Bartłomiej Krzyżak i Marcin Purgal współzarządzającymi działem inwestycyjnym Avison Young

Bartłomiej Krzyżak, który do tej pory obejmował stanowisko Senior Director, zostaje awansowany na stanowisko Co-Head of Investment Department. Bartłomiej jest znanym i cenionym brokerem z ok. 18-letnim doświadczeniem na rynku nieruchomości komercyjnych. Swoją karierę zawodową rozwijał pracując w wielu firmach doradczych, m.in. CBRE, Cushman & Wakefield, Savills. Od 2017 roku związany jest z Avison Young, gdzie odpowiada za szukanie nowych możliwości inwestycyjnych, zarządzanie procesami kupna i sprzedaży nieruchomości, koordynowanie procesów due diligence oraz analiz finansowych. Bartłomiej posiada szeroką wiedzę na temat rynku i na swoim koncie wiele zrealizowanych transakcji we wszystkich sektorach. Ostatnia zrealizowana przez niego transakcja – reprezentowanie kupującego przy pozyskaniu obiektu biurowego Royal Wilanów w Warszawie – była największą i jedyną przekraczającą wartość 100 milionów euro transakcją w sektorze biurowym w pierwszym kwartale 2026.

Marcin Purgal, MRICS, do tej pory Senior Director, obejmuje stanowsko Co-Head of Investment Department. Marcin jest członkiem RICS i doświadczonym dyrektorem, aktywnym na rynkach nieruchomości komercyjnych w Polsce i regionie CEE od ok. 23 lat. Doświadczenie zawodowe zdobywał w Savills a także Knight Frank. W swojej karierze zawodowej Marcin doprowadził do zamknięcia na polskim rynku nieruchomości komercyjnych wielu istotnych transakcji, działając we wszystkich sektorach, w tym głównie w sektorze biurowym i handlowym. W Avison Young Marcin jest odpowiedzialny za doradztwo i koordynację procesów kupna i sprzedaży nieruchomości realizowanych przez zespół doradztwa inwestycyjnego. Do jego obowiązków należy również dbanie o pozytywne relacje z klientami, pozyskiwanie nowych projektów i zarządzanie procesami transakcyjnymi.

„Jestem bardzo dumny z awansów Bartłomieja i Marcina a także z poszerzenia zakresu ich odpowiedzialności za rozwój działu inwestycyjnego. – komentuje Michał Ćwikliński, Principal, Managing Director for EMEA Region – Z Bartłomiejem wspólnie otwieraliśmy oddział Avison Young w Polsce, a Marcin dołączył niedługo później, istotnie wzmacniając firmę. Obaj są świetnymi brokerami, a ich umiejętności i doświadczenie będą się doskonale uzupełniać, mając na celu jeszcze lepszą realizację usług świadczonych dla naszych klientów.”

Obecnie dział inwestycyjny Avison Young w Polsce doradza klientom przy około 40 projektach na różnych etapach procesu sprzedaży, obejmujących nieruchomości komercyjne ze wszystkich kluczowych sektorów rynku, zlokalizowane zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych.

RBA podnosi stopy procentowe. Australia wchodzi w okres wyższej inflacji i wolniejszego wzrostu

Bank Rezerw Australii podniósł stopę procentową o 25 pb, do 4,35%, uznając, że inflacja przez pewien czas pozostanie powyżej celu, a bilans ryzyk nadal jest przesunięty w stronę jej wyższego poziomu. Głównym nowym szokiem dla gospodarki stał się konflikt na Bliskim Wschodzie, który doprowadził do silnego wzrostu cen ropy, LNG oraz innych surowców istotnych dla rolnictwa i przemysłu. W marcu inflacja CPI wzrosła do 4,6%, z czego droższe paliwa dodały około 0,8 pkt proc., a inflacja bazowa mierzona średnią wygładzoną (ang. trimmed mean) wyniosła 3,5% r/r, co potwierdza, że presja cenowa nie ogranicza się wyłącznie do energii.

RBA zakłada, że w scenariuszu bazowym stopa procentowa wzrośnie zgodnie z wyceną rynkową do około 4,7% pod koniec 2026 r. Wyższe ceny paliw mają obniżać realne dochody gospodarstw domowych, a bardziej restrykcyjne warunki finansowe ograniczać konsumpcję i inwestycje. W efekcie prognoza wzrostu PKB została obniżona: gospodarka ma rosnąć o około 1,3% r/r pod koniec 2026 r. i o około 1,4% w latach 2027–2028. Rynek pracy pozostaje relatywnie napięty, ale według RBA będzie stopniowo słabł; stopa bezrobocia, która w marcu wynosiła 4,3%, ma wzrosnąć do około 4,7% w połowie 2028 r.

Inflacja ma obniżać się powoli. RBA przewiduje, że CPI osiągnie szczyt na poziomie około 4,8% w połowie 2026 r., spadnie do 4,0% pod koniec roku i zbliży się do 2,5% w połowie 2028 r. Bank szczególnie obawia się efektów drugiej rundy, czyli sytuacji, w której droższe paliwa przełożą się na ceny innych towarów i usług, a następnie na oczekiwania inflacyjne oraz płace. Krótkoterminowe oczekiwania inflacyjne już wzrosły, choć długoterminowe pozostają zakotwiczone w pobliżu środka celu inflacyjnego. Utrwalenie oczekiwań wyższej inflacji mogłoby jednak wymusić bardziej restrykcyjną politykę pieniężną.

Raport banku wskazuje również, że konsumpcja gospodarstw domowych była słabsza od oczekiwań jeszcze przed wybuchem konfliktu, a po jego eskalacji pogorszyły się nastroje konsumentów i firm. RBA zaznacza jednak, że na razie nie widać silnego spadku faktycznych wydatków. Warunki finansowe w Australii zaostrzyły się, ponieważ banki przenoszą wcześniejsze i bieżące podwyżki stóp na oprocentowanie kredytów hipotecznych oraz biznesowych, a rentowności obligacji wzrosły. Jednocześnie kredyt nadal rośnie szybko, zwłaszcza mieszkaniowy i biznesowy, co utrudnia ocenę, jak silnie restrykcyjna jest obecna polityka pieniężna. Dolar australijski umocnił się w ujęciu ważonym handlem, m.in. dzięki wzrostowi rentowności w Australii względem innych gospodarek rozwiniętych.

Najważniejsze ryzyka dla Australii pozostają związane z dłuższym konfliktem, utrzymaniem wysokich cen energii, wzrostem oczekiwań inflacyjnych, słabszą konsumpcją, ograniczeniem inwestycji firm, pogorszeniem sytuacji u partnerów handlowych oraz możliwymi napięciami na rynkach finansowych. RBA wskazuje też na ryzyka płynące z Chin, gdzie nadal widoczna jest słabość rynku nieruchomości i popytu kredytowego gospodarstw domowych, mimo wsparcia ze strony finansowania publicznego. Gospodarki azjatyckie są szczególnie narażone na długotrwały wzrost cen energii, ponieważ wiele z nich jest importerami energii i ma duży udział energochłonnego przemysłu. Ogólny wniosek RBA jest taki, że Australia nie znajduje się w scenariuszu recesyjnym, ale stoi przed trudnym okresem podwyższonej inflacji, wolniejszego wzrostu gospodarczego i stopniowego wzrostu bezrobocia. Obecnie dysparytet stóp procentowych między Australią a USA wynosi 35 pkt bazowych na rzecz AUD, a kurs AUDUSD znajduje się na poziomie 0,72017.

TYR TFI przeznaczyło 214 mln zł na finansowanie projektów nieruchomościowych

TYR TFI, jeden z najaktywniejszych graczy na rynku funduszy długu prywatnego, zamknął ubiegły rok z wynikiem 25 pozytywnych decyzji inwestycyjnych dotyczących finansowań projektów. Łączny wolumen udzielonego wsparcia kapitałowego wyniósł 214 mln zł. Wypracowane wyniki potwierdzają rosnące znaczenie alternatywnych źródeł finansowania w strukturze kapitałowej polskich przedsiębiorstw oraz silnie zaznacza istotę polskiego kapitału na naszym rynku.

Model działania Towarzystwa opiera się na finansowaniu konkretnych projektów za pośrednictwem zarządzanych funduszy, ze szczególnym uwzględnieniem sektora nieruchomości. W portfelu dominują projekty  mieszkaniowe (ok. 35 proc.), uzupełnione projektami komercyjnymi – głównie  handlowymi (ok. 20 proc.). Fundusz wspiera deweloperów i przedsiębiorców na różnych etapach inwestycji: od zakupu gruntu, przez budowę, aż po uwalnianie kapitału z istniejących aktywów.

W przypadku części projektów nieruchomościowych ograniczeniem nie jest ich potencjał, ale sposób sfinansowania. Dotyczy to szczególnie inwestycji na wcześniejszych etapach lub bardziej skomplikowanych projektów, które nie zawsze wpisują się w standardowe procedury bankowe. W takich sytuacjach finansowanie zapewniają fundusze private debt – tłumaczy Mariusz Mikulski, prokurent i dyrektor ds. inwestycji w TYR TFI.

Główną przewagą funduszy długu prywatnego nad tradycyjnym sektorem bankowym jest szybkość działania oraz umiejętność dopasowania struktury finansowania do specyfiki przedsięwzięcia.

Dla wielu przedsiębiorców duże znaczenie ma dziś czas i możliwość dopasowania finansowania do projektu. W naszym przypadku proces decyzyjny zajmuje do kilku tygodni, a nie miesięcy, co przy bardziej dynamicznych inwestycjach ma kluczowe znaczenie – dodaje Mariusz Mikulski.

Skuteczność TYR TFI wynika z silnej specjalizacji zespołu w rynku nieruchomości. Każdy projekt poddawany jest wnikliwej analizie w trybie eksperckim, co pozwala na efektywne zarządzanie ryzykiem portfela przy jednoczesnym zachowaniu dynamiki rozwoju finansowanych podmiotów i projektów.

Przewagą konkurencyjną strategii TYR jest odpowiednia analiza prawna oprócz typowej analizy biznesowej każdego projektu. Dodatkowo na naszą korzyść działa silna specjalizacja w rynku projektów handlowych i mieszkaniowych. Pozwala to na dostrzeganie potencjału zanim zrobią to inni – podsumowuje Mikulski.

Z roku na rok rośnie też pula aktywów, jakimi zarządza Towarzystwo oraz liczba transakcji.

–  W ubiegłym roku zarządzający funduszami TYR TFI podjęli 25 decyzji inwestycyjnych. Widać, że na rynku deweloperskim coraz większe znaczenie ma dziś nie tylko dostęp do kapitału, ale też tempo decyzji i możliwość dopasowania struktury finansowania do konkretnego projektu. W 2026 roku ten kierunek powinien się utrzymać, szczególnie przy bardziej złożonych inwestycjach – wyjaśnia Marcin Wiński, prezes zarządu i zarządzający funduszami w TYR TFI.

Creotech Quantum rozważa pozyskanie ok. 55-60 mln zł w ramach planowanej emisji akcji

Creotech Quantum, notowana na GPW polska spółka rozwijająca i komercjalizująca technologie kwantowe, w związku z realizacją strategii rozwoju oszacowała swoje potrzeby kapitałowe na ok. 55-60 mln zł. Środki mają zostać wykorzystane w ciągu najbliższych dwóch lat na realizację kluczowych celów strategicznych oraz wejście spółki w fazę dynamicznego wzrostu. W celu ich zabezpieczenia spółka rozważa emisję akcji w ramach kapitału docelowego, zakładając pozyskanie finansowania do końca I półrocza 2026 roku.

Zidentyfikowane potrzeby kapitałowe odzwierciedlają naszą ambicję wejścia w fazę dynamicznego wzrostu – równoległego dalszego rozwoju i wdrażania technologii, jak i wzmocnienia kompetencji sprzedażowych i marketingowych. Koncentrujemy się dziś nie tylko na dalszym doskonaleniu rozwiązań, ale przede wszystkim na ich skutecznej komercjalizacji. Widzimy rosnące zapotrzebowanie na technologie komunikacji kwantowej, zwłaszcza w obszarze bezpieczeństwa danych i infrastruktury krytycznej, i chcemy aktywnie budować swoją pozycję w tym segmencie rynku. Naszym celem jest rozwój skalowalnego modelu biznesowego opartego na własnym IP i kompetencjach budowanych w projektach międzynarodowych – komentuje dr Anna Kamińska, Prezes Zarządu Creotech Quantum S.A.

Jednocześnie, zgodnie ze swoimi dotychczasowymi deklaracjami, Spółka zamierza kontynuować współfinansowanie działalności badawczo-rozwojowej ze środków zewnętrznych, w tym w ramach programów krajowych i międzynarodowych, w szczególności projektów realizowanych na zlecenie Komisji Europejskiej oraz Europejskiej Agencji Kosmicznej.

Około 50–65% planowanych środków ma zostać przeznaczone na kontynuację działalności badawczo-rozwojowej oraz dalszą rozbudowę organizacji. W tym zakresie Creotech Quantum koncentruje się m.in. na opracowaniu nowej generacji systemów kwantowej dystrybucji klucza (QKD) dla infrastruktury naziemnej, rozwoju detektorów pojedynczych fotonów oraz odbiorników dla optycznych stacji naziemnych, a także na tworzeniu zaawansowanych rozwiązań w obszarze bezpieczeństwa kosmicznego i elektroniki dla procesorów kwantowych. Równolegle Spółka planuje wzmocnienie struktur operacyjnych poprzez wdrożenie standardów ISO i NIS2, rozbudowę infrastruktury bezpieczeństwa, zwiększenie zdolności integracyjnych i testowych oraz inwestycje w zaplecze inżynieryjne i nowe technologie IT.

Pozostała część środków zostanie przeznaczona na rozwój działalności biznesowej oraz komercjalizację produktów. Obejmuje to m.in. realizację prac przedwdrożeniowych i pilotażowych związanych z wprowadzeniem na rynek pierwszego systemu QKD spółki oraz kolejnych produktów z tej linii, w szczególności detektorów pojedynczych fotonów dla naziemnych stacji optycznych. Creotech Quantum planuje także budowę urządzeń demonstracyjnych – w tym kamer astronomicznych i „kwantowych” (czyli używanych do odczytu stanu kubitów i korekcji błędów) – które będą wykorzystywane w testach pilotażowych w celu bardziej efektywnego wejścia na rynek.

Istotnym elementem strategii jest również rozbudowa kompetencji sprzedażowych i marketingowych, w tym rozwój działalności na rynkach zagranicznych oraz zwiększenie obecności spółki na kluczowych wydarzeniach branżowych. Creotech Quantum zakłada również zwiększenie skali produkcji własnych rozwiązań, co pozwoli skrócić czas realizacji zamówień, poprawić konkurencyjność oferty oraz zoptymalizować koszty.

Spółka nie wyklucza, że realizacja strategii – w tym osiągnięcie wskazanych celów – może być wspierana poprzez przejęcia lub częściowe przejęcia podmiotów komplementarnych technologicznie lub biznesowo.

Creotech Quantum planuje zabezpieczenie wskazanych potrzeb kapitałowych w sposób elastyczny, z uwzględnieniem aktualnych warunków rynkowych oraz dostępnych źródeł finansowania, tak aby zapewnić skuteczną realizację strategii rozwoju.

Zidentyfikowane kierunki inwestycji wpisują się w długoterminowy cel spółki, jakim jest budowa silnej pozycji na europejskim rynku technologii kwantowych.

Ceny mieszkań kontra wynagrodzenia. Pensje rosną, ale mieszkania nadal są poza zasięgiem wielu nabywców

Choć wynagrodzenia nadal rosną, nie wszędzie poprawia się dostępność mieszkań. Najnowsze dane GUS i BIG DATA RynekPierwotny.pl pokazują wyraźny podział między metropoliami, w których relacja cen do dochodów ulega poprawie, oraz tych, gdzie przeciętni nabywcy – mimo korzystniejszych warunków makroekonomicznych – tracą grunt pod nogami.

W Gdańsku roczny wskaźnik dostępności nowych mieszkań spadł z około 0,72 mkw. w 2022 r. do około 0,61 mkw. w 2025 r. i na początku 2026 r. Jeszcze wyraźniej widać to w Warszawie, która od kilku lat pozostaje najmniej dostępnym rynkiem mieszkaniowym w kraju. W I kwartale 2026 r. przeciętna pensja pozwalała tam kupić już tylko około 0,59 mkw. nowego mieszkania.

Jeszcze niedawno w przestrzeni publicznej głośno było o bańce cenowej na rynku mieszkaniowym. Ostrzeżenia przed gwałtowną korektą pojawiały się regularnie, podsycane rekordowymi podwyżkami cen i ograniczoną dostępnością kredytów. Ostatnio jednak temat niemal zniknął z pierwszych stron mediów. I nie bez powodu. W 2024 i 2025 r. wzrost cen mieszkań na ogół nie był już całkowicie oderwany od dochodów, a rynek wszedł w fazę większej równowagi.

– Problem w tym, że zniknięcie pojęcia „bańki” z debaty publicznej nie oznacza poprawy dostępności mieszkań – zwraca uwagę Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl. – Z danych rocznych wynika, że w wielu metropoliach, mimo relatywnie stabilnych relacji cen do dochodów, przeciętna siła nabywcza mieszkańców miasta systematycznie się obniża.

Co naprawdę pokazuje wskaźnik dostępności

Marek Wielgo podkreśla, że wskaźnik dostępności nie jest dosłowną miarą możliwości zakupu mieszkania. Pokazuje on hipotetyczny metraż, jaki można kupić za przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw, przy założeniu aktualnych średnich cen ofertowych mieszkań. Największą wartością wskaźnika jest możliwość obserwowania zmian relacji między cenami a dochodami w czasie – oraz porównań między miastami.

Co istotne, wskaźnik ten silnie reaguje nie tylko na wzrost wynagrodzeń, lecz także na strukturę oferty deweloperskiej. To właśnie ona w ostatnich kwartałach w coraz większym stopniu decydowała o różnicach między poszczególnymi rynkami.

Kraków i Warszawa – dwa rynki, dwa kierunki

Najlepiej ilustruje to kontrast między Krakowem a Warszawą. W Krakowie dostępność nowych mieszkań wyraźnie się poprawiła – z ok. 0,61 mkw. pod koniec 2023 r. do ok. 0,71 mkw. w I kwartale 2026 r. Stało się tak dlatego, że deweloperzy wprowadzili na rynek dużą pulę relatywnie tańszych mieszkań, co zahamowało wzrost średniej ceny metra kwadratowego. W efekcie nawet umiarkowany wzrost wynagrodzeń przełożył się na realną poprawę siły nabywczej.

W Warszawie zadziałał mechanizm odwrotny. Choć przeciętne wynagrodzenie brutto wzrosło tam nieco bardziej niż w Krakowie, rynek został w coraz większym stopniu zdominowany przez drogą ofertę z segmentu premium. Apartamenty w najlepszych lokalizacjach, często bardzo drogie w przeliczeniu na metr kwadratowy, wywindowały średnie ceny mieszkań i skutecznie zneutralizowały pozytywny wpływ wzrostu płac.

Gdzie dostępność rośnie, a gdzie topnieje

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl i GUS wynika, że w I kwartale 2026 r. przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto – w zależności od miasta – pozwalało kupić od 0,59 do 0,85 mkw. nowego mieszkania.

Najwyższy poziom dostępności niezmiennie notują Katowice, gdzie przeciętna pensja wystarczała na zakup ok. 0,85 mkw. nowego mieszkania. Choć wynik ten jest nieco słabszy niż kwartał wcześniej, to w ujęciu rocznym dostępność mieszkań w stolicy Górnego Śląska wyraźnie się poprawiła.

dostępność mieszkań

Bardzo dobrze wypada także Łódź, gdzie w ciągu ostatnich 12 miesięcy dostępność nowych mieszkań poprawiła się najbardziej, a w I kwartale 2026 r. przeciętna pensja pozwalała kupić już około 0,76 mkw. To efekt relatywnie wolniejszego wzrostu cen mieszkań przy jednoczesnym wzroście wynagrodzeń. Łódź coraz wyraźniej dystansuje pod tym względem Poznań, Kraków czy Trójmiasto.

Poprawę siły nabywczej widać również w Krakowie i Wrocławiu, gdzie dostępność nowych mieszkań wzrosła odpowiednio do ok. 0,71 i 0,66 mkw. Poprawę w obu miastach widać zarówno w ujęciu kwartalnym, jak i rocznym. Widać, że zadziałał tam mechanizm równoważenia się rynku: ceny mieszkań rosną wolniej niż kilka kwartałów temu, a wynagrodzenia – choć już nie tak dynamicznie jak w latach boomu inflacyjnego – nadal idą w górę.

Mniej powodów do optymizmu mają natomiast mieszkańcy Poznania. W I kwartale 2026 r. przeciętna pensja wystarczała tam na zakup jedynie 0,69 mkw., podczas gdy jeszcze rok wcześniej możliwe było nabycie wyraźnie większego metrażu. W tym przypadku mamy do czynienia z klasycznym przykładem spadku siły nabywczej: tempo wzrostu cen mieszkań wyprzedziło dynamikę wynagrodzeń.

Stagnacja widoczna jest także w Gdańsku, gdzie wskaźnik dostępności od kilku kwartałów krąży wokół 0,61 mkw. Choć rynek uspokoił się po wcześniejszej fali podwyżek, wysokie ceny – w dużej mierze napędzane przez segment premium i lokalizacje nadmorskie – skutecznie ograniczają poprawę dostępności mieszkań dla przeciętnie zarabiających gospodarstw domowych.

Na końcu zestawienia ponownie znalazła się Warszawa. Stolica jest jedyną metropolią, w której dostępność nowych mieszkań nie tylko pozostaje najniższa, ale w skali roku jeszcze się pogorszyła.

Cicha bariera dostępności

Z perspektywy ostatnich 12 miesięcy widać wyraźnie, że poprawa dostępności nowych mieszkań nie była zjawiskiem powszechnym, lecz selektywnym. Najwięcej zyskały miasta o bardziej „masowej” strukturze nowej podaży, natomiast metropolie o wysokim udziale drogiej oferty – na czele z Warszawą – pozostają poza zasięgiem wielu gospodarstw domowych. I nic nie wskazuje na to, by w najbliższym czasie ta mapa dostępności miała się radykalnie zmienić.

– Choć dziś niewielu mówi już o bańce cenowej, dane pokazują, że problem dostępności mieszkań w wielu miastach narasta po cichu, kwartał po kwartale – bez spektakularnych wzrostów cen, ale z równie dotkliwymi konsekwencjami dla nabywców. Bo brak bańki cenowej nie oznacza jeszcze rynku przyjaznego dla przeciętnie zarabiających – komentuje Marek Wielgo.

Tomasz Bocheński z Polska Press Grupy nagrodzony w prestiżowym konkursie Society for News Design

Tomasz Bocheński, dyrektor artystyczny Polska Press Grupy, został laureatem 47. edycji międzynarodowego konkursu Society for News Design (SND47) Best of News Design. Jury doceniło Polaka w kategorii „Portfolio indywidualne autora”, wyróżniając projekty realizowane dla marek należących do portfela Polska Press Grupy.

Society for News Design to najważniejszy na świecie konkurs w dziedzinie projektowania mediów, wizualnego storytellingu i edycji. Tegoroczna edycja była historyczna – jury obradowało stacjonarnie w dwóch lokalizacjach jednocześnie: w San Francisco (UC Berkeley) oraz w Singapurze (siedziba Reutersa), oceniając blisko 4200 prac z całego świata.

– Otrzymanie nagrody w tak silnej, międzynarodowej konkurencji, w której znalazły się np. »The New York Times«, »The Washington Post« czy »Die Zeit« jedynie potwierdza, że polski design może śmiało równać się z najlepszymi redakcjami globu. Ta nagroda jest dla całego zespołu Polska Press Grupy – powiedział laureat – Tomasz Bocheński.

Wygrana Bocheńskiego to sukces całego polskiego designu. Jury SND słynie z rygorystycznych ocen, biorąc pod uwagę nie tylko estetykę, ale przede wszystkim funkcjonalność i umiejętność opowiadania złożonych historii obrazem – kompetencji niezbędnych w nowoczesnej komunikacji cyfrowej.Tomasz Bocheński Portfolio indywidualne autora Tomasz Bocheński Portfolio indywidualne autora Tomasz Bocheński Portfolio indywidualne autora Tomasz Bocheński Portfolio indywidualne autora Tomasz Bocheński Portfolio indywidualne autora

Euro pod presją danych i polityki fiskalnej. Dolar pozostaje mocny

Początek tygodnia na rynku walutowym przynosi umiarkowaną zmienność, przy jednoczesnym utrzymaniu kluczowych tematów z poprzednich dni. Inwestorzy koncentrują się na sytuacji geopolitycznej, sygnałach z Europy oraz świeżych danych makroekonomicznych. Istotne znaczenie mają dziś publikacje indeksów PMI, które rzucają nowe światło na kondycję europejskiej gospodarki.

Trump otwiera, tylko klucz nie pasuje

Pierwsze godziny tygodnia upływają pod znakiem utrzymującej się niepewności geopolitycznej związanej z konfliktem na Bliskim Wschodzie. Brak przełomu w rozmowach między USA a Iranem podtrzymuje napięcie wokół regionu, co przekłada się na umiarkowany wzrost awersji do ryzyka. Na rynku walutowym widoczne jest to w relatywnej sile dolara, który zyskuje jako bezpieczna przystań, choć skala ruchu pozostaje ograniczona. Równocześnie obserwujemy podwyższone ceny ropy oraz złota, co wynika z obaw o potencjalne zakłócenia dostaw surowców. Warto jednak zaznaczyć, że reakcja rynków nie ma charakteru panicznego – inwestorzy zakładają raczej scenariusz ograniczonej eskalacji konfliktu, co ogranicza presję na bardziej dynamiczne przepływy kapitału.

UE robi to, co umie najlepiej – debatuje

Drugim istotnym wątkiem jest spotkanie Eurogrupy, które może nadać ton europejskim aktywom w kolejnych dniach. W centrum uwagi znajdują się kwestie fiskalne oraz koordynacja polityki gospodarczej w warunkach nierównomiernego ożywienia. Choć rynek nie oczekuje przełomowych decyzji, to ewentualne sygnały dotyczące większej elastyczności fiskalnej lub wsparcia dla gospodarki mogą mieć znaczenie dla euro. W szerszym kontekście wspólna waluta pozostaje wrażliwa na dane makro, jednak stabilizacja wskaźników koniunktury może ograniczać presję spadkową na EUR/USD i sprzyjać bardziej zrównoważonemu zachowaniu kursu w krótkim terminie.

Optymizm w przemyśle

Opublikowane dziś indeksy PMI wskazują na utrzymanie aktywności gospodarczej powyżej poziomu 50 pkt, co sugeruje kontynuację ekspansji w przemyśle. To istotna zmiana względem wcześniejszych miesięcy, gdy część odczytów sygnalizowała spowolnienie. Dane te mogą wspierać sentyment wobec bardziej ryzykownych aktywów i ograniczać popyt na bezpieczne przystanie. W dalszej części tygodnia uwaga inwestorów przesunie się na dane z rynku pracy w USA oraz komunikację banków centralnych, które pozostają kluczowe dla oczekiwań dotyczących stóp procentowych. W przypadku złotego globalne tło nadal odgrywa dominującą rolę – przy stabilizacji nastrojów możliwe jest utrzymanie EUR/PLN w relatywnie wąskim przedziale wahań między 4,24-4,26 zł, podczas gdy EUR/USD będzie reagował głównie na napływające dane i zmiany apetytu na ryzyko.

Dlaczego firmy nie mają problemu z liczbą leadów, tylko z jakością procesu marketingowego? Odpowiadają eksperci z SUASIO

Większość firm B2B i e-commerce nie ma problemu z liczbą leadów. Ma problem z procesem, który gubi je na każdym etapie – między reklamą a stroną docelową, między formularzem a handlowcem, między pierwszym kontaktem a decyzją zakupową. 

Dzisiejszy konsument potrzebuje średnio 27 punktów styku z marką przed zakupem – to o 10 więcej niż kilka lat temu. Tymczasem większość firm wciąż projektuje proces tak, jakby klient kupował w linii prostej. Dlaczego liczba leadów to mylący wskaźnik i co naprawdę decyduje o sprzedaży? Pytamy o to ekspertów z firmy doradczo-szkoleniowej Suasio.

Lejek pełen leadów na górze, pusty na dole – klasyczny obraz złego procesu

Firmy chętnie mierzą liczbę leadów, bo to wskaźnik łatwy do raportowania. Marketingowcy chwalą się 500 zapisami z kampanii, handlowcy narzekają, że „ci ludzie nie chcą rozmawiać”, a zarząd patrzy na malejący zwrot z inwestycji. Każda strona ma swoje liczby, ale żadna nie pokazuje pełnego obrazu.

– W procesie generowania leadów kluczowe jest nie tylko to, ile kontaktów pozyskujesz, ale przede wszystkim jaka jest ich jakość. Lead, który wypełnił formularz „od niechcenia”, to strata czasu dla handlowców – zauważa Mateusz Adamiak, Marketing Strategy Consultant w Suasio.

To rozróżnienie jest podstawowe. Lead marketingowy (MQL) to osoba, która wykazała zainteresowanie ofertą, ale nie jest jeszcze gotowa do rozmowy ze sprzedawcą. Lead sprzedażowy (SQL) to kontakt, który spełnia kryteria idealnego klienta i jest gotowy do rozmowy. I właśnie na granicy między tymi dwoma stanami firmy najczęściej gubią potencjał.

Klasyczny lejek nie opisuje już tego, jak ludzie kupują

Drugi powód, dla którego liczba leadów myli, jest głębszy. Sam model lejka, na którym oparty jest cały marketing wielu firm, przestał działać. Konsumenci nie poruszają się od góry do dołu. Krążą.

Z badań Google z 2020 roku opartych na analizie 310 000 symulowanych scenariuszy zakupowych wynika, że 30-40% konsumentów zmienia preferencje w momencie, gdy dostaje alternatywę. Ten wniosek jest niewygodny dla każdego, kto planuje kampanie według klasycznego AIDA.

– Konsumenci poruszają się w sposób chaotyczny między różnymi źródłami – wyszukiwarki, strony marek, porównywarki, media społecznościowe, recenzje, fora. I robią to wielokrotnie. Nie ma tutaj linearnej progresji. Jest pętla – mówi Piotr Rychel, Marketing Strategy Consultant w Suasio. Google nazywa tę przestrzeń „messy middle” – chaotyczny środek, w którym potencjalny klient krąży między eksploracją (poszerzaniem opcji) a ewaluacją (zawężaniem opcji), zanim w ogóle pomyśli o zakupie.

Praktyczna konsekwencja jest taka: marketingowiec, który wlewa setki leadów do lejka liczącego na ich liniową konwersję, projektuje proces na konsumenta, który przestał istnieć. Firma traci leady nie dlatego, że jest ich za mało – tylko dlatego, że nie potrafi się z nimi spotkać w momentach, w których faktycznie podejmują decyzje.

Cztery miejsca, w których typowa firma gubi leady

Mateusz Adamiak, na podstawie kilkudziesięciu konsultacji w ramach doradztwa marketingowego Suasio, wymienia cztery konkretne miejsca, w których firmy najczęściej tracą potencjalnych klientów. Każde z nich to nie kwestia braku leadów, tylko źle zaprojektowanego procesu.

Pierwsze miejsce to niespójność między reklamą a stroną docelową. Reklama obiecuje „darmowy raport o trendach w branży”, potencjalny klient klika, trafia na stronę główną – i nigdzie nie widzi obiecanego materiału. Konkretny przypadek z praktyki Suasio: firma B2B prowadziła kampanię na LinkedInie z dokładnie taką obietnicą. Większość osób, które kliknęły, opuszczały stronę, bo nie potrafiły znaleźć raportu. Lead został zdobyty na poziomie reklamy i utracony w pierwszych 5 sekundach na stronie.

Drugie miejsce to zbyt skomplikowana ścieżka konwersji. W jednym z analizowanych przez Suasio sklepów internetowych użytkownik mobilny musiał wykonać 3-4 kliknięcia, przewinąć kilka sekcji i pominąć widget czatu, żeby dotrzeć do formularza. Każdy dodatkowy krok to moment, w którym klient rezygnuje. – Klient powinien móc zostawić dane w maksymalnie 2 krokach – rekomenduje Adamiak.

Trzecie miejsce to brak follow-upu po pozyskaniu leada. To prawdopodobnie najbardziej bolesne miejsce, bo firma już wydała pieniądze na pozyskanie kontaktu, a potem… go ignoruje. Suasio przeprowadziło test „tajemniczego klienta” w jednej z firm usługowych – po wysłaniu zapytania przez formularz, w skrzynce odbiorczej nie pojawiła się żadna wiadomość. Ani po 15 minutach, ani po godzinie. Klient w takiej sytuacji nie wie, czy ma czekać, czy szukać innej firmy. Większość wybiera to drugie.

Czwarte miejsce to brak systemu kwalifikacji. Bez scoringu firma traktuje wszystkie leady jednakowo – i handlowcy spędzają tyle samo czasu na kontakcie, który nigdy nie kupi, ile na kontakcie z budżetem i decyzją. – Marketer może pochwalić się liczbą leadów, ale jeśli handlowcy nie są w stanie zamknąć transakcji, coś jest nie tak – zauważa Adamiak.

Brak automatyzacji to najdroższy błąd procesu

Czwarty problem – brak systemu reakcji na leady – dotyczy nie tylko firm B2B. W e-commerce wygląda to podobnie, tylko mierzy się go inną metryką. Filip Przybylski, Marketing Automation Specialist w Suasio, przypomina podstawową statystykę: średni wskaźnik porzuconego koszyka w e-commerce wynosi 70%. Siedmiu na dziesięciu klientów dodaje produkt do koszyka i nie kończy zakupu.

Przybylski podkreśla, że to nie jest problem z liczbą wejść do koszyka. To problem z procesem, który nie reaguje na zachowanie klienta. – Marketing automation to narzędzie i proces, który pozwala reagować na zachowania Twoich klientów w czasie rzeczywistym. Klient porzucił koszyk? System dostarczy mu powiadomienie. Potencjalny klient zapisał się do newslettera? Otrzymuje spersonalizowaną serię powitalną – tłumaczy FIlip Przybylski.

Liczby z wdrożeń Suasio pokazują skalę różnicy, jaką robi sam proces. Bez automatyzacji firma traci 10-20% potencjalnej wartości zamówień bezpowrotnie. Z automatyzacją – odzyskuje. Klient z branży beauty po uruchomieniu zaledwie dwóch ścieżek e-mailowych (porzucony koszyk i porzucona strona) odnotował wzrost obrotów miesiąc do miesiąca o około 40%. Klient z branży winiarskiej po zmianie szablonów kampanii e-mail – wzrost przychodów o ponad 45%. To te same leady, ten sam ruch, ten sam budżet reklamowy. Inny jest tylko proces.

W B2B mechanizm jest podobny, choć rezultaty mierzy się inaczej. Automatyzacja pracuje z leadami przez lead scoring, ogrzewa zimne kontakty i przekazuje gorące do działu handlowego dopiero wtedy, gdy mają realny potencjał. To oszczędza czas handlowców i zwiększa konwersję – bez konieczności zwiększania bazy leadów.

Co odróżnia firmę z dobrym procesem od firmy z dużą bazą leadów

Zestawiając wyżej opisane wnioski widać wyraźnie, że jakość procesu marketingowego sprowadza się do kilku obserwowalnych elementów. Firmy, które konwertują leady na sprzedaż, mają je. Firmy, które gonią za liczbą – nie mają.

Spójność komunikatu na całej ścieżce. To, co obiecuje reklama, musi pojawić się na stronie. To, co pokazuje strona, musi pojawić się w follow-upie. Klient nie powinien czuć, że na każdym kroku trafia w inny komunikat.

Prosta ścieżka do konwersji. Maksymalnie 2 kroki do pozostawienia danych. Formularz na pierwszym ekranie, nie ukryty. Wersja mobilna sprawdzona tak samo, jak desktopowa.

Natychmiastowa reakcja na lead. Automatyczne potwierdzenie wysłania formularza. Jasna informacja o czasie odpowiedzi. Alert dla handlowca o nowym kontakcie w CRM. To wszystko można skonfigurować raz – i działa potem przez lata.

System kwalifikacji oparty na zachowaniu i danych. Scoring, który przypisuje punkty za zachowania (pobranie e-booka, wizyta na stronie cennika, otwarcie newslettera) i cechy demograficzne (stanowisko, branża, wielkość firmy). Tylko leady przekraczające próg trafiają do handlowców.

Wspólna definicja „dobrego leada” dla marketingu i sprzedaży. Bez tego marketingowcy generują kontakty, których handlowcy nie chcą, a handlowcy odrzucają leady, których marketingowcy nie potrafią poprawić. Cotygodniowe spotkania, wspólne metryki i SLA między działami załatwiają większość tarć.

Automatyzacja powtarzalnych procesów. Sekwencje powitalne, porzucone koszyki, reaktywacja, nurturing – wszystko, co można zaprojektować raz i pozwolić działać 24/7. Nie po to, żeby zastąpić zespół, tylko po to, żeby zespół miał czas na decyzje, których nie da się zautomatyzować.

Od czego zacząć, jeśli proces nie działa? Rekomendacje ekspertów z SUASIO

Najdrożej kosztuje firmę próba naprawienia tego od strony reklamy. Zwiększanie budżetu na kampanie w sytuacji, gdy proces gubi 70% wartości na dalszych etapach, to wlewanie wody do dziurawego wiadra. Eksperci Suasio konsekwentnie rekomendują inną kolejność.

Pierwszy krok to audyt obecnej ścieżki. Przejście przez nią jak „tajemniczy klient” – od kliknięcia w reklamę, przez stronę docelową, formularz, follow-up, aż do rozmowy z handlowcem. Każde miejsce, w którym pojawia się tarcie, niespójność albo cisza, jest miejscem utraty leada. Większość firm nigdy tego testu nie zrobiła na sobie.

Drugi krok to uporządkowanie narzędzi. CRM jako centrum dowodzenia, Google Analytics do analizy źródeł, Microsoft Clarity do nagrywania sesji użytkowników i zobaczenia, gdzie faktycznie się gubią. To narzędzia darmowe lub niedrogie, a dają konkretne dane, na których można pracować.

Trzeci krok to wdrożenie podstawowej automatyzacji. Pięć ścieżek, które dają największy zwrot – w B2C to seria powitalna, porzucony koszyk, post-purchase, reaktywacja i kampanie okazjonalne. W B2B – onboarding, lead nurturing, reaktywacja zimnych leadów, nurturing po webinarze i kampanie post-purchase. Te pięć ścieżek odpowiada za większość wartości, którą można odzyskać bez zwiększania budżetu reklamowego.

Czwarty krok to ustalenie współpracy między marketingiem a sprzedażą. Wspólna definicja leada, regularne spotkania, wspólne metryki. To brzmi banalnie, ale w większości firm B2B to właśnie tu jest największe źródło strat.

Lead generation to dyscyplina procesu, nie reklamy

Dobre kampanie reklamowe są ważne, ale nie są wąskim gardłem. Jest nim proces – wszystko, co dzieje się od kliknięcia w reklamę do podpisania umowy. I tu większość firm ma najwięcej do nadrobienia.

– Pozyskanie leada to dopiero połowa sukcesu. Druga połowa to skuteczne śledzenie leadów przez cały lejek i przekazanie ich w odpowiednim momencie do handlowców. Tylko wtedy biznes odczuje prawdziwy zwrot z inwestycji – podsumowuje Mateusz Adamiak z Suasio.

Firmy, które to rozumieją, przestają mierzyć liczbę leadów i zaczynają mierzyć konwersję leada na klienta, koszt pozyskania klienta i wartość życiową klienta (LTV). Te metryki pokazują, czy proces działa – liczba leadów pokazuje tylko, czy reklama dociera. A to dwie zupełnie różne rzeczy.

Bank Światowy: Złoto i srebro z historycznymi rekordami w 2026 roku, ale nadchodzi korekta

Rynek metali szlachetnych znajduje się w punkcie zwrotnym. Podczas gdy inwestorzy indywidualni i instytucjonalni coraz śmielej spoglądają w stronę złota i srebra, najnowszy raport Banku Światowego (Commodity Markets Outlook) kreśli fascynujący, choć niejednoznaczny scenariusz na najbliższe lata.

Ostatnie dni ubiegłego miesiąca na rynku złota przyniosły pewne zaskoczenie – 28 kwietnia cena kruszcu spadła poniżej poziomu 4600 dolarów za uncję, potem nieco przekroczyła ten pułap i przez majówkę utrzymywała się w okolicy 4600 USD/oz. Choć dla części inwestorów krótkoterminowych może to być sygnał do niepokoju, głębsza analiza fundamentów sugeruje, że mamy do czynienia jedynie z techniczną korektą w drodze po nowe szczyty.

Głównym czynnikiem hamującym złoto jest obecnie „wyższa inflacja na dłużej”. Raport Banku Światowego Commodity Markets Outlook prognozuje wzrost cen energii aż o 24% w ciągu 2026 roku. Paradoksalnie, złoto, które jest tradycyjną ochroną przed inflacją, staje się jej „ofiarą” w ujęciu polityki monetarnej – wyższa inflacja zmusza banki centralne (w tym Fed) do utrzymywania wysokich stóp procentowych, co wzmacnia dolara i wywiera presję na ceny kruszców.

Mimo to, optymizm wśród inwestorów pozostaje rekordowy. Mediana prognoz Reutersa na 2026 rok to aż 4916 dolarów za uncję – najwięcej od czternastu lat. Dlaczego? Ponieważ po raz pierwszy w historii wartość złota w rezerwach banków centralnych przewyższyła wartość amerykańskich obligacji skarbowych.

Banki centralne traktują kruszec jako jedyne pewne aktywo w obliczu niestabilności dolara i rosnącego zadłużenia USA, zatem konsekwentnie zwiększają swoje rezerwy kruszcu. Tu jako ciekawostkę warto przytoczyć przykład Banku Centralnego Turcji, który w 2 tygodnie zwiększył swoje zasoby o 36,4 tony w wyniku zamykania operacji swapowych.

Czy prognozy Banku Światowego ostudzą „gorączkę złota”?

Bank Światowy prognozuje, że rok 2026 będzie rekordowy dla całego sektora. Średnie ceny metali szlachetnych mają wzrosnąć o 42% rok do roku, osiągając najwyższy poziom w historii. Samo złoto ma podrożeć o ok. 37%, znajdując silne oparcie w niepewności geopolitycznej oraz zakupach banków centralnych. Co ciekawe, mimo wysokich cen, Bank Światowy przewiduje, że wydobycie w kopalniach pozostanie stabilne, a podaż z recyklingu (stanowiąca 30% rynku) spowolni, co może dodatkowo wywierać presję wzrostową na ceny.

Najbardziej zaskakującym elementem raportu jest prognoza na 2027 rok, przewidująca 9-procentowy spadek cen złota. Teza ta stoi w jaskrawej sprzeczności z rynkowymi prognozami najodważniejszych analityków, którzy wieszczą marsz w kierunku 10 tys. dolarów za uncję do 2030 roku. Bank Światowy argumentuje swoje stanowisko osłabieniem popytu jubilerskiego (konsumenci uciekają od rekordowo drogich wyrobów) oraz stabilizacją podaży.

Jeszcze dynamiczniejszą trajektorię Bank Światowy przewiduje dla srebra. W 2026 roku cena ma wynieść średnio 70 dolarów za uncję (wzrost o 76% r/r!). Kluczowym czynnikiem, oprócz inwestycji, jest rosnące wykorzystanie srebra i platyny w przemyśle (fotowoltaika, AI), co ma pogłębić niedobór podaży na rynku. To potwierdza tezę o „srebrnym gambicie” Chin, które masowo gromadzą kruszec, dostrzegając jego strategiczne znaczenie.

Eksperci Banku Światowego ostrzegają: największą przeszkodą dla stabilnego wzrostu pozostaje inflacja. Jej paliwem jest gwałtowny wzrost cen energii i towarów (prognozowany skok cen energii o 24% w 2026 r.). Może to stworzyć paradoksalną sytuację, w której złoto stanie się „ofiarą” własnej natury – wyższa inflacja zmusi banki centralne do utrzymywania wysokich stóp procentowych, co wzmocni dolara i okresowo uderzy w wyceny kruszców.

Podsumowując: choć Bank Światowy studzi nastroje, prognozując lekki spadek cen złota w 2027 roku, rynek patrzy znacznie dalej. W obliczu niedoborów podaży srebra i platyny w przemyśle oraz niesłabnącego popytu inwestycyjnego, złoto pozostaje fundamentem bezpieczeństwa w portfelu na 2026 rok.

Cyberataki są szybsze i bardziej zautomatyzowane. Liczba ofiar ransomware wzrosła o 389% r/r

Fortinet 2026 Global Threat Landscape Report wskazuje na gwałtowny wzrost cyberprzestępczości wykorzystującej sztuczną inteligencję, który przełożył się na zwiększenie o 389% liczby ofiar ransomware rok do roku.

Fortinet opublikował opracowany corocznie przez zespół FortiGuard Labs dokument 2026 Global Threat Landscape Report. Zebrane w nim informacje zostały przygotowane wyłącznie na podstawie danych telemetrycznych FortiGuard Labs i przedstawiają obraz aktywnego krajobrazu zagrożeń oraz trendów zaobserwowanych w 2025 roku. Raport zawiera także kompleksową analizę technik wykorzystywanych w cyberatakach zgodnie z frameworkiem MITRE ATT&CK. Dane te pokazują, że cyberprzestępczość nie funkcjonuje już jako seria odrębnych kampanii. Działa raczej jak spójny system, w którym cyberprzestępcy realizują cały proces ataku od początku do końca, a stosowanie przez nich autonomicznych narzędzi wspierających działania dodatkowo skraca czas potrzebny do przeprowadzenia ataku.

Cyberprzestępczość jest jednym z najbardziej powszechnych i kosztownych zagrożeń na świecie, a nasz najnowszy raport pokazuje, że cyberprzestępcy zaczynają wykorzystywać autonomiczne agentowe systemy AI do prowadzenia coraz bardziej zaawansowanych ataków – mówi Derek Manky, Chief Security Strategist oraz globalny wiceprezes w dziale Threat Intelligence w Fortinet FortiGuard Labs. – Wraz ze wzrostem poziomu wykorzystania sztucznej inteligencji przez przestępców zespoły odpowiedzialne za bezpieczeństwo muszą rozwijać swoją działalność operacyjną i wdrażać narzędzia bazujące na AI, które pozwalają reagować z taką samą szybkością, z jaką rozwijają się współczesne zagrożenia.

Techniki ataków i branże będące celem cyberprzestępców

Współczesna cyfrowa przestępczość przekracza granice państw, sektorów gospodarki, a często także tradycyjne definicje samego przestępstwa. Raport FortiGuard Labs wskazuje na kilka kluczowych zjawisk:

  • Tempo działania staje się dziś jednym z kluczowych czynników ryzyka, ponieważ skraca się czas wykorzystania podatności. Sztuczna inteligencja przyspiesza rozpoznanie celu, przygotowanie narzędzi i realizację ataków. Dane FortiGuard Intelligence pokazują, że w przypadku krytycznych zagrożeń czas od ujawnienia podatności do jej wykorzystania (Time-To-Exploit, TTE) wynosi obecnie zaledwie 24-48 godzin. We wcześniejszych raportach było to średnio 4,76 dnia. Praktyka pokazuje, że o powodzeniu ataku mogą decydować nawet minuty – próby wykorzystania podatności React2Shell rozpoczęły się już w ciągu kilku godzin od jej publicznego ujawnienia.
  • Liczba ofiar ransomware gwałtownie rośnie: FortiRecon zidentyfikował na świecie 7831 potwierdzonych ofiar ataków ransomware – wobec około 1600 wskazanych w dokumencie Fortinet 2025 Global Threat Landscape Report, co oznacza wzrost o 389 proc. rok do roku. Przyczyniła się do tego dostępność gotowych narzędzi dla cyfrowych przestępców, takich jak WormGPT, FraudGPT i BruteForceAI. Trzy najczęściej atakowane branże to: produkcja (1284 ofiary), usługi biznesowe (824) i handel detaliczny (682). Najwięcej ofiar odnotowano w: USA (3381), Kanadzie (374) i Niemczech (291).
  • Rosnąca liczba cyfrowych tożsamości zwiększa ryzyko w środowiskach chmurowych: Dane zebrane przez platformę FortiCNAPP (Cloud-Native Application Protection Platform) pokazują, że większość potwierdzonych incydentów chmurowych w 2025 roku wynikała ze skradzionych, ujawnionych lub niewłaściwie wykorzystywanych danych uwierzytelniających, a nie z ataków na samą infrastrukturę. Analiza branżowa wskazuje, że głównym celem były placówki ochrony zdrowia oraz firmy handlu detalicznego. Duża liczba kont użytkowników, federacyjne modele dostępu oraz złożone integracje chmurowe czynią te podmioty szczególnie podatnymi na ataki.

Jak działają współcześni cyberprzestępcy wykorzystujący AI?

Jak przewidywali autorzy raportu FortiGuard Labs Cyberthreat Predictions for 2026, najbardziej zaawansowane grupy przestępcze działają jak częściowo autonomiczne przedsiębiorstwa. Wspierają je zautomatyzowane narzędzia (shadow agents), brokerzy dostępu i operatorzy botnetów oferujący swoje usługi na żądanie. Oto kluczowe wnioski zaprezentowane w dokumencie 2026 Global Threat Landscape Report:

  • Zautomatyzowane autonomiczne narzędzia obniżają wymagania dotyczące kompetencji operatorów, jednocześnie przyspieszając tempo działań. Dane z dark webu pozyskiwane przez rozwiązanie FortiRecon wykazały obecność wykorzystujących sztuczną inteligencję ofensywnych narzędzi, oferowanych zarówno jako usługi, jak i produkty. Obejmują one m.in. ulepszone wersje WormGPT i FraudGPT, a także nowe rozwiązania, takie jak HexStrike AI (ofensywne narzędzie wykorzystujące AI do automatycznego prowadzenia rekonesansu i wyznaczania ścieżek ataku) oraz BruteForceAI (narzędzie do testów penetracyjnych, które integruje duże modele językowe LLM do inteligentnej analizy formularzy i potrafi przeprowadzać zaawansowane wielowątkowe ataki).
  • Dzięki AI cyberprzestępcy działają skuteczniej, zamiast pracować ciężej. Dane telemetryczne zgromadzone przez rozwiązanie FortiGate IPS odnotowały spadek liczby prób brute force o 22 proc. rok do roku, co wskazuje na wzrost efektywności działań przestępców. Dzięki zoptymalizowanym, bardziej inteligentnym technikom brute force atakujący podejmują mniej prób wobec lepiej dobranych celów, zwiększając prawdopodobieństwo powodzenia dla każdej testowanej pary danych uwierzytelniających. Odnotowanych zostało około 67,65 miliarda zdarzeń brute force na świecie, czyli około 185 milionów prób dziennie, 1,3 miliarda tygodniowo oraz 5,6 miliarda miesięcznie. Jednocześnie dane wywiadowcze wskazały na wzrost liczby prób wykorzystania podatności na świecie o 25,49 proc. rok do roku.
  • Skradzione zestawy danych są obecnie częściej wykorzystywane niż wycieki danych uwierzytelniających. Pracujący w strukturach FortiGuard Labs autorzy ubiegłorocznego dokumentu 2025 Global Threat Landscape Report odnotowali wzrost o 500 proc. liczby logów pochodzących z systemów przejętych przez malware typu infostealer. W 2026 roku dane FortiRecon wykazały kolejny wzrost – tym razem o 79 proc. – oraz przesunięcie w kierunku kradzieży bardziej kompletnych zestawów danych, wspieranej przez autonomiczne systemy AI. W obrocie bazami danych w dark webie dominowały pakiety danych wykradzionych przez malware typu infostealer, które stanowiły 67,12 proc. oferowanych i udostępnianych zbiorów. Wyprzedziły one listy loginów i haseł pochodzących z różnych wycieków (16,47 proc.) oraz same wykradzione dane uwierzytelniające (5,96 proc.). Tego typu logi przyczyniają się do ograniczenia nakładu pracy po stronie atakujących, ponieważ zawierają nie tylko dane tożsamościowe, ale także dodatkowe informacje kontekstowe, w tym dane przechowywane w przeglądarkach, co umożliwia ich natychmiastowe wykorzystanie i daje szybsze efekty niż klasyczne ataki brute force czy password spraying.
  • Złośliwe oprogramowanie wykradające dane uwierzytelniające nadal pozostaje istotnym elementem cyberprzestępczego ekosystemu. Szkodliwe narzędzia wykradające dane wciąż stanowią dochodowy segment rynku i jedno z głównych źródeł pozyskiwania informacji do wykorzystania w kolejnych atakach. Telemetria narzędzia FortiRecon pokazuje, że aktywność w tym obszarze była zdominowana przez RedLine (912 tys. infekcji, 50,8%), Lumma (500 tys. infekcji, 27,8%) oraz Vidar (237 tys. infekcji, 13,2%).

Przekuwanie wiedzy o zagrożeniach w konkretne działania: zakłócanie działalności ekosystemów cyberprzestępczych

Fortinet zobowiązuje się do aktywnego działania na rzecz ograniczania cyberprzestępczości poprzez gromadzenie i udostępnianie informacji o zagrożeniach oraz bezpośrednie zaangażowanie w walkę z cyfrowymi zagrożeniami na skalę globalną.

Niedawna wspólna operacja, kierowana przez INTERPOL i wspierana przez Fortinet w ramach inicjatywy World Economic Forum Cybercrime Atlas, doprowadziła do rozbicia jednej z sieci cyberprzestępczych. Operacja Red Card 2.0 przyczyniła się do likwidacji infrastruktury oraz zatrzymania osób odpowiedzialnych za internetowe oszustwa, wyłudzenia za pośrednictwem płatności mobilnych oraz fałszywe wnioski kredytowe w Afryce. Fortinet jest członkiem założycielem Cybercrime Atlas – globalnej inicjatywy współpracy sektora publicznego i prywatnego prowadzonej przez World Economic Forum, która wykorzystuje ogólnodostępne źródła informacji do mapowania sieci cyberprzestępczych, identyfikowania słabych punktów ich infrastruktury oraz wspierania wspólnych działań operacyjnych prowadzonych z organami ścigania, takich jak niedawne operacje Red Card 2.0 i Serengeti 2.0.

2026 Global Threat Landscape Report pokazuje, że wspieranie działań zakłócających działalność cyberprzestępców nigdy nie było tak istotne jak obecnie. Aby pomóc obrońcom wyprzedzać ich działania, Fortinet oraz Crime Stoppers International uruchomiły program Cybercrime Bounty, który zapewnia obywatelom i etycznym hakerom bezpieczny oraz anonimowy kanał przekazywania informacji o cyfrowych zagrożeniach.

Warszawski rynek biurowy pod presją. Podaż spada, a czynsze rosną

Raport „Warsaw Office Market” firmy doradczej Savills pokazuje, że zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie na koniec marca 2026 roku wyniosły 6,28 mln m kw., jednak skala nowej podaży i aktywności deweloperskiej pozostaje bardzo ograniczona. W I kwartale oddano do użytku niespełna 43 tys. m kw., a w całym roku może to być jedynie ok. 72 tys. m kw. To jeden z najniższych wyników w historii rynku, wyraźnie poniżej średnich z ostatnich 5 i 10 lat (odpowiednio 163 tys. m kw. i 220 tys. m kw.).

PODAŻ I AKTYWNOŚĆ DEWELOPERSKA

Nowa podaż obejmowała dwa projekty biurowe – Vena (15,4 tys. m kw.) oraz budynek Studio B (24 tys. m kw.) – a także modernizację niewielkiego obiektu przy ul. Przemysłowej. Kolejne inwestycje planowane na ten rok to m.in. Skyliner II oraz projekty przy ul. Puławskiej i Przemysłowej.

Jednocześnie aktywność po stronie deweloperów spadła do ok. 120 tys. m kw., co jest najniższym poziomem w historii. Aż 89% realizowanych projektów znajduje się w strefach centralnych.

Obecnie obserwujemy najniższy w historii poziom aktywności deweloperskiej. Szacujemy, że przez najbliższe trzy lata całkowity wolumen nowej powierzchni może wynieść zaledwie 217 000 m kw. To nie jest już tylko chwilowe spowolnienie, ale głęboka luka podażowa, która w nadchodzących kwartałach ograniczy wybór najemcom. Przy tak ograniczonej podaży rośnie znaczenie istniejących, dobrze zlokalizowanych budynków, które szybciej znajdują najemców – mówi Daniel Czarnecki, Head of Landlord Representation w Savills.

PUSTOSTANY I DOSTĘPNOŚĆ POWIERZCHNI

Ograniczona dostępność powierzchni jest szczególnie widoczna w centralnych lokalizacjach. Na koniec marca uśredniony współczynnik pustostanów w stolicy wyniósł 9,5%. Łącznie na rynku dostępne było 597 tys. m kw. biur, a absorpcja netto wyniosła nieco ponad 10 tys. m kw.

Najemcy stają dziś przed coraz trudniejszym wyborem. Z jednej strony chcą zabezpieczyć atrakcyjne biura, które pomogą przyciągnąć pracowników, z drugiej strony, dostępność powierzchni w centralnych lokalizacjach szybko się kurczy – komentuje Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation w Savills. – Wskaźnik pustostanów w centrum to już tylko 6,5%. Firmy, które odkładają decyzje, muszą brać pod uwagę, że za rok czy dwa wybór będzie wyraźnie mniejszy i będą miały mniej elastyczności przy negocjacjach.

W odpowiedzi na rosnącą złożoność procesu wyboru biura Savills rozwija narzędzia wspierające najemców w podejmowaniu decyzji. Nowa platforma officemarket.pl wykorzystuje mechanizmy oparte na sztucznej inteligencji do dopasowywania ofert na podstawie opisanych własnymi słowami potrzeb użytkownika, a także umożliwia porównywanie biur i generowanie zestawień w formie raportów. Narzędzie obejmuje zarówno tradycyjne biura, jak i powierzchnie elastyczne, umożliwiając analizę dostępności biur nie tylko w Warszawie, ale w całej Polsce.

CZYNSZE POD PRESJĄ WZROSTOWĄ

Spadająca dostępność powierzchni i ograniczona podaż przekładają się na wzrost stawek czynszowych. W najlepszych budynkach w centrum wynoszą one obecnie 23–28 EUR/m kw./miesiąc, a w projektach w budowie sięgają nawet 30 EUR. Na Służewcu czynsze pozostają stabilne na poziomie 13,5-15,5 EUR/m kw./miesiąc. Autorzy raportu zaznaczają, że opłaty eksploatacyjne w najlepszych lokalizacjach dochodzą do 30-40 zł/m kw./miesiąc.

POPYT I STRUKTURA TRANSAKCJI

Popyt na powierzchnie biurowe w I kwartale wyniósł 133,8 tys. m kw., co oznacza wynik o 9% niższy rok do roku i poniżej średniej dla pierwszych kwartałów z lat 2020–2025 (159,1 tys. m kw.). Aktywność najemców była relatywnie równomiernie rozłożona pomiędzy lokalizacje centralne (54%) i poza centrum (46%). Najwięcej powierzchni wynajęto w strefie Centrum (57,7 tys. m kw.), a następnie na Służewcu (25,7 tys. m kw.) i w CBD (14,4 tys. m kw.).

Struktura popytu pokazuje dominację nowych umów (51%), przy istotnym udziale renegocjacji (39%). Ekspansje i umowy typu pre-let miały mniejsze znaczenie, odpowiadając odpowiednio za 9% i 3% wolumenu.

Choć początek roku był spokojniejszy, nie zmienia to ogólnego obrazu rynku. Przy ograniczonej podaży nawet umiarkowany popyt będzie miał realny wpływ na dostępność powierzchni i poziom czynszów. W kolejnych kwartałach możemy spodziewać się większego udziału renegocjacji – dodaje Wioleta Wojtczak, Head of Research w Savills.

PERSPEKTYWA RYNKU

W dłuższej perspektywie ograniczona liczba nowych projektów i koncentracja inwestycji w centrum będą kluczowymi czynnikami kształtującymi rynek, zarówno po stronie dostępności powierzchni, jak i warunków najmu.

Ruch na lotnisku w Dubaju tąpnął o blisko 66 proc.

Międzynarodowe Lotnisko w Dubaju (DXB) zanotowało w marcu bezprecedensowy spadek liczby pasażerów. Gwałtowne zaostrzenie konfliktu na Bliskim Wschodzie i związane z nim zamknięcia przestrzeni powietrznej doprowadziły do skurczenia się ruchu o 65,7 proc. r/r. W efekcie, zarządca portu drastycznie tnie prognozy na 2026 rok.

Jak wynika z najnowszych danych operatora Dubai Airports, w marcu 2026 r. przez port DXB przewinęło się zaledwie 2,5 mln osób. Choć styczeń i większa część lutego przyniosły relatywnie mocne wyniki, marcowy paraliż zaciążył na ostatecznym bilansie całego pierwszego kwartału.

Podsumowanie I kwartału 2026 r. na lotnisku w Dubaju DXB:

  • Ruch pasażerski: 18,6 mln osób (spadek o 20,6 proc. r/r w porównaniu z rekordowymi 23,4 mln w analogicznym okresie 2025 r.).
  • Liczba operacji lotniczych: 88 tys. (spadek o 20,8 proc. r/r).
  • Wolumen cargo: 399,6 tys. ton (spadek o 22,7 proc. r/r).

Największym rynkiem dla dubajskiego portu w I kwartale pozostały Indie (2,5 mln pasażerów), a kolejne miejsca zajęły Arabia Saudyjska i Wielka Brytania. Wśród miast najpopularniejszym kierunkiem był Londyn, który obsłużył 752 tys. podróżnych.

Geopolityka paraliżuje niebo nad Bliskim Wschodem

Bezpośrednią przyczyną pogorszenia statystyk były poważne zakłócenia w ruchu lotniczym, ściśle powiązane z eskalacją konfliktu zbrojnego obejmującego Stany Zjednoczone, Izrael i Iran.

Pierwsze uderzenie w operacje lotnicze nastąpiło 28 lutego. Zjednoczone Emiraty Arabskie podjęły wówczas decyzję o częściowym zamknięciu przestrzeni powietrznej z przyczyn bezpieczeństwa, w odpowiedzi na amerykańsko-izraelskie uderzenia na Iran. Władze Dubai Airports były zmuszone czasowo zawiesić działalność zarówno na DXB, jak i na pobliskim lotnisku Al Maktoum, apelując do podróżnych o nieprzyjeżdżanie do terminali.

Mimo wznowienia ograniczonych operacji 2 marca, kolejne tygodnie przyniosły dalsze turbulencje. 16 marca incydent z udziałem drona doprowadził do pożaru zbiornika z paliwem w pobliżu DXB, co wymusiło przekierowanie części maszyn do portu Al Maktoum. Dzień później ZEA zdecydowały się na całkowite, choć trwające zaledwie kilka godzin, zamknięcie przestrzeni powietrznej.

W połowie marca port DXB operował na ułamku swoich możliwości – obsługiwano zaledwie 25–37 proc. standardowego ruchu, który w normalnych warunkach przekracza 1000 lotów dziennie. Aby rozładować zatory, od 20 kwietnia wprowadzono limity dla zagranicznych przewoźników, ograniczając ich operacje do jednego lotu w obie strony dziennie.

W okresie największych perturbacji (od 28 lutego do 30 kwietnia) dubajskie lotniska obsłużyły zaledwie 6 mln pasażerów, 32 tys. operacji lotniczych oraz 213 tys. ton ładunków.

Rewizja prognoz. Hubu nie da się łatwo zastąpić

Oznaki ożywienia pojawiły się pod koniec kwietnia. 24 kwietnia linie lotnicze ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich po raz pierwszy od początku kryzysu przekroczyły granicę 1000 lotów dziennie. Ostatecznie 2 maja władze ZEA oficjalnie poinformowały o zniesieniu wszelkich ograniczeń i powrocie ruchu lotniczego do normy.

Dyrektor generalny Dubai Airports, Paul Griffiths, komentując sytuację, przypomniał o strategicznym znaczeniu zarządzanego przez siebie portu. Zaznaczył, że DXB odpowiada za około 32 proc. całego ruchu tranzytowego na Bliskim Wschodzie, co czyni go kluczowym ogniwem globalnej siatki połączeń, którego roli nie da się płynnie przenieść na inne huby.

Marcowy paraliż wymusił jednak drastyczną korektę planów biznesowych. Na początku 2026 r. zakładano, że DXB zbliży się do historycznej bariery i obsłuży 99,5 mln pasażerów w całym roku (po rekordowych 95,2 mln w 2025 r.). Zaktualizowana prognoza, uwzględniająca straty z I kwartału, zakłada obecnie wynik na poziomie 83,6 mln pasażerów.

EBC utrzymał stopy procentowe, ale rynek oswaja się z możliwą podwyżką w czerwcu

Europejski Bank Centralny utrzymał w ubiegłym tygodniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie, ale najnowsze dane inflacyjne oraz wypowiedzi części decydentów wskazują, że w czerwcu możliwy jest powrót do zacieśniania polityki pieniężnej. Głównym źródłem presji pozostają ceny energii, które po eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie ponownie stały się najważniejszym czynnikiem podbijającym inflację w strefie euro.

30 kwietnia Rada Prezesów EBC zdecydowała o pozostawieniu trzech podstawowych stóp procentowych bez zmian. Bank centralny podkreślił, że nadal będzie podejmował decyzje z posiedzenia na posiedzenie, w zależności od napływających danych.

W komunikacie po posiedzeniu EBC zwrócono uwagę na asymetrię ryzyk: nasilenie presji proinflacyjnej przy jednoczesnym pogorszeniu perspektyw wzrostu PKB. Bank podkreślił, że konflikt na Bliskim Wschodzie wywołał gwałtowny wzrost cen energii, co nie tylko podbija bieżącą inflację, ale i obciąża realną gospodarkę. Taka koniunktura stawia decydentów w trudnym położeniu, zmuszając do zacieśniania polityki pieniężnej w warunkach postępującego spowolnienia aktywności gospodarczej.

Ton wypowiedzi części przedstawicieli EBC stał się w ostatnich dniach bardziej wstrzemięźliwy, a przy tym wyraźnie jastrzębi w porównaniu z oczekiwaniami z początku roku. Prezes Bundesbanku Joachim Nagel zasugerował, że dopiero wyraźna poprawa perspektyw inflacyjnych mogłaby uzasadniać ruch Rady Prezesów w czerwcu. Z kolei François Villeroy de Galhau, szef Banku Francji, podkreślił, że przed podjęciem decyzji o zmianie parametrów polityki pieniężnej EBC musi dysponować wystarczająco silnymi dowodami potwierdzającymi, że presja cenowa trwale wygasa.

Presja na EBC wzrosła po publikacji wstępnych danych Eurostatu. Inflacja w strefie euro wyniosła w kwietniu 3,0% rok do roku wobec 2,6% w marcu. Był to najwyższy odczyt od września 2023 roku. Największy wpływ na wzrost wskaźnika miała energia, której ceny wzrosły o 10,9% rok do roku, po wzroście o 5,1% miesiąc wcześniej.

Jednocześnie dane nie wskazują na pełne rozlanie się presji cenowej na wszystkie kategorie. Inflacja usług obniżyła się w kwietniu do 3,0% z 3,2% w marcu, a ceny żywności, alkoholu i wyrobów tytoniowych wzrosły o 2,5% wobec 2,4% miesiąc wcześniej. Ceny przemysłowych dóbr nieenergetycznych wzrosły o 0,8%, po 0,5% w marcu. Taki układ danych oznacza, że głównym źródłem przyspieszenia inflacji pozostaje szok energetyczny, a nie powszechne przyspieszenie cen w całej gospodarce.

Dla EBC kluczowe będzie teraz to, czy wzrost cen energii zacznie przenosić się na oczekiwania inflacyjne, płace i ceny bazowe. Jeżeli firmy i pracownicy uznają wyższą inflację za trwałą, może to zwiększyć presję na wzrost wynagrodzeń i cen usług. W takim scenariuszu bank centralny miałby silniejszy argument za podwyżką stóp procentowych, nawet przy słabszym wzroście gospodarczym.

Zmiana tonu jest wyraźna, ponieważ jeszcze na początku 2026 roku scenariusz podwyżek stóp wydawał się mało prawdopodobny. EBC wcześniej obniżał koszt pieniądza, a stopa depozytowa znalazła się na poziomie 2,00%.

Najbliższe posiedzenie EBC zaplanowano na 11 czerwca.

Aż 74 mld USD strat, 20 000 zniszczonych karier. Jak psychologia CEO pogrążyła Enron?

Kurs akcji z 90 USD do 26 centów. Aż 74 miliardy dolarów aktywów wyparowanych w 16 miesięcy. Ponad 20 tysięcy pracowników, którzy stracili emerytury, pracę i ubezpieczenie zdrowotne. Upadek Enronu to nie jest opowieść o złodziejach w garniturach. To historia o tym, jak te same cechy psychologiczne, które wynoszą liderów na szczyt, mogą zniszczyć wszystko, co zbudowali.

Kim był Ken Lay i dlaczego Enron go potrzebował?

Ken Lay pochodził z amerykańskiej klasy średniej. Ukończył ekonomię, zrobił doktorat, pracował w Federal Power Commission i na stanowiskach kierowniczych w Houston Natural Gas. Budował reputację człowieka, który rozumie rynek energii lepiej niż inni. W 1985 roku objął funkcję CEO nowo powstałego Enronu – firmy dysponującej siecią gazociągów o długości ponad 60 000 kilometrów, z przychodami liczącymi w miliardach dolarów. Stabilny gigant infrastrukturalny.

Lay został zatrudniony po to, żeby przekształcić ten biznes z modelu infrastrukturalnego – opartego na fizycznym przesyle gazu – w model handlowy oparty na obrocie energią i ryzykiem. Gaz przestał być surowcem, a stał się instrumentem finansowym. Zysk można było wykazywać dziś na podstawie przyszłych założeń, a nie rzeczywistych przepływów pieniężnych. Otwierało to ogromną skalę – ale też ogromne ryzyko.

Cechy, które wyniosły – i które pogrążyły

Dowiezienie takiej transformacji wymagało człowieka o specyficznej konfiguracji psychologicznej. Organizacja szukała kogoś z wysoką potrzebą wpływu i kontroli, odpornością na ryzyko, pewnością decyzyjną i zdolnością do utrzymywania kierunku w warunkach niepewności. Te cechy są niezbędne na etapie wzrostu. Problem polega na tym, że mają też drugą, ciemną stronę.

Pewność siebie daje poczucie bezpieczeństwa – zarówno liderowi, jak i jego otoczeniu. Im ktoś jest bardziej zdecydowany, tym bardziej mu się wierzy. Działa tu efekt autorytetu: obserwatorzy traktują zdecydowanie jako wskaźnik kompetencji. Ale ten sam mechanizm, który w fazie wzrostu przyspiesza decyzje, w warunkach przeciążenia zaczyna zastępować weryfikację rzeczywistości.

Odporność na ryzyko oznacza zdolność do działania bez pełnych danych. Bez tej cechy transformacja Enronu nie byłaby możliwa. Na poziomie neurobiologicznym chodzi o zdolność układu nerwowego do przetwarzania informacji mimo podwyższonego pobudzenia. Kiedy jednak pobudzenie przekracza możliwości regulacyjne, system zaczyna upraszczać rzeczywistość, zawężać uwagę i eliminować dane sprzeczne z przyjętym kierunkiem. Decyzje są podejmowane szybciej, ale gorzej.

Rekruterzy nie widzieli drugiej strony tych samych mechanizmów: tendencji do nadmiernego uproszczenia, selekcji informacji i wzrostu podatności na zniekształcenia poznawcze pod presją. To nie są dwie różne konfiguracje. To ten sam zestaw cech, który w zależności od kontekstu działa adaptacyjnie albo destrukcyjnie.

Kiedy narracja zastępuje rzeczywistość

W modelu finansowym wartość firmy opiera się na zaufaniu rynku. Lider musi nie tylko podejmować decyzje, ale też nadawać im znaczenie i utrzymywać spójny obraz organizacji. Lay robił to skutecznie – na tyle, że audytor Arthur Andersen akceptował konstrukcje księgowe ukrywające rzeczywisty poziom zadłużenia.

Wprowadzono mark-to-market accounting, czyli księgowanie przyszłych, prognozowanych zysków jako aktualnych wyników. Wynik finansowy przestał odzwierciedlać to, co firma realnie zarobiła – stał się funkcją założeń co do przyszłości. Gdy rzeczywistość zaczęła odbiegać od założeń, zamiast skorygować modele, Enron zaczął budować struktury ukrywające straty.

To moment, w którym lider przestaje zarządzać firmą, a zaczyna zarządzać wrażeniem. Żeby do tego doszło, muszą zaistnieć trzy warunki: lęk przed ekspozycją słabości musi być na tyle silny, że realne dane stają się zagrożeniem; kompetencje narracyjne muszą pozwalać na utrzymywanie spójnej historii niezależnie od faktów; a interes własny musi mieć pierwszeństwo nad interesem systemu.

Cztery mechanizmy podtrzymywania iluzji

Gdy zaczęły się kłopoty, Lay nie skorygował kursu. Zamiast tego używał mechanizmów, które pozwalały utrzymać obraz kontroli. Po pierwsze – selektywna interpretacja danych: informacje sprzeczne z wizją były marginalizowane. Po drugie – zarządzanie narracją: wyniki były opowiadane tak, by utrzymać zaufanie interesariuszy. Po trzecie – przesuwanie konsekwencji w czasie: koszty ukrywano kolejnymi decyzjami. Po czwarte – racjonalizacja: każde działanie znajdowało uzasadnienie w „wyższej logice biznesowej”.

Te mechanizmy nie są widoczne na etapie rekrutacji. Ujawniają się dopiero wtedy, gdy lider uzyskuje wystarczający poziom władzy i przestaje podlegać realnej korekcie.

Kaskada upadku w liczbach

Kulminacja nastąpiła w 2001 roku. Kurs akcji runął z ponad 90 USD do 0,26 USD w ciągu około 16 miesięcy. Firma utraciła płynność i w grudniu 2001 roku ogłosiła bankructwo. Utracono około 74 mld USD aktywów. Ponad 20 tysięcy pracowników straciło ponad 1,2 mld USD z programów emerytalnych. Ponad 5 tysięcy osób zwolniono bez odpraw i ubezpieczenia zdrowotnego. Upadł też Arthur Andersen – jedna z największych firm audytorskich na świecie.

Choć nie ma publicznych informacji potwierdzających formalną diagnozę narcystycznego zaburzenia osobowości u Laya, jego zachowania wykazują wysoką korelację z tym wzorcem: megalomania, potrzeba podziwu, brak tolerancji na krytykę, instrumentalne traktowanie ludzi.

Władza, biologia i błąd – powtarzalny układ

Władza zwiększa asymetrię informacji. Ogranicza korektę z zewnątrz. Wzmacnia przekonanie o własnej sprawczości. Jednocześnie spadek zdolności biologicznej obniża jakość przetwarzania informacji. Gdy te dwa procesy występują jednocześnie, powstaje system, w którym błędy nie są korygowane, tylko wzmacniane. Organizacja przestaje być systemem podejmowania decyzji, a staje się systemem podtrzymywania iluzji.

„Władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje absolutnie” – pisał Lord Acton. Dodałbym jedno zastrzeżenie: deprawuje przede wszystkim tych, którzy nie mają zdolności biologicznej do kontenerowania napięcia, jakie niesie wpływ, oraz wiedzy psychobiologicznej pozwalającej tę władzę udźwignąć.

Co z tego wynika? 5 wniosków dla zarządów i rad nadzorczych

1.      Audytujcie nie tylko wyniki, ale proces decyzyjny. Jeśli CEO podejmuje decyzje coraz szybciej i coraz mniej osób je kwestionuje – to nie sprawność, to sygnał ostrzegawczy.

2.      Oddzielcie pewność od trafności. Zdecydowanie lidera nie jest dowodem, że ma rację. Zbudujcie mechanizmy weryfikacji niezależne od hierarchii.

3.      Traktujcie odporność na stres jako zasób ograniczony. Każdy lider ma okno tolerancji. Chroniczne przeciążenie obniża jakość decyzji – niezależnie od inteligencji i doświadczenia.

4.      Szukajcie drugiej strony mocnych cech. Ta sama odwaga, która napędza transformację, może wyłączyć krytyczne myślenie pod presją. W procesie rekrutacji pytajcie nie tylko o sukcesy, ale o mechanizmy korekty.

5.      Budujcie kulturę, w której sprzeciw jest bezpieczny. W Enronie nikt nie zakwestionował modelu na czas. Nie dlatego, że nie widzieli problemów – ale dlatego, że struktura władzy wyeliminowała możliwość korekty.

Władza jest jak ogień. Daje energię, sprawczość i możliwość transformacji. Parzy jednak tego, kto nie umie nią zarządzać. Enron to nie jest opowieść o złych ludziach. To opowieść o systemie, który nie miał mechanizmów, by zatrzymać lidera, zanim jego psychologia zniszczy firmę – i 20 tysięcy karier razem z nią.

Sztuczna inteligencja w przemyśle rośnie w tempie 44 proc. rocznie

Rynek sztucznej inteligencji w przemyśle rośnie w tempie, które jeszcze kilka lat temu wydawało się nierealne. Według prognoz Work Insiders jego wartość może wzrosnąć z 5,9 mld dol. w 2024 r. do ponad 230,9 mld dol. w 2034 r., co oznacza średnioroczny wzrost na poziomie ok. 44 proc. Coraz więcej firm wykorzystuje algorytmy do optymalizacji produkcji, przewidywania awarii maszyn czy zarządzania łańcuchem dostaw, a kluczowym fundamentem tych rozwiązań staje się chmura obliczeniowa.

Dane zamiast intuicji

Już do 2030 roku, według Work Insiders, wartość tego rynku ma wzrosnąć do około 47,9 mld dol., co będzie napędzane głównie rozwojem machine vision, Industrial IoT oraz automatyzacji produkcji. Dynamika wzrostu wynika z rosnącego zapotrzebowania przedsiębiorstw na rozwiązania umożliwiające zwiększenie efektywności procesów produkcyjnych i szybsze reagowanie na zmiany rynkowe.

Wdrażanie sztucznej inteligencji w przemyśle przynosi wymierne efekty biznesowe. Te same analizy  pokazują, że wykorzystanie AI może zwiększyć możliwości produkcyjne nawet o 40 proc. do 2035 r. Firmy, które wdrożyły rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, notują zwykle 10-15 proc. wzrost wydajności produkcji, a automatyzacja procesów pozwala ograniczyć koszty operacyjne o 20-30 proc. Jednocześnie technologie predykcyjne mogą zmniejszyć liczbę nieplanowanych przestojów o 30-50 proc.

Największe korzyści przedsiębiorstwa obserwują dziś w kilku obszarach. Pierwszym jest predictive maintenance, czyli przewidywanie awarii i optymalizacja utrzymania ruchu. Drugim – kontrola jakości, w której systemy computer vision potrafią wykrywać defekty produktów w czasie rzeczywistym. Coraz większą rolę odgrywa także optymalizacja produkcji oraz zarządzanie łańcuchem dostaw, gdzie algorytmy pomagają prognozować popyt i planować zapasy.

Widać to także w Polsce. Z raportu „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025–2026” przygotowanego przez Polcom wynika, że już 60 proc. przedsiębiorstw wykorzystuje sztuczną inteligencję w procesach biznesowych. Technologie takie jak chmura, AI i automatyzacja stają się dziś fundamentem transformacji firm w wielu sektorach gospodarki.

Chmura fundamentem AI w przemyśle

Rozwój sztucznej inteligencji w przemyśle jest dziś ściśle związany z upowszechnieniem i wykorzystaniem chmury obliczeniowej. To ona zapewnia zasoby potrzebne do przetwarzania ogromnych zbiorów danych generowanych przez linie produkcyjne.

Badanie Deloitte przeprowadzone wśród ponad 600 firm produkcyjnych pokazuje, że 57 proc. producentów korzysta z chmury w operacjach produkcyjnych, a 57 proc. wykorzystuje zaawansowaną analitykę danych. Jednocześnie 46 proc. firm wdraża rozwiązania Industrial IoT, a 42 proc. wykorzystuje sieci 5G w środowisku produkcyjnym.

Sztuczna inteligencja może działać skutecznie tylko wtedy, gdy ma dostęp do dużych, wartościowych zbiorów danych oraz odpowiedniej mocy obliczeniowej. Dlatego chmura staje się naturalnym środowiskiem dla przemysłowych rozwiązań AI: umożliwia analizę danych z wielu zakładów jednocześnie, a także szybkie wdrażanie nowych modeli — na przykład systemów predykcyjnego utrzymania ruchu, detekcji anomalii czy optymalizacji procesów — oraz aplikacji takich jak cyfrowe bliźniaki, systemy kontroli jakości oparte na wizyjnej AI czy narzędzia do automatyzacji raportowania produkcyjnego w całej organizacji – mówi Adam Pastuszka, Business Development Manager z Polcom.

Fabryki uczą się na własnych danych

Nowoczesne zakłady produkcyjne generują dziś ogromne ilości informacji – od czujników IoT po systemy kontroli jakości. Dopiero ich centralne przetwarzanie pozwala wykorzystać pełny potencjał sztucznej inteligencji.

Współczesne fabryki produkuje coraz większe ilości danych z czujników, robotów, systemów MES czy kamer kontroli jakości. Dopiero ich agregacja w chmurze umożliwia wykorzystanie AI na dużą skalę. Modele mogą być trenowane na danych z wielu linii produkcyjnych, a następnie automatycznie optymalizować procesy w czasie rzeczywistym — podkreśla Adam Pastuszka. — Największą zmianą w przemyśle nie jest dziś sama automatyzacja, lecz zdolność organizacji do podejmowania decyzji w oparciu o dane. AI w połączeniu z chmurą pozwala analizować procesy produkcyjne w skali, która wcześniej była niemożliwa. Dzięki temu firmy mogą szybciej reagować na zmiany popytu, ograniczać przestoje i zwiększać efektywność całych zakładów – wskazuje ekspert Polcom.

Instructure potwierdza naruszenie danych użytkowników platformy Canvas. Hakerzy żądają okupu

Instructure, firma technologiczna odpowiedzialna za platformę Canvas, potwierdziła, że w wyniku cyberataku doszło do ujawnienia części danych osobowych użytkowników. Do odpowiedzialności za incydent przyznała się grupa ShinyHunters, która twierdzi, że skala naruszenia może być znacznie większa niż zakres dotychczas potwierdzony przez spółkę.

Instructure po raz pierwszy poinformowało o incydencie w piątek, 1 maja, określając go jako zdarzenie cyberbezpieczeństwa przeprowadzone przez przestępczego aktora zagrożeń. Dzień później firma zaktualizowała komunikat, potwierdzając, że naruszone zostały dane użytkowników z części instytucji korzystających z jej usług.

Według informacji przekazanych przez Instructure ujawnione dane mogą obejmować imiona i nazwiska, adresy e-mail, numery identyfikacyjne studentów oraz wiadomości wymieniane między użytkownikami. Firma podkreśliła jednocześnie, że nie znalazła dowodów na ujawnienie haseł, dat urodzenia, numerów dokumentów tożsamości ani danych finansowych.

W związku z incydentem część usług Canvas, w tym Canvas Data 2 i Canvas Beta, została objęta pracami konserwacyjnymi od 1 maja. Steve Proud, dyrektor ds. bezpieczeństwa informacji w Instructure, poinformował 2 maja, że incydent został opanowany. Spółka przekazała również, że wdrożyła poprawki bezpieczeństwa, zwiększyła monitoring oraz przeprowadziła rotację kluczy aplikacji, co wymaga od klientów ponownej autoryzacji dostępu przez API.

Grupa ShinyHunters opublikowała komunikat na swojej stronie, w którym zaprezentowała odmienną ocenę skutków incydentu. Według oświadczenia hakerów, naruszenie bezpieczeństwa objęło niemal 9 tysięcy placówek edukacyjnych na świecie i doprowadziło do przejęcia danych 275 milionów osób, w tym uczniów i personelu dydaktycznego. Przestępcy utrzymują ponadto, że uzyskali nieautoryzowany dostęp do systemu Salesforce należącego do Instructure, a skompromitowane zbiory dotyczą blisko 15 tysięcy instytucji zlokalizowanych w Ameryce Północnej, Europie oraz regionie Azji i Pacyfiku.

Twierdzenia te nie zostały potwierdzone przez Instructure. Firma nie odniosła się szczegółowo do deklaracji grupy dotyczących liczby poszkodowanych instytucji, liczby użytkowników ani zakresu rzekomo przejętych wiadomości. ShinyHunters miała wyznaczyć termin zapłaty okupu na 6 maja.

To kolejny poważny kryzys wizerunkowy Instructure w ostatnim czasie. Przypomnijmy, że we wrześniu 2025 roku firma informowała o innym naruszeniu, wynikającym z ataku socjotechnicznego wymierzonego w jej środowisko Salesforce. Tamten incydent również przypisano grupie ShinyHunters. Do tej pory władze spółki nie sprecyzowała jednak, czy oba ataki są ze sobą bezpośrednio powiązane i stanowią element jednej, długofalowej kampanii hakerskiej.

Canvas jest wykorzystywany przez tysiące uczelni, szkół i instytucji edukacyjnych na świecie. Sprawa wpisuje się w szerszy problem cyberataków na sektor edukacji oraz dostawców usług SaaS, których infrastruktura obsługuje wiele placówek jednocześnie. W dochodzeniu dotyczącym incydentu uczestniczą zewnętrzni eksperci ds. cyberbezpieczeństwa oraz organy ścigania.

Praga zyskuje biznesowy charakter. Rośnie popyt na biura po prawej stronie Warszawy

Znaczenie prawobrzeżnych dzielnic systematycznie rośnie – Praga Północ i Praga Południe przestają być tylko alternatywą, a stają się świadomym wyborem firm szukających biura. Najemcy znajdują tutaj niższe czynsze, autentyczność miasta i dostęp do lokalnego rynku pracy – mówi Joanna Andryszczyk, Associate Director w Dziale Powierzchni Biurowych w Newmark Polska.

Rynek biurowy w stolicy historycznie koncentrował się przede wszystkim na Śródmieściu, Woli i Mokotowie. W prawobrzeżnych dzielnicach wciąż znajduje się relatywnie niewielka jego część, bo tylko 283 500 mkw., czyli 4,5 proc. całkowitych zasobów miasta. Prawie 53 proc. tej powierzchni zlokalizowanych jest na Pradze Południe, a 34,9 proc. – na Pradze Północ. Jednak zainteresowanie praską częścią miasta się zmienia.

Prawa strona wchodzi do gry

– Coraz wyraźniej widać potrzebę bardziej zrównoważonego rozwoju miasta. Zauważyliśmy to jako jedni z pierwszych na rynku, tworząc Centrum Praskie Koneser, a teraz realizując inwestycję Drucianka Campus. Praga Północ, dzięki swojej centralnej lokalizacji i dobrej dostępności komunikacyjnej, staje się naturalnym kierunkiem ekspansji. Dowodem tego jest sukces Konesera, którego wybrały takie globalne marki jak PepsiCo, Grupa WPP czy Google Campus for Startups. Ważną rolę we wzmacnianiu atrakcyjności biznesowej tej dzielnicy odgrywają również inwestycje publiczne, jak chociażby zrealizowany w ramach Nowego Centrum Warszawy most pieszo-rowerowy oraz rewitalizacje przestrzeni miejskich – twierdzi Ilona Koski-Lammi, zastępczyni dyrektora sprzedaży Liebrecht & wooD. – Pofabryczna architektura, skala zabudowy i kontekst historyczny tworzą unikalną tożsamość, której nie da się odtworzyć w typowych projektach biurowych – podkreśla.

Rozwój rynku po prawej stronie Wisły to również szansa na jego dywersyfikację. – Decyzje najemców o relokacji na drugą stronę rzeki wynikają m.in. z chęci połączenia dobrej dostępności komunikacyjnej z niższymi kosztami najmu. Średnie stawki czynszu za wynajem powierzchni biurowej wynoszą tutaj 13–15 euro za mkw. miesięcznie, a w najlepszych projektach sięgają obecnie 17–18 euro. To stawki porównywalne ze Służewcem i dużo niższe niż w centrum Warszawy – podaje Joanna Andryszczyk.

Praga kusi pracownikami – czy to jej największy atut?

Szacuje się, że około 39 proc. Warszawian mieszka po prawej stronie Wisły (dane GUS na koniec czerwca 2025 r.). – Kandydaci z tej części miasta chętnie wybierają pracę w swojej okolicy, co pokazuje potencjał rozwoju rynku mieszkaniowego i rosnącego znaczenia biura jako elementu employer brandingu – twierdzi Ewa Michalska, dyrektor operacyjna Grafton Recruitment. – Coraz częściej już podczas pierwszych rozmów rekrutacyjnych kandydaci pytają o dostępność parkingów, bliskość SKM, PKP czy metra oraz ogólną wygodę dojazdu. Dlatego chcąc przyciągnąć pracowników z innych części Warszawy, takich jak Ursus, Włochy, Bemowo, pracodawcy powinni wyraźnie podkreślać konkretne rozwiązania związane z dojazdem. To działa – Warszawiacy patrzą na prawobrzeżną część miasta przychylniej niż kiedyś, doceniając ułatwienia komunikacyjne, szczególnie uruchomienie drugiej linii metra.

Przykładem firmy związanej z prawą częścią miasta jest grupa technologiczna Atende, która wynajmuje biura w Centrum Praskim Koneser, zrewitalizowanym kompleksie wielofunkcyjnym na Pradze Północ. – Wielu naszych pracowników, w tym część zarządu, pochodzi z prawobrzeżnej Warszawy i miejscowości podwarszawskich po tej stronie. Dodatkowo bliskość metra, kolei i tramwajów realnie poprawiają komfort dojazdu dla reszty zatrudnionych – mówi Marcin Zalewski, kierownik ds. administracji i inwestycji w Atende. – Z perspektywy firmy technologicznej liczą się dostępność kadr, niższe koszty operacyjne i rozwój infrastruktury sprzyjający inwestycjom w przyszłości. Atutem jest również unikalny klimat Pragi i tętniące życiem otoczenie, które wzmacnia atrakcyjność miejsca pracy.

Według Jarka Prawickiego, dyrektora działu leasingu w AFI Polska, firmy coraz częściej poszukują biur w miejscach oferujących coś więcej niż tylko powierzchnię do pracy. – AFI Bohema jest dziś w pełni wynajęta, co potwierdza, że tego typu kameralne, dobrze zlokalizowane projekty biurowe znajdują swoich najemców także po prawej stronie Wisły. Wśród najemców kompleksu mamy zarówno instytucje publiczne, jak i firmy technologiczne, takie jak FitQbe z grupy Pracuj.pl czy Gladio z sektora FMCG. Już wkrótce dołączy do nich centrum diagnostyczno-medyczne Enel-Med, które posłuży mieszkańcom kompleksu i pracownikom biur – podkreśla Jarosław Prawicki.

Informatycy, logistycy i firmy kreatywne już tutaj są

Z danych Newmark Polska wynika, że w całym 2025 roku w prawobrzeżnych dzielnicach firmy wynajęły 41,4 tys. mkw. powierzchni biurowej. To prawie cztery razy tyle, co rok wcześniej i dwa razy więcej niż w 2023 roku. – To lokalizacje wybierane dziś przede wszystkim przez firmy z branż logistycznych, dystrybucyjnych, magazynowych, FMCG oraz ecommerce. Takie decyzje nie dziwią – w tej części Warszawy łatwiej jest im połączyć część biurową z zapleczem operacyjnym – informuje Ewa Michalska.

Równie licznie reprezentowane grupy to firmy technologiczne, startupy i software house-y. – Istotnym impulsem dla rozwoju tej części miasta było pojawienie się globalnych graczy. Otwarcie kampusu Google w Centrum Praskim Koneser wzmocniło rozpoznawalność Pragi i pokazało, że może ona konkurować z dzielnicami w Centrum. Autentyczność prawobrzeżnych dzielnic sprawia, że biura sprzyjają tutaj budowaniu kultury organizacyjnej – mówi Joanna Andryszczyk i zaznacza, że obecność wielu firm oraz instytucji publicznych, w tym ZTM, pokazuje różnorodność działalności po tej stronie Wisły.

Czy deweloperzy nadążą z podażą?

Najemcy dali już zielone światło, wybierając biura po prawej stronie Wisły. Czy teraz deweloperzy odważą się podążyć za nimi?

– Praga Północ i Praga Południe cieszą się rosnącym zainteresowaniem firm szukających biura, choć rynek pozostaje niewielki i rozproszony, opierając się głównie na rewitalizacjach i projektach mixed-use – wyjaśnia Joanna Andryszczyk. – Po tej stronie Wisły większość projektów oddanych w ostatnich latach została już wynajęta. Kolejne inwestycje są w przygotowaniu, niemniej ich realizacja zależy od zainteresowania najemców i poziomu umów przednajmu. I chociaż wskaźnik pustostanów na poziomie ok. 6,4 proc. mógłby wskazywać na pewną dostępność powierzchni, to w rzeczywistości wolne biura znajdują się głównie w starszych budynkach klasy B. Dla najemców zainteresowanych nowoczesnym biurem na Pradze Północ albo Południe często oznacza to konieczność zabezpieczenia powierzchni nawet z dużym minimum dwuletnim wyprzedzeniem lub podpisania umowy przednajmu na etapie planowania inwestycji, co w przypadku dużego najemcy może przesądzić o uruchomieniu projektu lub realizacji jego kolejnego etapu – podkreśla dyrektorka w Newmark Polska.

Rewitalizacje zamiast wieżowców – tak wyglądają biura za Wisłą

Rozwój w najbliższych latach opierać się będzie głównie na rewitalizacjach i projektach wielofunkcyjnych, łączących biura, mieszkania i usługi. – To format najlepiej pasujący do charakteru tej części miasta i oczekiwań najemców, którzy szukają zróżnicowanego środowiska pracy – twierdzi Andryszczyk. Według ekspertki, standard w tym segmencie wyznaczyły takie inwestycje, jak Koneser czy Fabryka PZO. Szansą są też większe projekty biurowe, wymagające odpowiedniej skali popytu i lokalizacji przy metrze, których realizacja w dużej mierze zależeć będzie od przednajmu. Przykładem jest Port Praski, gdzie w kolejnych fazach jako uzupełnienie kompleksu może powstać także część biurowa. Wśród planowanych perełek na tym rynku warto wymienić również SOHO oraz Druciankę Campus przy Dworcu Wschodnim, obie inwestycje powinny zasilić rynek biurowy prawobrzeżnej Warszawy już w 2028 roku.

Po stronie wyzwań dla rozwoju rynku biurowego, obok ograniczonej dostępności nowoczesnych budynków, Ewa Michalska wskazuje na słabszą infrastrukturę towarzyszącą – mniej hoteli, przestrzeni konferencyjnych i usług biznesowych.

Miejsce na wyjątkowe projekty

Jedno jest pewne: prawobrzeżna Warszawa nie jest już pionierskim rynkiem. – Kluczowe inwestycje zostały przyjęte z dużym entuzjazmem – tak przez mieszkańców, jak i najemców. A zainteresowanie praską częścią miasta wśród tych ostatnich rośnie. Firmy wybierają konkretną lokalizację, jeśli projekt oferuje jakość, dobrą komunikację i pasuje do charakteru dzielnicy. Obie Pragi to miejsca z potencjałem, w których biura będą rozwijać się raczej ewolucyjnie niż skokowo, a ograniczona podaż może sprzyjać najlepiej zaprojektowanym inwestycjom – podsumowuje Joanna Andryszczyk.

Polska dogania Unię. Członkostwo w UE przyspieszyło rozwój o dekadę

Coraz częściej w debacie publicznej pojawiają się opinie, że członkostwo Polski w Unii Europejskiej kosztuje nas zbyt wiele. Większość badań ekonomicznych pokazuje jednak silny pozytywny wpływ integracji europejskiej na polską gospodarkę. Bez członkostwa w UE poziom rozwoju naszego kraju byłby znacznie niższy. I nie chodzi tu tylko o brak funduszy unijnych.

W ciągu 22 lat polskiej obecności w Unii Europejskiej nasza gospodarka przeszła ogromną zmianę. W 2004 r., kiedy Polska wchodziła do UE, wartość polskiego PKB w przeliczeniu na mieszkańca, liczona według parytetu siły nabywczej, wyniosła ok. 50 proc. średniej unijnej. Dziś zbliża się do 80 proc. Polska zatem w stosunkowo krótkim czasie znacząco zmniejszyła dystans rozwojowy do średniej unijnej.

Jednym z czynników napędzających polską gospodarkę są fundusze unijne. Według danych Ministerstwa Finansów od 1 maja 2004 r. do końca 2025 r. transfery z budżetu UE do Polski przekroczyły 268,5 mld euro. W tym czasie nasz kraj do wspólnego budżetu wpłacił ponad 100,5 mld euro. W efekcie bilans korzyści wyniósł ok. 168 mld euro.

Szczególnie istotne znaczenie mają środki europejskiej polityki spójności, które stanowią ok. 63 proc. pieniędzy napływających z UE do Polski. Wzmacniają one inwestycje publiczne m.in. poprzez finansowanie projektów rozwijających infrastrukturę, w tym rozbudowę autostrad, dróg i kolei. Fundusze polityki spójności przeznaczane są również na bezpośrednie wsparcie sektora produkcyjnego, pobudzenie innowacji oraz rozwój zasobów ludzkich. Według analiz Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej w latach 2004–2023 około 5,5 proc. średniorocznego wzrostu PKB Polski wynikało z realizacji projektów współfinansowanych z tych środków. W tym czasie polski PKB średniorocznie wzrastał w tempie ok. 3,9 proc. Gdyby nie środki europejskiej polityki spójności wzrost ten byłby o ok. 0,2 punktu procentowego niższy i wyniósł ok. 3,7 proc.

Wpływ środków europejskiej polityki spójności na tempo wzrostu gospodarczego jest ograniczony. Dzieje się tak, gdyż średnioroczny udział środków trafiających do Polski z funduszy unijnych stanowi niespełna 3 proc. PKB. Wbrew powszechnej opinii, pieniądze płynące z unijnego budżetu nie są naszą największą korzyścią z przynależności do UE. Kluczową rolę odgrywa coś innego – integracja gospodarcza i dostęp do wspólnego rynku. To właśnie swobodny handel i brak barier celnych sprawiają, że polska gospodarka może dynamicznie się rozwinąć. Według szacunków Forum Obywatelskiego Rozwoju korzyści Polski z dostępu do wspólnego rynku są co najmniej pięciokrotnie wyższe niż z dostępu do funduszy unijnych netto (Michnik 2024).

Efekty tego widać w danych. W 2025 r. Polska miała deficyt handlowy na poziomie 7,7 mld euro, ale jednocześnie wypracowała nadwyżkę w handlu z krajami UE sięgającą 78,3 mld euro. W ubiegłym roku eksport do krajów Unii Europejskiej wyniósł 274,1 mld euro i stanowił blisko 75 proc. ogółu wartości eksportu Polski. Rynek europejski jest zatem głównym źródłem popytu na nasze produkty i usługi, kompensując deficyty w handlu z innymi regionami świata. Jednocześnie w ciągu 22 lat eksport towarów i usług do krajów UE wzrósł w ujęciu nominalnym niemal sześciokrotnie. Po uwzględnieniu inflacji oznacza to około trzykrotny wzrost realny. Obecnie wartość eksportu stanowi około 50 proc. polskiego PKB. Nasza gospodarka jest więc silnie powiązana z rynkami zagranicznymi, a szczególnie z rynkiem europejskim.

Integracja gospodarcza to także koszty i kompromisy. Przynależność do UE powoduje, że część zysków wypracowanych w Polsce przez europejskich gigantów jest transferowana za granicę. Silniejsza konkurencja ze strony firm z innych państw UE wywiera presję na mniej produktywne przedsiębiorstwa, prowadząc niekiedy do ich marginalizacji lub upadku. Członkostwo w jednolitym rynku wiąże się również z koniecznością dostosowania do wspólnych regulacji, które – choć sprzyjają stabilności i przejrzystości – mogą generować dodatkowe koszty dla części branż. To właśnie te głosy najczęściej pojawiają się ze strony przeciwników dalszej integracji gospodarczej. Rodzi się więc pytanie: czy koszty przeważają nad korzyściami?

Nie wiemy dokładnie, jak wyglądałaby alternatywna ścieżka rozwoju Polski poza UE. Możemy ją jednak modelować. Polski Instytut Ekonomiczny przy zastosowaniu modelu ekonometrycznego synthetic control szacuje, że dzięki członkostwu w UE polski PKB per capita jest dziś wyższy o 42 proc. (PIE 2026). Bez naszej przynależności do UE polski PKB w przeliczeniu na mieszkańca byłby obecnie o 30 proc. niższy i kształtowałby się na poziomie z 2015 r. Dzięki naszej przynależności do UE rozwój gospodarczy Polski przyspieszył zatem o dekadę.

Ciekawym przykładem odwrócenia procesu integracji był brexit. Dobitnie pokazuje on, co się dzieje, gdy integracja zostanie drastycznie ograniczona. Wyniki badań z 2025 r. przeprowadzonych przez międzynarodowy zespół ekonomistów (Bloom i inni 2025) dowodzą, że na skutek brexitu wartość PKB na mieszkańca Wielkiej Brytanii jest o 6–8 proc. niższa niż w scenariuszu zakładającym pozostanie Wielkiej Brytanii w UE. Dodatkowo w wyniku inwestycje w Zjednoczonym Królestwie zmniejszyły się o 12–18 proc., zatrudnienie spadło o 3–4 proc., a produktywność gospodarki obniżyła się o 3–4 proc. Ograniczenie integracji gospodarczej może więc prowadzić do mierzalnych strat wzrostu gospodarczego, inwestycji i efektywności gospodarki.

Chociaż nie da się zmierzyć z absolutną precyzją, na ile członkostwo w Unii Europejskiej zmieniło trajektorię rozwoju Polski, to różne analizy prowadzą do podobnego wniosku: integracja europejska jest jednym z kluczowych czynników wzrostu gospodarczego naszego kraju. Bez Unii Europejskiej Polska byłaby dziś wyraźnie biedniejsza, co wszyscy byśmy odczuli w portfelach.

Autor: Paweł Janukowicz – jest doktorem nauk społecznych w dyscyplinie ekonomia i finanse, a także członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich.

Źródła:
Bloom N. i in. (2025). The Economic Impact of Brexit, National Bureau of Economic Research, https://www.nber.org/papers/w34459
Michnik M. (2024). Dwudziestolecie członkostwa Polski w Unii Europejskiej – z korzyścią dla wszystkich!, Forum Obywatelskiego Rozwoju, https://for.org.pl/2024/06/07/komunikat-for-17-2024-dwudziestolecie-czlonkostwa-polski-w-unii-europejskiej-z-korzyscia-dla-wszystkich/
PIE (2026). Tygodnik Gospodarczy nr 13/2026, https://pie.net.pl/tygodnik-gospodarczy-13-2026-2-kwietnia-2026/

I kwartał 2026 r. na rynku biurowym – stonowany początek roku pod względem popytu oraz nadal malejąca powierzchnia w budowie

Jak wskazuje międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield, początek 2026 roku na rynku biurowym w Polsce charakteryzował się popytem na poziomie ok. 255 tys. mkw. Choć był on o około 20% niższy niż rok wcześniej, w porównaniu z 2024 rokiem spadek wyniósł jedynie 8%. Jednocześnie, wraz z ukończeniem nowych projektów o łącznej powierzchni ok. 90 tys. mkw., wolumen powierzchni w budowie obniżył się do nowego minimum, osiągając poziom około 240 tys. mkw. Najlepsze powierzchnie pozostają w centrum uwagi najemców.

PODAŻ: jedynie ok. 160 tys. mkw. powierzchni przybędzie w 2026 roku

Na koniec pierwszego kwartału 2026 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na największych rynkach w Polsce – tj. w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Lublinie i Szczecinie – wyniosły 13,04 mln mkw.

Łączna podaż nowej powierzchni oddanej do użytku w okresie styczeń-marzec 2026 roku była relatywnie wysoka na tle lat 2023-2025 i osiągnęła ok. 90 tys. mkw. Wynikało to z kumulacji ukończonych projektów o średniej skali, zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych”, komentuje Jan Szulborski, Business Development & Insight Manager, Cushman & Wakefield.

Wśród największych biurowców oddanych w Warszawie znalazły się Studio A (24 000 mkw. – Skanska) oraz Vena (15 400 mkw. – PHN). Z kolei w miastach regionalnych największe projekty to Swobodna Spot I (14 650 mkw. – Echo Investment) we Wrocławiu oraz biurowiec Punkt (12 650 mkw. – Torus) w Gdańsku.

Pomimo zwiększonej podaży w pierwszym kwartale 2026 roku, skala nowo rozpoczynanych projektów pozostaje bardzo ograniczona. Skutkuje to dalszym spadkiem wolumenu powierzchni biurowej w budowie, który zbliża się do historycznie niskich poziomów obserwowanych jedynie na wczesnym etapie rozwoju rynku biurowego w Polsce, w latach 1995-2000. Przykładowo w Warszawie obecnie w realizacji znajduje się ok. 120 tys. mkw. powierzchni biurowej, wobec niemal 750 tys. mkw. na początku 2020 roku. W miastach regionalnych w budowie pozostaje również ok. 120 tys. mkw. (bez uwzględnienia projektów wstrzymanych), podczas gdy przed pandemią wolumen ten sięgał ok. 850 tys. mkw.”, dodaje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Niska aktywność deweloperska nadal wynika z coraz większego nasycenia rynku powierzchniami biurowymi, a także z utrzymującego się wysokiego poziomu kosztów realizacji inwestycji w relacji do oczekiwanego poziomu zwrotu.
Według szacunków Cushman & Wakefield, w 2026 roku zasoby polskiego rynku biurowego powiększą się o niecałe 160 tys. mkw. (uwzględniając projekty już ukończone), natomiast w 2027 roku prognozowany wolumen nowej podaży będzie jeszcze niższy i wyniesie około 120 tys. mkw.

POPYT: spokojniejszy pierwszy kwartał, z przewagą nowych umów

Zarówno w Warszawie, jak i w miastach regionalnych aktywność najemców w pierwszym kwartale 2026 roku była niższa, niż na początku 2025 roku, przy czym wyraźniejsze spadki odnotowano na rynkach regionalnych.

W Warszawie wolumen popytu w pierwszym kwartale 2026 roku wyniósł 133 800 mkw., co oznacza spadek o około 9% w ujęciu rocznym. Jednocześnie poziom aktywności pozostawał zbliżony do obserwowanego w 2024 roku, notując jedynie niewielki spadek rzędu 3%.

W analizowanym okresie zawarto ponad 180 transakcji, z czego 34 dotyczyły powierzchni przekraczających 1000 mkw. W strukturze transakcji w okresie styczeń-marzec dominowały nowe umowy, które odpowiadały za 51% całkowitego wolumenu. Renegocjacje stanowiły 39%, ekspansje 9%, natomiast powierzchnie zajęte przez właściciela około 1%.

Na rynkach regionalnych sumaryczny popyt w pierwszym kw. 2026 r. wyniósł około 121 500 mkw., co oznacza około 30% spadek względem identycznego okresu w 2025 roku, natomiast 13% względem 2024. Na stronę popytową w miastach regionalnych w tym okresie największy wpływ wywarły firmy z sektora usług biznesowych i konsumenckich, produkcyjnego, a także finansowego. Struktura transakcji w regionach w tym okresie była zbliżona do stolicy: przeważały nowe umowy – z 52% udziałem w popycie, renegocjacje odpowiadały za 37% najmu, a ekspansje – za około 11%, powierzchnie zajęte przez właściciela dotyczyły zaledwie 1% całego wolumenu umów”, tłumaczy Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research Poland, Cushman & Wakefield.

PUSTOSTANY I CZYNSZE: pustostany z lekkim wahnięciem i dalsza dywersyfikacja stawek w zależności od lokalizacji i jakości budynku

Średni wskaźnik pustostanów w Polsce na koniec pierwszego kw. 2026 roku wyniósł 13,6%, co stanowi wzrost o 0,5 pp. względem IV kw. 2025 roku, lecz spadek o 0,5 pp. względem marca 2025 roku.

W stolicy wskaźnik niewynajęcia wzrósł o 0,4 pp. względem poprzedniego kwartału i wyniósł 9,5%. W miastach regionalnych największe wzrosty w dostępności powierzchni zaobserwowano we Wrocławiu (+2,1 pp.), Szczecinie (+1,5 pp.), a także Łodzi (+1,3 pp.), z kolei zauważalny spadek wakatu zanotowano w Trójmieście (-1,1 pp.).

Warto zauważyć, że większość zaobserwowanych wzrostów dostępności wynika z dostarczenia na rynek nowej powierzchni biurowej. Natomiast tempo absorpcji, określające poziom wchłaniania dostępnej powierzchni, różni się w zależności od miasta, co bezpośrednio wpływa na wielkość dostępnej powierzchni na rynku. Najwyższą absorpcję względem wielkości zasobu powierzchni w ostatnich 2 latach zaobserwowano w Trójmieście (5%) i Warszawie (4%), natomiast we Wrocławiu ona była jedynie nieznacznie dodatnia (0,1%).

W marcu 2026 roku stawki „premium” za najlepsze powierzchnie biurowe w Warszawie wyniosły przeciętnie 24,00-29,00 EUR/ mkw./ miesiąc w strefie Centrum oraz 15,00-19,00 EUR/ mkw./ miesiąc w lokalizacjach niecentralnych. Wzrosty czynszu obserwowano przede wszystkim w budynkach w Centrum (zarówno w trakcie budowy jak i w obiektach istniejących). Czynsze w budynkach poza centrum również odnotowały wzrosty, choć o niższej skali – zbliżonej lub nieznacznie wyższej względem wskaźnika inflacji.

W miastach regionalnych najlepsze biura w centrum były oferowane średnio w przedziale cenowym 14,00-18,00 EUR/ mkw./ miesiąc, jednocześnie stawki czynszu wyższe od średniej odnotowywane są w budynkach nowo oddawanych lub umiejscowionych w szczególnie dobrych lokalizacjach.

Wyższe koszty budowy, wykończenia powierzchni oraz finansowania inwestycji, a także lokalna koniunktura nadal wywierają znaczący wpływ na kształtowanie polityki czynszowej projektów nowo budowanych. Wysokość czynszu w biurowcach istniejących natomiast pozostaje uzależniona od atrakcyjności budynku dla potencjalnych najemców oraz sytuacji na konkretnym rynku.

SEAT & CUPRA odnotowały 43 mln euro zysku operacyjnego w I kwartale 2026 roku

  • Silna dynamika marki CUPRA oraz pierwsze efekty programu Performance Program napędzają poprawę wyników finansowych spółki.
  • Poprawa była możliwa dzięki zdyscyplinowanej redukcji kosztów produktowych i pośrednich, a także zwolnieniu modelu CUPRA Tavascan z dodatkowych ceł wyrównawczych UE.
  • CUPRA nadal napędza wzrost, osiągając najlepszy pierwszy kwartał w historii – 79 800 sprzedanych samochodów oraz rekordowy miesięczny wynik w marcu na poziomie 36 300 pojazdów.

Spółka odnotowała zysk operacyjny na poziomie 43 mln euro w okresie od stycznia do marca, o 38 mln euro wyższy niż w I kwartale 2025 roku, mimo niższego wolumenu sprzedaży hurtowej i przychodów netto.

  Styczeń – Marzec 2026 % / millionów euro
Przychody ze sprzedaży 3.6 miliarda euro (-5.6%)
Zysk operacyjny 43 miliony euro (+38m)
Dostawy SEAT & CUPRA 145,300 (-1%)
Dostawy CUPRA 79,800 (+2%)
Dostawy marki SEAT 65,500 (-4%)

 

SEAT & CUPRA odnotowały w pierwszym kwartale 2026 roku postępy w kierunku silnego i trwałego wzrostu zysków, osiągając 43 mln euro zysku operacyjnego, co oznacza wzrost o 38 mln euro rok do roku. W bardzo konkurencyjnym otoczeniu rynkowym poprawa ta odzwierciedla wpływ działań kontrolujących koszty i stanowi wyraźny krok naprzód w procesie odbudowy wyników finansowych spółki.

SEAT & CUPRA wchodzą obecnie w końcową fazę transformacji, a w nadchodzących kwartałach oczekiwane jest dodatkowe przyspieszenie dzięki wprowadzeniu na rynek nowego CUPRA Born, odświeżonego CUPRA Tavascan oraz modelu CUPRA Raval.

“To przełomowy rok dla SEAT & CUPRA, a wyniki za pierwsze trzy miesiące pokazują, że zmierzamy we właściwym kierunku. To ważny pierwszy krok w odbudowie naszych wyników finansowych, odzwierciedlający zdecydowane działania, które podejmujemy, aby wzmocnić odporność firmy i zapewnić trwały wzrost.

Wchodzimy w nową erę wraz z debiutem modelu CUPRA Raval, a siła naszego zespołu daje nam pewność co do nadchodzących miesięcy.”

    Markus Haupt, CEO SEAT & CUPRA.

OSZCZĘDNOŚCI KOSZTOWE NAPĘDZAJĄ ODBUDOWĘ WYNIKÓW FINANSOWYCH

Spółka odnotowała poprawę zysku operacyjnego pomimo przychodów ze sprzedaży na poziomie 3 677 mln euro, niższych o 5,6% w porównaniu z analogicznym okresem 2025 roku. Ten pozytywny rezultat był możliwy dzięki skutecznej redukcji kosztów produktowych oraz kosztów pośrednich, które stanowią kluczowe filary programu Performance Program zaprezentowanego podczas dorocznej konferencji prasowej.

Dodatkowo, akceptacja przez Komisję Europejską zobowiązania cenowego dla produkowanego w Chinach modelu CUPRA Tavascan, która od lutego zwalnia go z dodatkowych ceł wyrównawczych UE, pozytywnie wpłynęła na wyniki spółki w tym kwartale.

“Działamy na bardzo konkurencyjnym rynku, a czynniki zewnętrzne wciąż tworzą złożone otoczenie biznesowe. W tym kontekście nasz Performance Program przynosi pierwsze efekty dzięki zdyscyplinowanej kontroli kosztów. Teraz skupimy się na dalszej poprawie jakości marży oraz pełnym wykorzystaniu naszej gamy modelowej do zwiększania przychodów.

Patrik Andreas Mayer, Wiceprezes ds. Finansów i IT w SEAT S.A.

CUPRA BUDUJE SOLIDNE PODSTAWY POD WZROST

Po raz kolejny to CUPRA napędzała sprzedaż spółki – między styczniem a marcem dostarczono 79 800 samochodów, co oznacza wzrost o 2% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku (I kw. 2025: 78 300) i najlepszy pierwszy kwartał w historii marki. Marzec był również rekordowym miesiącem dla CUPRY – 36 300 dostaw – co potwierdza silną dynamikę marki u progu nowego rozdziału, wraz ze zbliżającym się wprowadzeniem modelu CUPRA Raval po jego światowej premierze.

Łączne dostawy SEAT & CUPRA na świecie wyniosły 145 300 pojazdów, co stanowi trzeci najlepszy wynik pierwszego kwartału w historii firmy. Marka SEAT dostarczyła 65 500 samochodów, opierając się na wprowadzeniu odświeżonych wersji swoich bestsellerów – modeli SEAT Ibiza i SEAT Arona – potwierdzając tym samym swoje znaczenie dla całej spółki.

KONCENTRACJA NA PRZYSZŁYM WZROŚCIE

SEAT & CUPRA spodziewa się, że globalne warunki rynkowe pozostaną wymagające przez pozostałą część 2026 roku, co będzie wymagało dalszego skupienia na elastyczności operacyjnej i zwinności działania. Spółka pozostaje konsekwentna w realizacji swoich priorytetów strategicznych, a dobre wyniki CUPRY podkreślają jej determinację i odporność.

Debiut modelu CUPRA Raval latem 2026 roku wyznacza zakończenie procesu transformacji SEAT & CUPRA i będzie wspierał dalszy rozwój firmy.

Mieszkania drożeją, a sprzedaż spada

Kwiecień przyniósł wyraźną zmianę na rynku deweloperskim. Po dwóch miesiącach, w których mieszkania znikały szybciej, niż pojawiały się nowe, sprzedaż wyhamowała o 22% m/m. W efekcie na siedmiu największych rynkach w Polsce oferta i bieżąca podaż wzrosły. Paradoksalnie, mimo że chętnych na zakup było mniej, ceny nowych lokali wcale nie przestały iść w górę.

Sytuację komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom.

Dane z kwietnia 2026 roku wskazują, że niepewność i zmienność w otoczeniu geopolitycznym Polski wywierają istotny wpływ na sytuację na rynku mieszkaniowym w największych polskich miastach. Na koniec miesiąca w Katowicach, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Trójmieście, Warszawie i Wrocławiu firmy deweloperskie oferowały ponad 59,2 tys. mieszkań, czyli o 1% więcej niż na koniec marca i 2% mniej niż w kwietniu 2025 roku. W ciągu miesiąca deweloperzy wprowadzili do sprzedaży 4,3 tys. mieszkań w 111 inwestycjach, czyli o 19% więcej niż marcu i 24% więcej niż rok temu. Tymczasem kwietniowa sprzedaż (4 tys. – dane wstępne) okazała się o 22% mniejsza od analogicznych wyników z marca, ale aż o 28% większa w ujęciu rocznym.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan

Boom na rezerwacje

Trzeba jednak zaznaczyć, że korekta bardzo dobrej sprzedaży z marca okazała się, zgodnie z przewidywaniami, wysoka i sięgnęła prawie 400 lokali, które zasiliły przede wszystkim pulę mieszkań zarezerwowanych. Na koniec kwietnia na siedmiu rynkach Otodom odnotował najwyższą od dwóch lat liczbę mieszkań w rezerwacjach – taki status miało 6,7 tys. lokali. Większa liczba rezerwacji notowana była tylko w 2023 roku, co było efektem zapowiedzi programu BK 2%.

O dużym zainteresowaniu zakupem nowego mieszkania świadczą również regularnie rosnące w ostatnich miesiącach miesięczne rezerwacje, które są probierzem aktywności potencjalnych nabywców na rynku deweloperskim.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 2Relacja mieszkań wprowadzonych i sprzedanych w kwietniu na poszczególnych rynkach wskazuje, że wyraźna przewaga podaży nad bieżącym popytem w danych zagregowanych ​ została zbudowana przede wszystkim dzięki nadwyżce odnotowanej na rynku wrocławskim. Rynkami, na których wystąpiła taka nadwyżka były również: Warszawa, Łódź i Trójmiasto. Z kolei w Krakowie, Poznaniu i Katowicach to popyt okazał się wyższy od podaży.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 3

Warszawa lepsza niż pozostałe rynki?

Analiza popytu i podaży zsumowanych z ostatnich 12 miesięcy dla poszczególnych rynków wskazuje, że sytuacja w stolicy jest jednoznacznie lepsza niż na pozostałych rynkach. Jedynie w Warszawie wolumen sprzedaży z ostatnich 12 miesięcy (roczny) jest większy nie tylko od liczby mieszkań wprowadzonych w tym czasie do sprzedaży, ale, co ważniejsze, od oferty na koniec kwietnia.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 4

Wahania wskaźników wyprzedaży oferty na poszczególnych rynkach potwierdzają tezę, że rynek mieszkaniowy w Polsce charakteryzuje się w ostatnich miesiącach niepewnością i zmiennością. Warto jednak zauważyć, że na większości rynków w pierwszych miesiącach 2026 roku wartości wskaźników są zbliżone do osiąganych na przełomie 2022 i 2023 roku. Jednocześnie są wyraźnie niższe, z wyjątkiem Katowic, od poziomu z lat 2024-2025.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 5Czy firmy deweloperskie mają powód do optymizmu?

Dane z rynku deweloperskiego z czterech ostatnich miesięcy mogą być źródłem delikatnego optymizmu po stronie podażowej. Bez wątpienia popyt pobudzony obniżkami stóp procentowych i wysoką ofertą od początku 2026 roku wykazuje większe niż w dwóch poprzednich latach zainteresowanie zakupem mieszkania deweloperskiego.

Od stycznia do kwietnia 2026 roku firmy deweloperskie wprowadziły do sprzedaży 13,1 tys. mieszkań, co jest wynikiem wyraźnie gorszym od analogicznego okresu w 2024 i świadczy o trzeźwej ocenie sytuacji rynkowej. Od kilkunastu miesięcy w ofercie na siedmiu największych rynkach pozostaje około 60 tys. mieszkań, dlatego ograniczenie nowych wprowadzeń jest rynkowo uzasadnione. W obliczu tak wysokiej oferty sprzedaż 16,2 tys. lokali od stycznia do kwietnia nie jest wystarczającym argumentem za zwiększaniem nowej podaży.

Błędem byłoby także twierdzenie, że większa liczba mieszkań sprzedanych niż wprowadzonych do sprzedaży w pierwszych miesiącach 20226 roku świadczy o rosnącym optymizmie po popytowej stronie rynku mieszkaniowego. Kwietniowa sprzedaż, gorsza niż miesiąc wcześniej, potwierdza tezę, że marcowe ożywienie było podyktowane raczej lękiem przed pogorszeniem warunków zakupu niż zadowoleniem z wynegocjowanych stawek. Jednak głównym źródłem niepewności po popytowej strony rynku są rosnące ceny całkowite oferowanych mieszkań, które prezentuje poniższy wykres. Tylko w Katowicach nabywcy, którzy w poprzednim roku wstrzymali się z zakupem mogą liczyć, że dzisiaj zapłacą za mieszkanie mniej niż przed rokiem.

raport kwiecien 2026 rynek mieszkan 6

Green Lanes podsumowuje 2025 rok. Zakład Strumber® gotowy do skalowania produkcji

Firma Green Lanes opublikowała raport roczny za 2025 r. Dla Grupy był to rok konsekwentnie realizowanej strategii: finalizacji kluczowego etapu inwestycyjnego, obejmującego budowę zakładu produkcyjnego Strumber® w Tarnawatce‑Tartak oraz intensyfikacji działań komercjalizacyjnych. Grupa zabezpieczyła także finansowanie i surowce produkcyjne oraz kontynuowała reorganizację struktury korporacyjnej w kierunku jej uproszczenia. Miniony rok był również momentem debiutu Spółki na rynku NewConnect, co umożliwiło Green Lanes pozyskanie kolejnych profesjonalnych inwestorów instytucjonalnych.

– Mamy za sobą kilka kwartałów intensywnej pracy związanej z realizacją inwestycji i dziś możemy powiedzieć: zrobiliśmy to, co zaplanowaliśmy – pierwszy na świecie zakład produkujący Strumber® działa. Finalizując proces inwestycyjny, zbudowaliśmy fundament przyszłego rozwoju Grupy. Dla nas oznacza to wejście w kolejny kluczowy etap operacyjny, czyli skalowanie produkcji i komercjalizację materiału. Dysponujemy dziś zarówno technologią, jak i zapleczem organizacyjnym i surowcowym. Równolegle budujemy rynek dla Strumber®, prezentując materiał na kluczowych wydarzeniach branżowych oraz rozwijając relacje z partnerami przemysłowymi – mówi Piotr Pietras, współzałożyciel, akcjonariusz i Prezes Zarządu Green Lanes S.A. Strumber® to tarcica z roślin jednorocznych o parametrach fizykomechanicznych i estetycznych porównywalnych z drewnem liściastym wysokiej klasy, takim jak dąb, buk czy jesion. Jednocześnie – co za każdym razem podkreślamy – do produkcji Strumber® nie zostaje ścięte ani jedno drzewo. To materiał, który realnie odpowiada na rosnący deficyt  rynkowy drewna dobrej jakości. Producenci mebli i dystrybutorzy widzą w nim konkretną odpowiedź na swoje potrzeby – dodaje Piotr Pietras.

Jednym z najważniejszych momentów minionego okresu – obok debiutu giełdowego – było zakończenie kluczowego etapu prac inwestycyjnych w zakładzie produkcyjnym oraz instalacja pierwszej linii technologicznej, której docelowa wydajność wyniesie 10.000 m3 w skali roku. W 2025 i na początku 2026 roku Grupa finalizowała montaż głównej linii produkcyjnej, linii przygotowania surowca oraz infrastruktury energetycznej, w tym stacji transformatorowej i instalacji towarzyszących. Równolegle przeprowadzono szeroki zakres prac modernizacyjnych i adaptacyjnych, obejmujących hale produkcyjne, zaplecze socjalne i przestrzenie operacyjne. Zakończenie inwestycji otworzyło drogę do rozpoczęcia w I kwartale 2026 roku fazy rozruchu produkcyjnego Strumber®, stanowiącej wstęp do komercjalizacji produktu.

W 2025 roku Spółka zabezpieczyła również łańcuch dostaw surowców. Rolnicy współpracujący z Green Lanes zrealizowali zbiory słomy konopnej i lnianej, a zakontraktowane wolumeny pozwalają na pokrycie planowanej produkcji.

Miniony rok przyniósł także dalsze zaawansowanie procesów komercjalizacji Strumber®. Spółka prowadziła intensywne działania mające na celu budowanie relacji z przyszłymi odbiorcami. Strumber® został zaprezentowany podczas kluczowych wydarzeń branżowych, spotykając się z dużym zainteresowaniem przedstawicieli przemysłu meblarskiego i drzewnego. W efekcie Spółka zawarła umowy o współpracy i przedwstępne umowy sprzedaży m.in. z Vank Sp. z o.o. – renomowanym producentem mebli biurowych i systemów akustycznych, Grupą Drewmet – producentem obłogów i lameli drewnianych – oraz ogólnopolskim dystrybutorem materiałów dla przemysłu meblarskiego i drzewnego. Pod koniec stycznia 2026 roku Green Lanes podpisał pierwszą zagraniczną umowę handlową z hiszpańską firmą ExperMuebles Mateusz Szymczyk.

W 2025 roku Grupa kontynuowała proces upraszczania struktury i łączenia spółek zależnych, prowadzący do zwiększenia efektywności zarządzania oraz optymalizacji kosztów operacyjnych. Aktualnie w skład Grupy wchodzi podmiot dominujący – Green Lanes S.A. oraz spółka zależna – The True Green S.A., która docelowo ma zostać połączona ze spółką matką.

Green Lanes był aktywny również w obszarze działalności badawczo-rozwojowej. W 2025 roku Spółka rozpoczęła realizację projektu B+R współfinansowanego ze środków europejskich o wartości ok.
3,3 mln zł, w tym dofinansowanie na poziomie ok. 2,5 mln zł, którego celem jest opracowanie nowych materiałów hybrydowych na bazie surowców roślinnych, w tym rozwiązań komplementarnych do Strumber®. Ponadto Grupa otrzymała pozytywną rekomendację i podpisała umowę o dofinansowanie w programie FENG – Ścieżka SMART dla projektu „Opracowanie technologii wytwarzania kompozytu Gramber”, czyli innowacyjnego ekologicznego materiału tworzonego z surowców potartacznych i łodyg roślin jednorocznych. Kwota wsparcia wynosi ok. 3,8 mln zł przy całkowitym budżecie projektu wynoszącym 5,2 mln zł. Działania te wpisują się w długoterminową strategię budowy przewag technologicznych i poszerzania portfolio produktowego Grupy.

Przychody i wyniki Grupy za 2025 r. odzwierciedlały jej etap rozwoju, czyli trwający proces inwestycyjny poprzedzający uruchomienie produkcji i komercjalizacji materiału Strumber®. W tym okresie Spółka wypracowała 197,1 tys. zł przychodów ze sprzedaży oraz odnotowała 9,3 mln zł straty netto. Jednocześnie w 2025 roku Green Lanes zadebiutował na rynku NewConnect i pozyskał ponad 6 mln zł brutto z emisji akcji. Następnie w 1 kwartale 2026 r. Spółka przeprowadziła kolejną rundę finansowania o wartości 9 mln zł brutto, wzmacniając swoją pozycję finansową i zapewniając środki na ukończenie inwestycji głównej oraz elementów uzupełniających a także przygotowanie do dynamicznego skalowania działalności i komercjalizacji.

– Debiut na NewConnect i dwie udane rundy finansowania, w tym dalsze poszerzanie grona akcjonariuszy o kolejne instytucje, pokazują, że inwestorzy rozumieją i podzielają naszą wizję rozwoju. Cieszymy się, że do Total FIZ i Fundacji Rodziny Juroszków dołączyły fundusze zarządzane przez TFI PZU. Dziękujemy wszystkim inwestorom i partnerom biznesowym za zaufanie – to zobowiązuje i dodaje energii do działania. Teraz skupiamy się płynnej realizacji procesu skalowania produkcji oraz na tym, aby Strumber® trafił do jak największej liczby odbiorców mówi Jacek Kramarz, współzałożyciel, akcjonariusz i Wiceprezes Zarządu Green Lanes S.A.

Wchodząc w 2026 rok, Green Lanes znajduje się w kluczowym momencie rozwoju. Priorytetami Spółki są zakończenie fazy rozruchu, rozpoczęcie sprzedaży na skalę komercyjną oraz dalsze skalowanie działalności w oparciu o rosnące zainteresowanie materiałem Stumber®.

Nowe zasady liczenia stażu pracy od 1 maja. Miliony osób mogą zyskać dłuższy urlop

Ponad 13,1 mln osób zatrudnionych w sektorze prywatnym, w tym setki tysięcy pracujących na umowach cywilnoprawnych oraz ponad 3,15 mln prowadzących działalność gospodarczą, zostało objętych zmianami, które weszły w życie 1 maja 2026 roku. Nowe przepisy mogą realnie wpłynąć na uprawnienia pracownicze tej grupy – w tym długość urlopu, wysokość odpraw czy okres wypowiedzenia.

Choć dla wielu Polaków długi majowy weekend był okazją do odpoczynku, to dla części pracujących 1 maja 2026 roku stał się także symbolicznym początkiem zmian, które mogą przełożyć się na ich sytuację zawodową i finansową. W życie weszły nowe regulacje dotyczące naliczania stażu pracy, które obejmują już nie tylko sektor publiczny, ale również prywatny.

Szersza definicja doświadczenia zawodowego

Nowelizacja przepisów wprowadziła istotną zmianę w sposobie liczenia stażu pracy. Od 1 maja do okresu zatrudnienia wliczane są nie tylko lata przepracowane na etacie, ale także inne formy aktywności zawodowej. Obejmują one m.in. prowadzenie jednoosobowej działalności gospodarczej, wykonywanie pracy na podstawie umów cywilnoprawnych, współpracę przy prowadzeniu biznesu czy udokumentowane doświadczenie zdobyte za granicą.

Styczniowa zmiana, która objęła już 4,23 mln pracowników sektora publicznego, rozszerza się teraz na jeszcze większą grupę. Jak wynika z danych GUS, na koniec 2025 roku w sektorze prywatnym pracowało 13,115 mln osób, co stanowiło 75,6% wszystkich pracujących. Jednocześnie ponad 3,15 mln mieszkańców Polski prowadziło działalność gospodarczą, a ponad 1,5 mln wykonywało pracę wyłącznie na podstawie umów zlecenia i pokrewnych. Ta ostatnia grupa wzrosła rok do roku o 5,4%, co pokazuje, jak duża część rynku pracy funkcjonuje poza klasycznym etatem — a więc także poza systemem ustawowo gwarantowanych urlopów — i jak w przyszłości może rosnąć znaczenie rozwiązań regulujących prawo do odpoczynku dla tych osób.

Nowe przepisy w praktyce porządkują rzeczywistość rynku pracy, która od dawna jest bardziej złożona niż model oparty wyłącznie na umowie o pracę. Dla wielu osób oznacza to formalne uznanie doświadczenia, które dotychczas nie przekładało się na uprawnienia pracownicze. Rynek pracy już dawno przestał być jednorodny. Przepisy wreszcie zaczynają to odzwierciedlać. Daje to większą przejrzystość zasad i lepsze dopasowanie do realiów gospodarczychmówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres.

Więcej niż formalność – realne korzyści

Zmiany w naliczaniu stażu pracy mogą przełożyć się na szereg konkretnych benefitów. Wśród najważniejszych znajdują się m.in. dłuższy urlop wypoczynkowy, wyższe odprawy, korzystniejsze okresy wypowiedzenia czy dostęp do dodatków stażowych i nagród jubileuszowych.

Część pracowników może szybciej osiągnąć próg 10 lat stażu pracy, który uprawnia do 26 dni urlopu zamiast 20. W przypadku osób, które „uzupełnią” brakujące lata doświadczenia, możliwe jest uzyskanie dodatkowych dni wolnych jeszcze w tym samym roku — będę odpoczywać nawet do 6 dni więcej.

To zmiana, która w praktyce może uporządkować wiele niesprawiedliwości narastających przez lata. Do tej pory doświadczenie zdobywane na działalności gospodarczej czy umowach cywilnoprawnych często nie przekładało się na uprawnienia pracownicze, mimo że faktycznie oznaczało pełnoprawną pracę. Teraz te okresy zaczynają realnie „pracować” na staż — a to oznacza nie tylko więcej dni urlopu, ale też szybszy dostęp do wyższych odpraw, dodatków czy stabilniejszych warunków zatrudnienia. W dłuższej perspektywie może to również wpłynąć na decyzje zawodowe Polaków, zmniejszając różnice między etatem a innymi formami pracypodkreśla Magda Dąbrowska.

Aby skorzystać z nowych zasad, pracownicy muszą udokumentować swoje wcześniejsze aktywności zawodowe. W wielu przypadkach konieczne będzie uzyskanie odpowiedniego zaświadczenia z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Wnioski można składać elektronicznie poprzez platformę eZUS, co ma usprawnić cały proces.

Nowe przepisy a kalendarz pracy 2026

Zmiany w przepisach zbiegają się z rokiem, w którym pracownicy mają do dyspozycji 14 dni ustawowo wolnych od pracy. Ich rozkład w kalendarzu nie zawsze sprzyja długim weekendom – część świąt przypada w niedziele, inne w soboty, co oznacza konieczność wyznaczenia dnia wolnego w innym terminie.

Wśród najbliższych okazji do odpoczynku po majówce znajduje się m.in. Boże Ciało, które w 2026 roku przypada 11 czerwca i jak co roku sprzyja planowaniu dłuższego weekendu. Kolejne możliwości pojawią się latem oraz pod koniec roku, w tym przy okazji Święta Niepodległości (11 listopada, środa) oraz Wigilii i Bożego Narodzenia (24 grudnia – czwartek i 25 grudnia – piątek). Wiele z tych terminów, szczególnie w połączeniu z weekendami, sprzyja krótszym wyjazdom i tzw. mikro-urlopom.

Coraz większe znaczenie zyskują także święta branżowe i dodatkowe dni wolne przyznawane przez pracodawców – takie jak Barbórka (4 grudnia) w górnictwie, Dzień Strażaka i Dzień Hutnika (4 maja), Dzień Kolejarza (25 listopada), Dzień Energetyka (14 sierpnia), czy Dzień Edukacji Narodowej (14 października).

W kalendarzu znajdują się również liczne święta profesji, które są celebrowane w coraz większej liczbie firm — np. Dzień Pracownika Gospodarki Komunalnej (10 maja), Dzień Leśnika (5 czerwca) czy Dzień Lotnika (28 sierpnia).

Zmiana, która wpisuje się w szerszy trend

Nowe regulacje to kolejny krok w dostosowywaniu prawa pracy do zmieniającego się rynku. Coraz większa liczba osób pracuje w modelach elastycznych, łącząc różne formy zatrudnienia lub prowadząc własną działalność. Jeszcze kilka lat temu takie ścieżki zawodowe funkcjonowały obok klasycznego etatu, dziś stają się jego równorzędną alternatywą. Doświadczenie zawodowe przestaje być definiowane wyłącznie przez umowę o pracę, a zaczyna być postrzegane szerzej – jako suma kompetencji i aktywności zawodowych. Wprowadzone zmiany wpisują się więc w szerszy trend uelastyczniania rynku pracy i dostosowywania regulacji do realnych ścieżek kariery pracowników.

Więcej ofert, większy wybór i mocne negocjacje. Tak wygląda rynek wtórny mieszkań

Banery „sprzedam mieszkanie” na coraz większej ilości bloków i kamienic. Mocny wzrost lokali na sprzedaż na rynku wtórnym.

– Sprzedawcy wyczuwają popyt. Niektórzy czekali kilka miesięcy, by wystawić lokal na sprzedaż, by nie zrobić tego ze stratą. Gdy przejeżdżam przez Poznań, Szczecin czy Wrocław to na jednym bloku czasem widzę dwie-trzy informacje o mieszkaniach na sprzedaż – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. Statystyki pokazują, że na rynek trafiają kolejne nieruchomości na rynku wtórnym, a jednocześnie sporo ofert znika. – Czasem to kwestia sprzedaży, a czasem chęć poczekania na jeszcze lepsze czasy na sprzedaż. To kwestia bardzo subiektywna – przyznaje ekspert.

Polacy sprzedają i kupują mieszkania

„Lokal na sprzedaż”, „Sprzedam mieszkanie”, „Kup mnie”, „Mieszkanie do zamieszkania od zaraz”, a nawet „Przyjdź, zobacz, zamieszkaj” – gdy wędrujemy przez duże miasta z bloków coraz częściej krzyczą do nas oferty mieszkań na sprzedaż. Rynek wtórny cieszy się dużym zainteresowaniem. W wielu przypadkach nawet większym niż rynek deweloperski.

– Szacuje się, że miesięcznie na rynek może trafiać około 30-35 tysięcy nowych ofert mieszkaniowych. Tych ofert dostępnych na rynku jest zwykle około 140-150 tysięcy. Najwięcej oczywiście w aglomeracjach takich jak Warszawa czy Poznań. Większa podaż zbiega się w czasie z wyższą podażą. Podsumowując pierwszy kwartał 2026 roku nie widać, by Polacy przestraszyli się np. wojny na Bliskim Wschodzie, a wielu ekspertów spodziewało się, że sytuacja ta może generować niepokój i wstrzymanie decyzji o zakupie lub sprzedaży nieruchomości – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Mieszkania na rynku wtórnym pojawiają się na rynku zwykle, gdy jest intensywna potrzeba sprzedaży, bo właściciel np. potrzebuje gotówki, buduje dom lub wyprowadza się z miasta lub kraju albo gdy ruch na rynku jest tak duży, że mieszkania sprzedają się dobrze bez wysokich dyskontów cenowych. Obecnie widzimy ożywienie i najlepszą sytuację od wielu miesięcy. Mieszkania na rynku wtórnym sprzedają się lepiej niż deweloperskie. Sprzedający muszą być jednak gotowi na rozbieżności między cenami ofertowymi, a transakcyjnymi na poziomie nawet kilkunastu procent – dodaje Mirosław Król.

Trudno znaleźć ofertę za mniej niż 10 tysięcy złotych za metr kwadratowy

Oferty na sprzedaż w dużych miastach powodują, że wybór mieszkań na rynku wtórnym jest dużo. Dominują mieszkania dwu i trzy pokojowe w obiektach liczących przynajmniej 15 lat lub więcej. Nie brakuje mieszkań w kamienicach, oficynach czy nawet blokach z wielkiej płyty. Ceny oczywiście zależne są od lokalizacji i standardu nieruchomości.

– Najdrożej jest w Warszawie, Krakowie i w Trójmieście. W cenach ofertowych generalnie znalezienie czegoś poniżej 10 tysięcy złotych za metr kwadratowy jest trudne, ale po negocjachacj transakcyjnie często ceny spadają do nawet 8-9 tysięcy. Przykłady sprzed majówki: cena metra kwadratowego w Szczecinie w mieszkaniu to było 10,4 tysiąca złotych, a udało się kupić mieszkanie za 8900 złotych za metr. Drugi przykład to Warszawa – ofertowo 17 500, a transakcyjnie 16 500 zł, za metr kwadratowy. To szansa na oszczędność na poziomie kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych – przyznaje Mirosław Król.

– Drugi kwartał na rynku nieruchomości jest czasem raczej stabilnym. Na pewno zauważam jednak, że rośnie podaż. Taka tendencja utrzyma się do końca roku jeżeli popyt będzie szedł w parze z podażą. Zainteresowanie kupujących jest spore – dodaje ekspert.

Majowe posiedzenie RPP. Brak zmian w stopach procentowych najbardziej prawdopodobnym scenariuszem

Majowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej odbędzie się w otoczeniu względnej stabilizacji gospodarczej, ale jednocześnie przy rosnącej niepewności na rynkach globalnych. Po wcześniejszej obniżce stóp procentowych w 2026 r. RPP znajduje się obecnie w fazie obserwacji skutków prowadzonej polityki pieniężnej. Kluczowym zadaniem Rady pozostaje utrzymanie inflacji w pobliżu celu Narodowego Banku Polskiego, który wynosi 2,5% z dopuszczalnym odchyleniem o 1 punkt procentowy w górę lub w dół.

Inflacja w Polsce w ostatnich miesiącach wyraźnie spowolniła i utrzymuje się w pobliżu celu banku centralnego. Oznacza to, że presja cenowa w gospodarce jest znacznie mniejsza niż w poprzednich latach. Jednocześnie część kategorii, szczególnie usługi, nadal charakteryzuje się relatywnie szybszym wzrostem cen, co wskazuje, że proces powrotu inflacji do stabilnego poziomu nie jest jeszcze całkowicie zakończony.

Sytuacja gospodarcza pozostaje stosunkowo dobra. Wzrost gospodarczy utrzymuje się na umiarkowanym poziomie, wspierany przez konsumpcję gospodarstw domowych oraz stopniowe odbudowywanie inwestycji. Rynek pracy pozostaje stabilny, a bezrobocie utrzymuje się na niskim poziomie. Jednocześnie tempo wzrostu wynagrodzeń zaczęło się stabilizować, co ogranicza ryzyko ponownego nasilenia presji inflacyjnej.

Na rynku finansowym w ostatnim czasie widoczne są sygnały większej ostrożności inwestorów. Wzrost stawek IRS oraz rentowności części instrumentów dłużnych sugeruje, że uczestnicy rynku nie są już tak pewni dalszych obniżek stóp procentowych w najbliższym czasie. Oczekiwania dotyczące przyszłej polityki monetarnej stały się bardziej zróżnicowane, a część inwestorów zakłada, że obecny poziom stóp może zostać utrzymany przez dłuższy okres.

Dodatkowym elementem niepewności jest sytuacja geopolityczna na Bliskim Wschodzie, w szczególności napięcia związane z Iranem. Konflikt ten wpływa na ceny surowców energetycznych, zwłaszcza ropy naftowej, które w ostatnim czasie wzrosły. Wyższe ceny energii mogą w przyszłości ponownie zwiększać presję inflacyjną, co z punktu widzenia banku centralnego jest ważnym czynnikiem ryzyka.

Biorąc pod uwagę obecne uwarunkowania makroekonomiczne i sytuację na rynkach finansowych, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na majowym posiedzeniu jest utrzymanie stóp procentowych na dotychczasowym poziomie. Taka decyzja pozwoliłaby Radzie ocenić wpływ wcześniejszych działań na gospodarkę oraz obserwować rozwój sytuacji inflacyjnej w kolejnych miesiącach.

Dalsze obniżki stóp procentowych są możliwe, jednak prawdopodobnie nie nastąpią od razu. RPP może przyjąć bardziej ostrożne podejście, szczególnie w kontekście ryzyka wzrostu cen energii i  niepewności na rynkach międzynarodowych. Podwyżki stóp procentowych wydają się natomiast mało prawdopodobne, ponieważ obecny poziom inflacji nie wskazuje na potrzebę ponownego zacieśniania polityki monetarnej.

Jeżeli RPP zdecyduje się pozostawić stopy procentowe bez zmian, reakcja rynków finansowych może być ograniczona, ponieważ taki scenariusz jest w dużej mierze oczekiwany przez inwestorów. Stabilny poziom stóp oznaczałby utrzymanie zbliżonych kosztów finansowania dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw.

Dla rynku walutowego brak zmian w polityce monetarnej może oznaczać względną stabilność kursu złotego, natomiast rynek obligacji będzie nadal reagował przede wszystkim na zmiany globalnych nastrojów oraz oczekiwania inflacyjne.

Majowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej prawdopodobnie nie przyniesie istotnych zmian w poziomie stóp procentowych. Stabilna inflacja oraz umiarkowany wzrost gospodarczy sprzyjają utrzymaniu obecnej polityki monetarnej. Jednocześnie czynniki zewnętrzne, takie jak napięcia geopolityczne i zmienność cen surowców, powodują, że RPP może zachować ostrożność i odłożyć ewentualne dalsze decyzje o zmianach stóp procentowych na kolejne miesiące.

Gwałtowny wzrost eksportu LNG z USA do Azji w obliczu kryzysu na Bliskim Wschodzie

Eksport skroplonego gazu ziemnego (LNG) ze Stanów Zjednoczonych do Azji odnotował gwałtowny wzrost między lutym a kwietniem 2026 roku. Według wstępnych danych żeglugowych LSEG, na które powołuje się Reuters, wolumen dostaw zwiększył się z ok. 0,97 mln ton w lutym do 2,71 mln ton w kwietniu. Oznacza to wzrost o ponad 175% w zaledwie dwa miesiące.

Według danych LSEG w kwietniu niemal jedna czwarta amerykańskich ładunków LNG trafiła do Azji. Dla porównania w lutym udział ten wynosił mniej niż 10 proc. Oznacza to wyraźne przesunięcie części dostaw w kierunku rynków azjatyckich, gdzie importerzy zaczęli aktywniej konkurować o dostępne wolumeny gazu.

Europa pozostała jednak największym odbiorcą LNG ze Stanów Zjednoczonych. W kwietniu przyjęła około 6,14 mln ton metrycznych surowca, czyli ponad połowę całkowitego amerykańskiego eksportu. Pokazuje to, że mimo rosnącego popytu w Azji europejski rynek nadal odgrywa kluczową rolę w strukturze sprzedaży LNG z USA.

Łączny eksport LNG ze Stanów Zjednoczonych wyniósł w kwietniu około 10,97 mln ton metrycznych. Był to wynik niższy od marcowego rekordu, kiedy eksport sięgnął 11,7 mln ton metrycznych, ale nadal potwierdzał wysokie wykorzystanie amerykańskich terminali skraplających.

Zakłócenia dostaw z regionu Zatoki Perskiej przełożyły się na wzrost cen gazu na rynkach międzynarodowych. Azjatyckie ceny spot LNG wzrosły, ponieważ importerzy zaczęli rywalizować o ograniczoną liczbę dostępnych ładunków. Sytuacja na rynku amerykańskim wyglądała jednak inaczej. Ceny gazu w USA pozostawały relatywnie niskie dzięki wysokiemu wydobyciu krajowemu, łagodnej pogodzie oraz podwyższonym zapasom.

Ta różnica między cenami krajowymi a międzynarodowymi zwiększa opłacalność eksportu LNG ze Stanów Zjednoczonych. Amerykańscy eksporterzy korzystają z niższych cen gazu na rynku Henry Hub oraz wysokiego popytu w Europie i Azji. Głównym ograniczeniem pozostaje jednak dostępna przepustowość terminali skraplających.

W kolejnych latach możliwości eksportowe USA mają dalej rosnąć. Na rynek trafiają nowe moce, w tym projekt Golden Pass LNG w Teksasie, realizowany przez QatarEnergy i ExxonMobil. Rozbudowa istniejących instalacji oraz uruchamianie nowych terminali mają zwiększyć zdolność Stanów Zjednoczonych do obsługi globalnego popytu na gaz skroplony.

Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej prognozuje dalszy wzrost eksportu LNG z USA. Według jej szacunków średni eksport może wynieść około 17 mld stóp sześciennych dziennie w 2026 roku i wzrosnąć do 18,6 mld stóp sześciennych dziennie w 2027 roku.

AI przejmuje coraz większą część pracy programistów. Greg Brockman mówi o zmianie modelu tworzenia kodu

Sztuczna inteligencja to już nie tylko dodatek dla programistów, ale główny element tworzenia oprogramowania – uważa współzałożyciel i prezes OpenAI, Greg Brockman. Na konferencji Sequoia AI Ascent 2026 wskazał on, że agentyczne systemy nie ograniczają się już do podpowiadania kodu, ale coraz częściej samodzielnie realizują złożone, wieloetapowe procesy inżynieryjne.

Zdaniem Brockmana branża technologiczna stoi przed koniecznością całkowitego przemodelowania struktur zespołów deweloperskich. AI przestaje być jedynie opcjonalnym dodatkiem w edytorze tekstu, stając się integralnym elementem łańcucha produkcyjnego. Taka transformacja wymusza ewolucję roli człowieka: programista jutra to przede wszystkim architekt systemu, audytor i ekspert od walidacji, a nie rzemieślnik piszący kod od podstaw.

Szef OpenAI zaznaczył, że za obecnym skokiem jakościowym nie stoi jedna, rewolucyjna zmiana, lecz suma drobnych, konsekwentnych udoskonaleń. To efekt synergii między ewolucją modeli bazowych, precyzyjnym dostrajaniem w fazie post-treningu oraz rozbudową narzędzi, które umożliwiają agentom realizację coraz bardziej wielowątkowych operacji. Brockman zwrócił uwagę, że dzięki tej kumulacji usprawnień modele znacznie lepiej radzą sobie z analizą założeń projektowych i operacjami na poziomie systemowym, co pozwala im generować kod spełniający rygorystyczne standardy profesjonalnych środowisk produkcyjnych.

Wypowiedź Brockmana dotyczyła również platformy Codex, którą OpenAI rozwija jako narzędzie wykraczające poza samo programowanie. Według niego technologia ta ma służyć szerzej rozumianemu rozwiązywaniu problemów, obejmując także pracę z arkuszami kalkulacyjnymi, prezentacjami oraz innymi zadaniami wymagającymi analizy i organizacji wiedzy.

Rozwój agentów kodujących wpisuje się w szerszy trend w branży technologicznej. Największe firmy coraz częściej informują, że istotna część nowego kodu jest generowana przez narzędzia AI, a następnie sprawdzana i zatwierdzana przez inżynierów. Zmienia to proporcje między ręcznym pisaniem kodu a nadzorem nad systemami automatyzującymi część procesu programistycznego.

Taki model pracy może zwiększać produktywność zespołów, zwłaszcza przy zadaniach powtarzalnych, testach i integracjach. Jednocześnie wymaga bardziej rygorystycznych procedur kontroli jakości, bezpieczeństwa, przeglądu kodu i zarządzania odpowiedzialnością za błędy.

W praktyce rola programistów może coraz bardziej przesuwać się w kierunku architektury systemów, formułowania wymagań, oceny ryzyka i walidacji efektów pracy AI. Umiejętność precyzyjnego definiowania zadań, rozumienia ograniczeń modeli i wychwytywania błędów może stać się równie ważna jak samo pisanie kodu.

Samsung rzuca wyzwanie Meta. Nadchodzą inteligentne okulary Galaxy

Samsung Electronics oficjalnie potwierdził, że przyszłość koncernu jest nierozerwalnie związana z nowymi kategoriami urządzeń napędzanych sztuczną inteligencją. Przy okazji prezentacji wyników finansowych za pierwszy kwartał 2026 roku, południowokoreański gigant zdradził ambitne plany dotyczące rozwoju segmentu wearables, w którym kluczową rolę mają odegrać inteligentne okulary oraz nowatorskie akcesoria audio.

Podczas rozmowy z inwestorami przedstawiciele Samsunga zarysowali wizję urządzeń oferujących tzw. multimodalne doświadczenia AI. Firma zamierza wyjść poza tradycyjny ekran smartfona, stawiając na formaty, które pozwalają na bardziej naturalną interakcję z asystentami cyfrowymi w świecie rzeczywistym. Decyzja ta oznacza bezpośrednie wejście Samsunga w segment inteligentnych okularów, w którym obecnie pozycję lidera próbuje budować Meta we współpracy z marką Ray-Ban.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że autorski projekt okularów Samsunga funkcjonuje pod nazwą kodową „Jinju”. Urządzenie ma stać się integralną częścią ekosystemu Galaxy i pracować pod kontrolą dedykowanego systemu Android XR. Pod względem technicznym konstrukcja ma bazować na wydajnym układzie Snapdragon AR1 oraz 12-megapikselowym sensorze Sony, co umożliwi wysokiej jakości rejestrację obrazu oraz zaawansowane rozpoznawanie obiektów przez sztuczną inteligencję. Ciekawym rozwiązaniem ma być zastosowanie głośników wykorzystujących przewodnictwo kostne, co pozwoli na obsługę asystenta głosowego bez konieczności zasłaniania kanałów słuchowych.

Pierwsza generacja Galaxy Glasses ma pełnić rolę akcesorium towarzyszącego smartfonom Galaxy, które przejmą na siebie lwią część procesów obliczeniowych. W przeciwieństwie do bardziej rozbudowanych gogli Galaxy XR, pierwsze okulary Samsunga najprawdopodobniej nie zostaną wyposażone we wbudowany wyświetlacz. Zamiast tego producent postawi na obsługę głosową i kontekstową za pomocą asystenta Google Gemini, co pozwoli zachować lekką i tradycyjną formę oprawek. Strategia ta sugeruje, że Samsung chce najpierw zawalczyć o masowego klienta poszukującego urządzenia do komunikacji i dyskretnego korzystania z AI, zanim wprowadzi na rynek znacznie droższe i cięższe modele z rozszerzoną rzeczywistością.

Równolegle do prac nad okularami, Samsung szykuje rewolucję w segmencie audio. Analizy nadchodzącego oprogramowania One UI wskazują na istnienie nowego formatu słuchawek o nazwie Galaxy Buds Able. W odróżnieniu od znanych dotychczas modeli dokanałowych, wersja Able ma cechować się otwartą konstrukcją zakładaną na ucho. Taka dywersyfikacja oferty wearables pokazuje, że Samsung dąży do stworzenia kompleksowej infrastruktury sprzętowej, która ma za zadanie utrzymać użytkownika w ekosystemie Galaxy dzięki unikalnym funkcjom sztucznej inteligencji dostępnym „na zawołanie”.

Kryptowaluty jako narzędzie rosyjskich rozliczeń zagranicznych

Rosja intensyfikuje budowę alternatywnego systemu rozliczeń zagranicznych, w którym pierwsze skrzypce grają kryptowaluty oraz stablecoiny powiązane z rublem. W centrum operacji znajduje się tajemniczy token A7A5, który mimo zachodnich sankcji mógł już obsłużyć transakcje o wartości przekraczającej 100 mld dolarów, skutecznie omijając przy tym zachodnie restrykcje oraz blokadę systemu SWIFT.

Fundamentem tego mechanizmu stał się A7A5, czyli stablecoin powiązany z rublem, który zadebiutował na rynku na początku 2025 roku. Instrument ten jest ściśle łączony z rosyjskim operatorem płatności transgranicznych A7 oraz Promsvyazbankiem – instytucją finansową objętą sankcjami przez USA, Unię Europejską oraz Wielką Brytanię. Według ustaleń firmy analitycznej Elliptic, token został zarejestrowany w Kirgistanie i operuje przede wszystkim w oparciu o sieci TRON oraz Ethereum. Według ustaleń dziennikarzy Proekt – rosyjskiego portalu śledczego – z platformą A7 mają być powiązani miliarder Roman Abramowicz oraz magnat farmaceutyczny Wiktor Charytonin.

Skala operacji prowadzonych przy użyciu A7A5 budzi poważne zaniepokojenie zachodnich regulatorów. Z publikowanych raportów wynika, że instrument ten mógł posłużyć do obsługi transakcji, których łączna wartość liczona jest w dziesiątkach, a według niektórych szacunków nawet w setkach miliardów dolarów. Dziennik „The Guardian” wskazuje, że mimo wpisania tokena na listy sankcyjne w najważniejszych zachodnich jurysdykcjach, pozostaje on w powszechnym użyciu w rozliczeniach powiązanych z rosyjskim handlem zagranicznym.

Cały proces opiera się na rozbudowanej sieci pośredników i wykorzystaniu specyfiki technologii blockchain. Rosyjscy importerzy i eksporterzy wpłacają ruble, które następnie są konwertowane na aktywa cyfrowe. Środki te krążą między portfelami i giełdami działającymi w państwach trzecich, gdzie ostatecznie są wymieniane na waluty lokalne niezbędne do sfinalizowania kontraktów. Wykorzystanie blockchaina TRON zapewnia uczestnikom rynku nie tylko szybkość transferów, ale przede wszystkim możliwość działania poza klasycznym obiegiem bankowym, choć publiczny charakter tej sieci pozwala firmom analitycznym na coraz skuteczniejsze śledzenie podejrzanych przepływów.

Według Proektu z usług A7 korzystać miało co najmniej 25 rosyjskich firm objętych sankcjami. Pięć z nich – Aidi Solution, Rustakt, Transport Budushchego, Bespilotnyye Sistemy oraz Legion Komplekt – ma produkować lub dostarczać drony bojowe wykorzystywane w wojnie przeciwko Ukrainie. Przez platformę miały one transferować setki milionów, a nawet miliardy rubli.

Na te działania reaguje Unia Europejska, która w najnowszych pakietach restrykcji rozszerzyła nadzór nad rosyjskim sektorem krypto. Nowe ograniczenia uderzają bezpośrednio w dostawców usług aktywów cyfrowych oraz podmioty z państw trzecich zaangażowane w obsługę rosyjskiego kapitału. Analitycy Chainalysis podkreślają, że pod lupą Brukseli i Waszyngtonu znajduje się już nie tylko system A7A5, ale także inne instrumenty rublozależne, takie jak RUBx, a także postępujące prace nad wdrożeniem cyfrowego rubla przez rosyjski bank centralny.

Równolegle Moskwa podejmuje kroki w celu formalnego uregulowania tego procederu wewnątrz kraju. Nowe przepisy mają umożliwić licencjonowanie wybranych platform dopuszczonych do obsługi płatności transgranicznych w kryptowalutach, przy jednoczesnym utrzymaniu zakazu ich wykorzystywania w rozliczeniach krajowych. Taka strategia ma z jednej strony udrożnić handel zagraniczny, a z drugiej chronić stabilność wewnętrznego systemu monetarnego przed niekontrolowanym odpływem kapitału.

Eksport BYD osiągnął rekordowy poziom. Sprzedaż w Chinach pod presją

Chiński koncern BYD dostarczył w kwietniu 321 123 pojazdy z segmentu NEV (auta elektryczne i hybrydy typu plug-in). Wynik był wyższy niż w marcu, ale jednocześnie niższy niż rok wcześniej.

Najmocniejszym punktem kwietniowych wyników okazał się eksport. Zagraniczna sprzedaż samochodów osobowych i pickupów BYD wyniosła 134 542 sztuki. To wzrost o około 71 proc. rok do roku i jednocześnie rekordowy miesięczny poziom w historii spółki. Sprzedaż poza Chinami odpowiadała już za ponad 40 proc. całkowitego miesięcznego wolumenu producenta.

Rosnący eksport BYD to efekt globalnego zwrotu ku autom elektrycznym, napędzanego przez drożejące paliwa i obawy o bezpieczeństwo energetyczne. Przewaga BYD wynika jednak z połączenia atrakcyjnych cen, szybkiego odświeżania gamy modelowej oraz sprawnej budowy struktur sprzedaży poza Chinami, co skutecznie przełamuje barierę nieufności wobec nowych marek.

BYD rozwija obecność m.in. w Europie, Ameryce Południowej, Azji Południowo-Wschodniej i na Bliskim Wschodzie. W pierwszych miesiącach 2026 roku do ważnych rynków eksportowych należały m.in. Brazylia, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz Wielka Brytania. Spółka sygnalizuje również dalsze plany zwiększania sprzedaży zagranicznej, co może stopniowo zmniejszać jej zależność od rynku chińskiego.

Sytuacja w Chinach pozostaje jednak trudniejsza. Całkowita sprzedaż BYD w kwietniu była niższa niż rok wcześniej, co oznacza kontynuację spadków w ujęciu rocznym. Na wyniki wpływają słabszy popyt krajowy, zmiany w systemie wsparcia dla pojazdów elektrycznych oraz bardzo silna konkurencja cenowa.

Chiński rynek pojazdów NEV pozostaje jednym z najbardziej konkurencyjnych na świecie. Presję na BYD wywierają m.in. Geely, Xiaomi, Leapmotor, Zeekr, Nio i XPeng. Część tych producentów szybko zwiększa dostawy, zwłaszcza w wybranych segmentach cenowych i technologicznych.

Dodatkowym problemem dla BYD jest presja na rentowność. Konkurencja w Chinach wymusza promocje i obniżki cen, a rozwój eksportu wiąże się z kosztami logistyki, homologacji, budowy sieci dealerskich oraz lokalnych struktur sprzedażowych. Oznacza to, że szybki wzrost sprzedaży zagranicznej nie musi automatycznie przekładać się na proporcjonalny wzrost marż.

Parlament Europejski apeluje o szybsze egzekwowanie Aktu o rynkach cyfrowych

Parlament Europejski przyjął rezolucję wzywającą Komisję Europejską do szybszego i bardziej konsekwentnego egzekwowania Aktu o rynkach cyfrowych. Dokument wskazuje, że szczególnej uwagi wymagają m.in. narzędzia wyszukiwania oparte na sztucznej inteligencji oraz usługi chmurowe.

Rezolucja została przyjęta 30 kwietnia. Europosłowie wezwali Komisję do pełnego korzystania z dostępnych instrumentów, w tym dialogu regulacyjnego, dochodzeń rynkowych, postępowań dotyczących nieprzestrzegania przepisów oraz kar finansowych. Parlament wskazał, że praktyki części dużych platform internetowych mogą nadal ograniczać konkurencję, innowacje oraz wybór konsumentów.

W dokumencie odniesiono się do działań wybranych firm objętych regulacjami DMA. W przypadku Google europosłowie zwrócili uwagę na problem preferowania własnych usług w wynikach wyszukiwania, w tym w obszarach zakupów, podróży, wideo i reklam produktowych. Parlament wskazał, że takie praktyki mogą utrudniać konkurencję innym podmiotom działającym na rynku cyfrowym.

Rezolucja porusza również kwestię ekranów zgody stosowanych przez TikToka. Według europosłów sposób ich projektowania może wpływać na decyzje użytkowników i prowadzić do uzyskiwania zgód w sposób budzący wątpliwości regulacyjne. Microsoft został wymieniony w kontekście ustawień domyślnych i dostępu do konkurencyjnych usług, natomiast Booking.com w związku z dalszym stosowaniem klauzul parytetowych.

Parlament Europejski zwrócił także uwagę na ryzyko presji politycznej ze strony państw trzecich, które mogą dążyć do osłabienia unijnych przepisów cyfrowych. W rezolucji podkreślono, że egzekwowanie DMA powinno pozostać elementem suwerennej polityki regulacyjnej Unii Europejskiej.

Apel Parlamentu pojawił się po publikacji pierwszego przeglądu Aktu o rynkach cyfrowych przez Komisję Europejską. Komisja uznała, że rozporządzenie pozostaje adekwatne do zakładanych celów i nie wymaga obecnie nowelizacji. Jednocześnie wskazała, że rozwój usług AI oraz rynku chmurowego będzie wymagał dalszego monitorowania.

Osobnym obszarem pozostają postępowania dotyczące usług chmurowych. Komisja bada, czy Amazon Web Services i Microsoft Azure powinny zostać uznane za strażników dostępu w rozumieniu DMA, mimo że usługi te nie spełniają wszystkich ilościowych progów przewidzianych w rozporządzeniu. Zakończenie tych analiz spodziewane jest w 2026 roku.

Europosłowie odnieśli się również do wysokości dotychczasowych kar nakładanych na największe platformy. W rezolucji wskazano, że sankcje powinny być skuteczne, proporcjonalne i wystarczająco odstraszające, aby zapobiegać dalszym naruszeniom. Część organizacji branżowych, w tym przedstawiciele wydawców i firm technologicznych, osobno apelowała do Komisji o szybsze zakończenie postępowań dotyczących praktyk wyszukiwarki Google.

Apple ostrzega przed wyższymi kosztami pamięci. Presja ze strony AI może uderzyć w marże

Apple spodziewa się wyraźnego wzrostu kosztów pamięci w kwartale kończącym się w czerwcu. Prezes spółki Tim Cook poinformował o tym podczas rozmowy z inwestorami po publikacji wyników za drugi kwartał roku fiskalnego 2026. Jak wskazał, drożejące komponenty będą coraz bardziej widoczne w działalności firmy.

Dotychczas Apple częściowo amortyzował wzrost cen dzięki wykorzystaniu wcześniej zgromadzonych zapasów. Wraz z ich stopniowym wyczerpywaniem presja kosztowa może jednak coraz silniej oddziaływać na marże. Spółka nie przedstawiła szczegółowego planu działań, które miałyby ograniczyć skutki tej sytuacji.

Cook zaznaczył jedynie, że Apple analizuje różne możliwości zarządzania wyższymi kosztami. Według analityków w praktyce mogą one obejmować podwyżki cen wybranych produktów, zmianę konfiguracji urządzeń, ograniczenie dostępności niektórych wariantów pamięci lub częściowe przejęcie dodatkowych kosztów przez samą spółkę.

Presja na rynku pamięci wynika przede wszystkim z rosnącego popytu ze strony centrów danych i infrastruktury sztucznej inteligencji. Najwięksi operatorzy chmurowi oraz firmy technologiczne zwiększają inwestycje w serwery AI, które wymagają znacznie większej ilości pamięci niż tradycyjne systemy obliczeniowe. W efekcie producenci tacy jak Samsung, SK Hynix i Micron kierują coraz większą część mocy produkcyjnych na pamięci HBM oraz zaawansowane moduły DDR5.

Zmiana struktury popytu ogranicza dostępność części typów pamięci wykorzystywanych w elektronice konsumenckiej. Może to podnosić koszty produkcji smartfonów, komputerów i innych urządzeń, szczególnie w okresach zwiększonego popytu na nowe modele.

Mimo presji kosztowej Apple pokazał solidne wyniki kwartalne. Przychody spółki w drugim kwartale roku fiskalnego 2026 wyniosły 111,2 mld dolarów, a zysk na akcję osiągnął 2,01 dolara. Wyniki okazały się lepsze od oczekiwań rynku. Sprzedaż iPhone’ów przyniosła około 57 mld dolarów przychodów, segment Mac odpowiadał za 8,4 mld dolarów, a usługi wygenerowały 30,98 mld dolarów.

Spółka przedstawiła również pozytywną prognozę na kolejny kwartał, zakładając wzrost przychodów o 14–17 proc. Jednocześnie wskazała, że ograniczenia podażowe i wyższe ceny pamięci mogą wpływać na dostępność części produktów oraz poziom marż.

Zarząd Apple zatwierdził dodatkowy program skupu akcji własnych o wartości 100 mld dolarów oraz podwyższył kwartalną dywidendę o 4 proc. Decyzje te pokazują, że mimo rosnącej presji kosztowej spółka utrzymuje mocną pozycję finansową. W kolejnych kwartałach rynek będzie jednak uważnie obserwował, czy wyższe ceny pamięci i ograniczenia podażowe przełożą się na rentowność oraz politykę cenową Apple.

Japonia interweniuje na rynku: Jen odbija od psychologicznej bariery

Japonia miała przeprowadzić interwencję na rynku walutowym po tym, jak jen osłabił się poniżej psychologicznej bariery 160 za dolara. Według doniesień dziennika „Nikkei” władze w Tokio skupowały krajową walutę i sprzedawały dolary, próbując ograniczyć skalę przeceny jena.

Jeżeli informacje te zostaną potwierdzone, byłaby to pierwsza bezpośrednia interwencja walutowa Japonii od blisko 21 miesięcy. Po doniesieniach o działaniach władz kurs USD/JPY gwałtownie spadł — w ciągu kilku godzin o ponad 2 proc. Umocnienie jena przełożyło się także na szerszy rynek walutowy, osłabiając dolara wobec części głównych walut.

Presja na jena utrzymywała się w ostatnich tygodniach głównie z powodu dużej różnicy stóp procentowych między Japonią a Stanami Zjednoczonymi. Rezerwa Federalna utrzymuje relatywnie wysokie stopy, podczas gdy Bank Japonii podchodzi do dalszego zacieśniania polityki pieniężnej znacznie ostrożniej. Na ostatnim posiedzeniu japoński bank centralny pozostawił stopę referencyjną na poziomie 0,75 proc.

Przed domniemaną interwencją kurs USD/JPY wzrósł w okolice 160,67. Japońscy przedstawiciele rządu już wcześniej sygnalizowali gotowość do działania w przypadku nadmiernych wahań kursowych. Minister finansów Satsuki Katayama zapowiadał możliwość podjęcia zdecydowanych kroków, a Atsushi Mimura, główny urzędnik odpowiedzialny za politykę walutową, zwracał uwagę na rosnącą aktywność spekulacyjną.

Po tych wypowiedziach jen wyraźnie się umocnił, schodząc w okolice 155 za dolara. Skala i tempo ruchu zostały przez część uczestników rynku odebrane jako sygnał interwencji władz. Według szacunków Bloomberga wartość operacji mogła wynieść około 34,5 mld dolarów, czyli 5,4 bln jenów.

Działania Japonii mogły mieć wpływ również na inne pary walutowe. Osłabienie dolara było widoczne nie tylko wobec jena, ale także wobec części pozostałych głównych walut. Analitycy zwracają uwagę, że podobne interwencje w przeszłości często prowadziły do krótkoterminowego zamykania pozycji opartych na silnym dolarze.

W piątek rano kurs USD/JPY znajdował się już w pobliżu 157, co oznaczało częściowe odwrócenie wcześniejszego umocnienia jena. Zdaniem części strategów bez kolejnych działań władz efekt interwencji może okazać się ograniczony. Głównym czynnikiem osłabiającym japońską walutę nadal pozostaje bowiem różnica w poziomie stóp procentowych między Japonią a USA.

Rynek będzie teraz obserwował, czy Tokio zdecyduje się na kolejne działania. W przeszłości japońskie władze interweniowały etapami, gdy uznawały, że ruchy kursowe są nadmierne i oderwane od fundamentów. Kluczowe znaczenie będą miały także kolejne sygnały z Banku Japonii oraz Rezerwy Federalnej dotyczące dalszego kierunku polityki pieniężnej.

Czerwiec kluczowy dla stóp procentowych w strefie euro

Członek Rady Prezesów Europejskiego Banku Centralnego Olli Rehn ocenił, że EBC powinien być gotowy do szybkiej reakcji, jeśli w strefie euro pojawią się wyraźne sygnały utrwalania się inflacji.

Wypowiedź Rehna wpisuje się w ostrożniejszy ton komunikacji EBC po ostatnim posiedzeniu, na którym bank centralny pozostawił stopy procentowe bez zmian. Stopa depozytowa utrzymana została na poziomie 2 proc. Prezes EBC Christine Lagarde informowała po decyzji, że była ona jednomyślna, choć w trakcie dyskusji pojawił się również temat ewentualnej podwyżki stóp.

Sygnały gotowości do bardziej zdecydowanej reakcji płyną także od innych przedstawicieli banku centralnego. Prezes Bundesbanku Joachim Nagel wskazał, że jeżeli perspektywy inflacyjne nie poprawią się w widoczny sposób, Rada Prezesów może rozważyć odpowiednie działania już na kolejnym posiedzeniu. Podobnie wypowiadał się szef estońskiego banku centralnego Madis Müller, który zaznaczał, że podwyżka stóp może stać się bardziej prawdopodobna, jeśli presja cenowa okaże się uporczywa.

Najnowsze dane pokazują, że inflacja w strefie euro ponownie przyspieszyła. Według wstępnych szacunków Eurostatu w kwietniu 2026 r. wyniosła 3,0 proc. rok do roku, wobec 2,6 proc. w marcu. Głównym czynnikiem wzrostu były ceny energii, które zwiększyły się o 10,9 proc. rok do roku. Jednocześnie inflacja w usługach obniżyła się do 3,0 proc. z 3,2 proc., a ceny towarów przemysłowych z wyłączeniem energii wzrosły o 0,8 proc.

Dla EBC kluczowe pozostaje pytanie, czy wzrost cen energii będzie miał charakter przejściowy, czy przełoży się na szerszą presję inflacyjną w gospodarce. Szczególnie istotne są tzw. efekty drugiej rundy, czyli sytuacja, w której wyższe ceny surowców prowadzą do wzrostu oczekiwań inflacyjnych, żądań płacowych i kolejnych podwyżek cen w innych sektorach.

Na razie obraz sytuacji pozostaje niejednoznaczny. Inflacja zasadnicza wzrosła, ale część wskaźników bazowych pozostaje bardziej stabilna. To może skłaniać EBC do utrzymania ostrożnego podejścia i oczekiwania na kolejne dane przed podjęciem decyzji o ewentualnym zaostrzeniu polityki pieniężnej.

Uwaga rynku koncentruje się obecnie na czerwcowym posiedzeniu EBC. Inwestorzy będą analizować przede wszystkim nowe projekcje inflacyjne, sytuację na rynku energii, dane o wynagrodzeniach oraz kondycję gospodarki strefy euro. Od tych informacji zależeć będzie, czy bank centralny pozostanie przy obecnym poziomie stóp, czy zdecyduje się na bardziej zdecydowany ruch.

Eksport ropy z Wenezueli najwyższy od 2018 roku

0

Eksport ropy naftowej z Wenezueli wzrósł w kwietniu do poziomu około 1,23 mln baryłek dziennie. Według danych państwowego koncernu PDVSA, na które powołuje się Reuters, jest to najwyższy miesięczny wynik od 2018 roku, oznaczający 14-procentowy wzrost w stosunku do marca. Zwiększone wolumeny sprzedaży trafiły przede wszystkim do Stanów Zjednoczonych, Indii oraz Europy.

Ożywienie nastąpiło w okresie globalnego poszukiwania alternatywnych źródeł dostaw. W obliczu niepewności na rynkach energii i napięć geopolitycznych, wenezuelska ropa – szczególnie jej ciężkie gatunki – ponownie zyskała na znaczeniu dla rafinerii wyspecjalizowanych w przerobie takiego surowca.

Kluczową rolę w odbudowie sprzedaży odgrywają zagraniczni partnerzy PDVSA. Znacząca część eksportu realizowana jest przez koncern Chevron w ramach wspólnych przedsięwzięć (joint ventures) z wenezuelską stroną. Równolegle Caracas zacieśnia współpracę z nowymi podmiotami z USA – firmy Hunt Overseas Oil Company oraz Crossover Energy podpisały memoranda dotyczące działalności w Pasie Orinoko, jednym z najbogatszych w ropę regionów świata.

Na wenezuelski rynek wracają także koncerny europejskie:

  • BP zawarło porozumienie w sprawie rozwoju morskich złóż gazu Cocuina-Manakin na granicy z Trynidadem i Tobago, analizując jednocześnie potencjał złoża Loran.
  • Eni oraz Repsol pracują nad zwiększeniem wydobycia gazu ze złoża Cardon IV.
  • Eni dodatkowo podpisało umowę dotyczącą wznowienia projektów wydobycia ciężkiej ropy w Pasie Orinoko.

Te działania sygnalizują determinację Wenezueli w przyciąganiu kapitału po latach sankcji, izolacji i głębokich problemów operacyjnych. Dla kraju wzrost eksportu to szansa na zwiększenie wpływów do budżetu, jednak trwałość tej odbudowy stoi pod znakiem zapytania. Dalszy rozwój sektora będzie zależał od stabilności przepisów, dostępu do nowoczesnych technologii oraz – co najważniejsze – od decyzji politycznych dotyczących licencji i sankcji międzynarodowych.

Strefa euro balansuje na granicy recesji. EBC ma coraz trudniejsze zadanie

Gubernator Banku Grecji Yannis Stournaras stwierdził, że ryzyko recesji w strefie euro jest realne i nie można go lekceważyć. W rozmowie z cypryjskim dziennikiem „Phileleftheros” podkreślił, że europejska gospodarka pozostaje pod presją rosnących cen energii, napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie oraz możliwych zakłóceń w globalnych łańcuchach dostaw.

Według Stournarasa wysokie koszty energii wywierają podwójną presję: hamują wzrost gospodarczy, a jednocześnie stymulują inflację. Jest to sytuacja szczególnie dotkliwa dla strefy euro, która pozostaje silnie uzależniona od importu surowców energetycznych. Szef greckiego banku centralnego zauważył, że obecny szok energetyczny nakłada się na okres słabszej koniunktury, zaostrzonych warunków kredytowych oraz ograniczonej przestrzeni fiskalnej w wielu państwach członkowskich.

Najnowsze dane Eurostatu potwierdzają wyhamowanie aktywności gospodarczej. W pierwszym kwartale 2026 roku PKB strefy euro wzrósł o zaledwie 0,1% w ujęciu kwartalnym (wobec 0,2% w poprzednim okresie), co przełożyło się na wzrost o 0,8% rok do roku.

Równolegle inflacja w eurolandzie przyspieszyła w kwietniu do 3,0% (z poziomu 2,6% w marcu). Głównym motorem tego wzrostu były ceny energii, które według wstępnych szacunków są o 10,9% wyższe niż przed rokiem.

W odpowiedzi na tę sytuację Europejski Bank Centralny podczas posiedzenia 30 kwietnia pozostawił stopy procentowe bez zmian (stopa depozytowa wynosi 2%). EBC przyznał jednak, że ryzyka inflacyjne przesunęły się w górę, przy jednoczesnym pogłębieniu się zagrożeń dla wzrostu PKB.

Taka konfiguracja danych stawia EBC w trudnym położeniu. Bank centralny musi balansować między walką z inflacją przekraczającą cel 2% a ryzykiem, że zbyt restrykcyjna polityka pieniężna wepchnie znajdującą się w stagnacji gospodarkę w głęboką recesję.

Stournaras zaznaczył, że dalsze kroki EBC będą zależeć od trwałości szoku energetycznego. Jeśli wzrost cen okaże się przejściowy i nie utrwali oczekiwań inflacyjnych, korekta kursu może nie być konieczna. Jednak w scenariuszu uporczywie wysokiej inflacji, konieczna może okazać się bardziej zdecydowana reakcja ze strony banku centralnego.

Meta wdraża narzędzie do monitorowania aktywności pracowników w USA

Meta rozpoczęła instalację oprogramowania monitorującego aktywność na służbowych komputerach swoich pracowników w Stanach Zjednoczonych. Narzędzie o nazwie Model Capability Initiative rejestruje m.in. ruchy myszy, kliknięcia, naciśnięcia klawiszy oraz wykonuje okresowe zrzuty ekranu. Zebrane w ten sposób dane mają posłużyć do trenowania i udoskonalania wewnętrznych systemów sztucznej inteligencji.

Według doniesień medialnych udział w programie jest obowiązkowy. Choć pracownicy otrzymują komunikat z prośbą o uruchomienie narzędzia, system nie przewiduje opcji rezygnacji. Monitoring obejmuje wybrane aplikacje i serwisy wykorzystywane w codziennej pracy, w tym ekosystem Google, GitHub, Slack oraz produkty firmy Atlassian.

Podczas spotkania z zespołem Mark Zuckerberg argumentował, że dane generowane przez pracowników Meta mają unikalną wartość. Jego zdaniem aktywność specjalistów zatrudnionych w firmie dostarcza znacznie bardziej wartościowych materiałów szkoleniowych niż zadania realizowane przez zewnętrznych podwykonawców, z których usług powszechnie korzystają inne koncerny technologiczne.

Wdrożenie monitoringu zbiega się w czasie z kolejną falą redukcji zatrudnienia. Meta planuje zwolnić około 8 tys. osób, co stanowi 10% całej załogi. Zuckerberg uzasadniał te cięcia rosnącymi kosztami infrastruktury obliczeniowej niezbędnej do rozwoju AI oraz wysokimi kosztami pracy.

Projekt wpisuje się w szerszą strategię automatyzacji firmy. Dyrektor techniczny, Andrew Bosworth, zapowiedział rozwój agentów AI, którzy mają przejąć część rutynowych obowiązków. Rola pracowników miałaby ewoluować w stronę nadzoru, weryfikacji i korygowania działań sztucznej inteligencji.

Nowa inicjatywa wywołała falę krytyki wewnątrz firmy. Główne obawy dotyczą zakresu inwigilacji, ryzyka wycieku informacji poufnych oraz braku dobrowolności. Pracownicy alarmują, że na zrzutach ekranu mogą utrwalać się dane wrażliwe, takie jak hasła, szczegóły projektów, kwestie kadrowe, a nawet informacje medyczne czy status imigracyjny.

Przedstawiciele Meta zapewniają, że narzędzie analizuje wyłącznie treści widoczne na ekranie i nie ingeruje bezpośrednio w pliki czy załączniki. Jednocześnie firmowe wytyczne przypominają pracownikom o zakazie prowadzenia prywatnych aktywności na urządzeniach służbowych.

BBC opisuje przypadki pogorszenia stanu psychicznego po rozmowach z chatbotami AI

BBC opisało przypadki osób, u których po długotrwałych rozmowach z chatbotami AI wystąpiły lub nasiliły się stany urojeniowe. Dziennikarze przeanalizowali historie 14 osób z sześciu krajów, zwracając szczególną uwagę na incydenty z udziałem Groka – modelu sztucznej inteligencji rozwijanego przez firmę xAI Elona Muska.

Jednym z przywołanych przykładów jest historia Adama Houricana z Irlandii Północnej. Według ustaleń stacji, po serii interakcji z awatarem AI dostępnym w Groku, mężczyzna nabrał przekonania, że chatbot zyskał świadomość, a on sam jest inwigilowany przez firmę xAI. Z relacji wynika, że algorytm aktywnie wzmacniał tę narrację, generując fałszywe informacje i potęgując u użytkownika poczucie zagrożenia. Sprawę tę przedstawiono jako jaskrawy dowód na ryzyko, jakie niosą ze sobą długie, silnie angażujące emocjonalnie interakcje z systemami AI, zwłaszcza w przypadku osób podatnych na kryzysy psychiczne.

W reportażu powołano się również na dane organizacji Human Line Project, która odnotowała setki zgłoszeń o szkodach psychologicznych związanych z użytkowaniem różnych modeli AI. Choć takie incydenty nie dowodzą automatycznie bezpośredniej winy samej technologii, wyraźnie wskazują na konieczność dokładniejszej analizy i wzmocnienia mechanizmów bezpieczeństwa wdrażanych w chatbotach.

Ustalenia dziennikarskie zestawiono z badaniami akademickimi nad zachowaniem modeli AI w kontakcie z użytkownikami zdradzającymi objawy psychozy. Testy te miały sprawdzić, czy algorytmy potęgują urojeniowe przekonania, czy potrafią zachować ostrożność oraz czy kierują rozmówcę do odpowiednich form pomocy. Przytoczone wyniki pokazują, że poszczególne modele znacząco różnią się pod względem poziomu ryzyka i adekwatności reakcji.

Tłem dla tych doniesień jest trwająca debata publiczna na temat bezpieczeństwa sztucznej inteligencji. Elon Musk wielokrotnie krytykował konkurencyjne systemy, w tym ChatGPT, ostrzegając przed ich potencjalnie szkodliwym wpływem na dzieci i osoby w kryzysie psychicznym. Jak jednak zauważa BBC, miliarder nie odniósł się dotąd publicznie do zarzutów dotyczących własnego produktu, które zostały opisane w materiale.

OpenAI aktualizuje politykę prywatności w związku z rozwojem reklam

OpenAI zaktualizowało politykę prywatności, doprecyzowując zasady wykorzystywania i udostępniania części danych użytkowników w celach marketingowych. Zmiany dotyczą przede wszystkim współpracy z partnerami reklamowymi oraz sposobu personalizacji reklam wyświetlanych użytkownikom wybranych wersji ChatGPT.

Według informacji spółki OpenAI może przekazywać partnerom marketingowym wybrane dane techniczne i identyfikacyjne, takie jak identyfikatory plików cookie, adresy IP oraz zahaszowane wersje adresów e-mail lub numerów telefonu. Dane te mogą być wykorzystywane do dopasowywania użytkowników do kont na innych platformach oraz do prowadzenia działań marketingowych poza usługami OpenAI.

Firma wskazuje również na możliwość udostępniania podstawowych informacji dotyczących korzystania z usług, na przykład faktu rejestracji w bezpłatnym planie ChatGPT lub odwiedzenia strony konkretnego produktu. OpenAI zaznacza, że w niektórych stanach USA takie działania mogą być kwalifikowane jako reklama ukierunkowana lub udostępnianie danych na potrzeby behawioralnej reklamy kontekstowej. Użytkownicy mają mieć możliwość rezygnacji z tego typu przetwarzania w ustawieniach konta.

Aktualizacja polityki prywatności porządkuje również zasady wyświetlania reklam w ChatGPT. Reklamy mają dotyczyć użytkowników planów Free i Go. Plany Plus, Pro, Enterprise, Business i Education pozostają bez reklam.

Personalizacja reklam jest domyślnie włączona i może wykorzystywać kontekst rozmów oraz wcześniejsze interakcje użytkownika z reklamami. OpenAI deklaruje jednocześnie, że treść rozmów i dane osobowe nie są przekazywane reklamodawcom.

Zmiany wpisują się w szerszy rozwój infrastruktury reklamowej OpenAI. Według doniesień branżowych firma pracuje nad narzędziami umożliwiającymi mierzenie skuteczności kampanii, w tym nad pikselem śledzenia konwersji. Tego typu rozwiązanie pozwalałoby sprawdzać, czy użytkownik po kliknięciu reklamy wykonał określoną czynność na stronie reklamodawcy, na przykład dokonał zakupu, założył konto lub rozpoczął subskrypcję.

Rozwijana platforma reklamowa może w przyszłości obsługiwać różne modele rozliczeń, w tym kampanie oparte na kliknięciach i konwersjach. Oznaczałoby to przejście od prostego modelu emisji reklam do bardziej zaawansowanego systemu reklamy efektywnościowej.

Trump zapowiada dalszą redukcję obecności wojsk USA w Niemczech

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone mogą ograniczyć swoją obecność wojskową w Niemczech w jeszcze większym stopniu, niż zakładało to ogłoszone wcześniej wycofanie 5 tys. żołnierzy. Nie podał jednak konkretnych liczb ani harmonogramu ewentualnych dalszych redukcji.

Wypowiedź ta padła dzień po informacji Pentagonu o planowanym wycofaniu około 5 tys. amerykańskich wojskowych z Niemiec. Według Departamentu Obrony proces ten ma potrwać od sześciu do dwunastu miesięcy. Rzecznik resortu, Sean Parnell, przekazał, że decyzja jest wynikiem przeglądu rozmieszczenia sił USA w Europie oraz oceny wymogów operacyjnych.

Niemcy pozostają państwem goszczącym największy kontyngent wojsk amerykańskich w Europie. Według dostępnych danych stacjonuje tam około 36 tys. żołnierzy USA w służbie czynnej. Wycofanie 5 tys. z nich oznaczałoby zmniejszenie tych sił o blisko jedną siódmą.

Jak podają media, Departament Obrony zamierza również zrezygnować z planów rozmieszczenia w Europie jednostki artylerii rakietowej – inicjatywy przygotowanej przez administrację Joe Bidena. Oznaczałoby to częściowy powrót do poziomu amerykańskiej obecności wojskowej sprzed pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku.

Decyzje te wpisują się w szerszą dyskusję na temat roli Stanów Zjednoczonych w europejskim systemie bezpieczeństwa. W ostatnich miesiącach administracja Trumpa sygnalizowała możliwość przeglądu rozmieszczenia swoich sił także w innych krajach kontynentu. Dla państw NATO oznacza to konieczność oceny, w jakim tempie Europa powinna rozwijać własne zdolności obronne.

Odnosząc się do zapowiedzi Waszyngtonu, niemiecki minister obrony Boris Pistorius określił redukcję wojsk jako krok, którego można było się spodziewać. Zaznaczył jednocześnie, że państwa europejskie muszą wziąć na siebie większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo. Przedstawiciele NATO poinformowali, że Sojusz analizuje szczegóły amerykańskich decyzji i pozostaje w stałym kontakcie ze stroną amerykańską.

Potencjalne dalsze cięcia kontyngentu mogą mieć istotne znaczenie nie tylko militarne, ale i polityczne. Niemcy stanowią bowiem kluczowe zaplecze logistyczne dla operacji, transportu i wsparcia sojuszniczego sił USA w Europie. Ostateczna skala zmian będzie zależeć od decyzji Waszyngtonu oraz konsultacji w ramach NATO.