Sytuacja na rynku oponiarskim w II kwartale 2016

Słabsze nastroje na europejskich rynkach

Na europejskich parkietach podczas czwartkowych notowań przeważały słabsze nastroje. Większość rynków bazowych na Starym Kontynencie traciła na wartości. W rozruszaniu handlu nie pomogła środowa decyzja FOMC o pozostawieniu stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. W samym komunikacie, który był trudny do zinterpretowania dla rynków, znalazły się stwierdzenia o mocniejszym rynku pracy i wciąż możliwych podwyżkach stóp procentowych w tym roku.

W rezultacie, niemiecki DAX zakończył czwartkową sesję spadkiem o 0,43%, francuski CAC40 spadł o 0,59%, a brytyjski FTSE100 o 0,44%. Warszawski WIG20 zakończył dzień wynikiem zbliżonym do pozostałej części Europy, tracąc 0,51%. Na indeksie najbardziej ciążyły akcje Pekao, a obroty na całym rynku sięgnęły 700 mln zł.

Spośród danych napływających w czwartek na rynek na uwagę zasługiwały między innymi większa o 14 tys. liczba złożonych wniosków dla bezrobotnych w Stanach Zjednoczonych. W tym wypadku, nie należy doszukiwać się alarmujących sygnałów, ponieważ dwa ostatnie odczyty były na bardzo niskich poziomach. Odczyt inflacji CPI w Niemczech wyniósł w ujęciu rocznym 0,4%, natomiast w ujęciu miesięcznym kształtuje się na poziomie 0,3%. Publikacją wartą uwagi jest również ta dotycząca rynku pracy Hiszpanii, z której wynika, że w II kwartale bezrobocie utrzymywało się na poziomie 20,0%. Kwartał wcześniej było to 21,0%, zatem widać nieznaczną poprawę w tej trudnej dla władz kwestii.

Poznaliśmy już decyzję Banku Japonii, który zdecydował się pozostawić stopę procentową na niezmienionym poziomie, czyli -0,1%. Ogłosił w swoim komunikacie, że istnieją takie problemy o charakterze globalnym, jak np. planowane wyjście Wielkiej Brytanii z UE, spowolnienie na rynkach wschodzących czy ogólna niepewność i zmienność na rynkach finansowych. W tej sytuacji, BoJ postanowił zadziałać w celu powstrzymania ewentualnego spadku zaufania konsumentów i biznesu oraz wpłynąć na korzyść japońskiego eksportu. Ogłoszono zatem wzrost zakupów funduszy ETF z 3,3 bilionów jenów rocznie do 6 bilionów. Postanowiono także zwiększyć program pożyczkowy z 12 miliardów USD do 24 miliardów. Będą też podejmowane inne działania, np. pożyczanie japońskich obligacji skarbowych instytucjom finansowym. Z kolei sam skup obligacji, a więc mówiąc potocznie dodruk pieniądza, zostanie utrzymany na poziom 80 bilionów jenów rocznie. Ponadto, poznaliśmy dane dotyczące gospodarki Japonii. Produkcja przemysłowa za czerwiec wzrosła o 1,9% (prognoza 0,7%), natomiast wydatki gospodarstw domowych spadły w ujęciu rocznym o 1,1% (oczekiwano 0,3%).

Co czeka nas jeszcze dziś, poza reakcją rynków na dane z Kraju Kwitnącej Wiśni? Interesujące będą odczyty PKB ze strefy euro i USA, odczyt indeksu Chicago PMI i Uniwersytetu Michigan, a także dane dotyczące sprzedaży detalicznej w Niemczech. Rodzimi inwestorzy poznają natomiast odczyt polskiej inflacji konsumenckiej.

Sejsa w USA:
Czwartkowa sesja na nowojorskich giełdach przyniosła ponownie niewielkie zmiany głównych indeksów, a po zakończeniu posiedzenia Rezerwy Federalnej dolar zaczął się osłabiać. Mocno w trakcie sesji traciły na wartości akcje Forda. Producent samochodów podał przed sesją gorsze od oczekiwań wyniki oraz oświadczył, że pod znakiem zapytania stoi realizacja prognozy finansowej spółki.

W momencie zamknięcia, indeks Dow Jones Industrial Average stracił 0,09%, S&P500 wzrósł o 0,16%, natomiast Nasdaq Composite zyskał 0,3%.

Waluty:
Kurs EURUSD na koniec czwartkowych notowań dotarł do poziomu 1,1076 i tym samym wzrósł o 0,16%. Para EURGBP zyskała 0,57% i osiągnęła poziom 0,8413, natomiast EURJPY wzrosła o 0,02%, osiągając 116,58.

Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,3643 PLN wobec euro, 3,9341 PLN wobec dolara amerykańskiego, 4,0222 PLN wobec franka szwajcarskiego i 5,1923 PLN wobec funta szterlinga.

Surowce:
Notowania złota w czwartek wzrosły o 0,43% do poziomu 1332,30 USD za uncję. Srebro straciło 0,65% i było notowane po 20,22 USD za uncję. Ropa naftowa, w przypadku odmiany WTI, straciła 1,86%, docierając do poziomu 41,14 USD za baryłkę. Odmiana Brent spadła natomiast o 1,77% i była notowana po 42,70 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

DAX 30 – co dalej?

DAX 30 - co dalej? 1

Indeks DAX 30 na interwale tygodniowym w dalszym ciągu porusza się w kanale spadkowym. Jako jeden z nielicznych indeksów nie zdołał odrobić strat związanych z wynikiem referendum w Wielkiej Brytanii. Jednak kontynuacja dalszego luzowania polityki monetarnej zachęca kupujących do wypchnięcia indeksu na jeszcze wyższe poziomy.

Na chwile obecną kupujący walczą z górnym ograniczeniem kanału spadkowego oraz strefą oporu 10282-10526. Bardzo prawdopodobne jest pokonanie strefy oporu i kontynuacja dotychczasowych wzrostów, ponieważ to indeks S&P 500 wyznacza główne trendy na światowych parkietach, dlatego że jego kapitalizacja jest największa na świecie. Gdyby jednak doszło do przejęcia kontroli przez sprzedających, to spadki nie powinny pokonać strefy wsparcia 9320-9540.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

EUR/AUD – wsparcie coraz słabsze

EUR/AUD - wsparcie coraz słabsze 2

Para walutowa EUR/AUD na interwale dziennym po raz kolejny znalazła się w pobliżu bardzo mocnego poziomu wsparcia. Jest to już czwarte podejście sprzedających, tym razem kupującym również udało się obronić wsparcie. Jeżeli jednak popatrzymy w szerszej perspektywie, to możemy zauważyć, że każde kolejne odbicie od strefy popytu było z mniejszym impetem. W ten sposób możemy również wyrysować linie trendu spadkowego, dlatego też bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu spadkowego.

Za umocnieniem euro względem dolara australijskiego przemawia również fakt, że rynek spodziewa się kolejnej obniżki stóp procentowych w Australii.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Ile zarabiają rządzący: prezydent, premier, marszałek, minister

Wynagrodzenia władz państwowych zawsze były tematem kontrowersyjnym, jak każdy poruszający kwestię wydatków publicznych. W końcu wszystkie one finansowane są przez nas – obywateli. Jak zatem powinni być opłacani ludzie, którzy zawodowo zajmują się wydawaniem naszych pieniędzy?

Aby dotrzeć do tych informacji, należy zajrzeć do kilku dokumentów państwowych. Chociaż w nowym projekcie PiS zrezygnowano z podwyższania wynagrodzeń parlamentarzystom, zobaczmy jakie są podstawy ich wynagradzania.

Zacząć należy od kwoty bazowej, która stanowić będzie podstawę do obliczania wynagrodzeń wszystkich omawianych tu stanowisk. Kwota bazowa ustalana jest w ustawie budżetowej rok do roku i obecnie wynosi ona 1 766,46 PLN (1). Pozostaje ona niezmieniona od 2008 roku. Wynagrodzenie posłów i senatorów składa się z kilku elementów. Pierwszym elementem ich zarobków jest wynagrodzenie podstawowe, które równa się sumie wynagrodzenia podstawowego i dodatku funkcyjnego podsekretarza stanu i wynosi 9 892,3 PLN brutto (2). Do tego dochodzi dieta poselska, którą można wykorzystać na koszty związane z wykonywaniem zawodu, wynosząca 25% wynagrodzenia, tj. 2 473,08 PLN. Dietę otrzymują tylko parlamentarzyści zawodowi, to znaczy tacy, którzy nie wykonują aktualnie innych czynności zawodowych. Posłowie mogą zrezygnować z diety na rzecz umowy o pracę, bądź prowadzenia działalności gospodarczej. Parlamentarzyści otrzymują również 12 150 PLN miesięcznie na prowadzenie biura poselskiego. Każdy z nich musi prowadzić przynajmniej jedno biuro. Może być ich więcej, jednak dofinansowanie nie jest zależne od ilości filii biura.

Posłowie i senatorowie mogą również liczyć na szereg dodatków, w zależności od ich aktywności w komisjach parlamentarnych. W przypadku pełnienia kilku funkcji, dodatki łączą się do maksymalnej wartości 35% uposażenia, tj. 3 462,21 PLN. Zgodnie z ustawą (2), do uposażenia przysługują następujące dodatki:

  • dla przewodniczącego komisji – 20% wynagrodzenia – 1 978,46 PLN,
  • dla zastępcy przewodniczącego komisji – 15% wynagrodzenia – 1 483,75 PLN,
  • dla przewodniczącego stałej podkomisji – 10% wynagrodzenia – 989,23 PLN.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze kwota wolna od podatku. Dla zwykłego obywatela wynosi ona 3 091 PLN w skali roku, co daje trochę ponad 257 PLN miesięcznie. Parlamentarzystom rocznie przysługuje kwota wolna w wysokości 27 360 PLN, co daje 2 280 PLN miesięcznie. Odliczana jest ona od kwoty uposażenia, gdyż dieta i ryczałt na prowadzenie biura nie są traktowane jako dochód.

wynagrodzenia parlamentarzystów
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie ustawy z dnia 16 września 1982 r. o pracownikach urzędów państwowych

Wynagrodzenie zasadnicze i dodatek funkcyjny oblicza się poprzez pomnożenie kwoty bazowej (1 766,46 PLN) przez mnożnik. Wartości mnożnika dla części stanowisk zostały podane w tabeli 1.

Dodatek za „wieloletnią pracę w urzędach państwowych” otrzymuje się po przepracowaniu minimum pięciu lat w urzędzie. Wynosi on wtedy 5% miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego i wzrasta z każdym kolejnym rokiem pracy aż do maksymalnej wartości 20%.

Nagrody jubileuszowe przeznaczone są dla urzędników z przynajmniej 20-letnim stażem pracy. Wynoszą one odpowiednio:

  • 75% wynagrodzenia miesięcznego po 20 latach pracy,
  • 100 % wynagrodzenia miesięcznego po 25 latach pracy,
  • 150% wynagrodzenia miesięcznego po 30 latach pracy,
  • 200% wynagrodzenia miesięcznego po 35 latach pracy,
  • 300% wynagrodzenia miesięcznego po 40 latach pracy,
  • 400% wynagrodzenia miesięcznego po 45 latach pracy.

Wartości mnożnika dla wybranych kierowniczych stanowisk państwowych

mnożnik
stanowisko wynagrodzenie zasadnicze dodatek funkcyjny
prezydent 10 3
premier, marszałek Sejmu/Senatu, prezes NBP 6,2 2
wicepremier, wicemarszałek Sejmu/Senatu,

prezes NIK

5,7 1,6
minister,

rzecznik praw obywatelskich

5,6 1,5
sekretarz stanu 4,9 1,2
podsekretarz stanu, wojewoda 4,4 1,2

Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie rozporządzenia Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 25 stycznia 2002 r. w sprawie szczegółowych zasad wynagradzania osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe

Ponadto w urzędach państwowych tworzone są zakładowe fundusze nagród, wynoszące 8,5% funduszu płac. Rada Ministrów może również utworzyć dodatkowe fundusze nagród, w wysokości 3% funduszu płac. Nagrody te przyznaje się za szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej.

Zgodnie z artykułem 26. ustawy o pracownikach urzędów państwowych urzędnikom przysługują również zwroty za koszty poniesione w podróży służbowej i podczas przenoszenia do pracy w innej miejscowości. W przypadku przenoszenia do innej miejscowości, wypłaca się również dodatek za rozłąkę.

Jak widać poza wynagrodzeniem podstawowym, osobom na kierowniczych stanowiskach państwowych przysługuje bardzo dużo dodatków i przywilejów, są one jednak rozpatrywane indywidualnie. Z tego powodu ciężko jest ustalić całkowite wynagrodzenie dla danego stanowiska. Można to jednak zrobić w ograniczonym zakresie, posługując się wynagrodzeniem podstawowym i dodatkiem funkcyjnym. Wynagrodzenia urzędników przedstawiono na wykresie 1.

Miesięczne wynagrodzenie zasadnicze i dodatek funkcyjny na wybranych kierowniczych stanowiskach państwowych w Polsce (brutto w PLN)

Miesięczne wynagrodzenie zasadnicze i dodatek funkcyjny na wybranych kierowniczych stanowiskach państwowych
Opracowanie Sedlak & Sedlak wybranych aktów prawnych

Wynagrodzenie otrzymują również byli prezydenci RP. Stanowi ono 75% kwoty wynagrodzenia zasadniczego urzędującego prezydenta. Oznacza to, że byli prezydenci otrzymują 9 273,92 PLN brutto miesięcznie. Ostatnio podniesiony został również temat wynagrodzenia małżonki prezydenta RP. Pomimo pełnienia funkcji reprezentacyjnych, nie otrzymuje ona żadnego wynagrodzenia. Nie istnieje przepis wprost zabraniający tej osobie podejmować pracy zawodowej. Jest jednak utartym zwyczajem, że osoba będąca w związku małżeńskim z prezydentem angażuje się w działalność polityczną i nie pracuje. Pogłębione analizy wynagrodzeń osób na najwyższych stanowiskach państwowych znajdą Państwo przeczytać w drugiej części artykułu.

 

Czy podwójne ubezpieczenie może mieć sens?

Wiele osób zastanawia się, czy istnieje możliwość podwójnego ubezpieczenia tego samego ryzyka (np. związanego z odpowiedzialnością cywilną). Odpowiedź na to pytanie nie ogranicza się do słowa „tak” lub „nie”. W praktyce wiele zależy od rodzaju kupowanego ubezpieczenia. Polisy dotyczące szkód osobowych (ubezpieczenia na życie, ubezpieczenia NNW), rządzą się swoimi prawami. Ich posiadacze mogą się ubezpieczyć w kilku towarzystwach. Takie samo rozwiązanie jest nieopłacalne w przypadku ubezpieczeń majątkowych.

Wypłata z polisy majątkowej nie powinna skutkować wzbogaceniem …

Cennych informacji na temat zasad wielokrotnego ubezpieczenia dostarcza kodeks cywilny (KC). Kluczowe znaczenie dla kwestii podwójnego ubezpieczenia majątkowego ma artykuł 8241 paragraf 1 kodeksu cywilnego. Wspomniany przepis mówi, że „o ile nie umówiono się inaczej, suma pieniężna wypłacona przez ubezpieczyciela z tytułu ubezpieczenia nie może być wyższa od poniesionej szkody”.

Warto również zwrócić uwagę na art. 8241 §2 KC. Ten przepis wskazuje, że w typowym przypadku (brak możliwości wypłaty świadczenia wyższego od szkody majątkowej), osoba ubezpieczona w kilku towarzystwach, nie może żądać odszkodowania majątkowego, którego łączna wartość powodowałaby wzbogacenie (suma świadczeń > wartość szkody). Tak więc, jeśli dana rzecz została ubezpieczona na 100 000 zł w dwóch towarzystwach, po szkodzie całkowitej ubezpieczający otrzyma 100 000 zł, a nie 200 000 zł. Trzeba również nadmienić, że w analizowanej sytuacji, odpowiedzialność każdego ubezpieczyciela jest ustalana na podstawie stosunku sumy ubezpieczenia wystawionej polisy do sumy wszystkich polis ubezpieczających to samo ryzyko majątkowe. Zatem w przypadku trzech polis z sumą ubezpieczenia odpowiednio: 20 000 zł (ubezpieczyciel A), 30 000 zł (ubezpieczyciel B) i 50 000 zł (ubezpieczyciel C), świadczenie za szkodę całkowitą wynoszącą 50 000 zł, powinno zostać podzielone w następującym stosunku:

  • 10 000 zł – ubezpieczyciel A
  • 15 000 zł – ubezpieczyciel B
  • 25 000 zł – ubezpieczyciel C

 

Roszczenia ubezpieczonego muszą uwzględniać taki proporcjonalny podział świadczeń. Co więcej, osoba zgłaszająca szkodę, powinna przekazać informację o wielokrotnym ubezpieczeniu wszystkim zainteresowanym podmiotom.

 

W przypadku ubezpieczeń osobowych nie ma restrykcyjnych ograniczeń

 

Kwestia wielokrotnego ubezpieczenia przedstawia się zupełnie inaczej w przypadku ubezpieczeń osobowych (tzn. polis na życie oraz polis NNW). Posiadacze wspomnianych ubezpieczeń mogą otrzymać zadośćuczynienie od dowolnej liczby zakładów ubezpieczeniowych. Takie rozwiązanie wynika ze specyficznego charakteru szkód osobowych, które trudno obiektywnie wycenić.

Więcej o zasadach i opłacalności podwójnego ubezpieczenia: https://ubea.pl/Czy-podwojne-ubezpieczenie-ma-sens%2Cartykul%2C1082/

 

Datalogic stawia na nowe produkty oraz wzmocnieniu relacji z klientem końcowym

0

CEO Magazyn Polska

Datalogic, firma specjalizująca się w gromadzenia danych i automatyzacji procesów, producent m.in. czytników kodów kreskowych, uruchomiła biuro dla swojego polskiego oddziału. Spółka stawia na innowacje i zaawansowane technologicznie produkty. Zamierza także inwestować w poprawę relacji ze klientami końcowymi.

– Polska jest dla nas najważniejszym krajem w Europie Wschodniej –­ deklaruje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Giulio Berzuini, wiceprezes i dyrektor operacyjny na region EMEA w spółce Datalogic. – Jesteśmy tu obecni od wielu lat, szczególnie w branżach handlowej i spożywczej. Mamy wielu klientów, w tym Biedronkę. Uważamy jednak, że nadszedł czas, by zaistnieć w Polsce na stałe, więc otwieramy biuro.

Datalogic jest światowym liderem automatycznego przetwarzania danych. Oferuje swoim klientom, z których większość stanowią sieci punktów sprzedaży, rozwiązania w zakresie skanerów i komputerów przenośnych: urządzenia ogólnego przeznaczenia, skanery przemysłowe, PDA (skrót od ang. Personal Digital Assistant, rodzaj przenośnego komputera osobistego, coś w rodzaju palmtopa) i systemy montowane w pojazdach. Rozwiązania przedsiębiorstwa stosowane są między innymi w opiece zdrowotnej, hotelarstwie, rozrywce, produkcji, handlu, usługach, transporcie oraz logistyce.

– Chcemy się rozwijać szybciej niż rynek i w tym celu musimy odbierać udziały w rynku konkurentom – twierdzi wiceprezes Giulio Berzuini. – Jesteśmy firmą tworzącą produkty, ale teraz chcemy w większym stopniu, stosując podejście wertykalne, automatykę, skupić się na potrzebach klienta. Chcemy lepiej zrozumieć potrzeby końcowego użytkownika. Możemy tworzyć bardziej konkurencyjne wyroby, bliższe temu, czego nasi odbiorcy naprawdę oczekują po zaawansowanym technologicznie środowisku. To dla nas zwrot strategiczny: od firmy produktowej do takiej, która lepiej rozumie rynkowe potrzeby.

Firma jest bezpośrednio obecna na 30 rynkach całego świata, a swoje produkty sprzedaje do 120 krajów, współpracując z ponad tysiącem partnerów. Przedsiębiorstwo zatrudnia ogółem około 2600 pracowników, z czego blisko połowę w Europie. Dysponuje portfelem ponad 1200 patentów. Decyzja o uruchomieniu biura Datalogic w Polsce została ogłoszona w połowie czerwca tego roku.

