Najlepszy od 1,5 roku odczyt indeksu PMI dla Chin. Słabsze dane z Polski

Indeks PMI dla chińskiego przemysłu po raz pierwszy od 1,5 roku przekroczył 50 punktów. Jest to symboliczna granica oddzielająca rozwój od recesji. Ocena powstaje przez rozesłanie ankiet do przedstawicieli biznesu odpowiedzialnych za zamówienia. Im bardziej optymistyczne odpowiedzi, tym wyższa punktacja. Uznaje się, że wynik powyżej 50 punktów sugeruje przyspieszanie gospodarki. Wyniki poniżej sugerują recesję. Rezultat ten jest sporym zaskoczeniem, gdyż analitycy spodziewali się wyniku niemal o 2 punkty niższego – 48,7. Chiny to ważny barometr na światowych rynkach. Wielu inwestorów obawia się recesji w tym rejonie, która mogłaby spowodować kolejną falę globalnego kryzysu.

Dla odmiany gorzej wypadły dane z Polski. Inwestorzy spodziewali się 51,6 punktu, a wynik opublikowany to 50,3 punktu. Świadczy to o spadającym optymizmie u przedsiębiorców. Biorąc pod uwagę ten parametr dotychczasowe założenia na temat tempa wzrostu PKB stają się niestety bardziej ryzykowne. Tuż po publikacji złoty stracił delikatnie na wartości, jednakże szybko odrobił stratę. Dane łączne dla Unii Europejskiej okazały się o symboliczne 0,1 punktu lepsze od oczekiwań.

Po tym jak przycichł temat puczu w Turcji, a rynki pogodziły się z nową rzeczywistością, kraj ten znów o sobie przypomina. Tym razem wracam kwestia ruchu bezwizowego. Co ciekawe miał on zostać zniesiony już w lipcu, jednakże Ankara nie spełniła wszystkich wymagań. W tej chwili Minister Spraw Zagranicznych stawia sprawę znacznie poważniej, przypominając o roli jaką Turcja pełni w kryzysie emigracyjnym.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Uszczelnienie rynku paliw

Rząd przedstawił projekt uszczelnienia podatku VAT w obrocie paliwami.

Ministerstwo Finansów podało konkretny projekt mający zwiększyć ściągalność podatków. Jest to zniesienie neutralności podatkowej przy wewnątrzwspólnotowym imporcie paliw. Teraz od każdej takiej czynności będziemy płacić VAT i rozliczać go w kraju zakupu. Zdaniem strony rządowej ma to dać dodatkowe wpływy na poziomie 2,5 miliardów złotych, gdyż na tyle wyceniane są straty z unikania VAT na rynku paliw. Niemożliwe ma być również posiadanie koncesji na obrót paliwem bez oddziału w Polsce. Specjaliści sceptycznie patrzą na kwotę, pomimo uciążliwości formalnych dla uczciwych przedsiębiorców. Jeżeli pomysł się sprawdzi powinno to wpłynąć korzystnie na złotego. Wszystkie uszczelnienia systemu podatkowego powodują spadek deficytu co zwiększa zaufanie zagranicznego kapitału.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W przemyśle spadają zamówienia, ale zatrudnienie rośnie

W lipcu wskaźnik PMI Polskiego Sektora Przemysłowego spadł do poziomu 50,3 z 51,8 w czerwcu i 52,1 w maju br. Był to najsłabszy wynik od września 2014 r. – podał Markit.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W 1. kwartale 2016 r. mówiliśmy, w oparciu o PMI, o sile polskiego przemysłu i jego zdolności do konkurowania na rynkach zewnętrznych. Przedsiębiorcy sygnalizowali bowiem wzrost nowych zamówień, w tym zamówień eksportowych. Rosła wielkość produkcji, a także cały czas rosło zatrudnienie. Drugi kwartał br., patrząc na wskaźnik PMI, był nieco słabszy, ale także wzrostowy – rosła produkcja i nowe zamówienia. Kontynuowany był wzrost zatrudnienia. Lipiec zaburza ten pozytywny trend. Co prawda PMI jest ciągle powyżej poziomu 50, a to wskazuje na poprawę sytuacji w przemyśle, ale martwią składowe PMI.

Wielkość produkcji nie rośnie, zamówienia krajowe i eksportowe spadają, rosną wolne moce wytwórcze, spadają także ceny za produkty gotowe. To wpływa na obniżenie aktywności zakupowej firm i zmniejszanie się zapasów. Jedynym pozytywnym elementem jest wzrost zatrudnienia.

Można zakładać, że spadek zamówień, spadek wykorzystania mocy wytwórczych, spadek cen produktów to krótkoterminowe zaburzenie na rynku. Rośnie bowiem zatrudnienie, a to wskazuje na trwałość trendu wzrostowego w sektorze przemysłowym. Firmy nie decydowałyby się bowiem na zwiększanie zatrudnienia, gdyby nie miały pewności, że nowi pracownicy będą im potrzebni.

Rosnące zatrudnienie jest zatem sygnałem, że firmy przemysłowe nie obawiają się trwałego ograniczenia zamówień krajowych i eksportowych. Chyba, że rosnące zatrudnienie ma inne przyczyny – przedsiębiorcy zatrudniają na etatach osoby, z którymi do tej pory współpracowały w oparciu o umowy cywilno-prawne. Zabezpiecza to firmy przed utratą pracowników, co w kontekście zachodzących zmian na rynku pracy (malejąca liczba specjalistów) jest uzasadnione. Możliwe, że rośnie także formalizacja zatrudnienia, co powinno zmniejszyć szarą strefę.

Gdyby wzrostowi zatrudnienia w przemyśle towarzyszył wzrost inwestycji, nie niepokoiłby spadek zamówień krajowych i eksportowych, zwiększanie się wolnych mocy wytwórczych czy spadające ceny wyrobów gotowych. Jednak inwestycje nie rosną. W firmach 50+ spadły one w 1. kwartale 2016 r. o 8,6 proc. r/r. Wszystko wskazuje na to, że i w 2. kwartale mieliśmy spadek inwestycji. Potwierdza to chociażby bliższe przyjrzenie się produkcji sprzedanej przemysłu. Co prawda w czerwcu wzrosła ona o 6 proc. r/r, ale wzrost ten nie dotyczył m.in. branży naprawa, konserwacja i instalowanie maszyn i urządzeń (spadek o 26 proc.). A to oznacza, że firmy zdecydowanie mniej inwestują w maszyny i urządzenia.

Lipcowy PMI postawił zatem istotne znaki zapytania. Czy mamy do czynienia z trwałym spadkiem zamówień, czy też to krótkoterminowe zaburzenie, dowiemy się w ciągu najbliższych miesięcy.

Konfederacja Lewiatan

EUR/USD dostaje kopa

EUR/USD dostaje kopa 1

W piątek został opublikowany wstępny annualizowany PKB za drugi kwartał w Stanach Zjednoczonych. Odczyt okazał się bardzo słaby w porównaniu do prognoz, które wypadały w okolicach 2,5%, a dane wyniosły 1,2%. Dokonano również rewizji odczytu za I kwartał z 1,1% do 0,8%. Dane były bardzo rozczarowujące za sprawą spadających inwestycji, głównie w branży wydobywczej, która cierpi z powodu niskich cen ropy naftowej.

Tak fatalny odczyt PKB był motorem napędowym ostatnich wzrostów na parze walutowej EUR/USD. Kupującym udało się pokonać silne wsparcie 1.109-1.113. Kontynuacja ruchu piątkowego zostanie bazowym scenariuszem, jednak należy mieć na uwadze przyszłe wypowiedzi Prezesa Europejskiego Banku Centralnego, który może dokonać zmian w obecnym programie „luzowania ilościowego”.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Lipiec był drugim po marcu, najlepszym miesiącem na światowym rynku akcji

Mariusz Skwaroń
Mariusz Skwaroń, Wiceprezes Zarządu AgioFunds TFI S.A.

Lipiec był drugim po marcu, najlepszym miesiącem na światowym rynku akcji w tym roku. MSCI World poszedł w górę o ponad 4 proc. i znalazł się na poziomie najwyższym od sierpnia ubiegłego roku. O ponad 5 proc. wzrósł indeks emerging markets. Wskaźniki głównych giełd europejskich zyskały po 5-7 proc. Sięgające 3-3,5 proc. wzrosty wystarczyły, aby indeksy amerykańskiego parkietu znalazły się na poziomach najwyższych w historii. Przekraczająca 6 proc. zwyżka Nikkei wskazuje, że najgorsze za sobą ma już chyba giełda japońska. Ta globalna poprawa nastrojów niewiele ma jednak wspólnego z czynnikami fundamentalnymi. Międzynarodowy Fundusz Walutowy obniżył i tak już niewygórowane prognozy wzrostu globalnej gospodarki, uwzględniając konsekwencje samej tylko niepewności, związanej z wychodzeniem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Najnowsze dane sygnalizują nadchodzące spowolnienie nie tylko w Europie i Japonii, ale także w Stanach Zjednoczonych. Jedną z niewielu pozytywnych informacji, jaka w lipcu mogła wzmocnić rynki, to ta o wyhamowaniu spadku dynamiki PKB w Chinach. Głównym motorem, napędzającym zwyżki na rynkach akcji, poza naturalnym odreagowaniem wcześniejszych spadków, są nadzieje pokładane w działaniach banków centralnych, mających wspomóc wzrost gospodarczy i zapobiec zagrożeniom. Problem w tym, że w większości przypadków, banki centralne nie mają już zbyt wielkiego pola manewru. Obniżenie stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny dobiłoby osłabione europejskie banki komercyjne, a pula papierów, które mogą być przedmiotem skupu, ulega wyczerpaniu. Mający znacznie większe możliwości Bank Anglii, nie spieszy się z ich użyciem. Działania japońskiego banku centralnego, mimo sporej determinacji, nie tylko nie przynoszą widocznych efektów, ale także rozczarowują inwestorów, coraz wyraźniej oczekujących na uruchomienie „pieniędzy z helikoptera”. Zapowiadany pakiet stymulacji fiskalnej powiększy i tak już gigantyczne zadłużenie Japonii. Największe nadzieje wiązać można jedynie z połączonymi fiskalnymi i monetarnymi posunięciami w Chinach oraz odroczeniem podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych. Rozczarowujące dane o dynamice amerykańskiego PKB w drugim kwartale zdają się ostatecznie odsuwać na dalszą przyszłość kwestię kontynuacji zacieśniania polityki pieniężnej Fed. Pozostawienie amerykańskich stóp bez zmian może być czynnikiem o kluczowym znaczeniu dla sytuacji na światowym rynku finansowym, pozytywnie wpływającym na notowania surowców oraz kondycję emerging markets, a w połączeniu z ewentualnymi sygnałami zhamowania negatywnych tendencji w chińskiej gospodarce, mogłoby podtrzymać dobrą passę na giełdach.

Wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie pozytywną rolę w globalnej gospodarce będą odgrywać głównie kraje rozwijające się. Tezę tę potwierdza między innymi raport MFW, podtrzymujący prognozę zakładającą 4,1 proc. wzrost PKB dla tej grupy na ten rok i przyspieszenie do 4,6 proc. w 2017 r. Taki scenariusz otwierałby pozytywne perspektywy także przed warszawską giełdą. Warunkiem jest usunięcie ostatniego z czynników niepewności, czyli kwestii kredytów we frankach, kontynuacja zbliżonego do 3 proc. tempa wzrostu gospodarczego oraz utrzymanie w ryzach deficytu budżetowego. Taki plan minimum jest realny do osiągnięcia w perspektywie przynajmniej kilku kwartałów. Po „przełknięciu” frankowej pigułki, WIG20 mógłby powrócić do korelacji z indeksem emerging markets, nadrabiając przynajmniej w części, utracony do niego w ostatnich miesiącach dystans. Mogłoby to oznaczać szansę na ruch w kierunku 2000 punktów, przy założeniu kontynuacji zwyżki MSCI Emerging Markets. Indeksy małych i średnich spółek tę korelację od kilku tygodni starają się z niezłym skutkiem odzyskiwać, co stanowi dobry prognostyk dla całego warszawskiego rynku.

Mariusz Skwaroń, Wiceprezes Zarządu AgioFunds TFI S.A.

Medycyna pracy. Kłopotliwy obowiązek przedsiębiorców

Zatrudnieni na umowę o pracę Polacy muszą cyklicznie przeprowadzać badania pozwalające im wykonywać swój zawód. W jaki sposób i którzy przedsiębiorcy starają się skracać związany z tym czas nieobecności pracowników?

Na podstawie umowy o pracę w Polsce zatrudnionych jest ponad 12,5 mln osób – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS). Każdy z nich przed przystąpieniem do wykonywania pracy musi przeprowadzić obowiązkowe badania medyczne, a po kilku latach je powtórzyć. Trzeba na nie z reguły poświęcić od jednego do kilku dni, co jest oczywiście związane z nieobecnością w pracy, która nie pozostaje bez wpływu na sprawność funkcjonowania firmy. Zgodnie z kodeksem pracy wszyscy przedsiębiorcy zobowiązani są do zapewnienia pracownikom możliwości przeprowadzenia badań w ramach obowiązków zawodowych oraz z zachowaniem pełnego wynagrodzenia.

Pracownik fizyczny pod ścisłą opieką

Dla niektórych branż ten obowiązek oznacza realne straty finansowe, związane z nieobecnością kadry. Aby minimalizować tego typu utrudnienia, przedsiębiorcy często sięgają po dostęp do medycyny pracy w ramach ubezpieczenia zdrowotnego.

Dla niektórych gałęzi gospodarki możliwość korzystania z medycyny pracy w ramach grupowego ubezpieczenia zdrowotnego to główny argument za wykupieniem takiego programu. Dotyczy to przede wszystkim sektora przemysłowego, w którym pracuje w Polsce blisko 5 mln osób, spośród których wielu pracuje fizycznie przy działalności produkcyjnej. W ich przypadku bardzo istotne jest potwierdzenie dobrego stanu zdrowia ze względu na stosunkowo wysokie ryzyko wypadku przy pracy – mówi Dorota Bartkowska, Dyrektor Departamentu Ubezpieczeń Zdrowotnych w Compensa TU S.A. Vienna Insurance Group.

W porównaniu z pracownikami biurowymi pracownicy fizyczni zatrudnieni przez przedsiębiorstwa produkcyjne muszą wykonywać większą ilość badań specjalistycznych. A to wydłuża czas nieobecności w pracy. Na przykład osoba obsługująca maszyny w ruchu jest zobowiązana do wykonania morfologii krwi, EKG, audiogramu czy psychotechniki u lekarzy medycyny pracy, neurologa, okulisty oraz laryngologa. Korzystanie przez pracodawcę z programu ubezpieczeniowego pozwala zaoszczędzić czas potrzebny na przeprowadzenie powyższych badań.

Komfort zarówno pracodawcy, jak i pracownikowi zapewnia przede wszystkim to, że nie są uzależnieni od terminów narzucanych przez publiczne placówki opieki zdrowotnej. Ubezpieczyciel stara się bowiem organizować wszystkie badania jednego dnia w przychodni zlokalizowanej w dogodnym dla zatrudnionej osoby miejscu – tłumaczy Dorota Bartkowska z Compensy.

Koordynacja działań…

Istotnym problemem związanym z organizacją badań w ramach medycyny pracy jest konieczność pracochłonnego administrowania procesem kierowania pracowników na badania. W zatrudniającej liczną kadrę firmie, działającej w kilku różnych lokalizacjach w różnych częściach kraju oznacza to niekiedy utrzymywanie dużego działu kadr, monitorującego i pośredniczącego w formalnościach związanych z medycyną pracy. A to wiąże się z dodatkowymi kosztami. W ramach ubezpieczenia zdrowotnego do pracodawcy należy jedynie wystawienie skierowania, natomiast kompleksową organizacją badań zajmuje się już ubezpieczyciel. Dodatkowo grupowa polisa dla pracowników oznacza stabilizację kosztów medycyny pracy ponoszonych przez pracodawcę. Składka ubezpieczeniowa jest bowiem stała i nie zależy od liczby wykonanych badań.

Źródło: Compensa TU SA Vienna Insurance Group

Analiza techniczna

EUR/PLN cały czas w trendzie spadkowym. Frank szwajcarski się umacnia mimo komentarzy Thomasa Jordana. USD/PLN spada wraz ze wzrostem głównej pary walutowej świata. Słabość funta brytyjskiego na szerokim rynku, w efekcie GBP/PLN najniżej od dwóch lat.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 28.06-01.08.2016

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,3520 3,9900 3,8900 5,1320
Maksimum 4,4610 4,1090 4,0920 5,3300

 

EUR/PLN – analiza od 28 czerwca do 1 sierpnia

EUR PLN – analiza od 28 czerwca do 1 sierpnia

Od początku lipca kurs EUR/PLN porusza się w ramach wyrysowanego kanału spadkowego. Kurs polskiej waluty odreagowuje skutki referendum w Wielkiej Brytanii, po którym sporo stracił. Dynamika umocnienia złotówki wzrosła po ogłoszeniu komunikatu agencji Fitch na temat Polski. Obawy o ścięciu ratingu naszego kraju okazały się bezzasadne. Mimo kiepskiego odczytu PMI dzisiaj kurs przebił minimum z ostatnich tygodni i niewykluczone jest podejście pod złamanie dolnego ograniczenia kanału. Mogłoby to spowodować spory ruch na południe nawet w kierunku 4,30. W przypadku korekty opór będzie już przy 4,36 gdzie przebiega linia wyrysowana z krótkoterminowych maksimów, a dalej 4,39, czyli 61,8 zniesienie Fibonacciego.

CHF/PLN – analiza od 28 czerwca do 1 sierpnia

CHF PLN – analiza od 28 czerwca do 1 sierpnia

Na parze CHF/PLN również od początku lipca utworzył się kanał spadkowy. Od ogłoszenia wyników referendum w sprawie Brexitu, polska waluta zyskała kilka groszy. Również za sprawą decyzji agencji Fitch udało się to umocnienie kontynuować. W efekcie po kilku dniach kurs dotarł poniżej 3,99. Było to jednak chwilowe i kurs w kolejnych dniach przeszedł w korektę co poskutkowało powrotem powyżej poziomu 4,00, a obecnie nawet dotarciem do 4,03. Jest to pochodna umocnienia się franka szwajcarskiego na szerokim rynku choćby do euro. Nie pomogły nawet dzisiejsze słowa Thomasa Jordana, szefa Banku centralnego Szwajcarii o przewartościowanej rodzimej walucie. Oporem dla tego ruchu w górę będzie poziom 4,0390, czyli górne ograniczenie kanału.

USD/PLN – analiza od 28 czerwca do 1 sierpnia

USD PLN – analiza od 28 czerwca do 1 sierpnia

USD/PLN poruszał się w wąskim kanale. Wahania były bardzo niewielkie – od tygodnia było to raptem 5 groszy między 3,95 a 4,00. Od kilku dni nie było widać zdecydowanego kierunku, ale z pewnością musiało się to zmienić po środowym posiedzeniu Fed. I tak też się stało. Kurs wraz ze wzrostem na parze EUR/USD poszybował w dół. Osiągnęliśmy najniższy poziom od referendum w sprawie Brexitu, przebijając poziom 3,90. Gdyby ten poziom pękł, mogłoby to skutkować nawet ruchem w kierunku 3,86. Sytuacja nie jest jednak przesądzona i będzie zależna od dalszych ruchów na EUR/USD na którym też możliwa jest korekta. Na wykresie możemy wyrysować kanał spadkowy i w tym momencie poziom 3,96, czyli górne ograniczenie będzie oporem, a poziom 3,8920, czyli dolne ograniczenie, wsparciem.

GBP/PLN – analiza od 8 lipca do 1 sierpnia

GBP PLN – analiza od 8 lipca do 1 sierpnia

Kurs GBP/PLN znajduje się w trendzie spadkowym od połowy lipca. Dzisiaj kurs złamał 5,14, czyli minimum z początku lipca. Patrząc szerzej jest to najniższy poziom od ponad dwóch lat. Jest to pokłosie publikowanych kolejnych danych po referendum, które wskazują na spadek aktywności w brytyjskim przemyśle. I to większy niż przewidywali najwięksi pesymiści. Każde kolejne nowe dane powodują rozczarowanie, a tym samym osłabienie funta na szerokim rynku. Dzisiejszy PMI dla przemysłu znalazł się poniżej 50 punktów co oznacza recesje w gospodarce. Trzeba dodać, że przed ogłoszeniem wyników referendum funt kosztował 5,70 zł, a teraz poziom równych 5,00 pojawia się na horyzoncie. Póki co trudno wskazać jakiekolwiek wsparcie, bo jeśli kolejne dane będą złe, to żadne nie zatrzyma ruchu w dół, w dłuższej perspektywie będzie to psychologiczna wartość 5,00. W przypadku korekty oporem będą okolice 5,18.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

GBP/USD przed bankiem Anglii

Szanowny Kliencie, usługi dostępne poprzez tę stronę dostarczane są poprzez firmę Admiral Markets UK Ltd, autoryzowaną i regulowaną przez Financial Conduct Authority (FCA), FRN. 595450 z siedzibą pod adresem 16 St. Clare Street, London EC3N 1LQ, Wielka Brytania. Usługi inwestycyjne i pomoc techniczna dla rachunków rzeczywistych otwartych przed 23 marca 2015 r. w Twoim kraju świadczone są przez Admiral Markets AS, estońską firmę inwestycyjną z siedzibą pod adresem Ahtri 6A, Tallinn 10151, Estonia, regulowaną przez Estońską Komisję Nadzoru Finansowego (EFSA), nr licencji 4.1-1/46. Wszystkie istotne informacje na temat rachunków handlowych założonych w Admiral Markets AS oraz obowiązujących warunków świadczenia usług można znaleźć na osobnej stronie old.admiralmarkets.pl. Bezpośredni link do portalu zarządzania rachunkami Klienta znajduje się tutaj: Aby uzyskać więcej informacji skontaktuj się z nami pod numerem telefonu (+48 22 860 60 26 lub poprzez adres e-mail: [email protected])

Właściciele domów boją się Lasów Państwowych

Właściciele gruntów zalesionych, także tych na których pobudowane są już domy, boją się, że firma Lasy Państwowe korzystać będzie z prawa pierwokupu, obniżając ceny. Skutki nowej ustawy są takie, że właściciele wycofują się z przygotowywanych transakcji.
Obowiązująca od trzech miesięcy ustawa regulująca sprzedaż gruntów leśnych doprowadziła do tego, że rynek ich sprzedaży przejściowo przestał istnieć, podobne są efekty ustawy dotyczącej sprzedaży gruntów rolnych. Z tą jednak różnicą, że Lasy Państwowe to bogata, potężna firma, która ma pieniądze i może skorzystać z ustawowego prawa pierwokupu, w rozmowie z MarketNews24 mówi o tym Kuba Karliński, członek zarządu Magmillon.
Od Lasów Państwowych będzie zależało więc, które transakcje sprzedaży gruntów zostaną zrealizowane i przez kogo.

Banki Centralne w akcji

Szanowny Kliencie, usługi dostępne poprzez tę stronę dostarczane są poprzez firmę Admiral Markets UK Ltd, autoryzowaną i regulowaną przez Financial Conduct Authority (FCA), FRN. 595450 z siedzibą pod adresem 16 St. Clare Street, London EC3N 1LQ, Wielka Brytania. Usługi inwestycyjne i pomoc techniczna dla rachunków rzeczywistych otwartych przed 23 marca 2015 r. w Twoim kraju świadczone są przez Admiral Markets AS, estońską firmę inwestycyjną z siedzibą pod adresem Ahtri 6A, Tallinn 10151, Estonia, regulowaną przez Estońską Komisję Nadzoru Finansowego (EFSA), nr licencji 4.1-1/46. Wszystkie istotne informacje na temat rachunków handlowych założonych w Admiral Markets AS oraz obowiązujących warunków świadczenia usług można znaleźć na osobnej stronie old.admiralmarkets.pl. Bezpośredni link do portalu zarządzania rachunkami Klienta znajduje się tutaj: Aby uzyskać więcej informacji skontaktuj się z nami pod numerem telefonu (+48 22 860 60 26 lub poprzez adres e-mail: [email protected])

Nowa ustawa o TK nie rozwiązuje sporu

Prezydent podpisał nową ustawę o Trybunale Konstytucyjnym. Zdaniem Konfederacji Lewiatan nie rozwiązuje ona trwającego od miesięcy sporu politycznego wokół tej instytucji i nie prowadzi do odbudowy, tak istotnego dla przedsiębiorców, zaufania do prawa i instytucji publicznych.

Abstrahując od wyroków Trybunału Konstytucyjnego z 3 grudnia 2015 r. (K 34/15) i 9 marca br. (K 47/15), w ustawie, zobowiązano prezesa Trybunału do włączenia do składów orzekających i przydzielenia spraw 3 sędziom, którzy złożyli ślubowanie wobec Prezydenta RP oraz przewidziano publikację orzeczeń Trybunału wydanych przed dniem 20 lipca 2016 r. z „naruszeniem przepisów ustawy z dnia 25 czerwca 2015 r. o Trybunale Konstytucyjnym”, ale z wyjątkiem rozstrzygnięć dotyczących aktów normatywnych, które utraciły moc obowiązującą. Tym samym większość parlamentarna zupełnie zignorowała kwestię nieodebrania przez Prezydenta RP ślubowania od 3 sędziów Trybunału wybranych przez Sejm poprzedniej kadencji oraz rozstrzygnęła o braku publikacji wyroku z 9 marca br. ponieważ ustawa, której wyrok dotyczy utraci moc obowiązującą wraz z wejściem w życie nowej ustawy o Trybunale. Nie jest to więc kompromis ani wyjście naprzeciw rekomendacjom Komisji Weneckiej.

Konfederacja Lewiatan konsekwentnie wskazuje, że przedłużający się spór wokół Trybunału Konstytucyjnego i brak woli jego zakończenia obniża konkurencyjność polskich przedsiębiorstw i wiarygodność gospodarczą Polski. To spowalnia napływ kapitału zagranicznego i ogranicza inwestycje. Utrzymywanie status quo przedłuża niepewność polityczną, instytucjonalną i prawną, naraża Polskę na postępowania Komisji Europejskiej i ciąg dalszy procedury kontroli praworządności, osłabia warunki prowadzenia działalności gospodarczej w przyszłości. Utrzymana przez światowe agencje negatywna perspektywa ratingowa Polski wskazuje dwa kluczowe czynniki – zagrożenie dla kondycji finansów publicznych, czyli wzrost deficytu powyżej 3% PKB oraz spór wokół TK co zdecydowanie pogarsza klimat inwestycyjny w Polsce.

Dla firm działających w Polsce – małych, średnich i dużych, dla tworzenia nowych miejsc pracy, prowadzenia inwestycji i rozwijania eksportu, rzeczywiste odblokowanie Trybunału Konstytucyjnego oraz opublikowanie jego wszystkich wyroków jest kluczowe. Polska potrzebuje demokratycznej i biznesowej wiarygodności Polski w oczach społeczności międzynarodowej i inwestorów.

Przedsiębiorcom nie pomoże, nawet najlepiej przygotowany, plan rozwoju gospodarczego i społecznego, w ramach którego budowany ma być m.in. kapitał społeczny – kapitał zaufania, jeżeli jednocześnie decyzje polityczne podważają zaufanie do najważniejszych instytucji publicznych. Niepewność w Unii Europejskiej, nierozstrzygnięty wynik wyborów w USA, Brexit, rosnąca pozycja Rosji powodują, że zagrożeń dla rozwoju gospodarczego Polski jest na zewnątrz wystarczająco dużo, by nie mnożyć ich jeszcze w polityce wewnętrznej.

Autorzy ustawy, broniąc jej „naprawczego” charakteru wskazują, iż wprowadzono m.in. jako zasadę przyjmowanie orzeczeń zwykłą większością głosów oraz zrezygnowano, z forsowanego podczas prac Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka, rozwiązania umożliwiającego, na wniosek Prezydenta RP lub Prokuratora Generalnego, procedowania każdej sprawy, którą wnioskodawca uzna za szczególnie zawiłą, w pełnym składzie. Jednocześnie do ustawy wprowadzono mechanizm sprzeciwu przez co najmniej 4 sędziów Trybunału wobec projektu rozstrzygnięcia, który w konsekwencji doprowadzi do odroczenia wydania orzeczenia o 6 miesięcy. Jako zasadę pozostawiono także rozstrzyganie spraw według kolejności wpływu co może ograniczyć efektywność pracy i realny wpływ TK na ostateczny kształt stanowionego prawa.

Nowa ustawa o Trybunale Konstytucyjnym to niewykorzystana szansa na przywrócenie praworządności w Polsce i zakończenie trwającego od kilku miesięcy sporu. Zmiany przyjęte przez Sejm oznaczają jednak, że po wejściu w życiu ustawy Trybunał Konstytucyjny mógłby, jeżeli wpłynąłby stosowny wniosek, dokonać w nieodległym czasie oceny jej konstytucyjności, a wyrok, po opublikowaniu w dzienniku ustaw i wykonaniu przez władzę ustawodawczą i wykonawczą, mógłby stanowić punkt wyjścia do przywrócenia porządku konstytucyjnego, co dla przedsiębiorców jest wartością nadrzędną. Scenariusz taki w dzisiejszej sytuacji politycznej wydaje się jednak bardzo odległy.

Konfederacja Lewiatan

Rośnie dynamika sprzedaży mieszkań

Stabilne ceny, większa dostępność mieszkań i rosnąca dynamika sprzedaży – to najważniejsze wnioski z opracowania Narodowego Banku Polskiego podsumowującego I kwartał 2016 roku na rynku nieruchomości.

Od stycznia do marca br. sytuacja na rynku nieruchomości była zrównoważona. Pomimo niewielkiego ożywienia, ceny mieszkań pozostawały stabilne – wynika z danych NBP.

W niektórych miastach odnotowano nawet niewielki spadek cen transakcyjnych. Taka sytuacja miała miejsce między innymi w Krakowie, gdzie obecnie za m2 na rynku pierwotnym trzeba zapłacić średnio ok. 6,2 tys. zł/m2, podczas gdy w poprzednich dwóch kwartałach m2 wart był ponad 6,3 tys. zł.

W tym samym okresie wzrosły również nominalne dochody gospodarstw domowych. W efekcie, znacznie zwiększyła się dostępność mieszkań. Jak podaje NBP, w polskich aglomeracjach (Gdańsku, Gdyni, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Warszawie i Wrocławiu) wskaźnik szacowanej dostępności wyniósł 0,88 m2 za przeciętne miesięczne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, co oznacza, że był wyższy o 0,04 m2w porównaniu do poprzedniego kwartału.

Dynamika sprzedaży coraz większa

Sytuacja ekonomiczna klientów pozytywnie wpłynęła na wyniki deweloperów. Zapas niesprzedanych mieszkań w największych polskich miastach zmniejszył się o ok. 0,4 tys. i wyniósł 48,3 tys.

Już pod koniec poprzedniego roku odczuwalne było rosnące zainteresowanie zakupem mieszkania – zauważa Piotr Kijanka, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Grupie Deweloperskiej Geo. –Po nowym roku ta tendencja się utrzymała. Spowodowały to przede wszystkim zapowiedzi o zakończeniu programu MdM w 2018 roku, jak również rekordowo niskie stopy procentowe.

Inwestycje mieszkaniowe wciąż popularne

Większa dynamika sprzedaży tow dużej mierze skutek rosnącej popularności inwestycji mieszkaniowych. Według obliczeń NBP, w perspektywie krótkoterminowej nadal są one bardzo opłacalne.

Przy założeniu średniej wysokości możliwego do uzyskania czynszu, rentowność takiej inwestycji jest wyższa od lokaty bankowej czy 10-letnich obligacji skarbowych. Porównać ją możnado tej uzyskiwanej na rynku nieruchomości komercyjnych.

Co więcej, wysoka wartość średniego czynszu najmu w relacji do kosztów obsługi kredytu mieszkaniowego nadal umożliwia finansowanie kosztów kredytu przychodami z najmu.

Jednak jak podkreśla przedstawiciel Grupy Geo, sukces inwestycyjnego zakupu mieszkania zależy przede wszystkim od jego lokalizacji. –Najwięcej lokali pod wynajem sprzedajemy w Fabryce Czekolady, która znajduje się w centrum Krakowa– dodaje.

Dobra prognoza na kolejny kwartał

Optymistyczne trendy zaobserwowane w I kwartale to dobra prognoza dla rynku nieruchomości na kolejne miesiące.

Dodatkowo, na początku lipca Rada Polityki Pieniężnej postanowiła utrzymać stopy procentowe na niezmienionym, niskim poziomie. W efekcie, warunki udzielania kredytów mogą okazać się bardziej korzystne dla potencjalnych nabywców nieruchomości, a co za tym idzie dynamika sprzedaży może jeszcze wzrosnąć.

Zyski w czasach niepewności

Podczas, gdy amerykańskie giełdy biją historyczne rekordy, warszawski parkiet może patrzeć za ocean z zazdrością. Jednak zarówno hossa w USA, jak stagnacja na GPW stwarzają ciekawe okazje inwestycyjne.

W piątek, 29 lipca indeks S&P500 pobił historyczny poziom, wspinając się do 2,177 pkt. To kolejny rekordowy wynik po ostatnim zanotowanym 11 lipca. Nastroje inwestorów sugerują, że kierunek trendu jest trwały i należy oczekiwać kolejnych zysków. Tak uważają optymiści. I nie ma znaczenia, że dopiero co Wielka Brytania wzięła rozwód z Brukselą, że Europa za sprawą Włoch znalazła się na skraju kryzysu bankowego i finansowego (analitycy szacują potrzeby kapitałowe banków nad Tybrem na poziomach pomiędzy 38 mld EUR a 150 mld EUR). Nie przeraża też fakt, że rentowności obligacji szorują po dnie, a ich cena idzie w górę, co mogłoby wskazywać – i wcześniej tak było – że inwestorzy przerzucają się z akcji na bezpieczne papiery rządowe.

Jakie są zatem źródła optymizmu w tak nieprzewidywanym i nerwowym otoczeniu rynkowym? Jeśli chodzi o rynek amerykański to nastroje inwestorów od dawna są niezłe. Ostatnio zostały dodatkowo podbudowane przez dobre informacje z rynku pracy w czerwcu. Trzeba do tego dodać brak podwyżek stóp procentowych w USA i prognozy, że nie dojdzie do nich w tym roku. Kolejny czynnik wspierający optymistów stanowią zapowiedzi Banku Anglii, że gotów jest sięgnąć po narzędzia luzowania monetarnego, żeby pomóc bankom
i gospodarce w trudnym okresie po Brexicie. W Japonii wybory pewnie wygrała partia premiera Shninzo Abe, zwolennika ujemnych stóp i stymulowania gospodarki poprzez dostarczanie jej dodatkowej płynności. Jeśli chodzi o Włochy i UE, to inwestorzy zakładają, że Europejski Bank Centralny jeszcze mocniej zakręci maszyną do dodruku pieniędzy i problem kryzysu bankowego uda się zażegnać.

Pomimo optymistycznych nastrojów w USA, największe obawy inwestorów paradoksalnie dotyczą właśnie amerykańskiego rynku. Cieniem na giełdzie kładą się jesienne wybory
i obawy związane z możliwym zwycięstwem Donalda Trumpa. Nawet jeśli czarny scenariusz, bo tak większość analityków postrzega wygraną kontrowersyjnego multimilionera, nie ziści się to zmiana władzy w Waszyngtonie może odbić się niekorzystnie na rynkach, co wynika
z tzw. cyklu prezydenckiego. Zgodnie z tą teorią pierwsze dwa lata prezydentury zbiegają się w czasie z najsłabszym okresem na amerykańskich giełdach, druga połowa jest zdecydowanie lepsza. Szczególnie mocno korelacja ta ma występować w momencie zmiany urzędującego prezydenta, a Barak Obama kończy właśnie drugą kadencję. Ponadto amerykańskie giełdy rosną nieprzerwanie od 2009 r., a obecna hossa jest jedną z najdłuższych w historii. Nie trudno zatem wywnioskować że jesteśmy zdecydowanie bliżej jej końca niż początku.

Polska na szarym końcu

Tymczasem chociaż fundamenty polskiej gospodarki są solidne, nasza giełda jest lata świetlne od historycznych poziomów z 2007 r. Tylko w ciągu ostatnich 12 miesięcy GPW straciła ok 22,5 proc. i jest to jeden z najsłabszych wyników na Starym Kontynencie. Patrząc w dłuższej perspektywie, w ciągu 5 lat z giełdy wyparowało niemal 40 proc. wartości. Gorsze wyniki zanotowały jedynie parkiety w Moskwie i Atenach, czyli na rynkach funkcjonujących w warunkach wojny (Rosja – Krym, Syria) lub w warunkach krachu finansowego (Grecja).
W tym samym czasie S&P wzrósł o 55 proc. Podobnie zyskiwał japoński Nikkei. Giełda
w Nowej Zelandii zyskała ponad 100 proc., w Argentynie aż 324 proc.!

Sytuacja jest złożona na większości rynków wschodzących. Z jednej strony aktywa są dość tanie, zwłaszcza biorąc pod uwagę wskaźniki takie, jak cena/zysk czy cena/wartość księgowa. Dodatkowo oddalająca się podwyżka stóp procentowych może przyczynić się do spadku wartości dolara, a to oznacza wzrost cen surowców i co za tym idzie wzrost cen akcji
w krajach mocno uzależnionych od surowców jak Rosja czy Brazylia. Jeśli amerykańska hossa miałaby mieć się ku końcowi, to historyczne dane pokazują, że rynki wschodzące mogę wejść w cykl koniunktury. Tak było w latach 1988-1993 oraz 1999-2007, kiedy rosły
w imponującym tempie, podczas gdy giełda amerykańska w tym czasie zachowywała się dużo spokojniej. Z kolei w latach 1994-1998 i 2008-2016 rynki wschodzące traciły, podczas gdy indeksy w USA biły kolejne rekordy. Jeżeli ta prawidłowość się utrzyma to najbliższe lata będą stały pod znakiem dominacji rynków wschodzących.

Tu jednak wracamy do ryzyk jakie czyhają na głównych rynkach. Wielkość kapitalizacji giełdy nowojorskiej rzutuje na pozostałe parkiety na świecie. Od 1988 r. nie zdarzyło się, aby bessie na rynku amerykańskim towarzyszyła hossa na rynkach wschodzących. Jeżeli zatem USA podtrzymają wzrosty, emerging markets mogą być ciekawym kierunkiem inwestycyjnym. Jeżeli jednak nastaną na niej spadki, pociągną one za sobą spadki także na pozostałych rynkach.

Czynnikiem ryzyka wciąż pozostaje Brexit, który wywołał dużą niepewność na giełdach. Istnieje ryzyko, że wystąpi efekt domina i kolejne kraje będą chciały pójść w ślady Brytyjczyków utrzymując stale rynki w niepewności. Tą dodatkowo wymaga w ostatnich dniach sytuacja w Turcji, z której kapitał wycofuje się w dramatycznych okolicznościach nieudanego puczu i stanu wyjątkowego. W efekcie w ciągu tygodnia stambulska giełda straciła blisko 13 proc. a turecka lira osłabiła się do dolara o ponad 5 proc. i jest najtańsza w swojej historii. Sytuacji nie poprawiło obniżenie ratingu Turcji przez agencję S&P. Mocno przecenione aktywa tureckie mogą, po uspokojeniu sytuacji w tym kraju, stanowić ciekawą okazję inwestycyjną, przeznaczona ona jednak będzie jedynie dla inwestorów o bardzo mocnych nerwach.

Czas na fundusze

Jak w tej złożonej sytuacji może znaleźć się inwestor? Różna dynamika na poszczególnych rynkach sprzyja inwestowaniu na giełdach poprzez fundusze inwestycyjne. Niskie wyceny w Polsce zarówno akcji, jak jednostek funduszy inwestycyjnych stwarzają okazję do kupna aktywów po bardzo niskiej cenie. Nadzieję na atrakcyjne zwroty dają też fundusze inwestujące w zagraniczne indeksy. Być może jest to czas, żeby przemyśleć strategię inwestycyjną i większą część pieniędzy przenieść z funduszy ochrony kapitału, funduszy obligacji na fundusze z nieco bardziej agresywną strategią inwestycyjną.
***
Konrad Grzelec, BGŻOptima

Wymagania BHP a praca przy komputerze

Niezależnie od rodzaju wykonywanych przez pracownika zadań pracodawca zobowiązany jest do stosowania się do przepisów BHP i zapewnienia podwładnym godnych i bezpiecznych warunków pracy. Dotyczy to nie tylko ciężkich i niebezpiecznych prac fizycznych – także praca przy komputerze podlega ochronie, jeśli chodzi o BHP. 

Pracodawca powinien dobrze znać przepisy bezpieczeństwa i higieny pracy oraz zdawać sobie sprawę, że odnoszą się one nie tylko do pracowników fizycznych, lecz także biurowych. Pracownicy, których głównym zadaniem jest praca przy komputerze, również narażeni są na uszczerbek na zdrowiu, zwłaszcza jeśli chodzi o postawę ciała i wzrok. Zgodnie z przepisami prawa pracodawca zobowiązany jest w miarę możliwości temu zapobiegać.

Pracownik wykonujący pracę przed komputerem

To, czy osoba zatrudniona pracująca przy komputerze podlega szczególnej ochronie, określa rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej z dnia 1.12.1998 r. w sprawie bezpieczeństwa i higieny pracy na stanowiskach wyposażonych w monitory ekranowe. Według  jego zapisów chroniony jest zarówno pracownik, jak i praktykant i stażysta, który przynajmniej połowę dobowego wymiaru pracy spędza przed monitorem ekranowym. Oznacza to, że jeżeli zatrudniony pracuje przed komputerem co najmniej 4 godziny dziennie, może wymagać, by pracodawca spełnił obowiązki, które nakłada na niego rozporządzenie.

Praca przy komputerze a przerwy

Podstawowym obowiązkiem pracodawcy jest zapewnienie pracownikowi zmiany rodzaju pracy co godzinę. Chodzi tu przede wszystkim o to, by mógł on zmienić pozycję ciała i pozwolić odpocząć oczom. Jeżeli zmiana zajęcia nie jest możliwa, pracownikowi przysługuje 5 minut przerwy na każdą godzinę pracy przed komputerem – jest ona wliczona do czasu pracy i w żaden sposób nie wpływa na obniżenie wynagrodzenia za pracę.

Okulary korygujące

Stała praca przy komputerze z pewnością niekorzystnie wpływa na wzrok. W związku z tym pracodawca jest zobowiązany, jeżeli zaistnieje taka potrzeba,  do zapewnienia pracownikom okularów korygujących. Warunkiem pokrycia kosztów okularów są wyniki badań potwierdzonych przez lekarza medycyny pracy – tylko w takim wypadku po stronie pracodawcy powstaje obowiązek zwrócenia kosztów. Zazwyczaj to pracodawcy sami kierują pracowników na badania.

Kwota, do której pracodawca finansuje zakup okularów, powinna być ujęta w przepisach wewnętrznych zakładów pracy. Jeżeli pracownik chciałby kupić droższe oprawki, zakład pracy nie ma obowiązku zwracać mu całej sumy, jednak kwota musi być ustalona tak, aby umożliwiała zakup okularów zgodnych z zaleceniami lekarza. Także zmiana szkieł może być objęta dofinansowaniem tylko w przypadku, gdy zaleci to lekarz.

Inne obowiązki pracodawcy wobec pracownika pracującego przy komputerze

Obowiązkiem pracodawcy jest także zapewnienie pracownikom zatrudnionym na stanowiskach z monitorami ekranowymi profilaktycznej opieki zdrowotnej w takim zakresie, w jakim przewidują to osobne przepisy.

Także urządzenia, w jakie wyposaża pracowników, muszą spełniać określone warunki, które określa wspomniane już rozporządzenie. Są to:

  1. ergonomia stanowiska pracy:
  • stanowisko pracy powinno mieć rozmiary, które pozwalają na swobodne korzystanie z wszystkich elementów obsługiwanych ręcznie,
  • monitory powinny znajdować się w odpowiedniej odległości – 60 cm – od siebie,
  • odległość między pracownikiem a tyłem innego sąsiedniego monitora powinna wynosić 80 cm,
  • odległość między pracownikiem a monitorem powinna wynosić od 40 cm do 75 cm,
  • na każdego pracownika powinny przypadać 2 m2 wolnej przestrzeni podłogi oraz 13 m2 objętości pomieszczenia nieograniczonej meblami i innymi sprzętami,
  • znaki na ekranie komputera powinny być czytelne i wyraźne, obraz stabilny, natomiast sam ekran – pokryty warstwą antyodbiciową lub wyposażony w odpowiedni filtr,
  • klawiatura komputera powinna być ustawiona min. 10 cm od brzegu stołu oraz powinna stanowić osobny element wyposażenia podstawowego stanowiska pracy, jej powierzchnia powinna być matowa, a znaki kontrastowe i czytelne,
  • pracownik powinien mieć swobodny dostęp do wszystkich narzędzi pracy, a sięganie po nie nie może powodować przybierania wymuszonej pozycji ciała,
  1. b) wymiary i ustawienie stołu:
  • wysokość stołu powinna pozwolić na swobodną pozycję pracownika, w której podczas pracy przy komputerze między ramieniem a przedramieniem zachowany jest kąt prosty,
  • wysokość stołu powinna pozwalać na zachowanie odpowiedniego kąta obserwacji ekranu monitora w zakresie 20–50° w dół (licząc od linii poziomej na wysokości oczu pracownika do linii poprowadzonej od jego oczu do środka ekranu), zaś górna krawędź ekranu monitora nie może znajdować się powyżej oczu pracownika,
  • kolana siedzącego przy stole pracownika nie powinny dotykać blatu, przestrzeń pod stołem powinna być swobodna,
  • powierzchnia blatu powinna być matowa i w jasnym odcieniu,
  1. c) fotel – element stanowiska pracy
  • siedzisko powinno być stabilne z podstawą minimum 5-podporową, na kółkach z możliwością obrotu 360° wokół osi pionowej,
  • wymiary fotela powinny pozwalać na zachowanie swobody ruchów i swobodnej pozycji ciała,
  • fotel powinien mieć możliwość regulacji wysokości siedzenia w zakresie 40–50 cm, licząc od podłogi i regulacji wysokości oparcia oraz regulacji pochylenia oparcia w zakresie  5° do przodu i  30° do tyłu,
  • siedzenie i oparcie powinny być wyprofilowane w sposób odpowiedni do naturalnego wygięcia kręgosłupa i odcinka udowego nóg,
  • fotel powinien posiadać podłokietniki,
  • jeżeli pracownik o to poprosi i gdy wysokość krzesła uniemożliwia pracownikowi płaskie, spoczynkowe ustawienie stóp na podłodze, pracodawca powinien zapewnić zatrudnionemu podnóżek.

Silna wyprzedaż akcji na GPW i spokój w Europie

Ostatnia sesja ubiegłego tygodnia na parkietach w zachodniej części Europy zakończyła się wzrostami. Niemiecki DAX wzrósł o 0,61%, francuski CAC40 zyskał 0,44%, a brytyjski FTSE100 0,05%. Rynkom Starego Kontynentu najwyraźniej nie przeszkodziły doniesienia Banku Japonii, który z pewnością nie zaskoczył pozytywnie inwestorów. Zwiększył wprawdzie program stymulacji monetarnej, ale nie obniżył stóp procentowych i nie podwyższył kwoty skupu obligacji skarbowych (QE) oraz bazy monetarnej.

Inaczej przedstawiała się sytuacja na Książęcej w Warszawie. Indeks WIG20 przez całą piątkową sesję systematycznie pogłębiał przecenę i ostatecznie zakończył dzień spadkiem rzędu 1,61%. Tym samym, był najsłabszy w Europie. Pretekstem do takiego zachowania, może być zbliżająca się publikacja prezydenckiej ustawy o kredytach frankowych. Na początku ubiegłego tygodnia pojawiła się informacja, że wpłynie ona do Sejmu w ciągu najbliższych dni. Być może, część inwestorów doszła do wniosku, że może to nastąpić w weekend, dlatego też pozbywali się akcji polskich banków.

Kalendarz makroekonomiczny w piątek nie dostarczył wielu publikacji. Mocno rozczarował odczyt PKB ze Stanów Zjednoczonych. Ze wstępnego wyliczenia wynika, że PKB USA w drugim kwartale 2016 r. wzrósł o 1,2%. w ujęciu zanualizowanym kwartał do kwartału. Spodziewano się jednak wzrostu o 2,5%. Finalny odczyt indeksu PMI był nieznacznie poniżej wstępnych szacunków, natomiast lipcowy indeks Chicago PMI był lepszy od oczekiwań, jednak słabszy niż miesiąc wcześniej.

Dzisiejszy kalendarz makroekonomiczny dostarczy kilku ciekawych, a przede wszystkim zachęcających do aktywniejszego handlu odczytów. Przed nami m.in. odczyty indeksu PMI dla przemysłu z największych europejskich gospodarek. Po południu natomiast z rynku amerykańskiego poznamy odczyt indeksu ISM dla przemysłu i dane dotyczące wydatków na inwestycje budowlane.

Sesja w USA:
Piątkowa sesja na nowojorskich giełdach nie przyniosła istotnych zmian najważniejszych indeksów. W centrum uwagi inwestorów znalazły się m.in. dane makro z największych światowych gospodarek, w tym słaby odczyt PKB z USA.

W momencie zamknięcia, indeks Dow Jones Industrial Average stracił 0,13%, S&P500 wzrósł o 0,16%, natomiast Nasdaq Composite zyskał 0,14%.

Waluty:
Piątkowe notowania dla EURUSD zakończyły się wzrostem o 0,88% do poziomu 1,1174.

Kurs EURGBP zakończył dzień, zyskując 0,42% do poziomu 0,8448, natomiast EURJPY stracił 2,16% do poziomu 114,06.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3555 PLN za euro, 3,8980 PLN za dolara amerykańskiego, 4,0272 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,1463 PLN za funta szterlinga.

Surowce:
Złoto zakończyło piątkowe notowania wzrostem o 1,25% do poziomu 1349 USD za uncję. Srebro zyskało natomiast 0,78% i osiągnęło poziom 20,377 USD za uncję. Na rynkowy sentyment negatywnie oddziaływały notowania ropy naftowej, która traciła już siódmą sesję z rzędu. Od szczytu osiągniętego 8 czerwca, odmiana WTI potaniała już blisko o 20%. Piątek zakończyła na poziomie 41,60 USD za baryłkę, zyskując w drugiej połowie sesji 1,12% Odmiana Brent spadła natomiast o 0,56% i była notowana po 42,46 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

J. Borowski: program „Rodzina 500 plus” wywoła umiarkowany impuls popytowy

CEO Magazyn Polska

Między innymi dzięki wyższym wpływom z VAT sytuacja budżetu państwa jest dobra. W tym roku nie zabraknie więc pieniędzy na sfinansowanie np. programu „Rodzina 500 plus”. Jak jednak zwraca uwagę Jakub Borowski, główny ekonomista Crédit Agricole, towarzyszący mu impuls popytowy będzie umiarkowany. Program jednak w krótkim terminie umocni złotego.

– Program „Rodzina 500 plus” jest impulsem do wzrostu popytu, zwiększa zapotrzebowanie na produkty i usługi w gospodarce. W krótkim okresie gospodarstwa domowe zwiększają swoje wydatki konsumpcyjne – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Jakub Borowski, główny ekonomista banku Crédit Agricole. – Zaczęło się to już w drugim kwartale i potrwa w sumie co najmniej cztery kwartały.

Jak twierdzi Borowski, dla polskich finansów publicznych, rządowy program jest bardzo drogą operacją, która będzie kosztowała mniej więcej 1,5 proc. Produktu Krajowego Brutto. Przypomina jednocześnie, że nie jest to program jednorazowy, ale wydatek stały, który co roku ma być powtarzany, trzeba więc znaleźć dla niego stabilne, wieloletnie źródła finansowania.

– W bieżącym roku mamy niestabilne, jednorazowe źródła finansowania, czyli zysk Narodowego Banku Polskiego oraz przychody ze sprzedaży częstotliwości LTE – tłumaczy Jakub Borowski. – W związku z tym w kolejnym roku będzie trzeba ten ubytek uzupełnić. Pieniądze, częściowo przyniesie utrzymanie stawki podatku VAT, czego skutki zostały już uwzględnione w prognozach finansów publicznych. Rząd będzie miał ekstra 7 mld zł, ale i tak jest to za mała kwota. Potrzebne będą większe pieniądze.

Sytuacja budżetu państwa jest jednak dobra. Na koniec pierwszego półrocza deficyt sięgnął 18,7 mld zł, gdy na cały rok zaplanowano 54,7 mld zł. Dwanaście miesięcy temu kasa państwa miała ubytek w wysokości 26,1 mld zł. Dochody z najważniejszego źródła, czyli podatku VAT, były wyższe o 7,9 proc., co dało w sumie dodatkowe 4,5 mld zł (łącznie z tego tytułu wpłynęło do kasy państwa 63,2 mld zł). Akcyza przyniosła budżetowi 31,1 mld zł (29,6 mld zł rok wcześniej). O 1,7 mld zł zwiększyły się wpływy z podatku od dochodów osobistych PIT, a o 300 mln zł – CIT.

– Program w pewnym stopniu zwiększy produkcję, lecz tego efektu nie przeceniamy – twierdzi Jakub Borowski. – Znaczna część impulsu popytowego zostanie bowiem skierowana na import, co było widać w przypadku sprowadzania z zagranicy używanych samochodów. Tego rodzaju zakupy nie będą wspierać polskiego PKB. Dlatego dodatkowy wzrost, który uzyska gospodarka w wyniku programu, będzie niewielki. Oczywiście będzie zauważalny, ale nie na tyle silny, by zmienić obraz Polski.

Paradoksalnie zdaniem Jakuba Borowskiego w ciągu najbliższych kilku miesięcy „Rodzina 500 plus” wpłynie korzystnie na kondycję złotego. Ekonomista podkreśla, że krótkotrwałe umocnienie krajowej waluty zniechęci Radę Polityki Pieniężnej do obniżek stóp procentowych, co podniesie atrakcyjność krajowych aktywów.

– W dłuższej perspektywie natomiast może się zdarzyć, że dojdzie do silnego spowolnienia wzrostu gospodarczego, na przykład w wyniku zewnętrznego wstrząsu, co wpłynęłoby niekorzystnie na poziom krajowych dochodów sektora finansów publicznych – prognozuje Jakub Borowski. – Aby w takiej sytuacji sfinansować kosztowny program, musiałby wzrosnąć dług publiczny, inwestorzy wtedy mniej chętnie kupowaliby polskie obligacje, tym bardziej że zapewne zostałyby obniżone ratingi Polski. W dużej części odpowiadają one bowiem na to, co dzieje się i będzie działo w finansach publicznych.

Czynników ryzyka na globalnej mapie zagrożeń wzrostu gospodarczego jest bowiem wiele. Według Jakuba Borowskiego jest to sytuacja w Chinach, wciąż niejasny i trudny do oszacowania wpływ brexitu na strefę euro i pośrednio na takie gospodarki jak Polska. Analitycy mają także obawy o stabilność sektora bankowego we Włoszech, co również może mieć niekorzystny wpływ na europejską gospodarkę i pogłębiać jej ewentualne spowolnienie.

– Strefa euro stąpa cały czas po cienkim lodzie, bo kraje utrzymują bardzo wysoki dług publiczny – precyzuje Jakub Borowski. – Jeśli doszłoby do spowolnienia wzrostu, to otworzyłyby się wszystkie luki w dochodach i wydatkach. W Polsce w dużej części związane są one właśnie z programem „Rodzina 500 plus”.

A. Kiedrowicz (KOI Capital): w najbliższym czasie cena ropy naftowej może wzrosnąć do 60 dol. za baryłkę

CEO Magazyn Polska

Zdaniem ekspertów w drugiej połowie roku powinien rosnąć popyt na ropę naftową w Chinach. Na notowania surowca wpływać też będzie malejąca produkcja krajów spoza OPEC. Zdaniem Andrzeja Kiedrowicza z KOI Capital cena ropy w najbliższych miesiącach może dojść do 60 dol. za baryłkę.

– Popyt na ropę naftową w drugiej połowie roku będzie rósł, szczególnie w Chinach, gdzie największe spowolnienie gospodarcze mamy już chyba za sobą  prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Andrzej Kiedrowicz, dyrektor operacyjny spółki KOI Capital, reprezentującej internetową platformę handlową Trade.com. – Do tego podaż w najbliższych miesiącach będzie spadać, gdyż maleje produkcja krajów spoza OPEC, czyli Stanów Zjednoczonych i Rosji, co w ciągu kilku najbliższych miesięcy będzie wpływało na poziom podaży. Dopiero za kilka miesięcy prawdopodobnie dojdziemy do równowagi.

Na giełdzie surowcowej Nymex w Stanach Zjednoczonych notowania najpopularniejszej wśród inwestorów odmiany ropy naftowej WTI (West Texas Intermediate) od połowy kwietnia tego roku wzrosły o nieco ponad 5 proc., ale od 15 stycznia zwiększyły się o przeszło 61 proc. W ciągu roku spadek ceny przekroczył jednak 8 proc., dwóch lat ­– 54, a trzech – 57 proc.

– W najbliższym czasie powinniśmy mimo wszystko obserwować wzrost notowań – uważa Andrzej Kiedrowicz. – Możemy dojść do poziomu nawet 60 dol. za baryłkę. Potem powinno nastąpić uspokojenie i spadek gdzieś w okolice pięćdziesięciu kilku dol.

Na początku miesiąca ogłoszono, że liczba czynnych szybów naftowych w Stanach Zjednoczonych wzrosła do najwyższego poziomu od trzech miesięcy. W czerwcu uruchomiono dziesięć takich instalacji i obecnie surowiec może być wydobywany w przeszło 350 jednostkach, ale produkcja jest niska. Powodem są największe od przeszło dekady zapasy zgromadzonego w magazynach surowca.

– Oczywiście jest to istotny czynnik ryzyka – potwierdza Andrzej Kiedrowicz. – Może on wpływać hamująco na przewidywany wzrost ceny tego surowca.

W tym tygodniu baryłką ropy WTI handlowano w cenie około 45 dol. Nieco bogatsza i z zasady trochę droższa odmiana Brent kosztowała natomiast 46–47 dol.

Prof. Bokajło (WSB): Donald Trump jako prezydent będzie izolować USA na arenie międzynarodowej. To może oznaczać zwrot w stosunkach z UE

CEO Magazyn Polska

Ewentualne zwycięstwo Donalda Trumpa w listopadowych wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych może oznaczać powrót do dziewiętnastowiecznej doktryny Monroe’a, czyli izolacjonizmu Stanów Zjednoczonych w polityce zagranicznej – uważa wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu prof. Wiesław Bokajło. Z kolei po triumfie Hilary Clinton można się spodziewać kontynuacji polityki międzynarodowej Baracka Obamy.

Kampania prezydencka w USA wchodzi w decydującą fazę. W drugi wtorek listopada poznamy nazwisko osoby, która przez kolejne cztery lata stanie na czele największego mocarstwa świata. W grze pozostały dwie postaci z dwóch biegunów amerykańskiej sceny politycznej.

Ta kampania różni się zdecydowanie od poprzednich. W poprzednich mieliśmy jasne programy partyjne konserwatystów i demokratów. Teraz nie ma tak wyraźnego podziału – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Wiesław Bokajło, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. – Jak wskazały prawybory, nie wszyscy konserwatyści głosowali na Trumpa. Jest on wybierany przez tę część elektoratu partii konserwatywnej, która w jakimś sensie jest zawiedziona dotychczasową polityką partii. Jego elektorat nie kieruje się racjonalnymi wyborami, tylko raczej emocjonalnymi, orientującymi się na określone autorytety.

Z kolei kandydatka demokratów Hillary Clinton odwołuje się do dwóch grup wyborców.

Pierwsza grupa to ludzie związani z pewnymi grupami intelektualnymi, którzy orientują się na postęp i demokrację w Stanach Zjednoczonych. Druga grupa to ludzie, którym zależy na tym, co zaczął Barack Obama, czyli na programie socjalnym. Clinton zwraca się m.in. do grup etnicznych, Latynosów, także do ludzi biednych – mówi prof. Bokajło.

Jak podkreśla ekspert, w wypowiedziach Trumpa dotyczących polityki zagranicznej można się doszukać wielu sprzeczności. Prognozę co do ewentualnych kierunków w tym obszarze można jednak stworzyć w oparciu o analizę sztabu kandydata republikanów.

W otoczeniu Trumpa jest ekspert od spraw polityki zagranicznej, Richard Haas, który prawdopodobnie będzie również sekretarzem stanu po jego wygranej. Wyraźnie sformułował on doktrynę izolacjonizmu Stanów Zjednoczonych, czyli powrót do XIX-wiecznej doktryny Monroe’a: Nie będziemy interweniować niepotrzebnie w żadnych krajach, naszym problemem są problemy wewnętrzne Ameryki – ocenia prof. Bokajło.

To może oznaczać chociażby zwrot w stosunkach z Unią Europejską, którą w świetle takiej doktryny Stany mogą postrzegać wręcz za konkurenta w globalnej gospodarce. Dlatego Stany Zjednoczone Trumpa będą popierać brexit i dezintegrację Unii.

W ocenie prof. Bokajło bardzo prawdopodobne w takimi scenariuszu jest także inne spojrzenie na NATO, które mogłoby zostać zrekonstruowane m.in. poprzez zmniejszenie zaangażowania finansowego USA. Sojusz – w świetle wypowiedzi ludzi z otoczenia Trumpa – nie powinien się angażować w operacje, które mogłyby zaszkodzić Waszyngtonowi.

Gdyby wygrała Hillary Clinton, to mamy do czynienia z kontynuacją działań dotychczasowego prezydenta w zakresie polityki zagranicznej i wewnętrznej – podkreśla wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Problem jednak w tym, że kandydatka demokratów popełniła kilka błędów, którym nadwyrężyła zaufanie wyborców. To m.in. sprawa wykorzystywania w celach służbowych prywatnej skrzynki mailowej i prywatnego serwera w czasie, kiedy była sekretarzem stanu.

Rysą na wizerunku jest także to, że zwracając się do tego swojego elektoratu, do ludzi, którzy pragną reform socjalnych, opieki zdrowotnej i poprawy swojej sytuacji, występuje w kostiumie za 12,5 tys. dol., a jej aktualna garderoba oceniana jest na około 470 tys. dol. To jest pewien dysonans, który przeszkadza rozwijać tę politykę Hillary Clinton – mówi ekspert.

Zaplanowane na 8 listopada 2016 roku wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych wyłonią 45. prezydenta tego kraju. Zdaniem politologów i amerykanistów od ich wyniku może zależeć kierunek polityki USA obliczony nie tylko na jedną czy dwie kadencje, lecz także na całe dekady. Obecny prezydent Barack Obama kończy swoją drugą kadencję. Zgodnie z konstytucją nie może się już ubiegać o kolejną.

Rząd chce do 2030 r. przywrócić żeglowność rzek. Koszt inwestycji wyniesie 70 mld zł

CEO Magazyn Polska

Priorytetem rządu są inwestycje na Odrze, gdzie wkrótce ruszą prace związane z likwidacją wąskich gardeł. Realizacja rządowego programu ma przynieść korzyści całej gospodarce – rozwinie się transport rzeczny, a wraz z nim ta gałąź przemysłu, oraz poprawi się bezpieczeństwo przeciwpowodziowe. Żeglowność rzek ma być przywrócona do 2030 roku, co w sumie ma kosztować 70 mld zł.

– Rozpoczynamy działania w ramach programu operacyjnego Infrastruktura i Środowisko i przystępujemy do likwidacji tzw. wąskich gardeł na Odrze – mówi agencji Newseria Biznes Jerzy Materna, wiceminister gospodarki morskiej i żeglugi śródlądowej. – Do 2019 roku chcemy przywrócić na niej żeglowność. W wyniku tych inwestycji Odra nie uzyska jeszcze najwyższej IV klasy żeglowności, ale barki będą już mogły po niej regularnie pływać.

W połowie czerwca br. rząd przyjął założenia do planów rozwoju śródlądowych dróg wodnych w Polsce. Zgodnie z nimi uzyskanie żeglowności krajowych rzek do 2030 roku ma łącznie kosztować ponad 70 mld zł. Na pierwsze prace, jak twierdzi Jerzy Materna, przeznaczono około 1 mld złotych z Unii Europejskiej. Wiceminister podkreśla, że są szanse na dodatkowe fundusze.

Zgodnie z przyjętym dokumentem do 2030 r. Odra na całej długości i Wisła (na odcinku od Warszawy do Gdańska) mają uzyskać status międzynarodowych szlaków żeglugowych. Realizacja programu została podzielona na kilka priorytetów. Osiągnięcie międzynarodowej klasy żeglowności i włączenie w europejską sieć dróg wodnych Odrzańskiej Drogi Wodnej jest pierwszym z nich. Wstępnie oszacowane koszty tych inwestycji to nieco ponad 30 mld zł do 2030 roku.

Przewidujemy, że będą płynęły zlecenia z przedsiębiorstw do armatorów, a to wiąże się z tym, co bardzo też nas cieszy, że armatorzy będą zamawiali w stoczniach śródlądowych nowe statki. I to jest to, o co nam chodzi, żeby pobudzić gospodarkę – podkreśla Jerzy Materna.

W Polsce udział żeglugi śródlądowej w transporcie jest znikomy i wynosi ok. 0,4 proc. Dla porównania w Niemczech jest to ponad 12 proc., ale liderem w UE pod tym względem jest Holandia z udziałem sięgającym 42 proc. Zgodnie z unijnymi zobowiązaniami do 2030 roku 30 proc. drogowego transportu towarów na odległość większą niż 300 km musimy przenieść na inne środki transportu (np. rzeczny lub kolejowy). Barki mogą być bardziej efektywne – jedna może zastąpić nawet 30 ciężarówek, a dodatkowo bardziej przyjazne środowisku.

 Będziemy przy tym realizować wiele innych ważnych inwestycji. Musimy przede wszystkim zatrzymać wodę, tak aby najpóźniej jak to możliwe trafiała do morza. Dzisiaj ulewy bywają gwałtowne, a przez infrastrukturę miast woda nie ma się gdzie gromadzić. Trzeba zatem budować małe zbiorniki, które będą ją zbierały – wskazuje Jerzy Materna.

IV klasa żeglowności to nie tylko uzyskanie określonych gabarytów koryta rzeki, lecz przede wszystkim zabezpieczenie wody na okres 270 dni. Zbiorniki retencyjne mają pomóc w wypełnieniu tego wymogu, ale dodatkowo będą zapewniały wodę dla gospodarstw domowych, rolnictwa, leśnictwa i przemysłu, produkcję energii, a także umożliwią rozwój turystyki.

– Program inwestycji przewiduje także budowę nowych mostów, które zintegrują poszczególne obszary, co jest dobrą wiadomością dla poszczególnych województw i gmin. Budując zbiorniki, zabezpieczymy się ponadto przed powodzią, co jest bardzo ważne dla państwa – wymienia Jerzy Materna.

Jak podkreśla, w latach 1997–2010 straty z tytułu powodzi wyniosły 44 mld zł. Rocznie to mniej więcej 3,4 mld zł. Kwota ta starczyłaby na budowę jednego stopnia wodnego na Wiśle wraz z elektrownią wodną.

Łączna pojemność wszystkich zbiorników retencyjnych w Polsce stanowi ok. 6 proc. rocznego odpływu wód powierzchniowych, który wynosi ok. 62 mld metrów sześciennych. Średnia dla państw Starego Kontynentu jest nawet trzykrotnie większa.

– Dzięki przywróceniu żeglowności chcemy poprawić również stan zasobów wodnych. Budując stopnie i zbiorniki retencyjne, powiększymy te zasoby przynajmniej o 4 mld metrów sześciennych, co da nam kilkanaście procent, tak jak w UE. Dzięki temu łatwiej będzie pozyskać wodę dla rolnictwa i dla przemysłu. Szczególnie na Dolnym Śląsku, gdzie tej wody brakuje najbardziej – zauważa Jerzy Materna.

Już ponad jedna piąta transakcji wymiany walut odbywa się w internecie. To popularny sposób na pozyskanie środków na wakacje zagraniczne

CEO Magazyn Polska

Branża e-kantorów, której roczne obroty szacowane są na ok. 30 mld zł, wciąż się dynamicznie rozwija. Już ponad jedna piąta transakcji odbywa się w internecie, z czego dwie trzecie dotyczy pary euro/złoty. Na tym rynku coraz aktywniejsze są banki. Wymiana online połączona z walutową kartą płatniczą pozwala pozbyć się obaw o wartość portfela zagranicznych środków w podróży – podkreślają przedstawiciele Banku Pekao SA.

Sporo osób zaczyna korzystać z internetowych platform wymiany walut. Na początku te platformy były oferowane przez niezależne podmioty, które otwierały kantory online i oferowały kursy trochę lepsze niż w tradycyjnych kantorach. Od jakiegoś czasu obserwujemy trend, że to banki zaczynają uruchamiać platformy internetowe dla swoich klientów, dzięki którym mogą oni bezpiecznie i szybko wymienić gotówkę przed wyjazdem zagranicznym – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Sionkowski, menadżer produktu w Banku Pekao SA.

Boom na kantory w sieci zapoczątkowała uchwalona w sierpniu 2011 roku nowelizacja Prawa bankowego, potocznie zwana ustawą antyspreadową. Umożliwiła ona osobom zadłużonym w walucie obcej spłatę kredytu bezpośrednio w danej walucie. Wcześniej takie rozwiązanie było niemożliwe. Kredytobiorcy wpłacali złote, które bank dopiero przeliczał na walutę kredytu i potem dopiero regulował ratę.

Od tego momentu w związku z wysokim zapotrzebowaniem na waluty w internecie pojawiły się kantory internetowe. Oferują one zwykle znacznie lepszy kurs wymiany niż tego rodzaju stacjonarne placówki. W odpowiedzi na to instytucje finansowe uruchomiły własne wirtualne platformy wymiany pieniądza. Taką aplikację uruchomił także Bank Pekao SA.

– Usługa Wymiany Walut jest bardzo prosta i szybka. Wystarczy, że mamy rachunek w danej walucie. Klient wybiera tylko kwotę, dostaje odpowiedni kurs i ma 30 sekund na jego zaakceptowanie – podkreśla Rafał Sionkowski. – Jeżeli go zaakceptuje, to środki od razu trafiają na jego rachunek walutowy i może już z nich korzystać. To jest przewaga bankowych platform nad komercyjnymi. Drugą jest kwestia bezpieczeństwa. Gdy korzystamy z platformy bankowej mamy pewność, że transakcja przebiega bezpiecznie, że nasze środki są chronione i wszystko pójdzie sprawnie.

Wymiana online nie wiąże się z żadnymi dodatkowymi opłatami i prowizjami.

Środki, które trafią na konto klienta, mogą być wypłacone w bankomacie czy w oddziale. Bank ma także rozwiązanie dla tych, którzy w podróży wolą posługiwać się kartami płatniczymi. Wielowalutowej karty debetowej nie trzeba wcześniej łączyć z odpowiednim rachunkiem walutowym. Jest ona automatycznie dołączona do konta w złotych i czterech rachunków walutowych (euro, dolar, frank, funt), dzięki czemu można nią płacić w kraju i za granicą. Sama przełącza się między kontami. Żeby z niej korzystać, trzeba tylko mieć środki na odpowiednim rachunku walutowym.

Tą kartą zapłacimy na lotnisku w Warszawie, a także po wylądowaniu w Berlinie czy Londynie – wówczas rachunek walutowy obciążany jest odpowiednio w euro czy funtach – mówi Sionkowski. – Ta karta pozwala rozliczać transakcje w różnych walutach właściwie w trybie online.

Jak podkreśla, nowoczesne rozwiązania oferowane przez banki pozwalają w ogóle nie myśleć o wymianie walut przed wyjazdem

Jak wynika z ostatniego raportu dotyczącego branży kantorów internetowych portalu Interaktywnie.com, wartość wymiany walut w sieci stanowi około jedną piątą tego, co Polacy wymieniają w tradycyjnych placówkach. Dwa lata temu obroty całego sektora były szacowane na około 20–25 mld zł. Około dwóch trzecich transakcji odbywało się na parze walutowej euro/złoty. Specjaliści uważają, że przychody branży nadal będą dynamicznie rosły.

Rynek deweloperski bije kolejne rekordy. Dynamiczne dotąd wzrosty mogą nieco wyhamować

CEO Magazyn Polska

W II kwartale deweloperzy w sześciu największych miastach Polski sprzedali ponad 15 tys. lokali – wynika z raportu REAS. To o prawie jedną piątą więcej niż rok wcześniej. Jeszcze mocniej wzrosła liczba mieszkań wprowadzonych do sprzedaży (o blisko 35 proc.). – Widzimy jednak, że na rynku gwałtowny wzrost zaczyna wyhamowywać – mówią przedstawiciele wrocławskiego dewelopera Archicom.

Jak wynika z ostatniego raportu firmy REAS, w drugim kwartale br. na sześciu rynkach o największej liczbie obrotów (Kraków, Warszawa, Trójmiasto, Wrocław, Poznań oraz Łódź) wprowadzili do oferty 17,7 tys. mieszkań, a sprzedali blisko 15,1 tys. lokali. Liczba transakcji w ciągu ostatnich czterech kwartałów była rekordowa. W sumie sprzedano 57,7 tys. mieszkań, blisko dwukrotnie więcej niż w pierwszym pokryzysowym 2012 roku.

Na razie koniunktura jest dobra, bo mamy niskie stopy procentowe, niewielkie bezrobocie i rosnące płace – mówi agencji Newseria Biznes Rafał Jarodzki, wiceprezes zarządu w spółce Archicom. – Przeciętnie zarabiająca rodzina może sobie zatem pozwolić na kupno mieszkania, wciąż poszerza się grono konsumentów, których stać na zakup. Dodatkowo niskie zwroty z lokat powodują, że wiele osób lokuje wolne środki w nieruchomości, następnie je wynajmując. Rynek najmu obecnie bardzo dobrze funkcjonuje, popyt jest coraz większy.

W I połowie roku sprzedaż mieszkań wspierał jeszcze program Mieszkanie dla Młodych. Środki na 2016 rok skończyły się w połowie marca, a na 2017 rok – na początku lipca. Wciąż do wykorzystania jest część z puli na 2018 rok. O dofinansowanie będzie można się starać jeszcze na początku przyszłego roku. Eksperci szacują teraz, jak na rynek deweloperski wpłynie program Mieszkanie Plus, który będzie wspierał raczej wynajem niż zakup mieszkania.

Program będzie przeznaczony dla osób, których nie stać na zakup mieszkania od dewelopera. To na pewno ważna część rynku, bo potrzeby mieszkaniowe osób mniej zamożnych też muszą być zaspokajane – komentuje Rafał Jarodzki. – Nie ma jednak dużego styku, tak przynajmniej nam się wydaje, z sektorem deweloperskim. Klient, którego stać na zakup mieszkania, w ogóle się do programu nie zakwalifikuje. Skala programu też nie jest znacząca w stosunku do całego rynku deweloperskiego. Mimo że środki na pewno będą znaczące, to jednak niewielkie w stosunku do tych, które branża każdego roku przetwarza.

Jak podkreśla Jarodzki, popyt na nowe mieszkania nie słabnie również ze względu na w miarę stabilne ceny. Klienci wciąż najchętniej wybierają mieszkania dwupokojowe, ale coraz częściej zwracają się ku nieco większym metrażom. Istotne są także inne kryteria.

My oferujemy przede wszystkim mieszkania na dużych osiedlach. To są osiedla społeczne z całą infrastrukturą. Patrzymy nie tylko na mieszkanie, lecz także na to, co jest w otoczeniu. Jeżeli w otoczeniu czegoś brakuje, to uzupełniamy to w ramach osiedla. Oprócz standardowych placów zabaw dajemy klientom np. fitness, kluby mieszkańca, aranżujemy przestrzeń na terenie osiedla. Myślę, że jest to bardzo ważny aspekt przy wyborze mieszkania, żeby to nie było tylko pudełko zawieszone w przestrzeni, ale żeby miało swój kontekst i żeby można było poznawać sąsiadów w przestrzeniach społecznych – mówi Rafał Jarodzki.

W I połowie roku Archicom sprzedał 438 mieszkań, o 75 proc. więcej niż rok wcześniej. Największą popularnością cieszyły się wrocławskie osiedla Olimpa Port i Cztery Pory Roku. W okresie od marca do czerwca do oferty trafiły łącznie 422 lokale, w tym w nowej inwestycji Młodnik. Oferta spółki poszerzyła się na koniec czerwca do 1306 mieszkań. Planuje także budowę mieszkań w Krakowie. W ostatnich miesiącach zakupił grunty przeznaczone na ten cel.

Krynica Vitamin stawia na innowacje i zapowiada wprowadzenie nowych produktów

CEO Magazyn Polska

W perspektywie kilku lat Krynica Vitamin chce się stać największą rozlewnią napojów w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Firma inwestuje w nowe maszyny i urządzenia produkcyjne, do końca 2016 roku na ten cel przeznaczy 31 mln zł. Efektem inwestycji będzie podwojenie mocy produkcyjnych. Opracowujemy nowe receptury, pod koniec tego roku planujemy wprowadzić nowe napoje na bazie mleka – zapowiada Bartosz Strutyński z Krynicy Vitamin.

Pozycja Krynicy Vitamin w Europie Środkowo-Wschodniej jako usługowej rozlewni jest bardzo dobra i ciągle rośnie. Z podwojonymi już mocami produkcyjnymi mamy niewielką konkurencję – mówi agencji Newseria Inwestor Bartosz Strutyński, kierownik biura zarządu ds. prawnych w Krynicy Vitamin.

Ubiegły rok był dla firmy udany. Zysk netto wyniósł 13,6 mln zł, blisko 20 proc. więcej niż w 2014 roku. W sezonie letnim rozlewnia zbliżyła się do maksymalnego wykorzystania mocy produkcyjnych (250 mln puszek), dlatego spółka zamówiła nowe maszyny i urządzenia produkcyjne. Część z maszyn została już zainstalowana, co ma usprawnić cały proces produkcji. Inwestycje mają być kontynuowane do pierwszej połowy 2017 roku, choć cześć z nich może zostać zakończona wcześniej niż przewidywano.

Rozbudowujemy zarówno linie produkcyjne, jak i zaplecze magazynowe w zakładzie. To, co obiecywaliśmy przy debiucie giełdowym w zeszłym roku, konsekwentnie realizujemy i nawet plany rozwojowe będą zakończone wcześniej. Wszelkie inwestycje, które obiecywaliśmy inwestorom przy debiucie giełdowym, również będą zrealizowane nieco wcześniej i patrzymy perspektywicznie na kolejne drogi rozwoju i nisze produktowe – zapowiada Strutyński.

Program inwestycyjny ruszył w 2015 roku. Łącznie na inwestycje zostanie przeznaczonych 31 mln zł, z czego 18,5 mln z emisji akcji. W grudniu ubiegłego roku Krynica Vitamin dołączyła do grona spółek giełdowych. Poza działaniami inwestycyjnymi spółka rozbudowuje zaplecze sprzedażowe, trwają też prace nad zwiększeniem możliwości eksportowych. W ubiegłym roku sprzedaż zagraniczna wzrosła z 40 do 48 proc. przychodów.

Inwestycje, o których mówiliśmy pod koniec 2015 roku, są realizowane dynamicznie, myślę, że już blisko połowa została zrealizowana. Na pewno ukończymy je w 2017 roku lub jeżeli się uda nawet do końca 2016 roku. Za kilka lat widzimy się jako jedna z największych usługowych rozlewni napojów w Europie Środkowo-Wschodniej. Liczymy na zdobywanie coraz większej liczby klientów, zarówno w kraju, jak i za granicą – podkreśla przedstawiciel Krynicy Vitamin.

Firma stawia na badania i rozwój. Kluczowym elementem innowacji jest elastyczność produkcji i możliwość stworzenia krótkich serii testowych. Spółka zapowiada też wdrożenie nowych rozwiązań technologicznych, które pozwolą nie tylko na zwiększenie produkcji, lecz także na wprowadzenie nowych napojów gazowanych i niegazowanych, m.in. napojów proteinowych, kawy na zimno, napojów herbacianych.

Opracowujemy coraz nowsze receptury, które proponujemy klientom. Myślę, że w niedługim czasie będziemy bezkonkurencyjni – ocenia Strutyński. – Pod koniec tego roku zapoczątkujmy nowe napoje funkcjonalne na bazie mleka. Zastanawiamy się też nad wprowadzeniem jeszcze innego innowacyjnego produktu. Myślę, że będzie to hit na rynku, zwłaszcza dla producentów marek własnych – zapowiada przedstawiciel Krynicy Vitamin.

Jak wskazuje Strutyński, nowe regulacje nie wpływają znacząco na rozwój firmy. W lipcu weszło rozporządzenie MAR w sprawie nadużyć na rynku, które zastąpiło dotychczas obowiązujące przepisy, będące wdrożeniem dyrektywy w sprawie wykorzystywania poufnych informacji i manipulacji na rynku. Niedługo mają również wejść w życie przepisy krajowe.

Nowa ustawa Prawo wodne może wpłynąć na działanie spółki, jednak zdaniem Strutyńskiego nie powinny one w znaczący sposób dotknąć firmy.

Podwyżki cen wody nie są jeszcze do końca przesądzone, z początkowej 80-krotnej podwyżki w tej chwili słyszy się już o 30-krotnej, zatem czekamy na finalne regulacje. Niewątpliwie wpłynie to na nasz biznes, ale myślę, że bardziej będzie to dotykało producentów wody – zaznacza przedstawiciel spółki.

Nowe regulacje unijne, które dotkną producentów produktów spożywczych, również nie powinny zahamować rozwoju.

Spodziewamy się, że te, które będą regulowały stricte produkcję napojów, czyli główną część naszej działalności, nie będą rewolucyjne i otworzą przed nami furtkę dalszego rozwoju – ocenia Bartosz Strutyński.

Udział inwestorów w obrotach na GPW w I półroczu 2016 roku

Główny Rynek GPW

W pierwszej połowie 2016 r., podobnie jak w poprzednich latach, największy udział w obrotach na Głównym Rynku akcji GPW stanowili inwestorzy zagraniczni. Ta grupa inwestorów, w ww. okresie, wygenerowała 54% obrotów akcjami, co oznacza wzrost o 3 pkt proc. rdr. Udział krajowych inwestorów instytucjonalnych wyniósł 33 proc., czyli o 4 pkt proc. mniej niż przed rokiem. Inwestorzy   indywidualni, w pierwszej połowie 2016 r. wygenerowali 13 proc. obrotów (+1 pkt proc. rdr) potwierdzając tym samym stabilny w ostatnich kilku półroczach udział tej grupy inwestorów w obrotach.

W ostatnim półroczu wśród instytucji dominowały TFI (udział na poziomie 35 proc.), na drugim miejscu uplasowały się podmioty świadczące usługi animatorów (33 proc.), na trzecim zaś otwarte fundusze emerytalne (13 proc.).

Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji

Struktura inwestorów na Głównym Rynku akcji
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

NewConnect

Na rynku NewConnect nadal dominującą rolę odgrywają inwestorzy indywidualni, którzy w pierwszej połowie 2016 r. odpowiadali za 75 proc. obrotów, czyli tyle samo, ile w całym 2015 r. W tym samym okresie udział inwestorów zagranicznych stanowił 8 proc. obrotów. Spadek udziału w obrotach na tym rynku przypadł instytucjom krajowym, które zanotowały 17 proc. udziału w obrotach.

W minionym półroczu na NewConnect wśród instytucji, dominowały firmy, które odpowiadały za 38 proc. obrotów akcjami. Aktywnymi inwestorami na NewConnect niezmiennie są TFI, które w pierwszej połowie 2016 r. odpowiadały za 22 proc. obrotów wszystkich instytucji (w II poł. 2015 r. ich udział wynosił 21 proc.).

Struktura inwestorów na rynku NewConnect

Struktura inwestorów na rynku NewConnect
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Rynek Instrumentów Pochodnych

Również na rynku derywatów w pierwszej połowie 2016 r. wiodącą rolę odgrywali krajowi inwestorzy indywidualni. Na rynku kontraktów terminowych ich udział w wolumenie obrotu kształtował się na poziomie 47 proc. Na rynku opcji zaś ich udział wyniósł 51 proc. W I półroczu 2016 r. udział instytucji krajowych oraz inwestorów zagranicznych w wolumenie obrotu kontraktami kształtował się odpowiednio na poziomach: 36 proc. i 17 proc. Na rynku opcji w badanym okresie inwestorzy zagraniczni osiągnęli udział na poziomie 10 proc., a udział instytucji krajowych wyniósł 39 proc.

Należy zauważyć, że udziały w obrotach kontraktami dotyczą całkowitego obrotu wszystkimi rodzajami kontraktów, tzn. kontraktów na indeksy, waluty, akcje, WIBOR i obligacje.

Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych  

Struktura inwestorów na rynku kontraktów terminowych
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Struktura inwestorów na rynku opcji

Struktura inwestorów na rynku opcji
Źródło: Ankieta GPW w firmach inwestycyjnych, dane szacunkowe

Szczegółowe wyniki badania dotyczącego udziału inwestorów w obrotach instrumentami finansowymi zostały opublikowane na stronie internetowej GPW: http://www.gpw.pl/analizy

Giełda przeprowadziła badanie udziału różnych grup inwestorów (inwestorzy zagraniczni, krajowi instytucjonalni oraz krajowi indywidualni) w obrotach instrumentami finansowymi na parkiecie w I półroczu 2016 r. Zgodnie z przyjętą metodologią udziały poszczególnych grup inwestorów bazują na wynikach ankiety, na którą odpowiadają krajowe biura maklerskie, a także na danych o obrotach zdalnych członków giełdy. Działalność animatorów oraz zarządzanie portfelem klientów zostało potraktowane jako działalność krajowych inwestorów instytucjonalnych. W badaniach uwzględniono obroty sesyjne realizowane na GPW. Dane roczne obliczono na podstawie danych półrocznych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 29.07.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Końca deflacji nie widać

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych spadły w lipcu 2016 r. o 0,9 proc. r/r, a w stosunku do czerwca o 0,3 proc. – podał GUS prezentując szybki szacunek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Deflacja nie zmniejsza się – lipiec był kolejnym, 24 miesiącem spadku wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. Ceny spadły r/r o 0,9 proc., a w stosunku do czerwca o 0,3 proc. Źródłem tego spadku, podobnie jak w poprzednich miesiącach były bez wątpienia ceny paliwa. Prawdopodobnie dołączyły do nich zmniejszające się ceny niektórych produktów żywnościowych, szczególnie warzyw i owoców. Będą one obniżały ceny także w kolejnych miesiącach, bo sadownicy i rolnicy sygnalizują urodzaj.

Na zmniejszanie się deflacji nie wpłynął, jak widać, popyt gospodarstw domowych, który powinien rosnąć tak w wyniku realizacji programu 500+, jak i zdecydowanie poprawiającej się sytuacji na rynku pracy – rosnącego zatrudnienia i wynagrodzeń.

Deflacja zaczyna być coraz poważniejszym problemem dla wpływów do budżetu państwa, bo w budżecie na 2016 r. założono, że dochody z podatku VAT i akcyzy będą realizowane przy inflacji na poziomie 1,7 proc. A wskaźnik cen zmienił się średnio w ciągu 7. miesięcy o minus 0,9 proc. (r/r).

Na razie Ministerstwu Finansów udaje się zwiększać wpływy do budżetu poprzez poprawę ściągalności podatków. Jednak w całym 2016 r. trudno będzie pokryć wyższą ściągalnością podatków ubytki we wpływach podatkowych wynikające z deflacji. A to wskazuje na ryzyko przekroczenia przez deficyt budżetowy 3 proc. PKB. Tym bardziej, że dostępne dane wskazują, że wzrost PKB będzie w 2016 r. niższy od zaplanowanego w budżecie na 2016 r. Problem robi się coraz poważniejszy.

W tym kontekście nie dziwią informacje płynące z MF, że możliwa jest korekta wzrostu PKB w 2016 r., a także prognoz makroekonomicznych na 2017 r., na bazie których MF przygotowuje obecnie projekt budżetu na przyszły rok. Informacje te świadczą o odpowiedzialności ministra finansów za decyzje, które będzie podejmował rząd w kontekście planowanych kolejnych wydatków budżetowych (m.in. obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie kwoty wolnej od podatku.

Konfederacja Lewiatan

PKB zmienia postać rzeczy

PKB zmienia postać rzeczy 2

O godzinie 14:30 poznaliśmy najnowszy odczyt PKB pochodzący z Stanów Zjednoczonych, który rozczarował inwestorów! Kwartalny wzrost PKB szacowano na 2.5%, tymczasem odczyt uplasował się na poziomie 1.2%, jakby tego było mało dokonano rewizji PKB pierwszego kwartału z 1.1% do 0.8%.

Tak fatalny odczyt PKB natychmiastowo zmienił nastawienie rynku co do przyszłych podwyżek stóp procentowych. Jeszcze wczoraj rynek z 50% prawdopodobieństwem wyceniał pierwszą podwyżkę w marcu 2017 roku, teraz została oddalona o kolejne trzy miesiące.

PKB zmienia postać rzeczy 3

Natomiast dolar indeks po tym odczycie zdołał przebić się przez strefę wsparcie 95.80-96.20. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja spadków.

PKB zmienia postać rzeczy 4

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Car-sharing Toyoty w Grenoble ma szanse na komercjalizację

Minęło 18 miesięcy od uruchomienia innowacyjnego programu car-sharingu Toyoty w Grenoble. 70 ultrakompaktowych elektrycznych i-Roadów i COMS-ów rozbudowało system transportu miejskiego w Grenoble o nową opcję. Pomysł na ten pogram jest wynikiem przekonania, że łączenie różnych środków transportu to jeden ze sposobów na rozładowanie korków i ograniczenie smogu. Obecna, pilotażowa faza programu potrwa 3 lata.

Mieszkańcy Grenoble od półtora roku mogą korzystać z wynajmowanych na minuty elektrycznych mikrosamochodów Toyoty – COMS oraz i-ROAD. Pierwszy z nich to czterokołowy jednoosobowy pojazd o niecodziennym wyglądzie. Największe emocje budzi jednak i-ROAD, przede wszystkim ze względu na trójkołowe podwozie, dzięki któremu pojazd przechyla się na zakrętach jak motocykl. Mikrosamochody Toyoty odebrać i oddać w jednej z 27 stacji.

O wyjątkowości programu decyduje jeszcze jeden czynnik – użytkownicy korzystają z aplikacji mobilnej, która pozwala zaplanować całą podróż przez miasto z wykorzystaniem różnych środków transportu – autobusów, tramwajów, pociągów i elektrycznych Toyot wynajmowanych na minuty. Te ostatnie można także przy pomocy tej samej aplikacji rezerwować na określoną godzinę.

Wykorzystanie pojazdów

Podsumowując pierwsze 18 miesięcy działania systemu, operatorzy programu ustalili kilka interesujących faktów.

Średnia trasa ma długość 5 km – zdecydowanie poniżej zasięgu i-Roadów na jednym ładowaniu, który wynosi 50 km. To udowadnia, że elektryczne mikrosamochody doskonale sprawdzają się w mieście. Samochody na minuty są częściej wykorzystywane w tygodniu pracy niż w weekendy. Średni czas wynajmowania to 45 minut. Większość użytkowników – aż 75% – wykorzystuje car-sharing do jazdy w jedną stronę i oddaje pojazdy na innej stacji niż ta, z której wyruszyli. Tylko 20% użytkowników zostawia sobie samochód na czas pobytu w miejscu docelowym, żeby wrócić tym samym pojazdem. Najczęściej wykorzystywane są dwie stacje ładowania znajdujące się obok dworców kolejowych. Na pozostałych 25 stacjach w Grenoble i pobliskich miejscowościach rezerwacje rozkładają się w miarę równomiernie.

Użytkownicy

Z Cité Lib by Ha:mo korzystają różne grupy społeczne, jednak najczęstszym użytkownikiem jest 36-latek z wyższym wykształceniem, wykonujący pracę biurową. Studenci stanowią 14% użytkowników. 74% uczestników programu posiada przynajmniej 1samochód, ale jednocześnie 54% korzysta także z miejskich rowerów 2 lub 3 razy w tygodniu, a 41% robi to codziennie.

Program car-sharingowy Toyoty cieszy się bardzo dobrą opinią wśród użytkowników – 92% z nich stwierdziło, że są zadowoleni lub bardzo zadowoleni z nowej usługi. Poproszeni o ocenę programu w porównaniu do innych środków transportu publicznego, subskrybenci Cité Lib by Ha:mo podkreślają, że program jest praktyczny i korzystnie wpływa na środowisko.

Wynajmowane na minuty i-Roady i COMS-y pozwalają oszczędzać czas i pieniądze. Kierowcy zwrócili także uwagę na przyjemność z jazdy nietypowymi samochodami i ich zadowalającą prędkość.

Społeczność w duchu kaizen

Operator Cité Lib by Ha:mo jest w kontakcie z osobami zarejestrowanymi w programie i zbiera od nich informacje zwrotne. Powstał nawet klub użytkowników, aby stworzyć wokół programu zaangażowaną społeczność. To zaowocowało istotnymi poprawkami, które zostały już wdrożone w czasie trwania etapu testowego. Zgodnie z życzeniami klientów i-Roady otrzymały miększe zawieszenie. W systemie Ha:mo wydłużono czas trwania rezerwacji pojazdu z 30 do 60 minut oraz uproszczono cennik korzystania z pojazdu do 1 euro za 15 minut.

W drugiej połowie trwania programu pilotażowego operatorzy będą się koncentrować na zwiększaniu jego dostępności, m.in. poprzez umożliwienie korzystania z COMS-ów osobom w wieku 16-18 lat. Czterokołowe zadaszone mikrosamochody będą stanowiły bezpieczniejszą i bardziej komfortową alternatywę dla popularnych wśród młodzieży skuterów.

Ostatnim etapem tej fazy badań będzie opracowanie modelu biznesowego, który pozwoli wdrożyć program car-sharingowy Ha:mo na zasadach komercyjnych w wielu miastach na świecie.

Polski rynek biurowy w I półroczu – kontynuacja dynamicznego wzrostu

Firma doradcza JLL podsumowała I półrocze 2016 na rynkach biurowych Warszawie i pozostałych ośmiu największych polskich miastach[1].

Popyt

„Popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe w Polsce utrzymuje się na wysokim poziomie. Łącznie, w I półroczu w Warszawie i pozostałych największych miastach wynajęto 628 200 mkw. biur. Ponadto, w nadchodzących miesiącach spodziewamy się finalizacji kilku znaczących umów najmu”, informuje Karol Patynowski, Dyrektor w Dziale Reprezentacji Najemcy, JLL.

W I półroczu najwięcej wynajęto w Warszawie – 360 100 mkw., Krakowie – 110 100 mkw. i Wrocławiu – 52 500 mkw.

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL, komentuje: „Popyt na głównych rynkach poza stolicą sięgnął łącznie 268 100 mkw., co pokazuje nieprzerwany rozwój tych lokalizacji. Kluczowym najemcą poza Warszawą pozostają już tradycyjnie firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, które wygenerowały 60% popytu na biura na głównych rynkach z wyłączeniem stolicy, a podpisywane przez nie umowy dotyczyły dużych powierzchni. Największy udział w popycie w I półroczu sektor miał w Krakowie – aż 75%”.

Wybrane największe umowy najmu zawarte na polskim rynku biurowym w I półroczu 2016

Miasto Firma Budynek Powierzchnia (mkw.)
Wrocław Kaufland Kaufland HQ (budynek na potrzeby własne) 16 000
Wrocław Credit Suisse Grunwaldzki Center 10 800
Kraków Aon Enterprise Park E 10 700
Kraków Euroclear Bonarka for Business G 10 000
Kraków ABB Axis 10 000
Warszawa Poufny najemca Warsaw Financial Center 8 300

Źródło: JLL, PORF, I półrocze 2016

„Warto zauważyć, że poza Warszawą motorem wzrostu popytu były transakcje przednajmu, na które przypadło 40% wynajętej powierzchni. Znaczący udział umów typu pre-let w popycie przyczynił się do rozpoczęcia realizacji nowych projektów biurowych, szczególnie w Krakowie, dodaje Karol Patynowski.

Podaż

Łącznie, w I półroczu w Warszawie i pozostałych ośmiu największych rynkach w Polsce oddano do użytku 569 600 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego 350 100 mkw. w Warszawie, a 219 500 mkw. poza nią. Wyłączając stolicę, w I półroczu najwięcej nowej powierzchni ukończono w Krakowie – prawie 66 500 mkw. oraz Trójmieście – 52 700 mkw. Największe projekty biurowe oddane do użytku w Warszawie to Warsaw Spire A (59 100 mkw.) oraz Q22 (46 400 mkw.), a poza nią Tryton Business House (21 300 mkw.) w Gdańsku, O3 Business Campus (19 200 mkw.) w Krakowie oraz University Business Park B (18 700 mkw.) w Łodzi.

„Na koniec I półrocza w budowie pozostawało 1,44 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, z czego na Warszawę przypada ok. 545 000 mkw. Dużą aktywność deweloperów rejestrujemy w Krakowie, gdzie powstaje 303 000 mkw. biur, we Wrocławiu – 181 400 mkw., Trójmieście – 132 100 mkw. oraz Łodzi – 109 600 mkw.”, wylicza Mateusz Polkowski.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Na koniec I półrocza wskaźnik powierzchni niewynajętej w Warszawie wyniósł 15,4%. Poza Warszawą najniższy poziom pustostanów rejestrowany jest w Krakowie (6,0%), a najwyższy w Szczecinie (17,7%).

Najwyższe czynsze transakcyjne w centrum Warszawy wahają się od 21 do 23,5 euro za mkw. miesięcznie oraz od 11 do 18 euro za mkw. miesięcznie poza nim. Wśród pozostałych głównych rynków biurowych w Polsce najniższe czynsze rejestrowane są w Lublinie (11-12 euro za mkw. miesięcznie), a najwyższe we Wrocławiu (14-14,5 euro za mkw. miesięcznie).

[1] Oprócz Warszawy to Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Poznań, Katowice, Łódź, Szczecin, Lublin

Naukowcy powalczą o milion dłużej

Nie do 31 lipca, a do 31 października br. można zgłosić się do konkursu, którego celem jest wyłonienie i nagrodzenie najlepszego chemika – innowatora w Polsce. Nagroda Synthos Chemical Award adresowana jest do polskich naukowców prowadzących prace badawcze w obszarze chemii.

Dr Jarosław Rogoża, Dyrektor ds. Badań i Rozwoju w Synthos tłumaczy przesunięcie terminu zgłoszeń: „Chcemy dać szansę większej liczbie naukowców, którzy realizują nowatorskie projekty w dziedzinie chemii. Dostawaliśmy także sygnały od samych naukowców, że czas na składanie zgłoszeń powinien zostać przedłużony, stąd nasza wspólna decyzja, Synthosu
i Profesorów zasiadających w Kapitule Konkursu, by termin ten wydłużyć do końca października”.

To pierwszy w historii tego typu konkurs, który nie jest obwarowany szeregiem zobowiązań wobec organizatora. Zgłaszający swoje odkrycia lub wynalazki nadal pozostaną właścicielami praw i patentów, a wygrany milion będą mogli przeznaczyć na realizację dowolnych celów. To szczególnie istotne w przypadku naukowców, do których wynalazków lub odkryć prawa własności posiadają uczelnie lub instytuty, w których pracują.

Kapitułę Konkursu tworzą wybitni polscy naukowcy – prof. Stanisław Penczek (przewodniczący), prof. Karol Grela, prof. Bogdan Marciniec, prof. Krzysztof Matyjaszewski, prof. Mieczysław Mąkosza – oraz przedstawiciele Synthos S.A. Zwycięzcę poznamy podczas uroczystej gali w lutym 2017 roku.

Synthos S.A. jest pierwszym w Europie producentem kauczuków emulsyjnych, wiodącym europejskim producentem kauczuków NdBR i SSBR oraz polistyrenu do spieniania. Firma od 2009 roku rozwija obszar badań i rozwoju. W ciągu ostatnich 5 lat zakończono prace nad 17 projektami, które zaowocowały wprowadzeniem na rynek 17 nowych produktów. Obecnie Centrum Badawczo-Rozwojowe prowadzi prace nad ponad 20 projektami.

Szczegółowe informacje dotyczące Konkursu, w tym regulamin, zasady zgłoszeń i formularz FAQ dostępne są na oficjalnej stronie: www.synthosaward.com

Pomysłodawca Konkursu oraz Fundator Nagrody: Synthos S.A.

Patronat honorowy: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Ministerstwo Rozwoju, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, Polska Izba Przemysłu Chemicznego, Instytut Sobieskiego

Patronat medialny: TVP, Rzeczpospolita, Nauka w Polsce PAP,  wSieci, Interia, Nowy Przemysł, Przemysł Chemiczny.

Kapituła Konkursu, w której skład wchodzą wybitni polscy chemicy, wybierze osobę, która za swoje odkrycia naukowe bądź wynalazek otrzyma nagrodę w wysokości miliona złotych. Celem konkursu jest pokazanie rozwoju innowacyjnej branży chemicznej w Polsce oraz popularyzacja chemii wśród młodych naukowców.

Ochrona danych osobowych w procesie outsourcingu

Popularność outsourcingu w Polsce stale rośnie, a wiele zlecanych na zewnątrz procesów wiąże się z przetwarzaniem danych osobowych. Co oznacza to dla zwykłego konsumenta? Co dzieje się z naszymi danymi, które powierzamy operatorowi telekomunikacyjnemu, organizatorowi konkursu lub jakiejkolwiek innej firmie? Czy, przetwarzane przez szereg kolejnych podmiotów, na pewno są bezpieczne?

Niemal każdemu zdarzyło się odebrać telefon od firmy, której nigdy nie udostępniał swojego numeru ani danych osobowych. Bardzo często są to zewnętrzne biura obsługi klienta współpracujące z naszym operatorem telekomunikacyjnym, dostawcą energii czy innym usługodawcą. Czy podmioty, którym powierzamy nasze dane mają prawo przekazywać je dalej swoim podwykonawcom? Tak, jednak jest to proces ściśle regulowany prawnie.

Zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych administrator danych (czyli przykładowy operator telefonii komórkowej) może powierzyć ich przetwarzanie innemu podmiotowi (np. firmie call contact center) w drodze umowy zawartej na piśmie. Operator informuje o tym fakcie, jednak nie każdą osobę indywidualnie. Robi to za pośrednictwem Rejestru prowadzonego przez GIODO lub na swojej stronie internetowej za pośrednictwem Rejestru zbiorów danych prowadzonego przez ABI (Administratora Bezpieczeństwa Informacji). Warto podkreślić, że firmy outsourcingowe same nie decydują o tym, co zrobić z naszymi danymi osobowymi, a mogą je przetwarzać jedynie w celu i zakresie określonym przez podmiot, który pobrał od nas dane – mówi Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert z firmy ODO24 – Co więcej to ten ostatni podmiot odpowiada za ewentualne naruszenie naszego prawa do prywatności.

Z tego względu niezwykle ważny jest odpowiedni dobór partnera outsourcingowego. Jak podkreśla Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio, niekompetencja firmy zewnętrznej w zakresie ochrony danych osobowych może być źródłem ogromnego kryzysu wizerunkowego, a także problemów prawnych. Outsourcerom powierzane są wielokrotnie wrażliwe dane nie tylko dotyczące samych przedsiębiorstw, ale i końcowych klientów, czyli osób fizycznych. Warto, rozpoczynając współpracę z firmą outsourcingową, zwrócić uwagę na to, w jaki sposób dane osobowe są przechowywane i zarządzane – każdy rzetelny outsourcer udzieli nam takiej informacji – mówi prezes Fundacji Pro Progressio.

Każda firma outsourcingowa musi spełniać warunku bezpieczeństwa technicznego na poziomie określonym w Rozporządzeniu Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji jako „wysoki”. Dodatkowo respektowane są indywidualne wymagania firm – klientów, które zlecają przetwarzanie danych. Na przykład większość instytucji finansowych przed rozpoczęciem współpracy z firmą zewnętrzną przeprowadza szczegółowe audyty bezpieczeństwa, obejmujące zarówno pomieszczenia, w których są przetwarzane dane, całe budynki, a niekiedy również ich otoczenie.

Zabezpieczenia techniczne określają rodzaj stosowanych haseł, systemy dostępu do miejsc przetwarzania danych, monitoring, alarmy, ochronę budynku oraz np. blokowanie dostępu do zewnętrznych dysków USB na stacjach roboczych, które służą przetwarzaniu danych – mówi Marcin Łukasik, Sales Manager z firmy Unicall – Ponadto każdy pracownik przechodzi szkolenia wstępne w trakcie, których dowiaduje się tego, czym są dane osobowe, omawia wymagania stawiane przez Ustawę oraz dowiaduje się o wewnętrznych regulacjach w firmie. Podpisuje również klauzulę poufności oraz upoważnienie do przetwarzania danych osobowych. Wszystkie firmy outsourcingowe, które znam stosują zasadę „czystego biurka”, czyli usuwania dokumentów, które mogą zawierać dane osobowe oraz blokowania ekranów monitorów, jeżeli pracownik kończy pracę, lub nawet odchodzi na chwilę od swojego miejsca pracy.

Należy pamiętać, że niezależnie od stosowanych przez firmy outsourcingowe zabezpieczeń oraz prawnej ochrony procesu przekazywania informacji, zawsze przysługuje nam prawo dostępu do treści naszych danych. W każdej chwili możemy się zwrócić do podmiotu, któremu podaliśmy dane o informacje kto jeszcze wszedł w posiadanie naszych danych osobowych, a podmiot ten musi udzielić nam odpowiedzi w ciągu 30 dni – przypomina Konrad Gałaj-Emiliańczyk z ODO24.

 

GK GPW po II kwartale 2016 roku

W II kwartale 2016 r. Grupa GPW wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 74,5 mln zł oraz zysk netto w wysokości 33,9 mln zł i zysk EBITDA – 43 mln zł. Spadek przychodów ze sprzedaży wynikał w głównej mierze ze słabszego kwartału na rynku finansowym, będącego efektem obniżenia obrotów na rynku akcji odzwierciedlającego spadek średniej kapitalizacji polskich spółek oraz niższej aktywności inwestorów „portfelowych”. Dodatkowo przychody z obrotu akcjami pozostawały pod wpływem, wprowadzonej od stycznia 2016 r., obniżki opłat transakcyjnych. W rezultacie przychody z rynku finansowego wyniosły w II kw. 2016 r. 42,9 mln zł, o 12,7 proc. mniej niż rok wcześniej. Dzięki skutecznym działaniom akwizycyjnym GPW wzrosła aktywność nowych klientów, a zwłaszcza firm handlujących na własny rachunek, którzy w I półroczu 2016 r. wygenerowali 18,3 mld zł dodatkowego obrotu na rynku akcji w porównaniu do 21 mld zł w całym 2015 r.

– Podobnie jak w przypadku innych giełd, przez ostatnie miesiące mieliśmy w Warszawie do czynienia z niepewnością i mniejszą aktywnością inwestorów. Spadająca kapitalizacja spółek przekłada się na zmniejszenie wartości obrotów akcjami na GPW, dlatego tym bardziej koncentrujemy nasze działania na obszarach, na które mamy wpływ niezależnie od koniunktury rynkowej. Pozyskujemy kolejnych klientów generujących obrót i płynność na GPW, a dzięki dywersyfikacji działalności stabilne przychody z pozostałych linii biznesu kompensują w pewnym stopniu trudniejszą sytuację na rynku akcji – powiedział Paweł Dziekoński, Wiceprezes Zarządu GPW.

Przychody z rynku towarowego w II kw. 2016 r. wyniosły 30,9 mln zł i stanowiły 41,5 proc. przychodów GK GPW. W porównaniu do analogicznego kwartału w 2015 r. odnotowano wzrost we wszystkich liniach przychodowych TGE za wyjątkiem przychodów z tytułu obrotu energią elektryczną. Spadek przychodów w tym segmencie (-21,1 proc. rdr) jest efektem, przede wszystkim, spadku wolumenu obrotów na rynku terminowym wynikającego z niepewności co do kształtowania się cen energii elektrycznej w przyszłości. Pomimo niższych rok do roku przychodów z tytułu obrotu energią, w II kw. 2016 r. odnotowano znaczący wzrost, o 42,1 proc. rdr, przychodów z tytułu obrotu gazem, a także wzrost przychodów z tytułu prowadzenia Rejestru Świadectw Pochodzenia oraz rozliczania transakcji.

Koszty operacyjne w II kw. 2016 r. osiągnęły poziom 38 mln zł, co przekłada się na wskaźnik kosztów do przychodów równy 51,1 proc. Znaczący spadek (-17,6 proc. kdk i -15,6 proc. rdr) jest efektem, przede wszystkim, zmiany sposobu księgowania opłaty na KNF, która w całości została naliczona w I kwartale. Na poziom kosztów w II kw. 2016 r. wpłynęło jednorazowe powiększenie rezerw na koszty osobowe z tytułu reorganizacji (+1,5 mln zł). Po „oczyszczeniu” kosztów operacyjnych z tych zdarzeń o charakterze jednorazowym, wciąż jednak mamy do czynienia ze spadkiem kosztów rok do roku (-12,7 proc.), w wskaźnik cost/income wynosi 52,8 proc..

Wysoki spadek kosztów uwzględnia zmianę sposobu księgowania opłat na KNF, ale jest także wynikiem dyscypliny kosztowej, którą konsekwentnie utrzymujemy od kilku kwartałów
i planujemy kontynuować. W trudnych warunkach rynkowych, wpływających na przychody naszej Grupy, trzymanie w ryzach kosztów pozwala na utrzymywanie solidnych wyników finansowych i w efekcie na dzielenie się wypracowanym zyskiem z naszymi akcjonariuszami. Stopa dywidendy, którą wypłacimy naszym akcjonariuszom w tym roku ma rekordowy poziom i wynosi 6,7 proc.[1]skomentował Paweł Dziekoński, Wiceprezes Zarządu GPW.

Omówienie wyników finansowych Grupy GPW za II kw. 2016 r.

Zysk netto

Zysk netto Grupy GPW w II kw. 2016 r. wyniósł 33,9 mln zł, o 28,9 proc. więcej niż w I kw. 2016 r. oraz o 25,8 proc. więcej niż rok wcześniej. Tak znacząca różnica wynika m.in. z faktu, że całoroczny koszt na KNF został zaksięgowany w I kwartale 2016 r. (zarówno na poziomie Grupy GPW jak i KDPW). Poza zmianą sposobu księgowania opłat na KNF, która znalazła istotne odzwierciedlenie w wysokości kosztów operacyjnych, wpływ na wzrost zysku netto w II kw. 2016 r. rok do roku miał także wzrost przychodów z rynku towarowego (15 proc. rdr) oraz wzrost przychodów finansowych GK GPW z tytułu przeszacowania wartości udziałów GPW w spółce Aquis Exchange.

Przychody z rynku finansowego

W II kw. 2016 r. przychody ze sprzedaży na rynku finansowym wyniosły 42,9 mln zł, co oznacza spadek o 12,7 proc. rok do roku oraz o 3,4 proc. względem poprzedniego kwartału. Tym samym przychody z rynku finansowego stanowiły w II kw. 57,7 proc. całkowitych przychodów ze sprzedaży Grupy GPW, w porównaniu do 54,9 proc. w I kw. 2016 r. i 63,8 proc. rok wcześniej. Na przychody z rynku finansowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, obsługi emitentów i sprzedaży informacji.

Obsługa obrotu na rynku finansowym

W II kw. 2016 r. przychody z obsługi obrotu na rynku finansowym wyniosły 26,6 mln zł w porównaniu do 33,1 mln zł rok wcześniej (-19,9 proc.) i 28,3 mln zł w I kw. 2016 r. (-6,2 proc.). Spadek przychodów jest efektem przede wszystkim obniżenia aktywności inwestorów na rynku akcji (spadek obrotów w ramach arkusza zleceń o 18,5 proc. rdr i 8,3 proc. kdk), co w połączeniu z obniżką opłat transakcyjnych obowiązującą na GPW od 1 stycznia 2016 r. oraz rosnącym udziałem w obrotach klientów o niższej marży przełożyło się na łączny spadek przychodów z tytułu obrotu akcjami do poziomu 19,2 mln zł (-26,3 proc. rdr, -8,2 proc. kdk). W II kw. 2016 r. odnotowano nieznaczny spadek przychodów z tytułu obrotu instrumentami pochodnymi do poziomu 3 mln zł w stosunku do I kwartału 2016, ale jednocześnie był to wzrost o 14,9 proc. w porównaniu do II kw. 2015 r.

Obsługa emitentów

W II kw. 2016 r. przychody Grupy GPW z tytułu obsługi emitentów na rynku finansowym wyniosły 6,1 mln zł, co oznacza spadek o 6,2 proc.  rok do roku oraz wzrost o 4,4 proc. względem poprzedniego kwartału. Tym samym przychody z obsługi emitentów w II kw. 2016 r. stanowiły 8,2 proc. całkowitych przychodów Grupy GPW. Pomimo istotnego spadku kapitalizacji spółek na koniec 2015 r., której wartość jest podstawą naliczania opłat za notowanie, przychody z tego tytułu wzrosły rok do roku o 1,7 proc., ale spadły 2,4 proc. kwartał do kwartału. Spadek kapitalizacji dotknął w największym stopniu dużych i średnich emitentów, których opłaty są ograniczone odgórnie.

Sprzedaż informacji

Przychody ze sprzedaży informacji w II kw. 2016 r. wyniosły 10,3 mln zł wobec 9,5 mln zł rok wcześniej (+7,8 proc.) i 10,3 mln zł w poprzednim kwartale (-0,1 proc.). Tym samych ich udział w całkowitych przychodach GK GPW wzrósł do 13,8 proc. Wzrost przychodów w tytuł sprzedaży danych rynkowych jest, przede wszystkim, efektem dalszego rozwoju sprzedaży danych non-display oraz rekordowych przychodów z tytułu sprzedaży licencji do indeksów i danych historyczno–statystycznych na poziomie 720 tys. zł (9,9 proc.  kdk i 21,3 proc. rdr).

Przychody z rynku towarowego

W II kw. 2016 r. przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 30,9 mln zł, co oznacza wzrost o 15 proc. rok do roku i jednocześnie spadek o 14,4 proc. względem I kw. 2016 r. Ich udział w całkowitych przychodach Grupy GPW w II kw. 2016 r. wynosi 41,5 proc. Na przychody z rynku towarowego składają się przychody z tytułu obsługi obrotu, prowadzenia rejestru świadectw pochodzenia i rozliczenia transakcji.

Obsługa obrotu na rynku towarowym

Przychody z obsługi obrotu na rynku towarowym w II kw. 2016 r. spadły do poziomu 14,1 mln zł, czyli o 15,1 proc. względem I kw. 2016 r, przy jednoczesnym wzroście o 3,6 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Przychody Grupy GPW z tytułu prowadzenia obrotu energią elektryczną wyniosły w II kw. 2016 r. 2,7 mln zł, w porównaniu do podobnego poziomu 2,7 mln zł w I kw. 2016 r. (+1,2 proc. kdk) oraz 3,4 mln zł rok wcześniej (-21,1 proc. rdr). Spadek przychodów z tytułu obrotu energią elektryczną rdr wynika z niższego wolumenu obrotu na rynku transakcji terminowych, przy minimalnym wzroście w porównaniu do poprzedniego kwartału (+2,7 proc. kdk oraz -29,9 proc. rdr). Przychody z tytułu prowadzenia obrotu gazem wyniosły w II kw. 2016 r. 2,3 mln zł, co oznacza spadek o 7,8 proc. względem I kw. 2016 oraz wzrost o 42,1 proc. rdr. Największa część przychodów GK GPW z obsługi obrotu na rynku towarowym pochodzi z obrotu prawami majątkowymi. W II kw. 2016 r. wyniosła ona 7,1 mln zł, czyli o 1,8 proc. więcej niż rok wcześniej oraz o 25,8 proc. mniej niż kwartał wcześniej.

Prowadzenie Rejestru Świadectw Pochodzenia

W II kw. 2016 r. przychody z prowadzenia RŚP wyniosły 7,8 mln zł, co oznacza wzrost o 42,0 proc. rok do roku oraz spadek o 2 proc. względem I kw. 2016 r. Łączny wolumen wystawionych w II kw. 2016 r. świadectw pochodzenia wyniósł 9,6 TWh (-11,3 proc. rdr oraz -42,5 proc. kdk), a w obszarze umorzeń – 32,6 TWh (+327 proc. rdr oraz +236,3 proc. kdk). Pozytywna zmiana przychodów z prowadzenia Rejestru Świadectw Pochodzenia wynika przede wszystkim z wydłużenia obowiązku umarzania świadectw pochodzenia do końca czerwca.

Rozliczenie transakcji

Przychody z rozliczenia transakcji wyniosły w II kw. 2016 r. 9 mln zł, co wobec I kw. 2016 r. oznacza spadek o 21,9 proc. oraz wzrost o 15,8 proc. rdr. Wzrost przychodów w porównaniu do II kw. 2015 r. wynika w głównej mierze z zakończenia promocji dla rozliczeń transakcji na rynku gazu.

Koszty działalności operacyjnej

W II kw. 2016 r. koszty działalności operacyjnej wyniosły 38 mln zł, czyli o 7 mln zł mniej niż rok wcześniej (-15,6 proc.) oraz 8,1 mln zł mniej niż w poprzednim kwartale (-17,6 proc.). Największy wpływ na nominalny spadek kosztów operacyjnych miały koszty poniesione przez GK GPW na KNF, które zarówno w przypadku GPW jak i spółki stowarzyszonej KDPW zostały w całości zaksięgowane w I kw. 2016 r. Dodatkowo w II kw. 2016 r. została zawiązana dodatkowa rezerwa z tytułu kosztów odpraw reorganizacyjnych w wysokości 1,5 mln zł.

Udział w zyskach jednostek stowarzyszonych

W II kw. 2016 r. zysk Grupy GPW z tytułu udziału w zyskach jednostek stowarzyszonych wyniósł 1,4 mln zł w porównaniu do straty 0,3 mln zł rok wcześniej oraz straty w wysokości 1,4 mln zł w I kw. 2016 r. Na udział w zyskach jednostek stowarzyszonych miały wypływ, przede wszystkim, wyniki Grupy KDPW i Aquis Exchange. W II kw. 2016 r. zysk KDPW przypadający na GPW wyniósł 2,7 mln zł w porównaniu do zysku w wysokości 1,3 mln zł rok wcześniej. Platforma obrotu Aquis Exchange wygenerowała w II kw. 2016 r. stratę, z której 1,3 mln zł przypadło na Grupę GPW (w porównaniu do 1,2 mln zł straty I kw. 2016 r. i 1,8 mln zł rok wcześniej).

[1] Stopa dywidendy liczona w oparciu o kurs zamknięcia akcji GPW w dnia odcięcia prawa do dywidendy.

[1] Wskaźniki odnoszą się do wyników finansowych zaraportowanych; po oczyszczeniu ich ze zdarzeń o charakterze nietypowym
w postaci: jednorazowego zaksięgowania opłat na KNF w I kw. 2016, dodatkowej rezerwy w kosztach osobowych związanej
z reorganizacją w II kw. 2016 oraz dodatniego przeszacowania udziałów GPW w Aquis Exchange, marża zysku netto wynosi 39,1 proc., marża EBITDA – 56 proc., a wskaźnik koszty/przychody – 52,8 proc.

Bank Japonii luzuje, ale nie tak, jak rynek oczekiwał

Bank Japonii luzuje, ale nie tak, jak rynek oczekiwał 5

Dzisiaj rano poznaliśmy decyzję Banku Japonii odnośnie dalszej polityki pieniężnej. Wprawdzie BoJ podwoił skup funduszy ETF oraz program pożyczek w walucie amerykańskiej, ale pozostawił stopę procentową na poziomie -0,1% oraz utrzymał przyrost bazy monetarnej w wysokości 80 bln jenów.

Podwojenie skupu funduszy ETF inwestujących na giełdzie w Tokio oraz programu pożyczek w dolarach amerykańskich to za mało, żeby zadowolić wygórowane oczekiwania inwestorów. BoJ chce zaczekać na konkrety związane z pakietem fiskalnym, które mają być ogłoszone przez rząd na początku sierpnia, a więc mocniejsze luzowanie polityki monetarnej jest prawdopodobne na wrześniowych posiedzeniu.

W reakcji na doniesienia z Japonii jen umocnił się do dolara amerykańskiego, a giełda w Tokio zanurkowała. Jednak bykom udało się wywindować ostatecznie indeks nad „kreskę”. Zresztą jak spojrzymy na posiedzenia, które odbyły się w tym roku, to praktycznie na każdym Bank Japonii rozczarowywał rynek, który jednak odrabiał część strat, tym razem może być podobnie.

Reakcja pary USD/JPY na posiedzenia Banku Japonii w 2016 roku

Bank Japonii luzuje, ale nie tak, jak rynek oczekiwał 6

Źródło: Bloomberg

Stabilnie zachowuje się polski złoty, który na parze EUR/PLN wpadł w wakacyjny marazm. Kurs USD/PLN walczy o przełamanie silnego wsparcia 3,93, które mogłoby otworzyć drogę do 3,90; a frank kontynuuje ruch w górę po odbiciu od 4 złotych, choć nie należy spodziewać silnego ruchu.

To nie koniec emocji

Dzisiejszy kalendarz makroekonomiczny jest bogaty w szereg publikacji. Za niecałą godzinę poznamy wstępny odczyt PKB oraz inflacji HICP w strefie euro, a po południu z pewnością warto zwrócić uwagę na wstępny odczyt annualizowanego PKB w Stanach Zjednoczonych. W drugim kwartale prognozuje się odbicie tempa wzrostu gospodarczego w USA. Gorszy odczyt może jeszcze bardziej przecenić amerykańską walutę, która traci od środowego posiedzenia Rezerwy Federalnej.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Stresujący piątek na rynkach

51 europejskich banków będzie dzisiaj sprawdzać, czy są gotowe na czarne scenariusze. W Japonii bank centralny stara się pomóc gospodarce. Francja męczy się ze stagnacją.

Jak bumerang powraca temat stabilności europejskiego systemu bankowego. Tajemnicą poliszynela pozostają problemy wielu banków. Można powiedzieć, że wszyscy już wiedzą, że jest źle. Dzisiejszy dzień ma przynieść odpowiedź na pytanie jak bardzo. Gdzieś na horyzoncie ciągle wisi widmo niewypłacalności Deutsche Banku. Poziom toksycznych aktywów we włoskich bankach od dawna kpi ze zdrowego rozsądku. W innych krajach południa Europy jest nieznacznie lepiej. W mediach pojawia się kwota 900 miliardów euro jako suma, którą należałoby dofinansować dzisiaj badane instytucje.

Nad ranem dotarł do nas komunikat z posiedzenia Banku Japonii. Prezes Kuroda zapowiedział zwiększenie skali zakupów funduszy ETF z 3,3 bilionów jenów do 6 bilionów jenów rocznie. Oprócz tego zostanie podwojony program pożyczek dolarowych dla firm. Działania te mają pobudzić japońską gospodarkę. Inwestorzy jednak nie docenili tych starań. Spodziewali się bardziej radykalnych rozwiązań. Przede wszystkim mowa była o zwiększeniu programu skupu obligacji. Obecnie BoJ przeznacza na ten cel 80 bilionów jenów rocznie co doprowadziło do momentu, gdy znaczną część japońskiego długu jest “w rękach” banku centralnego. W dzisiejszym wystąpieniu prezes Kuroda zdementował plotkę, że jest to już ⅔ rządowych obligacji. Nie zdradził jednak, jak dużo do tego pułapu brakuje. BoJ nie zdecydował się również na jeszcze głębsze zejście stóp procentowych poniżej zera, choć jak zaznaczył w komunikacie, jest jeszcze miejsce dla obniżek w przyszłości. Prezes banku centralnego mocno podkreślał wiarę w rządowy pakiet stymulujący, który w środę został zapowiedziany przez premiera Abe.

Francuska gospodarka cały czas nie może wyjść ze stagnacji. Według dzisiaj opublikowanego dzisiaj raportu PKB w drugim kwartale tego roku pozostało bez zmian. Wynik ten zawiódł i tak niewielkie oczekiwania analityków, którzy spodziewali się wzrostu na poziomie 0,2%. Tak słaby wynik jest przede wszystkim wynikiem spowolnienia w wydatkach konsumentów. Mniej też było nowych inwestycji. Dzisiejsze dane nie zmniejszają jednak optymizmu francuskiego rządu, który spodziewa się, że w tym roku gospodarka urośnie o 1,5%. Będzie to o tyle trudne do zrealizowania, że prawdopodobnie od trzeciego kwartału będą zauważalne pierwsze konsekwencje Brexitu.

Krzysztof Adamczak– Dealer Walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Popyt na nowe samochody napędza rynek leasingu

Pierwsze półrocze 2016 roku było rekordowe pod względem sprzedaży samochodów osobowych. Od początku roku zarejestrowano 210 728 nowych aut osobowych, czyli o 18,5% więcej niż w pierwszym półroczu 2015 roku[1]. Zjawisko to wpłynęło bardzo pozytywnie na branżę leasingową, która odnotowała w tym sektorze 32-proc. wzrost. Wartość wszystkich umów zawartych przez firmy leasingowe w I półroczu 2016  wyniosła 11,57 mld zł.

Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM) wynika, że od początku 2016 roku zarejestrowano o 18,5% więcej samochodów osobowych, niż w tym samym okresie 2015 roku. Dobra sytuacja na rynku samochodów osobowych jest prawdopodobnie efektem poprawy ogólnej sytuacji polskiej gospodarki. Malejące bezrobocie, które w lipcu osiągnęło rekordowo niską wartość 8,8 proc., jest jednym z silniejszych bodźców stymulujących popyt na nowe towary. Jednym z kluczowych elementów jest także wdrożenie programu 500+, który zwiększył popyt na samochody nowe dla klientów indywidualnych. Wraz ze wzrostem skłonności konsumentów do wydatków, poprawia się także kondycja polskich firm, które stają się bardziej skłonne do inwestycji. Na rynek leasingu samochodów osobowych pozytywnie wpływają również obowiązujące od zeszłego roku ulgi fiskalne. Przedsiębiorcy nabywający nowe samochody, szczególnie w segmencie premium, mają możliwość odliczenia 50% VAT przy zakupie oraz 50% VAT-u od paliwa.

Segment finansowania samochodów opiera się głównie na pojazdach osobowych lekkich, jednak w tym roku obserwujemy wzrost znaczenia pojazdów dostawczych i ciężarowych do 3,5 tony. Wynika to głównie ze wspomnianych wzrostów obrotów w handlu detalicznym. W pierwszym półroczu 2016 roku sfinansowaliśmy pojazdy o łącznej wartości ponad 733 mln zł, w tym 158 mln to wartość sfinansowanych samochodów ciężarowych do 3,5 tony – komentuje Jakub Poręcki Dyrektor Rynku Samochodów Osobowych w Raiffeisen Leasing. 

Na optymistyczne wyniki w zakresie leasingu samochodów osobowych wpływa także coraz większa popularność leasingu konsumenckiego. Firmy leasingowe wprowadziły w ostatnim półroczu nowe atrakcyjne propozycje w tym zakresie. Raiffeisen Leasing i Raiffeisen POLBANK uruchomiły ofertę „Wymarzone Auto”, dzięki której konsumenci mogą skorzystać z wynajmu długoterminowego, dostępnego dotychczas jedynie dla firm. W ramach jednej stałej opłaty klienci otrzymują w użytkowanie wybrane auto wraz z pełną obsługą serwisową i ubezpieczeniem. Za 12, 18 lub 24 miesiące mogą wymienić je na nowe.

Związek Polskiego Leasingu prognozuje, że w kolejnym półroczu 2016 roku wzrośnie dynamika  rejestracji nowych pojazdów lekkich. ZPL spodziewa się wzrostu nawet do 17,4% w skali roku. Można przypuszczać, że korzystne przepisy fiskalne, mocny popyt krajowy i dobra koniunktura w handlu przyczynią się do realizacji tych rokowań.

[1] Na podstawie danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego

Polnord wyemitował obligacje o wartości 20 mln zł

29 lipca 2016 r. Polnord S.A. wyemitował w ramach emisji prywatnej obligacje niezabezpieczone serii MB2, na kwotę 20 mln zł. Zostały one w całości objęte i opłacone. Środki z emisji zostaną przeznaczone w głównej mierze na nowe projekty.

Dzisiejsza emisja dotyczy dwuletnich obligacji o wartości  20 mln zł.  Ich rentowność oparta jest o  sześciomiesięczną stawkę WIBOR. Oprócz realizacji nowych projektów, środki z emisji przeznaczone zostaną na refinansowanie obecnego zadłużenia spółki.

– Kolejna zakończona pełnym sukcesem emisja obligacji jest najlepszym dowodem na zaufanie rynku kapitałowego do spółki i do przyjętej przez nas strategii rozwoju – mówi Dariusz Krawczyk, Prezes Zarządu Polnord S.A. – Jesteśmy dobrze postrzegani nie tylko przez naszych klientów, ale także przez instytucje finansowe, które doceniają współpracę z wiarygodnym partnerem posiadającym jasną i przekonującą wizję funkcjonowania i podnoszenia zyskowności – dodaje Prezes Polnordu.

Według danych ważonych udziałem Polnord w poszczególnych spółkach Grupy, w I półroczu 2016 r. Polnord sprzedał 536 lokali w porównaniu do 523 rok wcześniej. W tym okresie deweloper wprowadził do sprzedaży nowy projekt Chabrowe Wzgórze w Kowalach koło Gdańska oraz kolejne etapy osiedla Neptun w Ząbkach i Tęczowy Las w Olsztynie. Grupa przygotowuje do uruchomienia kolejne inwestycje, głównie w Trójmieście oraz Warszawie.

Niewielkie zmiany w polityce monetarnej Banku Japonii umacniają jena

Japoński jen umocnił się dziś do reszty walut, po tym jak Bank Japonii utrzymał zarówno stopy procentowe, jaki i program zakupu rządowych obligacji na niezmienionym poziomie. Bank zdecydował się jedynie na zwiększenie zakupu funduszy ETF do poziomu 6 bln jenów (około 58 mld dolarów). Oznacza to, iż stymulus monetarny został zwiększony w sposób bardzo minimalistyczny. Po decyzji Banku jen zyskuje już 1,75 proc. do dolara amerykańskiego, para USDJPY handluje już poniżej poziomu 103,50 jenów. Para EURJPY traci ponad 1,4 proc. handlując poniżej poziomu 115 jenów, a para GBPJPY traci ponad 1,7 proc. handlując nieco powyżej poziomu 137 jenów.

Złoty handluje w miarę stabilnie do głównych walut w oczekiwaniu na „szybki” odczyt inflacji CPI za lipiec, oczekiwana jest deflacja na poziomie 0,8 proc. rok do roku.  Para EURPLN handluje nieco powyżej poziomu 4,36, para USDPLN nieco poniżej poziomu 3,93, para CHFPLN nieco poniżej poziomu 4,03 a para GBPPLN nieco powyżej poziomu 5,17.

Japoński indeks Nikkei225, który po rozczarowującej rynki decyzji Banku Japonii tracił 1,4 proc., odrobił z nawiązką straty i skończył dzień na 0,6 proc. plusie. Jest to wynikiem zwiększenia się zaangażowania Banku w zakup funduszy ETF. Zakup tych funduszy, inwestujących na giełdach, jest pozytywny dla rynków akcji, a brak dalszej obniżki stóp procentowych pozytywny dla akcji banków.  Dobre wyniki kwartalne zaraportowały dziś zarówno banki Barclays i UBS jak i gigant hutniczy Accelor Mittal. Wczoraj wieczorem, lepszymi do oczekiwań, wynikami pochwalił się też Alphabet Inc, czyli spółka matka Google oraz Amazon Inc. To wszystko wpływa na pozytywne nastroje na europejskich parkietach giełdowych. Niemiecki DAX zyskuje dziś 0,5 proc. handlując powyżej poziomu 10320 punktów a francuski CAC40 0,2 proc. handlując powyżej poziomu 4430 punktów. Natomiast WIG20 kontynuuje wczorajsze spadki, tracąc już 0,9 proc. i oddalając się już o 30 punktów od kluczowego poziomu 1800 punktów.

Ropa naftowa zaliczy najgorszy w tym roku miesiąc, gdyż rosnące zapasy ropy i innych paliw doprowadziły do przeceny w stronę 40 dolarów za baryłkę. Ropa WTI traci 0,9 proc. handlując w pobliżu 40,70 dolarów za baryłkę. Od czerwcowego szczytu na poziomie 51,60 dolarów za baryłkę ropa traci już ponad 20 proc. Ropa Brent traci ponad 1 proc. handlując w okolicy poziomu 42,70 dolarów za baryłkę.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

GPW opublikowała wyniki finansowe za II kwartał 2016

0

W II kwartale 2016 r. Grupa GPW wypracowała przychody ze sprzedaży w wysokości 74,5 mln zł oraz zysk netto w wysokości 33,9 mln zł i zysk EBITDA – 43 mln zł. Zysk netto Grupy GPW w II kw. 2016 r. wyniósł był o 28,9 proc. wyższy niż w I kw. 2016 r. oraz o 25,8 proc. wyższy niż rok wcześniej. Więcej o wynikach Grupy GPW oraz o tym co miało na nie wpływ w wypowiedzi Pawła Dziekońskiego, Wiceprezesa Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie

Mix polityki monetarnej

Mix polityki monetarnej 7

Wydarzeniem miesiąca była dzisiejsza decyzja Banku Japonii w sprawie polityki monetarnej. Pomimo wielkich plotek, jakie przelewały się na rynek dużego zaskoczenia nie było. Bank Japonii podwoił dotychczasowy skup ETF-ów do 6 bilionów JPY oraz podwoił program pożyczkowy w dolarach amerykańskich. Ekspansja bazy monetarnej oraz stopa procentowa pozostała bez zmian.

Pomimo tego, rynek nie zdaje się być aż tak zniesmaczony, ponieważ sam Prezes Banku Japonii, Kuroda twierdzi, że skoordynowane działanie ze strona rządu oraz władz monetarnych oddziaływać będą z podwójną siłą.

Jednak patrząc na powyższy wykres ostatnie 4 spotkania Banku Japonii skutkowały jedynie umocnieniem się jena względem dolara amerykańskiego, czy tym razem będzie tak samo?

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych