Rowery miejskie w trzech nowych miastach w tym roku. Liczba wypożyczeń w całym kraju rośnie o 10-15 proc. rocznie

CEO Magazyn Polska

Białystok, Lublin i Konstancin zyskają w tym roku systemy rowerów miejskich. Wszystkie uruchomi firma Nextbike, która jest już operatorem systemów w Warszawie (Bemowo Bike i Veturilo), Wrocławiu, Poznaniu, Opolu i Sopocie, a także dostawcą systemu do Krakowa. W całym kraju w jej systemie odnotowano już 3,5 mln wypożyczeń, a ich liczba rośnie o 10-15 proc. rocznie.

Od początku roku wypożyczyliśmy 600 tys. rowerów we wszystkich miastach, natomiast globalnie jesteśmy na poziomie 3,5 miliona. 2 miliony to jest tylko wynik wypożyczeń z zeszłego roku. To jest dość duża liczba, która wzrasta o 10-15 proc., a pamiętajmy, że mówimy o setkach tysięcy wypożyczeń – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Wojtkiewicz, prezes zarządu Nextbike.pl.

Liczba wypożyczeń rośnie we wszystkich sześciu systemach, którymi zarządza Nextbike. W kwietniu we Wrocławiu wypożyczono rowery o 4 tys. razy więcej (25 proc.) niż w tym samym miesiącu w 2013 r. W niewielkim systemie w Opolu od początku roku liczba wypożyczeń wzrosła o 80 proc. Wojtkiewicz przyznaje, że częściowo odpowiada za to pogoda, bo w ubiegłym roku zima była znacznie dłuższa. Jednak podkreśla, że rozwój jest stabilny.

Coraz więcej samorządów chce mieć własny system. Do końca maja Nextbike uruchomi kolejny w Białymstoku. Będzie się on składał z 30 stacji i 300 rowerów. Latem zacznie działać liczący 40 stacji i 400 rowerów system w Lublinie, gdzie rowery będą wyposażone w audiobooki. Najmniejszym tegorocznym projektem jest Konstanciński Rower Miejski – to tylko 5 stacji i 55 rowerów (Konstancin liczy niespełna 18 tys. mieszkańców). Trwają także przetargi w Łodzi i Bydgoszczy, w których Nextbike liczy na zwycięstwo.

Podstawowym elementem wdrażania takich systemów jest umowa z miastem, drugim krokiem jest pewnego rodzaju pączkowanie tych systemów w miastach poprzez nawiązywanie współpracy z lokalnym biznesem. Tacy partnerzy, jak galerie handlowe, wyższe szkoły prywatne czy deweloperzy, zgłaszają się do nas z chęcią postawienia takiej stacji, ufundowania jej przy swojej siedzibie. Dzięki takiemu wsparciu z prywatnego sektora możemy ten system rozwijać jeszcze o kolejne stacje – tłumaczy Wojtkiewicz.

Dużym wyzwaniem jest nie tylko budowa nowych stacji, lecz także utrzymanie systemu. Wojtkiewicz podkreśla, że dostarczenie rowerów i stacji to tylko 25-30 proc. sukcesu. W sezonie letnim, gdy wypożyczeń jest najwięcej, nawet 120 osób pracuje przez całą dobę nad naprawami i przenoszeniem rowerów, by zapewnić ich dostępność we wszystkich stacjach.

Wojtkiewicz dodaje, że systemy rowerów miejskich są bardzo różnorodne, więc trudno mówić o średnim koszcie. Wartość kontraktu zależy m.in. od liczby stacji, ich lokalizacji i zagęszczenia oraz dodatkowych rozwiązań, takich jak lubelskie audiobooki. Od czerwca 2011 r. do końca tego roku we Wrocławiu radni miejscy przeznaczyli na rozwój systemu łącznie 1,6 mln zł. W Warszawie kontrakt na rowery Veturilo od 2012 r. do końca listopada 2016 r. jest warty 19 mln zł.

Wycena takiego projektu jest zmienna. Każdy traktujemy bardzo indywidualnie. Przykładem może być również Krakowski Rower Miejski, w którego uruchomieniu niedawno pomagaliśmy Zarządowi Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie. Pokazuje to, że system, który jest dobrze przemyślany, dobrze wdrożony, tak naprawdę startuje z wielkim impetem, ma duży sukces frekwencyjny i może bardzo dobrze funkcjonować – ocenia Wojtkiewicz.

Dodaje, że choć działalność Nextbike jest rentowna, poszczególne projekty są trudne z punktu widzenia finansowego. Wynika to przede wszystkim z tego, że na zwrot kosztów można liczyć najczęściej dopiero po 3-4 latach, bo tak skonstruowane są umowy z miastami. Koszty inwestycji w rowery i stacje są jednak wysokie. Planowanie jest jednak tak prowadzone, by uniknąć sytuacji niedofinansowania lub złej jakości projektów.

MCI Management inwestuje w Netię

0

Spółka kontrolowana przez MCI.PrivateVentures Fundusz Inwestycyjny Zamknięty, fundusz buyoutowy z Grupy MCI, nabyła w drodze transakcji zawieranych na rynku regulowanym akcje Netia S.A. stanowiące ponad 5% jej kapitału zakładowego.

Zespół inwestycyjny kontynuuje prace nad pozyskiwaniem nowych projektów inwestycyjnych do portfela MCI. Po zamknięciu w pierwszym kwartale 2014 r. inwestycji w Grupę Wirtualnej Polski, Feedo, Hojo.pl, mGenerator oraz Focus Telecom Polska, do grona rozwijanych aktywów dołączyła Netia S.A., największy alternatywny operator stacjonarny w kraju.

Zgodnie z zapowiedzią Cezarego Smorszczewskiego, Prezesa Zarządu MCI od marca br., Grupa MCI stawia na intensywny rozwój inwestycji buyoutowych. Nabywającym pakiet akcji stanowiący ponad 5% kapitału zakładowego Netii jest Navicorp Trust Polska Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością 3 S.K.A. z siedzibą w Warszawie, spółka w 100 % zależna od funduszu inwestycyjnego MCI.PrivateVentures Fundusz Inwestycyjny Zamknięty z wyodrębnionym subfunduszem MCI.EuroVentures 1.0, w którym MCI poprzez spółki zależne posiada 100 % certyfikatów inwestycyjnych. MCI.EuroVentures 1.0 jest wyspecjalizowany w takiego rodzaju inwestycjach.

– Jednym z filarów naszej strategii inwestycyjnej są inwestycje w tzw. digital ecosystem czyli spółki działające na rynku rozwoju infrastruktury internetowej. Netia wpisuje się doskonale w ten model – powiedział Cezary Smorszczewski, Prezes Zarządu MCI Management SA. .

Obok inwestycji w ekosystem do rozwoju Internetu (digital ecosystem), MCI zakłada również angażowanie się w projekty typu digital disruption, czyli dotyczące czystych modeli internetowych (tzw. pure players), jak również digital adaptation, czyli modele biznesowe, które po osiągnięciu wiodącej pozycji w tradycyjnej gospodarce, mają zamiar zdynamizować swój rozwój dzięki wykorzystaniu możliwości Internetu.

Wcześniej Grupa MCI zapowiedziała również, że do końca aktualnego roku biznesowego, który kończy się w marcu 2015 r. zamierza pozyskać ze sprzedaży aktywów i dywidend ze spółek portfelowych 100 mln zł.

– Netia posiada pozycję największego alternatywnego operatora stacjonarnego w kraju i wpisuje się idealnie w naszą strategię inwestycyjną – komentuje Piotr Czapski, Senior Advisor i Członek Rady Nadzorczej MCI Management SA – Co ważne, silna pozycja finansowa spółki pozwala jej wypłacać wysokie dywidendy – dodaje.

