Nowe czeskie prawo może uderzyć w polskich eksporterów żywności

Kurs korony czeskiej wobec złotego od prawie dziesięciu lat nie był tak korzystny dla importerów z Czech jak obecnie. To dla nich wymarzone warunki do handlu z polskimi producentami. Tymczasem czescy politycy chcą ograniczyć ilość sprowadzanej, głównie z Polski, żywności. Jeśli nowe prawo wejdzie w życie, stracą na tym nie tylko firmy po obu stronach granicy, ale i czescy konsumenci.

– Kiedy pijecie kawę, najpewniej wlewacie do niej niemieckie mleko – tego argumentu użył czeski minister rolnictwa Miroslav Toman, przekonując parlamentarzystów do wprowadzenia nowego prawa, które teoretycznie ma zapewnić ochronę rynku wewnętrznego w Czechach.

Rzeczywiście, niemieckiego mleka z importu jest w Czechach najwięcej. Ale niepokój mogą czuć również polscy producenci, od których Czesi kupują mleko za około 30 mln zł rocznie (wyliczenie na podstawie danych The Observatory of Economic Complexity: 7,78 mld dol.).

W czeskim parlamencie trwają właśnie prace nad przepisami, które mają zobowiązać duże sklepy (powyżej 400 m kw.) do tego, by od początku 2022 r. co najmniej 55 proc. udziału w oferowanej w nich żywności stanowiły towary wyprodukowane w Czechach. Do 2028 r. ten odsetek ma wzrosnąć do 73 proc. Nowymi ograniczeniami mogą zostać objęte podstawowe artykuły spożywcze importowane przez Czechy, m.in. mięso, warzywa i owoce oraz nabiał. Obecnie ustawą zajmuje się Senat, później będzie ona wymagała jeszcze podpisu prezydenta.

Czesi cenią polską żywność

Czechy są bardzo ważnym rynkiem dla polskich eksporterów żywności. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, tylko w okresie I–XI 2020 r. polskie firmy sprzedały do Czech produkty pochodzenia zwierzęcego o wartości prawie 2 mld zł, produkty roślinne za ponad 780 mln zł oraz gotowe artykuły spożywcze warte ponad 3 mld zł.

Na sklepowych półkach wśród produktów pochodzenia zwierzęcego można znaleźć przede wszystkim polskie mięso: drób, wieprzowinę oraz wołowinę. Jeżeli chodzi o importowane z Polski towary roślinne, to dominują jabłka i gruszki, kapusta, ale też kukurydza i banany.

To wszystko produkty, za które Czesi bardzo cenią polskich producentów. Jeżeli przepisy wejdą w życie, stracą na tym przede wszystkim czescy konsumenci. Będą musieli liczyć się z mniejszym wyborem produktów często gorszej jakości i z wyższymi cenami, bo rodzimi producenci nie będą w stanie w wystarczającym stopniu zaspokoić popytu.

Polskie artykuły pochodzenia zwierzęcego w czeskim imporcie

Polskie artykuły pochodzenia zwierzęcego w czeskim imporcie
Źródło: OEC

Czescy importerzy bardzo cenią sobie współpracę z polskimi partnerami handlowymi. Z rozmów z nimi wiemy, że chcą rozwijać te kontakty. W żaden sposób nie odczuwają, by polska żywność mogła być jakimkolwiek zagrożeniem dla lokalnych producentów.

Przedstawicieli biznesu nie przekonuje też argument o konieczności ochrony czeskiego rynku. Dlaczego? Po pierwsze, to konsument powinien decydować o tym, jakie produkty chce kupować. Po drugie zaś, Czechy są w Unii Europejskiej, a żaden kraj, który do niej należy, w odwecie nie zamyka się na współpracę handlową z Czechami. Gdyby tak się stało, skutki mogłyby okazać się groźne dla czeskiego eksportu i PKB.

Tymczasem czeska gospodarka już teraz mocno odczuwa skutki pandemii i kryzysu w Europie – jak podaje tamtejszy urząd statystyczny (Czech Statistical Office), w 2020 r. PKB Czech spadł o 5,6 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. To najgorszy wynik od lat.

Kurs walutowy korzystny dla czeskich importerów

W tym samym czasie, gdy w czeskim parlamencie trwają prace nad nowymi przepisami, sytuacja na rynku walutowym wręcz zachęca do tego, by czescy importerzy kupowali towary od polskich partnerów. Sprzyja im kurs korony czeskiej do złotego – w tych walutach rozliczana jest zdecydowana większość transakcji w handlu na linii Polska–Czechy.

Jeden złoty kosztuje obecnie około 5,75 korony. To najniższy kurs od prawie 10 lat. Korona czeska umacnia się wobec polskiej waluty systematycznie od wiosny 2015 r. Od tamtej pory kurs PLN/CZK spadł o ok. 15 proc.

Kurs walutowy korzystny dla czeskich importerów
Źródło: Investing.com

Czescy importerzy korzystają więc teraz z doskonałego dla nich układu sił na rynku walutowym – bowiem im mocniejsza korona, tym niższy koszt polskich towarów wyrażony w czeskiej walucie. W tej sytuacji rozsądnym krokiem z punktu widzenia importerów wydaje się zabezpieczenie kursu wymiany, by można było używać go w rozliczeniach z polskimi kontrahentami w przyszłości.

Warto budować handlowe mosty, nie mury

Chociaż nowelizacja prawa, nad którą pracuje czeski parlament, dotyczy żywności, warto pamiętać, że relacje handlowe między Polską a Czechami zostały zbudowane na wymianie szeregu innych produktów.

Czechy są drugim, po Niemczech, partnerem eksportowym Polski. Według ostatnich danych GUS w okresie I–XI 2020 r. polskie firmy sprzedały do Czech towary o wartości 56,2 mld zł. Wypracowały w ten sposób nadwyżkę nad importem z Czech na poziomie 27,2 mld zł.

Tak dużą nadwyżkę eksportu w bilansie handlowym z Czechami Polska wypracowała nie tylko w sprzedaży produktów pochodzenia zwierzęcego (eksport: 2 mld zł; import: 377 mln zł), ale także m.in.: maszyn i urządzeń (eksport: 11,4 mld zł; import: 5,7 mld zł), tworzyw sztucznych (eksport: 4 mld zł; import: 2,2 mld zł) czy artykułów włókienniczych (eksport: 1,9 mld zł; import: 669 mln zł).

Biura Ebury zlokalizowane i w Warszawie, i w Ostrawie wspierają na co dzień eksporterów i importerów działających po obu stronach granicy. Z licznych, wieloletnich kontaktów wiemy, że zarówno firmy z Polski, jak i Czech chcą przede wszystkim nawiązywać nowe kontakty handlowe i rozwijać biznes bez sztucznych barier stwarzanych przez polityków.

Polska dołączyła do grupy europejskich krajów, które na szczeblu unijnym zaprotestowały przeciwko planowanym ograniczeniom na czeskim rynku. Pozostaje mieć nadzieję, że czescy politycy postawią na budowanie mostów w handlu międzynarodowym oraz wsparcie małych i średnich przedsiębiorców. Spory, niepewność i budowanie murów nigdy nie są dobre dla żadnej ze stron.

Autorzy: Jakub Łańcucki, Dyrektor Zarządzający Ebury Polska
Tomáš Kudla, Dyrektor Zarządzający Ebury Czech Republic

Zdalny styl i szyk. Strój Polaka na home office

Czytanie maili w piżamie w łóżku, wideokonferencja w dresie, zakładanie do pracy codziennych ciuchów, które nigdy nie widziały biura… Większość z osób, które wykonywały pracę zdalną z domu, zna podobne sytuacje z autopsji. Według badań Pracuj.pl aż 2 na 3 Polaków ubiera się na tzw. home office mniej formalnie, niż do siedziby firmy. Ponadto blisko połowie zdarzyło się usiąść do takiej pracy w piżamie czy dresie. Czy wzrost popularności pracy zdalnej na stałe zmieni nasz modowy zawodowy savoir vivre? Sprawdzamy to razem z badaczami.

Czego dowiesz się z tekstu:

  • Praca z domu ma ogromny wpływ na zawodową garderobę Polaków.
  • 2 na 3 badanych ubiera się do pracy zdalnej mniej formalnie, niż do biura.
  • Blisko połowie zdarzyło się pracować na home office w piżamie czy dresie.
  • 7 na 10 nie uważa, że praca w takim stroju jest czymś nagannym.
  • Tylko co trzeci uważa, że ubiór na home office ma wpływ na efekty pracy.

