Ponad 100 tysięcy lokat PKO Pierwszy Kapitał!

W niespełna trzy miesiące od wprowadzenia oferty klienci założyli ponad 100 tysięcy lokat PKO Pierwszy Kapitał. Produkt ten został przygotowany z myślą o rodzicach dzieci w wieku od 0 do 12 lat, którzy chcą zabezpieczyć ich finansową przyszłość.

Kontrakt menedżerski nie jest umową o pracę

Kontrakt menedżerski nie jest umową o pracę i nie powoduje nawiązania stosunku pracy. Dlatego nie stosuje się do niego przepisów kodeksu pracy. Istnienie i treść kontraktu menedżerskiego opiera się na kodeksie cywilnym, ponieważ jest to umowa cywilno-prawna. W związku z powyższym, do kontraktu nie mają zastosowania postanowienia kodeksu pracy, ani też wymogi związane z zatrudnieniem pracowniczym.

– Dla osoby związanej kontraktem nie zakłada się więc teczki osobowej, ponieważ taki obowiązek istnieje jedynie w stosunku do pracowników. Również urlop wypoczynkowy i dni wolne od pracy na opiekę nad dzieckiem przysługują tylko pracownikom i nie mogą z nich korzystać osoby związane kontraktem menedżerskim – mówi Marta Kosakowska, aplikant adwokacki w TGC Corporate Lawyers. – Nie powinny znajdować się w nim też zapisy, iż menedżerowi przysługuje 26 dni urlopu (zgodnie z kodeksem pracy), ani że stosuje się wobec niego obowiązujące normy czasu pracy – dodaje ekspert. Tego typu przepisy stosuje się bowiem jedynie w przypadku pracowników, a w sytuacji ewentualnego sporu sądowego mogą one stanowić podstawę do ustalenia istnienia stosunku pracy. – Jeśli menedżerowi ma przysługiwać okres wolny od świadczenia usług na rzecz spółki, a w którym będzie otrzymywał on wynagrodzenie, należy taki zapis ująć w kontrakcie menedżerskim. Trzeba jednak bezwzględnie pamiętać, iż nie jest to urlop wypoczynkowy w rozumieniu kodeksu pracy – tłumaczy Marta Kosakowska z TGC Corporate Lawyers. Czas, w którym nie będzie on świadczył usług, można raportować na przykład do wspólników spółki.

Sukces kolejnej emisji euroobligacji PKO Banku Polskiego

PKO Bank Polski wyemitował euroobligacje na kwotę 500 mln euro. Ostateczna wycena wyniosła 115 punktów bazowych ponad MidSwap. Kupon wyniósł 2,324 proc. Jest to najkorzystniej uplasowana emisja polskiego emitenta korporacyjnego na rynku międzynarodowym. Emisja została przeprowadzona w sprzyjających warunkach rynkowych, przy dużym popycie ze strony inwestorów. Bank wyszedł na rynek z marżą wysokości 130 bps, która w trakcie budowania książki popytu została obniżona aż o 15 bps. Dzięki temu Bank mógł osiągnąć historycznie niską marżę, stanowiącą nowy, znacznie korzystniejszy benchmark dla jego wyceny kredytowej.

KNF: W sprawie Nova KBM nic nie możemy zrobić. Zagraniczne spółki to ryzyko dla inwestora

CEO Magazyn Polska

Spółki zagraniczne na polskiej giełdzie nie podlegają polskiemu nadzorowi, a tym samym Komisja Nadzoru Finansowego nie ma żadnych instrumentów, które mogłyby zabezpieczyć interesy inwestorów. Słoweński bank Nova KBM umorzył swoje akcje i nikt w Polsce nie mógł mu tego zabronić. Inwestorzy, którzy kupują akcje zagranicznych spółek, powinni się też zapoznać z prawem obowiązującym w ich krajach pochodzenia  mówi przewodniczący KNF.

 – Ryzyko umorzenia akcji przez zagraniczną spółkę istnieje zawsze i trzeba o tym pamiętać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Jakubiak, przewodniczący KNF. – Zawsze na giełdzie, jeżeli mamy do czynienia ze spółkami zagranicznymi, takie ryzyko istnieje. Pamiętajmy, że te spółki podlegają prawu miejscowemu. I to inwestorzy muszą brać pod uwagę przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych.

Przy umorzeniu akcji słoweńskiego banku Nova KBM polscy inwestorzy stracili 2,9 mln akcji wartych ok. 2 mln zł. Według KNF raczej nie mają szans na odzyskanie swoich pieniędzy, cała operacja odbyła się bowiem zgodnie z prawem obowiązującym w Słowenii. 18 grudnia bank umorzył wszystkie akcje i jednocześnie wyemitował nowe, które przejął słoweński rząd, ratując w ten sposób spółkę przed upadkiem.

Według polskiego prawa akcje spółki można umorzyć, ale inwestorzy mogą wtedy dostać odszkodowanie. Tu jednak zadziałało prawo słoweńskie, wprowadzone zresztą krótko przed przeprowadzeniem całej operacji.

 – Nie organy państwa polskiego decydują na przykład o umorzeniu akcji w świetle prawa polskiego, tylko decydują organy państwa trzeciego, miejsca siedziby, i według prawa tamtejszego. Więc jeżeli się podejmuje decyzję inwestycyjną tak, jak to było w przypadku CEDC czy teraz Novej KBM, trzeba bardzo dokładnie i uważnie zapoznać się również z obowiązującym tam prawem – wyjaśnia szef KNF.

To nie pierwszy przypadek umorzenia akcji zagranicznej spółki na GPW. Pierwszy był w czerwcu ubiegłego roku amerykański producent alkoholi spółka CEDC.

 – Takie przypadki mogą się zdarzać. Ale powtarzam, to jest decyzja inwestora, żeby takie ryzyko też podejmować – przestrzega Andrzej Jakubiak.

Na głównym parkiecie warszawskiej giełdy notowane są akcje 45 zagranicznych spółek.

A. Szczęśniak: Współpracy między chemią a PGNiG nie będzie. Traci na tym cała gospodarka

CEO Magazyn Polska

Ścisła współpraca między sektorem chemicznym a Polskim Górnictwem Naftowym i Gazownictwem mogłaby pomóc koncernowi utrzymać dobrą pozycję na rynku, a polskim zakładom obniżyć koszty i zwiększyć konkurencyjność. Bez tej synergii nie ma szans na rozwój innowacyjnego przemysłu. 

 – Polska nie potrafi doprowadzić do sytuacji, w której przedsiębiorstwa z tego samego łańcucha wartości będą współpracować. Konflikty, nieumiejętność zorganizowania współpracy doprowadzają do sytuacji, kiedy przedsiębiorstwa zamiast współpracować, rywalizują – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Szczęśniak, ekspert rynku paliw.

Rynek gazu począwszy od tego roku będzie stopniowo uwalniany, co ma mieć ogromne znacznie zwłaszcza dla odbiorców surowca z branży chemicznej. Tu udział gazu w kosztach produkcji sięga nawet 70 proc. Sama Grupa Azoty, największy odbiorca błękitnego paliwa w kraju, rocznie potrzebuje około 2,5 mld m3 surowca, co daje prawie 3 mld zł kosztów dla całej grupy.

Wydaje się więc, że naturalnym procesem powinna być synergia, czyli oparcie polskiej chemii na tańszym gazie. W polskich warunkach oznacza to współpracę PGNiG z zakładami chemicznymi. Ekspert przypomina, że takie koncepcje pojawiały się już kilka lat temu, jednak do dziś nie doszły do skutku.

 – Mamy dobre przykłady: PGNiG dostarcza bardzo tani gaz lokalny do przedsiębiorstw chemicznych, a ostatnio zawarło kontrakty na tańsze paliwo dla elektroenergetyki, ale to są rzeczy wyjątkowe, natomiast nie strukturalne – zaznacza Andrzej Szczęśniak. – A szansa na współpracę tych przemysłów powinna być w każdej racjonalnej gospodarce, jednak kilka lat temu ją straciliśmy. Nie wydaje mi się, żeby było możliwe wrócenie do tego pomysłu, ponieważ konflikty i napięcia w polskim sektorze elektroenergetycznym i gazowym raczej narastają niż się zmniejszają. 

A na braku tej synergii tracą i oba sektory, i cała gospodarka.

 – Traci Polska, bo za wszystko płacimy drożej. Płacą przedsiębiorstwa, bo nie wykorzystują swoich przewag konkurencyjnych. Marzenie o tym, że będziemy mieli jakieś przewagi w takich przemysłach jak chemiczny, typu technologicznego, innowacyjnego, to są marzenia ściętej głowy – mówi Andrzej Szczęśniak.

W jego ocenie uwolnienie rynku gazu w takiej sytuacji sprawia, że znacznie obniża się pozycję PGNiG. Tym bardziej że dotychczasowy monopolista znajduje się w trudnej sytuacji – walczy ze stratami, które powstały w wyniku różnic miedzy ceną importowanego z Rosji gazu a taryfami na rynku krajowym. Dodatkowo podlega obligu gazowemu, czyli musi określoną ilość surowca sprzedać poprzez giełdę, a to grozi skurczeniem się rynku odbiorców gazu od koncernu. Zwłaszcza że tak duzi kontrahenci jak Azoty szukają już innych dodatkowych dostawców gazu, także poza rynkiem europejskim. 

 – Gdy otwieramy rynek gazowy, takie przedsiębiorstwo jak PGNiG staje bezradne wobec konkurencji. Gdyby było związane na kilku rynkach właśnie na tych łańcuchach wartości z innymi przedsiębiorstwami, miało tam mocną pozycję, byłoby nie do ruszenia – uważa Szczęśniak.

Wyniki finansowe PGNiG pokazują, że marża na sprzedaż gazu wysokometanowego wyniosła minus 2 proc. w trzech kwartałach tego roku wobec minus 11 proc. w analogicznym okresie 2012 roku. Średnia cena taryfowa nadal nie pokrywała kosztów pozyskania gazu.

Instytut Sobieskiego: Zamiast zmian w OFE rząd powinien poszukać oszczędności w administracji

CEO Magazyn Polska

Z deficytem budżetowym można było walczyć inaczej niż sięgając po pieniądze z OFE. Można było np. obniżyć koszty funkcjonowania administracji publicznej czy ograniczyć przywileje emerytalne. Problemem jest obawa polityków o utratę popularności przed zbliżającymi się wyborami.

 – Jest naprawdę wiele pól, gdzie rząd mógłby poszukać oszczędności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Rapkiewicz, członek zarządu Instytutu Sobieskiego. – Mówię przede wszystkim o szukaniu oszczędności, ponieważ już w tej chwili mamy bardzo wysokie koszty pracy i jeśli chcemy uniknąć dalszego bezrobocia, nie możemy ich zwiększać.

Zdaniem Rapkiewicza, oszczędności te można znaleźć choćby w administracji publicznej, gdzie – jak pokazuje przykład innych państw – można obniżyć wydatki nawet o kilkanaście procent. Chodzi np. o wprowadzenie centrum zakupowego dla całej administracji czy centrów usług wspólnych.

 – Kolejna rzecz to ograniczenie luki podatkowej – mówi członek zarządu Instytutu Sobieskiego. – Według jednego z badań jeszcze w 2007 r. przez szarą strefę uciekało 10 mld złotych, jeśli weźmiemy pod uwagę sam VAT. Obecnie tę lukę szacuje się na 30-50 mld złotych. Sporo pieniędzy traci się też na produktach objętych akcyzą, takich jak tytoń czy paliwa. Tu pomogłoby zacieśnianie systemu.

Na razie zmianami w OFE rząd oddalił bezpośrednie ryzyko zwiększenia deficytu, jednak zdaniem Rapkiewicza, niepopularne decyzje i tak będzie trzeba w końcu podjąć. Niezbędne mogą okazać się także dalsze zmiany w systemie emerytalnym. Podwyższenie wieku emerytalnego było, zdaniem rozmówcy Newserii Biznes, krokiem w dobrym kierunku, jednak niewystarczającym. Kolejnym mogłaby być likwidacja KRUS, który otrzymuje ze składek ok. miliarda złotych rocznie, a jego wydatki wynoszą ponad 16 mld. Jednak, jak twierdzi Rapkiewicz, trzeba tu uwzględnić indywidualne możliwości rolników, gdyż nie wszystkich będzie od razu stać na płacenie składek w normalnej wysokości.

 – Na likwidacji KRUS budżet może zyskać 4-5 mld złotych – twierdzi Rapkiewicz. – Kolejne miliardy dałoby zlikwidowanie przywilejów dla poszczególnych zawodów, np. służb mundurowych czy górników. Nie mówię tu o przejściu wszystkich na system powszechny, ale przynajmniej tych osób, które nie wykonują najbardziej specyficznych, najtrudniejszych prac.

Takich zmian jednak trudno się spodziewać przed kolejnymi wyborami, które odbędą się jesienią 2015 roku.

 – Przed wyborami parlamentarnymi czekają nas jeszcze wybory samorządowe czy do Parlamentu Europejskiego – mówi Rapkiewicz. – A politycy mają taką filozofię, że negatywne zmiany wprowadzają w pierwszym roku, w półtora od wyborów, żeby wyborcy zapomnieli o nich przed następnymi wyborami.

Dlatego, jego zdaniem, zdjęcia procedury nadmiernego deficytu możemy spodziewać się najwcześniej w 2016 lub 2017 r. – o ile wdrożone zostaną reformy strukturalne i nie będzie znaczącego wzrostu wydatków.

Podejście do zamówień na inteligentne systemy transportowe w Polsce do zmiany

CEO Magazyn Polska

Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji zajmie się tematyką wdrażania miejskich inteligentnych systemów transportowych. Powołała komitet, którego zadaniem jest między innymi zmiana podejścia do zamówień na ITS, które w Polsce są wciąż traktowane jak inne inwestycje drogowe. Ma też prowadzić dialog z administracją publiczną oraz pomagać tworzyć i zmieniać prawo związane z tego rodzaju inwestycjami.

Założycielskie posiedzenie komitetu miało miejsce wczoraj. Jednym z jego zadań ma być podnoszenie świadomości zamawiających, że inteligentne systemy transportowe muszą być traktowane inaczej niż klasyczne inwestycje w infrastrukturę drogową.

 – Do tej pory większość przetargów na tego rodzaju systemy była traktowana jak projekty drogowe – tłumaczy Ewa Wolniewicz-Warska, wiceprzewodnicząca Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. – A inteligentne systemy zarządzania ruchem to jest jednak informatyka. Trzeba bardzo podkreślić ich informatyczny aspekt, dobrze w tym zakresie zdefiniować potrzeby, bo inaczej odbiorca, użytkownik nie dostaje tego, czego istotnie oczekiwał.

Dwa pozostałe cele powołania komitetu to działanie na rzecz dostosowania prawa dotyczącego ITS do współczesnych wymogów i możliwości technicznych oraz komunikacja z instytucjami unijnymi w kwestii dyrektyw transportowych i wspomaganie ich wdrażania w Polsce. Jak podkreśla przedstawicielka PIIT, chodzi też o tak podstawową sprawę jak uświadamianie istoty ITS.

 – Inteligentne systemy transportowe to jest całość systemów, które są powołane do zarządzania transportem  zauważa Wolniewicz-Warska Bardzo często kojarzy się tę nazwę tylko z transportem drogowym, ewentualnie z transportem miejskim, ale warto pamiętać, że dotyczy to także systemów kolejowych, lotniczych czy też morskich. Tym bardziej że Unia Europejska w nowym programie finansowym 2014-2020 bardzo dużą wagę przywiązuje do tak zwanej intermodalności transportu, czyli możliwości realizacji podróży przy pomocy łączenia rozmaitych środków transportu.

Do tego, by takie systemy stworzyć, potrzebna jest realizacja skomplikowanych projektów informatycznych. Tym bardziej że ITS to nie tylko sterowanie światłami na skrzyżowaniach.