W dniu 13 maja br. Grupa MCI opublikowała swoje wyniki za I kwartał 2014 r. W tym okresie wypracowała 108,5 mln zł skonsolidowanego zysku netto. Jej aktywa pod zarządzaniem wyniosły w pierwszym kwartale 2014 r. ponad 1,3 mld zł w stosunku do 838 mln zł w pierwszym kwartale 2013 r. Aktywa netto wyniosły 873 mln zł, względem 582,1 mln zł na koniec pierwszego kwartału 2013, co dało wskaźnik aktywów netto na akcję na poziomie 14 zł. Ogłoszona w grudniu 2013 r. prognoza zakłada wzrost aktywów netto na akcję z 12,20 zł na koniec 2013 r. do 16,50 zł na koniec 2014 r., co oznacza, że już po pierwszym kwartale tego roku osiągnięto połowę zakładanego wzrostu. Ponadto MCI zakłada, że poziom inwestycji w całym roku wyniesie nie mniej niż 305 mln zł.

Co może zdarzyć się po sporządzeniu sprawozdania finansowego?

W czerwcu upływa termin zatwierdzenia sprawozdań finansowych. Od momentu ich sporządzenia do dnia akceptacji upływa jednak sporo czasu, w którym może wystąpić wiele istotnych zdarzeń. Opowiada o nich ekspert, Monika Borczyńska, Junior Audit Manager w Dziale Audytu w Baker Tilly Poland.

Ustawa o rachunkowości w sposób bardzo ogólny reguluje kwestię ujmowania zdarzeń, które wystąpiły po sporządzeniu sprawozdania finansowego, a przed jego zatwierdzeniem. Bardziej szczegółowych informacji należy szukać w Krajowym Standardzie Rachunkowości nr 7 – „Zmiany zasad (polityki) rachunkowości, wartości szacunkowych, poprawianie błędów, zdarzenia następujące po dniu bilansowym – ujęcie i prezentacja”.

Zdarzenia po dniu bilansowym można podzielić na dwie zasadnicze grupy:
a) dostarczające dowodów na istnienie określonego stanu na dzień bilansowy,
b) wskazujące na stan zaistniały po dniu bilansowym.

Dowody stanu na dzień bilansowy

Do pierwszej grupy zdarzeń, a więc takich, które dostarczają dowodów istnienia określonego stanu na dzień bilansowy, zaliczyć można m.in. korekty przychodów ze sprzedaży za ubiegły rok. Także rozstrzygnięcia spraw sądowych, które potwierdzają lub zmieniają wysokość wykazanej na dzień bilansowy rezerwy na zobowiązanie jednostki bądź powodują powstanie zobowiązania, na które nie utworzono rezerwy, należą do pierwszej grupy zdarzeń. Podobnie jest z uzyskaniem informacji o tym, że na dzień bilansowy wartość składnika aktywów na skutek utraty wartości była niższa od wykazanej w księgach rachunkowych jednostki. Wreszcie ostatnim zdarzeniem dowodzącym istnienia określonego stanu na dzień bilansu, które warto wymienić są uzyskane przychody ze sprzedanych po dniu bilansowym aktywów, pomniejszone o koszty sprzedaży, które są niższe od wartości, w jakiej aktywa te figurują w księgach rachunkowych na dzień bilansowy.

Stan po dniu bilansowym

Nieco większą grupę zdarzeń stanowią takie, które wskazują na stan zaistniały już po dniu sporządzenia sprawozdania finansowego. Należy do niej spadek wartości inwestycji posiadanych przez jednostkę w skutek zmiany ogólnej sytuacji rynkowej, a także zadeklarowanie dywidend należnych posiadaczom jej instrumentów kapitałowych. Zdarzeniem tego typu jest również połączenie jednostki z innym podmiotem gospodarczym. Na stan po dniu bilansowym wskazują też znaczące zakupy aktywów oraz przeznaczenie do sprzedaży lub znacząca ich sprzedaż przez jednostkę.

Zniszczenie przez pożar, powódź ważnego zakładu przedsiębiorstwa także uznaje się za tego typu zdarzenie. Podobnie jest w przypadku rozpoczęcia wdrażania restrukturyzacji podmiotu a nawet jedynie jego ogłoszenia. Ostatnie przykłady zdarzeń wskazujących na stan zaistniały po sporządzeniu sprawozdania stanowią: zaciągnięcie znaczących zobowiązań przez jednostkę oraz udzielenie przez nią wysokich gwarancji lub/i poręczeń.

Istotne czy nie?

Jeżeli przed dniem zatwierdzenia sprawozdania finansowego jednostka otrzymała informacje o zdarzeniach, jakie nastąpiły po dniu bilansowym i które zmieniają jej wiedzę o stanie istniejącym na dzień bilansowy, a skutki tych zdarzeń istotnie wpływają na obraz sytuacji majątkowej, finansowej oraz wyniku finansowego jednostki za rok obrotowy, to skutki te odpowiednio uwzględnia w księgach rachunkowych i koryguje już sporządzone roczne sprawozdanie finansowe za rok obrotowy.

Natomiast jeżeli przed dniem zatwierdzenia rocznego sprawozdania finansowego jednostka otrzymała informacje na temat zdarzeń wpływających na jej stan lub sytuację po dniu bilansowym i dane te mogą być istotne dla użytkowników rocznego sprawozdania finansowego, to w dodatkowych informacjach i objaśnieniach podmiot podaje lub aktualizuje już wykazane informacje albo ujawnia dla każdej kategorii zdarzeń informacje o:rodzaju zdarzenia, szacunkowej kwocie jego skutków finansowych lub stwierdza, że szacunek taki jest praktycznie niewykonalny.

Skutki zdarzeń zmieniających wiedzę jednostki o stanie na dzień bilansowy, o których otrzymała ona informacje po sporządzeniu rocznego sprawozdania finansowego, ale przed dniem jego zatwierdzenia, i których nie uznano za istotne, ujmuje się w rocznych księgach rachunkowych i wykazuje w sprawozdaniu finansowym za rok obrotowy, w którym dane te otrzymano.

Pospieszne ozusowanie umów zleceń groźne dla szpitali

Funkcjonowanie szpitali uzależnione jest od wysokiej jakości sprzętu i wykwalifikowanych specjalistów. Ale nawet najlepiej wyposażona placówka nie ma prawa podejmowania się opieki chorych bez zapewnienia czystości i bezpieczeństwa szpitala. Niestety, groźba wypowiadania kontraktów przez firmy świadczące takie usługi staje się coraz bardziej realna. Wszystko przez planowane przez rząd pospieszne wprowadzenie obowiązkowych składek ZUS od umów zleceń – uważa Konfederacja Lewiatan.

Zgodnie z polskim prawem, każdy szpital ma obowiązek posiadania wyspecjalizowanych służb, odpowiedzialnych za zachowanie czystości i właściwe warunki sanitarne. Zarządzający placówkami służby zdrowia często decydują się w tym zakresie na skorzystanie z usług zewnętrznych firm, z którymi w większości przypadków podpisywane są długoterminowe kontrakty. W obliczu planowanego ozusowania stanowi to znaczące zagrożenie – koszty wynikające z przyszłego oskładkowania nie będą bowiem uwzględnione w obowiązujących umowach między szpitalami a firmami sprzątającymi. Co najgorsze, pod ścianą znajdą się pacjenci – niezapewnienie usług sprzątania przez szpital jest niemal równoznaczne z natychmiastowym zamknięciem placówki.