Zamieszanie w modowym tyglu

Garnitur, żakiet, krawat, ale też ciuchy robocze, firmowy kombinezon czy specjalistyczna odzież – strój do pracy niejedno ma imię. Jego charakter różni się w zależności od specjalizacji, kultury firmowej czy poziomu stanowiska, które zajmujemy. Jakby tego było mało – ogromny wzrost popularności tzw. home office dodatkowo namieszał w zawodowej garderobie, zacierając granice między czasem pracy i czasem prywatnym.
Jak zmiany z ostatnich kilkunastu miesięcy wpłynęły na styl ubioru? Nasza garderoba na home office to kolejny temat, któremu przyjrzeliśmy się w badaniu Pracuj.pl „Polacy w środowisku pracy”. Jak się okazuje – większość z nas jest tolerancyjna w sprawie domowo-zawodowego ubioru, a wielu ma na koncie własne modowe „grzeszki” związane z pracą zdalną. Praca w piżamie z łóżka czy elegancka koszula założona do dresu na rozmowę wideo – to coraz rzadziej wyłącznie oryginalna anegdota.zdalny dress code

Zdalna szafa – inna od biurowej

Jak wynika z badań Pracuj.pl, 56% Polaków deklaruje, że ma za sobą doświadczenia pracy zdalnej, a więcej niż co trzeci (35%) pracuje w tym modelu obecnie – w pełni lub hybrydowo. Innymi słowy tzw. home office to zjawisko znane w praktyce ponad połowie respondentów. Niewątpliwie grono to jest tak duże w wyniku zmian z ostatnich kilkunastu miesięcy – w okresie pandemii COVID-19 wiele firm wyniosło działalność poza siedziby i biura.Zdalny styl i szyk. Strój Polaka na home office

Jak sytuacja ta wpływa na naszą zawodową garderobę?

Więcej niż 2/3 badanych przyznaje, że do pracy zdalnej ubiera się mniej formalnie, niż do pracy w biurze czy siedzibie firmy – przy czym aż 42% „zdecydowanie” mniej. Jak zauważa Michał Kędziora, ekspert mody męskiej i autor bloga Mr Vintage, sytuacja długotrwałej popularności pracy zdalnej przekłada się bezpośrednio na zainteresowanie odzieżą domową.

W ostatnich miesiącach bardzo mocno wzrosła sprzedaż takich produktów, jak dresy, piżamy, kapcie i szlafroki. Wiele marek wprowadziło lub poszerzyło ten asortyment w swoich kolekcjach zdając sobie sprawę, żę to nie chwilowy trend lecz coś, co zostanie z nami na dłużej. Ubieramy się mniej elegancko, bo wiele osób nie chodzi codziennie do biura, w warunkach domowych motywacja do strojenia się spada. Czy to dobrze? Jeśli taki rodzaj stroju nie wpływa negatywnie na naszą motywację, to nie ma w tym nic złego. Oczywiście wyjątkiem są sytuacje, w których trzeba i wypada ubrać się bardziej elegancko, np. rozmowy kwalifikacyjne, ważne negocjacje czy spotkania – komentuje Michał Kędziora (Mr Vintage).

Opowiadania o pracy z domu w dresie czy piżamie to nie mit. Jak się okazuje blisko połowa badanych przyznaje, że podczas home office zdarzało im się siadać do zadań w takim właśnie stroju. Co wolno w domu – nie zawsze przeszłoby oczywiście w firmie. Ponad połowa respondentów potwierdza bowiem, że do pracy w biurze nie ubraliby się w ten sam sposób, co podczas wykonywania obowiązków zdalnie.
praca w dresie

W dresie nie gorzej niż w koszuli?

Czy jednak praca w domu wolna od „tradycyjnego” biurowego stroju jest właściwie czymś nagannym? Niekoniecznie – uważa tak tylko 27% badanych, a 43% wyraźnie się z tą opinią nie zgadza. Co więcej, tylko co trzeci respondent (33%) wyraża opinię, że ubiór wybierany podczas pracy w domu ma przełożenie na efektywność wykonywania zadań.
praca w pizamie

Choć jednak badani wykazują się dość dużą tolerancją dotyczącą zasad zawodowego dress code w domu, według ekspertów często może on naprawdę znacząco wpływać na osiągane wyniki. Już nawet częściowe odtworzenie „biurowych” warunków pracy w domu może poprawiać np. naszą koncentrację. Ważnym elementem tego procesu jest dobór stroju.

Każdy z pracujących z domu przeżył swoje momenty modowej słabości i nie ma w tym nic złego. Zauważmy jednak, że podczas pracy zdalnej zacierają się granice między przestrzenią prywatną i służbową. Dlatego tak ważne jest, by umieć wyznaczyć między nimi odpowiedni dystans. Z pomocą przychodzą pewne rytuały, znane nam z biur czy zakładów pracy. Strój, na który się decydujemy, to też ważny element tej układanki, mogący jasno sygnalizować otoczeniu i nam samym, na co poświęcamy obecnie uwagę. Warto nie lekceważyć wpływu takich pozornie drobnych elementów na to, jak myślimy o pracy. Oczywiście wiele zależy tu od osobistych predyspozycji. Jedni lepiej znoszą rozluźnienie zasad sprzed pandemii, innym ich brak realnie zaburza efektywność pracy – komentuje Łukasz Marciniak, Dyrektor Sprzedaży w eRecruiter, ekspert Pracuj.pl.

Elegancko – na specjalne okazje

Na jakie okazje wybieramy bardziej formalny strój podczas wykonywania pracy zdalnej? Według badań zazwyczaj są one związane z kontaktem z osobami na wyższych stanowiskach od naszego lub pochodzącymi spoza naszej organizacji. Najwięcej, bo połowa respondentów wskazuje na trzy sytuacje, w których ubierają się bardziej elegancko na home office: rozmowy kwalifikacyjne wideo i wirtualne spotkania z przełożonym lub menedżerem (po 53%), a także konferencje z klientem lub kontrahentem (50%). Zdecydowanie rzadziej jesteśmy gotowi wybierać bardziej formalny strój na spotkania ze współpracownikami tego samego szczebla (35%) czy webinaria oraz konferencje biznesowe (31%).

Casual nie tylko na home office

Praca zdalna poluzowuje zasady zawodowego dress code. Czy jednak aby to wyłącznie zjawisko zrodzone związane ze zmianami po wybuchu pandemii COVID-19? Według badań Pracuj.pl przeprowadzonych w połowie 2019 roku już wówczas aż 7 na 10 Polaków uważało, że w idealnym miejscu pracy powinna istnieć swoboda ubioru, przy zachowaniu odpowiednich granic i zasad. Jak komentował wówczas Michał Kędziora, poluzowywanie zasad ubioru jest zjawiskiem zachodzącym stopniowo od wielu lat, a moda „casualowa” coraz mocniej wpływa także na ubiór w branżach kojarzonych dotychczas z bardziej formalną garderobą.

Coraz więcej ekspertów zastanawia się, jak będzie wyglądać nasza rzeczywistość zawodowa i biurowa po opanowaniu pandemii. Ubiór to także jedna z dziedzin, które warto pod tym względem obserwować. Na odpowiedź na pytanie czy uda nam się wrócić do dawnych, bardziej rygorystycznych zasad stroju, czy też czekają nas kolejne zmiany w biznesowym stylu ubioru – trzeba jeszcze poczekać.

Plan Odbudowy Europy pozwoli Polsce już w przyszłym roku stworzyć ponad 155 tys. nowych miejsc pracy

  • Z raportu DNB Bank Polska i Deloitte „Kierunki 2021. Nowy Plan Marshalla. Odbudowa polskiej gospodarki po COVID-19” wynika, że Polska będzie jednym z największych beneficjentów Planu Odbudowy Europy.
  • Już w 2022 r. środki unijne spowodują wzrost polskiego PKB o 66,7 mld zł.
  • Obszary priorytetowe, na których skupia się UE to cyfryzacja i ochrona środowiska – aspekty, w których Polska ma luki inwestycyjne. Dla polskich firm to szansa na intensywniejsze niż dotychczas działanie.
  • Najpopularniejszym obecnie sposobem na wykorzystanie technologii w przedsiębiorstwach jest praca zdalna (97 proc.). Jednak jak wynika z zestawienia DESI Index, Polacy mają wiele do nadrobienia w zakresie podstawowych umiejętności cyfrowych, tak niezbędnych na rynku pracy.
  • Aż 70 proc. firm podjęło inicjatywy mające na celu bardziej efektywne zużycie energii, ale dane z SDG Index wskazują, że kluczowym wyzwaniem dla Polski nadal są działania w dziedzinie klimatu.

Choć przed wybuchem pandemii polska gospodarka nie miała istotnych nierówności makroekonomicznych, doświadczyła wyraźnego spowolnienia po dynamicznym wzroście w poprzednich latach. W drugim kwartale 2020 r. PKB w Polsce obniżył się o 8,2 proc. r/r. Dla porównania w I kwartale poprzedniego roku PKB wzrósł o 2 proc. Spadek wynikał głównie z obniżenia konsumpcji gospodarstw domowych, ale także niższych inwestycji i redukcji zapasów. Dodatni wkład do zmiany PKB miała konsumpcja publiczna oraz eksport netto.

Mimo gwałtownego rozwoju pandemii COVID-19 w Polsce oraz wielu innych krajach jesienią, krótkoterminowa sytuacja w gospodarce wyglądała lepiej niż w drugim kwartale br. Spadek PKB w Polsce w trzecim kwartale 2020 r. był relatywnie niski w porównaniu z krajami UE. Znamy jednak pierwsze wyliczenia dotyczące stanu gospodarki za cały ubiegły rok. To pierwszy raz od 28 lat, kiedy Polska przeszła recesję. Chociaż spadek PKB był niższy niż przewidywano, musimy skorzystać ze wsparcia zewnętrznego, by zminimalizować skutki kryzysu – mówi Julia Patorska, Partner Associate, Liderka Zespołu Analiz Ekonomicznych, Deloitte Advisory.

Unijna finansowa szczepionka

Dwa kluczowe w najbliższych latach programy to nowy budżet UE, prawidłowo nazywany Wieloletnimi Ramami Finansowymi (WRF) na lata 2021-2027 oraz antykryzysowy Plan Odbudowy Europy – Next Generation EU (NGEU), porównywany do Planu Marshalla. W sumie dysponują one kwotą przekraczającą 1,8 biliona euro, co stanowi niemal 13 proc. PKB Unii Europejskiej.

Co istotne, mniejsza skala budżetu ogłoszona w 2018 roku była istotnym ryzykiem dla wielu gospodarek, w tym polskiej, dla których fundusze unijne stanowiły ważny impuls inwestycyjny. Tym samym ogłoszenie nowych WRF rozszerzonych o antykryzysowy program NGEU rozwiało obawy o istotny spadek wysokości napływających funduszy europejskich po 2020 r., zwłaszcza w Polsce, która ma szansę stać się jednym z głównych beneficjentów nowych programów.

NGEU został podzielony na trzy główne filary. Pierwszy z nich to inwestycje i reformy, którego elementem jest Instrument na rzecz Odbudowy i Zwiększania Odporności stanowiący 90 proc. całego NGEU. Drugi filar to pobudzenie gospodarki UE poprzez zachęcanie do inwestycji prywatnych. Mieszczą się w nim głównie programy oparte na pożyczkach i gwarancjach. Ostatni obszar to wyciągnięcie wniosków z kryzysu, w tym 13,5 mld euro na program „Horyzont Europa”. Skala pomocy, którą oferuje Unia Europejska jest ogromna. Naszym zadaniem jest podjęcie starań, by wykorzystać ją jak najlepiej – mówi Artur Tomaszewski, Prezes Zarządu, DNB Bank Polska S.A.

Pierwsze pozytywne skutki programu widoczne będą już w 2022 roku. To wtedy polskie PKB wzrośnie dzięki niemu o 66,7 mld zł. W latach 2022-2023 wpływ funduszy NGEU odpowiadać będzie za ponad połowę całkowitego wzrostu PKB w tym okresie, a w kolejnych latach udział ten będzie utrzymywał się na znaczącym poziomie. Środki unijne wpłyną również na strukturę zatrudnienia. W 2022 r. środki NGEU i finansowane nimi projekty inwestycyjne pozwolą utworzyć i utrzymać ponad 155 tys. stanowisk pracy. Szczególnie zyskają na tym usługi oraz przemysł przetwórczy. Po 2025 r. corocznie projekty z NGEU będą utrzymywać ponad 30 tys. miejsc pracy.

Wsparcie tam, gdzie jest najbardziej potrzebne

Przyszłość jest tam, gdzie cyfrowa i ekologiczna rewolucja. Wzrost wydajności w tych obszarach jest konieczny do dalszego rozwoju gospodarczego. Dla wielu polskich firm oznacza to konieczność dostosowania swoich modeli biznesowych. Przedsiębiorstwa będą też potrzebowały odpowiednich instrukcji i wsparcia.  Celem Unii Europejskiej jest pobudzenie przyszłych inwestycji, które pozwolą Polsce na odrobienie zaległości w różnych obszarach, co przełoży się na dalszą konkurencyjność kraju w przyszłości. Raport Kierunki 2021 zachęca do refleksji i działania – mówi Herman Van Rompuy, były Przewodniczący Rady Europejskiej.

Odbudowa po pandemicznym kryzysie nie może być mierzona tylko kryteriami ekonomicznymi. W swoich projektach Unia Europejska zobowiązuje państwa członkowskie do działania w obszarach cyfryzacji i ochrony środowiska, czyli tam, gdzie Polska ma obecnie znaczne luki inwestycyjne.

W przypadku transformacji cyfrowej miarą postępu poszczególnych państw UE może być DESI Index. To zestaw wskaźników, który obejmuje pięć głównych kategorii: łączność, kapitał ludzki, wykorzystanie Internetu, integracja technologii cyfrowych oraz cyfrowe usługi publiczne. W 2020 roku Polska znalazła się na niechlubnym 26. miejscu w dziedzinie umiejętności – tak istotnych w dobie upowszechnienia użycia komputerów i Internetu na każdej płaszczyźnie życia.

Druga kluczowa kategoria, w której Polska wypada słabo na tle UE (25. miejsce) to integracja technologii w biznesie. Na wynik wpływa głównie niski stopień wykorzystania usług w chmurze, big data czy elektronicznej wymiany dokumentów, ale również sprzedaży online.

Z kolei w kontekście inicjatyw środowiskowych odpowiednim punktem odniesienia jest SDG Index, mierzony po przyjęciu przez państwa członkowskie ONZ 17 celów, które muszą być osiągnięte do 2030 roku. Polska ma wynik na poziomie 78,1 proc., określający odsetek wykonania założeń i zajmuje 23. miejsce na 193 badane kraje. Kluczowe wyzwania, które nadal stoją przed Polską to: czysta i dostępna energia, działania w dziedzinie klimatu, życie pod wodą oraz partnerstwo na rzecz celów.

Plan Odbudowy – górnolotna obietnica czy realna pomoc?

Na potrzeby raportu „Kierunki 2021. Nowy Plan Marshalla. Odbudowa polskiej gospodarki po COVID-19” przeprowadzono ankietę, w którym wzięli udział klienci DNB Bank Polska, czyli przede wszystkim duże przedsiębiorstwa i korporacje z wybranych sektorów gospodarki. Wśród nich wyraźny jest sceptycyzm dotyczący Planu Odbudowy dla Europy. Jedynie w przypadku inicjatywy „Zwiększenie mocy“ więcej niż połowa ankietowanych przedsiębiorstw wskazała, że może się ona przyczynić do rozwoju firmy. Priorytet ten zakłada rozwój czystych technologii, a więc wykorzystanie odnawialnych źródeł energii, w tym promowany przez Unię Europejską wodór.

Przedsiębiorstwa postrzegają Plan Odbudowy jako deklaracje o dużym stopniu ogólności, których przełożenie na praktyczne działania i inwestycje nie jest jeszcze pewne. Również w swoich strategiach na najbliższe lata pomijają scenariusze, w których otrzymaliby dodatkowe środki unijne. Oznacza to, że w Polsce potrzebna jest kampania informacyjna, która mówiłaby o korzyściach płynących ze środków zaproponowanych przez UE. Symulacje przeprowadzone na potrzeby raportu pokazały, że wpływ na gospodarkę będzie realny, a z kryzysu wyjdziemy dużo szybciej, niż gdybyśmy walczyli z nim samodzielnie – tłumaczy Julia Patorska.

Co czeka firmy po pandemii?

Z raportu wynika, że 62 proc. firm nieznacznie odczuło skutki kryzysu, 26 proc. wskazało na poważne konsekwencje pandemii, a 5 proc. na takie, które zagrażają stabilności firmy. Tylko 7 proc. badanych nie doświadczyło żadnych negatywnych skutków.

Firmy, które odczuły poważne skutki niestabilnej sytuacji gospodarczej w najbliższym czasie skupią się na odbudowaniu popytu, wejściu na nowe rynki, digitalizacji oraz redukcji kosztów związanych z zatrudnieniem. Przedsiębiorstwa nie zamierzają z kolei szukać nowych dostawców oraz wykwalifikowanych pracowników. Oznacza to, że w pierwszej kolejności chcą ustabilizować funkcjonowanie biznesu, a nie go rozwijać.

Natomiast grupa przedsiębiorstw, która doświadczyła nieznacznych niedogodności związanych z pandemią, najczęściej wskazywała na konieczność wdrażania nowych innowacji i odkrywania nowych rynków. Wśród priorytetów znalazła się również digitalizacja i ekspansja poprzez przejęcia.

–  Plany firm odpornych na kryzys pokazują, że wydarzenia ostatniego roku nie wpłynęły znacząco na ich strategie, a ich celem jest unowocześnienie działalności. Wiele z nich zrobi to poprzez systematyczne wdrażanie technologii i inicjatyw środowiskowych. Z raportu wynika jednak, że dla wielu przedsiębiorstw takie innowacje to zarówno szansa, jak  i bariera rozwoju. Z naszych doświadczeń wynika jednak, że aktywność w obszarze technologii i klimatu przekłada się na rozwój firmy. Pozytywnie postrzegają go zarówno klienci, jak i pracownicy czy inwestorzy – mówi Artur Tomaszewski.

