Kondycja strefy euro ma się poprawić. Pomóc w tym mogą rosnące zyski z eksportu oraz ewentualne dalsze działania EBC

CEO Magazyn Polska

Wskaźniki PMI pokazują, że kondycja ekonomiczna strefy euro w następnych kwartałach powinna się poprawiać. Zdaniem Piotra Szuleca z Pioneer Pekao Investments pomóc w tym powinny m.in. ewentualne, dalsze działania ze strony Europejskiego Banku Centralnego w zakresie stóp procentowych oraz programu najtańszych pożyczek w historii TLTRO II.

– Dzisiaj panuje przekonanie, że gospodarka europejska z kwartału na kwartał będzie zachowywała się coraz lepiej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Szulec, dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments. – Pierwszy kwartał co prawda nie był najsilniejszy, ale dane z poszczególnych gospodarek europejskich zaskoczyły pozytywnie.

Poprawiający się stan gospodarki europejskiej, jak zauważa Piotr Szulec, obrazują m.in. wskaźniki wyprzedzające koniunktury PMI dla poszczególnych branż gospodarki strefy euro. Wyższe niż 50 punktów wartości świadczą o rozwoju, mniejsze oznaczają pogorszenie i sygnalizują początek recesji. PMI niższy niż 40 wskazuje poważny kryzys gospodarczy. Ostatnie wskaźniki kształtują się na poziomie 51, 52, 53 pkt. Na przykład opublikowany w maju br. PMI przemysłu przetwórczego strefy euro wyniósł 51,5 pkt.

– Sytuacja jest więc stabilna i europejska gospodarka ma się dobrze – ocenia Piotr Szulec.

Jego zdaniem kondycja ekonomiczna strefy euro nadal powinna się poprawiać. Pomóc w tym może ostatnie osłabienie europejskiej waluty, ewentualne dalsze działania Europejskiego Banku Centralnego w zakresie stóp procentowych oraz zapowiadane na ten miesiąc uruchomienie programu najtańszych w historii pożyczek dla systemów bankowych TLTRO II. Oba działania, jak zaznacza Szulec, prowadzą bowiem do osłabienia europejskiej waluty, a tym samym do zwiększenia zysków eksporterów, szczególnie niemieckich, którzy w ostatnich miesiącach mocno przyhamowali.

– To powinno być czynnikiem napędowym – prognozuje Piotr Szulec. – Plus oczywiście konsumpcja indywidualna, która utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie, ale mam nadzieję, że przyspieszy.

Czynnikiem ryzyka, jak wskazuje dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments, jest brexit, czyli zapowiadane na czerwiec referendum w sprawie ewentualnego opuszczenia przez Wielką Brytanię Unii Europejskiej. Sondaże wskazują jednak, że przewagę mają zwolennicy pozostania tego kraju w strukturach UE. Dla rynków jest to, póki co, scenariusz bazowy.

– Wyniki takich badań zmieniają się jednak właściwie z dnia na dzień czy z tygodnia na tydzień – zastrzega Piotr Szulec. – Gdybyśmy mieli do czynienia z niekorzystnym dla UE wynikiem referendum to w kontekście dzisiejszych oczekiwań zaskoczenie byłoby dosyć duże, co mogłoby zasadniczo zwiększyć zmienność na rynkach.

Sytuacja, jak zaznacza analityk, na dzisiaj jest jednak w miarę stabilna i opanowana. Kwestia grecka, z którą mieliśmy do czynienia ostatnio, minęła i ewentualny brexit to, jak podkreśla Szulec, jedyny czynnik ryzyka w nadchodzących tygodniach.

Spadki na GPW powinny się wkrótce skończyć. W II połowie roku niektóre spółki dadzą zarobić

CEO Magazyn Polska

Jeśli nie nastąpią żadne nieprzewidziane wydarzenia, polska gospodarka i polska giełda powinny w drugiej połowie roku radzić sobie lepiej niż w pierwszej, uważa Roland Paszkiewicz z CDM Pekao SA. Pomoże uspokojenie nastrojów wokół OFE oraz wzrost inwestycji. Jednak do inwestowania w spółki zależne od decyzji politycznych lepiej podchodzić z dystansem.

– Patrząc przez pryzmat ostatnich wydarzeń można było się bać. Natomiast, jeśli odniesiemy to do historii, czyli do tego, że jest to kolejna odsłona strachów związanych z OFE podobnie jak w 2013 roku, w czerwcu i wrześniu, wtedy tego typu osłabienie w stosunku do MSCI Emerging Markets można było potraktować jako dobrą okazję do zakupów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor  Roland Paszkiewicz, dyrektor działu analiz Centralnego Domu Maklerskiego Pekao SA.

Warszawska giełda, po niezłej końcówce stycznia oraz lutym i marcu, kiedy to WIG20 wzrósł o kilkanaście proc., już trzeci miesiąc z rzędu notuje spadki. W sumie bilans od początku roku jest ujemny: indeks największych spółek stracił w tym czasie 3,33 proc., i to po mocno spadkowym 2015 roku. Indeks szerokiego rynku WIG spadł mniej, o 1,9 proc. Natomiast grupujący rynki 23 krajów wschodzących, w tym Polski, ale też m.in. Grecji, Rosji, Chin i Brazylii zyskał w tym czasie 2,78 proc.

– Jeśli nie napłyną na rynek dodatkowe przerażające wiadomości wydaje się, że również będzie tak i tym razem, czyli tę najgorszą odsłonę paniki mamy już raczej za sobą. W związku z tym kolejne tygodnie powinny być spokojniejsze, powinniśmy choć trochę odzyskać tę siłę utraconą obecnie innych rynków wschodzących.

Niepokój inwestorów wzbudziły informacje o planach rządu dotyczących połączenia wszystkich OFE w jeden fundusz, który byłby zarządzany przez państwową instytucję, czyli de facto nacjonalizacji resztek OFE pozostałych po „reformie” z 2013 r. Zdaniem analityka ich wpływ na niskie notowania powinien jednak słabnąć. Nie oznacza to, że warto angażować się w zakup wszystkich tanich akcji.

– Wydaje się, że nadal trzeba raczej ostrożnie podchodzić do spółek uwikłanych politycznie – mówi Paszkiewicz.– Patrząc przez pryzmat oczekiwań co do polskiej gospodarki wydaje się, że duża część spółek ma jednak szansę poprawić wyniki. Tam, gdzie nie będzie dużego wpływu decyzji niebiznesowych. Moim zdaniem powinniśmy zobaczyć powolne odradzanie się polskiej gospodarki w stosunku do tych słabych odczytów za I kw., szczególnie za marzec, II połowa roku ze względu na efekt chociażby programu 500+, a przede wszystkim na to, na co wydaje się rynek bardzo mocno liczyć, czyli odbudowanie inwestycji zarówno publicznych, jak i prywatnych powinno być już dużo lepsze niż I kw. tego roku.

Zamiast przeznaczonego do likwidacji Ministerstwa Skarbu Państwa od nowego roku miałaby powstać agencja rządowa. Obecny szef resortu publicznie zapowiedział, że będzie się ubiegał o stanowisko jej zwierzchnika.

– To jest tak naprawdę przeniesienie odpowiedzialności – komentuje Roland Paszkiewicz. – Diabeł pewnie będzie w tym przypadku tkwił w szczegółach, czyli czy to zwiększy czy zmniejszy poziom kompetencji osób, które będą się tym zajmować. Natomiast wydaje mi się, że to nie jest decyzja z gatunku kluczowych dla polskiej gospodarki. Raczej mamy do czynienia nadal z próbami koncentracji władzy nadzoru korporacyjnego w jednym miejscu i to będzie po prostu jego uwieńczenie.

Przekonuje, że rzetelna ocena takich posunięć, o ile zostaną dokonane, zależy od tego, które z przedstawianych pomysłów zostaną wprowadzone w życie i w jakim zakresie. Dopiero kiedy szczegóły rozwiązań staną się znane, będzie można ocenić ich wpływ na poszczególne spółki.

– Najważniejsze nie jest o to, kto nadzoruje, tylko jak ten nadzór wygląda i jakie mają pomysły nadzorujący na ten biznes – podsumowuje Paszkiewicz. – Słyszeliśmy o tym, że spółki kontrolowane przez skarb państwa mają wykorzystywać wzajemne synergie. To z jednej strony może być dobry pomysł, na pewno zły dla poddostawców czy kooperantów niebędących spółkami skarbu państwa. Lecz z drugiej strony to też jest kwestia tego, w jaki sposób ma wyglądać ta współpraca. To będzie zależało od szczegółów, czyli jak będą wyglądały porozumienia czy też umowy pomiędzy poszczególnymi spółkami, jak one będą atrakcyjne dla poszczególnych stron.

W Polsce nadmiernie wykorzystywane jest leczenie szpitalne. Nawet co piąta hospitalizacja jest nieuzasadniona

CEO Magazyn Polska

Leczenie ambulatoryjne zamiast hospitalizacji – eksperci przekonują, że taka zmiana mogłaby znacząco usprawnić polski system opieki zdrowotnej. Dziś nawet 20 proc. pobytów w szpitalach można by uniknąć. Tym bardziej że hospitalizacja to znacznie droższe rozwiązanie. Takich oszczędności system bardzo potrzebuje, bo nakłady publiczne na tę sferę są wciąż dużo niższe niż w innych państwach europejskich. Wyzwania stojące przed polską polityką zdrowotną będą głównym tematem 4. Szczytu Zdrowie, który odbędzie się 20 czerwca w Warszawie. 

Tego, w jakiej kondycji jest polska służba zdrowia, doświadcza każdy, kto ma z nią kontakt. Każdy kij ma jednak dwa końce. Z jednej strony, zważywszy na niskie nakłady, które przeznaczamy na ochronę zdrowia w Polsce, możemy powiedzieć, że mamy fantastycznie działający system. Z drugiej strony, system jako całość działa nieefektywnie, nie spełnia oczekiwań, jakie mamy wobec systemu ochrony zdrowia działającego w kraju Unii Europejskiej w XXI wieku – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Mariusz Gujski, redaktor naczelny „Służby zdrowia”.

Polska przeznacza na ochronę zdrowia 4,4 proc. PKB. Choć obecnie wydatki na opiekę medyczną są o połowę wyższe niż 10 lat temu, to wciąż nie możemy dogonić Europy. Średnia europejska to ok. 7 proc., a WHO ocenia, że dla krajów naszego regionu optymalnym wynikiem jest 6 proc. PKB. Brakuje nam nie tylko do światowych gigantów (USA – 18 proc. PKB, Niemcy – 11,3 proc., Japonia – ponad 10 proc.), ale wydajemy o 30 proc. mniej niż przeciętny członek OECD. Jak przekonuje Gujski, bardzo niskie wydatki nie są jednak naszym jedynym problemem.

Mamy przestarzałą strukturę. Świat idzie w takim kierunku, by system ochrony zdrowia organizować w stronę opieki ambulatoryjnej, a nie szpitalnej. Powinniśmy wcielić w życie hasło, że pacjent, który może chodzić, nie powinien leżeć. Szpitalnictwo jest najdroższą formą leczenia, a nie w każdym przypadku jest uzasadnione, by pacjent trafiał do szpitala – podkreśla ekspert.

Tylko w latach 2000–2012 liczba hospitalizacji w stosunku do liczby mieszkańców wzrosła o ok. 20 proc. (dane OECD). Obecnie nawet co piąta hospitalizacja jest nieuzasadniona. Tymczasem jeden dzień pobytu w szpitalu kosztuje przeciętnie kilkaset złotych. Hospitalizacje mogłyby być rzadsze, gdyby wzmocniono opiekę podstawową, a lekarze mieli większą możliwość diagnozowania. Zbyt mała liczba lekarzy powoduje jednak, że są oni przemęczeni, przyjmują zbyt wielu pacjentów, w efekcie łatwiej im dać skierowanie do szpitala.

Problemem jest też to, że nie rozumiemy idei zdrowia publicznego. Nasze zdrowie zależy przede wszystkim od nas samych. Systemy opieki zdrowotnej wpływają na stan zdrowia społeczeństwa jedynie w około 10 proc., geny, w które jesteśmy wyposażeni, i środowisko po 20 proc., a aż 50 proc. to nasz styl życia: to, jak się odżywiamy, czy uprawiamy aktywność ruchową oraz czy rozsądnie korzystamy z używek – tłumaczy Gujski.

W tym roku, 20 czerwca, już po raz czwarty odbędzie się Szczyt Zdrowie organizowany przez Instytut Ochrony Zdrowia we współpracy z Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego. W tym roku głównym tematem będzie finansowanie służby zdrowia, polityka lekowa państwa, znaczenie POZ dla systemu ochrony zdrowia i zapowiadane zmiany w Narodowym Funduszu Zdrowia.

Chcemy też rozmawiać o organizacji podstawowej opieki zdrowotnej. Chodzi o to, by lekarze byli wyposażeni w więcej kompetencji tak, by lekarz rodzinny był w stanie załatwić większą liczbę problemów zdrowotnych. Dobry lekarz rodzinny jest w stanie nawet 80 proc. problemów zgłaszającego się pacjenta rozwiązać we własnym gabinecie – wskazuje redaktor naczelny „Służby zdrowia”.

Najważniejsi uczestnicy środowiska, tzn. menadżerowie, politycy, urzędnicy, przedstawiciele sektora publicznego, świata biznesu oraz organizacji pozarządowych z Polski i Europy, będą również rozmawiać o wynagrodzeniu personelu medycznego w Polsce. Obecnie należy ono do najniższych w Europie, w efekcie brakuje zarówno lekarzy (2,19 lekarza na tysiąc mieszkańców), jak i pielęgniarek (5,3).

W konferencji swoją obecność potwierdził minister zdrowia, sekretarz stanu w Ministerstwie Zdrowia i dwóch podsekretarzy. Będą również uczestniczyć decydenci zdrowotni, politycy, lekarze, przedstawiciele różnych grup zawodów medycznych, a także interesariusze całego systemu, czyli oprócz dyrektorów szpitali przedstawiciele marszałków, Samorządowej Polski, pacjenci i pielęgniarki. Jesteśmy otwarci i liczymy na dużą frekwencję – podkreśla Mariusz Gujski.

Niskie stopy procentowe sprzyjają rynkowi nieruchomości. Ceny mieszkań stoją w miejscu

CEO Magazyn Polska

Sytuacja na rynku mieszkaniowym od 2014 roku zdecydowanie się poprawia – jest większy popyt na mieszkania, a deweloperzy, nadążając za rynkiem, nie wyprzedzają go, co powoduje równowagę między dostępną ofertą a zainteresowaniem klientów. Z tego powodu ceny pozostają i w najbliższym czasie pozostaną stabilne. Zdaniem Tomasza Łapińskiego z Ronsona prędzej można się spodziewać ich wzrostu niż spadku. Rynkowi sprzyjają niskie stopy procentowe.

Z jednej strony niskie stopy procentowe oznaczają niskie koszty kredytów hipotecznych dla osób, które posiłkują się takimi kredytami, aby zakupić mieszkanie, z drugiej strony niskie stopy procentowe wypychają oszczędności z kont bankowych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Łapiński, dyrektor finansowy Ronson. – Wielu klientów znajduje w mieszkaniach alternatywę do inwestowania swoich pieniędzy. Tak długo jak stopy procentowe są na niskim poziomie, a ogólna sytuacja na rynku pracy nie jest zła, można się spodziewać, że popyt będzie się utrzymywał na dobrym poziomie.

W ciągu pierwszych czterech miesięcy roku do użytkowania oddano w Polsce niemal 50 tys. mieszkań, o 18 proc. więcej niż rok temu. Pozwoleń na budowę bądź zgłoszeń planowanych budów z projektem budowlanym odnotowano niemal 61 tys., o 13 proc. więcej niż rok wcześniej. Natomiast liczba rozpoczętych budów w tym okresie przekroczyła 54,7 tys., co jest wynikiem lepszym od ubiegłorocznego o 10,5 proc. W przypadku inwestycji deweloperskich wzrosty kształtują się na poziomach odpowiednio 61,9 proc., 13 proc. oraz 7,1 proc.

Podaż ze strony deweloperów nadąża za popytem, natomiast nie mamy do czynienia z powstawaniem nawisu po stronie podażowej. Ta oferta nie jest nadmiernie rozbudowywana przez deweloperów, co ostatecznie wpływa na to, że mamy do czynienia ze stabilizacją cen mieszkań. Tak długo, jak działalność deweloperów jest dopasowana do bieżącego popytu, tak długo można oczekiwać, że wahań cenowych na rynku nie będzie – ocenia Łapiński.

Jego zdaniem prawdopodobieństwo, że ceny w tym roku pójdą lekko w górę jest większe, niż że w przewidywalnym czasie zaczną spadać. Z danych Home Brokera wynika, że w ciągu ostatniego roku wzrosły średnie ceny transakcyjne w Krakowie (4,8 proc.) i Poznaniu (6,7 proc.), we Wrocławiu pozostały na niezmienionym poziomie (spadek o 0,1 proc.), a w Warszawie obniżyły się o 2,3 proc., pozostając na najwyższym w Polsce spośród wielkich miast poziomie – przeszło 7 tys. zł za 1 mkw. W Szczecinie średnia cena wzrosła o 0,7 proc. Ronson obecny jest na wszystkich tych rynkach oprócz Krakowa.

Na wszystkich tych rynkach mamy do czynienia z korzystną sytuacją. Szczecin jest trochę innym rynkiem, bo dużo płytszym od rynków wrocławskiego czy poznańskiego. W mieście, w którym przyrasta liczba mieszkańców, które się dynamicznie rozwija, sytuacja na rynku mieszkaniowym jest zupełnie inna niż w aglomeracjach, gdzie liczba ludności spada. To łatwo można sprawdzić po cenach mieszkań np. w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, odnosząc je do cen nowych mieszkań np. w Łodzi czy w niektórych miastach Górnego Śląska, gdzie mamy inną sytuację demograficzną. To się przekłada na inną relację podaży i popytu na rynku mieszkaniowym – wyjaśnia Łapiński.

W Łodzi ceny mieszkań spadły w ciągu roku o 18,9 proc., w Katowicach – o 6,5 proc.

W miastach, w których przyrasta liczba mieszkańców, widać też silniejszy trend do kupowania mieszkań nie tylko na własne potrzeby, lecz także w celach inwestycyjnych, zwłaszcza w stolicy. Nie wszyscy kupują takie mieszkania za gotówkę.

– Często również ci klienci posiłkują się kredytami hipotecznymi. Jeżeli ktoś ma do zainwestowania kwotę 400 czy 500 tys. zł, to nie jest to jednoznaczne z tym, że chce ją w całości wydać na zakup jednego mieszkania. Często jest zainteresowany tym, aby kupić dwa mieszkania z wkładem własnym na poziomie 40 czy 50 proc. – mówi dyrektor finansowy spółki Ronson.

Innowacje i rozwój w pierwszej piątce priorytetów członków rad nadzorczych. Coraz ważniejsze stają się także cyberbezpieczeństwo i sytuacja społeczno-polityczna

CEO Magazyn Polska

Strategia, rozwój, wyniki, fuzje i przejęcia oraz innowacyjność to kwestie, które według przewidywań członków rad nadzorczych i rad dyrektorów będą miały największy wpływ na ich działalność w następnych dwóch latach. W Polsce znacznie wyżej niż w innych krajach znalazła się niepewność sytuacji społeczno-politycznej. Rady nadzorcze coraz częściej wskazują na cyberzagrożenia, wciąż jednak jesteśmy w tyle pod względem zabezpieczeń w tym zakresie.

– W naszym badaniu respondenci z Polski odpowiedzieli, że podstawowe priorytety dla rad nadzorczych to rozwój i innowacje, ale oprócz tego tradycyjne obszary zainteresowania rad, takie jak wyniki i budowanie wartości dla akcjonariuszy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dorota Snarska-Kuman, partner w sektorze instytucji finansowych, lider programu rozwoju rad nadzorczych Deloitte. – Na piątym miejscu wśród najważniejszych dla rad kwestii jest niepewność sytuacji polityczno-ekonomicznej.

Deloitte przebadało 271 członków rad nadzorczych i rad dyrektorów z Europy, Bliskiego Wschodu i RPA (w tym 14 z Polski), pytając ich o kwestie, które najmocniej odcisnęły swoje piętno na ich działalności w ostatnim roku, oraz o te, które ich zdaniem będą najważniejsze w nadchodzących 24 miesiącach.

Na pierwszym miejscu znalazła się strategia, zarówno wśród dotychczasowych priorytetów, jak i przyszłych. Z drugiego na czwarte miejsce spadły fuzje i przejęcia, z trzeciego na szóste – zarządzanie kapitałem, a z czwartego na 10. – redukcja kosztów. Wzrosła za to pozycja innowacyjności (ruch w górę o pięć pozycji na piąte miejsce) oraz rozwoju (awans o cztery pozycje, miejsce drugie). Wyniki przesunęły się o dwa miejsca w górę na najniższy stopień podium.

To, co odróżnia Polaków od uśrednionych wyników, to obawa o rozwój sytuacji społeczno-politycznej, która w całej puli ankietowanych wylądowała dopiero na 17. miejscu.

– Odróżniamy się negatywnie od reszty w obszarach, które dotyczą dobrych praktyk. Przykładowo, w Polsce jest niewielkie zrozumienie tematu różnorodności i nie chodzi tylko o różnorodność płci, lecz także na przykład o różnorodność wieku i kompetencji – mówi Snarska-Kuman. – To pokazuje, że jeszcze wiele musimy zrobić, żeby te elementy zostały uwzględnione przy doborze składu rady nadzorczej.

Tymczasem różnorodność członków rady (pod względem kompetencji, płci, narodowości lub wieku) została uznana za drugie najważniejsze kryterium efektywnego działania rady nadzorczej.

Nie lepiej jest z oceną działań rady nadzorczej, które tylko w Polsce i na Bliskim Wschodzie podlegają w stu procentach ocenie wewnątrz firmy. Największy odsetek firm deklarujących kontrolę zewnętrzną pochodził z Irlandii i Francji (71 proc.).

 Członkowie rad nadzorczych w 20 krajach, które przebadaliśmy, mają pełną świadomość co do tego, że bezpieczeństwo w obszarze informatyki jest bardzo ważne, a zagrożenia w tym obszarze mogą decydować o funkcjonowaniu firm – podkreśla Wiesław Thor, doradca zarządu Deloitte i członek rady nadzorczej mBank SA. – Tutaj, niestety, Polska trochę odstaje od średniej krajów badanych. Tylko Rumunia wypada gorzej. Aż jedna piąta firm nie dysponuje zorganizowanym planem w zakresie cyberbezpieczeństwa. Niedobrze to o nas świadczy, ponieważ skoro nie mamy planu, to znaczy, że nie mamy dobrze przemyślanej tej sfery, a jedyne, co nami kieruje, to lęk przed zagrożeniami.

Oznacza to, że członkowie polskich rad nadzorczych mają świadomość ryzyka, jakie dla firmy stanowią cyberataki, jednak nie weryfikują, czy zostały wdrożone odpowiednie środki zapobiegawcze, zazwyczaj uznając, że to rola zarządu. A to właśnie cyberbezpieczeństwo w odczuciu całej ankietowanej grupy najmocniej zyskało na znaczeniu, awansując w rankingu o 10 pozycji na 13. miejsce.

Niektóre różnice mogą się brać z faktu, że występują właściwie trzy modele funkcjonowania nadzoru w firmach. Mamy model anglosaski, jednopoziomowy, w którym zarząd i rada nadzorcza to jedno ciało, składające się z dyrektorów wykonawczych i niewykonawczych – podkreśla Thor. – 13 spośród 20 badanych krajów reprezentuje ten model. Są też modele dwupoziomowe z samodzielną radą nadzorczą, jak w Niemczech, Austrii i w Polsce. Natomiast w czterech krajach występuje model mieszany, w którym przedsiębiorstwo może się zdecydować na jeden lub drugi model.

Do tej grupy należą Włochy, gdzie oba modele cieszą się równą popularnością, a także Francja, gdzie przeważa model jednopoziomowy, oraz Holandia i Rumunia, gdzie częściej występuje struktura dwupoziomowa. Skutkuje to właśnie wspomnianym stosunkiem do podziału obowiązków, do których rada się nie poczuwa, uznając je za kompetencje zarządu, a także rzadszymi spotkaniami członków rady i ich mniejszym wpływem na codzienne funkcjonowanie spółek.

Biedronka promuje czytelnictwo w Polsce. Kolejne 100 tys. zł trafiło do autorki najlepszego tekstu dla dzieci

CEO Magazyn Polska

Sieć Biedronka po raz drugi wybrała autora najlepszego tekstu dla dzieci. Laureatką została Monika Radzikowska, która otrzyma 100 tys. zł i możliwość opublikowania swojej pracy w formie książki. Trafi ona do sklepów w listopadzie, po zakończeniu drugiego etapu konkursu na ilustracje do zwycięskiego tekstu. Kampania „Piórko” prowadzona przez Biedronkę ma promować czytelnictwo i rolę literatury w podtrzymywaniu rodzinnych więzi.

– Już organizując pierwszą edycję konkursu w ubiegłym roku, wiedzieliśmy, że będzie to konkurs realizowany przez wiele lat. Cieszymy się, że efekty tej pierwszej edycji nas w tym postanowieniu utwierdziły. Ponad 4 tys. prac autorów tekstów i ponad tysiąc propozycji ilustracji były silnymi argumentami za kontynuacją – mówi agencji informacyjnej Newseria Alfred Kubczak, dyrektor ds. korporacyjnych Jeronimo Martins Polska, właściciela sieci Biedronka.

Ubiegłoroczna edycja „Piórka” zdobyła wyróżnienie w konkursie Kampania Społeczna 2016. Zdaniem kapituły nagrody kampania Biedronki miała realny wpływ na promocję polskich autorów i ilustratorów. Kampanię realizowały AM Art-Media Agencja PR oraz agencja komunikacji marketingowej Xcommunica. Książka, która zwyciężyła w poprzedniej edycji konkursu, sprzedała się w nakładzie ponad 30 tys. egzemplarzy.

– Chcemy walczyć z pewnym deficytem, który dostrzegliśmy, tj. z tym, że czytelnictwo w naszym kraju spada. I wydaje nam się, że w odniesieniu do dzieci ma to szczególne znaczenie. Dlatego w konkursie, który jest konkursem literackim czy na ilustracje, jest bardzo ważny element kampanii społecznej. Jest to kampania, której celem jest wspieranie czytelnictwa, wśród dzieci w szczególności, i dodatkowo integracji rodziny, która z tego czytania wspólnego dzieci i rodziców wynika – dodaje Kubczak.

Pierwszy etap drugiej edycji konkursu „Piórko. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci” przeznaczony był dla autorów debiutantów. Do organizatora wpłynęło ponad 4,3 tys. tekstów, o kilkaset więcej niż w poprzedniej edycji konkursu. Jurorzy wybrali z nich 100 najbardziej obiecujących, a następnie z tej setki każdy członek kapituły wskazał maksymalnie 10 najciekawszych prac. Zwycięski tekst wybrano podczas finalnych obrad, które odbyły się 6 maja. Laureatką tego etapu została Monika Radzikowska z Ząbek, która o konkursie dowiedziała się podczas zakupów.

– Dużo podróżuję i staram się zbierać baśnie w czasie podróży po różnych krajach. Ten właśnie typ baśni i legend, związanych z jakimś miejscem, podróżą, najbardziej mi się podoba. I to zawarłam w swoim tekście – mówi Monika Radzikowska.

W zwycięskiej pracy jurorzy docenili przede wszystkim kreatywność w operowaniu klasycznymi, łatwo rozpoznawalnymi w baśni motywami, obrazowy język, wyraziście zarysowane postaci, dynamiczną akcję i wartościowe przesłanie.

– Ta praca bardzo mnie poruszyła, dlatego że to jest prawdziwa bajka. Jest napisana wzruszającym, pięknym, ale prostym językiem. To nie jest propozycja awangardowa, ale klasyczna bajka w najlepszym tego słowa znaczeniu – mówi Jarosław Gugała, juror konkursu „Piórko 2016”.

Autorka zwycięskiego tekstu otrzyma 100 tys. zł, a jej tekst zostanie opublikowany w postaci książki i w listopadzie trafi do sprzedaży w sieci sklepów Biedronka. Nad procesem wydawniczym czuwać będzie wydawnictwo Zielona Sowa.

Wyłonienie laureata w kategorii „tekst” otworzyło drugi etap konkursu skierowany do ilustratorów. Prace obrazujące zwycięski tekst można zgłaszać do 18 lipca. Na laureata, którego nazwisko ogłoszone zostanie 25 sierpnia, także czeka nagroda w postaci 100 tys. zł.

Konkurs „Piórko. Nagroda Biedronki za książkę dla dzieci” to autorski projekt sieci Biedronka, którego celem jest promowanie czytelnictwa i roli literatury w budowaniu więzi rodzinnych. W zwycięskiej pracy jurorzy docenili także możliwości rozmowy między dzieckiem a rodzicami, jakie ona daje.

Polacy spożywają zaledwie litr soku miesięcznie. To mniej niż unijna średnia

CEO Magazyn Polska

Coraz więcej Polaków zdaje sobie sprawę z dobroczynnych właściwości warzyw i owoców oraz ich przetworów. Zdecydowana większość konsumentów zgadza się ze stwierdzeniem, że soki i musy to witaminy w wygodnej formie. Według 85 proc. badanych produkty te charakteryzują się dobrym smakiem, a 77 proc. respondentów wskazuje ich pozytywny wpływ na zdrowie dzieci oraz pozostałych członków rodziny. Z danych rynkowych jednak wynika, że faktyczne spożycie soków jest niskie. Przeciętny Polak wypija zaledwie szklankę soku tygodniowo.

Badania konsumenckie dotyczące spożycia soków i musów zostały przeprowadzone na zlecenie stowarzyszenia Krajowa Unia Producentów Soków w pięciu krajach europejskich: w Polsce, Czechach, na Litwie, Słowacji i w Rumunii.

– Średnie roczne spożycie soków w Unii Europejskiej jest na poziomie 13,3 litra na osobę. Jest to dużo mniej niż np. w krajach Ameryki Północnej, gdzie spożywa się około 27 litrów. Jeżeli porównamy to średnie spożycie w Europie z Polską, to w Polsce spożywa się bardzo podobnie, bo prawie 12 litrów na osobę rocznie. Dla zobrazowania to jest zaledwie 32 ml soku dziennie, czyli 3 łyżki – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Barbara Groele, sekretarz generalny KUPS.

Tymczasem Polacy deklarują największe spożycie soków spośród 5 krajów objętych badaniem konsumenckim. Ponad 66 proc. badanych kobiet twierdzi, że w ich gospodarstwie domowym spożywa się od 3 do 8 litrów soku tygodniowo, najczęściej pomiędzy posiłkami lub w czasie wolnym, spędzanym poza domem. Prawie wszyscy respondenci twierdzą, że w ich gospodarstwach domowych spożywa się soki owocowe (99 proc.), nieco mniejszy odsetek deklaruje spożycie soków warzywnych (71 proc.). Deklaracje nie pokrywają się jednak ze stanem faktycznym.

– Eksperci żywieniowi podkreślają, że w ramach idei spożywania 5 porcji warzyw i owoców dziennie, jedną z porcji może być właśnie szklanka soku. Tymczasem w Polsce spożywamy szklankę, ale tygodniowo, czyli znacznie poniżej zalecanej ilości. Deklaracje konsumentów są za to wyższe niż faktyczne spożycie. 41 proc. naszych respondentów deklaruje, że spożywa od 5 do 8 litrów tygodniowo na gospodarstwo domowe, czyli znacznie powyżej tego, co tak naprawdę z danych rynkowych wynika – mówi Barbara Groele.

– U podstaw piramidy żywieniowej, zaraz za aktywnością fizyczną, mamy warzywa i owoce. Powinniśmy ich jeść przeciętnie pięć porcji dziennie i taką jedną porcję mogą stanowić soki bądź musy. Sto procent soku to sto procent tego, co wyciśniemy z danego owocu – podkreśla dr Agnieszka Jarosz z Instytutu Żywności i Żywienia.

– Soki i musy to element prawidłowo zbilansowanej diety, którą dzięki ich spożywaniu wzbogacamy o witaminy i składniki mineralne. Są one traktowane jako porcja warzyw albo owoców – podkreśla dr hab. Dariusz Włodarek z Wydziału Nauk o Żywieniu Człowieka i Konsumpcji SGGW.

Wpłynąć na zwiększenie spożycia tych produktów ma kampania „Soki i musy – witaminy w SMART formie”.

– Celem kampanii jest również uświadomienie konsumentom, że do żadnych soków nie wolno dodawać konserwantów, barwników czy sztucznych aromatów. Tego zabrania prawo. Do soków owocowych i pomidorowych również nie wolno dodawać żadnych cukrów, czy to w postaci cukru białego, czy w postaci glukozy, fruktozy, syropu glukozowo-fruktozowego. Również do żadnych soków nie wolno dodawać jakichkolwiek słodzików. Soki po prostu muszą być w pełni naturalnym produktem – mówi Barbara Groele.

Zarówno soki, jak i musy są produktami bardzo korzystnymi dla organizmu człowieka, zalecanymi przez dietetyków jako element zrównoważonej diety. Musy w przeciwieństwie do soków nie są w Polsce elementem codziennego jadłospisu – sięgamy po nie raz lub dwa razy w tygodniu. Szacowane w 2015 roku spożycie musów w Polsce było na poziomie 28 gramów na mieszkańca rocznie. Niskie spożycie musów może wynikać m.in. z nieznajomości właściwości produktu, jak i tego, że jest to stosunkowo nowy produkt na rynku.

– Mus jest to produkt otrzymany z przetartych owoców i warzyw, czyli praktycznie cały miąższ jest składnikiem tych musów owocowo-warzywnych. Oprócz tego, że musy mają w sobie wiele bardzo korzystnych składników, jak sole mineralne, witaminy, antyoksydanty, to zawierają też błonnik, i to błonnik w tej formie rozpuszczalnej, czyli w postaci pektyny. Pektyna jest tym najbardziej korzystnym dla organizmu czynnikiem wymiatającym wolne rodniki – podkreśla Barbara Groele.

Dla porównania w Czechach w skali roku spożycie skoków wynosi 5,2 litra na osobę, na Litwie – 4,8 litra, na Słowacji – 4,1 litra, a w Rumunii zaledwie 1 litr na rok.

– Rumunia jest na ostatnim miejscu na skali europejskiej. Ale pozytywne jest to, że porównując te dane z wynikami badań z 2015 roku, widać od razu, że sytuacja się polepszyła. Jest to bardzo ważne, żeby Rumuni zrozumieli, jakie korzyści płyną z właściwego odżywiania i jaką rolę w tym odżywianiu odgrywają warzywa i owoce. Przede wszystkim musimy to uświadomić dzieciom, które są w fazie rozwijania się i ten pozytywny nawyk może się właśnie w ich życiu uformować – mówi dr Serban Damian (Wydział Lekarski Uniwersytetu Medycyny i Farmacji Karola Davila w Bukareszcie).

Więcej informacji na temat kampanii jest dostępnych na stronie www.sokiimusy.eu oraz na fanpage „Żyj SMART” na Facebooku.

 

KUPS ARR UE

DuPont opracował rewolucyjny środek czyszczący. Będzie usuwał plamy w temperaturze 15 st. C

CEO Magazyn Polska

DuPont stworzył ze swoim partnerem, firmą Procter & Gamble, rewolucyjny produkt. Chemiczny gigant jest w trakcie wprowadzania na rynek produktu do codziennego czyszczenia. Dzięki innowacyjnemu rozwiązaniu będzie można prać ubrania w zimnej wodzie.  

DuPont jest firmą znaną z innowacji. Jej technologie wpływają zarówno na funkcjonowanie całych gospodarek, jak i na codzienność gospodarstw domowych. Jednym z jej najnowszych odkryć jest grupa enzymów, która pozwoli na czyszczenie lub pranie w temperaturze 15 st. C.

– W procesie prania dzisiaj używane środki czyszczące działają najlepiej w wodzie o temperaturze o około 32 stopni. I większość energii, która potrzebna jest do procesu prania lub czyszczenia, jest wykorzystywana do podgrzania wody do odpowiedniej temperatury – mówi Andrzej Pałka dyrektor DuPont Polska

Zaznacza, że DuPont przedstawił niedawno grupę enzymów, które są w stanie przeprowadzić efektywnie proces prania w wodzie o temperaturze około 15 st. C. Pozwoli to zupełnie pominąć proces podgrzewania wody, który jest najbardziej energochłonnym krokiem w całym procesie prania.

–  W samych tylko Stanach Zjednoczonych jest pranych około 45 mld wkładów rocznie. Gdyby wszystkie te procesy zostały wykonane w zimnej wodzie, pozwoliłoby to zmniejszyć emisję dwutlenku węgla o około 30 mln ton, co jest odpowiednikiem rocznego zużycia energii przez miasto o wielkości około 4 mln mieszkańców, czyli tak naprawdę dwie Warszawy – mówi Pałka. I dodaje, że komercyjnie produkty z enzymami DuPonta wprowadzać na rynek w środkach do prania będzie firma Procter & Gamble.

Firma niedawno otworzyła rafinerię, która produkuje bioetanol w Nevadzie w Stanach Zjednoczonych. Wykorzystuje technologię, która pozwala na przetwarzanie odpadów roślinnych w pełnowartościowe biopaliwo. Jak zaznacza Andrzej Pałka, DuPont nie zamierza produkować biopaliw, bioetanolu. Skupia się jedynie na licencjonowaniu technologii oraz na pomocy w otwieraniu nowych zakładów i projektowaniu nowych rafinerii.

– Otwarcie rafinerii w Nevadzie to dla nas krok milowy –  mówi Pałka. –  Wykorzystujemy technologię, która pozwala na przetwarzanie odpadów roślinnych w pełnowartościowe biopaliwo.  

W I kw. zysk netto DuPont wyniósł 1,2 mld dol. To wzrost o 19 proc. rdr. Zyski zostały wypracowane mimo spadku przychodów ze sprzedaży spowodowanych negatywnym wpływem kursów walutowych w ostatnich dwóch latach. Zysk na akcję wyniósł 1,39 dol., w porównaniu do 1,13 dol. z 2015 roku. Na koniec 2016 roku firma spodziewa się oszczędności na poziomie 730 mln dol.

– Możemy się pochwalić już w tym momencie, że podpisaliśmy wstępne porozumienie w Chinach z tamtejszą firmą, która planuje otwarcie największej biorafinerii na rynku azjatyckim  mówi dyrektor DuPont Polska. – A rząd Macedonii podpisał list intencyjny z naszym oddziałem europejskim w sprawie budowy rafinerii bioetanolu drugiej generacji.  

Pałka dodaje, że specyfika tej technologii polega na stosowaniu w produkcji pozostałości po produkcji żywieniowej, czyli odpadów, które zostają po produkcji np. kukurydzy, liście, łodygi, które aktualnie nie mogą być przetwarzane w żaden sposób.

– Co ciekawe, po procesie rafinacji pozostają jeszcze odpady, które już innymi grupami enzymów jesteśmy w stanie przerobić na cukry, a w dalszej kolejności np. na tworzywa konstrukcyjne – tłumaczy Pałka. – W tym momencie zamykamy pełen cykl produkcji tworzyw sztucznych i paliw z odpadów roślinnych. 

Najdroższe tankowanie w tym roku

Przełom maja i czerwca przyniósł wyraźne uspokojenie na krajowym rynku paliw, zarówno w hurcie jak i w detalu. Nie oznacza to co prawda, że ceny pozostały na niezmienionym poziomie, ale wyraźnie wyhamowały wcześniejsze podwyżki.
W sprzedaży detalicznej  ceny benzyny rosły w tym tygodniu średnio o 3 grosze/l i diesla średnio o 4 grosze/l, a autogaz potaniał średni o 2 grosze/l. Jest szansa, aby w przyszłym tygodniu ceny na stacjach pozostały blisko obecnych poziomów, dzięki temu że ceny hurtowe przestały rosnąć.Średnie detaliczne ceny paliw na dzień 2-06-2016:
benzyna bezołowiowa 95 – 4,55 zł/l (+3 gr/l),
benzyna bezołowiowa 98  – 4,85 zł/l (+3 gr/l),
olej napędowy – 4,25 zł/l (+4 gr/l),
autogaz – 1,60 zł/l (-2 gr/l).

Z jednej strony nie da się nie zauważyć, że od końca lutego br. ceny paliw wyraźnie wzrosły, ale z drugiej strony wciąż daleko nam od historycznych rekordów.
Od tegorocznego minimum ceny benzyny wzrosły już od 57 do 61 groszy na litrze w zależności od gatunku, a ceny diesla o 55 gr/l.  Na pocieszenie pozostaje nam fakt, że od poziomów z  początku 2012 roku, kiedy ceny benzyny i oleju ustanowiły historyczny rekord, dzisiaj za bezołowiową 95 płacimy 1,34 zł/l mniej, a za litr diesla 1,56 zł.

Aktualny poziom cen paliw w krajowych rafineriach:
Poziom hurtowych cen paliw (netto) na dzień 3-06-2016 w Orlenie: Eurosuper 95 – 3589 PLN/1000l (spadek o 24 PLN/1000l w porównaniu do cen z 27-05-2016), Superplus 98 – 3820 PLN/1000l (spadek  o 6 PLN/1000l), olej napędowy 3412 PLN/1000 l (spadek o 1 PLN/1000l), olej napędowy grzewczy 2182 PLN/1000 l (wzrost o 10 PLN/1000l).

Poziom hurtowych cen paliw (netto) na dzień 3-06-2016 w Lotosie: Eurosuper 95 – 3589 PLN/1000l (spadek o 23 PLN/1000l w porównaniu do cen z 27-05-2016),  Superplus 98 – 3821 PLN/1000l (spadek o 4 PLN/1000 l), olej napędowy 3411 PLN/1000 l (spadek o 1 PLN/1000l), olej napędowy do celów opałowych 2182 PLN/1000 l (wzrost o 8 PLN/1000l).

Niewątpliwie wydarzeniem tygodnia było czwartkowe spotkanie OPEC. Z pewnością decyzja o zamrożeniu produkcji była mało prawdopodobna i byłaby zaskoczeniem dla rynku. Ale zaskoczenia nie było i zgodnie z oczekiwaniami obserwatorów rynku nie zapadły na nim żadne wiążące decyzje zmieniające obecny stan rzeczy. Nie doszło do zmian obecnych limitów wydobycia.

Także wczoraj rynek poznał najnowsze statystyki Departamentu Energii USA o zapasach. Zapasy w USA w poprzednim tygodniu spadły, a spadki dotyczyły zarówno ropy naftowej jak i paliw gotowych. Zapasy ropy spadły o 1,37 mln bbl, benzyn o 1,49 mln bbl i destylatów o 1, 26 mln.

Generalnie obserwowany wzrostowy krótkoterminowy trend cen ropy naftowej jest podobny do ubiegłorocznego. Rynek rósł wówczas do początku maja, a następnie przez blisko 2 miesiące pozostawał w wąskim trendzie bocznym 60-69 USD/bbl. Wraz z końcem czerwca ubiegłego roku rozpoczęła się natomiast gwałtowna wyprzedaż.

Komentarz:
Urszula Cieślak,
BM REFLEX

BossaFX: USDJPY też czeka na Yellen

Wystąpienie szefowej FED w Filadelfii rozpocznie się o godz. 18:30 i niemal na pewno będzie dotyczyć bieżących tematów, gdyż Janet Yellen będzie mówić o sytuacji gospodarczej, oraz perspektywach dla polityki monetarnej. Inwestorzy będą mogli, zatem ocenić na ile FED przejmuje się słabym piątkowym odczytem Departamentu Pracy, który ponownie oddalił oczekiwania rynku na rychłą podwyżkę stóp procentowych, ale i też pogrążył dolara. Z dotychczasowych wypowiedzi członków FED jakie pojawiły się po publikacji piątkowych danych tylko Lael Brainard stwierdziła, że wskazują one na słabnięcie rynku pracy. Pozostali (Evans, Rosengren, Lockhart) próbowali nieco bagatelizować słabe dane, stwierdzając, że nie zmieniają one znacząco ich zapatrywań na podwyżkę stóp w kolejnych miesiącach, chociaż nie podają oni już konkretnych dat. Zresztą pojawiła się ku temu dobra wymówka – potecjalny Brexit, czyli ryzyko, którego wpływ na globalną gospodarkę trudno jest oszacować.

Dzisiaj Yellen może jednak nie powiedzieć zbyt wiele ponad to, co rynek zdaje się już wiedzieć – podwyżka stóp nie nastąpi prędko, chociaż gospodarka pozostaje na ścieżce wzrostu, ale musimy monitorować ryzyka (wewnętrzne i zewnętrzne). Tymczasem od rana dolar próbuje szukać pretekstów do odreagowania. Na razie odbicie podparte jest czynnikami technicznymi, ale „nijaka Yellen” mu nie pomoże.

Na wykresie koszyka BOSSA USD widać, że odbicie zaczyna się wyczerpywać. Kluczowa może okazać się obrona wsparcia przy 79,30 pkt. Jego złamanie będzie sygnałem do spadku w okolice 79,00 pkt.

BOSSAUSDWeekly.png

Wykres tygodniowy BOSSA USD

Sytuację na rynku dolara uważnie obserwują też japońscy oficjele, którzy nie są zbytnio zadowoleni z ostatniego umocnienia JPY. Warto zauważyć, że spadek USD/JPY tylko po części jest wynikiem słabego USD. Siła JPY to też zasługa ostatnich działań rządu – odsunięcie w czasie podwyżki podatku od sprzedaży połączone z oczekiwaniami na fiskalny pakiet stymulacyjny sprawia, że rosną obawy związane z sytuacją japońskiego budżetu w najbliższych latach, na co zwracają też uwagę agencje ratingowe. Dla rynku to sygnał, że BOJ może być mniej chętny na dalsze luzowanie polityki monetarnej.

Na dyskusję o potencjalnej interwencji w celu powstrzymania nadmiernej aprecjacji JPY jest jeszcze za wcześnie, chociaż aktywność medialna japońskich oficjeli będzie rosnąć w ślad za kolejnym umocnieniem JPY, zwłaszcza w relacji USD/JPY. Na wykresie widać, że mocny opór to okolice 107,60. Z kolei wsparciem mogą okazać się minima z początku maja (105,54), zwłaszcza że zbiegają się one z historycznymi poziomami – szczyt ze stycznia 2014 r. przy 105,43.

USDJPYWeekly.png

Wykres tygodniowy USD/JPY

Źródło: BossaFX

Ruszyła rejestracja do tegorocznej edycji „Technology Fast 50”

– Ruszyła rejestracja do tegorocznej edycji „Technology Fast 50”, rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej. Promujący innowacyjność program, do którego mogą się zgłaszać zarówno firmy o ugruntowanej pozycji na rynku jak i te, które rozpoczęły działalność gospodarczą stosunkowo niedawno, od siedemnastu lat organizuje firma doradcza Deloitte. Tegoroczną nowością jest nagroda dla najbardziej przełomowej innowacji, która zostanie przyznana spółce, której produkty lub usługi mają potencjał, by zrewolucjonizować rynek. Wyboru dokona Deloitte wraz z tegorocznymi partnerami rankingu. Termin rejestracji upływa 15 sierpnia. Wyniki Technology Fast 50 zostaną ogłoszone w październiku 2016 roku.

Celem projektu jest zwrócenie uwagi na najszybciej rozwijające się firmy technologicznie innowacyjne w regionie Europy Środkowej. Program ponadto daje szansę na promocję młodych, niezależnych i dynamicznych spółek. „Obiektywizm Technology Fast 50, w którym jedynym kryterium są przychody spółek, sprawia, że ranking ten cieszy się najwyższym uznaniem w świecie technologii i biznesu. Firmy, które się do niego zgłaszają, odnoszą duże sukcesy na rynku, na którym działają i to nie tylko w regionie, ale także na świecie. Udział w zestawieniu pomaga im w znalezieniu partnerów i inwestorów, dzięki którym mogą się dynamicznie rozwijać” – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider programu Fast 50 w Europie Środkowej oraz Zespołów Innovation Consulting, R&D and Government Incentives
w Deloitte Polska.

W tym roku oprócz głównego zestawienia po raz pierwszy zostanie przyznana nagroda Most Disruptive Innovation. Jej laureatem może zostać spółka, której technologie, produkt lub usługi mają szanse stać się przełomowe i wywrzeć duży wpływ na rynek. Oprócz tego dla tegorocznych zwycięzców rankingu Technology Fast 50 firma Deloitte przygotowuje cykl warsztatów z Partnerami rankingu, którymi w tym roku są prawdziwi liderzy rynkowi. Dodatkowo, Deloitte zapowiada zorganizowanie serii wydarzeń umożliwiających budowanie relacji oraz wymianę informacji pomiędzy firmami z rankingu i Partnerami programu przez cały rok.

Obszary działalności spółek, które w tym roku Deloitte zaprasza do rankingu to nie tylko szeroko rozumiane technologie informacyjno-komunikacyjne, lecz także bio- i nanotechnologie, technologie medyczne, branże „czystej technologii” i energia. Wynika to, jak wskazuje firma, przede wszystkim ze zmian globalnych w podejściu do nowych technologii oraz coraz liczniejszych branż, które zaczynają budować swoją przewagę konkurencyjną w oparciu o innowacje. Ponadto Deloitte wskazuje, że ważnym wyróżnikiem innowacji jest duża niepewność oraz istotne ryzyko ponoszone przez firmy przy rozwijaniu produktów i usług, na które przy rosnącej konkurencji coraz częściej muszą decydować się spółki z branż traktowanych dotąd jako mniej innowacyjne.

„Technology Fast 50” to część „Technology Fast 500 EMEA”. Od roku 2015 program łączy się także z rankingiem globalnym. To sprawia, że ranking obejmuje swoim wpływem nie tylko Polskę i Europę Środkową, lecz także region Bliskiego Wschodu i Afryki, na koniec stając się częścią zestawienia światowego. Środkowoeuropejski ranking zostanie ogłoszony w październiku tego roku, a globalne wyniki programu w połowie listopada. Wtedy to zostanie zeprezentowany ranking Global Technology Fast 100, w którym znajdą się firmy z całego świata. Także w przypadku tego zestawienia decydujące będzie kryterium przychodowe.

Każda spółka ubiegająca się o udział w programie w głównej kategorii „Technology Fast 50” musi spełniać następujące kryteria:

  • w każdym okresie rocznym (pomiędzy 2012 a 2015) osiągać przychody nie mniejsze niż 50 tys. euro;
  • mieć siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowej;
  • być firmą technologiczną, a jej działalność musi zawierać się w jednej z kategorii: oprogramowanie, sprzęt komputerowy, komunikacja, media, czyste technologie, nauki przyrodnicze;
  • posiadać strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych.

Do kategorii „Wschodzące Gwiazdy” należą stosunkowo „młode” firmy z ogromnym potencjałem, które nie spełniają warunku prowadzenia działalności przez okres co najmniej czterech lat, określonego dla kategorii głównej. Aby móc uczestniczyć w programie firma musi działać na rynku jednak nie krócej niż trzy lata, a także osiągać przychody powyżej 30 tys. euro w każdym rozpatrywanym roku (2013 – 2015).

W kategorii „Wielka Piątka” uwzględnia się duże, szybko rozwijające się spółki, które na przestrzeni ostatnich czterech lat zanotowały wyjątkowo wysoki wzrost przychodów. Spółki te muszą spełnić te same kryteria, co współzawodnicy z kategorii głównej, z wyjątkiem poziomu przychodów w ostatnim analizowanym roku (2015), który musi przekraczać 25 mln euro.

W ubiegłym roku do rankingu zgłosiło się aż 190 spółek z 13 krajów Europy Środkowej. Jak co roku w „Technology Fast 50” dominują polskie firmy. W 2015 roku było ich 19. Aż 12 z nich znalazło się w głównej kategorii „Technology Fast 50”, a 7 w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”.

Doskonałe drugie miejsce należało do polskiej firmy Sky Cash Poland z Warszawy, zajmującej się płatnościami mobilnymi. W pierwszej dziesiątce uplasowały się jeszcze dwie polskie firmy: Netguru oraz Traffic Trends. Zwycięzcą ubiegłorocznego rankingu Deloitte Technology Fast 50 zajmująca się oprogramowaniem czeska spółka Simplity. Według laureatów konkursu z ubiegłych lat ranking to przede wszystkim znakomite narzędzie do poszukiwania zarówno partnerów jak i inwestorów.

Średni wzrost przychodów zwycięzców rankingu „Technology Fast 50” w 2014 roku wyniósł 560 proc.

Informacje o rejestracji w trybie online i kryteriach kwalifikacji można znaleźć na regionalnej stronie programu „Technology Fast 50” pod adresem www.deloitte.com/fast50ce.

Ranking Deloitte Technology Fast 50 został objęty honorowym patronatem Ministerstwa Rozwoju, Ministerstwa Cyfryzacji, Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie oraz Głównego Urzędu Patentowego.

O przyszłości biur słów kilka

Według badań Instytutu Saratoga odejście specjalisty i zatrudnienie na jego miejsce nowego pracownika kosztuje tyle, co roczne wynagrodzenie nowicjusza. Zasoby ludzkie uznawane są obecnie za kluczowy czynnik wzrostu gospodarczego i jednocześnie najcenniejszy kapitał firmy. Dlatego pracodawcy prześcigają się w tworzeniu atrakcyjnych ofert nie tylko w zakresie płacowym, ale i socjalnym. Zdaniem 87% menedżerów, nowoczesna i przyjazna przestrzeń biurowa jest istotnym elementem w procesie rekrutacji, a komfortowe miejsce pracy sprzyja produktywności[1]. Jak zatem wygląda przedsiębiorstwo przyciągające najlepszych?

Na przestrzeni najbliższych trzech lat aż 41% firm z sektora BPO/SSC planuje przeprowadzkę do nowego biura[2]. Na decyzję o jego wyborze wpływają przede wszystkim: lokalizacja (91%), koszty najmu (87%), dostęp do środków komunikacji miejskiej (87%) oraz wysoki standard techniczny budynku (60%). Duża waga przykładana jest także do zaplecza socjalnego. Aż 98% badanych stwierdziło, że stojaki na rowery są niezbędnym wyposażeniem w miejscu pracy, 87% wskazało na kantynę, a 66% na ogólnodostępne prysznice i szatnie. Aranżowanie biura w oparciu o różnorodność środowiska pracy, jak i potrzeby konkretnego pracownika to obecnie trend numer jeden na rynku nieruchomości biurowych. Powierzchnia dostosowana jest do specyfiki wykonywanych zadań, jednocześnie pozwalając na wzajemne interakcje.

– Jak wynika z badań Harvard Business Review, bezpośredni, przypadkowy kontakt na terenie firmy (tzw. „zderzenia”), poprawia efektywność, umożliwiając wymianę opinii i zaczerpnięcie inspiracji podczas prywatnej rozmowy pomiędzy pracownikami. Optymalna aranżacja przestrzeni, która pozwala na częste, nieformalne interakcje staje się istotnym elementem w procesie projektowania – komentuje Zuzanna Mikołajczyk, Dyrektor ds. Marketingu i Handlu, Członek Zarządu Mikomax Smart Office. Angielskie przysłowie „variety is the spice of life” zaczyna mieć swoje odzwierciedlenie także w życiu zawodowym.

Współczesne biura przestają być wyłącznie miejscem pracy, przekształcając się w przestrzeń sprzyjającą realizacji różnych zadań i obowiązków. Tworzenie przyzakładowych kantyn, przedszkoli, klubów malucha czy mniejszych lokali usługowych kreuje miejsce kompleksowe, które odciąża pracownika z części logistyki dnia codziennego, umożliwiając skupienie się na pracy.

Światłe podejście do zdrowia

Przy wyborze nowej siedziby istotne jest również odpowiednie zarządzanie budynkiem. Jednym
z najczęstszych problemów (62%) są systemy wentylacyjne i klimatyzacja. Jako najprostsze rozwiązanie wskazano okna uchylne, które poza możliwością zaczerpnięcia świeżego powietrza, stymulują do opuszczenia stanowiska i zmiany pozycji ciała[3]. Brytyjczycy zbadali, że przebywając minimum osiem godzin w biurze, ruszamy się statystycznie tylko 30 minut[4]. Warto więc zadbać
o każdy, nawet najmniejszy wysiłek. Jednak krótki spacer, podejście do okna, to trochę za mało,
by stymulować mózg i zadbać o kręgosłup. Eksperci alarmują: wstań! A rynek odpowiada rewolucją na stojąco, czyli rozwiązaniami szytymi na miarę współczesnego pracownika biurowego. Już Hemingway pracował, stojąc przy biurku, rzadko korzystał z krzesła. Wówczas przypisywano takie przyzwyczajenie lepszej pracy twórczej, obecnie to trend numer jeden, zarówno wśród pracowników, jak i pracodawców. Lekarze winszują nowej modzie, bo kręgosłup to podstawa.

– Podczas stania na nasz kręgosłup wywierany jest mniejszy nacisk. Długotrwała pozycja siedząca to zabójca dla zdrowia. Dobrze, że projektanci mebli i wzornictwa promują nową modę na pracę stojącą lub tryb sit & stand, czyli zamienne stosowanie pozycji przy biurku. Dzięki temu motywujemy się do częstszego ruchu, dbamy o właściwą postawę ciała. Wyprostowane plecy to już połowa sukcesu – przekonuje Andrzej Rudawski z Columna Medica, kliniki rehabilitacyjnej.

Co ważne, nowoczesne przestrzenie biurowe są coraz bardziej przyjazne zdrowiu. Architekci na przykład celowo umieszczają kuchnię w oddalonej części budynku, by zachęcić pracowników do dłuższych spacerów. Podobnie jest z drukarkami, kserokopiarkami czy innymi sprzętami biurowymi. Dostępność wszystkiego pod ręką staje się passe. Takie zabiegi motywują do ruchu, interakcji, wspólnego spędzania czasu w pracy. Spotkaniom w połowie drogi służą między innymi strefy relaksu czy rozwiązania typu #Hush, czyli miejsca do krótkich rozmów ad hoc czy pracy projektowej.

Aranżując przestrzeń biurową coraz mocniej stawia się na jej personalny charakter. Przeciętnie pracownik zatrudniony na pełen etat spędza niemal 25% roku w firmie, co oznacza, że warunki,
w jakich pracuje mają wpływ nie tylko na jakość pracy, ale i życia prywatnego. Dzięki systemom takim jak Balance czy Stand Up, umożliwiającym zmianę pozycji pracy,  zadania realizowane są efektywniej, przy jednoczesnej dbałości o prawidłową postawę ciała w czasie ich wykonywania –
 komentuje Zuzanna Mikołajczyk, Mikomax Smart Office.

Naturalnie świet(l)ne biuro

Co jeszcze sprawia, że czujemy się w pracy lepiej? Duża ilość okien. Pozwalają one na ograniczenie bądź wyeliminowanie problemów z doświetleniem przestrzeni, na które skarżyła się niemal połowa (43%) ankietowanych. W badaniu opublikowanym w The Responsible Workplace wykazano, że okna były jednym z głównych powodów zadowolenia z budynku. Niestety, aż 68% pracowników narzeka na oświetlenie w swoich biurach[5]. Światło wpływa na ludzki organizm w dwojaki sposób: bezpośrednio, poprzez oddziaływanie na zmysł wzroku oraz pośrednio, w postaci wpływu na nasze samopoczucie
i zachowania, a nawet hormonalne saldo. Efektem jego zbyt małej ilości może być senność i brak ostrości widzenia, co negatywnie wpływa na motywację i koncentrację, podczas gdy sztuczne źródło światła może powodować zmęczenie oczu i bóle głowy.

Zielone światło dla eko

Okazuje się ponadto, że zrównoważone budownictwo zyskuje na znaczeniu. Aż 81% firm deklaruje promowanie zachowań prośrodowiskowych w firmie. Prawie połowa (45%) z nich stwierdziła, że przy wyborze budynku istotny jest zielony certyfikat (BREEAM, LEED, DGNB)[6]. Obecnie zaledwie 6% istniejącej powierzchni biurowej w Warszawie oraz 5% w największych miastach regionalnych
w Polsce posiada certyfikację ekologiczną, jednak w przypadku obiektów w budowie sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W Warszawie, aż 66% realizowanej obecnie powierzchni otrzymało już wstępną atestację, bądź też się o nią ubiega. W największych miastach regionalnych ok. 30% realizowanych powierzchni powstaje zgodnie z zasadami zrównoważonego rozwoju. Promowanie postaw ekologicznych to inwestycja z korzyścią zarówno dla otoczenia, jak i wizerunku firmy. Pracownicy również to doceniają.

 

Szczęście pracownika się opłaca

Jak wynika z badań Shawna Achora, autora książki „The Happiness Advantage”, inwestycje w dobre samopoczucie i zaangażowanie pracowników są nie tylko korzystne wizerunkowo, ale też mają realne przełożenie na zwrot nakładów. Sprzedaż rośnie o 37%, a produktywność o 31%. Świetlista przyszłość biur staje się równie jasną perspektywą dla obecnych i przyszłych pracowników, zarówno korporacji, jak i małych i średnich firm.

[1] Skanska, JLL, BPO i Centra Usług Wspólnych: Menedżerowie firm zabierają głos w sprawie nieruchomości, grudzień 2015

[2] Tamże

[3] Tamże

[4] https://getbritainstanding.org/onyourfeet-britain/

[5] http://www.andrewjensen.net/how-office-lighting-affects-productivity/

[6] Skanska, JLL, BPO i Centra Usług Wspólnych: Menedżerowie firm zabierają głos w sprawie nieruchomości, grudzień 2015

Ministerstwo zaakceptowało poprawki Lewiatana do ustawy antyterrorystycznej

Z obowiązku rejestracji mają być wyłączone dane abonentów usług telewizji świadczonej drogą naziemną, kablową lub satelitarną, wydłużony ma być też termin wejścia w życie przepisów o rejestracji kart pre-paid – na takie zmiany zaproponowane przez Konfederację Lewiatan, zgodziło się Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. We wtorek nad zmienionym projektem ustawy antyterrorystycznej pracować będą posłowie.

W czasie posiedzenia podkomisji nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektu ustawy o działaniach antyterrorystycznych posłowie oraz przedstawiciele Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji wysłuchali uwag przedstawionych przez zaproszone organizacje społeczne oraz służby mundurowe, ustalając jednocześnie brzmienie projektu, które zostanie przedstawione w sprawozdaniu na Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji.

MSWiA przychyliło się do propozycji, którą Konfederacja Lewiatan zawarła w swoim stanowisku do projektu dotyczącą wydłużenia terminu wejścia w życie przepisów o rejestracji kart pre-paid, zgodnie z którymi termin na zarejestrowanie całej bazy klientów miał upływać 2 stycznia 2017 r, jednak zostanie on wydłużony o miesiąc.

Ponadto MSWiA zgodziło się z postulatem Lewiatana w kwestii wyłączenia spod obowiązku rejestracji danych abonentów usług telewizji świadczonej drogą naziemną, kablową lub satelitarną .

– Zgodnie ze stanowiskiem prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej z 6 marca 2014 r. do usługi telewizji zastosowanie mają przepisy ustawy z 16 lipca 2004 r. – Prawo telekomunikacyjne. Z uwagi jednak na to, że korzystanie z usługi telewizji świadczonej drogą naziemną, kablową lub satelitarną polega wyłącznie na odbieraniu sygnałów radiofonicznych i telewizyjnych, a nie odbieraniu i wysyłaniu, nie mogą one być uznane za spełniające przesłanki wskazane w uzasadnieniu do ustawy – mówi Adrian Karkoszka, ekspert z departamentu prawnego Konfederacji Lewiatan.

Projekt wraz z przyjętymi przez MSWiA poprawkami będzie przedmiotem posiedzenia sejmowej Komisji Spraw Wewnętrznych i Administracji w najbliższy wtorek (7.06).

Konfederacja Lewiatan

Sektor MŚP musi otworzyć się na nowe technologie

Polskie firmy z sektora MŚP wciąż niechętnie inwestują w rozwiązania z zakresu nowych technologii. Tymczasem, korzystanie z nowoczesnych narzędzi IT przekłada się zarówno na rozwój i optymalizację kosztów, jak również na wizerunek firmy i budowanie jej przewagi konkurencyjnej.

Jedną z cech charakterystycznych polskich przedsiębiorstw z sektora MSP jest niski poziom inwestycji. Kolejną bolączką jest struktura wspomnianych inwestycji. Zgodnie z raportem „Cyfryzacja polskiego sektora MMŚP” przygotowanego przez Konfederację Lewiatan, home.pl oraz Microsoft, wartość brutto nakładów przedsiębiorstw przeznaczanych na rozwiązania z zakresu IT to 3,5-4,5 proc. wartości nakładów inwestycyjnych firm na aktywa trwałe ogółem. Tymczasem, w dobie cyfryzacji i dynamicznego rozwoju nowych technologii, to właśnie inwestycja w innowacje jest kluczem do osiągniecia najlepszych efektów biznesowych, jak i wizerunkowych. O tym, dlaczego warto wdrażać innowacje w małych i średnich firmach mówi Alan Pajek, twórca aplikacji MPS Satellite, pozwalającej na generowanie oszczędności w firmie poprzez monitorowanie środowiska druku.

IT w służbie biznesu

Mówiąc o nowoczesnych narzędziach IT mam na myśli trzy podstawowe grupy. Pierwsza grupa to narzędzia usprawniające pracę, automatyzujące procesy biznesowe i tym samym produktywność naszego zespołu. Kolejna to narzędzia proklienckie – zwiększające sprzedaż i komunikację z naszymi odbiorcami, a trzecia to te wspierające współpracę z naszymi partnerami biznesowymi. Wszystkie trzy grupy narzędzi łączy jedno – mają niekwestionowany wpływ na wyniki finansowe naszej organizacji. Aż 80 proc. właścicieli oraz pracowników firm z sektora MŚP potwierdza, że inwestycja w narzędzia IT wpływa pozytywnie na optymalizację procesów biznesowych – tak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez Ipsos w tym roku. Tak wysoka liczba to wynik kilku, głównych czynników – to właśnie w mniejszych przedsiębiorstwach zwrot kosztów przeznaczonych na nowoczesne rozwiązania jest najszybszy. Ponadto, same nakłady, jakie musimy zainwestować są również relatywnie niskie, nie mówiąc już o mniejszym ryzyku.

Bądź o krok przed konkurencją

Wiemy już, że nowe technologie oznaczają dla większości firm zwiększenie efektywności finansowej, która z kolei oznacza dla przedsiębiorstwa rozwój oraz budowanie przewagi konkurencyjnej. Dobroczynne działania rozwiązań IT potwierdzają wspomniane wcześniej wyniki badania Ipsos – niemal 60 proc. pracowników i właścicieli firm przyznaje, że dostrzega wpływ cyfryzacji na rozwój nowych źródeł przychodów dla biznesu. Równie istotna jest dzisiaj możliwość wyróżniania się na tle konkurencji, zwłaszcza że oczekiwania ze strony naszych klientów nieustannie rosną, a każde nasze działanie jest uważnie monitorowane przez konkurencyjne organizacje. Ujmując rzecz kolokwialnie, musimy wszystko robić więc szybciej i sprawniej, zachowując przy tym wysoką jakość. A to właśnie produkty i usługi z rynku IT pozwalają na rozwój i doskonalenie naszej oferty. Co więcej, dzięki nim możemy też stawiać przed naszą firmą coraz ambitniejsze cele i kierunki rozwoju.

Bezpieczeństwo danych to bezpieczeństwo firmy

Rok 2015 upłynął pod znakiem serii ataków hakerskich na firmy i organizacje publiczne. Bezpiecznie zarządzanie i przechowywanie cennych dla naszej firmy danych powinno być więc dla nas jednym z największych wyzwań i priorytetów. Tymczasem, co piąty przedsiębiorca nie jest świadomy liczby incydentów bezpieczeństwa w swojej firmie. A przecież brak zabezpieczeń oraz monitorowania potencjalnych zagrożeń wiąże się zarówno ze stratami finansowymi, jak i wizerunkowymi. Dlatego powinniśmy nie tylko inwestować w rozwiązania technologiczne optymalizujące procesy biznesowe, ale pamiętać też o zapewnieniu odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa infrastruktury IT. Dbajmy o bezpieczne zarządzanie danymi w chmurze, zabezpieczenie komputerów, urządzeń mobilnych i drukujących. Jest to istotne zwłaszcza w mniejszych firmach, które z reguły nie posiadają jednego, zintegrowanego systemu bezpieczeństwa IT.

Przyciągaj najlepszych pracowników

W jakich firmach chcą dziś pracować Polacy? Co decyduje coraz częściej o wyborze pracodawcy? Okazuje się, że wbrew pozorom zarobki nie są dziś głównym czynnikiem przyciągającym talenty do naszej firmy. Młode pokolenia zwracają coraz większą uwagę na wizerunek firmy oraz na dynamikę jej rozwoju, związaną ze stabilnością zatrudnienia. Dzięki nowoczesnym narzędziom IT możemy zapewnić pracownikom wygodną, szybszą i efektywniejszą pracę, zwiększając tym samym ich motywację. Przy pomocy innowacyjnych aplikacji i rozwiązań możemy również realizować dla naszego zespołu wysokiej jakości szkolenia, które są wymieniane wśród głównych kryteriów oceny pracodawcy.

Nowoczesne rozwiązania z zakresu IT wciąż jeszcze kojarzą się wielu przedsiębiorcom, zwłaszcza tym z sektora MŚP, z niepotrzebną i drogą fanaberią. A przecież nawet niewielka inwestycja w nowe technologie może oznaczać dla firmy i jej pracowników prawdziwą rewolucję. Małe i średnie firmy muszą dziś więc przede wszystkim dostrzec potencjał tkwiący w technologiach informacyjno-komunikacyjnych, a dopiero potem – umiejętnie go wykorzystać.

BossaFX: PLN w górę, ale perspektywy pozostają ograniczone

Początek nowego tygodnia handlu na rynku walutowym przyniósł ok. 0,4% umocnienie złotego wobec zagranicznych dewiz.  Podobną skalę umocnienia zanotował m.in. HUF czy RUB, co wskazuje na poprawę nastrojów wokół większości walut EM w reakcji na piątkowe słabsze dane z rynku pracy w USA.  Rynek odebrał wskazania te jako sygnał, iż podwyżka stóp w wykonaniu FED zostanie odłożona na kolejne miesiące (chociaż bazowo scenariusz czerwcowej podwyżki wynosił i tak jedyne 25%), co powinno wspierać bardziej ryzykowne aktywa. W kraju rynek czeka na szczegóły nowej propozycji prezydenckiej ustawy dot. kredytów w CHF’ach. Teoretycznie spodziewany jest projekt w mniejszym stopniu obciążający sektor bankowy w Polsce, jednak niedawne przecieki w tej sprawie zostały zdementowane. Teoretycznie więc możemy być świadkami lekkiego odreagowania PLN (na bazie FED oraz „lżejszego” projektu CHF), jednak skala tego ruchu będzie ograniczona z uwagi na utrzymujące się ryzyko tzw. Brexitu.

autor: Konrad Ryczko, analityk i makler papierów wartościowych DM BOŚ
Źródło: BossaFX

BioMaxima S.A. otrzymała dofinansowanie i liczy na więcej

BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, otrzymała dofinansowanie z PARP-u w ramach Działania 1.4 „Wzór na konkurencję”. Spółka w dalszym ciągu zwiększa wartość przychodów ze sprzedaży i od początku 2016 r. ich wartość wyniosła 9.539 tys. zł.

BioMaxima S.A. otrzymała pozytywną akceptację złożonego wniosku o dofinansowanie z PARP-u w ramach działania 1.4 „Wzór na konkurencję” na realizację projektu: „Wykorzystanie procesu projektowania wzorniczego drogą do zwiększenia potencjału innowacyjnego przedsiębiorstwa BioMaxima S.A.” Wartość dotacji wynosi ponad 99 tys. zł, co stanowi 85% kosztów kwalifikowanych całego projektu. Uzyskanie powyższego dofinansowania w I etapie konkursu jest warunkiem koniecznym do ubiegania się o dofinansowanie w II etapie, w którym maksymalne dofinansowanie wynosi 3 mln zł (60% kosztów kwalifikowanych). Emitent zamierza przystąpić do drugiego etapu konkursu. Dzięki pozyskanym środkom w pierwszym etapie Spółka opracuje strategię wzorniczą, która będzie zawierała m.in. ocenę poziomu wykorzystywania wzornictwa w Spółce, opis potencjału w zakresie wykorzystywania wzornictwa, opis zidentyfikowanych problemów wzorniczych oraz rekomendacje działań wraz z ich szacunkowym kosztorysem.

 

„Jest to pierwszy z naszych wniosków o dofinansowanie, który otrzymał pozytywną rekomendację. W kolejce czekają kolejne. Akurat ten wniosek był o tyle istotny, bowiem pozwoli nam ubiegać się o znacznie wyższe środki w etapie drugim. Przyczyni się on do rozwoju własnej oferty w różnych grupach produktowych – nowe aparaty hematologiczne i biochemiczne z unikatową linią wzorniczą oraz własnymi rozwiązaniami technologicznymi; aparaty jonoselektywne ISE; testy i podłoża mikrobiologiczne. Pozwoli on również na udoskonalenie procesów produkcyjnych poprzez wprowadzenie nowych technologii i urządzeń oraz wyposażenia pozwalającego na utworzenie linii montażowej.” – komentuje Henryk Lewczuk Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Zarząd Emitenta podjął Uchwałę o rekomendacji ZWZA Spółki, które odbędzie się w dniu 29.06.2016 r., wypłaty dywidendy z zysku za 2015 r. w wysokości 0,20 zł na jedną akcje, co stanowi dwukrotność wypłaconej dywidendy w roku ubiegłym. Proponowanym dniem ustalenia prawa do dywidendy będzie 31.08.2016 r. Natomiast jej wypłata na nastąpić w dniu 16.09.2016 r. Rada Nadzorcza Spółki pozytywnie zaopiniowała propozycję Zarządu w sprawie podziału zysku za 2015 rok. Akcjonariusze mogą otrzymać łącznie 608 tys. zł, co stanowi blisko 42% zysku netto wypracowanego przez BioMaxima S.A. w 2015 r. Spółka zakończyła miniony rok zyskiem netto w kwocie 1.455 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 23.085 tys. zł.

Po pięciu miesiącach ubiegłego roku przychody netto ze sprzedaży Emitenta wynosiły 8.943 tys. zł, a w więc ich tegoroczna wysokość wykazuje blisko 7% wzrost w ujęciu rdr. BioMaxima S.A. regularnie wygrywa postępowania przetargowe, których wartość w okresie styczeń-maj 2016 r. sięgnęła już 3.944 tys. zł wobec 2.881 tys. zł. rok wcześniej. Ponad 37% wzrost w tym segmencie pozwala Zarządowi Spółki z dużym optymizmem spoglądać na wyniki finansowe w kolejnych kwartałach. Emitent prowadzi także aktywne działania w zakresie rozwoju eksportu i w maju br. otrzymał pierwsze zamówienia od nowych dystrybutorów z Indonezji, Afganistanu, dwóch z Pakistanu, Peru oraz z Niemiec. Współpraca z nowymi dystrybutorami powinna zaowocować dalszym wzrostem sprzedaży na rynkach zagranicznych.

„Dobry poziom sprzedaży w maju jest kontynuacją pozytywnego trendu wzrostu przychodów na niełatwym przecież rynku. Bardzo dobre wyniki w zakresie wygrywanych przetargów tylko umacniają ten trend. Liczymy również na skokowy wzrost eksportu po wprowadzeniu do produkcji własnego analizatora biochemicznego.” – dodaje Piotr Rubaj, V-ce Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

BioMaxima S.A. wypracowała w 1 kw. 2016 r. 444 tys. zł zysku netto przy przychodach ze sprzedaży sięgających 5.845 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku zysk netto Emitenta wyniósł 413 tys. zł, a jego przychody ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 5.256 tys. zł.

W Chinach spowolnienie, import z Chin do Polski pędzi

Od ponad roku gospodarka Chin, w tym chiński eksport, wyraźnie hamuje. Polska jednak coraz chętniej kupuje chińską produkcję. W 2014 r. wartość chińskiego importu do Polski wzrosła o ponad 20 proc. r/r a Chiny zostały naszym drugim najważniejszym partnerem w imporcie, detronizując Rosję. W 2015 r. wzrost wyniósł 15,9 proc. r/r. W I kw. br. dynamika wynosi 10 proc. r/r., ale mamy dopiero czerwiec, podczas gdy największa część importu z Chin trafia do naszego kraju w okolicach Gwiazdki.

Eksperci AKCENTY, instytucji płatniczej rozliczającej transakcje eksporterów i importerów, wskazują, że początek obecnego roku zapowiada utrzymanie dwucyfrowej dynamiki wzrostu importu z Chin w 2016 r. Coraz większa obecność chińskich towarów w Polsce to, według ekspertów AKCENTY, wynik m.in. inwestycji Państwa Środka w Nowy Jedwabny Szlak oraz wzmożonych kontaktów między firmami polskimi i chińskimi, nawiązywanych w ramach targów, misji, spotkań i konferencji.

Chińska codzienność każdego Polaka

Aby dowiedzieć się, jaka jest obecnie struktura polskiego importu z Chin wystarczy przeanalizować listę wystawców najbliższego wydarzenia dla polsko-chińskiego biznesu: CHINA HOMELIFE SHOW i CHINA MACHINEX*. Na targach obecni będą dostawcy jednych z najważniejszych w polskim imporcie z Chin branż: tekstylnej i odzieżowej, sprzętu elektronicznego (domowego, kuchennego i  łazienkowego), mebli, oświetlenia, akcesoriów i wyposażenia wnętrz. Będą też oferty dla producentów wyrobów z tworzyw sztucznych, rolnictwa, przetwórstwa spożywczego i pakowania, branży budowlanej czy nowej energii (wykorzystujących m.in. urządzenia transmisyjne, wiatrowe, wysokiego i niskiego napięcia, kable, akcesoria, LED). – To oczywiście tylko wierzchołek „chińskiej góry lodowej”. Wiele, nawet produkowanych w Polsce towarów, składa się przecież z chińskich części. Chiny wyspecjalizowały się w dostawie praktycznie wszystkich najpotrzebniejszych produktów zarówno dla zwykłego konsumenta, jak i dla zakładów produkcyjnych. Rzecz w tym, aby za sprowadzone towary importerzy nie przepłacali – mówi Radosław Jarema szef AKCENTY w Polsce.

Na imporcie z Chin można zarobić jeszcze więcej

Ekspert AKCENTY zaznacza, że na polski import z Chin bardzo duży wpływ ma kurs amerykańskiego dolara. – Mocny obecnie dolar i słaba złotówka, to niekorzystne połączenie dla polskich firm, które za sprowadzone towary rozliczają się z chińskimi partnerami w amerykańskiej walucie. Bezpośrednio w chińskim juanie nadal płaci niewiele polskich przedsiębiorstw i tu właśnie istnieje duże pole do wypracowania oszczędności. Z naszych doświadczeń w obsłudze transakcji w juanach wynika, że oszczędności mogą sięgać nawet 5-10 proc. – zaznacza Radosław Jarema.

Chiński juan niezwykle zyskał jako waluta w ostatnich latach, co potwierdza chociażby decyzja o dodaniu go do koszyka walut rezerwowych. W Polsce na razie rozliczenia w juanie oferują tylko wybrane instytucje finansowe, w tym instytucja płatnicza AKCENTA. W dalszej perspektywie celem Chińskiego Banku Narodowego jest stopniowe urynkowienie juana aż do całkowitego osiągnięcia rozliczeń wolonorynkowych. Na takich warunkach chiński pieniądz mógłaby realnie konkurować z najważniejszymi światowymi walutami.

Polska ma „pociąg“ do Chin

Do chińskich towarów mamy pociąg i to także w dosłownym znaczeniu. Polska leży na trasie tzw. Nowego Jedwabnego Szlaku. Nasi przedsiębiorcy mają więc możliwość szybkiego i taniego transportu chińskich towarów drogą kolejową. – To jeden z czynników, który złożył się na rekordowy wynik importu z Chin w 2014 r. i późniejsze rosnące obroty. Z naszych doświadczeń i obserwacji wynika, że równolegle do rozwoju infrastruktury ważną rolę pełnią targi, misje i konferencje. Te spotkania są bardzo efektywne – przynoszą kontakty i kontrakty. Polsko-chiński biznes wypracowuje w ten sposób wiele nowych „połączeń” – dodaje ekspert AKCENTY.

… i prawdopodobnie nie zatrzyma go spowolnienie w Chinach

Co będzie z polskim importem w obliczu spowolnienia w Chinach? – Tak dynamiczny rozwój, jakiego doświadczała chińska gospodarka na przestrzeni kilkunastu lat, nie mógł trwać w nieskończoność. Kończy się faza szalonego wzrostu i, podobnie jak wcześniej Japonię czy Koreę Południową, Państwo Środka czeka teraz przemiana w pełnowartościową, spokojniej funkcjonującą nowoczesną gospodarkę. Jak widać, ta przemiana nie wpływa na polsko-chiński biznes, który ma się  świetnie – mówi Radosław Jarema.

* CHINA HOMELIFE SHOW i CHINA MACHINEX odbywają się w dniach 7-9 czerwca 2016 r. w Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie. Więcej informacji o targach na: chinahomelife.org i chinamachinex.pl.

PARP uruchamia konkurs Bony na innowacje dla małych i średnich przedsiębiorstw

Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości uruchomiła dziś konkurs, którego celem jest pobudzenie współpracy nauki i biznesu poprzez finansowanie usług świadczonych przedsiębiorcom przez jednostki naukowe. Oferowane przez nie nowe, zaawansowane technologicznie rozwiązania oraz specjalistyczna wiedza będą wsparciem dla około 2300 przedsiębiorców, którzy uzyskają dotacje w tej perspektywie finansowej. Konkurs potrwa do 30 stycznia 2017 r. i jest podzielony na dwumiesięczne etapy.

O dofinansowanie mogą ubiegać się mikro, mali lub średni przedsiębiorcy, prowadzący działalność gospodarczą na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej potwierdzoną wpisem do odpowiedniego rejestru. Dzięki uzyskanemu wsparciu firmy będą mogły zwiększyć swoją konkurencyjność i innowacyjność. Przyczyni się do tego możliwość zakupienia od jednostek naukowych usług będących innowacją produktową (nowy lub znacząco ulepszony wyrób, usługa lub projekt wzorniczy) lub innowacją procesową (opracowanie technologii produkcji).   Przedsiębiorcy, którzy otrzymają dofinansowanie, mogą liczyć na wsparcie w wysokości
od 60 tys zł do 400 000 tys zł.

Konkurs jest prowadzony w ramach Poddziałania 2.3.2 „Bony na innowacje dla MŚP”, które jest finansowane ze środków Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój na lata 2014-2020. Kwota przeznaczona na dofinansowanie w konkursie wynosi  62,5 mln zł.

Szczegółowe informacje na temat naboru wniosków, regulamin konkursu i niezbędne wzory dokumentów dostępne są na stronie www.poir.parp.gov.pl. Dodatkowe informacje można uzyskać pod adresem: [email protected].

Krzysztof Pawlak: Analiza techniczna 06.06.2016

Złotówka na fali powrotu sentymentu do rynków wschodzących zyskuje na wartości. Spodziewany brak podwyżki stóp procentowych w USA na czerwcowym posiedzeniu służy polskiej walucie. Próba złamania ważnej linii wsparcia na CHF/PLN. Ruchy na EUR/USD decydują o kształtowaniu się kursu USD/PLN. Funt brytyjski uzależniony od pojawiających się sondaży na temat wyjścia Wielkiej Brytanii z UE.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 23.05-06.06.2016

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,3764 3,9569 3,8500 5,5550
Maksimum 4,4567 4,0164 3,9870 5,8275

 

CHF/PLN - analiza od 20kwietnia do 6 czerwca
Od połowy kwietnia kurs CHF/PLN porusza się w ramach wyrysowanego kanału. Z biegiem czasu kanał zwęża się coraz bardziej, co może zwiastować jakieś większe wybicie. Póki co, po osiągnięciu maksimum pod koniec maja na poziomie 4,01, kurs cały czas spada. W ostatnich dniach nastąpiło nawet przebicie dolnego ograniczenia kanału. Kolejne wsparcie w postaci 50% zniesienia Fibonacciego powstrzymało dalszy spadek kursu. Obecnie kurs testuje opór w postaci dolnego ograniczenia kanału w okolicach poziomu 3,9650. Jest to na tyle ważny opór, że przebicie tego poziomu oznaczałoby powrót do kanału, a co za tym idzie z pewnością kilkugroszowy ruch w górę w okolice 4,00. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę dobry sentyment wokół polskiej waluty w ostatnich dniach, możliwy jest dalszy spadek w okolice ostatniego minimum czyli 3,93.
EUR/PLN - analiza od 10 kwietnia do 6 czerwca
Od początku kwietnia kurs EUR/PLN porusza się w ramach wyrysowanego kanału wzrostowego. Pod koniec maja kurs dotarł do poziomu 4,45, osiągając kilkutygodniowe maksimum. Od tego momentu powrócił sentyment do polskiej waluty i złotówka powoli odrabia straty. Wsparcie w postaci psychologicznej wartości 4,40 zostało złamane i kurs powędrował w pobliże dolnego ograniczenia kanału. Z pomocą złotówce z pewnością przyszły słabe dane z USA, które praktycznie przesądzają brak podwyżki stóp procentowych w USA w czerwcu. Dzięki temu, wraz ze wzrostem kursu EUR/USD, waluty rynków wschodzących również zyskiwały. Brak podwyżki stóp w USA oznacza, że póki co kapitał nie będzie tam odpływał, stąd też takie waluty jak złoty mają szansę odreagować. W kolejnych dniach niewykluczony jest test wsparcia w postaci dolnego ograniczenia kanału na poziomie 4,36. W przypadku ruchu w górę oporem będzie poziom 4,40.
GBP/PLN - analiza od 2 maja do 6 czerwca
Notowania funta brytyjskiego na szerokim rynku zależą w ostatnich tygodniach w głównej mierze od pojawiających się sondaży na temat ewentualnego Brexitu. Kompletnie marginalnego znaczenia nabrały dane makroekonomiczne pojawiające się z tego kraju. Widać to bez wątpienia na kursie GBP/PLN. Od połowy maja, gdy sondaże pokazywały przewagę zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w UE, kurs szybował w górę docierając do poziomu 5,8250. Od tego momentu sytuacja jednak się odwróciła, a przewagę w sondażach zaczęli zyskiwać przeciwnicy pozostania Zjednoczonego Królestwa we Wspólnocie. Funt brytyjski zaczął dynamicznie tracić na wartości, na parze GBP/PLN nastąpił w kilka dni spadek o niemal 30 groszy. Kurs dotarł prawie do wsparcia w postaci minimum z początku maja. Emocje będą z pewnością rosły, bo zostało już niewiele czasu do rozstrzygnięcia, które nastąpi 23 czerwca. Stąd trudno przewidzieć zachowanie kursu w najbliższych dniach, koniecznie trzeba obserwować kolejne pojawiające się sondaże.
USD/PLN - analiza od 5 kwietnia do 6 czerwca
Na wykresie USD/PLN od początku kwietnia obserwujemy trend wzrostowy. Trzeba jasno powiedzieć, że jest to w głównej mierze pochodna ruchów na głównej parze walutowej świata, czyli EUR/USD. Spadek kursu tej pary powoduje, że dolar jest silniejszy, co przekłada się na ruch wzrostowy na USD/PLN. I taka sytuacja miała miejsce do końca maja, co sprawiło, że USD/PLN dotarł do poziomu 3,9850. Inwestorzy wierzyli w podwyżkę stóp procentowych w USA jeszcze w czerwcu, co mogło wywindować dolara do złotego nawet w okolice 4,00. Po słabych danych z USA, które praktycznie wykluczyły podwyżkę na czerwcowym posiedzeniu, odreagowała główna para walutowa świata, kurs EUR/USD wybił w górę co pozwoliło na parze USD/PLN zanotować spadek nawet do 3,85. Teraz wszystko będzie zależeć od decyzji Fed – gdyby stopy pozostały bez zmian to możliwe jest testowanie na parze USD/PLN linii trendu wzrostowego. W przypadku przebicia kolejne wsparcie stanowiłoby ostatnie minimum na poziomie 3,77.

Rynek private equity w Polsce 2016. Trendy i szanse rozwoju

 

Blisko 70% badanych funduszy private equity uważa, że wzrośnie liczba atrakcyjnych celów przejęć na polskim rynku 

Rynek private equity w Polsce 2016Większość funduszy private equity optymistycznie ocenia perspektywy rozwoju na polskim rynku, spodziewając się wzrostu liczby atrakcyjnych celów przejęć w ciągu najbliższych dwóch lat. Polska pozostaje najatrakcyjniejszym rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej – w 2015 r. wartość inwestycji private equity w Polsce wyniosła 803,5 mln euro, co stanowiło ponad 50% całkowitej wartości inwestycji private equity w krajach CEE. W portfelach funduszy aktualnie najwięcej jest spółek z sektora technologii informacyjnych, mediów i komunikacji (21%) oraz produkcji przemysłowej (18%). W przyszłości największym zainteresowaniem funduszy private equity w Polsce będą cieszyły się podmioty z branży dóbr konsumpcyjnych.

Dobra konsumpcyjne na pierwszym miejscu najatrakcyjniejszych sektorów

Podobnie jak w 2014 roku, kiedy ukazała się pierwsza edycja raportu KPMG na temat rynku private equity w Polsce, ankietowane fundusze optymistycznie oceniają przyszłość polskiego rynku PE – 68% spodziewa się, że w perspektywie najbliższych dwóch lat zwiększy się liczba atrakcyjnych celów przejęć. Jedynie 4% obawia się, że w Polsce będzie mniej potencjalnych celów przejęć, pozostali respondenci stwierdzili, że liczba atrakcyjnych celów przejęć nie zmieni się. Jednocześnie blisko połowa respondentów spodziewa się wzrostu liczby transakcji na przestrzeni najbliższych dwóch lat, prawie 30% nie przewiduje zmian, a jedynie 20% uważa, że liczba transakcji może się zmniejszyć.

W ocenie respondentów najbardziej atrakcyjnymi sektorami inwestycyjnymi w nadchodzących latach będzie branża dóbr konsumpycyjnych, która awansowała z drugiej pozycji w 2014 roku na miejsce pierwsze, usługi dla biznesu, produkcja przemysłowa oraz sektor technologiczny i medialny. Na znaczeniu stracą natomiast branża medyczna i sektor farmaceutyczny. Sektory te uplasowały się w dalszej części rankingu, mimo że dwa lata temu zajęły pierwsze miejsca pod względem atrakcyjności inwestycyjnej i potencjału rozwoju. Zdecydowana większość funduszy jest zdania, że branża energetyczna oraz budownictwo są obecnie najmniej atrakcyjnymi sektorami dla funduszy działających na polskim rynku mówi Rafał Wiza, partner, szef zespołu private equity w KPMG w Polsce.

Fundusze PE będą najchętniej inwestowały w firmy średniej wielkości w fazie wzrostu i start-upy

W badaniu KPMG respondenci ocenili, jak zmieni się atrakcyjność poszczególnych segmentów firm w najbliższych latach. Fundusze PE działające w Polsce również w przyszłości będą chciały inwestować przede wszystkim w firmy w średniej fazie rozwoju, które poszukują kapitału na dalszą ekspansję. Nieco ponad 70% ankietowanych uważa, że atrakcyjność takich firm jako celów przejęć wzrośnie. Pozostali natomiast uważają, że pozostanie bez zmian. W przypadku dojrzałych firm i liderów rynku niespełna 40% badanych funduszy sądzi, że ich atrakcyjność wzrośnie, większość nie spodziewa się w tym zakresie większych zmian. Prężnie rozwijający się w Polsce rynek start-upów jest oceniany pozytywnie przez fundusze – blisko 60% uważa, że start-upy będą zyskiwać na popularności w najbliższych latach, jedynie 10% sądzi, że staną się one mniej atrakcyjnym celem inwestycyjnym.

Fundusze PE pozytywnie o warunkach działania w Polsce

Badane fundusze zostały także zapytane o warunki działalności na polskim rynku PE. Większość funduszy dobrze ocenia dostępność finansowania dłużnego – 71% nie ma żadnych problemów z jego pozyskaniem. Jedna czwarta respondentów stwierdziła, że kapitał dłużny jest trudny do zdobycia, ale mimo to obiecujące projekty mogą liczyć na odpowiedni poziom finansowania. Jedynie 4% ankietowanych funduszy stwierdziło, że brak finansowania dłużnego stanowi istotną barierę w realizacji transakcji.

Według większości badanych funduszy Polska pozostaje atraktycyjnym rynkiem dla sektora PE. Respondenci stwierdzili między innymi, że w ostatnich latach zwiększyła się liczba dostępnych transakcji w segmencie mniejszych spółek portfelowych. Podkreślano także, że jakość ofert inwestycyjnych rośnie. Według części respondentów rośnie też wiedza firm na temat sposobu funkcjonowania private equity, właściciele spółek są lepiej przygotowani i zdają sobie sprawę z korzyści, jakie wynikają ze współpracy z funduszami. Rośnie też liczba spółek, które szukają partnera w celu zwiększenia obecności na rynkach zagranicznych. Nie chodzi tutaj wyłącznie o dostarczenie dodatkowego kapitału, spółki portfelowe korzystają w takich przypadkch z międzynarodowych kontaktów funduszy i sprawdzonych strategii ekspansji zagranicznej – mówi Rafał Wiza, partner, szef zespołu private equity w KPMG w Polsce.

Polski rynek PE na pierwszym miejscu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Private Equity i Venture Capital (EVCA) w ubiegłym roku wartość inwestycji PE w Polsce wyniosła 803,5 mln euro – ponad trzy razy tyle, co w roku 2014. W 2015 roku udział naszego kraju w całkowitej wartości inwestycji PE w państwach CEE wyniósł 53%. Wartość inwestycji PE w stosunku do PKB wyniosła w Polsce 0,19%, co jest wynikiem porównywalnym do wyników takich krajów jak Szwajcaria (0,21%) czy Niemcy (0,22%).

Z przeprowadzonej przez KPMG analizy portfeli ponad 30 funduszy PE w Polsce (z wyłączeniem funduszy specjalizujących się w inwestycjach typu venture capital) wynika, że wśród aktualnych spółek portfelowych najliczniej reprezentowane są spółki z sektora technologii informacyjnych, mediów i komunikacji (21%). Nieco mniejszy udział mają spółki z sektora produkcji przemysłowej (18%). Na trzecim miejscu uplasowały się spółki z branży handlu detalicznego i dóbr konsumpcyjnych (14%), natomiast czwarte miejsce zajmują firmy działające w obszarze medycyny i farmacji (13%). Wymienione cztery sektory obejmują razem dwie trzecie wszystkich aktualnych spółek portfelowych w Polsce. Istotnymi sektorami z udziałem na poziomie blisko 10% są też usługi dla biznesu oraz rolnictwo i produkcja żywności. Według obliczeń dokonanych m.in. na podstawie danych przekazanych przez fundusze PE w Polsce, KPMG szacuje, że w spółkach, które na koniec kwietnia 2016 roku znajdowały się w portfolio badanych funduszy, zatrudnienie w 2015 roku wyniosło w sumie 100,8 tys. osób, a przychody były na poziomie 44,9 mld zł.

Pełna wersja raportu dostępna na stronie kpmg.pl

****

O RAPORCIE:

„Rynek private equity w Polsce: trendy i szanse rozwoju” to druga edycja raportu KPMG na temat funkcjonowania funduszy private equity (PE) na polskim rynku. Celem raportu jest pokazanie rzetelnego obrazu sytuacji na polskim rynku PE oraz trendów, które będą wpływać na jego rozwój w najbliższych latach. Raport bazuje m.in. na analizie danych wtórnych publikowanych przez Eurostat, Komisję Europejską, Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Europejskie Stowarzyszenie Private Equity & Venture Capital (EVCA), analizie blisko 180 spółek portfelowych nalężących do ponad 30 funduszy PE w Polsce oraz na badaniu ankietowym przeprowadzonym wśród 26 funduszy działających na polskim rynku. Badanie ankietowe zostało przeprowadzone w okresie od lutego do kwietnia 2016 r. Raport powstał we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Inwestorów Kapitałowych PSIK.

 

Liczba urządzeń IoT osiągnie poziom 16 miliardów do końca 2021 roku

  • W 2018 roku ilość urządzeń należących do kategorii Internetu Rzeczy (IoT) będzie większa od liczby telefonów komórkowych
  • Najwięcej nowych urządzeń IoT w latach 2015-2021 pojawi się w Europie Zachodniej, głównie dzięki inteligentnym licznikom energii i samochodom podłączonym do internetu.
  • Liczba smartfonów przewyższy liczbę tradycyjnych telefonów komórkowych w trzecim kwartale 2016 roku

Według wydanej 1 czerwca 2016 roku najnowszej edycji Ericsson Mobility Report, poświęconej technologiom mobilnym, Internet Rzeczy (IoT) zawładnie większością branż światowego przemysłu. Dynamiczny rozwój IoT będzie widoczny zwłaszcza w sektorze motoryzacyjnym, inteligentnych liczników energii i elektroniki użytkowej

Gwałtowny wzrost dotyczy przede wszystkim komórkowych urządzeń IoT, których do 2021 roku przybędzie aż 1,1 miliarda. To czterokrotny wzrost w porównaniu do liczby tych urządzeń obecnie. Czynniki odpowiadające za wzrost to między innymi rosnące wymagania przemysłu, pojawiające się nowe sposoby wykorzystania urządzeń IoT i postępująca standaryzacja.

Urządzenia IoT można podzielić na dwie grupy, różniące się charakterystyką działania: Massive IoT i Critical IoT.

Urządzenia Massive IoT charakteryzują się wysokim wolumenem połączeń, niskimi kosztami produkcji, małym zużyciem energii i małymi porcjami przesyłanych danych. Do tej grupy należą głównie czujniki w budynkach i inteligentne liczniki energii.

Cechy grupy urządzeń Critical IoT to wysoka niezawodność i brak opóźnień w przesyłaniu danych. Urządzenia tego typu wykorzystywane są przede wszystkim w autonomicznych pojazdach, przemysłowych urządzeniach produkcyjnych oraz w sektorze medycznym (na przykład operacje wykonywane zdalnie). Udział połączeń LTE w tym segmencie urządzeń IoT wynosi obecnie pięć procent. Rozwój tej kategorii urządzeń IoT jest możliwy dzięki zwiększeniu funkcjonalności istniejących sieci LTE oraz możliwościom sieci 5G, których komercyjne zastosowanie planowane jest na 2020 rok. Czynniki te staną się motorem napędowym do opracowania nowych sposobów wykorzystania urządzeń IoT.

Ericsson Mobility Report to jedna z czołowych analiz dotyczących ruchu w sieciach mobilnych, dostarczająca dane i prognozy, dzięki którym znamy obecne trendy występujące w Społeczeństwie Sieci (Networked Society).

Kredyty mieszkaniowe: dominacja jednego miasta

Już ponad 40 proc. kredytów hipotecznych w Polsce przyznano na inwestycje mieszkaniowe w Warszawie. Kiedy zostanie przekroczona granica 50 proc.? Bardzo szybko.
Warszawa i cała aglomeracja warszawska zdominowały rynek hipotecznych kredytów mieszkaniowych. W I kw. br., jak wynika z badań AMRON, przekroczona została granica 40 proc. – To efekt programu MdM i kupowania mieszkań z przeznaczeniem na wynajem – mówi w rozmowie z MarketNews24 dyr. Jerzy Ptaszyński z AMRON.
Granica 50 proc. też zostanie bardzo szybko przekroczona. – To stanie się jeszcze w tym roku – ocenia J.Ptaszyński.
Taka prognoza jest istotna dla tych, którzy zastanawiają się czy skorzystać z programu MdM, którego finansowanie jest na wyczerpaniu, a ten program rządowy nie zostanie przedłużony.

Piątkowe dane

Piątkowe dane 1

Piątkowe dane zaskoczyły, przyrost miejsc pracy w sektorze pozarolniczym wyniósł 38 tysięcy, konsensus rynkowy zakładał wzrost na poziomie 161 tysięcy. Tak słabe dane praktycznie wykluczyły czerwcową podwyżkę stóp procentowych. Należy zauważyć, że ostatnie dane o produkcji przemysłowej, nowych zamówieniach oraz najnowsze PMI wskazują na nadchodzącą recesję, czy tak się stanie?

Reakcja rynku po tak słabych danych makroekonomicznych była natychmiastowa. Kurs walutowy EUR/USD po wstępnym przebiciu dolnego ograniczenia kanału spadkowego z impetem powrócił do kanału wzrostowego. Należy pamiętać o dzisiejszym przemówieniu Janet Yellen, które może znacząco wpłynąć na szeroki rynek dolara amerykańskiego.

Dział Analiz

BossaFX: AUD/USD – nerwowo przed RBA?

Początek nowego tygodnia handlu na walutach antypodów przyniósł realizację zysków po piątkowym, skokowym osłabieniu USD na większości par. Para AUD/USD zanotowała wzrost o 1,9%, czyli najmocniejszy skok od 12miesięcy. Dodatkowo w przypadku AUD/USD należy brać pod uwagę jutrzejsze RBA, gdzie choć rynek oczekuje utrzymania stóp na 1,75% (49 na 52 ankietowanych) to istnieje ryzyko bardziej gołębiego stanowiska instytucji.

 AUDUSDDaily.png

autor: Konrad Ryczko, analityk i makler papierów wartościowych DM BOŚ
Źródło: BossaFX

USD/CAD – solidny opór

USD/CAD - solidny opór 2

Kurs pary walutowej USD/CAD w dalszym ciągu znajduje się pod ważnym, tygodniowym oporem. Dopóki wsparcie 1.31-1.34 nie zostanie pokonane, to trend spadkowy pozostanie bazowym scenariuszem. Dolara kanadyjskiego wspierają notowania ropy naftowej.

Po szokująco słabych danych z rynku pracy, rynek po raz kolejny ma odmienne zdanie od Członków Rezerwy Federalnej. Rynek na podstawie kontraktów terminowych oczekuje, że najbliższa podwyżka stóp procentowych nastąpi dopiero w kwietniu przyszłego roku, natomiast prawdopodobieństwo zwiększenia kosztu pieniądza w czerwcu oscyluje w okolicy 30%. Jest to kolejny raz, gdzie FED oraz rynek mają odmienne zdanie. Dzisiejszego dnia odbędzie się konferencja z udziałem Janet Yellen, która może, a nawet powinna ustosunkować się do piątkowych danych.

Dział Analiz

Andrzej Tomczyk o dyrektywie BRRD

Czy bank, który znajdzie się w trudnej sytuacji finansowej, aby uchronić się przed bankructwem, będzie mógł sięgnąć po pieniądze swoich klientów? Takie rozwiązanie umożliwia unijna dyrektywa BRRD. To odpowiedź na kryzys finansowy z 2008 r., który sprawił, że wiele banków musiało być ratowanych przed upadkiem ze środków publicznych.

Na szczęście 99% Polaków może spać spokojnie. Banki nie będą bowiem miały prawa zagarniać pieniędzy z kont, na których zgromadzono mniej niż 100 tys. euro. Z pozostałych rachunków będzie zaś wolno zawłaszczać jedynie oszczędności powyżej tej kwoty. W razie widma bankructwa banku w najgorszej sytuacji znajdą się jednak akcjonariusze, ponieważ kapitał akcyjny zostanie przejęty jako pierwszy.

„Dyrektywa wprowadza nowe normy i narzędzia, które należy uznać za pozytywne. W przypadku potencjalnej niewypłacalności jednego z banków działania naprawcze mają szansę doprowadzić do jego uratowania, co w konsekwencji zapobiegnie efektowi domina, który mógłby zagrozić stabilności całego systemu finansowego. Z perspektywy klienta detalicznego jest to rozwiązanie na pewno dobre” – mówi Andrzej Tomczyk, Eastern-Central Europe regional director z firmy Admiral Markets.

Optymistyczne prognozy przedstawicieli HoReCa na najbliższe miesiące

Światowe Dni Młodzieży, Polska jako miejsce urlopu oraz program 500+ to najważniejsze czynniki, które wpływają na bardzo optymistyczne prognozy przedstawicieli HoReCa na najbliższe miesiące. Wartość subindeksu „Barometru EFL[1]” dla branży gastronomicznej w II kwartale br. wzrosła o 7,5 pkt. w porównaniu do wskaźnika z początku roku i wyniosła aż 62,8 pkt. Jest to najwyższy odczyt od początku realizacja badania, czyli od półtora roku.

– Sytuacja w branży HoReCa, czyli na rynku usług hotelarskich i gastronomicznych, to pochodna przede wszystkim trzech czynników. Pierwszy związany jest z rokiem kalendarzowym – hotele i restauracje rozkręcają się w czasie sezonu wakacyjnego, który przecież jest przed nami. A zgodnie z prognozami ekspertów, wielu mieszkańców Polski zamiast wyjeżdżać do popularnych w ostatniej dekadzie destynacji takich jak Tunezja, Egipt, czy Turcja, zdecyduje się na wakacje w kraju. Po drugie, branża gastronomiczna ma swoje „pięć minut” w czasie dużych wydarzeń organizowanych właśnie w okresie letnim. W tym roku bez wątpienia najważniejszym wydarzeniem będą Światowe Dni Młodzieży w Krakowie. Po trzecie, HoReCa jest bardzo podatna na różnego rodzaju zmiany legislacyjne i regulacje powodujące spadek lub wzrost realnego dochodu gospodarstw domowych. Po wejściu w życie programu 500+ spodziewam się, że konsumpcja prywatna wzrośnie, a część wydanych środków trafi do kieszeni przedsiębiorców z branży gastronomicznej – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

Pesymiści zmienili barwy na optymistyczne

W II kwartale br. subindeks „Barometru EFL” dla branży HoReCa wyniósł 62,8 pkt. Jest to wynik dużo lepszy niż główny wskaźnik dla całego rynku MŚP w Polsce, który wyniósł 57,8 pkt. Warto zwrócić uwagę, że w ciągu pół roku wartość subindeksu wzrosła aż o 14 pkt. Jeszcze w IV kwartale 2015 roku wynosił on zaledwie 48,8 pkt. i znajdował się poniżej progu OR[2], czyli branża znajdowała się w stagnacji i nie przewidywała szans na rozwój. Obecnie przedstawiciele rynku gastronomicznego są w optymistycznych nastrojach i liczą na „gorący” sezon.

Wyższa sprzedaż to lepsza płynność finansowa

Bardzo wysoka wartość wskaźnika wynika z przewidywanego poziomu sprzedaży. Aż 55% firm z branży HoReCa spodziewa się wzrostu zamówień w najbliższych miesiącach, tylko co dziesiąta oczekuje spadku sprzedaży. Za planowanym wzrostem sprzedaży idzie prognozowana poprawa płynności finansowej firm działających w branży gastronomiczno-hotelarskiej. Aż 45% przedsiębiorców spodziewa się poprawy w tym obszarze Jest to związane ze specyfiką tej branży, w której obowiązują krótkie terminy płatności za usługi. Wzrost sprzedaży sprawi, że przedsiębiorcy w krótkim okresie odczują poprawę płynności.

– Obok wielu pozytywnych aspektów dla rynku HoReCa, warto też wspomnieć o najważniejszym negatywnym, jakim jest wprowadzenie podatku obrotowego. Prace nad właściwą ustawą jeszcze trwają, w związku z czym trudno w tym momencie stwierdzić, jaki będzie miał wpływ na kondycję branży. Jednak z pewnością za jego sprawą część produktów podrożeje, co finalnie odczuje przeciętny Polak – mówi Radosław Kuczyński z EFL.

[1]„Barometr EFL” jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 4 – 11.05.2016 r.

[2] OR, czyli podstawową miarą analityczną zastosowaną do wyników badania jest algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 50 pkt. stanowi próg OR, czyli poziom ograniczonego rozwoju.

DAX 30 – na wsparciu

DAX 30 - na wsparciu 3

W piątek po publikacji danych z amerykańskiego rynku pracy zmieniły się znacząco nastroje na rynkach finansowych. Wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym okazał się bardzo niewielki vs. prognozy, co spowodowało wyprzedaż dolara amerykańskiego oraz spadki na giełdach. Dzisiaj rynki akcji w Europie lekko odrabiają straty, w końcu słabsze dane z USA oddalają perspektywę podwyżek stóp procentowych zza oceanem, a to jest pozytywna informacja dla rynków kapitałowych, nadal będzie dostępny tani kapitał.

Z technicznego punktu widzenia niemiecki indeks DAX dotarł w piątek do ważnego obszaru wsparcia w okolicach 10080 – 10150 pkt. Przetestowany został również okrągły poziom 10000 pkt. Dzisiaj obserwujemy lekkie wzrosty, a kurs pozostaje w pobliżu wspomnianego wsparcia 10080 – 10150 pkt. Po obronie tej strefy kurs ponownie powinien skierować się w stronę szczytu z końca maja br. w okolicach 10350 pkt. , a następnie w stronę szczyty z kwietnia niedaleko okrągłego poziomu 10500 pkt.

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz

Fed: w tył zwrot?

Szefowej Rezerwy Federalnej, Janet Yellen, zawsze trzeba słuchać uważnie. Jej dzisiejsze popołudniowe wystąpienie będzie miało jeszcze większe znaczenie niż zwykle ze względu na fatalne dane piątkowe z rynku pracy. Yellen może próbować łagodzić złe nastroje sprzed weekendu, może też dać iskrę nadziei co do dalszej serii podwyżek stóp. Na co zdecyduje się szefowa Fed, nie wiadomo. Rynek prawdopodobnie przesadził z pesymizmem pozbywając się dolara, ale z drugiej strony przez dłuższy czas był też nadmiernie optymistyczny. Cena za nadmierną euforię może okazać się wysoka.

Poniedziałek – poza wystąpieniem Janet Yellen – nie ma zbyt wiele do zaoferowania. W USA pojawi się dzisiaj wskaźnik rynku pracy za maj. W normalnych okolicznościach nie miałby on większego znaczenia, ale w obecnej sytuacji także i on nie przejdzie bez echa. Wydawało się, że sektor zatrudnienia w Ameryce jest już w pełni przewidywalny, a okazało się, że ma jednak wiele niewiadomych. Ciekawe, czy podobne niespodzianki pojawią się również na innych rynkach?

Wart uwagi jest dzisiaj indeksy Sentix dla strefy euro. W dalszym ciągu trudne chwile przeżywa funt, który nie radzi sobie z serią sondaży dających lekką przewagę zwolennikom Brexitu. Na razie jednak przewaga jest niewielka, mieszcząca się w granicach błędu statystycznego, więc szterling być może słabnie ponad miarę. Nastroje mogą się zmienić, gdy proporcje się odwrócą. Ale czy tak się stanie, nie wiadomo. Na zmianę nastrojów jest już coraz mniej czasu.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

BossaFX: Dolar próbuje się stabillizować po silnych spadkach

Kluczowe informacje z rynków:

  • Chiny: Ludowy Bank Chin ustalił średni kurs USD/CNY na poziomie 6,5497 wobec 6,5793 w piątek. Podczas amerykańsko-chińskich dwustronnych rozmów na szczycie w Pekinie dyskutowano głównie nt. napiętej sytuacji na Morzu Południowochińskim. Niemniej sekretarz skarbu USA Jack Lew odnotował, że strona chińska poczyniła duże postępy w temacie bardziej otwartego kursu walutowego, chociaż stwierdził, że Ludowy Bank Chin powinien lepiej komunikować swoje plany, aby uniknąć sytuacji, jaka miała miejsce w sierpniu ub.r. (silne osłabienie CNY).
  • Japonia: Szef gabinetu premiera Suga, oraz przedstawiciel resortu finansów odpowiedzialny za kwestie walutowe (Asakawa) przyznali, że władze uważnie monitorują sytuację na rynku walutowym, powtarzając jednocześnie, że nadmierne wahania są niepożądane.
  • Wielka Brytania: Na rynek spłynęły kolejne sondaże dotyczące referendum zaplanowanego na 23 czerwca. Według Opinium 41 proc. chciałoby wyjścia z UE, a 43 proc. pozostania. Ale już TNS daje 43 proc. na Brexit i 41 proc. za pozostaniem, a YouGov aż 45 proc. dla przeciwników UE, wobec 41 proc. chcących utrzymania status quo. Wymowna jest ankieta przeprowadzona wśród czytelników Daily Telegraph, gdzie aż 69 proc. zagłosowałoby za Brexitem.
  • USA: Zdaniem opiniotwórczego Jona Hilsenratha z Wall Street Journal o ile temat podwyżki stóp przez FED w czerwcu nie będzie podejmowany, to lipiec nadal jest możliwym terminem, chociaż prawdopodobieństwo potencjalnego ruchu spadło. Zdaniem Erica Rosengrena z oddziału FED w Bostonie majowe dane z rynku pracy rozczarowały, ale nie jest to powód, aby rezygnować z potencjalnego zacieśnienia polityki w tym roku. W podobnym tonie wypowiadał się też Charles Evans z Chicago.

Naszym zdaniem: Członkowie FED nie mają teraz łatwego zadania. Majowe odczyty Departamentu Pracy, jakie poznaliśmy w miniony piątek były fatalne i w zasadzie odsuwają na dłużej temat zacieśnienia polityki, o ile nie nałożą się na to czynniki zewnętrzne (Brexit, czy też sytuacja w Chinach). Słowa Erica Rosengrena z Bostonu, który ma w tym roku prawo głosu FOMC można potraktować, jako element budowania scenariusza pod zacieśnienie w lipcu, choć wydaje się, że bardziej rozsądnym terminem byłby tu wrzesień, o ile oczywiście FED nie zaprezentuje bardziej „jastrzębich” perspektyw makro na posiedzeniu w połowie czerwca – szczególną uwagę skupi na sobie tzw. wykres pl-dot obrazujący oczekiwania członków FED dotyczące podwyżek stóp procentowych. Z tego właśnie powodu nie należy zupełnie ignorować faktu posiedzenia FED 15 czerwca.

Wykres koszyka dolarowego BOSSA USD pokazuje „ogrom zniszczeń” jaki dokonał się w piątek. Zatrzymaliśmy się przed wsparciem w okolicach 79,30 pkt., które może stwarzać preteksty do odbicia dolara w kolejnych dniach. Nie wydaje się jednak, aby rynek miał siłę powrócić ponad poziom 80 pkt. Dzisiaj wieczorem o godz. 18:30 mamy wystąpienie szefowej FED na konferencji w Filadelfii. Do tej pory to ona była najbardziej ostrożna w swoich wypowiedziach – wprawdzie mówiła o tym, że FED jest bliżej, niż dalej kolejnej podwyżki stóp, ale unikała precyzowania terminów. To na co rynek zwróci dzisiaj uwagę, to jej opinia nt. stanu i perspektyw gospodarki w kontekście słabych danych z rynku pracy, ale i też niepokojących odczytów indeksu ISM. W całym tym zamieszaniu warto też pamiętać o jednym – w interesie FED nie jest to, aby oczekiwania rynku dotyczące potencjalnych ruchów banku centralnego były nadmiernie odchylone czy to w jedną, czy to w drugą stronę. Tymczasem od piątku inwestorzy znów przestają wierzyć w możliwości FED…

BOSSAUSDWeekly.png

Wykres tygodniowy BOSSA USD

Na ujęciu EUR/USD zbliżyliśmy się do oporu przy 1,1376, który jest oparty o dawny szczyt z lutego b.r. Może być to baza do ewentualnej korekty, której zasięg można szacować na 1,1270-1,1300.

EURUSDWeekly.png

Wykres tygodniowy EUR/USD

Ogromną zmienność mamy ostatnio na GBP/USD. Słabość funta dzisiaj rano to efekt obaw związanych z ewentualnym Brexitem (sondaże), chociaż zwolennicy pozostania we Wspólnocie zwierają szynki – brytyjskie związki zawodowe operujące w sektorze handlu wezwały 6 mln swoich członków do wzięcia udziału w referendum i opowiedzenia się za Unią Europejską. Nie zmienia to faktu, że im bliżej będzie 23 czerwca, tym bardziej może być nerwowo.

Na dziennym układzie GBP/USD widać, że odbiliśmy się rano od okolic wsparć, jakie miały miejsce w połowie maja b.r. O wiele istotniejsza wydaje się być jednak linia trendu wzrostowego oparta o minima z lutego i kwietnia b.r., która przebiega przy 1,4285.

GBPUSDDaily.png

Wykres dzienny GBP/USD

Źródło: BossaFX

Zmiana nastrojów na rynkach

Piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy wywróciły do góry nogami rynki finansowe. Balon strachu przed podwyżkami stóp procentowych w USA, jaki był pompowany od ostatnich „minutek” Fed, w jednej chwili pękł. Na efekty, zwłaszcza na rynku walutowym, nie trzeba było długo czekać.

Miesięczne dane z rynku pracy w USA od lat są uważnie obserwowane przez inwestorów, ale już dawno nie wzbudziły tak dużych emocji na rynkach jak w ostatni piątek. Wówczas okazało się, że w maju zatrudnienie w sektorze pozarolniczym wzrosło jedynie o 38 tys., podczas gdy oczekiwano wyniku na poziomie 161 tys. Dodatkowo dane kwietniowe zostały zrewidowane w dół do 123 tys. z szacowanych wcześniej 160 tys. Pomijając czynniki jednorazowe (strajk w Verizon) dane pokazują odłożony w czasie efekt wyhamowania wzrostu gospodarczego w I kwartale. Z punktu widzenia rynków finansowy oznaczają zaś przesunięcie w czasie decyzji o ewentualnej podwyżce stóp procentowych przez Fed. Tym samym pompowany od ostatnich „minutek” balon oczekiwań co do możliwego zaostrzenia polityki monetarnej jeszcze latem (ale nie w czerwcu), w jednej chwili pękł. Nie zdołały temu zapobiec nawet bardzo dobre dane nt. bezrobocia w USA, które nieoczekiwanie spadło w maju do 4,7% z 5% w kwietniu, podczas gdy oczekiwano spadku jedynie do 4,9%. Interpretowano je jako efekt wypadnięcia z rynku pracy kolejnej rzeszy Amerykanów, którzy przez to nie są zliczani w statystykach.

To odsunięcie w czasie oczekiwań na podwyżkę stóp procentowych natychmiast znalazło odzwierciedlenie na rynkach finansowych. Głównie na rynku walutowym. Dolar gwałtownie potaniał. Kurs EUR/USD, który jeszcze na początku poprzedniego tygodnia zszedł poniżej 1,11, wystrzelił do 1,1355 w piątek na zamknięciu. Dolar osłabił się też do innych walut. W tym do złotego. Notowania USD/PLN, które jeszcze w końcówce maja prężnie zmierzały do 4 zł, załamały się i obecnie za „zielonego” trzeba zapłacić 3,8620 zł. W obu przypadkach doszło do zmiany układu sił na wykresach, co może sugerować kontynuację tendencji z piątku w kolejnych dniach. Szczególnie, gdyby ze strony członków Fed pojawiły się głosy, że piątkowe dane mocno zaciążą na ich przyszłych decyzjach. W szczególności inwestorzy będą wsłuchiwać się w to, co dziś do powiedzenia będzie miała Janet Yellen, która będzie przemawiała w Filadelfii na tematy gospodarcze oraz związane z polityką monetarną podczas spotkania zorganizowanego przez World Affairs Council of Philadelphia. Wystąpienie Yellen zaplanowane jest na godzinę 18:30 polskiego czasu.

Wspomniane wystąpienie szefowej Fed jest jedynym wartym dziś uwagi wydarzeniem rynkowym. Dlatego na rynku walutowym można oczekiwać spokojnego handlu w oczekiwaniu na słowa Yellen i ewentualnego skoku zmienności później. Jeżeli tylko Yellen nie zaskoczy to tydzień upłynie pod znakiem słabszego dolara.

Poniedziałek jest dość reprezentatywny dla całego tygodnia. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o kalendarium wydarzeń makroekonomicznych, które potencjalnie mogą nadać rynkom nowej dynamiki. Po prostu brakuje takich wydarzeń. W centrum uwagi znajdą się jedynie wystąpienia członków Fed, a także dane makroekonomiczne z Chin. Dla rynku funta zaś istotne będą nowe sondaże ws. pozostania lub wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Inne publikacje będą ignorowane. Dlatego też zapowiada się raczej spokojny tydzień. Przynajmniej w teorii.

Euro 2016

W najbliższy piątek rozpoczynają się we Francji Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej (EURO 2016). Nie sposób nie wspomnieć o nich w kontekście rynków finansowych. Niestety głównie z uwagi na potencjalne zagrożenie zamachami terrorystycznymi. Łatwo sobie wyobrazić jak mocno nastroje inwestorów popsułby ewentualnych zamach, zwiększając automatycznie awersję do ryzyka na rynkach. Wówczas sprzedawane byłoby euro, europejskie akcje i inne ryzykowne aktywa (np. złoty). Kupowany zaś byłby szwajcarski frank, japoński jen, amerykański dolar oraz obligacje Niemiec i USA. Mistrzostwa będą miały też jeszcze inny wymiar. Można oczekiwać, że na europejskich giełdach w tym czasie spadną obroty.

Marcin Kiepas
Główny Analityk Admiral Markets

BossaFX: Uspokojenie po dynamicznej zwyżce cen złota

Piątek był nerwowym dniem na rynkach walutowych i surowcowych, głównie za sprawą zaskakująco słabych danych z amerykańskiego rynku pracy. Po ich publikacji wartość amerykańskiego dolara tąpnęła, co pociągnęło w górę notowania złota.

Dzisiaj rano na rynku żółtego kruszcu jest spokojniej. Notowania złota rozpoczęły tydzień zwyżką, ale szybko strona podażowa przejęła inicjatywę i obecnie notowania tego kruszcu delikatnie korygują piątkowy wzrostowy ruch. Nie zmienia to jednak faktu, że słabe dane z USA ostudziły nadzieje inwestorów na rychłe podwyżki stóp procentowych w tym kraju. W obliczu niepewności dotyczących dalszych działań Fed, inwestorzy dzisiaj wypatrują przede wszystkim tego, jak ostatnie dane skomentuje szefowa Fed, Janet Yellen, która ma przemawiać publicznie dzisiaj o 18.30 polskiego czasu. Jeśli jej jastrzębie podejście nie zostanie zachwiane, to będzie to oznaczało ruch cen złota w dół.

FGOLDDaily_6.06.png

Notowania złota – dane dzienne

Źródło: BossaFX
autor: Dorota Sierakowska

BossaFX: Cena ropy wsparta doniesieniami z Nigerii

Notowania amerykańskiej ropy naftowej w drugiej połowie minionego tygodnia poruszały się w konsolidacji w okolicach 49 USD za baryłkę. Dzisiaj rano nie jest inaczej – cena ropy WTI wciąż utrzymuje się w tym wąskim ruchu bocznym. Od góry ograniczają ją poziomy oporu w okolicach 49,30 USD za baryłkę oraz oczywiście 50 USD za baryłkę. Z kolei wsparciem są zaburzenia produkcji ropy naftowej w kilku krajach, m.in. w Nigerii.

Nigeria to największy producent ropy naftowej na kontynencie afrykańskim, liczący się także na arenie międzynarodowej. Jednocześnie, jest to kraj niestabilny politycznie, w którym ataki na naftową infrastrukturę nie są rzadkością. W ostatnich tygodniach nastąpiło kilka ataków lokalnych bojówek na tamtejsze kluczowe ropociągi, co poskutkowało spadkiem produkcji i eksportu ropy naftowej. W krótkim czasie tamtejsze wydobycie ropy spadło do jedynie 800 tysięcy baryłek ropy naftowej dziennie, podczas gdy wcześniej przekraczało 2 mln baryłek dziennie – to oznacza najniższą produkcję od ponad dwudziestu lat. Zmilitaryzowana grupa, która przyznała się do ostatnich trzech ataków, zapowiedziała, że jej celem jest całkowity paraliż nigeryjskiego przemysłu naftowego i spadek produkcji do zera.

Obecnie sytuacja na tym rynku nie jest jednak tragiczna – produkcja przekroczyła milion baryłek dziennie, a eksport wzrósł. Jednak aktywność tamtejszych bojówek będzie kładła się cieniem na cały ten przemysł jeszcze przez długi czas. To zaś może przyczyniać się do presji popytowej na cenę ropy – niemniej, jej efekt powinien być tylko krótkoterminowy, a na rynku ropy naftowej możemy niedługo zobaczyć korektę niedawnych wzrostów.

FOILDaily_6.06.png

Notowania ropy naftowej WTI – dane dzienne

autor: Dorota Sierakowska
Źródło: BossaFX

Warszawa przyciąga międzynarodowych inwestorów pomimo projektów w trakcie budowy i presji wywieranej na czynsze

15% wzrost r/r odnotowany w I kw 2016 r. w odniesieniu do wolumenu przeprowadzonych transakcji inwestycyjnych oznacza, iż apetyt na nieruchomości komercyjne na polskim rynku utrzymuje się na wysokim poziomie. Wartość transakcji sfinalizowanych w I kw 2016 r. osiągnęła poziom ponad 500 mln EUR. Zachęceni pozytywnymi wskaźnikami dla rynków powierzchni biurowych w największych aglomeracjach inwestorzy kontynuowali podbój rynków regionalnych. Stopy kapitalizacji dla nieruchomości najwyższej jakości we wszystkich sektorach utrzymały się na stałym poziomie, jednakże powiększa się rozdźwięk w odniesieniu do stóp kapitalizacji aktywów drugorzędnych.

Równocześnie został potwierdzony apetyt międzynarodowego kapitału na warszawskie obiekty biurowe klasy A z przeznaczeniem dla zróżnicowanych najemców,  niekoniecznie zlokalizowane w centrum miasta – mówi Piotr Goździewicz, Dyrektor, BNP Paribas Real Estate, Rynki Kapitałowe, Europa Środkowo – Wschodnia, dodając: Spółka Yareal, reprezentowana przez wyłącznego agenta BNP Paribas Real Estate Poland, sfinalizowała właśnie transakcję sprzedaży swojego prestiżowego kompleksu biurowego klasy A położonego przy Alejach Jerozolimskich w południowo-zachodniej dzielnicy biznesowej Warszawy.

Zainteresowanie inwestorów Polską utrzymuje się na wysokim poziomie i  jest wspierane dużą dostępnością produktów finansowania dłużnego – dodaje Rafał Proczek, Konsultant, BNP Paribas Real Estate, Rynki Kapitałowe, Europa Środkowo – Wschodnia.

Polski rynek inwestycyjny odnotował mocny początek roku. Wartość czterech największych transakcji stanowiła w sumie 50% wolumenu wszystkich transakcji. Jeżeli chodzi o samych graczy na rynku, najaktywniejszą grupą były fundusze amerykańskie z 27% udziałem w rynku, za którymi uplasowali się inwestorzy z Polski i Wielkiej Brytanii z udziałem w rynku wynoszącym ok. 19% dla każdej z tych dwóch grup. Warszawski rynek powierzchni biurowych i handlowych odnotował niewielkie obniżenie stóp zwrotu z aktywów najwyższej jakości, które obecnie kształtują się na poziomie nieco poniżej 5,50%.

Dostępność kapitału własnego oraz dłużnego utrzymuje się na wysokim poziomie. Wzrost marży instytucji kredytowych o średnio 50 punktów bazowych powiązany jest z nowym podatkiem bankowym i przełoży się również na wyższe oczekiwania co do stóp kapitalizacji po stronie podmiotów, które wspierają swoje akwizycje finansowaniem bankowym –  mówi Piotr Goździewicz, Dyrektor, BNP Paribas Real Estate, Europa Środkowo – Wschodnia.

Znów ciekawie w USA

Weekendowe referendum w Szwajcarii zgodnie z oczekiwaniami pokazało dojrzałość tamtejszego podejścia do demokracji. Słabe dane z amerykańskiego rynku pracy osłabiają dolara i odsuwają podwyżkę stóp procentowych w czasie.

W weekend zgodnie z oczekiwaniami Szwajcarzy pokazali na czym polega odpowiedzialna demokracja. Obywatele zagłosowali właśnie przeciwko ogólnokrajowemu dochodowi podstawowemu. Byłaby to danina, którą uzyskiwałby każdy obywatel. 78% Szwajcarów dało się przekonać, że budżet nie jest z gumy i te pieniądze będzie trzeba skądś wziąć. Dlatego zagłosowali przeciw. Są to co prawda dopiero sondażowe dane z 19 kantonów, ale w takiej proporcji o ogólny wynik można być już spokojnym. Rynek podszedł do tematu ostrożnie i na piątkowym zamknięciu było widać dużą ostrożność inwestorów przed zawieraniem pozycji we franku.

Na szczególną uwagę zasługują piątkowe dane z USA. O ile dane na temat handlu zagranicznego były korzystne (spadek nadwyżki importu nad eksportem), o tyle sytuacja na rynku pracy wypadła słabo. Co prawda oficjalna stopa bezrobocia spadła do dawno niewidzianej wartości 4,7% jednakże problemem okazały się zmiany zatrudnienia. W sektorze pozarolniczym było to 38 tysięcy wobec oczekiwanych 161 tysięcy, a w sektorze prywatnym wynik wyniósł zaledwie 25 tysięcy wobec oczekiwanych 154 tysięcy. Jak zareagowały rynki? Najważniejsza była reakcja na EUR/USD. Główna para walutowa podrożała z 1,11600 na 1,13400. Co to oznaczało dla złotówki? W ciągu niecałej godziny dolar staniał o 7 groszy.

W tym samym czasie euro niemal nie drgnęło, podobnie frank. Zjawisko to jest bardzo częste, gdyż polska gospodarka jest znacznie silniej powiązana ze strefą euro niż z USA.

Półtorej godziny później, o godz. 16:00, opublikowano zamówienia na dobra. Były one niemal zupełnie zgodne z oczekiwaniami. W rezultacie nie wpłynęły znacząco na rynek, na którym wciąż tematem numer jeden były zmiany zatrudnienia w USA. Dlaczego parametr ten jest taki ważny? To dane przewidujące przyszłą kondycję rynku pracy. Jeżeli teraz widzimy mniej tworzących się stanowisk, to zaraz przełoży się to na stopę bezrobocia. Oczywiście, jest to tylko jedna ze składowych, ale sygnały wynikające z tego wskaźnika wyprzedzają inne. Sytuację dolara poprawiły trochę poranne dane z Niemiec. Zamówienia w przemyśle w ujęciu miesięcznym spadły o 2% przy oczekiwanym spadku o 0,5%.

Dzisiaj dzień wolny w Szwecji i Nowej Zelandii. W kalendarzu nie ma istotnych publikacji danych makroekonomicznych, aczkolwiek warto zwrócić uwagę na wystąpienie Janet Yellen o godzinie 18:30. Inwestorzy z uwagą słuchają szefowej FED, gdyż po ostatnich danych znów zaczęły spadać szansę na kolejne podwyżki stóp procentowych. Rynek wycenia czerwcową podwyżkę poniżej 4% prawdopodobieństwa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

W I kwartale 2016r. 27% rezerwacji podróży na całym świecie zostało dokonanych przy użyciu smartfonów i tabletów

Criteo (NASDAQ: CRTO), firma technologiczna zajmująca się marketingiem efektywnościowym, opublikowała raport Travel Flash, przedstawiający najnowsze trendy na rynku podróżniczym. Raport prezentuje wnioski wynikające z analizy rezerwacji dokonanych u dostawców usług turystycznych i biur podróży na całym świecie, od początku 2015 roku.  

Podczas gdy cała branża turystyczna szybko przystosowuje się do korzystania z urządzeń mobilnych, Criteo analizuje miliony rezerwacji online każdego dnia, na każdym urządzeniu. W najnowszym badaniu firma przeanalizowała udział rezerwacji na urządzeniach mobilnych, rolę aplikacji w planowaniu podróży i zakupie dodatkowych usług oraz zachowania i preferencje użytkowników dotyczące rezerwacji podróży. Oto kluczowe wnioski raportu:

Rezerwacje przy użyciu urządzeń mobilnych są coraz bardziej popularne

W Q1 2016 roku 27% rezerwacji podróży na całym świecie zostało dokonanych przy użyciu smartfonów i tabletów. W Europie najwięcej rezerwacji za pomocą urządzeń mobilnych wykonano w Wielkiej Brytanii (28%), Włoszech (26%), Holandii (23%), Francji (22%) i Niemczech (15%). Światowym liderem w liczbie rezerwacji z poziomu smartfona lub tabletu w Q1 2016 była Australia, z wynikiem 32%.

W Polsce w Q1 2016 udział transakcji mobilnych w całkowitej sprzedaży online wyniósł 20% dla branży travel – dla porównania: dla branży retail wskaźnik ten wyniósł 15%. Większość, bo aż 63% transakcji mobilnych, zostało dokonanych w systemie Android.

Rezerwacje mobilne podlegają również istotnym sezonowym zmianom. Na przykład w Stanach Zjednoczonych, ich udział w 2015 roku wzrósł o 21% w okresie od kwietnia do lipca. Taki sam trend przewiduje się na nadchodzący sezon letni.

Aplikacje ważniejsze niż kiedykolwiek wcześniej

Dzięki inwestycji w śledzenie zachowań użytkowników w aplikacjach  i odpowiednim działaniom reklamowym, zaangażowani reklamodawcy obserwują wzrost liczby rezerwacji z poziomu aplikacji. W Q1 2016 w ujęciu globalnym aplikacje wygenerowały 57% rezerwacji mobilnych, co stanowi wzrost o 40% w stosunku do Q3 2015. W sumie liczba rezerwacji w aplikacjach wzrosła o 3 punkty w ciągu zaledwie 90 dni i 40 punktów w 18 miesięcy.

Smartfony zmieniają reguły gry – szczególnie w przypadku firm pośredniczących w rezerwacjach online (OTA)[1]

W kilku podkategoriach, mobilne rezerwacje zostały zdominowane przez smartfony. W amerykańskich OTAs w Q1 2016 aż 81% mobilnych rezerwacji hotelowych i 53% mobilnych rezerwacji lotów zostało wykonanych z poziomu smartfona. W Polsce smartfon jest również bardziej popularnym narzędziem zakupowym niż tablet – w minionym kwartale wygenerował aż 74% wszystkich transakcji mobilnych.

Co więcej, smartfony sprzyjają rezerwacjom last minute: w marcu 2016 roku 60% rezerwacji last minute w biurach podróży online w USA zostało wykonanych z poziomu smartfona, a całościowy udział urządzeń mobilnych w rezerwacjach last minute wyniósł 67%.

Ponad połowa rezerwacji podróży w USA jest wykonywana za pomocą  urządzeń mobilnych lub przy użyciu wielu urządzeń

 

Ten wynik pokazuje, jak ważne dla reklamodawców w branży podróżniczej jest śledzenie zachowań użytkowników na różnych urządzeniach. Bez takiego monitoringu nie można właściwie odczytać ścieżki zakupowej klienta, ani zrozumieć jego intencji zakupowych.

Z drugiej strony, sprzedawcy którzy są w stanie uzyskać całkowity obraz zachowania użytkowników w sieci mogą lepiej dostosować personalizowane reklamy, zaproponować bardziej adekwatne rekomendacje produktów, zoptymalizować wydajność kreacji i wygenerować wyższy zwrot z inwestycji (ROI).

Pełna wersja raportu Travel Flash jest dostępna na stronie: http://www.criteo.com/media/4290/travel-report-q2-2016-pdf.pdf

[1] OTA – Online Travel Agency

Spadek zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych przyczyną wzrostu cen złota

  • Zaskakująco słaby raport w sprawie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym uzasadnił ostatnie zakupy złota
  • Cena ropy ustabilizowała się w okolicach poziomu 50 USD za baryłkę
  • Trwa wzrost w sektorze rolnym

Ceny surowców w dalszym ciągu idą w górę, a indeks towarowy Bloomberg osiągnął siedmiomiesięczne maksimum. W ujęciu technicznym na indeksie tym, prezentującym wyniki 22 głównych surowców w proporcjonalnym podziale na trzy sektory: energii, metali i produkcji rolnej, ponownie zapanowała hossa. Nastąpiło to po wzroście o ponad 20% z poziomu siedemnastoletnich minimów odnotowanych w styczniu tego roku.

Podczas gdy rynki ropy ustabilizowały się w okolicach 50 USD za baryłkę, a metale szlachetne podjęły próbę umocnienia po pozytywnym impulsie w postaci bardzo słabego raportu w sprawie zatrudnienia w Stanach Zjednoczonych, sektor rolny w dalszym ciągu idzie w górę. Od czasu minimum z marca, sektor ten zyskał 22%, przede wszystkim ze względu na mocne wyniki cukru, a w szczególności soi.

Śruta sojowa utrzymuje się w czołówce po wzroście o ponad 60% w tym okresie po tym, jak powódź w Argentynie, a obecnie również i zagrożenie suszą w Stanach Zjednoczonych przyczyniły się do wzrostu obaw o podaż.

Doskonałe wyniki odnotowuje gaz ziemny, który osiągnął dwucyfrowy wzrost. Prognozy dotyczące temperatur powyżej średniej w środkowych Stanach Zjednoczonych i na wybrzeżu Zatoki Meksykańskiej w ciągu najbliższych kilku tygodni przyczyniły się do umocnienia nie tylko cen zbóż, ale również gazu ziemnego. Rosnąca temperatura zwiększa popyt na chłodzenie, a tym samym na gaz. Wzrost popytu pojawił się w kluczowym momencie, ponieważ obawy o zapełnienie magazynów w październiku spowodowały, że ceny znalazły się pod presją.

Trwa spadek cen rudy żelaza. Przełamanie poziomu 50 USD za tonę spowodowane było obawami, że wzrost podaży ze strony producentów niskokosztowych, w szczególności w Australii, nie spotka się z wystarczającym popytem. Po osiągnięciu wierzchołka powyżej 70 USD w okresie rozrastania się chińskiej bańki spekulacyjnej w kwietniu obecnie istnieje ryzyko, że cały wygenerowany w tym roku wzrost – ponad 43,5 USD – zostanie zniwelowany.

Powrót harmonii wśród krajów OPEC – na razie

Na 169. szczycie Organizacji Krajów Eksportujących Ropę Naftową (OPEC) nie pojawiły się zwykłe różnice zdań, do których już się przyzwyczailiśmy. Nie zrealizowano szeroko omawianej przed rozpoczęciem szczytu zapowiedzi ustanowienia nowego limitu produkcji. Biorąc jednak pod uwagę, że rynek znajdował się już na dobrej drodze do przywrócenia równowagi, podczas szczytu nie było konieczne podejmowanie żadnych nowych inicjatyw.

Zamiast tego nowy saudyjski minister ds. energii, Chalid al-Fatih, z powodzeniem zaangażował się w działania z zakresu public relations. Dzięki temu udało się pozyskać kilku znajdujących się pod presją producentów, oczekujących nowych inicjatyw, które jeszcze bardziej wywindowałyby ceny. Ponieważ proces przywracania równowagi był już w toku dzięki w znacznej mierze wymuszonym zakłóceniom podaży i zahamowaniu wydobycia przez producentów wysokokosztowych spoza OPEC, nie był to właściwy moment na podejmowanie jakichkolwiek przełomowych decyzji.

Saudowie mogą ogłosić sukces strategii zwiększania wydobycia przy równoczesnym zbijaniu cen, biorąc pod uwagę, że wcześniejszy podział rynku został przywrócony. Redukcja wydatków kapitałowych rzędu miliardów dolarów przez największych potentatów naftowych na całym świecie przyczyni się do wsparcia wzrostu cen ropy w nadchodzących latach i do ich ustabilizowania w perspektywie długoterminowej. Ma to na celu przyciągnięcie nowych inwestycji, bez których pod koniec dekady mogłyby nastąpić niedobory.

Zanim jednak do tego dojdzie, nadwyżka światowej podaży w postaci ponad miliarda baryłek oraz przewidywane wznowienie dostaw z Kanady i Nigerii utrudnią w najbliższym czasie rajd cen ropy. Wzmożona działalność amerykańskich producentów wysokokosztowych (ropa z łupków) w zakresie zabezpieczania pozycji wskazuje, że wzrost cen ropy znacznie powyżej 50 USD mógłby zagrozić inicjatywom mającym na celu przywrócenie równowagi na rynku. Wynika to z faktu, iż wzrosłoby prawdopodobieństwo zahamowania lub wręcz odwrócenia procesu zmniejszania produkcji w Stanach Zjednoczonych.

Iran za swój długoterminowy cel przyjął produkcję 4,6 mln baryłek dziennie, w porównaniu z 3,5 mln baryłek dziennie w kwietniu i zaledwie 2,8 mln w latach obowiązywania sankcji. Tego rodzaju zapowiedź podczas któregokolwiek z wcześniejszych szczytów mogłaby wywołać lawinę odwetowych gróźb podwyżek ze strony Arabii Saudyjskiej – jednak nie tym razem. Al-Chalid obiecał wręcz, że nie dopuści do wstrząsu na rynkach ropy. Najprawdopodobniej jest świadomy, że to nowe poczucie solidarności może równie szybko zostać naruszone, jeżeli cena ropy spadnie.

Szacuje się, że w kwietniu produkcja OPEC wyniosła 33,2 mln baryłek dziennie, o 1,7 mln więcej, niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Działania na rzecz przywrócenia równowagi na rynku uzależnione są zatem od wzrostu popytu i zmniejszania podaży przez producentów spoza OPEC, przede wszystkim w Ameryce Północnej.

Mimo iż rynki ropy w ciągu ostatnich kilku tygodni były stosunkowo spokojne, nadal widzimy rosnące zapotrzebowanie na ochronę przed spadkiem za pośrednictwem rynku opcji. Rośnie różnica pomiędzy cenami opcji sprzedaży i opcji kupna, przez co krzywa zmienności przechyla się w stronę tych pierwszych.

W perspektywie krótkoterminowej zarówno ceny ropy WTI, jak i ropy Brent pozostaną w stabilnym przedziale pomiędzy 45 a 50 USD. W efekcie ryzyko krótkoterminowe jest spadkowe, ponieważ stabilizacja produkcji w Stanach Zjednoczonych i wznowienie dostaw po wspomnianych powyżej zakłóceniach podaży może spowodować redukcję spekulacyjnych pozycji przez fundusze hedgingowe i innych inwestorów spekulacyjnych.

Złoto zyskuje na wartości po zaskakującym raporcie NFP

W maju miesięczne tempo tworzenia nowych miejsc pracy w Stanach Zjednoczonych spadło do zaledwie 38 000 w porównaniu z przewidywanym wzrostem o 160 000. Był to najniższy miesięczny odczyt od kwietnia 2011 r. i poza tym, że odsunął on w czasie czerwcową, a może nawet i lipcową podwyżkę stóp procentowych, spowodował również, że właściciele długich pozycji dolarowych zaczęli szukać zabezpieczenia.

Mocniejszy dolar i obawy przed podwyżką stóp amerykańskich to główne przyczyny spadków na rynku metali szlachetnych w ubiegłym miesiącu. Po tej publikacji niektórzy z traderów przewidują, że Federalny Komitet Otwartego Rynku może odłożyć podwyżkę stóp na koniec 2016 r.

Przez cały maj złoto odnotowywało słabe wyniki i zniwelowało nieco ponad jedną trzecią wzrostu osiągniętego w okresie od minimów z grudnia ubiegłego roku do 3 maja. Ta korekta w dół o niemal 8% wynikała przede wszystkim ze zmiany oczekiwań dotyczących terminu i skali podwyżki amerykańskich stóp procentowych.

Opublikowany w piątek raport w sprawie zatrudnienia utwierdził w przekonaniu o własnej słuszności tych z inwestorów, którzy kontynuowali skup złota w okresie spadku cen. Podczas gdy fundusze hedgingowe w maju redukowały swoje pozycje, inna grupa inwestorów przyjęła dokładnie odwrotną strategię: inwestujący w fundusze notowane na giełdzie przez cały maj konsekwentnie kupowali złoto. Dlatego – jak donosi agencja Bloomberg – mimo iż cena złota spadła, wolumen w posiadaniu inwestorów ogółem wzrósł o 88 ton, tj. o 5%, do poziomu dwuipółletniego maksimum.

Trend kupowania na fali spadków w pierwszych dniach sesji w czerwcu regularnie się powtarzał. Wskazuje to, że inwestorzy długoterminowi, którzy są mniej wrażliwi na zmiany cen, w dalszym ciągu koncentrują się na innych czynnikach kształtujących ceny złota, niż amerykańskie stopy procentowe i kursy walutowe.

Naszym zdaniem głównym czynnikiem rajdu metali szlachetnych na początku tego roku był stały spadek liczby obligacji rządowych o dodatniej rentowności. W efekcie luzowania ilościowego przez Europejski Bank Centralny i Bank Japonii – a to jedynie dwa największe banki centralne, które wdrażały tę inicjatywę – rentowność wartych biliony dolarów obligacji osiągnęła wartości ujemne.

Według agencji ratingowej Fitch, po raz pierwszy w historii wartość obligacji rządowych o ujemnej rentowności przekroczyła 10 bln USD. Z kolei według artykułu w Financial Times, liczba obligacji rządowych o rentowności poniżej zera w maju wzrosła o 5%. Coraz trudniej jest znaleźć wysokiej jakości obligacje oferujące realną rentowność, przez co zarządzający środkami pieniężnymi na całym świecie szukają innych bezpiecznych alternatyw.

W naszej opinii zmiany te są i będą główną przyczyną utrzymującego się zdecydowanego popytu na złoto.

Z perspektywy technicznej, złoto znalazło dotychczas wsparcie na poziomie 1 205 USD za uncję; jest to pierwszy kluczowy poziom wsparcia poprzedzający poziomy 1 175 i 1 145 USD. Tymczasem wybicie ponownie powyżej 1 240 USD za uncję mogłoby stanowić pierwszy znak – lub potwierdzenie – że ustanowiono dno przedziału. Poziomy te opierają się na zniesieniach Fibonacciego, które w ostatnich tygodniach i miesiącach okazywały się trafnym wskaźnikiem cen.

W momencie opracowywania niniejszego artykułu złoto testowało wspomniany powyżej poziom 1 240 USD, powyżej którego spodziewamy się wznowienia zleceń kupna przez krótkoterminowych traderów taktycznych, takich jak fundusze hedgingowe.

Ole Hansen, szef działu strategii rynków towarowych, Saxo Bank

Konto oszczędnościowe rządzi

Tylko 1 proc. depozytów ma termin zapadalności dłuższy niż 2 lata. 40 proc. oszczędności trzymamy na rachunkach bieżących. To niezdrowa struktura patrząc przez pryzmat akumulacji kapitału krajowego i inwestycji. Z drugiej strony przywiązanie Polaków do „krótkich” lokat wynika z łatwego dostępu do zgromadzonych środków. I dobrego oprocentowania.

Konrad Grzelec, BGŻOptima
Konrad Grzelec, BGŻOptima

Odbudowa oszczędności długoterminowych jest jednym z filarów tzw. „planu Morawieckiego”, rządowego programu rozwoju gospodarczego, zakładającego akumulację kapitału krajowego, który ma być podstawą do realizacji inwestycji. Nie będzie to zadanie łatwe, ponieważ Polacy są przyzwyczajeni do lokowania oszczędności w „krótkie” depozyty, maksymalnie z rocznym terminem zapadalności. Z danych NBP wynika, że tylko 1 proc. z 621 mld zł spoczywających na detalicznych lokatach została powierzona bankom na dłużej niż dwa lata. Depozytów 24 miesięcznych w systemie jest zaledwie 5 proc. Więcej jest rocznych – 17 proc. W strukturze depozytów bankowych dominują rachunki bieżące, w ogóle nieoprocentowane lub dające odsetki na absolutnie minimalnym poziomie. Trzymamy na nich aż 40 proc. oszczędności.

Wśród produktów terminowych dominują depozyty trzymiesięczne. Tu spoczywa co piąta odłożona złotówka (20 proc.). 13 proc. oszczędności ma termin zapadalności po upływie sześciu miesięcy od założenia lokaty.

Cztery lata życia ponad stan

Od kilku lat struktura portfela depozytowego w Polsce tylko nieznacznie się zmienia. Lokaty terminowe stanowią w nim około 18 proc. Maleje natomiast skłonność do oszczędzania, i to pomimo systematycznej poprawy sytuacji finansowej. Według danych OECD, w latach 2011-14 stopa oszczędności gospodarstw domowych w Polsce była ujemna w relacji do dochodu rozporządzalnego. Oznacza to, że wydawaliśmy wszystkie wolne środki i dodatkowo musieliśmy się jeszcze zadłużyć. W całej Unii Europejskiej ponad stan żyli jeszcze w 2014 r. Duńczycy (-2,76 proc.), Finowie (-0,20 proc.), Grecy (aż -17,28 proc., a trzeba dodać, że Grecja przejada oszczędności już od 2005 r.), Irlandczycy (-0,40 proc.), Portugalczycy (-2,49 proc.) i Brytyjczycy (-1,31 proc.).

Najwięcej wolnych środków jakie po opłaceniu wszystkich wydatków (koszty utrzymania, ubezpieczeń, czesnego) zostawały w domowym budżecie przeznaczali na oszczędności Szwedzi – 15,23 proc. oraz Holendrzy – 8,21 proc. Warto też spojrzeć na naszych sąsiadów jako dobry wzór do naśladowania. Czesi odłożyli w 2014 r. 5,71 proc. z tego co zostało po opłaceniu kosztów, Węgrzy 3,89 proc., a Słowacy 3,82 proc. Dodajmy jeszcze, że w 2000 r. relacja oszczędności do dochodu rozporządzalnego wynosiła w Polsce 11 proc. Później skłonność do kumulowania kapitału gwałtownie mała, aż w 2011 r. spadły poniżej 0 i zaczęliśmy się posiłkować kredytem.

W ogonie Europy

Efektem ograniczonego zainteresowania oszczędzaniem jest jeden z najniższych w Unii Europejskiej wskaźników oszczędności do PKB. Według danych EBC, Polska z 55,5 proc. zajmuje piąte miejsce od końca wśród 28 państw wspólnoty. Za nami są Węgry (4,95 proc.), Łotwa (4,41 proc.), Litwa (39,9 proc.) i Rumunia (34,1 proc.). Oczko wyżej od nas są Słowacy (59,5 proc.) i Estończycy (63,1 proc.). Z krajów regionu Chorwaci i Czesi wyprzedzają nie tylko nas, ale Szwedów (65,1 proc.) i Finów (75 proc.) dzięki kumulacji kapitału na poziomie odpowiednio 78,7 proc. i 80,7 proc. Największy portfel depozytów w relacji do PKB ma Luksemburg – 500 proc.

Prognozy OECD dotyczące oszczędności gospodarstw domowych w Polsce do 2017 r. są umiarkowanie optymistyczne. W tym roku z dochodu rozporządzalnego powinniśmy odłożyć 3,24 proc., a w przyszłym roku 3,33 proc. Dla porównania na Słowacji odsetek ten wyniesie w 2017 r. 3,89 proc., a w Czechach 5,46 proc. Rząd zapowiada zmiany w systemie naliczania podatku od zysków z oszczędności, promujące oszczędzanie w dłuższym horyzoncie. Szczegóły mają zostać przedstawione jesienią.

Stabilne źródło

Struktura depozytów w Polsce z niewielkim udziałem lokat o długim terminie zapadalności może martwić, szczególnie w kontekście planowania wieloletnich inwestycji. Niemniej specyfiką naszego rynku jest jego duża elastyczność wynikająca z rozbudowanej oferty rachunków oszczędnościowych, oferujących atrakcyjne oprocentowanie w stosunku do produktów na dłuższe okresy. Klienci przyzwyczaili się do tej formy oszczędzania, dającej swobodny dostęp do całości, lub części zgromadzonego kapitału, bez obawy utraty naliczonych odsetek. Wystarczy sama świadomość, że pieniądze zawsze są pod ręką, ponieważ statystyki pokazują, że deponenci rzadko decydują się na wypłatę pieniędzy dostępnych a vista. Właśnie dlatego nadzór zalicza bankom rachunki oszczędnościowe do stabilnych źródeł finansowania.

***
Konrad Grzelec, BGŻOptima

Praca w motoryzacji czeka na studentów, szczególnie w wakacje

Branża motoryzacyjna w Polsce zmieniła swoje „produkcyjne preferencje” i od kilku lat w czerwcu i lipcu zwiększa swoją produkcję. Wyhamowuje tylko w sierpniu. W związku z przypadającym na te miesiące sezonem urlopowym, firmy z sektora poszukują pracowników tymczasowych, w szczególności studentów. Jak podkreślają przedstawiciele Exact Systems, firma od trzech lat odnotowuje w wakacje wzrost kontroli części samochodowych, a w związku z tym, zwiększa także zatrudnienie. W ubiegłym roku aż o jedną trzecią. W tym będzie podobnie.

– Sinusoida przedstawiająca produkcję motoryzacyjną w poszczególnych miesiącach, nie tylko w Polsce, ale i w pozostałych krajach europejskich, w ostatnich latach zmienia swój tor. Branża w czerwcu i lipcu zwiększa swoje moce produkcyjne, pozwala sobie na krótki przestój jedynie w sierpniu, kiedy wykonywane są niezbędne naprawy maszyn czy linii produkcyjnych. Taka tendencja pokrywa się z trendem w sprzedaży samochodów w Polsce i Europie, gdzie od ponad 30 miesięcy z rzędu mamy wzrosty – mówi Paweł Gos, Prezes Zarządu Exact Systems i ekspert Polskiej Izby Motoryzacji. – Przed 2013 rokiem było odwrotnie. W czerwcu i lipcu zapotrzebowanie na nasze usługi było mniejsze, a w związku z tym musieliśmy zmniejszać zatrudnienie o ok. 10%. Natomiast niezmiennie od lat po sierpniowym spowolnieniu, we wrześniu zakłady motoryzacyjne przechodzą na najwyższy bieg – dodaje Gos.

W wakacje zatrudnienie większe nawet o jedną trzecią

Exact Systems, kontrolujący jakość części samochodowych, od trzech lat w pierwszych miesiącach wakacyjnych ma dużo wyższe zapotrzebowanie na kontrolerów jakości niż w miesiącach poprzedzających wakacje. Tylko w 2015 roku, w czerwcu i lipcu firma zwiększyła zatrudnienie o ponad 30% w porównaniu do maja. – W tym roku jest podobnie i już od kilku tygodni rekrutujemy nowe osoby i przygotowujemy się do zwiększonej liczby zamówień, co w okresie wakacyjnym stanowi spore wyzwanie. Dlatego skład pracowników, których spora część wybiera się wówczas na urlop, jest chętnie uzupełniany przez studentów. Stanowią oni ciekawszą i bardziej perspektywiczną grupę docelową niż na przykład pracownicy zza wschodniej granicy – mówi Jacek Opala, dyrektor ds., rozwoju sprzedaży w Exact Systems.

Zysk dla obu stron

Współpraca pracodawców ze studentami to sytuacja typu „win-win”. Podczas gdy w motoryzacji pracy jest coraz więcej, a dostęp do kadry coraz trudniejszy, dla firmy to możliwość uzupełnienia brakującego personelu. Szczególnie w okresie wakacyjnym, kiedy stali pracownicy udają się na urlop, a studenci mają wówczas przerwę od nauki. Co więcej, pracodawca zyskuje świeży umysł, który może stanowić dużą wartość dodaną w przyszłości. Z drugiej strony, dla studenta połączenie nauki z pracą pozwala na zdobycie nowych, konkretnych umiejętności praktycznych oraz rozpoczęcie zawodowej przygody w branży, z którą chciałby się w przyszłości związać. Przykładowo praca w zakładzie motoryzacyjnym, w którym Exact Systems dokonuje kontroli jakości produkowanych komponentów, bardzo często stanowi pierwszy szczebel drabiny kariery w motobranży. Zaczynając od kontrolera jakości części samochodowych, student uzyskuje szansę zaprezentowania własnej osoby potencjalnemu pracodawcy, np. producentowi samochodów osobowych.

Pracodawcy wypełniają lukę kompetencyjną

Praca w motoryzacji podczas studiów to także możliwość skorzystania z wielu warsztatów i szkoleń podnoszących kwalifikacje młodych osób. To szczególnie istotne, biorąc pod uwagę, że często edukacja nie kładzie odpowiedniego nacisku na praktyczne umiejętności. Potwierdzają to wyniki badania przeprowadzonego przez agencję pracy tymczasowej Work Service – tylko 6% przedsiębiorców wskazało, że osoby wchodzące na rynek pracy po skończonej edukacji posiadają zdecydowanie odpowiednie umiejętności. Natomiast aż 37% pracodawców nie jest w ogóle zadowolonych z kompetencji absolwentów wchodzących na rynek pracy.

W odpowiedzi na ten problem, Exact Systems realizuje autorski i unikalny w skali kraju program edukacji pod nazwą „Szkoła Jakości”. – To bezpłatna inicjatywa prowadzona wspólnie z uczelniami wyższymi, m.in. Politechniką Częstochowską, i motoryzacyjnymi koncernami produkcyjnymi. Uczestnikiem Szkoły Jakości może być każda osoba, która już z nami współpracuje lub chce taką współpracę podjąć. Dzięki licznym wykładom i ćwiczeniom zdobywa wiedzę i dodatkowe umiejętności praktyczne – nie tylko z dziedziny jakości – ale także w zakresie m.in. autoprezentacji, sprzedaży czy marketingu – mówi Jacek Opala.

Motobranża to jedna z najszybciej rozwijających się gałęzi polskiej gospodarki w ostatnich latach – nowe inwestycje, rekordowe wartości eksportu. To dla pracodawców oznacza większe potrzeby kadrowe, a dla młodych osób stanowi perspektywiczny obszar do rozwoju zawodowego.

BVT S.A. łączy się z WindykacjaPL

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2015 r., zajmująca się windykacją pakietów wierzytelności masowych, połączy się ze spółką WindykacjaPL Sp. z o.o. zgodnie z przyjętym Planem Połączenia. Emitent zakończył także emisję obligacji serii A, z której pozyskał 3,077 mln zł i planuje wypłatę dywidendy.

Podczas NWZA Spółki, które odbyło się w dniu 31.05.2016 r., jej Akcjonariusze podjęli Uchwałę w sprawie połączenia ze spółką WindykacjaPL Sp. z.o.o. zgodnie z przyjętym Planem Połączenia. Zakłada on, że połączenie nastąpi w drodze przeniesienia całego majątku WindykacjaPL Sp. z o.o. na BVT S.A. w zamian za nowo wyemitowane przez BVT S.A. akcje serii D, które zostaną przyznane dotychczasowym wspólnikom WindykacjaPL Sp. z o.o. Spółka wyemituje dla nich łącznie 1.033.513 akcji serii D. Po połączeniu Emitent będzie mógł samodzielnie realizować proces obsługi wierzytelności w dwóch obszarach: zakupu wierzytelności i windykacji na własny rachunek, a także windykacji na zlecenie. W ten sposób BVT S.A. znacząco rozszerzy swój zakres działalności i będzie mogła w jeszcze szybszy sposób dywersyfikować portfel wierzytelności o nowe branże oraz optymalizować koszty obsługi wierzytelności. Planowane połączenie jest zgodne ze strategią rozwoju Spółki i zdaniem Zarządu wpłynie korzystnie na dynamikę jej rozwoju.

„W chwili obecnej, już po NWZA, skupiamy się na sfinalizowaniu formalności związanych z zakończeniem procesu połączenia. Mowa tu oczywiście o rejestracji całości w KRS. Mam nadzieję, że uda się to zrealizować w czerwcu br. Działania nasze prowadzone są również w aspekcie fizycznego łączenia obydwu struktur, a więc przejmowania pracowników i zleceniobiorców, przejmowania umów obowiązujących WindykacjaPL oraz fizycznego przenoszenia komórek organizacyjnych przejmowanej Spółki. Działalność nowego podmiotu jako całości pozwoli na znaczne zmniejszenie kosztów z obszaru usług obcych. Oczywiście realizowanie pewnych działań przez struktury własne BVT spowoduje ponoszenie ich kosztów. Jednak nie będzie tu już aspektu marży handlowej, jaki nie pozostaje bez znaczenia w przypadku zlecania usług na zewnątrz. Posiadając własne struktury windykacyjne stajemy się też konkurencyjni poprzez oferowanie szerszego spektrum usług na rynku wierzytelności. Pozwoli nam to w przyszłości pokazać Spółkę jako nowy podmiot, mogący wykazać się kompleksowym podejściem do każdej wierzytelności i na każdym etapie jej obsługi, zarówno w imieniu własnym, jak i na zlecenie. Uważam, że stwarza nam to nowe możliwości rozwoju.” – komentuje Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

BVT S.A. przeprowadziła w maju br. emisję obligacji serii A, z której pozyskała 3,077 mln zł, dokonując przydziału 3.077 szt. obligacji o wartości nominalnej 1.000 zł każda. Są to 30-miesięczne, zabezpieczone obligacje z kwartalną wypłatą odsetek. Ich termin wykupu przypada na dzień 30.11.2018 r. Pozyskane środki zostaną przeznaczone przez Emitenta m.in. na zakup nowych portfeli wierzytelności, w tym wierzytelności komunikacyjnych, telekomunikacyjnych oraz z rynku bankowego, a także na zwiększenie kapitału wspomagającego prowadzenie działań egzekucyjnych.

Spółka zamierza wypłacić dywidendę z zysku wypracowanego w 2015 r. w wysokości 0,09 zł na akcję. Dniem ustalenia prawa do dywidendy będzie 15.08.2016 r., a dniem jej wypłaty 02.09.2016 r. Decyzję w zakresie podziału zysku podejmą Akcjonariusze BVT S.A. podczas ZWZA zwołanego na dzień 28.06.2016 r. Emitent zakończył 2015 r. zyskiem netto w wysokości 2.114 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 6.124 tys. zł. Rok wcześniej zysku netto Spółki sięgnął 822 tys. zł, a jej przychody ze sprzedaży przekroczyły 2.535 tys. zł.

„Na dzień dzisiejszy środki zgromadzone w drodze emisji obligacji są już do dyspozycji Spółki. Przystępować będziemy do ich lokowania zgodnie z celami emisyjnymi przedstawionymi w memorandum. Posiadając jasno określony plan działania mogę zapewnić o ich skutecznym wykorzystaniu, co przełoży się na rentowność procesu emisji jako całości. W dniu 28 czerwca 2016 roku odbędzie się WZA. Zarząd rekomenduje zarówno Radzie Nadzorczej, jak i Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy, wypłatę dywidendy dla Akcjonariuszy. Uważam, że inwestor pokłada w nas zaufanie przekazując nam kapitał i tym samym Spółka w zamian za to powinna „dzielić” się osiągniętymi zyskami. Nasza polityka dywidendowa to element realizowanej przez Zarząd strategii prowadzenia Spółki i staram się, aby było to niezmienne.” – podsumowuje Prezes Szuba.

W 1 kw. 2016 r. Emitent wypracował zysk netto w kwocie 232 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 1.157 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku zysk netto Spółki wynosił 569 tys. zł, a jej przychody ze sprzedaży sięgały 1.661 tys. zł. Obniżenie zysków oraz przychodów BVT S.A. wynika z większego zróżnicowania obsługiwanych obecnie pakietów wierzytelności, które związane jest z obszarem ich pochodzenia i przekłada się wydłużony czas obsługi. Na koniec marca 2016 r. w portfelu BVT S.A. znajdowało się 350 tys. szt. wierzytelności. Obecnie wszystkie nabyte przez Spółkę pakiety wierzytelności telekomunikacyjnych zostały już wdrożone do realnej windykacji, co będzie miało pozytywny wpływ na jej wyniki finansowe w 2 oraz 3 kw. tego roku. Emitent kontynuuje również rozmowy związane z zakupem wierzytelności pochodzących z sektora bankowego.

W 2015 r. Emitent przeprowadził emisję akcji serii C, z której pozyskał 800 tys. zł, co pozwoliło mu na realizację założeń strategii rozwoju. Spółka zadebiutowała także w ub. roku na rynku NewConnect.

Głównym akcjonariuszem BVT S.A. jest notowana na rynku NewConnect Spółka Kupiec S.A., która posiada akcje stanowiące 45,12% udziału w kapitale zakładowym oraz 46,12% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA. Rolę Autoryzowanego Doradcy dla BVT S.A. pełni Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. Natomiast Doradcą Finansowym i jednym z akcjonariuszy Spółki jest ABS Investment S.A.