Kulczyk Oil Ventures Ukraina produkuje już ponad 560 tys. m sześc. gazu dziennie

Kulczyk Oil Ventures podłączył do urządzeń wydobywczych odwiert Makiejewskoje-16 zwiększając dzienną produkcję gazu do ponad 560 tys. m sześc. To kolejny rekord, jaki Spółka osiągnęła na Ukrainie. Całkowite wydobycie KUB-Gasu, w którym KOV ma 70 proc. udziałów przekracza już 800 tys. m sześc. dziennie.

M-16 został podłączony do urządzeń wydobywczych pod koniec maja, ze średnią produkcją prawie 77 tys. m sześc. dziennie (prawie 54 tys. m sześc. netto dla KOV). Efektem tego podłączenia jest rekordowy poziom całkowitej produkcji, która dzisiaj przekracza już poziom 800 tys. m sześc.

„M-16 jest jednym z bardziej znaczących odkryć KOV na Ukrainie, który nie tylko trafił na komercyjne ilości gazu, ale potwierdził występowanie kilku nowych, niebadanych dotąd stref z tym surowcem i wskazał na trzy kolejne obiecujące lokalizacje dodatkowych wierceń. Cieszymy się z tych rekordowych wyników i zabieramy do pracy nad modernizacją stacji przetwarzania gazu, którą będziemy chcieli przygotować do stale zwiększającej się produkcji na polach Makiejewskoje i Olgowskoje. Czujemy się usatysfakcjonowani, bo projekt ten dowodzi jak wiele osiągnęliśmy na Ukrainie i jak wiele jeszcze zamierzamy osiągnąć” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes KOV ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Makiejewskoje-16 to najgłębszy jak dotąd odwiert KOV realizowany na Ukrainie. Prace nad ta studnią rozpoczęły się na początku sierpnia 2012 r. Pod koniec listopada odwiert osiągnął planowaną głębokość 4 300 m, po czym został orurowany i przygotowany do testów, które rozpoczęły się w kwietniu br. Podczas testowania M-16 odkrył nowe, niebadane dotąd pokłady gazu uzyskując komercyjny przepływ w wysokości ponad 120 tys. m sześc. dziennie. Dla porównania, średnia produkcja z całego pola Makiejewskoje w pierwszych dniach kwietnia wyniosła ok. 396 tys. m sześc. dziennie.

Po podłączeniu M-16 do produkcji, stacja przetwarzania gazu, który obsługuje zarówno pole Makiejewskoje, jak i Olgowskoje, jest bardzo bliska osiągnięcia końcowej przepustowości 790 tysięcy m sześc. gazu dziennie. Zespół KOV pracuje obecnie nad modernizacją obiektu i podniesieniem poziomu przepustowości do 1,84 mln m sześc. dziennie. Spółka szacuje, że wydatki na projekt nie przekroczą 6 mln USD (4,2 mln USD dla KOV).

Mania kupowania czyli gdzie kupują Polacy

Wybierając się na zakupy spożywcze, najchętniej zaglądamy do Biedronki i Lidla, szukając kosmetyków, najczęściej trafiamy do Rossmanna, a wśród aptek największym zaufaniem darzymy sieć Dbam o Zdrowie. A gdzie kupujemy odzież? Tu prym wiodą dwie marki: H&M oraz Reserved. To wyniki 13. edycji badania European Trusted Brands 2013 przeprowadzonego przez Reader’s Digest.

− O wyborze miejsca zakupów decyduje, nie tylko zresztą w Polsce, odległość sklepu od miejsca zamieszkania, ceny i – dla większości rodaków – także łatwość dojazdu i zaparkowania. Nic dziwnego zatem, że w przypadku zakupów spożywczych wygrywa bezapelacyjnie najgęstsza sieć z „codziennie niskimi cenami” oraz dużą liczbą miejsc parkingowych. Te same kryteria wyróżniają, w przypadku zakupów drogeryjnych, sieć Rossmann, a w przypadku odzieży – H&M i Reserved. Brak wyraźnego lidera na rynku aptek wynika z braku dominujących sieci aptecznych i bardzo wyrównanych cen. – komentuje wyniki prof. Janusz Czapiński, psycholog społeczny.

W opinii Polaków najbardziej godną zaufania marką w kategorii Sklep spożywczy jest Biedronka. Markę tę wybrało 34% respondentów biorących udział w badaniu, dzięki czemu otrzymała ona Złote Godło European Trusted Brands 2013. Nieco rzadziej wskazywane były marki Lidl (10%) oraz Tesco (7%). Kryształowe Godło powędrowało do marki Lidl, którą Polacy cenią w szczególności za stosunek wartości do ceny oraz zrozumienie potrzeb klienta. Marka Biedronka otrzymała najwyższe noty za silny wizerunek.

W kategorii Drogeria podwójnym zwycięzcą została marka Rossmann,która zdobyła 66% głosów, dystansując drugą najczęściej wymienianą markę – Natura (11%), a także markę Sephora (4%). Marka Rossmann została bardzo wysoko oceniona za jakość, wizerunek oraz zrozumienie potrzeb klienta i uzyskała − oprócz Złotego Godła − również Kryształowe Godło European Trusted Brands. Oba wyróżnienia marka Rossmann zdobyła także w 2012 roku.

Respondenci zostali również poproszeni o wybranie marki najbardziej godnej zaufania w kategorii Apteka. 18% Polaków wskazało markę Dbam o Zdrowie i dlatego została ona wyróżniona Złotym Godłem. Poza tym ankietowani pojedynczo wskazywali różne inne marki aptek. Marka Dbam o Zdrowie otrzymała bardzo wysokie oceny za jakość oraz zrozumienie potrzeb klienta i w badaniu European Trusted Brands 2013 zdobyła również Kryształowe Godło.

Złote Godło w kategorii Sklep z odzieżą otrzymała marka H&M, którą wybrało 16% respondentów. Marka ta powtórzyła w ten sposób sukces z ubiegłego roku. Polacy zadeklarowali, że ufają także marce Reserved (7%) oraz C&A (5%). Laureat Złotego Godła został wyróżniony wysoką oceną za wizerunek, natomiast marka Reserved otrzymała najwyższe noty za jakość oraz zrozumienie potrzeb klienta i zdobyła Kryształowe Godło.

ENERGA przejmie duńskie i hiszpańskie farmy wiatrowe

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgodził się na przejęcie przez ENERGA Hydro farm wiatrowych od spółek DONG Energy Wind Power A/S oraz Iberdrola Renovables Energía, S.A.U. Finalizacja obu transakcji powinna nastąpić w najbliższych tygodniach.

Po sfinalizowaniu transakcji ENERGA przejmie trzy działające w północnej Polsce farmy wiatrowe o łącznej mocy zainstalowanej 165 MW oraz pakiet projektów.

Umowa z DONG Energy przewiduje, że ENERGA przejmie pracującą farmę wiatrową w Karcinie w województwie zachodniopomorskim o mocy 51 MW oraz pięć rozpoczętych projektów w północnej Polsce o łącznej planowanej mocy około 220 MW.

Natomiast na mocy porozumienia zawartego z Iberdrola Renovables Energía, ENERGA przejmie dwie działające farmy wiatrowe – Karścino w województwie zachodniopomorskim i Bystra w województwie pomorskim – o łącznej mocy zainstalowanej 114 MW oraz pakiet projektów o mocy około 1190 MW.

Bank Pekao podpisał umowę na organizację emisji obligacji dla miasta Łódź na kwotę ponad 307 mln zł

Emisja obligacji będzie przeprowadzona w 10 seriach do końca bieżącego roku, jej łączna wartość wyniesie 307.650.000 zł. Wykup papierów wartościowych z ostatniej serii nastąpi do końca października 2023 r. Środki pozyskane z emisji obligacji przeznaczone zostaną na pokrycie deficytu budżetowego oraz spłatę wcześniej zaciągniętych zobowiązań z tytułu emisji papierów wartościowych oraz zaciągniętych pożyczek i kredytów.

– To ogromna satysfakcja, że znowu okazaliśmy się bankiem, który mimo rosnącej konkurencji nie ma sobie równych w organizowaniu dużych finansowań dla polskich miast i regionów. Kolejny raz Łódź zaufała nam i dzięki temu otrzyma olbrzymie środki na realizację ambitnych planów, których celem jest poprawa jakości życia mieszkańców. Mamy nadzieję, że wkrótce dołożymy kolejną cegiełkę do rozwoju polskiego rynku kapitałowego plasując dzisiejszą emisję na rynku giełdowym Catalyst, gdzie notowanych jest już kilka organizowanych przez nas programów m.in Warszawy, Krakowa, Elbląga – mówi Rafał Petsch, Dyrektor Zarządzający, Departament Instytucji Finansowych i Sektora Publicznego. Wymogi informacyjne wynikające z notowania obligacji na rynku giełdowym spowodują, że dostępność informacji o mieście będzie powszechniejsza i łatwiejsza do wykorzystania przez profesjonalne podmioty finansowe, co w przyszłości może ułatwić pozyskanie kapitału.

– Każdą złotówkę z tej ogromnej kwoty przeznaczymy na ważne inwestycje z punktu widzenia Łodzi. Warunki finasowania, które zaproponował Bank Pekao, sprawdzony już partner finansowy miasta, potwierdzają dobrą kondycję miejskich finansów i utrwaloną wiarygodność kredytową Łodzi –powiedziała Hanna Zdanowska Prezydent Łodzi.

Bank Pekao SA aktywnie finansuje zarówno inwestycje miejskie, jak i wojewódzkie w aglomeracji łódzkiej. Do tej pory zaangażowany był między innymi w finansowanie Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej, rozbudowę Portu Lotniczego im. Władysława Reymonta. Bank Pekao sfinansował również budowę Centrum Konferencyjno-Wystawienniczego Międzynarodowych Targów Łódzkich. Łącznie zaangażowanie Banku w finansowanie inwestycji komunalnych w aglomeracji łódzkiej wyniosło około 1,3 mld zł.

Morskie farmy wiatrowe mogą dać miliardy polskiej gospodarce

Zakładając, że do 2025 roku uda się w Polsce wybudować morskie elektrownie wiatrowe o łącznej mocy zainstalowanej 6 GW, wartość dodana tych inwestycji dla całej naszej gospodarki może wynieść nawet ponad 73 mld zł – wynika z raportu firmy doradczej Ernst & Young przygotowanego dla Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. Dzięki Morskiej Energetyce Wiatrowej (MEW) w ciągu następnych 12 lat może powstać także ponad 30 tys. miejsc pracy, a wpływy podatkowe wyniosą prawie 15 mld zł.

Raport „Morska energetyka wiatrowa – analiza korzyści dla polskiej gospodarki oraz uwarunkowań rozwoju” to pierwsza tak kompleksowa publikacja na temat MEW w Polsce. Eksperci firmy doradczej Ernst & Young analizowali obecny i przyszły stan rozwoju tej technologii do 2025 roku w 3 scenariuszach ilości mocy zainstalowanej (6 GW, 3,5 GW oraz 1 GW w roku 2025). – Jako scenariusz bazowy przyjęliśmy ścieżkę szybkiego rozwoju – czyli 6 GW mocy zainstalowanej w morskich elektrowniach wiatrowych w roku 2025. Jest to scenariusz ambitny, ponieważ w tej chwili łączna moc zainstalowana w MEW w całej Europie wynosi 5 GW. Jednak biorąc pod uwagę liczbę złożonych u nas wniosków lokalizacyjnych i szacunki branży co do rozwoju MEW w Europie, 6 GW w roku 2025 nie jest scenariuszem nierealnym – komentuje Kamil Baj, Menadżer w Grupie Energetycznej Ernst & Young.

Doradcy Ernst & Young podkreślają w swoim raporcie, że Polska ma bardzo dobre warunki naturalne do rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej. Morze Bałtyckie, w tym polska morska strefa ekonomiczna to prawdopodobnie bardzo korzystny obszar pod względem warunków wiatrowych. Do tego dochodzą kwestie technologiczne. Eksperci zauważają, że już teraz Polska eksportuje usługi związane z rozwojem morskich farm wiatrowych do innych krajów. Według indeksu uwarunkowań do rozwoju odnawialnych źródeł energii (OZE) stworzonego przez Ernst & Young Polska jest 8 najatrakcyjniejszym rynkiem na świecie dla inwestycji w energetykę wiatrową. – Wykorzystanie tego potencjału wymaga jednak rozwiązania problemów związanych z niestabilnością systemu wsparcia i zwiększonym ryzykiem inwestycyjnym. Wydaje, że z uwagi na długi czas rozwoju projektów morskich farm wiatrowych powinna ona podlegać specyficznym uregulowaniom – zauważa Aleksander Gabryś, Menadżer w Grupie Energetycznej Ernst & Young.

Rozwój MEW w skali umożliwiającej rozwój polskiego przemysłu blokują w tej chwili 2 najbardziej istotne kwestie. Po pierwsze brakuje w naszym kraju odpowiednich aktów prawnych, które sprzyjałyby rozwojowi tej technologii. Inwestycje w tę technologię, przy założeniach wynikających zarówno z obecnego jak i projektowanego systemu wsparcia OZE według projektu ustawy o OZE z października 2012, byłyby nieopłacalne. Po drugie tak znaczące inwestycje będą wymagały dedykowanych rozwiązań dotyczących przyłączenia morskich farm wiatrowych i zarządzania ich produkcją.

O tym, że warto stwarzać dobre warunki do rozwoju MEW eksperci Ernst & Young starają się przekonać liczbami. Do 2025, przy założeniu że do tego czasu powstanie w Polsce 6 GW mocy z MEW, korzyści dla PKB wyniosą 73,8 mld zł. Tyle bowiem wyniesie skumulowana wartość dodana z inwestycji w tę branżę. 14,9 mld wpłynie do budżetu z tytułu podatków z czego 2,2 mld przypadnie budżetom samorządowym, a 12,7 budżetowi państwa. Średnioroczne zatrudnienie w sektorze MEW do 2025 roku wyniesie natomiast 31,8 tys. etatów, licząc również zatrudnienie w sektorach, które wspierać będą inwestycje w MEW. Na rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej skorzystają głównie branże elektromaszynowa, budowlana oraz transport morski i lądowy (w tym przemysł stoczniowy i portowy). Rozwój morskich farm wiatrowych oznaczać będzie także uniknięcie do 2025 roku emisji CO2 do atmosfery na poziomie 40 mln ton, co przy cenie 10 EUR/tCO2 oznaczać będzie uniknięcie kosztu rzędu 1,5 mld zł rocznie.

– Korzyści szacowane przez Ernst & Young są znacząco większe niż potencjalne koszty wynikające głównie z potrzeby wsparcia tej technologii. Wytworzenie energii elektrycznej przez nową morską farmę wiatrową jest droższe niż, na przykład, przez nową elektrownię węglową. Istnieje jednak spory potencjał spadku kosztu energii elektrycznej z MEW, tym większy im większa będzie skala inwestycji w Polsce – zauważa Aleksander Gabryś.

Według Krajowego Planu Działań w zakresie energii ze źródeł odnawialnych Polska do 2020 roku ma posiadać 0,5 GW mocy zainstalowanej w MEW. Jednak eksperci EY podkreślają, że warto aby plany, w szczególności po 2020 roku, były bardziej ambitne.

– Zakładając, że uda nam się wybudować 6 GW mocy, udział sektora Morskiej Energetyki Wiatrowej w polskiej gospodarce może wynieść 0,6%. To tylko o 0,1pp. mniej niż wynosi w tej chwili udział sektora chemicznego. Krótko mówiąc, ponieważ sektor MEW w tej chwili w Polsce praktycznie nie istnieje, jego rozwój przyczyni się do wzrostu gospodarczego – podsumowuje Kamil Baj.

Dziś najwięcej mocy zainstalowanej w MEW ma Wielka Brytania (ok. 3 GW). Do roku 2020 ma mieć ich już ok. 18 GW. Zgodnie z szacunkami państw UE w 2020 roku w całej wspólnocie będzie prawie 50 GW mocy w MEW. Według szacunków branżowych realny jest nawet poziom 90 GW.

Kraje Europy Środkowej ponownie odnotowują pogorszenie sytuacji gospodarczej

W porównaniu do krajów Europy Zachodniej, wschodnioeuropejskie upadłości nasilają się w dramatycznym tempie. Dane zebrane lokalnie przez Coface świadczą o tym, że po recesji w 2009 r. i w kontekście kryzysu w strefie euro, przedsiębiorstwa z Europy Środkowej stały się bardzo wrażliwe. Prawie we wszystkich krajach tego regionu upadłości nasilają się w znacznie bardziej niepokojącej skali niż w Europie Zachodniej, od +7% w Słowacji do +27% w Czechach, według danych z 2012 r.

Najsilniejsza koncentracja upadłości widoczna jest w budownictwie (30% bankructw) – w wyniku stopniowego spadku produkcji oraz w dystrybucji (23%) – z racji dużej konkurencji i spadku zaufania konsumentów. Chociaż większość upadłości zarówno w Europie Środkowej, jak i Europie Zachodniej dotyczy sektora MSP i mikroprzedsiębiorstw, nie oszczędzają one również wielkich graczy rynkowych. Kryzys w końcu uderza w Polskę – rekordowa liczba ogłoszonych upadłości w 2012 roku. Branże najbardziej narażone na bankructwa to: budownictwo, produkcja, handel detaliczny i hurtowy. . W 2012 r. liczba upadłości wzrosła we wszystkich krajach regionu – z wyjątkiem Łotwy, Estonii i Ukrainy.

Wpływ kryzysu w krajach Europy Środkowej jest dotkliwie odczuwalny. Liczba firm ogłaszających upadłość wzrasta. W 2012 roku w regionie było ich więcej o 3,5%. Odpowiedzialne za sytuację są głównie Bułgaria i Chorwacja, gdzie wykazano dramatyczny wzrost liczby ogłaszanych upadłości. Jedyne kraje, w których następuje rzeczywista poprawa w tym zakresie, to Estonia i Łotwa. W ostatnich latach w Europie Środkowej odnotowuje się wzrost liczby firm ogłaszających upadłość. Porównując do roku 2009 (rok kryzysu po upadku Lehman Brothers), w roku 2012 liczba ta jest wyższa o 38,7%.

W roku 2012 największe kłopoty przeżywało budownictwo. Firmy budowlane ucierpiały m.in. w związku z wprowadzeniem programów oszczędnościowych i brakiem inwestycji w zakresie budownictwa mieszkaniowego. Podobnie jak branża budowlana, dotknięte zostały też sektory produkcji oraz handlu detalicznego i hurtowego. Na problemy w sprzedaży negatywny wpływ ma wysokie bezrobocie i zmniejszające się wydatki gospodarstw domowych.