 – To także sterowanie całym systemem transportowym, informowanie kierowców, tworzenie portali dostępnych poprzez internet czy mobilnie, z możliwością pozyskania informacji o tym, co dzieje się na drogach, o zagrożeniach, z możliwością planowania podróży – wyjaśnia wiceprzewodnicząca rady PIIT.

Miejskie inteligentne systemy transportowe muszą także komunikować się z innymi systemami, na przykład tymi, które nadzorują ruch poza miastem. W grę wchodzi także kompatybilność z systemem zarządzania kryzysowego, geomapami i wszystkimi innymi systemami, z których korzysta transport, bądź dla których istotne są informacje z systemu transportowego.

 – Transport jest krwiobiegiem miasta, wobec tego dobrze działający, dobrze zarządzany transport jest tak samo ważny jak dobrze działający układ krwionośny dla żywego organizmu – mówi Wolniewicz-Warska.

Na finansowanie innowacyjnych projektów w zakresie transportu do 2020 r. Unia Europejska przeznaczyła 6,3 mld euro w ramach programu Horyzont 2020. W Polsce na inteligentne systemy transportowe przeznaczonych zostanie od 1,2 mld do nawet 3 mld złotych.

GPW jeszcze w tym roku może połączyć się z grupą giełd z regionu. Szuka nowych emitentów z Chin

CEO Magazyn Polska

Do 2020 r. warszawska giełda chce mieć dominującą pozycję w Europie Środkowej. Jeszcze w tym roku możliwe jest zamknięcie kolejnego etapu połączenia z grupą giełd regionu CEESEG, do której należy m.in. parkiet wiedeński i budapeszteński. GPW chce być również atrakcyjnym miejscem do debiutów dla spółek z dalekich rynków. Intensywnie poszukuje nowych spółek z Chin zainteresowanych wejściem na warszawski parkiet.

 – Oczekujemy na zielone światło ze strony akcjonariuszy. Jesteśmy gotowi do realizowania kolejnego etapu połączenia z grupą CEESEG. Moim życzeniem byłoby, żebyśmy mogli ten projekt zamknąć w tym roku – zapowiada Adam Maciejewski, prezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Wczoraj giełda ogłosiła strategię rozwoju do roku 2020.

Do grupy CEE Stock Exchange Group należą w całości giełdy w Wiedniu i Lublanie. Spółka ma także większościowe udziały w giełdach w Pradze (92,74 proc.) oraz Budapeszcie (50,45 proc.). Poprzez połączenie z CEESEG warszawska giełda chce zyskać dominującą pozycję w Europie Środkowej i stać się liczącym graczem w całej Europie. Jak podkreśla Maciejewski, nie chodzi tylko o wielkość, bo pod tym względem już teraz GPW jest liderem w regionie.

Po połączeniu GPW i CEESEG inwestorzy zyskają dostęp do nowych aktywów, nie tylko w Polsce, lecz także w całej Europie. Może się to też wiązać z niższymi kosztami rozliczeń na rynkach, na których GPW będzie obecna.

Wzrosną także dywidendy, bo GPW wypłaca je od zysku netto całej grupy kapitałowej, a nie tylko samej spółki GPW SA. W skład grupy wchodzą m.in. spółki całkowicie zależne Towarowa Giełda Energii, WSEInfoEngine, Instytut Rynku Kapitałowego – WSE Research oraz WSE Commodities.

By poprawić pozycję GPW, niezbędni są nowi emitenci, również z dalekich zagranicznych rynków. Spółka poszukuje ich wraz z partnerami w Chinach.

 – Chiński rynek lokalny staje się coraz trudniejszy dla emitentów chińskich. W związku z tym poszukują możliwości ekspansji czy pozyskiwania kapitału i bycia wycenianym na rynkach publicznych poza Chinami. Polska jest jednym z tych rynków, które są brane bardzo poważnie pod uwagę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciejewski.

Na początku października na GPW zadebiutowała pierwsza spółka z Państwa Środka, Peixin International Group NV, producent maszyn i linii do produkcji artykułów higienicznych.

Właśnie wzrost zewnętrzy (połączenie z CEESEG) oraz organiczny (nowi emitenci) to dwa główne filary strategii spółki do 2020 r.

Maciejewski chce doprowadzić do tego, by cała Europa Środkowa była postrzegana jako jedna giełda o dużej różnorodności spółek. Na poziomie szkolenia, handlu i rozliczeń oraz usług dodanych ma nastąpić pełna integracja. Ma to pozwolić także na wyjście poza region Europy Środkowej, także w obszarze rynku rolno-spożywczego, usług IT oraz technologii.

 – Chcemy świadczyć pewne usługi consultingowe na zewnątrz Europy, prowadzimy różne rozmowy. Kolejna kwestia to działalność w zakresie dostarczania usług technologicznych. Jest jednak bardzo ważny element naszej strategii związany z dywersyfikacją i poszerzaniem zakresu działania biznesowego. To są kompletnie nowe inicjatywy niezwiązane bezpośrednio z rynkami finansowymi – mówi Maciejewski.

Dziś mija termin składania ofert przez firmy chcące przejąć pracowników TVP. Związkowcy wznowili przygotowania do strajku

Do 17 stycznia firmy chcące przejąć pracowników Telewizji Polskiej mogą składać swoje oferty. Przedsiębiorstwo, które wygra przetarg, przejmie zatrudnionych obecnie w TVP dziennikarzy, montażystów, charakteryzatorów i grafików. To już drugie podejście do procesu outsourcingu. Sprzeciwiający się tej koncepcji związkowcy wznowili przygotowania do strajku.

 Mamy nadzieję, że przetarg się nie odbędzie, ale to nie znaczy, że firma nie przekaże pracowników, gdyż w trzecim podejściu wskazana firma będzie mogła przejąć pracowników bez konieczności przeprowadzania przetargu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Barbara Markowska-Wójcik, przewodnicząca Zarządu Organizacji Zakładowej w TVP Związku Zawodowego Pracowników Twórczych i Technicznych Mediów Polskich WIZJA. – Jeśli tak się stanie, to uważam, że to jest pole do działania dla CBA.

Związkowcy obawiają się, że zewnętrzny pracodawca rozwiąże umowy z pracownikami, a programy powierzane będą zewnętrznym producentom i osobom bez doświadczenia.

 – Oznacza to, że firma będzie tym pracownikom przez określony czas płaciła podstawową pensję, która jest dziś poniżej najniższego wynagrodzenia, a po zakończeniu tego okresu pracownicy pójdą na zieloną trawkę – mówi Markowska-Wójcik. – Czyli jednym słowem, TVP pozbywa się twórców, którzy przez całe lata tworzyli wizerunek tej firmy, są wykształceni, wyspecjalizowani, a będzie mogła zatrudniać kogo zechce  – dodaje.

Wcześniej planowany strajk protestacyjny przeciw outsourcingowi został zawieszony 8 listopada, gdy minął termin przetargu, a jedyna pozostała w procedurze spółka Gi Group Sp. z o.o. zrezygnowała ze złożenia oferty. Pozostali oferenci wycofali się wcześniej. Związek zawodowy zagroził wznowieniem strajku już 18 listopada, gdy stwierdził brak woli zarządu TVP do kontynuowania rozmów. Ostatecznie, jak mówią związkowcy, zaniechanie dialogu społecznego, niezrealizowanie postulatów związkowców i kontynuacja procesu outsourcingu doprowadziły do podjęcia decyzji o wznowieniu przygotowań do strajku.

 – Przygotowujemy się do przeprowadzenia strajku na terenie Telewizji Polskiej – mówi Markowska-Wójcik. – Taka sytuacja nie zdarzyła się jeszcze w mojej 32-letniej pracy na rzecz firmy, jednak skoro nie ma możliwości porozumienia, takie rozwiązanie jest konieczne.

Nie chce na razie zdradzać, w jakiej formie planowany jest strajk. Zapewnia, że mimo przygotowań do strajku związkowcy są gotowi na powrót do rozmów z zarządem w każdym momencie.

 – Jeszcze raz proszę prezesa Brauna i zarząd, aby usiedli z nami do rozmów – mówi. – Wyrzucenie takiej masy ludzi nikomu nie przyniesie korzyści. Przecież mamy pootwieranych wiele kanałów i pieniądze, gdyż spółka przynosi zyski. Czy zarząd nie zdaje sobie sprawy, że za chwilę będą to kolejne osoby, które zostaną bez pracy? Czy nie interesuje to rządu i premiera Tuska, który mówił o likwidacji umów śmieciowych? – mówi.

W połowie listopada zakładowy związek Wizja przekształcił się w organizację ogólnopolską, która ma zrzeszać pracowników wszystkich mediów. Związek działający w TVP jest od tej pory jej organizacją zakładową.

Cudzoziemcom będzie łatwiej prowadzić firmę w Polsce

CEO Magazyn Polska

Ułatwienia dla pracowników, ale i dla przedsiębiorców spoza kraju, wprowadzi nowa ustawa o cudzoziemcach. Od maja tego roku będzie mniej biurokracji i ograniczeń w prowadzeniu firmy i w osiedlaniu się takich pracodawców w Polsce.

 – Do tej pory przepisy były dość skomplikowane w przypadku prowadzenia firmy przez cudzoziemców. Mówiły o działalności gospodarczej, która jest korzystna dla polskiej gospodarki. Chodziło tu między innymi o nowe technologie, inwestycje, o stwarzanie szans na rozwój nowych miejsc pracy – mówi Ewa Piechota z Urzędu ds. Cudzoziemców.

Jak dodaje, interpretacja tych przepisów była niejednoznaczna i przysparzała trudności wojewodom wydającym obcokrajowcom pozwolenia na prowadzenie takiej działalności. Poza tym nie dawała możliwości starania się o pobyt cudzoziemcom, którzy dopiero otwierali w Polsce działalność gospodarczą.

 – Przesłanka działalności korzystnej dla gospodarki narodowej pozostaje, ale jej interpretacja i sprawdzenie tej korzystności będą o wiele łatwiejsze. Wojewodowie będą badali, czy cudzoziemiec, który ją prowadzi, osiąga wymagane przepisami dochody, czy zatrudnia odpowiednią liczbę pracowników, albo też, czy podejmuje działania, które w przyszłości zapewnią spełnienie tych warunków – wyjaśnia Ewa Piechota.

Według art. 142 ust. 3 przyjętej ustawy o cudzoziemcach, przedsiębiorca spoza Polski będzie musiał wykazać, że osiągnął dochód nie niższy niż 12-krotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w województwie, w którym firma ma siedzibę (lub mieszka przedsiębiorca). Albo że zatrudnia na czas nieokreślony i w pełnym wymiarze co najmniej dwóch pracowników będących obywatelami polskimi lub cudzoziemcami.

Te zmiany są o tyle istotne, że według GUS („Prognoza ludności Polski na lata 2008-2035”) po 2020 roku należy spodziewać się wyraźnego spadku liczebności „zasobów pracy”. W perspektywie roku 2030 wielkość populacji Polski może zmniejszyć się w porównaniu ze stanem obecnym o około 1,3 mln osób. Dlatego wskazuje się na konieczność liberalizacji zasad wjazdu i pobytu cudzoziemców w Polsce.

Tylko 14 proc. Polaków zamierza wyjechać na zimowy wypoczynek. Wydadzą ok. 4 mld zł

CEO Magazyn Polska

Zimowe wakacje w szkołach zaczynają się już 20 stycznia i potrwają – w różnych województwach – do początku marca. W tegoroczne ferie 13 proc. rodziców zamierza wysłać swoje dzieci na obóz. Wśród dorosłych zimowy wyjazd zaplanowało jedynie 14 proc. badanych – wynika z badania KPMG.

Dwutygodniowe ferie jako pierwsi rozpoczynają uczniowie z województw: lubelskiego, łódzkiego, podkarpackiego, pomorskiego i śląskiego. Jako ostatnie będą wypoczywać dzieci z województw: dolnośląskiego, mazowieckiego, opolskiego i zachodniopomorskiego. Wrócą do szkół dopiero 3 marca. Z badania KPMG wynika, że w tym roku 13 proc. rodziców chce wysłać swoje dzieci na zimowy obóz.

Wśród dorosłych Polaków zimowy wypoczynek nie jest zbyt popularny.

 – Zaledwie 14 proc. Polaków planuje wziąć urlop w tym okresie. I z reguły będzie to urlop 7-dniowy albo nawet krótszy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Monika Palmowska, dyrektor w KPMG Doradztwo Podatkowe.

Najczęściej na wyjazdy decydują się osoby młode, dobrze wykształcone i stosunkowo zamożne.

29 proc. osób deklarujących zamiar wyjazdu wybierze się za granicę. Najczęściej wymieniane kierunki to: Włochy, Austria, Niemcy i Francja. Choć z danych Traveplanet.pl wynika, że rezerwacje pobytów w zagranicznych kurortach wzrosły w tym roku o 40 proc., to zimowe wakacje urlopowicze najczęściej spędzają w kraju. Preferowane są wyjazdy rodzinne.

 – Trzy czwarte urlopowiczów pozostanie w kraju i tu będzie wypoczywać. Nie decydują tu raczej pobudki patriotyczne, tylko przede wszystkim koszty. Wyjazdy zagraniczne oznaczają wydatki rzędu kilku tysięcy złotych, natomiast krajowe są znacznie tańsze. Zdecydowana większość organizuje wspólne wyjazdy, w gronie rodziny i znajomych – tłumaczy Monika Palmowska.

Wyjeżdżający podkreślają, że urlopy spędzają aktywnie, począwszy od sportów zimowych (54 proc.), a na spacerach i zwiedzaniu (odpowiednio 77 i 57 proc.) skończywszy.

 – Pamiętajmy, że to są deklaracje. 60 proc. rodaków deklaruje, że ferie spędza aktywnie, uprawiając sporty zimowe. Dużą popularnością cieszą się spacery i zwiedzanie. Ale dopiero w praktyce okaże się, czy deklaracje mają pokrycie w rzeczywistości – uważa ekspert z KPMG.

Zgodnie z deklaracjami badanych w tym roku wydadzą na zimowe wyjazdy 4 mld zł. To mniej niż przed rokiem.

 To kwota sześciokrotnie niższa od wydatków na święta i sylwestra. Co prawda kwota przypadająca średnio na gospodarstwo domowe – ok. 1,8 tys. zł – nie jest niska, ale wydatki związane z feriami zimowymi i z wyjazdami, dotyczą niewielkiej grupy – wyjaśnia dyrektor w KPMG Doradztwo Podatkowe.

Zdaniem Moniki Palmowskiej obniżenie tegorocznych wydatków w porównaniu z feriami zeszłorocznymi wynika nie tylko z braku poczucia bezpieczeństwa ekonomicznego i obaw dotyczących sytuacji gospodarczej. Duże znaczenie miał wyjątkowo długi, dopiero co zakończony okres świąteczno-noworoczny, na który – według KPMG – Polacy zamierzali wydać aż 24 mld zł.

 – Nasze budżety zostały już nadszarpnięte przez huczne przywitanie nowego roku i poprzez wydatki bożonarodzeniowe. To znacznie większe kwoty, dodatkowo wydawane w stosunkowo krótkim czasie – podsumowuje Palmowska.

Drogie whisky przez ostatnie pięć lat dało 170 proc. zysku. Jednak nie wszystkie edycje trunku nadają się do inwestowania

CEO Magazyn Polska

Rośnie liczba Polaków inwestujących w drogie alkohole, szczególnie w whisky. W ciągu ostatnich pięciu lat średni wzrost wartości najpopularniejszych drogich whisky wyniósł aż 170 proc. Rynek alkoholi jest zdecydowanie mniej ryzykowny niż np. rynek złota, choć na wejście potrzeba minimum 10 tys. zł.

 – Whisky Highland, firma, która zajmuje się tym trunkiem pod kątem inwestycyjnym, zestawiła, w jakim tempie i jak intensywnie drożeje 1000 najbardziej popularnych i topowych whisky na rynku. Od września 2008 do września 2013 roku ten indeks wrósł o ponad 170 proc., czyli dosyć szybko nabierają wartości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Morozowicz, zarządzający portfelami alkoholi w Wealth Solutions.

Inwestowanie w drogie alkohole jest coraz bardziej popularne wśród Polaków – w 2012 r. rynek whisky po raz pierwszy przekroczył wartość miliarda złotych. Stopa zwrotu z inwestycji w drogie whisky zależy od konkretnego gatunku i edycji. Zarobku nie gwarantuje sama prestiżowa destylarnia, bo nawet te najlepsze produkują whisky z różnych półek.

W przypadku najlepszych trunków można jednak liczyć na bardzo duży zysk. By liczyć na dobry zwrot, trzeba zainwestować co najmniej 10-15 tys. zł. Morozowicz podkreśla, że minimalny czas inwestycji to 4-6 lat, ale wielu klientów trzyma drogie alkohole nawet dłużej przed wystawieniem ich na aukcję. Im mniej butelek z danej edycji zostaje na rynku, tym większa ich wartość.

 – Destylarnia Macallan wypuściła na rynek w roku 1981 z okazji ślubu księcia Karola i księżnej Diany whisky Macallan Royal Marriage, która kosztowała 20-25 funtów ponad trzy dekady temu. Ostanie transakcje aukcyjne to były kwoty około 2600 funtów za butelkę, więc można dużo zarobić – podkreśla Morozowicz.

Dodaje, że inwestycje w alkohole są znacznie pewniejsze niż np. w złoto. Rynek whisky nie jest spekulacyjny, a transakcje odbywają się głównie na aukcjach. Według Morozowicza przypomina to bardziej handel antykami czy dziełami sztuki niż transakcje finansowe.

Nie oznacza to jednak, że każda whisky z czasem będzie zyskiwać na wartości. Whisky irlandzkie i amerykańskie, destylowane w inny sposób i łagodniejsze w smaku, nie są tak dobrą inwestycją jak szkockie.

 – Wszystkie popularne marki, które cieszą się największym zainteresowaniem polskich konsumentów, nie są dobre pod kątem inwestycyjnym. Co roku miliony butelek takiej samej edycji wychodzi na rynek, a chodzi o to, żeby to był trunek unikalny, czyli najwyżej plasowane są whisky single malt [z jednego typu słodu  red.] i single cask, czyli z jednej konkretnej beczki – tłumaczy Morozowicz.

Rośnie także popularność i wartość whisky japońskich, m.in. z destylarni Karuizawa oraz Yamazaki, choć alkohole z tego kraju to tylko 0,2 proc. światowej produkcji. Wśród szkockich destylarni szczególną popularnością wśród inwestorów cieszą się m.in:. Glenfarclas, Dalmore czy Ardbeg. Jak wynika z indeksu Whisky Highland, dobre zwrotu przynoszą też whisky Macallan czy Port Ellen.

Na pewno będzie jeszcze kilka edycji topowych, starych whisky, najwyżej plasowanych, chociaż wielkie premiery zdarzają się coraz rzadziej, bo takich gatunków jest coraz mniej. W końcu nie inwestuje się w młodą whisky, whisky w beczkach tak jak na przykład w przypadku wina, ponieważ nie wiadomo, jak whisky będzie się przechowywała. Tu chodzi o to, co ma potwierdzoną przez krytyków jakość – ocenia Morozowicz.

Warszawski rynek nieruchomości komercyjnych najbardziej atrakcyjny w Europie Środkowo-Wschodniej

Według najnowszego rankingu perspektyw na rynku nieruchomości najbardziej atrakcyjną lokalizacją nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo –Wschodniej wciąż pozostaje Warszawa. Stolica wyprzedziła wszystkie miasta z naszego regionu, zajmując jedenaste miejsce w ogólnoeuropejskim zestawieniu. Na pierwszych miejscach rankingu znalazły się Monachium, Dublin i Hamburg – wynika z raportu „Emerging Trends in Real Estate Europe 2014” firmy doradczej PwC i Urban Land Institute. Moskwie przypadła 13. pozycja w zestawieniu, Pradze 16., a Budapeszt znalazł się dopiero na 27. miejscu tegorocznego rankingu.

Raport Emerging Trends in Real Estate Europe 2014 – przygotowany przez PwC oraz Urban Land Institute – pokazuje rynek nieruchomości komercyjnych w trzech aspektach: perspektyw na rynku nieruchomości w odniesieniu do inwestycji już poczynionych w latach poprzednich (istniejące inwestycje), perspektywy w odniesieniu do nowych inwestycji oraz perspektyw dla działalności deweloperskiej.

„Atutem naszego rynku jest silna pozycji Polski na tle innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej, bliskość geograficzna z Niemcami oraz największy w tym regionie rynek konsumencki. Należy mieć jednak świadomość, że ze względu na dużą podaż powierzchni w stolicy, a co za tym idzie – presję na obniżkę czynszu odbijającą się na rentowności – Warszawie wyrastają bardzo silni lokalni konkurenci: Wrocław, Kraków oraz Gdańsk” – wyjaśnia Kinga Barchoń, dyrektor w zespole ds. nieruchomości PwC.

W rankingu dotyczącym perspektyw dla działalności deweloperskiej Warszawa znalazła się na 15. pozycji (Moskwa, Praga, i Budapeszt odpowiednio na 4., 12. i 18.). W kategorii inwestycji w nowe nieruchomości, stolica zajęła 21. miejsce, plasując się za Moskwą i Pragą (odpowiednio 11. oraz 19. pozycja) i przed Budapesztem (28. miejsce).
„Warszawa wciąż pozostaje kierunkiem atrakcyjnym dla inwestorów z branży nieruchomości komercyjnych, choć w ostatnim roku lekko przesunęła się w dół rankingów. Miasto zaczyna być postrzegane jako dojrzały rynek, który coraz częściej jest porównywany z Europą Zachodnią niż Środkowo Wschodnią. Dodatkowo, w latach 90-tych mieliśmy do czynienia z rodzącym się rynkiem inwestycyjnym – możliwości było więcej i nie wymagały one większego wysiłku ze względu na istniejące potrzeby naszego rynku i braki w porównaniu z Europą Zachodnią. Obecnie inwestycje muszą być o wiele bardziej przemyślane, aby zapewnić spodziewane korzyści biznesowe”– mówi Kinga Barchoń, dyrektor w zespole ds. nieruchomości PwC.

Liderzy rankingu rankingu perspektyw na rynku nieruchomości
Liderem tegorocznego rankingu analogicznie jak w roku poprzednim zostało Monachium, zajmując odpowiednio 1. miejsce w kategorii perspektyw dla rynku nieruchomości oraz 2. w kategorii perspektyw dla działalności deweloperskiej. Zaskoczeniem roku jest wysoka pozycja Dublina, który uplasował się na 2. miejscu w kategorii perspektyw dla rynku nieruchomości oraz 1. w kategorii nowych inwestycji, awansując tym samym aż o 18 pozycji w porównaniu do zestawienia z ubiegłego roku.

„Utrzymująca się popularność Monachium nie jest zaskoczeniem z uwagi na stabilną sytuację gospodarczą Niemiec, niską stopę bezrobocia oraz rosnącą populację. Wszystkie te elementy sprawiają, iż miasto to stanowi oczywisty wybór dla inwestorów poszukujących bezpiecznych inwestycji” – przekonuje Kinga Barchoń. „Z kolei Dublin wygrywa dzięki rosnącej w ostatnim czasie skłonności inwestorów do podejmowania większego ryzyka w oczekiwaniu na większy zysk. Rynek ten przyciąga krajowych i międzynarodowych inwestorów atrakcyjnym poziomem cen i coraz lepszymi perspektywami ekonomicznymi Irlandii”.

Co istotne, Dublin nie jest przypadkiem odosobnionym – poprawę pozycji odnotowały także inne miasta znajdujące się w ubiegłym roku w dalszej części rankingu, takie jak Madryt czy Barcelona. „Ożywienie inwestycji w Irlandii oraz zakres, w jakim odrodzi się hiszpański rynek nieruchomości, to dwa z najbardziej ważkich tematów na rok 2014” – zauważa Joe Montgomery, dyrektor generalny ULI Europe.

Wraz z poprawą koniunktury ekonomiczno-politycznej, a co za tym idzie zwiększoną pewnością inwestorów, w 2014 roku walka o aktywa na rynku nieruchomości przybierze na sile i obejmie nowe lokalizacje. Uwaga inwestorów przesunie się od pierwszej klasy nieruchomości na rynkach europejskich w stronę nieruchomości dających większą szansę na zysk, zlokalizowanych poza stolicami. „Inwestycje w nieruchomości biurowe w Monachium mogą przynieść zysk rzędu 4%, natomiast inwestorzy zainteresowani mniejszymi rynkami niemieckimi, takimi jak Stuttgart, są w stanie osiągnąć zysk w wysokości nawet 6,5%”. W Warszawie stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości biurowych kształtowały się na poziomie ok. 6,25 proc, w miastach regionalnych są one o 1 -1,5% wyższe” – mówi Kinga Barchoń.

Według raportu „Emering Trends in Real Estate Europe”, inwestorzy wierzą, że rok 2014 przyniesie także dużo pozytywnych zmian odnośnie sytuacji w sektorze finansowym, a tym samym zwiększonej dostępności i wysokości finansowania. Obecnie aż 71% respondentów uważa, iż w najbliższym roku wzrośnie wielkość finansowania bankowego, a 51% że zwiększy się także jego dostępność.

„Jak wynika z naszego badania inwestorzy nie oczekują, że sytuacja na rynku wróci do poziomu sprzed kryzysu, lecz ogólny optymizm daje podstawy by sądzić, że dość trudna sytuacja na europejskim rynku nieruchomości w ostatnim czasie ulegnie jednak znacznej poprawie” – podsumowuje Kinga Barchoń.

Informacje o raporcie Emerging Trends in Real Estate® Europe

Raport Emerging Trends in Real Estate Europe jest przygotowywany przez firmę doradczą PwC oraz Urban Land Institute regularnie od 2003 roku. Omawia on rynki europejskie pod względem perspektyw inwestycyjnych oraz rozwojowych w obszarze nieruchomości. Tegoroczna publikacja powstała w oparciu o opinie ponad 500 czołowych przedstawicieli branży – inwestorów, deweloperów, finansistów i zarządców nieruchomości.

Informacje o Urban Land Institute

Urban Land Insitute (www.uli.org) to globalny instytut edukacyjno-badawczy o charakterze
non-profit, wspierany przez swoich członków. Jego misją jest wyznaczanie kierunków w odpowiedzialnym wykorzystaniu ziemi, a także tworzeniu i utrzymywaniu dobrze prosperujących społeczności na całym świecie. Instytut został założony w 1936 r. i ma niemal 30 tys. członków reprezentujących wszystkie aspekty wykorzystania ziemi i dyscypliny związane z budownictwem.

Baza cen transakcyjnych z rynku nieruchomości w Polsce

Emmerson Evaluation opracował E-VALUER, pierwszą i jedyną w Polsce bazę cen transakcyjnych z rynku nieruchomości. Bankom i spółkom oferuje dostęp do systemu w całości opartego na faktycznych cenach, po których zawierane są transakcje kupna-sprzedaży nieruchomości w kraju. Dzięki wiarygodnym informacjom o cenach nieruchomości w danej lokalizacji, banki będą mogły dużo precyzyjniej niż dotychczas oceniać wartości zabezpieczeń przy udzielaniu kredytów hipotecznych oraz aktualizować portfele posiadanych zabezpieczeń. To z kolei pozwoli im lepiej dopasowywać warunki kredytów do konkretnych przypadków i poszczególnych kredytobiorców.

Precyzyjna i odzwierciedlająca stan faktyczny wycena nieruchomości jest kluczowa w procesie kredytowym, bo definiuje wartość i jakość jego zabezpieczenia, na podstawie których bank szacuje ryzyko związane z kredytem. Konsekwencje obarczonej błędem wyceny nieruchomości odczuwa wprost kredytobiorca, gdyż od wyceny nieruchomości zależą np. wskaźnik LTV, maksymalna kwota kredytu, którego udzieli bank, oraz wysokość udziału własnego, którego zażąda. Przez złe wyceny nieruchomości, warunki kredytów hipotecznych często ulegają odchyleniu w stronę niekorzystną dla kredytobiorcy. Zwiększają one także ryzyko, że kredytobiorca będzie musiał zapewnić dodatkowe zabezpieczenie. I to nie tylko na etapie zaciągania kredytu, ale również w toku jego trwania, kiedy bank ponownie wycenia nieruchomość, aby utrzymać dozwolone wskaźniki LTV – zwraca uwagę Dariusz Książak, prezes zarządu Emmerson Evaluation.

Dbałość o jak najtrafniejsze dopasowanie warunków udzielanych kredytów do sytuacji finansowej kredytobiorców oraz do wartości kupowanych przez nich mieszkań jest wymagana od banków przez Komisję Nadzoru Finansowego. Zgodnie z wydaną przez KNF Rekomendacją J, przy szacowaniu wartości nieruchomości zabezpieczających kredyty hipoteczne, banki powinny korzystać z wiarygodnych źródeł, przede wszystkim z baz danych dostarczanych przez wyspecjalizowane firmy. Dotychczas były to bazy nie w pełni wykorzystujące dane transakcyjne, za to w głównej mierze oparte o wartości wyliczone wg założonych wzorów – czysto teoretyczne i uwzględniające dane z „wtórnego obiegu”, często nieobiektywne.

System E-VALUER ma bezwzględną zaletę – jest wiarygodny i precyzyjny. Jego przewaga wynika z dwóch aspektów. Po pierwsze, jako jedyna baza danych o nieruchomościach, E-VALUER zawiera wyłącznie dane o transakcjach, które rzeczywiście miały miejsce i zostały sfinalizowane, bez elementów szacowania wartości. Dane do bazy są na bieżąco pozyskiwane i opisywane przez osoby zajmujące się wyceną nieruchomości oraz analizami rynku, tj. Rzeczoznawców Majątkowych Emmerson Evaluation oraz dedykowanych specjalistów. Po drugie, E-VALUER liczy ponad 400 tys. transakcji, a ich liczba cały czas rośnie. E-VALUER obejmuje zasięgiem całą Polskę, łącznie z mniejszymi miastami. Dzięki swojej konstrukcji, czyli oparciu o dane transakcyjne, E-VALUER jako jedyna baza odzwierciedla to, co dzieje się na rynku mieszkaniowym i komercyjnym, i przez to najpełniej wypełnia główną ideę Rekomendacji J – mówi Dariusz Książak.

Baza E-VALUER jest zamknięta w dedykowanej aplikacji IT, pozwalającej na wielowymiarową analizę i tworzenie wielu typów raportów o rynku nieruchomości – nie tylko mieszkań, ale też nieruchomości komercyjnych. Jednocześnie jest zgodna ze wszystkimi wymaganiami ujętymi w Rekomendacji J przez KNF.

Sprzedaż samochodów osobowych w 2013 r.: Polska przyspieszyła, w Europie spadki wyhamowały

Z najnowszych danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów (ACEA) wynika, że w całym 2013 r. w Europie zostało zarejestrowanych 11,85 mln samochodów osobowych, czyli o 1,7% mniej niż rok temu. To szósty z kolei rok zakończony spadkiem. Jak spodziewali się tego przedstawiciele Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, lepszym wynikiem może pochwalić się Polska. Nasz kraj pierwszy raz od trzech lat zanotował ponad 6% wzrost r/r (prawie 290 tys. sprzedanych aut osobowych).

