Czy rynek biurowy zmierza w stronę nadpodaży?

Zmieniająca się struktura popytu na biura oraz rosnąca ilość powierzchni szukającej podnajemców rodzi pytanie, czy aby sektor biurowy w Polsce nie będzie musiał mierzyć się za moment z nadpodażą metrów kwadratowych.

Jak wynika z danych JLL, popyt między pierwszym a trzecim kwartałem na warszawskim rynku biurowym obniżył się o 35% w stosunku do analogicznego okresu w 2019 roku. Z kolei w miastach regionalnych zapotrzebowanie na biura spadło o 11%. Jednocześnie prym wśród podpisywanych w tym roku umów najmu wiodły przedłużenia kontraktów, które między drugim a trzecim kwartałem roku odpowiadały za 45% popytu na największych rynkach biurowych w Polsce (wobec 33% w 2019 roku). Ponadto, po wybuchu pandemii dość szybko zaczęła rosnąć oferta podnajmów, która w listopadzie wynosiła już 240 000 mkw. powierzchni. Czy zatem nad sektorem biurowym w Polsce pojawiło się widmo nadpodaży?

Nadpodaż? Nie tak szybko!

Najemcy zareagowali na rozwijającą się pandemię dość szybko, tymczasowo wstrzymując plany ekspansji czy relokacji. Jednocześnie zaczął rosnąć współczynnik pustostanów. Na rynkach regionalnych był to wzrost o 2,8 p.p. od początku roku, a w Warszawie – o 1,8 p.p. Warto jednak podkreślić, że już w 2019 roku prognozowaliśmy wzrost tego parametru w miastach, gdzie obserwowany był wysoki poziom nowej podaży biurowej. – Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badan i Doradztwa, JLL

Jak zwracają uwagę eksperci JLL, niepewność wywołana przez COVID-19 miała wpływ nie tylko na decyzję najemców, ale i deweloperów aktywnych na największych rynkach biurowych w Polsce.

Z naszych danych wynika, że aktywność firm deweloperskich wróciła do poziomu podobnego do tego zarejestrowanego w 2014 roku. Aktualnie w budowie pozostaje 1,3 mln mkw., a dla porównania, w analogicznym okresie ubiegłego roku było to o 400 000 mkw. więcej. Zestawiając ze sobą wszystkie te zmienne, możemy powiedzieć, że między 2021 a 2022 rokiem na rynek zostanie dostarczone o 24% mniej powierzchni, niż było to prognozowane na koniec 2019 roku. To z kolei prawdopodobnie przełoży się na stopniową absorpcję dostępnej przestrzeni biurowej i zrównoważy rosnący poziom pustostanów. – Piotr Kamiński, Dyrektor w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych, JLL

Fundusze reagują na pandemię

Wprowadzony w marcu lockdown bez wątpienia wpłynął także na aktywność funduszy nieruchomościowych inwestujących w polskie biura. Restrykcje związane z podróżowaniem stanowiły dodatkowe utrudnienie w rozpoczynaniu nowych transakcji, co odzwierciedlają liczby.

Do tej pory w Warszawie zamknięto transakcje o wartości 1 mld euro, a na rynkach regionalnych – 600 mln euro. Według naszych prognoz łączny wolumen inwestycyjny na warszawskim rynku w 2020 roku będzie zbliżony do średniej z ostatnich dziesięciu lat i wyniesie ok. 1,16 mld euro. Natomiast w przypadku miast regionalnych w optymistycznym scenariuszu powinien on zamknąć się umowami kupna/sprzedaży na poziomie 920 mln euro. Dla porównania, w ubiegłym roku na biurowym rynku inwestycyjnym w Polsce sfinalizowano transakcje o wartości 3,62 mld euro. – Sławomir Jędrzejewski, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Mimo to, jak zwracają uwagę eksperci, nastroje panujące wśród inwestorów są bardzo dobre.

Zainteresowanie sektorem biurowym w Polsce wśród międzynarodowych funduszy nie słabnie, a aktywność inwestorów powinna ponownie wzrosnąć w 2021 roku. Jesteśmy w końcu największym w tej części Europy rynkiem nieruchomości komercyjnych. Natomiast niższa niż w latach ubiegłych podaż nowego produktu, powinna zmotywować właścicieli biurowców do pewnych przetasowań w ich strategiach biznesowych. Rynek biurowy w Polsce osiągnął już pewną dojrzałość, co oznacza, że w Warszawie i miastach regionalnych funkcjonuje sporo starszych budynków biurowych, wymagających modernizacji, czy weryfikacji tzw. tenant-mix poprzez wprowadzenie tam na przykład operatorów flex. To przełoży się na zwiększenie ich wartości i pomoże w zrównoważeniu jakości produktu dostępnego na polskim rynku biurowym. – Sławomir Jędrzejewski, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Czterodniowy tydzień pracy?

Po wprowadzeniu czterech dni pracy w tygodniu uda się zachować na tym samym poziomie wynagrodzenia pracowników? Jeżeli będzie to decyzja rządu, wówczas powinniśmy pozbyć się złudzeń.

Nad wprowadzeniem czterodniowego tygodnia pracy zastanawia się rząd Hiszpanii. Takie pomysły zgłaszała wcześniej brytyjska Partia Pracy, podobne postulaty przedstawiły związki zawodowe w Niemczech. Argumentacja jest podobna, że będziemy mniej zmęczeni i przez to wzrośnie nasza wydajność, zmniejszy się też liczba zwolnień lekarskich.

– Jeżeli takie pomysły pochodzą od premiera bądź rządu, to jestem sceptyczny, a moja reakcja jest taka, że powinniśmy o tym więcej dyskutować, zanim coś tak głupiego ktoś zaproponuje w Polsce – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Inna jest natomiast sytuacja, gdy zaproponuje to organizacja, której celem jest wypracowywanie zysku dla akcjonariuszy.

Takie decyzje powinny więc zapadać na poziomie mikroekonomii. W nowoczesnych korporacjach są takie pomysły, aby jeden dzień w tygodniu pracownicy przeznaczali na rozwój osobisty, aby oderwać się od żmudnej, codziennej pracy.

Dobrze funkcjonujące rynek pracy, to taki, na którym obie strony umowy negocjują z sobą warunki pracy. Jeżeli dla obu stron taka reorganizacja byłaby korzystna, to tym bardziej takie zmiany powinny być wprowadzane. I wówczas czterodniowy tydzień pracy nie doprowadzi do obniżenia wynagrodzenia.

Rynek pracy bardzo zmienia rozwój nowych technologii, ale także bardzo go polaryzuje, bo nieliczni pracownicy maja wyjątkowo poszukiwane kompetencje. I to jest obecnie największy problem rynku pracy w ocenie dr P.Kwietnia, ponieważ może doprowadzić do narastania konfliktów społecznych.

Pandemia pokazała, że można wprowadzać wiele zmian w organizacji pracy. Dużo więcej pracujemy zdalnie i ma to swoje plusy. To jednak nie oznacza, że jesteśmy na drodze do wprowadzenia trzydniowego weekendu. W Polsce realizacja takiego pomysłu przez rząd doprowadziłaby do zmian, porównywalnych do tego co stało się w handlu, gdy drastycznie ograniczono pracę w soboty.

– Taki pomysł staje się absurdem, jeżeli pochodzi od polityków – dodaje ekspert XTB. – To może skończyć się jedynie katastrofą.

Odwiedzalność obiektów handlowych w trzecim tygodniu grudnia niższa o 29 proc. r/r

W tym roku klienci  rozłożyli przedświąteczne zakupy w czasie – odwiedzalność utrzymuje się na podobnym poziomie od otwarcia galerii po listopadowym lockdownie.

Średnia odwiedzalność obiektów handlowych w trzecim tygodniu grudnia była niższa o 29 proc. Klienci świadomie i rozważnie planują zakupy. Mimo okresu świątecznego, ich wizyty rozkładają się równomiernie i bezpiecznie w ciągu całego tygodnia.

  • W trzecim tygodniu grudnia (14-20.12) odwiedzalność galerii handlowych była niższa o 29% od tej odnotowanej w analogicznym tygodniu w 2019 r.
  • Działania informacyjne i edukacyjne na temat bezpiecznych zakupów PRCH oraz centrów handlowych przynoszą z efekty. Klienci odpowiedzialnie podeszli do planowania zakupów świątecznych i tzw. footfall w poszczególne dni rozłożył się równomiernie na poziomie ok. 70 proc.
  • Najpopularniejszym dniem była sobota, kiedy odwiedzalność była niższa o 26 proc.
    w porównaniu do analogicznego dnia roku poprzedniego.
  • Klienci chętnie skorzystali także z możliwości zakupów w dodatkowym dniu weekendu –
    w niedzielę handlową odwiedzalność wyniosła 68 proc.

Dane zebrane przez Polską Radę Centrów Handlowych pokazują, że średni tygodniowy footfall w trzecim tygodniu grudnia jest o 29 proc. niższy w odniesieniu do tego samego okresu ubiegłego roku, podobnie jak tydzień wcześniej (7-13.12). Odwiedzalność w poszczególne dni tygodnia była wyrównana i wyniosła ok. 70 proc., z wyjątkiem soboty, kiedy była niższa o 26 proc.

„Regularnie dostarczamy przedstawicielom rządu dane i raporty świadczące o najwyższych standardach bezpieczeństwa stosowanych w galeriach handlowych oraz odwiedzalności, która jest znacznie niższa niż w ubiegłym roku i nie rośnie mimo zbliżających się Świąt. Świadczy to o odpowiedzialnym podejściu klientów do zakupów i nieodkładaniu ich na ostatnią chwilę. Poprzez szereg działań zapewniających bezpieczeństwo, edukację klientów i egzekwowanie obowiązujących przepisów udowodniliśmy, że możemy działać w czasie pandemii. Jesteśmy zaskoczeni decyzją rządu o trzecim lockdownie, który zarówno dla wynajmujących, jak i najemców może skończyć się trudnymi decyzjami dotyczącymi zmniejszania zatrudnienia oraz niemożności spłaty zobowiązań finansowych. Zwłaszcza, że właściciele galerii handlowych od początku pandemii są pozbawieni pomocy w ramach tarcz finansowych. Apelujemy też o pomoc dla branży – zarówno wynajmujących, jak i najemców” – podsumowuje Radosław Knap, Dyrektor Generalny PRCH.

Centra handlowe funkcjonują w najwyższym reżimie sanitarnym, a ich personel od momentu wejścia do obiektu przypomina klientom o zasadach DDM – Dystans, Dezynfekcja, Maseczka.  Bezpieczeństwo podczas zakupów w dużym stopniu zależy od zachowania kupujących, dlatego Polska Rada Centrów Handlowych aktywnie prowadzi kampanię Bezpieczeństwo – Kupuję To! #KupujęBezpiecznie pod honorowym patronatem Ministerstwa Zdrowia oraz Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii i przypomina konsumentom o zasadach bezpiecznych zakupów. Również pracownicy centrów handlowych stale zwracają uwagę kupującym, by stosowali się do wytycznych i zasad sanitarnych, reagowali na polecenia i korzystali ze wskazówek dotyczących zachowywania dystansu, dezynfekcji i noszenia maseczek. Galerie i sklepy na bieżąco monitorują liczbę odwiedzających, by dostosować liczbę klientów do obowiązujących obostrzeń.

Motoryzacja dużo straciła na pandemii. Ale elektromobilność rośnie

Rok 2020 był bardzo trudny dla motoryzacji. Rynek motoryzacyjny finiszuje w grudniu z prawie 30%-owym spadkiem. Inaczej jednak ma się sytuacja rynku elektromobilnego. Trudny rok 2020 był dla niego rokiem skoku obrotów o około 80%. Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych przewiduje, że tak duży coroczny wzrost będzie przez następne parę lat normą dla rynku elektromobilnego. W tym roku oznacza to, że po polskich drogach porusza się już 20 tysięcy samochodów o napędzie elektrycznym – a połowa z nich to pojazdy całkowicie zeroemisyjne. Dla PSPA to jednak wciąż niewystarczający wynik.

– To jest istotny wzrost, ale oczywiście życzylibyśmy sobie, żeby on był jeszcze większy. Mamy nadzieję, że rok 2021 przyniesie efektywne programy dopłat do pojazdów zeroemisyjnych. Oczekujemy, że pierwsze takie projekty uruchomione w tym roku zostaną wykorzystane jako poligon doświadczalny – a na ich podstawie zostanie stworzony właściwy, odpowiedni, efektywny, mechanizm wspierania elektromobilności – powiedział serwisowi eNewsroom Maciej Mazurdyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych. – Mamy także nadzieję, że otrzymamy od państwa wsparcie w obszarze infrastruktury. Ten rok dla infrastruktury był szczególnie trudny. Mniej podróżowaliśmy i mniej korzystaliśmy ze stacji ładowania – więc mniej ich powstawało. Potrzebujemy programów wsparcia – żeby infrastruktura była przygotowana na skokowy wzrost samochodów elektrycznych, który – co do tego nie można mieć wątpliwości – na pewno nastąpi. W Europie sytuacja elektromobilności wygląda bardzo obiecująco. Motoryzacja konwencjonalna bardzo straciła, a elektromobilność w wielu przypadkach wzrosła nawet o 100%. W niektórych krajach odpowiadała za ponad 10-20% rejestracji nowych samochodów. Od września zaś utrzymuje się trend, obserwowany po raz pierwszy w historii europejskiej motoryzacji, gdzie samochody zelektryfikowane wyprzedziły samochody z silnikiem diesla – jeśli chodzi o liczbę rejestracji. Mamy nadzieję, że równie szybko uda się dogonić samochody z silnikiem spalinowym i elektromobilność przesunie się na miejsce pierwsze – analizuje Mazur.

ORLEN wyemitował 10 tys. obligacji o łącznej wartości 1 mld zł

PKN ORLEN wyemitował 10 tys. obligacji o łącznej wartości 1 mld zł i marży na poziomie 90 punktów bazowych w skali roku dla pierwszego okresu odsetkowego. Wysokość marży w kolejnych okresach odsetkowych uzależniona będzie od ratingu ESG, nadawanego przez agencję MSCI ESG Research Limited. Emisja spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów – łączna wartość zapisów w procesie budowy księgi popytu wyniosła 2,2 mld zł, ponad 2 razy więcej niż łączna wartość nominalna obligacji. PKN ORLEN uzyskał bardzo korzystne warunki finansowania – najniższe oprocentowanie w historii spółki i jednocześnie najniższą marżę od czasu kryzysu finansowego w 2008 roku. Nowe obligacje otrzymały rating kredytowy na poziomie BBB- przyznany przez agencję ratingową Fitch Ratings.

– Podejmujemy konkretne działania, które prowadzą do wyznaczonego w naszej strategii celu. Osiągnięcie neutralności emisyjnej do 2050 roku zakładamy poprzez realizację ambitnych planów inwestycyjnych, które umożliwią m.in. ograniczenie emisji CO2 i rozwój odnawialnych źródeł energii. W pełni zamierzamy wykorzystać możliwości, które daje polski rynek kapitałowy, dlatego zaoferowaliśmy obligacje związane ze zrównoważonym rozwojem, które stanowią kolejny ważny krok w stabilnym finansowaniu projektów. Naszym atutem jest mocna pozycja w biznesie, wiarygodność i zaufanie inwestorów, które potwierdza zainteresowanie emisją – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Obligacje PKN ORLEN na okaziciela z 5-letnim okresem wykupu spotkały się z dużym zainteresowaniem ze strony inwestorów. To pierwsza w historii Europy Środkowej przeprowadzona emisja korporacyjnych obligacji powiązana z ratingiem ESG, tj. z oceną zaangażowania emitenta w obszarze zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu, którego poziom będzie determinować wysokość marży, a tym samym oprocentowania obligacji. Zgromadzone środki umożliwią PKN ORLEN m.in. realizację bieżących projektów inwestycyjnych, wpisujących się w strategię osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r.

