docelowa dla Papa John’s została podniesiona do najwyższego poziomu na Wall Street równego 80 USD z 65 USD wcześniej, Analitycy zaznaczyli, że połączenie silnego wzrostu sprzedaży i spadających kosztów produkcji może skrócić czas potrzebny na odzyskanie franczyzobiorców PZZA po dwuletnim spadku zysków. Inwestorzy oczekują, że PZZA ogłosi przyspieszenie sprzedaży w kwietniu, podobnie jak DPZ. Szacowana silna sprzedaż i niższe koszty produkcji powinny zwiększyć zyski krajowych franczyzobiorców o 30-40% w tym roku. PZZA ma 9 rekomendacji kupna, 4 trzymaj i 0 sprzedaj.

Departament Zarządzania Aktywami
Copernicus Capital TFI S.A.

Specjalna aplikacja ma ułatwić wejście do sklepów

  • Zapowiedziano wprowadzenie specjalnej aplikacji, która podzieli osoby w sklepach na 3 kategorie bezpieczeństwa: po zakażeniu – czerwony, po kwarantannie – żółty, bez kontaktu z wirusem – zielony. Służy to umożliwieniu zwiększenia liczby klientów z kodem zielonym w sklepie.
  • Galerie handlowe raczej nie zostaną otwarte w połowie maja. Ministerstwo Rozwoju nie wyklucza, że stanie się to później. Dokładnej daty jednak nie ma. Decyzję w tej sprawie ogłosi premier.
  • Konfederacja Lewiatan proponuje, aby umożliwić również funkcjonowanie sklepów meblowych i oferujących artykuły do urządzenia wnętrz, wysp handlowych w galeriach oraz doprecyzowanie przepisów określających liczbę osób przebywających w sklepie.

Ministerstwo Rozwoju konsultuje z przedsiębiorcami wytyczne dla funkcjonowania galerii handlowych i gastronomii po zniesieniu zakazu w trakcie epidemii COVID-19. Dotyczą one przestrzeń komunikacyjnej i usług, strefy gastronomicznej, infrastruktury współtowarzyszącej oraz procedur postępowania w przypadku wykrycia osoby posiadającej symptomy zakażenia.

– Dla nas najważniejsza jest odpowiedź na pytanie, kiedy galerie handlowe mogą zostać otwarte. Przedsiębiorcy powinni mieć czas na przygotowanie sklepów, w oparciu o opublikowane akty normatywne np. wstawić dozowniki z płynem dezynfekującym, zawiadomić pracowników. Na razie daty otwarcia galerii nie znamy – mówi Arkadiusz Grądkowski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Planowane jest wprowadzenie specjalnej aplikacji, która podzieliłaby ludzi na 3 kategorie bezpieczeństwa: po zakażeniu – czerwony, po kwarantannie – żółty, bez kontaktu z wirusem – zielony. Osób z kategorii zielonej czyli zdrowych i bez kontaktu z wirusem, mogłoby wejść do sklepu 10 proc. więcej. Stosowanie aplikacji byłoby warunkiem wpuszczania do sklepu, pomimo wyczerpania limitu. Aplikacje instalowaliby klienci, którzy chcieliby skorzystać z tego przywileju.

Wśród proponowanych rozwiązań, które znalazły się w wytycznych są m.in. zalecenie utrzymania odległości przynajmniej dwóch metrów pomiędzy klientami w galerii, używania maseczek i zapewnienie możliwości ich zakupu przynajmniej w jednym sklepie w galerii, czy ograniczenie liczby klientów w strefie gastronomicznej – na jedną osobę powinno przypadać minimum 15 m2.

Resort rozwoju proponuje, aby w pierwszym etapie nie mogły prowadzić działalności strefy aktywności fizycznej (siłownie, place zabaw, parki trampolin), strefy gier, kina i wyspy usługowe.

Po interwencji Lewiatana Ministerstwo Rozwoju rozważa zgodę na uruchomienie wysp o charakterze handlowym (przy wprowadzeniu dodatkowych zabezpieczeń: obudowa wyspy, okienko obsługi z jednej strony bez możliwości podchodzenia z innych stron). Natomiast na razie nie będą otwarte wyspy o charakterze usługowym (np. manicure) oraz czy rekreacyjnym (ławeczki, stoliczki, fotele masażu itp.).