Najmniej dotknięte kryzysem sektory to IT, telekomunikacja, edukacja i zdrowie. Sektory te miały najniższy wskaźnik firm ogłaszających upadłość w 2012 roku. Należy wspomnieć, że dane dotyczące firm ogłaszających upadłość nie są całkowicie porównywalne, w związku z różnicami proceduralnymi w poszczególnych państwach. Prawo upadłościowe w niektó-
rych krajach np. bałtyckich, przewiduje standardy takie same jak w krajach europejskich, ale procedury w takich krajach jak Bułgaria czy Ukraina nadal wymagają reform.

Kraje, które najbardziej ucierpiały w 2012 roku: Bułgaria, Chorwacja i Słowenia, kryzys dotknął również Polskę

W Bułgarii ogólna liczba przedsiębiorstw, które ogłosiły upadłość w 2012 roku to 1 339, a w roku 2011 było ich zaledwie 390. Oznacza to wzrost o 243%. Główne przyczyny ogłaszania upadłości w Bułgarii w 2012 roku to bardzo wysokie zadłużenie przedsiębiorstw, wysokie koszty finansowe, niestabilne ceny podstawowych surowców oraz niska płynność. Co więcej, Bułgaria wciąż zmaga się z nieskutecznymi procedurami upadłościowymi. Porównując z rokiem 2011 wskaźnik ogłaszanych upadłości potroił się. Przewiduje się, że w latach 2013 i 2014 wskaźnik ten jeszcze wzrośnie.

W Chorwacji liczba ogłoszonych upadłości wzrosła w roku 2012 o blisko 175%, co oznacza, że wskaźnik upadłości potroił się z 0,88% w 2011 roku do 2,43% w 2012 roku. Główne przyczyny bankructw to kłopoty przedsiębiorców z nadążaniem za zmieniającym się środowiskiem biznesowym, brak spójnej strategii rządowej, niewielki rynek własny i niekonkurencyjne ceny produktów dla rynków zagranicznych. Gospodarka Chorwacji pozostaje w recesji, w której znalazła się w 2009 roku. Kryzys w strefie Euro wpłynął na Chorwację w dwojaki sposób, poprzez spadek eksportu i niepewność związaną z wpływami obcych banków w na gospodarkę krajową.

W 2012 roku w Słowenii otwarto postępowanie upadłościowe wobec 980 firm. Porównując do 2011 roku, liczba ta wzrosła o 39,2%, co oznacza, że wskaźnik ogłaszanych upadłości wynosi 0,65%. Główny problem to długotrwałe procedury upadłościowe (proces ogłoszenia bankructwa może zająć 10 lub więcej lat), przy czym dywidendy dla wierzycieli są bardzo niskie, ponieważ aktywa firm są prawie zawsze obciążone hipoteką. Produkt krajowy brutto Słowenii spadł o 2,3%. Główną przyczyną jest stagnacja w eksporcie oraz spadek konsumpcji krajowej.

Polska i jej gospodarka wciąż wyróżniają się stałym wzrostem ważnych wskaźników makroekonomicznych, jednak zwolnienie tempa wzrostu staje się coraz bardziej widoczne. Wskaźnik ogłaszanych upadłości jest najkorzystniejszy spośród krajów Europy Środkowej i Wschodniej (0,04%), ale liczba firm, których bankructwo ogłoszono wzrosła w poprzednim roku o 21,3%. Wynik z 2012 roku jest najgorszy od ośmiu lat i wyższy o 113% niż w 2008 roku. Nawet w roku 2009, w czasie największego kryzysu, bankructwo ogłosiło o 25% firm mniej niż w 2012 roku. Za ten wynik odpowiedzialna jest głównie branża budowlana – 25% wszystkich ogłoszonych bankructw. Drugim sektorem, który ma największy wpływ na liczbę bankrutów jest handel detaliczny.

W 2012 roku w Rumunii procedury upadłościowe rozpoczęto wobec 23 665 firm, co oznacza wzrost o 10% w porównaniu z rokiem 2011. Pod wpływem kryzysu ekonomicznego w ciągu ostatnich trzech lat, równowaga firm ulega stopniowej degradacji z powodu ograniczeń finansowych i pogorszenia się dyscypliny płatniczej w całej gospodarce. Dlatego też firmy są bardziej podatne na wewnętrzne i zewnętrzne zagrożenia, a to powoduje większą presję na płynność. Również w Czechach, w Słowenii i na Litwie znacząco wzrosła liczba firm ogłaszających upadłość. Najlepsze wyniki mają Łotwa, Estonia i Ukraina, natomiast dane Serbii należy uznać za niejednoznaczne. Na Łotwie, która najbardziej w regionie odczuła kryzys, odnotowano bardzo wysoki wzrost ogłaszanych upadłości w 2009 roku. Następnie w 2010 roku sytuacja się ustabilizowała i od tego czasu liczba przypadków wszczęcia procesów upadłościowych niezmiennie spada (w 2012 o 3,6%). Jednocześnie Łotwa wykazała najwyższy w Europie wzrost gospodarczy w 2011 i 2012 roku (5,3 i 5,6%).

W Estonii, liczba firm, które ogłosiły upadłość spadła o 5,6%, utrzymując średni wskaźnik upadłości na poziomie 0,74%. Wynik Ukrainy robi wrażenie – w 2012 roku ogłoszono tam o 30% mniej upadłości niż w 2011 roku, a wskaźnik upadłości utrzymuje się na poziomie 0,08%. Niemniej jednak kraj zmaga się z wysoce nieskutecznymi procedurami upadłościowymi, charakteryzującymi się niskim wskaźnikiem odzyskiwania długu i bardzo długim średnim czasem trwania procesu. W 2012 roku Bank Światowy uplasował Ukrainę na 157 miejscu (158 miejsce w 2011) spośród 185 krajów w zakresie rozstrzygania upadłości – średnio kraje Europy Środkowej i Wschodniej plasują się około 80 pozycji. Postępowanie upadłościowe na Ukrainie jest prawie dwa razy mniej skuteczne porównując do średniej z regionu.

Serbia wykazała spadek ogłaszanych upadłości o 43,8%. Jest to jednak wyłącznie rezultat wstrzymania w 2012 roku ustawy rządowej: wniosek o automatyczne bankructw, która powodowała liczne usunięcia z rejestru jednostek gospodarczych w 2010 i 2011 roku). W rzeczywistości Serbia ma poważny problem w postaci ogromnej ekspansji z okresu przed kryzysem, obecnie powodującej bardzo wysoki wskaźnik upadłości 7,93% w 2012 roku.

Rok 2013 nie będzie oznaczać końca kryzysu przedsiębiorstw wschodnioeuropejskich.

W roku 2013, biorąc pod uwagę przeprowadzone – także na potrzeby niniejszej Panoramy – badania statystyczne, Coface spodziewa się wzrostu upadłości w Europie Środkowej. W Rumunii, wzrost utrzyma się na tym samym poziomie +10%, co w roku 2012, ze względu na zbyt mały wzrostu konsumpcji krajowej (+1,2%). W Polsce, gdzie w 2013 roku światowy kryzys gospodarczy będzie dużo bardziej odczuwalny [słaby wzrost eksportu (+2%) i popytu krajowego (0,9%)], liczba upadłości firm wzrośnie o 25-30%. Na Słowacji, gdzie tempo wzrostu nie wydaje się być trwałe i w Czechach, z racji spadku eksportu, liczba upadłości powinna wzrastać w tym samym tempie, co w 2012 r.

Spółka Wind Mobile zawarła Umowę Partnerską na rozwój Open Ringback z partnerem ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich

Nowy partner Wind Mobile jest liderem w zakresie muzyki cyfrowej z 60%-70% udziałem w rynku, obejmującym kraje Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej. Umowa została zawarta na 4 lata z możliwością przedłużenia. Umowa obejmuje następujące kraje: Zjednoczone Emiraty Arabskie, Arabię Saudyjską, Egipt, Algierę, Tunezję i Maroko. Potencjał krajów objętych umową to 200 milionów mieszkańców i 240 milionów kart SIM.

„Przekonaliśmy naszego partnera, że Open Ringback to przełomowa koncepcja biznesowa, która pozwoli obu firmom zrobić wielki krok w przód. Wyniki Open Ringback w Polsce dały nam na tyle silną pozycję w rozmowach z partnerem, iż umowa została zawarta na wyłączność. Nasz partner jest aktywny w 22 krajach, ale zdecydowaliśmy się w pierwszej fazie na położenie nacisku na 6 kluczowych rynkach oraz 17 operatorach mobilnych. W krajach objętych umową mieszka łącznie dwieście milionów ludzi, w dużej mierze młodych, którzy są otwarci na innowacyjne usługi dodane. Możliwość dotarcia do pięciokrotnie większej populacji konsumentów w stosunku do Polski oraz otwarte drzwi do współpracy z ponad czterokrotnie większą ilością operatorów mobilnych w stosunku do naszej dzisiejszej pozycji – to unikalna okazja, którą dobrze wykorzystamy.” – mówi Igor Bokun, prezes Wind Mobile.

„Realizację naszej nowej umowy traktujemy jako strategiczną i długofalową inicjatywę Wind Mobile. Jest to na tyle duże przedsięwzięcie, a z drugiej strony tak wielka szansa dla Wind Mobile, że może okazać się koniecznym wzmocnienie zespołu oraz poczynienie większych inwestycji w regionie Bliskiego Wschodu. W pierwszej połowie czerwca organizujemy kilkudniowe warsztaty w Dubaju, podczas których doprecyzujemy z partnerem wspólny plan działań i wymagane zasoby, ustalimy eventy, w których warto wziąć udział oraz inne niezbędne narzędzia marketingu i sprzedaży, by halodzwonki w modelu Open Ringback głośno zagrały na Bliskim Wschodzie.” – mówi Tomasz Kiser, wiceprezes Wind Mobile.

Drugi odczyt PKB potwierdza pogorszenie koniunktury w I kw.

W I kw. PKB wzrósł o 0,5 proc. r/r. Zrewidowano zatem nieznacznie w górę odczyt flash (0,4 proc. r/r). W ujęciu odsezonowanym PKB wzrósł o 0,1 proc. kw/kw wobec stagnacji w IV kw. 2012.

Dane potwierdzają słabość popytu wewnętrznego, w tym konsumpcji. Konsumpcja utrzymała się na poziomie z ubiegłego roku (0,0 proc. r/r), spożycie publiczne kontynuowało spadki (-0,5 proc. r/r), inwestycje odnotowały poprawę w kontekście dynamicznym (-2,0 proc. wobec -4,1 proc. w poprzednim kwartale).

– Wydaje nam się jednak, że jest przedwcześnie, aby odtrąbić punkt przegięcia na cyklu inwestycyjnym, gdyż nie wskazują na niego dane o większej częstotliwości – mówi Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. – Przypominamy także, że model skonstruowany na takich danych wskazywał na dynamikę inwestycji rzędu minus 5-6 proc., a rewizja danych inwestycyjnych GUS za IV kwartał zbiegła właśnie do wskazań modelu – dodaje. Zdaniem ekspertów BRE GUS prawdopodobnie przeszacowuje komponent inwestycji prywatnych w maszyny i urządzenia, gdyż poprawa na całym agregacie przy znacznym powiększeniu spadków wartości dodanej w budownictwie wskazuje, że komponent ten zanotował solidne odbicie w I kwartale; patrząc na produkcję dóbr trwałych i inwestycyjnych wydaje nam się to jednak mocno wątpliwe. Kontrybucja zmian zapasów wyniosła -0,3pp., co pozwoliło na powrót dynamiki popytu krajowego do poziomów z III kwartału 2012 roku (-0,9 proc. r/r). Eksport netto dodał do wzrostu 1,4pp., co wydaje nam się wielkością nieco zaniżoną w kontekście opublikowanych danych o bilansie handlowym (problem nie tkwi tym razem w rozbieżności danych GUS i NBP; trudno też winić procesy cenowe, gdyż tam obserwujemy trend, a rozbieżności naszych obliczeń z danymi GUS pojawiają się niejako losowo i w obie strony).

Uważamy, że I kwartał był dnem cyklu koniunkturalnego. Co do perspektyw na kolejne kwartały, w II kwartale oczekujemy nieznacznego przyspieszenia konsumpcji – przewiduje Marcin Mazurek, starszy analityk BRE Banku. Poprawa pozostałych części popytu krajowego odsunięta zostanie na II połowę roku – inwestycje prywatne powinny zareagować (sugerujemy wzięcie poprawki na obecne możliwe przeszacowanie ich wzrostu przez GUS) dopiero na poprawę perspektyw dla konsumpcji i otoczenia zewnętrznego (to drugie powinno nastąpić w znacznej mierze pod wpływem złagodzenia cięć fiskalnych w Eurolandzie). W całym roku, dynamika PKB będzie zbliżona do 1 proc. r/r, jednak trajektoria PKB będzie wznosząca.

Dzisiejsze dane spowodowały zniesienie porannej korekty oczekiwań co do poluzowania monetarnego (FRA i IRSy). Złoty i długi koniec krzywej pozostał pod presją głównie z powodów globalnej wyprzedaży obligacji.

Struktura PKB utwierdza nas w przekonaniu, że jest duża przestrzeń do poluzowania monetarnego (stagnacja w konsumpcji). Co więcej, sądząc po komentarzach z RPP, członkowie Rady zdają się ekstrapolować słabość z I kwartału na dalszą część roku, a nawet lata. W tej sytuacji oczekujemy kontynuacji poluzowania i obniżek stóp na czerwcowym i lipcowym posiedzeniu. Uważamy jednak przy tym, że dogodny okres na obniżki stóp będzie powoli dobiegał końca, gdyż kontekst decyzyjny w drugiej połowie roku istotnie się pogorszy: nastąpi wzrost inflacji, odbicie cyklu koniunkturalnego i nasilenie oczekiwań na zmniejszenie stymulacji ze strony Fed, co relatywnie i tak rozluźni politykę pieniężną w Polsce i może doprowadzić do uelastycznienia reakcji złotego na dysparytet stóp procentowych. W takich warunkach zapał RPP do obniżek stóp spadnie prawdopodobnie do zera.

Liczba biur podróży i agencji turystycznych, które mają problemy finansowe będzie rosnąć

Po serii ubiegłorocznych głośnych upadków biur podróży, ten sezon może przynieść kolejne przykre niespodzianki. Liczba biur i agencji turystycznych, które mają problemy finansowe, rośnie. Dla porównania na koniec ubiegłego roku w bazie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA było ich 427, w połowie kwietnia bieżącego roku już 441, a na koniec maja 454.

Dla branży turystycznej zeszły sezon zakończył się długami i utratą zaufania. Choć po medialnej burzy wywołanej plajtą kilku touroperatorów, liczba dłużników notowanych w KRD zmniejszyła się do 388 – wygląda jednak na to, że nie był to trwały trend. – Podejrzewamy, że ci, którzy nie płacili, choć mieli środki finansowe, chcieli wtedy zniknąć z rejestru, żeby nie tracić klientów. Z kolei ci, którzy mieli faktycznie kłopoty, nadal powiększali swoje zadłużenie – mówi Adam Łącki prezes Zarządu KRD. Aktualnie ich dług odnotowany w naszej bazie to ponad 8,8 miliona złotych.

Zadłużenie może być jeszcze większe, ponieważ wierzyciele zagraniczni, zwłaszcza spoza Unii Europejskiej, nie rejestrują długów polskich biur podróży u nas. Niedawno kilka dużych biur podróży znowu się pojawiło w bazie danych Krajowego Rejestru Długów, choć wciąż dominują średnie i małe agencje turystyczne, które nie dysponując wystarczającym kapitałem, ubezpieczają się na najniższą kwotę. Finansowe „dziury”, ewentualne roszczenia niezadowolonych łatają i pokrywają wpłatami od innych klientów. Działają tak często do momentu, aż na koncie będzie zero, albo znajdą się pod kreską.

Ministerstwo Sportu i Turystyki wprowadziło przepisy, które mają poprawić bezpieczeństwo turystów i uzdrowić tę sytuację. Zapisy dotyczą biur podróży, które działają krócej niż pięć lat. Wzbudzają one wiele kontrowersji, niewykluczone bowiem, że biura w ten sposób zostaną zmuszone do podwyższenia cen usług, co z kolei spowoduje spadek liczby klientów i w końcowym efekcie ich upadek.

Wygląda jednak na to, że Polacy nie obrazili się na biura podróży, po dużym spadku zaufania w ubiegłym roku w zagranicznej turystyce wyjazdowej eksperci spodziewają się wzrostu liczby zagranicznych wakacji na poziomie 3-4 procent. Ten sezon pokaże, czy szacunki się sprawdzą.

Wciąż należy jednak pamiętać, by decyzji o wyborze biura podróży, w którym chcemy wykupić wycieczkę nie podejmować w ostatniej chwili. Warto porównać różne oferty, a także sprawdzić wiarygodność touroperatora.

– Jeśli już zdecydujemy się pojechać w daleką podróż na zasłużony odpoczynek, to zróbmy wszystko, aby był on udany. Sprawdźmy finansowe kondycję i wypłacalność biura podróży. Dowiedzmy się, czy posiada Certyfikat Rzetelności, świadczący o jego transparentności i wiarygodności finansowej. Pamiętajmy, że lepiej korzystać z usług firm, które już długo działają na rynku, bo są doświadczone i bardziej odporne na ewentualne kryzysy – przekonuje Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy.

Nie zapominajmy też sprawdzić wysokości sumy gwarancyjnej ubezpieczenia, z której w razie upadku biura podróży pokrywają koszty związane z powrotem turystów do kraju. Dane te znajdziemy pod adresem www.turystyka.gov.pl.

Tegoroczne wakacje będą sprawdzianem dla całej branży, okaże się czy organizatorzy wycieczek nauczyli się lepiej zabezpieczać interesy swoich klientów i czy mają szansę odbudować częściowo utracone zaufanie.

Projektanci mody dyktują nowe trendy w biznesie. Polskie marki zyskują międzynarodową renomę

W Polsce moda przez duże „M” to znikomy fragment rynku, jednak na przestrzeni ostatniego roku polski rynek mody przeżywa prawdziwą rewolucję. Na pokazach jest coraz bardziej światowo, pojawiają się nowe marki i projektanci którzy, bez wahania konkurują ze światowymi dyktatorami mody. Styl i jakość polskich marek coraz częściej doceniają także zagraniczne gwiazdy. W kreacjach od Ewy Minge mogliśmy oglądać Cheryl Cole, Paris Hilton, Kelly Rowland, czy Ivanę Trump. Kelly Rowland jak i słynna tenisistka Serena Williams wybrały torebki luksusowej marki antbag by ania.

Rynek mody to świat, w którym udaje się zaistnieć tylko nielicznym. Trudno jest przebić się do świadomości klientów i na stałe w niej zaistnieć. Jednak dzieki rozwójowi rynku handlu elektronicznego otworzył wiele nowych możliwości.

Przez długi czas sklepy internetowe z tego typu asortymentem w ogóle nie powstawały. Obecnie wraz z ogromną popularnością zakupów on-line oraz wzrostem zaufania do tej formy sprzedaży powstaje ich coraz więcej. Dotyczy to nie tylko typowych sklepów internetowych, ale również coraz powszechniejszej sprzedaży on-line poprzez strony firmowe konkretnych marek.

Zmiany na rynku prasy branżowej są w dużej mierze wynikiem przemian, które mają miejsce w samej branży. Według badań największy wpływ na odsetek zakupów online mają blogerzy. Blogi to coraz poważniejsza instytucja, z którą liczy się świat mody. Blogerki coraz częściej zapraszane są na pokazy mody i do współpracy w dużymi firmami. Często są określani mianem ekspertów, pojawiając się w tej roli w mediach, pisząc felietony i występując w programach telewizyjnych.

Serena Williams i Kim Kardashian torebka antbag by ania
Serena Williams i Kim Kardashian torebka antbag by ania

W 2013 r. rynek farmaceutyczny w Polsce wzrośnie o ponad 4%

W 2012 r. rynek apteczny w Polsce po raz pierwszy od wielu lat odnotował ujemną dynamikę zmian i spadł o 6% w stosunku do roku 2011, do wartości 26,53 mld zł w cenach detalicznych. Miało to głównie związek z wejściem w życie ustawy refundacyjnej. Była ona główną przyczyną spadku wartości sprzedaży w segmencie leków refundowanych w 2012 r., który wyniósł aż 23%. Według najnowszego raportu firmy badawczej PMR pt. „Rynek farmaceutyczny i ochrony zdrowia w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2015” w 2013 r. dynamika rynku będzie znowu dodatnia.

Według prognoz PMR, w 2013 r. dynamika rynku aptecznego będzie dodatnia i wyniesie około 4%. Będzie to związane głównie z efektem niskiej bazy z 2012 r. – przed wejściem w życie ustawy refundacyjnej (w czwartym kwartale 2011 r.) pacjenci kupowali lek na zapas, co przełożyło się to na istotne spadki sprzedaży na początku 2012 r.

W 2013 r. nadal na rynek będą mieć wpływ czynniki, które niekorzystnie wpływały na wartość segmentu w 2012 r., takie jak spadki sprzedaży leków refundowanych w stosunku do okresu w poprzednim roku, częste zmiany na listach leków refundowanych i dalsze obniżki cen. „W latach 2014-2015 przewidujemy dalszą stabilizację sprzedaży aptecznej w Polsce i dynamikę wzrostu na poziomie około 4,5-5,5%. Ogółem, CAGR (średnioroczna stopa wzrostu) dla lat 2013-2015 wyniesie 4,7%, a rynek przekroczy 30 mld zł w 2015 r.” mówi Agnieszka Skonieczna, starszy analityk rynku farmaceutycznego PMR i współautor raportu.

W 2012 r. większość kategorii ATC zanotowała spadki sprzedaży – największe odnotowane zostały w kategoriach leków stosowanych w chorobach krwi i układu krwiotwórczego oraz w przypadku leków przeciwnowotworowych i immunomodulacyjnych. Doszło do tego wskutek zmian na listach leków refundowanych oraz obniżek cen leków wymuszonych przez nowy system. W ostatnich dwóch latach trendy we wszystkich głównych kategoriach terapeutycznych były zbliżone: był to gwałtowny skok sprzedaży w czwartym kwartale 2011 r., spadek sprzedaży w pierwszym kwartale 2012 r. i utrzymanie stosunkowo niskiego poziomu sprzedaży w ciągu całego 2012 r.

Według prognoz PMR, w latach 2013-2015 najszybciej będą rozwijały się najmniejsze pod względem wartości sprzedaży kategorie ATC – leki przeciwpasożytnicze (CAGR 2013-2015: 10%) i leki wpływające na narządy zmysłów (9%).

W latach 2008-2009 r. leki onkologiczne i immunomodulujące były motorem wzrostu aptecznego rynku leków. Główną przyczyną była tu zmiana statusu immunosupresorów z preparatów stosowanych w lecznictwie zamkniętym na leki dostępne w aptekach. W 2012 r. apteczna sprzedaż leków onkologicznych i immunomodulujących spadła jednak najbardziej ze wszystkich kategorii, o blisko jedną czwartą. „Wynikało to przede wszystkim ze znaczących obniżek cen leków onkologicznych po wejściu w życie ustawy refundacyjnej. Według prognoz PMR, pomimo wzrostu zachorowalności na nowotwory (według Centrum Onkologii, do 2025 r., w porównaniu do 2009 r., nastąpi wzrost zachorowań o 43% u mężczyzn i 36% u kobiet ), dynamiki tej kategorii w sprzedaży aptecznej będą niewielkie. W Polsce największym problemem jest bowiem finansowanie najnowszej generacji leków onkologicznych” mówi Agnieszka Skonieczna.

Według Krajowego Rejestru Nowotworów liczba zachorowań na nowotwory wzrasta i w roku 2010 osiągnęła poziom ponad 140 tys. zachorowań. Polska jest w porównaniu do średniej UE krajem o niskiej zachorowalności na nowotwory, lecz o wysokiej śmiertelności.

Najczęściej występującym nowotworem w całej populacji jest nowotwór oskrzela i płuca, chociaż zachorowalność na ten nowotwór spada od 15 lat. Jest on na pierwszym miejscu biorąc pod uwagę zachorowalność wśród mężczyzn i na drugim miejscu wśród kobiet. U kobiet obserwuje się wzrost zachorowalności na ten nowotwór, ponieważ kobiety urodzone w latach 1940-1960, wśród których było lub jest wiele palaczek, wchodzą obecnie w wiek największego zagrożenia chorobą nowotworową.

Ponad połowa nowych zachorowań na nowotwory notowana jest u osób powyżej 60 roku życia. Z roku na rok wzrasta jednak zachorowalność wśród osób w wieku produkcyjnym. Na przykład, w roku 2010 o prawie 10% wzrosła liczba nowych zachorowań wśród mężczyzn w wieku 35-39 lat w porównaniu do roku 2009.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek farmaceutyczny i ochrony zdrowia w Polsce 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.

Czy można szukać legalnych sposobów, by płacić możliwie najniższe podatki?

Przygotowywane przez Ministerstwo Finansów regulacje skłaniają do negatywnej odpowiedzi na to pytanie. Wraca kontrowersyjna koncepcja tzw. klauzuli obejścia prawa.

W opublikowanych przez Ministerstwo Finansów założeniach do nowelizacji ordynacji podatkowej znalazła się propozycja wprowadzenia ogólnej klauzuli przeciwko unikaniu opodatkowania. Zapis ten uprawniałby organy administracji podatkowej do kwestionowania czynności prawnych (np. zawieranych transakcji) podejmowanych przez podatników, jeśli fiskus stwierdziłby, że dane działania zostały zrealizowane w sposób sztuczny, a ich jedynym lub najważniejszym celem jest uzyskanie korzyści podatkowej.

„Sama idea ogólnej klauzuli obejścia prawa podatkowego jako sposobu na uszczelnienie systemu podatkowego, a także instrumentu zapewniającego uczciwą konkurencję pomiędzy podatnikami, jest jak najbardziej słuszna i zapewne nieunikniona wobec presji na zapewnienie wpływów budżetowych.” – stwierdza Jan Tokarski, starszy menedżer w zespole postępowań podatkowych PwC. „Niemniej jednak wprowadzenie tego instrumentu musi być poprzedzone dogłębną analizą potencjalnych skutków dla podatników, łącznie z odwołaniem się do praktyk światowych.”

Z opracowanego przez PwC raportu „Powrót klauzuli obejścia prawa podatkowego” wynika, że ta instytucja jest stosowana w systemach prawnych wielu krajów, również tak gospodarczo rozwiniętych jak Niemcy, Chiny czy Holandia. Z kolei inne (Indie, Wielka Brytania) przygotowują się do wprowadzenia klauzuli.

Eksperci PwC wskazują zestaw cech, którymi powinna się odznaczać klauzula, aby była skuteczna a jednocześnie nie nadmiernie dolegliwa dla podatników:

  • Pewność prawa – jasno wskazany cel klauzuli
  • Szerokie wsparcie merytoryczne i możliwość konsultacji
  • Sprawiedliwość i skuteczność procedury (przejrzystość, niezależność i obiektywizm)
  • Oparcie na materiale dowodowym
  • Niezależny panel ekspertów zapewniających jednolitość zasad stosowania procedury
  • Zapis o nadużyciu jako warunku skorzystania z procedury
  • Sfery bezpieczne, w których procedura nie będzie stosowana

Mechanizmy zabezpieczające podatnika przed wdrożeniem procedury (np. wiążące zgody, opinie i interpretacje fiskusa).
Zdaniem specjalistów PwC, porównanie powyższych wymogów z przygotowaną przez MF koncepcją klauzuli w Polsce budzi poważne wątpliwości. Eksperci PwC prezentują prawdopodobne problemy praktyczne, z którymi może się wiązać wprowadzenie klauzuli obejścia prawa w zakładanym kształcie:

  • Potencjalna niekonstytucyjność klauzuli (poprzednio obowiązujące regulacje w tym zakresie uchylił Trybunał Konstytucyjny)
  • Dolegliwa sankcja z tytułu stosowania klauzuli (30% zobowiązania podatkowego, które należy zapłacić niezależnie od samego podatku wraz z odsetkami)
  • Praktyka organów podatkowych, które będą oceniać model prowadzonej działalności biznesowej podatników
  • Utrudniony dostęp do mechanizmów zabezpieczających, zwłaszcza dla mniejszych firm (za wydanie wniosku o opinię zabezpieczającą trzeba będzie zapłacić co najmniej 25 tys. złotych)
  • Niepewność podatników w stosowaniu prawa (przynajmniej w początkowym okresie).

„W tej chwili możemy analizować jedynie zaprezentowane założenia do nowelizacji. Jednak dopiero dokładne brzmienie klauzuli pozwoli szczegółowo prognozować wpływ tej instytucji na polskich podatników. Dlatego narzędzie to będzie wymagało bardzo precyzyjnego uregulowania w toku procesu legislacyjnego. W przeciwnym bowiem wypadku może ono ograniczać prawa podatników a fiskusowi umożliwić kwestionowanie zawieranych umów, jeżeli uzna, że ich jedynym celem było osiągnięcie korzyści podatkowych.” – podsumował Jan Tokarski z PwC.

Mobilny dostęp do Internetu będzie napędzać rozwój rynku mediów i rozrywki w latach 2013-2017

Do 2017 r. globalne wydatki na rozrywkę i media przekroczą 2,1 bln USD. Rynek polski w nadchodzących latach będzie rósł w tempie 3,2% rocznie, osiągając w 2017 r. wartość 11,4 mld USD – wynika z najnowszego raportu firmy doradczej PwC „Global Entertainment and Media Outlook 2013-2017”. Wprawdzie przez najbliższe pięć lat nadal dominować będą wydatki na media tradycyjne, ale zdecydowanie wzrosną wydatki na media dostarczane w formie cyfrowej.

Największy wzrost rynku mediów i rozrywki w okresie objętym raportem (2013-2017) odnotują Chiny, Brazylia, Indie, Rosja, Bliski Wschód i Afryka Północna, Meksyk, Indonezja i Argentyna. Prognozowana średnioroczna stopa wzrostu przychodów (CAGR) dla tych rynków jest ponad dwukrotnie większa niż dla całej branży rozrywki i mediów globalnie. W 2017 r. będą one odpowiadać za 22% łącznych światowych przychodów branży, co niemal podwoi ich udział wobec 12% w 2008 r. Na tle tych krajów, wydatki na rozrywkę i media w Polsce będą rosły znacznie wolniej – w tempie 3,2% rocznie, zbliżonym do rozwiniętych krajów Europy Zachodniej.

W najbliższych latach najistotniejszy wpływ na kształt rynku rozrywki i mediów będą nadal miały dwa główne czynniki: dalsza cyfryzacja rozrywki i mediów oraz rosnące znaczenie urządzeń mobilnych. W skali świata w 2014 r. przychody z mobilnego dostępu do Internetu w wysokości 259 mld USD będą stanowić ponad 50% całkowitych wydatków na dostęp do Internetu, przewyższając wydatki na kablowy Internet szerokopasmowy. Wydatki na Internet mobilny powinny przekroczyć wydatki na Internet kablowy w USA i Korei Południowej w 2013 r., w Wielkiej Brytanii w 2015 r., a w Polsce dopiero po zakończeniu okresu objętego prognozą PwC (po 2017 r.). Wydatki na cyfrową rozrywkę i media, którym sprzyja upowszechnienie inteligentnych urządzeń elektronicznych, do 2017 r. będą stanowić 44% całkowitych wydatków na dojrzałych rynkach (w Polsce 42%), co niemal podwoi ich poziom w stosunku do 2008 r. i będzie stanowić wzrost w porównaniu z 34% w 2012 r.

Rynek polski ogółem

W Polsce najszybciej w nadchodzących latach będą rozwijały się te segmenty rynku mediów i rozrywki, które są związane z technologiami cyfrowymi, czyli dostęp do Internetu, reklama w Internecie oraz gry wideo.

W prognozowanym okresie 2013–2017 r., rynek reklamy w Polsce będzie rósł w średniorocznym tempie 3,9% CAGR, napędzany głównie przez wzrost reklamy internetowej średniorocznie o ponad 10% CAGR. W 2017 r. reklama telewizyjna utrzyma dotychczasową dominującą pozycję, stanowiąc nadal ponad 39% rynku reklamy w Polsce, jednak wydatki na reklamę w Internecie osiągną podobny udział – 37% wartości rynku.

Wartość poszczególnych segmentów rynku mediów i rozrywki w Polsce oraz prognozowana średnioroczna stopa wzrostu przychodów (CAGR)

Ekspert wyjasnia dla kogo i jak działa nowa ustawa antykryzysowa

Dostrzegając znaczne spowolnienie gospodarcze przynoszące problemy ekonomiczne przedsiębiorców oraz związaną z tym redukcję etatów, Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej podjęło próbę wyjścia im naprzeciw i postanowiło wesprzeć pracodawców. O proponowanych rozwiązaniach antykryzysowych opowiada ekspert, Marta Kosakowska, aplikant adwokacki w Kancelarii TGC Corporate Lawyers.

W tym celu przygotowano projekt ,,Ustawy o szczególnych rozwiązaniach na rzecz ochrony miejsc pracy związanych z łagodzeniem skutków spowolnienia gospodarczego lub kryzysu ekonomicznego dla pracowników i przedsiębiorców” zwanego nową ustawą antykryzysową z dnia 4 marca 2013 r.

Jakie działania dziś może przeprowadzić pracodawca

Obecnie przedsiębiorca, który boryka się z problemami finansowymi i spadkiem zamówień czy sprzedaży może stosować takie rozwiązania jak:
– jednostronna zamiana warunków pracy bądź płacy np. zmniejszanie wynagrodzenia, likwidację niektórych składników wynagrodzenia czy też obniżanie wymiaru etatu poprzez stosowanie wypowiedzeń zmieniających;
– likwidację poszczególnych stanowisk;
– zwolnienia grupowe;
– porozumienie się z pracownikiem w sprawie rozpoczęcia urlopu bezpłatnego;
– „wypożyczanie” pracownika innemu pracodawcy;
– wdrożenie programu dobrowolnych odejść.

Większość powyższych rozwiązań zmierza jednak do definitywnego zakończenia stosunku pracy i uszczuplenia zasobów kadrowych. Konsekwencje takiego stanu rzeczy są dwojakie: w pierwszej kolejności może wystąpić sytuacja, w której poprzez okrojenie kadr pracodawca staje się niekonkurencyjny na rynku, obniża się jego renoma, a w momencie gdy przejściowy zastój mija, zwyczajnie nie ma rąk do pracy i zmuszony jest naprędce rekrutować i szkolić nowych pracowników. A to pociąga za sobą dodatkowe koszty – nieprawidłowo wytypowani do zwolnienia pracownicy, niewłaściwie przeprowadzone zwolnienia grupowe, źle skonstruowane wypowiedzenia zmieniające czy też błędnie rozpisany i poprowadzony program dobrowolnych odejść, bez pomocy prawników specjalizujących się w prawie pracy bądź specjalistów z dziedziny ZZL może doprowadzić pracodawcę do ogromnych problemów: konieczności wypłacenia gigantycznych odpraw, konfliktów ze związkami zawodowymi, roszczeń o odszkodowania i wielu pozwów do sądu pracy. Skutkiem tego może być jeszcze większa zapaść firmy a w skrajnych przypadkach nawet upadłość.

Dla kogo nowe przepisy

Według projektu, Ustawa skierowana jest do przedsiębiorców (zdefiniowanych w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej), u których:
• spadek obrotów – sprzedaży towarów i usług wyniósł minimum 15% przez 6 kolejnych miesięcy z 12 miesięcy poprzedzających dzień wystąpienia z wnioskiem o wsparcie,
• nie występują zaległości podatkowe, w opłacaniu składek na ubezpieczenie zdrowotne i społeczne, Fundusz Pracy,
• nie ma przesłanek do ogłoszenia upadłości,
• w dniu złożenia wniosku o przyznanie świadczeń przewidzianych w ustawie nie zachodziły przesłanki do uznania, iż znajdują się w trudnej sytuacji ekonomicznej.

Wyjątki:

• Przedsiębiorca, który ma zaległości w opłacaniu składek, ale zawarł stosowne porozumienie odnośnie spłaty zadłużenia i terminowo realizuje kolejne raty albo korzysta z odroczenia terminu płatności.
• Przedsiębiorca, u którego zaległości w opłacaniu składek powstały w okresie spadku obrotów gospodarczych i który w związku z tym wraz z wnioskiem o przyznanie świadczeń załącza plan spłaty zadłużenia obejmujący wszystkie składki.

