Praga zyskuje biznesowy charakter. Rośnie popyt na biura po prawej stronie Warszawy

Znaczenie prawobrzeżnych dzielnic systematycznie rośnie – Praga Północ i Praga Południe przestają być tylko alternatywą, a stają się świadomym wyborem firm szukających biura. Najemcy znajdują tutaj niższe czynsze, autentyczność miasta i dostęp do lokalnego rynku pracy – mówi Joanna Andryszczyk, Associate Director w Dziale Powierzchni Biurowych w Newmark Polska.

Rynek biurowy w stolicy historycznie koncentrował się przede wszystkim na Śródmieściu, Woli i Mokotowie. W prawobrzeżnych dzielnicach wciąż znajduje się relatywnie niewielka jego część, bo tylko 283 500 mkw., czyli 4,5 proc. całkowitych zasobów miasta. Prawie 53 proc. tej powierzchni zlokalizowanych jest na Pradze Południe, a 34,9 proc. – na Pradze Północ. Jednak zainteresowanie praską częścią miasta się zmienia.

Prawa strona wchodzi do gry

– Coraz wyraźniej widać potrzebę bardziej zrównoważonego rozwoju miasta. Zauważyliśmy to jako jedni z pierwszych na rynku, tworząc Centrum Praskie Koneser, a teraz realizując inwestycję Drucianka Campus. Praga Północ, dzięki swojej centralnej lokalizacji i dobrej dostępności komunikacyjnej, staje się naturalnym kierunkiem ekspansji. Dowodem tego jest sukces Konesera, którego wybrały takie globalne marki jak PepsiCo, Grupa WPP czy Google Campus for Startups. Ważną rolę we wzmacnianiu atrakcyjności biznesowej tej dzielnicy odgrywają również inwestycje publiczne, jak chociażby zrealizowany w ramach Nowego Centrum Warszawy most pieszo-rowerowy oraz rewitalizacje przestrzeni miejskich – twierdzi Ilona Koski-Lammi, zastępczyni dyrektora sprzedaży Liebrecht & wooD. – Pofabryczna architektura, skala zabudowy i kontekst historyczny tworzą unikalną tożsamość, której nie da się odtworzyć w typowych projektach biurowych – podkreśla.

Rozwój rynku po prawej stronie Wisły to również szansa na jego dywersyfikację. – Decyzje najemców o relokacji na drugą stronę rzeki wynikają m.in. z chęci połączenia dobrej dostępności komunikacyjnej z niższymi kosztami najmu. Średnie stawki czynszu za wynajem powierzchni biurowej wynoszą tutaj 13–15 euro za mkw. miesięcznie, a w najlepszych projektach sięgają obecnie 17–18 euro. To stawki porównywalne ze Służewcem i dużo niższe niż w centrum Warszawy – podaje Joanna Andryszczyk.

Praga kusi pracownikami – czy to jej największy atut?

Szacuje się, że około 39 proc. Warszawian mieszka po prawej stronie Wisły (dane GUS na koniec czerwca 2025 r.). – Kandydaci z tej części miasta chętnie wybierają pracę w swojej okolicy, co pokazuje potencjał rozwoju rynku mieszkaniowego i rosnącego znaczenia biura jako elementu employer brandingu – twierdzi Ewa Michalska, dyrektor operacyjna Grafton Recruitment. – Coraz częściej już podczas pierwszych rozmów rekrutacyjnych kandydaci pytają o dostępność parkingów, bliskość SKM, PKP czy metra oraz ogólną wygodę dojazdu. Dlatego chcąc przyciągnąć pracowników z innych części Warszawy, takich jak Ursus, Włochy, Bemowo, pracodawcy powinni wyraźnie podkreślać konkretne rozwiązania związane z dojazdem. To działa – Warszawiacy patrzą na prawobrzeżną część miasta przychylniej niż kiedyś, doceniając ułatwienia komunikacyjne, szczególnie uruchomienie drugiej linii metra.

Przykładem firmy związanej z prawą częścią miasta jest grupa technologiczna Atende, która wynajmuje biura w Centrum Praskim Koneser, zrewitalizowanym kompleksie wielofunkcyjnym na Pradze Północ. – Wielu naszych pracowników, w tym część zarządu, pochodzi z prawobrzeżnej Warszawy i miejscowości podwarszawskich po tej stronie. Dodatkowo bliskość metra, kolei i tramwajów realnie poprawiają komfort dojazdu dla reszty zatrudnionych – mówi Marcin Zalewski, kierownik ds. administracji i inwestycji w Atende. – Z perspektywy firmy technologicznej liczą się dostępność kadr, niższe koszty operacyjne i rozwój infrastruktury sprzyjający inwestycjom w przyszłości. Atutem jest również unikalny klimat Pragi i tętniące życiem otoczenie, które wzmacnia atrakcyjność miejsca pracy.

Według Jarka Prawickiego, dyrektora działu leasingu w AFI Polska, firmy coraz częściej poszukują biur w miejscach oferujących coś więcej niż tylko powierzchnię do pracy. – AFI Bohema jest dziś w pełni wynajęta, co potwierdza, że tego typu kameralne, dobrze zlokalizowane projekty biurowe znajdują swoich najemców także po prawej stronie Wisły. Wśród najemców kompleksu mamy zarówno instytucje publiczne, jak i firmy technologiczne, takie jak FitQbe z grupy Pracuj.pl czy Gladio z sektora FMCG. Już wkrótce dołączy do nich centrum diagnostyczno-medyczne Enel-Med, które posłuży mieszkańcom kompleksu i pracownikom biur – podkreśla Jarosław Prawicki.

Informatycy, logistycy i firmy kreatywne już tutaj są

Z danych Newmark Polska wynika, że w całym 2025 roku w prawobrzeżnych dzielnicach firmy wynajęły 41,4 tys. mkw. powierzchni biurowej. To prawie cztery razy tyle, co rok wcześniej i dwa razy więcej niż w 2023 roku. – To lokalizacje wybierane dziś przede wszystkim przez firmy z branż logistycznych, dystrybucyjnych, magazynowych, FMCG oraz ecommerce. Takie decyzje nie dziwią – w tej części Warszawy łatwiej jest im połączyć część biurową z zapleczem operacyjnym – informuje Ewa Michalska.

Równie licznie reprezentowane grupy to firmy technologiczne, startupy i software house-y. – Istotnym impulsem dla rozwoju tej części miasta było pojawienie się globalnych graczy. Otwarcie kampusu Google w Centrum Praskim Koneser wzmocniło rozpoznawalność Pragi i pokazało, że może ona konkurować z dzielnicami w Centrum. Autentyczność prawobrzeżnych dzielnic sprawia, że biura sprzyjają tutaj budowaniu kultury organizacyjnej – mówi Joanna Andryszczyk i zaznacza, że obecność wielu firm oraz instytucji publicznych, w tym ZTM, pokazuje różnorodność działalności po tej stronie Wisły.

Czy deweloperzy nadążą z podażą?

Najemcy dali już zielone światło, wybierając biura po prawej stronie Wisły. Czy teraz deweloperzy odważą się podążyć za nimi?

– Praga Północ i Praga Południe cieszą się rosnącym zainteresowaniem firm szukających biura, choć rynek pozostaje niewielki i rozproszony, opierając się głównie na rewitalizacjach i projektach mixed-use – wyjaśnia Joanna Andryszczyk. – Po tej stronie Wisły większość projektów oddanych w ostatnich latach została już wynajęta. Kolejne inwestycje są w przygotowaniu, niemniej ich realizacja zależy od zainteresowania najemców i poziomu umów przednajmu. I chociaż wskaźnik pustostanów na poziomie ok. 6,4 proc. mógłby wskazywać na pewną dostępność powierzchni, to w rzeczywistości wolne biura znajdują się głównie w starszych budynkach klasy B. Dla najemców zainteresowanych nowoczesnym biurem na Pradze Północ albo Południe często oznacza to konieczność zabezpieczenia powierzchni nawet z dużym minimum dwuletnim wyprzedzeniem lub podpisania umowy przednajmu na etapie planowania inwestycji, co w przypadku dużego najemcy może przesądzić o uruchomieniu projektu lub realizacji jego kolejnego etapu – podkreśla dyrektorka w Newmark Polska.

Rewitalizacje zamiast wieżowców – tak wyglądają biura za Wisłą

Rozwój w najbliższych latach opierać się będzie głównie na rewitalizacjach i projektach wielofunkcyjnych, łączących biura, mieszkania i usługi. – To format najlepiej pasujący do charakteru tej części miasta i oczekiwań najemców, którzy szukają zróżnicowanego środowiska pracy – twierdzi Andryszczyk. Według ekspertki, standard w tym segmencie wyznaczyły takie inwestycje, jak Koneser czy Fabryka PZO. Szansą są też większe projekty biurowe, wymagające odpowiedniej skali popytu i lokalizacji przy metrze, których realizacja w dużej mierze zależeć będzie od przednajmu. Przykładem jest Port Praski, gdzie w kolejnych fazach jako uzupełnienie kompleksu może powstać także część biurowa. Wśród planowanych perełek na tym rynku warto wymienić również SOHO oraz Druciankę Campus przy Dworcu Wschodnim, obie inwestycje powinny zasilić rynek biurowy prawobrzeżnej Warszawy już w 2028 roku.

Po stronie wyzwań dla rozwoju rynku biurowego, obok ograniczonej dostępności nowoczesnych budynków, Ewa Michalska wskazuje na słabszą infrastrukturę towarzyszącą – mniej hoteli, przestrzeni konferencyjnych i usług biznesowych.

Miejsce na wyjątkowe projekty

Jedno jest pewne: prawobrzeżna Warszawa nie jest już pionierskim rynkiem. – Kluczowe inwestycje zostały przyjęte z dużym entuzjazmem – tak przez mieszkańców, jak i najemców. A zainteresowanie praską częścią miasta wśród tych ostatnich rośnie. Firmy wybierają konkretną lokalizację, jeśli projekt oferuje jakość, dobrą komunikację i pasuje do charakteru dzielnicy. Obie Pragi to miejsca z potencjałem, w których biura będą rozwijać się raczej ewolucyjnie niż skokowo, a ograniczona podaż może sprzyjać najlepiej zaprojektowanym inwestycjom – podsumowuje Joanna Andryszczyk.

Polska dogania Unię. Członkostwo w UE przyspieszyło rozwój o dekadę

Coraz częściej w debacie publicznej pojawiają się opinie, że członkostwo Polski w Unii Europejskiej kosztuje nas zbyt wiele. Większość badań ekonomicznych pokazuje jednak silny pozytywny wpływ integracji europejskiej na polską gospodarkę. Bez członkostwa w UE poziom rozwoju naszego kraju byłby znacznie niższy. I nie chodzi tu tylko o brak funduszy unijnych.

W ciągu 22 lat polskiej obecności w Unii Europejskiej nasza gospodarka przeszła ogromną zmianę. W 2004 r., kiedy Polska wchodziła do UE, wartość polskiego PKB w przeliczeniu na mieszkańca, liczona według parytetu siły nabywczej, wyniosła ok. 50 proc. średniej unijnej. Dziś zbliża się do 80 proc. Polska zatem w stosunkowo krótkim czasie znacząco zmniejszyła dystans rozwojowy do średniej unijnej.

Jednym z czynników napędzających polską gospodarkę są fundusze unijne. Według danych Ministerstwa Finansów od 1 maja 2004 r. do końca 2025 r. transfery z budżetu UE do Polski przekroczyły 268,5 mld euro. W tym czasie nasz kraj do wspólnego budżetu wpłacił ponad 100,5 mld euro. W efekcie bilans korzyści wyniósł ok. 168 mld euro.

Szczególnie istotne znaczenie mają środki europejskiej polityki spójności, które stanowią ok. 63 proc. pieniędzy napływających z UE do Polski. Wzmacniają one inwestycje publiczne m.in. poprzez finansowanie projektów rozwijających infrastrukturę, w tym rozbudowę autostrad, dróg i kolei. Fundusze polityki spójności przeznaczane są również na bezpośrednie wsparcie sektora produkcyjnego, pobudzenie innowacji oraz rozwój zasobów ludzkich. Według analiz Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej w latach 2004–2023 około 5,5 proc. średniorocznego wzrostu PKB Polski wynikało z realizacji projektów współfinansowanych z tych środków. W tym czasie polski PKB średniorocznie wzrastał w tempie ok. 3,9 proc. Gdyby nie środki europejskiej polityki spójności wzrost ten byłby o ok. 0,2 punktu procentowego niższy i wyniósł ok. 3,7 proc.

Wpływ środków europejskiej polityki spójności na tempo wzrostu gospodarczego jest ograniczony. Dzieje się tak, gdyż średnioroczny udział środków trafiających do Polski z funduszy unijnych stanowi niespełna 3 proc. PKB. Wbrew powszechnej opinii, pieniądze płynące z unijnego budżetu nie są naszą największą korzyścią z przynależności do UE. Kluczową rolę odgrywa coś innego – integracja gospodarcza i dostęp do wspólnego rynku. To właśnie swobodny handel i brak barier celnych sprawiają, że polska gospodarka może dynamicznie się rozwinąć. Według szacunków Forum Obywatelskiego Rozwoju korzyści Polski z dostępu do wspólnego rynku są co najmniej pięciokrotnie wyższe niż z dostępu do funduszy unijnych netto (Michnik 2024).

Efekty tego widać w danych. W 2025 r. Polska miała deficyt handlowy na poziomie 7,7 mld euro, ale jednocześnie wypracowała nadwyżkę w handlu z krajami UE sięgającą 78,3 mld euro. W ubiegłym roku eksport do krajów Unii Europejskiej wyniósł 274,1 mld euro i stanowił blisko 75 proc. ogółu wartości eksportu Polski. Rynek europejski jest zatem głównym źródłem popytu na nasze produkty i usługi, kompensując deficyty w handlu z innymi regionami świata. Jednocześnie w ciągu 22 lat eksport towarów i usług do krajów UE wzrósł w ujęciu nominalnym niemal sześciokrotnie. Po uwzględnieniu inflacji oznacza to około trzykrotny wzrost realny. Obecnie wartość eksportu stanowi około 50 proc. polskiego PKB. Nasza gospodarka jest więc silnie powiązana z rynkami zagranicznymi, a szczególnie z rynkiem europejskim.

Integracja gospodarcza to także koszty i kompromisy. Przynależność do UE powoduje, że część zysków wypracowanych w Polsce przez europejskich gigantów jest transferowana za granicę. Silniejsza konkurencja ze strony firm z innych państw UE wywiera presję na mniej produktywne przedsiębiorstwa, prowadząc niekiedy do ich marginalizacji lub upadku. Członkostwo w jednolitym rynku wiąże się również z koniecznością dostosowania do wspólnych regulacji, które – choć sprzyjają stabilności i przejrzystości – mogą generować dodatkowe koszty dla części branż. To właśnie te głosy najczęściej pojawiają się ze strony przeciwników dalszej integracji gospodarczej. Rodzi się więc pytanie: czy koszty przeważają nad korzyściami?

Nie wiemy dokładnie, jak wyglądałaby alternatywna ścieżka rozwoju Polski poza UE. Możemy ją jednak modelować. Polski Instytut Ekonomiczny przy zastosowaniu modelu ekonometrycznego synthetic control szacuje, że dzięki członkostwu w UE polski PKB per capita jest dziś wyższy o 42 proc. (PIE 2026). Bez naszej przynależności do UE polski PKB w przeliczeniu na mieszkańca byłby obecnie o 30 proc. niższy i kształtowałby się na poziomie z 2015 r. Dzięki naszej przynależności do UE rozwój gospodarczy Polski przyspieszył zatem o dekadę.

Ciekawym przykładem odwrócenia procesu integracji był brexit. Dobitnie pokazuje on, co się dzieje, gdy integracja zostanie drastycznie ograniczona. Wyniki badań z 2025 r. przeprowadzonych przez międzynarodowy zespół ekonomistów (Bloom i inni 2025) dowodzą, że na skutek brexitu wartość PKB na mieszkańca Wielkiej Brytanii jest o 6–8 proc. niższa niż w scenariuszu zakładającym pozostanie Wielkiej Brytanii w UE. Dodatkowo w wyniku inwestycje w Zjednoczonym Królestwie zmniejszyły się o 12–18 proc., zatrudnienie spadło o 3–4 proc., a produktywność gospodarki obniżyła się o 3–4 proc. Ograniczenie integracji gospodarczej może więc prowadzić do mierzalnych strat wzrostu gospodarczego, inwestycji i efektywności gospodarki.

Chociaż nie da się zmierzyć z absolutną precyzją, na ile członkostwo w Unii Europejskiej zmieniło trajektorię rozwoju Polski, to różne analizy prowadzą do podobnego wniosku: integracja europejska jest jednym z kluczowych czynników wzrostu gospodarczego naszego kraju. Bez Unii Europejskiej Polska byłaby dziś wyraźnie biedniejsza, co wszyscy byśmy odczuli w portfelach.

Autor: Paweł Janukowicz – jest doktorem nauk społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse, a także członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Źródła:
Bloom N. i in. (2025). The Economic Impact of Brexit, National Bureau of Economic Research, https://www.nber.org/papers/w34459
Michnik M. (2024). Dwudziestolecie członkostwa Polski w Unii Europejskiej – z korzyścią dla wszystkich!, Forum Obywatelskiego Rozwoju, https://for.org.pl/2024/06/07/komunikat-for-17-2024-dwudziestolecie-czlonkostwa-polski-w-unii-europejskiej-z-korzyscia-dla-wszystkich/
PIE (2026). Tygodnik Gospodarczy nr 13/2026, https://pie.net.pl/tygodnik-gospodarczy-13-2026-2-kwietnia-2026/

I kwartał 2026 r. na rynku biurowym – stonowany początek roku pod względem popytu oraz nadal malejąca powierzchnia w budowie

Jak wskazuje międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield, początek 2026 roku na rynku biurowym w Polsce charakteryzował się popytem na poziomie ok. 255 tys. mkw. Choć był on o około 20% niższy niż rok wcześniej, w porównaniu z 2024 rokiem spadek wyniósł jedynie 8%. Jednocześnie, wraz z ukończeniem nowych projektów o łącznej powierzchni ok. 90 tys. mkw., wolumen powierzchni w budowie obniżył się do nowego minimum, osiągając poziom około 240 tys. mkw. Najlepsze powierzchnie pozostają w centrum uwagi najemców.

PODAŻ: jedynie ok. 160 tys. mkw. powierzchni przybędzie w 2026 roku

Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na największych rynkach w Polsce – tj. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Lublinie i Szczecinie – wyniosły 13,04 mln mkw.

Łączna podaż nowej powierzchni oddanej do użytku w okresie styczeń-marzec 2026 roku była relatywnie wysoka na tle lat 2023-2025 i osiągnęła ok. 90 tys. mkw. Wynikało to z kumulacji ukończonych projektów o średniej skali, zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych”, komentuje Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

Wśród największych biurowców oddanych w Warszawie znalazły się Studio A (24 000 mkw. – Skanska) oraz Vena (15 400 mkw. – PHN). Z kolei w miastach regionalnych największe projekty to Swobodna Spot I (14 650 mkw. – Echo Investment) we Wrocławiu oraz biurowiec Punkt (12 650 mkw. – Torus) w Gdańsku.

Pomimo zwiększonej podaży w pierwszym kwartale 2026 roku, skala nowo rozpoczynanych projektów pozostaje bardzo ograniczona. Skutkuje to dalszym spadkiem wolumenu powierzchni biurowej w budowie, który zbliża się do historycznie niskich poziomów obserwowanych jedynie na wczesnym etapie rozwoju rynku biurowego w Polsce, w latach 1995-2000. Przykładowo w Warszawie obecnie w realizacji znajduje się ok. 120 tys. mkw. powierzchni biurowej, wobec niemal 750 tys. mkw. na początku 2020 roku. W miastach regionalnych w budowie pozostaje również ok. 120 tys. mkw. (bez uwzględnienia projektów wstrzymanych), podczas gdy przed pandemią wolumen ten sięgał ok. 850 tys. mkw.”, dodaje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Niska aktywność deweloperska nadal wynika z coraz większego nasycenia rynku powierzchniami biurowymi, a także z utrzymującego się wysokiego poziomu kosztów realizacji inwestycji w relacji do oczekiwanego poziomu zwrotu.
Według szacunków Cushman & Wakefield, w 2026 roku zasoby polskiego rynku biurowego powiększą się o niecałe 160 tys. mkw. (uwzględniając projekty już ukończone), natomiast w 2027 roku prognozowany wolumen nowej podaży będzie jeszcze niższy i wyniesie około 120 tys. mkw.

POPYT: spokojniejszy pierwszy kwartał, z przewagą nowych umów

Zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych aktywność najemców w pierwszym kwartale 2026 roku była niższa, niż na początku 2025 roku, przy czym wyraźniejsze spadki odnotowano na rynkach regionalnych.

W Warszawie wolumen popytu w pierwszym kwartale 2026 roku wyniósł 133 800 mkw., co oznacza spadek o około 9% w ujęciu rocznym. Jednocześnie poziom aktywności pozostawał zbliżony do obserwowanego w 2024 roku, notując jedynie niewielki spadek rzędu 3%.

W analizowanym okresie zawarto ponad 180 transakcji, z czego 34 dotyczyły powierzchni przekraczających 1000 mkw. W strukturze transakcji w okresie styczeń-marzec dominowały nowe umowy, które odpowiadały za 51% całkowitego wolumenu. Renegocjacje stanowiły 39%, ekspansje 9%, natomiast powierzchnie zajęte przez właściciela około 1%.

Na rynkach regionalnych sumaryczny popyt w pierwszym kw. 2026 r. wyniósł około 121 500 mkw., co oznacza około 30% spadek względem identycznego okresu w 2025 roku, natomiast 13% względem 2024. Na stronę popytową w miastach regionalnych w tym okresie największy wpływ wywarły firmy z sektora usług biznesowych i konsumenckich, produkcyjnego, a także finansowego. Struktura transakcji w regionach w tym okresie była zbliżona do stolicy: przeważały nowe umowy – z 52% udziałem w popycie, renegocjacje odpowiadały za 37% najmu, a ekspansje – za około 11%, powierzchnie zajęte przez właściciela dotyczyły zaledwie 1% całego wolumenu umów”, tłumaczy Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

PUSTOSTANY I CZYNSZE: pustostany z lekkim wahnięciem i dalsza dywersyfikacja stawek w zależności od lokalizacji i jakości budynku

Średni wskaźnik pustostanów w Polsce na koniec pierwszego kw. 2026 roku wyniósł 13,6%, co stanowi wzrost o 0,5 pp. względem IV kw. 2025 roku, lecz spadek o 0,5 pp. względem marca 2025 roku.

W stolicy wskaźnik niewynajęcia wzrósł o 0,4 pp. względem poprzedniego kwartału i wyniósł 9,5%. W miastach regionalnych największe wzrosty w dostępności powierzchni zaobserwowano we Wrocławiu (+2,1 pp.), Szczecinie (+1,5 pp.), a także Łodzi (+1,3 pp.), z kolei zauważalny spadek wakatu zanotowano w Trójmieście (-1,1 pp.).

Warto zauważyć, że większość zaobserwowanych wzrostów dostępności wynika z dostarczenia na rynek nowej powierzchni biurowej. Natomiast tempo absorpcji, określające poziom wchłaniania dostępnej powierzchni, różni się w zależności od miasta, co bezpośrednio wpływa na wielkość dostępnej powierzchni na rynku. Najwyższą absorpcję względem wielkości zasobu powierzchni w ostatnich 2 latach zaobserwowano w Trójmieście (5%) i Warszawie (4%), natomiast we Wrocławiu ona była jedynie nieznacznie dodatnia (0,1%).

W marcu 2026 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-29,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach niecentralnych. Wzrosty czynszu obserwowano przede wszystkim w budynkach w Centrum (zarówno w trakcie budowy jak i w obiektach istniejących). Czynsze w budynkach poza centrum również odnotowały wzrosty, choć o niższej skali – zbliżonej lub nieznacznie wyższej względem wskaźnika inflacji.

W miastach regionalnych najlepsze biura w centrum były oferowane średnio w przedziale cenowym 14,00-18,00 EUR/ mkw./ miesiąc, jednocześnie stawki czynszu wyższe od średniej odnotowywane są w budynkach nowo oddawanych lub umiejscowionych w szczególnie dobrych lokalizacjach.