Miniony rok zakończyliśmy przyzwoitym wynikiem. Co prawda o takim urodzaju jak w amerykańskich i chińskich salonach nie ma mowy, jednak na tle pozostałych członków UE, jeśli spojrzymy na dynamikę rok do roku, wypadamy nieźle. Tego samego nie mogę powiedzieć o wolumenie rejestracji nowych samochodów osobowych, który, choć i tak zawyżony przez zjawisko reeksportu, w porównaniu z Włochami, Francją czy Wielką Brytanią jest wciąż bardzo niski – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems, członek Polskiej Izby Motoryzacji. Na odbicie sprzedaży osobówek zapracowała przede wszystkim druga część roku, w której każdy miesiąc zakończył się wzrostem rejestracji rok do roku – dodaje Gos.

W grudniu w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 26,4 tys. nowych samochodów osobowych, czyli o ponad 25% więcej niż w tym samym miesiącu 2012 r. W całym 2013 r. z polskich salonów wyjechało prawie 290 tys. osobówek (+6,3% r/r). Jeśli chodzi o strukturę kupujących, to w blisko 60% salony odwiedzały firmy, a tylko 40% nabywców to klienci indywidualni.

Unia Europejska ze spadkiem
Dla Europy, miniony rok jest szóstym z kolei, w którym mapa rejestracji nowych samochodów osobowych rysuje się na czerwono. W sumie sprzedano 11,85 mln aut, co oznacza 1,7% spadek r/r. Co prawda europejski rynek nadal jest na minusie, a wolumen sprzedaży jest najniższy od kilku lat, jednak jak się spodziewaliśmy, w porównaniu do ubiegłorocznego wyniku skumulowanego minus jest znacznie mniejszy. Zawdzięczamy to ostatnim miesiącom roku, w których, podobnie jak w Polsce, mieliśmy do czynienia ze wzrostowym trendem rejestracji samochodów osobowych – podsumowuje Jacek Opala, dyrektor ds. rozwoju sprzedaży w Exact Systems. Sam grudzień zakończył się najwyższą dynamiką rok do roku od grudnia 2009 r. – z salonów europejskich wyjechało ponad 900 tys. aut, czyli o 13%więcej r/r.

Najwięcej samochodów osobowych w 2013 r. zostało sprzedanych w Niemczech, które rok do roku odnotowały jednak 4% spadek (2,95 mln rejestracji). Na drugim miejscu uplasowała się Wielka Brytania, która z wolumenem sprzedaży na poziomie 2,26 mln wypracowała aż 11% dynamikę r/r. Wyspy są fenomenem w skali europejskiej – od ponad dwudziestu miesięcy mogą chwalić się wzrostem rejestracji i w tym momencie trudno jest nam określić, jak długo ten trend będzie jeszcze trwał – dodaje Opala. Główne rynki europejskie w ubiegłym roku odnotowały spadki, a wśród nich są m.in. Włochy (-7% r/r) oraz Francja (-6% r/r).

W Polsce numerem jeden Skoda, w Europie Volkswagen
Jak podaje IBRM Samar, najchętniej kupowanym samochodem w 2013 r. w segmencie osobówek w Polsce była Skoda (ponad 36 tys. sprzedanych modeli), tuż za nią uplasowały się Volkswagen i Toyota. Polacy najchętniej kupowali Skodę Oktavię. Nieco inaczej prezentuje się europejska mapa producentów. W ciągu minionych dwunastu miesiącach, pomimo kilkuprocentowego spadku, liderem sprzedaży pozostaje marka Volkswagen z 1,5 mln sprzedanymi autami. Najpopularniejszym modelem był podobnie jak przed rokiem VW Golf – mówi Jacek Opala.

2014 r., i Polska, i Europa zakończą na plusie
Ostatnie dane makroekonomiczne, jak i te dotyczące przemysłu, skłaniają mnie do optymistycznego przypuszczenia, że obecny rok, zarówno dla polskiej jak i europejskiej branży motoryzacyjnej będzie lepszy od minionego. W Polsce, szczególnie w pierwszych miesiącach będziemy mieć do czynienia ze wzrostem popytu na nowe osobówki za sprawą okna derogacyjnego, które umożliwia firmom odliczenie całego VAT-u od zakupionej floty. Liczba 310–320 tys. nowych rejestracji w tym roku, co da nam ok. 5-10% wzrost r/r, wydaje się moim zdaniem realna – ocenia Paweł Gos.
W materiale prasowym zostały wykorzystane dane Głównego Urzędu Statystycznego, Centralnej Ewidencji Pojazdów, ACEA oraz IBRM Samar.

Spotkanie prezydenta Gdańska z przedstawicielami biznesu

W dniu dzisiejszym tj. 16 stycznia (czwartek) o godz. 15.00 w Gdańskim Parku Naukowo-Technologicznym, przy ul 3 Lipy 3, budynek C (wejście główne) obędzie się Noworoczne Spotkanie prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza się z przedstawicielami biznesu. Jedną z atrakcji spotkania będzie prezentacja oryginalnej Statuetki Oscara.

Podczas spotkania prezydent Gdańska podsumuje miniony rok i poinformuje o planach Gdańska na 2014 rok i zbliżająca się nową perspektywę finansowania unijnego na lata 2014-2020.

Prelegentami oprócz gdańskiego włodarza będą także prezes Pomorskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej Teresa Kamińska oraz Janusz Lewandowski, członek Komisji Europejskiej. Oficjalną część zakończy się prezentacją wytwórni filmowej BreakThru Films dotyczącą powstającego filmu „Loving Vincent”.

Mniej oficjalną „atrakcją” spotkania będzie prezentacja oryginalnej statuetki Oscara, którą w 2008 roku Amerykańską Akademia Filmowa przyznała animacji „Piotruś i wilk”. Nagrodzony obraz był wspólną produkcją łódzkiego studia Se-ma-for i brytyjskiej firmy BreakThru Films.

NIK: system opieki nad bezdomnymi zwierzętami do poprawki

W ubiegłym roku NIK sprawdziła, jak gminy wywiązują się z zadań związanych z ochroną zwierząt. Chodziło głównie o bezdomne psy i koty, które powinny mieć zapewnioną opiekę w schroniskach. Kontrola wykazała, że poprawa losu bezdomnych zwierząt wymaga m.in. zmian w prawie. NIK zgłosiła szereg wniosków de lege ferenda, o których prezes Izby Krzysztof Kwiatkowski poinformował posłów i senatorów. Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt kończy właśnie pracę nad nowelizacją szeregu ustaw i rozporządzeń, w której chce wykorzystać m.in. wszystkie kluczowe wnioski NIK dotyczące opieki nad bezdomnymi zwierzętami.

Zeszłoroczny raport NIK pokazał, jak bardzo ułomny w Polsce jest system opieki nad bezdomnymi zwierzętami. Wiele psów i kotów znika po odłowieniu przez hycli. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, gdzie się podziały, bo brak skutecznego systemu identyfikacji zwierząt. Istniejące schroniska są przepełnione i umiera w nich co czwarty zwierzak. Aż w 86 proc. skontrolowanych przez NIK miejsc przetrzymywania psów i kotów nie zapewniono im właściwych warunków.

Odławianie zwierząt i tworzenie pseudoschronisk stało się dla niektórych intratnym biznesem. Wskazują na to zarówno doniesienia prasowe, jak i raporty organizacji pozarządowych. Samorządy płacą prywatnym firmom za opiekę nad bezdomnymi psami i kotami, ale – jak wykazała NIK – połowa ze skontrolowanych gmin w ogóle nie sprawdzała, co się działo z dostarczonymi do schroniska zwierzętami. Samorządy zainteresowane były głównie wyłapywaniem bezdomnych psów i kotów. Wydały na to 80 proc. wszystkich pieniędzy przeznaczonych na opiekę nad zwierzętami. W następstwie takiego postępowania ponad 60 proc. skontrolowanych gmin zlecało wyłapywanie psów i kotów „donikąd” (bez zapewnienia im miejsc w schroniskach, na które zabrakło pieniędzy). Przy braku znakowania (czipowania) psów otwierało to drogę do ich uśmiercania albo umieszczania w przepełnionych i nie zawsze zapewniających właściwe warunki schroniskach.

NIK wskazała w swoim raporcie na konieczne zmiany w prawie. Wśród wniosków de lege ferenda znalazły się:

– ustawowy obowiązek rejestracji i znakowania psów (tzw. czipowanie), które pozwoli na śledzenie losów wyłapywanych zwierząt, a także sprawdzenie, czy trafiły do schroniska oraz kiedy oddano je do adopcji. Brak znakowania
umożliwiał nieuczciwym przedsiębiorcom pozbywanie się (uśmiercanie) wyłapanych psów przed oddaniem ich do schroniska albo pozbywanie się ich (uśmiercanie) na terenie schroniska;

– prawny wymóg umożliwiający prowadzenie schroniska pod warunkiem wydania przez inspekcję weterynaryjną decyzji stwierdzającej spełnienie przez wszystkich niezbędnych warunków;

– zobligowanie gmin do określenia w umowach z hyclami schronisk, do których mają trafić wyłapane zwierzęta, a w umowach ze schroniskami do formułowania precyzyjnych wymagań dotyczących opieki nad nimi. Gminy muszą też gwarantować sobie w umowach możliwości prowadzenia w schroniskach kontroli w oparciu o wskazane dokumenty do prowadzenia których schronisko w umowie zostanie zobowiązane;

– wprowadzenie w ustawie obowiązku opieki nad bezdomnymi zwierzętami (co uczyni z wyłapywania tylko pierwszy etap w procesie zapewnienia opieki, którego następstwem będzie umieszczenie bezdomnego zwierzęcia w schronisku i przeprowadzenie adopcji), zamiast dotychczasowego obowiązku ochrony przed nimi (co prowadziło do wyłapywania psów i kotów, dla których nie było miejsc w schroniskach);

– ustanowienie gminnych programów opieki nad bezdomnymi zwierzętami aktami prawa miejscowego (dzięki czemu zyskają moc prawną, równocześnie umożliwi to rozliczanie władz samorządowych z realizacji prawa).

Parlamentarny Zespół Przyjaciół Zwierząt kończy właśnie pracę nad nowelizacją ustaw i rozporządzeń, w której chce wykorzystać m.in. wszystkie kluczowe wnioski NIK. Stojący na czele Zespołu poseł Paweł Suski poinformował o tym prezesa Najwyższej Izby Kontroli Krzysztofa Kwiatkowskiego. Przed kilkoma miesiącami prezes NIK przedstawił w Sejmie najważniejsze ustalenia Izby dotyczące systemu opieki nad bezdomnymi zwierzętami w Polsce. W sprawie realizacji wniosków de lege ferenda prezes Izby rozmawiał z marszałkami Sejmu i Senatu oraz szefami kilku kluczowych komisji parlamentarnych. Nowelizacja przepisów zaproponowana przez NIK stwarza szansę na lepszą opiekę nad bezdomnymi zwierzętami.

Czwarta ustawa deregulacyjna wkrótce trafi pod obrady rządu. Duże ułatwienia dla portów

Kończą się pracę nad kolejnymi ułatwieniami dla przedsiębiorców. Czwarta ustawa deregulacyjna ma wkrótce trafić do Rady Ministrów zapowiada Janusz Piechociński. Zawiera ona tzw. pakiet portowy, mający ułatwić działalność polskich portów i terminali przeładunkowych, a co za tym idzie zwiększyć ich konkurencyjność w Europie. Ministerstwo Gospodarki zapowiada również polityczne wsparcie ekspansji na rynki zagraniczne, w tym na rynek irański.

  Prace nad czwartą deregulacją są już na finiszu procedowania i za chwilę pojawi się na Radzie Ministrów – powiedział dziennikarzom wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński. – To kolejny ruch ograniczający wiele obowiązków informacyjnych, co powinno zmniejszyć koszty funkcjonowania przedsiębiorczości.

Pierwsze dwie ustawy deregulacyjne, mające ułatwiać prowadzenie działalności gospodarczej, zostały przyjęte w 2011 roku, trzecia weszła w życie 1 stycznia 2013 roku i wprowadziła m.in. zmiany w zasadach kasowej metody rozliczania podatku VAT czy w uldze na złe długi.

Kluczowym elementem czwartej transzy deregulacji jest tzw. pakiet portowy, mający na celu poprawienie konkurencyjności polskich portów i terminali przeładunkowych. Wydłuży on m.in. termin, jaki upoważnieni przedsiębiorcy w imporcie mają na rozliczenie VAT.

 Nałożymy na administrację publiczną: służby celne, weterynaryjne, fitosanitarne obowiązek obsłużenia towaru w eksporcie i w imporcie w ciągu 24 godzin – mówi Piechociński. – Jeśli nasze doświadczenia będą pozytywne – a jesteśmy zdeterminowani, żeby takie były – to obowiązek ten rozszerzymy na wszystkie zewnętrzne granice Unii Europejskiej, będące polskimi przejściami granicznymi.

Dzięki proponowanym rozwiązaniom przyspieszy to czas przeprowadzenia kontroli, co w konsekwencji pozwoli przedsiębiorcy szybciej odebrać lub dostarczyć towar. Resort oczekuje, że ta zmiana umożliwi zwiększenie wolumenu odpraw celnych ostatecznych dokonywanych w Polsce.

Władze portów podkreślały, że to właśnie skomplikowane procedury i długi czas odprawy utrudnia im rywalizacje z zagranicznymi portami, np. z Hamburgiem.

„Potrzebna oferta polskich firm dla Iranu”

Wicepremier zapowiada też dalsze wspieranie ekspansji zagranicznej polskich firm. Strategicznymi rynkami, z którymi resort chciałby nawiązać ścisłą współpracę gospodarczą, pozostają kraje afrykańskie, Ameryki Południowej oraz Zatoki Perskiej. Piechociński podkreśla, że nowym, bardzo perspektywicznym kierunkiem staje się Iran.

 – Chcemy skorzystać z tego, że społeczność międzynarodowa złagodziła rygory wobec Iranu i czas najwyższy, aby polscy przedsiębiorcy przedłożyli ofertę, wspartą politycznymi działaniami, dla tego dużego kraju, który potrzebuje także naszych towarów i usług – zapowiada minister gospodarki.

20 stycznia rozpocznie się wdrażanie tymczasowego porozumienia między Iranem a grupą 5+1, złożoną ze Stanów Zjednoczonych, Chin, Wielkiej Brytanii, Rosji, Francji i Niemiec. W zamian za ograniczenie irańskiego programu nuklearnego, kraje te zadeklarowały złagodzenie nałożonych na Iran sankcji gospodarczych.

Lasy Państwowe zmuszone do rezygnacji z części inwestycji. Niektóre drogi leśne nie powstaną

CEO Magazyn Polska

Tegoroczne inwestycje Lasów Państwowych – planowane na ok. 1 mld zł – muszą zostać ograniczone. W tym i kolejnym roku, zgodnie z przyjętym przez rząd projektem ustawy, Lasy będą musiały odprowadzić do budżetu państwa po 800 mln zł. Przez nowe zobowiązanie ucierpią m.in. inwestycje w leśne drogi. A te są potrzebne do tego, by sprawnie transportować drewno, którego sprzedaż jest źródłem przychodów organizacji.

 – Musimy przeformułować nasz plan finansowo-gospodarczy i wygospodarować pieniądze na zapłacenie 800 mln zł w tym roku i kolejnych 800 mln w roku przyszłym. W tej chwili jedynym rozwiązaniem jest to, żebyśmy zrezygnowali z inwestycji, które zaplanowaliśmy na kwotę około 1 mld zł – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anna Malinowska, rzeczniczka Lasów Państwowych.

Ograniczone zostaną m.in. wydatki na infrastrukturę leśną, czyli głównie drogi. Wywóz drzewa z lasów jest dla Lasów Państwowych bardzo istotny, bo jego sprzedaż to główne źródło przychodów. W 2012 r. ponad 86 proc. przychodów organizacji (6,3 mld zł) pochodziło właśnie z tej działalności.

Jak podkreśla Malinowska, dzięki utrzymującej się od paru lat dobrej koniunkturze na rynku drzewa kondycja finansowa LP jest bardzo dobra. Lasy Państwowe są instytucją samofinansującą się, funkcjonującą na zasadach rynkowych i bez dopłat z budżetu. W 2012 r. wypracowały zysk netto wynoszący niemal 260 mln zł, a do Skarbu Państwa odprowadziły niemal 168 mln zł podatku leśnego oraz ponad 42 mln zł podatku dochodowego.

 – Pieniądze, które zarabiamy na sprzedaży drewna, przeznaczamy na ochronę przyrody, na ochronę przeciwpożarową, na wszystkie prace, które w lasach trzeba wykonać. Niestety trzeba ponieść dużo nakładów pieniężnych, żeby za kilkadziesiąt lat móc pozyskać drewno – zaznacza Malinowska.

Jeśli ustawa zostanie zmieniona w sposób przyjęty przez rząd, to do budżetu państwa trafi cała nadwyżka, którą Lasy Państwowe wypracowały w latach 2009-2012. Było to łącznie ok. 1,62 mld zł. Rząd proponuje, by jeszcze w tym roku organizacja zapłaciła państwu 800 mln zł w czterech ratach. Taką samą kwotę Lasy Państwowe będą musiały zapłacić w 2015 roku, a od 2016 r. do budżetu będzie trafiać 2 proc. rocznie ze sprzedaży drewna. Jeśli takie zasady obowiązywałyby w 2012 r., to państwo otrzymałoby dodatkowo ponad 125 mln zł.

 – Musimy zmienić nasze plany, które mieliśmy na 2014 rok, ponieważ jesienią, kiedy planowaliśmy inwestycje i budżet na rok 2014, nie wiedzieliśmy jeszcze o tego typu zmianach – ubolewa Malinowska. Dodaje jednak optymistycznie: – Rok 2014 zapowiada się nieźle na rynku drzewnym. Nie będzie żadnych problemów, jeśli będziemy mieli dalej dobrą koniunkturę i ceny drewna będą korzystne.

A. Szejnfeld: będą kolejne propozycje PO dla przedsiębiorców. Najważniejszą kodeks budowlany

CEO Magazyn Polska

Pakiet startowy PO, czyli propozycja ułatwień dla początkujących przedsiębiorców lub wracających na rynek, to – według zapowiedzi – pierwsza z wielu w tym roku. Pomysłodawca pakietu, poseł Adam Szejnfeld podkreśla, że najważniejszym projektem będzie ukończenie prac nad kodeksem budowlanym, który ma przyspieszyć działania inwestorów w Polsce.

 – Kodeks budowlany miałby skonsolidować przepisy dotyczące inwestycji w Polsce, które dzisiaj są rozrzucone w bardzo wielu ustawach, aktach rangi ustawowej i rozporządzeń, a jednocześnie przedłużają nam działania – co widać w międzynarodowych rankingach – mówi Adam Szejnfeld, poseł Platformy Obywatelskiej, przewodniczący Sejmowej Komisji ds. Związanych z Ograniczaniem Biurokracji.

W tegorocznym światowym rankingu wolności gospodarczej (The Heritage Foundation i Wall Street Journal) Polska wprawdzie awansowała o siedem pozycji, ale wciąż jest to odległe 50. miejsce (na 186 państw). W zestawieniu wyżej znalazły się 22 kraje europejskie.

 Kodeks budowlany ma przede wszystkim ułatwić i przyspieszyć działania inwestorów w Polsce. To będzie, moim zdaniem, najważniejsze rozwiązanie, jakie w tym roku przyjmiemy – zapowiada Szejnfeld w rozmowie z Newserią Biznes.

Na ułatwienia dla przedsiębiorców ukierunkowana jest też pierwsza propozycja Szejnfelda, przedstawiona kilka dni temu, czyli tzw. pakiet startowy. 

 – Jest to projekt, który ma ułatwiać decyzję o wejściu na rynek tym, którzy chcą zakładać nowe firmy, bądź też o powrocie na rynek osobom, które już prowadziły biznes, nie powiodło się im lub z innych powodów zamknęli firmę, a teraz chcą do tego wrócić – wyjaśnia pomysłodawca pakietu.

Propozycja przewiduje dwa rozwiązania. Pierwsze to wakacje ubezpieczeniowe, czyli zwolnienie przedsiębiorcy z płacenia składek na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne przez pierwsze pół roku, a w kolejnych dwóch latach – ich radykalne obniżenie.

 – Przez następne dwa lata płaciłby składki, ale radykalnie obniżone. Byłoby to obliczane od 20 proc. wartości płacy minimalnej – wyjaśnia poseł PO. – Druga propozycja to kredyt podatkowy, czyli propozycja, by przez pierwsze dwa lata przedsiębiorca nie płacił żadnych podatków dochodowych.

W opinii Szejnfelda, pozwoli to na kilkunastomiesięczne kumulowanie kapitału, umacnianie pozycji firmy na rynku i budowanie przewag konkurencyjnych. Kredyt miałby być spłacany od trzeciego roku, przez pięć lat w wysokości 20 proc. wartości otrzymanej pomocy.

Pakiet jest skierowany przede wszystkim do absolwentów, bezrobotnych oraz osób w grupie wiekowej 50+. 

Wciąż niewielu Polaków w zarządach globalnych firm

CEO Magazyn Polska

Wykształcenie zdobyte na zachodnich uczelniach i doświadczenia z zagranicznych firm są najczęściej furtką do pracy na kierowniczych stanowiskach w światowych korporacjach. Wciąż jednak niewielu Polaków zasiada w zarządach globalnych koncernów. Oprócz niewystarczających kompetencji na przeszkodzie stoją również niechęć do mobilności i nieodpowiednie zdolności komunikacyjnych Polaków.

Zdaniem Jacka Pawlaka, prezesa Toyota Motor Poland, pierwszego Polaka na tym stanowisku, jest pięć głównych barier, które hamują międzynarodową karierę polskich menadżerów.

 – To kwestie kulturowe, nieodpowiednie kompetencje menedżerów, ich reputacja, niechęć do mobilności i niewielkie zdolności komunikacyjne Polaków – wymienia w rozmowie z Newserią Biznes Jacek Pawlak.

Prezes Toyota Motor Poland przez 6 lat pracował w brukselskim oddziale Toyoty nad międzynarodowymi projektami, wśród 52 menadżerów różnych narodowości. Jak podkreśla, nie było wśród nich Polaków.

Kwestie kulturowe to – mimo procesów globalizacji – wciąż istotny czynnik przy wyborze kadry zarządzającej. Prezes Toyota Motor Poland przytacza dane mówiące, że w Stanach Zjednoczonych 97,7 proc. prezesów największych firm to Amerykanie, 91 proc. prezesów włoskich firm to Włosi, a 85 proc. francuskich to Francuzi. 

 – Zazwyczaj tamtejsze firmy są zdominowane przez obywateli kraju, z którego pochodzi firma. Członkowie zarządów i prezesi tych korporacji wolą pracować z osobami tej samej narodowości, porozumiewającymi się tym samym językiem i według tych samych norm kulturowych – tłumaczy prezes Toyoty.

Nie oznacza to, że Polacy nie mogą zasiąść w fotelach globalnych zarządów. Kluczowa jest w tym przypadku edukacja, jednak jej model praktykowany nad Wisłą wymaga zmian.

 – Niestety muszę powiedzieć, że absolwenci zagranicznych uczelni są lepiej przygotowani do pracy i pewnie w procesie rekrutacji mają dużo większe szanse. Nie chodzi tu o kwestie teoretyczne, bo jesteśmy bardzo dobrzy z matematyki, ze statystyki, z ekonometrii – przypomina prezes. – Natomiast na uczelniach zagranicznych uczy się przede wszystkim praktycznych zagadnień – poczynając od obsługi PowerPointa, ale także kwestii komunikacyjnych, umiejętności prezentacji, zdolności interpersonalnych i nawiązywania kontaktów.

Nie bez znaczenia jest miejsce zajmowane przez nasze uczelnie w międzynarodowych rankingach. Według Listy Szanghajskiej, publikowanej od 10 lat przez Uniwersytet Jiao Tong w Szanghaju, na której znajduje się 500 najlepszych uczelni na świecie, polskie (Uniwersytet Warszawski i Jagielloński) od lat zajmują pozycje w czwartej setce. Na 100 możliwych do zdobycia punktów Uniwersytet Jagielloński dostał w tym roku 10,8, Warszawski – 16,3. Najlepszą uczelnią świata po raz 10. okazał się Uniwersytet Harvarda, za nim znalazły się dwie inne amerykańskie uczelnie – Uniwersytet Stanforda oraz Massachusetts Institute of Technology. Natomiast wśród europejskich szkół wyższych najlepsze okazały się dwie brytyjskie: Cambridge z miejscem piątym oraz Oxford, który zajął 10. pozycję.

 – Jeśli mamy dwóch kandydatów, z których jeden skończył London School of Economics, Oxford czy Cambridge, a z drugiej strony absolwenta Uniwersytetu Warszawskiego, to ci pierwsi mają dużo większe szanse. Musimy zadbać o to, żeby nasze uczelnie, które są przecież na wysokim poziomie, zajmowały ważne miejsca w międzynarodowych rankingach – podkreśla Jacek Pawlak.

Z brakiem wysokiego miejsca w tym i podobnych międzynarodowych rankingach, łączy się brak dobrej opinii o polskiej kadrze menadżerskiej.

 – Bardzo mało jest Polaków na wyższych stanowiskach i w związku z tym nie mamy jeszcze ustalonej reputacji świetnych menedżerów – zwraca uwagę Jacek Pawlak. – Zadaniem Polaków, którzy już pracują w korporacjach na wysokich stanowiskach, jest poprawiać tę opinię. Odnosząc sukcesy w zachodnich firmach, ustawiamy naszym kolegom, którzy przyjdą po nas, dużo wyżej poprzeczkę. Ale im będzie też łatwiej dostać się na takie stanowiska.

Kolejnymi barierami są mobilność i umiejętności komunikacyjne Polaków. A te wraz ze wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, otwarciem unijnego rynku pracy, możliwością studenckiej wymiany w ramach takich programów jak Erasmus, a także rosnącą popularnością zagranicznych programów wolontariackich, zmniejszają się.

Według badania CBOS z ubiegłego roku, „Mobilność i elastyczność zawodowa Polaków”, wśród osób aktywnych zawodowo 54 proc. skłaniałoby się ku wyjazdowi do pracy za granicę. Zaś spośród wszystkich badanych na taki krok zdecydowałoby się 32 proc. pytanych, co oznacza wzrost o 6 pp. w porównaniu do 2009 roku. 

Limity kosztów pożyczek pozabankowych da się obejść. Zapłacą za to jednak klienci

CEO Magazyn Polska

Wprowadzenie limitu kosztów pożyczek pozabankowych spowoduje konieczność obchodzenia przepisów i jeszcze bardziej odbije się na kieszeni klienta  uważa Marek Zuber. Jego zdaniem krótkoterminowe, łatwe do uzyskania pożyczki są potrzebne, a skoro banki ich nie oferują, to nie można ograniczać innych instytucji, które oferują takie usługi. Czym innym jest nadzór nad działalnością parabanków, a czym innym blokowanie możliwości legalnego pożyczania pieniędzy  przekonuje ekonomista.

 – Wprowadzenie limitu kosztów pożyczek oznaczać zwiększone koszty dla klienta, bo będzie trzeba obchodzić prawo, a obchodzenie prawa jak wiadomo kosztuje – mówi Newserii Biznes Marek Zuber, ekonomista. – A że uda się, nie mam co do tego wątpliwości, bo każde prawo tego typu, nie tylko w Polsce, lecz także na świecie, jest obchodzone.

Ministerstwo Finansów w propozycjach regulacji rynku pożyczek pozabankowych chce m.in. wprowadzić rejestr firm pożyczkowych oraz obowiązek wpisywania udzielonych pożyczek do zewnętrznych baz danych. Resort chce także wprowadzić 50-proc. limit kosztów pożyczek, co budzi największe kontrowersje.

Zdaniem Zubera, wprowadzenie takiego ograniczenia przyniesie skutek odwrotny do zamierzonego. Będzie więcej szarej strefy, a legalnie udzielane pożyczki mogą zostać obudowane dodatkowymi konstrukcjami umownymi, których celem będzie obejście limitów kosztowych. To z kolei spowoduje, że te pożyczki będą jeszcze droższe dla klienta.

 – Wszelkie tego typu ograniczenia po prostu się nie sprawdzą, bo znamy powiedzenie Polak potrafi i wiemy, że on wielokrotnie udowadniał, że potrafi. Nie ograniczymy w praktyce tego kosztu, a będziemy powodowali tylko niepotrzebne kombinacje i jeszcze większy wzrost kosztów – przekonuje  ekonomista.

Wyjaśnia, że sposobów na pożyczanie pieniędzy pomimo limitów jest dużo – jednym z nich jest przeniesienie działalności firm pożyczkowych zagranicę. Może się też zdarzyć, że klienci, szukający szybkich pożyczek, będą masowo korzystali z usług lombardów.

  Jedna ze standardowych umów lombardowych, którą potrafię sobie wyobrazić, to umowa nie pożyczki, ale umowa kupna i sprzedaży. Albo taka umowa opcyjna, czyli lombard dzisiaj ode mnie kupuje, ale z opcją odkupu za kilka dni czy kilka miesięcy w innej, ustalonej cenie. Przecież to nawet nie jest pożyczka. Naprawdę, nie ma problemu, żeby tego typu ustawę obejść – podkreśla ekspert. 

Jak wyjaśnia Zuber, zawsze znajdą się klienci, którzy będą potrzebowali szybkiej pożyczki i są skłonni za nią dużo zapłacić, obchodząc ustawę. Obecne ograniczenia w dostępie do kredytów jeszcze te potrzeby pogłębiają.

  Są banki, które udzielają takich pożyczek, ale to są wyjątki, np. niektóre banki spółdzielcze. Zatem nie wkładajmy tego typu działalności do worka pod tytułem: niedobre, nielegalne, złe. Potraktujmy to jako uzupełnienie tradycyjnego rynku. Starajmy się budować to prawo w taki sposób, aby te firmy również mogły działać legalnie, dla dobra klientów – podkreśla Zuber.

Ministerstwo tłumaczy zmiany koniecznością dbania o interesy konsumentów i uchronienia ich przed wpadnięciem w spiralę zadłużenia. Zdaniem resortu szczególnie narażeni na to są klienci, którzy nie mają wiedzy o finansach i są łatwym celem dla nieuczciwych pożyczkodawców.

  My działamy znowu od drugiej strony – mówi Zuber.  Jeżeli rzeczywiście głównym powodem prób tej regulacji ma być zapewnienie bezpieczeństwa, szczególnie tym, którzy mają nieco mniejszą wiedzę na temat różnych finansowych kwestii, to zabezpieczajmy ich np. modyfikując ustawę o upadłości konsumenckiej. Starajmy się informować bardziej o tym, na czym polega działalność parabankowa. To jest chyba najlepszy kierunek – twierdzi ekonomista.

Warszawska giełda ma nową strategię. Dziś ogłosi plan działań do 2020 roku

CEO Magazyn Polska

Dzisiaj warszawska Giełda Papierów Wartościowych ogłosi strategię na lata 2014-2020. Końcówka ubiegłego roku stała pod znakiem planowania reformy OFE, która zmusiła większość funduszy do wyprzedawania akcji. Drugim ważnym wydarzeniem był debiut pierwszej chińskiej spółki na warszawskim parkiecie. Wydarzenia te będą mieć swoje konsekwencje także w tym roku.

Rząd w ubiegłym roku ogłosił reformę OFE, która wbrew oficjalnym zamierzeniom ma znaczny i negatywny wpływ na giełdę. Fundusze mają przekazać do ZUS-u 51,5 proc. zgromadzonych oszczędności. Choć w założeniach wszystkie te środki miały pochodzić z obligacji, to większość funduszy będzie musiała sprzedać także część akcji, by spełnić ten wymóg. Według ekspertów tylko do początku przyszłego roku fundusze będą musiały sprzedać akcje o wartości ok. miliarda złotych. Dopiero w sierpniu okaże się, ilu ubezpieczonych zdecydowało się na pozostawienie części swoich składek w OFE i jaki może być ostateczny wpływ zmian w systemie emerytalnym na warszawski parkiet.

Z kolei wydarzeniem, które wzmocniło GPW, był październikowy debiut chińskiej spółki Peixin International Group N.V., zajmującej się produkcją maszyn i linii do produkcji towarów higienicznych. Cena akcji szybko wzrosła i w tym roku prawdopodobnie będą miały miejsce nowe debiuty spółek z Państwa Środka.

Zainteresowanie wzbudza też kwestia możliwości połączenia GPW z wiedeńską grupą giełd.

 – Trudno odpowiedzieć jednoznacznie, czy połączenie z grupą wiedeńską, złożoną z czterech giełd, będzie dla nas opłacalne – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wiesław Rozłucki, prezes Rady Giełdy. – Na razie nie mamy na ten temat ani pozytywnej, ani negatywnej odpowiedzi.

Do CEE Stock Exchange Group (CEESEG) należą giełdy w Wiedniu, Budapeszcie, Lublanie i Pradze. Rozłucki zwraca uwagę, że warszawska GPW jest większa i bardziej dynamiczna od czterech parkietów razem wziętych.

 – Jeśli to połączenie dojdzie do skutku, to giełda się powiększy, natomiast nie wiadomo, czy uda się efektywnie połączyć wszystkie pięć rynków – zastanawia się Rozłucki. – Jak na razie Wiedniowi się to nie udało. Jest pytanie, czy uda się Warszawie. Wydaje mi się, że mamy większe szanse, ale pewności nie mam. Na razie nie są prowadzone jeszcze konkretne rozmowy w sprawie fuzji.

EY: ściąganie zabezpieczeń systemowych z telefonów przy pobieraniu aplikacji to jak wpuszczanie złodzieja do domu

CEO Magazyn Polska

Jeżeli próba zainstalowania aplikacji na smartfonie wiąże się z udostępnieniem kamery, kontaktów, poczty i historii przeglądarki, lepiej z niej zrezygnować. Eksperci przestrzegają: nieuważne udostępnianie informacji z telefonu może przysporzyć jego właścicielowi kłopotów.

Część instalowanych na urządzeniu mobilnym aplikacji może mieć dostęp do danych poufnych. Coraz częściej zdarza się, że smartfon służy użytkownikowi do obsługi konta bankowego czy poczty służbowej. Dlatego eksperci przestrzegają, by ostrożnie instalować nowe programy – szczególnie te nieznanego pochodzenia.

 – Należy zwrócić uwagę, do czego aplikacja chce mieć dostęp. Jeżeli instalujemy aplikację do tworzenia notatek, a chce ona mieć dostęp do kamery, do naszej książki adresowej, do GPS to warto się zastanowić dlaczego. To już powinno wzbudzić pewne obawy i taką aplikację najlepiej jak najszybciej odinstalować – mówi Newserii Biznes Michał Kurek ekspert z Działu Zarządzania Ryzykiem Informatycznym EY.

Najbezpieczniejsze jest korzystanie z autoryzowanych sklepów z aplikacjami. W marketach dedykowanych systemom (App Store, Windows Store, Android Market) zazwyczaj znajdują się produkty sprawdzone. Ale ekspert radzi, by zawsze czytać warunki i listę rzeczy, do których dana aplikacja, chce mieć dostęp.

 – Jeżeli ktoś prosi o zarejestrowanie na nasz komputer dodatkowo czegoś spoza repozytoriów aplikacji, prawdopodobnie jest to próba instalacji złośliwego kodu – twierdzi Kurek. – Hakerzy potrafią przemycić pewne nieautoryzowane furtki nawet w aplikacjach, które podlegają pewnej weryfikacji w sklepach.

Niestety, konsumenci coraz częściej sami dopuszczają hakerów do danych zgromadzonych w swoich telefonach. Dzieje się tak, gdy dobrowolnie likwidują bariery systemowe, które powinny chronić aparat przed atakami groźnych programów.

 – Całkiem duży odsetek właścicieli telefonów komórkowych niszczy pewne zabezpieczenia oferowane przez systemy operacyjne; w przypadku Androida nazywa się to rootowanie telefonu. W związku z tym de facto każda aplikacja, która na takim telefonie zostanie zainstalowana, może mieć dostęp do danych przetwarzanych przez inne aplikacje – przypomina ekspert EY.

Lion’s Bank: ceny gruntów rolnych będą w tym roku wciąż rosły

CEO Magazyn Polska

W najbliższym czasie inwestorzy nie powinni jeszcze obawiać się korekty cen na rynku gruntów rolnych, który od blisko dekady jest w trendzie wzrostowym. Jak wynika z prognoz Lion’s Banku, w tym roku działki rolnicze nadal będą zyskiwać na wartości. W 2016 roku rynek zostanie otwarty dla nabywców z UE, a ceny gruntów na zachodzie Europy są 2-3 razy wyższe niż w kraju.

 – Ten rok będzie cały czas dobry dla tego rynku. Spodziewam się dalszych wzrostów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Turek, analityk rynku nieruchomości w Lion’s Bank.

Od 2004 roku przeciętna cena transakcyjna działek rolniczych rosła w tempie 17 proc. rocznie. Natomiast w samym ubiegłym roku dynamika ta wyniosła około 11 proc. Analityk Lion’s Banku widzi powody do dalszych wzrostów cen – wśród nich m.in. otwarcie naszego rynku dla nabywców z UE w 2016 roku. Ceny działek na Zachodzie są bowiem kilkakrotnie wyższe niż w Polsce.

 – W tym momencie średnia cena gruntu rolnego w Unii jest dwu-, nawet trzykrotnie wyższa niż w Polsce. W Hiszpanii czy w Niemczech to jest dwa razy więcej niż w Polsce. W Wielkiej Brytanii płaci się około 80–90 tys. zł za hektar, a w Polsce 25 tys. zł – wyjaśnia Bartosz Turek.

Jako kolejne czynniki sprzyjające wzrostowi cen działek wymienia dopłaty do sektora rolniczego oraz w konsekwencji jego rosnącą produktywność.

 – To są aspekty, które wskazują na to, że ten trend wzrostowy może być kontynuowany. Nawet jeżeli by tak nie było, to pamiętajmy, że inwestorzy, którzy kupują grunty rolne w celu ich odrolnienia, pozytywnie patrzą na zmiany cen ziemi stricte rolnej, ale w zamyśle raczej mają to, aby kupiony grunt sprzedać jako budowlany – tłumaczy analityk.

Na procesie odrolnienia inwestorzy mogą sporo zarobić, szczególnie w przypadku działek położonych w pobliżu dużych miast (czyli do ok. 50-60 km od aglomeracji).

 – Przede wszystkim okolice dużych miast, okolice, w których mamy dobrą infrastrukturę, albo ma ona w najbliższym czasie powstać. Również okolice, w których plan miejscowy czy studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy pozwala na to, aby grunt na początku rolny stał się budowlany – wyjaśnia analityk.

Dla tej grupy inwestorów wzrost bądź też spadek cen gruntów rolnych nie będzie istotnie przekładał się na ich ostateczne zyski. Należy jednak wziąć pod uwagę, że bardzo niewielka część gruntów w Polsce kwalifikuje się do zmiany swojego przeznaczenia.

 – W Polsce mamy bardzo dużo gruntów rolnych, ale powiedzmy 2 proc., góra 5 proc. tych terenów będzie mogło zostać odrolnionych – zaznacza analityk.

Za grunty o najniższej klasie przydatności do uprawy inwestorzy płacili w ubiegłym roku średnio 20 tys. zł za hektar. Dla porównania, w 2004 r. ich średnia cena kształtowała się na poziomie nieco ponad 4 tys. zł za hektar.

Późna zima może pomóc niektórym branżom. Anomalie pogodowe szkodzą jednak gospodarce

CEO Magazyn Polska

Spóźniona zima może być korzystna dla niektórych firm, zwłaszcza z branży handlowej czy budowlanej. Straci za to branża energetyczna. Jak twierdzą ekonomiści, w dłuższej perspektywie anomalie i niepewność co do pogody utrudniają planowanie i są przez to raczej szkodliwe dla biznesu.

 – Jeżeli w zimie mamy ciepłą pogodę, zyskują branże związane na przykład z produkcją materiałów budowlanych, może zyskiwać mały handel i niektóre restauracje, ponieważ ludzie częściej wychodzą na spacer – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ignacy Morawski, główny ekonomista FM Bank PBP.

Z drugiej strony tracą firmy produkujące materiały grzewcze, firmy z branży energetycznej.

 Patrząc na obraz całości, w perspektywie krótkoterminowej plusy mają może niewielką przewagę nad minusami – twierdzi Morawski. Generalnie w cieplejszych okresach aktywność gospodarcza jest nieco wyższa. Trudno teraz powiedzieć, czy bilans w perspektywie półrocznej lub rocznej będzie pozytywny. Ciepła zima i związane z nią problemy z uprawami mogą np. spowodować wzrost cen żywności.

Morawski zauważa też, że na dłuższą metę anomalie pogodowe znoszą się wzajemnie – po cieplejszej zimie następuje zima ostrzejsza. W dłuższej perspektywie nikt nie zyskuje, a sam fakt niepewności co do pogody utrudnia długofalowe planowanie, co szkodzi firmom i gospodarce.

 – Firmom budowlanym trudno jest zaplanować cykl prac, jeżeli nie są pewne, czy w grudniu będzie +5, czy -10 stopni, czy będzie padał śnieg, czy też nie – mówi główny ekonomista FM Bank PBP. To wszystko utrudnia planowanie wydatków, kosztów i dochodów. Ta niepewność sama w sobie jest kosztowna. Nawet jeżeli teraz ktoś zyskuje na zimie, to na kolejnej może stracić. Dlatego dla gospodarki lepiej by było, gdyby pogoda była bardziej stabilna i zgodna z wzorcami sezonowymi – dodaje.

Wiceminister Gospodarki, Handlu I Przemysłu Japonii Midori Matsushima z wizytą w kozienickiej Elektrowni

W poniedziałek 13 stycznia odbyła się robocza wizyta Wiceminister Gospodarki, Handlu i Przemysłu Japonii Midori Matsushima w ENEA Wytwarzanie w Kozienicach.

Wind Mobile przejmuje Software Mind i wejdzie na główny rynek GPW

Wind Mobile dostawca rozwiązań mobilnych w Polsce, przejmie Software Mind. Przejęcie Software Mind będzie sfinansowane poprzez dług (kredyt bankowy lub obligacje) oraz akcje Wind Mobile. Spółka uzyskała wstępne zgody dwóch renomowanych instytucji finansowych na pozyskanie niezbędnych środków. Planowana transakcja będzie realizowana przy wycenie Software Mind na poziomie około 50 mln PLN.

Spółka Wind Mobile zakończyła również negocjacje wstępnej umowy dotyczącej przejęcia spółki o podobnym profilu, działającej na rynkach wschodzących. Dzięki akwizycjom Wind Mobile zwielokrotni przychody oraz zyski wchodząc na rynki Europy Zachodniej, USA, Bliskiego Wschodu i Afryki.

Obie akwizycje są realizacją wcześniejszych zapowiedzi spółki. Software Mind jest dostawcą innowacyjnych rozwiązań informatycznych dla branż: finansowej, telekomunikacyjnej oraz multimediów. W 2013 r. firma miała 45 mln zł przychodów oraz 5 mln zł EBITDA.

– Przejęcie Software Mind to przełomowy krok dla Wind Mobile. Dzięki akwizycji umacniamy naszą pozycję w sektorze telekomunikacyjnym, wchodząc jednocześnie w obszar finansów, bankowości oraz multimediów. Innowacyjne produkty spółki zapewniają możliwości skokowego rozwoju. Software Mind Video Branch Banking doceniony podczas prestiżowej konferencji FinovateFall w Nowym Jorku, platforma Mobile Banking, platforma multimedialna IPTV dla operatorów ISP oraz branży hotelowej to jedynie wybrane z produktów Software Mind wybieranych przez najbardziej wymagających klientów. Akwizycja pozwala nam poszerzyć skalę działania na rynki Europy Zachodniej oraz USA. Wzmacniamy również nasz zespół o świetnych menadżerów. W efekcie dostarczamy nową jakość dla akcjonariuszy – mówi Rafał Styczeń, Wiceprezes Zarządu Wind Mobile ds. Rozwoju i Akwizycji.

Wind Mobile zamierza także w najbliższym czasie przejąć kolejną spółkę, o bardzo zbliżonym profilu, współpracującą z 45 operatorami mobilnymi na rynkach Bliskiego Wschodu i północnej Afryki.

– Osiągnęliśmy bezprecedensowy sukces na polskim rynku muzyki cyfrowej. Miliony płatnych użytkowników korzystających z halodzwonków i dynamiczny rozwój usługi One Ringback plasuje nas w absolutnej czołówce na tle krajów europejskich. Dzięki planowanej akwizycji nasz sukces przeniesiemy ze skali 4 operatorów na ponad 40 działających na rynkach wschodzących. W ten sposób skokowo zwiększymy nasz potencjał i stajemy się w pełni globalnym graczem. Widzimy również wielki potencjał w dystrybucji produktów Software Mind poprzez kanały dystrybucji celu przejęcia – mówi Tomasz Kiser, Wiceprezes Zarządu Wind Mobile ds. Marketingu i Sprzedaży

Szacuje się, że w roku 2016 Wind Mobile wraz z przejętymi podmiotami wygenerują ok. 140 milionów przychodów oraz ok. 22 milionów PLN zysku netto. W drugiej połowie 2014 nastąpi przeniesienie notowań akcji Wind Mobile z New Connect na rynek regularny Giełdy Papierów Wartościowych.

W 2012 r. spółka Wind Mobile zanotowała 13,1 mln zł przychodów oraz blisko 3,1 mln zł zysku netto. Według wstępnych szacunków Wind Mobile zamknie rok 2013 przychodami w wysokości 14,5 mln zł i zyskiem netto w wysokości 3,87 mln zł.

Kinga Piecuch prezesem zarządu SAP Polska

Kinga Piecuch stanowisko prezesa zarządu SAP Polska objęła z początkiem 2014 r. Wśród kluczowych zadań, jakie stawia przed sobą nowa prezes, będzie umacnianie i rozwój współpracy z dotychczasowymi klientami oraz konsekwentne promowanie rozwiązań SAP wśród przedsiębiorstw poszukujących skutecznego wsparcia informatycznego wobec wyzwań rynkowych, przed którymi staje polska gospodarka.

„Klienci, którzy korzystają z naszych rozwiązań od wielu lat, wiedzą, że SAP jest rzetelnym i zaufanym partnerem, z którym wspólnie można i warto budować przyszłość przedsiębiorstwa” – mówi Kinga Piecuch, prezes SAP Polska. „SAP to nie tylko niezwykle szeroka i sprawdzona oferta, ale przede wszystkim jednolity i spójny sposób adresowania konkretnych wyzwań biznesowych oraz zespół ludzi, zarówno pracowników SAP, jak i specjalistów z firm partnerskich, którzy mają na swoim koncie setki skutecznie zrealizowanych projektów.”

Celem, który Kinga Piecuch stawia przed sobą i zespołem SAP, jest zapewnienie polskim klientom możliwości czerpania z szerokiego portfolio produktów i usług SAP w sposób najbardziej odpowiadający ich potrzebom. „SAP przez lata był synonimem rozwiązań typu ERP. Dzisiaj SAP to także systemy transakcyjne dopasowane do konkretnych wymagań branżowych, platformy analityczne, rozwiązania oparte na technologii in-memory, dostępne z poziomu desktopów i urządzeń przenośnych, rozwiązania bazodanowe, platformy i aplikacje mobilne oraz usługi świadczone w modelu cloud computing. Polska gospodarka wraca na ścieżkę wzrostu. Jesteśmy przekonani, że nasze rozwiązania mogą nie tylko stanowić jeden z czynników determinujących szybkość tego wzrostu, ale także zapewnić naszym klientom możliwość skutecznego konkurowania poza granicami naszego kraju” – dodaje Kinga Piecuch.

Nowa prezes SAP Polska ma wyższe wykształcenie ekonomiczne i wieloletnie doświadczenie menadżerskie w branży IT. Przed objęciem kierownictwa SAP Polska Kinga Piecuch była przez 6 lat członkiem zarządu Xerox Polska, a od stycznia 2013 roku – prezesem zarządu tej firmy. Oprócz Xerox Polska pracowała także na wysokich stanowiskach w polskim oddziale IBM (m.in. na stanowisku Dyrektora Sprzedaży do sektora MSP). W swojej karierze zawodowej odpowiadała m.in. za tworzenie i realizację strategii sprzedaży i marketingu, rozwój sieci partnerskich, rozwój nowych kanałów sprzedaży, a także za sprzedaż usług z zakresu ITO (Information Technology Outsourcing) i BPO (Business Process Outsourcing).

5% wkładu własnego przy zakupie nieruchomości – banki już na tym zarabiają

Od 1 stycznia obowiązuje wymóg posiadania wkładu własnego przy zakupie nieruchomości. Znaczenia nabiera więc gromadzenie środków na ten cel. Niektóre banki już upatrzyły w tym sposobu na zarobek – oferując produkty oszczędnościowe, które w przyszłości mają stanowić podstawę udzielenia kredytu hipotecznego na preferencyjnych warunkach.

Z początkiem roku weszły w życie zapisy znowelizowanej rekomendacji S, zgodnie z którymi kredytobiorcy hipoteczni muszą posiadać co najmniej 5-procentowy wkład własny. W kolejnych latach wymagana wysokość własnego kapitału będzie wzrastać, by w 2017 roku wynieść aż 20 procent.

Dla osób, które w perspektywie kolejnych kilku lat chciałyby kupić mieszkanie za 250 tys. zł oznacza to, że muszą – w zależności od planowanego roku zakupu – zgromadzić oszczędności w kwocie co najmniej 12,5 tys. złotych. Zgromadzenie takiej sumy nie dla każdego będzie łatwe. Temat szybko podchwyciły banki. Już co najmniej dwie instytucje proponują klientom produkty mające wspomóc w regularnym odkładaniu na wkład własny.

– Propozycje banków na pierwszy rzut oka wydają się przede wszystkim zgrabnym pomysłem sprzedażowo-marketingowym. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre klientowi nie wyszło. Jeśli i tak nosił się z zamiarem kredytowania zakupu w jednym z takich banków, a przedstawione warunki produktów uznaje za akceptowalne, ma szansę dość bezproblemowo zgromadzić wymaganą kwotę – mówi Zuzanna Brud, ekspert Bankier.pl. – Pamiętajmy, że oferując produkty oszczędnościowe, po skorzystaniu z których klient może liczyć na korzystniejsze warunki kredytu mieszkaniowego, banki zarabiają też na obsłudze całej puli produktów powiązanych (konto, karty płatnicze, ubezpieczenia), które trzeba posiadać, by móc skorzystać z oferty – dodaje.

Biura coworkingowe zyskują coraz większą popularność

Coworking – idealne rozwiązanie dla początkującego biznesu. Z jego możliwości korzystają głównie freelancerzy, startupowcy i mikroprzedsiębiorstwa. Przedstawiamy główne zalety pracy we współdzielonym biurze.

Niski koszt:

Większość początkujących przedsiębiorców przy wyborze konkretnego biura coworkingowego, w pierwszej kolejności zwraca uwagę na cenę. Nie są to duże koszta, ponieważ dostęp do miejsca pracy można zarezerwować już od 300 zł. Oczywiście ceny są zróżnicowane i istnieje wiele pakietów, w tym możliwość wynajęcia biura na godziny.

Niski koszt wynajęcia miejsca pracy spowodował, że wielu freelancerów odeszło od amerykańskiej mody pracy przy kawiarnianych stolikach. Młodzi przedsiębiorcy przekonali się również, że efektywność pracy w domu jest zdecydowanie niższa. Potrzeby bycia częścią grupy i kontaktu z innymi ludźmi nie można zaspokoić nawet spotykając się regularnie z klientami.

Networking, eventy i szkolenia

Networking to jedna z najczęściej wymienianych zalet pracy w biurach coworkingowych. Codziennie istnieje możliwość poznania przedsiębiorców z różnych branż, jak również nawiązania stałej współpracy bądź współpracy przy konkretnym projekcie. Organizowane są również spotkania integracyjne pomiędzy biurami, dzięki czemu regularnie można powiększać swoją bazę kontaktów.

Praca w jednej przestrzeni biurowej z przedsiębiorcami z wielu branż umożliwia nieograniczone możliwości nawiązania kontaktów biznesowych. Jest to szczególnie ważne dla początkujących przedsiębiorców, którzy szukają nie tylko klientów, ale również współpracowników do realizowanych projektów – komentuje Przemysław Styrna, New Business Manager GRUPA 365NET.

Dodatkową zaletą jest możliwość skorzystania z darmowych szkoleń organizowanych np. przez biura w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości. Warto więc przed wyborem konkretnego biura w danym mieście, zapoznać się z ofertą i kalendarzem dotychczasowych wydarzeń. W końcu dostęp do darmowej wiedzy i możliwość nauki od najlepszych może okazać się dodatkowym bodźcem do rozwoju naszego biznesu.

Inflacja wciąż niska

Inflacja w grudniu wyniosła 0,7 proc. w skali roku – zgodnie z prognozą analityków mBanku. Tak jak oczekiwali ceny żywności popisały się względnie niską dynamiką na poziomie +0,7 proc., podobnie jak paliwa, których ceny urosły o 0,4 proc. Kategorie bazowe zachowują się stabilnie (łączność, edukacja, kategoria inne) lub nawet spadają (rekreacja i kultura, zdrowie, odzież i obuwie) i jak na razie trudno mówić o narastaniu presji inflacyjnej. – Według naszych obliczeń dynamika inflacji bazowej utrzymała się na poziomie 1,1 proc. – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista mBanku.

Kolejne miesiące przyniosą wzrost inflacji, w styczniu spodziewamy się odczytu w okolicach 0,9 proc. (kwestia zmiany szczegółowości klasyfikacji koszyka inflacyjnego, która zostanie zaimplementowana w 2014 roku nie ma jednoznacznego wpływu na wysokość inflacji podawaną przez GUS). – Nie „czarujmy” – w pierwszej kolejności dynamika cen będzie rosła głównie przez efekty bazowe, które w 2014 roku rozkładają się bardzo nietypowo, bo u-kształtnie – dodaje Pytlarczyk. W pierwszej połowie roku inflacja będzie przez nie delikatnie podbijana, środek roku przyniesie odwrócenie tego efektu (wpływ zmian ustawy śmieciowej z roku 2013), a na koniec znów powróci dodatni wpływ bazy statystycznej (na chwilę obecną identyfikujemy go głównie z bardzo niskimi odczytami cen żywności pod koniec 2013 roku). Inflacja bazowa pozostanie pod wpływem efektów bazowych, ale także w kolejnych miesiącach powinna zacząć reagować na ewidentnie postępujące ożywienie w gospodarce.

Niska inflacja oraz podkreślanie chłodnego podejścia do wzrostów tego wskaźnika generowanych przez efekty bazowe przypieczętują gołębie nastawienie Rady Polityki Pieniężnej. Tak jak w Europie, oczekiwania na politykę pieniężną będą zdominowane przez procesy inflacyjne i na reakcję będzie trzeba jeszcze poczekać. Sam fakt wzrostu wskaźnika CPI oraz inflacji bazowej nie będzie mógł być w nieskończoność ignorowany, dlatego też nie wycofujemy się ze scenariusza podwyżek stóp pod koniec 2014 roku.

Rynek nie zareagował na dane. – Co do perspektyw uważamy, że uczestnicy rynku będą w jeszcze mniejszym stopniu niż RPP skłonni do wiary w scenariusz oparty na mechanizmach ekonomicznych, którego realizacja jeszcze nawet nie jest wyraźnie widoczna w danych – tłumaczy Marcin Mazurek, starszy analityk mBanku. – Niska inflacja będzie zatem w najbliższym czasie tematem przewodnim dzięki czemu można liczyć na dalszy spadek rentowności, przede wszystkim dłuższych obligacji. Podkreślamy jednak, że raczej nie będzie to temat na cały rok a dominującym trendem średniookresowym jest cały czas ruch w kierunku wyższych rentowności – dodaje.

Główny Ekonomista PZU nt. danych o inflacji w grudniu 2013 r.

Paweł Durjasz Główny Ekonomista PZU: Tym razem nie było niespodzianki. Ceny konsumpcji (CPI) w grudniu wzrosły o 0,1% m/m, a roczny wskaźnik inflacji sięgnął 0,7% r/r – zgodnie z konsensem prognoz. Średnioroczny wskaźnik CPI w 2013 r. wyniósł zaledwie 0,9% i był najniższy od dziesięciu lat.

Do wzrostu ogólnego wskaźnika cen najbardziej przyczyniła się drożejąca żywność (0,7% r/r) oraz rosnące ceny towarów i usług z związanych z transportem (0,4% r/r), czemu sprzyjał wzrost cen paliw. Wzrost cen – ale zaledwie o 0,1% m/m – odnotowano jeszcze tylko w grupie „restauracje i hotele”. We wszystkich innych kategoriach ceny utrzymały się na poziomie z listopada, bądź się obniżyły – najbardziej w przypadku cen towarów i usług z grupy „rekreacja i kultura” (-0,7% r/r). W większości przypadków wskaźniki te były niższe od wieloletniej średniej dla grudnia. Dane te po raz kolejny wskazują na brak popytowej presji na wzrost cen. Niskiej inflacji sprzyjało także umocnienie złotego, jakie dokonało się w ostatnim kwartale ubiegłego roku. Wskaźnik inflacji netto prawdopodobnie obniżył się w grudniu do 1,0% r/r, wobec 1,1% r/r w listopadzie.

W kolejnych miesiącach można spodziewać się stopniowego wzrostu rocznego wskaźnika CPI – od 0,9% r/r w styczniu do ok. 1,7% r/r w maju-czerwcu. Zadecyduje jednak o tym przede wszystkim odniesienie do wyjątkowo niskiego wzrostu cen sprzed roku. W lipcu ze wskaźnika rocznej inflacji zniknie efekt ubiegłorocznej podwyżki wywozu śmieci, co może pozwolić na jej obniżkę w okolice 1,0% r/r. Do końca roku wskaźnik CPI wzrośnie zapewne do ok. 1,8% r/r. Średnioroczna inflacja powinna pozostać jednak bardzo niska nie przekraczając 1,5% r/r. W tych warunkach, przy wzroście dynamiki PKB powyżej 3% r/r w II połowie roku, spodziewam się pierwszej podwyżki stóp NBP przed końcem 2014 r.

PolskiBus.com przewiózł już 5 milionów pasażerów

PolskiBus.com z ogromną radością ogłasza, że przewiózł już 5 milionów pasażerów. To wspaniały wynik przewoźnika po dwóch i pół roku działalności firmy, która weszła na polski rynek w czerwcu 2011 roku. Tylko w ciągu ostatnich 4 miesięcy PolskiBus.com przewiózł milion pasażerów.

PolskiBus.com kontynuuje dynamiczny rozwój swojej sieci połączeń. W odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie PolskiBus.com rozbudowuje sieć, wprowadza nowe linie i zwiększa swoją flotę. W drugim półroczu 2013 r. firma ogłosiła zakup 75 nowych autokarów najwyższej jakości. Część tych pojazdów zostało już przeznaczonych do obsługi bazy operacyjnej we Wrocławiu, nowych linii oraz dodatkowych połączeń na istniejących już trasach, które zostały wprowadzone w ostatnich tygodniach 2013 r. Obecnie PolskiBus.com oferuje 16 tras, które obsługiwane są przez 98 nowoczesnych autokarów Van Hool Astromega i Altano. Pozostałe nowoczesne i najwyższej jakości pojazdy zamówione w 2013 r. dołączą do floty PolskiBus.com w drugim i trzecim kwartale 2014 r. Pragniemy zapewnić naszym pasażerom bezpieczną, jeszcze bardziej komfortową podróż w atrakcyjnej cenie oraz oferować jeszcze większy wybór kierunków podróży i połączeń.

Komfort i zadowolenie klienta jest zawsze najwyższym priorytetem dla PolskiBus.com. Firma będzie nadal ciężko pracować, aby utrzymać i poprawiać standardy, których jej klienci oczekują. Pragniemy zapewnić, że PolskiBus.com z nowoczesnymi, komfortowymi, ekologicznymi i przyjaznymi dla środowiska autokarami (z uchylnymi siedzeniami, toaletą oraz bezpłatnym dostępem Wi-Fi) każdego dnia będzie wyznacznikiem najwyższej jakości.

Grażyna Fałdyga-Król, Dyrektor Handlowy PolskiBus.com mówi: Jesteśmy niezwykle podekscytowani faktem, że każdego dnia podróżuje z nami coraz więcej klientów. Liczba 5 milionów przewiezionych pasażerów to imponujący wynik, który jest dowodem na to, że odpowiadamy na potrzeby naszych klientów. Zapewniam, że dołożymy wszelkich starań, by nieustannie oferować najwyższą jakość usług i rozwijać nowe linie. Realizując tę strategię, w ostatnich miesiącach uruchomiliśmy we Wrocławiu bazę operacyjną i 4 zupełnie nowe linie. Mogę obiecać, że przygotowujemy więcej niespodzianek dla naszych pasażerów.

Komentarz indeksowy BossaFX 15 stycznia 2014 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 15 stycznia 2014 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Przedsiębiorcy będą zatrudniać. Głównie w handlu i produkcji

CEO Magazyn Polska

Współpraca urzędów pracy z prywatnymi agencjami zatrudnienia oraz nowe programy wsparcia dla poszukujących pracy mają zahamować rosnący poziom bezrobocia. Szczególnym wsparciem zostaną objęte osoby poniżej 25. roku życia. Premier Donald Tusk spodziewa się, że na koniec roku bezrobocie spadnie poniżej 13 proc. Eksperci podkreślają, że są branże, które zamierzają zatrudniać.

 – Produkcja i przetwórstwo, handel i wszystko, co z nim związane, a także usługi logistyczne, dystrybucja, komunikacja i IT – to rynkowe pewniaki, czyli branże, które stworzą szansę do zatrudnienia dużej liczby pracowników. Może to być również hotelarstwo i gastronomia – około 20 tysięcy osób może w tych branżach znaleźć zatrudnienie – prognozuje w rozmowie z Newserią Biznes Andrzej Borcz, wiceprezes Loyd SA Inwestycje i Zarządzanie, spółki, do której należy Polski Holding Rekrutacyjny.

W ocenie eksperta nie pojawiły się jednak żadne symptomy z gospodarki, które mogłyby znacząco zmienić poziom zatrudnienia. Zostaną nieco zwiększone obciążenia dla pracodawców w postaci wyższej płacy minimalnej, która od początku roku jest wyższa o 80 zł i wynosi 1680 zł brutto (ok. 1240 zł netto). Z drugiej strony programy pomocowe aktywizujące bezrobotnych w ocenie Andrzeja Borcza sprawią, że większa liczba osób znajdzie zatrudnienie.

 – Bliska współpraca pomiędzy urzędami pracy a komercyjnie funkcjonującymi przedsiębiorstwami, czyli agencjami zatrudnienia, powinna owocować zwiększeniem zatrudnienia na rynku krajowym. Urzędy mają być partnerami spółek takich jak te, które należą Polskiego Holdingu Rekrutacyjnego. Będziemy mogli być beneficjentami programów, które będą wspierały osoby wykluczone z rynku pracy. Szczególnie będzie to dotyczyło młodych – zapowiada Andrzej Borcz.

To na tej grupie bezrobotnych skupią się również działania rządu. W ubiegłym tygodniu minister pracy zapowiedział dodatkowe wsparcie dla osób wchodzących na rynek pracy: bony na staż i zatrudnienie (o wartości 10 tys. zł) oraz bony migracyjne (wartość 7 tys. zł), pozwalające na wynajęcie mieszkania w miejscu pracy odległym od miejsca zamieszkania. Studentom ostatnich lat studiów rząd umożliwi zaciągnięcie nisko oprocentowanej pożyczki do 70 tys. zł na stworzenie własnego biznesu.

Polska ma otrzymać w przeciągu dwóch najbliższych lat ok. 2 mld zł z unijnego budżetu na wsparcie zatrudnienia młodych. Będzie, jako jedna z 24 krajów, objęta programem gwarancji zatrudnienia dla osób poniżej 25. roku życia. To powinno przełożyć się na zmniejszenie poziomu bezrobocia w tej grupie osób. 

Jednak, zdaniem Andrzeja Borcza, zachęty te nie zmniejszą znacząco liczby Polaków pracujących poza krajem.

 – Możemy spodziewać się utrzymania zatrudnienia pracowników pracujących na rynkach zagranicznych, czyli ok. 2 milionów Polaków, w tym 200 tysięcy osób delegowanych. Na rynku międzynarodowym spodziewamy stabilnej sytuacji – uważa Andrzej Borcz.

Wzrost cen zatrzymany. Inflacja zacznie rosnąć dopiero pod koniec roku

CEO Magazyn Polska

Grudniowa inflacja wyniesie 0,6-0,7 proc. – ocenia Ignacy Morawski. I w najbliższych miesiącach nie powinna znacząco przekraczać tego poziomu. Ekonomista FM Bank PBP szacuje, że tempo wzrostu cen będzie nieco większe niż w 2013 roku, ale w całym roku inflacja pozostanie poniżej środka celu Narodowego Banku Polskiego (2,5 proc.). Wzrost cen spowalnia m.in. słaby popyt oraz stabilny złoty.

 – Inflacja będzie wciąż bardzo niska w najbliższych miesiącach. W I połowie tego roku wzrośnie prawdopodobnie do niewiele ponad 1 proc., ale do jesieni nie powinna przekroczyć 2 proc. Średnio w roku może wynieść nawet poniżej 1,5 proc. – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Ignacy Morawski, główny ekonomista FM Bank PBP.

Przez cały 2013 r. miesięczny wskaźnik inflacji, czyli wzrostu cen towarów i usług nie przekroczył 1,7 proc. wobec analogicznego miesiąca rok wcześniej. Najniższy był w czerwcu, gdy ceny wzrosły tylko o 0,2 proc. rok do roku, a najwyższy w styczniu (1,7 proc.). To znacznie niższe wartości niż jeszcze rok wcześniej, gdyż przez większą część 2012 ceny rosły o 3-4 proc. w ujęciu rocznym.

Morawski podkreśla, że niski poziom inflacji utrzyma się jeszcze do przełomu 2014 i 2015 r. Dopiero potem można spodziewać się szybszego wzrostu cen.

 – Tegoroczna inflacja poniżej środka celu inflacyjnego banku centralnego, czyli poniżej 2,5 proc., wynika z wielu przyczyn. Przede wszystkim mamy wciąż dość niski popyt, po drugie mamy stabilizację na rynku surowców, i po trzecie stabilizację, a nawet lekkie umocnienie złotego – wyjaśnia ekonomista.

Niska inflacja panuje w całej Unii Europejskiej. Zgodnie z danymi podanymi przez Eurostat, w krajach strefy euro ceny wzrosły w grudniu w ujęciu rocznym o 0,8 proc.

KE: Czystsze powietrze ma przynieść dodatkowe miejsca pracy

CEO Magazyn Polska

Z danych zebranych przez Komisję Europejską wynika, że zanieczyszczenie powietrza jest częstą przyczyną absencji pracowników w zakładach i firmach z powodu chorób oraz wysokich kosztów opieki zdrowotnej. Poprawa jakości powietrza mogłaby przynieść korzyść w postaci 100 tys. dodatkowych miejsc pracy, dzięki zwiększeniu wydajności i konkurencyjności pracowników z powodu straty mniejszej liczby dni roboczych.

Komisja Europejska wprowadza nowy pakiet dotyczący czystego powietrza, tymczasem Polska nie spełnia nawet dotychczasowych wymogów. Przyjęty pod koniec minionego roku pakiet zawiera m.in. nowy program „Czyste powietrze dla Europy”, wskazujący, jak osiągnąć nowe cele w zakresie jakości powietrza do roku 2030. Zaostrza także wymagania dyrektywy w sprawie jakości i czystszego powietrza dla Europy (CAFE).

 – Chodzi o drobny pył o wielkości 2,5 mikrona [PM 2,5], który wnika bezpośrednio do naszego układu krwionośnego i jest zanieczyszczony substancjami rakotwórczymi czy toksycznymi. Jest emitowany zarówno przez stare pojazdy mechaniczne, jak i przez kotłownie, elektrownie czy ciepłownie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Andrzej Jagusiewicz, Główny Inspektor Ochrony Środowiska.

Dziś obowiązują obostrzenia dla większych pyłów  PM 10 (10 mikronów). Na 90 proc. obszaru Polski jego stężenie przekracza normy.

 – Przed nami masa wyzwań w obecnym stanie prawnym, a będą one jeszcze bardziej zacieśniane. Wierzę, że energetyka zawodowa i ciepłownictwo sobie z tym poradzą, bo to są obiekty duże, które mogą inwestować w lepsze urządzenia oczyszczające spaliny. Problem w Polsce polega nie na tych dużych obiektach, ale na domowych kotłach, gdzie spalamy przede wszystkim śmieci i kiepskiej jakości węgiel – zwraca uwagę Andrzej Jagusiewicz.

Z monitoringu środowiska wynika, że najczystszymi miastami są Koszalin, Szczecin i Gorzów Wielkopolski, a najbardziej zanieczyszczonymi Kraków i Bielsko-Biała. Jedynym na mapie Polski, jeżeli chodzi o dopuszczalny poziom pyłu o frakcji 10 mikronów, względnie zielonym województwem, jest województwo podlaskie.

KE wskazuje, że sytuacja jest szczególnie poważna w obszarach miejskich, w których mieszka większość Europejczyków. A całkowite zewnętrzne związane ze zdrowiem koszty dla społeczeństwa, wynikające z zanieczyszczenia powietrza, sytuują się w przedziale 330-940 mld euro rocznie.

GIOŚ sceptycznie ocenia możliwości Polski w spełnieniu nowych wymogów i zwraca uwagę na konieczność aktywizacji samorządów w tym zakresie oraz rozbudowy infrastruktury.

 – Jeżeli ludzie palą plastikowymi workami i śmieciami, to wierzę, że mają jakąś świadomość ekologiczną, ale robią to, bo jest to najtańsze paliwo, jakie mają pod ręką – mówi Andrzej Jagusiewicz. – To wymaga podejścia ze strony samorządów. Pierwsza jaskółka pojawiła się w Krakowie, który chce zakazać spalania węgla. Proszę jednak wyobrazić sobie, że zakazujemy spalania węgla w całej Polsce. Jest to krok w dobrym kierunku, żeby ograniczyć ilość pyłu, ale co ludzie mogą powiedzieć, jeżeli im się odbierze prawo spalania węgla, a nie mają dostępu do sieci ciepłowniczej ani gazowniczej.

KE szacuje się, że do 2030 r. pakiet dotyczący czystego powietrza pozwoli na uniknięcie 58 tys. przedwczesnych zgonów, uchroni 123 tys. km2 ekosystemów przed zanieczyszczeniem azotem (ponad połowa terytorium Rumunii) i 19 tys. km2 ekosystemów leśnych przed zakwaszeniem. Redukcja szkodliwych emisji z przemysłu, ruchu drogowego, elektrowni i rolnictwa ma przynieść także oszczędność rzędu co najmniej 40 mld euro rocznie, jeśli policzyć same korzyści dla zdrowia mieszkańców Europy.

Reklama z celebrytą takim jak Michał Wiśniewski umożliwia pozyskanie nowych grup klientów

CEO Magazyn Polska

Instytucje finansowe i banki coraz częściej angażują do swoich reklam celebrytów. Klienci kierują się często nie tym, kim jest reklamująca dany produkt osoba, lecz przede wszystkim samą jej rozpoznawalnością. Do tego dzięki swobodniejszej formie reklamy może ona budzić pozytywne skojarzenia.

 – Mamy badania marketingowców, które pokazują, że aby sprzedać produkt, nie musimy wykorzystywać osoby znanej z tego, że budzi zaufanie. Wystarczy nam twarz znana. I to też nie jest tak, że potrzebujemy ludzi z najwyższej półki albo którzy kojarzą się z danym produktem czy usługą. Bywa, że osoba kojarzona z kabaretem może reklamować bardzo poważne produkty – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Marek Sokół, ekspert medialny i prezes Kancelarii PR.

Coraz więcej instytucji na rynku finansowym decyduje się na taki kierunek działań reklamowych. Sokół przypomina, że jeszcze niedawno banki angażowały do kampanii promocyjnych przede wszystkim znanych, budzących zaufanie aktorów, takich jak Marek Kondrat czy Piotr Fronczewski. Jednak od pewnego czasu coraz częściej w reklamach pojawiają się aktorzy komediowi, jak znany z Monty Pythona John Cleese czy Danny DeVito, i celebryci.

Szeroko komentowana była kampania PKO BP, w której wystąpił Szymon Majewski, prowadzący programy rozrywkowe. Sokół podkreśla, że mimo wątpliwości ekspertów rynku reklamowego okazało się, że kampania dotarła do zupełnie nowych grup klientów. Udało się ocieplić wizerunek spółki.

W podobnym kierunku zmierza SKOK Wołomin. W najnowszej reklamie wystąpił piosenkarz Michał Wiśniewski, który niedawno ze zmienionym wizerunkiem powrócił na scenę.

 – Michał Wiśniewski kojarzony jest dziś ze zmianą wizerunku. Wcześniej w kolorowych włosach reklamował jedną z sieci telefonii komórkowych albo sklepy Avans, teraz reklamuje pożyczkę. I chyba to jest dobry strzał, bo on dociera do potencjalnych klientów SKOK Wołomin – uważa Sokół.

Według niego to właśnie dotarcie do nowych klientów oraz budzenie dobrych skojarzeń jest celem takiej reklamy. Wiśniewski jest kojarzony obecnie ze stabilizacją życiową i ociepleniem wizerunku, więc jego udział w reklamie może przynieść pożądany efekt.

W bankowości nadchodzi era produktów dopasowanych do indywidualnych potrzeb klientów

CEO Magazyn Polska

W bankowości kończy się czas, kiedy klient musiał wybrać spośród gotowych, zaproponowanych przez bank produktów. Nowoczesne instytucje, aby utrzymać klientów, będą musiały przygotować ofertę skrojoną na miarę, i to nie tylko dla najzamożniejszych.

Współczesne banki, intensywnie korzystające z osiągnięć IT, dotarły do kresu możliwości w rozwoju nowych produktów. Atrakcyjne oprocentowanie czy niskie koszty kredytów już nie wystarczą, by przyciągnąć i utrzymać klientów. Ponadto po niedawnym kryzysie, zapoczątkowanym właśnie przez zbyt skomplikowane konstrukcje produktów bankowych, klienci stali się ostrożniejsi, a pole manewru – węższe.

 – Dziś już nie chodzi o efektowną stronę internetową czy atrakcyjne produkty bankowe. W centrum uwagi stoi klient, a banki muszą spełniać inne funkcje. Oczywiście klienci mogą otrzymywać od banku dobre ceny lub korzystne odsetki na specjalnych kontach, ale to nie wystarczy. Skupianie się wyłącznie na ofercie produktowej czy kanałach sprzedaży to typowe myślenie z przeszłości – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tammo van Leeuwen, dyrektor ds. rozwoju rynku w Sopra Banking Software.

Jak podkreśla, dziś bankowość powinna skupić się na zaspokojeniu indywidualnych potrzeb klientów. Jednocześnie klienci oczekują, że banki będą na nich patrzeć bardziej kompleksowo.

 – Przykładowo, jeśli klient kupi pięć różnych produktów, to bank obsłuży go bardziej kompleksowo, zaoferuje dodatkowe produkty taniej lub za darmo, da lepsze warunki czy korzystniejsze ceny. W tym kierunku rozwija się rynek, ale w tej chwili żaden bank, ani w Polsce, ani na świecie, nie ma jeszcze odpowiednich rozwiązań informatycznych, by umieć w taki właśnie kompleksowy, a jednocześnie zindywidualizowany sposób patrzeć na klienta – mówi van Leeuwen.

Nowoczesną ofertę bankową chętnie porównuje się do e-handlu, jednak specyfika działalności powoduje, że nie można bankowości oceniać tak jak ocenia się sklepy internetowe.

 – Dziewięć na dziesięć osób wchodzi na stronę sklepu internetowego z własnej woli, ponieważ chcą coś kupić. Banki są w gorszej sytuacji: niewiele osób lubi dokonywać płatności czy sprawdzać stan swoich finansów. Wcale nie mają na to ochoty – komentuje Tammo van Leeuwen. – Po zakupach w sklepie internetowym klient może przejść do innego sklepu, a w bankach klienci są związani posiadaniem konta. Tym bardziej chcą więc być rozpoznawani przez swój bank, oczekują lepszej obsługi, zrozumienia ich potrzeb i docenienia faktu, że są klientami przez długi czas. Banki muszą to zaakceptować, wyjść naprzeciw tym potrzebom. To ich dzisiejsze wyzwanie.

Tym bardziej że według menedżera Sopra Banking Software większość ludzi nie jest zainteresowana finansami, ale wszyscy są zainteresowani pieniędzmi. A te – w postaci produktów bankowych – służą przede wszystkim do zaspokajania ich potrzeb konsumpcyjnych.

 – Nikt nie chce wziąć pożyczki dla pożyczki, tylko żeby kupić samochód lub telewizor. Ludzie nie myślą: „Jaka fantastyczna pożyczka!”, po prostu chcą mieć łatwy dostęp do finansowania, być rozpoznawani przez swój bank jako klienci. Jeżeli bank to rozumie, to sam atrakcyjny produkt konkurencji nie wystarczy, by skłonić klientów do zmiany banku – podsumowuje Tammo van Leeuwen.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Sopra Banking Software, nieelastyczność systemów IT jest najpoważniejszą barierą dla innowacyjności w aż 90 proc. banków w Europie. Aż 93 proc. banków biorących udział w badaniu wykorzystuje więcej niż jedną aplikację nawet do najbardziej podstawowych czynności, takich jak otwarcie konta. Wynikiem niewłaściwego nadbudowywania istniejącej architektury najczęściej jest chaos, prowadzący do obniżenia efektywności i utraty zaufania klientów.

Sopra Banking Software dostarcza oprogramowanie i usługi informatyczne bankom i instytucjom finansowym. Jej rozwiązania wspierają ponad 500 klientów w 70 krajach w osiąganiu wyższej efektywności, sprawności i szybkości reagowania na wyzwania biznesowe.