PKN ORLEN konsekwentnie dąży do osiągnięcia neutralności emisyjnej, efektywności energetycznej i wysokich standardów bezpieczeństwa. Budowanie wartości Grupy ORLEN w obszarze ESG odzwierciedla wyższa ocena ratingowa agencji Sustainaltytics w 2020 r. PKN ORLEN uplasował się na piątej pozycji spośród 86 firm z segmentu Oil & Gas Refining and Marketing (kategoria Refiners & Pipelines). Jednocześnie koncern awansował do kategorii ocen „Medium Risk” (w 2019 r. znajdował się w kategorii „High Risk”), dla której istnieje średnie ryzyko wystąpienia negatywnych skutków finansowych ze względu na czynnik ESG.

Zrównoważony rozwój i odpowiedzialny biznes to kluczowe elementy strategii neutralności emisyjnej spółki do 2050 r. W ramach jej realizacji, na początku września br. PKN ORLEN zadeklarował do 2030 r. redukcję emisji CO2 o 20% z obecnych aktywów rafineryjnych i petrochemicznych oraz o 33% CO2/MWh z produkcji energii elektrycznej. Zgodnie z założeniami, inwestycje realizowane w ramach strategii neutralności emisyjnej będą współfinasowane m.in. poprzez obligacje związane ze zrównoważonym rozwojem i zielone obligacje emitowane przez PKN ORLEN na europejskim rynku kapitałowym.

Polacy będą świętować Boże Narodzenie w mniejszym gronie

Prawie 3/4 badanych (72,2%) zamierza zastosować się do obostrzeń ograniczających liczbę osób przy świątecznym stole, przy czym prawie połowa (43%) wskazuje, że spędzi Wigilię tylko w gronie domowników – wynika z najnowszego badania omnibusowego SW Research.

Zgodnie z rekomendacją rządu, której następstwem jest rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 26 listopada 2020 r., na tegoroczne obchody Świąt Bożego Narodzenia będziemy mogli zaprosić maksymalnie 5 gości spoza danego gospodarstwa domowego.

Wiek badanych istotnie wpływa na gotowość stosowania się do w restrykcji w czasie Wigilii. Im starsza grupa wiekowa, tym wyższy poziom deklaracji w kierunku spędzenia Wigilii wyłącznie z osobami ze wspólnego gospodarstwa domowego.  W przypadku osób powyżej 50 lat wskaźnik ten wyniósł – 48%, dla Polaków w wieku 35-49 lat – 42%, zaś w grupie 25-34 lat – 39%, a do 24 lat – 36%.Wykres1

Zaproszenie do pięciu gości spoza domowników deklaruje 29% badanych, przy czym dużo częściej takie podejście wskazują kobiety (34%), niż mężczyźni (23%). Plany związane ze spędzeniem Wigilii w większym gronie są dużo bardziej popularne wśród młodszych respondentów (do 24 lat – 18% w porównaniu do 7% dla osób powyżej 50 lat). Na tydzień przed Świętami Bożego Narodzenia 16% Polaków nie wskazuje jednoznacznie swoich planów, co do liczby nakryć przy stole wigilijnym.Wykres2

Z podejściem do liczby gości koreluje liczba planowanych wyjazdów na Święta Bożego Narodzenia. Niespełna 20% Polaków planuje wyjechać poza miejsce zamieszkania. Wyjazdy świąteczne są nieznacznie bardziej popularne wśród mężczyzn (22%), niż wśród kobiet (18%), ale dużą większe zróżnicowane dostrzegalne jest ze względu na wiek badanych. W przypadku osób powyżej 50 lat wskaźnik ten wyniósł zaledwie 10%, wśród 35-49 latków 20%, a poniżej 34 r.ż. było to aż 33%.Wykres3

Wśród wszystkich badanych 18% zmieniło swoje plany bożonarodzeniowe ze względu na rekomendacje Rady Ministrów. Plany uległy zmianie dla 24% osób, które spędzą Wigilię tylko w gronie domowników. Wskaźnik ten jest na podobnym poziomie(23%) dla badanych, którzy zamierzają zaprosić na Wigilię do pięciu gości spoza swojego gospodarstwa domowego.

Wraz z upływem czasu coraz lepiej dostrzegalne są procesy zmian w modelu rodziny w Polsce. Postępująca atomizacja społeczna skutkuje zacieraniem się bardziej odległych więzów i ograniczeniem grona najbliższych do poziomu rodziny nuklearnej. Szczególny czas, jakim jest pandemia koronawirusa oraz idące za nią obostrzenia rządowe jedynie unaocznia nam proces, który odbywa się od lat. Spędzanie Wigilii w mniejszym gronie będzie coraz powszechniejsze, zaś wielopokoleniowe spotkania całych rodów przy świątecznym stole będą stanowić rzadkość – komentuje Adrian Wróblewski, dyrektor działu analiz SW Research.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane metodą wywiadów online (CAWI) w dniach 15-17.12.2020 na reprezentatywnej próbie 1005 dorosłych respondentów pochodzących z panelu badawczego SWPANEL.

Branża gastronomiczna i restauracyjna może do końca grudnia 2020 r. wnioskować o prolongatę terminu zakupu kas online

Podczas rozmów Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców z Ministrem Finansów ustalono, że przedsiębiorcy z branży gastronomicznej i restauratorzy którzy jeszcze nie wykonali obowiązku zakupu kas fiskalnych online, mogą do końca roku składać we właściwych Urzędach Skarbowych wnioski o przedłużenie terminu na zakup tych kas. Obecny ustawowy termin na zakup kasy upływa 1 stycznia 2021 roku.