Wyższe koszty budowy, wykończenia powierzchni oraz finansowania inwestycji, a także lokalna koniunktura nadal wywierają znaczący wpływ na kształtowanie polityki czynszowej projektów nowo budowanych. Wysokość czynszu w biurowcach istniejących natomiast pozostaje uzależniona od atrakcyjności budynku dla potencjalnych najemców oraz sytuacji na konkretnym rynku.

SEAT & CUPRA odnotowały 43 mln euro zysku operacyjnego w I kwartale 2026 roku

  • Silna dynamika marki CUPRA oraz pierwsze efekty programu Performance Program napędzają poprawę wyników finansowych spółki.
  • Poprawa była możliwa dzięki zdyscyplinowanej redukcji kosztów produktowych i pośrednich, a także zwolnieniu modelu CUPRA Tavascan z dodatkowych ceł wyrównawczych UE.
  • CUPRA nadal napędza wzrost, osiągając najlepszy pierwszy kwartał w historii – 79 800 sprzedanych samochodów oraz rekordowy miesięczny wynik w marcu na poziomie 36 300 pojazdów.

Spółka odnotowała zysk operacyjny na poziomie 43 mln euro w okresie od stycznia do marca, o 38 mln euro wyższy niż w I kwartale 2025 roku, mimo niższego wolumenu sprzedaży hurtowej i przychodów netto.

  Styczeń – Marzec 2026 % / millionów euro
Przychody ze sprzedaży 3.6 miliarda euro (-5.6%)
Zysk operacyjny 43 miliony euro (+38m)
Dostawy SEAT & CUPRA 145,300 (-1%)
Dostawy CUPRA 79,800 (+2%)
Dostawy marki SEAT 65,500 (-4%)

 

SEAT & CUPRA odnotowały w pierwszym kwartale 2026 roku postępy w kierunku silnego i trwałego wzrostu zysków, osiągając 43 mln euro zysku operacyjnego, co oznacza wzrost o 38 mln euro rok do roku. W bardzo konkurencyjnym otoczeniu rynkowym poprawa ta odzwierciedla wpływ działań kontrolujących koszty i stanowi wyraźny krok naprzód w procesie odbudowy wyników finansowych spółki.

SEAT & CUPRA wchodzą obecnie w końcową fazę transformacji, a w nadchodzących kwartałach oczekiwane jest dodatkowe przyspieszenie dzięki wprowadzeniu na rynek nowego CUPRA Born, odświeżonego CUPRA Tavascan oraz modelu CUPRA Raval.

“To przełomowy rok dla SEAT & CUPRA, a wyniki za pierwsze trzy miesiące pokazują, że zmierzamy we właściwym kierunku. To ważny pierwszy krok w odbudowie naszych wyników finansowych, odzwierciedlający zdecydowane działania, które podejmujemy, aby wzmocnić odporność firmy i zapewnić trwały wzrost.

Wchodzimy w nową erę wraz z debiutem modelu CUPRA Raval, a siła naszego zespołu daje nam pewność co do nadchodzących miesięcy.”

    Markus Haupt, CEO SEAT & CUPRA.

OSZCZĘDNOŚCI KOSZTOWE NAPĘDZAJĄ ODBUDOWĘ WYNIKÓW FINANSOWYCH

Spółka odnotowała poprawę zysku operacyjnego pomimo przychodów ze sprzedaży na poziomie 3 677 mln euro, niższych o 5,6% w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. Ten pozytywny rezultat był możliwy dzięki skutecznej redukcji kosztów produktowych oraz kosztów pośrednich, które stanowią kluczowe filary programu Performance Program zaprezentowanego podczas dorocznej konferencji prasowej.

Dodatkowo, akceptacja przez Komisję Europejską zobowiązania cenowego dla produkowanego w Chinach modelu CUPRA Tavascan, która od lutego zwalnia go z dodatkowych ceł wyrównawczych UE, pozytywnie wpłynęła na wyniki spółki w tym kwartale.

“Działamy na bardzo konkurencyjnym rynku, a czynniki zewnętrzne wciąż tworzą złożone otoczenie biznesowe. W tym kontekście nasz Performance Program przynosi pierwsze efekty dzięki zdyscyplinowanej kontroli kosztów. Teraz skupimy się na dalszej poprawie jakości marży oraz pełnym wykorzystaniu naszej gamy modelowej do zwiększania przychodów.

Patrik Andreas Mayer, Wiceprezes ds. Finansów i IT w SEAT S.A.

CUPRA BUDUJE SOLIDNE PODSTAWY POD WZROST

Po raz kolejny to CUPRA napędzała sprzedaż spółki – między styczniem a marcem dostarczono 79 800 samochodów, co oznacza wzrost o 2% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku (I kw. 2025: 78 300) i najlepszy pierwszy kwartał w historii marki. Marzec był również rekordowym miesiącem dla CUPRY – 36 300 dostaw – co potwierdza silną dynamikę marki u progu nowego rozdziału, wraz ze zbliżającym się wprowadzeniem modelu CUPRA Raval po jego światowej premierze.

Łączne dostawy SEAT & CUPRA na świecie wyniosły 145 300 pojazdów, co stanowi trzeci najlepszy wynik pierwszego kwartału w historii firmy. Marka SEAT dostarczyła 65 500 samochodów, opierając się na wprowadzeniu odświeżonych wersji swoich bestsellerów – modeli SEAT Ibiza i SEAT Arona – potwierdzając tym samym swoje znaczenie dla całej spółki.

KONCENTRACJA NA PRZYSZŁYM WZROŚCIE

SEAT & CUPRA spodziewa się, że globalne warunki rynkowe pozostaną wymagające przez pozostałą część 2026 roku, co będzie wymagało dalszego skupienia na elastyczności operacyjnej i zwinności działania. Spółka pozostaje konsekwentna w realizacji swoich priorytetów strategicznych, a dobre wyniki CUPRY podkreślają jej determinację i odporność.

Debiut modelu CUPRA Raval latem 2026 roku wyznacza zakończenie procesu transformacji SEAT & CUPRA i będzie wspierał dalszy rozwój firmy.

Mieszkania drożeją, a sprzedaż spada

Kwiecień przyniósł wyraźną zmianę na rynku deweloperskim. Po dwóch miesiącach, w których mieszkania znikały szybciej, niż pojawiały się nowe, sprzedaż wyhamowała o 22% m/m. W efekcie na siedmiu największych rynkach w Polsce oferta i bieżąca podaż wzrosły. Paradoksalnie, mimo że chętnych na zakup było mniej, ceny nowych lokali wcale nie przestały iść w górę.

Sytuację komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Dane z kwietnia 2026 roku wskazują, że niepewność i zmienność w otoczeniu geopolitycznym Polski wywierają istotny wpływ na sytuację na rynku mieszkaniowym w największych polskich miastach. Na koniec miesiąca w Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Trójmieście, Warszawie i Wrocławiu firmy deweloperskie oferowały ponad 59,2 tys. mieszkań, czyli o 1% więcej niż na koniec marca i 2% mniej niż w kwietniu 2025 roku. W ciągu miesiąca deweloperzy wprowadzili do sprzedaży 4,3 tys. mieszkań w 111 inwestycjach, czyli o 19% więcej niż marcu i 24% więcej niż rok temu. Tymczasem kwietniowa sprzedaż (4 tys. – dane wstępne) okazała się o 22% mniejsza od analogicznych wyników z marca, ale aż o 28% większa w ujęciu rocznym.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan

Boom na rezerwacje

Trzeba jednak zaznaczyć, że korekta bardzo dobrej sprzedaży z marca okazała się, zgodnie z przewidywaniami, wysoka i sięgnęła prawie 400 lokali, które zasiliły przede wszystkim pulę mieszkań zarezerwowanych. Na koniec kwietnia na siedmiu rynkach Otodom odnotował najwyższą od dwóch lat liczbę mieszkań w rezerwacjach – taki status miało 6,7 tys. lokali. Większa liczba rezerwacji notowana była tylko w 2023 roku, co było efektem zapowiedzi programu BK 2%.

O dużym zainteresowaniu zakupem nowego mieszkania świadczą również regularnie rosnące w ostatnich miesiącach miesięczne rezerwacje, które są probierzem aktywności potencjalnych nabywców na rynku deweloperskim.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 2Relacja mieszkań wprowadzonych i sprzedanych w kwietniu na poszczególnych rynkach wskazuje, że wyraźna przewaga podaży nad bieżącym popytem w danych zagregowanych ​ została zbudowana przede wszystkim dzięki nadwyżce odnotowanej na rynku wrocławskim. Rynkami, na których wystąpiła taka nadwyżka były również: Warszawa, Łódź i Trójmiasto. Z kolei w Krakowie, Poznaniu i Katowicach to popyt okazał się wyższy od podaży.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 3

Warszawa lepsza niż pozostałe rynki?

Analiza popytu i podaży zsumowanych z ostatnich 12 miesięcy dla poszczególnych rynków wskazuje, że sytuacja w stolicy jest jednoznacznie lepsza niż na pozostałych rynkach. Jedynie w Warszawie wolumen sprzedaży z ostatnich 12 miesięcy (roczny) jest większy nie tylko od liczby mieszkań wprowadzonych w tym czasie do sprzedaży, ale, co ważniejsze, od oferty na koniec kwietnia.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 4

Wahania wskaźników wyprzedaży oferty na poszczególnych rynkach potwierdzają tezę, że rynek mieszkaniowy w Polsce charakteryzuje się w ostatnich miesiącach niepewnością i zmiennością. Warto jednak zauważyć, że na większości rynków w pierwszych miesiącach 2026 roku wartości wskaźników są zbliżone do osiąganych na przełomie 2022 i 2023 roku. Jednocześnie są wyraźnie niższe, z wyjątkiem Katowic, od poziomu z lat 2024-2025.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 5Czy firmy deweloperskie mają powód do optymizmu?

Dane z rynku deweloperskiego z czterech ostatnich miesięcy mogą być źródłem delikatnego optymizmu po stronie podażowej. Bez wątpienia popyt pobudzony obniżkami stóp procentowych i wysoką ofertą od początku 2026 roku wykazuje większe niż w dwóch poprzednich latach zainteresowanie zakupem mieszkania deweloperskiego.

Od stycznia do kwietnia 2026 roku firmy deweloperskie wprowadziły do sprzedaży 13,1 tys. mieszkań, co jest wynikiem wyraźnie gorszym od analogicznego okresu w 2024 i świadczy o trzeźwej ocenie sytuacji rynkowej. Od kilkunastu miesięcy w ofercie na siedmiu największych rynkach pozostaje około 60 tys. mieszkań, dlatego ograniczenie nowych wprowadzeń jest rynkowo uzasadnione. W obliczu tak wysokiej oferty sprzedaż 16,2 tys. lokali od stycznia do kwietnia nie jest wystarczającym argumentem za zwiększaniem nowej podaży.

Błędem byłoby także twierdzenie, że większa liczba mieszkań sprzedanych niż wprowadzonych do sprzedaży w pierwszych miesiącach 20226 roku świadczy o rosnącym optymizmie po popytowej stronie rynku mieszkaniowego. Kwietniowa sprzedaż, gorsza niż miesiąc wcześniej, potwierdza tezę, że marcowe ożywienie było podyktowane raczej lękiem przed pogorszeniem warunków zakupu niż zadowoleniem z wynegocjowanych stawek. Jednak głównym źródłem niepewności po popytowej strony rynku są rosnące ceny całkowite oferowanych mieszkań, które prezentuje poniższy wykres. Tylko w Katowicach nabywcy, którzy w poprzednim roku wstrzymali się z zakupem mogą liczyć, że dzisiaj zapłacą za mieszkanie mniej niż przed rokiem.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 6

Green Lanes podsumowuje 2025 rok. Zakład Strumber® gotowy do skalowania produkcji

Firma Green Lanes opublikowała raport roczny za 2025 r. Dla Grupy był to rok konsekwentnie realizowanej strategii: finalizacji kluczowego etapu inwestycyjnego, obejmującego budowę zakładu produkcyjnego Strumber® w Tarnawatce‑Tartak oraz intensyfikacji działań komercjalizacyjnych. Grupa zabezpieczyła także finansowanie i surowce produkcyjne oraz kontynuowała reorganizację struktury korporacyjnej w kierunku jej uproszczenia. Miniony rok był również momentem debiutu Spółki na rynku NewConnect, co umożliwiło Green Lanes pozyskanie kolejnych profesjonalnych inwestorów instytucjonalnych.

– Mamy za sobą kilka kwartałów intensywnej pracy związanej z realizacją inwestycji i dziś możemy powiedzieć: zrobiliśmy to, co zaplanowaliśmy – pierwszy na świecie zakład produkujący Strumber® działa. Finalizując proces inwestycyjny, zbudowaliśmy fundament przyszłego rozwoju Grupy. Dla nas oznacza to wejście w kolejny kluczowy etap operacyjny, czyli skalowanie produkcji i komercjalizację materiału. Dysponujemy dziś zarówno technologią, jak i zapleczem organizacyjnym i surowcowym. Równolegle budujemy rynek dla Strumber®, prezentując materiał na kluczowych wydarzeniach branżowych oraz rozwijając relacje z partnerami przemysłowymi – mówi Piotr Pietras, współzałożyciel, akcjonariusz i Prezes Zarządu Green Lanes S.A. Strumber® to tarcica z roślin jednorocznych o parametrach fizykomechanicznych i estetycznych porównywalnych z drewnem liściastym wysokiej klasy, takim jak dąb, buk czy jesion. Jednocześnie – co za każdym razem podkreślamy – do produkcji Strumber® nie zostaje ścięte ani jedno drzewo. To materiał, który realnie odpowiada na rosnący deficyt  rynkowy drewna dobrej jakości. Producenci mebli i dystrybutorzy widzą w nim konkretną odpowiedź na swoje potrzeby – dodaje Piotr Pietras.

Jednym z najważniejszych momentów minionego okresu – obok debiutu giełdowego – było zakończenie kluczowego etapu prac inwestycyjnych w zakładzie produkcyjnym oraz instalacja pierwszej linii technologicznej, której docelowa wydajność wyniesie 10.000 m3 w skali roku. W 2025 i na początku 2026 roku Grupa finalizowała montaż głównej linii produkcyjnej, linii przygotowania surowca oraz infrastruktury energetycznej, w tym stacji transformatorowej i instalacji towarzyszących. Równolegle przeprowadzono szeroki zakres prac modernizacyjnych i adaptacyjnych, obejmujących hale produkcyjne, zaplecze socjalne i przestrzenie operacyjne. Zakończenie inwestycji otworzyło drogę do rozpoczęcia w I kwartale 2026 roku fazy rozruchu produkcyjnego Strumber®, stanowiącej wstęp do komercjalizacji produktu.

W 2025 roku Spółka zabezpieczyła również łańcuch dostaw surowców. Rolnicy współpracujący z Green Lanes zrealizowali zbiory słomy konopnej i lnianej, a zakontraktowane wolumeny pozwalają na pokrycie planowanej produkcji.

Miniony rok przyniósł także dalsze zaawansowanie procesów komercjalizacji Strumber®. Spółka prowadziła intensywne działania mające na celu budowanie relacji z przyszłymi odbiorcami. Strumber® został zaprezentowany podczas kluczowych wydarzeń branżowych, spotykając się z dużym zainteresowaniem przedstawicieli przemysłu meblarskiego i drzewnego. W efekcie Spółka zawarła umowy o współpracy i przedwstępne umowy sprzedaży m.in. z Vank Sp. z o.o. – renomowanym producentem mebli biurowych i systemów akustycznych, Grupą Drewmet – producentem obłogów i lameli drewnianych – oraz ogólnopolskim dystrybutorem materiałów dla przemysłu meblarskiego i drzewnego. Pod koniec stycznia 2026 roku Green Lanes podpisał pierwszą zagraniczną umowę handlową z hiszpańską firmą ExperMuebles Mateusz Szymczyk.

W 2025 roku Grupa kontynuowała proces upraszczania struktury i łączenia spółek zależnych, prowadzący do zwiększenia efektywności zarządzania oraz optymalizacji kosztów operacyjnych. Aktualnie w skład Grupy wchodzi podmiot dominujący – Green Lanes S.A. oraz spółka zależna – The True Green S.A., która docelowo ma zostać połączona ze spółką matką.

Green Lanes był aktywny również w obszarze działalności badawczo-rozwojowej. W 2025 roku Spółka rozpoczęła realizację projektu B+R współfinansowanego ze środków europejskich o wartości ok.
3,3 mln zł, w tym dofinansowanie na poziomie ok. 2,5 mln zł, którego celem jest opracowanie nowych materiałów hybrydowych na bazie surowców roślinnych, w tym rozwiązań komplementarnych do Strumber®. Ponadto Grupa otrzymała pozytywną rekomendację i podpisała umowę o dofinansowanie w programie FENG – Ścieżka SMART dla projektu „Opracowanie technologii wytwarzania kompozytu Gramber”, czyli innowacyjnego ekologicznego materiału tworzonego z surowców potartacznych i łodyg roślin jednorocznych. Kwota wsparcia wynosi ok. 3,8 mln zł przy całkowitym budżecie projektu wynoszącym 5,2 mln zł. Działania te wpisują się w długoterminową strategię budowy przewag technologicznych i poszerzania portfolio produktowego Grupy.

Przychody i wyniki Grupy za 2025 r. odzwierciedlały jej etap rozwoju, czyli trwający proces inwestycyjny poprzedzający uruchomienie produkcji i komercjalizacji materiału Strumber®. W tym okresie Spółka wypracowała 197,1 tys. zł przychodów ze sprzedaży oraz odnotowała 9,3 mln zł straty netto. Jednocześnie w 2025 roku Green Lanes zadebiutował na rynku NewConnect i pozyskał ponad 6 mln zł brutto z emisji akcji. Następnie w 1 kwartale 2026 r. Spółka przeprowadziła kolejną rundę finansowania o wartości 9 mln zł brutto, wzmacniając swoją pozycję finansową i zapewniając środki na ukończenie inwestycji głównej oraz elementów uzupełniających a także przygotowanie do dynamicznego skalowania działalności i komercjalizacji.

– Debiut na NewConnect i dwie udane rundy finansowania, w tym dalsze poszerzanie grona akcjonariuszy o kolejne instytucje, pokazują, że inwestorzy rozumieją i podzielają naszą wizję rozwoju. Cieszymy się, że do Total FIZ i Fundacji Rodziny Juroszków dołączyły fundusze zarządzane przez TFI PZU. Dziękujemy wszystkim inwestorom i partnerom biznesowym za zaufanie – to zobowiązuje i dodaje energii do działania. Teraz skupiamy się płynnej realizacji procesu skalowania produkcji oraz na tym, aby Strumber® trafił do jak największej liczby odbiorców mówi Jacek Kramarz, współzałożyciel, akcjonariusz i Wiceprezes Zarządu Green Lanes S.A.

Wchodząc w 2026 rok, Green Lanes znajduje się w kluczowym momencie rozwoju. Priorytetami Spółki są zakończenie fazy rozruchu, rozpoczęcie sprzedaży na skalę komercyjną oraz dalsze skalowanie działalności w oparciu o rosnące zainteresowanie materiałem Stumber®.

Nowe zasady liczenia stażu pracy od 1 maja. Miliony osób mogą zyskać dłuższy urlop

Ponad 13,1 mln osób zatrudnionych w sektorze prywatnym, w tym setki tysięcy pracujących na umowach cywilnoprawnych oraz ponad 3,15 mln prowadzących działalność gospodarczą, zostało objętych zmianami, które weszły w życie 1 maja 2026 roku. Nowe przepisy mogą realnie wpłynąć na uprawnienia pracownicze tej grupy – w tym długość urlopu, wysokość odpraw czy okres wypowiedzenia.

Choć dla wielu Polaków długi majowy weekend był okazją do odpoczynku, to dla części pracujących 1 maja 2026 roku stał się także symbolicznym początkiem zmian, które mogą przełożyć się na ich sytuację zawodową i finansową. W życie weszły nowe regulacje dotyczące naliczania stażu pracy, które obejmują już nie tylko sektor publiczny, ale również prywatny.

Szersza definicja doświadczenia zawodowego

Nowelizacja przepisów wprowadziła istotną zmianę w sposobie liczenia stażu pracy. Od 1 maja do okresu zatrudnienia wliczane są nie tylko lata przepracowane na etacie, ale także inne formy aktywności zawodowej. Obejmują one m.in. prowadzenie jednoosobowej działalności gospodarczej, wykonywanie pracy na podstawie umów cywilnoprawnych, współpracę przy prowadzeniu biznesu czy udokumentowane doświadczenie zdobyte za granicą.

Styczniowa zmiana, która objęła już 4,23 mln pracowników sektora publicznego, rozszerza się teraz na jeszcze większą grupę. Jak wynika z danych GUS, na koniec 2025 roku w sektorze prywatnym pracowało 13,115 mln osób, co stanowiło 75,6% wszystkich pracujących. Jednocześnie ponad 3,15 mln mieszkańców Polski prowadziło działalność gospodarczą, a ponad 1,5 mln wykonywało pracę wyłącznie na podstawie umów zlecenia i pokrewnych. Ta ostatnia grupa wzrosła rok do roku o 5,4%, co pokazuje, jak duża część rynku pracy funkcjonuje poza klasycznym etatem — a więc także poza systemem ustawowo gwarantowanych urlopów — i jak w przyszłości może rosnąć znaczenie rozwiązań regulujących prawo do odpoczynku dla tych osób.

Nowe przepisy w praktyce porządkują rzeczywistość rynku pracy, która od dawna jest bardziej złożona niż model oparty wyłącznie na umowie o pracę. Dla wielu osób oznacza to formalne uznanie doświadczenia, które dotychczas nie przekładało się na uprawnienia pracownicze. Rynek pracy już dawno przestał być jednorodny. Przepisy wreszcie zaczynają to odzwierciedlać. Daje to większą przejrzystość zasad i lepsze dopasowanie do realiów gospodarczychmówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Więcej niż formalność – realne korzyści

Zmiany w naliczaniu stażu pracy mogą przełożyć się na szereg konkretnych benefitów. Wśród najważniejszych znajdują się m.in. dłuższy urlop wypoczynkowy, wyższe odprawy, korzystniejsze okresy wypowiedzenia czy dostęp do dodatków stażowych i nagród jubileuszowych.

Część pracowników może szybciej osiągnąć próg 10 lat stażu pracy, który uprawnia do 26 dni urlopu zamiast 20. W przypadku osób, które „uzupełnią” brakujące lata doświadczenia, możliwe jest uzyskanie dodatkowych dni wolnych jeszcze w tym samym roku — będę odpoczywać nawet do 6 dni więcej.

To zmiana, która w praktyce może uporządkować wiele niesprawiedliwości narastających przez lata. Do tej pory doświadczenie zdobywane na działalności gospodarczej czy umowach cywilnoprawnych często nie przekładało się na uprawnienia pracownicze, mimo że faktycznie oznaczało pełnoprawną pracę. Teraz te okresy zaczynają realnie „pracować” na staż — a to oznacza nie tylko więcej dni urlopu, ale też szybszy dostęp do wyższych odpraw, dodatków czy stabilniejszych warunków zatrudnienia. W dłuższej perspektywie może to również wpłynąć na decyzje zawodowe Polaków, zmniejszając różnice między etatem a innymi formami pracypodkreśla Magda Dąbrowska.

Aby skorzystać z nowych zasad, pracownicy muszą udokumentować swoje wcześniejsze aktywności zawodowe. W wielu przypadkach konieczne będzie uzyskanie odpowiedniego zaświadczenia z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Wnioski można składać elektronicznie poprzez platformę eZUS, co ma usprawnić cały proces.

Nowe przepisy a kalendarz pracy 2026

Zmiany w przepisach zbiegają się z rokiem, w którym pracownicy mają do dyspozycji 14 dni ustawowo wolnych od pracy. Ich rozkład w kalendarzu nie zawsze sprzyja długim weekendom – część świąt przypada w niedziele, inne w soboty, co oznacza konieczność wyznaczenia dnia wolnego w innym terminie.

Wśród najbliższych okazji do odpoczynku po majówce znajduje się m.in. Boże Ciało, które w 2026 roku przypada 11 czerwca i jak co roku sprzyja planowaniu dłuższego weekendu. Kolejne możliwości pojawią się latem oraz pod koniec roku, w tym przy okazji Święta Niepodległości (11 listopada, środa) oraz Wigilii i Bożego Narodzenia (24 grudnia – czwartek i 25 grudnia – piątek). Wiele z tych terminów, szczególnie w połączeniu z weekendami, sprzyja krótszym wyjazdom i tzw. mikro-urlopom.

Coraz większe znaczenie zyskują także święta branżowe i dodatkowe dni wolne przyznawane przez pracodawców – takie jak Barbórka (4 grudnia) w górnictwie, Dzień Strażaka i Dzień Hutnika (4 maja), Dzień Kolejarza (25 listopada), Dzień Energetyka (14 sierpnia), czy Dzień Edukacji Narodowej (14 października).

W kalendarzu znajdują się również liczne święta profesji, które są celebrowane w coraz większej liczbie firm — np. Dzień Pracownika Gospodarki Komunalnej (10 maja), Dzień Leśnika (5 czerwca) czy Dzień Lotnika (28 sierpnia).

Zmiana, która wpisuje się w szerszy trend

Nowe regulacje to kolejny krok w dostosowywaniu prawa pracy do zmieniającego się rynku. Coraz większa liczba osób pracuje w modelach elastycznych, łącząc różne formy zatrudnienia lub prowadząc własną działalność. Jeszcze kilka lat temu takie ścieżki zawodowe funkcjonowały obok klasycznego etatu, dziś stają się jego równorzędną alternatywą. Doświadczenie zawodowe przestaje być definiowane wyłącznie przez umowę o pracę, a zaczyna być postrzegane szerzej – jako suma kompetencji i aktywności zawodowych. Wprowadzone zmiany wpisują się więc w szerszy trend uelastyczniania rynku pracy i dostosowywania regulacji do realnych ścieżek kariery pracowników.

Więcej ofert, większy wybór i mocne negocjacje. Tak wygląda rynek wtórny mieszkań

Banery „sprzedam mieszkanie” na coraz większej ilości bloków i kamienic. Mocny wzrost lokali na sprzedaż na rynku wtórnym.

– Sprzedawcy wyczuwają popyt. Niektórzy czekali kilka miesięcy, by wystawić lokal na sprzedaż, by nie zrobić tego ze stratą. Gdy przejeżdżam przez Poznań, Szczecin czy Wrocław to na jednym bloku czasem widzę dwie-trzy informacje o mieszkaniach na sprzedaż – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. Statystyki pokazują, że na rynek trafiają kolejne nieruchomości na rynku wtórnym, a jednocześnie sporo ofert znika. – Czasem to kwestia sprzedaży, a czasem chęć poczekania na jeszcze lepsze czasy na sprzedaż. To kwestia bardzo subiektywna – przyznaje ekspert.

Polacy sprzedają i kupują mieszkania

„Lokal na sprzedaż”, „Sprzedam mieszkanie”, „Kup mnie”, „Mieszkanie do zamieszkania od zaraz”, a nawet „Przyjdź, zobacz, zamieszkaj” – gdy wędrujemy przez duże miasta z bloków coraz częściej krzyczą do nas oferty mieszkań na sprzedaż. Rynek wtórny cieszy się dużym zainteresowaniem. W wielu przypadkach nawet większym niż rynek deweloperski.

– Szacuje się, że miesięcznie na rynek może trafiać około 30-35 tysięcy nowych ofert mieszkaniowych. Tych ofert dostępnych na rynku jest zwykle około 140-150 tysięcy. Najwięcej oczywiście w aglomeracjach takich jak Warszawa czy Poznań. Większa podaż zbiega się w czasie z wyższą podażą. Podsumowując pierwszy kwartał 2026 roku nie widać, by Polacy przestraszyli się np. wojny na Bliskim Wschodzie, a wielu ekspertów spodziewało się, że sytuacja ta może generować niepokój i wstrzymanie decyzji o zakupie lub sprzedaży nieruchomości – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Mieszkania na rynku wtórnym pojawiają się na rynku zwykle, gdy jest intensywna potrzeba sprzedaży, bo właściciel np. potrzebuje gotówki, buduje dom lub wyprowadza się z miasta lub kraju albo gdy ruch na rynku jest tak duży, że mieszkania sprzedają się dobrze bez wysokich dyskontów cenowych. Obecnie widzimy ożywienie i najlepszą sytuację od wielu miesięcy. Mieszkania na rynku wtórnym sprzedają się lepiej niż deweloperskie. Sprzedający muszą być jednak gotowi na rozbieżności między cenami ofertowymi, a transakcyjnymi na poziomie nawet kilkunastu procent – dodaje Mirosław Król.

Trudno znaleźć ofertę za mniej niż 10 tysięcy złotych za metr kwadratowy

Oferty na sprzedaż w dużych miastach powodują, że wybór mieszkań na rynku wtórnym jest dużo. Dominują mieszkania dwu i trzy pokojowe w obiektach liczących przynajmniej 15 lat lub więcej. Nie brakuje mieszkań w kamienicach, oficynach czy nawet blokach z wielkiej płyty. Ceny oczywiście zależne są od lokalizacji i standardu nieruchomości.

– Najdrożej jest w Warszawie, Krakowie i w Trójmieście. W cenach ofertowych generalnie znalezienie czegoś poniżej 10 tysięcy złotych za metr kwadratowy jest trudne, ale po negocjachacj transakcyjnie często ceny spadają do nawet 8-9 tysięcy. Przykłady sprzed majówki: cena metra kwadratowego w Szczecinie w mieszkaniu to było 10,4 tysiąca złotych, a udało się kupić mieszkanie za 8900 złotych za metr. Drugi przykład to Warszawa – ofertowo 17 500, a transakcyjnie 16 500 zł, za metr kwadratowy. To szansa na oszczędność na poziomie kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych – przyznaje Mirosław Król.

– Drugi kwartał na rynku nieruchomości jest czasem raczej stabilnym. Na pewno zauważam jednak, że rośnie podaż. Taka tendencja utrzyma się do końca roku jeżeli popyt będzie szedł w parze z podażą. Zainteresowanie kupujących jest spore – dodaje ekspert.

Majowe posiedzenie RPP. Brak zmian w stopach procentowych najbardziej prawdopodobnym scenariuszem

Majowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej odbędzie się w otoczeniu względnej stabilizacji gospodarczej, ale jednocześnie przy rosnącej niepewności na rynkach globalnych. Po wcześniejszej obniżce stóp procentowych w 2026 r. RPP znajduje się obecnie w fazie obserwacji skutków prowadzonej polityki pieniężnej. Kluczowym zadaniem Rady pozostaje utrzymanie inflacji w pobliżu celu Narodowego Banku Polskiego, który wynosi 2,5% z dopuszczalnym odchyleniem o 1 punkt procentowy w górę lub w dół.

Inflacja w Polsce w ostatnich miesiącach wyraźnie spowolniła i utrzymuje się w pobliżu celu banku centralnego. Oznacza to, że presja cenowa w gospodarce jest znacznie mniejsza niż w poprzednich latach. Jednocześnie część kategorii, szczególnie usługi, nadal charakteryzuje się relatywnie szybszym wzrostem cen, co wskazuje, że proces powrotu inflacji do stabilnego poziomu nie jest jeszcze całkowicie zakończony.

Sytuacja gospodarcza pozostaje stosunkowo dobra. Wzrost gospodarczy utrzymuje się na umiarkowanym poziomie, wspierany przez konsumpcję gospodarstw domowych oraz stopniowe odbudowywanie inwestycji. Rynek pracy pozostaje stabilny, a bezrobocie utrzymuje się na niskim poziomie. Jednocześnie tempo wzrostu wynagrodzeń zaczęło się stabilizować, co ogranicza ryzyko ponownego nasilenia presji inflacyjnej.

Na rynku finansowym w ostatnim czasie widoczne są sygnały większej ostrożności inwestorów. Wzrost stawek IRS oraz rentowności części instrumentów dłużnych sugeruje, że uczestnicy rynku nie są już tak pewni dalszych obniżek stóp procentowych w najbliższym czasie. Oczekiwania dotyczące przyszłej polityki monetarnej stały się bardziej zróżnicowane, a część inwestorów zakłada, że obecny poziom stóp może zostać utrzymany przez dłuższy okres.

Dodatkowym elementem niepewności jest sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie, w szczególności napięcia związane z Iranem. Konflikt ten wpływa na ceny surowców energetycznych, zwłaszcza ropy naftowej, które w ostatnim czasie wzrosły. Wyższe ceny energii mogą w przyszłości ponownie zwiększać presję inflacyjną, co z punktu widzenia banku centralnego jest ważnym czynnikiem ryzyka.

Biorąc pod uwagę obecne uwarunkowania makroekonomiczne i sytuację na rynkach finansowych, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na majowym posiedzeniu jest utrzymanie stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. Taka decyzja pozwoliłaby Radzie ocenić wpływ wcześniejszych działań na gospodarkę oraz obserwować rozwój sytuacji inflacyjnej w kolejnych miesiącach.

Dalsze obniżki stóp procentowych są możliwe, jednak prawdopodobnie nie nastąpią od razu. RPP może przyjąć bardziej ostrożne podejście, szczególnie w kontekście ryzyka wzrostu cen energii i  niepewności na rynkach międzynarodowych. Podwyżki stóp procentowych wydają się natomiast mało prawdopodobne, ponieważ obecny poziom inflacji nie wskazuje na potrzebę ponownego zacieśniania polityki monetarnej.

Jeżeli RPP zdecyduje się pozostawić stopy procentowe bez zmian, reakcja rynków finansowych może być ograniczona, ponieważ taki scenariusz jest w dużej mierze oczekiwany przez inwestorów. Stabilny poziom stóp oznaczałby utrzymanie zbliżonych kosztów finansowania dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.

Dla rynku walutowego brak zmian w polityce monetarnej może oznaczać względną stabilność kursu złotego, natomiast rynek obligacji będzie nadal reagował przede wszystkim na zmiany globalnych nastrojów oraz oczekiwania inflacyjne.

Majowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej prawdopodobnie nie przyniesie istotnych zmian w poziomie stóp procentowych. Stabilna inflacja oraz umiarkowany wzrost gospodarczy sprzyjają utrzymaniu obecnej polityki monetarnej. Jednocześnie czynniki zewnętrzne, takie jak napięcia geopolityczne i zmienność cen surowców, powodują, że RPP może zachować ostrożność i odłożyć ewentualne dalsze decyzje o zmianach stóp procentowych na kolejne miesiące.

Gwałtowny wzrost eksportu LNG z USA do Azji w obliczu kryzysu na Bliskim Wschodzie

Eksport skroplonego gazu ziemnego (LNG) ze Stanów Zjednoczonych do Azji odnotował gwałtowny wzrost między lutym a kwietniem 2026 roku. Według wstępnych danych żeglugowych LSEG, na które powołuje się Reuters, wolumen dostaw zwiększył się z ok. 0,97 mln ton w lutym do 2,71 mln ton w kwietniu. Oznacza to wzrost o ponad 175% w zaledwie dwa miesiące.

Według danych LSEG w kwietniu niemal jedna czwarta amerykańskich ładunków LNG trafiła do Azji. Dla porównania w lutym udział ten wynosił mniej niż 10 proc. Oznacza to wyraźne przesunięcie części dostaw w kierunku rynków azjatyckich, gdzie importerzy zaczęli aktywniej konkurować o dostępne wolumeny gazu.

Europa pozostała jednak największym odbiorcą LNG ze Stanów Zjednoczonych. W kwietniu przyjęła około 6,14 mln ton metrycznych surowca, czyli ponad połowę całkowitego amerykańskiego eksportu. Pokazuje to, że mimo rosnącego popytu w Azji europejski rynek nadal odgrywa kluczową rolę w strukturze sprzedaży LNG z USA.

Łączny eksport LNG ze Stanów Zjednoczonych wyniósł w kwietniu około 10,97 mln ton metrycznych. Był to wynik niższy od marcowego rekordu, kiedy eksport sięgnął 11,7 mln ton metrycznych, ale nadal potwierdzał wysokie wykorzystanie amerykańskich terminali skraplających.

Zakłócenia dostaw z regionu Zatoki Perskiej przełożyły się na wzrost cen gazu na rynkach międzynarodowych. Azjatyckie ceny spot LNG wzrosły, ponieważ importerzy zaczęli rywalizować o ograniczoną liczbę dostępnych ładunków. Sytuacja na rynku amerykańskim wyglądała jednak inaczej. Ceny gazu w USA pozostawały relatywnie niskie dzięki wysokiemu wydobyciu krajowemu, łagodnej pogodzie oraz podwyższonym zapasom.

Ta różnica między cenami krajowymi a międzynarodowymi zwiększa opłacalność eksportu LNG ze Stanów Zjednoczonych. Amerykańscy eksporterzy korzystają z niższych cen gazu na rynku Henry Hub oraz wysokiego popytu w Europie i Azji. Głównym ograniczeniem pozostaje jednak dostępna przepustowość terminali skraplających.

W kolejnych latach możliwości eksportowe USA mają dalej rosnąć. Na rynek trafiają nowe moce, w tym projekt Golden Pass LNG w Teksasie, realizowany przez QatarEnergy i ExxonMobil. Rozbudowa istniejących instalacji oraz uruchamianie nowych terminali mają zwiększyć zdolność Stanów Zjednoczonych do obsługi globalnego popytu na gaz skroplony.

Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej prognozuje dalszy wzrost eksportu LNG z USA. Według jej szacunków średni eksport może wynieść około 17 mld stóp sześciennych dziennie w 2026 roku i wzrosnąć do 18,6 mld stóp sześciennych dziennie w 2027 roku.

AI przejmuje coraz większą część pracy programistów. Greg Brockman mówi o zmianie modelu tworzenia kodu

Sztuczna inteligencja to już nie tylko dodatek dla programistów, ale główny element tworzenia oprogramowania – uważa współzałożyciel i prezes OpenAI, Greg Brockman. Na konferencji Sequoia AI Ascent 2026 wskazał on, że agentyczne systemy nie ograniczają się już do podpowiadania kodu, ale coraz częściej samodzielnie realizują złożone, wieloetapowe procesy inżynieryjne.

Zdaniem Brockmana branża technologiczna stoi przed koniecznością całkowitego przemodelowania struktur zespołów deweloperskich. AI przestaje być jedynie opcjonalnym dodatkiem w edytorze tekstu, stając się integralnym elementem łańcucha produkcyjnego. Taka transformacja wymusza ewolucję roli człowieka: programista jutra to przede wszystkim architekt systemu, audytor i ekspert od walidacji, a nie rzemieślnik piszący kod od podstaw.

Szef OpenAI zaznaczył, że za obecnym skokiem jakościowym nie stoi jedna, rewolucyjna zmiana, lecz suma drobnych, konsekwentnych udoskonaleń. To efekt synergii między ewolucją modeli bazowych, precyzyjnym dostrajaniem w fazie post-treningu oraz rozbudową narzędzi, które umożliwiają agentom realizację coraz bardziej wielowątkowych operacji. Brockman zwrócił uwagę, że dzięki tej kumulacji usprawnień modele znacznie lepiej radzą sobie z analizą założeń projektowych i operacjami na poziomie systemowym, co pozwala im generować kod spełniający rygorystyczne standardy profesjonalnych środowisk produkcyjnych.

Wypowiedź Brockmana dotyczyła również platformy Codex, którą OpenAI rozwija jako narzędzie wykraczające poza samo programowanie. Według niego technologia ta ma służyć szerzej rozumianemu rozwiązywaniu problemów, obejmując także pracę z arkuszami kalkulacyjnymi, prezentacjami oraz innymi zadaniami wymagającymi analizy i organizacji wiedzy.

Rozwój agentów kodujących wpisuje się w szerszy trend w branży technologicznej. Największe firmy coraz częściej informują, że istotna część nowego kodu jest generowana przez narzędzia AI, a następnie sprawdzana i zatwierdzana przez inżynierów. Zmienia to proporcje między ręcznym pisaniem kodu a nadzorem nad systemami automatyzującymi część procesu programistycznego.

Taki model pracy może zwiększać produktywność zespołów, zwłaszcza przy zadaniach powtarzalnych, testach i integracjach. Jednocześnie wymaga bardziej rygorystycznych procedur kontroli jakości, bezpieczeństwa, przeglądu kodu i zarządzania odpowiedzialnością za błędy.

W praktyce rola programistów może coraz bardziej przesuwać się w kierunku architektury systemów, formułowania wymagań, oceny ryzyka i walidacji efektów pracy AI. Umiejętność precyzyjnego definiowania zadań, rozumienia ograniczeń modeli i wychwytywania błędów może stać się równie ważna jak samo pisanie kodu.

Samsung rzuca wyzwanie Meta. Nadchodzą inteligentne okulary Galaxy

Samsung Electronics oficjalnie potwierdził, że przyszłość koncernu jest nierozerwalnie związana z nowymi kategoriami urządzeń napędzanych sztuczną inteligencją. Przy okazji prezentacji wyników finansowych za pierwszy kwartał 2026 roku, południowokoreański gigant zdradził ambitne plany dotyczące rozwoju segmentu wearables, w którym kluczową rolę mają odegrać inteligentne okulary oraz nowatorskie akcesoria audio.

Podczas rozmowy z inwestorami przedstawiciele Samsunga zarysowali wizję urządzeń oferujących tzw. multimodalne doświadczenia AI. Firma zamierza wyjść poza tradycyjny ekran smartfona, stawiając na formaty, które pozwalają na bardziej naturalną interakcję z asystentami cyfrowymi w świecie rzeczywistym. Decyzja ta oznacza bezpośrednie wejście Samsunga w segment inteligentnych okularów, w którym obecnie pozycję lidera próbuje budować Meta we współpracy z marką Ray-Ban.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że autorski projekt okularów Samsunga funkcjonuje pod nazwą kodową „Jinju”. Urządzenie ma stać się integralną częścią ekosystemu Galaxy i pracować pod kontrolą dedykowanego systemu Android XR. Pod względem technicznym konstrukcja ma bazować na wydajnym układzie Snapdragon AR1 oraz 12-megapikselowym sensorze Sony, co umożliwi wysokiej jakości rejestrację obrazu oraz zaawansowane rozpoznawanie obiektów przez sztuczną inteligencję. Ciekawym rozwiązaniem ma być zastosowanie głośników wykorzystujących przewodnictwo kostne, co pozwoli na obsługę asystenta głosowego bez konieczności zasłaniania kanałów słuchowych.

Pierwsza generacja Galaxy Glasses ma pełnić rolę akcesorium towarzyszącego smartfonom Galaxy, które przejmą na siebie lwią część procesów obliczeniowych. W przeciwieństwie do bardziej rozbudowanych gogli Galaxy XR, pierwsze okulary Samsunga najprawdopodobniej nie zostaną wyposażone we wbudowany wyświetlacz. Zamiast tego producent postawi na obsługę głosową i kontekstową za pomocą asystenta Google Gemini, co pozwoli zachować lekką i tradycyjną formę oprawek. Strategia ta sugeruje, że Samsung chce najpierw zawalczyć o masowego klienta poszukującego urządzenia do komunikacji i dyskretnego korzystania z AI, zanim wprowadzi na rynek znacznie droższe i cięższe modele z rozszerzoną rzeczywistością.

Równolegle do prac nad okularami, Samsung szykuje rewolucję w segmencie audio. Analizy nadchodzącego oprogramowania One UI wskazują na istnienie nowego formatu słuchawek o nazwie Galaxy Buds Able. W odróżnieniu od znanych dotychczas modeli dokanałowych, wersja Able ma cechować się otwartą konstrukcją zakładaną na ucho. Taka dywersyfikacja oferty wearables pokazuje, że Samsung dąży do stworzenia kompleksowej infrastruktury sprzętowej, która ma za zadanie utrzymać użytkownika w ekosystemie Galaxy dzięki unikalnym funkcjom sztucznej inteligencji dostępnym „na zawołanie”.

Kryptowaluty jako narzędzie rosyjskich rozliczeń zagranicznych

Rosja intensyfikuje budowę alternatywnego systemu rozliczeń zagranicznych, w którym pierwsze skrzypce grają kryptowaluty oraz stablecoiny powiązane z rublem. W centrum operacji znajduje się tajemniczy token A7A5, który mimo zachodnich sankcji mógł już obsłużyć transakcje o wartości przekraczającej 100 mld dolarów, skutecznie omijając przy tym zachodnie restrykcje oraz blokadę systemu SWIFT.

Fundamentem tego mechanizmu stał się A7A5, czyli stablecoin powiązany z rublem, który zadebiutował na rynku na początku 2025 roku. Instrument ten jest ściśle łączony z rosyjskim operatorem płatności transgranicznych A7 oraz Promsvyazbankiem – instytucją finansową objętą sankcjami przez USA, Unię Europejską oraz Wielką Brytanię. Według ustaleń firmy analitycznej Elliptic, token został zarejestrowany w Kirgistanie i operuje przede wszystkim w oparciu o sieci TRON oraz Ethereum. Według ustaleń dziennikarzy Proekt – rosyjskiego portalu śledczego – z platformą A7 mają być powiązani miliarder Roman Abramowicz oraz magnat farmaceutyczny Wiktor Charytonin.

Skala operacji prowadzonych przy użyciu A7A5 budzi poważne zaniepokojenie zachodnich regulatorów. Z publikowanych raportów wynika, że instrument ten mógł posłużyć do obsługi transakcji, których łączna wartość liczona jest w dziesiątkach, a według niektórych szacunków nawet w setkach miliardów dolarów. Dziennik „The Guardian” wskazuje, że mimo wpisania tokena na listy sankcyjne w najważniejszych zachodnich jurysdykcjach, pozostaje on w powszechnym użyciu w rozliczeniach powiązanych z rosyjskim handlem zagranicznym.

Cały proces opiera się na rozbudowanej sieci pośredników i wykorzystaniu specyfiki technologii blockchain. Rosyjscy importerzy i eksporterzy wpłacają ruble, które następnie są konwertowane na aktywa cyfrowe. Środki te krążą między portfelami i giełdami działającymi w państwach trzecich, gdzie ostatecznie są wymieniane na waluty lokalne niezbędne do sfinalizowania kontraktów. Wykorzystanie blockchaina TRON zapewnia uczestnikom rynku nie tylko szybkość transferów, ale przede wszystkim możliwość działania poza klasycznym obiegiem bankowym, choć publiczny charakter tej sieci pozwala firmom analitycznym na coraz skuteczniejsze śledzenie podejrzanych przepływów.

Według Proektu z usług A7 korzystać miało co najmniej 25 rosyjskich firm objętych sankcjami. Pięć z nich – Aidi Solution, Rustakt, Transport Budushchego, Bespilotnyye Sistemy oraz Legion Komplekt – ma produkować lub dostarczać drony bojowe wykorzystywane w wojnie przeciwko Ukrainie. Przez platformę miały one transferować setki milionów, a nawet miliardy rubli.

Na te działania reaguje Unia Europejska, która w najnowszych pakietach restrykcji rozszerzyła nadzór nad rosyjskim sektorem krypto. Nowe ograniczenia uderzają bezpośrednio w dostawców usług aktywów cyfrowych oraz podmioty z państw trzecich zaangażowane w obsługę rosyjskiego kapitału. Analitycy Chainalysis podkreślają, że pod lupą Brukseli i Waszyngtonu znajduje się już nie tylko system A7A5, ale także inne instrumenty rublozależne, takie jak RUBx, a także postępujące prace nad wdrożeniem cyfrowego rubla przez rosyjski bank centralny.

Równolegle Moskwa podejmuje kroki w celu formalnego uregulowania tego procederu wewnątrz kraju. Nowe przepisy mają umożliwić licencjonowanie wybranych platform dopuszczonych do obsługi płatności transgranicznych w kryptowalutach, przy jednoczesnym utrzymaniu zakazu ich wykorzystywania w rozliczeniach krajowych. Taka strategia ma z jednej strony udrożnić handel zagraniczny, a z drugiej chronić stabilność wewnętrznego systemu monetarnego przed niekontrolowanym odpływem kapitału.

Eksport BYD osiągnął rekordowy poziom. Sprzedaż w Chinach pod presją

Chiński koncern BYD dostarczył w kwietniu 321 123 pojazdy z segmentu NEV (auta elektryczne i hybrydy typu plug-in). Wynik był wyższy niż w marcu, ale jednocześnie niższy niż rok wcześniej.

Najmocniejszym punktem kwietniowych wyników okazał się eksport. Zagraniczna sprzedaż samochodów osobowych i pickupów BYD wyniosła 134 542 sztuki. To wzrost o około 71 proc. rok do roku i jednocześnie rekordowy miesięczny poziom w historii spółki. Sprzedaż poza Chinami odpowiadała już za ponad 40 proc. całkowitego miesięcznego wolumenu producenta.

Rosnący eksport BYD to efekt globalnego zwrotu ku autom elektrycznym, napędzanego przez drożejące paliwa i obawy o bezpieczeństwo energetyczne. Przewaga BYD wynika jednak z połączenia atrakcyjnych cen, szybkiego odświeżania gamy modelowej oraz sprawnej budowy struktur sprzedaży poza Chinami, co skutecznie przełamuje barierę nieufności wobec nowych marek.

BYD rozwija obecność m.in. w Europie, Ameryce Południowej, Azji Południowo-Wschodniej i na Bliskim Wschodzie. W pierwszych miesiącach 2026 roku do ważnych rynków eksportowych należały m.in. Brazylia, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Wielka Brytania. Spółka sygnalizuje również dalsze plany zwiększania sprzedaży zagranicznej, co może stopniowo zmniejszać jej zależność od rynku chińskiego.

Sytuacja w Chinach pozostaje jednak trudniejsza. Całkowita sprzedaż BYD w kwietniu była niższa niż rok wcześniej, co oznacza kontynuację spadków w ujęciu rocznym. Na wyniki wpływają słabszy popyt krajowy, zmiany w systemie wsparcia dla pojazdów elektrycznych oraz bardzo silna konkurencja cenowa.

Chiński rynek pojazdów NEV pozostaje jednym z najbardziej konkurencyjnych na świecie. Presję na BYD wywierają m.in. Geely, Xiaomi, Leapmotor, Zeekr, Nio i XPeng. Część tych producentów szybko zwiększa dostawy, zwłaszcza w wybranych segmentach cenowych i technologicznych.

Dodatkowym problemem dla BYD jest presja na rentowność. Konkurencja w Chinach wymusza promocje i obniżki cen, a rozwój eksportu wiąże się z kosztami logistyki, homologacji, budowy sieci dealerskich oraz lokalnych struktur sprzedażowych. Oznacza to, że szybki wzrost sprzedaży zagranicznej nie musi automatycznie przekładać się na proporcjonalny wzrost marż.

Parlament Europejski apeluje o szybsze egzekwowanie Aktu o rynkach cyfrowych

Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą Komisję Europejską do szybszego i bardziej konsekwentnego egzekwowania Aktu o rynkach cyfrowych. Dokument wskazuje, że szczególnej uwagi wymagają m.in. narzędzia wyszukiwania oparte na sztucznej inteligencji oraz usługi chmurowe.

Rezolucja została przyjęta 30 kwietnia. Europosłowie wezwali Komisję do pełnego korzystania z dostępnych instrumentów, w tym dialogu regulacyjnego, dochodzeń rynkowych, postępowań dotyczących nieprzestrzegania przepisów oraz kar finansowych. Parlament wskazał, że praktyki części dużych platform internetowych mogą nadal ograniczać konkurencję, innowacje oraz wybór konsumentów.

W dokumencie odniesiono się do działań wybranych firm objętych regulacjami DMA. W przypadku Google europosłowie zwrócili uwagę na problem preferowania własnych usług w wynikach wyszukiwania, w tym w obszarach zakupów, podróży, wideo i reklam produktowych. Parlament wskazał, że takie praktyki mogą utrudniać konkurencję innym podmiotom działającym na rynku cyfrowym.

Rezolucja porusza również kwestię ekranów zgody stosowanych przez TikToka. Według europosłów sposób ich projektowania może wpływać na decyzje użytkowników i prowadzić do uzyskiwania zgód w sposób budzący wątpliwości regulacyjne. Microsoft został wymieniony w kontekście ustawień domyślnych i dostępu do konkurencyjnych usług, natomiast Booking.com w związku z dalszym stosowaniem klauzul parytetowych.

Parlament Europejski zwrócił także uwagę na ryzyko presji politycznej ze strony państw trzecich, które mogą dążyć do osłabienia unijnych przepisów cyfrowych. W rezolucji podkreślono, że egzekwowanie DMA powinno pozostać elementem suwerennej polityki regulacyjnej Unii Europejskiej.

Apel Parlamentu pojawił się po publikacji pierwszego przeglądu Aktu o rynkach cyfrowych przez Komisję Europejską. Komisja uznała, że rozporządzenie pozostaje adekwatne do zakładanych celów i nie wymaga obecnie nowelizacji. Jednocześnie wskazała, że rozwój usług AI oraz rynku chmurowego będzie wymagał dalszego monitorowania.

Osobnym obszarem pozostają postępowania dotyczące usług chmurowych. Komisja bada, czy Amazon Web Services i Microsoft Azure powinny zostać uznane za strażników dostępu w rozumieniu DMA, mimo że usługi te nie spełniają wszystkich ilościowych progów przewidzianych w rozporządzeniu. Zakończenie tych analiz spodziewane jest w 2026 roku.

Europosłowie odnieśli się również do wysokości dotychczasowych kar nakładanych na największe platformy. W rezolucji wskazano, że sankcje powinny być skuteczne, proporcjonalne i wystarczająco odstraszające, aby zapobiegać dalszym naruszeniom. Część organizacji branżowych, w tym przedstawiciele wydawców i firm technologicznych, osobno apelowała do Komisji o szybsze zakończenie postępowań dotyczących praktyk wyszukiwarki Google.

Apple ostrzega przed wyższymi kosztami pamięci. Presja ze strony AI może uderzyć w marże

Apple spodziewa się wyraźnego wzrostu kosztów pamięci w kwartale kończącym się w czerwcu. Prezes spółki Tim Cook poinformował o tym podczas rozmowy z inwestorami po publikacji wyników za drugi kwartał roku fiskalnego 2026. Jak wskazał, drożejące komponenty będą coraz bardziej widoczne w działalności firmy.

Dotychczas Apple częściowo amortyzował wzrost cen dzięki wykorzystaniu wcześniej zgromadzonych zapasów. Wraz z ich stopniowym wyczerpywaniem presja kosztowa może jednak coraz silniej oddziaływać na marże. Spółka nie przedstawiła szczegółowego planu działań, które miałyby ograniczyć skutki tej sytuacji.

Cook zaznaczył jedynie, że Apple analizuje różne możliwości zarządzania wyższymi kosztami. Według analityków w praktyce mogą one obejmować podwyżki cen wybranych produktów, zmianę konfiguracji urządzeń, ograniczenie dostępności niektórych wariantów pamięci lub częściowe przejęcie dodatkowych kosztów przez samą spółkę.

Presja na rynku pamięci wynika przede wszystkim z rosnącego popytu ze strony centrów danych i infrastruktury sztucznej inteligencji. Najwięksi operatorzy chmurowi oraz firmy technologiczne zwiększają inwestycje w serwery AI, które wymagają znacznie większej ilości pamięci niż tradycyjne systemy obliczeniowe. W efekcie producenci tacy jak Samsung, SK Hynix i Micron kierują coraz większą część mocy produkcyjnych na pamięci HBM oraz zaawansowane moduły DDR5.

Zmiana struktury popytu ogranicza dostępność części typów pamięci wykorzystywanych w elektronice konsumenckiej. Może to podnosić koszty produkcji smartfonów, komputerów i innych urządzeń, szczególnie w okresach zwiększonego popytu na nowe modele.

Mimo presji kosztowej Apple pokazał solidne wyniki kwartalne. Przychody spółki w drugim kwartale roku fiskalnego 2026 wyniosły 111,2 mld dolarów, a zysk na akcję osiągnął 2,01 dolara. Wyniki okazały się lepsze od oczekiwań rynku. Sprzedaż iPhone’ów przyniosła około 57 mld dolarów przychodów, segment Mac odpowiadał za 8,4 mld dolarów, a usługi wygenerowały 30,98 mld dolarów.

Spółka przedstawiła również pozytywną prognozę na kolejny kwartał, zakładając wzrost przychodów o 14–17 proc. Jednocześnie wskazała, że ograniczenia podażowe i wyższe ceny pamięci mogą wpływać na dostępność części produktów oraz poziom marż.

Zarząd Apple zatwierdził dodatkowy program skupu akcji własnych o wartości 100 mld dolarów oraz podwyższył kwartalną dywidendę o 4 proc. Decyzje te pokazują, że mimo rosnącej presji kosztowej spółka utrzymuje mocną pozycję finansową. W kolejnych kwartałach rynek będzie jednak uważnie obserwował, czy wyższe ceny pamięci i ograniczenia podażowe przełożą się na rentowność oraz politykę cenową Apple.

Japonia interweniuje na rynku: Jen odbija od psychologicznej bariery

Japonia miała przeprowadzić interwencję na rynku walutowym po tym, jak jen osłabił się poniżej psychologicznej bariery 160 za dolara. Według doniesień dziennika „Nikkei” władze w Tokio skupowały krajową walutę i sprzedawały dolary, próbując ograniczyć skalę przeceny jena.

Jeżeli informacje te zostaną potwierdzone, byłaby to pierwsza bezpośrednia interwencja walutowa Japonii od blisko 21 miesięcy. Po doniesieniach o działaniach władz kurs USD/JPY gwałtownie spadł — w ciągu kilku godzin o ponad 2 proc. Umocnienie jena przełożyło się także na szerszy rynek walutowy, osłabiając dolara wobec części głównych walut.

Presja na jena utrzymywała się w ostatnich tygodniach głównie z powodu dużej różnicy stóp procentowych między Japonią a Stanami Zjednoczonymi. Rezerwa Federalna utrzymuje relatywnie wysokie stopy, podczas gdy Bank Japonii podchodzi do dalszego zacieśniania polityki pieniężnej znacznie ostrożniej. Na ostatnim posiedzeniu japoński bank centralny pozostawił stopę referencyjną na poziomie 0,75 proc.

Przed domniemaną interwencją kurs USD/JPY wzrósł w okolice 160,67. Japońscy przedstawiciele rządu już wcześniej sygnalizowali gotowość do działania w przypadku nadmiernych wahań kursowych. Minister finansów Satsuki Katayama zapowiadał możliwość podjęcia zdecydowanych kroków, a Atsushi Mimura, główny urzędnik odpowiedzialny za politykę walutową, zwracał uwagę na rosnącą aktywność spekulacyjną.

Po tych wypowiedziach jen wyraźnie się umocnił, schodząc w okolice 155 za dolara. Skala i tempo ruchu zostały przez część uczestników rynku odebrane jako sygnał interwencji władz. Według szacunków Bloomberga wartość operacji mogła wynieść około 34,5 mld dolarów, czyli 5,4 bln jenów.

Działania Japonii mogły mieć wpływ również na inne pary walutowe. Osłabienie dolara było widoczne nie tylko wobec jena, ale także wobec części pozostałych głównych walut. Analitycy zwracają uwagę, że podobne interwencje w przeszłości często prowadziły do krótkoterminowego zamykania pozycji opartych na silnym dolarze.

W piątek rano kurs USD/JPY znajdował się już w pobliżu 157, co oznaczało częściowe odwrócenie wcześniejszego umocnienia jena. Zdaniem części strategów bez kolejnych działań władz efekt interwencji może okazać się ograniczony. Głównym czynnikiem osłabiającym japońską walutę nadal pozostaje bowiem różnica w poziomie stóp procentowych między Japonią a USA.

Rynek będzie teraz obserwował, czy Tokio zdecyduje się na kolejne działania. W przeszłości japońskie władze interweniowały etapami, gdy uznawały, że ruchy kursowe są nadmierne i oderwane od fundamentów. Kluczowe znaczenie będą miały także kolejne sygnały z Banku Japonii oraz Rezerwy Federalnej dotyczące dalszego kierunku polityki pieniężnej.

Czerwiec kluczowy dla stóp procentowych w strefie euro

Członek Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego Olli Rehn ocenił, że EBC powinien być gotowy do szybkiej reakcji, jeśli w strefie euro pojawią się wyraźne sygnały utrwalania się inflacji.

Wypowiedź Rehna wpisuje się w ostrożniejszy ton komunikacji EBC po ostatnim posiedzeniu, na którym bank centralny pozostawił stopy procentowe bez zmian. Stopa depozytowa utrzymana została na poziomie 2 proc. Prezes EBC Christine Lagarde informowała po decyzji, że była ona jednomyślna, choć w trakcie dyskusji pojawił się również temat ewentualnej podwyżki stóp.

Sygnały gotowości do bardziej zdecydowanej reakcji płyną także od innych przedstawicieli banku centralnego. Prezes Bundesbanku Joachim Nagel wskazał, że jeżeli perspektywy inflacyjne nie poprawią się w widoczny sposób, Rada Prezesów może rozważyć odpowiednie działania już na kolejnym posiedzeniu. Podobnie wypowiadał się szef estońskiego banku centralnego Madis Müller, który zaznaczał, że podwyżka stóp może stać się bardziej prawdopodobna, jeśli presja cenowa okaże się uporczywa.

Najnowsze dane pokazują, że inflacja w strefie euro ponownie przyspieszyła. Według wstępnych szacunków Eurostatu w kwietniu 2026 r. wyniosła 3,0 proc. rok do roku, wobec 2,6 proc. w marcu. Głównym czynnikiem wzrostu były ceny energii, które zwiększyły się o 10,9 proc. rok do roku. Jednocześnie inflacja w usługach obniżyła się do 3,0 proc. z 3,2 proc., a ceny towarów przemysłowych z wyłączeniem energii wzrosły o 0,8 proc.

Dla EBC kluczowe pozostaje pytanie, czy wzrost cen energii będzie miał charakter przejściowy, czy przełoży się na szerszą presję inflacyjną w gospodarce. Szczególnie istotne są tzw. efekty drugiej rundy, czyli sytuacja, w której wyższe ceny surowców prowadzą do wzrostu oczekiwań inflacyjnych, żądań płacowych i kolejnych podwyżek cen w innych sektorach.

Na razie obraz sytuacji pozostaje niejednoznaczny. Inflacja zasadnicza wzrosła, ale część wskaźników bazowych pozostaje bardziej stabilna. To może skłaniać EBC do utrzymania ostrożnego podejścia i oczekiwania na kolejne dane przed podjęciem decyzji o ewentualnym zaostrzeniu polityki pieniężnej.

Uwaga rynku koncentruje się obecnie na czerwcowym posiedzeniu EBC. Inwestorzy będą analizować przede wszystkim nowe projekcje inflacyjne, sytuację na rynku energii, dane o wynagrodzeniach oraz kondycję gospodarki strefy euro. Od tych informacji zależeć będzie, czy bank centralny pozostanie przy obecnym poziomie stóp, czy zdecyduje się na bardziej zdecydowany ruch.

Eksport ropy z Wenezueli najwyższy od 2018 roku

0

Eksport ropy naftowej z Wenezueli wzrósł w kwietniu do poziomu około 1,23 mln baryłek dziennie. Według danych państwowego koncernu PDVSA, na które powołuje się Reuters, jest to najwyższy miesięczny wynik od 2018 roku, oznaczający 14-procentowy wzrost w stosunku do marca. Zwiększone wolumeny sprzedaży trafiły przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych, Indii oraz Europy.

Ożywienie nastąpiło w okresie globalnego poszukiwania alternatywnych źródeł dostaw. W obliczu niepewności na rynkach energii i napięć geopolitycznych, wenezuelska ropa – szczególnie jej ciężkie gatunki – ponownie zyskała na znaczeniu dla rafinerii wyspecjalizowanych w przerobie takiego surowca.

Kluczową rolę w odbudowie sprzedaży odgrywają zagraniczni partnerzy PDVSA. Znacząca część eksportu realizowana jest przez koncern Chevron w ramach wspólnych przedsięwzięć (joint ventures) z wenezuelską stroną. Równolegle Caracas zacieśnia współpracę z nowymi podmiotami z USA – firmy Hunt Overseas Oil Company oraz Crossover Energy podpisały memoranda dotyczące działalności w Pasie Orinoko, jednym z najbogatszych w ropę regionów świata.

Na wenezuelski rynek wracają także koncerny europejskie:

  • BP zawarło porozumienie w sprawie rozwoju morskich złóż gazu Cocuina-Manakin na granicy z Trynidadem i Tobago, analizując jednocześnie potencjał złoża Loran.
  • Eni oraz Repsol pracują nad zwiększeniem wydobycia gazu ze złoża Cardon IV.
  • Eni dodatkowo podpisało umowę dotyczącą wznowienia projektów wydobycia ciężkiej ropy w Pasie Orinoko.

Te działania sygnalizują determinację Wenezueli w przyciąganiu kapitału po latach sankcji, izolacji i głębokich problemów operacyjnych. Dla kraju wzrost eksportu to szansa na zwiększenie wpływów do budżetu, jednak trwałość tej odbudowy stoi pod znakiem zapytania. Dalszy rozwój sektora będzie zależał od stabilności przepisów, dostępu do nowoczesnych technologii oraz – co najważniejsze – od decyzji politycznych dotyczących licencji i sankcji międzynarodowych.

Strefa euro balansuje na granicy recesji. EBC ma coraz trudniejsze zadanie

Gubernator Banku Grecji Yannis Stournaras stwierdził, że ryzyko recesji w strefie euro jest realne i nie można go lekceważyć. W rozmowie z cypryjskim dziennikiem „Phileleftheros” podkreślił, że europejska gospodarka pozostaje pod presją rosnących cen energii, napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie oraz możliwych zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw.

Według Stournarasa wysokie koszty energii wywierają podwójną presję: hamują wzrost gospodarczy, a jednocześnie stymulują inflację. Jest to sytuacja szczególnie dotkliwa dla strefy euro, która pozostaje silnie uzależniona od importu surowców energetycznych. Szef greckiego banku centralnego zauważył, że obecny szok energetyczny nakłada się na okres słabszej koniunktury, zaostrzonych warunków kredytowych oraz ograniczonej przestrzeni fiskalnej w wielu państwach członkowskich.

Najnowsze dane Eurostatu potwierdzają wyhamowanie aktywności gospodarczej. W pierwszym kwartale 2026 roku PKB strefy euro wzrósł o zaledwie 0,1% w ujęciu kwartalnym (wobec 0,2% w poprzednim okresie), co przełożyło się na wzrost o 0,8% rok do roku.

Równolegle inflacja w eurolandzie przyspieszyła w kwietniu do 3,0% (z poziomu 2,6% w marcu). Głównym motorem tego wzrostu były ceny energii, które według wstępnych szacunków są o 10,9% wyższe niż przed rokiem.

W odpowiedzi na tę sytuację Europejski Bank Centralny podczas posiedzenia 30 kwietnia pozostawił stopy procentowe bez zmian (stopa depozytowa wynosi 2%). EBC przyznał jednak, że ryzyka inflacyjne przesunęły się w górę, przy jednoczesnym pogłębieniu się zagrożeń dla wzrostu PKB.

Taka konfiguracja danych stawia EBC w trudnym położeniu. Bank centralny musi balansować między walką z inflacją przekraczającą cel 2% a ryzykiem, że zbyt restrykcyjna polityka pieniężna wepchnie znajdującą się w stagnacji gospodarkę w głęboką recesję.

Stournaras zaznaczył, że dalsze kroki EBC będą zależeć od trwałości szoku energetycznego. Jeśli wzrost cen okaże się przejściowy i nie utrwali oczekiwań inflacyjnych, korekta kursu może nie być konieczna. Jednak w scenariuszu uporczywie wysokiej inflacji, konieczna może okazać się bardziej zdecydowana reakcja ze strony banku centralnego.

Meta wdraża narzędzie do monitorowania aktywności pracowników w USA

Meta rozpoczęła instalację oprogramowania monitorującego aktywność na służbowych komputerach swoich pracowników w Stanach Zjednoczonych. Narzędzie o nazwie Model Capability Initiative rejestruje m.in. ruchy myszy, kliknięcia, naciśnięcia klawiszy oraz wykonuje okresowe zrzuty ekranu. Zebrane w ten sposób dane mają posłużyć do trenowania i udoskonalania wewnętrznych systemów sztucznej inteligencji.

Według doniesień medialnych udział w programie jest obowiązkowy. Choć pracownicy otrzymują komunikat z prośbą o uruchomienie narzędzia, system nie przewiduje opcji rezygnacji. Monitoring obejmuje wybrane aplikacje i serwisy wykorzystywane w codziennej pracy, w tym ekosystem Google, GitHub, Slack oraz produkty firmy Atlassian.

Podczas spotkania z zespołem Mark Zuckerberg argumentował, że dane generowane przez pracowników Meta mają unikalną wartość. Jego zdaniem aktywność specjalistów zatrudnionych w firmie dostarcza znacznie bardziej wartościowych materiałów szkoleniowych niż zadania realizowane przez zewnętrznych podwykonawców, z których usług powszechnie korzystają inne koncerny technologiczne.

Wdrożenie monitoringu zbiega się w czasie z kolejną falą redukcji zatrudnienia. Meta planuje zwolnić około 8 tys. osób, co stanowi 10% całej załogi. Zuckerberg uzasadniał te cięcia rosnącymi kosztami infrastruktury obliczeniowej niezbędnej do rozwoju AI oraz wysokimi kosztami pracy.

Projekt wpisuje się w szerszą strategię automatyzacji firmy. Dyrektor techniczny, Andrew Bosworth, zapowiedział rozwój agentów AI, którzy mają przejąć część rutynowych obowiązków. Rola pracowników miałaby ewoluować w stronę nadzoru, weryfikacji i korygowania działań sztucznej inteligencji.

Nowa inicjatywa wywołała falę krytyki wewnątrz firmy. Główne obawy dotyczą zakresu inwigilacji, ryzyka wycieku informacji poufnych oraz braku dobrowolności. Pracownicy alarmują, że na zrzutach ekranu mogą utrwalać się dane wrażliwe, takie jak hasła, szczegóły projektów, kwestie kadrowe, a nawet informacje medyczne czy status imigracyjny.

Przedstawiciele Meta zapewniają, że narzędzie analizuje wyłącznie treści widoczne na ekranie i nie ingeruje bezpośrednio w pliki czy załączniki. Jednocześnie firmowe wytyczne przypominają pracownikom o zakazie prowadzenia prywatnych aktywności na urządzeniach służbowych.

BBC opisuje przypadki pogorszenia stanu psychicznego po rozmowach z chatbotami AI

BBC opisało przypadki osób, u których po długotrwałych rozmowach z chatbotami AI wystąpiły lub nasiliły się stany urojeniowe. Dziennikarze przeanalizowali historie 14 osób z sześciu krajów, zwracając szczególną uwagę na incydenty z udziałem Groka – modelu sztucznej inteligencji rozwijanego przez firmę xAI Elona Muska.

Jednym z przywołanych przykładów jest historia Adama Houricana z Irlandii Północnej. Według ustaleń stacji, po serii interakcji z awatarem AI dostępnym w Groku, mężczyzna nabrał przekonania, że chatbot zyskał świadomość, a on sam jest inwigilowany przez firmę xAI. Z relacji wynika, że algorytm aktywnie wzmacniał tę narrację, generując fałszywe informacje i potęgując u użytkownika poczucie zagrożenia. Sprawę tę przedstawiono jako jaskrawy dowód na ryzyko, jakie niosą ze sobą długie, silnie angażujące emocjonalnie interakcje z systemami AI, zwłaszcza w przypadku osób podatnych na kryzysy psychiczne.

W reportażu powołano się również na dane organizacji Human Line Project, która odnotowała setki zgłoszeń o szkodach psychologicznych związanych z użytkowaniem różnych modeli AI. Choć takie incydenty nie dowodzą automatycznie bezpośredniej winy samej technologii, wyraźnie wskazują na konieczność dokładniejszej analizy i wzmocnienia mechanizmów bezpieczeństwa wdrażanych w chatbotach.

Ustalenia dziennikarskie zestawiono z badaniami akademickimi nad zachowaniem modeli AI w kontakcie z użytkownikami zdradzającymi objawy psychozy. Testy te miały sprawdzić, czy algorytmy potęgują urojeniowe przekonania, czy potrafią zachować ostrożność oraz czy kierują rozmówcę do odpowiednich form pomocy. Przytoczone wyniki pokazują, że poszczególne modele znacząco różnią się pod względem poziomu ryzyka i adekwatności reakcji.

Tłem dla tych doniesień jest trwająca debata publiczna na temat bezpieczeństwa sztucznej inteligencji. Elon Musk wielokrotnie krytykował konkurencyjne systemy, w tym ChatGPT, ostrzegając przed ich potencjalnie szkodliwym wpływem na dzieci i osoby w kryzysie psychicznym. Jak jednak zauważa BBC, miliarder nie odniósł się dotąd publicznie do zarzutów dotyczących własnego produktu, które zostały opisane w materiale.

OpenAI aktualizuje politykę prywatności w związku z rozwojem reklam

OpenAI zaktualizowało politykę prywatności, doprecyzowując zasady wykorzystywania i udostępniania części danych użytkowników w celach marketingowych. Zmiany dotyczą przede wszystkim współpracy z partnerami reklamowymi oraz sposobu personalizacji reklam wyświetlanych użytkownikom wybranych wersji ChatGPT.

Według informacji spółki OpenAI może przekazywać partnerom marketingowym wybrane dane techniczne i identyfikacyjne, takie jak identyfikatory plików cookie, adresy IP oraz zahaszowane wersje adresów e-mail lub numerów telefonu. Dane te mogą być wykorzystywane do dopasowywania użytkowników do kont na innych platformach oraz do prowadzenia działań marketingowych poza usługami OpenAI.

Firma wskazuje również na możliwość udostępniania podstawowych informacji dotyczących korzystania z usług, na przykład faktu rejestracji w bezpłatnym planie ChatGPT lub odwiedzenia strony konkretnego produktu. OpenAI zaznacza, że w niektórych stanach USA takie działania mogą być kwalifikowane jako reklama ukierunkowana lub udostępnianie danych na potrzeby behawioralnej reklamy kontekstowej. Użytkownicy mają mieć możliwość rezygnacji z tego typu przetwarzania w ustawieniach konta.

Aktualizacja polityki prywatności porządkuje również zasady wyświetlania reklam w ChatGPT. Reklamy mają dotyczyć użytkowników planów Free i Go. Plany Plus, Pro, Enterprise, Business i Education pozostają bez reklam.

Personalizacja reklam jest domyślnie włączona i może wykorzystywać kontekst rozmów oraz wcześniejsze interakcje użytkownika z reklamami. OpenAI deklaruje jednocześnie, że treść rozmów i dane osobowe nie są przekazywane reklamodawcom.

Zmiany wpisują się w szerszy rozwój infrastruktury reklamowej OpenAI. Według doniesień branżowych firma pracuje nad narzędziami umożliwiającymi mierzenie skuteczności kampanii, w tym nad pikselem śledzenia konwersji. Tego typu rozwiązanie pozwalałoby sprawdzać, czy użytkownik po kliknięciu reklamy wykonał określoną czynność na stronie reklamodawcy, na przykład dokonał zakupu, założył konto lub rozpoczął subskrypcję.

Rozwijana platforma reklamowa może w przyszłości obsługiwać różne modele rozliczeń, w tym kampanie oparte na kliknięciach i konwersjach. Oznaczałoby to przejście od prostego modelu emisji reklam do bardziej zaawansowanego systemu reklamy efektywnościowej.

Trump zapowiada dalszą redukcję obecności wojsk USA w Niemczech

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone mogą ograniczyć swoją obecność wojskową w Niemczech w jeszcze większym stopniu, niż zakładało to ogłoszone wcześniej wycofanie 5 tys. żołnierzy. Nie podał jednak konkretnych liczb ani harmonogramu ewentualnych dalszych redukcji.

Wypowiedź ta padła dzień po informacji Pentagonu o planowanym wycofaniu około 5 tys. amerykańskich wojskowych z Niemiec. Według Departamentu Obrony proces ten ma potrwać od sześciu do dwunastu miesięcy. Rzecznik resortu, Sean Parnell, przekazał, że decyzja jest wynikiem przeglądu rozmieszczenia sił USA w Europie oraz oceny wymogów operacyjnych.

Niemcy pozostają państwem goszczącym największy kontyngent wojsk amerykańskich w Europie. Według dostępnych danych stacjonuje tam około 36 tys. żołnierzy USA w służbie czynnej. Wycofanie 5 tys. z nich oznaczałoby zmniejszenie tych sił o blisko jedną siódmą.

Jak podają media, Departament Obrony zamierza również zrezygnować z planów rozmieszczenia w Europie jednostki artylerii rakietowej – inicjatywy przygotowanej przez administrację Joe Bidena. Oznaczałoby to częściowy powrót do poziomu amerykańskiej obecności wojskowej sprzed pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku.

Decyzje te wpisują się w szerszą dyskusję na temat roli Stanów Zjednoczonych w europejskim systemie bezpieczeństwa. W ostatnich miesiącach administracja Trumpa sygnalizowała możliwość przeglądu rozmieszczenia swoich sił także w innych krajach kontynentu. Dla państw NATO oznacza to konieczność oceny, w jakim tempie Europa powinna rozwijać własne zdolności obronne.

Odnosząc się do zapowiedzi Waszyngtonu, niemiecki minister obrony Boris Pistorius określił redukcję wojsk jako krok, którego można było się spodziewać. Zaznaczył jednocześnie, że państwa europejskie muszą wziąć na siebie większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Przedstawiciele NATO poinformowali, że Sojusz analizuje szczegóły amerykańskich decyzji i pozostaje w stałym kontakcie ze stroną amerykańską.

Potencjalne dalsze cięcia kontyngentu mogą mieć istotne znaczenie nie tylko militarne, ale i polityczne. Niemcy stanowią bowiem kluczowe zaplecze logistyczne dla operacji, transportu i wsparcia sojuszniczego sił USA w Europie. Ostateczna skala zmian będzie zależeć od decyzji Waszyngtonu oraz konsultacji w ramach NATO.

Trump zapowiada podwyższenie ceł na samochody z UE do 25%

Donald Trump zapowiedział podniesienie ceł na samochody osobowe i ciężarowe importowane z Unii Europejskiej do 25%. Według amerykańskiego prezydenta Bruksela nie realizuje w pełni zapisów dotychczasowego porozumienia handlowego.

Zapowiedź oznaczałaby odejście od warunków porozumienia z Turnberry, które przewidywało maksymalną stawkę celną na poziomie 15% dla większości towarów unijnych eksportowanych do USA, w tym samochodów i części motoryzacyjnych. Parlament Europejski w marcu 2026 r. przyjął stanowisko dotyczące wdrożenia umowy, wprowadzając m.in. klauzulę uzależniającą wejście w życie preferencji taryfowych od realizacji zobowiązań przez stronę amerykańską.

Donald Trump poinformował o planowanej zmianie w serwisie Truth Social. Według jego zapowiedzi wyższe cła miałyby zacząć obowiązywać w kolejnym tygodniu. Jednocześnie wskazał, że pojazdy produkowane przez europejskie firmy w zakładach na terenie Stanów Zjednoczonych nie byłyby objęte nową stawką.

ICEYE wyniosło na orbitę czwartego satelitę radarowego dla Sił Zbrojnych RP

Firma ICEYE poinformowała o umieszczeniu na orbicie czwartego satelity radarowego dostarczonego Siłom Zbrojnym RP w ramach programu MikroSAR. Jest to realizacja części opcji przewidzianej w kontrakcie z Ministerstwem Obrony Narodowej, obejmującej możliwość zakupu dodatkowych trzech jednostek. Zgodnie z umową na orbitę mogą trafić jeszcze dwa kolejne satelity.

Satelity dostarczane w ramach programu MikroSAR tworzą wojskową konstelację radarową POLSARIS. Jej zadaniem jest wspieranie zdolności rozpoznania satelitarnego Sił Zbrojnych RP. System opiera się na technologii radarowej SAR, która pozwala prowadzić obserwację niezależnie od warunków atmosferycznych oraz pory dnia.

Cezary Tomczyk, sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej, podkreślił, że współczesne działania wojskowe w coraz większym stopniu zależą od rozpoznania i szybkiej wymiany informacji. Jak wskazał, satelity radarowe umożliwiają stałą obserwację obszarów istotnych z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa.

Czwarty satelita dla Polski został wyniesiony podczas misji CAS500-2 realizowanej przez SpaceX. W ramach tej samej misji na orbitę trafił również satelita ICEYE przeznaczony dla Portugalskich Sił Powietrznych. Według informacji spółki oba satelity nawiązały łączność, a obecnie prowadzone są standardowe procedury wczesnej fazy orbitalnej.

ICEYE podało, że po tym starcie liczba wyniesionych przez firmę satelitów radarowych wzrosła do 72. Obejmuje to zarówno jednostki należące do własnej konstelacji spółki, jak i satelity dostarczane klientom instytucjonalnym.

Witold Witkowicz, prezes ICEYE Polska, poinformował, że spółka kontynuuje realizację kontraktu z MON i jest przygotowana do wykonania kolejnych opcji przewidzianych w umowie. Zwrócił również uwagę, że podstawowy zakres programu MikroSAR został już wcześniej umieszczony na orbicie, a obecny start rozszerza możliwości powstającej konstelacji.

Konstelacja realizowana w ramach programu MikroSAR otrzymała nazwę POLSARIS, czyli Polish SAR Intelligence System. Nazwa została wybrana w otwartym konkursie przeprowadzonym pod koniec 2025 roku przez Agencję Rozpoznania Geoprzestrzennego i Usług Satelitarnych. Jury wskazało na czytelność rozwinięcia skrótu oraz odniesienie do powieści „Solaris” Stanisława Lema.

Satelity ICEYE umożliwiają pozyskiwanie danych radarowych w rozdzielczości do 25 cm. Dane tego typu mogą być wykorzystywane w zastosowaniach wojskowych, wywiadowczych, środowiskowych, ubezpieczeniowych oraz w zarządzaniu kryzysowym. Ich istotną cechą jest możliwość obrazowania niezależnie od zachmurzenia i warunków oświetleniowych, co pozwala na szybsze pozyskiwanie informacji w sytuacjach wymagających bieżącej analizy.

Ceny ofertowe nowych mieszkań – raport za kwiecień 2026 r. [rynek deweloperski]

Średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Warszawie pędzi w stronę symbolicznej bariery 20 tys. zł. Jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, tylko w pierwszych czterech miesiącach 2026 r. średnia cena metra kwadratowego wzrosła tam bardziej niż wcześniej przez niemal dwa lata, a początek roku przyniósł wyraźne przyspieszenie wzrostu średnich cen również w kilku innych metropoliach.

– Źródłem tego przyspieszenia nie są jednak masowe podwyżki cen w poszczególnych inwestycjach, lecz coraz wyraźniejsza zmiana struktury podaży. Z oferty szybko znikają tańsze mieszkania, a ich miejsce zajmują nowe projekty z wyższych przedziałów cenowych, często adresowane do bardziej zamożnych klientów, w mniejszym stopniu uzależnionych od kredytu – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Warszawa coraz bliżej granicy, która działa na wyobraźnię

Według wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, w kwietniu 2026 r. średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów w Warszawie przekroczyła poziom 19,7 tys. zł, rosnąc o 1 proc. w porównaniu z marcem. Oznacza to wzrost o blisko 7 proc. od początku roku oraz około 10 proc. w ujęciu rocznym. Co istotne, tak duży skok średniej dokonał się w zaledwie cztery miesiące – większy niż łączny wzrost odnotowany w niemal dwóch wcześniejszych latach.

– Przebicie poziomu 20 tys. zł za metr kwadratowy może mieć znaczenie nie tylko ekonomiczne, lecz także psychologiczne – jako nowy punkt odniesienia wpływający na oczekiwania cenowe i decyzje zarówno deweloperów, jak i kupujących – komentuje Marek Wielgo.

Wyjaśnia, że w praktyce oznacza to, iż poziom 20 tys. zł za metr kwadratowy zaczyna pełnić rolę kotwicy cenowej przy wycenie kolejnych inwestycji. Projekty oferowane poniżej tej granicy mogą być postrzegane jako relatywnie atrakcyjne, nawet jeśli jeszcze niedawno uchodziły za drogie. Jednocześnie ułatwia to deweloperom uzasadnianie wyższych cen w nowych przedsięwzięciach, zwłaszcza w segmencie podwyższonego standardu, gdzie punkt odniesienia przesuwa się w górę wraz ze średnią rynkową.

Po stronie kupujących taki próg cenowy również wpływa na zachowania. Część nabywców może przyspieszać decyzje zakupowe w obawie przed trwałym wejściem rynku na wyższy poziom cen. Inni zaczynają akceptować wyższe stawki jako nową normę, korygując swoje oczekiwania co do metrażu, lokalizacji lub standardu mieszkania. W efekcie zmienia się percepcja tego, co na rynku uchodzi za drogie, a co za akceptowalne.

Poznań goni, reszta metropolii hamuje

Drugim rynkiem, na którym średnie ceny metra kwadratowego nadal rosną szybciej niż w większości metropolii, jest Poznań. W kwietniu średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie deweloperów wzrosła tam o 1 proc. w porównaniu z marcem i wyniosła ok. 14,3 tys. zł. W skali roku oznacza to wzrost rzędu 6 proc. Także tutaj coraz większy wpływ na poziom średniej mają droższe inwestycje, wprowadzane do oferty przy relatywnie ograniczonej podaży mieszkań popularnych.

W pozostałych metropoliach dynamika średnich cen metra kwadratowego pozostaje wyraźnie niższa niż w Warszawie i Poznaniu, a miesięczne zmiany od kilku miesięcy mieszczą się w granicach stabilizacji. W Trójmieście kwiecień był kolejnym miesiącem bez zmian średniej ceny, która utrzymała się na poziomie ok. 17,7 tys. zł za metr kwadratowy. W ujęciu rocznym wzrost pozostaje wysoki, jednak krótkoterminowo rynek wyraźnie wyhamował po bardzo zmiennym 2025 r.

Ceny mieszkań-kwiecień 2026-wstępne-cena mkw-M

Kwiecień nie przyniósł też zmian w Krakowie i we Wrocławiu. W stolicy Małopolski średnia cena metra kwadratowego pozostała na poziomie ok. 17,1 tys. zł, a we Wrocławiu – ok. 15,3 tys. zł. W obu miastach roczne wzrosty średnich cen nie przekraczają 3 proc.Ceny mieszkań-kwiecień 2026-wstępne-cena mkw-R

Stabilizacja w cieniu nadpodaży

Największy spokój cenowy utrzymuje się w Łodzi oraz w miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii. W Łodzi średnia cena metra kwadratowego w kwietniu wyniosła ok. 11,6 tys. zł i była tylko symbolicznie wyższa niż rok wcześniej. Duża liczba mieszkań w ofercie sprawia, że średnie ceny metra kwadratowego od dłuższego czasu praktycznie się nie zmieniają.

Jeszcze dłużej stabilizacja trwa w miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii, gdzie średnia cena metra kwadratowego od ponad roku oscyluje wokół 11,2 tys. zł i w kwietniu praktycznie nie różniła się od poziomu sprzed dwunastu miesięcy.

– Tam, gdzie oferta mieszkań jest duża, a sprzedaż wyraźnie nie nadąża za podażą, średnie ceny przestają rosnąć. To najlepiej widać właśnie w Łodzi i w miastach Górnośląsko‑Zagłębiowskiej Metropolii – zauważa Marek Wielgo.

Wstępne dane BIG DATA RynekPierwotny.pl za kwiecień pokazują, że różnice pomiędzy poszczególnymi rynkami pod względem tempa zmian średnich cen wyraźnie się pogłębiają. Warszawa i – w mniejszym stopniu – Poznań wyraźnie przyspieszają pod wpływem napływu droższej oferty, podczas gdy pozostałe metropolie funkcjonują dziś w warunkach cenowej stabilizacji, która w niektórych przypadkach trwa już ponad rok.

Spraw frankowych ubywa, ale sądy nadal mają ich ponad 170 tys.

Niedawne wyroki TSUE przypomniały o znaczeniu sporów sądowych z udziałem frankowiczów. Sprawdzamy, ile takich spraw wciąż znajduje się na wokandzie.

Przez pewien czas, mogło się wydawać, że to sankcja kredytu darmowego jest „najgorętszym” tematem w kontekście sporów konsumenckich z bankami. Kwietniowe, szeroko komentowane wyroki TSUE (C-901/24, C-752/24, C-753/24) przypomniały jednak, że temat frankowiczów wciąż jest istotny i daleki od zakończenia. Tym bardziej, że na wokandzie wciąż znajduje się bardzo wiele spraw dotyczących kredytów rozliczanych w CHF. Eksperci RynekPierwotny.pl prezentują ciekawe dane Ministerstwa Sprawiedliwości. Okazja jest bardzo dobra, bo 30 kwietnia 2026 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyda wyrok w kolejnej ważnej sprawie dotyczącej frankowiczów (C-246/25).

Dane z sądów: „frankowa górka” jednak maleje

Ministerstwo Sprawiedliwości wydaje się oczywiście najbardziej wiarygodnym źródłem danych na temat obciążenia sądów sporami o kredyty rozliczane w CHF. A skąd resort sprawiedliwości ma informacje, które w sposób ogólny zostały zaprezentowane na poniższym wykresie? Jak tłumaczy samo ministerstwo: „Dane dotyczące roszczeń z umów bankowych waloryzowanych/denominowanych/indeksowanych do waluty innej niż waluta polska, gromadzone są za pośrednictwem sprawozdań statystycznych MS-S1 począwszy od 1 lipca 2017 r.”.

Wspomniany wykres prezentuje liczbę sporów o kredyty „frankowe” w najbardziej ogólnym ujęciu – bez uwzględnienia instancji sądowej. Na wykresie widzimy liczbę spraw z sądów powszechnych, które są efektem roszczeń z umów bankowych denominowanych/indeksowanych do kursu CHF. Co ważne, wykres przedstawia osobno liczbę spraw, które wpłynęły w danym roku do sądów, zostały załatwione oraz pozostały niezakończone na koniec roku. Jak wyjaśniają eksperci RynekPierwotny.pl, wynik na koniec każdego roku jest różnicą liczby spraw nowych i załatwionych, ale dodatkowo skorygowaną o niezakończone sprawy z roku poprzedniego.

Statystyki Ministerstwa Sprawiedliwości wskazują, że w 2025 roku taki bilans wyglądał następująco:

  • nowe sprawy „frankowe” w całym roku – 94 233
  • sprawy załatwione w całym roku przez sądy powszechne – 127 528
  • sprawy pozostałe na rok następny – 170 766

Powyższe wyniki w połączeniu z wykresem tłumaczą, dlaczego pod koniec 2025 r. liczba spraw „frankowych” na wokandzie była mniejsza o ok. 33 300 (16%) niż dwanaście miesięcy wcześniej. Pozytywna zmiana to efekt mniejszego napływu nowych spraw (-24% rok do roku) i większej liczby spraw załatwionych (+30% r/r).

Mimo wszystko batalia sądowa będzie długa?

Przy założeniu ubiegłorocznego, liczbowego salda załatwionych i napływających spraw, postępowania „frankowe” zniknęłyby z sądów na początku 2031 roku. To jednak upraszczające założenie, bo w praktyce sytuacja może być bardziej skomplikowana. W tym kontekście warto zaprezentować podział spraw pozostających do załatwienia na koniec 2025 roku według instancji sądowej:

  • pierwsza instancja – 103 360 spraw (sądy rejonowe – 6472, sądy okręgowe – 96 888)
  • druga instancja – 67 406 spraw (sądy okręgowe – 1 266, sądy apelacyjne – 66 140)

Jak widać, większość spraw dotyczących problematycznych kredytów pozostawała pod koniec minionego roku w pierwszej instancji, przy czym zwykle chodziło o sąd okręgowy z uwagi na dużą wartość przedmiotu sporu. Opisywana sytuacja może być czynnikiem, który sprawia, że temat przyspieszającej postępowania „ustawy frankowej” wciąż jest podejmowany przez resort sprawiedliwości.

Spadek liczby nowych spraw był do przewidzenia?

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że ubiegłoroczny spadek napływu nowych spraw „frankowych” można było przewidzieć z dość dużym prawdopodobieństwem. Wystarczyło systematycznie obserwować dane NBP z półrocznych raportów o stabilności systemu finansowego. Narodowy Bank Polski niedawno informował, że pod koniec czerwca 2025 r. podział przebadanych kredytów CHF był następujący:

  • kredyty objęte sporem sądowym – ok. 40%
  • kredyty objęte ugodą – ok. 50%
  • kredyty w bilansie banków, nieobjęte sporem i ugodą – ok. 10%

Dwa lata wcześniej, spór sądowy dotyczył 31% spośród analizowanych kredytów „frankowych”, ugoda – 19%, a poza tymi opcjami pozostawało jeszcze 50% problematycznych „hipotek”. Jak podaje NBP, do połowy 2025 r. banki i kredytobiorcy podpisali ok. 156 000 ugód kończących spory o walutowe „hipoteki” (również w euro).

W kontekście wciąż dużego obciążenia sądów, warto jednak pamiętać, że możliwy jest scenariusz, w którym pozwy częściej będą składać konsumenci ze spłaconym kredytem
„frankowym”. Niewykluczona wydaje się również większa aktywizacja posiadaczy kredytów mieszkaniowych rozliczanych w euro, choć to grupa wyraźnie mniejsza niż frankowicze.frankowicze

Rada Fiskalna i Ministerstwo Finansów spierają się o klauzulę obronną w regule wydatkowej

Rada Fiskalna (RF), powołana ustawą z dn. 20 grudnia 2024 r., rozpoczęła swoją działalność niedawno, bo 1 stycznia 2026 r. Mijają zaledwie cztery miesiące jej działania, a Ministerstwo Finansów (MF) już ma kłopot z zaakceptowaniem jej niezależności i podważa jej merytoryczne przygotowanie do realizacji ustawowych zadań (art.4 ustawy o RF).

Co jest tego źródłem? Ministerstwo Finansów przygotowało i przesłało do Sejmu 25 marca 2026 r. projekt nowelizacji ustawy o finansach publicznych oraz niektórych innych ustaw (Druk nr 2388 – Sejm Rzeczypospolitej Polskiej), w którym jednym z elementów jest zmiana o istotnym znaczeniu dla krajowych ram budżetowych. Dotyczy ona wydatków objętych tzw. klauzulą obronną: dość jasno określone „wydatki na zakup sprzętu obronnego” projekt nowelizacji zamienia na niedookreślone „wydatki obronne”. Może to prowadzić do rozluźniania Stabilizującej Reguły Wydatkowej (SRW), która jest mechanizmem mającym pomagać w utrzymywaniu w ryzach deficytu budżetowego i długu instytucji rządowych i samorządowych.

Rada Fiskalna, wykonując swoje ustawowe zadania, wystąpiła do ministra finansów z prośbą o przekazanie informacji, które pozwoliłyby jej na dokonanie analizy i oceny zasadności i konsekwencji projektowanych zmian w Stabilizującej Regule Wydatkowej, co jest jej ustawowym obowiązkiem (Ustawa o Radzie Fiskalnej, art. 4 ust. 1 pkt. 4, na mocy którego RF ocenia ramy budżetowe, które zgodnie z dyrektywą zawierają m.in. reguły fiskalne). Przewodniczący RF informował publicznie, że minister finansów odmówił dostępu do takich informacji („Nie da się pilnować reguły wydatkowej z zawiązanymi oczami”; platforma X, 13 kwietnia 2026 r.).

RF  przedstawiła stanowisko (15 kwietnia 2026 r.) „ws. klauzuli obronnej w stabilizującej regule wydatkowej i projektu zmian tej reguły”, w którym m.in. „krytycznie ocenia brak precyzyjnej definicji wydatków na cele obronne”.

Na co jeszcze zwraca uwagę RF w swoim stanowisku? „Projektowane rozwiązanie wymaga (…) wnikliwej oceny w zakresie jego wpływu na przejrzystość, wiarygodność i skuteczność SRW (Stabilizującej Reguły Wydatkowej – red.) jako podstawowej „kotwicy fiskalnej” oraz na średniookresową stabilność finansów publicznych. Należy przy tym odnotować, że rozwiązania tego rodzaju były już wcześniej przedmiotem prób odrębnego uregulowania w innych inicjatywach legislacyjnych, krytycznie ocenionych przez Radę Fiskalną w komunikatach z 26 lutego i 26 marca 2026 r. Tym razem zostały one włączone do projektu ustawy już po zakończeniu etapu uzgodnień resortowych i bez wymaganej przepisami oceny skutków regulacji”.

Stanowisko RF doczekało się szybkiej odpowiedzi MF która zaczyna się od stwierdzenia, że „Stanowisko Rady Fiskalnej (…) wynika z przyjętych niewłaściwych założeń, które prowadzą do niewłaściwej interpretacji sposobu funkcjonowania zarówno krajowych reguł, jak i unijnych zasad nadzoru budżetowego (reguł UE)”.

Trudno bez danych rozstrzygać merytoryczne racje obu stron – Rady Fiskalnej i ministra finansów – dotyczące zasadności i konsekwencji dla finansów publicznych wprowadzanej przez rząd modyfikacji w stosowaniu tzw. klauzuli obronnej w Stabilizującej Regule Wydatkowej. Na pewno jednak należy zwrócić uwagę na to, że każdy projekt ustawy przedstawiany Sejmowi:

1) musi zawierać Ocenę Skutków Regulacji (OSR) dotyczącą wszystkich proponowanych w tej ustawie (lub jej nowelizacji) rozwiązań,

2) tworzyć warunki do analizy i oceny proponowanych rozwiązań przez podmioty zainteresowane projektowanymi zmianami, w tym przede wszystkim przez podmioty do tego ustawowo uprawnione. A takim podmiotem w przypadku nowelizacji ustawy o finansach publicznych jest Rada Fiskalna.

Nieudostępnienie przez MF informacji, o które Rada wystąpiła, a które miały pozwolić na analizę i ocenę skutków projektowanych zmian dot. klauzuli obronnej w SRW jest działaniem, które nie powinno mieć miejsca. MF powinno działać tak, aby zapewniać przejrzystość i długookresową spójność mechanizmów finansowania wydatków, w tym szczególnie wydatków obronnych. W tym przypadku MF takich warunków nie stworzyło.

A jest się czym martwić. Ostatnie dane przedstawione przez GUS (https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rachunki-narodowe/statystyka-sektora-instytucji-rzadowych-i-samorzadowych/deficyt-i-dlug-sektora-instytucji-rzadowych-i-samorzadowych-w-latach-2022-2025,1,42.html) dotyczące deficytu i długu publicznego instytucji rządowych i samorządowych w latach 2022-2025 pokazują, gdzie jesteśmy. Deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł w 2022 r. 3,4 proc. PKB, a w 2025 r. – 7,3 proc. PKB. Natomiast dług publiczny sektora instytucji rządowych i samorządowych wyniósł w 2022 r. 48,8 proc. PKB, a w 2025 r. już 59,7 proc. PKB.

Należy tu przypomnieć art. 74 ust. 1 ustawy z dn. 27 sierpnia 2009 r. o finansach publicznych (z późniejszymi zmianami), który mówi: „Minister finansów sprawuje kontrolę nad sektorem finansów publicznych w zakresie przestrzegania zasady stanowiącej, że państwowy dług publiczny nie może przekroczyć 60 proc. wartości rocznego produktu krajowego brutto”.

Od 2020 r. kolejni ministrowie finansów zaczęli realizować ten obowiązek w dość specyficzny sposób – wyprowadzając część wydatków publicznych do funduszy pozabudżetowych ulokowanych głównie w BGK i PFR.

Brak przejrzystości i spełnienia podstawowych obowiązków (brak OSR) przez MF w pracach nad nowelizacją ustawy o finansach publicznych w części dotyczącej zmian w klauzuli obronnej w Stabilizującej Regule Wydatkowej i ograniczenie Radzie Fiskalnej dostępu do informacji każe przypuszczać, że „wydatki obronne” mogą stać się kolejnym specyficznym sposobem na sprawowanie kontroli nad sektorem finansów publicznych w zakresie przestrzegania zasady stanowiącej, że państwowy dług publiczny nie może przekroczyć 60 proc. rocznego PKB.

Dlatego należy apelować do ministra finansów i do rządu, aby wszystkie działania w obszarze finansów publicznych, w tym te dotyczące SRW były przejrzyste i wiarygodne, a współpraca z Radą Fiskalną odbywała się na partnerskich warunkach, z poszanowaniem prawa Rady do informacji, które pozwolą jej wypełniać ustawowe zadania.

Autor: Dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek – jest członkinią Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

AI przestaje być narzędziem. Staje się strategiczną infrastrukturą organizacji

Sztuczna inteligencja coraz częściej zaczyna być postrzegana jako element infrastruktury strategicznej organizacji, a nie pojedyncze narzędzie wspierające produktywność. Wraz z nieustannym wzrostem znaczenia modeli AI rośnie również znaczenie kontroli nad danymi, środowiskami obliczeniowymi oraz łańcuchem dostaw technologii. W tym kontekście coraz częściej mówi się o suwerennej AI – podejściu zakładającym, że organizacje i państwa chcą zachować realną kontrolę nad sposobem trenowania modeli, przetwarzania danych oraz lokalizacją obciążeń obliczeniowych.

Zmiana ta wynika nie tylko z regulacji, ale również z faktu, że AI wykorzystuje dane i zasoby obliczeniowe pochodzące z wielu środowisk jednocześnie – podkreśla Mariusz Sawczuk, Senior Solution Engineer, F5. – Firmy wdrażające AI muszą wiedzieć, gdzie przechowywane są dane oraz kto ma do nich dostęp. W miarę jak modele AI stają się elementem procesów decyzyjnych, kontrola nad ich działaniem zaczyna być postrzegana jako element odporności operacyjnej i bezpieczeństwa biznesowego.

W praktyce oznacza to przesunięcie z myślenia o AI jako o warstwie aplikacyjnej w kierunku traktowania jej jako elementu architektury organizacji. Suwerenność danych i modeli przestaje być więc wyłącznie zagadnieniem compliance, a zaczyna pełnić rolę fundamentu strategii technologicznej.

Suwerenność jako fundament strategii technologicznej

Rosnące znaczenie suwerenności danych znajduje odzwierciedlenie również w decyzjach inwestycyjnych organizacji. Według Gartnera globalne wydatki na sovereign cloud IaaS osiągną w 2026 roku wartość około 80 mld USD, rosnąc o ponad 35% rok do roku[1], co wskazuje na wyraźne przyspieszenie inwestycji w infrastrukturę zapewniającą większą kontrolę nad danymi i technologią.

Modele AI coraz częściej operują na danych o strategicznym znaczeniu dla organizacji – od własności intelektualnej po dane operacyjne i finansowe – co powoduje, że decyzje dotyczące miejsca przetwarzania danych oraz kontroli nad infrastrukturą przestają być wyłącznie decyzjami technologicznymi, a coraz częściej zaczynają mieć wymiar biznesowy – dodaje Sawczuk.

Wraz z rosnącą rolą AI w procesach decyzyjnych kluczowe staje się zapewnienie widoczności oraz możliwości zarządzania środowiskiem, w którym modele są trenowane, wdrażane i wykorzystywane operacyjnie. W rozproszonych środowiskach AI rośnie znaczenie spójnego zarządzania dostępem do danych i infrastruktury.

Gartner prognozuje, że do 2027 roku aż 90% organizacji będzie korzystać z podejścia hybrid cloud[2], co oznacza, że modele AI będą funkcjonować w środowiskach obejmujących wielu dostawców infrastruktury oraz różne lokalizacje przetwarzania danych. W takich warunkach zdolność do zarządzania środowiskiem technologicznym staje się jednym z elementów zapewnienia ciągłości działania i ograniczania ryzyka operacyjnego.

Suwerenność technologiczna w kontekście ryzyka geopolitycznego

Znaczenie suwerennej AI rośnie również w kontekście odporności operacyjnej i ryzyka geopolitycznego. Organizacje coraz częściej analizują, w jakim stopniu są zależne od konkretnych dostawców technologii oraz gdzie przetwarzane są dane wykorzystywane przez modele AI.

Analitycy wskazują, że napięcia geopolityczne oraz regulacje dotyczące transferu danych wpływają na decyzje dotyczące lokalizacji infrastruktury cyfrowej. Prognozy sugerują, że do 2027 roku nawet 35% państw będzie wykorzystywać regionalne platformy AI oparte na lokalnych danych i infrastrukturze[3], co pokazuje rosnące znaczenie kontroli nad technologią jako elementu strategii zarządzania ryzykiem.

Suwerenność AI nie oznacza rezygnacji z innowacji ani izolacji technologicznej – podsumowuje Sawczuk. – Oznacza możliwość świadomego wyboru, gdzie i w jaki sposób przetwarzane są dane oraz jak zarządzane są modele AI. W środowisku, w którym AI staje się elementem infrastruktury biznesowej, zdolność do zachowania kontroli nad technologią staje się jednym z kluczowych elementów strategii organizacji.

[1] https://www.gartner.com/en/newsroom/press-releases/2026-02-09-gartner-says-worldwide-sovereign-cloud-iaas-spending-will-total-us-dollars-80-billion-in-2026

[2] https://www.gartner.com/en/newsroom/press-releases/2024-11-19-gartner-forecasts-worldwide-public-cloud-end-user-spending-to-total-723-billion-dollars-in-2025

[3] https://www.gartner.com/en/newsroom/press-releases/2026-01-29-gartner-predicts-35-percent-of-countries-will-be-locked-into-region-specific-ai-platforms-by-2027

Creotech Quantum przechodzi z etapu organizacyjnego do fazy operacyjnej

Creotech Quantum, notowana na GPW polska spółka zajmująca się rozwojem i komercjalizacją technologii kwantowych, w 2025 roku koncentrowała się na budowie fundamentów organizacyjnych, prawnych i operacyjnych pod przyszłą działalność jako niezależny podmiot. Kluczowym elementem tych działań był trwający proces wydzielenia segmentu technologii kwantowych z Creotech Instruments S.A. Główna faza tego procesu zakończyła się w 1 kwietnia 2026 roku, a jego zwieńczeniem był debiut spółki na rynku głównym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie 17 kwietnia 2026 r.

Rok 2025 był dla nas okresem intensywnych prac przygotowawczych, w trakcie których równolegle porządkowaliśmy kwestie korporacyjne, budowaliśmy docelową strukturę organizacyjną oraz przygotowywaliśmy spółkę do funkcjonowania jako niezależny podmiot publiczny. Kluczowe było dla nas przeprowadzenie procesu wydzielenia w sposób zapewniający pełną ciągłość biznesową – obejmującą transfer kompetencji, zespołu, projektów oraz praw własności intelektualnej. Równolegle rozwijaliśmy technologie i prowadziliśmy projekty badawczo-rozwojowe w ramach działalności wydzielanej, tak aby w momencie zakończenia procesu dysponować nie tylko uporządkowaną strukturą korporacyjną, ale również gotowym pipeline’em produktowym. Dzięki temu, wchodząc w 2026 rok, byliśmy przygotowani do przejścia z etapu organizacyjnego do fazy operacyjnej i rozpoczęcia komercjalizacji naszych rozwiązań, w szczególności w obszarze kwantowej dystrybucji klucza – komentuje dr Anna Kamińska, Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

Creotech Quantum S.A. została formalnie utworzona w czerwcu 2025 roku jako spółka celowa, powołana do przejęcia od Creotech Instruments działalności w obszarze technologii kwantowych. W sierpniu 2025 roku przyjęto Plan Podziału, po czym rozpoczęły się intensywne prace przygotowawcze – zarówno organizacyjne, jak i formalno-prawne, w tym proces zatwierdzenia prospektu przez Komisję Nadzoru Finansowego. Na dzień bilansowy 2025 roku proces podziału pozostawał w toku.

Zatwierdzenie prospektu związanego z emisją Akcji Podziałowych nastąpiło po okresie bilansowym, tj. 18 lutego 2026 roku. Natomiast 1 kwietnia 2026 roku formalnie zakończono główną fazę procesu wydzielenia segmentu technologii kwantowych do spółki Creotech Quantum S.A., która zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie 17 kwietnia 2026 roku. Był to jednocześnie pierwszy w Europie debiut spółki publicznej skoncentrowanej na rozwoju i komercjalizacji technologii kwantowych.

Debiut ten stanowił istotny kamień milowy nie tylko dla samej spółki, ale również dla krajowego
i europejskiego ekosystemu nowych technologii. Potwierdził gotowość Creotech Quantum do prowadzenia działalności jako niezależny podmiot publiczny, a jednocześnie odzwierciedlił rosnącą dojrzałość technologii kwantowych, które wchodzą w etap komercyjnych wdrożeń. Wydarzenie to wpisuje się w szerszy trend budowy pozycji Europy – w tym Polski – w obszarze przełomowych technologii.

W kontekście zakończonego procesu wydzielenia istotne pozostają również kwestie związane ze strukturą akcjonariatu spółki oraz docelowym uporządkowaniem relacji właścicielskich.

– Co istotne dla zrozumienia naszej kapitalizacji – aktualnie kontynuujemy działania korporacyjne, które są nakierowane na doprowadzenie do powstania ostatecznej struktury akcjonariatu. Obecnie w naszym akcjonariacie Creotech Instruments posiada 1.500.000 akcji stanowiących 34,45% w kapitale i głosach, jednakże stan ten ma charakter tymczasowy i służy jedynie sprawnemu przeprowadzeniu podziału. Obecnie trwa procedura umorzenia akcji serii A, zgodnie z postanowieniami umowy umorzeniowej. W konsekwencji Creotech Instruments nie będzie posiadać akcji spółki, i szacuję, że wskazywane obecnie 1.500.000 akcji podziałowych przypisanych obecnie do Creotech Instruments zostanie umorzone w II połowie 2026 r. – dodaje dr Anna Kamińska, Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

W 2025 roku Creotech Quantum nie prowadził jeszcze działalności operacyjnej w obszarze technologii kwantowych – była ona nadal realizowana w strukturach Creotech Instruments S.A., w ramach wydzielanego segmentu.

Do głównych osiągnięć działalności wydzielanej w 2025 roku należy zaliczyć istotny postęp w kierunku komercjalizacji rozwiązań oraz ograniczenie ryzyk technologicznych w kluczowych obszarach działalności.

W segmencie kwantowej dystrybucji klucza (QKD) opracowano, wytworzono i zademonstrowano w warunkach operacyjnych – w miejskiej sieci pilotażowej w Wiedniu – pierwsze prototypy systemów dla infrastruktury naziemnej w ramach projektu eCAUSIS. Osiągnięcie to stanowi bezpośrednią podstawę do wprowadzenia produktu na rynek w 2026 roku.

Równolegle realizowane projekty dla Europejskiej Agencji Kosmicznej (QKD HRDP oraz LAND) przyniosły znaczący postęp w rozwoju technologii detekcji pojedynczych fotonów dla naziemnych stacji QKD. Kompetencje te wzmacniają potencjał spółki w zakresie rozwoju nowych produktów oraz stanowią istotny krok w kierunku wejścia na rynek rozwiązań dla kwantowej komunikacji satelitarnej.

Istotnym wydarzeniem było również zawarcie umowy na realizację projektu PIONIER-Q-SAT, w konsorcjum pod przewodnictwem NASK, obejmującego budowę transgranicznego łącza QKD z wykorzystaniem mobilnej optycznej stacji naziemnej. Projekt ten umożliwia demonstrację kluczowych komponentów rozwijanych przez spółkę oraz rozwój kompetencji integracyjnych w obszarze systemów QKD, w tym rozwiązań dla komunikacji satelitarnej.

Spółka rozwijała również technologie komplementarne o wysokim potencjale rynkowym. W obszarze ultraprecyzyjnej synchronizacji czasu pozyskano projekt realizowany na zlecenie Europejska Agencja Kosmiczna, dotyczący zastosowania technologii White Rabbit w infrastrukturze prywatnych sieci 5G mmWave.

Z kolei w segmencie zaawansowanych systemów obrazowania podpisano umowę z Europejskiej Agencji Kosmicznej na realizację projektu „Telescope Array Functional Prototype”, umożliwiającego demonstrację kamery astronomicznej spółki w zastosowaniach związanych z wykrywaniem zagrożeń w przestrzeni kosmicznej oraz monitorowaniem sytuacji na orbicie okołoziemskiej.

Zrealizowane w 2025 roku działania potwierdzają skuteczność przyjętej strategii, opartej na rozwoju własności intelektualnej, demonstracji technologii w warunkach operacyjnych oraz stopniowym przechodzeniu do etapu komercjalizacji. Szczególnie istotny pozostaje obszar QKD, w którym spółka identyfikuje największy potencjał skalowania działalności.

Efekty prac prowadzonych w 2025 roku stanowią bezpośrednią podstawę do realizacji celów na 2026 rok, obejmujących wdrożenie do sprzedaży systemów QKD dla infrastruktury naziemnej, realizację projektów pilotażowych z pierwszymi klientami oraz dalszą rozbudowę portfolio produktowego.

Długoterminowym celem Creotech Quantum S.A. jest zajęcie jednej z wiodących pozycji na europejskim rynku technologii kwantowych oraz aktywny udział w procesie ich komercjalizacji na szeroką skalę.

Bartosz Grześkowiak ma przyspieszyć rozwój Grupy ISON na rynkach zagranicznych

Bartosz Grześkowiak obejmie stanowisko Chief Executive Officera Grupy ISON. Decyzja ta stanowi kolejny krok w rozwoju organizacji i ma na celu wzmocnienie jej pozycji w segmencie dystrybucji ubezpieczeń majątkowych oraz przyspieszenie ekspansji międzynarodowej. Bartosz Grześkowiak zastąpi Romana Czarnowskiego, wieloletniego CEO Grupy ISON (wcześniej Punkta, wcześniej BIK Brokers), który kierował firmą przez ponad 25 lat.

Bartosz Grześkowiak jest menedżerem z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży ubezpieczeniowej, od początku kariery związanym z segmentem ubezpieczeń korporacyjnych. Przed dołączeniem do Grupy ISON, od kwietnia 2024 r., pełnił funkcję członka zarządu PZU S.A., gdzie brał udział w przygotowaniu i wdrożeniu strategii Grupy PZU na lata 2025–2027 oraz odpowiadał za uruchomienie kluczowego dla rozwoju spółki projektu ekspansji zagranicznej. Równolegle był zaangażowany w prace organów nadzorczych – jako przewodniczący rady nadzorczej TUW PZUW, wiceprzewodniczący rady nadzorczej Banku Pekao S.A. oraz wiceprzewodniczący Komisji Rewizyjnej Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Wcześniej, od 2018 r., był związany z Grupą MAK jako wiceprezes spółek MAK Ubezpieczenia oraz STBU Brokerzy Ubezpieczeniowi. Od 2011 r. pełnił funkcję dyrektora zarządzającego w TUiR WARTA S.A., odpowiadając za kierowanie Departamentem Ubezpieczeń Korporacyjnych oraz współtworzenie i realizację strategii firmy. W latach 2005–2011 był związany z UNIQA Towarzystwo Ubezpieczeń S.A., gdzie pełnił funkcje menedżerskie, a następnie objął stanowisko dyrektora Departamentu Sprzedaży w kanale brokerskim.

„Grupa ISON wchodzi w kolejny etap rozwoju, odpowiadając na rosnące potrzeby rynku ubezpieczeń i wykorzystując potencjał wyspecjalizowanych organizacji, które łączą ekspercką wiedzę, skalę oraz nowoczesne podejście do dystrybucji. Spółka ma solidne fundamenty, aby wykorzystać ten potencjał i konsekwentnie wzmacniać swoją pozycję w kluczowych segmentach rynku. Serdecznie dziękujemy Romanowi za dotychczasową owocną współpracę, ale również za ponad 25 lat zaangażowania w budowanie wzrostu i wartości Grupy ISON oraz stworzenie podstaw pod dalsze skalowanie działalności organizacji. Wierzymy, że doświadczenie Bartka w opracowywaniu i wdrażaniu strategii oraz prowadzeniu złożonych projektów rozwojowych w sektorze ubezpieczeniowym będzie odpowiednim wsparciem w realizacji tych ambicji” – wskazał Krzysztof Kulig, Senior Partner w Innova Capital.

Objęcie stanowiska CEO przez Bartosza Grześkowiaka wpisuje się w naturalny proces sukcesji w Grupie ISON. Jego głównym celem będzie dalszy rozwój działalności w obszarze ubezpieczeń non-motor oraz budowanie silnej pozycji grupy na rynkach międzynarodowych.

Bartosz Grześkowiak obejmie nowe stanowisko w Grupie ISON po wygaśnięciu wszystkich formalnych zobowiązań wobec Grupy PZU.

Managerowie tracą energię, a wraz z nimi zaangażowanie zespołów

Jeszcze do niedawna rozmowy na temat zaangażowania pracowników koncentrowały się głównie na tym, co organizacje mogą zrobić, aby je zwiększyć. Kolejne firmy wprowadzały programy rozwojowe, inwestowały w benefity, inicjatywy wellbeingowe i testowały nowe narzędzia oraz procesy. Tymczasem z raportu State of the Global Workplace 2026 wynika, że zaangażowanie pracowników, zamiast rosnąć, spada. W 2025 roku wyniosło ono jedynie 20%, czyli o 3 punkty procentowe mniej niż w 2022 i 2023 roku[1]. Gdzie leży przyczyna tego stanu rzeczy i jak naprawdę wpłynąć na motywację zespołów?

Badania pokazują, że problem ze spadkiem zaangażowania pracowników ma swoje źródło już na poziomie kadry zarządzającej. Od 2022 do 2025 roku zaangażowanie managerów zmniejszyło się aż o 9 punktów procentowych, a tylko między 2024 a 2025 rokiem spadło z 27% do 22%[2]. To sygnał, że osoby odpowiedzialne za inspirowanie i budowanie motywacji w zespołach coraz częściej same funkcjonują na granicy wypalenia.

Nie zapalisz innych, jeśli sam nie płoniesz

W codziennym życiu firmy to lider podejmuje decyzje, nadaje tempo pracy, ale także tworzy kulturę organizacyjną. On wybiera sposób, w jaki rozmawia z pracownikami – to, czy się uśmiecha, czy nie; czy prowadzi dialog, czy bezduszny wywiad na temat obowiązków; czy mówi „dziękuję”. Właśnie te drobne elementy budują prawdziwe zaangażowanie. Problem pojawia się wtedy, gdy manager przestaje mieć na nie przestrzeń.

– Jeśli lider funkcjonuje w ciągłym pośpiechu, przeciążeniu i pod presją, bardzo szybko przechodzi na tryb zadaniowy. Przestaje być obecny, zaczyna zarządzać „na autopilocie”. W takiej sytuacji zaangażowanie w zespole nie znika nagle. Ono po prostu powoli wygasa – mówi Aga Olszewska, mentorka liderów i właścicielka LeadAsU.

Spadek zaangażowania managerów działa jak efekt domina. Zmęczony lider nie inspiruje do działania, nie buduje relacji i nie daje przestrzeni na indywidualność pracowników. Z czasem zespół zaczyna działać w ten sam sposób.

Dlaczego zaangażowanie managerów spada najszybciej?

Powodów tego zjawiska jest kilka i większość z nich ma charakter systemowy. Przede wszystkim współcześni liderzy są przeciążeni. Muszą być jednocześnie strategami, operacyjnymi wykonawcami, coachami, mediatorami i wsparciem dla zespołu. Często działają między przysłowiowym młotem a kowadłem – próbują spełniać zarówno wymagania przełożonych, jak i zespołu. Niestety, bywa, że oczekiwania te są ze sobą sprzeczne.

Istotny jest również brak przestrzeni na myślenie. Kalendarze managerów wypełnione są spotkaniami, a ich notesy listami celów do spełnienia. W takiej rzeczywistości czas na refleksję – kluczowy dla podejmowania mądrych, świadomych decyzji – praktycznie nie istnieje. Liderom towarzyszy też presja ciągłego przyspieszania. W wielu organizacjach wciąż częściej pada pytanie: co jeszcze możemy zrobić szybciej i lepiej, niż: co powinniśmy przestać robić?

Firmy dowożą wyniki, ale tracą fundament

Organizacje często nie dostrzegają problemu z zaangażowaniem, dopóki wyniki się zgadzają, a pracownicy realizują kolejne projekty i osiągają cele.

– Zaangażowanie nie znika z dnia na dzień. Najpierw spada ciekawość, potem inicjatywa, a następnie odpowiedzialność. Na końcu zostaje już tylko automatyczne wykonywanie zadań. Wtedy brak zaangażowania zaczyna być widoczny, ponieważ odbija się on na wynikach firmy. Bardzo trudno jest wówczas wrócić do sytuacji wyjściowej, gdy organizacja działała sprawnie – podkreśla Aga Olszewska.

Zaangażowanie można porównać do rośliny. Tak jak ona potrzebuje światła (sensu), powietrza (przestrzeni), wody (uwagi i relacji) oraz odpowiednich warunków (kultury organizacyjnej). Jeśli podlewamy ją za rzadko – usycha. Jeśli za często – gnije. Jeśli stoi w cieniu – przestaje rosnąć. Jeśli wystawimy ją na zbyt duże nasłonecznienie – również jej szkodzimy. Podobnie działa zaangażowanie w zespole – nie rośnie od nadmiaru aktywności, ale od właściwych ich proporcji. A to prowadzi do kluczowego pytania: czy organizacje potrafią dziś dbać o tę równowagę?

Liderze, zacznij od siebie

Spadek zaangażowania managerów nie jest problemem jednostkowym. To sygnał, że system przestał działać w sposób zrównoważony. Na szczęście jest to proces odwracalny.

Warto jednak pamiętać, że praca nad zaangażowaniem zespołów nie zaczyna się od nowych narzędzi czy od innowacyjnych szkoleń, ale od pytania, które powinien zadać sobie każdy manager: w jakim stanie jestem jako lider? Przy tej okazji warto na chwilę się zatrzymać i zastanowić, gdzie znika energia do pracy, co powoduje przeciążenie, jakie metody i procesy dotyczące zarządzania dawno przestały działać. Równie ważny jest powrót do podstaw – do obecności, szczerych rozmów z pracownikami i uważności na ich potrzeby oraz pomysły. Zespół na pewno zauważy tę zmianę i zacznie się bardziej angażować, a dzięki temu organizacja odzyska fundament, który pozwoli jej na osiąganie wyników.

Nauczmy się odpuszczać

Odpowiedzialność dotycząca spadku zaangażowaniu leży także po stronie organizacji.

– Potrzebujemy zmiany systemowej. W świecie, w którym tak dużo mówi się o reskillingu i upskillingu, organizacje powinny zacząć rozwijać w zespołach i wśród managerów jedną niezwykle ważną kompetencję – umiejętność odpuszczania – mówi Aga Olszewska. – Zamiast kolejnych spotkań na temat tego, jak robić więcej, potrzebne są rozmowy o tym, z czego powinniśmy zrezygnować, bez czego możemy nadal sprawnie funkcjonować, co możemy zrobić wolniej, jak możemy pracować mądrzej – tłumaczy ekspertka.

Taka zmiana wymaga jednak odwagi, by zatrzymać się mimo presji wyników, przyznać, że coś nie działa i by przestać robić rzeczy, tylko dlatego, że „zawsze tak robiliśmy”.

[1] State of the Global Workplace 2026, s. 5.

[2] Tamże, s. 7.

Taylor Swift zastrzega głos i wizerunek jako znaki towarowe w walce z AI

Taylor Swift podjęła bezprecedensowe kroki prawne, aby chronić swoją tożsamość przed niewłaściwym wykorzystaniem sztucznej inteligencji. Jej firma, TAS Rights Management, złożyła wnioski o rejestrację głosu oraz konkretnego wizerunku scenicznego jako znaków towarowych. Eksperci mają wątpliwości co do skuteczności takich działań.

Kluczowym elementem nowej strategii Taylor Swift jest próba zastrzeżenia unikalnych próbek jej głosu jako znaków towarowych. Poprzez firmę TAS Rights Management, artystka złożyła wnioski o ochronę nagrań, na których wypowiada proste powitania, takie jak „Hey, it’s Taylor Swift”. Jest to bezpośrednia odpowiedź na rozwój technologii generatywnych, które potrafią niemal idealnie odtworzyć barwę głosu i intonację gwiazdy. W przeciwieństwie do prawa autorskiego, które chroni konkretne piosenki, rejestracja głosu jako znaku towarowego ma dać artystce narzędzie do zwalczania treści stworzonych od zera przez AI, które naśladują jej sposób bycia, ale nie kopiują bezpośrednio żadnego utworu.

Wizerunek z trasy koncertowej pod prawnym nadzorem

Równolegle z ochroną dźwiękową, Swift dąży do zastrzeżenia swojego ikonicznego wizerunku wizualnego z rekordowej trasy „Eras Tour”. Wniosek precyzyjnie opisuje postać artystki w specyficznym stroju: opalizującym body, srebrnych butach i z różową gitarą w ręku. Tak szczegółowy opis ma na celu stworzenie prawnej zapory przeciwko twórcom deepfake’ów oraz generowanych przez komputer grafik, które wykorzystują jej „sceniczną personę” do celów komercyjnych lub dezinformacyjnych. To nowatorskie podejście ma udowodnić, że wygląd artysty w określonym kontekście artystycznym może być traktowany jako unikalny znak rozpoznawczy marki, a nie tylko element domeny publicznej.

– Złożenie wniosku o rejestrację znaku towarowego nie powstrzyma powstania deepfake’u. Daje ono jedynie podstawy do wytoczenia powództwa już po dokonaniu szkody, a w erze AI szkody rozprzestrzeniają się szybciej niż jakikolwiek proces sądowy. Widzieliśmy to podczas ostatnich wyborów w USA: wygenerowany przez sztuczną inteligencję obraz Taylor Swift fałszywie sugerował, że poparła ona danego kandydata, docierając do milionów ludzi, zanim udało się temu skutecznie przeciwdziałać. – uważa Aaron Rose, jeden z ekspertów biura CTO firmy Check Point Software Technologies.

Decyzja o tak drastycznych krokach prawnych nie zapadła w próżni – jest ona pokłosiem serii incydentów, które dotknęły artystkę w ostatnim czasie. Taylor Swift stała się ofiarą masowego rozpowszechniania pornograficznych deepfake’ów, a także prób wykorzystania jej wizerunku do manipulacji politycznych, gdzie sztucznie wygenerowane nagrania sugerowały jej poparcie dla konkretnych kandydatów. Dzięki statusowi znaków towarowych, prawnicy Swift będą mogli łatwiej usuwać szkodliwe treści z platform społecznościowych, argumentując, że wprowadzają one konsumentów w błąd co do pochodzenia i autentyczności przekazu, co jest znacznie szybszą drogą niż tradycyjne procesy o zniesławienie.

– Prawdziwa ochrona nie może opierać się wyłącznie na narzędziach prawnych. Musi być wielowarstwowa: obejmować detekcję na poziomie platform, standardy pochodzenia treści – aby autentyczne media mogły być weryfikowane u źródła – oraz edukację użytkowników, by ludzie wiedzieli, że należy kwestionować to, co widzą i słyszą. W obliczu kolejnego cyklu wyborczego stawka wykracza daleko poza ochronę marki celebrytów. Chodzi o zaufanie publiczne do tego, co jest prawdą – dodaje ekspert Check Pointa.

Medinice rozwija technologię krioablacji serca. CoolCryo kończy etap kliniczny

Medinice S.A., notowana na GPW spółka z sektora medtech, poinformowała o zakończeniu badania klinicznego technologii CoolCryo – innowacyjnego rozwiązania rozwijanego z myślą o zastosowaniu w procedurach kardiochirurgicznych. Wszyscy uczestnicy w badaniu zakończyli zaplanowany sześciomiesięczny okres obserwacji i pozostają w dobrym stanie zdrowia. Badanie miało na celu ocenę profilu bezpieczeństwa oraz skuteczności działania technologii CoolCryo w warunkach klinicznych u pacjentów poddanych procedurze krioablacji. Dotychczasowe wyniki stanowią istotną podstawę do dalszych etapów rozwoju projektu, obejmujących działania regulacyjne, komercjalizacyjne oraz rozmowy z potencjalnymi partnerami. Zebrane dane kliniczne będą stanowić kluczowy element dokumentacji przygotowywanej na potrzeby oceny zgodności zgodnie z wymaganiami rozporządzenia MDR oraz procesu uzyskania oznakowania CE na rynku europejskim. Spółka będzie wykorzystywać wyniki badania także w pracach nad dokumentacją techniczną, oceną kliniczną oraz w komunikacji z jednostką notyfikowaną.

Uzyskane rezultaty są zgodne z oczekiwaniami Spółki i potwierdzają zakładane parametry bezpieczeństwa CoolCryo. Zakończenie fazy klinicznej stanowi istotny kamień milowy w rozwoju projektu oraz potwierdza jego gotowość do kolejnych etapów regulacyjnych i komercjalizacji.

Z dużą satysfakcją informujemy o zakończeniu badania klinicznego CoolCryo oraz sześciomiesięcznej obserwacji pacjentów. Najważniejsze jest dla nas to, że wszyscy uczestnicy czują się dobrze, co potwierdza uzyskany w trakcie badania poziom bezpieczeństwa urządzenia. To istotny etap w rozwoju Medinice SA, której celem jest rozwijanie technologii realnie wspierających lekarzy i poprawiających opiekę nad pacjentami. – powiedział Sanjeev Choudhary, Prezes Zarządu Medinice SA – Uzyskane wyniki stanowią podstawę do dalszych działań regulacyjnych i komercjalizacyjnych. Jak wcześniej informowaliśmy, produkt ten już posiada certyfikat FDA a zakończenie badania klinicznego przybliża nas do uzyskania CE – dodał Sanjeev Choudhary.

Zakończenie badania klinicznego oznacza potwierdzenie kompletności zgromadzonych danych i umożliwia przejście do kolejnego etapu prac nad projektem, obejmującego szczegółową analizę wyników klinicznych, przygotowanie dokumentacji technicznej oraz ocenę kliniczną niezbędną do procesu certyfikacji MDR, która jest jedną z dwóch ścieżek regulacyjnych. W lutym 2026 roku Spółka uzyskała zgodę amerykańskiej Agencji Żywności i Leków (FDA) w procedurze 510(k), co umożliwia wprowadzenie wyrobu na rynek USA.

Równolegle, z początkiem 2026 roku, spółka podpisała list intencyjny (LOI) z globalnym partnerem branżowym, którego obowiązywanie zostało przedłużone do czerwca 2026 roku. Projekt CoolCryo jest obecnie przedmiotem dwóch równolegle prowadzonych procesów due diligence, co potwierdza rosnące zainteresowanie potencjalnych partnerów strategicznych. Docelowo rozważana jest sprzedaż projektu obejmująca prawa do technologii oraz globalne zabezpieczenie patentowe, w tym na rynkach USA i Europy.

Zdaniem Zarządu zakończenie badania klinicznego stanowi istotny sygnał dla inwestorów i partnerów biznesowych – ogranicza ryzyko rozwojowe projektu, wzmacnia jego bazę kliniczną i zwiększa jego atrakcyjność komercyjną.

Projekt CoolCryo to innowacyjna technologia krioablacyjna przeznaczona do leczenia m.in. migotania przedsionków poprzez kardiochirurgiczną krioablację serca. System został opracowany przez zespół naukowy Medinice pod kierownictwem prof. Piotra Suwalskiego. Wykorzystanie ciekłego azotu jako czynnika chłodzącego umożliwia osiąganie niższych temperatur w porównaniu do dostępnych obecnie rozwiązań, co może przekładać się na skrócenie czasu zabiegu oraz zwiększenie jego skuteczności i precyzji.

CoolCryo jest jednym z kluczowych projektów rozwijanych przez Medinice S.A. Kolejnym jest PacePress, który pozytywnie zakończył badania kliniczne w III kwartale 2025 roku, co dodatkowo potwierdza zdolność Spółki do skutecznego rozwijania i walidowania innowacyjnych technologii medycznych.

Grupa Tarczyński zwiększyła przychody do 2,24 mld zł i poprawiła EBITDA w 2025 roku

Grupa Tarczyński wypracowała w 2025 roku 2,243 mld zł przychodów ze sprzedaży, o blisko 8,5 proc. więcej niż w 2024 r. Wynik EBITDA ukształtował się na poziomie 279,2 mln zł wobec 255,2 mln zł rok wcześniej. Skonsolidowany zysk netto wyniósł 124,9 mln zł i był o 4,23 proc. wyższy niż przed rokiem. Sprzedaż eksportowa w raportowanym okresie wyniosła 728,3 mln zł, co stanowi ponad 17-proc. wzrost r/r.

Rośniemy, realizując cele strategii, zgodnie z którą koncentrujemy się na naszym podstawowym obszarze biznesowym, czyli produkcji wędlin i przekąsek białkowych premium. Naszą ambicją pozostaje systematyczne zwiększanie udziału sprzedaży eksportowej, która w 2025 roku stanowiła 32,46% sprzedaży ogółem. Wieloletnia obecność na zagranicznych rynkach pozwoliła nam zoptymalizować model działalności, gdzie z jednej strony dywersyfikujemy kanały sprzedaży, z drugiej aktywnie poszukujemy nowych źródeł wzrostu skali. Wypracowane w ubiegłym roku przychody to również efekt zwiększonej obecności na polskim rynku, w tym konsekwentnej współpracy z popularnymi wśród konsumentów sieciami handlowymi, jak Biedronka czy Lidl mówi Jacek Tarczyński, Prezes Zarządu Tarczyński.

W wolumenie sprzedaży Grupy dominuje kabanos z 49,0% udziału w sprzedaży w 2025 roku (podobnie jak w roku 2024 r.) oraz parówka, która w minionym roku odpowiadała za 30,9% sprzedaży, co oznacza wzrost o 3 p.p. udziału w sprzedaży r/r. Kategoria przekąsek mięsnych to jeden z najszybciej rosnących segmentów rynku mięsnego, dlatego Grupa kontynuuje rozwój w tym zakresie stopniowo, rozszerzając linię oferowanych produktów w 2025 roku, między innymi o kiełbaski bezosłonkowe i salami Snack.

Wybrane dane finansowe 2025 2024 Zmiana
2025 vs 2024
Przychody ze sprzedaży (tys. zł) 2 243 190 2 067 614 8,49%
Sprzedaż eksportowa (tys. zł) 728 250 621 650 17,15%
Udział eksportu 32,46% 30,07% 2,39 p.p.
EBITDA (tys. zł) 279 192 255 232 9,39%
Marża EBITDA 12,45% 12,34% 0,1 p.p.
Zysk netto (tys. zł) 124 870 119 798 4,23%

 

Inwestycje w środki trwałe w 2025 roku wyniosły 365 mln zł. Kluczowym projektem w trakcie realizacji jest rozbudowa mocy wytwórczych parówki w Ujeźdźcu Małym, obejmująca budowę nowego zakładu produkcji parówek „C2” wraz z w pełni zintegrowanym i zautomatyzowanym ciągiem technologicznym – od przygotowania farszów, przez nadziewanie i obróbkę termiczną, aż po pakowanie i magazynowanie wyrobów gotowych.

Inwestujemy w rozwój, by utrzymywać zdolność do aktywnego reagowania na zmieniające się oczekiwania i preferencje konsumentów. Jeden z wektorów tej zmiany wyraźnie przesuwa się w stronę walorów odżywczych i prozdrowotnych. Intensywnie pracujemy nad rozwojem, a wzrost mocy produkcyjnych uzupełniamy inwestycjami proefektywnościowymi i ciągłym doskonaleniem procesów technologicznych – mówi Dawid Tarczyński, Członek Zarządu i Dyrektor ds. Rozwoju Tarczyński.

Scanway z rekordowymi przychodami w 2025 roku i ponad trzykrotnie wyższym backlogiem

Scanway opublikował wyniki finansowe za 2025 rok, w którym osiągnął najwyższe dotąd przychody ze sprzedaży na poziomie 21,4 mln zł, co stanowi wzrost o 80% w ujęciu rok do roku. Wysokim przychodom towarzyszyła dodatnia rentowność EBITDA – blisko 1,0 mln zł oraz dodatnie przepływy pieniężne z działalności operacyjnej – ponad 3,4 mln zł. Backlog (portfel zamówień) na koniec kwietnia 2026 roku wzrósł ponad trzykrotnie do 53,5 mln zł. Na kształtowanie jego poziomu w kolejnych okresach wpływ może mieć m.in. zawarcie umowy wykonawczej z nowym klientem z USA, o którym Spółka informowała w styczniu br., a także z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA), która zabezpieczyła środki na kolejny instrument optyczny do misji księżycowej z Intuitive Machines.

  • W 2025 roku Scanway wygenerował 21,4 mln zł przychodów ze sprzedaży (+80% r/r), 1,0 mln zł EBITDA (+1,6 mln zł r/r) i -0,7 mln zł straty netto (+1,9 mln zł r/r)
  • Backlog na 30 kwietnia 2026 roku wzrósł o 213% względem 30 grudnia 2024 roku do poziomu 53,5 mln zł
  • Środki pieniężne na koniec grudnia wyniosły 25,5 mln zł – dotychczas najwyższy – na co istotny wpływ miało pozyskanie w dwóch rundach finansowych łącznie 26,9 mln zł brutto, w tym 15,3 mln zł od TFI PZU, które objęło ponad 5% udziałów w Scanway.

Rok 2025 potwierdził, że Scanway konsekwentnie przechodzi do coraz większej skali działalności i skutecznie buduje wartość dla akcjonariuszy. Zwiększyliśmy przychody o 80% r/r do ponad 21 mln zł, a backlog ponad trzykrotnie do ponad 53 mln zł. Obecnie pracujemy nad tym, aby podpisane przez nas umowy ramowe i otrzymane zamówienia skonwertowały się na twardy backlog. Nasze całoroczne wyniki odzwierciedlają  rosnącą liczbę i skalę projektów oraz zaufanie, jakim darzą nas międzynarodowi klienci. Wyraźnie wzmocniliśmy naszą pozycję na globalnym rynku kosmicznym, a także na rynku kapitałowym, kończąc etap przenosin na Główny Rynek GPW udanym debiutem w marcu br. oraz wyraźnym wzrostem płynności i kapitalizacji – komentuje Jędrzej Kowalewski, CEO Scanway S.A.

Kolejnym krokiem jest stopniowa realizacja naszych założeń ze Strategii na lata 2026–2028 i przejście do roli seryjnego dostawcy instrumentów optycznych dla globalnego rynku New Space. Oznacza to konieczność poniesienia dodatkowych nakładów inwestycyjnych, dzięki którym zbudujemy odpowiednie zdolności produkcyjne, by jak najwięcej naszego backlogu konwertować na przychody. Nagrodą będzie możliwość obsługi większej liczby powtarzalnych projektów konstelacyjnych, podobnych do pozyskanego w 2025 roku rekordowego kontraktu o wartości 9,0 mln euro od klienta z Azji i dalsze zwiększanie udziałów Scanway w globalnym rynku kosmicznym dodaje Jędrzej Kowalewski.

W 2025 roku Scanway wygenerował 21,4 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 80% r/r. Za 91% wygenerowanych przychodów odpowiadała działalność kosmiczna, a za 9% projekty dla przemysłu. EBITDA wyniosła blisko 1,0 mln zł w stosunku do -0,6 mln zł w ubiegłym roku, a strata netto sięgnęła -0,7 mln zł w porównaniu do -2,6 mln zł straty rok temu[1]. Przepływy pieniężne z działalności operacyjnej wyniosły 3,4 mln zł względem -1,4 mln zł w 2024 roku. Stan środków pieniężnych uległ znaczącemu zwiększeniu do 25,5 mln zł, na co wpływ miał zarówno wzrost biznesu, jak i dwie oferty publiczne, w wyniku których Spółka pozyskała 26,9 mln zł brutto.

Miniony rok wiązał się z pozyskaniem długofalowych i strategicznych projektów, w tym m.in. kontraktu od klienta z Azji na dostawę serii wysokorozdzielczych teleskopów o wartości 9,0 mln euro, a także umowy wykonawczej w projekcie CAMILA – największej cywilnej konstelacji satelitarnej w historii Polski – którego wartość wyniesie co najmniej 3,55 mln euro.

W najbliższych miesiącach Scanway dostarczy model lotny pierwszego w historii Polski komercyjnego instrumentu optycznego do mapowania powierzchni Księżyca do Intuitive Machines w ramach zaplanowanej na drugą połowę 2026 roku misji księżycowej. Dodatkowo, Scanway został wybrany przez ESA do stworzenia europejskiego systemu przetwarzania zdjęć księżycowych – budując w ten sposób unikalne kompetencje w zakresie analityki danych i wykorzystując synergie z segmentem Industry, w którym rozwija system HYDRA.

Projekty konstelacyjne stanowią priorytet rozwoju Scanway. W 2025 roku potwierdziły to m.in. kontrakt z partnerem z Azji o wartości 9,0 mln euro oraz nasz udział w projekcie CAMILA o wartości co najmniej 3,55 mln euro. Te zamówienia pokazują, że zarówno rynek komercyjny, jak i krajowy, potrzebują dziś powtarzalnych, wysokiej jakości instrumentów optycznych. Rozwijamy w tym kierunku nasze kompetencje i zaplecze produkcyjne, tak aby w kolejnych latach móc dalej zwiększać skalę realizowanych projektów i wzmacniać naszą pozycję na globalnym rynku kosmicznym tłumaczy Mikołaj Podgórski, COO Scanway S.A.

Jednocześnie nie zamykamy się na nowe i perspektywiczne obszary, czego przykładem jest nasza zbliżająca się misja księżycowa z Intuitive Machines w USA zaplanowana na drugie półrocze 2026. Trafnie zidentyfikowaliśmy potencjał gospodarki księżycowej jeszcze w 2024 roku, a dziś widzimy jej wyraźny wzrost, co potwierdza m.in. przyspieszenie programu Artemis i tegoroczny lot czterech astronautów wokół Księżyca. Chcemy być jednym z kilku podmiotów, który posiada unikalne kompetencje w zakresie obrazowania oraz przetwarzania danych Księżycowych, dostarczając tego rodzaju informacje państwom członkowskim ESA, która zaangażowała się w naszą misję i zabezpiecza środki pod kolejne – podsumowuje Mikołaj Podgórski.

Rok 2025 był dla Scanway kluczowy także z perspektywy rynku kapitałowego. Kapitalizacja Scanway zwiększyła się z 60 mln zł do ponad 290 mln zł, a w 2026 roku przekroczyła 500 mln zł. Towarzyszył temu istotny wzrost płynności – obroty na akcjach Spółki wzrosły z ok. 11 mln zł w I kwartale 2025 roku do ponad 167 mln zł w I kwartale 2026 roku, potwierdzając wysokie zainteresowanie inwestorów. Po dacie bilansowej, w marcu br., Scanway zadebiutował na Głównym Rynku GPW, niedługo później dołączając do indeksu sWIG80 w ramach korekty nadzwyczajnej indeksów.

2026 rok Scanway rozpoczął z rekordowym portfelem zamówień, silniejszą pozycją kapitałową oraz jasno określoną Strategią rozwoju na lata 2026–2028. Jej celem jest dalsze skalowanie działalności w segmencie kosmicznym, rozwój projektów konstelacyjnych oraz budowa pozycji jednego z największych integratorów ładunków optycznych w Europie. Wymaga to przekształcenia organizacji z dostawcy pojedynczych rozwiązań, do seryjnego dostawcy instrumentów optycznych zdolnego do produkcji kilkunastu ładunków optycznych rocznie w przedziale cenowym 0,5–2,0 mln EUR dla globalnego rynku New Space.

[1] Zmiany (w porównaniu do danych zaprezentowanych w lutym w raporcie za cztery kwartały 2025 r.) w poziomie przychodów oraz kosztów – w tym amortyzacji – wynikają z odmiennego ujęcia tych pozycji w rachunku zysków i strat, zgodnie z MSSF 15 i MSSF 20. Zmiany te są związane z debiutem Scanway na Głównym Rynku oraz dostosowaniem raportowania finansowego do standardów głównego parkietu.

Rynek małych satelitów rośnie skokowo. Do 2033 roku na orbitę może trafić niemal 14 tys. jednostek

Globalna gospodarka kosmiczna wchodzi w fazę przyspieszonego wzrostu, napędzanego rozwojem konstelacji satelitarnych, rosnącym zapotrzebowaniem na dane satelitarne oraz komercjalizacją sektora. W tym otoczeniu segment smallsat, w którym działa Scanway S.A., staje się ważnym obszarem wzrostu rynku kosmicznego

  • Globalna gospodarka kosmiczna może osiągnąć 1,4 bln USD do 2032 r. (CAGR ok. 11,7%) oraz ok. 1,8 bln USD do 2035 r., rosnąc szybciej niż światowe PKB
  • Liczba wyniesień rakiet wzrosła z 114 w 2020 r. do 324 w 2025 r., a do 2035 r. może przekroczyć 967 rocznie; sam SpaceX może realizować ponad 350 startów rocznie do 2030 r.
  • Segment smallsat dynamicznie rośnie – w latach 2024–2033 liczba wystrzeliwanych satelitów sięgnie ok. 13 984 (vs. 871 w poprzedniej dekadzie), przy rosnącym poziomie zaawansowania technologicznego (średnia masa z ok. 55 kg do ok. 92 kg). Skumulowana wartość rynku wzrośnie z ok. 34 mld USD do ok. 133 mld USD, ponad trzykrotnie zwiększając skalę ekonomiczną segmentu
  • Segment obserwacji Ziemi rośnie stabilnie – wartość rynku zwiększy się z ok. 4,3 mld USD w 2025 r. do ok. 5,9 mld USD w 2030 r. (CAGR 6–7%), przy rosnącej roli konstelacji satelitów, analityki danych i rozwiązań AI. Jednocześnie dane EO mogą wygenerować setki miliardów USD wartości gospodarczej do 2030 r.
  • Eksploracja Księżyca przyspiesza – globalne finansowanie eksploracji kosmosu wzrośnie z 26 mld USD w 2023 r. do ok. 33 mld USD w 2032 r., w tym inwestycje w misje księżycowe z 11 do ok. 17 mld USD; liczba misji zwiększy się ponad trzykrotnie (z 236 do ok. 751), z czego ok. 31% będą stanowić misje księżycowe.

Obszar rynkowy, w którym działa Scanway S.A.

Spółka działa w segmencie smallsat, oferując optyczne instrumenty obserwacyjne dla mikrosatelitów i minisatelitów (10–500 kg). Segment ten bezpośrednio odpowiada na rosnące zapotrzebowanie na wysokorozdzielcze zobrazowania satelitarne, przy jednoczesnych ograniczeniach masy, objętości i kosztów po stronie operatorów oraz integratorów misji.

Pozycjonuje się pomiędzy tańszymi, niskorozdzielczymi rozwiązaniami dla CubeSatów a dużymi, kosztownymi ładunkami obserwacyjnymi klasy Maxar czy Airbus, adresując rosnący rynek konstelacji satelitarnych. Z perspektywy zastosowań rynkowych i instytucjonalnych segment ten odgrywa istotną rolę w misjach konstelacyjnych, obserwacji taktycznej oraz rozwiązaniach typu dual-use.

Dynamika globalnej gospodarki kosmicznej

Raport Coherent Market Insights („Global Space Economy Market Size and Share Analysis – Growth Trends and Forecasts, 2025–2032)”, kwiecień 2025) wskazuje, że wartość globalnej gospodarki kosmicznej może osiągnąć 646,9 mld USD w 2025 r., wobec 615–626 mld USD w 2024 r. według World Economic Forum i The Space Economic Report, co oznacza wzrost na poziomie ok. 4% r/r. W kolejnych latach rynek ma rosnąć do 1 403,49 mld USD w 2032 r., przy prognozowanym średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) ok. 11,7%, co potwierdza silną dynamikę sektora w nadchodzącej dekadzie.

Jeszcze bardziej ambitne prognozy przedstawiają World Economic Forum oraz McKinsey & Company w raporcie „Space: The $1.8 Trillion Opportunity for Global Economic Growth”, szacując wartość rynku na ok. 1,8 bln USD w 2035 r. Oznacza to tempo wzrostu przewyższające dynamikę globalnego PKB. Wśród głównych czynników wzrostu wskazywane są rozwój usług opartych na danych satelitarnych – w szczególności w obszarach telekomunikacji, nawigacji i obserwacji Ziemi – oraz rosnąca integracja technologii kosmicznych z innymi sektorami gospodarki.

Wzrost liczby wyniesień

Rosnące znaczenie usług wynoszenia ładunków na orbitę znajduje bezpośrednie odzwierciedlenie w statystykach liczby startów rakiet. Zgodnie z danymi SpaceStatsOnline („Orbital launches in 2025”), od 2020 r. obserwowany jest wyraźny trend wzrostowy – liczba startów orbitalnych zwiększyła się z 114 w 2020 r. do rekordowych 324 w 2025 r. Oznacza to niemal trzykrotny wzrost w ciągu pięciu lat i potwierdza dynamiczny rozwój globalnej aktywności kosmicznej. Prognozy wskazują, że do 2035 r. liczba wyniesień może przekroczyć 967 rocznie, przy czym sam SpaceX może realizować ponad 350 startów rocznie już do 2030 r.

Równolegle rośnie wartość rynku usług wynoszenia. Raport „Rocket Launch Services Market Size, Share & Industry Analysis Report, 2024–2030” zakłada średnioroczne tempo wzrostu (CAGR) na poziomie ok. 10,9%, prowadzące do osiągnięcia wartości około 18 mld USD w 2030 r. Wzrost ten napędzany jest przede wszystkim rosnącym popytem na wynoszenie satelitów, w szczególności małych jednostek oraz konstelacji na niskiej orbicie okołoziemskiej (LEO).

Bardziej dynamiczny scenariusz przedstawia raport MarkNtel Advisors („Global Space Launch Services Market – Industry Trends, Share, Size, Growth, Opportunity and Forecast 2025–2030”), zgodnie z którym wartość rynku może osiągnąć 30–40 mld USD do 2030 r. Kluczowymi czynnikami pozostają rozwój megakonstelacji, wzrost liczby misji komercyjnych oraz postępująca komercjalizacja sektora kosmicznego.

Rozwój rynku małych satelitów

Novaspace w 10. edycji raportu „Prospects for the Small Satellite Market” (grudzień 2024 r.) prognozuje bardzo silny wzrost liczby wystrzeliwanych małych satelitów – z 871 jednostek w dekadzie 2014–2023 do około 13 984 w latach 2024–2033. Skala tej zmiany wskazuje na fundamentalną transformację modelu wykorzystania infrastruktury kosmicznej, w kierunku architektur opartych na licznych, rozproszonych konstelacjach satelitarnych.

Zgodnie z analizami Novaspace, rośnie również poziom zaawansowania technologicznego tych platform. Średnia masa małego satelity zwiększy się z około 55 kg w latach 2014–2023 do około 92 kg w kolejnej dekadzie. Trend ten odzwierciedla przesunięcie rynku w stronę bardziej zaawansowanych systemów, zdolnych do integracji złożonych instrumentów pokładowych, w tym wysokiej klasy sensorów optycznych oraz innych specjalistycznych ładunków użytkowych. W efekcie rośnie nie tylko liczba satelitów, ale również ich funkcjonalność i wartość operacyjna.

Prognozy wskazują także na istotny wzrost wartości rynku – z około 34 mld USD w latach 2014–2023 do około 133 mld USD w okresie 2024–2033, co oznacza ponad trzykrotne zwiększenie skali ekonomicznej tego segmentu.

Dodatkowo, według raportu MarketsandMarkets („Small Satellite Market – Global Forecast to 2030”, 2024), globalny rynek małych satelitów może wzrosnąć z około 9,35 mld USD w 2025 r. do około 32,13 mld USD w 2030 r., osiągając bardzo wysokie średnioroczne tempo wzrostu (CAGR) na poziomie ok. 28%. Równolegle zwiększać się będzie skala produkcji – liczba satelitów wytwarzanych rocznie wzrośnie z około 2793 w 2025 r. do ponad 5000 w 2030 r.

Raport European Space Agency („ESA Report on the Space Economy 2025”, marzec 2025 r.) potwierdza, że rozwój globalnej gospodarki kosmicznej jest w coraz większym stopniu napędzany przez konstelacje satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej oraz rosnącą aktywność sektora komercyjnego, w którym segment małych satelitów odgrywa kluczową rolę.

Obserwacja Ziemi

Według raportu Mordor Intelligence („Earth Observation Satellite Market – Growth, Trends, COVID-19 Impact, and Forecasts (2025–2030)”) wartość rynku satelitów obserwacji Ziemi ma wzrosnąć z około 4,3 mld USD w 2025 r. do około 5,9 mld USD w 2030 r., co odpowiada średniorocznemu tempu wzrostu (CAGR) na poziomie ok. 6–7%. Segment ten ewoluuje w kierunku konstelacji mniejszych satelitów zapewniających wysoką częstotliwość rewizyt, przy jednoczesnym utrzymaniu segmentu zobrazowań o bardzo wysokiej rozdzielczości oraz rosnącej roli technologii radarowych. Coraz większe znaczenie zyskują również usługi o wartości dodanej, w szczególności analityka danych oraz rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji.

Zgodnie z raportem World Economic Forum („Amplifying the Value of Earth Observation Data: A Strategy for the Global Development Community”) dane z obserwacji Ziemi mogą do 2030 r. wygenerować setki miliardów dolarów wartości gospodarczej w sektorach takich jak rolnictwo, infrastruktura czy zarządzanie zasobami naturalnymi.

Eksploracja Księżyca jako kierunek strategiczny

Istotnym kierunkiem rozwoju działalności Scanway S.A. jest obszar eksploracji Księżyca. Raport Euroconsult („Prospects for Space Exploration”) wskazuje na rosnące znaczenie tzw. gospodarki księżycowej (lunar economy) w globalnym sektorze New Space oraz rosnącą rolę programów eksploracyjnych w strategiach państw. Globalne finansowanie publiczne eksploracji kosmosu wyniosło około 26 mld USD w 2023 r. i może wzrosnąć do niemal 33 mld USD w 2032 r., przy jednoczesnym wzroście inwestycji w misje księżycowe z około 11 mld USD do blisko 17 mld USD.

Prognozy wskazują również na istotny wzrost liczby misji – w latach 2023–2032 ich liczba ma zwiększyć się ponad trzykrotnie, z 236 do około 751, z czego około 31% stanowić będą misje księżycowe. Dotychczas lądowania na Księżycu przeprowadziło pięć państw: Związek Radziecki/Rosja, Stany Zjednoczone, Chiny, Indie oraz Japonia. Jednocześnie USA (program Artemis) oraz Chiny (program ILRS) planują realizację załogowych misji księżycowych jeszcze przed końcem obecnej dekady.

Raport podkreśla rosnące znaczenie współpracy publiczno-prywatnej, a także zwiększającą się rolę małych satelitów, które mogą pełnić funkcje platform testowych oraz systemów komunikacyjnych, nawigacyjnych i obserwacyjnych w architekturach eksploracyjnych.

Przykładem przyspieszenia inwestycji w infrastrukturę księżycową jest program „Ignition” realizowany przez NASA, obejmujący rozwój bazy na Księżycu oraz zwiększenie częstotliwości lądowań dzięki powtarzalnym architekturom misji i współpracy z sektorem prywatnym. Koszt pierwszych dwóch faz programu, obejmujących siedem lat, szacowany jest na około 20 mld USD.

Polski sektor kosmiczny na tle rynku globalnego

Z raportu Agencji Rozwoju Przemysłu S.A. („Polski sektor kosmiczny 2025”, styczeń 2026 r.) wynika, że wartość krajowego sektora kosmicznego przekracza 12 mld zł, z czego około 5,3 mld zł przypada na technologie stricte kosmiczne. W sektorze działa około 170 podmiotów, obejmujących przedsiębiorstwa oraz instytucje badawczo-rozwojowe.

Sektor zatrudnia około 3 tys. osób i generuje roczne przychody na poziomie około 300 mln zł. W 2024 r. w 21 wiodących przedsiębiorstwach pracowało 1 268 osób, co oznacza wzrost o około 30% rok do roku. Jednocześnie branża wskazuje na potrzebę pozyskiwania około 250–270 nowych specjalistów rocznie, co potwierdza rosnące zapotrzebowanie na wysoko wykwalifikowane kadry oraz dalszy potencjał rozwoju sektora.

Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej inauguruje „Miesiąc medycyny nuklearnej”

Polskie Towarzystwo Medycyny Nuklearnej zainaugurowało tegoroczną edycję kampanii świadomościowej „Miesiąc medycyny nuklearnej”. W maju 2026 roku eksperci z zakresu medycyny nuklearnej będą prowadzić działania edukacyjne skierowane do opinii publicznej, środowisk medycznych oraz interesariuszy systemu ochrony zdrowia, przybliżając najnowszą wiedzę na temat procedur radioizotopowych.

W ramach inicjatywy świadomościowej Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej zostanie zaprezentowana broszura edukacyjna pt. „Medycyna nuklearna – o czym każdy powinien wiedzieć?”, w przystępny sposób odpowiadającą na najczęściej pojawiające się pytania związane z medycyną nuklearną:

  • czym medycyna nuklearna różni się od innych specjalizacji medycznych?
  • skąd się biorą i jak działają izotopy promieniotwórcze?
  • co to są radiofarmaceutyki i czym różnią się od „zwykłych” leków?
  • czy procedury radioizotopowe są bezpieczne, skuteczne, precyzyjne?
  • co powinien wiedzieć pacjent, który dostanie skierowanie na badanie z zakresu medycyny nuklearnej?

– Zależy nam na tym, aby pacjenci w Polsce mieli co najmniej podstawową wiedzę na temat istnienia, bezpieczeństwa i skuteczności metod radioizotopowych, które pozwalają na wczesną i precyzyjną diagnostykę licznych schorzeń, a zwłaszcza onkologicznych, kardiologicznych, endokrynologicznych oraz neurologicznych. Chcemy przybliżać Polakom pojęcia, takie jak scyntygrafia, PET czy terapia izotopowa. Uświadamiać, że są one w polskiej medycynie nie tylko obecne, ale i skuteczne – wyjaśnia dr n. med. Andrzej Kołodziejczyk, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

Równolegle z kampanią kierowaną do opinii publicznej będą prowadzone działania edukacyjne i świadomościowe adresowane do środowiska medycznego oraz interesariuszy systemu opieki zdrowotnej.

– Planujemy dokonać przeglądu najnowszych i najistotniejszych doniesień naukowych oraz analizy trendów w medycynie nuklearnej. Chcemy wskazać, jakie kierunki badań i doniesień są szczególnie obiecujące. Podsumujemy ostatnie inwestycje w dziedzinie medycyny nuklearnej w Polsce i zastanowimy nad ich optymalnym wykorzystaniem z korzyścią dla pacjentów oraz systemu opieki zdrowotnej. Wreszcie, będziemy starali się przekonywać decydentów do sukcesywnej aktualizacji wskazań do badań radioizotopowych, zgodnie z aktualną wiedzą medyczną, oraz zniesienia limitów na badania medycyny nuklearnej. Na zwieńczenie kampanii „Miesiąc medycyny nuklearnej” zaplanowaliśmy debatę, do udziału w której zaprosiliśmy liderów organizacji pacjenckich, przedstawicieli różnych dyscyplin klinicznych i towarzystw naukowych – wylicza prof. dr hab. n. med. Rafał Czepczyński, prezes elekt Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej.

Tegoroczny XIX Zjazd Naukowy Polskiego Towarzystwa Medycyny Nuklearnej odbędzie się w dniach 21-23 maja br. w Łodzi.

– Kluczowe obszary programu tegorocznego Zjazdu PTMN to: teranostyka i onkologia nuklearna, badania kliniczne finansowane przez ABM, diagnostyka kardiomiopatii i choroby wieńcowej serca, neuroonkologia i choroby neurodegeneracyjne oraz, radiofarmacja i jej przyszłość. Stawiamy na praktyczny wymiar programu i interdyscyplinarne spojrzenie na każde zagadnienie. Hasło Zjazdu, „Medycyna Nuklearna 360° – Dokładna Diagnostyka – Precyzyjne Leczenie”, odzwierciedla nasze spersonalizowane podejście do opieki nad pacjentem. Chcemy w ten sposób podkreślić kluczową rolę diagnostyki radioizotopowej w procesie podejmowania decyzji klinicznych, ze szczególnym uwzględnieniem najnowszych, często spektakularnych osiągnięć w obszarze teranostyki. Zależy nam również, aby nasze badania znalazły należne miejsce w świadomości lekarzy innych specjalności  – wspierając ich w wyborze najwłaściwszych strategii terapeutycznych, także tych wykraczających poza medycynę nuklearną – mówi prof. dr hab. n. med. Zbigniew Adamczewski, Przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Zjazdu PTMN.

Mercator Medical kończy 2025 rok ze wzrostem przychodów i mocniejszą pozycją w regionie CEE

Grupa Mercator Medical, producent rękawic jednorazowych i dystrybutor materiałów medycznych, wypracowała w 2025 r. ponad 574,2 mln zł skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost o niespełna 6 proc. r/r, tj. o 31,7 mln zł. Łączna marża brutto na sprzedaży produktów i towarów wzrosła o 21,6 mln zł r/r, tj. o 24,5 proc. Grupa osiągnęła 21,9 mln zł EBITDA wobec 54,4 mln zł w 2024 r. oraz 29,3 mln zł zysku netto wobec 43,4 mln zł rok wcześniej. Na różnicę wyniku w analizowanym okresie wpływ miało m.in. częściowe odwrócenie odpisów wartości majątku w 2024 r. Grupa Mercator Medical w całym 2025 r. sprzedała łącznie 5,9 mld rękawic, co oznacza wzrost o 7,5 proc. r/r.

Konsekwentnie realizujemy swoje założenia, mimo niestabilnego otoczenia rynkowego. W ubiegłym roku zwiększyliśmy obroty i wolumeny sprzedaży, a także poprawiliśmy marżę na sprzedaży towarów i produktów, co potwierdza skuteczność naszych działań handlowych i operacyjnych. Znaczącym elementem wpływającym na wynik pozostaje sprzedaż do USA, gdzie zmiany w globalnych przepływach handlowych tworzą przestrzeń dla producentów spoza Chin. Jednocześnie umacniamy naszą pozycję w Europie Środkowo-Wschodniej, rozwijając sprzedaż m.in. na Węgrzech i Rumunii. Koncentrujemy się na poprawie efektywności stawiając na optymalizację procesów, zarządzanie kosztami produkcji i dalsze zwiększanie sprawności operacyjnej Grupy.  Jednym z kluczowych działań jest inwestycja w kogenerację w Tajlandii, która po uruchomieniu zwiększy bezpieczeństwo energetyczne zakładu oraz wesprze dalsze obniżanie kosztów produkcji – mówi Monika Żyznowska, Prezes Zarządu Grupy Mercator Medical S.A.

Tradycyjnie największym rynkiem dla Grupy Mercator Medical w 2025 roku były Stany Zjednoczone (38 proc. udziału w sprzedaży), gdzie sprzedaż wyniosła 218,4 mln zł (+27 proc. r/r). Grupa umocniła swoją pozycję w Europie Środkowo-Wschodniej. Na rynku węgierskim sprzedaż wzrosła o ponad 16 proc. r/r, do blisko 21 mln zł wartości. Z kolei na rynku rumuńskim sprzedaż wzrosła o 14 proc. r/r do wartości 35,5 mln zł. W Polsce, gdzie Grupa ma pozycję lidera, sprzedaż wzrosła o blisko 3 proc. r/r, do 139,1 mln zł.

W 2025 r. Grupa Mercator Medical konsekwentnie rozwijała portfolio produktowe, zwiększając przychody ze sprzedaży włókniny z 25,2 mln zł do 35,7 mln zł, czyli o 41,8% r/r. Dodatkowo sprzedaż towarów nierękawicowych, obejmujących m.in. włókninę, czyściwa, worki na śmieci i produkty do higieny pacjenta, stanowiła już 6,4% obrotu Grupy, czyli o 1,7 p.p. więcej niż rok wcześniej.

W samym czwartym kwartale ubiegłego roku jako Grupa osiągnęliśmy 138 mln zł przychodów, 13,7 mln zł EBITDA oraz 3,5 mln zł zysku netto. Podobnie jak w całym roku, wynik EBITDA oraz zysku netto ostatniego kwartału znacząco różniły się pomiędzy analogicznym okresem w 2024 roku. Wynika to przede wszystkim z rozwiązania w czwartym kwartale 2024 roku części odpisów aktualizujących wartość majątku spółki produkcyjnej w Tajlandii w wysokości 56,9 mln zł. Dodatkowym czynnikiem wpływającym na poziom zysku netto była zmiana w zakresie podatku odroczonego, związana z ujęciem różnic kursowych. Grupa utrzymuje stabilną sytuację finansową. Na koniec ubiegłego jako Grupa dysponowaliśmy blisko 200 mln zł gotówki netto oraz innych aktywów finansowych, co pozwala nam na realizację przyjętych celów oraz kluczowych projektów inwestycyjnych – wskazuje Mariusz Popek, Członek Zarządu Mercator Medical S.A.

W segmencie produkcyjnym Mercator Medical funkcjonował w 2025 r. w niestabilnym otoczeniu rynkowym, kształtowanym m.in. przez napięcia handlowe, cła nałożone przez USA, zmiany globalnych przepływów towarów i presję cenową. W odpowiedzi Grupa kontynuowała działania zwiększające efektywność kosztową, obejmujące automatyzację procesów, optymalizację zużycia surowców i mediów oraz rozwój rozwiązań Przemysłu 4.0.

Istotnym elementem realizacji dalszych celów biznesowych Grupy w 2025 r. była kontynuacja budowy własnej elektrociepłowni (układ kogeneracyjny) w zakładzie produkcyjnym w Tajlandii. Inwestycja ma wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne, zwiększyć niezależność zakładu od zewnętrznych dostaw energii oraz przyczynić się do dalszego obniżenia kosztów wytworzenia. Do końca 2025 r. zrealizowano około 65% projektu, a na plac budowy dostarczono wszystkie kluczowe elementy instalacji pochodzące z Indii i Tajlandii. Prace montażowe prowadzone są zgodnie z harmonogramem, a uruchomienie oraz testy instalacji planowane są na maj 2026 r.

W segmencie dystrybucji Mercator Medical koncentrował się na umacnianiu pozycji w Europie Środkowo-Wschodniej sprzedaży rękawic medycznych oraz produktów komplementarnych do hurtowni i odbiorców końcowych, w tym sektora ochrony zdrowia. Pomimo presji cenowej poprawiał marżowość dzięki dywersyfikacji źródeł zaopatrzenia, optymalizacji kosztów, rozwojowi produktów o wyższej wartości dodanej oraz transformacji logistycznej, obejmującej uruchomienie własnego magazynu i wdrożenie systemu WMS.

Grupa Mercator Medical konsekwentnie rozwija segment nieruchomości poprzez spółkę zależną Mercator Estates, który staje się ważnym elementem dywersyfikacji działalności. W 2025 r. spółka koncentrowała się na budowie bazy nieruchomości i przygotowaniu nowych inwestycji mieszkaniowych oraz usługowych, posiadając na koniec roku cztery projekty deweloperskie o łącznym zaangażowaniu ok. 152 mln zł oraz inwestycje logistyczne o wartości 17,7 mln zł. Kluczowym projektem pozostaje rewitalizacja zespołu zabytkowych kamienic przy ul. Lubicz i Westerplatte w centrum Krakowa, gdzie trwają przygotowania do rozpoczęcia inwestycji. Równolegle Mercator Estates rozwija projekt mieszkaniowy przy ul. Wielickiej w Krakowie, obejmujący ok. 360 lokali oraz inwestycję w dzielnicy Krowodrza realizowaną w formule joint venture z Grupą Core. W 2025 r. Mercator Estates zaangażował się w projekt zespołu budynków wraz z rewitalizacją zabytkowego obiektu Sanato w Zakopanem. W 2026 r. spółka planuje dalsze akwizycje, kontynuację obecnych projektów oraz rozwój kompetencji deweloperskich umożliwiających samodzielne zarządzanie inwestycjami.