– Szybkie wprowadzenie składek ZUS może skutkować prawdziwą katastrofą – bezpieczeństwo funkcjonowania szpitali może być zagrożone z dnia na dzień. Trzeba zdawać sobie sprawę, że jeśli firma wypowie kontrakt szpitalowi i przestanie sprzątać, zgodnie z prawem – następnego dnia – placówka musi zostać zamknięta. Pokazuje to, jak realne zagrożenie dla zdrowia i życia pacjentów niosą ze sobą takie decyzje ustawodawców – mówi Łukasz Wais, dyrektor ds. ekonomiczno – eksploatacyjnych Szpitala Wojewódzkiego Nr 2 w Rzeszowie.

W związku z istotnym znaczeniem usług świadczonych przez firmy specjalizujące się w sprzątaniu szpitali, wprowadzenie minimum 12-miesięcznego vacatio legis dla ozusowania umów zleceń oraz waloryzacja umów w ramach zamówień publicznych, jest niezbędna dla zachowania wystarczającego poziomu opieki zdrowotnej w Polsce.
– W kontekście dalszego efektywnego funkcjonowania firm sprzątających i szpitali, wprowadzenie 12 miesięcznego vacatio legis dla ozusowania umów zleceń jest absolutną koniecznością. W przeciwnym razie może dojść do tragicznego w skutkach rozwiązywania umów przez wykonawców, którzy nie będą w stanie realizować kontraktów. Ucierpią na tym wszyscy: firmy sprzątające, szpitale, budżet państwa, a w szczególności my sami, czyli pacjenci. Reformy można dokonać zdecydowanie bardziej racjonalnie – do tego potrzebny jest właśnie odpowiedni okres przejściowy oraz możliwość waloryzacji dotychczasowych umów. W ten sposób z całą pewnością zwiększymy bezpieczeństwo rynku pracy oraz funkcjonowania instytucji publicznych – mówi Marek Kowalski, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Minimum 12-miesięczne vacatio legis dla regulacji prawnej, na mocy której wszystkie umowy zlecenia zostaną objęte obowiązkową składką ZUS, pozwoli zamawiającym skutecznie zweryfikować swoje strategie, budżety i kalkulacje. W ten sposób instytucje publiczne zapewnią sobie ciągłość realizacji kontraktów, uwzględniając w nowych przetargach regulacje wprowadzone przez ustawodawcę.

Niezbędne jest także sfinalizowanie nowelizacji ustawy Prawo zamówień publicznych, w szczególności w odniesieniu do renegocjowania umów trwających dłużej niż rok. Rynek zamówień publicznych to bardzo duża część polskiego rynku pracy, zwłaszcza w sektorze usług. Tylko możliwość waloryzowania ustalonego wynagrodzenia w przypadku zmian zasad oraz wysokości składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne pozwoli osiągnąć równowagę niezbędną z punktu widzenia stanu finansów publicznych, wpływów do budżetu państwa, stymulacji wzrostu gospodarczego oraz dalszego działania firm i bezpieczeństwa pracowników.

W celu lepszego wydatkowania publicznych pieniędzy i zapewnienia stabilizacji firm niezbędne staje się również pozytywne ustosunkowanie się rządu do pozostałych postulatów, takich jak:
• Poparcie dla poselskiego projektu ustawy o zmianie ustawy Prawo zamówień publicznych
• Zatrudnienie na podstawie umowy o pracę jako wymóg związany z realizacją zamówienia publicznego lub ustalenie minimalnego wynagrodzenia za godzinę pracy
• Odejście od kryterium „najniższej ceny” i wdrożenie kryterium oferty „najkorzystniejszej ekonomicznie”
• Opracowanie dobrych praktyk w zamówieniach publicznych i wzorcowych dokumentów w tym zakresie

Niewątpliwie zmiany w funkcjonowaniu umów zleceń na rynku pracy to warunek konieczny dla dalszego budowania bezpieczeństwa na rynku pracy. Obowiązkowa składka ZUS przyniesie nie tylko realną korzyść dla pracowników, ale będzie też czynnikiem poprawiającym jakość usług i stan budżetu państwa. Niedopuszczalne jest jednak dokonywanie pospiesznych i nieracjonalnych – społecznie oraz ekonomicznie – zmian w przypadku tak istotnego problemu, który w najbliższej przyszłości zdecyduje nie tylko o sytuacji zawodowej milionów pracowników – w bezpośredni sposób wpłynie także na bezpieczeństwo zdrowotne Polaków.

Konfederacja Lewiatan

Czy potrzebny jest podatek węglowodorowy?

Należy rozważyć czy na obecnym etapie prac konieczne jest wprowadzenie specjalnego podatku węglowodorowego, zwłaszcza biorąc pod uwagę wyrażony przez rząd zamiar przesunięcia jego obowiązywania do 2020 roku – uważają Konfederacja Lewiatan, Polski Związek Pracodawców Przemysłu Wydobywczego, Organizacja Polskiego Przemysłu Poszukiwawczo-Wydobywczego i Stowarzyszenie Naukowo-Techniczne Inżynierów i Techników Przemysłu Naftowego i Gazowniczego.

Branża wydobywcza, oceniając projekt ustawy o specjalnym podatku węglowodorowym, który trafił do Sejmu, wskazuje, że w przypadku, gdyby jednak niezbędne okazało się wprowadzenie specjalnego podatku węglowodorowego już teraz, to należałoby go powiązać z dochodami faktycznie osiąganymi ze sprzedaży kopaliny, a nie z określonym wskaźnikiem rynkowym, który służy do obliczenia należności podatkowych inwestorów zagranicznych.

– Naszym zdaniem brak jest spójności między projektem ustawy o specjalnym podatku węglowodorowym i projektem zmiany ustawy prawo geologiczne i górnicze. Oba wprowadzają te same podatki (od wydobycia ropy naftowej i gazu, opłaty eksploatacyjne), co w rezultacie prowadzi do podwójnego opodatkowania wydobycia – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Zdaniem przedstawicieli branży podatek od nieruchomości powinien być naliczany w sposób scentralizowany, aby zapewnić wyrównanie stawek i sposobu jego naliczania w różnych regionach Polski. Konieczne jest również wprowadzenie zmian umożliwiających wdrożenie zakładanych przepisów, które będą sprzyjać zagospodarowaniu złóż niekonwencjonalnych.

Najważniejsze uwagi do projektu ustawy o specjalnym podatku węglowodorowym

• Niespójność między projektem ustawy o podatku węglowodorowym a projektem prawa geologicznego i górniczego
Projekty ustaw przewidują wprowadzenie dwóch rodzajów opłat typu royalty:
‒ specjalny podatek od wydobycia niektórych kopalin, przewidziany w ustawie o podatku węglowodorowym;
‒ opłata eksploatacyjna, przewidziana prawem geologicznym i górniczym.
Biorąc pod uwagę, że te dwie instytucje fiskalne pełnią bardzo zbliżoną, o ile nie identyczną rolę, jesteśmy zdania, że wprowadzenie ich obu jednocześnie nie jest potrzebne. Rezygnacja z koncepcji podatku specjalnego w systemie fiskalnym znacznie uprościłaby zasady funkcjonowania branży.

• Nowe wymagania w zakresie prowadzenia ewidencji i obciążenia administracyjne

Specjalny podatek węglowodorowy (SPW) nakłada wymóg prowadzenia ewidencji w zupełnie nowy sposób, zamiast stosowania w możliwie największym zakresie standardów przyjętych w obowiązującym systemie podatkowym (VAT/CIT). Ponadto projekt w niewystarczającym stopniu określą formę, w jakiej będzie prowadzona ewidencja.

Wprowadzenie i jednoczesne obowiązywanie różnych, bliżej nieokreślonych rozwiązań w zakresie ewidencji (konieczność prowadzenia kilku ewidencji, np. dla celów specjalnego podatku węglowodorowego, podatku od wydobycia niektórych kopalin, kopalin wykorzystanych do celów badawczych, do odliczenia od podatku od wydobycia niektórych kopalin niewykorzystanej w CIT straty) stwarza niepożądane obciążenia administracyjne i komplikacje tak dla administracji państwowej, jak i dla przemysłu.

