RPP żegna się z Markiem Belką

Europa ma dzisiaj niewiele do zaoferowania, poza danymi o produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii, które okazały się wyjątkowo dobre. W normalnych okolicznościach funt oszalałby z radości, ale ponieważ czuje na sobie oddech Brexitu, jego euforia nie potrwa długo. Brytyjczycy bardziej wierzą sondażom niż twardym danym z gospodarki, więc do czasu referendum 23 czerwca szterling będzie wyjątkowo chwiejny.

Rynek finansowy patrzy dziś przede wszystkim na Nową Zelandię, gdzie bank centralny ma podjąć decyzję w sprawie stóp procentowych. Najprawdopodobniej nic się nie zmieni, ale ważny będzie komunikat, utrzymany – jak spodziewa się większość inwestorów – w dość gołębim tonie. Nastroje na rynkach nie są najlepsze, więc ostrych komentarzy nie ma co się spodziewać. W nocy pakiet nie najlepszych danych dotyczących handlu zagranicznego zaserwowały rynkom Chiny. Okazuje się, że Niemcy mieli dobre przeczucie, komentując swoje poniedziałkowe wskaźniki o słabych zamówieniach w przemyśle. Teraz wiadomo, kto zawinił – Chińczycy!

Złoty pewno nie przejmie się dzisiejszym posiedzeniem Rady Polityki Pieniężnej, ale z ciekawości warto posłuchać Marka Belki. To ostatnie spotkanie RPP pod jego przywództwem, więc nic poza powtórką o odpowiednim poziomie stóp procentowych i ścieżce zrównoważonego wzrostu nie należy się raczej spodziewać. Następne posiedzenia mogą być dużo ciekawsze, choć musiałby się znaleźć ku temu jakiś konkretny powód. Zobaczymy, czy takie akcenty pojawią się już dzisiaj, bo ostatnie dane o dynamice PKB i spadającej inflacji mogą skłaniać RPP do lekkiej zmiany tonu.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Wzrosty na Chevron Corporation

Wzrosty na Chevron Corporation 1
Akcje spółki Chevron Corporation znajdują się w trendzie wzrostowym od stycznia br. Wczoraj kurs przełamał górne ograniczenie kanału spadkowego, który obserwowaliśmy od końca kwietnia br. Obecnie najbliższy poziom oporu znajduje się w okolicach 104 USD. Przełamanie tego obszaru otworzy drogę do szczytów z marca ub.r. w pobliżu 106,50 USD. Kolejna strefa oporu zlokalizowana jest w okolicach okrągłych 110 USD.

Odbicie cen ropy naftowej o ponad 80% od dołka z 20 stycznia br. wspomaga wzrost cen akcji giganta paliwowego, czyli spółki Chevron. Za ruch w górę tego surowca głównie odpowiedzialny był spadek produkcji w Stanach Zjednoczonych, ale również w Kanadzie czy Nigerii. Kanada zmagała się z pożarami, a w Nigerii dochodziło do ataków rebeliantów na wieże wiertnicze. Ostatnio ceny ropy WTI przełamały psychologiczną barierę 50 USD, a Arabia Saudyjska uważa, że w dłuższym terminie cena „czarnego złota” wzrośnie o kolejne 10 USD.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

570 mln zł – tyle wynosi marketingowa wartość reprezentacji Polski

Ponad 570 milionów złotych warta jest piłkarska reprezentacja Polski, biorąc pod uwagę wszystkie publikacje w internecie przez rok na temat 23 kadrowiczów – podaje Arskom Group we współpracy z Pentagon Research. Najbardziej medialnymi zawodnikami są Robert Lewandowski i Grzegorz Krychowiak. Wartość publikacji w internecie przez rok na temat Krychowiaka wyniosła ponad 45 milionów złotych, a ich liczba przekroczyła 10 tysięcy. Więcej warty jest tylko Robert Lewandowski, bo ponad 105 milionów złotych.

Mazda najlepszą marką w opinii dealerów samochodowych

Dwie japońskie marki znalazły się na czele 9. „Badania satysfakcji dealerów samochodowych”. Mazda i Toyota zdobyły odpowiednio pierwsze i drugie miejsce w projekcie realizowanym przez DCG Dealer Consulting, pod patronatem merytorycznym firmy doradczej EY. Na podium znalazła się także koreańska KIA. Wyniki potwierdzają dotychczasowe mocne pozycje poszczególnych marek i stabilność zaufania dealerów do importerów. Celem badania, prowadzonego corocznie od 2007 r., jest analiza partnerskich relacji na linii dealer-importer. Patronat nad projektem objęły: Związek Dealerów Samochodów oraz Polska Izba Motoryzacji.

Ocena satysfakcji dealerskiej obejmowała trzy obszary, które miały wpływ na stanowisko nt. współpracy z importerem. Pierwszy z nich, mający najmniejszą wagę, stanowiła ocena produktów oferowanych przez importera i ich jakość, niezawodność, dostępność oraz konkurencyjność oferty rynkowej z punktu widzenia klienta. Drugi, najistotniejszy obszar obejmował współpracę związaną ściśle z polityką importera jako przedstawiciela międzynarodowego koncernu. Wzięto tu pod uwagę takie elementy jak atrakcyjność umowy dealerskiej, ocenę dochodowości prowadzenia stacji, konkurencyjność strategii rynkowej czy podejście do prowadzenia biznesu. Ostatni, trzeci obszar obejmował ocenę importera jako firmy, która funkcjonuje na polskim rynku, zatrudnia konkretnych ludzi na określonych stanowiskach, prowadzi własną politykę rynkową i posiada własną, specyficzną kulturę organizacyjną.

– Tegoroczne wyniki w zdecydowany sposób pokazują pozytywny trend wzrostowy, jeśli chodzi o poziom satysfakcji dealerskiej. Co prawda średni poziom jakości współpracy wzrósł stosunkowo niewiele: z poziomu 3,34 do 3,36, jednakże z 26 sklasyfikowanych marek aż 17 uzyskało wyższe oceny. Pokazuje to, że poprawa jakości współpracy występuje w znacznej większości marek, a bardziej widoczny wzrost średniego wyniku nie jest generowany jedynie przez spektakularne wahania – komentuje wynik badania Leszek Lerch, Partner EY i Lider Grupy Doradztwa dla Branży Motoryzacyjnej w Polsce. – W tegorocznym badaniu nie odnotowaliśmy aż tak spektakularnych wahań w ocenach poszczególnych marek jak w roku ubiegłym. Da się wręcz zauważyć, że wyniki utrwalają dotychczasowe pozycje poszczególnych marek – zauważa.

 Automotive raport_draft_Page_06.jpg

Już trzeci raz z rzędu dwie japońskie marki uplasowały się na samym szczycie zestawienia. Mazda, z rekordowym w historii wynikiem 4,44, utrzymała pozycję lidera, zaś miejsce drugie ponownie przypadło Toyocie z wynikiem 4,33. – Warto zaznaczyć, że nota Toyoty to wynik, który jeszcze w 2015 r. dałby marce z Japonii zwycięstwo w badaniu. Kolejne miejsca zajęły, również ocenione powyżej 4,00 KIA oraz Subaru. Druga marka po zeszłorocznym, spektakularnym awansie aż o dziesięć pozycji, zdołała utrzymać w tej edycji wysoką 4. lokatę – podkreśla Krzysztof Romański, Partner w DCG Dealer Consulting. – Wśród piętnastu najlepiej ocenianych marek w TOP 15 noty importerów są coraz bardziej stabilne. Na uwagę zasługuje wzrost oceny koncernu Renault i obu jego marek: Renault i Dacia, które odnotowały awanse o pięć i cztery pozycje. W Grupie Volkswagena niewielki wzrost odnotowało Audi oraz Volkswagen, spadki zaś Skoda oraz SEAT. Na niższym poziomie niż przed rokiem dealerzy ocenili także współpracę z Mercedesem oraz Suzuki. Niewielkie wzrosty odnotowały Opel, Ford oraz Fiat. Pierwszą piętnastkę zamyka w tym roku, awansujący o trzy pozycje Volkswagen – wyjaśnia ekspert.

Automotive raport_draft_Page_07.jpg

9. „Niezależne Badanie Satysfakcji Dealerów Samochodowych” zostało przeprowadzone w okresie kwiecień-maj 2016 r. Wzięli w nim udział właściciele, a także osoby zarządzające stacjami dealerskimi sprzedającymi samochody osobowe o dopuszczalnej masie całkowitej do 3,5 t. W badaniu uzyskano 372 ankiety 26 marek następujących marek: Alfa Romeo, Audi, BMW, Citroen, Dacia, Fiat, Ford, Honda, Hyundai, Jeep, KIA, Lancia, Mazda, Mercedes, Mitsubishi, Nissan, Opel, Peugeot, Renault, SEAT, Skoda, Subaru, Suzuki, Toyota, Volkswagen oraz Volvo.

Z. Jakubas: RPP mogłaby obniżyć stopy procentowe o 50 punktów bazowych

CEO Magazyn Polska

Mimo że stopy procentowe, a wraz z nimi oprocentowanie kredytów, są najniższe w historii, przedsiębiorcy w Polsce wciąż ponoszą wyższe koszty finansowania niż ich koledzy zaciągający pożyczki w euro, dolarach czy frankach. Zdaniem Zbigniewa Jakubasa, przedsiębiorcy i inwestora giełdowego, właściciela Grupy Kapitałowej Multico, Rada Polityki Pieniężnej powinna porzucić strategię utrzymywania stóp na niezmienionym poziomie i jeszcze bardziej poluzować politykę pieniężną. Nawet o 50 punktów bazowych.

– Już rok temu słyszeliśmy tłumaczenie, że tak, mamy deflację, ale popatrzmy, bo może będzie gorzej. Gorzej nie jest, tylko na szczęście jest lepiej, bo gaz potaniał, ropa potaniała, to są dwa bardzo istotne elementy, które rzutują albo na inflację albo na deflację – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Zbigniew Jakubas, przedsiębiorca i inwestor giełdowy. – Niewiele dziedzin w międzyczasie zanotowało zwyżkę cen, w związku z tym myślę, że bank mógłby się pokusić o bardziej odważne podejście do polityki przede wszystkim inwestycyjnej, obniżyć stopy nawet o 0,5 proc. i obserwować, a gdyby się okazało, że pojawia się jakiś cel inflacyjny, to wtedy można zawsze szybko podnieść.

Deflacja, czyli spadek cen towarów i usług konsumpcyjnych, w skali rocznej utrzymuje się od lipca 2014 roku. Ostatni odczyt za kwiecień pokazał pogłębienie się deflacji (-1,1 proc. wobec -0,9 proc. w styczniu i marcu i -0,8 proc. w lutym), choć w ujęciu miesięcznym nastąpił niewielki (0,3 proc.) wzrost. To drugi miesiąc z rzędu, gdy ceny rosną względem poprzedniego miesiąca. Tymczasem stopy procentowe od marca 2015 roku, czyli od 14 miesięcy, pozostają na stałym poziomie. Stopa referencyjna wynosi 1,5 proc. To wprawdzie poziomy najniższe w historii, ale wciąż wyraźnie powyżej tych wyznaczanych przez Europejski Bank Centralny, Rezerwę Federalną, Szwajcarski Bank Narodowy czy Bank Japonii.

– Ja bym nie był też za jakimiś drastycznymi ruchami. Myślę, że jeżeli to byłoby 0,25 proc., to byłoby to takie chyba spokojne badanie rynku i obserwacja – proponuje przedsiębiorca. – Jeżeli dalej mamy deflację albo stabilizację, to być może jeszcze raz 0,25 proc. za kilka miesięcy próbował testować.

Skład Rady Polityki Pieniężnej uległ w tym roku zmianie niemal w całości, z wyjątkiem prof. Jerzego Osiatyńskiego, którego kadencja kończy się dopiero pod koniec 2019 r. Za miesiąc nastąpi jeszcze zmiana na stanowisku prezesa NBP, ale najprawdopodobniej zostanie ono obsadzone prof. Adamem Glapińskim, który zasiadał w szeregach RPP przez ostatnie sześć lat. Sądząc po dotychczasowych posiedzeniach Rady w zmienionym składzie, raczej w krótkim terminie zmian stóp spodziewać się nie należy. Sam prof. Glapiński mówił ostatnio w wywiadach, że obniżka wprawdzie nie zaszkodziłaby gospodarce, ale i nie bardzo pomogła, więc lepiej utrzymać dotychczasowy poziom, by nie wprowadzać niepokoju na rynek.

– Jeżeli patrzymy na naszą konkurencję europejską, szwajcarską, nawet amerykańską, to koszt pieniądza tam jest dużo niższy. Kredyt inwestycyjny na 10 lat i marża plus WIBOR 3,5 proc. nie jest tym samym, co ma Szwajcar – 0,5 albo 1 proc., to są 3 pkt proc. różnicy, w ciągu 10 lat – 30 pkt proc. różnicy, na którą trzeba zapracować. To jest też konkurencyjność gospodarki – przekonuje Jakubas. – Pod tym względem mamy jeszcze dużo do zrobienia. Myślę, że polityka banku powinna być jeszcze bardziej łagodna, a stopy procentowe powinny być obniżone, bo nie mamy inflacji.

W Europejskim Banku Centralnym stopa lombardowa wynosi 0,25 proc., refinansowa – 0 proc., a depozytowa – -0,4 proc. W Szwajcarii jest to poziom między -1,25 proc. a -0,25 proc. Nawet amerykański Fed po grudniowej podwyżce powstrzymuje się od dalszych ruchów i główna stopa w USA od niemal pół roku pozostaje w przedziale 0,25-0,5 proc.

– Z punktu widzenia biznesu zawsze im niższe są stopy procentowe, tym lepiej, bo wtedy łatwiej się sięga po finansowanie i mniej ono kosztuje. Polska przez ostatnie 20-lecie nie była, niestety, krainą mlekiem i miodem płynąca, ponieważ stopy procentowe były bardzo wysokie – przypomina Jakubas. – Pamiętamy 15–20 lat temu stopy procentowe sięgały dwudziestu kilku procent miesięcznie, owszem, inflacja była wtedy spora, natomiast ostatnie lata jednak ten WIBOR schodził od 4,5 proc. w dół, w tej chwili mamy 1,7, ale jest to też sporo.

W 2000 roku WIBOR trzymiesięczny sięgał 19,5 proc., a referencyjna stopa NBP wynosiła 16,5–19 proc. Ceny rosły o 8,5–11,6 proc. w ujęciu rocznym. Dziś są to poziomy odpowiednio ok. 1,7 proc., 1,5 proc. i -1 proc.

Kurs złotego zależeć będzie od pozycji walut rynków wschodzących wobec dolara

CEO Magazyn Polska

Druga połowa maja i początek czerwca przyniosły umocnienie złotego. Dolar spadł poniżej 3,83 zł, zaś euro oscyluje wokół 4,36 zł. To poziomy niewidziane od miesiąca. Sytuacja może się jednak diametralnie zmienić w ciągu kilkunastu dni w wyniku posiedzenia Fed oraz referendum w Wielkiej Brytanii. Zdaniem ekspertów początkujący inwestorzy nie powinni teraz ryzykować swoich pieniędzy.

– Trudno jednoznacznie wskazać kierunek inwestowania. Uważam, że waluta jest jednym z najbardziej ryzykownych aktywów, jeżeli nie najbardziej ryzykownym – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jakub Makurat, dyrektor generalny Ebury Polska. – Kursy walut obecnie podążają za głównymi nurtami makroekonomicznymi, czyli spodziewana podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych będzie powodowała dalsze umocnienie dolara, takie jest bazowe założenie. Jeżeli się tak wydarzy, waluty krajów rozwijających się, w tym także i polski złoty w relacji do dolara amerykańskiego, będą się osłabiać.

Decyzja Rezerwy Federalnej zostanie ogłoszona 15 czerwca, zostanie też wsparta nową oceną stanu amerykańskiej gospodarki przez Bank Centralny. Podwyżka stóp nie jest wykluczona, choć po słabych piątkowych danych z rynku pracy jest uważana za mniej prawdopodobną niż przed ich publikacją. Część ekonomistów sądzi, że FOMC chętnie skorzysta z okazji odsunięcia decyzji przynajmniej o kilka tygodni, by poznać wynik referendum w Wielkiej Brytanii. Odbędzie się ono osiem dni po konferencji Fed.

– Brexit może trochę namieszać, jeżeli stałby się realny. Na razie sondaże pokazują, że prawdopodobieństwo brexitu, przynajmniej w wyniku referendum, trochę spadło – mówi Makurat. – Sam brexit jako taki nie jest tragedią, nie jest końcem świata. Jest po prostu zmianą układu sił i dużym krokiem w tył dla tego, co osiągnęła Wielka Brytania w Unii Europejskiej. Ale Brytyjczycy zawsze mieli swój sposób na prowadzenie ekonomii i polityki, więc w tym wypadku to będzie ich suwerenna decyzja. Scenariusz samego brexitu byłby jednak precedensem dla całej Unii Europejskiej dosyć niepowtarzalnym.

Jeżeli jednak obywatele Zjednoczonego Królestwa opowiedzą się za pozostaniem ich kraju w Unii, oznaczać to będzie umocnienie funta brytyjskiego. Od początku roku funt stracił do euro 5,5 proc., do dolara nieco mniej – 1 proc. Wobec złotego brytyjska waluta osłabiła się w tym czasie o 3,5 proc., co ma znaczenie dla osób otrzymujących pieniądze od rodzin pracujących na Wyspach.

– Jeżeli ktoś pracuje z walutami i jest przedsiębiorcą, to przede wszystkim musi patrzeć na kurs walutowy jako punkt odniesienia. Można mieć swój klucz budżetowy, kurs oczekiwany, ale kursu rynkowego nie przewidzi nikt ze stuprocentową pewnością – uważa Jakub Makurat. – Dlatego zabezpieczenie polega na tym, żeby obecny kurs zapewnić sobie na najbliższe miesiące czy nawet lata. Inwestowania bez dużej wiedzy i bez solidnego przygotowania na rynku walutowym początkującym nie polecam.

Złoty od początku roku zyskał do dolara 2,5 proc., zaś do euro stracił 2 proc. Zdaniem dyrektora generalnego Ebury Polska w najbliższym czasie trendy mogą jednak się odwrócić.

– Pozycja złotego będzie konsekwencją pozycji walut rynków wschodzących względem dolara. Jeżeli zakładamy umocnienie się dolara, złoty przynajmniej w relacji do dolara ma duże prawdopodobieństwo osłabienia się. Tak zakłada nasz bazowy scenariusz – mówi Makurat. – Jeżeli przełożymy to na kurs euro do dolara i później na polski złoty, to jeżeli będziemy mieli silniejszego dolara do złotego, to będziemy mieli też mocniejszego złotego do euro w relacji do obecnych poziomów.

Nowe prawo restrukturyzacyjne pomaga firmom wyjść na prostą. Spada liczba ogłaszanych przez sąd upadłości

CEO Magazyn Polska

W Polsce dotychczas tylko 1,5 proc. wszystkich upadłości kończyło się zawarciem układu. Dzięki nowemu Prawu restrukturyzacyjnemu zaczyna się to zmieniać. W pierwszym kwartale tego roku sądy wydały 117 postanowień o upadłości w celu likwidacji majątku, rok wcześniej było ich 157. Do prawników zgłasza się coraz więcej firm, które dopiero przewidują problemy i chcą mieć plan naprawczy na wypadek dalszego pogorszenia się sytuacji.

Z dużym zadowoleniem przyjmujemy fakt, że po wejściu w życie ustawy Prawo restrukturyzacyjne przychodzą do nas dłużnicy na naprawdę bardzo wczesnym etapie. Mówią, że być może będą mieli trudności finansowe i chcieliby się do tego przygotować, mieć plan awaryjny na wypadek utraty płynności tak, by w majestacie prawa wyjść z problemów uczciwie wobec wierzycieli – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Roch Pietrzak, prezes zarządu i doradca restrukturyzacyjny w PMR Restrukturyzacje.

Prawo restrukturyzacyjne daje większą szansę na uratowanie przedsiębiorstwa znajdującego się w złej sytuacji finansowej. W Polsce dotychczas najczęściej była ogłaszana upadłość likwidacyjna. Teraz – na wzór regulacji amerykańskich – przepisy nie tylko pozwalają na uratowanie firmy, lecz także dają pierwszeństwo przepisom restrukturyzacyjnym nad przepisami upadłościowymi. Ustawa wprowadziła cztery nowe postępowania restrukturyzacyjne w dużej mierze oparte na praktykach międzynarodowych.

Nowe prawo restrukturyzacyjne to wachlarz różnego rodzaju procedur możliwych do zastosowania na wypadek różnych problemów pojawiających się w przedsiębiorstwach. Przede wszystkim jest postępowanie mało inwazyjne, czyli samodzielne zbieranie głosów i postępowanie w przedmiocie zatwierdzenia układu. Powiązane np. z układem częściowym powoduje, że przedsiębiorstwo nie musi obejmować układem wszystkich swoich wierzycieli, ale np. kilku największych – tłumaczy Pietrzak.

Jak wskazuje ekspert, takie postępowanie daje też korzyści podatkowe. Umorzone należności stają się bowiem kosztem po stronie wierzyciela.

Postępowanie restrukturyzacyjne obejmuje również postępowanie układowe, przyspieszone postępowanie układowe lub postępowanie sanacyjne, przy którym następuje restrukturyzacja zobowiązań. Pozwala to nie tylko na zlikwidowanie zadłużenia, lecz także znalezienie przyczyn złej sytuacji firmy i ich wyeliminowanie, np. wypowiedzenie szkodliwych umów.

Z prowadzonej przez nas praktyki wynika, że prawo restrukturyzacyjne wydaje się bardzo atrakcyjne. O ile w pierwszym miesiącu obowiązywania, w styczniu i w pierwszej połowie lutego nie było zbyt wielu wniosków, o tyle od połowy lutego odnotowujemy ich coraz większy napływ – zaznacza prezes PMR Restrukturyzacje.

Ze statystyk Coface wynika, że w ciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku sądy wydały 136 postanowień upadłościowych i restrukturyzacyjnych polskich przedsiębiorstw, z czego 117 upadłości w celu likwidacji majątku i 13 upadłości z możliwością zawarcia układu. Dla porównania, w ubiegłym roku było to odpowiednio 157 i 27. Eksperci Coface podkreślają, że jest to w dużej mierze właśnie efekt wprowadzonych w styczniu przepisów, które dają pierwszeństwo przepisom restrukturyzacyjnym nad przepisami upadłościowymi.

Jeżeli jednocześnie wpłyną wnioski o ogłoszeniu upadłości przez przedsiębiorstwo i o wszczęcie postępowania restrukturyzacyjnego, to sąd upadłościowy wstrzymuje się z rozpoznaniem wniosku o ogłoszeniu upadłości do czasu rozpoznania wniosku o wszczęcie restrukturyzacji. To bardzo ważny sygnał, że likwidacja to ostateczność i zawsze jest na nią czas – podkreśla Pietrzak.

Dotychczas 17 proc. postępowań upadłościowych w Polsce było upadłościami układowymi, a zaledwie nieco ponad 1 proc. wszystkich upadłości kończyło się zawarciem układu. Tymczasem, jak przekonuje Pietrzak, na restrukturyzacji korzystają wszyscy.

W przypadku dobrze poprowadzonej restrukturyzacji mamy duże szanse, aby wszyscy wierzyciele odnieśli większą korzyść, a dłużnik zachował przedsiębiorstwo. To się przekłada na miejsca pracy i koniunkturę gospodarczą. Należy więc te narzędzia możliwie szybko i często wykorzystywać. Widać, że przedsiębiorcy zaczęli tak robić – ocenia ekspert.

Zdaniem Pietrzaka konieczna jest jednak zmiana podejścia wierzycieli, którzy często się obawiają, że przy restrukturyzacji ich roszczenia nie zostaną zaspokojone. Dzięki współpracy często jednak można uratować firmę i jednocześnie spłacić jej zobowiązania.

Myślę, że zmianą mentalności, również wierzycieli, dojdziemy do takich standardów, jakie są na Zachodzie. Tam postępowania restrukturyzacyjne są naturalną rzeczą, wpisaną w życie każdego przedsiębiorstwa – przekonuje Maciej Roch Pietrzak.

Polska potrzebuje dużych inwestycji w szkolnictwo zawodowe. Inaczej nie przyciągnie zagranicznego kapitału

CEO Magazyn Polska

Choć Polska postrzegana jest korzystnie przez inwestorów zagranicznych, to liczba inwestycji, zwłaszcza w specjalnych strefach ekonomicznych, jest niższa niż przygotowane pod nie atrakcyjne tereny. Przyciągnąć inwestorów mógłby kapitał ludzki, niestety, brakuje osób o takich umiejętnościach zawodowych, na które jest zapotrzebowanie. Katowicka SSE wraz z Politechniką Śląską planują uruchomienie dualnych studiów, które pozwolą na jednoczesną naukę teorii i praktykę w konkretnej firmie.

Miejsc do inwestowania dobrze wyposażonych w infrastrukturę i nieźle skomunikowanych jest znacznie więcej niż potencjalnych inwestorów, dlatego musimy sięgać po znacznie kosztowniejsze w utrzymaniu czy w realizowaniu przewagi konkurencyjne. Wracamy do naszej podstawowej przewagi, którą jest kapitał ludzki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Wojaczek, prezes Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. – Rynek pracy uległ pewnej deformacji. Szkoły zawodowe kształciły w zawodach, które są potrzebne na świecie, a nie u nas – kucharzy czy fryzjerów. My potrzebujemy ludzi do obsługi nowoczesnych fabryk.

Przed rokiem Katowicka SSE rozpoczęła pilotażowy program K2 – Kariera i Kompetencje. W maju uruchomiono w siedzibie Zakładu Doskonalenia Zawodowego w Katowicach Centrum Kompetencji, którego celem jest zapewnienie oferty edukacyjnej w zakresie automatyki, pneumatyki, hydrauliki, robotyki i mechatroniki przemysłowej.

Szkoły muszą się zmienić tak, żeby swoimi wynikami zaświadczały o tym, że to jest prestiżowe miejsce. Liczba uczniów, którzy uzyskują dobre miejsce pracy w okresie sześciu miesięcy i średnie wynagrodzenie to są parametry, że szkoła kształci w dobrej specjalizacji, na właściwym poziomie. Ale to wszystko trzeba zbudować – przekonuje Wojaczek.

Jak mówi, na Politechnice Śląskiej trwają przygotowania do uruchomienia trzyletnich licencjackich studiów zawodowych na Wydziale Mechaniczno-Technologicznym. Mają one ruszyć w najbliższym roku akademickim. Połowę czasu studenci spędzą w firmach, ucząc się zawodu w praktyce.

Ich prace dyplomowe będą rozwiązaniem konkretnych problemów technicznych czy technologicznych u pracodawcy. Ci ludzie natychmiast będą mieli pracę, bo nikt takiej osoby nie wypuści od siebie, jeżeli przedtem ona ten cykl przeszła w sposób prawidłowy – przekonuje Wojaczek. – Pomoc publiczna się pewnie kiedyś skończy, ale zostanie nam przewaga dobrze zorganizowanego miejsca na inwestycje, niedrogiego i świetnego rynku pracy. To są dwie rzeczy, które należy poprawić i rozwinąć, a wówczas wciąż będziemy liderami.

Katowicka SSE w czerwcu obchodzi swoje 20-lecie. Przez ten czas zebrała ponad 5,5 mld euro na inwestycje. Największą część z nich przekazali Amerykanie – 35,8 proc., oraz Włosi – 22,4 proc. W strefie inwestują też m.in. Polacy, Niemcy, Japończycy i Hiszpanie.

Nasi klienci rozwijają się w kierunku wysokich technologii i innowacji. To jest trochę w sprzeczności z podstawowym założeniem strefy, tzn. z tym, że ona ma tworzyć miejsca pracy. Ale trend reinwestowania zysków w strefie po to, żeby na przykład dobudować kolejną nowoczesną linię produkcyjną, która wprawdzie w zestawieniu z tą pierwszą zatrudni 10 razy mniej ludzi, oznacza jednak, że dzięki temu chronimy te pierwsze miejsca pracy – dzieli się doświadczeniami prezes Katowickiej SSE.

Jak podkreśla, niezadowoleni inwestorzy mogliby opuścić strefę i zlikwidować wszystkie miejsca pracy. Ponadto inwestycje w zaawansowane technologicznie rozwiązania podnoszą kwalifikacje zawodowe pracowników, dając im wyższe kompetencje, co przyczynia się do tego, że pracodawcom nie opłaca się ich zwalniać. Dodatkowo pozytywną stroną inwestycji dokonywanych w Katowickiej SSE jest fakt, że inwestorzy nie są uzależnieni od jednego odbiorcy, którego kłopoty mogłyby spowodować ich bankructwo czy przynajmniej konieczność ograniczenia produkcji.

Te firmy, zwłaszcza z branży motoryzacyjnej, mają tak dobrze zdywersyfikowane portfele zamówień, że nawet zamieszanie w jednej czy w dwóch fabrykach nie powoduje żadnej frustracji właściciela, a tym bardziej pracowników, o których nam chodzi. To wszystko przebiega w sposób niezauważalny – mówi Wojaczek.

Motoryzacja to najważniejsza branża w strefie. Odpowiada za ponad 60 proc. inwestycji. Kolejna – wyroby ze szkła – jest dziewięciokrotnie mniejsza.

Polska walczy o kolejne fabryki samochodów, ale nawet jeżeli ta fabryka nie trafi do nas, tylko na Słowację, Węgry czy do Czech, to i tak dostawcy ulokują w portfelach naszych klientów zlecenia. A właśnie dywersyfikacja powoduje, że stabilność tego zatrudnienia jest kilka razy większa niż w jednej fabryce, która uzależniona jest od produkcji najczęściej jednego modelu – przekonuje.

Rośnie rola PR w przedsiębiorstwach. Przyszłością branży jest budowanie długoterminowej reputacji firmy

CEO Magazyn Polska

Rośnie świadomość roli PR w przedsiębiorstwach, doceniana jest również jego skuteczność. Wyzwaniem dla całej branży jest budowanie nie tylko doraźnego wizerunku firmy, lecz także długoterminowej reputacji opartej na zaufaniu. Eksperci oceniają, że PR-owców czekają bardzo dobre lata ze względu na rosnące zapotrzebowanie na dostarczane przez nich treści. Dobre perspektywy powodują, że chętnych do pracy i studia z zakresu PR nie brakuje.

Dotychczas zarządzaliśmy wizerunkiem, który jest krótkookresowy. Wyzwaniem na przyszłość jest bardziej zarządzanie reputacją, czyli sumą wizerunków, wynikającą z czegoś znacznie poważniejszego niż wizerunek, czyli zaufania. To przyszłość, która stoi przed całą branżą: public relations, komunikacją, marketingiem, społeczną odpowiedzialnością biznesu – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Konrad Ciesiołkiewicz, dyrektor komunikacji korporacyjnej i CSR w Orange Polska.

Jak przekonuje Konrad Ciesiołkiewicz, kryzys zaufania, który ma swoje największe odzwierciedlenie w krachu finansowym trwającym od 2008 i symbolicznym upadku banku Lehman Brothers, ma swoje źródła właśnie w zarządzaniu. Istotne jest budowanie reputacji, co wymaga od zarządzających przede wszystkim partnerstwa i  długookresowych relacji, a nie wyłącznie myślenia transakcyjnego. Kluczowe jest przyjęcie długookresowej optyki, nie można oczekiwać zwrotu wizerunkowego z dnia na dzień.

Reputacja dotyczy nie tylko tego, żeby maksymalizować krótkookresowy zwrot z inwestycji wizerunkowej, lecz także tego, by zarządzać potencjalnym ryzykiem i żeby tak zarządzać organizacją, firmą, przedsiębiorstwem, instytucją, żeby zmniejszać skalę negatywnego wpływu, ograniczyć czynniki ryzyka i naprawiać to, co jest do naprawy – przekonuje dyrektor w Orange Polska. – To jest element całego zarządzania strategicznego, nie tylko branży public relations.

Firmy coraz częściej zdają sobie sprawę z istotnej roli PR. Znaczenie całej branży będzie rosło, zwłaszcza że coraz większe będzie również zapotrzebowanie na nią.

Dostarczanie treści jest istotą mediów. W związku z tym potrzeba, żeby ktoś dostarczał treści, jest ogromna, a tym w największym stopniu zajmują się właśnie PR-owcy. Dlatego jestem przekonany, że branża reklamowa, branża medialna w coraz większym stopniu będzie oddawała pole narzędziom i treściom pochodzącym od PR-owców – ocenia Adam Łaszyn, prezes Alert Media Communications i pomysłodawca publikacji „Pierwsze ćwierćwiecze. 25 lat public relations w Polsce”.

Jak podkreśla, siłą tej branży są osoby w niej zatrudnione.

Nie sądzę, żeby w jakakolwiek innej branży w Polsce pracowali ludzie z tak bogatym doświadczeniem i wykształceniem – podkreśla Łaszyn. – W naszym zawodzie mamy byłych dziennikarzy, byłych marketingowców, byłych aktorów, ludzi o wykształceniu historycznym, prawniczym. Z badań wynika też, że pracują wśród nas trenerzy flamenco i seksuolodzy kliniczni.

Rośnie zainteresowanie pracą w branży, powstaje coraz więcej agencji PR, a na uczelniach pojawiają się kierunki, które kształcą właśnie w tym kierunku. Eksperci oceniają, że to przede wszystkim ścisła współpraca na linii biznes–nauka pozwala kształcić kadry zgodnie z potrzebami rynku pracy. Przedsiębiorstwa z branży często aktywnie uczestniczą w systemie edukacji, przygotowują program, zajęcia, a także oferują staże i praktyki.

Otoczenie prawne, które kształtuje szkolnictwo wyższe w Polsce, otworzyło się na współpracę z biznesem. Jest bardzo mocno zainteresowane, żeby wykształcić świetnych pracowników – podkreśla dr Maria Buszman-Witańska z Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. – Im bardziej obie strony będą znały swoje potrzeby, tym lepiej skuteczniej będą kształciły dobrych pracowników, którzy zyskają szansę na szybką i skuteczną karierę zawodową.

Dodaje, że na dostępność pracy absolwenci nie mogą narzekać. Rosnące zapotrzebowanie na specjalistów PR powoduje także, że wynagrodzenia w branży rosną.

Rynek dynamicznie się zmienia, potrzebuje coraz więcej specjalistów. Jestem więc dobrej myśli, że wykształceni absolwenci naszych uczelni znajdują prace szybko. A to, czego w teorii i w praktyce podczas studiów nie poznali, wypracowują i uzupełniają w pracy w firmach – wskazuje Maria Buszman-Witańska.

Branża informatyczna poszukuje pracowników. Zapotrzebowanie sięga nawet 50 tys. osób

CEO Magazyn Polska

Sposobem na zwiększenie liczby pracowników w branży informatycznej ma być przyciągnięcie kobiet na kierunki ścisłe. Z danych różnych agencji zatrudnienia wynika, że zapotrzebowanie na informatyków w Polsce wynosi 30–50 tys. Dla branży istotne jest także zachęcenie zagranicznych firm do podejmowania w Polsce innowacyjnych inwestycji, które często trafiają za naszą południową granicę. Przyciąganie ich do kraju będzie budowało kompetencje, które będą w najbliższych latach bardzo poszukiwane na rynku pracy.

– Podstawowym wyzwaniem dla branży informatycznej są talenty, czyli zasoby ludzkie, oraz innowacje i ich wsparcie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Mach, dyrektor zarządzający Luxoft Europa Centralna. – Mamy wciąż możliwość zatrudnienia dużo większej liczby osób na naprawdę dobre miejsca pracy, brakuje nam jednak ludzi. Problemem jest to, że bardzo mały procent kobiet pracuje na rynku IT.

Z raportu przygotowanego przez Siemens i Fundację Edukacyjną „Perspektywy” wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat odsetek kobiet w branżach technologicznych zwiększył się o 6 proc. Wciąż jednak jest on niski i wynosi ok. 20–25 proc. Udział studentek na kierunkach kluczowych dla branż STEM (Science, Technology, Engineering and Mathematics) wynosi zaledwie 13 proc.

Mamy bardzo mądre kobiety, dlatego nie ma powodu, żeby nie zrobić strukturalnego programu współpracy z uczelniami, w ramach którego zachęcalibyśmy te młode kobiety do kierunków bardziej inżynieryjnych, co przekładałoby się później na bardzo dobrą pracą – mówi Wojciech Mach.

Jakość kadry to jedna z przewag konkurencyjnych Polski. Inne zalety to rozwijająca się gospodarka i stabilna sytuacja geopolityczna. Polska może pochwalić się także coraz lepszą infrastrukturą transportową.

Ponad 70 proc. inwestorów zagranicznych, którzy zainwestowali w Polsce, rozwija się dalej, czyli ich projekty się sprawdziły. Jest to świetna informacja dla naszych dzieci, które kończą studia, bo będą miały szansę otrzymać dobrą pracę – mówi dyrektor zarządzający Luxoft Europa Centralna.

Wciąż jednak często przegrywamy walkę o zagraniczne inwestycje z sąsiadami z południa, czyli Czechami i Słowakami.

Trzeba więcej pomagać firmom we wdrażaniu innowacji, np. w zakresie robotyki, czyli automatyzacji procesów, o czym ostatnio dużo się mówi. Kiedyś potrzebowałeś człowieka, żeby siedział i pisał ręcznie, teraz możesz postawić robota, program czy software, który to zrobi za ciebie – podkreśla Mach. – Takiej bardzo ciekawej pracy jest bardzo dużo na rynku i możemy ją przenosić do Polski, ale znowu potrzebujemy do tego ludzi.

Do Polski coraz częściej trafiają zaawansowane projekty biznesowe z zakresu np. IT, badań i rozwoju, a także finansów i bankowości. Jak wynika z danych ABSL, 89 proc. centrów biznesowych zagranicznych firm zwiększyło w ostatnich trzech latach zakres realizowanych procesów biznesowych. Tyle samo zwiększyło stopień zaawansowania tych procesów.

Luxoft zajmuje się outsourcowaniem usług głównie w informatyce. Jest globalną grupą, która w Polsce zatrudnia już 2 tys. pracowników, i mimo trudności ze znalezieniem dużej liczby wykwalifikowanych informatyków dwie trzecie z tej grupy zatrudnił w ubiegłym roku. W obecnym zamierza przyciągnąć kolejne 500 osób, zarówno do już działających biur w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście, jak i do nowej lokalizacji w Warszawie. W Polsce pracuje już prawie 20 proc. wszystkich pracowników firmy.

To, że Polacy coraz mocniej wchodzą w struktury międzynarodowych korporacji, odgrywając w nich coraz ważniejsze role, pozwala nam przenosić do Polski bardzo ciekawe miejsca pracy. Stworzyliśmy w Luxofcie np. tzw. creative lab, czyli miejsce, w którym pracujemy nad doświadczeniami interfejsu użytkownika, tzn. cała nauka, psychologia tego, jak człowiek współpracuje z maszyną, samochodem czy komputerem – podaje przykład Wojciech Mach. – Wiele innych firm podejmuje tego typu przedsięwzięcia. Przenosząc technologie, które są wciąż nowinkami na świecie, jak big data, newSQL, masę innych technicznych czy procesowych innowacji, które dają bardzo ciekawą pracę i pozwalają szkolić młodych Polaków w technologiach, które będą przez wiele lat jeszcze bardzo potrzebne na rynku.

Polscy producenci okien i drzwi podbijają rynki europejskie. Do zagranicznych klientów trafiło blisko 9 mln produktów

CEO Magazyn Polska

W ubiegłym roku Polska wyprzedziła Niemcy w sprzedaży za granicę stolarki budowlanej. Na eksport trafiło łącznie 8,8 mln okien i drzwi, a wartość sprzedaży, po wzroście o blisko 12 proc., przekroczyła 1,55 mld euro. – Na europejskim rynku stolarki budowlanej atutem polskich firm jest wciąż relatywnie niska cena, ale w połączeniu z wysoką jakością – przekonuje prezes Oknoplastu. Na znaczeniu zyskują także różnego rodzaju innowacje, głównie w zakresie energooszczędności i termoizolacji.

Atrakcyjność polskich producentów okien wynika przede wszystkim z konkurencyjnej ceny. Istotne są także innowacje, czyli wszelkiego rodzaju nowinki techniczne – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mikołaj Placek, prezes firmy Oknoplast.

Branża stolarki okiennej i budowlanej jest jedną z najbardziej konkurencyjnych sektorów polskiej gospodarki. Na krajowym rynku prowadzi działalność około 2,5 tys. producentów tego rodzaju wyrobów. Nawet 60–70 proc. ich produktów trafia za granicę, głównie do Unii Europejskiej.

Zdaniem Mikołaja Placka firmy dostosowują profil produkcji do wymagań rynku docelowego. W poszczególnych krajach klienci zwracają bowiem uwagę na nieco inne elementy. W Polsce jedną z najważniejszych cech okna jest termoizolacyjność, czyli oszczędności związane z ogrzewaniem. Na rynku niemieckim szczególnie ważne są aspekty techniczne – produkt musi dobrze działać, być ergonomiczny, łatwy w obsłudze i służyć latami. We Włoszech i Francji klienci przykładają większą niż w innych krajach wagę do designu, koloru oraz wykończenia.

W całej Europie rośnie przy tym zapotrzebowanie na okna energooszczędne – wskazuje Mikołaj Placek. – Trend ten widzimy od lat w Polsce, Niemczech i na pozostałych rynkach Europy Środkowej. Ostatnio postępuje on także na innych rynkach UE, szczególnie południowych, takich jak Włochy, Francja czy Hiszpania. Tam jednak nie jest to związane z oszczędnością energii w ogrzewaniu, ale w klimatyzacji.

Z danych Centrum Analiz Branżowych (CAB) wynika, że w ubiegłym roku powstało w Polsce prawie 13 mln okien, o 4,5 proc. więcej niż w 2014 roku, oraz ponad 8,2 mln drzwi (wzrost o 9,5 proc.). Boom w branży wynika w głównej mierze z szybko rosnącego eksportu. W tym samym czasie spadała aktywność najsilniejszych wcześniej producentów niemieckich. W rezultacie Polska, z 21-proc. udziałem, stała się największym eksporterem tego rodzaju wyrobów wśród krajów UE.

Obecnie 70 proc. okien sprzedanych za granicę trafia do Unii, z czego 60–70 proc. do Niemiec – precyzuje Mikołaj Placek. – Eksport stanowi dzisiaj ponad 70 proc. przychodów Oknoplastu. Nasz udział w eksporcie z Polski okien z tworzyw sztucznych wynosi ponad 15 proc.

Nowa aplikacja ma przyciągnąć turystów do Pałacu Kultury i Nauki. Do promocji coraz częściej wykorzystywane będą nowe technologie

CEO Magazyn Polska

Pałac Nauki i Kultury walczy o turystów. Dzięki aplikacji „Horyzont Historii” z poziomu wirtualnego Tarasu Widokowego można obejrzeć Warszawę z XI, XIV i XVI wieku oraz z 1944 roku. – Na pewno będziemy dokręcać kolejne epoki. To duże wyzwanie techniczne i historyczne – zapowiada Sebastian Wierzbicki z PKiN. Zapowiada również zacieśnienie współpracy z partnerami technologicznymi.

Chcemy, żeby Pałac Kultury się zmieniał, żeby nie był to brudny budynek w centrum miasta, z którym wielu warszawiaków i turystów go kojarzy. W ciągu roku, jako nowy zarząd, wprowadziliśmy wiele rozwiązań po to, by przyciągnąć tutaj jeszcze więcej osób. Można chyba ocenić, że to nam się udało. W ciągu ostatniego roku taras widokowy na 30. piętrze odwiedziło ponad 105 tys. turystów więcej niż wcześniej – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Sebastian Wierzbicki, członek zarządu Pałacu Kultury i Nauki.

Obecnie w PKiN turyści mogą odbyć wirtualną wycieczkę po historii Warszawy. Dzięki aplikacji „Horyzont Historii” z poziomu wirtualnego Tarasu Widokowego można zobaczyć, jak zmieniała się Warszawa na przestrzeni dziejów, w XI, XIV i XVI wieku. Podróż kończy się na roku 1944 roku, a z tarasu widać wówczas gruzy zniszczonego miasta. Użytkownika aplikacji otaczają obrazy 3D, a wszystkie gesty wykonane w rzeczywistości znajdują odzwierciedlenie w aplikacji.

Każdy, kto założy trójwymiarowe okulary, będzie mógł zobaczyć, jak wyglądała Warszawa kiedyś, i porównać ją z obecnym wyglądem miasta. Ci, którzy jeszcze do Warszawy nie trafili, będą mogli tę aplikację ściągnąć na komputer w domu i nawet z odległych Chin zobaczyć Warszawę. Mamy nadzieję, że zachęci ich to do wizyty w naszym mieście – wskazuje Wierzbicki.

Jak zaznacza przedstawiciel PKiN, takiej aplikacji nie ma w żadnej atrakcji turystycznej. Jeśli spotka się z dużym zainteresowaniem, „Horyzont Historii” będzie rozwijany. W planach są kolejne epoki.

To duże wyzwanie techniczne i historyczne pokazać, jak wyglądała Warszawa np. przed II wojną światową. Z perspektywy 30. piętra moglibyśmy oglądać samochody, dorożki, spacerujące eleganckie panie, życie przedwojennej Warszawy. To już ogromne przedsięwzięcie, ale na pewno będziemy je realizować – zapowiada Wierzbicki.

Pałac Kultury i Nauki poszerza też ofertę wycieczek – do stałej oferty włączono podziemia budynku, które cieszyły się dużym zainteresowaniem podczas Nocy Muzeów w 2015 roku. W budynku pojawiło się też wiele nowych urządzeń, jak fotobudki czy medalomaty, będące standardem w innych tego typu obiektach. Jak wskazuje przedstawiciel PKiN, konieczne było też wprowadzenie rozwiązań, które wydają się być oczywiste, jak bezpłatny internet w holu, czy na tarasie widokowym, a także możliwość płatności kartą. Jak jednak zapowiada Wierzbicki, to nie koniec zmian wprowadzanych do oferty Pałacu Kultury.

Chcemy zacieśnić współpracę z naszymi partnerami technologicznymi. Dzisiaj to HTC i Immersion, ale wkrótce pojawią się kolejne firmy, które widzą potencjał w tym budynku i w tym miejscu. Sam Pałac Kultury i to, co dzieje się w budynku, w połączeniu z projektem „Plac Defilad”, czyli wydarzeniami, które mają miejsce przez cały rok na placu Defilad, organizowanymi przede wszystkim przez Teatr Studio we współpracy z nami, sprawiają, że to miejsce odwiedzają setki tysięcy turystów i warszawiaków miesięcznie. Chcemy, żeby tak pozostało – podkreśla Sebastian Wierzbicki.

Na rynku pracy zaczynają rządzić pracownicy

Stopa bezrobocia wyniosła w maju 9,2 proc. – szacuje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej.

prof. UW dr hab. Jacek Męcina - Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan
prof. UW dr hab. Jacek Męcina – Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan

Komentarz prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Stopa bezrobocia rejestrowanego w maju br. wyniosła 9,2 proc, co oznacza spadek o 0,3 pkt. proc w porównaniu do kwietnia tego roku i 1,5 pkt. proc. w porównaniu z majem ub. roku. Bezrobocie rejestrowane, szacowane na podstawie liczby bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy jest o blisko 2,5% wyższe od stopy bezrobocia na podstawie Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL). Badania BAEL polegają na pytaniu reprezentatywnej próby o status na rynku pracy i są z reguły bliższe rzeczywistości. Niestety, tylko bezrobocie rejestrowane pozwala na głębszą analizę lokalnych rynków pracy oraz struktury bezrobocia, dlatego długo będzie podstawowym miernikiem bezrobocia w Polsce.

Jednak szacunki ministerstwa potwierdzają obserwowaną od 2014 roku stałą tendencję spadku bezrobocia. Liczba bezrobotnych w końcu maja 2016 roku wyniosła 1 459,7 tys. osób i w porównaniu do końca kwietnia 2016 roku spadła o 62,1 tys. osób (o 4,1 proc.). W porównaniu do maja ubiegłego roku to spadek o 14,2 proc. Liczba wolnych miejsc pracy i miejsc aktywizacji zawodowej zgłoszonych przez pracodawców do urzędów pracy w maju br. wyniosła 124,8 tys. To o 2,5 tys. więcej niż rok wcześniej, a program wspierania zatrudnienia młodzieży przyjęty jeszcze w ubiegłym roku cieszył się ogromnym zainteresowaniem pracodawców i środki na ten cel skończyły się już w kwietniu. Te pozytywne trendy pozwalają na przyjęcie prognozowanego spadku bezrobocia na koniec roku do poziomu 8,6%, a bezrobocia według BAEL na poziomie 6 – 6,1%. W tym sensie polski rynek pracy staje się rynkiem pracy pracownika, a przed resortem pracy nowe wyzwania zapewnienia gospodarce jak najlepiej wykształconych kadr i aktywizacji możliwie najszerszej grupy bezrobotnych.

Prawdziwym wyzwaniem jest wprowadzenie na rynek pracy szacowanej na 800 tys. grupy długotrwale bezrobotnych, bez kwalifikacji lub z kwalifikacjami nieprzystającymi do potrzeb pracodawców. Dlatego doskonalić trzeba rozwiązania wprowadzone w 2014 roku jak Krajowy Fundusz Szkoleniowy, trójstronne umowy szkoleniowe, czy zlecanie usług aktywizacyjnych. Tylko dzięki indywidualizacji wsparcia możemy wprowadzić na rynek pracy grupy najbardziej oddalone na rynku pracy i chronić je przed wykluczeniem społecznym. Sprzyja temu rosnące zainteresowanie pracodawców nie tylko specjalistami i fachowcami, ale też pracownikami z grupy niskokwalifikowanych związanych z sektorem administrowania, ochrony, sprzątania, gastronomii i hotelarstwa.

Problemy z pozyskiwaniem pracowników powinny też skłaniać pracodawców do szerszego rozwijania w firmach Programów Praca – Życie, czy wsparcia zatrudnienia osób 50+. Tylko dzięki tym programom jest szansa na aktywizację blisko 800 tys. biernych zawodowo, najczęściej kobiet, które świetnie wykształcone mogłyby znacząco wzmocnić zatrudnienie, poprawiając w jeszcze większym stopniu wskaźniki zatrudnienia.

Konfederacja Lewiatan

Toyota uruchomi system paneli fotowoltaicznych o mocy 7,75 megawatów, który zaspokoi 25% zapotrzebowania na energię nowej siedziby amerykańskiego oddziału Toyoty.

Nowy budynek zarządu amerykańskiej Toyoty powstaje właśnie w Plano w Teksasie. Budynek zostanie wyposażony w elektrownię słoneczną o mocy 7,75 megawatów, która będzie dostarczała 25% energii zużywanej przez kampus. Panele fotowoltaiczne zainstalowane na garażach do końca grudnia 2017 roku, pozwolą zaoszczędzić tyle energii, ile zużywa 1000 amerykańskich gospodarstw domowych, co przekłada się na ograniczenie emisji CO2 o 7122 m3 rocznie.

Toyota Environmental Challenge 2050

Instalacja paneli słonecznych w nowej siedzibie Toyoty w USA stanowi element Toyota Environmental Challenge 2050, ambitnego planu ochrony środowiska, przyjętego przez Toyotę pod koniec 2015 roku. Program zakłada redukcję wpływu globalnej działalności firmy na środowisko niemal do zera i ograniczenie emisji dwutlenku węgla przez Toyotę o 90% w stosunku do poziomu z 2010 roku.

Solarne instalacje Toyoty w USA

Toyota jest liderem wykorzystania energii słonecznej wśród producentów samochodów w USA. Od 2008 roku w fabryce części w Ontario w Kalifornii pracuje 2,3-megawatowa elektrownia, produkująca 3,7 milionów kilowatogodzin rocznie, co pokrywa 58 procent zapotrzebowania na energię tego zakładu. W 2003 roku został uruchomiony największy w swoim czasie prywatny system paneli słonecznych, o powierzchni prawie 5000 m2. Znajduje się on na budynku Południowego Kampusu Toyoty w Torrance w Kalifornii. Mniejsze instalacje działają także w fabrykach Toyota Motor Manufacturing w Mississippi i Alabamie.

Technologia hybrydowa Toyoty umożliwiła firmie skonstruowanie innowacyjnego rozwiązania w dziedzinie zielonej energii. Na farmie Lamar Buffalo Ranch, w siedzibie strażników Narodowego Parku Yellowstone, Toyota zainstalował 208 używanych akumulatorów z modelu Camry Hybrid, które nie mogą już być wykorzystywane w samochodach, ale mają jeszcze wystarczająco dużo pojemności, żeby służyć do celów stacjonarnych. Dzięki temu odcięta od zewnętrznej sieci zasilania farma mogła przestawić się z generatorów Diesla na energię słoneczną magazynowaną w akumulatorach Toyoty.

Młodzi Polacy aktywni w poszukiwaniu zawodowych szans

Kluczem do zawodowego sukcesu jest obserwowanie zmian na rynku pracy i wymagań stawianych pracownikom oraz odpowiednie kierowanie karierą w oparciu o tę wiedzę. Najbardziej świadomi oraz aktywni w tym zakresie są młodzi Polacy. Aż 92 proc. osób w wieku 18-29 lat uważa, że warto być na bieżąco z rynkiem pracy i śledzić aktualne oferty pracy, nawet jeśli jest się obecnie zatrudnionym. Ekspert Pracuj.pl opowiada o tym, co możemy zyskać dzięki aktywnemu poszukiwaniu zawodowych szans.

Młodzi doceniają bycie na bieżąco z rynkiem pracy

Raport Pracuj.pl „Czas na zawodowe zmiany”
Źródłp: Raport Pracuj.pl „Czas na zawodowe zmiany”.

Zdecydowana większość osób w wieku 18-29 lat, jest przekonana, że warto być na bieżąco z rynkiem i śledzić aktualne oferty pracy (92 proc.) – wynika z raportu Pracuj.pl „Czas na zawodowe zmiany”. Bardziej doświadczeni pracownicy również doceniają posiadanie aktualnej wiedzy rynkowej, ale w mniejszym stopniu niż ludzie młodzi. 84 proc. pracowników w wieku od 40 do 49 lat oraz 81 proc. z przedziału wiekowego 50-59 lat uważa, że warto systematycznie obserwować rynek pracy i regularnie sprawdzać pojawiające się oferty.

Z naszych badań wynika, że osobom z niżu demograficznego, rozpoczynającym karierę, szczególnie zależy na rozwoju. Dlatego też chętnie śledzą zmiany na rynku pracy i starają się jak najlepiej wykorzystać nadarzające się zawodowe szanse. W ich poszukiwaniu, młodym pomaga regularna obserwacja aktualnych ofert pracy dostępnych na Pracuj.pl. Dzięki analizie ofert pracy mogą też się zorientować, jak wyglądają możliwości zawodowe w obszarach ich zainteresowań, jakie perspektywy rozwoju mogą się przed nimi rysować – komentuje Sabina Dąbrowska-Olbryś z Grupy Pracuj.

Lepsza praca dzięki znajomości rynku

Podstawową zaletą bycia na bieżąco z rynkiem pracy, na jaką wskazują respondenci, jest możliwość znalezienia lepszego zatrudnienia. Tak twierdzi 55 proc. badanych w wieku 18-29 lat. Tego zdania jest blisko połowa ankietowanych w wieku 30-39 lat (49 proc.) i 45 proc. badanych w wieku 50-59 lat. Stałe trzymanie ręki na pulsie pozwoli nam zweryfikować m.in. czy pożądani przez nas pracodawcy poszukują aktualnie specjalistów z naszej specjalizacji zawodowej jakie firmy rozpoczynają działalność na polskim rynku, jak zmieniają się oczekiwania wobec potencjalnych kandydatów.

 Śledzenie ofert pracy w internecie

 Badanie Pracuj.pl pokazało, że grupą wiekową, która najczęściej śledzi na bieżąco oferty pracy, są Polacy w wieku 18-29 lat (34 proc.). Dla porównania, regularne obserwowanie ogłoszeń deklaruje 24 proc. osób w wieku 40-49 lat i jedynie 17 proc. w wieku 50-59 lat. Młodzi ludzie także częściej niż pozostałe grupy wiekowe informacji na temat rynku pracy szukają w internecie. Taką postawę zadeklarowało 61 proc. badanych w wieku 18-29 lat. Tę samą odpowiedź wskazało 45 proc. osób z przedziału wiekowego od 30 do 39 lat i 41 proc. w wieku 40-49 lat.

 Internet to naturalne środowisko dla osób należących do młodego pokolenia. Jednocześnie jest jednym z najwygodniejszych sposobów poszukiwania możliwości zawodowych. Chcąc zgłębiać wiedzę na temat sytuacji na rynku pracy, młode osoby powinny w pierwszej kolejności obserwować informacje dostępne na portalach z aktualnymi ofertami pracy. Jest to szczególnie ważne, kiedy zależy nam na zdobyciu informacji w kontekście pożądanych przez firmy kwalifikacji – przekonuje Sabina Dąbrowska-Olbryś z Grupy Pracuj.

*Wyniki badania zrealizowanego na zlecenie Pracuj.pl przez TNS Polska, na reprezentatywnej próbie 1000 aktywnych zawodowo Polaków.

Powoływanie się na wyniki badania jest możliwe wyłącznie za podaniem źródła: Raport Pracuj.pl „Czas na zawodowe zmiany”.

 

Biznes chce zwiększenia bezpieczeństwa dostaw gazu

Popieramy działania Unii Europejskiej na rzecz zwiększenia bezpieczeństwa dostaw gazu, gdyż leżą one w interesie konsumentów oraz przedsiębiorstw i są kluczowym elementem strategii budowania unii energetycznej. Dla Polski, uzależnionej w ok. 70 proc. od importu gazu, jest to szczególnie ważne – napisała Konfederacja Lewiatan w uwagach do nowego unijnego rozporządzenia w sprawie bezpieczeństwa dostaw gazu ziemnego przedstawionego w ramach tzw. Pakietu zimowego 2016.

– Opowiadamy się za wzmocnieniem mechanizmów współpracy pomiędzy państwami, w tym utworzenie grup regionalnych opartych na jasnych i niedyskryminujących kryteriach oraz przygotowanie różnego typu regionalnych dokumentów planistycznych, oceny ryzyka, planów działań zapobiegawczych i planów na wypadek sytuacji nadzwyczajnych. Plany na wypadek sytuacji nadzwyczajnych, oceny ryzyka powinny być przygotowywane na poziomie krajowym i stanowić podstawę do opracowania dokumentów na poziomie regionalnym – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

  • Wskazane jest włączenie Polski do Regionu Środkowo-Wschodniego wraz z Niemcami, przez wzgląd na istnienie fizycznych połączeń Polski z krajami tego regionu poprzez bezpośrednie połączenia międzysystemowe, ale również ze względu na planowane w perspektywie kilkuletniej nowe połączenia pomiędzy tymi krajami.
  • Błędem jest całkowita rezygnacja z Krajowych Planów i Krajowych Ocen Ryzyka na rzecz dokumentów sporządzanych na szczeblu regionalnym. Proponowane rozwiązania są niezgodne z zasadą subsydiarności poprzez pomijanie, bez uzasadnienia, szczebla krajowego.
  • Nieuzasadnione są szerokie kompetencje KE do zmieniania planów, czy rewizji katalogu środków nierynkowych uprzednio przyjętych przez państwo członkowskie. Taka sytuacja może przysparzać znacznych problemów krajom przy późniejszym reagowaniu w sytuacjach kryzysowych.
  • Dobrym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie mechanizmu uzgadniania przez konkurujące strony zasad dostępu do ograniczonych przepustowości w stanach kryzysowych oraz przyznanie KE głosu decydującego w przypadku braku możliwości osiągnięcia przez państwa konsensusu.

Solidarność

Ważną zasadą, którą wprowadzają akty prawne Pakietu zimowego 2016, jest zasada solidarności, na mocy której dostawy z krajów sąsiadujących pozwolą na utrzymanie ciągłości dostaw gazu do odbiorców chronionych w kraju, który znalazł się w sytuacji kryzysowej.

  • Właściwe działanie mechanizmów solidarnościowych wymaga harmonizacji definicji i katalogu odbiorców chronionych co najmniej na poziomie regionalnym (przy pożądanej definicji na poziomie europejskim).

Transparentność umów – wymiana informacji

Projekt rozporządzenia wprowadza propozycję zwiększenia przejrzystości kontraktów handlowych pomiędzy przedsiębiorcami. Taka przejrzystość powinna dotyczyć wszystkich umów handlowych, zgodnie z konkluzją Rady Europejskiej z marca 2015.

  • Potrzebne jest zdecydowane wzmocnienie procedur ochrony przekazywanych informacji niejawnych przed osobami trzecimi oraz stosowne przeszkolenie personelu KE, aby wyeliminować możliwość przedostania się informacji w niepowołane ręce. Obecne zapisy nie gwarantują takiej ochrony.
  • Pracodawcy proponują wprowadzenie okresu przejściowego przy implementacji propozycji Komisji Europejskiej ograniczającej obowiązek transparentności umów handlowych jedynie do tych spółek, które sprowadzają od jednego dostawcy z kraju trzeciego więcej niż 40 proc. rocznej konsumpcji gazu danego kraju członkowskiego. Wprowadzenie progu 40 proc. praktycznie oznacza, że mechanizmowi podlegać będą tylko spółki z krajów Europy Wschodniej, co ma wymiar dyskryminacyjny i może naruszać zaufanie pomiędzy starymi a nowymi państwami członkowskimi. Z tego powodu postulujemy wprowadzenie okresu przejściowego, – na przykład najbliższych 5 – 10 lat, w którym powyższy próg zostałby obniżony do 25%.

Współpraca ze stronami Wspólnoty Energetycznej

Przedsiębiorcy popierają objęcie państw Wspólnoty Energetycznej unijnym systemem bezpieczeństwa dostaw gazu, z tym zastrzeżeniem, że wsparcie to nie powinno być bezwarunkowe. Musi być uzależnione od należytej implementacji przez te państwa prawnego dorobku wspólnotowego w zakresie energii i gazu oraz faktycznego stosowania tych przepisów w praktyce.

Konfederacja Lewiatan

WIG20 nadal może się zachowywać gorzej

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI. Perspektywy dla warszawskiej oraz tureckiej giełdy analizuje Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI.

Niedawno pojawiły się spekulacje na temat możliwego utworzenia państwowego funduszu emerytalnego, do którego zostałyby przeniesione aktywa zgromadzone w OFE – głównie akcje.

Tak silna negatywna reakcja indeksów warszawskiej giełdy na te spekulacje była wręcz zadziwiająca. Oczywiście widmo likwidacji II filaru nadal istnieje, jednak obecnie nie znamy żadnych konkretów. Zwiększoną podaż akcji, jaką w ostatnim okresie obserwowaliśmy na GPW, powiązałbym raczej z innymi czynnikami.

Jakimi?

W indeksie WIG20 przyczyną spadków są ponownie banki. Podatek bankowy, utrata części zysków z prowizji oraz ciągła niepewność co do kształtu rozwiązania problemu z kredytami frankowymi dołują ceny akcji banków. Nie lepiej jest też w spółkach energetycznych, których udziałowcem jest Skarb Państwa. Zapowiedziały one cięcie tegorocznych dywidend, przez co powróciły obawy, że zachowany kapitał przeznaczą na inwestycje w kopalnie lub inne mało rentowne projekty. Gorzej radził sobie też największy polski ubezpieczyciel. Niższa dywidenda zapowiedziana przez PZU na ten rok odstraszyła inwestorów, którzy trzymają akcje tej spółki głównie dla tej premii.

Czy inwestorzy powinni omijać warszawską giełdę?

Perspektywy dla największych polskich spółek nie są najlepsze, ale pamiętajmy, że poza indeksem WIG20 na warszawskim parkiecie możemy znaleźć wiele mniejszych spółek z potencjałem. W drugiej części roku powinniśmy obserwować lepsze zachowanie „misiów” opierających się na konsumpcji detalicznej oraz eksporcie.

Pod koniec maja turecki rząd, na czele z nowym premierem, uzyskał wotum zaufania. Czy są szanse, że po zażegnaniu politycznego sporu w obrębie rządzącej partii AKP giełda w Turcji powróci do wzrostów?

Wybór nowego premiera, którym został Binali Yildirim, spowodował delikatne uspokojenie, jednak na indeksach giełdowych nie obserwowaliśmy zdecydowanej pozytywnej reakcji na tę wiadomość. Nic dziwnego – nowy szef rządu jest zwolennikiem polityki Recepa Tayyipa Erdogana, w tym wprowadzenia w Turcji systemu prezydenckiego. Dlatego, choć tureckie akcje mogą kusić niskimi cenami, trzeba pamiętać, że ryzyko polityczne nad Bosforem nie wygasło.

Deprecjacja USD może szybko się zakończyć

Po piątkowej publikacji katastrofalnego raportu w sprawie zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych najciekawszy moim zdaniem artykuł pojawił się na portalu Bloomberg i był autorstwa Lisy Abramowicz. Według niej, „Fed jest tak samo zagubiona, jak wy” (bloomberg)  w kwestii trajektorii amerykańskiej gospodarki. Oczywiście łatwo jest wytykać niedociągnięcia wcześniejszych prognoz ekonomicznych Fed. Tym razem jednak dla Fed był to cios poniżej pasa ze względu na fakt, iż ostatnie próby poruszenia kwestii dwóch-trzech podwyżek stóp w tym roku przypadły na okres, gdy rynek niechętnie brał pod uwagę choćby jedną podwyżkę. Ze względu jednak na wyraźne sygnały, że Rezerwa Federalna faktycznie chciała podwyższyć stopy, rynek zadecydował o lekkim umocnieniu dolara amerykańskiego w ostatnich tygodniach w założeniu, że pozytywne odczyty danych mogą otworzyć drogę do podwyżki na czerwcowym, a już na pewno na lipcowym posiedzeniu FOMC.

Mimo iż rynek niechętnie tańczy tak, jak zagra mu Fed, w oczekiwaniach dotyczących stóp procentowych nigdy nie uwzględniano możliwości dwóch pełnych podwyżek, a na dalszych odcinkach krzywej w opinii rynku amerykańskie stopy procentowe nie ulegną absolutnie żadnej zmianie, nawet pomimo faktu, iż projekcje stóp przedstawione na marcowym posiedzeniu FOMC sugerowały normalizację polityki i osiągnięcie poziomu 3,0% do końca 2018 r. (w oparciu o medianę), a najbardziej zachowawcze prognozy FOMC dla tego samego okresu wskazywały na poziom 2,0%. Według rynku poziom ten wyniesie około 1,0%. Mimo iż rynek nie wydaje się skłonny uwzględniać w swoich wycenach podwyżek stóp, amerykańska krzywa dochodowości w dalszym ciągu ulega spłaszczeniu w miarę obniżania się i tak już niskich rentowności. Nie ma bardziej typowego sygnału ostrzegającego przed recesją, niż płaska lub wklęsła krzywa dochodowości, a ostatnia seria danych, w połączeniu ze słabym wzrostem gospodarczym w I kwartale, niskimi zyskami spółek i niewielkim tempem wzrostu amerykańskiego sektora usługowego, wskazuje na stan podwyższonego ryzyka.

Dalszy obrót wypadków to twardy orzech do zgryzienia dla amerykańskich traderów i inwestorów walutowych ogółem. Możliwe jest dalsze osłabienie dolara, jednak biorąc pod uwagę, jak mało rynek przejął się próbami zaostrzenia retoryki przez Fed, czynniki wspierające taki ruch mogą się okazać niewystarczające. Ponadto dolar musi się umocnić względem innej waluty – ale jakiej? Zwykle stawialibyśmy na waluty o wyższych rentownościach, w szczególności rynków wschodzących, te jednak są zwykle skorelowane z apetytem na ryzyko, który raczej nie wzrośnie w przypadku recesji w Stanach Zjednoczonych. Nawet jeżeli światowe rynki utrzymają relatywnie stabilny kurs, generujące największe zyski waluty krajów rozwiniętych, czyli dolar australijski i dolar nowozelandzki, w ostatnich miesiącach zaczęły tracić atuty związane z poziomem stóp procentowych w związku ze spadkiem inflacji po zahamowaniu tempa wzrostu w obydwu zależnych od surowców gospodarkach. Bank Rezerwy Nowej Zelandii na posiedzeniu w czwartek najprawdopodobniej obniży swoją stopę referencyjną do rekordowego poziomu 2,00%, a dalsze cięcia ze strony BRNZ oraz – z dużym prawdopodobieństwem – Banku Rezerwy Australii na kolejnych posiedzeniach (ewentualnie pozostawienie australijskich stóp bez zmian) mogą zniwelować korzyści płynące z inwestowania w te waluty do szczątkowych poziomów w porównaniu z sytuacją z przeszłości.

W odniesieniu do pozostałych głównych walut, Europa czeka na wyniki brytyjskiego referendum przewidzianego na 23 czerwca, a Japonia nieuchronnie zmuszona będzie sięgnąć po nowe środki polityczne, aby zmniejszyć ryzyko deflacji w przypadku, gdyby para USD/JPY w tym roku osiągnęła nowe minima. Optymiści wskazują na fakt, iż amerykańska gospodarka w ostatnich latach przechodziła ciężkie chwile bez pełnego popadnięcia w recesję, a jeden niekorzystny raport w sprawie zatrudnienia zostanie szybko zapomniany, jeżeli raporty za czerwiec i lipiec wykażą poprawę, co umożliwi kolejny rajd dolara. Jeżeli jednak w Stanach Zjednoczonych nastąpi recesja, może to otwierać całkowicie nowy rozdział światowych wojen walutowych, przy czym dla dolara stawka jest mniejsza, niż w przypadku większości głównych walut, w szczególności biorąc pod uwagę, że uwagę amerykańskich inwestorów odwracać będzie co najmniej na jakiś czas najbardziej kontrowersyjna kampania prezydencka w najnowszej historii.

John J. Hardy, dyrektor ds. strategii rynków walutowych, Saxo Bank

 

Gothaer wzmacnia kapitały własne i zwiększa udział w rynku ubezpieczeń majątkowych

Grupa Gothaer przedstawiła 1 czerwca br. korzystne wyniki za 2015 rok osiągnięte w trudnym środowisku rynkowym: skonsolidowany zysk netto wzrósł o 14,5% do poziomu 134 mln EUR. Część zysku przeznaczono na wzmocnienie kapitałów własnych – wzrost o 3,3% do poziomu 1 837 mln EUR na koniec 2015 roku. Wynik z działalności inwestycyjnej wzrósł o 9,8% do 1 213 mln EUR. Przypis brutto, w wysokości 4,52 mld EUR, w 2015 roku pozostał na poziomie zbliżonym do poprzedniego roku (+0,1%).

Segment ubezpieczeń majątkowych oraz osobowych (NNW) wzrósł ponad średnią rynkową. Dzięki odnowionemu trendowi zainteresowania dodatkowymi ubezpieczeniami, Gothaer Krankenversicherung odnotowuje dalszy wzrost w zakresie dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych, podczas gdy segment ubezpieczeń na życie odnotował spadek spowodowany trudną sytuacją na rynku oraz świadomą selektywną oceną ryzyka w zakresie polis ze składką jednorazową.

Gothaer Allgemeine zwiększa udział rynkowy w segmencie ubezpieczeń majątkowych i osobowych (NNW)

Przypis brutto Gothaer Allgemeine Versicherung AG, w wysokości 1 703 mln EUR, wzrósł o 5,3% względem roku 2014. Oznacza to, że segment ubezpieczeń majątkowych i osobowych (NNW) Gothaer rozwija się szybciej niż rynek (+2,7%) i po raz kolejny odnotowuje dynamiczny wzrost liczby Klientów indywidualnych i korporacyjnych.

Przykładamy dużą wagę do zapewniania kompleksowego doradztwa naszym Klientom indywidualnym i korporacyjnym. W 2015 roku szczególny nacisk położyliśmy na rozwój oferty dla Klientów korporacyjnych. Dzięki tworzeniu rozwiązań szytych na miarę, dostosowanych do indywidulanych potrzeb Klientów, mogliśmy dobrze rozwinąć się w tym segmencie rynku. Będziemy kontynuować te działania – mówi Thomas Leicht, CEO w Gothaer Allgemeine.

Rozwój sektora energii odnawialnej

Gothaer Allgemeine jest od kilku lat wiodącym ubezpieczycielem farm wiatrowych w Niemczech i innych krajach Unii Europejskiej. Rok 2015 pokazał, że Spółka umacnia pozycję w tym obszarze: przychody ze sprzedaży w sektorze energii wiatrowej wzrosły o 8,6%, a w sektorze energii fotowoltaicznej o 4,7%. Na całym świecie Gothaer ubezpiecza około 16 500 farm wiatrowych, z czego prawie 15 000 jest zlokalizowanych w Europie.

Gothaer Leben: Konsolidacja modelu biznesowego i dostosowanie go do zmieniającego się otoczenia rynkowego

Przypis brutto Gothaer Lebensversicherung AG w 2015 roku spadł o 6,8%, do 1 294 mln EUR ze względu na bardzo trudną sytuację rynkową oraz świadomą, selektywną ocenę ryzyka w zakresie polis ze składką jednorazową. Na początkowym etapie Spółka skupiła się na rozwijaniu produktów w obiecujących, strategicznych segmentach: programów emerytalnych, kapitałowych planów emerytalnych oraz rozwiązań biometrycznych.

Będziemy kontynuować tę ścieżkę, pracując nad odpowiednim dostosowaniem naszego modelu działania – mówi Michael Kurtenbach, CEO w Gothaer Lebensversicherung AG i Gothaer Krankenversicherung AG. – Rozwiązania dotyczące biometryki oraz planów emerytalnych są i pozostaną głównym przedmiotem naszej działalności. Na początku 2016 roku wdrożyliśmy nowe produkty w zakresie terminowych ubezpieczeń na życie. Wkrótce gotowe będą również nowe produkty ze zmienionymi zabezpieczeniami – dodaje Kurtenbach, omawiając innowacje produktowe w 2016 roku.

Gothaer Kranken: Silny wzrost w sektorze ubezpieczeń zdrowotnych

Przypis brutto Gothaer Krankenversicherung AG wzrósł o 3,6% do 913 mln EUR. Liczba osób posiadających ubezpieczenia zdrowotne wzrosła o 2,6%, przekraczając średnią rynkową i pod koniec 2015 roku wyniosła około 434 000 ubezpieczonych.

W 2016 roku nasze działania związane z cyfryzacją wchodzą w kolejny etap realizacji – mówi Kurtenbach. – Będziemy rozwijać aplikację wspomagającą proces obiegu faktur „RechnungsApp”, która zdobyła popularność wśród naszych Klientów. Planujemy przygotować jej wersję dla systemu Android. Kolejnym wdrożeniem będą podpisy elektroniczne w odniesieniu do segmentu ubezpieczeń zdrowotnych. Rozpoczęliśmy także programy współpracy ze start-upami, które umożliwią bardziej kompleksową pomoc cierpiącym na poważne choroby, takie jak szumy uszne i cukrzyca. Będzie to możliwe poprzez zapewnienie lepszego i szybszego korzystania z usług eHealth – dodaje Kurtenbach, podsumowując najważniejsze cele na rok 2016.

Agencje ratingowe potwierdzają dobre wyniki

15 kwietnia 2016 roku międzynarodowa agencja ratingowa Fitch Ratings potwierdziła po raz kolejny ocenę Gothaer Allgemeine Versicherung AG i Gothaer Lebensversicherung AG. Spółki otrzymały ocenę „A” ze stabilna perspektywą.

Kolejne potwierdzenie oceny ratingowej przez Fitch Ratings odzwierciedla stabilną pozycję Grupy Gothaer. Szeroki zakres działalności wraz z silną pozycją w segmencie ubezpieczeń majątkowych i osobowych (NNW) stanowi kluczową wartość dodaną w obecnym środowisku niskich stóp procentowych – mówi dr Karsten Eichmann, CEO w Grupie Gothaer.

S&P (04.12.2015) Fitch (15.04.2016)
Gothaer Allgemeine A- A
Gothaer Leben A- A
Gothaer Kranken A-

 

Inwestycje: Rozwój takich kategorii aktywów, jak nieruchomości i sektor energii odnawialnej

Grupa Gothaer osiąga bardzo stabilne wyniki inwestycyjne niezależnie od sytuacji rynkowej, która nadal charakteryzuje się niskimi stopami procentowymi: według standardów MSSF rentowność netto Grupy za rok 2015 była na poziomie 4,3%.

Główne zmiany w 2015 roku w zakresie inwestycji polegały na zwiększeniu udziałów Gothaer Allgemeine do 5,8% oraz na rozwoju portfela dla takich kategorii aktywów, jak nieruchomości i sektor energii odnawialnej – podsumowuje Harald Epple, CFO w Gothaer. – Gothaer jest liderem na niemieckim rynku ubezpieczeniowym w zakresie inwestycji w sektorze energii odnawialnej, na miarę możliwości Grupy – mówi Epple. Na koniec roku 2015 inwestycje Grupy w tym sektorze wyniosły 664 mln EUR. – Chcemy, aby do końca 2017 roku wartość naszych inwestycji w odnawialne źródła energii była na poziomie 1 mld EUR – dodaje Epple. – W przyszłości planujemy prowadzić inwestycje w obszarze nieruchomości w segmencie opieki zdrowotnej. Aktualnie pracujemy nad utworzeniem sieci niemieckich domów opieki za pośrednictwem wyspecjalizowanego funduszu inwestycyjnego z docelowym kapitałem własnym w wysokości 200 mln EUR. Początkowo będzie to 12 placówek.

Plany na 2016 rok: Strategia Gothaer 2020 w fazie wdrożenia

W ramach nowej strategii Gothaer 2020 adaptujemy nasz model biznesowy, dostosowując go do zmieniających się wymagań i oczekiwań naszych Klientów. Jednym z ważnych elementów tego procesu jest cyfryzacja. Kluczowa jest dla nas implementacja wielokanałowej strategii dystrybucji oraz wdrożenie systemu CRM. Aktualnie, około 50% agencji ubezpieczeniowych współpracujących z Grupą Gothaer w Niemczech korzysta już z nowego systemu. Chcemy, aby do września 2016 roku korzystały z niego wszystkie agencje Gothaer. Nieustannie także prowadzimy działania rozwijające ten system – wyjaśnia dr Karsten Eichmann. Pozostałe ważne elementy nowej strategii to optymalizacja procesów, cyfrowa integracja Klientów oraz partnerów biznesowych, przegląd zakresu produktów ukierunkowany na cyfryzację oferty oraz spersonalizowane rozwiązania dla przedsiębiorstw.

Podsumowanie BIK: walutowe kredyty mieszkaniowe w latach 2005 – 2016

Zgodnie z nowelizacją rekomendacji S z 2013 r., dotyczącej udzielania przez banki kredytów hipotecznych walutowych, indeksowanych lub denominowanych w walutach obcych, kredyty te stały się produktem oferowanym wyłącznie klientom uzyskującym stałe dochody w walucie w jakiej jest udzielany kredyt. Wymóg regulacyjny był jedną z bezpośrednich przyczyn zmiany struktury udzielanych w Polsce kredytów mieszkaniowych. W 2015 r. niemal wszystkie kredyty mieszkaniowe (99 proc.) udzielane przez banki to kredyty w polskim złotym.

W ślad za Rekomendacją S, dotyczącą dobrych praktyk w zakresie zarządzania ekspozycjami kredytowymi zabezpieczonymi hipotecznie z czerwca 2013 r., która mówi, że bank powinien  udzielać klientom detalicznym kredytów zabezpieczonych hipotecznie wyłącznie w walucie,  w jakiej uzyskują oni dochód, także w przypadku klientów o wysokich dochodach, w sposób znaczący obniżył się udział udzielanych kredytów denominowanych w walutach obcych. W 2015 r. stanowiły one jedynie 1% wszystkich udzielonych kredytów mieszkaniowych.Struktura walutowa udzielanych kredytów

Powyższy zapis Rekomendacji S, wystandaryzował zasady udzielania klientom detalicznym nowych kredytów mieszkaniowych. Warto przy tym zaznaczyć, że dzięki temu rozwiązaniu, udzielane obecnie kredyty mieszkaniowe pozbawione są ryzyka walutowego, którego źródłem było niedopasowanie waluty uzyskiwanych dochodów do waluty w jakiej zaciąga się długoterminowe zobowiązanie. Są więc dla kredytobiorcy bezpieczniejsze. Należy jednak przypomnieć, że ryzyko walutowe nie jest jedynym

ryzykiem na jakie narażony jest kredytobiorca finansujący zakup nieruchomości, częściowo posiłkując się kredytem bankowym. Jak mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk kredytowy BIK – Można wyróżnić trzy podstawowe rodzaje ryzyka. Po pierwsze związane z uzyskiwanymi w przyszłości dochodami (np. utrata dochodów w wyniku utraty pracy, choroby czy innego zdarzenia losowego). Ten rodzaj ryzyka może być ograniczony poprzez transfer ryzyka do firm ubezpieczeniowych (ubezpieczenie kredytu). Drugi rodzaj ryzyka to ryzyko stóp procentowych (ich wzrost w okresie kredytowania). Kredytobiorca nie może w polskich warunkach (kredyty udzielane są na zmienne a nie stałe stopy procentowe) ograniczyć tego ryzyka. Trzecie ryzyko wiąże się z samą finansowaną kredytem nieruchomością a dokładniej ze spadkiem jej wartości rynkowej np. z powodu nieatrakcyjnej lokalizacji. W tym przypadku przyszły kredytobiorca powinien bardzo dokładnie, kompleksowo przeanalizować lokalizację w jakiej znajduje się nieruchomość, którą zamierza nabyć i zaciągnąć na sfinansowanie tej transakcji kredyt bankowy. – W samej nazwie „nieruchomość” mamy przedrostek „nie”, czyli nie będziemy mogli jej przenieść w inną lokalizację, zauważa prof. Rogowski.

Już od 2011 roku obserwuje się znaczny wzrost udzielanych przez banki kredytów mieszkaniowych w polskiej walucie. Jedną z przyczyn niewątpliwie były spadki stóp procentowych w Polsce, które zmniejszyły atrakcyjność arbitrażu na stopach procentowych złotowych i walutowych szczególnie CHF. W 2015 r. można już mówić, że prawie wszystkie (99 proc.) udzielane przez banki kredyty mieszkaniowe stanowią kredyty zaciągane w polskiej walucie.Liczba udzielanych kredytów

Sprawdź, czy jesteś tylko znużony, czy twoja zawodowa ścieżka zderzyła się ze ścianą

Zdarza się, że pracujemy jakbyśmy byli na autopilocie. Brak zaangażowania w wykonywane zadania może wynikać bezpośrednio z poczucia, że nasza kariera zawodowa stoi w miejscu. Co ważne, stagnacja to nie to samo, co nieprzepadanie za swoją pracą. Jeśli naprawdę nie znosimy tego, czym się zajmujemy, prędzej czy później zmienimy zajęcie. Kiedy wpadamy w stagnację, niewiele czujemy, raczej kręcimy się w miejscu, wykonując codzienne czynności bez zaangażowania, ale i bez niechęci. To gorsze, bo nie motywuje do żadnego działania.

Skąd wiedzieć, że utknęliśmy? Jeśli odpowiedź na trzy lub więcej z poniższych pytań brzmi „tak”, to znak, że nasza kariera stoi w miejscu.

  1. Czy czujesz się zmotywowany do pracy?

Każdy czasem czuje się znudzony w pracy, ale nuda nie powinna nam towarzyszyć każdego dnia. Jeśli tak się dzieje, motywacja zaczyna się rozpadać. A to znak, że kariera wpadła w koleiny. Czy tego chcemy czy nie, potrzebujemy motywacji, by dobrze pracować. Bez niej wspinanie się po szczeblach kariery jest niemożliwe.

„Jeśli to, co robimy jest rutynowe, nie mamy ochoty by się uczyć nowych rzeczy i nie czujemy potrzeby robić cokolwiek ponad nasze obowiązki, czas zastanowić się, dlaczego tak się dzieje. Może to oznacza, że zbyt długo wykonujemy te same czynności i potrzebujemy nowych wyzwań. To kluczowe, by zidentyfikować źródło nudy, bo to pomoże stwierdzić, czy tylko na chwilę utknęliśmy czy zatrzymaliśmy się na dobre w miejscu”. – mówi Bartosz Struzik z międzynarodowego serwisu z ofertami pracy MonsterPolska.pl

  1. Ostatni raz awansowałeś ponad cztery lata temu?

Jeśli tak, to najpewniej już nie ma co liczyć na awans. Kierownictwo widzi cię dokładnie na tym stanowisku, które piastujesz.

„Oczywiście, bycie notorycznie pomijanym przy promocjach jest frustrujące. Trzeba więc ustalić, jaki jest tego powód. Może szef nie zna naszych ambicji albo konieczne jest doszkolenie się, by móc wskoczyć na następny szczebel zawodowej drabiny. To wymaga szczerej rozmowy z przełożonym, by ustalić na czym stoimy. Bo możliwa jest także sytuacja, że osiągnęliśmy wszystko w naszej firmie i nie ma w niej szans na rozwój. To sygnał, że trzeba szukać nowej posady.” – radzi ekspert serwisu MonsterPolska.pl.

  1. Czy spotykasz w pracy nowych ludzi?

Jeśli firma nie zatrudnia nowych ludzi i od lat jest wszystko po staremu, to stagnacja może dotyczyć całej organizacji. Firma też może zatrzymać się w rozwoju, a wtedy to najczęściej oznacza to samo dla karier pracowników. Dobrze rozejrzeć się dookoła w poszukiwaniu znaków stagnacji. Sprzedaż stoi w miejscu, od dawna nie pojawiły się nowe produkty i usługi ani nowi klienci, kadra zarządzająca nie zmienia się od wieków?

  1. Czy twoje osiągnięcia są wyjątkowe?

Powtarzająca się ocena, że „spełnia się oczekiwania”, oznacza, że się nie rozwijamy. Może sprawy nie zaszły jeszcze za daleko i można ruszyć do przodu. Trzeba sobie tylko odpowiedzieć na pytanie: „czy chcę być średniakiem, wykonywać zadania dobrze, ale bez pasji, ekscytacji, prawdziwego zaangażowania?”. Jeśli wszystko, co robimy w pracy mieści się w normie, to może być znak, że trzeba coś zmienić. Warto zabrać się za nowy projekt, wyznaczyć sobie bardziej wymagające zadanie.

  1. Czy jesteś pewien, że chcesz zostać w tym miejscu?

Spędzanie całych dni na fantazjowaniu o robieniu czegoś innego, to znak, że praca nie odpowiada naszym podstawowym oczekiwaniom. Jeśli się dobrze przyjrzeć tym fantazjom, dostrzeżemy czego naprawdę brakuje nam tu, gdzie utknęliśmy. Czy brakuje nam poczucia wolności i niezależności, możliwości podejmowania własnych decyzji, uczenia się nowych rzeczy, czy może pieniędzy? „Odpowiedzenie sobie na te pytania pozwoli spróbować zawalczyć o wypełnienie tych braków w obecnej pracy. Lub zmienić ją i spełniać się w nowej”. – podsumowuje Bartosz Struzik z MonsterPolska.pl

Dobre perspektywy XSystem S.A. na 2016 r.

XSystem S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2011 r., zakończyła 2015 r. jednostkowym zyskiem netto w wysokości 23 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 9.150 tys. zł. Spółka pozyskała w minionym roku 3 istotne kontrakty na wdrożenie własnego oprogramowania ACCELO, które pozwolą jej kontynuować rozwój komercjalizacji tego produktu.

Grupa Kapitałowa XSystem S.A. zanotowała w 2015 r. stratę netto na poziomie 34 tys. zł, a jej sprzedaż wyniosła 9.147 tys. zł. Rok wcześniej skonsolidowana strata netto Spółki przekroczyła 105 tys. zł, a wartość przychodów ze sprzedaży była równa 7.962 tys. zł. Z kolei jednostkowy zysk netto Emitenta w 2014 r. ukształtował się na poziomie 18 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 7.967 tys. zł. Wzrost sprzedaży XSystem S.A. w ujęciu rdr. był możliwy dzięki aktywnej działalności handlowej i pozyskaniu dużych zleceń na wdrożenie własnego oprogramowania do archiwizacji i zarządzania obiegiem dokumentów – ACCELO. Spółka konsekwentnie rozbudowuje ten produkt o kolejne funkcjonalności, a dzięki zdobytym referencjom liczy na zdobywanie kolejnych znaczących kontraktów. Ten kierunek rozwoju wpisuje się w założenia przyjętej strategii rozwoju XSystem S.A.

„Rok 2015 był bardzo istotnym, z punktu widzenia Spółki, okresem. Pozyskaliśmy pierwsze kontrakty na wdrożenia naszego produktu i, co istotne, każde z nich zostało zakończone sukcesem, co potwierdzają referencje, które uzyskaliśmy od naszych Klientów. Jest to dla Spółki bardzo dobry prognostyk.” – mówi Adrian Weremiuk, Prezes Zarządu Spółki XSystem S.A.

Spółka bardzo dobrze rozpoczęła 2016 r. i w 1 kwartale osiągnęła skonsolidowane przychody ze sprzedaży w kwocie 1.362 tys. zł wobec 956 tys. zł w analogicznym okresie ub. roku. Udało jej się także znacząco obniżyć stratę netto do 183 tys. zł w porównaniu z 480 tys. zł rok wcześniej. Podpisana przez XSystem S.A. w 1 kw. br. umowa usługowa o wartości 300 tys. zł netto na przetworzenie cyfrowe dokumentacji technicznej pozwoli na utrzymanie trendu wzrostowego w wartości osiąganych przychodów ze sprzedaży.

W kwietniu br. Emitent opublikował prognozy finansowe na lata 2016-2018. Zgodnie z nimi wartość przychodów netto ze sprzedaży ma w 2016 r. wynieść 10,0 mln zł, a zysk ma sięgnąć 180 tys. zł. Z kolei w 2017 r. przychody ze sprzedaży mają być równe 12,0 mln zł, a zysk ukształtować się na poziomie 1,0 mln zł. W 2018 r. Spółka prognozuje wypracowanie 2,0 mln zł zysku przy przychodach netto ze sprzedaży w wysokości 14,0 mln zł.

„Koncentrujemy się obecnie na realizacji naszych celów biznesowych. Obserwując nasze działania handlowe dochodzę do wniosku, że z produktem trafiamy w punkt, a realizacja naszej strategii rozwoju w perspektywie najbliższych lat powinna pozwolić na odniesienie prognozowanego sukcesu.” – podsumowuje Weremiuk.

XSystem S.A. zajmuje się dostarczaniem rozwiązań biznesowych z zakresu optymalizacji, przetwarzania oraz obiegu dokumentów zarówno w formie tradycyjnej, jak i elektronicznej. Spółka opracowała autorskie oprogramowanie do budowy archiwów cyfrowych i zarządzania obiegiem dokumentów – ACCELO. Emitent jest notowany na rynku NewConnect od września 2011 r.

Zmiany w zakresie BEPS dotkną także średnie przedsiębiorstwa

  • Średniej wielkości przedsiębiorstwa zaniepokojone planami zwalczania erozji podstawy opodatkowania oraz transferu zysków: BEPS (ang. Base Erosion and Profit Shifting)
  • Podzielone zdania przedsiębiorców, co do tego, kto poniesie koszty zmian w zakresie BEPS (akcjonariusze, klienci czy firmy?)
  • Pomimo spodziewanych kosztów, środowisko przedsiębiorców popiera wprowadzenie globalnego standardu podatkowego

Aż 72% średniej wielkości przedsiębiorstw (definiowanych jako te o przychodach od 50 mln do 1 mld dolarów) działających na rynku międzynarodowym spodziewa się, że zapłaci wyższy podatek w związku z planami OECD dotyczącymi zwalczania erozji podstawy opodatkowania oraz transferu zysków, a także wyraża zaniepokojenie możliwymi skutkami wdrożenia nowych zasad dot. BEPS. Wyniki niezależnej ankiety przeprowadzonej na zlecenie RSM, 6. największej na świecie sieci firm doradczych i audytorskich, pokazują, że przedsiębiorstwa zamierzają przejąć na swoje barki część kosztów przystosowania się do nowych regulacji, częścią natomiast obciążą akcjonariuszy i klientów.

Dodatkowo 41,2% przebadanych przedsiębiorstw spodziewa się, że ich obciążenia podatkowe wzrosną nawet o 10%, podczas gdy 31% przewiduje wzrost rzeczywistej stawki podatku o ponad 10%. Podobnie jest w przypadku kosztów wprowadzenia i przestrzegania zmian – 65% przebadanych przedsiębiorstw oczekuje ich wzrostu o ponad 10%. Większość firm (53%) zamierza ponieść te koszty samodzielnie, niemniej jednak część deklaruje rozłożenie ich ciężaru także na klientów (35%) i udziałowców (30%).

Warto w tym miejscu wspomnieć, że Polska jest jednym z europejskich liderów we wdrażaniu wytycznych OECD w zakresie BEPS do lokalnego systemu prawnego. Część regulacji w tym zakresie weszła już w życie 1.1.2016, większość natomiast stanie się faktem od 1.1.2017 (vide Tax Alert 22/2015). Rola pioniera jest jednak o tyle trudna, że rodzi szeroką paletę wątpliwości i problemów technicznych, merytorycznych i metodologicznych, z którymi na świecie nikt do tej pory się nie mierzył, a polskim przedsiębiorcom przypadnie zaszczyt ich rozstrzygania w bardzo bliskiej już perspektywie.

Rob Mander, Head of the RSM Global Tax Leadership Group powiedział: Dla średniej wielkości przedsiębiorstw, zwłaszcza tych z mniejszymi działami finansowo-księgowymi i mniejszym doświadczeniem w zakresie opodatkowania międzynarodowego, sprostanie nowym zasadom może okazać się dużym wyzwaniem i nie ma się co dziwić, że ¾ z nich spodziewa się, że będzie musiało zmienić strukturę organizacyjną, żeby dostosować się do zmian w prawie. Chociaż mniejsze firmy nie będą musiały spełnić wszystkich wymogów dotyczących ujawniania informacji wynikających z Projektu BEPS, nadal będą miały do czynienia z tą samą materią prawną i zmianami w międzynarodowym prawie podatkowym, które będą oddziaływały na inne firmy.

Pomimo potencjalnego wpływu planowanych zmian na dochodowość biznesu, do tej pory tylko 18% przedsiębiorstw zaczęło planować, w jaki sposób przygotują się do stosowania nowych przepisów, a 20% zadeklarowało pełną gotowość do stosowania nowych przepisów w zakresie cen transferowych. Ponad ¾ (78%) przebadanych przedsiębiorstw twierdzi, że nowe zasady budzą w nich niepewność.

Nawet pomimo spodziewanego wzrostu kosztów, przedsiębiorstwa wszystkich rozmiarów deklarują zasadnicze poparcie dla inicjatywy BEPS – 69% przyznaje, że globalne standardy podatkowe są konieczne. Przedsiębiorcy opowiadają się za prostotą zasad rządzących biznesem, kosztom ich wdrożenia przypisując mniejsze znaczenie.

Większość ankietowanych postrzega BEPS jako etap, a nie finalne rozwiązanie, podkreślając konieczność większego zaangażowania rządów poszczególnych krajów w prace nad BEPS, aby pierwotne założenia planu mogły zostać spełnione. 61% ankietowanych uznało, że plan BEPS średnio, mało lub w ogóle nie spełni swojego podstawowego celu, czyli nie spowoduje, że podatki będą płacone w kraju, w którym osiągane są zyski. Tylko jedna trzecia przebadanych (35%) uważa, że inicjatywa doprowadzi do znacznego lub całkowitego uszczelnienia międzynarodowego systemu podatkowego.

Wprowadzenie do polskiego systemu podatkowego wytycznych zaczerpniętych z BEPS, zdecydowanie wyżej zawiesza poprzeczkę poziomu trudności i szczegółowości raportowania transakcji dokonywanych w ramach grup kapitałowych. Z naszych obserwacji i rozmów z klientami wynika, że polscy przedsiębiorcy już zaczynają realnie przygotowywać się do zmian, by zadośćuczynić tym wymaganiom. A trzeba pamiętać, że jest to proces czaso-
i kosztochłonny, dodatkowo angażujący wiele działów firmy (nie tylko księgowych czy dyrektorów finansowych) – powiedział Tomasz BEGER, Tax Partner w RSM Poland.

Auto Partner S.A. podbija GPW. Akcje zdrożały o 8,18 proc, PDA o 2,73 proc.

Aleksander Gorecki Prezes Zarządu Auto Partner S.A.Wypowiedź: Aleksander Górecki, Prezes Zarządu Auto Partner S.A.

Dziewiąty debiut na GPW w tym roku. Auto Partner S.A., jeden z największych na rynku polskim importerów i dystrybutorów części samochodowych, zadebiutował na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych. Jest 488. spółką notowaną na GPW.  Całkowita wartość oferty publicznej spółki wyniosła 85,4 mln zł brutto. Z emisji nowych akcji spółka pozyskała 50,6 mln zł brutto. Cena emisyjna akcji Auto Partner wynosiła 2,20 zł. Kurs akcji spółki wzrósł na debiucie o 8,18 proc. do 2,38 zł, a kurs praw do akcji wzrósł o 2,73 proc. do 2,26 zł.

– Rok temu o tej samej porze na giełdzie debiutowało jedynie 8 spółek, dzisiejszy debiut jest 9. Możemy być więc lekkimi optymistami – powiedział Dariusz Kułakowski, Członek Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. – Dzisiejsza frekwencja na sali pokazuje, że debiutant jest zacny. O atrakcyjności świadczy także poziom redukcji blisko 40 proc. Prezes Aleksander Górecki podczas uroczystości powiedział: – Dzisiejszy dzień, dołączenie do grona spółek notowanych na GPW jest dla nas dużym wyróżnieniem i jednocześnie zobowiązaniem wobec akcjonariuszy. Firma działa od 23 lat, z małej 3-osobowj spółki przekształciliśmy się w jednego z największych importerów i dystrybutorów części samochodowych w Polsce. Dziś zatrudniamy blisko 1000 osób. Od 2007 roku podwoiliśmy udział w rynku i wynosi on obecnie ok. 6 proc.

Środki z emisji nowych akcji zostaną wykorzystane na realizację strategii rozwoju Spółki, w tym: zwiększenie skali działania, dalszą dywersyfikację oferty produktowej oraz dalszy wzrost rentowności.

Z nowej emisji akcji pozyskaliśmy ponad 50 mln zł, łącznie w ofercie sprzedaliśmy akcje o wartości ponad  85 mln zł. Środki z nowej emisji zostaną przeznaczone na realizację naszej strategii. Planujemy m.in. otworzyć centrum logistyczne w Warszawie, rozbudowywać sieć filii krajowych. Chcemy otwierać także filie zagraniczne. W pierwszej kolejności to będzie Litwa i Łotwa, później Praga. Chcemy również rozszerzyć asortyment o części do samochodów japońskich oraz do motocykli. Wprowadzimy także marki własne o różnym pozycjonowaniu cenowym, w tym z segmentu premium – mówi nwsrm.tv Aleksander Górecki, Prezes Zarządu Auto Partner S.A.

Obecnie Grupa posiada sieć 60 filii krajowych. Po rozbudowie, w okresie do 24 miesięcy od zakończenia oferty, liczba filii w obrębie największych aglomeracji w Polsce jest szacowana na 80. W 2016 roku Spółka uruchomiła filie w Sochaczewie, Szczecinie i Gdańsku. Do końca bieżącego roku planowane jest otwarcie filii w Tarnowskich Górach, Wadowicach i Chełmie. Pozostałe lokalizacje będą zależne m.in. od aktualnej sytuacji rynkowej i potencjału rynku. Zgodnie z dotychczasową praktyką spółka planuje korzystać z długoterminowych umów najmu nieruchomości, w których zlokalizowane są filie.

Strategia rozwoju Grupy opiera się na wzroście organicznym i zakłada dalszy wzrost skali działalności, zwiększenie udziału w rynku i umacnianie jej pozycji rynkowej przy jednoczesnej koncentracji na efektywności biznesowej w celu realizacji atrakcyjnych marż.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. wypłaci 0,03 zł dywidendy

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r., wypłaci dywidendę w kwocie 0,03 zł na akcję. Emitent kontynuuje tym samym realizację przyjętej polityki dywidendowej.

Podczas ZWZA Spółki, które odbyło się w dniu 06.06.2016 r., jej Akcjonariusze zadecydowali o wypłacie dywidendy z zysku osiągniętego w 2015 r. Jej wysokość wyniesie 0,03 zł na akcję. Dniem ustalenia prawa do dywidendy będzie 29.07.2016 r., a wypłata nastąpi w dniu 12.08.2016 r. Akcjonariusze Emitenta otrzymają łącznie ponad 148 tys. zł, co stanowi blisko 35% zysku netto wypracowanego w 2015 r. Rok temu Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. wypłaciła dywidendę w wysokości 0,01 zł na akcję.

„Zarząd Spółki dąży do coraz lepszych wyników finansowych, aby osiąganym zyskiem dzielić się z Akcjonariuszami, co jest dla nas istotnym wskazywaniem inwestorom, którzy zwiążą się z nami długoterminowo, na możliwość dodatkowych profitów. W kolejnych latach chcemy kontynuować tą politykę i w związku z planowanym dalszym rozwojem mamy nadzieję na wzrost dywidendy.” – ocenia Remigiusz Brzeziński, Prezes Zarządu Spółki Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A.

Spółka bardzo dobrze rozpoczęła 2016 r. i w 1 kw. br. zanotowała 143 tys. zł skonsolidowanego zysku netto przy przychodach ze sprzedaży sięgających 1.295 tys. zł. W analogicznym okresie 2015 r. skonsolidowany zysk netto Emitenta wynosiła 147 tys. zł, a wartość jego sprzedaży ukształtowała się na poziomie 1.258 tys. zł. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. utrzymuje dynamiczny rozwój całej Grupy Kapitałowej i realizuje przyjęty plan w tym zakresie. Spółka przewiduje, że w tym roku uda jej się odnotować 10% wzrost wyników finansowych zarówno na poziomie jednostkowym, jak i skonsolidowanym.

„Spółka zamierza zrealizować zaplanowane cele poprzez rozwój sprzedaży usług w celu pozyskiwania większej liczby zleceń z sektora B2B o wysokiej jakości i ściągalności. Kolejnym elementem jest skuteczność działań windykacyjnych, którą stale staramy się podnosić. Wprowadzamy również nowe usługi takie jak mikrofaktoring, czyli faktoring dla małych przedsiębiorstw. Produkt ten spotkał się z odzewem naszych klientów, którzy byli do tej pory niejako odcięci od tej formy finansowania. Dla dużych firm faktoringowych czy to bankowych czy też poza bankowych, nie jest to interesujący segment rynku natomiast dla nas tak, bowiem zwiększając swoją prowizję można osiągnąć dobre wyniki finansowe.” – podsumowuje Prezes Brzeziński.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. osiągnęła w 2015 r. 428 tys. zł skonsolidowanego zysku netto przy przychodach ogółem na poziomie 5.866 tys. zł. Z kolei w ujęciu jednostkowym Spółka zanotowała w poprzednim roku zysk netto w kwocie 362 tys. zł, a jej przychody ogółem wyniosły 5.603 tys. zł.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. specjalizuje się w kompleksowej obsłudze firm z zakresu windykacji i zarządzania wierzytelnościami z sektora B2B. Podstawowym celem Emitenta jest szybkie oraz skuteczne odzyskiwanie należności dla jego klientów. Spółka posiada elastyczną ofertę dla przedsiębiorstw z sektora małych i średnich przedsiębiorstw oraz dla innych podmiotów gospodarczych. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. jest notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r.

Onboarding – Czym jest i dlaczego warto go wdrożyć?

Jeden na trzech pracodawców przyznaje, że ma problemy ze zrekrutowaniem wykwalifikowanego pracownika. Większość z nich jednak, kiedy już znajdzie odpowiednią osobę, nie zastanawia się, co zrobić, aby zatrzymać ją w swojej firmie jak najdłużej. Badania pokazują natomiast, że aż 91 proc. przyjętych do pracy pozostaje w niej znacznie dłużej, jeśli w początkowym okresie zatrudnienia właściwie przeprowadzony zostanie onboarding. Czym jest ten proces i dlaczego warto go wdrożyć?

Wszyscy na pokład

Zakłada się, że do pełnej aklimatyzacji nowego pracownika w środowisku pracy potrzeba około od 3 do 6 miesięcy.  Ten czas w większości przypadków pokrywa się z długością okresu próbnego, który jest swoistym sprawdzianem nie tylko dla podwładnego, ale także dla pracodawcy. Niestety duża cześć firm o tym zapomina i zupełnie lekceważy potrzeby nowo zatrudnionych osób. To z kolei często skutkuje tym, że cały proces rekrutacji trzeba zacząć od początku i ponownie poświęcić na niego czas i energię – jak bowiem wynika z badań firmy consultingowej Wynhurst Group, w ciągu pierwszych 45 dni z nowej pracy rezygnuje aż 22 proc. pracowników, a 50 proc. z nich odchodzi w trakcie początkowych czterech miesięcy. – Te statystyki pokazują, jak ważne jest nie tylko zapoznanie podwładnego z jego obowiązkami, ale także świadome zaplanowanie i przeprowadzenie włączenia go w struktury oraz zapoznanie go z wartościami i charakterem organizacji. Dopiero tak holistycznie opracowany i zrealizowany proces możemy nazwać onboardingiem, czyli skutecznym „wciągnięciem kogoś na pokład” – mówi specjalistka HR, Agnieszka Szczypińska z Agencji Pracy GP People.

Onboarding nie ma na celu tylko oswojenia pracownika z nowym otoczeniem czy umożliwienia mu nawiązania kontaktów w przyjaznej atmosferze. Proces ten ma przede wszystkim uzasadnienie biznesowe. – Z badań wynika jasno, że odpowiednie zaplanowanie procesu adaptacji może przynieść firmie wymierne korzyści, bowiem aż 62 proc. osób zatrudnionych w ciągu ostatnich 12 miesięcy przyznaje, że po przeprowadzonym onboardingu zrealizowało swoje pierwsze założone cele. W przedsiębiorstwach, w których żadnego systemu tego typu nie zastosowano, udało się to jedynie 17 proc. z nich – mówi Szczypińska.

Cała naprzód

Sposobów na przeprowadzenie skutecznego onbardingu jest kilka. Jedne podmioty stawiają na te bardziej standardowe metody, jak Induction Days lub Weeks, które pozwalają krok po kroku zaznajomić się z firmą i jej wartościami. Inne przydzielają nowemu pracownikowi tak zwanego „office buddy”, czyli „firmowego kumpla”, który jako jego opiekun towarzyszy mu przez pierwsze tygodnie i pomaga w aklimatyzacji. Zdarzają się także bardziej kreatywne „pakiety powitalne”, na przykład zaznajamianie nowych osób w zespole z wartościami i historią firmy poprzez komiksy, giftbagi czy nietypowe spotkania i wykłady. – W ostatnim czasie coraz popularniejsze jest także stosowanie grywalizacji. Właściwe wykorzystywanie mechanizmów zapożyczonych z gier zachęca do wykonywania kolejnych zadań, umożliwia integrację, a także zdobycie określonych informacji. To pozwala nie tylko na płynne i szybsze wdrożenie się w obowiązki, ale sprawia, że cały proces jest dobrą zabawą – mówi Agnieszka Szczypińska z GP People. – Bez względu na to, czy wybierzemy bardziej lub mniej oczywisty sposób onboardingu, musimy zawsze pamiętać, że takie działanie to przede wszystkim konkretny krok, dzięki któremu chcemy osiągnąć założony cel. Dlatego angażowanie nowych pracowników musi być procesem przemyślanym, spójnym i długofalowym, a nie pojedynczym zdarzeniem. Dodatkowo pamiętajmy też o tym, że bardzo ważnie jest, abyśmy także i my jako firma pokazali, że okres takiej adaptacji pracownika jest niezmiernie ważny i dla nas. Nie możemy go lekceważyć, skracać czy pokazywać, że nie mamy na niego czasu. Zanim nowa osoba pojawi się w naszej organizacji, zawsze szczegółowo omówmy z jej bezpośrednim przełożonym czy managerem poszczególne etapy i sposoby wdrażania w poszczególne obszary – dodaje.

Na pierwszy rzut oka może wydawać się, że planowanie, a następnie przeprowadzanie onboardingu to zadanie skomplikowane i czasochłonne. Eksperci zwracają jednak uwagę, że jest ono jednocześnie niezwykle istotne, a zainwestowany czas przynosi wymierne korzyści dla firmy. Dzięki wdrożeniu odpowiednich procesów adaptacyjnych nie tylko nowy pracownik, ale i reszta firmy będzie mogła szybciej poczuć, że wspólnie tworzy jeden zespół. Gdy znikają bariery komunikacyjne, powstaje zgrany team, w którym pracuje się zdecydowanie lepiej, a co najważniejsze – wydajniej.

Nowelizacja ustawy kominowej, a wynagrodzenia menedżerów

Ustawa o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi podmiotami prawnymi z dnia 3 marca 2000 roku

Jest to poprzednia (obowiązująca jeszcze na początku 2016 roku) wersja tzw. ustawy kominowej. Zakładała ona ograniczenie wynagrodzenia zasadniczego prezesów i wiceprezesów do sześciokrotności przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw bez wypłat nagród z zysku z IV kwartału poprzedzającego rok, za który przyznawane jest wynagrodzenie. Jednak w praktyce, od 2011 roku, płaca osób zarządzających i ich zastępców została zamrożona. Za podstawę do ustalenia wynagrodzenia zasadniczego służyło przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw, bez wypłat nagród z zysku z IV kwartału 2009 roku. Wielkość pensji podstawowej mogła być ponadto podniesiona maksymalnie o 50% (czyli do dziewięciokrotności podstawy obliczenia wielkości pensji zasadniczej) w wytypowanych przez premiera przedsiębiorstwach. Ponadto osoby zarządzające mogły otrzymać roczną premię w wysokości do 3-krotności ich miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego oraz świadczenia dodatkowe (w wysokości do 12-krotności podstawy ustalenia wynagrodzenia zasadniczego). Wszystkie te ustalenia sprawiały, że zgodnie z ustawą osoba zarządzająca w państwowej spółce mogła w przeciągu roku zarobić maksymalnie 507 823,26 PLN.

Jednak w praktyce przepisy ustawy nie były przestrzegane. Popularnymi sposobami jej obchodzenia było przyznawanie wynagrodzenia za pełnienie funkcji w spółkach zależnych. Zawierano także kontrakty menedżerskie, w taki sposób, aby umożliwić wypłatę wyższego wynagrodzenia. W efekcie w żadnej giełdowej spółce z większościowym udziałem skarbu państwa w akcjonariacie wynagrodzenie prezesa nawet nie zbliżało się do wymienionej wcześniej maksymalnej dopuszczalnej ustawą kwoty wynagrodzenia, lecz było znacząco wyższe.

Projekt nowelizacji ustawy o wynagradzaniu osób kierujących niektórymi spółkami z dnia 19 kwietnia 2016 roku

Projekt ustawy z 19 kwietnia 2016 roku zakłada większe zróżnicowanie najwyższych dopuszczalnych stawek wynagrodzeń oferowanych menedżerom w państwowych spółkach. Wysokość wynagrodzenia ma być zależna od wielkości firmy, mierzonej zatrudnieniem, obrotami i sumą aktywów. Jako podstawa obliczenia wysokości wynagrodzenia nadal ma służyć przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw bez nagród z zysku za IV kwartał roku poprzedzającego wypłatę. Prezesi największych państwowych firm będą mogli zarobić 15-krotność tej kwoty. Wynagrodzenie zmienne zostało ograniczone do 50% wynagrodzenia stałego, a w największych spółkach do 100%. Będzie ono przyznawane na podstawie wybranych kryteriów, takich jak m.in. zysk netto lub EBIT, zwiększenie produkcji lub przychodów, zmniejszenie straty lub ograniczenie kosztów, realizację inwestycji, strategii lub planu restrukturyzacji, poprawę wskaźników płynności i efektywności czy zwiększenie udziału w rynku. Wynagrodzenie to będzie przysługiwać dopiero po zatwierdzeniu sprawozdania finansowego i sprawozdania zarządu za dany rok obrotowy i udzieleniu absolutorium danemu członkowi zarządu. Nadal możliwe będą także wypłaty odpraw, jednak w wysokości nie większej niż trzykrotność miesięcznego wynagrodzenia zasadniczego. Warunkiem koniecznym do jej wypłaty będzie co najmniej roczny staż pracy. Projekt ustawy nie określa wysokości świadczeń dodatkowych, co może być furtką do jej obchodzenia.

Ustawa zakłada pięć widełek płacowych uzależnionych od wielkości firmy. Wielkość tych widełek oraz potencjalny poziom maksymalnego dopuszczalnego rocznego wynagrodzenia osób zarządzających w danej spółce w 2016 roku, znajduje się w tabeli poniżej.

Maksymalne dopuszczalne wynagrodzenia roczne osób zarządzających,
wraz z premią roczną, według projektu nowej ustawy kominowej

poziom kryteria kwalifikacji wynagrodzenie zasadnicze jako wielokrotność podstawy obliczenia maksymalna wysokość wynagrodzenia rocznego osoby zarządzającej wraz
z premią
1 zatrudnienie
< 10 osób
1-3 X 231 141 PLN
obrót
< 2 mln euro
aktywa
< 2 mln euro
2 zatrudnienie
11-50 osób
2-4 X 308 188 PLN
obrót
2-10 mln euro
aktywa
2-10 mln euro
3 zatrudnienie
51-250 osób
3-5 X 385 235 PLN
obrót
10-50 mln euro
aktywa
10-43 mln euro
4 zatrudnienie
251-1250 osób
4-8 X 616 376 PLN
obrót
50-250 mln euro
aktywa
43-215 mln euro
5 zatrudnienie
> 1250 osób
7-15 X 1 540 940 PLN
obrót
> 250 mln euro
aktywa
> 215 mln euro

 

Źródło: Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie: projektu ustawy
o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami z dnia 19 kwietnia 2016 roku

Wynagrodzenia prezesów w spółkach giełdowych z ponad 50% udziałem Skarbu Państwa w akcjonariacie, a nowa ustawa kominowa

W tabeli poniżej przedstawiono wynagrodzenia prezesów spółek z większościowym udziałem Skarbu Państwa (stan na 30.06.2015) notowanych na GPW. Tylko PHN SA (Polski Holding Nieruchomości) nie spełnia warunków kwalifikacji do najwyższych widełek płacowych. Przy czym spółka ta nie spełnia kryterium zatrudnienia i obrotu, zaś wartość aktywów zarządzana przez PHN umożliwia zakwalifikowanie go do najwyższych widełek. Projekt ustawy przewiduje natomiast zaszeregowywanie podmiotów zarządzających aktywami do danych widełek tylko na podstawie wartości zarządzanych aktywów. Ciężko jednak powiedzieć, jak zostanie rozpatrzone to w przypadku tej spółki, dlatego też kwalifikujemy PHN według kryterium ogólnego.

Roczne wynagrodzenia prezesów zarządów w 2014 roku w spółkach z większościowym udziałem Skarbu Państwa, a projekt nowej ustawy kominowej

spółka wynagrodzenie roczne prezesa zarządu w 2014 roku w PLN maksymalne roczne wynagrodzenie wg projektu ustawy zmiana %
ENEA SA 1 900 000 1 540 940 -18,90%
ENERGA SA 1 443 360 1 540 940 6,76%
Grupa LOTOS SA 1 468 000 1 540 940 4,97%
PGE SA 1 140 000 1 540 940 35,17%
PGNiG SA 1 935 000 1 540 940 -20,36%
PHN SA 526 003 385 235 -26,76%
JSW SA 950 024 1 540 940 62,20%

 

Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie raportu Sedlak & Sedlak
o wynagrodzeniach zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku oraz projektu ustawy
o zasadach kształtowania wynagrodzeń osób kierujących niektórymi spółkami z dnia 19 kwietnia 2016 roku

Z tabeli wynika, że nowa ustawa kominowa nie dla wszystkich oznacza znacząca obniżkę płac. W JSW czy PGE, nowa ustawa kominowa dopuszcza wynagrodzenie prezesa nawet o kilkadziesiąt procent wyższe, niż wynagrodzenia prezesów tych spółek w 2014 roku. Znaczących obniżek płacy mogą natomiast spodziewać się prezesi Enei, PGNiG czy PHN. Należy mieć na uwadze, że kwoty wyliczeń stanowią maksymalną możliwą wysokość wypłat wraz z premią roczną. W przypadku, kiedy menedżerowie nie spełnią kryteriów jej przyznania, ich pensje powinny być znacząco niższe.

Podsumowanie i ocena nowych przepisów


Nowa ustawa kominowa znacznie lepiej niż dotychczasowa ustala rynkowe stawki wynagrodzeń oferowanych osobom zarządzającym przedsiębiorstwami państwowymi. Ponadto jest ona bardziej elastyczna i wiąże wysokość oferowanych wynagrodzeń z wielkością spółki. Należy jednak zauważyć, że nie zawsze oznacza ona ograniczenie oferowanych stawek. W przypadku tak często krytykowanego Lotosu, który jako przykład podawany jest nawet w uzasadnieniu ustawy, płaca prezesa może wzrosnąć o 5%, przy założeniu spełniania wszystkich kryteriów wypłaty premii. Należy także zauważyć, że pensja oferowana prezesom nadal będzie znacząco niższa niż wynagrodzenie oferowane przez rynek. Według raportu Sedlak & Sedlak o wynagrodzeniach zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku, mediana wynagrodzenia prezesa spółki z WIG20 (a więc porównywalnej z największymi państwowymi podmiotami) wyniosła 2 200 000 PLN. Niższe kwoty, które są dopuszczane przez ustawę mogą utrudniać pozyskanie wartościowych menedżerów.

W naszej ocenie, w nowej ustawie na pozytywną ocenę zasługuje przede wszystkim powiązanie oferowanego wynagrodzenia z wielkością spółki. Likwiduje to sytuację, w której osoby zarządzające niewielkimi podmiotami mogły otrzymywać bardzo wysokie pensje, a osobom zarządzającym największymi podmiotami, zgodnie z ustawą, było trzeba zaoferować zupełnie niekonkurencyjne wynagrodzenie. Te zmiany powinny zmniejszyć w znaczącym stopniu próby obchodzenia ustawy, w celu zaoferowania menedżerowi rynkowej stawki.

Należy jednak zauważyć, że wszelkie dotychczasowe próby regulowania wynagrodzeń menedżerów z wykorzystaniem ustawy okazały się chybione. Jest tylko kwestią czasu, kiedy doradcy znajdą furtkę do jej obchodzenia. Znacznie lepszym rozwiązaniem jest stosowanie kryteriów efektywności oraz wprowadzenie regulacji zapewniających coraz wyższą jawność i sprawiedliwość płac. Wzorem Państw które najwięcej ucierpiały na kryzysie finansowym z 2008 roku, warto zwiększyć wpływ akcjonariuszy na ustalanie wynagrodzenia w spółkach.

Nowa ustawa nadal nie realizuje w pełni najważniejszego elementu filozofii leżącej u podstaw wynagradzania osób zarządzających- płacy za wyniki. Co prawda pojawiają się w niej zapisy o możliwości przyznania premii rocznej, w zależności od realizacji ustalonych wcześniej kryteriów, jednak w założeniu, ustawa nadal dąży do wyznaczania sztucznych widełek, w których powinna mieścić się pensja. W naszej ocenie problemem nie są wysokie pensje prezesów, lecz to, czy są oni wynagradzani za zwiększanie wartości spółki i wypracowywanie zysku w zarządzanym przedsiębiorstwie. Nic nie stoi przecież na przeszkodzie, aby prezes zarabiał bardzo dużo, jeżeli jego spółka przynosi bardzo wysokie zyski, a jej wartość rynkowa rośnie.

Co więcej, polskie próby sztucznego regulowania wynagrodzeń są raczej wyjątkową praktyką. Takich rozwiązań nie stosuje się na innych, dojrzałych rynkach kapitałowych. Próby ograniczania pensji osób zarządzających w spółkach publicznych pojawiły się co prawda po kryzysie finansowym roku 2008, ale polegały one na wiązaniu pensji najlepiej zarabiających z ich wynikami. Podobne do polskich praktyki dotyczyły raczej rynków przeżywających spore problemy. W 2012 roku w Hiszpanii został wprowadzony maksymalny roczny pułap wynagrodzenia prezesa banku pod zarządem państwowym. Został on ustalony w wysokości 300 tys. Euro (więc w kwocie niższej niż ta, zakładana przez nowelizację polskiej ustawy kominowej). Ograniczenia wysokości pensji pracowników państwowych obowiązują także na Węgrzech. Może ona wynosić maksymalnie 2 mln Forintów miesięcznie (ok. 27 800 PLN).

Złoty dalej umacnia się dzięki Fed

Złoty we wtorek zyskuje do euro i dolara, jednocześnie tracąc do szwajcarskiego franka i brytyjskiego funta. W drugiej połowie dnia układ sił na krajowym rynku walutowym nie powinien się już zmienić.

Poprawa nastrojów na rynkach globalnych i związany z tym wzrost apetytu na ryzyko wspierają we wtorek złotego, który w relacji do dolara jest najsilniejszy od miesiąca, a do euro od drugiej połowy kwietnia. O godzinie 12:22 kurs USD/PLN testował poziom 3,8278 zł, a EUR/PLN 4,3520 zł. Tymczasem jeszcze w końcówce maja za waluty te trzeba było zapłacić nawet 3,9874 zł i 4,4570 zł.

Obserwowane umocnienie złotego ma swe źródła poza granicami kraju. To w dalszym ciągu efekty dostosowywania się do nowych warunków, jakie pojawił się w piątek, gdy okazało się, że kondycja amerykańskiego rynku pracy nie jest tak dobra jak to wcześniej szacowano. Przypomnijmy, zgodnie z opublikowanymi w tym dniu danymi, w maju zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło jedynie o 38 tys., podczas gdy prognozowano odczyt na poziomie 161 tyś. W dół też skorygowane dane z poprzednich miesięcy. Raport ten pokazuje odłożony w czasie efekt wyhamowania wzrostu gospodarczego w I kwartale br., a z punktu widzenia rynków finansowy oznacza odsunięcie w czasie decyzji o ewentualnej podwyżce stóp procentowych przez Fed.

Przekonanie o tym, że Fed pomimo nie tak dawnych sugestii jego przedstawicieli o nieuchronności podwyżki, nie będzie się spieszył z takim krokiem, nie zostało zburzone przez wczorajsze wystąpienie Janet Yellen. Owszem, szefowa Fed zauważyła, że obecnie pozytywy przeważają nad negatywami w amerykańskiej gospodarce, przez co plany podwyżki kosztu pieniądza pozostają aktualne, ale nie zasugerowała żadnego terminu takiej decyzji. To dziś procentuje wzrostami cen akcji na giełdach (w tym w Warszawie) oraz lekką zwyżką notowań EUR/USD, co automatycznie przekłada się na większy apetyt na złotego.

Polska waluta umacniając się do dolar i euro, jednocześnie traci w relacji do szwajcarskiego franka i brytyjskiego funta. Dziś trzeba za nich zapłacić odpowiednio 3,96 zł i 5,5785 zł. To reakcja na umocnienie obu walut na rynkach globalnych, co w tym drugim przypadku jest odreagowaniem wcześniejszej przeceny funta, wywołanej strachem przez BREXIT-em. Należy przyjąć, że funt aż do referendum w dniu 23 czerwca pozostanie pod głównym wpływem sondaży, a później będzie reagował na wyniki tego plebiscytu.

Frankowicze

Obserwując w ostatnich dniach sytuację na krajowym rynku finansowym zwraca uwagę pewne rozjechanie się różnych aktywów. Podczas gdy złoty i warszawska giełda ostatnio zyskują na wartości, rynek długu pozostaje pod presją sprzedających. To każe postawić znak zapytania przy trwałości umocnienia tych dwóch pierwszych rynków. Szczególnie w sytuacji, gdy polskim aktywom wciąż może ciążyć nierozwiązany temat frankowiczów (nowa propozycja ustawy zostanie przedstawiona przez Prezydenta dziś o godzinie 17:00), a także dotyka ich szeroko pojęte ryzyko polityczne.

Do końca dnia nastroje na głównych rynkach już nie powinny się zmienić. Wszystko co najważniejsze bowiem już się wydarzyło. Przed południem zostały opublikowane kwietniowe dane o produkcji przemysłowej w Niemczech (0,8% M/M wobec prognozowanych 0,7% M/M) i zrewidowane dane nt. dynamiki PKB dla strefy euro za I kwartał br. (1,7% R/R wobec prognozowanych 1,5% R/R). Czyli dwa raporty, które potencjalnie mogłyby wywołać dziś nieco większe emocje. Po południu wprawdzie inwestorzy poznają jeszcze finalne odczyty danych o kosztach i wydajności pracy w USA, ale prawdopodobnie zostaną one zignorowane. Oczywiście w przypadku złotego pewną niewiadomą jest projekt ustawy o pomocy dla frankowiczów, który zostanie zaprezentowany dziś o godzinie 17:00. Jest jednak wątpliwe, czy spotka się on z bezpośrednią reakcją inwestorów. Jeżeli jakakolwiek reakcja ma mieć miejsce, to raczej zobaczymy ją później, gdy projekt ten zostanie szczegółowo przeanalizowany.

Dziś rozpoczyna się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Jego wyniki znane będą w środę około południa, a komunikat po posiedzeniu i konferencja prasowa będą mieć miejsce tradycyjnie o godzinie 16:00. Pomimo osłabienie wzrostu gospodarczego w I kwartale br. oraz przedłużającej się deflacji w Polsce, nie oczekujemy zmiany stóp procentowych ani na obecnym, ani też na kolejnych posiedzeniach Rady. W naszej opinii koszt pieniądza nie zmieni się być może nawet do końca 2017 roku, a kolejnym ruchem będzie podwyżka stóp. Aczkolwiek nie wykluczamy, że jeszcze w tym roku pojawi się dyskusja o potencjalnej ich obniżce. Taki scenariusz byłby realny jednak tylko wówczas, gdyby światowa gospodarka ponownie zaczęła się pogrążać w recesji, co równocześnie obniżyłoby wzrost gospodarczy w Polsce.

Marcin Kiepas
Główny Analityk Admiral Markets

Bank Pocztowy z sukcesem zakończył pierwszą publiczną emisję obligacji

3 czerwca br. zakończyło się przyjmowanie zapisów na obligacje w pierwszej serii emisji z Programu Publicznych Emisji Obligacji. Zgodnie z założeniami emisji Bank Pocztowy pozyskał maksymalną kwotę 50 mln zł. Celem Banku jest regularne oferowanie obligacji dla inwestorów indywidualnych. 

Bank Pocztowy z emisji pierwszej serii obligacji chciał pozyskać do 50 mln zł. Oferował obligacje dziesięcioletnie o stałym oprocentowaniu w pierwszym okresie odsetkowym równym 4,5 procent w skali roku. W kolejnych okresach oprocentowanie obligacji będzie ustalane w oparciu o stawkę WIBOR 6M plus 2,8 punktu procentowego marży. Odsetki od obligacji będą wypłacane co pół roku. Zapisy prowadzone były od 23 maja do 3 czerwca 2016 r.

W ofercie publicznej udział wzięło 709 inwestorów, a średni zapis wyniósł 70 522 zł. Stopa redukcji dla transzy niepodlegającej gwarancji zapisu wyniosła 10,71%. Nowością w emisji obligacji był sposób przyjmowania zapisów, mający na celu uchronienie inwestorów przed nadmiernymi redukcjami. W ramach oferty, Bank gwarantował przydzielenie obligacji bez dokonywania redukcji w przypadku zapisów obejmujących nie więcej niż 300 obligacji, złożonych do czasu całkowitego pokrycia puli 30 mln zł. Zapisy powyżej 300 obligacji złożone do czasu całkowitego pokrycia puli, w części przekraczającej 300 obligacji były zredukowane proporcjonalnie. Natomiast wszystkie zapisy złożone po przekroczeniu puli podlegały proporcjonalnej redukcji.

– Cieszymy się, że udało się z sukcesem zamknąć pierwszą emisję w ramach naszego Programu. Szczególnie cieszy nas to, że z naszą ofertą dotarliśmy do inwestorów, którzy do tej pory nie byli obecni na rynku kapitałowym, nie inwestowali w obligacje i nie mieli rachunków maklerskich. Dzięki temu zgodnie z planami poszerzyliśmy grono inwestorów obligacyjnych. Ponadto nowa formuła zapisów sprawiła, że średni zapis był istotnie niższy niż w przypadku innych publicznych emisji, zatem zainteresowaliśmy naszą ofertą mniejszych inwestorów indywidualnych – mówi Szymon Midera, Prezes Zarządu Banku Pocztowego.

Zarząd Banku Pocztowego w programie emisji obligacji zdecydował się skorzystać z doświadczonego partnera na rynku finansowym – Domu Maklerskiego IPOPEMA Securities. Zapisy na obligacje przyjmowane były bezpośrednio w siedzibie Domu Maklerskiego IPOPEMA Securities oraz w oddziałach firmy Expander, która jest Agentem Firmy Inwestycyjnej IPOPEMA.

Bank Pocztowy emitował obligacje podporządkowane, które po uzyskaniu zgody ze strony KNF-u mogą zostać zaliczone do funduszy własnych i tym samym wzmocnić współczynniki kapitałowe. Bank może swobodne dysponować tymi środkami i przeznaczyć je
w szczególności na finansowanie bieżącej działalności oraz na zwiększenie akcji kredytowej.

Planowana maksymalna wartość Programu Publicznych Emisji Obligacji Banku może wynieść do 1 miliarda złotych. Zatwierdzony 16 maja br. prospekt emisyjny ma ważność dwunastu miesięcy.

– Celem Banku Pocztowego jest regularne oferowanie obligacji inwestorom indywidualnym. Powinniśmy jeszcze przynajmniej raz w tym roku wyjść z naszą emisją na rynek i pozyskać kapitał. Dokładny termin kolejnej emisji będzie związany z potrzebami Banku oraz
z popytem zgłaszanym ze strony inwestorów –
podsumował Szymon Midera, Prezes Zarządu Banku Pocztowego.

Grecja prywatyzuje

Janet Yellen potwierdziła to, co wszyscy już wiedzieliśmy po słabych danych
z rynku pracy. W Grecji trwa dalszy etap prywatyzacji. Niespodziewane wybicie na funcie.

Wczorajsze przemówienie Janet Yellen potwierdziło tylko to, czego oczekiwali inwestorzy. Podwyżka tak, ale nie za wszelką cenę. Przyznała, że raport z rynku pracy jest niepokojący. Dane te wymuszają korektę oczekiwań wobec kolejnych parametrów. Stwierdziła ona jednak, że w dalszym ciągu liczba pozytywnych czynników wspierających wzrost, zarówno zatrudnienia jak i inflacji, przeważa nad negatywnymi. Widać było próbę utrzymania optymistycznego nastroju, jednakże szefowa FED nie była w tym szczególnie wiarygodna. Podwyżka w czerwcu jest niemalże wykluczona, ale w kolejnych miesiącach w dalszym ciągu szanse są spore. Co ciekawe, w trakcie wystąpienia spadała giełda w USA, mimo to potem odbiła w górę. Dla parkietu są to mieszane sygnały. Z jednej strony wolniej rozwijająca się gospodarka to problem, z drugiej gdyby rozwijała się szybciej to oznaczałoby rychły koniec tak taniego pieniądza.

W Grecji ostatni etap walki o środki od Eurogrupy. Warunkiem jest zgoda na prywatyzację części udziałów w największym w kraju operatorze telekomunikacyjnym. Nie bez znaczenia jest też zgoda na sprzedaż terenów w centrum Aten po starym lotnisku. Rząd otrzymał na podpisanie tych deklaracji 24h i zapowiada, że spełni te warunki. Dzięki temu uruchomiona zostanie kolejna transza pomocy dla Aten. Do końca czerwca będzie to 7,5 mld euro. Dla porównania, kwota ta to ponad połowa polskiego deficytu. Jesienią Grecy mają otrzymać kolejną, odrobinę mniejszą porcję. Prywatyzacja najcenniejszych składników majątku wydaje się obecnie jedyną logiczną szansą, by znaleźć dodatkowe środki nie przygniatając obywateli kolejnymi obciążeniami fiskalnymi. Istnieje natomiast ryzyko strajków pracowników prywatyzowanych zakładów. Boją się oni redukcji przerostów zatrudnienia.

Ciekawe zjawisko miało miejsce we wczesnych godzinach porannych na rynkach. Tuż po godzinie 6:00 rano funt gwałtownie zyskał na wartości. Było to widać na wszystkich parach związanych z brytyjską walutą. Prawdopodobnie było to związane z dużym ruchem na parze GBP/USD, gdyż w tym samym czasie dolar stracił chwilowo na wartości. Względem złotego funt zyskał 6 groszy, po czym niemal natychmiast oddał ¾ tej wartości w ramach ruchu powrotnego.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

S&P 500 – kontynuacja wzrostów

Chart [SP500], W1, 2016.06.07 07:23 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Indeks pięciuset największych spółek amerykańskich kontynuuje swoje wzrosty. Na interwale tygodniowym notowania powoli przebijają strefę podaży 2072-2016. Warto zauważyć, że znajdujemy się na tegorocznych szczytach. Ostatnie wzrosty spowodowane są fatalnymi danymi z amerykańskiego rynku pracy. Złe wiadomości gospodarcze napływające z Stanów Zjednoczonych oznaczają bowiem odłożenie w czasie podwyżki stóp procentowych.

Należy pamiętać, że fundamenty wskazują na nadchodzącą recesję, jednakże giełdy często ignorują ten fakt. Według teorii finansów behawioralnych ruch wzrostowy może potrwać jeszcze przez kilka, kilkanaście miesięcy. Kontynuacja mocnych wzrostów powinna zachęcić do inwestycji ludzi, którzy nie mieli wcześniej styczności z inwestycjami. Po takim zabiegu główni inwestorzy pozbędą się swoich papierów wartościowych i wcześniej czy później zabraknie kupujących.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych

Wracają pytania o Chiny

Dane o produkcji przemysłowej Niemiec mamy już za sobą, w Europie został jeszcze finalny odczyt PKB za pierwszy kwartał. Powinien być taki sam jak wstępny wynik przed miesiącem, czyli 1,5 proc. na plusie, więc na razie powodów do zmartwień nie ma. Niemcy też wypadli dobrze, z produkcją lepszą od prognoz. Po wczorajszych słabych danych o zamówieniach w przemyśle nastrój wyraźnie się poprawił. 

Wczorajsze dane z Niemiec wprowadziły jednak pewien niepokój na rynku, gdyż gorsze dane o zamówieniach mogą oznaczać, że spadł popyt zagraniczny. Nic więc dziwnego, że po raz kolejny wraca temat kondycji chińskiej gospodarki. Pewne istotne informacje na ten temat przyniosą najbliższe dni: jutrzejsze wyniki chińskiego handlu zagranicznego, a w czwartek – dane o inflacji. Bilans eksportu i importu Państwa Środka może rzucić trochę światła na słaby odczyt zamówień w niemieckim przemyśle. Jeżeli zawinili Chińczycy, wnioski mogą być dla Berlina mało optymistyczne.

Dzisiaj rano o 6.00 funt nagle skoczył do góry. Chwile potem spadł, ale wzrost był duży i nie poparty żadnymi ważnymi informacjami z rynku. Trudno za takie uznać opublikowane wczoraj wieczorem dwa sondaże dające minimalna przewagę zwolennikom pozostania Wielkiej Brytanii w UE. Część inwestorów uważa, że był to efekt błędu przy składaniu bardzo dużego zlecenia, co przy niewielkiej płynności rynku o tej porze dnia mogło wywołać duży ruch na funcie. Jakie nie byłyby przyczyny gwałtownego skoku notowań, lepiej mieć dzisiaj szterlinga na oku. W brytyjskim kalendarzu makro nic wielkiego dzisiaj się nie dzieje (indeks cen nieruchomości Halifax nie należy raczej do pierwszej ligi), ale twarde dane z gospodarki już dawno przestały mieć znaczenie dla notowań brytyjskiej waluty.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Zmiany w Zarządzie i Radzie Nadzorczej Grupy Amica

Aleksander Skirmuntt o programie Mieszkanie+

​Janet Yellen – podwyższy czy nie?

Wczorajszego dnia o godzinie 18.30 odbyła się konferencja Prezesa FED-u, Janet Yellen. Poniżej najważniejsze informacje, o których mieliśmy okazję się dowiedzieć:

  • Podwyżka stóp procentowych zależy od kondycji gospodarki
  • W gospodarce jest lepiej niż gorzej
  • Obecna polityka monetarna jest na dobrej drodze
  • Ostatni raport z rynku pracy jest niepokojący
  • Nie można przywiązywać do jednych danych makroekonomicznych zbyt dużej wagi
  • Inne wskaźniki pokazujące kondycje rynku pracy są pozytywne
  • Ostatni optymizm wokół gospodarki opada

oraz

  • Ryzyko globalne w dalszym ciągu wymaga kontroli
  • Brexit będzie miał znaczny wpływ na gospodarkę światową
  • Chiny powoli stają na nogi

Według Prezesa FEDu pozostałe wskaźniki mierzące siłę rynku amerykańskiego są pozytywne. Z powyższego wykresu możemy odnieść odmienne zdanie. Nawet wskaźnik opracowany przez FED wskazuje na słabnący rynek pracy od kilku miesięcy.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych

Admiral Markets AS Oddział w Polsce

AUD/USD – po RBA

Chart AUDUSD, H4, 2016.06.07 06:33 UTC, Admiral Markets AS, MetaTrader 4, Real

Dzisiejszego poranka o godzinie 6.30 poznaliśmy decyzje w sprawie stóp procentowych RBA. Stopy procentowe pozostały na niezmienionym poziomie. Poniżej najważniejsze rzeczy, które zostały zawarte w protokole Banku Centralnego:

  • Polityka nie zostanie zmieniona do czasy gdy inflacja osiągnie cel
  • Globalna gospodarka rozwija się wolniej
  • Zdławione ceny powoli zaczęły rosnąć
  • Inflacja pozostanie na niskim poziomie jeszcze przez jakiś czas

Po opublikowanym protokole dolar australijski umocnił się względem dolara amerykańskiego. Na interwale czterogodzinnym najbliższe wsparcie znajduje się w strefie 0.733-0.735. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja trendu wzrostowego na parze walutowej AUD/USD.

Mateusz Groszek
Młodszy Analityk Rynków Finansowych

Czy Polska poradzi sobie w przypadku zamachu terrorystycznego?

W kwestii bezpieczeństwa w dzisiejszych czasach trzeba zakładać najgorsze scenariusze. Zamachy z Paryża czy Brukseli dają nam jasno do zrozumienia, że nigdy nie można czuć się wolnym od zagrożenia. Czy Polska pod względem procedur dałaby sobie radę w przypadku potencjalnego zamachu? – W Polsce określona jest lista obiektów objętych specjalnym nadzorem, to elementy infrastruktury krytycznej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Piotr Ciepiela z EY. Więcej w materiale wideo.

E-petrol: Podczas wakacji możliwe podwyżki cen paliw szczególnie w zachodniej Polsce i miejscowościach wypoczynkowych

0

CEO Magazyn Polska

W tym tygodniu cena benzyny na stacjach powinna rosnąć. Analitycy E-petrol spodziewają się, że przed 12 czerwca popularna 95 osiągnie wartość 4,48-4,57 zł za litr. Najbardziej może jednak zdrożeć olej napędowy, za który trzeba będzie zapłacić 4,21-4,32 zł/l. Cena LPG także może wzrosnąć. Podczas wakacji największe podwyżki spodziewane są w zachodniej Polsce i miejscowościach wypoczynkowych.

– Okres wakacyjny będzie zapewne szczytem cenowym, zarówno, jeśli chodzi o benzynę, jak i o olej napędowy – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Grzegorz Maziak, analityk rynku paliw w firmie E-petrol.pl. – Możemy obserwować poziomy rzędu 4,60, a nawet 4,70. W czasie wakacji droższe są zwłaszcza województwa Polski Zachodniej, a także typowo turystyczne.

Jak wynika z ostatniej analizy E-petrol.pl rynek paliw w ubiegłym tygodniu odnotował lekką korektę w utrzymującym się już od pewnego czasu trendzie wzrostowym. W ostatni piątek średnia cena metra sześciennego 95-oktanowej benzyny bezołowiowej wynosiła 3589 zł, a więc o 20 zł mniej niż podczas zamknięcia poprzedniego weekendu. W przypadku Pb98 ruch był minimalny – paliwo kosztowało 3820 zł, czyli o 5 zł mniej niż tydzień temu, a poziom cen oleju napędowego wyniósł 3411 zł, co było niemal takim samym rezultatem jak siedem dni wcześniej. Minimalna obniżka objęła również olej opałowy. Przeciętna cena tego paliwa wyniosła 2182 zł za metr sześcienny.

Analitycy E-petrol spodziewają się w tym tygodniu ruchu wzrostowego w cenach na stacjach benzynowych. Dla Pb98 prognozowana jest wartość od 4,76 do 4,85 zł za litr, natomiast w przypadku popularnej, bezołowiowej 95-ki: 4,48-4,57 zł/l. Najbardziej może wzrosnąć, zdaniem specjalistów, cena oleju napędowego, która powinna wynieść 4,21-4,32 zł/l. Wyjątkowo niskie ceny autogazu również mogą ulec minimalnemu podwyższeniu i powinny ulokować się w przedziale od 1,57 do 1,63 zł/l.

– Poziom oleju napędowego w okolicach 4,40 jako tegoroczny szczyt jest prawdopodobny – uważa Grzegorz Maziak. – W przypadku autogazu warto zauważyć, że jest to cały czas paliwo, w stosunku do tradycyjnych, bardzo tanie. W związku z tym stanowić powinno, szczególnie w okresie letnim, ciekawą alternatywę. Jako jedyne ma także szansę na niewielką, korekcyjną obniżkę mniej więcej do poziomu 1,55 zł.

W ubiegłym tygodniu notowania ropy naftowej na giełdzie w Londynie wahały się w okolicach poziomu 50 dol. za baryłkę. Najwięcej za surowiec Brent płacono w piątek przed południem, kiedy jego cena sięgała nawet 50,32 dol. Najtaniej można było kupić ropę we środę, kiedy ustanowiła tygodniowe minimum na poziomie 48,65 dol.