Polskie uczelnie opuszcza zbyt mało absolwentów kierunków IT. W branży brakuje 30 tys. specjalistów

CEO Magazyn Polska

W Polsce w branży IT brakuje ok. 30 tys. specjalistów. Choć oferta edukacyjna polskich uczelni w ostatnich latach bardzo się rozwinęła, to liczba absolwentów kierunków IT jest niewystarczająca, aby zapełnić lukę kadrową – wynika z raportu Fundacji Pro Progressio. Konieczna jest szersza współpraca świata nauki z biznesem i dostosowywanie programów nauczania do potrzeb rynku.

Sektor IT w Polsce jest obecnie jednym z najszybciej rozwijających się sektorów w porównaniu z innymi dziedzinami gospodarki. Eksperci szacują, że na rynku brakuje ok. 30 tys. osób o profilach informatycznych, które mogłyby natychmiast znaleźć pracę – mówi agencji Newseria Biznes Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio.

Z raportu wynika, że w związku z deficytem specjalistów już w tym roku do projektów typu IT Contracting firmy będą poszukiwać pracowników poza granicami Polski. Podobny problem jest w całej Unii Europejskiej, gdzie do 2020 roku brakować będzie ok. 1 mln specjalistów.

Największe braki na rynku są wśród specjalizacji związanych z programowaniem. Języki programowania są różne i obecnie wiele serwisów internetowych wymaga programistów – ocenia Doktór. – Gdybyśmy postawili w najbliższych latach na rozwój kierunków programistycznych czy związanych z big data, to bylibyśmy w stanie znacznie szybciej załatać dziurę braków kompetencji i kadr na rynku informatycznym – przekonuje.

Braki kadrowe są wyzwaniem dla uczelni wyższych. Choć oferta edukacyjna w zakresie IT w ostatnich latach znacznie się rozwinęła, to liczba absolwentów wchodzących na rynek pracy jest niewystarczająca.

W Polsce jest 121 uczelni, które mają w swoim profilu nauczania kierunki informatyczne. Na pierwszym roku studiów ostatnio było 26 tys. studentów. Sama ta liczba jest niewystarczająca pod kątem zapewnienia kadr na polskim rynku informatycznym – przekonuje prezes Fundacji Pro Progressio.

Dostępność kierunków informatycznych jest kluczowa w walce z kadrowymi deficytami. Może też stanowić atut tych miast, w których działają uczelnie prowadzące specjalizacje z tego zakresu. Programy studiów dostosowane do potrzeb współczesnej gospodarki i lokalnego rynku pracy mogą zwiększyć atrakcyjność inwestycyjną danego regionu.

Większość kierunków informatycznych znajduje się w dużych miastach, przede wszystkim w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu czy Trójmieście. Tam też jest duża różnorodność kierunków nauczania i specjalizacji informatycznych – wskazuje Doktór.

Z raportu Fundacji wynika, że najwięcej studentów kierunków informatycznych przyjęto w 2015 roku w województwie mazowieckim (5,5 tys.) oraz wielkopolskim (3,8 tys.). Wśród uczelni prym wiodą Politechnika Wrocławska (1,3 tys.) i Politechnika Warszawska (ok. 1 tys.).

W mniejszych miejscowościach również zdarzają się bardzo ciekawe kierunki nauczania i specjalizacje. Ostatnio na kierunkach IT pojawia się big data. To bardzo nośny temat, a w Polsce jest raptem pięć uczelni, które kształcą tylko w tym obszarze. Ale, co ciekawe, jedna z nich znajduje się w Częstochowie – zaznacza prezes Pro Progressio.

Coraz częściej kierunki informatyczne prowadzone są w językach obcych. Według raportu Pro Progressio taką formę nauczania oferują 33 uczelnie w 17 miastach. Przeważa język angielski, tylko Wrocław i Opole oferują nauczanie informatyki po niemiecku, a według ekspertów to właśnie ten język jest coraz bardziej pożądany przez potencjalnych pracodawców.

Jak podkreśla Doktór, żeby poradzić sobie z brakami kadrowymi, konieczna jest szersza współpraca nauki ze światem biznesu. W 69 polskich uczelniach prowadzących kierunki informatyczne odnotowano współpracę z ponad 100 firmami branży IT. Do firm, które współpracują z największą liczbą uczelni, należą Microsoft i Cisco (ponad 30 uczelni) oraz IBM i Oracle (po 8 uczelni). Współpraca opiera się przede wszystkim na programie staży i praktyk czy praktykach zawodowych. Niektóre przedsiębiorstwa wyposażyły laboratoria na kilku politechnikach.

Biznesowi zależy na praktycznych umiejętnościach kadr, a nie na teorii, której studenci są uczeni. Przedstawiciele firm IT podkreślają, że uczelnie kładą zbyt duży nacisk na teoretyczny wymiar nauczania, brakuje praktycznego, algorytmicznego i matematycznego podejścia, które jest wymagane przez firmy informatyczne – przekonuje Wiktor Doktór.

Nie ma problemów ze znalezieniem środków na eksport do Afryki. Polski eksport jest jednak wciąż niewielki

CEO Magazyn Polska

Żywność, maszyny i urządzenia oraz usługi to trzy obszary, w których polscy przedsiębiorcy mogliby zaoferować swoje produkty krajom afrykańskim. To obok Azji najszybciej rozwijający się region świata. Na razie polski eksport na Czarny Ląd jest jednak znikomy. Firmy boją się odległości, różnic kulturowych i nierzetelności kontrahentów.

– Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że na 10 najszybciej rozwijających się rynków na świecie 8 znajduje się w Afryce, że tam mieszka prawie miliard ludzi, którzy teraz się bogacą, jest rosnąca klasa średnia, to się okaże, że to może być najbardziej perspektywiczny rynek na świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Radosław Koszewski, dyrektor Executive Education Center IESE Business School w Warszawie. – Azja już jest w dużej części zagospodarowana. Jeżeli chcemy wysyłać nasze produkty do Chin, to musimy mieć tam dużą siłę przebicia, bardzo duże kapitały własne, a i tak trudno jest znaleźć tam miejsce. Tak samo w przypadku Europy. Tymczasem w Afryce możemy sprzedawać dużo, to jest chłonny rynek.

Ten wzrost afrykańskich gospodarek ma być kontynuowany. Według prognoz Banku Światowego w latach 2015–2017 najszybciej rozwijającym się krajem świata będzie Etiopia. W pierwszej dwunastce znalazły się jeszcze Demokratyczna Republika Konga, Wybrzeże Kości Słoniowej, Mozambik, Tanzania i Rwanda. Wszystkie wyprzedziły Chiny.

To jest rynek, który nie jest wybredny, produkty tam oferowane wcale nie muszą być najwyższej jakości. Ceny są stosunkowo wysokie, i co jest też bardzo istotne – Polska, szczególnie Bank Gospodarstwa Krajowego, oferuje bardzo atrakcyjne warunki kredytowania eksportu. Kiedy polski przedsiębiorca znajduje partnera w Afryce, któremu chce sprzedać produkty, ale ten jeszcze nie ma czym płacić, polskie władze, szczególnie Bank Gospodarstwa Krajowego, pomagają w realizacji tego eksportu – przypomina Koszewski.

Z takiej formy pomocy skorzystał chociażby Ursus, który w ciągu ubiegłych kilku lat podpisał trzy kontrakty na dostawę ciągników i linii montażowej do Etiopii i Tanzanii. Branża maszyn i urządzeń jest według Koszewskiego jednym z trzech obszarów najbardziej perspektywicznych z punktu widzenia Polski. Kolejna to eksport żywności.

Nam Afryka kojarzy się z produkcją żywności. Tymczasem procent produktów pochodzenia afrykańskiego sprzedawanych w afrykańskich sieciach handlowych jest zerowy. Oni produkują głównie na własne potrzeby. Tam nie ma sieci dystrybucyjnych tak rozbudowanych jak np. w Polsce. Większość żywności importują i to importują nie tylko z Indii czy z RPA, lecz także ze Stanów Zjednoczonych, z Europy Zachodniej, również w coraz większym stopniu z Polski – wyjaśnia dyrektor Executive Education Center IESE Business School w Warszawie.

Trzecim obszarem są usługi, gdzie Polska może zaoferować wysoką jakość przy niewygórowanej cenie.

Polscy przedsiębiorcy korzystają jednak w niewielkim stopniu z tych możliwości. Głównie z powodu nieznajomości rynków i niewiedzy, do jakich instytucji zwrócić się w celu nawiązania kontaktów oraz obaw związanych z różnicami kulturowymi, wypłacalnością kontrahentów czy ich rzetelnością.

Większość polskich przedsiębiorców nie ma żadnych doświadczeń w handlu z afrykańskimi partnerami. My też nie wiemy, w jaki sposób z nimi negocjować, jak prowadzić rozmowy, aby one się zakończyły sukcesem. I trzecia rzecz, bardzo ważna, boimy się, że będziemy oszukani przez tamtejszych przedsiębiorców, i to się zdarza – wylicza Radosław Koszewski. – Polskie prawo nie sięga do Afryki, więc jeżeli chcemy tam zaistnieć i sprzedawać nasze produkty i usługi, to musimy mieć ubezpieczenie, by zabezpieczyć się przed oszustwem ze strony nieznanych nam bądź co bądź partnerów.

Jak zapewnia, pomocą w tej dziedzinie służy reprezentowana przez niego instytucja, która rynkami afrykańskimi zajmuje się od kilkudziesięciu lat. Organizuje m.in. programy dla tamtejszych przedsiębiorców, przez co dysponuje kontaktami zarówno w środowisku biznesowym, jak i wśród administracji.

– My te osoby znamy, te osoby znają nas, one nam też ufają. Nam jest łatwiej połączyć polskich przedsiębiorców z naszymi np. absolwentami w Afryce. Paradoksalnie finansowanie eksportu nie jest żadnym problemem. Można sfinansować eksport, są instytucje, które w Polsce to robią, ale do tych instytucji nie wpływają wnioski o finansowanie. A wnioski nie wpływają, bo Polacy nie znają tych możliwości eksportowych, które są na afrykańskim rynku.

Polacy w czołówce zainteresowanych wyjazdem na Euro 2016. Priorytetem jest zagwarantowanie bezpieczeństwa uczestnikom

CEO Magazyn Polska

Tylko na mecz narodowej reprezentacji z Niemcami podczas Euro 2016 FIFA zarejestrowała około 120 tys. wniosków o bilet z Polski. Zagwarantowanie bezpieczeństwa uczestnikom będzie jednym z priorytetów imprezy. Koniczne są zmiany w prawie, ale także działania prewencyjne włącznie z ograniczeniem swobód obywatelskich.

O większości przygotowań związanych z takimi wydarzeniami jak Światowe Dni Młodzieży czy Euro 2016 w Paryżu nie wiemy, a często mają one charakter tajny – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Mateusz Dróżdż, radca prawny Uczelni Łazarskiego. – Najważniejsze są działania prewencyjne, czyli całkowita kontrola osób wjeżdżających na granicach. Same przedsięwzięcia przy stadionach, na imprezach to zaledwie pięć proc.

Mecze piłkarskie w ramach Euro 2016 już obecnie cieszą się gigantycznym zainteresowaniem. Pod koniec stycznia br., jak poinformowała FIFA, wpłynęło około 3,5 mln zamówień na bilety. Krajowi kibice plasują się czołówce. Na mecz polskiej reprezentacji z Niemcami zarejestrowano około 120 tys. wniosków o bilet.

Na nowych tego rodzaju przepustkach będzie hologram i nie da się ich podrobić – zauważa dr Dróżdż. – Ale czy naprawdę myślimy, że terrorysta czy inna osoba nie może po prostu sobie kupić legalnego biletu? Trzeba raczej wprowadzić imienne przepustki tak, żeby nie mogły być one przekazywane. To także mnóstwo działań prewencyjnych, które trzeba podjąć jeszcze przed samą imprezą. To one są najważniejsze.

Zdaniem dr Dróżdża zarówno we Francji, jak i w Belgii, gdzie w ostatnich miesiącach doszło do największych zamachów terrorystycznych w Europie, popełniono mnóstwo błędów. Z drugiej jednak strony same regulacje prawne nigdy nie zapewnią, że uczestnicy imprez masowych będą mogli czuć się zupełnie bezpiecznie.

Konieczne jest podjęcie kompleksowych działań prewencyjnych, które nie pozwolą na jakiekolwiek działanie takim osobom – uważa dr Dróżdż. – Przepisy o bezpieczeństwie imprez masowych nie spowodują, że osoba z bombą nie znajdzie się na przykład na Stadionie Narodowym czy przed nim. Rządy, zarówno polski, jak i francuski, pracują nad ustawą antyterrorystyczną i innymi aktami prawnymi. I bardzo dobrze. Ale wiem od tamtejszej policji, że ostatnio ktoś był podejrzany o przygotowanie zamachu, ale ze względu na brak dowodów został wypuszczony.

Dr Dróżdż sugeruje, że potrzebne są uregulowania ograniczające w pewnym stopniu swobody obywatelskie.

Rozmawiałem właśnie w Stanach Zjednoczonych z właścicielem Cleveland Browns (zawodowy zespół futbolu amerykańskiego – red.). – informuje dr Dróżdż. – Oni także mają szereg regulacji, których celem jest ochrona przed zamachami terrorystycznymi. Powiedział mi jedno: wiem, że ograniczam swobodę działalności czy osób, ale wolę to zrobić, niż potem mieć na sumieniu 30 tys. osób. To sytuacja, nad którą trzeba poważnie się zastanowić. Chodzi o to, żeby swoboda była ograniczona w racjonalny sposób i uderzała rzeczywiście we właściwe jednostki.

Województwo łódzkie szyje swój eksport na miarę

W województwie łódzkim drzemie duży potencjał eksportowy związany zarówno z biznesem włókienniczym, tradycyjnie utożsamianym z regionem, jak i innymi prężnie rozwijającymi się sektorami – twierdzą eksperci ogólnopolskiego Programu Rozwoju Eksportu (PRE). Jak pokazały wyniki ankiety przeprowadzonej podczas konferencji PRE w Łodzi, lokalni eksporterzy są mocno przywiązani do rynków Europy Zachodniej. Jednocześnie jednak nie brak im ambicji, jeśli chodzi o pozaeuropejskie kierunki. Łódzkie firmy są zainteresowane ekspansją m.in. na Bliskim Wschodzie i w krajach Afryki.

Eksport województwa łódzkiego w 2014 r. wart był 5,5 mld euro, co było 7. wynikiem na tle pozostałych województw1. Jednak jak podkreślają eksperci PRE po spotkaniu z lokalnymi przedsiębiorcami w Łodzi, województwo łódzkie ma wszelkie predyspozycje, aby osiągać większe sukcesy w eksporcie. – Coraz większa liczba przedstawicieli łódzkich firm przyznaje, że postrzega eksport jako naturalny krok na ścieżce rozwoju swojego biznesu. To wyraźna tendencja i przede wszystkim wymagająca inicjatyw wspierających, takich jak np. Strategia Rozwoju Województwa Łódzkiego 2020, która wprost zakłada, że od tego roku eksport będzie, obok inwestycji, głównym motorem wzrostu gospodarczego regionu – podkreśla Piotr Ganowicz, dyrektor Centrum Bankowości Korporacyjnej Banku Zachodniego WBK w Łodzi.

Potencjał eksportowy regionu jest duży. W województwie łódzkim rozwijają się branże ceramiczno-budowlana, rolno-spożywcza, meblarska, metalowa i farmaceutyczna. Wizytówką cały czas są branże: włókiennicza, odzieżowa i dziewiarska. Wg danych wywiadowni gospodarczej Bisnode2, największy udział w eksporcie z Łódzkiego mają właśnie wyroby pończosznicze oraz bielizna. Analizując nisze biznesu odzieżowego i potencjał eksportowy tej branży, eksperci Programu Rozwoju Eksportu zwracają uwagę, że polska odzież to nie tylko ubrania, które nosi się na co dzień, ale też odzież specjalistycznego przeznaczenia np. dla wojska, służby zdrowia, czy budownictwa. Równie interesującą dziedziną jest produkcja odzieży sportowej. – Branża odzieżowa ma wielowiekowe tradycje w Polsce i nie wolno tego zaprzepaścić. Branży nie omija jednak postęp technologiczny, bo powstają coraz to nowe i bardziej zaawansowane włókna i tkaniny, w szczególności przeznaczone do produkcji odzieży specjalnej i tworzyw. W tym zakresie polskie firmy powinny zainteresować się środkami unijnymi i krajowymi programami, które pomogą im sfinansować nakłady na innowacje. Branża mody użytkowej także może zyskać w nowej perspektywie unijnej, bo są środki na to, co za granicą jest coraz popularniejsze – np. na rozwiązania umożliwiające personalizację produkcji – mówi Piotr Ganowicz. Firmy odzieżowe stosujące i tworzące nowoczesne rozwiązania i technologie będą mogły liczyć na ogromny zastrzyk środków na badania i rozwój innowacji. Branża włókiennicza skorzysta m.in. z rządowego programu INNOTEXTILE, w ramach którego w ciągu najbliższych lat firmy z tego sektora będą mogły starać się o dofinansowanie na badania. Już w tym roku w pierwszej edycji konkursu na program przewidziano środki w wysokości 60 mln zł.

Eksporterzy z regionu mają wsparcie

Poza programami ukierunkowanymi na konkretne branże łódzcy przedsiębiorcy mogą szukać ciekawych inicjatyw na poziomie lokalnym. Łódzki Urząd Marszałkowski w ciągu 2 lat chce przeznaczyć na promocję gospodarczą regionu prawie 10 mln zł. Z tego budżetu będzie finansowany m.in. udział lokalnych firm w zagranicznych targach i misjach gospodarczych oraz system doradztwa i komunikacji dla przedsiębiorców. Pomocną dłoń wyciąga do wszystkich łódzkich przedsiębiorstw także Unia Europejska, która w ramach obecnej perspektywy wesprze internacjonalizację przedsiębiorstw, szczególnie tych z sektora MŚP (Regionalny Program Operacyjny Województwa Łódzkiego: Działanie 2.2.1 Modele biznesowe MŚP, Działanie 2.2 Internacjonalizacja przedsiębiorstw, Poddziałanie 2.2.1 Modele biznesowe MŚ, Cel szczegółowy: Zwiększenie poziomu handlu zagranicznego sektora MŚP).

Łódzkiemu z eksportem po drodze

Strategiczne położenie w sercu Polski jest jednym z najmocniejszych atutów województwa łódzkiego. Dostrzegły to już międzynarodowe koncerny i firmy, które lokują tu swoje centra logistyczne. Atrakcyjne położenie to ułatwienie dla lokalnych eksporterów, którzy mogą rozglądać się za możliwościami biznesowymi we wszystkich kierunkach. – Bliskość geograficzna konkretnych rynków zbytu często determinuje sukces biznesu eksportowego w pierwszej fazie, ale czasem może przesłonić dalsze możliwości. Łódzcy eksporterzy mają dużo większą swobodę w wyborze kierunków swojej ekspansji niż ich koledzy z innych rejonów Polski, ponieważ położenie w pobliżu przecięć głównych korytarzy transportowych ułatwia im dotarcie do nich – mówi Piotr Ganowicz.

Jak pokazała ankieta przeprowadzona podczas konferencji PRE, Europa Zachodnia interesuje łódzkich eksporterów także w kontekście przyszłości (45,8% wskazań). Jeśli chodzi o cały Stary Kontynent, w sferze ich zainteresowań leżą ponadto kraje WNP i Europy Wschodniej (18,1%) oraz państwa skandynawskie (11,1%). Większość obecnych na konferencji łódzkich firm (87,2%) spogląda też poza granice kontynentu europejskiego. Najwięcej łódzkich eksporterów jest zainteresowanych ekspansją na Bliskim i Środkowym Wschodzie (26,7% wskazań) oraz w krajach Afryki (20,9%). Lokalnych przedsiębiorców ciekawi także rynek Ameryki Łacińskiej (16,3%) i Dalekiego Wschodu (15,1%). – Obecność na odległych geograficznie rynkach jest wyzwaniem, jednakże eksport to klucz do wyjątkowych możliwości. W obliczu coraz ciaśniejszego rynku europejskiego, gdzie panuje silna konkurencja i duże nasycenie, wejście na rynki zupełnie nowe i odległe może być najlepszą decyzją – mówi Piotr Ganowicz.

 

 

Eksportowa szansa czeka na peronie…

Ogromne możliwości dla łódzkich eksporterów otworzyły się wraz z uruchomieniem w 2013 r. regularnego towarowego połączenia kolejowego między Europą a Chinami, nazywanego „Nowym Jedwabnym Szlakiem”. Na razie jednak ze stacji Łódź-Olechów wagony odjeżdżają w stronę Chengdu prawie puste. Kłopotem w wypełnieniu wagonów jest częściowo rosyjskie embargo, które wstrzymuje tranzyt ważnych w naszym wywozie do Chin towarów, takich jak żywność. Również ze strony chińskiej pozostaje kilka barier, które hamują ekspansję polskich firm. – Sądzę, że wypełnienie wagonów wracających do Chin produktami z Polski jest kwestią czasu. Oczywiście, dobre rozpoznanie rynku, znalezienie kontrahenta i spełnienie wszystkich formalno-prawnych wymogów jest czasochłonne. Jednak warto pamiętać, że są konkretne narzędzia, które pomagają skutecznie to zrobić: produkty finansowe, usługi wywiadowni gospodarczych, ubezpieczenia, konsulting prawny i podatkowy. Dlatego gra o Azję jest zdecydowanie warta świeczki, szczególnie dla łódzkich przedsiębiorców – mówi Piotr Ganowicz.

Program Rozwoju Eksportu (PRE) to ogólnopolski projekt skierowany do firm, które chcą rozpocząć działalność poza Polską lub które są już obecne za granicą, ale mają dalsze ambicje rozwoju działalności za obcych rynkach.

Inicjatorem PRE jest Bank Zachodni WBK, zaś Partnerami Merytorycznymi Bisnode, Google, Crido Taxand, KPMG i Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych S.A. Na projekt składają się m.in. konferencje, seminaria, śniadania biznesowe oraz wirtualne i stacjonarne misje handlowe. Podczas tych wydarzeń Partnerzy dzielą się z przedsiębiorcami merytoryczną wiedzą i doświadczeniem, m.in. prezentują konkretne, praktyczne narzędzia i rozwiązania z zakresu finansowania handlu zagranicznego, ubezpieczeń, analizy potencjalnych rynków ekspansji, weryfikacji partnerów biznesowych czy możliwości wykorzystania dotacji. Zagadnienia poruszane podczas spotkań PRE są systematycznie konsultowane z przedsiębiorcami i dzięki temu dopasowane do ich zainteresowań.

W pierwszych dwóch edycjach PRE w 2015 r. udział wzięło ponad 1000 przedstawicieli polskich firm. Za pomysł i realizację projektu Bank Zachodni WBK został wyróżniony INNOWATOREM WPROST 2015.

http://www.bzwbk.pl/ms/rozwoju-eksportu/program-rozwoju-eksportu.html

1 Dane Izby Celnej w Warszawie za
http://www.gospodarka.obserwatoria.malopolska.pl/Files.mvc/986/Handel_zagraniczny_w_Polsce_i_Ma%C5%82opolsce_2014_-_raport.pdf (Rys.4, str.11).
2 Polski eksporter 2015, Raport Bisnode Polska.

Wpływ programu 500+ na rynek mieszkaniowy

0

Banki zapowiadają, że w ocenie zdolności kredytowej uwzględnią dochody wynikające z programu 500+. Wiele rodzin będzie miało większe szanse na kupno mieszkania.
W rozmowie z MarketNews24 mówi o tym Jarosław M.Skoczeń z Grupy Emmerson.

Właściciele działek mają nowe kłopoty z urzędnikami

0

Od maja obowiązuje nowelizacja ustawy o lasach państwowych. Ogranicza możliwości sprzedaży działek, które mogą być uznane za leśne. Lasom Państwowym przysługuje prawo ich pierwokupu, a ich urzędnicy będą mieli wpływ na ceny takich gruntów. Ceny będą też ustalane w sądach. Kto ma dom czy willę na takiej działce, ma teraz kłopot.
W tym samym terminie wprowadzona została ustawa ograniczająca obrót gruntami rolnymi. Obie przygotowano, aby utrudnić nabywanie gruntów przez cudzoziemców. I obie spowodują spadek cen. Rolnicy stracili, podobnie będzie z działkami leśnymi.
Przy próbie sprzedaży gruntu leśnego prawo pierwokupu będą miały Lasy Państwowe, a więc reprezentujący je nadleśniczy. Od nadleśniczego zależeć będzie akceptowanie ceny transakcji. Jeżeli zakwestionuje cenę, sprawa trafi do sądu, a wtedy wydłuży to przeprowadzenie transakcji o wiele miesięcy.
– To jest właśnie najbardziej niebezpieczne dla sprzedającego, że nadleśnictwo ma możliwość zweryfikowania ceny zawieranych na rynku transakcji, nawet gdy zrezygnuje z prawa pierwokupu – mów w rozmowie z MarketNews24 Kuba Karliński członek zarządu Magmillon.

Toyota uruchomiła program testów flotowych nowego Priusa

Toyota Motor Poland przy współpracy z Toyota Motor Europe rozpoczęła program testów Priusa 4. generacji we współpracy z wybranymi klientami flotowymi. W cyklu badań trwającym 6 tygodni biorą udział firmy reprezentujące trzy ważne segmenty rynku flotowego – korporacje taksówkową (Wawa Taxi), operatorów flot (Carefleet) oraz sieci wypożyczalni (Panek). Partnerem programu jest firma telematyczna Finder.

Przekazanie nowej Toyoty Prius 4 generacjiPrzez 1,5 miesiąca managerowie flotowi oraz pracownicy firm Wawa Taxi, Carefleet i Panek będą sprawdzali funkcjonalność i komfort nowego modelu, efektywność działania napędu hybrydowego, zużycie paliwa oraz emisję spalin w różnych warunkach drogowych. Uczestnicy testu zapoznają się także z nowoczesnymi technologiami, w które został wyposażony nowy model. Szczegółowych informacji o przebiegu testu dostarczy system telematyczny firmy Finder.

„Toyota buduje swoją ofertę flotową na 3 filarach – są to niskie koszty eksploatacji, system bezpieczeństwa czynnego Toyota Safety Sense nowej generacji oraz wizerunek firmy jako największego i najbardziej innowacyjnego koncernu w branży motoryzacyjnej. Toyota jest także liderem nowoczesnych napędów. Celem rozpoczynającego się właśnie testu jest przybliżenie naszym klientom technologii hybrydowej, a także sprawdzenie jej funkcjonalności w profesjonalnym użytkowaniu. Chcemy aby mogli zaprezentować się jako firmy stawiające na innowacyjność oraz dbające o środowisko i rozwój czystego społeczeństwa przyszłości” – powiedział Mirosław Sochacki, Corporate Sales Manager Toyota Motor Poland.

16 maja 2016 roku odbyło się oficjalne przekazanie samochodów do testów.

„Nowoczesne technologie, ekologia i bezpieczeństwo to podstawowe założenia biznesowe Wawa Taxi, których realizację dostrzegamy w nowym Priusie. Ograniczanie zużycia paliwa jest bardzo istotne na rynku taksówkowym, nie tylko ze względu na niższe koszty, ale także z powodu konieczności walki z zanieczyszczeniem powietrza w miastach. Jednocześnie zawsze dbamy o to, aby nasi klienci podróżowali w pełnym komforcie” – powiedziała Agata Wieczorek, Dyrektor Strategiczny Wawa Taxi.

„Naszym klientom zawsze rekomendujemy rozwiązania, które wcześniej przetestowaliśmy w praktyce. Dlatego możliwość sprawdzenia działania nowego Priusa w rzeczywistych warunkach sprawi, że proponując auta naszym klientom, będziemy mieli pewność, iż są one w pełni funkcjonalne, komfortowe i zapewniają niskie koszty użytkowania. Nie bez znaczenia jest także fakt, że nowy Prius ma bardzo atrakcyjny wygląd” – powiedział Jacek Jasiński, Dyrektor Account Management firmy Carefleet S. A.

„Firma Panek oraz Toyota mają wspólne cele – dbamy o innowacyjność i staramy się ją wprowadzać do naszej działalności. Nieustannie poszukujemy nowatorskich rozwiązań, traktując je jako podstawę naszego rozwoju” – powiedział Maciej Panek, prezes firmy.

Na czas trwania programu testowane Priusy zostały wyposażone w urządzenia Finder Pro XP, które na bieżąco rejestrują pełne spektrum parametrów pracy samochodu. Na zakończenie firma Finder przygotuje kompleksowe raporty, zawierające m.in. rzeczywiste dane zużycia paliwa i emisji spalin.

„Będziemy zwracać szczególną uwagę na pracę napędu hybrydowego. Nasz system pozwoli przeanalizować stopień wykorzystania silnika spalinowego i elektrycznego, aby stwierdzić, jak wygląda współpraca obu jednostek w różnych sytuacjach na drodze i jaki to ma wpływ na eksploatację pojazdu” – powiedział Marek Kujawiński, dyrektor generalny Finder S.A.

Nowa Toyota Prius

Toyota Prius  jest najpopularniejszym samochodem hybrydowym na świecie. Premiera tego modelu 19 lat temu otworzyła historię aut hybrydowych. Obecnie łączna sprzedaż zbliża się do 4 milionów. Czwarta generacja wprowadza największy postęp w rozwoju napędu hybrydowego od czasów premiery pierwszego Priusa. Przestronny liftback klasy średniej zużywa średnio tylko 3,3 l benzyny na 100 km. Bogate wyposażenie modelu obejmuje m.in. pakiet 8 systemów bezpieczeństwa czynnego Toyota Safety Sense, najnowocześniejszą wersję asystenta parkowania SIPA, system multimedialny z 7-calowym ekranem dotykowym oraz bezprzewodową ładowarkę do telefonu. Prius wyróżnia się linią nadwozia, łączącą nowoczesny wygląd z najkorzystniejszym współczynnikiem oporu powietrza na rynku.

Toyota jest liderem technologii hybrydowej. Firma dysponuje najbogatszą ofertą  samochodów hybrydowych, a łączna liczba sprzedanych hybryd wynosi prawie 9 milionów. W Polsce do Toyoty i Lexusa należy 94% rynku samochodów z napędem spalinowo-elektrycznym. Ich oferta obejmuje 13 modeli hybrydowych z niemal wszystkich segmentów aut osobowych.

Nawet do 85% dofinansowania na OZE dla spółdzielni

Panele słoneczneRuszyły unijne dotacje dla spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych na wykorzystanie odnawialnych źródeł energii. Poziom dofinansowania w niektórych regionach sięgnie nawet 85% kwoty inwestycji. Fotowoltaika jest jednym z najkorzystniejszych rozwiązań.

W każdym z 16 Regionalnych Programów Operacyjnych przewidziano realizację projektów z obszaru wykorzystania odnawialnych źródeł energii, których autorami i/lub beneficjentami są spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe. Jako pierwsze swoje propozycje mogą składać jednostki z województwa zachodniopomorskiego. Ogłoszony przez urząd marszałkowski konkurs ruszył 31 marca br., a wnioski można składać do końca maja. Obecnie o dotacje mogą ubiegać się również mieszkańcy województwa dolnośląskiego i warmińsko-mazurskiego. W większości pozostałych województwach dokładne terminy startu naborów nie są jeszcze znane. Poziom dofinansowania w większości regionów wynosi 85% kwoty inwestycji.

– Inwestowanie w działania na rzecz efektywności energetycznej w budynkach może przynieść znaczne oszczędności w zakresie kosztów utrzymania nieruchomości. Ponadto, tego typu działania proekologiczne skutkują wzrostem ich atrakcyjności i wartości – wskazuje Sławomir Reszke, prezes OPEUS Energia.

Najbardziej efektywne działania

Każdy z Regionalnych Programów Operacyjnych zawiera dość ogólne zapisy, co do zakresu i charakteru planowanych inwestycji. Zazwyczaj deklarowane jest wsparcie przeznaczone na budowę, modernizację bądź zakup wyposażenia służącego tworzeniu instalacji wykorzystujących OZE. W związku z tym, przed przystąpieniem do składania wniosku, warto dokonać analizy, jaki rodzaj inwestycji przyniesie najwięcej korzyści. OZE można bowiem stosować w wielu obszarach.

– Najpopularniejszym modelem inwestycji w przypadku spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych jest montaż paneli PV na elewacji budynku, zazwyczaj na dachu. Produkowany przez nie prąd przeznaczony może być na zaopatrzenie części wspólnych, tj. na oświetlenie piwnic, klatki schodowej czy zasilanie windy. Systemy fotowoltaiczne są także alternatywą dla instalacji solarnych, które podgrzewają ciepłą wodę użytkową, ponieważ bojlery mają również zainstalowaną wkładkę elektryczną – dodaje Sławomir Reszke.

Inne źródła finansowania

Środki unijne, którymi rozporządzają samorządy nie są jednak jedynymi źródłami, które oferują wsparcie dla spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych na budowę i korzystanie z instalacji fotowoltaicznych. W ramach zarządzanego przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej programu Prosument przyjmowane są również wnioski na zakup i montaż mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii na budynkach wielorodzinnych. Termin startu wniosków należy śledzić na stronach WFOSiGW poszczególnych województw.

Wraz ze wzrostem popularności OZE na rynku pojawiły się również dedykowane produkty bankowe ułatwiające sfinansowanie inwestycji.

– W tej chwili, bankowa oferta produktów finansowania OZE z różnego rodzaju wsparciem w zasadzie ogranicza się jedynie do kredytu z premią do ok. 20% wartości wykorzystanego kredytu – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes. – Jest to spowodowane dość dużą liczbą programów samorządowych dla spółdzielni oraz wstrzymaniem programów linii dofinansowań dla banków przez NFOŚiGW. Jednak to dobry moment na tego typu inwestycje, ponieważ banki chętnie udzielają kredytów inwestycyjnych na instalacje OZE, a przy obecnym poziomie marż i poziomach WIBOR są one bardzo tanie.

Reformę rynku pracy należy stale monitorować

Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zapowiada napisanie nowej ustawy o zatrudnieniu.

prof. UW dr hab. Jacek Męcina - Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan
prof. UW dr hab. Jacek Męcina – Doradca Zarządu Konfederacji Lewiatan

Komentarz prof. Jacka Męciny, doradcy zarządu Konfederacji Lewiatan

Po dwóch latach wdrażania nowych rozwiązań w ramach reformy rynku pracy potrzebne jest udoskonalenie wprowadzonych rozwiązań, ale też nowe propozycje.
Kierunek działań został wyznaczony w 2014 roku – zwiększanie efektywności polityki rynku pracy, wzmacnianie partnerstwa publiczno – społecznego i publiczno – prywatnego oraz lepsza współpraca z pracodawcami. Te rozwiązania powinny być ulepszane i rozwijane. Nowej polityce rynku pracy dobrze zrobiłaby inna filozofia regulacji – usystematyzowanie w odrębne akty – świadczeń, instrumentów oraz organizacji publicznych służb zatrudnienia.

Na regulacje rynku pracy trzeba patrzeć z perspektywy doświadczeń, ale przede wszystkim wyzwań przyszłości. Reforma wypełniła swoje funkcje wspierając grupy w najtrudniejszej sytuacji na rynku pracy, w szczególności młodzież, której udział w bezrobociu spadł w okresie 2014 -2015 o blisko 1/3, a nowe instrumenty cieszyły się dużym zainteresowaniem tak przedsiębiorców, jak i młodych ludzi.

Profilowanie bezrobotnych musi służyć lepszemu diagnozowaniu i wspieraniu osób długotrwałe bezrobotnych. Profilowanie to podejście powszechnie stosowane, ale też stałe doskonalone. Dla mnie jako twórcy reformy nie ulega wątpliwości, że trzeba te rozwiązania doskonalić – dlatego wpisano do ustawy ocenę wprowadzonych rozwiązań i oczekuję też dobrych propozycji. Reforma wpisała do treści poszczególnych instrumentów wymóg utrzymania rezultatu, a więc zwiększania efektywności. Uważam, że kierunek ten należy rozwijać. Efektywność dalej musi się poprawiać.
Kolejny ważny kierunek to wyższa jakość partnerstwa na rynku pracy, w szczególności zlecanie usług aktywizacyjnych agencjom, ale też współpraca administracji i NGO w ramach programu PAI. Instrumenty te są bardzo ważne, ale należy je również monitorować i stałe doskonalić.

Zupełnie nowym kierunkiem zapoczątkowanym w 2014 jest wzmacnianie Krajowego Funduszu Szkoleniowego. To pierwsza tak ważna inicjatywa na rzecz wzmocnienia kształcenia ustawicznego w firmach, zwłaszcza w sektorze MSP. Dodatkowo po raz pierwszy oddano partnerom społecznym kompetencje formułowania priorytetów i zarządzanie KFS.

Wreszcie czekamy na nowe inicjatywy w zakresie zastępowania niektórych rozwiązań rynku pracy innymi, odnawialnymi, po wprowadzeniu świetnego programu Wsparcie w Starcie, czy programu pożyczek w miejsce dotacji na utworzenie działalności gospodarczej.

Konfederacja Lewiatan

VoiceTel Communications debiutuje na NewConnect

Voicetel jest 418. spółką notowaną na rynku NewConnect oraz 5. debiutantem na tym rynku w 2016 r. Spółka specjalizuje się we wdrażaniu technologii głosowych w automatycznej obsłudze klienta. Rozwiązania te mają zastosowanie przede wszystkim w firmach świadczących usługi call center, ale również w przedsiębiorstwach działających w sektorach usług, produkcji oraz handlu, które posiadają własne działy telefonicznej obsługi klienta.

Przedsiębiorcy potrzebują konkretów a nie Dnia Przedsiębiorcy

0

Posłowie PiS przygotowali projekt uchwały w sprawie ustanowienia dnia 21 czerwca Ogólnopolskim Dniem Przedsiębiorcy. Zdaniem Konfederacji Lewiatan przedsiębiorcy potrzebują dobrego prawa gospodarczego, prostego systemu podatkowego, nowoczesnego prawa pracy, a nie ogólnopolskiego dnia przedsiębiorcy.

Projektem uchwały zajmie się Komisja Gospodarki i Rozwoju na dzisiejszym posiedzeniu, 18 maja.

„Celem ustanowienia Ogólnopolskiego Dnia Przedsiębiorcy jest docenienie pracy oraz wzmocnienie etosu przedsiębiorcy” napisali wnioskodawcy w uzasadnieniu. Poszerzenie wiedzy o przedsiębiorczości dzięki ustanowieniu Dnia Przedsiębiorcy ma zachęcić „do podejmowania działalności gospodarczej na własny rachunek ludzi młodych…”. Celem jest także „poprawa i wzmocnienie współpracy między izbami gospodarczymi, władzami centralnymi, lokalnymi i mediami”.

Przedsiębiorcy dziękują za chęć ich docenienia przez ustanowienie Dnia Przedsiębiorcy. Uważają jednak, że docenienie wagi działań przedsiębiorców i ich znaczenia dla gospodarki może być efektywne jedynie w wyniku tworzenia dobrego prawa gospodarczego, prostego, przejrzystego sytemu podatkowego, prawa pracy dostosowanego do rozwoju w świecie technologii informacyjnych i komunikacyjnych, ograniczania kosztów administracyjnych. Generalnie – w wyniku polityki wewnętrznej i zewnętrznej sprzyjającej stabilności. Przedsiębiorcy potrzebują konkretów, a nie celebry. Tylko wtedy będzie mógł rozwijać się „…kreatywny charakter działań przedsiębiorców”, a młodzi ludzie będą widzieć zachętę do podejmowania działalności na własny rachunek.

Nie potrzebujemy Dnia Przedsiębiorcy do „…integracji środowisk przedsiębiorców z całego kraju”. W poniedziałek, 16 maja organizacje przedsiębiorców i pracodawców, w tym Konfederacja Lewiatan, reaktywowały Polską Radę Przedsiębiorczości, której jednym z celów jest udział w realizacji rządowego planu na rzecz odpowiedzialnego rozwoju.

Nie potrzebujemy także Dnia Przedsiębiorcy do działalności charytatywnej, której ten dzień ma według wnioskodawców służyć. Ogromna część przedsiębiorstw to firmy odpowiedzialne społecznie, uwzględniające bez prawnego czy administracyjnego przymusu interesy społeczne, chroniące środowisko, uwzględniające w swojej działalności potrzeby różnych grup interesariuszy.

Dla przedsiębiorców dzień przedsiębiorcy jest 24 godziny na dobę przez 365 dni w roku. Prosimy zapytać o to rodziny przedsiębiorców, one to wiedzą najlepiej. Mamy też nadzieję, że 21 czerwca nie będzie dniem wolnym od pracy.

Konfederacja Lewiatan

Rezerwa Federalna: taktyka czy wewnętrzne napięcia?

Fed robi dużo zamieszania na rynku, ale na razie nie wiadomo, czy to świadoma gra Rezerwy Federalnej, czy efekt wewnętrznych napięć targających tym czcigodnym gremium. Wczoraj John C. Williams i Dennis Lockhart  licytowali się w liczbie koniecznych podwyżek stóp, zobaczymy, co jutro powiedzą William Dudley i Stanley Fisher. Rynek na razie dość chłodno traktuje wypowiedzi członków Rezerwy Federalnej, chyba, że dojdzie do wniosku, że to początek jakiejś skoordynowanej kampanii. Dzisiejsza publikacja minutes z ostatniego posiedzenia FOMC powinna rzucić trochę światła na układ sił w tym gronie.

Londyn ma dziś kolejny sondaż, korzystny dla zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej, a funt właśnie przetrawia dane z rynku pracy (traktowane również pod kątem Breksitu, czyli reakcji na niepewność związaną z oczekiwanym referendum).  Brytyjczycy czekają jeszcze na mowę tronową Elżbiety II. Ceremonia odbędzie się  w tym roku wcześniej niż zwykle, ze względu na czerwcowe głosowanie. Królowa odczyta przygotowane przez premiera Camerona exposé rządu, nie dodając od siebie ani słowa.

Rynki będą zdominowane dziś przez Amerykę i popołudniowe dane o zapasach ropy w USA, ale Europa też dorzuci swoje trzy grosze. A właściwie już to zrobiła, bo dane o inflacji zostały opublikowane, a ponieważ nie różniły się od prognoz, rynki specjalnie nimi się nie przejęły.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Kawalerki to najdroższe mieszkania

0

Szczególnie w największych miastach Polski kawalerki są znacząco droższymi mieszkaniami. Różnica w cenie za metr kwadratowy dochodzi do 2 tys. zł.
Tak duże różnice cenowe dotyczą nie tylko Warszawy. To także kilka innych miast, jak Wrocław czy Poznań, a dla MarketNews24 mówi o tym Jarosław M. Skoczeń z Grupy Emmerson.

System iLumio doceniany przez polską i zagraniczną branżę hotelową

iLumio – system interaktywnej obsługi gości hotelowych
iLumio – system interaktywnej obsługi gości hotelowych, będący równocześnie multimedialnym centrum rozrywki. Oferuje gościom nowy standard komfortu, a hotelom efektywne narzędzie sprzedaży usług. Nowoczesność technologiczna iLumio stawia go w czołówce światowych rozwiązań. Produkt wybierają największe światowe sieci hotelowe, a w Polsce 80% nowo budowanych hoteli 4/5*. System wdrażany jest również w szpitalach, na stadionach czy w centrach konferencyjnych – wszędzie tam, gdzie istotny jest dostęp do bieżących informacji oraz rozrywki.

Z systemu iLumio korzysta coraz większa ilości hoteli w całej Polsce. Do grona klientów dołączył hotel Holiday Inn w Dąbrowie Górniczej oraz położone nad polskim morzem hotele Almond i Rosevia. Produkt krakowskiej spółki Ailleron, zaczyna rozwijać się również na rynkach zachodnich – iLumio został właśnie uruchomiony w szwajcarskim hotelu Alpenhof.

System iLumio to innowacyjne rozwiązanie, które pozwala na nowoczesną obsługę gości hotelowych i efektowne zarządzanie pracą całego hotelu. Z jego udogodnień korzystają już klienci hotelu Rosevia. Goście do swojej dyspozycji dostają iPady z zainstalowaną aplikacją iLumio. Dzięki niej mogą bardzo szybko skontaktować się z obsługą poprzez chat, zaplanować w kalendarzu udział w hotelowych eventach, zarezerwować stolik w restauracji, wizytę w SPA czy najlepsze miejsce przy basenie – szybko i bez konieczności wychodzenia z pokoju. Od czerwca iLumio będzie też dostępne dla gości hotelu Holiday Inn w Dąbrowie Górniczej, należącym do jednej z największych sieci hotelowych na świecie InterContinental Hotels Group, a od lipca w hotelu Almond w Gdańsku.

„System iLumio jest odpowiedzią na aktualne trendy w branży hotelarskiej i oczekiwania coraz bardziej wymagających klientów. Nieustanie rozbudowujemy nasz produkt i dostosowujemy go do indywidualnych potrzeb każdego klienta w zależności od jego oczekiwań. Często są to pomysły bardzo oryginalne, którym staramy się zawsze sprostać. Dzięki temu gość hotelowy może cieszyć się komfortem użytkowania, a obsługa hotelu profesjonalnym zarządzaniem.” – mówi Justyna Michalczyk, Dyrektor Zarządzająca iLumio.

System iLumio został doceniony także za granicą. Z jego rozwiązań możemy już korzystać w szwajcarskim hotelu Alpenhof. Zintegrowanie systemu z lokalnym biurem obsługi turystycznej czy stacją narciarską wraz z mapą wyciągów to tylko niektóre z wielu oryginalnych udogodnień, które dzięki iLumio oferuje hotel. W bibliotece filmowej goście mają możliwość oglądania zdigitalizowanych na tę potrzebę filmów z pierwszej połowy XX wieku o Zermatt – miejscowości, w której znajduje się hotel. Dodatkowo gość będzie mógł sterować automatyką pokoju, dostosowując oświetlenie czy temperaturę z poziomu aplikacji, mając równocześnie dostęp do wielu międzynarodowych kanałów telewizyjnych.

„Rozwijamy się i rozszerzamy naszą działalność na rynki zagraniczne. Obecnie zrealizowaliśmy projekt dla klienta ze Szwajcarii, ale prowadzimy również rozmowy z hotelami w innych częściach świata, jak Niemcy czy Dubaj. Branża hotelarska na całym świecie  coraz bardziej dostrzega potencjał nowoczesnych systemów, co przyczynia się do osiągania kolejnych sukcesów spółki Ailleron. Ekspansja na nowe rynki wzmacnia jeszcze bardziej naszą pozycję i stwarza możliwości pozyskiwania kolejnych partnerów biznesowych.” – mówi Grzegorz Młynarczyk, Wiceprezes Ailleron SA.

Fakty i mity na temat outsourcingu

Pięć mitów na temat outsourcingu

Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio
Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio

Polski rynek nowoczesnych usług dla biznesu rozwija się w ogromnym tempie i mogłoby się wydawać, że o outsourcingu wiemy już wszystko. Czy na pewno? Kto może korzystać z tego modelu biznesowego i czy zawsze na tym zyska? Czy oddawanie procesów na zewnątrz wiąże się z ryzykiem utraty kontroli nad własnym biznesem? Oto pięć najczęściej powielanych mitów związanych z outsourcingiem.

MIT 1. Outsourcing jest tylko dla dużych firm

Rozumiejąc outsourcing jako „korzystanie z zewnętrznych usługodawców dla obsługi własnych procesów biznesowych, gdzie rozliczenie następuje na podstawie określonych parametrów jakości usług”, można uznać, że z outsourcingu korzystają niemal wszystkie firmy, także małe i średnie. W zarządzanie zewnętrznemu partnerowi oddać można rozmaite procesy: finanse, księgowość, kadry, płace, obsługę korespondencji, recepcji, sprzątanie, ochronę, druk, zakupy czy obsługę prawną. Przykłady można mnożyć, a formę outsourcowania dostosować do potrzeb i wielkości danej organizacji. Część z przedsiębiorstw korzystając z usług outsourcingowych w obszarze księgowości buduje własne centra usług wspólnych lub korzysta z oferty dużych korporacji typu BPO, a część z mniejszych podmiotów współpracuje z biurami rachunkowymi lub wręcz osobami samodzielnie prowadzącymi działalność gospodarczą. Istotą outsourcingu jednak jest stała i długotrwała współpraca oparta na konkretnych umowach, a nie pojedyncze zlecenia, nad którymi brak jest kontroli i zarządzania – mówi Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio. Oferta outsourcingowa jest dostępna niemal dla wszystkich podmiotów, jednak, jak podkreśla Piotr Rutkowski – Partner Zarządzający SourceOne Advisory, nie oznacza to, że outsourcing dla każdej firmy będzie opłacalny. Tu jest potrzebna rzetelna kalkulacja.

MIT 2. Outsourcować można tylko proste procesy

Rynek usług outsourcingu stale się rozwija i dojrzewa. Nawet w obrębie poszczególnych jego dziedzin. Na przykład w obszarze finansowo-księgowym, można outsourcować proste czynności w postaci wprowadzania faktur i danych z dokumentów księgowych do systemu finansowego, ale także „oddać na zewnątrz” cały proces księgowy włączając w to zarządzanie księgą główną, zakupy, obsługę wystawiania faktur, kontrolę należności, sprawozdania, a także analizy finansowe. To, co kilka – kilkanaście lat temu było uznawane za „niemożliwe do wyoutsourcowania”, dziś jest powszechnie oddawane do obsługi partnerom zewnętrznym i są to coraz bardziej skomplikowane procesy. Skrajnym przykładem może być bardzo zaawansowany outsourcing procesów badawczo-rozwojowych (R&D), z którego korzysta już wiele firm medycznych – mówi Piotr Rutkowski. Im łatwiejszy proces tym większa liczba firm outsourcingowych, które mogą podjąć się wykonywania takiej pracy. Sytuacja zmienia się wraz ze wzrostem kompleksowości i stopnia zaawansowania procesów. Tu pojawia się wymóg dysponowania odpowiednią infrastrukturą informatyczną, wiedzą czy znajomością języków obcych. Przykładem mogą być popularne usługi call contact center – czym innym jest obsługa infolinii, a czym innym pierwsza, druga i trzecia linia wsparcia technicznego najnowszych rozwiązań komputerowych – mówi prezes Fundacji Pro Progressio.

MIT 3. Outsourcing zawsze się opłaca i umożliwia redukcję kosztów

Niestety, nie. Outsourcing jest jednym z wielu narzędzi biznesowych dostępnych dla managerów i powinien być stosowany wtedy, gdy może przynieść realne korzyści. Aby mieć pewność, że tak się stanie, potrzebna jest rzetelna analiza opłacalności projektu. Bywa, że koszty zaangażowania outsourcera są nieco wyższe niż realizacja procesu wewnątrz firmy, jednak „w pakiecie” otrzymujemy dodatkowe benefity: gwarancję jakości, zabezpieczenie techniczne czy doświadczenie. To również powinno zostać uwzględnione w ostatecznym rozrachunku – podkreśla Piotr Rutkowski. Outsourcing powinien przynosić korzyści rozłożone w czasie w postaci zarówno wygenerowanych oszczędności, jak i mniejszych kosztów (np. związanych z zakupem drogiej infrastruktury teleinformatycznej), a także zaoszczędzonego czasu. Jeśli kierujemy się tylko kosztem usług, to jak pokazuje wiele przykładów z rynku, bardzo szybko może się okazać, że „tanio” na dłuższą metę wychodzi znacznie drożej – podkreśla Wiktor Doktór.

MIT 4. Outsourcing zawsze wiąże się z ryzykiem, m.in. utraty danych czy kontroli nad procesami

Jak każda współpraca biznesowa niezależnych od siebie podmiotów, tak i outsourcing wiąże się z pewnym ryzykiem. Właściwe przeprowadzony proces przetargowy i dobrze zbudowana umowa pomogą je zminimalizować. Terminologia SLA (Service Level Agreement) i KPI (Key Performance Indicators), to stałe elementy, na których realizowana jest współpraca biznesu z partnerami outsourcingowymi. Prawidłowe wdrożenie mechanizmów i struktur zarządzania kontraktem wymaga wiedzy i pewnego doświadczenia, dlatego odradzam samodzielne zabieranie się za projekt outsourcingu, jeśli „na pokładzie” nie mamy osoby z odpowiednią wiedzą ani nie korzystamy z doradztwa zewnętrznego – mówi Piotr Rutkowski. Błędem jest myślenie, że realizując proces biznesowy tylko poprzez własnych pracowników mamy zagwarantowane bezpieczeństwo. Polskie prawo maksymalną odpowiedzialność pracownika limituje do 3-krotności wynagrodzenia, co w wielu przypadkach będzie niczym, przy możliwej szkodzie. Outsourcer – o ile prawidłowo zbudowaliśmy naszą umowę – odpowie za całą szkodę, jaką nam wyrządził.

MIT 5. Outsourcując dany proces, tracisz nad nim kontrolę

Oddawanie na zewnątrz procesów, od zawsze stanowiło barierę dla kierownictwa firmy i od zawsze towarzyszyło mu przekonanie, że „nikt tak dobrze nie wykona pracy jak ja sam”- mówi prezes Fundacji Pro Progressio – Pamiętajmy, że oddając na zewnątrz swoje procesy nie tracimy nad nimi kontroli i dlatego tak ważne jest, aby to najważniejsze osoby w firmie – Prezes, Dyrektor Finansowy, czy Dyrektor Operacyjny – cały czas były odpowiedzialne za współpracę z firmą outsourcingową. Dodatkowo warto zwrócić uwagę na dwie istotne kwestie. Pierwszą jest zachowanie wiedzy z outsourcowanego obszaru, aby po jego oddaniu na zewnątrz, nadal rozumieć, jak dany proces funkcjonuje. Drugą jest kwestia ustawienia właściwego podziału odpowiedzialności na styku procesów, między klientem, a outsourcerem. Zaufanie jest bardzo ważne w relacjach outsourcingowych, ale kontrola także jest niezbędna i wręcz pożądana. Jeśli outsourcer nie oferuje możliwości kontroli wykonywanej przez siebie pracy, to należy się trzy razy zastanowić, czy chcemy z taką firmą współpracować.

Moody’s już przetrawiony, czekamy na dane z polskiej gospodarki

Odreagowanie polskiego złotego po decyzji agencji Moody’s zaczęło od wczoraj przyhamowywać. Rodzima waluta powróciła do trendu spadkowego, który obserwujemy od ponad miesiąca, a przed nami ważne dane z polskiej gospodarki, które mogą mieć wpływ na dalszą wycenę złotego.

Polski złoty pozostaje w trendzie spadkowym do głównych walut od początku kwietnia br., a ostatnie odreagowanie po tym, jak agencja ratingowa Moody’s obniżyła tylko perspektywę Polski pozostawiając rating bez zmian było tylko korektą w trwającym trendzie spadkowym. Ponownie EUR/PLN zawędrował w okolice 4,40; a para USD/PLN w pobliże 3,90. Za franka musimy zapłacić ponad 3,96; funt szterling momentami był widziany w okolicach 5,63.

Klimat rynkach i tym samym dla polskiego złotego popsuł się po już odległym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego, na którym szef EBC Mario Draghi stwierdził, że na razie nie widzi potrzeby dalszych obniżek stóp, choć oczywiście jest gotowy do działań, gdy będzie taka potrzeba. Dodatkowo złotemu ciążą sprawy wewnętrzne takie, jak chociażby tzw. ustawa frankowa czy kształt budżetu na rok 2017. Nie możemy również zapominać o zbliżającym się referendum, w którym Brytyjczycy zdecydują o pozostaniu w Unii Europejskiej. Ewentualny Brexit miałby poważne konsekwencje dla polskiej gospodarki, ale również dla całej Wspólnoty. Wielka Brytania jest drugim co do wielkości płatnikiem netto w Unii Europejskiej.

Jutro poznamy istotne dane z polskiej gospodarki, czyli produkcję przemysłową, wyniki sprzedaży detalicznej oraz ceny produkcji. Po słabym pierwszym kwartale br. okaże się, czy była to chwilowa zadyszka, czy może trwalsza tendencja, co prawdopodobnie miałoby negatywne przełożenie na wycenę polskiego złotego.

Z kolei dzisiaj poznamy dane o przeciętnym zatrudnieniu oraz wynagrodzeniu w naszym kraju, które jednak nie powinny mieć aż tak dużego wpływu na wycenę rodzimej waluty. Z danych globalnych warto zwrócić uwagę na cotygodniową zmianę zapasów paliw oraz „minutki” Fedu, czyli protokół z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej.

Ropa w ostatnim czasie mocno podrożała, co zwiększa zagrożenie większej korekty. Ostatnie dane o zapasach w Stanach Zjednoczonych zaskakują raczej in plus, ale przy mocno wykupionym rynku nawet niewielkie rozczarowanie może spowodować korektę spadkową, a z pewnością spadające ceny tego surowca pogorszyłyby klimat na rynkach i tym samym miałby negatywny wpływ na złotego.

Komentarz przygotował:

Bartosz Zawadzki
Szef Działu Analiz
Admiral Markets AS Oddział w Polsce

Dobre dane z USA osłabiły rynki akcyjne

Po zakończonej wzrostami poniedziałkowej sesji w USA oraz po porannych zwyżkach na rynkach azjatyckich, wtorek na Starym Kontynencie rozpoczął się w umiarkowanie optymistycznych nastrojach. Na rynkach, do wczesnego popołudnia przeważali kupujący akcje, jednak po danych ze Stanów Zjednoczonych, między innymi o produkcji przemysłowej, sentyment zaczął się odwracać.

Produkcja przemysłowa w kwietniu wzrosła o 0,7% (prognoza 0,3%), wzrosło również wykorzystanie mocy produkcyjnych do 75,4% z 74,9%. Jednak największe znaczenie dla inwestorów miały dane dotyczące inflacji w USA, która, jak się okazało, przyśpiesza. Wkaźnik CPI wzrósł o 1,1% w odniesieniu rok do roku, a po odliczeniu cen żywności i energii wzrósł o 2,1%. Powyższe odczyty były bez wątpienia bardzo dobre, jednak rynek odebrał je jako złe, głównie ze względu na zwiększone prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych już w czerwcu (lepsze dane = ryzyko zaostrzenia retoryki przez Fed).

Spośród napływających wczoraj danych z pewnością warto zwrócić między innymi uwagę na bilans handlowy strefy euro. Wzrósł on do rekordowego poziomu 28,6 mld euro. Dowiedzieliśmy się również, jak kształtowała się inflacja producencka i konsumencka w Wielkiej Brytanii. Ta ostatnia w kwietniu nieznacznie zmniejszyła dynamikę do poziomu 0,3%.

Finalnie, niemiecki DAX zakończył dzień ze stratą 0,63%, francuski CAC 40 spadł o 0,34%, a brytyjskiemu FTSE 100 udało się wyjść ponad poziom otwarcia o 0,27%. Indeks, skupiający największe polskie spółki, stracił na koniec notowań 0,39% przy obrotach na całym rynku dochodzących do 800 mln złotych.

Środa zapowiada się emocjonująco ze względu na szereg publikowanych danych makroekonomicznych. Poznamy między innymi odczyt japońskiego PKB za I kwartał, dane o przeciętnym zatrudnieniu i wynagrodzeniu w Polsce, a także wyniki inflacji konsumenckiej w strefie euro. Po południu natomiast dołączą Amerykanie z cotygodniowym odczytem o zapasach paliw. Jednak dużo ważniejszym wydarzeniem będzie wieczorna publikacja protokołu z posiedzenia FOMC. Możliwe, że otrzymamy odpowiedź na pytanie, czy na czerwcowym posiedzeniu Fed podwyższy stopy procentowe.

Sesja w USA:

Wtorek na nowojorskich giełdach przyniósł wyraźne spadki głównych indeksów. Liderami zniżek były spółki z sektora użyteczności publicznej oraz dóbr konsumenckich. Indeks Dow Jones Industrial Average na koniec dnia stracił 1,02%, S&P 500 spadł o 0,94%, natomiast Nasdaq Composite o 1,25%.

Waluty:

Wtorek dla EURUSD zakończył się spadkiem o 0,04% do poziomu 1,1315.
Kurs EURGBP stracił  0,43% i osiągnął poziom 0,7826, natomiast EURJPY stracił 0,06% do poziomu 123,34.

Polska waluta dziś rano wyceniana jest przez rynek następująco: 4,3903 PLN za euro, 3,8989 PLN za dolara amerykańskiego, 3,9632 PLN za franka szwajcarskiego oraz 5,6271 PLN za funta szterlinga.

Surowce:

Złoto zakończyło wczorajsze notowania wzrostem o 0,58% do poziomu 1280,80 USD za uncję. Srebro natomiast zyskało  0,79% i osiągnęło poziom 17,29 USD za uncję. Ropa naftowa, odmiana WTI zakończyła dzień na poziomie 48,45 USD za baryłkę, zyskując tym samym 1,53%. Odmiana Brent zyskała  natomiast 0,76% i była notowana po 49,34 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

Chwilowa ulga na złotym

Decyzja agencji Moody’s krótkotrwale wsparła złotego. Czwartkowe dane z polskiej gospodarki kluczowe dla złotówki. Rośnie przewaga zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w UE. EUR/USD spada po neutralnych danych z gospodarki.

Ostatnie godziny handlu na polskim złotym pozwalają zapomnieć o pozytywnym impulsie po decyzji agencji Moody’s. Efekt ten zgodnie z oczekiwaniami okazał być się krótkotrwały.
W dalszym ciągu sytuacja wokół polskiej waluty nie jest dobra. Cały czas zmagamy się
z niesprzyjającymi czynnikami wewnętrznymi, a do tego dochodzi ryzyko wyjścia Wielkiej Brytanii ze strefy euro. Scenariusz jest mało prawdopodobny, niemniej jednak apetytu na ryzyko inwestorzy nie mają.

Bez wątpienia kluczowy dla polskiej waluty będzie czwartek. Po marcowych słabych danych inwestorzy bacznie będą się przyglądać danym za kwiecień. Odczyty sprzedaży i produkcji poniżej 3% mogą wywołać sporą panikę. Oznaczałoby to bowiem, że odczyt PKB za I kwartał nie był przypadkiem, a gospodarka łapie niewielką zadyszkę. To oczywiście uruchomiłoby spekulację o cięciu stóp procentowych w Polsce, a EUR/PLN powróciłby ponad 4,40. Mimo wszystko jednak jest to czarny scenariusz, bo na razie głębszego spowolnienia w naszym kraju nie widać.

Kolejne sondaże w sprawie Brexitu pokazują przewagę zwolenników pozostania w UE.
W ostatnich dniach można zauważyć , że funt nie reaguje kompletnie na dane makro, decydująca jest sprawa wyjścia z UE. Widać to na notowaniach GBP/PLN, który od wczoraj rośnie przebijając poziom 5,62. Sytuacja jest o tyle dziwna, że poznaliśmy bardzo słaby odczyt inflacji bazowej, która wzrosła jedynie o 1,2% przy prognozach na poziomie 1,4%. W kolejnych tygodniach nie powinno nic się zmienić i to sondaże będą decydować o kształtowaniu się kursu funta.

Od wczoraj obserwujemy dość dynamiczny ruch w dół na głównej parze walutowej świata, czyli EUR/USD. Przebity został poziom 1,13. Kurs obecnie znajduje się w istotnym miejscu. Gdyby wsparcie w okolicach 1,1280 nie zadziałało, możliwe jest zejście do minimów z kwietnia, czyli 1,1220. Łącząc wszystkie wczorajsze publikacje z USA w jedną całość dochodzimy do wniosku, że były one bardzo bliskie prognozą. A co ważniejsze, żadnego przełomu nie widać na horyzoncie. Dyskusja między członkami Fed co do sytuacji gospodarczej będzie więc interesująca. Jeśli nadal będą słyszalne głosy o możliwej podwyżce stóp procentowych na początku drugiej połowy roku, to nawet mimo neutralnych danych, tak jak to było wczoraj, dolar powinien zyskiwać.

Krzysztof Pawlak, dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Skutki energetycznego rekordu w Niemczech

0

W Niemczech padł rekord produkcji z odnawialnych źródeł energii. To jeden z elementów transformacji gospodarczej w tym kraju, której przebieg będzie miał wpływ na inne kraje UE. To także pożegnanie nie tylko z węglem kamiennym, ale też brunatnym.

W miniony weekend w Niemczech ponad 90 proc. popytu na energię zostało zaspokojone ze źródeł odnawialnych. To nowy rekord, który potwierdza, że w kraju tym konsekwentnie realizowany jest scenariusz takiego rozwoju energetyki, w którym nie ma miejsca dla węgla kamiennego i brunatnego. Wsparciem dla OZE mają być źródła gazowe.
– Takie eksperymentu nikt jeszcze nie przeprowadzał – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Zasuń z Wysokiego Napięcia. – Te zmiany oznaczają transformację całej niemieckiej gospodarki.

Niemcy bardzo konsekwentnie realizują przyjęty scenariusz, nie może pozostać to bez wpływu na politykę energetyczną całej UE.

W I kwartale 2016r. całkowita podaż nowoczesnych powierzchni logistycznych i magazynowych w Polsce przekroczyła 10 mln mkw

W I kwartale 2016r. całkowita podaż nowoczesnych powierzchni logistycznych i magazynowych w Polsce przekroczyła 10 mln mkw. W porównaniu do I kwartału 2015r. nowa podaż wzrosła o 60% i wyniosła prawie 430 000 mkw., co świadczy o niesłabnącym zainteresowaniu rynkiem ze strony najemców, jak i deweloperów, którzy w przeważającej mierze budują obiekty typu build-to-suit.

Jak wynika z najnowszego raportu At a Glance Rynek powierzchni przemysłowych i magazynowych w Polsce, I kw. 2016 przygotowanego przez ekspertów z BNP Paribas Real Estate Poland na rynku powierzchni logistycznych i magazynowych nastąpił wzrost zainteresowania nowymi lokalizacjami, który przełożył się na ożywienie w mniejszych ośrodkach, nieodgrywających do tej pory znaczącej roli.

Anna Staniszewska
Anna Staniszewska, Dyrektor, Dział Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate, Europa Środkowo – Wschodnia

W ostatnich kwartałach w obszarze aglomeracji warszawskiej z koniunktury korzysta m.in. Grodzisk Mazowiecki, gdzie odnotowujemy gwałtowny przyrost podaży przy wysokim poziomie wynajmu. Pojawienie się nowych ośrodków można zaobserwować również w okolicach klastra Poznań, w okolicach Wrześni na wschodzie oraz Świebodzina na zachodzie. Na południowym wschodzie kraju, przy granicy z Ukrainą zaczyna rozrastać się rejon Korczowej. – mówi Anna Staniszewska, Dyrektor, Dział Analiz Rynkowych i Doradztwa, BNP Paribas Real Estate, Europa Środkowo – Wschodnia.

W I kwartale 2016 roku, mimo wysokiego wolumenu projektów oddanych do użytku, udział wolnej powierzchni zwiększył się jedynie o 0,6 p.p. osiągając 6,3%. Według prognoz BNP Paribas Real Estate Poland stopa pustostanów nie ulegnie większym zmianom w kolejnych kwartałach. Nie przewiduje się również znaczących wahań stawek czynszów, co świadczy o równowadze między popytem, a podażą.

Katarzyna Pyś – Fabiańczyk
Katarzyna Pyś – Fabiańczyk, Dyrektor, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo – Wschodnia

W dalszym ciągu najdroższym rynkiem jest Warszawa I, z uwagi na lokalizację wewnątrz granic administracyjnych stolicy, odpowiednio wysokie ceny gruntu i ograniczoną dostępność atrakcyjnych powierzchni. Zwiększająca się konkurencja pomiędzy właścicielami parków magazynowych oraz wzrost podaży, sprawią, że w nadchodzących miesiącach najemcy negocjując warunki umowy, częściej będą mogli liczyć na pakiety atrakcyjnych zachęt oraz  wydłużenie okresów zwolnienia z czynszu. – podkreśla Katarzyna Pyś – Fabiańczyk, Dyrektor, Dział Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Europa Środkowo – Wschodnia.

Pomimo zmniejszenia udziału lidera w całkowitym wolumenie powierzchni, rynek pozostaje zdominowany przez 5 graczy, posiadających łącznie niemal 60% udział w rynku, wśród których wciąż prowadzi Prologis. Analizując wielkość projektów w realizacji można jednak spodziewać się zwiększenia udziału w rynku firm Panattoni oraz Goodman.

Rośnie popyt na kredyty mieszkaniowe

Pomimo zaostrzenia kryteriów, w I kwartale 2016 roku nastąpił znaczny wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe – wynika z analizy Narodowego Banku Polskiego. Czy to oznacza, że rosnące wymagania nie powstrzymają utrzymującej się od dłuższego czasu hossy na rynku nieruchomości?

Z badań NBP przeprowadzonych we współpracy z 25 bankami wynika, że w okresie od stycznia do marca 2016 roku zostały zaostrzone kryteria przyznawania kredytów mieszkaniowych. Podwyższenie marż dotyczyło głównie zobowiązań obarczonych wyższym ryzykiem. Wiele banków zadeklarowało również zmiany zasad dotyczących dodatkowych zabezpieczeń oraz podniosło poziom wkładu  własnego.

Zaostrzenie marż nie było jednak zaskoczeniem dla branży.  – Większe wymagania instytucji finansowych wprowadzone na początku roku są całkowicie zrozumiałe ze względu na wejście w życie Rekomendacji S w zakresie obowiązkowego 15-procentowaego wkładu własnego oraz zalecenia KNF dotyczącego szacowania zdolności kredytowej – ocenia Piotr Kijanka, Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Grupie Deweloperskiej Geo.

MdM napędziło popyt

Analiza NBP dowodzi, że rygorystyczne kryteria nie zaskoczyły również klientów. Wręcz przeciwnie, w I kwartale roku nastąpił nawet wzrost popytu na kredyty mieszkaniowe. W ocenie banków, to przede wszystkim efekt obaw związanych z wyczerpaniem puli środków z programu „Mieszkanie dla Młodych”.

Sytuacja ekonomiczna gospodarstw domowych, czy wydatki konsumpcyjne, które zazwyczaj determinują popularność produktów bankowych, w tym okresie okazały się niemal bez znaczenia.

– Przypomnijmy, że w połowie marca Bank Gospodarstwa Krajowego ogłosił wstrzymanie przyjmowania wniosków w ramach MdM na 2016r.- mówi Piotr Kijanka.  Powodem decyzji była całkowita rezerwacja 715 mln zł przeznaczonych na dopłaty – dodaje.

Skąd w takim razie rosnący popyt? BGK nie zamknął całkowicie drogi do MdM, umożliwiając składanie dokumentów na 2017 i 2018 rok. W efekcie, w dniu opublikowania komunikatu BGK, złożono 5 tysięcy nowych wniosków.

W efekcie, cały 2016 roku okazał się rekordowy. Odnotowano ponad 27 tys. wniosków, czyli trzykrotnie więcej niż w pierwszym roku funkcjonowania programu. Według danych z końca kwietnia, na 2017 r. wpłynęło ponad 3, 1 tys. dokumentów, wykorzystując limit w 12,02 proc., a na 2018 r. złożono 36 wniosków, rezerwując limit w 0,12 proc.

Hossa na rynku nieruchomości trwa

Rosnąca popularność kredytów mieszkaniowych świadczy o stałym zainteresowaniu nabywców i płynnym wyprzedawaniu oferty rynkowej. Według analizy Krajowego Rynku Nieruchomości, I kwartał cechował się zaskakującą dynamiką sprzedaży nowych lokali.

Taka sytuacja rynkowa to prosta droga do utrzymania hossy na rynku nieruchomości. Od stycznia do marca oddano do użytkowania o 17,7 proc. więcej mieszkań niż w analogicznym okresie 2015 r. (dane Głównego Urzędu Statystycznego).

Znaczący udział w sukcesie mieli inwestorzy indywidualni i deweloperzy. Ci drudzy, odnotowali największy wzrost – oddali do użytkowania o 53,7 proc. więcej lokali niż rok temu.

Większa aktywność deweloperów wiąże się z korzyściami dla osób poszukujących własnego „M”. Oferty są bardziej zróżnicowane i lepiej dopasowane do oczekiwań klientów – podkreśla Dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu Grupy Geo.

Na dużą różnorodność mogli liczyć przede wszystkim nabywcy z Dolnego Śląska. W analizowanym przez GUS okresie największy, bo ponad 68-procentowy wzrost liczby mieszkań oddanych do użytkowania nastąpił w województwie dolnośląskim.

Optymistyczna prognoza na przyszłość

Większe wymagania, a przy tym rosnący popyt na kredyty i mieszkania to bilans I kwartału 2016 roku. Jak może zmienić się rynek w drugiej połowie roku?

Pomimo, że banki deklarują utrzymanie swojej polityki w tym segmencie, wszystko wskazuje na to, że II kwartał będzie równie intensywny.  Powodem może być chociażby pora roku – okres wiosenno-letni zawsze wiąże się ze wzmożonym ruchem w nieruchomościach.

Columbus Energy S.A. z wysokim portfelem zamówień

Columbus Energy S.A. (dawniej Columbus Capital S.A.), Spółka notowana na rynku NewConnect, działająca w branży Odnawialnych Źródeł Energii, zakończyła 2015 r. zyskiem netto w kwocie 1.275 tys. zł. Wartość backlogu zamówień Emitenta przekracza obecnie 85 mln zł netto.

W 2014 r. Spółka miała 836 tys. zł zysku netto, więc w minionym roku zanotowała blisko 53% wzrost w tym zakresie. Warto również dodać, że opublikowany przez Columbus Energy S.A. (dawniej Columbus Capital S.A.) raport roczny uwzględnia tylko wyniki samego Columbus Capital S.A., jeszcze przed połączeniem z Columbus Energy S.A. Ten drugi podmiot wypracował w 2015 r. zysk netto w wysokości 1.039 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 11.464 tys. zł. Zarząd Spółki zamierza opublikować jej nową strategię rozwoju oraz przedstawić prognozy finansowe podczas specjalnie zorganizowanej konferencji branżowej poświęconej perspektywom dla rynku fotowoltaiki w Polsce, która odbędzie się w dniu 30.05.2016 r. w Krakowie.

Cały zysk operacyjny z 2015 roku oraz z 1 kwartału 2016 roku przeznaczyliśmy na działania sprzedażowe. Najważniejsze to, że nasz portfel kontraktów stabilnie rośnie i wkrótce nadejdą kwartały, w których będziemy mogli monetyzować tę bazę. Same wyniki finansowe Spółki nie odzwierciedlają jeszcze naszego prawdziwego potencjału, ponieważ nadal jesteśmy w fazie rozwoju organizacyjno-strukturalnego i czeka nas jeszcze kilka kwartałów bardzo ciężkiej pracy, aby ten potencjał przełożył się bezpośrednio na nasze przychody oraz zyski.” – ocenia Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

Columbus Energy S.A. zakończyła w 1 kw. 2016 r. proces połączenia z Columbus Capital S.A. i koncentruje się aktualnie na wykorzystaniu potencjału obu podmiotów do budowania mocnej pozycji rynkowej na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych. Kondycja finansowa Spółki pozostaje na bardzo dobrym poziomie, bowiem na koniec marca br. posiadała ona ponad 7 mln zł należności oraz 1,2 mln zł środków na rachunkach bankowych. Łączna wysokość zobowiązań Emitenta na koniec 1 kw. 2016 r. wynosiła 2,64 mln zł.

Wartość backlogu zamówień Columbus Energy S.A. sięga obecnie poziomu 85 mln zł, co stwarza bardzo dobre perspektywy dla dalszego dynamicznego rozwoju skali działalności Spółki. Emitent oczekuje również na ogłoszenie kolejnego naboru w ramach Programu PROSUMENT.

Proces połączenia spółek był bardzo stresującym okresem, ponieważ na każdym jego etapie mógł zakończyć się fiaskiem. Zarówno biegły sądowy, Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy, czy nawet sam Krajowy Rejestr Sądowy mogły odrzucić plan połączenia. Na szczęście odnieśliśmy sukces i w Columbus Energy S.A. mamy realny biznes w niezwykle przyszłościowej branży. Myślę, że Akcjonariusze powinni być zadowoleni z faktu, że proces połączenia dobiegł końca. Suma wartości naszych kontraktów to przede wszystkim wysokomarżowy produkt dla klienta indywidualnego związany z dotacją z Programu PROSUMENT, którego ponowny nabór spodziewany jest w bardzo nieodległej przyszłości. Pozostali nasi klienci również bazują na dotacjach, jednak tym razem z nowej Perspektywy unijnej 2014-2020.” – dodaje Zieliński.

Columbus Energy S.A. organizuje w dniu 30.05.2016 r. (Godz. 11:00; Miejsce: Hotel Best Western w Krakowie, ul. Opolska 14a) konferencję, podczas której przedstawi GAME CHANGER – nową ofertę Spółki dla rynku Odnawialnych Źródeł Energii. Emitent zaprezentuje również swoją nową Strategię Rozwoju i przedstawi prognozy finansowe.

„30 maja br. przedstawimy nowe spojrzenie na branżę fotowoltaiki dla klienta indywidualnego. To będzie prawdziwe odwrócenie rynku do góry nogami. Przedstawimy usługę/produkt, który zrewolucjonizuje branżę oraz rynek domów jednorodzinnych. Uważam, że przez wiele miesięcy, może nawet i lat, konkurencji będzie bardzo ciężko nas dogonić. Wiem, że jest to niezwykle mocna deklaracja, ale jestem przekonany, że po 30 maja rynek będzie podzielał moją opinię.” – podsumowuje Prezes Zieliński.

W marcu 2016 r. Sąd Rejonowy w Krakowie zarejestrował połączenie Columbus Energy S.A. z Columbus Capital S.A., które nastąpiło zgodnie z przyjętym planem połączenia poprzez przeniesienie całego majątku Columbus Energy S.A. na Columbus Capital S.A. w zamian za nowo emitowane akcje. Kapitał zakładowy Spółki wynosi aktualnie 72.863.778,42 zł i dzieli się na 269.865.846 akcji o wartości nominalnej 0,27 zł każda. Najważniejszym celem nowego podmiotu – Columbus Energy S.A. – jest utrzymanie pozycji lidera na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce oraz przeniesienie notowań akcji na rynek regulowany GPW w Warszawie. Emitent planuje także prowadzić aktywną działalność inwestycyjną w podmioty z sektora MŚP.

Zarząd TK Telekom negocjuje ze związkowcami

MŚP będą sprzedawać, ale nie inwestować

Jak pracownicy oceniają i opiniują swoich pracodawców

Co tak naprawdę oznacza decyzja Moody’s

0

Czy w związku z tym, że agencja ratingowa pogroziła nam palcem, rząd zmieni założenia swoich sztandarowych programów? Wydaje się to mało prawdopodobne. Kolejny przegląd ratingu Polski agencja Moody’s planuje na początku września. Do tego czasu ważne będą informacje z naszej gospodarki, w tym chodzić może o jasny komunikat w sprawie zapewnienia stabilnego finansowania programowi 500+. Decyzja Moody’s oznacza, że agencja dała nam odrobinę czasu na to, żebyśmy się poprawili. Czy z tego skorzystamy? Więcej w materiale wideo.

Cięcia ratingu nie było, a co dalej z naszą walutą?

0

Teraz obniżki ratingu nie było, więc wydawać by się mogło, że złoty powinien wrócić do wcześniejszych poziomów. Jednak czy będzie to teraz możliwe? Jak w obecnej sytuacji kształtować się będzie kurs naszej waluty i jakie czynniki mogą go determinować? Więcej w materiale wideo.

Przekroczenie psychologicznej granicy 50 dol. za baryłkę ropy wpłynęłoby na wzrost produkcji tego surowca w USA. To znów zepchnie ceny poniżej tej granicy

CEO Magazyn Polska

Ropa drożeje od lutego. Baryłka amerykańskiej WTI kosztuje już niemal o trzy czwarte więcej niż trzy miesiące temu i zbliża się do psychologicznej bariery 50 dol. za baryłkę. Wzrost opłacalności produkcji może jednak zaowocować jej zwiększeniem i ponowną presją na ceny. Także złoto, które na początku roku wystrzeliło w górę, a od dwóch miesięcy rośnie bardzo powoli, mogło już wyczerpać swój potencjał.

– Jeżeli byśmy wrócili na poziomy powyżej 50 dol. za baryłkę, wówczas wiele projektów dotyczących produkcji ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych zacznie być opłacalnych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Maciej Leściorz, dyrektor ds. sprzedaży i edukacji CMC Markets. – Zatem może w takiej sytuacji również wzrosnąć podaż i siłą rzeczy wrócimy poniżej bariery 50 dol. za baryłkę. Dlatego myślę, że poziomy, które w tej chwili obserwujemy, to już są okolice maksimów, które w najbliższym czasie zobaczymy.

Przed połową lutego cena baryłki teksańskiej ropy spadła poniżej 30 dol. i był to poziom najniższy od połowy pierwszej dekady XXI wieku. Od tego czasu zaczęła jednak mocno drożeć, by po trzech miesiącach przekroczyć poziom 48 dol. Pomogły zarówno pogłoski o planowanym porozumieniu producentów w sprawie zamrożenia wydobycia (do spotkań doszło, do porozumienia – nie), jak i informacje o coraz mniejszej liczbie platform wiertniczych i niższych zapasach w USA. Do tego dochodzi czynnik jednorazowy w postaci problemów z produkcją w Kanadzie spowodowanych pożarami lasów. Jak przekonuje Maciej Leściorz, nie musi to spowodować odczuwalnej podwyżki cen na stacjach benzynowych, choć w ostatnich tygodniach paliwa drożały.

– W ostatnim czasie ceny ropy nie mają aż tak bezpośredniego przełożenia na to, co przeciętny obywatel widzi na stacjach benzynowych, na ceny, po których tankuje benzynę – zauważa. – Natomiast utrzymanie się ceny w tych okolicach, które mamy w tej chwili, powinno zapewnić stabilizację. Zatem drastycznych spadków nie będzie, ale przede wszystkich nie będzie również drastycznych wzrostów cen paliw.

Niskie ceny paliw były od dwóch lat główną przyczyną spadku cen towarów i usług konsumpcyjnych. Choć od trzech miesięcy ropa drożeje, deflacja liczona rok do roku nie odpuszcza. W kwietniu pogłębiła się do 1,1 proc. Drugi miesiąc z rzędu nastąpił jednak lekki wzrost cen w stosunku do poprzedniego miesiąca.

– W tej chwili na pewno z samym faktem taniej ropy naftowej można łączyć wszelkie kwestie deflacyjne, m.in. w Polsce. Jest to jeden z argumentów przemawiających za tym, żeby nie obniżać jeszcze stóp procentowych, ponieważ sama deflacja w dużej mierze może być spowodowana niskimi cenami ropy – mówi Leściorz. – Natomiast w dłuższej perspektywie poza gospodarkami stricte surowcowymi, mam na myśli gospodarki Ameryki Południowej, Rosję, Stany Zjednoczone, nie powinno to w dużej mierze mieć większego znaczenia.

Ropa, choć przez kilka pierwszych tygodni roku taniała, od 1 stycznia dała zarobić 30 proc. Inaczej wyglądają notowania złota, które zaczęło rajd w górę już w grudniu, natomiast od dwóch miesięcy drożeje bardzo powoli. W sumie w tym roku zyskało 20 proc. Zdaniem Macieja Leściorza może to oznaczać koniec możliwości wzrostowych tego surowca.

– Na złocie od początku roku mieliśmy bardzo silne wzrosty. Już w tej chwili jesteśmy w okolicach szczytów. Silny wzrost złota na pewno należy wiązać z tym, co się działo na dolarze. W tej chwili zauważamy powoli odwrócenie się trendu. Zatem również możliwe jest, że na złocie nastąpi odbicie [w dół]. Ponadto może dojść do realizacji zysków przez tych inwestorów, którzy już osiągnęli tak wysokie stopy zwrotu od początku roku.

DM Deutsche Bank: Indeksy powinny w tym roku rosnąć. Wiele zależy jednak od polityki banków centralnych

CEO Magazyn Polska

W tym roku zarówno najważniejsze giełdy światowe, jak i indeksy na GPW powinny iść w górę – uważa Janusz Galas, analityk DM Deutsche Banku. Ostatecznie to, ile zarobią inwestorzy, zależeć będzie jednak od dalszego postępowania banków centralnych. W Polsce łatwiej będzie znaleźć okazje inwestycyjne wśród małych i średnich spółek, natomiast blue chipy muszą poczekać na wzrosty do drugiej połowy roku.

– Oczekujemy dobrego zachowania giełd, zarówno w Polsce, jak i na świecie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Janusz Galas, analityk DM Deutsche Banku. – Uważamy, że obecna polityka utrzymywania niskich stóp procentowych, wspierania gospodarki poprzez wszelkiego rodzaju programy stymulacyjne i luzowanie ilościowe powinny pozytywnie wpływać na zachowanie się giełd.

Z głównych banków centralnych trzy zdecydowały się na wprowadzenie ujemnej stopy depozytowej: Narodowy Bank Szwajcarii, Bank Japonii i Europejski Bank Centralny. Dwa ostatnie prowadzą interwencyjny skup obligacji: Japonia do 80 bln jenów rocznie (co w euro daje ok. 54 mld euro miesięcznie), zaś EBC – 60 mld euro miesięcznie (w marcu podjęto decyzję o rozszerzeniu programu do 80 mld euro). Fed po jednorazowej jak dotąd podwyżce stóp w grudniu ubiegłym roku daje gołębie sygnały i ekonomiści są przekonani, że nie dotrzyma obietnicy dwóch podwyżek stóp w tym roku.

– Są pewne czynniki ryzyka, które będą determinowały zachowanie się giełd. Pierwszy to polityka banków centralnych. Jeżeli będą utrzymywane niskie stopy, można się spodziewać, że będzie to podobało się rynkom – mówi Galas. –  W ostatnim czasie pojawiają się informacje o tym, że utrzymuje się niski wzrost w światowej gospodarce. Drugi to rosnące zadłużenie, bo już obecnie sięga ono 300 proc. globalnego PKB. Można uznać, że dotychczasowe działania banków centralnych są niewystarczające. Niemniej jednak polityka banków centralnych będzie na pierwszym planie.

Między innymi dzięki łagodnej retoryce szefowej Fed w marcu rynki zaczęły odbijać od dna, do którego dotarły 11 lutego. Niemiecki indeks DAX i brytyjski FTSE urosły od tej pory o ponad 15 proc., francuski CAC o niemal 17 proc., a amerykański S&P 500 o 14,5 proc. Nawet warszawski indeks giełdowy zyskał przeszło 10 proc.

– Polska giełda powinna zachowywać się w tym roku dobrze, a indeksy powinny rosnąć. Niewątpliwie powinno nam pomagać utrzymujące się wysokie tempo rozwoju gospodarczego. Ponadto program „Rodzina 500 plus” powinien pozytywnie wpłynąć na popyt wewnętrzny, na konsumpcję – przewiduje analityk DM Deutsche Banku. – Największych szans upatrujemy w segmencie małych i średnich spółek. Uważamy, że mniejsze i średnie spółki powinny bardziej skorzystać na owocach wzrostu gospodarczego i powinny szybciej poprawiać wyniki.

Od dwóch miesięcy WIG20 rośnie w podobnym tempie jak indeks szerokiego rynku. Różnicę widać w skali roku: największe spółki straciły 22 proc., podczas gdy cała giełda 14 proc. Zdaniem analityka gdy wyjaśnią się już kwestie związane z podatkiem od sprzedaży, przewalutowaniem kredytów hipotecznych i ratowaniem górnictwa, a także obecnością w Unii Wielkiej Brytanii, również blue chipy powinny zacząć odzyskiwać teren.

– Najlepiej powinny się zachowywać spółki z szeroko pojętego sektora konsumpcyjnego. Również ciekawą propozycją inwestycyjną powinny być spółki przemysłowe produkujące głównie na eksport. Szans upatrywalibyśmy także wśród deweloperów i spółek budowlanychwylicza Janusz Galas. – Niewątpliwie powodzeniem powinny się cieszyć spółki dywidendowe. Można również stosować strategię związaną z szukaniem spółek, które mogą zostać przejęte przez inwestorów zarówno branżowych, jak i fundusze private equity, dlatego że pieniądz jest tani i jest go sporo na rynku.

Jego zdaniem spółek takich jest obecnie na polskiej giełdzie kilkanaście. Przede wszystkim radzi zwrócić uwagę na te, na które wezwania nie powiodły się pod koniec ubiegłego roku.

– Wydaje się, że takimi spółkami mogły być Netia, Hyperion, kilka spółek jest wystawionych na sprzedaż. Jeżeli chodzi o sektor deweloperski, tutaj można wyróżnić Robyg, Ronson, niewykluczone, że również i Polnord – wylicza analityk DM Deutsche Banku. – Z branży finansowej np. – Skarbiec TFI, część spółek z branży przemysłowej również mogłaby stanowić atrakcyjny cel dla potencjalnych inwestorów. Wydaje się, że można by uzyskać kilkanaście procent na tym w stosunku do obecnych wycen.

Polska firma rozpoczyna współpracę z amerykańskim gigantem z branży IT. Mniejsze podmioty będą mogły korzystać z rozwiązań zarezerwowanych dotąd dla korporacji

CEO Magazyn Polska

Oktawave, polska chmura obliczeniowa, przystąpiła do programu certyfikowanych dostawców chmury i usług Red Hat. Red Hat to lider rozwiązań open source, z których korzysta większość globalnych korporacji. Współpraca obu firm zapewni klientom w Polsce kontrolę kosztów, profesjonalne wsparcie oraz bezpieczeństwo, bo usługi będą podlegały restrykcyjnym krajowym przepisom w zakresie przetwarzania danych.

– Oktawave dostarcza rozwiązania infrastrukturalne klientom korporacyjnym, a także mniejszym podmiotom, dla których wydajność zarezerwowana dla segmentu enterprise była dotąd poza zasięgiem. Dzięki współpracy model ten został przeniesiony także do dystrybucji systemu operacyjnego – w ten sposób zaawansowana platforma linuksowa wraz ze wsparciem technicznym została udostępniona w modelu chmurowym – mówi agencji informacyjnej Newseria Maciej Kuźniar, prezes firmy Oktawave.

Rodzimy rynek usług cloud computingu dojrzewa. Coraz więcej firm dostrzega w tym modelu potencjał, stąd popularność usług w chmurze niezmiennie rośnie, przekładając się na wzrost jego wartości. W 2015 roku wartość usług oferowanych w technologii cloud computing wyniosła 400 mln zł. W tym roku zdaniem ekspertów Oktawave należy oczekiwać nawet 25-procentowego. wzrostu, a wartość rynku przekroczy 500 mln zł.

Rozwiązania chmurowe wybierane są najczęściej ze względu na wymierne korzyści, które oferują: optymalizację kosztów, większą elastyczność, skalowalność oraz podwyższenie bezpieczeństwa. Cloud sprzyja także kontroli wydatków, ponieważ klienci płacą za faktycznie wykorzystywane zasoby, a nie za utrzymywanie technologii w gotowości. To oznacza, że nakłady związane z chmurą są niższe niż w przypadku rozbudowy własnej infrastruktury IT przedsiębiorstwa. Ponadto, dzięki chmurze ogromna moc obliczeniowa jest dostępna także dla mniejszych podmiotów.

– Współpraca umożliwia zamówienie systemu Red Hat Enterprise Linux bezpośrednio u polskiego dostawcy. Red Hat będzie dostępny w modelu rozliczenia chmurowego, a także objęty wsparciem zarówno Oktawave, jak i bezpośrednio samego Red Hata. Subskrypcja systemu Red Hat Enterprise Linux w Oktawave oznacza polską jurysdykcję, co jest o tyle istotne, że nasze przepisy dotyczące ochrony danych są bardziej restrykcyjne niż regulacje Unii Europejskiej – tłumaczy Kuźniar. – Spełnianie wytycznych wynikających z krajowej jurysdykcji ma szczególne znaczenie dla firm przenoszących zasoby do chmury obliczeniowej.

Z platformy Red Hat Enterprise Linux (RHEL) korzysta blisko 90 proc. firm z listy Fortune 500 obejmującej największe przedsiębiorstwa. Wśród klientów są m.in. giełdy, instytucje finansowe i ubezpieczeniowe czy firmy telekomunikacyjne, dla których bezpieczeństwo danych jest kluczowym parametrem.

– Przede wszystkim chmura zapewnia przedsiębiorcom dostęp do wydajnej infrastruktury i zaawansowanych narzędzi w atrakcyjnym modelu rozliczeniowym – dodaje prezes Oktawave.

Dzięki współpracy polska spółka zaoferuje klientom nie tylko platformę RHEL w wersji 6 i 7, lecz także zapewni wsparcie techniczne.

– Partnerstwo stanowi pierwszy etap współpracy pomiędzy Oktawave a Red Hat. Zamierzamy kontynuować tę współpracę i sukcesywnie wprowadzać do naszej oferty coraz więcej rozwiązań dostarczanych przez firmę Red Hat – informuje Kuźniar.

Oktawave planuje też wspólne prowadzenie warsztatów i szkoleń dla klientów.

Jak podkreśla Kuźniar, uzyskanie statusu certyfikowanego dostawcy usług Red Hat wiązało się ze spełnieniem ściśle zdefiniowanych kryteriów w zakresie oferowania certyfikowanych usług.

– Od czasu premiery ponad 10 lat temu Red Hat Enterprise Linux stał się główną platformą linuxową klasy korporacyjnej wyznaczającą branżowe standardy wydajności, skalowalności i bezpieczeństwa. Red Hat Enterprise Linux stworzono po to, by wesprzeć organizacje w procesie przejścia na nowe modele przetwarzania danych: środowiska wirtualne i chmury obliczeniowe. Z platformy Red Hat Enterprise Linux korzystają m.in. giełdy, instytucje finansowe i ubezpieczeniowe czy firmy telekomunikacyjne, dla których bezpieczeństwo danych jest kluczowym parametrem – wyjaśnia prezes Oktawave.

Oktawave jest innowacyjną platformą infrastruktury na żądanie (IaaS), a zarazem spółką notującą trzycyfrowe tempo wzrostu. W ramach platformy Oktawave można uruchomić, przetwarzać lub przechowywać dowolne zasoby – stronę WWW, aplikację biznesową, projekt startupowy lub rozwiązanie korporacyjne. Portfolio usług Oktawave obejmuje przede wszystkim środowiska serwerowe w chmurze (OCI), bezpieczny oraz najszybszy na świecie system przechowywania i przetwarzania danych (OVS, OCS), a także środowiska bazodanowe i aplikacyjne.

Ograniczenie dostępu do pigułki po może zwiększyć liczbę nielegalnych aborcji

CEO Magazyn Polska

Resort zdrowia zamierza wprowadzić prawo ograniczające dostęp do antykoncepcji awaryjnej. Swoją postawę motywuje nadużywaniem pigułki po przez Polki oraz jej szkodliwością dla zdrowia kobiet. Zwolennicy liberalizacji dostępu do antykoncepcji domagają się podania źródeł informacji o niepożądanych skutkach stosowania ellaOne oraz jego nadużywaniu. Decyzję Ministerstwa Zdrowia określają jako nieprzemyślaną, wynikającą z ideologicznych pobudek i naruszającą prawo, która może prowadzić do zwiększenia liczby nielegalnych aborcji.

Preparat ellaOne został dopuszczony do sprzedaży bez recepty w Polsce w kwietniu 2015 roku na mocy rozporządzenia Ministra Zdrowia. Antykoncepcję awaryjną mogą w ten sposób nabyć wszystkie kobiety, które ukończyły 15 rok życia. Obecne władze planują jednak cofnąć decyzję poprzedników poprzez przygotowywaną nowelizację ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Zakłada ona, że sprzedaż w aptece produktów leczniczych mających wskazania do stosowania w antykoncepcji będzie mogła mieć miejsce wyłącznie na podstawie recepty wystawionej przez lekarza.

Ministerstwo Zdrowia twierdzi, że celem nowelizacji jest zwiększenie bezpieczeństwa pacjentek antykoncepcja awaryjna może bowiem szkodzić ich zdrowiu, ponadto jest w Polsce nadużywana.

– Z praktyki mojej i moich kolegów raczej wynika, że jest to preparat absolutnie bezpieczny, stosowany z umiarem. Antykoncepcja postkoitalna stosowana w sposób kontrolowany jest bezpiecznym preparatem dostępnym w całej Europie – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle dr n. med. Grzegorz Południewski, ginekolog położnik.

Przeciwnicy antykoncepcji awaryjnej twierdzą, że jest to środek o działaniu wczesnoporonnym. Działanie preparatu ellaOne polega jednak na hamowaniu lub opóźnieniu owulacji, a więc niedopuszczeniu do zapłodnienia. Przy prawidłowym stosowaniu pigułka po jest też całkowicie bezpieczna dla zdrowia kobiety.

Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny oraz Koalicja Mam Prawo zwróciła się z oficjalnym pytaniem do Ministerstwa Zdrowia o wskazanie źródeł informacji o niepożądanych skutkach stosowania ellaOne oraz jego nadużywaniu.

Wiemy, że było zaledwie kilkanaście przypadków zgłoszenia jakichkolwiek niepożądanych działań po zastosowaniu tabletki po. Zgłoszono je do Departamentu Bezpieczeństwa Farmakoterapii firmy HRA Pharma. I wiemy, że dotyczyły one duszności, zawrotów głowy, a także zajścia w niepożądaną ciążę mimo zażycia tabletki ellaOne – mówi Krystyna Kacpura, dyrektorka wykonawcza, Federacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny.

Zdaniem Federacji na decyzję Ministerstwa Zdrowia nie wpłynęły względy medyczne ani prawne, lecz ideologiczne, a resort uległ naciskom ze strony środowisk katolickich. Zmiana w ustawie może natomiast doprowadzić do zwiększenia liczby nielegalnych aborcji, a tym samym prawdziwego zagrożenia dla zdrowia i życia kobiet. Obecnie w Polsce wykonuje się 80–200 tys. aborcji rocznie. Liczba ta może drastycznie wzrosnąć po ograniczeniu dostępu do antykoncepcji awaryjnej.

– W momencie, kiedy zaniechamy stosowania bądź ograniczymy dostęp do tej antykoncepcji, tak naprawdę stworzymy rynek do stosowania metod poza tymi dopuszczalnymi, a ich jest dużo. Zwykły student medycyny jak mocno usiądzie w czytelni i posiedzi, to znajdzie ze sto sposobów, jak się pozbyć niechcianej ciąży. Od kryminalnych po takie, które mogą być stosowane w medycynie – mówi dr n. med. Grzegorz Południewski.

Według prof. Moniki Płatek ograniczenie dostępu do antykoncepcji awaryjnej świadczy o dążeniu władz do dyscyplinowania i kontrolowania kobiet, a także wykorzystywania ich do własnych celów politycznych. Stanowi naruszenie przepisów z 1993 roku mówiących o planowaniu i prawie do planowania, które musi zagwarantować władza. Karnistka jest zdania, że polityka społeczna państwa powinna iść w kierunku zadbania o badania prenatalne, żłobki i przedszkola, tani dostęp do dobrych mieszkań, równy status ludzi na rynku pracy oraz nauczenia mężczyzn odpowiedzialności za podejmowane decyzje seksualne.

To są działania, które rzeczywiście chronią życie i chronią zdrowie, jeżeli chodzi o możliwość decydowania o swoim potomstwie. Na pewno nie jest to prawo karne. Prawo karne wkracza jako ostatnie, fakt, że tu wkracza jako pierwsze jest demonstracją władzy i pogardy dla kobiet, nie jest demonstracją ochrony życia – mówi prof. Monika Płatek, karnistka, UW.

Projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych został przyjęty przez Ministerstwo Zdrowia. Obecnie trwają konsultacje zewnętrzne. W ich ramach w Sejmie odbyła się debata „Można było przed, czy będzie wolno po? Antykoncepcja awaryjna, przerywanie ciąży – czy mamy się czego obawiać?” zorganizowana przez Koalicję Mam Prawo. Zgodnie z założeniami władz nowelizacja ustawy ma wejść w życie w czerwcu tego roku.

Polacy wciąż rzadko inwestują swoje oszczędności. Wolą trzymać je na lokacie lub kontach bankowych

CEO Magazyn Polska

Inwestujących w funduszach inwestycyjnych jest około 2 milionów. Ich liczba dość dynamicznie się zmienia, co wskazuje na spekulacyjny, krótkoterminowy charakter inwestycji. Mimo niskich stóp procentowych i jeszcze niżej oprocentowanych lokat Polacy większość oszczędności trzymają na lokatach i kontach bankowych. Nie widać też, by do inwestowania przekonywali się młodzi ludzie.

Prawie 2 mln Polaków ma środki zainwestowane w jednostki funduszy inwestycyjnych. To trochę więcej niż rok temu, natomiast trochę mniej niż jeszcze w lutym – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Lis, zarządzający portfelem akcyjnym Altus TFI. – Widać, że ta koniunktura wyznacza chęć czy niechęć klientów do inwestowania w TFI. To też pokazuje, że to są dosyć szybkie pieniądze. Nie inwestujemy na 10 lat i nie wybieramy fundamentalnie spółki, tylko mamy raczej do czynienia z zależnością: wzrosło – kupujemy, spadło – sprzedajemy. Te 2 mln klientów to jest poziom mniej więcej stabilny, może lekko rosnący.

Według Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami w 2015 roku oszczędności Polaków wzrosły do rekordowego poziomu 1,2 bln zł. Gospodarstwa domowe zgromadziły na różnego rodzaju lokatach o ponad 70 mld zł więcej, czyli o 6,6 proc. więcej niż w 2014 roku. Od lat największy udział w oszczędnościach gospodarstw domowych mają depozyty złotowe i walutowe (57 proc.), które w 2015 roku zwiększyły się o 9,4 proc. Wartość środków ulokowanych w detalicznych funduszach inwestycyjnych znajdujących się w posiadaniu gospodarstw domowych (dla osób fizycznych, po wykluczeniu wartości inwestycji ubezpieczycieli) zwiększyła się w 2015 roku o 3,9 mld zł (4,0 proc.).

Rachunków maklerskich, bo to jest kolejna forma inwestowania Polaków, już bez pośrednictwa instytucji w tym wyspecjalizowanej, jest ok. 1,4 mln. Tu do końca nie mamy danych, czy są to rachunki aktywne, czy nieaktywne, jednak ta liczba ciągle spada – podkreśla Lis. – Spadek wynika stąd, że często rachunki nieaktywne są z powodu wysokich kosztów pobieranych przez bank czy przez dom maklerski zamykane. Co ciekawe, średni wiek klienta domu maklerskiego ciągle rośnie. Teraz to jest średnio 38 lat według Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych. Kilka lat temu to było dużo mniej. To też pokazuje, że zostali starzy klienci, a nie widać napływu świeżej krwi.

Na koniec marca liczba rachunków inwestycyjnych wynosiła 1,408 mln sztuk, o niemal 3 tys. mniej niż na koniec lutego. Jeszcze we wrześniu 2012 roku było ich 1,534 mln (KDPW). Jak podkreśla Andrzej Lis, problemem jest brak aktywnej edukacji inwestycyjnej. Wiedzę na temat inwestowania inwestor najczęściej musi zdobyć sam.

Trudno znaleźć w telewizji, na kanałach o najszerszym zasięgu, dobry program o inwestowaniu. Przeciętny Polak nie ma skąd czerpać wiedzy, musi ją zdobywać samodzielnie – wskazuje zarządzający Altus TFI. – Jest to dosyć trudne i czasochłonne, stąd wydaje się, że samodzielne inwestowanie jest przeznaczone dla ograniczonej grupy klientów. Oczywiście łatwiejsze jest inwestowanie w TFI, ale tutaj też trzeba się dowiedzieć, na czym to polega, wybrać odpowiedni fundusz, czy to będzie fundusz akcyjny, czy to będzie fundusz bezpieczny. Często po fakcie okazuje się, że klient kupił coś innego, niż na początku mu się wydawało.

Na koniec marca zobowiązania banków wobec gospodarstw domowych wynosiły 667,8 mld zł. Dla porównania aktywa w zarządzaniu funduszy inwestycyjnych wynosiły 255 mld zł.

Jak podaje GPW, udział inwestorów indywidualnych w obrocie akcjami na rynku głównym GPW stanowił w 2015 roku 12 proc. Na inwestorów instytucjonalnych przypadło 36 proc., zaś zagranicznych – 52 proc. Korzystniej wyglądają proporcje na rynku alternatywnym, ale tam w grę wchodzą ułamki tych kwot, co na rynku głównym.

Z instrumentów alternatywnych najbardziej poszukiwaną grupą aktywów są ciągle nieruchomości, czyli kupowanie mieszkań na wynajem – mówi Andrzej Lis. – Otwartą kwestią pozostaje, ile na tym można zarobić. Średnio na kawalerce to jest stopa zwrotu rzędu 2–3 proc. netto, czyli nieduże pieniądze, a nie każdego stać też na to, żeby na początku wyłożyć pokaźną kwotę. Wydaje mi się, że to jest segment skierowany tylko do najbogatszego klienta.

Dobre prognozy dla rynku odzieży dla dzieci. Producentom pomoże program „Rodzina 500 plus”

CEO Magazyn Polska

Program „Rodzina 500 plus” może wspomóc rozwój rynku ubranek dla dzieci. Na razie jego wpływ jest jednak trudny do oszacowania. I bez tego impulsu segment stabilnie się rozwija. Zdaniem właściciela sieci Coccodrillo podobnie jak w przypadku ubrań dla dorosłych warto inwestować w równoległy rozwój sieci stacjonarnej i internetowej.

 Na rynku polskim zakładamy stabilny wzrost i liczymy w tej chwili przede wszystkim na program „Rodzina 500 plus”. Zakładamy, że w pewien sposób przyczyni się do wzrostu obrotów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Przybyła, wiceprezes spółki CDRL SA, właściciela marki Coccodrillo.

Sprzedaż ubranek dla dzieci to około jednej trzeciej całego rynku wszystkich produktów dziecięcych, wartego ok. 9 mld zł – wynika z raportu firmy PMR. Rynek rośnie w tempie kilku procent rocznie, a najbardziej zwiększa się sprzedaż internetowa, sprzedaż w sieciach specjalizujących się w asortymencie dziecięcym oraz w sklepach wielkopowierzchniowych. W szybkim tempie spada natomiast udział indywidualnych sklepów.

Rynek polski staje się rynkiem dojrzałym, ale jeszcze jest miejsce na jego poukładanie. Obecnie mamy kilka monobrandów takich jak firma Coccodrillo, 5-10-15, Wójcik i w zasadzie innych większych nie widać. Oczywiście mamy konkurencję, jeżeli chodzi o takie marki jak LPP z brandem Re Kids, firmę H&M czy ZARA – mówi Przybyła.

Coccodrillo intensywnie inwestuje w rozwój sieci stacjonarnej, ale jeszcze bardziej w rozwój sklepów internetowych. Prowadzi je nie tylko w Polsce, gdzie w ubiegłym roku uruchomił nową platformę e-handlu, lecz także od niedawna w Czechach, Niemczech, Austrii, a w planach ma kolejne rynki: Ukrainę, Słowację i Rumunię. W I kwartale e-sprzedaż przyniosła sieci ponad 10 proc. wpływów. Wzrosła jednak w tempie 113 proc., podczas gdy całkowita w tempie 9 proc.

Sklepy internetowe się rozwijają, pracujemy nad omnichannel, czyli połączeniem sklepów offline’owych ze sklepem internetowym. Chodzi o to, by klient mógł przeglądać produkty w sklepie, kupować w sklepie internetowym i na odwrót – zapowiada Przybyła. – Wydaje mi się, że to jest bardzo ważny kierunek, na który trzeba zwrócić uwagę, i w tym kierunku przede wszystkim będziemy się rozwijać.

Jak zauważa, widać różnicę w sposobie, w jaki klienci dokonują wyborów w sklepie i w internecie.

W sieci stacjonarnej nasz brand znany jest ze sprzedaży odzieży kolekcjami. Klienci wybierają kolekcje firmy Coccodrillo. Z kolei w sklepie internetowym można zauważyć, iż klienci szukają dobrej ceny i przede wszystkim towaru outletowego – mówi Przybyła.

Odzież dziecięca jest jego zdaniem o tyle wdzięcznym asortymentem do rozwoju w sieci, że zdecydowanie mniejsze znaczenie niż w przypadku dorosłych ma tu wizyta w przymierzalni.

W przypadku odzieży dziecięcej przymiarka nie odgrywa aż tak dużej wagi. Widać to po zwrotach w naszym sklepie internetowym. W przypadku odzieży dziecięcej mamy zwroty na poziomie 5–8 proc. – mówi wiceprezes CDRL. – W przypadku odzieży dla dorosłych te zwroty są na o wiele wyższym poziomie. W krajach Europy Zachodniej potrafią osiągnąć nawet wysokość rzędu 30–40 proc.

Rewolucja cyfrowa w medycynie i farmacji. Informatycy będą tworzyć systemy do analizy genów i badań klinicznych

CEO Magazyn Polska

Do 2020 roku branża farmaceutyczna i medyczna przejdą cyfrową transformację. Segmentem, który pod względem technologicznym rozwinie się najbardziej, będzie telemedycyna. Informatycy mają też szansę wykazać się przy gromadzeniu i analizowaniu danych w badaniach klinicznych, bioinformatyce oraz analizie genomu ludzkiego, a także zapewnieniu bezpieczeństwa tych danych.

Branża IT, przynajmniej dla osób niezainteresowanych tematem, może się wydawać dosyć odległa od branży farmaceutycznej. IT pełni jednak niezwykle ważną rolę w medycynie i farmacji – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marcin Mazurowski, szef Globalnego Centrum Rozwiązań IT w Roche. – Całe funkcjonowanie takiej firmy jak Roche, zbieranie i analiza danych, badania kliniczne oraz ich planowanie, R&D, analiza genomu, wyciąganie wniosków, globalne zarządzanie – to wszystko działa w powiązaniu z systemami informatycznymi.

Jak wynika z  raportu „Healthcare and Life Sciences Predictions 2020: A bold future?” firmy Deloitte, nowoczesne technologie powodują, że w perspektywie najbliższych czterech lat medycyna i farmacja przejdą prawdziwą rewolucję cyfrową. Innowacje będą miały przede wszystkim wpływ na sposób leczenie. Za kilka lat znacząca część terapii będzie się odbywać w domach pacjentów. Do kontaktów z lekarzem, szczególnie w przypadku chorób przewlekłych, częściej będzie dochodzić w świecie wirtualnym. To wszystko dzięki rozwojowi technologii i urządzeń mobilnych oraz wearables, czyli inteligentnym urządzeniom do noszenia na ciele.

Patrząc w przód, widzimy też obszar wielkich wyzwań dla naszych informatyków, którzy mogą się zmierzyć z takimi zagadnieniami, jak bioinformatyka, analiza genomu ludzkiego. Tutaj mówimy już o terabajtach danych, o zaawansowanych algorytmach, które pozwolą te dane analizować i wyciągać z nich sensowne wnioski – mówi Mazurowski.

Eksperci Deloitte przewidują, że w 2020 roku pacjenci będą wiedzieć znacznie więcej na temat swojego profilu genetycznego, chorób, jakie przechodzili w przeszłości i na jakie mogą zapaść. Jednym z najpoważniejszych wyzwań dla IT w tej cyfrowej rewolucji zdaniem Marcina Mazurowskiego będzie bezpieczeństwo pozyskiwanych wrażliwych danych pacjentów.

Zdecydowana przyszłość, i o tym bardzo głośno mówi się także w centrali naszej firmy, to będą geny. Czy tego chcemy, czy nie, specjaliści są zgodni, że dostęp do naszego DNA w pewnym momencie będzie rewolucją w stosowaniu medycyny spersonalizowanej. To jest taki obszar, na którym światy IT i farmacji bardzo się przenikają. Rozwiązania prawne z zakresu ochrony danych osobowych pewnie będą musiały trochę nadgonić postęp technologiczny – prognozuje Marcin Mazurowski.

Polacy dziennie poświęcają średnio ok. 30 minut na czytanie wiadomości. Często robią to w godzinach pracy

CEO Magazyn Polska

Ponad połowa Polaków dziennie poświęca od 15 do 45 minut na czytanie informacji. Najczęściej szukają ich w internecie. Robi tak 83 proc. respondentów. 30 proc. szuka wiadomości w codziennej prasie, a 21 proc. w tygodnikach i miesięcznikach. Z raportu Upday „Polak na bieżąco, czyli jak konsumujemy treści informacyjne” wynika, że tradycyjna poranna prasówka to już przeszłość. 51 proc. badanych deklaruje, że informacje przegląda w godzinach pracy lub wieczorem.

W ramach naszego badania wydzieliliśmy trzy grupy odbiorców informacji. Ponad połowa Polaków na czytanie wiadomości poświęca od 15 do 45 minut dziennie, natomiast ponad 30 proc. badanych przynajmniej godzinę dziennie. W skali naszego dnia to rzeczywiście bardzo dużo czasu. Jedynie co dziesiąty, co piętnasty Polak czyta wiadomości mniej niż 15 minut dziennie – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Michał Wodziński, redaktor naczelny Upday Polska.

Badanie Upday Polska pokazuje, że Polacy najczęściej i najchętniej czytają wiadomości w internecie.

30 proc. przez nas badanych czyta prasę tradycyjną, a zaledwie 20 proc. Polaków sięga po wiadomości do tytułów, które ukazują się w cyklu miesięcznym czy tygodniowym – podkreśla Michał Wodziński.

51 proc. respondentów czyta newsy w godzinach pracy, późnym popołudniem bądź wieczorem. Osoby przeglądające wiadomości o nieregularnych porach stanowią 30 proc. badanych, a amatorzy porannej prasówki to zaledwie 19 proc. respondentów.

Obalamy mit porannej prasówki. Z naszych badań wynika, że Polacy konsumują informacje przez cały dzień, nawet częściej po południu niż rano. W pracy również. Odchodzi do lamusa mit Polaka, który siedzi rano przy kawie, upaja się zapachem farby drukarskiej i zagląda do swojej ulubionej gazety, tygodnika, miesięcznika czy dziennika. Polak dzisiaj, mając do dyspozycji aplikacje informacyjne i różne inne narzędzia, konsumuje informacje przez cały dzień – wyjaśnia Michał Wodziński.

Raport „Polak na bieżąco, czyli jak konsumujemy treści informacyjne” wykazał, że jako konsumenci informacji Polacy są niezbyt systematyczni, bardzo świadomi technologicznie i choć ciekawi świata, to w pierwszej kolejności skupieni na wydarzeniach z kraju. Tematyka zagraniczna schodzi na dalszy plan.

60 proc. badanych osób niezależnie od płci mówiło, że bardziej interesuje ich to, co dzieje się w bezpośrednim sąsiedztwie, czyli na krajowym podwórku, aniżeli za granicą. Natomiast zdecydowanie większa liczba panów interesuje się sportem, a kobiety znacznie bardziej interesuje rozrywka i kultura – mówi Michał Wodziński.

Z badania wynika, że 40 proc. mężczyzn i 35 proc. kobiet regularnie śledzi wiadomości ekonomiczne. Jeśli natomiast chodzi o informacje kulturalne, to sytuacja jest odwrotna. Panie częściej niż panowie (41,4 vs. 31,7 proc.) szukają newsów dotyczących koncertów, festiwali, imprez czy wystaw.

Polki bardziej niż Polacy zainteresowane są kulturą, tym, co dzieje się w świecie teatru, kina, dobrą książką, przynajmniej tak mówią w naszych badaniach. Natomiast zarówno mężczyźni, jak i kobiety interesują się tematami ekonomicznymi niemal w takim samym, dosyć wysokim stopniu. Tutaj panie ustępują panom raptem o 5 proc. – mówi Michał Wodziński.

Wśród mężczyzn sport jest drugą kategorią, która skupia uwagę respondentów. W przypadku kobiet sport jest znacznie niżej w rankingu tematów. Plotki z życia gwiazd czyta ponad 52 proc. pań.

To nie jest tak dużo, jak nam się mogło wydawać, a więc obalamy stereotyp kury domowej, która siedzi w domu i tylko czeka na informację o ulubionym serialu, aktorze czy piosenkarce. Połowy kobiet informacje z zakresu rozrywki tak bardzo nie interesują – dodaje Michał Wodziński.

Więcej złych wiadomości dla złotego i polskich obligacji

W swoim słynnym dziele zatytułowanym „Książę”, Niccolò Machiavelli stwierdził, że książęta i rządy są znacznie bardziej niebezpieczne, niż jakiekolwiek inne elementy społeczeństwa. To idealne podsumowanie sytuacji polskiej waluty i polskich obligacji rządowych od początku tego roku. Jak przewidywałem na potrzeby kwartalnej prognozy Saxo Banku na I kwartał 2016 r., konserwatywna rewolucja zainicjowana przez Prawo i Sprawiedliwość doprowadziła do wzrostu ryzyka politycznego, który spowodował spadek kursu złotego i zwiększył różnicę pomiędzy rentownością niemieckich i polskich obligacji rządowych. Status złotego jako waluty bezpiecznej przystani dla inwestorów należy już do przeszłości. Złoty od kwietnia odnotowywał najgorsze wyniki spośród walut rynków wschodzących i stracił na wartości 5,4% względem euro.

Widać wyraźne ryzyko wzrostu dla pary EUR/PLN

W perspektywie krótkoterminowej nie można liczyć na zakończenie deprecjacji polskiej waluty. Widzimy trzy główne poziomy aktywujące, które mogłyby umożliwić wybicie w parze EUR/PLN w kierunku pierwszego docelowego poziomu, tj. 4,45.

Pierwsze ryzyko wiąże się z sytuacją polityczną w kraju. W naszej ocenie konflikt pomiędzy Polską a Unią Europejską w nadchodzących miesiącach zaostrzy się, dopiero później – być może – relacje się poprawią, a plan pomocy dla frankowiczów, który może podważyć stabilność sektora bankowego, odstraszy zagranicznych inwestorów. Te dwa elementy przyczynią się do ucieczki inwestorów, osłabienia złotego i wzrostu sprzedaży polskich euroobligacji.

Drugie ryzyko związane jest z ogólną niepewnością dotyczącą wyniku przewidzianego na 23 czerwca 2016 r. brytyjskiego referendum w sprawie członkostwa w Unii Europejskiej. Możliwość Brexitu sprawia, że inwestorzy kupują aktywa tradycyjnie postrzegane jako „bezpieczna przystań”. Od początku tego roku wszyscy klienci, których spotykam, pytają mnie o możliwość inwestycji w złoto, aby zabezpieczyć się przed ewentualnym wyjściem z Unii przez Wielką Brytanię, ale także przed konsekwencjami amerykańskiego spowolnienia gospodarczego. Międzynarodowy klimat gospodarczy przyczynia się do wzrostu nieufności inwestorów, co negatywnie wpływa nie tylko na złotego, ale również na wszystkie waluty Europy Środkowo-Wschodniej. Za najbardziej ryzykowny miesiąc dla walut rynków wschodzących od początku tego roku uznawany jest jest czerwiec: to właśnie w tym miesiącu odbędzie się brytyjskie referendum, posiedzenie FOMC i istnieje duża szansa, że Chiny podejmą dalsze działania w zakresie polityki pieniężnej, aby udzielić wsparcia swojej gospodarce jeszcze przed początkiem lata.

Wreszcie, trzecie ryzyko wiąże się z ewolucją polskiej polityki pieniężnej. Uważam, że jest to najważniejszy czynnik długoterminowej niepewności dla złotego. Dotychczas przeważało status quo dotyczące stóp procentowych, jednak taki stan nie będzie trwał wiecznie. Moim zdaniem podstawowy scenariusz jest taki, że bank centralny rozpocznie cykl obniżek stóp w drugiej połowie 2016 r. Hipoteza ta jest wysoce prawdopodobna ze względu na spadek tempa wzrostu wynagrodzeń i wzrostu gospodarczego wykazany z ostatnim odczycie PMI. Główny kandydat na stanowisko prezesa Marka Belki, Adam Glapiński, zbliżony do obozu rządzącego, z pewnością nie będzie dążył za wszelką cenę do utrzymania niezależności banku centralnego. Istnieje realne zagrożenie, że rząd i polityka fiskalna będą wpływać na kształt polityki pieniężnej. W tej sytuacji do końca 2016 r. może nastąpić co najmniej jedna obniżka stóp, co podtrzymałoby spadkowy trend dla polskiej waluty.

Światełko na końcu tunelu

Widać jednak światełko na końcu tunelu dla złotego. Za wcześnie jeszcze, by prognozować, kiedy sytuacja się odwróci. Osobiście jednak wierzę w polską gospodarkę. Ryzyko polityczne rzadko wywiera długoterminowy wpływ na gospodarkę. W przypadku Polski fundamenty gospodarcze pozostają solidne: wzrost gospodarczy jest nadal stabilny i bliski potencjalnej stopie wzrostu, a środki z funduszy strukturalnych są wydatkowane w rozsądny sposób – na inwestycje infrastrukturalne i wspieranie innowacji. Osłabienie złotego odzwierciedla obawy średnioterminowe, jednak nie podważa zaufania inwestorów do polskiej gospodarki w perspektywie długoterminowej. Polska to nadal jedna z najbardziej efektywnych gospodarek europejskich.

Christopher Dembik, ekonomista, Saxo Bank

 Fakt, iż agencja obniżyła perspektywę, a nie sam rating, stanowił pewną ulgę dla PLN po tym, jak polska waluta gwałtownie straciła na wartości w porównaniu ze stanem sprzed kilku tygodni i być może rynek brał pod uwagę znacznie bardziej negatywny wynik ratingu.

W tym momencie możemy przejść nad agencją Moody’s do porządku dziennego i powrócić do fundamentalnych czynników kształtujących kurs PLN oraz do niepewności związanej z polityką nadal nowego rządu PiS oraz z zachowaniem nowego prezesa NBP, Glapińskiego, po przejęciu sterów w czerwcu. Wpływ opinii/oczekiwań rynkowych i zmian fundamentalnych na decyzje agencji ratingowych jest nieuchronny.

John J Hardy, Saxo Bank
John J Hardy, Saxo Bank

John J. Hardy, dyrektor ds. strategii rynków walutowych, Saxo Bank

Patrick Mahieu nowym dyrektorem generalnym polskiego oddziału AIG

Patrick Mahieu,  dyrektor generalny polskiego oddziału AIG
Patrick Mahieu, dyrektor generalny polskiego oddziału AIG

Patrick Mahieu – dyrektor zarządzający AIG w Europie Środkowej i Wschodniej – został powołany na stanowisko dyrektora generalnego polskiego oddziału AIG. Funkcję obejmie 1 czerwca.

Zarząd AIG Europe Limited, uchwałą z dnia 27 kwietnia powierzył Patrickowi Mahieu stanowisko dyrektora generalnego polskiego oddziału AIG. Mahieu zastąpi w tej roli Agnieszkę Żołędziowską-Kulig.

Patrick Mahieu jest związany z AIG od 16 lat i miał okazję pracować w tym czasie na wielu europejskich rynkach. Mahieu będzie nadal pełnił funkcję dyrektora generalnego AIG w Republice Czeskiej i dyrektora zarządzającego AIG w Europie Środkowej i Wschodniej. Do jego obowiązków należy zarządzanie biznesem AIG w Europie Środkowej i Wschodniej, w: Polsce, Rosji, Turcji, Republice Czeskiej, Bułgarii, Rumunii, a także na Słowacji, Węgrzech i Ukrainie. Jego bogate doświadczenie na rynku europejskich ubezpieczeń zostanie teraz wykorzystane na rzecz rozwoju oddziału polskiego.

„Wspólnie z polskim zespołem kontynuujemy wdrażanie naszej obecnej strategii AIG dla rynku polskiego. Chcemy być uniwersalnym ubezpieczycielem i konsekwentnie rozwijać naszą ofertę w ramach poszczególnych linii biznesowych. Chcemy też w dalszym ciągu pomagać klientom identyfikować narastające współcześnie trendy i zagrożenia, tak by zminimalizować prawdopodobieństwo wystąpienia szkody. Do zjawisk tych należą m.in. zagrożenia środowiskowe (regulacyjne i klimatyczne), cybernetyczne, terrorystyczne (dla osób i mienia), ryzyka związane z globalizacją i międzynarodowym przepływem ludzi, firm, usług oraz inwestycji, automatyzacja procesów (wykorzystanie robotów i nowych technologii) a także koncentracja kapitału wokół strategicznych inwestycji o znaczeniu regionalnym. AIG, dzięki sieci centrów kompetencyjnych, gromadzi na całym świecie dane i know-how oraz tworzy rozwiązania, które pomagają spełnić obecne i przyszłe potrzeby klientów. Naszą ambicją w Polsce pozostaje oferowanie innowacyjnych produktów i usług, a także zacieśnienie partnerstwa z polskimi przedsiębiorstwami planującymi ekspansję zagraniczną i dalszy wzrost znaczenia polskiego oddziału firmy”– komentuje Patrick Mahieu, nowy dyrektor generalny polskiego oddziału AIG.

Biznes chce pomóc w przygotowaniu Krajowej Strategii Modernizacji Budynków

Kilkanaście organizacji, m.in. Konfederacja Lewiatan zaproponowało polskiemu rządowi współpracę w przygotowaniu aktualizacji Krajowej Strategii Modernizacji Budynków.

Zdaniem przedstawicieli biznesu istnieje konieczność uwzględnienia w strategii szczególnie modernizacji budynków jednorodzinnych, w których mieszkają osoby najuboższe (np. obszary Wschodniej Polski), które do tej pory były praktycznie wykluczone ze wszystkich programów wsparcia.

W strategii powinny zostać uwzględnione przedsięwzięcia ważne dla budynków jednorodzinnych, w których mieszka połowa Polaków i które, jak wynika z badań, w 70% są budynkami nieocieplonymi lub ocieplonymi zdecydowanie zbyt cienkimi warstwami izolacji.
Z modernizacją budynków (tj. m.in. z izolacją ścian i dachu, wymianą okien i drzwi, wymianą źródła ciepła i modernizacją instalacji), w tym jednorodzinnych, nie są związane jedynie koszty. Jej efektem są też pozytywne rozwiązania dotyczące m.in. jakości powietrza, zmniejszenia ubóstwa energetycznego i poprawy jakości życia, czy miejsc pracy.

Propozycje współpracy zadeklarowali:

Stowarzyszenie Instytut Ekonomii Środowiska-Inicjatywa Efektywna Polska5
Fundacja ClientEarth Prawnicy dla Ziemi
Fundacja Instytut na rzecz Ekorozwoju (InE)
Konfederacja Budownictwa i Nieruchomości
Konfederacja Lewiatan
Krajowa Agencja Poszanowania Energii (KAPE)
Narodowa Agencja Poszanowania Energii (NAPE)
Stowarzyszenie Producentów Tworzyw Sztucznych PlasticsEurope Polska
Stowarzyszenie na rzecz Systemów Ociepleń (SSO)
Stowarzyszenie „Poszanowanie Energii i Środowiska” (SAPE-Polska)
Stowarzyszenie Producentów Wełny Mineralnej: Szklanej i Skalnej (MIWO)
Związek Pracodawców „Polskie Szkło”
Związek Producentów Sprzętu Oświetleniowego „Pol-lighting”

Konfederacja Lewiatan

Brexit: funt na froncie

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
Czy rynki mają swoją koncepcję Breksitu, i tylko ją biorą poważnie? Możliwe, że uznały już wyjście Wielkiej Brytanii z UE za mało prawdopodobne, dlatego sondaże dające przewagę zwolennikom Brexit nie robią większego wrażenia na funcie, natomiast badanie z odmiennymi wynikami, w których Brexit przegrywa, wywołuje pozytywną reakcję szterlinga. Liczy się też, oczywiście, wiarygodność analiz, ale czy przy niewielkich różnicach między jedną a drugą opcją ma to aż tak duże znaczenie? Nocne umocnienie funta mogło być – choć nie musiało – efektem poniedziałkowej publikacji ORB dla The Telegraph, w którym aż 55 proc. ankietowanych chce pozostania Wielkiej Brytanii w UE. Podobne wnioski można było wysnuć z ostatniego badania ICM dla Guardiana, choć równoległa sonda internetowa przyniosła wynik kompletnie odmienny.

Tydzień zapowiada się bardzo ciekawie dla Wielkiej Brytanii, z dzisiejszymi danymi o inflacji, bezrobociem w środę i sprzedażą detaliczną w czwartek. Pod kątem polityki Bank of England, raczej niewiele może się tu wydarzyć, bo modyfikacja strategii banku centralnego spodziewana jest długo, długo po decyzjach w sprawie Brexit. Dane przyniosą jednak wiele interesujących informacji o stanie gospodarki, które można wykorzystać na wiele sposobów. Debata publiczna przed Breksitem przybiera coraz bardziej ostre formy, czego przykładem może być ostatnia wypowiedź byłego burmistrza Londynu, Borisa Johnsona, na temat UE, którą porównał do superpaństwa Hitlera.

Na pierwszy plan wysuwają się dzisiaj dane z USA: z rynku nieruchomości (pozwolenia na budowę domów i rozpoczęte budowy), o produkcji przemysłowej i kwietniowej inflacji. Wyższy od prognoz wzrost cen może uruchomić kolejną falę spekulacji na temat podwyżek stóp przez Fed. Ciekawe, czy John C. Williams, szef Rezerwy Federalnej z San Francisco, który będzie miał wystąpienie już po publikacji amerykańskich wskaźników, w jakiś sposób do nich się odniesie…

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska