Światowa gospodarka się umacnia. Ropa za rok będzie kosztować nie więcej niż 50 dol.

CEO Magazyn Polska

Światowa gospodarka powoli się odbudowuje – uważa Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK. Według prognoz Banku Światowego gospodarki rozwinięte będą w tym roku rosnąć o 0,5 pkt proc. szybciej niż w poprzednim roku, podobnie jak kraje wschodzące. W przypadku tych pierwszych wzrost wynieść ma 2,1 proc., a w przypadku tych drugich – 4,8 proc. Niepewność związana jest wciąż z sytuacją w Chinach i nadpodażą ropy naftowej. Zdaniem ekonomisty choć widać stopniowy wzrost cen surowca, to powrót do tych sprzed 2 lat jest nieosiągalny.

– Widać, że globalna gospodarka powoli dochodzi do siebie i zdaje się krzepnąć. Widzę spokojną odbudowę cen głównych surowców bazujących na popycie globalnym związanym z bezpośrednią aktywnością ekonomiczną. W odniesieniu do cen ropy wydaje mi się, że powrót w okolice 50 dol. za baryłkę w perspektywie roku nie jest czymś niewyobrażalnym. Natomiast na pewno poziomy, które mieliśmy przed 1,5 czy 2 laty, wydają się być poza zasięgiem.

Początek roku był korzystny dla rynku surowców. Ropa WTI i złoto podrożały już o odpowiednio 15 proc. i 17 proc., ropa Brent – o ponad 21 proc., miedź natomiast po spadkach z drugiej połowy marca i początku kwietnia zachowała już niespełna 5-proc. wzrost.

– Rola poszczególnych surowców dla polskiej gospodarki nie powinna być w mojej ocenie głównym czynnikiem determinującym to, na co patrzymy. Surowce, jak pokazują ostatnie doświadczenia, lubią się poruszać w peletonie. Te ruchy są bardzo silnie skorelowane i powinniśmy patrzeć w mojej ocenie na te surowce, które są kluczowe z punktu widzenia gospodarek rozwijających się, które są w tej chwili największym znakiem zapytania, jeśli chodzi o perspektywy wzrostu globalnego – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Tomasz Kaczor, główny ekonomista BGK.

Choć w ubiegłym roku, głównie na skutek spadku cen ropy naftowej, polska gospodarka doświadczyła całorocznej deflacji, nie zaszkodziło to jej wzrostowi gospodarczemu, który przyspieszył. Także w tym roku mimo dalszego oczekiwania spadku cen, PKB ma wzrosnąć mocniej niż w 2015 roku. Z drugiej strony powiązany ze spadkiem zaufania do rynków wschodzących spadek cen miedzi przełożył się na niższe wskazania indeksów na GPW i osłabienie złotego.

– Niewątpliwie spowolnienie w Chinach, które na razie wydaje się być tak bezpiecznie kontrolowane, gdyby przydarzyło mu się tzw. twarde lądowanie, byłoby czynnikiem bardzo niekorzystnym z punktu widzenia choćby rynku miedzi, który jest istotny dla polskiej gospodarki – przekonuje Kaczor. – Z drugiej strony w dużej mierze jako kraj, który jednak importuje surowce, a większość surowców importujemy, w tym wiele surowców energetycznych, oceniam, że bylibyśmy w znacznym stopniu beneficjentem tej zmian.

Gospodarka Chin w ubiegłym roku urosła o 6,9 proc. To ponad dwa razy wolniej niż osiem lat wcześniej. Według prognoz Banku Światowego wzrost gospodarczy w tym i kolejnym roku będzie hamował powoli o 6,7 i 6,5 proc. Brazylia boryka się z dużą zmiennością dynamiki: w 2013 r. jej PKB wzrosło o 3 proc., w 2014 r. ledwo dogoniło wartość z poprzedniego roku, zaś w 2015 r. spadło o 3,7 proc. Powrót do wzrostów Bank Światowy przewiduje na 2017 r. RPA pozostaje nad kreską, ale znacznie skromniej niż np. Polska (1,4 proc. vs 3,6 proc.). Jednak przewidywane jest stopniowe przyspieszenie.

Secesja Londynu najbardziej zaszkodziłaby samej Wielkiej Brytanii

CEO Magazyn Polska

Ryzyko brexitu wynosi obecnie 30–40 procent. Oznacza to, że Wielka Brytania najprawdopodobniej nie wyjdzie z Unii Europejskiej – przekonuje Grzegorz Jałtuszyk, dyrektor biura doradztwa inwestycyjnego Citi Handlowego. Jego zdaniem ewentualna secesja Londynu zaszkodziłaby całej Europie, a w największym stopniu odbiła się na samej Wielkiej Brytanii. Ekspert spodziewa się jednocześnie, że w IV kwartale EBC może podjąć decyzje o dalszym luzowaniu polityki monetarnej. Wszystko zależy jednak od poziomu inflacji i koniunktury w strefie euro.

– Europa ma przede wszystkim problem z niskim wzrostem gospodarczym, a koniunktura wciąż nie jest zbyt dobra. Na Europę oczywiście wpływają też czynniki globalne, jak stopy procentowe w Stanach Zjednoczonych, sytuacja w Chinach czy niskie ceny ropy – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Grzegorz Jałtuszyk dyrektor biura doradztwa inwestycyjnego Citi Handlowego. – Tym niemniej EBC stoi na straży wzrostu gospodarczego i próbuje tę koniunkturę rozbudzić. Próbuje podwyższyć inflację i ma pewne sukcesy na tym polu – dodaje.

Indeksy PMI dla sektora przemysłowego oraz sektora usług w strefie euro już od 2013 roku utrzymują się powyżej granicy 50 punktów. To oznacza, że w europejskiej gospodarce wciąż panuje ożywienie. Stopniowe wychodzenie z kryzysu potwierdzają także dane na temat europejskiego PKB. W przypadku strefy euro w IV kwartale 2015 roku zanotowano wzrost na poziomie 1,6 proc. (rdr), w przypadku całej Unii Europejskiej było to natomiast 1,8 proc. (rdr).

– Obecnie możemy się spodziewać przerwania na jakiś czas rozluźniania polityki pieniężnej w Europie. Myślę, że po decyzjach, jakie miały miejsce w marcu, czyli obniżkach stóp procentowych oraz zwiększeniu skali skupu aktywów, w tej chwili EBC będzie się przyglądał, jak jego działania wpływają przede wszystkim na realną gospodarkę, w tym akcję kredytową banków – tłumaczy Grzegorz Jałtuszyk.

Polityka europejskich władz monetarnych uzależniona jest także od poziomu inflacji. Ta w dalszym ciągu pozostaje poniżej celu EBC, który określany jest jako „poniżej, ale w pobliżu 2 proc. w średnim horyzoncie czasowym”. Tymczasem w marcu poziom cen nie zmienił się wobec tego samego okresu rok wcześniej (inflacja wyniosła 0,0 proc.)

– Myślę, że kolejnych decyzji o dalszym rozluźnianiu polityki pieniężnej i wspomaganiu gospodarki możemy się spodziewać po wakacjach – przewiduje przedstawiciel Citi Handlowego.

Poważny czynnik ryzyka dla sytuacji zarówno w strefie euro, jak i całej Unii Europejskiej stanowi widmo ewentualnego brexitu. Referendum w tej sprawie odbędzie się 23 czerwca.

– W tej chwili prawdopodobieństwo brexitu jest na poziomie 30–40 proc. Nie spodziewamy się, żeby Wielka Brytania wyszła ze strefy euro. Uważamy, że ta część osób, która jest dzisiaj niezdecydowana, finalnie prawdopodobnie jednak zagłosuje za status quo, a nie za wyjściem, obawiając się konsekwencji, jakie mogłoby to przynieść – mówi Jałtuszyk.

Ekspert uważa, że secesja Wielkiej Brytanii wpłynęłaby negatywnie na sytuację gospodarczą panującą w całej Europie, ale w największym stopniu zaszkodziłaby jej samej.

– Wśród korporacji globalnych, które mają swoje siedziby główne w Europie, ponad 40 proc. ma je właśnie w Wielkiej Brytanii. Co więcej, nie są tam one tylko dlatego, że Wielka Brytania jest atrakcyjnym krajem, lecz także dlatego, że daje to bardzo dobrą ekspozycję na całą Europę – zauważa analityk Biura Doradztwa Inwestycyjnego Citi Handlowego.

Polskie browary w światowej czołówce w zakresie działań na rzecz ochrony środowiska

CEO Magazyn Polska

Woda w browarach ma kluczowe znaczenie. Stanowi 95 proc. piwa i jest wykorzystywana w większości procesów w trakcie jego produkcji. Od 2008 roku Grupa Żywiec ograniczyła zużycie wody o 5 proc. Dziś wynosi ono 2,8 hl wody na 1 hl piwa. Dwa z pięciu polskich browarów znajdują się w pierwszej piątce pod względem efektywności zużycia wody w Grupie Heineken.

Do produkcji piwa wykorzystuje się przede wszystkim wodę, słód, chmiel i drożdże. Aż 95 proc. składu piwa to właśnie woda. Jej jakość w istotny sposób wpływa na smak piwa, dlatego jest strategicznym surowcem. Jest też wykorzystywana w całym procesie produkcji, począwszy od zacierania, warzenia, fermentacji, filtracji, skończywszy na procesie rozlewu piwa – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Ryszard Szczotka, główny energetyk Arcyksiążęcego Browaru w Żywcu.

Szacuje się, że średnio na 1 hl wyprodukowanego piwa zużywa się od 3 hl do 12 hl wody. W Grupie Żywiec zużycie wynosi ok. 2,8 hl wody. To o ponad 1 hl wody na hektolitr piwa mniej niż wynosiło średnie zużycie w browarach Grupy Heineken na świecie.

W ciągu roku w pięciu browarach – w Warce, Elblągu, Leżajsku, Żywcu i Cieszynie – produkuje się 11 mln hl piwa. To 1/10 pojemności Morskiego Oka. Przy tak dużej produkcji zużycie wody jest znaczące, dlatego jej ograniczanie stało się częścią strategii Grupy „Warzymy lepszy świat”.

Zgodnie z nią Grupa Heineken zobowiązała się do ograniczenia zużycia wody we wszystkich swoich browarach na świecie o 30 proc., do wartości 3,5 hl zużycia wody na 1 hl piwa do 2020 roku – wskazuje Ryszard Szczotka.

Zużycie wody na świecie wzrosło dwukrotnie na przestrzeni ostatnich 50 lat, a do 2030 roku wzrośnie o kolejne 40 proc. Zasoby wody są ograniczone, zwłaszcza w Polsce, gdzie wynoszą ok. 1,5 tys. m³ rocznie na mieszkańca. To 36 proc. europejskiej średniej. Dlatego tak istotne jest ograniczenie zużycia wody, zwłaszcza w przemyśle, gdzie oszczędności mogą być największe.

Od 2008 roku widzimy realne efekty naszych działań. Udało nam się obniżyć zużycie wody o 5 proc. Stale inwestujemy w technologie pozwalające oszczędzać wodę i energię. Prowadzimy ciągły monitoring. Zwracamy uwagę na zużycie wody w procesach produkcyjnych, technologicznych oraz pomocniczych – podkreśla ekspert.

Sam Browar w Elblągu osiągnął jeszcze lepszy wynik, schodząc do poziomu 2,7 hl wody na 1 hl piwa. To efekt nadzorowania poziomu zużycia wody oraz regularnie dokonywanych zmian w procesie warzenia piwa. W pierwszej piątce najbardziej efektywnych pod tym względem browarów Heinekena na świecie (a jest ich łącznie 130) jest jeszcze Arcyksiążęcy Browar w Żywcu.

Nasze działania rozpoczynamy od dbałości o czystość brzegów i zlewni potoku Leśnianka oraz od wspierania samorządów lokalnych w jej utrzymaniu. Nasza efektywność to wynik wdrażania nowoczesnych technologii oraz wysokiej kultury organizacyjnej – przekonuje Ryszard Szczotka.

Grupa Żywiec stale ogranicza również zużycie prądu – od 2008 roku udało się zmniejszyć o 7 proc. W 2015 roku na produkcję 1 hl piwa zużywano jedynie 72,7 MJ. Jednocześnie 99 proc. energii wykorzystanej do warzenia piwa pochodziła z odnawialnych źródeł. Co więcej, na polu energooszczędnościowym Browar z Elbląga znalazł się w czołówce – jest to piąty najoszczędniejszy energetycznie browar w całej Grupie Heineken.

Grupa Żywiec stale monitoruje swój wpływ na otoczenie, inwestuje w oszczędne i efektywne technologie, wykorzystuje energię pochodzącą z odnawialnych źródeł oraz prowadzi działania, która zamykają obieg gospodarki poprzez recykling. Jak pokazują dane, od 2008 roku wytwarzanie odpadów niepoddawanych recyklingowi na hektolitr piwa zredukowano o 92 proc. W trakcie produkcji jednego hektolitra piwa w browarach Grupy Żywiec tworzy się jedynie 10 gramów odpadów niepoddawanych recyklingowi.

Promowaniu tego typu proekologicznych inicjatyw służyć ma Światowy Dzień Ziemi, który obchodzony jest 22 kwietnia. Celem obchodów jest zwrócenie uwagi szerokiej opinii publicznej na to, jak istotna jest troska o środowisko naturalne.

Szwajcarskie firmy zainteresowane inwestycjami w Polsce

Z danych Polsko-Szwajcarskiej Izby Gospodarczej wynika, że kraj ten jest drugim po Stanach Zjednoczonych inwestorem spoza Unii Europejskiej. Obroty z wymiany handlowej są zbilansowane, a Polska nawet więcej eksportuje do Szwajcarii niż z niej importuje. Głównym przedmiotem wymiany są maszyny i urządzenia oraz sprzęt transportowy. Szwajcarzy coraz chętniej szukają w Polsce usług biznesowych.

– Szwajcarzy bardzo dużo inwestują w Polsce. Są drugim co do wielkości inwestorem spoza Unii Europejskiej po Stanach Zjednoczonych i są z tych inwestycji zadowoleni – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Szymański, prezes Polsko-Szwajcarskiej Izby Gospodarczej. – Wymiana handlowa między Szwajcarią a Polską jest na bardzo wysokim poziomie i z roku na rok się rozwija, a inwestycje szwajcarskie w Polsce rosną. Ta wymiana jest po obu stronach bardzo pozytywna. W Izbie mamy coraz więcej zapytań od polskich przedsiębiorstw, które chciałyby inwestować w Szwajcarii, które chciałyby przenosić swoją działalność do Szwajcarii, dlatego planujemy rozszerzenie działalności także na rynku szwajcarskim.

W badaniu klimatu inwestycyjnego PAIiIZ przeprowadzonego wspólnie z Grant Thornton i HSBC,Szwajcarzy najlepiej spośród inwestorów z 21 krajów oceniali Polskę jako miejsce do inwestowania (przyznali 4 pkt na 5 możliwych).

Jak informuje PAIiIZ na koniec 2014 roku Szwajcaria była trzynastym w ogóle, a drugim spoza UE inwestorem w Polsce. Wartość jej bezpośrednich inwestycji wynosiła wówczas 4 mld euro. Z kolei wymiana handlowa między oboma krajami wyniosła w 2015 roku blisko 3 mld euro i była o ok. 250 mln euro wyższa niż w 2014 roku. Na import przypadło prawie 1,4 mld euro, a na eksport – 1,6 mld.

W 2014 roku w imporcie najwyższą wartość miały chemikalia (2,11 mld zł) oraz maszyny, urządzenia i sprzęt transportowy (1,91 mld zł). Ta ostatnia kategoria była też największa w polskim eksporcie (2,25 mld zł), a za nią następowały towary przemysłowe według surowca (1,19 mld zł) oraz różne wyroby przemysłowe (1,16 mld zł).

– Dzisiaj wiodącym elementem biznesu szwajcarskiego w Polsce jest BPO, czyli Business Process Outsourcing, i SCC,  czyli centra usług wspólnych. Chodzi o tworzenie wspólnych serwisów dla szwajcarskich koncernów w Polsce. Tutaj Polacy wygrywają bardzo dobrą kadrą, kosztami tej kadry, doskonała infrastrukturą i stabilnymi warunkami. To wszystko zachęca szwajcarskie koncerny do inwestowania w centra usług wspólnych w Polsce i jest to najszybciej rosnąca gałąź gospodarki w biznesie szwajcarsko-polskim – przekonuje Szymański.

Prezes Polsko-Szwajcarskiej Izby zauważa, że Szwajcarię w Polsce reprezentują także firmy przemysłowe czy przetwórcze. Wśród nich jest Franke, której Szymański jest prezesem, czyli producent wyposażenia dla kuchni indywidualnych i restauracyjnych, łazienek i umywalni. Firma ma w Polsce dwa zakłady: w Sękocinie pod Warszawą, gdzie produkuje głównie zlewozmywaki i baterie, oraz w Gdyni, gdzie powstają systemy kuchenne dla restauracji szybkiej obsługi. Innym przykładem inwestycji w Polsce jest koncern Nestlé – największy producent produktów spożywczych na świecie, który tylko w Polsce zatrudnia ponad 5 tys. osób i ma dziewięć zakładów produkcyjnych.

– To jest bardzo szeroka działalność. Praktycznie w każdym segmencie mamy firmy szwajcarskie, zarówno w przemyśle farmaceutycznym, np. Roche, Novartis, w sektorze bankowym, tu Credit Suisse i UBS są potężnymi inwestorami, jak i w przemyśle maszynowym, np. Franke, ABB, Stadler. To potężni gracze, którzy naprawdę są związani z Polską – zapewnia Szymański.

Z kolei polskie firmy, które odniosły sukces w Szwajcarii, to m.in. producent autobusów Solaris czy informatyczny Comarch.

Ostatnie badania przeprowadzone wśród inwestorów zagranicznych z dwunastu krajów, także Szwajcarii, przez Polsko-Niemiecką Izbę Przemysłowo-Handlową pokazały, że Polska wciąż cieszy się największym uznaniem inwestorów zagranicznych spośród krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Za nami są Czechy, Słowacja i Estonia.

– Wydaje mi się, że doświadczenia lat ubiegłych i pozytywny odbiór wszystkich inwestycji do tej pory jest elementem zapraszającym do Polski i na pewno Szwajcarzy patrzą pozytywnie na przyszłość Polski, choć zmiany polityczne nie uspokajają ,w tej chwili są pewne napięcia, które nie  do końca są potrzebne – mówi Marek Szymański.

Przybywa pracowników tymczasowych. Wartość tego rynku w Polsce to ponad 5,5 mld zł

CEO Magazyn Polska

Globalny rynek pracy tymczasowej wzrósł w 2015 roku o 12 proc. i odpowiada za 70 proc. przychodów branży agencji zatrudnienia. Wciąż jednak pracownicy tymczasowi stanowią zaledwie 1,8 proc. ogółu zatrudnionych. W Polsce odsetek jest jeszcze niższy – wynosi 1,3 proc., ale tempo rozwoju jest prawie dwa razy większe. Agencje Polskiego Forum HR w ramach pracy tymczasowej odnotowały 21-proc. wzrost. Cały rynek wart jest ok. 5,5 mld zł.

Największym światowym rynkiem agencji zatrudnienia pracy tymczasowej są Stany Zjednoczone. Tam stopa penetracji rynku wynosi 2,2 proc. Następnym rynkiem jest Japonia z wynikiem 2 proc. i Europa – 1,8 proc. Duży potencjał widzimy w rynkach azjatyckich, aczkolwiek stamtąd nie mamy dokładnych danych. Wiemy, że dynamicznie rozwija się przede wszystkim w Chinach i w Indiach – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Zielińska, kierownik Polskiego Forum HR.

Z raportu ekonomicznego Ciett 2016 wynika, że cały sektor agencji zatrudnienia osiągnął w ubiegłym roku wartość 450 bln euro, a obroty wzrosły o 8,6 proc. Rynek pracy tymczasowej wzrósł zaś o 12 proc. w skali roku. Chociaż sektor rozwija się dynamicznie, to pracownicy tymczasowi stanowią globalnie zaledwie 1,8 proc. pracowników.

W Europie największymi rynkami agencji zatrudnienia pracy tymczasowej są Wielka Brytania i Holandia. Te rynki odnotowują najwyższą stopę penetracji rynku. Mają bardzo długą historię zatrudnienia pracowników tymczasowych, elastyczne są też możliwości ich zatrudnienia – wskazuje ekspertka.

W Wielkiej Brytanii pracownicy tymczasowi stanowią blisko 4 proc. wszystkich zatrudnionych, w Holandii – 2,7, a w Danii, Francji i Belgii po ok. 2 proc. Jak podkreśla Zielińska, wynika to z faktu, że w Europie Zachodniej praca tymczasowa jest uregulowana już od prawie 50 lat. Agencje zatrudnienia blisko współpracują też z publicznym służbami zatrudnienia, często odpowiadają za aktywizację określonych grup bezrobotnych.

W Holandii każda osoba, która jest zarejestrowana jako osoba bezrobotna przez okres trzech miesięcy, jest automatycznie delegowana do agencji w celu poszukiwania pracy. To pokazuje, jak bardzo rozpoznawalny jest ten sektor w tych krajach. W Polsce nadal mamy z tym problem, ale pamiętajmy, że praca tymczasowa jest u nas uregulowana od nieco ponad 10 lat. To stosunkowo krótko – tłumaczy kierownik PFHR.

Polski rynek dynamicznie się rozwija. Co trzeci pracodawca w Polsce współpracuje z agencjami członkowskimi PFHR, w 2015 roku z ich usług skorzystało 5,1 tys. firm. W Europie skala wzrostu jest znacznie mniejsza.

Jak ocenia ekspertka, w tym roku pracodawcy na całym świecie będą się borykali z brakiem wykwalifikowanej kadry, a na rynku pracy tymczasowej wciąż odczuwalne są jeszcze skutki kryzysu.

Poziom nasycenia pracą tymczasowa na wielu europejskich i światowych rynkach jest dość stabilny i nie należy się spodziewać jakichś wielkich wzrostów. Myślę, że dużym sukcesem dla pracy tymczasowej będzie utrzymanie kilkuprocentowego wzrostu rocznie i w ten sposób rynek będzie się wyglądał w najbliższych latach – przekonuje Zielińska.

W krajach Europy Zachodniej z pracy tymczasowej często korzystają wykształceni specjaliści, którzy cenią sobie możliwość elastycznego zatrudnienia. W Polsce to wciąż rzadkość – przeważają stanowiska produkcyjne, choć w ubiegłym roku ich udział spadł o 3 pkt proc.

W ostatnich latach, przede wszystkim dzięki dynamicznemu rozwojowi sektora BPO, znacznie wzrósł poziom zatrudnienia pracowników tymczasowych w sektorze usług. Myślę, że to kierunek, w którym będziemy szli – podkreśla Agnieszka Zielińska.

Charakterystyczny dla polskiego rynku pracy tymczasowej jest wysoki odsetek zatrudnienia osób młodych i kobiet.

Pozycja mediów drukowanych niezagrożona przez e-wydania. Dystrybutorzy prasy notują najlepsze od lat wyniki sprzedaży

CEO Magazyn Polska

Dobre perspektywy przed rynkiem dystrybucji prasy. Dla Kolportera ubiegły rok był najlepszy od ośmiu lat mimo odnotowanego na rynku spadku sprzedaży o 2 proc. – Cyfryzacja mediów nie powinna zagrażać tradycyjnej prasie – ocenia rzecznik spółki. E-wydania stanowią niewiele ponad 3 proc. całkowitej sprzedaży największych gazet.

Potencjał rynku dystrybucji prasy jest bardzo dobry. Ubiegły rok był dla nas, jako dystrybutora, najlepszym od 8 lat. Spadki sprzedaży prasy, które notuje cała branża, w ubiegłym roku wyniosły około 2 proc., są to więc spadki minimalne. Oczywiście były też tytuły, które zwiększyły sprzedaż – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Dariusz Materek, rzecznik prasowy Kolportera.

W ubiegłym roku większość dzienników zanotowała spadki sprzedaży. Z raportu Wirtualnemedia.pl wynika, że liderzy sprzedaży wśród dzienników, czyli „Fakt”, „Gazeta Wyborcza” i „Super Express”, zanotowali kilkuprocentowe spadki. Rok wcześniej dynamika spadków była jednak znacznie większa. W 2015 roku wzrosła natomiast sprzedaż „Gazety Giełdy Parkiet” (ok. 4,5 proc.) i „Rzeczpospolitej” (ok. 0,1 proc.).

Wbrew prognozom nie sądzę, aby cyfryzacja mediów była dla nas istotne zagrożenie. Oczywiście obserwujemy uważnie ten proces, nie możemy udawać, że go nie ma. Natomiast wszystkie dane pokazują, że postępuje on bardzo powoli i po okresie zachłyśnięcia się, wyraźnie widać, że będzie on jeszcze trwał latami – ocenia Materek.

Wydawcy inwestują w rozwój elektronicznych wersji tytułów. Wszystkie opiniotwórcze dzienniki mają nie tylko e-wydania, lecz także oferty online, do których dostęp jest płatny. Rośnie liczba osób, które przeglądają prasę w internecie i są w stanie za to płacić. Liczba aktywnych subskrybentów ogólnopolskich dzienników jest coraz większa, np. „Gazeta Wyborcza” miała na koniec 2015 roku ok. 77 tys. subskrybentów płatnych treści. Agora zakłada, że za rok będzie ich 90 tys. W sprzedaży elektronicznych edycji liderem jest „Rzeczpospolita” (blisko 10 tys. egzemplarzy) – wynika z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy, na które powołują się Wirtualnemedia.pl.

Według Związku Kontroli Dystrybucji Prasy e-wydania prasy, które obecnie się sprzedają, to ilości znikome w stosunku do wydań tradycyjnych. Dla przykładu wiodący dziennik, który sprzedaje ponad 300 tys. egzemplarzy swojego wydania dziennie, ma sprzedaż e-wydań na poziomie 0,6 proc. Jeszcze bardziej tę różnicę widać w segmencie tygodników, dwutygodników, miesięczników, gdzie sprzedaż e-wydań w stosunku do wydań tradycyjnych stanowi 0,1 proc. – przekonuje rzecznik prasowy Kolportera.

Zdaniem eksperta branża wydawnicza kryzys ma już za sobą. Świadczą o tym nowe tytuły, które pojawiają się na rynku. W ubiegłym roku w ofercie dystrybucyjnej Kolportera pojawiło się ok. 200 nowych tytułów. Największą grupę stanowiły wydania kolekcjonerskie (33), więcej było też propozycji dla najmłodszych (22), pojawiły się nowe czasopisma skierowane do pań (13) oraz wydawnictwa edukacyjne i historyczne. W ubiegłym roku liderem w grupie czasopism popularnonaukowych był „Świat Wiedzy”, o tematyce historycznej największe zainteresowanie zanotowało „W Sieci Historii”.

Wydawnictwa historyczne przygotowywane przez wydawców prasowych sprzedają się bardzo dobrze. Zakładamy, że w dalszym ciągu będzie widoczna tendencja zahamowania spadków sprzedaży prasy i przynajmniej o 0,5 proc. ten proces uda się zahamować. Myślę, że liczba tytułów, które pojawią się na rynku, będzie podobna jak w tym roku. Zakładamy, że wydawcy przygotują 150250 nowych tytułów – ocenia Dariusz Materek.

Wynajem nieruchomości turystom najbardziej opłacalny w Krakowie, Sopocie i Warszawie

CEO Magazyn Polska

Kraków, Sopot oraz Warszawa to polskie miasta w których inwestycja w nieruchomość na wynajem jest najbardziej opłacalna. Wszystkie uplasowały się w czołówce rankingu HomeToGo obejmującego 45 popularnych europejskich destynacji turystycznych. Tygodniowy koszt wynajmu 6-osobowego apartamentu w wymienionych miastach wynosi w zależności od pory roku od 2 tys. do ponad 2,7 tys. zł.

– W Polsce bardzo opłaca się wynajmować mieszkania turystom. W zestawieniu przygotowanym przez HomeToGo, w którym wzięliśmy pod uwagę w sumie 45 europejskich miast, aż trzy polskie miasta znalazły się w grupie tych, w których taka inwestycja jest najbardziej opłacalna – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marta Górska, dyrektor krajowy HomeToGo Polska.

W gronie polskich miast najwyżej, bo na czwartym miejscu, sklasyfikowano Kraków. W pierwszej dziesiątce znalazł się także Sopot. Nieco niżej, bo na piętnastym miejscu w zestawieniu, uplasowała się natomiast Warszawa.

Przeciętna cena tygodniowego najmu apartamentu dla sześciu osób w stolicy Małopolski wynosi w sezonie letnim ponad 2,3 tys. zł. Drożej jest w Sopocie, gdzie średnie ceny przekraczały 2,7 tys. zł.

– Okazuje się, że w przypadku polskich miast kupno metra kwadratowego mieszkania jest korzystne z punktu widzenia wynajmu takiego obiektu turystom, a inwestycja powinna się szybko zwrócić – informuje Górska.

Przedstawicielka HomeToGo Polska dodaje, że w popularnych kurortach turystycznych obserwuje się duże różnice w cenach w zależności od pory roku. W przypadku polskich miast ceny najbardziej wahają się w nadmorskich miejscowościach takich jak Międzyzdroje, Mielno czy Kołobrzeg. W sezonie letnim przeciętne ceny są tam od 70 do nawet 100 proc. wyższe niż jesienią czy wczesną wiosną.

– W sezonie wiosennym mamy zupełnie inne ceny niż latem. Szczególnie w kurortach wakacyjnych, które po sezonie letnim pustoszeją, a przed też nie są pełne – wyjaśnia.

Problem sezonowości w znacznie mniejszym stopniu dotyka natomiast dużych miast, takich jak Londyn, Paryż czy Warszawa. Według HomeToGo sezonowa amplituda cen najmu w stolicy Polski wynosi zaledwie 3 procent.

– Jeżeli nie mamy efektu sezonowego, czyli nie są to miasta, które cieszą się popularnością tylko w niektórych miesiącach, to taka inwestycja może nam się szybko zwrócić. Jeśli chodzi o polskie miasta to właśnie Warszawa czy Kraków są szczególnie atrakcyjne – podkreśla Górska.

Zwycięzcą rankingu zostało włoskie Rimini. W sezonie letnim za tygodniowy wynajem domu lub apartamentu dla maksymalnie 6 osób płaci się tam średnio ponad 4,2 tys. zł. W stosunku do kosztów związanych z kupnem takiej nieruchomości daje to najwyższą stopę zwrotu.

Najdroższym europejskim miastem był z kolei Londyn. Tam wynajem podobnego obiektu to w zależności od pory roku koszt od 8,6 do blisko 9,2 tys. zł. Brytyjska stolica znalazła się jednak na ostatnim miejscu zestawienia HomeToGo. Powodem są bardzo wysokie ceny nieruchomości, które czynią inwestycję znacznie mniej opłacalną niż w innych europejskich miastach.

HomeToGo to serwis zawierający blisko 6,5 mln ofert wynajmu domów, kwater, willi oraz apartamentów z ponad 200 portali internetowych. Udostępnia użytkownikom możliwość wyboru, porównania oraz rezerwacji obiektów noclegowych.

Średni wiek samochodów na portalach ogłoszeniowych to 12 lat. Wśród ulubionych marek Opel i Volkswagen

CEO Magazyn Polska

Wystawiane na sprzedaż samochody mają średnio 12 lat. W Czech czy na Słowacji jest to o 2–3 lata mniej – wynika z obserwacji AAA Auto. Co z tym związane, w Polsce średnia wartość używanego auta jest nieco niższa niż u południowych sąsiadów. W rankingu najpopularniejszych modeli liderami są Opel Astra, Volkswagen Passat, Volkswagen Golf, Audi A4 i BMW serii 3.

Analizujemy wszystkie portale z ogłoszeniami motoryzacyjnymi, więc mamy faktycznie przegląd całego rynku. Co ciekawe, w tym roku w porównaniu do 2015 r. top 5 się właściwie nie zmieniło. Na pierwszym miejscu jest wciąż Opel Astra, potem Volkswagena Passat, Golf, Audi A4 i BMW serii 3. To są samochody, które najczęściej widzimy jako wystawiane na sprzedaż przez Polaków. Mniej więcej to się pokrywa też ze strukturą sprzedaży – mówi agencji Newseria Biznes Przemysław Vonau, dyrektor generalny AAA AUTO w Polsce.

Zimą 2015/2016 według raportu Grupy AAA AUTO Polacy poszukiwali najczęściej używanych fordów oraz opli. Te pierwsze wybierało 12 proc. kupujących. Za oplami i skodami rozglądało się natomiast po 10 proc., a 7 proc. za odrobinę mniej popularnymi w tym czasie volkswagenami i toyotami. Także wśród nabywców nowych aut te właśnie marki cieszyły się największą popularnością. W 2015 roku rynek używanych samochodów obejmował niemal 2,5 mln ofert sprzedaży.

To, co wyróżnia rynek polski spośród innych, to fakt, że kupowane są u nas starsze samochody. W Polsce średni wiek samochodów w portalach ogłoszeniowych wynosi 12 lat. Gdy porównamy to z Czechami czy ze Słowacją, to od razu widać, że tam jest nieco mniej, między 9 a 10 lat. Również wartość kupowanych u nas aut jest mniejsza. Średnio te samochody w Polsce mają wartość 21 tys. zł, w Czechach i Słowacji około 25–26 tys. – twierdzi Przemysław Vonau.

Polacy jednak w odróżnieniu od południowych sąsiadów mają bardziej zróżnicowany gust. Kierując się pragmatyzmem, zwracają dużą uwagę na ekonomiczny silnik, pojemny bagażniki oraz sprawdzoną trwałość auta. Szukając trwałego i niedrogiego w użytkowaniu auta, wybierają jednak wśród rozmaitych marek.

Czechy i Słowacja to są kraje, gdzie absolutnie rządzi Škoda. U nich zawsze na pierwszym miejscu we wszelkich rankingach są modele tej marki: Octavia i Fabia. Polacy mają gusta dużo bardziej zróżnicowane. W rankingu top 5, tak naprawdę poza Passatem i Golfem mamy różnych producentów, co też wpływa na naszą działalność. Musimy mieć odpowiedni stock samochodów w Polsce, podczas gdy w Czechach i Słowacji wiemy, że jak mamy 40 proc. aut marki Škoda, to na pewno trafimy w gusta klientów – mówi Przemysław Vonau.

Wybierając wśród modeli samochodów, Polacy stawiają na klasykę i stonowane kolory. Stąd na polskich ulicach przeważają srebrne, czarne, niebieskie i szare auta. Według wspomnianego już raportu także zimą 2015/2016 te kolory zajmowały pierwsze miejsca. Czerwony znalazł się tuż za nimi, na 5. pozycji, a żółty dopiero na czternastej. Polacy kupowali też częściej auta z silnikiem benzynowym. Taką decyzję podjęło 55 proc. nabywców.

Zdecydowanie preferujemy też samochody hatchback. Aż 42 proc. osób zdecydowało na pojazd z tego typu nadwoziem. Kombi wybrało 21 proc., a sedany – 13 proc. klientów. Mniejszym powodzeniem cieszyły się auta typu SUV, offroad lub kabriolet.

Grupa AAA Auto prowadzi sieć ponad 40 salonów samochodowych w Czechach, Polsce, na Słowacji i Węgrzech. Specjalizuje się w samochodach po pierwszym lub drugim właścicielu, z udokumentowaną historią serwisową.

Ubezpieczyciele interesują się seniorami

Ubezpieczyciele interesują się seniorami

W ciągu kilkudziesięciu lat liczba osób w wieku 65+ podwoi się. Będą oni potrzebowali fachowej opieki i dedykowanych produktów ubezpieczeniowych. Jednak przygotowanie odpowiedniej oferty to nie wszystko. Towarzystwa ubezpieczeniowe mają przed sobą wiele pracy.

Obecnie w Polsce żyje ponad 7 mln osób w wieku 65+, jednak do 2050 r. liczba ta wzrośnie do prawie 15 mln obywateli. W połączeniu z drugim niepokojącym zjawiskiem, jakim jest zmniejszający się przyrost naturalny, seniorzy będą stanowić wtedy ponad 30% społeczeństwa. Kolejnym ważnym czynnikiem jest zmieniający się styl życia Polaków. Osoby starsze coraz częściej mieszkają samotnie. Model wielopokoleniowego gospodarstwa domowego, zwłaszcza w miastach, powoli zanika. Ponadto, dorosłe dzieci, z przyczyn zawodowych, coraz częściej mieszkają z dala od domu rodzinnego. Powoduje to niemożność stałego opiekowania się rodzicami. Chcą jednak mieć pewność, że w razie nieszczęśliwego zdarzenia osoba bliska otrzyma natychmiast właściwą pomoc. W związku z tym coraz aktywniej poszukują produktów i usług stworzonych z myślą o zabezpieczeniu osób starszych.

Edukacja konsumentów przede wszystkim

Na rynku istnieje obecnie szereg produktów dedykowanych seniorom jednak zainteresowanie nimi utrzymuje się na niższym poziomie niż w innych państwach europejskich. Wynika to z różnych przyczyn. Jedną z nich jest brak odpowiedniej wiedzy po stronie konsumentów.

– Najważniejszym wyzwaniem, z którym musi się zmierzyć branża jest odpowiednie dostosowanie modelu sprzedaży produktów. Z naszych doświadczeń wynika, że najskuteczniejszym sposobem dotarcia do seniorów są działania edukacyjne, skierowane zarówno do nich samych, jak i młodszego pokolenia – wskazuje Piotr Ruszowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Mondial Assistance.

Kto za to wszystko zapłaci

Ważnym zagadnieniem jest również, na kim spoczywał będzie ciężar kosztów poszczególnych produktów i usług. Obecnie obciążanie leży w znacznej mierze po stronie młodszego pokolenia. Dlatego model biznesowy ubezpieczycieli i instytucji finansowych powinien jako głównych odbiorców przekazu uwzględniać osoby w wieku 30 – 50 lat.

– Patrząc jednak na tendencje oraz podejście do oszczędzania osób, które w niedalekiej przyszłości będą odbiorcami tych produktów, sytuacja może ulec zmianie. Poziom zamożności polskich seniorów będzie regularnie rósł, co z pewnością przełoży się na wolumen zakupionych polis – dodaje Piotr Ruszowski.

Najbardziej pożądana jest pomoc medyczna

Jak pokazało ostatnie badanie Mondial Assistance, Polacy najbardziej cenią sobie możliwość uzyskania wsparcia medycznego ze strony profesjonalnych firm. Obecne na rynku produkty ubezpieczeniowe i asystenckie oferują różnorodne formy pomocy. Zapewniają one kompleksową opiekę osobom starszym w ich domach. Polega ona przede wszystkim na zapewnieniu opieki specjalistów – pielęgniarki, rehabilitanta czy psychologa. Zapewniona jest zazwyczaj także organizacja transportu do szpitala, pomoc domowa po hospitalizacji czy opieka nad zwierzętami. Seniorzy mogą również skorzystać z usług asystenckich realizowanych przy wykorzystaniu telefonu.

– Zadaniem usług telemedycznych jest zagwarantowanie całodobowej opieki i nadzoru nad osobami samotnymi, niepełnosprawnymi, przewlekle chorymi oraz hospitalizowanymi w domu. Specjalistyczne, niewielkie urządzenie, w które wyposażane są osoby objęte wsparciem daje możliwość regularnego pomiaru rytmu serca, analizy aktywności fizycznej, przypomnienia o zażyciu leków i umożliwia wysłanie sygnału o nagłym zdarzeniu do opiekuna lub centrum alarmowego.  Mamy w ofercie również telerehabilitację kardiologiczną mającą na celu ograniczenie postępów chorób serca i wypracowanie właściwych nawyków dietetycznych i dotyczących aktywności sportowej u osób, które mają kłopoty zdrowotne wynikające z chorób układu krążenia – mówi Piotr Ruszowski.

Co dalej

Rynek usług ubezpieczeniowych jest częściowo przygotowany do obsłużenia potrzeb klienta w wieku 65+. Jego rola może czasem być bagatelizowana w kontekście rosnącej sieci miejsc oferujących instytucjonalną pomoc osobom starszym, jak domy pomocy społecznej czy prywatne ośrodki opiekuńcze. Należy jednak pamiętać, że nawet najbardziej profesjonalny i przyjazny ośrodek nie jest w stanie zastąpić komfortu własnego miejsca zamieszkania. W związku z powyższym podejmowane w najbliższych latach działania firm ubezpieczeniowych powinny skupić się na zwiększeniu świadomości istnienia produktów dla seniora.

Paweł Żelawski Dyrektorem IT w Axence

Paweł Żelawski został Dyrektorem IT firmy Axence, tworzącej kompleksowe oprogramowanie do zarządzania infrastrukturą IT. Od września 2015 roku zajmował stanowisko Software Development Managera. W tym czasie znacząco przyspieszył prace nad premierą kompletnie przebudowanego modułu HelpDesk, jednego z pięciu filarów programu Axence nVision.

Paweł Żelawski Dyrektor IT firmy Axence
Paweł Żelawski nowy Dyrektor IT firmy Axence

Oprogramowanie Axence nVision ma przed sobą duże perspektywy rozwoju, dlatego cieszę się, że powierzono mi pieczę nad jego dostosowywaniem do dynamicznie zmieniających się potrzeb klientów i rynku IT. Pierwszym efektem tej pracy jest zupełnie nowa odsłona modułu HelpDesk. Plany zakładają wdrażanie kolejnych innowacji, o których będziemy informować w najbliższej przyszłości. Dołożę wszelkich starań, by każda kolejna zmiana prezentowała najwyższą jakość dla wszystkich odbiorców naszego oprogramowania – mówi Paweł Żelawski, Dyrektor IT Axence.

Wysoka jakość w działaniu, rzetelność w zarządzaniu

Jako Dyrektor IT, Paweł Żelawski czuwa nad procesem tworzenia oprogramowania Axence nVision i odpowiada za realizację obranych kierunków rozwoju firmy. Przewodzi zespołowi specjalistów, słuchając potrzeb i pozostając otwarty na nowe inicjatywy. Jak sam przyznaje, stawia na najwyższą jakość produkcji, sprawną komunikację w zespole, ciągłe doskonalenie jego kompetencji oraz wdrażanie nowych narzędzi umożliwiających jeszcze lepsze wykorzystanie potencjału kadry Axence.

Doświadczenie i wiedza

Paweł Żelawski jest związany z branżą IT od niemal 10 lat. Jako Project Manager pracował dla wielu przedsiębiorstw z kraju i zagranicy, w tym światowych marek, zdobywając duże doświadczenie w zakresie zarządzania procesem produkcji, zespołem i ryzykiem. Jest absolwentem Wyższej Szkoły Ekonomii i Informatyki w Krakowie na kierunku Technologie Informatyczne i Ekonometria. W ramach rozwoju zawodowego pod kątem IT i zarządzania projektami zdobył m.in. certyfikat PRINCE2® Practitioner. W codziennej pracy skutecznie wykorzystuje podejście scrumowe, pozwalające podchodzić elastycznie do potrzeb klientów.

Z powodzeniem wdrażamy w Axence najwyższe światowe standardy zarządzania. Inwestujemy w wizjonerów, oferując im szybki rozwój zawodowy, czego przykładem jest Paweł. W ciągu roku nasz zespół wzbogacił się o 6 nowych osób, zarówno specjalistów, jak i managerów. Wierzę, że kluczem do sukcesu jest zatrudnianie lepszych od siebie, ekspertów w swoich dziedzinach, którzy nie tylko rzetelnie będą wykonywać swoje obowiązki, ale też wskażą nam drogi, którymi będziemy podążać – mówi Grzegorz Oleksy, Prezes Zarządu Axence.

BVT S.A. notuje ponad 2,1 mln zł zysku netto w 2015 r.

BVT S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od września 2015 r., zajmująca się windykacją pakietów wierzytelności masowych, zakończyła miniony rok zyskiem netto w wysokości ponad 2,1 mln zł. Emitent przybliża się także do przeprowadzenia połączenia z WindykacjaPL Sp. z o.o.

W 2015 r. Spółka wypracowała 2.114 tys. zł zysku netto przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 6.124 tys. zł. Rok wcześniej zysku netto BVT S.A. sięgnął 822 tys. zł, a jej przychody ze sprzedaży przekroczyły 2.535 tys. zł. Dla Emitenta 2015 r. był z pewnością najważniejszym w całej jego historii, bowiem przeprowadził z sukcesem emisję akcji serii C, z której pozyskał 800 tys. zł oraz zadebiutował na rynku NewConnect. Pozwoliło to Spółce umocnić swoją pozycję na rynku wierzytelności transportowych oraz rozwijać nowe kierunki działalności. Jednym z nich było wejście w obszar wierzytelności telekomunikacyjnych i zakup pakietów wierzytelności, które umożliwiły osiągnięcie wysokiego zyski. Zarząd BVT S.A. rozpoczął również rozmowy odnośnie zakupu wierzytelności bankowych.

Katarzyna Szuba Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.
Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

„Wyniki finansowe, jakie Spółka osiągnęła w 2015 roku są odzwierciedleniem realizowanej przez Zarząd strategii rozwoju oraz polityki dywersyfikacji posiadanego portfela wierzytelności. Skupiamy się na pozyskiwaniu pakietów rentownych, zapewniających optymalny spływ środków finansowych. W minionym roku niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem w Spółce było wejście na rynek NewConnect. Elementem warunkującym debiut było spełnienie restrykcyjnych wymogów formalnych, jakie zostały przed nami postawione. W mojej ocenie sprawia to, że obraz Spółki, jaki widzą inwestorzy, jest rzetelny i transparentny. Pozyskany w wyniku emisji akcji kapitał posłużył nam z jednej strony do realizacji kolejnych etapów realizacji umowy nabywania pakietów wierzytelności transportowych, a z drugiej do przyspieszenia realnej obsługi windykacyjnej pakietów już posiadanych. Zaowocowało to bardzo dobrymi wynikami finansowymi, jakie Spółka wypracowała  na koniec 2015 roku. Niebagatelny wpływ na nie miała też prowadzona polityka optymalizacji kosztów przy jednoczesnej maksymalizacji rentowności pakietów. Takimi założeniami kierujemy się od samego początku, czyli wyboru pakietów wierzytelności do ofertowania oraz przez cały czas obsługi windykacyjnej wierzytelności. Taka sytuacja ekonomiczna, w której się znaleźliśmy, spowodowała, że Zarząd mógł podjąć decyzję dotyczącą skierowania działań na nowe kierunki działalności Spółki. Jestem zwolennikiem dywersyfikacji działania i takie podejście stosuję również w Spółce, co pozwala nam na utrzymywanie stabilnej sytuacji finansowej przy jednoczesnym założeniu rozwoju i ekspansji w nowe obszary.” – ocenia Katarzyna Szuba, Prezes Zarządu Spółki BVT S.A.

W najbliższym czasie Spółka zamierza realizować swoją Strategię Rozwoju poprzez emisję obligacji i pozyskanie środków z tego źródła finansowania oraz uzyskanie pozwolenia Komisji Nadzoru Finansowego na zarządzanie wierzytelnościami sekurytyzowanymi. BVT S.A. jest także coraz bliżej zakończenia procesu połączenia w ze Spółką WindykacjaPL Sp. z o.o. Do sądu rejestrowego złożony już został wniosek o wyznaczenie biegłego w celu zbadania planu połączenia. Ma ono nastąpić w drodze przejęcia przez BVT S.A. spółki WindykacjaPL Sp. z o.o. poprzez przeniesienie całego majątku WindykacjaPL Sp. z o.o. na BVT S.A. w zamian za nowo emitowane akcje serii D. Zostaną one przyznane dotychczasowym udziałowcom WindykacjaPL Sp. z o.o. zgodnie z przyjętym parytetem wymiany określonym w planie połączenia, który również został złożony w Sądzie. Fuzja obu podmiotów jest zgodna ze Strategią rozwoju Emitenta i powinna przyczynić się do dalszego umacniania jego pozycji rynkowej. WindykacjaPL Sp. z o.o. prowadzi działalność w zakresie windykacji należności na terenie całej Polski.

W 2015 r. BVT S.A. wypłaciła dywidendę z wypracowanego zysku w 2014 r. w łącznej wysokości wynoszącej 532 tys. zł. W tym roku Zarząd Spółki zamierza wystąpić do Rady Nadzorczej z wnioskiem o przeznaczeniu części osiągniętego w 2015 r. zysku netto na wypłatę dywidendy dla Akcjonariuszy. Jest to zgodne z przyjętą przez Emitenta polityką dywidendową i ma budować jego pozytywny wizerunek wśród inwestorów.

„Strategia rozwoju, jaką od samego początku realizuje Zarząd, zakłada poszukiwanie nowych obszarów dla działalności Spółki. W chwili obecnej dwa z nich, które realizujemy bardzo intensywnie, to emisja obligacji oraz proces przejęcia WindykacjaPL Sp. z o.o. Obydwa te procesy planujemy zakończyć w drugim kwartale 2016 roku. Połączenie ze Spółką windykacyjną będzie prowadziło do sytuacji, w której BVT stanie się podmiotem, który w swoim spektrum możliwości pozyska świadczenie usług windykacyjnych. Podniesie to naszą konkurencyjność na rynku wierzytelności oraz pozwoli pozyskać nowe źródło przychodów. Kolejną decyzją było rozpoczęcie procesu związanego z emisją obligacji, a jego zakończenie planowane jest na drugi kwartał 2016 roku. Środki pozyskane w ten sposób przeznaczymy na zakup nowych pakietów wierzytelności pochodzących z różnych obszarów rynku, przyspieszenie obsługi  pakietów dotychczas posiadanych oraz wejście w nowy dla nas kierunek, jakim jest restrukturyzacja zadłużeń. Odzwierciedlenie tych decyzji w wypracowanych wynikach finansowych przewiduję na 3 lub 4 kwartał tego roku. Jeśli chodzi o uzyskanie pozwolenia KNF na zarządzanie wierzytelnościami restrukturyzowanymi to w chwili obecnej mamy przygotowaną część dokumentacji. Natomiast wszelkie formalności związane z tym procesem realnie ruszą po zamknięciu połączenia z WindykacjaPL. Jest to spowodowane koniecznością przedstawienia transparentnej struktury podmiotu, tak aby wykazać nasze możliwości organizacyjne konieczne do prowadzenia takiej działalności. Zarząd podtrzymuje również prowadzoną politykę dywidendową i wystąpi do Rady Nadzorczej oraz Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy z wnioskiem o przeznaczenie części zysku wypracowanego w 2015 roku na wypłatę dywidendy. Jestem zdania, że dzięki Akcjonariuszom oraz ich kapitałowi świadczącemu o zaufaniu, jakie w Spółce pokładają, udało nam się osiągnąć taki a nie inny pułap zysku. Dlatego też logicznym wydaje się fakt, że chcemy, aby Spółka „podzieliła” się z nimi swoim sukcesem.” – dodaje Szuba.

BVT S.A. specjalizuje się w nabywaniu i obsłudze pakietów wierzytelności masowych o dużej dywersyfikacji dłużników, a ich zlokalizowanie obejmuje swoim zasięgiem teren całego kraju. Nabyte przez Spółkę pakiety wierzytelności zlecane są do windykacji firmie prowadzącej działalność w tym zakresie.

Głównym akcjonariuszem BVT S.A. jest notowana na rynku NewConnect Spółka Kupiec S.A., która posiada akcje stanowiące 45,12% udziału w kapitale zakładowym oraz 46,12% udziału w ogólnej liczbie głosów na WZA. Rolę Autoryzowanego Doradcy dla BVT S.A. pełni Beskidzkie Biuro Consultingowe S.A. Natomiast Doradcą Finansowym i jednym z akcjonariuszy Spółki jest ABS Investment S.A.

Surowce wciąż drożeją

Sytuację na rynku towarowym analizuje Robert Ślepaczuk, szef inwestycji ilościowych
w Union Investment TFI.

Robert Ślepaczuk, Szef Inwestycji Ilościowych w Union Investment TFI
Robert Ślepaczuk, Szef Inwestycji Ilościowych w Union Investment TFI

Od kilku tygodni obserwujemy przepływ globalnego kapitału do rynków wschodzących. Jest on powiązany nie tylko z relatywną słabością dolara amerykańskiego i umacnianiem się lokalnych walut, ale także dość silnymi wzrostami na szerokim rynku towarowym.

Tradycyjnie dużą uwagę inwestorów przykuwa cena ropy naftowej. Jeszcze pod koniec stycznia baryłka ropy na światowych giełdach kosztowała poniżej 30 dolarów. Od tamtego czasu zdrożała o ponad 40% i obecnie jej ceny kształtują się powyżej 40 dolarów. Przyczyn wzrostów cen ropy naftowej można upatrywać m.in. w ograniczeniu wydobycia ropy z łupków w USA oraz pogłoskach o możliwym porozumieniu pomiędzy Arabią Saudyjską i Rosją w sprawie zamrożenia produkcji, które – tak na marginesie – nie doszło do skutku na szczycie w Doha. Warto jednocześnie pamiętać, że z uwagi na niższy popyt wciąż rosną światowe zapasy ropy, co może stanowić przeszkodę na drodze do dalszego wzrostu kursu tego surowca.

Równolegle rosną ceny metali przemysłowych (np. miedzi) i – co ciekawe – szlachetnych (np. złoto i srebro). Również pozytywnie przedstawia się sytuacja w segmencie towarów pochodzenia roślinnego, co pokazują m.in. ceny soi i bawełny. Konsekwencją utrzymywania się wzrostów cen na szerokim rynku towarowym może być rosnąca presja inflacyjna. (Takie ryzyko powoli widać już w rosnących odczytach wskaźnika break-even inflation rate, mierzącego oczekiwania rynku w stosunku do przyszłego poziomu inflacji). W praktyce może się ona przełożyć na podniesienie stóp procentowych, a przynajmniej doprowadzić do wzrostu oczekiwań inwestorów na taki ruch.

Byłby to duży zwrot na globalnych rynkach finansowych, szczególnie dotkliwy dla długoterminowych obligacji krajów rozwiniętych denominowanych w twardych walutach (takich jak dolar czy euro). Zacieśnianie polityki pieniężnej lub nawet ryzyko takiego ruchu ze strony banków centralnych odbiłoby się na rentownościach, a tym samym cenach tych obligacji, np. w postaci silniejszej korekty, podobnej do tej, jaką widzieliśmy w kwietniu 2015 r. Na zakończenie warto jednak wskazać, że obecnie sytuacja makroekonomiczna na świecie jest na tyle niestabilna, że jakiekolwiek restrykcyjne działania banków centralnych spotkałyby się z bardzo negatywną reakcją rynków finansowych.

JR HOLDING S.A. rozwija segment nieruchomości

JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., osiągnęła w marcu br. 410 tys. zł netto skonsolidowanych przychodów z wynajmu posiadanych nieruchomości. Emitent realizuje również założenia przyjętej Strategii Rozwoju.

W analogicznym okresie 2015 r. przychody Grupy Kapitałowej JR HOLDING S.A. z wynajmu powierzchni w posiadanych nieruchomościach wyniosły 394 tys. zł netto, więc tegoroczny wynik wykazuje 4% wzrost. Z kolei łączna wartość przychodów Spółki w marcu 2016 r. uwzględniająca sprzedaż w segmencie fotowoltaiki przekroczyła 587 tys. zł netto. Narastająco, po trzech miesiącach tego roku skonsolidowane przychody Emitenta z wynajmu nieruchomości ukształtowały się na poziomie 1.242 tys. zł netto, podczas gdy rok wcześniej było to 1.155 tys. zł netto. Łączne przychody Grupy Kapitałowej JR HOLDING S.A. wraz z Columbus Energy S.A. sięgnęły w 1 kw. 2016 r. kwoty 3.217 tys. zł netto. Osiągnięte wyniki finansowe świadczą o stałym postępie w zakresie zarządzania posiadanymi nieruchomościami.

January Ciszewski
January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

„Bardzo nas cieszy ciągła progresja wypracowywanych przychodów z wynajmu powierzchni w nieruchomościach należących do spółek wchodzących w skład Grupy Kapitałowej. Cały czas prowadzimy działania, które mają na celu z jednej strony wzrost uzyskiwanych przychodów z wynajmu, a z drugiej optymalizację kosztów funkcjonowania poszczególnych obiektów. Dzięki temu możemy osiągać coraz wyższe rentowności w tym segmencie biznesowym. Bardzo dobrze rozwija się również spółka Columbus Energy S.A., która z miesiąca na miesiąc podpisuje coraz więcej umów na montaż mikroinstalacji fotowoltaicznych.” – ocenia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

W ubiegłym tygodniu Spółka zawarła porozumienie inwestycyjne, którego celem jest realizacja projektu deweloperskiego polegającego na budowie oraz komercjalizacji osiedla mieszkaniowego o powierzchni ok. 15 tys. PUM. Wartość całego przedsięwzięcia szacowana jest na ok. 100 mln zł brutto. Realizacja tego projektu inwestycyjnego może w istotny sposób wpłynąć na wyniki finansowe JR HOLDING S.A. w kolejnych latach.

Emitent zawiązał także spółkę StepCloser S.A., w której objął 40% akcji. Podmiot ten będzie zajmował się rozwojem sieci kart StepCloser i rozważa upublicznienie na rynku NewConnect. JR HOLDING S.A. zapewni nowej spółce finansowanie w kwocie 2 mln zł, które zostanie przeznaczone na realizację jej planu inwestycyjnego. Środki te posłużą przede wszystkim do zakupu aplikacji i jej wdrożenia oraz do rozbudowy struktury handlowej na terenie całego kraju.

Grupa Kapitałowa JR HOLDING S.A. zanotowała w 2015 r. zysk netto w wysokości 6,6 mln zł, notując tym samym wyraźny wzrost w stosunku do 2014 r. o 154 %. Był to zarazem najlepszy rok dla Spółki w całej jej historii. Emitent od początku października 2015 r. znajduje się w składzie Segmentu NewConnect Lead, który grupuje 27 największych i najpłynniejszych podmiotów z alternatywnego rynku.

Cyberprzestępcy coraz bardziej innowacyjni

Według prognozy TMT Predictions firmy doradczej Deloitte, tylko w tym roku zostanie sprzedanych 1,6 mld smartfonów. Wiąże się to z dynamicznym rozwojem rynku mobilnych usług finansowych, który w naszym kraju obejmuje już ponad 5 mln osób. Przy wielokanałowym dostępie do bankowości elektronicznej klienci dysponują co najmniej 10 różnymi metodami, aby autoryzować swoje transakcje bankowe. Wszystkie te trendy powodują, że także cyberprzestępcy zyskują nowe możliwości nieuprawnionego dostępu do rachunków użytkowników bankowości internetowej i mobilnej. Wraz ze wzrostem poziomu wiedzy i świadomości klientów indywidualnych (którzy są tradycyjnie i niezmiennie na celowniku hakerów) cyberprzestępcy także poszukują nowych możliwości. Coraz bardziej atrakcyjnym i zyskownym łupem dla hakerów są małe i średnie przedsiębiorstwa niedostatecznie dbające o cyberbezpieczeństwo.

Klienci oczekują dostępu do swoich rachunków bankowych o każdej porze, w każdej lokalizacji oraz za pośrednictwem wszystkich dostępnych urządzeń elektronicznych, w tym również mobilnych. Według Związku Banków Polskich w IV kwartale 2015 roku liczba aktywnych klientów indywidualnych bankowości internetowej w Polsce przekroczyła 14,5 mln osób. W przypadku sektora małych i średnich przedsiębiorstw aktywnych klientów jest 1,3 mln. Średnia wartość transakcji dokonywanych przez nich za pośrednictwem bankowości internetowej wynosi już około 85 tys. zł miesięcznie, podczas gdy w przypadku klientów indywidualnych jest to nieco ponad 6 tys. zł. „Duży zwrot z przestępczej inwestycji coraz częściej osiągany jest poprzez ataki ukierunkowane na MŚP z uwagi na relatywnie większy wolumen dokonywanych transakcji w porównaniu z klientami indywidualnymi, brak świadomości na temat zagrożeń, a także brak spójnego podejścia do ochrony na poziomie całej organizacji.” – wyjaśnia Marcin Ludwiszewski, Dyrektor, Lider obszaru cyberbezpieczeństwa Deloitte w Polsce.

Głównym celem przestępców jest kradzież środków finansowych oraz kradzież tożsamości umożliwiająca im m.in. zaciąganie kredytów przy użyciu danych ofiary, jak i pranie pieniędzy. Aby dostać się do środków finansowych hakerzy najczęściej wykorzystują różne kombinacje tzw. inżynierii społecznej (np. SPAM lub e-mail ze złośliwym załącznikiem, linkiem prowadzącym do strony www, która ma na celu zainfekowanie złośliwym oprogramowaniem) do instalacji oprogramowania złośliwego (trojany bankowe) na komputerze lub telefonie. Oprogramowanie to może przechwytywać dane potwierdzające tożsamość lub autoryzujące transakcje poprzez atak na poziomie przeglądarki (man in the browser, wstrzykiwanie kodu), np. wyświetlając z pozoru prawdziwy komunikat w celu przechwycenia danych autoryzujących, podmieniając wskazany przez nas numer konta bankowego na fałszywy. Inne sposoby mogą opierać się na atakowaniu komunikacji z serwerami (man in the middle, podsłuchu oraz modyfikacji danych). Ryzyko ataku może również wynikać z podatności, które generują niezabezpieczone sieci WiFi lub usługi telekomunikacyjne umożliwiające dostęp do danych takich jak SMS – które mogą być wykorzystywane w procesie autoryzacji transakcji.

Zakres możliwości ataku na użytkowników bankowości elektronicznej jest szeroki. Jednocześnie coraz większa profesjonalizacja cyberprzestępców mających powiązania ze światem przestępczym sprawia, że nieustannie rośnie liczba sposobów dokonywania ataków. Z analizy ekspertów Deloitte wynika, że obecnie banki udostępniają średnio osiem kanałów umożliwiających dokonywanie transakcji (m.in. w oddziale, przez telefon, komputer czy aplikację mobilną na smartfonie i tablecie) przy dziesięciu dostępnych metodach autoryzacji. Są to m.in.: kody SMS, podpis elektroniczny, tokeny sprzętowe, tokeny programowe, kody jednorazowe, kody PIN, pytania kontrolne czy parametry biometryczne (odcisk palca). „W związku z wieloma kanałami dostępu i metodami autoryzacji istnieje kilkadziesiąt ścieżek, które stwarzają cyberprzestępcom możliwość ataku. Kierunki rozwoju zabezpieczeń takie jak biometryczne rozpoznawanie głosu czy odcisków palców daje nadzieję na skuteczniejszą walkę z cyberprzestępcami, ale nie należy się łudzić, że zagrożeń w cyfrowej rzeczywistości uda się uniknąć w stu procentach. Co więcej, naszym zdaniem ze względu na wysoką profesjonalizację grup przestępczych ich liczba będzie rosła” – mówi Marcin Lisiecki, Menadżer w dziale cyberbezpieczeństwa Deloitte.

Dlatego zwłaszcza małe i średnie firmy, które często borykają się z brakami w zakresie organizacyjnym i technicznym, w tym z obszaru cyber, powinny być szczególnie ostrożne. Chcąc zabezpieczyć się przed atakami w sieci powinny zidentyfikować zagrożenia związane z dokonywaniem płatności i umiejętnie nimi zarządzać. Poprzez regularne uświadamianie, sesje i treningi istnieje możliwość przeszkolenia poszczególnych grup pracowników, które są szczególnie narażone na ryzyko ataków (np. księgowość). Podobnie jak w przypadku klientów indywidualnych, również osoby zatrudnione w sektorze MŚP powinny unikać wchodzenia na strony internetowe o niskiej reputacji przy użyciu urządzeń wykorzystywanych do dokonywania płatności. Niezbędne są również rozwiązania technologiczne do wykrywania i usuwania spamu, fałszywych maili oraz oprogramowania złośliwego. Wskazane zaś jest także porozumienie z bankiem, które gwarantuje bezpieczną metodę autoryzacji transakcji.

Eksperci Deloitte zaznaczają jednak, że zwiększone zainteresowanie atakami na firmy nie powinno usypiać czujności klientów indywidualnych banków. „Oczywiście duża odpowiedzialność za bezpieczeństwo spoczywa na bankach, które poza edukacją klientów powinny na bieżąco testować swoje środowisko i udostępniane aplikacje pod kątem bezpieczeństwa oraz wykrywać i reagować na nietypowe schematy płatności. Przede wszystkim jednak klienci indywidualni powinni wykazywać się zdrowym rozsądkiem i kierować się zasadą ograniczonego zaufania w odniesieniu do otrzymywanych wiadomości, załączników, stron www, jak również instalowanych aplikacji. Ważne jest również aby dostawcy usług telekomunikacyjnych przy wprowadzaniu nowych produktów, mieli na uwadze ryzyko nieuprawnionego dostępu do danych, które mogą być wykorzystywane przy autoryzacji transakcji” – podsumowuje Marcin Ludwiszewski.

Plast-Box zwiększa zyski

Plast-Box, jeden z liderów produkcji opakowań z tworzyw sztucznych, wypracował w pierwszym kwartale 2016 roku zysk netto o 169 % wyższy niż rok wcześniej.

Od stycznia do marca 2016 roku Plast-Box uzyskał 35,7 mln zł skonsolidowanych przychodów, 5,5 mln zł EBITDA i 1,95 mln zł zysku netto.  Stopa EBITDA wyniosła 15,5% , a stopa zysku netto 5,5%.

Krzysztof Pióro, prezes zarządu Plast-Box SA
Krzysztof Pióro, prezes zarządu Plast-Box SA

Jesteśmy zadowoleni z wyników pierwszego kwartału 2016 roku. Wzrost zysku netto o 169 % , w stosunku do pierwszego kwartału 2015 roku, wysokie stopy EBITDA i zysku netto, to dobre sygnały dla inwestorów. Chcemy aby po 2015 roku, w którym uzyskaliśmy rekordowo dobre wyniki, rok 2016 również zakończył się sukcesem dla grupy kapitałowej Plast-Box – oświadcza Grzegorz Pawlak, prezes zarządu Plast-Box S.A.

Zarząd Plast-Box S.A. podjął uchwałę i raportem z dnia 19 kwietnia br. poinformował o rekomendowaniu wypłaty dywidendy za 2015 rok w wysokości 0,09 zł za akcję. Wypłata dywidendy ma nastąpić w dniu 13 czerwca, o czym ostatecznie zdecyduje ZWZ.

Od 2013 roku spółka corocznie wypłaca dywidendę i zamierza tak czynić przez następne lata, co w ocenie zarządu, w obecnej sytuacji na rynku jest dla akcjonariuszy szczególnie ważne – mówi wiceprezes Krzysztof Pióro. – Jesteśmy mocną spółką z wielkimi perspektywami, obecnie poważnie niedowartościowaną. Warto kupować nasze akcje – dodaje K.Pióro.

Werner Puchert przechodzi do Deloitte Digital CE

Deloitte Digital w Polsce wzmocnił Werner Puchert, który dołączył do zespołu jako szef działu Experience Design. Werner ma 14-letnie doświadczenie w branży digital. Do Warszawy przechodzi z Deloitte Digital South Africa. Wcześniej pracował m.in. w agencji TBWA Johannesburg (RPA) jako Digital Strategy Director.

Werner PuchertWerner Puchert dołącza do polskiego oddziału Deloitte Digital prosto z Deloitte Digital South Africa (z biurem w Cape Town w Republice Południowej Afryki). Wzmacniają się tym samym kompetencje Deloitte Digital w Polsce w takich obszarach jak: Service Design, User Experience i Digital Strategy. Ponadto Werner będzie wspierał zespół w opracowywaniu marketingowych strategii digital dla klientów agencji.

W Deloitte Digital South Africa Werner Puchert był częścią zespołu odpowiedzialnego m.in. za rozwiązania mobilne oraz user experience. Dodatkowo, był zaangażowany w pozyskiwanie nowych klientów dla agencji oraz zarządzał jej zespołem kreatywnym. Wcześniej zajmował stanowisko Director of Digital Strategy w agencji TBWA\TEQUILA Johannesburg. Wśród klientów, dla których pracował Werner znaleźli się m.in. Standard Bank (jeden z czterech największych banków w RPA), McDonald’s, Adidas, Visa, Nissan, Gumtree, Total czy Telkom (operator przewodowej i bezprzewodowej telekomunikacji działający w 38 krajach na kontynencie afrykańskim).

– Zaczynałem jako developer. Szybko odkryłem jednak, że zdecydowanie ciekawsza niż „linie kodu” jest dla mnie „ludzka strona technologii”, dlatego zdecydowałem się pokierować moją ścieżkę kariery w stronę User Experience Design, Digital Strategy i Service Design. I to właśnie w tych obszarach od lat z powodzeniem realizuję projekty dla dużych klientów korporacyjnych – mówi Werner Puchert. – Polskę odwiedzałem już wcześniej wielokrotnie, będąc prelegentem na branżowych konferencjach. Jestem z Polską związany również osobiście, dlatego bardzo się cieszę, że będę mógł teraz wspólnie z polskimi managerami Deloitte Digital, wykorzystywać wiedzę zdobytą w RPA przy realizacji projektów na polskim rynku. Z jednej strony branża digital ma charakter globalny, z drugiej jednak wiadomo, że poszczególne rynki charakteryzują się swoją własną specyfiką. Jestem pewien, że połączenie doświadczeń polskich i południowoafrykańskich będzie korzystne w realizacji działań digitalowych dla klientów polskiego oddziału Deloitte Digital – dodaje.

Werner bardzo chętnie dzieli się swoimi dotychczasowymi doświadczeniami nie tylko z klientami i osobami, które już długo funkcjonują na rynku digital, ale również z młodymi projektantami, którzy dopiero rozpoczynają swoją karierę w branży. Z tego powodu zdecydował się na aktywny udział w konferencji Element Talks, której partnerem jest Deloitte Digital i która odbędzie się już w najbliższy weekend w Warszawie. Wydarzenie skierowane jest do projektantów, którzy chcą nauczyć się jak budować efektywną współpracę ze swoim otoczeniem – klientami, podwykonawcami i innymi projektantami. Podczas konferencji Werner podzieli się doświadczeniami z początków swojej współpracy z biznesem. Opowie również o tym, czego nauczyło go przejście z agencji reklamowej do świata korporacji konsultingowej i udzieli wskazówek jak młodzi projektanci mogą rozmawiać z biznesem i prezentować mu swoje pomysły.

Grupa Jaguar S.A. chce być spółką dywidendową

Grupa Jaguar S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się obrotem nieruchomościami, budową domów oraz rewitalizacją kamienic, przyjęła nową politykę dywidendową. Zgodnie z jej założeniami Emitent będzie chciał regularnie dzielić się wypracowywanym zyskiem z Akcjonariuszami.

Zarząd Spółki podjął decyzję odnośnie zmiany jej polityki dywidendowej. Grupa Jaguar S.A. ma stać się podmiotem, który regularnie wypłaca swoim Akcjonariuszom osiągnięty zysk w formie dywidendy. Zarząd Emitenta zamierza korzystać z przysługujących mu uprawnień i corocznie rekomendować ZWZA Spółki wypłatę dywidendy z zysku wypracowanego w poprzednim roku. Zakładana wysokość dywidendy rekomendowanej do wypłaty będzie nie niższa niż 4 gr na akcję, ale Grupa Jaguar S.A. będzie dążyła do stabilnego wzrostu tej kwoty w kolejnych latach. Decyzja o wypłacie dywidendy i jej wysokości będzie oczywiście podejmowana przez ZWZA Spółki. Przyjęta przez Emitenta polityka dywidendowa obowiązuje począwszy od zysku osiągniętego w 2016 r. Grupa Jaguar S.A. liczy, że dzięki staniu się spółką dywidendową, umocni swój wizerunek na rynku kapitałowym.

„Zarząd bardzo starannie analizował możliwość wprowadzenia zmian w polityce dywidendowej. Nie chcieliśmy tego robić w początkowych latach funkcjonowania Spółki, gdyż profil naszej działalności wymaga znaczących nakładów kapitałowych. Teraz, po ustabilizowaniu się kliku segmentów naszej biznesowej działalności i pozyskaniu stabilnych źródeł finansowania nowych projektów, chcemy w ten sposób podziękować naszym Akcjonariuszom za wytrwałość oraz wiarę w Spółkę.” – komentuje Robert Betka, Prezes Zarządu Spółki Grupa Jaguar S.A.

W ramach zakończonej emisji akcji serii D realizowanej z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych Akcjonariuszy, Grupa Jaguar S.A. dokonała przydziału wszystkich oferowanych akcji. Inwestorzy złożyli 63 zapisy podstawowe na łączną liczbę 5.538.114 szt. akcji, które stanowiły 91,3% oferowanych. W ofercie publicznej złożono również 15 zapisów dodatkowych w sumie na 2.897.435 szt. akcji serii D. Stopa redukcji w przydziale akcji w ramach zapisów dodatkowych wyniosła zarazem 81,7%. Środki pozyskane z emisji akcji serii D w wysokości ponad 600 tys. zł zostały przeznaczone na kapitał obrotowy Emitenta. Zarząd Spółki przewiduje, że przeprowadzona emisja wpłynie bardzo pozytywnie na płynność obrotu jej akcjami.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z przeprowadzonej emisji. Stopa redukcji w zapisach dodatkowych była dla nas niezwykle pozytywnym zaskoczeniem. Dzięki tej transakcji znacząco zwiększy się wolumen akcji na rynku, co w połączeniu z nową polityką dywidendową powinno w istotny sposób wpłynąć na zwiększenie obrotów naszymi akcjami.” – podsumowuje Prezes Betka.

Grupa Jaguar S.A. wypracowała w 2015 r. zysk netto w wysokości 35 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży sięgających 1.931 tys. zł. Emitent realizuje aktualnie kilka projektów inwestycyjnych w zakresie nieruchomości, m.in. w kompleksie działek budowlanych Zdradzie, Odargowie oraz w Sznurkach. W tej ostatniej inwestycji Spółka prowadzi także sprzedaż całorocznych domów rekreacyjnych, co przy właśnie rozpoczynającym się sezonie znacząco zwiększa szanse na jej pozytywne zakończenie. Także kluczowy projekt 2016 roku, czyli rewitalizacja kamienic w centrum Gdyni jest już na ukończeniu, a prawie wszystkie apartamenty zostały sprzedane. Ostateczna finalizacja tych umów w znaczący sposób wpłynie na wynik finansowy Spółki w 3 kw. br. Ten segment działalności Spółki będzie bardzo intensywnie rozwijany w perspektywie najbliższych miesięcy.

Grupa Jaguar S.A. rozwija też działalność pośrednictwa w obrocie nieruchomościami na rynku wtórnym, która jest realizowana przez spółkę zależną – Jaguar Inwestycje Sp. z o.o., w której Emitent posiada 100% udziałów. Wstępne wyniki finansowe tego podmiotu za miniony kwartał wskazują na bardzo dynamiczny rozwój tego segmentu działalności.

Trendy na rynku ubezpieczeń MŚP

Ubezpieczenia dla małych i średnich przedsiębiorstw to rynek, który ma duży potencjał w Polsce. Jak pokazują dane, tego rodzaju firm jest w naszych kraju niemal 2 mln, a tylko co dziesiąta z nich ma właściwie dobraną ochronę ubezpieczeniową. Co ważne, rynek ten ma swoje wymagania, które są połączeniem rozwiązań znanych z ubezpieczeń dla klientów indywidualnych oraz tendencji typowych dla segmentu korporacji. W związku z tym, możemy zaobserwować kilka trendów, z którymi należy się zmierzyć. Wskazała je Marta Mazaraki, Zastępca Dyrektora Biura Ubezpieczeń Majątkowych w Gothaer TU S.A.

Trend nr 1: Wzrost sum gwarancyjnych w OC

Małe i średnie firmy oczekują pełnej ochrony ubezpieczeniowej. Dlatego średnia wysokość sumy gwarancyjnej w ciągu ostatnich lat wzrosła. Coraz częściej Klienci z segmentu MŚP występują o wyższe sumy, nierzadko wynoszące 1 mln zł lub nawet więcej. Taka postawa wynika między innymi ze wzrostu świadomości ubezpieczeniowej, coraz wyższych odszkodowań zasądzanych przez sądy a także wymogów, które stawiają partnerzy biznesowi małych i średnich firm.

Trend nr 2: Ochrona dopasowana do branży

Każda branża ma swoją specyfikę i związane z nią zagrożenia, przed którymi może chronić polisa. Dokładne zdefiniowanie ryzyk pozwala zaprojektować odpowiednią, pełną ochronę danej firmy.  Coraz częściej osoby, które prowadzą MŚP szukają takich polis, które zapewnią maksymalny zakres ochrony, w pełni dopasowany do prowadzonej działalności. Branże, dla których przygotowaliśmy specjalne pakiety ubezpieczeniowe to m.in. branża hotelarska, farmaceutyczna czy budowlana.

Trend nr 3: Szerszy zakres ochrony, jak w korporacjach

Mali i średni przedsiębiorcy oczekują coraz szerszego zakresu ochrony, czego efektem jest przenoszenie na to pole ubezpieczeń dostępnych do niedawna tylko dla korporacji. Stąd coraz częściej MŚP ubezpieczają maszyny na wypadek szkód elektrycznych czy awarii. Zwiększone zainteresowanie dotyczy również ubezpieczenia kosztów stałych firmy, które ubezpieczyciel pokryje w przypadku wystąpienia szkody i związanej z nią przerwy w działaniu przedsiębiorstwa.

Trend nr 4: Usługi dodatkowe

Usługi dodatkowe to przyszłość branży ubezpieczeniowej – wśród produktów skierowanych do Klientów indywidualnych stały się już oczywistym elementem. Właściciele małych i średnich firm oczekują tego samego w ofercie do nich skierowanej. Assistance, czyli pomoc po wystąpieniu szkody, telefoniczna asysta prawna stanowią znaczące ułatwienie w przypadku wystąpienia nieprzewidzianych zdarzeń w firmie.

W II połowie roku całkowita podaż biur w Warszawie przekroczy 5 milionów mkw.

Międzynarodowa firma doradcza JLL podsumowała I kwartał 2016 r. na warszawskim rynku biurowym.

Mateusz Polkowski, Dyrektor w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL, informuje: „2016 będzie bardzo ciekawym rokiem na warszawskim rynku biurowym. Po raz pierwszy w historii rynku w jednym roku do użytku zostaną oddane dwa wieżowe biurowce o wysokości powyżej 150 metrów – czyli Warsaw Spire i Q22. Z kolei w II półroczu całkowita podaż nowoczesnej powierzchni biurowej w stolicy przekroczy granicę 5 milionów metrów kwadratowych”.

Popyt – najemcy idą do centrum

W I kw. 2016 r. w Warszawie podpisano umowy najmu na 142 200 mkw. powierzchni biurowej, z czego najwięcej – ponad 55 000 mkw. – przypadło na centrum i jego obrzeża. Potwierdza to trwające od początku 2015 r. przesunięcie środka ciężkości w stronę centralnych lokalizacji, w szczególności okolic Ronda Daszyńskiego.

Jakub Sylwestrowicz, Dyrektor Działu Reprezentacji Najemcy, JLL, komentuje: „Obserwujemy rosnące zainteresowanie najemców lokalizacjami centralnymi, z dogodnym dostępem do środków transportu publicznego, szczególnie metra. Jest na rynku grupa firm, które wolą zapłacić nieco więcej za wynajem biura, wiedząc, że wpłynie to korzystnie na procesy rekrutacyjne i zadowolenie pracowników z miejsca pracy. Dzięki takiej zmianie nastawienia najemców, dużym zainteresowaniem cieszą się nieruchomości realizowane w okolicy Ronda Daszyńskiego oraz Dworca Gdańskiego”.

Na nowe umowy w istniejących budynkach przypadło ok. 57 000 mkw., a kolejne 8 000 mkw. stanowiły ekspansje. Udział przednajmów był na podobnym poziomie co odnowień (26% – ok. 37 000 mkw.) i jest to znaczący wzrost tego typu aktywności w porównaniu z 2015 r.

Największe umowy najmu zawarte w Warszawie w I kw. 2016 r.

Firma Budynek Powierzchnia (mkw.)
Allegro Q22 7 600
Poufny najemca Atrium 2 7 500
Mettler Toledo Platan Park I 4 500
Stanley Black & Decker Proximo I 4 400
Grupa Pracuj Proximo I 4 300
Prochem Astrum Business Park I 4 000
Philip Morris Polska Gdański Business Center D 3 500
Poufny najemca Bokserska Office Center 3 500
Clifford Chance Norway House 3 500
Baker & McKenzie Rondo 1 3 100

Źródło: PORF, JLL, I kw. 2016 r.          

Podaż – dwie wieże

W I kw. warszawski rynek powiększył się o sześć nowych inwestycji biurowych o łącznej powierzchni ok. 113 000 mkw., takich jak Eurocentrum Office Complex Delta (25 000 mkw.), Astrum Business Park I (22 600 mkw.), Atrium 2 (20 250 mkw.), Prime Corporate Center (20 150 mkw.), Gdański Business Center II C (19 700 mkw.) czy Królewska (5 400 mkw.). W 2016 r. po raz pierwszy w historii stołecznego rynku do użytku trafią dwa budynki o wysokości powyżej 150 metrów – czyli Warsaw Spire i Q22.

Na koniec I kw. zasoby powierzchni biurowej w Warszawie wynosiły 4 751 000 mkw. W budowie jest dalsze 662 000 mkw.

„Duża aktywność deweloperów to pozytywny sygnał dla najemców. Warszawski rynek biurowy sprzyja najemcom, którzy mogą wybierać wśród interesujących opcji zarówno w budynkach istniejących, jak i tych w budowie. Dzięki temu możliwe jest znalezienie optymalnych nieruchomości nie tylko pod względem dostępu do transportu publicznego czy udogodnień w sąsiedztwie, ale nade wszystko pod względem efektywności i elastyczności powierzchni oraz atrakcyjnych warunków komercyjnych”, dodaje Jakub Sylwestrowicz.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Współczynnik pustostanów sięgnął 14,1% na koniec I kw. 2016 r. Najwyższe czynsze transakcyjne w centrum wahają się od 21 do 23,5 euro za mkw. miesięcznie oraz od 11 do 18 euro za mkw. miesięcznie poza nim.

***

W I kw. 2016 r. zespół ekspertów JLL doradzał przy transakcjach najmu biur w Warszawie o łącznej powierzchni ok. 33 000 mkw., co daje najwyższy, 35-procentowy udział w rynku wśród wszystkich firm doradczych.

Raport: Polskie e-sklepy w dalszym ciągu nie są gotowe na internacjonalizację

Tylko 14,7 proc. e-sklepów przetłumaczyło witrynę na co najmniej jeden język obcy, a zaledwie 6 proc. z nich korzysta z zagranicznych domen, wynika z najnowszego badania Sociomantic Labs. Te dane dobitnie pokazują, że rodzime e-sklepy nie są przygotowane na ekspansję za granicę. A szkoda, bo taki krok mógłby znacząco zwiększyć ich przychód i zyski. Jak i dlaczego warto przygotować się do internacjonalizacji e- biznesu?

Odsetek sklepów tłumaczących witryny internetowe
Odsetek sklepów tłumaczących witryny internetowe

Z danych Forrester wynika, że aż 84 proc. internautów na świecie kupuje online korzystając z zagranicznych witryn. Z kolei według Izby Gospodarki Elektronicznej E-commerce Polska już 45 proc. Polaków co najmniej raz dokonało zakupu w zagranicznym sklepie internetowym. Wartość handlu transgranicznego w Europie przekroczy 40 mld euro do 2018 roku. Pomimo szeregu działań UE oraz instytucji stymulujących wzrost branży e-commerce, sklepy internetowe w dalszym ciągu z dużą rezerwą podchodzą do ekspansji na zewnętrznych rynkach. Potwierdzają to ostatnie badania przeprowadzone, w kwietniu 2016r., na polskich e-sklepach przez Praktycy.com na zlecenie Sociomantic Labs.

E-sklepy nie dostrzegają zagranicznych klientów?

Mniej niż 15 proc. badanych polskich sklepów internetowych posiada przetłumaczoną witrynę na co najmniej jeden język obcy. 54,5 proc. z nich poprzestało tylko na jednej wersji językowej serwisu. Niemal wszystkie firmy, które dokonały tłumaczenia, wybrały język angielski. Spośród 45,5 proc. sklepów internetowych, które zdecydowało się na więcej wersji językowych witryny, poza angielskim, wybierało również język niemiecki – 22,7 proc. badanych, francuski – 22,7 proc. lub rosyjski – 13,6 proc. Brak otwarcia na ekspansję zagraniczną, odzwierciedla również bardzo niski odsetek sklepów internetowych posiadających swoje witryny na zagranicznych domenach – z tego rozwiązania korzysta zaledwie 6 proc. badanych e-biznesów. Jeżeli już e-sklep decyduje się na takie rozwiązanie, to najchętniej wybiera domenę „.eu” – 56 proc. oraz „.com” – 44 proc. – wynika z badania Sociomantic Labs. Zdaniem ekspertów, sklepy internetowe, które zdecydują się na ekspansję na zewnętrzne rynki, mogą zawalczyć o olbrzymie grono odbiorców, dysponujących dużą siłą nabywczą.Liczba tłumaczeń w esklepach

Ekspansja na rynki zagraniczne w praktyce

Pierwszym krokiem jest gruntowna analiza – kim są klienci, do kogo sklep internetowy chce dotrzeć i który rynek może okazać się najlepszy pod kątem oferowanych produktów? Nie warto decydować się na ekspansję np. na rynek niemiecki tylko ze względu na bliskie położenie i sprawną logistykę. Po przeprowadzeniu analiz może okazać się, że decyzja o wejściu na rynek e-commerce któregoś z południowo-wschodnich sąsiadów np. Rumunię czy Węgry, będzie dla sklepu biznesowym strzałem w dziesiątkę. Bariera językowa jest kolejnym utrudnieniem blokującym zagraniczną ekspansję. Dlatego kolejnym krokiem podejmowanym przez sklepy internetowe jest często próba dotarcia do rodaków mieszkających w innych państwach. Już na tym etapie sklepy internetowe mogą odnotować wzrost zysków, który zachęci je do dalszego rozwoju platform e-commerce pod kątem klientów spoza Polski. Jak pokazują wyniki badania przeprowadzonego na zlecenie Sociomantic Labs, jedynie 6,6 proc. sklepów internetowych umożliwia konsumentom transakcje zakupowe w innej walucie niż w polskich złotych. Najczęściej proponowanymi opcjonalnie walutami są dolary, euro oraz funty. Zdarza się, że taką możliwość proponują nawet te firmy, które nie przetłumaczyły swoich witryn na inne wersje językowe. Trzecim krokiem ekspansji zagranicznej jest przetłumaczenie witryny na inne wersje językowe, wykupienie domen regionalnych np. „.de” czy”.co.uk” pod kątem klientów docelowych oraz dostosowanie możliwości płatniczych w walutach lokalnych. Eksperci Sociomantic podkreślają, że nie trzeba od razu tłumaczyć serwisu na 10 języków. Wystarczy jedna – najlepiej angielska wersja strony. Dysponując już przetłumaczoną witryną postawioną na regionalnej domenie oraz dostosowanymi metodami płatności pod kątem zagranicznych konsumentów, sklep internetowy może przejść do ostatniego etapu, czyli rozpoczęcia działań promocyjnych.

Języki na które tłumaczono witrynySkuteczna reklama bez względu na kraj i szerokość geograficzną

Europejscy konsumenci różnią się od siebie pod kątem zakupowych preferencji. Badania pokazują, że Niemcy stawiają na wysoką jakość produktów, Polacy przy robieniu zakupów największą uwagę zwracają na cenę, a Skandynawowie to klienci idealni – dużo wydają i mało towarów zwracają. Niezależnie jednak od kraju, skuteczna reklama zawsze stanowi czynnik niezbędny do osiągnięcia sprzedażowego sukcesu. Konsumenci niezależnie od szerokości geograficznej oczekują personalizacji – i to zarówno w kierowanych do nich przekazach reklamowych, e-mailingach i newsletterach czy chociażby opakowaniach produktów. Eksperci z Sociomantic Labs wskazują na nawet 2-krotnie większą skuteczność spersonalizowanych przekazów w stosunku do standardowych reklam. Personalizacja reklam to większa satysfakcja klientów, a przez to zwiększenie ich lojalności i przemiana w stałych klientów. A stały klient, według danych SalesBee, wydaje jednorazowo w sklepie internetowym nawet do 5 razy więcej niż nowy gość. Konkurując z zagranicznymi platformami e-commerce, właściciele sklepów nie mogą nie korzystać z rozwiązań reklamowych stworzonych dzięki nowym technologiom np. programmatic buying, umożliwiającej nie tylko kierowanie inteligentnej, zindywidualizowanej reklamy do konkretnego użytkownika, ale również dynamiczną optymalizację kreacji reklamowych. Tym bardziej, że pod kątem wykorzystania nowych technologii rynki europejskie znajdują się na wysokim stopniu zaawansowania. Penetracja programmatic w rynku reklamowym do 2017 roku osiągnie 60 proc. w Holandii, 59 proc. w Wielkiej Brytanii, 56 proc. we Francji, 33 proc. w Niemczech i 31 proc. w Hiszpanii. Dla porównania – według Sociomantic Labs udział programmatic w wydatkach na reklamę online w Polsce w 2015 roku szacowano na ok. 10 proc.

Maleją bariery związane z ekspansją zagraniczną – jednak największe opory muszą przełamać w sobie sami właściciele e-sklepów. Zwłaszcza, że polski rynek e-commerce do łatwych nie należy – duża liczba e-sklepów oraz niska siła nabywcza Polaków, która powoduje, że w dużej liczbie przypadków o zakupie decyduje niska cena. Tymczasem na rynkach zagranicznych czekają miliony klientów z zasobnymi portfelami, o których starają się obecnie głównie międzynarodowe marki.

Raport „Ekspansja zagraniczna polskich e-sklepów 2016” powstał na podstawie badania zrealizowanego w IV 2016 roku przez Praktycy.com na zlecenie Sociomantic Labs. W jego ramach poddano analizie 151 polskich sklepów internetowych, reprezentujących 10 najpopularniejszych kategorii produktów w polskim e-commerce, weryfikując kryteria internacjonalizacji e-biznesu z następujących obszarów: wersje językowe serwisu, rodzaj i liczba walut w systemie płatności, liczba i rodzaj domen międzynarodowych e-sklepu.

Na drogach pojawiają się jednoślady

Obserwowana od kilku lat zdecydowana dominacja popularności motorowerów nad motocyklami została w pierwszym kwartale tego roku przełamana. Ilość nowych motocykli zarejestrowanych w okresie styczeń-marzec 2016 stanowi 56% ogółu nowych jednośladów[1]. W liczbach prezentuje się to następująco – od początku roku przybyło 3 733 motocykli oraz 2 944 motorowerów.

Pomoc niezależnie od pojemności

Assistance komunikacyjne przez większość osób jest raczej kojarzona ze wsparciem dla kierowców i użytkowników samochodów. Motocykle i motorowery postrzegane są jako pojazdy niewymagające dodatkowej ochrony. Z uwagi na ich gabaryty w razie awarii można je przecież łatwo samodzielnie przetransportować do domu lub mechanika. To bardzo złudne podejście. Współczesne jednoślady są równie skomplikowanymi maszynami wymagającymi fachowej obsługi i dedykowanej oferty assistance. Warto zatem zapoznać się z dostępnymi na rynku ubezpieczeniami i usługami asystenckimi skierowanymi do motocyklistów i motorowerzystów. Zawłaszcza, że w porównaniu do produktów samochodowych ich koszt jest niewielki.

– Przygotowana przez nas oferta skierowana jest do wszystkich użytkowników jednośladów, od miłośników małych skuterów zaczynając na fanach potężnych maszyn kończąc. Otrzymają oni pomoc w razie awarii lub wypadku, a także w wyniku przebicia opony czy rozładowania akumulatora. W większości przypadków staramy się usprawnić pojazd na miejscu awarii, aby można było kontynuować podróż. Jeżeli to niemożliwe, zapewniamy holowanie do serwisu i udostępniamy samochód zastępczy – mówi Piotr Ruszowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Mondial Assistance.

Wsparcie na terenie Europy

Najbardziej zagorzali miłośnicy jednośladów nie poprzestają na podboju rodzimych szos. Wybierając się na zagraniczną wyprawę warto rozważyć zakup dodatkowego ubezpieczenia, które ochroni nie tylko sprzęt, ale również kierowcę.

– Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom użytkowników wprowadziliśmy w tym roku możliwość zakupu pakietu assistance obejmującego nie tylko Polskę, a całą Europę. Oprócz wsparcia w przypadku awarii i wypadku posiadacz polisy otrzymuje również ubezpieczenie kosztów leczenia oraz assistance medyczne. Wykupując ją zyskujemy ochronę na czas całego sezonu, od początku marca do końca października. Jest to usługa skierowana do posiadaczy motocykli – dodaje Piotr Ruszowski.

Motocykliści, którzy zdecydują się na dodatkowe ubezpieczenie zyskają ochronę na terenie: Albanii, Andory, Austrii, Belgii, Białorusi, Bośni i Hercegowiny, Bułgarii, Chorwacji, Czarnogóry, Czech, Danii, Estonii, Finlandii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Islandii, Liechtensteinu, Litwy, Luksemburga, Łotwy, Macedonii, Malty, Mołdawii, Monako, Niemiec, Norwegii, Portugalii, europejskiej części Rosji, Rumunii, San Marino, Serbii, Słowacji, Słowenii, Szwajcarii, Szwecji, europejskiej części Turcji, Ukrainy, Watykanu, Węgier, Wielkiej Brytanii oraz Włoch.

Przed wyjazdem na zagraniczną wyprawę warto też sprawdzić przepisy dotyczące motocykli w krajach, przez które będzie przebiegała trasa. Mogą one czasem być powodem niemiłych niespodzianek.

Wraz ze słońcem na drogach pojawiają się jednoślady – artykuł do pobrania



[1] Analiza PZPM na podstawie danych CEP (MSW).

Po raz pierwszy od lat to motocykle cieszą się większą popularnością od motorowerów i skuterów. Niezależnie od wielkości silnika, właściciele dwóch kółek powinni wraz z nadejściem wiosny i początkiem sezonu zrobić przegląd posiadanego ubezpieczenia i pakietów assistance.

Przedłużanie egzystencji na poziomie bankructwa

0

Nie jest jeszcze przesądzone w jaki sposób zostanie sfinansowane ratowanie górnictwa. Jeżeli rząd nakłoni do tego firmy energetyczne, w których udziały ma Skarb Państwa, to zapłacimy za to wszyscy, poprzez wyższe rachunki za prąd.

Banki, w których zadłużone są kopanie nie chcą zamieniać długu na akcje Polskiej Grupy Górniczej, która ma powstać na bazie Kompanii Węglowej. Prawdopodobnie dwa banki odmówiły inne też nie są nastawione entuzjastycznie.
Związane jest to z efektami ostatnich negocjacji pomiędzy związkami zawodowymi i rządem. Związkowcy zgodzili się na zawieszenie 14-tego wynagrodzenia w Kompanii Węglowej. -To za mało, to oznacza jedynie przedłużenie egzystencji na poziomie bankructwa – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marek Tatała z Forum Obywatelskiego Rozwoju.
Obecny rząd ma podobny problem jak i poprzedni rząd, tyle że ceny na rynku światowym węgla kamiennego są jeszcze niższe od wielu miesięcy. W tworzeniu Polskiej Grupy Górniczej pomóc ma energetyka, czyli te firmy z branży, w których akcjonariuszem jest Skarb Państwa. Jeżeli taki będzie sposób sfinansowania utworzenia Polskiej Grupy Górniczej, to zapłacimy za to wszyscy, poprzez wyższe rachunki za prąd, ocenia ekspert FOR.

Fotowoltaika sprawdza się w MŚP

Analizując przydatność instalacji fotowoltaicznej oraz zasadność inwestycji należy wziąć pod uwagę kilka czynników, w tym przede wszystkim rodzaj i ilość wykorzystywanych urządzeń zasilanych elektrycznie oraz czas prowadzenia działalności. Instalacje fotowoltaiczne najlepiej sprawdzają się w przypadku przedsiębiorców prowadzących działalność w ciągu dnia, którzy korzystają z dużej ilości sprzętów elektrycznych.

Producenci żywności i rolnicy – oni zyskują najwięcej

Głównymi użytkownikami i propagatorami wykorzystania fotowoltaiki w prowadzeniu działalności gospodarczej powinni być producenci żywności i rolnicy. W ich przypadku koszty energii elektrycznej i materiałów potrafią stanowić prawie 80% kosztów prowadzenia działalności[1].

– Firmy zajmujące się przetwórstwem spożywczym oraz rolnicy z racji prowadzenia działalności głównie w ciągu dnia oraz korzystania z dużej ilości urządzeń generujących pobór prądu są wręcz modelowymi przykładami efektywnego korzystania z systemów fotowoltaicznych. Aby to zobrazować dokonaliśmy analizy czasu zwrotu inwestycji dla tego typu działalności. Wynosi on raptem 5 lat – wskazuje Sławomir Reszke, prezes OPEUS Energia.

W symulacji zużycia energii zestawionej z efektywnością instalacji PV, jako modelowe przedsiębiorstwo wykorzystano mroźnię warzyw. Założono, że korzysta ono z instalacji o mocy 40KWp, która w skali roku wyprodukuje 37 000 kWh energii. Koszt montażu tego typu systemu wynosi około 200 000 PLN, ale można uzyskać dofinansowanie w wysokości 50%. Jako koszt zakupu energii z sieci przyjęto stawkę w wysokości 0,57 PLN/kWh.

– Tendencje rynkowe promują rozwiązania oparte na łączeniu instalacji PV z pompami ciepła, natomiast my jesteśmy przekonani, że o wiele lepsze efekty uzyskują systemy fotowoltaiczne w przypadku obiektów wymagających odpowiedniego poziomu klimatyzacji. Musimy pamiętać, że wytworzenie chłodu jest o wiele bardziej energochłonne niż wytworzenie ciepła. Urządzenia klimatyzujące powodują wzrost zużycia energii wraz ze wzrostem ciepła wynikającego z nasłonecznienia obiektu. W takiej sytuacji panele PV pracują najefektywniej – mówi Sławomir Reszke.

A co z dużymi przedsiębiorstwami?

Jak pokazuje powyższe wyliczenie sektor MŚP powinien poważnie rozważyć montaż instalacji PV. Jak z kolei wygląda opłacalność inwestycji w przypadku dużych przedsiębiorstw?

– W chwili obecnej OPEUS Energia pracuje nad autorską koncepcją instalacji fotowoltaicznej na potrzeby sieci sklepów wielkopowierzchniowych. W wyniku przeprowadzonych analiz stwierdziliśmy, że ich krzywa zużycia energii idealnie wpisuje się w krzywą produkcji prądu przez instalacje fotowoltaiczne, co pozwala na optymalne wykorzystanie paneli PV – dodaje Sławomir Reszke.

Wydawałoby się, że opłacalność inwestycji fotowoltaicznej powinna wzrastać geometrycznie wraz z wielkością przedsiębiorstwa i jego potrzeb. Pamiętać należy jednak, że im większy przedsiębiorca tym stawka za kWh energii czerpanej z sieci jest mniejsza, co ma bezpośredni wpływ na czas zwrotu inwestycji. Dodatkowo duże firmy nie mogą liczyć na taką samą wysokość dofinansowania jak MŚP, a w niektórych regionach w ogóle nie przewidziano dla nich dotacji.

W symulacji dla dużego przedsiębiorstwa przyjęto podobne parametry, co w przypadku firmy z sektora MŚP. Korzysta on zatem z instalacji 40 KWp, która generuje rocznie moc 37 000 kWh, a jej montaż to wydatek rzędu 200 000. Zasadniczymi różnicami są jednak stawka za kWh z sieci, w wysokości 0,37 PLN/kWh oraz mniejsze dofinansowanie – w wysokości 45%. W tym przypadku czas zwrotu z inwestycji wyniesie 8 lat.

Kto pomoże sfinansować inwestycję

Popyt na działania mające na celu ograniczenie zużycia energii zauważył również sektor finansowy, w związku z czym, jak wskazują eksperci, na rynku obecne są już odpowiednie produkty.

– Fotowoltaika oraz inne sposoby na zwiększenie oszczędności związanych z zużyciem energii, jak np. oświetlenie LED, zyskują na popularności z każdym miesiącem, bo dają konkretne oszczędności w bilansie firmy – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes. – Niektóre banki czy firmy leasingowe już to dostrzegły i wprowadziły do oferty ciekawe produkty dla przedsiębiorców, którzy szukają finansowania dla takich inwestycji. Harmonogram konstruuje się tak, że uzyskane oszczędności są przeznaczane na spłatę raty, a po spłaceniu całości, w firmie zostaje obniżona baza kosztowa.

MŚP

Duże przedsiębiorstwo

Instalacja 40 KWp

37 000 kWh wyprodukowanej energii

Koszt instalacji: 200 000 PLN

Koszt zakupu energii: 0,57 PLN/kWh

Koszt zakupu energii: 0,37 PLN/kWh

Dofinansowanie: 50%

Dofinansowanie: 45%

Czas zwrotu – 5 lat

Czas zwrotu – 8 lat

Źródło: OPEUS Energia

Koszty energii stanowią znaczącą pozycję w bilansie większości firm. Jak pokazują dane gromadzone przez GUS zakup materiałów i energii stanowi prawie połowę wydatków polskich przedsiębiorstw. Jednym ze sposobów na ich zmniejszenie okazuje się korzystanie z paneli PV, szczególnie w przypadku firm z sektora MŚP.

Nudny Draghi? Niekoniecznie

Czwartek ma tylko jednego bohatera, i jest nim niewątpliwie królowa Elżbieta II, która świętuje swoje 90. urodziny. Oczywiście, rynki mają inne priorytety, i dla nich gwiazdą jest Mario Draghi, szef EBC. Jednak z całym szacunkiem dla strefy euro, trudno sobie wyobrazić, by dywagacje szefa Europejskiego Banku Centralnego na temat inflacji i quantitative easing przyćmiły okrągłą rocznicę najdłużej panującej władczyni Imperium. Wprawdzie oficjalne uroczystości państwowe odbędą się dopiero 11 czerwca, jednak Brytyjczycy zaczną świętowanie już dziś.

Wracając jednak do rynków, na nich w czwartek będzie rządził Draghi. Po południu pojawi się najpierw komunikat po posiedzeniu EBC, a chwilę potem rozpocznie się konferencja prasowa. Na pierwszy rzut oka, z EBC powinno dzisiaj wiać nudą, ale Mario Draghi potrafi robić niespodzianki, więc zachowanie czujności to konieczność. Czym Draghi może zaskoczyć? Raczej nie czynami, których było sporo na posiedzeniu w marcu, ale słowem. Draghi tak potrafi układać zadnia, że inwestorzy tracą pewność siebie, a euro robi się nerwowe. Tym razem może być podobnie, choć styl Draghiego stracił już wiele ze swojej pierwotnej świeżości, i rynkom trochę się przejadł.

Inne wydarzenia nie mają już takiej wagi, choć dzisiejsze dane o sprzedaży detalicznej z Wielkiej Brytanii mogą wpłynąć na funta (zwłaszcza po wczorajszych słabych informacjach z rynku pracy). Pakiet danych z USA (m.in. indeks Fed z Filadelfii, wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, wskaźniki wyprzedzające Conference Board) raczej nie wstrząśnie rynkami, ale kolejne wyniki finansowe wielkich spółek nie przejdą bez echa. Alphabet, Microsoft, Starbucks, Visa opublikuje dane po sesji, a przed zrobi to General Motors, BNY Mellon, Travelers i Verizon.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

ENEL-SPORT OTWIERA SIĘ NA DZIECI

0

Polskie dzieci spędzają dziennie ponad 6 godzin przy ekranie lub monitorze . Siedzący tryb życia jest jedną z przyczyn nadwagi, którą stwierdzono już u ponad 11% nastolatków w wieku 11-16 lat . Codzienna aktywność fizyczna jest niezbędna dla rozwoju fizycznego i psychicznego dziecka, pomaga uniknąć wad postawy oraz otyłości. W odpowiedzi na potrzeby świadomych rodziców, którzy szukali miejsca, gdzie ich pociechy mogłyby przygotować się do uprawiania sportu, w kwietniu br. ruszyła klinika medycyny sportowej dla dzieci i młodzieży. Powstała w ramach sieci specjalistycznych placówek ENEL-SPORT, należących do ENEL-MED S.A.

Po udanym starcie w listopadzie 2015 r. kliniki ortopedyczno-rehabilitacyjnej ENEL-SPORT, w kwietniu ENEL-MED S.A. otworzył drugą placówkę, przy ul. Myśliwieckiej 4A w Warszawie. Znajdą się w niej trzy nowe części: medyczna – dedykowana dzieciom i młodzieży, Centrum Odnowy Biologicznej oraz Centrum Treningu Personalnego.

– Świadomi rodzice wiedzą, jak ważny dla ich dzieci jest ruch i zachęcają je do aktywności. Jednocześnie, dbając o ich zdrowie, pragną, by były pod najlepszą opieką specjalistów. Nasza nowa klinika zapewnia orzecznictwo sportowe, treningi motoryczne, fizjoterapię, korekcję wad postawy, psychologię sportową, doradztwo w obszarze ortopedii dziecięcej, dietetyki oraz konsultacje w zakresie innych specjalności m.in. kardiologii czy laryngologii dziecięcej. Otwarcie drugiej kliniki ENEL-SPORT, dedykowanej dzieciom, to jedno z naszych ważniejszych osiągnięć, gdyż od tego momentu możemy pomagać całym rodzinom w bezpiecznym uprawianiu sportu – wyjaśnia Jacek Rozwadowski, wiceprezes Centrum Medycznego ENEL-MED S.A. Dodaje: W odpowiedzi na rosnącą potrzebę, zarówno tych starszych, jak i młodszych miłośników sportu, ENEL-SPORT poszerza swoją działalność i już niedługo nowe oddziały powstaną w kolejnych miastach w Polsce.

Prof. dr hab. Jarosław Czubak, kierownik medyczny nowej placówki ENEL-SPORT oraz ekspert w dziedzinie ortopedii dziecięcej, tak opisuje potrzebę propagowania sportu i odpowiedniej profilaktyki wśród najmłodszych – W mojej praktyce lekarskiej widzę gwałtowną zmianę stylu życia polskich dzieci. Dwie dekady temu wszystkie były aktywne fizycznie – po szkole biegały po podwórku czy grały w piłkę. Teraz juniorów można podzielić na dwie grupy: tych, którzy spędzają głównie czas przy komputerze, co niestety w 80% przypadków skutkuje wadami postawy, oraz tych, którzy uprawiają sport regularne i bardzo aktywnie, co z kolei narzuca dbałość o wydolność organizmu i może wiązać się z kontuzjami. Oferta ENEL-SPORT odpowiada na potrzeby obu tych grup. Pomagamy zarówno skorygować nieprawidłowości postawy i przywrócić odpowiednią kondycję młodego ciała, jak i osiągać jeszcze lepsze wyniki sportowe.

– Z ENEL-MED S.A. współpracujemy już od dwóch lat i śmiało możemy powiedzieć, że na tym partnerze w biznesie medycznym możemy zawsze polegać. Wynika to z pełnego zaufania do lekarzy pracujących w klinice ENEL-SPORT, a także faktu, że mają od dyspozycji nowoczesne sprzęty na światowym poziomie. Dzięki temu mamy możliwość diagnostyki i rehabilitacji, z jakiej korzystają najlepsze kluby sportowe na świecie. Cieszymy się, że teraz pod taką opieką będą również najmłodsi sportowcy, ponieważ zależy nam, aby stale podnosić standardy polskiego sportu, nie tylko naszego Klubu – mówi Bogusław Leśnodorski, prezes klubu Legia Warszawa.

– Nasi mali pasjonaci sportu już od najmłodszych lat wiedzą, że aktywność fizyczna stanowi nierozłączną część ich planu tygodnia i z zaangażowaniem oddają się treningom. Teraz możemy zaproponować im opiekę najlepszych specjalistów wspierających prawdziwe sportowe sławy, co jest dla nas ogromną dumą, a dla naszych młodych sportowców dodatkową motywacją do osiągania coraz lepszych wyników – mówi Jerzy Hertel, prezes Klubu Tenisowego Legia Warszawa. I dodaje: często obawą rodziców przed przyprowadzeniem dziecka na zajęcia sportowe jest lęk przed potencjalnymi kontuzjami. Dzięki specjalistom z ENEL-SPORT wiemy, że dzieci są pod najlepszą opieką, zarówno na etapie przygotowania do aktywności, jak również w razie ewentualnych kontuzji czy komplikacji zdrowotnych.

R. Benecki: Obniżka ratingu Polski przez agencję Moody’s bardzo prawdopodobna. Spodziewane osłabienie złotego w tym kwartale

CEO Magazyn Polska

Wiele wskazuje na przejściowe osłabienie złotego w tym kwartale – uważa Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. 13 maja agencja Moody&HASH39;s zrewiduje rating Polski. Rynki spodziewają się obniżki o jeden stopień w związku z wciąż nierozwiązanym kryzysem wokół Trybunału Konstytucyjnego. Równie groźne dla złotego poza przewidywanym cięciem oceny kredytowej jest widmo wprowadzenia ustawy frankowej. Do tego dochodzą możliwy brexit i niewiadoma, jaką jest polityka Fed w kwestii podwyżek stóp procentowych.

– II kw. może być okresem przejściowego osłabienia złotego. Złoży się na to kilka istotnych wydarzeń. Najbardziej negatywnym będzie możliwa obniżka ratingu przez agencję Moody’s. Do niedawna zakładaliśmy, że Moody’s będzie mniej wrażliwy na zmiany instytucjonalne niż S&P. Metodologia wskazuje jednak na to, że bardziej koncentruje się na fundamentach gospodarczych, a te są w Polsce wciąż bardzo solidne – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Rafał Benecki, główny ekonomista ING Banku Śląskiego. – Niemniej jednak najnowsze komentarze Moody’s wskazują, że zmiany wokół Trybunału Konstytucyjnego są bardzo negatywnie oceniane. W związku z tym możliwa jest ekspercka korekta tego, co pokazują modele Moody’s.

Polska ma obecnie w trzech najważniejszych agencjach ratingowych Moody’s, Fitch i Standard & Poor’s odpowiednio oceny inwestycyjne na poziomach A2, A- i BBB+. Ten ostatni od 15 stycznia bieżącego roku, gdy S&P obniżył rating naszego kraju, co wówczas było zaskoczeniem dla rynków, gdyż wcześniej perspektywa była pozytywna. Teraz, jak podkreśla Benecki, cięcie nie zaskoczy nikogo.

– Uważamy, że obniżka ratingu jest bardzo prawdopodobna. Tym bardziej że mamy powrót do dyskusji o ustawie frankowej w jednej z bardziej kosztownych wersji łącznie z próbą innej interpretacji przepisów o rachunkowości. Dlatego majowy przegląd ratingu dla Polski może się skończyć jego obniżką o jeden stopień – uważa Benecki.

Euro, które po samej decyzji S&P skoczyło do niemal 4,5 zł, następnie zaczęło się osłabiać (głównie na skutek polityki EBC) i na początku kwietnia wróciło do niewiele ponad 4,20 zł. Od kilku tygodni znów jednak złoty słabnie i – jak zaznacza ekonomista– nie widać przesłanek do jego dalszego umocnienia.

– Inne istotne wydarzenia to dyskusja o ustawie frankowej. Propozycja ma być w podobnej wersji jak w styczniu, z próbą amortyzacji kosztów przez jakiś okres. Takie rozwiązanie oznacza konieczność zakupu na rynku ponad 30 mld franków, co jest nie do wykonania z uwagi na ryzyko dużego osłabienia waluty. Teoretycznie można się posłużyć wsparciem z banku centralnego, który mógłby pomóc dokonać takiej operacji z użyciem rezerw walutowych, ale one zostałyby wówczas zredukowane o 1/3, co ponownie byłoby negatywne dla ratingu. W związku z tym to kolejne ryzyko dla złotego – przekonuje główny ekonomista ING Banku Śląskiego.

Z wyliczeń Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że w przypadku wprowadzenia ustawy o przewalutowaniu kredytów frankowych w zaproponowanej przez prezydenta formie banki poniosą koszt minimum 44 mld zł, a w skrajnym przypadku nawet ponad 100 mld zł. Mogłoby to zachwiać podstawami polskiego systemu bankowego, bo cały ubiegłoroczny zysk banków wyniósł 11,5 mld zł.

– Poza Polską także będziemy mieli do czynienia z dwoma ważnymi wydarzeniami. Pierwsze to głosowanie nad wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. W naszym podstawowym scenariuszu zakładamy, że to się nie wydarzy. Możemy mieć jednak do czynienia z awersją do ryzyka. Podobnie dyskusja o podwyżce stóp procentowych w USA na czerwcowym posiedzeniu może teoretycznie negatywnie wypłynąć na rynki wschodzące – wyjaśnia Benecki. – Dlatego II kw. jest okresem, w którym możemy zobaczyć przejściowe osłabienie złotego związane z czynnikami zewnętrznymi i krajowymi.

Zdaniem głównego ekonomisty ING Banku Śląskiego osłabienie nie będzie jednak duże i złoty powinien oscylować wokół 4,35 zł.

Program „Rodzina 500 plus” na celowniku cyberprzestępców. Przez fałszywe strony próbują wykraść dane beneficjentów

CEO Magazyn Polska

Start rządowego programu „Rodzina 500 plus” spowodował nasilenie ataków phishingowych, czyli prób wyłudzenia ważnych danych przez łudząco podobne do oryginalnych strony internetowe. Z danych CERT Orange Polska wynika, że między styczniem a marcem br. o 75 proc. wzrosła również liczba ataków ransomware, czyli złośliwego i wymuszającego okup oprogramowania. Na celowniku cyberprzestępców coraz częściej są też urządzenia mobilne. Liczba zainfekowanych urządzeń była o 136 proc. wyższa niż rok wcześniej.

Orange Polska dysponuje wieloma narzędziami do wykrywania zagrożeń oraz ochrony użytkowników w internecie. Analizujemy ok. 200 tys. zdarzeń miesięcznie i likwidujemy ok. 1,5 tys. tzw. incydentów bezpieczeństwa – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Muszyński, wiceprezes zarządu Orange Polska. – Można zauważyć nasilenie się zjawisk, które z punktu widzenia ochrony użytkowników internetu nabierają coraz większego znaczenia.

Jak wynika z danych CERT Orange Polska, w pierwszym kwartale 2016 roku w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej odnotowano 75-proc. wzrost zdarzeń typu ransomware (od ang. ransom, czyli okup).

Gdy otworzymy link do niesprawdzonej, niebezpiecznej strony, pobierzemy i uruchomimy podejrzany plik, to specjalne oprogramowanie zablokuje dane na twardym dysku i np. wyśle e-mail z żądaniem wpłaty na konto w banku elektronicznym w celu zdjęcia blokady – wyjaśnia Piotr Muszyński. – Dyrektor bezpieczeństwa firmy Symantec opisał to w ten sposób: ktoś wkrada się do twojego domu, zabiera cenne rzeczy, dokumenty, zamyka w twoim sejfie, zmienia w nim kod, a następnie żąda okupu za podanie nowej kombinacji cyfr. To bardzo niebezpieczna i wyrafinowana forma kradzieży.

W sieci rośnie także zagrożenie atakami phishingowymi, których celem jest kradzież danych osobowych, w tym numerów kont bankowych. W ostatnich miesiącach cyberprzestępcy atakowali w ten sposób klientów wielu firm, wysyłając np. fałszywe faktury ze złośliwym oprogramowaniem czy podszywając się pod Pocztę Polską.

Wykorzystywali do tego procederu także duże zainteresowanie rządowym programem „Rodzina 500 plus”. Tylko w momencie uruchomienia programu CERT Orange Polska zidentyfikował ok. 10 prób phishingu.

– Polegały na podszywaniu się pod strony programu tak, żeby składający wnioski przekazali swoje dane na zupełnie inną stronę, prawdopodobnie po to, żeby ktoś mógł te dane potem wykorzystać i oszukać Skarb Państwa oraz uprawnione osoby, pobierając świadczenia – mówi Muszyński.

Przed phishingiem beneficjentów programu chroni CyberTarcza. To narzędzie, które ostrzega użytkowników sieci Orange Polska przed wyciekiem wrażliwych danych oraz zagrożeniami związanymi ze złośliwym oprogramowaniem.

– Nigdy nie można mieć stuprocentowej gwarancji, ale nasi klienci na pewno są dużo bezpieczniejsi – uważa Piotr Muszyński.

W ubiegłym roku CyberTarcza pomogła uchronić ponad 88 tys. klientów przed różnego rodzaju zdarzeniami, a tylko w pierwszym kwartale tego roku aż 48 tys.

Działające w ramach Orange Polska Centrum Bezpieczeństwa Operacyjnego (SOC) pracuje siedem dni w tygodniu przez 24 godziny na dobę. Zatrudnionych jest tam ok. 80 specjalistów i ekspertów IT, którzy na bieżąco, w czasie rzeczywistym, zajmują się typowaniem i wyłanianiem niebezpiecznych zdarzeń. Sieć Orange Polska obsługuje ponad 1/3 ruchu w polskim internecie, ma więc realny wpływ na poziom cyberbezpieczeństwa w kraju.

– W marcu CERT Orange Polska uzyskał najwyższy poziom akredytacji w Trusted Introducer, mamy certyfikację CERT (prawo do używania zastrzeżonej nazwy) i ta certyfikacja zyskała najwyższy wyraz uznania środowiska zajmującego się cyberbezpieczeństwem w Europie. W całej Grupie Orange jesteśmy drugim centrum kompetencji, które zajmuje się świadczeniem tego typu usługi, jak cyberbezpieczeństwo na rzecz innych krajów – mówi Muszyński.

Firma kładzie także duży nacisk na działania edukacyjne, które kieruje m.in. do najmłodszych internautów. Dzięki Fundacji Orange ponad 320 tys. uczniów szkół podstawowych i gimnazjów nauczyło się zasad bezpiecznego korzystania z internetu w ramach kursów e-learningowych, a kolejne kilkadziesiąt tysięcy podczas zajęć z wolontariuszami z Orange Polska. Bezpiecznego i rozważnego korzystania z internetu uczy także nowy program MegaMisja, który jest skierowany do dzieci przebywających w szkolnych świetlicach.

Nowy gracz na rynku gazu. Multimedia Polska sprzedaje błękitne paliwo

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż gazu to jeden z elementów nowej strategii Grupy Multimedia Polska. Spółka zamierza wykorzystać to, że z roku na rok odbiorcy końcowi coraz częściej decydują się na zmianę sprzedawcy błękitnego paliwa. Z operatora telekomunikacyjnego spółka przekształciła się w dostawcę zintegrowanych usług dla klientów indywidualnych i biznesowych. W ofercie obok gazu znajdują się energia, telefonia komórkowa, internet LTE, telewizja mobilna, a także ubezpieczenia.

Pilotaż związany ze sprzedażą gazu pozytywnie zaskakuje, bo nawet nie liczyliśmy na taki duży odzew. Liczymy, że w ciągu roku w efekcie prowadzonej kampanii co najmniej dwu- lub nawet trzykrotne zwiększy się sprzedaż. Będzie to istotny element w naszej ofercie kierowanej do klientów indywidualnych i MŚP w całej Polsce – mówi agencji Newseria Andrzej Rogowski, prezes zarządu Multimedia Polska.

Grupa Multimedia Polska jako pierwsza firma telekomunikacyjna uruchamia ogólnopolską ofertę dual-fuel, czyli łączoną sprzedaż gazu i energii elektrycznej. Chce korzystać na postępującej liberalizacji na obu tych rynkach.

Jak wynika z danych Urzędu Regulacji Energetyki, od początku prowadzenia monitoringu do końca IV kwartału 2015 roku odnotowano 30 749 zmian sprzedawcy gazu. Do końca 2014 roku było ich tylko ok. 7 tys. Ten wzrost liczby osób zmieniających sprzedawcę odnotowywany jest wśród odbiorców z grup taryfowych W1-4, czyli głównie wśród gospodarstw domowych.

Liberalizacja rynku energii postępuje zdecydowanie szybciej. W lutym 2016 roku sprzedawcę zmieniło prawie 7 tys. gospodarstw domowych (grupa taryfowa G). Wśród odbiorców przemysłowych (grupy A, B i C) zmian było ok. 1 tys. Od grudnia 2007 roku, kiedy taka możliwość się pojawiła, w grupie G dokonano ponad 406 tys. zmian, a w grupach A,B i C – ponad 167 tys.

Dzisiejszy klient jest bardzo wymagający. Dlatego poza dobrą obsługą i przejrzystymi, czytelnymi fakturami za prąd i gaz dajemy mu około 10-proc. obniżkę rachunku i gwarantujemy brak opłat dodatkowych, brak jakichkolwiek zdań drobnym druczkiem – mówi Andrzej Rogowski. – Chcemy, żeby wszystko było dla klienta jasne i klarowne, żeby dokładnie rozumiał, za co i ile płaci. Dodatkowe korzyści będą się wiązały z bonusami i atrakcyjnymi ofertami telekomunikacyjnymi i mobilnymi.

Jak podkreśla, oferta sprzedaży gazu jest konkurencyjna wobec innych na rynku. Dodatkowo klienci zyskują trzyletnią ochronę przed podwyżką cen. Natomiast jeśli cena błękitnego paliwa będzie spadać, to klienci będą mieli możliwość negocjowania obniżek w ramach trwających umów.

Oferta dual-fuel jest skierowana przede wszystkim do klientów indywidualnych w całej Polsce, ale spółka liczy też na klientów biznesowych, zwłaszcza na małe i średnie firmy.

Myślimy o dalszym rozszerzeniu oferty, np. o usługi finansowe. One mogą się jeszcze w tym czy w przyszłym roku w naszej ofercie pojawić – mówi prezes Multimedia Polska. – Usługi łączone są pewnym testem, sposobem na przekonanie klienta, że decydując się na zakup pakietu, zyska optymalizację ceny, że będzie lepiej obsłużony, że odciążymy go z wielu rachunków przychodzących w różnych terminach i z różnymi terminami płatności, co jest dla klienta trudne do zarządzania.

Wprowadzenie do sprzedaży gazu to główny element nowej strategii, ale niejedyny.

Nowa strategia to podział struktury spółki na B2B i B2C, czyli dla biznesu i dla klientów indywidualnych. Drugą zasadniczą zmianą jest uwolnienie się od zasięgu naszych sieci telekomunikacyjnych. Przechodzimy z ofertą z 18 proc. rynku na naszych sieciach do 100 proc. rynku polskiego z usługami dodatkowymi, tj. prąd, gaz, ubezpieczenia, i z mobilnymi usługami telekomunikacyjnymi – wyjaśnia Rogowski.

Do końca lipca ubezpieczeni mogą wskazać, gdzie mają być przekazywane ich składki emerytalne. Następne okienko transferowe za 4 lata

CEO Magazyn Polska

Od kwietnia otwarte jest okienko transferowe pozwalające na podjęcie decyzji o przekazywaniu części składki emerytalnej do OFE lub pozostawienie całości w ZUS. W 2014 roku OFE wybrało 2,5 mln osób. – Pierwsze decyzje były podejmowane w ciemno. Po dwóch latach mogą być one opierane na konkretnych danych, choćby na stopie zwrotu z inwestycji – przekonuje wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej. 

Okno transferowe zostało ustalone na mocy ustawy z grudnia 2013 roku, która wprowadziła dobrowolność przekazywania części składki na ubezpieczenie emerytalne do otwartych funduszy emerytalnych. Przypomnę, że wcześniej, dla osób urodzonych po 31 grudnia 1968 roku, ustawa przewidywała taki obowiązek – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Zieleniecki, wiceminister rodziny, pracy i polityki społecznej.

Od początku kwietnia do końca lipca tego roku jest czas na podjęcie decyzji w sprawie składek emerytalnych. Przyszli emeryci mogą zdecydować, czy będą one ewidencjonowane na subkoncie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych (4,38 proc.) i w części przekazywane do OFE (2,92 proc.), czy w całości znajdą się na subkoncie w ZUS (7,3 proc.).

Pierwotne decyzje ubezpieczonych mogą być zmieniane w cyklach czteroletnich. Ubezpieczeni, którzy podjęli wcześniej decyzję o przekazywaniu części składki na ubezpieczenie emerytalne do OFE, mogą tę decyzję zmienić i zdecydować się na przekazywanie całości składki do FUS i odwrotnie – tłumaczy wiceminister.

Jak podkreśla Zieleniecki, okienka transferowe są konieczne. Tym bardziej że pierwsze decyzje podejmowane w 2014 roku nie były poparte żadnymi danymi, raczej opierały się na przekonaniach i intuicji.

Ustawodawca uznał, że dwa lata to wystarczający okres, aby  podjąć racjonalną decyzję opartą na empirycznych danych, jak stopa zwrotu z inwestycji otwartych funduszy emerytalnych czy informacjach dotyczących liczby osób, które zdecydowały się na przekazywanie części składki do OFE – przekonuje Marcin Zieleniecki.

Dwa lata temu na OFE zdecydowało się ponad 2,5 mln. Osoby, które chcą zmienić decyzję podjętą w 2014 roku, powinny złożyć do końca lipca wypełniony formularz oświadczenia o przekazywaniu składki do OFE albo o zewidencjonowaniu jej w całości na subkoncie prowadzonym przez ZUS. Deklaracji nie  składają ci, którym do ukończenia powszechnego wieku emerytalnego brakuje 10 lub mniej lat.

O przekazywaniu składki do otwartego funduszu emerytalnego mogą zadecydować ubezpieczeni i członkowie OFE, którzy w oknie transferowym w 2014 roku nie złożyli oświadczenia o przekazywaniu składki do OFE i brakuje im 10 lat i więcej do wieku emerytalnego. Dotyczy to również ubezpieczonych, którzy nie są członkami OFE i których składka na II filar jest w całości ewidencjonowana na subkoncie – przypomina Urszula Gołębiewska z Departamentu Ubezpieczeń i Składek w ZUS.

W takiej sytuacji należy wypełnić trzy pierwsze bloki oświadczenia. Co istotne, w trzeciej części formularza można wskazać OFE, którego dana osoba jest członkiem, albo inny wybrany fundusz, zaznaczając jego nazwę.

Warto jednak podkreślić, że zaznaczenie w oświadczeniu nazwy OFE nie jest równoznaczne z zawarciem umowy z funduszem. Dopiero zawarcie umowy  ze wskazanym w oświadczeniu OFE pozwoli na rozpoczęcie procesu przekazywania do niego składek – zaznacza Gołębiewska.

Formularz będą musiały wypełnić również te osoby, które dwa lata temu zdecydowały o przekazywaniu części składki do otwartego funduszu, a teraz chcą z tego zrezygnować. Wówczas jednak w oświadczeniu uzupełniają dwa pierwsze bloki i czwarty.

Osoby wchodzące na rynek pracy, które po raz pierwszy zostaną zgłoszone do ubezpieczeń społecznych, mogą, ale nie muszą, zawrzeć umowę z OFE w ciągu 4 miesięcy, licząc od daty powstania obowiązku ubezpieczeń. W przypadku, gdy umowa nie zostanie zawarta w tym terminie, całość składki na II filar będzie ewidencjonowana na subkoncie w ZUS (7,3 proc.).

Dochody z zagranicy trzeba wykazać w PIT. Wyjątkiem są osoby zamieszkałe poza Polską przez więcej niż pół roku

0

CEO Magazyn Polska

Choć Polska podpisała umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania z kilkudziesięcioma krajami świata, nie oznacza to, że można przed fiskusem nie wykazać uzyskanych za granicą dochodów. Jeśli podatnik zarabiający zagranicą spędził w ubiegłym roku w Polsce więcej niż 183 dni, to musi wpisać do zeznania podatkowego dochody z zagranicznych źródeł. Nawet jeśli odprowadził już od nich podatek w kraju, w którym je uzyskał. 

Dochody zagraniczne należy ująć w zeznaniu podatkowym składanym za dany rok podatkowy, a obowiązuje tutaj taki sam termin jak w odniesieniu do innych zeznań podatkowych. W tym roku jest to 2 maja i ten termin należy zastosować również i w tym przypadku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Misiak, doradca podatkowy, szef zespołu ds. podatków osobistych w MDDP. – Obowiązek rozliczenia dochodów z zagranicy w Polsce dotyczy polskich rezydentów podatkowych, a więc osób, które mają w Polsce centrum interesów życiowych bądź przebywały tu dłużej niż 183 dni. Co do zasady osoby, które są polskimi rezydentami podatkowymi, powinny zadeklarować w Polsce wszystkie swoje zagraniczne dochody.

Nie oznacza to, że podatnik będzie musiał po raz drugi odprowadzić od tych dochodów podatek. Mogą one jednak wpłynąć na wysokość efektywnej stawki podatkowej, a więc i wysokości należnego podatku od dochodów uzyskanych w Polsce.

Z całą pewnością trzeba wykazać dochody z pracy za granicą, z działalności wykonywanej osobiście, a także dochody kapitałowe. Takiemu zadeklarowaniu w Polsce mogą podlegać również dochody z najmu nieruchomości, jakie polscy rezydenci podatkowi osiągają za granicą. To może być całe spektrum dochodów, ten sam zestaw źródeł dochodów, jakie w Polsce należy co do zasady opodatkowywać – przypomina Misiak.

Są dwa sposoby obliczenia podatku w odniesieniu do dochodów uzyskanych za granicą: metoda wyłączenia z progresją oraz metoda zaliczenia proporcjonalnego (kredytu podatkowego). Przed wypełnieniem PIT należy sprawdzić, którą z tych metod przewiduje podpisana przez Polskę umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania z krajem uzyskiwania dochodów.

Metoda wyłączenia z progresją jest co do zasady korzystna dla podatników, ponieważ pozwala ona na wyłączenie dochodu zagranicznego z opodatkowania w Polsce. Jest jednak pewien mankament, może się okazać, że dochód zagraniczny wpłynie na wysokość efektywnej stawki podatkowej, jaką ostatecznie zostanie obciążony dochód polski – mówi Anna Misiak.

Tak się dzieje w przypadku, gdy podatnik osiąga także inne dochody podlegające opodatkowaniu w Polsce. Wylicza się wówczas należny podatek od łącznych dochodów polskich i zagranicznych i na podstawie należnego podatku ustala się efektywną stawkę w stosunku do całości dochodów. Tak obliczoną efektywną stawkę nakłada się na dochód polski. Jeśli dochody zagraniczne były wysokie, efektywna stawka podatkowa może przekroczyć 18 proc., co oznacza, że dochód polski będzie opodatkowany wyższą stawką, choćby nie przekraczał pierwszego progu.

Umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania przewidujące korzystną metodę unikania podwójnego opodatkowania w odniesieniu do dochodów z pracy Polska podpisała m.in. z Albanią, Austrią, Chinami, Chorwacją, Cyprem, Czechami, Danią, Estonią, Francją, Finlandią, Grecją, Hiszpanią, Indonezją, Irlandią, Japonią, Kanadą, Kuwejtem, Litwą, Luksemburgiem, Łotwą, Niemcami, Norwegią, Portugalią, Republiką Południowej Afryki, Rumunią, Słowacją, Słowenią, Szwecją, Tunezją, Turcją, Ukrainą, Węgrami, Wielką Brytanią i Irlandią Północną oraz Włochami.

– W przypadku metody kredytu podatkowego w Polsce należy zadeklarować dochód zagraniczny i go opodatkować według skali podatkowej, jaka u nas obowiązuje. Podatnikowi przysługuje jednak prawo do tego, żeby odliczyć podatek zapłacony za granicą, a także, jeśli mówimy o dochodach z pracy, z działalności wykonywanej osobiście, z praw autorskich czy z działalności gospodarczej, do zastosowania tzw. ulgi abolicyjnej – mówi Misiak.

Ta metoda wymaga zadeklarowania całej kwoty dochodów uzyskanych w Polsce i za granicą i wyliczenia od tej sumy należnego podatku. Następnie proporcjonalnie do zarobku oblicza się, jaka część z należnego podatku przypada na zagraniczną część dochodów. Tylko tę kwotę można odjąć od kwoty do zapłacenia, nawet jeśli jest niższa od kwoty podatku faktycznie zapłaconego w kraju, w którym podatnik zarabiał.

W konsekwencji ze względu na możliwości, jakie przewidują polskie przepisy podatkowe, tj. ulgę abolicyjną, nawet w przypadku takiej niekorzystnej metody unikania podwójnego opodatkowania polski rezydent podatkowy nie traci na tej metodzie – mówi doradca podatkowy.

Ten sposób zastosować należy, gdy zarobki uzyskane zostały w Armenii, Australii, Belgii, Chile, Danii, Egipcie, Finlandii, Gruzji, Holandii, Iranie, Islandii, Kazachstanie, Kirgistanie, Korei Południowej, Luksemburgu, Macedonii, Mołdowie, Rosji, Stanach Zjednoczonych, Syrii, Tadżykistanie i Uzbekistanie.

W przypadku dochodów zagranicznych, np. w przypadku dochodów z pracy osiąganych przez polskiego podatnika, może on liczyć, po pierwsze, na skorzystanie z pomniejszenia dochodu o trzydziestokrotność diety za każdy dzień pobytu za granicą w trakcie pozostawania w stosunku zatrudnienia,po drugie, może skorzystać z ulgi abolicyjnej, ale to w odniesieniu do tych krajów, z którymi mamy przewidzianą tę niekorzystną metodę opodatkowania­ – radzi Anna Misiak.

Zadeklarować w Polsce należy także zagraniczne dochody kapitałowe. W przypadku gdy za granicą pobrano podatek, w Polsce będzie możliwość jego odliczenia, ale tylko do wysokości stawki wynikającej z umowy o unikaniu podwójnego opodatkowania. Jeśli stawka opodatkowania za granicą jest niższa niż polski podatek Belki, to różnicę będzie trzeba dopłacić.

Profilaktyka nowotworowa kobiet w Polsce mało skuteczna. Umieralność z powodu raka szyjki macicy jest dwukrotnie większa niż w UE

CEO Magazyn Polska

Narodowy program profilaktyki nowotworowej nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Na raka szyjki macicy wciąż umiera dwa razy więcej kobiet niż w większości innych wysokorozwiniętych krajów Europy. Badaniami profilaktycznymi objętych jest zaledwie 44 proc. Polek zamiast oczekiwanych 70 proc. Wciąż zbyt mało kobiet zgłasza się na badania, co wynika głównie z niedostatecznej wiedzy na ten temat. 

Rak piersi to drugą przyczynę zgonów nowotworowych Polek – co roku z jego powodu umiera ok. 5 tys. kobiet. Wskaźnik 5-letniej przeżywalności wynosi nieco ponad 77 proc., podczas gdy w pozostałych krajach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju przekracza on 80 proc., a w krajach skandynawskich nawet 90 proc. Z powodu raka szyjki macicy, całkowicie uleczalnego we wczesnym stadium, co roku umiera natomiast 7 na 100 tys. Polek. W krajach takich jak Finlandia, Włochy czy Turcja liczba ta spadła do 2 kobiet na 100 tys. Tylko połowa chorych na raka szyjki macicy Polek przeżywa 5 lat od rozpoznania, podczas gdy w Norwegii przeżywa więcej niż 80 proc. kobiet.

Polska jest na końcu rankingu krajów OECD z najniższymi wskaźnikami przeżyć 5-letnich, co wskazuje na to, że program działań profilaktycznych jest nieskuteczny, to samo można powiedzieć o systemie leczenia nowotworów – mówi agencji informacyjnej Newseria Ewa Borek, prezes Fundacji MY Pacjenci.

Programy profilaktyki nowotworów raka piersi i raka szyjki macicy zostały zainicjowane w Polsce w 2006 roku wprowadzeniem Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych (NPZCHN). Z raportu „Audyt społeczny narodowego programu profilaktyki nowotworowej”, przeprowadzonego przez Fundację MY Pacjenci, Fundację Alivia, Icelandic Cancer Society i Polskie Towarzystwo Programów Zdrowotnych, wynika jednak, że wskaźniki wczesnego wykrywania nowotworów i skuteczności ich leczenia nadal znacznie odbiegają od średnich europejskich. W państwach wysokorozwiniętych regularnymi badaniami przesiewowymi objętych jest ponad 60 proc. kobiet, podczas gdy w Polsce tylko 44 proc.

Problemem tych programów jest niska zgłaszalność kobiet na badania profilaktyczne: cytologiczne i mammograficzne. Z mammografią jest trochę lepiej – ponad 40 proc. kobiet zgłasza się na te badania przesiewowe, niestety, na badania cytologiczne zgłasza się nieco ponad 30 proc. kobiet. To jest zdecydowanie za mało – mówi Ewa Borek.

Na Islandii program profilaktyki raka szyjki macicy został wdrożony już w 1964 roku i ograniczył śmiertelność kobiet o 90 proc., a zachorowalność o 70 proc. Nowotwór ten stanowi przyczynę zgonów zaledwie dwóch kobiet rocznie (Islandia liczy ponad 320 tys. mieszkańców). Badaniami profilaktycznymi objętych jest 70 proc. mieszkanek Islandii – w najbliższym czasie Icelandic Cancer Society zamierza podnieść ten odsetek do 80 proc.

Profilaktyka raka szyjki macicy należy do najskuteczniejszych środków medycznych, jakie można przedsięwziąć. Jest niemal tak skuteczna jak szczepienie dzieci – mówi Krystian Oddson Krabb z Icelandic Cancer Society, organizacji, która uczestniczyła w przygotowaniu raportu.

W Polsce trwający od dziesięciu lat program przesiewowy w kierunku raka szyjki macicy objął zaledwie 34 proc. kobiet w wieku od 25 do 59 lat, a wydaliśmy na niego ponad 1,2 mld zł z publicznych środków. W mojej ocenie znacznie większym problemem jest jednak próba przedłużenia realizacji tych nieskutecznych programów w dotychczasowym kształcie na kolejne 10 lat. Stoimy przed realnym zagrożeniem kontynuacji nieefektywnego wydawania publicznych środków i dalszego utrzymywania się niechlubnych statystykach zachorowalności i umieralności, zwłaszcza w przypadku raka szyjki macicy – podsumowuje Ewa Borek, współautorka Raportu z Audytu.

Zdaniem autorów raportu przyczyną niskiego udziału Polek w badaniach profilaktycznych jest niedostateczna informacja. Z badań przeprowadzonych na potrzeby audytu wynika bowiem, że wiele kobiet nie dostało listownych zaproszeń na badania lub nie zrozumiało ich treści.

Tylko 40 proc. kobiet uczestniczących w badaniach potwierdziło otrzymanie listu, czyli zaproszenia na badanie. Dodatkowo zapytaliśmy kobiety w realizowanych przez nas w ramach audytu badaniach, jak oceniają treść listu. Większość ocenia ją jako mało zachęcającą, niezrozumiałą, wzbudzającą strach. W ciągu 10 lat trwania programu treść listów nigdy nie była konsultowana z grupą docelową programu – mówi Izabella Dessoulavy-Gładysz z Fundacji MY Pacjenci.

Zdaniem ekspertów prowadzona od 10 lat kampania społeczna zachęcająca Polki do badań profilaktycznych jest mało spójna i ma ograniczony zasięg.

Z powodu niskiej skuteczności NPZCHN autorzy audytu zawarli w nim propozycje niezbędnych zmian w zakresie organizacji, administracji, finansowania, a także komunikacji społecznej programu.

 Nie była dokonana segmentacja grupy docelowej. Mówimy do wszystkich kobiet 25–59 lat, czyli mówimy po prostu do nikogo. Od precyzyjnego zdefiniowania grupy docelowej zależy siła uderzeniowa reklamy społecznej. Na ogół im precyzyjniej, tym bardziej skutecznie. Dokładne zdefiniowanie odbiorcy reklamy daje możliwość posługiwania się jego językiem, odwoływania się do jego specyficznych potrzeb i motywów zachowań – mówi Izabella Dessoulavy-Gładysz.

Autorzy raportu proponują ponadto m.in. zwiększenie nakładów finansowych na profilaktykę nowotworową, udoskonalenie systemów informatycznych programu, monitorowanie losów pacjentek skierowanych na diagnostykę pogłębioną, wprowadzenie jednej instytucji centralnej odpowiedzialnej za profilaktykę nowotworów oraz wprowadzenie obowiązku wykonywania badań profilaktycznych w kierunku nowotworów dla pracowników jako elementu medycyny pracy.

Outdoor nadal skuteczną formą reklamy. W tym roku rynek ten będzie wart prawie pół miliarda złotych

CEO Magazyn Polska

Firmy z branży reklamy zewnętrznej spodziewają się w tym roku wzrostu rynku o 1–3 proc., do poziomu 475–490 mln zł. Segment ten może wzrosnąć po wprowadzeniu systemu Outdoor Track, dzięki którym zasięg reklamy outdoorowej będzie mierzalny jak inne segmenty reklamy. Coraz większą rolę odgrywać będą nowe technologie i interakcja z odbiorcami.

– Reklama zewnętrzna (outdoor) będzie ulegała zmianie co najmniej z dwóch względów. Po pierwsze, z powodu ograniczenia podaży wynikającego z ustawy o ochronie krajobrazu, po drugie, z wdrożenia badań outdoorów – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Augustyniak, wiceprezes zarządu spółki AMS.

Przedstawiciele branży oceniają, że wprowadzenie systemu Outdoor Track będzie przełomem dla rynku. System ten został opracowany przez trzech głównych graczy na rynku: AMS SA, Clear Channel Poland oraz Ströer Polska w ramach Instytutu Badań Outdooru (IBO). Umożliwi on planowanie i kupowanie powierzchni reklamowych na podstawie takich samych wskaźników jak w innych mediach.

– Po raz pierwszy od 25 lat medium będzie mierzalne i porównywalne z innymi. Mamy nadzieję, że wpłynie to na uwiarygodnienie tego segmentu w oczach reklamodawców. Wiążemy z tym systemem duże nadzieje – mówi Augustyniak.

Jak dodaje, reklamodawcy oczekują dziś przede wszystkim odpowiedniego kontekstu dla swojej reklamy w przestrzeni publicznej. Z drugiej strony, ważny jest dla nich zasięg i skuteczność.

– To ostatnie chcemy osiągnąć, wdrażając badania Outdoor Track – mówi Małgorzata Augustyniak. – Zasięg w reklamie zewnętrznej zdaje się być atrybutem tego medium, który jest niezaprzeczalny. Ale uważam, że bardzo istotna jest także innowacyjność w przestrzeni publicznej, czyli wszelkiego rodzaju eventy, augmented reality [rozszerzona rzeczywistość – red.], które AMS realizował jako pierwszy i jak na razie jedyny w kraju. To możliwości, które wydają się również atrakcyjne.

Według Izby Gospodarczej Reklamy Zewnętrznej (IGRZ) oraz firmy Starlink rynek reklamy OOH (out-of-home) w trzech segmentach (reklama zewnętrzna, tranzytowa i DOOH, czyli digital-out of-home) był wart 471,5 mln zł. W obszarze reklamy zewnętrznej odnotowano wzrost o ponad 2,4 proc. względem 2014 roku. W tym roku jego wartość powinna jednak wzrosnąć od 1 do 3 proc. i osiągnąć poziom ok. 475–490 mln zł.

Od kilku lat nośników reklamy zewnętrznej stopniowo ubywa. Jeszcze w 2006 roku ich liczba przekraczała 100 tys., a na koniec 2015 roku było ich nieco ponad 68 tys. Powierzchnia zmniejszyła się w porównaniu z 2014 roku o ponad 3 proc. Eksperci IGRZ oceniają, że ma to związek z polityką samorządów, a często również z brakiem wizji w zakresie korzystania z przestrzeni miejskiej do celów reklamowych. Ustawa krajobrazowa może jeszcze ten wpływ pogłębić. Wiceprezes AMS podkreśla, że skutki ustawy mogą być odczuwalne w II połowie 2017 roku w związku z trwającymi konsultacjami w poszczególnych miastach.

– Kolejnym wyzwaniem jest łączenie outdooru z reklamami online’owymi, tutaj również widzimy duże pole do rozwoju tego segmentu. Z drugiej strony trudno odmówić temu medium większej możliwości zaangażowania odbiorców w przestrzeni publicznej, gdzie coraz bardziej atrakcyjna grupa konsumentów spędza coraz więcej czasu – podkreśla Małgorzata Augustyniak.

Jak podkreśla, nośniki są coraz nowocześniejsze i bardziej interaktywne.

– Mówimy o interaktywności w dwóch zakresach: ładowaniu telefonu komórkowego na wiacie przystankowej oraz uruchomieniu strony Gate AMS, poprzez którą można pobrać atrakcyjne aplikacje, takie jak rozkład jazdy czy inny, konkretny content. To np. darmowe fragmenty książek, umożliwiające uzyskanie dodatkowych bonusów i rabatów w sklepach internetowych – wskazuje Małgorzata Augustyniak. – Dzięki temu możemy wysyłać geospersonalizowane komunikaty w konkretnym miejscu dla ściślej wskazanego odbiorcy.

O cenie reklamy outdoorowej – zdaniem Małgorzaty Augustyniak – decydować będzie podaż oraz możliwości technologiczne.

– Oferujemy know-how wynikające z wykorzystywania elementów dotyczących efektywności kampanii, którymi już dysponujemy, oraz postrzegalności plakatu – tłumaczy Małgorzata Augustyniak. – To czynniki, które powinny z naszej perspektywy pozytywnie wpływać na wzrost ceny. Ale muszą się wiązać z konkretną korzyścią reklamodawcy.

Z raportu IGRZ i Starlink wynika, że blisko 85 proc. udziałów w wydatkach na reklamę OOH w Polsce mają cztery największe firmy: AMS, Ströer Polska, Cityboard Media oraz Clear Channel Poland, przy czym udział pierwszej dwójki przekroczył już 60 proc.

Dariusz Adamczyk stanął na czele globalnego koncernu Honeywell

Spółka Honeywell (NYSE: HON) ogłosiła, że Dariusz Adamczyk został ze skutkiem natychmiastowym powołany na nowoutworzone stanowisko President and Chief Operating Officer (COO), podporządkowane bezpośrednio Przewodniczącemu Rady Dyrektorów i Prezesowi Zarządu Dave’owi Cote. Dariusz Adamczyk (50 l.), pełniąc funkcję członka zarządu Korporacji, będzie zwierzchnikiem wszystkich szefów pionów firmy Honeywell, w tym także HOS Gold. Jako COO, p. Adamczyk będzie ściśle współpracował z p. Cote nad dalszym rentownym rozwojem działalności operacyjnej spółki Honeywell, wykorzystując przełomowe strategie rozwoju HOS Gold, w tym także ofertę zaawansowanego oprogramowania, uzupełniającą zróżnicowany portfel technologiczny Spółki.

– Sukces Honeywell odniesiony w ostatniej dekadzie stworzył podstawy dla dalszego rozwoju naszego dynamicznego portfela – podkreślił Cote. – Nasza strategia wzrostu skupia się na osiąganiu sukcesów w regionach o wysokiej dynamice rozwoju i łączeniu doskonałych zdolności w zakresie oprogramowania z naszymi zaawansowanymi technologiami, aby doskonalić się jako spółka cyber-przemysłowa i skutecznie wykorzystywać HOS Gold do osiągania przełomowych celów, zachowując przy tym dynamikę typową dla małych spółek. Sprawdzony lider na stanowisku COO pozwoli nam szybciej osiągać te najważniejsze priorytety wzrostu.

Od roku 2014 p. Adamczyk pełnił funkcję Prezesa Zarządu Honeywell Performance Materials and Technologies (PMT), światowego lidera rynku rozwoju wysokojakościowych produktów i rozwiązań, w tym środków chłodniczych o niskim wpływie na środowisko, specjalnych folii na potrzeby sektora medycznego i fotowoltaiki, czołowych technologii dla globalnego przemysłu rafinacyjnego i petrochemicznego a także rozwiązań procesowych, z przychodami na poziomie 9,3 mld USD w 2015 r.

– Honeywell ma niezwykłe szczęście, że dysponuje tak szerokim i utalentowanym zespołem. Dzisiejsze powołania pokazują naszą zdolność do wychowywania następnego pokolenia liderów. Jestem w pełni przekonany, że Dariusz jako President and Chief Operating Officer będzie potrafił wywrzeć istotny wpływ i ściśle współpracować z utalentowanym zespołem kierowniczym firmy Honeywell, prowadząc dalszy rozwój i zapewniając jego jakość, realizować nasze plany strategiczne i budować wartość dla akcjonariuszy i klientów – stwierdził Cote.

Dariusz Adamczyk– Dariusz jest weteranem spółki Honeywell. Pracuje z nami od 8 lat. To sprawdzony menedżer z historią sukcesów w wielu pionach grupy Honeywell, a wcześniej na stanowisku prezesa zarządu spółki Metrologic Instruments i na kilku stanowiskach kierowniczych w firmie Ingersoll Rand. Wnosi on niezwykłą globalną perspektywę, efektywność operacyjną, strategiczne rozumowanie, wiedzę o oprogramowaniu oraz zrozumienie jak można funkcjonować z szybkością małego podmiotu oraz efektywnością kosztową dużej spółki – dodał prezes Cote. – Dariusz urodził się w Polsce i wyemigrował do Stanów Zjednoczonych w wieku 11 lat. Nie znał wtedy języka angielskiego. Studiował na Michigan State University, gdzie zdobył licencjat z elektrotechniki i inżynierii komputerowej, na Syracuse University zdobył stopień magistra inżynierii komputerowej, a na Uniwersytecie Harvarda ukończył studia M.B.A. Rozpoczął karierę zawodową w GE jako inżynier elektrotechnik, a następnie pracował jako Senior Associate w firmie Booz Allen Hamilton, globalnej firmie konsultingowej zajmującej się zagadnieniami technologicznymi i strategicznymi. Dariusz zajmował szereg stanowisk kierowniczych w firmie Ingersoll Rand. Był dyrektorem Grupy Air Solutions, szefem segmentu Heavy Industrial Business oraz wiceprezesem pionu Rozwoju Biznesu i E-Handlu. Następnie, na zlecenie firmy private equity kierował spółką Metrologic, przed jej przejęciem przez Honeywell w 2008. Dariusz został wtedy Dyrektorem obszaru Honeywell Scanning & Mobility, gdzie wykazał się zdolnością do skutecznej budowy skali działalności: w ciągu zaledwie czterech lat podwoił przychody, jednocześnie zwiększając rentowność w jeszcze większym stopniu. W 2012 roku Dariusz został Dyrektorem Honeywell Process Solutions, przez dwa lata diametralnie zmieniając sytuację operacyjną tego pionu.

W 2014 roku Dariusz Adamczyk został Prezesem Zarządu Honeywell Performance Materials and Technologies, gdzie z powodzeniem przeprowadził ten obszar działalności przez gospodarczo trudny okres. Dariusz agresywnie zarządzał kosztami, niemniej zachował zdolność przewidywania i inwestowania w przyszłość. Osobiście prowadził realizację przełomowych celów HOS Gold i wbudował oprogramowanie do modelu biznesowego tego obszaru, co dało naszym spółkom PMT przewagę dzięki zdolności do tworzenia wartości na ich rynkach. Przewodził także wspólnym programom innowacyjnym, wykorzystując zdolności czołowych globalnych podmiotów zajmujących się procesami (Honeywell UOP) i automatyką (Honeywell Process Solutions) do tworzenia zróżnicowanych rozwiązań dla naszych klientów.

– Doświadczenie Dariusza zarówno w małych jak i dużych podmiotach dobrze go przygotowało do połączenia tych dwóch światów w celu skutecznej realizacji programu HOS Gold – podkreślił Cote. – Z małego biznesu wziął przedsiębiorczy umysł i świadomość wagi, jaką ma sprawne i oszczędne podejmowanie decyzji i szybkie reagowanie na zmieniające się warunki rynkowe. Tam też nauczył się angażować cały swój zespół, wydobywając z każdego to co najlepsze. Z kolei w dużym biznesie nauczył się jak wykorzystywać skalę działalności, aby całość funkcjonowała lepiej niż tylko suma jej części składowych. Dbając o efektywność oraz skalowalność, Dariusz był w stanie uprościć procesy i znacznie obniżyć koszty działalności. Dysponuje znacznym doświadczeniem w zakresie oprogramowania. Prowadził firmy, w których projektowanie i stosowanie najnowocześniejszych systemów jest kluczem do sukcesu ekonomicznego. Doświadczenia te będą przydatne, gdy Dariusz będzie pomagał nam skupić się na tworzeniu najnowocześniejszych na świecie produktów przy wykorzystaniu 22 800 naszych inżynierów, w tym 11 000 zajmujących się oprogramowaniem. Dariusz jest bez wątpienia odpowiednią osobą, która pomoże firmie Honeywell przejść przez zmiany, które będą konieczne w przyszłości by zapewnić sukces i ewolucję Spółki w długim okresie.

Emigracja jest finansowo mało opłacalna

Tuż po wejściu do Unii Europejskiej Polacy masowo wyjeżdżali z kraju, głównie do Irlandii i Wielkiej Brytanii. Przez ostatnie lata ten trend wyraźnie wyhamował, a w niektórych krajach UE liczba Polaków spada. Czy to sygnał, że przeprowadzka za granicę w przestaje się opłacać? Odpowiada Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl.

Według danych GUS, w 2002 r. liczba emigrantów wynosiła 786 tys. osób. Z tego 461 tys. Polaków przebywało w krajach europejskich. Do momentu rozszerzenia Unii Europejskiej w 2004 r. głównym kierunkiem emigracji były Niemcy. Wtedy przebywało tam prawie 300 tys. rodaków. Gdy Polska została włączona do struktur EU, liczba naszych obywateli mieszkających poza krajem zaczęła lawinowo rosnąć i pod koniec 2007 r. wynosiła już 2.27 mln osób.

Ostatnie kilka lat to wyraźne ustabilizowanie sytuacji migracyjnej. Od 2007 r. liczba Polaków pozostających za granicą waha się w granicach 2-2.3 mln. Najwięcej osób przebywa w Wielkiej Brytanii, w Niemczech oraz w Irlandii. Jest to odpowiednio 685 tys., 614 tys. oraz 113 tys. według danych GUS za 2014 r. Poza stabilizacją ogólnej liczby emigrantów widać ich zmieniające się preferencje co do wyboru kraju zamieszkania. Liczba Polaków przebywająca w Irlandii zmniejszyła się od 2007 r. prawie o połowę. Czy możemy więc wyciągnąć wniosek, że emigracja przestała się opłacać?

Mediana ekwiwalentnego dochodu do dyspozycji

Porównywanie wynagrodzeń w poszczególnych krajach i ich realnej siły nabywczej jest dość żmudnym zajęciem. Państwa różnią się stawkami podatkowymi, skalą transferów społecznych czy poziomem cen za dobra i usługi. Zebranie tych wszystkich elementów i wyciągnięcie wiarygodnych wniosków jest więc dość trudne i obarczone znacznym ryzykiem błędu. Na szczęście pomocne są m. in. dane Eurostat czy OECD. Obie organizacje do porównania standardów życia na świecie używają “mediany ekwiwalentu dochodu do dyspozycji” (MEDD).

Narzędzie przedstawia medianę dochodu (połowa społeczeństwa jest poniżej tego poziomu, a połowa powyżej – red.), który jest uzyskiwany przez członka gospodarstwa domowego. Miara bierze pod uwagę podatki, obowiązkowe składki m.in. zdrowotne i emerytalne, a także transfery społeczne. MEDD przypisuje także różne wagi osobom dorosłym i dzieciom, aby lepiej oddać ogólną wartość nabywczą statystycznego gospodarstwa domowego.

MEDD może być wyrażony nominalnie, czyli po prostu w danej walucie lub realnie, co pozwala wyrównać dane o koszty towarów i usług w konkretnym państwie. W UE Eurostat używa miary PPS (purchasing power standard/ standard siły nabywczej), która bierze pod uwagę różnice cen i kursów walutowych pomiędzy krajami. W uproszczeniu, jeżeli Niemiec zarabia 1 tys. euro netto, a Polak dostaje na rękę 2 tys zł, to przy kursie euro na poziomie 4 zł i dwukrotnie wyższych cenach za naszą zachodnią granicą, finansowy standard życia w obu krajach powinien być takim sam. Ten przykład też można przedstawić inaczej tj. Niemiec i Polak zarabiają po 1 tys euro PPS.
Wyraźnie mniejsze różnice

W 2005 r., kiedy emigracja silnie przyśpieszała, nominalny MEDD w Polsce wynosił 2533 euro rocznie na osobę. W Niemczech było to niecałe 16.4 tys. euro, w Wielkiej Brytanii 17.5 tys. euro, a w Irlandii około 18.8 tys. euro. Różnice pomiędzy naszym krajem i głównymi kierunkami emigracji były więc olbrzymie.

Dochodowa przepaść utrzymywała się również wtedy, gdy ponad 10 lat temu wyrażaliśmy ją w średniej jednostce euro PPS obliczanej dla całej EU. Urealnione dochody netto na członka rodziny wynosiły w Polsce 4750 euro , w Niemczech 15.6 tys. euro, w Wielkiej Brytanii 14.4 tys. euro, a w Irlandii 15 tys. euro. Cały czas więc siła nabywcza obywateli starej Unii była ok. trzy razy większa niż Polaków. Można jasno stwierdzić, że wtedy ekonomiczna zachęta do wyjazdu była bezdyskusyjna. Dodatkowo należy pamiętać, że tamten okres charakteryzował się bardzo wysokim, wynoszącym około 20 proc., poziomem bezrobocia w Polsce.

Warto jednak zauważyć, że przez dekadę w Polsce nastąpił bardzo szybki, przynajmniej w porównaniu z bogatszymi krajami Europy, skok wynagrodzeń. W 2014 r. nominalny dochód netto na członka gospodarstwa domowego wyniósł rocznie 5.3 tys. euro, czyli ponad dwa razy więcej niż 10 lat temu. W tym samym czasie w Niemczech nastąpił wzrost o 20 proc., w Wielkiej Brytanii o 10 proc., a w Irlandii jedynie o 4 proc.

Różnica pomiędzy siłą nabywczą Polaków a obywateli krajów starej Unii również bardzo poważnie się zmniejszyła. W 2014 r. dochód netto na jednostkę, wyrażony w euro PPS, wynosił 9.560 dla Polaka, 16 tys. dla Irlandczyka, 17 tys. dla Brytyjczyka i 19,2 tys. dla Niemca. Różnica oczywiście pozostała, ale nie jest tak dramatyczna, jak 10 lat temu. Widoczne jest to zwłaszcza w przypadku Irlandii czy Wielkiej Brytanii, gdzie realny dochód do dyspozycji był wyższy w 2004 r. trzykrotnie, a teraz jest to około 70-80 proc.

Emigracja ekonomicznie wątpliwa

Wcześniej zostały przedstawione porównania dotyczące dochodów osiąganych przez ogół obywateli danego kraju. Nie powinno być jednak zaskoczeniem, że w większości przypadków emigranci średnio zarabiają znacznie mniej niż rodowici mieszkańcy danego państwa.

Według opracowania „Transfery z tytułu pracy Polaków za granicą w świetle badań Narodowego Banku Polskiego”, przygotowanego przez Izę Chmielewską z Instytutu Ekonomicznego NBP, Polacy pracujący w Niemczech powyżej trzech lat średnio zarabiali w 2012 r. 1810 euro, podczas gdy przeciętna płaca za naszą zachodnią granicą wynosiła w tym czasie prawie 3.4 tys. euro. Według badań NBP, podobnie sytuacja wygląda w przypadku innych państw.

Fakt ten statystycznie znacznie obniża atrakcyjność emigracji zarobkowej przez wiele lat. NBP zaznacza, że „dopiero płace osób, które były aktywne na tym rynku jeszcze przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, są na poziomie zbliżonym do średniej w gospodarce niemieckiej”.

Jakie trendy panują na rynku nieruchomości w 2016 roku?

Zakup mieszkań i domów w dużych miastach, w połowie lub więcej przypadków finansowany jest z kredytu hipotecznego. Dlatego zmiany w sytuacji rynkowej i prawnej (związane z tym kredytem) wpływają na to, jakich ofert poszukujemy.

O trendach na rynku nieruchomości w 2016 roku opowiada Agata Stradomska, Menadżer ds. Marketingu i Szkoleń RE/MAX Polska – części globalnej sieci biur nieruchomości RE/MAX.

Wyższy wkład własny wymagany przy kredytach hipotecznych – obecnie podniesiony do poziomu 15 proc. – oznacza, że na zakup własnego M trzeba mieć odłożonych więcej środków niż w latach poprzednich. Podatek bankowy, którego skutki są już widoczne w postaci wzrostu oprocentowania nowo udzielanych kredytów spowoduje, że droższy kredyt to wyższa miesięczna rata, a tym samym większe obciążenie budżetu domowego.

Te czynniki sprawiają, że poszukujemy przede wszystkim rozwiązań tańszych. A tańsze nieruchomości to mniejsze lokale, często położone w mniej prestiżowych dzielnicach, czy też wymagające przeprowadzenia gruntownego remontu.

Wciąż chętniej i częściej kupujemy mieszkania lub nieduże segmenty – niż duże wolnostojące domy, rezydencje czy kilkusetmetrowe apartamenty. To po pierwsze kwestia ceny, gdyż szukamy rozwiązań adekwatnych do potrzeb, nie tzw. „przyszłościowych”, ze względu na sytuację finansową czy chęć kontroli stałych kosztów utrzymania na rozsądnym poziomie. Po drugie, zaczynamy już myśleć „inwestycyjnie”. Powoli przyzwyczajamy się, że dom czy mieszkanie nie jest kupowane na zawsze. Oceniamy więc, czy w razie konieczności sprzedania nieruchomości będzie to możliwe w rozsądnym czasie, a także czy nie grozi nam na takiej transakcji strata. Na rynku mamy wiele domów wielopokoleniowych, z licznymi, ale niewielkimi pokojami, które były budowane z myślą o rodzicach, dzieciach, wnukach – w czasach, kiedy trudności lokalowe były czymś powszechnym. Dziś, kiedy dzieci dorastają i chcą wyprowadzić się na swoje, duży dom trudno jest utrzymać i bardzo ciężko korzystnie sprzedać.

Na rynku widoczne są też tendencje „powrotu do miast”. Marzenia o domu z dala od miejskiego zgiełku, wdrożone w życie przez wiele rodzin, ukazały też swoje wady: mniejsza mobilność, utrudniona komunikacja, wysokie koszty dojazdu, wiele godzin traconych codziennie w samochodzie, lokalizacja z dala od miejskiej infrastruktury: kin, restauracji, marketów, dobrych szkół itp. Zalety ciszy, spokoju i obcowania z naturą nie zawsze to rekompensują. Dlatego wiele osób szuka sposobu na zbycie swojego sielskiego domu i przeprowadzkę z powrotem do miasta.

Bardzo chętnie za to szukamy mieszkań i domów spełniających kryteria programu MDM, które ściśle precyzują zarówno maksymalne metraże kupowanych nieruchomości, jak i ich ceny w przeliczeniu na metr kwadratowy. I w tym przypadku, w wielu miejscach, ze względu na ceny, dostępność nieruchomości, które mogą być objęte dopłatami z programu jest ograniczona – zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. Wiele z takich mieszkań znajduje się w peryferyjnych dzielnicach miast, w znaczącej odległości od ścisłego centrum.

Fakt wyczerpania się puli środków z programu na dany rok spowodował, że wiele osób chcących skorzystać z tego bardzo atrakcyjnego programu przeniosło inwestycje na kolejne okresy. Jest to jak najbardziej możliwe, jeśli wybraliśmy mieszkanie od dewelopera. W ofertach dostępne są inwestycje, które są planowane na 2017 czy 2018 rok.

Zmiany na rynku kredytów hipotecznych, choć ograniczą możliwość finansowania zakupu kredytem, nie wpływają znacząco na preferencje Polaków, którzy wciąż wolą być właścicielami nieruchomości, niż ją wynajmować. Z tego powodu szukają rozwiązań na które ich stać – nie rezygnując z założonej opcji nabycia własnego M. Dlatego w miastach, w segmencie mieszkań tańszych – mniejszych, położonych w dalszych dzielnicach czy wymagających remontu – zmiany te nie będą mieć zauważalnego wpływu.

W dużych miastach widoczny jest niedobór mieszkań pod wynajem. Dziś baza dostępnych propozycji to głównie najem od osób prywatnych i ta baza w dużych miastach przyrasta głównie dzięki indywidualnym inwestorom. Takie inwestycje są wciąż bardzo opłacalne. Choć na rynku zaczynają pojawiać się gracze instytucjonalni, wciąż widoczny jest niedobór ofert skierowanych do tej grupy osób, które jako alternatywę posiadania chcieliby wybrać najem, czyli w kręgu ich zainteresowań są mieszkania dostępne długoterminowo, za przystępniejszą cenę. Z tego powodu najem jest postrzegany raczej jako sytuacja przejściowa – do czasu zakupu własnego mieszkania lub domu, a nie jako realna alternatywa zabezpieczenia potrzeb mieszkaniowych Polaków – i z pewnością w najbliższym czasie się to nie zmieni.

BioMaxima S.A. wypracowuje coraz wyższe zyski

BioMaxima S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od czerwca 2010 r., działającą w obszarze biotechnologii na rynku diagnostyki laboratoryjnej, zanotowała 444 tys. zł zysku netto w 1 kw. 2016 r., a jej przychody ze sprzedaży przekroczyły poziom 5.845 tys. zł. Spółka liczy, że kolejne kwartały będą dla niej równie udane.

Wyniki finansowe osiągnięte przez Emitenta w 1 kw. tego roku pokazują stabilny wzrost wobec analogicznego okresu 2015 r. Przychody ze sprzedaży wyniosły wówczas 5.256 tys. zł, a zysk netto ukształtował się na poziomie 413 tys. zł. Tegoroczny wzrost zysku netto sięgnął blisko 7,5% w ujęciu rdr., a wartość przychodów zwiększyła się o ponad 11%. Wypracowane przez BioMaxima S.A. wyniki finansowe mogłyby być jeszcze lepsze, gdyby nie 30% spadek realizowanych zamówień dla kontrahenta z Danii. Zarząd Spółki przewiduje jednak, że wartość kontraktów na tym rynku będzie ulegała zwiększeniu w nadchodzących miesiącach. O bardzo dobrej kondycji finansowej Emitenta świadczy również wysoki poziom posiadanej gotówki, który na koniec 1 kw. 2016 r. wynosił ponad 1.570 tys. zł. BioMaxima S.A. znacząco obniżyła także wartość swoich zobowiązań oraz notuje rewelacyjne wskaźniki płynności finansowej.

„Najistotniejszy jest fakt, że Spółka zamknęła pierwszy kwartał zgodnie z założonym na ten rok budżetem. Ostatnie pięć kwartałów pokazuje, że wkroczyliśmy na ścieżkę stabilnego wzrostu przychodów ze sprzedaży oraz osiąganych zysków. Doprowadziliśmy również do bardzo dobrej sytuacji finansowej pozwalającej nam finansować kolejne inwestycje, które mogą poprawić zarówno nasze przychody, jak i wysokość zysku.” – komentuje Henryk Lewczuk, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

W styczniu 2016 r. przedstawiciele Spółki uczestniczyli w targach Arab Health w Dubaju, co owocuje obecnie zacieśnianiem współpracy z zagranicznymi kontrahentami. W 1 kw. br. zrealizowane zostały pierwsze zamówienia od nowych dystrybutorów z Palestyny, Ukrainy i Somalii. Z kolei nowy kontrahent z Kazachstanu jest w trakcie rejestracji produktów Emitenta, a dystrybutor z Indii testuje jego analizatory oraz testy. BioMaxima S.A. prowadzi również bardzo zaawansowane rozmowy z nowymi dystrybutorami z Nigerii oraz Pakistanu. Natomiast nowy dystrybutor Spółki z Indonezji przeprowadza obecnie proces rejestracji odczynników biochemicznych produkowanych przez Emitenta. Podejmowane działania na rynkach zagranicznych powinny zdaniem Zarządu BioMaxima S.A. przełożyć się na umacnianie jego pozycji rynkowej oraz wzrost wartości sprzedaży produktów w eksporcie.

„Udział w międzynarodowych wystawach takich jak Medica czy Arab Health jest kosztowny, ale jednak niezbędny, jeżeli chcemy odnosić sukcesy w eksporcie. Bardzo duże nadzieje wiążemy z opracowywanym przez nas własnym analizatorem biochemicznym, który chcielibyśmy zaprezentować na jesiennych targach w Dusseldorfie.”  – zauważa Piotr Rubaj, V-ce Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

BioMaxima S.A. zwiększyła swoją aktywność w obszarze pozyskiwania środków pochodzących z funduszy unijnych, które zamierza przeznaczyć na realizację innowacyjnych projektów. Spółka złożyła już wniosek o dofinansowanie w ramach działania „Wzór na konkurencję” oraz w ramach działania 1.2 RPO WL „Badania i Rozwój” na opracowanie testów do wykrywania lekooporności. Natomiast w kwietniu br. planowane jest złożenie wniosku w ramach działania 2.1 obejmującego „Centrum Badawczo – Rozwojowe BioMaxima S.A.”. Spółka zamierza również złożyć wniosek o dofinansowanie wsparcia eksportu w ramach PO IR „Go to Brand”. BioMaxima S.A. nadal prowadzi działania w zakresie konsolidacji sektora biotechnologicznego w Polsce oraz w Rumunii i jest w trakcie negocjacji transakcji akwizycji potencjalnych podmiotów, które spełniają jej kryteria inwestycyjne.

„Bardzo liczymy na pomyślne zakończenie procedury weryfikacyjnej naszych wniosków o dofinansowanie. Obejmują one wiele obszarów działalności Spółki począwszy od strategii wzorniczej, poprzez prace badawcze nad nowymi produktami, inwestycję w Centrum Badawczo-Rozwojowe oraz wsparcie eksportu. Są to projekty strategiczne dla dalszego dynamicznego rozwoju Spółki, która, co bardzo istotne, jest również przygotowana finansowo do ich wdrożenia.” – podsumowuje Prezes Lewczuk.

BioMaxima S.A. zakończyła 2015 r. zyskiem netto w kwocie 1.469 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży sięgających 21.965 tys. zł (dane nieaudytowane). Rok wcześniej zysk netto Spółki wyniósł 455 tys. zł, a jej przychody ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 20.441 tys. zł.

Wyniki polskiej branży budowlanej w 2016 r. poniżej oczekiwań

Według PMR, rok 2015 na rynku budowlanym zakończył się realnym wzrostem o ok. 4% r/r., wobec wstępnie szacowanego przez GUS wzrostu o 2,8%. Wyższą niż oficjalna dynamikę rynku w 2015 r. sugeruje także ponad 10% dynamika zagregowanych przychodów 30 firm wykonawczych notowanych na GPW.

Jak wynika z najnowszego raportu firmy badawczej PMR zatytułowanego „Sektor budowlany w Polsce, I połowa 2016 – Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2016-2021”, pomimo słabych pierwszych miesięcy, rok 2016 wciąż ma przed sobą duży potencjał rozwojowy, głównie z uwagi na trwające ożywienie na rynku przemysłowo-magazynowym oraz mieszkaniowym (nie tylko wśród deweloperów, ale także inwestorów indywidualnych), realizację dużych projektów energetycznych oraz imponującą długość zakontraktowanych tras szybkiego ruchu.

Jednakże, słabego początku roku raczej nie uda się nadrobić w pełni w dalszej części roku, dlatego też prognozy PMR na 2016 r. zostały zredukowane w dół, choć wciąż zakładają wzrost rynku. Z uwagi na niższy wzrost w2016 r.,  rekordowy poziom produkcji budowlanej z 2011 r. w 2016 r. może nie zostać jeszcze poprawiony. Powinno tak się stać dopiero w 2017 r.

W produkcji budowlanej firm zatrudniających powyżej dziewięciu pracowników największym segmentem rynku w 2015 r. pozostawało budownictwo inżynieryjne, które utrzymało udział na poziomie ponad 55% wartości robót budowlanych. Natomiast biorąc pod uwagę produkcję budowlaną wszystkich podmiotów, największym segmentem rynku budowlanego jest budownictwo niemieszkaniowe, odpowiadające za ponad 40% rynku. W przypadku obu klasyfikacji najmniejszą część rynku budowlanego stanowi budownictwo mieszkaniowe.

Wyniki polskiej branzy budowlanej w 2016Wprawdzie pod względem pozwoleń budowlanych w budownictwie niemieszkaniowym rok 2015 r. przyniósł aż 17% wzrost metrażu planowanych budynków, jednakże były to zwyżki względem słabego 2014 r., który pod względem pozwoleń był najgorszy od ponad dekady. Wzrost segmentu niemieszkaniowego w najbliższych kwartałach napędzany będzie przede wszystkim poprzez realizację budynków przemysłowo-magazynowych oraz budynków gospodarstw rolnych.

Natomiast w przypadku budownictwa inżynieryjnego dobrą wiadomością jest fakt, że podobnie jak w przypadku poprzedniej perspektywy unijnej, także w obecnej uda się uniknąć nałożenia się na siebie szczytów inwestycyjnych w budownictwie drogowym oraz kolejowym. Podczas gdy znacząca ilość inwestycji drogowych jest już zakontraktowana, to w branży kolejowej większość znaczących inwestycji jest we wstępnej fazie przetargowej, bądź jeszcze w fazie koncepcyjnej i nieprędko przełoży się na realne ożywienie na budowach.

W okresie 2016-2021 najwyższa wartość średniorocznych przerobów, tradycyjnie już, odnotowana zostanie w sektorze drogowym. Natomiast najwyższy wzrost średniorocznych przerobów w porównaniu z latami 2010-2015 wystąpi w budownictwie kolejowym oraz przemysłowym (głównie dzięki energetyce).

Co ważne, działające w Polsce spółki budowlane w nadchodzących latach zamierzają zwiększać skalę swojej działalności zagranicznej, celem zabezpieczenia swoich interesów po roku 2020. Przy czym różne firmy skupiają się na różnych krajach ościennych – począwszy od krajów bałtyckich, Białorusi i Ukrainy, poprzez Słowację i Czechy, a skończywszy na rynku niemieckim oraz skandynawskim. Dużo rzadziej polskie firmy budowlane planują rozwój w bardziej odległych częściach Europy, a jeżeli już to raczej w ramach podwykonawstwa.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Sektor budowlany w Polsce – I połowa 2016.

Autor raportu:
Bartłomiej Sosna