Polski i światowy rynek kosmetyków czeka odbicie

  • Sprzedaż detaliczna kosmetyków w Polsce spadła w 2020 roku o około 6%, o tyle samo w I połowie 2020 roku spadły przychody producentów kosmetyków
  • W okresie styczeń – październik 2020 roku eksport kosmetyków z Polski wzrósł o 7% r/r. Największy wzrost, o 900% zanotowano w sprzedaży do Kazachstanu, kraj ten został drugim po Niemczech odbiorcą polskich kosmetyków
  • W 2021 roku krajowy rynek kosmetyków powinien wrócić na ścieżkę wzrostu. Średnie roczne tempo wzrostu w najbliższych czterech latach ma wynieść 3%, by w 2024 roku przekroczyć wartość 22 mld PLN

Światowy rynek kosmetyków jest w długoterminowym trendzie wzrostowym, a przed pandemią był wart ponad 500 mld USD. Wydaje się, że ubiegły rok, w którym przewidywany jest spadek sprzedaży o 2,7%, był wyjątkiem i w 2021 roku przebite zostaną wyniki sprzed pandemii.

Euromonitor International prognozuje w bieżącym roku wzrost o prawie 8% do poziomu 525 mld USD. Podobne tendencje można zaobserwować na polskim rynku, który rósł nieprzerwanie od 2006 roku. Ubiegły rok zgodnie z prognozami zakończy się spadkiem o 5,7%, ale w 2021 roku obroty wrócą do wartości sprzed kryzysu. Polski rynek jest obecnie szóstym co do wielkości w Europie, a jego wartość przekracza 18 mld PLN.

„Prognozy wskazują, że po dołku w 2020 roku, w tym roku czeka nas odbicie i powrót do trendu wzrostowego. Polski rynek powinien rosnąć w średnim rocznym tempie 3%, aby w 2024 roku osiągnąć wartość ponad 22 mld PLN. Podczas pandemii istotnie zmalała sprzedaż kosmetyków kolorowych (o 13%), ale największy spadek zanotowały kosmetyki super premium, segment w Polsce skurczył się w zeszłym roku o 17%. Jednak z prognoz wynika, że w kolejnych latach będzie on rósł szybciej od rynku, średnio rocznie o 7%. Co ciekawe, pandemia nie zaszkodziła krajowym producentom kosmetyków, przychody podmiotów zatrudniających do 49 osób po 3 kwartałach 2020 roku nie uległy zmianie, ale za to ich rentowność wzrosła o jeden punkt procentowy r/r” – wyjaśnia Renata Dutkiewicz, dyrektor ds. sektora spożywczego i FMCG w Santander Bank Polska.

rynek kosmetyków
Źródło: Euromonitor International

Polski rynek sprzedaży detalicznej kosmetyków, mimo dominacji zagranicznych koncernów, jest mocno rozdrobniony. Największy gracz posiada 12% udziału w rynku, podczas gdy kolejnych siedem firm ma udziały na poziomie od 6,8 do 3,3%. Jeszcze większe rozdrobnienie widać wśród marek, jest ich tak wiele, że lider ma zaledwie 2,5% udziału w całym rynku. Kanały sprzedaży natomiast przeciwnie, są skonsolidowane. Aż 78% towaru jest sprzedawane w sklepach stacjonarnych, największy udział rynkowy na poziomie prawie 23% ma Rossmann, drugie miejsce natomiast Biedronka z prawie 9% udziałem. W tej kategorii produktów kolejnymi najbardziej popularnymi kanałami sprzedaży są internet (około 11%) i sprzedaż bezpośrednia (10%).

Kazachstan drugim rynkiem eksportowym

Również eksport polskich kosmetyków utrzymuje od wielu lat tendencję zwyżkową, w ciągu ostatnich prawie 15 lat urósł z 0,8 mld EUR do 3,8 mld EUR. Rodzimi eksporterzy bardzo dobrze poradzili sobie w czasie pandemii, w okresie styczeń-październik 2020 wartość towarów sprzedanych za granicę była wyższa o 7,3% r/r. Czynnikiem, który wspierał eksport był słaby złoty. W pierwszych 10 miesiącach ubiegłego roku nowym rynkiem, na który bardzo mocno rosła sprzedaż, był Kazachstan. Eksport polskich produktów do tego kraju urósł o 900%, co pozwoliło w wielkości sprzedaży wyprzedzić Wielką Brytanię czy Rosję. W zeszłym roku dynamicznie rosła też sprzedaż do Szwajcarii, Uzbekistanu, Mołdawii oraz Austrii.

„Flagowym produktem eksportowym polskich producentów kosmetyków są preparaty do pielęgnacji skóry i upiększające – stanowią one 40% sprzedaży. Za większość eksportu z Polski odpowiadają podmioty zależne globalnych koncernów, w ich przypadku eksport to nawet 80-90% przychodów. Udział ten jest dużo niższy w przypadku producentów z krajowym kapitałem. Pod względem wartości eksportu zajmujemy szóste miejsce w Europie, jednak bardzo odstajemy w kategorii eksportu na rynki poza Unią Europejską. Lider Francja eksportuje aż 62% swoich produktów poza wspólnotę, średnia unijna to prawie 50%, podczas gdy nasz udział to około 40%” – zauważa Radosław Pelc, analityk sektorowy w Santander Bank Polska.

W wolniejszym tempie niż sprzedaż za granicę rośnie import kosmetyków do naszego kraju. W 10 miesiącach ubiegłego roku urósł on o 1,6% r/r. Najwięcej kosmetyków trafia do naszego kraju z Niemiec (26%), Francji (12%) i Belgii (11%). Od pewnego czasu można zaobserwować rosnącą popularność kosmetyków z Korei Południowej czy Japonii. Większość polskiego importu z tych krajów stanowią preparaty do pielęgnacji skóry i upiększania, głównie z uwagi na wysoką jakość i atrakcyjną z perspektywy europejskiego konsumenta kulturę pielęgnacyjną.

Trendy na kolejny rok – on-line i marki celebrytów

Polski rynek kosmetyków, tak jak wiele innych sektorów, musi zmierzyć się ze zmianami w zachowaniach konsumentów wywołanymi przez pandemię. Wzrost handlu internetowego w zeszłym roku dla wielu producentów będzie oznaczał konieczność mocniejszego rozwoju tego kanału sprzedaży. Pandemia zmieniła też wielkość sprzedaży poszczególnych kategorii. Więcej czasu spędzonego w domu oznacza mniejsze wykorzystanie kosmetyków z kategorii makijaż, ale za to większe w kategoriach pielęgnacja i domowe spa. Ważnym trendem jest także tworzenie marek przez celebrytów i influencerów, w najbliższych latach może to być coraz większa część sprzedaży na naszym rynku. Rośnie też świadomość ekologiczna konsumentów. Normą jest unikanie testów na zwierzętach, coraz bardziej popularne są biodegradowalne opakowania oraz naturalne składniki, a niebawem standardem powinny stać się również kosmetyki kupowane we własnych pojemnikach.

Patrząc na polski rynek wydaje się, że zakończył on już etap rozwoju lokalnych producentów kosmetyków, w wyniku którego powstało wiele małej i średniej wielkości firm oraz lokalnie rozpoznawalnych marek. Wykonanie kolejnego kroku i zwiększenie skali działania będzie wymagało znacznych nakładów kapitałowych. To może oznaczać, że w perspektywie najbliższych lat możemy spodziewać się kolejnych fuzji i przejęć.

Link do pełnego raportu: https://www.santander.pl/korporacje/rozwiazania-sektorowe/branza-kosmetyczna

Seweryn Kowalczyk prezesem zarządu Alior Leasing

Rada Nadzorcza Alior Leasing Sp. z.o.o. powierzyła Sewerynowi Kowalczykowi, wiceprezesowi zarządu banku, odpowiedzialnemu za obszar prawno-regulacyjny i bezpieczeństwa banku, funkcję prezesa zarządu spółki zależnej Alior Leasing Sp. z o.o. Od sierpnia ub. r. był on oddelegowany do pełnienia funkcji prezesa zarządu spółki leasingowej.

Z dniem 18 lutego 2021 r. Seweryn Kowalczyk objął stanowisko prezesa zarządu Alior Leasing. Celem powołania wiceprezesa zarządu Alior Banku dodatkowo do zarządu spółki leasingowej jest osiągnięcie większych synergii w ramach grupy kapitałowej i dalszy rozwój działalności leasingowej w ramach Grupy Alior Bank.

Seweryn Kowalczyk jako wiceprezes zarządu Alior Banku odpowiada za obszar prawno-regulacyjny banku, bezpieczeństwa oraz ochrony danych osobowych, w tym m.in. za regulowanie wewnętrznych przepisów standaryzujących działanie banku, ich implementację oraz egzekwowanie. Nadzoruje również ocenę przestrzegania prawa oraz kontrolę w zakresie ryzyka braku zgodności. Przed wejściem w skład zarządu Alior Banku pełnił funkcję dyrektora zarządzającego pionem bezpieczeństwa Alior Banku i zarządzał departamentami odpowiedzialnymi za przeciwdziałanie przestępstwom inadużyciom kredytowym, przestępstwom wewnętrznym oraz obszarem przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu.

Seweryn Kowalczyk posiada ponad 12-letnie doświadczenie jako specjalista od prawa bankowego i finansowego. Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie specjalizował się w prawie bankowym i finansowym. Jest radcą prawnym.

Dane GUS z budownictwa mieszkaniowego pod znakiem oczekiwanej korekty

Najnowsza informacja GUS, prezentująca wstępne wyniki budownictwa mieszkaniowego komunikuje oczekiwaną korektę statystyk po grudniowym wybiciu. Taki stan nie oznacza nic innego poza powrotem koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego do normalności.

Jaki styczeń, taki cały rok?

Z początkiem nowego roku wciąż bardzo trudno się dopatrzeć jakichkolwiek symptomów słabnięcia koniunktury inwestycyjnej rynku mieszkaniowego. Korekcyjny charakter styczniowych danych GUS dotyczy nowych pozwoleń oraz mieszkań oddanych do użytkowania. Z kolei bieżące statystyki mieszkań, których budowę rozpoczęto utrzymały dodatnią dynamikę. A rozpoczęto ich ogółem w minionym miesiącu 17,4 tys., co jest wynikiem lepszym licząc rok do roku o blisko jedną dziesiątą, natomiast miesiąc do miesiąca o 1,8 proc. Z kolei sami deweloperzy ruszyli z budową 12,4 tys. lokali, co w odniesieniu do stycznia ub. roku oznacza progres rzędu aż 24 proc.

W przypadku budownictwa mieszkaniowego, niezależnie od stanu koniunktury rynkowej, dość mocno utrwaloną od lat tradycją jest widoczne hamowanie aktywności inwestycyjnej w pierwszych tygodniach każdego roku. W efekcie miesiąc styczeń jest od lat regularnie i niezawodnie najsłabszym miesiącem w mieszkaniówce pod względem statystyk nowo rozpoczynanych budów. Ich wolumen w pierwszym miesiącu roku jest zazwyczaj niższy od średniej całorocznej o około 40 proc., wyznaczając tym samym dołek, od którego w kolejnych okresach następuje odbicie.Dane GUS z budownictwa mieszkaniowego

Tym razem, głównie za sprawą wzmożonej aktywności inwestycyjnej deweloperów, dołek ów wypadł na stosunkowo wysokim poziomie, najwyższym od co najmniej kilku lat. Początek bieżącego roku sugeruje więc zgodnie z zasadą „jaki styczeń, taki cały rok”, że inwestorzy nie zamierzają ograniczać swojej aktywności inwestycyjnej w kolejnych miesiącach i kwartałach.

Deweloperskie pozwolenia wciąż na fali optymizmu

Z kolei w przypadku statystyk nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym, styczeń zaowocował korekcyjnym rozstrzygnięciem, jednak wyłącznie w relacji mdm. GUS doliczył się ich ogółem w ubiegłym miesiącu 23,3 tys., czyli niemal dokładnie o jedną trzecią mniej w stosunku do grudnia 2020 r. Z kolei w odniesieniu do stycznia ub. roku jest to wynik lepszy aż o 27 proc. Za ten osobliwy rozdźwięk dynamiki odpowiada oczywiście zmiana przepisów rozporządzenia o warunkach technicznych, która spowodowała rekordową kumulację pozwoleń w końcówce zeszłego roku.

Jak wiadomo statystyki nowych pozwoleń na budowę wciąż pozostają bardzo wiarygodnym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Warto więc odnotować ich wynik styczniowy na poziomie blisko 15 tys. decyzji administracyjnych, wyższy rdr o ponad 30 proc. Jest to w normalnych warunkach rynkowych zdecydowanie ponadprzeciętny rezultat, świadczący o niesłabnącym optymizmie przedsiębiorców mieszkaniowych w kwestii perspektyw koniunktury sprzedażowej przynajmniej w perspektywie bieżącego roku.

Mieszkania oddane z akcentem korekcyjnym

W najnowszej historii rynku pierwotnego bardzo mocnym ogniwem gusowskich danych sygnalnych budownictwa mieszkaniowego pozostawały statystyki mieszkań oddanych do użytkowania. W ubiegłym miesiącu było ich w sumie ponad 17,1 tys., co oznacza liczony rok do roku spadek rzędu kilku procent, jednak w stosunku do grudnia 2020 aż o jedną trzecią. Regres ten nie jest jednak jakimkolwiek sygnałem trwalszego osłabienia tej kategorii danych, a jedynie typową korektą po bardzo dobrych wynikach z ostatnich miesięcy.

Statystyki mieszkań oddawanych do użytku nie zależą jednak od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury sprzed około dwóch lat, a więc okresu odpowiadającego cyklowi inwestycyjnemu w budownictwie mieszkaniowym. W związku z tym z całą pewnością jeszcze przez dość długi okres czasu, niezależnie od bieżącej koniunktury, należy oczekiwać kontynuacji tendencji utrzymywania się tych danych na rekordowo wysokich poziomach przy dodatniej dynamice zmian.

Perspektywy koniunktury inwestycyjnej rynku pierwotnego w najbliższych miesiącach nie wydają się niestety tak pewne jak jeszcze rok temu. Utrzymanie na wysokim pułapie statystyk sprzedażowych mieszkań deweloperskich w bieżącym roku stoi bowiem pod dość dużym znakiem zapytania. Wynika on z szeregu czynników niepewności rozwoju sytuacji kryzysowej szeroko pojętej gospodarki, mających źródło we wciąż słabych perspektywach przezwyciężenia pandemii. Trudno w tej sytuacji o jednoznacznie optymistyczne prognozy utrzymywania statystyk budownictwa mieszkaniowego GUS na rekordowo wysokich poziomach w przewidywalnej przyszłości.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

E-commerce w 2020 i 2021 roku – podsumowanie i prognoza GLS

Dwa szczyty sezonu, coraz większa popularność e-commerce, wysokie tempo również w wyścigu technologicznym. Rok 2020 był dla firm kurierskich pełen wyzwań. W 2021 ich skala może być jeszcze większa.

