Dobra pierwsza połowa 2016 roku dla polskiej branży motoryzacyjnej

W pierwszej połowie 2016 roku zarejestrowano w Polsce 210,7 tys. nowych samochodów osobowych – aż o 18,5% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Najszybciej rośnie popyt na duże MPV oraz samochody sportowe, kabriolety, luksusowe limuzyny, a także na kombivany i duże SUV-y.

W samochodach użytkowych odnotowano najlepsze wyniki od kilku lat – w pierwszej połowie 2016 roku zarejestrowano 29,8 tys. samochodów dostawczych, co stanowi wzrost o 22,7% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku. Jednocześnie w tym samym czasie zarejestrowano 13 250 samochodów ciężarowych o DMC>3,5t, 30,0 % więcej niż w analogicznym okresie 2015 roku. Dobre wyniki wypracowały także ulokowane w Polsce fabryki motoryzacyjne. Łącznie wyprodukowano 378,4 tys. pojazdów w pierwszej połowie br., co oznacza wzrost o 4,7% r/r.

Silny trend wzrostowy za sprawą klientów instytucjonalnych rejestrujących samochody osobowe

W II kwartale 2016 roku zarejestrowano w Polsce 106,0 tys. nowych samochodów osobowych, tj. o 23,2% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Sektor motoryzacyjny zawdzięcza ten wynik przede wszystkim nabywcom instytucjonalnym – ich rejestracje w pierwszej połowie 2016 roku zwiększyły się o 26,6% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Zakupy klientów indywidualnych wzrosły w mniejszym stopniu – o 5,7% r/r. Tymczasem rekordowe liczby rejestracji widoczne były w segmencie marek premium.

Rekordy bije segment marek premium. Dynamiczny wzrost rejestracji w tym segmencie obserwowany jest już od kilku lat. W pierwszej połowie 2016 roku rejestracje marek premium wzrosły aż o 31,8% r/r, podczas gdy sprzedaż marek popularnych wzrosła o 17,0% Widoczna jest wyraźna dominacja (86,2%) nabywców instytucjonalnych w tym segmencie. Przybyło ich 33,8% więcej niż przed rokiem. Jednak co ciekawe, w analizowanym okresie widoczny był również stosunkowo silny wzrost rejestracji pojazdów przez klientów indywidualnych (o 20,6% r/r), podczas gdy w roku poprzednim, zainteresowanie nabywców indywidualnych markami premium malało – komentuje Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Rośnie popyt na duże MPV oraz samochody sportowe i kabriolety, luksusowe limuzyny, a także na kombivany i duże SUV-y

W okresie od stycznia do czerwca 2016 roku najsilniej wzrósł popyt na duże MPV (76,4% r/r) oraz samochody sportowe i cabrio (56,7% r/r), samochody z segmentu F (45,1% r/r), a także na kombivany (44,2%) oraz duże SUV-y i crossovery (43,9% r/r).

rejestracja nowych samochodów w Polsce

W porównaniu do zeszłego roku znacząco wzrosło zainteresowanie samochodami sportowymi i cabrio oraz limuzynami z klasy F. Z drugiej strony widoczny jest także wzrost sprzedaży małych i średnich aut z segmentów B i C. Na szczególną uwagę zasługuje sprzedaż samochodów z napędami alternatywnymi – w skali pierwszego półrocza rejestracje tego typu pojazdów wzrosły aż o 85,6% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Ogólnie zarejestrowano 4,7 tys. samochodów z napędem alternatywnym, w większości hybryd – mówi Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Pierwsze półrocze przyniosło także znaczny wzrost sprzedaży we wszystkich segmentach rynku samochodów użytkowych. Zarejestrowano 29,8 tys. nowych samochodów dostawczych (o DMC<=3,5t), czyli o 22,7% więcej niż rok wcześniej. Rejestracje samochodów ciężarowych wzrosły o 30,0% r/r, do poziomu 13 250 sztuk. Tymczasem rejestracje nowych przyczep i naczep wyniosły 12 252 sztuk i wzrosły o 31,9% r/r. O 3,2% wzrosła także liczba rejestracji nowych autobusów (DMC>3,5t), których w pierwszym półroczu br. zarejestrowano 942 sztuki.

Spadki w segmentach motocykli i motorowerów

W okresie od stycznia do czerwca 2016 roku zarejestrowano 13 237 nowych motocykli, czyli o 4,3% mniej niż w analogicznym okresie 2015 roku.

W II kwartale 2016 roku liczba zarejestrowanych nowych motocykli wyniosła o 224 sztuki mniej niż w analogicznym okresie 2015 roku. Należy jednak pamiętać, że tak dobry wynik osiągnięty w poprzednim roku był przede wszystkim zasługą zmiany pozwalającej kierować motocyklem do 125 centymetrów sześciennych przy użyciu prawa jazdy kat. B, a także zmiany przepisów homologacyjnych. W związku z tym pomimo spadku sprzedaży w stosunku do poprzedniego roku, liczba rejestracji w pierwszym półroczu 2016 roku stanowi wciąż bardzo dobry wynik. Zarejestrowano prawie trzy razy więcej niż w analogicznym okresie 2014 i 2013 roku – mówi Jakub Faryś, Prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Na rynku motorowerów utrzymuje się trend spadkowy, z tego względu że część popytu na te pojazdy przesunęła się do kategorii motocykli. W pierwszym półroczu 2016 roku zarejestrowano 12 501 motorowerów, co oznacza spadek o 21,4% w porównaniu z analogicznym okresem w roku poprzednim.rejestracja nowych samochodów w polsce 2016

Ożywienie w produkcji samochodów osobowych trwa

W pierwszej połowie 2016 roku wyprodukowano w Polsce łącznie 378,4 tys. pojazdów – o 4,7% więcej niż w porównywalnym okresie poprzedniego roku. Produkcja samochodów osobowych wzrosła o 4,6% (311,5 tys. w I połowie br.). Wzrosła również produkcja samochodów dostawczych i ciężarowych
(o 5,4% r/r), oraz autobusów. Tych ostatnich wyprodukowano 2,32 tys. sztuk, co oznacza wzrost o 2,5% r/r.

Wyniki osiągnięte w pierwszej połowie 2016 roku wskazują, że zwiększenie produkcji pojazdów samochodowych w roku poprzednim nie było jednorazowe – jest to trwałe ożywienie. Sytuacja panująca na rynku zarówno polskim, jak i europejskim jest sprzyjająca. W pierwszej połowie obecnego roku w Unii Europejskiej zarejestrowano 7,8 mln nowych samochodów osobowych, tj. o 9,4% więcej niż w analogicznym okresie 2015 roku. Jest to najlepszy kwartał od 2009 roku – komentuje Mirosław Michna, partner w dziale doradztwa podatkowego, szef zespołu doradców dla branży motoryzacyjnej w KPMG w Polsce.

Według danych Eurostatu w I kwartale 2016 roku eksport produktów motoryzacyjnych z Polski wzrósł o 3,8% r/r i wyniósł 7,6 mld euro. Motorem wzrostu były zarówno podzespoły, części i akcesoria motoryzacyjne (w tym silniki), których eksport sięgnął 4,9 mld euro (wzrost o 3,5% r/r), jak i pojazdy silnikowe, których wyeksportowano za 2,8 mld euro, tj. o 4,3% więcej niż rok wcześniej.

Rynek marek premium bije rekordy. Najlepsze samochody dla prezesa

Już dwa lata temu odnotowano w Polce rekordową liczbą rejestracji samochodów klasy premium. Wtedy dynamika wzrostu rok do roku wyniosła 28 proc. Rok 2016 przyniósł kolejne wzrosty.

W 2014 roku wartość obszaru związanego ze sprzedażą samochodów luksusowych została oszacowana na 5,6 mld złotych. Specjaliści uznali również, że jest on najbardziej stabilną częścią rynku samochodów osobowych w naszym kraju.

W pierwszym kwartale 2016 roku liczba samochodów zarejestrowanych w tym segmencie wzrosła o 33 proc., podczas gdy sprzedaż marek popularnych odnotowała dynamikę na poziomie 12 proc – pokazują dane PZPM.

Najnowsze dane przedstawione przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego pokazały, że segment najdroższych i najbardziej luksusowych samochodów bije kolejne rekordy. W pierwszej połowie 2016 roku rejestracje marek premium wzrosły w porównaniu z 2015 rokiem o 31 proc., podczas gdy sprzedaż marek popularnych o 17 proc. Dane pokazują wyraźną dominację klientów instytucjonalnych (86 proc.), ale odnotowano również wzrost rejestracji pojazdów zakupionych przez klientów indywidualnych (26 proc.).

Segment samochodów luksusowych i klasy premium nie traci, co więcej wciąż się rozwija. Nic więc dziwnego, że wielu producentów – nawet tych, którzy do tej pory nie mieli w swojej ofercie takiego modelu, dostosowuje swoją ofertę do oczekiwań klientów. Przedstawiamy pięć propozycji najlepszych luksusowych samochodów „dla prezesa”.

Lexus LS 600h L

Przedłużona wersja najpotężniejszego na świecie sedana z napędem w pełni hybrydowym mierzy ponad 5,2 metra! Pod maską limuzyny znajduje się pięciolitrowy silnik V8, który do pary z silnikiem elektrycznym oferuje 445 KM i maksymalny moment obrotowy na poziomie 520 Nm. Napęd przekazywany jest oczywiście na cztery koła.

Lexus LS 600h L
Lexus LS 600h L

„Mobilne biuro” Lexusa zostało maksymalnie wyciszone. Inżynierowie zadbali o to, aby nawet takie detale jak owiewki w ramkach lusterek, obramówki tylnych świateł, czy aluminiowe felgi i konstrukcja podwozia minimalizowały szum powietrza podczas jazdy. Dzięki temu nawet przy wysokich prędkościach pasażerowie mogą swobodnie rozmawiać.

Takim samochodem nie wypada podróżować inaczej, niż na tylnej kanapie. Ta została wyposażona nie tylko w panel do kontroli multimediów, ale i w masażer sterowany pilotem. Warto wspomnieć również o jonizowanym powietrzu i drewnianych wykończeniach, których wytworzenie zajmuje 38 dni!

Cena to około 627 tys. zł

Maserati Quattroporte GTS

Flagowy włoski model może kojarzyć się z  dobrze skrojonym garniturem. Jego najnowsza odsłona została zaprezentowana w 2013 roku i jest dziełem byłego projektanta Pininfariny. Topowa odmiana została wyposażona w silnik V8 bi-turbo o pojemności 3,8 litra i mocy 530 KM.

Maserati Quattroporte GTS
Maserati Quattroporte GTS

Wnętrze samochodu to klasyka, jednak nie zabraknie tu również nowych technologii. Ręczne wykończenia, regulowane pedały i 15-głośnikowy system audio dopełniają całości.

Cena to około 797 tys. zł.

Porsche Panamera Turbo

Na nową odsłonę Panamery trzeba było czekać siedem lat. Przód samochodu zmienił się nieznacznie, natomiast tył mocno nawiązuje do modelu 911. Pod maską liftbacka z oznaczeniem „Turbo” znajduje się czterolitrowa, podwójnie doładowana jednostka V8 o mocy 550 KM. Dzięki niej Porsche przyspiesza do pierwszej „setki” w czasie 3,6 sekundy.

Porsche Panamera Turbo
Porsche Panamera Turbo

Pojawienie się tej usportowionej limuzyny mocno namieszało w świecie Porsche. Dla ortodoksyjnych klientów model stał się wrogiem numer jeden, dla innych przełomem. Najnowsza odmiana Panamery może nie szokuje wyglądem, ale wpisuje się w filozofię producenta, który woli wprowadzać zmiany „małymi kroczkami”.

Cennik wersji Turbo startuje od około 746 tys. zł.

Jaguar XJ R

Emblemat „R” na flagowej limuzynie Jaguara może oznaczać tylko jedno. Pięciolitrowy silnik V8, moc na poziomie 550 KM i przyspieszenie od „zera” do 100 km/h w czasie mniejszym niż 4,6 sekundy. Całkiem niedawno Brytyjczycy zaproponowali odświeżoną wersję tego modelu. Samochód zyskał większy grill, przeprojektowane reflektory i nową wersję wyposażenia.

Jaguar XJR
Jaguar XJR

Wnętrze najmocniejszej odmiany to charakterystyczna czerwona skóra, zamszowa podsufitka i wykończenia piano black. Niewiele można zarzucić również dostępnej na pokładzie technologii. Kierowca ma do dyspozycji między innymi funkcję monitorującą ruch drogowy, ceny paliw i miejsca parkingowe.

Cennik Jaguara XJ R zaczyna się od 580 tys. zł

Infiniti Q70 Sport Tech

Marka Infiniti nie ma długiej historii w Polsce, ale w Ameryce została już doceniona. Model Q70 to limuzyna dostępna w czterech wersjach wyposażenia. W topowej odmianie pod jej maską znalazł się silnik V6 o pojemności 3,7 litra i mocy 320 KM.

Infiniti Q70
Infiniti Q70

Użytkownicy biznesowi mogą zainteresować się wersją Premium Executive, która oferuje między innymi pełną skórzaną tapicerkę oraz podgrzewane i wentylowane fotele. We wnętrzu umieszczono również kolorowy wyświetlacz o przekątnej 7 cali i system szesnastu głośników w układzie 5.1 firmy Bose, z których dwa zamontowane są w zagłówkach.

Ceny Infiniti Q70 Sport Tech zaczynają się od około 290 tys. zł.

Tanie paliwo jeszcze przez rok? Analiza Cinkciarz.pl

Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl
Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Względnie niskie ceny paliw mogą utrzymać się do kolejnych wakacji. Niewykluczone, że kierowcy w Polsce zarówno za diesla, jak i benzynę bezołowiową, będą płacić ok. 4 zł za litr. Dlaczego? Odpowiada Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl.

W poniedziałek ropa naftowa spadła poniżej poziomu 40 dolarów za baryłkę. Jednak to nie niższe ceny ropy są najważniejsze. Przede wszystkim na świecie mamy do czynienia z nadpodażą paliw. Rezultatem jest bardzo rzadko obserwowany spadek kosztów tankowania benzyny czy diesla w szczycie sezonu wakacyjnego.

Prawdopodobnie wielu kierowców zwróciło uwagę, że w ostatnich tygodniach mieliśmy do czynienia z zauważalnymi spadkami cen paliw na krajowych stacjach. Średni koszt litra benzyny bezołowiowej pod koniec lipca wg danych Komisji Europejskiej wynosił 4.38 zł. Za diesla trzeba było przeciętnie płacić 4.13 zł. To ok. 20 gr więcej w porównaniu do wartości notowanych na początku czerwca.

Jeszcze większe różnice obserwowane są w porównaniu do cen obu paliw sprzed roku. Za litr popularnej bezołowiówki trzeba było zapłacić w szczycie zeszłorocznych wakacji 5.03 zł, a diesel kosztował 4.61 zł. Dlaczego obserwujemy tak znaczne różnice w kosztach tankowania, skoro cena ropy naftowej nie zmieniła się tak dramatycznie w ciągu ostatniego roku?

Nadpodaż na rynku paliw

W długim terminie procentowe zmiany cen paliw i ropy naftowej mniej więcej się pokrywają. Różnice pomiędzy danymi regionami świata także nie są olbrzymie. W tym roku mamy jednak do czynienia z inną sytuacją. Nadpodaż ropy naftowej, obserwowana przez ostatnie kwartały, zaczyna się zmniejszać, ale wzrost popytu na paliwa nie nadąża nad zwiększonymi możliwościami przerobowymi rafinerii na świecie.

W Stanach Zjednoczonych zapasy benzyny według danych Departamentu Energii USA (EIA) są na poziomie 241.5 mln baryłek, czyli o prawie 12 proc. wyższym niż w ub. roku. Są to także najwyższe wartości o tej porze roku od przynajmniej 25 lat. Dodatkowo mają one tendencję rosnącą. To praktycznie niespotykane w sezonie wakacyjnym, który historycznie charakteryzuje się największym popytem na paliwa.

Dość słabo kształtuje się popyt na paliwa w Chinach. Zapotrzebowanie na benzynę wzrosło w czerwcu o 2.5 proc. w relacji rok do roku (r/r), a na diesla spadło o 6 proc. W rezultacie Chiny zaczynają nawet sprzedawać benzynę za granicę. Jej eksport w czerwcu wyniósł ponad 1 mln ton, czyli najwięcej w historii Państwa Środka.

Zbyt wysoka produkcja paliw w porównaniu do możliwości popytowych i ich rekordowe zapasy w wielu rejonach świata powodują, że ceny benzyny czy diesla spadają znacznie szybciej niż ropy naftowej. Benzyna ARA 95 (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), która jest wyznacznikiem cen w Europie, jest obecnie o 30 proc. tańsza niż o tej samej porze w ub. roku. Koszt baryłki ropy natomiast w analogicznym okresie obniżył się o 11 proc. Podobna sytuacja obserwowana jest w przypadku oleju napędowego, którego cena w hurcie zmniejszyła się o 25 proc. r/r.

Niskie ceny do połowy 2017?

Ograniczony popyt na paliwa w sezonie letnim, rekordowe zapasy benzyny w USA oraz Europie, a także cały czas utrzymująca się nadprodukcja ropy naftowej na świecie powinny spowodować, że niskie ceny utrzymają się przynajmniej przez kilka najbliższych miesięcy.

Oczywiście, jak dla każdego scenariusza, również tutaj istnieją ryzyka dla jego realizacji. W połowie roku mieliśmy niespodziewany strajk pracowników sektora wydobywczego w Kuwejcie, a także poważne pożary w roponośnych regionach Kanady. Nadal niestabilna jest również sytuacja w Nigerii. Czynniki te zwiększają ryzyko mniejszego od oczekiwań wydobycia z tego kraju i wyższych cen na świecie.

Z drugiej strony, po ostatnich spadkach produkcji ropy naftowej w USA liczba wież wiertniczych zaczyna rosnąć. Może to oznaczać, że postęp technologiczny zapewnia wystarczającą rentowność wydobycia ropy łupkowej nawet przy cenach poniżej 50 dolarów za baryłkę.

Niewykluczone również, że produkcja ropy w Libii powoli zacznie się odbudowywać, jeśli sytuacja polityczna w tym kraju się ustabilizuje. Według państwowego producenta ropy naftowej National Oil Co., cytowanego przez The Wall Street Journal, wielkość wydobycia może wzrosnąć z obecnych 300 tys. do 900 tys. baryłek pod koniec roku. To mniej więcej 2/3 tego, ile wynosiło podniesienie produkcji przez Iran po zniesieniu sankcji w ub. roku.

Biorąc więc pod uwagę szanse i zagrożenia dla ropy naftowej oraz rynku jej produktów można przypuszczać, że względnie niskie ceny powinny utrzymać się do przyszłorocznego sezonu wakacyjnego. Oznacza to, że kierowcy w Polsce prawdopodobnie zarówno za diesla, jak i benzynę bezołowiową, mogą płacić w okolicach 4 zł za litr nawet do połowy 2017 r.

Podsumowanie warszawskiego rynku biurowego po II kw. 2016 – CBRE

W ciągu pierwszej połowy 2016 roku, rynek stołecznych nieruchomości biurowych wzbogacił się o 350 000 mkw. dostarczonych w 16 nowoczesnych budynkach biurowych. Do końca 2016 roku pojawi się kolejne 104 000 mkw., co sprawi, że wielkość rynku przekroczy 5,1 mln mkw. i będzie to największy roczny przyrost podaży w historii Warszawy. Najbardziej rozwijająca się część stolicy to okolica Ronda Daszyńskiego, w której znajduje się 25% całkowitej powierzchni biurowej powstającej obecnie w mieście.

Z najnowszego raportu Office Market View – Warszawski Rynek Biurowy po II kw. 2016 przygotowanego przez firmę CBRE wynika, że stolica utrzymuje pozycję stabilnie rozwijającego się rynku – aktywność najemców w pierwszej połowie jest wysoka, porównywalna do tej z 1 połowy poprzedniego roku. Mimo wysokiego popytu dynamiczny rozrost struktury biurowej miasta wpływa jednak na wzrost wskaźnika pustostanów, który osiągnął 15,4% wzrastając o 1,3 pp. w ujęciu kwartalnym i rocznym.

Łukasz Kałędkiewicz, Senior Director, Szef Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, CBRE:
„Obecnie wszystkie oczy zwrócone są na Centrum Warszawy, gdzie obserwujemy największy wysyp nowych obiektów – w 2016 roku ten obszar powiększy się o 17%. Najbardziej dynamicznie rozwijające się miejsce to okolice Ronda Daszyńskiego, które są naturalnym przedłużeniem Centrum, a na atrakcyjność tej lokalizacji wpływa dostępność II linii metra. Obecnie, w okolicy Ronda Daszyńskiego zlokalizowane są biura o łącznej powierzchni 400 000 mkw., z których tylko w tym roku oddano do użytkowania 158 000 mkw. w sześciu budynkach. Biorąc pod uwagę potencjał lokalizacji i planowane projekty, podaż zwiększy się w najbliższych latach ponad dwukrotnie. Warto zaznaczyć, że ta dzielnica nie będzie kolejnym po biznesowym Mokotowie, obszarem mocno zagęszczonym jedynie funkcją biurową. Tak samo szybko rosną tu projekty mieszkaniowe, planowane jest centrum handlowe, a place przylegające do budynków mają docelowo stać się przestrzeniami miejskimi, pełnymi zieleni, małej architektury, oferującymi możliwości spędzenia wolnego czasu. Mamy więc do czynienia z sytuacją, w której dość szybko na naszych oczach tworzy się nowa dzielnica Warszawy, i wszystko wskazuje na to, że będzie ona utrzymana według idei ‘smart city’.”

W wyniku dużej konkurencji na rynku czynsze umowne za najbardziej atrakcyjne powierzchnie biurowe w Centrum Warszawy nieco spadły i szacowane są obecnie na poziomie około 23,00 EUR/mkw./m-c. w rejonie Ścisłego Centrum i 18,50 EUR/mkw./m-c na Obrzeżach Centrum. Spadku poziomu czynszów doświadczyła większość lokalizacji z wyjątkiem m.in. okolicy Ronda Daszyńskiego.

Rajd na banki po prezentacji prezydenckiego projektu ustawy frankowej

Banki zaangażowane w kredyty frankowe zyskują już ponad 10 proc., ponieważ okazało się, iż zaproponowane w prezydenckim projekcie tzw. „ustawy frankowej” rozwiązania są znacznie korzystniejsze dla sektora bankowego od proponowanych wcześniej scenariuszy.

W zaprezentowanym na konferencji prasowej w Kancelarii Prezydenta projekcie, najpoważniejszym zapisem będzie dla banków konieczność zwrotu kredytobiorcom niesłusznie naliczonych spreadów. Koszty zwrotu spreadów przez banki wyniosą pomiędzy 3,6-4 mld zł. To znacznie kontrastuje z wcześniejszymi, katastrofalnymi dla banków kosztami, szacowanymi nawet na 70 mld zł, gdyby został wprowadzony najbardziej kosztowny scenariusz ustawy. Inwestorzy od rana wzięli się za zakupy akcji banków zaangażowanych w kredyty frankowe, a po tym jak na konferencji prasowej wcześniejsze plotki potwierdziły się, na notowaniach banków nastąpiła prawdziwa euforia. Getin Noble Bank, najbardziej procentowo zaangażowany w „frankowe kredyty”, zyskuje już ponad 25 proc.! Pozostałe banki, takie jak Bank Millenium, mBank czy PKO BP zyskują ponad 10 proc. Ten ostatni, ze względu na 14 proc. zaangażowanie w indeksie WIG20, wpływa na ponad 2 proc. wzrost tego indeksu, podczas gdy spora część europejskich indeksów zalicza dziś spore, ponad 1 proc. spadki.

Polski złoty zyskuje dziś wyraźnie na wartości do głównych walut, wsparty przez nowe, znacznie mniej kosztowne dla sektora bankowego, założenia tzw. „ustawy frankowej”. Pozytywnie na umocnienie złotego wpływa również komentarz prezesa NBP, iż stabilizacja stóp w najbliższym kwartale wydaje się oczywista. Kontrastuje to z oczekiwaniami części analityków co do obniżki stóp procentowych w związku z utrzymującą się w Polsce deflacją. Para EURPLN traci obecnie ponad 0,8 proc. handlując nieco powyżej poziomu 4,32. Para USDPLN traci obecnie ponad 1 proc. handlując nieco powyżej poziomu 3,86. Para CHFPLN traci obecnie ponad 0,9 proc. handlując poniżej poziomu 4,0. Para GBPLN traci obecnie ponad 0,7 proc. handlując nieco powyżej poziomu 5,11.

Japoński jen jest najmocniejszy od 3 tygodni do większości walut, po tym jak japoński rząd ogłosił, iż wyda dodatkowo 4,6 bln jenów (około 45 mld dolarów) w obecnym roku fiskalnym, co będzie częścią wartego 28 bln pakietu stymulującego gospodarkę, ogłoszonego przez premiera Shinzo Abe w zeszłym tygodniu. Jen został dodatkowo wsparty przez byłego wiceministra finansów Eisuke Sakakibara, który w poniedziałkowym wywiadzie ostrzegł, że jen może się umocnić do poziomu 90 jenów za dolara. Para USDJPY traci obecnie 0,5 proc. i handluje poniżej poziomu 102 jenów. Para EURJPY traci obecnie 0,3 proc. i handluje poniżej poziomu 114 jenów. Para GBPJPY traci obecnie 0,1 proc. i handluje poniżej poziomu 135 jenów. Dolar australijski zyskuje ponad 0,5 proc. do dolara amerykańskiego i handluje powyżej poziomu 0,7570, pomimo iż Bank Rezerwy Australii obciął w nocy stopy procentowe o 25 punktów bazowych do rekordowo niskiego poziomu 1,5 proc. Dolar zyskuje bo obniżka może być ostatnią i oznaczać koniec cyklu poluzowywania pieniężnego.

 Europejskie indeksy giełdowe tracą dziś na wartości ze względu na złe wiadomości z czołowych europejskich banków. Comerzbank AG, drugi pod względem wielkości pożyczkodawca w Niemczech, ogłosił prognozę znacznego obniżenia tegorocznego zysku. Natomiast Deutche Bank AG oraz Credit Suisse AG zostały wykluczone z indeksu Stoxx 50. Niemiecki DAX traci obecnie ponad 1,4 proc. i handluje poniżej poziomu 10200 punktów. Brytyjski FTSE 100 traci obecnie ponad 0,25 proc. handlując nieco powyżej poziomu 6600 punktów. Francuski CAC 40 traci obecnie ponad 1,6 proc. i handluje nieco powyżej poziomu 4300 punktów.

Notowania ropy naftowej WTI odbiły się od osiągniętego dziś rano 4-miesięcznego minimum na poziomie 39,90 dolarów za baryłkę. Według najnowszego sondażu agencji Bloomberg, 20 analityków widzi wzrost cen ropy w 2017 roku, a średnia cena prognoz to 57 dolarów za baryłkę.  Wzrost ceny ma być wsparty przez dalszą redukcję nadpodaży surowca oraz stopniowy spadek zapasów. Obecnie ropa WTI zyskuje około 1,1 proc. handlując powyżej poziomu 40,50 dolarów za baryłkę, a ropa Brent zyskuje około 1,4 proc. handlując powyżej poziomu 42,80 dolarów za baryłkę.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Analiza WIG20, DAX i S&P500 – 2.08.2016

Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.

Bank Anglii i stopy procentowe, UWAGA – nadchodzi inflacja

Bank Anglii i stopy procentowe, UWAGA - nadchodzi inflacja 1

W bieżącym tygodniu poznamy decyzję banku Anglii w sprawie kosztu pieniądza. Aktualne stopy procentowe ustalone są na poziomie 0.50%, natomiast rynek na czwartkowym posiedzeniu spodziewa się ich obniżki o 25 punktów bazowych. W bieżącym artykule przyjrzymy się bliżej funtowi szterlingowi oraz jego dalszych losów.

Obniżka stóp procentowych niemal przesądzona

Bank Anglii i stopy procentowe, UWAGA - nadchodzi inflacja 2

Na podstawie overnight index swap rynek z 98% prawdopodobieństwem spodziewa się obniżenia stóp procentowych w Wielkiej Brytanii. Mark Carney zasugerował, że prawdopodobnie nastąpi to w sierpniu, rynek się z tym zgadza. Jednak na ostatnim posiedzeniu, które odbyło się w lipcu rynek również oczekiwał ich cięcia, ale do tego nie doszło. Po zaniechaniu działań ze strony banku Anglii funt szterling zyskał na wartości ponad 200 pipsów w kilka sekund po opublikowaniu informacji. Bynajmniej teraz jest inaczej, ponieważ sam Prezes Banku Anglii wskazywał na to działanie.

Warto pamiętać, że stopy procentowe w Wielkiej Brytanii i tak są już na historycznym minimum, a tuż za rogiem czai się kolejne cięcie o 25 punktów bazowych.

Bank Anglii i stopy procentowe, UWAGA - nadchodzi inflacja 3

Tylko cięcie stóp procentowych?

Oprócz cięcia stóp procentowych inwestorzy poniekąd spodziewają się wprowadzenia programu, lub też bardziej rozszerzenia obecnego programu quantitive easing, który obecnie opiewa na 375 miliardów funtów.

Dane Makroekonomiczne

Ostatni odczyt wskaźnika Purchasing Managers Index był fatalny. Konsensus ekonomistów zakładał odczyt na poziomie 52.3 punktów, natomiast był 47.4. Odczyt na poziomie powyżej 50 punktów oznacza poprawę warunków prowadzenia działalności gospodarczej, natomiast odczyty poniżej 50 punktów wskazują na pesymizm wśród przedsiębiorców.

Bank Anglii i stopy procentowe, UWAGA - nadchodzi inflacja 4

Kolejnym powodem obniżenia stóp procentowych może być prognozowany wzrost gospodarczy w Wielkiej Brytanii, a bardziej jego brak. Banki komercyjne spodziewają się zerowego wzrostu gospodarczego w trzecim kwartale 2016. Natomiast w czwartym kwartale spodziewają się jej skurczenia.

Bank Anglii i stopy procentowe, UWAGA - nadchodzi inflacja 5

Co na to fundusze lewarowane?

Według ostatniego raportu opublikowanego przez Commodity Futures Trading Commission (CFTC) wynika, że fundusze lewarowane w dalszym ciągu wyprzedają funta szterlinga względem dolara amerykańskiego, czyli grają na jego osłabienie.

Bank Anglii i stopy procentowe, UWAGA - nadchodzi inflacja 6

Warto zauważyć, że obecnie fundusze posidają netto podanat 80 tyś krótkich pozycji, a tym samym jest to rekordowa ilość krótkich pozycji,

Nadchodząca inflacja

Jednakże dalsza luźna polityka monetarna ma swój koniec. Razem z jeszcze tańszym kosztem pieniądza funt brytyjski będzie wyprzedawany na rynku. Słaby funt doprowadził już do znacznego podwyższenia kosztów z importem dóbr konsumpcyjnych, co niewątpliwie przyłoży się na wyższą inflację. Zatem w długim terminie Wielka Brytania może być zmuszona do podwyżki stóp procentowych, co niewątpliwie będzie dobrą okazją dla kupujących.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

AUD/USD – po obniżce stóp procentowych

AUD/USD - po obniżce stóp procentowych 7

Bank Australii dzisiejszego poranka dokonał kolejnej obniżki stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Koszt pieniądza został obniżony z 1.75% do 1.50%. Jednak dolar australijski osłabił się względem dolara amerykańskiego jedynie o 0.6%, większość ruchu było już w cenie. Ponadto tak słaby ruch i jego całe zanegowanie jest spowodowane przez raport Banku Australii, w którym nie zostało nic powiedziane o dalszym luzowaniu monetarnym. RBA podało do publicznej wiadomości, że obniżka stóp procentowych pozwoli powrócić inflacji do 2-3% celu banku oraz wzrost gospodarczy powinien przyspieszyć.

Obniżka stóp procentowych o 25 punktów bazowych zepchnęła aktualne stopy procentowe na nowe, historyczne minimum. Na interwale czterogodzinnym nie doszło do pokonania strefy wsparcia.

AUD/USD - po obniżce stóp procentowych 8

Mieszane odczyty PMI i dalsze spadki indeksów

Sesja na europejskich parkietach w poniedziałek zakończyła się w większości spadkami indeksów. Przyczyn można upatrywać między innymi w notowaniach ropy naftowej, która po lekkim odbiciu w piątek, ponownie traciła na wartości, niebezpiecznie zbliżając się w okolice 40 USD za baryłkę, a także w mieszanych odczytach PMI i ISM dla przemysłu w Stanach Zjednoczonych i Europie.

Finalnie, niemiecki DAX zakończył notowania, tracąc 0,07%, brytyjski FTSE100 spadł o 0,45%, a francuski CAC40 o 0,69%.

W Warszawie, handel zakończył się wzrostem indeksu WIG20 o 0,14%. Problemem niezmiennie pozostają bardzo niskie obroty, które odbijają się na atrakcyjności naszego parkietu. W poniedziałek, na całym rynku nie przekroczyły 500 mln zł. Wielu inwestorów liczy, że sytuacja zmieni się po okresie wakacyjnym, także pozostaje nam jedynie czekać i wierzyć w poprawę.

Spośród wczorajszych danych makroekonomicznych, warto zwrócić uwagę na odczyt z Chin, gdzie wskaźnik PMI dla przemysłu, liczony przez Markit wzrósł z 48,6 pkt. do 50,6 pkt. Przemysłowy PMI Niemiec był minimalnie wyższy od prognoz, również PMI dla całej strefy euro był nieco powyżej oczekiwań. Negatywnie rozczarował odczyt z Wielkiej Brytanii, gdzie PMI spadł z 52,1 pkt. do aż 48,2 pkt. (najniższy poziom od trzech lat). Rozczarował również odczyt z Polski, który wskazuje na wzrost niepewności, co do perspektyw gospodarczych. Wyniósł on 50,3 pkt., podczas gdy oczekiwane było 51,6 pkt. Amerykański PMI był zgodny z oczekiwaniami, a przemysłowy ISM nieznacznie słabszy od wstępnych prognoz.

Dziś poznaliśmy już decyzję Banku Rezerwy Australii (RBA), który zdecydował się obniżyć stopę kasową o 25 pb do 1,50%, co było zgodne z konsensusem rynkowym. O godz. 9:00 rozpoczęło się natomiast posiedzenie Rady Ministrów w Japonii, gdzie premier Shinzo Abe ma zaprezentować plan fiskalny. Ostatnie doniesienia Bloomberga wskazują, że będzie różnił się niewiele od tego, co wynikało z zeszłotygodniowych przecieków. Pakiet ma być wart 28,1 bln JPY, w tym 13,5 bln JPY w środkach fiskalnych.

Na Giełdzie Papierów Wartościowych od rana możemy zauważyć mocne wzrosty cen akcji banków. To efekt zapowiedzi łagodnej dla sektora ustawy frankowej, którą dziś ma przedstawić Kancelaria Prezydenta RP oraz prezes NBP. Z zapowiedzi wynika, że zwrot spreadów ma być głównym kosztem dla banków. Koszty pomocy frankowiczom mogą zatem wynieść kilka, a nie kilkadziesiąt miliardów złotych, jak w przypadku przewalutowania. W zaledwie godzinę od startu notowań na GPW, akcje banku Getin Noble podrożały o 11,6%, Millenium o ponad 8%, mBanku o blisko 4,5%, a PKO BP o 4,7%.

Poza powyższymi informacjami, spośród publikacji makroekonomicznym warto będzie zwrócić uwagę na dane o dochodach i wydatkach Amerykanów, a także wieczorne odczyty zmiany zapasów paliw w Stanach Zjednoczonych.

Sesja w USA:

Rynek akcyjny w USA zamknął poniedziałkowy handel praktycznie bez zmian. W momencie zamknięcia, na Giełdzie w Nowym Jorku indeks Dow Jones Industrial Average stracił 0,15%, S&P500 spadł o 0,13%, natomiast Nasdaq Composite wzrósł o 0,43%. Dziś, raporty kwartalne przedstawią między innymi Procter & Gamble, Electronic Arts i Pfizer.

Waluty:

Poniedziałek dla EURUSD zakończył się spadkiem o 0,11% do poziomu 1,1162.

Kurs EURGBP wzrósł o 0,26% i osiągnął poziom 0,8470, natomiast EURJPY zyskał 0,21% i dotarł do poziomu 114,30.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3523 PLN za euro, 3,8879 PLN za dolara amerykańskiego, 4,0235 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,1382 PLN za funta szterlinga.

Surowce:

W trakcie poniedziałkowej sesji zyskiwało złoto, które zakończyło notowania wzrostem o 0,18% do poziomu 1351,40 USD za uncję. Srebro zyskało natomiast 0,60% i osiągnęło poziom 20,50 USD za uncję. Wyraźnie spadły ceny ropy naftowej. Odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 40,06 USD za baryłkę, tracąc tym samym 3,70%, natomiast odmiana Brent spadła o 0,75% i była notowana po 42,14 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko

Head of Support

Patron FX

 

S&P 500 i zyski firm

S&P 500 i zyski firm 9

Indeks S&P 500 pokonał tygodniowy opór 2120-2137. Do 29 lipca ponad 25% firm wchodzących w skład indeksu S&P 500 opublikowało swoje wyniki finansowe, które na pierwszy rzut oka wydają się bardzo ciekawe, ponieważ ponad 60% z nich zanotowało lepsze zyski od zakładach. Jednakże w szerszej perspektywie wyniki są tragiczne, bynajmniej zyski spółek spadają już piąty kwartał z rzędu.

S&P 500 i zyski firm 10

Pierwszym czynnikiem, który doprowadził do wzrostów na giełdzie jest dalsze luzowanie polityki monetarnej przez główne Banki Centralne na świecie.

Kolejnym czynnikiem odpowiadającym za nowe wzrosty na giełdzie jest skup akcji własnych prowadzony przez amerykańskie przedsiębiorstwa. Premia zarządu jest często zależna od ceny akcji na giełdzie. Jednak jest to działanie tylko krótkoterminowe, w długim terminie niewątpliwie doprowadzi do nieprzyjemności na giełdzie.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

S&P 500 i zyski firm

Do 29 lipca ponad 25% firm wchodzących w skład indeksu S&P 500 opublikowało swoje wyniki finansowe, które na pierwszy rzut oka wydają się bardzo ciekawe, ponieważ ponad 60% z nich zanotowało lepsze zyski od zakładach. Jednakże w szerszej perspektywie wyniki są tragiczne, bynajmniej zyski spółek spadają już piąty kwartał z rzędu. Więcej w komentarzu Mateusza Groszka, młodszego analityka Admiral Markets

Ustawa frankowa

Ustawa frankowa 11

Dzisiejszego poranka pojawiła się informacja na temat prezentacji planu dotyczącego ustawy frankowej, rodzima waluta odetchnęła z ulgą. Najnowszy projekt ustawy ma być łagodny dla sektora bankowego, ponieważ zakłada konieczność zwrotu tylko naliczonych spreadów. Koszt całego planu zamiast 70 mld PLN wyniesie niespełna kilka miliardów złotych. Jednak powyższa informacja została opublikowana przez jedną z polskich gazet, natomiast szczegóły planu będą dopiero po godzinie 11:00 dzisiejszego dnia.

Polski złoty na trwałe pokonał strefę tygodniowego wsparcia 4.373-4.397. Aktualnym celem sprzedających jest kolejna strefa popytu 4.314-4.331. Bazowym scenariuszem pozostanie dalsze umacnianie złotego względem euro.

Sfinks zwiększył zysk netto o 124% w pierwszej połowie roku

Sfinks Polska, spółka zarządzająca największą w Polsce siecią restauracji typu casual dining Sphinx oraz sieciami WOOK i Chłopskie Jadło, po pierwszym półroczu obejmującym okres od 1 grudnia 2015 do 31 maja 2016 r. wypracowała jednostkowe przychody ze sprzedaży w wysokości 89,03 mln zł, co stanowi wzrost o 6% r/r. Jednocześnie spółka zwiększyła zysk netto o 124% r/r do 6,61 mln zł. Sfinks osiągnął przy tym jednostkowy wynik EBITDA na poziomie 9,20 mln zł wobec 10,89 mln zł w pierwszym półroczu 2015 r. Kapitały własne spółki na koniec maja 2016 r. wzrosły do 12,82 mln zł. Od początku roku Sfinks zyskał 8 nowych restauracji, m.in. przejął kultowy pub Bolek w Warszawie. Spółka ma już podpisane umowy na kolejnych 6 lokali.

Wyniki finansowe Sfinks Polska SA– Konsekwentnie pracujemy nad realizacją naszej strategii, której podstawą jest rozwój w oparciu o rentowną sieć. Regularnie otwieramy nowe restauracje o dużym potencjale, ale też systematycznie weryfikujemy efektywność istniejących restauracji i na tej podstawie podejmujemy decyzje o remontach lub zamknięciach lokali. W pierwszym półroczu tego roku dotyczyło to 10 restauracji, co jest widoczne w naszych przychodach. Szczególnie cieszy nas wzrost obrotów Chłopskiego Jadła. Ten rok po wielu latach pracy będzie przełomowy dla tej marki – komentuje Sylwester Cacek, prezes zarządu Sfinks Polska SA.

W 2016 r. spółka otworzyła nowe restauracje Sphinx w Katowicach, Sopocie, Gnieźnie, Galerii Łódzkiej, CH Nova w Gorzowie Wielkopolskim oraz w zabytkowych wnętrzach na Dworcu PKP we Wrocławiu. Uruchomiona została także nowa restauracja Chłopskie Jadło w Olsztynie. Zrealizowano jednocześnie generalne remonty w restauracjach Sphinx na krakowskim rynku oraz centrach handlowych Manufaktura w Łodzi i Targówek w Warszawie. W przygotowaniu jest 6 kolejnych lokali m.in. Sphinx w Warszawie i Poznaniu oraz Chłopskie Jadło we Wrocławiu i Bydgoszczy. Sfinks jest obecnie również właścicielem kultowego lokalu w Warszawie – Pubu Bolek.

– Dostaliśmy ofertę i zdecydowaliśmy się na przejęcie Bolka. Jest to rozpoznawalna marka i uznane miejsce na mapie gastronomicznej stolicy. Chcemy je rozwijać z zachowaniem jego tradycyjnego charakteru. Już zakończyliśmy tam gruntowny remont, a wprowadzone modernizacje zostały bardzo pozytywnie odebrane przez klientów. Nie zamierzamy jednak budować sieci na bazie tej marki. Obok wzrostu sprzedaży jest to dla nas sposobność na poszerzenie portfolio o dobrze działającą restaurację i osiąganie przy okazji synergii biznesowych. To przykład, że Sfinks może rozwijać się także w oparciu o przejęcia kultowych niesieciowych restauracji, których właściciele po wielu latach ciężkiej pracy w tym biznesie chcą nieco zwolnić tempa – komentuje Sylwester Cacek.

Sfinks, zgodnie z założeniami strategii rozwoju, weryfikuje rynek także pod kątem potencjalnych akwizycji sieci restauracji. Prowadzi obecnie negocjacje ze spółkami Cafe Contact oraz Inwento dotyczące zakupu marek „Meta Seta Galareta”, „Meta Disco” oraz „Funky Jim”. Spółka konsekwentnie prowadzi też działania ukierunkowane na zwiększanie wyników na bazie istniejącej sieci. W restauracjach Sphinx wprowadzono nowe menu główne zawierające liczne nowości nawiązujące do orientalnego charakteru sieci oraz wzbogaconą ofertą steków. Klienci mogą też systematycznie kosztować nowych potraw na bazie ofert sezonowych wdrażanych zarówno w restauracjach Sphinx, jak i Chłopskie Jadło. Prowadzone są też różnego rodzaju akcje i konkursy promocyjne. W restauracjach Sphinx testowany był nowy program dla stałych klientów – Aperitif, uczestnictwo w którym pozwala na zakup wszystkich napojów z 40-procentową zniżką. Jego pełne wdrożenie przypadło już na III kwartał br. Sfinks jest też bliski wprowadzenia usługi delivery.

– Jesteśmy w trakcie bardzo obiecujących testów tej usługi w naszej restauracji Chłopskie Jadło w Poznaniu. Posiłki są dowożone na bazie dedykowanego menu w pojemnikach zgrzewanych folią, co pozwala na utrzymanie wysokiej temperatury dania przez dłuższy czas. Wstępne rezultaty po pierwszym miesiącu testów sprawiają, że już rozważamy wdrożenie usługi delivery w całej sieci, a także rozpoczęcie testów w restauracjach Sphinx i WOOK – zapowiada prezes Sfinksa.

Grupa Sfinks Polska w okresie 1 grudnia 2015 – 31 maja 2016 osiągnęła skonsolidowane przychody ze sprzedaży w wysokości 91,2 mln zł, co oznacza wzrost o 6% r/r. Grupa w okresie tym zwiększyła skonsolidowany zysk netto o 142% r/r do poziomu 6,38 mln zł i wypracowała EBITDA w wysokości 9,03 mln zł wobec 10,65 mln zł w pierwszej połowie 2015 r.

BioMaxima S.A. wyniki finansowe w pierwszym półroczu 2016 r.

BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, wypracowała 196 tys. zł zysku netto w 2 kw. 2016 r. przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 5.711 tys. zł. Emitent zamierza kontynuować przyjęty plan konsolidacji sektora biotechnologicznego oraz rozwijać sprzedaż na rynkach zagranicznych.

Spółka po dwóch kwartałach br. zanotowała zysk netto w wysokości 641 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 11.930 tys. zł. W analogicznym okresie 2015 r. zysk netto Emitenta wynosił 733 tys. zł, a wartość przychodów ze sprzedaży sięgnęła 11.107 tys. zł. Nieznaczne obniżenie zysku netto było wynikiem spadku bardzo rentownych zamówień dla kontrahenta z Danii oraz wzrostu wynagrodzeń w związku z dynamicznym rozwojem Działu Handlowego i zatrudnieniem nowych pracowników. Zarząd BioMaxima S.A. przewiduje jednak wyraźny wzrost wypracowanego zysku netto w 4 kw. 2016 r., bowiem w fazie dużego zaawansowania znajduje się kilka istotnych kontraktów sprzedażowych skierowanych poza rynek szpitalny. Emitent realizuje także kolejne zamówienia od nowych dystrybutorów m.in. z Palestyny, Ukrainy, Somalii, Indonezji, Afganistanu, Pakistanu, Peru i Niemiec oraz prowadzi rozmowy z nowymi partnerami handlowymi, z którymi planowane jest nawiązanie relacji biznesowych.

Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.
Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

„Pierwsze półrocze ubiegłego roku było nastawione na duże oszczędności kosztowe, natomiast aby Spółka się rozwijała należy inwestować, również w pracowników, stąd wyższe koszty wynagrodzeń.” – mówi Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Spółka kontynuuje proces konsolidacji sektora biotechnologicznego, czego potwierdzeniem jest podpisany w czerwcu 2016 r. list intencyjny w sprawie nabycia 80% udziałów w dwóch rumuńskich spółkach – QIAS MED oraz ISTAR, zajmujących się sprzedażą aparatury, testów, odczynników, mikrobiologii oraz wyposażenia laboratoriów. Wartość planowanej transakcji ma sięgnąć 160 tys. EUR. W lipcu br. przeprowadzany był audyt obu podmiotów. BioMaxima S.A. po pozytywnej finalizacji transakcji przejęcia ma zamiar rozpocząć proces konsolidacji tych spółek oraz własnej spółki Roco Sistem i powołać nowy podmiot – BioMaxima Romania srl. Dzięki temu Emitent będzie mógł efektywnie umacniać swoją pozycję rynkową w Rumunii.

BioMaxima S.A. pozostaje nadal aktywna w zakresie dotacji unijnych, a złożony przez nią wniosek w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, Działanie 2.1 „Wsparcie Inwestycji w Infrastrukturę B+R Przedsiębiorstw” przeszedł pozytywnie ocenę formalną i został skierowany do oceny merytorycznej. Łączna kwota kosztów kwalifikowanych w tym projekcie wynosi 3.840 tys. zł, a kwota ewentualnej dotacji sięga 2.294 tys. zł. Spółka otrzymała również dofinansowanie w wysokości ponad 99 tys. zł z PARP-u w ramach Działania 1.4 „Wzór na konkurencję” na realizację projektu: Wykorzystanie procesu projektowania wzorniczego drogą do zwiększenia potencjału innowacyjnego przedsiębiorstwa BioMaxima S.A. Uzyskanie dotacji w pierwszym etapie konkursu jest warunkiem koniecznym do ubiegania się o dofinansowanie w drugim etapie, w którym maksymalne dofinansowanie wynosi do 3 mln zł (65% kosztów kwalifikowanych). Emitent po przeprowadzeniu audytu wzorniczego planuje przystąpić do drugiego etapu konkursu na jesieni 2016 r. Realizacja tego projektu będzie miała olbrzymie znaczenie dla dalszego rozwoju Spółki.

„W tym tygodniu powinniśmy otrzymać raport biegłego rewidenta z badania obu spółek rumuńskich, który będzie obejmował ubiegły rok i pierwsze półrocze 2016 r. Zgodnie z podpisanym listem intencyjnym postaramy się sfinalizować transakcję do końca sierpnia. Zakup tych spółek pozwoli również zwiększyć sprzedaż BioMaxima na rynku rumuńskim. Ewentualne dofinansowanie w II etapie pozwoli nam poprawić konkurencyjność wyrobów Spółki i zainwestować w nowoczesny sprzęt produkcyjny. Liczymy również na ewentualną dotację dla Centrum Badawczo-Rozwojowego BioMaxima, gdzie nasz wniosek przeszedł już ocenę formalną. Czekamy na stanowisko w zakresie naszego wniosku dotyczącego opracowania testów do oznaczania lekooporności. Składamy także wniosek w działaniu Go To Brand na wsparcie eksportu. Są to wszystko działania służące dynamicznemu rozwojowi Spółki w krótszej oraz dłuższej perspektywie czasowej.” – podsumowuje Prezes Lewczuk.

BioMaxima S.A. wypłaci swoim Akcjonariuszom dywidendę z zysku wypracowanego w 2015 r. w kwocie 0,20 zł na akcję. Dzień ustalenia prawa do dywidendy przypada na 31 sierpnia 2016 r., a jej wypłata nastąpi w dniu 16 września 2016 r. Akcjonariusze BioMaxima S.A. otrzymają łącznie 608 tys. zł, czyli blisko 42% zysku netto wypracowanego w 2015 r. Rok temu Spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 0,10 zł na akcję.

Czy dalsze spadki cen ropy zostaną powstrzymane?

W zeszłym tygodniu doszło do mocnej przeceny na rynku ropy naftowej ze względu na wzrost amerykańskich zapasów, który zaskoczył rynek. Zapasy wzrosły aż o 1,7 mln baryłek a spodziewano się spadku o 2,5 mln baryłek, pozostając na najwyższym od 20 lat sezonowym poziomie. Ogólnie lipiec był najgorszym w tym roku miesiącem dla ropy, a ceny amerykańskiej odmiany WTI spadły aż o ponad 14 proc. Utrzymywanie się zapasów na najwyższym od 20 lat poziomie, rosnąca od 5 tygodni ilość działających, amerykańskich wiertni, spadająca konsumpcja ropy na Bliskim Wschodzie i słabe kwartalne wyniki zaraportowane przez takie koncerny jak Exxon Mobil Corp. czy Royal Dutch Shell Plc. – to wszystko wskazuje, iż nieprędko zobaczymy koniec przeceny na rynku paliw. Ropa WTI handluje obecnie nieco powyżej 40,5 dolarów za baryłkę, o ponad 5,5 proc. niżej niż tydzień temu. Ropa Brent handluje obecnie nieco powyżej 42,5 dolarów za baryłkę, również o ponad 5,5 proc. niżej niż tydzień temu.

W zeszłym tygodniu dolar amerykański stracił na wartości do większości walut przez gołębi komunikat Fed-u odnośnie stóp procentowych oraz słaby odczyt amerykańskiego PKB za II kwartał roku. Fed na środowym posiedzeniu nie zmienił swojego zachowawczego stosunku do dalszych podwyżek stóp w tym roku. Natomiast amerykańskie PKB w II kwartale wzrosło jedynie o 1,2 proc. wobec oczekiwanego wzrostu o 2,6 proc. (odczyt annualizowany). Taki odczyt odsunął jeszcze bardziej w czasie ewentualną podwyżkę stóp procentowych w USA, a kontrakty terminowe na stopę procentową dają już mniej niż 40 proc. szans, iż taka podwyżka nastąpi w tym roku. Te same kontrakty wskazują dopiero wrzesień przyszłego roku jako pierwszy realny termin podwyżki (szanse powyżej 50 proc.). Para EURUSD zyskała w zeszłym tygodniu ponad 1,6 proc. i jej notowania zbliżają się obecnie do poziomu 1,12. Para USDPLN straciła w zeszłym tygodniu ponad 1,7 proc. i handluje obecnie poniżej poziomu 3,90.

Największym beneficjentem zeszłego tygodnia był japoński jen, który zyskał do większości walut po tym jak Bank Japonii wprowadził, znacznie mniejszą od oczekiwań, zmianę do swojego planu poluzowywania pieniężnego. Wbrew oczekiwaniom inwestorów, gubernator Banku Japonii – Haruhiko Kuroda, nie zdecydował się jednak wesprzeć rządowego pakietu fiskalnego polityką monetarną, co gwałtownie umocniło jena. Para USDJPY straciła w zeszłym tygodniu ponad 3,2 proc. i obecnie ociera się o poziom 102 jenów. Para UERJPY straciła ponad 1,7 proc. i obecnie handluje nieco powyżej poziomu 114 jenów. Para GBPJPY straciła ponad 2,9 proc. i obecnie handluje w pobliżu poziomu 135 jenów.

W tym tygodniu uwaga skupi się na czwartkowym posiedzeniu Banku Anglii. Szanse na obniżenie stóp procentowych na tym posiedzeniu są niemal 100 proc., po tym jak produkcyjne i usługowe odczyty PMI drastycznie spadły.  Kluczowa dla rynków będzie skala obniżki (większość analityków widzi tu 25 punktów bazowych) oraz czy Bank zdecyduje się na wprowadzenie dodatkowego pakietu stymulacyjnego w formie zakupu aktywów lub udostępnienia linii kredytowej dla brytyjskich banków komercyjnych. Inwestorzy będą również oczekiwali na piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy, gdzie oczekuje się przyrostu 175 tys. nowych miejsc pracy w lipcu. Słabszy odczyt byłby kolejną przesłanką do zmniejszenia szans na podwyżkę amerykańskich stóp procentowych jeszcze w tym roku.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Rejestry kredytowe – stracimy z nimi czy zyskamy?

Czy obsługa klientów indywidulanych korzystających z kredytów  mogłaby odbywać się w dzisiejszych realiach bez sprawnie działających systemów wymiany informacji kredytowej?  Czym jest ów system? Kto i jakie czerpie z niego korzyści? Czy jest to tylko standard polski czy może europejski? I czy w ogóle przysłowiowego Kowalskiego powinno to interesować?

Aby zrozumieć podstawowy cel wymiany informacji kredytowej wystarczy odpowiedzieć sobie na  proste pytanie. Czy pożyczylibyśmy pieniądze osobie, o  której nic nie wiemy? Dodajmy, że chodzi o pieniądze, które nie należą do nas i na pewno będziemy musieli je po jakimś czasie oddać? Najprawdopodobniej nasza decyzja byłaby negatywna. Jeśli jednak ktoś zdecydowałby się je pożyczyć wziąłby na siebie ogromne ryzyko. Taką sytuację można przenieść wprost na relacje bank – klient. Po jednej stronie mamy kredytodawcę, który chciałaby wiedzieć o swoich klientach jak najwięcej, a po przeciwnej klienta, którego doświadczenie na rynku kredytowym, liczba ewentualnych zobowiązań i rzetelność pozostają niewiadomą.  Gdzieś pośrodku znajduje się rejestr kredytowy, do którego banki bądź inne instytucje udzielające kredytów i pożyczek przekazują informacje o zobowiązaniach swoich klientów i terminowości ich spłat.

Komu służą rejestry kredytowe?

Korzyść z istnienia rejestrów kredytowych dla sektora bankowego tak w Polsce jak i każdym innym kraju jest oczywista – kompleksowa  wiedza na temat klienta, a więc ograniczenie ryzyka nietrafionej decyzji, a jednocześnie usprawnienie procedur i stopniowe obniżanie kosztów.  Korzyści odnajdziemy również w warstwie społecznej. Dostęp do pełnej informacji o klientach zobowiązuje banki i inne instytucje do odpowiedzialnego kredytowania, a klientów do odpowiedzialnego pożyczania wskazując skalę ich aktualnych osobistych zobowiązań i chroniąc ich tym samym przed nadmiernym zadłużaniem się.

Twoje 100% wpływu na historię kredytową

Czy przysłowiowy Kowalski czuje się pełnoprawnym uczestnikiem systemu wymiany informacji kredytowej? Raczej nie, a w rzeczywistości nim jest i ma 100% wpływu na to jakie informacje na jego temat w tym systemie się znajdują. W Polsce rejestrem kredytowym gromadzącym dane z całego sektora kredytowego jest Biuro Informacji Kredytowej czyli tzw. BIK. Istnienie centralnego zbioru, do którego przekazywane są informacje kredytowe powoduje, że wymiana danych o klientach instytucji bankowych nie ogranicza się do nich samych. Każdy z nas ma swobodny dostęp do informacji na swój temat jakie zostały przekazane do BIK.

Co z tego wynika – dla nas?

  • Trzymamy rękę na pulsie i monitorujemy poprawność danych przekazywanych na nasz temat przez banki do BIK. Możemy to robić dowolnie często, bez wychodzenia z domu, dzięki serwisowi bik.pl
  • Budujemy pozytywną historię kredytową, która jest potwierdzeniem naszej rzetelności i najlepszym argumentem do negocjacji z bankiem.
  • Możemy szybciej i łatwiej otrzymać kredyt.
  • Zweryfikujemy, czy kredyt, który poręczyliśmy jest spłacany w terminie.
  • Online, bez opłat, w dowolnym miejscu i czasie zastrzeżemy swój dowód osobisty.
  • Chronimy się przed wyłudzeniem kredytu na nasze dane.

Po co budować historię kredytową

Wielu osobom BIK może kojarzyć się negatywnie i traktują tą instytucję jak przysłowiową „czarną listę”. Tu konieczne jest wyjaśnienie. Ok 90% informacji zgromadzonych w BIK to dane pozytywne, więc jest to raczej „biała lista”.

Rejestr kredytowy –  to polski pomysł na ryzyko?

Instytucja taka jak BIK nie jest wymysłem jedynie polskiego sektora bankowego. Rejestry kredytowe od dawna istniały za granicą i wpisały się w krajobraz branży finansowej w szerszym zakresie niż w Polsce. Z tego też powodu budowanie historii kredytowej czy własnego scoringu dla obywatela Niemiec, Wielkiej Brytanii czy USA jest standardem, o czym przekonują się Polacy wyjeżdzający na stałe do innych krajów. W Wielkiej Brytanii historię kredytową możemy zweryfikować m.in. w trzech głównych biurach Callcredit (www.callcredit.co.uk),  Experian (www.experian.co.uk), Equifax (www.equifax.co.uk). W każdym z nich otrzymamy raport kredytowy, scoring, ochronę przed wyłudzeniem kredytu w postaci alertów lub ostrzeżeń.  Większość produktów, poza okresem próbnym czy testowym, jest płatna. W Polsce – w BIK – podobnie, możesz bezpłatnie otrzymać  informacje ustawową raz na pół roku, założyć konto, uruchomić funkcję zastrzegania. Jeśli chcesz mieć dostęp do raportu w każdej chwili, chcesz zadbać o swoje bezpieczeństwo i ustrzec się wyłudzenia na Twoje dane kredytu musisz ponieść  symboliczne w stosunku do potencjalnych zysków opłaty.

Dużo lub jeszcze więcej danych w bazie

Najstarsze europejskie biuro kredytowe Schuffa działa w Niemczech. Każdy Niemiec ma dostęp do części klienckiej w Schuffie zwanej meineSCHUFA, w której otrzyma raport kredytowy, scoring, powiadomienia o zmieniającej się historii kredytowej czy specjalny raport o wiarygodności najemcy – dla rynku wynajmu mieszkań. Włoski serwis Mister Cedit (www.mistercredit.it) proponuje dodatkowo usługi doradcze, aplikacje do zarzadzania finansami czy ochronę karty kredytowej. Rejestry kredytowe funkcjonują również w Skandynawii. W Szwecji minUC (www.uc.se) oferuje raport kredytowy, który poza danymi odnośnie kredytów zawiera również informacje o posiadanych nieruchomościach czy zarobkach. W Finlandii Omatieto (www.omatieto.fi) udostępnia historię i scoring, ale także raport o najemcy zawierający dane o zatrudnieniu i możliwość sprawdzenia przyszłego pracodawcy. Dwa wspomniane wcześniej rejestry czyli  Experian (www.experian.com) i Equifax (www.equifax.com) świadczą swoje usługi również w USA. Nie można pominąć TransUnion (www.transunion.com ) i Fico (www.fico.com) – które na rynku amerykańskim poza raportami z historią kredytową, scoringiem  i ostrzeżeniami dostarczają szerszy zakres usług związany z ochroną tożsamości, np. monitorowanie Internetu pod kątem nielegalnego wykorzystania danych, „lost wallet protection”, czyli pomoc w przypadku utraty ważnych dokumentów, „security freeze”- rozwiązanie umożliwiające  zablokowanie dostępu do swojego raportu kredytowego dla instytucji kredytujących, czy nawet powiadomienie o tym, że w okolicy zameldowała się osoba skazana za przestępstwa seksualne.

Korzystając z usług finansowych, należy mieć świadomość, że historia kredytowa to potwierdzenie naszej wiarygodności, a to czy jest pozytywna czy negatywna zależy wyłącznie od nas samych. Rejestry kredytowe zarówno BIK w Polsce jaki i wiele innych za granicą rejestrują nasze wszystkie działania kredytowe. Z właściwym podejściem, dzięki rejestrom kredytowym możemy tylko zyskać.

Michał Ajchel: Zarządzanie energią będzie bardziej inteligentne

Michał Ajchel, Dyrektor Pionu Energetyki w Schneider Electric Polska
Michał Ajchel, Dyrektor Pionu Energetyki w Schneider Electric Polska

Nadchodzące lata będą kluczowe pod względem zmian w sposobie zarządzania energią w Polsce i na świecie. Rosnąca rola rozproszonych źródeł energii i tej pochodzącej ze źródeł odnawialnych sprawia, że będą one miały istotny wpływ na działanie sieci energetycznych. W obszarze przesyłu i dystrybucji energii będziemy zmierzać w kierunku jeszcze większej optymalizacji pracy sieci, efektywnego rozdziału oraz zwiększenia bezpieczeństwa zasilania – mówi Michał Ajchel, Dyrektor Pionu Energetyki w Schneider Electric Polska.

Przyszłość zarządzania energią

Obecne trendy wskazują, że na całym świecie operatorzy sieci energetycznych stają przed dużym wyzwaniem, jakim jest integracja rozproszonych źródeł energii. Niemałą rolę odgrywają tutaj źródła energii odnawialnych. Biorąc pod uwagę spadające ceny technologii solarnych, przede wszystkim paneli PV, należy przypuszczać, że udział tych ostatnich źródeł będzie rozwijał się coraz dynamiczniej. Trudno jednak dziś powiedzieć jak będzie przebiegać ten proces w Polsce w związku z nową ustawą OZE. Nie mniej do starych jak i nowych sposobów produkcji energii coraz szybciej będą dołączały także nowe elementy sieci, jak magazyny energii, czy samochody elektryczne, których wpływ na pracę systemu elektroenergetycznego będzie coraz większy. Niewątpliwie wyzwaniem stanie się sposób zarządzania tak skomplikowanym systemem.

Jak poprawić jakość i przesył energii?

Nieuniknione zmiany zachodzące w infrastrukturze elektroenergetycznej sprawiają,
że operatorzy systemów energetycznych muszą zmieniać swoje strategie biznesowe, tak, aby produkowana energia mogła w sposób ciągły i bezpieczny trafiać do odbiorców końcowych. To z kolei rodzi nowe wyzwania dla producentów rozwiązań energetycznych, takich jak Schneider Electric, którzy muszą im sprostać. Dlatego, też nasza firma od lat pracuje nad rozwojem i wprowadzaniem nowych, coraz bardziej inteligentnych technologii
w zakresie przesyłu i rozdziału energii. Nowatorskimi rozwiązaniami są tutaj zaawansowane rozwiązania w dziedzinie zarówno kompleksowego zarządzania sieciami dystrybucyjnymi (systemy typu ADMS, SCADA), jak i systemami rozproszonymi, m.in. Self Healing Grid (SHG). System SHG został zresztą już kilkukrotnie doceniony w Polsce za bardzo nowatorskie i skuteczne rozwiązanie pod względem skracania czasu przerw w zasilaniu i podnoszeniu bezpieczeństwa dostaw energii. Nieplanowane przerwy w dostawie energii (mierzone współczynnikami SAIDI, SAIFI) oraz stosunkowo niska jakość energii (wyrażana często niskim poziomem napięcia) to problemy, z którymi obecnie w Polsce musimy się zmierzyć.

Przyszłością są również inteligentne transformatory Minera SGrid, które doskonale spełniają funkcje regulacyjne w sieciach ze źródłami rozproszonymi oraz w sieciach o nieco gorszych parametrach technicznych. Producenci tacy jak my, ale również zarządcy muszą śledzić i podążać za nowymi trendami, ale także przewidywać nowe kierunki i dostarczać rozwiązania, które będą skorelowane z długoterminowymi trendami na rynku oraz planami rozwoju sieci energetycznych.

Rosnące zapotrzebowanie na energię, coraz bardziej zróżnicowane i rozproszone sposoby generacji, konieczność bardziej efektywnego wykorzystania energii sprawiają, że znacząco rośnie rola zarządzania popytem. Istotnym elementem w zachowaniu równowagi energetycznej na rynku staje się Demand Response, dzięki któremu możemy redukować moc potrzebną podczas zapotrzebowania szczytowego, lub w sytuacjach kryzysowych. Demand Response jest często określany jako najczystszy, bez emisyjny sposób generacji energii. Zyskuje on coraz większe znaczenie na światowym rynku i z pewnością będzie rozwijać się również w Polsce.

Toyota zakończyła program testów flotowych nowego Priusa

Przekazanie nowej Toyoty Prius 4 generacjiToyota Motor Europe wybrała m.in. Polskę do przeprowadzenia długodystansowych testów flotowych Priusa 4. generacji we współpracy z wybranymi klientami flotowymi. Do projektu zaproszono korporację taksówkową Wawa Taxi, operatora flot Carefleet S.A. oraz sieć wypożyczalni PANEK Rent a Car.

Partnerem programu jest firma telematyczna Finder. Jej zadaniem było przeprowadzenie szczegółowych pomiarów i analiz działania układu hybrydowego oraz osiągów auta. Pomiary urządzeniem Finder Pro XP wykazały, że do prędkości 60 km/h nowy Prius w realnym użytkowaniu zużywa między 3,2 a 3,8 l/100 km, w zależności od stylu jazdy. Oficjalne dane to 3,6 l/100 km dla auta na 17-calowych kołach.

Dynamika i komfort jazdy

Test flotowy trwał 6 tygodni. Samochody były prowadzone przez wielu kierowców o różnych stylach i dynamice jazdy – managerów flotowych, pracowników oraz właścicieli trzech firm biorących udział w programie. Swoje opinie o samochodzie wyrazili także klienci firmy Wawa Taxi. Pasażerowie hybrydowej taksówki docenili auto za komfort jazdy, zaś kierowcy podkreślili, że Prius wykazuje się niskim spalaniem, dynamiką jazdy i wygodą prowadzenia oraz zapewnia wielostronne wsparcie podczas jazdy w mieście. W szczególności zwrócili uwagę na standardowe wyposażenie hybryd Toyoty w automatyczną skrzynię biegów, która w dużym stopniu ułatwia poruszanie się po mieście.

„Prius idealnie sprawdza się w ruchu miejskim. Jest naszpikowany elektroniką, ale całość jest spójna, a obsługa intuicyjna. Niesamowite wrażenia odczuwa się podczas ruszania silnikiem elektrycznym, słychać tylko szum wydobywający się spod opon” – skomentował Łukasz Karczyński, Kierownik Działu Analiz i Ryzyka Carefleet S.A.

„Toyota Prius zawsze bardzo mi się podobała. Nowa generacja pokazała, że Prius idzie z duchem czasu i ciągle rozwija się technologicznie. Na wyróżnienie zasługuje system ułatwiający parkowanie, który szczególnie sprawdził się w mieście. Zaskoczyła mnie bezprzewodowa ładowarka uwzględniająca także duże gabarytowo telefony, czego próżno szukać w innych autach” – podzieliła się swoją opinią Katarzyna Panek, rzecznik prasowy firmy PANEK Rent a Car.

„Hybrydowy test flotowy Toyoty Prius wypadł nad wyraz pozytywnie. Samochód okazał się ekonomiczny, ekologiczny i bardzo komfortowy dla naszych klientów, co zostało potwierdzone w ankietach” – podsumowała Agata Wieczorek, dyrektor strategiczny Wawa Taxi.

Najniższe spalanie potwierdzone badaniami

Systemy telematyczne firmy Finder dostarczyły analitykom obiektywnych danych o funkcjonowaniu napędu hybrydowego. Wynika z nich, że przy prędkościach miejskich, tj. do 60 km/h testowane Priusy zużywały średnio 3,2–3,8 l/100 km. Podczas jazdy z prędkością 60–90 km/h zużycie paliwa wzrastało nieznacznie i nie przekroczyło 5 l/100 km. Na autostradzie samochody rozpędzały się maksymalnie do ponad 180 km/h i wykazywały się zrywnością i dynamiczną jazdą, sprawiając kierowcom dużo przyjemności.

Z danych telemetrycznych wynika, że duże znaczenie dla oszczędności paliwa ma stopień wykorzystania silnika elektrycznego – im wyższy, tym mniejsze zużycie. Intensywne wykorzystywanie silnika elektrycznego jest możliwe dzięki wydajnemu systemowi odzyskiwania energii z hamowania. Według pomiarów testowane samochody odzyskiwały średnio 2 Wh na kilometr.

Choć nominalnie zasięg hybrydy nieładowanej z gniazdka, takiej jak nowy Prius, na silniku elektrycznym wynosi kilka km, to dzięki stałemu doładowywaniu akumulatorów uczestnikom programu udało się korzystać wyłącznie z jednostki elektrycznej przez większość czasu jazdy, jednocześnie nie rezygnując z dynamiki i znacznej prędkości.

„Mówiąc o samochodach hybrydowych we flotach, nie mówimy już o przyszłości, ale o teraźniejszości. Coraz więcej klientów sięga po to rozwiązanie, czego dowodem są kolejne kontrakty zawierane przez naszą firmę” – powiedział Mirosław Sochacki, Corporate Sales Manager Toyota Motor Poland.

Marcin Nieplowicz – branża leasingowa nastawia się na rekordowy rok

Rynek obrotu ziemią czeka zastój

Deweloperzy ciągle w dobrej kondycji

Deweloperzy mieszkaniowi w II kw. br. znów mogą pochwalić się dobrymi wynikami sprzedaży, co potwierdza stabilny popyt na mieszkania, mimo różnych zawirowań na rynku. – Spółki deweloperskie umiejętnie dopasowały podaż do popytu i od kilku lat w zasadzie nie ma problemu niesprzedanych inwestycji, niedopasowanych cen, metraży itd. – zauważa Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Duży popyt

Według danych Amron, I kw. br. okazał się już dziesiątym z rzędu okresem umiarkowanego wzrostu cen mieszkań w ujęciu rok do roku. – Na przestrzeni ostatnich trzech lat ceny transakcyjne na największych rynkach wzrosły o 5,7 proc. – podają analitycy DM mBanku. Tak dobra sytuacja przełoży się korzystnie na zyski deweloperów w kolejnych latach. Np. analitycy DM mBanku prognozują, że spółka Polnord, choć ubiegły rok zakończyła stratą netto rzędu 140 mln zł, w tym roku powinna zanotować zysk w wysokości 14 mln zł, który wzrośnie w 2017 r. do 26 mln zł. Deweloper aktualnie ma w ofercie ponad 1 300 mieszkań oraz jeden z największych banków ziemi, obejmujący prawie 160 hektarów. Prezes Zarządu Polnordu, Dariusz Krawczyk zaznacza jednak, że spółka nie zamierza z nikim „ścigać” się na liczbę sprzedanych lokali. – Przykładamy znacznie większą wagę do osiągnięcia odpowiedniego poziomu EBITDA – mówi Dariusz Krawczyk. Jego zdaniem, dobra koniunktura na polskim rynku nowych mieszkań powinna się utrzymać do końca 2017 r.

Co dziś się sprzedaje? – Inwestorzy, którzy mają spory wkład w aktualnym popycie, kupują chętnie zarówno kawalerki, jak i większe, kilkupokojowe mieszkania. Średnio mogą zarobić na tych transakcjach ok. 4-5 proc. rocznie a w niektórych przypadkach zysk ten może sięgnąć nawet 8 – 9 proc. rocznie. Z kolei osoby szukające mieszkania na własne potrzeby, z reguły posiłkując się kredytem hipotecznym, w Warszawie koncentrują się na ofertach w cenie ok. 300 – 350 tys. zł. W innych miastach pułap ten oscyluje w granicach 200 – 250 tys. zł – szacuje Dariusz Krawczyk.

Z dobrym portfolio

Według analityków spółki Euler Hermes w kolejnych latach popyt na mieszkania może zacząć hamować. – Dodatkowe obciążenia banków w postaci większej składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny oraz podatku bankowego, jak również rosnąca presja na dopasowanie długości aktywów i pasywów (20-30 letnie kredyty hipoteczne versus lokaty na 3 – 12 miesięcy), a także konieczność stosowania znacznie rozsądniejszych niż w przeszłości kryteriów oceny kredytobiorców, mają negatywny wpływ na podaż kredytów hipotecznych, a także windują ich ceny – tłumaczy Tomasz Starus.
Jak jednak zaznaczają przedstawiciele Polnordu, duże spółki z odpowiednio dobranym portfolio projektów nie mają czego się obawiać. – Mieszkania o funkcjonalnym rozkładzie, w dobrych lokalizacjach, odpowiednich metrażach i cenach zawsze znajdą nabywców, nawet jeśli czas ich sprzedaży będzie trwał dłużej – zauważa Wioletta Kleniewska, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Polnordzie.

Oblicze dzisiejszego rynku zmieni się w najbliższych latach również pod wpływem rządowego programu budowy mieszkań na wynajem, które po kilkudziesięciu latach staną się własnością najemców. – Z jednej strony to zwiększy podaż mieszkań. Z drugiej, najemcy kwalifikujący się do programu najprawdopodobniej i tak nie spełniliby kryteriów banków, a zatem nie byliby w stanie kupić mieszkania porównywalnej wielkości, czy wręcz jakiegokolwiek „M” od dewelopera – tłumaczy Tomasz Starus. Również analitycy DM mBanku przekonują, że rządowy program Mieszkanie+ będzie miał umiarkowany wpływ na spółki ze względu nie tylko na realne ograniczenie beneficjentów do osób w większości nie będących klientami deweloperów, lecz także ograniczoną skalę, którą w ich ocenie osiągnie program. – Największe ryzyka znajdują się w sferze budowy oczekiwań, mogących ograniczyć popyt na mieszkania – przekonuje Piotr Zybała, analityk DM mBanku.

Podsumowanie półrocza branży winiarskiej

Realizacja prawie dwucyfrowej dynamiki sprzedaży firmy Jantoń oraz znacząca poprawa widoczności jej produktów na rynku. Wzrost sprzedaży na poziomie 15,6% i nowa strategia rozwoju i innowacyjności firmy TiM S.A. To tylko niektóre z sukcesów Członków ZP Polska Rada Winiarstwa w pierwszym półroczu 2016 r. Widać już też wyraźnie obiecujące perspektywy dla cydrów i kolejne sukcesy rynkowe tego produktu. Może się on okazać hitem sprzedażowym tego sezonu.

Firma Jantoń pierwsze półrocze zamknęła prawie 10% dynamiką sprzedaży w stosunku do roku ubiegłego. Jest to konsekwencja zwiększenia poziomu dystrybucji jej produktów.

Po pierwszym półroczu widzimy że przyjęta wcześniej przez naszą firmę strategia rozbudowy poziomu dystrybucji naszych produktów ma pozytywny wpływ na wyniki sprzedaży i pozwala nam na większą dynamikę rozwoju, niż tempo wzrostu rynku w kolejnych okresach – tłumaczy Jacek Jantoń.

 W tym roku spółka Jantoń chce podwoić sprzedaż cydrów.  Po pierwszym półroczu i planach na drugie półrocze firma jest przekonana, że zrealizuje ten cel. W ubiegłym roku firma również zanotowała dodatnią dynamikę sprzedaży w tym segmencie.

– Jest to wypadkowa wcześniejszej strategii opartej na wysokiej jakości naszego produktów oraz wdrożeniu długofalowej strategii marketingowej, której celem jest uzyskanie 20% udziału w rynku cydru – podkreśla Prezes Jantoń.

Sukces rynkowy cydrów to też wypadkowa tego, że klienci poszukują nowych wyrobów, nowych smaków, są zainteresowani produktami pochodzącymi z całego świata.

– Pierwsze półrocze na polskim rynku cydru było stabilne – dodaje Jerzy Kwaśniewski, Prezes ZP Polska Rada Winiarska. – Co oznacza pozyskanie stałych odbiorców tego trunku. Ciepły czerwiec spowodował zdecydowany wzrost zainteresowania produktem, którego sprzedaż ma tendencję wzrostową. Mamy nadzieję, że obecny sezon letni będzie dla branży bardzo korzystny i satysfakcjonujący.

W pierwszym półroczu br. roku spółka TiM S.A odnotowała stabilną sprzedaż cydru, zarówno  w ujęciu ilościowym, jak i wartościowym. Tutaj również prognozy na sezon letni są optymistyczne i obiecujące.

Notujemy wzrosty sprzedaży Cydru Polskiego oraz linii Polskich Klasycznych w porównaniu z miesiącami zimowo-wiosennymi– powiedział Mariusza Glenszczyk, Wiceprezes Spółki, Dyrektor ds. Handlu i Marketingu TiM S.A. – Możemy z nieukrywaną satysfakcją ogłosić też, że spółka w pierwszym półroczu br. wypracowała wzrost sprzedaży na poziomie 15,6%. Jest to o tyle budujące dla nas jako dla organizacji, że cała branża winiarska w zeszłym roku zanotowała przyrost na poziomie 8-9%.

Firma TiM S.A. podkreśla też, że stawia sobie ambitne plany, nie tylko sprzedażowe, które  zakładają ciągły, dynamiczny progres firmy w oparciu przede wszystkim o stabilne warunki towarzyszące prowadzonej działalności. Umacnia swoje wiodące brandy takie jak wino marki CONO SUR (ta marka  jest w tym roku oficjalny sponsor TOUR DE FRANCE) , Cydr Polski oraz linia Polskie Klasyczne, wina: OAK VIEW, CUDGEE CREEK, TIERRA AUFERA, PANUL czy PORTADA.  Sprzedaż tych marek firma wspiera własnymi działaniami (promocje sprzedażowe, reklama) oraz  współpracą z agencją PR oraz agencją social media.

Świętując sukcesu warto pamiętać jednak i o wyzwaniach. Wiele wskazuje na to, że w najbliższym czasie dla branży winiarskiej w Polsce będzie ich sporo. Planowane zmiany w prawie, ryzyko zmian kursu walut to tylko niektóre zagrożenia, z którymi zapewne przyjdzie się zmierzyć producentom, importerom i dystrybutorom wina i napojów winiarskich.

Ustawa antyterrorystyczna wprowadza niejawność działań służb. To zwiększy ich skuteczność

0

CEO Magazyn Polska

Ustawa antyterrorystyczna jest przykładem nowego modelu zarządzania służbami i informacjami pozyskanymi przez służby, a szef ABW stał się ich dyspozytorem i koordynatorem – ocenia Dariusz Wasiak z Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu. Rzecznik Praw Obywatelskich wskazywał, że nowe regulacje łamią wolności i brak jest nad nimi kontroli. Niejawność może jednak poprawić skuteczność działań służb.

Przepisy ustawy o działaniach antyterrorystycznych weszły w życie 25 lipca. Jedną ze zmian jest obowiązek podawania danych osobowych przy kupowaniu kart przepłaconych na telefony komórkowe. Zdaniem eksperta to zmiana niezbędna dla skutecznego działania służb.

W ten sposób pozyskują one informacje o abonentach, a to skraca czas reakcji na usunięcie ewentualnego zagrożenia wywołanego m.in. zgłoszeniem telefonicznym. Niewątpliwie jest to regulacja potrzebna, wskazuje nowy model zarządzania służbami i informacjami pozyskanymi przez specsłużby. Przede wszystkim zwiększa efektywność działania służb – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dariusz Wasiak, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej we Wrocławiu.

Użytkownicy mają czas na zarejestrowanie danych osobowych wcześniej zakupionych kart pre-paid do lutego 2017 roku. Abonenci muszą podać imię, nazwisko i PESEL albo serię i numer dokumentu tożsamości, a cudzoziemcy spoza Unii – numer paszportu lub karty pobytu.

Wprowadzono nowy model zarządzania służbami i informacjami przez nie pozyskanymi. Zwiększa to efektywność działania służb i umożliwia szybsze reagowanie na informacje przekazane telefonicznie, ponieważ można zidentyfikować podmiot, który wykonuje połączenie. Jest oczywiście możliwość ominięcia struktury rejestracyjnej, ale będą to znikome elementy, które będą pod nadzorem służb – mówi wykładowca WSB we Wrocławiu.

Wzmożona kontrola obywateli, choć uzasadniona zagrożeniem terroryzmem, wzbudza duże kontrowersje. Wskazywano, że narusza prawa, które gwarantuje konstytucja.

Niemniej jednak daje ona takie uprawnienia ustawodawcy właśnie w ramach ważenia zagrożenia. Jak wskazuje ustawa, są nim zagrożenia terrorystyczne, element dekodujący stan bezpieczeństwa – zaznacza Wasiak.

Rzecznik Praw Obywatelskich wskazywał, że działania organów ścigania i służb, zwłaszcza te realizowane w warunkach niejawności, pozostają w konflikcie z prawem do prywatności, wolnością komunikowania się, ochroną autonomii informacyjnej, a także konstytucyjną gwarancją sądowej ochrony praw jednostki. Dlatego istotne jest dobre uregulowanie praw służb. Takich w ocenia RPO w polskiej ustawie antyterrorystycznej brakuje.

Rzecznik stoi na stanowisku, że właśnie ta niejawność jest elementem, który rodzi podejrzenia o mogące wystąpić nieprawidłowości, ale skuteczne działania zapobiegające tym wydarzeniom mają się opierać właśnie na tej niejawności. Im mniejszy krąg osób będzie o tych informacjach wiedział, tym większa będzie skuteczność – analizuje Wasiak.

Ustawa porządkuje też koordynację działania służb. Dostęp do wszystkich informacji będzie mieć szef Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Tym samym zostanie wprowadzony nowy model zarządzania służbami i pozyskiwanymi od nich informacjami.

Uważam, że to słuszne działanie – podkreśla ekspert. – Również w innych krajach służby opierają się na niejawności. Należy jednak wskazać, że tylko od kompetencji tych osób zależy, czy ta niejawność zostanie odpowiednio wykorzystana.

Wprowadzenie przez Ministerstwo Rozwoju zmian dotyczących OFE może dać polskiej giełdzie impuls do wzrostów

CEO Magazyn Polska

Zaproponowane przez ministra rozwoju Mateusza Morawieckiego zastąpienie OFE przez konta emerytalne oraz Fundusz Rezerwy Demograficznej teoretycznie mogą dać impuls do wzrostów polskiej giełdzie. Mają bowiem oznaczać inwestycje w akcje i obligacje korporacyjne. Plan wicepremiera obarczony jest jednak ryzykiem, czy kolejne miliardy złotych nie znikną w dziurze budżetowej.

– To po raz pierwszy jest jakaś istotna informacja, która może zakończyć już ten trwający dwa albo nawet trzy lata od poprzedniej reformy OFE okres niepewności na tym rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jarosław Niedzielewski, dyrektor Departamentu Inwestycji Investors TFI. – Jeżeli wszystkie, nie tylko związane z OFE, projekty Ministerstwa Rozwoju, które zostały ostatnio przedstawione, rzeczywiście urzeczywistnią się, to może się okazać, że na polskiej giełdzie będzie za 2–3 lata zdecydowanie lepiej, niż do tej pory inwestorzy uważali.

Dwa lata temu Polacy po raz pierwszy musieli zdecydować, czy chcą, by niewielką cześć ich składki emerytalnej (2,92 proc.) była odprowadzana do OFE, czy wraz z pozostałą częścią składki (razem 7,3 proc.) na tzw. II filar zapisywana na subkoncie w ZUS. Od 1 kwietnia do końca lipca br. można było zmienić podjętą wcześniej decyzję. Prawdopodobnie po raz ostatni, bo zgodnie z zapowiedziami rządu do 2018 roku OFE przestaną istnieć.

– Mimo że OFE już nie będzie w takiej formie działało jak do tej pory, to biorąc pod uwagę wszystkie plany, jeżeli oczywiście dojdą do skutku i będą tak wyglądały jak chce tego Ministerstwo Rozwoju, to rzeczywiście może to być dobry moment dla polskiej giełdy i rynku kapitałowego, a w szczególności rynku obligacji korporacyjnych, który może na tym sporo zyskać – przekonuje Niedzielewski.

Według zapowiedzi ministra Morawieckiego pozostałe w OFE 140 mld zł miałyby zostać podzielone. Ćwierć tej kwoty zostanie przekazana na Fundusz Rezerwy Demograficznej (ekonomiści ostrzegają, że jest to kwota, która może zniknąć na wypłaty bieżących świadczeń). Reszta ma trafić na indywidualne konta, przy czym 25 proc. może zostać wypłacone w momencie przejścia na emeryturę, a reszta w miesięcznych ratach.

– Te nowe pieniądze, które mogą przyjść na rynek kapitałowy z nowych programów, które zostały ogłoszone i których projekty dopiero, to tych pieniędzy na razie nie ma – studzi emocje Niedzielewski. – To są tylko plany i zapowiedzi, do których nie jesteśmy w stanie jeszcze się odnieść, ponieważ tam na dzisiaj nie ma żadnych pieniędzy. Na dzisiaj pieniądze są w OFE.

Udział w aktywach Funduszu Rezerwy Demograficznej zwiększą zwłaszcza obligacje korporacyjne polskich firm. Po reformie do FRD trafić mają papiery o wartości ok. 14 mld zł (cały fundusz obecnie ma uzbierane ok. 18 mld zł). Obecnie w obligacjach firm ulokowane jest mniej więcej 100 mln zł. Natomiast akcje z OFE znaleźć się mają w części przypisanej bezpośrednio oszczędzającym na emeryturę.

– Na pewno wiele z tych podmiotów, które się zmienią z OFE czy z zarządzających OFE towarzystw emerytalnych w fundusze inwestycyjne zostanie włączonych do banków, w tych bankach, w których dzisiaj są w obrębie, i TFI, mają własne TFI i mają własne OFE – one zostaną połączone – wyjaśnia dyrektor Departamentu Inwestycji Investors TFI. – Nie jest tak, że branża nagle dostanie kilkunastu nowych uczestników, tylko większość z nich jednak zostanie włączona w dzisiejszy krwiobieg rynku finansowego w Polsce, więc drastycznych zmian rentowności branży nie powinno być.

Polska potęgą drobiarską. Dynamicznie rośnie produkcja i eksport mięsa

CEO Magazyn Polska

Polska jest europejskim liderem w produkcji mięsa drobiowego. W ubiegłym roku wyniosła ona ponad 2,3 mln ton, w tym może być o 300 tys. ton większa – szacują eksperci Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Dynamika wzrostu eksportu może być jeszcze większa – prognozy mówią o ponad 18-proc. wzroście. Na eksport trafia ponad 40 proc. produkcji.

Eksport w produkcji drobiarskiej i jajczarskiej to bardzo istotny element działalności, bo poziom produkcji znacznie przekracza możliwości zagospodarowania krajowego rynku – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rajmund Paczkowski, prezes Krajowej Rady Drobiarstwa – Izby Gospodarczej (KRD-IG). – Mięsa drobiowego musimy wysyłać co najmniej 40 proc., a jajek nawet ponad 40.

Według Głównego Urzędu Statystycznego ubiegły rok był bardzo udany dla producentów drobiu. Największe krajowe zakłady zatrudniające ponad 50 osób wyprodukowały łącznie ponad 2,1 mln ton tego rodzaju mięsa (całość produkcji to ponad 2,3 mln ton). Wzrosła także sprzedaż zagraniczna, która wyniosła aż 909 tys. ton, co stanowiło 42 proc. całego wolumenu produkcji.

Od dwóch lat jesteśmy czołowym producentem mięsa drobiowego w Unii Europejskiej, wytwarzamy najwięcej. Za nami jest Francja z około 2 mln ton – potwierdza Rajmund Paczkowski. – Wyniki wysyłki zagranicznej świadczą o wysokiej jakości naszych produktów. Obecnie nie ma zarejestrowanych przypadków, które świadczyłyby o wadach polskiego mięsa drobiowego i jaj.

Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej ocenia, że w tym roku produkcja wzrośnie o 10 proc. (do poziomu ponad 2,6 mln ton), a eksport – o 18 proc. Już po pierwszych czterech miesiącach roku wynik był znacznie lepszy niż rok temu (ok. 323,2 tys. ton wobec 276,5 tys. ton). Producenci liczą na zwiększony eksport m.in. do krajów azjatyckich (np. Chin i Tajwanu) oraz do Afryki (np. RPA).

Polska jest też siódmym producentem jaj konsumpcyjnych na świecie. Na krajowym rynku konsumowane jest ok. 60 proc. produkcji. Reszta trafia za granicę.

Konkurencję wygrywamy również tym, że nasze ceny nie są wysokie – precyzuje Rajmund Paczkowski. – Wynika to z pewnych krajowych uwarunkowań. Polska pasza jest trochę tańsza niż w Unii Europejskiej, ponieważ w ubiegłym roku mieliśmy dobre zbiory. Ze struktury cen wynika natomiast to, że pasza jest największym kosztem produkcji, dlatego jesteśmy konkurencyjni.

Szczególnie korzystnie rozwija się sprzedaż jaj do Czech (czwarta pozycja wśród odbiorców, za Niemcami, Holandią i Włochami). W pierwszych czterech miesiącach eksport był o ponad jedną czwartą większy niż rok wcześniej. Problem w tym, że część dostaw Czesi zakwestionowali ze względu na złe oznakowanie, a tamtejszy minister rolnictwa zakwestionował jakość polskich produktów i oskarżył producentów o dumping cenowy.

Mamy dość długie doświadczenie z czarnym PR w tym kraju – tłumaczy Rajmund Paczkowski. – Czesi bronią w ten sposób, oczywiście poza normalnie przyjętymi metodami, swojego rynku. Chcą wyeliminować nasze produkty, które są dobre i niedrogie, co bardzo boleśnie odczuwa czeska konkurencja. Dlatego tak intensywnie propagowana jest teoria o pewnych błędach w oznakowaniu naszych jajek. Nawet jeśli faktycznie takie były, to nie ma absolutnie podstaw do tego, żeby robić taki raban.

T-Mobile z Nokią testują przesył danych z prędkością 1 Gbps. Pozwoli to na rozwój serwisów wirtualnej rzeczywistości i transmisję filmów w rozdzielczości 8K

CEO Magazyn Polska

62 proc. transferu danych w T-Mobile to przesył przez LTE. Rozwój szybkiego mobilnego internetu to konieczność, bo użytkownicy chcą mieć dostęp do sieci wszędzie i do coraz większych prędkości – podkreślają przedstawiciele operatora. Dlatego T-Mobile testuje z Nokią przepływności przekraczające 1 Gbps, co otwiera drogę do sieci 5. generacji i serwisów internetowych opartych m.in. na wirtualnej rzeczywistości.

Rozwijając sieć LTE, w dużym stopniu przyczyniamy się do cyfryzacji społeczeństwa, do cyfryzacji kraju. Dziś klienci oczekują, że będą mogli korzystać z internetu wszędzie: na wakacjach, podróżując samochodem, metrem, autobusem – mówi agencji informacyjnej Newseria Thomas Lips, członek zarządu T-Mobile Polska. – Dlatego budujemy sieć tak, by była najlepsza w kraju. To niezwykle ważne dla naszych klientów, a co za tym idzie  także dla nas, ponieważ mamy obsesję na punkcie tego, żeby dostarczać im jak najlepsze usługi.

Wskazuje, że 80 proc. telefonów sprzedawanych w sieci T-Mobile jest już przystosowanych do wykorzystywania technologii LTE i wskaźnik ten bardzo szybko zmierza do 100 proc.

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku zasięg LTE w T-Mobile Polska wzrósł z 83 proc. do 95 proc. populacji, co w dużej mierze jest zasługą budowy sieci LTE w oparciu o częstotliwości 800 MHz wygrane na aukcji. Do końca roku zasięg ma objąć 98 proc. populacji. Liczba danych przesłanych przez LTE już stanowi ponad 62 proc. całego transferu w sieci operatora. Dlatego T-Mobile pracuje już nad nowymi technologiami, które zastąpią LTE. Dzięki LTE-Advanced możliwy jest dziś transfer do 300 Mbps.

T-Mobile wspólnie z firmą Nokia, jednym z głównych dostawców technologii LTE do T-Mobile Polska, po raz pierwszy w Polsce zaprezentował technologię agregacji czterech pasm (po 20 MHz każdy). Zespół zajmujący się rozwojem technologii LTE w centrum R&D Nokia we Wrocławiu opracował demonstrację rozwiązania LTE-Advanced Pro, dzięki której operator jest w stanie osiągnąć przepustowość sieci do 1,2 Gbps.

Jakbyśmy kilka lat temu pomyśleli, że będą przepływności rzędu 300 Mbps dostępne w technologii radiowej, to nikt nie pomyślałby, że mogą być serwisy, które będą tego potrzebowały – wskazuje Michał Rabiega, Radio Solution Manager w Nokii. – W tej chwili mówimy już o 1,2 Gbps, a w przyszłości może to być jeszcze więcej i oczywiście serwisy za tym podążą. 

Jest to krok w stronę budowy sieci 5G. Przedstawiciel Nokii wskazuje, że pozwala to na działanie serwisów wirtualnej rzeczywistości, transmisji filmów w wysokiej rozdzielczości 4K czy w przyszłości nawet 8K, a także nowej generacji gier mobilnych.

W pracach nad wzrostem prędkości przesyłu danych istotną rolę odgrywają rodzimi inżynierowie w centrach badawczo-rozwojowych w Polsce.

Nokia ma największe R&D w Polsce i nasi inżynierowie pracują nad bardzo różnymi technologiami, zarówno LTE Advanced, LTE Advanced Pro, jak i 5G. Przygotowują także technologie związane z przenoszeniem radia do chmury, tzw. cloud RAM – wymienia Rabiega. – Bardzo trudno powiedzieć, czy to w Polsce te technologie będą startować. Jeżeli w Polsce pojawią się serwisy, które będą wymagały takich prędkości, to oczywiście będą one wdrażane. Centrum badawczo-rozwojowe Nokii w Polsce i lokalna współpraca z klientami dają nadzieję na to, że takie usługi jak najszybciej pojawią się także w polskich sieciach.

Turystyczne tsunami w Hiszpanii. Dzięki zagranicznym gościom spada bezrobocie i rośnie sprzedaż samochodów

CEO Magazyn Polska

Hiszpania jest w tym roku jednym z najchętniej wybieranych kierunków wyjazdowych przez polskich turystów. Sprzyja temu niestabilna sytuacja w Turcji oraz w Afryce Północnej. Hiszpanie liczą na pobicie ubiegłorocznego rekordu pod względem liczby zagranicznych gości. W tym roku tylko do maja zostawili oni w kraju 24,8 mld euro, czyli o 6,8 proc. więcej niż w tym samym okresie 2015 roku. Dzięki turystom maleje bezrobocie, ożywia się ruch lotniczy i rośnie sprzedaż samochodów.

– W 2015 roku Hiszpanię odwiedziło ponad 68 mln turystów, ustanawiając tym samym nowy rekord tego kraju i zapewniając mu w światowym rankingu trzecie miejsce, po Francji i Stanach Zjednoczonych – mówi agencji Newseria Biznes Zuzanna Gołębiewska, dyrektor Biura Polsko-Hiszpańskiej Izby Gospodarczej. – Obecnie jesteśmy jeszcze przed szczytem sezonu, który przypada na sierpień. Czy tegoroczne turystyczne tsunami ustanowi nowy rekord? Przekonamy się jesienią.

Wakacje to bardzo dobry okres dla gospodarki z dwóch powodów: napływu odwiedzających oraz wyprzedaży, które rozpoczynają się w sklepach. Branża turystyczna ma 11 proc. udział w PKB, więc jest jednym z najważniejszych czynników wzmacniających tamtejszą gospodarkę.

Ten rok jest wyjątkowo korzystny. Jak wynika z danych podawanych przez Izbę, tylko w okresie od stycznia do maja zagraniczni turyści zostawili w Hiszpanii 24,8 mld euro, czyli o 6,8 proc. więcej niż w tym samym okresie 2015 roku. W maju kraj ten odwiedziło blisko 7 mln turystów, o 7,8 proc. więcej niż rok wcześniej.

Najwięcej pieniędzy popłynęło do Katalonii, której udział w przychodach z turystyki wyniósł 22,3 proc., na Baleary (21,1 proc.) i do Andaluzji (16 proc.). Średni wydatek dzienny przypadający na jednego turystę to około 140 euro. Najwięcej wydają Brytyjczycy, Niemcy i Francuzi.

 Zestawienie najpopularniejszych turystycznie regionów nieco się zmienia, jeśli uwzględnimy miesiące zimowe – precyzuje Gołębiewska. – Wtedy na czoło wysuwają się Wyspy Kanaryjskie, najchętniej odwiedzane przez turystów jesienią i zimą.

Hiszpania jest również bardzo popularnym kierunkiem wakacyjnym wśród Polaków. Z ostatniego raportu Polskiego Związku Organizatorów Turystyki (z 29 lipca) wynika, że zajmuje drugie miejsce za Grecją w rezerwacjach wyjazdów.

Czynniki wyjątkowo sprzyjające w tym roku hiszpańskiej turystyce to niestabilna sytuacja w innych zakątkach turystycznych basenu Morza Śródziemnego, na Bliskim Wschodzie oraz niedawne wydarzenia w Turcji związane z nieudanym zamachem stanu – wyjaśnia Gołębiewska. – Niekorzystnie zaś może wpłynąć na nią brexit powodujący spadek kursu funta brytyjskiego, a więc siły nabywczej mieszkańców tego kraju, co według badań przeprowadzonych przez hiszpańskie stowarzyszenie turystyczne Exceltur może doprowadzić do spadku zysków restauracji i sprzedaży wycieczek. Ważne jednak, że ten wpływ nie powinien być znaczący.

Ruch turystyczny bezpośrednio przekłada się na zwiększenie zatrudnienia. Tamtejsza branża turystyczna odpowiada za co piąte stanowisko pracy. Według danych Exceltur tylko do czerwca w sektorze powstało 90 tys. nowych miejsc pracy, o 5,6 proc. więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. W czerwcu liczba bezrobotnych zmniejszyła się o ponad 124 tys. osób.

– Są też inne wyraźne efekty wzrostu ruchu turystycznego – zauważa Zuzanna Gołębiewska. – W ciągu pierwszych pięciu miesięcy roku przepływ pasażerów w transporcie lotniczym wzrósł o 12 proc. Należące do sieci Aena hiszpańskie lotniska zarejestrowały 81,6 mln podróżnych, o 11,9 proc. więcej niż w tym samym okresie poprzedniego roku. W tym przypadku czynnikiem sprzyjającym są także stosunkowo niskie ceny paliwa, które przekładają się na ceny biletów lotniczych.

Boom turystyczny w Hiszpanii stał się także jedną z przyczyn rekordowej sprzedaży samochodów. Od początku bieżącego roku sprzedaż samochodów wzrosła o 12,5 proc. W maju br. każdego dnia nabywców znajdowało średnio 5 tys. pojazdów. W sumie sprzedano 113,6 tys. samochodów, z czego 34,1 tys. kupiły firmy zajmujące się wynajmem. To o 37 proc. więcej niż w tym samym miesiącu w 2015 roku.

Według analityków niezależnego Stowarzyszenia Sprzedawców Samochodów, Ciężarówek i Motocykli Ganvam jeśli obecna dynamika popytu na auta w Hiszpanii zostanie utrzymana, to w tym roku sprzedaż przekroczy granicę 1,1 mln pojazdów. Branża ma nadzieję na powrót w przyszłym roku do sytuacji sprzed kryzysu, kiedy roczny poziom sprzedaży sięgał 1,2 mln aut.

GoTFI: do inwestycji w akcje i obligacje spółek trzeba podchodzić selektywnie

Na obligacjach spółek można zarobić, ale trzeba starannie dobierać spółki do portfela i czuwać nad przebiegiem inwestycji. Jeszcze bardziej ryzykownym wyborem są akcje. Zdaniem prezes GoTFI w każdym przypadku należy unikać walorów banków, dobrym wyborem mogą natomiast być papiery firm budowlanych lub eksportowych, pod warunkiem że nie są już bardzo drogie.

– Na rynku obligacji korporacyjnych trudno wskazywać na konkretne branże, bo nawet w tej chwili budowlanka zaczyna być dość ciekawym segmentem po dłuższym okresie restrukturyzacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Beata Kielan, prezes GoTFI. – Natomiast na rynku obligacji korporacyjnych raczej należy patrzeć po prostu na pojedyncze bezpośrednie inwestycje i na pojedyncze spółki. Unikałabym banków, czy to spółdzielczych, czy w ogóle banków. W bankach spółdzielczych mamy głównie obligacje podporządkowane, które są bardzo wysokiego ryzyka, a banki są narażone na dość wysokie ryzyka innego typu.

Obligacje podporządkowane to papiery emitowane przez spółkę zależną z zamiarem zakupienia głównie przez spółkę matkę.

Bankom ciągle ciąży perspektywa ustawy o przewalutowaniu kredytów frankowych, która według różnych ocen będzie kosztować sektor co najmniej 45 mld zł. Poprawiony projekt ma trafić lada moment pod obrady sejmu, jak zapowiada Kancelaria Prezydenta.

Akcje banków na polskiej giełdzie w ciągu ostatniego roku straciły przeszło 15 proc., o połowę więcej niż szeroki rynek. WIG-budownictwo spadł w tym okresie o 4,65 proc., przy czym w ciągu ostatniego miesiąca poszedł w górę o 7,5 proc. Instytucje finansowe „wspięły się” w tym czasie o 0,34 proc.

– Natomiast wszelkie produkcje, w których mamy zabezpieczenia, cała budowlanka w tej chwili to są interesujące segmenty. Trzeba jednak pamiętać,  że przede wszystkim selekcja, selekcja i selekcja, to jest główne motto, którym należy się tutaj kierować – radzi Kielan.

Z zestawienia Analiz Online wynika, że spośród dwudziestu kilku notowanych przez firmę funduszy obligacji korporacyjnych od początku roku żaden nie przyniósł strat (choć jest taki, który nie zarobił nic), a rekordzista zyskał ledwie 3,2 proc. To oczywiście więcej niż można było zarobić na lokacie. W ciągu 12 miesięcy straciły dwa fundusze, a najlepszy dał zarobić 4,2 proc. Tymczasem WIG od stycznia wzrósł o 0,54 proc., a przez rok spadł o 10,65 proc.

– Polska giełda to jednak nie jest segment, w którym bym polecała inwestycje; nie szerokim frontem, tutaj wyłącznie jest to praca dla specjalistów, którzy są w stanie wynajdować perełki, natomiast nie jest to inwestycja na zasadzie wchodzę, zamykam oczy i się nie interesuję – przestrzega prezes GoTFI. – Polska giełda jest narażona na takie ryzyko, przede wszystkim związane z suwakiem, na to, że jednak bardzo wiele spółek jest bardzo drogo wycenianych. Nie wiadomo, co będzie dalej z tą reformą OFE, nie wiadomo, co się stanie, czy może powstanie ten jeden fundusz, czy nie.

Los otwartych funduszy inwestycyjnych po wstępnym rozmontowaniu jeszcze przez byłego ministra finansów Jacka Rostowskiego wydaje się przesądzony po deklaracji Mateusza Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego. 103 ze 140 mld zgromadzonych w nich złotych mają zostać przekazane na indywidualne konta emerytalne, reszta trafi na Fundusz Rezerwy Demograficznej. Na razie właśnie skończyło się okienko transferowe umożliwiające zadeklarowanie przekazania części składki emerytalnej do OFE lub do ZUS, jeśli dwa lata temu ktoś wybrał inaczej.

– W każdym razie są całe segmenty typu właśnie banki, segment handlowy, które są obarczone dramatycznym ryzykiem. Na polskiej giełdzie już od lat kilku preferuję i wydaje mi się, że to jest dobry pomysł, żeby głównie wybierać spółki, które eksportują, mają głównie produkcję eksportową, bo te spółki korzystają po pierwsze z osłabienia złotego, z szerszego rynku i w związku z tym dają większe szanse – radzi Beata Kielan. – Należy się też na polskiej giełdzie nastawiać na bardzo wąską grupę spółek. Szeroki rynek raczej będzie się zachowywał słabo.

Eksperci inicjatywy „Głosuję na zdrowie” komentują projekt reformy MZ

Komentarz do założeń reformy systemu opieki zdrowotnej przedstawionych przez Ministra  Zdrowia 26 lipca 2016

Komentuje dr Małgorzata Gałązka-Sobotka

Dyrektor Centrum Kształcenia Podyplomowego oraz Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia Uczelni Łazarskiego, Członkini Rady Ekspertów inicjatywy „Głosuję na zdrowie”

Przedstawiona przez Ministra Zdrowia Konstantego Radzwiłła koncepcja reformy polskiej służby zdrowia budzi wiele nadziei, bowiem wydaje się dotykać kluczowych bolączek dotychczasowego systemu. Cieszy śmiała zapowiedź odejścia od finansowania pojedynczych procedur, które wygenerowały nawyk wybierania z koszyka tego co najlepiej wyceniane, pomijając efektywność medyczną oraz komfort i bezpieczeństwo pacjenta. Idea skoordynowanej opieki, w której jasno określony jest podmiot odpowiedzialny za pacjenta i jego proces leczenia wychodzi naprzeciw silnie artykułowanym potrzebom pacjentów zagubionych w systemie, bezradnych w obliczu wielochorobowości, chorób przewlekłych itp. Szczególna rola POZ w procesie opieki nad pacjentem jest założeniem słusznym, aczkolwiek najtrudniejszym w realizacji. Ograniczeniem będzie liczba specjalistów w opiece podstawowej, struktura demograficzna tej grupy, posiadane kompetencje oraz utarte schematy postepowania, zarówno personelu medycznego, jak również samych pacjentów przyzwyczajonych do leczenia w ramach AOS i leczenia szpitalnego. W tej przestrzeni musimy liczyć na ewolucję a nie rewolucję opartą na nowych modelach finansowania, nakierowanych na mierzalne efekty zdrowotne, satysfakcję pacjenta oraz edukację.

Istotną zmianą zapowiedzianą przez Ministra Radzwiłła jest likwidacja systemu ubezpieczeniowego oraz przejście do finansowania ochrony zdrowia z funduszu celowego. To rozwiązanie zrzuca kamień z serca tych wszystkich, którzy mieli uzasadnione obawy co do gwarancji wzrostu finansowania zdrowia wprost z budżetu państwa. Projekcja wzrostu nakładów na ochronę zdrowia nie napawa jednak optymizmem, deklarowane 6% PKB ma być osiągalne dopiero w 2025 r. Pojawia się zatem pytanie, jak w tym czasie zaspokoić rosnące potrzeby finansowe, mając na uwadze to, iż nowe rozwiązania będą zmuszały MZ do wzrostu nakładów już w pierwszych latach reformy.

Transfery środków finansowych z obszarów dzisiaj nieefektywnych pojawią się jako konsekwencja nowych modeli organizacji i finansowania świadczeń w kolejnych latach. Zastanawiające jest również to jakie przełożenie na koszty świadczeń zdrowotnych będzie miało wprowadzenie powszechnego prawa do opieki zdrowotnej. Na ile prawo dostępu do publicznego systemu warunkowane płaceniem składki nie zniechęci do legalizacji zatrudnienia i prowadzenia działalności gospodarczej, w szczególności mikro przedsiębiorców, zmniejszając tym samym składkę wnoszoną w daninach podatkowych.

Optymizmem napawa silna odpowiedzialność Ministra Zdrowia za system, którą konstytuuje się w tych założeniach. Brak rozmycia odpowiedzialności daje szanse na jednoznaczne określenie wartości i zasad, na których ma być oparty. Wprawdzie z przedstawionego dokumentu nie wynika wprost, że nadrzędnym celem jest ochrona zdrowia i szybkie naprawianie systemu, co wynika ze szczególnego znaczenia kapitału zdrowia w potencjale rozwojowym państwa i społeczeństwa, ale wiele zaproponowanych rozwiązań zdaje się potwierdzać takie podejście.

Urząd Zdrowia Publicznego powinien gwarantować sprawność systemu w obszarze prewencji i profilaktyki zdrowotnej, sam Minister Zdrowia ma w swych decyzjach gwarantować równy i kompleksowy dostęp do opieki zdrowotnej.

Wielu pacjentów szuka jednak odpowiedzi na proste i fundamentalne dla nich pytania: jak te zmiany skrócą kolejki do specjalisty lub na planowane zabiegi, czy zwiększy się dostęp do nowoczesnych terapii, które dają szanse na odzyskanie sprawności i pokonanie lub okiełznanie choroby, czy prywatne wydatki na ochronę zdrowia mają szansę się zmniejszyć?  Czy nowy lepszy system będzie czuły na to, że szybka diagnoza i skuteczne, również innowacyjne leczenie jest szansą na to aby ludzie w wieku produkcyjnym mogli nadal pełnić swoje role zawodowe i społeczne? I na końcu wątek, który nie wybrzmiewa w ogóle w nowej wizji, jak osiągnąć synergię działań w opiece zdrowotnej i społecznej? Ten obszar daje ogromny potencjał możliwości, bez których ani koordynacja, ani zmiany modelu finansowania świadczeń zdrowotnych, ani sam wzrost finansowania ochrony zdrowia nie da pełnych oczekiwanych efektów.

Jak zwykle jednak od idei do realizacji droga ubita jest kamieniami, o powodzeniu wizji zadecyduje jakość szczegółowych rozwiązań, opisanych w ustawach. Już na tym etapie nie warto zapomnieć o wzmocnieniu instytucji dialogu społecznego i eksperckiego na rzecz wypracowania najlepszych rozwiązań szczegółowych oraz zidentyfikowania wskaźników pomiaru rezultatów, które chcemy osiągnąć. Ważne jest bowiem, abyśmy już dzisiaj ustalili, jak za 3, 6, 9 lat zmierzymy, czy nam się udało.

Komentuje prof. dr hab. n. med. Tadeusz Pieńkowski

Członek Polskiego Towarzystwa Onkologii Klinicznej oraz Polskiego Towarzystwa Onkologicznego, Dyrektor Medyczny w Radomskim Centrum Onkologii, Członek Rady Ekspertów inicjatywy „Głosuję na zdrowie”

Pozytywnie oceniam decentralizację planowania systemu opieki zdrowotnej w skali wojewódzkiej. Dobrą zmianą jest propozycja wyodrębnienia różnych rodzajów szpitali  – brak jednak kryteriów,  według których ma być to zrobione.

Wzrost nakładów na ochronę zdrowia jest absolutnie konieczny i dobrze, że stanowi element proponowanych zmian. Zaproponowane tempo wzrostu nakładów jest bardzo wolne i wątpię czy zmieni to pozycje Polski w porównaniu do innych krajów.

Przedstawione zmiany są bardzo ogólne. Brak w nich sprecyzowanych celów i określenia kryteriów oceny i docelowej pożądanej ich wartości.

Komentuje prof. Elżbieta Mączyńska

Prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, kierownik Zakładu Badań nad Bankructwami Przedsiębiorstw Instytutu Finansów Korporacji i Inwestycji Kolegium Nauk o Przedsiębiorstwie SGH, Członkini Rady Ekspertów inicjatywy „Głosuję na zdrowie”

Zdrowie przesądza o jakości życia ludzi i jest obok dochodów nieodłącznym składnikiem dobrobytu społecznego. Ubiegłoroczny laureat  Nagrody im.  Alfreda Nobla z dziedziny ekonomii przestrzega, że tych dwóch kwestii, tj. dochodów i zdrowia,  nie można traktować oddzielnie.  Zdaniem  Noblisty,  nie można też  zostawić pacjentom i lekarzom walki na rzecz poprawy ochrony zdrowia, a ekonomistom na rzecz wzrostu gospodarczego i pozwolić, aby te dwie grupy ignorowały się wzajemnie.

Przedstawione 26 lipca br. przez ministra Konstantego Radziwiłła „Założenia reformy systemu opieki zdrowotnej” są potwierdzeniem takiego podejścia, a zarazem elementem realizacji przedwyborczych zobowiązań partii rządzącej. Najważniejsze jest jednak to, że przygotowywana reforma systemu opieki zdrowotnej jest obecnie  absolutnie niezbędna ze względu na skalę nieprawidłowości, jakie cechują obecny system.  Nieprzypadkowo też tematyka jednej z pierwszych debat na forum Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP dotyczyła właśnie systemu ochrony zdrowia. Z prezentowanych w tej debacie analiz a także z innych materiałów eksperckich i statystyk (w tym przygotowanych w ramach akcji „Głosuję na zdrowie”) wynika, że w Polsce z jednej strony mamy do czynienia z relatywnie niskimi nakładami na ochronę zdrowia w relacji do PKB, a z drugiej, z wyraźnymi przejawami nieefektywnego gospodarowania tymi środkami i znaczną dozą ich marnotrawstwa. Przejawów takich jest wiele – począwszy od marnowania czasu lekarzy na biurokratyczną mitręgę czy „pseudo-oszczędnościowych” metod leczenia, a kończąc na priorytecie dla procedur, co prowadzi do erozji rzeczywistej troski o pacjenta.

Proponowane założenia reformy można w tym kontekście uznać za kierunkowo słuszne. Zasadne jest także stopniowe ich wprowadzanie poprzez rozłożenie w czasie na 7-8 lat, tj. na okres  2017/2018 – 2025 r.

Przewidywane systematyczne zwiększanie nakładów finansowych na służbę zdrowia – do poziomu 6% PKB w 2025 roku umożliwi przygotowanie budżetu państwa do tak dużego wysiłku finansowego. Wysiłek taki jest zaś absolutnie niezbędny, aby mogła nastąpić jakościowa zmiana w systemie opieki zdrowotnej. Jest to niezbędne tym bardziej, że Polska sytuuje się w ogonie krajów europejskich pod względem wysokości nakładów na zdrowie. Bez zwiększenia tych nakładów nie będzie możliwa rzeczywista poprawa w sferze ochrony zdrowia.

W pełni zasadne jest planowane upowszechnienie prawa korzystania z opieki medycznej opłacanej ze środków publicznych, czyli objęcie nią także osób wykluczonych przez obecny system. Takie rozwiązanie uzasadnia chociażby Art. 68:  Konstytucji RP, wg którego każdy obywatel ma prawo do ochrony zdrowia, niezależnie od  jego sytuacji materialnej. Zaś władze publiczne zobowiązane są do zapewnienia równego dostępu do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. To w warunkach XXI w. powinno być traktowane jako wymóg cywilizacyjny. Jako wstydliwy fakt należy potraktować to, że dotychczas dla części osób to konstytucyjne prawo nie było dostępne. Przy tym planowane upowszechnienie  dostępu do nieodpłatnej opieki zdrowotnej z pewnością zmniejszy mitręgę  biurokratyczną związaną z obsługą i kontrolą obecnego systemu.

Zmniejszeniu biurokracji może też sprzyjać zakładana na rok 2019 likwidacja NFZ i przejście na finansowanie służby zdrowia z budżetu państwa (przy wydzieleniu w nim zdrowotnego funduszu celowego). Także integracja środków a zarazem integracja podmiotów  odpowiedzialnych za promocję i profilaktykę zdrowotną w Urzędzie Zdrowia Publicznego może sprzyjać optymalizacji wykorzystywania środków na ochronę zdrowia i przeciwdziałać ich biurokratycznemu marnotrawieniu. Taki też  może być efekt odejścia od dotychczasowego, jak wynika z danych dość marnotrawnego i mało efektywnego systemu finansowania pojedynczych hospitalizacji i procedur na rzecz finansowania ryczałtowego.

Jednak to czy i w jakim stopniu programowana reforma przyniesie poprawę zależeć będzie jednak od rozwiązań szczegółowych. Istotne jest zwłaszcza powiązanie wdrażanej reformy systemu zdrowia z wynikami kompleksowych analiz efektywności i racjonalności wydatkowania środków na tę ochronę, z uwzględnieniem długookresowego rachunku kosztów i efektów zewnętrznych. Bez takich analiz  trudno liczyć na zmniejszenia napięć i nierównowagi charakterystycznych obecnie dla tego sektora. Analizy takie w pełnym wymiarze nie będą jednak możliwe bez  kompleksowej, zintegrowanej cyfryzacji w systemie opieki zdrowotnej, co jednocześnie jest niezbędnym warunkiem transparentności systemu i kompleksowości danych. Zasadniczą kwestią jest bowiem poprawa efektywności wykorzystywania dostępnych środków.

Efektywności takiej nie sprzyjają „pseudo-oszczędności” w postaci stosowania tańszych, ale mniej skutecznych, nienowoczesnych lęków i metod leczenia. Nawet jeśli w krótkim okresie umożliwia to oszczędności środków, to w długim okresie na ogół prowadzi do znacznego narastania kosztów leczenia. Nienowoczesne metody leczenia przeważnie bowiem negatywnie wpływają na  jego rezultaty. Sprawiają, że proces leczenia się wydłuża, albo też występują nawroty choroby. To zaś zwiększa łączne koszty leczenia. Dlatego też, im większa jest skala zjawiska „krótkiej kołdry” w polskim systemie ochrony zdrowa, tym bardziej niezbędna jest kontrola wydatków na opiekę zdrowotną i wnikliwa, pełna analiza efektywności i skuteczności metod leczenia, z uwzględnieniem rachunku kompleksowego oraz pełnego, całościowego cyklu i wyników leczenia. Analiza taka jest tym bardziej niezbędna, że obecny rząd ma ambicję zagwarantowania bezpieczeństwa zdrowotnego wszystkim obywatelom oraz poszerzenia zakresu bezpłatnych usług i leków.

Zasadne byłoby zatem stworzenia pełnowymiarowego, specjalistycznego ośrodka kompleksowych analiz efektywności wykorzystywania środków na ochronę zdrowia w kontekście poprawy obsługi pacjentów oraz efektów ich leczenia, jak i poprawy sytuacji w sektorze ochrony zdrowia. Analizy takie mogłyby stać się narzędziem zapobiegania niekontrolowanemu, nieuzasadnionemu wzrostowi wydatków na opiekę zdrowotną.

W ramach kompleksowego długookresowego rachunku kosztów i efektów zewnętrznych niezbędne jest traktowanie nakładów na ochronę zdrowia jako inwestycji i niezbędnego czynnika wzrostu PKB oraz rozwoju społeczno-gospodarczego kraju, w tym także utrzymania strategicznego potencjału wytwórczego. Jest to istotne zwłaszcza w warunkach niekorzystnych, obecnych oraz prognozowanych, procesów demograficznych, w tym zmniejszającej się liczby ludności w Polsce.

W tym też kontekście w ramach przewidywanej reformy powinna być klarownie rozstrzygnięta kwestia zakresu usług nieodpłatnych i zarazem  kwestia współpłacenia przez pacjentów za   opiekę zdrowotną, co jest praktykowane w wielu krajach.  Jest to niezbędne tym bardziej, że w warunkach niezwykle dynamicznego postępu technologicznego w medycynie, opieka zdrowotna staje się coraz bardziej skuteczna, ale zarazem, przy stosowaniu najbardziej zaawansowanych technologicznie metod, niestety, przeważnie też coraz kosztowniejsza. Stąd też potrzeby finansowe sektora opieki zdrowotnej mogą być w zasadzie nieograniczone.

Na zakończenie trzeba powiedzieć, że system opieki zdrowotnej obok systemu edukacji, to dwa sektory, które dotychczas raczej kiepsko wychodziły na realizowanych w nich reformach. Sektory te  na ogół źle znoszą reformy. Dobrze natomiast im służy stabilność. Dlatego też istotne jest, aby obecna reforma została tak zaprogramowana, by wkrótce nie okazało się, że potrzebna jest kolejna.

Kolejny słaby odczyt PMI dla Wysp

Kolejny słaby odczyt PMI dla Wysp 12

Dzisiaj poznaliśmy finalny odczyt indeksów PMI dla przemysłu. Na Starym Kontynencie raczej odczyty były zgodne z prognozami, nieznacznie słabiej wypadł indeks dla Stanów Zjednoczonych, a ponownie in minus wyróżniał się odczyt dla Wielkiej Brytanii.

Finalny odczyt indeksu PMI dla przemysłu w Wielkiej Brytanii potwierdził wstępne odczyty mówiące o złych nastrojach wśród brytyjskich menedżerów. Wskaźnik jest najniżej od 2013 roku, a w środę poznamy odczyt dla usług, który prawdopodobnie spadnie jeszcze mocniej. Jednak w czwartek Bank Anglii może poprawić nastroje obniżając koszt pieniądza na Wyspach przynajmniej o 25 p.b. Niewykluczone są dalsze działania banku mające na celu stymulowanie brytyjskiej gospodarki.

Indeks PMI dla przemysłu w Wielkiej Brytanii od 2009 roku

Kolejny słaby odczyt PMI dla Wysp 13

Źródło: Bloomberg

Rynki w oczekiwaniu na Bank Anglii

Dosyć spokojny początek tygodnia za nami. EUR/USD lekko idzie w górę kontynuując ruch z piątku po bardzo słabym wstępnym odczycie annualizowanego PKB za II kwartał w Stanach Zjednoczonych. EUR/PLN cały czas znajduje się w konsolidacji pomiędzy 4,37 a 4,35. Dobry nastrój z początku sesji nie utrzymał się na rynkach akcji, być może giełdy pociągnęła za sobą taniejąca ropa. Wydaje się jednak, że rynek tego surowca jest bliżej równowagi i obecna silna korekta niedługo się zakończy. Inwestorzy obawiają się wzrost podaży w związku ze wzrostem aktywnych wież wiertniczych w Stanach Zjednoczonych. Jednak nie od razu tak musi się stać, gdyż część z nich może być odkrywkowa, a poza tym po spadku cen ropy ich liczba znowu przestanie rosnąć.

Niemniej jednak rynki czekają na posiedzenie Banku Anglii i wtedy prawdopodobnie zdecydują, gdzie pójdą dalej.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Analiza ofert pracy opublikowanych przez pracodawców w II kwartale 2016 r.

Analiza ofert pracy opublikowanych na portalu Pracuj.pl w II kwartale 2016 r. wskazuje, że najwięcej ogłoszeń o pracę skierowano do osób pracjących na stanowisku specjalisty (69% wszystkich ofert). Na drugim miejscu uplasowały się oferty pracy dedykowane kierownikom/managerom (13% wszystkich ofert), do których skierowano 16 937 ogłoszeń, na trzecim miejscu znalazły się oferty pracy dla asystentów (5% wszystkich ogłoszeń).

Raporty o rynku pracy w II kwartale 2016 r.

Z jakich branż pochodziło najwięcej ofert pracy dla kierowników?

Analiza ofert pracy opublikowanych przez pracodawców w II kwartale 2016 r. wskazuje, że istnieją branże, w których stanowiska dla specjalistów stanowią blisko 90% ogółu ogłoszeń. Widoczne jest to szczególnie w branży IT, w której oferty pracy dla osób na stanowiskach specjalistów stanowiły 88% wszystkich ogłoszeń. Drugą branżą z podobnym wynikiem była telekomunikacja i zaawanasowane technologie, w której 83% ofert skierowanych było do specjalistów. Zarazem branże te procentowo zgłosiły najmniejsze zapotrzebowanie na kierowników. Z branży IT zaledwie 6% wszystkich ofert pracy skierowanych jest do kierowników, a z branży telekomunikacja i zaawansowane technologie 8% wszystkich ogłoszeń stanowią oferty pracy dla kierowników.

Osób na stanowiska kierownicze poszukiwali głównie pracodawcy z branży handel
i sprzedaż, opublikowali oni 4485 ofert dla kierowników, co stanowiło 18% wszystkich ofert z tej branży. 1249 ofert pracy dla kierowników pochodziło z branży budownictwo i nieruchomości (16% wszystkich ogłoszeń z tej branży to oferty pracy dla kierowników), 2244 ofert pochodziło z branży bankowość, finanse, ubezpieczenia (13% wszystkich ogłoszeń z tej branży dedykowanych kierownikom) oraz 1238 ofert pracy dla kierowników pochodziło z branży przemysł ciężki (11% wszystkich ogłoszeń z tej branży dedykowanych było kierownikom).

Najmłodsi na rynku pracy coraz chętniej poszukiwani

Obecna sytuacja na rynku pracy sprawia, że pracodawcy coraz chętniej kierują się ku najmłodszym uczestnikom rynku pracy, co widoczne jest we wzrostach liczby ofert pracy skierowanych do praktykantów i stażystów oraz asystentów. W II kwartale 2016 r. liczba ogłoszeń o pracę dla asystentów zwiększyła się o 30% w porównaniu z II kwartałem 2015 r., a dla praktykantów i stażystów o 28%. Dla porównania liczba ofert pracy na stanowiska specjalistyczne wzrosła 14% rok do roku, a na stanowiska kierownicze o 12%. Jednak mimo dynamicznego wzrostu, nadal oferty pracy dla najmłodszych uczestników rynku stanowią niewielki odsetek ogółu ogłoszeń. 5% wszystkich ofert pracy skierowanych jest do asystentów oraz 3% wszystkich ofert pracy skierowanych jest do praktykantów i stażystów.

Asystentów, w II kwartale 2016 roku, poszukiwali przede wszystkim pracodawcy z branż handel i sprzedaż (1780 ogłoszeń), bankowość, finanse, ubezpieczenia (829 ogłoszeń), budownictwo i nieruchomości (394 ogłoszeń) oraz telekomunikacja i zaawansowane technologie (366 ogłoszeń). Największe wzrosty zapotrzebowania na asystentów, w stosunku do II kwartału 2015 roku, odnotowano w branży handel i sprzedaż, w której pojawiło się 65% więcej ofert pracy dla asystentów, w branży telekomunikacji i zaawansowanych technologii, z której pochodziło o 48% więcej ofert pracy dla asystentów oraz w branży produkcja dóbr szybkozbywalnych (FMCG), z której pochodziło o 42% więcej ofert pracy dla asystentów.

Najwięcej ogłoszeń na praktyki i staże w II kwartale 2016 r. opublikowali pracodawcy z branży bankowość, finanse, ubezpieczenia – łącznie 681 ogłoszeń. Praktykanci i stażyści poszukiwani byli także przez firmy z branży handel i sprzedaż (511 ogłoszeń) oraz produkcja dóbr szybkozbywalnych FMCG (334 ogłoszeń). Największy odsetek ofert praktyk i staży w II kwartale 2016 r. skierowano do osób specjalizujących się w HR/zasobach ludzkich – wśród wszystkich ogłoszeń skierowanych do osób tej specjalizacji 8% stanowiły te adresowane do najmłodszych uczestników rynku pracy.

W jakich specjalizacjach jest więcej pracy dla kierowników?

Analizując konkretne specjalizacje, największy odsetek ofert pracy na stanowiska kierownicze w II kwartale 2016 r. skierowano do osób odpowiedzialnych za obszar budownictwa (ogłoszenia kierownicze stanowiły 26% wszystkich ofert skierowanych do tych pracowników). Kierowników poszukiwano także wśród pracowników handlu i sprzedaży (18% wszystkich ogłoszeń dla tych pracowników to ogłoszenia na stanowiska kierownicze), osób zajmujących się marketingiem (18% wszystkich ogłoszeń skierowanych do tych pracowników to ogłoszenia na stanowiska kierownicze) oraz ekspertów ds. produkcji (17% wszystkich ogłoszeń skierowanych do tych pracowników to ogłoszenia na stanowiska kierownicze).

Największe wzrosty zapotrzebowania na kierowników zanotowano w II kwartale 2016 roku wśród ofert pracy dla IT (o 53% więcej ofert pracy dla kierowników w ujęciu rok do roku), pracowników obsługi klienta (o 43% więcej) oraz osób odpowiedzialnych za HR/zasoby ludzkie (o 27% więcej).

Do specjalistów, czyli osób z co najmniej dwuletnim stażem pracy, pracujących na samodzielnych stanowiskach zaadresowano w II kwartale 2016 r. najwięcej ofert pracy niezależnie od specjalizacji. Największe wzrosty zapotrzebowania na tych pracowników, rok do roku, odnotowano wśród specjalistów IT (wzrost o 27% w stosunku do roku 2015) obsługi klienta (wzrost o 26%) oraz produkcji (wzrost o 21%).

Oferty pracy dla kierowników nie tylko z dużych firm

Jak wynika z danych Pracuj.pl za II kwartał 2016 r. firmy, niezależnie od wielkości, najchętniej poszukują specjalistów. Ogłoszenia dla specjalistów stanowią 73%, a dla kierowników 13% wszystkich ogłoszeń z firm małych (zatrudniających od 11 do 50 osób). Zarazem z tych firm odnotowano największy, 23% wzrost liczby ofert pracy dla kierowników. Kierownicy poszukiwani są najchętniej przez największe firmy (zatrudniające powyżej 251 osób) – firmy tej wielkości skierowały do nich 5442 ogłoszenia (15% ogłoszeń z tej wielkości firm dedykowanych jest kierownikom).

Anna Biesenthal przechodzi z zarządu polskiego Gothaera do Gothaer Systems GmbH w Kolonii

Pani Anna Biesenthal zakończyła mandat w polskiej spółce Gothaer TU S.A. z dniem 31 lipca 2016. Odpowiadała za obszar procesów posprzedażowych oraz IT. Od 1. sierpnia 2016 czekają na nią nowe wyzwania. Jako członek zarządu Gothaer Systems GmbH będzie nadzorowała rozwój systemów informatycznych w niemieckich spółkach Grupy Gothaer.

Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes zarządu Gothaer TU S.A.
Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes zarządu Gothaer TU S.A.

– Anna Biesenthal przyjechała do Polski w 2011r. w momencie zakupu PTU przez Grupę Gothaer. Od tego czasu spółka przeszła liczne transformacje i wdrożenia nowoczesnych rozwiązań procesowych i informatycznych, które Anna nadzorowała. Dzięki jej wiedzy, doświadczeniu i wielkiej otwartości udało nam się nie tylko z sukcesem unowocześnić firmę, ale także zbudować znakomity zespół specjalistów. Życzymy Annie sukcesów w jej nowej bardzo ambitnej roli i cieszymy się na przyszłe wspólne projekty w ramach Grupy – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska, Prezes Zarządu Gothaer TU S.A.

Obszary biznesowe, które dotychczas nadzorowała Pani Anna Biesenthal przejmują od
1. sierpnia 2016 prezes Anna Włodarczyk-Moczkowska oraz członek zarządu Adam Dwulecki.

Pracodawcy zadowoleni z listy darmowych leków dla seniorów

Ministerstwo Zdrowia opublikowało pełną listę darmowych leków, które od 1 września seniorzy będą mogli nabyć całkowicie bezpłatnie. Konfederacja Lewiatan i Polski Związek Pracodawców Przemysłu Farmaceutycznego pozytywnie oceniają projekt listy leków dla pacjentów powyżej 75 roku życia.

Umieszczenie na niej wszystkich farmaceutyków na najczęściej dotykające seniorów schorzenia umożliwi kontynuację dotychczasowej terapii lekami, które pacjenci znają i którym ufają. Zmiany leków mogą bowiem źle wpłynąć na przestrzeganie zaleceń lekarskich.

Poza tym pacjenci będą mogli czuć się bezpiecznie i nie obawiać się braków leków w aptekach, bo umieszczenie na Liście 75+ wszystkich dotychczas najczęściej stosowanych leków gwarantuje ciągłość dostaw.

Korzystnym rozwiązaniem dla polskiej gospodarki jest umieszczenie na tej liście również produktów wytwarzanych przez krajowych producentów. Krajowy przemysł farmaceutyczny zapewnia bezpieczeństwo farmaceutyczne, przyczynia się do wytworzenia 1 % PKB, w postaci podatków i innych danin odprowadza do budżetu 2,5 mld zł ( liczonych w rachunku ciągnionym) – tyle samo, ile NFZ wydaje na refundację wytworzonych przez rodzime firmy leków, generuje około 100 tys. miejsc pracy i przyczynia się do podnoszenia poziomu innowacyjności polskiej gospodarki.

Ceny leków w Polsce należą do najniższych w Europie, co jest wynikiem obecności na rynku wielu krajowych firm generycznych zapewniających leki produkowane w najwyższych światowych standardach.

Konfederacja Lewiatan

Nowi szefowie Personal Finance oraz Bankowości Korporacyjnej w Banku BGŻ BNP Paribas

Od początku wakacji, 1 lipca, obszar Bankowości Personal Finance w Banku BGŻ BNP Paribas ma nowego szefa – zarządza nim wiceprezes Philippe Paul Bézieau. Z początkiem sierpnia do zarządu Banku dołączył także Jerzy Śledziewski, który objął funkcję wiceprezesa odpowiedzialnego za obszar Bankowości Korporacyjnej.

– Cieszę się, że do naszego zespołu dołączyli menadżerowie, którzy posiadają wieloletnie doświadczenie w obszarach będących filarami strategii Banku. Po połączeniu z Sygma Bankiem Polska jesteśmy jednym z najmocniejszych banków w obszarze personal finance w Polsce, a w obszarze bankowości korporacyjnej posiadamy pozycję lidera. Wierzę, że Philippe Paul Bézieau i Jerzy Śledziewsk i doskonale sprostają wyzwaniom, które są przed nami i całym sektorem finansowym – mówi Tomasz Bogus, Prezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas.

– Powierzone stanowisko jest dla mnie wyróżnieniem i jednocześnie wyzwaniem. Bank posiada pozycję lidera w segmencie kredytów konsumpcyjnych i jest drugim największym wydawcą kart kredytowych w Polsce. Zależy nam na dalszym rozwoju tego obszaru i dostosowywaniu oferty do zmieniających się potrzeb klientów – powiedział Philippe Paul Bézieau, wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas.

Philippe Paul Bézieau, wiceprezes zarządu, obszar Bankowości Personal Finance  BGŻ BNP Paribas
Philippe Paul Bézieau, wiceprezes zarządu, obszar Bankowości Personal Finance BGŻ BNP Paribas

Philippe Paul Bézieau posiada ponad 30 lat doświadczenie w obszarze finansów konsumenckich (consumer finance), w tym 15 lat pracy w Europie Środkowej (Polska, Czechy, Rosja).

– Nominacja na to stanowisko jest dla mnie bardzo dużym uznaniem. Będę mógł wykorzystać swoje wieloletnie doświadczenie i wspólnie z zespołem doskonałych ekspertów zrealizujemy ambitną strategię rozwoju Banku w obszarze bankowości korporacyjnej – powiedział Jerzy Śledziewski, wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas.

Jerzy Śledziewski, wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, obszar Bankowości Korporacyjnej
Jerzy Śledziewski, wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, obszar Bankowości Korporacyjnej

Jerzy Śledziewski związany jest z sektorem bankowym od 1998 r. Pracował m.in. w Citibank Poland, Kredyt Banku oraz Banku Zachodnim WBK.

Od początku sierpnia 2016 roku zarząd Banku BGŻ BNP Paribas pracuje w składzie: prezes Tomasz Bogus, wiceprezesi: Daniel Astraud, Francois Benaroya, Philippe Paul Bézieau, Blagoy Bochev, Jan Bujak, Wojciech Kembłowski, Magdalena Legęć, Jaromir Pelczarski, Jerzy Śledziewski oraz członek zarządu Bartosz Urbaniak.

Pozytywny wynik stress testów Grupy BNP Paribas

Pozytywny wynik <a title=stress testów Grupy BNP Paribas" title="Pozytywny wynik stress testów Grupy BNP Paribas" />

29 lipca 2016 roku Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA) opublikował wyniki testu warunków skrajnych przeprowadzonego w krajach Europy wspólnie z Europejskim Bankiem Centralnym. Testowi poddano 51 najważniejszych banków w Unii Europejskiej.

Wyniki testu warunków skrajnych wykazały odporność BNP Paribas w sytuacji poważnego kryzysu, przy założeniu skrajnie niekorzystnej sytuacji gospodarczej i rynkowej. BNP Paribas znajduje się obecnie w grupie banków, które w najmniejszym stopniu odczułyby skutki takiego scenariusza (pierwszy kwartyl).

Wyniki testu przeprowadzonego przez Europejski Urząd Nadzoru Bankowego i Europejski Bank Centralny potwierdzają dobrą kondycję bilansową Grupy i odpowiednią politykę w obszarze ryzyka.

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 01.08.2016 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Ranking cytowań i informacji w czerwcu 2016

Dzienniki ogólnopolskie

W czerwcu liderem zestawienia w grupie dzienników ogólnopolskich została Gazeta Wyborcza (248). Publicyści często odwoływali się do artykułu „Tajny agent Macierewicza” nt. niejasnych powiązań Antoniego Macierewicza szefa MON-u z agentem SB Robertem Luśnią. Drugie miejsce zajęła Rzeczypospolita (137), a na trzecim uplasował się Fakt (118). Na kolejnych pozycjach znalazły się: Super Express (65), Przegląd Sportowy (57),
Dziennik Gazeta Prawna (41), Nasz Dziennik, Gazeta Polska Codziennie i Puls Biznesu (po 18), Polska The Times (16) i Parkiet (8).

Ranking cytowań i informacji czerwiec 2016 (5)

Dzienniki regionalne

Wśród dzienników regionalnych na pierwszej pozycji uplasowała się Gazeta Olsztyńska (20).  Drugie miejsce należało do Gazety Wrocławskiej (14), a trzecie do Głosu Wielkopolskiego (11).

Ranking cytowań i informacji czerwiec 2016 (6)

Tygodniki ogólnopolskie

Wśród tygodników ogólnopolskich na pierwszym miejscu znalazła się Polityka (105), na drugim Newsweek Polska (89), a na trzecim Do Rzeczy (85). Najwięcej informacji pojawiło się na temat Polityki (49).

Ranking cytowań i informacji czerwiec 2016 (4)

Dzienniki regionalne

Wśród dzienników regionalnych na pierwszym miejscu znalazła się Gazeta Olsztyńska (40), na drugim Głos Wielkopolski (33), a na trzecim Dziennik Polski (33). Najwięcej informacji (22) pojawiło się na temat Głosu Wielkopolskiego.

Ranking cytowań i informacji czerwiec 2016 (3)

Dzienniki ogólnopolskie

Wśród dzienników ogólnopolskich najczęściej pisano o Gazecie Wyborczej (399). Na drugim miejscu znalazła się Rzeczpospolita (198), a na trzecim Fakt (127). Najwięcej informacji tradycyjnie pojawiło się na temat Gazety Wyborczej (151).

Ranking cytowań i informacji czerwiec 2016 (2)

Tygodniki ogólnopolskie

Wśród tygodników ogólnopolskich na pierwszej pozycji znalazł się Do Rzeczy (64). Często cytowano fragment wywiadu z Jarosławem Kaczyńskim, który ukazał się pod koniec maja. Prezes PiS zapowiadał, że jeśli komisja „pójdzie na ostro”, czyli wyśle do Warszawy niekorzystną opinię o stanie polskiej praworządności, Polska zaskarży całą procedurę, wszczętą wobec niej do ETS (Europejski Trybunał Sprawiedliwości). Drugie miejsce w naszym rankingu zajął tygodnik Newsweek Polska (62), a trzecie  Polityka (56).

Ranking cytowań i informacji czerwiec 2016 (1)

Badanie przeprowadzono na podstawie dzienników i tygodników ogólnopolskich oraz dzienników regionalnych (lista poniżej). Uwzględniono wszystkie artykuły, które ukazały się w mediach w okresie od 1 do 30 czerwca 2016 r., w których cytuje się i powołuje na badane media. Wyszukiwano tytuł pozycji uwzględniając pełną deklinację. Uwzględniono również nazwy potoczne, np. Rzepa (zamiast: Rzeczpospolita) czy Polska (zamiast: Polska The Times), jak i regionalne tytuły gazet z Grupy Polskapresse, o których często pisze się zamiennie np. Głos Wielkopolski lub Polska Głos Wielkopolski.

Cytowania i/lub informacje danego tytułu w tymże nie były uwzględnione w raporcie. Do sumy cytowań i/lub informacji nie zostały także wliczone wzajemne cytowania i/lub informacje między następującymi grupami tytułów*:

  • Gazeta Wyborcza, pl;
  • Fakt, Newsweek Polska, Przegląd Sportowy;
  • Rzeczpospolita, Parkiet;
  • Gazeta Polska Codziennie, Gazeta Polska;
  • Polska The Times, Dziennik Bałtycki, Dziennik Łódzki, Dziennik Zachodni, Gazeta Krakowska, Gazeta Wrocławska, Głos Wielkopolski, Kurier Lubelski, Dziennik Polski, Express Ilustrowany, Nasze Miasto;
  • Echo Dnia, Gazeta Codzienna Nowiny, Gazeta Lubuska, Gazeta Pomorska, Gazeta Współczesna, Głos – Dziennik Pomorza, Kurier Poranny, Nowa Trybuna Opolska;
  • Express Bydgoski, Nowości;
  • Gazeta Olsztyńska, Dziennik Elbląski;
  • Wprost, Do Rzeczy.

*tytuły pogrupowano głównie na podstawie ich przynależności do tej samej grupy medialnej

Każdy artykuł został przeczytany i sklasyfikowany jako cytowanie bądź informacja. Suma cytowań i informacji oddaje rzeczywistą liczbę artykułów, w których pojawił się choć raz tytuł badanego medium. Pojawienie się tytułu kilkukrotnie w jednym artykule jest traktowane jako jedna wzmianka.

Jako cytowanie zaliczono wszystkie artykuły, które bezpośrednio cytowały i odwoływały się do artykułów umieszczonych w badanych mediach.

Klasyfikacja przebiegała m.in. na podstawie takich sformułowań jak:

  • Fakt pisze, informuje, itp.;
  • X w wywiadzie dla Rzeczpospolitej powiedział;
  • Według Gazety Wyborczej;

lub przytoczenia fragmentu tekstu w cudzysłowie czy podania źródła informacji – często w nawiasie, np. (Fakt, 14.01.2016). Jako informację potraktowano wszystkie inne wzmianki, w których była mowa o badanym źródle, m.in. rankingi sprzedaży.

Ronson wyemitował obligacje serii Q w ramach oferty prywatnej o wartości 15 mln zł

Ronson Europe N.V. 29 lipca wyemitował w ramach oferty prywatnej 4-letnie obligacje serii Q o wartości nominalnej 15 mln zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na finansowanie bieżącej działalności. Spółka nie wyklucza wcześniejszego wykupu części obligacji zapadających w 2017 r.

Zakończona emisja obejmuje 15 000 obligacji serii Q o wartości nominalnej 1 000 zł każda. Obligacje są 4-letnie i niezabezpieczone, a ich oprocentowanie równe jest stawce WIBOR 6M powiększonej o marżę w wysokości 3,50 p.p. w skali roku.

– Z sukcesem zamykamy kolejną prywatną emisję obligacji. Inwestorzy instytucjonalni docenili silny bilans Spółki, realizowaną z powodzeniem strategię rozwoju, która przekłada się na dobre wyniki sprzedaży mieszkań a także atrakcyjne oprocentowanie obligacji – mówi Tomasz Łapiński, dyrektor finansowy Ronson.

Uwzględniając emisję obligacji serii Q Ronson w swojej historii wyemitował dotychczas obligacje o łącznej wartości 338,8 mln zł, z czego obligacje o łącznej wartości nominalnej 120,3 mln zł zostały już wykupione (stan na dzień 1 sierpnia 2016 r.). Pozostałe serie zapadają w latach 2017-2020.

Zamiarem Spółki jest wprowadzenie obligacji serii Q do obrotu na rynku Catalyst.

Odczyty PMI sugerują, że europejscy inwestorzy nie boją się Brexitu

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI
Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI, analizuje dotychczasowe wyniki kwartalne spółek w USA i Europie, odczyty PMI oraz ostatnią decyzję Banku Japonii.

W USA i Europie spółki energetyczne ponownie zawodzą

Na świecie trwa sezon publikacji wyników finansowych spółek za II kwartał 2016 r. W Stanach Zjednoczonych przychody oraz zyski spółek są jak dotąd lepsze od oczekiwań analityków, a odsetek pozytywnych zaskoczeń najwyższy od 2009 r. Jest to w dużej mierze efekt niskich oczekiwań. W rzeczywistości zyski amerykańskich spółek kurczą się kolejny kwartał z rzędu. Największym winowajcą są, ponownie, spółki energetyczne, chociaż i bez nich indeks szerokiego rynku zanotowałby spadek zysków o 2%. W Europie sytuacja prezentuje się lepiej, jednak również tu raporty spółek energetycznych zaniżają całościowe wyniki. Pozytywnie na tle indeksu pan-europejskiego prezentuje się strefa euro, gdzie zyski spółek wzrosły o 2% (jest to jedyny z większych rynków rozwiniętych, który pokazuje wzrost zysków). To – oraz otrząśnięcie się z pierwszych negatywnych reakcji na Brexit – są powody, dla których w ostatnich dniach indeksy giełdowe w Europie zachowują się lepiej na tle świata rozwiniętego ogółem.

Brexit – burza w szklance wody?

Dobre nastroje inwestorów na europejskich parkietach mają jeszcze jeszcze inne źródła. Są nimi niezłe odczyty wskaźników wyprzedzających PMI, które pokazują oczekiwania co do przyszłej koniunktury gospodarczej. Sugerują, że przynajmniej w najbliższym czasie konsekwencje Brexitu dla Europy kontynentalnej będą dużo łagodniejsze, niż pierwotnie się obawiano.

Jedynie w Wielkiej Brytanii wskaźnik PMI dla przemysłu i usług spadł w lipcu do 47,7 punktów, osiągając najniższą wartość od ponad 7 lat. Nie można wykluczyć negatywnych skutków Brexitu dla gospodarek strefy euro w przyszłości, ale obecnie inwestorzy w Europie nie widzą bezpośredniego zagrożenia.

Bank Japonii rozczarował

Ostatnie posiedzenie Banku Japonii mogło nieco rozczarować inwestorów. Wbrew oczekiwaniom, japoński bank centralny nie zdecydował się na obniżkę stopy procentowej (która pozostaje na poziomie -0,1%) ani na zwiększenie skali skupu obligacji rządowych o wartości ok. 80 bln jenów. Trzeba jednak wyraźnie powiedzieć: inwestorzy ustawili poprzeczkę bardzo wysoko i można było się spodziewać, że Bank Japonii nie sprosta ich oczekiwaniom. Warto jednocześnie przypomnieć, że to już kolejna decyzja banku centralnego, która w ostatnim czasie „zawiodła”.