GBP/PLN – kontynuacja trendu spadkowego

GBP/PLN - kontynuacja trendu spadkowego 1

Złoty od początku tygodnia najbardziej umocnił się względem funta szterlinga, bowiem notowania spadły poniżej 5 zł. Osłabienie brytyjskiej waluty przez ostatnie dwa tygodnie w głównej mierze spowodowane jest przez luzowanie monetarne przez Bank Anglii. Następną walutą, na którą patrzy polski społeczeństwo jest frank szwajcarski, który również osłabił się o prawie 3% względem polskiej waluty. Spoglądając na wykres tygodniowy para walutowa GBP/PLN spada już trzeci miesiąc z rzędu. Niedźwiedzie mają otwartą drogę do jeszcze 10-groszowego spadku w okolicę poziomu 4.90. Jednakże po tak sporym rajdzie należy spodziewać się korekty.

GBP/PLN - kontynuacja trendu spadkowego 2

Źródło: BloombergMateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

BioMaxima S.A. kontynuuje wzrost sprzedaży

BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, zanotowała 12.702 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży w pierwszych siedmiu miesiącach 2016 r. Emitent podpisał również umowę inwestycyjną w sprawie połączenia z Biocorp Polska Sp. z o.o.

W analogicznym okresie ub. roku wysokość przychodów ze sprzedaży Spółki wynosiła 12.311 tys. zł, więc tegoroczny wynik wykazuje ponad 3% wzrost w ujęciu rdr. BioMaxima S.A. nadal utrzymuje dodatnią dynamikę zwiększania sprzedaży w większości grup produktowych. Emitent skutecznie pozyskuje również nowe zlecenia w ramach postępowań przetargowych. Od początku tego roku łączna wartość wygranych postępowań przetargowych przez Spółkę sięgnęła 5.124 tys. zł wobec 4.390 tys. zł w okresie od stycznia do lipca 2015 r. BioMaxima S.A. liczy także na istotny wzrost przychodów w ramach działalności eksportowej, co będzie możliwe dzięki prowadzonym negocjacjom handlowym z zagranicznymi partnerami oraz planowanym akwizycjom na rynku rumuńskim.

„Liczymy na osiągnięcie wyższej dynamiki wzrostu przychodów po okresie wakacyjnym. Oczywiście po połączeniu z Biocorp Polska dynamika będzie jeszcze wyższa i nastąpi umocnienie naszej pozycji rynkowej.” – stwierdza Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

BioMaxima S.A. podpisała na początku sierpnia br. umowę inwestycyjną w sprawie połączenia z Biocorp Polska Sp. z o.o. Planowane połączenie ma nastąpić poprzez przeniesienie całego majątku Biocorp Polska Sp. z o.o. jako spółki Przejmowanej na BioMaxima S.A. jako spółkę Przejmującą w zamian za nowe akcje spółki Przejmującej, które zostaną wydane dotychczasowym wspólnikom spółki Przejmowanej. Zgodnie z przedstawionym planem połączenia udziałowcy Biocorp Polska Sp. z o.o. otrzymają łącznie 690.000 akcji Spółki BioMaxima S.A. Dzięki połączeniu Emitent będzie mógł stworzyć jeszcze bardziej konkurencyjną ofertę rynkową oraz umocni swoją pozycję na rynkach zagranicznych. BioMaxima S.A. zoptymalizuje także politykę zakupową i będzie w stanie zrealizować istotne synergie kosztowe wynikające z fuzji obu podmiotów.

„Połączenie Biocorp i BioMaxima jest kluczowym elementem długoterminowej strategii rozwoju obu spółek, zakładającej powstanie silnego, polskiego podmiotu specjalizującego się zarówno w mikrobiologii przemysłowej, jak i klinicznej, a także oferującego szerokie portfolio innych produktów przeznaczonych na rynek diagnostyki laboratoryjnej w Polsce oraz na rynkach międzynarodowych. Jesteśmy przekonani, że integracja pozwoli nam na zwiększenie wydajności, poprawę organizacji pracy i jakości obsługi Klienta dzięki konsekwentnemu wdrażaniu najlepszych praktyk rynkowych.” – dodaje Lewczuk.

Emitent zakończył pierwsze półrocze zyskiem netto w kwocie 641 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 11.930 tys. zł. BioMaxima S.A. wypłaci swoim Akcjonariuszom dywidendę z zysku wypracowanego w 2015 r. w kwocie 0,20 zł na akcję. Dzień ustalenia prawa do dywidendy przypada na 31 sierpnia 2016 r., a jej wypłata nastąpi w dniu 16 września 2016 r. Rok temu Spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 0,10 zł na akcję.

BioMaxima S.A. jest polską firmą działającą w szeroko rozumianym obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej. Jest jednym z dwóch krajowych producentów odczynników do diagnostyki in vitro, jednym z trzech producentów podłoży mikrobiologicznych. Spółka jest również dystrybutorem produktów uznanych światowych firm diagnostycznych takich jak m.in. Nova Biomedical, Mitsubishi Chemical, Biolog. Emitent zaopatruje w swoje produkty ponad 2 tys. laboratoriów w Polsce oraz prowadzi działalność eksportową na ponad 40 rynkach. Strategia rozwoju Spółki zakłada prowadzenie działań konsolidacyjnych sektora biotechnologicznego.

Jaki los czeka ustawę frankową?

Dzisiaj zbierze się Komitet Stabilności Finansowej w sprawie franków. Luka w podatku od sklepów. Dobre dane z Japonii. Słaby odczyt ze Słowacji.

Dzisiaj zbiera się Komitet Stabilności Finansowej. Jest to ciało składające się z Ministra Finansów, prezesa NBP, przewodniczącego KNF oraz prezesa Zarządu BFG (Bankowego Funduszu Gwarancyjnego). Tematem jest oczywiście problem kredytów frankowych. Obecna propozycja jest silnie oprotestowywana przez stowarzyszenia kredytobiorców frankowych. Biorąc pod uwagę obecną sytuację na rynkach wątpliwe jest by grupa ta otrzymała znacząco większe wsparcie niż w obecnym projekcie. Nie zmienia to faktu, że przedstawiciele kredytobiorców dalej chcą walczyć o pełną pulę domagając się odrzucenia obecnego, bądź co bądź korzystnego, aczkolwiek nie kompleksowego, rozwiązania.

W podatku od sklepów, jak popularnie określa się ustawę o podatku od handlu detalicznego, znalazła się luka. Jeżeli nie uda się jej załatać to wyższą stawkę zapłacą podmioty nie od 170 milionów obrotu, a od 187 milionów. Pozornie niewielka różnica to według prognoz około 200 milionów złotych wpływów do budżetu. Nie jest to kwota, która zachwieje budżetem, ale biorąc pod uwagę jak mocno napięty jest on na przyszły rok można spodziewać się nowelizacji lub przynajmniej wiążącej interpretacji.

W nocy poznaliśmy dobre dane z japońskiej gospodarki. Zamówienia na sprzęt, maszyny i urządzenia wzrosły w czerwcu o 8,3% przy oczekiwanym wzroście o 3,1%. W wyniku tych danych jen umacniał się na rynku. Za dolara przed publikacją płacono 101,9 JPY, a w ruchu po staniał do 101,3 JPY.

Od rana słabsze dane nadeszły z naszego regionu. W Rumunii deflacja wynosi 0,8% i wzrosła od maja. Z kolei produkcja przemysłowa na Słowacji rośnie o zaledwie 2,2%, jest to znacznie poniżej oczekiwań analityków mówiących o wzroście o 5,1%. Dane te nie miały oczywiście wpływu na kurs euro. Warto jednak zwrócić uwagę, że słabsze wyniki krajów ościennych mogą mieć wpływ na złotego. Słabsza produkcja przemysłowa może wpłynąć na wymianę handlową między naszymi krajami.

Z danych makroekonomicznych warto dzisiaj zwrócić uwagę na:
16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw,
23:00 – Nowa Zelandia – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Decyzja Królewskiego Banku Nowej Zelandii jest o tyle istotna, że analitycy spodziewają się obniżki. Byłby to spadek z 2,25% do 2%. Zarówno Nowa Zelandia jak i Australia w pierwszej fazie kryzysu nie dokonały tak gwałtownych cięć stóp procentowych jak USA czy Unia Europejska, dlatego mają teraz znacznie większe pole do manewru. Ewentualna obniżka powinna skutkować osłabieniem dolara nowozelandzkiego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

J. Janecki (Société Générale): Utrzymanie deficytu w granicach 3 proc. kluczowe dla rynków finansowych

Jarosław Janecki, główny ekonomista Société Générale
Po wakacjach rząd i Sejm będą musiały się zająć projektem ustawy budżetowej na przyszły rok. Ministerstwo finansów ma go przekazać jeszcze w sierpniu. To, na jakich poziomach zostaną wyznaczone dochody i wydatki oraz czy nie ulegnie zmianie założenie wzrostu gospodarczego i inflacji, będzie miało wpływ na zaufanie inwestorów do polskiego rynku.

– Ministerstwo Finansów w tym momencie pracuje nad założeniami do ustawy budżetowej na przyszły rok i sądzę, że sprecyzowanie ustawy od strony wydatkowej, dochodowej i deficytu na przyszły rok będzie kluczowe dla rynków finansowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jarosław Janecki, główny ekonomista Société Générale. – Wszystko zależy od tego, jakiego rodzaju kluczowe decyzje będą podejmowane przez rząd, czyli obniżenie wieku emerytalnego czy podjęcie decyzji o przewalutowaniu kredytów walutowych. Bo to będzie wpływało na finanse publiczne.

W lipcu minister finansów Paweł Szałamacha zapewniał, że w sierpniu ukażą się zarówno zmodyfikowane założenia makroekonomiczne do ustawy budżetowej, jak i sam projekt. Wzrost PKB w wysokości 3,9 proc., inflacja 1,3 proc. oraz stopa bezrobocia (8,1 proc.) to główne założenia do projektu ustawy budżetowej na rok 2017, które rząd przyjął 14 czerwca 2016 r.

Tymczasem w rozmowie z „Pulsem Biznesu” przewodniczący Komitetu Stałego RM Henryk Kowalczyk przyznał, że na razie w przyszłorocznym budżecie brakuje 5 mld zł na program „Rodzina 500 plus”, ale dzięki uszczelnieniu systemu podatkowego powinny się one znaleźć. W przyszłym roku program kosztować ma państwo polskie ponad 22 mld zł.

– Trzeba pamiętać o tym, że część dochodów budżetowych jest generowana przez nowy podatek bankowy. Jeżeli banki będą ponosiły duże straty związane z przewalutowaniem kredytów frankowych, wówczas wpływy do budżetu z tytułu podatku bankowego będą oczywiście mniejsze – tłumaczy Janecki.

Podatek od aktywów bankowych wprowadzono 1 lutego. Początkowo miał przynieść w br. 5,5 mld zł. Jednak już w czerwcu resort podał, że bardziej prawdopodobna kwota to 4 mld zł.

Po I półroczu 2016 roku budżet państwa miał 151,6 mld zł dochodów, o 10,7 proc. więcej niż rok temu. Harmonogram przewidywał jednak, że w tym czasie do budżetu trafi 155 mld zł. Od planu odstają też jednak wydatki, i to mocniej: 170,3 mld zł zamiast zakładanych ponad 177 mld zł. Dzięki temu niższy od przewidywanego jest także deficyt, który wyniósł po czerwcu 18,7 mld zł wobec planu na poziomie ponad 22 mld zł. W ubiegłym roku po czerwcu dziura budżetowa przekraczała 26 mld zł.

Ponadto w tym roku po stronie wpływów znalazły się jednorazowe dochody z aukcji LTE oraz z zysku Narodowego Banku Polskiego. Tych pierwszych za rok nie będzie, wysokość drugiego jest niepewna.

– Teraz jesteśmy skupieni na tym, czy rządowi uda się utrzymać relacje deficytu do PKB w okolicy 3 proc. Sądzę, że to w dalszym ciągu jest priorytet rządu i wszystkie ryzyka, które mogłyby świadczyć o tym, że ta bariera zostanie przekroczona, będą brane pod uwagę również przez inwestorów i w tym przypadku może się pojawić jakiegoś rodzaju niepewność – przekonuje główny ekonomista Société Générale. – Ale tu mówimy wyłącznie o czynnikach krajowych. Jest mnóstwo czynników zewnętrznych, które jak zwykle mają wpływ zarówno na polską giełdę, jak i na walutę.

Należą do nich referendum we Włoszech dotyczące zmian w konstytucji, które ma się odbyć jesienią, i oczywiście listopadowe wybory prezydenckie w USA. Oprócz tego wciąż niepewne jest zachowanie banków centralnych – ekonomiści przed każdym posiedzeniem Fed spekulują o podwyżce stóp, z kolei na luzowanie polityki liczy się w przypadku Banku Japonii. Następne posiedzenia obydwu gremiów odbędą się 20 i 21 września.

W 2040 roku co trzeci Polak będzie miał ponad 60 lat. Konieczne zmiany w systemie opieki zdrowotnej

CEO Magazyn Polska
W 2020 roku co czwarty Polak będzie miał ponad 60 lat, a w 2040 roku – co trzeci. To oznacza skokowy wręcz rozwój zapotrzebowania na usługi skierowane do seniorów. Tego w Polsce wciąż brakuje, a polityka senioralna jest dopiero rozwijana – podkreślają przedstawiciele Krajowego Instytutu Gospodarki Senioralnej. Konieczna jest aktywizacja i edukacja starszych osób, a także zmiana w systemie opieki.

Pod względem rozwoju gospodarki senioralnej jesteśmy w Polsce na początku drogi, ale to będzie bardzo szeroka autostrada. W tym obszarze jest duży potencjał. Mamy dynamiczny wzrost starszej populacji społeczeństwa, a co za tym idzie – skokowy rozwój usług – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marzena Rudnicka, prezes Krajowego Instytutu Gospodarki Senioralnej.

Z danych GUS wynika, że w 2013 roku liczba osób w wieku 60+ wynosiła 8,3 mln (21,5 proc. społeczeństwa). W 2050 roku, czyli w ostatnim roku prognozy urzędu, wzrośnie ona do 13,7 mln (40,4 proc. społeczeństwa). Spodziewany przyrost wymusza prace nad polityką senioralną. To o tyle skomplikowane, że seniorzy to bardzo niejednorodna grupa.

Mamy seniorów aktywnych, którzy korzystają z internetu, wyjeżdżają, kupują auta, mają karty i kredyty w bankach. Z drugiej strony ponad 3 mln osób w naszym kraju potrzebuje opieki czy całodobowej pielęgnacji. Dlatego patrząc na potrzeby klienta seniora, należy najpierw definiować jego potrzeby – wskazuje Rudnicka.

Z internetu korzysta co szósty senior (powyżej 65 lat). Duża część, choć ma takie możliwości, nie widzi potrzeby. Eksperci podkreślają, że tylko zwiększenie poziomu cyfryzacji starszych osób pozwoli na efektywne wykorzystanie w leczeniu telemedycyny i teleopieki.

W 2014 roku w Polsce została przyjęta Długofalowa Polityka Senioralna na lata 2014–2020, która zwraca uwagę na takie problemy, jak walka z cyfrowym wykluczeniem, poprawa jakości życia i tworzenie warunków do aktywności zawodowej.

Pojawiają się tam również kwestie dotyczące deinstytucjonalizacji opieki, czyli co zrobić, żeby senior nie trafił do domu opieki. Mówimy też o aktywizacji osób starszych oraz o tzw. zdrowym starzeniu się. W Polsce, niestety, świadomość w tym zakresie jest bardzo niska – zaznacza prezes KIGS.

W rankingu AAI (aktywnego starzenia się) Polska zajmuje przedostatnie miejsce wśród 28 krajów UE. AAI bierze pod uwagę zatrudnienie, uczestnictwo w życiu społeczeństwa, niezależne życie w zdrowiu i bezpieczeństwie oraz warunki sprzyjające aktywnemu starzeniu. Gorzej wypada tylko Grecja, a na czele rankingu znajdują się Szwecja, Dania i Holandia.

Większość polskich seniorów po przejściu na emeryturę zamyka się w domu, nie uczestniczy w wydarzeniach kulturalnych. Brak możliwości i chęci do uczestniczenia w życiu publicznym prowadzi zaś do wykluczenia społecznego. Alternatywę do siedzenia w domu dają uniwersytety trzeciego wieku. Obecnie działa ich 520, a liczba słuchaczy wynosi 120–130 tys. osób.

Istnieje już świadomość wśród społeczeństwa i polityków, że Polska jest w tej chwili najszybciej starzejącym się krajem w Europie. Wiele mówi się o problemie demograficznym oraz o tym, jak zmienić współczynnik urodzeń – wskazuje Rudnicka. – Trochę jeszcze źle wygląda kwestia związana z udziałem biznesu i ze współpracą publiczno-prywatną.

Przykładem może być sektor opieki długoterminowej. Dane NIK wskazują, że rośnie liczba osób starszych kierowanych do domów pomocy społecznej, w ciągu pięciu lat o 25 proc. Obciąża to budżety gmin. W latach 2011–2014 wydatki gmin na utrzymanie domów pomocy wzrosły o 52 proc., z 680 mln zł do ponad 1 mld zł. Łącznie w samorządowych i prywatnych domach opieki przebywa ok. 80 tys. osób, z czego 200 prywatnych placówek dysponuje 14 tys. miejsc (ubiegłoroczne dane MPiPS).

Tylko 1/3 miejsc pobytowych i opieki innej dostarczają podmioty prywatne. W Hiszpanii 70 proc. to jest rynek prywatny, a 30 proc. publiczny. Należy popracować nad tym, aby podmioty komercyjne mogły wspierać swoimi zasobami finansowymi i usługami sektor opieki publicznej. Kołdra finansów publicznych jest coraz krótsza, za chwilę może się okazać zbyt krótka. Jeżeli nie wdrożymy współpracy z firmami, może to być niebezpieczny kierunek – ocenia prezes KIGS.

W służbie zdrowia poważnym wyzwaniem związanym z seniorami jest niedobór geriatrów. NIK wskazywał, że w połowie 2014 roku było ich 321, czyli 0,8 lekarza na 100 tys. mieszkańców. To najniższy wskaźnik w Europie (w Szwecji wynosi on 8, w Czechach – 2,1). To oznacza, że brakuje holistycznego podejścia do pacjentów w podeszłym wieku, bo lekarze pierwsze kontaktu nie są do tego przygotowani.

W Polsce leczy się chorobę, nie człowieka. W przypadku osób starszych nie można patrzeć w ten sposób – mówi Marzena Rudnicka – To wiąże się z problemem wielolekowości. W Polsce bardzo dużo osób starszych przyjmuje za dużo leków bądź leków ze sobą źle korelujących. Szacuje się, że ponad 30 proc. hospitalizacji osób starszych wynika właśnie z problemu wielolekowości.

Badania populacyjne PolSenior wykazały, że seniorzy zażywają średnio 5 różnych leków, z czego 90 proc. codziennie.

B. Krzesiak (Navigator CG): W sprawie nowych obowiązków informacyjnych spółek panuje dualizm prawny

CEO Magazyn Polska

3 lipca zaczęły być stosowane nowe przepisy dotyczące obowiązków informacyjnych spółek, określone przez unijne rozporządzenie MAR oraz dyrektywę MAD II. Polski ustawodawca nie przygotował jednak na czas przepisów prawa wdrażających tę ostatnią. MAR, jako rozporządzenie, nie wymaga wdrażania poprzez ustawy i teoretycznie powinno obowiązywać jako prawo nadrzędne, co potwierdził w komunikacie KNF. Jednak zdaniem Bartosza Krzesiaka z Navigator Capital Group, niektóre wciąż obowiązujące zapisy są z rozporządzeniem sprzeczne, a wykładnia może się miejscami zmienić wraz ze zmianą przewodniczącego KNF.

– To jest bardzo złożona kwestia z racji tego, że rzeczywiście mamy do czynienia z pewnym dualizmem prawnym, odgórnie narzucone rozporządzenie MAR stosowane bezpośrednio, które jest nadrzędne, versus regulacje krajowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Bartosz Krzesiak, dyrektor departamentu emisji akcji Navigator Capital Group. – Ale z drugiej strony mamy cały czas nieuchylone różnego rodzaju zapisy, czy w ustawie o ofercie, czy w ustawie o obrocie, czy w rozporządzeniach do tych ustaw, głównie w rozporządzeniu o informacjach bieżących i okresowych.

Do tej pory emitenci mieli jasno określony katalog zdarzeń, w których powinni publikować raporty bieżące. Rozporządzenie m.in. znosi ten katalog, nakazuje natomiast niezwłoczne publikowanie informacji poufnych. Zapis taki zwiększa odpowiedzialność zarządu za nieprawidłową ocenę tego, jaka informacja nosi znamiona poufnej i powinna zostać opublikowana.

– W związku z czym jest pewnego rodzaju konflikt, nawet czasami wewnątrz spółek i prawników doradzającym spółkom, które prawo stosować. Oczywiście w międzyczasie pojawiło się stanowisko Komisji Nadzoru Finansowego, które podtrzymało takie podejście, że rozporządzenie MAR jest nadrzędnym versus akty prawa polskiego –  przypomina Krzesiak. – Natomiast różnie z tym może być. I w związku z tym dzisiaj stanowisko KNF jest takie, ale czy ono będzie dokładnie tak samo wyglądało za kilka miesięcy, kiedy zmieni się chociażby prezes Komisji Nadzoru Finansowego, a także być może część kluczowych pracowników, tego nie wiemy.

„W przypadku sprzeczności przepisów prawa krajowego z przepisami rozporządzenia MAR po 3 lipca 2016 r. należy stosować przepisy rozporządzenia MAR” – napisała Komisja Nadzoru Finansowego w swoich wskazaniach. Jednocześnie choć pochwaliła próby przygotowania w firmach indywidualnych standardów raportowania,to przestrzegła, by nie traktować ich jako zastępnika dotychczasowego katalogu zdarzeń, które miały być przekazywane raportami bieżącymi, bo rozporządzenie zobowiązuje do każdorazowej oceny tego, czy zdarzenie ma charakter informacji poufnej.

– W związku z tym spółki rzeczywiście podchodzą bardzo różnie do tych nowych regulacji. Część z nich opublikowała albo pod koniec czerwca, albo na początku lipca tzw. indywidualne standardy raportowania, co też spotkało się z negatywnym podejściem Komisji Nadzoru Finansowego – mówi dyrektor z Navigator CG. – Można powiedzieć, że tak prężnie zapowiadana era indywidualnych standardów raportowania w przestrzeni publicznej po pierwszych dwóch tygodniach lipca trochę została zamrożona, tzn. po tym stanowisku KNF spółki przestały publikować te indywidualne standardy raportowania.

Wśród spółek, które opublikowały ISR, są m.in. Atrem, Macrologic, PCC Rokita, MOJ, Introl, Budimex, MBF Group, Bowim czy Fasing.

– Jestem przekonany, że indywidualne standardy raportowania obowiązują w spółkach, a te spółki, które jeszcze ich nie wypracowały, pracują nad nimi, ale te dokumenty pozostaną dokumentami czysto wewnętrznymi. Dotychczas udało nam się namierzyć około 20 opublikowanych indywidualnych standardów raportowania.

Turbulencje w biznesie turystycznym. 400 biur podróży ma problemy z regulowaniem swoich zobowiązań

CEO Magazyn Polska
Z powodu rosnącego ryzyka terrorystycznego biznes turystyczny stał się trudniejszy. Polacy chętniej wybierają wypoczynek w kraju, rzadziej więc korzystają z usług touroperatorów. Z danych BIG InfoMonitor wynika, że na koniec czerwca ok. 400 biur podróży miało problemy z regulowaniem swoich zobowiązań. Są one winne przedsiębiorcom prawie 8 mln zł. Ta kwota od końca maja wzrosła z 4 mln zł.

Ze względu na zagrożenie terroryzmem w państwach będących dotychczas ulubionymi miejscami letniego wypoczynku zdecydowana większość Polaków postanowiła spędzić w tym roku wakacje w kraju. Z badania „Wyjazdy Polaków” przygotowanego przez ARC Rynek i Opinia dla BIG InfoMonitor wynika, że tylko 1/3 rodaków rozważała wyjazd zagraniczny, z czego zaledwie niecałe 4 proc. poza Europę. Dla biur turystycznych oznacza to spore utrudnienia.

Ograniczyliśmy zasięg wyjazdów, jesteśmy dużo ostrożniejsi, a to powoduje, że rzadziej wybieramy się do biur podróży wertować ich ofertę. Nie jeździmy już do Afryki, zamarł ruch do Tunezji, Egiptu, dużo mniej jest chętnych na wyjazd do Turcji. Jeśli jest mniej klientów, to jest też trudniej działać i to sprawia, że biura podróży mają kłopoty – mówi agencji Newseria Biznes Halina Kochalska, rzeczniczka prasowa BIG InfoMonitor.

Z danych BIG InfoMonitor wynika, że na koniec czerwca problemy z regulowaniem zobowiązań miało 399 firm turystycznych. Łącznie są one winne innym przedsiębiorcom ponad 7,9 mln zł. Najwięcej biur podróży z nieuregulowanymi płatnościami wobec innych firm działa w województwie mazowieckim (83) oraz śląskim (54). Województwo śląskie z łącznym zadłużeniem wszystkich biur podróży na kwotę ponad 1,35 mln zł wyprzedza mazowieckie (1,34 mln). Najmniejsze zaś zaległości mają biura podróży w woj. świętokrzyskim – to niecałe 15 tys. zł. Przeciętna zaległość w kraju wynosi blisko 20 tys. zł.

Trzeba ostrożnie wybierać firmę, w której kupujemy wyjazd, bo może się to skończyć siedzeniem na walizkach na lotnisku zamiast nad basenem. Biura podróży starają się wybrnąć z trudnej sytuacji. Widać, że po zeszłorocznych obawach związanych z sytuacją gospodarczą Grecji wzrasta ruch do tego kraju. Wyjeżdżamy do Bułgarii, Albanii, Czarnogóry. Biura turystyczne szukają nowych miejsc, nie tak drogich jak Europa Zachodnia, gdzie też można ciekawie i miło wypocząć – podkreśla Kochalska.

Z usług biur podróży korzysta regularnie około 20 proc. rodaków, a 33 proc. robi to sporadycznie.

Eksperci radzą, by przed wyborem oferty biura podróży upewnić się, że działa ono legalnie, co można sprawdzić w Centralnej Ewidencji Organizatorów Turystyki i Pośredników Turystycznych np. na stronie Ministerstwa Sportu i Turystyki. O kondycji touroperatora można się dowiedzieć z Raportu o Przedsiębiorcy wydawanego przez BIG InfoMonitor, do tego potrzebny jest tylko NIP firmy.

Firmy logistyczne inwestują w inteligentne dostawy w gastronomii i branży spożywczej. Pozwalają one oszczędzić czas i koszty

CEO Magazyn Polska
Czas ma kluczowe znaczenie dla jakości w przypadku dostaw produktów spożywczych. Dlatego firmy logistyczne inwestują w inteligentne systemy, które pozwalają im skrócić czas potrzebny na dostarczenie towaru czy rozpakowanie transportu. Dzięki temu możliwe jest także obniżenie kosztów. QSL Polska wdraża na krajowym rynku rozwiązanie, które sprawdziło się w dostawach w Niemczech.

– Procedura tzw. inteligentnej dostawy Drop&Go do klientów gastronomicznych daje przede wszystkim wymierne korzyści finansowe, mniejsze inwestycje w czas pracy pracowników i możliwość poświęcenia go na obsługę klientów – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Sałek, dyrektor ds. handlowych w firmie Quick Service Logistics Polska (QSL). – Czas tego rodzaju dostawy wynosi od 10 do 30 minut. Wszystko odbywa się na bazie z góry ustalonego grafiku, dzięki czemu pracownicy odbiorcy są przygotowani na przyjęcie transportu.

