Do Zespołu Rynków Kapitałowych w warszawskim biurze kancelarii Dentons dołączył dr Jakub Celiński, obejmując stanowisko partnera. Dotychczas przez prawie 20 lat związany był z kancelarią Baker & McKenzie, w której współprowadził Grupę Papierów Wartościowych. Wraz z nim do kancelarii Dentons dołączyli senior associates Piotr Kowalik i Ryszard Manteuffel. Wspólnie będą odpowiedzialni za rozwój oferty doradztwa w zakresiepapierów udziałowych i public M&A.
Dr Jakub Celiński specjalizuje się w obsłudze transakcji na rynku kapitałowym, obejmujących oferty publiczne akcji, oferty publiczne i prywatne obligacji, przejęcia spółek publicznych, sekurytyzacje oraz zakładanie i obsługę funduszy inwestycyjnych. Dr Celiński posiada wieloletnie doświadczenie w obsłudze międzynarodowych transakcji, w szczególności ofert publicznych zagranicznych spółek notowanych na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych i w tzw. dual listingu. Doradza także w zakresie regulacji usług finansowych, programów menedżerskich oraz private bankingu. Dr Celiński jest autorem lub współautorem licznych publikacji na tematy dotyczące m.in. emisji obligacji, zmian w prawie papierów wartościowych po wejściu Polski do Unii Europejskiej czy wrogich przejęć, a także wykładowcą na studiach podyplomowych w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Międzynarodowe rankingi i informatory prawnicze, takie jak Chambers Europe, The Legal 500 i IFLR 1000 od wielu lat rekomendują go jako eksperta w dziedzinie rynków kapitałowych.
Senior associate Piotr Kowalik prowadzi projekty z zakresu rynków kapitałowych, głównie publiczne oferty akcji zarówno spółek polskich, jak i zagranicznych (emitenci prowadzący działalność w Polsce, Czechach, Niemczech i Słowenii oraz na Słowacji i Litwie). Doradza także przy projektach wprowadzania do publicznego obrotu akcji na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Jego doświadczenie obejmuje również doradztwo regulacyjne w zakresie wypełniania obowiązków informacyjnych przez spółki publiczne oraz doradztwo w zakresie prowadzenia działalności maklerskiej przez firmy inwestycyjne.
Senior associate Ryszard Manteuffel realizuje projekty związane z przeprowadzaniem ofert papierów wartościowych, w tym spółek polskich, niemieckich, ukraińskich, bułgarskich, litewskich, estońskich i austriackich. Jego praktyka obejmuje również przejęcia spółek publicznych, rejestrację funduszy inwestycyjnych i doradztwo regulacyjne, a także bieżącą obsługę prawną spółek publicznych, funduszy i firm inwestycyjnych oraz ich akcjonariuszy.
„Cieszymy się, że tak znakomity zespół, kierowany przez jednego z najbardziej rozpoznawalnych prawników w dziedzinie rynków kapitałowych dołączył do Dentons” – powiedział Tomasz Dąbrowski, Chief Executive Officer, Dentons Europe.
„Dołączenie dra Jakuba Celińskiego oraz Piotra Kowalika i Ryszarda Manteuffla do zespołu przełoży się na dalszy rozwój relacji z obecnymi klientami. Poszerzenie oferty w zakresie papierów wartościowych i public M&A będzie pozycjonować Dentons jako jedną z kancelarii pierwszego wyboru dla osób zainteresowanych działalnością na rynkach kapitałowych w Polsce i krajach europejskich” – dodał Arkadiusz Krasnodębski, Partner Zarządzający Dentons w Polsce.
W ciągu kilkudziesięciu lat liczba osób w wieku 65+ podwoi się. Będą oni potrzebowali fachowej opieki i dedykowanych produktów ubezpieczeniowych. Jednak przygotowanie odpowiedniej oferty to nie wszystko. Towarzystwa ubezpieczeniowe mają przed sobą wiele pracy.
Obecnie w Polsce żyje ponad 7 mln osób w wieku 65+, jednak do 2050 r. liczba ta wzrośnie do prawie 15 mln obywateli. W połączeniu z drugim niepokojącym zjawiskiem, jakim jest zmniejszający się przyrost naturalny, seniorzy będą stanowić wtedy ponad 30% społeczeństwa. Kolejnym ważnym czynnikiem jest zmieniający się styl życia Polaków. Osoby starsze coraz częściej mieszkają samotnie. Model wielopokoleniowego gospodarstwa domowego, zwłaszcza w miastach, powoli zanika. Ponadto, dorosłe dzieci, z przyczyn zawodowych, coraz częściej mieszkają z dala od domu rodzinnego. Powoduje to niemożność stałego opiekowania się rodzicami. Chcą jednak mieć pewność, że w razie nieszczęśliwego zdarzenia osoba bliska otrzyma natychmiast właściwą pomoc. W związku z tym coraz aktywniej poszukują produktów i usług stworzonych z myślą o zabezpieczeniu osób starszych.
Edukacja konsumentów przede wszystkim
Na rynku istnieje obecnie szereg produktów dedykowanych seniorom jednak zainteresowanie nimi utrzymuje się na niższym poziomie niż w innych państwach europejskich. Wynika to z różnych przyczyn. Jedną z nich jest brak odpowiedniej wiedzy po stronie konsumentów.
– Najważniejszym wyzwaniem, z którym musi się zmierzyć branża jest odpowiednie dostosowanie modelu sprzedaży produktów. Z naszych doświadczeń wynika, że najskuteczniejszym sposobem dotarcia do seniorów są działania edukacyjne, skierowane zarówno do nich samych, jak i młodszego pokolenia – wskazuje Piotr Ruszowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Mondial Assistance.
Kto za to wszystko zapłaci
Ważnym zagadnieniem jest również, na kim spoczywał będzie ciężar kosztów poszczególnych produktów i usług. Obecnie obciążanie leży w znacznej mierze po stronie młodszego pokolenia. Dlatego model biznesowy ubezpieczycieli i instytucji finansowych powinien jako głównych odbiorców przekazu uwzględniać osoby w wieku 30 – 50 lat.
– Patrząc jednak na tendencje oraz podejście do oszczędzania osób, które w niedalekiej przyszłości będą odbiorcami tych produktów, sytuacja może ulec zmianie. Poziom zamożności polskich seniorów będzie regularnie rósł, co z pewnością przełoży się na wolumen zakupionych polis – dodaje Piotr Ruszowski.
Najbardziej pożądana jest pomoc medyczna
Jak pokazało ostatnie badanie Mondial Assistance, Polacy najbardziej cenią sobie możliwość uzyskania wsparcia medycznego ze strony profesjonalnych firm. Obecne na rynku produkty ubezpieczeniowe i asystenckie oferują różnorodne formy pomocy. Zapewniają one kompleksową opiekę osobom starszym w ich domach. Polega ona przede wszystkim na zapewnieniu opieki specjalistów – pielęgniarki, rehabilitanta czy psychologa. Zapewniona jest zazwyczaj także organizacja transportu do szpitala, pomoc domowa po hospitalizacji czy opieka nad zwierzętami. Seniorzy mogą również skorzystać z usług asystenckich realizowanych przy wykorzystaniu telefonu.
– Zadaniem usług telemedycznych jest zagwarantowanie całodobowej opieki i nadzoru nad osobami samotnymi, niepełnosprawnymi, przewlekle chorymi oraz hospitalizowanymi w domu. Specjalistyczne, niewielkie urządzenie, w które wyposażane są osoby objęte wsparciem daje możliwość regularnego pomiaru rytmu serca, analizy aktywności fizycznej, przypomnienia o zażyciu leków i umożliwia wysłanie sygnału o nagłym zdarzeniu do opiekuna lub centrum alarmowego. Mamy w ofercie również telerehabilitację kardiologiczną mającą na celu ograniczenie postępów chorób serca i wypracowanie właściwych nawyków dietetycznych i dotyczących aktywności sportowej u osób, które mają kłopoty zdrowotne wynikające z chorób układu krążenia – mówi Piotr Ruszowski.
Co dalej
Rynek usług ubezpieczeniowych jest częściowo przygotowany do obsłużenia potrzeb klienta w wieku 65+. Jego rola może czasem być bagatelizowana w kontekście rosnącej sieci miejsc oferujących instytucjonalną pomoc osobom starszym, jak domy pomocy społecznej czy prywatne ośrodki opiekuńcze. Należy jednak pamiętać, że nawet najbardziej profesjonalny i przyjazny ośrodek nie jest w stanie zastąpić komfortu własnego miejsca zamieszkania. W związku z powyższym podejmowane w najbliższych latach działania firm ubezpieczeniowych powinny skupić się na zwiększeniu świadomości istnienia produktów dla seniora.
Ekokogeneracja S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od maja 2012 r., zakończyła 2015 r. jednostkowym zyskiem netto w kwocie 955 tys. zł. Emitent przeprowadził także emisję akcji serii O, z której pozyskał ponad 1,6 mln zł.
Ekokogeneracja S.A. wypracowała w minionym roku 955 tys. zł zysku netto na poziomie jednostkowym przy przychodach ze sprzedaży przekraczających 2.374 tys. zł. W 2014 r. jednostkowy zysk netto Emitenta wyniósł 650 tys. zł, a przychody ze sprzedaży sięgnęły blisko 1.215 tys. zł. Istotna poprawa wyników finansowych była możliwa dzięki realizacji nowych kontraktów na dostawę instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów. Zakończona przez Spółkę reorganizacja Grupy Kapitałowej pozwoli jej na skoncentrowanie się na działalności produkcyjno-montażowej oraz na sprzedaży kolejnych instalacji do wytwarzania energii cieplnej z odpadów, co powinno przełożyć się na dalszy wzrost jej wartości oraz stabilizację sytuacji finansowej. Zmiany w regulacjach prawnych wprowadzające z dniem 01.01.2016 r. zakaz składowania odpadów palnych o kaloryczności powyżej 6 MJ/kg pozwalają Zarządowi Emitenta z dużym optymizmem spoglądać na rosnące zainteresowanie oferowanymi przez niego instalacjami.
„Zeszłoroczny zysk netto jest w znacznej mierze efektem rozpoczętej w październiku 2015 roku realizacji umowy dostawy instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów o mocy 1,2 MW, dla której Spółka dostarczyła Piec WGE. W przypadku uzyskania przez nowego odbiorcę wymaganych pozwoleń formalno-prawnych, jest duża szansa na dostawę jeszcze w tym roku instalacji o mocy 2,4 MW. Realizacja takiego kontraktu pozwoliłaby na osiągnięcie przez Spółkę jeszcze lepszego wyniku finansowego, od tego jaki zanotowaliśmy w 2015 r.” – komentuje Wojciech Rychlicki, Prezes Zarządu Spółki Ekokogeneracja S.A.
Ekokogeneracja S.A. zakończyła również emisję akcji serii O, w której dokonała przydziału 1.393.000 akcji po cenie emisyjnej wynoszącej 1,15 zł za szt. Akcje zostały objęte przez 6-ciu inwestorów. Subskrypcja akcji serii O obejmowała od 500.000 do 1.750.000 szt. akcji, więc Spółka uplasowała prawie 80% całej emisji. Pozyskane środki w łącznej w wysokości blisko 1.602 tys. zł zostaną przeznaczone przez Emitenta na zwiększenia środków obrotowych i zakup niezbędnych aktywów od spółki WGE Sp. z o.o., od której Ekokogeneracja S.A. przejęła produkcję pieców rusztowych WGE. Pozwoli to Zarządowi Spółki realizować założenia przyjętej Strategii Rozwoju.
„Realizacja umowy dostawy instalacji o mocy 1,2 MW, której zakończenie planowane jest na II kwartał 2016 r., wymaga większego kapitału obrotowego Spółki. Ponadto chcemy przygotowywać się do zwiększenia skali działalności produkcyjnej i wejścia na rynek z kolejnym, nowym produktem w postaci instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów z większym piecem rusztowym.” – zakończył Prezes Rychlicki.
Ekokogeneracja S.A. opublikuje skonsolidowany Raport roczny za rok 2015 w dniu 28.04.2016 r.
Spółka Ekokogeneracja S.A. zajmuje się prowadzeniem sprzedaży dla klientów zewnętrznych oraz podmiotów działających w ramach jej Grupy Kapitałowej instalacji i elementów instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów. Emitent oferuje potencjalnym klientom dwa rodzaje instalacji. Pierwszym są instalacje do produkcji energii cieplnej z odpadów o użytecznej mocy cieplnej od 1,2 do 2,4 MW w piecach ceramicznych WGE. Natomiast drugim rodzajem instalacji do produkcji energii cieplnej z odpadów są piece obrotowe o użytecznej mocy cieplnej od 3 MW do 10 MW.
Jak wygląda zatrudnienie osób niepełnosprawnych w Polsce – nie w statystykach, lecz z punktu widzenia środowiska biznesu? Odpowiedzi na to pytanie poszukują autorzy badania ankietowego pt.: „Aktywizacja osób niepełnosprawnych z perspektywy przedsiębiorców”. Fundacja Podaruj Samodzielność oraz agencja zatrudnienia niepełnosprawnych Polski HR – A – Trybut zapraszają do udziału w anonimowym badaniu.
Ogólnopolskie badanie ankietowe pt. „Aktywizacja osób niepełnosprawnych z perspektywy przedsiębiorców” skierowane jest do właścicieli firm oraz kadry zarządzającej. –„Celem badania jest stworzenie raportu stanowiącego zbiór opinii i doświadczeń polskich przedsiębiorców w kwestii zatrudniania osób niepełnosprawnych i optymalizacji kosztów PFRON. Do udziału w badaniu zachęcamy właścicieli małych i średnich przedsiębiorstw, a także dużych korporacji. Z Państwa pomocą chcemy stworzyć przekrojową diagnozę rynku pracy pod kątem jego nastawienia do osób niepełnosprawnych” – wyjaśniają autorzy badania.
Osoby niepełnosprawne, pozostające długotrwale bez pracy, są szczególnie narażone na wykluczenia, co w konsekwencji uniemożliwia im realizowanie podstawowych ról społecznych. Prowadzi to do poczucia niespełnienia i znacznego obniżenia ich jakości życia. Potrzebne są więc wszelkie inicjatywy, aby skłonić pracodawców do działania i spojrzenia na te osoby w sposób obiektywny, jako na swoich przyszłych pełnosprawnych pracowników.
26 października 2015 r. prezydent podpisał nowelizację ustawy o rehabilitacji zawodowej i społecznej oraz zatrudnianiu osób niepełnosprawnych – przepisy wejdą w życie 1 lipca 2016 r. Po wprowadzeniu zmian w ustawie ulgi we wpłatach do PFRON zmniejszą się z 80% do 50%, co spowoduje, że znacznie większego znaczenia dla przedsiębiorstw nabierze zatrudnianie w swych szeregach osób z niepełnosprawnością. –„Zwracamy się do Państwa z prośbą o udzielenie odpowiedzi na kilka pytań. Wypełnienie ankiety nie zajmie Państwu więcej niż 10 minut. Ma ona charakter anonimowy i służy wyłącznie celom badawczym. Zebrane odpowiedzi przedstawimy w formie raportu, który udostępnimy wszystkim zainteresowanym” – przekonują autorzy badania.
Sukces eksportowy polskich przedsiębiorstw zbrojeniowych wymaga jasnego określenia produktów mających odpowiedni potencjał oraz zintensyfikowania działań promocyjnych naszego przemysłu zbrojeniowego na kierunkach eksportowych – wynika z obszernego raportu Narodowego Centrum Studiów Strategicznychna temat strategii bezpieczeństwa i konkurencyjności polskiego sektora obronnego.
Wartość wszystkich światowych wydatków obronnych szacowana jest w bilionach dolarów. Z raportu Sztokholmskiego Międzynarodowego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI) wynika, że wydatki na zbrojenia wzrosły w ubiegłym roku po raz pierwszy od pięciu lat . W 2015 roku państwa przeznaczyły na obronę 1,7 biliona dolarów, co oznacza wzrost o 1 procent w porównaniu z rokiem 2014. To ogromny rynek do zagospodarowania również dla potencjalnych nowych dostawców.
Raport Narodowego Centrum Studiów Strategicznych „Strategia przemysłowo obronna RP – bezpieczeństwo i konkurencyjność” jest wynikiem analizy wniosków wypływających z dyskusji, które odbyły się podczas warsztatów organizowanych w ramach projektu oraz badań trendów globalnych przeprowadzonych przez NCSS na przestrzeni ostatnich sześciu miesięcy. Publikacja całości dokumentu nastąpi 28 kwietnia.
Zależało nam na poruszeniu kluczowych zagadnień, które dotykają wszystkich „członków” łańcucha dostaw, zarówno użytkownika końcowego, jak i przemysł rodzimy i zagraniczny czy instytuty naukowe. W tym kontekście nie mogło zabraknąć analizy potencjału eksportowego polskiego przemysłu zbrojeniowego oraz rekomendacji do jego rozwoju i wykorzystania – mówi Weronika Myck, dyrektor działu programów niemilitarnych w Narodowym Centrum Studiów Strategicznych.
Według raportu ważne jest zintensyfikowanie działań promocyjnych prowadzonych przez różne agendy rządowe w celu wsparcia naszego przemysłu zbrojeniowego na kierunkach eksportowych. Oprócz zwiększenia aktywności warto również lepiej koordynować działania poszczególnych instytucji odpowiedzialnych za wspieranie eksportu, aby się nie dublować tylko osiągnąć efekt synergii.
Należy również wprowadzić pewne zmiany w systemie wsparcia polskiego przemysłu obronnego (oczywiście z uwzględnieniem wymogów wynikających z prawa Unii Europejskiej) poprzez między innymi: ulepszenie systemu zamówień publicznych, ulepszenie systemu wspierania finansowego podmiotów badawczych i komunikowania im planów ze strony zamawiającego, uporządkowanie legislacji polityki zbrojeniowej czy rozwinięcie systemu szkolenia kadr na potrzeby Inspektoratu Uzbrojenia i instytucji planistycznych Ministerstwa Obrony Narodowej.
Niewątpliwe w polskim przemyśle zbrojeniowym pracuje się nad pewnymi rozwiązaniami, które mają charakter radykalnych innowacji i mogą stać się hitem eksportowym. Według opinii ekspertów przemysł obronny jest jednym z niewielu przemysłów, które w Polsce pozostały jeszcze w polskich rękach, wymaga wysokich technologii i mógłby być kołem napędowym polskiej gospodarki.
Warto pamiętać, że sektor obrony wytwarza również produkty do użytku na rynku cywilnym. Ich opracowanie i rozwój są możliwe dzięki podejściu biznesowemu, którym charakteryzują się w sektorze obronnym przeważnie firmy prywatne. Wiele poruszonych w dyskusji argumentów przekonuje, iż do takiego modelu działania powinny się adaptować również spółki skarbu państwa, w których konkurencyjność nie jest istotna, ponieważ ich pozycja na rynku wynika ze struktury własnościowej – mówi Weronika Myck, dyrektor działu programów niemilitarnych w Narodowym Centrum Studiów Strategicznych.
Jak zapowiadają autorzy projektu, podjęcie tematu przemysłu zbrojeniowego w Polsce w sposób całościowy umożliwi stworzenie wizji kierunku, w którym powinien on zmierzać oraz głównych zmian potrzebnych do optymalizacji jego wyników. Prezentacja całości raportu odbędzie się 28 kwietnia, w Warszawie, podczas konferencji „Bezpieczeństwo i konkurencyjność. Rekomendacje dotyczące strategii przemysłowo – obronnej RP”. Patronat nad projektem objął Inspektorat Uzbrojenia, a nad konferencją również Biuro Bezpieczeństwa Narodowego i Ministerstwo Obrony Narodowej.
JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., założyła spółkę StepCloser S.A., w której objęła 40% akcji. Nowy podmiot będzie prowadził działalność w zakresie rozwoju sieci kart StepCloser i rozważa wejście na rynek NewConnect.
Emitent w dniu 18.04.2016 r. założył wraz z innymi inwestorami spółkę StepCloser S.A. z siedzibą w Krakowie. JR HOLDING S.A. posiada akcje stanowiące 40% w jej kapitale zakładowym oraz w ogólnej liczbie głosów na WZA. Celem nowo utworzonego podmiotu będzie rozwój i promocja programu karty StepCloser zarówno w Polsce, jak i zagranicą. JR HOLDING S.A. zapewni nowej spółce finansowanie w kwocie 2 mln zł na realizację przyjętego przez nią planu rozwoju. Środki te zostaną przeznaczone przez StepCloser S.A. m.in. na zakup aplikacji i na jej wdrożenie, a także na rozwój struktury handlowej na terenie całego kraju. Spółka będzie także prowadziła dystrybucję miliona kart oraz będzie dążyła do pozyskania 10.000 firm, które przystąpią do Programu StepCloser. Długoterminowym celem StepCloser S.A. będzie wejście na rynek NewConnect po osiągnięciu odpowiednio wysokiej skali działalności.
„Nasza decyzja o utworzeniu Spółki StepCloser S.A. wynika z ogromnego zainteresowania, z jakim karta StepCloser spotkała się ze strony sklepów sieciowych oraz Korporacji, które są zainteresowane możliwościami marketingu bezpośredniego, jakie stwarza im ten Program. Jako inwestor strategiczny zapewniamy finansowanie tego projektu w kwocie do 2 mln zł. Wierzymy, że przyjęty plan inwestycyjny przełoży się na dynamiczny rozwój całego przedsięwzięcia biznesowego. W dłuższej perspektywie nie wykluczamy upublicznienia Spółki StepCloser S.A. na rynku NewConnect. Podjęte przez nas działania inwestycyjne są zgodne z naszą nową Strategią Rozwoju, która przewiduje rozwijanie nowych projektów inwestycyjnych w perspektywicznych branżach.” – wyjaśnia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.
Założona spółka celowa StepCloser S.A. będzie zajmowała się ekspansywną promocją oraz rozbudową istniejącego już Programu StepCloser. Projekt ten, który powstał w celu świadczenia pomocy obcokrajowcom w rozpoczęciu życia w Krakowie poprzez oferowanie im wsparcia zdalnego oraz stacjonarnego, jest obecnie popularyzowany i rozwijany przez portal StepCloser. Jego uczestnicy mogą korzystać z pomocy specjalistów m.in. do spraw związanych ze znalezieniem pracy, poszukiwaniem mieszkania, a także z usług tłumacza, notariusza oraz opiekunki do dziecka. StepCloser pomaga również obcokrajowcom w zakładaniu i prowadzeniu działalności gospodarczej Polsce. W marcu 2016 r. uruchomiony został nowy serwis dedykowany głównie obcokrajowcom mieszkającym albo planującym przyjazd do Małopolski, a ich sprawna obsługa ma być możliwa właśnie dzięki kartom StepCloser.
”Utworzenie Spółki StepCloser S.A. z takim partnerem, jakim jest JR HOLDING S.A., pozwala nam z dużym optymizmem spoglądać na perspektywy jej rozwoju. Wierzymy, że doświadczenie i wiedza JR HOLDING S.A. w zakresie prowadzenia projektów inwestycyjnych przyczynią się do dynamicznego wzrostu Spółki, co z pewnością będzie miało swoje odzwierciedlenie w zwiększaniu jej wartości. Mamy ściśle określoną strategię rozwoju Programu StepCloser i zamierzamy ją konsekwentnie realizować.” – dodaje Innocenta Dźwierzyńska, Prezes Zarządu Spółki StepCloser S.A.
Grupa Kapitałowa JR HOLDING S.A. zanotowała w 2015 r. zysk netto w wysokości 6,6 mln zł, notując tym samym wyraźny wzrost w stosunku do 2014 r. o 154 %. Był to zarazem najlepszy rok dla Spółki w całej jej historii. Emitent od początku października 2015 r. znajduje się w składzie Segmentu NewConnect Lead, który grupuje 27 największych i najpłynniejszych podmiotów z alternatywnego rynku.
Więcej informacji o Programie kart StepCloser: http://card.stepcloser.pl/
Jak deweloperzy radzą sobie ze sprzedażą mieszkań w programie MdM po wyczerpaniu środków na dopłaty z tegorocznej puli? Czy zauważalny jest spadek zainteresowania mieszkaniami objętymi programem? Jakie mechanizmy wsparcia sprzedaży wprowadzają firmy, by umożliwić klientom skorzystanie z rządowego dofinansowania? Portal nieruchomości Dompress.pl prezentuje wyniki przeprowadzonej sondy.
Mirosław Kujawski, członek zarządu LC Corp
Udział oferty spełniającej wymagania programu MdM w największych miastach Polski wynosi około 15-20 proc. Większość z tych mieszkań powstaje w inwestycjach, których termin zakończenia zaplanowany jest na przyszły lub 2018 rok, gdzie wykorzystanie środków jest znikome. Wyczerpanie środków z MdM na ten roku w żaden sposób nie przełożyło się na spadek zainteresowania naszą ofertą. Można pokusić się o stwierdzenie, że jest wręcz odwrotnie. Po pierwszym roku funkcjonowania programu, kiedy wykorzystano zaledwie 1/3 środków na dopłaty, klienci zauważyli, że nie można zwlekać z decyzją o zakupie mieszkania.
Z naszego punktu widzenia ważniejsza od programu MdM jest ogólnie przyjęta dobra kondycja polskiej gospodarki, wysoki wskaźnik dostępności cen mieszkań (obrazujący relację średniej raty kredytu do zarobków) oraz niskie stopy procentowe.
Wioletta Kleniewska, dyrektor marketingu i sprzedaży w Polnord
Nadal obserwujemy duże zainteresowanie mieszkaniami spełniającymi kryterium cenowe MdM. Nie wszyscy nabywcy korzystają z programu, a ceny takich mieszkań także bez rządowej dopłaty są bardzo atrakcyjne. Wielu klientów interesuje się zakupem lokali z terminem odbioru w 2017 i 2018 roku, a tym przypadku środki w MdM są nadal dostępne.
Tomasz Sujak, członek zarządu Archicom
W pierwszym kwartale br. sprzedaliśmy o 44 proc. mieszkań więcej niż w tym samym okresie w 2015 roku. Klienci mogą wybrać mieszkania z dopłatą rządową w naszych czterech inwestycjach: Na Ustroniu, Słoneczne Stabłowice, Cztery Pory Roku, Księżno. Tylko część oferty związana jest z programem MdM. Proponujemy lokale budowane także w innych segmentach, co powoduje, że sprzedaż mieszkań w naszych projektach nie jest uzależniona od programu dopłat.
Mirosław Bednarek, prezes zarządu Matexi Polska
Zakończenie przyjmowania wniosków o dopłaty w MdM na ten rok nie jest to dla nas znaczącą zmianą. W ofercie mamy aktualnie tylko jedną inwestycję z mieszkaniami w segmencie popularnym. W warszawskim projekcie Księżycowa 60 mieszkania sprzedają się bardzo dobrze, natomiast te objęte dopłatami w przytłaczającej większości znalazły swoich nabywców przed wyczerpaniem się puli środków na ten rok.
Małgorzata Ostrowska, członek zarządu oraz dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction Holding
Ideą przewodnią polityki sprzedażowej spółki jest oferowanie klientom nieruchomości w konkurencyjnej cenie, na bieżąco dopasowywanej do potrzeb nabywców oraz aktualnej sytuacji na rynku. Mieszkania spełniające kryteria określone w programie MdM mamy w sprzedaży m.in. w inwestycji Zielona Dolina i Willa One w Warszawie oraz Nowe Tysiąclecie w Katowicach. Pomimo zakończenia przyjmowania wniosków o kredyt w ramach MdM z tegorocznej puli, klienci nadal mają szansę skorzystać z rządowych dopłat ze środków przewidzianych na przyszły rok. Założenia programu umożliwiają realizację dopłat na końcu finansowania transakcji, a więc w chwili oddania budynku do użytkowania. W związku z tym można składać wnioski o dopłaty z budżetu przewidziane na 2017 rok. Osoby planujące zakup mieszkania w MdM powinny jednak wziąć pod uwagę, że pieniędzy na dopłaty ubywa i złożyć wniosek o dofinansowanie w przyszłym roku jak najszybciej.
Adrian Potoczek, dyrektor ds. sprzedaży w Wawel Service
Z roku na rok zainteresowanie dopłatami jest coraz większe. Program Mieszkanie dla młodych jest atrakcyjny nie tylko z punktu widzenia klientów, ale także deweloperów, którzy dzięki niemu zyskują nowych klientów. Mimo szybkiego wyczerpania puli dopłat na ten rok, można składać wnioski o przyznanie dofinansowania ze środków na lata 2017 i 2018. To daje przewagę rynkowi pierwotnemu. W przeciwieństwie do deweloperów, osoby sprzedające używane mieszkania nie decydują się oczekiwanie na pieniądze ze sprzedaży do przyszłego roku. Ponadto stworzyliśmy rozbudowany system wspierający sprzedaż. Nasi doradcy udzielają m.in. kompleksowych informacji na temat możliwości skorzystania z programu dopłat oraz z zakresu finansowania zakupu nieruchomości.
Zuzanna Kordzi, dyrektor ds. handlowych w ECO-Classic
Wyczerpanie środków na dopłaty spowodowało raczej trudności w realizacji transakcji niż spadek zainteresowania zakupem mieszkań. Nie zauważamy sygnałów wskazujących na to, żeby w tym względzie miało się coś zmienić. Owszem, dostosowujemy nasze systemy płatności do zaistniałej sytuacji i będziemy musieli wykazywać się elastycznością, dokąd program będzie kontynuowany.
Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Home Invest
Nie zauważamy problemu z powodu wyczerpania się tegorocznej puli dopłat dla osób ubiegających się o kredyt w ramach programu MdM. Aktualnie jedyną naszą inwestycją, w której można kupić mieszkanie z dopłatą jest projekt Monte Verdi zlokalizowany w warszawskiej dzielnicy Włochy. Klienci nabywający mieszkania w tej lokalizacji będą mogli skorzystać z dopłat z przyszłorocznej puli, ponieważ termin zakończenia budowy został przewidziany na drugi kwartał 2017 roku.
Piotr Soja z firmy Galinvest
Wyczerpanie się tegorocznej puli środków w programie MdM nie ma w naszym przypadku decydującego znaczenia. Mamy w ofercie mieszkania w programie dopłat, ale rządowe dofinansowanie nie jest główną przyczyną ich zakupu. Klienci wybierają mieszkania w naszych inwestycjach głównie ze względu na atrakcyjną cenę w porównaniu z jakością lokali, dzięki czemu większość oferty objętej MdM-em nabywana jest bez udziału programu. Ponadto standardowo oferujemy nabywcom możliwość skorzystania z harmonogramu wpłat w systemie 10/90, który także dostosowujemy do indywidualnych potrzeb kupujących.
Maria Doerre, dyrektor sprzedaży i marketingu Activ Investment
W związku z tym, że budowa naszych inwestycji zakończy się w 2017 roku, nie odczuwamy skutków wyczerpania się puli dopłat na ten rok.
Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży RED Real Estate Development
Zakończenie przyjmowania wniosków o kredyt MdM z tegorocznej puli dopłat nie wpłynęło na zainteresowanie naszymi mieszkaniami. Nasze inwestycje dowodzą, że cena jest ważna, ale musi być uzasadniona. Klienci są gotowi zapłacić więcej, jeśli otrzymują oryginalne, najwyższej jakości rozwiązania. Dodatkowo oferujemy wygodny i bezpieczny system płatności 10/90. Na etapie budowy kupujący wpłacają tylko 10 proc. wartości mieszkania, a 90 proc. kwoty dopłacają, kiedy inwestycja jest gotowa.
Katarzyna Pietrzak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Victoria Dom S.A.
Zakończenie MdM na rok 2016 spowodowało jeszcze większe zainteresowanie programem na rok 2017. Nasze projekty są tak przygotowane, aby każdy klient znalazł odpowiednie mieszkanie dla siebie, w zależności od swoich oczekiwań i możliwości finansowych.
Aneta Zdulska, dyrektor ds. sprzedaży w WAN
Mimo wyczerpania się dopłat w MdM na 2016 rok zainteresowanie zakupem mieszkań nadal jest duże, nie odnotowaliśmy większej różnicy. Podchodzimy bardzo elastycznie do potrzeb klientów, umożliwiając kupującym realizację dopłat w styczniu 2017 roku. Do tego czasu klient dopnie kwestie kredytowe, odbierze klucze do mieszkania i formalnie stanie się jego właścicielem. Osoby, które wybierają u nas mieszkania nie muszą więc takiej decyzji odkładać.
Pomimo fiaska szczytu państw-producentów ropa wciąż na relatywnie wysokich poziomach. Dobre dane z Niemiec i słabe z USA powodują wzrosty EUR/USD. Jen umacnia się – spadki mniejsze od spodziewanych.
Na rynku ropy wciąż duża zmienność. Ceny paliwa spadły po tym jak niepowodzeniem w weekend zakończyły się negocjacje producentów ropy w sprawie ograniczenia produkcji. Mimo to ceny szybko wróciły do poziomów z przed spotkania. Powodem był trzydniowy strajk pracowników sektora naftowego. Była to pierwsza taka inicjatywa tego sektora w Kuwejcie od niemal 20 lat. Protest wywołały propozycje cięcia płac i zasiłków. Po zakończeniu strajku ceny znów spadły, ale wciąż pozostają powyżej 40 dolarów. Zwyżka cen ropy korzystnie wpływa na waluty państw producentów. Rubel wciąż utrzymuje się na najwyższych poziomach od początku roku.
Indeks instytutu ZEW w Niemczech wypadł lepiej od oczekiwań. Wynik 11,2pkt przy oczekiwaniach 8pkt dał korzystny sygnał rynkom. Euro rozpoczęło umacnianie się względem dolara. Ruch ten nabrał siły jednak dopiero po południu. Dane z USA nie spełniły pokładanych w nich nadziei. Liczba pozwoleń na budowę domów wyniosła 1086 tysięcy, podczas gdy analitycy spodziewali się okrągłych 1200 tysięcy. Również liczba rozpoczętych budów wynosząca 1089 tysięcy okazała się niższa od oczekiwań – tu spodziewano się 1170 tysięcy. Sektor nieruchomości mieszkalnych, ze względu na swój udział w ostatnim kryzysie, jest pilnie obserwowany w USA. Nie może zatem dziwić, że po słabych danych ruch przenoszący zainteresowanie rynków na drugą stronę oceanu przyspieszył. W rezultacie kurs EUR/USD zyskał około 0,25%.
W nocy poznaliśmy dane z Japonii. Eksport spada w ciągu roku o 6,8%, a import o 14,9%. Na pierwszy rzut oka wygląda to na dramat gospodarczy. Co ciekawe, dane te są lepsze od oczekiwań. Analitycy spodziewali się spadków o odpowiednio 6,9% i 16,2%. Najlepszym dowodem na to, że nie są to złe wyniki, jest reakcja waluty. Po publikacji danych jen zaczął umacniać się względem dolara. Nie jesteśmy jeszcze co prawda na poziomach z poniedziałku, ale na początku tego tygodnia jen był najsilniejszy od końca 2014 roku. Walucie japońskiej pomagają nie tylko lepsze od oczekiwań dane, ale też strach inwestorów zadłużonych w jenach, że ruch umacniający będzie kontynuowany.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości uruchamia dziś konkurs, w ramach którego wspierane będzie budowanie współpracy pomiędzy małymi i średnimi przedsiębiorstwami w Polsce Wschodniej. Efektem tej współpracy będzie stworzenie kompleksowych, konkurencyjnych marek (produktów sieciowych) w określonych obszarach tematycznych, np. historia, edukacja, kultura. Działanie promuje wykorzystanie istniejącego potencjału i walorów Polski Wschodniej jako podstawy działalności gospodarczej.
O dofinansowanie mogą ubiegać się przedsięwzięcia integrujące działalność małych i średnich przedsiębiorstw w obrębie konsorcjów (minimum 10 firm), w obszarach wpisujących się w zakres regionalnych inteligentnych specjalizacji (RIS). Każdy projekt powinien zawierać spójną koncepcję budowania marki uwzględniającej istniejące na terenie Polski Wschodniej atrakcje, miejsca, obiekty i inne elementy, które mogą stać się podstawą aktywności konsorcjum. Priorytetowo będą traktowane zgłoszenia zakładające największy wpływ na aktywizację i rozwój małych i średnich firm oraz społeczności lokalnej, przyczyniające się do promocji zielonej i zrównoważonej gospodarki oraz sprzyjające transformacji struktury gospodarczej na obszarach wiejskich.
Dzięki uzyskanemu wsparciu konsorcja będą mogły przeprowadzić inwestycje początkowe (m.in. nabycie nieruchomości, wyposażenie, prace budowlane), sfinansować działania informacyjno-promocyjne, a także wypracować standardy prowadzenia działalności (m.in. poprzez możliwość skorzystania z usług szkoleniowo-warsztatowych).
Konkurs jest prowadzony w ramach Poddziałania 1.3.2 POPW „Tworzenie sieciowych produktów przez MŚP”, które jest finansowane ze środków Programu Operacyjnego Polska Wschodnia na lata 2014-2020. Kwota przeznaczona na dofinansowanie w konkursie wynosi 320 mln zł, a minimalna wartość wydatków kwalifikowalnych w projekcie wynosi 20 mln zł. Zgłoszenia do konkursu przyjmowane są od 20 kwietnia 2016 r. do 28 czerwca 2016 r.
Prognozy kursów walut sporządzane przez analityków Cinkciarz.pl po raz kolejny zostały uznane przez prestiżową amerykańską agencję prasową Bloomberg za jedne z najtrafniejszych na świecie.
Polski serwis wymiany walut Cinkciarz.pl zajął pierwsze miejsce w rankingu prognoz kursów walut rynków Ameryki Łacińskiej. Analitycy spółki w pierwszym kwartale 2016 r. wyprzedzili w tej kategorii m.in. amerykański bank inwestycyjny Morgan Stanley czy japoński Bank of Tokyo. W rankingu Bloomberga Cinkciarz.pl zajmuje również pierwszą pozycję wśród prognoz dla rynku krajów Zatoki Perskiej i piątą dla Azji. W sumie, w trafności typowania kursów w rankingu Bloomberga, Cinkciarz.pl zajął w drugim kwartale 2016 r. odpowiednio cztery miejsca pierwsze, trzy miejsca drugie oraz pięć trzecich miejsc.
Fachowość ekspertów z Warszawy i wiarygodność ich obserwacji są dostrzegane przez światowe media finansowe. Marcin Lipka, jeden z analityków Cinkciarz.pl, był cytowany w ostatnich tygodniach w kontekście dwóch bardzo trafnych szacowań. Pierwszym przykładem była niezwykle celna prognoza kierunku kursu brazylijskiego reala. Abstrahując od bieżących zawirowań politycznych w Sao Paulo i skupiając się na szerszym kontekście rynku surowcowego, w tym na istotnej roli kondycji chińskiej gospodarki i jej wpływu na brazylijską ekonomię, analitycy Cinkciarz.pl wskazali jedno z trzech najbardziej precyzyjnych szacowań kursu reala. Ich opinie na ten temat były cytowane w artykułach Bloomberg.com, Die Welt oraz w Rzeczpospolitej. Co ciekawe, przewidywania Cinkciarz.pl, podobnie jak specjalistów z pierwszego i drugiego miejsca (odpowiednio z włoskiego MPS Capital Services i szwedzkiego Skandinavska Enskilda Banken), były przygotowane bez współpracy z zespołem w Brazylii, a jedynie w oparciu o staranną analizę danych.
Jeszcze ciekawsze wydają się średniookresowe szacowania analityków Cinkciarz.pl dotyczące kursu rupii indyjskiej. Portal BloombergMarkets podkreśla, że Cinkciarz.pl jest drugim czołowym prognostą tej waluty na świecie. Według zaprezentowanych w materiale analiz, rupia spadnie do końca roku do nienotowanych dotychczas niskich poziomów. Według prognoz Cinkciarz.pl możemy mieć do czynienia z osłabieniem powodowanym spodziewaną siłą dolara pod koniec roku, ale niekoniecznie, jak niektórzy ekonomiści sądzą wyraźniejszym łagodzeniem polityki monetarnej przez bank centralny Indii.
Przytoczone powyżej przykłady trafnych analiz dotyczą oczywiście tylko tych najbardziej medialnych prognoz zespołu analitycznego Cinkciarz.pl. Serwis wymiany walut jest regularnie doceniany jako instytucja prognozująca. Nie ma w tym przypadkowości. Imponująca jest konsekwencja z jaką analitycy Cinkciarz.pl utrzymują się w czołówce pozycji na takich walutach jak ukraińska hrywna, meksykańskie peso czy koreański won.
Odwołanie lub opóźnienie lotu niejednokrotnie potrafi skutecznie pokrzyżować nie tylko wakacyjne, ale i biznesowe plany. Stracona szansa na pozyskanie nowego kontrahenta lub na udział w przetargu to jedne z wielu możliwych konsekwencji takich zdarzeń. Warto pamiętać, że w takich sytuacjach przysługują nam prawa, a ubieganie się o nie pomoże zminimalizować poniesione straty.
Niezależnie od faktu, czy podróżujemy służbowo czy prywatnie, w przypadku odwołania lub opóźnienia lotu o ponad 3 godziny z winy przewoźnika poszkodowanemu pasażerowi należy się rekompensata finansowa. Z przepisów rozporządzenia unijnego wynika, że jej wysokość waha się od 250 nawet do 600 euro. Jednak jeśli podróżujemy w sprawach biznesowych
i straty, które poniosła firma w związku z odwołanym lub opóźnionym lotem są duże, a za zdarzenie odpowiada linia lotnicza, swoich praw możemy dochodzić na zasadach ogólnych wyrażonych w Kodeksie Cywilnym. To oznacza, że konieczne jest udowodnienie ich przed sądem.
– Rozporządzenie unijne umożliwia przeciętnemu konsumentowi bez wykazania poniesionej szkody uzyskanie rekompensaty finansowej w sytuacji odwołania bądź opóźnienia rejsu
o ponad 3 godziny. Przepisy te nie wykluczają jednak dochodzenia roszczenia np. z powodu utraty kluczowego kontraktu dla danego przedsiębiorstwa na zasadach przepisów ogólnych – mówi Adw. Piotr Ratnicki-Kiczka, ekspert marki Opoznionysamolot.pl.
Dochodzenie roszczenia na zasadach ogólnych jest opłacalne dla poszkodowanej firmy tylko wtedy, gdy jesteśmy w stanie udowodnić przed sądem poniesione straty, a kwota, którą mamy szansę wywalczyć jest na tyle wysoka, że zwrócą się nam koszty poniesione na pełnomocnika. Niestety wykazanie szkody jest niezwykle trudne, a proces dowodowy długotrwały (w niektórych przypadkach może trwać nawet 3 lata). Z tego względu, jeśli nie mamy wystarczających dowodów, lepiej ubiegać się o rekompensatę finansową od linii lotniczych na podstawie rozporządzenia Unii Europejskiej. Należy wtedy pamiętać, że
w przypadku podróży służbowej pieniądze pozyskane z tzw. odszkodowania ryczałtowego zawsze wędrują do kieszeni pracownika, którego lot został odwołany bądź opóźniony o ponad 3 godziny z winy przewoźnika.
Wysokość rekompensaty finansowej zależy od długości trasy. Za 1 500 km lub mniej wynosi ona 250 euro, za ponad 1 500 km – 400 euro, a za więcej niż 3 500 km aż 600 euro. Rekompensata obejmuje wszystkie rejsy przewoźników odbywających się w Unii Europejskiej (krajem wylotu lub przylotu jest państwo członkowskie) tzn. krajowe, międzynarodowe, rejsowe, czarterowe oraz loty tanich linii lotniczych. Poszkodowany pasażer może dochodzić roszczenia przez 10 lat na podstawie biletu lotniczego (także wersji elektronicznej).
– Co ważne, rekompensata finansowa zawsze przysługuje tej osobie, na którą został wystawiony bilet lotniczy. W praktyce oznacza to tyle, że dla Ustawodawcy nie jest istotne, kto zapłacił za bilet, ale czyje imię i nazwisko na nim widnieje – wyjaśnia Adw. Piotr Ratnicki-Kiczka. – Jeśli zatem pracodawca próbowałby wymusić na pracowniku zwrot otrzymanej kwoty na rzecz firmy, to dokonałby naruszenia przepisów prawa– tłumaczy ekspert marki Opoznionysamolot.pl.
Przepisy regulujące zasady przyznawania rekompensat finansowych wynikają wprost
z Rozporządzenia (WE) Nr 261/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11 lutego 2004 r. Natomiast w przypadku przewoźników spoza Unii Europejskiej w sytuacji odwołania lub opóźnienia lotu mają zastosowanie przepisy państw trzecich.
Warto podkreślić, że poszkodowany pasażer może osobiście dokonać zgłoszenia lub zlecić to osobie trzeciej np. asystentowi czy pracownikowi działu HR. Niezależnie od faktu, kto dostarczył dokumenty oraz bilet, chcąc zamienić problemy związane z podróżowaniem samolotem w korzyści materialne, pracownik, którego lot został odwołany lub opóźniony
o ponad 3 godziny musi zatwierdzić zgłoszenie oraz udzielić zgody na zlecenie sprawy firmie zajmującej się pozyskiwaniem rekompensat finansowych od przewoźników. Przekazanie sprawy doświadczonym adwokatom specjalizującym się w prawie konsumenckim z pewnością zwiększy nasze szanse na otrzymanie rekompensaty finansowej od linii lotniczych.
2005 rok przyniósł przełom – z zasobów globalnej sieci skorzystało po raz pierwszy w historii miliard internautów. W ciągu kolejnych pięciu lat liczba ta uległa podwojeniu, by w 2014 roku przekroczyć – magiczny wydawałoby się – próg 3 miliardów. Internet puchnie, a wraz z nim rośnie liczba cyberzagrożeń.
Dziś dostęp do sieci posiada już 40% światowej populacji – ponad 3,3 mld ludzi. Na tym tle Polska wprawdzie jest mikrusem, jednak nasza rola na mapie Internetu systematycznie rośnie. W rankingu porównującym liczbę internautów Polska zajmuje globalnie 26 miejsce spośród wszystkich 201 klasyfikowanych państw świata i siódme w Europie. Z Internetu korzysta obecnie 27,9 miliona naszych rodaków. Dla porównania w 2000 roku było ich zaledwie 2,8 miliona.
Pierwsza pozycja należy do Chin, w których już prawie 721,5 miliona mieszkańców ma dostęp do sieci. Stanowią oni nieco ponad 21% wszystkich użytkowników Internetu. Drugie miejsce zajmują Indie z przeszło 462 milionami obywateli podłączonych do globalnego gniazda. I to właśnie tam co roku przybywa najwięcej internautów – średnio o 30,5%. Ostatnie miejsce na podium przypada Stanom Zjednoczonym. Korzysta tam z sieci prawie 287 milionów osób, co stanowi aż 88,4% całej populacji państwa.
Wraz z dołączaniem do globalnej sieci kolejnych użytkowników proporcjonalnie rośnie nie tylko wielkość generowanych danych, pochodzących z „internetowego ruchu”, ale także liczba cyberzagrożeń. A tempo rozwoju Internetu jest imponujące.
Tendencja wzrostowa
Liczba wysyłanych maili rośnie o ponad dwa miliony w ciągu sekundy, w tym samym czasie liczba zakupionych na świecie smartfonów wzrasta o 100, a liczba internautów o 10. Dziesięć nowych stron WWW powstaje co trzy sekundy, a liczba atakowanych przez cyberprzestępców portali powiększa się o siedem na każde dziesięć sekund. To nieco skrócona relacja z wydarzeń opisujących dynamikę Internetu.
– Liczba internautów stale rośnie, a razem z nimi poszerza się sieciowe spektrum, które w coraz większym stopniu przyciąga cyberprzestępców. W ubiegłym roku liczba ataków DDoS wzrosła niemal o 150%, a wykrytych infekcji wywołanych złośliwym oprogramowaniem – o 73%. Kwestia odpowiedniego zabezpieczania danych zarówno firmowych, jak i prywatnych powinna stać się priorytetem. Zwłaszcza, że na celowniku crackerów jest każdy z nas – tłumaczy Ewelina Hryszkiewicz z Atmana, operatora krajowej sieci światłowodowej i największego polskiego centrum danych.
Cyberzagrożenia zaraz za handlem narkotykami
Opublikowany niedawno ranking Check Point Software Technologies sklasyfikował Polskę na pierwszej pozycji najbardziej narażonych na ataki państw Unii Europejskiej. W skali świata natomiast zajęliśmy dość wysokie 34. miejsce. Przy tym współczynnik zagrożenia komputerów zarówno firmowych, jak i prywatnych wzrósł w porównaniu do 2014 roku niemal dwukrotnie – z 9,2 do 17,2 pkt. Eksperci Check Point po zapoznaniu się z bilansem szkód wyrządzonych w minionym roku przez cyberprzestępców poinformowali, że bardziej szkodliwym finansowo rodzajem przestępczości jest tylko nielegalny handel narkotykami.
Do podobnych wniosków można dojść po lekturze raportu „W obronie cyfrowych granic”, opracowanego przez specjalistów z firmy doradczej PwC. Zgodnie z wynikami badań, w 2015 r. ponad połowa polskich przedsiębiorstw padła ofiarą co najmniej 6 aktów cyberprzestępczości. 4% polskich firm straciło w ich wyniku co najmniej 1 mln złotych, a 5% musiało pogodzić się z nieplanowanym przestojem działalności trwającym dłużej niż pięć dni.
– Jesteśmy naocznymi świadkami cyfrowej transformacji polskich firm, ale niestety, choć polskie przedsiębiorstwa na ochronę przed cyberatakami w poprzednim roku przeznaczyły około 10% swoich budżetów, to wciąż brakuje nam sporo do światowej średniej, która wynosi 19% – zauważa Ewelina Hryszkiewicz z Atmana.
W Polsce budżet przeznaczany przez przedsiębiorstwa na zabezpieczanie wartościowych danych w ciągu jednego roku wzrósł niemal dwukrotnie. Teoretycznie to dużo, jednak porównując tempo rozrostu sieci w tym czasie, zmiana ta wydaje się mało znacząca. W tym czasie do sieci podłączyło się prawie 240 mln nowych użytkowników, a cyberprzestępcom udało się wykraść szacunkowo ponad 300 mln pojedynczych „rekordów” danych osobowych i w efekcie swoich działań wygenerować sumaryczną stratę ok. miliarda dolarów. Pięciokrotnie natomiast wzrosła średnia wartość natężenia ataków DDoS – o ile wcześniej ataki o wysokiej przepustowości notowano raczej rzadko, w 2015 roku nie brakowało takich, które osiągały natężenie rzędu 500 Gb/s.
Globalna perspektywa
Zgodnie z prognozą The Future of The Internet – 7 Big Predictions for 2020, liczba aktywnych użytkowników globalnej sieci do 2020 roku przekroczy 5 miliardów. Biorąc pod uwagę obecną populację świata, liczącą 7,4 miliarda osób, dostęp do zasobów Internetu powinno mieć co najmniej 65% mieszkańców ziemi. Ilu wśród nich będzie cyberprzestępców?
Argentyna powraca na międzynarodowy rynek obligacji
Buenos Aires rozstrzyga długi spór z wierzycielami
Olbrzymi popyt na nową emisję
W tym tygodniu Argentyna mocnym akcentem zaznaczyła swoją ponowną obecność na międzynarodowych rynkach obligacji, po raz pierwszy od ponad 15 lat dokonując emisji papierów dłużnych.
Dotychczas długotrwały konflikt z inwestorami dotyczący restrukturyzacji zadłużenia po pierwszym bankructwie w 2001 r. uniemożliwiał Argentynie obsługę długu, przez co w 2014 r. kolejny raz znalazła się w stanie technicznej niewypłacalności.
Rozstrzygnięcie sporu z wierzycielami – jedna z obietnic wyborczych nowego prezydenta, Mauricio Macriego – utorowało drogę do wczorajszej emisji, która umożliwi rządowi spłatę zaległych odsetek, długów, a także sfinansowanie znacznego deficytu budżetowego.
Inwestorzy wywindowali ceny będących już w obiegu obligacji w nadziei na pozytywne zmiany, jednak najnowsza emisja spotkała się z olbrzymim popytem i pięciokrotną nadsubskrypcją. Wyemitowane obligacje mają terminy zapadalności od trzech do trzydziestu lat i rentowności od 6,4% do 8,0%, co daje wpływy do budżetu o wartości 15 mld USD, a obecnie, po rozpoczęciu obrotu wtórnego, ich ceny nieco wzrosły.
Biorąc pod uwagę problemy ze wzrostem gospodarczym i wysoką inflacją, centroprawicowy rząd, zasadniczo chwalony przez społeczność inwestorów za prowadzenie przyjaznej dla rynku polityki, nie może jeszcze mówić o pełnym sukcesie, jednak nowa fala optymizmu na rynku najprawdopodobniej przyczyni się do wsparcia starań rządu o przywrócenie argentyńskiej gospodarki do stanu dawnej świetności.
Z analiz międzynarodowej firmy doradczej JLL wynika, że „wielka siódemka” polskich rynków biurowych, do której zalicza się Warszawę, Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań i Łódź, notuje dynamiczny rozwój, będąc przedmiotem zainteresowania zarówno inwestorów kapitałowych działających na rynku nieruchomości, jak również firm m.in. z sektora usług dla biznesu. Rozwojowi „wielkiej siódemki” sprzyja wzrost PKB, duża aktywność najemców, transparentność rynku nieruchomości i dostępność zróżnicowanych produktów inwestycyjnych w dobrych cenach.
Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce
Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce, informuje: „Warszawa jest największym centrum biznesowym i finansowym w Polsce i Europie Środkowo – Wschodniej, w którym działają globalne korporacje oraz najwięksi deweloperzy i fundusze inwestycyjne. Równolegle, dynamicznie rozwijają się pozostałe główne ośrodki miejskie, przyciągając zarówno firmy z sektora usług dla biznesu, jak i międzynarodowy kapitał inwestujący na rynkach nieruchomości. Obecnie już nie tylko Warszawa, ale również Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań i Łódź oferują ciekawe opcje zakupu obiektów komercyjnych. Dynamicznemu rozwojowi rynków biurowych sprzyja dobra kondycja polskiej gospodarki i pozytywne prognozy dalszego wzrostu PKB”.
Przyczyny dynamicznego wzrostu siedmiu największych rynków biurowych
Skala rynku i wzrost PKB
Według prognoz Oxford Economics, polski PKB będzie rósł w tempie 3,5-3,6% w latach 2016 – 2018, czyli większym niż zakładane tempo wzrostu dla całej Unii Europejskiej. Polsce sprzyja skala – z liczbą ludności na poziomie 38 milionów osób jest szóstym co do wielkości krajem UE i większym rynkiem niż Czechy, Słowacja i Węgry razem wzięte.
Transparentność rynku nieruchomości
W Globalnym Indeksie Transparentności Rynku Nieruchomości 2014 Polska zajęła 17 miejsce na świecie, wyższe niż np. Hiszpania, Norwegia, Austria czy Włochy, jak również inne kraje regionu Europy Środkowo – Wschodniej.
Duża aktywność najemców i wysoki poziom absorpcji[1] powierzchni biurowej
Anna Bartoszewicz-Wnuk
Polska przyciąga międzynarodowych gigantów –z sektora finansów, bankowości, szeroko pojętych usług, telekomunikacji, IT – którzy wiążą z naszym krajem wieloletnie plany rozwoju i stają się tym samym długoterminowymi najemcami budynków biurowych.
„W 2015 r. na polskim rynku biurowym zarejestrowano historycznie rekordowy popyt – zawarto umowy najmu na łącznie 1,5 miliona mkw. Rozwój firm już działających w kraju oraz wejścia nowych przedsiębiorstw przyczyniają się do wysokiego poziomu absorpcji powierzchni, która w 2015 r. w samej Warszawie sięgnęła historycznie rekordowych 280 000 mkw., dając stolicy Polski jeden z najlepszych wyników w tym obszarze w Europie”, komentuje Anna Bartoszewicz-Wnuk, Dyrektor Działu Badań Rynku i Doradztwa, JLL.
Obecnie, polski rynek biurowy sprzyja najemcom, którzy mogą wybierać wśród nowoczesnych, zarówno powstających, jak i istniejących budynków. Wskaźnik powierzchni niewynajętej na koniec 2015 r. wynosił 12,3% w Warszawie, 5,5% w Krakowie, 8,6% we Wrocławiu, 10,8% w Trójmieście, 13,2% w Katowicach, 15,9% w Poznaniu czy 6,9% w Łodzi.
„Jeśli jednak z istniejących wolnych zasobów wykluczymy powierzchnie biurowe, które mogą być postrzegane jako nieatrakcyjne biorąc pod uwagę aktualne warunki rynkowe, okaże się, że realny poziom pustostanów jest niższy i wynosi poniżej 10% w większości miast „wielkiej siódemki”, wskazuje Anna Bartoszewicz-Wnuk.
Atrakcyjne ceny nieruchomości
Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL
Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL, informuje: ”Polska oferuje nieruchomości w dobrych cenach w porównaniu z krajami Europy Zachodniej. Atrakcyjna cena polskich biurowców jest widoczna nie tylko w wyższych stopach kapitalizacji, ale również w znacząco niższych wartościach kapitałowych w przeliczeniu na metr kwadratowy budynku. Na koniec ubiegłego roku stopy kapitalizacji dla najlepszych obiektów biurowych w Warszawie wynosiły 5,25%, w Krakowie i Wrocławiu – 6,25%; w Trójmieście i Poznaniu – 7%, a w Katowicach i Łodzi – 7,5%. Dla porównania średnia ważona dla 24 głównych rynków europejskich to 4,53% w IV kw. 2015 r.”.
Płynność rynku i dostępność zróżnicowanych produktów inwestycyjnych
„Aktywność deweloperska w Polsce pozostaje na wysokim poziomie, a znaczący udział powierzchni w budowie w całkowitej podaży jest naturalnym zjawiskiem dla rozwijających się rynków regionu CEE, które cechuje niższe niż w Europie Zachodniej nasycenie powierzchnią biurową. Przykładowo, w Warszawie nasycenie powierzchnią biurową wynosi 2,7 mkw. na mieszkańca, czyli zauważalnie mniej niż w zachodnioeuropejskich miastach o podobnej wielkości, takich jak np. Barcelona – poniżej 4 mkw., Wiedeń – ponad 6 mkw., czy Hamburg – ponad 8 mkw.”, dodaje Anna Bartoszewicz-Wnuk.
Polski rynek biurowy zdominowany jest przez doświadczonych deweloperów, znających coraz bardziej specyficzne wymagania najemców i dostarczających na rynek produkty wysokiej jakości – nowoczesne, bezpieczne, z długoterminowymi umowami najmu.
„Podaż powierzchni biurowej w Polsce rośnie w tempie 9% rocznie. Rynek daje inwestorom zdywersyfikowaną pod względem jakości i ceny ofertę – od flagowych, wysokiej jakości projektów, po produkty oportunistyczne oraz typu value-add. W ten sposób fundusze o bardzo różnych strategiach inwestycyjnych mogą liczyć na udane zakupy – zarówno te szukające najlepszych biurowców w swojej klasie, jak i te skłonne do większego ryzyka, ale oczekujące wyższej stopy zwrotu”, informuje Tomasz Puch.
Aktywność funduszy inwestycyjnych na polskim rynku biurowym utrzymuje się na wysokim poziomie. Co szczególnie ciekawe, w ostatnich latach istotnie wzrosła wartość transakcji biurowych zrealizowanych poza Warszawą (do rekordowych 800 mln euro w 2015 r.)
„Kolejnym potwierdzeniem atrakcyjności polskich miast dla inwestorów kapitałowych jest tegoroczna, bardzo duża transakcja pomiędzy Echo Investment a Redefine Properties, której przedmiotem jest 75% udziałów w portfelu nieruchomości komercyjnych Echo, obejmującym – oprócz centrów handlowych – takie obiekty biurowe jak A4 Business Park w Katowicach, Astra Park w Kielcach, Malta Office Park w Poznaniu, Oxygen w Szczecinie, Park Rozwoju w Warszawie czy West Gate we Wrocławiu. Biorąc pod uwagę aktywność inwestorów spodziewamy się, że wartość transakcji na rynku biurowym może przekroczyć w tym roku bardzo dobry wynik z 2014 r. – 1,8 mld euro. Jeśli jednak wszystkie toczące się umowy kupna/sprzedaży biurowców zostaną zrealizowane w terminie mamy nawet szansę na pobicie historycznego rekordu z 2006 r., czyli 2,2 mld euro”, podsumowuje Tomasz Puch.
Warszawa to największy rynek biurowy w Polsce i Europie Środkowo – Wschodniej (z wyłączeniem Rosji). Łączne zasoby biurowe w stolicy sięgnęły 4,66 mln mkw. na koniec 2015 r., a popyt w ubiegłym roku wyniósł rekordowe ok. 834 000 mkw. Największą umowę najmu podpisał Samsung (ponad 21 000 mkw. w Warsaw Spire). Absorpcja netto była również na dotąd nienotowanym poziomie (280 000 mkw. w 2015 r.). Wskaźnik powierzchni niewynajętej wyniósł 12,3% na koniec 2015 r., a najwyższe czynsze transakcyjne w Centrum sięgały 21-23,5 euro za mkw. miesięcznie.
Kraków
Kraków to drugi co do wielkości rynek biurowy w Polsce (736 500 mkw. na koniec 2015 r.) i główna lokalizacja w CEE dla firm z sektora usług dla biznesu (dziewiąte miejsce w rankingu Top 100 Outsourcing Destinations, przygotowywanym przez Tholons – najwyżej notowane miasto europejskie). W 2015 r. w Krakowie zawarto umowy najmu na 226 000 mkw., co było najlepszym rezultatem w historii tego rynku. Aż 155 000 mkw. wynajął sektor usług dla biznesu. Największą umowę najmu w zeszłym roku podpisał Shell (22 000 mkw. w DOT Office). Wskaźnik powierzchni niewynajętej wyniósł 5,5% na koniec 2015 r. i był najniższy wśród rynków „wielkiej siódemki”. Najwyższe czynsze transakcyjne w Krakowie kształtowały się na poziomie 13,8 – 14,5 euro za mkw. miesięcznie.
Wrocław
Łączne zasoby biurowe we Wrocławiu wyniosły ok. 670 000 mkw. na koniec roku, a popyt sięgnął aż 127 000 mkw. Największą umowę najmu zawarło IBM Global Services Delivery Centre Polska (20 000 mkw. w Wojdyła Business Park). Niezwykle ważnym wydarzeniem była również decyzja UBS o zlokalizowaniu swojego centrum usług wspólnych właśnie w stolicy Dolnego Śląska. Na koniec roku wskaźnik powierzchni niewynajętej wynosił 8,6%, a najwyższe czynsze transakcyjne 14-14,5 euro za mkw. miesięcznie.
Trójmiasto
Trójmiejski rynek biurowy (Gdańsk, Gdynia i Sopot) oferował łącznie 570 000 mkw. nowoczesnej powierzchni na koniec 2015 r. W ubiegłym roku popyt wyniósł ponad 107 000 mkw., a największą umowę najmu podpisała firma State Street (15 000 mkw. w Alchemii II, Gdańsk) – nowa marka na trójmiejskim rynku. Trójmiasto wybrał również ThyssenKrupp, co pokazuje, że region przyciąga globalne korporacje. Na koniec 2015 r. wskaźnik powierzchni niewynajętej w Trójmieście wyniósł 10,8%, a najwyższe czynsze transakcyjne 12,75-13,50 euro za mkw. miesięcznie.
Katowice
Katowice to piąty co do wielkości rynek biurowy w Polsce, z zasobami powierzchni rzędu 397 400 mkw. na koniec 2015 r. Ubiegłoroczny popyt na biura wyniósł 62 500 mkw., a największą umowę podpisał Tauron (10 000 mkw. w Katowice Business Point). Ciekawym zjawiskiem na katowickim rynku biurowym jest aktywność polskich najemców. Na koniec roku wskaźnik powierzchni niewynajętej w Katowicach wynosił 13,2%, a najwyższe czynsze transakcyjne 12,5 – 13,5 euro za mkw. miesięcznie.
Poznań
Zasoby biurowe Poznania wyniosły 387 000 mkw. na koniec 2015 r. Rynek zanotował znaczący wzrost aktywności najemców w ubiegłym roku – popyt wyniósł 65 000 mkw., trzykrotnie więcej niż w 2014 r. Największe umowy najmu zawarł BZ WBK (13 000 mkw. w Poznańskim Centrum Finansowym oraz ponad 11 000 mkw. w Business Garden Poznań). Na koniec 2015 r. wskaźnik powierzchni niewynajętej wynosił 15,9%, a najwyższe czynsze transakcyjne 14-14,5 euro za mkw. miesięcznie.
Łódź
Łódź z zasobami powierzchni biurowej na poziomie 305 000 mkw. jest siódmym co do wielkości rynkiem w Polsce. W 2015 r. w Łodzi podpisano największą ubiegłoroczną umowę najmu w kraju – 24 000 mkw. dla mBanku w Przystanku mBank. Łączny popyt wyniósł 70 000 mkw. Na koniec roku wskaźnik powierzchni niewynajętej sięgał 6,9%, a najwyższe czynsze transakcyjne kształtowały się na poziomie 11,5-12,75 euro za mkw. miesięcznie.
[1] Różnica pomiędzy zajętą powierzchnią biurową rok do roku. Absorpcja netto pokazuje, o ile więcej powierzchni biurowej zostało wchłonięte przez rynek.
12 maja 2016 roku, w warszawskim hotelu Marriott odbędzie się międzynarodowa konferencja M&A WORLDWIDE ACQUISITION AND INVESTMENT FORUM. Wydarzenie to jest częścią warszawskiego konwentu M&A Worldwide Network. Organizatorami wydarzenia są firmy Capital One Advisers oraz JP Weber, które w Polsce reprezentują sieć M&A Worldwide.
Celem konferencji jest dyskusja nad globalnymi trendami w obszarze fuzji i przejęć oraz omówienie kluczowych aspektów transakcji transgranicznych. Uczestniczyć w niej będą reprezentujący blisko 40 krajów, bankierzy inwestycyjni zrzeszeni w sieci M&A Worldwide, zagraniczni inwestorzy, a także właściciele i kadra zarządzająca czołowych polskich przedsiębiorstw.
”Od początku planowania konferencji zależało nam na tym, aby miała charakter teoretyczny jak i praktyczny, dlatego eksperci przedstawią na niej różne aspekty związane z przejęciem, sprzedażą i łączeniem spółek oraz wyjaśnią, jak uniknąć częstych pułapek i błędów. Dzięki temu uczestnicy dowiedzą się, jak skutecznie przeprowadzić proces fuzji i przejęć, począwszy od podjęcia decyzji aż do końcowej realizacji.”- mówi Grzegorz Piechowiak, Partner Zarządzający JP Weber
Prelegentami konferencji będą zarówno osoby związane na co dzień z procesami transakcyjnymi oraz przedsiębiorstwa, które osiągnęły szereg sukcesów na arenie międzynarodowej. W ramach Case Study od praktycznej strony opowiedzą o swoich projektach i przedsięwzięciach. Głównymi zagadnieniami poruszanymi na forum będą:
GLOBALNE TRENDY M&A
JAK SKUTECZNIE ZREALIZOWAĆ TRANSGRANICZNY PROJEKT PRZEJĘCIA SPÓŁKI?
Kluczowe czynniki sukcesu, wycena i aspekty due diligence, dobre praktyki M&A. Rozwój transakcji M&A w wybranych sektorach (motoryzacja i transport, IT, ochrona zdrowia, FMCG, energetyka i ekologia).
ZNACZENIE ASPEKTÓW KULTUROWYCH W PROCESIE INTEGRACJI PO ZAMKNIĘCIU TRANSAKCJI
Jaki jest wpływ kultury na dalszy przebieg procesu?
„Jesteśmy niezwykle dumni z takiego grona uczestników. Spotkanie to będzie również idealną okazją do wymiany doświadczeń oraz pozyskania nowych relacji biznesowych. Uczestnicy będą mieli niepowtarzalną szansę spotkać w jednym miejscu kilkudziesięciu doradców oraz ekspertów M&A z całego świata i porozmawiać z nimi o potencjalnych regionalnych i globalnych projektach inwestycyjnych.” – mówi Anna Domeredzka, Wiceprezes Capital One Advisers.
Wydarzenie zwieńczone zostanie koktajlem networkingowym, podczas którego będzie można już indywidualnie kontynuować dyskusje, które mogą się okazać początkiem długotrwałych relacji biznesowych.
Patronami wydarzenia zostali Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych S.A. oraz Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych.
Organizatorami konferencji są Capital One Advisers- niezależna grupa doradcza, wspierająca rozwój i wzrost wartości firm poprzez doradztwo finansowe oraz realizację transakcji kapitałowych i JP Weber – firma doradcza wspierająca międzynarodowe przedsiębiorstwa w projektach inwestycyjnych, transakcjach M&A oraz restrukturyzacjach a także w bieżących aspektach prawno-podatkowych. i księgowych.
Konferencja odbywać się będzie w języku angielskim.
Marcin Kiepas, dyrektor działu analiz Admiral Markets
W środę złoty umocnił się do głównych walut. Inwestorzy skupili się na poprawie nastrojów na rynkach globalnych, zupełnie zapominając o wczorajszych słabych danych z polskiej gospodarki. I słusznie.
Złoty kontynuował wczorajsze umocnienie do głównych walut. O godzinie 16:11 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2860 zł, USD/PLN 3,78 zł, a CHF/PLN 3,9160 zł. W przypadku tej ostatniej pary, co z pewnością ucieszy rzesze spłacających kredyty mieszkaniowe denominowane w szwajcarskim franku, nastąpiło wybicie dołem z 1,5-tygodniowej konsolidacji powyżej poziomu 3,93 zł. Na gruncie analizy wykresu może to zapowiadać ruch w kierunku dołka z przełomu marca i kwietnia br. (3,8670 zł).
Polska waluta, podobnie jak wiele innych (np. węgierski forint), umacniała się na fali pozytywnych nastrojów na rynkach globalnych, co w automatyczny sposób zwiększa apetyt na ryzyko. Tym samym inwestorzy zupełnie zapomnieli o wczorajszych, zaskakująco słabych, danych z polskiej gospodarki. I słusznie.
Przypomnijmy, we wtorek mocno rozczarowały wyniki produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej za miesiąc marzec. Roczna dynamika produkcji ukształtowała się na poziomie 0,5% R/R, przy rynkowym konsensusie na poziomie 3% i wobec 6,7% w lutym. To najgorszy wynik od listopada 2014 roku. Odsezonowana produkcja wzrosła zaś o 0,8% R/R wobec 3% w lutym i 3,3% w styczniu, a także wobec średniomiesięcznego wzrostu w 2015 roku na poziomie 4,45% R/R. To również był wynik najgorszy od listopada 2014 roku. Wyniki w dół pociągnęła budowlanka (odsezonowana produkcja budowlano-montażowa w dół aż 13,9% R/R, co jest najsłabszym wynikiem od prawie 3 lat) oraz załamanie w górnictwie. Związane to jest m.in. z zakończeniem perspektywy budżetowej UE.
Jeszcze gorzej wygląda sprzedaż detaliczna, która pomimo Świąt Wielkanocnych, w marcu zanotowała wzrost na poziomie 0,8% R/R. Prognozowano, że będzie to 3,4%, po tym jak w lutym było 3,9%.
Inwestorzy już wczoraj zignorowali te dane, traktując je jako jednorazowe. Oczywiście można mieć spore wątpliwości, czy to słuszne założenie. Nie mniej jednak na pewno nie zmieniają one nic jeżeli chodzi o oczekiwania co do dalszych decyzji RPP. Jeden słaby miesiąc to jeszcze nie trend. Rada nie będzie więc reagować. Szczególnie, że wszyscy liczą na wzrost konsumpcji w następstwie programu 500+. Potwierdził to dziś Kamil Zubelewicz z RPP mówiąc, że obniżenie stóp w obecnej sytuacji byłoby niewskazane.
Zupełne zignorowanie danych i skupienie się na czynnikach globalnych, które w efekcie doprowadziły do umocnienia złotego wczoraj i dziś, nie zaskakuje. Należy jednak mieć na uwadze, że gdyby jednak takich rozczarowań ze strony gospodarki było więcej (jeszcze 1-2 przypadki) to rynki na poważnie zaczną spekulować nt. jednorazowej obniżki stóp procentowych w Polsce. Niezależnie, czy Rada podejmie taką decyzję, czy też nie, takie spekulacje zaszkodzą złotemu
W średnim terminie perspektywy dla złotego wyglądają nieco gorzej niż obserwowana wczoraj i dziś sytuacja na rynku walutowym. Wydaje się, że na przełomie marca i kwietnia miało miejsce rynkowe przesilenie, po tym jak mocno zyskiwał on od drugiej połowy stycznia. Wspomniane przesilenie było efektem, z jednej strony, wyczerpania się paliwa, które dotychczas napędzało proces umocnienia złotego (m.in. poprawa nastrojów na rynkach globalnych, dobre dane z polskiej gospodarki, dyskontowanie braku obniżek stóp proc. przez RPP). Z drugiej zaś, pojawienia się pierwszych czynników ryzyka (m.in. możliwe pogorszenie koniunktury na rynkach światowych, ewentualne cięcie ratingu Polski przez Moody’s, ryzyko związane z tzw. ustawą frankową, przedłużająca się deflacja, czy mogące w jakiś sposób niepokoić opisane wyżej marcowe załamanie produkcji i sprzedaży detalicznej w Polsce). Dlatego też w kolejnych tygodniach raczej należy się liczyć ze słabszym niż mocniejszym złotym.
Po szczycie w Doha cena ropy Brent szybko odrabia straty
Globalny popyt rośnie, a wraz z nim ceny
Koniec contango na rynku ropy Brent może spowodować wzrost podaży
Po zakończonym niepowodzeniem szczycie w Doha, cena ropy Brent osiągnęła 40 USD za baryłkę, a następnie wzrosła – wczoraj niemal powróciła do poziomu 45 USD za baryłkę. Dla zawstydzonej grupy ministrów ds. ropy wyjeżdżających z Doha w ubiegłą niedzielę odwołany wczoraj strajk pracowników sektora naftowego w Kuwejcie stanowił zrządzenie losu.
W poniedziałek rano uwaga rynku szybko przeniosła się z wojny cenowej i nadprodukcji na kolejne nieprzewidziane zakłócenia dostaw. Ostatni tego rodzaju incydent był jednym z wielu, które miały miejsce w ciągu ostatnich kilku miesięcy i które, w połączeniu z hamującą produkcją w Stanach Zjednoczonych, przyczyniły się do ożywienia i przyciągnięcia inwestorów do ropy.
Produkcja w Kuwejcie powraca do poziomów sprzed strajku, dzięki czemu można się obecnie skupić na innych czynnikach, które wpływają zarówno na spadek, jak i na wzrost cen. Zanim je wymienimy, należy przypomnieć o dzisiejszym istotnym wydarzeniu w Stanach Zjednoczonych, tj. o cotygodniowej publikacji raportu w sprawie zapasów amerykańskiej Administracji Informacji Energetycznej (EIA) o godz. 4:30 czasu środkowoeuropejskiego.
Amerykański Instytut Naftowy opublikował wczoraj pod koniec dnia swoje szacunki; według nich, można się spodziewać wzrostu o 3,1 mln baryłek, czyli niemal podwojenia prognozowanej ilości. W dotyczącym dzisiejszego raportu badaniu agencji Bloomberg wzrost zapasów wyniósł 2,3 mln baryłek.
Spróbujmy zdefiniować niektóre z czynników, które mogłyby stanowić wytłumaczenie utrzymującej się zmienności na rynku.
Czynniki wzrostu cen
Proces przywracania równowagi trwa, w szczególności w Ameryce Północnej, gdzie wysokokosztowi producenci ze Stanów Zjednoczonych i Kanady zmuszeni są ograniczać produkcję.
Globalny popyt nadal rośnie, a w połączeniu z hamującą produkcją spoza OPEC przyczyni się to do wzrostu cen w nadchodzących miesiącach.
Obniżenie wydatków kapitałowych o miliardy dolarów spowoduje, że rynek ostatecznie przestanie się skupiać na nadpodaży, a zacznie koncentrować na braku podaży.
W perspektywie krótkoterminowej strajk pracowników sektora naftowego w Kuwejcie – już zakończony – znacznie przyczyni się do wzrostu cen, ponieważ spowodował obniżenie produkcji dziennej o ponad 1,5 mln baryłek.
Czynniki spadku cen
Szybszy niż przewidywano wzrost produkcji w Iranie i stabilizacja w Libii, która zwiększa prawdopodobieństwo ożywienia produkcji w kraju, który kiedyś produkował 1,6 mln baryłek dziennie, a obecnie zaledwie około 300 000 baryłek dziennie.
Po porażce w Doha istnieje ryzyko, że układ sił w Arabii Saudyjskiej ulegnie zmianie, przez co ceny ropy kształtowałyby się w większym stopniu w oparciu o wpływy polityczne. Jeżeli Arabia Saudyjska zwróci się przeciwko Iranowi i zgodnie z zapowiedzią zacznie zwiększać produkcję, nie da się wykluczyć powrotu w rejony 30 USD.
W najbliższym czasie istotny negatywny wpływ na ceny ropy może mieć rekordowa spekulacyjna długa pozycja w ropie Brent, jeżeli zaistnieje potrzeba zmniejszenia zaangażowania.
Koniec contango na rynku ropy Brent, który z jednej strony inwestorzy powitali z ulgą, ponieważ zmniejsza to obciążenia związane z utrzymywaniem długiej pozycji, z drugiej strony mógłby w najbliższym czasie doprowadzić do wzrostu podaży, ponieważ ma miejsce opróżnianie magazynów. Sześciomiesięczne contango – tj. różnica pomiędzy szóstym i pierwszym miesiącem – w styczniu sięgnęło poziomu 4,5 USD, a obecnie spadło do poziomu zaledwie 1,5 USD. W obecnej sytuacji coraz bardziej odchodzić się będzie od strategii magazynowania ropy w ramach transakcji typu „cash and carry”, zarówno dotyczących lądu, jak i morza, co obniży podaż na rynku, na którym i tak występuje nadpodaż.
W dalszym ciągu przewidujemy, że cena ropy Brent pozostanie w widełkach 35-45 USD za baryłkę w bieżącym kwartale, zanim w drugiej połowie roku nie sięgnie wyżej, w okolice 50 USD za baryłkę do końca roku. Nie należy również pomijać stałego popytu na ropę ze strony inwestorów; o ile nie nastąpią istotne zmiany prognoz krótkoterminowych, transakcje te utrzymają się na obecnym poziomie.
W efekcie ryzyko dotyczy raczej wzrostu, co z kolei może okazać się „strzałem w stopę” zważywszy, że w Ameryce Północnej dane ekonomiczne są coraz lepsze i mogą one przyczynić się do stabilizacji (spadającej) produkcji, a równocześnie do wzrostu podaży w związku z odchodzeniem od transakcji carry.
Na razie jednak należy się skupić na dzisiejszym raporcie w sprawie zapasów, który w ciągu ostatnich czterech tygodni generował istotne ruchy na rynku.
Ole Hansen, szef działu strategii rynków towarowych, Saxo Bank
Ministerstwo Finansów planuje wprowadzenie tzw. klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania, której celem ma być postawienie granicy pomiędzy dopuszczalnym planowaniem podatkowym, a tworzeniem sztucznych struktur mających na celu jedynie unikanie opodatkowania. Ostatni wyciek dokumentów tzw. „Panama Papers” udowodniły z jaką skalą zjawiska mamy do czynienia na świecie. Co ciekawe wśród osób, których nazwiska pojawiły się w mediach, nie ma zbyt wielu Polaków, a dlaczego? O tym w rozmowie z MarketNews24 mówił Maciej Guzek z Deloitte.
Europa ma problem z Breksitem, i do referendum 23 czerwca na pewno go nie rozwiąże. Dzisiaj w Wielkiej Brytanii pojawiły się dane z rynku pracy, które będą interpretowane również pod kątem rosnącej ostrożności brytyjskiego biznesu, gdyby jednak Brexit okazał się faktem. Ponieważ ryzyko z tym związane jest potężne, może się okazać, że biznes będzie wolał poczekać. Rynek pracy to lepszy miernik nastrojów, lęków i frustracji niż coraz liczniejsze i niewiele wnoszące sondaże opinii publicznej.
Po dzisiejszym przemówieniu szefa EBC Mario Draghi nie ma co się wiele spodziewać, bo to tylko preludium przed jutrzejszym komunikatem z posiedzenia banku. Wystąpienie Draghiego ma charakter czysto ceremonialny, chyba, że EBC chciałby przygotować rynek na jakąś niespodziankę. Jak na razie szefowie banków centralnych kręcą się wokół starych tematów, tak jak wczoraj Mark Carney z Bank of England, który ostrzegał przed wzrostem niepewności przed głosowaniem 23 czerwca.
W USA kolejne wielkie spółki, m.in. Coca-Cola, US Bancorp i American Express, opublikują dane kwartalne. Pojawią się też informacje o sprzedaży domów na rynku wtórnym, a przede wszystkim rządowe dane o zapasach ropy. Analitycy przewidują, że wzrosną (tak sugeruje wczorajszy raport API), co dla notowań nie byłoby dobrą wiadomością. Czy tak rzeczywiście będzie, nie wiadomo, bo rynek ropy rządzi się swoimi prawami.
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
Nawet 200 osób zatrudni w tym roku firma Grycan – Lody od pokoleń. To efekt nowych inwestycji w linie produkcyjne i uruchomienie nowego obiektu magazynowo-biurowego, ale przede wszystkim nowe lodziarnie. Po uruchomieniu pierwszego lokalu w Szczecinie firma przymierza się do inauguracji w Krośnie, planuje też otwarcia na obrzeżach Warszawy. Zdobywa też kolejne zagraniczne rynki.
– Tempo rozwoju lodziarni uzależnione jest od oddawania do użytku obiektów – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Zbigniew Grycan, właściciel firmy Grycan Lody od Pokoleń. – Będziemy na południu, np. w Krośnie, na obrzeżach Warszawy, na terenie całego kraju.
Sieć lodziarni Grycana liczy już ponad 140 punktów. 22 z nich znajdują się poza granicami kraju. Producent na początku kwietnia rozpoczął eksport swoich wyrobów na rynki skandynawskie, a także do Rumunii i Dubaju. Myśli też o rynkach niemieckim i chińskim, a na Tajwanie planuje podwojenie sprzedaży. W marcu firma wprowadziła do swojej oferty setny smak lodów.
– Rozwijamy dział produkcji, tzn. inwestujemy w nowe urządzenia, infrastrukturę, jak również rozwijamy swoje lokale – mówi Zbigniew Grycan. – Mówimy o milionach złotych. Nigdy nie podaję dokładnych cyfr, ale został wybudowany nowy obiekt magazynowo-biurowy jak również doszły urządzenia nawet na lodziki impulsowe. W tej chwili złożyliśmy wniosek do zakładu energetycznego, będziemy robić nowe przyłącze energetyczne i stację trafo.
Przed zbliżającymi się wakacjami Grycan – Lody od pokoleń, który jest liderem segmentu lodów familijnych (w opakowaniach wieloporcjowych) z wartościowym udziałem 15,4 proc., postanowił zaistnieć w dominującym na polskim rynku segmencie lodów impulsowych (jednoporcjowych, kupowanych pod wpływem impulsu). W tym celu wprowadził do produkcji i sprzedaży lody w kubeczkach 125 ml z łyżeczką.
Jak zapewnia założyciel i właściciel istniejącej od 12 lat firmy, jego przedsiębiorstwo nie zamierza sięgać po pieniądze z giełdy. Inwestycje finansowane są ze środków własnych. Inwestycje oznaczają także wzrost zatrudnienia.
– Ludzi zatrudniamy już dzisiaj bardzo dużo. Mamy zatrudnionych ponad 1,6 tys. osób i zakładamy, że łącznie z lodziarniami i z produkcją zatrudnimy z pewnością grubo ponad 100 osób, a może nawet do 200 – obiecuje Zbigniew Grycan.
Zaznacza jednak, że jego firma nie rozgląda się za akwizycjami, a rozwój będzie przebiegał organicznie.
– Na razie walczymy sami. Nie przejmujemy, bronimy swojej marki – uzasadnia Grycan. – My w ogóle nie produkujemy pod obcymi markami. Te lody, które z zakładu wyjeżdżają i są wyprodukowane, to tylko i wyłącznie pod marką Grycan.
Międzynarodowe sukcesy polskich producentów gier komputerowych skłoniły Agencję Rozwoju Przemysłu, Uniwersytet Śląski i powiat cieszyński do stworzenia akcelerator gier wideo. Ma to być połączenie inkubatora przedsiębiorczości z funduszem zalążkowym. Akcelerator będzie wspierał młodych autorów gier w tworzeniu firm i pomagał im w wejściu na rynek.
– Chcemy zatrzymywać w Polsce ludzi, którzy kończą kierunki związane z projektowaniem, tworzeniem gier komputerowych na polskich uczelniach albo są specjalistami i pracują w tej branży. Jest to forma mentoringu, wsparcia finansowego i potencjalnej komercjalizacji projektów biznesowych, które oni wypracują w ramach akceleratora – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Chludziński, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu. – Cel jest gospodarczy, co oznacza, że projekty mają zostać spieniężone. Ma się skończyć kapitalizacją firm, które powstaną i które być może będą miały bardzo dobre, przełomowe pomysły.
Drugim celem inicjatywy jest rozpoczęcie prac nad rozwojem całej gałęzi tego biznesu i jego wsparciem. Według ARP wartość polskiego rynku gier wideo osiągnie w przyszłym roku 1,84 mld zł.
– Z roku na rok rosną wydatki na osobę na zakup gier zarówno, jeśli chodzi o rynki europejskie, jak i azjatycki. Oczywiście ta dynamika na rynkach azjatyckich jest zdecydowanie wyższa, np. w Japonii wydaje się na jedną osobę 240 dol. na zakup gier. W Polsce to jest około 80 dol. rocznie – mówi prezes ARP. – Szacuje się, że wartość eksportu w sektorze gier komputerowych to jest około 2 mld zł. Z tego około 5 proc. to eksport do Stanów Zjednoczonych. Rynek jest bardzo rozwojowy, bardzo dynamiczny. Nie jest to trend, o którym możemy powiedzieć w skali roku, dwóch lat, ale jest to trend wieloletni i warto z tego trendu korzystać również, jeśli chodzi o polską gospodarkę.
Akcelerator ma wspierać przede wszystkim start-upy. Powstanie w ramach ścisłej współpracy z uczelniami kształcącymi specjalistów: grafików, informatyków, designerów. Będą oni oceniać wersje demonstracyjne gier młodych twórców-przedsiębiorców i pomagać w komercjalizacji najlepszych pomysłów. Jak podkreśla szef Agencji Rozwoju Przemysłu, podobne pomysły sprawdziły się już zarówno w Estonii, Niemczech, jak i w Wielkiej Brytanii. Ze względu na użycie sieci komputerowych możliwe jest lokowanie tego typu przedsięwzięć w mniejszych ośrodkach.
– Akcelerator umieściliśmy w Cieszynie, ponieważ idealnie koresponduje z oddziałem Uniwersytetu Śląskiego, który tam jest i który prowadzi kierunek projektowanie, tworzenie gier komputerowych oraz rzeczywistości wirtualnej – tłumaczy Chludziński. – Tam są konkretne dokonania. Kierunek ten otworzyli i prowadzą praktycy razem z naukowcami. Mamy tam całkiem dobrą bazę młodych ludzi, którzy tam się kształcą. Oczywiście ludzie spoza Cieszyna i niestudiujący tam też będą mogli z tego narzędzia skorzystać i rozwijać swoje pomysły.
W Cieszynie mieści się Wydział Artystyczny Uniwersytetu Śląskiego kształcący autorów gier komputerowych i rzeczywistości wirtualnej.
– Potencjał naszych studentów, a także tych, którzy będą do nas przyjeżdżać nie tylko z kraju, lecz także z zagranicy jest na tyle olbrzymi, że także z punktu finansowego, myślę tu o pieniądzach ze sprzedaży tych gier komputerowych, możemy spodziewać się dużych przychodów finansowych – mówi Wiesław Banyś, rektor Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. – Jakkolwiek naszym celem zasadniczym jest tworzenie odpowiedniego klimatu do myślenia kreatywnego, innowacyjnego na naszym uniwersytecie.
Inicjatorzy akceleratora podkreślają, że w przypadku międzynarodowej w swym charakterze działalności, jaką jest tworzenie gier wideo, lokalizacja przedsięwzięcia w Cieszynie, na styku granic trzech państw, jest pomysłem szczególnie trafionym. Zwłaszcza że w rejonie turystycznym, jakim jest Ziemia Cieszyńska, trudno o rozwój innych gałęzi przemysłu.
– Mam nadzieję, że to będzie impuls do rozwoju naszego regionu. Samo powstanie tego typu akceleratora spowoduje, że Cieszyn i powiat cieszyński staną się bardziej rozpoznawalne. To może przyciągnąć również inwestorów z różnych innych branż, pokrewnych bądź zbliżonych do tej gałęzi przemysłu – mówi Janusz Król, starosta powiatu cieszyńskiego. – Jesteśmy otwarci na fachowców z tej branży, również z zagranicy, z Czech, ze Słowacji, czyli z państwa z którymi sąsiadujemy.
Budowę akceleratora wspierają Ministerstwo Rozwoju i Ministerstwo Skarbu Państwa.
Ponad 2 mln użytkowników liczy uruchomiony 14 miesięcy temu Polski Standard Płatności BLIK. Jego twórcy chcą za dwa lat było ich dwa razy więcej. Porozumienie sześciu konkurujących na co dzień banków umożliwiające błyskawiczne operacje bankowe na urządzeniach mobilnych okazało się ewenementem na skalę światową i ma szansę stać się polskim hitem eksportowym.
– Bankowość mobilna rozwija się dzisiaj w bardzo szybkim tempie. Jest ono kilkukrotnie szybsze niż tempo rozwoju bankowości internetowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Skiba, członek zarządu nadzorujący Pion Bankowości Detalicznej w Banku Zachodnim WBK. – Bankowość mobilna idzie w parze z rozwojem m-commerce. Trudno sobie wyobrazić inną sytuację – bankowość mobilna jest bowiem przypieczętowaniem, zamknięciem transakcji w m-commerce.
Jak wynika z raportu mShopper 2.0, który na zlecenie Allegro i pod patronatem Izby Gospodarki Elektronicznej przygotowała firma Mobile Institute, już 37 proc. internautów robi zakupy mobilne, a spośród wszystkich klientów e-commerce ponad połowa kupuje na swoich smartfonach i tabletach. Również klienci banków stają się coraz bardziej mobilni. Dodatkowo oczekują dostępności do swojego konta 7 dni w tygodniu i 24 godziny na dobę. Rozwój płatności mobilnych umożliwiają dziś zarówno producenci telefonów, jak i same banki.
W lutym 2015 roku sześć komercyjnych banków: Alior Bank, Bank Millennium, Bank Zachodni WBK, ING Bank Śląski, mBank oraz PKO Bank Polski zawiązało wspólne przedsięwzięcie pod nazwą Polski Standard Płatności BLIK. To system płatności mobilnych umożliwiający dokonanie płatności o każdej porze doby z dowolnego miejsca. Po roku funkcjonowania system oferował dostęp do 14,5 tys. bankomatów – zarówno należących do banków-sygnatariuszy, jak i sieci Euronet, z którą umowę podpisano w lipcu ubiegłego roku. W tym czasie klienci dokonali w systemie 2,5 mln transakcji.
– BLIK jest doskonałym rozwiązaniem, które idzie w parze z rozwojem bankowości mobilnej i oczekiwaniami klienta. BLIK może być w internecie, w sklepie, również w m-commerce – mówi Skiba. – Na pewno przyczyni się do tego, że transakcji gotówkowych w przyszłości będziemy mieli mniej. Jest to doskonałe rozwiązanie dla mikropłatności.
Po roku funkcjonowania system BLIK dawał 1,6 mln (dziś jest ich już 2 mln) użytkowników dostęp do 130 tys. terminali płatniczych i możliwość płatności w 27 tys. sklepów internetowych bez konieczności przekierowywania na strony banków. Jest to rozwiązanie unikatowe w skali globalnej.
– Polski Standard Płatności BLIK ma szansę stać się hitem eksportowym – przekonuje Tomasz Niewiedział, dyrektor Obszaru Bankowości Multikanałowej w Banku Zachodnim WBK, przewodniczący Rady Nadzorczej Polskiego Standardu Płatności. – Do tej pory, obserwując rynki zagraniczne, nie spotkałem równie kompleksowego rozwiązania. Miałem okazję rozmawiać o tym wielokrotnie na różnych konferencjach z kolegami z innych krajów. Niedawno koledzy z banków z Izraela, a także z Grupy Santander, która jest naszym właścicielem, pytali, jak nam się udało taki standard wprowadzić na rynek i również będą starali się działać w tym kierunku.
Niebawem PSP rozpocznie też wdrażanie systemu BLIK w porozumieniu z Krajową Izbą Rozrachunkową w niemal 500 jednostkach administracji publicznej w całej Polsce. Oznacza to, że klient będzie mógł uregulować swoje należności, posługując się wyłącznie smartfonem.
– Prawdziwy wzrost liczby transakcji płatności mobilnej jest przed nami – zapowiada Niewiedział. – Nadal w internecie królują inne rozwiązania, np. pay-by-link lub przelewy czy płatność gotówką przy odbiorze. Jestem przekonany, że to się jednak kiedyś zmieni. W sklepach stacjonarnych karty to jest dominująca metoda płatności. Płatności mobilne stanowią dziś poniżej 1 proc., ale jestem przekonany, że ten wskaźnik będzie bardzo dynamicznie rosnąć.
W planach Polskiego Standardu Płatności jest podpisanie umowy z kolejnymi bankami: Crédit Agricole, Getin Noble Bankiem, Eurobankiem, NeoBankiem, BGŻ BNP Paribas i Idea Bankiem, co rozszerzy dostęp do systemu. Już dziś banki zrzeszone w PSP obejmują swoim zasięgiem 60 proc. klientów wszystkich instytucji finansowych w Polsce.
– Jesteśmy prekursorem wielu rozwiązań w bankowości mobilnej, jednym z najszybciej rozwijających się w tym zakresie banków – podkreśla Mirosław Skiba. – W bankowości mobilnej za chwilę będziemy mogli klientowi zaoferować praktycznie całą ofertę, nie tylko transakcyjną, lecz także sprzedażową, którą oferujemy w tej chwili w bankowości internetowej. Już dzisiaj klient może nie tylko dokonać transakcji i sprawdzić stan rachunku, lecz także wziąć kredyt, doładować kartę czy założyć lokatę.
Według Ministerstwa Rodziny Pracy i Polityki Społecznej bezrobocie w marcu spadło do 10 proc. To najniższy odczyt za trzeci miesiąc roku od 1991 r., gdy wyniosło 7,1 proc. Eksperci uważają, że jeżeli wzrost PKB utrzyma się na poziomie przynajmniej 3,5 proc., to nie powinno być problemu ze spadkiem stopy bezrobocia do jednocyfrowego poziomu na koniec roku, podobnie jak to było w grudniu 2015 r. W niektórych regionach i zawodach już brakuje rąk do pracy.
– Bezrobocie w marcu wyniosło 10 proc., to jest najniższy poziom marcowy od 25 lat. Minister Rafalska ma bardzo optymistyczne prognozy co do rynku pracy. Jeżeli założymy, że gospodarka rzeczywiście będzie się nadal rozwijać w tempie 3,5 proc., to nie ma powodu sądzić, że bezrobocie na koniec roku będzie wyższe niż jednocyfrowe – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Rogowiecki, dyrektor biura Polskiego Związku Funduszy Pożyczkowych. – Jeżeli dodamy do tego dynamiczny wzrost wynagrodzeń, to uwzględniając niski poziom cen, będzie to kolejny czynnik przemawiający za wydawaniem większej ilości pieniędzy, co nakręci koniunkturę gospodarczą.
W sierpniu ubiegłego roku po raz pierwszy od 2008 r. stopa bezrobocia spadła poniżej 10 proc. i utrzymała się poniżej tej granicy przez pięć miesięcy. W marcu przeciętne wynagrodzenie w przedsiębiorstwach przekroczyło 4350 zł brutto i było o 5,2 proc. wyższe niż w lutym, a o 3,3 proc. niż w marcu ubiegłego roku. Ceny natomiast spadły rok do roku o 0,9 proc.
Jak podkreśla Piotr Rogowiecki, są branże, w których brakuje rąk do pracy nie od dzisiaj, a problem będzie się nasilał. Zaznacza przy tym, że nie chodzi tylko o informatyków.
– Problem ma branża budowlana, a od wielu lat także branża transportowa. Kierowców w Polsce po prostu nie ma – mówi Rogowiecki. – Zresztą w wielu innych branżach, chociażby w pomocy biurowej, za rozsądne pieniądze znaleźć pracownika wcale nie jest tak łatwo. Jeżeli chodzi o całą Polskę, to ogólnie nie jest w tej chwili łatwo o dobrego pracownika za akceptowalne rynkowo pieniądze. Tu nie chodzi o to, żeby płacić ludziom mało, tylko płacić odpowiednio. Natomiast pensja oferowana, nawet jeżeli jest rynkowa, normalna, nie spotyka się z zainteresowaniem pracowników, których po prostu w wielu obszarach nie ma.
Rogowiecki tłumaczy, że utrzymanie korzystnych dla pracownika tendencji na rynku pracy uzależnione jest od stabilnego wzrostu PKB. Jak mówi, nie widać jednak większych zagrożeń, przynajmniej na bieżący rok. Choć prognozy polskiego rządu są bardziej optymistyczne niż międzynarodowych instytucji. Nie bardziej jednak niż Narodowego Banku Polskiego czy części ekonomistów, którzy spodziewają się nawet szybszego tempa wzrostu.
– Mamy rozbieżne prognozy, z jednej strony naszego rządu, który przewiduje 3,8 proc. wzrostu PKB, z drugiej – agencji międzynarodowych, które mówią o 3,5–3,6 proc. Jeżeli byśmy osiągnęli 3,5–3,6 czy 3,7 proc., to byłby to bardzo dobry wynik – uważa Rogowiecki. – Szczególnie sektor małych i średnich przedsiębiorstw jest głodny inwestycji, chce inwestować, chce wydawać pieniądze i chce się rozwijać. Jest od nas w stanie wziąć praktycznie każde pieniądze. Sektor dużych przedsiębiorstw będzie miał spore wsparcie ze strony Ministerstwa Rozwoju. Plan premiera Morawieckiego ma wiele ciekawych rozwiązań i mamy nadzieję na wdrażanie poszczególnych jego etapów.
Komisja Europejska zakłada, że PKB w Polsce wzrośnie w tym roku o 3,5 proc., podobnie jak OECD i agencja Fitch. MFW prognozuje 3,6 proc., zaś Bank Światowy – 3,7 proc.
–Mamy teraz dobrą koniunkturę gospodarczą i powinniśmy trzymać kciuki za to, żeby nam się nie zmieniało uwarunkowanie zewnętrzne, geopolityczne, wpływające na wartość naszej waluty. Jeżeli nic się takiego nie stanie, to poziom wzrostu PKB o wartości 3,5–3,6 proc. jest jak najbardziej do osiągnięcia, co się przełoży z kolei także na rynek pracy, gdzie wynagrodzenia dynamicznie rosną w stosunku do poziomu cen. To powoduje, że społeczeństwo pracujące się po prostu bogaci – mówi ekspert.
Kalifornia jest potentatem rynku suszonej śliwki. Stąd pochodzi prawie 100 proc. dostaw amerykańskich i 42 proc. dostaw światowych. Rosnącej stale sprzedaży – jak w przypadku innych bakalii – sprzyja moda na zdrowe odżywianie i lekkie przekąski. Polska jest jednym z najszybciej rosnących rynków w Europie – podkreślają przedstawiciele California Prune Board. W ubiegłym roku sprzedaż wzrosła o ponad 50 proc. rdr.
– Rynek śliwki kalifornijskiej rozwija się bardzo dynamicznie. To zasługa m.in. szeroko zakrojonej akcji marketingowej, która rozpoczęła się w 1986 roku. Odnieśliśmy bardzo duży sukces na całym świecie. Jesteśmy globalnym śliwkowym liderem – mówi Mark Dorman, dyrektor marketingu na Europę w organizacji California Prune Board, która zrzesza 900 kalifornijskich plantatorów oraz 29 firm konfekcjonujących.
Stan Kalifornia jest liderem produkcji rolnej w Stanach Zjednoczonych, również w zakresie śliwki. Z dolin Sacramento i San Joaquin pochodzi blisko połowa światowych dostaw tych suszonych owoców. Trafiają one do 70 krajów na świecie. Jak podkreślają przedstawiciele branży, sukces rynkowy śliwek kalifornijskich to efekt nie tylko żyznych gleb i słonecznego klimatu, lecz także określonego procesu produkcyjnego.
W Polsce akcja promująca suszone kalifornijskie śliwki rozpoczęła się pięć lat temu i również na krajowym rynku przynosi ona znaczące efekty.
– W 2015 roku sprzedaż wzrosła o 53 procent w ujęciu rocznym. Mamy więc bardzo pozytywny trend na lokalnym rynku śliwki – zapewnia Dorman. – To obecnie nasz najszybciej rozwijający się rynek w Europie.
Polscy konsumenci coraz większą wagę przywiązują do jakości kupowanych bakalii oraz ich kraju pochodzenia. Z badania California Prune Board wynika, że dla prawie 70 proc. polskich konsumentów kalifornijskie pochodzenie śliwek suszonych jest zaletą. Blisko połowa kupuje ten rodzaj bakalii co najmniej raz w miesiącu, a jedna czwarta spożywa te suszone owoce przynajmniej raz w tygodniu. Co trzeci zamierza zwiększać konsumpcję w przyszłości.
Przykłady innych rynków europejskich pokazują, że konsumpcja bakalii, w tym suszonych śliwek, może być znacznie większa niż dziś w Polsce. Dlatego z krajowym rynkiem dystrybutorzy suszonych owoców wiążą duże nadzieje.
– Podobnie jak w wielu innych krajach szybko zmierzacie w kierunku zdrowego trybu życia, a co za tym idzie – zdrowej diety. Badania, które prowadzimy na temat zdrowotnych i odżywczych właściwości śliwki, to kolejny argument mówiący o tym, dlaczego ludzie powinni częściej i na różne sposoby włączać śliwkę do swojej diety – mówi Mark Dorman.
Rosnącej konsumpcji sprzyja moda na zdrowe odżywianie i naturalne produkty. Poza tym świadomość konsumentów rośnie, są oni otwarci na nowinki kulinarne i coraz częściej szukają produktów, które cieszą się uznaniem zagranicą.
Jak podkreśla Dorman, California Prune Board promuje nie tylko konsumpcję suszonej śliwki jako przekąski, lecz także jako naturalnego składnika dla poprawy smaku i właściwości odżywczych produktów spożywczych, np. wypieków, produktów mlecznych, koktajli owocowych czy wyrobów mięsnych. Suszona śliwka może być bowiem sprzedawana w formie purée, koncentratu, kostki, pasty czy proszku. Pasta oraz purée mogą być używane jako substytut oleju i tłuszczu. Nowe zastosowania tych bakalii California Prune Board promuje podczas III Międzynarodowych Targów Żywności i Napojów EXPO XXI w Warszawie.
– Zainteresowanie suszoną śliwką kalifornijską widzimy nie tylko wśród dystrybutorów i sieci handlowych, lecz także ze strony branży spożywczej, która wykorzystuje te produkty w wyrobach mięsnych, w chlebie, ciastach, puddingach i jogurtach – mówi Mark Dorman. – Pracujemy nad tym, by producenci włączali do swoich produktów śliwki w każdej postaci: siekanej, porcjowanej, krojonej, jako masa, a także całe owoce.
Na swoje przyjemności i potrzeby statystyczny Polak wydaje więcej niż przed rokiem. Choć mężczyźni wciąż dysponują na ten cel kwotą o jedną czwartą wyższą niż kobiety, to w ich przypadku wydatki spadają, a u kobiet rosną. Gorzej jest z wolnym czasem. Przeciętnie konsument ma go dla siebie o 20 minut w ciągu doby mniej niż jeszcze rok temu.
– W cyklicznym badaniu Barometr Providenta zadaliśmy pytanie, ile jesteśmy w stanie wygospodarować pieniędzy tylko dla siebie. Okazuje się, że rok do roku kwota ta nieznacznie wzrosła i wynosi średnio ok. 215 zł – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Kasza, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska. – Więcej są w stanie wygospodarować mężczyźni, o około 50 zł więcej niż kobiety. Okazuje się też, że ludzie młodsi ogólnie są w stanie wygospodarować dla siebie więcej pieniędzy niż osoby starsze.
Deklarowana średnia kwota pieniędzy na własne potrzeby jest o 6 zł wyższa niż ta sprzed roku. Kobiety średnio wydają na siebie 192 zł miesięcznie, o 10 zł więcej niż rok temu. Mężczyźni wciąż dysponują wyższą kwotą – 241 zł, ale ich wydatki spadły w tym czasie o 2 zł. Najchętniej konsumpcji oddają się ludzie młodzi, do 24 roku życia, którzy przeznaczają na swoje potrzeby i zachcianki ponad 250 zł, seniorzy – tylko 174 zł.
– Wydajemy około 760 zł na dzieci w gospodarstwie domowym. Jest to około 20–25 proc. naszego budżetu domowego. Najwyższy odsetek wydają rodziny najuboższe, najniższy – rodziny, które najlepiej sobie radzą. Przy czym kwoty netto są wyższe wśród tych najlepiej zarabiających, bo jest to nawet prawie dwukrotnie więcej niż w gospodarstwach najuboższych – wyjaśnia Kasza.
Jak wynika z badania Providenta, rodziny, w których miesięczny dochód netto jest poniżej 2 tys. zł, wydają na dzieci średnio 540 zł. Te, które dysponują więcej niż 5 tys. zł, przeznaczają na pociechy 960 zł. Wydatki na dzieci zależą również od miejsca zamieszkania. Na wsi średnia wynosi 712 zł, zaś w miastach powyżej 200 tys. mieszkańców – 878 zł.
Natomiast we własnym odczuciu badani mają coraz mniej czasu zarówno dla siebie, jak i dla swoich rodzin. W dzień powszedni dla siebie przeciętnie konsument ma nieco ponad 3,5 godziny, o 20 minut mniej niż rok wcześniej. Wolnego czasu najbardziej brakuje osobom z grupy wiekowej 25–39 lat, czyli zazwyczaj wychowującym dzieci. Mają dla siebie aż o godzinę i 10 minut mniej, niż wynosi średnia. Tę ostatnią zawyżają seniorzy, dysponujący 6 godzinami wolnego czasu dziennie.
Ankietowani wyraźnie skarżą się na brak czasu dla rodziny. Więcej niż co czwarty chciałby, by jego partner lub partnerka poświęcali więcej czasu rodzinie. To o 8 pkt proc. więcej niż w zeszłym roku. Jeszcze większy odsetek, bo 28 proc., uważa, że osobiście poświęca dzieciom i bliskim zbyt mało czasu. Przed rokiem było to tylko 22 proc. Wzrost wynika ze zdecydowanego zwiększenia przekonania mężczyzn o deficycie czasu poświęcanego rodzinie. Odsetek ten wzrósł o 10 pkt proc. do 37 proc.
– Można stwierdzić, że edukacja dotycząca ojcostwa odnosi swoje skutki, mężczyźni czują, że spędzają zbyt mało czasu z dziećmi – podsumowuje Przemysław Kasza. – Nie zadaliśmy pytania o konkretny czas, tylko o przekonanie, czy tego czasu spędzamy odpowiednio za mało czy za dużo. Większość z nas, około 60 proc., uważa, że spędza tyle czasu, ile potrzeba – dodaje.
W ostatnich 10 latach problem zaburzeń głosu przybrał na sile. Jednym z czynników, który może wzmagać dolegliwości, jest nadmierny stres. Zagrożone grupy zawodowe to już nie tylko nauczyciele, śpiewacy i wokaliści, lecz także politycy i biznesmeni. W dzisiejszych czasach głos ma coraz większe znaczenie w budowaniu wizerunku, np. u kontrahentów i klientów. Problem w tym, że większość polskiego społeczeństwa nie ma świadomości zagrożeń związanych z chorobami głosu, z ich profilaktyką, diagnostyką i leczeniem, co często oznacza, że są one lekceważone.
– W ostatniej dekadzie problem zaburzeń głosu bardzo się nasila, a problem zaburzeń o podłożu czynnościowym rośnie lawinowo – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. n. med. Agata Szkiełkowska, kierownik Kliniki Audiologii i Foniatrii Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu, adiunkt w Katedrze Audiologii i Foniatrii Uniwersytetu Muzycznego im. Fryderyka Chopina w Warszawie. – Myślę, że jest to związane z rozwojem cywilizacji, z wszechobecnym stresem i powstawaniem różnych problemów, które wynikają z mechanizmów nerwowo-mięśniowych w obrębie narządu głosu.
Stres to jedna z przyczyn nasilenia zachorowań związanych z emisją głosu i krtanią. Drugą jest plaga chorób zawodowych. Najbardziej narażone zarówno na powstanie samych chorób krtani, jak i ich skutków są osoby, dla których aparat mowy jest narzędziem pracy, tzn. śpiewacy, nauczyciele, wykładowcy, dziennikarze radiowi i telewizyjni, politycy, księża, prawnicy, a nawet muzycy grający na instrumentach dętych, dla których zdrowa krtań ma kluczowe znaczenie.
– Głos dzisiaj ma zupełnie inną rolę niż kiedyś. Dawniej tak głos, jak i umiejętność komunikowania się nie były tak znaczące w osiąganiu pozycji społecznej i zawodowej. Dzisiaj tak naprawdę umiejętność komunikacji staje się element, który bardzo często determinuje nasze możliwości zawodowe czy osiągnięcie sukcesu w tym obszarze – zwraca uwagę Szkiełkowska.
Najczęstsze problemy z krtanią to chrypka lub bezgłos, zapalenie krtani, guzki głosowe, przerost strun głosowych lub niedowład mięśni krtani. Wynikają one z nieprawidłowego oddychania, podnoszenia głosu czy jego nadmiernego natężenia.
– Wszelkiego rodzaju dolegliwości, które podejrzewamy, że mogą być związane z narządem głosu, jak okresowa chrypka czy w ogóle każda zmiana głosu, jego męczliwość czy bóle i dyskomfort, który odczuwamy w obrębie szyi i krtani, to są objawy niepokojące, z którymi należy się zgłosić do lekarza – mówi Agata Szkiełkowska.
Jak podkreśla, dolegliwości związane z głosem często są lekceważone, dlatego najistotniejszą kwestią w ich leczeniu, a jeszcze lepiej – niedopuszczaniu do ich powstawania, jest edukacja. O ile śpiewacy czy aktorzy są uczeni prawidłowej emisji w praktyce, o tyle reszta społeczeństwa ma niewielką wiedzę na temat tego, jak posługiwać się głosem, by chronić krtań.
– Dzisiaj nie prowadzi się zajęć z emisji głosu w grupie dzieci, w grupie dzieci śpiewających czy należących do różnych kół artystycznych. I nie edukuje się w tej kwestii także rodziców i pedagogów, niestety – stwierdza Agata Szkiełkowska. – Dlatego szeroko rozumiana edukacja w zakresie higieny głosu jest niezwykle potrzebna i wpisuje się w profilaktykę.
16 kwietnia obchodzony był Światowy Dzień Głosu. Z tej okazji na Uniwersytecie Muzycznym w Warszawie odbył się cykl wykładów na temat powstawania i diagnostyki schorzeń oraz samej terapii, a także badania w Centrum Głosu dla Profesjonalistów Medincus. Mówiono o konieczności kompleksowej opieki nad pacjentem z zaburzeniami głosu oraz współpracy lekarza ogólnego z foniatrą.
– Opieka nad głosem osoby, dla której głos jest on narzędziem pracy, musi być kompleksowa. To nie jest kwestia jednorazowej porady lekarskiej. Tym się powinien zająć zespół interdyscyplinarny, który będzie się taką osobą opiekował cały czas. Dlatego że nawet banalna infekcja u artysty czy osoby, która pracuje głosem na co dzień, jest innym schorzeniem niż infekcja u osoby, która tylko używa głosu do komunikacji. Podkreślam, kompleksowość opieki nad tymi osobami, które pracują głosem, i na tym trzeba się bardzo skupić – mówi Szkiełkowska.
W tym momencie można uznać, że decydenci i elity polityczne zaczęli wycofywać się z konsensusu „nowej nicości”: na ostatnim szczycie G20 w Szanghaju zobowiązano się do wstrzymania się od manipulacji kursami walut, a na corocznym posiedzeniu Międzynarodowego Funduszu Walutowego w Waszyngtonie przypuszczono wręcz atak na niskie stopy procentowe.
Co sprawiło, że instytucje te odstąpiły od wcześniejszego konsensusu?
Przegląd makro: szum
Dla większości inwestorów na światowych rynkach dwa główne tematy to obecnie frustracja i brak przekonania – i są ku temu ważne powody. Indeks S&P 500 od 2013 r. utrzymuje się w szerokich widełkach pomiędzy 1 800 a 2 150.
Naturalnie, nie jest to w najmniejszym stopniu zaskakujące, biorąc pod uwagę brak wzrostu gospodarczego, brak reform, brak produktywności, brak inflacji, a także niskie – i nadal obniżane przez praktycznie wszystkie banki centralne – stopy procentowe.
W weekend zapoznałem się z licznymi „badaniami”, z których płynie tradycyjny wniosek, że nasze obawy w dalszym ciągu będą rosnąć. Być może tak będzie, jednak z innych przyczyn, niż najczęściej podawane, tj. z powodu powrotu inflacji, wsparcia banków centralnych, wyższych cen surowców czy dalszego wzrostu.
Jedną z konsekwencji netto słabego wzrostu i niewysokich zysków jest to, że płacimy więcej za każdego dolara (amerykańskiego), o którego obniżają się nasze zyski.
Od połowy lata ubiegłego roku zyski na indeksie S&P 500 są stałe lub niższe… a mniejsze zyski oznaczają wyższe mnożniki (dokładnie 17,35).
Oznacza to oczywiście, że inwestorzy wierzą, że „w przyszłości” wyniki spółek będą lepsze i że ostatecznie wyjdziemy z obecnej recesji dotyczącej zysków.
Jak więc będzie wyglądać ta „przyszłość”?
Wykres relacji światowego wskaźnika PMI JP Morgan do cen miedzi bynajmniej nie wskazuje na możliwość tego rodzaju zmiany. W istocie widzimy, że prognoza jest nadal spadkowa. Zauważmy, że ceny miedzi wyprzedzają światowy wskaźnik PMI JP Morgan o sześć miesięcy.
Cóż, przynajmniej inflacja rośnie, prawda?
Niezupełnie, jak się okazuje. Dla spółek liczy się przede wszystkim odczyt cen producentów.
Wydaje się również, że przemysł amerykański zdecydowanie hamuje. Na wykresie widzimy gwałtowny spadek liczby amerykańskich kontenerów wwożonych do portu Long Beach (drugiego co do wielkości amerykańskiego portu kontenerowego i głównego punktu wwozu towarów azjatyckich na rynek amerykański).
W przypadku tych danych mamy znaczne pole do interpretacji; wszystkie modele oparte na impecie cechuje ryzyko, jednak ich podstawy są bardzo niepewne. W perspektywie długoterminowej przypomnijmy, że zwrot na indeksie S&P 500 odpowiada zyskom, a podwyższenie zysków wymaga podwyższenia marży.
Oczywiście marża znajduje się pod silną presją, ponieważ wskaźnik PPI jest ujemny, a jednostkowe koszty pracy powoli rosną.
Najbardziej prawdopodobną reakcją polityków będzie „jeszcze raz to samo”, wydaje się jednak, że klasa polityczna nie popiera już „manipulacji” tak bezwarunkowo, jak dotychczas.
Nowy plan: nie waluty, nie niskie stopy… a zatem co?
Najpierw miał miejsce szczyt G20 w Szanghaju, na którym amerykański sekretarz skarbu, Jack Lew, zobowiązał się do „wstrzymania się od manipulacji kursami walut”. Z kolei w odniesieniu do corocznego posiedzenia MFW, Financial Times donosi, że celem ataków stały się niskie stopy procentowe.
Ciekawsza od tej informacji może być lista głównych tematów zamieszczona przez FT:
„Jako potencjalne przeszkody wymieniono niską produktywność, nieskuteczność polityki pieniężnej, problemy Chin dotyczące przywrócenia równowagi w gospodarce, napięcia wśród eksporterów ropy, chaotyczne przepływy kapitałowe, utrzymujący się impas rozmów w sprawie warunków pożyczki dla Grecji, a także możliwość wystąpienia Wielkiej Brytanii z UE”.
Oznacza to, że w czwartym miesiącu 2016 r. niemalże powróciliśmy do punktu wyjścia. Rezerwa Federalna obniżyła liczbę przewidywanych/planowanych podwyżek stóp z czterech do zera (?),Bank Japonii podjął (wyjątkowo nieskuteczną) próbę wdrożenia polityki zerowych stóp, prezes Europejskiego Banku Centralnego, Mario Draghi, wyciągnął swoją „bazookę”, po czym kolejny raz wspomógł sektor bankowy, a na domiar złego konkluzje ze szczytów w Szanghaju (G20) i Waszyngtonie (MFW) są takie, że żadna z tych inicjatyw nie działa!
Wydaje się, że narracja uległa zmianie.
Z perspektywy polityków, światowej gospodarce grozi pogłębienie recesji. W sektorze bankowym pojawiła się (a może wręcz jest już omawiana) kolejna wyrwa, jednak liderzy G20 przekonują nas obecnie, że słabsze waluty czy niższe stopy procentowe nie stanowią dobrego rozwiązania.
Jakie zatem może być to rozwiązanie?
W opinii MFW należy zwiększyć zatrudnienie i produktywność, równocześnie utrzymując niskie stopy procentowe i poluzowując reżim oszczędnościowy w tych krajach, które na to stać. Jednak w ostatecznym rozrachunku takie podejście można zdefiniować jako „bycie trochę w ciąży” – jak w takich warunkach można realnie zwiększyć produktywność i zatrudnienie?
Z mojej perspektywy światowi liderzy w coraz większym stopniu uświadamiają sobie, że prosta recepta pt. „jeszcze raz to samo” doprowadzi do rozpadu systemu politycznego.
Istota tej „zmiany” nie polega na tym, że politycy przyznają się do popełnionych błędów, ale że wyraźnie zależy im na uwzględnieniu argumentu „naruszonej umowy społecznej”, postulującego odejście od „wspierania 20% gospodarki produkujących 0% miejsc pracy i produktywności” i skupienie się na zatrudnieniu.
Bez względu na ten „nowy paradygmat”, wyraźnie widać, że politycy i główni decydenci z grupy G20 starają się zdystansować od swoich banków centralnych (przykładem może być m.in. zarzut niemieckiego ministra finansów, Wolfganga Schäuble, że Mario Draghi odpowiada za wzrost popularności prawicowej partii Alternative für Deutschland).
Dla rynków jest to zła wiadomość. Model „banki centralne spieszą na ratunek” zanika – nie znika całkiem, ale zanika – i jeżeli się to potwierdzi, byłby to wstrząs, który przebudziłby inwestorów posiadających wyłącznie długie pozycje, którzy nie tylko osiągnęli obecnie szczyt inwestycyjnych możliwości (długa pozycja netto jest w istocie najwyższa od lat), ale także coraz częściej przepłacają za akcje, co wykazano powyżej.
Przegląd makro: taktyka
Od dawna twierdzę, że należy uważać na trzy główne katalizatory:
wyniki banków w kontekście ogólnych wskaźników (Stany Zjednoczone, Europa i Japonia);
parę USD/JPY jako barometr apetytu na ryzyko i siły USD;
Chiny/ropę jako wskaźnik światowego wzrostu.
Naturalnie, szum jest wszechobecny i przyjmuje postać globalnego ryzyka, od kryzysu dotyczącego syryjskich uchodźców po dymisję rządu Dilmy Rousseff w Brazylii, od RPA po Brexit, a także od modelu „banki centralne spieszą na ratunek” po spadek efektywności banków centralnych…
…a wszystko to prowadzi do wzrostu, a nie do obniżenia niepewności.
Analiza: banki
W tym momencie kondycja sektora bankowego jest poprawna, jednak wyniki banków plasują się nadal poniżej głównych wskaźników (przyczyny są oczywiste: polityka zerowych stóp procentowych, płaskie lub odwrócone krzywe dochodowości i wzrost regulacji). Jednak we Włoszech, w Grecji i w Portugalii problemy narastają, natomiast banki amerykańskie nareszcie zaczęły stosować wyższe odpisy z tytułu inwestycji w energię (a być może to jeszcze nie koniec).
Analiza: para USD/JPY
Para USD/JPY pozostaje pod presją, a zgodnie ze sprawdzoną zasadą foreksowych wyjadaczy należy uszanować dwunastomiesięczną średnią ruchomą, która zwykle sprawdza się jako wskaźnik trendu. Sytuacja w tej parze wskazuje na dalsze umocnienie JPY, nie na deprecjację – nie zapominajmy też, że 28 kwietnia czeka nas posiedzenie Banku Japonii w sprawie polityki pieniężnej.
Analiza: Chiny/ropa
Bez względu na opinie krążące po rynku, dużym rozczarowaniem była porażka rozmów w sprawie zamrożenia produkcji na szczycie w Doha w ubiegły weekend. Inflacyjnym i naftowym bykom kończy się amunicja i gdyby nie strajk pracowników sektora naftowego w Kuwejcie, cena ropy spadłaby dziś o 3-4 USD za baryłkę.
Inicjatywy Chin dotyczące pobudzenia gospodarki wydają się bardziej skuteczne, jednak nie zapominajmy, że są przede wszystkim oparte na kredytach, a nawet w Chinach nie można dwukrotnie wydać tych samych pieniędzy. Oznacza to, oczywiście, że większe wydatki teraz to mniejsze wydatki później… jednak trend jest wyraźny. Chiny spokojnym krokiem zmierzają w kierunku niższego wzrostu, a w (dotychczasowych) prognozach nie widać możliwości istotnego pobudzenia światowego popytu.
Na posiedzeniu 19 kwietnia 2016 r. Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła zgodę na powołanie Brunona Bartkiewicza na Prezesa Zarządu ING Banku Śląskiego.
Rada Nadzorcza ING Banku Śląskiego powołała Brunona Bartkiewicza na prezesa 4 marca 2016 roku. Na tym stanowisku zastąpił Małgorzatę Kołakowską, która od początku kwietnia br. zarządza międzynarodową siecią bankowości korporacyjnej w Grupie ING.
Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego
Brunon Bartkiewicz jest związany z ING Bankiem Śląskim i ING od początku lat 90. W 1994 roku objął stanowisko pierwszego wiceprezesa pełniącego obowiązki prezesa. Rok później został prezesem zarządu Banku Śląskiego. W 2000 roku na kolejne cztery lata objął funkcję dyrektora generalnego oraz członka zarządu w banku ING Direct NV. W 2004 roku objął stanowisko prezesa ING Banku Śląskiego. W 2010 roku został członkiem General Management Team w ING Direct, w którym był m.in. odpowiedzialny za działalność w Hiszpanii, Włoszech, Francji, Wielkiej Brytanii, Australii. Od 2012 roku nadzorował działalność ING we Francji, Włoszech, Polsce, Hiszpanii, Rumunii oraz Turcji. Od połowy 2014 pełnił w Grupie ING funkcję Chief Innovation Officer. Był wiceprzewodniczącym Rady Nadzorczej ING Banku Śląskiego.
Brunon Bartkiewicz ukończył Wydział Handlu Zagranicznego Szkoły Głównej Planowania i Statystyki (SGH), gdzie w latach osiemdziesiątych był pracownikiem naukowym. Brał udział w szkoleniach z zakresu zarządzania i bankowości m.in. CEDEP – Insead France oraz Executive Program at the Graduate School of Business na Stanford University.
Zarząd spółki PGE Polska Grupa Energetyczna S.A. („PGE”) przekazuje szacunkowe dane operacyjne i sprzedażowe za okres styczeń-marzec 2016 r. (narastająco).
Produkcja energii elektrycznej netto w jednostkach wytwórczych PGE wyniosła 13,2 TWh (wobec 14,5 TWh w okresie styczeń-marzec 2015 r.), w tym z węgla brunatnego 8,5 TWh (10,0 TWh w okresie styczeń-marzec 2015 r.).
Zrealizowana przez PGE średnia cena hurtowa energii elektrycznej (cena sprzedaży na giełdzie zrealizowana przez segment Energetyki Konwencjonalnej) wyniosła 166 zł za MWh (174 zł w okresie styczeń-marzec 2015 r.).
Wolumen sprzedaży detalicznej do odbiorców finalnych wyniósł 10,7 TWh (9,8 TWh w okresie styczeń-marzec 2015 r.).
Wolumen dystrybuowanej energii wyniósł 8,6 TWh (8,4 TWh w okresie styczeń-marzec 2015 r.).
Zastrzeżenie: Prezentowane wielkości mają charakter szacunkowy i nie były przedmiotem audytu przez biegłego rewidenta.
Podstawa prawna: Art. 56 ust. 1 pkt. 1 ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych (tj. Dz. U. z 2013 r., poz. 1382 z późn. zm.).
Saxo Bank poinformował dziś o trójstronnym porozumieniu zawartym z Wallstreet CN i LeanWork, które wzmocni działalność Banku w Chinach po otworzeniu pierwszej placówki w Szanghajskiej Strefie Wolnego Handlu we wrześniu zeszłego roku.
Użytkownicy jednego z najpopularniejszych portali finansowych w Chinach – Wallstreet CN – uzyskają dostęp do światowych rynków finansowych za pośrednictwem WEEX, utworzonej przez Wallstreet CN internetowej platformy transakcyjnej opracowanej przez LeanWork oraz udostępnianego przez Saxo Bank interfejsu programistycznego Open API.
– To partnerstwo podkreśla znaczenie Open API Saxo, które dzięki nieograniczonym możliwościom personalizacji zwiększa znaczenie technologii transakcyjnych teraz i w przyszłości. Każda ze stron może mówić o sukcesie, a jako Saxo Bank cieszymy się z możliwości współpracy z dwoma wyjątkowymi start-upami działającymi na rzecz chińskojęzycznych inwestorów – oświadczył Kim Fournais, współzałożyciel i prezes Saxo Banku.
Saxo Bank jako jedna z pierwszych instytucji finansowych udostępnił swoją infrastrukturę transakcyjną za pośrednictwem interfejsu programistycznego OpenAPI opartego na architekturze REST. Dzięki temu partnerzy, klienci i zewnętrzni deweloperzy aplikacji uzyskują dostęp do opracowywanych od ponad 20 lat rozwiązań transakcyjnych i mogą dostosować ofertę inwestycyjną do własnych potrzeb, generując dzięki temu nowe strumienie przychodów.
Portal Wallstreet CN został założony w 2013 roku, początkowo jako osobisty blog Wu Xiaopenga, który w owym czasie pracował w Nowym Jorku. Po powrocie do Chin w maju 2013 r. Xiaopeng zarejestrował spółkę w Szanghaju i uzyskał środki w ramach venture capital z funduszy inwestycyjnych China Ping An i Hai Tong Securities’, jak również z kilku innych renomowanych chińskich instytucji. W ciągu ostatnich trzech lat portal Wallstreet CN zyskał popularność na poziomie 15 mln unikalnych odwiedzin miesięcznie. Obecnie to wiodące źródło informacji finansowych oferujące najważniejsze wiadomości rynkowe i dane ekonomiczne chińskojęzycznym inwestorom.
– Jestem zaszczycony możliwością współpracy z Saxo Bankiem i LeanWork. Saxo Bank jest liderem w dziedzinie transakcji online, a jego globalny zasięg i lokalne podejście zapewniane przez LeanWork i Wallstreet CN spowodują, że platforma transakcyjna WEEX stanie się wartościową propozycją dla chińskojęzycznych inwestorów – powiedział założyciel i prezes Wallstreet CN, Wu Xiaopeng.
LeanWork to start-up technologiczny z siedzibą w Hongkongu. Jego pierwszym sukcesem było opracowanie rozwiązania umożliwiającego równoczesną pracę wielu brokerów, a z czasem LeanWork zdobył znaczny udział w rynku i popularność w społeczności chińskojęzycznych brokerów. Obecnie start-up posiada duży dział rozwoju IT, a w oddziałach firmy na terenie całych Chin pracuje ponad 30 programistów.
– Nie można sobie wyobrazić lepszego zespołu, niż połączone siły Saxo Banku, Wallstreet CN i LeanWork. Jako wiodąca instytucja finansowa i lider na rynku inwestycji online, Saxo Bank zapewnia dostęp do ponad 30 000 instrumentów finansowych. Dzięki oferowanej przez LeanWork znajomości lokalnych realiów i doświadczenia w zakresie IT, użytkownicy będą mogli korzystać z naszych usług w optymalny sposób – powiedział Darren Qian, prezes i założyciel LeanWork.
Umowa partnerstwa została oficjalnie zawarta 13 kwietnia 2016 r. w duńskim konsulacie w Szanghaju w obecności Nicolaia Prytza, duńskiego konsula generalnego w Szanghaju.
Nowa odsłona włoskiej ikony motoryzacji, Fiat 124 Spider już do nabycia także i w Polsce.
Od dziś rusza na polskim rynku przyjmowanie zamówień na ten kultowy model.
Samochód dostępny będzie w dwóch poziomach wyposażenia: „124 Spider” oraz „124 Spider Lusso”.
Dla miłośników pięknych i kultowych samochodów, teraz także i w Polsce, zaczyna się ważny czas. Oto kultowy Fiat 124 Spider dostępny jest już na polskim rynku: w Salonach Sprzedaży marki rozpoczęło się przyjmowanie zamówień na ten model.
Nowy Fiat 124 Spider czerpie z tradycji swojego legendarnego poprzednika z 1966 r., uznanego za jeden z piękniejszych aut Fiata w historii i ikonę motoryzacyjną z lat 60. ubiegłego wieku. Kolejna odsłona sedana Fiata 124, wersja Spider, była samochodem sportowym, w którym szybko wszyscy się zakochali, także dzięki projektowi Pininfariny, znaczącemu włoskiemu nazwisku dla całej branży samochodowej.
W 124 Spider zamontowana była pięciostopniowa skrzynia biegów, silnik z dwoma wałkami rozrządu o pojemności 1.438 cm3 oraz hamulce tarczowe we wszystkich czterech kołach. Amerykanie dosłownie oszaleli na punkcie proporcji i włoskiego stylu Fiata 124 Spider oraz jego wodoodpornego, zdejmowanego dachu, który mógł zostać bardzo szybko i prosto otwarty bezpośrednio z siedzenia kierowcy.
W latach 1966-1985, zostało wyprodukowanych ponad 200 tysięcy egzemplarzy tego modelu, z których ponad trzy czwarte trafiło właśnie za Atlantyk.
Nowy Fiat 124 Spider zapewnia doświadczenia roadstera, bogate w emocje, technologię, bezpieczeństwo, osiągi, a to wszystko w połączeniu z niepowtarzalnym włoskim stylem. Jest wyposażony w nowoczesny, 4-cylindrowy, 1,4-litrowy silnik turbo z technologią MultiAir 16v. To pierwsze w historii zastosowanie tego silnika w samochodzie z napędem na tylną oś. Silnik rozwija moc 140 KM i moment obrotowy równy 240 Nm i połączony jest z sześciostopniową skrzynią biegów. Jego osiągi są godne uwagi: samochód przyspiesza do 100 km/h w 7,5 s i może osiągnąć prędkość 215 km/h.
Konfiguracja układu kierowniczego i zawieszenia, lekka rama, równomierny rozkład masy, silnik, to elementy gwarantujące niezwykłe doznania podczas jazdy, jakie 124 Spider zapewnia. To wyrafinowana przyjemność uzyskana przez lepszą sztywność i rozwiązania ograniczające głośność, wibracje. Samochód jest stworzony do jazdy z otwartym, łatwym w obsłudze dachem. Auto oferuje zaawansowane technologicznie aktywne i pasywne systemy bezpieczeństwa, gamę urządzeń, dodatkowo poprawiających komfort i samopoczucie pasażerów. Ma ergonomiczny, smukły i ponadczasowy kształt, klasyczny profil o idealnych proporcjach i stosunek długości kabiny do maski podobny do aut wyścigowych. Model prezentuje się bardzo dynamicznie, jak przystało na prawdziwe sportowe, lekkie auto z wzdłużnym silnikiem i napędem z tyłu oraz cofniętą kabiną. Jej wnętrze gwarantuje pasażerom maksimum komfortu.
I oto ten piękny samochód jest już do nabycia także w Polsce. Dostępny jest w dwóch poziomach wyposażenia: „124 Spider” oraz „124 Spider Lusso”.
Do najważniejszych elementów wyposażenia poszczególnych wersji należą:
124 Spider:
Radio DAB z 7″ ekranem, 4 głośniki, porty USB oraz AUX, 2 głośniki w zagłówku fotela kierowcy
Felgi ze stopów lekkich 16″
Klimatyzacja manualna
Aktywne zagłówki przednie
Poduszki powietrzne przednie kierowcy, pasażera oraz boczne
System ABS, system stabilizacji toru jazdy ESC, system Active Hood – pirotechnicznie unoszona przednia maska w momencie uderzenia w pieszego, system monitorowania ciśnienia powietrza w oponach (TMPS)
Tylne światła w technologii LED
Centralny zamek ze zdalnym sterowaniem
Kierownica pokryta skórą, regulowana na wysokość ze sterowaniem radioodtwarzacza
Tempomat
Wspomaganie kierownicy.
Cena brutto wersji 124 Spider wynosi 110.000 złotych. 124 Spider Lusso (dodatkowo):
Pakiet Widoczność (adaptacyjne przednie światła (AFS) w technologii LED, spryskiwacze reflektorów, czujnik zmierzchu i deszczu)
Felgi ze stopów lekkich 17″
Klimatyzacja automatyczna
Tapicerka skórzana
Fotele przednie podgrzewane
Światła przeciwmgielne przednie
Dwie chromowane rury wydechowe
Elementy wnętrza lakierowane w kolorze czerni fortepianowej
Obramowanie szyby przedniej w kolorze srebrnym
Osłony pałąków przeciwkapotażowych w kolorze srebrnym.
Cena brutto wersji 124 Spider Lusso wynosi 117.000 złotych.
Im bliżej głosowania w sprawie Breksitu, tym goręcej robi się na Wyspach. Dzisiaj w parlamencie wystąpi szef Bank of England, Mark Carney, a także kanclerz Skarbu, George Osborne. Najnowsze sondaże dają lekką przewagę przeciwnikom Breksitu, ale jest ona tak niewielka, że trudno mówić o jakiejś tendencji. Wczoraj ministerstwo Osborne’a opublikowało raport druzgocący dla zwolenników opuszczenia Unii – wyliczenia były dla nich tak niekorzystne, że upieranie się przy anty-unijnych tezach byłoby nierozsądne. Oczywiście, to tylko statystyka, ale o tyle ciekawa, że Osborne przełożył koszty Breksitu na rachunki zwykłych gospodarstw domowych i postraszył je kilkutysięcznymi stratami w skali roku. Funt na takie argumenty nie pozostał obojętny. Dzisiaj też może być podobnie.
W Europie na uwagę zasługuje niemiecki indeks ZEW, choć trudno sobie wyobrazić, by rynek bardzo się nimi przejął przed czwartkowym komunikatem EBC. Europa czeka na wystąpienie Mario Draghi, choć poza deklaracjami mało kto spodziewa się bardziej konkretnych działań. W USA trwa sezon wyników, a dzisiejsze publikacje na pewno przyciągną uwagę inwestorów – danych finansowych Goldman Sachs, Harley-Davidson, Intela czy Yahoo nie da się przegapić.
Najciekawiej prezentuje się ropa, która mimo porażki w Doha trzyma się całkiem dobrze. Notowaniom pomaga strajk pracowników sektora naftowego w Kuwejcie, dzięki któremu ropy na rynku jest po prostu mniej. Nie zmienia to jednak faktu, że i tak jest jej dużo, a strajk w Kuwejcie wcześniej czy później się skończy. Ciekawe, jak rynek zareaguje na dzisiejsze dane API o zapasach paliw w USA. Wypowiedzi polityków i deklaracje liderów związkowych mają dużą siłę przebicia w tej branży, ale nic mocniej nie działa na wyobraźnię, niż magazyny po brzegi wypełnione ropą.
dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska
Ministerstwo Finansów planuje wprowadzenie tzw. klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania, której celem ma być postawienie granicy pomiędzy dopuszczalnym planowaniem podatkowym, a tworzeniem sztucznych struktur mających na celu jedynie unikanie opodatkowania. Klauzula ma to uniemożliwić. Według ekspertów firmy doradczej Deloitte tryb wprowadzenia ustawy oraz niektóre jej zapisy mogą jednak budzić pewne wątpliwości na gruncie ustawy zasadniczej, w konsekwencji czego decyzje podjęte na podstawie ustawy przez organy podatkowe mogą być podważane. O nowych zmianach w rozmowie z MarketNews24 mówił Maciej Guzek z Deloitte.