E-commerce to w tej chwili najszybciej rosnący kanał sprzedaży na świecie, a rok 2020 jeszcze przyśpieszył tempo jego rozwoju. Według danych Eurostatu więcej niż 7 na 10 internautów z krajów Unii Europejskiej dokonało zakupów w sieci. Unijna średnia w okresie 2015-2020 wzrosła pod tym względem z 62% do 72%. W naszym kraju tempo rozwoju wyniosło blisko 20 punktów procentowych. Pięć lat temu byliśmy „pod kreską”, a teraz prawie dokładnie mieścimy się w średniej.

Ten sam raport pokazuje, że w 2020 z zakupów online korzystało już 61% Polaków (brane są tu pod uwagę osoby w wieku 16-74 lata, nie tylko grupa internautów). Dla porównania: 89% Duńczyków, 83% Niemców, 72% Czechów, ale tylko 38% Rumunów.

To tylko kilka przykładowych liczb pokazujących, że wolumen przesyłek B2C rośnie w lawinowym tempie od kilku lat, a zamrożenie gospodarki i życia społecznego jeszcze ten trend wzmocniło. W dłuższych okresach 2020 roku zakupy online były właściwie jedyną dostępną formą handlu (oczywiście z wyjątkiem branż spożywczej czy farmaceutycznej).

W tym roku mieliśmy dwa szczyty sezonu: wiosenny, związany z zamrożeniem gospodarki i handlu stacjonarnego, oraz przedświąteczny. Ten drugi również był dużo intensywniejszy niż zwykle, na co wpływ miały ograniczenia dla tradycyjnego handlu oraz zmiany w zachowaniach zakupowych. Do zakupów online przekonało się wiele osób, które wcześniej preferowały wizytę w tradycyjnym sklepie – mówi Małgorzata Markowska.

Chcą wybierać: kiedy, gdzie i jak

Rozkwit sprzedaży online bezpośrednio przekłada się na wzrost liczby przesyłek ze sklepów internetowych do odbiorców indywidualnych. To sprawia, że rozwiązania dotyczące tzw. ostatniej mili teraz nabierają znaczenia strategicznego.

Widać dziś już bardzo wyraźnie, że forma i jakość dostawy w handlu online stanowią bardzo istotny element „customer experience”. To znaczy, że konsumenci postrzegają realizację zakupu w sklepie online i usługę kurierską jako całość.

Odbiorcy indywidualni cenią krótki czas i niezawodność dostawy, ale także możliwość wyboru spośród różnych opcji doręczenia. GLS już wcześniej wprowadził m.in. możliwość dostawy w bezpieczne miejsce wskazane przez odbiorcę. W 2020 roku udostępnił kolejne opcje, w tym szybki i bezdotykowy odbiór przy pomocy kodu PIN (odbiorca tylko podaje go kurierowi) oraz możliwość płatności za pobraniem poprzez BLIK.

Wiosną szybkie wprowadzanie takich rozwiązań było potrzebą chwili, dlatego wdrożenie płatności BLIKIEM przyśpieszyliśmy w stosunku do pierwotnych planów. Okazało się jednak, że nasi klienci oceniają te rozwiązania nie tylko jako bezpieczne, ale też wygodne. Widzimy, że jest to właściwy kierunek rozwoju usług kurierskich – wyjaśnia Małgorzata Markowska.

Bardzo istotny jest jeszcze jeden trend, który pandemia chwilowo przytłumiła, ale na pewno go nie zatrzyma. Odbiorcy indywidualni są coraz bardziej mobilni i dla wielu z nich możliwość odbioru przesyłki w wybranym przez siebie miejscu i czasie jest po prostu najbardziej praktycznym rozwiązaniem. Oczywiście sieć takich punktów nadania i odbioru musi być wystarczająco „gęsta”, a punkty znajdować się powinny w lokalizacjach najdogodniejszych pod względem komunikacyjnym. GLS, mimo pandemii, w ubiegłym roku zwiększył liczbę takich punktów (Szybka Paczka/ParcelShop) do 1500.

W dłuższej perspektywie widać, że rozwiązania na ostatniej mili zmierzają do tego, by jak najtrafniej wpisywać się w indywidualne oczekiwania odbiorców. Personalizacja usług kurierskich przestaje być już odległym punktem na horyzoncie, lecz nabiera wyraźnych i konkretnych kształtów. Wyzwanie dla firm kurierskich polega tu m.in. na tym, że klienci oczekują coraz szerszego wachlarza usług realizowanych w tym samym, wysokim standardzie.

Mieć pomysł na zwroty

Klienci sklepów internetowych doceniają wygodę tej formy zakupów: mogą je robić, gdzie i kiedy tylko chcą, mają dostęp do szerszej gamy produktów, niż jest to możliwe w tradycyjnym handlu, łatwo mogą też porównywać ceny. Integralnym elementem handlu w sieci, bezpośrednio związanym z charakterystyką tej formy zakupów, są również zwroty. Ich liczba rośnie wraz z liczbą transakcji dokonywanych online i jest to sytuacja całkowicie naturalna: w ten sposób konsumenci dopasowują produkt do swoich potrzeb. Dotyczy to przede wszystkim tych branż, które oferują produkty wymagające przymierzenia lub wypróbowania, jak odzież czy buty. Z raportu „E-commerce w Polsce 2020”, przygotowanego przez firmę Gemius, wynika, że tylko ok. 30% kupujących online nigdy nie zwracało zamówionych produktów.

W gruncie rzeczy polityka zwrotów jest istotna dla każdego segmentu e-commerce. Różnego rodzaju badania pokazują wyraźnie: klienci zwracają na to uwagę niezależnie od tego, czy później korzystają z możliwości dokonania zwrotu. Chcą mieć zaufanie do sklepu, a możliwość łatwego i szybkiego odesłania produktu to jeden z kluczowych elementów. Koniecznie trzeba go dodać do zestawu podstawowych oczekiwań ze strony konsumentów.

Dlatego GLS uruchomił nowoczesny portal do zwrotów paczek. Usługa działa w handlu krajowym i transgranicznym.

Wspieramy w ten sposób branżę e-commerce. Wprowadziliśmy to rozwiązanie, kierując się oczekiwaniami i potrzebami klientów. Postawiliśmy na funkcjonalność i sprawność całego procesu, ponieważ sklepy internetowe budują przewagę konkurencyjną poprzez dobrą obsługę konsumentów – mówi Małgorzata Markowska, marketing manager GLS Poland.

Cyfrowy ekspres nie czeka

Technologie cyfrowe otwierają dziś zupełnie nowe możliwości przed firmami z branży KEP. Przede wszystkim pozwalają optymalizować oraz integrować różnego rodzaju procesy logistyczne. Przykład? GLS Poland rozpoczął w ubiegłym roku współpracę z AutoMapą, dzięki czemu zupełnie zmienił sposób planowania tras kurierskich.

Bazujemy aktualnie na geokoordynatach, czyli precyzyjnych współrzędnych geograficznych, a nie kodach pocztowych. To narzędzie bardzo dokładnie odwzorowuje rzeczywiste trasy kurierskie. Umożliwia m.in. ustalanie optymalnej kolejności doręczeń dla każdej trasy z osobna. To oznacza, że kurier jeździ krócej, oszczędza paliwo, a tym samym emisja spalin jest niższa – opowiada Małgorzata Markowska.

Nie ulega jednak wątpliwości, że cyfrowy ekspres stale przyśpiesza. Kto nie zdąży do niego wsiąść teraz, będzie miał ogromny problem, by go dogonić już w najbliższej przyszłości.

