Polska Grupa Maspex zainwestowała 500 mln złotych w rozwój

Grupa Maspex zrealizowała program inwestycyjny – objął on rozbudowę zakładów, automatyzację centrów logistycznych, a także większe przetwórstwo owoców i warzyw – co jest dedykowane otoczeniu rolnemu, firmom i grupom produkcyjnym, z którymi Maspex współpracuje w zakresie dostawy produktów. Małopolska to kolebka Grupy Maspex. Firma powstała w samym jej sercu, czyli Wadowicach. Obecnie znajduje się tu jeden z wiodących zakładów wytwórczych. Drugi zlokalizowany jest w Tymbarku, w powiecie limanowskim. To na nich opiera się większość biznesu grupy. Z nimi też związany jest długi łańcuch kooperacji i cały ekosystem, który działa wokół firmy.

– W ostatnich latach firma zainwestowała gigantyczne pieniądze w rozwój mocy wytwórczych w całej Polsce. To zakończony już program na 500 milionów złotych, który obejmował rozbudowę zakładów w Lublinie, Łowiczu oraz wyposażenie placówek w Tychach i Tymbarku – powiedział serwisowi eNewsroom Krzysztof Pawiński, prezes Grupy Maspex – To największy program inwestycyjny, jaki został zrealizowany w historii grupy. Teraz będziemy wytwarzać więcej – przy bardzo wydajnej, zdyscyplinowanej logistyce. Jesteśmy obecni na Śląsku, w województwach lubelskim i warmińsko-mazurskim czy łódzkim.  Niezależnie jednak od rozrastania się naszego przedsiębiorstwa i biznesu Małopolska ma dla nas szczególnie znaczenie. To miejsce, w którym zaczynaliśmy i tutaj najlepiej się czujemy – dodał Pawiński.

Brexit – najważniejsze daty. Kurs funta co dalej?

Ostatnich kilka tygodni na rynku walutowym było dość nieprzewidywalnych. Inwestorzy z coraz większym niepokojem patrzą na możliwość nieosiągnięcia przez Wielką Brytanię umowy określającej relację Zjednoczonego Królestwa z Unią Europejską po Brexicie.

Według harmonogramu ustalonego przez rząd Theresy May, Torysi powinni uzgodnić treść porozumienia dotyczącego Brexitu przed październikowym szczytem Unii Europejskiej – w marcu 2019 roku, zgodnie z uruchomionym przez Wielką Brytanię w zeszłym roku artykułem 50, kraj ten ma oficjalnie wystąpić z UE. Czas mija nieubłaganie, a brytyjski rząd jest w coraz większym pośpiechu, aby uzgodnić wszystkie szczegóły z reprezentantami Unii Europejskiej. Kluczowe spotkanie głów państw członkowskich UE odbędzie się bowiem za nieco ponad miesiąc.

Wśród obserwatorów europejskiej sceny politycznej rośnie obawa, że Wielka Brytania nie zdąży osiągnąć porozumienia z UE przed październikowym szczytem Unii Europejskiej. Coraz częściej pojawia się również pytanie – czy takie porozumienie zostanie w ogóle osiągnięte przed wyjściem Królestwa z Unii Europejskiej? Brytyjski rząd zaczął już publikować serię dokumentów opisujących możliwy wpływ tzw. no deal (Brexitu bez porozumienia) na przedsiębiorstwa, jak i osoby prywatne. Główny negocjator ze strony Unii Europejskiej, Michel Barnier, ostrzegał już wcześniej, że porozumienie z Wielką Brytanią może nie zostać osiągnięte przed spotkaniem głów państw członkowskich w październiku. Zdaniem konsensusu członków brytyjskiego parlamentu prawdopodobieństwo braku porozumienia wynosi mniej więcej 50-50. Z kolei bukmacherzy wyceniają w 60% prawdopodobieństwo tego, że przed 1 kwietnia 2019 roku nie zostanie osiągnięte porozumienie między Wielką Brytanią a Unią Europejską. W sierpniu przewodniczący Banku Anglii, Mark Carney, również zwracał uwagę na to, że ryzyko nieosiągnięcia porozumienia jest „niepokojąco wysokie”.

Kurs GBP/USD & GBP/PLN (wrzesień ’17-wrzesień ’18)

Kurs GBP
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 06/09/2018

O ile jesteśmy zdania, że skala niepokoju związanego z ryzykiem braku osiągnięcia porozumienia Wielkiej Brytanii z Unią Europejską jest przesadzona, to bez wątpienia niepewność wokół Brexitu zaważyła w ostatnich tygodniach nad kursem funta brytyjskiego. Od połowy kwietnia szterling osłabił się względem dolara amerykańskiego o ponad 9%, ostatnio wyraźnie tracił również w parze ze złotym. Niedawne wypowiedzi Michela Barniera sugerowały bardziej pojednawcze podejście Unii Europejskiej do negocjacji, dzięki czemu GBP rozpoczął umocnienie. Komentarze Barniera wzmocniły również oczekiwania względem łagodnej wersji Brexitu, którą większość analityków zgodnie ocenia jako lepszą alternatywę dla brytyjskiej gospodarki niż tzw. twardy Brexit.

Warto zwrócić uwagę na najważniejsze daty w kalendarzu związanym z Brexitem.Warto zwrócić uwagę na najważniejsze daty w kalendarzu związanym z Brexitem

Najważniejszą datą jest bez wątpienia 18 października, czyli początek dwudniowego spotkania Rady Europejskiej. Szczyt ten miał stanowić ostateczny termin na osiągnięcie przez Wielką Brytanię porozumienia o stosunkach Królestwa z Unią Europejską po Brexicie. Data ta wydaje się jednak nieosiągalna, zważywszy na obecny stan negocjacji. Nic nie zostało jeszcze ogłoszone oficjalnie, jednak powszechnie spekuluje się o możliwości przesunięcia ostatecznego terminu na osiągnięcie porozumienia.

Innym potencjalnym terminem na osiągnięcie porozumienia, którego rynki wydają się nie dostrzegać, jest 13 grudnia, czyli początek kolejnego dwudniowego szczytu Rady Europejskiej. Część analityków uważa tę datę za opcję zapasową – jeżeli obie strony negocjacji nie opracują warunków porozumienia przed szczytem w październiku. Istnieje również pewne prawdopodobieństwo ogłoszenia sesji nadzwyczajnej w listopadzie.

Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z założeniami, Wielka Brytania weźmie udział w swoim ostatnim szczycie Unii Europejskim – jako członek – 21 i 22 marca 2019 roku. Tydzień później kraj ten opuści ugrupowanie. Rozpocznie się wtedy trwający 21 miesięcy okres przejściowy. Oficjalnie Zjednoczone Królestwo wyjdzie z Unii Europejskiej 31 grudnia 2020 roku.

Jakie są możliwe wyniki negocjacji ws. Brexitu?

1)      Wielka Brytania opuszcza Unię Europejską bez porozumienia

Prawdopodobieństwo takiego scenariusza wyraźnie wzrosło po tym, jak reprezentanci Unii Europejskiej odrzucili znaczną część założeń umowy, które Theresa May zaprezentowała w lipcu. Przez kilka tygodni dyskusja na temat potencjalnego braku porozumienia określającego relacje handlowe Królestwa oraz UE zdominowała media. W takim wypadku stosunki handlowe Wielkiej Brytanii z Unią Europejską określałyby wytyczne Światowej Organizacji Handlu (WTO). Zabraknie wtedy również okresu przejściowego wyjścia ze Wspólnoty. Wzrosną cła na towary, które dotychczas były bardzo nisko opodatkowane przez Unię; niemalże natychmiast wzrosną ceny żywności, a cały wskaźnik dynamiki cen może poszybować w górę, jeszcze bardziej oddalając się od 2-procentowego celu inflacyjnego banku centralnego. Istnieje również zagrożenie dla aktywności sektora przemysłu – wiele firm może przenieść działalność operacyjną poza granicę Wielkiej Brytanii, aby uniknąć uciążliwości związanej z kontrolami granicznymi. Dalsze stosunki Królestwa z Unią Europejską pozostaną niejasne. Okres niepewności z dużym prawdopodobieństwem wpłynie negatywnie na poziom zaufania przedsiębiorstw i konsumentów, co może doprowadzić do dość gwałtownego spowolnienia aktywności wewnętrznej.

Inflacja w Wielkiej Brytanii (2013-2018)

Inflacja w Wielkiej Brytanii
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 05/09/2018

W kontekście wpływu braku porozumienia na rynki finansowe, spodziewalibyśmy się ostrej wyprzedaży funta. Taki scenariusz mógłby wywołać awersję do ryzyka, co powinno sprzyjać dolarowi amerykańskiemu, jenowi japońskiemu oraz frankowi szwajcarskiemu, szkodzić natomiast walutom takim jak polski złoty. Uważamy jednak, że prognozy 10-procentowego osłabienia funta względem USD są dość przesadzone. Nie można bowiem pominąć tego, że obecna wycena funta zawiera w sobie pewne prawdopodobieństwo braku osiągnięcia porozumienia Wielkiej Brytanii z Unią Europejską. Oceniamy, że dużo bardziej prawdopodobny byłoby spadek kursu GBP względem USD o ok. 5%. Z kolei spadek kursu GBP/EUR powinien przypominać skalą ten, który nastąpił zaraz po ogłoszeniu wyników referendum o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, w naszej opinii powinien być jednak o ok. 25% mniej dotkliwy. Spadek w relacji do polskiego złotego powinien być jeszcze mniejszy (ze względu na lekki wzrost kursu EUR/PLN, który może nastąpić w takiej sytuacji).

2)      Zostanie zawarte porozumienie w sprawie Brexitu

Prawdopodobieństwo Brexitu bez porozumienia jest w naszym odczuciu znacznie przeszacowane. Jesteśmy zdania, że umowa o przyszłych relacjach Wielkiej Brytanii z Unią Europejską zostanie zawarta przed końcem 2018 roku – niezależnie od tego czy stanie się to w październiku, grudniu (co wydaje się najbardziej prawdopodobne), albo na nadzwyczajnym posiedzeniu w listopadzie. Bez wątpienia obu stronom zależy na tym, żeby umowa została zawarta. Międzynarodowy Fundusz Walutowy sugeruje, że efektem Brexitu bez porozumienia może być odjęcie z PKB krajów Unii Europejskiej 1,5% do 2030 r. Dość rozsądny wydaje się pogląd, który zakłada, że brytyjski rząd stara się poprzez wypowiedzi o akceptacji możliwości wyjścia z UE bez porozumienia wywrzeć presję, która ma raczej zapewnić Wielkiej Brytanii bardziej korzystne porozumienie, niż pogodzić Brytyjczyków z wizją braku porozumienia z Unią Europejską.

Negatywny wpływ Brexitu bez porozumienia na PKB do 2030 r. [%]

Negatywny wpływ Brexitu bez porozumienia na PKB do 2030
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 05/09/2018

Jesteśmy zdania, że zawarcie porozumienia w kwestii Brexitu będzie zdecydowanie pozytywną wiadomością dla brytyjskiej waluty. Powinno przełożyć się na najpewniej długotrwałe wzmocnienie funta brytyjskiego, który w naszej opinii jest obecnie niedowartościowany.

 

Skala umocnienia szterlinga w długim terminie zależałaby oczywiście od warunków umowy. Łagodny Brexit, zapewniający Wielkiej Brytanii dostęp do jednolitego rynku europejskiego, z pewnością zwiększy potencjalne zyski funta. Waluta Wielkiej Brytanii mogłaby wrócić do poziomów z początku drugiego kwartału bieżącego roku, czyli zanim niepokój związany z ryzykiem nieosiągnięcia porozumienia zaczął mieć tak wyraźny wpływ na kurs szterlinga.

 

3)     Ogłoszone zostaje drugie referendum

 

Innym scenariuszem jest ogłoszenie przez brytyjski rząd drugiego referendum ws. członkostwa w Unii Europejskiej. Pojawiły się zakłady, które szacują prawdopodobieństwo kolejnego głosowania przed kwietniem 2019 roku na jedną czwartą. Niektórzy analitycy szacują na 15% prawdopodobieństwo tego, że Brexit w ogóle nie nastąpi. Zwołanie drugiego referendum mogłoby być pozytywne dla funta, gdyż oznaczałoby, że szanse na pozostanie w UE rosną do ok. 50%.

 

Niemniej, jesteśmy zdania, że w rzeczywistości prawdopodobieństwo ogłoszenia kolejnego referendum jest bliższe zeru.

 

4)      Brexit zostaje opóźniony

 

Naszym zdaniem istnieje również czwarta możliwość, zakładająca opóźnianie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej, co pozwoliłoby uzyskać czas na dokończenie negocjacji. Informacje z czerwca sugerują, że UE przygotowywała się na taką ewentualność, jednak wydaje się to obecnie mało prawdopodobne.

W naszej opinii opóźnienie Brexitu mogłoby wywołać krótkoterminowe wzmocnienie funta, jednak o mniejszej skali niż w przypadku osiągnięcia porozumienia.

Co stanie się z funtem brytyjskim?

Tak jak już wspominaliśmy, jesteśmy zdania, że inwestorzy przeceniają prawdopodobieństwo opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej bez porozumienia. Prawdą jest, że negocjacje były dotychczas dość wyboiste, a sytuacji nie sprzyjała rezygnacja kluczowych członków brytyjskiego Gabinetu.
Niemniej, osiągnięcie porozumienia przed marcem 2019 roku, kiedy Wielka Brytania ma opuścić Wspólnotę, leży w interesie obu stron.

Nie zaprzeczamy jednak, że ryzyko braku porozumienia określającego relację Wielkiej Brytanii z Unią Europejską po Brexicie istnieje. Taki wynik negocjacji mógłby naszym zdaniem zdecydowanie osłabić funta, w pewnym stopniu zaszkodzić również euro, a także polskiej walucie. Niemniej, pozostajemy przy opinii, że obu stronom zależy na tym, żeby nie doszło do realizacji tego scenariusza, tym samym naszym zdaniem Zjednoczone Królestwo powinno osiągnąć porozumienie z UE.

Szacowane przez analityków Ebury prawdopodobieństwo wystąpienia danego scenariusza

Rezultat Szacowane prawdopodobieństwo
Brak porozumienia 25%
Porozumienie 60%
Ponowne referendum 5%
Opóźnienie Brexitu 10%

Autorzy: Analitycy Ebury – Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są skierowane dla konkretnego adresata. Przed skorzystaniem z informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady. CEO Magazyn Polska / Ebury nie ponoszą odpowiedzialności za konsekwencje działań podjętych na podstawie informacji zawartych w raporcie.

 

Śmierć mediacji w postepowaniu sądowoadministracyjnym

Nowa Ordynacja podatkowa, której wejście w życie przewidziano na 1 stycznia 2020 r., ma być prosta, przejrzysta, a przede wszystkim przyjazna podatnikowi. To właśnie z myślą o nim ustawa podatkowa jest rewolucjonizowana. To jemu, w celu lepszego dialogu z fiskusem, służyć mają nowe regulacje i instytucje, wśród których znalazła się m.in. mediacja.

Instytucja mediacji została przewidziana w projekcie ustawy z 6 października 2017 r., gdzie ujęto ją w art. od 375 do art. 384 nowej Ordynacji podatkowej (www.mf.gov.pl). Komisja Kodyfikacyjna Ogólnego Prawa Podatkowego dostrzegła potrzebę „ochrony prawa podatnika w jego relacjach z organami podatkowymi (…) m.in. poprzez złagodzenie nadmiernego rygoryzmu ordynacji podatkowej w odniesieniu do podatników” (Projekt uzasadnienia ustawy – Ordynacja podatkowa z dnia 6 października 2017 r., www.mf.gov.pl).

Mediacja a umowa podatkowa

Ta niewładcza forma załatwienia sprawy podatkowej ma być dopuszczalna we wszystkich tych przypadkach, gdzie możliwe jest zawarcie umowy podatkowej, której poświęcono w projekcie osobny rozdział (art. 373 i 374). Mediacja może być zawierana pomiędzy podatnikiem a organem podatkowym w większości spornych spraw poza tymi, których przedmiotem jest ustalenie wysokości podatku. Zgodnie z uzasadnieniem projektu mocą umowy podatkowej będzie można np. ustalić wartość nieruchomości, co pozwoli uniknąć związanych z tym kosztów, jak np. powołania biegłego i bez konieczności przeprowadzania czasochłonnego postępowania podatkowego lub sądowego. Zawarcie porozumienia drogą umowy podatkowej ma ograniczyć koszty przy jednoczesnym zwiększeniu efektywności załatwienia sprawy podatkowej.

Jedna sprawa na 3 lata

Przeprowadzenie mediacji może również wywołać skutek odwrotny od zamierzonego. Jak potwierdził WSA w Rzeszowie w wyroku z 9 maja 2017 r.: „…prowadzenie w takiej sytuacji mediacji pomiędzy stronami byłoby bezcelowe i tylko wydłużyłoby prowadzone w sprawie postępowanie…” (II SA/Rz 1177/17). Szybkość załatwienia sprawy, przy jednoczesnym braku zaufania jej uczestników do organów podatkowych czy organów administracji publicznej, jest prawdopodobnie czynnikiem odpowiedzialnym za „śmierć mediacji” w postępowaniu sądowoadministracyjnym (art. 115-118 ustawy – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, dalej p.p.s.a., Dz.U. 2002, poz. 1270 z późn. zm.).

12 marca 2018 r. Naczelny Sąd Administracyjny zaprezentował „Informację o działalności sądów administracyjnych w 2017 r.” (www.nsa.gov.pl). Według opublikowanych danych w 2017 r. wszczęto zaledwie jedno postępowanie mediacyjne, a liczba załatwionych spraw wyniosła zero. Rok wcześniej na podjętych osiem postępowań mediacyjnych sukcesem nie zakończono ani jednego, a w 2015 r. na osiem takich przypadków skutecznie załatwiono tylko jedną sprawę.

Postępowanie uproszczone zamiast mediacji

To właśnie 2015 r. był dla mediacji w postępowaniu sądowoadministracyjnym decydujący. Ustawą z dnia 9 kwietnia 2015 r. o zmianie ustawy – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi (Dz.U. 2015, poz. 658) rozszerzono bowiem katalog spraw, które mogą być rozpatrzone w trybie uproszczonym. Od 15 sierpnia 2015 r., czyli od dnia wejścia w życie nowelizacji, do postępowania uproszczonego mogą trafiać m.in. sprawy dotyczące decyzji lub postanowień organu dotkniętych wadą nieważności, lub też skargi, których przedmiotem jest bezczynność lub przewlekłe prowadzenie postępowania (art. 119 pkt. 1 i 4 p.p.s.a., Dz.U. 2002, poz. 1270 z późn. zm.).

Wspomniane wcześniej dane NSA wskazują, że od 2015 r. odnotowano znaczny wzrost ilości spraw załatwionych przez wojewódzkie sądy administracyjne w postępowaniu uproszczonym. Jeszcze w 2009 r. ich liczba wyniosła zaledwie 36, w 2010 r. – 154, w 2011 r. – 440, w 2012 r. – 413, w 2013 r. – 475, w 2014 r. – 331, ale w 2015 r. już 1738. Podczas gdy wskaźniki efektywności postępowania mediacyjnego na przestrzeni ostatnich 3 lat pikowały do zera, te same wskaźniki postępowania uproszczonego ulegały wielokrotnemu pomnożeniu. W 2016 r. WSA załatwiły w trybie uproszczonym 7440 spraw, a w 2017 r. aż 10281.

Postępowanie mediacyjne w k.p.a.

W celu zatrzymania postępującej co najmniej od 13 lat degradacji znaczenia i funkcjonalności instytucji mediacji w postępowaniu sądowoadministracyjnym, podjęto decyzję o jej wprowadzeniu do Kodeksu postępowania administracyjnego (Ustawą z dnia 7 kwietnia 2017 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania administracyjnego oraz niektórych innych ustaw, Dz.U. 2017, poz. 935). Jak wówczas argumentowano: „Celem wprowadzenia postępowania mediacyjnego jest zbliżenie administracji do społeczeństwa…” (Uzasadnienie Rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy – Kodeks postępowania administracyjnego oraz niektórych innych ustaw, druk nr 1183).

Pudrowanie trupa

Mimo iż zaprezentowane przez NSA statystyki dotyczące mediacji w postępowaniu sądowoadministracyjnym pokazują dobitnie, że jest to instytucja umierająca, ustawodawca chce w nowej Ordynacji podatkowej „przypudrować trupa”, by udawał żywego w postępowaniu podatkowym. Rosnąca w szybkim tempie liczba spraw rozpatrywanych przez sądy w postępowaniu uproszczonym pokazuje, że podatnicy, a zwłaszcza prowadzący działalność gospodarczą, są coraz bardziej świadomi „zagrożeń”, jakie po ich stronie generuje status przedsiębiorcy w stosunkach z fiskusem. Obrony swoich racji w sporach z organami podatkowymi, zwłaszcza gdy w grę wchodzi ochrona majątku firmy, wolą więc dochodzić przed sądem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Raport, który znaczy coraz mniej

Moment uspokojenia objął waluty rynków wschodzących, ale spadające kolejny dzień indeksy w Azji nie pozwalają zapomnieć, że pozostajemy w trybie ograniczonego apetytu na ryzyko. Spory handlowe nie wygasają, a Trump wspomina nawet o rozpoczęciu batalii z Japonią. W tym klimacie raport z rynku pracy USA traci na znaczeniu.

O czym nam powie kolejny imponujący przyrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym USA? Niewiele. Wszytko między 150 a 250 tys. (prog. 191 tys.) będzie znaczyć tylko tyle, że rynek pracy ma się dobrze i wchłania kolejnych zainteresowanych powiększaniem produktu krajowego brutto. Jeśli będzie więcej – tym lepiej dla gospodarki, jednak rynkowa opinia o solidności ożywienia już dawno jest wyceniona. Czy odczyt może rozczarować? Słaby wynik w raporcie ADP wczoraj (160 tys., prog. 200 tys.) daje ku temu podstawy, ale wahania łatwo zrzucić na karb wakacyjnych czynników sezonowych i jeden odczyt nie odmieni trendu. Zdecydowanie ważniejsza może być dynamika płac (prog. 2,7 proc. r/r), ale tylko gdy rozczaruje, gdyż obudzi wówczas spekulacje odnośnie tego, kiedy i na jak długo Fed zrobi sobie przerwę w cyklu podwyżek, choć dwa kolejne kroki w tym miesiącu i grudniu są przesądzone. Wreszcie stopa bezrobocia powinna spaść o 0,1 pp do 3,8 proc. jako konsekwencja wzrostu miejsc pracy.

Poza przejściowym zamieszaniem tuż po odczycie (podziękujmy za to algorytmom transakcyjnym), nie sądzę, aby raport NFP znaczył wiele dla EUR/USD. Jesteśmy w środku dobrze utrwalonego range’u, gdzie w ostatnich godzinach rynek preferuje podchodzenie pod górne ograniczenie, więc słabsze dane będą tutaj wodą na młyn. Jednak tak jak NFP nie zmieni w postrzeganiu perspektyw USD, tak i nie ma obecnie czynników przemawiających za EUR, więc spodziewałbym się blokowania rajdu przed 1,17. Więcej pola do reakcji może mieć USD/JPY, który już jest najniżej od dwóch tygodni i im więcej pretekstów tym lepiej. W nocy Wall Street Journal zasugerował, że na celowniku Trumpa w kampanii „wyrównywania rachunków” w handlu jest Japonia. Razem z ciągłymi obawami o nową rundę ceł importowych na warte 200 mld USD towary z Chin, nastroje w Azji nie są dobre, co premiuje ucieczkę w stronę JPY, ale też wywiera presję na AUD, który stał się barometrem napięć na rynkach wschodzących tamtego regionu. Jeśli NFP wypadnie dobrze, AUD/USD może reagować najsilniej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rynek czeka na odczyty z rynków pracy

Złotówka łapie niewielki oddech w końcówce tygodnia. Przed weekendem czekają nas jeszcze odczyty z rynków pracy, co może wpłynąć na zwiększoną zmienność na rynkach.

Chwila oddechu

Piątkowy poranek można uznać za dobry dla naszej waluty. Złotówka umacnia się bowiem w stosunku do głównych walut, tym samym choć trochę odreagowując ostatnie jej słabsze dni. Spowodowane one były nasilającymi się ryzykami w gospodarce. Mowa tu między innymi o kontynuacji sporu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami w sprawie wysokości nakładanych ceł. Dlatego też inwestorzy szukali bardziej bezpiecznych inwestycji, co przełożyło się na straty walut z koszyka EM. Tymczasem za euro zapłacimy 4,31 zł. Dolar amerykański wyceniany jest na 3,71 zł. Frank szwajcarski kosztuje 3,84 zł, a funt brytyjski 4,80.

ADP mało satysfakcjonujący

Wczoraj poznaliśmy odczyt raportu ADP ze Stanów Zjednoczonych. Niestety nie sprostał on oczekiwaniom rynków. Przedstawia on szacunkową zmianę zatrudnienia w USA. Jest on również uznawany za prognozę ostatecznych wyników publikacji tzw. “payrollsów”, jednakże jak już historia pokazała nie zawsze oba te odczyty są zgodne. Dane na temat sytuacji na rynku pracy w USA poznamy o godz. 14:30. Prognozy wynoszą 190 tysięcy. Warto zatem uważnie przyjrzeć się notowaniom dolara amerykańskiego w okolicy odczytu.

Nie tylko Stany

Również o godzinie 14:30 poznamy sytuację z rynku pracy w Kanadzie. Nie są to tak istotne dane dla inwestorów jak te z USA, jednak notowania dolara kanadyjskiego zazwyczaj mocno reagują w okolicy odczytów. Zatem warto również obserwować pary walutowe powiązane z kanadyjską walutą.

Zanim jednak poznamy dane zza oceanu czeka nas odczyt ze Strefy Euro. O godzinie 11:00 poznamy dynamikę PKB. Prognozy wynoszą 0,4% w ujęciu kwartalnym, z kolei rok do roku przewidywany jest wzrost na poziomie 2,2%.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Przyspiesza cyfrowa rewolucja w opiece medycznej. Wideowizyty i telekonsultacje stają się coraz popularniejsze

Przyspiesza cyfrowa rewolucja w opiece medycznej. Wideowizyty i telekonsultacje stają się coraz popularniejsze 1

Transformacja cyfrowa służby zdrowia to lepsza opieka medyczna i większe zadowolenie pacjentów – przekonują eksperci. Większość Polaków ocenia, że system e-zdrowia jest za słabo rozwinięty i nie wykorzystuje potencjału, jaki drzemie w nowoczesnych technologiach. Sytuacja jednak stopniowo się zmienia. Na rynku prywatnym pojawiają się pierwsze przychodnie realizujące wideowizyty. Telekonsultacje pozwalają na wystawienie e-recepty, a już wkrótce – na dostarczenie leku do domu. Resort zdrowia prowadzi intensywne prace nad informatyzacją powszechnej służby zdrowia.

W przyszłym roku ma wystartować Internetowe Konto Pacjenta, które umożliwi pacjentom wgląd online w takie dane, jak wyniki badań, zaplanowane wizyty, historia leczenia czy wystawione zwolnienia lekarskie. Możliwe ma być także wystawianie e-recept. Od 2020 roku mają one być już wystawiane we wszystkich gabinetach lekarskich w Polsce.

– Jesteśmy właściwie na finiszu pilotażu wdrożenia elektronicznej recepty. W połowie października ruszamy z pilotażem elektronicznego skierowania, a w przyszłym roku wdrażamy rozwiązania związane z wymianą dokumentacji medycznej. Pierwsze efekty dla Polaków będą widoczne na początku przyszłego roku, kiedy w każdej aptece w Polsce będzie można zrealizować e-receptę. To będzie pierwszy krok, ale niezwykle istotny, ponieważ kiedy jednostki raz podłączą się do platformy, będą mogły już stale z niej korzystać i znacznie łatwiej będzie im wchodzić w kolejne funkcjonalności – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Janusz Cieszyński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.

Z raportu „E-zdrowie oczami Polaków” wynika, że 65 proc. Polaków ocenia współczesny system e-zdrowia jako słabo rozwinięty, który nie wykorzystuje potencjału, jaki drzemie w nowoczesnych technologiach. Rewolucja cyfrowa w medycynie jednak szybko przyspiesza na całym świecie. Z globalnych badań IDC Research wynika, że w 2018 roku z ponad 65 proc. placówek służby zdrowia będzie się można skontaktować poprzez urządzenia mobilne, a więcej niż 70 proc. będzie dysponowało aplikacjami do monitoringu stanu pacjentów.

 Dla pacjentów wyniknie mnóstwo korzyści z transformacji cyfrowej. Podniesiemy dzięki niej wydajność i jakość ochrony zdrowia. Pacjenci będą mogli szybciej dostać się do lekarza, na leczenie czy badania diagnostyczne, bo dzięki innowacyjnym technologiom pacjent będzie mógł znacznie szybciej i sprawniej poruszać się w systemie. Mamy też możliwość udostępniania danych istotnych z punktu widzenia zarządzania zdrowiem przez konkretne osoby, które tego wymagają. Nowe technologie ponadto mogą wspomagać pewne procesy profilaktyczne oraz prewencję, także poprzez budowanie świadomości w zakresie zdrowego stylu życia – wymienia Michał Kępowicz, dyrektor ds. relacji strategicznych w Philips Healthcare.

Połączenie medycyny ze światem nowych technologii ułatwi również pracę opiece medycznej.

 Ważnymi interesariuszami ekosystemu informatycznego są lekarze, pielęgniarki, technicy medyczni, diagności, a także dyrektorzy, którzy zarządzają podmiotami, w tym również Ministerstwo Zdrowia i instytucje podległe – mówi Michał Kępowicz.

Raport Deloitte „2018 Global Health Care Outlook. The Evolution of Smart Health Care” wskazuje, że szpitale mogą zapewnić bardziej indywidualną opiekę dzięki wykorzystaniu rozwiązań cyfrowych, które ułatwią dostęp do wszystkich kanałów, w tym aplikacji klienckich, portali pacjentów, spersonalizowanych cyfrowych zestawów informacji. Interakcje z pacjentem zwiększą także telemedycyna czy wirtualna i rozszerzona rzeczywistość.

 Prywatne podmioty stosują bardzo zaawansowaną telemedycynę i znacząco wyprzedzają pod tym względem podmioty publiczne. Telemedycyna w znakomity sposób powinna potanić koszty opieki medycznej. To nie jest kwestia pogorszenia jakości, a kwestia zmiany sposobu konsultowania przez lekarza, nie w gabinecie stacjonarnym, bo lekarz może być oddalony o kilkaset kilometrów od pacjenta i przeprowadzić telekonsultację – wskazuje Adam Rozwadowski, prezes zarządu Enel Invest.

Według raportu mHealth Intelligence rynek telemedycyny rozwija się bardzo dynamicznie. Do 2020 roku jego wartość ma osiągnąć 49 mld dol. Pozwala znacznie przyspieszyć diagnostykę, przy okazji zmniejszając kolejki do lekarzy.

 Dzięki telekonsultacjom zmniejszyliśmy liczbę wizyt domowych i wyjazdów do lekarzy stacjonarnie w granicach 18 proc., przy zachowaniu wysokiej jakości usług. To lekarz decyduje, czy może przeprowadzić tę wizytę telemedyczną, czy też zaprasza pacjenta na wizytę stacjonarną – mówi prezes Enel Invest.

Według założeń unijnych w 2020 roku wszystkie unijne placówki szpitalne powinny mieć powszechny dostęp do usług telemedycznych. W Polsce to jednak domena placówek prywatnych. Zdaniem ekspertów potrzebna jest większa świadomość pacjentów i lekarzy, ale też zaangażowanie w teleopiekę NFZ-u.

 Niestety, NFZ finansuje wyłącznie wizytę stacjonarną. Myślę jednak, że Ministerstwo Zdrowia poradzi sobie z tym problemem. Pozostaje też kwestia dowozu leku do domu pacjenta. Wystawiając e-receptę, mamy szansę na to, żeby ten lek z apteki dojechał do pacjenta w miarę szybko. Pacjent chory w ogóle się nie musi się ruszać z domu – tłumaczy Adam Rozwadowski.

Polskie firmy zbrojeniowe chcą dostarczać wojsku kompletne i zintegrowane systemy. To przyszłość sektora obronnego

Polskie firmy zbrojeniowe chcą dostarczać wojsku kompletne i zintegrowane systemy. To przyszłość sektora obronnego 2

– Chcemy dostarczać kompletne, zintegrowane systemy, bo w nich jest przyszłość firm zbrojeniowych – mówi Krzysztof Skrzypiński, dyrektor ds. rozwoju GRUPA WB. TOPAZ, czyli kompletny system dowodzenia i rozpoznania, przeznaczony do wsparcia działań dowódców i żołnierzy na szczeblu taktycznym, oraz nowy system amunicji krążącej WARMATE 2 – to jedne z flagowych produktów grupy zbrojeniowej WB Electronics, które koncern prezentuje na 26. MSPO w Kielcach. 

– Skład Grupy WB – oprócz WB Electronics – obejmuje również firmy Radmor, Flytronic, Arex, Mindmade. Portfolio grupy jest duże, produkowane przez nas systemy są kompletne, co oznacza, że nie musimy dostarczać do wojska tylko pojedynczych systemów w postaci oprogramowania czy komputerów. Patrząc na trendy na świecie i ogromne firmy z branży, takie jak Thales, my idziemy w tym samym kierunku. Chcemy dostarczać kompletne, zintegrowane systemy i w nich widzimy przyszłość firm zbrojeniowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Skrzypiński, dyrektor ds. rozwoju z Grupy WB.

Na tegorocznym MSPO GRUPA WB premierowo zaprezentowała System Amunicji Krążącej WARMATE 2, a także funkcjonalności Zintegrowanego Systemu Zarządzania Walką TOPAZ. To kompletny system dowodzenia, kierowania i rozpoznania przeznaczony do wsparcia działań dowódców i żołnierzy na szczeblu taktycznym.

– TOPAZ jest systemem, który został zbudowany około 20 lat temu na potrzeby modernizacji artylerii w Wojsku Polskim, kiedy przechodziliśmy z Układu Warszawskiego do sojuszu NATO. Okazało się, że ma on na tyle dużo możliwości, że z biegiem lat rozwijaliśmy go także w dziedzinach innych niż systemy artyleryjskie. Podstawą był system artyleryjski dla dział Goździk, Dana, następnie Krab, a ostatnio flagowym produktem jest system TOPAZ dla moździerzy samobieżnych 120 mm na podwoziu kołowym KTO Rosomak – mówi Krzysztof Skrzypiński.

TOPAZ jest technologią sprawdzoną w warunkach bojowych i rozwijaną od lat 90., kiedy do wojsk rakietowych i artylerii trafił nowoczesny Zautomatyzowany Zestaw Kierowania Ogniem oparty na cyfrowej platformie łączności FONET. Doświadczenia z wykorzystaniem systemu TOPAZ – w tym również na misji w Afganistanie i w siłach zbrojnych innych państw – doprowadziły do jego rozbudowy. Dodano funkcjonalności związane z obserwacją i rozpoznaniem z wykorzystaniem różnego rodzaju sensorów (radarów, systemów optoelektronicznych, systemów rozpoznania pasywnego), dowodzenia, zabezpieczenia logistycznego oraz kierowania uderzeniami systemów bezzałogowych w postaci amunicji krążącej. System zaprojektowany przez polskich inżynierów może bez problemów współpracować z pozostałymi systemami klasy C4ISR w ramach NATO-wskiego sojuszu.

– Budując te systemy, zwracaliśmy uwagę nie tylko na funkcje artyleryjskie, obliczenia balistyczne i kierowanie ogniem, lecz także na szeroko pojęte zarządzanie polem walki. Ważna jest sytuacja taktyczna i rozpoznanie, czyli zabezpieczenie logistyczne w postaci kierowania dowozem amunicji. W ostatnich latach zbudowaliśmy także dodatkową nitkę do systemu TOPAZ opartą o amunicję krążącą WARMATE. Mamy możliwość budowy całego, zintegrowanego systemu – począwszy od sytuacji taktycznej, rozpoznania, logistyki, uderzenia z ziemi za pomocą środków ogniowych, a skończywszy na uderzeniach z powietrza za pomocą opracowanej przez nas amunicji krążącej WARMATE – mówi Krzysztof Skrzypiński.

Amunicja krążąca WARMATE to jeden z flagowych produktów Grupy WB. Prosty w obsłudze, bojowy bezzałogowy system powietrzny jest pierwszą produkowaną w Europie amunicją krążącą. Poza Polską cieszy się dużym powodzeniem wśród klientów z krajów NATO oraz spoza Sojuszu.

Jego nowa wersja, WARMATE 2, zapewnia siłę uderzenia i precyzyjne trafienie w cel przy użyciu różnego typu głowic: przeciwpiechotnej (zawierającej do 5 kg ładunku wybuchowego, o 100-metrowym polu rażenia), przeciwpancernej (umożliwiającej przebicie 400 mm pancerza RHA) lub treningowej. Start odbywa się z automatycznej wyrzutni, a jego lot sterowany jest z zamontowanej na pojeździe stacji kierowania i kontroli. W nowej wersji projektanci GRUPY WB zwiększyli także wagę głowicy bojowej z 1,4 kg do niemal 5 kg, co stwarza nowe możliwości dla bezzałogowca w sytuacjach bojowych.

– Wykorzystaliśmy w systemie TOPAZ także inne rozwiązania Grupy WB. W dziedzinie rozpoznania, przede wszystkim bezpilotowy środek latający Mini BSP FLYEYE. Od kilku lat znajduje się on na wyposażeniu Wojska Polskiego. Naturalnym krokiem dla sytemu TOPAZ było włączenie linii BSP FLYEYE  do systemu artylerii, co pozwala – tak jak w systemach izraelskich i rosyjskich – na rozpoznanie w czasie rzeczywistym, uderzenie, a następnie sprawdzenie, czy cel został zniszczony, i wykonanie korekty ognia, jeżeli jest taka potrzeba – wyjaśnia Krzysztof Skrzypiński.

Jak podkreśla, w działaniach bojowych bardzo ważną kwestią, niedostrzegalną na pierwszy rzut oka, jest również zabezpieczenie logistyczne, remont uzbrojenia, serwisowanie sprzętu, koordynowanie dowozów amunicji. System TOPAZ obejmuje wszystkie te procesy i elementy.

– Przede wszystkim jest to system kompletny. Ma możliwość zarządzania na szczeblu taktycznym, są mapy i znaki taktyczne, systemy rozpoznania, integracja systemów rozpoznania. To jest niezwykle istotne, żeby wojsko uzyskało przewagę informacyjną, jako pierwsze wykryło i zidentyfikowało przeciwnika. Kolejny krok w TOPAZIE to zarządzanie środkami walki – środkami artyleryjskimi czy środkami bezpilotowymi – żeby na podstawie tego rozpoznania wykonać uderzenie w odpowiednim czasie, celnie i przy użyciu minimalnej ilości środków ogniowych. Oszczędzamy zapasy amunicji, która w obecnej chwili jest bardzo droga – podkreśla Krzysztof Skrzypiński.

W 26. Międzynarodowym Salonie Przemysłu Obronnego, który potrwa do 7 września, bierze udział w sumie 624 wystawców z 31 państw, m.in. z Niemiec, Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Włoch, Australii, Japonii, Kanady, Korei Południowej i Izraela. Wystawa zajmuje ponad 27 tys. mkw. w 7 halach wystawienniczych i tradycyjnie towarzyszą jej konferencje i seminaria poświęcone branży obronnej.

– Warto przejść się po targach i zobaczyć, w ilu produktach oferowanych przez spółki PGZ znajdują się nasze wyroby. Wszystkie wersje Rosomaka, produkowane od początku i później, zawierają nasz sprzęt. Nowością w tym roku jest także wóz dowodzenia, wystawiony na stoisku PGZ, w którym kompletne wyposażenie teleinformatyczne zostało dostarczone przez GRUPĘ WB, w tym pełna integracja radiostacji. Jest to wóz przeznaczony dla dowództwa dywizji wielonarodowej północ-wschód, czyli jest to kolejny raz, kiedy nasze produkty działają w środowisku koalicyjnym, wykorzystywanym przez nasze Siły Zbrojne – podkreśla dyrektor ds. rozwoju z Grupy WB.

PGE planuje 50 punktów ładowania do końca roku. Spółka stawia na współpracę z gminami uzdrowiskowymi

PGE planuje 50 punktów ładowania do końca roku. Spółka stawia na współpracę z gminami uzdrowiskowymi 3

Dobra infrastruktura stacji ładowania może przyspieszyć rozwój elektromobilności w Polsce. Grupa PGE poinformowała, że do końca września będzie miała 25 punktów ładowania w miastach średniej wielkości i liczy na to, że do końca roku uda się podwoić tę liczbę. Współpracuje przy tym z lokalnymi samorządami, koncentrując się obecnie na miejscowościach uzdrowiskowych. 

Rynek elektromobilności sukcesywnie się rozwija. Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodowych w 2017 w Unii Europejskiej sprzedano o blisko 40 proc. więcej samochodów elektrycznych niż rok wcześniej. W sumie sprzedano ponad 216 tys. tego rodzaju aut, przy czym liderami były Niemcy, Wielka Brytania i Francja, których mieszkańcy zakupili blisko 140 tys. samochodów. Polski rynek rozwija się znacznie wolniej, choć w 2017 roku zanotowano rekordowy, bo wynoszący ponad 300 proc., wzrost sprzedaży. W 2017 roku Polacy zarejestrowali ponad 1 tys. samochodów elektrycznych. 500 z nich napędzanych było całkowicie silnikiem elektrycznym, pozostałe były to hybrydy z możliwością doładowania w stacjach ładowania.

– Może się wydawać, że jesteśmy na początku drogi. Ale jeśli spojrzymy na to, ile w Polsce rejestrowanych jest samochodów z napędem hybrydowym, które odzyskują energię podczas jazdy, to w zeszłym roku było ich prawie 18 tys., co oznacza, że 18 tys. nowych właścicieli zdecydowało się wydać więcej pieniędzy, żeby mieć samochód bardziej ekologiczny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Szustak, odpowiedzialny za marketing i komunikację w PGE Nowa Energia.

Zdaniem eksperta ta grupa kierowców to potencjalni nabywcy samochodów w pełni elektrycznych. Do ich zakupu zachęcać będzie przede wszystkim coraz niższa cena samych aut, która dziś w Polsce wciąż stanowi pewną barierę, ale także korzystne warunki ich eksploatacji. Niezbędne są działania na rzecz elektromobilności ze strony samorządów, których celem będzie zredukowanie liczby samochodów spalinowych w centrach miast oraz zachęcanie kierowców do przesiadania się do aut ekologicznych.

– Mowa o zachęcaniu ich np. darmowym parkowaniem, możliwością jazdy buspasem. Takie elementy będą niewątpliwie wspierać elektromobilność, a nie są kosztowne dla włodarzy miast – mówi Paweł Śliwa, wiceprezes PGE ds. innowacji.

Dla elektromobilności kluczową kwestią jest także rozwój infrastruktury stacji ładowania. Obecnie przebiega on dwutorowo: z jednej strony koncentruje się na dużych stacjach przeznaczonych dla autobusów miejskich, z drugiej natomiast na publicznych stacjach dla samochodów osobowych. W rozwój infrastruktury angażują się firmy energetyczne. Grupa PGE ma obecnie 25 publicznych punktów ładowania o łącznej mocy 344 kW, zlokalizowanych m.in. w Łodzi i w Siedlcach – ostatnia z nich została otwarta w Krynicy-Zdroju.

– Najprawdopodobniej do końca roku uda się tę liczbę podwoić, czyli będzie ich 50. Ten rozwój jest bardzo dynamiczny, bo jest zapotrzebowanie rynku na publiczne stacje ładowania – mówi Paweł Śliwa.

Grupa PGE postawiła na współpracę z jednostkami lokalnych samorządów, rozwijając sieć stacji ładowania w miastach średniej wielkości. Obecnie koncentruje się na gminach uzdrowiskach, zobligowanych do spełniania wysokich norm w zakresie ochrony środowiska naturalnego. W poniedziałek Grupa uruchomiła stację ładowania w Krynicy-Zdrój, wkrótce na tej liście pojawi się Lądek Zdrój i kolejne lokalizacje.

– Coraz więcej firm prywatnych zakupuje samochody elektryczne. Nie są to zawsze samochody w pełni elektryczne, ale hybrydy typu plug-in, które również mogą się ładować na takich punktach ładowania. To dla firm jest również ekonomia – mówi Paweł Śliwa.

Ładowanie samochodów elektrycznych staje się coraz łatwiejsze i szybsze. Obecnie za pomocą dostępnych na stacjach ładowarek na prąd stały możliwe jest naładowanie akumulatora do poziomu 80 proc. w mniej niż 30 minut. W przypadku starszych technologii samochód musi być podłączony do ładowarki 2–3 godz.

– Są także urządzenia, które pozwalają przetworzyć energię, którą mamy w domach, na energię potrzebną do naładowania baterii samochodu elektrycznego. To trwa już nawet kilkanaście godzin – mówi Michał Szustak.

Pierwsza na świecie specjalna kapsuła stworzona przez Polaków umożliwi samodzielne zbadanie narządów zmysłów. W przyszłości pomoże także w ich rehabilitacji

Pierwsza na świecie specjalna kapsuła stworzona przez Polaków umożliwi samodzielne zbadanie narządów zmysłów. W przyszłości pomoże także w ich rehabilitacji 4

W jednym miejscu można samodzielnie zbadać prawidłowe funkcjonowanie narządów zmysłów – do tego służy specjalna kapsuła diagnostyczno-rehabilitacyjna, która przemieszcza się po kraju i staje w ogólnodostępnych miejscach, np. galeriach handlowych. – W ten sposób upowszechniamy badania przesiewowe w formie samoobsługowej – podkreśla prof. Henryk Skarżyński ze Światowego  Centrum Słuchu Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. A to z kolei umożliwi wczesną diagnostykę nie tylko zaburzeń zmysłów, lecz także np. przyszłych chorób mózgu. W przyszłości kapsuła ułatwi także rehabilitację narządów zmysłów.

– Na razie skupiamy się na badaniach diagnostycznych z wykorzystaniem kapsuły. Natomiast to jest narzędzie, które może służyć do prowadzenia długotrwałej rehabilitacji – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Henryk Skarżyński, dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. – Nie ma na świecie takiego urządzenia. Systemy do badań słuchu, wzroku czy smaku oczywiście istnieją, natomiast nie ma ich w formie zintegrowanej. Dzisiaj mamy wiele sposobów badania słuchu, i u dziecka, które ma 2 dni, 2 miesiące czy 2 lata, i u 80-latka. Wypełniamy szereg nowych testów w poszczególnych obszarach badania zmysłów, a jednocześnie integrujemy wyniki, które w tej formie mogą dać nam wskazówki, że za kilkanaście lat może się rozwinąć groźna choroba, np. mózgu.

Zespół narzędzi zawarty w kapsule umożliwia diagnostykę wielu narządów zmysłów – słuchu, wzroku, równowagi, powonienia, smaku oraz narządu mowy. Do tej pory, żeby zdiagnozować poszczególne narządy, pacjenci musieli odwiedzić kilka ośrodków specjalistycznych. Umożliwienie im tego w jednym miejscu, przy okazji np. zakupów w centrum handlowym, może wpłynąć na upowszechnienie się badań przesiewowych

– Chcemy oswoić ludzi z badaniami, żeby to nie było coś nadzwyczajnego, wymagającego dużo zachodu. Rodzina idąca na zakupy może wejść i zbadać swoje podstawowe narządy zmysłów. Nawet jeżeli to będzie wersja płytsza badania, ona uwrażliwi, że coś jest nie tak i wymaga to badań klinicznych. To już będzie duży krok i duży postęp w upowszechnianiu wiedzy o badaniach i kształtowaniu tych postaw prozdrowotnych, na których nam bardzo zależy –podkreśla prof. Henryk Skarżyński.

Taki jest też cel całego programu „Po pierwsze zdrowie”, którego trzecia edycja właśnie trwa. To bezpłatne badania słuchu zarówno dzieci, dorosłych, jak i seniorów, w połączeniu z konsultacjami lekarza innej specjalności. Badania programu łączą w sobie diagnostykę słuchu z innymi specjalizacjami: okulistyką, kardiologią, pediatrią, stomatologią, chirurgią szczękową, periodontologią, urologią, psychiatrią, łącznie z kilkunastoma dziedzinami medycyny.

– Wielospecjalistyczne podejście oznacza, że obok jednego specjalisty jest drugi specjalista. Niektórzy z nas w różnych specjalnościach mają bardzo dużo doświadczenia. Mamy za sobą ponad milion dzieci przebadanych pod kątem wczesnego wykrywania wad słuchu – mówi dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. – Jeżeli wszystkie dzieci rozpoczynające edukację szkolną przebadamy pod kątem wczesnego wykrycia wady słuchu, a następnie wzroku, to jednocześnie edukujemy je, że to badanie jest potrzebne, że za 3 lata można zrobić inne badanie, zaprogramować cały cykl badań przesiewowych tak, żeby można się było odnosić się całej populacji i wszystkich tych, którzy nie przejdą przez to sito, kierować na badania specjalistyczne. Dzięki temu będziemy mówili o realnej profilaktyce.

Do tej pory odbywały się latem, ale w 2019 roku mają trwać już przez cały rok. Tegoroczny cykl rozpoczął się na początku czerwca w Warszawie, a zakończy 22 września w Bielsku-Białej. Najbliższe badania odbędą się w nadchodzący weekend (8–9 września) w Łodzi, Warszawie i Gnieźnie. Poza tym ostatni miastem badania słuchu połączone będą z diagnostyką innych wad: w Łodzi periodontolodzy sprawdzą stan przyzębia i błony śluzowej jamy ustnej, a w stolicy porad udzielać będzie onkolog.

– „Po pierwsze zdrowie” to program kierowany do rodzin. Zależy nam, żeby podczas tych spotkań w różnych miejscach w Polsce, przy okazji „Lata z Radiem” czy innych programów, przychodziły całe rodziny, dzieci, młodzież, seniorzy – tłumaczy prof. Henryk Skarżyński. – Bardzo nam zależy na kształtowaniu solidarności pokoleniowej, na podkreślaniu tego, że bez wsparcia rodzinnego dzisiaj nie ma takiego systemu opieki, który by zapewniał nam wszystko, co potrzebne, i umożliwił wykorzystanie najnowszych zdobyczy nauki i medycyny.

Badanie podstawowych zmysłów człowieka jednocześnie umożliwia wykrycie pierwszych symptomów chorób rozwijających się na podłożu neurodegeneracyjnym. Oznacza to np. możliwość przewidzenia rozwoju choroby Alzheimera za kilkanaście lat, a co za tym idzie – wdrożenia zmian nawyków pacjenta i ćwiczeń, które opóźnią wystąpienie schorzenia nawet o kolejnych kilkanaście lat.

– W przyszłym roku chcemy, żeby to było całoroczne przedsięwzięcie. Poza miesiącami letnimi, kiedy łatwiej jest zorganizować w różnych miejscowościach spotkania, chcemy, żeby w innych okresach była możliwość dotarcia do dużych zbiorowości, do uniwersytetów trzeciego wieku – deklaruje dyrektor Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu. – Pracujemy nad nową formułą, żeby te wykłady wiązały się nie tylko z pogadanką, lecz także z możliwością zbadania w danym miejscu kilkuset osób, które przychodzą na takie wykłady.

Forum w Krynicy z rekordową frekwencją. Jednym z najważniejszych tematów demografia i starzejące się społeczeństwo w Europie

Forum w Krynicy z rekordową frekwencją. Jednym z najważniejszych tematów demografia i starzejące się społeczeństwo w Europie 5

Zakończyły się trzydniowe obrady 28. Forum Ekonomicznego w Krynicy, które okazało się rekordowe pod względem liczby gości. Jednym z kluczowych zagadnień w dyskusji były wyzwania i przyszłość regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Według ekspertów głównym problemem jest dziś demografia i starzejące się społeczeństwo w Europie.

Tegoroczne forum było rekordowe pod względem liczby uczestników, mieliśmy prawie 5 tys. gości i dziennikarzy. Przygotowaliśmy ponad 300 propozycji debat, seminariów i wykładów z całym spektrum tematów. Dla tych, którzy przyjechali tutaj, żeby rozmawiać o swoim biznesie, ważna była nadzwyczajna liczba gości, którzy podejmują istotne decyzje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Zygmunt Berdychowski, Przewodniczący Rady Programowej Forum Ekonomicznego w Krynicy-Zdroju.

Na liście gości znaleźli się m.in. premier Litwy Saulius Skvernelis – wyróżniony tytułem Człowieka Roku, wicepremier rządu Rumunii Ana Birchall, premier Mateusz Morawiecki, szefowa resortu pracy Elżbieta Rafalska, minister energii Krzysztof Tchórzewski i infrastruktury – Andrzej Adamczyk, szefowa resortu finansów Teresa Czerwińska, Liliana Pavlova – minister odpowiedzialna za przewodnictwo Bułgarii w Radzie UE oraz minister energetyki Litwy Žygimantas Vaičiūnas.

W trakcie trzydniowych obrad odbyło się w sumie sześć sesji plenarnych oraz ponad 180 paneli dyskusyjnych, wykładów, warsztatów i debat dotyczących m.in. gospodarki, ochrony zdrowia, innowacji i start-upów, infrastruktury i mediów.

Tegoroczne Forum odbywało się pod hasłem „Europa wspólnych wartości czy Europa wspólnych interesów?”, dlatego jednym z najważniejszych zagadnień były kluczowe wyzwania stojące przed regionem Europy Środkowo-Wschodniej.

– Dopóki integracja europejska oparta była o gospodarkę, dopóty postępowała bardzo szybko. Pokonywaliśmy kolejne odcinki tej integracji, zbudowaliśmy Unię Europejską, nie zwracając uwagi na różnice, które oficjalnie nas dzieliły. Kiedy zaczęliśmy rozmawiać o wartościach, które powinny być wspólne, to okazało się, że różnic jest wiele i że częściej rozmawiamy o różnicach niż o wspólnym interesie – podkreśla Zygmunt Berdychowski.

Przed państwami europejskimi stoi dziś jednak wiele wspólnych wyzwań. Jednym z nich jest demografia.

– Na pewno jest to wyzwanie największe i najważniejsze. To proces długofalowy, którego świadkami jesteśmy na przestrzeni wielu lat – mówi Zygmunt Berdychowski. – Z drugiej strony wobec tego, co dzieje się wokół nas, musimy dużo inwestować, aby chociażby przygotować infrastrukturę dla ludzi, którzy mają 80 lub więcej lat.

Oficjalną inaugurację Forum w Krynicy poprzedziła w tym roku prezentacja raportu „Wyzwania ekonomiczne dla Europy Środkowo-Wschodniej”, przygotowanego przez warszawską SGH, która analizuje wyzwania ekonomiczne stojące przed Polską i innymi krajami regionu. W ramach dyskusji nad przyszłością tej części Europy, pierwszego dnia Forum odbyła się także sesja plenarna „Europa – wczoraj, dziś, jutro”, w której głos w dyskusji zabrali m.in. europejski komisarz ds. edukacji i kultury Tibor Navracsics, szef łotewskiego MSZ  Edgars Rinkēvičs, Virginijus Sinkevičius, minister gospodarki Litwy, Calin Popescu Tăriceanu, marszałek Senatu Rumunii oraz były premier Jan Krzysztof Bielecki. Jednym z omawianych zagadnień była „Europa dwóch prędkości”.

IFA 2018: Urządzenie ze sztuczną inteligencją pozwoli porozumieć się z ludźmi na całym świecie. Inteligentny tłumacz zna 74 języki i mieści się w kieszeni

IFA 2018: Urządzenie ze sztuczną inteligencją pozwoli porozumieć się z ludźmi na całym świecie. Inteligentny tłumacz zna 74 języki i mieści się w kieszeni 6

Nieznajomość języków nie stanowi już przeszkody, nawet w kontaktach biznesowych. Na rynku pojawia się coraz więcej urządzeń, które mają ułatwić komunikację. Dostępne są także aplikacje, pozwalające błyskawicznie dogadać się z obcokrajowcami. Na targach IFA 2018 w Berlinie debiutuje kieszonkowy tłumacz Pocketalk, który obsługuje aż 74 języki, w tym język polski. Wystarczy ustawić język źródłowy i docelowy, a urządzenie na bieżąco przetłumaczy rozmowę. Mechanizm opiera się na algorytmach sztucznej inteligencji, jest więc znacznie dokładniejszy niż zwykłe aplikacje.

– Pocketalk jest błyskawicznym translatorem obsługującym 74 różne języki. Pozwala ludziom pewnie podróżować po świecie i rozmawiać z osobami, które posługują się innymi językami. Opieramy się na Google Translate i innych tego typu silnikach, więc jesteśmy w stanie wybrać najlepszy silnik dla danej pary językowej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów IFA 2018 w Berlinie Jeff Waite, dyrektor marketingu i sprzedaży Pocketalk.

Urządzenie jest przeznaczone do rozmów. Po włączeniu urządzenia, wybraniu języka źródłowego i docelowego, można mówić pełnymi zdaniami, a tłumacz przekaże pełną wypowiedź w innym języku. To już koniec z nerwowym przeglądaniem słownika w poszukiwaniu brakującego słowa, zastanawianiem się jak należy je wymówić. Pocketalk zrobi to za nas.

– Urządzenie jest lepsze niż aplikacja na telefon z tego względu, że udostępnienie swojego telefonu osobie nieznajomej w obcym kraju jest kłopotliwe. Nasze urządzenie jest przeznaczone do jednego celu, z prostym w obsłudze interfejsem użytkownika. Wystarczy ustawić jakikolwiek język źródłowy i docelowy. Są tylko dwa przyciski, więc jest naprawdę łatwo przekazać urządzenie drugiej osobie – twierdzi Jeff Waite.

Mechanizm tłumaczenia opiera się na algorytmach sztucznej inteligencji. To oznacza, że tłumaczenie jest znacznie dokładniejsze niż w dostępnych translatorach. Urządzenie nie tylko tłumaczy, ale potrafi też zbudować poprawne gramatycznie zdanie.

– Urządzenie opiera się na wielu silnikach, więc w porównaniu z aplikacją, gdzie użytkownik korzysta z silnika danej firmy, w naszym urządzeniu możemy wykorzystać najlepszy silnik dla danego języka dla uzyskania optymalnych wyników – przekonuje ekspert.

Pocketalk jest niewielki, można go z łatwością zmieścić w kieszeni i zabrać w każdą podróż. Dodatkowo poprzez urządzenie można rozmawiać siedem godzin – tyle wytrzymuje bateria. Pocketalk opiera się na solidnych silnikach językowych i najnowocześniejszych technologiach chmurowych, aby wykonywać bardzo dokładne tłumaczenia. Dlatego do stosowania urządzenia niezbędne jest połączenie internetowe, przy użyciu Wi-Fi, danych mobilnych lub osobistego hotspotu.

– Jest też wejście na kartę SIM, gdzie możemy umieścić swoją własną kartę. Dostępna jest również wersja z wbudowaną kartą SIM, działającą w ponad stu krajach, z pakietem danych ważnym przez dwa lata. Wyjmujemy urządzenie z pudełka, włączamy i jesteśmy gotowi do podróży. Pocket Talk bez karty SIM kosztuje 249 dolarów, a wersja z dwuletnim pakietem danych – 299 dolarów – mówi Jeff Waite.

Mobilne urządzenia do tłumaczenia w czasie rzeczywistym są coraz popularniejsze. Google Pixel Buds to inteligentne słuchawki, w których do dyspozycji mamy nie tylko Asystenta Google, ale również możliwość tłumaczenia przy pomocy Tłumacza Google. Z kolei słuchawki Dash Pro pomagają porozumiewać się w 40 różnych językach, dzięki zaimplementowaniu tłumacza iTranslate. Poza tym mierzą aktywność fizyczną za pomocą biometrii i współpracują z urządzeniami zarówno z Androidem, Windowsem, jak i iOS-em.

Według Grand View Research, rynek tłumaczeń maszynowych ma osiągnąć wartość 983 mld dol. do 2022 roku.

IFA 2018: Elektroniczne łyżwy to nowa kategoria mobilnego transportu. Osobiste pojazdy elektryczne przyszłością miejskiej lokomocji

IFA 2018: Elektroniczne łyżwy to nowa kategoria mobilnego transportu. Osobiste pojazdy elektryczne przyszłością miejskiej lokomocji 7

Osobiste pojazdy elektryczne są przyszłością miejskiego transportu. Na rynku, a co za tym idzie na ulicach większych miast, pojawia się coraz więcej elektrycznych skuterów, deskorolek czy rowerów. Nie brakuje także bardziej wymyślnych elektrycznych urządzeń – elektrycznych deskorolek z jednym kołem, trójkołowców, czy niewielkich, składanych rowerów. Do tej gamy innowacyjnych pojazdów dołączają właśnie elektroniczne łyżwy, wyposażone w opatentowaną technologię samobalansowania, pozwalającą w naturalny sposób nimi sterować.

– Drifty to nowa kategoria urządzeń, którą po raz pierwszy prezentujemy na targach IFA w Berlinie. To elektroniczne łyżwy, które opierają się na takiej samej koncepcji, jak wrotki czy zwykłe łyżwy i są naturalną ewolucją, ich elektroniczną wersją – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów IFA 2018 w Berlinie Richard van Santen, wiceprezes ds. marketingu Segway Europe.

Drifty, podobnie jak dwukołowe Segwaye, reagują na pozycję ciała użytkownika. Każda z łyżew wyposażona jest w samopoziomującą się technologię segway. Wystarczy odpowiednio się pochylić, aby elektryczne łyżwy zaczęły jechać do przodu lub do tyłu. Urządzenie pozwala poruszać się z maksymalną prędkością 12 kilometrów na godzinę. Drifty maja służyć przede wszystkim rekreacji, ale mogą być także wykorzystywane do transportu osobowego na krótkich dystansach. Urządzenie ma być dostępne na rynku europejskim już za około miesiąc. W Polsce – za około dwa. Ich cena ma wynieść około 400 euro, czyli około tysiąca siedmiuset złotych.

Elektromobilność to jeden z głównych trendów podczas tegorocznych targów elektroniki użytkowej IFA. Producenci z różnych części świata prezentowali na nich elektryczne skutery miejskie, rowery czy deskorolki.

Polska Manta pokazała elektryczną deskorolkę Viper, reagującą na pozycję ciała użytkownika. Producent twierdzi, że odpowiednie ustawienie umożliwia też obracanie się czy wykonywanie trików. Chiński Walnut Tech. Zaprezentował z kolei wykonaną z włókna węglowego deskorolkę Spectra. Wyposażone w trójwymiarowy system kontroli postawy, wspierany przez algorytmy uczenia maszynowego, urządzenie uczy się i przewiduje ruchy użytkownika. Hamulce deskorolki wyposażone są natomiast w mobilny system ABS.

– W niedalekiej przyszłości transport na krótszych dystansach odbywać się będzie wyłącznie za pomocą pojazdów elektrycznych. Trend zaczyna się od wielkich miast, zważywszy na zanieczyszczenie środowiska, problemy z korkami czy parkowaniem. Coraz więcej pojawia się urządzeń z zakresu elektromobilności. Jest także miejsce dla produktów typowo rekreacyjnych, takich jak drifty – przekonuje Richard van Santen.

Elektryczne urządzenia do transportu osobistego to jedna z najszybciej rozwijających się kategorii elektroniki użytkowej. Na rynku, a co za tym idzie także na ulicach większych miast, pojawia się coraz więcej niewielkich, mobilnych urządzeń.

Elektryczny A-Bike to najlżejszy i najbardziej kompaktowy rower elektryczny na świecie. Można go złożyć, dzięki czemu może zmieścić się nawet w plecaku. Jego waga to niespełna 12 kg, a zasięg to 25 km. Yike Bikes są zdecydowanie większe, ale też bardziej futurystyczne. Ich budowa pozwala rower w kilka chwil zamienić w trójkołowiec. OneWheel z kolei posiada tylko jedno koło i wbudowany silnik elektryczny, który pozwala poruszać się z prędkością nawet 30 km/h. W odróżnieniu od urządzeń Segwaya, użytkownik musi jednak samemu balansować postawą na desce.

Według raportu Future Market Insights, rynek osobistych pojazdów elektrycznych (w tym skuterów, hulajnóg i pojazdów samobalansujących się) osiągnie w 2027 r. wartość ok. 12 mld dol.

Hakerzy wykorzystują luki w medycznym IoT

Wraz z rozwojem Internetu Rzeczy coraz więcej urządzeń będzie podłączonych na stałe do sieci. I to prawie w każdej branży – od przemysłu, przez logistykę, na służbie zdrowia kończąc. W każdym przypadku urządzenia IoT wymagają jednak odpowiednich zabezpieczeń. Szczególnie, że luki w nich mogą stać się furtką dla hakerów. A stąd już prosta droga do fałszowania np. danych diagnostycznych w szpitalach. Efekt? Nawet śmierć pacjenta. 

Według badań przeprowadzonych przez zespół badawczy McAfee’s Advanced Threat Research, medyczne urządzenia diagnostyczne, wykorzystujące technologię IoT, mogą stanowić potencjalny cel ataku hakerów. Wiele z nich posiada bowiem luki w zabezpieczeniach. Umożliwiać mogą one hakerom zmianę odczytów w czasie rzeczywistym m.in. w trakcie monitoringu stanu zdrowia pacjenta. Nawet 5-sekundowy, zmieniony odczyt może wymusić na lekarzu podjęcie, zalecanej w danym momencie, decyzji klinicznej.

Jeśli okaże się ona nieprawidłowa, konsekwencje mogą być bardzo groźne dla pacjenta. Przykładowo, zmiana rytmu serca może skutkować zapisaniem leków na nadciśnienie, a to może negatywnie się odbić na zdrowiu. Wyobraźmy sobie też sytuację, gdy urządzenie medyczne IoT wskazuje, że pacjent spokojnie odpoczywa, podczas gdy w rzeczywistości doszło do zatrzymania akcji serca. – tłumaczy dr Shaun Nordeck, ekspert medyczny zespołu McAfee’s Advanced Threat Research.

Wyniki badań wykazały, że hakerzy nie tylko mogą fałszować wyniki podłączonych do sieci urządzeń medycznych, ale także podłączać do niej własne wirtualne urządzenia, fałszujące dane medyczne.

Pod presją bezpieczeństwa

Mimo tych zagrożeń, technologie IoT to ogromna szansa na rewolucję w medycynie. Umożliwiają one monitorowanie stanu zdrowia pacjentów przez 24 godziny na dobę, zindywidualizowanie leczenia, automatyczne dozowanie lekarstw, a także mobilny telemonitoring urządzeń takich jak kardiostymulatory. Zdaniem Deloitte, technologie cyfrowe zrewolucjonizują sektor opieki medycznej już do 2022 roku. Badania McAfee’s Advanced Threat Research pokazują jednak wyraźnie, że wdrażanie innowacji, np. IoT, to także ogromne wyzwanie pod kątem bezpieczeństwa.

Do tej pory większość ataków na urządzenia IoT odbywało się przy wykorzystaniu podatności routerów sieciowych i polegało na rozprzestrzenianiu złośliwego oprogramowania. Cyberprzestępcy nieustannie jednak szukają nowych metod ataku. Szczególnie, że według raportu Symantec Internet Security Threat Report, tylko w 2017 r. liczba cyberataków na urządzenia IoT wzrosła o 600 proc.

Innowacje wymagają wsparcia

Dane firm analitycznych wskazują wyraźnie, że urządzeń IoT w środowiskach firmowych będzie przybywać. Dużym wyzwaniem będzie zapewnienie bezpieczeństwa tego rozwijającego się ekosystemu, bo rozwiązania rzadko pochodzą od tych samych dostawców. To utrudnia nie tylko zarządzanie nimi, ale także analizowanie wszelkich luk, które mogą wykorzystać cyberprzestępcy. Na rozwiniętych rynkach przedsiębiorcy zaczynają ten problem dostrzegać
i wdrażać rozwiązania zarządzające systemem IoT. W Polsce jesteśmy na początku tej drogi
– tłumaczy Stanisław Bochnak, strateg i doradca w VMware Polska.

Dobrze ilustruje to przykład holenderskiej firmy Siza.  Placówka oferująca prywatną opiekę zdrowotną i codzienne wsparcie dla osób niepełnosprawnych, wykorzystuje od pewnego czasu rozwiązania IoT do monitoringu stanu zdrowia pacjentów. Zarząd uznał jednak, że bezpieczeństwo przetwarzania danych medycznych jest na tyle istotne, że Siza wdrożyła dodatkowo VMware Pulse IoT Center – system do zarządzania urządzeniami IoT.

Zwykłe, codzienne rzeczy stają się prawdziwym wyzwaniem, gdy zmagasz się z nieuleczalną chorobą lub niepełnosprawnością. Nowe technologie mogą wielu ludziom przezwyciężyć te ograniczenia. Urządzenia IoT pozwalają nam wspierać osoby niepełnosprawne zarówno w naszych placówkach, jak i w domach pacjentów. Potrzebujemy jednak narzędzi, którym możemy zaufać – tłumaczy powód decyzji Jorrit Ebben, dyrektor działu  strategii i innowacji w firmie Siza.

Miliardy do zabezpieczenia

Zdaniem analityków z Gartnera do 2020 r. na całym świecie do sieci podłączonych będzie blisko 20 mliardów urządzeń IoT, a wartość rynku (urządzenia, oprogramowanie i usługi) wyniesie ponad 300 mld dolarów. W Polsce dane te przedstawiają się nieco ubożej. Według IDC, w 2018 r. w naszym kraju największą wartość będzie miał rynek monitorowania pojazdów (344 mln dolarów) oraz branża energetyczna inwestująca w inteligentne sieci smart grid (227 mln dolarów).

Polska liderem rankingu Coface TOP 500 CEE

Polska jest liderem zestawienia 500 największych firm Europy Środkowo-Wschodniej – wynika z raportu Coface TOP 500 CEE. Otwiera go PKN Orlen, a w pierwszej dziesiątce znalazły się także: Eurocash, PGNiG, PGE, Lotos oraz portugalski właściciel sieci „Biedronka” – Jerónimo Martins, który jest zarejestrowany i działa w Polsce.

– Ogółem, w całym rankingu jest175 firm z Polski. Jest to największa liczba, spośród krajów regionu i wynik lepszy od tego z zeszłorocznego raportu, w którym znalazło się ich 168. Widać dużą dywersyfikację – wśród polskich przedsiębiorstw mamy firmy z sektora ropy i gazu, firmy handlowe i motoryzacyjne – wymienia główny ekonomista Coface Grzegorz Sielewicz.

– Przypuszczamy, że w kolejnym rankingu Polska będzie się umacniała na pozycji lidera, mimo pewnego spowolnienia gospodarczego, które prawdopodobnie czeka nas w drugiej połowie tego roku – dodaje.

„Apteka dla aptekarza” po roku. Gwałtowny spadek liczby aptek, zwłaszcza na wsiach

W ciągu roku funkcjonowania regulacji „Apteka dla aptekarza”, liczba aptek w Polsce spadła o 352 placówki, z czego ponad 100 aptek zamknięto na terenach wiejskich. Oznacza to, że regulacja mocno uderzyła przede wszystkim w mieszkańców wsi i małych miejscowości. Jest to istotne o tyle, że zgodnie z zapowiedziami projektodawców „Apteka dla aptekarza” miała przyczynić się do wzrostu liczby aptek właśnie na terenach wiejskich.

Od lipca 2017 roku do lipca 2018 roku liczba aptek w Polsce spadła z 14 tys. 925 do 14 tys. 573 placówek.

Gwałtowny spadek liczby aptek, zwłaszcza na wsiach
Źródło: IQVIA

Powyższe liczby nie oddają jednak całej prawdy o stanie rynku aptecznego. Spadek liczby aptek został chwilowo zamortyzowany faktem złożenia około 1 tys. wniosków o otwarcie nowej apteki tuż przed zamknięciem rynku aptecznego w Polsce, czyli przed końcem czerwca 2017 roku. Ponieważ po tej dacie aptekę może otworzyć jedynie farmaceuta, przedsiębiorcy – nie farmaceuci, do których należy około 1/3 aptek w Polsce, przyspieszyli decyzje o inwestycjach.

Wnioski te są sukcesywnie realizowane, powodując, że w Polsce wciąż otwiera się około 30 aptek miesięcznie (wobec ponad 100 przed zmianą zasad). Natomiast w okresie od 1 lipca 2017 roku do 30 czerwca 2018 roku wniosków o otwarcie apteki na nowych zasadach złożono zaledwie 48 na terenie całego kraju![1]

zmiany na rynku aptecznym
źródło: IQVIA

Jeśli dodamy do tego równania utrzymującą się na zwykłym poziomie liczbę zamknięć aptek – około 80 miesięcznie na terenie całego kraju – to okaże się, że po wyczerpaniu zasobu wniosków złożonych przed zabetonowaniem rynku, czeka nas tąpnięcie liczby aptek w Polsce.

Po ponad roku funkcjonowania regulacja „apteka dla aptekarza” nie zrealizowała więc żadnego z celów prezentowanych w uzasadnieniu ustawy. Jednym z nich było zwiększenie liczby aptek na wsiach. Kolejnym – zwalczanie procederu nielegalnego wywozu leków z Polski. Regulacje „AdA” okazały się nie mieć z nielegalnym wywozem leków żadnego związku, o czym świadczy konieczność procedowania w parlamencie rządowych projektów dotyczących monitorowania drogowego przewozu leków czy tzw. „małej nowelizacji” prawa farmaceutycznego.

Ponadto, zwolennicy wprowadzenia „apteki dla aptekarza” od początku powoływali się na zagrożenie całkowitą monopolizacją rynku usług farmaceutycznych i przejęcia go przez duże, międzynarodowe podmioty. Tymczasem jak wskazano w raporcie Fundacji Republikańskiej z września 2016 roku, takie zagrożenie nie istniało:

  • apteki sieciowe (ok. 400 konkurujących ze sobą i działających niezależnie od siebie sieci posiadających pięć i więcej aptek) stanowiły około 1/3 rynku aptek,
  •  własnością firm z udziałem kapitału zagranicznego było zaledwie pięć podmiotów (w ww. raporcie wskazano, że łącznie do sieci z udziałem kapitału zagranicznego należało 594 spośród 14 780 aptek, czyli 4% polskiego rynku).

Nowelizacja ustawy Prawo farmaceutyczne, która weszła w życie 25 czerwca br. wywróciła za to do góry nogami polski rynek apteczny. Z typowego europejskiego systemu otwartego (wg. raportu UOKiK z 2015 r.) zmieniła go w jeden z najostrzejszych w Europie systemów zamkniętych, w którym łącznie obowiązują restrykcyjne ograniczenia właścicielskie, ilościowe (w tym regulacja „1%”) oraz geograficzne i demograficzne.

2,5 mln mkw. dla centrów usług biznesowych

Ponad 2,5 mln mkw. powierzchni – tyle w przybliżeniu zajmują centra nowoczesnych usług biznesowych na polskim rynku biurowym, wynika z najnowszych szacunków JLL. Tradycyjnie już, największy udział firm z tej branży w sektorze biur notuje Kraków.

Anna Młyniec, JLL
Anna Młyniec, JLL

„Aktualnie centra usług dla biznesu zajmują już ponad 2,5 mln nowoczesnej powierzchni biurowej. Oznacza to 28% udział w zajętej podaży na polskim rynku biurowym. Sądząc po wysokiej aktywności inwestycyjnej firm z tej branży, kolejne miesiące staną pod znakiem dalszego umacniania pozycji sektora usług jako lidera na polskim rynku biurowym. Według ABSL, zatrudnienie w centrach osiągnęło już imponujący wynik blisko 280 000 osób, z perspektywą wzrostu do 340 000 pracowników w ciągu dwóch kolejnych lat. Tak dynamiczny rozwój będzie generować zapotrzebowaie na kolejne powierzchnie. To doskonała wiadomość dla deweloperów działających na polskim rynku”, komentuje Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych i Reprezentacji Najemcy w JLL.

Jak pokazują dane JLL, największy udział w zajętej powierzchni biurowej notuje Kraków, gdzie centra zajmują 61% przestrzeni. Drugie miejsce, z 51%, przypadło Łodzi, a trzecie z 49% zajmują ex aequo Wrocław i Katowice. Co ciekawe, w Warszawie udział sektora usług w podaży biurowej osiągnął 11%, co oznacza 2 p.p. wzrostu w stosunku do analogicznego okresu sprzed roku, co przy skali stołecznego rynku jest imponującym wynikiem.

 

Miasto Udział sektora usług dla biznesu w zajętej powierzchni
Kraków 61%
Łódź 51%
Wrocław 49%
Katowice 49%
Lublin 44%
Poznań 36%
Trójmiasto 33%
Szczecin 31%
Warszawa 11%

 

Źródło: JLL, ABSL, www.bazabiur.pl, 2018 r.

„Spodziewamy się, że liczba firm z branży usług dla biznesu inwestujących w Warszawie będzie rosła. Wcześniejsze wejścia do Warszawy takich firm jak JP Morgan, czy Goldman Sachs to ważny sygnał dla międzynarodowych inwestorów, m.in. świadczących zaawansowane usługi finansowe, że naturalnym kierunkiem ekspansji w Polsce jest właśnie stołeczny rynek. Atrakcyjność inwestycyjna polskich miast rośnie, a wysiłki władz lokalnych, zmiany infrastruktury miejskiej i poprawa jakości życia sprzyjają temu procesowi”, tłumaczy Mateusz Polkowski, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Więcej niż suma jednostek – trzy cechy zgranego zespołu

Kiedy brzmienie poszczególnych instrumentów w orkiestrze odpowiednio się przenika, razem tworzą harmonijną melodię. Sukces zależy zarówno od zaangażowania każdego z muzyków, jak i dyrygenta. Podobnie „zgranie” kompetencji i umiejętności pracowników pomaga w efektywnym osiąganiu wspólnych celów. Co menedżer i członkowie zespołu mogą zrobić, aby współpracować „koncertowo”?

Sposób działania, przyswajania wiedzy czy komunikacji poszczególnych pracowników oddziałują na pozostałych. – Najlepsze efekty można osiągnąć, gdy załoga złożona jest z osób prezentujących różne style myślenia i odmienne sposoby realizacji zadań. Kiedy równocześnie wszyscy członkowie są świadomi zalet i wad każdego ze stylów, mogą uczyć się od siebie i pracować nad przezwyciężeniem ewentualnych niedogodności. Zespół to coś więcej niż grupa osób świadomych wspólnego celu. Jego członkowie polegają na wiedzy, umiejętnościach i talentach innych –  w ten sposób uzupełniają się wzajemnie – mówi Hanna Malinowska z firmy szkoleniowo-doradczej Integra Consulting Poland. Co może im w tym pomóc?

  1. Dostrzeganie w ludziach tego, co najlepsze

Aby zespół „grał” niczym najlepsza orkiestra, ważne jest uwzględnianie i wykorzystywanie indywidualnych cech i predyspozycji jego członków. Znajomość uzdolnień, umiejętności i mocnych stron swoich i współpracowników pomoże w taki sposób dzielić role i funkcje w ramach przydzielonych zadań, by jak najlepiej wykorzystać potencjał każdej osoby. Warto rozważać też wzajemne sugestie oraz pomysły i jak najszybciej wykorzystywać najlepsze sposoby działania wypracowane przez poszczególnych pracowników. Jako menedżer na wstępie upewnij się też, czy każdy zna nie tylko zadania i cele swoje, ale także całej organizacji i podziela je. Akceptacja wspólnych wartości, norm, oczekiwań czy potrzeb pomaga w tworzeniu zgranego zespołu i przyjaznej atmosfery.

  1. Przepływ informacji

Jedną z kluczowych kwestii dla efektywnej współpracy jest komunikacja. W relacji przełożony – podwładny nie obawiaj się zadawać pytań, wspólnie wyciągać wniosków, pamiętaj też o uważnym słuchaniu. Rozmawiaj otwarcie nie tylko na temat pracy, osiąganych wyników, klimatu w firmie, celów i problemów organizacyjnych, ale także o sprawach mniej zawodowych. Sprawny przepływ informacji jest bardzo ważny także pomiędzy współpracownikami. Jeśli więc jesteś członkiem zespołu, słuchaj innych, dawaj im czas na wyrażenie własnego zdania, uwag czy oczekiwań, pozwalaj na przedstawianie pomysłów i poglądów, sam również rób to w sposób jawny i otwarty. Możliwość rozmowy na każdy temat, nawet trudny i nieprzyjemny, pomaga we wzajemnym zrozumieniu. Niezbędna jest jednak chęć porozumiewania się i zaufanie. Nie bój się też zadawać pytań, to znacznie lepsze niż „czytanie w myślach”, które prowadzi czasem do powstawania bezpodstawnych plotek. Jeśli już się pojawią, nigdy nie traktuj ich jako równoważnych z komunikatami oficjalnymi. Dbaj o niezakłócony przepływ informacji nawet jeśli w twoim miejscu pracy jest podział na podgrupy. Uwzględniaj doświadczenia i oczekiwania innych członków zespołu bez wzajemnego zwalczania się i niezdrowej rywalizacji, barier i grup wyłączonych z powszechnego obiegu.

  1. Twórcza wymiana poglądów i opowiadanie dowcipów

Poza wymianą wiedzy, doświadczeń i informacji dla zespołu ważne jest także wsparcie emocjonalne. Bierz więc pod uwagę stan i samopoczucie współpracowników i unikaj działań, które mogą wyrządzić im przykrość lub szkodę. Staraj się za to bez uprzedzeń rozumieć ich aktualną sytuację, problemy, możliwości i potrzeby. – Dobrze wypracować zwyczaj bezpośredniego zwracania się do siebie z prośbą o pomoc i udzielania wsparcia. Niektóre zespoły mają też swoje własne sposoby na wspólne rozładowywanie napięć, chociażby przez opowiadanie dowcipów, ale oczywiście nie kosztem innych osób – mówi Hanna Malinowska z Integra Consulting Poland. Dla niektórych dbałość o dobre relacje w miejscu pracy może niebezpiecznie zbliżać się do tworzenia grupy towarzyskiej, dla innych nadmierna sztywność i wzajemne animozje to krótka droga do zbędnego stresu i rozproszenia w pracy. Nie należy jednak popadać w skrajności – relacje grupowe nie powinny utrudniać koncentracji na zadaniach, a tworzyć klimat twórczej wymiany poglądów i współpracy.

– Kiedy zadbamy o odpowiedni podział zadań, uwzględniający umiejętności i predyspozycje poszczególnych członków, swobodny przepływ informacji, a także wymianę poglądów i wzajemny szacunek, zespół funkcjonuje bardziej harmonijne. Wówczas wykonujący poszczególne zadania tworzą „zgraną orkiestrę”, to znaczy pracują bez niepotrzebnych strat energii i czasu – mówi Hanna Malinowska z Integra Consulting Poland. – Pamiętajmy też o tym, że każdy pracownik w pewnym stopniu ma wpływ na atmosferę i relacje w miejscu pracy. To więc od nas samych zależy, czy damy z siebie tyle, ile wymaga sytuacja lub wspólne dobro, czy pomożemy tym, którzy chwilowo nie są w stanie działać na zadowalającym poziomie, dzięki czemu nie obniży się łączny wynik zespołu – dodaje.

Kurs złotego osłabił się w relacji do euro i funta brytyjskiego

W środę złoty osłabił się w relacji do euro i funta brytyjskiego, natomiast w parze z dolarem amerykańskim zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie.

Polskiej walucie nadal szkodzi niepokój związany z sytuacją innych krajów zaliczanych do grupy rynków wschodzących, jak i obawy o wojnę handlową. Po wczorajszym dojściu w okolice sierpniowego szczytu, kurs EUR/PLN dziś w trakcie europejskiej sesji doznaje stabilizacji, w czym – do pewnego stopnia – mogą pomagać brak istotnych wahań na głównej parze oraz spadek rentowności krajowego długu.

Kluczowe wydarzenie krajowe, które odbyło się wczoraj, czyli posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej, nie przyniosło zbyt wielu nowości. RPP pozostawiła stopy procentowe na niezmienionym poziomie ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Prezes Glapiński potwierdził, że nie spodziewa się, żeby koszt pieniądza zmienił się do końca 2019 r. Co istotne, prezes również w dość spokojnym tonie wypowiadał się o globalnych ryzykach – czyli wspomnianej sytuacji w krajach EM i wojnie handlowej – sugerując, że nie mają przełożenia na sytuację w Polsce, ani na nastroje względem krajowych aktywów.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 4,32-4,34. Wczorajszy dzień przyniósł umocnienie euro w relacji do dolara amerykańskiego i ważonego handlem koszyka. Euro w umocnieniu pomagała m.in. siła funta brytyjskiego.

Wczorajsze dane makroekonomiczne dla strefy euro przeszły bez większego echa. Warto jednak wspomnieć o doniesieniach z Włoch. Zgodnie z nowymi informacjami, partie populistyczne wnoszą o to, aby planowany deficyt w budżecie Włoch na 2019 r. wyniósł ok. 2-2,5% PKB, co jest poziomem względnie wysokim, jednak niższym od granicznych 3%, którego przekroczenie mogłoby narazić Włochy na spór z instytucjami europejskimi, jak i konsekwencje finansowe. Niewykluczone również, że rządzący krajem populiści ostatecznie nieco złagodzą swoje stanowisko i zgodzą się na deficyt poniżej 2% PKB.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę wzrósł o 0,4%, wahając się w widełkach 4,78-4,83. Brytyjska waluta w środę była jedną z najlepiej radzących sobie walut świata, wyraźnie zyskiwała również w relacji do głównych walut.

Funta istotnie nie wsparły nieco lepsze od oczekiwań dane makro. GBP gwałtownym umocnieniem zareagował jednak na informację o tym, że zarówno Niemcy, jak i Wielka Brytania planują porzucenie części swoich żądań związanych z Brexitem, co może przyspieszyć rozmowy. W tym momencie wygląda na to, że obu stronom zależy na tym, żeby „rozwód” jednak odbył się w wyznaczonym terminie, w czym pomoże zawarcie porozumienia do końca roku, o ile oczywiście, uda się je osiągnąć.

USD

Kurs USD/PLN zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 3,71-3,74. Dolar amerykański we wtorek osłabił się w relacji do euro i ważonego koszyka walut, co w znacznym stopniu związane było z umocnieniem brytyjskiej waluty.

Wczorajszy dzień nie przyniósł zbyt wielu istotnych informacji makro ze Stanów Zjednoczonych, warto wspomnieć jedynie o lipcowym deficycie w handlu USA, który był nieco niższy od oczekiwań i wyniósł 50,1 mld USD. Nie może to być jednak powód do zadowolenia ani dowód na skuteczność polityki Donalda Trumpa – w porównaniu z poprzednim miesiącem deficyt podskoczył niemal o 10% i był to największy miesięczny wzrost od 2015 r. Co więcej, zsumowany deficyt z siedmiu miesięcy br. wyniósł 338 mld USD, rok wcześniej na przestrzeni tego samego okresu deficyt sumował się do 316 mld USD.

W kontekście wczorajszego dnia warto wspomnieć dodatkowo o przemówieniu Jamesa Bullarda z FOMC, który w ostrożnym tonie wypowiadał się w kwestii działań FED: redukcji bilansu banku centralnego i podwyżek stóp procentowych. W swojej wypowiedzi Bullard sugerował, że polityka FED może być zbyt restrykcyjna. Wydźwięk wypowiedzi nie jest zaskakujący, biorąc pod uwagę jego wcześniejsze komentarze, jednak potwierdza rosnące obawy Bullarda, zwracając większą uwagę na działania banku centralnego.

Dziś opublikowany zostanie raport ADP o sytuacji amerykańskiego rynku pracy w sierpniu, poznamy również cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA, dane o produktywności pozarolniczej i jednostkowych kosztach pracy w USA w drugim kwartale br. Dziś opublikowane zostaną również sierpniowe odczyty indeksów PMI/ISM – warto na nie zwrócić szczególną uwagę, w kontekście sporego pozytywnego zaskoczenia, jaki wywołał ostatnio odczyt ISM dla przemysłu, który w sierpniu odnotował najwyższy wzrost od 14 lat i wsparł dolara amerykańskiego.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:15 – zmiana zatrudnienia pozarolniczego ADP dla USA w sierpniu
  • 14:30 – cotygodniowe dane o liczbie zadeklarowanych bezrobotnych w USA
  • 14:30 – dane o produktywności pozarolniczej i jednostkowych kosztach pracy w USA
  • 14:45 – przemawia Sabine Lautenschlaeger z EBC
  • 15:45 – wskaźnik PMI dla usług USA w sierpniu
  • 16:00 – wskaźnik ISM dla usług USA w sierpniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Tornister rzucony do kąta. Młodzi idą do pracy?

144 godzin roboczych, właśnie tyle w pierwszej połowie 2018 r. przepracował tymczasowo młody Polak – poniżej 21 r.ż., o 36 RBH więcej niż w analogicznym okresie 2017 r., gdy na podreperowanie budżetu poświęcał 107 RBH. Z najnowszych danych Grupy Progres wynika, że obecnie udział w rynku pracy obu płci przed 21 r.ż. jest wyrównany – mężczyźni stanowią 53 proc. młodych pracowników, kobiety 47 proc.  

Od 1 września tego roku, zgodnie z nowymi przepisami Kodeksu Pracy, obniżono wiek pracowników młodocianych. Pracę mogą podjąć nawet osoby, które skończyły 15 lat. Rynek jest otwarty na ludzi stawiających pierwsze kroki zawodowe, a oni coraz chętniej chcą spróbować swoich sił i zapewnić sobie źródło dochodu. W 2017 Polacy poniżej 21 r.ż. stanowili niemal 20 proc. całej grupy pracowników tymczasowych.

Młodzi zleceniobiorcy

Z danych Grupy Progres podsumowujących rok 2017 i pierwszą połowę 2018 r. wynika, że większość zatrudnionych osób, poniżej 21 r. ż. Pracuje na podstawie umowy cywilno-prawnej (o dzieło lub zlecenie) ta grupa w pierwszej połowie bieżącego roku stanowił 85 proc. młodych pracowników, w całym 2017 r. taka forma umowy dotyczyła 90 proc. wszystkich pracowników, którzy nie przekroczyli 21 lat. Pozostali pracują na podstawie umowy o pracę.

Ponad 400 tys. przepracowanych godzin

Te same dane pokazują, że rośnie liczba godzin poświęcanych na pracę przez osoby, które nie ukończyły 21 lat. W 2017 r. suma RBH osób młodych wyniosła 438 499, pierwsza połowa 2018 r., zapowiada się równie obiecująco, do tej pory młodzi przepracowani 183 065 RBH. Jeśli, podobnie jak w ubiegłym roku, w drugim półroczu, młodzi będą pracowali niemal trzy razy więcej niż w pierwszym, ta liczba może wzrosnąć do ponad 500 000 RBH.

Analizy przeprowadzone przez Grupę Progres pokazują także, że w przypadku młodych mężczyźni pracują o 28 RBH więcej niż kobiety (2017 r.), a na rynku pracowników tymczasowych jest ich o 6 proc. więcej niż kobiet – 53 proc. do 47 proc.

Ta grupa zarabia w wielu branżach. Najczęściej są zatrudniani w budowlance, hotelarstwie, gastronomii, branży produkcyjnej, spożywczej, logistycznej czy branżach związanych z handlem oraz call center.

W informacji wykorzystano dane Grupy Progres za rok 2017 i pierwszą połowę 2018 r. dotyczące w sumie 19 796 polskich pracowników tymczasowych.

Centra handlowe w polskich aglomeracjach w I połowie 2018 r.

Pierwsza połowa 2018 r. na polskim rynku centrów handlowych należała do największych aglomeracji. Do użytku oddano tu ponad 172 tys. mkw. nowej powierzchni, co stanowiło 75% krajowej podaży. Jednocześnie popyt na przestrzenie handlowe był wciąż wysoki, a poziom pustostanów utrzymywał się na bardzo niskim poziomie.

Colliers International opublikował raport, w którym podsumował pierwsze półrocze 2018 na rynku centrów handlowych w największych polskich aglomeracjach. Uwzględniono w nim Warszawę, Wrocław, Kraków, Trójmiasto, Poznań, Szczecin, Łódź i konurbację górnośląską. W sumie działa tam 206 centrów handlowych, których łączna powierzchnia wyniosła 6,5 mln mkw., co stanowi ponad połowę istniejących w Polsce zasobów.

Niezmiennie największymi rynkami pozostawały warszawski i górnośląski – znajduje się tam kolejno 48 (1,6 mln mkw.) i 46 (1,2 mln mkw.) centrów handlowych. Jednak, jak wynika z raportu, to nie one należą do najbardziej nasyconych pod względem powierzchni handlowej. Najwyższe wartości odnotowane zostały we Wrocławiu (905 mkw./1000 mieszkańców) i Poznaniu (863 mkw./1000 mieszkańców). Znaczący wzrost miał miejsce w Trójmieście (774 mkw./1000 mieszkańców), a w ciągu najbliższego roku należy się go spodziewać również w aglomeracji warszawskiej i na Górnym Śląsku, co ma związek z realizowanymi tam obecnie inwestycjami.

Nowe obiekty i rozbudowy

Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International
Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International

— Pierwsza połowa 2018 r. na rynkach handlowych aglomeracji to czas bardzo różnorodny – z jednej strony debiuty nowych centrów handlowych, z drugiej modernizacje, remonty i rekomercjalizacje. Największym otwartym obiektem było Forum Gdańsk o powierzchni 62 tys. mkw., drugim co do wielkości – Gemini Park Tychy (36,6 tys. mkw.). Największymi budowanymi obecnie obiektami są Galeria Młociny (75 tys. mkw.) w Warszawie i Galeria Libero (45 tys. mkw.) w Katowicach — mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International.

Deweloperzy i właściciele centrów handlowych koncentrowali się również na rozbudowach i modernizacjach starszych obiektów. Przykładem takiej aktywności jest CH Janki (faza I), które zwiększyło swoją powierzchnię o prawie 10 tys. mkw. Duża skala przebudowy dotyczy również

warszawskich centrów Promenada i Blue City. Wśród rozbudów na uwagę zasługują także inwestycje w Morski PH w Gdańsku, CH Platan w Zabrzu i Atrium Targówek w Warszawie.

Rynek właściciela

W pierwszej połowie 2018 r. w najlepszych centrach handlowych wszystkich omawianych aglomeracji obserwowaliśmy wiele otwarć nowych sklepów, punktów usługowych i gastronomicznych, a dostępność powierzchni na wynajem znacząco zmalała.

— Rynek centrów handlowych w największych aglomeracjach pozostaje tzw. „rynkiem właściciela”, a średni współczynnik pustostanów nie przekracza 3,3%. Najwyższy poziom na koniec czerwca br. odnotowano w Poznaniu (5,1%), a najniższy w Szczecinie (1,5%) – mówi Katarzyna Michnikowska.

Na wielu rynkach współczynniki pustostanów znacząco spadły z uwagi na absorbcje dużych powierzchni zwolnionych po sklepach z artykułami budowlanymi, spożywczymi czy klubach fitness. Jest to pochodna wydarzeń z ostatnich lat, tj. bankructwa popularnych sieci Alma i Praktiker oraz wycofania się z Polski klubów Jatomi Fitness.

Stabilne czynsze, większa elastyczność

Czynsze w największych aglomeracjach pozostają stabilne, z tendencją wzrostową za najlepsze lokale w pierwszorzędnych centrach handlowych. Najwyższe, za lokal o powierzchni 100-150 mkw. z przeznaczeniem na modę, znajdujący się w najlepszym na rynku centrum handlowym, kształtują się średnio na poziomie 100-120 euro za mkw. miesięcznie w Warszawie i 35-50 euro za mkw. miesięcznie w pozostałych aglomeracjach.

— Praktyką rynkową staje się większa elastyczność w warunkach najmu, szczególnie w przypadku obiektów drugorzędnych. Najemcom o strategicznym znaczeniu dla centrum oferowane są pakiety zachęt, takie jak partycypacja w kosztach aranżacji powierzchni, najem oparty jedynie o czynsz od obrotu, krótsze okresy najmu, czasowe obniżki czy zamrażanie kosztów eksploatacyjnych — mówi Katarzyna Michnikowska.

Zmiany w warunkach najmu w najbliższym czasie przynieść mogą nowe regulacje prawne, wprowadzone w Polsce w roku ubiegłym, w tym stopniowo implementowany zakaz niedzielnego

handlu. Eksperci Colliers zwracają uwagę, że przy przedłużaniu umów należy spodziewać się fali renegocjacji kosztów najmu związanej z raportowanym spadkiem obrotów najemców.

Czym do pracy, rodacy? Transport miejski w Polsce

Przeciętny mieszkaniec Unii Europejskiej dojeżdża do pracy około 40 minut. W dużych aglomeracjach czas ten wyraźnie wydłuża się. Zwiększająca się liczba samochodów na ulicach, ograniczone możliwości rozwoju infrastruktury drogowej w centrach miast i związane z tym korki, motywują samorządy do inwestowania w komunikację miejską. Jak codzienna droga do pracy wygląda w polskich miastach?

Pod lupą: Warszawa, Wrocław, Trójmiasto

średni miesięczny czas stania w korku_infografikaCodzienna droga do pracy dla mieszkańców Wrocławia, Warszawy, czy Trójmiasta wygląda podobnie. Większość z nich, aby na pewno zdążyć na czas, musi wyjść z domu blisko godzinę przed rozpoczęciem swoich zajęć zawodowych. W Polsce średni czas dojazdu do pracy to 41 minut. Jest to rezultat zbliżony do średniej europejskiej, która wynosi 42 minuty.

Rdzaje środków transportu_infografikaWedług statystyk, dwóch na trzech Polaków korzysta na co dzień z samochodu. Część zmotoryzowanych podróżuje także transportem publicznym, a jego użytkownikami jest w sumie 40 proc. mieszkańców dużych miast.  Osoby, które wybierają komunikację publiczną, decydują się na to przede wszystkim ze względu na niskie koszty (60 proc.), a cztery osoby na dziesięć preferuje taki rodzaj transportu, aby uniknąć problemów z parkowaniem. Blisko połowa badanych uważa, że autobusy lub tramwaje to najszybszy sposób dotarcia do pracy. Są jednak i  tacy, dla których transport miejski nie jest niczym przyjemnym. Aż 35 proc. Polaków twierdzi, że doświadcza stresu podróżując tramwajami, autobusami czy pociągami – głównie z powodu panującego w nich tłoku.

Warszawa

Według urzędników  warszawskiego magistratu,  18 proc. mieszkańców stolicy przemieszcza się po mieście pieszo, 47 proc. korzysta z komunikacji zbiorowej, 32 proc jeździ samochodem, a 3 proc. rowerem. Jedynie 0,5 proc. warszawiaków podróżuje w inny sposób np. motocyklem lub z wykorzystaniem parkingów „P+R”.

Choć na tysiąc warszawiaków przypada aż 727 zarejestrowanych samochodów, wielu z nich stanowczo woli uniknąć stania w  korkach i decyduje się na alternatywne środki transportu. Pierwszym wyborem jest zazwyczaj komunikacja miejska  – w Warszawie funkcjonuje kilkaset linii komunikacyjnych a cały tabor liczy ponad pół tysiąca pojazdów.

Mieszkańcy stolicy, jako jedyni w Polsce mogą poruszać się po swoim mieście metrem. Całkowita długość trakcji wynosi obecnie 29,2 km, natomiast w budowie jest kolejne 6,6 km. Obie linie metra przewożą dziennie ponad 600 tys.  pasażerów. osób. To obecnie najszybszy i najbardziej ceniony sposób poruszania się po mieście. Świadczą o tym choćby wyższe ceny mieszkań zlokalizowanych w pobliżu stacji metra. W sumie Zarząd Transportu Miejskiego w Warszawie realizuje ok. 3 mln 350 tys. małych podróży w ciągu jednego dnia.

Mieszkańcy stolicy, szczególnie dzielnic znajdujących się nieco dalej od centrum,  poruszają się również pociągami, zwłaszcza Szybką Koleją Miejską (SKM), którą podróżuje ponad 6 proc. pasażerów transportu publicznego.

Dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy nie posiadają samochodu, skutera czy nawet roweru jest ich wynajęcie. W Warszawie można wypożyczyć około tysiąca aut elektrycznych, podobną ilość skuterów o tym samym napędzie oraz 5,3 tys. rowerów dostępnych na  blisko 370 stacjach.

Koneserzy miejskich podróży oraz turyści mogą skorzystać także z tramwaju wodnego, którego niewątpliwym atutem jest podziwianie nadwiślanych widoków stolicy.

Wrocław

Wrocław jest 3. w Polsce miastem pod względem rozwoju rynku powierzchni biurowej, jeśli chodzi jednak o komunikację, to wciąż jeszcze ma miano jednego z najbardziej zakorkowanych miast w  kraju. Na tysiąc mieszkańców przypada tu blisko 878 zarejestrowanych samochodów (prawie jeden samochód na mieszkańca). Z pewnością ma to wpływ na rosnącą popularność alternatywnych środków transportu.

Tutejsze tramwaje i autobusy przewożą codziennie około 400 tys. osób.. Wrocławianie mogą poruszać się po mieście również pociągami śródmiejskimi, a nawet koleją linową, która łączy dwa brzegi Odry. Do dyspozycji mają również wypożyczalnie samochodów elektrycznych,  oraz skuterów z bogatą flotą.

Mieszkańcy stolicy Dolnego Śląska mogą również skorzystać z wypożyczalni rowerów miejskich, którą tworzy sieć 81 stacji.. Władze Wrocławia planują  zwiększenie udziału komunikacji rowerowej w ruchu ulicznym do 10 proc. do 2020 roku. W związku z tym miejskie plany rozwoju zakładają wzrost długości ścieżek rowerowych do 600 km, co oznacza, że ich długość zwiększy się 2,5 krotnie.

– Od 2011 roku, kiedy ostatnio przeprowadzono badanie w jakim celu i jakim środkiem transportu podróżują wrocławianie, sytuacja komunikacyjna w mieście bardzo się zmieniła – mówi Monika Kozłowska-Święconek, dyrektor Biura Zrównoważonej Mobilności Departamentu Zrównoważonego Rozwoju Urzędu Miejskiego Wrocławia. – Powstała Autostradowa Obwodnica Wrocławia, oddano kolejne odcinki tras tramwajowych i Obwodnicy Śródmiejskiej. Obecnie prowadzone są kolejne badania, które pokażą jak przemieszczają się mieszkańcy naszego miasta.

– Przy wyborze lokalizacji biura, przedsiębiorcy na pierwszym miejscu stawiają dobre skomunikowanie z innymi częściami miasta – mówi  Tomasz Suchak, dyrektor ds. inwestycji Devco i BFF Investments Polska, zarządzających Wrocławskimi Parkami Biznesu. – Ważna jest także bliskość przystanków autobusowych i tramwajowych oraz stacji rowerowych. Ogromne znaczenie ma również dostępność miejsc parkingowych na terenie obiektu. Z naszego doświadczenia wynika, że są to czynniki mające wpływ na postrzeganie firmy jako atrakcyjnego pracodawcy. W czasach, gdy wykwalifikowani pracownicy są na wagę złota, ma to szczególne znaczenie.

Trójmiasto

Niezwykle urozmaicona pod względem środków transportu jest komunikacja w Trójmieście. Po Gdańsku zarówno mieszkańcy, jak i odwiedzający tłumnie to miasto turyści mają blisko 100 regularnych linii komunikacyjnych, uzupełnianych sezonowo. Dużą popularnością również cieszy się, kursujący na dwóch trasach, tramwaj wodny. ,.. Średnia ilość pasażerów, którzy korzystają z komunikacji miejskiej w Gdańsku to rocznie blisko 180 mln.

Natomiast Gdynia, jako jedno z trzech polskich miast oferuje swoim mieszkańcom podróż trolejbusem. Do dyspozycji jest 14 linii, w tym jedna zabytkowa. Po  mieście można też sprawnie poruszać się tradycyjnym autobusem (85 linii) oraz tramwajem wodnym.

Sopot korzysta natomiast z komunikacji należącej do Gdyni i Gdańska. Mieszkańcy całego Trójmiasta mogą również wypożyczyć samochód (200) lub skuter (300) elektryczny.

Mimo, że udział rowerów w trójmiejskim ruchu jest tam jednym z największych w Polsce, Gdańsk jest największym polskim miastem bez systemu roweru publicznego. Władze miasta planują wprowadzenie takiego udogodnienia w 2019 roku.

Dobra komunikacja to priorytet

zalety transportu publicznego_infografikaDroga do pracy mieszkańców dużych miast na ogół trwa dłużej niż by tego chcieli. Często przyjazd i powrót zajmuje nawet kilka godzin w ciągu dnia. Z pomocną dłonią wychodzą naprzeciw władze największych aglomeracji i coraz częściej starają się poprawić sytuację komunikacyjną poprzez namawianie mieszkańców do poruszania się po mieście transportem miejskim lub rowerami. W tym celu powstają parkingi Park and Ride, na których można zostawić samochód i wygodnie przesiąść się na tramwaj lub autobus, aby dotrzeć do centrum miasta. Budowanych jest również wiele kilometrów nowych ścieżek rowerowych oraz przybywa stacji rowerów miejskich. Choć na razie nie są to ogromne zmiany, to zauważalnie więcej osób zaczyna doceniać właśnie ten sposób poruszania się po mieście. Być może dzięki temu już wkrótce mieszkańcy miast takich jak Warszawa, Wrocław czy Gdańsk odczują poprawę jakości codziennych dojazdów do pracy.

Źródło wykorzystanych w materiale: opracowanie własne na podstawie danych opublikowanych przez poszczególne miasta i przewoźników

Seria danych ze Stanów Zjednoczonych

Rada Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła rynków. Stopy procentowe w Polsce pozostają bez zmian. Popołudniowy kalendarz makroekonomiczny przepełniony danymi ze Stanów Zjednoczonych.

RPP nie pomaga

Wczoraj poznaliśmy decyzję Rady Polityki Pieniężnej odnośnie stóp procentowych w Polsce. Tak, jak spodziewała się znaczna większość obserwatorów nie doszło do żadnych zmian. Na jakiekolwiek ruchy ze strony polskich władz monetarnych przyjdzie nam prawdopodobnie poczekać co najmniej do przyszłego roku, chyba, że przyszłe odczyty makroekonomiczne będą odbiegały od założeń. Tymczasem w czwartkowy poranek nasza waluta osłabia się. Za franka szwajcarskiego zapłacimy 3,84 zł. Euro kosztuje 4,33 zł. Cena dolara wynosi 3,72 zł, a funta brytyjskiego 4,81 zł.

USA, USA, USA

Dzisiejsza sesja zdominowana jest przez szereg danych z amerykańskiej gospodarki. Serię odczytów zza oceanu rozpocznie nie aż tak istotny dla inwestorów raport Challengera. Będzie to jedynie wstęp do późniejszych wydarzeń. Po godzinie 14:00 poznamy raport ADP, który często wzbudza emocje wśród inwestorów. a będzie tylko i aż zapowiedź jutrzejszych wydarzeń. W dalszej części dnia będzie również ciekawie. Opublikowane zostaną bowiem m.in. dane dotyczące zamówień na dobra, indeks PMI dla usług czy raport ISM również dla sektora usług. Należy zatem w godzinach popołudniowych bacznie przyglądać się notowaniom dolara amerykańskiego. Taka liczba i istotność publikacji z pewnością wprowadzi większą zmienność na rynkach.

Jutro jeszcze ciekawiej

Mimo iż dziś już czwartek, to tydzień zdaje się dopiero nabierać tempa. Na piątek zaplanowano bowiem publikację danych dotyczących sytuacji na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych oraz w Kanadzie. Poznamy również odczyt Produktu Krajowego dla Strefy Euro. Zapowiada się zatem emocjonująca końcówka tygodnia. W piątek warto zwrócić uwagę na notowania euro, dolara kanadyjskiego i amerykańskiego.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Kurs euro zmierza do 4,35. Funt staje się coraz bardziej nieprzewidywalny

Ponury klimat obaw o kondycję rynków wschodzących połączony z potencjalnym rozszerzeniem sankcji handlowych na Chiny przez USA ciąży na wycenie rynków akcji, ropy oraz walut ryzykownych. Indeksy w Azji są najniżej do roku, a niemiecki DAX poniżej 12000 pkt. nie był od kwietnia. EUR/PLN zmierza do 4,35, pod presją są AUD, NZD i CAD.

Rynki są w stanie nerwowości już kolejny dzień, choć mnogość powodów do obaw nie przekłada się w potęgowanie skali ucieczki od ryzyka. Prawdopodobnie ten „spokój” wynika z niskiego zaangażowania inwestorów po okresie wakacyjnym i poza Wall Street nie ma przegrzanych rynków, który groziłaby teraz masowa ucieczka. Sam Wall Street też łatwo się nie poddaje, gdyż fundamenty (polityka Fed, dane) pozostają korzystne. Mimo to widać, że z letniego marazmu indeksy w Europie wychodzą dołem, ropę naftową dosięgają obawy o osłabienie popytu ze strony gospodarek rozwijających się, a „maglowanie” tematu kłopotów emerging markets przez serwisy informacyjne powoduje, że rykoszetem obrywa np. złoty, który jeszcze do niedawna był swego rodzaju bezpieczną przystanią świata emerging markets. Nikt nie chce podnosić problemów do rangi poważnego zagrożenia, ale bez wątpienia nie są to warunki do budowy apetytu na ryzyko.

W przestrzeni G10 z oczywistych powodów najgorszej radzą sobie waluty surowcowe. Dodatkowo CAD nie znalazł wsparcia we wczorajszym komunikacie Banku Kanady. Bank zgodnie z oczekiwaniami utrzymał stopę overnight bez zmian, ale też powstrzymał się od zasugerowania, czy można liczyć na podwyżkę w październiku. Niektórzy odebrali to jako gołębi sygnał, ale osobiście nie mogę się dziwić BoC, dla którego wiele będzie znaczył finał negocjacji NAFTA. A tutaj sprawa pozostaje otwarta, nawet jeśli wczorajsze komentarze prezydenta Trumpa i minister spraw zagranicznych Kanady Freeland brzmiały optymistycznie i sugerowały zakończenie negocjacji do końca tygodnia. Dla przypomnienia, w połowie ubiegłego tygodnia także słyszeliśmy, że rozmowy mają się zakończyć do (zeszłego) piątku. CAD może zaliczyć rajd ulgi, jeśli dojdzie do porozumienia, ale nikt nie odważy się wskoczyć w handel bez konkretów.

Pozostaje pesymistycznie nastawiony do AUD, ale nie jest to łatwa pozycji. W ciągu ostatnich trzech dni AUD/USD trzy razy wychodził ponad 0,72 i trzy razy był silnie ściągany niżej. Dziś stało się to za sprawą informacji, że dwa kolejne banki komercyjne podnoszą oprocentowanie kredytów hipotecznych. Decyzja nie jest zaskoczeniem po zeszłotygodniowym ruchu Westpac, ale informacja jest przypomnieniem, że maleje presja na RBA, by zmieniać nastawienie. Rynek chce być na krótkiej pozycji, ale trzy odbicia od 0,7150 potrafią zniechęcić nawet najbardziej upartych traderów. Jeśli jednak wsparcie pęknie, fundamentalnie będzie mnóstwo powodów, by uzasadniać zjazd.

Przechodzę do neutralnego nastawienia wobec GBP, ale nie dlatego, że nie widzę podstaw do umocnienia lub osłabienia, ale ponieważ funt staje się coraz bardziej nieprzewidywalny. Wczoraj najpierw usłyszeliśmy, że Wielka Brytania i Niemcy rezygnują z niektórych postulatów dotyczących umowy Brexitu na rzecz osiągniecia porozumienia, by kilka godzin później sprawa została zdementowana. Nie chcę zgadywać, czym dziś źródła przecieków mogą nas zaskoczyć. Bajzel.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Podsumowanie I półrocza 2018 r. Pragma Faktoring

Pragma Faktoring SA przedstawiła wyniki sprzedażowe z dwóch kwartałów 2018 r. Pierwsze półrocze przyniosło Pragmie Faktoring imponujące wyniki pod względem dynamiki sprzedaży i zapowiadanej przebudowy portfela należności. Grupa pozyskała też finansowanie pozabilansowe w wysokości 22 mln zł, co pozwoli na dalszy wzrost liczby korzystających z finansowania Pragmy klientów.

Fintechowe segmenty działalności Grupy posiadają w portfelu należności już 85 mln zł, generując jednocześnie 60% przychodów Grupy. Dynamiczny rozwój LeaseLink
oraz PragmaGO pociąga za sobą wzrost rentowności aktywów. Przychody wzrosły
o 49% r/r przy istotnie niższym wzroście portfela (25%). W ciągu całego 2Q LeaseLink osiągnął o 9% wyższą rentowność, co pozwoliło na osiągnięcie rentowności netto,
a sama spółka została wielokrotnie doceniona w 2018 roku, między innymi
przez przyznanie nagrody Złoty Bankier 2018 w kategorii produktowej Innowacja.

Grupa przeszła transformację biznesową, dzięki której znacznie wzrosła jej efektywność, co widać po zysku netto, który wzrósł o przeszło 200%.

Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA
Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Inkaso SA

Pierwsze półrocze tego roku było dla nas czasem bardzo intensywnej pracy nad sprawnym wdrożeniem w życie i wszystkie operacje w spółce naszej strategii. Kluczem do tego jest segment PragmaGO, który zapewnił nam dynamiczny rozwój i efektywność kosztową. Dzięki 20-letniemu doświadczeniu w finansowaniu małych firm jesteśmy w stanie przewidzieć trendy we wzroście wymagań naszych klientów i dopasować się do nich. – komentuje Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu Pragma Faktoring.

Na potwierdzenie trafnego wyboru strategii działania Pragma Faktoring SA zarząd spółki przytacza dane o przeszło dwukrotnym wzroście zysku netto przy niewielkim
10-procentowym wzroście zadłużenia.

Branża transportowa na finansowej krawędzi? Ogromny potencjał sektora TSL osłabiony przez kłopoty kadrowe i zatory płatnicze

Transport jest jedną z najbardziej dynamicznie rozwijających się gałęzi gospodarki europejskiej, dającej według danych Komisji Europejskiej zatrudnienie około 11 mln osób, co stanowi niemal 5 proc. całkowitego zatrudnienia w Europie. Jednocześnie na rynek ten trafia pośrednio około 13 proc. wydatków gospodarstw domowych, ukrytych w produktach, których cena zawiera w sobie koszt transportu.

Przyjmując, zgodnie z rynkowymi szacunkami, że do 2050 roku transport pasażerski zwiększy się o 40 proc., natomiast transport towarów aż o 60 proc., branża TSL powinna stale wzrastać. Cykl ten zakłócić mogą jednak trapiące rynek kłopoty kadrowe i zatory płatnicze, które już teraz odbijają się na kondycji tego sektora, rodząc wysokie ryzyko finansowego upadku firm transportowych.

Krzysztof Paluch, dyrektor generalny Aforti Collections / Grupa AFORTI
Krzysztof Paluch, dyrektor generalny Aforti Collections / Grupa AFORTI

Według analityków niezwykle ważne dla dalszego rozwoju zarówno krajowej, jak europejskiej gospodarki jest przezwyciężenie pojawiających się trudności na rynku transportowym i konsekwentna walka o dobrą kondycję tego sektora. Problemy branży transportowej oznaczać mogą bowiem dalekosiężne konsekwencje finansowe i operacyjne, rzutujące na wszystkie sektory gospodarki, a tym samym codzienne funkcjonowanie tak firm, jak też obywateli.

Branża TSL to bardzo specyficzny, mocno reagujący na wszelkie zmiany gospodarcze sektor. Z jednej strony rządzi nim walka o pozyskanie zleceń, z drugiej – trudno przewidywalne i szybko rosnące koszty prowadzenia działalności, w tym przede wszystkim ceny paliw. W ostatnim czasie na kondycję sektora TSL znacząco wpłynęła m.in. zmiana przepisów o pracownikach delegowanych, a także problemy związane z obsadzeniem miejsc pracy.

Według danych firmy doradczej PwC oraz raportu branżowego TransJobs.eu na polskim rynku brakuje nawet 30 tys. kierowców, mimo oferowanych wysokich wynagrodzeń. Według ekspertów brak odpowiednio wykwalifikowanej kadry stanowi realne zagrożenie dla rozwoju rodzimych firm transportowych.

Co więcej – brak wystarczającej liczby pracowników utrudnia przede wszystkim systematyczną realizację zleceń, a co za tym idzie – powoduje przestoje, zmniejszając potencjalne wpływy finansowe firm z branży TSL. Sytuacja ta jest paradoksalnie wynikiem dynamicznego wzrostu gospodarczego, za którym stoi m.in. powstawanie nowych, coraz bardziej atrakcyjnych finansowo i tym samym konkurencyjnych miejsc pracy.

Jeśli zestawimy elementy wpływające niekorzystnie na rynek transportowy z długimi terminami płatności – sięgającymi często nawet 90 dni – a przy tym z kosztami, które spedytor czy przewoźnik zobowiązany jest ponosić w znacznie krótszym czasie niż przewidywane wpływy, wyłania nam się obraz biznesu bardzo wrażliwego na nieterminowe regulowanie płatności. Tym samym, zatory płatnicze stają się jedną z największych bolączek branży transportowej, przy – paradoksalnie – wciąż dużym popycie na tego typu usługi.

Sytuacji związanej z zatorami płatniczymi nie poprawia narzucony przepisami prawa okres, w którym możliwe jest ubieganie się o należne płatności. Termin przedawnienia, który skutecznie przekreśla szanse na odzyskanie długu, zmusza do szybkich działań. Wbrew obiegowej opinii, nie zawsze muszą się one sprowadzać od razu do windykacji twardej, czyli sądowej. Z powodzeniem może ją poprzedzić równie skuteczna windykacja polubowna. W tym przypadku warto skorzystać z usług doświadczonej firmy windykacyjnej, która profesjonalnie i sprawnie przeprowadzi cały proces.

Eksperci Aforti Collections – spółki specjalizującej się w procesach windykacyjnych i zarządzaniu należnościami – widzą wiele efektywnych rozwiązań z zakresu windykacji, dających duże możliwości wsparcia branży TSL. Ich efektem ma być przede wszystkim zachowanie płynności finansowej firm transportowych, a finalnie ich dalsze, stabilne funkcjonowanie. Jednym z takich prostych, a jednocześnie skutecznych rozwiązań może być bezpłatny monitoring płatności. Usługa ta polega m.in.

na informowaniu płatników o zbliżającym się terminie uregulowania należności, z jednoczesnym wykorzystaniem kilku kanałów komunikacji, zachowując przy tym wysoką etyczność działań oraz poszanowanie relacji biznesowych. Wspólnie z wierzycielami ustalana jest ostateczna data płatności faktur. W związku z tym, dopiero po jej upływie swoje działania rozpoczyna windykator w systemie windykacji polubownej. Dzięki takiemu rozwiązaniu wierzyciele firm transportowych zyskują duży komfort współpracy, przy zachowaniu płynności finansowej.

Konkluzja jest prosta – rosnące zatory płatnicze w branży TSL mogą już w kolejnych kwartałach 2018 roku, zwłaszcza przy braku pracowników i w połączeniu z niekorzystnymi regulacjami unijnymi odnośnie form zatrudnienia, zachwiać pozycją polskich firm transportowych w Europie. Eksperci Aforti Collections podkreślają jednak, że implementacja rozwiązań za zakresu windykacyji należności może skutecznie wpłynąć na zminimalizowanie problemów o charakterze płatniczym na rynku TSL.

To z kolei – ze względu na rangę i ogromne znaczenie branży transportowej dla sprawnego i ciągłego funkcjonowania całej gospodarki – musi stać się priorytetem w ramach operacyjnych i finansowych celów biznesowych rodzimych firm transportowych.

PPK będzie systemem powszechnym

Pracowniczych Programów Emerytalnych istnieje w Polsce jedynie ok. tysiąca. W przypadku PPK mowa o kilkuset tysiącach. To PPK mają być tym wiodącym, powszechnym systemem pracowniczego oszczędzania na cele emerytalne. W jakiej zależności pozostają więc one do PPE?

– Projekt ustawy przewiduje, że pracodawca będzie mógł wybrać formę oszczędzania. Jeżeli ma już utworzone PPE, nie będzie musiał wprowadzać PPK. Na późniejszym etapie oba programy będą mogły istnieć jednocześnie u danego przedsiębiorcy  powiedział serwisowi eNewsroom Paweł Borys, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju – Zapewne wiodącą, bardziej popularną opcją staną się Pracownicze Plany Kapitałowe. Słuszność takich przypuszczeń potwierdzają doświadczenia z innych rynków. System powszechny, współfinansowany przez pracodawcę i pracowników, wspierany silnymi zachętami w postaci dopłat ze strony państwa – staje się dominujący. W przypadku Polski będzie to PPK – podkreślił Borys.

Iwona Janas szefem Manpower na Europę

IwonaJanas_ManpowerGroup
Iwona Janas

Z początkiem września Iwona Janas awansowała w strukturach europejskich ManpowerGroup. Została szefem marki Manpower na Europę. To dodatkowa funkcja Iwony Janas w organizacji, ponieważ w dalszym ciągu będzie zarządzać firmą ManpowerGroup w Polsce i w Rosji.

Na nowym stanowisku Iwona Janas będzie odpowiedzialna za budowanie i realizację europejskiej strategii sprzedaży i rozwoju dla marki Manpower, specjalizującej się w świadczeniu usługi pracy tymczasowej, współpracując z dyrektorami marki na poszczególnych rynkach europejskich.

Przez ostatnie 14 lat Iwona Janas, jako dyrektor generalny na Polskę, a od 2 lat również na Rosję, zarządza czterema markami należącymi do ManpowerGroup: Manpower, ManpowerGroup Solutions, Experis, Proservia. W ciągu 14 lat działalności na polskim rynku Iwona Janas przyczyniła się do rozwoju organizacji z 1 do 50 oddziałów firmy rozlokowanych w całej Polsce, z 5 pracowników do ponad 500 zatrudnionych. Stworzona i wdrożona przez nią strategia rozwoju biznesu zaowocowała osiągnięciem przez ManpowerGroup pozycji jednego z liderów na polskim rynku w zakresie rozwiązań HR, uzyskującego roczne przychody w wysokości 150 mln euro*. W ramach awansu Iwona Janas zachowuje swoje dotychczasowe funkcje.
Iwona Janas jest absolwentką uczelni ISEAD, jednej z największych szkół zarządzania biznesem na świecie, na kierunku przywództwo. Ukończyła również studia podyplomowe na Uniwersytecie Lille 1 we Francji na kierunku handel międzynarodowy i finanse oraz studia magisterskie na Uniwersytecie Lille 3 na kierunku biznes i języki obce.

W Polsce dyrektorem marki Manpower pozostaje Tomasz Walenczak.
* W skali Europy ManpowerGroup generuje przychody na poziomie 12,05 mld euro (dane za 2017 rok).

Polskie firmy finansują wzrost PKB

Według świeżo opublikowanych danych GUS polska gospodarka urosła w drugim kwartale o 5,1 proc. r/r., co pozwala zakładać 5 proc. wzrost  PKB w całym 2018 r. (najpierw analitycy Credit Agricole i  PKO BP podnieśli prognozę do takiego poziomu, a następnie Ministerstwo Finansów uznało ten scenariusz za możliwy).

Nasza gospodarka rozwija się w tempie najwyższym od 2011 r. i to pomimo zadyszki krajów UE, w tym Niemiec. Wynika to z faktu, że nasz wzrost gospodarczy oparty jest głównie na popycie wewnętrznym i wysokiej konsumpcji, co częściowo uniezależnia nas od sytuacji w regionie. Ostatnie odczyty danych makroekonomicznych wskazują, że jesteśmy blisko szczytu cyklu koniunkturalnego – mamy rekordowo niskie bezrobocie, a do tego rośnie sprzedaż detaliczna i produkcja przemysłowa.

Jednak polskie firmy raczej nie skorzystały na dobrej koniunkturze gospodarczej na co wskazują chociażby spadki notowań na warszawskiej giełdzie w pierwszej połowie roku (aczkolwiek w lipcu doczekaliśmy się hossy). Załamanie indeksów w dużym stopniu można wytłumaczyć nie tyle słabością firm, co sytuacją międzynarodową tj. awersją ryzyka inwestorów do rynków wschodzących spowodowaną widmem wojny handlowej, a w ostatnich dniach kłopotami Turcji oraz odpływami środków z funduszy inwestycyjnych.

Jednak rekordowej ilości upadłości spółek już nie da się wytłumaczyć nastrojami inwestorów. W swoim ostatnim raporcie Euler Hermes wskazuje, że w ciągu pierwszego półrocza 2018 r. nastąpił 22 proc. wzrost niewypłacalności firm porównując rok do roku i to pomimo wysokiego punktu odniesienia z lat ubiegłych. Sam tylko czerwiec przyniósł rekordową liczbę 105 niewypłacalnych firm (dane Euler Hermes na podstawie MSiG).

Dlaczego w takim razie firmy nie korzystają na dobrej sytuacji gospodarczej i ekonomicznej? Powodów jest kilka.

Po pierwsze przy zwiększonej konsumpcji, a więc rosnącej produkcji nie koniecznie rosła marża przedsiębiorstw – koszty wytworzenia rosły szybciej niż przychody. Najbardziej jaskrawym przykładem jest budownictwo, gdzie dodatkowym obciążeniem był brak waloryzacji kontraktów. Firmy budowlane podpisywały kilkuletnie kontrakty przy założeniu poziomu cen surowców i kosztów pracy sprzed kilku lat, a teraz – gdy te znacząco wzrosły – znalazły się w trudnej sytuacji.

Aby sprostać rosnącej produkcji firmy muszą angażować większe środki kapitałowe. Opublikowane do tej pory sprawozdania banków za drugi kwartał 2018 r. wskazują na wzrost udzielonych kredytów dla firm, ale dotyczy to kredytów obrotowych, a nie inwestycyjnych, co potwierdza zapotrzebowanie firm na płynność. Firmy nie akumulują kapitału, który mogłyby przeznaczyć na rozwój i inwestycje.

Sytuacji płynnościowej spółek na pewno nie pomagają działania rządu na rzecz uszczelniania systemu VAT. Z jednej strony w wyniku licznych kontroli skarbowych firmy z opóźnieniem dostają zwroty podatku VAT, a dodatkowo wprowadzono tzw. split payment – mechanizm, gdzie kupujący wpłacają część płatności dotyczącą VAT na osobne konto, z którego nie może korzystać przedsiębiorca. Firma, która sama opłaca VAT swoim dostawcom, dotychczas do momentu jego zwrotu mogła korzystać ze środków z części VAT, które sama otrzymała z drugiej strony od odbiorców, i zanim odprowadziła je do urzędu skarbowego. Przy nowym rozwiązaniu przedsiębiorca traci możliwość dysponowania tymi środkami, czyli do momentu zwrotu VAT zapłaconego dostawcom nie ma swego rodzaju „poduszki” pieniężnej.

Oczywiście uszczelnianie VAT nie jest zjawiskiem negatywnym, ale efektem ubocznym mogą być problemy płynnościowe firm i zatory płatnicze.

Kolejną kwestią są wysokie obciążenia firm różnego rodzaju podatkami, opłatami i kosztami zmian regulacyjnych. Przykładowo w ciągu ostatniego roku firmy musiały ponieść koszty implementacji RODO (koszty usług doradczych, prawniczy i informatycznych), a w przyszłym roku wchodzi w życie podatek od nieruchomości komercyjnych (podatek zapłacą właściciele nieruchomości generujących przychody z najmu lub dzierżawy). Dodatkowo na horyzoncie pojawiają się PPK i niejasna ustawa o daninie solidarnościowej, które prawdopodobnie zwiększą klin podatkowy. Ponadto od marca obowiązuje ustawa o zakazie handlu w niedzielę, chociaż tutaj okno obserwacji jest póki co za krótkie, aby jednoznacznie określić wpływ tego rozwiązania.

Innym czynnikiem ciążącym firmom i generującym koszty jest brak wykwalifikowanej siły roboczej. Według Jan Stylińskego – Prezesa Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa, w samej branży budowlanej brakuje 150 tys. rąk do pracy. Żeby przyciągnąć pracowników firmy muszą oferować wyższe wynagrodzenia – wzrost płac wyniósł w lipcu aż 7,2 proc. r/r. Dodatkowo koszty zatrudnienia zwiększą wspomniane ustawy o PPK i daninie solidarnościowej (środki na daninę solidarnościową mają być przesunięte z Funduszu Pracy, więc teoretycznie obciążenie nie powinno wzrosnąć, ale ustawa jest mało precyzyjna).

Polska gospodarka rośnie na konsumpcji kosztem inwestycji, co pokazuje, że przedsiębiorstwa w większym stopniu finansują wzrost PKB niż korzystają z jego owoców. Problemy płynnościowe spółek powodują, że nie mają one pieniędzy na inwestycje, co może powodować, że nasza gospodarka będzie mniej odporna na dalsze etapy cyklu gospodarczego, ponieważ wzrost gospodarczy oparty na konsumpcji – przynajmniej w teorii –  jest mniej trwały.

Pewną nadzieją na poprawę sytuacji są środki unijne. Zakontraktowano już praktycznie cały budżet z obecnej perspektywy finansowej, a wkrótce ruszą wypłaty, co pozwala mieć nadzieję, że za inwestycjami publicznymi ruszą też prywatne. Pieniądze z Brukseli mogą złagodzić ewentualne wyhamowanie koniunktury i spadek konsumpcji. Dodatkowo przykład Węgier pokazuje, że kłopoty z dostępnością siły roboczej wpływają pozytywnie na inwestycje, gdyż firmy brak rąk do pracy zastępują zwiększaniem efektywności.

Wojciech Bartosik, Analityk, Dom Maklerski Michael/Ström

Raport Euler Hermes globalne „bańki” zadłużenia przedsiębiorstw

Pozytywna tendencja do wzmacniania na całym świecie bilansów przedsiębiorstw i zmniejszania się zadłużenia maskuje jego wzrost we wrażliwych sektorach i w poszczególnych regionach, a to z kolei tworzy gorące punkty zapalne zwiększonego ryzyka w międzynarodowej wymianie handlowej – ocenia Euler Hermes, największy na świecie ubezpieczyciel należności handlowych.

Wnioski te wysnuć można na podstawie opublikowanych przez Euler Hermes badań nt. globalnego zadłużenia przedsiębiorstw, w których analizowany jest wskaźnik zadłużenia netto (lub „dźwignia finansowa”) niefinansowych spółek giełdowych*. Badanie obejmowało tylko te przedsiębiorstwa, które w swoim bilansie wykazują zadłużenie i nie uwzględnia tych wykazujących środki pieniężne netto, co daje dokładny obraz zmian wśród zadłużonych przedsiębiorstw.

Kluczowe tezy:

  • Globalny wskaźnik zadłużenia netto dla notowanych na giełdach przedsiębiorstw niefinansowych spadł w 2017r. do 53% jako efekt wzmocnienia bilansów przedsiębiorstw dzięki wzrostowi ich zysków
  • Pozytywny trend globalny zwiększa jednocześnie ryzyko wynikające z nadmiernego zadłużenia przedsiębiorstw w kluczowych sektorach i krajach
  • Wzrost zadłużenia w sektorze papierniczym, transportowym i włókienniczym w wyniku zmian strukturalnych
  • Średni wskaźnik zadłużenia netto był najwyższy w Portugalii (96%), Turcji (72%), Hiszpanii (68%) i Grecji (69%).

Pomimo generalnie wzrostu globalnego zadłużenia, średni wskaźnik zadłużenia netto przedsiębiorstw spadł w 2017r. do 53%, o 3,2 pkt. procentowego rok do roku. Euler Hermes ocenia, że pozytywny obraz sytuacji został wsparty przez wzmocnienie struktur bilansowych, zyskujących jeszcze na stałym wzroście zysków przedsiębiorstw.

Maxime Lemerle, Szef Działu Badań Sektorowych w Euler Hermes skomentował to: „Duża płynność finansowa sprzyja wysokiemu poziomowi zadłużenia przedsiębiorstw na całym świecie. Dzięki silnemu wzrostowi zysków zadłużenie netto zostało w dużej mierze utrzymane w ryzach. Jednak zanurkowanie pod tą spokojną powierzchnię ujawnia pewne „bańki” potencjalnego ryzyka zarówno dla firm, jak i ich dostawców w wielu sektorach i regionach.”

Badanie Euler Hermes wskazało obszary o znacznym ryzyku i rozbieżności w stosunku do średniej światowej wskaźnika zadłużenia przedsiębiorstw wynoszącego jak wspomnieliśmy 53%. Euler Hermes wykazał, że ryzyko jest skoncentrowane w sektorach, które zmagają się ze zmianami strukturalnymi, w szczególności zakłóceniami związanymi ze zmianą klimatu, cyfryzacją, zmieniającymi się potrzebami klientów lub trudnymi wynikami gospodarczymi. Do tych najbardziej zagrożonych branż należą sektor papierniczy, transportowy i włókienniczy, a firmy zwiększają swoje wydatki (i zadłużenie), aby sprostać trudnym warunkom i reagować na te pojawiające się zmiany.

Z kolei w perspektywie regionalnej badanie to wykazało, że szczególnie narażona na nadmiernie zadłużenie przedsiębiorstw jest Europa Południowa. Najwyższe wskaźniki zadłużenia netto przedsiębiorstw odnotowały Portugalia (96%), Turcja (72%), Hiszpania (68%) i Grecja (69%). Dla porównania – najniższe średnie poziomy zadłużenia firm netto stwierdzonych w RPA (38%), Australii (41%), Hongkongu (42%), Polsce (43%) i Wielkiej Brytanii (43%).

Katherina Hillenbrand-Saponar, Specjalistka ds. Analizy Branż w Dziale Badań Ekonomicznych Euler Hermes dodała: „Gdy na przedsiębiorstwa wywierana jest presja rynkowa, mogą one zwiększyć dźwignię finansową (zadłużenie), co może pomóc w radzeniu sobie z wyzwaniami i pojawiającymi się problemami. Jeśli jednak nie będzie temu towarzyszył wzrost zysków, może to sprawić, że będą one w efekcie bardziej podatne na problemy, które starały się opanować lub na inne, nieoczekiwane wstrząsy„.

Sektory wysokiego ryzyka

Papier

Przemysł papierniczy jest przemysłem wysoce kapitałochłonnym i wiąże się tym samym ze znacznym zadłużeniem. Problem ten wiąże się też ze strukturalnymi wyzwaniami jakie stwarza cyfryzacja, kwestia ta jest więc złożona i doprowadziło do tego, że sektor odnotował najwyższy średni wskaźnik zadłużenia netto, wynoszący 172% dla najwyższych 25% (najwyższy kwartyl), obejmujących najwyższe składniki zadłużenia. Według badań, w 2017 r. wskaźnik zadłużenia netto zmniejszył się o 7,6 p.p. w porównaniu z 2016 r.

Chociaż dźwignia finansowa jest wysoka, a presja na ceny energii nadal się utrzymuje, w 2018r. marże powinny wzrosnąć jeszcze o 20 punktów bazowych, gdyż dane demograficzne i wzorce konsumpcji przyczyniają się do wzrostu produkcji produktów z bibuły (papierowych chusteczek, ręczników etc.) i opakowań „.

Transport

Branża transportowa jest narażona na znaczne zmiany strukturalne i ma niewielką amortyzację finansową, aby stawić czoła temu ryzyku. Przy średnim wskaźniku zadłużenia na poziomie 144% netto dla 25% największych firm, dźwignia ta jest wysoka, podczas gdy towarzyszący przepływ środków pieniężnych jest stosunkowo słaby. Branża zmaga się z wyzwaniami związanymi z rosnącymi cenami ropy naftowej, potrzebą inwestowania w nowe technologie i we flotę pojazdów, aby sprostać normom oszczędności paliwa i spełniać regulacje dotyczące zmian klimatycznych.

Tekstylia

Sektor tekstylny jest sektorem wysokiego ryzyka, co wynika z połączenia znacznej dźwigni finansowej, 144% w najwyższym kwartylu zadłużonych przedsiębiorstw i ze słabego generowania przychodów gotówkowych. Podstawą problemów strukturalnych jest silna konkurencja, szczególnie w USA, Japonii, Singapurze i Indiach.

Średnie ryzyko – tam, gdzie nastąpiła znaczna poprawą

Energia

Ceny surowców znacznie poprawiły wyniki i strukturę finansową w sektorze energetycznym, mimo że w perspektywie sektora ten nadal czekają liczne wyzwania. Główne czynniki ryzyka związane są z warunkami ekonomicznymi i finansowymi na poszczególnych rynkach. Pomimo obiecującej dynamiki rynku, średni wskaźnik dźwigni (zadłużenia) netto wynosi 137% dla 25% najlepszych firm.

Metale

Sektor metalurgiczny pozostaje znacznie ryzykownym sektorem ze średnim wskaźnikiem zadłużenia wynoszącym 119% dla najlepszych 25% przedsiębiorstw. Wzrost zysków i przepływów pieniężnych napędzają przeważnie korzystne warunki panujące na rynku surowców, co sprzyjało spadkowi wskaźnika zadłużenia netto o 4 punkty procentowe w stosunku do ubiegłego roku. To powiedziawszy trzeba też przyznać, że niektóre kategorie wyrobów metali dotknięte przez taryfy protekcjonistyczne będą zagrożone, co będzie sprzyjać ponownemu wzrostowi wskaźników zadłużenia netto.

Średnie zadłużenie firm wg. krajów

Zadluzenie krajowŹródło: Bloomberg, Euler Hermes, Allianz Research

Średnie zadłużenie firm wg. branż

Średnie zadłużenie firmŹródło: Bloomberg, Euler Hermes, Allianz Research

* Euler Hermes stosuje wymiennie „dźwignię finansową” i „zadłużenie netto”, zgodnie z poglądem, że dźwignia stanowi kwotę zadłużenia na jednostkę kapitału własnego dla danej struktury finansowej. Wskaźnik dźwigni finansowej netto jest obliczany jako: (długoterminowe, oprocentowane zobowiązania finansowe + krótkoterminowe, oprocentowane zobowiązania finansowe) / (kapitał własny ogółem). Obliczenia nie obejmują żadnych innych oprocentowanych zobowiązań, takich jak niektóre rodzaje rezerw, i są obliczane na podstawie wartości księgowej. Średnia górna (ew. dolna) kwartylowa odpowiada średniej zadłużenia netto dla 25% przedsiębiorstw w panelu o najwyższej (ew. najniższej) przekładni netto; Analizie poddano wyłącznie przedsiębiorstwa niefinansowe notowane na giełdzie.

BP Polska: połączenie Orlenu i Lotosu może być niekorzystne dla rynku

BP Polska: połączenie Orlenu i Lotosu może być niekorzystne dla rynku 8

PKN Orlen chce złożyć do Komisji Europejskiej wniosek dotyczący fuzji z Lotosem do końca 2018 roku lub na początku 2019 roku. Jak wynika z raportu Warsaw Enterprise Institute, połączenie obu firm jest w pełni uzasadnione ekonomicznie i wpisuje się światowy trend konsolidacji. Inne podmioty z branży obawiają się jednak negatywnego wpływu na rynek. – Ewentualna fuzja powinna być oparta na mechanizmach, które zagwarantują zachowanie konkurencyjności na rynku – podkreśla Bogdan Kucharski, prezes BP Europa SE Oddział w Polsce, zapytany o to, czy rozważa złożenie protestu w Komisji Europejskiej.

– Naszym zdaniem potencjalne połączenie Orlenu i Lotosu może być niekorzystne dla rynku. Siłą rzeczy, kiedy ubywa konkurentów, to ogranicza się konkurencję. Z tym nie ma co dyskutować, bo tak działa gospodarka. Wydaje nam się, że w przypadku połączenia istotne byłoby, żeby zagwarantować takie mechanizmy, które cały czas będą powodować, że ten rynek będzie konkurencyjny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bogdan Kucharski, prezes zarządu BP Europa SE Oddział w Polsce.

Jak podkreśla, chodzi głównie o utrzymanie równego dostępu wszystkich podmiotów obecnych na rynku do źródeł zaopatrzenia oraz infrastruktury magazynowej i przesyłowej. Tylko w ten sposób mogą one rywalizować o klienta swoją ofertą.

– Posłużę się porównaniem do infrastruktury kolejowej – mamy jedną sieć kolejową w Polsce, po której jeżdżą lub mogą jeździć różni operatorzy. Nie ma najmniejszego sensu, by każdy nowy operator, który chciałby działać w Polsce, budował swoją sieć kolejową. Natomiast jest zasadne ekonomicznie, by wszyscy korzystali z jednej infrastruktury, ale konkurowali ofertą. Dokładnie tego oczekiwalibyśmy w przypadku ewentualnego połączenia Orlenu i Lotosu – powiedział Bogdan Kucharski podczas trwającego Forum Ekonomicznego w Krynicy.

PKN Orlen zamierza zakończyć transakcję przejmowania Lotosu w pierwszej połowie 2019 roku. W połowie sierpnia koncern przesłał do Komisji Europejskiej dokumentację dotyczącą planów fuzji z gdańskim przedsiębiorstwem. Przesłanie wniosku koncentracyjnego będzie kolejnym etapem. Rozporządzenie unijne z 2004 roku określa ramy dotyczące koncentracji podmiotów na rynku. Zgodnie z nim jeśli łączne obroty konsolidujących się firm przekraczają 5 mld euro, a łączny dochód z tych podmiotów wynosi co najmniej 250 mln euro, potrzebna jest zgoda Komisji Europejskiej na takie połączenie.

– Jeżeli będziemy pytani o to w procesie podejmowania decyzji przez regulatorów, to oczywiście będziemy wyrażać swoje wątpliwości. Podkreślam, że zależy nam na tym, by zachować konkurencyjność rynku – zaznacza Bogdan Kucharski zapytany o to, czy firma rzeczywiście rozważa złożenie protestu w Komisji Europejskiej. – Uważamy, że perspektywa klienta jest najważniejsza, ponieważ firmy działające na rynku w ostatecznym rozrachunku są po to, by służyć polskiemu klientowi i adresować jego potrzeby w sposób konkurencyjny i kompleksowy.

Pionierskie wdrożenie blockchain w sektorze publicznym. Nowoczesna technologia zastępuje papier i płyty CD

Pionierskie wdrożenie blockchain w sektorze publicznym. Nowoczesna technologia zastępuje papier i płyty CD 9

Firmy, zwłaszcza banki i ubezpieczyciele, ale też sektor publiczny, odchodzą od papieru i wysyłania odbiorcom drukowanych regulaminów czy informacji. Coraz więcej z nich wdraża elektroniczny obieg dokumentów. W tym przypadku kluczowa jest jednak konieczność zagwarantowania bezpieczeństwa informacji i dokumentacji. Służy temu technologia blockchain, która występuje w roli tzw. trwałego nośnika, gwarantującego, że dokument nie został zmodyfikowany ani przeczytany bez autoryzacji. Takie rozwiązanie wdrożyło właśnie Atende w Toruńskim Centrum Usług Wspólnych.

Toruńskie Centrum Usług Wspólnych wystartowało z początkiem stycznia ubiegłego roku. Realizuje głównie usługi finansowo-księgowe, płacowe i podatkowe dla miejskich jednostek. Jest ich dokładnie 75, w tym wszystkie miejskie placówki oświatowe. Celem TCUW jest podniesienie efektywności działania oraz optymalizacja kosztów obsługi miejskich jednostek.

– Księgujemy rocznie ponad 45–46 tys. dokumentów księgowych z obsługiwanych placówek. Aby zapewnić sprawne działanie, potrzebny jest optymalny, dobry przepływ dokumentów między jednostkami obsługiwanymi a centrum usług wspólnych. Ważną rolę odgrywają platformy informatyczne, które zapewniają sprawną komunikację. W działalności centrum usług wspólnych kluczowa jest możliwość elektronicznego przesyłania dokumentów i zintegrowania tego elektronicznego przesyłu z systemami finansowo-księgowymi – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Modrzyński, dyrektor Toruńskiego Centrum Usług Wspólnych.

ChainDoc, autorskie rozwiązanie Atende oparte na technologii blockchain, wspiera działalność TCUW poprzez uwierzytelnianie dokumentów przekazywanych drogą elektroniczną, co ogranicza konieczność użycia papieru lub wdrażania innych kosztownych rozwiązań. ChainDoc został zintegrowany z platformą ISOD (Internetowy System Obiegu Dokumentów) – istniejącym rozwiązaniem stworzonym wcześniej dla TCUW, której celem jest wymiana elektroniczna dokumentów pomiędzy TCUW a jego klientami.

 Elektroniczna komunikacja między jednostkami jest dużo efektywniejsza, szybsza, zapewnia obu stronom pełen dostęp do dokumentu i umożliwia nam ograniczenie przepływu papierowych dokumentów. Proszę sobie wyobrazić, że jeżeli obsługujemy 46 tys. faktur w ujęciu rocznym, to fizycznie te dokumenty musiałyby trafić do księgowych, którzy wprowadzaliby je w system finansowo-księgowy – mówi Paweł Modrzyński.

Dokumenty finansowo-księgowe oraz płacowe przechodzące przez system zapisywane są poprzez ChainDoc w oparciu o technologię blockchain na trwałym nośniku, która pozwala zabezpieczyć dokumenty zawierające podpis elektroniczny przed np. modyfikacją dokonaną przez osoby trzecie.

 Trwały nośnik to nic innego jak zapewnienie bezpieczeństwa, że dokument elektroniczny, który krąży w systemie i został elektronicznie podpisany, jest zabezpieczony przed ingerencją osób trzecich, zmianą treści tego dokumentu już po jego podpisaniu. To jest szczególnie istotne, zwłaszcza że serwery, na których działamy, są usytuowane poza jednostką, a więc to wymaga bezpieczeństwa – mówi Paweł Modrzyński.

Wspomniane dane przechowywane są na serwerach Exea ­­– publicznego podmiotu, który nie tylko dostarcza przestrzeń niezbędną dla plików, lecz także bierze udział w rozwiązaniu Atende jako węzeł walidacyjny zapewniający wiarygodność trwałego nośnika.

– Technologia blockchain ma kilka atrybutów, dzięki którym idealnie nadaje się do zabezpieczania treści. Umieszczenie danych w specjalnych łańcuchach bloków i rozproszenie ich pomiędzy wiele węzłów, w tym węzły zaufane, powoduje, że dane tak zapisane traktuje się jako niezmienialne. Dane raz zapisane w blockchain traktujemy jako nieusuwalne i niezmienialne. ChainDoc od Atende pozwala – dzięki wygodnemu API – utrwalać dokumenty w blockchain z poziomu własnych systemów ERP czy CRM, które ma dana instytucja – dodaje Michał Legumina, dyrektor Działu Innowacji i Rozwoju w Atende.

To o tyle istotne, że przepisy wymagają, aby dokumenty kierowane do konsumentów lub przedsiębiorców (np. przez ubezpieczycieli, banki, operatorów telekomunikacyjnych) były przekazywane właśnie na trwałym nośniku. Zgodnie z unijną definicją trwały nośnik musi umożliwić konsumentowi lub przedsiębiorcy przechowywanie kierowanych do niego informacji w sposób, który umożliwi do nich dostęp w przyszłości i wykluczy ingerencję w ich treść przez usługodawcę (będą one przechowywane w niezmienionej postaci). Za trwały nośnik można uznać np. papier czy płytę CD/DVD.

 Utrwalanie dokumentów na trwałym nośniku ma szczególne zastosowanie w sektorze publicznym, gdzie transparentność i wiarygodność wszystkich zapisywanych informacji ma kluczowe znaczenie. Czy mówimy o zamówieniach publicznych, przetargach czy fakturach i innego typu zamówieniach, zapisanie ich w sposób trwały i rzetelny jest doskonałe z punktu widzenia jawności i otwartości ze względu na wszystkich interesariuszy. Nieprzypadkowo pierwsze, komercyjne wdrożenie ChainDoc miało miejsce właśnie w sektorze publicznym. Toruńskie Centrum Usług Wspólnych korzysta od kilku miesięcy z trwałego nośnika od Atende i utrwala dokumenty w procesie ich obiegu w województwie kujawsko-pomorskim – mówi Michał Legumina.

ChainDoc został zaprojektowany w sposób pozwalający na integrację praktycznie z dowolnym systemem. Poza obiegiem dokumentów znajduje zastosowanie w m.in. systemach CRM (utrwalenie momentów, kiedy faktycznie kontakt z klientem miał miejsce), systemach ERP (utrwalanie skanów dokumentów, umów etc.), procesach technologicznych produkcji (utrwalanie kolejnych etapów procesu).

W tej chwili nad wdrożeniem rozwiązania, które będzie spełniać wszystkie wymogi definicji trwałego nośnika, intensywnie pracuje sektor bankowy. Problem jest poważny, bo w przypadku niedopełnienia obowiązku, bankom grożą wielomilionowe kary i konieczność wypłaty rekompensat dla klientów.

– Świadomość, czym jest trwały nośnik, jest coraz bardziej powszechna. Wszystkie firmy chcą stopniowo odchodzić od papieru i zamiast wysyłać odbiorcom regulaminy drukowane na papierze lub kopiowane na płytach CD, przekazywać je w wygodny, cyfrowy sposób. Trwałe nośniki będą miały zastosowanie w branżach, które mają wielu klientów, takich jak telekomunikacja, bankowość czy ubezpieczenia, ale także w innych sektorach gospodarki stopniowo pojawiają się kolejne wdrożenia. Ten trend będzie postępował. W niedalekiej przyszłości trwały nośnik cyfrowy będzie standardem w sposobie komunikowania się z klientami – prognozuje dyrektor Działu Innowacji i Rozwoju w Atende.

Od 2019 roku duże zmiany na rynku kosmetycznym. Nowa ustawa nałoży na producentów i dystrybutorów szereg dodatkowych wymogów

Od 2019 roku duże zmiany na rynku kosmetycznym. Nowa ustawa nałoży na producentów i dystrybutorów szereg dodatkowych wymogów 10

W 2019 roku wejdzie w życie ustawa o produktach kosmetycznych, która ma uregulować i dopełnić obowiązujące prawo, a także zwiększyć ochronę konsumentów. Nowe przepisy nałożą na producentów i dystrybutorów kosmetyków szereg obowiązków, a także kary finansowe w razie błędów lub niedociągnięć. Etykiety i oznakowania dotyczące składu kosmetyków będą ujednolicone, a kontrola nad produkcją zostanie zaostrzona. Większość producentów i dystrybutorów nie ma się jednak czego obawiać, a branża pozytywnie ocenia projektowane zmiany. 

– Najważniejsze założenia ustawy dotyczącej kosmetyków to wprowadzenie definicji do produktów kosmetycznych, indeksacja kar, rejestrowanie zakładów w scentralizowanej bazie danych oraz wprowadzenie języka obowiązkowego – ma to być polski lub angielski – na etykiecie i w dokumentacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mateusz Kirzyński, wiceprezes zarządu spółki JARS, lidera na polskim rynku profesjonalnych badań laboratoryjnych.

Dla producentów oznacza to konieczność przystosowania się do wymogów prawnych, które obowiązywały od 2009 roku, ale bardzo często były pomijane.

Jeżeli działali według obowiązującego rozporządzenia 1223/2009/WE, nie będą musieli zmieniać aż tak wiele, więc nie poniosą kosztów, a nawet ograniczą je na tłumaczeniach. Jeżeli będą sporządzali dokumentację i etykietę w języku angielskim, zrobią to raz i nie będą musieli jej później tłumaczyć na polski w przypadku kontroli. Jedynie część B w Raporcie Oceny Bezpieczeństwa będzie musiała być zawsze w języku polskim – podkreśla Mateusz Kirzyński.

Rządowy projekt ustawy o produktach kosmetycznych jest na etapie finalnych prac w Sejmie. Jej celem jest zwiększenie bezpieczeństwa konsumentów oraz zapewnienie skutecznego nadzoru nad produktami kosmetycznymi, m.in. dzięki obowiązkowemu zgłaszaniu zakładów, w których są wytwarzane lub paczkowane produkty kosmetyczne, do wykazu prowadzonego przez organy Głównego Inspektoratu Sanitarnego. GIS oraz Inspekcja Handlowa otrzymają nowe narzędzia, które mają zwiększyć ich nadzór nad jakością produktów kosmetycznych. Minister Zdrowia w drodze rozporządzenia w kolejnym wydanym dokumencie prawnym wskaże również, jakie metody badań będą potrzebne do kontroli bezpieczeństwa produktów kosmetycznych.

Nowa ustawa usystematyzuje także wymogi dotyczące oznakowania produktów kosmetycznych. Etykiety i skład mają być przedstawiane wyłącznie w języku polskim lub angielskim, żeby umożliwić konsumentom ich odczytanie. Deklaracje producentów będą podlegać kontroli GIS i Inspekcji Handlowej.

 Konsument musi być dokładnie poinformowany o tym, co znajduje się w danym kosmetyku oraz znać jego skład. Jest to więc istotne zabezpieczenie interesów konsumentów – podkreśla Mateusz Kirzyński.

Zgodnie z projektem ustawy stworzony zostanie także System Informowania o Ciężkich Działaniach Niepożądanych Spowodowanych Użyciem Produktów Kosmetycznych. Do tego rejestru trafiać będą informacje o takich właśnie przypadkach. Projektowane przepisy uchylą dotychczas obowiązującą ustawę o kosmetykach z 2001 roku i wdrożą do polskiego prawodawstwa wymogi unijnego rozporządzenia kosmetycznego (1223/2009/WE). Przewidywany termin wejścia w życie ustawy to styczeń 2019 roku.

– Rynek produkcji kosmetyków w Polsce jest wart około 20 mld zł. Jest na nim zarejestrowanych ponad 400 przedsiębiorstw. Muszą się one przygotować na wzmożone kontrole oraz kary finansowe, jeżeli nie dopełnią pewnych obowiązków. Jednak ogromna większość z nich, spełniając wymagania dotychczasowego rozporządzenia, z łatwością dostosuje się do nowej legislacji – mówi Mateusz Kirzyński.

Nowe przepisy mają pozwolić skutecznie egzekwować obowiązki producentów i dystrybutorów kosmetyków. Kontrola nad produkcją kosmetyczną zostanie zaostrzona, ale z drugiej strony wprowadzony zostanie również system kar pieniężnych, nakładanych w drodze decyzji administracyjnej. Projekt wprowadza taryfikator kar za błędy i niedociągnięcia, obejmujący zarówno producentów, jak i dystrybutorów.

– Ustawa przewiduje kary od 10 tys. zł na przykład za błędne wykonywanie analiz i pobieranie próbek, aż do 100 tys. zł w przypadku nieprawidłowej rejestracji kosmetyku. Dotychczas one również istniały, ale nigdzie nie było dokładnie powiedziane, jakiej wysokości kara grozi przy konkretnym przewinieniu. Teraz ich egzekwowanie nie powinno być trudne, ponieważ w nowej ustawie są wymienione dwie jednostki kontrolujące, czyli Inspekcja Handlowa oraz Główny Inspektorat Sanitarny – mówi Mateusz Kirzyński.

Projekt ustawy o produktach kosmetycznych został już pozytywnie oceniony przez członków stowarzyszeń producentów kosmetyków m.in. przez Polskie Stowarzyszenie Przemysłu Kosmetycznego i Detergentowego oraz Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego. Stwierdziły one, że nowe przepisy właściwie zadziałają na polskim rynku i pozwolą na skuteczny nadzór oraz w proporcjonalny sposób wdrożą wymogi unijnego rozporządzenia.

Planowane wejście w życie ustawy to 1 stycznia 2019 roku, więc od tej daty na pewno zaczną się pytania i prośby o konsultację. Już od września tego roku będziemy prowadzić kampanię sprzedażową oraz marketingową informującą o tym, jak producent powinien się przygotować do nowelizacji ustawy, razem z naszą kompleksową obsługą, czyli pobieraniem, analizami próbek oraz przygotowaniem dokumentacji i raportów oceny bezpieczeństwa. Pomożemy przedsiębiorstwom profesjonalnie i kompleksowo przygotować się do obowiązywania nowej ustawy – mówi Mateusz Kirzyński.

Rynek komputerów skurczył się o ok. 10 proc. w I półroczu 2018 roku. Najprostsze laptopy tracą na rzecz smartfonów

Rynek komputerów skurczył się o ok. 10 proc. w I półroczu 2018 roku. Najprostsze laptopy tracą na rzecz smartfonów 11

Klienci mają coraz większe wymagania względem komputerów. Te z wysokiej klasy procesorami, rozbudowaną pamięcią RAM, pamięcią flash i hybrydowymi dyskami twardymi sprzedają się coraz lepiej. Rośnie też rynek komputerów premium i przeznaczonych dla graczy. Spada za to sprzedaż komputerów stacjonarnych, desktopów i laptopów, za którą w dużej mierze odpowiada ekspansja smartfonów. Do urządzeń mobilnych wprowadzane są kolejne innowacje.

 Sprzedaż komputerów stacjonarnych i przenośnych na świecie kurczy się o około 10 proc. w ujęciu ilościowym. Mocniej tracą desktopy, nieco mniejsze spadki notują laptopy. Obserwujemy też inny ciekawy trend – średnia cena idzie dość istotnie w górę, o ok. 5 proc. w obu przypadkach – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Piekarski z GfK Polonia.

Globalne dane GfK wskazują, że w ciągu I półrocza 2018 segment komputerów stacjonarnych zanotował spadek o 14 proc. w ujęciu ilościowym, z kolei segment komputerów przenośnych – o 9 proc. Wzrosły za to średnie ceny sprzedaży zarówno komputerów przenośnych – o 5 proc. do 602 euro, jak i stacjonarnych – o 7 proc. do wartości 527 euro.

 W Polsce te spadki są nieco mocniejsze. Laptopy bardziej tracą w porównaniu ze światem – o 14 proc. Natomiast trend wzrostu ceny w Polsce jest jeszcze wyraźniejszy niż na świecie. I to w obu przypadkach. Jeżeli chodzi o laptopy, to jest to kilkanaście procent w skali roku – powiedział Maciej Piekarski w rozmowie przeprowadzonej na targach IFA w Berlinie.

Wyniki rynku zależą w dużej mierze od regionu. Przykładowo wzrost w segmencie komputerów stacjonarnych notowały kraje Europy Środkowej (o 9 proc.) i dawne republiki Związku Radzieckiego (4 proc.), a w segmencie komputerów przenośnych – Ameryka Środkowa (14 proc.) i region CIS (18 proc.). Rosja, Ukraina i Kazachstan osiągnęły wzrost przychodów w segmencie komputerów przenośnych na poziomie 19–36 proc. Ukraina dodatkowo też zanotowała wzrost przychodów o 64 proc. w segmencie komputerów stacjonarnych.

Rynki, które przeżywały dosyć istotne kryzysy gospodarcze w ostatnich latach, dziś notują wzrosty. Mowa tutaj głównie o krajach Europy Wschodniej, które odzyskują wigor. Widzimy też pozytywną sytuację w Ameryce Łacińskiej. Natomiast reszta świata jest na minusie. Im bardziej rozwinięty rynek, tym ten minus jest większy – wyjaśnia Maciej Piekarski.

Rosną za to wymagania klientów względem komputerów. Coraz większą sprzedaż generują komputery z procesorami najwyższej klasy, rozbudowaną pamięcią RAM, pamięcią flash (SSD) i hybrydowymi dyskami twardymi (HDD + SSD). Komputery stacjonarne z hybrydowym dyskiem twardym odpowiadały za niemal 1/3 wartości obrotów w tym segmencie, a modele z pamięcią powyżej 1 tys. GB – za 68 proc. Komputery mobilne z dyskami SSD, nieprzeznaczone do gier, przyczyniły się dodatkowo do zwiększenia popularności cienkich notebooków. Już 40 proc. urządzeń sprzedanych do końca czerwca było wyposażonych w dyski SSD. Globalny rynek komputerów przenośnych z procesorami najwyższej klasy wzrósł o 2 proc., głównie ze względu na notebooki o wysokiej wydajności przeznaczone do gier, w przypadku których przychody ze sprzedaży wzrosły o 32 proc.

W Polsce wciąż najlepiej sprzedają się zwykłe laptopy. Mocno jednak zyskują na znaczeniu te nowocześniejsze komputery, wyposażone np. w dyski flashowe, czy to czyste SSD, czy też napęd hybrydowy, ultrabooki, a z drugiej strony urządzenia do grania, czyli notebooki i desktopy gamingowe –wymienia ekspert GfK.

Jak przekonuje, na ogólny spadek sprzedaży komputerów wpływa duża ekspansja smartfonów, które stają się urządzeniami coraz bardziej zaawansowanymi technologicznie.

– Wpływ smartfonów na rynek komputerów jest dwojaki. Z jednej strony odbierają rynek notebookom, a z drugiej strony inspirują producentów do tego, żeby wypuszczali produkty, które też są ładne, ciekawe, bardzo wydajne – tłumaczy ekspert GfK Polonia. – Smartfony są urządzeniami nie tylko do pracy, rozrywki, lecz także podkreślają naszą osobowość, są częścią naszego stylu życia. Dlatego nowoczesne laptopy upodabniają się pod tym względem do smartfonów.

Wprowadzane są kolejne innowacje, dzięki którym smartfony stają się centrum rozrywki. Z danych GfK wynika, że obecnie niemal 20 proc. urządzeń tego typu sprzedawanych w Polsce umożliwia odtwarzanie filmów w wersji 4K. Rośnie popyt na urządzenia premium – o 20 proc. wzrosła sprzedaż smartfonów za ponad 500 euro.

– To suma drobnych innowacji, począwszy od ergonomii, czyli mniejszych ramek, dzięki czemu w tej samej obudowie można zawrzeć większy ekran, skończywszy na bezpieczeństwie – to przede wszystkim skaner linii papilarnych, ale też identyfikacja po rysach twarzy czy po tęczówkach, więcej pamięci RAM, szybsze procesory, lepsze rozdzielczości ekranów – wymienia Maciej Piekarski.

Tylko w I połowie 2018 roku na świecie sprzedano 693,5 mln smartfonów. Przychody wzrosły o 3 proc. rdr. do poziomu 215,3 mld euro. Za ponad 40 proc. sprzedaży odpowiadają Indie i Chiny. W Polsce – zdaniem eksperta GfK Polonia – dla klientów duże znaczenie ma wbudowany aparat i możliwości fotograficzne. To czynniki, które napędzają rodzimy rynek smartfonów.

Globalnie średnia cena rośnie i wartość rynku wciąż jest na plusie. W Polsce sprzedaż rośnie zarówno pod względem ilościowym, jak i wartościowym. Średnia cena też bardzo wyraźnie poszła w górę, bo o kilkanaście procent w skali roku. Wynika to stąd, że przesiadka na lepsze modele jest jeszcze szybsza niż na świecie – podkreśla Maciej Piekarski.

Forum w Krynicy jednym z najważniejszych wydarzeń biznesowych w tej części Europy. Spotkania w takiej formule ułatwiają dialog między rządem a firmami

Forum w Krynicy jednym z najważniejszych wydarzeń biznesowych w tej części Europy. Spotkania w takiej formule ułatwiają dialog między rządem a firmami 12

5 tys. gości, w tym czołowi politycy, biznesmeni, ekonomiści z Polski i państw Europy Środkowo-Wschodniej, setki paneli, debat i spotkań – kończące się dziś XXVIII Forum Ekonomiczne w Krynicy, nazywane „polskim Davos”, jest uważane za jedną z najważniejszych imprez w tej części Europy. To możliwość wymiany poglądów oraz dialogu między przedstawicielami rządu a biznesem, który ułatwia wypracowanie porozumienia. Z punktu widzenia interesów państwa to kluczowe miejsce – podkreślają uczestnicy.

– Forum Ekonomiczne w Krynicy to miejsce wymiany poglądów pomiędzy światem polityki, władzy samorządowej, wykonawczej i ustawodawczej, ale także biznesu. To miejsce, w którym w niezobowiązującej formule rządzący mogą opowiedzieć o swoich planach i sprawdzić, jak one mogą być przyjęte przez przedsiębiorców i samorząd. Z kolei oni dowiadują się, jakie plany mają rządzący co do kształtu ustaw czy określonych decyzji poszczególnych instytucji publicznych. Z punktu interesu państwa jest to kluczowe miejsce, bo umożliwia dialog, szukanie porozumienia, dobrych rozwiązań akceptowanych przez wszystkie strony – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.

Forum Ekonomiczne w Krynicy jest uważane za jedną z najbardziej prestiżowych imprez o tematyce gospodarczej i biznesowej w Europie Środkowo-Wschodniej. W tym roku bierze w nim udział blisko pięć tysięcy gości z Europy, Azji i USA – ministrów, szefów rządów, parlamentarzystów z krajów regionu CEE, prezesów największych spółek, wybitnych ekspertów i ekonomistów, przedstawicieli biznesu, świata nauki i mediów.

 Zachód ma swoje Davos, gdzie możni tego świata decydują o naszych losach, natomiast Wschód, czyli Europa Środkowo-Wschodnia ma Krynicę. To jest szansa dla krajów regionu, żeby takie forum w Polsce wykorzystać do swoich celów. Krynicka impreza bardzo się rozrosła i tutaj po prostu trzeba być. Tutaj bywają największe firmy tego regionu – mówi Dariusz Kutzias, prezes zarządu DAKU International.

Tegoroczne forum odbywa się pod hasłem „Europa wspólnych wartości czy Europa wspólnych interesów?”. Eksperci rozmawiali o najważniejszych problemach regionu Europy Środkowo-Wschodniej, a obok polityki i gospodarki wiele uwagi poświęcono także ochronie zdrowia, innowacjom i cyfrowej transformacji gospodarki, start-upom, infrastrukturze, bezpieczeństwu i mediom. W sumie w ciągu trzech dni w Krynicy odbywa się w sumie sześć sesji plenarnych oraz ponad 180 paneli dyskusyjnych, wykładów, warsztatów i debat.

– Forum w Krynicy to miejsce wymiany idei. Mnie przyciągnęła tematyka, którą się zajmuję, i możliwość debaty z wiodącymi ekspertami w tej dziedzinie, a także możliwość zaprezentowania idei i tematów, nad którymi pracujemy Ministerstwie Zdrowia. Taka przejrzysta komunikacja ze światem biznesu, samorządu i ze światem lekarskim jest niezwykle istotna, aby wdrażanie nowych technologii przebiegało sprawnie, a to właśnie sprawność wdrożenia jest najważniejszym czynnikiem sukcesu – mówi Janusz Cieszyński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia.

– Forum w Krynicy, jako miejsce spotkania profesjonalistów, znakomicie spełnia swoją funkcję. Bardzo często ta twierdza – w postaci dostępu do Ministerstwa Zdrowia – jest trudna do zdobycia. Tu natomiast możemy się swobodnie wypowiadać na różne tematy i przekazywać to, co dzieje się na rynku, co boli świadczeniodawców, co byśmy chcieli zmienić – dodaje Adam Rozwadowski, prezes zarządu Enel Invest.

Forum w Krynicy jest okazją do networkingu, bezpośredniej rozmowy i wymiany poglądów na najważniejsze tematy. Dlatego w biznesie przyjęło się już, że na Forum w Krynicy – nazywanym często polskim Davos – po prostu wypada być.

– Forum w Krynicy daje taką łatwość szybkiego kontaktu z wieloma osobami i to jest główna wartość. Kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt spotkań w bardzo intensywnym dniu z reguły realizowałoby się w ciągu kilku tygodnia. Taka możliwość spotkania się z ministrami odpowiedzialnymi za cyfryzację – nawet w sposób nieumówiony, spontanicznie – wywiera później duży wpływ na naszą współpracę. Każde tego typu forum, a zwłaszcza to w Krynicy, ma także dodatkową wartość dla biznesu, który ma możliwość bieżącej, nieskrępowanej i bezpośredniej dyskusji z politykami – mówi Marek Zagórski, minister cyfryzacji.

Tradycyjnie podczas forum przyznana została również statuetka Człowieka Roku, którym został premier Litwy Saulius Skvernelis. W przeszłości ta statuetka trafiła także do rąk m.in. Jana Pawła II, Lecha Wałęsy, Vaclava Havla, Donalda Tuska, Jarosława Kaczyńskiego, Viktora Orbana i Beaty Szydło. Podczas wieczornej gali wręczone zostały także nagrody w kategoriach Firma Roku i Organizacja Pozarządowa Europy Środkowo-Wschodniej. Firmą roku został Polski Fundusz Rozwoju, natomiast najlepszą organizacją pozarządową – Polska Akcja Humanitarna.

W ramach obrad odbywają się również imprezy tematyczne, m.in. Forum Polonijne, Forum Młodych Liderów, Forum Regionów (jednym z głównych zagadnień w tym roku jest polityka spójności po 2020 roku) oraz Forum Ochrony Zdrowia.

IFA 2018: Technologie OLED 8K i microLED przyszłością rynku telewizorów. Pierwsze urządzenia mogą się pojawić na rynku już na początku 2019 r.

IFA 2018: Technologie OLED 8K i microLED przyszłością rynku telewizorów. Pierwsze urządzenia mogą się pojawić na rynku już na początku 2019 r. 13

Na rynku telewizorów trwa nieustanna pogoń za innowacjami. Obecnie standardem na rynku staje się technologia organicznych diod LED, ale w najbliższej przyszłości rynek mogą opanować m.in. kropki kwantowe, dzięki którym możliwe jest bardzo wierne odwzorowanie kolorów. Nową technologią, w którą zaangażowani są dwaj najwięksi koreańscy producenci Samsung i LG, jest microLED, opierająca się na takiej samej zasadzie co OLED, ale stworzona ze znacznie trwalszych, jaśniejszych i bardziej energooszczędnych diod nieorganicznych.

– Technologia OLED opiera się na pikselach, które emitują światło. Wszystkie pozostałe, wyświetlające obraz od tyłu, to technologia LCD. Z kolei microLED działa na tej samej zasadzie co OLED w tym sensie, że każdy piksel emituje własne światło. Różnica polega na tym, że piksele te nie są organiczne. Pracujemy nad technologią, żeby wprowadzić te telewizory do zastosowania domowego – mówi w z rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów IFA 2018 w Berlinie Ken Hong, szef komunikacji LG Electronics.

Technologią microLED interesuje się coraz większa liczba producentów telewizorów. Jej zasada działania jest podobna jak w technologii OLED – rozświetlane są niezależnie pojedyncze piksele na wyświetlaczu, ale zamiast organicznych diod, wykorzystywane są diody nieorganiczne z azotku galu. Według producentów są one znacznie trwalsze, mniej podatne na wypalenie i jaśniejsze niż ich organiczne odpowiedniki. Do tego pozwolą pobierać nawet o połowę mniej energii od telewizorów OLED.

Technologia microLED pozwala obecnie na tworzenie ekranów o bardzo dużych formatach do zastosowań komercyjnych. Samsung w styczniu tego roku zaprezentował 146-calowy telewizor modułowy The Wall, wykonany w technologii microLED. Zapowiedział już także, że zamierza wprowadzić do sprzedaży konsumenckiej telewizory w tej technologii na początku 2019 roku. Zainteresowanie technologią potwierdziła także firma LG, która pokazała swój telewizor na tegorocznych targach IFA w Berlinie.

– Obecnie prezentujemy 173-calowy wyświetlacz microLED, który sprawdzi się w zastosowaniach komercyjnych typu digital signage. Minie jeszcze trochę czasu, zanim technologia trafi na rynek konsumencki – twierdzi Ken Hong.

LG tymczasem skupia się na rozwijaniu technologii OLED. Podczas targów IFA 2018 zaprezentowała także pierwszy na świecie telewizor OLED o rozdzielczości 8K (7680 x 4320). 88-calowy telewizor LG OLED 8K jest wyposażony w matrycę zawierającą ponad 33 mln pikseli emitujących światło.

– Technologia 8K nie stanie się standardem zbyt szybko, ponieważ na wielu rynkach wprowadzana jest dopiero technologia 4K – a proces ten trwa kilka lat. Uważamy, że 8K to rozwiązanie, które odniesie sukces komercyjny, jest już gotowe, możemy je dzisiaj zaprezentować – niemniej nie będzie ono standardem jeszcze przez wiele, wiele lat. Po pierwsze dlatego, że będzie bardzo drogie, a po drugie dlatego, że wciąż brakuje przeznaczonych dla niego treści – zaznacza ekspert.

Według danych firmy LG w roku 2018 sprzedaż telewizorów OLED wzrośnie dwukrotnie, a do roku 2022 przekroczy 9 mln sztuk. Z prognoz analityków MarketsandMarkets wynika, że rynek technologii OLED będzie warty do 2023 roku niemal 49 mld dol., przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 15 proc.

IFA 2018: Zaprezentowano elastyczny zegarek o funkcjonalności smartfona. Urządzenie ma wejść na rynek jeszcze w tym roku

IFA 2018: Zaprezentowano elastyczny zegarek o funkcjonalności smartfona. Urządzenie ma wejść na rynek jeszcze w tym roku 14

Największe firmy z sektora elektroniki konsumenckiej coraz częściej prezentują urządzenia typu smart wearables. Coraz chętniej mówią też o stosowaniu technologii elastycznych wyświetlaczy. Podczas berlińskich targów IFA 2018, firma Nubia zaprezentowała urządzenie, łączące obie te cechy. Elastyczny smartfon zakładany na rękę ma wszystkie funkcjonalności, jakie znajdziemy w nowoczesnych smartfonach, w tym wysokiej jakości aparat fotograficzny.

– Nubia Alpha to połączenie smartfonu i smartwatcha. Jesteśmy pierwszą firmą, która zastosowała elastyczny ekran, umożliwiający zakładanie urządzenia na nadgarstek. Jest to jednocześnie smartfon, którym można robić wysokiej jakości zdjęcia i zadzwonić do znajomych, ale i smartwatch, którym można zmierzyć tętno. Dlatego też nie nazywamy tego produktu smartfonem, a inteligentnym urządzeniem wearables – mówi podczas rozmowy z agencją informacyjną Newseria Innowacje na targach IFA 2018 w Berlinie Jason Chang z firmy Nubia Technology.

Urządzenie pracuje na niestandardowej wersji systemu Android, ma wąski i długi ekran OLED, na którym można wyświetlać aplikacje. Alpha może odtwarzać muzykę czy pomagać w ćwiczeniach fizycznych, mierząc kluczowe parametry treningu. Umożliwi też prowadzenie rozmów wideo czy pozwoli odnaleźć zgubiony telefon. Nubia jak na razie nie ujawnia też dokładnych parametrów urządzenia – nie wiadomo, jak szybki jest jego procesor czy jaką ilością pamięci dysponuje. Producent nie ujawnił też, jak długo urządzenie może działać na naładowanej baterii. Wiadomo natomiast, że jego cena ma być zbliżona do tej, jaką trzeba zapłacić za przeciętnego smartfona.

Elastyczny smartfon od jakiegoś czasu istnieje w świadomości producentów. Rok temu prototyp elastycznego, zakładanego na rękę smartfona zaprezentowało Lenovo. Doniesienia medialne wskazują na to, że Samsung wprowadzi elastyczny smartfon na rynek jeszcze w tym roku. Podobne zapowiedzi płyną ze strony chińskiego Huawei.

– Już dawno w branży smartfonów nie było rozwiązania tak innowacyjnego, choć przez długi czas dyskutowano na temat potencjalnych rozwiązań w zakresie możliwości zakładania tego typu urządzeń na ciało. Obecnie sprawdzamy, czy rynek zaakceptuje nasze rozwiązanie łączące tradycyjnego smartfona ze smartwatchem – mówi Jason Chang.

Należąca do innego chińskiego producenta – ZTE, firma Nubia zaprezentowała już gotowy produkt podczas targów IFA 2018 w Berlinie i zamierza wprowadzić go na rynek jeszcze w tym roku.

– Zgodnie z planem jego premiera ma się odbyć przed końcem tego roku. Możliwe, że do tego czasu wprowadzone zostaną jeszcze pewne zmiany w jego parametrach – zaznacza ekspert.

Według CCS Insight rynek urządzeń wearables do końca 2019 roku ma być warty 25 mld dol. 60 proc. tego rynku mają objąć smartwatche. Z kolei z prognoz analityków MarketsandMarkets wynika, że rynek elastycznych ekranów do 2022 roku osiągnie wartość 15 mld dol.

Nanomateriały i nanotechnologie groźne dla zdrowia pracowników

Nowotwór wątroby, rak płuc, azbestoza, pylica, alergie skórne – to tylko kilka z chorób zawodowych, których przyczyną są substancje chemiczne. Wpływ wielu z nich, np. nanocząstek, na ludzkie zdrowie nie został jeszcze do końca zbadany. Zwiększaniem świadomości pracodawców i pracowników w zakresie ograniczania miejscu zagrożeń w pracy zajęła się Unia Europejska, opracowując kampanię na lata 2018-2019 pt. „Substancje niebezpieczne pod kontrolą”. Jej oficjalnym partnerem w Polsce została marka Hoger, producent komór rękawicowych.

Substancje chemiczne są jednym z najczęściej występujących czynników szkodliwych dla zdrowia w środowisku pracy. W Unii Europejskiej w powszechnym użyciu jest ich ok. 30 tysięcy. W 2016 roku w Polsce w warunkach przekroczenia najwyższych dopuszczalnych stężeń (NDS) szkodliwych substancji chemicznych pracowało aż 68400 pracowników.

Te dane są z pewnością niedoszacowane, ponieważ codziennie pojawiają się nowe wyzwania i nowe potencjalne niebezpieczeństwa związane z materiałami, których wpływ na ludzkie zdrowie nie został jeszcze do końca zbadany. Takim przykładem są coraz chętniej stosowane w wielu gałęziach przemysłu nanocząstki, których pozytywne właściwości – zdaniem naukowców – często idą w parze z niedostatecznie poznanymi na razie zagrożeniami dla człowieka i środowiska, w tym środowiska pracy.

Od lat zajmujemy się na nanomateriałami i wiemy, że choć nanocząstki niosą ze sobą szerokie możliwości aplikacyjne, mogą niszczyć komórki organizmu poprzez uszkadzanie błony komórkowej, kumulować się w organach wewnętrznych i zmieniać procesy wewnętrzne – mówi Krzysztof Skupień, dyrektor zarządzający marki Hoger, która wyrosła na doświadczeniach firmy 3D-nano. – Wielu pracodawców nie zdaje sobie z tego zupełnie sprawy, a następstwa zetknięcia z tego typu substancjami mogą być różne. Co najgorsze – dziś jeszcze niestety trudno je zdefiniować.

Według raportu Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy (EU OSHA) nanomateriały i nanotechnologie są postrzegane jako jedno z głównych nowych zagrożeń dla zdrowia pracowników.[1] W Polsce w 2016 roku (raport GUS pt. „Biotechnologia i nanotechnologia w Polsce w 2016 roku”) w dziedzinie nanotechnologii pracowało 3910 osób, z czego w przedsiębiorstwach – 1433 osoby.

Należy mieć świadomość, że liczba pracujących narażonych na nanocząstki jest o wiele większa aniżeli tylko zatrudnionych przy produkcji nanomateriałów. Mogą one być uwalniane jako produkt uboczny w wielu procesach przemysłowych, takich jak obróbka termiczna oraz obróbka mechaniczna – dodaje Krzysztof Skupień. – Prawda jest jednak taka, że z substancjami szkodliwymi spotykamy się też w małych i średnich firmach, które często przecież zajmują się nowoczesnymi technologiami.

Przed tego typu materiałami można się chronić. Sposobem jest odseparowanie ich od człowieka przy pomocy zamkniętych systemów, obudów i osłon urządzeń emitujących nanocząstki substancji niebezpiecznych. W polskich przedsiębiorstwach często stosowane są maseczki ochronne, komory laminarne czy dygestoria. W wielu przypadkach okazują się one jednak nieskuteczne. Potrzebne są specjalistyczne komory rękawicowe, przeznaczone do procesów prowadzonych w trybie ochrony operatora.

Komory rękawicowe sprawdzają się nie tylko podczas pracy z nanomateriałami, ale we wszystkich laboratoriach badawczo-rozwojowych, farmaceutycznych i biochemicznych, a także przy pracy z mikroorganizmami, substancjami patogennymi, materiałem radiochemicznym oraz chemicznym kancerogennym – mówi Paweł Boratyński, dyrektor ds. technologii w Hoger. – Bezpieczeństwo dają wydajne filtry HEPA i pułapki węglowe oraz automatyka PLC, która pozwala kontrolować podciśnienie panujące wewnątrz komory i dynamicznie dostosowywać prędkość wentylatora do nieustannie zmieniających się warunków podczas pracy.

Świadomość oraz umiejętność dokonywania oceny poziomu ryzyka rośnie – zarówno w instytucjach publicznych, jak i firmach komercyjnych. Nadal jednak największym wyzwaniem jest skuteczne uświadamianie, że żaden sektor nie jest całkowicie wolny od materiałów szkodliwych czy w jakimś stopniu nieobojętnych na zdrowie ludzi. Takiego zadania podjęła się Unia Europejska, opracowując dużą kampanię informacyjną na lata 2018-2019 pt. „Zdrowe i bezpieczne miejsce pracy. Substancje niebezpieczne pod kontrolą”. W Polsce w kampanię włączyła się między innymi marka Hoger, która wprowadziła na rynek polskie komory rękawicowe, m.in. chroniące przed niebezpiecznymi substancjami operatorów w różnych gałęziach przemysłu. Z jej rozwiązań korzystają już takie firmy jak Aptiv (firma znana wcześniej pod nazwą Delphi), ABB oraz Narodowe Centrum Badań Jądrowych.

 

Unijna kampania rozpoczęła się oficjalnie 24 kwietnia 2018 roku. Jej inicjatorem jest Europejska Agencja Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy (EU-OSHA). Na poziomie krajów członkowskich koordynowana jest przez krajowe punkty centralne EU‑OSHA – w Polsce przez Centralny Instytut Ochrony Pracy – Państwowy Instytut Badawczy (CIOP-PIB). Ważnymi wydarzeniami organizowanymi w ramach kampanii będą Europejskie Tygodnie Bezpieczeństwa i Zdrowia w Pracy (w październiku 2018 r. i 2019 r.) oraz konferencje w różnych miastach Polski (odbywające się do listopada 2019 r.)

Patronat honorowy nad kampanią „Niebezpieczne substancje pod kontrolą” w Polsce objęło Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, patronem strategicznym jest Główny Inspektorat Sanitarny oraz Instytut Medycyny Pracy im. Prof. J. Nofera.

[1] European Risk Observatory Report En 8, Expert forecast on emerging chemical risks related to occupational safety and health. European Agency for Safety and Health at Work, ISSN 1830-5946, ISBN 978-92-9191-171-4,2009

Stopy procentowe powinny długo pozostać bez zmian

Zgodnie z naszymi oczekiwaniami, Rada Polityki Pieniężnej podczas spotkania we wrześniu utrzymała stopy procentowe na niezmienionym poziomie – ze stopą referencyjną w wysokości 1,5%. Istotnie nie zmienił się również ton prezesa Glapińskiego i przewodzonej przez niego RPP. Prezes powtarza, że zarówno obecnie, jak i w przewidywalnej przyszłości (do końca 2019 r.) nie widzi szans na podwyżki stóp procentowych.

Stopy procentowe RPP i inflacja (2008-2018)

Stopy procentowe RPP i inflacja
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 05/09/2018

Najciekawszymi informacjami, jakie należy wynieść z dzisiejszego spotkania jest fakt braku obaw prezesa Adama Glapińskiego o wpływ sytuacji krajów rynków wschodzących na sytuację w Polsce i krajowy rynek finansowy oraz brak wyraźnych obaw związanych z globalnym konfliktem handlowym. Prezes stwierdził, że problemy innych krajów EM nie przekładają się na sytuację Polski i nie widać niepokoju, jednak ostatnie zmiany na krajowym rynku finansowym (wprawdzie o umiarkowanej skali) nieco przeczą drugiej części. Na przestrzeni ostatniego miesiąca, wraz z intensyfikacją obaw rentowności polskich papierów dłużnych rosły, z kolei polska waluta osłabiała się.

Rentowności obligacji 10-letnich Polski oraz kurs EUR/PLN (03/08/18-05/09/18)

Rentowności obligacji 10-letnich Polski oraz kurs EUR-PLN
Źródło: Thomson Reuters Datastream Data: 05/09/2018

Niemniej, jak już wspomnieliśmy, skala wyprzedaży jest (póki co) ograniczona. Zgadzamy się co do tego, że zmiany w pozostałych gospodarkach wschodzących faktycznie nie powinny w istotnym stopniu przełożyć się na sytuację gospodarczą w Polsce, jednak – podobnie jak kwestia konfliktu handlowego – w krótkim terminie mogą nadal wywierać wyraźną presję na polską walutę.

Wracając do stóp procentowych: obecnie wygląda na to, że kredytobiorcy nie mają się czego obawiać. Biorąc pod uwagę stanowisko Rady, stopy procentowe w bieżącym roku niemal na pewno pozostaną niezmienione. Prawdopodobne jest, że stopy procentowe pozostaną stabilne również przez większość 2019 r, a być może nawet 2020 r.

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Zielona energia staje się coraz ważniejsza dla firm i coraz bardziej konkurencyjna cenowo

Na całym świecie dynamicznie rośnie liczba wielkich firm, które zaopatrują się w energię ze źródeł odnawialnych (OZE), a czasem nawet całkowicie rezygnują z wykorzystania paliw kopalnych. Tą samą drogą zaczynają podążać również średniej wielkości firmy, co pokazuje raport „Serious business: Corporate procurement rivals policy in driving growth of renewable energy”, przygotowany przez firmę doradczą Deloitte. Już nawet 48 proc. średnich firm w USA pracuje nad pozyskaniem odnawialnych źródeł energii. Zdaniem ekspertów Deloitte podobnie będzie w Polsce. Głównym motorem ich działania jest możliwość zakontraktowania stałej, coraz bardziej konkurencyjnej ceny na energię wiatrową i słoneczną oraz dążenie do realizacji strategii zrównoważonego rozwoju.

Rosnąca świadomość oraz potrzeby firm i ich klientów w zakresie ekologicznych rozwiązań są bardzo dobrze widoczne wśród największych firm globalnych. Wiele z nich postawiło sobie za cel wykorzystanie „zielonej” energii elektrycznej i skutecznie go realizuje. Jak pokazuje raport Deloitte, już nie tylko światowi liderzy podążają za tym trendem, ale także średnie firmy, które również poszukują optymalnych dla siebie sposobów na inwestycje w zaawansowane technologie energetyczne.

– W 2015 roku nabywcy korporacyjni na całym świecie podpisali kontrakty na rekordowe ponad 3,7 GW energii słonecznej i wiatrowej. Następnie zamówienia korporacyjne utrzymywały wysoki poziom, osiągając 2,5 GW na koniec 2016 roku. Coraz częściej firmy bez względu na wielkość myślą o pozyskaniu energii z odnawialnych źródeł. Niewątpliwym bodźcem są dla nich coraz bardziej atrakcyjne ceny energii wiatrowej i solarnej w porównaniu do energii konwencjonalnej – mówi Michał Lubieniecki, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

– Przewidywalne koszty energii odnawialnej mogą stanowić zabezpieczenie przed przyszłą zmiennością cen paliw i CO2. Poza tym coraz więcej firm dąży do zrównoważonego rozwoju, podejmując działania na rzecz ochrony środowiska oraz zmiany klimatu często pod presją klientów którzy analizują „carbon footprint” swojego łańcucha dostaw, co również przekonuje ich do korzystania z OZE – dodaje.

Umowy PPA

Jak pokazuje raport Deloitte, 71 proc. firm z listy Fortune 100 planuje korzystanie z energii odnawialnej, a część z nich ma już podpisaną umowę na dostawę energii (PPA). Na świecie powstają zrzeszenia firm tworzone w celu propagowania zielonej energii. Przykładem jest utworzony w 2014 globalny ruch RE100, którego członkowie otwarcie zobowiązali się do wykorzystywania w 100 proc. energii odnawialnej. Obecnie firmy z RE100 kupują tyle samo energii odnawialnej co Polska lub cały stan New York.

Umowy PPA przybierają różne techniczne i prawne formy. Można na przykład wyróżnić fizyczne umowy PPA, w których aktywa wytwórcze oraz odbiorca energii podpięci są do tej samej sieci elektroenergetycznej, a poprzez umowę dystrybucji energii, odzwierciedlającą postanowienia kontraktu PPA, energia dostarczana jest do odbiorcy za pośrednictwem sieci.

Innym rodzajem są wirtualne (lub syntetyczne) umowy PPA, w których energia z odnawialnego źródła niekoniecznie fizycznie trafia do odbiorcy. Finansowe uzgodnienia pomiędzy odbiorcą i źródłem odnawialnym są podstawą rozliczeń pomiędzy stronami, odzwierciedlając zakontraktowane parametry, ceny zakupu energii oraz gwarancji pochodzenia.

– Proces aranżacji i negocjacji takich umów bywa złożony, ponieważ angażuje on kilka stron, odnosząc się do kwestii regulacyjnych i wymagając odpowiedniego dostosowania struktury i parametrów dostaw energii do wymagań konsumenta, możliwości producenta oraz warunków finansującego go banku – mówi Krzysztof Kadłubowski, Menedżer w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Nowa fala zapotrzebowania na OZE

Kontraktowanie zielonej energii obecnie zdominowane jest przez duże korporacje, jednak mniejsze firmy również mają ambitne cele w zakresie jej pozyskiwania.

Poszukują one zasadniczo niższych wolumenów, mniej skomplikowanych umów PPA o krótszych i / lub zmiennych warunkach. Dysponują także nieco mniejszą wewnętrzną wiedzą fachową oraz możliwościami analizy ekonomicznej czy skutków podatkowych i księgowych związanych z zawarciem umowy PPA.

– Projekty pozyskania odnawialnej energii w mniejszych firmach zazwyczaj nie są jeszcze bardzo wysokim priorytetem. Wyzwaniem jest często brak odpowiednich narzędzi do pomiaru zwrotu z inwestycji w projektach zarządzania energią oraz mniejsza uwaga, jaką media poświęcają średnim firmom w porównaniu z największymi korporacjami, przez co ich proekologiczne wysiłki pozostają mniej zauważalne.- zaznacza Michał Lubieniecki.

Jednak potrzeby przedsiębiorstw, związane ze zrównoważonym rozwojem, skutecznie przyczyniają się do przełamywania trudności w kontraktowaniu zakupów zielonej energii. Według raportu Deloitte, spośród respondentów na amerykańskim rynku, którzy już pozyskują energię elektryczną z odnawialnych źródeł energii, większość czyni to za pośrednictwem PPA.

Sytuacja na rynku polskim

– Również w Polsce widzimy trend związany z odnawialnymi źródłami energii oraz rosnącą liczbę przedsiębiorstw dążących do ograniczania emisyjności produkcji. Wykorzystywanie zielonej energii przez polskie firmy, np. dzięki autoprodukcji zielonej energii lub jej zakupu z odnawialnych źródeł, jest szczególnie istotne z uwagi na relatywnie wysoką emisyjność, charakteryzującą naszą energetykę opartą w dużym stopniu na źródłach węglowych – mówi Krzysztof Kadłubowski. – Korzystanie z energii odnawialnej w naszych warunkach może więc w znacznym stopniu wpłynąć na zmniejszenie węgla w łańcuchu dostaw. Poza ekologią kluczowe są także aspekty ekonomiczne. Dzięki spadającym kosztom technologii oraz możliwości zaoferowania odbiorcy stabilnych cen w umowach PPA, OZE stają się coraz bardziej konkurencyjne – wyjaśnia.

Pierwszym przypadkiem ogłoszonej w Polsce PPA jest podpisana pomiędzy VSB a Mercedes-Benz Manufacturing umowa na dostawę zielonej energii z Parku Wiatrowego Taczalin do zakładu produkcji silników samochodowych.

– W przypadku polskiego sektora małych i średnich firm autoprodukcja zielonej energii w formie mikrogeneracji ma coraz większy sens nawet bez systemów wsparcia. Wynika to z rosnących cen energii (małe i średnie firmy są segmentem płacącym najwyższe ceny energii w Polsce) oraz możliwości uniknięcia w wielu przypadkach opłat dystrybucyjnych. Rosnące ceny energii elektrycznej oraz koszty jej dostarczenia z jednej strony oraz obniżające się koszty technologii z drugiej, będą dalej poprawiać ekonomikę mikrogeneracji – podsumowuje Michał Lubieniecki.

Czy sztuczna inteligencja zastąpi sprzedawców?

Małgorzata Warda
Małgorzata Warda

W jakim kierunku zmierza rola handlowców w nowoczesnych przedsiębiorstwach?

O tym rozmawiamy dziś z Małgorzatą Warda właścicielką firmy konsultingowej WardaTeam, mającą ponad 20 letnie doświadczenie w sprzedaży w korporacjach na wysokich szczeblach managerskich.

Sztuczna inteligencja przeżywa swój rozkwit i wyraźnie wpływa formę realizacji sprzedaży. Jakie zmiany czekają nas w handlu w związku z tym trendem?

Uważam, że czekają nas ciekawe czasy, jeśli chodzi o dynamikę transformacji procesów handlowych- zarówno tych zakupowych jak i sprzedażowych. Przez stulecia proces sprzedaży nie zmieniał się znacząco – większość transakcji ludzie realizowali osobiście niemalże od czasu neolitu, w ostatnich dziesięcioleciach doszedł telefon. A w ciągu ostatnich kilkunastu lat nastąpił przełom.  Szacuje się, że do 2020 r. nawet 85% relacji klientów z przedsiębiorstwem będzie się odbywała bez interakcji z człowiekiem. Już teraz w działach zakupów coraz częściej wykorzystywane są zautomatyzowane boty, w szczególności na wczesnych etapach transakcyjnych w procesach zakupowych. Boty świetnie sprawdzają się również w roli asystentów i doradców klienta, chociażby w działach BOK. Radzą sobie z udzielaniem niezwłocznej odpowiedzi na większość pytań zadawanych przez klientów, a to sobie jako klienci cenimy, bo oszczędza to nasz czas. A w przypadku firmy pozwala obniżyć koszty, bo nie potrzebujemy aż tylu pracowników.

Czyli zmniejszy się zapotrzebowanie na pracowników tzw. back-office czyli np. działów obsługi klienta czy stanowisk administracyjnych?

Niewątpliwie tak. Dotyczy to przede wszystkim stanowisk na których występują powtarzalne zadania, które dzięki botom można zautomatyzować np. reklamacje, rezerwacje online, oferowanie części zamiennych, prace związane z administrowaniem danymi. Dotyczy to także różnych stanowisk doradczych – sprzedaży usług finansowych takich jak np. kredyty czy pożyczki czy niektórych dóbr konsumenckich. W e-commerce już teraz boty pełnią też coraz częściej funkcję doradców zakupowych – przykładowo w Sephorze bot może nam pomóc w doborze koloru szminki pytając o typ urody, czy kreację do której kolor ma pasować.

Prawdziwy przełom przyniosą jednak moim zdaniem zaprezentowane niedawno rozwiązania takie jak Google Duplex, czy Amelia opracowana przez firmę IPsoft. Amelia potrafi przeanalizować składnię języka i w związku z tym jest w stanie prowadzić rozmowy z klientami i to w różnych językach. Ponieważ jest podłączona do różnych systemów w przedsiębiorstwie, może przygotować odpowiedź szybciej niż ludzki operator. Natomiast w maju 2018 Google zaprezentował nagranie rozmowy, w którym wirtualna asystentka skutecznie umówiła wizytę u fryzjera. Osoba z którą rozmawiała w salonie, nie zorientowała się, ze rozmawia z robotem.

Czy zatem człowieka w procesie sprzedaży wyprą z czasem roboty?

Z badań* wynika, iż dzięki współczesnym technologiom już ponad 40% czynności sprzedażowych można zautomatyzować. Maszyny wykonują szereg z nich skuteczniej i sprawniej niż ludzie, a co istotne, idzie to w parze z satysfakcją klientów. Ten procent będzie się z pewnością zwiększał w miarę rozwoju technologii umiejących przetwarzać język naturalny. AI będzie sukcesywnie wypierała stanowiska w których działa się schematycznie. Jednak nie da się do końca zautomatyzować procesu podejmowania decyzji strategicznych, koncepcyjnych a także kierowania zespołami pracowników czy chociażby coachingu lub mentoringu.

Jednak handlowcy będą musieli się przystosować do nowych warunków. Ich praca będzie w coraz większym stopniu polegała na zarządzaniu siecią relacji pomiędzy pracownikami, partnerami zewnętrznymi a sztuczną inteligencją. Poza takimi cechami jak umiejętność budowania relacji, inteligencja społeczno-emocjonalna czy empatia, ich sukces będzie zależał w coraz większym stopniu od skutecznej współpracy z AI, umiejętności analizowania coraz większej ilości danych. W ich opracowaniu pomoże wprawdzie sztuczna inteligencja, ale nie podejmie już za nas strategicznych decyzji.

Rozmawiała Sylwia Kozłowska

Małgorzata Warda: Posiada ponad 20 lat praktycznego doświadczenia w zarządzaniu na wysokim szczeblu organizacjami na rynkach B2B i B2C, w ujęciu multichannel i omnichannel. Ma na koncie ponad 2000 wynegocjowanych kontraktów – w tym z większością sieci handlowych w Polsce. Prowadzi firmę Warda Consulting Team i doradza przedsiębiorstwom jak efektywnie zwiększyć sprzedaż i profitowość. Z wyróżnieniem ukończyła finanse i Executive MBA. Jest także absolwentką programów dla kadry zarządzającej na INSEAD.