Jak podkreśla, procedura rozpoczyna się jeszcze w magazynie podmiotu wysyłającego. Ładunek jest tam pakowany na palety, a następnie fotografowany ze wszystkich stron. Zdjęcia za pomocą oprogramowania zostają podporządkowane numerowi jednostki wysyłkowej, a następnie są zapisywane na serwerze.

Chodzi o wykonanie już na wstępnym etapie transportu dokładnej dokumentacji świadczącej o kompletności i integralności przesyłki. W przypadku ewentualnej reklamacji, na zgłoszenie której odbiorca ma kilka godzin, można sprawdzić i udokumentować zawartość palety. Dzięki temu właściciele restauracji mogą zaoszczędzić czas, który przeznaczali na kontrolę przyjmowanych towarów w ramach tzw. inspekcji w obecności kierowcy. Wystarczy bowiem, że zweryfikują liczbę paczek.

– Tego rodzaju rozwiązania najlepiej sprawdzają się w branży spożywczej – przekonuje Agnieszka Sałek. – Czas bowiem przekłada się niemal dokładnie na jakość produktu, jego świeżość, a w rezultacie konkretne pieniądze.

Ale procedura inteligentnej dostawy Drop&Go przynosi również korzyści nadawcy oraz kierowcom. Proces przekazywania towarów jest krótszy od tradycyjnej wysyłki przeciętnie o 10 minut na jednego kontrahenta (w zależności od typu i lokalizacji punktu gastronomicznego). Dzięki temu łańcuch dostaw ulega optymalizacji, co oznacza, że odbywają się one szybciej i sprawniej, a ryzyko niekorzystnych zdarzeń jest ograniczone do minimum.

Grupa Meyer Quick Service Logistics, która stosuje dostawy Drop&Go, zajmuje się zarządzaniem łańcuchem dostaw głównie na rzecz klientów gastronomicznych. Firma specjalizuje się w zaopatrzeniu operacyjnym, obsłudze klienta, magazynowaniu oraz dostawach do punktów sprzedaży i restauracji. Tego rodzaju usługi świadczy obecnie na rzecz 1820 placówek w dwunastu krajach, wykonując rocznie około 284 tys. operacji o wartości blisko 500 mln euro.

Netia zapowiada rewolucyjne zmiany w sprzedaży i serwisie. Stawia na lokalną obsługę klientów

CEO Magazyn Polska
Zachęcanie zamiast nakłaniania – taki ma być nowy model sprzedaży usług Netii. Agresywna sprzedaż przez kanały wychodzące do klienta zaczyna tracić sens – ocenia prezes spółki. Zapowiada też decentralizację procesu sprzedaży i obsługi. Dzięki temu klienci mają mieć lepszy dostęp do sprzedawców i serwisantów. Nowy model biznesowy ma też zmniejszyć rotację na stanowiskach sprzedażowych w spółce.

Pierwsze półrocze było dla nas zdecydowanie lepsze, niż planowaliśmy. Dzisiaj jesteśmy na etapie wdrażania planów strategicznych, które w styczniu zostały wstępnie zaakceptowane przez radę nadzorczą. Obecnie opracowujemy poszczególne plany operacyjne i business case’y, które opublikujmy, gdy tylko zostaną zaakceptowane – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Tomasz Szopa, prezes Netii.

Według skonsolidowanego raportu w pierwszym półroczu br. przychody ze sprzedaży Netii wyniosły 777,4 mln zł i były o przeszło 8 mln zł wyższe niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Zysk (przed opodatkowaniem) skurczył się z kwoty 15,4 do 9,5 mln zł. II kwartał był jednak lepszy od konsensusu. Wyniki pokazują w dalszym ciągu odpływ klientów telefonii stacjonarnej.

Obecny channel mix analogowy, jak go nazywam, jest już przestarzały, wygrzany i moim zdaniem stracił siłę oraz zdolność do agresywnego pozyskiwania klientów już w 2007–2008 roku – przekonuje Tomasz Szopa. – Biznes telekomowy, który prowadzi Netia, staje się działalnością typu commodity, czyli taką jak energetyka, woda, ścieki czy kanalizacja. Każdy konsument chce dzisiaj mieć usługi telekomunikacyjne w domu, korzystać z internetu i telewizji. W związku z tym również podejście do ich sprzedaży powinno się drastycznie zmienić.

Sprzedaż przez kanały push towarzyszące intensywnej dystrybucji skłaniające handlowców do sprzedaży i promowania oferty producenta albo reklamujące dany produkt, usługę czy markę w sposób nieselektywny i agresywny powoli, zdaniem Tomasz Szopy, zaczynają tracić sens. Coraz bardziej skuteczna natomiast jest strategia typu pull, zakładająca większą interakcję z konsumentem i selektywność, starająca się zachęcać klienta, a nie wywierająca na niego presję.

Koncepcja nowej Netii zakłada takie właśnie podejście – zapewnia prezes spółki.

Według Tomasza Szopy aspekty technologiczne coraz rzadziej mogą być wykorzystywane w działaniach marketingowych jako atut oferty. Jednym z celów Netii jest szybka digitalizacja i stopniowe zwiększanie prędkości przesyłu danych.

Technologia ma być zupgrade’owana w ciągu następnych czterech lat do poziomu 1 Gbps, co daje niewyobrażalne prędkości. Transmisja danych będzie więc na najlepszym światowym poziomie – zapowiada Tomasz Szopa. – Klienta interesuje, w jaki sposób dostarczamy mu usługę, ale o chęci zawarcia transakcji w dużej mierze decyduje sposób, w jaki go serwisujemy. I w tym kierunku chcemy się rozwijać.

Jak podkreśla prezes zarządu Netii, spółka wdraża model lokalny, głęboko decentralizując procesy biznesowe: od działań marketingowych, produktowych, poprzez komunikację, po model sprzedaży. To też przekłada się na lokalne inicjatywy. Spółka inwestuje np. w relacje z młodymi sportowcami, wspierając szkółki piłkarskie. Rozpoczęła również działania sponsoringowe w regionach. Ostatnio wsparła Aleksandrę Rolę, która została wicemistrzynią świata w amatorskim MMA (mieszanych sztukach walki).

Klienci mogą się spodziewać, że w pierwszej kolejności zdecydowanie poprawimy jakość obsługi. Decentralizacja spowoduje, że znajdą serwisanta, sprzedawcę blisko domu, na swojej ulicy. Będą ich znali wręcz z imienia i nazwiska – wyjaśnia Tomasz Szopa. – Chcemy klientów serwisować lokalnie. Inaczej rozmawia się ze Ślązakiem, inaczej z Krakusem, na innych zasadach sprzedaje się w Warszawie. Należy znać, rozumieć i szanować regionalne oczekiwania Polaków żyjących na co dzień w swoich małych ojczyznach.

Nowy model biznesowy powinien także zmniejszyć rotację wśród pracowników sprzedaży. Dzięki temu, że dłużej będą oni zajmować dane stanowisko, będą też mieli większą wiedzę na temat rynku, co będzie z korzyścią dla wszystkich zainteresowanych stron: klienta, pracodawcy i pracownika.

Duża rotacja powoduje, że pracownicy nie są w stanie poznać rynku i klientów, nie są w stanie świadczyć dla niego takiego poziomu serwisu, jak byśmy tego od niego oczekiwali. Możliwość rozpoznania sprzedawcy czy serwisanta z imienia i nazwiska moim zdaniem zdecydowanie wpłynie na poprawę relacji Netia–klient indywidualny – uważa Szopa.

Spółka nie planuje zmian w zatrudnieniu, ale zapowiada większe nakłady na szkolenia pracowników. Kształcenie w kierunku nowych kompetencji wymuszają zmiany zachodzące w firmie.

Biorąc pod uwagę to, że chcemy transformować i digitalizować spółkę, musimy położyć większy nacisk na budowanie nowych kompetencji. Dzisiaj korzystanie np. z big data wymaga szukania nowych kompetencji, których często w Polsce nie ma. Prawdopodobnie będziemy ich szukać, a być może nawet będziemy uczestniczyli czy współpracowali z uczelniami w wypracowaniu tych kompetencji w Polsce – zapowiada Tomasz Szopa.

Coraz więcej centrów handlowych wymaga modernizacji. To interesujący obszar dla inwestorów

CEO Magazyn Polska
W ubiegłym roku wybudowano 27 nowych centrów handlowych, a zmodernizowano 18 już istniejących – wynika z danych Polskiej Rady Centrów Handlowych. Na rynku jest coraz mniej miejsca na nowe galerie, więc przewagę liczbową mogą zyskiwać inwestycje w modernizację i rozbudowę. To obszar interesujący dla inwestorów, choć trudny – mówi przedstawiciel Capital Park, spółki, która realizuje tego typu projekty.

– Chętnie zajmujemy się rewitalizacją starych obiektów handlowych, dlatego że jest to nisza oferująca ciągle ponadprzeciętne marże deweloperskie. Po drugie, są to ciekawe projekty, często z charakterem. Po trzecie, rynek handlowy jest już dosyć nasycony i często brakuje miejsca na nowe projekty handlowe, a stare obiekty mają już ugruntowaną pozycję handlową na lokalnych rynkach i są lubiane przez klientów i najemców – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Juszczyk, członek zarządu Capital Park.