Coraz więcej ekologii

Można się spodziewać, że flota pojazdów kurierskich w najbliższych latach mocno się zmieni: stanie się bardziej ekologiczna i zróżnicowana. Na pewno pojawi się w niej sporo rozwiązań innowacyjnych, choć wcale nie muszą to być nowatorskie technologie. Na początku czerwca 2020 roku GLS uruchomił rower kurierski. Obsługuje przesyłki w ścisłym centrum Krakowa, operując w okolicach nowej stacji przeładunkowej.

Z punktu widzenia logistyki ostatniej mili w tym obszarze rower kurierski jest rozwiązaniem najkorzystniejszym, ponieważ znajduje się tam rozległy obszar wyłączony z ruchu kołowego, ale dostępny dla rowerów. W planach mamy już wprowadzenie tego typu rowerów również w innych polskich metropoliach. Innowacyjność polega tu na wprowadzeniu nowego rozwiązania w już istniejący proces tak, by uzyskać optymalny efekt zarówno w skali lokalnej, jak i z punktu widzenia całej sieci operacyjnej – mówi Markowska.

GLS w całej Europie prowadzi obecnie ponad 20 testów różnego rodzaju pojazdów zero- lub niskoemisyjnych. W kilkunastu miastach europejskich sprawdza możliwości alternatywnych pojazdów – w tym rowerów z elektrycznym wspomaganiem i małych pojazdów elektrycznych jak e-skutery.

Na świecie coraz częściej mówi się również o wprowadzeniu autonomicznych pojazdów i dronów kurierskich. Nawet jeśli technicznie jest to już jednak możliwe, to nadal niepraktyczne. Brak odpowiednich regulacji prawnych i infrastruktury sprawia, że zastosowanie tego typu rozwiązań w najbliższych latach, w większej skali i w regularnej obsłudze przesyłek, stoi pod znakiem zapytania. Być może zobaczymy takie próby w relatywnie niewielkiej skali lokalnej.

Na co postawić strategicznie?

Wszyscy zadają sobie dziś pytanie, czy po zniesieniu ograniczeń handel stacjonarny wróci na swoje pozycje, nadal mocne, czy też należy oczekiwać jeszcze szybszych zmian w strukturze sprzedaży detalicznej. Wielu ekspertów przewiduje, że już w nieodległej przyszłości rynek zdominują hybrydowe formy sprzedaży. Z punktu widzenia konsumentów różnica między on- a offline będzie coraz mniej wyraźna. Jedno jest pewne: strumień przesyłek ze sklepowych magazynów pod drzwi domów klientów lub do punktów odbioru będzie coraz większy.

Dlatego stałe usprawnianie i udoskonalanie dostaw do odbiorców indywidualnych powinno być jednym z najważniejszych punktów w strategii usług kurierskich. Rzecz w tym, że nie chodzi tylko o obsługę większej liczby przesyłek. Tu wyzwanie związane jest z faktem, że nie wystarczy osiągnięcie określonego poziomu czy standardu usług. Mówiąc obrazowo: poprzeczka zawieszana jest coraz wyżej i dzieje się to dość szybko.

Oczywiście, mamy do czynienia ze zmianą ilościową, ale przede wszystkim jakościową. W każdym segmencie skupiamy się na jak najwyższej jakości usług. Systematycznie zwiększamy elastyczność i potencjał naszej sieci operacyjnej, wprowadzamy kolejne narzędzia cyfrowe, rozwijamy też tzw. twardą infrastrukturę. Obsługa strumienia B2C ma przy tym inny charakter i wymaga częściowo innych rozwiązań niż w przypadku B2B. Dodam, że w ramach segmentu B2C klienci również mają zróżnicowane potrzeby. Ciekawym trendem jest np. rozkwit mniejszych sklepów e-commerce. Firma kurierska powinna więc proponować usługi odpowiednio skalowalne i dopasowane do realnych oczekiwań klientów, z uwzględnieniem ich branży i charakteru działalności. Natomiast nadrzędnym punktem odniesienia w naszej strategii jest zrównoważony rozwój – podsumowuje Małgorzata Markowska.

Wszystko wskazuje na to, że wkraczamy w przełomowy okres dla całej branży KEP.

W sklepach jest coraz mniej promocji. Eksperci podsumowują: Z roku na rok jest gorzej. I to raczej nie koniec spadków

W ub.r. było o ponad 17% mniej promocji w gazetkach niż w 2019 r. Na największym minusie są sklepy dziecięce – 87%. Duże spadki są w sieciach RTV-ADG – 45%, sklepach z art. z kategorii kultury i rozrywki – 38%, a także w hipermarketach – 24%. Mniejsze redukcje objęły drogerie i apteki, cash & carry oraz supermarkety. Z kolei największy wzrost odnotowały dyskonty – 12%. Ponadto na plusie są sklepy typu DIY – 9%, sieci convenience – 2%, jak również hurtownie – 1%. Z tego wynika, że tylko 4 formaty z 11 zrobiły więcej promocji.

Ogólnopolski raport „Indeks promocji w handlu 2019/20” objął ponad 3,1 mln ofert rabatowych wydanych w latach 2019-2020. I wykazał, że w zeszłym roku w polskich sklepach ubyło 17,2% promocji.

– Czasowe zamknięcie części sklepów ograniczyło ilość promocji w ub.r. Dodatkowo niektóre sieci w trybie pilnym przeniosły sprzedaż do Internetu. Ponadto duża niepewność w zakresie dalszych obostrzeń silnie zahamowała aktywność promocyjną retailerów. W tej sytuacji ww. spadek nie wydaje się być duży – ocenia Yves Frerot z Hiper-Com Poland.

Jak komentuje Karol Kamiński z Grupy AdRetail, w ub.r. sieci handlowe skoncentrowały się głównie na promowaniu produktów pierwszej potrzeby. To zasadniczo wpłynęło na ilość akcji promocyjnych. Jednak pandemia nie była jedynym hamulcem. W ciągu ostatnich kilku lat rokrocznie notowano kilkuprocentowe uszczuplenia, które w końcu przekroczyły 10%. Analiza porównawcza wyników z I półrocza 2019 i 2020 roku wykazała spadek o 15%. Wówczas analitycy programu branżowego AdRetail Inspirio prognozowali, że w całym roku wyniesie on blisko 20%. I ta diagnoza okazała się dość trafna.

– Na zeszłoroczny spadek liczby promocji w dużej mierze wpłynęła zmiana preferencji konsumenckich. Klienci zaczęli częściej chodzić do małych i niezależnych sklepów, które nie podejmują tego typu działań. Mniejszy dostęp konsumentów do gazetek poskutkował też ograniczeniem ilości rabatów. Ponadto w warunkach finansowej niepewności część Polaków zmniejszyła wydatki i stała się mniej wrażliwa na promocje – mówi dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Patrząc na poszczególne wyniki, można zauważyć, że największy spadek zanotowano wśród sklepów dziecięcych – 87%, a także w przypadku sieci RTV-ADG – 45%. Na trzecim miejscu znalazły się sklepy z art. z zakresu kultury i rozrywki – 38%. Dalej były hipermarkety – 24%, drogerie i apteki – 11%, cash & carry – 4%, a także supermarkety – 4%.

– Sieci, które odnotowały spadki, w większości znajdują się w galeriach, a te okazały się największą ofiarą obostrzeń. Ich częściowe zamknięcie miało duży wpływ na strategie promocyjne i nośniki publikacji. W takim wypadku, w celu obniżenia kosztów, retailerzy rezygnowali z druku gazetek handlowych – zaznacza Yves Frerot.

Z kolei dr Maria Andrzej Faliński, były dyrektor generalny POHiD-u, podkreśla, że w czasie pandemii konsumenci ograniczyli zakup produktów dla dzieci, w tym zabawek, ubrań i art. szkolnych, a także elektroniki oraz przedmiotów służących szeroko pojętej rozrywce. Sklepy zawęziły swoje oferty, by uniknąć strat. Zostały zmuszone do redukcji wydatków. W takiej sytuacji inwestowanie w kosztowną promocję nie było racjonalnym rozwiązaniem.

– Hipermarkety przeżywają kryzys spadku sprzedaży, nie tylko w związku z pandemią, ale też ze starzeniem się modelu handlowego. Sieci podejmują próby przemodelowania koncepcji i to przede wszystkim chcą komunikować. Niemniej największe koszty dodatkowe powstały w związku z koniecznością dostosowania się do pandemicznych obostrzeń. I to ostatecznie przełożyło się na ograniczenie liczby promocji – wyjaśnia Andrzej Wojciechowicz, wieloletni ekspert i obserwator branży retailowej.

Natomiast największy przyrost promocji zanotowały dyskonty – 12%. Za nimi były sklepy typu DIY – 9%, sieci convenience – 2%, a potem – hurtownie – 1%. Porównując spadki i wzrosty, widać, że tylko 4 z 11 analizowanych kategorii zorganizowały więcej akcji promocyjnych. Yves Frerot uważa, że dyskonty najszybciej zareagowały na zmieniające się warunki w czasie pandemii. Przejęły rolę głównego dostarczyciela art. podstawowych i dlatego nie zostały objęte tak ścisłymi restrykcjami jak inne formaty.

– Wzrost promocji w tym formacie, podczas gdy większość była na minusie, to dobra wiadomość dla konsumentów, ale nie dla branży. Dyskonty wyraźnie i konsekwentnie od kilku lat wypychają z rynku całą szeroko pojętą konkurencję. Dlatego branża powinna wyciągnąć z tej analizy wielowarstwowe wnioski i na tej podstawie zbudować długofalowy plan. Im szybciej to zrobi, tym lepszy i trwalszy będzie tego efekt – przekonuje Karol Kamiński.

Lockdown przyczynił się do wzrostu zainteresowania samodzielnym, niekomercyjnym majsterkowaniem. Sklepy DIY doskonale wykorzystały ten trend, co zaznacza dr Kłosiewicz-Górecka. I dodaje, że dobry wynik hurtowni jest częściowo efektem rosnącej podczas pandemii atrakcyjności małych sklepów, szczególnie z artykułami codziennego zapotrzebowania. Firmy hurtowe rozszerzyły też kanały zbytu o e-handel.

– Patrząc na obecną sytuację w kraju, widać, że rząd nie ma jasnej strategii w zakresie wzmacniania lub luzowania restrykcji. Są to działania nieskoordynowane, nielogiczne i destabilizujące handel. Ponadto cała seria dodatkowych obciążeń fiskalnych i parafiskalnych zmusza sieci do rewindykacji budżetów, w tym marketingowych. W takim otoczeniu działają doraźnie, elastycznie reagując na zaistniałą sytuację. Trudno więc przewidywać ich dalsze kroki – stwierdza Andrzej Wojciechowicz.

Z kolei Anna Bednarek z UCE RESEARCH prognozuje, że w I półroczu 2021 roku – o ile nie będzie kolejnego lockdownu – ilość promocji utrzyma się mniej więcej na dotychczasowym, niskim poziomie. Jeżeli gospodarka zostanie w pełni otwarta, to krótkoterminowe wzrosty mogą być mało zauważalne lub praktycznie niewidoczne. Natomiast w przypadku dalszego lockdownu, ogólne spadki realnie do końca roku mogą przekroczyć granicę nawet 25%.

– Sieci handlowe, które ucierpiały z powodu obostrzeń, chcą się mocno odbić. Po poluzowaniu restrykcji aktywują wszystkie formy wsparcia, także papierowe, utrzymujące dialog między sklepem i klientem. Gdy pandemia będzie się cofać, handel zacznie rosnąc wraz promocjami – przewiduje dr Faliński.

Zdaniem Karola Kamińskiego, obecny czas wyjątkowo służy temu, aby sieci handlowe dogłębniej badały nowe preferencje konsumenckie i na tej podstawie wyciągały odpowiednie wnioski. Zaowocuje to lepszym spojrzeniem na oferowanie rabatów i doborem produktów, które w promocji bardziej przyciągają konsumentów. Od dłuższego czasu widać, że Polacy oczekują bardziej spersonalizowanych ofert niż przypadkowych propozycji. I jak podsumowuje ekspert, sieci stanowczo powinny to wziąć pod uwagę.

Raport został opracowany przez Centrum Analiz Grupy AdRetail, międzynarodową agencję badawczo-analityczną Hiper-Com Poland oraz UCE RESEARCH. Materiał powstał na podstawie analizy ponad 12,4 tys. gazetek handlowych z całego 2019 i 2020 roku. Łącznie monitoringiem objęto blisko 295 tys. stron i 9 mln cm2 powierzchni promocyjnej. Pod uwagę wzięto publikacje ze wszystkich dostępnych na rynku dyskontów, hipermarketów, supermarketów, sieci convenience, cash & carry, hurtowni, drogerii i aptek, sieci DIY, RTV-AGD, sklepów dziecięcych i z art. z kategorii kultury i rozrywki.

Orlen inwestuje w fotowoltaikę

ORLEN Aviation, spółka z Grupy ORLEN, zainwestuje w nowoczesną i przyjazną środowisku technologię fotowoltaiczną. Na jej budynkach biurowych w Warszawie zamontowane zostaną dwie mikroinstalacje o łącznej mocy blisko 100 kWp. Umożliwią one ORLEN Aviation zmniejszenie opłat za zakup energii elektrycznej z sieci i przyczynią się do ograniczenia emisji CO2 do atmosfery. Inwestycja spółki wpisuje się w strategię ORLEN2030 zakładającą rozwój koncernu oparty głównie o zero- i niskoemisyjne źródła energii.

– W strategii ORLEN2030 jasno zadeklarowaliśmy, że będziemy inwestować w odnawialne źródła energii, ponieważ przybliża nas to do celu osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 roku. Dotrzymujemy słowa. Jednym ze źródeł, które już intensywnie rozwijamy, jest fotowoltaika. W styczniu rozpoczęliśmy budowę farmy o mocy 20 MW w gminie Przykona, jednocześnie chcemy realizować projekty na mniejszą skalę. Wkrótce instalacja fotowoltaiczna powstanie na budynkach spółki ORLEN Aviation. Wcześniej produkcję ekologicznej energii elektrycznej na własne potrzeby rozpoczął ORLEN Projekt. Inicjatywy te to ważny krok w rozbudowie nowoczesnego, niskoemisyjnego segmentu energetycznego Grupy ORLEN – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Na budynkach biurowych ORLEN Aviation zamontowane zostaną dwie instalacje fotowoltaiczne o łącznej mocy blisko 100 kWp. Będą składać się w sumie z 243 paneli monokrystalicznych o mocy 400 W każdy. W pierwszym etapie, którego realizacja planowana jest w najbliższych miesiącach, zbudowana zostanie instalacja o mocy prawie 50 kWp, natomiast w drugim, przewidzianym do końca tego roku, instalacja o mocy 48 kWp.