Proponujemy wprowadzenie jednolitego wymogu prowadzenia ewidencji zgodnie z obecnie przyjętym modelem ewidencjonowania podatków CIT / VAT, z niewielkimi korektami w zakresie naliczania podatków węglowodorowych (odnoszącymi się, na przykład, do amortyzacji czy innych pozycji niepieniężnych).

• Oddzielenie opodatkowania od faktycznych wyników prowadzonej działalności gospodarczej
Wprowadzenie systemu podatkowego, który jest oparty o notowania giełdowe (na Towarowej Giełdzie Energii w przypadku gazu i według notowań OPEC (Daily Basket Price) w odniesieniu do ropy naftowej) spowoduje, że podatek nie zostanie naliczony podmiotom na podstawie faktycznie osiągniętych przychodów ze sprzedaży. Rozumiemy, że Rząd pragnie kontrolować ceny po których naliczany jest podatek, jednak zaproponowany mechanizm może nie być powiązany
z rzeczywistymi warunkami rynkowymi lub z innymi poziomami cen, takimi jak ceny w eksporcie kopalin, różnice między ceną spot i umowną, czy uwzględnienie dodatkowego kosztu hedgingu lub ubezpieczenia, czy też po prostu wynikającymi z większej podaży surowca na polskim rynku.

Ceny urzędowe, które nie są powiązane z wysokością przychodów, mogą skutkować tym, że podatnik zostanie obciążony podatkiem od przychodów, które nigdy nie zostały uzyskane. Dlatego też proponujemy opodatkowanie według przychodów, które zostały faktycznie osiągnięte przez podatnika.

Ponadto proponowany system pomiaru dla celów podatkowych ilości wydobytej kopaliny
i obowiązek podatkowy powinny odpowiednio uwzględniać punkt przekazania zbywanego surowca. Należy pamiętać o tym, że wydobyte węglowodory są w stanie surowym i zawierają inne składniki, takie jak woda i inne elementy nie będące węglowodorami, które uniemożliwiają dokładny pomiar ilości wydobytej kopaliny i sprawiają, że wielkość wydobycia znacznie obiega od wielkości sprzedaży. Proponujemy, by ilość wydobytej była mierzona w chwili jej przekazania do systemu rozdzielczego/przesyłowego.

• Potencjalna niezgodność podatku od wydobycia niektórych kopalin z dyrektywą horyzontalną (dyrektywą 2008/118/WE)
Podatek od wydobycia niektórych kopalin należy zaliczyć do podatków pośrednich. W związku
z tym powinien on posiadać cechy podatku pośredniego określone dyrektywą horyzontalną, która obejmuje również ropę naftową i gaz. Jednak proponowana konstrukcja podatku od wydobycia jest niezgodna z dyrektywą i może okazać się, że będzie niedostosowana do wymagań podatkowych w USA – co ma duże znaczenie w sytuacji, gdy pragniemy pozyskać inwestorów zagranicznych.

• Niesprawiedliwe potraktowanie węglowodorów niekonwencjonalnych
Przedstawione projekty zmian w opodatkowaniu wydobycia kopalin nie przewidują specjalnych zasad opodatkowania węglowodorów ze złóż niekonwencjonalnych (w projekcie złoża niekonwencjonalne są wspominane tylko w kontekście stawek opłaty eksploatacyjnej – 1,5% / 3% w przypadku zasobów niekonwencjonalnych). Ustawa miała wprawdzie w założeniu stworzyć warunki sprzyjające wydobyciu ze złóż niekonwencjonalnych, jednak z analizy projektowanych zmian wynika, że parametry przyjęte w obliczeniach wysokości podatku od wydobycia mogą okazać się niewłaściwe i w konsekwencji znaczna część węglowodorów niekonwencjonalnych może zostać opodatkowana według wyższej stawki (przewidzianej zasadniczo dla węglowodorów konwencjonalnych).

Należy podkreślić, że istnieje wiele złóż, które muszą być eksploatowane z zastosowaniem metod niekonwencjonalnych, choć spełniają tylko jeden z warunków wymaganych dla przyjęcia niższej stawki (np. porowatość). Dlatego też postulujemy uznanie określonych warunków technicznych w zakresie porowatości i przepuszczalności złoża za warunki alternatywne, które są wystarczające do zaliczenia do niższej stawki opodatkowania, a także zwiększenie wymaganego poziomu porowatości z 5 do 10%.

• Wydatki kwalifikowalne w odniesieniu do SPW
Z zadowoleniem przyjmujemy wyrażoną jasno zasadę, że „wydatki kwalifikowalne to wydatki poniesione w celu uzyskania przychodów z tytułu dostaw wydobytych węglowodorów lub na zabezpieczenie lub ochronę takich przychodów, z wyłączeniem wydatków, które zostały w innej formie zwrócone podatnikowi”.

Wyłączenie uzasadnionych wydatków biznesowych, takich jak ubezpieczenia czy koszty finansowe, wydaje się bezzasadne. Dlatego też zwracamy się z wnioskiem, by wszystkie racjonalne i uzasadnione koszty prowadzenia działalności, w tym wszelkiego rodzaju płatności wnoszone do budżetu w formie podatków, opłat i danin, podlegały odliczeniu.

Ponadto nie możemy się zgodzić na wprowadzenie ograniczenia w postaci trzyletniego okresu pokrywającego poniesione wydatki, w którym przysługuje zwrot, gdyż we wstępnych fazach realizacji inwestycji tego rodzaju wydatki ponoszone są w okresach dłuższych, niż trzy lata.

• Podatek od nieruchomości
Wyjaśnienia wymaga sposób naliczania podatku od nieruchomości na szczeblu centralnym. Podatek od nieruchomości powinien być naliczany przedsiębiorcom wydobywającym węglowodory w sposób prawnie wiążący dla władz lokalnych tak, aby uniknąć różnych interpretacji przez poszczególne gminy i zapewnić inwestorom przewidywalne warunki. Inwestorzy nie powinni być obciążeni obowiązkiem rozliczania w odmienny sposób tego samego podatku w różnych miejscowościach.
Konfederacja Lewiatan

Raport InfoDOK: W I kwartale Polacy zastrzegli 27,3 tysiąca utraconych dokumentów tożsamości

W I kwartale 2014 r. w międzybankowym Systemie DOKUMENTY ZASTRZEŻONE Polacy zastrzegli 27,3 tysiąca utraconych dokumentów tożsamości – tym samym wielkość bazy przekroczyła 1 mln 321 tysięcy szt. W ciągu ostatnich trzech miesięcy 2 088 razy próbowano wyłudzić kredyty na łączną kwotę aż 134,9 miliona złotych – wynika z 17. edycji Raportu InfoDOK, przygotowywanego przez Związek Banków Polskich i zaprezentowanego na poniedziałkowej konferencji prasowej.

W Konferencji wzięli udział Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes ZBP, Jerzy Bańka, Wiceprezes ZBP, Grzegorz Kondek, koordynator społecznej Kampanii Informacyjnej Systemu DOKUMENTY ZASTRZEŻONE oraz Marcin Idzik z TNS Polska.

Średnia kwota próby wyłudzenia dla całego kraju wyniosła 27,9 tys. zł. Najniższy poziom zanotowano w woj. warmińsko-mazurskim (13 tys. zł), a najwyższy w małopolskim i podkarpackim (odpowiednio 46,1 tys. oraz 55,4 tys. zł). Największą jednostkową kwotą była próba wyłudzenia 4 mln zł (woj. lubuskie).

Na koniec marca 2014 roku wielkość Centralnej Bazy Danych Systemu DZ z dokumentami, które powszechnie służą do potwierdzania tożsamości przekroczyła poziom 1,3 mln. szt. W ostatnim kwartale odnotowano wzrost bazy o 27,3 tysiąca szt.