Na koniec I półrocza 2016 roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce przekroczyła 13 mln mkw. – wynika z danych JLL. Z tego 71 proc. stanowią centra handlowe (9,3 mln mkw.), 27 proc. parki i wielkopowierzchniowe magazyny handlowe (3,5 mln mkw.) a 2 proc. centra wyprzedażowe. Od kilku lat podaż dynamicznie przyrasta.

– Pierwsze obiekty handlowe w Polsce powstawały ponad 20 lat temu, czyli na początku lat 90. Akurat takimi projektami teraz też się zajmujemy. Były to centra pierwszej generacji, gdzie najczęściej ponad 70 proc. powierzchni zajmował sklep spożywczy, a wokół niego powstawały nowe sklepy i usługi. Ten rynek stopniowo ewoluował w kierunku centrów wielofunkcyjnych – mówi Juszczyk.

Dziś centra handlowe to małe miasteczka, integrujące funkcje handlowe, usługowe i rekreacyjne.

– Mamy już w tej chwili w Polsce centra czwartej generacji, a nawet mówi się o obiektach piątej generacji, które będą również pełniły funkcje hotelowe, mieszkaniowe czy biurowe – wyjaśnia członek zarządu Capital Park.

Jak podkreśla, modernizacja centrów handlowych to poważne wyzwanie, m.in. ze względu na słaby stan techniczny tych obiektów. Inwestycja wymaga więc dużych nakładów pracy i środków oraz często znacznej ingerencji w budynek. Mimo to spółka widzi w tym segmencie ogromny potencjał.

Grupa Capital Park w kwietniu tego roku zakończyła przebudowę gdańskiego centrum ETC, które obecnie nosi nazwę Galeria Zaspa. Obiekt ma blisko 9 tys. mkw. powierzchni i około 40 punktów usługowych – zarówno duże sieci, jak Intermarché, KiK, Rossmann, Euro RTV AGD, klub fitness Calypso, jak i lokalni najemcy (piekarnia, krawiec, fotograf).

– To bardzo ciekawy obiekt. Jako centrum handlowe zaczął działać w 1994 roku, ale wcześniej służył jako hangar lotniczy, a następnie jako zajezdnia autobusów i to widać po jego konstrukcji – opisuje Juszczyk.

Pod koniec lipca spółka rozpoczęła modernizację centrum handlowego ETC Swarzędz. Jej zakończenie przewidziane jest na II połowę 2017 roku.

Pszczoły zapylają 70 proc. gatunków roślin, które gwarantują 90 proc. pożywienia. Bez nich polskie rolnictwo straciłoby ponad 4 mld zł

Katarzyna Dytrych
Rola pszczół w ekosystemie jest nie do przecenienia – przekonuje przyrodnik Katarzyna Dytrych. Tylko w Europie od zapylania przez owady uzależnione jest ponad 4 tys. odmian warzyw. Ocenia się, że co trzecia łyżka spożywanego przez nas jedzenia zależy właśnie od procesu zapylania. W 2015 roku wartość produkcji rolnej w Polsce byłaby o ponad 4 mld zł niższa, gdyby zapylanie przez pszczoły było niemożliwe – wynika z raportu Greenpeace.

Najczęściej za zapylenie jednej rośliny odpowiada kilka gatunków owadów, np. pszczoła miodna, pszczoła dzika i trzmiel. Dlatego tak ważne jest utrzymywanie różnorodności gatunkowej w przyrodzie. Obecnie w Polsce mamy 1,4 mln rodzin pszczelich. Ich populacja powoli rośnie, dane z poprzednich lat mówiły o 1,29 mln rodzin.

Pszczołom zawdzięczamy lwią część tego, co znajdujemy codziennie na talerzu. Wiele owoców – morele, brzoskwinie, wiśnie, truskawki, poziomki, jagody, borówki – oraz 4 tys. odmian warzyw zawdzięczamy właśnie pszczołowatym. Jeżeli założymy, że ok. 100 gatunków roślin gwarantuje 90 proc. pożywienia na świecie, to 71 z tych 100 gatunków jest zapylanych przez pszczołowate – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Katarzyna Dytrych, przyrodnik, ekspertka programu „Z Kujawskim pomagamy pszczołom”.

Raport „Nie tylko miód. Wartość ekonomiczna zapylania upraw rolniczych w Polsce w 2015 roku” opublikowany przez Greenpeace wskazuje, że polskie rolnictwo zawdzięcza pszczołom 4,1 mld zł. O tyle właśnie niższa byłaby produkcja rolna, gdyby zabrakło tych owadów.

Jako cywilizacja jesteśmy bardzo rozwinięci, a zależymy tak naprawdę od małych owadów, których na co dzień nie zauważamy. Pszczołom zawdzięczamy też kawę, bawełnę, len, czyli to, czym otaczamy się na co dzień, co sprawia nam przyjemność i jest dla nas bardzo ważne – zaznacza ekspertka.

Według danych Greenpeace bez pszczół prawie 1/3 roślin uprawnych musiałaby być zapylana w inny sposób, aby produkcja żywności nie spadła w drastyczny sposób. Światowa wartość plonów uzyskiwanych dzięki zapylaniu przez pszczołowate wynosi obecnie 265 mld euro.

Pszczoła dla rolnictwa ma kluczowe znacznie, ponieważ zapyla plony. Wydawałoby się, że przecież wiele z naszych upraw to są uprawy zbożowe, wiatropylne, z którymi pszczoła ma niewiele wspólnego. Ale jest też cała rzesza upraw owadopylnych, które zależą od zapylania m.in. właśnie przez pszczoły. To np. rzepak, który zwiększa liczbę nasion, gdy jest dodatkowo zapylany przez pszczoły – tłumaczy Dytrych.

Od pszczół zależą uprawy roślin przemysłowych, przede wszystkim rzepaku, gdzie korzyści dla rolnictwa szacuje się na 600 mln zł.

Eksperci Greenpeace podkreślają, że paradoksalnie jednak to właśnie współczesne rolnictwo, które tak wiele zawdzięcza owadom zapylającym, jest jednym z powodów spadku ich populacji. W Polsce od wielu lat wzrasta zużycie pestycydów i nawozów sztucznych, które zawierają szkodliwe dla pszczół substancje. Dane Greenpeace wskazują, że w latach 2005–2014 dynamika wzrostu sprzedaży pestycydów w Polsce wyniosła 44 proc. i była jedną z najwyższych w Europie.

PKS Polonus uruchamia nowe połączenia i modernizuje tabor

CEO Magazyn Polska
Jeden z największych przewoźników autokarowych na Mazowszu w tym sezonie uruchomił nowe połączenia między innymi na wybrzeże. W tym i ubiegłym roku PKS Polonus kupiło siedem pojazdów, w przyszłym zamierza się wzbogacić o cztery do ośmiu jednostek. Dzięki inwestycjom oraz współpracy z regionalnymi przewoźnikami spółka w pierwszej połowie półrocza odnotowała dwucyfrowy wzrost liczby pasażerów.

Siatkę połączeń krajowych systematycznie dostosowujemy do potrzeb pasażerów i zmieniającego się rynku – deklaruje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Padziński, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju spółki PKS Polonus. – W ostatnim czasie dokonaliśmy szeregu zmian otwierających nowe możliwości przewozowe pasażerom. Wprowadziliśmy połączenia na już istniejących kierunkach w dogodniejszych godzinach, kolejne opcje godzinowe oraz uruchomiliśmy kilka nowych tras, które są nowością w naszym portfolio.

Jak informuje Andrzej Padziński PKS Polonus, jedno z głównych przedsiębiorstw komunikacyjnych na Mazowszu obsługuje obecnie 36 tras krajowych do dużych miast, miejscowości wypoczynkowych i uzdrowiskowych oraz cztery międzynarodowe.

Nowe połączenia obsługują trasy ze stolicy do Kołobrzegu (przez Toruń, Bydgoszcz, Piłę oraz Wałcz), Grudziądza oraz Polańczyka z przystankami we wszystkich atrakcyjnych miejscowościach, zarówno turystycznych, jak i sanatoryjnych. PKS Polonus obsługuje również nowe trasy na Ukrainę, z Warszawy do Lwowa (nowością jest przystanek w Lublinie). W sezonie zimowym nową destynacją stało się Zakopane oraz słowacka Tatralandia. Podczas tegorocznych wakacji natomiast rozpoczęły się nocne kursy do Zakopanego przebiegające, co także jest nowością, przez Bukowinę i Białkę Tatrzańską.

To ewenement, jest to jedyne połączenie autokarowe łączące te miejscowości ze stolicą i innymi dużymi aglomeracjami po drodze – zauważa Padziński.

Firma przyciąga też pasażerów możliwością rezerwacji konkretnych miejsc w autokarze, co ma znaczenie zwłaszcza dla grup podróżujących.

Flota PKS Polonus składa się obecnie z 40 autobusów o różnej wielkości i liczbie miejsc.

PKS Polonus od kilku lat stara się sukcesywnie inwestować i odmładzać tabor – zapewnia Padziński. – To trudne zadanie na tak konkurencyjnym rynku. Natomiast jako jednej z nielicznych spółek, które pozostały w portfolio Skarbu Państwa, udaje nam się całkiem sporo zrobić w tej dziedzinie.