Inwestycja ORLEN Aviation umożliwi wyprodukowanie w ciągu roku około 97 MWh energii elektrycznej, którą w całości spółka wykorzysta do zasilania własnych budynków biurowych i bazy paliw lotniczych. Pozwoli jej to zmniejszyć zakup energii pochodzącej z sieci.

W mikroinstalację fotowoltaiczną w ubiegłym roku zainwestowała już spółka ORLEN Projekt, która na dachu budynku w Płocku zamontowała 175 paneli polikrystalicznych o łącznej mocy blisko 50 kWp. Wcześniej PKN ORLEN, w ramach programu pilotażowego, zainstalował panele fotowoltaiczne mono- i polikrystaliczne o łącznej mocy ok. 180 kWp na dachach i wiatach kilkunastu wybranych stacji paliw w Polsce.

Przyszłość unijnego rynku pracy: cyfryzacja, automatyzacja i rozwój telepracy

Pandemia COVID-19 przyspieszyła niektóre procesy widoczne od pewnego czasu na europejskim rynku pracy, takie jak cyfryzacja, automatyzacja i rozwój telepracy. Trendy te zostaną z nami na dłużej, stawiając przed UE nowe wyzwania – wynika z analizy think tanku Parlamentu Europejskiego.

We wstępie raportu „Przyszłość rynku pracy. Trendy, wyzwania i możliwe inicjatywy”, opracowanej przez think tank PE, eksperci podkreślili, że „lockdownowe obostrzenia, zakłócone łańcuchy dostaw, globalne recesje, ograniczone interakcje społeczne, a także zamykane szkoły i placówki opieki nad dziećmi wywarły duży wpływ na sferę pracy”. „Tymczasowe i trwałe utraty zatrudnienia, wydłużony czas pracy, utrata dochodów i znacząco zmienione warunki pracy stały się wyzwaniem dla uczestników rynku pracy. Połączenie automatyzacji i recesji związanej z koronawirusem to scenariusz +podwójnych zakłóceń+, który dotknął pracowników zatrudnionych w niektórych sektorach gospodarki” – czytamy.

Autorzy analizy zwrócili uwagę, że wskutek pandemii „wzrosły różnice w ochronie socjalnej pracowników”. Jak wyjaśnili, „pracownicy etatowi zatrudnieni na czas nieokreślony, którzy mieli już zapewnioną wystarczającą ochronę socjalną, mogą łatwiej uporać się z konsekwencjami pandemii, a bardziej ucierpiały osoby zatrudnione w niepełnym wymiarze czasu pracy i na czas określony”. „Stopa bezrobocia w strefie euro w lipcu 2020 r. wzrosła do 7,7 proc. (dla porównania w lutym wynosiła 6,5 proc.). Wzrost ten dotknął zwłaszcza kobiety i osoby poniżej 24 roku życia. Po zakończeniu pandemii ci ludzie mogą stać się następnym straconym pokoleniem” – stwierdzili. Dodali, że zgodnie z danymi Europejskiej Fundacji na rzecz Poprawy Warunków Życia i Pracy „nieco więcej kobiet niż mężczyzn – 9 proc. w porównaniu z 8 proc. – zostało bezrobotnych w pierwszych miesiącach kryzysu”. To samo badanie wykazało, że „najczęściej traciły pracę kobiety w przedziale wiekowym 18-34 lata (11 proc. w porównaniu z 9 proc. młodych mężczyzn)”.

W raporcie przypomniano, że wybuch pandemii „początkowo zmusił rządy państw członkowskich UE do zamknięcia większości miejsc pracy – za wyjątkiem tych dostarczających podstawowe towary i usługi”. „Dla niektórych osób telepraca z domu okazała się realną możliwością, pomijając związane z nią wyzwania, jak np. potrzeba wyposażenia technicznego i utrzymanie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym. Telepraca stała się bezprecedensowym społecznym eksperymentem. Jak pokazało jedno z badań, w kwietniu 2020 r. 37 proc. populacji UE wykonywało telepracę, a w niektórych państwach, np. w Finlandii, odsetek ten sięgał nawet 60 proc. W wielu sektorach metoda ta zapewniła ciągłość pracy i umożliwiła rodzicom wykonywanie obowiązków służbowych pomimo konieczności opieki nad dziećmi w pełnym wymiarze po tym, jak szkoły zostały zamknięte. Jednak granica między pracą a życiem rodzinnym została zatarta, ponieważ oddzielenie obowiązków zawodowych od czasu spędzanego z rodziną stało się problemem dla ok. 27 proc. pracowników” – napisano.

Zdaniem ekspertów wiele z tych zmian zostanie z nami po pandemii, generując kolejne wyzwania dla UE i państw członkowskich. Jedną z najistotniejszych jest przyspieszona automatyzacja, która – jak zauważono w dokumencie – dla milionów osób „oznacza utratę źródła utrzymania” i która „wymusi restrukturyzację rynku pracy”. „Według Światowego Forum Ekonomicznego, do 2025 r. wyrówna się czas pracy ludzi i maszyn. Szacuje się, że do tego czasu nowy podział pracy między ludzi i maszyny poskutkuje likwidacją 85 mln miejsc pracy na całym świecie. W ich miejsce powstanie blisko 97 mln nowych miejsc pracy, lepiej dostosowanych do procesu automatyzacji” – podano w raporcie.

Autorzy analizy wskazali przy tym na „pilną potrzebę podnoszenia kwalifikacji cyfrowych pracowników należących do starszych grup wiekowych, co ma zwiększyć ich konkurencyjność”. „Oprócz umiejętności cyfrowych w najbliższych pięciu latach na rynku pracy szczególnie cenione będą umiejętności krytycznego myślenia, analizy, rozwiązywania problemów, odporności na stres i elastyczności. Szacuje się, że ok. 40 proc. pracowników będzie musiało przekwalifikować się na sześć miesięcy lub krócej, a 94 proc. liderów biznesu oczekuje, że pracownicy posiądą nowe umiejętności w miejscu pracy (to gwałtowny wzrost w porównaniu z 65 proc. w 2018 r.)” – zaznaczyli.

W raporcie opisano także działania, jakie powinna podjąć UE, by sprostać wymienionym wyzwaniom. „Skoro automatyzacja niektórych zadań będzie postępować, UE musi znaleźć rozwiązania mające na celu zapewnienie pracownikom nowych umiejętności. W rezolucji z lutego 2019 r. ws. kompleksowej polityki przemysłowej w dziedzinie sztucznej inteligencji i robotyki PE podkreślił, że programy nauczania muszą być dostosowane do procesu automatyzacji, m.in. poprzez ustanowienie nowych ścieżek uczenia się i korzystania z nowych technologii” – zwrócono uwagę.

W ocenie autorów analizy istotne jest również „zwiększenie integracyjności rynku pracy, np. poprzez większą otwartość na osoby niepełnosprawne, słabiej wykształcone lub pochodzące spoza Unii”. Należy także dążyć do „podnoszenia umiejętności i zwiększenia możliwości przekwalifikowania starszych pracowników”. „To był – i dzięki nowemu Europejskiemu programowi na rzecz umiejętności nadal jest – jeden z priorytetów UE. Spośród 12 działań, które tworzą program, kilka dotyczy starszych pracowników – chociażby indywidualne konta edukacyjne, których celem jest likwidacja luk w dostępie do szkoleń zawodowych seniorów. Komisja ma rozpocząć tę inicjatywę w ostatnim kwartale 2021 r. Natomiast inna inicjatywa przewidziana w programie ma ułatwić obywatelom korzystanie z mikropoświadczeń w celu zwiększania zawodowych kompetencji” – czytamy.

Eksperci zwrócili także uwagę, że na szczeblu UE przydatna byłaby regulacja zapewniająca pracownikom świadczącym telepracę prawo do bycia offline w określonych porach dnia, a tym samym ułatwiająca im zachowanie zdrowia psychicznego i równowagi między życiem zawodowym a rodzinnym. Przypomnieli jednocześnie, że w styczniu PE przyjął sprawozdanie dotyczące prawa pracowników do bycia offline, apelując tym samym do Komisji Europejskiej o właściwą dyrektywę w tej sprawie. „Rozporządzenie w sprawie przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy telepracowników może stać się konieczne. Konieczność śledzenia osób pracujących zdalnie w trakcie godzin pracy w celu ochrony interesów ekonomicznych pracodawcy wywołuje obawy etyczne. Na poziomie Unii prywatność pracowników chroni rozporządzenie o ochronie danych osobowych, tj. RODO, jednak w tej kwestii należy zrobić więcej na poziomie krajowych regulacji” – stwierdzili.

Prócz tego w analizie wskazano potrzebę włączania nowych grup pracowników do europejskich systemów zabezpieczenia społecznego. Pierwsze kroki w tym kierunku to – jak przypomniano – zalecenie Rady UE w kwestii dostępu pracowników i osób samozatrudnionych do ochrony socjalnej, a także dyrektywa PE ws. przejrzystych i przewidywalnych warunków pracy. „Trzeba jednak rozszerzyć środki zabezpieczenia społecznego na pracowników wykonujących pracę w niestandardowych formach, np. osoby samozatrudnione, zatrudnione w niepełnym wymiarze czasu pracy i na czas określony. Należy także uwzględnić osoby poszukujące pracy pozostające w zatrudnieniu przerywanym. Można to osiągnąć poprzez oddzielne dyrektywy lub wytyczne dla poszczególnych grup pracowników” – dodano.

Wywrotki dla rolnictwa – duży wybór wśród produktów marki Wielton

Wieluński producent posiada w swoim portfolio produktowym aż 7 typów ram wywrotek dopasowanych do każdych warunków pracy o zróżnicowanej długości. To najszersza oferta dostępna na rynku. Wielton oferuje swoim klientom, między innymi, szeroki wybór super lekkich (SL) naczep samowyładowczych. Dodatkowo wdrożył w swoich produktach rozwiązania poprawiające stabilność konstrukcji ram podczas rozładunku w trudnych warunkach. Osiągnięte rezultaty poprawy bezpieczeństwa pojazdów potwierdziły przeprowadzone testy wywrotek SL.
Wywrotki dla rolnictwa 2

Naczepy dla wszystkich rodzajów branż

Niska masa własna połączona z solidną konstrukcją i wysoką jakością wykonania są w centrum zainteresowania klientów z sektora budowlanego, komunalnego i rolniczego. W odpowiedzi na ich potrzeby, spółka Wielton posiada w swoim szerokim portfolio produktowym aż 7 typów ram dopasowanych do każdych warunków pracy (SL, SL HD, GS, M1, M3, AF, AM), z których pięć jest dostępnych na rynku europejskim (SL, SL HD, GS, M1,M3), i o zróżnicowanym rozstawie osiowym mieszczącym się w zakresie 4800-8135 mm. Oferowane są między innymi standardowe ramy SL, ramy wzmocnione SL HD oraz ramy z obniżonym środkiem ciężkości typu gęsia szyja (GS). Wielton pod względem szerokości oferty wywrotek SL jest bezkonkurencyjny na rodzimym rynku.

W Wieltonie nieustannie monitorujemy trendy w branży oraz jesteśmy otwarci na potrzeby naszych klientów. Jesteśmy partnerem, który rozumie biznes transportowy, potrafi słuchać i dostarcza najlepsze rozwiązania, dopasowane do wymagań klientów. Ostatnio obserwowanym przez nas trendem jest nastawienie klientów na zwiększenie wydajności tonokilometra. Z tego powodu udoskonalamy naszą ofertę super lekkich wywrotek, które znajdują zastosowanie głównie w sektorze budowalnym. Niska masa własna przy jednoczesnym zachowaniu trwałej konstrukcji i komfortu użytkowania cechują nasze produkty, które cieszą się dużym zainteresowaniem. Nasze wywrotki SL są wykorzystywane zwłaszcza do eksploatacji w trudnych warunkach. – powiedział Paweł Madziara, Head of Product Management Wielton S.A.

Jeszcze większe bezpieczeństwo i stabilność naczep

Bezpieczeństwo użytkowania produktów jest kluczowe dla wieluńskiego producenta. Z tego powodu marka Wielton wdrożyła w swoich super lekkich naczepach samowyładowczych rozwiązania poprawiające stabilność konstrukcji ram. Zmianie uległa konstrukcja ramy w jej tylnej części, przeprojektowano środniki belek głównych oraz węzeł tylny ramy. Wprowadzone zmiany zapobiegają nadmiernemu skręcaniu się ramy oraz bocznemu wychyleniu skrzyni. Wprowadzono także siłownik z czteropunktowym mocowaniem typu ShortCover jako wyposażenie standardowe w najdłuższych wywrotkach. Zastosowane rozwiązania poprawiają stabilność naczep i zwiększają bezpieczeństwo pracy kierowców.

Wysoka sztywność konstrukcji super lekkich wywrotek Wieltonu została potwierdzona w ramach przeprowadzonych badań w procesie rozwoju produktu. Testy referencyjnego pojazdu obejmowały analizy numeryczne Metodą Elementów Skończonych (MES) oraz analogiczne badania statyczne stabilności na stanowisku w instytucie badawczym OINBAS z wykorzystaniem pochylni. Badania zrealizowano pod kątem spełnienia rygorystycznych wymagań określonych przez Institute of Road Transport Engineers (IRTE) w ramach najwyższej kategorii A, dla stabilności pojazdów samowyładowczych. Wyniki przeprowadzonych badań potwierdzają spełnienie wymagań IRTE dla kąta przechyłu bocznego pojazdu wynoszącego 7 stopni, świadczących o najwyższej stabilności pojazdu.

Nieustanny rozwój, poprawa jakości i bezpieczeństwa produktów są dla nas priorytetem. Z tego powodu nieustannie udoskonalamy nasze pojazdy. W produktach marki Wielton postawiliśmy na sprawdzone rozwiązania i w efekcie zwiększyliśmy odporność na skręcenie wzdłużne ramy podczas bocznego przechyłu. Wyładunek w trudnym terenie jest jednym z najbardziej niebezpiecznych manewrów w pracy z wywrotkami. Dokładamy wszelkich starań, żeby zminimalizować ryzyko wywrotu pojazdu. Co więcej, wprowadzone zmiany i ich wpływ na poprawę bezpieczeństwa dokładnie badamy i analizujemy, aby mieć pewność, że osiągnęliśmy pożądane wyniki. – powiedział Łukasz Trzeciakiewicz, Product Manager Wielton S.A.

Wywrotki marki Wielton od lat spełniają wymagania najbardziej wymagających klientów działających w różnych gałęziach przemysłu. Stosowanie sprawdzonych rozwiązań oraz ciągłe dążenie do poprawy jakości i funkcjonalności pojazdów wieluńskiego producenta, sprawiają, że są one niezawodnym partnerem w biznesie.