W ustawie o podatku od towarów i usług nałożono na przedsiębiorców z branży gastronomicznej obowiązek zakupienia kas online. Początkowym terminem, określonym w ustawie, był dzień 30 czerwca 2020 roku. W związku z trwającą pandemią koronawirusa, która szczególnie dotknęła branżę gastronomiczną poprzez zamknięcia i ograniczenie działalności do zamówień w dostawie i na wynos, termin na zakup kas online został wydłużony do 1 stycznia 2021 roku.

Ze względu na przedłużającą się bardzo trudną sytuację przedsiębiorców z branży gastronomicznej Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz zauważył podnoszony przez branżę problem i w związku z tym podjął rozmowy z Ministrem Finansów w celu możliwości prolongowania terminu dla przedsiębiorców, mających  trudności z zakupem kasy w terminie określonym w przepisach. Minister Finansów poinformował Rzecznika o możliwości składania przez przedsiębiorców indywidualnych wniosków o odroczenie terminu na zakup kasy online. Zadeklarował rozpatrzenie każdego indywidualnego wniosku ze zrozumieniem argumentacji,  że brak środków na zakup w obecnej sytuacji branży jest uzasadnionym powodem do złożenia wniosku.

Odroczenie terminu możliwe jest na podstawie art. 48 § 1 ustawy Ordynacja podatkowa. Zgodnie z jego brzmieniem organ podatkowy może, na wniosek podatnika, odraczać terminy przewidziane w przepisach prawa podatkowego w przypadkach uzasadnionych ważnym interesem podatnika lub interesem publicznym. Wniosek w tej sprawie przedsiębiorcy powinni skierować do właściwego naczelnika urzędu skarbowego, wskazując w nim horyzont czasowy, w ciągu którego deklarują gotowość zakupu kasy. Odroczenie terminu sprowadza się tym samym do wydłużenia o określony czas możliwości zakupu kasy i może odnosić się tylko do takiego terminu, który jeszcze nie upłynął. Z tego względu niezbędne jest złożenie stosownego wniosku do końca grudnia br.

Decyzja organu podatkowego wydawana w tym zakresie ma charakter uznaniowy i uzależniona jest od analizy indywidualnej sytuacji konkretnego przedsiębiorcy. Zgodnie z art. 139 § 1 i 2 Ordynacji podatkowej termin na załatwienie niniejszej sprawy, wymagającej przeprowadzenia postępowania dowodowego, powinien nastąpić bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w ciągu miesiąca od dnia wszczęcia postępowania.

IBM planuje przejęcie Nordcloud

IBM ogłosił porozumienie w sprawie przejęcia Nordcloud, europejskiego lidera w dziedzinie implementacji chmury, transformacji aplikacji i usług zarządzanych. Dzisiejsze wiadomości jeszcze bardziej zwiększają możliwości IBM w zakresie migracji i transformacji chmury, co stanowi ważny aspekt jej strategii rozwoju platformy chmury hybrydowej.

Misją Nordcloud z siedzibą w Helsinkach w Finlandii i biurami w 10 krajach europejskich jest pomoc firmom w stawaniu się silniejszymi, sprawniejszymi i elastyczniejszymi dzięki chmurze. Od prowadzonych przez firmę Gartner badań Magic Quadrant po ranking Financial Times szybko rozwijających się firm europejskich – Nordcloud jest uznawany za lidera w dziedzinie usług chmury publicznej. Na przestrzeni ostatnich 10 lat ta prywatna firma stała się ogólnoeuropejskim liderem w branży usług transformacji chmury. Jest jednym z nielicznych dostawców potrójnie certyfikowanych w Amazon Web Services, Google Cloud Platform i Microsoft Azure.

„Nasi klienci coraz częściej przyjmują bardziej holistyczne podejście do modernizacji aplikacji, które pozwala im operować w tradycyjnym środowisku informatycznym, chmurze prywatnej i publicznej” – powiedział John Granger, starszy wiceprezes ds. innowacyjności aplikacji chmurowych i dyrektor operacyjny, IBM Global Business Services. „Przejęcie Nordcloud przez IBM dodaje swego rodzaju dogłębną wiedzę specjalistyczną, która będzie stymulować transformacje cyfrowe naszych klientów, a także wspierać dalsze wdrażanie platformy chmury hybrydowej od IBM. Narzędzia, metodologie i talenty w chmurze Nordcloud są silnym sygnałem, że IBM angażuje się w pomyślną podróż naszych klientów do chmury”.

„Podejście firmy IBM do chmury hybrydowej bardzo współgra z naszym podejściem do pomocy klientom w migracji, zarządzaniu i modernizacji w chmurze” – powiedział Fernando Herrera, prezes i założyciel Nordcloud. „Jako doświadczony partner w dzisiejszych ekosystemach chmurowych współpracujemy ze wszystkimi dostawcami chmury publicznej dla dobra naszych klientów w całej Europie. Bardzo cieszy mnie, że mogę przyjąć otwarte podejście firmy IBM do innowacji oraz pomóc jej zwiększyć globalny zasięg”.

Czołowi analitycy branży informatycznej szacują, że do 2024 roku wartość rynku profesjonalnych usług w chmurze przekroczy 200 miliardów dolarów[1]. Otwarte i elastyczne podejście firmy IBM do doradztwa, budowania, przenoszenia i zarządzania hybrydowymi środowiskami klientów daje przedsiębiorstwom swobodę wyboru spośród wielu dostawców, aby jak najlepiej realizować ich potrzeby biznesowe i informatyczne. To ostatnie przejęcie jest najnowszym przykładem tego, jak IBM rozszerza zasięg i dogłębność swojej oferty chmury hybrydowej w celu zarządzania złożonymi integracjami – technologii, ludzi i procesów.

Po zamknięciu transakcji Nordcloud stanie się firmą IBM. Szczegóły finansowe nie zostały ujawnione. Transakcja podlega zwyczajowym warunkom zamknięcia i ma zostać zamknięta w pierwszym kwartale 2021 roku.

[1] Dane szacunkowe na podstawie prognoz Gartnera i IDC 2024 dla usług zarządzanych w chmurze i usług profesjonalnych.

Ten wyjątkowy czas w roku

Ograniczona płynność doskwiera rynkom w czasie, gdy dominuje chęć ucieczki od ryzyka. Nowa odmiana wirusa straszy inwestorów wyższym tempem rozprzestrzeniania, zmuszając do rewaluacji oczekiwań szybkości odbicia ożywienia. Ale skala wczorajszej przeceny dobrze nie odzwierciedla poziomu obaw.

Nie chcę deprecjonować zagrożenia z tytułu nowej odmiany wirusa – jest bardziej zakaźny, a zatem trudniejszy do opanowania. Ale nie można zapominać, że mutacja wirusa nie występuje w tym aspekcie, który miałby uodpornić wirusa na już rozprowadzane szczepionki. Tak samo nie można zapominać, że mamy 22 grudnia, co oznacza mniejszą płynność na rynkach i porządkowanie pozycji na koniec roku, co przy nasileniu ryzyk prowadzi do ucieczki do ryzyka. Jednocześnie nie gaśnie całkowicie pozytywne nastawienie średnioterminowe, co kusi niektórych inwestorów do szukania w korektach okazji do zajęcia pozycji. Wczorajszy ostry zjazd na wszystkich aktywach ryzykownych (akcje, waluty, surowce) prawie bez żadnej obrony popytu, ale z późniejszym równie silnym odbiciem jest dobrym podsumowaniem panujących nastrojów.

Brexit także nie daje inwestorom spokojnie doczekać świąt. Informacje, że brytyjski parlament ma głosować nad umową handlową dopiero 30 grudnia tylko potęguje niepewność. Co będzie, jak w partii rządzącej dojdzie do rebelii przeciwko warunkom porozumienia? Nie byłby to pierwszy raz, kiedy gierki polityczne w Westminsterze torpedowały negocjacje brexitu. Świeżym źródłem nadziei jest złagodzenie żądań premiera Johnsona odnośnie dostępu UE do brytyjskich łowisk. Premier Wielkiej Brytanii oferuje teraz redukcję limitów o 1/3, a nie jak wcześniej o 60 proc. Ale UE póki co godzi się tylko na zmniejszenie quoty o 25 proc. i według niektórych źródeł unijnych, nowa oferta dalej nie jest do zaakceptowania. To smutne, że na ostatnią chwilę spór sprowadza się do ułamków w temacie liczby złowionych ryb. I byłoby strasznie nieodpowiedzialne, aby z tego powodu do porozumienia nie doszło. Funt w dalszym ciągu ma szanse na ostatni rajd ulgi (choć pewnie bliżej 30 grudnia), ale po tym terminie relacje UE z Wielką Brytania nie zapowiadają się na bardziej ugodowe. Brexit nie zanosi się za pozytywny scenariusz dla GBP w 2021 r.

EUR/PLN utrzymuje podwyższone poziomy ponad 4,50. Globalna awersja do ryzyka nie omija polskiej waluty, ale złoty jest wrażliwy na przecenę po piątkowej interwencji NBP, który sprzedawał złotego. Dalej nie mamy oficjalnego stanowiska banku centralnego w tej sprawie, ale pojawiają się wypowiedzi członków RPP. Eryk Łon i Rafał Sura popierają interwencję i zwracają uwagę na korzyści osłabienia złotego dla konkurencyjności gospodarki. Nie „kupuję” tego wytłumaczenia. Wątpliwe, aby NBP miał pójść drogą Szwajcarskiego Banku Narodowego i długofalowo powstrzymywać aprecjację złotego. Nie ma ku temu podstaw ani w danych o handlu (eksport radzi sobie dobrze), ani w inflacji (jest podwyższona). Jeśli osłabienie nie będzie trwale, a przy spodziewanej poprawie globalnego apetytu na ryzyko w 2021 r. jest to mało realne, polskie firmy prawie nic nie zyskają. Mało który podmiot zdecyduje się na zabezpieczenie przed ryzykiem umocnienia złotego na cały rok do przodu. Nie ma mowy o żadnym zarządzaniu ryzykiem walutowym, jeśli decyzja o zabezpieczeniu ekspozycji walutowej będzie uzależniona od wyczekiwania, czy NBP jeszcze bardziej osłabi złotego czy nie. Chyba że NBP zależy, aby swoimi działaniami podkopać zaufanie inwestorów do Polski i złotego i tym kanałem zahamować aprecjację waluty. Genialna strategia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przyszłość handlu: co po Covidzie?

  • Pandemia przyspieszyła ewolucję handlu, zwiększyła znaczenie elektronicznego kanału sprzedaży i innowacji w procesie zakupowym, ale wciąż nie wiadomo, które z tych zmian są chwilowe, a które zostaną z nami dłużej niż 6 miesięcy
  • Wśród ważniejszych zmian jest aktywizacja w handlu online nowej grupy wiekowej 65+, która przed pandemią bardzo nieufnie podchodziła do procesów zachodzących w Internecie
  • W tym roku swoją siłę pokazała transformacja cyfrowa, dzięki której część firm dokonała piwotu i przetrwała najgorszą rynkową zawieruchę. To nauka dla przedsiębiorców odwlekających cyfryzację, kolejnym testem mogą być następne pandemie

Tempo, w jakim postępuje w tym roku transformacja cyfrowa biznesów, zwłaszcza handlu, jest bez precedensu. To nie rewolucja, a bardziej przyspieszona ewolucja, bo pojawienie się pandemii stało się katalizatorem zmian rynkowych, które prędzej czy później musiały nastąpić. Co ważne, pod względem biznesowym to zjawisko w podobnym stopniu dotknęło modele B2C jak i B2B i bez wątpienia, podobnie jak pandemia, ma zasięg globalny. Debatujący podczas jednego z paneli konferencji „The Future of Commerce” organizowanej w ramach cyklu SelectChicago FDI 2020 eksperci próbowali nie tylko podsumować to, co już wydarzyło się w handlu za sprawą koronawirusa, ale przede wszystkim nakreślić kierunek, w jakim pójść może branża.

Jak robią to najwięksi

Zmiany obserwowane w ostatnich miesiącach w największej gospodarce świata nie pozostawiają złudzeń, że e-commerce był siłą napędową amerykańskiego handlu i konsumpcji, a w przypadku wielu zapóźnionych technologicznie firm swoistym kołem ratunkowym. O jakiej skali zmian mówimy? Wg danych Adobe Digital Insights w okresie marzec-sierpień 2020 r. Amerykanie wydali na zakupy online aż o 107 mld USD więcej niż prognozowano przed wybuchem pandemii, a obroty generowane przez e-commerce odpowiadały już za 27% całkowitej sprzedaży detalicznej.

W tym czasie odnotowaliśmy aż 130 dni, kiedy dzienne obroty ze sprzedaży internetowej w USA przekroczyły 2 mld USD. Dla porównania w zeszłym rok takie dni, nie licząc okresu świątecznego, były tylko 2. Co więcej, z taką sytuacją mieliśmy w tym roku do czynienia każdego dnia do początku maja do końca czerwca. Natomiast z perspektywy sprzedawców detalicznych to rekordowe wyniki sprzedaży w kanale elektronicznym, która do końca sierpnia wzrosła w ich przypadku średnio o 68% r/r – analizowała Tory Brunker z Adobe.

Inne dane opracowane przez IDC pokazują, że cyfryzacja kanałów sprzedaży bardzo szybko postępuje też w spółkach B2B, a najszybciej zachodzi w takich branżach, jak produkcja, automotive i finanse. Jak podają eksperci, kupowanie w modelu B2B rozwija się i wciąż będzie się rozwijać szybciej niż to w B2C, a firmy z tego segmentu zamierzają czerpać jak najwięcej z boomu na e-commerce – wg badania IDC aż 96% z nich zmieniło swoje modele sprzedażowe w sposób sprzyjający rozwojowi e-handlu.

Jaki handel po Covidzie

Prognozuje się, że e-handel w Polsce urośnie w tym roku między 40 a 100%. Pytanie, jak zachowa się w kolejnym roku i następnych latach. O szansach na podtrzymanie wysokiej dynamiki wzrostu przesądzi wiele czynników, a wśród nich debatujący wskazali między innymi te trzy. Po pierwsze, handel tradycyjny nie zniknie, zmieni się natomiast rozkład sił między sprzedażą online a offline z rosnącym znaczeniem tej drugiej nogi. Co jeszcze?

Detaliści coraz więcej inwestują w e-handel, bo tam coraz częściej zakupy robią ich klienci. Aż do 14% z 4% przed rokiem wzrósł odsetek osób robiących zakupy tylko online. Jednocześnie w e-commerce coraz wyraźniej zaznacza się obecność pokolenia baby boomers. To dzisiejsi co najmniej 65-latkowie, którzy zmuszeni przez pandemię przetestowali zakupy w Internecie i się do nich przekonali. Ograniczenia, które skutecznie trzymały ich z daleko od e-handlu, dziś się zatarły. Przed pandemią tylko 15% tej grupy wiekowej robiło zakupy online. Dziś kupowali oni w ten sposób prawie równie chętnie co młodzi. Pytanie brzmi, jaki procent z tych ludzi pozostanie z zakupami online po pandemii – powiedział Piotr Wrzalik, Managing Partner w Unity Group, która realizuje projekty transformacji cyfrowej dla firm na całym świecie, pomagając im osiągać pełny potencjał ich biznesu.

Do 2030 r. ludzie po 65 r.ż. będą stanowić ok ¼ populacji Europy. Przed detalistami duża praca, by o tę grupę społeczną odpowiednio zadbać.