Na czym będzie polegała pomoc

Wsparcie, jakie oferuje przedsiębiorcom Ministerstwo, będzie opierało się na:
• skorzystaniu z dopłat do wynagrodzeń pracowników zagrożonych zwolnieniami w okresie zastosowania przestoju ekonomicznego. Według projektu wynagrodzenie pracownika w wysokości co najmniej płacy minimalnej będzie opłacane w części ze środków pracodawcy a w części ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Takie dofinansowanie może trwać maksymalnie 6 miesięcy w okresie 12 miesięcy od dnia podpisania umowy o wypłatę świadczenia,
• możliwości obniżenia wymiaru czasu pracy pracownika wraz z proporcjonalnym zmniejszeniem wynagrodzenia ale bez potrzeby zastosowania wypowiedzenia zmieniającego. Wymiar czasu pracy po obniżeniu nie będzie mógł być mniejszy niż pół etatu, a taki stan rzeczy będzie mógł obowiązywać przez maksymalnie pół roku w okresie 12 miesięcy od dnia podpisania umowy o wypłatę świadczenia. Dzięki temu, że pracodawca wystąpi z wnioskiem do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych o udzielenie pomocy finansowej pracownik, któremu zostanie obniżony wymiar czasu pracy, będzie otrzymywał co najmniej minimalne wynagrodzenie pokrywane w części przez pracodawcę a w części przez FGŚP.

Zgodnie z definicją ujętą w projekcie ustawy przestój ekonomiczny to niewykonywanie pracy u przedsiębiorcy przez pracownika pozostającego w gotowości do pracy z przyczyn ekonomicznych niedotyczących pracodawcy.
Co istotne, przez okres korzystania z powyższych rozwiązań a także przez 3 miesiące następujące bezpośrednio po okresie pobierania świadczeń, pracownicy będą objęci ochroną przed zwolnieniem z przyczyn niedotyczących pracownika.
Wprowadzenie pierwszego bądź drugiego rozwiązania może następować w układzie zbiorowym pracy lub będzie musiało być poprzedzone porozumieniem ze związkami zawodowymi bądź w przypadku ich braku, z przedstawicielami pracowników.

Jak uzyskać wsparcie

Przedsiębiorca aby otrzymać pomoc, musi wystąpić z wnioskiem do marszałka województwa właściwego ze względu na siedzibę przedsiębiorstwa. Marszałek ma 7 dni na rozpatrzenie wniosku i podpisanie umowy o wypłatę świadczeń. Następnie zwraca się do dysponenta Funduszu o przekazanie odpowiednich środków finansowych na ten cel. Dysponent Funduszu przekazuje marszałkowi stosowne środki przeznaczone na pomoc oraz na opłacenie składek na ubezpieczenia społeczne pracowników, co stanowi dodatkowe wsparcie dla przedsiębiorcy. W ostatnim kroku marszałek dystrybuuje świadczenia do pracodawcy.

Dodatkowy bonus

Przedsiębiorca może wystąpić do właściwego starosty z wnioskiem o dofinansowanie z Funduszu Pracy kosztów szkolenia pracowników, co do których stosuje się rozwiązania z tytułu ochrony miejsc pracy i którzy pobierają w związku z tym świadczenia z powodu przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy. Jedynym warunkiem jest uzasadnienie szkolenia obecnymi lub przyszłymi potrzebami pracodawcy. Takie rozwiązanie jest niezwykle korzystne, gdyż małym nakładem finansowym pozwala dokształcić kadrę lub wręcz uzyskać jej nowe specjalistyczne kwalifikacje, zmienić profil przedsiębiorstwa lub dostosować je do potrzeb rynku i klientów. Kursy muszą rozpocząć się w okresie trwania przestoju ekonomicznego lub obniżonego wymiaru czasu pracy. Wysokość takiego dofinansowania to 80% kosztów szkolenia, nie więcej jednak niż 300% przeciętnego wynagrodzenia za pracę.

Branża chemiczna w USA zyskuje dzięki zasobom gazu łupkowego, a europejskie firmy szukają wzrostu przychodów na rynkach wschodzących

Procesy konsolidacji i przenoszenie produkcji tam, gdzie są tańsze surowce – to rzeczywistość przemysłu chemicznego na całym świecie. Dotyczy to także rynku polskiego, na którym w ostatnich kilkunastu miesiącach doszło do kilku znaczących fuzji. Zdaniem autorów raportu „2013 Global Chemical Industry Mergers and Acquisitions Outlook”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, podmioty prowadzące działalność w tym sektorze są zmuszone szukać nowych rynków w związku z reorganizacją swoich portfeli inwestycyjnych. Wyjątkiem są jedynie zakłady chemiczne z USA, które rozwijają się dzięki dużym zasobom gazu łupkowego w tym kraju.

Prym w branży chemicznej od lat wiodą firmy europejskie i północnoamerykańskie, choć w ostatnim okresie dołączyły do nich również spółki z Chin. Według raportu Deloitte przedsiębiorstwa z tego sektora, szczególnie te z Europy, wykazują dużą aktywność w poszukiwaniu możliwości rozwoju wynikających z fuzji i przejęć. Związana jest ona m.in. z kryzysem gospodarczym i dużą niepewnością ekonomiczną. „Akurat w tej branży doskonałe odzwierciedlenie znajduje zasada, że większy może więcej i to począwszy od negocjowania cen surowców, poprzez produkcję, aż do dystrybucji produktów. Poza tym spółki poprzez transakcje fuzji i przejęć mogą zmienić profil swojej działalności albo pozbyć się części biznesu, który nie jest dla nich kluczowa1” – tłumaczy Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w dziale Doradztwa Finansowego, Deloitte.

Taką strategię przyjęły największe europejskie koncerny chemiczne, m.in. BASF czy Solvey. Zjawisko to nie ominęło również Polski, która jest jednym z wiodących graczy na tym rynku wśród krajów Unii Europejskiej i największym wśród tzw. nowych państw UE. Ostatnie kilkanaście miesięcy to okres konsolidacji w rodzimym sektorze chemicznym. Największym graczem jest w tej chwili Grupa Azoty, która powstała po przejęciu przez Zakłady Azotowe w Tarnowie fabryk w Kędzierzynie-Koźlu, Policach i Puławach. Możliwości rozwoju w Polsce szuka także BASF. Niemiecki gigant kupił aktywa Ciechu dotyczące produkcji TDI i rozpoczął budowę fabryki katalizatorów w Środzie Śląskiej, która ma być największym zakładem koncernu w Europie.

Kondycja branży chemicznej jest silnie uzależniona od koniunktury, stąd dążenie graczy działających na tym rynku do dywersyfikacji produkcji i takiej organizacji portfela inwestycyjnego, który pozwoli na uzyskanie silnej pozycji rynkowej w kluczowych obszarach. Stąd m.in. coraz większe zainteresowanie europejskich koncernów chemicznych rynkami wschodzącymi, głównie Ameryką Łacińską i Bliskim Wschodem, ale też Chinami. Eksperci Deloitte oszacowali że aż jedna czwarta transakcji M&A na europejskim rynku chemicznym spowodowana była właśnie chęcią zmiany prowadzonej działalności.

Podobnie jak europejskie firmy, również amerykańskie koncentrują swoją działalność na fuzjach i przejęciach. Jak czytamy w raporcie Deloitte, obserwowany wzrost tego typu transakcji będzie się nadal utrzymywał. Przyczyni się do tego ożywienie w sektorze budowlanym, dostęp do złóż gazu łupkowego oraz obniżenie cen surowców. Wartość inwestycji związanych z budową nowych zakładów produkcyjnych w ciągu najbliższych kliku lat wyniesie około 40 mld dolarów. W odróżnieniu jednak od europejskich firm, amerykańscy giganci w związku z dostępem do tańszych surowców w postaci gazu łupkowego na swoim kontynencie, w zdecydowanie mniejszym stopniu szukają inwestycji poza USA.

Być może gaz łupkowy okaże się także kołem napędowym dla rozwoju europejskiej branży chemicznej. Będzie on wykorzystywany nie tylko jako źródło energii, ale także jako surowiec do produkcji różnych materiałów i środków chemicznych. „Na razie są to jednak bliżej niesprecyzowane plany, choć niewątpliwie przemysł chemiczny, także w Polsce, bardzo liczy na sukces w wydobyciu tego cennego surowca. To co wiadomo na pewno, to że w najbliższych miesiącach firmy z branży chemicznej na całym świecie będą koncentrować się na realizacji inwestycji, które mogą zapewnić im tempo wzrostu przychodów powyżej średniego poziomu” – podsumowuje Michał Kłos, Dyrektor w Zespole Doradztwa dla Sektora Chemicznego Deloitte.

Fundusze Private Equity skupione na zarządzaniu portfelami i gromadzeniu funduszy na przyszłe transakcje

Prawie 70 proc. przedstawicieli funduszy private equity z Europy Środkowej ocenia, że w najbliższym półroczu warunki ekonomiczne nie ulegną znaczącej zmianie. Jednocześnie ich wskaźnik optymizmu, mierzony tzw. Confidence Index istotnie wzrósł, osiągając 101 pkt. (zmiana o 30 pkt. w ciągu pół roku). Zdecydowana większość funduszy private equity (55 proc.) chce w najbliższej przyszłości skoncentrować się na zarządzaniu portfelem już posiadanych inwestycji, w nadziei na wyższe zwroty w momencie poprawy koniunktury. Jednocześnie jak wynika z najnowszej edycji badania „Deloitte Central Europe Private Equity Confidence Survey”, co trzeci fundusz private equity będzie w najbliższym czasie szukać szans na nowe inwestycje, co dziesiąty skoncentruje się na pozyskiwaniu finansowania na nowe transakcje.

Wcześniejsze edycje badania udowodniły, że opinie inwestorów związanych z funduszami private equity doskonale odzwierciedlają nastroje dominujące na rynku. Tym bardziej powinien cieszyć istotny wzrost wskaźnika ich optymizmu, który wynosi obecnie 101. Warto zaznaczyć, że jeszcze pół roku temu wskazywał on poziom 71 i był to wówczas trzeci najgorszy wynik w dziesięcioletniej historii badania.

„Jest to oczywiście pozytywna wiadomość, choć inwestorom bardzo daleko od optymizmu z lat sprzed kryzysu. Sytuacja makroekonomiczna w strefie euro nadal nie poprawia się w sposób znaczący, a do tego spowolnienie gospodarcze dotknęło również kraje regionu. Wskaźnik ten jednak udowadnia, że przedstawiciele funduszy private equity nie spodziewają się już pogorszenia nastrojów na rynkach Europy Centralnej, a raczej pewnej stabilizacji” – tłumaczy Mark Jung, Partner w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

To poczucie stabilizacji potwierdzają inne części badania. Siedmiu na dziesięciu ankietowanych oczekuje, że warunki gospodarcze w ciągu najbliższych sześciu miesięcy nie zmienią się. W porównaniu z poprzednią falą badania znacznie zmniejszył się odsetek tych, którzy uważają, że warunki się pogorszą. W tej chwili jest to 21 proc., a jeszcze jesienią ub. roku pesymistów było aż trzy razy więcej. Co więcej, w poprzedniej edycji badania wzrost dostępności finansowania dłużnego nie był odczuwalny. Obecnie taki pogląd wyraża już 14 proc. Może to być znak, że kredytodawcy są coraz bardziej przychylni planom inwestorów.

Nie oznacza to jednak, że jeśli chodzi o aktywność private equity zapanuje duże ożywienie. Choć, co prawda, ponad jedna trzecia badanych zamierza skupić się na nowych inwestycjach, to jednocześnie aż 55 proc. pozostanie przy swoim obecnym portfelu. W porównaniu z jesienną edycją ich odsetek wzrósł o 10 pp. „W sytuacji spowolnienia gospodarczego niektórym spółkom portfelowym private equity czas potrzebny do osiągnięcia satysfakcjonujących wyników może być dłuższy niż prognozowany na początku inwestycji. Dlatego fundusze nie śpieszą się ze sprzedażą spółek, koncentrując się na działaniach zwiększających wartość firm i realizując wyższy zwrot z inwestycji w późniejszym okresie” – wyjaśnia Mark Jung. Jednocześnie ekspert Deloitte zwraca uwagę, że fundusze, które posiadają w portfelu spółki średnio 4-6 lat, są coraz częściej gotowe na wyjście z inwestycji, a to może oznaczać wzrost liczby transakcji sprzedaży w perspektywie średniookresowej.

Spory odsetek przedstawicieli środkowoeuropejskich funduszy private equity uważa, że aktualna sytuacja już dziś sprzyja inwestycjom. Równocześnie rekordowo duży odsetek badanych, aż 28 proc. (począwszy od 2003 roku) deklaruje, że będzie więcej sprzedawać niż kupować. Nieco ponad jedna trzecia badanych spodziewa się, że w ich inwestycyjnym portfelu poziomy sprzedaży i kupna będą się równoważyć.

Warto zaznaczyć, że fundusze private equity niezmiennie zainteresowane są inwestycjami w przemysł wytwórczy i spożywczy. Nowych możliwości inwestycyjnych będzie poszukiwać w tych sektorach odpowiednio 31 proc. oraz 17 proc. respondentów. Mniej popularnymi sektorami są sektory telekomunikacyjny i technologiczny oraz handel, energetyka i surowce. Zaskakującym wynikiem badania jest brak zainteresowania sektorem finansowym. Dwie trzecie badanych ocenia, że rozmiar transakcji, jakie będą mieć miejsce na rynku w najbliższym czasie nie zmieni się, przy dalszej dominacji transakcji dotyczących firm średniej wielkości.

„Region Europy Środkowej i Wschodniej pozostaje obszarem z wielkim potencjałem wzrostu dla inwestorów związanych z private equity. Dlatego w najbliższych miesiącach możemy spodziewać się wzrostu aktywności. Aczkolwiek niepewna sytuacja gospodarcza zarówno w strefie euro, jak i w całym regionie, powoduje, że pozyskiwanie nowych funduszy jest trudniejsze, ale nie niemożliwe” – podsumowuje Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Polskie klastry liczą na lepsze finansowanie ze środków rządowych i unijnych

Polskie klastry, czyli organizacje zrzeszające przedsiębiorców, współpracujących ze sobą w celu realizacji wspólnych projektów, mają często zbyt mało środków, by właściwie funkcjonować. Zdaniem prezesa Związku Pracodawców „Klastry Polskie”, działalność tych organizacji powinna być wspierana ze środków publicznych, ponieważ bardziej niż instytucje publiczne przyczyniają się do rozwoju regionalnego.

– W dużej mierze są to organizacje, które powstały niedawno. Większość przedsiębiorców, którzy uczestniczą w inicjatywach, to są małe i średnie przedsiębiorstwa, które borykają się z podstawowymi problemami natury finansowej – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Krzysztof Krystowski, prezes Związku Pracodawców „Klastry Polskie”. – Dla funkcjonowania klastrów potrzebne jest choćby zorganizowanie sali konferencyjnej czy sekretariatu. Tymczasem ze składek firm, które do klastra należą, często nie da się opłacić nawet jednego etatu.

Jak podkreśla, nie chodzi o duże sumy. Dla klastrów ważniejsze jest to, by choć w minimalnym stopniu mogły liczyć na wsparcie z budżetu i były to środki łatwo dostępne.

– Jako oddolna inicjatywa takie połączenia przedsiębiorstw, nauki i samorządu przejmują funkcje w rozwoju regionalnym całego kraju. Należy ich wesprzeć, bo nawet jeśli to będzie niewiele pieniędzy, to i tak wsparcie będzie nieporównywalnie bardziej efektywne niż wydawanie tych samych pieniędzy na instytucje publiczne – zapewnia Krzysztof Krystowski.

Są jednak klastry, które funkcjonują sprawnie, również dzięki dotacjom unijnym. To m.in. Śląski Klaster Lotniczy, którego prezesem jest Krystowski.

Zmienić model wsparcia

W obecnej perspektywie unijnej klastry były wspierane m.in. w ramach działania 5.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Jednak zdaniem Krystowskiego dostęp do środków z UE utrudniały wysokie kryteria dla beneficjentów.

– Dawano zbyt dużo pieniędzy na jeden projekt, ale jednocześnie zawierał on takie obwarowania, że był bardzo trudny do realizacji. W sumie przez 5 lat tylko kilka klastrów otrzymało pieniądze – zauważa Krzysztof Krystowski. – Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości po latach niepowodzenia zmieniła zasady. Dzisiaj wiem, że więcej klastrów może otrzymać te środki, nie są takie duże, ale są bardziej dostępne. I to jest dobry kierunek.

Zdaniem prezesa Związku Pracodawców „Klastry Polskie”, lepszy efekt przyniesie mniejsze wsparcie dla wielu incjatyw klastrowych, niż przeznaczenie tych samych pieniędzy na jeden projekt jednej firmy.

– Mamy w Polsce 50 działających rzeczywiście inicjatyw klastrowych, które chcą wspierać przedsiębiorców – mówi Krystowski. – Gdyby każda z nich otrzymała milion złotych rocznie, to kwota ta wystarczyłaby na biuro, obsługę administracyjną i pomoc we współpracy dla tych firm. Tymczasem niekiedy 50 mln zł otrzymuje jedna firma na pojedynczy projekt. Mówimy zatem o 50 mln złotych dla dwóch tysięcy firm kontra 50 mln złotych dla jednej firmy. Zupełnie inne oddziaływania, a te same pieniądze – przekonuje.

Dodaje, że przedstawiciele klastrów będą zabiegać o większe wsparcie przy podziale środków z nowej perspektywy budżetowej na lata 2014-2020.

– Chcemy powiedzieć decydentom, którzy dziś planują, jak te pieniądze będą wydawane: wiemy, co trzeba zrobić, jesteśmy chyba najtańszym sposobem wspierania przedsiębiorców i jesteśmy efektywni. Tworzymy miejsca pracy i to te stabilne, bo one głównie dotyczą małych i średnich przedsiębiorstw w innowacyjnych obszarach – podkreśla prezes.

Parlament Europejski chce uelastycznienia budżetu na lata 2014-2020

Jest mało realne, aby jeszcze w czerwcu Parlament Europejski i Rada Europejska doszły do porozumienia w sprawie budżetu na lata 2014-2020 – uważa Jerzy Kwieciński, wiceprezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości. I prognozuje, że powinno nastąpić to w przyszłym miesiącu. Prace opóźniają się, bo Parlament Europejski chce likwidacji deficytu w wydatkach budżetowych UE oraz uelastycznienia budżetu. Jeśli porozumienie nastąpi zbyt późno, będzie obowiązywał budżet prowizoryczny, a to ograniczy możliwości realizowania wieloletnich programów finansowanych z unijnych pieniędzy.

– Byłoby dobrze, gdyby pod koniec czerwca tego roku Parlament Europejski i Rada Europejska doszły do porozumienia co do kształtu nowej perspektywy finansowej, choć szanse na to są raczej niewielkie. Jeżeli to porozumienie będzie, możliwe stanie się przygotowanie nowej perspektywy finansowej, a przede wszystkim programów operacyjnych, z których Polska, polscy przedsiębiorcy i samorządowcy będą mogli korzystać. Myślę, że porozumienie uda się osiągnąć w lipcu – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jerzy Kwieciński, wiceprezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości, były wiceminister rozwoju regionalnego.

Parlament Europejski chce między innymi uelastycznienia nowego budżetu, tak aby niewykorzystane pieniądze w danym roku mogły być przesuwane między poszczególnymi latami i działami budżetu. Chodzi o to, aby pieniądze nie były kierowane z powrotem do państw członkowskich, ale aby były wykorzystywane na projekty ogólnounijne.

– Parlament Europejski chce przede wszystkim zlikwidować deficyt w wydatkach budżetowych UE w tym roku. Domaga się, by dodatkowe środki zostały przeznaczone na wydatki budżetowe w tym roku. Druga kwestia dotyczy elastyczności unijnego budżetu w przyszłych latach. Chodzi nie tylko o to, aby niewykorzystane pieniądze w danym roku nie wracały do budżetów państw członkowskich, ale aby można było przesuwać pomiędzy rożnymi obszarami wsparcia – podkreśla Jerzy Kwieciński.

Polska ma szansę stać się największym beneficjentem środków z budżetu UE. Nasz kraj na lata 2014-2020 ma otrzymać 105,8 mld euro unijnych funduszy, w tym na politykę spójności 72,9 mld euro, a na politykę rolną 28,5 mld euro.

– Jeżeli przeliczymy pieniądze dla Polski na jednego mieszkańca, to tu nie będziemy liderami, będziemy mniej więcej na 5-6 miejscu wśród krajów członkowskich UE. Ale niewątpliwie będą to duże pieniądze dla nas. W samej polityce spójności otrzymamy więcej niż w obecnej perspektywie finansowej – mówi wiceprezes Europejskiego Centrum Przedsiębiorczości.

Środki te zostaną przeznaczone na innowacje, w nowej perspektywie finansowej będzie mniej pieniędzy na infrastrukturę.

Jeżeli nie uda się dojść do porozumienia w sprawie nowej perspektywy finansowej na przełomie czerwca i lipca, będzie obowiązywał budżet prowizoryczny.

– Budżet prowizoryczny nie daje krajom członkowskim pewności kontynuowania rozpoczętych projektów, które są rozłożone zwykle na lata. Dlatego też w naszym interesie jest, żeby Parlament Europejski i Rada Europejska się dogadały, abyśmy mogli rozpocząć działania w ramach nowej perspektywy finansowej w normalnym trybie – podsumowuje Jerzy Kwieciński.

Polkomtel opóźnia przyznanie częstotliwości z pasma 1800 MHz

Urząd Komunikacji Elektronicznej jest gotowy do wydania decyzji rezerwacyjnej dla częstotliwości z pasma 1800 MHz. Pomimo że przetarg rozstrzygnięto już w lutym, Polkomtel, który nie otrzymał częstotliwości, cały czas składa wnioski formalne, które opóźniają proces. Cenne częstotliwości umożliwiają świadczenie usług dostępu do szybkiego internetu w technologii LTE.

– Merytorycznie decyzja jest przygotowana, opracowana, dodajemy do niej tylko ciągle kwestie formalne, które są wywoływane przed podmioty, które nie uzyskały częstotliwości w ramach tego przetargu, które są bardzo „płodne” w pomysłach i korzystają z różnych możliwości formalnych, aby opóźnić proces przydziału rezerwacji konkurentom – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

Gaj podkreśla, że decyzja miała być wydana w miniony wtorek lub środę, ale wniosek formalny złożony przez Polkomtel ponownie opóźnił proces. Prezes UKE podkreśla, że ostateczna decyzja musi być dopracowana w stu procentach.

– Nasza decyzja musi być dobra, żeby nie spowodować, że zostanie uchylona w sądzie, więc wszystkie formalne kwestie muszą być dopilnowane – podkreśla Magdalena Gaj.

Po poniedziałkowym wniosku formalnym Polkomtela (ta firma jako jedyna je składa) konieczne stało się uzupełnienie dokumentacji. Gaj przewiduje, że decyzję rezerwacyjną uda się wydać w przyszłym tygodniu. O ile nie wpłyną kolejne wnioski.

Dziś technologia LTE jest oferowana przez jeden podmiot na rynku, przez Polkomtel. Magdalena Gaj podkreśla, że dzięki umożliwieniu firmom, które wygrały przetarg (P4 i PTC), uruchomienia usług na częstotliwości 1800 MHz, zyskają klienci.

– Dla konsumentów ważne jest, by mieli różnorodność wyboru, również spośród ofert podmiotów, które po uzyskaniu tych rezerwacji będą mogły świadczyć usługi szybkiego internetu i przede wszystkim budować coraz więcej stacji, dzięki czemu te usługi dotrą do coraz większej liczby konsumentów – mówi Gaj.

W rozstrzygniętym w lutym przetargu na częstotliwości z pasma 1800 MHz UKE wybrał łącznie pięć ofert: trzy złożone przez P4 (operatora sieci Play) oraz dwie przez PTC (sieć T-Mobile). Po otrzymaniu decyzji rezerwacyjnej operatorzy będą mieli 12 miesięcy na wniesienie opłaty i rozpoczęcie wykorzystywania częstotliwości. Z tytułu opłat za dokonanie rezerwacji budżet państwa zyska ok. 950 mln zł.

Powstanie portal, gdzie Polacy będą mogli głosować za obywatelskimi projektami ustaw

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji (MAC) pracuje nad projektem portalu, który umożliwi zbieranie głosów internautów pod obywatelskimi projektami ustaw. Obecnie trwają analizy dotyczące m.in. rozwiązań technicznych. Jak zapewnia minister Michał Boni, portal obywatelski powinien wystartować już w drugiej połowie tego roku.

– Jesteśmy w końcowej fazie analiz, a potem przygotowania technicznego. Myślę, że w drugiej połowie roku to już będzie funkcjonowało – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Michał Boni, minister administracji i cyfryzacji.

Jego zdaniem wdrożenie portalu jest ważne i użyteczne ze względu na wiedzę i pomysły obywateli. Twierdzi, że opinie zgłaszane za pośrednictwem portalu mogą sprzyjać wdrażaniu przez państwo lepszych regulacji.

– Taka platforma wymiany informacji, zgłaszania pomysłów, ich wspólnego szlifowania jest – moim zdaniem – bardzo twórcza i będzie sprzyjała lepszym rozwiązaniom. Ważne jest, by w świecie otwartości, demokracji, poczucia wolności – a internet to wspiera – wykorzystywać wiedzę obywateli. Tym bardziej, że są oni nie tylko klientami różnych usług, które państwo świadczy, ale w różnych sprawach mogą mieć swoje pomysły, a do tej pory konsultacje wykorzystywały raczej wiedzę organizacji zbiorowych – tłumaczy Michał Boni.

Z pomysłem stworzenia portalu obywatelskiego zwróciły się do resortu organizacje pozarządowe. MAC uznał, że jest on możliwy do zrealizowania.

Minister nie ukrywa, że pod względem organizacyjnym projekt jest złożony i wymaga szczegółowego przemyślenia wszystkich aspektów jego funkcjonowania, włącznie ze stworzeniem funkcji, które pozwolą na korzystanie z portalu osobom niepełnosprawnym.

– Projekt wymaga stworzenia warunków technicznych pełnej dostępności, a dla tych, którzy użytkują i przetwarzają to wszystko, co wpływa, odpowiedniego moderowania. Żeby wszystkie głosy obywatelskie nie wpadały do „czarnej dziury”, tylko żeby były wykorzystywane i aby każdy miał poczucie, że jego głos został dostrzeżony i jest jakaś odpowiedź. Myślimy o rozwiązaniach technicznych, które muszą być dopasowane i dostępne dla wszystkich, także dla niepełnosprawnych – tłumaczył Michał Boni w czasie Forum IAB 2013.

Komentarz dzienny, 6 czerwca 2013

Zgodnie z oczekiwaniami RPP obniżyła stopy o 25pb do rekordowo niskiego poziomu 2,75%. W opisowej części komunikatu RPP potwierdziła zarówno kontynuację spowolnienia (w tym mało optymistyczną strukturę wzrostu w Polsce), jak i spadków inflacji i oczekiwań inflacyjnych. Zagadkowa, bo całkiem inna niż w poprzednim miesiącu końcówka komunikatu „Rada uznaje, że rozpoczęty w listopadzie 2012 r. cykl obniżek stóp procentowych sprzyja ożywieniu gospodarki i ogranicza ryzyko kształtowania się inflacji poniżej celu inflacyjnego w średnim okresie” została już w czasie konferencji zinterpretowana nie jako koniec cyklu, ale jego trwanie. 

Tańsze kredyty – RPP obniża stopy procentowe o 25 punktów bazowych do poziomu 2,75 proc.

Na czerwcowym posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami obniżyła stopy procentowe do poziomu 2,75 procent. To najniższy poziom w historii, kredyt w Polsce jeszcze nigdy nie był tak tani. Dzięki obniżce przeciętny kredytobiorca zapłaci średnio o 15 zł niższą ratę na każde 100 tys. zł kredytu.

To już piąta obniżka stóp procentowych w tym roku – od stycznia realne obciążenia kredytobiorców spadły już o ok. 80 zł miesięcznie na każde 100 tys. zł kredytu. Niemniej czasy niskich stóp nie będą trwały wiecznie.

Niskie stopy to zagrożenie dla firm

Istnieje duże zagrożenie, że zbyt tani kredyt utrudni restrukturyzację przedsiębiorstw. Firmy, które mają kłopoty, zamiast dokonywać zmian w poszukiwaniu efektywniejszych rozwiązań, dalej będą finansować swoje działania rekordowo tanim kredytem. Po prostu zabraknie im impulsu do zmian.

Nawet przy stosunkowo niskich stopach, Polacy nie są chętni do zaciągania zobowiązań w bankach. Zdaniem niektórych analityków, czerwcowa obniżka była niepotrzebna, a wręcz szkodliwa, bo daje rządowi czas na odwlekanie niezbędnych reform. Niskie stopy, chociaż są zachętą do inwestycji, nie dają gwarancji, że koniunktura w gospodarce się poprawi.

Minister środowiska zapewnia pomoc gminom w zakończeniu wszystkich procedur związanych z ustawą „śmieciową” na czas, czyli do 1 lipca

Nie chodzi tylko o segregację, ale głównie o odzyskiwanie surowców – tak o tzw. ustawie śmieciowej mówi minister środowiska. Marcin Korolec jest przekonany, że nowe przepisy wprowadzają sprawny system segregacji odpadów, który ograniczy do minimum wyrzucanie śmieci na dzikie wysypiska. Gminom, które nie zdążą na czas (do 1 lipca) przygotować nowego systemu, obiecuje pomoc w szybkim zakończeniu wszystkich procedur.

Sama ustawa wprowadzi w kraju systemową zmianę polegającą na segregowaniu śmieci, ale nie to jest celem. Celem jest możliwość odzyskania produktów takich jak papier, szkło, plastik, metal – po to, żeby ponownie je użyć – mówi minister środowiska Marcin Korolec.

Według niego ta zmiana systemowa „o skali, jakiej jeszcze nie było” sprawi, że Polska osiągnie zakładane normy segregowania odpadów. Jak dodaje – jeśli surowców wtórnych będzie dużo – pojawią się firmy, które będą chciały je odbierać i zagospodarowywać do ponownego przetworzenia bądź użycia.

 – W 2020 roku co najmniej 50 proc.  papieru, szkła, plastiku musimy odbierać – takie mamy zobowiązanie wynikające z prawa europejskiego – tłumaczy minister.

Według Korolca, polskie przepisy mają należeć do najbardziej liberalnych w Europie. Jego zdaniem, nie było bowiem powodu do odgórnego wprowadzenia restrykcyjnych regulacji dotyczących segregacji.

 – Gminy dostały do zarządzania pewien obszar rzeczywistości i to ich decyzje będą wskazywać na to, czy mamy dwa pojemniki, czy więcej – na papier, na szkło, na metal czy na plastik. O tym nie powinno się decydować w sposób odgórny, bo byłby to rodzaj przeregulowania systemu – przestrzega Marcin Korolec.

Nowy system gospodarowania odpadami niektóre gminy, w tym m.in. podwarszawski Izabelin, wdrożyły jeszcze przed terminem. Nadal jednak jest wiele miast, w tym m.in. Warszawa, które nie rozstrzygnęły jeszcze nawet przetargów na odbiór odpadów. W stolicy oferty przetargowe zostaną otwarte dopiero w połowie czerwca. Minister środowiska zapewnia, że resort pomoże gminom zdążyć na czas, a także zminimalizować ewentualne spóźnienia.

 – Jeżeli miałby nastąpić ewentualnie jakiś poślizg, będziemy pomagać na poziomie eksperckim władzom samorządowym, żeby ten proces maksymalnie skracać, i żeby on był maksymalnie dostosowany do wymogów ustawowych – wyjaśnia.

Poza odzyskiwaniem surowców nowe prawo ma uszczelnić system gospodarowania odpadami i ograniczyć nielegalne wyrzucanie śmieci – m.in. do lasów czy na dzikie wysypiska.

Za kilka dni wybory prezydenckie w Iranie. Czy można się spodziewać zmian związanych z programem nuklearnym?

Wynik zaplanowanych na 14 czerwca wyborów prezydenckich w Iranie będzie oznaczać kontynuację polityki tego kraju na arenie międzynarodowej – uważają eksperci. Wszyscy kandydaci to osoby zaaprobowane przez Radę Strażników Konstytucji, ciało składające się islamskich prawników. Duchowo-polityczny przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, wezwał wszystkich kandydatów, by nie szli na żadne ustępstwa wobec Zachodu. Może to oznaczać dalszy brak współpracy władz w Teheranie z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej.

Międzynarodowa Agencją Energii Atomowej nie zamierza upominać władz w Teheranie w związku z programem nuklearnym Iranu do czasu rozstrzygnięcia wyborów prezydenckich w tym kraju. Eksperci nie spodziewają się również zmian w stanowisku samego Teheranu.

Przełomu w tej kwestii nie możemy się spodziewać, z tego względu, że w wyborach prezydenckich w Iranie startuje ośmiu kandydatów doskonale znanych władzom. Przeszli oni przez sito Strażników Konstytucji, więc nie reprezentują żadnego odmiennego od obecnego poglądu np. na sprawy energii atomowej – tłumaczy iranistka, Urszula Pytkowska.

Jednym z negocjatorów, który reprezentuje Iran w rozmowach z MAEA jest Said Dżalili, kandydujący na stanowisko prezydenta. Zdaniem Pytkowskiej, z tego względu nie ma co liczyć na jakikolwiek postęp w negocjacjach.

– Dżalili, który jest jednocześnie negocjatorem i kandydatem, będzie chciał pokazać się Irańczykom – wyborcom jako silny kandydat, jako twardy negocjator, więc z jego
ust nie usłyszymy żadnych ustępstw na rzecz Zachodu – podkreśla Urszula Pytkowska. – Natomiast inni kandydaci zarzucają Dżaliliemu to, że negocjacje prowadzone są nieudolnie, że nie doszło do żadnego konsensusu na korzyść Iranu – to sprawia, że mamy w tym momencie impas.

Z ośmiu kandydatów na stanowisko prezydenta żaden nie zapowiada gruntownych reform. Drobnych zmian można spodziewać się w polityce wewnętrznej. Stanowisko wobec partnerów międzynarodowych jeszcze przed wyborami zasygnalizował duchowo-polityczny przywódca Iranu, ajatollah Ali Chamenei, który wezwał kandydatów do zachowania kursu politycznego.

Przedwyborcze wstrzymanie ponagleń MAEA w sprawie atomu pod adresem Teheranu może, zdaniem Urszuli Pytkowskiej, mieć także cel polityczny.

– To jest taki krok w kierunku Iranu. Pokazanie, że międzynarodowa opinia publiczna nie chce głośno zarzucać z góry, że wybory w Iranie będą niewiarygodne, że wyniki będą sfałszowane, że tak naprawdę nie ma po co iść do tych wyborów – mówi Urszula Pytkowska.

Jak podkreśla, mimo że nazwiska kandydatów nie budzą większych nadziei na zmianę polityki zagranicznej Iranu, to może się zmienić sposób prowadzenia negocjacji z Zachodem na łagodniejszy.

MAEA podczas trwającego posiedzenia zapowiedziała, że inspekcja w irańskim ośrodku atomowym w Parczin, do którego dostępu żądała, nie odbędzie się. Z danych agencji wynika, ze Iran usuwa wszelkie ślady programu atomowego – zdjęcia satelitarne wskazują na przemieszczanie w tym miejscu mas ziemi, powlekanie pewnych miejsc smołą i rozbieranie infrastruktury.

Prezes BRE Banku: nowa odsłona mBanku pomoże pozyskać około 100 tys. nowych klientów rocznie

Dzięki nowej odsłonie mBank chce zwiększyć liczbę klientów w Polsce do 5 mln do 2015 roku. Obecnie bank ma 4,3 mln rachunków, ale liczba ta uwzględnia klientów w Czechach oraz markę Multibank. Prezes BRE Banku, właściciela marki mBank, liczy na pozyskanie rocznie nawet ponad 100 tys. nowych, szczególnie młodych klientów, którzy dopiero wchodzą w życie dorosłe.

 – Kierujemy nowy mBank do dwóch grup: jedną są aktualni klienci mBanku, w przyszłości również Multibanku, którym poprawiamy jakość tego serwisu i dodajemy nowe funkcjonalności. Z drugiej strony kierujemy to do nowej klienteli, przede wszystkim młodszych ludzi. Liczymy, że przy pomocy tak nowoczesnego rozwiązania będziemy w stanie ich przyciągnąć do banku i bankowości – mówi  Cezary Stypułkowski, prezes BRE Banku.

Nowy interfejs mBanku to pierwszy krok do połączenia marek mBank, Multibank oraz BRE Bank. Na razie dostęp do interfejsu otrzymali tylko ci użytkownicy, którzy wcześniej zgłosili się poprzez specjalną stronę internetową. Odświeżony system ma pomóc w przyciągnięciu wielu nowych klientów.

Stypułkowski podkreśla, że w bankowości w Polsce sytuacja nie jest zła. Osiągnięcie progu 5 mln klientów do 2015 roku jest, według niego, wykonalne, bo w samym I kwartale tego roku bank zyskał 90 tys. nowych rachunków. Część z nich przechodzi do mBanku od konkurencji, ale szansą są też młodzi ludzie, którzy wybierają swój pierwszy bank po wejściu w dorosłość.

 – W Polsce na rynek przychodzi średnio około 350 tys. klientów rocznie. Miedzy 350 a 400 tysięcy osób rocznie wchodzi w dorosłe życie. Jakby nam się udało jedną trzecią z nich pozyskać dla nowego mBanku rocznie, to byłoby bardzo dobrze – zapowiada Stypułkowski.

Nowy mBank po raz pierwszy przygotował ofertę dla klientów zamożnych. Do tej pory dla nich przeznaczona była przede wszystkim oferta Multibanku. Stypułkowski podkreśla jednak, że również w mBanku jest spora grupa klientów dysponujących dużymi środkami. Mając w perspektywie połączenie obydwu marek bank zdecydował się rozszerzyć ofertę dla tego segmentu.

 – W tle połączenia banku, uznania jednej nazwy, doprowadzenia do tego, że klienci mBankowi mają też dostęp do struktury oddziałowej, antycypujemy przejście Multibanku na nową platformę transakcyjną przez fakt wyodrębnienia kategorii klientów bardziej zamożnych w grupie klientów mBankowych. Dla nich będziemy się starali zbudować taką ofertę, która będzie łączyła funkcjonalności i zachęty materialne, które są dostępne dla klientów Multibanku – wyjaśnia Stypułkowski.

Klienci mBanku, który do tej pory był bankiem wyłącznie internetowym, zyskają w ramach połączenia marek dostęp do placówek Multibanku. Na rynku pozostanie jedynie marka mBank w pięciu wariantach kolorystycznych logotypu. Znikną marki Multibanku oraz BRE Banku. Połączenie powinno zakończyć się jesienią tego roku, jednak bank nie wyznacza ostatecznego terminu migracji wszystkich klientów do nowego systemu. Cały proces rebrandingu ma kosztować ok. 100 mln zł. Do tej pory bank wydał mniej więcej połowę z tej kwoty.

Jak Kraków walczy ze wzmożonym ruchem w centrum miasta?

Chociaż strefy ograniczonego wjazdu, m.in. do centrum miast są w Europie czymś powszechnym, to w Polsce tego typu pomysły napotykają na przeszkody natury prawnej. Znowelizowana 14 listopada 2003 r. ustawa o drogach publicznych nie daje podstawy prawnej do wprowadzania opłat za wjazd do centrów miast. Pozostają więc rozwiązania takie jak choćby planowane w Krakowie poszerzenie stref płatnego parkowania, uprzywilejowanie komunikacji miejskiej czy rozbudowa obwodnic.

Wprowadzenie tzw. opłaty kongestyjnej, czyli za wjazd do centrum, mogłoby – zdaniem jej przeciwników – doprowadzić do ograniczenia swobody poruszania się – szczególnie mniej zamożnych kierowców. Zwolennicy wprowadzenia takiej opłaty mówią o konieczności walki z zanieczyszczeniem powietrza w centrach miast. Powołują się także na przykład europejskich metropolii, w których strefy ograniczonego wjazdu są ważnym elementem inteligentnych, zintegrowanych systemów transportu. W Europie tego typu rozwiązania istnieją m.in. w Sztokholmie, Oslo, Mediolanie czy – od 10 lat – w Londynie.

Chociaż Polska zaczyna wdrażać inteligentne systemy transportowe, to stref ograniczonego wjazdu u nas na razie nie ma.

 – Polskie uregulowania prawne w tej kwestii są inne niż na całym świecie – mówi Ewa Wolniewicz-Warska, członek Rady Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji oraz przedstawicielka Kapsch Telematic Services. – Nowelizacja ustawy o drogach publicznych z roku 2003 zniosła możliwość wprowadzania odpłatności za wjazd do strefy śródmiejskiej, czyli regulacji na życzenie samorządu i na życzenie mieszkańców.

Według ekspertki władze państwowe powinny dążyć do zmiany obecnego stanu prawnego. Tym bardziej, że ze strony miast nie brakuje zainteresowania takimi rozwiązaniami.

 – O ile mi wiadomo, w Krakowie jest przygotowywana koncepcja strefy spokojnego ruchu, natomiast jej realizacja napotyka ogromne przeszkody, właśnie natury prawnej – dodaje Wolniewicz-Warska.

Przy budowie systemów zarządzania ruchem często wykorzystuje się już istniejącą infrastrukturę.

 – W ten sposób można wykorzystać wysiłek kapitałowy, który już wykonano – zauważa Ewa Wolniewicz-Warska. – Systemy buduje się przy założeniu, że muszą mieć otwarte interfejsy umożliwiające połączenia z kolejnymi elementami, które miasto, samorząd czy kraj mogą chcieć doinstalować w przyszłości. Wobec tego wymóg interoperacyjności, otwartości, jest zasadniczy.

Kraków wdraża inteligentny transport

 – Nie rozważamy wprowadzenia opłat za wjazd do centrum, bo to jest prawnie niemożliwe – mówi Filip Szatanik, zastępca dyrektora ds. informacji Urzędu Miasta Krakowa.

Przyznaje, że na uspokojenie ruchu w centrum miasto ma kilka pomysłów.

 – To m.in. projekt reorganizacji ruchu wokół Plant. Chodzi o to głównie, by uniemożliwić kierowcom przejazd przez Śródmieście, oddać więcej przestrzeni miejskiej dla komunikacji zbiorowej, rowerzystów i pieszych – wyjaśnia przedstawiciel krakowskiego ratusza.

Miasto zamierza także dążyć do uprzywilejowania transportu publicznego, np. poprzez rozbudowę buspasów (obecnie 24 km) czy rozwój sieci tramwajowej wraz z poszerzeniem strefy sterowania ruchem, oraz objąć kolejnych ciągów drogowych tzw. zieloną falą.

 – Polega to na montowaniu na skrzyżowaniach specjalnych sterowników dostosowujących dynamikę zmiany świateł do panujących warunków drogowych. Rozwiązanie to okazało się bardzo skuteczne na Alejach Trzech Wieszczów. Korków wprawdzie nie zlikwidowano całkiem, ale zwiększono szybkość przejazdu przez ten rejon o 30 proc. – wyjaśnia Filip Szatanik.

Rozwiązaniem byłoby też rozbudowanie istniejącego układu obwodnic Krakowa. Miasto czeka na dokończenie przez rząd wschodniej obwodnicy.

Nawet 90% dofinansowania do kosztów ochrony patentu oferuje Narodowe Centrum Badań i Rozwoju

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju chce zmotywować przedsiębiorców i jednostki naukowe do zarabiania na swoich wynalazkach na globalnych rynkach. Już za dwa tygodnie będą mogli oni składać wnioski w NCBiR o sfinansowanie części kosztów ochrony patentowej za granicą. Wnioskujący będą musieli wnieść wkład własny w wysokości 10 proc. wszystkich kosztów.

  Koszty ochrony patentowej będą mogły być pokrywane tylko w zakresie ochrony patentowej za granicą, np. w Europejskim Urzędzie Patentowym, amerykańskim, japońskim lub w trybie PCT [innych państwach międzynarodowego porozumienia ponad 140 krajów o ochronie patentowej – red.] – mówi Leszek Grabarczyk, zastępca Dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Ograniczenie to ma swoje uzasadnienie, bo dzięki ochronie patentowej za granicą beneficjent będzie mógł uzyskać wyższy zwrot z inwestycji, niż gdyby wynalazek były chroniony tylko w Polsce.

  Ochrona patentowa tylko w Polsce, bez wyjścia z ochroną patentową poza terytorium naszego kraju, z punktu widzenia biznesowego nie ma sensu. Rynek zbytu na dany produkt powinien być jak największy, aby można było zarobić na inwestycji. Dlatego motywujemy do tego, aby przedsiębiorcy szukali ochrony patentowej za granicą – podkreśla Leszek Grabarczyk.

Wsparcie obejmie nie tylko firmy, ale także jednostki naukowe.

 – Będziemy oferowali współfinansowanie, czyli my dokładamy 90 proc. do tych kosztów. Wymagamy minimalnego wkładu własnego po to, żeby strona wnioskująca do nas o wsparcie sama dokonała analizy, czy jest sens wydać własne pieniądze, czyli minimum 10 proc. na ochronę patentową i oceniła, czy istnieje perspektywa zarobienia na chronionym wynalazku – tłumaczy Grabarczyk.

Wnioski składane w konkursie będą oceniane przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przy zachowaniu kilku kryteriów.

  Będziemy oceniali je pod kątem dojrzałości strategii biznesowej, zwłaszcza biznesowej ochrony własności intelektualnej i realności uzyskania ochrony na tych rynkach, które sobie zaplanuje wnioskodawca i w czasie, który sobie zaplanuje. Chodzi o to, że reguły ochrony patentowej są dosyć rygorystyczne. Są określone terminy, które muszą upłynąć, zanim rozpocznie się kolejny etap, albo których nie można przekroczyć dbając o to, żeby własne prawa zostały zachowane – wyjaśnia zastępca dyrektora NCBiR.

Zainteresowani będą mogli aplikować o przyznanie pomocy finansowej za 2 tygodnie, a nabór wniosków potrwa 30 dni.

 – Następnie poddamy wnioski ocenie merytorycznej. Mając na uwadze tak podwyższone przez nas standardy i wymagania dotyczące tego, co ma być przedmiotem ochrony i na jakich rynkach, już widzimy, że tylko około 1/3 wniosków przechodzi ocenę merytoryczną. Przypuszczam, że po mniej więcej 2-3 miesiącach będziemy mogli upublicznić wyniki. Prawdopodobnie pod koniec trzeciego kwartału ogłosimy kolejny konkurs. Na każdy konkurs możemy przeznaczyć 2-3 mln zł – podsumowuje Leszek Grabarczyk.

Polska będzie gospodarzem Globalnego Sympozjum Regulatorów rynku telekomunikacyjnego

Za miesiąc Warszawa będzie gościć Globalne Sympozjum Regulatorów rynku telekomunikacyjnego. Dopiero po raz drugi Międzynarodowy Związek Telekomunikacyjny (ITU) zdecydował o organizacji spotkania w Europie. Polska jest gospodarzem dzięki dużemu potencjałowi wzrostu oraz innowacyjności naszego rynku telekomunikacyjnego.

 – Jest to konferencja, która skupia około 600 uczestników z całego świata. Są to zarówno szefowie organów regulacyjnych, jak również ministrowie, bo nie w każdym kraju na świecie jest odrębny organ, który zajmuje się stricte regulacją rynku. Będą też przedstawiciele dużych światowych koncernów z branży nowoczesnych technologii – wyjaśnia Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. – Polska została wybrana, ponieważ jest bardzo innowacyjnym, nowoczesnym krajem i mamy dobre praktyki, dobre rozwiązania w zakresie rynku telekomunikacyjnego.

W tej chwili branża telekomunikacyjna generuje ok. 20 mld euro dla polskiej gospodarki. To więcej niż górnictwo. Stanowi to ok. 4  proc. PKB naszego kraju. W ciągu ostatniej dekady wartość polskiego rynku telekomunikacyjnego podwoiła się. Ale prezes UKE podkreśla, że w ciągu najbliższych lat branża tele-informatyczna może mieć udział nawet 13-15 proc. w PKB Polski.

 – Żeby tak się stało, musimy pokazywać Polskę na świecie, musimy pokazać, że tutaj są dobre warunki, mądrzy włodarze, którzy stwarzają warunki dla przedsiębiorców. Oraz że inwestycje takich globalnych firm, jak chociażby Cisco, czy Intel, Motorola, którzy tutaj w Polsce lokują swoje centra badań i rozwoju, pokazują, że nasi ludzie, nasi inżynierowie są bardzo kompetentni i te globalne duże firmy chcą tutaj inwestować – przewiduje Gaj.

Szansą na promocję Polski jest właśnie spotkanie GSR 2013. Sympozjum po raz pierwszy jest organizowane w Unii Europejskiej, a dopiero drugi raz w Europie – pierwszym gospodarzem z naszego kontynentu była szwajcarska Genewa. Sympozjum jest nazywane „telekomunikacyjnym Davos”. Tematem przewodnim tegorocznej konferencji są regulacje czwartej generacji, czyli dotyczące rozwoju komunikacji cyfrowej.

Magdalena Gaj podkreśla, że Polska może być przykładem dla wielu krajów w zakresie rozwiązań telekomunikacyjnych. Pod względem internetu stacjonarnego musimy gonić kraje starej UE, ale ITU zrzesza większość państw świata, łącznie 193 kraje. Nawet na tle Europy Polska staje się coraz bardziej zaawansowana.

 – Jeśli chodzi o internet mobilny to jesteśmy w czołówce europejskiej. Mamy bardzo dobre narzędzie pomagające w inwestycjach, jest to mapping infrastruktury, dane, które zbiera Urząd Komunikacji Elektronicznej o istniejących i planowanych inwestycjach. Jest to narzędzie, które bardzo pomaga przedsiębiorcom w procesie inwestycyjnym. Zostaliśmy zauważeni przez to, że mamy coraz lepsze praktyki – wylicza Magdalena Gaj.

Organizacja powstała już w 1865 r., a Polska jest jednym z 48 członków Rady ITU od 2010 r. GSR odbędzie się w Warszawie w dniach od 3 do 5 lipca. Honorowym patronatem wydarzenie objął prezydent Polski Bronisław Komorowski. Wśród gości jest między innymi dr Hamadoun Touré, sekretarz generalny ITU oraz Neelie Kroes, wiceprzeodnicząca Komisji Europejskiej odpowiedzialna za agendę cyfrową.

Komentarz dzienny, 5 czerwca 2013

Decyzja RPP zostanie ogłoszona we wczesnych godzinach popołudniowych. Negatywne zaskoczenia majowymi publikacjami ze sfery realnej (PKB, produkcja) już odcisnęły swoje piętno na nastrojach w RPP. Myślimy, że Rada obniży stopy na swoim czerwcowym posiedzeniu. Obniżka o 25pb jest bardziej prawdopodobna niż o 50pb, jednak w Radzie rośnie poczucie konieczności przyspieszenia poluzowania w związku z nietrafioną diagnozą koniunktury i trendów inflacyjnych na początku roku. Ostatnie, choć dynamiczne, osłabienie złotego nie powinno na tym etapie wpłynąć na decyzję RPP. Ton komunikatu powinien pozostać gołębi (inflacja dalej będzie spadać, nie widać ożywienia gospodarczego). W końcowej jego części pojawi się warunkowanie kolejnej decyzji wynikami lipcowej projekcji inflacyjnej. Kolejnej obniżki spodziewamy się właśnie w lipcu, kiedy poza projekcją inflacyjną potrzebę poluzowania monetarnego wzmacniać będzie seria publikowanych słabych danych (aż pięć minusów przed rocznymi wskaźnikami).

Hiszpański – tłumaczenia przysięgłe Kraków

0

tłumaczenia przysięgłe hiszpański Kraków W ofercie Biura Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. znajdziemy profesjonalne usługi tłumaczeń przysięgłych dokumentów na język hiszpański, jak i z hiszpańskiego na polski. Takiego uwierzytelnienia z pewnością wymagają dokumenty, które chcą Państwo użyć w celach urzędowych. Zaliczają się do nich:

  • akty urodzenia, ślubu, zgonu
  • świadectwa, dyplomy, suplementy do dyplomu
  • dokumenty samochodowe, medyczne
  • umowy, upoważnienia, zaświadczenia o zameldowaniu i niekaralności
  • wyciągi bankowe, historie kredytowe
  • dokumenty firmowe i odpisy KRS, NIP, REGON

Każdy z tego typu dokumentów tłumaczony jest bardzo skrupulatnie i szczegółowo (łącznie z pieczątkami, opisami, odnośnikami, itp.). Zajmujemy się również przekładami ustnymi przysięgłymi, do których zaliczają się procesy sądowe, spotkania w kancelariach, biurach adwokackich czy śluby. Zapraszamy do współpracy osoby prywatne, jak i małe firmy i duże korporacje. Przekłady wykonujemy zawsze w ustalnym terminie, z zachowaniem poufności i profesjonalizmu.

Zapraszamy do zapoznania się ze szczegółową ofertą tłumaczeń ustnych i pisemnych z języka hiszpańskiego i na język hiszpański wykonywanych przez Biuro Tłumaczeń 123 Sp. z o.o. Kraków na stronie: www.123tlumacz.com

W obliczu kryzysu gospodarczego do łask wraca budowanie długotrwałej relacji z klientem

Jak wynika z najnowszego badania Rzetelnej Firmy, 85 proc. przedsiębiorców uważa, że w czasie spowolnienia firmy powinny skupić się na budowaniu relacji. Aż 62 proc. badanych przyznaje, że inwestuje więcej czasu i zasobów na zdobycie zaufania konsumentów. Na takim podejściu klienci mogą tylko zyskać, oby więc nie przeminęło wraz z kryzysem.

Jak pokazuje najnowsze badanie przeprowadzone przez Rzetelną Firmę, dla 65 proc. polskich przedsiębiorców pozyskiwanie nowych klientów i zatrzymanie dotychczasowych stało się zdecydowanie trudniejsze niż jeszcze przed kilkoma laty. Ciężkie warunki rynkowe i zaostrzona konkurencja zmusiły firmy do pochylenia się nad relacją z klientem, przestawienia się na zindywidualizowane podejście do potrzeb i polepszenia jakości obsługi. Zdecydowana większość badanych przyznaje, że w czasie spowolnienia gospodarczego firmy muszą przywiązywać szczególną wagę do budowania długofalowej relacji opartej na zaufaniu. Aż 85 proc. badanych ma świadomość, że firmy powinny bardziej zabiegać o klienta, a 62 proc. przyznaje, że inwestuje więcej czasu i zasobów w budowanie poprawnych relacji z klientami. Co budujące, 33 proc. badanych przyznało, że koncentruje się na swoich klientach w takim samym stopniu jak dotychczas.

– Zastanawiający jest fakt, że dopiero w czasie kryzysu firmy zauważyły potrzebę budowania długotrwałych relacji z klientami – zauważa Waldemar Sokołowski, prezes Rzetelnej Firmy. – Jednak to duża korzyść dla całego rynku, że przedsiębiorcy odkryli ogromny potencjał, jaki leży w budowaniu zaufania klientów. Wyższe standardy oznaczają korzyści dla konsumentów i kontrahentów, czyli lepszą obsługę i lepsze dopasowanie produktu do potrzeb. Zyskają na tym również sami przedsiębiorcy, którzy zaczynają przywiązywać większą wagę do swojej reputacji i marki – symbolu unikatowych wartości i jakości, która przyciąga klientów. Polecenie produktów czy usług ma o wiele większą wartość niż reklama, a poprawne relacje mogą uchronić przedsiębiorcę w momencie błędu – tłumaczy Waldemar Sokołowski.

Otworzenie się na dialog z klientem, na jego nie zawsze pochlebne oceny, na nieustanne udoskonalanie oferty w odpowiedzi na potrzeby i oczekiwania to niezbędne kroki, jakie musi podjąć przedsiębiorca, aby w zostać obecnej sytuacji dostrzeżonym na rynku. Dla 32 proc. przepytanych przez Rzetelną Firmę przedsiębiorców budowanie relacji z klientami to przede wszystkim indywidualne, dopasowane do potrzeb klienta oferty, a dla 26 proc. dbałość o jakość obsługi. 18 proc. firm stara się także rozbudowywać programy lojalnościowe i systemy rabatowe, a 9 proc. zbiera opinie klientów na temat produktów oraz usług i stara się na ich podstawie ulepszać ofertę.

Badanie przeprowadzone zostało w dniach 8-10 maja metodą wywiadu telefonicznego na reprezentatywnej próbce 1007 polskich przedsiębiorców zrzeszonych w programie Rzetelna Firma.

Akcjonariusze Fabryki Farb i Lakierów Śnieżka zdecydowali o wypłacie 31,5 mln zł dywidendy

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy FFiL Śnieżka SA ustaliło wypłatę dywidendy z zysku za 2012 rok w wysokości 2,50 zł na jedną akcję. Jest to kwota wyższa o 0,50zł od zadeklarowanej w marcu br. przez Zarząd Śnieżki. Aktualna dywidenda jest jednocześnie najwyższą w historii Spółki.

Łącznie Śnieżka przeznacza na dywidendę 31,5 mln zł. Ustalenie dnia dywidendy przypadnie na 17 czerwca, a jej wypłata nastąpi 1 lipca 2013 r.

Wysokość wypłacanej dywidendy ma związek z bardzo dobrymi wynikami Grupy Kapitałowej Śnieżka za 2012 rok, kiedy to sprzedaż wyniosła 576,5 mln zł, a zysk netto 47,5 mln zł.

Kradzież dopiero od 800 zł? Handlowcy protestują

Straty będące wynikiem drobnych kradzieży w sklepach sięgają 3 proc. obrotu. Zdaniem organizacji handlowych – podniesienie z 250 zł na 800 zł limitu uznania kradzieży za przestępstwo doprowadzi do jeszcze większych strat. Wskutek proponowanych zmian najbardziej ucierpią właściciele małych przedsiębiorstw, którzy nie mają środków na ochronę czy monitoring.

– Jest to pomysł bardzo niekorzystny i niebezpieczny, zarówno dla właścicieli biznesu, jak również dla klientów i dla naszego społeczeństwa, szczególnie dla młodzieży – mówi Marcin Kraszewski, dyrektor Fundacji Polskiego Handlu. – Wysyłanie takiej informacji, że kradzież w pewnym momencie przestaje być przestępstwem, jest wielce szkodliwa i bardzo dwuznaczna.

Podwyższenie górnej granicy wykroczenia to pomysł Komendy Głównej Policji. Zdaniem jej przedstawicieli ustalona w 1998 roku kwota 250 zł jest zbyt niska i powinna być podniesiona do poziomu 1000 zł. Jak mówią zwolennicy tej zmiany, wykroczenia jest łatwiej ścigać niż przestępstwa, bo nie trzeba do tego angażować tylu policjantów. Krótszy jest też czas dochodzenia. Policjanci a także prokuratorzy i sędziowie nie byliby obciążeni taką ilością spraw, a to przełożyłoby się na oszczędności.

Jednak – jak alarmuje Polska Izba Handlu – już przy dzisiejszych przepisach drobne kradzieże są plagą handlowców. Na rynku działają gangi wyspecjalizowane w kradzieżach przedmiotów o wartości do 250 zł. Taka kradzież jest traktowana jako wykroczenie i nie skutkuje wpisem do Krajowego Rejestru Karnego i dotkliwymi konsekwencjami.

W toku prac sejmowych nad nowelizacją prawa karnego limit ten obniżono do 800 zł. Ale to i tak za wysoko – mówią handlowcy.

– Planowana modyfikacja prawa to ukłon w stronę takich gangów, ponieważ będą mogli praktycznie bezkarnie przywłaszczać towar lub okradać obywateli do kwoty 800zł, natomiast statystyki będą pokazywały spadek przestępczości w Polsce (przecież ich działania będą tylko błahymi wykroczeniami) – czytamy w komunikacje Polskiej Izby Handlu.

– Rozmawiałem z właścicielem kilku franczyzowych stacji benzynowych, który mówił mi, że średnio miesięcznie jedna stacja traci 2-3 tys. złotych wyłącznie na kradzieżach paliwa do 250 zł – podaje przykład dyrektor Fundacji Polskiego Handlu.

Na proponowanych zmianach stracą przede wszystkim drobni przedsiębiorcy, właściciele niewielkich sklepów czy straganów. Nie stać ich zwykle na instalację monitoringu czy zatrudnianie ochrony.

– Jeżeli wyobrazimy sobie sklep o powierzchni do 80m2, który jest obsługiwany maksymalnie przez trzy osoby, to trudniej jest im upilnować złodzieja, który jest w tym momencie w stanie z tego skorzystać – tłumaczy Kraszewski i podaje konkretne straty, jakie co miesiąc odnotowują placówki handlowe ponoszone z tytułu kradzieży. – W przypadku obiektów wielkopowierzchniowych taka norma jest ustalona na poziomie 0,5 proc obrotu, natomiast w sklepach małych to jest nawet 2-3 proc.

Fundacja Polskiego Handlu chce rozmawiać z posłami i przekonywać ich do rezygnacji z tego pomysłu. Przeciwna zmianom jest również Polska Izba Handlu, która skierowała w tej sprawie pisma, zarówno do prezydenta, Bronisława Komorowskiego, jak i premiera Donalda Tuska oraz marszałek Sejmu, Ewy Kopacz.

Zainteresowanie Chińczyków inwestycjami w Polsce rośnie

Sprzedaż chińskim inwestorom części maszynowej Huty Stalowa Wola i Fabryki Łożysk Tocznych w Kraśniku to pierwsze poważne chińskie inwestycje na polskim rynku. Zainteresowanie inwestorów z Państwa Środka rośnie, brakuje jednak zdecydowanych działań polskiego rządu, które wspierałyby napływ chińskiego kapitału. Te pieniądze mogą więc trafić do Czech czy Węgier – ostrzega Jarosław Dąbrowski, ekspert ds. bankowości międzynarodowej.

– Jesteśmy w sytuacji, w której Polska potrzebuje kapitału zagranicznego, ponieważ nie jesteśmy w stanie wytworzyć go w takiej ilości w kraju. Chiny, Rosja i Turcja to nowi gracze, którzy będą wchodzić do Polski. Chodzi o to, żebyśmy wprzęgli ten kapitał na tyle, na ile możemy, także do realizacji projektów istotnych z punktu widzenia państwa polskiego – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Jarosław Dąbrowski.

– Niedawno zamknięta została transakcja wejścia do Fabryki Łożysk Tocznych dosyć dużej, znanej firmy chińskiej Tri Ring Group. To drugi po sprzedaży przez Agencję Rozwoju Przemysłu części maszynowej Huty Stalowa Wola korporacji Liu Gong, wyraźny sygnał, że chiński kapitał do Polski będzie napływał – podkreśla Dąbrowski.

Trzeba się spieszyć

Podczas ubiegłorocznej wizyty w Polsce premier Chin Wen Jiabao deklarował, że chińskie firmy są zainteresowane w szczególności inwestycjami w przemysł motoryzacyjny, infrastrukturę, energetykę i telekomunikację. Przedstawił też propozycje utworzenia preferencyjnej linii kredytowej dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej, którą dysponowałby China Exim Bank. Kredyty byłyby dostępne dla firm z 16 państw europejskich zainteresowanych inwestycjami realizowanymi wspólnie z chińskimi partnerami.

– Chińczycy, którzy strategicznie podjęli decyzję, że chcą być bardziej aktywni i rozwijać inwestowanie w Polsce, powinni być pozytywnie przyjmowani i na dobrych, zdrowych, komercyjnych warunkach wprzęgani w proces unowocześnienia Polski. Istnieje ryzyko, że sąsiedzi faktycznie mogą nas wyprzedzić. Węgrzy już kilkanaście miesięcy temu jasno zaakcentowali, że przyjmą każdą chińską inwestycję – mówi Dąbrowski.

Węgierski rząd nie poprzestaje na deklaracjach – gromadzi własny wkład do funduszu i zapowiada, że jest już gotowy na uruchomienie procesu inwestycyjnego.

– Obawiam się, że dalsze przeciąganie po polskiej stronie tych terminów może nie wyłączy nas zupełnie z tego obiegu inwestycyjnego, bo Polska jest dużym krajem i cennym rynkiem, ale być może centrum dowodzenia tym funduszem nie będzie w Warszawie, ale w Budapeszcie albo w Pradze – ostrzega ekspert.

Jego zdaniem brakuje w Polsce spójnego i usystematyzowanego planu otwarcia się na Chiny. A skutki tego już są widoczne. Polska nie wypada korzystnie, jeśli porównamy skalę chińskich inwestycji w państwach Europy Centralnej z wielkością ich gospodarek.

– Ostatnio dowiedziałem się, że Chin już nie ma w rankingu najwyższych priorytetów państwa polskiego. Są kraje takie jak Indie, Turcja, ale Chiny, a także Ukraina z tego rankingu wyleciały. Myślę, że to jest niekonsekwencja. W Chinach nic łatwo się nie realizuje i nic nie staje się szybko, ale to jest 1,3 mld ludzi i bardzo duży rynek, druga największa gospodarka na świecie, eksporter numer jeden. Wydaje mi się, że nadal bezwzględnie powinien być na liście naszych priorytetów – twierdzi prezes Dąbrowski Finance.

Ekspert podkreśla, że strategia państwa powinna również uwzględniać to, że nie możemy już liczyć na kapitał z miejsc, z których płynął do tej pory, czyli państw Unii Europejskiej, borykających się z problemami gospodarczymi.

– Musimy się otworzyć na tych, którzy są gotowi tutaj inwestować i być może traktują Polskę jako pewną autostradę do UE, ale w końcu nam wszystkim o to chodziło. Dlatego musimy stawiać na Chińczyków, Turków czy Rosjan. Jeśli będziemy zwlekać, nie będziemy dynamiczni w tym procesie i bardzo profesjonalni, to będziemy tracić, bo inni będą nas wyprzedzać. A Polska nadal potrzebuje i będzie w najbliższych 10 latach potrzebować bezpiecznych inwestycji zagranicznych. Sami Polski nie rozwiniemy w takim tempie, który zapewni miejsce w czołowej piątce krajów UE – dodaje Jarosław Dąbrowski.

Komentarz dzienny, 4 czerwca 2013

Wzrost polskiego indeksu PMI w maju do 48 pkt (z 46,9 odnotowanych w kwietniu) był zgodny z naszą prognozą (48) i przewidywaniami rynku (47,7-47,8) i zbliżony do odnotowanego w Niemczech i w strefie euro (na czym bazowały zapewne wszystkie prognozy analityków). Jest to więc czternasty z kolei miesiąc, w którym ankietowani przedsiębiorcy sygnalizowali kontrakcję aktywności ekonomicznej. Od ostatniego szczytu (styczeń 2011 r.) upłynęło więc jeszcze więcej czasu – 29 miesięcy.

Strategia LW Bogdanka S.A. na lata 2013 – 2020 wraz z polityką dywidendową

W dniu 03.06.2013 r. spółka ogłosiła Strategię rozwoju na lata 2013 – 2020. Najważniejsze elementy strategii to finalizacja, do 2015 roku, programu inwestycyjnego mającego na celu podwojenie wydobycia oraz dwukrotne zwiększenie zasobów operatywnych Spółki w Lubelskim Zagłębiu Węglowym, i tym samym przedłużenie żywotności kopalni do około 2050 roku. W efekcie zwiększenia wydobycia LW BOGDANKA S.A. zamierza do 2015 roku osiągnąć 20% udziału w rynku sprzedaży węgla energetycznego w kraju.
LW BOGDANKA zamierza także pozostać liderem efektywności w górnictwie, między innymi poprzez budowę „inteligentnej kopalni”. Będzie to możliwe dzięki dalszemu rozwojowi systemu zarządzania gospodarką złoża oraz dalszej informatyzacji i automatyzacji ciągu produkcyjnego w Spółce. W połączeniu z ciągłym usprawnianiem organizacji pracy i rozwojem outsourcingu, ma to zaowocować zmniejszeniem jednostkowego gotówkowego kosztu wydobycia (Unit Mining Cash Cost) o 15% do 2017 roku (w ujęciu realnym).
Spółka zamierza także wykorzystać potencjalne synergie z producentami energii i analizuje dwa projekty: modernizację i rozbudowę Łęczyńskiej Energetyki oraz współpracę z Grupą GDF SUEZ Polska Energia w ramach projektu budowy elektrowni o mocy 500 MWe w bliskim sąsiedztwie LW BOGDANKA.
Spółka ogłosiła także politykę dywidendową na najbliższe lata – zakłada ona rekomendację przeznaczenia na wypłatę dywidendy 60% skonsolidowanego zysku netto za lata 2013 -2015.
ZAKOŃCZENIE PROCESU INWESTYCYJNEGO W CELU PODWOJENIA PRODUKCJI
Spółka zamierza, do 2015 roku, sfinalizować program inwestycyjny, mający na celu podwojenie wydobycia, w porównaniu do osiągniętego w 2011 roku. W efekcie zwiększenia wydobycia Spółka zamierza do 2015 roku osiągnąć 20% udziału w rynku sprzedaży węgla energetycznego w kraju (wobec 10% na koniec 2011 roku i 14% na koniec 2012 roku).
Dodatkowo, dzięki modernizacji szybu 1.5 w Nadrybiu, LW BOGDANKA zamierza zwiększyć swoje zdolności produkcyjne do ok. 12 mln ton w 2018 roku.
PODWOJENIE ZASOBÓW I ZWIĘKSZENIE ŻYWOTNOŚCI KOPALNI DO 2050 ROKU
LW BOGDANKA zamierza blisko dwukrotne zwiększyć swoje zasoby operatywne w Lubelskim Zagłębiu Węglowym Spółka ubiega się o pozyskanie nowych koncesji w Lubelskim Zagłębiu Węglowym, w celu zwiększenia zasobów operatywnych do ok. 450 mln ton, z ok. 237 mln ton obecnie.
Tym samym, przy średnim rocznym poziomie produkcji netto sięgającym ok. 12 mln ton węgla, oznacza to przedłużenie żywotności kopalni do ok. 2050 r. (obecnie posiadane zasoby pozwalają na żywotność kopalni do 2034 r.).
DALSZE ZWIĘKSZANIE EFEKTYWNOŚCI I INTELIGENTNA KOPALNIA
LW BOGDANKA zamierza pozostać liderem efektywności i innowacyjnych rozwiązań w górnictwie, między innymi dzięki budowie „inteligentnej kopalni”.
Będzie to możliwe dzięki dalszemu rozwojowi systemu zarządzania gospodarką złoża oraz dalszej informatyzacji i automatyzacji ciągu produkcyjnego w Spółce.
LW BOGDANKA już dziś dysponuje unikalnymi w polskim górnictwie podziemnym rozwiązaniami jeśli chodzi o wspomaganie decyzji w procesie przygotowywania złoża do inwestycji, uwzględniającymi najnowsze rozwiązania techniczne w górnictwie światowym.
Spółka zamierza nadal rozwijać posiadany system zarządzania gospodarką złoża (opracowany wspólnie z Polską Akademią Nauk), w skład którego wchodzi m.in. cyfrowy model złoża (dotychczas jedyny w polskim górnictwie węgla kamiennego), cyfrowa mapa wyrobisk górniczych i cyfrowy harmonogram robót udostępniających, przygotowawczych oraz eksploatacyjnych.
Dodatkowo, w ramach budowy „Inteligentnej Kopalni” LW BOGDANKA jest także w trakcie budowy mapy obiektowej infrastruktury dołowej. Następnym krokiem będzie wdrożenie aktywnych tagów pozwalających na śledzenie stanu infrastruktury dołowej na mapie wyrobisk górniczych.
W efekcie powyższych działań, jak również dzięki ciągłemu usprawnianiu organizacji pracy i wykorzystaniu outsourcingu, Spółka zamierza zmniejszyć jednostkowy gotówkowy koszt wydobycia (tzw. Unit Mining Cash Cost) o 15% do 2017 roku (w ujęciu realnym) w stosunku do roku 2012.
POTENCJALNE SYNERGIE Z PRODUCENTAMI ENERGII
Spółka zamierza także wykorzystać potencjalne synergie z producentami energii i analizuje dwa projekty:
  • realizację programu inwestycyjnego spółki zależnej – Łęczyńskiej Energetyki Sp. z o.o. – zakładającego wykonanie bloku energetycznego o mocy 69 MWt i 77 MWe wraz z niezbędnymi instalacjami pomocniczymi,
  • współpracę z Grupą GDF SUEZ Polska Energia w ramach projektu budowy elektrowni o mocy 500 MWe w bliskim sąsiedztwie LW BOGDANKA – Spółka byłaby kluczowym dostawcą paliwa w postaci węgla kamiennego oraz mułów węglowych i ich mieszanek.
Ostateczna decyzja dotycząca wyboru wariantu inwestycji zależeć będzie od wyników prowadzonych analiz.
FINANSOWANIE I POLITYKA DYWIDENDOWA
Spółka określiła niezbędny poziom środków pieniężnych dla zabezpieczenia ryzyk działalności operacyjnej Spółki w latach 2013 – 2015 na poziomie miesięcznych przychodów ze sprzedaży lub ok. 200 – 250 mln PLN. Spółka zamierza utrzymywać dług (dług oprocentowany plus zobowiązania pracownicze) na poziomie nie wyższym niż EBITDA x 1,50.
Jednocześnie Spółka opracowała politykę dywidendową, zakładającą przeznaczenie 60% skonsolidowanego zysku netto za lata 2013-2015 na wypłatę dywidendy. W ocenie Spółki taka polityka dywidendowa pozwoli na dalszą długoterminową budowę wartości Spółki, przy jednoczesnym zapewnieniu wypłat zysku dla akcjonariuszy na poziomie zgodnym z dobrymi praktykami światowych spółek surowcowych.

Czy proponowane wprowadzenie samoobsługi na stacjach z autogazem obniży ceny tego paliwa?

Przepisy umożliwiające samoobsługę na stacjach autogazu mają wejść w życie najpóźniej jesienią. Nie będzie to obowiązkowe rozwiązanie, więc kierowcy wciąż będą mogli korzystać z pomocy pracownika stacji. Wprowadzenie samoobsługi z pewnością skróci czas oczekiwania w kolejce na tankowanie. Cena autogazu jednak prawdopodobnie zostanie taka sama.

Zdaniem Andrzeja Olechowskiego, dyrektora Polskiej Organizacji Gazu Płynnego, zmiana przepisów pozwalająca na samoobsługę dla osób tankujących autogaz może wejść w życie w trzecim kwartale 2013 r. Ministerstwo Gospodarki czeka jeszcze na zatwierdzenie nowych przepisów przez Komisję Europejską.

 – W przypadku paliw tradycyjnych mamy wybór: możemy jechać na stację obsługową lub bezobsługową i tam sami zatankować. Podobnie będzie wkrótce z autogazem. Klient będzie mógł zadecydować, czy odpowiada mu, że musi sam tankować autogaz, czy woli poczekać na obsługę stacji – mówi Andrzej Olechowski.

Korzyść dla klienta będzie polegała na tym, że skróci się czas obsługi, w przypadku gdy wybierze on stację samoobsługę. Koszt dla konsumenta prawdopodobnie pozostanie niezmieniony.

 – Szczerze mówiąc, wątpię, czy przełoży się to na cenę. Moim zdaniem umożliwienie samoobsługi nie będzie mieć wpływu na cenę detaliczną – twierdzi dyrektor POGP.

Z kolei koszt umożliwienia samoobsługi zależeć będzie, zdaniem Olechowskiego, od sytuacji na konkretnych stacjach. Na ogół jednak nie powinien on być znaczący. Opracowane przez Ministerstwo Gospodarki nowe przepisy w kwestii samoobsługi wymagają od właścicieli stacji zainstalowanie wyłącznika tankowania, zaworów odcinających, umieszczenie odpowiedniego oznakowania, a także piktogramów.

  – Na wielu stacjach to praktycznie już jest, może oprócz piktogramów – podkreśla dyrektor Polskiej Organizacji Gazu Płynnego. – Jest jeszcze jedna rzecz, która może się wiązać z kosztami, to jest konieczność wymiany pistoletów na pistolety o nowych, bezpieczniejszych dla użytkownika parametrach. To koszt kilkuset złotych za jeden pistolet – dodaje.

Obecne prawodawstwo nie umożliwia samoobsługi w zakresie tankowania autogazem. Zmiana tego stanu rzeczy wymaga korekty bądź anulowania rozporządzenia ministra gospodarki z 2.11.2005 r. „w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać bazy i stacje paliw płynnych, rurociągi przesyłowe dalekosiężne służące do transportu ropy naftowej i produktów naftowych i ich usytuowania” oraz rozporządzenia ministra transportu z 20.10.2006 r. „w sprawie warunków dozoru technicznego w zakresie projektowania, wytwarzania, eksploatacji, naprawy i modernizacji specjalistycznych urządzeń ciśnieniowych”.

Brak spodziewanego odszkodowania od ubezpieczyciela to najczęściej wynik niedopełnienia obowiązków przez poszkodowanego

Niedopełnienie obowiązków przez poszkodowanego – to najczęstszy powód odmowy wypłaty odszkodowań przez zakłady ubezpieczeń. Często są to na przykład braki w dokumentacji czy niewezwanie policji na miejsce zdarzenia. O wysokości możliwego odszkodowania decydują zapisy w umowie, ale też kwota płaconej składki.

Zaniżanie wartości ubezpieczanego majątku w celu obniżenia składki to częsty błąd, który powoduje problemy z uzyskaniem odpowiedniego odszkodowania.

Jeżeli samochód jest wart 50-60 tys. według Infoexperta, to trzeba na taką sumę ubezpieczyć, a nie szukać pozornych oszczędności poprzez zaniżanie sum ubezpieczenia. Dotyczy to w podobny sposób ubezpieczenia domu i mieszkania – przekonuje Jacek Wrzosek, prezes kancelarii prawno-brokerskiej Adversum. – Trzeba więc patrzeć na to, żeby w tej grupie majątkowej ubezpieczenia były pełne i odpowiadały wartościom ubezpieczanego mienia.

Są dwa sposoby określania wysokości wypłacanego odszkodowania. Jeden to tzw. wartość odtworzeniowa, czyli kwota, jaka według ubezpieczyciela umożliwia przywrócenie np. nieruchomości do stanu sprzed szkody. Drugi sposób polega na wpisaniu konkretnej sumy maksymalnego odszkodowania.

Wartość odtworzeniowa nie zawsze jest równoznaczna z tym, co wpiszemy w polisę – zastrzega szef Adversum radząc, by raczej wybierać ofertę z konkretną kwotą.

Zdaniem Wrzoska, warto też zapłacić więcej, aby polisa zawierała ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej. Dzięki temu obowiązek wypłaty odszkodowania w razie szkody zawinionej przez klienta spada na towarzystwo ubezpieczeniowe.

Im więcej dokumentów tym lepiej

Problemy przy wypłacie odszkodowania są najczęściej wynikiem niedopełnienia obowiązków przez poszkodowanego.

Przy szkodzie osobowej musi być wezwana policja, która musi określić okoliczności zdarzenia. To jest niezwykle ważne przy odpowiedzialności cywilnej, bo jeżeli to ma być naprawione z czyjejś polisy, to obecność policji w miejscu zdarzenia jest nieodzowna. W szkodach majątkowych, w których jest odpowiedzialność cywilna przy szkodzie znaczącej, w wysokości kilku czy kilkunastu tysięcy złotych, także warto policję wezwać, by móc później dokumentować w sposób pewny, kto ponosi odpowiedzialność za to zdarzenie, za zaniechanie czy za zaniedbanie – dodaje prezes kancelarii Adversum.

Ubiegając się o odszkodowanie trzeba pamiętać o gromadzeniu wszelkich dowodów, dotyczących poniesionych kosztów, np. recept, rachunków za szpital czy za leki. Ubezpieczyciel nie wypłaci odszkodowania, jeśli poniesione wydatki nie będą udokumentowane.

Przy zadośćuczynieniu nieliczalnym, które jest naprawieniem szkody niematerialnej, czyli krzywdy, bólu, bardzo istotne jest, żeby wykazać, jak dana choroba wpłynęła na nasze życie, czy to zdarzenie nie wyeliminowało z naszego życia czegoś, czy nie ograniczyło naszych możliwości poruszania się. Te wszystkie elementy, które wskazują na to, że ponieśliśmy krzywdę, że to życie zupełnie inaczej wygląda po wypadku niż wyglądało przed wypadkiem – tłumaczy Wrzosek.

Niezależnie od rodzaju polisy, przed podpisaniem umowy należy szczegółowo zapoznać się z ogólnymi warunkami ubezpieczenia oraz z treścią samej umowy. Tym bardziej, że są one niemodyfikowalne, to znaczy nie można zmieniać ich treści, nie można ich negocjować. W przypadku braku zgody na któryś z warunków pozostaje tylko wybór innego ubezpieczyciela.

Albo emerytura albo zdrowie

Ekspert radzi, by w przypadku ubezpieczeń na życie oddzielić element inwestycyjny, czyli zabezpieczenie życia na emeryturze od ubezpieczenia od nieszczęśliwych wypadków czy choroby

Tu powinny być zawierane dwie odrębne polisy lub powinien być przygotowany cały program ubezpieczeniowy, który przewiduje różne aspekty. Przy zabezpieczeniu zbyt długiego życia, czyli zabezpieczenia emerytalnego, trzeba dobrać takie polisy, które mają charakter inwestycyjny, bezpieczny. W zależności od tego, ile czasu nam zostało do tej emerytury, polityka inwestycyjna w ramach tej polisy, powinna być odpowiednio dobrana – podkreśla Jacek Wrzosek.

Władze Krakowa przeciwne są nowym inwestycjom. Według przedsiębiorców nowe plany mogłyby ożywić rynek pracy

Małopolscy przedsiębiorcy i inwestorzy liczą na więcej inicjatywy ze strony władz miasta. Przez brak porozumienia na linii biznes-miasto kilka dużych inwestycji, które mogłyby dać nowe miejsca pracy, nie może ruszyć z miejsca. Problemem są także wdrażane plany zagospodarowania przestrzennego, które ograniczą część inwestycji.

Cały region i Kraków potrzebują inwestycji, które ożywiłyby lokalny rynek pracy. Inwestorzy jednak podkreślają, że Kraków jest trudnym miejscem do inwestowania. Przykładem są problemy przedsiębiorców z branży budowlano-deweloperskiej i inwestycje blokowane od lat przez miasto. Oficjalnie na przeszkodzie stoi brak planów zagospodarowania przestrzennego. Dziś pokryta jest nimi niecała połowa miasta. Władze planują ich wprowadzenie na większym obszarze, ale – według inwestorów – robią to bez właściwych konsultacji z zainteresowanymi.

 – Sporządzanie planów, które na wstępie mają nikłe szanse albo wręcz wiadomo, że nie będą realizowane – nie ma sensu. Sporządzając plan powinno się mieć w perspektywie to, jak on będzie realizowany – przez kogo i na jakich warunkach. Jeżeli sygnalizujemy, że w obecnych zapisach jest to niemożliwe, to znaczy, że coś jest na rzeczy i że inaczej należałoby ten plan sporządzić – mówi Dariusz Anisiewicz, architekt, przedstawiciel Echo Investment.

Do firmy należy działka z Hotelem Cracovia. Inwestor chce tam postawić wielofunkcyjny kompleks usługowo-handlowo-rozrywkowy, z zespołem kin, restauracji, galerii handlowej i fitness. Jednak propozycje planu miejscowego dla tej części miasta nie uwzględniają tej koncepcji. Władze chcą, by w tym miejscu funkcjonował hotel. Rozmowy między miastem a Echo Investment trwają.

 – Liczymy na to, że dojdzie do bezpośredniej rozmowy z planistami, nie tylko tej, którą ustawa przewiduje, ale również partnerskiej, bo bez inwestora plan nie zostanie zrealizowany. Plan to jest tylko narzędzie kierunkujące i ograniczające. Natomiast nie można planem zmusić inwestora do budowania czegoś, czego nie zamierza realizować – podkreśla Dariusz Anisiewicz.

Zdarzają się sytuację, w których przygotowanie planów powierza się osobom, które nie mają wystarczających kompetencji. Poznań przez błędy urzędników przy przygotowaniu planów zagospodarowania przestrzennego musi wypłacić jednemu tylko inwestorowi wielomilionowe odszkodowanie. Do sądów trafiają kolejne wnioski.

Potwierdza to również Szymon Duda z GD&K Group, mniejszościowego właściciela słynnego krakowskiego „Szkieletora”: – Powstawanie planów zagospodarowania jest często delegowane w ręce osób, które mają niewielką wiedzę w specyficznych zakresach. Przykład – próba projektowania budynków biurowych, które nie są możliwe do zbudowania – mówi.

Zdaniem Szymona Dudy, problem takich budynków jak „Szkieletor” czy Hotel Cracovia, które od wielu lat stoją niewykorzystane, polega na tym, że brakuje dialogu między miastem a właścicielami działek. A krakowscy inwestorzy zgodnie powtarzają, że bez konsultacji i kompromisów żadnych inwestycji nie będzie.

 – Wyobrażam sobie sytuację, w której deweloperzy mogliby bardziej aktywnie uczestniczyć w rozmowach o rozwoju miasta. Oczywiście, to mogą być rozmowy otwarte, ale dziś deweloperzy raczej nie są dopuszczani do spotkań – mówi Szymon Duda.

A to może powodować wzajemną niechęć.

By Kraków się rozwijał, potrzebuje odważnej wizji i czytelnych zasad inwestowania – tylko wtedy stanie się miastem przyjaznym oraz otwartym na nowe i tak potrzebne inwestycje.

 – Mam nadzieję, że będziemy tym inwestorem, który przełamie taką złą passę, którą mają inwestorzy w Krakowie. I że będziemy mogli powiedzieć: w Krakowie bardzo dobrze się inwestuje – mówi Dariusz Anisiewicz z Echo Investment.

Bywa, że miasto wystawia na sprzedaż atrakcyjne działki z określonymi warunkami zabudowy, a gdy tylko znajduje się zainteresowany inwestor, próbuje objąć teren planem miejscowym lub zapisami konserwatorskimi, uniemożliwiając prowadzenie inwestycji. Co więcej, miasto w takich przypadkach nie przyjmuje na siebie kosztów utrzymania „zabytkowych” obiektów ani  nie jest zainteresowane  odkupieniem cennych dla siebie działek czy budynków. Nie wykazuje też zainteresowania, by zrealizować projekt wspólnie z inwestorem.

Podobnie jest z pasem startowym dawnego lotniska w Czyżynach. Budująca tam nowoczesne osiedle spółka Budimex-Nieruchomości natrafia na wiele trudności z zagospodarowaniem tej atrakcyjnej przestrzeni, pomimo wcześniejszych kompleksowych uzgodnień z miejskimi agendami. Obecnie miasto próbuje promować swoją wizję dla tego obszaru, wprowadzając pospiesznie niedopracowany plan zagospodarowania przestrzennego.

 – Plan ten – oparty na starym studium wykonalności – może zniweczyć wydane wcześniej decyzje o warunkach zabudowy. Taka sytuacja naraża krakowską gminę na wypłatę wielomilionowego odszkodowania – uważa projektant osiedla architekt Józef Białasik, współwłaściciel Biura Architektonicznego B-2 Studio, cytowany przez „Dziennik Polski”.

Autorzy planu w swojej prognozie skutków finansowych nie biorą pod uwagę takiej ewentualności, a w wypowiedziach urzędników słychać przekonanie, że niezawisły i kierujący się interesem społeczno-gospodarczym sąd wcale nie musi wydać werdyktu po myśli inwestora. Władze Poznania myślały podobnie, a ich decyzje naraziły miasto na wielomilionowe straty.

Eksperci UOKiK: uchybienia parabanków w reklamach pożyczek.

Wprowadzanie klientów w błąd w kwestii oferowanych pożyczek i ich kosztów oraz nagminne sugerowanie wyjątkowości ofert na tle konkurencji, które nie mają pokrycia w rzeczywistości – to największe stwierdzone przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uchybienia instytucji parabankowych w reklamach pożyczek. Eksperci wskazują, że obecnie przepisy umożliwiają co prawda UOKiK kontrolę tych firm, ale nie można zakazać emitowania nieuczciwych reklam do czasu zakończenia postępowania.

  Postępowanie przed UOKiK w tego rodzaju sprawach może trwać nawet do roku. Później mamy postępowanie odwoławcze przed Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumentów, które może potrwać około 1,5 roku. W ślad za tym może dojść do postępowania apelacyjnego, które również może potrwać od 6 miesięcy do roku. W związku z tym ten okres wydłuża się nam do około 3-4 lat. W tym czasie nie ma skutecznego środka, który umożliwiałby prezesowi UOKiK wstrzymanie emitowania tego rodzaju reklam w trakcie toczącego się postępowania – mówi Paweł Zouner z Kancelarii Chałas i Wspólnicy.

To oznacza, że zarówno na etapie postępowania przed urzędem antymonopolowym, jak i postępowania odwoławczego i apelacyjnego takie reklamy mogą być w dalszym ciągu emitowane. Aż do prawomocnego zakończenia się postępowania przed sądami powszechnymi.

 – Wniosek co do tego, że takich środków tymczasowych jeszcze w obrocie prawnym nie ma, wynika wprost z analizy i raportu przedstawionego przez Komitet Stabilności Finansowej pracujący przy Ministerstwie Finansów [„Analiza działań organów i instytucji państwowych w odniesieniu do Amber Gold sp. z o.o.” – red.]. Obecnie prace legislacyjne jeszcze nie trwają, natomiast dyskusja co do tych środków została już podjęta wyjaśnia Zouner.

Przeprowadzona przez prezes UOKiK kontrola reklam parabanków wykazała szereg nieprawidłowości. Wykryte uchybienia polegały na naruszeniu obowiązków podawania w reklamie wymaganych danych dotyczących kosztów pożyczki, stosowaniu nieuczciwych praktyk rynkowych oraz czynów nieuczciwej konkurencji. UOKIK sprawdził 37 firm. Ogółem zakwestionowano 32 reklamy stosowane przez 23 firmy poddane badaniu, a prezes UOKiK wszczęła 23 postępowania w sprawie praktyk naruszających interesy konsumentów.

  Raport UOKiK pokazuje niezbyt ciekawy obraz parabanków. Na 37 skontrolowanych przedsiębiorców ponad 2/3 stosowało nieuczciwe reklamy. Raport UOKiK został sporządzony na skutek wydarzeń ubiegłego roku związanych z działalnością tego typu instytucji – mówi Paweł Zouner.

Wśród zakwestionowanych przez UOKiK reklam największą grupę stanowiły te, które zawierały sformułowania „bez BIK”, ewentualnie „bez weryfikacji w BIK”. Hasło „bez BIK” może być przez przeciętnego konsumenta rozumiane jako niebadanie zdolności kredytowej w ogóle. Tymczasem kredytodawcy mają obowiązek oceny ryzyka kredytowego w związku z każdym udzielanym kredytem.

Inne uchybienia polegają na używaniu sformułowań sugerujących wyjątkowość oferty parabanku na tle konkurencji. Chodzi tu o sformułowania typu „jedyna taka oferta na rynku”, „najtańsi na rynku”. Kontrola UOKiK takich reklam i ofert skontrolowanych firm wykazała, że tego rodzaju zwroty w większości nie mają pokrycia w rzeczywistości.

Parabanki wprowadzają także klientów w błąd co do kosztów pożyczki. Np. używany przez jedną ze skontrolowanych firm zwrot w reklamie „Bez prowizji i bez opłat wstępnych” dotyczył jedynie niepobierania od konsumentów opłat i prowizji na etapie wnioskowania i oceny ryzyka kredytowego, co oznacza, że tylko w sytuacji niezawarcia umowy pożyczki konsument nie ponosi żadnych kosztów. UOKiK podkreśla, że dane dotyczące kosztu pożyczki muszą być podane w sposób jednoznaczny, zrozumiały i widoczny.

Wprowadzaniem w błąd i nieuczciwą praktyką jest też podawanie informacji, że klient może odstąpić od umowy w ciągu 14 dni od jej podpisania. Tymczasem takie uprawnienie jest normą, a nie cechą wyjątkową oferty.

Jeżeli konsument – na skutek nieuczciwej reklamy – podpisał niekorzystną umowę z parabankiem, ma prawo powoływać się przed sądem na stosowanie przez przedsiębiorcę praktyk naruszających zbiorowe interesy konsumentów albo nieuczciwych praktyk rynkowych.