Jak ustalić wysokość dodatku stażowego, gdy pracownik przedstawi dokumenty z opóźnieniem

Z dniem 18 stycznia zatrudniliśmy pracownika, który do 30 kwietnia br. przebywa na wypowiedzeniu w innej firmie. Pracownik ma powyżej 20 lat pracy. Doniósł świadectwo innego zakładu, w którym przepracował 12 lat. W jakiej wysokości należy udzielić mu dodatku za staż pracy, jeżeli świadectwo z ostatniego miejsca doniesie dopiero 30 kwietnia. Czy trzeba będzie nadpłacić zaległy procent dodatku?

W analizowanym przypadku, po udokumentowaniu przez zatrudnionego dodatkowego „stażu pracowniczego”, pracodawca będzie miał obowiązek wyrównania dodatku za wieloletnią pracę od początku zatrudnienia czyli od 18 stycznia 2021 r. (chyba, że dodatek był mu naliczany w maksymalnej wysokości wynoszącej 20%).

Dodatek stażowy pracownika samorządowego

Pracownikowi zatrudnionemu w tzw. „samorządzie” przysługuje m.in. dodatek za wieloletnią pracę. Aby go otrzymać trzeba legitymować się określonym stażem pracy, który wymaga odpowiedniego udokumentowania (np. świadectwami pracy).

W myśl art. 38 ust. 1 ustawy z 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych, dodatek za wieloletnią pracę:

  • przysługuje po 5 latach pracy w wysokości wynoszącej 5% miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego;
  • wzrasta o 1% za każdy dalszy rok pracy aż do osiągnięcia 20% miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego.

Późne dostarczenie świadectw dokumentujących staż

W praktyce zdarza się, że pracownik z opóźnieniem dostarcza pracodawcy w trakcie zatrudnienia dokumenty (np. świadectwa pracy), potwierdzające okresy, które winny być uwzględnione przy ustalaniu wysokości dodatku stażowego.

Część ekspertów uważa, że taki stan rzeczy sprawia, iż zatrudniony ma prawo do wyższego dodatku stażowego dopiero od momentu faktycznego udokumentowania swojego większego stażu pracy. Przeważający jest jednak pogląd odmienny, w myśl którego w przedstawionych okolicznościach zatrudniony zyskuje uprawnienie do otrzymania wyrównania za okres, który nie uległ jeszcze przedawnieniu, czyli za okres 3 lat od dnia, w którym roszczenie pracownika o wypłatę dodatku za długoletnią pracę stało się wymagalne (art. 291 § 1 Kodeksu pracy).

Słuszność takiego rozumowania potwierdza art. 38 ust. 1 i 5 ustawy o pracownikach samorządowych oraz § 7 rozporządzenia Rady Ministrów z 15 maja 2018 r. w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych. Z brzmienia przywołanych regulacji płynie wniosek, że dodatek stażowy na poziomie odpowiednim dla posiadanego stażu pracy przysługuje nie od chwili jego faktycznego udokumentowania, ale od momentu rzeczywistego osiągnięcia określonego stażu (potwierdzonego odpowiednimi dokumentami).

Podstawa prawna:

  • art. 38 ust. 1 i 5 ustawy z 21 listopada 2008 r. o pracownikach samorządowych (tekst jedn.: Dz.U. z 2019 r. poz. 1282),
  • art. 291 § 1 ustawy z 26 czerwca 1974 r. – Kodeks pracy (tekst jedn.: Dz.U. z 2020 r. poz. 1320),
  • § 7 rozporządzenia Rady Ministrów z 15 maja 2018 r. w sprawie wynagradzania pracowników samorządowych (Dz.U. z 2018 r. poz. 936 ze zm.).

 

Mariusz Pigulski
specjalista w zakresie kadr i płac

Dynamiczne wagi a przetwórstwo rybne

Ważenie jest niezwykle szerokim pojęciem. Określenie to dotyczy czynności ustalenia masy produktów w sklepach, odczynników w laboratorium, czy tirów i wagonów na wielkogabarytowych wagach samochodowych i kolejowych.

Ważenie ma miejsce w procesach wytwórczych większości branż przemysłowych na świecie, służy do pomiaru produktów masowych, między innymi w przetwórstwie rybnym. Co więcej, nowoczesne wersje wag pozwalają dokonywać pomiaru bez konieczności przerywania procesu produkcyjnego, co ma wielkie znaczenie dla producentów. Są też bardzo dokładne, co również jest niezwykle istotne. Co warto o nich wiedzieć?

Teltek – producent wag dynamicznych

Teltek to szwedzka firma – jedna z najbardziej znanych i cenionych na rynku, jeśli chodzi o produkcję wag dynamicznych. Firma produkuje sprzęt, którego celem jest monitorowanie procesów zachodzących w przedsiębiorstwach związanych z branżą spożywczą – w tym branżą rybną. Cyfrowy przetwornik wagi firmy HBM, zastosowany w wagach dynamicznych, pozwala dokonywać niezwykle dokładnych pomiarów i to bez stopowania procesów produkcyjnych. Komponenty maszyn są tak zaprojektowane, by były niezawodne i łatwe w konserwacji – przemysł spożywczy jest bardzo wymagający. Wykorzystywane maszyny czy urządzeniach muszą brać pod uwagę szczególne trudne warunki produkcji – w tym wilgoć, niska temperatura czy duże prędkości produkcyjne.

Cyfrowe przetworniki wagi – zalety

Co może zyskać firma zajmująca się przetwórstwem ryb, dzięki wykorzystaniu w niej wag dynamicznych z cyfrowymi, zaawansowanymi przetwornikami wagi? Przede wszystkim towar dopasowany do wymagań klienta. Maszyny ważące to istotna część linii produkcyjnej, dlatego też ich sprawne działanie ma wielkie znaczenie na przykład dla zgodności wagi produktu z oznaczeniem masy na paczce. Wagi pozwalają na szybkie sortowanie i ważenie bez przestojów w produkcji – przestoje w produkcji to przecież duży problem i straty.

Wybór odpowiednich porcji jest wytypowany z możliwie najbliższej kombinacji ich wagi do docelowej masy przypadającej na jednostkowe opakowanie. Sześć cyfrowych przetworników wagi PW15AHi stanowi serce maszyny, a silnik pneumatyczny napędza przesuwającą się taśmę.

W większości produkowanych wag przez wspomnianą firmę Teltek używana jest kombinacja czujników analogowych i wewnętrznych filtrów, w omawianym natomiast przykładzie zastosowano cyfrowe przetworniki wagi. Otrzymano w ten sposób wagę, w której pewna ilość inteligencji wbudowana jest bezpośrednio w przetwornik, na przykład funkcje filtrowania sygnału.

Dostosowanie do trudnych warunków produkcji

Prócz najistotniejszej funkcji jaką jest ważenie, procesy przetwarzania i transportu również odgrywają kluczową rolę w całym procesie produkcyjnym. Przedstawiany przykład z przetwórstwa rybnego zwraca uwagę na fakt, iż mamy do czynienia z surowcem bardzo delikatnym i szybko psującym się.

Dlatego też niezawodność i łatwość konserwacji komponentów maszyn jest tu niezwykle istotna.

Dynamiczne czujniki wagi firmy HBM używane do ważenia ryb mają najwyższy poziom ochrony przed wilgocią – IP68. Oparte na tensometrii elektrooporowej systemy w przetwornikach wagi są bardzo wrażliwe na wilgoć, dlatego muszą być tak zaprojektowane by sprostać trudnym warunkom panującym w fabryce, maszyny są czyszczone kilka razy dziennie dużym ciśnieniem wody. Zastosowane czujniki PW15AHi zbudowane są ze stali kwasoodpornej i posiadają obudowę, która chroni elektronikę przed wilgocią i uszkodzeniami mechanicznymi.

Artykuł napisany we współpracy z firmą HBM.