– Przez lata byliśmy firmą, która koncentrowała się na budowie sieci partnerskich – przypomina wiceprezes Giulio Berzuini. – Dziś możemy się pochwalić szeroką siecią kontaktów w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. W Polsce na razie mamy trzech pracowników, ale chcemy szybko podwoić ich liczbę – zapowiada wiceprezes Giulio Berzuini. – To wysokiej klasy specjaliści od sprzedaży i technologii, którzy naprawdę mogą pomóc w rozwoju naszej działalności w Polsce. Biuro pozwoli nam lepiej poznać potrzeby polskich klientów działających na co dzień w bardzo różnych branżach.

Zgodnie z nową strategią notowanej na giełdzie w Mediolanie spółki nowe produkty w tym roku mają stanowić około 25 proc. sprzedaży. Tylko w ubiegłym roku Datalogic wyprowadziła na rynek 21 nowych produktów. Przychody firmy w 2015 roku wyniosły 450 mln euro i były o kilkanaście proc. wyższe niż rok wcześniej. Podobne przedsiębiorstwa z tej samej branży odnotowały także wzrosty, ale w większości jednocyfrowe.

Brexit nie załamał zaufania na rynku międzybankowym, ale wciąż wisi widmo zwiększonej niepewności

CEO Magazyn Polska

Z perspektywy banków centralnych na tę chwilę płynność rynków finansowych jest zadowalająca. Wynik referendum w Wielkiej Brytanii nie ma bezpośredniego przełożenia na poziom zaufania pomiędzy bankami europejskimi. Instytucje nadal są skłonne udzielać sobie pożyczek czy zawierać wzajemne transakcje, ocenia Jerzy Nikorowski, kierownik zespołu doradztwa inwestycyjnego w Biurze Maklerskim BGŻ BNP Paribas.

23 czerwca w referendum w Wielkiej Brytanii za brexitem opowiedziało się 51,9 proc. Brytyjczyków, a przeciw głosowało 48,1 proc. W głosowaniu wzięło udział 72,2 proc. uprawnionych do głosowania.

– Na płaszczyźnie międzybankowego rynku finansowego wynik referendum nic nie wniósł, a płynność jest na zbliżonym poziomie, jak to jest na co dzień – stwierdził w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jerzy Nikorowski, kierownik zespołu ds. doradztwa inwestycyjnego w BM Banku BGŻ BNP Paribas. – Natomiast na pewno jest dużo większa niepewność i niższy poziom zaufania w stosunku do banków brytyjskich, ponieważ potencjalne opuszczenie Unii Europejskiej może mieć przełożenie na poziom ryzyka tych banków.

To zdaniem Nikorowskiego odzwierciedliłoby się w niższych ratingach i wyższych kosztach zadłużania się instytucji z Wielkiej Brytanii. Niemniej jednak na tę chwilę nadal działają w obrębie Unii Europejskiej. Jednocześnie zgodnie z brytyjskim prawem wynik referendum nie jest wiążący.

– Wszystkie regulacje, zasady, które łączą systemy bankowe Wielkiej Brytanii i Unii, ewentualne umowy o współpracy czy wzajemnej pomocy obowiązują  podkreśla Nikorowski. – Nie znając konkretnych szczegółów, w jaki sposób Wielka Brytania chce opuścić UE, w jakim terminie, myślę, że za wcześnie jest wyrokować na temat tego, co by mógł zrobić Bank Centralny Anglii, ponieważ jeszcze na tę chwilę nie ma tych problemów, którym powinien zapobiegać.

Analityk zaznacza, że międzybankowa płynność na rynkach finansowych w Europie Zachodniej jest na bardzo wysokim poziomie względem danych historycznych. Od marca 2015 roku na narastające problemy strefy euro Europejski Bank Centralny odpowiedział rozpoczęciem programu luzowania ilościowego, czyli zakupów papierów dłużnych państw strefy euro. EBC będzie skupował aktywa w kwocie 80 mld euro miesięcznie przynajmniej do końca marca 2017 roku. Celem jest pobudzenie gospodarki strefy euro i zwiększenie bardzo niskiej inflacji.

– Myślę, że luzowanie jest czasem błędnie rozumiane jako lek na wszystkie problemy – przestrzega Nikorowski. – Jeśli chodzi o perspektywę pieniężną to na tę chwilę dodatkowe obniżki już bardzo niskich stóp procentowych, z jednej strony mogą być szkodliwe dla sektora bankowego w Europie Zachodniej, który ma problemy z niskim oprocentowaniem, z drugiej strony jest to czynnik, który potencjalnie w perspektywie wielu lat może być proinflacyjny.

W ocenie Nikorowskiego obecnie rządy powinny się skupić na fiskalnej stymulacji gospodarki – wspieraniu konkretnych projektów inwestycyjnych, pobudzaniu gospodarki od wewnątrz. Jak tłumaczy Nikorowski, z jednej strony mogą to być regulacje obniżające obciążenia dla przedsiębiorstw, z drugiej strony projekty, które ułatwiają funkcjonowanie konkretnych branż.

Ekspert wskazuje ponadto na projekty współfinansowane przez rząd mające na celu pobudzenie wzrostu gospodarczego czy projekty infrastrukturalne lub mające na celu zaangażowanie jak najszerszych gałęzi gospodarki, co ma się przełożyć w konsekwencji na przyspieszenie wzrostu PKB. W Polsce Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju przygotował minister Mateusz Morawiecki. Zakłada on m.in. wsparcie rozwoju firm, ich produktywności i ekspansji zagranicznej, równomierny rozwój całego kraju, więcej inwestycji, wyższe nakłady na innowacje i działalność rządowego Polskiego Funduszu Rozwoju, który w istotnym stopniu ma finansować działania stymulacyjne.

T-Mobile zainwestuje w tym roku w rozbudowę sieci LTE ponad 800 mln zł. W nowej technologii mobilny internet przyspieszy do 300 Mbps

CEO Magazyn Polska

W drugim półroczu T-Mobile skupi się na intensywnych inwestycjach w LTE. W zasięgu szybkiego internetu mobilnego ma się znaleźć 98 proc. populacji kraju. Operator chce także stopniowo zwiększać jego prędkość. Dzięki nowo uruchamianej technologii w ofercie operatora dostępny będzie internet mobilny z prędkością do 300 Mbps.

– W drugim półroczu położymy nacisk na przyspieszenie rozwoju sieci LTE. Ważne są częstotliwości z pasma 800 MHz, ale też 2,6 MHz. W ten sposób chcemy zapewnić naszym klientom naprawdę szybki przesył danych – zapowiada Thomas Lips, dyrektor ds. technologicznych T-Mobile Polska. – Zazwyczaj nie ujawniamy szczegółów finansowych realizowanych inwestycji w nasze sieci i technologie. Mogę jednak powiedzieć, że w tym roku jest to kwota przekraczająca 800 mln zł.

Na koniec czerwca technologia LTE odpowiadała za prawie dwie trzecie przesyłu danych w sieci T-Mobile. To o 30 proc. więcej niż na początku roku. Przesył przez LTE rośnie w tempie ponad 300 proc. rocznie.

W I połowie roku operator zwiększył zasięg LTE z 83 proc. do 95 proc. populacji. To w głównej mierze efekt inwestycji prowadzonych w oparciu o częstotliwości z pasma 800 MHz, które T-Mobile wygrał w aukcji przeprowadzonej przez UKE. Od stycznia do końca czerwca uruchomiono 500 stacji z LTE na tych częstotliwościach.

Uzyskane w aukcji dwa bloki częstotliwości, które ze sobą sąsiadują (w sumie 10 MHz), umożliwiły prace nad większymi prędkościami i parametrami.

– Zasięg to jedna kwestia. Drugą jest prędkość transmisji, którą chcemy zwiększać. Naszym celem jest więc zapewnienie szybkiego transferu tam, gdzie istnieje już zasięg. Jest to minimum 70–73 megabitów na sekundę, ale może sięgnąć 300 megabitów na sekundę – mówi Thomas Lips.

Osiąganie takich prędkości umożliwi uruchamiana technologia carrier aggregation, wykorzystująca agregację pasm częstotliwości.

T-Mobile zapowiada także dalsze inwestycje w poprawę jakości sieci, a co za tym idzie – jakości połączeń. Temu służy realizowany od ponad dwóch lat projekt Zero Drop Network. Skupia się na najtrudniejszych i najczęściej zrywanych połączeniach, czyli realizowanych np. podczas podróży samochodem. Projekt polega na monitorowaniu i rozbudowie infrastruktury sieciowej wokół rozbudowywanych dróg. Objętych nim jest 16 tys. km dróg krajowych, ekspresowych i autostrad.

– Mamy świetnych inżynierów, którzy nieustannie pracują nad optymalizacją sieci. Bardzo koncentrujemy się na podnoszeniu jakości połączeń, gdy klient jest w mieście, w biurze czy w domu oraz gdy się przemieszcza – mówi Lips. – Dziś możemy pokonać 550 kilometrów, nie tracąc zasięgu. To wielkie osiągnięcie, które wyróżnia nas na tle innych operatorów. 

Drutex chce w ciągu trzech lat podwoić sprzedaż i osiągnąć ponad 1 mld zł przychodów

0

Drutex, lider rynku okien pionowych w Europie, zamierza w tym roku osiągnąć 750 mln zł sprzedaży, a w ciągu 2–3 lat przekroczyć 1 mld zł obrotów. Spółka przewiduje też konieczność dalszej rozbudowy zakładu i zwiększenia zatrudnienia.

– W ubiegłym roku zanotowaliśmy sprzedaż na poziomie 620 mln zł, w tym roku liczymy na 750 mln zł, a powinno być więcej, gdybyśmy się lepiej na taki popyt przygotowali. Myślę, że za 2–3 lata bez żadnego wielkiego zadęcia osiągniemy poziom miliarda złotych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Leszek Gierszewski, prezes Druteksu

Drutex istnieje od 1985 roku i początkowo produkował wyroby z drutu: siatki ogrodzeniowe, gwoździe, klatki dla zwierząt hodowlanych itp. Od 1994 r. zajmuje się produkcją okien z PCV, potem rolet, stolarki drewnianej i z aluminium, a także drzwi, fasad i ogrodów zimowych. Firma produkuje również na własne potrzeby profile PCV oraz szyby zespolone. Dziś jest liderem rynku okien pionowych w Europie i dużym graczem w branży będącej największym eksporterem stolarki okienno-drzwiowej w Europie.

– Bez względu na to, co dzieje się na rynku i jaka jest jego sytuacja, nam zawsze dobrze idzie i cały czas rynek nam rośnie. Cały czas się rozwijamy i idziemy do przodu – potwierdza Gierszewski. – W ubiegłym roku mieliśmy wzrost o 19 proc., w tym roku za sześć miesięcy 24 proc., a tak naprawdę, gdybyśmy przewidzieli, że popyt będzie tak dynamicznie wzrastać, to może mielibyśmy 35 proc., a nawet 40 proc. Na szczęście cały czas wzmacniamy siły – dojeżdżają maszyny i cały czas zatrudniamy nowych ludzi.

W ubiegłym roku Polska wyeksportowała 8,8 mln sztuk stolarki otworowej o wartości 1,55 mld euro, zajmując pozycję największego eksportera w tej branży w Europie i wyprzedzając największe dotychczas pod tym względem Niemcy. Kwota ta oznaczała wzrost sprzedaży o 12 proc. Przy tym wpływ zmian kursowych był ograniczony – większość polskich okien trafia na inne rynki UE, zaś wspólna europejska waluta mimo sporych wahań w ciągu roku zakończyła 2015 r. na poziomie zbliżonym do tego, z jakim go rozpoczęła, czyli między 4,25 a 4,30 zł za euro.

Wzrost zamówień i planów sprzedażowych będzie oznaczał konieczność dalszych inwestycji, rozbudowy linii produkcyjnych i zakładu oraz zatrudnienia nowych pracowników.

– W ostatnich trzech latach wydaliśmy na inwestycje ponad 220 mln zł i planujemy dalszy rozwój. Rynek nas napędza, dobrze nam idzie, popyt na okna cały czas rośnie, a więc będzie się rozbudowywali – mówi Gierszewski. – Cały czas szybko rośniemy i wprowadzamy coś nowego. Dziś dominuje automatyka. Za pomocą laptopa czy telefonu można sterować całym domem, oknami, drzwiami, można otwierać, zamykać, z pewnością jest to dziedzina, która będzie szybko rosła. 

Od niespełna dwóch lat w Druteksie działa ogromna fabryka pod nazwą Europejskie Centrum Stolarki. Pierwsza z hal produkcyjnych ma 30 tys. mkw., druga oddana w ostatnich dniach ponad 25 tys. mkw. Łącznie firma ma do dyspozycji ponad 9 ha powierzchni produkcyjnej i już dziś zapowiada dalszą rozbudowę.

– Dzisiaj firma zatrudnia 2,4 tys. osób i myślę, że jest to o 300–400 osób za mało. Rynek i klienci nam podpowiadają, że powinniśmy się szybciej rozwijać, a my nie nadążamy za tym – mówi prezes Druteksu. – Oddaliśmy dwa lata temu halę, inwestycję o powierzchni 28 tys. mkw., budujemy Europejskie Centrum Stolarki, w tym roku dobudowaliśmy do tego jeszcze następne 25 tys. mkw. i wiem, że niedługo będzie to mało.

W Polsce powstaje coraz więcej budynków przyjaznych środowisku. Pozwalają one m.in. obniżyć koszty zużycia energii i wody

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku liczba budynków z zielonymi certyfikatami wzrosła o 44 proc. – wynika z raportu Colliers International. Inwestorzy coraz chętniej decydują się na budownictwo przyjazne środowisku, bo zainteresowanie takimi powierzchniami wśród najemców rośnie. Trend ten wymusza zmiany także wśród firm budowlanych, które są generalnymi wykonawcami inwestycji. Praca nad uzyskaniem certyfikatu rozpoczyna się już na etapie projektowania, doboru materiałów i całego procesu budowy.

Budownictwo przyjazne środowisku jest dobrą praktyką branży budowlanej już od kilku lat. W realizacji obiektów z zielonymi certyfikatami trzeba zawsze brać pod uwagę wiele aspektów, w tym tak bardzo ważny wpływ na otaczające nas środowisko – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Konrad Redlich, kierownik kontraktu II etapu inwestycji Business Garden Warszawa z Hochtief Polska.

W Polsce powstaje coraz więcej nieruchomości przyjaznych środowisku, które wyróżniają m.in. technologie pozwalające na oszczędne korzystanie z zasobów naturalnym, w tym oszczędne zużycie energii i wody, a także wydajna gospodarka odpadami. Zastosowane technologie i rozwiązania pomagają zapewnić wysoki komfort pracy w obiektach mających zielone certyfikaty. Z korzyści, jakie dają zielone certyfikaty, zdają sobie sprawę nie tylko inwestorzy na rynku powierzchni biurowych, lecz także firmy działające na rynku nieruchomości handlowych, przemysłowych czy mieszkaniowych. Najpopularniejsze obecnie są dwa systemy certyfikacji budynków – BREEAM (system brytyjski) i LEED (system amerykański).

Jak wskazuje Redlich, na wykonawcy budującym obiekt z zielonym certyfikatem spoczywają liczne obowiązki.

Generalny wykonawca musi przede wszystkim zabezpieczyć otoczenie budowy i terenu inwestycji tak, by ograniczyć wpływ realizowanych prac budowlanych na środowisko. W praktyce oznacza to zabezpieczenie otaczających działek przed erozją gleby spowodowaną wiatrami, zabezpieczenie wód i cieków wodnych przed erozją spowodowaną dużymi opadami atmosferycznymi, zabezpieczenie czystości dróg dojazdowych, zabezpieczenie gleby podczas prac maszyn budowlanych – wymienia przedstawiciel Hochtief Polska.

Generalny wykonawca musi także zadbać o recycling materiałów, czyli o segregację odpadów i ich odbiór przez wyspecjalizowane firmy. Mogą one zostać ponownie wykorzystane w procesie budowy.

Musimy zapewnić użycie takich materiałów, które w swoim składzie mają komponenty z odzysku. W przypadku inwestycji Business Garden Warszawa ten współczynnik sięga do 20 proc. materiałów. Musimy też zużywać materiały, które są wyprodukowane w najbliższym otoczeniu placu budowy, aby zminimalizować energię potrzebną do ich transportu. Wszystkie te procesy trzeba skrupulatnie dokumentować – wyjaśnia Konrad Redlich.

Zapewnia, że wybierane są niskoemisyjne materiały wykończeniowe, które nie emitują substancji szkodliwych dla przyszłych użytkowników.

Realizacja budynków przyjaznych środowisku nie ma żadnego wpływu na terminowość, o ile oczywiście wykonawca jest dobrze przygotowany i doświadczony. W naszym przypadku można mówić tylko o kosztach osobowych. Mamy trzy osoby specjalnie oddelegowane do kompletowania użytych materiałów, do kompletowania świadectw, do szkolenia załóg i kadry inżynierskiej, która musi spełniać wymagania certyfikacji LEED – wskazuje Redlich.

Z raportu „Zielone budynki w Polsce. Certyfikacja w liczbach 2016” firmy Colliers International wynika, że dynamicznie rośnie liczba budynków z zielonymi certyfikatami. W 2015 roku wzrost wyniósł 44 proc. W kraju jest ok. 360 budynków mających certyfikat bądź precertyfikat w systemach BREEAM i LEED.

W okolicy Business Garden ok. 80 proc. powstających budynków podlega certyfikacji LEED lub BREEAM. To przyszłość. Wielu inwestorów zwraca się do nas jako do potencjalnego generalnego wykonawcy z chęcią wybudowania takich obiektów. Jesteśmy na to gotowi, realizujemy już kilka inwestycji, które podlegają certyfikacji – podkreśla Konrad Redlich.

Prace budowlane przy realizacji II etapu kompleksu Business Garden Warszawa ruszyły w grudniu 2014 roku. Powstaje w nim pięć budynków biurowych wraz z usługami towarzyszącymi o całkowitej powierzchni najmu około 56 tys. mkw.  Budynki są realizowane z wykorzystaniem nowoczesnych rozwiązań projektowych i technicznych, zgodnie z wytycznymi certyfikacji według standardów LEED Platinum. Budowa I etapu projektu zakończyła się w grudniu 2012 roku.

LEED Platinum to certyfikat, który chcemy uzyskać dla tego kompleksu. Oprócz standardowych kwestii związanych z ogrodem i terenami zielonymi, jest jeszcze dużo innych wskazanych w wymogach certyfikacji – mówi Wojciech Kłopocki, kierownik projektu z firmy Vastint Poland, która jest deweloperem kompleksu Business Garden Warszawa.

Aby uzyskać certyfikat LEED, należy spełnić wymagania zrównoważonego rozwoju w zakresie lokalizacji, efektywnego wykorzystania zasobów naturalnych, wymagania dotyczące energii i atmosfery, odpowiednich materiałów, innowacyjności projektu, jakości środowiska wewnętrznego i priorytetów regionalnych. Łącznie można zdobyć 110 punktów. Dla uzyskania certyfikatu LEED na poziomie Platinum należy zdobyć minimum 80 punktów. Dlatego w Polsce niewiele jest projektów, które w tak wysokim stopniu spełniałyby wymogi.

Wykonujemy m.in. bardzo efektywną i ekonomiczną klimatyzację oraz wentylację, wykorzystujące belki chłodzące, dzięki czemu praktycznie przez większą część roku nie uruchamiamy agregatów chłodniczych – mówi Wojciech Kłopocki. – Aby wspomóc system klimatyzacji, na fasadach budynku zastosowaliśmy rolety słoneczne ograniczające wpływ nasłonecznienia na komfort pracy wewnątrz pomieszczeń. Przy oświetleniu zastosowaliśmy technologię LEED – wymienia.

W Business Garden Warszawa powstaną zielone dachy. Przy tym zostaną wykorzystane przede wszystkim rośliny, które nie wymagają podlewania. Do ich wzrostu wystarczy woda deszczowa oraz wilgoć z powietrza. Również system gospodarowania wodą deszczową ma pozwolić na oszczędność zużycia wody.

Zielone certyfikaty przekładają się na wartość budynków. Inwestycja w zielone certyfikaty zwraca się bardzo szybko. Zainteresowanie wśród najemców rośnie. Tym bardziej że certyfikaty oznaczają nie tylko potwierdzenie wysokiej jakości, lecz także niższe koszty eksploatacji.

To zarówno oszczędności w kosztach energii elektrycznej, wody, jak i pozostałych mediów. To duży benefit dla naszych najemców – podsumowuje Wojciech Kłopocki.

Wino coraz popularniejszą formą inwestycji. Średnio zysk wynosi 2 proc. na kwartał

CEO Magazyn Polska

Inwestorzy coraz chętniej dywersyfikują swoje portfele inwestycjami w alkohole, najczęściej whisky i wino. Ryzyko jest niższe niż w przypadku tradycyjnych inwestycji, a stopa zwrotu wyższa. W latach 2001–2015 średnio wynosiła ona ok. 2 proc. kwartalnie. Eksperci podkreślają jednak, że to długoterminowe instrumenty. Poza tym trzeba liczyć się z dodatkowymi kosztami, m.in. za zarządzanie i przechowanie wina. 

Roczny światowy obrót na rynku wina inwestycyjnego przekracza 3 mld dol. i cały czas rośnie. Wartość wina inwestycyjnego na świecie wynosi około 17 mld dol., z czego blisko 25 proc. zasobów jest przechowywane w Wielkiej Brytanii – informuje agencję Newseria Biznes Tomasz Rólczyński, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. – W związku z ostatnimi wydarzeniami politycznymi ciekawy jest więc rozwój tego rynku, tym bardziej że na londyńskiej giełdzie odbywa się największy obrót winami na świecie. Drugie jest Chicago.

Najpopularniejsze alkohole inwestycyjne, stanowiące połowę rynku alternatywnych sposobów lokaty kapitału, to wina, whisky oraz brandy. Są to inwestycje przeznaczone dla osób mających już pewien kapitał. Jak podkreśla Rólczyński, w przypadku wina minimalna wartość zaangażowania wynosi ok. 25 tys. zł.

Według Wealth Solutions rekomendowany okres takiej lokaty kapitału wynosi pięć lat. Średnia roczna stopa zwrotu w latach 1987–2011 wyniosła dla wina 13 proc. W konfrontacji z tym walorem słabsze w tym okresie okazało się zarówno złoto (5 proc.), jak i indeksy FTSE 100 (8 proc.) oraz Dow Jones (10 proc.). Dodatkowo każdego roku notowany był dodatni wynik.

Stopy zwrotu wina są porównywalne albo wyższe niż w przypadku inwestycji w akcje – potwierdza Tomasz Rólczyński. – W latach 2001–2015 średni kwartalny zysk wynosił około 2 proc., wobec czego była to inwestycja dosyć atrakcyjna. Przy czym należy pamiętać o tym, że nawet jeśli stopy zwrotu są porównywalne, to ryzyko związane z lokowaniem kapitału w alkohol jest jednak zdecydowanie mniejsze.

Wysokie stopy zwrotu – zdaniem analityków Wealth Solution – rynek ten zawdzięcza zdrowym podstawom opartym na grze rzeczywistego popytu i podaży. Przeważającą cześć obrotu pochodzi bowiem ze strony kolekcjonerów i konsumentów dyktujących ceny. Ograniczona produkcja oraz stopniowa konsumpcja poszczególnych roczników w zestawieniu z silnym popytem stanowią kombinację sprzyjającą wzrostom wartości.

Inwestycje w wino czy whisky nie są przy tym skorelowane z tradycyjnymi sposobami lokowania środków finansowych – uzupełnia Tomasz Rólczyński. – W sytuacji zatem, gdy rynek akcji będzie w zapaści, w tym samym czasie możemy tego w ogóle nie obserwować w obrocie alkoholami. Wobec tego stanowi on doskonałe uzupełnienie tradycyjnych inwestycji.

Polski rynek inwestycji alternatywnych, jak zauważa wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu, jest stosunkowo młody. Cały czas się rozwija, wobec czego zainteresowanie nim wciąż rośnie.

Roczny światowy obrót na rynku wina inwestycyjnego przekracza 3 mld dol. i cały czas rośnie. Jest to rynek rozwijający się nie tylko w Polsce, lecz także na całym świecie. Wiele osób poszukuje bowiem okazji do dywersyfikacji portfela – zaznacza Tomasz Rólczyński.

Inwestować w alkohole można za pomocą platform czy firm specjalizujących się w tego rodzaju inwestycjach. Pobierają one opłaty za zarządzanie (2,5 proc. wartości portfela) i przechowywanie trunków (w przypadku skrzynki wina nie więcej niż około 15 funtów).

Inwestorzy powinni natomiast zapomnieć o możliwości otrzymania do ręki kupionej butelki. Obrót winem inwestycyjnym jest bowiem zdematerializowany. Składowane jest ono w odpowiednich, ściśle określonych warunkach, najczęściej na terenie Wielkiej Brytanii.

W każdym momencie można zakończyć inwestycję, pozbywając się wina, ale fizycznie nie przechodzi ono przez ręce właściciela – zastrzega Tomasz Rólczyński.

Wirtualna rzeczywistość zmienia sport. Może pomóc w przygotowaniach do rywalizacji oraz w interakcji z kibicami

CEO Magazyn Polska

Innowacje zmieniają sport – zarówno sposób uprawiania poszczególnych dyscyplin i przygotowań do nich, jak i odbioru sportu przez kibiców. Dzięki urządzeniom wirtualnej rzeczywistości fani mogą stać się częścią wydarzenia, jakim są zawody czy mecz i mocniej odczuwać związane z tym emocje. To zaś stwarza nowe możliwości komunikacji marketingowej i reklamodawców.

– Są dwie kategorie rozwiązań innowacyjnych w sporcie: to, co jest wykorzystywane w sporcie jako takim, i to, co dajemy widzowi – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Bobowicz, head of mobile w agencji Hypermedia bazującej na nowych technologiach komunikacyjnych.

Wirtualna rzeczywistość (VR) odgrywa duża rolę w szkoleniach, zarówno w trakcie zajęć medycznych, jak i dotyczących taktycznych aspektów rozgrywki. Istotnym elementem przygotowania do meczu piłki nożnej jest na przykład oglądanie filmów wideo z przeciwnikami. VR może pomóc, jak twierdzi Marcin Bobowicz, wejść w taką sytuację z innej perspektywy.

– Proszę sobie wyobrazić mecz, po którym trener może pokazać zawodnikowi każdą sytuację, która miała miejsce na boisku, w ogóle o niej nie opowiadając, nie kręcąc materiału wideo, tylko zakładając na głowę gogle i pokazując każdy omawiany moment rozgrywki – wyjaśnia Radosław Brzuska, chief innovation officer w agencji komunikacji marketingowej Dentsu Aegis Network. – To niezwykłe doświadczenie, którym można wzbogacić każdy sport.

Według Radosława Brzuski w sporcie coraz ważniejsze będzie przetwarzanie danych i podejmowanie na ich podstawie strategicznych decyzji. Tu kluczowa będzie wizualizacja tych danych i do tego będą służyły urządzenia wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR i AR).

Z drugiej strony VR pozwoli widzom być niejako bliżej rozgrywek. Dzięki temu wrażenia i emocje są silniejsze. To z kolei ma znaczenie dla marketerów.

– W marketingu sportowym natomiast każdy kibic chce być jak najbliżej ulubionej drużyny i zawodników. Bardzo często są to ruchome powierzchnie reklamowe. Im bardziej pozwolimy widzowi zbliżyć się do nich, tym więcej zobaczy komunikatów – mówi Bobowicz.

Innowacje są częścią zawodów jachtingu sportowego Energa Sopot Match Race, które potrwają do 31 lipca. Widzowie mogą skorzystać z Wave’a, deski windsurfingowej, która umożliwia surfowanie bez wody, ale w wirtualnej rzeczywistości.

 Użycie gogli VR na desce windsurfingowej wbrew pozorom jest wymagające – mówi Malwina Kozakiewicz, przedstawicielka Dentsu Aegis Network oraz Hypermedia. – Wydawałoby się, że wirtualna rzeczywistość wiąże się z kanapą i przejściem do cyfrowego świata. Dzięki połączeniu platformy oddającej ruch i sterowaniu jest to jednak dość duży wysiłek fizyczny. Doświadczenie jest jednak bardzo ciekawe.

– Widzowie Energa Sopot Match Race mogą się też wczuć w rolę załogi jachtu Diamant, dzięki technologii 360 stopni mogą poczuć się dokładnie tak, jakby byli na jachcie. Aplikacja rzeczywistości rozszerzonej pozwoli widzom stojącym na molo dowiedzieć się więcej o żeglującym jachcie – z jaką prędkością płynie, jakie jest wychylenie, kurs czy dalsza trasa – wymienia Brzuska.

Dentsu Aegis Network jest partnerem innowacyjnym zawodów w Sopocie.

Wakacyjne wyjazdy finansowane są głównie z oszczędności. Co czwarty urlopowicz przeznaczy na ten cel ponad 2 tys. zł

CEO Magazyn Polska

Tegoroczny wakacyjny urlop poza miejscem zamieszkania spędzi 60 proc. Polaków – wynika z badania przeprowadzonego dla Diners Club Polska. 25 proc. ankietowanych deklaruje, że wyda na ten więcej niż 2 tys. zł, przy czym na wydatki w granicach od 4 do 10 tys. zł pozwoli sobie niecałe 8 proc. Większość wczasowiczów nie zamierza się na ten cel zadłużać. Koszty wyjazdy pokryją z oszczędności i bieżących pensji.

Z badania „Plany wakacyjne Polaków 2016 – wydatki i finansowanie” wynika, że 40 proc. ankietowanych spędzi urlop w miejscu zamieszkania – w większości są to mieszkańcy wsi i małych miasteczek. Zdecydowanie częściej wakacyjne wyjazdy planują mieszkańcy metropolii oraz dużych i średnich miast. Niecałe 8 proc. ankietowanych nie podjęło jeszcze w tej kwestii decyzji.

Ponad 70 proc. osób z grupy między 18 a 44 rokiem życia zamierza wyjechać na wakacje. W grupie 55–65 lat odsetek ten wynosi ok. 50 proc., a w grupie 65+ spada do 35 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria Katarzyna Fatyga, dyrektor generalna Diners Club Polska.

Wakacyjne plany są ściśle związane z wysokością zarobków, kosztów życia codziennego i liczbą członków rodziny. Najgłębiej do portfela muszą sięgnąć małżeństwa z dziećmi. Młodzi co prawda wyjeżdżają częściej, ale zamierzają wydać mniej i korzystać z finansowego wsparcia najbliższych.

Z badania przeprowadzonego przez Diners Club Polska wynika, że największą grupę stanowią osoby, które mają zamiar wydać na wyjazd wakacyjny powyżej 2 tys. zł. 8 proc. spośród tej grupy zamierza wydać na wakacje między 4 a 10 tys. zł, jedynie 1 proc. ma zamiar przeznaczyć na ten cel ponad 10 tys. zł – mówi Katarzyna Fatyga.

Wakacje za mniej niż tysiąc złotych zaplanowało w tym roku 12 proc. społeczeństwa, a 17 proc. wygospodarowało na ten cel między 1 a 2 tys. zł.

Większość wyjeżdżających na urlop Polaków ma zamiar pokryć koszty wyjazdu z oszczędności. To jest ponad 64 proc. badanych. Prawie 26 proc. przeznaczy na ten cel bieżące wpływy z wynagrodzenia – podkreśla Katarzyna Fatyga.

Nieco ponad 2 proc. ankietowanych chcę zaciągnąć kredyt gotówkowy, żeby sfinansować wyjazd. Zadeklarowali to mieszkańcy średnich miast (12 proc. wskazań). Dwa razy więcej osób pożyczy od rodziny lub znajomych. Deklarują to głównie osoby, których dochód netto jest mniejszy niż 1 tys. zł. Takie pożyczki są popularne głównie w małych miastach. W grupie osób młodych – między 18 a 24 rokiem życia – w ten sposób wyjazd sfinansuje jedna czwarta wyjeżdżających.

Niecałe 3 proc. badanych ma zamiar skorzystać z karty kredytowej do opłacenia kosztów wyjazdów wakacyjnych. To zwykle są osoby zamożne. Około połowy z nich stanowią osoby o zarobkach powyżej 4 tys. zł miesięcznie – mówi Fatyga.

Fed bez zmian, czas na BoJ

Fed bez zmian, czas na BoJ 3

Wczoraj poznaliśmy rezultaty dwudniowego posiedzenia FOMC. Tak jak rynek zakładał Rezerwa Federalna nie zmieniła stopy funduszy federalnych, ale również nie zasugerowała taki ruch na najbliższych posiedzeniach. Brak sugestii co do podwyżek na najbliższych posiedzeniach przeceniło dolara amerykańskiego.

Brak decyzji o podwyżce stopy funduszy federalnych, a w zasadzie brak zapowiedzi, że takowa nastąpi w najbliższym czasie zostało odebrane jako gołębi sygnał, co spowodowało sprzedaż dolara amerykańskiego, a umocniło polskiego złotego. Pozytywny klimat dla bardziej ryzykownych aktywów utrzymywał się również na rynkach akcji w Europie, przynajmniej na początku sesji. Po południu jednak na wielu europejskich parkietach pojawił się kolor czerwony. Rynki mogą się obawiać rozczarowania ze strony Banku Japonii, ze względu na bardzo duże oczekiwania.

Wydaje się, że jutrzejsze posiedzenie Banku Japonii będzie dużo ważniejsze dla dalszego rozwoju sytuacji na rynkach. Oczekiwania są bardzo duże, gdyż Bank ma szereg instrumentów, które może wykorzystać w celu dalszego stymulowania gospodarki japońskiej. Władze monetarne mogą poszerzyć skup funduszy typu ETF, które opiewają na akcje oraz nieruchomości, a także zwiększyć bazę monetarną. Według ankiety przeprowadzonej przez agencję Bloomberg wśród 39 ekonomistów aż 28 z nich oczekuje powiększenia skupu funduszy typu ETF.

Ankieta dotycząca ewentualnych jutrzejszych decyzji BoJ

Fed bez zmian, czas na BoJ 4

Źródło: Bloomberg

Oczywiście brak jakichkolwiek działań spowoduje ogromne rozczarowanie rynków, a co za tym idzie spadki na giełdach, umocnienie jena oraz osłabienie polskiego złotego. Taki scenariusz nie jest do końca wykluczony, gdyż Bank Japonii może poczekać do września, kiedy będzie miał pewność co do kształtu pakietu fiskalnego sporządzonego przez rząd.

Jutro od rana można spodziewać się dużej zmienności na rynku, a w szczególności na parach z jenem japońskim. Ruchy na USD/JPY mogą sięgać nawet 500 pips’ów, co wynika z zmienności implikowanej dla opcji z tygodniowym terminem wykupu.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Żyjemy coraz dłużej, ale pracować mamy krócej

W 2015 r. w Polsce mężczyźni żyli przeciętnie 73,6 lat, natomiast kobiety 81,6 lat – podał GUS.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W porównaniu ze średnią życia w 1990 r. mężczyźni w 2015 r. żyli przeciętnie dłużej o 7,4 lat, a kobiety o 6,1 lat. GUS informuje także, że przeciętne dalsze trwanie życia osoby, która w 2015 r. osiągnęła 60 lat to w przypadku kobiet ponad 24 lata, a w przypadku mężczyzn – 19 lat. Czyli 60-letnia w 2015 r. kobieta będzie przeciętnie żyła do 84 roku życia, a mężczyzna do 79 roku życia.

Od 2000 r. długość życia kobiet rośnie przeciętnie co roku o ponad 2 miesiące, a mężczyzn o niespełna 2 miesiące. Jeżeli przyjęlibyśmy, że w takim tempie będzie rosła długość życia przez kolejne dwa lata, do 2018 r., to kobiety mogą liczyć na to, że ich życie wydłuży się o kolejne ponad 5 miesięcy, a mężczyźni – na ponad 3 miesiące.

Co to oznacza w kontekście podjętej już przez rząd, ale odłożonej do realizacji do końca 2017 r. decyzji dotyczącej obniżenia wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. To, że dzisiejsze 60-latki będą pozostawały na emeryturze przeciętnie 24,5 roku, a dzisiejsi 60-latkowie – prawie 14,5 roku.

Z jednej strony zatem co roku dalsze trwanie życia wydłuża się przeciętnie o ok. 2 miesiące, a z drugiej strony rząd chce, abyśmy krócej pracowali.

Planowane przez rząd obniżenie wieku emerytalnego będzie skutkowało wieloma konsekwencjami – dla przyszłych emerytów, dla osób wchodzących na rynek pracy, a także dla budżetu państwa, o rynku pracy nie wspominając.
Dla przyszłych emerytów obniżenie wieku emerytalnego będzie skutkowało dalszym zmniejszaniem wysokości emerytur – tak dla mężczyzn, ale przede wszystkim dla kobiet. Z jednej strony bowiem skróci się ich okres składkowy, a z drugiej wydłuży czas życia – tak ze względu na obniżenie wieku emerytalnego, jak ze względu na wydłużanie się co roku przeciętnego dalszego trwania życia.

Dla młodych ludzi, którzy wchodzą właśnie na rynek pracy, i dla dzieci, które będą wchodzić na rynek pracy w przyszłości – skrócenie wieku emerytalnego to konieczność coraz większej kontrybucji do systemu emerytalnego, albo w postaci coraz wyższych składek na ubezpieczenia społeczne, albo coraz wyższych obciążeń podatkowych.
Dla budżetu państwa – dodatkowe dopłaty do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych na wypłaty dla emerytów. Rząd szacuje, że obniżenie wieku emerytalnego do 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn obciąży początkowo budżet państwa sumą ok. 7-8 mld zł rocznie (zapewne w zależności od tego, ile osób uprawnionych skorzysta z obniżonego wieku emerytalnego). Niewiele więcej, bo 9,4 mld zł zostało zaplanowane w budżecie NFZ na 2016 r. na podstawową opiekę zdrowotną. Gdyby rząd planowane wydatki z budżetu związane z obniżeniem wieku emerytalnego dołożył do pieniędzy przeznaczanych na świadczenia opieki zdrowotnej, to na wydatki na podstawową opiekę zdrowotną mogłyby się prawie podwoić. Może warto zapytać Polaków w badaniu społecznym, co jest dla nich ważniejsze – długie życie w zdrowiu przy wydłużającym się wieku przejścia na emeryturę, czy też wcześniejsze przechodzenie na emeryturę, ale jednocześnie słabsza powszechna opieka zdrowotna.

Minister zdrowia mówił ostatnio, że musimy zwiększyć wydatki publiczne na opiekę zdrowotną o 1,2 proc. PKB, czyli ok. 22 mld zł. 8 mld zł możemy już mieć. Warto, aby decydenci to przemyśleli.

Konfederacja Lewiatan

 

Jak rozkodować dress code?

Zacznijmy od tego czym jest dress code. Za tym obco brzmiącym słowem kryje się zbiór reguł dotyczących odpowiedniego dopasowania stroju do okoliczności. W środowisku biznesowym dress code określa zasady ubioru panujące w firmie w kontekście pełnionej funkcji, zadań oraz środowiska pracy. Podczas rozmowy rekrutacyjnej jest więc on czynnikiem, który może przyczynić się do decyzji o zatrudnieniu bądź nie.  

Jaki więc powinien być właściwy ubiór podczas rozmowy rekrutacyjnej? Przede wszystkim dopasowany do miejsca pracy i posady, o jaką się ubiegamy. Jeszcze przed spotkaniem z rekruterem warto dowiedzieć się jak najwięcej o panującej w firmie kulturze organizacyjnej i zasadach dotyczących stroju. Inaczej ubierzemy się do instytucji finansowej, czy też korporacji, aplikując na stanowisko recepcjonisty lub handlowca, gdzie obowiązuje strój formalny. Inaczej natomiast do agencji reklamowej, firmy branży mediowej, start-upu, czy też firmy IT, na spotkanie do których raczej nie powinniśmy przychodzić w garniturze. Tu możemy pozwolić sobie na wyrażenie siebie poprzez stój, który będzie przekazem mogącym świadczyć o kreatywności oraz dopasowaniu do luźniejszej atmosfery naszej pracy.

Zakładając, że proces rekrutacyjny dotyczy stanowiska, na którym strój formalny jest istotnym elementem całości, odpowiedni ubiór może poprawić ogólną ocenę kandydata, – mówi Agnieszka Nalepa, Konsultant z agencji zatrudnienia Manpower. – Jeśli osoba, która podejmuje ostateczna decyzje o zatrudnieniu pracownika, będzie miała do wyboru  dwóch kandydatów o analogicznych kompetencjach, z których jeden przyjdzie ubrany na rozmowę w jeansach i bluzie, a drugi w garniturze, czynnikiem, który przyczyni się do decyzji będzie strój, jako uzupełnienie kompetencji danej osoby. Jednocześnie zachęcam też pracodawców, by do kwestii stroju podejść szerzej i nie zawsze skreślać kandydatów z jego powodu, bo pozory potrafią mylić. Dla przykładu, jeśli kandydat ma pogniecione ubranie, niekoniecznie musi to świadczyć o braku schludności, ale np. o jego długiej podróży na spotkanie, – dodaje przedstawiciel Manpower.

Odpowiedni ubiór buduje profesjonalny wizerunek pracownika, który jest wizytówką firmy. Dlatego warto pamiętać, że zawsze lepiej jest być ubranym zbyt elegancko, niż niechlujnie. Bezpieczniej też wybierać klasyczne stroje. Zwłaszcza przy bardziej formalnych wymaganiach względem stroju. W przypadku pań wskazane są klasyczne marynarki, koszule bez odsłoniętych ramion, spodnie lub sukienki i spódnice bez dużych rozcięć czy też o prostym kroju. Długość spódnicy nie powinna być krótsza niż 7-8 cm nad kolano. Barwy i wzory powinny być stonowane. Panowie powinni zadbać o to by całość garnituru była w tym samym kolorze i z tego samego materiału, w raczej ciemnych stonowanych kolorach. Latem dopuszczalne są jaśniejsze barwy.

Dla wygody i dobrego efektu, w przypadku obydwu płci warto też zadbać o jakość materiałów, unikniemy w ten sposób stresu, że nasz strój uległ pognieceniu, kiedy za chwilę mamy wchodzić na spotkanie z potencjalnym pracodawcą. Należy pamiętać również o butach i dodatkach. Te pierwsze powinny zakrywać całą stopę; latem dopuszczalne są u pań buty z odkrytą piętą lub palcami. W przypadku panów obuwie powinno być sznurowane, w kolorystyce dopasowanej do tonacji ubrania. Biżuteria oraz wszelkie dodatki, jak np. pasek do spodni, czy spinki do mankietów, powinny być dyskretne i nieodznaczające się na tle całego stroju. Ta sama zasada dotyczy makijażu oraz fryzury. W przypadku posiadania tatuaży należy zadbać o ich nieeksponowanie. Zrezygnujmy z sandałów, krzyczących dodatków, dużych dekoltów, szortów i mini.

Pierwsze wrażenie jest bardzo ważne i nie zyskamy okazji, by zrobić je po raz drugi. Dlatego prócz stroju istotne  jest też aby mieć czyste włosy, dłonie, obuwie i dbać o szczegóły. Oceniający kandydata rekruter już na wstępie będzie miał wątpliwości czy osoba, która nie wystarczająco dobrze zadbała o swój wygląd zewnętrzny będzie potrafiła zadbać o szczegóły podczas wykonywania swoich obowiązków. Istotna jest zasada zdrowego rozsądku i dopasowania stroju do kultury organizacyjnej danej firmy. Strój należy więc dobrać tak, by zrobić dobre wrażenie, ale jednocześnie nie przekłamać i nie zatracić swojej tożsamości. Wybór leży bowiem po obu stronach. Pamiętajmy więc o tym, byśmy my sami również dobrze i swobodnie czuli się w naszej nowej pracy.

Popołudniowy komentarz walutowy z 28.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 28.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Internauci są skłonni płacić za wymarzone konto bankowe

Do 5 złotych miesięcznie – to kwota, którą klienci są w stanie zapłacić za prowadzenie konta, które spełniałoby wszystkie ich oczekiwania i potrzeby. Dla blisko 90 proc. klientów kluczowe znaczenie dla oceny oferty banku ma gwarancja niezmienności opłat. Poza kwestią opłat najważniejszą cechą optymalnego konta jest dobra i bezpieczna bankowość internetowa – to główne wnioski z badania przeprowadzonego w ramach akcji Miliony Polaków, w którym udział wzięło ponad 22 tysiące osób. Akcja organizowana była przez porównywarkę finansową Comperia.pl przy wsparciu Związku Banków Polskich oraz Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych.

Akcja Miliony Polaków to jedno z największych badań opinii publicznej o produktach bankowych, w ramach którego 22 tysiące internautów wyraziło swoją opinię na temat najbardziej użytecznego konta bankowego. Dzięki wynikom badania możliwe jest zdefiniowanie cech idealnego konta osobistego. – Bardzo cieszy nas skala zainteresowania projektem. Internauci licznie odpowiedzieli na nasze pytania i wskazali, jakie są ich oczekiwania względem kont osobistych – mówi Karol Wilczko, wiceprezes Comperia.pl, współorganizator akcji – Najważniejsze wnioski z tego badania przekazane zostały Związkowi Banków Polskich, który zadeklarował przedstawienie głosu klientów środowisku bankowemu. Wierzymy, że zostanie on wysłuchany– dodaje.

Internauci mieli możliwość wypowiedzenia się na temat kluczowych zagadnień związanych z kontami osobistymi. Pytania dotyczyły m.in. aktualnie posiadanych rachunków i poziomu zadowolenia z nich, oczekiwań klientów dotyczących idealnego konta bankowego oraz preferowanych metod płatności.

Badanie to cenne źródło informacji dla środowiska bankowego. Zależy nam, aby dobrze znać preferencje i oczekiwania klientów. Wierzymy, że opinie i wnioski zebrane w akcji Miliony Polaków będą mogły stać się inspiracją przy tworzeniu przyszłych ofert produktowych– mówi mówi Mieczysław Groszek, wiceprezes Związku Banków Polskich, który jest patronem merytorycznym akcji.

Co najmniej dwa rachunki bankowe

Jak wynika z badania, większość internautów korzystających z usług bankowych posiada więcej niż jeden rachunek (66 proc.). Jednocześnie ponad 80 proc. korzysta aktywnie tylko z jednego lub dwóch z nich. Na większą liczbę posiadanych rachunków wpływa wyższy wiek, wyższy poziom wykształcenia, a także miejsce zamieszkania. Mężczyźni znacznie częściej reprezentują grupę „multirachunkowców”. Tylko jedno konto (ROR) częściej posiadają kobiety, respondenci posiadający dzieci oraz osoby zamieszkujące małe miasteczka i wsie.

Zdecydowana większość uczestników badania jest zadowolona z posiadanego obecnie rachunku. Najwyżej oceniany jest poziom aktualnie ponoszonych opłat za konto. Najbardziej negatywie odbierane jest natomiast oprocentowanie rachunku (38 proc.). Jednocześnie prawie 70 proc. badanych wskazało, że wysokość oprocentowania Rachunku Oszczędnościowo Rozliczeniowego ma dla nich kluczowe znaczenie w ocenie oferty rachunku. Wśród różnego rodzaju opłat związanych z prowadzeniem rachunku, najwyższą akceptację badani deklarowali dla aktualnych opłat za wypłaty z bankomatów.

Rachunek idealny do 5 zł

Za optymalny dla siebie rachunek większość ankietowanych byłaby skłonna zapłacić maksymalnie do 5 złotych, przy czym dwie trzecie oczekuje, że będzie to koszt jak najniższy – do 3 zł. Jednocześnie dla prawie 80 proc. badanych kluczowe znaczenie dla oceny oferty rachunku ma gwarancja niezmienności opłat. Wśród niezwiązanych z opłatami cech konta internauci wskazali również łatwą i przejrzystą bankowość internetową oraz zwrot części wydatków kartą („moneyback”).

– Internauci są w zdecydowanej większości zadowoleni ze swojego rachunku bankowego, w tym z poziomu ponoszonych opłat. Oczywiście ich idealne konto powinno być całkowicie darmowe, ale praktycznie wszyscy uczestnicy badania deklarują, że są skłonni ponieść niewielką opłatę za korzystanie z rachunku, który będzie spełniał ich oczekiwania. Okazuje się, że funkcjonalność jest w przypadku konta bankowego ważniejsza niż jego cena – podsumowuje Karol Wilczko z Comperia.pl

Większość respondentów jest gotowa na otwieranie rachunku w ramach zdalnego procesu (59 proc.), jednak badanie ujawnia różne preferencje odnośnie poszczególnych etapów zawierania umowy. Mężczyźni i osoby z wyższym wykształceniem częściej deklarują chęć skorzystania z całkowicie zdalnej obsługi tego procesu. Ciągle duża jest jednak grupa osób, które chcą zakładać rachunki w oddziałach, a podpisanie umowy poprzedzić wyczerpującą rozmową z doradcą (47 proc.). Należą do niej głównie kobiety, emeryci i osoby zarabiające poniżej średniej krajowej.

Dwie trzecie badanych (65,6proc.) oczekuje od banków pomocy w formalnościach związanych z przenoszeniem rachunku i eksportem danych ze starego rachunku.

Najczęściej płacimy kartą

Internauci cenią możliwość dokonywania transakcji bezgotówkowych. Płatności kartą płatniczą są zdecydowanie najchętniej wybieraną metodą (60 proc.), dodatkowo 10 proc. wskazuje na dokonywanie najczęściej transakcji kartą kredytową. „Plastikowy pieniądz” dystansuje korzystanie z gotówki (13 proc.) oraz przelewów internetowych (11 proc.). Blisko połowa badanych płacąc kartą wydaje ponad 500 zł miesięcznie, a jedna piąta między 300 a 500 zł.

Dla 77 proc. badanych funkcja płatności zbliżeniowych jest kluczowa i zdecydowanie zwiększa ich skłonność do płacenia kartami. Większość deklaruje także wysokie poczucie bezpieczeństwa przy korzystaniu z tego rodzaju płatności (ok. 60 proc). Obawy związane z płatnościami zbliżeniowymi nie różnią się od tych, jakie wiążą się z płatnościami kartowymi jako takimi. Główną z obaw jest wykorzystanie środków z konta przez osobę, która w nieuprawniony sposób wejdzie w posiadanie karty.

Większość badanych twierdzi, że wie jakie kryteria (kwota wypłat, liczba transakcji itd.) musi spełnić, aby być zwolnionym z opłat za korzystanie z karty lub korzystanie z rachunku (62 proc.). Kwota, jaką badani są w stanie zaakceptować jako koszt karty, której nie będą aktywnie używać to dla większości maksymalnie 2 zł (70,3 proc.), tylko co piąty badany wskazał do 5 zł.

– Konto jest podstawowym produktem bankowym. Wyniki badania pokazują, że klienci oczekują, aby jak najwięcej usług z nim związanych było dostępnych nieodpłatnie, ale równocześnie za dobrą jakość są skłonni zapłacić. Ciekawym kompromisem jest możliwość uniknięcia określonych opłat za aktywność, dzięki takiemu „porozumieniu” między klientem a bankiem, obie strony mogą odnosić korzyści ze współpracy – mówi Magdalena Suchanek, dyrektor zarządzająca departamentami PR i Komunikacji oraz Voice of Customer w eurobanku – Wyniki badań opisujących oczekiwania klienta są dla nas istotną inspiracją przy rozwijaniu oferty – dodaje.

Projekt Miliony Polaków powstał dzięki współpracy porównywarki finansowej Comperia.pl, Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych oraz Związku Banków Polskich. Akcję wsparło także 5 banków: Alior Bank, BOŚ Bank, Credit Agricole, Eurobank oraz PlusBank .

Użytkowanie wieczyste przejdzie na własność?

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa przygotowuje przepisy, dzięki którym użytkowanie wieczyste gruntu pod budynkami wielorodzinnymi ma przekształcić się we własność, a zmiany mogą wejść w życie już od nowego roku. Co te modyfikacje mogą oznaczać dla właścicieli mieszkań?

W przepisach prawa zostaną wprowadzone zmiany, które wpłyną na sytuację mieszkaniową wielu właścicieli nieruchomości. Ich wprowadzenie ma sprawić, że użytkowanie wieczyste gruntu będzie mogło przejść na własność. O zmianach w przepisach opowiada Agata Stradomska z RE/MAX Polska, części globalnej sieci biur nieruchomości RE/MAX.

Czym jest użytkowanie wieczyste?

Użytkowanie wieczyste może być ustanowione na gruntach, które są własnością Skarbu Państwa bądź jednostki samorządu terytorialnego (takich jak gmina czy miasto). Użytkownik wieczysty, czyli osoba lub podmiot mający prawo użytkowania wieczystego, korzysta z tego terenu tak jak właściciel. Ma także możliwość zabudowania nieruchomości gruntowej, wtedy wzniesione na niej budynki są jego własnością. Ponadto może obciążyć prawnie grunt, którego jest właścicielem lub zrzec się swojego prawa do użytkowania wieczystego. Warto zaznaczyć, że prawo to jest dziedziczone, czyli można otrzymać je w spadku.

Użytkowanie wieczyste jest dość powszechne w miastach, szczególnie tam, gdzie funkcjonuje budownictwo wielorodzinne. Wynika to z faktu, że tereny pod takie budownictwo były przekazywane właśnie przez miasto czy gminę, które niechętnie całkowicie pozbywały się swojej własności.

Zobowiązania przy użytkowaniu wieczystym

Z posiadaniem prawa użytkowania wieczystego związane są opłaty: opłata początkowa, płacona wraz z ustanowieniem tego prawa, oraz opłaty roczne. Ponoszone koszty są zależne od wartości danego gruntu (1 proc. wartości rocznie, kiedy jest on przeznaczony na cele mieszkaniowe i 3 proc. w przypadku celów komercyjnych). Gminy regularnie, co 3 lata, dokonują aktualizacji ich wyceny, aby na jej podstawie skorygować opłatę. Z uwagi na to, w obliczu możliwych podwyżek, wielu użytkowników wieczystych zdecydowało się na wykupienie gruntu na własność. Sprzyjały temu również oferowane bonifikaty.

Użytkowanie wieczyste w budownictwie wielorodzinnym

W przypadku budownictwa wielorodzinnego przekształcenie prawa użytkowania wieczystego we własność nie jest takie proste. Właściciele mieszkań posiadają udziały (ułamkową część) w prawie użytkowania wieczystego adekwatnie do powierzchni swojego lokalu. Aby to prawo mogło zostać przekształcone we własność, taką chęć muszą wyrazić użytkownicy wieczyści posiadający większość udziałów, co nie zawsze jest łatwe do zorganizowania. Nie wszyscy właściciele są dostępni, a niektórzy nie są zainteresowani jakimikolwiek zmianami. Dodatkowo wszędzie tam, gdzie muszą być podjęte decyzje grupowe, zawsze możliwy jest czyjś sprzeciw, który komplikuje przeprowadzenie tego procesu.

Co taka zmiana może oznaczać dla właścicieli mieszkań?

Projektowane zmiany przepisów mogą wyjść naprzeciw oczekiwaniom wielu właścicieli mieszkań, którzy do tej pory z różnych przyczyn nie mogli przekształcić swojego prawa do użytkowania wieczystego gruntu we własność. Wyeliminują również obawy o podwyżki opłaty rocznej w związku ze zmianą wartości gruntu.

Dokładne zasady przekształcenia podlegają jeszcze modyfikacjom. Być może użytkownicy wieczyści będą zobowiązani do wnoszenia opłat za użytkowanie wieczyste nawet do końca okresu, na który było ono ustanowione, pomimo tego, że będą już właścicielami terenu. Opłaty te jednak nie powinny być już aktualizowane, a wyłącznie waloryzowane wskaźnikiem GUS. Tym niemniej ta zmiana jest oczekiwana przez wielu właścicieli lokali w budynkach wielorodzinnych, postawionych na gruncie oddanym w użytkowanie wieczyste.

Pokolenie Y wybiera korporacje

Google, Microsoft, Apple, BMW i IBM – to w tych firmach chcą pracować studenci kierunków technicznych. Na liście 50 najbardziej pożądanych pracodawców, ogłoszonej przez firmę doradczą Universum, nie znalazł się ani jeden szybko rozwijający się startup pokroju Ubera czy Airbnb. Co ciekawe, znacząco wzrosło zainteresowanie pracą w firmach doradczych.

Duży może więcej

W rankingu najlepszych pracodawców podium, niezmiennie od 2012 r., zajmuje Google. Drugie miejsce przypadło Microsoftowi, zresztą nie po raz pierwszy, bo koncern z Redmond od 3 lat jest wiceliderem zestawienia. Trzecie miejsce zajęło w tegorocznym rankingu Apple. Jak się okazuje pogłoski o początku końca koncernu z Cupertino należy włożyć między bajki. Studenci kierunków technicznych wierzą w potencjał Apple tak bardzo, że od dwóch lat firma zajmuje 3 miejsce w rankingu Universum, detronizując BMW Group

– Choć millenialsi deklarują, że bardzo bliska jest im kultura startupów, to ostatecznie decydują się na karierę w korporacji. Dlaczego? Bo te mają większe doświadczenie w zarządzaniu ludźmi i przeznaczają większe budżety na ich rozwój – tłumaczy Anna Węgrzyn, wieloletni praktyk HR i w firmie BPSC koordynująca wdrożenia systemu mHR wspierającego zarządzanie kapitałem ludzkim – Startupy kuszą świetną atmosferą, innowacyjnymi produktami, ale to korporacje inwestują najwięcej w pracowników i nowe technologie w obszarze HR – zarówno te wspierające zarządzanie kapitałem ludzkim, jak i media społecznościowe, które są naturalnym środowiskiem Y-greków. Oni to doceniają – dodaje Anna Węgrzyn.

Potwierdzać to może bardzo szybki awans w rankingu firmy doradczej Goldman Sachs, która zainwestowała w media społecznościowe i cyfrowe. Ta strategia opłaciła się, bo zaowocowała awansem aż o osiem miejsc w rankingu najlepszych pracodawców dla studentów kierunków technicznych.

Młode wilki zyskują na znaczeniu

Wśród przegranych znajdują się takie firmy jak Nokia, Philips, HP czy Motorola, które zanotowały dwucyfrowy spadek w rankingu. W przypadku Nokii jest to efekt problemów z jakimi boryka się firma po mariażu z Microsoftem, z kolei wizerunek HP ucierpiał z powodu podziału firmy na dwie spółki – HP Enterprise oraz HP Inc, co miało miejsce pod koniec ubiegłego roku. Większość dostawców oprogramowania utrzymało swoje pozycje sprzed roku, poza Oracle. Firma spadła aż o 6 pozycji zajmując 27 miejsce. Zaskakująca jest wysoka pozycja Huawei. Firma zadebiutowała w tegorocznym rankingu zajmując 57 pozycję, co dziwi o tyle, że jeszcze niedawno na rynkach zachodnich nie traktowano chińskiego producenta poważnie.

Huawei jest przykładem na to, że korporacje nie powinny czuć się bezpiecznie. Choć globalnie ich pozycja nie jest zagrożona, to już lokalnie na plecach odczuwają coraz mocniejszy oddech młodszej konkurencji. W Stanach Zjednoczonych nie przypadkiem to nie Apple i nie Microsoft dzierżą palmę pierwszeństwa w rankingu najbardziej pożądanych pracodawców. Studenci kierunków technicznych stawiają na Teslę, która pod wodzą Elona Muska przekształciła się w innowacyjną firmę motoryzacyjną. We Francji jednym z najbardziej pożądanych pracodawców jest założony w 2005 r. i działający w branży przemysłu kosmicznego Safran, a w Chinach liderem zestawienia jest Alibaba.com.

– Na całym świecie trwa walka o kompetencje, a w Europie jest to szczególnie mocno odczuwalne z powodów demograficznego niżu. Młode przedsiębiorstwa szukają więc sposobów na przyciągnięcie pracowników z korporacji. Niektórym z nich się to udaje. To wypadkowa ich innowacyjności i przekonania, że człowiek jest najważniejszym kapitałem firmy – tłumaczy Anna Węgrzyn z BPSC.

Pieniądze to nie wszystko

Universum zapytało też studentów kierunków technicznych co jest ważne dla nich przy wyborze pracodawcy. Wyniki różniły się znacznie w zależności od lokalizacji, co jednak istotne, wbrew pozorom to nie perspektywa wysokich zarobków jest zawsze priorytetem. Równie ważne, a czasem nawet ważniejsze są inne kryteria. Dla przykładu w Japonii ważniejsza niż pieniądze jest atmosfera pracy a w Rosji szczególnie docenia się umiejętność określenia przez pracodawcę silnych stron pracownika.

Do podobnych wniosków (pieniądze nie są najważniejsze) skłania lektura raportu opublikowanego przez Reputation Institute. Wynika z niego, że głównym powodem zmiany przez millenialsów pracy nie są wbrew pozorom pieniądze (jedynie 4% wskazuje wynagrodzenie jako kluczowy element ich kariery w pierwszych 5 latach pracy), ale brak możliwości awansu, zbyt duża liczba nadgodzin, fakt, że kultura organizacji nie sprzyja pracy zespołowej oraz mała elastyczność pracy. 64% millenialsów gdyby miało taką możliwość, chciałoby okazjonalnie pracować z domu, a 66% zmieniłoby godziny swojej pracy.

– Dla pracowników z pokolenia Y najważniejsze są możliwości rozwoju, dlatego już na początku muszą mieć jasno wytyczone cele. Firma musi dobrze zdiagnozować ich potencjał i dopasować ich do stanowiska a także na bieżąco przekazywać informację o tym co pracownik robi dobrze a co źle. Jeśli tego nie zrobi, Y-grek nie zawaha się zmienić pracodawcy – tłumaczy Anna Węgrzyn z firmy BPSC dostarczającej rozwiązania wspierające zarządzanie kapitałem ludzkim.

Firmy wiedzy mogą więcej

Z badania Universum wyłania się jeszcze jeden bardzo ciekawy wniosek. Choć na liście najbardziej pożądanych przez studentów uczelni technicznych pracodawców dominują firmy technologiczne, w zestawieniu znalazły się też firmy doradcze i banki inwestycyjne. McKinsey&Company, The Boston Consulting Group, Accenture, PwC czy J.P. Morgan. Co warte podkreślenia, niektóre z nich zanotowały dwucyfrowy awans. Dla przykładu Deloitte awansował aż o 15 pozycji, Accenture o 14 a McKinsey – lider zestawienia firm doradczych, przesunął się o 13 miejsc wyżej w rankingu. Zdaniem Anny Węgrzyn z BPSC to dobra wiadomość – Jeśli na początku swojej kariery studenci chcą uczyć się od dobrych firm, które doradzają największym, najbogatszym korporacjom, to poradzą sobie świetnie w każdej organizacji i to od razu na wysokich stanowiskach – przekonuje Anna Węgrzyn z BPSC.

Ankietę Universum wypełniło ponad 260 tys. studentów z 12 krajów, m.in. Francji, Niemiec, Włoch, Japonii oraz Stanów Zjednoczonych.

Wywiad ze Stéphanem Treppoz, prezesem Sarenza

Stéphan Treppoz, prezes Sarenza
Stéphan Treppoz, prezes Sarenza

Czym wyróżnia się rynek e-commerce w Polsce? Jakie różnice można zauważyć w porównaniu z innymi krajami europejskimi?

Stéphane Treppoz: Polski rynek e-commerce jest jeszcze młody i znajduje się w fazie intensywnego wzrostu. W tym roku wzrost ten osiągnął 15%. Coraz więcej Polaków decyduje się na zakupy przez Internet. Zakupu w sieci dokonało 40% Polaków, czyli zdecydowanie mniej niż w krajach o dojrzałej gospodarce, takich jak Niemcy, gdzie osób które dokonało zakupu w sieci jest 80%. Polska jest priorytetem dla Sarenza. To rynek, na którym konkurencyjne firmy działają bardzo aktywnie. Są to podmioty europejskie, takie jak Zalando, ale też lokalne firmy np. Eobuwie czy Answear.

Jak na rynku sprzedaży internetowej pozycjonuje się Sarenza? W jaki sposób stara się wyróżnić na tle konkurencji?

Chcemy przede wszystkim oferować proste i przyjazne zakupy przez Internet, pozostając jak najbliżej naszych klientów, dbając zawsze o „human spirit”. To nasza wartość dodana i coś rzadko spotykanego w sferze e-commerce. Sarenza wyróżnia się także identyfikacją wizualną, kolorowym przekazem w stylu „pop”. Chcemy sprawić, by proces zakupu był rozrywką, chcemy bawić naszych klientów w myśl tzw. „retailtainment”, zadziwiać. W Sarenza każdego dnia coś się dzieje,
czy to na naszej stronie internetowej czy w mediach społecznościowych.

Skupiamy się na sprzedaży butów i galanterii skórzanej. W naszej ofercie, na polskiej stronie internetowej, jest ponad 650 marek, od wielkich i bardzo znanych, po mniej znane marki modowe czy specjalistyczne, których popularność rozwijamy.

Chcemy zawsze służyć klientom swoim profesjonalizmem. Oferujemy na przykład porady dotyczące rozmiarów: wszystkie buty, będące w ofercie Sarenza, przymierza nasz Kopciuszek, „Cinderella boy & girl”. Potem udzielają oni cennych porad, które umożliwiają wybranie odpowiedniego rozmiaru danego modelu i rozwiewają wątpliwości klientów, wahających się między dwoma rozmiarami.

Aby jak najlepiej spełniać oczekiwania polskich klientów, w dziale obsługi klienta, znajdującym się w siedzibie naszej firmy w Paryżu, pracują Polacy. Odpowiadają oni bardzo skutecznie na pytania polskich klientów w ich języku ojczystym i służą pomocą. Nie pracują oni według schematycznych scenariuszy, nie ma też ustalonego czasu rozmowy, ani celów komercyjnych do zrealizowania.

To prawdziwi eksperci, zawsze dbający o to, by klienci, korzystający z naszej strony internetowej byli zadowoleni. Dowód? W maju 2016 roku, polski zespół obsługi klienta, udzielił odpowiedzi na 97% zapytań e-mailowych w mniej niż 24 godziny, a czas oczekiwania na połączenie telefoniczne wynosił średnio 50 sekund.

Aby towarzyszyć polskim klientom, którzy odkrywają zakupy przez Internet, oferujemy wysoką jakość usług i darmową dostawę oraz zwrot – również darmowy – w ciągu 100 dni od zakupu.

W 2015 roku 98,6% klientów Sarenza zadeklarowało, że zamierza ponownie dokonać zakupu w naszym sklepie. Liczba ta mówi sama za siebie. To symbol zaufania, którym obdarzają nas klienci i wiary w nasz profesjonalizm.

Czy polscy klienci mają jakieś szczególne zwyczaje zakupowe?

Oczywiście. Na przykład występują różnice, jeśli chodzi o sposób płatności: w odróżnieniu od Francuzów, którzy płacą kartą kredytową, Polacy w 50% wybierają płatność przy odbiorze przesyłki.

Zauważamy także dużą popularność marek premium, takich jak Michael Kors czy Sonia Rykiel, marek, które w tradycyjnych butikach są jeszcze słabo widoczne.

Jeśli chodzi o najchętniej kupowany przez polskich klientów rodzaj butów, to są to przede wszystkim sneakersy. To prawdziwy must-have, wpisujący się jednocześnie w najnowsze trendy sezonu. Sarenza proponuje marki, takie jak Geox, Clarks czy Converse, które idealnie odpowiadają takim potrzebom. Wiele Polek wybiera także czółenka, co świadczy o tym, że cenią sobie elegancję i kobiecość!

W jaki sposób Sarenza dostosowuje się do używania przez klientów smartfonów i tabletów?

Wiemy, że mobilność stała się dzisiaj kluczowym elementem sektora e-commerce. Jestem przekonany, że w przyszłości większość zakupów będzie dokonywanych poprzez urządzenia mobilne. To kanał zakupowy, który rozwija się najbardziej dynamicznie. Prawie 38% odwiedzin polskiej strony internetowej Sarenza to odwiedziny ze smartfonów i tabletów, a liczba ta wciąż rośnie.

Ostatnio uruchomiliśmy nową aplikację mobilną, odpowiadającą na wszystkie potrzeby klientów i sprawiającą, że doświadczenie zakupowe jest maksymalnie przyjemne. Zdaniem użytkowników, aplikacja ta jest bardziej ergonomiczna, prostsza w obsłudze i znacznie szybsza! Przy jednym zakupie czas ładowania skraca się średnio prawie o 50% w porównaniu z poprzednią wersją. Nasi klienci mogą teraz składać zamówienia dwa razy szybciej.

Jak widzi Pan przyszłość tego sektora w ciągu najbliższych 5 lat?

Zadowolenie klientów zawsze było kluczowym zagadnieniem w handlu elektronicznym. Dane o użytkownikach sprawiają, że dzisiaj możemy personalizować proces zakupu i ofertę przedstawianą klientowi, prezentując odpowiedni wybór dla danej osoby. W najbliższych latach strategiczne znaczenie będzie mieć wiedza o kliencie. To o czym się mówi w mediach społecznościowych,
to co kupili klienci podobni do mnie – informacje te pozwolą oszczędzać czas.

Inna tendencja, to tzw. „shoppable content”. Doświadczenie zakupowe rozpoczyna
się dziś w serwisach społecznościowych. Szczególnie duży potencjał ma Instagram. Klienci przyzwyczajają się do tego, że mogą kliknąć w obraz produktu i przejść bezpośrednio do zakupu.

Jeśli w przyszłości nie damy klientowi możliwości natychmiastowego zakupu tego produktu, istnieje ryzyko, że będzie on rozczarowany i zapomni o tym, co w pierwszej chwili zwróciło jego uwagę.

Z tego powodu stawiamy na „natychmiastowość”, logikę „see now, buy now”. Sarenza doskonale to rozumie i wybrała model, który jest odpowiedzią na potrzebę „natychmiastowości”. Towar jest od razu dostępny, dostawa odbywa się w 24 godziny w naszej nowej usłudze Flash i szybka obsługa klienta!

Piramida spłacalności kredytów gospodarstw domowych

Analiza BIK dowodzi, że w momencie pojawienia się problemów finansowych, gospodarstwa domowe posiadające czynne zobowiązania kredytowe w pierwszej kolejności opóźniają się ze spłacaniem limitów debetowych i kredytów gotówkowych. Tymczasem wśród wszystkich produktów kredytowych najlepiej spłacany jest kredyt mieszkaniowy. Przyczyna tego stanu rzeczy tkwi prawdopodobnie w tym, że kredytobiorcy przedkładają zobowiązanie długoterminowe, służące sfinansowaniu potrzeb mieszkaniowych nad innymi kredytami, wykorzystywanymi zazwyczaj do finansowania bieżących potrzeb konsumpcyjnych.

Osób, które posiadają łącznie kredyty konsumpcyjne, mieszkaniowe, karty kredytowe i limity kredytowe jest znacznie mniej – obecnie 768,25 tys.

Piramida spłacalności

BIK przeanalizował grupę 676 tys. kredytobiorców, która na 1 stycznia 2015 r. korzystała z czterech lub pięciu rodzajów produktów kredytowych (kredyt gotówkowy, kredyt ratalny, kredyt mieszkaniowy, karta kredytowa, limit odnawialny w koncie) i nie posiadała opóźnienia na żadnym z rachunków kredytowych na dzień 1 stycznia 2015 r. Badana grupa kredytobiorców stanowiła łącznie ok. 4,4% wszystkich kredytobiorców posiadających czynny produkt kredytowy w tym okresie. Wszystkich kredytobiorców, którzy 1 stycznia 2015r. mieli cztery lub pięć różnych produktów kredytowych było 777,34 tys. osób (5,1% wszystkich kredytobiorców).

W ciągu całego 2015 r. u 9,6% z objętych analizą kredytobiorców (65 tys.) wystąpiło opóźnienie powyżej 90 dni w spłacie jednego z posiadanych produktów kredytowych. Kredytobiorcy ci z uwagi na posiadanie wielu produktów kredytowych i konieczność ich spłaty charakteryzują się ponad przeciętnym ryzykiem kredytowym. BIK zaobserwował ponadto, że istnieje swego rodzaju piramida spłacalności, czyli trend wskazujący rodzaj produktu kredytowego, na którym występuje pierwsze opóźnienie w przypadku pojawienia się problemów finansowych.analiza BIK piramida spłacalności kredytów

W przypadku 1/3 kredytobiorców objętych analizą, pierwsze opóźnienie powyżej 90 dni w spłacie zobowiązania w ciągu 2015 r. wystąpiło w limicie debetowym, a dla 1/5 badanej grupy kredytobiorców pierwsze opóźnienie dotyczyło kredytu gotówkowego. Wygląda na to, że oba te produkty kredytowe można wskazać jako pierwsze „ofiary” problemów finansowych, jakie pojawiają się w gospodarstwie domowym. Oba te produkty wykorzystywane są do finansowania bieżących potrzeb konsumpcyjnych gospodarstwa domowego.

Jak mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk kredytowy BIK – W sytuacji pojawiających się problemów finansowych, gospodarstwa domowe posiadające do spłaty kilka rodzajów zobowiązań kredytowych, stają przed dylematem związanym z zaprzestaniem terminowej spłaty rat. Jak wynika z przeprowadzonej przez BIK analizy, w pierwszej kolejności zaprzestają spłacać zadłużenie wynikające z przyznanych debetów w kontach osobistych i zaciągniętych kredytów gotówkowych. Należy przy tym zauważyć, że opóźnienie w terminowym regulowaniu długu kredytowego może wynikać również z niezależnych od gospodarstwa domowego przyczyn losowych, np. z nagłej utraty dochodów z powodu zwolnienia z pracy czy zdarzenia zdrowotnego, jak choroba czy wypadek.

Warto również podkreślić, że tylko w przypadku niespełna 10% kredytobiorców objętych analizą, pierwsze opóźnienie wystąpiło na rachunku kredytu mieszkaniowego. – Jest to naturalne zjawisko zważywszy na cel, na który Polacy w większości zaciągają kredyt mieszkaniowy – zauważa prof. Rogowski. Zaspokojenie warunków bytowych sobie i własnej rodzinie stawiane jest wyżej w hierarchii innych potrzeb. To dlatego kredyt zaciągnięty na mieszkanie będzie spłacany nawet kosztem nieterminowego regulowania innych posiadanych rodzajów kredytów – podkreśla główny analityk kredytowy BIK.

Sposób na kredyty…

Wielu z nas myśląc o kredycie nie bierze pod uwagę zmieniającej się rzeczywistości i trudnej do przewidzenia przyszłości. W badaniu opinii [1] zleconym przez BIK aż 1/5 Polaków przyznała, że miała w przeszłości problemy ze spłatą zaciągniętych zobowiązań. Nie będąc w stanie spłacać kolejnej raty kredytu lub pożyczki, należy znaleźć rozwiązanie – podjąć inicjatywę i nawet uprzedzić instytucję finansową by pokazać, że nie uciekamy od odpowiedzialności. Z pewnością w takim przypadku „kołem ratunkowym” może być konsolidacja posiadanych zobowiązań kredytowych.

Tymczasem tylko 22% respondentów wskazało ten sposób działania, ale niemal taka sama grupa, bo ok. 18% przyznała, że zaciągnęła drugi kredyt lub pożyczkę na spłatę poprzedniego (tzw. rolowanie zadłużenia). Niestety zaciąganie kolejnych zobowiązań na spłatę poprzednich kredytów to prosta droga do pułapki zadłużenia. Najwyraźniej Polacy zdają sobie z tego sprawę, bo aż 33% osób będących w kłopotach finansowych ratowało się zapożyczając się u znajomych, a 24% – podjęło renegocjacje umowy z bankiem

w celu restrukturyzacji posiadanego zadłużenia. Można mieć nadzieję, że taka różnorodność postaw wynika z tego, że stosunkowo rzadko doświadczamy podobnych dylematów kredytowych.

– Swoistym podsumowaniem prezentowanego zagadnienia może być praktyczna rada, by zawsze wszelkie zobowiązania zaciągać odpowiedzialnie – mówi prof. Rogowski z BIK. – Warto przeanalizować zarówno obecną sytuację finansową swojego gospodarstwa domowego, jak i wziąć pod uwagę ewentualne nieprzewidziane okoliczności, aby w przyszłości nie stanąć przed dylematem wyboru zobowiązania kredytowego, które przestaniemy regulować w terminie. Wyboru mniej lub bardziej złego rozwiązania – podkreśla prof. Rogowski.

[1] Badanie zrealizowane na zlecenie BIK przez firmę badawczą ARC Rynek i Opinia, metoda CAWI, reprezentatywna próba Polaków w wieku 25 – 60 lat, N= 1 092, marzec 2016 r.

Fundusze inwestycyjne typu venture capital inwestują w dojrzałe spółki

W II kwartale 2016 r. fundusze venture capital zainwestowały globalnie ok. 27,4 mld USD, a liczba przeprowadzonych transakcji wyniosła 1 886 i była mniejsza o 6% w porównaniu z I kwartałem br. W tym samym okresie w Europie liczba transakcji wzrosła do poziomu 385 transakcji (o 5%), ale jednocześnie ich całkowita wartość była o ponad 20% niższa niż w poprzednim kwartale. Utrzymuje się trend, zgodnie z którym fundusze venture capital inwestują głównie w spółki technologiczne – wynika z najnowszego badania KPMG i CB Insights.

Inwestorzy szukają bardziej stabilnych inwestycji

W II kwartale 2016 roku globalna aktywność w sektorze venture capital spadła do 1 886 transakcji, najniższego zanotowanego poziomu od II kwartału 2013 roku – wynik ten jest o 6% niższy w porównaniu z I kwartałem 2016 roku. Jak wynika z raportu KPMG, w II kwartale 2016 r. łączna kwota zainwestowanych środków wyniosła globalnie ok. 27,4 mld USD, co oznacza wzrost o 3% w stosunku do poprzedniego kwartału.

W Europie zaobserwowano odmienne trendy. W II kwartale 2016 roku zanotowano wzrost liczby transakcji o 5% (385 transakcji), jednak ich całkowita wartość spadła o ponad 20% w porównaniu do I kwartału 2016 roku, do poziomu 2,8 mld USD. Średnia wartość transakcji sięgnęła w tym okresie ok. 2 mln USD. Fundusze w Europie inwestują w coraz mniejsze spółki – wartość finansowania start-upów we wczesnej fazie rozwoju (tzw. angel/seed) wzrosła do 49%. Znacząco spadła natomiast liczba inwestycji w tzw. „jednorożce”, czyli spółki o wycenie przekraczającej 1 mld USD – z poziomu 25 „jednorożców” w III kwartale 2015 roku, do 7 w II kwartale 2016 roku.

Biorąc pod uwagę, że w 2016 roku było dużo mniej inwestycji w „jednorożce”, liczby pokazują, że inwestorzy szczególnie na rynku amerykańskim coraz bardziej preferują inwestycje w dojrzalsze spółki, osiągające już przychody i zyski. W obecnej sytuacji politycznej i gospodarczej inwestorzy podejmują coraz mniej ryzykowane decyzje, szukając rentownych spółek lub takich, które systematycznie poprawiają swoje wyniki finansowe – mówi Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w sektorze nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Rośnie rola korporacyjnych funduszy inwestycyjnych

Fundusze venture capital koncentrują się na inwestycjach w spółki technologiczne – blisko 79% wszystkich transakcji przeprowadzanych jest właśnie w tym sektorze. Nadal dominują inwestycje w rozwiązania internetowe (52% wszystkich transakcji), telekomunikacyjno-mobilne (16%) oraz ochrony zdrowia (11%).

Inwestorzy coraz bardziej interesują się innowacyjnymi spółkami, które rozwijają i wdrażają rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji wykorzystanej do efektywnej automatyzacji zadań realizowanych obecnie przez człowieka. W II kwartale 2016 roku zainwestowano łącznie 624 mln USD w 73 spółki oferujące takie rozwiązania.

Z raportu KPMG wynika również, że korporacje utrzymują swoje zainteresowanie start-upami. Korporacyjne fundusze inwestycyjne odgrywają istotną rolę na rynku, biorąc udział w ¼ transakcji na całym świecie. Szczególnie dynamicznie rośnie zainteresowanie europejskich korporacji takimi inwestycjami – obecnie aż 24% inwestycji na Starym Kontynencie jest przeprowadzanych przez korporacyjne fundusze inwestycyjne, w porównaniu do 19% transakcji realizowanych w II kwartale 2015 roku.

Przy obecnym tempie rozwoju technologicznego korporacje są świadome, że muszą pozyskiwać innowacje z zewnątrz i dlatego zakładają własne fundusze typu venture capital. Oprócz budowy wartości portfela inwestycyjnego mają one przede wszystkim na celu inwestowanie w spółki tworzące rozwiązania, które mogą z powodzeniem być wykorzystane do rozwoju biznesu samej korporacji. W obecnej sytuacji także największe polskie grupy kapitałowe powinny rozważyć utworzenie własnych korporacyjnych funduszy inwestycyjnych, by efektywniej pozyskiwać innowacje – mówi Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w sektorze nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Niepewna pozycja Wielkiej Brytanii na rynku venture capital po Brexicie

Decyzja o wystąpieniu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej może wpłynąć na osłabienie roli tego kraju na rynku venture capital. Zwiastunem takiej sytuacji może być drastyczny spadek (o ponad 40%) wartości transakcji z udziałem funduszy venture capital na rynku brytyjskim. Zaobserwowano najniższy od 5 kwartałów poziom finansowania, poniżej 1 mld USD.