„Co 4 minuty do bazy Systemu DZ trafia nowy dokument. Powszechne wykorzystanie tych danych w bankach minimalizuje straty spowodowane wyłudzeniami kredytów. Mam nadzieję, że wkrótce podobnie będzie także poza systemem bankowym, gdyż przestępczość dot. kradzieży tożsamości w innych sektorach gospodarki jest znacznie wyższa.” – powiedział Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich.

„Liczba zastrzeganych dokumentów utrzymuje się na wysokim poziomie – to pozytywna informacja, bo oznacza, że Polacy wiedzą, że każdy utracony dokument należy jak najszybciej zgłosić w banku – nawet jeżeli nie mamy własnego konta. Niestety od półtora roku regularnie rośnie liczba prób wyłudzeń kredytów: od 1,4 tys. pod koniec 2012 r. do niemal 2,1 tys. prób w I kwartale 2014 r. – to wzrost o niemal 50%. Podobnie sytuacja wygląda z kwotami, które w tym samym okresie wzrosły o 85%”– mówi Grzegorz Kondek, koordynator społecznej Kampanii Informacyjnej Systemu DOKUMENTY ZASTRZEŻONE.

Wizerunek sektora bankowego: Wzrasta zaufanie do polskich banków. Wzrasta też jego znaczenie.

Według najnowszego badania zrealizowanego przez TNS Polska dla ZBP na przełomie marca i kwietnia bieżącego roku, w ciągu minionego roku wzrosły zarówno reputacja sektora bankowego jak i deklarowane przez Polaków zaufanie do banków. 60% dorosłych respondentów pytanych o to czy mają zaufanie do swojego banku odpowiada twierdząco. Takiego samego zdania jest także 95% ankietowanych przedsiębiorców.

W opinii społeczeństwa, bank, z którego usług korzystamy zajmuje czołowe miejsce na liście instytucji zaufania publicznego. Taki pogląd podziela 60% ankietowanych. To o 3 punkty procentowe więcej niż w pomiarze zrealizowanym w roku ubiegłym. Analogiczne wskazania obserwujemy również wśród przedsiębiorców. Aż 95% z nich deklaruje zaufanie do banku, z którego korzysta ich firma. Bardzo wysoko w obu grupach został oceniony także Narodowy Bank Polski, do którego zaufanie deklaruje odpowiednio 54% i 84% ankietowanych.

Reputacja sektora, mierzona zagregowanym indeksem TRIM, osiągnęła poziom 30 punktów, o 2 więcej niż w roku ubiegłym. Dobre wyniki w wymiarze zaufania i reputacji to efekt między innymi tego, iż mimo ogromnego kryzysu finansowego, z jakim zmaga się światowa gospodarka, polskie banki poradziły sobie dobrze i nie wymagały dofinansowania ze strony podatników, o co musiały ubiegać się instytucje finansowe w innych krajach. Myślę, że Polacy to zauważyli i docenili, podobnie jak stale poprawiającą się jakość i dostępność usług bankowych. Z drugiej strony, wysokie zaufanie, którym Polacy darzą banki traktujemy jak zobowiazanie i w pewnym sensie kredyt, którego dla odmiany klienci udzielili bankom. Będziemy dokładać wszelkich starań, aby jego jakość się nie pogorszyła – mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich

Zgodnie z wynikami badania, osobiste doświadczenie w relacji z bankiem odgrywa bardzo ważną rolę w ocenie instytucji finansowych. Klienci banków oceniają je lepiej niż ogół społeczeństwa, deklarując także wyższy poziom zaufania. Połowa Polaków uważa, że o bankach mówi się dobrze wśród ich znajomych i rodziny. Przeciwnego zdania jest co piąty ankietowany. Dobrą i bardzo dobrą opinię o bankach ogółem ma 46% Polaków. Źle ocenia je jeden na dziesięciu. Cały polski sektor bankowy zaskarbił sobie zaufanie 50% opinii publicznej i 70% przedsiębiorców. Jednocześnie, narasta przekonanie, że nie wszystkie banki zasługują na zaufanie w takim samym stopniu. Taki pogląd jest bliski 60% ankietowanych.

Pengab: Koniunktura w trendzie wzrostowym

Niespełna rok trwa hossa związana ze wzrostem poszczególnych indeksów Monitora Bankowego. Główny wskaźnik – Pengab w maju 2013 roku wyniósł 13,4 pp., obecnie wartość ta został podwojona i przekroczyła 30 pp. Poprawa sytuacji ekonomicznej gospodarstw domowych i przedsiębiorstw prognozowana w ubiegłym roku przez bankowców wydaje się być potwierdzana obecnie przez napływające dane makroekonomiczne. Szczególnie pozytywne informacje w bieżącym pomiarze związane są z 16 punktowym wzrostem kredytów konsumpcyjnych i nieznacznie tylko słabszym wzrostem kredytowania przedsiębiorstw. Równie dobre informacje dotyczą spadku liczby placówek informujących o problemach przedsiębiorców w zakresie spłaty kredytów.

W środowisku bankowym umacnia się przekonanie o systematycznym, lecz powolnym wzroście aktywności klientów banków. W półrocznym horyzoncie przewiduje się dalszą poprawę sytuacji na wszystkich monitorowanych rynkach. Niezmiennie od początku roku środowisko bankowe przewiduje w perspektywie najbliższego półrocza poprawę sytuacji ekonomicznej przedsiębiorstw, gospodarki kraju oraz finalnie gospodarstw domowych. Nadal maleje problem kredytów zagrożonych.

Urlop w dowolnej chwili? To prostsze, niż myślisz

Każda dziedzina życia bezwzględnie wymaga zachowania równowagi. Nawet zawodowi sportowcy nie są przecież w stanie trenować bez chwili odpoczynku. Nieodłączną częścią naszej pracy powinien być zatem urlop. Co jednak zrobić, by te chwile oderwania od służbowych obowiązków trwały dłużej, niż tylko trzy tygodnie w ciągu roku i stały się dostępne znacznie częściej, niż dotychczas?

Większość z nas swój czas relaksu planuje z wielomiesięcznym wyprzedzeniem. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie wyrwać się z pracy bez straty dla jej jakości. Urlop w dowolnej chwili często wydaje się nam więc niemalże utopijną mrzonką.

Jak się jednak okazuje, to tylko nasze przekonanie. Jeśli bowiem zmienimy swoje nastawienie, rzeczywistość nagnie się do naszej woli i czas pomiędzy podjęciem decyzji o urlopie, a jej wdrożeniem w życie może skrócić się nawet do jednego tygodnia.

By to osiągnąć, oprócz nowego podejścia potrzebna będzie także poprawa organizacji pracy. W tym przypadku do sukcesu wystarczy raptem pięć prostych kroków.

1. Poznaj swoje cele

– Po pierwsze, zanim przystąpisz do działania, zastanów się, po co to robisz. Przykrym standardem w wielu firmach jest sytuacja, w której pracownicy czy, co gorsze, kadra kierownicza nie znają głównego celu wykonywanych na co dzień zadań – zauważa Grzegorz Frątczak, specjalista zarządzania czasem.

W większości przypadków, 20% działań daje aż 80% efektów. Jeśli więc uda nam się zdefiniować, które z obowiązków są w naszej pracy kluczowe, a następnie wykonać je w pierwszej kolejności, łatwo będziemy mogli ograniczyć swój czas spędzany w biurze.

Warto w tym momencie odpowiedzieć sobie na pytania: które z moich działań są najważniejsze? Jakie mam wskaźniki sukcesu? Z czego na koniec miesiąca rozliczy mnie mój szef? Jak moja praca koresponduje z wymaganiami klientów czy partnerów biznesowych?

2. Znajdź swojego zastępcę

Wnioski, do jakich w ten sposób dojdziemy mogą sprawić, że wystarczy, iż przed urlopem wykonamy jedynie 1/5 swoich codziennych zadań. Dzięki temu większość założonych rezultatów zostanie zawczasu osiągnięta. Pozostałą częścią będziemy się mogli zająć po powrocie albo bez strachu zlecić ją innemu pracownikowi.

Drugim bowiem elementem poprawy organizacji pracy jest umiejętność delegowania uprawnień. Swojego zastępcę najlepiej jednak wyznaczyć już dziś – na ostatnią chwilę może być bowiem trudno znaleźć kogoś odpowiedniego.

– Osoba, którą wybierzemy, powinna być nie tylko świadoma, przed jakimi obowiązkami w razie naszej nieobecności przyjdzie jej stanąć. Szybkie przekazanie zadań wymagać od niej będzie także poznania sposobów ich realizacji – podpowiada właściciel CEO Solutions.

3. Spisz zadania do wykonania

Kolejny krok stanowi z kolei projektowanie swojego czasu, czyli sporządzenie listy zadań, nadanie im priorytetów i terminów realizacji. Takiego zestawienia w żadnym wypadku nie powinniśmy trzymać „w głowie”, w ten bowiem sposób obarczymy się niepotrzebnym natłokiem informacji, który tylko spotęguje uczucie zestresowania czy zmęczenia.

– Obowiązki spisane nawet na zwykłej kartce papieru w większości wypadków poprawią naszą efektywność i uwolnią nas od zbędnego balastu. Z drugiej zaś strony, zyskamy w ten sposób czarno na białym wypunktowane: co, gdzie i kiedy mamy zrobić – wyjaśnia Frątczak.

Zatem następnym razem, gdy nagle zdecydujemy się na spontaniczny wypad ze znajomymi na narty, już pierwszy rzut oka wystarczy, by określić, ile jeszcze mamy pracy i jak ją odpowiednio zorganizować, by móc sobie na taki wyjazd pozwolić.

4. Opisz poszczególne procesy

Bycie osobą niezastąpioną w pracy to bez wątpienia miłe uczucie. Gorzej, gdy zapragniemy wziąć urlop i okaże się, że nikt nie jest w stanie podołać naszym obowiązkom. By nie przywiązać się do biurka już na zawsze, powinniśmy zatem dokładnie opisać wykonywane przez nas czynności.

Dzięki temu delegowanie obowiązków nie będzie stanowiło większego kłopotu. Co więcej, działania naszego zastępcy nie będą za każdym razem poprzedzane szeregiem pytań. Nie ma chyba nic bardziej denerwującego w czasie wypoczynku, niż stałe telefony z miejsca pracy.

Zapobiec temu można w prosty sposób: wystarczy wypunktować swoje najważniejsze zadania i przy najbliższym ich wykonaniu opisać po kolei czynności potrzebne do ich realizacji. Aby mieć pewność, że procedura została odpowiednio doprecyzowana, całość warto 2-3 razy powtórzyć.

5. Stale usprawniaj swoją pracę

Ostatnim krokiem są usprawnienia naszej pracy. Dzięki nim podniesiemy swoją produktywność, co nie tylko pozwoli na wzięcie urlopu w zasadzie w dowolnej chwili, ale zwiększy także szansę uzyskania podwyżki. Dodatkowo, jeśli zautomatyzujemy wykonywane przez nas działania, delegowanie uprawnień stanie się o wiele prostsze.

– Tu z pomocą mogą nam przyjść odpowiedzi na pytanie: co mogę dziś zrobić, by jutro zaoszczędzić choćby 30 sekund? Pół minuty w ciągu dnia już po roku może się bowiem przełożyć na wyjście z pracy nawet 2 godziny wcześniej – opisuje ekspert zarządzania czasem.

Jak zatem widzimy, raptem 5 prostych kroków dzieli nas od możliwości oderwania się od obowiązków w dowolnym momencie. Wokół nas znajdziemy zapewne wiele przykładów osób, które na wypoczynek mogą sobie bezstresowo pozwolić w zasadzie z dnia na dzień. Za nimi w większości wypadków stoi jednak umiejętne zarządzanie czasem.

Firmy jak najszybciej muszą przygotować się do przesyłania znacznej części dokumentów podatkowych elektronicznie

Ministerstwo Finansów opublikowało projekt ustawy, który przewiduje, że już od przyszłego roku większość deklaracji podatkowych (m.in. w obszarze PIT i CIT) podatnicy i przede wszystkim płatnicy (PIT, podatku u źródła) będą musieli przesyłać urzędom skarbowym wyłącznie drogą elektroniczną. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, firmy już dziś powinny zacząć przygotowywać się i dostosowywać swoje systemy informatyczne do nowych regulacji. Ich wdrożenie jest nieuchronne, nawet jeśli termin wejścia w życie nowych przepisów z dniem 1 stycznia 2015 r. zostanie przesunięty.

Projektowane zmiany są kluczowe dla budowy polskiej e-gospodarki oraz pożądanych relacji między administracją publiczną a podatnikami. Projekt nowelizacji o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz niektórych innych ustaw znajduje się w tej chwili na etapie ustaleń międzyresortowych. Wedle założeń ma zacząć obowiązywać od początku przyszłego roku. „W związku z tym, że czasu na uchwalenie ustawy jest relatywnie niewiele, można przyjąć także opcję jej wejścia w życie z początkiem 2016 roku, a nie 2015 . Nie ma jednak wątpliwości, że nowe przepisy będą niebawem obowiązywać, ponieważ są niezbędnym elementem uruchomienia systemu, który umożliwi administracji przygotowywanie podatnikom wstępnych deklaracji PIT” – mówi Ernest Frankowski, Starszy Menedżer w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Zmiana ma objąć dużą część systemu rozliczeń podatkowych i będzie dotyczyła zarówno podatników sporządzających roczne zeznania podatkowe, jak i płatników informujących organy skarbowe o wywiązywaniu się z prawidłowego obliczania, pobierania i wpłacania kwot na podatek PIT lub podatek u źródła. Płatnicy PIT oraz podmioty niepełniące funkcji płatnika tego podatku od 1 stycznia 2015 r. będą mieli obowiązek składania do urzędów skarbowych deklaracji PIT-4R, PIT-8AR, PIT-8C, PIT-11, PIT-R, IFT-1/IFT-1R oraz PIT-40 wyłącznie drogą elektroniczną. Nowe przepisy mają mieć zastosowanie do dochodów (lub poniesionych strat) uzyskanych już w bieżącym roku. Z tego obowiązku zostaną zwolnione najmniejsze firmy, które sporządzają informacje dla maksymalnie pięciu osób w ciągu roku i zarazem niekorzystające z usług biur rachunkowych. Nowe przepisy obejmą również podatników CIT i składających deklaracje dotyczące podatku u źródła (obowiązek złożenia deklaracji elektronicznie przez płatnika tego podatku w kontekście transakcji z podatnikami zagranicznymi). Jak oceniają eksperci Deloitte, nie należy wykluczać sytuacji, w której w przyszłości ustawodawca zdecyduje się objąć tym samym obowiązkiem także deklaracje VAT.

Ministerstwo Finansów stara się dodatkowo zmotywować przedsiębiorców do zmiany. Wedle nowych przepisów skróci się termin składania deklaracji PIT w formie papierowej. Będzie on upływał z końcem stycznia roku następującego po roku podatkowym, a w przypadku formy elektronicznej z końcem lutego, czyli tak, jak dotychczas. „Jednocześnie jednak pojawi się zapis, który mówi, że złożenie deklaracji, informacji oraz rocznego obliczenia podatku w niewłaściwej formie, tzn. papierowej będzie równoznaczne z ich niezłożeniem” – mówi Ernest Frankowski.

Co to w praktyce oznacza dla przedsiębiorców? Wysyłanie deklaracji wyłącznie elektronicznie niewątpliwie pozwoli zaoszczędzić czas i pieniądze. Na początku należy liczyć się z kosztami, jak choćby zakup e-podpisu, który jest wymagany przy składaniu deklaracji przez przedsiębiorców czy odpowiednie dostosowanie systemów informatycznych. Korzyści, szczególnie w przypadku większych podmiotów, będą widoczne dopiero w dłuższej perspektywie czasowej. Nowe regulacje stworzą m.in. szansę na wprowadzenie elektronicznej wymiany deklaracji między firmą, a jej pracownikami.

Niewątpliwie znowelizowana ustawa będzie dla części podatników prawdziwą rewolucją. Dotyczy to zarówno małych, jak i większych firm, choć ich problemy będą różnego rodzaju. W przypadku małych czy nawet mikroprzedsiębiorstw, które są prowadzone przez osoby nieobyte z Internetem, mogą powstać początkowe problemy z koniecznością nabycia nowych umiejętności. „Z kolei dla dużych firm wyzwaniem będzie przygotowanie systemów ERP, FK, kadrowych i HR do obsługi e-deklaracji. Obecnie istnieje niewiele systemów takiej klasy jak ERP, które umożliwiają udostępnianie wszystkich obowiązkowych deklaracji w formacie elektronicznym wymaganym przez przepisy” – przestrzega Ernest Frankowski. Dlatego przedsiębiorcy już teraz powinni pomyśleć o budowie zautomatyzowanego rozwiązania informatycznego, które będzie kompatybilne z systemem e-deklaracji. „Ważne jest także sprawdzenie czy biura rachunkowe, z usług których korzystają firmy, są przygotowane na zmiany przepisów” – podsumowuje ekspert Deloitte.

Fundusze private equity aktywnie przygotowują się do nowych inwestycji

Ponad 60 proc. przedstawicieli funduszy private equity z Europy Środkowej ocenia, że w najbliższym półroczu warunki ekonomiczne będą lepsze niż dotychczas. Jesienią ubiegłego roku twierdziło tak jedynie 43 proc. osób. To najlepszy wynik od dziesięciu lat, czyli momentu, w którym osiem nowych państw wstąpiło do UE. O tym, że sytuacja ekonomiczna znacząco się poprawia, świadczy też fakt, że połowa respondentów reprezentujących fundusze private equity zamierza skupić się na inwestowaniu w nowe przedsięwzięcia, a kolejne 19 proc. zbiera fundusze na przyszłe akwizycje. Jak wynika z najnowszej edycji badania „Central Europe Private Equity Confidence Survey”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, w kręgu zainteresowania inwestorów będą nadal przede wszystkim liderzy rynkowi oraz firmy średniej wielkości.

Wcześniejsze edycje cyklicznego badania Deloitte udowodniły, że opinie inwestorów związanych z funduszami private equity doskonale odzwierciedlają nastroje dominujące na rynku. W obecnym raporcie czytamy, że przedstawiciele tego sektora wyraźnie odczuli już poprawę sytuacji gospodarczej w Europie, w tym w naszym regionie. Dowodem tego jest wskaźnik optymizmu, który wynosi obecnie 144 w stosunku do 100 z roku bazowego 2003 r. (wzrost ze 127 w poprzednim badaniu)*. To najlepszy wynik od trzech lat, zbliżający się nawet do wyników maksymalnych osiąganych w latach 2003-2007.

„Fundusze private equity są bliskie poziomu optymizmu z czasów sprzed kryzysu. To najważniejszy i najbardziej pozytywny przekaz płynący z tej edycji badania. Pokazało ono, że inwestorzy wierzą w to, że spowolnienie gospodarcze w Europie mamy już za sobą, a oni sami uzyskali lub niebawem zyskają dostęp do nowych funduszy, co pozwoli im zwiększyć aktywność na rynku” – tłumaczy Mark Jung, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego, Lider Private Equity w Polsce, Deloitte.

Aż 61 proc. respondentów spodziewa się poprawy w gospodarce w najbliższym półroczu. Jesienią 2013 roku taką ocenę wydało 43 proc. menedżerów z funduszy private equity badanych przez Deloitte. To najwyższy poziom osiągnięty od 2004 roku, kiedy to kraje Europy Środkowej weszły do Unii Europejskiej. Tych, którzy uważają, że warunki się pogorszą, w obecnej fali badania było zaledwie 8 proc.

W ciągu najbliższych kilku miesięcy połowa badanych funduszy skoncentruje się na nowych inwestycjach. Pół roku wcześniej było to 59 proc. Nie znaczy to jednak, że można tu mówić o pogorszeniu nastrojów. „Duża część inwestorów przygotowuje się do nowych inwestycji. Mamy do czynienia z nasilonym zjawiskiem fundraisingu, czyli pozyskiwania kapitału potrzebnego do nowych inwestycji. Odsetek funduszy, które znajdują się w takim właśnie momencie zwiększył się w ciągu ostatniego półrocza ponad dwukrotnie, do 19 proc. Zatem ich plany inwestycyjne mogą po prostu dotyczyć dłuższego horyzontu, niż najbliższe kilka miesięcy, o które pytaliśmy w badaniu” – tłumaczy Mark Jung. Do 31 proc. (rok wcześniej było ich 55 proc.) zmalała liczba tych funduszy, które skupią się na zarządzaniu obecnym portfolio, co tylko potwierdza, że pozostali są gotowi poszukiwać okazji biznesowych.

Konsekwencją większej koncentracji funduszy na pozyskiwaniu nowego kapitału, jest również rosnący odsetek tych, które w najbliższych miesiącach planują więcej spółek ze swojego portfolio sprzedać, niż kupić. W tej edycji badania taką odpowiedź wybrało 35 proc. respondentów, podczas gdy pół roku wcześniej było to 19 proc. Aktywność tego typu można już zresztą zaobserwować od dwóch lat.

W ostatnich miesiącach fundusz Mid Europa Partners sprzedał pakiet mniejszościowy w T-Mobile firmie Czechy Deutsche Telecom za 828 mln euro. Wcześniej Abris Capital Partners zdecydował się na wyjście z inwestycji w Masterlease, poprzez wprowadzenie spółki na Warszawską Giełdę Papierów Wartościowych, a rzeszowską spółkę Zelmer od Enterprise Investors kupiła Grupa BSH. Odsetek osób, które zapowiadają, że reprezentowane przez nich fundusze więcej kupią, niż sprzedadzą pozostał właściwie bez zmian i wynosi obecnie 46 proc.

Ponad 60 proc. ankietowanych spodziewa się, że aktywność na rynku private equity w ciągu najbliższych sześciu miesięcy zwiększy się. Pół roku wcześniej myślało tak jedynie 32 proc. osób. Ostatni raz tak wysoki wskaźnik udało się osiągnąć w październiku 2010 roku. Warto zauważyć, że żaden z respondentów nie spodziewa się zmniejszonej aktywności. Aż 85 proc. reprezentantów tego sektora przewiduje, że wielkość dokonywanych transakcji pozostanie na tym samym poziomie – to najwyższy odsetek w całej historii badania. Pierwszy raz od kwietnia 2007 roku zabrakło wśród ankietowanych osób, które prognozowałyby zmniejszenie wielkości transakcji.

Jedna czwarta respondentów (27 proc.) spodziewa się łatwiejszego dostępu do finansowania dłużnego. To najwyższy poziom odnotowany od trzech lat i trzy razy większy odsetek, niż sześć miesięcy temu. „Dostęp do finansowania umożliwia firmom i funduszom private equity inwestowanie w przyszłość. Nowe środki zgromadzone przez fundusze w połączeniu z dostępem do kredytów mogą przyczynić się do znaczącego ożywienia gospodarczego w Europie Środkowej” – prognozuje Mark Jung.

Prawie dwie trzecie respondentów (65 proc.) spodziewa się zwiększenia efektywności ich inwestycji finansowych. Ostatnio tak dobre wyniki osiągnięto w 2005 roku. Dodatkowo, w przypadku tego pytania nie padła żadna odpowiedź, która mogłaby sugerować obawy o spadek tej efektywności.

Jakie firmy będą cieszyć się zainteresowaniem funduszy private equity? Zdaniem 54 proc. ankietowanych (wzrost o 7 pp.) szansę na przyciągnięcie inwestorów mają przede wszystkim liderzy rynku. Z kolei w opinii 42 proc. należy stawiać na przedsiębiorstwa średniej wielkości. Start-up’y będą się cieszyć zainteresowaniem jedynie 4 proc. respondentów. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte nie cieszą się zainteresowaniem funduszy private equity ze względu na większe ryzyko inwestycyjne, na podejmowanie którego nie są jeszcze gotowe. Dla firm zainteresowanych pozyskaniem z nich kapitału oznacza to, że przekonanie do siebie inwestora jest nadal wyzwaniem.

„Rosnąca aktywność funduszy private equity w Europie Środkowej to fakt. Było to już zresztą widać w drugiej połowie 2013 roku, gdy wartość dokonanych transakcji wzrosła o 70 proc., choć ogólna ich liczba nie zmieniła się rok do roku. Fundusze dostrzegają pozytywny klimat inwestycyjny i gospodarczy, a Europa Środkowa powróciła w orbitę ich zainteresowań” – podsumowuje Mark Jung.

Informacja o raporcie:

Wyniki 23. edycji regionalnego badania Deloitte pt. „Hitting the right notes” z cyklu „Central Europe Private Equity Confidence Survey” stanowią wnioski z ankiety skierowanej do specjalistów zajmujących się funduszami Private Equity, które działają w 17 krajach Europy Środkowej. Badanie ukazuje się cyklicznie dwa razy w roku począwszy od 2003 r.

Przeprowadzona ankieta dotyczyła nastrojów i oczekiwań funduszy (dotyczących m.in: rynku transakcyjnego, spodziewanych parametrów transakcyjnych oraz aktywności samych funduszy), jakie mogą mieć miejsce wg ankietowanych w niedalekiej przyszłości (najbliższe 6 m-cy).

* Index optymizmu jest średnią z 7 indeksów uzyskanych z pierwszych 7 pytań ankietowych. Wskaźnik przestawia zmianę odczuć pozytywnych w stosunku do łącznej liczy odpowiedzi pozytywnych i negatywnych (odpowiedzi neutralnie nie były brane pod uwagę) w porównaniu do pierwszej edycji badania z wiosny 2003 r. Im wskaźnik wyższy tym większy optymizm przedstawicieli funduszy.

Grupa Kapitałowa Platforma Mediowa Point Group w I kwartale 2014: prawie trzykrotnie wyższy zysk netto

Zyskiem netto w wysokości 2 mln 624 tys. zł – prawie trzy razy wyższym niż przed rokiem – zamknęła I kwartał 2014 Grupa Kapitałowa Platforma Mediowa Point Group. EBITDA wyniosła 3 mln 545 tys. zł wobec 1 mln 852 tys. w 2013 r. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży w pierwszym kwartale 2014 r. osiągnęły wartość 16,5 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 7 mln 731 tys.

Blisko trzykrotnie wyższy zysk netto i prawie dwukrotnie wyższa EBITDA to wynik m.in. zmian w strukturze sprzedaży, które pozwalają na optymalizację kosztów i wzrost efektywności. Widoczny jest tu również efekt renegocjacji umów długoterminowych z głównymi dostawcami, dzięki czemu obniżeniu uległy koszty własne sprzedaży. Optymalizacja kosztowa jest również widoczna w obniżeniu o ok. 37 proc. kosztów zarządu.

Głównym aktywem GK PMPG pozostaje tygodnik WPROST, który jest najbardziej opiniotwórczym tygodnikiem w Polsce (wg rankingów Instytutu Monitorowania Mediów, WPROST nieprzerwanie jest najczęściej cytowanym przez inne media polskim tygodnikiem). Według szacunkowych danych Kantar Media, który podsumowuje cennikowe przychody z reklam, WPROST jest jednym z najlepiej zarabiających magazynów, a jego cennikowe przychody wzrosły w I kwartale 2014 r. o ponad 33 proc. w stosunku do roku 2013. Rosnącą rolę w tworzeniu przychodów odgrywa również tygodnik „Do Rzeczy”, w którym struktura przychodów jest odmienna od dominującej na rynku i dominują w niej przychody ze sprzedaży egzemplarzowej. Jednak to rynek reklamowy ma istoty wpływ na poziom przychodów Grupy i stanowi punkt referencyjny dla oceny jej sytuacji biznesowej.

Różnica w przychodach pomiędzy I kwartałem roku 2014 a analogicznym okresem roku poprzedniego wynika przede wszystkim z realizowanej przez PMPG strategii podnoszenia rentowności sprzedaży, w tym m.in. z optymalizacji wartości umów barterowych. Wynika to przede wszystkim z ograniczenia kosztów promocji własnej, które stanowiły istotny element kosztów w latach 2012 i 2013, kiedy PMPG była zmuszona do intensywnej promocji swoich projektów wobec czynów nieuczciwej konkurencji. Przychody gotówkowe były nieznacznie niższe, głównie z uwagi na brak jednego z istotnych wydarzeń organizowanych w ramach Grupy.

Zachowanie stabilnych przychodów przy rynku reklamowym, który, zdaniem analityków m.in. ze Starlinka, w segmencie magazynów może w tym roku zanotować spadek o blisko 15 proc., świadczy o tym, że przyjęta przez Zarząd strategia przynosi pozytywny efekt.

Wyniki osiągnięte przez GK PMPG w I kwartale 2014 r. pozwalają Zarządowi na podtrzymanie prognozy ogłoszonej w marcu br. Prognoza na rok 2014 jest oparta, podobnie jak ta prezentowana w 2013 r., na konserwatywnych założeniach. Uwzględniając dynamikę rynku reklamowego i zmiany w jego strukturze, również w tym roku Grupa powinna mieć przychody na stabilnym poziomie 64 mln zł przy kilkunastoprocentowym wzroście rentowności liczonej rok do roku (wzrost EBITDA o 17 proc., licząc od korekty prognozy z końca roku 2013).

Nadwyżka finansowa uzyskana wskutek prowadzonej polityki podnoszenia rentowości oraz dyscypliny kosztowej została przeznaczona na rozwój działalności, m.in. w nowych mediach.

W końcu pierwszego kwartału należąca do GK PMPG spółka AWR WPROST rozpoczęła wydawanie nowego tytułu o charakterze biznesowym – tygodnika WPROST BIZNES, dostępnego wyłącznie w wersji cyfrowej. WPROST BIZNES jest jednym z projektów organicznych, których uruchomienie było anonsowane w liście prezesa Zarządu PMPG przy okazji publikacji raportu za 2013 r.

Z punktu widzenia stabilności finansowej GK PMPG, istotną informacją w pierwszym kwartale 2014 r. było korzystne dla spółki zamknięcie sprawy sądowego sporu z Małgorzatą Cimoszewicz. 12 lutego Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał postanowienie, na mocy którego uznał orzeczenie sądu zagranicznego za wykonalne jedynie w zakresie kwoty 50 000 dolarów. Postanowienie to ostatecznie znosi widmo kary w wysokości 5 mln dolarów, które wisiało nad wydawnictwem i było m.in. przedmiotem obaw inwestorów i instytucji finansowych.