Relacja z drugiego dnia VIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach

Drugi dzień Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (European Economic Congress – EEC) upłynął na dyskusjach o problemach i wyzwaniach stojących przed Unią Europejską, sesjach specjalistycznych dotyczących m.in. rynku nieruchomości komercyjnych, przestrzeni publicznej, przemysłu obronnego, podatków oraz infrastruktury. Rozpoczęła się także dwudniowa konferencja European Start-up Days.

VIII Europejski Kongres Gospodarczy - Katowice 18-20 maja 2016 r.
2016.05.19. KATOWICE,
VIII EUROPEJSKI KONGRES GOSPODARCZY EKG EEC
OTWARCIE POWITANIE GOSCI START IN POLAND
PANEL PANELISCI OGOLNE
FOT. LUCJUSZ CYKARSKI

Uczestnicy drugiego dnia największej imprezy gospodarczej Europy Centralnej dyskutowali o bieżących wyzwaniach z zakresu polityki zagranicznej, ekspansji polskich firm, demografii i rynku pracy. Podczas ponad 60 debat mówiono także m.in.: o wyzwaniach i szansach polskiej oraz europejskiej branży energetycznej, kwestiach dotyczących funkcjonowania i regulacji rynku energetycznego w Polsce i Europie, bezpieczeństwa energetycznego Unii oraz perspektywach rozwoju odnawialnych źródeł energii. Nie zabrakło także sesji poświęconych pakietowi paliwowemu czy procesowi liberalizacji polskiego rynku gazu.

Podczas panelu p.t. „Podatki. Korupcja i szara strefa – jak uzdrowić system?” prelegenci omawiali m.in. zjawiska zagrażające funkcjonowaniu systemów podatkowych w państwach UE, skalę strat z tytułu wyłudzeń VAT w UE oraz ich skutki dla finansów publicznych i gospodarki, a także rolę aparatu skarbowego w walce z szarą strefą.

Uczestniczący w panelu Paweł Szałamacha, minister finansów RP, przedstawił przedsiębiorcom z branży paliwowej założenia pakietu paliwowego, który we wtorek ma przyjąć rząd. Głównym celem pakietu jest ograniczenie szarej strefy. Minister wskazał, że nawet 2,5 mld zł rocznie wpłynie dodatkowo do budżetu właśnie dzięki pakietowi paliwowemu. Źródłem prognozowanych wpływów będą w przypadku sektora paliw podatki, zarówno vatowski, jak i akcyzowy.

Podczas drugiego dnia Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach specjaliści z branży IT i samorządowcy rozmawiali o sposobach mądrego zarządzania miastami, zwracając tym samym uwagę na potrzebę dialogu władzy z mieszkańcami, a także przybliżając pojęcie „smart city”.

– Chcę zaprotestować przeciwko tezie, że smart city to systemy IT – zaznaczył w dyskusji Marek Bielski, członek zarządu w firmie Siemens. Jak podkreślał, smart cities to przede wszystkim miasta przyjazne mieszkańcom, mądrze zarządzane, gdzie rzeczy potrzebne znajdują się zawsze we właściwym miejscu i czasie. – Na nic nie trzeba czekać, nie trzeba się borykać z zanieczyszczonym powietrzem ani stać w korkach – to jest smart city – podkreślił Bielski. – Nie chodzi tylko o systemy informatyczne. Małe miasta mogą być smart bez potrzeby komputeryzacji – dodał.

W debacie uczestniczył również Krzysztof Kupczyk, dyrektor ds. infrastruktury energetycznej w FBSerwis. – „Smart city” to także rozważne i efektywne zarządzanie przestrzenią miejską – przekonywał na VIII Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach. – Jeśli samorządy są w stanie efektywnie decydować o rozwiązaniach dla swoich miast i wskazują te, które odpowiadają potrzebom mieszkańców, np. budują kawałek ważnej drogi zamiast rozwiązania IT, to też jest smart city – kontynuował.

Biorący udział w sesji „Klimat inwestycyjny w Polsce” uznali, że klimat inwestycyjny się nie uległ pogorszeniu, a fundamenty gospodarki są dobre. – Polska to kraj ludzi przedsiębiorczych. Daje to podstawy do optymizmu, także w dużym horyzoncie czasu – ocenił w dyskusji Łukasz Waszak, investment manager Penta Investments.

Uczestnicy debaty „Jaka Unia, jaka Europa?” wspólnie próbowali odpowiedzieć na pytania: w jakim kierunku podąża Unia Europejska? Czy pozostanie projektem polityczno-gospodarczym, czy też ograniczy się do współpracy o charakterze ekonomicznym i handlowym? – Przykład wspólnej polityki energetycznej UE pokazał, czym jest w rzeczywistości europejska solidarność – stwierdziła w trakcie dyskusji Jadwiga Wiśniewska, poseł do Parlamentu Europejskiego. – To tylko puste hasło. Postulowaną rehabilitację węgla zastąpiła dekarbonizacja, a dywersyfikację źródeł zaopatrzenia w gaz – projekt Nord Stream 2. I tak dzieje się mimo stagnacji gospodarczej i ucieczki przemysłu poza Europę, a wraz z nim miejsc pracy. Unia potrzebuje głębokiej reformy instytucji, rewizji polityki energetyczno-klimatycznej w duchu ustaleń szczytu paryskiego i wzmocnienia wspólnego rynku – przekonywała.

– To, że zakwestionujemy unijną politykę energetyczno-klimatyczną, nie znaczy nic, o ile nie zaproponujemy alternatywy, np. formuły jej uelastycznienia – dodał Janusz Reiter z Centrum Stosunków Międzynarodowych, były ambasador RP w Niemczech. Paneliści przyznawali, że Unia Europejska nie da sobie rady, jeśli nie będzie prawdziwą wspólnotą polityczną. Współpraca gospodarcza wymaga bowiem decyzji na szczeblu politycznym.

Europa wciąż nie jest zjednoczona energetycznie i w naszym własnym, dobrze pojętym interesie jest zadbanie o bezpieczeństwo dostaw gazu. Na szczęście są ku temu możliwości, a wielu uczestników rynku dostrzega wagę współpracy w kwestii bezpieczeństwa dostaw – zgodzili się uczestnicy panelu „Pakiet gazowy – bezpieczeństwo gazowe Europy”.

– Założenia są dobre. Jesteśmy w unikalnym okresie, kiedy to gaz jest tani i będzie tani. Mamy szczególne warunki na rynku LNG, popyt w Chinach na gaz spada, zarazem pojawiają się nowi wielcy dostawcy. Wszystko wskazuje na to, że ceny gazu będą wciąż utrzymywać się na niskim poziomie. Jednak aby to wykorzystać, potrzebna jest infrastruktura. I to także na szczeblu regionalnym, a nie tylko krajowym – mówił Jaroslav Neverovič, minister energii Litwy w latach 2012-2014.

Jerzy Buzek, były przewodniczący Parlamentu Europejskiego, podsumowując debatę stwierdził, że widoczne są różnice zdań w poszczególnych krajach. Wtórował mu europoseł Adam Gierek.– Dochodzi do pewnych tarć i polaryzacji opinii, choć wszyscy są zdania, że poprawić bezpieczeństwo dostaw trzeba, różnią się jednak opiniami, w jaki sposób to osiągnąć – przyznał Jerzy Buzek.

Peder Andreasen, prezes zarządu Energinet.dk. przypomniał jak istotną kwestią jest posiadanie alternatywy. – Jeszcze całkiem niedawno, choć trudno w to dziś uwierzyć, Dania była uzależniona energetycznie od ropy naftowej (ropę spalano w celach grzewczych). Jednak dwa kryzysy na rynku tego surowca, spowodowały że Kopenhaga zmieniała swoje podejście do bezpieczeństwa energetycznego. Dziś ten kraj stawia na różne źródła surowca i różne kierunki. Chce także współpracować z Polską. Temu ma między innymi służyć powrót do idei połączenia rurą systemów gazowych Polski i królestwa – mówił Andreasen.

Podczas panelu dotyczącego bezpieczeństwa gazowego Europy, głos w dyskusji zabrał także Maciej Woźniak, wiceprezes PGNiG. – Chcemy w znacznie większym stopniu, niż w chwili obecnej, oprzeć się na dostawach gazu z innych niż dotychczas kierunków. Liczymy, że gazowe połączenie z Danią będzie gotowe w 2022 roku. To zmieniłoby naszą pozycję. Obecnie wciąż mamy bowiem wrażenie, że gazowy rynek w Europie jest rozgrywany przez naszych wschodnich sąsiadów – tłumaczył Woźniak.

Wśród czwartkowych debat największej imprezy gospodarczej Europy Centralnej znalazła się także sesja poświęcona zagadnieniu rynku nieruchomości komercyjnych, w której paneliści zwracali uwagę na globalne trendy w tym zakresie i obiekty zainteresowania inwestorów. Dyskutowano m.in. o tym, jak budować i utrzymywać przewagę konkurencyjną.

– Polska nie ma innego wyjścia niż rozwijać innowacyjność. Albo będziemy nowocześni, albo nie będzie nas wcale – takie stanowisko podczas sesji „Inwestycje w innowacyjność w praktyce” przedstawiła Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju. Minister zwróciła uwagę na fakt, że wedle przeprowadzonych badań, jedną z kluczowych barier w rozwoju innowacyjności nie jest brak kapitału, a raczej kapitału społecznego.

– Stąd trwają prace nad ustawą o innowacyjności, która ma stworzyć zestaw ram prawnych oraz system zachęt dla przedsiębiorców. Nie chodzi tu oczywiście o wymyślanie koła, a raczej o wykorzystanie praktyk stosowanych na świecie, takich jak zachęty podatkowe, z których mogliby korzystać przedsiębiorcy realizujący ryzykowne pomysły, a także ułatwienia prawne w funkcjonowaniu firm, bo raczej trudno być szczególnie nowoczesnym, jeśli znaczną część swojej aktywności trzeba poświęcić na walkę z biurokracją i rozbudowaną sprawozdawczością – dodała polityk. Według Emilewicz, w Polsce jest jednocześnie dużo entuzjazmu, jak i sceptycyzmu w odniesieniu do start-upów.

– Innowacja zaczyna się od „i”. To nie mogą być firmy duże lub małe, nie nauka lub przemysł itp. Trzeba to wszystko robić wspólnie. Chodzi nie tylko o budowanie własnych kompetencji, ale także o umiejętność transferu wiedzy, korzystania z zewnętrznych kompetencji i w razie potrzeby oddawania własnych, nawet za darmo, jeśli może to przynieść korzyść – przekonywał Piotr Dardziński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Zdaniem wiceministra, resort chce pokazać, że dla nauki współpraca z firmami jest cenna. Stąd na przykład doktoraty i habilitacje wdrożeniowe, by naukowcy przenosili się do działów badawczo-rozwojowych firm i mogli kontynuować karierę naukową, a docelowo wrócić na uczelnię. – Chcemy pokazać, że naukowcy wdrożeniowi nie są naukowcami drugiej kategorii, bo najpierw pracują nad badaniami, a dopiero potem publikują, a nie odwrotnie – przekonywał wiceminister. Polityk podkreślił też, że uczelnie mają być nagradzane za współpracę z przemysłem w taki sposób, aby zdolność do komercjalizacji badań była w większym stopniu uwzględniana w kryteriach oceny, czyli tzw. parametryzacji uczelni.

– Nie ma dzisiaj sektorów gospodarki, które nie ulegną przekształceniu w wyniku technologii cyfrowych. Nie jest tak, że rozmawiamy o przyszłości, rewolucja cyfrowa już nastąpiła i znajdujemy się poza czołówką peletonu – wypowiedziała się Magdalena Dziewguć, head of Google for work na Europę Centralną i Wschodnią. Jej zdaniem w teorii niemal wszyscy uznają, że innowacje są ważne i potrzebne dla gospodarki. Jednak w praktyce tylko nieliczni prowadzą własne start-upy lub angażują w nie własne środki. –  Najważniejszą barierą jest deficyt kapitału społecznego. Za mało jest prób wyjścia ze strefy komfortu i choćby spróbowania stworzenia czegoś nowego dla własnej społeczności. To jest przestrzeń, w której start-upy budują pozytywne doświadczenia użytkownika – mówiła Dziewguć, przekonując jedocześnie rozmówców, że faktyczna innowacyjność to stan umysłu, gotowość przyjęcia tego, że czasem się nie uda. – Nawet najlepsze programy rządowe nie wystarczą, jeśli w spółkach nie zostanie zaszczepiona wolność do porażki i wyjścia poza sferę komfortu – podsumowała Magdalena Dziewguć.

Drugi dzień VIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego był także okazją do dyskusji skupionych wokół „Planu Inwestycyjnego dla Europy – nowych rozwiązań w zakresie finansowania przedsiębiorstw.” Omawiany był przy tym tzw. Plan Junckera. Zakłada on wspieranie takich projektów, które mogłyby być rozpatrywane przez banki komercyjne, ale są dla nich trochę zbyt ryzykowne. Celem planu jest wsparcie inwestycji w wybranych sektorach po to, by zmniejszyć ostrożność banków.

Zdaniem Witolda Słowika, podsekretarza stanu w Ministerstwie Rozwoju, istnieje ścisły związek między planem rządu a planem Junckera, w którym jest mowa o branżach innowacyjnych, mających na celu pobudzenie rozwoju. Cele planu rządu są analogiczne.

Kim Kreilgaard, specjalista ds. bankowości, kierownik wydziału przedsiębiorstw na Polskę i Kraje Bałtyckie w Europejskim Banku Inwestycyjnym zauważył, że Polska nie inwestuje tyle ile powinna, żeby dogonić stare kraje Unii Europejskiej. Stwierdził, że w najnowszej wersji planu możliwe jest wsparcie nie tylko dużych przedsięwzięć, ale także mniejszych – próg kredytu spadł z 20 mln euro do 7,5 mln euro.

Z tej zapowiedzi zadowolony był zwłaszcza Tomáš Novotný, wiceminister przemysłu i handlu ds. funduszy unijnych, wspierania prac badawczo-rozwojowych, inwestycji i innowacji Czech, gdzie małe i średnie firmy dominują w gospodarce. Wiceminister wyraził obawę, że czeskie przedsiębiorstwa mogą stracić zbyt wiele czasu na przekonanie się do kredytów oferowanych w ramach planu Junckera, zwłaszcza, że były przyzwyczajone do subsydiów. – Pamiętam jak długo firmy uczyły się obecnej struktury finansowania z funduszy europejskich, boję się, że większość finansów z planu Junckera zdąży odpłynąć do krajów tzw. starej unii – powiedział Novotný.

Braku funduszy nie boi się Mirosław Panek, prezes Banku Gospodarstwa Krajowego. Prezes wyraził jedynie obawę o to, że liczba projektów, które można będzie sfinansować, jest niewystarczająca. – Europa straciła wiarę w swoją przyszłość. Z powodów demograficznych straciła optymizm. Plan Junckera ma rozdmuchać ogniska optymizmu – powiedział Mirosław Panek. Jego zdaniem przewaga planu Junckera nad dotacjami polega na tym, że te ostatnie wydaje się raz, a fundusze z kredytów wracają do kredytodawcy i można skorzystać z nich wiele razy.

Wśród uczestników pozostałych debat znaleźli się m.in. Michał Kurtyka, podsekretarz stanu Ministerstwa Energii, Paweł Sałek, sekretarz stanu, pełnomocnik rządu ds. polityki klimatycznej Ministerstwa Środowiska,Marek Ziółkowski, podsekretarz stanu ds. polityki wschodniej i bezpieczeństwa Ministerstwa Spraw Zagranicznych oraz Tomasz Żuchowski, podsekretarz stanu Ministerstwa Infrastruktury i Budownictwa.

Drugiego dnia VIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, w Hali Widowiskowo -Sportowej Spodek, rozpoczęły się także European Start-up Days. To pierwsze tak duże wydarzenie łączące start-upy i korporacje oraz organizacje wsparcia biznesu. Celem imprezy jest integracja środowiska młodych przedsiębiorców z ekspertami, prezesami dużych spółek, inwestorami i odnoszącymi sukcesy biznesmenami obecnymi na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach.

– Miasto Katowice wkracza na mapę start-upową z dużym przytupem i bardzo się z tego cieszymy – powiedział podczas inauguracji wydarzenia Dariusz Żuk, prezes Business Link Poland.

– Dzięki temu wydarzeniu dojdzie do fuzji kontaktów nowych, kreatywnych biznesów z doświadczonym biznesem i dużym kapitałem. Ufam, że European Start-up Days zaowocuje nawiązaniem współpracy i pozwoli na rozwój waszych biznesów – powiedział, zwracając się do młodych start-upowców, Marcin Krupa, prezydent Katowic.

Wydarzenia towarzyszące drugiego dnia VIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach to, m.in. wręczenie nagród w konkursie Top Inwestycje Komunalne 2016, Spotkania Gospodarcze Polska – Japonia, Forum Współpracy Gospodarczej Afryka – Europa Centralna, poświęcone zagadnieniom związanym z energetyką, górnictwem, a także rolnictwem, II Forum Gospodarcze Polska – Kraje Półwyspu Arabskiego, Spotkania Gospodarcze Indie – Europa Centralna oraz prezentacja biurowca .KTW, który powstanie w sąsiedztwie Międzynarodowego Centrum Kongresowego i Spodka.

Relacja z pierwszego dnia VIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego

VIII Europejski Kongres Gospodarczy - Katowice 18-20 maja 2016 r.
VIII Europejski Kongres Gospodarczy – Katowice 18-20 maja 2016 r.

Energetyka, przemysł, digitalizacja gospodarki i globalna ekspansja to zagadnienia, które zdominowały pierwszy dzień Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach (European Economic Congress – EEC). To już ósma edycja największej imprezy gospodarczej Europy Centralnej.

Podczas uroczystej inauguracji VIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach Beata Szydło, premier RP podkreślała, że jako kraj mamy ambicje, by budować silną gospodarkę, nie tylko tworzącą potencjał rozwoju Polski, ale także liczącą się na arenie międzynarodowej i światowej. Mateusz Morawiecki, wicepremier RP, minister rozwoju mówił m.in. o tym, jak ważne jest prawidłowe rozpoznawanie teraźniejszych wyzwań.

Pierwsze kongresowe debaty tematyczne dotyczyły zagadnienia digitalizacji gospodarki. Dyskutowano na temat szans, wyzwań i zagrożeń, jakie niesie za sobą cyfrowa rewolucja. James Whittaker, distinguished technical evangelist z firmy Microsoft zarysował m.in. ciekawą perspektywę przyszłości gospodarczej, związanej z rozwojem autonomicznych technologii.

Pierwszego dnia największej imprezy biznesowej Europy Centralnej rozważane były m.in. kwestie efektywności zarządzania państwowymi zasobami w gospodarce, przedsiębiorstwami, agencjami i funduszami. Podczas panelu „Energia i klimat – horyzont 2030. Scenariusze dla świata i Europy” nie zabrakło dialogu dotyczącego aktualnej kondycji politycznej i prawnej pakietu klimatyczno-energetycznego oraz bezpieczeństwa energetycznego Europy.

– Polska to państwo oparte na węglu – powiedział Krzysztof Tchórzewski, minister energetyki, w czasie Europejskiego Kongresu Gospodarczego – Przypominam, że nasza strategia to nie walka z węglem jako podstawą energetyki, a walka z emisją. O tym często się zapomina. Minister podkreślił, że obostrzenia dla energetyki węglowej nakładane na Polskę mogą sprawić, że nasz PKB będzie znacząco spadał do 2050 roku. Taka sytuacja może zbliżyć Polaków do „ubóstwa energetycznego”. Minister energetyki zaznaczył, że jednym z priorytetów rządu w materii energetyki jest energetyka obywatelska, dotycząca tzw. prosumentów.

Aleksandras Spruogis, wiceminister energetyki Litwy argumentował, że konkurencyjność państw europejskich zostanie zachowana tylko wówczas, gdy w polityce europejskiej uwzględni się charakter gospodarek konkretnych krajów. Podkreślał, że Litwa nawet będąc zależną od paliw kopalnych, inwestuje w nowe rozwiązania energetyczne.Piotr Woźniak, prezes zarządu PGNiG, w swojej wypowiedzi dotyczącej energetyki w Europie podkreślał znaczenie unii energetycznej wypracowywanej na forum UE.

W trakcie kolejnej z dyskusji pierwszego dnia VIII Europejskiego Kongresu Gospodarczego mówiono m.in. o globalnej ekspansji gospodarki europejskiej. Jednym z głównych tematów, które były poruszane w czasie tej prelekcji była współpraca na linii Europa-Chiny. Rozmówców zajęła szczególnie kwestia Porozumienia Transpacyficznego (TTIP), którego negocjacje są w bardzo zaawansowanym stadium.

W panelu wypowiadali się: Jerzy Kwieciński, sekretarz stanu w ministerstwie rozwoju RP, Maciej Andrzej Libiszewski, prezes zarządu PKP CARGO, Tomáš Novotný, wiceminister przemysłu i handlu ds. funduszy unijnych, wspierania prac badawczo-rozwojowych, inwestycji i innowacji Republiki Czeskiej, Maciej Witucki, prezes Work Service i Karol Zarajczyk, prezes URSUS.

Jerzy Kwieciński w swojej inicjującej dyskusję wypowiedzi zaznaczył, że Polsce zagraża dużo pułapek gospodarczych: – Potrzeba nowych, silnych bodźców, które przełożą się na motory polskiej gospodarki. Obywatele Polski są ambitni. Wynagrodzenia są niższe niż w UE, nasz rozwój wspiera kapitał zewnętrzny. Te elementy trzeba zmienić. Musimy budować własny kapitał – mówił. Zaznaczył też, że kolejnym wielkim wyzwaniem jest demografia.

– Widzę ogromny potencjał Polski i Czech w inwestowaniu w podstawową infrastrukturę. To pozwoli rozwijać bardziej innowacyjne sektory gospodarki. Liczymy, że nowa perspektywa unijna pozwoli nam dobrze dofinansować nowe pomysły – relacjonował Tomáš Novotný, wiceminister przemysłu i handlu Czech. Polityk dał do zrozumienia, że przykładów do naśladowania można szukać nawet na drugiej półkuli. Wymienił w tym kontekście państwa Ameryki Łacińskiej.

Na kolejnych, równolegle odbywających się sesjach Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach, skupiano się m.in. nad zagadnieniem sytuacji młodych przedsiębiorców w gospodarce i na rynku pracy, nad „wielkimi problemami wielkich miast”, globalną ekspansją gospodarki europejskiej, czy współpracą międzynarodową na rzecz zrównoważonego rozwoju.

W trakcie sesji „Współpraca międzynarodowa na rzecz zrównoważonego rozwoju” wskazano, że Agenda na Rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030 i zawarte w niej cele mają się m.in. przyczynić do eliminacji ubóstwa. Obecny na sesji Ali Nur Ismail Ali, główny sekretarz, naczelnik państwowego departamentu ds. spółdzielczości w Ministerstwie Przemysłu, Inwestycji i Handlu Kenii zaznaczył, że kiedy mówimy o zrównoważonym rozwoju, to chodzi nam o to, w jaki sposób obecne pokolenie może zaspokajać swoje potrzeby bez pogarszania sytuacji przyszłych pokoleń.

Janina Ochojska, prezes Polskiej Akcji Humanitarnej zwróciła w dyskusji uwagę na to, jak ważna jest współpraca z władzami lokalnymi. – Nasze działania ukierunkowane są na rozwój – mówiła podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach. Wskazała, że ważna jest współpraca z władzami lokalnymi, z wodzami wiosek po to, by stworzyć cały system, który potem będzie możliwie sprawnie funkcjonował. – W przypadku celów zrównoważonego rozwoju brakuje kilku rzeczy, te cele są nastawione na przewodnictwo Europy – podkreśliła Ochojska. – Wskazuje się, że wręcz należy budować przewagę konkurencyjną firm europejskich. Ten zrównoważony rozwój jest teraz taką nowomową europejską. A chodzi o to, żeby to były rzeczywiste działania – mówiła prezes PAH.

Jeden z ostatnich paneli pierwszego dnia Europejskiego Kongresu Gospodarczego poświęcono zagadnieniu przemysłu europejskiego. Podczas sesji „Przemysł w Europie. Schyłek czy renesans?” mówiono m.in. o sytuacji kluczowych branż przemysłu w Europie, z uwzględnieniem uwarunkowań ich globalnej konkurencyjności, a także reindustrializacji. W dyskusji udział wzięli m.in.: Ludovico Alcorta z agendy ONZ UNIDO, Jarosław Gowin, wiceprezes Rady Ministrów, minister nauki i szkolnictwa wyższego, Jerzy Kwieciński, sekretarz stanu w ministerstwie rozwoju i Beata Stelmach, prezes GE na Polskę i kraje Bałtyckie.

– W końcu XX wieku panowało przekonanie, że przenoszenie produkcji przemysłowej poza Europę ma przyszłość. Pierwsza dekada XXI wieku zniszczyła to przekonanie. Strategia Europa 2020 jest odpowiedzą na to wyzwanie. Jej celem jest zwiększenie udziału przemysłu w PKB do 20 proc. w 2020 roku – powiedział Jarosław Gowin w swoim wystąpieniu, otwierającym panel. Wicepremier podkreślił, że te cele będą realizowane w najbliższych latach. Wspomniał też o planie Junckera, będącym szeroko zakrojonym wsparciem dla przedsiębiorczości, bazującym między innymi na partnerstwie publiczno-prywatnym, który ma być narzędziem prowadzącym do tego celu.

Jerzy Kwieciński, sekretarz stanu z Ministerstwa Rozwoju podkreślił, że przemysł nie jest zapominany w Europie, ale teraz należy jego potencjał wykorzystać dla rozwoju inaczej, niż robiono to do tej pory. – Trzeba byśmy my Polacy, nasze firmy, wypracowali nowe technologie, które sprzedamy potem w świecie – powiedział wiceminister na Europejskim Kongresie Gospodarczym w Katowicach. – Kwestia przemysłu i uprzemysłowienia, reindustrializacji jest bardzo ważna w planie gospodarczym rządu – akcentował.

Panele pierwszego dnia Europejskiego Kongresu Gospodarczego 2016 odbywały się w przestrzeni Międzynarodowego Centrum Kongresowego w Katowicach i w Spodku.

Produkcja przemysłowa w Polsce rośnie o 6%

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

W USA inwestorzy nastawiają się na szybsze podwyżki stóp, niż dotychczas sądzono. Dobre dane z Polski – produkcja przemysłowa przyspiesza. Również Wielka Brytania pochwaliła się dobrymi danymi. Neutralnie w USA.

Rynki przygotowują się na szybsze od oczekiwań podwyżki stóp procentowych. Dotychczas czerwcowy wzrost był oceniany na 15%. Po ostatnich stenogramach, szanse wzrosły do około 30%. Dane liczone na podstawie cen kontraktów sugerują, że do końca roku ta szansa urośnie już do 75%. Jak jest liczone to prawdopodobieństwo? Pod uwagę brane są kontrakty na stopę procentową w USA. Drożejący kontrakt sugeruje, że inwestorzy przewidują wzrost stóp procentowych. W rezultacie da się wyczytać z cen tych instrumentów jakie są ich zapatrywania co do stóp procentowych.

Wczorajsze dane z Polski okazały się lepsze od oczekiwań. Produkcja przemysłowa rośnie o 6% w skali roku. Co jest samo w sobie bardzo dobrym wynikiem, a w porównaniu z oczekiwaniami na poziomie 3,5% cieszy tym bardziej. Spada niestety produkcja budowlano-montażowa, i to o 14,8%, aczkolwiek dane te nie są aż takie ważne dla rynków. Sprzedaż detaliczna zgodnie z oczekiwaniami przyspieszyła, co prawda o 0,1% wolniej niż sądziły rynki.

Wielka Brytania, obserwowana teraz pilnie z powodu Brexitu oraz ostatniej korekty na parze EUR/GBP, opublikowała wczoraj wyniki sprzedaży detalicznej. Rośnie ona w ujęciu rocznym o 4,3% co jest wynikiem lepszym od oczekiwań o 1,8%. Dane te doprowadziły do kolejnego już umocnienia funta. Wczoraj przez pewien czas brytyjska waluta przebiła poziom 5,75zł.

Dane z USA potwierdziły dobrą kondycję tamtejszego rynku pracy. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych znów spada. Przez chwilę wydawało się, że ponownie wrócimy do 300 tysięcy rejestracji tygodniowo. Indeks FED z Filadelfii, publikowany w tym samym czasie, ostudził optymizm inwestorów. Wbrew oczekiwaniom, nie wzrósł on do 3,5pkt, tylko pogłębił spadek i wynosi 1,8pkt. Suma tych danych była neutralna dla rynku.

Cloud Technologies wkracza do Rosji

Cloud Technologies, jeden z liderów Big Data marketingu w Europie, rozpoczyna właśnie działalność na rynku rosyjskim. Warszawska firma będzie zaopatrywała w dane domy mediowe oraz agencje marketingowe działające na rosyjskim rynku, a także wspierała tamtejsze firmy w monetyzacji danych oraz rozbudowywaniu rozwiązań BI (data enrichment). Cloud Technologies to twórca największej w Europie Środkowo-Wschodniej hurtowni danych o użytkownikach Sieci, pozwalającej optymalizować procesy biznesowe oraz reklamę online. Spółka jest także twórcą technologii UnBlock, pozwalającej wydawcom na odblokowywanie i wyświetlanie reklam w przeglądarkach, w których zainstalowane zostało oprogramowanie blokujące reklamy (adblockery).

Dla Cloud Technologies wejście na rynek rosyjski stanowi realizację jednego z filarów globalnej strategii spółki, zakładającej skonstruowanie największej platformy i hurtowni danych na Starym Kontynencie. Za działania firmy na rynku rosyjskim odpowiadał będzie Paweł Mazurek, który od kilkunastu lat zajmuje się tworzeniem i rozwijaniem działalności firm na terytorium CEE (Central-East Europe), ze szczególnym uwzględnieniem Rosji. Paweł Mazurek skutecznie wprowadził na rosyjski rynek kilka spółek. Wcześniej pracował  między innymi dla takich firm jak Gemius czy RTB House.

– Rosyjski rynek nie jest jeszcze w takim stopniu nasycony analityką danych, jak rynki Zachodnie. Wykorzystanie Big Data przez tutejsze przedsiębiorstwa i branżę marketingową znajduje się obecnie w początkowej fazie rozwoju. Według badań przeprowadzonych przez Frost & Sullivan na dużych i średnich przedsiębiorstwach w Rosji, ledwie 12 proc. z nich wykorzystuje dane w swojej działalności, z czego 39 proc. tylko na poziomie elementarnym. Kluczowy jest jednak fakt, że ponad połowa rosyjskich firm nie wykorzystuje potencjału danych w ogóle. Te liczby stanowią wyraźny sygnał, że na rosyjskim rynku istnieje nisza na technologie związane z przetwarzaniem i analityką Big Data. Dlatego będziemy zaopatrywać w dane rosyjskie domy mediowe i agencje marketingowe, lecz nasze ambicje są większe. Chcemy także pomagać rosyjskim firmom w monetyzacji danych i pokazywać czarno na białym, z jakimi profitami wiąże się wykorzystanie wielkich zbiorów danych w biznesie – tłumaczy Paweł Mazurek, Business Development Director CIS w Cloud Technologies.

Jak wskazują ekspertyzy rynkowe, w najbliższych latach Rosję czeka boom na Big Data. IDC estymuje, że rynek danych będzie tu rosnąć rok do roku o 25 proc., a tempo wzrostu ma utrzymać się do 2018 roku. Coraz więcej firm działających na terenie Rosji zamierza również wykorzystywać dane o użytkownikach Sieci do optymalizacji swoich procesów biznesowych (np. CRM enrichment) oraz wyświetlania bardziej osobistych reklam online, wykorzystujących wiedzę o zainteresowaniach osoby po drugiej stronie internetowego kabla. Cloud Technologies zamierza wykorzystać ten potencjał, pomagając w monetyzacji danych oraz prowadzeniu efektywnej reklamy online, dopasowanej do konkretnego internauty. Spółce ma w tym pomóc autorska platforma DMP (Data Management Platform), służąca zarządzaniu danymi i ich monetyzacji.

– Monitorowaniem zachowań rosyjskich internautów zajmie się nasza nowa, inteligentna platforma DMP, wykorzystująca maszynowe uczenie oraz analizę danych użytkowników w czasie rzeczywistym. Jej zadaniem będzie gromadzenie i przetwarzanie anonimowych informacji, cyfrowych śladów, dotyczących zachowań i preferencji rosyjskich internautów, które pozostawiają oni po sobie w Sieci. Nasza platforma uczy się zachowań rosyjskich internautów i wie: kiedy, jakiemu użytkownikowi i jaką reklamę powinno się wyświetlić. Wie to dzięki naszym danym. Rosyjskie firmy będą mogły zgłaszać się po takie dane bezpośrednio do nas lub za pośrednictwem domów mediowych. Z kolei domy mediowe i wydawcy będą mogły uzyskać dostęp do naszej platformy oraz „wyklikać” kampanię w ciągu kilkunastu sekund, zaznaczając konkretne grupy użytkowników, posegregowane według ustalonych przez atrybutów, którym będą chciały wyświetlić reklamę. Prawdopodobnie jesteśmy pierwszym podmiotem na rosyjskim rynku, który dostarcza platformę Big Data w modelu usługowym, czyli Big Data as-a-service – dodaje Paweł Mazurek, Business Development Director CIS w Cloud Technologies.

Pojawienie się na polskiej spółki rosyjskim rynku stanowi wyraźny dowód na to, że przetwarzanie i segmentacja danych stanowią przykład technologii transgranicznej. Zapotrzebowanie na dane zgłasza dziś zresztą wiele firm, które zdają sobie sprawę, że wykorzystanie zasobów cyfrowych jest często czynnikiem decydującym o powodzeniu biznesu. Potwierdza to raport „Big & Fast Data: The Rise of Insight-Driven Business”, autorstwa firmy CapGemini. Na ponad 1 000 przebadanych przedsiębiorstw aż 2/3 z nich rozumie, że jeśli zaniedba wdrożenie nowych narzędzi biznesowych z zakresu Big Data marketingu, to straci konkurencyjność na rynku i zostanie wyprzedzonych przez konkurencję. Już teraz Big Data uznaje się za koło zamachowe dzisiejszego biznesu. Według analiz Gartnera dzięki danym do 2020 roku aż 80 proc. procesów biznesowych zostanie zmodernizowanych. Rosyjski rynek zaś zaliczany jest do jednego z najbardziej obiecujących w tej części świata.

ABS Investment S.A. chce wypłacić dywidendę

ABS Investment S.A.

ABS Investment S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od lutego 2011 r., zajmująca się działalnością inwestycyjną oraz doradczą, zarekomenduje Akcjonariuszom podczas ZWZA wypłatę dywidendy w wysokości 0,06 zł na akcję. Emitent osiągnął w 2015 r. zysk netto w wysokości 3.096 tys. zł. przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 979 tys. zł.

Wypracowanie znacząco lepszych wyników finansowych w ujęciu rdr. było rezultatem prowadzenia efektywnej działalności inwestycyjnej, opartej o bardzo rygorystyczne kryteria inwestycyjne. Rozwój działalności doradczej i tym samym wzrost osiąganych przychodów w tym segmencie biznesowym pozwala zabezpieczać Emitentowi bieżące koszty funkcjonowania. Spółka zrealizowała także przyjęte prognozy finansowe na 2015 r. W minionym roku znacząco zwiększyło się zainteresowanie akcjami ABS Investment S.A., a całkowita wartość obrotów nimi ukształtowała się na poziomie blisko 3,1 mln zł. Z kolei stopa zwrotu na akcjach Emitenta sięgnęła w 2015 r. ponad 22%.

„Rok 2015 przyniósł sukces w każdym segmencie działalności ABS Investment S.A. Zarówno przychody ze sprzedaży usług, jak i efekty działalności inwestycyjnej, były lepsze niż zakładałem na początku roku. W tym roku pozytywna tendencja jest kontynuowana, przy czym jest to też czas budowania nowych pozycji inwestycyjnych, poszerzania portfela inwestycyjnego, a także zawierania nowych kontraktów.” – wyjaśnia Sławomir Jarosz, Prezes Zarządu Spółki ABS Investment S.A.

Zarząd Spółki podjął decyzję o rekomendacji Zwyczajnemu Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy wypłaty dywidendy z zysków z lat poprzednich w wysokości 0,06 zł na akcję. Łącznie w ręce Akcjonariuszy miałoby trafić 480 tys. zł. Wypłata dywidendy, obok prowadzonych obecnie skupów akcji własnych, jest kontynuacją przyjętej przez ABS Investment S.A. strategii w zakresie szerokiego udziału Akcjonariuszy w osiąganym przez Emitenta zysku. Decyzję w zakresie wypłaty dywidendy przez Spółkę podejmą jej Akcjonariusze podczas najbliższego ZWZA. Rok temu Spółka wypłaciła dywidendę w wysokości 0,03 zł na akcję.

„Coroczne wypłacanie dywidendy i regularnie prowadzony skup akcji własnych to stały element strategii ABS Investment S.A. zgodnie z życzeniem i wolą naszych Akcjonariuszy. Jednocześnie staram się dbać o systematyczny wzrost wartości Spółki i jakość portfela inwestycyjnego. W tym roku rekordowa liczba spółek portfelowych powinna wypłacić dywidendę. Powoduje to wzmocnienie pozytywnego wizerunku zarówno tych spółek, jak i samego ABS Investment S.A.” – podsumowuje Jarosz.

ABS Investment S.A. przedstawił w maju br. prognozy finansowe na 2016 r., które zakładają osiągnięcie zysku brutto na 1 akcję w przedziale 0,50 – 0,55 zł. Natomiast wartość aktywów Spółki (wraz z należnościami ze sprzedaży aktywów) na 1 akcję ma wynieść na koniec 2016 r. od 3,60 zł do 4,00 zł. Prognozy finansowe ABS Investment S.A. zostały przygotowane w oparciu o zakładane przez Zarząd wyniki z działalności inwestycyjnej, otrzymane dywidendy od spółek portfelowych, prowadzone nowe inwestycje w spółki publiczne oraz podpisane umowy na świadczenie usług doradczych.

Spółka prowadzi obecnie dwa programy skupu akcji własnych – skup A realizowany poprzez transakcje sesyjne na rynku NewConnect oraz skup B realizowany w ramach umów cywilnoprawnych poza rynkiem. Wskaźnik C/Z Emitenta kształtuje się obecnie na poziomie 5,4, a wartość wskaźnika C/WK wynosi 0,72. Notowane na rynku Catalyst obligacje ABS Investment S.A. serii A cały czas utrzymują się powyżej 100% ich wartości nominalnej.

ABS Investment S.A. jest spółką notowaną na rynku NewConnect od lutego 2011 r., która prowadzi działalność w dwóch obszarach: inwestycji kapitałowych oraz doradztwa finansowego. We wrześniu 2014 r. jej obligacje zadebiutowały również na rynku Catalyst. ABS Investment S.A. specjalizuje się w inwestycjach w firmy działające w niszowych branżach, mające już rozwinięty biznes o ponadprzeciętnej oczekiwanej stopie zwrotu. Od grudnia 2015 r. Spółka znajduje się w składzie portfela indeksu NCIndex30, który grupuje trzydzieści najbardziej płynnych spółek z rynku NewConnect.

Pozytywna historia płatnicza poprawia zdolność kredytową. Polacy są coraz bardziej tego świadomi

0

CEO Magazyn Polska

Polacy coraz częściej dbają o swoją pozytywną historię płatniczą. Na koniec I kwartału br. liczba informacji pozytywnych w Rejestrze Dłużników ERIF Biurze Informacji Gospodarczej przekroczyła 2 mln. Świadomość konsumencka w zakresie wiarygodności płatniczej i zdolności kredytowej stopniowo rośnie, jednak nadal praktyczna wiedza na temat tego, jak ważne jest budowanie własnej reputacji finansowej jest niewielka.  Aby popularyzować wiedzę o pozytywnej historii płatniczej, 21 maja po raz drugi Rejestr organizuje Ogólnopolski Dzień Informacji Pozytywnej.

– Aktualnie w Rejestrze Dłużników ERIF znajduje się już blisko 5 mln danych dotyczących zobowiązań, zarówno negatywnych, jak i pozytywnych. Wartość całej bazy danych to blisko 25 mld zł. Danych pozytywnych w całej bazie mamy już ponad 2 mln – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Edyta Szymczak, prezes zarządu Rejestru Dłużników ERIF Biura Informacji Gospodarczej S.A.

Liczba informacji pozytywnych systematycznie rośnie. Na koniec 2015 roku było ich ponad 1,5 mln o łącznej wartości około 1,5 mld zł. Udział danych pozytywnych w całej bazie Rejestru na zakończenie 2015 roku wynosił 40 proc., czyli o 25 punktów proc. więcej niż na koniec 2014 roku. Obecnie stanowią one blisko połowę wszystkich danych znajdujących się w bazie Rejestru. Jak podkreśla Edyta Szymczak, udział informacji pozytywnych powinien nadal wzrastać wraz ze wzrostem bazy zobowiązań.

– Docelowo, wzorem krajów anglosaskich, udział danych pozytywnych w bazie danych gospodarczych powinien oscylować w granicach 70-80 proc. – przewiduje prezes zarządu Rejestru Dłużników ERIF.

Coraz więcej osób zdaje sobie sprawę, że warto mieć pozytywne informacje w biurze informacji gospodarczej. Dbanie o pozytywną historię płatniczą uczy terminowości i sumienności w opłacaniu zobowiązań finansowych, a ponadto buduje wizerunek wiarygodnego płatnika.

– To również szansa na uzyskanie usługi lub produktu na bardziej korzystnych warunkach. To także pewnego rodzaju inwestycja w przyszłość. Informacja pozytywna to potencjał na bycie postrzeganym jako rzetelny klient na rynku usług i produktów nie tylko teraz, ale przede wszystkim w przyszłości. To komunikat dla  dostawców, z których usług korzystamy jako konsumenci – tłumaczy Edyta Szymczak.

Z informacji gospodarczych stale korzystają firmy i instytucje działające na rynku usług i produktów. Na koniec 2015 roku Rejestr udostępnił 6 mln raportów, o 20 proc. więcej niż rok wcześniej. Konsumenci muszą więc liczyć się z tym, że – aby otrzymać kredyt lub produkt na raty – firmy i instytucje sprawdzą ich wiarygodność płatniczą, ich zadłużenie i terminowość opłat.

– Dane gospodarcze są powszechnie używane w procesach oceny nie tylko przez instytucje finansowe, jakimi są banki czy pozabankowe instytucje pożyczkowe. Nie zapominajmy, że np. zawarcie umowy abonamentowej na usługi telekomunikacyjne, to nic innego jak zaciągnięcie kredytu. To, w jaki sposób ten kredyt spłacamy, będzie w przyszłości decydować o tym, czy będziemy postrzegani jako rzetelny klient – przekonuje Edyta Szymczak.

Prezes Rejestru Dłużników ERIF zauważa, że biura informacji gospodarczej wciąż kojarzą się Polakom przede wszystkim negatywnie. Są dla nich wyłącznie źródłem wiedzy o zadłużeniu. Świadomość gospodarcza jest jednak coraz większa. Coraz więcej osób zna również korzyści, jakie niesie ze sobą posiadanie pozytywnych wpisów o terminowo opłacanych rachunkach, fakturach i innych zobowiązaniach finansowych. Część osób korzysta z niewielkich kredytów lub kupuje produkty na raty tylko po to, by budować swoją pozytywną historię. Jednak – jak podkreśla Edyta Szymczak – świadomość Polaków rośnie powoli.

– W ciągu ostatnich 2-3 lat systematycznie obserwujemy, że świadomość konsumencka w zakresie mechanizmów rządzących wiarygodnością płatniczą i zdolnością kredytową stopniowo rośnie. To tempo przyrostu jest jednak jeszcze niskie – wskazuje prezes Rejestru Dłużników ERIF. – Wiedza Polaków, o tym, że dobra historia kredytowa i zdolność płatnicza wpływa na nasze postrzeganie nas na rynku usług i produktów przez dostawców i wierzycieli jeszcze jest stosunkowo niewielka – dodaje.

Aby popularyzować ideę zbierania pozytywnych informacji i edukować społeczeństwo, jakie znaczenie może mieć pozytywna historia kredytowa, z inicjatywy Rejestru Dłużników ERIF 21 maja będzie obchodzony po raz drugi Ogólnopolski Dzień Informacji Pozytywnej. Tego dnia w trzech miastach: Warszawie, Katowicach i we Wrocławiu będą rozdawane darmowe planery domowego budżetu oraz ulotki z informacjami o tym, jak ważną rolę może pełnić pozytywna historia płatnicza.

– W tej edycji zaprosiliśmy do udziału partnerów, którzy również promują ideę i podpisują się w pełni pod popularyzacją wymiany informacji gospodarczej, w tym informacji pozytywnej. Współpracujemy z serwisami internetowymi infoPozytywni.pl, infoKonsument.pl, czy Kapitalni.org, które promują edukację finansową konsumenta oraz z firmą Wonga, działającą na rynku pozabankowych pożyczek krótkoterminowych i ratalnych – mówi Edyta Szymczak.

Krajowy sektor usług biznesowych wciąż rośnie

Paweł Panczyj, dyrektor zarządzający w firmie ABSL

Paweł Panczyj, dyrektor zarządzający w firmie ABSL

Polski sektor wykonywanych na zlecenie innych przedsiębiorstw usług biznesowych jest coraz większy. W ubiegłym roku tego rodzaju prace wykonywały 532 centra należące do 356 inwestorów zagranicznych. Pracowało w nich ponad 150 tys. osób. Do 2020 roku w tym sektorze, przede wszystkim w branży IT oraz usług finansowych, może znaleźć zatrudnienie 100 tys. osób.

Polski sektor usług biznesowych jest najbardziej innowacyjny w sektorze IT – przekonuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Biznes Paweł Panczyj, dyrektor zarządzający w firmie ABSL. – W porównaniu z firmami zachodnimi jesteśmy ciągle w tyle, ale w ciągu ostatnich trzech lat szybko nadganialiśmy zaległości.

Jak wynika z ostatniego raportu firmy ABSL pod koniec 2015 roku działały w Polsce 532 centra usług należących do 356 inwestorów zagranicznych. Pracowało w nich 150 tys. osób, z czego od maja 2014 roku do końca kwietnia br. zatrudnienie wzrosło o 36 proc.

W tym czasie powstało 60 nowych tego rodzaju przedsiębiorstw (w 2014 roku – 48, a kolejnych dwanaście w pierwszych miesiącach br.). Większość należy do firm, które nie prowadziły wcześniej w Polsce takiej działalności. Szacuje się, że takie inwestycje wygenerowały około jednej piątej nowo powstałych miejsc pracy. Dominującą część wzrostu zatrudnienia (80 proc.) generują jednak podmioty świadczące usługi jeszcze przed 2014 rokiem.

Polski rynek usług biznesowych jest bardzo atrakcyjny na przykład dla Szwajcarii chociażby ze względu na różnicę cenową, bo eksperci i specjaliści, którym trzeba płacić, kosztują w Polsce o wiele mniej – tłumaczy Paweł Panczyj. – Nie jest to duży rynek, choć wiele zależy od tego, jak zakwalifikujemy tamtejsze firmy. W Szwajcarii są zarejestrowane na przykład Procter & Gamble, Roche oraz wiele innych przedsiębiorstw przede wszystkim z sektora bankowego. Ilościowo idzie to w dziesiątki tysięcy.

Z raportu ABSL wynika, że w dziesięciu największych ośrodkach centrów usług (Kraków, Warszawa, Wrocław, Trójmiasto, Łódź, Aglomeracja Katowicka, Poznań, Bydgoszcz, Szczecin, Lublin) zatrudnionych było łącznie 95 proc. wszystkich osób. Najwięcej, 35,7 tys. osób, czyli prawie jedna czwarta ogółu, pracowało w Krakowie.

Polska przyciąga firmy z sektora usług biznesowych przede wszystkim jakością obsługi i ludzi, których mogą tutaj zatrudnić – tłumaczy Paweł Panczyj. – Panuje przekonanie, że jak tutaj, w takim centrum, da się komuś coś do zrobienia, to nie dość, że zostanie to wykonane, to jeszcze unowocześnione.

Jak wynika z raportu ABSL, najwięcej (40 proc.) firm świadczących usługi biznesowe wykonuje zlecone prace biznesowe i profesjonalne (w tym w zakresie Business Process Outsourcing, w skrócie BPO, czyli outsourcing procesów biznesowych). Według autorów raportu w ciągu najbliższych trzech lat (do 2020 roku) w krajowej branży usług biznesowych powinno znaleźć zatrudnienie (łącznie) 250 tys. osób.

Sektor usług biznesowych przede wszystkim kształci młodych ludzi – zauważa Paweł Panczyj. – To 200 tys. młodych ludzi, którzy często prosto po studiach idą do takiej firmy, pracują i uczą się biznesu. Po dwóch, trzech latach opuszczają przedsiębiorstwo i duża część idzie pracować do firm polskich lub zakłada własne. Z takim doświadczeniem są zdecydowanie bardziej konkurencyjni.

Zdaniem dyrektora zarządzającego w firmie ABSL najbardziej prężną częścią sektora w Polsce jest grupa firm związanych z instytucjami finansowymi oraz bankami.

To kierunek, który obserwujemy od dwóch, trzech lat – przypomina Paweł Panczyj. – Myślę, że w najbliższych latach także one będą generować największy wzrost popytu na tego rodzaju usługi.

Prezes PIU: Trudny czas przed branżą ubezpieczeniową. Czeka ją dużo zmian prawnych

Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń
Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń

Branża ubezpieczeniowa będzie musiała się zmierzyć z dużymi wyzwaniami regulacyjnymi – mówi prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń Jan Grzegorz Prądzyński. W tym roku weszły w życie unijne przepisy dotyczące wzrostu wymogów kapitałowych. PIU zapowiada także prace nad uregulowaniem działalności kancelarii odszkodowawczych. Ze względu na nieuregulowaną kwestię zadośćuczynienia za szkody osobowe branża notuje złe wyniki w segmencie ubezpieczeń komunikacyjnych. 

– Przed branżą ubezpieczeniową trudne momenty. Najważniejszym obszarem, z jakim musi się zmierzyć, są wyzwania regulacyjne. Zarówno na poziomie europejskim, jak i krajowym wchodzą w życie nowe regulacje dotyczące wypłacalności zakładów ubezpieczeń. Związane jest to m.in. z dyrektywą Solvency II, która zwiększa obowiązki zakładów ubezpieczeń w zakresie gospodarki finansowej i bezpieczeństwa działania na rynku finansowym – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jan Grzegorz Prądzyński, prezes Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Unijna dyrektywa Solvency II, która weszła w życie z początkiem roku, zaostrzyła wymogi wypłacalności dla ubezpieczycieli. Określa ona m.in. kwoty kapitału, jakie muszą mieć firmy ubezpieczeniowe w Unii Europejskiej, by zagwarantować wypłatę należnych ubezpieczeń. Zakłady mają też więcej obowiązków informacyjnych przy przygotowywaniu oferty produktowej i sprzedaży.

– Kolejnym dużym wyzwaniem w ubezpieczeniach, np. komunikacyjnych, jest szeroko pojęty obszar szkód osobowych. Pomimo spadku liczby wypadków i ich ofiar odszkodowania zakładów ubezpieczeń znacząco wzrastają – wskazuje Prądzyński.

Z danych Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego wynika, że wysokość świadczeń wypłaconych przez ubezpieczycieli za szkody osobowe w wypadkach drogowych w ubiegłym roku wzrosła o 12 proc. W ciągu kilku lat udział szkód osobowych w wypłatach ubezpieczycieli komunikacyjnych wzrósł dwukrotnie, choć liczba osób zabitych i rannych w wypadkach drogowych zmniejszyła się o blisko 40 proc. W dużej mierze to efekt tego, że obecnie zgłaszane roszczenia za szkody osobowe dotyczą zdarzeń nawet sprzed kilkunastu lat, kiedy regulacje prawne nie uwzględniały płacenia zadośćuczynienia za śmierć osoby bliskiej w wypadku drogowym.

– Należy pamiętać o tym, że ubezpieczyciele działają jak ci, którzy mają naprawić tę szkodę. Dlatego bardzo nam zależy na tym, żeby dla rodzin rozwiązania te były jak najlepsze i jak najszerzej pokryły stratę, której doznali – przekonuje prezes PIU.

W ubiegłym roku ubezpieczyciele komunikacyjni wypłacili świadczenia za 170 tys. szkód osobowych na łącznie ponad 1,3 mld zł. Jak podkreśla prezes PIU znacząco wpłynęło to na wyniki ubezpieczycieli. W ubezpieczeniach OC strata techniczna przekroczyła 1 mld zł. Dlatego jak zaznacza Prądzyński, ubezpieczyciele stopniowo podnoszą ceny polis.

– Zakłady muszą dostosować składkę do składki swoich kosztów. Straty branży wynikają ze znaczącego wzrostu odszkodowań. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że w Polsce płacimy w tej chwili jedną z najniższych składek za OC komunikacyjne w Europie. Dlatego oferowane usługi muszą być dostosowane do aktualnej sytuacji rynkowej – zaznacza Prądzyński.

Jak podkreśla prezes PIU, zmiany legislacyjne dostosowują się do potrzeb rynku, tak by zabezpieczyć interesy konsumentów. Dlatego Prądzyński zapowiada prace nad uregulowaniem działalności kancelarii odszkodowawczych. Obecnie działa ich ok. 3 tys., a z danych rzecznika finansowego wynika, że ok. 70 proc. skarg dotyczących ubezpieczeń komunikacyjnych przygotowują właśnie kancelarie.

– Na regulowanym rynku bardzo ważna jego część, czyli kancelarie, pozostają nieuregulowane. Dlatego będziemy działali na rzecz bezpieczeństwa klientów. Warto również pamiętać o tym, że wchodzą nowe dyrektywy dotyczące pośrednictwa. Będziemy nad nimi pracowali. Jednocześnie będziemy prowadzili różne prace samoregulacyjne w obszarze ubezpieczeń komunikacyjnych czy ubezpieczeń na życie – zapowiada Jan Grzegorz Prądzyński.

Liczba badań klinicznych w Polsce spada pomimo dużego potencjału rozwoju tego rynku

Trendy w płatnościach online

Ekspert KIGC: Opłata audiowizualna to nowy podatek – wszyscy zapłacimy podwójnie

CEO Magazyn Polska

Od 1 lipca w miejsce abonamentu RTV ma wejść w życie nowa opłata audiowizualna doliczana do rachunku za prąd. Od każdego punktu poboru prądu energii ma być pobierane 15 zł miesięcznie. Koszty poniesie wiele firm, nawet te, które nie mają radia ani telewizora, a najbardziej będą dotknięci ci przedsiębiorcy, którzy mają jakąkolwiek infrastrukturę zasilaną energią eklektyczną. Będzie to dla nich po prostu nowy podatek.

– To jest dość skomplikowana materia, ponieważ składka w swoim założeniu ma służyć finansowaniu mediów, ale na podstawie tych propozycji, które widać, to ona chyba nie tylko ma służyć finansowaniu mediów, lecz także finansowaniu budżetu. Z tego względu, że pobieranie opłaty od licznika, czyli utożsamianie licznika z odbiornikiem audiowizualnym nie ma chyba żadnego odzwierciedlenia w rzeczywistości – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Czech prezes Krajowej Izby Gospodarki Cyfrowej.

W miejsce abonamentu RTV, ignorowanego przez wielu posiadaczy odbiorników radiowych i telewizyjnych, od połowy roku miałaby wejść w życie składka audiowizualna w wysokości 180 zł rocznie od każdego punktu poboru energii. Na zmianach skorzystają więc osoby, które korzystały z telewizji. Natomiast stracą ci, którzy z prądu – jak wszyscy – korzystać muszą, natomiast telewizji nie oglądają ani nie słuchają radia. Taka zmiana w systemie poboru opłaty audiowizualnej dla wielu przedsiębiorców może oznaczać nawet kilkunastokrotne zwiększenie daniny.

– Możemy dać szereg przykładów magazynów, w których są liczniki. Znam sytuację, że ludzie mają licznik energetyczny, bo z miasta biorą i oświetlają sobie ulicę, są np. firmy telekomunikacyjne, które z liczników mają swoje stacje nadawcze. Tam nie ma ani radia, ani telewizora –  mówi Czech. – W związku z czym nie traktowałbym tożsamości pomiędzy licznikiem a opłatą audiowizualną i stąd stosunek biznesu do tego jest bardzo mocno zdystansowany.

Dzisiaj firmy i instytucje wnoszą opłatę abonamentową za każdy używany odbiornik radiofoniczny i telewizyjny. Tymczasem zgodnie z projektem będą musiały wnosić składkę od każdego punktu poboru energii.

Firmy podkreślają, że egzekwowanie nowego podatku nie będzie sprawiedliwe. Z jednej strony odbije się niekorzystnie na przedsiębiorstwach, również tych małych i średnich, które mają kilka niewielkich punktów usługowych. Ale z drugiej strony hotele, które dzisiaj muszą płacić abonament RTV za wszystkie posiadane radia i telewizory, będą płaciły tylko za jeden licznik prądu. To oznacza wypaczenie celu ustawy, gdyż wyłącza odpłatność za tysiące urządzeń RTV objętych dziś abonamentem.

– Każde pieniądze przełożą się na ceny końcowe dla klienta. Jeżeli ktokolwiek, począwszy od tego magazynu poprzez jakiekolwiek inicjatywy gospodarcze, będzie musiał płacić dodatkową opłatę, to wiadomo, że za to zapłaci klient. Co de facto wprowadzamy? Wprowadzamy kolejny podatek, więc nazywajmy go podatkiem – postuluje Czech.

Na obwodnicy Gliwic znikną korki. Kierowcy zameldowani w mieście mogą się zgłaszać po piloty do otwierania bramek

CEO Magazyn Polska

W godzinach szczytu nawet 50 proc. biletów pobieranych na bramkach na obwodnicy Gliwic, będącej częścią autostrady A4, to bilety zerowe. Kierowcy zameldowani w mieście wprawdzie za nie nie płacą, ale muszą się zatrzymać w celu pobrania i oddania biletu. A to potęguje korki przed bramkami. Podpisana właśnie umowa Urzędu Miasta Gliwice z operatorem systemu poboru opłat Kapsch Telematic Services spowoduje, że zatory znacząco się zmniejszą lub nawet zostaną zlikwidowane.

– W Gliwicach jest największy ruch darmowy, tam najwięcej użytkowników przejeżdża przez bramki bez płacenia. Naturalnym rozwiązaniem jest więc ułatwienie tego przejazdu i przekazanie użytkownikom pilota do otwierania bramki. Przejazd ma wtedy wydajność pięciokrotnie wyższą niż w przypadku pobierania biletu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Cywiński, dyrektor zarządzający w Kapsch Telematic Services. – Oceniamy, że w trybie codziennym, zwłaszcza w godzinach szczytu, mieszkańcy, jeżeli będą korzystać z tego rozwiązania powszechnie, nie będą praktycznie zauważać, że stoi się na bramkach.

Od 19 maja zameldowani w Gliwicach kierowcy mogą się zgłaszać do Urzędu Miasta po darmowe urządzenia viaAUTO, które umożliwią im przejazd przez bramki na odcinku autostrady A4 będącej obwodnicą Gliwic bezbramkowymi pasami dla TIR-ów. W Urzędzie czeka 10 tys. takich pilotów. Trzeba za nie wprawdzie zapłacić 20 zł, ale nie jest to kaucja, lecz rodzaj pre-paidu do wykorzystania na płatnych odcinkach autostrady.

– Obciążenie autostrad w Polsce, a w szczególności autostrady A4, zwiększyło się ogromnie od czasu jej wybudowania. Niedawno padł rekord, ponad 100 tys. samochodów przejechało śląskim odcinkiem autostrady A4 – mówi Zygmunt Frankiewicz, prezydent Gliwic. – Tak duża liczba użytkowników powoduje, że punkt poboru opłat usytuowany w Gliwicach blokuje się i tworzą się tam bardzo długie kolejki. Pobór opłaty elektronicznie jest wielokrotnie szybszy niż ręcznie, nawet pięcio- czy sześciokrotnie. Gdyby więc więcej użytkowników korzystało z systemu viaAUTO, toby tych zatorów mogło w ogóle nie być.

Śląski odcinek autostrady A4 jest jedną z dróg o najwyższym natężeniu ruchu w kraju. W ostatnich dniach kwietnia padł nowy rekord. W ciągu jednej doby płatnym odcinkiem A4 od Wrocławia do Gliwic przejechało 103 tys. pojazdów.

To nie pierwsza bliższa współpraca Kapscha z samorządem przy wdrażaniu nowych technologii w zarządzaniu ruchem. W Warszawie firma dzięki swoim inteligentnym systemu transportowym pomaga monitorować ruch na Trakcie Królewskim. Z powodu rozpoczęcia współpracy z Gliwicami, Kapsch liczy na zainteresowanie wspólnym projektem innych miast położonych przy autostradach.

– Jesteśmy gotowi i bardzo elastyczni, jeśli chodzi o współpracę z tymi miastami – deklaruje Cywiński. – Natomiast rozwiązania, w których ułatwiamy mieszkańcom miasta życie poprzez zmniejszenie ruchu albo nadzór nad tym ruchem, albo poprzez upłynnienie strumienia ruchu, to są rozwiązania, które powszechnie proponujemy. Chociażby w Warszawie monitorujemy teraz przejazd przez Trakt Królewski tylko po to, żeby zmniejszyć ruch tych, którzy do tego prawa nie mają. To poprawia komfort życia mieszkańców.

– Zapewne będzie to bardzo korzystne rozwiązanie dla tych, którzy będą korzystali z takich urządzeń. Może zachęcą też innych do skorzystania z elektronicznej formy poboru opłaty. To będzie również korzystne rozwiązanie dla tych wszystkich, którzy nawet nie będą mieli tego urządzenia, bo dzięki temu, że zmniejszy się obciążenie punktów poboru opłat, ruch będzie upłynniony dla wszystkich – zachęca prezydent Gliwic. – Operacja jest korzystna nie tylko dla użytkowników, lecz także dla operatora systemu, ponieważ zminimalizuje straty czasu w obecnym systemie poboru opłaty.

Eksperci Euler Hermes prognozują wzrost liczby upadłości na całym świecie o +2% w 2016 roku

Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes
Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes
Jeśli ptak wykazuje oznaki zaniepokojenia, kopacze złota powinni zachować szczególną ostrożność, a może nawet udać się do najbliższego wyjścia – zauważa Ludovic Subran, Główny Ekonomista w Euler Hermes.
Co zatem zrobić w przypadku oczekiwanego wzrostu liczby upadłych przedsiębiorstw? Odpowiedź na to pytanie stanowi cel nowego badania analitycznego i uaktualnionej globalnej mapy niewypłacalności. Jeśli poważnie potraktować ostrzeżenie zawarte w haśle „uwaga na efekt domina” – problem może dość szybko rozprzestrzenić się poza granice Stanów Zjednoczonych i dotknąć różnych branż oraz segmentów rynku.
Czy jesteśmy obecnie świadkami lawiny, która spowolni globalną gospodarkę? Jeszcze nie teraz, choć eksperci Euler Hermes prognozują j wzrost liczby upadłości na całym świecie o +2% w 2016 roku i o kolejne +2% w roku 2017. Wykres przedstawiający mało optymistyczne prognozy dla 43 krajów znajduje się na końcu niniejszego artykułu.
Ostatnie sześć lat upłynęło pod znakiem poprawy koniunktury gospodarczej – od czasu kryzysu finansowego obserwowaliśmy systematyczny spadek liczby upadłości. Obecnie trend ten uległ odwróceniu, co wpłynęło na pogorszenie perspektyw ekonomicznych. W sytuacji, w której coraz więcej firm z trudem spłaca swoje zobowiązania lub bankrutuje, możemy być świadkami znaczącego pogorszenia się gospodarki. Powodów takiego stanu rzeczy należy upatrywać w zbyt niskim poziomie wzrostu w zbyt długim okresie czasu, wysokich wahaniach w niektórych sektorach (m.in. branża surowców) i efekcie domina spowodowanym upadłością dużych przedsiębiorstw. W 2015 roku odnotowano152 upadłości wiodących firm, osiągających obroty powyżej 100 mln euro w porównaniu z zaledwie 95 przypadkami w 2014 roku.
Kolejnym czynnikiem mogącym doprowadzić do globalnej recesji są duże rozbieżności między regionami świata. W 2016 roku największa liczba upadłości miała miejsce w regionie Azji i Pacyfiku – ze wzrostem na poziomie +13% w porównaniu do roku 2015 roku oraz w Ameryce Łacińskiej (+17%).
W Stanach Zjednoczonych  liczba bankructw wzrosła po raz pierwszy w ciągu ostatnich 6 lat (+3%).  Duża w tym zasługa sektorów metali i energii, które stanowią połowę bankructw przedsiębiorstw publicznych w 2015 roku.
Europa Zachodnia jest jedynym regionem, w którym prognozowany jest spadek liczby upadłości: -5% w 2016 roku i -3% w 2017 r. Każdy medal ma jednak dwie strony – w 11 z 17 krajów europejskich roczna liczba bankructw przewyższa poziom sprzed kryzysu. Warto więc zachować umiarkowany optymizm, chociażby dlatego, że rosnące ryzyko niewypłacalności na rynkach wschodzących powoduje ogromne straty u eksporterów.
W opinii Ludovica Subran, Głównego Ekonomisty w Euler Hermes, Europejczycy nie muszą rozważać ucieczki z obiecujących, aczkolwiek niestabilnych rynków. Pod warunkiem jednak, że mają wystarczająco dużo tlenu, żeby przetrwać chwilowy okres załamania na tych rynkach.
Niewypłacalność państw w 2016 (prognozy, zmiana % w stosunku do roku 2015)Niewypłacalność państw w 2016 (prognozy, zmiana % w stosunku do roku 2015)

Ranking najlepiej sprzedających się marek samochodowych w poszczególnych krajach w 2015

Best Selling Cars Blog co roku sprawdza, jak najmocniejsze marki motoryzacyjne oraz modele samochodów wypadły na poszczególnych rynkach lokalnych. Niedawno portal ujawnił, które marki i samochody okazały się bestsellerami w największej liczbie krajów.

Bestsellerowe marki

Spośród 178 badanych rynków w 91 z nich najchętniej kupowaną marką była Toyota. Volkswagen uzyskał najwyższą sprzedaż w 20 krajach. Następne są Ford (9 rynków), Suzuki (8 rynków), Hyundai i Renault (po 7 rynków).

Dominacja Toyoty rozciąga się niemal na całym świecie. Japończycy sprzedali najwięcej samochodów w 40 krajach Afryki, 16 w Azji, 11 w obu Amerykach, 9 w Oceanii, 8 na Bliskim Wschodzie i 6 w Europie. W 50 krajach nie są zbierane oficjalne dane przez żadne instytucje, więc pracownicy z lokalnych przedstawicielstw Best Selling Car Blog szacowali wyniki sami na podstawie dostępnych informacji. Jednak nawet jeśli pominiemy te kraje, Toyota uzyskuje 52 oficjalnych pierwszych miejsc, czyli ponad 2,5 razy więcej niż następny konkurent. Volkswagen jest najpopularniejszy w 18 krajach europejskich, Chinach i Argentynie, a należąca do niemieckiego koncernu marka Skoda podbiła 5 rynków w Europie Centralnej i Wschodniej.

Zajmujący trzecie miejsce Ford podbił w ubiegłym roku rynki USA i Wielkiej Brytanii, a także m.in. Samoa Amerykańskie, Haiti, Nową Kaledonię i Tahiti. Suzuki najlepiej sprzedaje się w Indiach, na Sri Lance, w Bhutanie, Nepalu, Angoli, Pakistanie, w Urugwaju i po raz pierwszy w Boliwii.

Bestsellerowe modele

Toyota HiluxBest Selling Cars Blog sprawdził także, które modele zajmują pierwsze miejsca na największej liczbie rynków na świecie. Toyota ma na liście lokalnych bestsellerów 9 modeli, które zajmują pierwsze miejsca łącznie w 84 krajach ze 178. 41 z nich zostało zdominowanych przez Hiluxa, co nie jest żadnym zaskoczeniem, jako że pick-up Toyoty może się pochwalić takimi osiągnięciami już od wielu lat. Trzeba jednak zastrzec, że 21 rynków w tej liczbie to państwa afrykańskie, gdzie dane zostały oszacowane przez pracowników portalu. Jeśli ograniczymy się tylko do tych 20 krajów, z których pochodzą oficjalne dane, Toyota Hilux jest nadal na pierwszym miejscu.

Toyota Corolla, najlepiej sprzedający się samochód na świecie w 2015 roku, jest w tym zestawieniu na 2 miejscu, dzięki sprzedaniu największej liczby egzemplarzy w 14 krajach. Land Cruiser podbił serca kierowców w 11 krajach, głównie w Afryce, Azji, Oceanii i na Bliskim Wschodzie. Volkswagen Golf sprzedał się najlepiej w 10 krajach Europy. Ford Ranger okazał się bestsellerem na 6 rynkach, podobnie Skoda Octavia. Po 5 pierwszych miejsc uzyskały Dacia Logan i Renalt Clio. Suzuki Alto, Toyota Prado i Toyota Yaris zdobyły po 4 pierwsze miejsca.

Dentons wdraża globalną strategię usług wspólnych

Globalna firma prawnicza Dentons wdraża strategię usług wspólnych: planuje otwarcie centrum usług wspólnych w Warszawie dla regionów Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) jeszcze w tym roku.

Dentons Business Services EMEA (DBSE), z planowaną siedzibą w centrum Warszawy, to wspólna inicjatywa dwóch regionów firmy – brytyjskiego, bliskowschodniego, afrykańskiego (UKMEA) i europejskiego.

DBSE pokieruje Piotr Macieja, który dołączył do DBSE z TMF, globalnej firmy oferującej usługi profesjonalne, gdzie kierował Service Delivery Coordination Center. DBSE zapewni prawnikom i konsultantom z biur w Wielkiej Brytanii, Afryce i na Bliskim Wschodzie (UKMEA) oraz w Europie najwyższej jakości wsparcie w zakresie usług finansowych, business development, marketingu, HR oraz IT. Poprzez zgromadzenie w jednym miejscu osób realizujących podobne zadania w różnych biurach, Dentons będzie w stanie lepiej wykorzystać efekt skali i zasoby obydwu regionów, co przełoży się na lepszej jakości usługi świadczone klientom.

Nieustannie szukamy nowych możliwości, aby lepiej służyć naszym klientom. W ostatnich pięciu latach firma bardzo dynamicznie się rozwinęła. Dążenie do bardziej efektywnego zagospodarowania dostępnych zasobów i wykorzystywania efektu skali, przy jednoczesnym kontynuowaniu działań mających na celu harmonizację jest dla nas logicznym krokiem na drodze do osiągnięcia założonego celu – stworzenia prawniczej firmy jutra” – powiedział Joe Andrew, Przewodniczący Rady Dentons.

DBSE to kolejne działanie Dentons, którego celem jest oferowanie klientom większej wartości. Ponieważ jako firma zwiększyliśmy zasoby utalentowanych prawników, posiadane doświadczenie oraz zasięg geograficzny, ważne jest dla nas wykorzystanie potencjału, który płynie z rozwoju. Chcemy oferować naszym prawnikom i klientom korzyści wynikające z bycia jedną firmą, a opierając się na policentryczności – jednocześnie szanować tradycje i wartości prawne na poszczególnych rynkach. Poprzez zgromadzenie w jednym miejscu usług, których zakres może zostać zharmonizowany w regionach UKMEA i Europy, wdrożenie DBSE to to znaczący krok w realizacji tego celu” – powiedział Elliott Portnoy, Globalny Partner Zarządzający Dentons.

Warszawa ma wiele przewag w stosunku do innych lokalizacji, z których kluczowym aspektem, którym się kierowaliśmy jest z jednej strony dojrzałość rynku usług wspólnych, z drugiej zaś – dostępność wysokokwalifikowanych pracowników. Liczymy, że jako część największej firmy prawniczej w Polsce, obecnej na rynku od 25 lat, DBSE będzie atrakcyjnym miejscem pracy dla wielojęzycznych specjalistów, których w Warszawie jest wielu” – powiedział Jeremy Cohen, Partner Zarządzający Dentons w regionie UKMEA.

Integracja jest jednym z naszych kluczowych celów strategicznych, którego osiągnięcie umożliwi regionom UKMEA i Europy usprawnienie funkcjonowania. Działamy w wysoce konkurencyjnym środowisku, nasi klienci oczekują spójnych i efektywnych kosztowo rozwiązań, przy jednoczesnym zachowaniu najwyższej jakości usług świadczonych przez całą firmę” – dodał Tomasz Dąbrowski, Partner Zarządzający Dentons w Europie.

Przemysł i sprzedaż detaliczna rosną raz słabiej, raz mocniej

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w kwietniu o 6 proc. r/r. W stosunku do marca br. była niższa o 3,1 proc. Sprzedaż detaliczna wzrosła r/r o 5,5 proc. w cenach stałych, a o 3,2 proc. w cenach bieżących – podał GUS.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w kwietniu o 6 proc. r/r, głównie dzięki wzrostom w przetwórstwie przemysłowym. Ale wzrosty produkcji w przemyśle wahają się w kolejnych miesiącach – po dość słabym styczniu w lutym przemysł wzrósł o prawie 7 proc., aby w marcu ponownie wyhamować (wzrost o 0,5 proc.). Kwiecień to ponowny wzrost, tym razem o 6 proc.

Jednocześnie sygnały płynące z przemysłu na podstawie wskaźnika PMI pokazywały do marca br. wyraźnie poprawiające się możliwości tego sektora gospodarki (PMI w styczniu 50,9, w lutym, 52,8, w marcu – 53,8) – rosnącą nie tylko produkcję, ale także zamówienia krajowe i zagraniczne, a także rosnące zapotrzebowanie na pracowników. Przemysł optymistycznie patrzył na swoje możliwości rozwojowe. Ale już kwietniowy PMI wyraźnie osłabł (51,0) – przedsiębiorstwa sygnalizowały tylko nieznaczny wzrost nowych zamówień, a zatrudnienie rosło najwolniej od listopada 2014 r.

Tymczasem patrząc na „twarde” dane GUS – przemysł miał się dobrze. Wzrost byłby jeszcze szybszy gdyby nie znaczący spadek w wydobywaniu węgla kamiennego i brunatnego (o 12,9 proc. r/r), a także w wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię elektryczną i gaz (spadek o ponad 10 proc.). Większość (26 na 34) działów przemysłu odnotowało wzrost produkcji sprzedanej, w tym – co ważne – branże eksportowe (m.in. meble, pojazdy samochodowe, wyroby z metali, z gumy i tworzyw sztucznych, produkcja urządzeń elektrycznych).

Niewykluczone, że te słabsze kwietniowe oceny wyrażone we wskaźniku PMI wynikały z tego, że w tym miesiącu produkcja sprzedana spadła w stosunku do marca br. Ale możliwe również, że słabszy kwietniowy PMI mimo całkiem dobrej dynamiki produkcji sprzedanej przemysłu to wynik niepewności, niestabilności którą przedsiębiorcy odczuwają i którą artykułują w swoich opiniach. Powinno to niepokoić, bowiem takie postrzeganie sytuacji wpływa na decyzje inwestycyjne przedsiębiorstw, które mogą być odraczane, co będzie miało negatywny wpływ na wzrost polskiego PKB.

Dynamika sprzedaży detalicznej zachowuje się podobnie jak zmiany produkcji sprzedanej przemysłu – po słabym styczniu (wzrost r/r o 0,9 proc. w cenach bieżących), dobry luty, ale później znowu słaby marzec, mimo świąt wielkanocnych (wzrost o 0,8 proc.), i znowu lepszy kwiecień. Jak widać konsumenci także zachowywali się jak na rollercoasterze – zapewne w oczekiwaniu na dopływ pieniędzy z programu Rodzina 500+. W kwietniu te pieniądze do części rodzin już napłynęły i możliwe, że sprzedaż detaliczna wzrosła także dzięki temu, aczkolwiek wzrost był słabszy niż w lutym.

Kolejne miesiące powinny dać jednoznaczną odpowiedź czy program Rodzina 500+ przełoży się na silne wsparcie dla wzrostu gospodarczego przez wzrost spożycia indywidulnego, a także na silne wsparcie dla części przemysłu przez nowe zamówienia z rynku krajowego. Pewności nie ma.

Konfederacja Lewiatan

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. po I kwartale 2016

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r., miała 143 tys. zł skonsolidowanego zysku netto w 1 kw. 2016 r. przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 1.295 tys. zł. Emitent kontynuuje realizację Strategii Rozwoju i rozwija wszystkie podmioty wchodzące w skład jego Grupy Kapitałowej.

Spółka zakończyła 1 kw. 2015 r. skonsolidowanym zyskiem netto w wysokości 147 tys. zł, a jej sprzedaż sięgnęła 1.258 tys. zł. Z kolei jednostkowy zysk netto Emitenta w 1 kw. br. ukształtował się na poziomie 122 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 1.254 tys. zł. W analogicznym okresie 2015 r. było to odpowiednio: 106 tys. zł oraz 1.232 tys. zł. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. utrzymała tym samym wysokie tempo wzrostu, co świadczy o efektywności podejmowanych przez Zarząd działań i prawidłowym kierunku rozwoju Spółki. Emitent prognozuje, że w tym roku uda mu się zanotować 10% wzrost wyników finansowych zarówno na poziomie jednostkowym, jak i skonsolidowanym.

„Spółka spodziewa się w kolejnych miesiącach utrzymania dobrych wyników finansowych. Nasze dotychczasowe działania miały na celu stworzenie grupy o profilu prawnym, gdzie duża część wypracowanych przychodów jest efektem świadczenia usług około windykacyjnych o charakterze prawnym, ale nie tylko, oraz zwiększenie efektywności finansowej. Obecnie koncentrujemy się na zwiększeniu przychodów i zysków z dotychczasowych usług, jak również na wprowadzeniu do oferty nowych produktów, np. wykupu nieprzeterminowanych wierzytelności w celu uzyskania dodatkowego przychodu. W tym celu Spółka będzie się starała pozyskać kapitał z emisji obligacji, oczywiście zachowując przy tym odpowiednie wskaźniki kosztowe.” – mówi Remigiusz Brzeziński, Prezes Zarządu Spółki Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. wraz z podmiotami wchodzącymi w skład Grupy Kapitałowej prowadzi działania mające na celu umacnianie pozycji rynkowej m.in. poprzez rozszerzanie sieci sprzedaży stacjonarnej oraz mobilnej. Spółka zależna SME Solutions Sp. z o.o. zwiększyła swój zespół pracowników, co powinno pozwolić jej osiągnąć dynamiczny wzrost sprzedaży w 2 oraz 3 kw. 2016 r. Z kolei spółka zależna E-Wierzyciel.pl Sp. z o.o. zwiększa aktywność w zakresie promocji swojej oferty usługowej  w internecie, minimalizując tym samym wydatki na działania marketingowe. Kolejna ze spółek zależnych – Kancelaria Prawna WEC Sroczyński i Wspólnicy Sp.k, podpisuje nowe umowy współpracy i konsekwentnie rozszerza portfolio klientów.

Akcjonariusze Spółki podczas zwołanego na dzień 06.06.2016 r. ZWZA podejmą decyzję w sprawie podziału zysku netto wypracowanego w 2015 r. Zarząd i Rada Nadzorcza Emitenta zarekomendowały wypłatę dywidendy w wysokości 0,03 zł na akcję. Łączna kwota, która trafiłaby do Akcjonariuszy sięgnęłaby wówczas ponad 148 tys. zł, co stanowi blisko 35% zysku netto osiągniętego przez Spółkę w 2015 r. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. zanotowała w minionym roku 428 tys. zł skonsolidowanego zysku netto przy przychodach netto ze sprzedaży produktów wynoszących 5.352 tys. zł. Natomiast w ujęciu jednostkowym Emitent miał w 2015 r. 362 tys. zł zysku netto, a jego przychody sięgnęły 5.248 tys. zł.

Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. specjalizuje się w kompleksowej obsłudze firm z zakresu windykacji i zarządzania wierzytelnościami z sektora B2B. Podstawowym celem Emitenta jest szybkie oraz skuteczne odzyskiwanie należności dla jego klientów. Spółka posiada elastyczną ofertę dla przedsiębiorstw z sektora małych i średnich przedsiębiorstw oraz dla innych podmiotów gospodarczych. Kancelaria Prawna-Inkaso WEC S.A. jest notowana na rynku NewConnect od maja 2015 r.

UE w drodze do jednolitego rynku cyfrowego

Realizacja projektu europejskiej chmury danych, połączenie wszystkich rejestrów handlowych oraz tworzenie warunków sprzyjających rozwojowi technologii – to tylko niektóre propozycje Komisji Europejskiej  mające na celu cyfryzację europejskiego przemysłu. 

Cyfryzacja przemysłu i usług publicznych w Unii Europejskiej stanowi cześć strategii tworzenia jednolitego rynku cyfrowego. Jak wskazuje KE, przedstawione w kwietniu br. propozycje mają na celu ułatwić pracę przedsiębiorcom, naukowcom i służbom publicznym, a także podnieść konkurencyjności europejskiego przemysłu.

Jednym z planowanych działań jest stworzenie europejskiej chmury zapewniającej specjalistom możliwość przechowywania i udostępniania danych naukowych. Ma ona usprawnić ich pracę, obniżyć koszty oraz pozwolić na efektywną wymianę danych. Realizacja inwestycji zaplanowana jest na lata 2016-2020, a jej szacunkowy koszt wynosi 6,7 mld euro.

Dużym wyzwaniem może być standaryzacja interfejsów pomiędzy systemami, zarówno na szczeblu krajowym, jak i wewnątrzunijnym. Największym jest jednak zmiana ludzkiej mentalności w podejściu do wykorzystywania narzędzi chmurowych i pewności, że dane powierzone „chmurze” nie zostaną skasowane czy skopiowane do konkurencji – mówi Piotr Naszkowski, Dyrektor Pionu Systemów Teleinformatycznych z firmy technologicznej T4B.

Istotnym aspektem propozycji Komisji Europejskiej jest doprowadzenie do inwestycji w cyfryzację przemysłu zarówno podmiotów publicznych jak i prywatnych. By osiągnąć ten cel oraz wspierać przemysł, KE przewiduje rozwój centrów innowacji cyfrowej, zapewniających doradztwo przedsiębiorcom oraz możliwość testowania innowacyjnych rozwiązań.  Ma zamiar m.in. koordynować inicjatywy dot. cyfryzacji przemysłu oraz inwestować w unijne partnerstwa publiczno-prywatne.

Wedle planów, udogodnieniami dla obywateli Unii Europejskiej ma być cyfryzacja usług publicznych. W jej ramach KE planuje m.in. pomoc krajom członkowskim w rozwoju transgranicznych e-recept, kartotek pacjentów oraz połączenie wszystkich rejestrów handlowych oraz rejestrów dłużników.

– Dostęp do kartoteki pacjentów z innego kraju nie powinien być automatyczny, ale tylko i wyłącznie realizowany w wyniku zgody pacjenta lub w przypadku bezpośrednio zagrażającym życiu – zauważa Naszkowski.

W celu zapewnienia sprawnej i bezpiecznej komunikacji między urządzeniami przewidziane jest opracowywanie norm w obszarze nowych technologii. Tego rodzaju standaryzacja ma pomóc w rozwoju m.in. inteligentnych sieci energetycznych.

– Jeśli chodzi o cyfryzację przemysłu w samej Polsce, jesteśmy dopiero na początku drogi. Wdrożyli już jednak wiele rozwiązań, które mogą stanowić wzór dla krajów zachodnich. Z pewnością jednym z nich jest centralna ewidencja pojazdów i kierowców, która w połączeniu  z odpowiednimi procesami i procedurami przyczyniła się do znacznego ograniczenia liczby kradzieży ze względu na ogromną trudność w zarejestrowaniu skradzionego samochodu  – opowiada ekspert T4B.

Jak szacuje Komisja Europejska przedstawione propozycje mają przyciągnąć na cyfryzację przemysłu ponad 50 mld euro. Inne planowane lub już realizowane działania na rzecz tworzenia jednolitego rynku cyfrowego obejmują zniesienie do czerwca 2017 r. opłat za roaming w UE, zastosowanie wysokiej jakości częstotliwości radiowych oraz zmianę przepisów dot. praw autorskich i umów cyfrowych.

B&B szuka terenów pod kolejne inwestycje

B&B Hotels, trzecia co do wielkości sieć hoteli ekonomicznych w Europie, kontynuuje dynamiczny rozwój. W tej chwili posiada już 358 hoteli w Europie, z czego najwięcej we Francji (245) oraz w Niemczech (81). Prężny rozwój planuje również B&B Hotels Polska, która w tym roku otwiera dwa kolejne obiekty i ciągle pracuje nad dalszą ekspansją, biorąc na celownik największe polskie miasta.

Grupa B&B Hôtels

B&B to obecnie jedna z najdynamiczniej rozwijających się marek hotelowych w naszym kraju. Tylko w 2016 roku otworzy obiekty w Łodzi (149 pokoi) oraz w Katowicach (105 pokoi), które dołączą do tych już funkcjonujących w Warszawie (154 pokoje), Toruniu (93 pokoje) i we Wrocławiu (140 pokoi). Tym samym oferta B&B w Polsce powiększy się z obecnych 387 do 641 pokoi. Oznacza to, że jeszcze w tym roku polska baza noclegowa zyska kolejne 254 pokoje. Wiele przy tym wskazuje, że to dopiero początek wielkiej ekspansji B&B w Polsce.

– Znakomite wyniki osiągane przez nasze polskie hotele nie tylko napawają nas dumą, ale także zachęcają do dalszego, jeszcze bardziej dynamicznego rozwoju w tym regionie. W tym roku otworzymy nowe obiekty w Łodzi oraz w Katowicach, natomiast w kolejnych latach za cel stawiamy sobie otwieranie 1-5 hoteli rocznie – zapowiada Beatrice Bouchet, Prezes Zarządu B&B Hotels Polska.

Aktualnie B&B Hotels poszukuje atrakcyjnych lokalizacji, m.in. w Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Poznaniu, Lublinie, Białymstoku, Rzeszowie i Szczecinie. W kręgu największego zainteresowania sieci leżą działki budowlane o powierzchni od 700 m² do 3000 m².

– Rozwijamy się dwutorowo – poprzez kupowanie działek, ale także podpisywanie umów najmu – mówi Małgorzata Dybaś, Specjalista ds. rozwoju projektów hotelowych w B&B Hotels Polska. – W obu przypadkach poszukujemy partnerów do współpracy i atrakcyjnych lokalizacji, głównie w centrum miast. Jeśli chodzi o parametry techniczne projektów, które chcielibyśmy realizować, to w obszarze naszych zainteresowań są hotele mające w ofercie 100-150 pokoi.

Znakomita lokalizacja hoteli to znak rozpoznawczy sieci B&B i ważny element strategii jej rozwoju. Wrocławski obiekt zlokalizowany jest w samym sercu stolicy Dolnego Śląska, w bliskiej odległości od rynku Starego Miasta oraz Dworca Głównego PKP. Także toruński hotel B&B usytuowany jest w sąsiedztwie Starówki. Z kolei obiekt w Warszawie jest położony w bezpośrednim sąsiedztwie lotniska Okęcie. Najbardziej pożądane przez B&B Hotels działki powinny być usytuowane w centrum miast – w pobliżu miejsc o walorach biznesowych, turystycznych i rozrywkowych, gwarantować dobrą widoczność obiektu w przestrzeni miejskiej oraz łatwy dostęp komunikacyjny.

Dlaczego UE to najmniejszy problem Zjednoczonego Królestwa?

  • Referendum w sprawie Brexitu jest mniej istotne, niż struktura gospodarcza Zjednoczonego Królestwa
  • Referendum to ryzyko dalszego podziału UE na poszczególne grupy
  • Na horyzoncie – kryzys dotyczący uchodźców i ryzyko recesji

Zbliżające się referendum w sprawie Brexitu to szczególna ironia losu zważywszy, że – moim zdaniem – Zjednoczone Królestwo nigdy faktycznie nie przystąpiło do Unii Europejskiej. Ponieważ moje dzieciństwo przypadało na lata 70. i 80., doskonale pamiętam, jak Pani T. – T jak Thatcher – prowadziła zacięte boje z UE właściwie w każdej sprawie i jakoś udało jej się przeforsować własną wersję unii… przynajmniej w ujęciu finansowym.

Jeszcze większa ironia wiąże się z faktem, iż premier David Cameron już zapewnił Wielkiej Brytanii możliwość uzyskania odrębnego statusu w Europie dzięki zawartemu w marcu porozumieniu z Brukselą, które de facto tworzy Europę dwóch kategorii, w ramach której jedne reguły obowiązują Zjednoczone Królestwo, a drugie – resztę państw europejskich.

Bez względu na wyniki referendum z 23 czerwca, może to spowodować minikryzys w Europie, ponieważ bez problemu można sobie wyobrazić, że takie kraje, jak Węgry, Polska, a może nawet Finlandia, będą dążyć do zapewnienia sobie porównywalnych warunków, co Zjednoczone Królestwo.

Ze względu na ten precedens, Europa straci na pozostawieniu Wielkiej Brytanii w Unii (rozbicie większej unii na kilka mniejszych doprowadzi do ostatecznego rozpadu tych ostatnich); z drugiej strony, oczywiście, w przypadku Brexitu koszty – zarówno polityczne, jak i praktyczne – wydają się ogromne, w szczególności biorąc pod uwagę nierozwiązany dotychczas kryzys dotyczący uchodźców.

Bardzo bawi mnie również fakt, iż minister skarbu Osborne, który nie jest w stanie określić deficytu budżetowego na najbliższe sześć miesięcy, potrafi co do pensa wyliczyć straty poniesione przez każdą brytyjską rodzinę do 2030 r. w przypadku zagłosowania za Brexitem (kwota ta wynosi według niego 4 300 GBP).

Propaganda strachu przekroczyła wszelkie granice rozsądku, w szczególności w oczach takiego prostego ekonomisty, jak ja, ponieważ przyszłość Zjednoczonego Królestwa w istocie zależy od tego, jak poradzi sobie ono z chronicznym podwójnym deficytem… Ostatni rok, w którym saldo rachunku bieżącego Wielkiej Brytanii stanowiło wartość dodatnią, to 1982 r. To aż 34 lata temu!

Dlatego odpowiedź na pytanie, które trapi w tym momencie każdego tradera walutowego – „dokąd zmierza funt szterling?” – będzie identyczna bez względu na to, czy Brexit nastąpi, czy nie. W ostatecznym rozrachunku funt straci na wartości lub obierze kurs boczny. Jeżeli wydajesz więcej, niż zarabiasz, uzależniasz się od zagranicznych źródeł finansowania, a wzrost swojej gospodarki opierasz na bankowości i nieruchomościach – dwóch sektorach o zerowej produktywności i (w najlepszym razie) z niepewną przyszłością w kontekście nowych miejsc pracy w porównaniu z sytuacją, która miała miejsce całkiem niedawno – jesteś skazany na powtarzanie błędów z niedalekiej przeszłości.

Doświadczenia z tej niedalekiej przeszłości pokazują nam, naturalnie, że Londyn w czasach kryzysu jest skłonny do obniżania kursu GBP – a brytyjska gospodarka w istocie już jest w kryzysie. Bardziej sceptyczny analityk mógłby wręcz argumentować, że Brexit to doskonała „przykrywka” czy wymówka w kontekście nadchodzącej recesji w gospodarce bazującej na fundamentach opisanych powyżej.

Tradycyjną reakcją na taką sytuację był zawsze spadek kursu funta szterlinga.

Brexit to abstrakcja przysłaniająca realne zmiany niezbędne w Zjednoczonym Królestwie. To również pretekst do unikania prób rozwiązania znacznie bardziej fundamentalnego, strukturalnego problemu społecznego, jakim jest przesunięcie gospodarki niemal w 100% w kierunku sektora usługowego.

Brytyjskie badania i rozwój oraz produkcja zostały przeniesione za granicę, a – co bardziej istotne – status Wielkiej Brytanii jako mekki dla inwestorów zagranicznych coraz bardziej traci na atrakcyjności w związku ze zmianą zasad opodatkowania osób bez miejsca stałego pobytu w Zjednoczonym Królestwie (non-domicile tax status). Po publikacji tzw. „Panama papers”, kolejnym ruchem, który może zmienić reguły gry, jest zapowiedź Camerona dotycząca utworzenia publicznego rejestru zagranicznych właścicieli nieruchomości.

Inicjatywa ta jest sensowna w kontekście poprawy przejrzystości, jednak de facto przyczynia się do obniżenia atrakcyjności Zjednoczonego Królestwa dla inwestorów. Moim zdaniem zmiana zasad opodatkowania, a tym samym – systemu zachęt, jest znacznie bardziej istotna dla Wielkiej Brytanii niż członkostwo w UE, ponieważ Londyn może już i tak stosować własne reguły.

W żaden sposób nie chciałbym deprecjonować tu znaczenia referendum, jednak ma ono niewiele wspólnego z przyszłością brytyjskiej gospodarki, za to wiele – z rolą Zjednoczonego Królestwa w Europie.

Chciałbym podkreślić, że nie dostrzegam żadnego scenariusza, w ramach którego Zjednoczone Królestwo skorzystałoby na wyjściu z Unii – w istocie, ani jednego, co nie znaczy jednak, że przechodzę do porządku dziennego nad wprowadzaniem społeczeństwa w błąd w ramach kampanii promującej pozostanie w UE. Prawda jest taka, że nikt nie wie, co się dalej wydarzy. Wiemy, że wzrośnie „szum” (czyt.: zmienność), jednak nie wiemy, jak będzie wyglądać świat po Brexicie czy bez niego.

Być może nadszedł czas na rozszerzenie implikacji Brexitu i zadanie sobie ważniejszych i bardziej perspektywicznych pytań, np. w jaki sposób Zjednoczone Królestwo i Unia Europejska mogą uzyskać trwały mandat do zmian?

Zarówno Wielka Brytania, jak i UE powinny dokładnie i realistycznie przeanalizować swoją odpowiednią (mimo iż powiązaną) przyszłość, jak również swoje programy dotyczące projektów strukturalnych i zachęt dla inwestorów. W tym momencie podejście typu „jeszcze raz to samo” spowoduje, że przyszłość będzie niewesoła.

Najważniejszą kwestią jest nadal sposób poradzenia sobie z kryzysem humanitarnym wywołanym masową falą uchodźców w okresie zagrożenia recesją. To, jak się zachowamy, zdefiniuje przyszłość zarówno Europy, jak i Wielkiej Brytanii w znacznie większym stopniu niż to, czy Zjednoczone Królestwo zadecyduje o wyjściu z klubu, w którym i tak już może robić to, co chce.

Steen Jakobsen, Główny Ekonomista Saxo Bank

Zmiany w ustawie o OZE zaszkodzą wielu firmom

Pozbawienie wytwórców OZE prawa do sprzedaży energii po tzw. cenie Urzędu Regulacji Energetyki bardzo mocno uderzy w wiele firm i tak już poważnie dotkniętych długotrwałą bessą na rynku zielonych certyfikatów – ostrzegają Związek Pracodawców Prywatnych Energetyki i Konfederacja Lewiatan.

Zgodnie z projektem ustawy o odnawialnych źródłach energii obowiązek zakupu energii wytworzonej w OZE ograniczony zostanie jedynie do energii elektrycznej wytworzonej w instalacji o łącznej mocy mniejszej niż 500 kW lub instalacji biogazowej. Oznacza to, że zdecydowana większość instalacji OZE zostanie pozbawiona prawa do sprzedaży wytworzonej przez siebie energii do sprzedawcy zobowiązanego (zakład energetyczny).

Obowiązek zakupu energii przez sprzedawcę zobowiązanego do zakupu energii elektrycznej wytworzonej w odnawialnym źródle energii (w obecnym stanie prawnym przez sprzedawcę z urzędu) stanowił jeden z dwóch filarów systemu wsparcia dla wytwarzania energii elektrycznej z OZE. Służył on głównie mniejszym podmiotom, którym bardzo trudno jest na równoprawnych warunkach negocjować sprzedaż prądu z większymi i bardziej doświadczonymi spółkami obrotu.

Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan
Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan

– Proponujemy, aby nie pozbawiać wytwórców OZE prawa do sprzedaży energii lub w ostateczności pozostawić obowiązek zakupu energii przez sprzedawcę zobowiązanego w odniesieniu do podmiotów wytwarzających energię elektryczną w instalacji OZE o łącznej mocy elektrycznej do 10 MW. Powinniśmy także chronić prawa nabyte i wprowadzić okres przejściowy do końca 2017 roku dla instalacji powyżej 10 MW w celu przystosowania umów sprzedaży do nowych warunków rynkowych – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Pracodawcy uważają, że nie jest wskazane określenie już teraz, że poziom obowiązku zielonego na rok 2017 musi zostać obniżony. Obecny, bardzo niski i zagrażający egzystencji wielu wytwórców OZE, poziom cen świadectw pochodzenia stanowi bardzo poważny argument za utrzymaniem w przyszłym roku obowiązku zielonego na ustalonym w ustawie OZE poziomie tj. 20% udziału energii z OZE w całości sprzedawanej energii elektrycznej.

Przesunięcie terminu do którego ma być podjęta decyzja co do wielkości obowiązku na rok 2017 aż do końca listopada bieżącego roku wprowadzi, na i tak już bardzo trudnym rynku świadectw pochodzenia, dodatkowy element niepewności. W sposób znaczący utrudni to prowadzenie działalności tak wytwórcom OZE, jak i sprzedawcom energii.

Projekt zmian ustawy przewiduje wydanie przez rząd, na wniosek ministra ds. energii, rozporządzenia określającego kolejność przeprowadzania aukcji na dostawy energii z nowych źródeł OZE. Rozporządzenie zostanie wydane do 31 sierpnia 2016 roku. Kolejność organizowania aukcji będzie ustalana każdorazowo, biorąc pod uwagę cel w zakresie odnawialnych źródeł energii oraz potencjał krajowy zasobów energii. Zaproponowane rozwiązanie może być niezgodne z wytycznymi Komisji Europejskiej w sprawie dozwolonej pomocy publicznej.

Konfederacja Lewiatan

Lewiatan proponuje poprawki w ustawie o biegłych rewidentach

Opłata z tytułu nadzoru dla firm audytorskich jest za wysoka, a wysokość kar pieniężnych nakładanych na podmioty uprawnione do badania sprawozdań finansowych zbyt restrykcyjna – uważa Konfederacja Lewiatan oceniając projekt ustawy o biegłych rewidentach i ich samorządzie, podmiotach uprawnionych do badania sprawozdań finansowych oraz o nadzorze publicznym.

W ocenie Konfederacji Lewiatan propozycja podniesienia opłaty z tytułu nadzoru dla firm audytorskich przeprowadzających badania ustawowe w jednostkach zainteresowania publicznego (np. banki, firmy ubezpieczeniowe) do 5,5% przychodów uzyskiwanych z tytułu wykonywania czynności rewizji finansowej w tychże jednostkach jest nieuzasadniona i oparta na niewłaściwych szacunkach przyszłych kosztów sprawowania nadzoru.

Opłata z tytułu nadzoru

– Liniowy charakter opłaty z tytułu nadzoru ma znamiona podatku obrotowego i w żadnej mierze nie odzwierciedla faktycznych kosztów nadzoru nad poszczególnymi firmami audytorskimi. Uzależnienie wysokości opłaty tylko od osiąganych przychodów w szczególny sposób uderzy w duże firmy audytorskie, których obciążenia sięgną kwoty kilkumilionowej, co oznaczać będzie poziom niewspółmiernie wysoki w stosunku do kosztu nadzorowania ich działalności – mówi Adrian Karkoszka, ekspert departamentu prawnego Konfederacji Lewiatan.

Przez podniesienie opłaty wzrosną koszty działalności firm audytorskich. Wzrosną też koszty usług badania ponoszone przez przedsiębiorstwa, gdyż należy się spodziewać, iż firmy audytorskie będą starały się uwzględnić taki dodatkowy koszt badania w wynagrodzeniu za nie. W efekcie wyższe będą koszty prowadzenia działalności gospodarczej.

Rozwiązaniem logicznym i sprawiedliwym byłby tzw. podmiotowy podział nadzoru oraz mieszana formuła ustalania wysokości opłaty z tytułu nadzoru, tj. oparcie jej o planowane bądź rzeczywiste koszty nadzoru publicznego odnoszące się do konkretnej firmy audytorskiej.

– Rozwiązanie, które proponują autorzy projektu ustawy spowoduje drastyczny wzrost kosztów funkcjonowania małych i średnich firm audytorskich, dlatego też sugerujemy uwzględnienie w formule kosztowej innych elementów, mających wpływ na wielkość próby i częstotliwości przeprowadzanych kontroli, jak chociażby liczba zatrudnionych biegłych rewidentów, czy liczba zbadanych sprawozdań finansowych – dodaje Adrian Karkoszka.

Wysokość kary dyscyplinarnej w sprawach pieniężnych

Nie jest również uzasadniona, zaproponowana przez Ministerstwo Finansów, wysokość maksymalnej kary pieniężnej (250 tys. zł). Dosyć abstrakcyjny w realiach polskich maksymalny poziom kary może, zamiast pełnić funkcję prewencyjną, jaki jest zamiar dyrektywy, skutecznie zniechęcać młodych ludzi do zdobywania uprawnień biegłego rewidenta i wykonywania zawodu.

Zdaniem Konfederacji Lewiatan lepiej byłoby podnieść maksymalną karę do 100-150 tys. zł.
Analogiczne przepisy dla innych zawodów zaufania publicznego ograniczają wysokość maksymalnej kary w odniesieniu do krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę w gospodarce (np. adwokaci, notariusze, radcowie prawni) albo nie przewidują żadnych kar pieniężnych (np. doradcy podatkowi, rzeczoznawcy majątkowi). Postulowany w projekcie poziom maksymalnej kary dla biegłych rewidentów oznacza w istocie dyskryminację tego zawodu na tle innych.

Wysokość kary pieniężnej nakładanej na podmioty uprawnione do badania sprawozdań finansowych

Górna granica wysokości kary pieniężnej na poziomie 10% przychodów osiągniętych przez podmiot uprawniony do badania sprawozdań finansowych w poprzednim roku obrotowym z tytułu wykonywania czynności rewizji finansowej z jednoczesną rezygnacją z dotychczasowego limitu kwotowego (górnej granicy) kary dla podmiotów uprawnionych do badania sprawozdań finansowych (250 000 zł), spowoduje, upodobnienie jej do kar nakładanych przez UOKiK w postępowaniu antymonopolowym.

Zgodnie ze stanowiskiem doktryny oraz sądów tego typu kara ma charakter zbliżony do sankcji karnej (a nie administracyjnej), co powoduje konieczność zapewnienia ukaranemu odpowiednich gwarancji proceduralnych oraz możliwości odwołania się od decyzji nakładającej karę do sądu.

Zdaniem Konfederacji, właściwym byłoby utrzymanie górnej granicy kary w wysokości 250 000 zł dla podmiotów uprawnionych do badania sprawozdań finansowych.

Konfederacja Lewiatan

Zamykanie kopalń w nowym scenariuszu

0

W Polskiej Grupie Górniczej powstaną dwie kopalnie, przez połączenie kilkunastu dotychczas istniejących. Ograniczenie wydobycia pozostaje konieczne, zamykane będą szyby wydobywcze, tyle że proces ten nie będzie nazywany likwidacją kopalń. Natomiast skala ograniczania eksploatacji powinna być taka sama.
PGG została dokapitalizowana przez energetykę i banki, które zrobiły to bez entuzjazmu i pod konkretnymi warunkami. Powtórzyć tego się nie uda, nie pozwoli na to Komisja Europejska. Problem tylko teoretycznie został odsunięty na rok, a praktycznie już w 2016 r. Grupa musi zamykać szyby wydobywcze.
Natomiast JSW i KHW powinny zamykać kopalnie. W rozmowie z MarketNews24 mówi o tym Rafał Zasuń, ekspert WysokieNapięcie.pl. – Trzeba o tym pamiętać, że likwidacja kopalń odbywa się na koszt podatników, bo wówczas górnicy otrzymują wynagrodzenia z budżetu państwa. Jak właściciel zamyka fabrykę, to musi to zrobić na własny koszt, w górnictwie jest inaczej.

Marcin Krasoń, Home Broker: Rynek pierwotny nadal rośnie

Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker
Marcin Krasoń, Analityk Rynku Nieruchomości Home Broker

Choć nie brakuje obaw o przyszłość rynku mieszkaniowego, deweloperzy nie zwalniają tempa. W czterech pierwszych miesiącach tego roku liczba rozpoczętych budów wzrosła o 7, a uzyskanych pozwoleń na  budowę o 13 proc. w stosunku do analogicznego okresu w 2015 r. Firmy notują też rekordowe wzrosty liczby oddanych do użytku mieszkań, to efekt ożywienia z 2014 i 2015 roku.

Kwiecień był kolejnym udanym miesiącem dla deweloperów. Pierwszy raz od wielu lat liczba rozpoczętych w miesiącu przez nich budów przekroczyła 10 tys. Blisko tej granicy była także liczba pozwoleń na budowę. Co jednak ważne, w dłuższej perspektywie – zarówno porównując pierwsze cztery miesiące tego roku do analogicznego okresu 2015 r., jak i ostatnie 12 mies. do poprzednich 12 mies. – statystyki też wyglądają optymistycznie.

Liczba Zmiana r/r
Oddane mieszkania 71 383 +28,7%
Rozpoczęte budowy 88 317 +17,6%
Wydane pozwolenia na budowę 100 825 +25,7%
Aktywność deweloperów w okresie maj 2015 – kwiecień 2016 r.
Źródło: obliczenia Home Broker, na podst. danych GUS 

Przez ostatni rok deweloperzy oddali do użytkowania 71,4 tys. lokali, co oznacza w ciągu 12 mies. wzrost o prawie 29 proc. i najwyższy wynik od jesieni 2009 r. Jednocześnie oczekujemy, że w kolejnych miesiącach liczba ta jeszcze będzie rosnąć, gdyż nowych pozwoleń i rozpoczynanych budów nadal jest bardzo dużo.

Wg statystyk GUS-u tych pierwszych było w ostatnich 12 mies. 100,1 tys., co rok do roku oznacza wzrost o 25,7 proc. i jednocześnie najwyższy wynik od jesieni 2008 r. Deweloperzy nie tylko występują o kolejne pozwolenia na budowę, ale i rozpoczynają prace nad kolejnymi inwestycjami. W okresie maj 2015 r. – kwiecień 2016 r. rozpoczęli budowę 88,3 tys. lokali – najwięcej od wielu lat.

Zalecana ostrożność

Rekordy aktywności deweloperów notowane przez GUS nie oznaczają, że na rynku panuje sielanka. Nie brakuje czynników, które nakazują coraz dalej idącą ostrożność. Negatywny wpływ na zainteresowanie mieszkaniami mają m.in. wprowadzenie podatku bankowego, utrudniony dostęp do dopłat w ramach Mieszkania dla Młodych i coraz wyższe wymagania dotyczące wkładu własnego przy kredytach hipotecznych. Ostatnio okazało się jeszcze, że dodatkowe problemy może powodować ustawa o obrocie ziemią rolną, która ogranicza możliwość zakupu działek pod nowe inwestycje.

Z drugiej strony na rynku wciąż mamy do czynienia z silnym popytem ze strony klientów, którzy z finansowania bankowego przy zakupie nieruchomości nie korzystają. To inwestorzy traktujący zakup mieszkania na wynajem jako długoterminową lokatę kapitału. Jedni kupują jedno mieszkanie, inni kilka, ale i nie brakuje i takich, którzy w portfelach mają kilkadziesiąt nieruchomości. Najem mieszkania w dużym mieście, choć wiąże się z określonymi ryzykami, nadal kusi, bo przynosi sporo wyższe odsetki niż lokaty bankowe albo obligacje skarbowe.

Dla rynku nadal zagadką jest nowy program wspierania mieszkalnictwa roboczo nazwany „mieszkanie+”. Póki co wiadomo jedynie, że ma opierać się na dwóch filarach (tanie mieszkania na wynajem z możliwością wykupu oraz kasy oszczędnościowo-budowlane). To może spowodować pojawienie się rynkowej konkurencji dla deweloperów i spadek popytu na mieszkania budowane przez nich.

Marcin Krasoń, Home Broker

Wciąż duże zainteresowanie nieruchomościami komercyjnymi – w 2016 r. wolumen transakcji może wzrosnąć o 5–10%

Samochody FCA gwiazdami Mille Miglia 2016.

CEO Magazyn Polska
  • Od 19 do 22 maja br. potrwa 34. edycja historycznego rajdu upamiętniającego najsłynniejszy w historii wyścig.
  • W rajdzie wezmą udział marki, jak Fiat, Lancia i Alfa Romeo wraz z kilkoma bezcennymi samochodami zabytkowymi.
  • Z Muzeum Alfy Romeo przyjadą trzy perełki: 6C 1750 Gran Sport z 1930 r., 1900 Sport Spider z 1954 r. i 1900 Super Sprint z roku 1956.
  • Na linii startu pojawi się również Lancia Ardea z 1939 roku wraz z aktorką Kasią Smutniak oraz dwa spidery Fiata: 508 Balilla Coppa d’Oro (1934) i 1100 TV Trasformabile (1955).
  • Obok tych samochodowych okazów pojawią się ostatnie nowości z aktualnej produkcji: od Alfy Romeo Giulia po Nową Giuliettę, od serii specjalnej Lancia Ypsilon Mya do nowego Fiata 124 Spider.
  • Marka Alfa Romeo jest sponsorem motoryzacyjnym tych historycznych wyścigów, które do dnia dzisiejszego ekscytują kierowców i fanów z całego świata.

Od 19 do 22 maja br. odbywać się będzie historyczny rajd Mille Miglia, według słów Enzo Ferrari, „najpiękniejszego na świecie podróżującego muzeum”.
W 34. edycji wezmą udział cenne samochody zabytkowe marek Fiat, Lancia i Alfa Romeo, należące do kolekcji FCA Heritage, nowej struktury, która koordynuje wszystkie działania firmy związane ze światem zabytkowej motoryzacji.

Zgodnie z tradycją, te nieco starodawne wyścigi, których marka Alfa Romeo jest sponsorem motoryzacyjnym, rozpoczną się i zakończą w Brescii, przejeżdżając przez najbardziej oddziałujące na wyobraźnię miejsca Włoch, z punktem zwrotnym w Rzymie.
U boku tych motoryzacyjnych okazów pojawią się ostatnie nowości z aktualnej produkcji, potwierdzając tym samym nierozerwalną więź pomiędzy samochodami -ikonami przeszłości a tymi z aktualnej produkcji. „Zaszczyt” otwarcia wyścigów przypadnie na przykład nowej Giulii, najbardziej wyczekiwanemu w tym roku modelowi Alfy Romeo i w ostatnich dniach prezentowanego przedstawicielom międzynarodowej prasy. Ponadto, podczas Mille Miglia 2016 publiczność będzie mogła podziwiać nową serię specjalną Lancia Ypsilon Mya, która wyróżnia się jeszcze bardziej eleganckim i wyszukanym stylem, oraz nowego Fiata 124 Spider (wpisującego się w długą tradycję swojego legendarnego przodka, spidera Fiata, reprezentowanego na Mille Miglia przez dwa znakomite samochody), które zapewne rozkochają w nich nowe pokolenie, stawiając na swój typowo włoski styl oraz osiągi. To właśnie nowy Fiat 124 Spider przejedzie przez całą trasę, tworząc specjalny dzienniki podróży. Wreszcie, organizatorzy wyścigu w Brescii będą mogli liczyć na flotę Nowej Giulietty, niedawno odnowionego modelu Alfy Romeo, będącej wyraźnym nawiązaniem do nowej Giulii.

Alfa Romeo.
Na legendarną trasę rajdu powraca 6C 1750 Gran Sport z 1930 roku, 1900 Sport Spider z 1954 i 1900 Super Sprint z roku 1956. Są to trzy bezcenne egzemplarze pochodzące z Muzeum Alfy Romeo, które przemierzą trasy regularnych wyścigów Mille Miglia organizowanych w latach 1927- 1957, podczas których samochody z logo węża triumfowały ponad jedenaście razy: to rekordowy sukces, który nie został nigdy pobity.
Oczy wszystkich fanów skierowane będą na 6C 1750 Gran Sport, legendarny model, którym Tazio Nuvolari i Giovanni Battista Guidotti zwyciężyli wyścig w 1930 roku. Oprócz anegdoty o „wyprzedzaniu z wyłączonymi światłami”, podczas tego wyścigu kierowca z Mantui (Novolari) ustanowił rekordową średnią prędkość 100 km/h. Nadwozie zostało zaprojektowane przez mediolańskie atelier Zagato i do teraz wzbudza zachwyt tych, którzy mają szczęście ją zobaczyć.
Obok niej: 1900 Sport Spider z 1954 roku, niezwykle rzadki wyścigowy spider,  wyprodukowy w zaledwie dwóch egzemplarzach, wyposażony w czterocylindrowy silnik z dwoma wałkami z „1900″ z suchą miską olejową, o maksymalnej mocy podniesionej do 138 KM, rozpędzający samochód do 220 km/h dzięki masie 880 kilogramów oraz wyjątkowo efektywnej aerodynamice. Wyróżniające się designem dzieło Bertone, 1900 Sport Spider wyposażona jest w pięciostopniową skrzynię biegów oraz most tylny De Dion: osiągi i łatwość prowadzenia porównywalne są z nowoczesnymi samochodami, auto jest szybko reagujące i konkretne, dobrze trzyma się drogi.
Na drogach trasy Mille Miglia 2016 pojawi się również 1900 Super Sprint z 1956 roku, eleganckie coupé z karoserią zaczerpniętą od wersji Touring, które stanowi odmianę „gran turismo” 1900, samochodu, który stał się sławny w latach 50. XX wieku,  dzięki hasłu „rodzinny sedan, który zwycięża w wyścigach”. 1900 SS nie pojawi się z pewnością po raz pierwszy na rajdzie, ponieważ w latach 50., kiedy odbywały się jeszcze regularne wyścigi Mille Miglia, była ulubionym samochodem wielu prywatnych kierowców, którzy wybierali ją ze względu na efektywne połączenie osiągów i niezawodności. Tak więc, te trzy niezwykle rzadkie egzemplarze reprezentują cenną kolekcję, dostępną w odnowionym Muzeum Alfy Romeo w Arese, nazwanym „wehikułem czasu”. W jego salach wystawionych jest 69 modeli, które najbardziej wpłynęły nie tylko na ewolucję marki, ale na całą historię motoryzacji: od pierwszego samochodu wyprodukowanego przez Anonima Lombarda Fabbrica Automobili (A.L.F.A.) o mocy 24 KM, do P2, która pozwoliła Alfie Romeo zdobyć Mistrzostwo Świata w 1925 roku, od legendarnej zwyciężczyni wyścigu „24 godziny Le Mans”  jakim była Alfa 8C 2300, do Alfetty 159, którą Juan Manuel Fangio w 1951 roku zdobył tytuł Mistrza Świata Formuły 1, aż po chluby pokroju 33 TT 12 w latach 70., czy model 155, który w 1993 roku zwyciężył w Deutsche Tourenwagen Meisterschaft.

Lancia.
W tegorocznej imprezie ponownie weźmie udział Lancia Ardea z 1939 roku, sedan z pierwszej serii, którym pojedzie Polska aktorka Kasia Smutniak, a Włoszka z wyboru, która od 2015 roku jest ambasadorką modelu Ypsilon. Wzmacnia się w ten sposób legendarna więź łączącą markę Lancia i kobiety, czego dowodem jest geneza modelu Ardea, który powstała dzięki uporowi Adeli Miglietti, wdowie po Vincenzo Lancii.
To Ona urzeczywistniła pomysł swojego męża, aby odtworzyć w zmniejszonej skali 9/10 linie osławionej Aprilii, przychylnie przyjętej przez Klientów i krytykę.  Na świecie pojawił się zatem mały i łatwy w obsłudze samochód o nowoczesnym i aerodynamicznym wyglądzie, dzięki czemu Ardea była bardzo oszczędna pod względem spalania i doskonała pod względem osiągów, również dzięki najmniejszemu w historii silnikowi skonstruowanemu dla Lancii: 903 cm3, 28 KM i cylindry odlane w żeliwnym bloku, wraz ze skrzynią korbową z korbowodami z duraluminium. Pomimo takich parametrów, jest to doskonały zespół napędowy, trwały i będący w stanie osiągnąć 105 km/h.
Jeśli chodzi o rozmiary, w porównaniu do Aprilii została zmieniona długość i szerokość ramy oraz zmniejszono ciężar nadwozia, zachowując przy tym opływowość Aprilii oraz charakterystyczne, zaakcentowane krzywizny części tylnej. Wszystko to przyczyniło się do redukcji spalania: tylko 7 litrów benzyny na 100 km, co było wyjątkowym, jak na tamte czasy, osiągnięciem.
Ardea prezentowała rozwiązania techniczne reszty gamy, takie jak: zawieszenie przednie z niezależnymi kołami, tuleje Silentblock z tyłu oraz 4-stopniową skrzynię biegów. Pomimo ultrakompaktowych rozmiarów samochód był elegancki i wyrafinowany: wnętrze wykonane było z miękkiej tkaniny, dostępne na zamówienie ze skóry, posiadało pełne oprzyrządowanie i inne małe, przydatne akcesoria, takie jak zegar czy zwijana zasłonka na szybę tylną. Produkowana do roku 1953 i wypuszczona w czterech seriach Ardea, której designem inspirowane są aktualnie produkowane modele Ypsilon, potrafiła osiągnąć również znaczące wyniki w sporcie w Mille Miglia, kiedy to w 1947 roku uzyskała znaczące zwycięstwo w swojej klasie.

Fiat.
Na linii startu pojawią się również dwa spidery Fiat o niezwykłym uroku i historii: 508S z 1934 roku, znany, jako „Balilla Coppa d’Oro” i 1100 TV Trasformabile z 1955 roku. Pierwszy samochód zawdzięcza swoją nazwę zwycięstwu odniesionemu w „Coppa d’oro del Littorio” w 1934 roku. Wyróżniający się czerwonymi, pełnymi błotnikami (wersja Mille Miglia oddzieliła je od reszty karoserii), samochód skonstruowany został bezpośrednio na bazie Fiata 508 S Balilla Sport z 1933 roku, dwuosobowego spidera z otwieranym dachem i szprychowymi kołami. W wystawianym egzemplarzu Fiata zamontowany jest umieszczony z przodu silnik o pojemności skokowej 995 ccm, o maksymalnej mocy 30 KM i mający zawory boczne umieszczone w głowicy, a także gaźnik marki Zenith 30. Maksymalna prędkość oscyluje wokół 110 km/h.
Należy również przypomnieć, że protoplasta (Fiat 508 Balilla z 1932 roku) wraz z Fiatem 500 Topolino z 1936 roku był rezultatem długiej drogi, na którą Fiat wszedł już we wczesnych latach 20. ubiegłego wieku, kiedy to firma zaczęła myśleć o samochodach o mniejszych rozmiarach, lżejszych, ze słabszymi silnikami, ale jednocześnie o mniejszym spalaniu i, co nie mniej ważne, bardziej przystępnych finansowo. Powstał w ten sposób pierwszy projekt dla małych samochodów nazwany „projektem 500″: to dlatego poprzedniczki Balilli i Topolino przybrały nazwy handlowe Fiat 501 i Fiat 509, żeby dojść później do Fiata 508 Balilla i Fiata 500 Topolino. Balilla została zaprezentowana w 1932 roku i od razu, do klasycznych wersji sedana i torpedo została dołączona jeszcze doskonalsza, elitarna wersja spider. Na bazie tej ostatniej, w roku 1933 roku powstała 508 S Balilla Sport – oferowana w wersjach Coppa d’oro i Mille Miglia – a następnego roku zadebiutował wariant z mocniejszym silnikiem 36 KM.
Drugi samochód biorący udział w Mille Miglia 2016 to Fiat 1100 TV Trasformabile z 1955 roku, fascynujące dwuosobowe i dwudrzwiowe auto z chromowanym grillem, panoramiczną szybą przednią, składanymi siedzeniami i oponami z białym pasami. Wyposażony w mocny silnik o pojemności 1089 ccm i mocy 50 KM oraz gaźnik marki Weber 36, samochód osiąga maksymalną prędkość 143 km/h. Doskonałe są również umiejętności dynamiczne, dzięki zastosowaniu niezależnych zawieszeń przednich i drążka stabilizacyjnego zarówno z przodu, jak i z tyłu, który gwarantuje wysoką niezawodność na zakrętach i płynną jazdę.
Dzięki tym osiągom, model Fiat 1100 TV Trasformabile brał często udział w imprezach sportowych, w tym w Mille Miglia, ale zawsze wystawiany był przez osoby prywatne, ponieważ w tamtych czasach nie istniał oficjalny zespół wyścigowy Fiata. Wreszcie należy przypomnieć, że Fiat 1100 TV Trasformabile – wyprodukowany w zaledwie 142 egzemplarzach – wywodzi się bezpośrednio z wersji „TV” (Turismo Veloce) Fiata 1100. W porównaniu do czteroosobowego sedana z nadwoziem samonośnym z 1953 roku, który odniósł natychmiastowy sukces, wersja „TV” oferowała lepszy silnik o większych osiągach, podwójny gaźnik marki Weber, który razem ze zmodyfikowanym napędem, zapewniał lepsze osiągi. Ponadto, kilka korekt nadwozia, takich jak: światło przeciwmgielne na środku grilla, dwukolorowy lakier, białe pasy na oponach, siedzenia z regulowanym oparciem oraz dywaniki welurowe, z pewnością wpłynęły pozytywnie na wygląd, nie ujmując niczego włoskiej elegancji i wzornictwu 

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Ratingowe zamieszanie

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

Ostatnie półtora tygodnia na rynku krajowym podporządkowane było początkowo wyczekiwaniu na decyzję agencji Moody’s w sprawie ratingu Polski, a później reakcji na wydany w sobotę wczesnym rankiem komunikat. Cała historia nosiła znamiona sporego przewrażliwienia, gdyż niektórzy mylnie zaczęli zakładać, że od „wyroku” jednej z agencji zależeć może finansowy los kraju. Sam werdykt okazał się łagodny, jako że ocena Moody’s pozostała bez zmian i utrzymała się aż o dwa stopnie powyżej obniżonego w styczniu poziomu wskazywanego przez konkurencyjne Standard & Poor’s. Rynek na GPW zareagował w poniedziałek silnym wzrostem, ale przy małym obrocie. Indeks WIG20 de facto zniwelował zniżki z poprzedniego tygodnia, które powszechnie tłumaczono oczekiwaniem na komunikat ze strony Moody’s i obawą o ścięcie oceny wiarygodności kredytowej już teraz. Na więcej trudno było liczyć. Główna nadzieja, o jaką można się pokusić z końcem tego całego zamieszania, wiąże się z ponownym nawiązaniem korelacji GPW z rynkami otoczenia. Ma to oczywiście swoje plusy, jak i minusy, jako że wraz z nadejściem maja koniunktura na głównych parkietach Europy i w USA nie rozpieszcza inwestorów. Zadyszkę złapało również całe spektrum rynków wschodzących, do grona którego wciąż się zaliczamy. Pomocne z pewnością nie okazują się raporty takich tuzów jak Goldman Sachs, Merrill Lynch czy J.P. Morgan, których ton zmienił się na bardziej niedźwiedzi. Szczególnie interesujące były informacje z Goldmana, który wyliczył, że przeciętna spółka na Wall Street wyceniana jest najwyżej w historii, co tylko potwierdza notorycznie pojawiające się opinie, że rynek w USA jest po prostu bardzo drogi. Wysokie wyceny od dłuższego czasu tłumaczone są środowiskiem ultraniskich stóp procentowych, ale po ostatnich lepszych raportach z amerykańskiej gospodarki i informacjach świadczących o rosnącej presji inflacyjnej, niczym bumerang zaczął wracać temat podwyżek stóp przez Rezerwę Federalną, co nie jest korzystne dla wycen akcji na Zachodzie oraz odnawia presję w spektrum rynków wschodzących. Jako ciekawostkę warto wspomnieć, że same dane z USA nierzadko są ze sobą sprzeczne. Przykładowo w piątek opublikowano dobre wyniki sprzedaży detalicznej, podczas gdy dzień wcześniej spółki handlu detalicznego swoimi raportami zaskoczyły negatywnie. Z kolei lokalnie nie można mówić o definitywnym końcu ratingowego zamieszania. Wczoraj głos zabrał Fitch, czyli trzecia z ważnych agencji, która obniżyła prognozy wzrostu krajowej gospodarki na ten rok i wskazała na zwiększające się ryzyka fiskalne. Byki z pewnością nie mają więc łatwego zadania.

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Składka od konsumentów na bezpieczeństwo energetyczne

0

Ministerstwo Energii chce podnieść opłatę przejściową, doliczaną dzisiaj do rachunku każdego konsumenta energii. Z opłat tych finansowano inwestycje elektrowni w ciągu ostatnich dwudziestu lat i miały powoli wygasać. Ale będzie rosnąć, jak twierdzi portal WysokieNapięcie.pl,bo pieniądze są potrzebne na bezpieczeństwo energetyczne. Pomysł może zablokować Bruksela.
W nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii, która jest już w Sejmie, ministerstwo zaproponowało nie tylko zmiany w systemie wsparcia energetyki odnawialnej. Zmienią się także zasady wsparcia elektrowni konwencjonalnych.
– Zapisy ustawy są bardzo niejednoznaczne, a pomysł może zablokować Komisja Europejska – mówi w rozmowie z MarketNews24.pl Rafał Zasuń z WysokieNapięcie.pl.

Lasy Państwowe zarobią, właściciele działek stracą

0

Lasy Państwowe będą bardzo mocno ingerować w ceny sprzedaży prywatnych gruntów leśnych. Wykorzystają swoją pozycję monopolistyczną i nową ustawę.
Od 30 kwietnia obowiązuje nowelizacja ustawy o lasach państwowych. Ogranicza możliwości sprzedaży działek, które mogą być uznane za leśne. Lasom Państwowym przysługuje prawo ich pierwokupu, a ich urzędnicy będą mieli wpływ na ceny takich gruntów.
Jeżeli Lasy Państwowe zakwestionują cenę, to mogą skierować sprawę do sądu. Sąd powoła biegłego itd. – Procedury sądowe mogą trwać nawet kilka lat – mówi w rozmowie z MarketNews24 Kuba Karliński członek zarządu Magmillon.
Tego powinni obawiać się sprzedający działki, na których mają domy czy wille, i kupujący. To prawdopodobnie bardzo wpłynie na ceny. – Trzeba się spodziewać, że Lasy Państwowe będą wykorzystywać swą pozycję monopolistyczną, aby wykupić teren za przysłowiową złotówkę, a przynajmniej poniżej wartości rynkowej gruntu – dodaje K.Karliński.

Fed nie przestaje mówić

Protokół z posiedzenia FOMC rozbudził nadzieje na przyspieszenie podwyżek stóp w USA, i dolar się ożywił. Wzrósł nawet apetyty na jakiś ruch Fed w czerwcu, choć na ile jest on realny, trudno powiedzieć. W każdym razie dzisiejsze wypowiedzi dwóch prominentnych przedstawicieli Rezerwy Federalnej: Stanleya Fishera i Williama Dudleya, mogą mieć dużą siłę rażenia. W normalnych okolicznościach pewno przeszłyby bez większego echa, ale teraz czasy nie są normalne.

Fischer i Dudley będą mówili już po ogłoszeniu kilku wskaźników w USA: majowego indeksu Fed z Filadelfii i tygodniowych danych o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych. Indeks powstaje na podstawie ankiet wypełnianych przez menedżerów ze stanów Pensylwania, New Jersey i Delaware. Poprzednio był na minusie, teraz oczekiwany jest spory skok na plus. Wniosków o zasiłek też ma być mniej niż wcześniej. Wszystko to razem tworzy miły dla dolara obraz, jeżeli jeszcze do chóru dołączy się Fed, efekt będzie murowany. Chyba, że sprawy potoczą się inaczej, niż spodziewa się rynek…

Europa ze swoim zapisem z ostatniego posiedzenia EBC, który ukaże się wczesnym popołudniem, wygląda blado. Za to z Wielkiej Brytanii nikt nie spuści oka (i tak pewno będzie do referendum 23 czerwca). Dzisiaj Londyn opublikował świetne dane o sprzedaży detalicznej w kwietniu. Funt, wspierany dobrym – dla zwolenników pozostania Wielkiej Brytanii w UE- sondażem Ipsos Mori pnie się do góry wierząc, że Brexit mu nie grozi.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Agencja Fitch i „jastrzębi” FOMC

Z ekonomicznego punktu widzenia, wczoraj najważniejszym wydarzeniem tzw. FOMC minutes, czyli protokół z posiedzenia FOMC. Okazało się, że na kwietniowym posiedzeniu za podwyżką stóp procentowych głosowała po raz kolejny Esther George, a nastawienie reszty członków Komitetu było już bardziej „jastrzębie” (zwolennicy twardej polityki monetarnej).

Większość decydentów uważa bowiem, że jeśli nadchodzące dane makroekonomiczne będą dobre, a w II kwartale wzrost gospodarczy wypadnie pozytywnie, to właściwe byłoby podwyższenie stóp procentowych już w czerwcu. Na tą wiadomość silnie zareagował amerykański dolar, który na parze EURUSD z okolic 1,1280 spadł do niemal 1,1220, gdzie może lokować się istotny poziom wsparcia.

Środa na rynkach europejskich zakończyła się w większości przypadków niewielkimi wzrostami indeksów. Niemiecki DAX wzrósł o 0,54%, francuski CAC 40 zyskał 0,51%, a brytyjski FTSE 100 zamknął dzień praktycznie bez zmian (-0,03%). Gorzej dawały sobie radę rynki wschodzące, takie jak Rosja, Turcja, Węgry czy też Polska, gdzie straty na koniec notowań sięgały nawet 0,8%. Warszawski indeks blue chips stracił na koniec dnia 0,25% przy obrotach na całym rynku sięgających 650 mln zł. Środa to również kolejny dzień, gdy traciła nasza waluta. Powodem z pewnością była agencja Fitch, która „pogroziła nam palcem” przed oficjalną decyzją ogłoszenia ratingu, która ma zapaść 15 lipca. Otóż agencja na 2016 r. obniżyła Polsce prognozę wzrostu do 3,2% z 3,5%, a na 2017 r. i 2018 r. do 3,5%. Złotemu nie pomogły nawet dobre dane z rynku pracy, jakie wczoraj zostały opublikowane. Dowiedzieliśmy się bowiem, że dynamika wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw wzrosła do 4,6% (prognoza 3,8%) wobec 3,3% w marcu, a z kolei dynamika zatrudnienia wzrosła do 2,8% z 2,7% w tym samym miesiącu.

Spośród pozostałych danych makroekonomicznych poznaliśmy odczyty inflacji w strefie euro, gdzie w kwietniu poziom cen nie uległ zmianie, a w skali roku nastąpił spadek o 0,2%. Warto również zwrócić uwagę na wstępny odczyt PKB Japonii, gdzie po bardzo słabym IV kwartale 2015 r., I kwartał przyniósł znaczącą poprawę. PKB wzrosło o 0,4%.

Dziś, w trakcie notowań na rynkach światowych, z pewnością będziemy mieli do czynienia z reakcją na wczorajszy wieczorny protokół FOMC. Jednak w ciągu dnia czeka nas kilka ciekawych publikacji w kalendarzu, na które inwestorzy warto, aby zwrócili uwagę. Poznamy wyniki sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii, protokół z ostatniego posiedzenia ECB, a także odczyty produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w Polsce. Po południu, jak co tydzień napłyną do nas informacje z rynku pracy w USA, a konkretnie o cotygodniowej liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych.

Sesja w USA:
Środowa sesja na nowojorskich giełdach nie przyniosła istotnych zmian najważniejszych indeksów po publikacji „minutes” z kwietniowego posiedzenia FOMC, które sugerowały możliwość podwyżki stóp procentowych w USA już w czerwcu.

Na koniec dnia, indeks Dow Jones Industrial Average spadł o 0,02%, S&P 500 zyskał 0,02%, natomiast Nasdaq Composite wzrósł o 0,5%.

Waluty:
Kurs EURUSD na koniec środowych notowań dotarł do poziomu 1,1220 i tym samym spadł o 0,83%. Para EURGBP straciła 1,73% i osiągnęła poziom 0,7688 , natomiast EURJPY wzrosła o 0,11%, osiągając 123,62.

Polska waluta jest dziś rano wyceniana przez rynek następująco: 4,3985 PLN wobec euro, 3,9195 PLN wobec dolara amerykańskiego, 3,9719 PLN wobec franka szwajcarskiego i 5,7208PLN wobec funta szterllinga.

Surowce:
Notowania złota w środę spadły o 1,16% do poziomu 1261,4 USD za uncję. Srebro spadło o 1,91 % i było notowane po 16,92 USD za uncję.

Ropa naftowa, w przypadku odmiany WTI, straciła 0,56% i spadła do poziomu 48,04 USD za baryłkę. Odmiana Brent spadła natomiast o 1,44% i była notowana po 48,57 USD za baryłkę.

Konrad Mikołajko
Head of Support
Patron FX

Martin Mellor nowym szefem firmy Ericsson w Polsce

Podsumowanie BIK: kredyty dla osób prywatnych w I kwartale 2016 roku

W I kwartale 2016 r. banki i SKOK-i udzieliły o 6,5% mniej  kredytów konsumpcyjnych niż w tym samym okresie 2015 roku, ale wzrosła o 3% liczba kredytów na kwoty wysokie, tj. powyżej 50 tys. zł. Wydano mniej kart kredytowych, natomiast kredytów mieszkaniowych udzielono  więcej.

Kredyty konsumpcyjne

W I kwartale br. banki udzieliły 1620 tys. kredytów konsumpcyjnych na kwotę 18,9 mld złotych. Liczbowo jest to o 6,5% mniej, wartościowo mniej o 1,3% w porównaniu z I kwartałem 2015 r. Szczególnie wysokie spadki dotyczyły kredytów udzielonych na niższe kwoty. Kredytów na kwoty do 4 tys. złotych było o 9,3% mniej, ale kredytów na kwoty powyżej 50 tys. zł udzielono o prawie 3% więcej w porównaniu z rokiem 2015. – Przesuwanie się akcji kredytowej w segmenty kredytów na wyższe kwoty, a zatem też udzielanych na dłuższe terminy, skutkuje niższymi wpływami ze spłat kredytów. Efektem tego jest wzrost zadłużenia ludności w kredytach konsumpcyjnych pomimo spadku rozmiarów akcji kredytowej – mówi dr Andrzej Topiński, główny ekonomista BIK. Na koniec marca 2016 r. kredytobiorcy z tytułu zaciągniętych kredytów konsumpcyjnych mieli do spłaty w bankach i SKOK-ach 134,2 mld zł., co jest o 8,4% więcej niż w marcu 2015 r. oraz 1,9% więcej niż w grudniu 2015 r.

Kredyty mieszkaniowe

Lepiej jest z umowami na kredyty mieszkaniowe, których udzielono w I kwartale więcej niż rok wcześniej, pomimo wzrostu wkładu własnego wymaganego przy ich zaciąganiu. W I kwartale 2016 r. udzielono 47,1 tys. kredytów mieszkaniowych (o 4,5% więcej niż rok wcześniej), licząc wartością podpisanych umów było ich o 5,7% więcej. Tendencje wzrostowe w sprzedaży kredytów mieszkaniowych po dobrym początku roku wygasły w marcu, w którym udzielono
o 2,5% kredytów mniej niż w marcu 2015 roku. – Z werdyktem, że jest to sygnał osłabienia trwającego od połowy 2015 r. ożywienia na rynku kredytów mieszkaniowych, należy poczekać do wyników za kolejne miesiące – uprzedza dr Andrzej Topiński, główny ekonomista BIK. – W kolejnym kwartale też będzie można lepiej ocenić wpływ na rynek kredytów mieszkaniowych podwyższenia wkładu własnego, wprowadzenia podatku bankowego oraz wyczerpania się środków na dopłaty do programu MDM – dodaje dr Topiński.

Karty kredytowe

Liczba nowych umów na karty kredytowe spadła r./r. w I kwartale o 10%, w marcu odnotowaliśmy spadek o 16%. Podobnie jak na rynku kredytów konsumpcyjnych, banki koncentrują się na umowach z wyższymi limitami kredytowymi. Licząc sumę przyznanych limitów, nowych umów było o 2,6% mniej niż w I kwartale 2015 r. Na koniec marca 2016 r. w portfelach mieliśmy 6041 tys. kart kredytowych, czyli o 10 tys. mniej niż w grudniu, i o 140 tys. mniej niż w marcu 2015 r.

Dane z polskiej gospodarki dobiją złotego?

Środa przyniosła silną przecenę złotego w relacji do głównych walut. Euro wprawdzie podrożało tylko o niespełna 3 groszy. Podobnie frank. Ale już dolar zyskał 6 groszy, a funt prawie 14. Pytanie, czy publikowane dziś przez GUS dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, nie dobiją złotego?

Czwartkowy poranek przynosi niewielkie osłabienie złotego, po tym jak mocno był on wyprzedawany przez inwestorów wczoraj. O godzinie 08:14 kurs EUR/PLN testował poziom 4,40 zł, CHF/PLN 3,9720 zł, USD/PLN 3,9230 zł (najwyższy poziom od 25 kwietnia), a GBP/PLN 5,7225 zł.

Sentyment do polskiej waluty jest zły. Nienajlepsze nastroje na rynkach globalnych, jakie dominują po wczorajsze publikacji protokołu z ostatniego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed), dodatkowo nie zachęcają do jej kupna. Jednak przysłowiowym gwoździem do trumny mogą okazać się publikowane po południu przez Główny Urząd Statystyczny (GUS) dane z polskiej gospodarki.

Wczorajsza przecena złotego, która korelowała m.in. z podobną przeceną węgierskiego forinta, miała miejsce pomimo optymistycznych danych płynących z gospodarki. W kwietniu wprawdzie zatrudnienie w polskich firmach wzrosło o prognozowany poziom 2,8% R/R, ale już wynagrodzenia wystrzeliły w górę o 4,6% R/R, przy prognozie na poziomie 3,8% i wobec wzrostu o 3,3% w marcu. To kolejne już dane potwierdzające, że sytuacja na rynku pracy jest coraz lepsza. Coraz bardziej jest to rynek pracownika, a to ma szansę przełożyć się na wzrost konsumpcji, poprawiając tym samym wyniki polskiej gospodarki.

Inwestorzy zignorowali powyższe dane, skupiając się na mniej korzystnych dla złotego czynnikach. Mianowicie na ryzyku politycznym i rynkach globalnych. Wczoraj Komisja Europejska podjęła wobec Polski kolejny krok w ramach procedury rządów prawa, dając rządowi Beaty Szydło czas do poniedziałku na rozwiązanie kryzysu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Wczoraj też agencja Fitch obniżyła prognozę wzrostu gospodarczego dla Polski na ten rok do 3,2% z 3,5% (w 2017 i 2018 prognozuje wzrost PKB na poziomie 3,5%),  zwracając uwagę na ryzyko związane z finansami publicznymi i krajową polityką.

To, że tematy krajowe ciążyły w środę złotemu pokazuje jego relacja do forinta, gdzie już drugi kolejny dzień był on walutą słabszą. Złotego dobił natomiast Fed, publikując protokół ze swojego ostatniego posiedzenia. Znalazła się w nim zapowiedź podwyżki stóp procentowych w czerwcu, jeżeli tylko po słabszym I kwartale, dane makro za II kwartał wskażą na przyspieszenie wzrostu, wyższą inflację i poprawę na rynku pracy w USA. W efekcie wzrosły oczekiwania na podwyżkę za miesiąc. Rynek terminowy obecnie wycenia takie prawdopodobieństwo na poziomie 32% wobec 12% przed publikacją „minutek” Fed. Oczywiście podwyżka wciąż nie jest scenariuszem bazowym, ale z punktu widzenia inwestorów globalnych jest to wystarczający pretekst, żeby skracać zaangażowanie na rynkach wschodzących. Również zaangażowanie w złotego, polskiej akcji i obligacje.

Sentyment do złotego wyraźnie się pogorszył w ostatnich dwóch dniach, po tym jak jeszcze w poniedziałek zyskiwał on na fali uczucia ulgi, gdy agencja Moody’s nie obcięła ratingu Polski. Pogorszenie klimatu inwestycyjnego na świecie będzie dziś mu ciążyć. Jednak prawdziwym testem będą dane z polskiej gospodarki. O godzinie 14:00 GUS opublikuje kwietniowe dane o produkcji przemysłowej (prognoza: 3,5% R/R), sprzedaży detalicznej (prognoza: 3,3% R/R) i cenach produkcji (prognoza: -1,3% R/R). Uwaga skupiona będzie głównie na dwóch pierwszych raportach. Przed miesiącem roczna dynamika produkcji i sprzedaży w sposób zaskakująco mocny dla wszystkich tąpnęła. Wówczas jednak zostało to potraktowane jako czynnik jednorazowy. Dziś będzie czas potwierdzenia lub odrzucenia tej tezy. Dlatego dane wyraźnie poniżej konsensusu będą sygnałem, że w gospodarce coś zaczyna źle funkcjonować i przy utrzymujących się nienajlepszych nastrojach na świecie, mogą one wyraźnie złotego osłabić, przesądzając też o jego losach w trzeciej dekadzie maja. Dane zbliżone do prognoz przejdą bez echa. Lepsze zaś go wzmocnią.

Sytuacja na wykresach polskich par nie wskazuje jednoznacznie na scenariusz wyprzedaży rodzimej waluty. Źle prezentuje się GBP/PLN i USD/PLN. Ta pierwsza para po przełamaniu lokalnego szczytu z kwietnia ma otwartą drogę w okolice 5,90 zł. Kurs USD/PLN obecnie atakuje analogiczny szczyt, którego przełamanie, a jest to realna wizja, stanowić będzie zapowiedź zwyżki do minimum 4 zł. W przypadku natomiast wykresów EUR/PLN i CHF/PLN na tę chwilę nie ma zagrożenia wzrostem większym niż o 2-3 grosze.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas

Główny Analityk

Admiral Markets AS Oddział w Polsce

Prof. G. Ancyparowicz (RPP): NBP może wspierać rząd w takim zakresie, w jaki nie koliduje to z jego ustawowymi zadaniami. Nie zanosi się jednak na jakiekolwiek konflikty

CEO Magazyn Polska

Bank Centralny, a zwłaszcza RPP, mają za zadanie pilnowanie stabilności złotego i utrzymywanie w ryzach inflacji. Zdaniem prof. Grażyny Ancyparowicz, członkini nowej Rady Polityki Pieniężnej, takie podejście Rady Trzeciej Kadencji zapewniło Polsce stabilny rozwój mimo globalnych perturbacji. Ekonomistka uważa jednak, że powinno się dążyć do przyspieszenia wzrostu gospodarczego o 1 pkt proc. Jej zdaniem plan rozwoju premiera Morawieckiego nie powinien postawić przed RPP zadań kłócących się z jej podstawowymi celami.

– Polityka monetarna powinna wspierać politykę rządową, ale tylko w takim zakresie, w jakim nie koliduje to z misją i celami banku centralnego. Dlatego nasza konstytucja daje Narodowemu Bankowi Polskiemu pełną autonomię i tak bardzo wysoką pozycję w hierarchii instytucji gospodarczych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor prof. Grażyna Ancyparowicz, członkini RPP. I dodaje: Polityka monetarna jest związana z polityką ekonomiczną, z podtrzymywaniem koniunktury w sferze realnej gospodarki, ale nie można skutecznie i odpowiedzialnie wspierać wzrostu gospodarczego, tracąc z pola widzenia misję oraz cel nadrzędny NBP. I vice versa: nie można prowadzić dobrej polityki pieniężnej w „turbulentnej” gospodarce.

Członkini RPP zaznacza jednocześnie, że istotne jest zharmonizowanie polityki monetarnej z celami polityki strukturalnej i fiskalnej. Zaznacza przy tym, że dominacja jednej z polityk mogłaby doprowadzić do rozregulowania gospodarki.

– Misją NBP jest dbałość o stabilność siły nabywczej złotego, zarówno na rynku wewnętrznym (co przejawia się w polityce monetarnej zorientowanej na kontrolowanie poziomu inflacji), jak i w wymiarze zewnętrznym (czemu służy polityka kursowa). Tego rodzaju autonomia nie jest sprzeczna z postulatem, aby polityka monetarna była zharmonizowana z celami polityki strukturalnej i polityki fiskalnej. Dominacja jednej z tych polityk prowadzi do rozregulowania gospodarki. Przestrogą powinna być inflacja zainicjowana drukiem pustego pieniądza w latach 80., która osiągnęła rekord w początkach lat 90. ubiegłego wieku, a wygasła dopiero w przeddzień akcesji do Unii Europejskiej. Stopniały wtedy oszczędności całego życia wielu Polaków, a wraz z nimi podważone zostało zaufanie drobnych ciułaczy (do których prawie wszyscy się w jakiejś mierze zaliczamy) do banków, ubezpieczycieli i innych instytucji finansowych. – podkreśla członkini RPP.

W I kw. 2016 roku polska gospodarka nieco spowolniła w porównaniu z poprzednimi kwartałami – rok do roku PKB wyniósł 3 proc., podczas gdy w IV kw. ubiegłego roku wzrósł o 4,3 proc. Ekonomiści liczyli się jednak z wolniejszym tempem i zapowiadają, że w kolejnych okresach gospodarka przyspieszy. Na cały rok prognozowany jest wzrost o 3,5–3,9 proc.

W ostatnich dwudziestu miesiącach polska gospodarka boryka się z deflacją, ale tym razem (w przeciwieństwie do sytuacji z przełomu wieków XX i XXI) spadek cen jest wywołany czynnikami niezależnymi od polityki monetarnej: niskimi cenami żywności (co w warunkach patologicznego rynku pracy hamuje wzrost płac nominalnych) i relatywnie niskimi cenami ropy naftowej (co przekłada się na niższe ceny transportu, nośników energii, a w konsekwencji obniża koszty tzw. wsadu do wyrobów finalnych). Z punktu widzenia polityki monetarnej ważniejsze jest to, że rentowność produkcji sprzedanej wciąż utrzymuje się na satysfakcjonującym poziomie, a w  niektórych branżach nawet rośnie – tłumaczy prof. Ancyparowicz.

Ekonomistka zaznacza jednocześnie, że mimo stabilnego rozwoju polska gospodarka powinna dążyć do przyspieszenia tempa wzrostu gospodarczego.

– Polska gospodarka mimo obniżenia wykonania PKB w stosunku do projekcji nadal rozwija się w tempie niemal dwa razy szybszym niż w Zachodniej Europie, co ważniejsze – prawie wszystkie prognozy wskazują na przyspieszeniem tempa jej wzrostu w następnych okresach sprawozdawczych. Z punktu widzenia eliminacji patologii na rynku pracy i trwałej poprawy stanu finansów sektora general government byłoby lepiej, gdyby tempo wzrostu polskiego PKB w dłuższej perspektywie było co najmniej o 1 pkt. proc. wyższe (4,5–5% średnio rocznie przez najbliższe pięć lat). W bieżącym roku nasza gospodarka musi jednak rozpędzać się ostrożnie, żeby nie naruszyć delikatnej równowagi.

Prof. Ancyparowicz zaznacza, że nie widzi potencjalnych konfliktów między rządem a Radą dotyczących np. realizacji planu na rzecz zrównoważonego rozwoju wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Szczegóły tego planu powinny zostać opublikowane pod koniec czerwca br. Zakłada on m.in. wzrost inwestycji z 20 do 25 proc. PKB.

– Mieliśmy już przyjemność gościć Pana Mateusza Morawieckiego na posiedzeniu RPP. Przedstawił nam swój program gospodarczy, ale nie było widać, żeby oczekiwał od NBP wsparcia jakiegokolwiek sektora przemysłu czy jakiegoś niekonwencjonalnego zachowania w związku z realizacją priorytetów rządowych. Pan wicepremier doskonale wie, jak funkcjonuje system bankowy, zarówno w Polsce, jak i na świecie, i doskonale rozumie, jaka jest rola banku centralnego. Wydaje mi się więc, że będzie to bardzo dobra współpraca – mówi prof. Grażyna Ancyparowicz.

W czerwcu wygasa kadencja dotychczasowego prezesa NBP i przewodniczącego RPP prof. Marka Belki. Kandydatem prezydenta Andrzeja Dudy na jego następcę jest prof. Adam Glapiński, który był członkiem poprzedniej Rady Polityki Pieniężnej. Kandydaturę tę chwalą nawet polityczni przeciwnicy.

– Słusznie. To dobrze świadczy o obiektywizmie przeciwników politycznych. Profesor Adam Glapiński był członkiem RPP Trzeciej Kadencji, a obecnie jest członkiem Zarządu NBP. Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można powiedzieć, że Narodowy Bank Polski pod kierownictwem prezesa Adama Glapińskiego będzie kontynuował wyważoną politykę monetarną z ostatnich lat. 

Jakość obsługi coraz ważniejsza dla klientów. Ubezpieczyciele inwestują w nowe kanały komunikacji i metody obsługi polis

CEO Magazyn Polska

Już nie tylko cena decyduje o wyborze ubezpieczyciela. Jednym z ważniejszych kryteriów wyboru obowiązkowej polisy komunikacyjnej staje się szybkość i jakość obsługi. Firmy wprowadzają nowe kanały komunikacji czy sposoby likwidacji szkód, budują pozytywne doświadczenia klientów. Jest to o tyle ważne, że często klient tylko raz w roku kontaktuje się z ubezpieczycielem.

– Doświadczenia klienta z zakładem ubezpieczeń w trakcie ubezpieczenia są stosunkowo rzadkie. Dlatego, aby były one pozytywne, każdy moment kontaktu musi być przez niego odebrany przyjaźnie. Mamy świadomość, że jeden kontakt może albo bardzo poprawić relację, albo bardzo ją zepsuć – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Włodarczyk-Moczkowska, prezes Towarzystwa Ubezpieczeniowego Gothaer.

Jak wskazuje ekspertka, komunikacja między ubezpieczycielem a klientem, o ile nie wystąpi szkoda, w praktyce jest bardzo rzadka. Dlatego tak istotna jest wysokiej jakości obsługa na etapie zarówno sprzedaży, jak i serwisu posprzedażowego. Jej brak połączony z niezbyt silną relacją klienta z ubezpieczycielem może doprowadzić do podjęcia decyzji o zmianie firmy. Światowe Badanie Klientów Usług Ubezpieczeniowych przeprowadzone przez firmę EY, wskazuje, że większości klientów zależy na cyfrowych i zdalnych kanałach komunikacji.

– Obserwujemy, w jaki sposób klienci lubią się kontaktować z zakładem ubezpieczeń, co jest dla nich najwygodniejsze, najszybsze i sprawia najmniej kłopotów – mówi Anna Włodarczyk-Moczkowska. – W Gothaer wprowadziliśmy kilka nowatorskich rozwiązań, które okazały się strzałem w dziesiątkę. Jednym z nich jest np. LiveChat – na stronie internetowej każdy klient, ale nie tylko, może zadać naszemu konsultantowi pytanie.

Klientom zależy przede wszystkim na szybkiej i kompleksowej obsłudze. Kontakt telefoniczny nie zawsze jest w stanie sprostać takim wymaganiom. Dlatego klienci, jak wskazuje badanie „Jakość obsługi klienta w Polsce” przeprowadzone przez Interactive Intelligence dla towarzystwa Gothaer, jako preferowany kontakt wskazują czat na stronie internetowej (ponad 60 proc.), formularz kontaktowy i wiadomości e-mail. Potwierdzają to statystyki Gothaer, według których 2/3 klientów wybiera kontakt z firmą właśnie za pomocą LiveChatu.

– Z perspektywy klienta nie ma znaczenia, jak zorganizowany jest zakład ubezpieczeń, ale oczekuje się natychmiastowej odpowiedzi na każde pytanie. Dlatego obsługa musi być tak zorganizowana, by dostarczyć właściwej odpowiedzi na pytanie, które może dotyczyć wszystkiego – produktu, obsługi, likwidacji szkód czy szczegółowych zagadnień prawnych – tłumaczy prezes Gothaer.

Choć cena wciąż jest istotnym czynnikiem, który wpływa na wybór OC, to istotna jest również jakość świadczonych usług. Klienci coraz częściej zwracają uwagę na usługę bezpośredniej likwidacji szkody, która umożliwia naprawę auta lub uzyskanie odszkodowania u swojego ubezpieczyciela OC, a nie u ubezpieczyciela sprawcy. Z badań ARC Rynek i Opinia wynika, że 80 proc. klientów jest zadowolonych z usługi, a osoby, które skorzystały z takiej formy likwidacji szkody, dużo chętniej odnawiają polisy.

– Kupując polisę OC w Gothaer, w przypadku szkody spowodowanej przez innego sprawcę, to my ją zlikwidujemy, tzn. naprawimy szkodę, wypłacimy odszkodowanie i rozliczymy się z zakładem ubezpieczeń sprawcy. W ten sposób budujemy pozytywne doświadczenie, tak aby klienci czuli się w naszej firmie komfortowo i chcieli do nas wracać – podkreśla Anna Włodarczyk-Moczkowska.

Polskie firmy transportowe mogą stracić pozycję lidera w Europie. Problemem jest zbyt mały napływ nowych kierowców

CEO Magazyn Polska

Dynamiczny rozwój krajowej branży transportu i logistyki powoduje, że gwałtownie rośnie zapotrzebowanie na kierowców. W branży zatrudnionych jest ok. 700 tys. kierowców, z czego prawie połowa ma powyżej 65 lat. Co roku potrzeba kolejnych 30 tys. osób, ale chętnych jest zbyt mało, mimo że praca jest od ręki.

Transport i logistyka rozwijają się w Polsce bardzo szybko. Branża potrzebuje rocznie 30 tys. profesjonalnych kierowców, aby mogła normalnie funkcjonować. Aktualnie bardzo brakuje jednak pracowników z doświadczeniem – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Proc, przedstawiciel firmy Volvo Trucks i akcji Profesjonalni Kierowcy.

Jest to spowodowane zarówno dynamicznym rozwojem branży, jak i tym, że co roku duża liczba zatrudnionych z uprawnieniami C+E odchodzi na emeryturę. Z danych przewoźników wynika, że 40 proc. z 700 tys. obecnie pracujących kierowców ma powyżej 65 lat.

Dlatego konieczne jest zasilenie branży młodymi ludźmi, którzy zechcą pracować w zawodzie – tłumaczy Proc. – Wszystkie osoby, które mają kategorię C+E oraz świadectwo kwalifikacji, są obecnie rozchwytywane na rynku.

Według Głównego Urzędu Statystycznego przeciętne wynagrodzenie kierowcy samochodu ciężarowego wynosi obecnie 3392 zł brutto. Ale, jak zauważa Michał Proc, to jedynie podstawa. Pensja kierowcy zawiera natomiast także inne składniki, takie jak ryczałt i dieta. Po zsumowaniu zarobki mieszczą się w przedziale 4–6 tys. zł.

Polska w tej chwili jest liderem w transporcie międzynarodowym, wyprzedziliśmy takie potęgi jak Niemcy czy Hiszpania. Krajowe firmy transportowe mają w tej chwili najnowszy tabor w Europie – wskazuje Proc. – Jeżeli będziemy mieć do czynienia ze znaczącym spadkiem zainteresowania tym zawodem, to grozi nam scenariusz, w którym polski transport zacznie tracić na znaczeniu. Możemy tracić wpływy i udziały w rynku unijnym.

Od września tego roku uczniowie szkół zawodowych będą mogli zdobywać kwalifikacje na nieobecnym przez lata kierunku kierowca – mechanik, który dzięki rozporządzeniu Ministerstwa Edukacji Narodowej wraca do łask. Kształcenie odbywać się będzie m.in. w Zespole Szkół Samochodowych (ZSS) we Włocławku, Zespole Szkół Rolniczych w Czartajewie na Podlasiu, ZSS w Bydgoszczy, Zespole Szkół Elektronicznych i Samochodowych w Zielonej Górze. Placówki już ogłaszają nabory na semestr 2016/2017. Na początku kwietnia br. nowe kierunki zostały zaprezentowane podczas dnia otwartego w Gostynińskim Centrum Edukacyjnym przez partnerów akcji Profesjonalni Kierowcy – firmy Michelin i Wielton, Volvo Trucks oraz Renault Trucks.

Podstawą jest zainteresowanie młodych ludzi zawodem. Wciąż żywe są pewne stereotypy, przez co zawód kierowcy często nie kojarzy się pozytywnie. Chcemy ten segment wspierać, pokazać, że jest inaczej. W zawodzie tym pracują ludzie odpowiedzialni i bardzo ważni dla przemysłu i polskiego PKB – zapewnia Michał Proc.

Dla branży szkoły zawodowe, jak zapewnia ekspert, mają się stać w przyszłości głównym źródłem pracowników, ale nie jedynym.

Do naszej akcji zaczynają się zgłaszać także kandydaci z wyższym wykształceniem, którzy traktują pracę w transporcie i logistyce jako alternatywę – wskazuje Michał Proc. – W niektórych segmentach rynku szanse zatrudnienia są niewielkie, a nasza branża rozwija się bardzo dynamicznie.

Akcja Profesjonalni Kierowcy skierowana jest do młodych osób, które mają już prawo jazdy kategorii C+E, ale nie mają jeszcze praktyki pracy na rynku transportowym. W ramach tego przedsięwzięcia organizowane są bezpłatne, podnoszące kwalifikacje, szkolenia, których głównym celem jest przekazanie doświadczenia niezbędnego w procesie szukania zatrudnienia w firmach transportowych i logistycznych.

Nasza akcja ma wspierać poszukiwania młodych ludzi na rynku transportu poprzez szkolenia ułatwiające pracę na tym rynku – precyzuje Michał Proc. – Chcemy również poprawiać wizerunek kierowcy, bo to bardzo istotna funkcja społeczna.

Informacje o osobach, którym uda się uzyskać certyfikat Profesjonalnego Kierowcy, trafią do bazy, z której będą korzystać największe firmy transportowe i logistyczne. Zdaniem organizatorów akcji zwiększy to szansę na otrzymanie stabilnej i atrakcyjnej finansowo pracy w największych przedsiębiorstwach także o zasięgu międzynarodowym.

Firmy coraz częściej wyposażają swoje floty w auta hybrydowe. Oczekują spadku kosztów eksploatacji

CEO Magazyn Polska

Rynek aut flotowych w Polsce rośnie dynamicznie. Coraz większe znaczenie mają na nim oszczędności, komfort i zagadnienia ekologiczne. Dlatego dużym zainteresowaniem klientów cieszą się auta hybrydowe, łączące napęd elektryczny ze spalinowym. Właśnie ruszają testy nowej Toyoty Prius, w których biorą udział firmy mające duże floty pojazdów.

– Coraz więcej firm sięga po samochody hybrydowe, doceniając m.in. niskie koszty eksploatacji czy wysoką wartość końcową samochodu po okresie użytkowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mirosław Sochacki, szef działu sprzedaży korporacyjnej w przedsiębiorstwie Toyota Motor Poland. – Polska jest jednym z trzech państw w Europie, gdzie prowadzone będą testy nowego modelu Toyoty Prius przez klientów flotowych.

Biorące udział w testach firmy zauważają potencjał samochodów hybrydowych. Dzięki weryfikacji nowej wersji przedsiębiorstwa, takie jak Wawa Taxi, chcą sprawdzić, jak auto sprawuje się w warunkach miejskich.

– To dość poważne przedsięwzięcie, pozwalające sprawdzić samochód pod każdym możliwym względem – precyzuje Agata Wieczorek, dyrektor strategiczny w Wawa Taxi. – Zależy nam na tym, aby kierowca czuł się w nim bezpiecznie i komfortowo, a eksploatacja auta przebiegała oszczędnie i w sposób ekologiczny. Klientowi z kolei przede wszystkim musi być wygodnie. Podróż powinna być dla niego przyjemniejsza niż w innych pojazdach.

Jak wskazuje Agata Wieczorek tego typu auta z reguły są bardziej oszczędne i lepiej zachowują się w miejskich warunkach, zwłaszcza w korkach, emitując mniej spalin, co jest bardzo korzystne zarówno dla kierowcy, pasażera, jak i otoczenia.

– Z naszego doświadczenia wynika, że ekologia, komfort i oszczędności to kluczowe parametry – zauważa Agata Wieczorek. – Specjalizujemy się nie tylko w obsłudze klientów z Warszawy, lecz także działamy w całej Polsce. Mamy różne oddziały i doświadczenia. Nasze testy są więc bardzo wnikliwe i dopracowane. Auta weryfikowane są nie przez jednego, ale kilku kierowców, z których każdy charakteryzuje się nieco inną technika jazdy. Wszystkie opinie, które w ten sposób zbierzemy, będą dla nas ważne.

Auta hybrydowe cenione są także coraz bardziej przez firmy leasingowe oraz klientów takich przedsiębiorstw. Jak przekonuje Jacek Jasiński, dyrektor departamentu w firmie Carefleet, cały rynek motoryzacyjny zmierza w kierunku samochodów bardziej oszczędnych i ekologicznych.

– Chcemy być jednym z elementów tego trendu – zapewnia Jacek Jasiński. – Nie damy jednak naszym klientom samochodów niesprawdzonych, co do jakości których nie będziemy pewni. Dołączyliśmy więc do testów Toyoty, aby w praktyce zweryfikować parametry techniczne, wytrzymałość, możliwości i wady tego rodzaju pojazdów.

Carefleet podjął już decyzję o zakupie pierwszych priusów, które na razie używane będą przez pracowników technicznych. Jak mówi Bartosz Olejnik z Carefleet, firma chce przekonywać małych i średnich właścicieli, że wybór takiego pojazdu jest opłacalny i przyszłościowy.

– Mamy dwa główne cele, które motywują nas do udział w tym projekcie. Pierwszy to poznanie produktu. Jak już produkt poznamy, to drugim celem jest wykorzystanie tego samochodu do propagowania idei samochodów hybrydowych w sektorze małych i średnich przedsiębiorstw. Jest to o tyle ważne, że chcemy pokazać, że ekologia może iść w parze z ekonomią – przekonuje Olejnik.

Podobne cele dotyczące popularyzacji aut hybrydowych stawia sobie wypożyczająca samochody firma Panek. Według prezesa tego przedsiębiorstwa takie pojazdy, obok elektrycznych, będą niebawem podstawą motoryzacji.

– Mam nadzieję, że testy wykażą, że Prius jest autem niezmiernie ekonomicznym, dynamicznym i wygodnym – mówi prezes spółki Maciej Panek. – Na razie będziemy sprawdzać jego parametry, przekazywać samochód różnym osobom i zasięgać opinii. Jeżeli wszystko będzie dobrze, to jako pierwsi wprowadzimy auto do oferty.

Ubiegły rok był bardzo korzystny dla rynku aut flotowych w Polsce. Jak wynika z danych Polskiego Związku Leasingu i Wynajmu Pojazdów (PZLWP), tylko w ramach usługi Car Fleet Management (CFM) sprzedano przeszło 21 tys. samochodów osobowych i dostawczych, o 16,6 proc. więcej niż rok wcześniej. Była to najwyższa dynamika wzrostu w siedmioletniej historii badań PZLWP.