 

Cyfrowe startupy bazują na kreatywnych ludziach i ich umiejętnościach. Istotnym nośnikiem rozwoju jest dla nich też dążenie Unii Europejskiej do stworzenia jednolitego rynku cyfrowego w całej Unii. W tej chwili nie wiemy jakie po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE będą regulacje odnośnie dostępu obywateli z innych krajów do brytyjskiego rynku pracy, ani też na jakich zasadach Wielka Brytania będzie miała dostęp do rynków krajów Unii Europejskiej – mówi Jerzy Kalinowski, partner, szef grupy doradczej w sektorze nowych technologii, telekomunikacji i mediów w KPMG w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej.

Pełna wersja raportu dostępna na stronie kpmg.pl

****

O RAPORCIE:

Raport pt. „Venture Pulse Q2 2016” to kwartalna publikacja dotycząca sektora venture capital, opracowany przez KPMG International oraz firmę analityczną CB Insights. Raport przedstawia sytuację sektora venture capital w ujęciu globalnym i regionalnym, a ponadto zawiera dane nt. głównych trendów. Badanie zostało przeprowadzone na spółkach prywatnych, finansowanych przez fundusze venture capital, w tym firmy venture capital, podmioty korporacyjne bądź inwestorów prywatnych typu tzw. super angel. Analiza obejmuje dane pochodzące z II kwartału finansowego 2016 roku.

W przyszłym roku inwestycje w budownictwo w UE wzrosną o 3,1 proc., a w Polsce o 4,6 proc.

W 2015 roku łączna sprzedaż pięćdziesięciu największych potentatów budowlanych w Europie wzrosła o 5 proc. rok do roku, a ich kapitalizacja rynkowa aż o 21 proc. To najlepsze wyniki od 2007 roku. Łączna wartość sprzedaży zrealizowanej przez 50 największych spółek budowlanych w Europie sięgnęła w tym okresie 301,5 mld euro. Jak wynika z trzynastej edycji raportu „European Powers of Construction 2015”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, w tym roku inwestycje budowlane w Unii Europejskiej zwiększą się o 2,4 proc., a w przyszłym o 3,1 proc. Rozwój biznesu w tym sektorze nadal będzie postępował poprzez poszerzenie zakresu usług oraz ekspansję geograficzną.

Raport analizuje sytuację pięćdziesięciu największych firm budowlanych w Europie w ubiegłym roku, w oparciu o ich dane finansowe za 2015 rok, których akcje są notowane na europejskich rynkach kapitałowych. W tegorocznej edycji eksperci Deloitte wskazują, że branża budowalna wyszła wreszcie z kryzysu. Już w roku 2014 w tym sektorze widać było oznaki wzrostu sprzedaży (o 1 proc.) i rynkowej kapitalizacji spółek (o 6 proc.). Jednak w tym roku ten wzrost jest jeszcze bardziej widoczny – odpowiednio o 5 i 21 proc. „Wzrosty są zasługą przede wszystkim spółek budowlanych z Wielkiej Brytanii, które poprawiły wyniki na skutek wzmocnienia się w 2015 roku funta wobec euro. Jednak w zestawieniu największych firm budowlanych w Europie są też takie przedsiębiorstwa, które z roku na rok poprawiły swoje wyniki sprzedaży o ponad 10 proc.” – wyjaśnia Maciej Krasoń, Partner w dziale Audytu Deloitte, Lider Zespołu Nieruchomości i Budownictwa w Polsce.

Według danych Komisji Europejskiej inwestycje budowlane w krajach unijnych w 2015 roku wzrosły średnio o 2 proc., w tym będzie to 2,4 proc., a w przyszłym już 3,1 proc. W przypadku Polski będzie to odpowiednio 3 i 4,6 proc. (2016 r. i 2017 r.). W 2015 r. było to z kolei 4,9 proc. W tym samym okresie największe wzrosty w porównaniu do 2014 roku (powyżej 10 proc.) odnotowano w Holandii, Słowacji i Szwecji, a największe spadki w Grecji, Słowenii i na Cyprze. W 2016 roku znaczący wzrost produkcji budowlanej jest oczekiwany w Irlandii, Holandii i na Cyprze, a spadek w Grecji, Francji, Słowenii, Bułgarii i Czechach.

Według raportu Deloitte w 2017 roku wszystkie kraje, poza Bułgarią, odnotują wzrosty w inwestycjach w budownictwo. Należy zaznaczyć, że mimo tych wzrostów perspektywy dla Unii Europejskiej wciąż będą nieco gorsze niż dla USA, gdzie wzrost w inwestycje budowlane w 2017 roku ma wynieść 4,3 proc.

W 2015 roku inwestycje w budownictwo w całej UE sięgnęły 1,43 bln euro, o pięć proc. więcej niż rok wcześniej. Aż 72 proc. udziału w tej sumie ma pięć państw: Niemcy (298 mld euro), Francja (248 mld euro), Wielka Brytania (245 mld euro), Włochy (136 mld euro) i Hiszpania (112). Polska z sumą 47 mld euro znalazła się na siódmym miejscu.

Raport Deloitte analizuje kondycję firm budowlanych także pod kątem ich ekspansji zagranicznej i dywersyfikacji przychodów. „Z roku na rok rośnie udział przychodów pochodzących z innych krajów niż rodzimy rynek danego podmiotu. W 2015 roku było to 52 proc., o 9 proc. więcej niż w 2010 roku. Aż 52 proc. przychodów spółek, które znalazły się w zestawieniu European Powers of Construction pochodziła spoza rodzimego rynku” – mówi Maciej Krasoń. Z kolei jeżeli chodzi o dywersyfikację przychodów, to te pochodzące spoza działalności stricte budowlanej stanowiły 24,3 proc. – dodaje Łukasz Michorowski, Dyrektor w dziale Audytu Deloitte w Zespole Nieruchomości i Budownictwa.

Podobnie jak w ostatnich dwóch latach na czele pięćdziesiątki największych potęg budowlanych według wielkości sprzedaży znalazł się francuski Vinci. Hiszpański ACS oraz francuski Bouygues, które znalazły się na miejscu drugim oraz trzecim również utrzymały swoje miejsca w porównaniu do poprzedniego roku. Sytuacja na podium nie zmienia się od 2012 roku. Przychody tych trzech firm stanowią aż 35 proc. przychodów ze sprzedaży ogółem całego zestawienia.

Najwięcej firm w zestawieniu, bo aż 13, ma Wielka Brytania. Z kolei sześć spółek pochodzi z Hiszpanii. Jednak największy udział w przychodach ze sprzedaży, wynoszący aż 85 mld euro, mają przedsiębiorstwa z Francji.

„Branża budowlana w Europie jest i dalej będzie jednym z beneficjentów wzrostu dochodów gospodarstw domowych na starym kontynencie, wciąż niskiego oprocentowania kredytów, co przekłada się nowe inwestycji infrastrukturalne i komercyjne. W Polsce oprócz budowy infrastruktury publicznej i  komercyjnej kluczowe pozostają również projekty budowlane dotyczące sektora mieszkaniowego.” – podsumowuje Maciej Krasoń.

Zestawienie 50 największych europejskich firm budowlanych wraz z przychodami

Zestawienie 50 największych europejskich firm budowlanych wraz z przychodami

Coface zaktualizował oceny ryzyka sektorowego w 6 regionach świata

W Europie sytuacja gospodarcza powoli się poprawia choć nadal występują problemy natury politycznej (Brexit)

Wzrost dynamiki konsumpcji artykułów gospodarstwa domowego odzwierciedla odbudowane zaufanie wśród gospodarstw domowych i firm w Europie Zachodniej. Wzrost ten pozwolił na zmianę klasyfikacji sektorów ICT[1] oraz motoryzacyjnego do ryzyka niskiego (w Europie Zachodniej, Środkowej i Wschodniej). Wzrost rejestracji pojazdów jest korzystny dla producentów samochodów oraz firm sektora metalurgicznego. Chociaż metalurgia jest nadal kojarzona z wysokim ryzykiem, jej ocena wzrosła (przemysł samochodowy stanowi 12 proc. sektora, zaś przemysł budowlany 50 proc.). Umiarkowaną i potwierdzoną poprawę można było obserwować na początku roku w sektorze budowlanym. W połączeniu ze wzrostem pozwoleń na budowę w regionie (35 proc. w Hiszpanii, 12,5 proc. w Niemczech, 7,6 proc. we Francji średniej rocznej w marcu) doprowadziło to do zmiany klasyfikacji ryzyka sektora na ryzyko średnie.

Mimo pozytywnego trendu w wydatkach na artykuły gospodarstwa domowego, sektor tekstylny otrzymał niższą ocenę z uwagi na wysoką konkurencję wewnętrzną. Średni segment branży pozostaje pod presją ze strony głównych grup europejskich.

Chociaż region przyspiesza, trzy sektory pozostają pod obserwacją w Wielkiej Brytanii. W perspektywie krótkoterminowej, sektor budowlany (6,1 proc. PKB) otrzyma niższy rating z uwagi na rosnące ceny importu, co z kolei będzie spowodowane spadkiem wartości funta brytyjskiego. Sektory farmaceutyczny i motoryzacyjny mogą ucierpieć przez bariery wejścia, gdyż ich produkty należą do najczęściej eksportowanych (odpowiednio 7,8 proc. i 11,3 proc. exportu odpowiednio).

Zmiana pomiędzy rynkami wschodzącymi a rozwiniętymi

Ameryka Łacińska nadal kojarzona jest z najwyższym ryzykiem na świecie. Jej sektory energetyczny, metalurgiczny i budowlany posiadają najwyższą kategorię ryzyka (bardzo wysokie ryzyko). Jeśli chodzi o pozytywy, Brazylia, jak wiele innych krajów Ameryki Łacińskiej, cieszy się względną przewagą w zakresie produkcji pulpy papierowej wzmocnioną spadkiem reala wobec dolara w 2015 roku (-47 proc.). W pierwszych pięciu miesiącach 2016 roku brazylijski eksport wzrósł o 10 proc., obniżając ryzyka w sektorze papierowym i drzewnym (zmiana klasyfikacji na ryzyko średnie).

Wśród 12 sektorów przeanalizowanych przez Coface, sektor opieki zdrowotnej pozostaje najmniej ryzykownym w skali globalnej. Mimo pełnego wyzwań środowiska międzynarodowego, sektor korzysta z rosnącego zapotrzebowania na opiekę zdrowotną w ekonomiach wschodzących oraz modelu biznesowego w ekonomiach zaawansowanych opartego na kompensatach. To zachęca firmy do inwestowania. Biorąc pod uwagę poziom rentowności obserwowany w Ameryce Północnej zmieniamy kategorię sektora farmaceutycznego na ryzyko bardzo niskie. Jednak wzrost w USA traci dynamikę w 2016 r. (1,8 proc.), a sprzedaż detaliczna spowalnia, odzwierciedlając obniżoną konsumpcję. Sektor tekstylny w Ameryce Północnej, dotknięty przez wspomniane spowolnienie, otrzymał obniżoną kategorię do wysokiego ryzyka.

Regiony zależne od ropy psują globalny trend

Chociaż zauważalne są mocniejsze trendy ekonomiczne, w niektórych regionach znajdują się wysoce zagrożone sektory.

Bliski Wschód, zależny głównie od eksportu ropy naftowej, przyjął politykę oszczędnościową, szkodliwą dla innych sektorów. Kroki te mają wpływ na działalność ekonomiczną zależną od dynamicznej konsumpcji w gospodarstwach domowych. Następstwa te są wynikiem niższych cen ropy naftowej, które doprowadziły do obniżenia dopłat do paliwa. Sektor motoryzacyjny, spożywczy, detaliczny oraz włókienniczy i odzieżowy otrzymały w następstwie kategorię wysokiego ryzyka.

Polityki nakładające cięcia wydatków publicznych miały także wpływ na wschodzące kraje azjatyckie. Jest to szczególnie widoczne w sektorze budowlanym, w którym poziom zadłużenia firm osiągnął rekordowe kwoty z uwagi na wzrost opóźnionych spłat dokonywanych przez klientów. Dlatego też sektor ten otrzymał obniżoną kategorię bardzo wysokiego ryzyka. Jednak przemysł agrospożywczy ma się lepiej i rozwija się dzięki nieznacznej poprawie cen produktów agrospożywczych.

 [1]Technologie informacyjne i komunikacyjne.

Odkładanie na przyszłość dzieci – nowy trend w oszczędzaniu Polaków?

Koszty związane z wychowaniem dziecka mogą spędzać sen z powiek rodzicom. Według raportu Centrum Adama Smitha koszt wychowania jednego dziecka w Polsce (do osiągnięcia 19. roku życia) mieści się w przedziale od 176 tys. do 190 tys. zł, a dwójki dzieci od 317 tys. do 350 tys. zł.[1] Jeśli do tego rodzice chcą zapewnić dziecku bezpieczny start w dorosłość i wysłać je na wymarzone studia czy kupić mieszkanie, to suma koniecznych wydatków może być jeszcze wyższa. Systematyczne odkładanie pieniędzy na przyszłość dzieci to nierzadko jedyny ze sposobów by urealnić chociaż cześć z tych marzeń. Według badań już nawet 28% oszczędzających robi to z myślą o zabezpieczeniu przyszłości swojej lub najbliższych[2].

„Odkładanie pieniędzy na przyszłość dziecka jest znakomitym sposobem na zapewnienie mu dobrego startu w dorosłość. Przede wszystkim na początku najważniejsze jest ustalenie celu – na co dokładnie odkładamy pieniądze. Mogą to być studia, własne M, auto, czy jakikolwiek inny konkretny cel. Następnie ustalamy niezbędną sumę pieniędzy i okres, w którym planujemy oszczędzać. Na rynku są już produkty finansowe, takie jak Celowe Plany Oszczędnościowe, które na każdym z etapów wspierają rodziców w takim systematycznym i długoterminowym oszczędzaniu” – mówi Karina Trafna, dyrektor sprzedaży w Legg Mason Towarzystwie Funduszy Inwestycyjnych.

Niezależnie od tego, czy rodzice chcą zapewnić dziecku mieszkanie, sfinansować jego wykształcenie w Polsce czy za granicą – o kosztach zrealizowania takiego planu warto pomyśleć jak najwcześniej. Przykładowo, wysłanie dziecka na studia do innego miasta w Polsce to nierzadko konieczność dysponowania kwotami rzędu 1,5 – 2 tys. zł miesięcznie. Lista wydatków jest długa – m.in. wynajem kawalerki, wyżywienie, podręczniki, dodatkowe kursy czy bilety na komunikację miejską. Studia dzienne są co prawda zwykle bezpłatne, jednak liczba miejsc na uczelniach jest ograniczona. Osoby, które nie dostaną się na wymarzone studia dzienne, często podejmują naukę w trybie wieczorowym lub zaocznym, co stanowi kolejne obciążenie rodzinnego budżetu. W zależności od uczelni dodatkowy koszt może wynieść od 5 do nawet 12 tys. zł. rocznie. W przypadku 5-letniej nauki jest to zatem łączny wydatek od 25 do nawet 60 tys. zł.

„Niezależnie od tego czy planujemy kupić mieszkanie, wysłać swoją pociechę na studia w Polsce lub za granicą, suma wydatków i tak w ogólnym rozrachunku jest znacząca. Odpowiednio przygotowani, możemy jednak takim kosztom sprostać. Regularne oszczędzanie nawet niewielkich kwot, które nie nadwyrężą domowego budżetu, a w skali kilkunastu lat zaowocują odpowiednim kapitałem, pozwoliłoby nam te cele zrealizować. Oczywiście samym rodzicom często trudno jest zgromadzić dodatkowe wolne środki, dlatego do oszczędzania warto zaangażować również dziadków, chrzestnych, wujków i dalszą rodzinę” – dodaje Karina Trafna z Legg Mason Towarzystwa Funduszy Inwestycyjnych.

Dzięki oszczędzaniu wypracowujemy dobre nawyki zarówno u nas samych, jak i u naszych dzieci. Dajemy przykład, że warto szanować zarobione pieniądze i oszczędzać, aby nie martwić się o nie w przyszłości. Zgromadzone środki mogą również stanowić zabezpieczenie przed nieprzewidzianymi zdarzeniami i pozwalają uniknąć sytuacji, w której potrzeby dziecka będą musiały być finansowane środkami z kredytu.

[1]„Koszty wychowania dzieci w Polsce 2015”, Raport Centrum im. Adama Smitha pod kierunkiem prof. dr. hab. Aleksandra Surdeja http://smith.pl/sites/default/files/zalaczniki_201508/dzieci_2015_raport.pdf (strona 3)

[2] „Postawy Polaków wobec finansów”, Badanie Fundacji Kronenberga przy Citi Handlowy, wrzesień 2015 http://www.citibank.pl/poland/kronenberg/polish/files/postawy_polakow_wobec_oszczedzania_2015.pdf (slajd 27)

Ile musimy mieć na małą trójkę od dewelopera

Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp S.A.

Najmniejsze mieszkania trzypokojowe w naszych inwestycjach mają powierzchnię średnio od około 50 do 54 mkw., przy czym w niektórych naszych projektach dostępne są także mieszkania o powierzchni 44 – 48 mkw. Ceny trójek w zależności od miasta i inwestycji zaczynają się od 3900 zł/mkw.

Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord S.A.

Zgodnie z preferencjami naszych klientów, powierzchnie mieszkań trzypokojowych projektowanych przez Polnord oscylują zwykle wokół 60-80 mkw. Nieco rzadziej klienci decydują się na ustawne lokale trzypokojowe o mniejszym metrażu, których wybór w naszej ofercie także jest szeroki. Najmniejsze dostępne obecnie mieszkanie trzypokojowe, zlokalizowane w osiedlu 2 Potoki w Gdańsku ma powierzchnię 46 mkw. Większe lokale dostępne są we wszystkich pozostałych lokalizacjach. Ich ceny zaczynają się od 4200 zł/mkw. w przypadku osiedla Tęczowy Las w Olsztynie. W Warszawie trzypokojowy lokal w Brzozowym Zakątku można nabyć za 6300 zł/mkw., w podwarszawskim Neptunie ceny kształtują się od 4800 zł/mkw., a w łódzkim City Park od 4480 zł/mkw. Klienci zainteresowani projektem Brama Sopocka w Gdyni za trzypokojowy apartament zapłacą już od 6150 zł/mkw.

Yael Rothschild, prezes zarządu Mill-Yon

Najmniejsze mieszkanie trzypokojowe o powierzchni 48 mkw. mamy w inwestycji Aura Garden na warszawskiej Białołęce w cenie 272 tys. zł. Warszawska Aura Sky oferuje trójki od 63 mkw. do 76 mkw., a najtańsza z nich kosztuje 418 tys. zł. W Aura Gdańsk metraż najmniejszeego lokalu z trzema pokojami to 62 mkw., które jest do nabycia za 461 tys. zł. W projekcie Aura Park w warszawskim Wilanowie mamy trzy pokoje o wielkości ponad 57 mkw. w cenie 454 tys. zł.

Roma Peczyńska, dyrektor e-marketingu RED Real Estate Development

W poznańskim osiedlu Red Park oferujemy mieszkania trzypokojowe mające około 50 mkw., jak również o wiele większe o powierzchni niemal 90 mkw., które można przebudować na czteropokojowe. W Warszawie proponujemy mieszkania trzypokojowe w ramach drugiego i trzeciego etapu osiedla Alpha Park. Klienci mogą wybrać lokal o powierzchni 49 mkw. z aneksem kuchennym lub mieszkania o metrażu ponad 60 mkw. z osobną kuchnią. Trzypokojowe lokale oferujemy również we wrocławskim osiedlu Nowa Papiernia Ultra Nova. Najmniejsze mają 52 mkw. W cenie klienci otrzymują designerskie wykończenie Ultra Nova High Basic i pomoc architekta wnętrz.

Adrian Potoczek, dyrektor sprzedaży w Wawel Service

Najmniejsze z trzypokojowych mieszkań, jakie mamy w ofercie są dostępne w projekcie Białoprądnicka w Krakowie, która zostanie oddana do użytku w 2018 roku. Najmniejsze M3 dostępne w tej inwestycji mają powierzchnię 40 mkw. Z reguły metraż najmniejszych trójek w naszych osiedlach waha się od 45 mkw. do 50 mkw. Mieszkania dostępne są w cenie od 260 tys. zł. Takie nieduże, funkcjonalne lokale wybierają zarówno single, młode rodziny, jak i inwestorzy.

Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom S.A.

Mamy w ofercie 650 mieszkań trzypokojowych w kilkunastu wrocławskich i podwrocławskich inwestcjach. Najmniejsze z nich, które oferujemy w projekcie Na Krzyckiej i Słoneczne Stabłowice, mają metraż 50 mkw. W zależności od inwestycji powierzchnie najmniejszych trójek kształtują się w przedziale 50 – 57 mkw. Ceny lokali mieszczą się w przedziale 268 tys. zł – za 52 metrowy mieszkanie w osiedlu Słoneczne Stabłowice do 443 tys. zł za lokal o powierzchni 61 mkw. w inwestycji Ogrody Hallera we Wrocławiu.

Agnieszka Pyzel, reprezentująca BBI Development S.A.

Najmniejsze trzypokojowe mieszkania, które oferujemy w warszawskim Centrum Praskim Koneser mają metraż ponad 60 mkw. Ceny lokali kształtują się od ok.9300 zł/mkw.

Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO Classic

Najmniejsze projektowane przez nas mieszkania trzypokojowe mają około 55 mkw. Przy mniejszych metrażach mieszkania stają się substandardowe, dlatego staramy się nie projektować mniejszych lokali z trzema pokojami.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Najmniejsze mieszkania trzypokojowe w naszych projektach mają powierzchnię przekraczającą 50 mkw. W oddanej do użytkowania inwestycji Krasińskiego 58 na warszawskim Żoliborzu posiadamy w ofercie ostatnie mieszkanie trzypokojowe o metrażu ponad 59 mkw. w cenie przeszło 436 tys. zł brutto. Na Bielanach, w realizowanym niedaleko stacji metra Młociny osiedlu Na Sokratesa mieszkania trzypokojowe mają wielkość od ok. 53 mkw. Ceny tego typu lokali zaczynają się od 395 tys. zł brutto. Ostatnią szansę na zakup najmniejszego mieszkania trzypokojowego o pow. 53 mkw. w cenie ponad 339 tys. zł brutto, objętego programem MdM, mają klienci w inwestycji Monte Verdi w warszawskich Włochach.

Marcin Mielcarz, wiceprezes zarządu Grupy Inwest

Dla większość osób poszukujących mieszkań, to właśnie liczba pokoi stanowi czynnik decydujący o zakupie, znacznie ważniejszy niż całościowy metraż mieszkania. Przy zachowaniu ergonomicznych wskaźników projektowych staramy się zapewnić możliwość zakupu trzypokojowego mieszkania o powierzchni od 50 mkw. Lokale o takim metrażu można znaleźć w naszej inwestycji przy ul. Kałuszyńskiej na warszawskim Kamionku, czy w budynku przy ul. Siedleckiej 60 na Pradze Północ. Ceny mieszkań trzypokojowych w tych inwestycjach oscylują w okolicy 7000 zł /mkw.

Jacek Bielecki, dyrektor ds. rozwoju i jakości Marvipol S.A.

Najmniejsze trójki, jakie mieliśmy w ofercie to mieszkania o powierzchni 55 mkw. Takie lokale sprzedają się od ręki, te które są jeszcze do kupienia w warszawskiej inwestycji Central Park Ursynów mają powierzchnię od 69 mkw. do 77 mkw., są do nabycia w cenie ok. 7100 zł/mkw.

Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska

Rozkłady mieszkań są jednym z najważniejszych elementów, który bierzemy pod uwagę w procesie projektowania inwestycji. Jest to dobrze widoczne, gdy przyjrzymy się rozkładom ofarowanych przez nas mieszkań trzypokojowych. Ich powierzchnia często jest wyraźnie mniejsza niż 60 mkw., a mimo to lokale zachowują doskonałą funkcjonalność i ustawność.

Sylwester Wybranowski, dyrektor sprzedaży deweloperskiej w Mennica Polska S.A.

Mieszkania trzypokojowe w centrum miasta, według naszej koncepcji, muszą być lokalami o maksymalnie funkcjonalnym układzie, rozplanowanymi na bardzo rozsądnej powierzchni. W centralnie zlokalizowanej, warszawskiej inwestycji Mennica Residence lokale trzypokojowe z aneksem kuchennym mają metraże od 49 do 54 mkw., dzięki takiej wielkości ich ceny zaczynają się od 645 tys. zł. Tego rodzaju mieszkania, obok dwupokojowych lokali o powierzchni do 40 mkw., cieszą się największym zainteresowaniem klientów. O ich atrakcyjności decyduje ergonomia poszczególnych pomieszczeń.

Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży J.W. Construction Holding S.A.

Trzypokojowe mieszkania o komfortowych rozkładach, których metraż nie przekracza 55 mkw., posiadamy m.in. w takich warszawskich inwestycjach jak: Zielona Dolina III – o powierzchni od 51 mkw. w cenie od 5350 zł za mkw., Willa One – od 53 mkw. w cenie od 6350 zł za mkw., czy Bliska Wola – od 52 mkw. w cenie od 6900 zł za metr. Najmniejszy trzypokojowy lokal o powierzchni 49 mkw. oferujemy w inwestycji Nowe Tysiąclecie w Katowicach w cenie od 5252 zł za mkw.

Eryk Nalberczyński, dyrektor ds. sprzedaży w Lokum Deweloper

Najtańsze trzypokojowe mieszkania w naszej ofercie dostępne są w cenie od około 6000 zł/mkw. Wartością dodaną inwestycji jest ich świetna lokalizacja w pobliżu centrum Wrocławia, a w przypadku osiedla Lokum Victoria wrocławskiego Starego Miasta. Zagospodarowanie części wspólnych wewnątrz budynków, a także na terenie osiedli jest starannie przemyślane.

Lidia Fedorczuk, manager sprzedaży w Atlas Estates

Największy wybór trzypokojowych lokali mamy w 2. etapie osiedla Apartamenty Krasińskiego na warszawskim Żoliborzu. Najmniejsza dostępna trójka ma metraż ok. 54 mkw. i kosztuje 470 tys. zł. Ceny mieszkań trzypokojowych zaczynają się od 8100 zł za mkw. Ostatnie trzypokojowe mieszkanie o powierzchni 74 mkw. mamy też w budynku ConceptHouse Mokotów. Lokal został zaaranżowany we współpracy z architektem wnętrz i jest gotowy do wprowadzenia się. Mieszkanie jest w cenie 10500 zł za mkw., która obejmuje częściowe umeblowanie i wyposażenie w sprzęt AGD.

Monika Zabłocka, reprezentująca Przedsiębiorstwo Budownictwa Ogólnego

Najmniejsze mieszkania trzypokojowe, jakie projektujemy w naszych inwestycjach mają powierzchnię ok. 49 mkw. W zielonogórskim osiedlu Jędrzychów mamy obecnie dostępne mieszkanie trzypokojowe o powierzchni 66 mkw. w cenie 225 tys. zł, a w osiedlu Czarkowo można kupić trójkę o metrażu ponad 52 mkw. za ponad 194 tys. zł.

Ewelina Krosta, reprezentująca WAN S.A.

Najmniejsze mieszkanie w naszej krakowskiej inwestycji Apartamenty Wielicka ma powierzchnię 52 mkw. Mamy bogatą ofertę małych lokali z trzema pokojami w drugim etapie tego projektu. Oferowane lokale mają metraż od 53 mkw. do 58 mkw.

Przemysław Bednarczyk, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Mieszkania trzypokojowe są jednymi z najchętniej wybieranych lokali przez klientów. Z tego też względu, w obu inwestycjach powstających na warszawskiej Woli przygotowaliśmy szeroki wybór tego typu lokali. W projekcie Miasto Wola ich metraże rozpoczynają się od 52 mkw., a w Stacji Kazimierz od 55 mkw. Można je kupić w cenie od ok. 7000 zł/mkw.

Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.

Mieszkania trzypokojowe w naszych inwestycjach mają średni metraż 48 mkw. Małe i duże trójki można znaleźć w drugim i trzecim etapie w warszawskiego osiedla Viva Garden oraz w ofercie trzeciej i czwartej fazy budowy inwestycji Classic.

Opracowanie: Kamil Niedźwiedzki

CSR 2.0: o mocy crowdfundingu

4,2 miliardów euro zebrane w krajach członkowskich. To niemal trzy razy więcej niż rok wcześniej. Komisja Europejska podsumowuje efekty crowdfundingu w 2015 roku[1]. To trend numer jeden na świecie w pozyskiwaniu funduszy. Jeszcze niedawno zdominowany przez mniejsze projekty często inicjowane przez prywatne osoby, dzisiaj rozwija się i jest stosowany w nowych obszarach. Sięgają po niego firmy i organizacje widząc jego szerokie zastosowanie w ramach praktyk CSR. Dlaczego? Bo buduje zaangażowaną społeczność wokół akcji i weryfikuje jej zasadność. Dowodem są choćby projekty realizowane na rodzimym podwórku.

Społeczna odpowiedzialność biznesu w działaniach korporacji ewoluuje wraz ze zmieniającymi się trendami i nowymi technologiami, które dostarczają nowoczesnych i skutecznych narzędzi. Takim jest obecnie crowdfunding. Już w 2011 roku firma odzieżowa GAP zgromadziła 700 tysięcy dolarów, przekazując całość przychodu ze sprzedaży t-shirtów na pomoc osobom, które ucierpiały podczas trzęsienia ziemi w Japonii. Z kolei amerykański bank Chase stworzył dedykowaną aplikację na Facebook, dzięki której internauci mogli wybrać, które organizacje pożytku publicznego otrzymają wsparcie o łącznej wartości 5 mln dolarów. Od 2014 roku w Polsce Fundacja Aviva, prowadząc konkurs grantowy umożliwia przekazanie dotacji na projekty zgłaszane przez lokalne społeczności. Duże zaangażowanie i pozytywny odbiór tej akcji spowodowały, że finansowanie społecznościowe było częścią tego projektu już w trzech edycjach.

CSR nie powinien być jedynie wpisany w działania statutowe. Oprócz wsparcia finansowego, liczy się także gromadzenie ludzi wokół dobrej sprawy, angażowanie ich we wspólny cel. Wykorzystujemy model crowdfundingu, bo tego też oczekują lokalne społeczności, na rzecz których działamymówi Monika Kulińska, prezes Fundacji Aviva. Potwierdza to raport ZenithOptimedia „2038: sześć trendów na następnych 25 lat”. Eksperci wskazują, że społeczna odpowiedzialność biznesu stanie się jednym z kluczowych czynników wpływających na decyzje konsumentów. Co ciekawe kolejnym wskazanym trendem jest crowdsourcing, a jednym z jego rodzajów jest właśnie finansowanie społecznościowe.

Lubimy pomagać

Obecnie wyzwaniem dla firm jest przygotowanie oferty, która niesie wartość dodaną. Tylko taka bowiem ma szansę przyciągnąć zainteresowanie. Dlaczego? Bo żyjemy w społeczeństwie Web 2.0. Rozwój technologii, urządzeń mobilnych, a przede wszystkim Internetu, wpłynął na wszystkie dziedziny życia i  ludzi, których łączy wspólny cel. Jaki? Coraz częściej jest to właśnie niesienie pomocy. Coroczny raport CBOS pokazuje, że liczba osób wspierających działania charytatywne od kilku lat utrzymuje się na wysokim poziomie. Badanie z marca 2016 wskazuje, że aż 78% Polaków w różny sposób pomaga potrzebującym[2]. W 2015 roku 64% z nas przynajmniej raz przekazało pieniądze na cele dobroczynne.

Co ciekawe, zdarza się nam to częściej, niż wsparcie własną pracą czy oferowaniem usług.

Znacznie łatwiej jest nam pomagać, widząc realny cel. Świadomość, że pieniądze trafią bezpośrednio do potrzebujących, ułatwia zaangażowanie się. Crowdfunding idzie o krok dalej. Tutaj sami wybieramy, kogo wesprzemy. Angażujemy się w cele bliskie, czy to lokalne, czy związane z indywidualnym doświadczeniem. To też sposób na rozwiązanie poszczególnych problemów społeczności  komentuje dr Aleksandra Piotrowska, psycholog.Zauważalne jest także prospołeczne nastawienie Polaków. Jesteśmy coraz bardziej otwarci i ufni. Dodatkowo, lepiej działamy będąc w większej grupie. Funkcjonuje przekonanie, że to w niej siła. Społeczność osiągnie więcej i może to, czego jednostka sama nie udźwignie. Na tym właśnie polega finansowanie społecznościowe – to jak mrówcza praca, w której każdy dokłada swoje ziarenko.

Kierunek potwierdza najnowszy raport Crowdfunding good causes, opublikowany w czerwcu 2016 r. przez Nesta[3]. Wskazuje ten sposób pozyskiwania funduszy na cele społeczne jako potencjalnie najbardziej skuteczny. To zupełnie nowe narzędzie, z którego wiele firm coraz częściej i chętniej korzysta.

Na przykład, w Wielkiej Brytanii znaczący wzrost finansowania społecznościowego (na poziomie 15%) odnotowały np. start-upy i małe biznesy. W przypadku wsparcia charytatywnego było to niecałe 0,5%. Jednak już 43% badanych zadeklarowało, że w przyszłym roku skorzystają z tego typu pozyskiwania funduszy w projektach stricte społecznych. Działające w Polsce organizacje również zaczynają wykorzystywać potencjał, jaki stoi za crowdfundingiem. Na przykład jedna z największych firm ubezpieczeniowych od drugiej edycji konkursu grantowego „To dla mnie ważne” umożliwiła zaangażowanie się w pomoc także poprzez dotacje.

Idea naszego konkursu zakłada, że maksimum decyzyjności zostaje po stronie lokalnych społeczności. My dajemy platformę umożliwiającą komunikację oraz pieniądze na granty dla laureatów konkursu.

To ludzie sami zgłaszają pomysły, których realizacja jest dla nich bardzo ważna. Te są poddawane pod ocenę internautów, a w szczególności głosują na nie najbardziej zainteresowani, czyli lokalna społeczność, która w przypadku wygranej będzie z nich korzystać. W 2014 roku we współpracy z platformą crowdfundingową Wspieram.to, dołożyliśmy możliwość wsparcia poszczególnych inicjatyw poprzez bezpośrednie dotacje właśnie od najbliższych, czyli sąsiadów, rodziców czy wychowawców dzieci, którym dedykowane są dane inicjatywy. Widzimy, że przy kolejnych edycjach coraz więcej osób decyduje się na taką formę pomocy. Kilka osób nie wybuduje placu zabaw czy nie wyremontuje świetlicy za własne środki, ale promując szeroko internetową zbiórkę małych kwot można powalczyć o wspólną sprawę. Taki sukces odnieśli uczestnicy 4. edycji naszego konkursu – rodzice młodych biegaczek z Mikołowa, zgłaszając inicjatywę „Chcę być mistrzem”. Nie zostali laureatami konkursu, ale udział w akcji crowdfudingowej pozwolił zgromadzić całą sumę, niezbędną do realizacji ich pomysłu. Otrzymali prawie 16,5 tys. zł wsparcia od 1500 internautów, a kwotę tę – zgodnie z regulaminem – podwoiła Fundacja Aviva. W ten sposób chcieliśmy nagrodzić i docenić wysiłek uczestników, włożony w promocję crowdfundingu i samodzielną walkę o marzenia. Prawie 400 osób przekazało swoje finansowe wsparcie dla inicjatorów innego projektu –  „Zagroda radości” z Kaszub, co również nagrodziliśmy, podwajając zebraną sumę – ponad 4 000 zł.  Uzyskane pieniądze pomogą grupie rodziców organizować przyjazne, lokalne miejsce dla ich dzieci. To pokazuje, że mechanizm crowdfundingu działa – mówi Magdalena Wrzesińska, koordynator akcji organizowanej przez Fundację Aviva.Właśnie zakończyliśmy 4. edycję „To dla mnie ważne”. W tym roku dzięki finansowaniu społecznościowemu zebraliśmy, a właściwe zebrali ją uczestnicy naszego konkursu, rekordową kwotę ponad  30 000  zł od 2 605 wspierających. To pokazuje skalę. Akcję dodatkowo wspierał BLIK, który do każdej wpłaty o wartości min. 10 zł dokładał drugie tyle, a nasi przyjaciele ze Wspieram.to dzielnie asystowali autorom projektów w skutecznej prezentacji ich pomysłów oraz wspierali nasze działania promocyjne.

Boom zaangażowania

Crowdsourcing, którego częścią jest finansowanie społecznościowe, ma już dekadę. Pierwszy zdefiniował go w 2006 roku Jeff Howe w amerykańskim magazynie Wired. Jednak tego typu praktyki stosowano już wcześniej. Klasycznym przykładem jest budowa Statui Wolności w Nowym Jorku, której koszt pokryły dotacje mieszkańców USA i Francji. Prawdziwy boom na crowdfunding zapoczątkował Kickstarter. Portal po ośmiu latach zgromadził ponad 2,5 miliarda dolarów, z których sfinansowano niemal 110 tysięcy projektów[4]. Ich powodzenie to zasługa przeszło 11 milionów zaangażowanych użytkowników platformy, którzy dołożyli swoją część. A w Polsce? Wspieram.to ubiegły rok zakończyło z wynikiem 5 milionów złotych, 425 zakończonymi inicjatywami. Jednak obok wysokości wsparcia, imponujące jest tempo rozwoju crowdfundingu. Po dwóch latach od startu, platforma zgromadziła 4 miliony złotych, a kolejny milion – w cztery miesiące.

Obserwujemy stały wzrost zainteresowania crowdfundingiem. Na początku wykorzystywany był on przede wszystkim przez prywatne osoby do zbierania kapitału na wdrożenie projektów, które trudno sfinansować ze środków instytucjonalnych. Te czasy jednak już minęły, a samo finansowanie społecznościowe weszło na inny poziom – mówi Marcin Galick, założyciel Wspieram.to. – Z naszego doświadczenia wynika, że coraz więcej organizacji pożytku publicznego wdraża model crowdfundingu. „Za” przemawia wiele obopólnych korzyści – narzędzie jest łatwe w obsłudze, a osoby dotujące mają bezpośredni wpływ na to, w czyje ręce trafi każda przysłowiowa złotówka. Wierząc w dany projekt, chętniej dołożą się, by mógł się urzeczywistnić. Widzą też efekty – mogą śledzić, jakie wsparcie otrzymuje wybrana inicjatywa. I to działa.

[1] European Commision, Crowdfunding in the EU Capital Markets Union, 3.05.2016, http://ec.europa.eu/finance/general-policy/docs/crowdfunding/160428-crowdfunding-study_en.pdf

[2] CBOS, Dobroczynność w Polsce, marzec 2016, http://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2016/K_040_16.PDF

[3] http://www.nesta.org.uk/sites/default/files/crowdfunding_good_causes-2016.pdf

[4] https://www.kickstarter.com/help/stats?ref=about_subnav

Dolar traci po gołębim posiedzeniu Fed-u

Dolar amerykański traci dziś do większości walut, gdyż po tym jak Fed utrzymał swoje sceptyczne podejście do zacieśniania polityki pieniężnej, szanse na podwyżkę stóp procentowych w tym roku pozostały na poziomie poniżej 50 proc.

Para EURUSD zyskuje dziś około 0,35 proc. handlując już 1 cent powyżej kluczowego poziomu 1,10. Para USDJPY traci około 0,5 proc handlując poniżej poziomu 105 jenów. Jen zyskuje na wartości, pomimo iż większość analityków przepytanych przez agencję Bloomberg przewiduje, że Bank Japonii na jutrzejszym posiedzeniu obetnie, będące już na negatywnym poziomie, japońskie stopy procentowe. Dodatkowe spodziewane jest zwiększenie planu zakupów aktywów przez Bank Japonii w ramach tzw. „quantitative easing”. Polski złoty zyskuje około 0,3 proc. do dolara, a para USDPLN handluje w okolicy 3,94 zł.

Kontrakty na indeks S&P500 wskazują na pozytywne otwarcie notowań indeksu, po tym jak Facebook Inc. zaraportował 59 proc. wzrost sprzedaży w II kwartale roku. W dniu dzisiejszym aż 65 spółek z indeksu S&P500 ogłosi wyniki kwartalne, m.in. Ford Motor Co i MasterCard Inc. Europejskie indeksy handlują blisko wczorajszych zamknięć. Niemiecki DAX porusza się nieco powyżej 10300 punktów, brytyjski FTSE nieco powyżej 17300 punktów, a francuski CAC40 nieco powyżej 4400 punktów. WIG20 traci około 0,6 proc. zmagając się od kilku dni z poziomem 1800 punktów, tym razem będąc kilkanaście punktów niżej.

Ropa naftowa WTI traci dziś około 0,4 proc. handlując na najniższym od kwietnia poziomie 41,70 dolarów za baryłkę. Ropa naftowa Brent traci dziś 0,5 proc. handlując w okolicy poziomu 43,60 dolarów za baryłkę. Ropa w tym tygodniu straciła już ponad 7 proc., co ma na pewno związek z niespodziewanym wzrostem zapasów amerykańskiej ropy o 1,67 mln baryłek w zeszłym tygodniu. Analitycy byli zaskoczeni, gdyż spodziewali się 2 mln spadku zapasów. Ze względu na nadpodaż surowca i wysoki stan zapasów można spodziewać się dalszego spadku cen surowca w kierunku 40 dolarów za baryłkę. Nikiel notowany na Londyńskiej Giełdzie Metali zyskuje około 1,8 proc. a miedź odbija o 0,3 proc. od najniższych od 2 tygodni poziomów, oba metale wspierane są przez taniejącego dolara.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Gospodarka USA w dobrej kondycji. Fed bez zaskoczenia

Za nami dwudniowe posiedzenie Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych. Umiarkowana i przewidywalna polityka jest konsekwentnie kontynuowana. Fed pozostawił główną stopę procentową na niezmienionym poziomie w przedziale 0,25-0,5%. Rynek był na to gotowy, dlatego obyło się bez zaskoczenia.

Obecnie, oczekiwania zakładają maksymalnie jedną podwyżkę stóp procentowych w tym roku, natomiast rynek terminowy prawdopodobieństwo podwyżki przed jego końcem wycenia na około 50%. Może ona zatem nastąpić, ale najwcześniej jesienią. Przyspieszeniu tej decyzji nie sprzyjają bardzo dobre dane dotyczące amerykańskiej gospodarki. Całościowy obraz koniunktury rysuje się w optymistycznych barwach. Wystarczy wspomnieć lipcowe dane, które były lepsze od oczekiwań, m.in. wskaźnik PMI dla przemysłu, sprzedaż nieruchomości z rynku pierwotnego czy indeks zaufania konsumentów Conference Board.

Przewodnicząca Fed, Janet Yellen prowadzi bardzo ostrożną politykę, mimo nieoczekiwanych czynników makroekonomicznych. Nadal trudno określić, jakie piętno na globalnej gospodarce odcisnął Brexit. Na pewno mniejsze niż prognozowały rynki. Jeszcze w tym tygodniu, Bank of Japan może złagodzić swoją politykę monetarną, co może z kolei wpłynąć na decyzje pozostałych, czołowych banków centralnych na świecie. Ponadto, kampania prezydencka w USA trwa w najlepsze i w chwili obecnej nie sposób przewidzieć wyniku wyborów. Bardziej konkretne deklaracje powinny pojawić się podczas wrześniowego posiedzenia, ale ewidentnie szefowa Fed działa zgodnie z metodą „step by step”, która w najbliższej perspektywie powinna przełożyć się co najwyżej na zmianę oceny amerykańskiej gospodarki na optymistyczną.

Co łączy Yellen z szefem Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghim? Na pewno bardzo umiarkowany ton. ECB, podobnie zresztą jak Fed, zadecydował niedawno o pozostawieniu stopy procentowej bez zmian, co było zgodne w rynkowymi oczekiwaniami. Przewodniczący ECB stosunkowo ostrożnie odnosi się do kwestii związanych z opuszczeniem przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej. Jego zdaniem, wpływ Brexitu na inflację wydaje się być ograniczony, jednak trzeba będzie poczekać jeszcze kilka miesięcy, aby przekonać się, jakie będzie jego oddziaływanie na gospodarkę strefy euro. Takie deklaracje wskazują, że najważniejsi ekonomiści na świecie nie dostrzegają jednoznacznie negatywnych skutków wyjścia Zjednoczonego Królestwa z UE. Dla rynków oznacza to mniej więcej tyle, że coraz trudniej nimi wstrząsnąć.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

WTI i CAD/USD

WTI i CAD/USD 5

Na parze walutowej USD/CAD w bieżącym tygodniu trwa jedno, wielkie niezdecydowanie. Na samym początku kupujący przejęli kontrolę nad notowaniami i wydawałoby się, że pokonanie tygodniowej strefy oporu to kwestia czasu, jednak po wczorajszym FOMC cały ruch wzrostowy został zanegowany, a na wykresie powstaje formacja Pin Bara. Jednak do potwierdzenia danej formacji musimy poczekać do końca tygodnia.

Należy też zwrócić uwagę, że spadająca ropa naftowa tylko poniekąd naruszyła siłę dolara kanadyjskiego, niewątpliwie jest to bardzo dobry sygnał, bynajmniej dalsza, nagła wyprzedaż „czarnego złota” doprowadzi w dłuższym terminie do osłabienia się dolara kanadyjskiego względem amerykańskiego. Poniżej przedstawiono korelacje pary walutowej CAD/USD z ropą WTI, która obecnie jest powyżej 0.57, oznacza to, że ropa naftowa i dolar kanadyjski przez 57% czasu porusza się w tym samym kierunku.

WTI i CAD/USD 6

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Brexit, jaki Brexit?

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Wielkimi krokami zbliża się koniec lipca, który zapisze się dla inwestorów bardzo pomyślnie. Tak jak w czerwcu niespodziewany Brexit budził ogromny strach, tak w lipcu okazał się wielką okazją do zarobku. Jak dotychczas ciężko jest bowiem wskazać konkretne twarde dane uprawdopodobniające wcześniej kreślone czarne wizje. Nawet biznesowa ankieta Banku Anglii nie wskazała na pojawienie się dowodów spodziewanego silnego spowolnienia. W praktyce jedynie wstępne brytyjskie wskaźniki PMI wyraźnie w lipcu zniżkowały i jak dotąd to jedyne informacje wskazujące na ryzyko spowolnienia. Dane PMI oparte są jednak na ankietach, więc w obliczu dużego zaskoczenia referendalnym wynikiem trzeba do nich podchodzić z pewnym dystansem. Z drugiej strony wstępne odczyty wskaźników PMI dla Europy kontynentalnej oraz USA podsumować można krótkim stwierdzeniem: „Brexit, jaki Brexit?”. Czy to oznacza, że obniżone w ostatnich tygodniach oczekiwania co do globalnego wzrostu zostaną podwyższone? Niekonieczne, i to z prostego powodu: już przed Brexitem były one zawyżone. Inwestorzy do rewizji oczekiwań są jednak przyzwyczajeni, gdyż to stała tendencjach również w minionych latach. Tym samym w ostatnich dniach wszystkie główne parkiety gremialnie odrobiły całość po-Brexitowych strat. Uczynił to niemiecki DAX oraz brytyjski FTSE250, który gromadząc średnie spółki jest lepszym miernikiem koniunktury od FTSE100, gdzie dominują międzynarodowe koncerny. Lokalnie do peletonu z pewnym opóźnieniem dołączył WIG, który również domknął potężną lukę oraz znalazł się przy oporze na wysokości 47 tys. pkt. Jego przekroczenie da sygnał do dalszej poprawy, ale do tego potrzebna jest większa partycypacja banków. Warto prześledzić zachowanie tego sektora, które zarówno w Europie, jak i nad Wisłą jest niesatysfakcjonujące. Lokalnie po-Brexitowych strat nie odrobiły tylko dwa indeksy branżowe: paliwowy oraz właśnie bankowy. W Europie instytucje bankowe zmagają się z niską rentownością oraz nagromadzonymi złymi długami. Z kolei w kraju ciąży im perspektywa ustawowego rozwiązania problemu kredytów walutowych oraz spekulacje o podaży akcji ze strony zagranicznych właścicieli. Zresztą w tym tygodniu „ustawa frankowa” powinna ujrzeć światło dzienne, co jest jednocześnie zagrożeniem, ale również szansą. To bowiem ostatnia istotnie ciążąca na rynku kwestia i każde zmniejszenie panującej wokół niej niepewności jest pozytywem, szczególnie w kontekście największych od prawie trzech lat napływów do funduszy rynków wschodzących.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Ubezpieczenia nieruchomości – na co zwracać uwagę przy wyborze konkretnej oferty

Aby wybrać najlepszą dla siebie polisę, należy zwrócić uwagę na cenę, zakres ubezpieczenia, przedmiot ubezpieczenia, sumę ubezpieczenia, okres trwania polisy oraz ogólne warunki ubezpieczenia.

Cena

W większości przypadków polisy najtańsze na rynku posiadają najmniejszy zakres ochrony. W podstawowym wariancie znajduje się ubezpieczenie murów od ognia i innych zdarzeń losowych. Cena wariantu podstawowego waha się od 50 do 90 złotych rocznie. W wariantach rozszerzonych można też zabezpieczyć wykończenie nieruchomości, jak i całość wyposażenia od kradzieży. Pełne pakiety ubezpieczeń kosztują od 160 do 300 złotych rocznie.

Zakres ubezpieczenia

Podstawowym zakresem w przypadku nieruchomości jest ubezpieczenie od ognia i innych zdarzeń losowych. Warto sprawdzić w warunkach ubezpieczeniowych, co kryje się pod pojęciem „innych”. Ten zakres zwykle nazywa się podobnie, ale może zawierać różne warianty zabezpieczenia, np. czasami w jego skład wchodzi zabezpieczenie od powodzi (co często wymagane jest przez bank w ramach cesji do kredytu hipotecznego), zalania czy upadku drzewa na nieruchomość, a niekiedy takie rozszerzenia trzeba dokupić. Optymalne polisy powinny chronić nie tylko od zdarzeń losowych, ale również od włamań, kradzieży i wandalizmu. Po dodaniu takich wariantów nasza ochrona staje się kompleksowa, lecz koszty zawarcia umowy wzrastają o około 80-100 złotych. Towarzystwa w swoim zakresie posiadają również tzw. assistance, czyli pomoc specjalistów, takich jak hydraulik, ślusarz itp.- taka usługa podnosi koszty ubezpieczenia o około 30-50 złotych.

Przedmiot ubezpieczenia

Przez pojęcie „nieruchomość” rozumiane jest albo samo mieszkanie/dom albo również pomieszczenia przynależne, takie jak piwnica czy garaż, który do takiej nieruchomości przynależy. Przy szerszych wariantach ubezpieczenia należy sprawdzić jak rozumiane są pojęcia, takie jak kradzież, stałe elementy, ruchomości domowe, zalanie itp.

Suma ubezpieczenia – jakie maksymalne odszkodowanie jest możliwe?

Oprócz zakresu i przedmiotu ubezpieczenia bardzo ważnym współczynnikiem całej polisy jest suma ubezpieczeniowa, czyli kwota, do której jesteśmy chronieni przez towarzystwo. Przed podjęciem ostatecznej decyzji warto sprawdzić, jak takie odszkodowanie będzie nam wypłacane, w jakim przypadku otrzymamy sto procent świadczenia, a kiedy będzie to rozliczane procentowo. Wszystkie te informacje zawarte są w Ogólnych Warunkach Ubezpieczeniowych, dołączonych do polisy. Suma ubezpieczeniowa powinna być równa wartości naszego mieszkania.

Okres trwania zabezpieczenia

Polisy ubezpieczeniowe zwykle wystawiane są na rok, natomiast zdarza się, że towarzystwa dają możliwość zawarcia umowy na okres dłuższy np. trzech lat. Polisy trzyletnie w przeliczeniu na poszczególne lata są średnio o około 20 proc. tańsze. Trzeba jednak pamiętać, że już po roku nasza nieruchomość może mieć inną wartość niż w chwili podpisywania umowy. Najbardziej optymalne są polisy jednoroczne.

OWU – Ogólne warunki ubezpieczenia

OWU – ogólne warunki ubezpieczenia, to swoista instrukcja obsługi, która zawiera w sobie  informacje o sytuacjach, w których jesteśmy objęci ochroną: jak ta ochrona funkcjonuje, kiedy i jakie odszkodowanie możemy uzyskać. Ważnym elementem jest również spis wyłączeń i wykluczeń, czyli sytuacji, w których towarzystwo ubezpieczeniowe pieniędzy za szkodę nam nie wypłaci.

Dane Komisji Nadzoru Finansowego pokazują, że obecnie ubezpieczone jest około 67 proc. nieruchomości. W większości przypadków są to ubezpieczenia, które wymagane są przez banki, by uruchomić kredyt hipoteczny na zakup nieruchomości.

Źródło: Home Broker

Ustawa zniszczyła rynek obrotu gruntami rolnymi

70 proc. powierzchni Polski to grunty rolne, a rynek handlu tymi gruntami praktycznie przestał istnieć z powodu ustawy obowiązującej od prawie trzech miesięcy. Ceny ziemi spadają, co uderzyło w rolników. Rząd obiecuje zmiany w ustawie, którą przygotował, pierwsza ze zmian jest gotowa.
– Nie ma rynku, nie ma transakcji – mówi w rozmowie z MarketNews24 Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon.
Tylko jedna zmiana w ustawie jest już przygotowana i znajduje się w procesie legislacyjnym, a dotyczy zabezpieczeń hipotecznych. Ustawa wywołała największe zamieszanie właśnie w zabezpieczeniach. Spowodowała, że banki zaprzestały kredytowania inwestycji na gruntach rolnych.

Lewiatan apeluje do prezydenta w sprawie podatku od handlu

Konfederacja Lewiatan zwróciła się do prezydenta z apelem o rozważenie wystąpienia do Trybunału Konstytucyjnego z „prewencyjnym” wnioskiem w sprawie zgodności ustawy o podatku od sprzedaży detalicznej z Konstytucją lub z wnioskiem do Sejmu o ponowne jej rozpatrzenie.

Konfederacja Lewiatan podczas całego procesu legislacyjnego wielokrotnie wskazywała na poważne wątpliwości co do zgodności z Konstytucją oraz prawem unijnym kluczowych regulacji zawartych w ustawie.

Przepisy dotyczące przedmiotu opodatkowania, momentu powstania obowiązku podatkowego i progresywnych stawek podatku są niejasne i powodują liczne wątpliwości, co do ich zgodności z art. 2 i art. 217 Konstytucji. Vacatio legis określone w ustawie (1 września br.) jest jak na regulację wprowadzającą obowiązek podatkowy stanowczo za krótkie. Narusza art. 2 Konstytucji bowiem ustawa nie zapewnia podatnikom odpowiedniego czasu na przygotowanie się, ingerując w sferę ich praw i wolności, naruszając zasadę zaufania do państwa i stanowionego przez nie prawa.
W piśmie skierowanym na ręce marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, przewodniczący Rady Dialogu Społecznego Piotr Duda wskazał, że strona społeczna Rady Dialogu Społecznego, czyli wszystkie reprezentatywne organizacje pracowników i pracodawców, pomimo różnic w ocenie zasadności wprowadzenia podatku od sprzedaży detalicznej oraz jego skutków, zgodziła się w trzech istotnych kwestiach.

Kwestia 1: Podatek od sprzedaży detalicznej powinien być podatkiem rocznym, naliczanym po przekroczeniu planowanej kwoty wolnej, wynoszącej 204 mln zł, ze względu na duże wahania sprzedaży w poszczególnych miesiącach i kwestie techniczne, np. rozliczanie zwrotów.

Kwestia 2: Vacatio legis ustawy powinno zostać wydłużone z 1 do 3 miesięcy, aby zapewnić przedsiębiorstwom czas niezbędny do przygotowania się do nowych obowiązków, w tym wdrożenia i przetestowania nowych programów informatycznych.

Kwestia 3: Wątpliwości co do zgodności z prawem Unii Europejskiej powinny zostać definitywnie rozstrzygnięte przed wprowadzeniem ustawy do polskiego porządku prawnego, aby uniknąć dwukrotnej destabilizacji relacji handlowych w przypadku konieczności wycofania lub istotnej zmiany nowego podatku.

Wątpliwości zgłaszane przez Radę Dialogu Społecznego dotyczące zgodności projektu z prawem Unii Europejskiej znalazły potwierdzenie w opinii Ministra Spraw Zagranicznych o zgodności projektu ustawy z prawem Unii Europejskiej.

Niestety pomimo poważnych wątpliwości co do zgodności ustawy z prawem UE, zgłoszonych przez stronę społeczną Rady Dialogu Społecznego, ustawa została uchwalona w kontrowersyjnym kształcie.

Oznacza to, że ewentualne zakwestionowanie przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wprowadzenia w Polsce podatku od sprzedaży detalicznej spowoduje nie tylko brak możliwości dalszego pobierania tej daniny, ale także zwrot z odsetkami kwot już wpłaconych do budżetu. W konsekwencji, uwzględniając powyższe oraz potencjalne odszkodowania, których zażądają podatnicy, narazi to budżet na ogromne straty w miejsce oczekiwanych wpływów. Spowoduje kolejną destabilizację relacji handlowych, uciążliwą i kosztowną dla przedsiębiorstw,
ich dostawców i konsumentów.

Konfederacja Lewiatan

​Bank Japonii – co wiemy do tej pory

Szanowny Kliencie, usługi dostępne poprzez tę stronę dostarczane są poprzez firmę Admiral Markets UK Ltd, autoryzowaną i regulowaną przez Financial Conduct Authority (FCA), FRN. 595450 z siedzibą pod adresem 16 St. Clare Street, London EC3N 1LQ, Wielka Brytania. Usługi inwestycyjne i pomoc techniczna dla rachunków rzeczywistych otwartych przed 23 marca 2015 r. w Twoim kraju świadczone są przez Admiral Markets AS, estońską firmę inwestycyjną z siedzibą pod adresem Ahtri 6A, Tallinn 10151, Estonia, regulowaną przez Estońską Komisję Nadzoru Finansowego (EFSA), nr licencji 4.1-1/46. Wszystkie istotne informacje na temat rachunków handlowych założonych w Admiral Markets AS oraz obowiązujących warunków świadczenia usług można znaleźć na osobnej stronie old.admiralmarkets.pl. Bezpośredni link do portalu zarządzania rachunkami Klienta znajduje się tutaj: Aby uzyskać więcej informacji skontaktuj się z nami pod numerem telefonu (+48 22 860 60 26 lub poprzez adres e-mail: [email protected])

Pożegnanie z kopalniami węgla kamiennego

Komisja Europejska opublikowała nowy scenariusz rozwoju energetyki. Do 2030 r. czeka nas wzrost cen energii i większa zależność od dostaw z zagranicy. Przed nami też całkowity zmierzch węgla kamiennego.
Scenariusz referencyjny zawiera prognozy rozwoju energetyki do 2050 r. Scenariusz jest opracowywany co jakiś czas, ostatni był prezentowany w 2013 r. Nowy scenariusz jest obszerniejszy, prognoz jest więcej i zostały lepiej rozbite na poszczególne
kraje.
Autorzy scenariusza przewidują po 2020 r. stopniowy wzrost cen paliw kopalnych, w tym węgla. Jednak udział węgla w miksie energetycznym UE ma stale spadać. Węgiel będzie po 2020 r. wypierany przez gaz. To elektrownie gazowe najlepiej nadają się do współpracy z OZE – o tym w rozmowie z MarketNews24 mówi Rafał Zasuń, ekspert WysokieNapiecie.pl.

DOE spycha notowania ropy nafotwej

DOE spycha notowania ropy nafotwej 7

Wczorajsza publikacja zapasów ropy naftowej w USA była gwoździem do trumny dla osób głoszących przyszłe wzrosty. Poniżej został przedstawiony najnowszy raport DOE.

DOE spycha notowania ropy nafotwej 8

Reasumując, oczekiwano, że zapasy ropy naftowej stopnieją o 2 miliony baryłek, a jednak powiększyły się o 1.67 miliona. Rozrzut oczekiwań i aktualnego odczytu był bardzo duży, bowiem wyniósł 3.67 miliona. Z powyższego raportu możemy wyczytać, że jedynie zapas destylatów spadł, reszta odczytów okazała się dodatnia.

Na interwale tygodniowym notowania ropy naftowej powędrowały z impetem do tygodniowej strefy popytu 41.10-42.60. Patrząc na ostatnią zmianę notowań, kupujący mogą mieć duży problem z obronieniem danej strefy. Jednak w długim terminie wzrosty powinny być kontynuowane.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych