Gra w grywalizację: z korzyścią dla wszystkich

Według Raportu Deloitte (2014) aż 78% managerów twierdzi, że dla organizacji kluczowe jest dziś utrzymanie pracownika oraz zwiększenie jego zaangażowania w realizowane zadania. Tymczasem, jak pokazały wyniki sondażu Gallupa z 2013 roku, jedynie 13 proc. pracowników angażuje się w swoją pracę. Jedną z przyczyn tego zjawiska jest zwiększający się udział „pokolenia Y” na globalnym rynku. Potrzeby i potencjał tej grupy nie zawsze są dobrze identyfikowane przez pracodawców. W poszukiwaniu skutecznych metod motywacji firmy coraz częściej stawiają na grywalizację, czyli metodę nawiązującą do mechaniki typowej dla gier. To jednak o wiele bardziej wszechstronne narzędzie, znajdujące zastosowanie m.in. w rekrutacji, employer brandingu czy działaniach CSR. Najnowszy raport TechNavio przewiduje, że globalny rynek grywalizacji będzie miał średnią roczną stopę wzrostu w latach 2014-2018 roku na poziomie prawie 70%.

Mobilność, równowaga między życiem zawodowym i prywatnym, biegłość w nowoczesnych technologiach cyfrowych, potrzeba autonomii czy otwartość na nowe wyzwania to cechy charakterystyczne przedstawicieli tzw. generacji Millenials. Jak wynika z raportu Deloitte, to właśnie oni będą stanowić 75% globalnej siły roboczej już w 2025 r.

Styl pracy czy po prostu model kierowania własną karierą osób z pokolenia Y powinny skłonić pracodawców do zmiany  nie tylko pojedynczych narzędzi HR, ale również istotne przesunięcie w podejściu do motywowania pracowników oraz zwiększania ich zaangażowania w pracę. Dotyczy to zarówno codziennych obowiązków służbowych, jak i stopnia identyfikowania się z firmą  – komentuje Anna Kulawiak, Team Leader, Antal SSC/BPO  z Antal International, Partner Strategiczny ABSL.

Problem nie ogranicza się zresztą do jednej grupy. Kryzys zaangażowania nie jest zjawiskiem nowym i dotyczy pracowników reprezentujących rozmaite branże. Według opracowania Sedlak&Sedlak stworzonego na podstawie Instytutu Gallupa – 68% Polaków nie angażuje się w pracę. Mniejszy odsetek badanych (17%) angażuje się w wykonywane obowiązki.

Ci, którzy dziś negatywnie oceniają podejście do pracy typowe dla „igreków”, jutro sami mogą stać się ofiarami wypalenia zawodowego. Motywacja jest kluczowa dla wszystkich, a jej deficyt może dotyczyć przedstawicieli każdego pokolenia – dodaje  Anna Kulawiak.

„Zgrywalizowanie” danej sytuacji lub przedstawienie konkretnego zadania jako gry odwołuje się do zachowań dość pierwotnych. Proste gry towarzyszą ludzkości niemal od jej początków. W tegorocznym badaniu psychologowie behawioralni z Aarhus dowiedli, że przedstawianie poważnych aktywności w formie gier zwykle wystarczy, by w większym stopniu zaabsorbować zespół pracujący nad konkretnym zadaniem – nawet jeśli sama mechanika gry nie jest wyjątkowo ciekawa. Najważniejsze, by rozgrywka zawierała komponent zorientowania na cel i angażowała większą liczbę pracowników niż dwie osoby. Wymusza to bowiem nie tylko zachowania prospołeczne i spajające zespół, lecz także usprawnia proces komunikacji między jego członkami, promując ideę dzielenia się wiedzą i współpracy (przy jednoczesnym zachowaniu charakteru zdrowej rywalizacji).

Przykładów dobrych praktyk nie brakuje zarówno na polskich, jak i na światowych rynkach pracy. W Globalnym Centrum Finansowym Arla Foods w Gdańsku powstał projekt „Arlopoly”.

– Stworzyliśmy Arlopoly – grę wzorowaną na znanej wszystkim „planszówce”, jednak odzwierciedlającą charakter biznesu naszej firmy oraz jej wartości. Gra jest dostępna dla wszystkich pracowników  m.in. w pokojach do relaksu. Powstanie Arlopoly zaowocowało organizacją wewnętrznych mistrzostw. Wyłoniony zwycięzca w ramach nagrody miał zaszczyt przeciąć wstęgę podczas otwarcia naszego nowego biura w Gdańsku w grudniu ubiegłego roku – opowiada Katarzyna Ptaszyńska, HR Business Partner w Globalnym Centrum Finansowym Arla Foods.

Tego typu działania oprócz podnoszenia motywacji kształtują również poczucie przynależności do grupy. Ułatwiają także pracownikom identyfikowanie się z celami firmy.

Gra w wizerunek

Wiodącymi pracodawcami stosującymi elementy rywalizacji swoich strategiach HR są firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Jak wynika z danych ABSL, same centra z kapitałem zagranicznym zatrudniają już ok. 140 tys. osób, głównie młodych ludzi będących na początku swojej drogi zawodowej. Ich zdaniem grywalizacja może pomóc w kształtowaniu pozytywnego wizerunku firmy na rynku. Potencjalni pracownicy chętnie korzystają z gier oraz aplikacji konkursowych, rywalizując o nagrody lub inne gratyfikacje, co zdecydowanie zwiększa ich zaangażowanie w działania z obszaru employer brandingu. Przykładem może być projekt „A-Players League” firmy Luxoft, globalnego dostawcy usług ITO. To międzynarodowy konkurs programistyczny. Po wykonaniu kilku zadań programiści tworzyli własną postać (awatara), rozwiązując zadania zgodne z własną specjalizacją i umiejętnościami. O wyjątkowości wydarzenia świadczy jego atrakcyjna forma, łącząca konwencję informatycznego turnieju z zabawą nawiązującą do gier RPG i świata literatury fantasy.

Koncepcja kampanii „Join the A-Players League” to efekt wielu godzin rozmów z programistami na temat ich zainteresowań oraz szczególnie istotnych wartości. Każdy z uczestników uwzględniony jest w powszechnie widocznym rankingu i może na bieżąco obserwować swoją pozycję, zależną nie tylko od poprawnie udzielonych odpowiedzi, ale i od czasu poświęconego na ich udzielenie – mówi Agnieszka Wójciga, odpowiedzialna za projekty employer brandingowe w Luxoft Poland.

Wszechstronność grywalizacji dostrzega również Shell Business Operations (SBO) Kraków, centrum zaawansowanych operacji biznesowych zatrudniające ponad 2100 specjalistów. Krakowskie centrum wykorzystuje mechanizmy gier zarówno do komunikacji zewnętrznej, jak i wewnętrznej, na przykład do informowania o wejściu nowego produktu na rynek lub strategii firmy czy też sesji z ekspertami na temat motywacji i radzenia sobie ze stresem.

Wykorzystujemy różne formy aktywności takie jak quizy, konkursy wiedzy, gry internetowe, czy konkursy fotograficzne­. W ten sposób łatwiej docieramy do zespołu i angażujemy naszych pracowników. Wykorzystanie elementów grywalizacji umożliwia szybszą i efektywniejszą komunikację. Partnerstwo Shell z firmą Lego promowaliśmy np. poprzez zespołową rywalizację w budowaniu z klocków pojazdów na czas – opowiada Anna Rojek, Koordynator ds. Komunikacji Wewnętrznej w Shell Business Operations Kraków.

Coraz więcej pracodawców dostrzega potrzebę zmiany rynku pracy na „rynek pracownika”, o którego uwagę i zaangażowanie warto zawalczyć. Obecny lub potencjalny pracownik jest w tym układzie traktowany tak, jak każdy konsument i odbiorca treści. Inwestowanie w wizerunek firmy jako atrakcyjnego pracodawcy staje się coraz bardziej opłacalne w świecie, w którym umiejętności stają się mocną walutą na rynku zatrudnienia.

Gra w rekrutację

Strategie employer brandingowe można z powodzeniem uzupełniać, stosując rozwiązania oparte na grywalizacji w procesie rekrutacji. Postawienie przyszłego pracownika przed zadaniem w formie gry pozwala na zaobserwowanie i szybkie przeanalizowanie jego mocnych i słabych stron. Można dzięki temu wystawić na próbę jego kreatywność i zrozumieć, jakimi strategiami kieruje się przy rozwiązywaniu prostych problemów.

Oprócz tego grywalizacja może pomóc w wyeksponowaniu tzw. miękkich umiejętności przyszłego pracownika – zwłaszcza jeśli gra kładzie nacisk na komponent współzawodnictwa i komunikacji. Chęć odkrycia tych cech wśród młodych ludzi i ośmielenia ich do podejmowania wyzwań stała się fundamentem konkursu Global Business Challenge organizowanego przez CIMA (Chartered Institute of Management Accountants).

– Zainteresowanie konkursem CIMA Global Business Challenge pokazuje atrakcyjność takiej formy dotarcia do młodych osób. Studentów, którzy nie boją się prezentować wyników swojej pracy na forum publicznym, cechuje wielka przebojowość i zaangażowanie, a także umiejętność zgodnej współpracy i zdrowe podejście do rywalizacji. To właśnie dzięki takim cechom o wiele łatwiej mogą odnaleźć się na dzisiejszym rynku pracy. Na wydarzeniu mają ponadto szansę zaprezentowania się przed gronem doświadczonych ekspertów, którzy z pewnością docenią ich zaangażowanie, oraz nawiązania pierwszych wartościowych kontaktów biznesowych – komentuje Jakub Bejnarowicz, Szef CIMA w Europie Środkowo – Wschodniej. – Sukcesy osiągane w międzynarodowym turnieju przez reprezentantów rodzimych uniwersytetów oraz entuzjazm, który udziela się uczestnikom pokazują, że wykorzystanie grywalizacji to efektywny sposób zaangażowania młodych Polaków w świadome budowanie swojej kariery zawodowej – dodaje.

Organizatorzy wydarzenia chcą dotrzeć do studentów studiów licencjackich, którzy wiążą swoją przyszłość z rynkiem usług finansowych. W międzynarodowej rywalizacji o charakterze mistrzostw świata ścierają się eksperci z branży z całego globu. Finał turnieju poprzedzają eliminacje krajowe, których zadaniem jest wyłonienie jednego czteroosobowego zespołu reprezentującego dany kraj na międzynarodowej arenie. Wszyscy członkowie zespołu muszą reprezentować tę samą uczelnię, a jako drużyna muszą wykazać się nie tylko na polu wiedzy o rynkach finansowych – nie mniej ważna jest umiejętność współpracy i wysoko rozwinięte zdolności interpersonalne.

 Gra w odpowiedzialność

Grywalizacja może być użyteczna nie tylko w działaniach związanych z zarządzaniem zasobami ludzkimi, motywacją czy komunikacją wewnętrzną. Niekonwencjonalna forma przekazu może służyć popularyzacji idei pozornie niezwiązanej z rynkiem pracy, za to związanej mocno z koncepcją biznesu społecznie odpowiedzialnego.

Dla przykładu, Capgemini realizuje tzw. Program Grantowy, w którym przekazuje wsparcie finansowe, merytoryczne i organizacyjne na najlepsze projekty na rzecz społeczności lokalnych, które zostały zgłoszone przez pracowników firmy. Zdaniem Karoliny Długosz, CSR Manager w Capgemini Polska, często najlepsze inicjatywy to takie, w których biorą udział osoby z różnych działów firmy.

Ważna jest tu nie tylko integracja i tzw. team building, ale i zwiększanie siatki kontaktów pracownika wewnątrz organizacji i coraz lepsze jej poznawanie – co w przypadku naszej firmy liczącej ponad 5 tys. pracowników jest niezwykle ważne – dodaje Karolina Długosz.

Z kolei Xerox, jeden z największych producentów drukarek, od lat wspiera mądrą politykę gospodarowania cennym zasobem, jakim jest drewno. Jego „zgrywalizowana” aktywność w obszarze CSR stara się łączyć troskę o wyczerpujące się surowce z szerzeniem świadomości ekologicznej.

W ramach nowych usług zarządzania drukiem Xerox pomoże przedsiębiorstwom zredukować produkcję dwutlenku węgla. W tym celu została stworzona aplikacja Print Awareness Tool – opatentowany system, który aktywnie zachęci pracowników do większej odpowiedzialności za środowisko – mówi Maciej Nuckowski, Dyrektor Działu Usług w Xerox Polska. – Z użyciem techniki gamifikacji (zwanej też grywalizacją) użytkownicy będą skutecznie motywowani do wspierania procesów redukcji druku w całej firmie. Specjalne oprogramowanie przeanalizuje historię drukowania oraz wskazuje niewłaściwe praktyki. Narzędzie generuje w czasie rzeczywistym mierniki oraz wskazówki, jak należy zmienić swoje zwyczaje drukowania. Ponadto, zdrowa rywalizacja wśród pracowników, oprócz realizacji celów proekologicznych, będzie zachętą do współuczestnictwa w życiu całej firmy.

Rosnąca popularność grywalizacji przekonuje, że nie jest to jedynie przejściowy sposób na zaabsorbowanie i zaangażowanie pracowników. Rodzimy rynek tak naprawdę dopiero odkrywa możliwości, które daje grywalizacja, nie wspominając już o płynących z niej korzyściach zarówno dla pracownika, jak i dla pracodawcy. Tak się składa, że w tej grze nie ma przegranych.

Kolejne rozwiązanie dla frankowców

Poniedziałek przyniósł umocnienie złotego, który osłabił się w wyniku wyborów prezydenckich. Kolejne dni pokażą czy to tylko korekta ruchu, czy już wkrótce wrócimy do poziomów z przed wyborów. Pojawiło się ciekawe rozwiązanie dla kredytobiorców frankowych zmieniających mieszkanie.

Cały poniedziałek złoty odrabiał straty po wyniku wyborów. Frank pod koniec dnia spadł z 3,99 zł na 3,95 zł, uspokajając chociaż odrobinę kredytobiorców walutowych. Zbliża się koniec miesiąca, a wizja kupowania franków po 4 zł nie napawa optymizmem. W nocy co prawda znowu doszło do delikatnego osłabienia, ale i tak dzień rozpoczęliśmy ponad 2 grosze korzystniej niż wczoraj. Podobnie działo się na euro. Wczoraj złoty umocnił się z 4,13 zł za jedno euro do okolic 4,10 zł. Podobnie jak w przypadku franka tutaj ponownie w nocy wygrał strach i doszło do delikatnej ucieczki od złotego.

Trwają analizy jak wybór Andrzeja Dudy wpłynie na skład RPP. Kadencja prezesa Marka Belki upływa dopiero za rok. Tutaj kompetencje prezydenta nie są aż tak duże, gdyż wybór musi zatwierdzić Sejm. Ważniejsi okażą się dwaj członkowie RPP wybierani w lutym. Te dwie kandydatury prezydent wskazuje samodzielnie.

W Chinach trwają gwałtowne wzrosty na giełdzie. Inwestorom nie przeszkadza, że fundamenty tych ruchów budzą poważne obiekcje. Giełda wzrosła od początku roku o 52% a w ciągu roku kalendarzowego o niemal 150%. W dalszym ciągu znajduje się poniżej maksimów z 2007 roku, ale już widać brak strachu wśród inwestorów. Pogląd, że na giełdzie się nie traci, jest zdaniem komentatorów popularny wśród Chińczyków, o czym świadczy bardzo duże zaangażowanie inwestorów indywidualnych. Gdyby doszło do poważniejszej korekty z pewnością odczujemy to na rynkach światowych. Większa korekta na giełdzie zuboży inwestorów, co w efekcie przełoży się na gwałtowny spadek popytu wewnętrznego.

Pojawiło się światełko w tunelu dla kredytobiorców frankowych, chcących zmienić mieszkanie. Dotychczas wiązało się do ze spłatą kredytu i zrealizowaniem całych strat wynikających ze wzrostu wartości kwoty do spłaty. Obecnie coraz częściej banki rozważają możliwość przenoszenia obciążenia przy zmianie kredytu hipotecznego na nową nieruchomość. Względem spłacenia kredytu i zaciągnięcia nowego w złotówkach rozwiązanie to pozwoli zachować bardzo atrakcyjną relację wysokości raty do kwoty kredytu. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że kredytobiorca pozostanie wystawiony na ryzyko walutowe.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane:

10:00 – Polska – stopa bezrobocia,

12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg. CBI,

14:30 – USA – zamówienia na dobra.

EUR/PLN

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 26.02.2015 do 26.05.2015

eur

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700, utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest górne ograniczenie kanału na 4,1300. Wsparciem jest górne ograniczenie poprzedniego trendu spadkowego na 4,0600, a następnie poziom 3,9700, czyli wspomniane ostatnie minima lokalne.

CHF/PLN

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 26.02.2015 do 26.05.2015

chf

Kurs CHF/PLN jeszcze do piątku poruszał się od ponad dwóch miesięcy w trendzie bocznym pomiędzy poziomami 3,8000 a 3,9400. Dla ruchu w dół wsparciem jest linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 3,9050. W przypadku kontynuacji ruchu w górę opór stanowić będzie bardzo niechętnie widziany przez kredytobiorców frankowych poziom 4,0000.

USD/PLN

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 26.02.2015 do 26.05.2015

usd

Kurs USD/PLN wybił się z trendu spadkowego. Wsparciem są okolice 3,5300, gdzie znajdują się ostatnie minima lokalne. Oporem jest ostatnie maksimum lokalne na 3,7600.

GBP/PLN

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 26.02.2015 do 26.05.2015

gbp

Po dotarciu do niemal 6,0000 w marcu, kurs zawrócił dotarł do 5,4300 i ponownie wraca ku górze. Oporem dla obecnej korekty jest ostatnie maksimum na 5,8100. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne przebiegająca obecnie na 5,6400.

Jedno z najbardziej innowacyjnych i kompleksowych projektów rozwoju miast

Rada Miasta Łodzi oficjalnie przyjęła zaktualizowany Program Nowe Centrum Łodzi (NCŁ). Autorem strategii realizacji Programu – Master Planu – NCŁ jest wspólnie Miasto Łódź i firma doradcza Deloitte. Program obejmuje rewitalizację centrum Łodzi w ujęciu ekonomicznym, społecznym oraz funkcjonalno-przestrzennym do 2030 roku. Pionierskie na skalę europejską podejście władz Łodzi do planowania i zarządzania przestrzenią miejską wkroczy teraz w fazę realizacji.

Zdaniem ekspertów Deloitte centra miast powinny być ich wizytówką dla inwestorów i turystów, miejscem spotkań i rozrywki oraz skupiskiem kluczowych węzłów transportowych, obiektów architektonicznych i kulturalnych. Powinny również jak najlepiej służyć mieszkańcom do życia, pracy czy spędzenia czasu wolnego. „Nie ma jednej odpowiedzi, jak powinno wyglądać idealne centrum, bo każde miasto jest inne, ma swoje specyficzne potrzeby i uwarunkowania. Niemniej jednak warto wykorzystywać doświadczenia innych metropolii i opinie kluczowych grup interesariuszy, by stworzyć centrum otwarte, które jednocześnie nie zatraci dorobku historycznej zabudowy” – tłumaczy Radosław Kubaś, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Program Nowe Centrum Łodzi obejmuje projekt zagospodarowania ok. 100-hektarowego zniszczonego obszaru śródmieścia. Poprzez stworzenie systemu atrakcyjnych przestrzeni publicznych, wykorzystanie zabytkowej zabudowy z przełomu XIX i XX wieku oraz zmianę funkcji terenów poprzemysłowych i kolejowych ma na celu wykreowanie nowego obszaru funkcjonalnego.