W przypadku wykorzystania technologii cyfrowych najbardziej popularna jest praca zdalna (97 proc.), a najmniej powszechne – robotyzacja i automatyzacja procesów biznesowych (35 proc.). Z kolei w przypadku inicjatyw środowiskowych, aż 70 proc. przedsiębiorstw podjęło już działania mające na celu bardziej efektywne zużycie energii.

Jeśli chodzi o plany firm, to 48 proc. z nich planuje wdrożenie robotyzacji i automatyzacji procesów biznesowych, a także big data (28 proc.). Połowa badanych zamierza skorzystać z odnawialnych źródeł energii oraz rozwijać produkty i usługi bardziej przyjazne środowisku. Wyniki pokazują, że polskie przedsiębiorstwa chcą wzmacniać się w obszarach, które zostały wskazane jako zaniedbane w indeksach DESI i SDG.

40 lat na rynku. SM Mlekpol idzie na rekord

Spółdzielnia Mleczarska Mlekpol – lider rodzimego rynku nabiału w Polsce podsumował miniony rok i przedstawił plany na kolejne miesiące. A wśród nich zwiększenie przychodów do 5 mld zł pod koniec 2021 r., wejście na nowe, zagraniczne rynki zbytu oraz szeroki rozwój oferty produktowej dostosowany do obecnej sytuacji pandemicznej i wymogów konsumentów. Co więcej, SM Mlekpol właśnie obchodzi 40-lecie istnienia. Zdobycie mocnej pozycji na rynku było możliwe dzięki zbudowaniu i rozwojowi własnej bazy surowcowej, modernizacji przejmowanych zakładów oraz zaangażowaniu pracowników.

Spółdzielnia Mleczarska Mlekpol podsumowała wyniki finansowe za 2020 rok, przedstawiła plany na kolejne miesiące. Podczas spotkania prasowego Prezes Zarządu Edmund Borawski podkreślił, że SM Mlekpol obchodzi właśnie jubileusz – 40-lecie istnienia na polskim rynku.

Trudna droga do pozycji lidera

W momencie powstania Mlekpolu, spółdzielnia skupowała 35 mln litrów mleka rocznie. 40 lat później ta liczba zwiększyła się do 2 mld litrów rocznie.

Mlekpol swoją działalność rozpoczął w trudnym okresie poprzedzającym tzw. transformację ustrojową. Wówczas nastąpił gwałtowny kryzys gospodarczy, który dotknął również branżę mleczarską. Musieliśmy dołożyć wszelkich starań, aby sprostać wymaganiom rynku, uzyskać jak najwyższą jakość surowca i zintensyfikować produkcję mleka i innych przetworów nabiałowych – mówi Edmund Borawski, Prezes Zarządu SM Mlekpol.

Dzisiaj spółdzielnię tworzy 2800 wykwalifikowanych pracowników zatrudnionych w 13 zakładach produkcyjnych, w których przetwarzanych jest ok. 5,5 milionów litrów mleka dziennie od 9 tys. dostawców oraz 4 miliony płynnej serwatki.

Poprzedni rok zamknęliśmy przychodem na poziomie 4,5 miliarda złotych. Skupiliśmy od rolników blisko 2 mld litrów mleka, a w roku 2021 przewidujemy dalszy wzrost o 3-5 proc. – dodał prezes Borawski.

Silna ekspansja poza UE

Polska jest znaczącym graczem na rynku europejskiego mleczarstwa. Udział eksportu w sprzedaży SM Mlekpol wyniósł ponad 25 procent i spodziewa się dalszego wzrostu w 2021 roku.

Zagraniczni konsumenci doceniają jakość i walory smakowe naszych produktów. W ubiegłym roku wyeksportowaliśmy o 50 procent więcej produktów mleczarskich do Chin niż w analogicznym okresie – wyjaśnia Małgorzata Cebelińska, Dyrektor Handlowy SM Mlekpol. – Aktualnie, oprócz krajów UE, współpracujemy bardzo ściśle z większością krajów Azji południowo-wschodniej, krajami Afryki i Bliskiego Wschodu, a nawet Dominikaną.

Zapotrzebowanie na świecie na produkty mleczarskie z Polski jest duże. W rozwoju eksportu pomaga nowo wybudowany Zakład Produkcji Sproszkowanych Wyrobów Mleczarskich. To największa inwestycja w historii SM Mlekpol i jeden z najnowocześniejszych tego typu zakładów w Europie. Umożliwia on wyprodukowanie blisko 220 ton sproszkowanego mleka i serwatki w ciągu doby.

Optymalizacja procesów produkcyjnych w SM Mlekpol

Cztery dekady na rynku wiele zmieniły w procesie produkcyjnym w SM Mlekpol.

  – Postęp techniczny wdrażany jest we wszystkich zakładach z wykorzystaniem najnowocześniejszych technologii dostępnych na rynku. Automatyzacja procesów produkcyjnych ma za zadanie ograniczenie uciążliwości pracy oraz zwiększenie wydajności i efektywności realizowanych procesów. Jedną z niezwykle proekologicznych metod optymalizacji funkcjonowania Spółdzielni jest również system kogeneracji – mówi Zbigniew Groszyk, Wiceprezes Zarządu SM Mlekpol ds. Produkcji – Oznacza ona możliwość wytwarzania energii elektrycznej i cieplnej z niskoemisyjnych źródeł. Metoda ta z powodzeniem została wdrożona w Zakładzie Produkcji Sproszkowanych Wyrobów Mleczarskich w Mrągowie. Technologia ta zdecydowanie obniża koszty czynników energetycznych. Planujemy, aby w najbliższym czasie rozwiązanie to zostało wdrożone m.in. w zakładach w Zambrowie i Radomiu – dodaje.

Jakie są trendy na 2021 rok?

  – W 2021 roku konsument będzie szczególnie zainteresowany bezpieczeństwem, jakością i polskim pochodzeniem produktu. Coraz częściej doceniane są znane, lokalne marki i produkty wytworzone w naszym kraju, z polskiego surowca i w procesie zrównoważonego rozwoju. W dobie pogarszającej się sytuacji ekonomicznej wielu rodzin ważna jest również cena podstawowych produktów spożywczych. Dlatego dbamy, żeby mieć w swojej ofercie również ekonomiczne rozwiązania ich produkcji i pakowania. Konsument w 2021 znowu będzie zainteresowany nowościami produktowymi. Zdecydowanie przeważać będą trendy prozdrowotne w tym dodatek składników mających wpływ na odporność organizmu czy mniejsza ilość cukru w jogurtach czy deserach mlecznych. A marki, które traktują kwestie środowiskowe i społeczne poważnie, będą konsumentom o wiele bliższe – kończy Małgorzata Cebelińska, Dyrektor Handlowy SM Mlekpol.

2,7 mln zł przychodów Miraculum w styczniu

Notowana na rynku głównym GPW firma kosmetyczna Miraculum w styczniu 2021 roku osiągnęła 2,7 mln zł przychodów. W minionym miesiącu spółka przeprowadziła największą w historii akcję marketingową z drogerią Rossmann – flagowa marka Pani Walewska znalazła się w ponad 1400 placówkach tej sieci i została bardzo dobrze odebrana przez klientów.

– Jesteśmy zadowoleni z poziomu przychodów w styczniu. Choć są one niższe o 13 proc. r/r., to należy pamiętać, że styczeń 2020 r, był rekordowy dla spółki m.in. ze względu na pierwsze zatowarowanie nowych partnerów w krajach arabskich o wartości prawie 1 mln zł. Wyłączając powyższe, to drugi najlepszy miesięczny wynik osiągnięty na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy – komentuje Sławomir Ziemski, członek zarządu Miraculum.

Spółka konsekwentnie rozwija sieć sprzedaży i poszerza dostępność swoich marek między innymi w największych drogeriach, o czym świadczy przeprowadzona w styczniu współpraca z siecią Rossmann z okazji 50-lecia flagowej marki Pani Walewska.

– Jubileuszowe standy z produktami Pani Walewska w drogeriach Rossmann, była to jak do tej pory największa akcja przeprowadzona z tą siecią. Jej efekty mają swoje odzwierciedlenie w wynikach sprzedaży, ale także bardzo pozytywnie wpłynęły na zwiększenie rozpoznawalności marki wśród młodszego pokolenia odbiorców – dodaje Ziemski.

W związku z dynamicznym rozwojem, Miraculum rozpoczęło zapowiadaną w grudniu 2020 r. emisję akcji. Celem spółki jest pozyskanie około 2 mln zł w wyniku emisji 1,4 mln akcji w cenie 1,40 zł za jedną akcję. Pozyskany kapitał zostanie przeznaczony na zwiększenia kapitału obrotowego, a docelowo wpłynie na zwiększenie przychodów i sfinansowanie nowych wdrożeń m.in. w marce Miraculum, JOKO, CHOPIN czy Pani Walewska. W tym roku planowany jest również rebranding marek WARS i Paloma.

Miraculum to polska firma kosmetyczna z prawie 100-letnią tradycją. Kosmetyki Miraculum powstają w oparciu o własne, oryginalne receptury, bazujące na nowoczesnych składnikach pochodzenia naturalnego. Spółka skupia w swoim portfolio 11 marek, w tym m.in. Pani Walewska, Joko, Chopin i Tanita. Cały proces produkcyjny odbywa się z dbałością o  środowisko naturalne.

Prawie 2 mln zł przychodów Vivid Games w styczniu

Niespełna 2 mln zł przychodów wypracował Vivid Games w styczniu bieżącego roku, wynika ze wstępnych wyników finansowych opublikowanych przez spółkę. Jarosław Wojczakowski, nowy prezes Vivid Games zapowiada, że bieżący rok to kontynuacja stabilnego wzrostu. W kalendarzu premier na 2021 rok znajdują się już 3 nowe tytuły i kilka gier, które będą wydane na konsoli Nintendo Switch, w tym kultowy Real Boxing 2.

Nowy rok zaczął się dla Vivid Games zmianą u steru. Jarosław Wojczakowski – nowy prezes zarządu – zapowiada, że spółka będzie kontynuowała stabilny wzrost przychodów, wykorzystując do tego doświadczenia w zakresie pozyskiwania użytkowników zdobyte w 2020 roku. – Biorąc pod uwagę, że historycznie styczeń to jeden z najsłabszych miesięcy w całym roku, jesteśmy zadowoleni z wypracowanych wyników i spodziewamy się stabilnego wzrostu w kolejnych okresach. Składową przyszłych wyników będą zarówno przychody z nowych tytułów i platform jak i w dużej mierze właściwie prowadzone działania z zakresu płatnego pozyskiwania użytkowników. Planujemy wzmocnić metodę pozyskiwania użytkowników dzięki zaangażowaniu do predykcji przychodów uczenia maszynowego już pod koniec obecnego kwartału – podkreśla.

Płatne pozyskiwanie użytkowników to jedna z kluczowych składowych strategii bydgoskiej spółki. Arnaud Benefice odpowiedzialny w Vivid Games za realizację strategii User Acquisition jest przekonany o ogromnym potencjale tego rodzaju działań. Inwestycja w płatne pozyskiwanie użytkowników w ciągu ostatnich 12 miesięcy zapewniła nam ponad 7,5 mln nowych pobrań oraz średni zwrot z inwestycji na poziomie ok. 110% dla Real Boxing 2. Dodatkowo zwiększenie liczby użytkowników zapewnia nam wysokie miejsca w rankingach, co przekłada się na wzrost pobrań organicznych – podkreśla Benefice.

Spółka potwierdziła, że na 2021 rok zaplanowane są premiery m.in. Right Swipes (Q2), gry akcji The Cash (Q2/Q3) oraz rozbudowanej gry RPG Mythical Showdown (Q2/Q3). Dzięki współpracy z QubicGames do dystrybucji na Nintendo Switch trafi m.in. największy hit Studia – Real Boxing 2.

Coraz bliżej 8 miliardów złotych obrotów wypracowanych przez Grupę Muszkieterów w Polsce

Grupa Muszkieterów w 2020 roku wypracowała obroty na poziomie blisko 7,8 miliarda złotych. Nie licząc stacji paliw, Muszkieterowie wypracowali obroty wyższe o 223 miliony złotych w stosunku do poprzedniego roku, ze wzrostem na sklepach porównywalnych o prawie 3,5 proc. Grupa ma ambitne plany rozwoju na 2021 rok względem zarządzanych sieci – Intermarché i Bricomarché. Wyznaczone cele to m.in. otwieranie nowych supermarketów, rozwijanie usług z zakresu e-commerce czy intensyfikacja działań marketingowych.

– Z uwagi na pandemię COVID-19 i wynikające z niej obostrzenia, które wpłynęły na obroty wypracowane przez nasze supermarkety zlokalizowane w galeriach handlowych czy na terenach przygranicznych, zakończyliśmy rok 2020 o krok od naszego celu – 8 miliardów złotych obrotu. Oczywiście rok 2020 dla wolumenu sprzedawanego na stacjach paliw pozostanie rokiem trudnym, co nie odbiega od obserwowanego trendu na rynku paliw mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i nadmienia Rok 2021 nie będzie łatwy, gdyż jeszcze przez wiele miesięcy będziemy odczuwać skutki trwającej pandemii koronawirusa. Szczególnie zauważalne jest niepewne otoczenie gospodarcze, spadający optymizm konsumentów oraz ich duża ostrożność w zakresie wydatków. Nie możemy także wykluczyć stopniowego spowolnienia na rynku budowlanym i wyhamowania sprzedaży w sektorze DIY. Niemniej bogatsi o wiedzę zdobytą w ubiegłym roku, jesteśmy pełni zapału i ambicji, by rozwijać nasze szyldy i jak najlepiej dostosowywać ofertę do zmieniającego się rynku i oczekiwań klientów.

Intermarché – intensywny rozwój usługi click&collect w kolejnych miastach

bricomat

Rok 2020 obfitował w intensywny rozwój usługi click&collect – Intermarché Drive, prezentację nowego konceptu sklepu – Power, otwarcia kolejnych stacji paliw, a także liczne akcje marketingowe. W 2020 roku Muszkieterowie wprowadzili ofertę zakupów online do kolejnych 43 lokalizacji i obecnie jest ona dostępna w ponad 50 placówkach. W kolejnych latach sieć planuje rozwój tej usługi, aby była ona dostępna wszędzie gdzie będzie to możliwe. Rozwiązanie umożliwia klientom zamawianie produktów przez stronę internetową oraz ich odbiór w specjalnie wyznaczonej do tego strefie, znajdującej się przed lub wewnątrz supermarketu.

Innym przykładem działań podjętych przez Intermarché w 2020 roku było wprowadzenie nowego konceptu supermarketu. W pilotażowej placówce w Pabianicach zmieniono układ sklepu, poszerzono wybrane gamy produktowe, zastosowano dłuższe taśmy kasowe oraz odświeżono szatę graficzną wnętrza i elewacji. Koncept spotkał się z pozytywnym odbiorem klientów, dlatego obecnie trwa proces remodelingu kolejnych sklepów. Dodatkowo nowe supermarkety Intermarché w Poznaniu oraz Miliczu, które sieć planuje otworzyć do końca kwietnia 2021 roku, będą już w nowym koncepcie. Otwarcia nowych placówek handlowych świadczą o powracaniu sieci na ścieżkę rozwoju. Do Intermarché na zasadach partnerstwa mogą także przyłączyć się właściciele sklepów z produktami spożywczymi zlokalizowanymi w dowolnym mieście w Polsce.

Dzięki otwarciom kolejnych przymarketowych stacji paliw, Intermarché wzmocniło pozycję lidera w tym segmencie. Nowe obiekty pojawiały się w Śremie i Skierniewicach. W obu część gastronomiczna została zaprezentowana w nowej odsłonie – „Café Marché” ze świeżo parzoną kawą oraz posiłkami z rozszerzonej oferty. Dodatkowo kierowcy korzystający z usług stacji w Skierniewicach mogą zatankować paliwo, ale również naładować swój pojazd elektryczny.

Do działań marketingowych zrealizowanych w 2020 roku zaliczyć można m.in. kampanię „Sprawdzony sposób na własny biznes”, której celem było dotarcie do nowych przedsiębiorców chcących dołączyć do sieci Intermarché. Z kolei kampania edukacyjna pod hasłem „Nie marnuj. Żywność traktuj z szacunkiem” była skierowana zarówno do klientów, właścicieli i pracowników sklepów, a także centrali Grupy Muszkieterów w Polsce. Jej celem było zachęcenie do rozsądnego gospodarowania żywnością oraz jej właściwego przechowywania zarówno w domach, jak i w sklepach.

Sieć Intermarché, wraz z przymarketowymi stacjami paliw w 2020 roku wypracowała obroty na poziomie ponad 4,91 miliarda złotych. Co szczególnie istotne w ubiegłym roku sieć zakończyła proces restrukturyzacji. Na wyniki wypracowane w 2020 roku wpływ miała także zmiana nawyków Polaków, którzy np. ograniczyli podróże prywatnymi samochodami, a tym samym rzadziej korzystali z usług stacji paliw.

– Ostatnie trzy lata były czasem głębokiej transformacji sieci Intermarché. Rok 2020, mimo że był trudny, pozwolił nam wrócić na właściwe tory. Mamy jeszcze dużo do zrobienia, aby znaleźć się w miejscu, do którego dążymy. Naszym celem w bieżącym roku jest powrót sieci Intermarché w Polsce na ścieżkę rozwoju. Wszelkie kroki w tym kierunku zostały już podjęte i zaowocują w ciągu paru najbliższych miesięcy otwarciami nowych sklepów. Prowadzimy również rozmowy w zakresie przyłączenia do naszej sieci kolejnych placówek komentuje Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i dodaje – Na liście naszych tegorocznych planów i ambicji znajduje się także m.in. wprowadzenie nowego konceptu Power w kolejnych placówkach, rozwijanie udogodnień z zakresu e-commerce, a także intensyfikacja działań marketingowych.

Bricomarché – 2020 rok upłynął pod hasłem dalszego rozwoju e-commerce

W 2020 roku sieć Bricomarché dynamicznie rozwinęła udogodnienia z zakresu e-commerce. W momencie pojawienia się pierwszych obostrzeń związanych z pandemią, sieć udostępniła klientom wszystkich sklepów możliwość złożenia zamówienia online i opcję dostawy za pośrednictwem firmy kurierskiej. Innym udogodnieniem jest odbiór zamówionych produktów w Bricomatach. Jest to autorskie rozwiązanie sieci – boksy działają w systemie 24/7, a klienci mogą z nich odbierać także wielkogabarytowe artykuły. Portfolio Bricomatów w 2020 roku wzrosło o 30 kolejnych maszyn i obecnie dostępnych jest ich łącznie ponad 40.

Poza Bricomatami sieć zwiększyła także liczbę sklepów w Polsce otwierając kolejne dziewięć placówek – w Babicach, Bytomiu, Bytowie, Gostyninie, Koszalinie, Oświęcimiu, Staszowie, Środzie Śląskiej i Świnoujściu. Tym samym liczba supermarketów działających w Polsce pod szyldem Bricomarché wzrosła do 171. W trzecim kwartale 2020 roku sieć przeprowadziła także relokację supermarketu w Nowej Soli, a w czwartym kwartale 2020 roku przyłączyła na zasadach partnerstwa sklep w Łasku. To ostatnie otwarcie było jednocześnie efektem realizacji strategii Grupy Muszkieterów w zakresie dotarcia do przedsiębiorców prowadzących już sklepy pod innymi szyldami. Grupa Muszkieterów proponuje trzy, elastyczne formy współpracy, które zapewniają właścicielom sklepów zachowanie niezależności biznesowej oraz dostosowany do ich potrzeb pakiet wsparcia.

Innym przykładem aktywności na rzecz wsparcia przedsiębiorców Bricomarché jest organizacja targów dwa razy do roku. Podczas wydarzenia mogą oni bezpośrednio poznać dostawców i skorzystać ze specjalnej, targowej oferty. W wiosennej edycji poświęconej materiałom budowlanym oraz majsterkowaniu, wzięła udział rekordowa liczba wystawców – 180 oraz uczestników – 4 000. Z kolei jesienna edycja wyróżniła się tym, że jako pierwsza odbyła się online. Na trzech wirtualnych halach targowych właściciele i pracownicy sklepów Bricomarché poznali oferty blisko 100 dostawców oferujących produkty z działów: ogród i dekoracje.

Ubiegły rok był kolejnym, w którym Bricomarché wypracowało znaczące wzrosty. Obroty sieci były rekordowo wysokie i wyniosły ponad 2,88 miliarda złotych.

Kolejny rok z rzędu sieć Bricomarché wypracowała wzrost obrotów powyżej dynamiki rynkowej, co oznacza pozyskiwanie przez nią kolejnych udziałów w rynku DIY. Jesteśmy zadowoleni, że strategia, którą realizuje zespół Bricomarché zapewnia systematyczny wzrost obrotów rok do roku na tak wysokim poziomie. Jest to dla nas także symboliczne, dlatego, że w 2020 roku sieć świętowała 20-lecie swojej obecności na polskim rynku mówi Marc Dherment, Dyrektor Generalny Grupy Muszkieterów w Polsce i podsumowuje Nie zwalniamy tempa i mamy ambitne plany na 2021 rok, w którym powinniśmy przekroczyć próg 3 miliardów złotych obrotów. Będzie to możliwe zarówno dzięki intensyfikacji otwarć kolejnych placówek, jak i wzrostowi like-for-like.

Tłusty Czwartek nie pomoże na chudy rok branży piekarniczo-cukierniczej

W Tłusty Czwartek przed cukierniami ustawiają się kolejki chętnych i nie odstraszają ich ani pogoda, ani trochę wyższe ceny tego dnia. Tradycja powoduje, że Polak z tej okazji potrafi w jeden dzień zjeść kilka pączków – w minionym roku było to średnio 2,5 na osobę, czyli 100 mln w skali kraju. Nawet ten dodatkowy popyt może jednak nie wystarczyć, by poprawić sytuację branży piekarniczo-cukierniczej. Jak wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK, w ubiegłym roku przeterminowane zadłużenie producentów wyrobów piekarniczych i ciastkarskich przekroczyło 118 mln zł. Oznacza to wzrost o 10 proc. w sytuacji, gdy zaległości ogółu firm podwyższyły się o 4 proc.

Porównanie tegorocznych statystyk liczby zjedzonych pączków z danymi za zeszły rok pokaże, jak bardzo zależy nam na odzyskaniu wagi sprzed pandemii, bo z informacji zgromadzonych przez Narodowy Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny jasno wynika, że w czasie koronawirusa mocno sobie pofolgowaliśmy. Od wiosny do jesieni 2020 r. 28 proc. Polaków w wieku 20 lat lub więcej (28 proc. mężczyzn i 29 proc. kobiet) stwierdziło, że zwiększyło masę ciała. Na pewno nie sprzyja to zakupom ciastek i pieczywa, choć z drugiej strony uczucie znudzenia wynikające z licznych ograniczeń wywołanych Covidem sprawia, że jemy po prostu więcej.

Firmom piekarniczo-cukierniczym nie jest łatwo. Jeszcze przed wybuchem pandemii nie sprzyjały im zmieniające się trendy dietetyczne. W ich wyniku z roku na rok maleje spożycie chleba i bułek, które coraz częściej i nie zawsze słusznie postrzegane są jako produkty wysoko przetworzone, kaloryczne i źle wpływające na wagę konsumentów. Według ostatnich danych GUS w 2019 r. zjadaliśmy 2,98 kg wyrobów piekarniczych na osobę w ciągu miesiąca, podczas gdy w 2018 r. było to 3,15 kg, a jeszcze w 2014 r. 3,94 kg. Z drugiej strony, na tle producentów wielu innych towarów, których sprzedaż ze względu na koronawirusa gwałtownie spadła, pieczywo jako jeden z podstawowych produktów spożywczych nie zniknęło z list zakupów.

– Mimo to, po danych na temat zaległości, można wnioskować, że miniony rok nie należał dla branży piekarniczej do łatwych. Z danych zawartych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz w bazie BIK wynika, że przeterminowane zobowiązania producentów pieczywa i świeżych wyrobów ciastkarskich i ciastek, wobec dostawców i banków, wzrosły o 10 proc., podczas gdy w całej gospodarce zaległości podwyższyły się o 4 proc. – mówi Halina Kochalska, ekspert BIG InfoMonitor. – Negatywną zmianę sytuacji w 2020 r. jeszcze dobitniej widać na tle tego, co działo się w 2019 r. Wówczas zaległości branży spadły o ponad 3 proc., mimo że wszystkie firmy podwyższyły zaległości o 9 proc. – dodaje.

Rosły ceny, strach przed koronawirusem i zaległości

Bezpośredniego uderzenia w branżę piekarską obostrzeń i lockdownów nie było, ale pandemia nie okazała się obojętna. Według szacunków w czasie kwietniowej kwarantanny 2020 r. sprzedaż pieczywa spadła o ok. 10-15 proc. A cukiernie skutki trudnej sytuacji odczuły jeszcze bardziej, bo sprzedawały nawet 30-40 proc. mniej wyrobów. Jednocześnie część osób niepewnych sytuacji, z którą będą musieli się zmierzyć, kupowała pieczywo na zapas, a inni zaczęli też wypiekać chleb w domu. Jednym z powodów, by zostać domowym piekarzem, poza obawami o zarażenie się Covid-19 w kolejce, czy strachem, że wirus znajdzie się na kupionych produktach, mógł być również wzrost cen.

Według GUS przy średniej inflacji za zeszły rok wynoszącej 3,4 proc., pieczywo należało do produktów spożywczych, których ceny po owocach – 17,6 proc. i wędlinach – 9,5 proc. wzrosły w 2020 r. najbardziej – o 8,1 proc. Z pewnością wpływ na to miały wyższe koszty składników i mediów, np. mąka zdrożała o 5,5 proc., cukier o 6,2 proc., a energia elektryczna aż o prawie 12 proc.