– Powinniśmy rozpocząć proces odmrażania działalności w galeriach handlowych, uwzględniając sytuację epidemiologiczną. Czekają na to firmy i pracownicy. W tym kontekście istnieje konieczność doprecyzowania przepisów określających liczbę osób, które mogą znajdować się w sklepie, regulacji dotyczących możliwości pomiaru temperatury pracownikom, współpracownikom i klientom, czy obowiązku wyznaczania specjalnych pomieszczeń dla osób z objawami choroby oraz wietrzenia pomieszczeń – dodaje Arkadiusz Grądkowski.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 27.03-1.04.2020

Na rynku trwa dyskusja, na ile odreagowanie marcowej przeceny ryzykownych aktywów może być trwałe, kiedy dane makro zaczynają coraz mocniej uświadamiać, z jak poważnym kryzysem mamy do czynienia. Wątpliwości zagrażają nastrojom rynkowym. Być może czołowe banki centralne (BoJ, Fed, EBC) będą musiały kolejny raz dowieść, że są przygotowane na wszystko.

Przyszły tydzień: Fed, EBC/BoJ/Riksbank, PKB z USA/Eurolandu, ISM dla przemysłu z USA, PMI z Chin

USA

W USA oczekiwany jest mocny spadek PKB za I kw. (śr), który będzie tylko preludium dla jeszcze większego załamania aktywności w drugim kwartale. Bezprecedensowe zastopowanie gospodarki jest trudne do oszacowania, więc należy nastawić się na niespodzianki. Wzorem dramatycznych spadków PMI w Europie i USA można zakładać równie silny spadek ISM dla przemysłu (pt) czy też indeksu zaufania konsumentów (wt). Fed (śr) najprawdopodobniej nie ogłosi nowych działań na polu luzowania polityki pieniężnej, gdyż pozostaje zajęty implementacją licznych programów zapowiedzianych w ostatnich tygodniach. Wcale jednak to nie oznacza, że możliwości Fed się wyczerpały i prezes Powell na konferencji z pewnością to podkreśli.

Strefa euro

W Europie wydarzeniem tygodnia będzie posiedzenie EBC (czw). W marcu bank w kilku krokach rozszerzył skup aktywów o prawie 900 mld EUR i zapowiedział nową rundę TLTRO na korzystniejszych warunkach. Przy ograniczonym polu do dalszego luzowania i przy oczekiwaniu na ruch ze strony rządów na polu walki z kryzysem EBC może zdecydować się na przyjęcie postawy wyczekującej z gotowością reakcji, gdyby sytuacja na rynkach miałaby się istotnie pogorszyć (np. wzrost presji na wyprzedaż obligacji skarbowych). Brak pośpiechu banku centralnego do robienia czegokolwiek może być odebrany jako obawy przed całkowitym wyczerpaniem arsenału, co może być impulsem do umocnienia EUR. Od strony danych otrzymamy pierwsze szacunki PKB za I kw. (czw) i festiwal mocnych tąpnięć.

Szwecja

Przyszły tydzień przynosi posiedzenie szwedzkiego Riksbanku (wt), gdzie spodziewamy się utrzymania głównej stopy procentowej na 0 proc. Dane od ostatniego posiedzenia uległy wyraźnemu pogorszeniu w związku z pandemią COVID-19. Jak dotychczas Riksbank zamiast ciąć stopy wybrał drogę rozszerzenia programu skupu obligacji i uruchomił program wsparcia pożyczkowego przedsiębiorstw niefinansowych. Sądzimy, że Riksbank podtrzyma dotychczasowe nastawienie, gdzie ujemne stopy procentowe nie są właściwą drogą dla wsparcia gospodarki. Dla SEK byłby to umiarkowanie pozytywny sygnał, o ile ogólnorynkowe nastroje na to pozwolą.

Polska

Kalendarz publikacji z Polski na przyszły tydzień jest pusty, choć nawet i przy bogatym szeregu danych widać, że złoty reaguje w ograniczonym sposób. EUR/PLN usadowił się w konsolidacji 4,51-4,55, gdzie czeka na wyraźniejszą odmianę nastrojów na rynkach zewnętrznych. W krótkim terminie nie widzimy podstaw do umocnienia złotego poza realizowany kanał z większym ryzykiem osłabienia, o ile panika ogarnęłaby rynki finansowe. Bez tego powinno być spokojnie.