Master Plan dla NCŁ określa sposób realizacji założonych projektów przewidzianych w Programie NCŁ, czyli pokazuje, w jaki sposób należy konkretnie zrealizować zaplanowaną wizję centrum miasta. Dokument ten analizuje również ryzyka, jakie niosą ze sobą założenia inwestycyjne oraz nakreśla scenariusze rozwoju sytuacji w przyszłości. Master Plan został oparty na strategicznych celach, jakie stawiają sobie władze Łodzi: rewitalizacji, sprawnej sieć transportowej, innowacjach oraz poprawie jakości życia.

Firma doradcza Deloitte projekt rewitalizacji śródmieścia Łodzi przygotowywała od czerwca do grudnia 2014 roku. Efektem prac jest siedem tomów opracowań, liczących łącznie ok. 1000 stron, popartych przygotowanym modelem finansowym. Master Plan jest zgodny z obowiązującymi dokumentami strategicznymi miasta, województwa łódzkiego i kraju. W jednym miejscu zebrano wszystkie czynniki wpływające na Program NCŁ. Na ich podstawie zdiagnozowany został stan aktualny oraz pożądany rozwój idei centrum Łodzi. „Cieszy fakt, że władze Łodzi patrzą na zarządzanie rozwojem miasta w perspektywie długoterminowej. Przy tym projekcie inspirowaliśmy się najlepszymi praktykami europejskimi oraz wiedzą ekspercką Deloitte, który ma duże doświadczenie w realizacji projektów z zakresu rozwoju obszarów miejskich” – mówi Bartłomiej Kiersznicki, Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte.

Podczas prac nad Master Planem uwzględniono wyniki m.in. analizy funkcjonalnego zagospodarowania terenu NCŁ, przeprowadzonej analizy stanów prawnych oraz analiz związanych z wyborem metodyki zarządzania projektami. Wzięto również pod uwagę oczekiwania kluczowych interesariuszy Programu oraz istotne przedsięwzięcia realizowane w jego otoczeniu, m.in: działania związane z kandydaturą Łodzi do organizacji wystawy International Expo, plan budowy Kolei Dużych Prędkości i tunelu średnicowego, dalszy rozwój Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej oraz rewitalizację obszarową. Zidentyfikowano także potencjalne główne ryzyka, które Program może napotkać oraz opracowano wachlarz działań umożliwiających radzenie sobie z nimi. „Zasadniczym celem Master Planu jest zapewnienie, by realizacja Programu NCŁ przebiegała dokładnie w ustalonym i pożądanym przez miasto kierunku. Dlatego m.in. zaproponowaliśmy zbiór wskaźników, przy pomocy których można będzie mierzyć postępy w osiąganiu wyznaczonych celów oraz oszacowaliśmy wpływ niezbędnych do jego realizacji nakładów na przyszłą sytuację finansową miasta” – mówi Bartłomiej Kiersznicki.

„Przyjęcie przez Radę Miejską w Łodzi Master Planu to zwieńczenie skomplikowanego i długotrwałego procesu planistycznego dla realizacji tego przedsięwzięcia. Procesu, w który zaangażowanych było ponad 100 podmiotów instytucjonalnych, a przede wszystkim mieszkańcy naszego miasta. Teren Nowego Centrum Łodzi został objęty miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Kończymy realizację wielkich projektów infrastrukturalnych takich, jak przebudowa dworca Łódź Fabryczna i rewitalizacja kompleksu kulturalnego EC-1. Zabezpieczyliśmy znaczące środki finansowe na rozbudowę infrastruktury transportowej i rewitalizację mienia komunalnego. Przed nami ekscytujący proces odnowy świetności rdzenia łódzkiego śródmieścia. Sektor publiczny wykonał swoją pracę, teraz czekamy na zainteresowanie inwestorów prywatnych, dla których przygotowaliśmy jedną z najlepszych ofert w kraju” – mówi Błażej Moder, Dyrektor Zarządu Nowego Centrum Łodzi, jednostki UMŁ odpowiedzialnej za proces planistyczny i koordynację realizacji programu.

Dolar, funt, rubel… Na jakich walutach można zarobić?

Na przestrzeni ostatniego roku rubel przeszedł długą drogę od statusu jednej z najsłabszych walut w 2014 roku, do wejścia do czołówki najsilniejszych walut w pierwszych miesiącach 2015 roku.

Daniel Kostecki, analityk rynków finansowych, HFT Brokers Dom Maklerski S.A.
Daniel Kostecki, analityk rynków finansowych, HFT Brokers Dom Maklerski S.A.

Od początku roku rubel umocnił się względem dolara o około 17 proc., a w stosunku do euro prawie o 23 proc. Z czego wynika obserwowana siła rubla na szerokim rynku? Czy inwestycja w tę walutę jest cały czas opłacalna?

Zeszłoroczne osłabienie rosyjskiej waluty było spowodowane przez dwa istotne czynniki. Po pierwsze byliśmy świadkami rekordowych spadków notowań ropy naftowej na światowych rynkach, od których w znaczniej mierze zależy poziom rozwoju gospodarczego Rosji. Inwestorzy wyprzedawali rubla w obawie, że tamtejsza gospodarka może stanąć w obliczu kryzysu spowodowanego intensywnym spadkiem cen ropy. Drugim z czynników stojących za zeszłoroczną przeceną rubla był konflikt militarny na wschodzie Ukrainy i wcześniejsza aneksja Krymu. W związku z tymi wydarzeniami Unia Europejska wraz ze Stanami Zjednoczonymi zdecydowały się na nałożenie sankcji gospodarczych na Rosję, tym samym znacznie osłabiając sytuację gospodarczą w tym kraju.

Jednak problemy wpływające na przecenę rubla zostały w pewnej mierze zażegnane. Notowania ropy naftowej odbiły się od dna i obecnie wartość baryłki typu Brent wycenia się na 66 dolarów. Sytuacja na Ukrainie uspokoiła się i bardzo prawdopodobne, że w niedługim czasie uda się wypracować porozumienie pomiędzy walczącymi stronami. Gdyby do tego doszło, zachodnie państwa prawdopodobnie zdecydowałyby się na zniesienie sankcji gospodarczych, a to znacznie przyspieszyłoby poziom wzrostu gospodarczego w Rosji.

Istnieją jednak czynniki, które mogą stanąć na przeszkodzie dalszej aprecjacji rubla. Przewodnicząca banku centralnego Rosji Elvira Nabiullina stwierdziła podczas konferencji w Moskwie, że oczekuje szybkiego powrotu inflacji do poziomów z zeszłego roku i w związku z tym bank centralny będzie kontynuował obniżanie stóp procentowych, które w chwili obecnej wynoszą 12,5 proc. To powinno wpłynąć na deprecjację rubla na szerokim rynku. Poza tym mocna waluta jest negatywnie postrzegana przez przedstawicieli rosyjskiego rządu jako czynnik silnie ograniczający konkurencyjność eksportu, a zwłaszcza wpływów ze sprzedawanej ropy naftowej.

 

GPW: Banki tracą po wyborach

Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ
Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ

Wybory i ich wynik zamieszał nie tylko na scenie politycznej, ale także na giełdzie. W poniedziałek akcje banków traciły na wartości. Powód? Zapowiedź Andrzeja Dudy, prezydenta elekta, o opodatkowaniu aktywów bankowych oraz przewalutowaniu kredytów we frankach.

– Wydaje się, że inwestorzy reagują w negatywny sposób ponieważ już oczekują zmiany w jesiennych wyborach parlamentarnych. Mam na myśli możliwość dojścia do władzy partii opozycyjnej, która wspólnie z nowym prezydentem będzie mogła wprowadzić takie zmiany. Także pojawiło się ryzyko polityczne, którego przez ostatnie osiem lat nie było – wyjaśnia Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ.

W poniedziałek na wartości tracił też złoty i obligacje. Na tym koniec złych informacji, bo jak szacuje Łukasz Bugaj zmiany na scenie politycznej mogą pozytywnie wpłynąć na wzrost gospodarczy i notowania spółek z rynku szerokiego.

Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ

Rentokil Initial co miesiąc pozyskuje w Polsce ponad 100 klientów. Firma widzi duży potencjał na polskim rynku i nie wyklucza akwizycji

0
Krzysztof Matowski, dyrektor zarządzający firmy Rentokil Initial Polska
Krzysztof Matowski, dyrektor zarządzający firmy Rentokil Initial Polska

Jak wynika z badań Rentokil Initial, poziom dbałości o higienę w Europie pozostawia wiele do życzenia. Widać jednak znaczące postępy w tym zakresie, co firma dostarczająca urządzenia i środki do higieny w toaletach oraz maty wejściowe chce wykorzystać do zwiększenia przychodów i zysków.

Rentokil Initial to jeden z największych na świecie dostawców usług i artykułów higienicznych, który rozpoczął działalność w Polsce w wyniku przejęcia polskiej firmy Matadoor w 2008 roku, wzmacniając i poszerzając jej ofertę. Wśród klientów firmy są zakłady produkcyjne, usługowe, biura, centra handlowe czy obiekty widowiskowo-sportowe. Koncern dostrzega w Polsce spory potencjał wzrostu, nie wyklucza więc akwizycji firm z branży. Coraz większe wymagania w tym zakresie powodują, że rynek produktów i usług z tej dziedziny szybko się rozwija.

– Mimo że w samej Warszawie obsługujemy blisko 4 tys. klientów, to nasze usługi można określić jeszcze jako ciągle nie wszystkim znane – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Matowski, dyrektor zarządzający firmy Rentokil Initial Polska.

Rentokil Initial dostarcza klientom usługi i produkty, które mają polepszyć wizerunek firmy poprzez dbałość zarówno o klientów, jak i pracowników firm i instytucji oraz poprawę warunków, higieny i bezpieczeństwa w miejscu pracy. Specjaliści Rentokil Initial zwracają uwagę na problem brudu w miejscu pracy, który w 80% przedostaje się z zewnątrz na podeszwach obuwia pracowników, klientów czy interesantów – wszystkich, którzy odwiedzają siedzibę danej firmy, biura czy instytucji. Tworzone i wdrażane przez firmę rozwiązania mają na celu likwidację tego problemu.

Sytuację na rynku oceniam jako bardzo obiecującą – deklaruje Krzysztof Matowski, dyrektor zarządzający Rentokil Initial Polska. – Nasze ostatnie lata pokazały, że można się rozwijać dynamicznie i można wypracowywać zysk, który gwarantuje dobry rozwój.

Firma oferuje produkty do higieny toalet, urządzenia i środki poprawiające tę higienę, takie jak środki do mycia rąk, dezynfekcji rąk czy suszenia. Drugą grupą są maty wejściowe, które zabezpieczają obiekty przed wnoszonym do środka brudem z zewnątrz.

– Spełniają one funkcję wycieraczki, ale nie tylko, ponieważ mogą być to maty, które angażują klienta swoim kolorem, kształtem i tym, co na tych matach przedstawiamy – wyjaśnia dyrektor Rentokil Initial Polska.

Firma stawia także na marketing zapachowy – badania wskazują, że 75 proc. codziennych decyzji, w tym konsumenckich, jest podejmowanych pod wpływem zapachów.

Jest to coś zupełnie nowego na rynku. Oddziałujemy na emocje klientów poprzez zapach. Wywołujemy określone zachowania, odwołując się do doświadczenia i emocji klienta – opowiada Krzysztof Matowski.

Brytyjska grupa miała w 2014 roku wg wyników 1,84 mld funtów przychodów i 261,5 mln funtów zysku netto.

Przedsiębiorstwa inwestują

Przychody przedsiębiorstw średnich i dużych były w pierwszym kwartale 2015 r. wyższe o 4,6 proc. r/r, a wynik finansowy netto wzrósł o 9,7 proc. – podał GUS.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Wyniki finansowe przedsiębiorstw w 1. kwartale 2015 r. są całkiem dobre. Przychody wzrosły o 4,6 proc. przy wzroście kosztów o 4,2 proc., co oznacza poprawę rentowności, a przede wszystkim pokazuje, że firmy 50+ poradziły sobie z deflacją i umiejętnie zarządzają kosztami. Przy czym koszty wynagrodzeń rosły szybciej niż koszty ogółem, czyli to zarządzanie kosztami nie odbywa się kosztem wynagrodzeń. Jednocześnie w większym stopniu korzystają z outsourcingu (koszty usług obcych także rosły szybciej niż koszty ogółem). W efekcie wynik finansowy netto wzrósł o prawie 1 mld zł, a wpływy z podatku CIT do budżetu państwa wzrosły o ponad 16 proc., do 5 mld zł.

Jednak ciągle ponad 30 proc. firm 50+ (31,3 proc.) nie wykazało dodatniego wyniku finansowego, a straty netto tych firm wzrosły o 12,5 proc. w stosunku do 1. kwartału 2014 r. (prawie o 1 mld zł). Oczywiście pierwszy kwartał nie jest miarodajny dla wyników całego roku, bo działalność części branż ma charakter sezonowy, jednak wzrost strat netto wskazuje, że część firm może mieć problemy z zamknięciem roku dodatnim wynikiem finansowym. Cały sektor firm średnich i dużych wykazuje także wysoką gotówkową płynność finansową (37,8), co wskazuje na zatrzymywanie wypracowanych zysków i nie zwiększanie zobowiązań krótkoterminowych.

Z 7,9 tys. do ponad 8 tys. wzrosła liczba eksporterów. Przedsiębiorstwa średnie i duże jak widać skutecznie konkurują na rynkach zewnętrznych. Tym bardziej, że przychody z eksportu były o 4,9 proc. wyższe niż rok wcześniej, a firmy-eksporterzy wykazują ciągle lepszą (i poprawiającą się) kondycję finansową. Nie tylko zatem zwiększają sprzedaż na eksport, ale także robią to coraz efektywniej.

I wreszcie inwestycje. Nakłady inwestycyjne na środki trwałe wyniosły w 1. kwartale br. 22,7 mld zł. Przypomnę, że w 1. kwartale 2014 r. było to 19,5 mld zł. W cenach stałych wzrost wyniósł 14,6 proc. Po zeszłorocznych wysokich wzrostach inwestycji wydawało się, że w tym roku przedsiębiorstwa będą chciały „konsumować” te inwestycje, a także będą z nowymi inwestycjami chciały poczekać do uruchomienia funduszy europejskich z nowej perspektywy. Tymczasem nie czekają i inwestują, co bardzo dobrze rokuje polskiej gospodarce. To chyba najważniejsza wiadomość płynąca z dzisiejszych danych! Inwestuje przede wszystkim energetyka, firmy z sektora gospodarowaniu ściekami i odpadami oraz firmy przemysłowe. A tworzenie miejsc pracy w przemyśle zawsze przekłada się na tworzenie miejsc pracy w usługach.

Mamy zatem po 1. kwartale br. następujący obraz firm, które tworzą 50 proc. polskiego PKB, chociaż stanowią jedynie 1 proc. ogólnej liczby firm aktywnych – ich przychody rosną, ale niezbyt szybko, jednak umiejętnie zarządzają kosztami przy utrzymywaniu wzrostu wynagrodzeń. Zwiększają zyski i wkład do budżetu państwa (CIT). Charakteryzują się wysoką płynnością finansową, a tym samym są dobrymi partnerami dla banków, ale nie zwiększają znacząco swoich zobowiązań wobec instytucji finansowych. Coraz odważniej i skuteczniej współpracują z rynkami zewnętrznymi (eksport). I inwestują, co wskazuje, że widzą przyszłość pozytywnie. Oby tak dalej.

Konfederacja Lewiatan

lewiatan

Wydarzenie dla startupów – Google Launchpad Week w Warszawie

Wydarzenie dla startupów - Google Launchpad Week w Warszawie

Otwarcie Campus Warsaw jeszcze przed nami, jednak już teraz firma Google oferuje polskim startupom wsparcie w ramach programu Launchpad, do którego przyjęto już kilkanaście firm z naszego kraju. Ważnym elementem programu są wydarzenia Google Launchpad Week organizowane w najbardziej prężnych ośrodkach startupowych na świecie takich jak Tel-Awiw, Londyn, Berlin, Barcelona czy Paryż.

Pierwszy w Polsce Google Launchpad Week odbędzie się w Warszawie, w dniach 15-19 czerwca 2015. Launchpad Week to pięciodniowy program pre-inkubacyjny dla startupów na wczesnym etapie rozwoju. W ramach wydarzenia, mentorzy z lokalnej społeczności, przy wsparciu pracowników Google i członków międzynarodowej sieci mentorów Google, będą pomagać młodym przedsiębiorcom rozwijać się, dostarczając im wiedzę i kompetencje w obszarach istotnych z punktu widzenia sukcesu rynkowego. Każdy dzień poświęcony będzie intensywnej pracy nad wybranym zagadnieniem: strategią produktu, marketingem i sprzedażą, interfejsem i doświadczeniem użytkownika, oraz szeroko pojętą technologią. Szczegółową agendę można znaleźć na stronie WWW programu.

Dawid Ostrowski, Developer Relations Program ManagerCEO Magazyn Polska

Pełnomocnik rządu ds. bezpieczeństwa drogowego zainteresowany raportami NIK

Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski spotkał się z Pawłem Olszewskim, powołanym na stanowisko pełnomocnika rządu do spraw regulacji i harmonizacji obszaru bezpieczeństwa transportu i ruchu drogowego. Powołanie pełnomocnika to spełnienie postulatu Izby, która w 2014 roku wystąpiła do Prezesa Rady Ministrów o ustanowienie organu koordynującego problematyką bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

Paweł Olszewski spotkał się z prezesem Krzysztofem Kwiatkowskim, bo jest zainteresowany raportami NIK dotyczącymi bezpieczeństwa drogowego w Polsce. Co w ustaleniach Izby zwróciło szczególną uwagę pełnomocnika? M.in. fakt, że wciąż zbyt mało jest w naszym kraju dróg dwujezdniowych zmniejszających ryzyko wystąpienia najgroźniejszych wypadków, a na drogach jednojezdniowych o dużym natężeniu ruchu brakuje odrębnych pasów, które umożliwiają bezpieczne wyprzedzanie (tzw. koncepcja 2+1). Niewystarczająca jest też liczba bezkolizyjnych skrzyżowań lub tzw. lewoskrętów z osobnymi światłami, świateł na przejściach z dużym natężeniem ruchu oraz tych elementów, które służą odseparowaniu pieszych i rowerzystów od samochodów (w tym chodników i ścieżek w małych miejscowościach). NIK uważa też, że zaangażowanie strażników gminnych i miejskich w obsługę fotoradarów przenośnych jest podyktowane w wielu wypadkach głównie chęcią pozyskiwania pieniędzy dla gminnej kasy i niewiele wspólnego ma bezpieczeństwem uczestników ruchu drogowego.