Jak pokazują dane zebrane w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i BIK, zaległości piekarni wzrosły z 107,6 mln zł w 2019 r. do 118,1 mln zł na koniec 2020 r. Ale jednocześnie nieznacznie ubyło firm, które miały kłopoty i ostatecznie udział niesolidnych płatników, wynosi w tej branży 6 proc., czyli podobnie jak w całej gospodarce. Jest też zbliżony do odsetka ryzykownych przedsiębiorstw wśród sprzedawców wyrobów piekarniczych i cukierniczych. Choć jeśli chodzi o zadłużenie, to w przypadku punktów handlowych w minionym roku podniosło się ono mniej, bo o 5 proc., do 12,7 mln zł. Średnia kwota przeterminowanych o min. 30 dni zobowiązań przekracza tu 40 tys. zł, a w przypadku producentów pieczywa i ciastek 122 tys. zł.
Tłusty Czwartek nie pomoże na chudy rok branży piekarniczo-cukierniczej 3

Tłusty Czwartek nie pomoże na chudy rok branży piekarniczo-cukierniczej 2

Tłusty Czwartek nie pomoże na chudy rok branży piekarniczo-cukierniczej
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i BIK

Najtrudniej piekarniom z Górnego i Dolnego Śląska oraz Pomorza

Kłopoty z regulowaniem zaległych zobowiązań rozkładają się bardzo nierówno między regionami. Najbardziej zadłużeni są piekarze i cukiernicy z woj. śląskiego, którzy mają 14,2 mln zł zaległości, tam też jest najwięcej firm z problemami – 132. Niewiele mniej niespłacanych zobowiązań przypada na woj. pomorskie (13,6 mln zł) i dolnośląskie (13 mln zł). Największy odsetek zadłużonych piekarni jest natomiast w woj. kujawsko-pomorskim, gdzie kłopoty z regulowaniem faktur i rat kredytowych ma niemal 9 proc. firm. Najsumienniej finansami zarządzali natomiast w 2020 r. piekarze podlascy (3,8 proc.), świętokrzyscy (3,9 proc.) i małopolscy (4 proc.).

Zaległości producentów pieczywa oraz świeżych wyrobów ciastkarskich

Województwo Liczba firm Odsetek firm Kwota zaległości w mln zł
ŚLĄSKIE 132 6,22% 14,3
POMORSKIE 66 7,86% 13,6
DOLNOŚLĄSKIE 96 6,87% 13,0
MAZOWIECKIE 130 5,66% 11,0
MAŁOPOLSKIE 65 3,97% 10,4
LUBELSKIE 49 6,59% 9,9
KUJAWSKO-POMORSKIE 57 8,66% 7,4
WIELKOPOLSKIE 65 5,15% 6,8
WARMIŃSKO-MAZURSKIE 28 6,56% 6,5
ŁÓDZKIE 78 6,23% 6,3
LUBUSKIE 32 7,80% 3,6
ZACHODNIOPOMORSKIE 44 5,94% 3,3
PODKARPACKIE 46 5,91% 3,1
ŚWIĘTOKRZYSKIE 19 3,89% 1,8
OPOLSKIE 36 6,98% 1,7
PODLASKIE 14 3,77% 1,3

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i BIK

W przypadku sprzedawców pieczywa i ciast najwięcej firm z kłopotami z regulowaniem zaległych zobowiązań zlokalizowanych jest na Mazowszu (61), mają one też najwyższą kwotę niezapłaconych w terminie zobowiązań (3,4 mln zł).

Wyniki finansowe DB Energy I-II kw. roku obrotowego 2020/2021

W II kw. br. obrotowego spółka zanotowała kolejny raz z rzędu dwucyfrowy wzrost sprzedaży i skokową poprawę marży, co przełożyło się na zyski. Obecny portfel zleceń gwarantuje stabilny rozwój spółki w perspektywie najbliższych kwartałów. W negocjacjach mamy nowe interesujące projekty z obszaru poprawy efektywności energetycznej przemysłu, co jest dobrym prognostykiem dla wyników finansowych spółki w następnym roku, podsumowuje Krzysztof Piontek, Prezes DB Energy SA.    

I-II kw. roku obrotowego 2020/2021 – rok obrotowy trwa od 1 lipca 2020 r. do 30 czerwca 2021 r.

w tys. zł 01.10.2020- 31.12.2020 01.10.2019-31.12.2019 Zmiany % 01.07.2020-31.12.2020 01.07.2019-31.12.2019 Zmiana %
Przychody ze sprzedaży 4 586,14 3 159,01 +45% 9 931,45 9 585,85 +4%
EBIT 1 021,3 93,24 +995% 1 256,99 1 159,62 +8%
Marża EBIT 22,3% 3,0% 12,7% 12,1%  
EBITDA 1 178,71 113,31 +940% 1 563,78 1 223,74 +28%
Marża EBITDA 25,7% 3,6% 15,7% 12,8%
Zysk netto 889,21 35,86 2380% 1 010,49 870,79 +16%

Sprzedaż przyśpiesza

W II kw. 2020/2021 r. sprzedaż DB Energy wyniosła 4 586,14 tys. zł, tj. 45% wzrostu rdr, co daje narastająco w okresie I-II kw. br. obrotowego 9 931,45 tys. zł przychodów. Wpływ na przychody spółki w II kw. miało głównie rozliczenie kolejnych etapów prac z 14 projektów, w tym projektu dla Schumacher Packaging. Zgodnie z przyjętym modelem działalności, spółka realizuje coraz więcej projektów inwestycyjnych. W strukturze sprzedaży spółki, w I-II kw br. obrotowego, projekty inwestycyjne, w tym w modelu ESCO stanowiły 87% całości sprzedaży, segment doradczy (audyty efektywności energetycznej, pozyskiwanie Białych Certyfikatów oraz audyty energetyczne przedsiębiorstw itp.) stanowił 8% przychodów, podczas gdy pozostałe usługi stanowiły 5%.

Rosną zyski i marże

EBITDA spółki w II kw. 2020/2021 r. wyniosła 1 178,71 tys. zł wobec 113,31 tys. zł w analogicznym okresie ubiegłego roku; a marża skoczyła do poziomu 25,7%. Narastająco w I-II kw. br wynik EBITDA był na poziomie 1 563,78 tys. zł, tj. 28% wzrostu rdr. Marża EBITDA wyniosła 15,7% wobec 12,8% w analogicznym okresie ubiegłego roku. W II kw. 2020/2021 r. spółka odnotowała 1 021,3 tys. zł zysku operacyjnego (wobec 93,24 tys zł w II kw. 2019/2020 r.), a w I-II kw. 1 256,99 tys. zł, co dało narastająco 8% wzrostu rdr. Marża EBIT wyniosła narastająco 12,7% wobec 12,1% w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Koszty operacyjne w II kw. br. wyniosły 4,19 mln zł, tj. 36% wzrostu rdr, w tym 68% stanowiły koszty usług obcych, pochodna skali realizowanych projektów. Narastająco koszty operacyjne wyniosły 9,31 mln zł, tj. 10% wzrostu rdr, z czego koszty usług obcych stanowiły 74% całości kosztów.

Zysk netto na koniec II kw. 2020/2021 r. wyniósł 889,21 tys. zł wobec 35,86 tys. zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Narastająco spółka zanotowała 1 010,49 tys. zł zysku, tj. 16% wzrostu rdr. Na koniec II kw. spółka dysponowała gotówką w kwocie 5,67 mln zł wobec 2,84 mln zł w analogiczym okresie ubiegłego roku.

Perspektywy dalszego rozwoju

Stosownie do przyjętej strategii rozwoju oraz w odpowiedzi na zapotrzebowanie rynku, spółka sfinalizowała ramową umowę z międzynarodową instytucją finansową SUSI Partners, która w ramach funduszu Efficiency Solutions II SV S. à r. l. zapewni DB Energy finansowanie inwestycji z zakresu efektywności energetycznej w modelu ESCO. SUSI Partners AG jest jedną z wiodących instytucji finansowych w Europie w zakresie finansowania projektów dotyczących odnawialnych źródeł energii, efektywności energetycznej oraz magazynowania energii.

Porozumienie umożliwi DB Energy finansowanie projektów o łącznej wartości co najmniej 20 mln euro do 2023 roku. Dotychczas spółka zidentyfikowała ponad 30 projektów inwestycyjnych o szacowanej wartości blisko 40 mln euro, które mogą zostać objęte finansowaniem w modelu ESCO w ramach współpracy z SUSI Partners. Spółka jest zaangażowana w kilka procesów negocjacyjnych, które mogą skutkować zawarciem umów na realizację projektów ESCO w kolejnych kwartałach. Obecnie spółka realizuje i rozlicza 4 projekty w modelu ESCO, których nakłady inwestycyjne na realizację wynoszą łącznie 34,75 mln zł (nakłady poniesione oraz przyszłe).

W okresie od października 2020 roku do grudnia 2020 roku widoczny był wzrost cen certyfikatów do poziomu 1933,86 PLN/toe z blisko 1 800 PLN/toe[1]. Kolejni klienci oczekują na decyzje w zakresie przyznania certyfikatów przez Urząd Regulacji Energetyki. Spółka posiada ponad 70 umów na rozliczenie Białych Certyfikatów i pracuje nad pozyskaniem nowych klientów tym obszarze.

W omawianym okresie działalność spółki zależnej Willbee Energy była ograniczona ze względu na pandemię. Spółka wdraża obecnie rozwiązania umożliwiające świadczenie usług audytowych w formie zdalnej, jak również kontynuuje działania promocyjne.

W II pół. 2021 r. spółka planuje zakończenie projektu B+R DiagSys. Stan zaawansowania prac nad realizacją projektu Zarząd szacuje na 90%.

[1] Średnioważone miesięczne ceny PMEF-F

Pandemia przetasowała ofertę benefitów. Priorytetem komfort pracy i zdrowie pracowników

Ostatnie miesiące dla wielu przedsiębiorstw były czasem próby i egzaminem z umiejętności zarządzania sytuacją kryzysową. Pracodawcy stanęli przed wieloma trudnymi decyzjami dotyczącymi m.in. redukcji etatów czy optymalizacji kosztów. Jak wynika z najnowszego raportu Nationale-Nederlanden „Benefity pracownicze w dobie pandemii” co drugi polski przedsiębiorca przyznaje, że pandemia miała negatywny wpływ na kondycję finansową jego firmy. Pomimo ewentualnych trudności blisko osiem na dziesięć firm deklaruje, że oferuje swoim pracownikom pozapłacowe korzyści. W tym niepewnym czasie na znaczeniu najbardziej zyskała możliwość pracy zdalnej – na taką odpowiedź wskazuje ponad jedna trzecia respondentów.

Bolesne skutki pandemii

Wśród przedsiębiorców uczestniczących w badaniu Nationale-Nederlanden blisko 60 proc. przyznaje, że pandemia miała negatywny wpływ na sytuację finansową ich firmy. W tej grupie największe problemy zgłaszają przedsiębiorstwa z sektora handlowo-usługowego. Aż dwie trzecie przedstawicieli firm handlowych potwierdza, że w wyniku trwającej pandemii ich sytuacja finansowa uległa pogorszeniu. W przypadku ponad jednej trzeciej firm, pandemia nie spowodowała zmian sytuacji finansowej. Natomiast pozytywne oddziaływanie nowej sytuacji na firmowy budżet zauważa zaledwie 5 proc. ankietowanych przedsiębiorców.

Zdalnie, czyli korzystniej

Pomimo trudnej sytuacji rynkowej niewiele jest dziś firm, które nie oferowałyby swoim pracownikom pozapłacowych korzyści. Blisko 80 proc. przepytanych przedsiębiorców potwierdza, że osoby zatrudnione w ich organizacji mogą skorzystać z różnego rodzaju benefitów. Ankietowani potwierdzają, że wśród oferowanych przez nich świadczeń pozapłacowych, często znajdują się szkolenia zawodowe (49 proc.) oraz możliwość pracy zdalnej (43 proc.). Ze względu na wprowadzone obostrzenia ta ostatnia korzyść cieszy się coraz większą popularnością. I choć praca zdalna już wcześniej miała całkiem spore grono zwolenników, to właśnie w czasie pandemii najbardziej zyskała na znaczeniu. Tak przynajmniej uważa 38 proc. badanych przedsiębiorców.

– Praca realizowana zdalnie jest naturalną konsekwencją wydarzeń ostatnich miesięcy. Już teraz widzimy, że przestaje być ona postrzegana jako benefit, a staje się zwyczajną formą wykonywania obowiązków zawodowych. Nasze wcześniejsze badania pokazały, że wielu pracowników chciałoby już na stałe działać w takim modelu. Rolą mądrego i odpowiedzialnego pracodawcy jest zapewnienie osobom zatrudnionym bezpiecznych warunków pracy – niezależnie od tego, czy pracują w biurze czy we własnym domu. Jednym z elementów ochrony może być właśnie grupowe ubezpieczenie na życie. Niezbędne w tym zakresie jest także uregulowanie kwestii związanych z pracą zdalną – mówi Ewa Dąbrowska, Dyrektor Pionu Klienta Korporacyjnego w Nationale-Nederlanden.

Raport pokazuje również, że w ciągu ostatniego roku, ze względu na pandemię i wprowadzone obostrzenia na znaczeniu straciły przede wszystkim takie benefity jak karta umożliwiająca korzystanie z obiektów sportowych, a także szkolenia zawodowe i rozwojowe. Na takie odpowiedzi wskazało odpowiednio 45 i 30 proc. przedsiębiorców.

Polisa na życie stałym elementem oferty benefitowej

Choć badanie Nationale-Nederlanden wyraźnie pokazuje, że w czasie pandemii doszło do przetasowań w ofercie świadczeń pozapłacowych, to jedna rzecz nie ulega zmianie – grupowa polisa na życie pozostaje najpopularniejszym benefitem oferowanym przez firmy. Potwierdza to aż sześciu na dziesięciu ankietowanych pracodawców. Zdecydowana większość respondentów, bo aż 94 proc., wskazuje, że udostępnianie pracownikom ubezpieczenia na życie jest świadczeniem oferowanym od kilku lat. Jedynie nieliczne przedsiębiorstwa wprowadziły ten benefit dopiero w ubiegłym roku wraz z pojawieniem się zagrożenia epidemiologicznego.

Duże zainteresowanie firm grupowymi polisami na życie potwierdza również ostatni raport Komisji Nadzoru Finansowego. Z udostępnionych danych wynika, że zakłady ubezpieczeń na koniec III kwartałów 2020 roku zebrały z tytułu ubezpieczeń grupowych składkę brutto w wysokości 6,42 mld zł. To wzrost o 0,1 mld zł w stosunku do analogicznego okresu w 2019 r.

– Warto podkreślić, że dziś ubezpieczenie grupowe na życie to nie tylko świadczenie na wypadek najgorszego. Produkty te coraz częściej rozwijane są jako element ochrony zdrowia i wsparcia w razie ciężkich zachorowań czy niezdolności do pracy. Te komponenty są często odpowiedzią na największe wyzwania i ryzyka, jakie wiążą się np. z chorobami cywilizacyjnymi ¬¬– mówi Ewa Dąbrowska.

Pracodawcy angażują się w składki

Wśród organizacji, które oferują pracownikom grupowe ubezpieczenie na życie, ponad połowa pracodawców deklaruje, że finansuje im składki. Ponad jedna czwarta przedsiębiorców (27 proc.) wskazuje, że pokrywa ich koszt w całości, natomiast 28 proc., że partycypuje w nich częściowo. Zazwyczaj wysokość składki jest kwotą stałą i według co drugiego przedsiębiorcy wynosi około 50 zł na osobę.

– Te deklaracje wydają się zbyt optymistyczne. Zgodnie z danymi rynkowymi na udział w finansowaniu ubezpieczenia decyduje się dziś około 15 proc. firm. Widzimy tu jednak potencjał do zmiany. Z myślą o zdrowiu i bezpieczeństwie osób zatrudnionych wiele firm zaczyna interesować się tym rozwiązaniem i coraz chętniej zgłaszają też gotowość do włączania się w składkę. Kryzys zdrowotny związany z koronawirusem tylko potwierdził, jak opłacalna i ważna jest inwestycja w profilaktykę i zdrowie pracowników. Dlatego sądzę, że coraz więcej pracodawców będzie decydować się na partycypację w kosztach związanych z tym świadczeniem – dodaje Ewa Dąbrowska.

Co ciekawe, firmy deklarujące sponsorowanie pracownikom grupowej polisy na życie, jako główny powód wskazują na chęć budowania lojalności pracowników (55 proc. wskazań), a następnie politykę wizerunkową firmy (41 proc. wskazań). Mniejsze znaczenie mają dla nich zachęty podatkowe i kwestia odprawy pośmiertnej.

Pracodawcy chcą dbać o dobrostan pracowników

Co druga firma biorąca udział w badaniu Nationale-Nederlanden byłaby zainteresowania dodatkowymi benefitami dla swoich pracowników. W tej grupie ponad jedna czwarta rozważa rozszerzenie pakietu korzyści pozapłacowych o takie, które dbałyby o dobrostan pracownika m.in. mental wellness i work-life balance. Natomiast blisko jedna piąta pracodawców deklaruje zainteresowanie benefitami wokół profilaktyki onkologicznej.

– Z naszych obserwacji wynika, że tematy związane z well-being są dziś bardzo istotne dla pracujących Polaków. Pandemia tylko zwiększyła ich obawy o zdrowie i bezpieczeństwo. Nic dziwnego, że część firm rozważa wprowadzenie świadczeń dopasowanych do obecnej sytuacji. Nie mam wątpliwości, że oferta benefitowa firm będzie się zmieniać i stanie się bardziej różnorodna i dostosowana do indywidualnych potrzeb pracownika oraz jego stylu życia – podsumowuje ekspertka Nationale-Nederlanden.