Roczne wyniki BNP Paribas Real Estate €716mln przychodów

W roku 2013 firma BNP Paribas Real Estate osiągnęła doskonałe wyniki, lepsze od osiągniętych w roku 2012. Był to rekordowy rok w zakresie Corporate Real Estate, wliczając w to ponad 300 000 mkw. nowych projektów biurowych, których realizacja została rozpoczęta przez Dział Property Development.

Połowa z wolumenu tej powierzchni powstaje poza Francją i w większości jest już wynajęta. Również Dział Advisory zanotował wzrost – szczególnie w Niemczech i w Wielkiej Brytanii, a we Francji pozostał na dotychczasowym wysokim poziomie. Rok 2013 przebiegał również pod znakiem rozwoju naszego biznesu w skali międzynarodowej. Uruchomiliśmy nasze platformy w Dubaju, Singapurze i w Hong Kongu. W Niemczech przejęliśmy dwie silne firmy: jedną działającą w obszarze property management (zarządzanie nieruchomościami), a drugą wyspecjalizowaną w obszarze investment management (doradztwo inwestycyjne). Do tego w Londynie i w Niemczech zatrudniliśmy ok. 100 osób w Dziale Transaction – mówi Philippe Zivkovic, Executive Chairman, BNP Paribas Real Estate.

Obrót wyniósł 716 milionów Euro w 2013 roku, co oznacza wzrost o 8% rok do roku (versus 662 miliony Euro obrotu w 2012 roku). Obrót rozkłada się następująco:

– 63% wygenerowanych przychodów przypada na świadczone w ramach firmy usługi (pośrednictwo w wynajmie powierzchni, doradztwo, wyceny, zarządzanie nieruchomościami oraz doradztwo inwestycyjne) oraz 37% na działalność deweloperską (w sektorach mieszkaniowym i komercyjnym).

– 54% wartości przychodów zostało wygenerowanych na rynku francuskim, a 46% na pozostałych rynkach (w tym 19% UK, 13% Niemcy i 7% Włochy).

– 38% przychodów przypada na usługi świadczone dla stałej bazy klientów w zakresie doradztwa, wycen, zarządzania nieruchomościami oraz doradztwa inwestycyjnego.

Biznes w większości skupiony jest na sektorze nieruchomości komercyjnych – 84% przychodów. Tylko 16% obrotu przypada na sektor nieruchomości mieszkaniowych.

10 FashionPhilosophy Fashion Week Poland

Dzięki rosnącej rozpoznawalności oraz licznym sukcesom w kraju i na świecie FashionPhilosophy Fashion Week Poland podkreśla modowe tradycje Miasta Łodzi, prężnego ośrodka rozwoju przemysłów kreatywnych.

Przemysł modowy rozwija się w Łodzi od dwustu lat. Tradycje włókiennictwa i projektowania ubioru trwale zapisały się w historii miasta i po dziś dzień współtworzą jego krajobraz. Dzięki modzie Łódź projektuje również swoją przyszłość. Miasto jest dużym ośrodkiem akademickim, w którym istotną rolę odgrywają uczelnie takie jak Akademia Sztuk Pięknych, gdzie kształcą się projektanci ubioru. W Łodzi odbywają się także najważniejsze polskie wydarzenia modowe z FashionPhilosophy Fashion Week Poland na czele. Przy łódzkim ASP działa również Centrum Promocji Mody, będące sceną dla pokazów Studio, premierowego projektu 10. edycji FashionPhilosophy Fashion Week Poland.

10. FashionPhilosophy Fashion Week Poland, który odbędzie się w dniach 6-10 maja 2014 roku w centrum EXPO-Łódź, otwiera nową przestrzeń dla rozwoju rynku modowego jako wiodącej gałęzi przemysłów kreatywnych. Tak jak dotychczas, tegoroczna edycja Polskiego Tygodnia Mody łączy dwa wymiary designu: artystyczny i biznesowy. Z jednej strony, dzięki premierowym pokazom najlepszych polskich projektantów, Fashion Week Poland jest miejscem wyznaczania nowych trendów, z drugiej, stale umacnia polski rynek mody, czyniąc go atrakcyjnym dla świata biznesu.

Za sprawą umów partnerskich FashionPhilosophy Fashion Week Poland z zagranicznymi imprezami modowymi, najzdolniejsi polscy twórcy regularnie prezentują swoje projekty w Portugalii, Niemczech, Austrii, Francji, Wielkiej Brytanii, czy Rosji. Z każdą kolejną edycją, nazwiska projektantów, którzy zaistnieli podczas Polskiego Tygodnia Mody, zyskują coraz większą rozpoznawalność na scenie międzynarodowej. Coraz więcej polskich designerów rozpoczyna również współpracę z rodzimymi markami.

Na każdą edycję Fashion Week Poland akredytuje się blisko 1000 dziennikarzy ze wszystkich znaczących, zagranicznych i polskich opiniotwórczych tytułów.Polski Tydzień Mody współpracuje również z włoskim magazynem Collezioni, na łamach którego publikowane są kilkustronicowe relacje z każdej edycji wydarzenia.

Nawiązując współpracę z Miastem Łodzią jako Partnerem Strategicznym, FashionPhilosophy Fashion Week Poland wspiera idę rozwoju łódzkich przemysłów kreatywnych. Przemysły kreatywne, choć są stosunkowo młodym sektorem gospodarki, nabierają coraz większego znaczenia we współczesnym świecie. Swojego potencjału nie czerpią z tradycyjnie rozumianej produkcji, lecz z aktywności i talentu twórców szeroko pojętej sztuki, mediów i projektowania. Odgrywają również pozytywną rolę w stymulowaniu rozwoju ośrodków postindustrialnych. Dlatego właśnie idea przemysłów kreatywnych stała się kluczowym punktem Strategii Zarządzania Marką Łódź na lata 2010-2016 (http://www.kreatywna.lodz.pl/).

Ericsson Mobility Report

W ostatnim kwartale 2013 liczba subskrypcji LTE wzrosła o 40 milionów – przekraczając w sumie liczbę 200 mln subskrypcji na całym świecie – wynika z analizy Ericsson Mobility Report. Najnowsza aktualizacja raportu podkreśla stały gwałtowny wzrost liczby smartfonów i połączeń z siecią komórkową.

Na koniec roku 2013 na całym świecie było ok. 6,7 mld subskrypcji. W samym tylko czwartym kwartale 2013 roku zostało uruchomionych 109 mln nowych subskrypcji mobilnych.

Raport firmy Ericsson pokazuje, że blisko 60% ze wszystkich telefonów sprzedanych na świecie w ostatnim kwartale ubiegłego roku było smartfonami. Rok wcześniej było to 45%. Ruch danych pomiędzy 4 kwartałem 2012 roku i 4 kwartałem 2013 roku wzrósł o 70%. Ilość przesyłanych danych w samym tylko 4 kwartale 2013 roku wzrosła o 15%.

Europa Środkowa i Wschodnia utrzymuje się na czele pod względem penetracji usług mobilnych – na jednego mieszkańca przypada w naszym regionie 1,43 subskrypcji mobilnej. Średnia dla całego świata to 0,92.

Trudny rok na rynku kredytów mieszkaniowych

Zarówno liczba (176 tys.) kredytów udzielonych w roku 2013, jak i ich wartość (36,5 mld zł) była najniższa od 2005 roku. Oznacza to, że nawet najtrudniejszy rok w trakcie kryzysu, czyli 2009, był lepszy dla rynku mieszkaniowego. Ani niskie oprocentowanie kredytów hipotecznych, ani niskie atrakcyjne ceny nie skusiły większej liczby nabywców. Bieżący rok powinien być lepszy, ale program „Mieszkanie dla Młodych” nie spowoduje znaczącego odbicia na rynku mieszkaniowym- takie wnioski płyną z najnowszej 18. edycji Raportu AMRON-SARFiN opublikowanej na dzisiejszej konferencji prasowej.

W Konferencji wzięli udział Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes ZBP, Mieczysław Groszek, Wiceprezes ZBP, Jerzy Bańka, Wiceprezes ZBP, Jacek Furga, Prezes CPBiI, Przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości oraz Andrzej Olękiewicz z TNS Polska.

Raport AMRON-SARFiN: 2013 zgodnie z przewidywaniami – trudny rok na rynku kredytów mieszkaniowych.

Zgodnie z zapowiedziami miniony rok okazał się bardzo słaby dla rynku mieszkaniowego, był najgorszy od 2005 roku. Zarówno liczba (176 tys.) kredytów udzielonych w roku 2013, jak i ich wartość (36,5 mld zł) zamknęły się wynikiem słabszym nawet od tego uzyskanego w kryzysowym roku 2009 (odpowiednio –189 tys. kredytów na łączną kwotę 39 mld zł).

„Chciałbym mieć dobre informacje, ale niestety nasze przewidywania sprawdziły się i rok 2013 dla rynku mieszkaniowego był bardzo słaby. Wyraźnie widać, że rynek ten wymaga wsparcia i większej uwagi. Nie mam złudzeń, że program „Mieszkanie dla Młodych” wyraźnie poprawi sytuację, niestety w obecnej formie jego dostępność jest mocno ograniczona, a co za tym idzie nie może być uznawany za skuteczne rozwiązanie. Potrzeba znacznie szerszych i kompleksowych rozwiązań.”– mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, Prezes Związku Banków Polskich.

Sytuacji na rynku mieszkaniowym nie poprawiły nawet sprzyjające okoliczności. Zarówno wyjątkowo niskie oprocentowanie kredytów złotowych, jak i atrakcyjne ceny, które zdaje się osiągnęły w większości lokalizacji swoje lokalne minima nie były w stanie nakłonić potencjalnych nabywców mieszkań do zaciągnięcia długoterminowego zobowiązania hipotecznego. Nie zadziałał nawet „motywator” w postaci znowelizowanej Rekomendacji S, zgodnie z którą jedynie do końca minionego roku można było uzyskać kredyt w wysokości wartości inwestycji (LtV=100%).

Rok 2013 był okresem wyhamowania trwającego przez 5 lat spadku średnich cen lokali mieszkalnych w największych miastach Polski. Po kontynuacji trendu spadkowego w pierwszej połowie 2013 roku, średnie ceny transakcyjne na koniec roku 2013 we wszystkich analizowanych przez Centrum AMRON aglomeracjach były wyższe od tych z końca roku 2012. W przypadku Katowic, Białegostoku, czy Łodzi były to nieznaczne wzrosty cen – od 11 do 61 złotych za 1 m2 jednak dla Gdańska i Krakowa przekroczyły poziom 200 złotych za 1 m2.

„Analizując zmiany cen w ostatnich kilku kwartałach można stwierdzić, że osiągnęły one w większości analizowanych aglomeracji swoje minima i w najbliższych kwartałach będziemy świadkami ich nieznacznych wahań w górę i w dół, aż do otrzymania przez rynek wyraźnego impulsu wzrostu”– dodaje Jacek Furga, Przewodniczący Komitetu ds. Finansowania Nieruchomości Związku Banków Polskich, Wiceprezes Zarządu Centrum Prawa Bankowego i Informacji.

Pengab: Dobre otwarcie roku

W środowisku bankowym umacnia się przekonanie o wyraźnym wzroście aktywności klientów banków na rynku finansowym. W lutym indeks Pengab osiągnął, podobną jak przed miesiącem, wartość 27,6 pkt. Wskaźnik wyprzedzający wzrósł jednak o 5,9 do 37,6 pkt. Z zachowaniem dotychczasowej dynamiki umacnia się wzrostowy trend na rynku kredytów konsumpcyjnych oraz mieszkaniowych. Za sprawą przyrostu depozytów terminowych poprawiła się struktura depozytów. 83 proc. placówek przewiduje wzrost popytu na kredyty złotowe – to najwyższy wynik od trzech lat. W półrocznym horyzoncie przewiduje się dalszą poprawę sytuacji na wszystkich monitorowanych rynkach. Malaje problem kredytów zagrożonych. Przewiduje się także dalszą poprawę przyszłej sytuacji ekonomicznej kraju, przedsiębiorstw oraz gospodarstw domowych.

Wyniki sondażu na temat koniunktury w sektorze bankowym w lutym podtrzymują obserwowane od kilku pomiarów optymistyczne prognozy wśród ankietowanych bankowców. Wskazania te są wyrazem oczekiwania dalszej poprawy sytuacji zarówno w kluczowych segmentach bankowości, jaki i w gospodarce, gdzie podobnie jak w poprzednim pomiarze obserwujemy bardzo wysokie wskaźniki sald prognozy sześciomiesięcznej, szczególnie kontrastujące z prognozami w analogicznym okresie roku poprzedniego.

Niewielka poprawa w zakresie dynamiki wzrostu ocen w segmencie klientów indywidualnych może natomiast wskazywać na faktyczne ożywienie rynku i wzrost aktywności klientów. Co istotne, zarówno wśród klientów indywidualnych, jak i przedsiębiorców mamy do czynienia z realną poprawą jakości portfela kredytowego.

Niestabilna sytuacja na Wschodzie może zagrozić dostawom gazu. PGNiG ma jednak największe zapasy surowca w historii

Niepewna sytuacja za wschodnią granicą Polski może doprowadzić do zmniejszenia dostaw gazu przestrzega ekspert rynku paliw Andrzej Szczęśniak. Jednak jak podkreśla, konsumenci nie powinni się obawiać ograniczeń w dostępie do tego surowca. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo dysponuje największymi zapasami gazu ziemnego w historii.

– Wysokie magazyny to przede wszystkim efekt pogody, która jest nieprzewidywalna. W związku z tym spółka się zabezpieczyła. Patrząc więc dziś na narastające zagrożenia ze wschodu, wiemy, że możemy spać spokojnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Szczęśniak.

Ilość gazu w magazynach nie będzie mieć za to żadnego wpływu na taryfy.

– Taryfy są tak ustalane, żeby PGNiG sprzedało gaz jak najtaniej. To cel polityczny i efekt obietnic wobec wyborców. Prowadzi to do tego, że firma zarabia na wydobyciu ropy naftowej, a dokłada do sprzedaży gazu. To chora sytuacja, zagrożeniem dla PGNiG mogą okazać się większe spadki cen ropy naftowej – mówi ekspert.

Same Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo jest w lepszej kondycji niż w ubiegłym roku. Ten rok ma być dla spółki stabilny.

– Dla PGNiG najistotniejszą informacją pozytywną jest duży cash flow. Przepływy finansowe decydują o kondycji firm, a w przypadku spółki naftowo-gazowniczej są bardzo dobre, stawiają ja na nogi. Dziś PGNiG jest w znacznie lepszej kondycji niż rok temu. Same wyniki finansowe to tylko element księgowy – przekonuje Andrzej Szczęśniak.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo dzięki podwojeniu wydobycia i sprzedaży ropy naftowej osiągnęło w ubiegłym roku zysk netto w wysokości 1,92 mld zł.

Ekspert przewiduje w tym roku stabilizację na rynku, choć bez tak dużego jak w 2013 r. wzrostu dochodów.

– W ubiegłym roku doszło do wielkiego skoku: silnie zwiększono wydobycie, a dochody ze sprzedaży podniosły obroty i uratowały roczny wynik firmy – komentuje.

Niestabilna sytuacja na Wschodzie może zagrozić dostawom gazu. PGNiG ma jednak największe zapasy surowca w historii

CEO Magazyn Polska

Niepewna sytuacja za wschodnią granicą Polski może doprowadzić do zmniejszenia dostaw gazu przestrzega ekspert rynku paliw Andrzej Szczęśniak. Jednak jak podkreśla, konsumenci nie powinni się obawiać ograniczeń w dostępie do tego surowca. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo dysponuje największymi zapasami gazu ziemnego w historii.

– Wysokie magazyny to przede wszystkim efekt pogody, która jest nieprzewidywalna. W związku z tym spółka się zabezpieczyła. Patrząc więc dziś na narastające zagrożenia ze wschodu, wiemy, że możemy spać spokojnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Szczęśniak.

Ilość gazu w magazynach nie będzie mieć za to żadnego wpływu na taryfy.

– Taryfy są tak ustalane, żeby PGNiG sprzedało gaz jak najtaniej. To cel polityczny i efekt obietnic wobec wyborców. Prowadzi to do tego, że firma zarabia na wydobyciu ropy naftowej, a dokłada do sprzedaży gazu. To chora sytuacja, zagrożeniem dla PGNiG mogą okazać się większe spadki cen ropy naftowej – mówi ekspert.

Same Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo jest w lepszej kondycji niż w ubiegłym roku. Ten rok ma być dla spółki stabilny.

– Dla PGNiG najistotniejszą informacją pozytywną jest duży cash flow. Przepływy finansowe decydują o kondycji firm, a w przypadku spółki naftowo-gazowniczej są bardzo dobre, stawiają ja na nogi. Dziś PGNiG jest w znacznie lepszej kondycji niż rok temu. Same wyniki finansowe to tylko element księgowy – przekonuje Andrzej Szczęśniak.

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo dzięki podwojeniu wydobycia i sprzedaży ropy naftowej osiągnęło w ubiegłym roku zysk netto w wysokości 1,92 mld zł.

Ekspert przewiduje w tym roku stabilizację na rynku, choć bez tak dużego jak w 2013 r. wzrostu dochodów.

– W ubiegłym roku doszło do wielkiego skoku: silnie zwiększono wydobycie, a dochody ze sprzedaży podniosły obroty i uratowały roczny wynik firmy – komentuje.

Prezes NIK: rażąco niska cena powinna wykluczać firmy z przetargów publicznych

CEO Magazyn Polska

Jest szansa na uchwalenie kolejnej nowelizacji ustawy – Prawo zamówień publicznych. Po niewielkich poprawkach Senatu projekt wróci do Sejmu. To jeden z pięciu projektów zmian złożonych w Sejmie. Dotyczy on podniesienia limitu wartości inwestycji, powyżej którego konieczny jest przetarg. Zdaniem prezesa NIK najważniejsze jest jednak wprowadzenie definicji rażąco niskiej ceny i umożliwienie na jej podstawie dyskwalifikacji z przetargu firmy, która taką ofertę złożyła. Prace nad takim projektem również się toczą.

Obowiązująca ustawa o zamówieniach publicznych ma co prawda zapis, który umożliwia wybór oferenta na podstawie innego kryterium niż najniższa cena, jednak w praktyce przepis ten nie działa. Firmy oferujące niższe ceny i niewybrane w przetargach odwołują się bowiem od decyzji, co powoduje wstrzymywanie inwestycji. Dlatego inwestorzy wolą zdecydować się na najtańszego wykonawcę, licząc na to, że uda mu się zrealizować prace.

 – Praktyka jest taka, że ponad 90 procent przetargów, które są ogłaszane przez administrację publiczną, a warto zaznaczyć, że mowa tu także o ogromnych przetargach na roboty drogowe, jest rozstrzyganych wyłącznie na podstawie kryterium ceny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Kwiatkowski, prezes Najwyższej Izby Kontroli.

Sytuacje, w których w przetargach wygrywają firmy oferujące najniższą, często nierealną cenę, doprowadziły do kryzysu w polskiej branży budowlanej. Ze względu na brak dogłębnej analizy sytuacji gospodarczej firm wygrywających przetargi, zerwano wiele kontraktów. To spowodowało również duże problemy podwykonawców, którzy często za wykonaną pracę i dostarczone materiały nie otrzymywali wynagrodzenia.

 – Polska była największym placem budowy w Europie w ostatnich latach, a mimo to mamy teraz do czynienia z zapaścią wśród polskich firm budowlanych – podkreśla prezes NIK. – To powinno stanowić przesłankę do jak najszybszej zmiany przepisów. 

Prezes Najwyższej Izby Kontroli popiera wprowadzenie do ustawy PZP definicji rażąco niskiej ceny, co pozwoliłoby na większą możliwość weryfikacji zgłaszających się do przetargów firm. Jeśli cena zaproponowana przez wykonawcę byłaby niższa od przewidywanej przez zamawiającego, mógłby on wymagać wyjaśnień od zgłaszającej firmy. Co więcej, zamawiający musiałby wyjaśnić wybór oferty tak taniej, że może być nieopłacalna dla wykonawcy.

 – NIK w tej sprawie zabierał głos, mówiąc o potrzebie wprowadzenia bardzo precyzyjnie określonej definicji rażąco niskiej ceny jako podstawy do wykluczenia z uczestnictwa w przetargu – przypomina Kwiatkowski. – Cieszę się, że w Sejmie trwają prace nad kolejną nowelizacją ustawy o zamówieniach publicznych. I trzymam kciuki, żeby jak najszybciej się zakończyły.

Wiceminister skarbu: Oczekujemy od Eurolotu poprawy sytuacji finansowej i lepszej współpracy z LOT-em

CEO Magazyn Polska

Zmiany personalne w Eurolocie i Państwowych Portach Lotniczych mają nadać nową dynamikę polskiemu lotnictwu. Skarb Państwa oczekuje, że teraz Eurolot będzie lepiej współpracował z LOT-em i w końcu wyjdzie na prostą, a PPL  będzie zmierzał w stronę komercjalizacji. Zmiana Portów w spółkę akcyjną jest jednym z warunków ewentualnego utworzenia Polskiego Holdingu Lotniczego. Analizy tego pomysłu trwają.

 – To jest intencją rady nadzorczej, żeby spółka Eurolot potrafiła na rynku konkurencyjnym współpracować z LOT-em, żeby potrafiła wyjść z niełatwej sytuacji finansowej. W wyniku wielu zdarzeń spółka na dzisiaj notuje ujemny wynik działalności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Baniak, wiceminister skarbu państwa.

W lutym nowym prezesem Eurolotu został Tomasz Balcerzak, do grudnia członek zarządu LOT-u ds. operacyjnych. Zastąpił Mariusza Dąbrowskiego, który zrezygnował z przyczyn osobistych przed upływem kadencji. Baniak podkreśla, że Balcerzak ma duże doświadczenie w lotnictwie i dzięki przeszłości w Locie powinien poprawić współpracę obydwu państwowych linii. Skarb Państwa ma 62,1 proc. udziałów w Eurolocie, reszta należy do państwowego Towarzystwa Finansowego Silesia.

Zadaniem Balcerzaka jest też poprawa wyników finansowych Eurolotu. Przewoźnik w 2012 r. stracił na sprzedaży ok. 57 mln zł, a w 2013 r., zgodnie ze słowami byłego prezesa – ok. 20 mln zł.

Również PPL, zarządzający stołecznym Lotniskiem Chopina, potrzebuje restrukturyzacji. Spółka jest samofinansującym się przedsiębiorstwem państwowym. Poprzedniego dyrektora Michała Marca, odwołanego przez wicepremier i minister infrastruktury i rozwoju Elżbietę Bieńkowską, zastąpił Michał Kaczmarzyk. Marzec mówił w rozmowie z Newserią o 62 mln zł zysku za ubiegły rok, ale według nowego szefa wynik finansowy mógł być ujemny i wynieść nawet 50 mln zł straty.

 – Pani premier Bieńkowska swoją decyzję tłumaczyła tym, że oczekuje nowej dynamiki rozwoju portu lotniczego, a także z tego, co wiem od kolegów z Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju  współpracy przy komercjalizacji firmy, w jakiej działa dzisiaj port lotniczy, czyli przejściu z przedsiębiorstwa państwowego na podmiot prawa handlowego, na spółkę akcyjną – tłumaczy Rafał Baniak.

Baniak przypomina, że PPL wciąż działa zgodnie z ustawą z 1987 r., która zobowiązuje spółkę do realizacji polityki PRL. To utrudnia funkcjonowanie na współczesnym rynku.

Wiceminister dodaje, że komercjalizacja PPL-u nie oznacza, że administracja państwowa odłożyła na półkę koncepcję Polskiego Holdingu Lotniczego. Miałby on połączyć lotnisko im. Chopina, przewoźników oraz spółki usługowe w lotnictwie.

 – Gdybyśmy mówili o włączaniu Portów Lotniczych do Polskiego Holdingu Lotniczego, muszą one być skomercjalizowane – zaznacza Baniak. – Chciałbym wyraźnie powiedzieć, że nie jest tak, jak uważają niektórzy, że ewentualne łączenie w jedną grupę aktywów lotniczych ma służyć uratowaniu LOT-u. LOT ma się ratować sam, natomiast połączenie w ramach jednej struktury holdingowej podmiotów sektora lotniczego ma służyć lepszemu gospodarowaniu aktywami tego sektora przez Skarb Państwa.

W jego ocenie, niezbędne byłyby jasne przepływy finansowe między spółkami wchodzącymi w skład Polskiego Holdingu Lotniczego. Podobne rozwiązanie zastosowano w Czechach, gdzie w jeden holding połączono lotnisko im. Vaclava Havla w Pradze oraz narodowe linie CSA. Nie wiadomo jednak, czy na takie zmiany w Polsce zgodzi się Komisja Europejska. Mogłoby to być sprzeczne z przepisami antymonopolowymi lub o pomocy państwowej. Baniak zaznacza jednak, że na razie trwają jedynie analizy, więc nie ma nawet o czym informować Brukseli. 

– Będziemy o tym informować Brukselę, jeżeli ta koncepcja byłaby wdrażana. To, co Komisję interesuje, to pomoc publiczna dla LOT-u, plan restrukturyzacji, badanie jego wykonalności, i w tym obszarze jesteśmy w kontakcie z Brukselą. Natomiast nie jest przedmiotem badania koncepcja Polskiego Holdingu Lotniczego. Jeżeli Komisja widziałaby zagrożenie dla czystości procesu, jeżeli chodzi o uwarunkowania dotyczące pomocy publicznej, wtedy byłby to przypadek dla Komisji – argumentuje Baniak.

W polskich firmach ubyło kobiet na wysokich stanowiskach

CEO Magazyn Polska

Na stanowiskach menadżerskich wciąż pracuje mniej kobiet niż mężczyzn. Choć na świecie podział między płciami jest stabilny, to w Polsce w 2013 r. sytuacja kobiet na wysokich stanowiskach wyraźnie się pogorszyła. Kobiety zarabiają gorzej, a większość firm nie zamierza promować ich zatrudniania.

 – Udział procentowy kobiet na stanowiskach menadżerskich nie zmienił się i wynosi 24 proc. na świecie. Natomiast na uwagę zasługuje pozycja kobiet na stanowiskach menadżerskich w Polsce. W ubiegłym roku mieliśmy 48 proc. kobiet zajmujących stanowiska menadżerskie, a w tym roku tylko 34 proc. To spadek aż o 14 punktów procentowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Smulewicz, dyrektor zarządzający Grant Thornton FPA Outsourcing.

Z raportu Grant Thornton wynika, że sytuacja kobiet na rynku pracy, a szczególnie na wysokich stanowiskach menedżerskich, jest gorsza niż przed rokiem. Choć są one lepiej wykształcone, to trudniej im o pracę. Na całym świecie na 100 studentów przypada 108 studentek, w UE to aż 126 studentek, a w Stanach Zjednoczonych – ok. 140.

Przez to, że absolwentki uczelni wyższych nie znajdują pracy tak łatwo jak ich koledzy ze studiów, traci cała gospodarka. UNICEF wyliczył, że poprawa wykształcenia kobiet o 1 proc. podnosi PKB kraju o 0,3 proc. Polska nie wypada jednak najgorzej – pomimo dużego spadku odsetka stanowisk menedżerskich zajmowanych przez kobiety, wciąż wyprzedzamy Stany Zjednoczone i unijną średnią. Najlepiej jest w Rosji, gdzie 43 proc. menedżerów to kobiety.

Nawet te kobiety, które znajdą pracę na wysokich stanowiskach, zarabiają tylko 73 proc. tego, co mężczyźni pełniący te same funkcje. Raport Grant Thornton wskazuje, że kobietom na przeszkodzie w karierze wciąż stają tradycyjne role w społeczeństwie, a także macierzyństwo. Większość firm nie chce też promować zatrudniania kobiet.

 – 1 proc. zapytanych firm odpowiada, że prowadzi programy wspierające kobiety na rynku pracy. Ale aż 70 proc. firm odpowiada, że nie wprowadziło i nie zamierza w najbliższym czasie wprowadzić żadnych programów promujących zatrudnienie kobiet. Przede wszystkim na stanowiskach menadżerskich, bo tego w głównej mierze dotyczyło przeprowadzone przez nas badanie – wskazuje Smulewicz.

Polskie firmy na tle światowym nie wypadają jednak najgorzej. Aż 70 proc. z nich uznaje za metodę promocji zatrudnienia kobiet zachowanie stanowisk dla kobiet przebywających na urlopach macierzyńskich. To o 30 punktów proc. więcej niż w skali globalnej. Podobny odsetek firm ocenia tak elastyczny czas pracy, który umożliwia łączenie opieki nad dzieckiem i pracę.

Kobiety najczęściej pracują w managemencie jako dyrektorzy HR lub CFO. Globalna średnia na obydwu tych stanowiskach to 36 proc.

 – W Polsce 46 proc. stanowisk dyrektorów finansowych zajmują kobiety. Co czwarta kobieta jest dyrektorem HR, a 16 proc. kobiet zajmuje stanowiska dyrektorów zarządzających. Globalnie 16 proc. stanowisk w zarządach zajmują kobiety, w Polsce jest to 19 proc. Ale co ciekawe, kobiety pełnią głównie role członków zarządu. Tylko w niespełna 1 proc. kobiety zajmują stanowiska prezesów czy też wiceprezesów zarządów  – tłumaczy Monika Smulewicz.

Według niej oznacza to, że kobiety są najczęściej zatrudniane na stanowiskach związanych z realizacją konkretnych zadań, a nie na najwyższych szczeblach w firmach. 

Z nierównością na rynku pracy walczy Parlament Europejski. Monika Smulewicz przypomina, że w ubiegłym roku europosłowie przyjęli dyrektywę, która wprowadzi obowiązek udziału kobiet w zarządach firm  – także prywatnych – na poziomie co najmniej 40 proc. Regulacje dotyczące parytetów w spółkach posiadają także m.in.: Wielka Brytania, Francja, Holandia oraz Niemcy. Mimo to np. w Holandii tylko 6 proc. osób zatrudnionych w zarządach firm to kobiety. W Polsce za wprowadzeniem takiego rozwiązania opowiada się jedna trzecia badanych firm.

Orange zaczyna inwestować w LTE. Weźmie udział w aukcjach nowych częstotliwości

CEO Magazyn Polska

Aukcje częstotliwości LTE będą najgorętszym tematem 2014 roku w polskiej branży IT. Bitwa o te strategiczne punkty została ucięta przez prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, która w lutym odwołała dwie aukcje. Walka jednak trwa za kulisami. Orange chce w niej odgrywać główną rolę.

Do tej pory największymi graczami w obszarze technologii LTE były Polkomtel – operator sieci Plus, oraz P4 – operator sieci Play. Stopniowo do walki włączali się jednak pozostali operatorzy i dziś bitwa trwa na dobre. Najbliższe starcie to aukcja częstotliwości z pasma 800 MHz.

 – Aukcja jest ważna dlatego, że dotyczy jednej z najważniejszych puli częstotliwości, jaka jest w tej chwili do dyspozycji na rynku polskim. To kluczowa częstotliwość z punktu widzenia budowania pokrycia Polski siecią LTE. Kluczowa również dlatego, że nikt do tej pory tej częstotliwości nie ma, jest zupełnie nowa, uwolniona tzw. pierwsza dywidenda cyfrowa – tłumaczy Piotr Muszyński, wiceprezes zarządu w firmie Orange w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Do tej pory przetargi miały charakter zamknięty. Tym razem będzie to aukcja, w której operatorzy będą się licytować – kto da więcej. Co prawda wszystko odbywać się będzie anonimowo, ale nowatorska forma z pewnością rozbudza emocje i przyczynia się do medialnej gry psychologicznej, toczonej pomiędzy firmami.

 – Ta częstotliwość będzie sprzedawana w dość innowacyjny, jak na nasz rynek, sposób – po raz pierwszy w postaci aukcji, gdzie będą się licytowali operatorzy przy zachowaniu jednego podstawowego kryterium – tłumaczy Piotr Muszyński. – Do tej pory były przetargi, zamknięte koperty. To duże ryzyko. Tutaj mamy przetarg publiczny, gdzie uczestnicy – mimo że to jest anonimowe – będą widzieli, w jaki sposób zachowują się inni gracze. To daje ogromną szansę na to, żeby rzeczywiście zamknąć tę aukcję sukcesem – dodaje.

Po odwołaniu przez prezes UKE aukcji, która miała odbyć się najpierw 13, a potem 14 lutego, nieoczekiwanie pojawiło się światełko w tunelu. Podczas gdy Urząd rozpisuje kolejny harmonogram licytacji, operatorzy próbują sami się porozumieć. Pierwszym zwiastunem tych rozmów jest odkupienie przez Orange od Polkomtelu bloku 2,4 MHz w paśmie 1800 MHz, które zaplanowane zostało już wcześniej, ale dopiero teraz doszło do skutku. Obie strony nie zamierzają jednak odpuścić aukcji na nowe częstotliwości, gdyż to one pozwolą znacznie zwiększyć zasięg usługi mobilnego internetu LTE w Polsce.

 – LTE jest priorytetem dla nas wszystkich, w dłuższej perspektywie oczywiście. LTE budujemy dzisiaj w oparciu o te częstotliwości, które są dostępne, a to jest 1800 MHz. W związku z tym wszyscy kluczowi operatorzy mobilni w Polsce mają dziś ofertę LTE – mówi Piotr Muszyński. – 800 MHz to kolejna częstotliwość, która pozwoli na rozbudowanie dostępności do technologii LTE w Polsce dzięki temu, że to jest technologia umożliwiająca większe pokrycie. Dlatego to dla nas takie istotne. Dla wszystkich operatorów jest to asset strategiczny. Oczywiście, tak jak w pierwszej aukcji deklarowaliśmy chęć udziału, w kolejnej również będziemy uczestniczyć – zapewnia wiceprezes Orange.

Styl zarządzania nie musi zależeć od płci. Kobiety są równie skutecznymi szefami co mężczyźni

CEO Magazyn Polska

Kobiety są równie skutecznymi zarządzającymi co mężczyźni. Ich kariery rozwijają się z reguły jednak wolniej niż mężczyzn. Panie na stanowiskach gubi przesadna skromność, nieświadomość swoich mocnych stron i nieumiejętność autopromocji.

 – W teorii zarządzania spotykamy się z bardzo wieloma stylami zarządzania. Jednak żaden z badaczy nie wskazuje na damski i męski styl kierowania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Małgorzata Kluska-Nowicka, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu.

Świadczy również o tym fakt, że kobiety równolegle z pracą bardzo dobrze radzą sobie z prowadzeniem domu i  wychowywaniem dzieci. Już w latach 90. badania przeprowadzone Eagly & Johnson dowiodły, że kobiety mogą być równie skuteczne w pracy co mężczyźni, dobierając odpowiednią strategię i te same narzędzia zarządzania. Tym, co odróżnia kobiety od mężczyzn, są stosowane przez nie techniki perswazji w relacjach pracowniczych.

 – Badanie Deloitte przeprowadzone w 2012 roku dowiodło, że kobietom łatwiej jest stosować pewne miękkie narzędzia wywierania wpływu, techniki perswazyjne, które powodują, że zyskują zaufanie zespołu, pracują na miękkich relacjach – tłumaczy Małgorzata Kluska-Nowicka. – A to z kolei zapewnia efektywność firmy w długim okresie czasu.

Nie sposób stwierdzić jednoznacznie, które techniki – miękkie czy twarde – są bardziej skuteczne w kierowaniu zespołem. Istotne natomiast jest to, żeby szefowie umieli stosować i dopasować poszczególne techniki wywierania wpływu do sytuacji w zespole w danym momencie. Dlatego awans zależy przede wszystkim od kompetencji, a nie od płci. 

 – Awansują zarówno kobiety, jak i mężczyźni, awansują najlepsze osoby, które posiadają pewien zestaw kompetencji, cech osobowościowych, a przede wszystkim wolę do tego, aby awansować – potwierdza wykładowca.

Często zdarza się jednak, że kariery kobiet, pomimo ich wysokich kompetencji, nie rozwijają się w takim tempie, w jakim by tego oczekiwały. 

 – Okazuje się, że kilka szczegółów, z pozoru dość nieistotnych, może wpływać w istotny sposób na rozwój kariery – podkreśla dr Małgorzata Kluska-Nowicka. – Pierwszym takim czynnikiem jest zapominanie o tym, że toczy się gra, gra na polu biznesowym. Kobiety często próbują sprawić, żeby w miejscu pracy było sympatycznie, żeby były dobre relacje, zapominają o tym elemencie gry.

Podkreśla, że częstym błędem wśród kobiet jest próba naśladowania mężczyzn. 

Kobiety mają również problem z autopromocją, nie umieją wskazać tego, jaką wartość ich praca wnosi do firmy. Zdaniem ekspertki, często są po prostu zbyt skromne. To samo zresztą dotyczy używania zdrobnień imion.

 – Zdarzało mi się spotykać panie dyrektor o imieniu Ania. Natomiast rzadko kiedy spotykam dyrektora o imieniu Krzyś, zazwyczaj jest to Krzysztof – zaznacza. – I taki drobny szczegół może powodować to, że nie jesteśmy traktowane poważnie w tym męskim gronie zarządzających osób.

Pozytywnym sygnałem natomiast jest fakt, że nierównowaga na rynku pracy coraz bardziej zanika. Kobiety stoją za sterami 37 proc. przedsiębiorstw w Polsce – w roli właścicielek lub zarządzających.  To pokazuje, że są one równie przedsiębiorcze co mężczyźni. Coraz więcej kobiet wybiera też zawody uważane dotąd za typowo męskie, np. co siódmy policjant jest kobietą.

Rossmann Polska prawie co drugi dzień otwiera nowy sklep. Do końca roku chce mieć tysiąc drogerii

CEO Magazyn Polska

W tym roku Rossmann Polska planuje otworzyć 150 nowych sklepów. Dzięki temu na przełomie tego i przyszłego roku w Polsce ma być tysiąc sklepów sieci. Firma planuje poszerzanie oferty produktów pielęgnacyjnych, a także asortymentu dla matki z dzieckiem. Stawia również na rozwój marki własnej, ponieważ kosmetyki te zyskują coraz większą popularność wśród klientów.

– W tym roku Rossmann zamierza otworzyć 150 nowych sklepów. To oznacza, że na przełomie 2014/2015 będziemy mieli już tysiąc sklepów Rossmann w Polsce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Eliza Dorosz-Panek, rzeczniczka Rossmann Polska.

Rossmann Polska ma w tej chwili około 22-proc. udział w rynku. Obroty przedsiębiorstwa wyniosły w 2012 r. 5 mld zł, a w 2013 – 5,6 mld zł.

– Naszym atutem jest przede wszystkim mocna marka budowana od ponad 20 lat – mówi Eliza Dorosz-Panek. – Nasza oferta cieszy się dużym zaufaniem. Staramy się ją poszerzać w kierunkach, którymi są zainteresowane kobiety. Są to kosmetyka, pielęgnacja twarzy i ciała, ale również coraz większy asortyment dla mamy i dziecka.

Co roku w drogeriach pojawia się 3 tys. nowych produktów. Polki kupują nie tylko najpopularniejsze marki, lecz także coraz bardziej przekonują się do marek własnych sieci. Wynika to m.in. ze skłonności do oszczędzania w okresie spowolnienia gospodarczego – produkty te są zazwyczaj tańsze niż ich markowe odpowiedniki. Jednak w Polsce nadal marki własne są mniej popularne niż na Zachodzie, a zwłaszcza w Niemczech.

– Na rynku niemieckim stanowią one 40 proc. całego towaru w sklepie czy na rynku, a w Polsce jest to 25 proc. Czyli jak przychodzi do sklepu przeciętna pani Schmidt, to znacznie częściej sięga po markę własną niż przeciętna pani Kowalska – zauważa rzeczniczka Rossmann Polska.

Według raportu firmy doradczej PMR z 2013 r., w latach 2007-2012 polski rynek kosmetyczny wzrósł o niecałe 4,6 mld zł. Obroty drogerii wzrosły o 3,9 mld zł, z czego 2,6 mld przypadło na Rossmanna. 54 proc. respondentów ankietowanych przez PMR robi zakupy kosmetyczne głównie w sklepach tej firmy.

W grupie długotrwale bezrobotnych 60 proc. to kobiety

CEO Magazyn Polska

Bezrobocie wśród kobiet jest wyższe niż wśród mężczyzn – wynika z badania Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Wśród ogółu bezrobotnych bez pracy jest podobna liczba mężczyzn i kobiet, ale już w grupie osób długotrwale bezrobotnych kobiety stanowią 60 proc. Mimo że wśród niepracujących to kobiety są lepiej wykształcone. Odpowiedzią na problemy kobiet na rynku pracy może być polityka różnorodności w firmach.

Mimo że to kobiety są lepiej wykształcone, mężczyźni mają uprzywilejowaną pozycję na rynku pracy. Stopa bezrobocia wśród kobiet od lat utrzymuje się na poziomie wyższym niż u mężczyzn.

Badania rynku pracy pokazują, że pracodawcy chętniej zatrudniają mężczyzn niż kobiety. I to mimo wprowadzonych rozwiązań prawnych, jak np. urlop rodzicielski, który teoretycznie przewidziany jest dla obojga rodziców. Często też, kiedy tylko pojawiają się pierwsze symptomy kryzysu gospodarczego, z pracą szybciej żegnają się kobiety.

 – To nie jest tendencja tylko polska, w Unii mówi się o niej już od dawna, jest też wiele programów, które przeciwdziałają temu zjawisku. Ale nawet diagnozy unijne mówią o tym, że kobiety jako potencjalna grupa pracownic są znacznie mniej wykorzystywane niż mężczyźni, i co więcej – uznawane jest to za barierę wzrostu gospodarczego w Unii Europejskiej – podkreśla Agnieszka Kramm psycholożka i psychoterapeutka z Fundacji Miejsce Kobiet w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Analizy przeprowadzone m.in. przez Instytut Filozofii i Socjologii PAN wskazują, że problem ze znalezieniem pracy mają kobiety z wyższym wykształceniem. 

 – W tym odsetku bezrobotnych kobiety mają wyższe wykształcenie niż mężczyźni. Badania pokazują, że ta różnica jest na poziomie 2 procent na niekorzyść kobiet, czyli ona nie jest olbrzymia. Jednak w grupie długotrwale bezrobotnych 60 procent stanowią kobiety. Trudniej znaleźć pracę, kiedy nie pracuje się dłużej niż rok – podkreśla Kramm.

Przerwa w karierze zawodowej najczęściej jest związana z koniecznością zajęcia się dziećmi i domem. Psycholożka podkreśla, że po dwóch, trzech latach przerwy w karierze zawodowej, zaczyna się pojawiać poczucie izolacji, brak pewności siebie i swoich umiejętności. I często nie ma tu znaczenie wykształcenie czy funkcja pełniona wcześniej przez kobietę.

Udany powrót kobiety na rynek pracy zależy nie tylko od jej determinacji, lecz także od podejścia pracodawcy. Eksperci zauważają, że coraz więcej firm wdraża politykę różnorodności, która wyrównuje szanse na rynku pracy bez względu na płeć czy wiek. Dobieranie pracowników zgodnie z kulturą różnorodności jest szansą dla kobiet, lecz także może pomóc polskim przedsiębiorcom, które dzięki temu będą w stanie stawić czoła wyzwaniom demograficznym. 

 – Mamy społeczeństwo starzejące się, mamy również coraz dłuższy czas pracy, a więc niedługo w naszych firmach będziemy musieli zmierzyć się z tym, że nasi pracownicy będą reprezentowali nie dwa, ale może trzy pokolenia, które muszą być w stanie ze sobą bardzo dobrze pracować – mówi Dorota Strosznajder, dyrektor działu komunikacji korporacyjnej w Henkel Polska.

PAIiIZ: Polski eksport do 2020 r. wzrośnie o 8-10 proc.

CEO Magazyn Polska

Nadchodzące lata mają stać pod znakiem eksportu – przedsiębiorcy szukają nowych rynków, a rząd wspiera ekspansję polskich firm na pozaeuropejskie rynki. Są one, dzięki rosnącym gospodarkom, bardziej perspektywiczne niż unijne. Polski eksport ma rosnąć w tempie nawet 10 proc. rocznie. 

 – W ubiegłym roku eksport był głównym motorem napędowym naszej gospodarki. Analitycy mówią, że następne lata również będą bardzo dobre dla polskiego eksportu – prognozowany jest wzrost na poziomie 8-10 proc. do roku 2020. Mimo że palmę pierwszeństwa, jeżeli chodzi o motor rozwojowy dla polskiej gospodarki, przejmie popyt wewnętrzny i inwestycje mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Piątkowska, wiceprezeska Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych.

Główne kierunki eksportu będą kontynuowane w ramach rządowych programów Go Africa i Go China. W tym roku m.in. zostanie otworzone Biuro Handlowe w Dubaju, które w zasięgu terytorialnym będzie miało Afrykę Wschodnią: Etiopię, Kenię, Tanzanię, Rwandę i Ugandę. Planowane są kolejne misje gospodarcze polskich przedsiębiorców – tym razem do Kenii, Tanzanii, Senegalu, Angoli i Mozambiku – oraz kongres polsko-afrykański, który odbędzie się prawdopodobnie w Etiopii. 

 – Zwłaszcza kraje afrykańskie mają olbrzymi potencjał zarówno dla polskich eksporterów, jak i dla firm, które będą chciały w przyszłości na tych trudnych rynkach zainwestować. Mamy szanse na pogłębioną współpracę z Afryką i polskie firmy już zaczynają ją wykorzystywać – nie tylko duzi gracze na rynku, lecz także małe i średnie przedsiębiorstwa – uważa Monika Piątkowska.

Jak podkreśla, to właśnie małe i średnie firmy są motorem napędzającym polską gospodarkę. 

 – W Ministerstwie Gospodarki określono kilka rynków perspektywicznych: Brazylia, Kanada, Algieria, Turcja, Kazachstan, teraz dokładamy Meksyk. Tam polscy przedsiębiorcy mają duży potencjał rozwojowy, zarówno dla polskiego eksportu, jak i w kolejnych krokach do tworzenia tam firm, budowania sieci sprzedaży, do inwestowania w tych rynkach – informuje Monika Piątkowska.

Zarówno Ministerstwo Spraw Zagranicznych, jak i Ministerstwo Gospodarki oraz Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych pomagają przedsiębiorcom przecierać szlaki, organizując m.in. misje z udziałem najważniejszych przedstawicieli państwa. Dzięki temu firmy z Polski zyskują wiarygodność w oczach lokalnych polityków i potencjalnych kontrahentów. 

Ekspansja poza Europę jest szansą na zdobycie nowych rynków. 

 – Nasza gospodarka, i w ogóle gospodarka europejska powoli się kurczy, nasi przedsiębiorcy zaczynają odkrywać i wykorzystywać potencjał rynków dalszych, trudniejszych – dodaje wiceprezes.

NBP i GUS podają, że wartość eksportu w całym 2013 roku przekroczyła 150 mld euro, co daje 6,5-proc. wzrost w ujęciu rocznym. Liczony w dolarach sięgnął on nawet 10 proc. Dodatkowo Polska odnotowała historyczną nadwyżkę w obrotach handlowych. NBP szacuje ją na poziomie 2 mld euro, a GUS nawet na 2,3 mld euro. Analitycy twierdzą, że eksport do 2020 roku powinien rosnąć w tempie 8-10 proc. rocznie.

Odświeżony blog Deloitte z komiksami autorstwa Macieja „Zucha” Mazurka

Nowoczesne technologie i popularność mediów społecznościowych sprawiają, że pracodawcy coraz częściej wykorzystują je, aby zaprezentować swoją ofertę potencjalnym kandydatom. Dziś rusza odświeżony blog Kariera w Deloitte.

Małgorzata Wnęk-Kolaska
Małgorzata Wnęk-Kolaska, Starszy Menedżer, Lider Zespołu Doradztwa w Zakresie Zarządzania Kapitałem Ludzkim Deloitte

Jak wynika z ubiegłorocznego badania Universum przeprowadzonego wśród ponad 1,2 tys. polskich studentów, najczęściej o pracodawcy, którym są zainteresowani dowiadują się z kilku różnych, uzupełniających się źródeł. Są to ogłoszenia (76 proc.) lub targi pracy (62 proc.) oraz strona internetowa danej firmy (60 proc.). Potencjalni pracownicy coraz częściej szukają informacji także za pośrednictwem mediów społecznościowych (43 proc.). „Ta różnorodność i wielość kanałów komunikacji jest absolutnie naturalna i charakterystyczna dla pokolenia Y. Z naszych doświadczeń wynika jasno, że młodzi ludzie przed podjęciem pracy chcą dowiedzieć się o firmie jak najwięcej i dlatego poszukują dodatkowych informacji właśnie na portalach społecznościowych czy blogach. Trzeba więc mieć świadomość że kanały te w nowoczesnym HR stają się istotnymi elementami rekrutacji i budowania wizerunku.” – tłumaczy Małgorzata Wnęk-Kolaska, Starszy Menedżer, Lider Zespołu Doradztwa w Zakresie Zarządzania Kapitałem Ludzkim Deloitte.

Stąd też decyzja Deloitte o gruntownym odświeżeniu i unowocześnieniu bloga, który jest okazją do poznania firmy od środka. „Moment powrotu do pisania bloga nie jest przypadkowy. Jesteśmy właśnie na początku bardzo intensywnego okresu rekrutacji. Deloitte stawia na aktywną i dwustronną formę kontaktu z przyszłymi pracownikami. Wszystkie teksty są tworzone przez osoby, które na co dzień rekrutują, one także odpowiadają na pytania czytelników.” – mówi Krzysztof Kwiecień, Dyrektor Działu Human Resources w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

Nowością, która jeszcze w większym stopniu może przyciągnąć młodych odbiorców, są komiksy autorstwa znanego rysownika Macieja „Zucha” Mazurka, twórcy popularnej strony zuchrysuje.pl. Odświeżony blog Deloitte będzie ściśle powiązany z profilami firmy na Facebooku i Twitterze.

Blog można znaleźć pod adresem http://blog.deloitte.pl/kariera/
Więcej informacji na temat kariery w Deloitte pod adresem: www.deloitte.com/pl/kariera

O Macieju Mazurku:
Od wielu lat tworzy popularny internetowy komiks „Zuch Rysuje”. Jest trzykrotnym finalistą konkursu BLOG ROKU. Wygrał kategorię ArtBlogi w konkursie BLOGROKU 2012. Strony prowadzone przez zucha to: zuchrysuje.pl i zuchpisze.pl.

Apple wprowadza CarPlay: sprytniejszy, bezpieczniejszy i fajniejszy sposób używania iPhone’a w samochodzie

Czołowi producenci samochodów wprowadzają do swoich modeli rozwiązanie CarPlay, dzięki któremu iPhone’a używa się w samochodzie inteligentniej, bezpieczniej i ciekawiej. CarPlay oferuje użytkownikom iPhone’a fantastycznie intuicyjne sposoby nawiązywania połączeń, korzystania z Map, słuchania muzyki i czytania wiadomości — zwykle wystarczy do tego jedno słowo lub dotknięcie. Użytkownik może łatwo sterować funkcjami CarPlay z samochodowego systemu multimedialnego lub po prostu nacisnąć i przytrzymać przycisk sterowania głosowego na kierownicy, by aktywować Siri — ani na chwilę nie rozpraszając przy tym swojej uwagi. Już w tym tygodniu czekają nas premiery CarPlay w samochodach Ferrari, Mercedes-Benz i Volvo, a wyposażanie swoich modeli w CarPlay planują również firmy BMW Group, Ford, General Motors, Honda, Hyundai Motor Company, Jaguar Land Rover, Kia Motors, Mitsubishi Motors, Nissan Motor Company, PSA Peugeot Citroën, Subaru, Suzuki i Toyota Motor Corp.

„CarPlay to system zaprojektowany od podstaw w taki sposób, by stworzyć kierowcom idealne warunki do korzystania z potencjału iPhone’a w samochodzie”, powiedział Greg Joswiak, wiceprezes Apple ds. marketingu iPhone’a i produktów iOS. „Użytkownicy iPhone’ów chcą mieć swoje materiały zawsze w zasięgu dłoni, a dzięki CarPlay iPhone’a można używać w samochodzie tak, by w jak najmniejszym stopniu rozpraszało to uwagę osoby kierującej. CarPlay po premierze w Genewie trafi do samochodów oferowanych przez plejadę czołowych producentów z branży motoryzacyjnej”.

Apple od ponad dziesięciu lat angażuje się w integrację elektroniki użytkowej z systemami samochodowymi. CarPlay to system głęboko przemyślany i komfortowy, dzięki któremu kierowca może skupić się na prowadzeniu, a jednocześnie w pełni korzystać z potencjału iPhone’a.

Gdy iPhone połączy się z pojazdem za pośrednictwem CarPlay, takie czynności, jak dostęp do kontaktów, nawiązywanie połączeń, oddzwanianie i odsłuchiwanie poczty głosowej, można łatwo realizować z pomocą Siri. Jeśli nadejdzie wiadomość lub powiadomienie, dzięki Siri i obsłudze głosowej kierowca będzie mógł zareagować bez odrywania wzroku od drogi, na przykład polecić odczytanie wiadomości na głos, podyktować odpowiedź lub po prostu zadzwonić.

CarPlay sprawia, że jazda z pomocą Map jest bardziej intuicyjna — na przykład cele podróży przewidywane są na podstawie niedawno odbytych podróży, w oparciu o kontakty, mejle i SMS-y, a kierowca ma do dyspozycji wskazówki dojazdu, informacje o ruchu drogowym i przewidywanym czasie dotarcia na miejsce. Można też po prostu poprosić Siri o poprowadzenie do celu. Wskazówki wypowiadane przez Siri będą na bieżąco synchronizowane z Mapami wyświetlanymi na multimedialnym ekranie samochodu.

Dzięki CarPlay kierowca ma nieskrępowany dostęp do swojej kolekcji muzyki, podcastów i audiobooków. Można wygodnie nawigować po multimediach za pośrednictwem systemu samochodowego albo po prostu poprosić Siri o zagranie tego, co chce się usłyszeć. CarPlay współpracuje także z wybranymi aplikacjami audio innych firm, takimi jak Spotify i iHeartRadio, a zatem podczas jazdy można swobodnie słuchać ulubionego radia lub transmisji sportowej przez aplikację.

Ceny i dostępność
System Apple CarPlay jest dostępny jako uaktualnienie iOS 7 i działa z iPhone’ami wyposażonymi w złącze Lightning, w tym z modelami iPhone 5s, iPhone 5c i iPhone 5. System CarPlay będzie dostępny w wybranych modelach samochodów dostarczanych klientom w roku 2014.

Dwa niedozwolone porozumienia – Oprogramowanie dla firm

0

Asseco Business Solutions narzucało swoim partnerom handlowym ceny dalszej odsprzedaży programu do zarządzania przedsiębiorstwem. Na spółkę została nałożona kara finansowa w wysokości ponad 370 tys. zł. Prezes Urzędu wydała również decyzję stwierdzającą niedozwolone porozumienie pomiędzy innym producentem oprogramowania – Raks oraz jego trzema partnerami handlowymi

Prawo antymonopolowe zakazuje niezależnym przedsiębiorcom wspólnego ustalania cen  sprzedawanych przez siebie produktów. Jedną z niedozwolonych form współpracy są porozumienia wertykalne, pomiędzy przedsiębiorcami działającymi na różnych szczeblach obrotu. Prezes UOKiK wydała dwie decyzje stwierdzające niezgodną z prawem współpracę pomiędzy producentami oprogramowania do zarządzania przedsiębiorstwem, a ich dystrybutorami.

Pierwsza z nich dotyczy spółki Asseco Business Solutions. Jest ona m.in. producentem oprogramowania marki WAPRO. Jak wykazało przeprowadzone postępowanie spółka zobowiązywała swoich hurtowych dystrybutorów do dalszej odsprzedaży  tych produktów po ustalonych z góry, sztywnych cenach.  Niedozwolona praktyka trwała 11 lat – od 2001 do 2012 roku. Spółka zastrzegła sobie możliwość sprawdzania polityki cenowej swoich partnerów handlowych, a za stosowanie stawek innych niż narzucone groziło im obniżenie przyznanych rabatów. Skutki porozumienia odczuwali przede wszystkim przedsiębiorcy, którzy kupili program WAPRO od dystrybutorów spółki i nie mogli zapłacić za niego taniej niż odgórnie ustaloną cenę.

Na Asseco Business Solutions została nałożona kara finansowa w wysokości 373 548 zł. Okolicznością łagodzącą było zaniechanie zakwestionowanej praktyki w 2012 r.

Niedozwolone porozumienie zawarła równie z spółka Raks z Warszawy razem ze swoimi partnerami handlowymi: Jeeves – Polska z Mińska Mazowieckiego, PPHU Intersystem z Krakowa oraz Prestige Group z siedzibą w Mińsku Mazowieckim. Pierwsza z wymienionych spółek jest producentem programu RAKS do zarządzania przedsiębiorstwem, pozostałe jego dystrybutorami. W tym przypadku również doszło do ustalenia sztywnych cen, po jakich partnerzy handlowi mają odsprzedawać oprogramowanie odbiorcom detalicznym. Początek niedozwolonych praktyk to rok 2000, kiedy podpisana została umowa pomiędzy Raks oraz PPHU Intersystem.  W 2007 r. do porozumienia przystąpiła Prestige Group Polska, a Jeeves –Polska w 2009.

Prezes UOKiK nakazał przedsiębiorcom zaniechanie niedozwolonych działań oraz nałożyła na nich kary finansowe w łącznej wysokości  37 016 zł.*

Decyzje nie są ostateczne, przedsiębiorcy odwołali się od nich do sądu.

Oddział Deloitte w Gdańsku przenosi się do nowej siedziby przy al. Grunwaldzkiej

Firma doradcza Deloitte inwestuje w rozwój swoich oddziałów lokalnych. Od 10 marca gdańskie biuro firmy przenosi się do nowej siedziby, w nowoczesnym kompleksie biurowym Neptun, który mieści się przy al. Grunwaldzkiej we Wrzeszczu.

Gdański oddział Deloitte, który powstał 22 lata temu, ze względu na dynamiczny rozwój gospodarczy Trójmiasta, odgrywa dużą rolę w realizacji strategii firmy. Pod względem wielkości PKB per capita województwo pomorskie w 2012 zajmowało piąte miejsce w Polsce . W liczącej ponad 1,2 mln mieszkańców aglomeracji trójmiejskiej z roku na rok dynamicznie rośnie liczba podmiotów gospodarczych. Gdańsk, Gdynia, Sopot oraz pozostałe gminy Pomorza ze względu na dogodne położenie geograficzne oraz rozwijającą się infrastrukturę są chętnie wybierane szczególnie przez firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu.

Głównym impulsem rozwoju dla Gdańska było przygotowanie EURO 2012 i w tym czasie zostało zrealizowanych wiele inwestycji. Trwały rozwój miasta oraz województwa pomorskiego zapewniać mają inwestycje w nowoczesną energetykę oraz przemysł chemiczny. Potwierdzeniem mocnej pozycji regionu są powstające centra usług outsourcingowych BPO i SSC – obecnie funkcjonuje ich ponad trzydzieści. Trójmiasto stawia na rozwój branż kreatywnych (architektura, inżynieria, usługi projektowe), gospodarki morskiej, logistyki oraz usług.

W nowej siedzibie przy al. Grunwaldzkiej znajdą się między innymi: Deloitte Doradztwo Podatkowe, Deloitte Polska (dawniej: Deloitte Audyt) oraz Deloitte Legal, Pasternak, Korba i Wspólnicy Kancelaria Prawnicza.

O wyborze tego miejsca zdecydowała głównie jego atrakcyjna lokalizacja. Przez Wrzeszcz przechodzi jedna z głównych arterii komunikacyjnych Trójmiasta, łącząca centrum Gdańska z Sopotem i Gdynią. „Mając wielu klientów w Gdańsku i Trójmieście w ogóle, jak również na obrzeżach metropolii, zależy nam na atrakcyjnej lokalizacji, która będzie dla nich łatwo dostępna i zapewni wszelką niezbędną, nowoczesną infrastrukturę ułatwiającą codzienną pracę. Deloitte w Gdańsku od momentu powstania współpracuje z największymi spółkami regionu, w tym z notowanymi na GPW, jaki i średnimi przedsiębiorstwami działającymi w Trójmieście oraz w Polsce północno-wschodniej reprezentującymi różne sektory. Jesteśmy otwarci na przyszłe potrzeby rynku i szybko zmieniającego się krajobrazu gospodarczego regionu”- mówi Robert Wolszon, Dyrektor Deloitte Polska.

Nie bez znaczenia jest także to, że centrum Neptun zalicza się do tzw. „zielonych budynków”, czyli obiektów uznanych za przyjazne środowisku i użytkownikom.

Oprócz centrali w Warszawie i biura w Gdańsku, Deloitte posiada także oddziały w Poznaniu, Katowicach, Rzeszowie, Wrocławiu, Krakowie, Szczecinie i Łodzi. Obecnie w polskich strukturach Deloitte pracuje ponad 1200 osób.

Rekordowe wydobycie ropy naftowej w PGNiG. Firma zarobiła w zeszłym roku 1,9 mld złotych

CEO Magazyn Polska

Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo dzięki podwojeniu wydobycia i sprzedaży ropy naftowej osiągnęło w ubiegłym roku zysk netto w wysokości 1,92 mld zł. Grupa dysponuje najwyższymi zapasami gazu ziemnego w historii, ale wciąż notuje ujemną marżę ze sprzedaży gazu.

Kluczem do wzrostu wydobycia było uruchomienie kopalni Lubiatów i eksploatacja złoża Skarv na norweskim szelfie kontynentalnym. Wydobycie ropy naftowej i kondensatu wzrosło ponad dwukrotnie – do 1,1 mln ton w 2013 roku przy 492 tys. ton w roku 2012. Wydobycie gazu ziemnego w przeliczeniu na gaz wysokometanowy wzrosło z 4,3 do 4,6 mld m3. PGNiG zwiększył też roczne przychody o 12 proc., czyli do ponad 32 mld zł. Wynik EBITDA wyniósł 5,6 mld zł, czyli o 22 proc. więcej niż w roku 2012.

 – Największy udział w zysku EBITDA, na poziomie 60 proc., ma segment poszukiwania i wydobycia, w który zamierzamy inwestować zarówno w kraju, jak i za granicą, m.in. rozwijając projekt norweski. Restrukturyzujemy segment dystrybucji, tak, by w przyszłości pomagał generować wyższy wynik EBITDA i miał w nim większy udział – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mariusz Zawisza, prezes PGNiG.

Szef grupy uważa też, że system wsparcia wytwarzania w kogeneracji, czyli czerwone certyfikaty, poprawiłby sytuację tego segmentu. Dodał też, że segment obrotu i magazynowania zanotował ujemną marżę, -2 proc. na gazie wysokometanowym.

W IV kwartale 2013 roku grupa zanotowała stratę 162 mln zł netto wobec 2,117 mln zł zysku rok wcześniej. Tegoroczna zima była wyjątkowo łagodna i segment dystrybucji zanotował spadek wolumenów na poziomie 15 proc.

 – To oczywiste, że branża jest wrażliwa na zdarzenia pogodowe. Łagodne zimy oznaczają zmniejszenie obrotu gazem ziemnym, ale liczymy, że inne segmenty skompensują wyniki dystrybucji. Dystrybucja to stabilny segment, ale czuły na pogodę. To też będzie widoczne w wynikach po I kwartale, które opublikujemy za niecałe dwa miesiące – mówi Mariusz Zawisza.

Prezes spółki jest pozytywnie nastawiony do wyników renegocjacji z Katarem warunków dostaw gazu skroplonego do budowanego gazoportu. Umowę z Katarem zawarto kilka lat temu, przed boomem gazu łupkowego, gdy ceny były znacznie wyższe.

 – Jestem przekonany, że sukcesem zakończy się zarówno budowa terminala LNG, jak i rozmowy z Katarczykami, tak, by po zakończeniu negocjacji obie strony były usatysfakcjonowane – przekonuje prezes.

Polska grozi wetem wobec pakietu klimatycznego

CEO Magazyn Polska

Polscy politycy zapowiadają sprzeciw wobec Pakietu 2030, który zakłada m.in. 40-proc. zmniejszenie emisji dwutlenku węgla. Pakiet ma być przedmiotem unijnego szczytu w dniach 2021 marca. Polsce nie podoba się głównie brak konkretnych propozycji zróżnicowania limitu redukcji dla różnych państw. Zdaniem byłego bliskiego współpracownika Helmuta Kohla, polityka klimatyczna powinna być dostosowana do realiów każdego kraju.

 – Trzeba wypracować rozwiązania, które będą odpowiedzią na problemy w skali całej Europy, ale które będą umożliwiały istnienie odmiennych polityk poszczególnych państw, istnienie polskiej polityki, nieco innej polityki w Niemczech, a jeszcze innej np. we Francji – podkreśla Joachim Bitterlich z Europejskiej Szkoły Biznesowej ESCP Paris, były niemiecki polityk i bliski współpracownik Helmuta Kohla.

Częścią tej strategii jest polityka energetyczna. Tu w ramach pakietu klimatyczno-energetycznego Polska sprzeciwia się zaostrzaniu limitów na emisję dwutlenku węgla. Argumentuje to właśnie specyfiką polskiego przemysłu i sektora energetycznego, który w przeważającej mierze opaty jest na węglu.

 – Musi to być działanie dla dobra wspólnego. Unijna polityka, także klimatyczna, nie może być straszakiem dla konkretnego kraju, np. dla Polski – przekonuje dyplomata w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes. – Musimy przyjąć do wiadomości, że surowcem ważnym dla Polski jest węgiel. Ale jednocześnie trzeba modernizować przemysł tak, by przygotować go na wyczerpanie się zasobów.

Zróżnicowane rozwiązania powinny istnieć również w zakresie efektywności energetycznej. Jak podkreśla Joachim Bitterlich, każde z państw jest na innym etapie procesu obniżania zużycia energii.

 – Niemcy mają dziś wprawdzie znacznie niższe zużycie energii, ale wciąż muszą nad tym pracować. Francja ma w tej dziedzinie 10 lat opóźnienia, Polska około 20 – wyjaśnia Joachim Bitterlich. – Dlatego podejście do problemów musi uwzględniać specyfikę krajów, ale jednocześnie być kompatybilne w skali Europy. To jest klucz.

Umiarkowana polityka klimatyczna ułatwiłaby UE odbudowę przemysłu w Europie. Zwiększenie produkcji przemysłowej ma być metodą na wyjście gospodarek państw członkowskich z kryzysu. Już pod koniec 2012 roku Komisja Europejska przyjęła strategię reindustrializacji UE, która ma zwiększyć udział przemysłu w PKB z obecnej średniej 15,6 proc. do 20 proc. w 2020 r.

 – Kryzys gospodarczy ujawnił wszystkie słabości Europy. Próbujemy krok po kroku i pragmatycznie rozwiązywać problemy gospodarcze, ale musimy pamiętać, by w długiej perspektywie wiedzieć, w jakim kierunku wspólnie zmierzamy, jak zamierzamy tam dotrzeć i jakie są kluczowe elementy współpracy, nasze wspólne cele i jakich struktur do tego potrzebujemy. Poczekajmy na majowe wybory europejskie, a potem trzeba będzie stawić czoła tym pytaniom i problemom – mówi Joachim Bitterlich.

Polska Izba Turystyki: Turystyczny Fundusz Gwarancyjny nie jest wystarczającym zabezpieczeniem. Potrzebna nowa ustawa

CEO Magazyn Polska

Dziś Komitet Stały Rady Ministrów zajmie się długo odkładanym projektem Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego. Jego głównym celem ma być zapewnienie środków na sprowadzenie z zagranicy turystów w przypadku bankructwa biura podróży. Zdaniem Polskiej Izby Turystyki, to może jednak nie wystarczyć.

Fundusz ma mieć osobowość prawną i być nadzorowany przez ministra sportu. Z założenia ma być drugim filarem zabezpieczeń, obok gwarancji ubezpieczeniowej lub bankowej.

 – Samo powołanie do życia funduszu gwarancyjnego nie stanowi odpowiedniego zabezpieczenia turystów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Rosset, sekretarz generalny Polskiej Izby Turystyki. – Potrzebna jest kompleksowa zmiana obowiązującej ustawy o usługach turystycznych. Naszym zdaniem powinna być ona napisana od nowa.

Jednym z problemów jest należyte oszacowanie gwarancji ubezpieczeniowych. Specjaliści podkreślają, że opłaty nie mogą być zbyt wysokie. W branży turystycznej obowiązują bardzo niskie marże i konieczność podwyższenia cen byłaby nie tylko niekorzystna dla klientów, lecz także potęgowałaby problemy całego sektora turystycznego. Projekt ministerstwa zakłada, że pieniądze do funduszu wpłacane byłyby przez organizatorów wyjazdów turystycznych. Składki miałyby wynosić do 30 zł i liczone byłyby od każdej osoby uczestniczącej w imprezie turystycznej.

 – Najistotniejszym wyzwaniem jest znalezienie rozwiązań zabezpieczających prawa turystów, ale nieobciążających zanadto kosztami biur podróży – uważa Tomasz Rosset. – Klienci muszą mieć gwarancje szybkiego i bezpiecznego powrotu do kraju w przypadku niewypłacalności touroperatora oraz pewność zwrotu poniesionych kosztów. Z drugiej strony biura podróży, by mogły funkcjonować, nie mogą zostać przytłoczone kolejnymi dodatkowymi opłatami. Być może więc będą konieczne większe zmiany w całej ustawie dotyczącej sektora turystycznego.

Po kilkunastu bankructwach biur podróży w 2012 roku pilną kwestią stało się zapewnienie środków finansowych, które pozwolą na sprowadzenie turystów do kraju w przypadku niewypłacalności touroperatora oraz wypłacanie ewentualnych odszkodowań. Obecnie obowiązujące przepisy określają wysokość gwarancji na poziomie pozwalającym pokryć te koszty, jednak w praktyce okazało się, że środki te często nie wystarczały nawet na zorganizowanie powrotu klientów do Polski. Wynikało to z nieadekwatnego określania poziomu gwarancji do sytuacji danego biura. Zdarzało się również, że touroperatorzy omijali prawo, starając się obniżyć koszty funkcjonowania firmy.

W ubiegłym miesiącu ubezpieczyciel biura podróży Sky Club, które zbankrutowało w lipcu 2012 roku, zwrócił klientom pieniądze za wykupione wówczas wycieczki. Jednak, zależnie od daty zawarcia umowy z firmą, było to tylko 38 lub 70 proc. wpłaconych kwot.

Polska jedynym krajem europejskim, który nie refunduje leków inkretynowych dla diabetyków

Prawie 30 tys. Polaków umiera co roku z powodu cukrzycy, a ponad 3 miliony żyje z tą chorobą. U wielu z nich dochodzi do ciężkich powikłań, które są przyczyną niepełnosprawności. Nadzieją dla pacjentów cierpiących na cukrzycę są innowacyjne leki inkretynowe, w tym także doustne, które obniżają ryzyko komplikacji u chorych. Od kilku lat leki inkretynowe są stosowane w Stanach Zjednoczonych oraz w większości krajów europejskich. Polska jest jedynym krajem unijnym, który ich nie refunduje. Leków tych również nie ma na obowiązującej od 1 marca nowej liście refundacyjnej.

Cukrzyca jest jedyną niezakaźną chorobą uznaną przez ONZ za epidemię XXI wieku. Szacuje się, że w Polsce cierpi na nią nawet 3,5 miliona osób, przy czym jedna trzecia z nich nie jest świadoma choroby. Każdego roku w naszym kraju notuje się prawie 30 tys. zgonów na skutek cukrzycy. U wielu chorych pojawiają się również ciężkie powikłania  naczyniowe, które są przyczyną niepełnosprawności i mogą zagrażać życiu. Przełomowym wydarzeniem dla pacjentów diabetologicznych stało się wprowadzenie leków inkretynowych. Już od kilku lat są z sukcesem wykorzystywane w leczeniu cukrzycy typu II w Stanach Zjednoczonych oraz wielu krajach europejskich.

 – To są leki o nieco innym mechanizmie niż dotychczas stosowane i mające zalety, które dla części chorych na cukrzycę są bardzo potrzebne. Przede wszystkim leki inkretynowe nie powodują hipoglikemii – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. dr hab. n. med. Edward Franek, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych, Endokrynologii i Diabetologii szpitala MSWiA w Warszawie.

Hipoglikemia, czyli nadmierny spadek cukru we krwi, jest efektem przedawkowania doustnych leków przeciwcukrzycowych lub insuliny. Może doprowadzić m.in.: do drgawek, utraty przytomności, udaru, zaburzeń naczyniowych, a także rozwoju stopy cukrzycowej. Leki inkretynowe stymulują trzustkę do wydzielania insuliny tylko przy podwyższonym stężeniu cukru we krwi, dlatego nie wywołują hipoglikemii. Jest to szczególnie istotne w przypadku pacjentów starszych, z zaburzeniami poznawczymi, którzy mają problemy z zapamiętaniem dawki przyjmowanego leku. Duża część leków inkretynowych zmniejsza łaknienie i pozwala kontrolować masę ciała, co sprzyja leczeniu cukrzycy.

Zastosowanie tej metody leczenia w naszym kraju jest bardzo ograniczone ze względu na wysokie koszty. Nie bierze się jednak pod uwagę faktu, że leki inkretynowe pozwalają znacznie obniżyć koszty hospitalizacji związanej z występującymi w wyniku hipoglikemii komplikacjami. Polska jako jedyny kraj Unii Europejskiej nie refunduje leków inkretynowych, mimo wieloletnich protestów środowiska lekarskiego oraz Polskiego Stowarzyszenia Diabetyków. Nie ma ich również na obowiązującej od 1 marca nowej liście refundacyjnej.

Profesor Franek dodaje, że bardzo istotną kwestią, poza leczeniem, jest profilaktyka cukrzycy typu II, czyli de facto profilaktyka otyłości. Według diabetologa, jedynie konsekwentne edukacyjne programy prozdrowotne realizowane we wszystkich szkołach mogą długotrwale podnieść poziom zdrowia publicznego i odciążyć budżet państwa.

Wymiana oświetlenia na energooszczędne może obniżyć rachunki gmin nawet o dwie trzecie

CEO Magazyn Polska

Inwestycja w wymianę oświetlenia konwencjonalnego na LED-owe w całej Polsce pozwoliłby rocznie zaoszczędzić tyle prądu, ile produkuje duża elektrownia o mocy 2 GW. Na wymianę gminnych lamp zdecydowała się m.in. gmina Przytyk w województwie mazowieckim i jej roczne opłaty za oświetlenie spadły z 500 tys. zł do 120 tys. zł. Teraz samorządy będą mogły także skorzystać z dofinansowania unijnego przeznaczonego na ten cel.

Całe zainstalowane w Polsce oświetlenie to ok. 10 gigawatów (GW) mocy (moc wszystkich polskich elektrowni wynosi ok. 35 GW). Oświetlenie uliczne to ok. 0,5 GW. W godzinach szczytu zapotrzebowanie całego oświetlenia na moc wynosi 3 GW. Wymiana oświetlenia konwencjonalnego na LED-owe pozwala zaoszczędzić ok. 50 proc., a wraz z dodatkowo zastosowanym sterowaniem oświetlenia nawet 80 proc. energii elektrycznej.

 – Wymiana oświetlenia w całym kraju spowodowałaby, że z 3 GW zaoszczędzilibyśmy 2 GW. Prawie taką moc będą miały dwa nowe bloki energetyczne budowane w Opolu – 1,8 GW. Mamy alternatywę: inwestycja w nową elektrownię za 10-15 mld zł lub wymiana wszystkich źródeł w Polsce na LED-owe. Przy takiej skali warto o tym rozmawiać – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Marek Huzarewicz, prezes Philips Lighting Poland SA.

Ostatnio na wymianę całego oświetlenia zdecydowała się miejscowość Przytyk. Zastąpiła oświetleniem LED-owym ponad 1000 punktów świetlnych.

 – Wydatki na energię spadły ponad czterokrotnie – z 500 tys. zł do 120 tys. Zaoszczędzone pieniądze można było więc przeznaczyć na zawsze potrzebne w gminach inwestycje, np. w szkoły czy ośrodek zdrowia – wyjaśnia prezes Philips Lighting Poland.

Nowoczesne, oszczędne oświetlenie ma być jedną z dróg do tworzenia tzw. inteligentnych miast. Jak wskazują obserwacje firmy Philips w Polsce, coraz więcej samorządów planuje wdrażać rozwiązania z zakresu smart cities.

 – Samorządy wiedzą coraz więcej o smart city, o tym się mówi, organizuje spotkania i konferencje omawiające sprawy nowoczesnego oświetlenia i prezentujące efekty ekonomiczne. Na Opolszczyźnie wraz z Tauronem mamy projekty na wymianę około 3 tys. punktów świetlnych. To nie tylko duże, efektywne projekty, które służą społeczeństwu dzięki oszczędnościom energii, lecz także nowe miejsca pracy. Philips w Polsce produkuje i projektuje nowoczesne oprawy LED-owe – informuje Marek Huzarewicz.

Prezes Philips Lighting wskazuje też na kwestie estetyki i komfortu: dzięki modernizacji oświetlenia centra miast mogą stać się efektowne i kolorowe, a to przyciąga ludzi i biznes.

Wciąż jednak wiele gmin wstrzymuje się z inwestycjami, licząc na to, że koszty technologii będą spadać. Menadżer porównuje zmiany na rynku oświetlenia LED do zmian zachodzących wcześniej na rynku sprzętu komputerowego czy telewizorów.

 – Co trzy miesiące mamy nową generację LED-ów, które dostarczają większą ilość światła przy zużyciu mniejszej liczby energii elektrycznej, dzięki czemu spadają ceny. To proces ciągły, który sprawia, że nowe instalacje będą coraz bardziej atrakcyjne, również od strony kosztowej – przekonuje prezes Philips Lighting.

Problemem dla gmin przestaje być kwestia finansowania inwestycji w wymianę oświetlenia. Mogą one skorzystać ze środków unijnych. Nowa Perspektywa Finansowa UE na lata 2014-2020 i program Horyzont 2020 mocno stawiają na innowacyjność, nowe zielone technologie i efektywność energetyczną. Jednym z fundamentów strategii Unii Europejskiej jest tworzenie inteligentnych miast i społeczności (smart cities and communities), w którą to koncepcję idealnie wpisuje się oświetlenie LED integrowane z systemami IT czy łączone z dostępem do bezprzewodowego internetu.

 – Tych mechanizmów finansowania jest wiele. Capital Phillips oferuje finansowanie inwestycji, które gminy mogą spłacać z uzyskanych dzięki modernizacji oszczędności – mówi Marek Huzarewicz.

Jednym z takich rozwiązań jest formuła ESCO, w której wykonawca wnosi własne środki na modernizację oświetlenia, a następnie otrzymuje spłatę finansowania z uzyskanych oszczędności w zużyciu energii po realizacji przedsięwzięcia. Odbiorca, np. gmina, nie ponosi żadnych kosztów związanych z inwestycją i przez pewien czas płaci rachunki takie same jak przed inwestycją lub nieco niższe, by po uregulowaniu należności czerpać realne korzyści.

Polska Izba Książki: rządowy podręcznik uderzy w jakość i dostępność edukacji

Senat pracuje nad nowelizacją ustawy o oświacie, która zakłada m.in. przygotowanie przez MEN bezpłatnych podręczników dla uczniów szkół podstawowych. Konsultowana jest też kolejna nowelizacja, która wprowadzi m.in. mechanizm dotacji do podręczników. W ocenie Polskiej Izby Książki, która pozytywnie ocenia sam pomysł wsparcia rodziców przy zakupie podręczników, przyjęcie zapisów w obecnej formie może doprowadzić do obniżenia poziomu nauczania w szkołach publicznych i nierówności w dostępie do edukacji. Przeciwko nowym przepisom buntują się również nauczyciele. 

 System, który jest zaproponowany w nowelizacji ustawy oświatowej, spowoduje, że będziemy mieć edukacyjną Polskę A i Polskę B – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jarosław Matuszewski, przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych w Polskiej Izbie Książki.

Izba krytycznie ocenia m.in. zaproponowaną przez MEN wysokość dotacji, która w praktyce uniemożliwi korzystanie z zeszytów ćwiczeń i innych materiałów jednorazowego użytku, co ograniczy nabywanie i utrwalanie praktycznych umiejętności przez uczniów. Przykładowo w gimnazjum roczna dotacja na ćwiczenia ma wynieść 25 zł na ucznia (dla 13 przedmiotów) czyli 1,92 zł na jeden przedmiot – wynika z wyliczeń PIK.

Jednocześnie projekt ministerstwa zakłada, że szkoły będą mogły wybrać podręczniki i ćwiczenia, których koszt jest wyższy niż dotacje MEN, pod warunkiem że zgodzi się na to organ prowadzący szkoły (np. gmina), który jednocześnie będzie musiał sfinansować dodatkowy koszt.

Środowisko wydawców argumentuje, że decyzja o wyborze dodatkowych materiałów edukacyjnych będzie zależała wyłącznie od zasobności organu prowadzącego. Tym samym na edukację lepszej jakości będzie stać wyłącznie bogatsze gminy i szkoły prywatne. Zdaniem przedstawiciela PIK, nowelizacja przepisów może spowodować, że rodzice zaczną przenosić swoje dzieci do szkół prywatnych i zapisywać je na kursy dokształcające.

 Po raz pierwszy w dziejach mamy taki system, który mówi nie o minimach, które państwo zapewni rodzicom, szkołom, nauczycielom, ale o maksimach. Będzie można tylko wziąć to, co daje ministerstwo, a nie będzie można do tego dokupić czegoś na przykład z pieniędzy fundacji, stowarzyszenia czy rady rodziców – tłumaczy Jarosław Matuszewski.

Plany MEN zakładają również wprowadzenie od 1 września 2014 r. bezpłatnego podręcznika dla uczniów pierwszych klas szkół podstawowych. Te same zasady będą dotyczyć szkół artystycznych, dając ministrowi kultury analogiczne prawa do opracowania i wydania podręczników. Według dotychczasowych przepisów, ministrowie dopuszczali do użytku szkolnego podręczniki przygotowane przez podmioty zewnętrzne.

Przeciwko nowym przepisom buntują się również nauczyciele. Jak wyjaśnia przedstawiciel PIK, to nie tylko kwestia wyboru podręcznika, z którego chcieliby uczyć, lecz także niepewności. Do września zostało mniej niż pół roku, a wciąż nie wiadomo, kto miałby podręcznik napisać ani jaka będzie jego zawartość. Zgodnie z dotychczasowymi zapowiedziami MEN, wiadomo, że podręcznik ma składać się z czterech części: polonistycznej, matematycznej, przyrodniczej i społecznej.

 – Nikt nie ma bladego pojęcia o tym, jak będzie wyglądać wrzesień tego roku. Nie ma książek, nie ma ćwiczeń, nie ma materiałów metodycznych dla nauczyciela, są zmiany w podstawie programowej. Wszystko jest nowe – podkreśla przewodniczący Sekcji Wydawców Edukacyjnych.

Przedstawiciel PIK ocenia, że podręczniki, z których dotychczas uczono w szkołach, były bardzo dobrej jakości. Dlatego też nie widzi powodu do wprowadzania radykalnych zmian i eksperymentowania.

 – W zeszłym roku to polski podręcznik został uznany w Europie za najlepszy dla klas pierwszych. To po co robimy rządowy podręcznik? – argumentuje Matuszewski. – W tej chwili są w Europie tylko cztery kraje, w których funkcjonują rządowe podręczniki jedynie słuszne. I to nie są kraje, które miałyby być dla nas wzorem, bo one wypadają fatalnie, jeśli chodzi o wyniki edukacji, czyli Grecja, Węgry, Islandia oraz Ukraina. Poza tym dzisiaj w Europie mamy tylko dwa państwa, które zażyczyły sobie bezpłatnego podręcznika: jeden to Polska, a drugi – Rosja – dodaje.

W uzasadnieniu nowelizacji napisano, że poprawność merytoryczna, dydaktyczna i wychowawcza podręczników będzie weryfikowana na etapie ich przygotowania i odbioru. Wstępne prace nad powstaniem podręcznika prowadzi obecnie Ośrodek Rozwoju Edukacji podlegający MEN.

Nowelizacja znosi ponadto przepis, który nakłada na dyrektora szkoły obowiązek podania do 15 czerwca listy obowiązujących podręczników w nadchodzącym roku szkolnym. A to oznacza, że będzie mógł to zrobić w dowolnym terminie.

Ukraiński kryzys powoduje wzrost cen ropy. Konflikt jest więc na rękę Rosji

Niepewność na rynkach, która spowodowana jest rosyjską akcją na Krymie, wymaga od inwestorów poszukiwania nowych strategii inwestycyjnych. Z jednej strony szukają bezpiecznych produktów, a z drugiej – nadzwyczajnych okazji do zarobku. Na rynku walutowym spoglądają w kierunku franka szwajcarskiego lub japońskiego jena, a na rynku surowców – na złoto, które odbija się od dna. W centrum zainteresowania jest jednak ropa naftowa.

 – Rynek ropy jest poniekąd – przynajmniej w naszej opinii – powodem, dla którego cały ten konflikt dziś oglądamy mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Jędrzejczak, dyrektor zarządzający Saxo Banku.  Rosji bardzo zależy na wzroście cen ropy.

Dochody ze sprzedaży surowca stanowią połowę rosyjskiego budżetu każdy dolar podwyżki cen ropy to 1,5 mld dolarów więcej w moskiewskim skarbcu. W ciągu ostatnich 15 lat ceny wzrosły o 50 proc. Jednak brak perspektyw na szybki wzrost popytu na ropę na świecie, rosnąca rola energii pozyskiwanej z łupków i poszukiwanie alternatywnych źródeł energii sprawiły, że są one dużo poniżej rosyjskich oczekiwań.

W ostatni poniedziałek, podczas najgorętszego okresu ostatnich wydarzeń na Krymie, cena baryłki w Londynie sięgnęła 112 dolarów  najwięcej od wielu miesięcy.

 – W naturalny sposób gospodarka rosyjska potrzebuje wzrostu. Jak można wywołać ten wzrost przy rosnącej podaży surowca w postaci ropy naftowej na świecie? Najprostszym pomysłem – choć brzmi to bardzo cynicznie – jest konflikt  tłumaczy Jędrzejczak.

Jak dodaje, w miarę wzrostu napięcia politycznego cena ropy będzie rosła.

Według dyrektora Saxo Banku, posługiwanie się w tym konflikcie sankcjami żadnej ze stron nie przyniesie pożytku.

 – Sankcje jak najbardziej są potrzebne z punktu widzenia politycznego. Natomiast z punktu widzenia ekonomicznego nie jest to już taki czarno-biały scenariusz. Na pewno politycy i decydenci ekonomiczni będą mieli bardzo twardy orzech do zgryzienia mówi Jędrzejczak.  Wystarczy spojrzeć na samą Ukrainę i zastanowić się, kto najbardziej straci na ekonomicznym upadku Ukrainy. Na pierwszej linii są europejskie banki, czyli sytuacja uderzy przede wszystkim w Europę, która od kilku lat boryka się z problemami zadłużenia.

Hodowla norek w Polsce zagrożona. Wszystko przez propozycje resortu środowiska

CEO Magazyn Polska

Ministerstwo Środowiska pod wpływem protestów ekologów chce wprowadzić norkę amerykańską hodowlaną i jenota na listę gatunków obcych dla środowiska, które w przypadku uwolnienia, zagrażają innym gatunkom. Oznaczałoby to poważne obciążenia dla hodowców, a nawet upadek hodowli w Polsce. Zdaniem przedstawicieli branży, byłoby to na rękę zagranicznym producentom.

Jeśli zamierzenia Ministerstwo Środowiska zostaną zrealizowane, hodowcy zwierząt futerkowych będą musieli uzyskiwać zezwolenie za każdym razem, gdy będą chcieli hodować, kupować czy sprzedawać norki amerykańskie hodowlane lub jenoty. Resort obawia się szkód, jakie zwierzęta mogłyby poczynić w środowisku w razie ucieczki z hodowli. Zdaniem hodowców pomysł Ministerstwa Środowiska jest merytorycznie nieuzasadniony.

 – Dysponujemy szeregiem badań naukowych, które wyraźnie wskazują na różnice pomiędzy norkami hodowlanymi a wolno żyjącymi – mówi agencji informacyjnej Newseria Szczepan Wójcik, prezes Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych. – Inna jest okrywa włosowa i przewód pokarmowy. Norki hodowlane są większe, zatraciły instynkt polowania, więc nie mogą zagrażać innym gatunkom. Poza tym norka amerykańska już występuje w naszym środowisku, więc nie można jej uznać za element obcy dla niego.

Jak przekonuje Wójcik, żaden kraj należący do Unii Europejskiej nie uznaje norek hodowlanych za zwierzęta inwazyjne.

 – Jako przykład podam Danię, w której jest 20 mln norek, a tylko 5 mln mieszkańców. Nie ma tam problemów ani z ochroną środowiska, ani z ucieczkami zwierząt i nikt nie próbuje wprowadzić norek na listę gatunków inwazyjnych – mówi Wójcik.

Jego zdaniem dążenia do uznania norek hodowlanych za gatunek inwazyjny są efektem działań lobby z tego kraju. Do tej pory rynek polski był dla Duńczyków przydatny, gdyż kupowali tu paszę. Jednak pod wpływem rozwoju polskich hodowli, cała polska pasza jest obecnie sprzedawana w kraju. Polska konkurencja staje się zaś coraz bardziej niewygodna dla Duńczyków. 

 – Duńczycy zdecydowali się po prostu pozbyć polskich konkurentów. Nasz rynek jest wart 400 mln euro rocznie i Duńczycy chcą, moim zdaniem, go przejąć – twierdzi Wójcik.

Polska jest drugim – po Danii właśnie – europejskim producentem skór ze zwierząt futerkowych. W Polsce hoduje się około 4 mln norek, a na fermach zatrudnionych jest bezpośrednio 10 tys. osób. Kolejne 40 tys. jest pośrednio związanych z branżą, to m.in. producenci paszy, sprzętu czy weterynarze. Większość polskich hodowli prowadzonych jest na wschodzie kraju, czyli na terenach o wysokim bezrobociu, na których brakuje przemysłu.

Owoce morza to wciąż rzadkość na polskich stołach. Polak zjada ich ćwierć kilograma rocznie

CEO Magazyn Polska

Polacy spożywają śladowe ilości owoców morza, głównie z powodu wysokiej ceny i braku tradycji kulinarnej. W przeliczeniu na jednego mieszkańca konsumpcja ryb i owoców morza w Polsce wynosi rocznie ponad 12 kg, z czego owoce morza to zaledwie 1/4 kg. Oprócz najpopularniejszych w Polsce krewetek, które są dostępne w sklepach w postaci mrożonej, pozostałe owoce morza spożywamy głównie w restauracjach i sushi barach. 

  Z owocami morza jest bardzo słabo w naszym kraju, stanowią bardzo niewielki dodatek do diety przeciętnego Polaka – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Hryszko z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Eksperci podkreślają wartości odżywcze owoców morza: są one wartościowym źródłem białka, witamin z grupy B, jodu, wapnia, selenu i fluoru. Mimo to, podobnie jak ryby, nie są jeszcze doceniane przez Polaków. Choć w 2013 roku konsumpcja ryb i owoców morza wzrosła w stosunku do poprzedniego roku, nie jest to znacząca zmiana. W 2012 roku Polacy zjedli ponad 448 tys. ton ryb i owoców morza (11,7 kg na mieszkańca), czyli o ponad 5 proc. mniej niż rok wcześniej oraz o 13 proc. mniej niż w rekordowym 2008 roku. 

 – Spożycie owoców morza w ubiegłym roku wyniosło zaledwie 1/4 kilograma w stosunku do 12,6 kg spożytych wszystkich ryb, czyli około 2–3 proc. – podkreśla Krzysztof Hryszko. – Spośród owoców morza dominują krewetki, mają 90-proc. udział.

Decydujący wpływ na niewielką skalę spożycia owoców morza w Polsce mają ich wysokie ceny oraz niewielka jeszcze dostępność. 

 – Dostęp do świeżych owoców morza jest u nas bardzo ograniczony. Oprócz krewetek, które są w sklepach dostępne w postaci mrożonej, pozostałe owoce morza spożywamy głównie w restauracjach, sushi barach – wyjaśnia Krzysztof Hryszko.

Potrawy z owoców morza są najpopularniejsze w krajach, w których się je wyławia, czyli m.in. w krajach basenu Morza Śródziemnego, które od lat są najpopularniejszym kierunkiem turystycznym Polaków.

 – Polacy coraz częściej podróżują, widzą, co się dzieje na świecie, i mam nadzieję, że w kolejnych latach ten rynek będzie się w większym stopniu rozwijał. Choć nie sądzę, żeby w kolejnych pięciu latach nastąpił zdecydowany wzrost – dodaje ekspert.

Sprawozdania finansowe od 2014 r. muszą być przygotowane według nowych zasad

Obowiązująca od tego roku nowa definicja kontroli w Międzynarodowych Standardach Sprawozdawczości Finansowej (MSSF) jest szersza i bardziej szczegółowa od tej obowiązującej w dotychczasowym polskim prawodawstwie. Zmiany w MSSF 10, 11 i 12, które muszą być stosowane we wszystkich krajach Unii Europejskiej w sprawozdaniach finansowych sporządzanych zgodnie z MSSF począwszy od 2014 r., dotyczą głównie konsolidacji spółek. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, autorów opracowania „Kompletny obraz. Praktyczny przewodnik po MSSF”, z punktu widzenia przedsiębiorców najbardziej istotne są zmiany w MSSF 10, ponieważ uregulują kwestie, które dotychczas mogły być różnie interpretowane (np. możliwość sprawowania kontroli pomimo posiadania mniej niż 50 proc. praw głosu).

Wprowadzona w MSSF 10 nowa definicja „kontroli” nie wpływa na techniczną stronę sposobu sporządzania skonsolidowanego sprawozdania finansowego, może jednakże wpłynąć na ocenę, które jednostki – jako jednostki zależne – będą tym sprawozdaniem objęte. W praktyce oznacza to możliwość włączenia do konsolidacji tych jednostek, które do tej pory jej nie podlegały lub odwrotnie. „Zmiana ta dotyczy przede wszystkim udziałowców, którzy posiadają mniej niż 50 proc. prawa do głosu w danej inwestycji (posiadają np. 45 proc.), a w której pozostały akcjonariat jest mocno rozdrobniony lub udziałowców posiadających potencjalne prawa głosu w inwestycji (np.: opcje na akcje). Poza tym nowy standard może dotknąć również inwestorów posiadających jednostki specjalnego przeznaczenia oraz takich, którzy w swoim portfolio mają spółki komandytowe, komandytowo-akcyjne lub fundusze inwestycyjne” – wyjaśnia Marcin Samolik, Starszy Menedżer w dziale Audytu, Deloitte.

Poprzednia definicja kontroli zawarta w MSR 27 kładła nacisk przede wszystkim na aspekty formalne relacji między spółkami. Teraz dodatkowo należy kierować się subiektywną oceną, opartą na wytycznych zawartych w MSSF 10. Nowością jest także to, że zgodnie z MSSF 10 kontrolę nad inwestycją można sprawować w imieniu innych inwestorów i być tzw. agentem, co skutkuje nieujmowaniem takiej inwestycji we własnej konsolidacji. Obowiązujący od stycznia 2014 r. standard działa retrospektywnie, tzn. jeżeli w świetle nowej definicji kontroli zakres konsolidowanych jednostek jest szerszy, konieczna będzie zmiana danych porównawczych za 2013 r. „Działy finansowe w większości spółek zapewne dokonały już odpowiedniej analizy zmian, które wiążą się z wejściem w życie nowych przepisów, tym bardziej że przygotowywane sprawozdania za rok 2014 muszą być już zgodne z tymi wytycznymi” – mówi Monika Jakubczyk, Dyrektor w dziale Audytu, Deloitte.

Tymczasem nowy MSSF 10 jest dużo bardziej dokładny niż przepisy Ustawy o rachunkowości, która dziś obowiązuje polskich przedsiębiorców. Pomiędzy oboma dokumentami istnieją różnice, choćby w definiowaniu „jednostki dominującej”, „jednostki zależnej” czy „kontroli”. Do nowych standardów obowiązkowo muszą stosować się w skonsolidowanych sprawozdaniach finansowych spółki giełdowe oraz banki. Jak argumentują eksperci Deloitte, MSSF 10 może początkowo sprawiać przedsiębiorcom trudności w analizie funkcji kontroli, ale w efekcie jego wprowadzenie przyniesie pozytywne skutki, ponieważ dotychczas pole do interpretacji w tym obszarze było zbyt duże.

MSSF 11, który także wszedł w życie w styczniu tego roku, dotyczy tzw. wspólnych ustaleń umownych. Jego zastosowaniem powinni zainteresować się przede wszystkim ci inwestorzy, którzy wraz z innymi partnerami biznesowymi prowadzą wspólne ustalenie umowne. Nowy MSSF dopuszcza ustalenia umowne obejmujące wyłącznie: wspólne działania (zastępuje wspólnie kontrolowaną działalność oraz aktywa) oraz wspólne przedsięwzięcia (zastępuje wspólnie kontrolowane jednostki). MSSF 11 likwiduje także możliwość ujmowania udziału we wspólnym przedsięwzięciu metodą proporcjonalną – dopuszczalna pozostaje tylko metoda praw własności. Zmiany te dotkną przede wszystkim te grupy, w których stosowano dotychczas konsolidację proporcjonalną, a także te, w których spółki współkontrolowane sprzedające całą produkcję swoim inwestorom były ujmowane metodą praw własności. Takie spółki, według nowych przepisów, mogą zostać zaklasyfikowana jako wspólne działania.

Ostatni z nowych standardów MSSF 12 (o ujawnianiu zaangażowania w innych podmiotach) w całości dotyczy informacji ujmowanych w notach do sprawozdania finansowego. MSSF 12 wprowadza wymóg, aby spółka ujawniała informacje umożliwiające czytelnikom sprawozdania finansowego ocenę charakteru i ryzyka związanego z zaangażowaniem w inwestycję oraz wpływu inwestycji na sytuację finansową inwestora, jego wyniki finansowe i przepływy pieniężne. Obowiązkiem stosowania MSSF 12 są objęte wszystkie spółki posiadające spółki zależne, wspólne ustalenia umowne, jednostki stowarzyszone lub nieobjęte konsolidacją jednostki strukturyzowane.

Obecnie przygotowywanych sprawozdań za 2013 r. dotyczy natomiast MSSF 13, który definiuje wartość godziwą oraz zawiera wskazówki dotyczące wyceny w wartości godziwej i znacznie rozszerza zakres ujawnień informacji na jej temat w notach do sprawozdania finansowego m.in. w zakresie prezentacji „hierarchii” określania wartości godziwej. „Wedle obecnie obowiązujących przepisów wartość godziwa to cena, jaką można osiągnąć przy sprzedaży danego składnika aktywów lub przekazaniu zobowiązania uczestnikowi rynku w ramach zwykłej transakcji na dzień wyceny. Także ten MSSF jest dużo bardziej szczegółowy niż przepisy polskiej Ustawy o rachunkowości. Wszystkie te zmiany mają przyczynić się do większej przejrzystości sporządzanych sprawozdań finansowych” – mówi Paweł Tendera, Menedżer w dziale Audytu, Deloitte.

Grupa Goodyear Polska wyróżniona certyfikatem Top Employers

Po raz kolejny Goodyear Dunlop Tires Polska Sp. z o.o., Firma Oponiarska Dębica S.A. i Goodyear EEMEA Financial Services Center Sp. z o.o., czyli Centrum Usług Finansowych działające w Dębicy, które obsługuje ponad 27 krajów europejskich, otrzymały certyfikat Top Employers Polska, przyznawany co roku przez międzynarodowy Top Employers Institute* tym firmom, które prowadzą najlepszą politykę personalną.

Top Employers Institute poddał badaniu przedsiębiorstwa w krajach europejskich, w tym także w Polsce, pod względem polityki personalnej i stosowanych praktyk. W każdej organizacji zostały ocenione świadczenia podstawowe, świadczenia dodatkowe i warunki pracy, szkolenia i rozwój, rozwój kariery zawodowej oraz zarządzanie kulturą organizacyjną.

„Sukces ten ma kilka wymiarów. Pierwszy dowodzi, że zewnętrzne organizacje oceniające pracodawców postrzegają Grupę Goodyear Polska jako wyjątkowe miejsce do rozwoju, wyróżniające się na rynku dobrymi praktykami HR. Po drugie ten sukces wspiera wizerunek Grupy Goodyear jako atrakcyjnego pracodawcy i ułatwia budowanie dla przyszłych pracowników wiarygodnej oferty opartej na wartościach, postawach przywódczych i możliwościach rozwoju. Trzeci wymiar – najważniejszy – dotyczy obecnych pracowników. Podejmujemy konkretne działania, aby ich aktywnie angażować, rozwijać i dawać im poczucie realnego wpływu na biznes. Tytuł Top Employer może być powodem do dumy dla naszych pracowników, dzięki którym budujemy sieć naturalnych ambasadorów – ambasadorów Grupy Goodyear Polska”– powiedział Jacek Pryczek, Prezes Zarządu Firmy Oponiarskiej Dębica S.A. oraz Goodyear Dunlop Tires Polska Sp. z o.o.

Swoim pracownikom Grupa Goodyear Polska (GGP) oferuje stabilność zatrudnienia, uatrakcyjniany stale pakiet świadczeń, realne możliwości rozwoju w kraju i zagranicą, dba również o harmonię pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Ważnym elementem EVP (ang. Employee Value Proposition) GGP jest kultura organizacyjna oparta na wspólnych wartościach, postawach przywódczych i innowacyjnym sposobie działania. Ta wyjątkowa atmosfera współpracy wpływa na chęć dzielenia się wiedzą, a wspólnym mianownikiem w relacjach pomiędzy pracownikami jest wzajemny szacunek.

Grupa Goodyear Polska osiąga wybitne wyniki biznesowe, będąc liderem rynkowym. W organizacji szczególną uwagę przywiązuje się nie tylko do tego, co pracownicy wypracowują, ale również, w jaki sposób osiągają wyznaczone cele. Wynik jest wypadkową stale rozwijanych kompetencji biznesowych, ale przede wszystkim pożądanych w organizacji postaw takich jak: odwaga, umiejętność budowania zespołów i talentów, efektywna komunikacja, zdolność rozwiązywania problemów i osiągania ponadprzeciętnych wyników.

Wiele działań inicjowanych przez HR ma na celu wspieranie postaw przywódczych i inspirowanie każdego pracownika do przejmowania odpowiedzialności zarówno za rozwój swój, jak i całej organizacji. Najlepszym przykładem tego jest cykl warsztatów dotyczących przywództwa. Wyjątkowe w tym projekcie jest to, że cały program powstał i został zrealizowany przez przedstawicieli działu personalnego we współpracy z Zarządem. Podczas warsztatów pracownicy GGP stworzyli „Good Rules” („Dobre Zasady”), tj. prosto sformułowane zasady efektywnie działającego zespołu oparte na wartościach i postawach przywódczych.

Dzięki konsekwentnej komunikacji i angażowaniu pracowników do dialogu o „Dobrych Zasadach”, GGP może zachować swoją przewagę konkurencyjną na rynku. Dodatkowo, za sprawą pozyskania wsparcia z EFS, GGP inwestowała w szkolenia doskonalące umiejętności i kompetencje pracowników. Przykładem tego jest projekt „Goodyear – dobre lata na rozwój”, który znalazł się na liście beneficjentów programu PARP. Objął on swoim zakresem kilkadziesiąt sesji szkoleniowych dla kadry zarządzającej, specjalistów i pracowników produkcyjnych, w tym szkolenia tradycyjne, e-learningowe, warsztaty i gry symulacyjne. Ponadto firma gwarantuje pracownikom bezpłatne kursy językowe, a także dofinansowanie nauki w szkołach wyższych. Niezależnie od szkoleń zewnętrznych, konsekwentnie rozwija kulturę dzielenia się wiedzą, doświadczeniami i dobrymi praktykami, czego przykładem może być budowana obecnie sieć ekspertów i trenerów wewnętrznych. Działania GGP są wiarygodne i inspirują pracowników do odważnego działania, poszukiwania i proponowania inowacyjnych rozwiązań, angażowania się we wszystkie sprawy organizacji tak, jakby to była ich własna firma.

„Dążymy do tego, aby każdy zatrudniony identyfikował się z celami firmy i jej misją, co w rezultacie zwiększa zaangażowanie pracownika, uwalnia jego potencjał i sprawia, że niemożliwe staje się możliwe. Zarząd wspiera przejmowanie na siebie odpowiedzialności przez pracowników, podejmowanie przez nich wyważonego ryzyka oraz kwestionowanie status quo. Takie zachowania budują przyszłych liderów, ludzi odważnych, innowacyjnych i nie poddających się, kiedy napotykają trudności w prowadzeniu biznesu” – powiedziała Angelika Ryfińska, Dyrektor ds. personalnych Firmy Oponiarskiej Dębica S.A. i Goodyear Dunlop Tires Polska Sp. z o.o.

Top Employers Institute opracował metodologię Top Employers, dzięki której wyróżnia liderów w dziedzinie HRM, przywództwa i strategii. Fundacja Corporate Research Foundation (CRF) powstała w 1991 r. jako wspólna inicjatywa środowiska naukowego, dziennikarzy biznesowych, stowarzyszeń handlowych, badaczy oraz międzynarodowych wydawców, w celu pokazania najlepszych praktyk z dziedziny zarządzania HR. Siedziba główna Instytutu CRF znajduje się w Holandii.

„Optymalne warunki pracy zapewniają pracownikom możliwość rozwoju osobistego i zawodowego. Z naszego kompleksowego badania wynika, że Grupa Goodyear Polska tworzy wyjątkowe środowisko pracy i zapewnia szeroką gamę inicjatyw, obejmujących nie tylko świadczenia dodatkowe i warunki pracy, ale także dobrze przemyślany system zarządzania wynikami, spójny z kulturą organizacyjną firmy” – powiedziała Magdalena Kusik, Country Manager Top Employers Institute.

Goodyear jest jednym z największych producentów opon na świecie, z centralą w Akron, w stanie Ohio, USA. Firma wytwarza opony, wyroby gumowe oraz środki chemiczne w ponad 52 zakładach w 22 krajach. Swoją działalność prowadzi w większości krajów świata. Dwa ośrodki innowacji – w Akron w stanie Ohio i Colmar-Berg w Luksemburgu rozwijają najnowocześniejsze produkty i usługi, które wyznaczają branżowe standardy w dziedzinie technologii i parametrów. Goodyear zatrudnia ok. 69 000 pracowników. W Polsce firma oferuje opony takich marek, jak: Goodyear, Dunlop, Fulda, Sava i Dębica. Jest także głównym akcjonariuszem Firmy Oponiarskiej Dębica S.A.

Rosyjski imperializm odciska piętno na rynkach

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Próba zajęcia Krymu przez Rosję, świadcząca o powrocie imperialistycznych zapędów, może w skrajnym scenariuszu stać się początkiem dużo poważniejszego i szerszego terytorialnie konfliktu. Co prawda zdecydowane działania Zachodu, mające na celu powstrzymanie Władimira Putina przed agresją, powinny przynieść zażegnanie eskalacji działań wojennych, jednak rzeczywistość rynkowa nie będzie już taka, jak dawniej. Bowiem nawet w „pozytywnym” scenariuszu pokazanie światu pazura przez rosyjski rząd, wpłynie na zmianę myślenia o bezpieczeństwie światowym i o postrzeganiu Rosji jako partnera politycznego i gospodarczego.

Patrząc z punktu widzenia inwestora giełdowego, akcje spółek rosyjskich już w ostatnich latach były bardzo słabą inwestycją. Indeks giełdy w Moskwie wzrósł w 2013 r. zaledwie o 2 proc., a w 2012 r. niewiele więcej – o 5 proc. Biorąc pod uwagę zyski na innych giełdach, nie są to wyniki imponujące. Jako główne powody niechęci inwestorów portfelowych do inwestowania na moskiewskiej giełdzie wskazuje się niski poziom corporate governance oraz uzależnienie Rosji od eksportu surowców.

W ostatnim czasie nie pomagała również zawierucha na rynkach wschodzących, w wyniku której tracił m.in. rubel. Przecena rosyjskiej waluty wpłynęła negatywnie na wycenę spółek notowanych na giełdzie. Szczególnie tych, które swoje przychody osiągają w rublu i większość kosztów ponoszą w tej walucie. Notowania GDR-ów na akcje tychże spółek (certyfikatów stosowanych przy obrocie akcjami zamiast bezpośredniego zakupu walorów) są bowiem wyceniane w dolarze. Jeśli więc rubel się osłabia, to zyski spółki w przeliczeniu na dolary automatycznie są mniej warte. To zaś wpływa niekorzystnie na końcową wycenę. Problem z walutą dotyka sporej liczby rosyjskich spółek, co w zestawieniu z gorszym zachowaniem cen surowców i brakiem reform strukturalnych przekłada się na całościowy obraz rosyjskiego rynku.

Poniedziałkowa reakcja giełdy moskiewskiej oraz pogłębiająca się słabość rubla świadczyła o jednomyślnym zamykaniu pozycji na rosyjskich aktywach. W obliczu ostatnich wydarzeń nawet częściowe odreagowanie na rosyjskich indeksach RTS i MICEX obserwowane w trakcie wtorkowej sesji nie nastraja pozytywnie do tamtejszego rynku. Wydaje się, że apetyt do inwestycji w Rosji będzie w dalszym ciągu malał i nawet bardzo niskie wyceny rosyjskich spółek (np. wskaźnik cena /zysk dla Gazpromu 2.5) nie przyciągną zagranicznego kapitału.

Opieszałość banków – Decyzje UOKiK

Zbyt późne przekazywanie do Biura Informacji Kredytowej informacji o spłacie zobowiązania często oznacza, że konsument nie dostanie kolejnego kredytu. Banki, które zwlekają z korygowaniem danych w BIK, naruszają zbiorowe interesy konsumentów. Przekonały się o tym BRE Bank, Sygma Bank, BZ WBK

Biuro Informacji Kredytowej (BIK) jest instytucją, do której trafiają informacje o zobowiązaniach finansowych konsumentów zaciągniętych w bankach lub skokach. Znajdują się tam także dane o tym, czy raty spłacane są w terminie, czy z opóźnieniem. Baza działa w oparciu o umowy zawierane z tymi instytucjami.

Ani konsument, ani BIK nie może korygować danych zawartych w bazie – może to zrobić tylko instytucja finansowa, u której mamy kredyt. Informacje, które znajdują się w BIK, są wykorzystywane przez banki lub skoki do analizy zdolności kredytowej, na ich podstawie często podejmuje się decyzje o udzieleniu kredytu. Dlatego tak ważne jest, aby instytucje finansowe po udzieleniu kredytu lub po jego spłacie niezwłocznie przekazywały do bazy informację o zadłużeniu klienta lub jego braku.

Do UOKiK wpływały skargi konsumentów na opieszałość banków w przekazywaniu informacji o spłacie zobowiązania do BIK. Przykładowo: klient nie uzyskał w zeszłym roku kredytu w ramach programu Rodzina na swoim, ponieważ jeden z banków nie poinformował BIK o tym, że zobowiązanie zostało spłacone. W związku z sygnałami konsumentów, Prezes UOKiK wszczęła postępowania, w których sprawdzała, jak niektóre banki wywiązują się z obowiązku niezwłocznego przekazywania do BIK informacji o spłacie kredytu.

W wyniku postępowań Urzędu okazało się, że trzy banki: BRE Bank, Sygma Bank, BZ WBK, zwlekają z przekazaniem takich danych nawet do 40 dni (Sygma Bank), 45 dni (BRE Bank), 50 dni (BZ WBK). W związku z tym, konsument, który spłacił jeden kredyt i chciał zaciągnąć następny mógł nie mieć zdolności kredytowej, ponieważ informacja o jego zadłużeniu nadal widniała w BIK. Klienci nie mieli także świadomości, że informacja o spłacie zadłużenia zostanie przekazana do BIK z takim opóźnieniem.

Za zbyt późne przekazywanie do BIK informacji o spłacie zobowiązania na BRE Bank została nałożona kara finansowa 1 550 919 zł, na Sygma Bank 102 572 zł. BZ WBK zobowiązał się do niezwłocznego korygowania danych w BIK, dlatego uniknął sankcji finansowej. Decyzje nie są prawomocne, ponieważ BRE Bank oraz Sygma Bank odwołały się do sądu.

To nie pierwszy raz, gdy Prezes UOKiK kwestionuje opieszałość banków w informowaniu BIK o braku zobowiązania. W grudniu 2012 roku za takie działanie Urząd nałożył karę 1,8 mln zł na bank Pekao SA. Decyzja nie jest prawomocna, ponieważ bank odwołał się do sądu.

Operatorzy pocztowi mogą już korzystać z infrastruktury Poczty Polskiej

CEO Magazyn Polska

Każda firma pocztowa działająca na rynku może bez kłopotu korzystać z infrastruktury Poczty Polskiej. Oferta operatora była dostępna już w ubiegłym roku, ale dopiero niedawno konkurenci Poczty zgłosili chęć korzystania z jej skrytek pocztowych – jednego z elementów tej infrastruktury.

Zgodnie z Prawem pocztowym Poczta Polska ma obowiązek zapewnić innym operatorom pocztowym dostęp do swojej infrastruktury. Operator w ubiegłym roku opracował regulaminy i cenniki dostępu, które zostały zatwierdzone przez Urząd Komunikacji Elektronicznej. 

 – W tym przypadku chodzi o dostęp do naszych skrzynek oddawczych, skrytek pocztowych oraz do informacji o bazie kodów adresowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Gołębiowski, dyrektor zarządzający pionem sprzedaży Poczty Polskiej. – W ubiegłym roku nikt nie zainteresował się tą ofertą, ale od nowego roku Polska Grupa Pocztowa rozpoczęła z nami współpracę w zakresie dostępu do skrytek pocztowych, które mamy w naszej sieci.

Prawo przewiduje, że dostęp do infrastruktury nie będzie bezpłatny. Stawki reguluje przygotowany przez Pocztę Polską i zatwierdzony przez UKE cennik.

 – Dla Poczty jest to dość duże wyzwanie operacyjne i logistyczne, z którym wiążą się określone koszty – wyjaśnia Łukasz Gołębiowski. – Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej stoi na straży tego, aby te cenniki były prawidłowo sformułowane, opierały się o koszty jednostkowe w tym zakresie.

Największy operator pocztowy w Polsce, mimo że nie ma takiego obowiązku, jest gotowy na poszerzenie współpracy.

 – Jeżeli nasza konkurencja wystąpi do Poczty Polskiej z konkretnymi propozycjami w tym zakresie, zostaną one rozważone – potwierdza dyrektor zarządzający. – Głos konkurencji, który mówi, że chciałby mieć dostęp do naszej infrastruktury pocztowej, korzystać z naszych usług, jest potwierdzeniem, że Poczta Polska ma zdecydowaną przewagę konkurencyjną w zakresie bezpieczeństwa, jakości, niezawodności i terminowości, i z tego się bardzo cieszymy.

Przedstawiciel Poczty zauważa jednak, że takie firmy, jak Polska Grupa Pocztowa czy InPost, bardzo mocno podkreślają swój potencjał w zakresie liczby placówek i doręczycieli. Dlatego w takiej sytuacji chyba nie muszą się posiłkować listonoszami narodowego operatora.

 – Nasi konkurenci powinni się na coś zdecydować – albo jest tak świetnie, jak mówią, albo potrzebują pomocy listonoszy operatora wyznaczonego – podkreśla Łukasz Gołębiowski.

Prezydent z wizytą w Turcji. Polska liczy na znaczący wzrost obrotów w wymianie handlowej

CEO Magazyn Polska

Prezydent Bronisław Komorowski podczas rozpoczynającej się dziś oficjalnej wizyty w Turcji będzie rozmawiał z tamtejszymi władzami m.in. o narastającym kryzysie rosyjsko-ukraińskim na Krymie, jesiennym szczycie NATO oraz polsko-tureckiej współpracy gospodarczej. Turcja to strategiczny partner gospodarczy Polski na Bliskim Wschodzie i w Azji. Polskie firmy mogą skorzystać na dynamicznie rozwijającym się rynku tureckim, a ścisła współpraca może zaowocować wspólnymi sukcesami na rynkach trzecich, np. w Afryce.

 – To będzie bardzo interesujący rok, bo wiele na styku Polski i Turcji będzie się działo – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Małgorzata Bonikowska, partner zarządzający ośrodka analitycznego THINKTANK oraz prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

W ciągu ostatniej dekady Turcja znalazła się w grupie 20 największych rynków świata. Jej sukces gospodarczy jest efektem reform zapoczątkowanych w latach 80. XX wieku. Dzięki nim turecka gospodarka przekształciła się z zamkniętej i zdominowanej przez rolnictwo w gospodarkę opartą na usługach i produkcji. Od wielu lat również Polska bardzo aktywnie promuje swoją gospodarkę w Turcji. 

 – Są specjalne programy promocji polskiej gospodarki i specyficznych produktów na rynku tureckim – mówi Małgorzata Bonikowska. – Premier Erdoğan w listopadzie przywiózł ze sobą ponad 200 przedsiębiorców z Turcji do Polski. Teraz z wizytą do Turcji wybrał się prezydent Komorowski. Jest więc szansa na to, że te więzi gospodarcze i obroty handlowe będą rosły.

Turecki rynek został wybrany przez polskie Ministerstwo Gospodarki jako jeden z siedmiu najbardziej perspektywicznych na świecie dla polskich firm. W związku ze zbliżającym się 100-leciem republiki planowane są tam m.in. olbrzymie inwestycje infrastrukturalne, co otwiera wiele szans dla polskich przedsiębiorstw z różnych sektorów. Zdaniem Małgorzaty Bonikowskiej, zacieśnianie przez Polskę więzi gospodarczych z Turcją, może owocować również sukcesami na rynkach trzecich.

 – Można ją oprzeć zarówno o wspólny interes wokół Ukrainy, jak i o wspólne interesy gospodarcze na innych kontynentach, na przykład w Afryce – tłumaczy prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych. – Turcja może być bardzo sensownym partnerem dla firm polskich do wchodzenia na rynki afrykańskie, które znamy słabo, bo nigdy tam tak naprawdę aktywnie nie byliśmy obecni.

Podkreśla, że Turcja walczy dzisiaj o Afrykę z Chińczykami. Polska natomiast ma spore szanse stać się jej partnerem w tej walce.

 – Turkom zależy, żeby mieć sensownych, poukładanych partnerów europejskich, a takim partnerem może być Polska – dodaje.

Turcja jest obecnie głównym partnerem gospodarczym Polski na Bliskim Wschodzie i w Azji. W latach 2004–2011 wymiana handlowa między krajami niemal się potroiła (wzrosła z 2 mld dol. do 5,6 mld dol.) Branże i sektory tureckiej gospodarki o największym potencjale dla polskich firm to m.in.: energetyka, sektor rolno-spożywczy, komponenty przemysłu samochodowego, budownictwo, aparatura i sprzęt medyczny, kosmetyki, chemia czy przemysł obronny.

W przyszłej współpracy gospodarczej Polski z Turcją wiele będzie zależało jednak od tego, na ile i na jakich warunkach w ciągu najbliższych kilku lat kraj ten zwiąże się z Europą.

Poza tematami współpracy gospodarczej Polskę i Turcję łączy również zaniepokojenie przyszłością Ukrainy i bezpieczeństwem w regionie.

Bardzo dobrym zwornikiem polityczno-gospodarczym tych relacji może być sytuacja na Ukrainie – ocenia Małgorzata Bonikowska. – Dlatego że i Polska i Turcja zainteresowane są nie tylko niezależnością Ukrainy, lecz także przyciągnięciem Ukrainy ku Europie, w kontrze trochę do tego, czego chciałaby Rosja. Turcja stanie po stronie Polski i po stronie Ukraińców dążących do Europy. Tę sytuację polityczną można wykorzystać również, budując ściślejsze więzi gospodarcze wokół basenu Morza Czarnego – dodaje ekspertka.

Najważniejszym źródłem sukcesu gospodarczego Turcji w ostatnich latach były reformy rządowe z 2001 r. wprowadzane wspólnie z Międzynarodowym Funduszem Walutowym. Należą do nich m.in.: zmniejszenie wydatków rządowych, opanowanie inflacji, restrukturyzacja sektora bankowego czy wzmocnienie niezależności instytucji finansowych.

Wizyta polskiego prezydenta w Turcji potrwa do czwartku, 6 marca. 

Polskie banki najzdrowsze w Europie

Wyniki polskich banków za ubiegły rok nie powinny być gorsze niż w 2012 r. Według KNF-u cały sektor zarobił tylko minimalnie mniej niż rok wcześniej, mimo że dla całej gospodarki był to trudny okres. W przyszłym tygodniu swoje zyski ujawnią dwa największe banki: Pekao SA i PKO BP. – Polskie banki są najzdrowsze w Europie – uważa Wojciech Juroszek, doradca inwestycyjny AgioFunds TFI.

 – Wyniki za IV kw. banków notowanych na warszawskim parkiecie są niezłe w relacji do tego, co działo się w gospodarce, bo sytuacja była trudna. Część banków miała wynik na plusie, jednak większość – w okolicach zera. Warto zwrócić uwagę na to, jak wygląda bilans banków: to są najzdrowsze banki w Europie, są praktycznie pozbawione ryzyka kredytowego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wojciech Juroszek, doradca inwestycyjny AgioFunds TFI.

Według danych Komisji Nadzoru Finansowego zysk netto sektora bankowego wyniósł w minionym roku 15 mld 426 mln zł. To oznacza niewielki spadek wobec 2012 r., gdy banki zarobiły 15 mld 467 mln zł. Z kolei w grudniu 2013 r. zysk netto sektora bankowego wyniósł 1,31 mld zł, a w całym czwartym kwartale minionego roku 3,6 mld zł.

 – W przypadku ING czy mBanku koszty ryzyka są na skrajnie niskim poziomie: 50-60 punktów bazowych. W tym kontekście trudno będzie poprawiać wyniki bez czynników zewnętrznych. Tak że wyniki są obiecujące, bo niewiele się wydarzyło negatywnego w relacji do tego, co działo się w gospodarce. Mimo że są banki drogo wycenione, jeżeli w gospodarce będzie działo się lepiej, to można liczyć na trwałą poprawę – uważa Wojciech Juroszek.

W IV kwartale zysk ING wzrósł o 31 proc., zysk mBanku  o niemal 9 proc.

Nieco gorzej Juroszek ocenia sytuację w sektorze związanym z energetyką.

 – To nie są spółki prowzrostowe, które będą ciągnęły indeksy. Nie spodziewam się dynamiki dwucyfrowej jak w przypadku innych spółek. To jest spokojny sektor, który nie jest wrażliwy na to, co się dzieje w gospodarce – mówi Newserii Biznes doradca inwestycyjny.

Natomiast zamieszki na Ukrainie, mimo że negatywnie postrzegane przez inwestorów, nie powinny w dłuższym okresie w decydujący sposób przełożyć się na sytuację polskich spółek giełdowych. Narażone są takie firmy, jak np. Fabryka Farb i Lakierów „Śnieżka”, dla których najważniejszym rynkiem zagranicznym jest właśnie Ukraina. Niedawno na łamach „Parkietu” Piotr Mikrut, prezes spółki przyznał, że ze względu na trudną sytuację finansową Ukrainy i spadek wartości hrywny, będzie to trudny rok dla zrealizowania celów sprzedażowych.

Rośnie sprzedaż AGD. Polacy będą kupować urządzenia droższe i nowocześniejsze

CEO Magazyn Polska

W 2014 roku wartość sprzedaży AGD powinna wzrosnąć o ok. 3-5 proc. – prognozuje Związek Pracodawców AGD CECED Polska. Będzie to m.in. efekt podwyżek średnich cen sprzętów, bo Polacy coraz częściej wybierają modele z wyższej półki  nowocześniejsze i bardziej energooszczędne.  

W ubiegłym roku rynek sprzedaży detalicznej przeżył kilka zawirowań związanych z problemami dystrybutorów i upadłościami hurtowników. W Hiszpanii upadłość ogłosiła grupa Fagor, co zmusiło do postawienia w stan upadłości likwidacyjnej polskich zakładów FagorMastercook.

 – Rynek wyhamował, dynamika wzrostu była zerowa, ale ochroniliśmy się przed kryzysem czy spadkami – komentuje Wojciech Konecki, dyrektor Związku Pracodawców AGD CECED Polska w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

W tym roku eksperci przewidują umiarkowany wzrost wartości sprzedaży i lekki wzrost cen.

 – Zanotujemy około 3-4 proc. wzrostu wartościowego, być może uda się nawet osiągnąć 5 proc. Wzrośnie średnia cena produktu, przede wszystkim ze względu na rosnącą sprzedaż energooszczędnych modeli z wyższej półki – komentuje dyrektor CECED Polska.

Zmienia się struktura sprzedaży: spada zainteresowanie sprzętem tradycyjnym, a rośnie – nowoczesnym i zaawansowanym technologicznie. I siłą rzeczy – droższym.

 – Te sektory rozwijają się najszybciej, przede wszystkim rośnie sprzedaż sprzętu do zabudowy meblowej. Na przykład odchodzimy powoli od na przykład kuchenek wolnostojących na rzecz piekarników i płyt ceramicznych albo indukcyjnych – komentuje Wojciech Konecki.

Obok płyt indukcyjnych – od kilku lat hitu sprzedażowego – rośnie też sprzedaż ekspresów ciśnieniowych i zaawansowanych dwudrzwiowych lodówek. Polacy są też otwarci na nowinki.

 – Cieszy nas to, że akceptację klientów znajdują zupełnie nowe produkty, jak np. suszarki do ubrań – dodaje.

Dyrektor podkreśla wzrost sprzedaży nowinek technicznych, jak chłodzone tylko powietrzem lodówki No Frost, eliminujące konieczność rozmrażania zamrażalnika. Powodzeniem cieszą się też nowoczesne żelazka ze stacją pary oraz cała paleta wyrobów dotyczących kosmetyki i pielęgnacji ciała.

Dr Irena Eris zapowiada ekspansję na rejon Zatoki Perskiej i do Azji

CEO Magazyn Polska

Producent kosmetyków, firma Dr Irena Eris zapowiada ekspansję na rynki azjatyckie i do krajów Zatoki Perskiej. Za pośrednictwem lokalnych dystrybutorów spółka chce sprzedawać tylko niektóre marki swoich kosmetyków. Członkostwo w prestiżowym Comité Colbert daje firmie szanse na nawiązanie nowych kontaktów biznesowych.

 – Dzisiaj najbardziej obiecującymi rynkami są rynki azjatyckie i Zatoki Perskiej. One są stosunkowo małe, bo kraje Zatoki nie są duże, ale za to bardzo bogate, o dużej konsumpcji, o dużej liczbie turystów. Dosyć łatwo jest tam zaistnieć z dobrymi produktami. Tak samo jak w krajach azjatyckich, jeżeli przekonamy partnera do tego, że mamy dobry produkt, to później łatwo nam jest funkcjonować – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Henryk Orfinger, prezes firmy Dr Ireny Eris.

Dodaje, że z rynków azjatyckich najtrudniejszy jest chiński ze względu na swoją specyfikę. Jednak inne kraje w regionie, takie jak Tajwan czy Korea Południowa, są bardzo obiecujące i wejście na ich rynki nie jest trudne. Henryk Orfinger dodaje, że Dr Irena Eris jako europejska spółka cieszy się dużym zaufaniem konsumentów na tych rynkach. Wyjaśnia, że firma nie wchodzi na nowe rynki z całą paletą produktów, a oferuje tylko wybrane marki w zależności od charakterystyki lokalnego rynku oraz pozyskanego dystrybutora.

 – Mamy cztery marki. Każda z nich działa w innym obszarze i rządzi się trochę innymi prawami. Rozmawiając z kontrahentami w krajach, do których chcemy wejść, mówimy o konkretnych markach, nie mówimy nigdy o całości. Szukamy zawsze dystrybutora na konkretny obszar, czy to jest farmacja, czy to jest rynek premium, czy rynek masowy – szukamy konkretnego miejsca i konkretnego dystrybutora, kogoś, kto ma wiedzę na temat tego obszaru konkretnego – mówi Orfinger.

Nawiązywanie międzynarodowych kontaktów ułatwiło przyjęcie Dr Ireny Eris do Comité Colbert. To prestiżowa francuska organizacja zrzeszająca producentów luksusowych towarów. Jej członkami są m.in. takie marki, jak: Chanel, Givenchy, Hotel Ritz w Paryżu czy Longchamp. Od 2011 r. do Comité Colbert przyjmowane są też firmy europejskie spoza Francji, a w październiku 2012 r. wyróżnienie to spotkało Dr Irenę Eris. Obecnie organizacja ma tylko sześciu międzynarodowych członków – poza polskim producentem są to: Delvaux, Herend, Leica, Montblanc oraz Moser.

Jak podkreśla prezes spółki, przyjęcie do Comité Colbert to nie tylko prestiż, lecz także możliwość łatwiejszego nawiązywania kontaktów biznesowych. Dzięki temu polska spółka zyskała dostęp do kontrahentów z najwyższej półki.

 – Dzięki członkostwu w Comité Colbert jesteśmy w stanie umawiać się na spotkania z firmami, z menadżerami czy z organizacjami, które dotychczas nie chciały z nami rozmawiać. Oczywiście o wynikach trudno mówić, bo te rozmowy często są wieloletnie, długotrwałe. Dzisiaj mówimy, że to jest dla nas prestiż, ale za chwilę, mam nadzieję, przełoży się to również na konkretne efekty biznesowe, handlowe – prognozuje Orfinger.

Na rynku pojawią się polskie smartfony i tablety biznesowe z Windowsem. Mają być konkurencją dla Apple’a i Samsunga

CEO Magazyn Polska

W tym roku rynek tabletów będzie rozwijać się w tempie 10-20 proc. – takie są oczekiwania sprzedawców przebadanych przez ABC Data. I choć to oznacza lekkie spowolnienie w stosunku do ubiegłego roku, to i tak dynamika napawa producentów optymizmem. Otwierają się także nowe szanse, choćby w segmencie biznesowym. Marka Colorovo zamierza wprowadzić na rynek tablety oparte na systemie Windows. Chce również zaistnieć w innym perspektywicznym segmencie  na rynku smartfonów.

 – Zdecydowaliśmy się produkować smartfony pod własną marką. Oczekiwany termin wprowadzenia produktu to drugi kwartał, najpóźniej koniec kwietnia, początek maja. Na początek planujemy wprowadzić trzy smartfony pod własną marką, dwa w klasie cenowej do 500 zł i jeden dla bardziej wymagających klientów. Te dwa bazowe rozwiązania są oparte na Androidzie 4.4 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dobrosław Wereszko, członek zarządu spółki ABC Data.

Marka własna ABC Data, Colorovo, szykuje również nowości na rynku tabletów. W połowie drugiego kwartału na rynku pojawi się urządzenie oparte na systemie Windows, które będzie kierowane również do użytkowników biznesowych. 

 – Wprowadziliśmy na rynek pierwszy tablet z procesorem Intela, zbieramy pierwsze doświadczenia. W przygotowaniu to był tablet oparty na systemie Android, ale wyniki badań i oczekiwania klientów pokazały, że otwiera się przestrzeń dla rozwiązań z systemem Windows – mówi Wereszko.

Polski rynek tabletów jest dość specyficzny. W odróżnieniu od tego zachodniego, w Polsce mocną pozycją nie może pochwalić się Apple. Brak wyraźnego monopolu na rynku otwiera szanse przed mniejszymi producentami i dystrybutorami. O swoje walczy Colorovo, zwłaszcza że tablety to wciąż dość dynamicznie rosnąca kategoria na rynku. 

 – Rynek tabletów się rozwija. Nasze badanie opinii resellerów wskazuje, że partnerzy handlowi oczekują dalszych wzrostów. Jeżeli chodzi o możliwość sprzedaży i rokowania na rynku tabletów, oczekiwana stopa wzrostu rynku wynosi powyżej 10 proc. Najwięcej respondentów wskazuje przedział 10-20 proc. wzrostu. Nie jest to już wzrost tak bardzo dynamiczny, ale bardzo interesujący, i dlatego staramy się naszą ofertę rozwijać, widzimy potencjał sprzedaży dla naszych produktów – twierdzi Dobrosław Wereszko.

To wszystko efekt ery Post-PC, która coraz śmielej odsyła do lamusa tradycyjne komputery stacjonarne, zastępując je już nie tylko mobilnymi pecetami, czyli notebookami, ale także smartfonami, phabletami (połączenie smartfona i tabletu) i tabletami właśnie. Jak się okazało, tablety to nie tylko chwilowa moda, lecz także zupełnie nowa kategoria sprzętu, po który chętnie sięgają klienci. Do tej pory na polskim rynku królowały wyraźnie te najtańsze urządzenia, w cenie poniżej 500 złotych. Po wyjściu z kryzysu ten trend ma jednak szansę się zmienić. 

 – Pojawią się bardziej wymagający klienci od strony użytkowników prywatnych, którzy będą akceptować tablety o bardziej zaawansowanych specyfikacjach. To daje nam szansę przedstawiać na rynku produkty w klasie cenowej między 500 a 800 zł – mówi Wereszko.

Na tym ewolucja się jednak nie kończy, bowiem przed mniejszymi producentami otwiera się segment biznesowy, który coraz częściej sięgać ma po rozwiązania niekoniecznie z najwyższej półki.

 – Użytkownicy biznesowi, którzy są przyzwyczajeni do używania urządzeń A-brandowych znanych producentów, mogą sięgać po rozwiązania tańsze. Czyli pojawia się przestrzeń dla marki własnej, żeby przedstawiać rozwiązania dla biznesu w klasie cenowej pomiędzy 800 a 1200 złotych – tłumaczy członek zarządu ABC Data.

Sprzedaż motocykli spada kolejny rok z rzędu. Rośnie jednak rynek pojazdów importowanych i luksusowych

CEO Magazyn Polska

Sprzedaż motocykli spada począwszy od 2008 roku, który przyniósł 10,7 tys. rejestracji nowych pojazdów. W 2011 było to już tylko 9 tys. sztuk, a rok ubiegły zakończył się sprzedażą 7,4 tys. motocykli. Początek tego roku nie był lepszy. Branża liczy jednak na zahamowanie trendu wraz z bogaceniem się konsumentów.

 – Spadek możemy uznać za trwały trend – uważa Mirosław Michna, szef Zespołu Doradców dla Branży Motoryzacyjnej KPMG. – Wyniki sprzedaży ze stycznia tego roku go potwierdzają. Sprzedaż nowych motocykli spadła o 15 procent.

Sytuacja wygląda podobnie w przypadku motorowerów i skuterów. W 2008 roku zarejestrowano łącznie 136 tys. nowych jednośladów, w 2011 roku już tylko 96 tys., a w ostatnim roku – zaledwie 49 tys. egzemplarzy. To m.in. efekt dużej konkurencji ze strony pojazdów importowanych i używanych. Liczba pierwszych rejestracji używanych motocykli wzrosła o 2,5 proc. i sięgnęła 38,7 tysięcy

 – Niska sprzedaż nowych jednośladów wynika przede wszystkim z barier strukturalnych – tłumaczy Mirosław Michna. – W tym przypadku nie występuje czynnik stabilizujący w postaci zakupów przez klienta instytucjonalnego. Praktycznie nie notujemy zakupów inwestycyjnych, jak w przypadku samochodów osobowych czy użytkowych. Nabywcami motocykli i motorowerów są osoby indywidualne, a ich decyzje są w dużej mierze uzależnione od aktualnej sytuacji finansowej.

Potwierdzeniem tych słów jest zwiększający się udział w rynku marek topowych, które kierują ofertę do zamożniejszych klientów. Tacy nabywcy, dysponujący większymi zasobami finansowymi, są w mniejszym stopniu podatni na zawirowania gospodarcze.

 – Zakładając, że Polacy będą się w najbliższym okresie bogacić i nie nastąpi nawrót kryzysu gospodarczego, sprzedaż jednośladów powinna zacząć rosnąć – uważa Mirosław Michna. – I na to liczą zarówno producenci, jak i sprzedawcy.

Wersje cyfrowe gazet wciąż nie przynoszą wydawcom zysków

Prasa drukowana traci na popularności, ale wciąż to papierowe wydania przynoszą wydawnictwom zarobki. Przedstawiciele branży podkreślają, że negatywne sygnały o spadających nakładach nieco zniekształcają obraz rynku, ponieważ nie uwzględniają zjawiska, jakim jest rosnące zainteresowanie wydaniami online. Jednak elektroniczne wersje gazet, choć coraz popularniejsze i rozwijane przez wydawców, są dla nich na razie inwestycją.

  Są dobre prognozy dla rozwoju prasy, ale dla prasy na dwóch nośnikach – papierze i w wersji cyfrowej. Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć, że na razie to papier daje pieniądze, a wersja cyfrowa jest inwestycją dla prasy. I ona jeszcze będzie przez jakiś czas inwestycją – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy (IWP).

Roczne spadki nakładów czasopism rzędu 7-8 proc. i nawet 10-11 proc. w przypadku dzienników nie budzą zaskoczenia, jednak opinie o śmierci tradycyjnych mediów wydają się przedwczesne. Według raportu „Diagnoza społecznych zachowań czytelniczych w obrębie prasy papierowej i cyfrowej. Nowe platformy dostępu do treści. Transformacja prasy” czytelnictwo wzrośnie o kilka procent w ciągu kliku lat, a media cyfrowe zrekompensują spadki sprzedaży periodyków papierowych.

 – Przez długi czas nie mówiono o drugiej, elektronicznej platformie prasowej i ograniczano się do podawania informacji o zmniejszającej się sprzedaży prasy papierowej. A to nie do końca prawdziwy przekaz: czytelnictwo przenosi się do internetu – to ewolucja, czyli zjawisko zupełnie normalne – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Hoffman, dyrektor generalny Izby Wydawców Prasy (IWP).

Raport wskazał, że prasa dla 40 proc. respondentów jest wysoce wiarygodna, zaś internet nie jest jeszcze postrzegany jako wiarygodne źródło informacji. To z jednej strony oznacza dobre perspektywy dla rozwoju i czytelnictwa tradycyjnych gazet. Z drugiej strony, wskazuje to na istniejący problem, że czytelnicy nie odróżniają prasy profesjonalnej online od samego internetu jako zbioru różnych informacji.

 – W internecie czytelnik musi sam dokonywać selekcji materiału. W profesjonalnym tytule prasowym czy internetowym robi to za niego dziennikarz: on wskazuje, co warto przeczytać. I za ten gotowy produkt czytelnik musi zapłacić. Jednak to, co za darmo jest chętniej pozyskiwane, bo nikt nie lubi płacić – mówi Hoffman.

Takie podejście to przede wszystkim domena młodych ludzi, starsi doceniają rzetelność informacji i są gotowi za nie płacić.

Dodatkowym problemem są kwestie ochrony praw autorskich i ochrony treści redakcyjnej bez względu na to, gdzie są tworzone – czy w tytułach prasowych, czy w wersjach elektronicznych, czy np. na blogach. W przypadku treści internetowych można sprzedawać dostęp do treści lub czerpać przychody z reklam.

Z badań zaprezentowanych w raporcie wynika, że Polacy wciąż uważają koszty dostępu do internetu za zbyt wysokie. Wydawcy nie mają wpływu na strategie dostawców usług sieciowych, ale sami zabiegają – zarówno w przypadku prasy, jak i w przypadku książek, o zmianę wysokości podatku VAT.

 – Upominamy się, żeby nasze internetowe produkty były opodatkowane tak samo jak prasa i książka drukowana, czyli żeby nie były opodatkowane 23 proc. VAT-em. Różnica w VAT powoduje różnice w cenach na niekorzyść internetu – podsumowuje Maciej Hoffman.