Japonia

Bank Japonii (pon) prawdopodobnie odpowie na zagrożenia dla gospodarki płynące z pandemii i rozszerzy ekspansję monetarną. Sądzimy, że stopy procentowe pozostaną bez zmian, za to bank skupi się na elastycznym podejściu do skupu obligacji skarbowych, np. zdecyduje się na porzucenie rocznego limitu zakupów (obecnie 80 bln JPY). Wzorem innych banków centralnych, BoJ może przedstawić program wsparcia pożyczkowego dla przedsiębiorstw niefinansowych lub poluzować napięcia na rynku papierów korporacyjnych poprzez większą aktywność na tym rynku. Nie widzimy w decyzjach silnego wpływu na JPY.

Chiny

W odczytach PMI dla chińskiego przemysłu i usług (czw) istotne jest pamiętać, że odczyt powyżej lub poniżej 50 pkt. oznacza zmianę sytuacji na lepsze/gorsze względem poprzedniego miesiąca. W tym kontekście prognozowane odczyty w granicach 51-53 nie powinny być postrzegane jako dużo lepsza sytuacja niż w Europie i USA. Z uwagi, że główne uderzenie COVID-19 nadeszło w lutym, teraz gospodarka przechodzi powolną odbudowę i wskaźniki wskażą, że w kwietniu jest tylko nieznacznie lepiej co miesiąc wcześniej.

Australia

Dane z Australii nie powinny znaczyć wiele. CPI za I kwartał (śr) jest nieistotny z punktu widzenia polityki pieniężnej. Prezes RBA stwierdził w tym tygodniu, że spodziewa się ujemnej inflacji w II kw. W międzyczasie AUD stara się opierać negatywnym przepływom a zdaje się zyskiwać pochwały za szybkość reakcji australijskich władz na kryzys. To może być poduszka łagodząca sprzedaż waluty w momentach skoku awersji do ryzyka.

Kanada

W Kanadzie PKB za luty (czw) w umiarkowany sposób ujmie pierwsze zaburzenia w łańcuchach dostaw, choć prognozowany płaski odczyt sugeruje hamowanie ożywienia. Z obecnego położenia trudno oczekiwań wiele więcej po BoC, gdyby dane wypadły słabiej. CAD będzie bardziej polegał na kierunku nadanym przez rynek ropy naftowej i generalnym sentymencie. Utrzymujemy ostrożny pesymizm.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Niespodzianka. W marcu bezrobocie spadło. Ale wkrótce gwałtownie wzrośnie

Stopa bezrobocia rejestrowanego w marcu 2020 r. wyniosła 5,4 proc. i była niższa niż w lutym – podał GUS. Liczba bezrobotnych wynosiła na koniec marca 909,4 tys., czyli o 10,4 tys. mniej niż w lutym oraz mniej niż w marcu ubiegłego roku o 75,3 tys. Publikowane dane kwartalne bardziej rodzą nowe pytania, niż odpowiadają na te związane z wpływem koronawirusa na rynek pracy.

Spadek liczby osób bezrobotnych w marcu jest kompletnie wbrew przewidywaniom, że zamrożenie gospodarki od 14 marca spowoduje gwałtowny wzrost bezrobocia. Warto jednak zwrócić uwagę, że koniec marca to moment, w którym przedsiębiorcy czekali jeszcze z decyzjami dotyczącymi zwolnień na ogłoszenie tarczy antykryzysowej, która została uchwalona 31 marca w godzinach wieczornych.

Publikowane przez GUS dane opierają się na rejestrach powiatowych urzędów pracy. Nie każda osoba, która utraciła pracę, ma osobistą motywację do takiej rejestracji, szczególnie, że kwota zasiłku dla bezrobotnych jest relatywnie niska. Same urzędy pracy raczej w oczach wielu osób nie cieszą się dobrą opinią. Mimo wielu starań nie udało się przebudować wizerunku urzędów pracy tak, aby były postrzegane jako miejsce, w którym każda osoba, również posiadająca kwalifikacje może dostać wsparcie w znalezieniu adekwatnego miejsca pracy. Być może zapowiadany wzrost kwoty zasiłku dla bezrobotnych i zwiększone trudności w pozyskaniu nowego zatrudnienia będą dla części osób pozostających bez pracy motywacją do rejestracji.

W strukturze osób nowo rejestrowanych jako bezrobotne widać jednak pewne symptomy zmian na rynku pracy. W marcu liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych wyniosła 98,6 tys., tj. była niższa niż przed miesiącem (o 15,3%) oraz przed rokiem (o 20,2%). W tej grupie zwiększył się udział osób zwolnionych z przyczyn dotyczących zakładu pracy, których było zarówno więcej niż przed miesiącem (o 8,1%), jak i przed rokiem (o 3,9%). W samym marcu br. liczba nowo zarejestrowanych, którzy utracili pracę z przyczyn dotyczących zakładu pracy wynosiła 4,4 tys. osób.

W marcowych danych widać również, że osoby bezrobotne trudniej znajdują nową pracę. Z ewidencji bezrobotnych w marcu br. skreślono 109 tys. osób, tj. mniej niż przed miesiącem (o 8,2%) oraz przed rokiem (o 29,9%). Główną przyczyną wyrejestrowania było nadal podjęcie pracy, w wyniku czego z rejestru skreślono 57 tys. osób, tj. o 2,5% mniej niż przed miesiącem i aż o 22,2% mniej niż rok wcześniej. Oznacza to, że powodem zniknięcia ok. 52 tys. osób z rejestrów bezrobotnych było rozpoczęcie udziału w jednej z form aktywizacji (13,9 tys.), niepotwierdzenie gotowości do pracy (15,7 tys.), dobrowolne zrezygnowanie ze statusu bezrobotnego (5,6 tys.) lub skorzystanie z uprawnień emerytalnych, rentowych lub świadczenia przedemerytalnego (1,3 tys.).

W kolejnych miesiącach, w związku z przesunięciem środków Funduszu Pracy na działania pomocowe w ramach tarczy antykryzysowej, prawdopodobne jest – o ile nie zostaną przeznaczone dodatkowe środki na aktywizację – że ten sposób zmniejszania liczby bezrobotnych w kolejnych miesiącach może ulec ograniczeniu. Z uwagi na istotne zmniejszenie lub brak rekrutacji w wielu branżach również odpływ bezrobotnych z tytułu podjęcia pracy będzie mniejszy. Do urzędów pracy w marcu wpłynęło znacząco mniej ofert pracy.

Skutki COVID-19 na rynku pracy nie są natychmiastowe. Dla wielu pracowników okres wypowiedzenia wynosi 3 miesiące, również procedura zwolnień grupowych (obejmująca de facto tylko część pracowników) odsuwa w czasie moment zakończenia współpracy pomiędzy pracodawcą a pracobiorcą. To oznacza, że duża część decyzji o zwolnieniach będzie widoczna w rejestrach bezrobotnych dopiero w czerwcu – lipcu tego roku. Według danych na koniec marca zadeklarowano więcej zwolnień grupowych niż przed miesiącem oraz przed rokiem – 184 zakłady zadeklarowały zwolnienie 18,7 tys. pracowników (w końcu lutego br. odpowiednio 116 zakładów, 15,2 tys., pracowników). Wielkość zwolnień grupowych w kolejnych miesiącach będzie zależeć do skuteczności instrumentów zaproponowanych w tarczy antykryzysowej oraz przede wszystkim od realizowanych planów odmrażania gospodarki i terminu wprowadzenia tarczy finansowej przedstawionej przez Polski Fundusz Rozwoju.

Indeksy koniunktury straszą

Poznaliśmy wstępne odczyty dla indeksów PMI. Są one bardzo słabe, ale patrząc na to, co dzieje się na rynkach, nie są one szczególnym zaskoczeniem. Raczej potwierdzeniem tego, co ma miejsce. 

Co mówią indeksy PMI

Wczoraj poznaliśmy wstępne dane na temat indeksów PMI za kwiecień. Są to badania menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia w określonych segmentach rynku. Osobne indeksy publikowane są dla usług i przemysłu. Jak nietrudno się domyślić, gorsze dane opublikował sektor usługowy, który jest w sporej części zamknięty z powodu epidemii. Sektor przemysłowy również nie zachwycił. Dane okazały się słabsze od oczekiwań. Biorąc pod uwagę metodę prowadzenia badań to rezultat (mówiący, że około dwukrotnie więcej ankietowanych spodziewa się pogorszenia niż poprawy sytuacji) nie jest zły.

Dane z USA

Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA w dalszym ciągu znajduje się na niesamowicie wysokich poziomach. Dokument wypełniło kolejne 4 miliony osób – ⅔ liczby, która była jeszcze dwa tygodnie temu. Mimo że zmalała ta wartość, to nadal stanowi 20-krotność standardowej liczby wniosków. Dane z indeksów PMI w USA były lepsze niż w Europie, ale w dalszym ciągu pokazują nadejście gorszych dni dla gospodarki. Spada również sprzedaż nowych domów. Spadek jest na razie relatywnie niewielki, co wynika prawdopodobnie między innymi z podpisanych umów przedwstępnych.

Złoty znów odrobił straty

Po środowej zwyżce polska waluta znów wraca w okolice 4,53 zł za euro. Kwotowanie względem euro to najważniejszy punkt odniesienia dla naszej waluty. Przy stabilnym franku względem euro podobnie zachowuje się zresztą kurs franka względem złotego, który znów powrócił do poziomu 4,31 zł. Złoty traci za to względem dolara, jest to wynikiem przepływu kapitału za ocean i umacniania się amerykańskiej waluty względem euro. Dolar ostatni raz tak silny względem euro był miesiąc temu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych  warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Worldline przejął GoPay i wzmacnia swoją pozycję w segmencie e-commerce w Europie

Worldline [Euronext: WLN], lider europejskiego rynku usług i obsługi transakcji płatniczych, ogłosił dzisiaj przejęcie większościowego udziału w spółce GoPay, wiodącym graczu na rynku płatności online w Europie Centralnej i Wschodniej. Przejęcie kontroli nad spółką GoPay pozwoli Worldline na dalsze wzmocnienie segmentu usług dla handlowców (Merchant Services) a także przyczyni się umocnienia pozycji rynkowej spółki w regionie Europy Centralnej i Wschodniej. Informacja o przejęciu została ogłoszona wraz z publikacją wyników finansowych za I kwartał 2020 roku, podkreślając kontynuację realizacji strategię rozwoju firmy poprzez aktywność na rynku fuzji i przejęć.

Przejęcie kontroli nad GoPay, ekspertem na rynku płatności elektronicznych w Europie Centralnej i Wschodniej

GoPay to wiodący dostawca usług w zakresie obsługi płatności elektronicznych dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw w Europie Centralnej, w tym w Czechach, na Słowacji oraz w Polsce. Firma oferuje szeroki zakres sposobów płatności w transakcjach krajowych i obsługuje ponad 9 000 sklepów online. Dzięki dwucyfrowemu wzrostowi przychodów, GoPay przyczyni się także do dalszego poszerzenia globalnego zakresu działalności segmentu Merchant Services poprzez zwiększenie możliwości świadczenia usług z zakresu obsługi płatności elektronicznych na szybko rozwijającym się rynku Europy Centralnej i Wschodniej. Przejęcie GoPay prowadzi też do wzmocnienia pozycji rynkowej Worldline na rynku czeskim i dalszego rozwoju partnerskiej współpracy z Komercni Banka. Ponadto, po finalizacji transakcji do Worldline dołączy 45 wysoko wykwalifikowanych pracowników zatrudnionych obecnie w GoPay, w tym także jego obecny właściciel Pavel Schwarz, co poszerzy i wzmocni lokalną bazę ekspercką Worldline w zakresie tzw. digital go-to-market.

Dzięki przychodom na poziomie ok. 7 milionów euro wypracowanym w 2019 roku przy marży operacyjnej przed uwzględnieniem amortyzacji (tzw. OMDA) na poziomie ok. 2 milionów, a także obecności nie tylko na rynku rodzimym spółki, w Czechach, ale również na rynku polskim i słowackim, GoPay wzmocni ogólną pozycję Worldline w całym regionie a także poszerzy ofertę Worldline skierowaną do sektora MŚP. Kluczowym elementem budującym wartość GoPay jest zapewnienie szybkiego dostępu do wysokiej jakości narzędzia do przyjmowania płatności elektronicznych dopasowanego do potrzeb małych przedsiębiorców a także szeroki zakres oferowanych przez spółkę sposobów płatności w transakcjach krajowych.

Zgodnie z warunkami podpisanej umowy Worldline przejmie 53% udziałów w GoPay i otrzyma prawo do nabycia pozostałych udziałów w 2022 roku. Finalizacja transakcji spodziewana jest w III kwartale 2020.

Dalsza realizacja strategii przejęć i fuzji

Przejęcie GoPay to dla Worldline kolejny krok w realizacji strategii rozwoju firmy poprzez fuzje i przejęcia. 3 lutego br. Worldline i Ingenico ogłosiły podpisanie umowy o połączeniu obu grup, którego celem jest stworzenie nowego lidera na światowym rynku usług płatniczych. Po ogłoszeniu, transakcja połączenia spotkała się z bardzo dobrym przejęciem ze strony zarówno klientów, jak i kluczowych partnerów obu grup, co świadczy o tym, że jest ona uzasadniona z biznesowego punktu widzenia, jak i z punktu widzenia całego sektora. Zespoły pracujące nad przeprowadzeniem połączenia po obu stronach transakcji zostały w pełni zmobilizowane w celu umożliwienia szybkiego postępu w zakresie realizacji umowy i uzyskania odpowiednich zgód. Zgodnie ze wcześniejszymi zapowiedziami, finalizacja tej transakcji spodziewana jest w III kwartale 2020 roku.

Goldman Sachs udostępnia za darmo swoje kursy biznesowe on-lnie w ramach programu „10 000 Women”

Goldman Sachs udostępnił bezpłatnie swoje biznesowe kursy on-line z programu „10 000 Women”. W kursach – pierwotnie stworzonych dla przedsiębiorczych kobiet – może wziąć udział każdy, kto prowadzi lub chciałby prowadzić biznes.

Fundacja Goldman Sachs udostępniła bezpłatnie wszystkim zainteresowanym swój światowej klasy kurs biznesowy on-line, opracowany w ramach inicjatywy 10 000 Women (10 000 Kobiet). Dzięki temu również w Polsce osoby znające język angielski, hiszpański lub portugalski mogą skorzystać z obszernych zasobów tego złożonego z aż 10 kilkugodzinnych lekcji programu, opracowanego przez światowej klasy ekspertów biznesowych. Dotychczas certyfikat ukończenia kursu otrzymało niemal 5 milionów osób.

Wraz ze zmianami, jakie zachodzą pod wpływem pandemii, kształcenie na odległość staje się ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Kurs on-line, w ramach inicjatywy Goldman Sachs 10 000 Women pomaga rozwijać umiejętności biznesowe poprzez praktyczne wykłady i szkolenia. Program dostarcza wskazówek dotyczących wszystkich aspektów  biznesu — od finansów oraz prowadzenia codziennej działalności po zdolności kierownicze, marketing i negocjacje.

Uczestnicy mają szansę nauczyć się jak rozpoznać konkurencję, znaleźć własną przewagę konkurencyjną, skutecznie negocjować, a także z powodzeniem wnioskować o finansowanie potrzebne do dalszego rozwoju firmy.

Infografika_kursy 10 000 kobiet

Mając na uwadze wyjątkowe wyzwania i ograniczenia czasowe, jakie stoją przed prowadzącymi małe przedsiębiorstwa, kurs on-line został podzielony na dziesięć odrębnych modułów, z których można korzystać we własnym tempie, oglądając wideo-wykłady, czytając materiały tekstowe i wykonując ćwiczenia. Uczestnicy w elastyczny sposób kształtują swoją ścieżkę: mogą wziąć udział w dowolnym bloku zajęć lub ich kombinacji, tak aby dostosować go do swoich indywidualnych potrzeb.

Program jest również wyjątkową okazją do nawiązywania kontaktów, a osoby, które ukończą wszystkie 10 kursów, mogą przystąpić do Społeczności Absolwentów Programu 10 000 Women,

@10 000 Women Alumni Community. Członkowie tej społeczności mają dostęp do dodatkowych materiałów oraz wydarzeń, dzięki którym mogą pogłębić swą wiedzę i zaczerpnąć inspiracji.

Z kursu można skorzystać wchodząc na adres: www.coursera.org/launch/10000women

Materiały są dostępne w języku angielskim, hiszpańskim i portugalskim

O programie 10 000 Women

10 000 Women jest globalną inicjatywą Goldman Sachs, która wspiera rozwój poprzez zapewnienie kobietom-przedsiębiorcom, z całego świata edukacji w zakresie biznesu i zarządzania. Program zapewnia również mentoring, kontakty oraz dostęp do kapitału. Został oparty na założeniu, że inwestowanie w przedsiębiorcze kobiety prowadzi do wzrostu gospodarczego i wzmocnienia lokalnych społeczności. Od 2008 roku 10.000 Women przeszkoliło ponad 10 000 kobiet prowadzących przedsiębiorstwa w 100 krajach. Absolwentki tego programu odnotowują natychmiastowy i trwały rozwój swojej działalności.  Dzięki rozszerzeniu dostępności kursu on-line Polki po raz pierwszy będą mogły wziąć udział w programie.