 

Wiele miejsca w dyskusji poświęcono bezpieczeństwu pieszych. O ile w całej UE blisko połowę ofiar śmiertelnych wypadków stanowią niechronieni uczestnicy ruchu drogowego – tj. piesi, rowerzyści, motocykliści, motorowerzyści – o tyle Polska niechlubnie wyróżnia się na tle Wspólnoty wysokim udziałem ofiar śmiertelnych właśnie wśród pieszych (Polska – 34 proc., UE – 21 proc.). Prezes NIK poinformował Pawła Olszewskiego o zbliżającej się kontroli dotyczącej bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów. Kontrolerów Izby w szczególności będzie interesowało:

  • Czy prowadzone działania edukacyjne i prewencyjne zwiększyły bezpieczeństwo pieszych i rowerzystów?
  • Czy infrastruktura drogowa w dostatecznym stopniu zapewnia bezpieczeństwo pieszych i rowerzystów?
  • Czy przedsięwzięcia w zakresie kontroli ruchu drogowego realizowane przez Policję, Inspekcja Transportu Drogowego i straże gminne (miejskie) przyczyniły się do zwiększania bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów?
  • Czy obowiązujące przepisy chronią w dostatecznym stopniu pieszych i rowerzystów?
  • Czy w planach rozwoju przestrzeni miejskiej i pozamiejskiej uwzględniono interesy pieszych i rowerzystów? Jakie przedsięwzięcia podjęto, aby była to przestrzeń bardziej bezpieczna dla pieszych i rowerzystów?

Prezes NIK wyraził zadowolenie z powołania pełnomocnika rządu do spraw regulacji i harmonizacji obszaru bezpieczeństwa transportu i ruchu drogowego. To spełnienie jednego z najważniejszych postulatów Izby, która już w 2014 r. wnioskowała do Prezesa Rady Ministrów o ustanowienie organu koordynującego tę problematykę. Pełnomocnik wyposażony w prerogatywy i niezbędne środki ma być odpowiedzialny za koordynację i realizację zadań, które przyczynią się do zmniejszenia liczby wypadków i ofiar na polskich drogach. Paweł Olszewski powołany został na to stanowisko w randze sekretarza stanu.

Kuczyński: istnieje prawdopodobieństwo potężnego kryzysu z wychodzeniem Grecji ze strefy euro

Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion
Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion

Istnieje prawdopodobieństwo, choć niewielkie, że w czerwcu Grecja nie spłaci raty pożyczki i na rynki wróci kryzys, który może zakończyć się wyjściem tego kraju ze strefy euro – uważa Piotr Kuczyński z Domu Inwestycyjnego Xelion. Według analityka więcej sygnałów świadczy jednak o tym, że Ateny znajdą pieniądze na spłatę czerwcowych długów. Natomiast trudno przewidzieć, kiedy nastąpi ostateczne porozumienie i kosztem jakich ustępstw.

– Jest niewielkie prawdopodobieństwo, ok. 10-15 proc., że obie strony mogą się nie spotkać, że w czerwcu Grecja nie spłaci 1,5 mld euro i zacznie się potężny kryzys związany z wychodzeniem Grecji ze strefy euro lub z jej bankructwem, bo i taki scenariusz jest rozważany – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Obawy o wyjście Aten ze strefy euro wróciły po niedzielnej wypowiedzi ministra spraw wewnętrznych Grecji, który stwierdził, że państwowa kasa świeci pustkami i nie ma w niej ponad 1,5 mld euro na spłatę raty pożyczki udzielonej przez MFW. To wywołało pytania o to, czy Ateny będą miały pieniądze na spłatę czerwcowej raty dla Międzynarodowego Funduszu Walutowego, która powinna wpłynąć do 5 czerwca. I choć w poniedziałek rzecznik greckiego rządu zapewnił, że pieniądze się znajdą, to wciąż nie ma ostatecznego porozumienia między Grecją a UE i MFW ws. kolejnej pożyczki w miejsce reform greckiej gospodarki.

Nie wiem, w jakim momencie i na jakich warunkach oni się spotkają. Muszą coś dać Tsiprasowi, bo inaczej może się okazać, że następny rząd grecki będzie jeszcze bardziej nieustępliwy – tłumaczy Kuczyński. – W związku z tym coś muszą mu dać, ale co – nie wiem. Naprawdę trudno przewidzieć, na co on się zgodzi. Nie może po prostu niczego nie przywieźć do Grecji. I myślę, że świadomość Niemiec, bo to przede wszystkim Niemcy tutaj ważą, jest doskonała.

Piotr Kuczyński uważa, że jeśli Grecja nie znajdzie pieniędzy, to giełdy czeka co najwyżej krótka przecena. System finansowy jest stabilny, bo otrzymał swoje pieniądze z zaciągniętej przez ten kraj pożyczki wartej 240 mld euro.

Dzięki temu banki komercyjne dostały swoje pieniądze i w tej chwili są już spokojne, nastąpiłby tylko krzyk w poszczególnych państwach. Społeczeństwa by się zaczęły burzyć, że muszą płacić, bo państwa nie dostały z powrotem swoich pożyczek. Banki byłyby spokojne, więc z punktu widzenia rynków finansowych nic wielkiego by się nie wydarzyło. Może byłaby jakaś jednodniowa przecena.

Nawet w wypadku wypchnięcia Grecji ze strefy euro lub jej bankructwa, inwestorzy nie powinni jednak – zdaniem Kuczyńskiego – obawiać się przeceny, lecz potraktować ją jako okazję do zakupów.

Bez Grecji strefa euro byłaby silniejsza. Jak się obserwuje rynek, to widać, że euro reaguje na wszystkie zawirowania rozmów z Grecją umocnieniem, a nie osłabieniem i warto to zauważyć. To jest naprawdę ważny sygnał. Inaczej mówiąc, nie bójmy się tej Grecji, bo ona nie jest aż tak ważna. Rynki akcji, jak widzę, specjalnie się tego nie boją – mówi Piotr Kuczyński.

Korzystanie ze smartfonów poza domem wciąż domeną osób młodych

Osoby młode (15-29 lat) stanowią główną grupę korzystającą ze swoich smartfonów na dworze oraz w trakcie podróżowania. Najpopularniejszą aktywnością outdoorową, wybieraną przez młodych jest korzystanie z mediów społecznościowych, granie i oglądanie materiałów wideo – wynika z badania Ericsson Consumer Lab.

Własciciele smartfonow powyżej 30-stki korzystają z aplikacji mobilnych głównie w domu. Jednocześnie, niezależnie od miejsca w którym przebywają, znacznie częściej niż osoby młode, korzystają z tradycyjnych form kontaktu, czyli połączeń głosowych i SMS.

Zaledwie 13% użytkowników biorących udział w badaniu jest zadowolonych z jakości internetu podczas korzystania z mediów społecznościowych  na dworze. Jeszcze mniej pozytywnych opinii dotyczy oglądania materiałów wideo. Zaledwie 1 na 10 użytkowników odczuwa satysfakcję z korzystania z tego typu usług poza domem.

Osoby do 30 roku życia są grupą która najchętniej płaci za możliwość lepszego połączenia z internetem. Konsumenci w każdym wieku są skłonni do płacenia za poprawę jakości połączenia internetowego w domu znacznie częściej niż w przypadku internetu mobilnego.

„Młodzi Europejczycy (do 30 roku życia) są zdeklarowani płacić najwięcej za poprawę dostępu do mobilnego internetu  bo zwyczajnie częściej i szerzej korzystają z aplikacji na smartfony i tablety. Żyją mediami społecznościowymi i muzyką z internetu bez względu na miejsce przebywania. To zachęta dla pomysłodawców nowych aplikacji, bo właśnie w tej grupie wiekowej znajdują się ich użytkownicy”-powiedziała Katarzyna Pąk, dyrektor do spraw marketingu i komunikacji w firmie Ericsson.

Jak będą wyglądały polskie miasta przyszłości?

Miasta ogrody? A może skupiska wielkich wieżowców? To, w jakich miastach będziemy mieszkać, zależy od nas samych. Czy potrafimy jednak umiejętnie zaplanować zagospodarowanie naszej przestrzeni miejskiej?

„Międzynarodowe trendy zmierzają ku temu, aby zamiast rozsiewania zabudowy zagęszczać centra miejskie i budować miasta coraz bardziej zwarte, a jednocześnie zostawiać poza nimi nietknięte tereny zielone czy też tworzyć tam rezerwaty lub parki” – mówi serwisowi infoWire.pl dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich Konrad Płochocki. Ta tendencja znajdzie odzwierciedlenie również w Polsce.

Urbaniści dążą także do tego, żebyśmy coraz mniej poruszali się w miastach samochodami i zamiast tego przesiadali się do środków komunikacji miejskiej: metra, tramwajów oraz autobusów. Częściej mamy też przemieszczać się na rowerach i pieszo.

Niestety, planowanie przestrzeni miejskiej w Polsce pozostawia wiele do życzenia. „Z jednej strony chcielibyśmy mieć plany zagospodarowania przestrzennego na całym terytorium kraju, z drugiej strony gminy z powodów finansowych często nie są w stanie ich uchwalać” – zauważa ekspert. W tej chwili planami pokryte jest mniej niż 30% Polski.

Dużym problemem jest również fakt, że projekty są przygotowywane bez uwzględnienia tego, na co jest w danym miejscu popyt, i bez porozumienia z podmiotami gotowymi wesprzeć planowane inwestycje pieniężnie. „Współpraca pomiędzy inwestorami prywatnymi a publicznymi musi być coraz bardziej otwarta” – stwierdza rozmówca.

Wyborcze obietnice Andrzeja Dudy zrealizuje Ewa Kopacz

Wynik wyborów prezydenckich nie spowoduje drastycznej zmiany kursu polskiej gospodarki, oceniają ekonomiści, z którymi rozmawiał portal Money.pl. Nie grozi nam „orbanizacja” i ostracyzm międzynarodowy. Bardzo prawdopodobne jest natomiast, że część obietnic Andrzeja Dudy spróbuje jeszcze przed wyborami parlamentarnymi wprowadzić rząd Ewy Kopacz.

– Stosunek inwestorów do gospodarki nie zależy w decydującym stopniu od prezydenta, tylko od rządu i prowadzonej przez niego polityki – ocenia Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

– Zmieniliśmy mniej istotną władzę – dodaje ekonomista Marek Zuber. – Spodziewam się jednak, że obóz rządzący wykorzysta najbliższe miesiące do realizacji części najbardziej popularnych obietnic Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy. Prezydent nie może wprowadzić takich zmian jak zwiększenie kwoty wolnej od podatku, zmian w emeryturach czy ordynacji podatkowej, ale paradoksalnie Platforma może chcieć je wprowadzić, by zyskać głosy przed jesiennymi wyborami.

– Wynik wyborów pokazuje, że Polacy oczekują zmian, które od wielu lat były zapowiadane przez obóz rządzący. Ponieważ te zmiany nie nastąpiły, a pojawiła się konkurencja, która zaczęła o tych zmianach mówić, ludzie zagłosowali na te zmiany – podkreśla w rozmowie z Money.pl Andrzej Sadowski, ekonomista z Centrum im. A. Smitha.

Wybór Andrzeja Dudy spotkał się z ostrymi komentarzami prasy zagranicznej. Włoscy dziennikarze pisali wręcz o zwycięstwie „ultranacjonalisty”. Wielu komentatorów porównywało sytuacje w Polsce do zwycięstwa Wiktora Orbana na Węgrzech. Ekonomiści jednak uspokajają.

– Na tak zwanym „świecie” to nie będzie miało istotnego wpływu. Mieliśmy już w historii momenty, gdy komentatorzy niektórych ośrodków wieszczyli katastrofę. Tak było, gdy na początku lat 90. odchodził z rządu Leszek Balcerowicz. „Gazeta Wyborcza” zapowiadała wstrząs na rynkach, a giełdy poszły do przodu – komentuje prof. Ryszard Bugaj, ekonomista z Instytutu Nauk Ekonomicznych PAN. – Zachodnie media są głównie inspirowane przez ośrodki lewicowo-liberalne. Oni o nas prawie nie piszą, interesują się tylko w trakcie wyborów.

– Kiedy po wyborach w 2005 r. powstała koalicja PiS z LPR i Samoobroną, czyli partii populistycznych i nielubianych przez rynki, nie doszło do masowego odpływu kapitału z Polski. Jeśli gospodarka będzie w trendzie wzrostowym, to reakcje rynku będą tonowane – twierdzi Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Oprócz inicjatywy ustawodawczej i prawa weta do najpoważniejszych kompetencji gospodarczych Prezydenta RP należy mianowanie prezesa Narodowego Banku Polskiego i części składu Rady Polityki Pieniężnej.

– Możemy się spodziewać radykalnych ruchów personalnych, bo kończy się kadencja prezesa NBP – mówi w Money.pl Marek Zuber.

– Andrzej Duda wybierze osoby bliższe swojemu środowisku. NBP i RPP działają jednak według określonych ustaw i trudno wyobrazić sobie, by zmiana personalna mogła zmienić sposób funkcjonowania tych instytucji – dodaje Andrzej Sadowski z Centrum im. Adama Smitha.

– W przypadku tych instytucji obowiązuje w Polsce kadencyjność. Rzeczywiście, zbliża się koniec kadencji prezesa NBP. Co do prezesa Marka Belki, mam mieszane oceny. Z jednej strony jest to bez wątpienia profesjonalny prezes banku centralnego, z drugiej strony wątpliwości budzi łączenie przez niego funkcji biznesowych i publicznych w przeszłości – twierdzi w rozmowie z Money.pl Ryszard Bugaj.

Ekonomista z PAN zaznacza jednak, że doświadczenie ekonomiczne nie jest niezbędne do dobrego sprawowania funkcji prezesa banku centralnego. Przypomina, że Sławomir Skrzypek i Hanna Gronkiewicz-Waltz rozpoczęli swoje kadencje bez adekwatnych kompetencji.

Polwax redukuje zadłużenie. Do października 2016 r. chce spłacić obecne długi, by mieć możliwość finansowania nowych inwestycji

0
Piotr Kosiński, dyrektor finansowy i członek zarządu Polwaksu
Piotr Kosiński, dyrektor finansowy i członek zarządu Polwaksu

Do października przyszłego roku Polwax planuje spłatę całości swojego zadłużenia. Wtedy będzie gotowy do zaciągania nowych zobowiązań, których celem ma być sfinansowanie inwestycji w instalację odolejenia rozpuszczalnikowego, co ma znacząco zwiększyć sprzedaż produktów przemysłowych. Przychody zajmującej się wytwarzaniem i dystrybucją parafiny przemysłowej spółki w pierwszym kwartale br. wzrosły o prawie 20 proc. w stosunku do tego samego okresu rok wcześniej.

Jak wynika ze sprawozdania finansowego, w ciągu pierwszych trzech miesięcy br. zadłużenie spółki spadło do 32,3 mln zł z 58,6 mln zł. Zobowiązania krótkoterminowe zmniejszyły się o ponad połowę, do 23,3 mln zł z 48,4 mln zł na koniec grudnia.

Jest to związane ze znacznym generowaniem przepływów gotówkowych oraz przygotowywaniem do inwestycji, których rozpoczęcie przewidujemy w najbliższych dwóch latach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Kosiński, dyrektor finansowy i członek zarządu Polwaksu. – Robimy więc wszystko, aby nasze zadłużenie było jak najniższe. Zapadalność jedynego kredytu długoterminowego, który firma posiada, to październik 2016 roku. Potem zadłużenie spadnie w zasadzie do zera i spółka będzie gotowa do zaciągania nowych zobowiązań w kontekście planów rozwojowych skupionych w ramach projektu Future.

Chodzi o inwestycję w instalację odolejania rozpuszczalnikowego, wartą ok. 60-80 mln zł.

Strategia rozwoju spółki na najbliższe lata to także systematyczny wzrost przychodów z eksportu. Zarząd chce rozwinąć sprzedaż zarówno w obu Amerykach, Azji, jak i Afryce. Dziś swoje produkty parafinowe spółka eksportuje przede wszystkim do krajów europejskich, głównie Niemiec, Holandii, Węgier i Słowenii. W pierwszym kwartale br. spółka ulokowała za granicą około 23 proc. produkcji.

Uważam, że wyniki pierwszego kwartału były bardzo dobre z uwagi na znaczący wzrost przychodów oraz istotną poprawę EBITDA w stosunku do tego samego okresu ubiegłego roku – przekonuje Kosiński. – Spółka odnotowała przy tym wzrost przychodów zarówno w segmencie produkcji surowców do zniczy, jak i tych wytwarzanych dla przemysłu. Pozyskaliśmy nowych klientów, więc myślę, że nasze wyniki będą korzystne.

Pod koniec marca br. Polwax przejął od Lotos Lab dwa zakłady świadczące usługi analityczne w segmencie produktów naftowych, wód i środowiska pracy. Dzięki akwizycji spółka planuje rozszerzenie zakresu prowadzonych prac badawczo-rozwojowych, jak i wejście na nowy obszar działania. Zarząd szacuje, że działalność laboratoriów zwiększy przychody Polwaksu o około 7 mln zł.

Staramy się rozwijać nasz kontakt z przemysłem, ze spółkami w segmencie przemysłowym, kierować nowe produkty i pozyskiwać kolejnych klientów – przekonuje Piotr Kosiński. – Po pierwszym kwartale widać, że nam się to udaje. Ale nie chciałbym wypowiadać się co do całości i pełnego roku. Będziemy robić wszystko, aby było lepiej niż podczas poprzednich dwunastu miesięcy.

Polwax jest jednym z największych producentów i dystrybutorów parafiny przemysłowej w Europie oraz liderem tej branży w Polsce. Posiada fabryki w Jaśle oraz Czechowicach-Dziedzicach. W ciągu pierwszych trzech kwartałów br. przychody spółki wyniosły 53,8 mln zł i były o ponad osiem milionów zł wyższe niż w tym samym okresie 2014 roku. Zysk netto lekko spadł z 4,2 mln zł do niespełna 4 mln zł z powodu niestabilnej sytuacji na rynku surowców ropopochodnych, kryzysu na Wschodzie i wahań kursu złotego.

Na warszawskiej giełdzie spółka zadebiutowała w październiku 2014 r.

Unijne inicjatywy dla młodych na rynku pracy nieskuteczne

CEO Magazyn Polska

Podejmowane przez Komisję Europejską inicjatywy na rzecz wsparcia młodych na rynku pracy nie rozwiążą problemów demograficznych Europy – mówi europosłanka Danuta Jazłowiecka. W Parlamencie Europejskim zbyt mało rozmawia się n ten temat. Lokalnym problemem dotyczącym rynku pracy w Europie Środkowo-Wschodniej jest zbyt krótka zdolność do pracy obywateli.

Dużo dyskutujemy na temat młodych ludzi, na temat ich aktywności bądź jej braku, by rozpocząć karierę zawodową. Przejście z edukacji w życie zawodowe jest olbrzymim stresem. To jest podobny stres do tego, który towarzyszy przejściu na emeryturę. Ale nikt jakoś specjalnie nie angażuje się w to, żeby przygotować tych młodych ludzi do aktywności – krytykuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes europosłanka Danuta Jazłowiecka (PO), wiceprzewodnicząca Komisji Zatrudnienia i Spraw Socjalnych.

Jazłowiecka zwraca uwagę na to, że dwie główne inicjatywy Brukseli skierowane do młodych ludzi, czyli Youth Guarantee i Youth Opportunities, nie będą skuteczne. Obydwie koncentrują się na oferowaniu im miejsc pracy oraz staży i praktyk, zarówno w ich kraju pochodzenia, jak i w innych państwach UE. Europosłanka ocenia jednak, że potrzebne jest inne podejście – skierowane bardziej na aktywizację młodych (czyli ich wykształcenie i zwiększenie możliwości) niż na zaoferowanie im po prostu miejsc pracy. W jej ocenie tylko w ten sposób poziom bezrobocia w tej grupie wiekowej może trwale spaść.

Niestety, dzisiaj w Europie problemy z zatrudnieniem ludzi młodych są bardzo duże. Cała Europa płaci cenę za to, że staraliśmy się młodzież wyręczać w różnej aktywności. Dzisiaj ta młodzież oczekuje od nas pomocy – zauważa Jazłowiecka.

Zwiększenie zatrudnienia wśród młodych to nie tylko odpowiedź na problemy tego pokolenia ze startem w dorosłe życie. Od tego, ile osób i jak długo będzie pracować zależy także stabilność całego systemu emerytalnego. Z uwagi na starzenie się europejskiego społeczeństwa tak czy inaczej w wieku produkcyjnym będzie coraz mniejsza część.

Poza zmniejszaniem liczby osób niepracujących rozwiązaniem jest też niepopularne podnoszenie wieku emerytalnego. Jazłowiecka zwraca uwagę na to, że istnieje jeszcze jeden wskaźnik, który określa liczbę lat zdolności do pracy, a nie wiek przejścia na formalną emeryturę.

To bardzo dobry instrument, który trochę więcej nam mówi o tym, w jaki sposób powinniśmy wartościować nasze życie i w jaki sposób powinniśmy się przygotować do życia zawodowego. Okazuje się, że 60 proc. osób, które wykazują niski wskaźnik zdolności do pracy, po 11 latach pracy przechodzi na rentę – wyjaśnia Jazłowiecka.

Pod względem wskaźnika zdolności do pracy szczególnie słabo wypadają kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Wynika to z tego, że w ciągu 25 lat od transformacji ustrojowej nadal wiele osób nie docenia znaczenia ciągłego podnoszenia kwalifikacji oraz dbania o swoje zdrowie. To z kolei powoduje, że szybciej znikają z rynku pracy.

Nikt nam 25 lat temu nie mówił, że więcej wolności oznacza też więcej odpowiedzialności. Myślę, że to wymaga czasu i przygotowań, które z pewnością powinniśmy rozpocząć dzisiaj, od małych dzieci. Nastolatkom powinniśmy pokazywać, jak ma wyglądać życie zawodowe i jak mają się do niego przygotować – uważa Jazłowiecka.

Według danych NATPOL 2011 co czwarty Polak traci zdolność do pracy przed 65. rokiem życia, co oznacza, że nie będzie w stanie pracować do emerytury. Wciąż przyrasta osób zapadających na choroby cywilizacyjne (choroby układu krążenia czy cukrzyca). To może oznaczać, że coraz dłuższe życie Polaków wcale nie musi być coraz zdrowsze.

Priorytetami resortu środowiska do końca kadencji będą ustawa wrakowa, prawo łowieckie i przepisy dotyczące elektrośmieci

CEO Magazyn Polska

Efektywność energetyczna i działania związane z ograniczeniem emisji gazów cieplarnianych będą priorytetami Ministerstwa Środowiska w najbliższych latach. Chociaż dużo inicjatyw będzie podejmowanych również w pozostałych obszarach. Wśród najpilniejszych zadań jest dokończenie prac nad ustawą wrakową i ustawą o elektrośmieciach. Najważniejszym projektem do końca kadencji będzie nowelizacja gwarantująca odszkodowanie dla rolników za straty spowodowane przez dzikie zwierzęta.

Paleta naszych działań jest bardzo szeroka, ale naszym priorytetem w najbliższych latach będzie efektywność energetyczna i działania związane z ograniczeniem emisji gazów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Grabowski, minister środowiska.

Jak zapewnia minister, programy wsparcia oferowane przez resort środowiska oraz Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej są odpowiedzią na potrzeby rynku. Grabowski przekonuje, że pomiędzy władzami centralnymi, samorządami a beneficjentami z sektora prywatnego jest prowadzona intensywna wymiana informacji.

Dzięki temu możliwe jest osiągnięcie wyznaczonych przez prawo unijne i krajowe celów w zakresie ochrony środowiska. Jak wyjaśnia Grabowski, beneficjenci wskazują ministerstwu oraz NFOŚiGW możliwości, a organy centralne współfinansują inicjatywy.

W odpowiedzi na potrzeby rynku powstały programy priorytetowe w 26 obszarach. Grabowski tłumaczy, że obejmują one niemal wszystkie ważne zagadnienia środowiskowe. Dofinansowywane są m.in. budowa oczyszczalni ścieków czy sieci kanalizacyjnych, redukcja zanieczyszczeń powietrza, wzrost efektywności energetycznej czy wykorzystania odnawialnych źródeł energii.

Te działania są bardzo różnorakie i skierowane do różnych beneficjentów. To nie są tylko samorządy lokalne, chociaż one są bardzo ważnymi partnerami, lecz także przedsiębiorcy, którzy mogą sięgać po te środki, żeby współfinansować np. swoje filtry w kominach – podkreśla Grabowski.

Poza dofinansowywaniem inwestycji resort stara się również wpływać na poprawę jakości środowiska naturalnego poprzez prawodawstwo. Resort liczy na to, że jeszcze przed końcem kadencji uda się zakończyć prace nad kilkoma ważnymi projektami.

Najważniejszym z nich – według Grabowskiego – jest zmiana prawa gwarantująca odszkodowania dla rolników za zniszczenia spowodowane przez dziką zwierzynę. Nowelizacja ma też dostosować prawo do wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który orzekł, że tworzenie obwodów łowieckich i organizacja polowań na gruntach prywatnych bez zgody ich właścicieli narusza prawo własności. Projekt budzi dużo kontrowersji, m.in. pomysł sfinansowania z budżetu funduszu odszkodowawczego.

Grabowski ma nadzieję, że uda się osiągnąć kompromis, który m.in. zagwarantuje rolnikom odszkodowania oraz przyspieszy proces szacowania strat.

Wydaje mi się, że ci rolnicy mają prawo do tego, żeby mieć zapewnione odszkodowanie. Dlatego bardzo mi zależy na tym, żeby projekt w podobnym kształcie do tego, który przedstawiliśmy parlamentowi, został ostatecznie przez Sejm przyjęty – mówi Grabowski.

Dodaje, że resort będzie jeszcze w tej kadencji chciał przeprowadzić przez Sejm ustawę o elektrośmieciach. Ma ona zwiększyć poziom sprzętu elektronicznego, który podlega utylizacji. Za niewypełnianie unijnych norm Polsce grożą kary. Ustawą zajmuje się specjalnie powołana do tego podkomisja sejmowa.

Trzecią istotną sprawą jest tzw. ustawa wrakowa, czyli przepisy o recyklingu pojazdów wycofanych z eksploatacji. W ubiegłym tygodniu do projektu swoje uwagi zgłosili senatorowie, na najbliższym posiedzeniu zajmie się nimi Sejm. Zgodnie z założeniami resortu nowelizacja ma ograniczyć szarą strefę w recyklingu pojazdów.

Usługi publiczne między krajami UE będą znacznie prostsze

CEO Magazyn Polska

Unijny projekt e-Sens ma na celu cyfryzację szeregu usług publicznych w krajach członkowskich UE, dzięki czemu procedury transgraniczne zostaną uproszczone. Łatwiej będzie m.in. rozpocząć działalność gospodarczą w innym państwie unijnym. Ułatwienia będą dotyczyć również służby zdrowia i europejskich zamówień publicznych. Pomysłodawcy projektu podkreślają, że pozwoli on nie tylko uruchomić potencjał 20 mln małych i średnich firm w UE, lecz także przyniesie duże oszczędności.

eSens to projekt, który ma na celu tworzenie usług transgranicznych. W ramach projektu będzie też budowana infrastruktura, która umożliwi realizację tych usług między krajami europejskimi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Marcin Kraska, kierownik Centrum Elektronicznej Gospodarki Instytutu Logistyki i Magazynowania.

W ramach projektu będą wspierane usługi publiczne w kilku obszarach. To m.in. e-zdrowie, e-sądownictwo, elektroniczne zamówienia publiczne i rozpoczynanie działalności gospodarczej. Dzięki budowie uniwersalnych rozwiązań projekt umożliwi Europejczykom i unijnym firmom bezpieczną komunikację elektroniczną z organami administracji publicznej na terenie całej UE.

Usługi transgraniczne ułatwiają przedsiębiorcy polskiemu realizację usług w innym kraju. Mogą one dotyczyć rozpoczynania szerokiego rodzaju usług transgranicznych czy działalności gospodarczej w innych krajach. Infrastruktura, która jest budowana w ramach projektu, ma pomóc w odnalezieniu się w gąszczu przepisów innego kraju – wyjaśnia Marcin Kraska. – Przykładowo przedsiębiorca, wypełniając dokumenty, które są wymagane w kraju docelowym swojej działalności, np. we Włoszech, będzie wiedział dokładnie, jakie dokumenty z Polski ma złożyć wraz z wnioskiem o rozpoczęcie działalności gospodarczej.

W niektórych przypadkach – w zależności od regulacji w poszczególnych krajach – możliwe będzie również złożenie tego wniosku online.

Polskie firmy w coraz większym stopniu korzystają z tego rodzaju nowoczesnych narzędzi. Jak wynika ze statystyk Ministerstwa Gospodarki, do końca lutego br. wydano 1,093 mln uprawniających do używania podpisu elektronicznego certyfikatów (aktywnych było 318 tys.) oraz 448 mln potwierdzających datę i godzinę sygnowania dokumentu znaczników czasu. Powoli rośnie także liczba spraw kierowanych do e-sądów.

Przykładem usługi w obszarze sądownictwa jest europejski nakaz zapłaty, który także można realizować w sposób elektroniczny dzięki projektowi. W zakresie e-zdrowia ułatwienie ma dotyczyć np. wymiany informacji zdrowotnych pomiędzy krajami europejskimi, czyli też pilotażowo realizowane są prace, aby ułatwić przepływ informacji pomiędzy krajami członkowskimi – wymienia Marcin Kraska. – Projekt ma zapewnić infrastrukturę, która będzie umożliwiać przesyłanie odpowiednich dokumentów pomiędzy krajami członkowskimi i podpisywanie tych dokumentów.

Tworzenie e-Sens rozpoczęło się dwa lata temu i potrwa jeszcze kilka miesięcy. Bazuje na wynikach pilotażowych projektów (m.in. e-CODEX, epSOS, SPOCS), które udowodniły, że technologie ICT mogą usprawnić świadczenie usług publicznych w UE.

Ułatwienie procedur i ograniczenie biurokracji powinno zaktywizować potencjał drzemiący w unijnych firmach. Działa ich w UE ok. 20 milionów, z czego zdecydowana większość to małe i średnie przedsiębiorstwa, które zatrudniają ok. 87 milionów ludzi (66 proc. miejsc pracy w UE). Wyjście na zagraniczne rynki to dla nich duża szansa na rozwój.

Dodatkowo zmiany w unijnej e-administracji powinny skutkować wymiernymi korzyściami i oszczędnościami dla firm i administracji, zarówno czasu, jak i pieniędzy.

Głównym produktem na rynku IT stają się technologie: cloud, mobilne i big data

CEO Magazyn Polska

Sprzęt przestał być głównym produktem branży IT. Dostawcy z tego segmentu coraz bardziej przenoszą swoją uwagę na oprogramowanie, szczególnie dotyczące technologii chmurowych, mobilnych oraz przetwarzania dużej ilości danych. Motorem rozwoju są najbardziej innowacyjne małe, młode firmy, choć rynek dużych dostawców jest mocno skonsolidowany.

Ten rynek bardzo się zmienia. W tej chwili jest to w zasadzie rynek usług i rozwiązań, a nie rynek sprzętowy. Chociaż sprzętu sprzedaje się sporo, to nie jest on już nawet nośnikiem rozwiązań, lecz raczej bazą, podstawą do tego, aby określone systemy instalować – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Roman Durka, wiceprezes zarządu Sygnity.

Durka zauważa, że jeszcze kilka lat temu przedsiębiorcy dość sceptycznie podchodzili do technologii dzielonych, czyli w chmurze. Dziś jednak mało która firma z nich nie korzysta, a tego trendu nie da się już zatrzymać. Dlatego tego typu usługi będą się bardzo rozwijały.

Drugim wyraźnym trendem jest zwiększenie mobilności pracowników, wymuszające stosowanie technologii, które są dostępne również poza biurem. Firmy, które zbierają coraz więcej informacji, muszą też inwestować w oprogramowanie do ich analizy. Big data umożliwia dokładne poznanie zachowań klientów, a tym samym zwiększenie efektywności sprzedaży.

W związku z tym, że tych danych jest sporo i trzeba je przetwarzać i przesyłać, to oprócz całego konceptu big data silnie rozwijają się sieci oraz bezpieczeństwo sieci i danych w sieci. Pojawiają się firmy tworzące produkty z zakresu bezpieczeństwa danych, o których jeszcze kilka lat temu nikt nie słyszał – mówi Durka.

Kwestia bezpieczeństwa IT w firmie jest ważna także ze względu na coraz popularniejszą metodę pracy „bring your own device”, czyli na własnych urządzeniach pracowników. Durka zwraca uwagę na to, że szczególnie młodzi pracownicy wolą często pracować na własnych tabletach czy komputerach. Firmy muszą więc zadbać o odpowiednie zabezpieczenie tych urządzeń. Jak wskazują dane firm analizujących cyberzagrożenia, podłączanie prywatnych urządzeń pracowników do sieci jest jednym z głównych czynników ryzyka.

Durka zaznacza, że bezpieczeństwo to decyzja czysto ekonomiczna. Wprawdzie odpowiednie zabezpieczenie kosztuje, ale często ewentualne straty wynikające z cyberataku mogą być wyższe niż koszt inwestycji w bezpieczeństwo.

Nieco trudniej dokładnie ocenić kierunek rozwoju usług w chmurze i usług mobilnych, ale Durka jest przekonany, że kolejne lata upłyną pod ich znakiem. Jak podkreśla, ten rynek napędzają innowacje, które często powstają w małych firmach.

Dziś rozwój w informatyce odbywa się głównie w firmach mniejszych i dopiero produkty sprawdzone bywają inkorporowane przez duże firmy. Światowe potęgi informatyczne nie mogą się bez tych małych firm i start-upów obejść, dlatego że ich inne podejście, mniej strukturalne do produktu, rynku i klienta, oraz niskie koszty, na których pracują, dają im szansę tworzenia czegoś zupełnie innego – ocenia Durka.

Dodaje, że dostrzeżenie tych innowacji i odpowiednie ich zaadaptowanie jest wyzwaniem dla największych firm, ale te, które nie będą potrafiły tego zrobić, mogą mieć problem z przetrwaniem na rynku.

Mimo że to małe firmy są motorem innowacyjności, Durka zauważa, że przynajmniej w Polsce doszło do dużej konsolidacji rynku. Choć firm z sektora IT są setki, to liczących się graczy na rynku jest już tylko kilku. Dalsza konsolidacja byłaby niekorzystna, bo mogłaby prowadzić do monopolizacji – przestrzega wiceprezes Sygnity.

Dojazd koleją do prawie 50 zakładów przemysłowych ma się poprawić

CEO Magazyn Polska

PKP Polskie Linie Kolejowe wytypowały łącznie 47 obiektów przemysłowych, do których ma zostać usprawniony transport kolejowy. Rozmowy w tej sprawie trwają. Spółka chce również poprawić dostęp do kolei specjalnym strefom ekonomicznym. Nastawione na przewozy towarowe inwestycje PKP PLK mają wesprzeć unijny cel reindustrializacji Polski i Europy.

W ramach strategicznych działań Polskich Linii Kolejowych zostały wykonane pewne analizy. Wytypowano już dwa obiekty, które zdecydowanie będą wspierane w realizacji budowy bocznic i w ogóle dostępu do głównych szlaków cargo, które planujemy. 47 obiektów jest wytypowanych do rozmów i mam nadzieję, że w ciągu najbliższych 5 lat one również uzyskają bardzo dobry dostęp do kolei – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Arkadiusz Krężel, przewodniczący rady nadzorczej PKP Polskich Linii Kolejowych.

Jak zaznacza poza wytypowaniem najważniejszych z punktu polskiej gospodarki obiektów przemysłowych i poprawą linii kolejowych do nich prowadzących PKP PLK stara się też inwestować w dojazd do specjalnych stref ekonomicznych. Lokowane w nich duże fabryki często wykorzystują tego typu transport, jednak wymaga on usprawnienia. Dużym problemem dla przewoźników są m.in. fragmenty linii kolejowych ze zbyt niskim dopuszczalnym naciskiem na oś. Wśród największych zakładów produkcyjnych ulokowanych w SSE i korzystających z kolei są m.in. fabryki samochodów i sprzętu AGD.

W unijnej perspektywie finansowej na latach 2014-2020 inwestycje w transport kolejowy mają skupiać się przede wszystkim na usprawnieniu transportu towarowego. Niezbędne jest m.in. podniesienie średniej prędkości na polskich torach – obecnie dla pociągów towarowych wynosi ona ok. 25 km/h, czyli o połowę mniej niż w Europie Zachodniej.

Inwestycje mają zwiększyć znaczenie transportu kolejowego w Polsce. Unijnym celem jest poziom 30 proc., podczas gdy w Polsce w 2013 r. jedynie 12,6 proc. towarów było przewożonych koleją. Krężel podkreśla, że do tego celu trzeba się zbliżyć i ocenia, że jest to realne.

Zwiększenie znaczenie kolei jest konieczne ze względu na program reindustrializacji Europy. Jak podkreśla przewodniczący, transport kolejowy, choć tani i ekologiczny, nie ma być celem samym w sobie, lecz ma pełnić rolę służebną wobec przemysłu i innych gałęzi gospodarki.

– Europejski program reindustrializacji w dużym stopniu obejmie potencjał, który jest dzisiaj w Polsce i kolej się do tego bardzo mocno i szybko musi przygotować. Transport zawsze był i zawsze będzie pełnił rolę służebną wobec gospodarki. To jest element, który powinien tkwić w głowie każdego, kto się zajmuje infrastrukturą transportową – przekonuje Krężel.

Przewodniczący zastrzega jednak, że do zwiększenia udziału kolei w polskim transporcie nie wystarczą inwestycje na torach. Potrzebna jest współpraca administracyjna, np. przy ustalaniu opłat za przejazd drogami. Rosnące opłaty za drogi mogą być dodatkowym argumentem dla wielu firm za przeniesieniem transportu na tory. Obecnie transport drogowy ma w nim ok. 80-proc. udział.

To wymaga jeszcze większego doprecyzowania, bardzo ścisłej współpracy Ministerstwa Gospodarki z resortami infrastruktury i środowiska, żeby ten element był jak najlepszy z punktu widzenia rozwoju gospodarczego – mówi Krężel. Zapewnia: – Chcemy się bardzo mocno włączyć w ten program reindustrializacji właśnie przez budowanie takiego systemu i wsparcie nowych inwestycji.

Europejczycy na bakier z higieną w miejscu pracy

CEO Magazyn Polska

Do higieny w miejscu pracy największą wagę przywiązują Azjaci, którzy stawiają wysokie wymagania firmom sprzątającym. Europejczycy mogliby się od nich uczyć, bo jak wynika z badań Rentokil Initial, ich poziom dbałości o higienę pozostawia wiele do życzenia. Widać jednak znaczące postępy w tym zakresie, co chcą wykorzystać firmy dostarczające urządzenia i środki do higieny w toaletach oraz maty wejściowe.

Mamy specjalne systemy do badania, które liczą ludzi wchodzących do łazienek i myjących ręce przy wyjściu z łazienki. Badania z Wielkiej Brytanii są dość ciekawe. Około 50 proc. mężczyzn nie myje rąk po wyjściu z toalety. Z kolei 95 proc. deklaruje, że to robi – mówi agencji informacyjnej Newseria Włodzimierz Łoziński, dyrektor ds. sprzedaży Rentokil Initial Polska.

Wśród kobiet odsetek niemyjących rąk wynosi 25 proc. Z tych osób, które ręce myją, zaledwie 33 proc. używa mydła, a 16 proc. poświęca na tę czynność tyle czasu, ile należy – wynika z analiz koncernu. Z higieną w miejscu pracy w Europie jest już nieco lepiej.

W Polsce mamy jeszcze sporo do zrobienia w zakresie higieny w miejscach pracy i miejscach publicznych, ale bardzo szybko gonimy Zachód – ocenia Włodzimierz Łoziński. – Najczystsze są miejsca pracy w Azji, gdzie wręcz firmy sprzątające badają specjalnymi miernikami poziom bakterii na biurkach w pracy.

Badania pokazują, że regularne mycie i dezynfekowanie rąk zmniejsza ryzyko infekcji i zachorowań aż o 50 proc., co z kolei ma wpływ na poziom absencji w pracy, a tym samym na funkcjonowanie firmy.

Coraz większe wymagania w tym zakresie przyczyniają się do tego, że rynek produktów i usług z tej dziedziny szybko się rozwija. Rentokil Initial to jeden z największych na świecie dostawców usług i artykułów higienicznych, który rozpoczął działalność w Polsce w wyniku przejęcia polskiej firmy Matadoor w 2008 roku, wzmacniając i poszerzając jej ofertę. Wśród klientów firmy są zakłady produkcyjne, usługowe, biura, centra handlowe czy obiekty widowiskowo-sportowe. Koncern dostrzega w Polsce spory potencjał wzrostu, nie wyklucza więc akwizycji firm z branży.

Sytuację na rynku oceniam jako bardzo obiecującą – deklaruje Krzysztof Matowski, dyrektor zarządzający Rentokil Initial Polska. – Ostatnie lata pokazały, że można się rozwijać dynamicznie, można wypracowywać zysk, który gwarantuje dobry rozwój. Zostaliśmy wyróżnieni Gazelą Biznesu za lata 2011-2013. Rok 2014 był jeszcze lepszy, w związku z tym patrzymy na przyszłość bardzo optymistycznie.

W samej Warszawie firma obsługuje blisko 4 tys. klientów, miesięcznie pozyskuje około 100-130 nowych.

Rentokil Initial dostarcza klientom usługi i produkty, które mają polepszyć wizerunku firmy poprzez dbałość zarówno o klientów, jak i pracowników firm i instytucji oraz poprawę warunków, higieny i bezpieczeństwa w miejscu pracy. Specjaliści Rentokil Initial zwracają uwagę na problem brudu w miejscu pracy, który w 80 proc. przedostaje się z zewnątrz na podeszwach obuwia pracowników, klientów czy interesantów – wszystkich, którzy odwiedzają siedzibę danej firmy, biura czy instytucji. Tworzone i wdrażane przez firmę rozwiązania mają na celu likwidację tego problemu.

Rentokil Initial stawia także na marketing zapachowy – badania wskazują, że 75 proc. naszych codziennych decyzji, w tym konsumenckich, jest podejmowanych pod wpływem zapachów.

Jest to coś zupełnie nowego na rynku. Oddziałujemy na emocje klientów poprzez zapach, który wywołuje określone zachowania, odwołując się do doświadczenia i emocji klienta – opowiada Krzysztof Matowski.

Ubywa niewynajętej powierzchni magazynowo-przemysłowej

CEO Magazyn Polska

Rozwój gospodarczy oraz e-commerce napędzają popyt na nieruchomości magazynowo-przemysłowe. W I kwartale wyniósł 625 tys. mkw., z czego ponad 390 tys. mkw. stanowiły nowe umowy najmu. Był to wynik o ponad jedną czwartą lepszy niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Znacząco zmniejszyła się liczba pustostanów. Dlatego na rynku przybywa inwestycji spekulacyjnych, czyli bez z góry podpisanych umów najmu.

– I kwartał był bardzo dobry dla rynku nieruchomości magazynowo-przemysłowych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Renata Osiecka, partner zarządzający w firmie doradczej Axi Immo. – Rzeczą charakterystyczną dla tego okresu było wchłonięcie dotychczas pustych powierzchni. Nowa podaż zagospodarowała nadwyżkę podaży nad popytem.

Według ostatniego raportu specjalizującej się w analizie rynku powierzchni komercyjnych firmy Axi Immo podczas pierwszych trzech miesięcy roku popyt na nieruchomości komercyjne (brutto) wyniósł 625 tys. mkw., z czego ponad połowę (390 tys. mkw.) stanowiły nowe umowy najmu. Na rynku pojawiło się 280 tys. mkw. nowej powierzchni, co powiększyło łączną powierzchnię do 9,1 mln mkw.

W strukturze najemców przeważali operatorzy logistyczni, choć widoczna była również wzmożona aktywność klientów związanych z branżą DiY (Do it Yourself, głównie markety budowlane), meblarską oraz sektora motoryzacyjnego. We wszystkich tych branżach istotną część zapotrzebowania generował rozwój internetowych kanałów dystrybucji (e-commerce).

Na pewno koniunktura i ogólna kondycja przemysłu to kluczowe czynniki przyczyniające się do rozwoju rynku powierzchni magazynowych – tłumaczy Renata Osiecka. – W ostatnim kwartale popyt wynikał głównie ze zwiększenia eksportu oraz obsługi nowego rynku e-commerce, który rozwija się bardzo intensywnie.

Zdaniem Renaty Osieckiej charakterystycznym zjawiskiem było zagospodarowanie na podstawie nowych umów powierzchni dotychczas pustych. Obecnie poziom pustostanów wynosi 5,7 proc., co na rynku nieruchomości magazynowo-przemysłowych jest bardzo niską wartością.

– To powoduje, że decyzje inwestorów i deweloperów są na tak dla projektów spekulacyjnych, odnotowujemy nowe projekty spekulacyjne, co pokazuje, że kondycja rynku magazynowego poprawia się – mówi Osiecka.

Jak wynika z raportu Axi Immo największy spadek miał miejsce w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie pod koniec 2014 roku udział niewynajętej powierzchni wynosił 14,2 proc. i spadł poniżej 5 proc. Na tamtejszym rynku brakuje przede wszystkim modułów o powierzchni większej niż 10 tys. mkw. W kolejnych miesiącach nieznacznego wzrostu pustostanów specjaliści Axi Immo spodziewają się we Wrocławiu, gdzie ponad 40 proc. realizowanych obecnie projektów stanowi właśnie powierzchnia spekulacyjna (aktualnie bez najemcy).

Oczekujemy, że ten rok będzie bardzo interesujący i rekordowy – prognozuje Renata Osiecka. – Na rynku mamy do czynienia z dużą liczbą nowych umów najmu i rozszerzeń starych, co oznacza, że najemcy dobierają powierzchnie, rozwijają swoje biznesy i powiększają produkcję. To bardzo pozytywny trend.

Tego rodzaju ekspansje w pierwszym kwartale stanowiły około 15 proc. popytu. Ogólnie jednak w analizowanym okresie najaktywniejsze były dojrzałe rynki oraz mniejsze regiony, takie jak Rzeszów czy Szczecin. Największym zainteresowaniem cieszyły się nieruchomości w Polsce Centralnej, gdzie popyt wyniósł 152 tys. mkw. Podobny wolumen transakcji odnotowano również w okolicach Warszawy (120 tys. mkw.) i na Górnym Śląsku (95 tys. mkw.). Najwięcej nowych umów zostało zawartych w Poznaniu (74 tys. mkw.).

Obserwujemy wreszcie wyrównanie popytu na rynku inwestycyjnym z popytem w sektorze najmu – uważa Renata Osiecka. – Do tej pory mieliśmy dużą przestrzeń, ale mało najemców, inwestorzy byli bardzo skłonni kupować magazynowe projekty inwestycyjne, stopy kapitalizacji od zeszłego roku skompresowały się o 100 punktów bazowych. Rynek najemców dopiero teraz zaczyna doganiać inwestycyjny, co stwarza dosyć zdrową sytuację.

Polskich sadowników i ogrodników czekają dobre zbiory, ale wzrostu cen raczej nie będzie

CEO Magazyn Polska

W tym roku zapowiadają się w Polsce dobre zbiory, ale też niskie ceny warzyw i owoców. Sadownicy szukają nowych rynków zbytu, żeby zrekompensować embargo rosyjskie i większą konkurencję na rynku krajowym, jednak w większości produktów podaż przewyższać będzie popyt. Wyjątkiem mogą być maliny i porzeczki.

W przypadku owoców i warzyw istotne są warunki pogodowe. Na razie nie ma sygnałów, że przymrozki majowe wyrządziły istotne szkody. W związku z tym możemy oczekiwać, że w tym roku produkcja owoców będzie dość wysoka mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Winek, główny ekonomista Banku Gospodarki Żywnościowej.

To oznacza, że w tym roku można się spodziewać wysokich plonów sztandarowego polskiego owocu, czyli jabłek. Wyzwaniem będzie jednak ich zyskowna sprzedaż.

– Cały czas pamiętamy o embargu i problemach z eksportem polskich jabłek zwraca uwagę Dariusz Winek. – Tylko około 50 proc. eksportu, który trafiał do Rosji, zostało sprzedane na innych rynkach. Z tego najwięcej poszło na Białoruś i być może potem do Rosji. Białoruś rekompensuje 55 proc. tego, co wcześniej trafiało do Rosji.

Nad innymi kierunkami eksportu polskich jabłek pracują zarówno sadownicy, jak i politycy. Na polskie owoce otwierają się wprawdzie nowe rynki, zarówno na kontynencie, jak i np. w Azji, jednak te wspólne wysiłki przynoszą wciąż jeszcze niewystarczające efekty.

– Mamy co prawda wzrost eksportu również na teren Unii Europejskiej, ale jednak istniejące embargo uderza w producentów jabłek ocenia główny ekonomista BGŻ. Mimo obserwowanych w ostatnim okresie wzrostów cen w przypadku jabłek deserowych sięgają one 2 zł, jednak pozostają one mało atrakcyjne dla sadowników.

Na rynku hurtowym w Broniszach ceny większości oferowanych tam owoców i warzyw w ostatnich dniach były stabilne. Jedynie truskawki gwałtownie tanieją i od zeszłego tygodnia straciły ok. 85 proc. Kilogram tych owoców kosztuje średnio 7 zł brutto, podczas, gdy jeszcze kilka dni temu kosztował 14 zł.

Zdaniem Winka ze względu na wysokość zbiorów to będzie dobry sezon również dla owoców miękkich, w szczególności truskawki.

– W związku z tym prawdopodobnie ceny będą dość niskie, natomiast produkcja dość wysoka uważa Dariusz Winek. Ciekawym wyjątkiem może być malina, gdzie ceny pozostają bardzo atrakcyjne i tak prawdopodobnie będzie również w tym sezonie. Być może cena porzeczki będzie wyższa w tym roku, ponieważ w ubiegłym część upraw została zlikwidowana na skutek bardzo niekorzystnych relacji cenowych.

Ekonomista BGŻ zwraca uwagę na to, że w przypadku warzyw, m.in. pomidorów czy ogórków, sezonowe spadki cen są nieco niższe niż w poprzednich latach.

– Natomiast jest pewnie szansa na to, że będzie nieco mniejsza produkcja na terenie Polski, w związku z tym będzie nieco lepsza cena. W przypadku kapusty czy cebuli sytuację mamy podobną. Te relacje cenowe w większości przypadków są podobne do tych, które były w zeszłym roku, ale trudno na razie oczekiwać jakiejś wyraźnej poprawy cen.

Nabywcy nieruchomości najbardziej zainteresowani mieszkaniami wykończonymi pod klucz

CEO Magazyn Polska

Deweloperzy zauważają, że ich klienci chętnie wybierają takie oferty, w których w pakiecie jest wykończenie mieszkania pod klucz. Młodzi ludzie kupują głównie 30-metrowe kawalerki i mieszkania dwupokojowe z oddzielną kuchnią. Dużo osób korzysta także z rządowego wsparcia w ramach programu Mieszkanie dla Młodych.

Z raportu opublikowanego przez Narodowy Bank Polski wynika, że w ubiegłym roku ponad 60 proc. nowych mieszkań w Warszawie zostało sprzedanych w cenie 6001-8000 zł za mkw. Z kolei wśród lokali w Gdańsku, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu największą popularnością cieszyły się te w przedziale cenowym 4001-6000 zł za mkw.

W tej chwili Polacy, którzy kupują mieszkanie, zwracają uwagę już nie tylko na metraż. Poprzez zmiany na rynku, dotyczące m.in. wprowadzenia rządowego programu dofinansowania zakupu Mieszkania dla Młodych czy programów wykończeniowych przez deweloperów, młodzi ludzie zwracają uwagę również na inne atuty wynikające z zakupu mieszkania – mówi agencji informacyjnej Newseria Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży i marketingu Osiedla Alpha i Alpha Park.

Deweloperzy starają się dopasować swoją ofertę do potrzeb klientów i oprócz promocji cenowych oferują choćby wykończenie mieszkania. Ta opcja spotyka się z dużym zainteresowaniem kupujących, bo odebranie lokalu w stanie surowym wiąże się z poszukiwaniem ekip remontowych, zakupem materiałów na własną rękę i wieloma innymi utrudnieniami, z którymi nie każdy chce się borykać.

Opcja wykończenie mieszkania pod klucz wiąże się z tym, że klient nie traci czasu na jego wykończenie. To ma już zagwarantowane przez dewelopera. Dostaje klucze do mieszkania i od razu w nim zamieszkuje, urządzając je sobie tak, jak chce. Z tego powodu ma np. trzymiesięczne oszczędności, bo nie płaci czynszu za inny lokal, w którym musiałby w tym czasie mieszkać – tłumaczy Teresa Witkowska.

Wciąż najpopularniejsze na rynku są mieszkania małe – albo kawalerki, ok. 30 mkw., albo niewielkie dwupokojowe mieszkania, coraz częściej również z oddzielną kuchnią.

Jest to mieszkanie długoterminowe, czyli kupują je zarówno single, jak i młode rodziny z jednym dzieckiem, wykorzystując m.in. również program Mieszkanie dla Młodych – wyjaśnia Teresa Witkowska.

Klienci, którzy nie ukończyli 35. roku życia, mogą skorzystać z rządowego programu Mieszkanie dla Młodych. W ramach którego można otrzymać dofinansowanie wkładu własnego oraz wsparcie w formie spłaty części kredytu ze środków budżetu państwa.

Z badania przeprowadzonego przez Westwing Home & Living wynika, że 53 proc. Polaków mieszka w dwu- lub trzypokojowych mieszkaniach, a 16 proc. ankietowanych ma do dyspozycji cztery pokoje.

Polacy podkreślają, że nie chcą wynajmować i płacić za użytkowanie cudzego lokalu. Jeżeli tylko jest taka możliwość, to decydują się na zakup mieszkania. Takim decyzjom sprzyjają coraz wyższe pensje, stosunkowo niskie ceny nieruchomości, tanie kredyty oraz przeciętnie niższa stawka za metr kwadratowy przy wyższym metrażu.

Perspektywa niewypłacalności Grecji staje się coraz bardziej realna

Euro stabilne mimo greckiej niepewności. Inwestorzy czekają na dane z gospodarki. Złoty odrobił straty poniesione po publikacji wyników wyborów prezydenckich.

Perspektywa niewypłacalności Grecji staje się coraz bardziej realna. Minister spraw wewnętrznych Nikos Voutsis oświadczył podczas niedzielnego wystąpienia w telewizji, że Ateny nie posiadają wystarczająco pieniędzy, aby spłacić najbliższą ratę zobowiązań wobec Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Kolejna płatność 300 mln euro ma mieć miejsce 5 czerwca. W całym czerwcu Ateny muszą oddać MFW aż 1.5 mld euro (więcej o tej kwestii w porannym komentarzu).

Szersze spojrzenie na doniesienia dotyczące Grecji jest coraz mocniej niepokojące. W minionym tygodniu niemiecki minister finansów Wolfgang Schaeuble miał nawet zasugerować, że Ateny powinny rozważyć wprowadzenie równoległej waluty do euro. Taka propozycja została odczytana przez część komentatorów jako dowód na zgodę Berlina na rozpad strefy euro. W dodatku rozmowy polityków podczas unijnego szczytu w Rydze nie przyniosły żadnych nowych rozstrzygnięć obok powtarzanych od dawna zapewnień dotyczących kontynuowania rozmów.

W tyn kontekście zapewnienia ze strony ministra finansów Yanisa Varoufakisa, że porozumienie osiągnięte w trzech czwartych jest mało przekonujące. Natomiast premier Alexis Tsipras oczekuje od międzynarodowych wierzycieli – zwłaszcza do MFW – złagodzenia oczekiwań dotyczących programu reform, kolejny raz powtarzając, że Grecja nie zniesie więcej polityki oszczędności.

Stabilizacja EUR/USD

Podczas poniedziałkowej sesji główna para walutowa jest stosunkowo stabilna. Po silnym osłabieniu podczas piątkowej sesji dzisiaj handel jest zdecydowanie bardziej spokojny. Taka sytuacja jest konsekwencją faktu, że dzisiaj w wielu krajach europejskich oraz w Stanach Zjednoczonych mamy dzień wolny.

Powrót inwestorów będzie raczej oznaczać dalsze spadki euro wobec dolara. Piątkowe wystąpienie prezes Rezerwy Federalnej Janet Yellen nie było tak gołębie, jako można by oczekiwać, patrząc na najświeższe raporty z amerykańskiej gospodarki. To oznacza, że chociaż podwyżki stóp procentowych nie należy spodziewać się w czerwcu, to jednak jesień jest już bardziej prawdopodobna. Najbliższe dni przyniosą sporo danych, które lepiej pozwolą ocenić kondycję amerykańskiej gospodarki.

Jednocześnie puchnące obawy związane z przyszłością Grecji będą popychać euro w dół. Kolejnym impulsem do przeceny może być decyzja Europejskiego Banku Centralnego dotycząca zaostrzenia zasad dostarczania awaryjnej płynności dla greckich banków.

Do tej pory frankfurcka instytucja wzbraniała się przed podobnym krokiem ze względu na fakt, że politycy zapewniali o postępach w negocjacjach. Teraz przedstawiciele greckiego rządu mówią wprost o zamiarze nierealizowania swoich zobowiązań, co może skłonić EBC do podjęcia bardziej zdecydowanych kroków.

Złoty odrabia straty

Niespodziewany wynik wyborów prezydenckich w Polsce negatywnie odbił się na postawie złotego. Tuż po wznowieniu handlu po weekendowej przerwie polska waluta została bardzo mocno przeceniona w relacji do wszystkich najważniejszych par. Jednak w drugiej części sesji złoty zdołał odrobić straty oraz powrócił blisko poziomów z piątkowego zamknięcia.

Przed głosowaniem ocenialiśmy, że znaczenie niedzielnego głosowania dla zachowania kursu złotego będzie raczej krótkotrwałe. Wpływ prezydenta na determinowanie polityki gospodarczej jest bowiem ograniczony. Większe znaczenie będą miały natomiast wybory parlamentarne jesienią.

Zmienność na rynku złotego podczas poniedziałkowej sesji jest stosunkowo wysoka. W kontekście niepewności związanej z przyszłością Grecji oraz dość słabych danych z polskiej gospodarki pokazanych w poprzednim tygodniu złoty pozostanie pod presją w najbliższym czasie.

Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 25.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 25.05.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Kolejne problemy Grecji – Hellada prawdopodobnie nie spłaci najbliższej raty dla MFW

Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl
Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl

Kolejne problemy Grecji – Hellada prawdopodobnie nie spłaci najbliższej raty dla MFW, a jej wierzyciele zajmują coraz twardsze stanowisko. Yellen w piątek, wbrew oczekiwaniom, wcale nie była gołębia. Złoty słabnie po wyborach, ale konsekwencje zmiany prezydenta dla krajowej waluty są niewielkie i jedynie przejściowe.

Najważniejsze dane makro (czas CET – środkowoeuropejski). Szacunki danych makro są na podstawie informacji z Bloomberga, chyba że zaznaczono inaczej.

  • Brak danych makro, które mogą wyraźnie wpłynąć na analizowane pary walutowe.

Grecja znowu na tapecie

Przez weekend znowu pojawiło się wiele negatywnych informacji dotyczących Hellady. Rynek skupia się głównie na wypowiedzi przekazanej przez ministra spraw wewnętrznych. Nikos Voutsis stwierdził na antenie greckiej telewizji, że rata w wartości 300 milionów euro dla MFW, której płatność przypada na 5 czerwca, nie zostanie uregulowana.

Ateny muszą spłacić około 1,5 miliarda euro między 5 a 19 czerwca. Jeżeli do tego czasu nie nastąpi porozumienie z wierzycielami, Grecja będzie musiała ogłosić bankructwo. To z kolei prawdopodobnie przyśpieszy wycofywanie kapitału z kraju, a rząd będzie musiał ogłosić jego kontrolę.

Niewypłacalność nie oznacza jednak automatycznego wyjścia Hellady ze strefy euro, choć trudno powiedzieć, jak odniesie się do tego faktu EBC, które utrzymuje na powierzchni greckie banki poprzez operacje płynnościowe.

„Financial Times” donosi również, że wierzyciele usztywnili swoje stanowisko i domagają się kompleksowych reform. W ostatnich tygodniach rynek spekulował, iż MFW może zostać odsunięte od negocjacji, a ciężar finansowania Grecji zostanie przerzucony na eurogrupę. Tak się jednak prawdopodobnie nie stanie, gdyż zarówno Hollande, jak i Merkel, wspierają twardsze podejście MFW.

Z drugiej jednak strony podwyższona presja na gabinet Tsiprasa może spowodować, iż Syriza ugnie się przed troiką w zamian za jakieś niewielkie ustępstwa. Brak środków na podstawową działalność państwa i perspektywa dramatycznego pogorszenia się nastrojów na początku kadencji parlamentu to negatywna informacja dla obecnego gabinetu, mimo iż cieszy się on nadal wysokim poparciem.

Niewykluczone więc, iż do przyszłego piątku codziennie będziemy bombardowani komunikatami dotyczącymi Grecji. Zanim jednak nie zostanie uzgodnione kompleksowe porozumienie, kwestia ta będzie negatywnie działać na europejską walutę i EUR/USD.

Yellen mniej gołębia

Piątkowe przemówienie Janet Yellen na temat amerykańskiej gospodarki było bardziej optymistyczne, niż można było się spodziewać, analizując „minutes” z ostatniego posiedzenia Rezerwy Federalnej czy też napływające dane makro. Szefowa Fedu stwierdziła, iż według niej spowolnienie w pierwszym kwartale było spowodowane przez czynniki przejściowe i spodziewa się odbicia w kolejnych miesiącach.

Yellen potwierdziła także, iż oczekuje pierwszej podwyżki stóp procentowych w tym roku, jeżeli gospodarka będzie rozwijać się zgodnie z jej planem. Z tego również wynika, iż na głębsze wnioski rynek będzie musiał poczekać na posiedzenie Fedu zaplanowane na połowę czerwca. Dopiero za trzy tygodnie dowiemy się więc, jak wyglądają najnowsze szacunki FOMC dotyczące przyszłego wzrostu PKB oraz ścieżki stóp procentowych. To będzie jedno z ważniejszych posiedzeń Rezerwy Federalnej w ostatnich kwartałach.

Rynek zagraniczny w kilku zdaniach

Piątkowa wyższa inflacja, stosunkowo jastrzębie komentarze Yellen oraz kolejne negatywne doniesienia z Grecji powodują, iż EUR/USD utrzymuje się w graniach 1.10. Dziś ze względu na zamknięcie głównych rynków nie należy się spodziewać bardziej znaczących wydarzeń, ale od jutra ponownie w grze będą dane makro z USA oraz prawdopodobnie dalsze doniesienia z Hellady. Na razie sentyment na głównej parze walutowej pozostaje negatywny.

Wpływ wyborów na złotego

Złoty osłabił się w relacji do głównych walut po publikacji sondażowych wyników wyborów prezydenckich. To osłabienie nie było jednak duże i zamknęło się w najbardziej nerwowym momencie w granicach 2-3 groszy. Ogólna słabość złotego wynika cały czas z kwestii globalnych oraz serii słabszych danych makro z kraju. Potwierdza to między innymi zestawienie złotego z forintem. PLN osłabł w relacji do HUF od piątku poprzedzającego pierwszą turę wyborów, jedynie o pół procenta. W tym zawarte są już gorsze od oczekiwań odczyty o sprzedaży detalicznej, czy produkcji przemysłowej.

W kolejnych dniach rynek już „zapomni” o polityce i ta kwestia prawdopodobnie powróci dopiero na klika tygodni przed wyborami parlamentarnymi. Ich wpływ będzie znacznie większy na krajową walutę, zwłaszcza w perspektywie braku możliwości utworzenia stabilnego rządu. Jednak do tego czasu PLN będzie uzależniony od sytuacji ekonomicznej strefy euro, perspektywy zmiany polityki pieniężnej w USA oraz publikacji makroekonomicznych z rodzimej gospodarki.

Spodziewane przedziały par złotowych w zależności od kursu EUR/USD:

Kurs EUR/USD 1.1050-1.1150 1.0950-1.1050 1.1150-1.1250
Kurs EUR/PLN 4.0800-4.1200 4.0800-4.1200 4.0800-4.1200
Kurs USD/PLN 3.6600-3.7100 3.7000-3.7400 3.6300-3.6700
Kurs CHF/PLN 3.9400-3.9800 3.9400-3.9800 3.9400-3.9800

 

Spodziewane poziomy kursu GBP/PLN w zależności od GBP/USD:

Kurs GBP/USD 1.5550-1.5650 1.5450-1.5550 1.5650-1.5750
Kurs GBP/PLN 5.7800-5.8200 5.7600-5.8000 5.8000-5.8400

Marcin Lipka, analityk Cinkciarz.pl

Rekordowe dane – ekspansja SOFORT AG nabiera tempa

0

Firma za Q1 2015 odnotowała wzrost 40% r/r. Polska znalazła się wśród państw, które w dużym stopniu przyczyniły się do tak dobrego wyniku – od początku roku spółka na tym rynku odnotowała przyrost transakcji o 35% oraz obrotów o 25%.

Oprócz Polski, ponad przeciętne wyniki SOFORT miał także w Belgii, Hiszpanii i we Włoszech. Wszystkie te rynki należą do priorytetowych w strategii rozwoju firmy. SOFORT AG zyskuje głównie dzięki temu, że zgodnie z oczekiwaniami konsumentów coraz więcej e-sprzedawców implementuje tę metodę płatności. Gwarantuje ona maksymalną elastyczność podczas zakupów online, szczególnie w wymiarze transgranicznym.

SOFORT Banking stanowi idealną metodę płatności dla e-sklepów, które skupiają się na potrzebach swoich klientów i chcą rozwijać biznes na rynkach zagranicznych. Dotychczas rozwiązania SOFORT są zintegrowane z ponad 30 000 sklepami w 13 europejskich krajach. Między innymi firmy takie jak: Dell, Deutsche Bahn, Doc Morris, IKEA, Nestlé, Obi, Rossmann, Redcoon czy notebookbilliger.de, wszystkie przeprowadzają swoje płatności za pomocą SOFORT Banking. Celem spółki w średnim okresie jest zaistnienie na wszystkich istotnych rynkach europejskich.

Gerrit Seidel, CEO SOFORT AG
Gerrit Seidel, CEO SOFORT AG

Jesteśmy przekonani, że w przewidywalnej przeszłości metody płatności ograniczające się do funkcjonowania tylko w ramach jednego rynku staną się przeszkodą. Tylko te rozwiązania, które działają ponad granicami, jak SOFORT Banking, będą dominować – powiedział Gerrit Seidel, CEO SOFORT AG. Dodatkowo, spodziewane wdrożenie Dyrektywy w sprawie usług płatniczych (PSD 2), powinno w pozytywny sposób przyczynić się do dalszego rozwoju SOFORT. Nowe prawo ma na celu zwiększenie konkurencyjności poprzez otwarcie rynku płatności oraz ułatwienie płatności w obrocie transgranicznym.

Na mieszkanie w dużym mieście trzeba oszczędzać od 7 do 21 lat

Jarosław Sadowski Główny Analityk Expander Advisor
Jarosław Sadowski
Główny Analityk Expander Advisor

Okres oszczędzania na mieszkanie zależy nie tylko od ceny wymarzonego „M” czy wysokości naszych zarobków. Istotne jest również to, czy w trakcie gromadzenia środków musimy jednocześnie przeznaczać część wynagrodzenia na wynajem lokalu. Wyliczenia Expandera pokazują, że w takim przypadku małżonkowie zarabiający średnią krajową na 50-metrowe mieszkanie będą odkładać od 13 do nawet 21 lat. Jeśli natomiast para może liczyć na darmowe lokum u rodziców, to wyprowadzi się od nich „na swoje” po 7-12 latach.

Zakup mieszkania to często największa transakcja finansowa w życiu człowieka. Zwykle jest ona finansowana kredytem, ponieważ zebranie pieniędzy na ten cel zajęłoby wiele lat. To, jak długo trzeba oszczędzać na własne „M” w dużej mierze zależy od wysokości zarobków oraz ceny mieszkania. Nie zapominajmy jednak, że w okresie oszczędzania trzeba przecież gdzieś mieszkać. Jeśli będziemy mogli skorzystać z gościnności rodziców, to uda nam się zgromadzić niezbędną kwotę znacznie szybciej.

Załóżmy, że na własne „cztery kąty” o powierzchni 50 mkw. zbierają dwa przykładowe małżeństwa o przeciętnych zarobkach, czyli średniej krajowej zanotowanej w 2014 r. ( 2703 zł netto). Pierwsze małżeństwo w czasie oszczędzania wynajmuje mieszkanie. W rezultacie będą oni mogli pozwolić sobie na odkładanie 20% dochodów. Przy tym założeniu na nieruchomość o wskazanym metrażu mogą zbierać nawet 21 lat, jeśli postanowią zamieszkać w Warszawie. Jeśli wybiorą inne duże miasto to ten czas wyniesie 16 lat (największe miasta) lub 13 lat (inne duże miasta).

Druga para ma natomiast możliwość darmowego mieszkania u rodziców. Małżonkowie nie poniosą więc kosztów wynajmu, dzięki czemu będą mogli przeznaczać na własne lokum aż 40% wynagrodzenia. Taka wartość może wydawać się wysoka, ale większość banków zgadza się, aby rata kredytu przekraczała 40% dochodów. Oznacza to, że oszczędności na takim poziomie są realne. Dzięki wyższym kwotom odkładanym każdego miesiąca czas gromadzenia pieniędzy na własne mieszkanie w stolicy skróci się z 21 lat do 12 lat. W innych miastach będzie to 7-8 lat.

Co w sytuacji dochodów niższych niż średnia

Oczywiście na wynik ma wpływ także wysokość dochodów rodziny. Niestety większość Polaków zarabia mniej niż wynosi średnia. Dlatego policzyliśmy również ile lat musieliby oszczędzać małżonkowie zarabiający po 2000 zł netto. Wynik w Warszawie wzrósł z 21 do 26 lat, w przypadku odkładania 20% dochodów oraz z 12 do 15 lat w przypadku małżeństwa mieszkającego z rodzicami.

Jarosław Sadowski
Główny Analityk Expander Advisor

FX 4 w tym tygodniu: jak wykorzystać osłabienie funta?

Krótkie pozycje w parze GBP/USD

W ostatnim czasie dążyliśmy do kupna GBP poprzez sprzedaż pary EUR/GBP i strategia ta okazała się udana. W kontekście tego tygodnia podejrzewam jednak, że ruch GBP jest nadmiernie przeciągnięty i skłaniam się ku spowolnieniu dalszej aprecjacji GBP poprzez sprzedaż pary GBP/USD, ponieważ ostatni rajd GBP staje się zawyżony względem USD.

Rajd ten w znacznej mierze był wynikiem kontynuacji ruchu w górę po zwycięstwie konserwatystów w wyborach powszechnych oraz kilku mocnych odczytów ze Zjednoczonego Królestwa, w szczególności idealnego raportu w sprawie sprzedaży detalicznej, opublikowanego w tym tygodniu.

Wydaje się jednak, że ruch ten został nadmiernie przeciągnięty i w stosunkowo spokojnym tygodniu pod względem napływu danych może to oznaczać konsolidację – biorąc pod uwagę, że nasze prognozy długoterminowe dla GBP zostały skorygowane w dół. W czwartek uwaga na odczyt brytyjskiego PKB w I kwartale.

Podejście inwestycyjne: Krótkie pozycje w parze GBP/USD, dopóki zamknięcia będą poniżej poziomu 1,5700 ze zleceniami stop powyżej poziomu 1,5750, a także dodawanie nowych pozycji w przypadku wyprzedaży poniżej poziomu 1,5550 pod kątem testu powrotu w okolice poziomu 1,5300 lub niżej.

Para USD/CHF – opcje kupna

To powtórka dyskusji na temat możliwego spadku kursu CHF przy założeniu, że w ciągu kilki tygodni Grecja osiągnie porozumienie z wierzycielami. W tym tygodniu doniesienia z Grecji sugerowały, że termin na zawarcie porozumienia jest dość krótki i że ostateczną datą może być nawet 5 czerwca.

Niektórzy inwestorzy mogą spróbować rozegrać to za pomocą pary EUR/CHF zamiast USD/CHF. Ze względu na wysokie ryzyko błędnej interpretacji tej sytuacji, proponuję opcję, które umożliwiają zajęcie pozycji bez ryzykowania kwoty przekraczającej wartość premii, na podstawie której opcję nabyto.

Podejście inwestycyjne: Kupno opcji kupna na parę USD/CHF z terminem jedno- lub dwumiesięcznym, lub obydwu, po dwóch różnych cenach wykonania – jednej bliższej, np. 0,9500, a drugiej bardziej agresywnej, powiedzmy: 0,9700 (przy czym druga z nich dotyczyłaby nieco dłuższego tenoru – dwóch czy nawet trzech miesięcy).

Spadek w parze EUR/JPY

Bank of Japan skorygował swoje stanowisko w sprawie gospodarki na posiedzeniu w tym tygodniu i najwyraźniej nie zamierza rozszerzać swojego programu bodźców w najbliższej przyszłości. Ze względu na stabilizację apetytu na ryzyko i rentowności obligacji po ostatniej sugestii Europejskiego Banku Centralnego, że zamierza jeszcze przed początkiem lata „przyspieszyć” swój program luzowania ilościowego, rynek może czekać na okazję do powrotu do transakcji carry i sprzedawać euro na wielką skalę.

Szereg sygnałów ze strony banku centralnego wskazuje na spadek w parze EUR/JPY, a ostatnie odwrócenie w dół może być kontynuowane.

Podejście inwestycyjne: Należy wziąć pod uwagę sprzedaż w przypadku, gdyby para EUR/JPY pozostawała poniżej poziomu 136,00 (a para EUR/USD – poniżej poziomu 1,1300, ponieważ pomiędzy obiema parami istnieje pozytywna korelacja), ewentualnie dwutygodniowe opcje sprzedaży, np. 100 pipsów poza pieniądzem. Najważniejszym poziomem docelowym pod względem technicznym w perspektywie tygodnia lub dwóch będzie wierzchołek chmury Ichimoku.

Sprzedaż AUD

To powtórka tematu z ubiegłego tygodnia, przy czym nasza strategia zakończyła się sukcesem, ponieważ para AUD/USD straciła na wartości z maksimum powyżej poziomu 0,8150 do minimum poniżej poziomu 0,7900. Przewidujemy spadek kursu AUD w związku z ryzykiem dotyczącym oceny Australii w zalewie słabych danych z Chin i niechęci Reserve Bank of Australia do aprecjacji waluty narodowej. W tym tygodniu opublikowanych zostanie jedynie kilka mniej istotnych odczytów dotyczących Australii.

Podejście inwestycyjne: Należy wziąć pod uwagę krótkie pozycje w parze AUD/CAD, o ile para ta pozostawać będzie poniżej 200-dniowej średniej ruchomej (w ostatnim tygodniu prawie ją dotknęła nieco powyżej poziomu 0,9750, uwaga jednak na posiedzenie Bank of Canada w najbliższą środę), a także uwzględnić ewentualny spadek w parze AUD/USD w przypadku zamknięcia znacznie poniżej poziomu 0,8000, przy czym spadek przyspieszy w przypadku przełamania poziomu 0,7800 w kierunku minimów poniżej poziomu 0,7550.

Dzika karta: wybicie w parze USD/JPY

Próby wyjścia z przedziału przez parę USD/JPY były źródłem frustracji inwestorów, ponieważ wierzchołki i dna przedziału zostały określone jeszcze w grudniu, a od tego czasu granice stały się jeszcze węższe – obecnie to 118,50 i 121,50/122,00.

W ubiegłym tygodniu byliśmy blisko przełamania, jednak należy zaczekać na obrót spraw, ponieważ istnieje ryzyko, że powtórzy się sytuacja z 2014 roku, kiedy to przez osiem miesięcy transakcje odbywały się w wąskim przedziale, a przełamanie nastąpiło dopiero w sierpniu.

Para ta może czekać z przełamaniem do cyklu amerykańskich danych za maj, jednak w przypadku wybicia w górę chciałbym na nim skorzystać, ponieważ rynek nie wydaje się przygotowany do takiego ruchu i może nastąpić masowe „nadrabianie” transakcji po pojawieniu się nowego trendu.

Scenariusz taki odsunąłby w cień krótkie pozycje w parze EUR/JPY.

John J Hardy, Saxo Bank

 

saxo bank

Doradcy ZFDF sprzedają o 30% więcej produktów inwestycyjnych. Branża doradztwa finansowego w I kwartale 2015 r.

Pierwszy kwartał 2015 r. okazał się równie stabilny co IV kw. ubiegłego roku. Firmy zrzeszone w Związku Firm Doradztwa Finansowego odnotowały 30 procentowy wzrost sprzedaży produktów inwestycyjnych, osiągając wolumen na poziomie 1,7 mld zł. Popularnością wśród klientów cieszą się także kredyty gotówkowe, których łączna wartość w I kwartale wyniosła blisko 479 mln zł, czyli aż o 20% więcej niż poprzednio. Przedstawiciele organizacji pośredniczyli również w udzieleniu kredytów hipotecznych o całkowitej wartości 3,3 mld zł, utrzymując poziom zbliżony do analogicznego okresu 2014 r.

Sprzedaż kredytów hipotecznych

W I kw. 2015 r. doradcy ZFDF pośredniczyli przy sprzedaży kredytów hipotecznych o łącznej wartości ponad 3,3 mld zł. Andrzej Oślizło, prezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Expander Advisors: -Wartość kredytów hipotecznych udzielonych za pośrednictwem firm doradztwa finansowego w I kwartale nieznacznie spadła w porównaniu do analogicznego okresu 2014 r. Na początku roku oferta, zwłaszcza w największych bankach, nie zachęcała do zadłużania się.

Dopiero wiosną banki wprowadziły promocje, które zwiększyły zainteresowanie kredytami. Te decyzje zapewne przełożą się na wzrost wartości udzielonych kredytów, ale dopiero od II kwartału. Na korzyść rynku kredytów hipotecznych mogą również zadziałać planowane zmiany w programie „Mieszkanie dla Młodych” oraz stopniowo poprawiająca się sytuacja na rynku pracy. Wpływ tej ostatniej widać już w znaczącym wzroście wartości udzielonych kredytów gotówkowych, na które nie oddziaływały negatywne czynniki, jakim poddany był rynek hipoteczny.

Helena Kamińska, wiceprezes Związku Firm Doradztwa Finansowego
Helena Kamińska, wiceprezes Związku Firm Doradztwa Finansowego

Helena Kamińska, wiceprezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Open Finance: – Cieszymy się ze stabilnej sprzedaży kredytów hipotecznych w I kwartale w porównaniu z poprzednimi okresami 2014 roku. Szczególne zadowolenie budzi fakt, że nie sprawdziły się obawy spadku popytu z powodu wejścia w życie kolejnego progu Rekomendacji S, dotyczącego obowiązkowego wkładu własnego. Jednocześnie zauważamy większą przychodowość z tytułu sprzedaży tych produktów.

Polacy coraz chętniej inwestują

Doradcy sukcesywnie dywersyfikują także portfel oferowanych usług. Dowodem tego jest zwiększona sprzedaż produktów inwestycyjnych, której łączna wartość w I kw. 2015 r. wyniosła ponad 1,7 mld zł. Wynika to niewątpliwie z rosnącej świadomości finansowej Polaków. Coraz więcej konsumentów zdaje sobie sprawę z potrzeby gromadzenia i pomnażania własnych środków. Biorąc pod uwagę niskie stopy procentowe, a tym samym symboliczne zyski z lokat, klienci chętniej sięgają po rozwiązania, które mogą przynieść im większe zyski.

Wzrost sprzedaży kredytów gotówkowych

Za pośrednictwem firm zrzeszonych w ZFDF uruchomiono kredyty gotówkowe o łącznej wartości niemal 479 mln zł. To o 20% więcej niż w IV kw. 2014 r. Jak twierdzą eksperci ZFDF, do zwiększenia zainteresowania tymi instrumentami finansowymi przyczyniło się obniżenie oprocentowania a tym samym kosztów zaciągnięcia tego zobowiązania.

Dominik Skrzycki, wiceprezes Związku Firm Doradztwa Finansowego, Aspiro: -Dzięki niskim stopom procentowym przekładającym się bezpośrednio na bardzo atrakcyjne koszty kredytu, z kwartału na kwartał rośnie sprzedaż kredytów gotówkowych. W I kwartale 2015 roku Doradcy Finansowi działający pod egidą ZFDF sprzedali ponad 478 mln kredytów gotówkowych, co stanowi 20% wzrost sprzedaży. Zainteresowanie klientów kredytami gotówkowymi nadal rośnie i w najbliższych kwartałach trend ten nie powinien ulec zmianie.

Grecja nie spłaci swoich zobowiązań

Z tygodnia na tydzień groźba niewypłacalności Grecji staje się coraz bardziej realna. Mimo entuzjastycznych zapewnień greckiego ministra finansów, Janisa Warufakisa, o „ogromnych postępach”, jakie jego kraj zrobił w negocjacjach z unijnymi kredytodawcami, wszystko wskazuje na to, że w najbliższym czasie Grecja nie będzie w stanie uregulować swoich zobowiązań. W wywiadzie udzielonym w ubiegłym tygodniu greckiej telewizji Mega, minister spraw zewnętrznych, Nikos Wucis, podkreślił, że rząd premiera Aleksisa Tsiprasa nie spłaci kolejnych rat kredytu. „Cztery raty dla MFW w czerwcu wynoszą 1.6 miliarda euro. Te pieniądze nie zostaną przekazane i nie mamy ich do przekazania” – stwierdził w niedziele Wucis.

Ze względu na niewielką liczbę publikacji makroekonomicznych, a także obchodzony za Oceanem Dzień Pamięci, dzisiejsza sesja na rynku walutowym upłynie dosyć spokojnie. Uwagę inwestorów przyciągną jedynie podsumowania wystąpień szefów banków centralnych, którzy w weekend wzięli udział w Forum Europejskiego Banku Centralnego w Portugalii. Wiele wskazuje na to, że nad Wisłą tematem przewodnim pozostaną natomiast niedzielne wybory prezydenckie.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

saxo bank

Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej staje się Uniwersytetem

Innowacyjność, odwaga w działaniu oraz dbanie o wysokie standardy kształcenia i badań naukowych – te wartości świadczą o jakości uczelni. SWPS od samego początku dowodzi swoimi osiągnięciami, że rozróżnienie na uczelnie dobre i złe powinno zastąpić podział na uczelnie publiczne i niepubliczne. Wysoki poziom dydaktyki i działalności naukowej Uczelni potwierdzi od 1 czerwca zmiana w Uniwersytet SWPS.

Od momentu powstania SWPS inwestuje w rozwój nauki i prowadzi projekty badawcze na najwyższym poziomie. Przygotowuje studentów do wyzwań współczesnego rynku pracy poprzez udostępnianie im nowoczesnego kształcenia, opartego na badaniach o międzynarodowych standardach i wiedzy praktycznej.

Silną pozycję Uczelnia zawdzięcza pasji do zdobywania wiedzy, odwadze i konsekwencji w zachowaniu najwyższej jakości kształcenia i badań. – Założycielom SWPS zależało na stworzeniu akademickiej uczelni, z której pracownicy i studenci byliby dumni, i z którą by się w pełni utożsamiali. Kamieniem węgielnym SWPS przy jej tworzeniu było nastawienie na bardzo wysoką jakość dydaktyki i badań naukowych na poziomie światowym oraz pragnienie stworzenia bardzo dobrego zaplecza organizacyjnego. Takie założenie przyczyniło się do formowania kultury pracy, która przyciągała najlepszych. Spełnienie tych dążeń nie byłoby możliwe bez talentów i zaangażowania pracowników wszystkich działów oraz studentów SWPS – mówi prof. Andrzej Eliasz, Rektor.

Potwierdzeniem wysokiej jakości dydaktyki i nauki SWPS jest zdobycie kolejnego uprawnienia doktorskiego. SWPS posiadając 6 uprawnień do nadawania stopnia naukowego doktora w 5 dyscyplinach (psychologii, kulturoznawstwie, socjologii, prawie i literaturoznawstwie) uzyskało możliwość zmiany nazwy na uniwersytet przymiotnikowy określający profil uczelni. Oficjalna nazwa uczelni brzmi SWPS Uniwersytet Humanistycznospołeczny, w skrócie Uniwersytet SWPS.

Szkolnictwo wyższe musi oddychać dwoma płucami – świetną dydaktyką i doskonałą nauką. – W takiej atmosferze studenci oddychają pełną piersią, czują, że nie tylko otrzymują wiedzę, ale także współtworzą ją z naszymi badaczami. Jestem przekonany, że wszyscy – nasi studenci, kadra dydaktyczno-naukowa i administracja – tworzymy coś wyjątkowego dla siebie i dla innych – mówi prof. Roman Cieślak, Prorektor ds. nauki.

Uniwersytet SWPS oferuje praktyczne programy studiów dostosowane do wymagań dynamicznego rynku pracy, takie jak psychologia, neurokognitywistyka, prawo, dziennikarstwo i komunikacja społeczna, psychokryminalistyka, komunikacja wizualna, grafika czy wzornictwo. Uczelnia współpracuje z ponad tysiącem firm i instytucji, które umożliwiają studentom realizację praktyk, staży i zdobycie zatrudnienia jeszcze przed końcem nauki. Innowacyjne metody kształcenia oraz partnerskie relacje studentów i naukowców pozwalają im pracować w multidyscyplinarnych zespołach i realizować nowatorskie projekty.

–  Ogromnym wsparciem jest dostrzeganie tych najlepszych, zaangażowanych studentów, którzy mogą, dzięki stypendiom naukowym, twórczym czy sportowym, stale się rozwijać. Tutaj wystarczy świeża głowa, pomysły i zaangażowanie – podkreśla Małgorzata Osowiecka, laureatka Studenckiego Nobla 2014, uczestniczka Interdyscyplinarnych Studiów Doktoranckich, wykładowca na Wydziale Zamiejscowym w Sopocie.

Dydaktycy z Uniwersytetu SWPS nie tylko dzielą się ze studentami najnowszą wiedzą, lecz także odkrywają ją wspólnie ze studentami. Wyniki prowadzonych przez nich badań znajdują zastosowanie w różnych obszarach gospodarki i życia społecznego. Naukowcy uczelni odpowiadają na rzeczywiste potrzeby człowieka. Neurokognitywiści wspierają rozwój mózgu, językoznawcy tłumaczą język urzędniczy, wrocławscy badacze angażują się w walkę z otyłością, psychologowie biznesu odkrywają mroczną stronę pieniądza, a psychologowie społeczni eliminują dyskryminację w szkołach.

– Wielu badaczy z naszej uczelni zajmuje czołową pozycję w nauce międzynarodowej. Publikujemy nasze prace w najważniejszych pismach naukowych, a także w renomowanych podręcznikach z niemal wszystkich obszarów psychologii. Zdobywamy międzynarodowe granty. Nasi pracownicy są edytorami i recenzentami w najwyżej notowanych czasopismach naukowych. Organizujemy znaczące międzynarodowe konferencje i sympozja. Można zatem powiedzieć, że współtworzymy naukę światową; jesteśmy jej ważną częścią – wymienia prof. Tomasz Zaleśkiewicz, Dziekan Wydziału Zamiejscowego we Wrocławiu.

O wysokim poziomie naukowym Uniwersytetu SWPS świadczą kolejno zdobywane uprawnienia doktorskie, habilitacyjne i najwyższe oceny parametryczne (A+). Naukowcy zrealizowali 348 projektów w 2014 roku w ramach dofinansowania NCN, NCBiR, a także FNP na kwotę prawie 30 mln złotych i 13 projektów europejskich ze środków EFS w ramach PO KL na kwotę ponad 23 mln zł.

Uniwersytet SWPS to nowoczesna uczelnia oparta na trwałych wartościach. – Nasz sukces jest godny najwyższego uznania i chylę czoła przed wszystkimi, którzy się do tego przyczynili. Jestem przekonany, że nowa nazwa uczelni wzmocni uzasadnioną dumę z pracy i studiów w Uniwersytecie SWPS – mówi prof. Andrzej Eliasz, Rektor.

Więcej informacji na stronie: uniwersytet.swps.pl.

Nadchodzą dobre czasy dla frankowców?

Andrzej Duda w trakcie kampanii wyborczej przedstawił swoją wizję rozwiązania problemu kredytów walutowych. Przyszły prezydent sięgnął do sprawdzonych na Węgrzech wzorów i zaproponował przewalutowanie zobowiązań. Zobaczmy, co oznaczałoby to dla kredytobiorców.

Po styczniowym nagłym wzroście kursu franka sprawa kredytów walutowych znowu stała się obiektem zażartych dyskusji. Jednak po kilku tygodniach, w których zarysy planów pomocy dla kredytobiorców zaprezentował m.in. rząd, KNF i Związek Banków Polskich, sprawa nieco ucichła.

Temat powrócił w kampanii prezydenckiej, a zwycięzca wczorajszych wyborów deklarował: „Uważam, że te kredyty mogłyby być przewalutowane według kursu, po jakim były brane. Będę starał się w tej sprawie interweniować (…) Prezydent ma olbrzymią legitymację, żeby załatwiać trudne sprawy na poziomie państwowym.”

Przewalutowanie dla każdego

Pomysł przewalutowania zobowiązań kredytobiorców na złote nie jest nowy i pojawił się już m.in. w propozycjach wysuwanych wcześniej przez PiS. Przynajmniej część najbardziej aktywnie walczących o swoje prawa frankowców zdecydowanie popiera takie rozwiązanie, a właściwie kwestionuje samą istotę kredytu, wskazując, że najlepszym wyjściem byłoby „odfrankowienie” umów. Świadczy o tym chociażby obywatelski projekt ustawy, pod którym zbierane są obecnie podpisy.

W styczniu podobny pomysł zaserwował, ku zaskoczeniu obserwatorów rynku, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego Andrzej Jakubiak. Chociaż późniejsza wersja planu nie zawierała już postulatu użycia kursu z dnia podpisania umowy kredytowej.

Zostawiając z boku wątpliwości dotyczące skutków finansowych takiej operacji dla systemu bankowego i realnej siły prezydenta w obecnej sytuacji politycznej, sprawdźmy co mogłoby oznaczać wprowadzenie planu dla portfela przykładowego kredytobiorcy.

autor: Michał Kisiel

TOP 5 stanowisk, na które brakuje właściwych kandydatów

Rosnąca gospodarka Polski oferuje specjalistom coraz więcej możliwości zmian w życiu zawodowym. Najlepsi eksperci, posiadający cenione kompetencje nie mają problemów ze zmianą pracy, zwłaszcza w dużych aglomeracjach. 

Paweł Prociak, Executive Manager w Page Personnel
Paweł Prociak, Executive Manager w Page Personnel

Na jakie stanowiska poszukiwani są dzisiaj kandydaci? Jakie doświadczenie i cechy powinni posiadać? Ile mogą zarobić? Na te pytania odpowiada ekspert międzynarodowej firmy doradztwa personalnego Page Personnel, która właśnie opublikowała przeglądy płac w podziale na branże, działy i wybrane stanowiska. Paweł Prociak, Executive Manager w Page Personnel, wskazuje 5 stanowisk, na które istnieje wysokie zapotrzebowanie ze strony pracodawców.

Administracja Biurowa – Asystent/ka

Korzyści ze wsparcia profesjonalnej asystentki dostrzegają już nie tylko zagraniczni, ale także i polscy menedżerowie. Rosnący  zakres obowiązków i różnorodność kompetencji asystentek sprawia, że stanowiska te cieszą się coraz większym prestiżem. Asystentka menedżera wyższego szczebla jest dzisiaj jego doradcą i ważnym wsparciem biznesowym, bierze udział w spotkaniach służbowych i kontroluje przepływ informacji. „Niestety pomimo, że zarówno ogłoszeń jak i kandydatów na te stanowiska jest bardzo dużo, pracodawcom wciąż trudno znaleźć osoby, dla których praca ta byłaby wyborem świadomym i docelowym” – ocenia Paweł Prociak. I dodaje: „Dysponując odpowiednimi kompetencjami oraz wyczuciem, elastycznością, umiejętnością znalezienia się w różnych sytuacjach, czy odpornością na stres, profesjonalna asystentka może coraz więcej zarobić”.

Według „Przeglądu Płac Administracja Biurowa, Analizy biznesowe, HR, Obszar Prawny 2015” Page Personnel miesięczne wynagrodzenie brutto na stanowisku Asystentki Zarządu to minimum 6 500 PLN, najczęściej oferowane jest 7 000 PLN, a maksimum jakiego można oczekiwać to około 8 000 PLN.

Analizy biznesowe – Analityk Biznesu

W dynamicznym otoczeniu biznesowym dotkniętym masowo prowadzonymi projektami optymalizacyjnymi pracodawcy poszukują osób, które rozumieją mechanizmy funkcjonujące w danej organizacji i branży, potrafią wyciągać wnioski z danych liczbowych oraz zmieniającej się sytuacji rynkowej i dostrzegać związki pomiędzy nimi. Specyfika pracy analityka biznesowego wymaga rozumienia zasad rządzących firmą, relacji pomiędzy finansami, logistyką, sprzedażą czy marketingiem, umiejętności kooperacji z rożnymi zespołami, znajomości planów rozwoju organizacji oraz wykorzystywania tej wiedzy w codziennej pracy. „Analitycy biznesowi z holistycznym spojrzeniem na biznes prowadzą wielowymiarowe analizy łączące dane pochodzące z różnych działów firmy, są w stanie określić jak sezonowość wpływa na przychody firmy, czy też które akcje promocyjne są rentowne. Dlatego w dzisiejszej rzeczywistości analitycy biznesowi są dla firm coraz cenniejsi” zauważa Paweł Prociak.

Miesięczne wynagrodzenie brutto na stanowisku Administratora Systemów Biznesowych/Analityka Biznesowego wg. „Przeglądu Płac Administracja Biurowa, Analizy biznesowe, HR, Obszar Prawny 2015” Page Personnel wynosi: minimum 7 000 PLN, najczęściej oferowane to 8 500 PLN, a maksimum – 10 000 PLN.

Zasoby Ludzkie – HR Business Partner

Rosnąca waga roli HR w rozwoju organizacji i skutecznym konkurowaniu na rynku doprowadziła do pojawienia się stanowiska HR business partnera. Jest on odpowiedzialny za pracownika począwszy od etapu wyboru i zatrudnienia, po zdobywanie kolejnych szczebli kariery lub rozstanie z pracodawcą. Pełni rolę partnera biznesu wspierającego działy operacyjne, animatora zmian, orędownika pracowników oraz eksperta administracyjnego. HR business partner bierze udział w ocenie pracowników, pomaga wskazać osoby charakteryzujące się wysokim potencjałem rozwoju, planuje ścieżki kariery oraz inicjuje niezbędne działania rozwojowe. „Na tym stanowisku pracownik działu HR ma wpływ na realizację zadań poprzez budowanie motywacji, również tej finansowej. Ponieważ jego wpływ na biznes jest mierzalny, pracodawcy zwiększają liczbę HR business partnerów w swoich firmach” – dodaje ekspert Page Personnel.

Miesięczne wynagrodzenie brutto na stanowisku HR Business Partner wg. „Przeglądu Płac Administracja Biurowa, Analiza, HR, Obszar Prawny 2015” firmy Page Personnel to minimum 8 000 PLN, najczęściej 9 000 PLN, a maksimum 10 000 PLN.

Łańcuch Dostaw – Planista Popytu/Demand Planner

Rosnące wymagania firm w zakresie optymalizacji kosztów i poprawy efektywności funkcjonowania organizacji zaowocowały zwiększeniem znaczenia i rozwojem struktur planowania sprzedaży oraz centralizacją procesów planowania. Pojawiło się wiele nowych stanowisk planistycznych, o bardziej złożonych kompetencjach i interdyscyplinarnym charakterze. Tendencje te będą się pogłębiały w przyszłości, włącznie z coraz większą centralizacją procesów w największych organizacjach. „Jednym ze stanowisk, na które wręcz brakuje kandydatów na dzisiejszym rynku pracy w ramach łańcucha dostaw jest planista popytu. I pomimo, że w ciągu ostatnich lat wynagrodzenia w tym obszarze generalnie nie uległy zmianie, to na tym stanowisku zaobserwowaliśmy wyraźny wzrost” – komentuje Prociak.

Miesięczne wynagrodzenie brutto na stanowisku Planisty Popytu wg. „Przeglądu Płac Produkcja i Łańcuch Dostaw 2015” firmy Page Personnel wynosi minimum: 7 000 PLN, najczęściej oferowane jest 8 500 PLN, a maksimum to 11 000 PLN.

Contact Centre – Agent z językami obcymi

Działy obsługi klienta należą do jednych z niewielu, w których wciąż rośnie zapotrzebowanie na osoby nie posiadające doświadczenia zawodowego, ale posługujące się biegle językami obcymi, takimi jak: czeski, duński, niemiecki, norweski, rumuński, szwedzki czy węgierski. Trend ten jest wynikiem rozwoju rynku SSC/BPO w naszym kraju, który stał się dla wielu koncernów centralą na region Europy Środkowo – Wschodniej. „W przypadku call center znajomość języków obcych jest warunkiem koniecznym otrzymania zatrudnienia. Co ciekawe pozwala ona osobie rozpoczynającej drogę zawodową nie tylko znaleźć pracę, ale także otrzymać satysfakcjonujące wynagrodzenie, które w przypadku języka niemieckiego jest nawet 50 proc. wyższe niż jeszcze 2-3 lata temu” – wyjaśnia ekspert Page Personnel. Oprócz znajomości języków, najbardziej poszukiwani pracownicy, powinni cechować się także dużym potencjałem rozwoju zawodowego, chęcią do pracy i zaangażowaniem w wykonywane obowiązki.

Miesięczne wynagrodzenie brutto na stanowisku Agenta z językami obcymi wg. „Przeglądu Płac Obsługa Klienta i Logistyka 2015” firmy Page Personnel to minimum 3 500 PLN, najczęściej oferowane jest 4 500 PLN, a maksimum to 6 000 PLN.

Polska branża IT atrakcyjna dla zagranicznych partnerów

Coraz więcej polskich  firm stara się rozwinąć swoją działalność poza granice naszego kraju. Nielicznym udaje się to na szeroką skalę. Dlaczego tak jest? Jakie podejmować działania, aby osiągnąć sukces? Odpowiedzi na te pytania można znaleźć w historii firmy Transition Technologies, polskiej firmy informatycznej, która od 24 lat skutecznie współpracuje z partnerami zagranicznymi na trudnym rynku rozwiązań IT. Kontrakty zagraniczne, na wszystkich kontynentach, stanowią 70% obrotu spółki.

Polskie firmy chcące pozyskać międzynarodowych klientów, szczególnie tych reprezentujących duże korporacje, muszą zdać sobie sprawę, że będą musiały wykazać się dużą elastycznością. Zagraniczne firmy mają swoją ściśle ustaloną politykę działań i wymagania dotyczące nowych kontraktów, które często różnią się w znaczący sposób od polskiej praktyki. Firmy chcące pozyskać międzynarodowych partnerów muszą wykazać się nie tylko ciekawą i konkurencyjną ofertą, ale także zrozumieniem potrzeb drugiej strony i gotowością do znaczących ustępstw. Zdobycie kilkudziesięciu kontraktów zagranicznych, w tym 6 z dużymi międzynarodowymi graczami jest jednak możliwe, także na rynku IT, który wydawałoby się został zdominowany przez zachodnie spółki. Udowadnia to historia firmy Transition Technologies.

Jakie czynniki przyciągają kontrakty zagraniczne?

Transition Technologies to firma, która nieprzerwanie od 1991 roku tworzy autorskie systemy informatyczne oraz nowoczesne rozwiązania techniczne dla wybranych sektorów rynku: energetyki, gazownictwa, przemysłu i biomedycyny. Firma na swoim koncie ma wdrożenia w Ameryce Północnej, Południowej, Europie i na Bliskim Wschodzie. 70% obrotu Transition Technologies generują kontrakty zagraniczne. Historia firmy od początku związana jest ze współpracą z międzynarodowymi firmami – początkowo były to kontrakty na lokalizację i rozwój systemów i oprogramowania światowych koncernów w Polsce.

Za kluczowe dla swojej ekspansji międzynarodowej firma uznaje brak bariery językowej – pracownicy firmy biegle władają nie tylko angielskim, czy niemieckim i hiszpańskim, ale także bardziej egzotycznymi językami – chińskim czy tureckim. Bardzo ważne jest także to, aby firma miała wypracowane procedury współpracy z firmami zagranicznymi – zwłaszcza te dotyczące wzorca umów, zapisków dotyczących poufności czy wyceny dostaw. – Dzięki wieloletniej współpracy z firmami zagranicznymi udało nam się wypracować standardowe procedury związane z kontraktami międzynarodowymi. Jesteśmy dzięki temu bardziej elastyczni i wiemy czego możemy się spodziewać. Dzięki temu możemy szybciej reagować na potrzeby kontrahentów i realizacja kontraktu nie jest przedłużana ze względu na niedopełnienie procedur formalnych. Zagraniczni klienci bardzo sobie cenią tą elastyczność i zrozumienie, szczególnie w kwestiach dotyczących zachowania poufności – podkreśla Konrad Świrski, prezes zarządu Transition Technologies. Kluczem do sukcesu jest także najwyższa jakość usług i produktów, potwierdzona referencjami od krajowych potentatów i międzynarodowych partnerów. Z tym czynnikiem jest także bezpośrednio związana wiarygodność w biznesie – budowanie długotrwałych relacji trwających wiele lat jest doskonałym dowodem na jakość obsługi. W przypadku Transition Technologies część zagranicznych klientów jest związana z firmą niemal od początku jej istnienia – jak np. firma Emerson Process Management.

Bardzo istotne są także miękkie predyspozycje, charakteryzujące firmę. Kreatywność we wszelkich działaniach jest bardzo ceniona przez firmy zagraniczne i potrafi zadecydować o rozszerzeniu współpracy.  – Transition Technologies odnotowało wiele przypadków, gdy początkowo pracowali dla klienta na zamówienie (outsourcing) a później przechodzili do produkcji własnych produktów i licencjonowania do partnerów zagranicznych. Ważnym czynnikiem jest także zebranie w firmie doświadczonego zespołu osób, które są w pełni zaangażowane w swoją pracę, do której podchodzą z pasją. Nasi pracownicy mają ciągły głód wiedzy i chcą poszerzać swoje horyzonty, dlatego gotowi są wyjeżdżać na kontrakty zagraniczne do międzynarodowych klientów – dodaje Konrad Świrski.

Krótka historia sukcesu

Jednym z kluczowych zagranicznych klientów Transition Technologies jest firma PTC (Parametric Technology Corporation) – światowy lider w zakresie oprogramowania PLM (Product Lifecycle Management) oraz 3D CAD – obecnie wiodąca firma IoT (Internet od Things). Pierwszy kontakt obu firm nastąpił w 2004 roku – PTC szukało partnera, który mógłby na początek zaoferować kilku inżynierów programistów dla wspomagania wdrożeń ich systemów w Europie (m.in. dla firmy Airbus). Początkowo planowali umowę z firmą w Polsce i zlecenie na zatrudnienie czterech programistów w pierwszym roku kontraktu. Już po kilku miesiącach współpracy w Transition Technologies na potrzeby PTC pracowało ponad 20 osób. W 2006 roku firma otworzyła w Łodzi biuro dedykowane do obsługi zagranicznego klienta. W kolejnych latach otwierano kolejne oddziały oddelegowane do obsługi PTC – w Białymstoku i Kielcach. Obecnie w dziale Poland Solution Center, który współpracuje z PTC, Transition Technologies zatrudnia ponad 150 osób, dostarczających usługi programistyczne i wdrożeniowe w całej Europie, USA, Azji (np. w Japonii). Końcowymi klientami są największe światowe korporacje (m.in. Airbus). Aktualnie polska spółka IT obsługuje kilka linii produktowych PTC, a także pracuje dla ich działu R&D przy rozwoju nowych produktów.

Sieć sklepów KiK w poszukiwaniu partnerów biznesowych

0

Sieć odzieżowa KiK otworzyła nowe sklepy w Jarocinie i Bielsku-Białej. W najbliższym czasie otwartych zostanie kilka kolejnych sklepów, co wiąże się ze strategią ekspansji realizowaną przez KiK. Właściciele sieci poszukują jednocześnie partnerów biznesowych, zainteresowanych wynajmem lokali.

Sieć odzieżowa KiK stawia na dynamiczny rozwój. Funkcjonując na polskim rynku od 2012 roku, otworzyła już 79 sklepów, a w najbliższym czasie jej portfolio poszerzy się o kilkanaście kolejnych. Docelowo w Polsce ma powstać 500 sklepów pod szyldem KiK. Oddawane do użytku klientów lokale mieszczą się zarówno w małych, jak i dużych miejscowościach, we wszystkich formatach obiektów handlowych – galeriach handlowych, centrach typu convenience, retail parkach, jako obiekty w wolnej zabudowie przy głównych ulicach handlowych, zajmując powierzchnię ok. 500 mkw.

Mariusz Kulik, dyrektor generalny KiK, stawia na dynamiczną ekspansję przy współpracy z partnerami z całej Polski
Mariusz Kulik, dyrektor generalny KiK, stawia na dynamiczną ekspansję przy współpracy z partnerami z całej Polski

Jak mówi Mariusz Kulik, dyrektor generalny KiK Polska – „Jesteśmy nastawieni na dynamiczny rozwój sieci naszych sklepów. Chcemy być dostępni w całej Polsce, umożliwiając klientom dokonywanie zakupów „korzystnie, modnie, z pomysłem”. Propagujemy ideę, że atrakcyjne ubrania i topowe trendy można kupić w rozsądnych cenach. Klienci cenią nas za upowszechnianie tego modelu biznesowego, dlatego chcemy udostępniać go na szeroką skalę. Poszukujemy partnerów, którzy wynajmą nam lokale, tym samym urozmaicając tenant mix zarządzanych przez siebie obiektów”.

Nasycenie miast wielkoformatowymi obiektami handlowymi oznacza, że tworzy się miejsce na mniejsze centra, sytuowane w znacznej odległości od ścisłego centrum. Jednocześnie małe pod względem powierzchni i liczby ludności miasta upominają się o obiekty handlowe z pełną ofertą, w których mieszkańcy będą mogli na co dzień dokonywać zakupów znanych i popularnych marek.

– „Dostrzegamy potrzeby mieszkańców ze wszystkich rejonów Polski, a także rosnące uznanie dla naszego asortymentu, który może konkurować pod względem jakości i stylistyki. Chcemy zapewnić klientom możliwość wybierania spośród zróżnicowanej oferty – stawiamy na dostępność i bliskość” – mówi Mariusz Kulik i dodaje – „Zależy nam na pozyskaniu partnerów biznesowych, chętnych do nawiązania długoterminowej współpracy na zasadach partnerskich. Jesteśmy godnym zaufania najemcą, któremu, podobnie jak właścicielom obiektów handlowych, bliskie jest zabieganie o komfort i zadowolenie klientów, a także przyciągnięcie ich do sklepu. Chcemy umacniać nasz koncept, ponieważ jego założenia się sprawdzają, dając nam powody do zadowolenia pod względem zysków oraz satysfakcji ze skutecznej promocji wśród konsumentów”.

Komercjalizacja części biurowej Stadionu Narodowego została zakończona

Firma Walter Herz, wyłączny agent odpowiedzialny za wynajem powierzchni biurowej przy Stadionie Narodowym w Warszawie, poinformowała że biura na terenie obiektu znalazły już najemców

Stadion Narodowy oferuje ponad 15 000 m kw. powierzchni biurowej klasy A, która ulokowana jest na dwóch kondygnacjach. Biura wyposażone są w najnowsze rozwiązania techniczne, charakteryzuje je ponadprzeciętna wysokość 3,4 m, industrialne sufity i obszerne przeszklenia. Ich niewątpliwym walorem jest wyjątkowy widok na panoramę Warszawy, w tym Most Poniatowskiego i Wisłę, Most Świętokrzyski, Saską Kępę, jak również na płytę stadionu.

Korzyści, jakie przynosi ten rozpoznawalny, warszawski adres doceniły firmy, które wybrały Narodowy na swoją siedzibę. Obecnie proces komercjalizacji części biurowej stadionu jest już na finiszu.

Do części biurowej Stadionu Narodowego wprowadziły się firmy z różnych sektorów rynku. Jak informuje Bartłomiej Zagrodnik, prezes zarządu firmy Walter Herz, która jest wyłącznym agentem wynajmu biur przy Stadionie Narodowym, umowy które zostały zawarte dotyczą modułów o metrażu od 100 do 6 000 m kw. – Na wynajem powierzchni biurowej przy Alei Księcia Józefa Poniatowskiego 1 zdecydowały się m.in. firmy z sektora IT, agencje marketingowe, firmy doradcze i szkoleniowe, pracownie architektoniczne, wydawnictwa, firmy medyczne i edukacyjne, związki sportowe, operatorzy turystyczni, firmy dystrybucyjne, handlowe, a nawet produkcyjne – wymienia Bartłomiej Zagrodnik.

Prezes Walter Herz przyznaje, że współpraca przy komercjalizacji tak niepowtarzalnego obiektu, jakim jest Stadion Narodowy, należała do jednych z najbardziej wymagających projektów. – Zachętą dla najemców okazały się m.in. pakiety rabatowe na usługi Centrum Konferencyjnego i Biznes Klubu, udział w wydarzeniach całostadionowych oraz wynajem powierzchni do organizacji eventów i lóż na stadionie – wyjaśnia Bartłomiej Zagrodnik.

Mateusz Strzelecki, manager projektu w Walter Herz, odpowiedzialny za udział w procesie komercjalizacji Stadionu Narodowego, zwraca też uwagę, że najemcy mają do dyspozycji nieograniczoną liczbę naziemnych miejsc parkingowych, z których mogą korzystać bezpłatnie. Mogą uczestniczyć w wydarzeniach stadionowych, odwiedzać organizowane imprezy i wystawy oraz korzystać z restauracji i punktów gastronomicznych, sklepu, czy kina 5 D, znajdujących się na terenie obiektu.

Stadion Narodowy to świetnie rozpoznawalna, innowacyjna marka, która jest również dobrym miejscem do prowadzenia biznesu. Dzięki swojemu położeniu przy Rondzie Waszyngtona obiekt zapewnia bezpośredni dostęp do wszystkich środków komunikacji miejskiej, w tym stacji drugiej linii metra, a od lotniska im. F. Chopina dzieli go odległość 12 km.

Jednocześnie znajduje się w otoczeniu zieleni Parku Skaryszewskiego i nabrzeży Wisły oraz sąsiaduje z lubianą przez mieszkańców miasta Saską Kępą.

Od stycznia 2013 roku, kiedy operatorem obiektu została spółka PL.2012+, SN wyraźnie rozwinął swoją działalność. Dziś Narodowy to nie tylko obiekt piłkarski. To arena multifunkcjonalna. Miejsce, które ma znaczenie dla sportu, rozrywki, biznesu, kultury i edukacji. W nadchodzących miesiącach arena będzie miejscem organizacji wielu atrakcyjnych i prestiżowych wydarzeń.

Tomasz Półgrabski, szef spółki zarządzającej obiektem poinformował, że 2014 rok był najlepszym w historii Stadionu Narodowego. W ciągu 12 miesięcy zorganizowano ponad 500 wydarzeń, w których wzięło udział blisko 2 mln gości. A dzięki konsekwentnie realizowanej strategii i wizji marki arena stała się samofinansującym się przedsiębiorstwem. Po raz pierwszy w historii stadion nie pobrał dotacji z budżetu państwa.

Obecnie Narodowy wynajęła UEFA, by zorganizować finał Ligi Europy. Jedno z dwóch najważniejszych spotkań piłkarskich organizowanych w tym roku na świecie odbędzie już 27 maja.

Korzystanie ze smartfonów a zdrowy sen

Wertowanie elektronicznej poczty, odwiedzanie serwisów społecznościowych lub czytanie newsów w telefonie czy tablecie to już dla wielu stały rytuał przed snem. Nie każdy jednak ma świadomość jak te czynności wpływają na jakość naszego wypoczynku.

Jakość i długość snu mają ogromny wpływ na samopoczucie i kondycję następnego dnia. To właśnie w trakcie nocnego wypoczynku nasz organizm robi coś w rodzaju przeglądu wszystkich systemów, naprawiając ewentualne usterki. Powinniśmy mu ten proces ułatwiać, dbając o odpowiednią higienę snu. Zrobimy to zapominając o serfowaniu po ulubionych stronach tuż przed zaśnięciem.

Wyświetlacze na cenzurowanym

Melatonina to główny sprzymierzeniec snu. Produkcja tego hormonu jest organizmowi wręcz niezbędna do zasypiania. Tymczasem wpatrując się w jasne ekrany urządzeń mobilnych, skutecznie hamujemy proces wytwarzania melatoniny. Głównym winowajcą jest niebieskie światło. W naturze, jego najsilniejsza emisja występuje w godzinach porannych i to właśnie ono daje do mózgu sygnał „czas wstawać, już rano…!”. Ekrany w smartfonach, tabletach czy komputerach emitują właśnie ten rodzaj światła, skutecznie zaburzając nasz rytm biologiczny.

Nie rób z sypialni miejsca do pracy

Oczywiście to głównie niebieskie światło, hamujące proces produkcji melatoniny, wpływa na zaburzenia snu. Jednak to nie jedyny powód, dla którego powinniśmy zapomnieć o korzystaniu z urządzeń mobilnych przed zaśnięciem. Innym aspektem jest mechanizm, tworzący się w naszych umysłach. Sypialnia zamiast miejsca utożsamianego wyłącznie z wypoczynkiem, coraz częściej staje się przestrzenią, w której nasz mózg jest stymulowany do dalszej aktywności i pracy.

Smartfony to nie wszystko

Tak naprawdę ograniczyć korzystanie z urządzeń mobilnych powinniśmy na co najmniej godzinę przed snem. Jednak to tylko jeden z elementów dbania o komfort spania. Nie zapominajmy o takich czynnościach jak wywietrzenie sypialni czy zjedzenie lekkiej kolacji, najlepiej popijając posiłek ziołową herbatką. Zdrowy sen może nam zapewnić także dobry materac – Jeżeli chcemy budzić się z uśmiechem powinniśmy zainwestować w wysokiej jakość materac, który będzie nam służył przez lata. Wybierając ten odpowiedni, zwróćmy uwagę na jego twardość i rodzaj wypełnienia. Dobrym sprawdzeniem tego pierwszego kryterium jest prosty test, polegający na wsunięciu rozłożonej dłoni pod plecy podczas leżenia na materacu na wznak. Jeśli ręka wsunie się stawiając lekki opór, będziemy mieli pewność, że nasz kręgosłup zyska odpowiednie podparcie ­– tłumaczy Tomasz Goc, Dyrektor Handlowy Fabryki Materacy Janpol.