Starsi klienci e-commerce wymagają od sprzedawców świeżego spojrzenia i uwzględnienia ich odmiennych potrzeb w procesie zakupowym. To ludzie, którzy inaczej korzystają ze smartfonów, potrzebują większych ekranów i bardzo doceniają możliwość włączenia na stronach internetowych sklepów większych liter. To trud, który warto podjąć, bo to grupa klientów bardziej lojalna niż młodzi – dodał Bartosz Pilch, przedstawiciel SIG Poland.

Z kolei inny ekspert podkreślił, że błędne jest skupianie się na problemie, kto z klientów zostanie, a kto odejdzie z e-commerce. Bardziej na miejscu jest myślenie o rozwijaniu obydwu kanałów sprzedaży.

– Po pandemii klienci, którzy zasmakowali zakupów online najpewniej z nich nie zrezygnują. Ale nie oznacza to, że porzucą na stałe zakupy w sklepach tradycyjnych. Oni po prostu staną się wielokanałowi i będą z powodzeniem realizować swoje potrzeby zakupowe zarówno online, jak i offline. To szczególnie ważne w branży aptecznej, gdzie odbiór leków na receptę niezmiennie odbywa się bezpośrednio w aptekach. Tego procesu pandemia nie mogła zmienić, bo wynika on wprost z regulacji – skomentował Michał Przybysz, E-commerce Director w Aptece Gemini, który uzupełnił, że wielokanałowość sprzedaży oznacza większą wartość zakupów klienta.

O kształcie dalszych zmian na rynku handlu zdecyduje też popularność zakupów w sieci kategorii e-grocery i FMCG. Na dziś szacuje się, że odpowiadają one za 1% całego polskiego e-commerce w porównaniu do 6% w Wlk. Brytanii. Ten segment rynku szybko nadrabia zaległości i przewiduje się, że przyszłym roku może stanowić już 5% całej sprzedaży w Internecie.

Cyfrowa transformacja – czas działania

Paneliści zgodnie stwierdzili, że takich gwałtownych wydarzeń jak pandemia COVID będzie w przyszłości więcej.

– Nie ma już powrotu do stanu sprzed Covid. Musimy poprawiać i rozwijać kanały sprzedaży online i być gotowi na nadejście kolejnego Czarnego Łabędzia. To już nie jest pora na decyzję, lecz to czas na działanie – dodał Piotr Wrzalik.

Ale pomimo zmian, jakich katalizatorem w handlu była w tym roku pandemia, dla wielu przedsiębiorców cyfrowa transformacja biznesu jest obcym hasłem albo jest przez nich lekceważona. W rzeczywistości odpowiednio przeprowadzona może utorować drogę do dużych wzrostów. Trzeba tylko zdawać sobie sprawę ze złożoności tej materii.

Przed erą Covid w dalszym ciągu wiele firm nie doceniało tej ogromnej wartości, jaką niesie transformacja cyfrowa. A w rzeczywistości zmiana dotyczy niemal każdego obszaru ich funkcjonowania, zaczynając od takich podstaw jak księgowość i dział prawny, na długoterminowej strategii rozwoju kończąc. Dlatego osoby za nią odpowiedzialne często czują się jak menadżerowie zarządzający zmianą (change managers) a nie tylko menadżerowie ds. e-commerce. Jednak pojawienie się Covid przyczyniło się do zmiany podejścia przedsiębiorców. Teraz transformacja nadal jest dla nich wyzwaniem, ale znacząco przyspiesza, bo jest olbrzymia potrzeba na zmianę, żeby odpowiedzieć na potrzeby klientów – komentuje Michał Przybysz.

Bartosz Pilch wskazał że każda transformacja cyfrowa powinna zaczynać się i być podporządkowana modelowi biznesowemu danej firmy. Z kolei Bernard Gołko, ekspert ds. Ecommerce, a w przeszłości e-commerce / Digital Director Europe i Członek zarządu Onnibus, podkreśla że w tym procesie technologia jest ważna, ale nie najważniejsza.

Technologia jest w czasie transformacji tylko narzędziem, takim aktywatorem, który umożliwia jej przeprowadzenie. Ale nie znaczy nic, jeśli nie mamy na pokładzie odpowiednich ludzi, którzy właściwie ją zastosują. Tu kluczowe znaczenie ma też rola kierownictwa i tworzonej przez nie kultury organizacyjnej – firmy osiągają z transformacji najlepsze efekty, jeśli panuje klimat sprzyjający testowaniu nowych rozwiązań i popełnianiu błędów. Pracownicy muszą wychodzić poza strefę komfortu, w przeciwnym razie zyski z cyfryzacji firmy mogą być w rzeczywistości poniżej zakładanego planu – uzupełnił Bernard Gołko.

Po listopadzie znaczenie e-commerce dla handlu jeszcze wzrosło. Widać to w nowych danych GUS, ale potwierdza to też analiza wyników największych klientów Unity Group, prowadzących przede wszystkim sprzedaż w kanale tradycyjnym, ale jednocześnie u których e-handel stanowi w tym roku coraz większy udział w obrotach. Historycznie listopad zawsze ważył w ich e-sprzedaży bardzo dużo – zwykle odpowiadał za 9-14 proc. obrotów online wygenerowanych w czasie pierwszych 11 miesięcy roku. Tym razem ten udział wzrósł średnio o 4 pkt. proc. względem stanu z bardzo dobrego dla e-commerce, ale wciąż przed pandemicznego 2019 r., i mieścił się w przedziale 13-19 proc. To zdecydowanie efekt drugiej fali Covid, która zawitała do Polski po wakacjach.