W ubiegłym roku przedsiębiorstwo wzbogaciło się o cztery nowe pojazdy i dwa używane, wszystkie wysokiej klasy, o normach emisji Euro 5 i Euro 6, wyposażone w klimatyzację, toalety itp. PKS Polonus jako pierwszy przewoźnik na rynku wyposażył cały swój tabor w gniazda zasilania, emitujące sygnał internetowy routery Wi-Fi oraz moduły geolokalizacyjne.

W tym roku firma kupiła kolejne trzy pojazdy: dwa 57-miejscowe autokary Scania Touring oraz jeden używany Scania Irizar PB (63 miejsca).

Przyszłoroczne plany inwestycyjne, jak informuje Andrzej Padziński, obejmują zakup od czterech do ośmiu nowych jednostek. Obecnie 26 autokarów to kilkuletnie lub kupione w ostatnich dwóch latach wysokiej klasy pojazdy.

Dzięki nim standard podróży na naszych liniach wzrósł znacząco, bo zaoferowaliśmy pasażerom dużo lepszy komfort przejazdów – ocenia Padziński. – Ma to odzwierciedlenie we frekwencji. Pomimo spadkowego rynku przewozów autokarowych, gdyż intencją zarówno rządu, jak i Unii Europejskiej jest przede wszystkim promocja transportu kolejowego, udaje nam się utrzymywać liczbę pasażerów na liniach dalekobieżnych. Na innych również mamy wzrosty.

W efekcie tych inwestycji oraz współpracy z regionalnymi przewoźnikami, jak twierdzi Andrzej Padziński, w pierwszej połowie tego półrocza spółka notowała nawet dwucyfrowe wzrosty liczby pasażerów. Wysoka frekwencja powinna się utrzymać również w drugim kwartale. Od ubiegłego roku firma dysponuje własnym systemem integrującym wszystkie kanały komunikacyjne. Dzięki niemu pracownicy przedsiębiorstwa mogą zarządzać wszystkimi miejscami w autokarze na całej trasie oraz sprzedawać bilety odcinkowe z przystanków pośrednich.

Poprzez lepsze zarządzanie sprzedażą możemy wygenerować większe przychody na tej samej linii – tłumaczy Padziński. – Jako pierwsi z przewoźników zaoferowaliśmy możliwość bezpłatnej zmiany daty wyjazdu, którą każdy może przeprowadzić sam, przez internet. Mimo że nasza flota jeszcze nie jest jednorodna i mamy różne pojazdy o różnych pojemnościach wnętrza, możemy zaoferować pasażerom wybór konkretnego miejsca. To ważne zwłaszcza dla osób podróżujących z rodziną czy w towarzystwie innych. Niebawem wdrożymy również aplikację dla kierowcy, która spowoduje, że również sprzedaż w autokarze, podczas kursu, zostanie zintegrowana z innymi kanałami.  

Jak wynika z ostatnich danych Głównego Urzędu Statystycznego, w ramach transportu samochodowego (oprócz komunikacji miejskiej) przewieziono w ubiegłym roku 416,5 mln osób, czyli o 7,5 proc. mniej niż przed rokiem. Liczba kursów spadła zarówno w kategorii komunikacji regularnej (o 7,1 proc.), regularnej specjalnej (o 2,8 proc.) i pozostałej (o 25,6 proc.). Praca przewozowa w pasażerokilometrach natomiast ukształtowała się na poziomie zbliżonym do uzyskanego rok wcześniej.

Popołudniowy komentarz walutowy z 09.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 09.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Czy nadążamy za światową cyfryzacją intralogistyki?

Kierunek obrany przez organizatorów CeMAT 2016, żywa reakcja wystawców i gości na hasło „Inteligentne rozwiązania łańcucha dostaw” oraz dane płynące z rynku nie pozostawiają wątpliwości, że w najbliższych latach w europejskiej intralogistyce dominującą będzie koncepcja Przemysłu 4.0. Czy w Polsce jest miejsce na innowacyjne systemy tego typu?

Według relacji organizatorów CeMAT 2016, centralna rola zagadnień z zakresu oprogramowania i automatyzacji widoczna była na niemal wszystkich targowych stoiskach. Wymiernym wskaźnikiem wzrostu znaczenia aplikacji oraz produktów autonomicznych dla transportu wewnętrznego było również wygospodarowanie na ich potrzeby odrębnej hali. – Inteligentne rozwiązania IT mają fundamentalne znaczenie we współczesnej logistyce. Są dziś najważniejszym czynnikiem i źródłem innowacji w tym sektorze. Mobilny Internet i jego wykorzystanie w celu integracji wszystkich uczestników łańcucha dostaw tworzą nowe możliwości i dają początek innowacyjnym modelom biznesowym – twierdzi Andreas Gruchow, członek zarządu Deutsche Messe.

W związku z tym, na tegorocznej edycji wydarzenia po raz pierwszy utworzono pawilon „Zintegrowana Logistyka”. Zaproszono do niego SAP, jedną z największych firm dostarczających oprogramowanie dla przemysłu, oraz współpracujące z nią spółki. Globalny wzrost znaczenia systemów klasy ERP – również w branży TSL – wydaje się więc bezdyskusyjny. Warto jednak postawić sobie pytanie, czy również rodzime przedsiębiorstwa uczestniczą w technologicznym marszu do realizacji idei Przemysłu 4.0.

Polska i świat w badaniach rynkowych

Analizując skalę wykorzystywania oprogramowania klasy ERP, można przekonać się, że polskie przedsiębiorstwa znajdują się poniżej unijnej średniej. Według danych GUS za 2014 rok opublikowanych w raporcie „Społeczeństwo informacyjne w Polsce. Wyniki badań statystycznych z lat 2011-2015”, stosowało je 22% badanych firm (w 2015 – 20,9%). Przeciętna wartość dla krajów Wspólnoty Europejskiej wynosiła natomiast 31%.  – Wśród naszych klientów występują spore dysproporcje w zakresie zastosowania wspomagających zarządzanie systemów IT w zależności od wielkości przedsiębiorstwa. Choć korzysta z nich znacząca większość dużych firm, są stosunkowo rzadko spotykane w przypadku małych i średnich firm – mówi Paweł Włuka, kierownik działu marketingu STILL Polska.

Jednak wraz z wprowadzaniem na rynek wyspecjalizowanych rozwiązań automatyzacyjnych, zainteresowanie nimi rośnie także wśród mniejszych podmiotów – dodaje.

Obserwacje te zdaje się potwierdzać raport PwC na temat prognoz dla realizacji postulatów koncepcji Industry 4.0 w najbliższych latach. Choć cyfryzacji kluczowych procesów w obrębie łańcucha wartości dokonało dziś zaledwie co piąte przedsiębiorstwo przemysłowe, w pięcioletniej perspektywie 85% firm wdroży służące temu aplikacje we wszystkich istotnych obszarach działalności. Przyczyną tego dynamicznego wzrostu mają być intensywne programy rozwojowe zorientowane na zwiększenie wydajności pracy w oparciu o innowacyjne produkty i usługi. Przez 5 najbliższych lat na rozwiązania z obszaru Przemysłu 4.0 ma być przeznaczane 50% nakładów inwestycyjnych europejskich przedsiębiorstw. W skali 12 miesięcy oznacza to wydatki rzędu 40 miliardów euro w samych tylko Niemczech. Zachętą do tych zmian mają być spodziewane korzyści związane z integracją łańcuchów wartości. Respondenci badania PwC szacują, że pozwolą one zwiększyć produktywność nawet o 18%.

Przykłady z naszego podwórka

Dynamika ewolucji polskiego rynku produktów i usług intralogistycznych wykazuje ciekawe zależności z sytuacją w krajach rozwiniętych. Choć w mających miejsce w rodzimej branży zmianach dostrzegalna jest analogia do stanu obserwowanego na Zachodzie, w niektórych przypadkach innowacje przyjmują się z kilkuletnim opóźnieniem. Polscy klienci podchodzą do przełomowych technologii z większą dozą ostrożności niż nasi sąsiedzi z Niemiec. Kilka przykładów przeczy jednak prostemu uzasadnieniu, że wynika to jedynie z odczuwalnej różnicy cen. Znaczenie wydaje się mieć także stopień pewności, że inwestycja przyniesie konkretne korzyści. – iGo neo, samodzielnie przemieszczający się za operatorem wózek kompletacyjny, od swojej premiery cieszył się dużym zainteresowaniem klientów z naszego kraju. Jego natychmiastową popularność wiążemy z faktem, że oszczędności wynikające z braku konieczności sterowania pojazdem są oczywiste i namacalne – mówi Paweł Włuka.

– Coraz częściej wykorzystujemy w związku z tym model, w którym nasi partnerzy mogą samodzielnie przekonać się o przydatności konkretnych rozwiązań. Taka sytuacja ma miejsce w przypadku usługi neXXt fleet. Dostęp do podstawowych funkcji tego pakietu oprogramowania flotą jest bezpłatny dla wszystkich naszych klientów. Przez miesiąc mogą oni także testować zaawansowane możliwości systemu – dodaje kierownik działu marketingu

.

Czyżby kluczem do promowania innowacji w Polsce było więc skuteczne dowodzenie opłacalności konkretnych rozwiązań? Słuszność takiej diagnozy potwierdza ankieta przeprowadzona w ramach Panelu Polskich Menadżerów Logistyki. Wśród głównych barier dla wdrożeń systemów IT respondenci wymieniali obawę czy organizacja jest gotowa na złożone i zaawansowane systemy oraz niewystarczającą wiedzę na temat dostępnych możliwości. Warunkiem pełnoprawnego włączenia się rodzimych przedsiębiorstw w europejskie dążenie do realizacji idei Przemysłu 4.0 może być więc rzetelna edukacja klientów w zakresie przydatności innowacyjnych nowości.

Mariusz Chochołek: Analityka kluczem do cyfrowego biznesu

Zdaniem Mariusza Chochołka, prezesa Integrated Solutions, to systemy analityczne odegrają kluczową rolę w cyfrowej transformacji biznesu. – Tylko twarde dane są w stanie przekonać polskie przedsiębiorstwa, że digitalizacja ma sens – stwierdza.

Mariusz Chochołek
Mariusz Chochołek, prezes Integrated Solutions

Według Gartner[1] za cztery lata ponad 75 proc. dużych i średnich firm na całym świecie będzie walczyć o klienta wykorzystując zaawansowaną analitykę. Dobre perspektywy dla rynku analitycznego potwierdza też IDC. W 2019 roku przychody ze sprzedaży tej klasy rozwiązań mają sięgnąć 187 miliardów dolarów[2]. Tymczasem z danych Integrated Solutions wynika, że polskie małe i średnie przedsiębiorstwa wciąż w niewielkim stopniu wykorzystują potencjał analityki. Tylko co dziesiąta firma deklaruje, że technologie analityczne mają istotny wpływ na prowadzony przez nie biznes.

O ile duże polskie podmioty, które dziś są pionierami cyfryzacji, zbudowały swoją przewagę rynkową właśnie w oparciu o rozwiązania analityczne, mniejsi działają instynktownie, często bazując na schematach. Z jednej strony chcą płynąć z nurtem cyfryzacji, z drugiej nie wiedzą jak się do tego zabrać. Brak zaplecza analitycznego dodatkowo komplikuje sprawę – wyjaśnia Mariusz Chochołek.

Około 40 proc. przedstawicieli MSP uważa, że cyfryzacja wiąże się z inwestycją w innowację. Zdaniem prezesa Integrated Solutions to analityka stoi za mądrym i trafionym inwestowaniem.

Jak podaje International Institute for Analytics najczęstsze bariery powstrzymujące firmy przed korzystaniem z analityki nowej generacji to wewnętrzny opór organizacji, chęć utrzymanie obecnej sytuacji w firmie oraz brak zaufania do metod analitycznych. W pierwszej piątce branż z największym doświadczeniem w analityce znajdują się m.in. finanse, handel i farmacja.

[1] http://www.sas.com/pl_pl/news/informacje-prasowe-pl/2016/gartner-zaawansowana-analityka-biznesowa-rosnie-w-sile.html

[2] https://www.idc.com/getdoc.jsp?containerId=prUS41306516

Polscy importerzy potrafią zaskoczyć

Skąd bierzemy przyjemny chłód latem lub potrzebne dla zdrowia witaminy? Z zagranicy! Polska importuje dużo (w zeszłym roku wartość importu przekroczyła 731,7 mld zł) i to także wiele naprawdę zaskakujących towarów – zauważają eksperci AKCENTY, instytucji płatniczej, która na co dzień realizuje płatności walutowe polskich importerów i eksporterów.

Polscy eksporterzy coraz mocniej rozpędzają się na zagranicznych rynkach, jednak importerzy dotrzymują im w tym kroku. W ubiegłym roku wartość polskiego eksportu i importu była bardzo zbliżona, obecnie wymiana handlowa w obu kierunkach wspaniale rośnie. Świadczy to o coraz większym umiędzynarodowieniu naszej gospodarki i otwarciu na świat polskiego biznesu. A za to odpowiedzialni są przedsiębiorcy z bardzo wielu branż, także tych bardzo nietypowych i zaskakujących – zauważa Radosław Jarema, szef polskiego oddziału AKCENTY, instytucji płatniczej realizującej i zabezpieczającej transakcje walutowe eksporterów i importerów.

Śpiewać (i grać) każdy może

Eksperci Akcenty zwracają uwagę, że w grupie towarów o nazwie „sprzęt grający” ujęte są także wyjątkowe przedmioty wytwarzające dźwięk, jak szafy grające czy mechaniczne ptaki śpiewające, ale też piły grające, wabiki, gwizdki, rogi oraz dęte instrumenty sygnalizacyjne. Wymieniane w tej kategorii sprzęty grające sprowadzone do Polski w zeszłym roku były warte prawie 2,2 mln zł. Największa część tych produktów pod względem tonażu pochodziła z Chin i Indonezji, jednak dużo wydaliśmy też na urządzenia sprowadzone z Kanady, Szwecji i Niemiec.

Coraz więcej zdrowia z zagranicy

Importowym hitem ostatnich lat jest awokado. Oczywiście na sprowadzanie tego owocu z zagranicy jesteśmy skazani ze względu na brak warunków do jego uprawy. Imponujące jest jednak tempo wzrostu popularności tego bardzo zdrowego owocu. Wg danych GUS, w 2015 r. cały import awokado do Polski był wart aż 84,7 mln zł, o 57 proc. więcej niż w poprzednim roku. To kwota ponad 5-krotnie wyższa niż 5 lat temu. W 2014 r. GUS zanotował wzrost wartości wwozu awokado do naszego kraju, w 2013 r. – o 69 proc. a w 2014 r. – o 55 proc. r/r. Do niedawna egzotyczne, a teraz już powszechnie dostępne nawet w osiedlowych sklepach, awokado przywożone jest do Polski głównie z Izraela, RPA i Hiszpanii. Zielone owoce dostarczają nam też w dużych ilościach Peru, Chile czy Kenia.

Także wiele leków czy suplementów diety (lub ich składniki) sprowadzamy z innych krajów. Przykładem jest chociażby witamina A, którą możemy znaleźć w polskiej marchewce, ale też pod postacią importowaną m.in. z Niemiec, Szwajcarii, Francji czy Holandii. W zeszłym roku polskie firmy sprowadziły do kraju prawie 226 tys. kg witaminy A wartej blisko 24,9 mln zł.

Import stawia na nogi

Jakość zdrowia i życia Polaków, mających problem z układem ruchu, poprawia nietypowy towar z importu – sztuczne stawy. W zeszłym roku ich wwóz wart był aż 174,8 mln zł. Sztuczne stawy sprowadzamy oczywiście z krajów, które specjalizują się w nowoczesnych rozwiązaniach medycznych, jak Niemcy, Stany Zjednoczone czy Holandia, ale jeśli życzymy sobie protezy z bardziej egzotycznych kierunków, to jest to jak najbardziej możliwe. W zeszłym roku do Polski sprowadzono je np. z Malezji czy Tajwanu.

A/C też z zagranicy

Lato w Polsce bywa niemiłosiernie gorące, w upale chłodną ulgę przynosi – coraz częściej także w domach – klimatyzacja. Te urządzenia w dużej części są sprowadzone z Chin i Niemiec. Lista naszych dostawców jest jednak długa. Ulgę w upale zapewnia nam także import np. z Czech, Włoch, Holandii czy Tajlandii. W zeszłym roku import klimatyzatorów do Polski był wart prawie 1,49 mld zł i wzrósł w porównaniu do roku ubiegłego o ok. 4 proc.

Wszystkie wartości w materiale podane w PLN. Źródło: Główny Urząd Statystyczny.

Anna Maria Pawlak-Kuliga nową Prezes Zarządu IKEA Retail w Polsce

Od 1 września br. nastąpi zmiana na stanowisku Prezesa sieci sklepów IKEA
w Polsce. Po raz pierwszy w historii firmy, funkcję tę obejmie Polka –
Anna Pawlak-Kuliga. Zastąpi ona Evelyn Higler, która od września obejmie stanowisko w globalnych strukturach firmy.

Anna Pawlak-Kuliga, IKEA
Anna Pawlak-Kuliga, IKEA

Anna Pawlak-Kuliga rozpoczęła karierę w IKEA osiem lat temu w jednym ze sklepów w Londynie, gdzie objęła stanowisko Nawigatora Biznesu. W kolejnych latach awansowała w ramach struktur wewnętrznych IKEA w Wielkiej Brytanii.

Do Polski wróciła w 2012 roku, początkowo jako członek zarządu IKEA Retail, a rok później – także wiceprezes. Przez cały czas ściśle współpracowała z Evelyn Higler. Zasiadała też w zarządzie spółki IKEA Property oraz radzie nadzorczej IKEA Distribution na Europę południowo – wschodnią.

Polska to wyjątkowy rynek dla IKEA – szybko rozwijający się, ze wspaniałymi ludźmi, dla których wszystko jest możliwe. Jednocześnie żyjemy w bardzo ciekawych czasach, w których świat nieustannie się zmienia. Dla nas kluczowe jest to, by szybko na te zmiany reagować i zawsze wychodzić naprzeciw oczekiwaniom naszych klientówpowiedziała Anna Pawlak-Kuliga

Jestem głęboko przekonana, że Polacy zasługują na to, by być otoczeni pięknymi rzeczami i żyć w funkcjonalnych domach. Dlatego też w dalszym ciągu będziemy skupiać nasze wysiłki na tym, by kreować lepsze życie na co dzień dla wielu ludzi w naszym kraju, naszych klientów i współpracowników. To też moje marzenie i osobista misjadodała Anna Pawlak-Kuliga.

Przyszła pani Prezes podkreśla, że planuje kontynuować ambitną strategię rozwoju firmy na polskim rynku, która zakłada ponad pięciokrotny wzrost obrotów do 2035 r., z obecnych ok. 3 miliardów złotych do 16 miliardów.

W najbliższych latach planujemy otwierać kolejne sklepy, w tym już niedługo, bo w drugiej połowie 2017 r. sklep w Lublinie. Będziemy także rozwijać IKEA w Polsce w kierunku sprzedaży wielokanałowej i już w najbliższych miesiącach wprowadzimy sprzedaż mebli przez Internet. Co istotne – we wszystkich naszych działaniach koncentrujemy się na zrównoważonym rozwoju. Dobrym przykładem może być to, że w Polsce produkujemy tyle energii ze źródeł odnawialnych ile zużywamy we wszystkich naszych fabrykach, sklepach czy biurach. Udało się to osiągnąć dzięki inwestycjom w sześć farm wiatrowych, a także instalacje do spalania biomasy w fabrykachdodała Anna Pawlak-Kuliga.

Anna Pawlak-Kuliga jest pierwszą Polką w historii firmy, która objęła stanowisko Prezes IKEA Retail. Ma 39 lat, karierę zawodową łączy z rolą żony i matki rocznego synka. Wolne chwile spędza z rodziną, podróżując oraz poznając nowe kultury. Lubi aktywnie spędzać czas
w górach i nad morzem. Uprawia kitesurfing, dużo czyta. Interesuje się tematyką rozwoju osobistego oraz psychologii.

Toyota prowadzi prace nad taksówką nowej generacji

Japońska branża taksówkowa i Toyota nawiązały współpracę w celu stworzenia i wprowadzenia japońskiej taksówki przyszłości.

Tokyo  taxi - Toyota 8 sierpnia, w rocznicę uruchomienia pierwszej w Japonii taksówki w 1912 roku, Japońska Federacja Zrzeszeń Taksówkowych i Toyota Motor Corporation (TMC) poinformowały o podpisaniu listu intencyjnego w sprawie współpracy nad stworzeniem i wprowadzeniem japońskiej taksówki przyszłości.

Obecność Toyoty w japońskiej branży taksówkowej sięga 1936 roku, gdy taksówkarze w tym kraju rozpoczęli eksploatację Toyoty Model AA. Stało się to początkiem współpracy firmy z branżą, której tradycje kontynuowane są do dziś za sprawą obecnego modelu Crown Comfort. Samochody Toyoty użytkowane jako taksówki przejeżdżają rocznie nawet po 100 tysięcy kilometrów, co przyczynia się do ciągłego doskonalenia ich konstrukcji, zapewniającej coraz większą trwałość i niezawodność, a także bezpieczeństwo i komfort podróżowania.

Japońska Federacja Zrzeszeń Taksówkowych i Toyota od dawna wspólnie dokładają starań, aby nowe japońskie taksówki były najbezpieczniejszym i najwygodniejszym środkiem transportu publicznego.

Toyota prowadzi prace nad taksówką nowej generacji, która będzie odzwierciedlać ducha japońskiej gościnności i przyczyni się do podniesienia jakości życia w miastach. Nowy pojazd, który ma trafić na rynek już w przyszłym roku, zapewniać będzie większą wygodę pasażerom, a szczególnie osobom starszym, rodzinom z dziećmi i zagranicznym turystom. W ten sposób Japońska Federacja Zrzeszeń Taksówkowych i Toyota zamierzają współtworzyć społeczeństwo otwarte na wszystkich, a jednocześnie pomagać w promowaniu Japonii jako celu podróży turystycznych.

Najważniejsze cele współpracy obejmują oprócz opracowania specyfikacji nowego pojazdu popularyzację przyjaznych dla wszystkich pasażerów taksówek opartych na uniwersalnym projekcie (UD, Universal Design), a także ocenę uwarunkowań związanych z budową systemów towarzyszących, rozwój zaawansowanych systemów bezpieczeństwa i współpracę nad udostępnieniem usług w wielu językach.

W rejonie aglomeracji tokijskiej partnerzy prowadzić będą działania związane z rozwijaniem nowych technologii zautomatyzowanego prowadzenia pojazdów, uwzględniających zróżnicowane grupy kierowców, w tym osoby starsze i cudzoziemców, co pomoże zmniejszyć obciążenie kierowców taksówek pracą. Obejmować będą one m.in. wykorzystanie taksówek do gromadzenia i informacji o ruchu drogowym, które po przeanalizowaniu posłużą rozwijaniu koncepcji automatycznego prowadzenia pojazdów Toyota Mobility Teammate oraz współpracę w dziedzinie nowatorskich rozwiązań biznesowych związanych ze zautomatyzowanym prowadzeniem pojazdów w oparciu o Mobility Teammate.

Jak zdobyć 100% wiedzy o swojej sieci?

Marcin Matuszewski
Marcin Matuszewski, Starszy Inżynier Pomocy Technicznej w Axence

Agent, czyli niewielki program zainstalowany na każdej firmowej stacji roboczej, niesłusznie kojarzony jest wyłącznie z inwigilacją użytkowników. Do jego głównych zadań należy bowiem dostarczenie pełnej wiedzy o sieci i wspieranie jej bezpieczeństwa. A to tylko wycinek z wachlarza zalet monitorowania agentowego.

Agent. Nie mylić z donosicielem

Monitorowanie i diagnostyka sieci to obecnie bardzo istotna część prowadzenia biznesu. Umiejętność profesjonalnego zarządzania infrastrukturą IT chroni przed wieloma problemami wynikającymi z jej nieodpowiedniej konfiguracji, działania szkodliwego oprogramowania lub nieautoryzowanych zachowań użytkowników. Niektóre informacje można zebrać bez konieczności instalowania dodatkowego oprogramowania, jednak jest to zaledwie ułamek wiedzy, jaką możemy uzyskać po instalacji agenta – małego programu stale monitorującego pracę systemu. To właśnie agent pozwala na pozyskanie szczegółowych informacji dotyczących konkretnej stacji roboczej czy pracy użytkowników.

Możliwość przewidywania potencjalnych awarii, zwiększenie bezpieczeństwa organizacji czy ograniczenie kosztów wynikających m.in. z nadprogramowych licencji, a także nieuczciwych działań pracowników, to tylko kilka spośród korzyści, jakie daje monitorowanie agentowe. I wcale nie chodzi tu o rozliczanie użytkowników z każdej minuty spędzonej w sieci na portalach społecznościowych. Agent oczywiście może pełnić rolę donosiciela, ale czy o to chodzi w nowoczesnym zarządzaniu IT? Oczywiście odpowiedź brzmi NIE i, co bardzo cieszy, coraz więcej administratorów rozumie jakie dane zebrane przez agenty mają najwyższą wartość dla organizacji.

Co zyskujemy poprzez zainstalowanie agentów na komputerach pracujących w firmowej sieci?

monitorowanie infrastruktury IT

Jak to działa? Przykład Axence nVision

Instalacja Agentów nVision pozwala osiągnąć synergię w nowoczesnym monitorowaniu sieci oraz pozyskać o wiele więcej informacji o sieci i jej użytkownikach z poziomu jednej konsoli. Używanie Agentów nVision jest w pełni bezpieczne, ponieważ wszystkie informacje, które wysyłają, są zabezpieczone 256-bitowym kluczem. Baza danych również jest zabezpieczona przy pomocy hasła. Przesyłane dane są pakowane przed wysłaniem i rozpakowywane po dotarciu do nVision. Agenty wysyłają niewielkie pakiety co kilka godzin. Średni dzienny ruch generowany przez pojedynczego Agenta to ok. 150kB. Agent, w swojej lokalnej bazie danych, przechowuje dane z ostatnich 3 tygodni. Zużycie CPU przez Agenta jest bardzo niskie: 1-5%, chwilowo do 15%.

Jak zainstalować Agenty nVision?

  • Active Directory – polityki GPO
  • Konsola zarządzania oprogramowania antywirusowego
  • Pendrive / Sieć

Zainstalowane Agenty będą aktualizować się automatycznie. Można je w dowolnym momencie usunąć za pomocą konsoli nVision.

Szczegóły instalacji: http://axence.net/help/nVision/pl/index.html?installing_and_uninstalling_ag.htm

Dane z Wielkiej Brytanii

Dane z Wielkiej Brytanii 3

Wtorkowy poranek przynosi bardzo negatywne wieści z Wielkiej Brytanii. O godzinie 10.30 poznaliśmy bilans handlowy oraz produkcję przemysłową za czerwiec. Wymiana handlowa wskazuje na coraz większy deficyt, konsensus ekonomistów zakładał odczyt na poziomie -10075 mln GBP, natomiast aktualna wartość uplasowała się na poziomie -12409 mln GBP. Co więcej, dokonano rewizji poprzedniego odczytu o ponad 600 mln GBP. Powyższe odczyty makroekonomiczne potwierdzają ostatnie obawy na temat deficytu handlowego oraz rachunku bieżącego. O tej samej godzinie została opublikowana również produkcja przemysłowa, gdzie dane były zgodne z konsensusem rynkowym. Jednakże zrewidowano poprzedni odczyt w dół o 0.1%.

Pomimo tego negatywne informacje nie doprowadziły do większej wyprzedaży funta szterlinga na szerokim rynku. Na parze walutowej GBP/USD nastąpiło wybicie z trójkąta, a tym samym jest to potwierdzenie kontynuacji trendu spadkowego. Bazowym scenariuszem będzie kontynuacja obecnego ruchu w okolicę ostatnich minimów.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych