Stacy Ligas na czele KPMG w Polsce

Z dniem 1 października br. Stacy Ligas obejmuje funkcję Senior Partnera KPMG w Polsce.

Stacy Ligas rozpoczęła swoją karierę zawodową w Stanach Zjednoczonych i dołączyła do zespołu KPMG w Polsce w 2000 roku. Od 2011 roku była Dyrektorem Zarządzającym Departamentem Audytu Instytucji Finansowych, a od 2015 roku kierowała Zespołem Sektora Usług Finansowych w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej, jednocześnie pełniąc funkcję Członka Zarządu KPMG w Polsce.

Jako osobowość rynku finansowego jest dobrze znana w środowisku finansowym w Polsce, w tym instytucjom nadzorującym ten rynek, wielu globalnym organizacjom i przedsiębiorstwom, oraz największym podmiotom sektora finansowego działającym w Polsce włączając towarzystwa ubezpieczeniowe, banki, firmy leasingowe i firmy faktoringowe, dla których prowadziła między innymi projekty audytowe, regulacyjne i doradcze. Posiada również bogate doświadczenie w zakresie projektów typu due diligence, doradztwa post-transakcyjnego, transakcji podziału banków, zbycia oraz transakcji obniżenia udziałów, jak również transakcji IPO i papierów wartościowych w Polsce i w Stanach Zjednoczonych. Kierowała zespołami przeprowadzającymi transakcje połączenia największych banków i ubezpieczycieli w Polsce. Była odpowiedzialna za liczne przeglądy portfeli kredytowych na rynku lokalnym, jak również wdrożenie Międzynarodowych Standardów Rachunkowości oraz przeprowadzanie badania procesów kontroli wewnętrznej zgodnie ze standardami PCAOB.

Klientom i współpracownikom znana jest jako osoba dynamiczna, innowacyjna w działaniach, z szerokim spektrum zainteresowań, otwarta na świat oraz ludzi. Jej energia, pozytywne myślenie, dbałość o najwyższą jakość usług i etos pracy, skrupulatność oraz wiara w sukces KPMG stanowią trwałe podwaliny do rozwoju firmy.

To dla mnie zaszczyt, że firma postawiła na moje doświadczenie i wizję jej rozwoju. Wierzę, że KPMG jest najlepszym wyborem dla naszych klientów i pracowników. To wielkie wyróżnienie móc kierować jedną z firm stowarzyszonych w globalnej sieci, będącej liderem rynku, która właśnie rozpoczyna 30. rok działalności w Polsce. Dziękuję Andrzejowi Ścisłowskiemu za wiele lat ciężkiej pracy. Pozostaje nadal bardzo ważną osobą dla organizacji i zawsze chętnie skorzystam z jego wiedzy i porad zarządczych – powiedziała Stacy Ligas po objęciu funkcji Senior Partnera KPMG w Polsce.

Andrzej Ścisłowski, ustępujący Senior Partner KPMG w Polsce odnosząc się do nominacji Stacy Ligas powiedział: Gratuluję Stacy! Przed nią wiele wyzwań, bo czasy dla biznesu audytorsko-doradczego stają się coraz trudniejsze, ale Stacy na pewno sobie poradzi. Jej pasja i zaangażowanie są najlepszym gwarantem dobrego kierowania firmą! Ja pozostanę blisko związany z firmą jako emerytowany Senior Partner. Skoncentruję się na rozwoju działalności Fundacji KPMG, której jestem współfundatorem.

Revolut przedstawia wyniki finansowe za rok 2018 i wstępne prognozy na rok 2019

Revolut prognozuje dalszy dynamiczny wzrost biznesu w 2019 roku, po tym jak przychody firmy w 2018 roku wzrosły o 350%.

Kluczowe dane na koniec roku 2018:

  • Wzrost przychodów do 58,2 milionów GBP, o 354% (2017: 12,8 milionów GBP)
  •  Koszt sprzedaży wzrósł o 247%, co wpłynęło na poprawę marży brutto, ponieważ przychody rosły szybciej niż koszt sprzedaży
  •  Strata za rok 2018, po opodatkowaniu, wyniosła 32,8 milionów GBP (2017: strata 14.8 milionów GBP) co wynika z nieprzerwanych inwestycji w rozwój wiodących na rynku produktów i usług
  •  Plan Metal wystartował w sierpniu 2018, liczba użytkowników płacących za plan Premium powiększyła się o 157% w ciągu 2018 roku

Prognozy na rok 2019:

  •  Przychody w roku 2019 trzykrotnie wyższe niż w roku 2018
  •  Dalszy wzrost liczby klientów, która przekroczyła 7 milionów (grudzień 2018: 3,6 miliona, grudzień 2017: 1,1 miliona) i liczby klientów, którzy dołączają co miesiąc do Revolut, która przekroczyła 800 tysięcy zarówno w sierpniu, jak i wrześniu 2019 roku
  •  Skokowy wzrost marży brutto przy obecnej skali biznesu – prognoza na drugą połowę 2019 wynosi 40-50% (druga połowa 2018: poniżej 10%)
  •  Dalszy wzrost aktywności użytkowników, która przekroczyła 3,7 miliona aktywnych użytkowników w miesiącu (MAU) i średnio 1,1 miliona aktywnych użytkowników dziennie (DAU)
  •  Wzrost wartości wolumenu przeprocesowanych transakcji, która od założenia firmy w 2015 roku wynosi już ponad 85 miliardów USD

Przychody wzrosły w roku 2018 do 58,2 miliona GBP (z 12,8 miliona GBP w roku 2017) napędzane stałym rozwojem oferty produktowej, bazy klientów oraz aktywnością użytkowników Revolut.

Podstawowymi bezpośrednimi kosztami biznesu są koszty kartowych systemów płatniczych, koszty akceptacji, rozliczania i procesowania płatności oraz koszty pozyskania nowych użytkowników. Koszt sprzedaży wzrósł o 247%, co wpłynęło na poprawę marży brutto, ponieważ przychody rosły szybciej niż koszt sprzedaży. Strata netto za rok 2018 wyniosła 32,8 miliona GBP, ale efektywność kosztowa poprawiła się, dzięki wzrostowi bazy klientów i wolumenów transakcji.

Spółka przewiduje w 2019 roku trzykrotny wzrost przychodów r/r. Wzrostowi przychodów sprzyja coraz większa baza klientów, premiery kolejnych usług i produktów, optymalizacja dotychczasowej oferty i ekspansja na nowe rynki. Ponad 800 tysięcy użytkowników dołączyło do Revolut, zarówno w sierpniu, jak i we wrześniu 2019 roku, co wskazuje na popularność konsekwentnie uzupełnianej oferty.

Marża brutto1 w drugim półroczu 2019 roku prognozowana jest na poziomie 40-50%, wyżej niż niecałe 10%, w drugiej połowie 2018 roku. Wraz ze wzrostem skali biznesu spółka stale poprawia marżę brutto na sprzedaży, co stanowi bazę do przyszłego dalszego wzrostu rentowności.

Koniec 2018 roku wydaje się odległy, ale wyniki za ubiegły rok to ważny kamień milowy w systematycznym wzroście naszego biznesu. Skokowy wzrost przychodów oraz liczby użytkowników od początku 2019 roku pokazuje, że powody dla których założyliśmy firmę pozostają aktualne: nie słabnie zapotrzebowanie na narzędzia, które ułatwiają zarządzanie codziennymi finansami. Jesteśmy dumni z kredytu zaufania, którego udzieliły nam dotychczas miliony konsumentów w Europie, wybierając nasze usługi i korzystając z nich na co dzień” – powiedział Nik Storoński, współzałożyciel i CEO w Revolut. “Rok 2019 będzie rekordowy, ale nasze cele nie zostały jeszcze zrealizowane. Jesteśmy zdeterminowani by dotrzeć do wszystkich, którzy poszukują innowacyjnych i tanich usług finansowych. Oznacza to dla nas kontynuację ekspansji geograficznej, którą przyspieszają nominacje na kluczowe stanowiska w firmie oraz stały wzrost przychodów i rentowności” – dodał Storoński.

O krok bliżej do masowej adopcji nowego typu usług finansowych

Całkowita liczba użytkowników Revolut w Europie przekroczyła 7 milionów osób. Zarówno w sierpniu, jak i we wrześniu 2019 roku, do Revolut dołączało miesięcznie ponad 800 tysięcy osób. Spółka notuje obecnie 3,7 miliona aktywnych użytkowników miesięcznie (MAU) i średnio 1,1 miliona aktywnych użytkowników dziennie (DAU). Wartość wolumenu transakcji przeprocesowanych przez Revolut od momentu powstania firmy w 2015 roku to ponad 85 miliardy dolarów (USD).

Na przestrzeni ostatniego roku Revolut skutecznie tworzył i wprowadzał do oferty nowe usługi, wykraczając daleko poza pierwotną koncepcję firmy, portfolio kart podróżnych i produktów wielowalutowych. Ponadto, liczba użytkowników korzystających z płatnych planów (Premium i Metal) i powiązanych z nimi usług dodatkowych wzrosła o 550% od stycznia 2018 roku.

Tegoroczna premiera usługi inwestycyjnej Revolut zmienia zasady gry na rynku brokerskim poprzez wprowadzenie dostępu do bezprowizyjnego handlu akcjami, w tym nielimitowanych transakcji bez prowizji dla klientów planu Metal. Premiera sejfów Vault pozwoliła 1,7 miliona użytkowników odkładać na wspólne lub indywidualne cele oszczędnościowe. Premiera usługi dobroczynnej Donations umożliwiła zebranie w niecały kwartał ponad 440 tysięcy EUR na rzecz WWF, Save The Children, ILGA Europe i Rainforest Alliance. W ramach płatnych planów użytkownicy korzystają z saloników lotniskowych, handlu kryptowalutami, usług concierge, ubezpieczeń telefonów i polis podróżnych.

Rewolucja w usługach finansowych na globalną skalę

Błyskawiczny wzrost bazy klientów Revolut na międzynarodową skalę, to dowód na istnienie niezaspokojonego zapotrzebowania konsumentów na lepsze usługi finansowe. W ślad za udostępnieniem usług Revolut na rynku australijskim w lipcu 2019 roku, fintech przygotowuje stopniowe udostępnienie, w najbliższych miesiącach, po uzyskaniu odpowiednich zgód od regulatorów, swoich usług w Singapurze, USA i Kanadzie. Już 230 tysięcy osób oczekuje na listach kolejkowych na oficjalną premierę Revolut na lokalnych rynkach poza Europą, w tym ponad 120 tysięcy w USA.

Wzrost biznesu kontrolowany przez odpowiedzialne zarządzanie

Od momentu założenia Revolut, istotnym celem było tworzenie odpowiednich struktur i ładu korporacyjnego, który nadąża za wzrostem skali działalności. Całkowita liczba pracowników firmy przekroczyła 1400 osób, czemu towarzyszyły zapowiedzi dalszych znaczących inwestycji w Krakowie (największe na świecie biuro Revolut), Berlinie (hub technologiczny) i Porto (hub compliance i obsługi klienta).

Ostatnie miesiące przyniosły także dużą liczbę nominacji na kluczowe stanowiska, w celu wzmocnienia controllingu i zarządzania w spółce. Wśród nich warto wymienić powołanie Richarda Daviesa, nowego COO, wcześniej w HSBC i OakNorth; Davida MacLeana, nowego CFO, wcześniej w Metro Bank; Philipa Doyle’a, nowego dyrektora pionu ryzyka nadużyć finansowych, wcześniej w ClearBank; Stefana Wille’a, nowego vice-CFO, wcześniej wiceprezesa ds. finansowych w n26 i Wolfganga Bardorfa, nowego szefa skarbu, wcześniej szefa płynności w Deutsche Bank.

Nowe nominacje w 2019 roku obejmują też powołanie do zarządu Bruce Wallace, wcześniej COO Silicon Valley Bank i Caroline Britton, wcześniej partnera w Deloitte. Kolejne planowane nominacje do zarządu nastąpią po uzyskaniu zgody regulatorów.

Poza obsadzeniem kluczowych funkcji i stanowisk, Revolut budował struktury i mechanizmy zarządzania ryzykiem w spółce. Pod koniec roku 2018 utworzone zostały Komitet Compliance, Komitet Audytu i Komitet Ryzyka. Kolejne decyzje i zmiany w obszarze zarządzania, nadzoru i ładu korporacyjnego, wynikające z rosnącej skali działalności, zapadną przed końcem 2019 roku.

Prócz ekspansji zagranicznej, w nadchodzącym roku kluczowe będzie dalsze umocnienie zespołu i ładu korporacyjnego, niezbędne na kolejnych etapach rozwoju skali biznesu” – powiedział Nik Storoński.

* * *

¹ Marża brutto (gross margin) definiowana jako przychody (revenues) pomniejszone o koszty bezpośrednie (direct costs), z wyłączeniem kosztów pozyskania klientów (np. koszt weryfikacji i rejestracji). Ma na celu pokazanie zyskowności i zrównoważenia biznesu Revolut w dowolnym punkcie na osi czasu. Revolut monitoruje osobno koszty pozyskania klienta, jako kluczowy wskaźnik zyskowności wzrostu bazy klientów, by mieć pewność, że wzrost biznesu przyniesie oczekiwany zwrot w czasie.

Firmy transportowe nie będą mogły sprawdzić trzeźwości kierowców. Przez RODO

Ze statystyk polskiej policji wynika, że w okresie od 18 czerwca do 1 września zginęły 582 osoby, co oznacza, że codziennie na polskich drogach ginęło średnio prawie 8 osób. Jest to nieznaczna poprawa stanu bezpieczeństwa względem roku ubiegłego – w 2018 r. w okresie wakacji miały miejsce 592 wypadki drogowe ze skutkiem śmiertelnym. Firmy szkoląc swoich pracowników użytkujących auta służbowe mogą nie tylko zadbać o życie i zdrowie zatrudnionych, ale i wpłynąć na zmniejszenie wypadków na polskich drogach.

W 2018 r. na polskich drogach prawie 11 tys. osób zostało ciężko rannych w wyniku wypadku drogowego, a ponad 2,8 tys. zginęło – podaje Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego. W porównaniu do 2017 r. odnotowano mniej wypadków (-3,3 proc.) i ofiar rannych (-5,3 proc.), ale więcej ofiar śmiertelnych (+1,1 proc.).

Polacy częściej wsiadają za kółko po alkoholu

Bardzo często sprawcami wypadków byli młodzi kierowcy (16,1 proc.), przyczyną było niedostosowaniem prędkości do warunków ruchu (19,8 proc.) oraz miały miejsce z udziałem pieszych (23,8 proc.). 67,5 proc. wypadków z udziałem pieszych było z winy kierującego samochodem. Kierowcy często przekraczali ograniczenie 50 km/h w terenie zabudowanym (85 proc.) oraz 70 km/h poza terenem zabudowanym (90 proc.). Jednocześnie aż 76 proc. kierowców za największy problem na pasach uważa zachowanie pieszych, podczas gdy zaledwie 8 proc. pieszych wchodzi poza zebrami na drogę, a 7 proc. wchodzi na przejście na czerwonym świetle. W porównaniu do zeszłego roku wzrósł również odsetek wypadków drogowych z udziałem nietrzeźwych kierowców do 8,8 proc. Problem wypadków dotyczy nie tylko prywatnych użytkowników, ale również aut służbowych, który na drogach jest coraz więcej.

Pracodawca nie może skontrolować trzeźwości pracownika

Zgodnie z raportem Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego i KPMG firmy nabyły w 2018 r. prawie 385 tys. aut, co oznacza wzrost o 13 proc. w porównaniu do 2017 r., podczas gdy nabywcy indywidualni zarejestrowali ponad 147 tys. samochodów, czyli tyle samo, co w ubiegłym roku. – Podejmując temat bezpieczeństwa na polskich drogach, nie sposób pominąć kwestii samochodów służbowych, których kierowcy często pozwalają sobie na więcej, niż jeżdżąc swoim prywatnym autem. Tymczasem zgodnie ze stanowiskiem UODO z 27 czerwca 2019 r. nowelizacja Kodeksu Pracy nie dała pracodawcom prawa do samodzielnego prowadzenia kontroli stanu trzeźwości pracowników, w tym zawodowych kierowców – mówi Jan Obojski, pełnomocnik ds. Zarządzania Logistycznego w ILS Grupa Inter Cars, ekspert Koalicji Bezpieczni w Pracy. Zdaniem organu wiedza o tym, czy ktoś jest nietrzeźwy, jest informacją o stanie zdrowia, która jest jedną z danych szczególnych kategorii, których pracodawca nie może przetwarzać. – Zdaniem UODO pracodawcy działający w branżach, w których trzeźwość pracowników ma szczególne znaczenie ze względu na bezpieczeństwo publiczne, powinni sami postarać się o nowelizację przepisów zezwalającą na takie badania. Dotyczy to chociażby kierowców. Organ obarcza zatem odpowiedzialnością pracodawcę – uważa Paweł Pawlik, Kierownik Działu BHP w DHL Parcel, członek Koalicji Bezpieczni w Pracy. – Stanowisko UODO to zła wiadomość nie tylko dla pracodawców, ale również dla wszystkich uczestników ruchu drogowego. Przez zbyt restrykcyjne przepisy dotyczące ochrony danych osobowych na drogach może się pojawić więcej nietrzeźwych kierowców – dodaje Paweł Pawlik.

Co zrobić, gdy już dojdzie do wypadku?

W ostatnich latach wzrosła liczba dróg ekspresowych i poprawił się stan nawierzchni na wielu odcinkach krajowych. Jednak jak pokazują dane, te inwestycje mają niewystarczający wpływ na bezpieczeństwo na polskich drogach. – Analizując statystyki widzimy ogromną potrzebę zmiany mentalności wśród kierowców, co jest możliwe poprzez edukację w zakresie zasad ruchu drogowego oraz zwiększania świadomości odnośnie konsekwencji ich nieprzestrzegania. Mając świadomość, że organy kontrolne nie zawsze mogą pojawić się w miejscu, w którym nieprzestrzegane jest prawo, to na barkach pracodawców, a przede wszystkim działów bhp w branży transportowo-logistycznej spoczywa ten obowiązek – mówi Jan Obojski. – Krótkie przeszkolenia prowadzone w trakcie kursu na prawo jazdy są zdecydowanie niewystarczające. Myślę, że warto byłoby włączyć na stałe do szkoleń wstępnych i szkoleń bhp w naszej branży temat bezpieczeństwa na drodze, wraz z pokazem i omówieniem nagrań zachowań ryzykownych na drodze, które są dostępne w internecie  – dodaje Jan Obojski.

Równolegle ze szkoleniami bezpiecznej jazdy, powinny być prowadzone kursy pierwszej pomocy. Tak, żeby każdy wiedział nie tylko, co zrobić, żeby uniknąć wypadku, ale także jak się zachować, kiedy do wypadku już dojdzie – mówi Paweł Pawlik. – Idąc za tą myślą, w DHL Parcel prowadzimy kursy pierwszej pomocy wśród naszych kurierów. W ramach projektu „Z kurierem bezpiecznie” nasi pracownicy uczą się między innymi reanimacji i rozpoznawania urazów. To nie tylko dawka solidnej wiedzy, ale również pewność siebie w sytuacjach zagrożenia życia, bo jak pokazują badania wciąż wielu z nas boi się udzielać pierwszej pomocy. A przecież nigdy nie wiadomo, czy ktoś z nas nie będzie jej kiedyś potrzebował – dodaje Paweł Pawlik.  

Wrzesień na rynkach był przede wszystkim okresem oczekiwania i wątpliwości

Wrzesień na rynkach był przede wszystkim okresem oczekiwania i wątpliwości odnośnie trwałości dalszych wzrostów. Początek miesiąca zaczął się dla inwestorów dobrze, na GPW indeks dużych spółek odreagowywał po sierpniowej słabości, ponownie wracając w okolice poziomu 2200 punktów. Mniej spektakularnie zachowywały się małe i średnie spółki, które jednak również pierwsze dwa tygodnie września mogły zaliczyć do udanych.

W połowie miesiąca oczy wszystkich skierowane były na banki centralne. Pierwszy krok wykonał EBC, obniżając stopę depozytową o 10 pb. oraz uruchamiając program QE od listopada, z kwotą skupu 20 mld euro miesięcznie. Wrześniowe posiedzenie zakończyło kadencję Mario Draghiego, który zostawia obecnie losy europejskiej polityki monetarnej w rękach Christine Lagarde. Reakcja rynków była początkowo niejednoznaczna, z uwagi na wyższe oczekiwania. Z drugiej strony QE prawdopodobnie ponownie stale wpisze się w europejski krajobraz, co z kolei nie jest dobrą informacją dla europejskich banków. Warto jednak zauważyć, że przestrzeń do zmian w polityce monetarnej jest już mocno ograniczona.

Retoryka Fed

Dużo więcej przestrzeni do działania ma Fed, który w ostatnich latach zaostrzał politykę pieniężną. We wrześniu kolejny raz podniesiono stopy o 25 pb. Kluczowy był jednak komunikat. Obniżka została nazwana ubezpieczeniem na wypadek gorszych czasów w otoczeniu gospodarczym. W tym punkcie jakiekolwiek ruchy zmierzające do eskalacji wojen handlowych zostały z definicji wpisane w obecną wysokość amerykańskich stóp procentowych. Rynkowe apetyty były zdecydowanie większe. Co prawda, jak pokazały pierwsze miesiące tego roku, obecne kierownictwo Fed potrafi dość szybko zanegować swoją poprzednią retorykę, ale w tym wypadku kolejna wolta mogłaby zostać źle odebrana przez uczestników rynku.

Hossa pod znakiem zapytania

Brak czynników wsparcia ze strony władz monetarnych odcięły rynkowym indeksom paliwo, co widać było w zachowaniu giełd amerykańskich i europejskich w drugiej części miesiąca. Z jednej strony jest to zdrowy objaw, gdyż rynki wracają do fundamentów, spośród których kluczowe zostają powiązane ze sobą negocjacje handlowe na linii USA – Chiny oraz obawy o globalny wzrost gospodarczy. Z drugiej jednak słabość indeksów objawiająca się brakiem siły pokonania kluczowych technicznych poziomów stawia scenariusz kontynuacji hossy pod znakiem zapytania.

Atak w Arabii Saudyjskiej i groźba impeachmentu

We wrześniu uwagę inwestorów skupiały również 2 jednorazowe kwestie, jak atak dronów na pola naftowe w Arabii Saudyjskiej oraz groźba impeachmentu prezydenta Trumpa. Pierwsze ze zdarzeń włączyło na rynkach przez kilka dni risk off, co widać było w notowaniach ropy naftowej. Drugie z nich było elementem amerykańskiej kampanii wyborczej i przynajmniej na tym etapie nie powinno mieć fundamentalnego wpływu na rynki, chociaż podwyższona zmienność może się przez jakiś czas utrzymywać.

Na krajowym rynku

Na krajowym rynku w drugiej części miesiąca kluczowym tematem było oczekiwanie na październikowy wyrok TSUE odnośnie kredytów frankowych. Zmiany było widać w notowaniach banków oraz krajowej waluty. W przypadku realizacji mniej negatywnego dla bankowego sektora scenariusza, zadziałać może scenariusz sprzedawania plotek i kupowania faktów, jako parafraza znanego giełdowego powiedzenia. Bardziej prawdopodobny jest jednak umiarkowanie negatywny scenariusz i krajowe spółki bankowe mogą być jeszcze przez jakiś czas pod presją.

Przed nami miesiąc wyborczy

Wierząc sondażom, realizacja scenariusza status quo będzie odebrana przez rynki neutralnie. W połowie miesiąca jednak podwyższona zmienność na walucie i krajowym rynku akcji nie powinna dziwić. Patrząc czysto fundamentalnie, krajowe spółki, w szczególności małe i średnie, mają przed sobą dużą przestrzeń do wzrostów. Trudno jednak obecnie szacować, kiedy ten scenariusz może zacząć się realizować.

Autor: Kamil Hajdamowicz, zarządzający aktywami w Vienna Life TU na Życie S.A. Vienna Insurance Group

Nowy prezes Beyond.pl

Od 1 października br. prezesem Beyond.pl będzie Claes Meyer zu Allendorf, duński manager z ponad 20 letnim, międzynarodowym doświadczeniem w branży IT. Jego zadaniem będzie przygotowanie nowej strategii poznańskiej spółki. – Proces wyboru nowego prezesa Beyond.pl trwał dwa lata. Dużym wyzwaniem było znalezienie menadżera, lidera, którego profil zawodowy tak dobrze wpisuje się w nakreślony przez akcjonariuszy długoterminowy plan rozwoju firmy – podkreśla Michał Grzybkowski, dotychczasowy prezes, który pozostaje w zarządzie i skoncentruje się na rozwoju technologicznym spółki.

– Jestem pod wrażeniem Beyond.pl. To unikatowa spółka z ogromnym potencjałem rozwojowym, atrakcyjną ofertą usług i imponującym zapleczem technologicznym. Przychodzę do firmy w konkretnym celu. Chciałbym, żeby Beyond.pl dołączył do czołówki branży IT w tym segmencie, zarówno krajowej jaki międzynarodowej – przyznaje Claes Meyer zu Allendorf.

W skład obecnego zarządu wchodzą Claes Meyer zu Allendorf, prezes zarządu odpowiedzialny za działania operacyjne i sprzedaż, Michał Grzybkowski, wiceprezes odpowiedzialny za technologię, Piotr Cegieła, członek zarządu ds. finansów i inwestycji oraz Bartłomiej Danek, członek zarządu ds. sprzedaży – do końca stycznia 2020 r.
Założycielami oraz głównymi udziałowcami poznańskiej firmy specjalizującej się w oferowaniu kompleksowych usług data center oraz cloud computing dla biznesu są Sebastian Kulczyk i Michał Grzybkowski.

Polska europejskim hubem produkcji opakowań

W Polsce produkuje się ok. 6 mln ton opakowań rocznie. Udział tego sektora w całym przetwórstwie przemysłowym sięga 3,4 proc. i jest niemal 2-krotnie wyższy niż średnia dla UE. Można powiedzieć, że produkcja opakowań stała się jedną z polskich specjalności. Branża daje w Polsce zatrudnienie zbliżone do tego jakie generuje przetwórstwo mięsa, a znacznie większe niż w przypadku np. produkcji samochodów czy AGD. Jak wskazuje raport „Rewolucja opakowań. Polscy producenci wobec zmian regulacji i preferencji konsumentów” autorstwa Santander Bank Polska oraz Spot Data, mimo wielu wyzwań sektor ma pozytywne perspektywy rozwoju i jego przychody powinny w najbliższych latach rosnąć w średnim tempie 6,8 proc. r/r.

Produkcja opakowań to najbardziej dynamiczny element całego łańcucha dostaw pakowanych towarów. Jednym z głównych motorów wzrostu zapotrzebowania na opakowania produkowane w Polsce jest popyt generowany przez zagranicę. Średnioroczny wzrost wagowy eksportu opakowań wynosił w ostatnich ośmiu latach ok. 11 proc. W dużej mierze jest on zasługą obecności zagranicznych inwestorów w Polsce, ale również ze strony polskich producentów widoczna jest szybka ekspansja na rynki zagraniczne. Głównym odbiorcą opakowań w Polsce jest branża produkcji żywności, która dziś odpowiada za ok. 60 proc. zużycia. Kolejne są m.in. branże farmaceutyczna z ok. 7 proc. udziału i kosmetyczna przy udziale ok. 6 proc. Za pozostałą część zapotrzebowania na opakowania odpowiadają producenci chemii gospodarczej i innych towarów przemysłowych (m.in. materiałów budowlanych, sprzętu RTV/AGD, mebli itp.), którzy konsumują 22 proc. opakowań, jak wynika z danych Polskiej Izby Opakowań.

Pod względem struktury materiałowej za ok. 40 proc. zużycia odpowiadają opakowania z tworzyw sztucznych, które składają się po połowie z opakowań elastycznych (torebki, folie itd.) i opakowań sztywnych (butelki, pudełka, itd.). Opakowania z papieru odpowiadają za ok. 37 proc., metale lekkie za ok.12 proc., a szkło za ok. 10 proc.

Dobrze wykorzystany czas

Wysoka konkurencyjność kosztowa oraz niska wrażliwość na wstrząsy w światowym systemie finansowym sprawiły, że firmy produkcyjne z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska, mogły w ostatnich latach z sukcesem rozwijać swoją produkcję opakowań, dzięki czemu są teraz regionalnym hubem przemysłowym w branży. Osiągnięcie tej pozycji w Europie było wynikiem m.in. wysokiego odsetka upadłości w krajach dotkniętych ostatnim kryzysem finansowym oraz wzrostu popytu na tańsze towary wśród konsumentów z krajów, gdzie rosło bezrobocie. Duży wpływ na dynamikę wzrostu polskiej branży miał także rozwój niemieckich łańcuchów dostaw w regionie CEE.

Opisane zjawiska generowały mocny popyt na opakowania produkowane w Polsce. Z jednej strony zagraniczni producenci chętniej przenosili produkcję do Polski lub kupowali towar wytworzony w naszym kraju. Z drugiej strony producenci opakowań korzystali na szybkim wzroście eksportu żywności (7 proc. średniorocznie), lekarstw (13 proc.), kosmetyków (7 proc.), chemii gospodarczej (10 proc.) i innych towarów – wskazuje ekspert Maciej Nałęcz, analityk sektorowy ds. przemysłu w Santander Bank Polska.

Twórcy raportu „Rewolucja opakowań. Polscy producenci wobec zmian regulacji preferencji konsumentów” zaznaczają jednocześnie, że rozwój środkowoeuropejskiego hubu przemysłowego będzie w najbliższych latach zwalniał, przemysł osiągnął bowiem już poziom produkcji, przy którym trudno jest notować tak dynamiczne tempo wzrostu jak w ubiegłych latach. Dodatkowym hamulcem może być spowolnienie gospodarcze w Niemczech, które są najważniejszym partnerem dla branży oraz sektorów, które korzystają z opakowań.

Dokąd zmierza rynek?

Produkcja opakowań w Polsce w kolejnych latach powinna rosnąć dynamicznie, choć nie tak szybko, jak dotychczas, przyznają autorzy raportu. Przychody producentów do roku 2025 mogą się zwiększać średnio o ok. 6,8 proc. rocznie. Najszybciej będzie rosła sprzedaż opakowań papierowych, nieco wolniej innych rodzajów opakowań.

Sektor przemysłowy w Polsce należy do najbardziej dynamicznych w Unii Europejskiej, a producenci opakowań, dostarczający towary dla wielu innych branż, na tym znakomicie korzystają. Istotne jest, że jest to sektor, który dużo inwestuje – w przeliczeniu na pracownika, jest to jedna z najwięcej inwestujących branż przemysłowych w kraju. W Polsce trwa obecnie intensywna debata o tym, co zrobić, by firmy w kraju więcej pieniędzy przeznaczały na rozbudowę potencjału produkcyjnego. Warto więc przyjrzeć się producentom opakowań, którzy w tej dziedzinie należą do liderów, i czegoś się od nich nauczyć – komentuje Ignacy Morawski, dyrektor centrum analitycznego SpotData.

Wyzwania na horyzoncie

Dużym wyzwaniem dla branży będą także nowe regulacje dotyczące zużycia wyrobów jednorazowych z plastiku oraz coraz surowsze wymogi dotyczące recyklingu. Ograniczenie dotyczące zużycia wyrobów jednorazowych dotknie ok. 10 proc. wolumenu produkcji brutto, głównie małych i średnich firm. Poziom ten nie uwzględnia jednak efektu substytucji jednych opakowań na inne (np. kubki plastikowe mogą zostać zastąpione częściowo papierowymi), dzięki czemu wpływ nowych regulacji na branżę opakowań w Polsce może być mniejszy, przewidują autorzy raportu.

Podwyżki opłat za recykling, w niektórych przypadkach także opłat pokrywających koszty sprzątania przestrzeni publicznej, czyli tzw. rozszerzona odpowiedzialność producenta (ROP) będzie jednym z największych wyzwań dla branży. ROP powinien obniżyć popyt na opakowania, które trudniej poddać recyklingowi. Tu głównymi poszkodowanym mogą zostać producenci opakowań plastikowych.

Dostosowanie do regulacji będzie wymagało zdolności współpracy między podmiotami w całym łańcuchu dostaw. Koszty opłat z tytułu rozszerzonej odpowiedzialności producenta będą niższe, jeżeli opakowania będą łatwiejsze w recyklingu. Branża we współpracy z partnerami biznesowymi powinna wypracowywać dobre praktyki, które pozwolą na minimalizację kosztów regulacyjnych. Dobre praktyki musiałyby zmierzać do pogodzenia wymogów biznesowych z możliwościami recyklingu, np. w kwestiach koloru, zastosowanych materiałów. Co więcej, przed branżą produkcji opakowań staną duże wyzwania edukacyjne, związane np. z informowaniem o konkretnych kosztach środowiskowych produktów w ich cyklu życia.

Jakie nastroje towarzyszą obecnie kandydatom i pracownikom na rynku pracy?

Portal Praca.pl postanowił to sprawdzić za pomocą badania ankietowego, w którym wzięło udział 1346 osób: mniej więcej po połowie pań i panów, głównie w wieku 25-34 lata, zamieszkujących duże miasta, z wyższym wykształceniem, w znacznej większości pracujących.

Badanie podzielone było na 3 obszary tematyczne:

  • poszukiwanie pracy i rekrutacje,
  • pracę,
  • pożegnanie z firmą.

Wnioski z badania:

  1. Employer branding ma znaczenie. I działa, zarówno ten dobry, jak i ten zły.
    Skoro 97% kupujących przed podjęciem decyzji zakupowej sprawdza opinie o produkcie w sieci, to dlaczego kandydaci poszukujący pracy nie mieliby sprawdzać informacji o potencjalnym pracodawcy?
    Opinie o pracodawcy w Internecie mają więc duże znaczenie i warto podejść do nich poważnie, bo 16% naszych badanych stwierdziło, że to laurki wystawiane przez HR-owców lub opłacone opinie. Większość (39%) wrzuca takie opinie do worka z nazwą gorzkie żale pracowników.
    Jak to zrobić dobrze? Przede wszystkim zacząć budowanie wizerunku dobrego pracodawcy w wewnątrz organizacji – to pracownicy są najlepszymi ambasadorami marki. Dajmy im szansę.
  2. Da się stworzyć ogłoszenie idealne
    Wystarczy podać wszystkie informacje, których potrzebuje kandydat. Oczywiście głównie te, dotyczące wynagrodzenia. A podając te informacje wystarczy być konkretnym. Proste? Nie do końca.. Są bowiem stanowiska, których finalny kształt będzie zależał między innymi od osoby, która je obejmie. Taka sytuacja nie blokuje jednak bycia konkretnym. Można zaznaczyć w ogłoszeniu jakie czynniki będą miały wpływ na wynagrodzenie lub podać widełki finansowe. Kandydaci powinni to docenić.

  3. W rekrutacji wygrywa transparentna komunikacja
    Aż dla 77% badanych najważniejszą cechą dobrze przeprowadzonej rekrutacji jest przejrzystość. Transparentność w rozumieniu kandydatów to przede wszystkim szczegółowe omówienie obowiązków na stanowisku, na które aplikują oraz udzielenie informacji zwrotnej na temat wyniku rekrutacji. Co trzeci kandydat doceni profesjonalną, czyli opartą na kompetencjach, ocenę swojej kandydatury, z kolei co czwarty zwraca również uwagę na szacunek podczas całego procesu.
  4. Nie tylko pieniądze się liczą. Pozwólmy pracownikom się zaangażować i budować relacje
    Oczywiście, że większość pracuje po to, żeby otrzymać wynagrodzenie. Ale nie tylko to jest ważne. Nasi badani podkreślili, że liczą się też relacje z innymi pracownikami (i z szefem) oraz możliwość rozwoju. Jednocześnie ponad 55% uczestników badania deklaruje, że angażuje się w pracę na 150%. Warto zwrócić uwagę na takich pracowników, to zapewne świetni kandydaci na ambasadorów marki pracodawcy.
  5. Pracodawco, bądź uczciwy
    Według ankietowanych to najważniejsza cecha określająca dobrego pracodawcę.
    Pracownicy docenią również szefa, który o nich dba. W tym aspekcie znaczenie ma także transparentna komunikacja.
    W badaniu zapytaliśmy czy pracownicy chętnie zainwestowaliby prywatne pieniądze w nowy pomysł biznesowy szefa. Okazuje się, że wiara w kompetencje do prowadzenia biznesu nie jest zbyt duża. Na zaznaczenie odpowiedzi „tak” zdecydowało się jedynie 15% badanych. 44% nie zaryzykowałoby z całą pewnością. Pozostali nie są pewni..
  6. Jeśli chcesz zatrzymać pracownika – doceń go
    Oczywiście pierwszym narzędziem, po które można sięgnąć, kiedy pracownik chce odejść jest podwyżka (ewentualnie awans, który z tą podwyżką zapewne będzie nierozerwalnie związany). To skłoniłoby do pozostania w firmie aż 84% naszych ankietowanych. Ważna byłaby też możliwość rozwoju, podnoszenia kompetencji zawodowych.
    A co jeśli to nie pieniądze są powodem odejścia?
    Pod lupę należy wziąć atmosferę w miejscu pracy. Dla blisko połowy ankietowanych zła atmosfera w firmie może być czynnikiem, który zadecyduje o zmianie pracodawcy.
    Kiedy pracownik poda taki powód odejścia, zostawi na biurku pracodawcy orzech trudny do zgryzienia. Atmosfery nie naprawi się z dnia na dzień, z podwyżką może pójść znacznie szybciej. Warto więc zapobiegać, żeby nie trzeba było leczyć.
  7. Relacje mają znaczenie
    63% ankietowanych nie utrzymuje relacji z byłym pracodawcą. 27% jest w kontakcie, jednak z głównie z własnej inicjatywy.
    Utrzymywanie przez pracodawców relacji z byłymi pracownikami bardzo powoli wchodzi do kanonu dobrych praktyk z obszaru employer brandingu. Budując wizerunek dobrego pracodawcy warto zacząć od zwrócenia uwagi na to w jakiej atmosferze rozstajemy się z pracownikami. To będzie pierwszy krok na drodze do zbudowania profesjonalnego outboardingu.

Badanie Praca.pl pokazuje, że ankietowani użytkownicy chcą pracować i zarabiać, potrafią się zaangażować i doceniają szczerość pracodawcy i dobre relacje w zespole. Warto to wykorzystać.

Termometr Inwestycyjny: Rynki czekają na decyzję TSUE i wyniki wyborów

  • Październikowe wybory i zmiany w sektorze bankowym wstrzymują decyzje inwestorów
  • Wciąż warto trzymać polskie obligacje skarbowe

Amerykański bank centralny zgodnie z oczekiwaniami inwestorów zadecydował o obniżeniu stopy referencyjnej o 25 pb. Rynek odebrał to jako jastrzębią obniżkę i rentowności wzrosły o 10 proc. Jednocześnie opublikowano odczyty z niemieckiej gospodarki, gdzie wskaźnik wyprzedzający PMI spadł do rekordowo niskiego poziomu 50 pkt., na co rynki zareagowały z kolei spadkiem rentowności o 10 pkt. Rynek polskich obligacji skarbowych jest mocno skorelowany z odczytami niemieckiej i amerykańskiej gospodarki, dlatego rentowności  podążają za danymi ze świata.

Nie widzimy gwałtownych reakcji. Rynki czekają na orzeczenie Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości dotyczące kredytów hipotecznych zawieranych we frankach szwajcarskich. Inwestorzy obawiają się, że niekorzystny wyrok trybunału będzie miał negatywne konsekwencje dla wyników banków. Kwestia kredytów hipotecznych wskazywana jest też jako jeden z czynników, który może mieć istotny wpływ na przyszłoroczny budżet państw i rating Polski. To wieloetapowy proces, dlatego dziś jeszcze trudno ocenić, czy i w jakiej skali będzie mieć wpływ na ocenę naszego kraju.

Niepewność związana z dalszymi krokami sądów i kredytobiorców po decyzji TSUE oraz zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi i ich wynik wpływają na rynki. Inwestorzy zagraniczni są ostrożni i czekają na to, co wydarzy się w najbliższych tygodniach. Wstrzymują się tym samym od inwestycji w polskie obligacje.

Zaangażowanie inwestorów zagranicznych w polskie papiery dłużne na przestrzeni ostatnich trzech miesięcy nieznacznie spadło. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy sprzedano 23 mld obligacji.  Zagraniczne podmioty koncentrują się na średnio i długoterminowych obligacjach. To, co zostało odsprzedane przez zagranicę, zostało kupione przez krajowe banki, które inwestują w papiery krótkoterminowe i średnioterminowe oraz w obligacje o zmiennym oprocentowaniu.

Bezrobocie na Ukrainie spada, ale nadal jest dwa razy wyższe niż w Polsce

Na Ukrainie zmniejsza się liczba osób pozostających bez pracy. Z danych State Statistics Service of Ukraine wynika, że w II kwartale 2019 roku stopa bezrobocia wyniosła 7,8%. Oznacza to spadek w porównaniu do poprzedniego kwartału o 1,4 pp. Eksperci Personnel Service, wskazują, że to najniższa stopa bezrobocia na Ukrainie od pięciu lat, nadal jednak wskaźnik ten jest dwukrotnie wyższy niż w Polsce.  

Jeszcze w I kwartale 2019 roku stopa bezrobocia na Ukrainie była na poziomie aż 9,2%. Ukraińscy ekonomiści przewidywali spadki, ale ostateczny wynik zaskoczył, bo był o 0,4 pp. niższy niż oczekiwania. Obecnie bez pracy jest 275 tys. obywateli Ukrainy, podczas gdy w pierwszej połowie roku grupa ta liczyła ok. 281 tys. osób.

W Polsce stopa bezrobocia mierzona metodologią BAEL wyniosła pod koniec II kwartału tego roku zaledwie 3,2%. Ukrainie do tego poziomu jeszcze daleko. Niemniej widać, że sytuacja tam się poprawia. Nadal jednak pracownik z Ukrainy będzie miał motywację, żeby szukać pracy poza granicami swojego kraju, bo może liczyć na dużo wyższe zarobki. Z zapowiedzi Ministerstwa Finansów Ukrainy wynika, że w 2020 roku pensja minimalna zostanie podniesiona do 4723 hrywien brutto. Dziś to równowartość 672 zł, a zatem trzykrotnie mniej niż pensja minimalna w Polsce mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service S.A.

Dla polskich pracodawców to nie coraz niższe bezrobocie na Ukrainie lecz zwiększona konkurencja na arenie międzynarodowej jest większym zagrożeniem w walce o kadrę ze Wschodu. Od 2020 roku Niemcy mają wprowadzić ułatwienia dla wykwalifikowanych pracowników spoza Unii Europejskiej, którzy będą zainteresowani podjęciem zatrudnienia w tym kraju. Natomiast serwis emerging-europe.com podaje, że Czesi zwiększą limit wydawanych kart pracy dla Ukraińców, które upoważniają ich do pracy i pobytu w tym kraju przez ponad 2 lata bez zbędnych formalności, do 40 tys.

Naszą przewagą pozostaje bliskość kulturowa i geograficzna. Potrzebujemy tylko odpowiedniej polityki migracyjnej, która da Ukraińcom wyraźny sygnał, że w Polsce mogą zostawać na dłużej i nie są traktowani wyłącznie jak doraźna pomoc na rynku pracy. Musimy przyciągać zwłaszcza wykwalifikowanych młodych ludzi, którzy powinni mieć zapewniony łatwy dostęp do mieszkań czy edukacji dla ich dzieci – podsumowuje Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service S.A.

RBA ściął główną stopę o 25 pb i jest gotowy na więcej

Choć na rynku nie brakuje uczestników mających nadzieję, że rozpoczynający się kwartał przyniesie oznaki poprawy sytuacji w globalnej gospodarce, dziś o takie sygnały może być trudno. Bank Rezerwy Australii obciął główną stopę procentową o 25 pb i jest gotowy na więcej, a zaplanowane odczyty indeksów PMI mają wysoko ustawioną poprzeczkę dla pozytywnych niespodzianek. 

RBA ściął stopę kasową o 25 pb do 0,75 proc., co było decyzją oczekiwaną przez większość ekonomistów, choć osobiście liczyliśmy, że bank da sobie czas do listopada i zaczeka na więcej danych z gospodarki. Komunikat sugeruje, że taka opcja wchodziła w grę. Bank zaznaczył w komunikacie, że „wydaje się, że osiągnięto punkt zwrotny w postaci wyższego wzrostu gospodarczego w pierwszym półroczu w porównaniu z drugą połową 2018 r.”. Ale nadzieje na koniec cyklu luzowania zostały zgaszone podtrzymaniem stanowiska, że bank jest w gotowości do dalszych obniżek, jeśli będzie to konieczne. To stwierdzenie odwróciło wstępne zwyżki AUD, gdyż nie pozwala pozbyć się pesymistycznego nastawienia wobec waluty w dłuższym terminie. Dodatkowo trzeba pamiętać, że w wartości AUD silnie odbijają się obawy o globalne spowolnienie i strach wokół wciąż nierozwiązanej kwestii relacji handlowych USA-Chiny. Do końca roku rynek wycenia 17 pb obniżki, co oznacza niecałe 70 proc. szans cięcia. Pozostałe 30 proc. nie pozwoli podnieść się AUD.

Obawy o spowolnienie (czy nawet recesję) znajdują też potwierdzenie w indeksach PMI dla przemysłu. Świeże wskazania ze Skandynawii i Polski pokazują, że zapaść nie jest wyłącznie kłopotem strefy euro. Silnie siadły zamówienia, co sugeruje, że firmy mają potężne obawy, aby w kolejnych miesiącach był zbyt na ich towary. Konsumpcja jeszcze nie daje oznak wyhamowania, ale nikt nie chce zamrozić kapitału w zapasach. Tworzy się toksyczna spirala, którą podsycają obawy o brexit, a w szerszym ujęciu – wojny handlowe.

Ostoją spokoju jeszcze pozostaje gospodarka USA, stąd szczególna uwaga we wtorek będzie dotyczyć odczytu ISM dla przemysłu. Kluczowe będzie, czy wskaźnik odbije ponad 50 pkt (a na to mogą wskazywać publikacje regionalnych wskaźników z ostatnich dwóch tygodni). W takim scenariuszu sierpniowy odczyt poniżej 50 pkt byłby pewnie rozpatrywany w kategoriach wypadku przy pracy, a to mogłoby uspokoić część decydentów z Fed. Opinie poszczególnych przedstawicieli banku będą ważnym punktem dnia dziś i w dalszej części tygodnia. Interesujące będzie, jak bardzo cierpliwy będzie Fed w kontekście decyzji o dalszych obniżkach. Dziś usłyszymy zdanie Evansa, Claridy i Bowman.

Konrad Białas, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Qubic Games wyda grę Door Kickers na Nintendo Switch

QubicGames podpisało umowę z KillHouse Games. Na bazie umowy do Nintendo eShop trafi utytułowana gra Door Kickers. Jest to największa produkcja do tej pory, która zostanie wydana przez warszawskiego wydawcę.

Door Kickers to strategia czasu rzeczywistego, w której gracz dowodzi oddziałem SWAT w czasie wykonywania niebezpiecznych zadań, takich jak odbijanie zakładników, rozbrajanie bomb, czy eskortowanie ważnych osób. Gra rumuńskiego studia KillHouse Games została nagrodzona przez renomowaną redakcję Rock, Paper, Shotgun tytułem najlepszej gry taktycznej 2014 roku. Produkcja zdobyła uznanie recenzentów i użytkowników, uzyskując aż 94% pozytywnych z 5364 recenzji w serwisie Steam oraz zdobywając ocenę 83% na Metacritic.

Pierwszy raz będziemy mogli wydać tak duży i znany tytuł. Podpisanie tej umowy i możliwość pracy nad tak renomowaną grą sprawia, że umacniamy swoją pozycję jako globalny wydawca gier Indie Premium na konsole. Door Kickers posiada oddanych fanów na całym świecie, dzięki czemu nie dość, że powinniśmy odnieść sukces sprzedażowy, to zwiększymy też świadomość klientów o naszej marce. – komentuje prezes QubicGames, Jakub Pieczykolan.

Door Kickers na konsoli Nintendo Switch ukaże się w 2020 roku. Gra do dnia dzisiejszego cieszy się dużym wsparciem użytkowników oraz developerów – w ciągu 5 lat od premiery gry na platformie Steam powstała dodatkowa zawartość, m.in. został dodany tryb gry wieloosobowej. Obecnie produkcja dostępna jest na komputery osobiste (Steam), urządzenia z systemem Android (Google Play) oraz iOS.

– Możliwość wydania tak dużej gry oznacza rozpoczęcie kolejnej fazy konsekwentnie wdrażanego przez nas planu. Zgodnie z nim przygotowujemy do wydania coraz lepsze produkcje, już obecnie trwają prace nad grami DEX i Epistory – Typing Chronicles, tytułami, które zebrały 1000+ recenzji i mają ponad 85% pozytywnych ocen na platformie Steam. Jest to podstawa strategii, która towarzyszy nam od 2018 roku, kiedy skupiliśmy się na działalności wydawniczej. Door Kickers z pewnością zwiększy naszą rozpoznawalność także wśród potencjalnych partnerów biznesowych.  – kończy prezes.

Grupa Recykl rozpoczęła rozruch nowego zakładu w Chełmie

Grupa Recykl, lider rynku zagospodarowywania odpadów poużytkowych w postaci zużytych opon, zgodnie z założeniami zakończył montaż linii technologicznej nowego zakładu w Chełmie i dzięki otrzymanej 30 września decyzji na użytkowanie hali produkcyjnej, może prowadzić rozruch technologiczny. Po kilku tygodniach Spółka rozpocznie produkcję testową, a z końcem IV kwartału br. – pełną działalność operacyjną w trybie trzyzmianowym. Według szacunków Zarządu, nowy zakład pozwoli osiągnąć w 2020 roku dodatkowe przychody w wys. 11,5 mln zł, oparte na przerobie wolumenu 35 tys. ton zużytych opon.

30 września Spółka otrzymała ze strony Powiatowego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Chełmie prawomocną decyzją zezwalającą na użytkowanie hali produkcyjnej z przyległymi drogami wewnętrznymi i placami. Decyzja umożliwia prowadzenie prac rozruchowych, które pozwolą szczegółowo sprawdzić i właściwie skonfigurować wszystkie elementy instalacji technologicznej. W tym okresie będzie już możliwe prowadzenie produkcji testowej.

Z satysfakcją kończymy blisko dwuletni proces inwestycyjny w zakresie budowy nowego zakładu produkcyjnego. Najbliższe tygodnie upłyną pod znakiem prac rozruchowych. W październiku chcemy rozpocząć produkcję testową, a po zakończeniu II etap prac w zakresie infrastruktury towarzyszącej
i spodziewanej decyzji na użytkowanie całego zakładu, zainaugurujemy produkcję w pełnej skali w trybie trzyzmianowym. Oczekujemy, że w 2020 roku nowy zakład, jeden z najnowocześniejszych w Europie, pozwoli nam na wygenerowanie dodatkowych przychodów stanowiących ponad 20 proc. sprzedaży 2018 roku
– mówi Maciej Jasiewicz, Wiceprezes Zarządu Grupy Recykl S.A.

Realizacja II etapu dot. infrastruktury towarzyszącej hali (budowa biura, placów i boksów magazynowych oraz dróg wewnętrznych i uzbrojenia terenu) zakończy się do połowy listopada. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy trwały kluczowe prace związane z instalacją linii technologicznej, dostarczoną przez duński koncern Eldan Recykling. Jej wartości wyniosła 5,482 mln EUR.

– Dzięki inwestycji już dziś widzimy większe zainteresowanie ofertą produktów i usług Grupy Recykl, zwłaszcza wśród partnerów ze Wschodu, przykładających dużą wagę do czynników logistycznych. Projekt w Chełmie poza liniowym wzrostem skali, pozwoli nam podnieść innowacyjność biznesu. To sposób na wdrożenie nowych technologii B+R, nad którymi pracowaliśmy w ostatnich latach
– uzupełnia Maciej Jasiewicz.

Łączna wartość inwestycji wynosi ok. 52 mln zł, z czego główne składowe kosztu dotyczą linii produkcyjnej (25 mln zł) oraz prac budowlanych w wys. 23 mln zł (podzielonych na etapy: wartość pierwszego wyniosła 10,5 mln zł; drugiego: 12,5 mln zł). W strukturze finansowania 20 mln zł stanowi dotacja PARP, 21,2 mln zł – kredyt inwestycyjny, pozostała część to środki własne Spółki, w tym 6 mln. zł. pochodzące z emisji akcji przeprowadzonej wiosną br.

– Nowy zakład będzie produkował dwa nowe produkty, charakteryzujące się wyższym poziomem cen i marż. Pierwszym jest tzw. puder gumowy, którego produkcja testowa rozpocznie się w październiku. Drugim, innowacyjne gumowe dodatki stabilizujące na potrzeb drogownictwa, które będą wytwarzane od I kwartału 2020 roku. Dodatki do mieszanek mineralno-asfaltowych SMA mogą cieszyć się dużą popularnością wśród firm budujących infrastrukturę drogową, wyznaczając w kolejnych latach nowe trendy w branży. Dla naszej Spółki ich sprzedaż będzie wiązać się z uzyskiwaniem najwyższego poziomu marzy wśród obecnej gamy produktów. Chcemy być jednymi z pierwszych graczy w Polsce, zdolnych zaoferować duże wolumeny w wysokiej jakości i atrakcyjnej cenie – uzupełnia Maciej Jasiewicz

Dodatki SMA powodują zwiększoną odporność na koleinowanie, działanie wody czy przemarzanie nawierzchni drogowych, co może rodzić zainteresowanie firm drogowych. Produktami tradycyjnymi z kolei mogą być zainteresowani wytwórcy wyrobów gumowych oraz kompozytów polimerowo-gumowych, głównie dla rynku automotive, wytwórcy nawierzchni sportowych oraz cementownie i odlewnie żeliwa.

Cieszy nas zrealizowanie projektu zgodnie z pierwotnym harmonogramem. Dzięki temu oczekujemy niewielkiego wpływu pracy obiektu na przychody już IV kwartału 2019 roku, ale pełne efekty jego działalności będą widoczne w pełnym, kolejnym roku obrotowym. Z drugiej strony w II połowie bieżącego roku w naszym bilansie występuje najwyższe zapotrzebowanie kredytowe, które w 2020 roku i kolejnych latach będzie organicznie spadać  – dodaje Zbigniew Fleszar, Członek Zarządu i dyrektor finansowy Grupy Recykl S.A.

W skład inwestycji w woj. lubelskim wchodzi nowa linia technologiczna do recyklingu opon i produkcji dodatków SMA z zapleczem laboratoryjnym oraz kontrolą jakości, hala produkcyjna, linia do czyszczenia kordu stalowego, żurawie przeładunkowe oraz pozostała infrastruktura obiektu. Zakład umożliwi skokowy wzrost produkcji dotychczas oferowanych produktów Spółki (czysty granulat gumowy SBR, paliwo alternatywne oraz kord stalowy).

Setanta S.A. podpisała plan połączenia z wydawnictwem ALL IN! GAMES

Setanta S.A., Spółka notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie, podpisała plan połączenia z wydawnictwem gier komputerowych ALL IN! GAMES Sp. z o.o. Po połączeniu Emitent zmieni nazwę na ALL IN! GAMES i rozpocznie działalność wydawniczą w branży gier komputerowych.

Setanta S.A. wraz ze spółką ALL IN! GAMES Sp. z o.o. uzgodniła i podpisała Plan Połączenia Spółek. Połączenie nastąpi poprzez przeniesienie całego majątku ALL IN! GAMES Sp. z o.o. jako spółki przejmowanej na Setanta S.A. jako spółki przejmującej w zamian za akcje, które spółka przejmująca wydaje wspólnikom spółki przejmowanej. Wartość obu podmiotów została ustalona przez niezależnego biegłego rewidenta i zgodnie z otrzymanymi wycenami została oszacowana na kwotę 331.527.109,54 zł w przypadku ALL IN! GAMES Sp. z o.o. oraz na kwotę 9.693.450,00 zł w przypadku Setanta S.A. W wyniku połączenia spółek Emitent dokona podwyższenia kapitału zakładowego o kwotę 3.016.000,00 zł w drodze emisji 30.160.000 akcji serii G po cenie emisyjnej wynoszącej 10,00 zł za 1 akcję. Zarząd Setanta S.A. jest przekonany, że połączenie z wydawnictwem ALL IN! GAMES pozwoli osiągnąć wzrost wartości Spółki poprzez prowadzenie działalności w nowym i bardzo perspektywicznym segmencie biznesowym.

„Jestem niezwykle zadowolony, że udało nam się uzgodnić i podpisać plan połączenia z wydawnictwem gier komputerowych ALL IN! GAMES Sp. z o.o. W ten sposób po połączeniu obu podmiotów rozpoczniemy działalność w nowym segmencie biznesowym, jakim jest wydawanie gier komputerowych. Chcemy wykorzystać status spółki publicznej notowanej na rynku głównym GPW w Warszawie oraz doświadczenie i know-how wydawnictwa ALL IN! GAMES do zbudowania rozpoznawalnego podmiotu, który będzie wydawał bardzo dobre gry produkowane przez polskich i międzynarodowych producentów. Obecnie koncentrujemy nasze działania na sfinalizowaniu całego procesu połączenia.”ocenia January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki Setanta S.A.

ALL IN! GAMES Sp. z o.o. to wydawnictwo różnorodnych gier przeznaczonych na konsole i komputery osobiste, które dotychczas pozyskało 16 tytułów tworzonych przez znanych polskich i zagranicznych developerów. W 2019 r. ALL IN! GAMES planuje wydać co najmniej 6 gier, a w 2020 r. minimum 10 produkcji. Każdy z tytułów wydawnictwa trafił na wszystkie najważniejsze imprezy branżowe, a ze względu na zróżnicowany charakter imprez wydawnictwo przygotowywało dedykowane stoiska w strefach B2B lub B2E. Tytuły ALL IN! GAMES pojawiły się na targach GDC, Nordic Game, Digital Dragons, Gamescom, Tokyo Games Show, PAX Seattle oraz będą zaprezentowane podczas targów Poznań Game Arena.

Najważniejsze studia developerskie, z którymi obecnie współpracuje wydawnictwo ALL IN! GAMES to m.in.: The Knights of Unity, Polyamorous, Destructive Creations, One More Level, Intermarum, Black Sail Games, Dreamplant, Happy Corruption, Ovid Works oraz Fort Triumph Ltd. (studio z Izraela).

„ALL IN! GAMES posiada w swoim portfelu wydawniczym bardzo różnorodne gry typu Indie AAA przeznaczone na konsole oraz komputery osobiste, co stanowi dużą wartość tego wydawnictwa. Dzięki połączeniu z Setanta S.A. wydawnictwo z pewnością zwiększy swoją wiarygodność rynkową oraz rozpoznawalność w branży.” – podsumowuje Prezes Ciszewski.

W pierwszej fazie po dokonaniu połączenia Spółka będzie funkcjonowała w jednym podmiocie o nazwie ALL IN! GAMES S.A., w którym będzie prowadzona działalność zgodnie z przyjętymi założeniami. ALL IN! GAMES S.A. będzie prowadziła działalność w branży gier komputerowych jako wydawnictwo różnorodnych projektów przeznaczonych na konsole oraz komputery osobiste.

Setanta S.A. zadebiutowała na Głównym Rynku GPW w styczniu 2017 r., przechodząc na niego z rynku NewConnect, na którym była notowana od stycznia 2013 r.

Sfinks: wzrost sprzedaży w sieci o 5,62 mln zł

Restauracje zarządzane przez Sfinks Polska, w tym Sphinx, Chłopskie Jadło czy Fabryka  Pizzy, wypracowały w I półroczu 2019 r. przychody ze sprzedaży gastronomicznej w wysokości 93,69 mln zł, czyli o 5,62 mln zł więcej niż przed rokiem. Jednocześnie przychody samej spółki wyniosły 77,27 mln zł wobec 82,71 mln zł, co jest m.in. efektem przekształcenia części lokali własnych na franczyzowe. Ponadto, po sześciu miesiącach 2019 r. Sfinks zanotował zysk operacyjny w wysokości 0,29 mln zł (wobec -0,61 mln zł rok wcześniej), wynik netto -5,75 mln zł (wobec -2,81 mln zł rok wcześniej) oraz EBITDA w wysokości 17,82 mln zł (wobec 4,53 mln zł przed rokiem). Na poziom wyników miała wpływ m.in. zmiana przepisów rachunkowych, a po oczyszczeniu danych z tego wpływu widać, iż spółka notuje podobną rentowność na sprzedaży brutto jak rok wcześniej (13,1% wobec 13%) mimo większej liczby niehandlowych niedziel.

W I połowie 2019 r. sieć operatora gastronomicznego powiększyła się o 10 nowych lokali, w tym cztery Fabryki Pizzy (w Skierniewicach, Katowicach, Warszawie i Krakowie), dwie Piwiarnie Warki (w Krakowie i Katowicach) i kolejną restaurację Sphinx w stolicy. Sfinks przejął także trzy lokale pod szyldem Meta (dwie Meta Seta Galareta i jedną Meta Disco). Po I półroczu, już we wrześniu br., do sieci dołączyły także Sphinx i Piwiarnia Warki w Siedlcach.

– Całkowita sprzedaż w restauracjach zarządzanych przez grupę kapitałową Sfinks Polska wzrosła w minionym półroczu o 6,4% w porównaniu z I połową 2018 roku. Restauracje naszej największej sieci Sphinx zanotowały 3,5% wzrostu, a lokale Chłopskiego Jadła zwiększyły sprzedaż o 14,3%. Największa dynamika dotyczy jednak restauracji Fabryka Pizzy, które wypracowały 3,1 mln zł obrotów wobec 1,1 mln zł rok wcześniej. Na te wyniki sprzedażowe miały wpływ m.in. nowe otwarcia. Wszystkie nowo otwarte lokale to restauracje franczyzowe, co odzwierciedla atrakcyjność naszych konceptów dla partnerów zainteresowanych długoterminową współpracą w formule franczyzy. Szczególnie ciekawym trendem jest to, że część franczyzobiorców chce w jednej lokalizacji uruchomić od razu co najmniej dwa lokale – Sphinx i Piwiarnię Warki albo Fabrykę Pizzy i Piwiarnię. Świetnym przykładem jest Zgierz, gdzie w jednym budynku działają Sphinx i Fabryka Pizzy, a wkrótce pod tym samym adresem ruszy także Piwiarnia Warki. Kolejne tego typu otwarcia są w przygotowaniu – zapowiada Dariusz Strojewski, wiceprezes Sfinks Polska.

Obecnie trwają prace nad uruchomieniem sześciu nowych restauracji, m.in. w Krośnie, Nowym Sączu, Stargardzie Gdańskim, Łodzi i Poznaniu. Będą to głównie lokale franczyzowe pod szyldami Fabryka Pizzy, Piwiarnia i Sphinx.

Oprócz tego Sfinks pracuje także nad rozwojem sprzedaży w segmencie delivery, wprowadzając usługę dostawy do kolejnych restauracji. W efekcie na koniec I półrocza br. razem było ich już 70. Sprzedaż w tym kanale jest rozwijana m.in. poprzez własny portal Smacznieiszybko.pl, którego nowa wersja została uruchomiona w czerwcu. Aktualnie na potrzeby rozwoju usługi delivery w przygotowaniu jest aplikacja mobilna. Równolegle Sfinks rozszerza współpracę z popularnymi platformami online. Do listy partnerów – po Pyszne.pl i Pizzaportal.pl – w I półroczu dołączył Uber Eats. Z kolei od sierpnia dania lokali zarządzanych przez Sfinks Polska można zamawiać także przez Wolt.

Ważnym czynnikiem wpływającym na sprzedaż i wyniki w I półroczu były niehandlowe niedziele, których w tym roku było w kalendarzu więcej niż w I półroczu 2018. Wpływ ten był niejednorodny i zależny od poszczególnych lokalizacji, ale warto podkreślić, że część restauracji, tzw. miejskich, zanotowała wzrost sprzedaży. Co ciekawe, spółka zaobserwowała także, że w niektórych restauracjach w centrach handlowych nastąpiło przesunięcie sprzedaży na inne dni – sobotę oraz poniedziałek.

– Innym elementem, przez pryzmat którego należy oceniać wyniki, są nowe przepisy rachunkowe, które spółka musi stosować, zwłaszcza MSSF 16. Wdrożenie tego standardu spowodowało m.in. wzrost sumy bilansowej, amortyzacji czy kosztów finansowych. W przypadku wyniku netto za I półrocze oznacza to jego obniżenie per saldo o 1,37 mln zł. Warto więc zwrócić uwagę na raportowane przez nas dane oczyszczone z tego elementu, aby właściwie ocenić nasz biznes i wyniki operacyjne – podsumowuje wiceprezes Sfinksa.

W ujęciu skonsolidowanym w I półroczu 2019 r. grupa Sfinks Polska osiągnęła przychody o wartości 81,65 mln zł (wobec 85,86 mln zł rok wcześniej), zysk operacyjny w wysokości 0,24 mln zł (wobec -0,81 mln zł) oraz wynik netto na poziomie -5,96 mln zł (wobec -3,04 mln zł). EBITDA grupy w I półroczu 2019 r. to 18,12 mln zł (przy 4,57 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego).

Wyniki finansowe GK RAFAMET w I półroczu 2019 roku

W I półroczu 2019 roku Grupa Kapitałowa RAFAMET uzyskała przychody ze sprzedaży w wysokości 47 mln złotych.

Zarząd Spółki, przekazując raport półroczny wskazuje, że analiza stanu realizacji kontraktowych i przedkontraktowych zadań produkcyjnych po 30 czerwca br. oraz ich wycena budżetowa (w oparciu o najlepszą wiedzę i doświadczenie Zarządu Emitenta) pozwalają przyjąć założenie, iż wyniki finansowe GK RAFAMET za cały rok 2019 będą dodatnie. – Dla naszej Spółki najodpowiedniejsza w ocenie wyników finansowych jest perspektywa roczna. Dla przykładu, jedną obrabiarkę do obróbki kół kolejowych produkujemy 7-8 do12 miesięcy (w zależności od typu maszyny) a nasze największe wielkogabarytowe obrabiarki karuzelowe wymagają 12-14 do 18 miesięcznego cyklu produkcyjnego. Dlatego też tego typu przedsięwzięcia produkcyjno – handlowe bardzo trudno jest równomiernie rozłożyć w czasie w korelacji do kosztów stałych ponoszonych miesięcznie przez firmę, niezależnie od realizowanej w danym okresie sprzedaży. W związku z tym, informacja, którą przekazaliśmy do wiadomości publicznej w formie korekty prognozy wyników finansowych za rok bieżący jest optymistyczna. Drugie półrocze br. a szczególnie czwarty kwartał roku (podobnie jak w latach ubiegłych) będzie dla RAFAMET S.A. oraz całej Grupy kapitałowej lepszy pod względem realizacji wyników finansowych od wykonania za pierwsze półrocze 2019 roku. Wskazuje na to m.in. informacja Spółki o jej wyborze na dostawcę 6 obrabiarek do linii naprawczo – regeneracyjnej kolejowych zestawów kołowych dla Intercity Remtrak Spółka z o.o., o wartości łącznej 18 mln złotych. Takie kontrakty dają podstawy do realizacji zapowiedzianych prognoz sprzedażowo – finansowych na ten rok – dodaje E. Longin Wons, Prezes Zarządu RAFAMET S.A. z Kuźni Raciborskiej.
***

Autor tekstu: Magdalena Matusik/Adventure Media

Zdjęcia: RAFAMET S.A.

Czekają nas trudne czasy: wzrost płacy minimalnej, zniesienie limitu 30-krotności składek ZUS, obowiązek płacenia składek na PPK

Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej
Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej

Budżet skarbu państwa na 2020 rok zakłada duże zmiany, dotyczące wynagrodzeń i składek z umów o pracę. Przewidywane reformy zakładają podniesienie pensji minimalnej do 2600 złotych brutto. Eksperci przewidują, że podwyższenie płacy minimalnej odbije się przede wszystkim na wydolności małych firm – działających w mniejszych ośrodkach i na rynku usługowym. Na przedsiębiorców spadną w przyszłym roku również kolejne koszty. Zatrudnianie pracowników z dużymi wynagrodzeniami wiązać się będzie z większymi składkami ZUS, gdy planowana reforma zniesie ograniczenia wielkości składek. To zmniejszy również zarobki dużej grupy pracowników – a mniej pieniędzy w ich kieszeni oznacza mniejszą siłą nabywczą, szczególnie w drugiej połowie roku. Dodajmy do tego obowiązek płacenia składek na Pracownicze Plany Kapitałowe, a przyszły rok może okazać się dużo cięższy dla małych przedsiębiorców, niż obecny.

– Zmiany mogą spowodować istotne przeobrażenia w strukturze tego, w jaki sposób wygląda u nas przedsiębiorczość. Preferowane będą większe firmy, dyskryminowane z kolei będą firmy małe. Skutkiem tego może być duża zmiana w sytuacji cenowej na polskim rynku – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej. – Dodatkowo, jeżeli faktycznie zniesiony zostanie limit trzydziestokrotności składki ZUS, to siła nabywcza dużej grupy konsumentów istotnie się zmniejszy. To będzie dosyć poważnie wpływało na rynek detaliczny. W połączeniu z kosztem składek na PPK, wprowadzone zmiany mogą zaważyć na tym, czy firmy będą mogły osiągnąć odpowiedni poziom rentowności, gwarantujący ich dalszy rozwój – ostrzega Soroczyński.

FinTechy bez dostępu do kont, mimo PSD2. Brak rozporządzeń od Ministerstwa

Od 14 września 2019 roku za sprawą Dyrektywy PSD2 banki udostępniają firmom zewnętrznym posiadającym odpowiednie licencje, tak zwanym TPP, dostęp do rachunków swoich klientów. Nowe usługi świadczone przez TPP miały zrewolucjonizować rynek fintech, niestety – na ten moment jedynie jeden fintech z siedzibą w Polsce może świadczyć usługi płatnicze polegające na dostępie do rachunku. Wszystkiemu winny jest brak przepisów. Tymczasem – na polskim rynku mogą działać konkurencyjne podmioty zarejestrowane np. w Wielkiej Brytanii czy na Litwie.

Dyrektywa PSD2 i przepisy polskiej ustawy o usługach płatniczych wymagają, aby TPP miał albo odpowiednie zezwolenie (status krajowej instytucji płatniczej), albo posiadał wpis do rejestru dostawców świadczących wyłącznie usługę dostępu do informacji o rachunku (tzw. rejestr AISP). Tymczasem w rejestrze dostawców usług płatniczych, prowadzonym przez Komisję Nadzoru Finansowego, figuruje dopiero jeden podmiot – wpisany przed kilkoma dniami. I nie jest to brak zainteresowania ze strony polskich przedsiębiorców – gdyż zainteresowanie nowymi usługami jest spore.

Ministerstwo Finansów wytyczne ma od dwóch lat, rozporządzenia nie ma do dziś

– Według naszej wiedzy tylko do maja do KNF wpłynęły co najmniej cztery wnioski o wpis do rejestru AISP. Klienci bardzo często zwracają się do nas o pomoc w reprezentowaniu ich przed KNF w tego typu postępowaniach. Niestety, na ten moment Komisja nie wydała żadnego zezwolenia, a do rejestru AISP dokonała tylko jeden wpis – nie czekając na rozporządzenie, które w tym przypadku stosuje się pośrednio. Brak podmiotów mogących inicjować płatności wynika z braku odpowiednich przepisów – wyjaśnia Tomasz Klecor, partner w Legal Geek, firmie prawniczej obsługującej spółki FinTech.

Choć formalnie to Komisja Nadzoru Finansowego odpowiada za wydawanie zezwoleń krajowym instytucjom płatniczym oraz dokonywanie wpisów do rejestru AISP, to w praktyce ma związane ręce. Przyczyną jest brak rozporządzenia Ministra Finansów w zakresie dokumentów składanych z takim wnioskiem. Co istotne – przepisy obligujące Ministra do wydania stosownego rozporządzenia funkcjonują od ponad roku, bo od 20 czerwca 2018 roku. Dodatkowo wydaje się, że Ministerstwo Finansów powinno mieć ułatwione zadanie – gdyż od 2017 roku funkcjonują wytyczne Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego określające… katalog dokumentów składanych przez TPP w celu uzyskania zezwolenia. Wydanie rozporządzenia powinno być więc formalnością, niestety prace nad nim trwają od grudnia zeszłego roku.

– Sytuacja jest trudna, gdyż zgodnie z ustawą o usługach płatniczych to Minister Finansów określa jakie wymogi ma spełniać wniosek o wydanie zezwolenia dla instytucji płatniczej, w tym zamierzającej świadczyć usługi oparte o dostęp do rachunku. Wobec braku stosownych przepisów trudno wymagać od KNF, aby rozpatrywała wnioski, co do których nie wiadomo co mają zawierać – wyjaśnia Tomasz Klecor.

Banki i ubezpieczyciele w Polsce niechętni

Starania o właściwą licencję dodatkowo komplikuje brak podmiotów chętnych do wydania gwarancji bankowej lub polisy ubezpieczeniowej, wymaganej np. od dostawcy świadczącego usługę dostępu do informacji o rachunku. Taka polisa lub gwarancja jest kluczowa, ale dopiero od niedawna funkcjonują przepisy pozwalające na ustalenie jej wysokości, a banki i towarzystwa ubezpieczeniowe są bardzo niechętne w podejmowaniu tematu.

– O ile tzw. „stare instytucje płatnicze”, czyli te które działały przed 2018 rokiem raczej nie mają problemów z gwarancjami bankowymi, o tyle nowym spółkom często trudno uzyskać jakiekolwiek gwarancje bankowe na znaczne kwoty. W przypadku polis ubezpieczeniowych jest jeszcze trudniej, także poza Polską. Dla przykładu znamy dostawców z Litwy, których ubezpiecza towarzystwo z Wielkiej Brytanii – mówi Klecor.

Czy biznes ucieknie za granicę?

O ile polskie spółki na dzień dzisiejszy mają mocno utrudnioną drogę do świadczenia usług opartych o dostęp do rachunku, o tyle problemu tego nie mają spółki zagraniczne.

Instytucje płatnicze z innych państw Unii Europejskiej – ze względu na ogólnoeuropejski charakter PSD2 – nie mają większego problemu, aby świadczyć usługi również w Polsce. Nie powinno więc dziwić, że również rodzime fintechy zaczęły rozważać inne rozwiązania. Szczególnie kusząca jest tzw. „opcja litewska” – czyli ubieganie się o licencje na Litwie. Tę drogę wybrał m.in. Kontomatik, który już jakiś czas temu założył tam spółkę i został instytucją płatniczą. Co ciekawe – kilka dni temu Kontomatik został AISPem w Polsce. Licencje litewskie mają również Revolut czy Google. Kolejne polskie instytucje płatnicze również rozważają takie rozwiązanie.

– Bank Litwy jest bardzo przyjazny dla podmiotów zagranicznych. Widzimy spore zainteresowanie takim rozwiązaniem. W niektórych przypadkach wprost proponujemy klientom zainteresowanym świadczeniem usług opartych o dostęp do rachunku, umiejscowienie siedziby w Wilnie i reprezentowanie ich właśnie przed Bankiem Litwy, jako najszybszą drogę do licencjonowanego fintechu. Tam nie wstrzymuje nas brak przepisów – dodaje Tomasz Klecor, partner w Legal Geek.

Impeachment Donalda Trumpa źródłem niepewności na rynkach

Od dłuższego czasu na rynkach finansowych panuje nerwowość. Sprawa wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej od kilku lat generuje nowe wyzwania dla inwestorów. W roku 2019 sprawa relacji handlowych na linii USA – Chiny dodatkowo rozgrzała emocje. Jednak w ubiegłym tygodniu powstał trzeci istotny czynnik niepokoju – została uruchomiona procedura impeachmentu wobec Donalda Trumpa.

Pretekstem dla uruchomienia wspomnianej procedury były doniesienia, że prezydent USA miał wpływać na prezydenta Ukrainy, by ten rozpoczął śledztwo przeciwko politycznemu rywalowi Trumpa – Joe Biden. Z doniesień medialnych wiadomo, że syn obecnie najbardziej prawdopodobnego kandydata Partii Demokratycznej na urząd prezydenta USA angażował się w interesy związane z wydobyciem gazu łupkowego na Ukrainie. Z kolei, ukraińska prasa wielokrotnie pisała o licznych nieprawidłowościach przy prowadzeniu tego biznesu. Jednak w tej chwili nic nie wiadomo czy Joe Biden lub jego syn Hunter byli zaangażowani w podejrzane transakcje. Dodatkowo procedura impeachmentu jest procesem długotrwałym, jednak już sama możliwość odwołania prezydenta USA wzbudza na rynkach niepokój.

Na koniec ubiegłego tygodnia GPW w Warszawie zanotowała lekki wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał na wartości 0,31%. Notowania największych spółek (tworzących index WIG20) zyskały 0,67%. Z kolei indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień z lekkim spadkiem: 0,77% dla sWIG80 oraz 0,59% dla mWIG40.

W nadchodzącym tygodniu uwaga inwestorów będzie skupiona na danych z USA. We wtorek (01.10.2019) poznamy indeks PMI dla przemysłu. W środę (02.10.2019) będziemy mieli okazje zapoznać się z raportem ADP oraz danymi o zapasach ropy. W czwartek (03.10.2019) poznamy odczyt indeksu ISM dla usług oraz dane dotyczące zamówień na dobra trwałe. Z kolei w piątek (04.10.2019) czeka nas cały wysyp wrażliwych danych z runku pracy USA. W ostatnim dniu roboczym nadchodzącego tygodnia poznamy dane o zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym, stopę bezrobocia, długość tygodnia pracy oraz dane o imporcie oraz exporcie towarów i usług. W Polsce nadchodzący tydzień zapowiada się nieco spokojniejszym jednak, we wtorek (01.10.2019) poznamy indeks PMI dla przemysłu oraz wstępne dane o inflacji CPI, a w środę (02.10.2019) z komunikatu po zakończeniu dwudniowego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej dowiemy się czy będą zmienione stopy procentowe.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Raport PGNiG: Unijne wymogi klimatyczne i wahania cen surowców wyzwaniem dla sektora energetycznego. Odpowiedzią są innowacje

Raport PGNiG: Unijne wymogi klimatyczne i wahania cen surowców wyzwaniem dla sektora energetycznego. Odpowiedzią są innowacje 1

Przedsiębiorstwa z sektora gazu, paliw i energii muszą w najbliższym czasie zmierzyć się z niestabilnymi cenami surowców na światowych rynkach i koniecznością ograniczania kosztów wydobycia. To jedne z głównych wyzwań, jakie stoją przed branżą – wynika z raportu PGNiG i PwC „W kierunku energii przyszłości”. Dodatkowe wymagania stawia również unijna polityka klimatyczna, dążąca do intensywnej dekarbonizacji i ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Te wyzwania motywują sektor do dużych inwestycji w innowacje. Modeli ich wdrażania jest wiele – od współpracy ze start-upami i jednostkami naukowymi po wykorzystanie własnego potencjału.

– Rola innowacji i ich znaczenie w rozwoju gospodarczym będą zależały od tego, jak bardzo ambitne cele redukcyjne w obszarze polityki klimatycznej czy energetycznej przyjmą politycy. Spodziewamy się wraz z zapowiedziami nowej przewodniczącej-elekt Komisji Europejskiej oraz części krajów UE, że ta polityka będzie bezprecedensowo ambitna, w związku z tym znaczenie innowacji będzie coraz większe – mówi agencji Newseria Biznes Aneta Wilmańska, dyrektor Przedstawicielstwa PGNiG w Brukseli oraz wiceprzewodnicząca EU Committee w ramach IOGP.

Jak ocenia, w związku z toczoną na globalnym poziomie dyskusją o dekarbonizacji i ograniczaniu emisji dwutlenku węgla na energetyce jest w tej chwili skupiona duża uwaga. Innowacje są dla sektora szansą na sprostanie wymogom klimatycznym, a w ich wdrażaniu przodują w tej chwili bardziej zamożne państwa Europy Zachodniej i Północnej.

 Tam już nie mówi się o przejściu z węgla na gaz ziemny, ale o gospodarce wodorowej i o tym, jak zagospodarować dwutlenek węgla – mówi Aneta Wilmańska. – W kolejnych dekadach ogromne ambicje klimatyczne dotyczące redukcji dwutlenku węgla będą mobilizowały wiele sektorów, nie tylko energetyczny, lecz także przemysł energochłonny czy rolnictwo do tego, żeby inwestować w nowe technologie, które będą zmniejszały presję naszej aktywności gospodarczej na środowisko.

Dużo mówi się o zmianach klimatycznych, transformacji energetycznej, ale chcielibyśmy od dyskusji przejść do konkretów. Przygotowaliśmy raport o roli innowacji w transformacji energetycznej sektora gazu, paliw i energii. Staraliśmy się zawrzeć w tym raporcie możliwie dużo przykładów, inspiracji, pokazać, jak inni radzą sobie z wyzwaniami transformacji energetycznej, jak mądrze używają do tego innowacji, jak wpinają nowe, nowoczesne technologie do swoich biznesów po to, żeby były one bardziej efektywne, żeby były w stanie nadążyć za liderami rynku – mówi Joanna Podgórska, dyrektor Departamentu Innowacji i Rozwoju Biznesu w PGNiG.

Wśród przykładów innowacji, jakie wymienia raport „W kierunku energii przyszłości”, są m.in. inteligentne systemy monitoringu i predykcji awarii, zastosowanie pojazdów bezzałogowych czy technologia wytwarzania wodoru z OZE w oparciu o metodę elektrolizy. Szczególnego znaczenia nabiera kompleksowa digitalizacja obszaru wydobycia i produkcji. W ostatnim czasie pojawiają się specjalne rozwiązania dla sektora typu Digital Oilfield, wykorzystywane przez największe koncerny w procesach produkcji gazu i ropy naftowej. „Cyfrowe złoże” – rozwiązanie wymyślone i stosowane przez PGNiG do zintegrowanego zarządzania złożem w celu optymalizacji działalności wydobywczej – plasuje pod tym względem polską firmę w światowej czołówce.

– Koncepcja ta łączy zarządzanie procesami biznesowymi z technologiami cyfrowymi na rzecz maksymalizacji wydajności, zmniejszenia kosztów i minimalizacji ogólnego ryzyka związanego z obszarem produkcji gazu oraz ropy naftowej. Rozwiązania typu Digital Oilfield to zastosowanie w praktyce koncepcji Przemysł 4.0. Termin ten integruje różnorodne technologie cyfrowe,  m.in. AI, IoT czy big data w celu kompleksowej automatyzacji produkcji oraz włączenia sztucznej inteligencji do procesu podejmowania decyzji – podkreślają w raporcie eksperci PwC i PGNiG.

Z raportu „W kierunku energii przyszłości” wynika, że w ciągu 5 lat globalny rynek rozwiązań typu Digital Olifield będzie wart ponad 30 mld dol., czyli o 26 proc. więcej niż obecnie.

Dla sektora poszukiwawczo-wydobywczego innowacje są stałym elementem aktywności. PGNiG ma największą w historii spółki alokację na innowacje i działalność badawczo-rozwojową. Nie wyobrażamy sobie funkcjonowania w kolejnych dekadach bez innowacji, bez usprawnienia aktywności poszukiwawczo-wydobywczej, które pozwolą m.in. obniżyć koszty dostarczania surowca lub zwiększać bezpieczeństwo naszych pracowników – podkreśla Aneta Wilmańska.

PGNiG zamierza do 2022 roku przeznaczyć na innowacje około 700 mln zł. Od ponad dwóch lat w PGNiG działa InnVento – pierwsze w Polsce centrum inkubacyjne dla start-upów pracujących nad rozwiązaniami dla sektora naftowego i energetycznego. Spółka jest też zaangażowana m.in. w rządowy program Poland Prize prowadzony we współpracy z Fundacją Startup Hub Poland. W ramach akceleracji do końca tego roku prawie 30 zagranicznych start-upów rozpocznie swoją działalność w Polsce, by pracować nad innowacjami w energetyce.

To nie są pierwsze tego typu doświadczenie PGNiG – wcześniej we współpracy z MIT EF Poland prowadziło ścieżkę akceleracyjną w kilku rundach innego rządowego programu pod nazwą Scale UP.

 Większość projektów realizujemy w tej chwili z jednostkami naukowymi, ale także z innymi, dojrzalszymi firmami innowacyjnymi, ponieważ stojące przed nami wyzwania są po prostu bardziej złożone. Mamy również grupę takich przedsięwzięć, które realizujemy ze start-upami. One nas inspirują do zmian, zmieniają nasz sposób myślenia – mówi Joanna Podgórska.

Jak podkreśla dyrektor Departamentu Innowacji i Rozwoju Biznesu w PGNiG, nie ma uniwersalnego przepisu na sukces i przedsiębiorstwa z branży gazu, paliw i energii, które wprowadzają do swojej działalności nowe technologie, każdorazowo muszą analizować swoją sytuację i wyzwania, z jakimi się mierzą, żeby znaleźć adekwatne rozwiązania.

 Jeśli problem jest w miarę łatwy, mamy na niego środki, warto zapytać start-upy, czy mają rozwiązanie. Jest bardzo dużo różnych modeli współpracy z nimi – to mogą być tzw. hackathony, challenge, konkursy, prezentacje typu pitch days. Jeśli mamy problem złożony, bardziej technologiczny, warto poprosić o pomoc w jego rozwiązaniu jednostki naukowe. Tam jest wielu mądrych ludzi, z szeroką wiedzą i oni potrafią pomóc. Dlatego zachęcam do tego, żeby dobierać źródła innowacji do danego problemu i sytuacji, w jakiej się znajdujemy. Najlepiej po prostu to wszystko miksować – mówi Joanna Podgórska.

Pełna treść raportu o innowacjach w sektorze gazu, paliw i energii na stronie: http://pgnig.pl/raport-innowacje-2019

Przy oddziałach ZUS powstaną stacje do ładowania elektrycznych aut. Docelowo PGE wybuduje ich około setki

Przy oddziałach ZUS powstaną stacje do ładowania elektrycznych aut. Docelowo PGE wybuduje ich około setki 2

Stworzenie sieci stacji ładowania samochodów elektrycznych przy oddziałach ZUS zakłada nawiązana właśnie współpraca z PGE Polską Grupą Energetyczną. W całej Polsce Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma 325 swoich jednostek terenowych. Dzięki temu, że nieodpłatnie użyczy lokalizacji do ładowarki dla elektryków, ich budowa będzie dużo tańsza, skróci się też czas potrzebny na realizację całej inwestycji. W pierwszym etapie PGE wybuduje 5–8 takich stacji, docelowo w całej Polsce może ich powstać nawet około setki.

– Mam nadzieję, że system wsparcia dla elektromobilności będzie powodował, że ona rzeczywiście będzie się rozwijać. W takim kierunku idziemy. Umowa zawarta między PGE a ZUS-em powinna być wskazówką dla innych instytucji państwowych, które zgodnie z ustawą są zobowiązane do tego, żeby uczestniczyć w rozwoju elektromobilności, mają nawet określone limity samochodów elektrycznych. To powoduje, że bariera psychologiczna jest powoli przełamywana – powiedział podczas podpisywania listu intencyjnego Krzysztof Tchórzewski, minister energii.

Elektromobilność to jeden z priorytetów obecnego rządu. Jej rozwój ma pobudzić innowacje i nowe technologie w polskim przemyśle, zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne, wpłynąć na PKB i nowe miejsca pracy, dać pozytywny impuls do rozwoju nauki, a przy tym ograniczyć problem smogu w polskich miastach. Jak wynika z raportu Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, do 2030 roku elektryfikacja polskiego transportu może się przyczynić do stworzenia około 50,8 tys. nowych miejsc pracy i wzrostu polskiej gospodarki o 0,3 proc.

Plan Rozwoju Elektromobilności zakłada, że w ciągu kilku nadchodzących lat znacząco zostanie rozwinięta infrastruktura do ładowania elektryków (około 400 punktów szybkiego ładowania samochodów i ok. 6 tys. publicznych punktów ładowania o normalnej mocy), a na ulicach polskich miast pojawi się ok. 1 tys. elektrobusów i ok. milion samochodów elektrycznych. Od początku tego roku obowiązuje też ustawa o elektromobilności, która kompleksowo reguluje ten sektor i wprowadza system zachęt dla nabywców zeroemisyjnych aut.

– Po wtorkowym szczycie ministrów energii w Brukseli muszę powiedzieć, że elektromobilność staje się coraz ważniejsza w ramach Unii Europejskiej – podkreśla Krzysztof Tchórzewski.

– W perspektywie kolejnej dekady czy dwóch elektryfikacja transportu to proces nieodwracalny, który wpisuje się w potrzeby zmian środowiskowych. Mówiąc wprost, mamy pewne obowiązki wynikające z przepisów, ale i nasze, wewnętrzne. Musimy zrewitalizować naszą flotę, a temu towarzyszyć musi rozbudowa sieci ładowania samochodów elektrycznych – mówi Mariusz Jedynak, członek zarządu ZUS.

Instytucja nawiązała właśnie współpracę z PGE Polską Grupą Energetyczną. Podpisany w ubiegłym tygodniu list intencyjny zakłada, że posiadacze samochodów elektrycznych będą mogli niedługo doładować je na stacjach zlokalizowanych przy oddziałach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych.

– Jesteśmy największą grupą energetyczną w Polsce i największym spośród firm tego sektora dostawcą stacji do ładowania samochodów elektrycznych. Dzięki współpracy z ZUS-em szybciej zrealizujemy program rozwoju elektromobilności. Obecnie jako Grupa posiadamy już prawie 60 punktów do ładowania samochodów elektrycznych. Współpraca z ZUS da nam możliwość równomiernego rozwoju na terenie całego kraju, tam, gdzie znajdują się placówki Zakładu Ubezpieczeń Społecznych – mówi agencji Newseria Biznes Paweł Śliwa, wiceprezes PGE ds. innowacji.

W pierwszym etapie projektu ma powstać od 5 do 8 stacji ładowania aut elektrycznych (zarówno standardowych, jak i szybkiego ładowania). Zostaną zlokalizowane w miejscach ogólnodostępnych, przy placówkach ZUS w różnych miastach. Dokładne lokalizacje zostaną wyznaczone przez specjalny zespół złożony z pracowników obu spółek.

– Mamy już wytypowanych 10 naszych placówek w 10 różnych miastach. Mówimy m.in. o Kielcach, Nowym Sączu, Tarnobrzegu, Tarnowie i Ostrołęce. Te lokalizacje są uwarunkowane potrzebami PGE, która ma już część swoich stacji w różnych miastach. Chodzi o to, aby nie powielać infrastruktury tam, gdzie ładowarki już istnieją, ale pokrywać białe punkty na mapie Polski, gdzie takich instalacji jeszcze nie ma. Wszystkie nasze placówki w dużych i mniejszych miastach oddajemy do dyspozycji – mówi Mariusz Jedynak.

Jak podkreśla, ZUS ma 325 swoich jednostek terenowych w całej Polsce. W ramach współpracy z PGE Polską Grupą Energetyczną może powstać docelowo nawet 100 ładowarek dla elektryków.

Dzięki temu, że ZUS użyczy lokalizacji pod stacje ładowania, ich budowa będzie dużo tańsza, skróci się też czas potrzebny na realizację całej inwestycji. Budową stacji zajmie się PGE Nowa Energia – spółka z Grupy PGE, która ma już doświadczenie w roli inwestora i operatora infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych.

– Obie instytucje będą mogły też korzystać ze stacji ładowania do zasilania własnej floty samochodów elektrycznych – mówi Paweł Śliwa.

Z Jednolitego Systemu Antyplagiatowego korzysta już 90 proc. uczelni. 8 proc. prac dyplomowych może być podejrzanych o plagiat

Z Jednolitego Systemu Antyplagiatowego korzysta już 90 proc. uczelni. 8 proc. prac dyplomowych może być podejrzanych o plagiat 3

Prawie 8 proc. prac dyplomowych studentów przebadanych w Jednolitym Systemie Antyplagiatowym w 2019 roku przekroczyło domyślny próg ostrzegawczy, który oznacza, że co najmniej 40 proc. zawartości tekstu jest podobne do innych tekstów z baz porównawczych. 2,5 proc. prac przekroczyło z kolei próg alarmowy. Uczelnie zgodnie z prawem od 2019 roku mają obowiązek weryfikowania prac dyplomowych i doktorskich za pomocą publicznego systemu JSA, który wykrywa nie tylko lustrzane zapożyczenia czy klony innych prac, lecz także m.in. manipulacje tekstem.

– W tym roku już co najmniej 90 proc. uczelni skorzystało z Jednolitego Systemu Antyplagiatowego. W październiku i listopadzie odbędą się kolejne obrony, dlatego zakładamy, że na koniec roku 100 proc. uczelni prowadzących obrony wykorzysta system JSA do weryfikacji prac. Korzystanie z JSA wynika z zapisów ustawy, która obowiązuje każdą uczelnię do weryfikacji pracy dyplomowej w tym systemie. Uczelnie, jeśli chcą, oczywiście mogą dodatkowo korzystać z innych, komercyjnych systemów antyplagiatowych dostępnych na rynku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr inż. Marek Kozłowski, kierownik Laboratorium Inżynierii Lingwistycznej Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego, który stworzył JSA.

JSA został udostępniony bezpłatnie wszystkim uczelniom i instytutom w Polsce. Służy do sprawdzania pod kątem plagiatu prac dyplomowych składanych do obrony – weryfikuje ich podobieństwo do innych tekstów i opracowań. Nowe narzędzie ma przede wszystkim podnieść poziom oryginalności prac dyplomowych, który jest jednym z głównych wskaźników jakości nauczania.

– Stworzyliśmy system informatyczny dla całej Polski, który pozwala systemowo walczyć z nadużyciami określanymi jako plagiat. Dziś ok. 8 proc. prac dyplomowych może nosić takie znamiona. Wśród nich są jawne plagiaty, ale i prace, które mają bardzo podobny temat do innych opracowań, choć nie muszą być plagiatami. Domyślny próg ostrzegawczy, w którym min. 40 proc. tekstu jest podobne do prac z baz referencyjnych, przekroczyło 8 proc. prac. Natomiast próg alarmowy, który domyślnie przekracza praca podobna do innej w 70 proc., przekroczyło 2,5 proc. prac – mówi dr inż. Marek Kozłowski.

Jak podkreślają twórcy Jednolitego Systemu Antyplagiatowego, progi ostrzegawcze i alarmowe nie przesądzają o tym, czy dana praca jest plagiatem. Służą jedynie jako narzędzie wspierające promotora pracy w jej weryfikacji. Na raport z wynikiem badania antyplagiatowego, który generuje system, promotor musi zaczekać ok. 4–5 minut.

– Promotorzy weryfikują w systemie prace studentów, dostają raporty, przeglądają je i akceptują ich wyniki. Jeżeli analiza raportu nie wzbudza w nich niepokoju pod kątem naruszenia praw autorskich, mogą dopuścić studenta do obrony pracy dyplomowej. Często traktują raporty jako punkt wyjścia do pogłębionego sprawdzenia oryginalności danej pracy – mówi dr inż. Marek Kozłowski.

JSA porównuje prace dyplomowe z setkami milionów dokumentów znajdujących się w bazach porównawczych: Ogólnopolskim Repozytorium Pisemnych Prac Dyplomowych (zawiera ponad 3 mln prac dyplomowych w kilku językach, zbieranych od 2009 roku), bazie NEKST (ok. 880 mln stron internetowych z polskich domen internetowych), Wikipedii w sześciu różnych wersjach językowych oraz dwóch zbiorach aktów prawnych (m.in. treści ustaw, orzeczenia Trybunału Konstytucyjnego i sądów).

– Na obecną chwilę zweryfikowaliśmy już ponad 300 tys. prac dyplomowych, a baza referencyjna, z którą je porównujemy, zawiera ok. 40 TB danych –mówi dr inż. Marek Kozłowski. – Pracujemy też nad tym, aby rozszerzyć bazy referencyjne jeszcze o dodatkowe publikacje naukowe i anglojęzyczny internet poprzez wyszukiwarkę Bing.

Jak podkreśla dr inż. Kozłowski, JSA jest ciągle rozwijany pod kątem potrzeb użytkowników. Baza dokumentów, z którą będą porównywane prace dyplomowe, ma się niedługo poszerzyć. Obejmie nie tylko dane zaindeksowane przez wyszukiwarkę Bing, lecz także m.in. publikacje naukowe Open Access.

– Chcemy te bazy referencyjne sukcesywnie rozszerzać i różnicować rodzaj dokumentów. W planach mamy m.in. zbieranie prac semestralnych i zaliczeniowych ze studiów, ponieważ chcemy weryfikować również to, czy dana praca nie jest na przykład zapożyczeniem pracy semestralnej innego studenta – mówi dr inż. Marek Kozłowski.

Publiczny system antyplagiatowy wykrywa nie tylko klony prac i zapożyczenia lustrzane fragmentów tekstów. Potrafi wyłapać również dłuższe fragmenty podobne semantycznie oraz manipulacje w tekście, takie jak np. zmiana szyku wyrazów lub zdań w akapicie czy dzielenie wyrazów mikrospacjami.

– Kluczem jest baza referencyjna, w której system próbuje znaleźć fragmenty podobne do zawartości badanej pracy. Weryfikuje ją z innymi dokumentami, zaznaczając te fragmenty, które są podobne do siebie pod względem użytych wyrażeń czy tematyki. Skupia się przy tym na wykrywaniu dłuższych fragmentów, czyli wykrywa nie tylko idealne kopie, lecz także potencjalne nadużycia typu parafraza, zmiana szyku zdań lub słów. Jeżeli ktoś przekopiował dwa akapity z innej pracy i dodał kilka swoich zdań, kilka słów usunął i zastąpił je swoimi, my dalej jesteśmy w stanie tego rodzaju nadużycia wykryć – mówi dr inż. Marek Kozłowski.

By ułatwić wprowadzenie nowego systemu na uczelniach, OPI PIB uruchomił helpdesk, skąd specjaliści na bieżąco wspierają użytkowników w poruszaniu się po systemie. Instytut udostępnił też do powszechnego użytku kursy internetowe i filmy instruktażowe. Tylko do maja trenerzy OPI PIB przeszkolili ponad 11 tys. osób w całej Polsce w zakresie obsługi systemu.

– Przechodzimy od ograniczonej do pełnej skali weryfikacji prac dyplomowych. Jeszcze w 2016 roku tylko ok. 30–40 proc. bronionych prac było weryfikowanych jakimkolwiek narzędziem informatycznym. Każda uczelnia tworzyła albo kupowała swoje narzędzia, które różniły się chociażby bazą referencyjną. Mnóstwo prac w ogóle nie było weryfikowanych, a ocena ich oryginalności opierała się tylko na intuicji promotora. Teraz zgodnie z zapisami ustawy 100 proc. bronionych prac dyplomowych będzie weryfikowanych jednym, powszechnym narzędziem antyplagiatowym – podkreśla dr inż. Marek Kozłowski.

Prof. E. Mączyńska: Polska powinna brać przykład ze Skandynawii. To pomoże minimalizować skutki osłabienia gospodarczego

Prof. E. Mączyńska: Polska powinna brać przykład ze Skandynawii. To pomoże minimalizować skutki osłabienia gospodarczego 4

Spowolnienie gospodarcze staje się faktem mimo wciąż szybkiego rozwoju Polski, zawdzięczanego głównie konsumpcji. Słabe wskazania przemysłu, również nad Wisłą, pobudzanie rozwoju poprzez cięcia stóp procentowych przez banki centralne czy kłopoty niemieckich przedsiębiorców powoli przełożą się na zmniejszanie dynamiki wzrostu gospodarki. Według prof. Elżbiety Mączyńskiej, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, przed wpływem słabszej koniunktury mogłoby Polskę ochronić zastosowanie skandynawskiego modelu rozwoju społecznego i ekologicznego.

Nie można utożsamiać kryzysu z recesją ani ze spadkiem wzrostu gospodarczego. To, z czym zderza się obecnie globalna gospodarka, to wyraźne spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego, czyli wzrastamy, ale wolniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego. – W gospodarce rynkowej cykliczność jest naturalnym zjawiskiem, więc po dobrym okresie można się spodziewać osłabienia. Widać je już w wielu krajach, które podejmują decyzje mające zapobiec temu osłabianiu się koniunktury. Robią to m.in. Chińczycy i Niemcy.

Polska gospodarka, choć jest jedną z najszybciej rozwijających się w Europie, zwalnia tempo. W II kwartale urosła o 4,4 proc. w ujęciu rocznym, co jest najsłabszym wynikiem od dwóch lat. Wskaźnik PMI dla przemysłu dziesiąty miesiąc z rzędu wskazywał na kurczenie się sektora, a prognozy przedsiębiorców odnośnie do nadchodzących 12 miesięcy były najsłabsze od wielu lat, choć wynik był nieco lepszy niż w poprzednich trzech miesiącach. Produkcja przedsiębiorstw przemysłowych w sierpniu spadła o 1,3 proc., choć spodziewano się wzrostu o 1,7 proc. W strefie euro PKB w II kwartale zwiększyło się tylko o 1,2 proc., a amerykański Fed stymuluje gospodarkę, obniżając stopy procentowe. Także w Polsce na wrześniowym posiedzeniu padł wniosek o obniżkę stóp, ale został odrzucony.

To, czy i w jakim stopniu dosięgnie nas to osłabienie wzrostu gospodarczego, będzie zależało w dużej mierze od jakości polityki społeczno-gospodarczej. My mieliśmy szczęście w 2008 roku, kiedy kryzys światowy lekko nas dotknął, ale z pewnym opóźnieniem. Wtedy mamy czas, żeby się na niekorzystne zjawiska lepiej przygotować – przypomina prof. Elżbieta Mączyńska. – Moim zdaniem taka sytuacja będzie i tym razem. My już mamy w stosunku do innych krajów europejskich wyprzedzenie, jeśli chodzi o tempo wzrostu, a to ściśle wiąże się z naszą sytuacją – społeczeństwa i państwa. Jeżeli następuje wzrost gospodarczy, to mamy także wzrost wpływów do budżetu państwa, a to umożliwia państwu zwiększanie wydatków. To z kolei umożliwia zapobieganie kryzysowi.

Według wstępnych danych wskaźnik nastrojów menedżerów logistyki w niemieckim przemyśle w sierpniu 2019 roku spadł do poziomu najniższego od przeszło 10 lat i wyniósł tylko 41,4 pkt wobec oczekiwanych 44 pkt. Tymczasem niemiecka gospodarka odpowiada za 27,3 proc. polskiego eksportu (dane za styczeń–lipiec 2019 roku). I choć to o 0,8 pkt proc. mniej niż rok wcześniej, bo polscy eksporterzy nauczyli się reagować elastycznie i szukają nowych rynków zbytu, to spadek zamówień zza Odry wciąż przekłada się na osłabienie kondycji polskiego przemysłu.

Nie znaczy to, że przed osłabieniem koniunktury nie można się bronić, by złagodzić jego skutki. Jako przykład ekonomistka podaje kraje skandynawskie, które potrafiły połączyć dbałość o postęp społeczny i ekologiczny z postępem gospodarczym.

Model skandynawski powinien nas bardzo interesować. Skandynawowie stosowali te zasady zharmonizowanego wzrostu wtedy, kiedy byli jeszcze biedniejsi od nas i to właśnie zaowocowało – przekonuje prof. Elżbieta Mączyńska. – Bez tego jakość życia, nawet przy wzroście gospodarczym, może się pogarszać. Co z tego, że będzie wzrost gospodarczy, jeżeli sytuacja zdrowotna społeczeństwa będzie się pogarszała albo będzie nas dusił smog? Jeżeli nie zadbamy o to, to będziemy mieli takie zjawiska, jakie mamy w sferze demografii, czyli wyludnianie się Polski. To jest wynik wieloletnich zaniedbań polityki społecznej, rodzinnej, które cechowały właściwie prawie cały okres transformacji.

Na bezdech senny cierpi 2,5 mln Polaków. Tylko niewielki odsetek ma zdiagnozowaną chorobę

Na bezdech senny cierpi 2,5 mln Polaków. Tylko niewielki odsetek ma zdiagnozowaną chorobę 5

Bezdech senny to najczęstsze zaburzenie snu. W Polsce dotyka on ok. 2–2,5 mln osób, ale większość może nie być tego świadoma. Brak odpowiedniego snu może działać na organizm podobnie jak spożyty alkohol. Bezdech senny może stanowić pośrednią przyczynę aż 30 proc. wypadków drogowych. Największym problemem jest zdiagnozowanie pacjentów. Tylko ok. 25–30 proc. wie, że cierpi na bezdech senny. Na rynku jest już dostępnych coraz więcej rozwiązań, które pomagają w terapii zaburzeń.

– Nawet 50–60 proc. populacji ma jakiś problem związany ze snem. Nie wysypiamy się wystarczająco, większość osób śpi poniżej 7 godzin na dobę, czyli zaciąga dług senny, ale są to też problemy bardziej złożone, typu bezsenność, insomnie, parasomnie i bezdech senny – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Grzybowski, dyrektor Działu Zaburzeń Snu i Oddychania w krajach Europy Środkowo-Wschodniej w Philips.

Narodowa Fundacja Snu podaje, że blisko połowa populacji na świecie cierpi na jakieś zaburzenie snu. Według innych szacunków problem dotyka ponad 60 proc. społeczeństwa. Łącznie jest ponad 100 różnych zaburzeń snu – wszystkie nieleczone mogą powodować problemy z koncentracją i pamięcią, obniżając jakość życia.

– Zbyt mała ilość lub niska jakość snu prowadzą do zaburzeń funkcji poznawczych, koncentracji, a następnie do problemów zdrowotnych – zawałów, nadciśnienia czy cukrzycy. Sen jest zatem ważny dla naszego ogólnego stanu zdrowia. Największy problem stanowi fakt, że ludzie śpią zbyt krótko. Ok. 40 proc. populacji, choć ten odsetek może być jeszcze większy, co noc śpi krócej niż 7 godzin – tłumaczy dr David White, dyrektor ds. medycznych w Philips Sleep and Respiratory Care podczas międzynarodowych targów IFA w Berlinie.

Jednym z częstych zaburzeń i wciąż niedocenianych pod kątem wpływu na jakość życia jest bezdech senny. W USA schorzenie to dotyczy 24 proc. mężczyzn i 9 proc. kobiet. W krajach wysoko uprzemysłowionych szacuje się, że na bezdech senny cierpi 10–26 proc. populacji. Prawdopodobieństwo choroby rośnie wraz z otyłością i niezdrowym trybem życia.

 W Polsce na bezdech senny cierpi około 2–2,5 mln osób – ocenia Michał Grzybowski.

Bezdech senny może prowadzić do zaburzeń rytmu serca, nadciśnienia, a nawet udaru mózgu czy cukrzycy. Chorzy narzekają też na zmęczenie i problemy z koncentracją. Co więcej, obturacyjny bezdech senny zwiększa ryzyko wypadków drogowych nawet siedmiokrotnie. Może on być pośrednia przyczyną ok. 30 proc. wypadków drogowych.

– Osobom cierpiącym na bezdech senny zdarza się po prostu zasnąć podczas wykonywania rutynowych czynności w ciągu dnia. To może być na spotkaniu, za kierownicą na światłach, w bardzo różnych sytuacjach i może się okazać bardzo niebezpieczne – przekonuje Michał Grzybowski.

Brak odpowiedniego snu może działać na organizm podobnie jak spożyty alkohol. Osłabienie funkcji poznawczych wywołane 24-godzinnym brakiem snu jest porównywalne z tym, które występuje przy poziomie 1 promila alkoholu we krwi.

 W przypadku obturacyjnego bezdechu sennego największy problem stanowi zdiagnozowanie pacjentów. Tylko ok. 25–30 proc. pacjentów cierpiących na tę przypadłość zostało zdiagnozowanych. Sama diagnoza nie stanowi problemu – problemem jest nakłonienie ludzi, aby zgłosili się do lekarza – przekonuje dr David White.

Diagnostyka jest bardzo prosta. Wszelkie nieprawidłowości w rytmie oddechu wykazuje polisomnografia. Badanie można wykonać też w domu.

Polisomnografia po jednej nocy jest w stanie powiedzieć lekarzowi prowadzącemu, jaka jest skala bezdechu u pacjenta – mówi Michał Grzybowski. – W Polsce mamy kilkadziesiąt laboratoriów snu, które przeprowadzają badania stacjonarnie bądź w domu pacjenta. Wystarczy się do takiego laboratorium zgłosić. Na stronie philips.pl/bezdech znajduje się pełna lista takich placówek według województw, tak żeby łatwo było dotrzeć do specjalisty.

Do leczenia obturacyjnego bezdechu sennego stosuje się m.in terapię CPAP, opierającą się na metodzie wspomagania oddychania. Niektórzy pacjenci mają jednak problemy z jej stosowaniem, co jest jej słabą stroną. Istnieją również inne terapie, urządzenia do stosowania doustnego. Stosowane są również zabiegi chirurgiczne lub urządzenia stymulujące. Istnieje więc sporo metod radzenia sobie z tym schorzeniem. Ważne jest jednak szerzenie wiedzy i informowanie opinii publicznej o dostępnych opcjach, nakłaniając w ten sposób ludzi do wizyt u lekarza i rozpoczęcia leczenia. To obecnie stanowi największe wyzwanie – mówi dr David White.

Jak podkreślają eksperci, problem zaburzeń snu wciąż jest słabo zagospodarowany, ale na rynku pojawia się coraz więcej innowacyjnych rozwiązań, które ułatwiają życie osobom niewysypiającym się. Philips prowadzi w tym zakresie badania od ponad 11 lat.

Jak zapewnia ekspert, już wkrótce będzie można leczyć schorzenia snu w zależności od rodzaju zaburzeń i jego przyczyn.

 Philips pracuje nad metodologią cyfrowej diagnozy zaburzeń snu, która w niedalekiej przyszłości pozwoli na potwierdzenie występowania zaburzenia oraz określenie jego rodzaju. Pozwoli to na opracowanie metod leczenia najczęściej występujących przypadłości, przy czym niektóre będą mogły być leczone przy zastosowaniu wyłącznie rozwiązań cyfrowych, inne zaś będą wymagały dodatkowo udziału lekarza – zapowiada dr David White.

Cyberprzestępczość coraz groźniejszym narzędziem walki politycznej. W walce ze zjawiskiem niezbędna jest ścisła współpraca państw

Cyberprzestępczość coraz groźniejszym narzędziem walki politycznej. W walce ze zjawiskiem niezbędna jest ścisła współpraca państw 6

Ataki cybernetyczne stanowią coraz częściej narzędzie w walce politycznej. Rosyjscy i chińscy hakerzy za cel ataku stawiają sobie m.in. krajowych dostawców energii w USA, Unii Europejskiej czy na Ukrainie, paraliżując ich działanie oraz dążąc do wywołania fizycznych uszkodzeń w infrastrukturze. Skutki ich działań przynoszą światowej gospodarce straty sięgające 0,8 proc. PKB. Zdaniem ekspertów wysiłki państw w walce ze zjawiskiem cyberprzestępczości powinny się skupić na wspólnych działaniach w obrębie sojuszy. 

– Cyberbezpieczeństwo zostało uznane za priorytet z punktu widzenia powstania i zabezpieczenia jednolitego rynku cyfrowego. Rozwój rynku nowoczesnych usług dla obywateli, bez których nie może funkcjonować i rozwijać się gospodarka europejska, trudno wyobrazić sobie bez podejmowania działań w zakresie cyberbezpieczeństwa w celu zabezpieczenia jednolitego rynku – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Robert Kośla, dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w Ministerstwie Cyfryzacji.

Według analityków z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) i McAfee cyberbezpieczeństwo jest trzecim co do wielkości w skali globalnej zagrożeniem przestępczym, za korupcją i handlem narkotykami.

Bezpieczeństwo cybernetyczne było jednym z ważniejszych tematów tegorocznego Forum Ekonomicznego, które odbyło się na początku września w Krynicy. Poświęcone tej tematyce były dwa dni dyskusji w ramach Forum Cyberbezpieczeństwa, podczas którego wysunięty został postulat tworzenia między państwami nie tylko sojuszy wojskowych i politycznych, lecz także technologicznych. Jeden z nich – według przedstawicieli Ministerstwa Cyfryzacji – mógłby konsolidować wysiłki państw Grupy Wyszehradzkiej lub Trójmorza. Mógłby on stanowić ważne wsparcie dla inicjatyw podejmowanych globalnie, w ramach Unii Europejskiej.

– Jedna taka inicjatywa to wejście w życie dyrektywy o bezpieczeństwie sieci i informacji, dyrektywy NIS. W Polsce weszła ona w ubiegłym roku wraz z ustawą o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa. Kolejnym aktem jest akt o cyberbezpieczeństwie. Ten akt przede wszystkim wzmacnia Europejską Agencję Bezpieczeństwa Sieci i jej rolę operacyjną, a także buduje europejski system badań i certyfikacji, w którym Polska weźmie aktywny udział –zapowiada Robert Kośla.

Tymczasem cyberprzestępczość jest coraz większym problemem, postrzeganym jako zagrożenie zarówno dla obywateli, jak i administracji państwowej. Źródła i cele ataków mogą natomiast świadczyć o ich politycznym charakterze.

Przykładem może być sprawa z grudnia 2016 roku, kiedy to rosyjscy hakerzy tuż przed świętami Bożego Narodzenia zaatakowali serwery ukraińskiego operatora Ukrenergo. W rezultacie przez około godzinę znaczna część mieszkańców Kijowa była pozbawiona dostępu do energii elektrycznej. W połowie sierpnia 2019 roku amerykańska firma Dragos specjalizująca się w cyberbezpieczeństwie opublikowała wyniki najnowszej analizy tego przypadku. Analitycy odkryli, że hakerzy dążyli do wyrządzenia w systemie Ukrenergo fizycznych szkód, które miały spowodować odcięcie Kijowa od energii nawet na kilka tygodni, a przy tym zagrażały życiu operatorów.

– Od 2018 roku widać bardzo aktywne działania państw członkowskich Unii Europejskiej w zakresie atrybucji ataków, czyli wskazania miejsc, z których prowadzone są ataki na infrastrukturę znajdującą się w Unii Europejskiej, zarówno organizacje o charakterze politycznym, jak i przedsiębiorstwa czy kluczowe firmy dla jednolitego rynku cyfrowego. Ta atrybucja pokazała, że największa liczba ataków ukierunkowanych, również ze wskazaniem grup, które stoją za tymi atakami, pochodzi z Chin i Federacji Rosyjskiej – mówi Robert Kośla.

Analitycy z Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych (CSIS) oraz McAfee twierdzą, że roczne straty światowej gospodarki ponoszone w wyniku cyberprzestępczości sięgają 600 mld dol., co stanowi 0,8 proc. globalnego PKB.

Dzięki polskim naukowcom smartfon naładujemy podczas spaceru. Wszystko dzięki ruchowi i hybrydowej tkaninie

Dzięki polskim naukowcom smartfon naładujemy podczas spaceru. Wszystko dzięki ruchowi i hybrydowej tkaninie 7

Smartfony można już naładować światłem, wodą, wiatrem i ciepłem. Urządzenie mobilne naładuje też rower, piłka czy inteligentna torba. Polacy opracowali zaś tekstylną ładowarkę. Pozwala ładować smartfon lub tablet za pomocą ruchu ciała np. podczas biegu. Nitka hybrydowa do indukcji elektromagnetycznej oraz wszyty w innej części ubrania magnes stały przemieszczają się względem siebie ruchem wahadłowym, co powoduje indukcję prądu elektrycznego.

– Tekstylna ładowarka jest tkaniną wykonaną z nitki hybrydowej zbudowanej na bazie stali i nitki miedzianej. Służy do podtrzymywania ładowania lekkich urządzeń elektronicznych, np. smartfonów albo czujników, które nie wymagają dużego zasobu energii – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje prof. Katarzyna Grabowska, dziekan Wydziału Technologii Materiałowych i Wzornictwa Tekstyliów Politechniki Łódzkiej.

Do ładowania smartfonów i tabletów służą już nie tylko zwykłe ładowarki. Do tego celu mogą też służyć turbiny ręczne połączone z funkcją radia, urządzenia termoelektryczne, które zamieniają ciepło w elektryczność, drzewka bonsai ładujące smartfony za pomocą światła czy ładowarki solarne, które można stosować np. w samolocie. Istnieją też już przenośne ładowarki, które do pracy potrzebują tylko wody. Smartfony naładują też rowery, specjalne ładowarki słoneczne dla sportowców i osób wspinających się po górach. Z kolei innowacyjna piłka nożna przechowuje energię po grze i może służyć do ładowania smartfona i tabletu. Na rynku są też dostępne inteligentne torebki i plecaki z systemem ładowania.

Zespół Politechniki Łódzkiej opracował natomiast tekstylną ładowarkę, dzięki której smartfon naładujemy, nosząc ubranie wykonane z hybrydowej tkaniny.

– Bazą do tekstylnej ładowarki jest nitka hybrydowa – na rdzeniu, którym jest nitka stalowa, owinięta jest nitka miedziana. W ten sposób tworzy obwód elektryczny zbudowany z nieskończonych solenoidów owiniętych na ferromagnetyku. Wykorzystujemy zasadę Faradaya i Maxwella, że tego rodzaju obwód elektryczny wprowadzony do zmiennego pola elektromagnetycznego powoduje indukcję siły elektromotorycznej, tzn. prądu w nitce miedzianej i naprzemienne magnesowanie się nitki stalowej. Możemy pozyskiwać z różnych źródeł energię pola elektromagnetycznego i zamieniać ją na prąd – tłumaczy prof. Grabowska.

Energia jest wytwarzana przez ruch. Dzięki przemieszczaniu się ruchem wahadłowym względem siebie magnesu i nitki, nawet przy codziennych czynnościach, takich jak spacer,  zostaje indukowany prąd elektryczny, który przetworzony przez miniaturowy przetwornik może zasilać urządzenia mobilne.

– Wyobrażam sobie, że będzie fragment odzieży jakiejś firmy, która będzie szyła odzież dla sportowców i w jednym fragmencie tej odzieży zostanie zamontowany pasek z tej tkaniny. To może być też gadżet, pasek, który będziemy mogli kupić w sklepie. Jest to o tyle rewolucyjne, że w ten sposób stosujemy materiały, które są przyjazne dla człowieka do wytwarzania energii elektrycznej – przekonuje ekspertka.

Początkowo zespół Uniwersytetu Łódzkiego pracował nad materiałem, który mógłby chronić przed promieniowaniem robotników na masztach energetycznych. Dodatkowo tkanina na skutek oporu elektromagnetycznego utrzymywałaby również ciepło. W trakcie prac okazało się, że materiał może pełnić znacznie więcej funkcji. Produkowana energia nie jest bardzo duża, ale wystarcza do podtrzymania żywotności baterii i jej ładowania. Docelowo nie będzie potrzebny żaden kabel.

– Dążymy do tego, żeby ładowanie odbywało się bezprzewodowo. Natomiast na obecnym etapie prac przewód jest konieczny – zaznacza prof. Katarzyna Grabowska.

Przedstawiciele łódzkiej uczelni otrzymali środki na promocję tekstylnej ładowarki. Trwają też rozmowy z firmami, które są zainteresowane wdrożeniem pomysłu. Według zapowiedzi zespołu tekstylna ładowarka będzie nie tylko ekologiczna i znacznie bezpieczniejsza dla użytkownika, lecz także w podobnej cenie, co dostępne na rynku powerbanki.

–Technologia dotycząca tekstylnej ładowarki jest na etapie przedwdrożeniowym. W wyniku badań podstawowych, które były przeprowadzone przez panią prof. Grabowską w skali laboratoryjnej ten produkt działa i będzie spełniał swoją rolę, czyli ładował urządzenia mobilne jak smartfony czy tablet. Teraz wszystko zależy od inwestora. Od firmy, z którą nawiążemy współpracę tak, żeby doprowadzić do wdrożenia, żeby sprawdzić to w środowisku rzeczywistym – zapowiada dr Monika Malinowska-Olszowy, prodziekan ds. kształcenia Wydziału Technologii Materiałowych i Wzornictwa Tekstyliów Politechniki Łódzkiej.

Tekstylna ładowarka powinna się pojawić na rynku w ciągu roku.

Technologie siłą napędową biznesu

Nowe technologie stały się główną siłą napędową rozwoju przedsiębiorstw. Rewolucja cyfrowa w biznesie zatacza coraz szersze kręgi niemal w każdym obszarze działalności – obsłudze klienta, komunikacji czy sprzedaży. Wdrażanie innowacji takich jak internet rzeczy czy big data zwiększa możliwości, ale też rodzi nowe wyzwania związane z cyberbezpieczeństwem i ochroną danych. Nie można tego bagatelizować, tym bardziej że stawką jest budowany przez lata sukces, zaufanie klientów i reputacja firmy.

Badanie PARP „Monitoring innowacyjności polskich przedsiębiorstw” wskazuje, że postęp technologiczny jest jednym z najważniejszych czynników zewnętrznych mających pozytywny wpływ na rozwój przedsiębiorstw. Firmy sięgają po nowe technologie w odpowiedzi na potrzeby usprawnień oraz zwiększania efektywności procesów biznesowych. Wykorzystanie innowacji w działalności przedsiębiorstw przekłada się m.in. na lepsze wyniki finansowe i wzrost konkurencyjności.

Kluczowe jest, aby cyfryzacja szła w parze z bezpieczeństwem. Szczególnie że owe technologie pomagają firmom być bliżej klientów oraz partnerów biznesowych. Dzięki urządzeniom mobilnym możliwa jest szybka wymiana informacji, a także np. zdalne zawieranie umów w dowolnym miejscu z dostępem do internetu. -Stanisław Socha, Specjalista ds. Współpracy z Klientami Biznesowymi, Cyfrowe Centrum Serwisowe S.A., dystrybutor telefonów BlackBerry.

Jak pokazują wyniki badania „Smartfon w firmie. Bezpieczeństwo danych w telefonach służbowych” ryzyko związane z brakiem odpowiedniej ochrony danych w telefonach służbowych jest na tyle realne, że blisko co 5. użytkownik spotkał się bezpośrednio lub w swoim otoczeniu z tego typu zagrożeniami. Najczęściej było to zagubienie urządzenia (41%), przejęcie kontroli nad kontami w mediach społecznościowych (38%), pozostawienie bez nadzoru, np. w miejscu publicznym (36%) oraz kradzież urządzenia (35%)[1].

(Nie)bezpieczne urządzenia mobilne

Wykorzystanie w biznesie urządzeń mobilnych wymaga odpowiedniego przygotowania zarówno ze strony firmy, jak i samych pracowników.

Z naszych badań wynika, że firmowe urządzenia w większości przypadków posiadają podstawowe zabezpieczenia chroniące dane i prywatność. Najczęściej jest to automatyczna blokada telefonu po określonym czasie nieużytkowania oraz uwierzytelnianie przy każdej próbie odblokowania, a także szyfrowanie pamięci wbudowanej i karty SD. Coraz częściej jednak właściciele firm podchodzą do kwestii bezpieczeństwa telefonów służbowych z większym zrozumieniem potencjalnych zagrożeń i możliwych konsekwencji
— powiedział Stanisław Socha.

Systematyczne aktualizacje systemu operacyjnego, instalowanie oprogramowania antywirusowego i zapór sieciowych oraz zabezpieczanie urządzeń hasłem, pozwala zminimalizować ryzyko. W kwestii ochrony danych warto jednak postawić na profesjonalne rozwiązania. Najlepsze telefony dla biznesu oprócz wielu użytecznych funkcji oferują szereg udoskonaleń – od aplikacji monitorującej poziom ochrony, przez łatki bezpieczeństwa, zmiany w systemie oraz jego jądrze czy mechanizmy szyfrowania pamięci aż po specjalne zabezpieczenia w warstwie sprzętowej. Producenci zapewniają bieżące wsparcie zespołu ekspertów i najskuteczniejszą dystrybucję aktualizacji krytycznych.

[1] Badanie „Smartfon w firmie. Bezpieczeństwo danych w telefonach służbowych” przeprowadzone na przełomie kwietnia i maja 2019 r. przez SW Research na zlecenie Cyfrowego Centrum Serwisowego S.A., dystrybutora telefonów BlackBerry.

Sportmaster Operations kupuje sieć detaliczną GO Sport Polska

GO Sport Group (Francja) i Sportmaster Operations (Singapur) zawarły umowę dotyczącą sprzedaży GO Sport Polska (część GO Sport Group). Zakup został dokonany przez Sportmaster Operations, który posiada wszystkie podmioty prowadzące detaliczną działalność Sportmaster na różnych rynkach.

Dmitrij Barkov, Dyrektor Sportmaster Operations, ogłosił, że Grupa Sportmaster zwraca się w kierunku dynamicznego rozwoju międzynarodowego, ekspansji oraz wzmocnienia swojej obecności na rynkach artykułów sportowych w Azji i Europie, dlatego Grupa jest gotowa zainwestować w rozwój sieci Sportmaster w Europie. Przejęcie polskiej sieci sklepów z artykułami sportowymi to nowy krok w rozwoju Grupy – alokacja sieci w Europie Wschodniej, zdobycie nowych doświadczeń w wysoce konkurencyjnym środowisku detalicznym rozwiniętych rynków.

Sportmaster Operations zarządza operacjami na różnych rynkach, w tym w Rosji, na Ukrainie, w Kazachstanie, na Białorusi i w Chinach. Grupa planuje również ekspansję na rynki Azji Środkowej oraz Kaukazu Południowego.

Prezes GO Sport Group, Philippe Favre, oświadczył –  „Nadszedł czas na zmiany na polskim rynku artykułów sportowych i turystycznych. Mamy nadzieję, że miłośnicy sportu oraz outdooru w Polsce skorzystają na tej zmianie, docenią nowe podejście do kolekcji i asortymentu, a także będą cieszyć się odnowionymi sklepami. Życzę zespołowi Sportmaster powodzenia w tym przedsięwzięciu”.

Dmitrij Barkov skomentował umowę: „To ważny krok w naszym rozwoju. Sportmaster podejmuje nowe wyzwanie z wielkim entuzjazmem. Nie będzie to łatwe, ponieważ polski rynek charakteryzuje się wymagającymi i świadomymi konsumentami oraz silnymi konkurentami, jednak optymistycznie patrzymy w przyszłość. Nadszedł czas na nowe!”

Sportmaster Singapore sfinansował umowę wprowadzenia Sportmaster na rynek Europy Wschodniej.

Transakcja obejmuje przejęcie 34 sklepów GO Sport Polska o łącznej powierzchni sprzedaży 37 tys. m. kw. Wartość transakcji nie jest ujawniona.

Plan rozwoju zakłada, że nowo pozyskany polski biznes będzie wspierany metodycznie przez przedstawicieli z Ukrainy i Rosji. Janusz Gembarski zostaje powołany na stanowisko Dyrektora ds. Rozwoju Biznesu. Początkowo Sportmaster planuje działać pod obecną marką GO Sport, ale w przyszłości sklepy zostaną poddane rebrandingowi. Grupa zamierza oprzeć się na doświadczeniu, rozległej wiedzy i kompetencjach zespołu GO Sport Polska, zatrzymując zespół. Planowane są zmiany formatu sklepów, aby poprawić widoczność dla klientów pod względem kategorii, sportu i marek. Sklepy będą zaopatrywać wiodące światowe marki sportowe, a także inne popularne marki handlowe, w tym własne marki Sportmaster.

Słabe odczyty makro ze strefy euro budzą obawy. Czy czeka nas recesja?

Ostatnie publikacje makro ze wspólnego bloku budzą obawy. Czy czeka nas recesja?

Miniony tydzień nie rozpoczął się dobrze dla euro. Poniedziałkowe, wstępne odczyty indeksów PMI dla bloku walutowego okazały się słabsze niż oczekiwał tego rynek i wysłały kolejny sygnał sugerujący, że największa gospodarka strefy euro – Niemcy – najpewniej wpadła w techniczną recesję. W związku z powyższym, wspólna europejska waluta już na początku tygodnia doświadczyła wyprzedaży, po której już się nie podniosła. Euro w minionym tygodniu osłabiło się w relacji do większości najważniejszych światowych walut, za szczególnym wyjątkiem funta brytyjskiego, który cierpiał z powodu własnych problemów.

W nadchodzących dniach uwagę inwestorów przykują publikacje danych makro z globalnej gospodarki. Najważniejsze będą wstępne odczyty dynamiki cen w strefie euro, które poznamy we wtorek, oraz piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy. Na naszym radarze pozostaje również sytuacja polityczna w Niemczech, a zwłaszcza wszelkie informacje dotyczące możliwej stymulacji fiskalnej, nadciągający wyrok TSUE ws. frankowiczów oraz, jak zawsze, wszelki postęp w negocjacjach między Unią Europejską a Wielką Brytanią.

PLN

Ostatnie dni nie były zbyt dobre dla polskiego złotego, jednak skala jego zeszłotygodniowej deprecjacji w relacji do euro ostatecznie okazała się niewielka. Mimo, iż w ostatnim tygodniu poznaliśmy dane o bezrobociu oraz informacje o utrzymaniu niezmienionego ratingu Polski ze strony agencji Fitch, inwestorzy cały czas zdają się skupiać przede wszystkim na kwestii nadchodzącego wyroku TSUE, którego ogłoszenie planowane jest na czwartek. Fakt, iż złoty w minionym tygodniu nie doświadczył zbyt dużego osłabienia w parze z euro sprawia, że pozostajemy optymistami względem przyszłości waluty. Sądzimy, że w tym tygodniu, szczególnie po ogłoszeniu wyroku TSUE powinno dojść do umocnienia polskiego złotego, który w ostatnim czasie pozostawał pod presją m.in. ryzyka związanego ze wspomnianym orzeczeniem. W tym tygodniu warto również będzie obserwować wtorkową publikację wstępnych danych o inflacji oraz środowe spotkanie Rady Polityki Pieniężnej, które jednak najpewniej nie przyniesie istotnych zmian w retoryce RPP w porównaniu do niedawnego spotkania Rady.

GBP

Ostatni tydzień po raz kolejny pokazał, że wraz ze zbliżającym się terminem Brexitu, brytyjska polityka pogrąża się w coraz większym chaosie, co miało negatywny wpływ na brytyjską walutę.

Jedną z najważniejszych informacji, które poznaliśmy ostatnio była decyzja Sądu Najwyższego Zjednoczonego Królestwa, który orzekł, że zawieszenie przez urzędującego premiera prac parlamentu było niezgodne z obowiązującym prawem, zadając tym samym poważny cios dotychczasowym planom Borisa Johnsona.

Co prawda prawdopodobieństwo Brexitu bez umowy zmalało, niemniej z danych makroekonomicznych spływających z Wielkiej Brytanii wynika coraz wyraźniej, że utrzymująca się niepewność niekorzystnie wpływa na krajową gospodarkę. Odczyty indeksów PMI, które poznamy w tym tygodniu powinny potwierdzić ten trend.

EUR

Wstępne, wrześniowe odczyty kluczowych wskaźników PMI dla strefy euro opisujących aktywność biznesową malują dość ponury obraz sytuacji gospodarczej we wspólnym bloku. Recesja w sektorze przemysłowym pogłębiła się, przez co nawet mimo ekspansji w sektorze usług zbiorczy wskaźnik aktywności dla strefy euro sugeruje, że gospodarka strefy euro niemal się nie rozwija.

Gospodarka strefy euro w najlepszym przypadku doświadcza umiarkowanej ekspansji, a dynamika cen we wspólnym bloku walutowym nadal nie kieruje się w stronę poziomów, które zadowalałyby EBC. Obecna sytuacja wydaje się zatem w pełni uzasadniać działania stymulujące, które podczas ostatniego spotkania zdecydowali się podjąć członkowie Europejskiego Banku Centralnego. Ze względu na umiarkowany wzrost gospodarczy głosy za bardziej ekspansywną polityką fiskalną w krajach rdzenia (szczególnie Niemczech) prawdopodobnie przybiorą na sile.

USD

Mimo, że Kongres podejmuje kolejne kroki w kontekście procedury impeachmentu Trumpa, która w przypadku powodzenia pozbawiłaby urzędującego prezydenta stanowiska, rynki finansowe wydają się póki co kompletnie ignorować sytuację polityczną w Stanach Zjednoczonych. Inwestorzy wydają się bowiem skupieni na amerykańskich danych makro. Oczekiwanego spowolnienia w gospodarce USA nadal bowiem nie widać na horyzoncie, do czego przyczyniają się niskie stopy procentowe, spore wydatki publiczne oraz nadal dobra kondycja amerykańskiego rynku pracy. Spodziewamy się, że piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy będzie stanowił potwierdzenie tego optymistycznego poglądu. Oczekujemy zwłaszcza, że pozytywnie zaskoczą dane o wzroście wynagrodzeń.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Kiedy marketing przynosi największe zyski? – badanie Salesforce

W międzynarodowym badaniu firma Salesforce sprawdziła, w jakim kierunku obecnie rozwija się marketing i jakie aktywności w tym obszarze przynoszą największe zyski. Ponieważ rynek i sami konsumenci mocno ewoluują, sprawdzono też, jakie metody pomiaru efektywności działań marketingowych są obecnie najchętniej stosowane.

Raport Salesforce „Trends and Tactics Driving Marketing ROI„, opracowany na podstawie badania firm z wielu krajów, pokazuje, że do efektywnego działania marketing potrzebuje nowych, bardziej wyrafinowanych narzędzi, przy czym jednocześnie firmy muszą łączyć ze sobą wszystkie źródła danych o swoich klientach (w tym integrować oprogramowanie), jak i zapewniać jak najlepszą współpracę między działami biznesowymi, które mają kontakt z klientami. Z czego to wynika?

Współczesny klient ewoluuje

Rynek się zmienia m.in. dlatego, że zmieniają się oczekiwania ludzi w stosunku do firm oraz marek. Po raz kolejny w badaniu Salesforce wykazano ważną informację – obecnie dla klientów sposób traktowania ich przez firmy jest tak samo ważny, jak użyteczność nabywanych produktów czy wartość płynąca z kupowanych usług (tę tezę potwierdza aż 84% klientów). Dla firm oznacza to, że wszelkie wartości, jakie przypisuje się oferowanym produktom, są tylko połową sukcesu biznesowego. Reszta zależy od sposobu, w jaki klient jest „prowadzony” przez cały proces sprzedaży, współpracy z firmą czy użytkowania produktu. Innymi słowy, ponieważ jakość kontaktu, relacji i obsługi dla ludzi staje się równie ważna jak same produkty, firmy mogą budować przewagę konkurencyjną nie tylko poprzez doskonalenie i rozwój swojej oferty, ale również poprzez całą sferę miękką związaną z zarządzaniem relacjami i kontaktami z klientami.

Dlatego właśnie w tym kierunku ewoluuje marketing – oprócz tradycyjnego generowania leadów czy budowania silnej, wyrazistej marki, marketing ma przede wszystkim dostarczać klientom dobrych doświadczeń (Customer Experience – CX) na każdym etapie ich kontaktu z firmą czy użytkowaną marką. Poprzeczka jest ustawiona naprawdę wysoko, bo ludzie szybko przyzwyczajają się do pozytywnych przeżyć i ceniąc sobie wygodę chcą, by dobre doświadczenia były powszechnym standardem. 73% klientów, którzy przeżyli jedno pozytywne doświadczenie w kontakcie z firmę, oczekuje, że będzie ono standardem wpisanym również w działania innych firm. To pokazuje bardzo ciekawą przestrzeń, w której firmy mogą ze sobą konkurować – zupełnie poza sferą związaną z użytecznością produktów. Dodajmy do tego fakt, że aż 71% oczekuje od firm, że te zapewnią im możliwość kontaktu w czasie rzeczywistym w wybranym kanale komunikacji, a zobaczymy, przed jakimi wyzwaniami staje współczesny marketing. Spróbujmy zebrać je w całość.

Trzy główne wyzwania dla marketingu

Z badań runku wyłaniają się trzy generalne wyzwania, przed jakimi stoi współczesny marketing:

  • Pierwsze wyzwanie dotyczy zarządzania dynamicznymi, rozproszonymi danymi, których suma składa się na pełną informację o kliencie. Aby móc zapewnić pozytywne doświadczenia klientom w każdym punkcie styku z firmą i na każdym etapie współpracy zarówno pracownicy, jak i systemy obsługujące kontakt z klientem powinny dysponować taką zintegrowaną i aktualną informacją.
  • Drugie wyzwanie dotyczy doskonalenia współpracy pracowników i komunikacji w samej organizacji, szczególnie w tych obszarach, które utrzymują kontakty z klientami na każdym etapie ich współpracy z firmą – od sprzedaży, przez marketing, obsługę klienta czy wszelkie obszary serwisowe lub logistyczne, z którymi klient może mieć kontakt. Współpraca ta jest konieczna dla zachowania spójności i logiki w komunikacji firmy z jej otoczeniem oraz zapewnienia odpowiednich standardów na kolejnych etapach sprzedaży i obsługi.
  • Trzecie wyzwanie dotyczy integracji użytkowanego w firmie oprogramowania oraz aplikacji. dla umożliwienia realizacji celów, jakimi są właściwa obsługa, sprzedaż i zapewnianie klientom pozytywnych doświadczeń.

Taktyki na czasie

Badanie pokazało, jakie taktyki zarządzania Customer Experience przynoszą największy zwrot z inwestycji oraz z jakich wskaźników marketing najczęściej korzysta obecnie i jakich będzie używał w przyszłości do mierzenia efektywności swojej pracy. Zebrane w raporcie informacje pozwalają wyłonić trzy główne trendy:

  • Spełnienie oczekiwań klientów, w tym zapewnienie interakcji w czasie rzeczywistym, wymagają wdrażania w firmach wewnętrznych inicjatyw zmierzających do zmieniania dotychczasowych modeli współpracy między zespołami i pracowania w oparciu o stosunkowo nowe wskaźniki, takie jak wartość klienta w całym okresie współpracy (Lifetime Customer Value – LTV). Takie podejście daleko wykracza poza sam proces pozyskiwania leadów i koncentrację na sprzedaży. Według prognoz skala wykorzystania wskaźnika LTV w firmach wzrośnie ponad dwukrotnie (107%).
  • Firmy na wielką skalę pracują nad integracją danych o swoich klientach i jest to proces bardzo dynamiczny. Według badań z roku na rok ciągle rośnie liczba systemów i aplikacji zbierających dane, które mają lub mogą mieć przełożenie na doświadczenia klientów. Co więcej, Customer Experience (czy jakość interakcji) uzależnione jest od tego, na ile szybko firma reaguje na kontakt klienta i na ile jest w stanie wykorzystać kontekstową wiedzę o tym kliencie, tak aby zapewnić wysoką jakość, personalizację, jednocześnie nie tracąc z oczu własnych celów biznesowych (sprzedaż, odpowiedni standard obsługi itd.).
  • Przedsiębiorstwa praktycznie nie mają możliwości uzyskania pełnego obrazu swoich klientów, bez efektywnej integracji użytkowanych rozwiązań i kanałów komunikacji. Integracja danych jest konieczna nie tylko z tego względu – równie ważne jest właściwe opomiarowanie działań bazujących na informacjach uzyskiwanych z dostępnych źródeł. Bez skutecznych mierników efektywności trudno bowiem mówić o doskonaleniu kampanii marketingowych. Poprawę pomiarów można uzyskać dzięki stosowaniu narzędzi do analizy wielu źródeł danych, takich jak np. Data Management Platforms (DMP) czy innowacyjnych rozwiązań działających w chmurze, które w jednym miejscu agregują i udostępniają w wygodny sposób dane z obszaru sprzedaży, marketingu i obsługi klienta, a nawet informacje importowane z systemów dziedzinowych, takich jak ERP.
  • Z perspektywy ROI (zwrot z inwestycji) najlepszą inwestycją w marketingu są obecnie narzędzia oparte na sztucznej inteligencji (AI). Aż 88% szefów marketingu wykorzystujących sztucznej inteligencji odnotowało duży lub przynajmniej umiarkowany zwrot z tej inwestycji. Firmy przyznają, że AI generuje zyski przez cały cykl współpracy z klientami i wykorzystywana jest na wiele sposobów: od zarządzania na dużą skalę personalizacją w relacjach, przez przewidywanie zdarzeń, zachowań klientów, po optymalizowanie segmentacji.

Ile wart jest klient?

Większość zespołów marketingu oprócz klasycznych wskaźników, takich jak śledzenie ruchu w sieci i zwrotu z inwestycji w marketing (MROI), monitoruje również poziom satysfakcji klientów oraz wskaźnik ich utrzymania (lojalności). Obok tych mierników wielką popularnością zaczął cieszyć się LTV, który nie tyle odnosi się do pojedynczych transakcji, ile do pełnej perspektywy współpracy z klientem i do przyszłych wartości. W 2018 r. już 43% dużych i średnich firm na świecie wykorzystywało wskaźnik LTV, a kolejne 46% planuje go zastosować w najbliższym czasie, tak więc prognozowany wzrost wyniesie 107%. Zainteresowanie LTV koresponduje ze światowym trendem większego ukierunkowania firm na zadowolenie klientów na każdym etapie współpracy (tzw. przekrojowa strategia full-funnel).

Co ciekawe, prawie połowa (45%) szefów marketingu twierdzi, że ich dział prowadzi w firmach inicjatywy, które mają zapewnić pozytywne doświadczenia klientów w przypadku kontaktu z pracownikami z innych działów (lub uczestniczenia w procesach, za które odpowiadają inne działy). To spory wzrost od 2017 r., kiedy takie działania realizowało tylko 24% zespołów marketingowych. Trend ten oznacza coraz częstsze uwspólnianie celów przez szefów pionów biznesowych. Obecnie 53% CMO ma wspólne cele z obsługą klienta, a połowa z działem handlowym.

Inne wskaźniki często stosowane w marketingu to Net Promoter Score (NPS) i customer satisfaction score (CSAT), a także miary dostępne w serwisach społecznościowych.

Czy firmy mają za dużo danych?

Liczba źródeł firmowych danych ciągle rośnie i dotyczy to firm każdej wielkości. W przypadku małych przedsiębiorstw liczba ta zwiększyła się średnio z 6 w 2017 r. do 12 w 2019 r. W średnich przedsiębiorstwach – z 10 do 15, a w dużych – z 12 do 24. Marketing wciąż zbyt rzadko ma dostęp do wszystkich informacji zagregowanych w jednym miejscu. Obecnie 47% firm przyznaje, że ma całkowicie ujednolicony i kompletny widok danych swoich klientów. Odsetek ten jest wyraźnie wyższy wśród firm zadowolonych z inwestycji w narzędzia marketingowe (tzw. High-performers) – 55% w porównaniu do firm niezadowolonych z inwestycji (Underperformers) – 35%. Ponieważ jednak źródeł danych i samych informacji wciąż przybywa, aż dla 88% CMO ujednolicenie źródeł danych o klientach wciąż jest priorytetem.

Wciąż niewiele zespołów marketingowych używa zaawansowanych technologii (takich jak DMP czy platformy analityki marketingowej), które dają wgląd w dane zebrane z wielu źródeł. Jedynie cztery na dziesięć zespołów korzysta z pomiarów bazujących na data science (wydobywanie wiedzy i spostrzeżeń z ustrukturyzowanych i nieustrukturyzowanych danych) oraz attribution modeling (zrozumienie kroków podejmowanych przez klienta przed konwersją na podstawie zestawu reguł).

Wysoko cenione przez marketing jako narzędzie do zdobywania i utrzymywania klienta pozostają internetowe społeczności klientów. Jednakże ROI z inwestycji w ten kanał różni się w zależności od profilu firmy. Aktywność w social mediach jednym z najlepszych sposobów pozyskiwania klientów w segmencie B2C, lecz nie zajmuje tak wysokiej pozycji w B2B gdzie sprzedaż odbywa się w dłuższych cyklach. W B2B znacznie skuteczniejszy jest marketing afiliacyjny opierający się na współpracy reklamodawcy (sprzedawcy) z przedsiębiorstwami, gdzie sprzedaż często wspierana jest poprzez budowanie zasięgu komunikatów generowanych przez przedsiębiorstwo.

Sztuczna inteligencja ciągle na fali

Wykorzystanie sztucznej inteligencji w marketingu gwałtownie wzrasta. 29% zespołów marketingu używa obecnie AI, a dodatkowe 46% jest w fazie pilotażowej lub planuje wykorzystanie tej technologii w ciągu dwóch najbliższych lat (co oznacza wzrost zastosowania o 157%). Spośród zespołów już wykorzystujących AI, aż 88% potwierdza duży zwrot z tej inwestycji. Sztuczna inteligencja jest obecnie wykorzystywana głównie do personalizacji na dużą skalę i optymalizowania segmentacji klientów. Działy marketingu, które wykorzystały AI do pracy nad budowaniem marki potwierdzają jej skuteczność w 95% przypadków. Podobnie wysokie noty uzyskuje AI w służbie generowania leadów (88%) i zdobywania klientów (85%).

Warto podkreślić, że firmy z grupy High performers wykorzystują AI 2,7-krotnie częściej od firm z grupy Underperformers. Co ciekawe, sami klienci nie mają obiekcji związanych z wykorzystaniem przez firmy AI w celu poprawy Customer Experience. W 2018 r tak deklaruje 62% klientów w stosunku do 59% w 2017 r.

Podsumowanie: ważne wnioski z raportu:

  • 88% działów marketingu korzystających ze sztucznej inteligencji odnotowało duży zwrot z tej inwestycji.
  • Skala wykorzystania wskaźnika Lifetime customer value (LTV) w marketingu wzrośnie o 107%.
  • 45% szefów marketingu prowadzi w przedsiębiorstwach inicjatywy w celu poprawy doświadczenia klienta. W 2017 r. odsetek ten wynosił 24%.
  • 53% zespołów marketingu ma wspólne cele i wskaźniki efektywności z obsługą klienta, a 50% z działem handlowym.
  • Integracja i ujednolicanie rosnącej liczby danych o klientach jest priorytetem dla 88% CMO. Mniej niż połowa, czyli 47% z nich posiada kompletne informacje (widok) o swoich klientach.
  • Narzędzia informatyczne wykorzystywane w marketingu są integrowane z systemami biznesowymi, najczęściej z oprogramowaniem do obsługi klienta (60%), systemami analitycznymi (53%), CRM i ERP (52%), platformami wspomagającymi zarządzanie reklamami (41%).
  • 62% klientów jest otwartych na wykorzystanie sztucznej inteligencji w celu poprawy ich doświadczeń.

Najważniejsze wskaźniki monitorowane przez działy marketingu

  Odsetek firm obecnie monitorujących: Odsetek firm planujących monitorowanie: Prognozowany wzrost
(w proc.)
Wartość klienta w całym cyklu współpracy (Lifetime Customer Value – LTV) 43% 46% +107
Analityka mobilna 49% 42% +86
Koszt pozyskania klienta (customer acquisition cost – CAC) 51% 41% +80
Koszt pozyskania leadu (Cost per lead – CPL) 50% 40% +80
Wskaźnik poleceń klientów / wolumen rekomendacji 52% 40% +76
Analityka w mediach społecznościowych 54% 39% +72
Wskaźniki zaangażowania cyfrowego 54% 39% +71
Zwrot z inwestycji w działania marketingowe 55% 39% +70
Wskaźniki pozyskiwania leadów spełniających określone kryteria (marketing qualified leads metrics) 55% 39% +70
Zwrot z inwestycji w marketing (Marketing Return on Investment – MROI) 58% 37% +63
Wskaźniki pozyskiwania klienta 58% 36% +63
Wskaźniki utrzymania klienta 59% 36% +62
Wskaźniki satysfakcji klienta 60% 35% +58
Pomiar ruchu w sieci / analiza ruchu 61% 34% +56
Efektywność sprzedaży 64% 32% +50
Dynamika przychodów 74% 24% +32

źródło: Salesforce Research

Do czego marketing wykorzystuje sztuczną inteligencję (odsetek firm):

Personalizacja kontaktów na wszystkich etapach współpracy klienta 62%
Proponowanie najlepszych ofert w czasie rzeczywistym 61%
Automatyzacja interakcji z klientami w kanałach społecznościowych 58%
Personalizacja doświadczeń w poszczególnych kanałach komunikacji 58%
Wykorzystanie danych online, w celu ułatwienia doświadczeń offline 57%
Generowanie dynamicznego ładowania stron i witryn 57%
Zautomatyzowana reklama i zakup mediów 55%
Prognozowanie działań i zachowań klienta 55%
Poprawa modelowania profilów odbiorców 55%
Wykorzystanie danych offline, w celu ułatwienia doświadczeń online 54%

źródło: Salesforce Research

Priorytety marketingowe w zakresie trendów i technologii

  wysoki priorytet umiarkowany priorytet
Angażowanie klienta w czasie rzeczywistym 55% 34%
Optymalizacja / różnicowanie narzędzi w celu lepszego ROI 49% 40%
Modernizacja wykorzystywanych narzędzi i technologii 48% 41%
Tworzenie spójnego widoku klienta współdzielonego z biznesowymi działami 47% 41%
Integrowanie źródeł danych o klientach 47% 41%
Zgodność z regionalnymi i/lub lokalnymi przepisami dotyczącymi prywatności 46% 39%
Inwestowanie i efektywne korzystanie z dostępnych technologii 45% 40%
Przyjęcie lub udoskonalenie strategii prowadzenia klienta przez kolejne etapy współpracy 44% 41%
Poprawa pomiarów działań i efektywności 39% 46%
Konsolidacja użytkowanych narzędzi i technologii 40% 45%
Równoważenie personalizacji i prywatności klientów 40% 42%
Optymalizacja struktur organizacyjnych i procesów 35% 46%

źródło: Salesforce Research

Informacje o raporcie:

Dane wykorzystane w raporcie pochodzą z piątej edycji corocznego badania „State of Marketing” przeprowadzonego w 2018 roku. Wzięło w nim udział ponad 4100 szefów marketingu z firm B2C i B2B z Ameryki Północnej i Łacińskiej, Europy, Azji i Australii. Badane firmy podzielono na trzy grupy według poziomów osiąganej przez nich efektywności marketingowej: high performers, w których zespoły marketingowe są w pełni zadowolone z wyników i zwrotu z inwestycji; underperformers –zespoły niezadowolone ze swojej efektywności oraz moderate performers, stanowiące grupę o przeciętnych wynikach.

Właściciel pirackiego serwisu patrzajto.pl skazany na 8 miesięcy ograniczenia wolności

Właściciel pirackiego serwisu patrzajto.pl, który rozpowszechniał za jego pośrednictwem oryginalne nadania telewizyjne Platformy CANAL+ w postaci odcinków drugiego sezonu serialu „Belfer”, został skazany na karę 8 miesięcy ograniczenia wolności. Wyrok jest prawomocny, a obecnie jest w trakcie wykonywania.

Sekcja dw. z piractwem telewizyjnym Platformy CANAL+ w ramach prowadzonych działań monitoringu natrafiła na piracki serwis patrzajto.pl (dawniej vodtu.pl), gdzie bez stosownych uprawnień udostępniano odcinki drugiego sezonu serialu „Belfer”, jednej z oryginalnych produkcji CANAL+. Do administratora serwisu były kierowane wezwania do zaprzestania nielegalnej działalności, które jednak nie przyniosły rezultatu. W toku dalszych czynności operacyjnych członkowie sekcji dw. z piractwem pozyskali dane, które wskazywały prawdopodobnego właściciela pirackiego serwisu. Zabezpieczono również nagrania z serwisu, które wraz z zebranymi materiałami zostały przekazane organom ścigania.

Po zapoznaniu się z materiałem dowodowym i rozpatrzeniu sprawy sąd uznał, że na podstawie zebranych dowodów okoliczności czynu i wina oskarżonego nie budzą wątpliwości. Sąd wskazał również, że właściciel serwisu działał na szkodę ITI Neovision S.A. (operatora Platformy CANAL+) i jest winny popełnienia przestępstwa z art. 116 ust. 1 i 3 Ustawy z dnia 4 lutego 1994r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych. Biorąc pod uwagę powyższe, sąd wymierzył oskarżonemu karę ośmiu miesięcy ograniczenia wolności.
Właściciel serwisu chciał skorzystać z modelu, w którym operuje obecnie większość pirackich serwisów VOD, starając się uniknąć odpowiedzialności karnej. Celowo nie udostępniał treści poprzez własną infrastrukturę hostingową, tylko wykorzystywał odtwarzacze wideo zewnętrznych serwisów, osadzając je na stronie internetowej. W takiej sytuacji organy ścigania często były bezsilne i przyjmowały tłumaczenia sprawców, w których Ci informowali, że wszystkie treści pochodzą z zewnętrznych serwisów hostingowych i są zamieszczane przez użytkowników, na co właściciele storn nie mają wpływu. To pierwszy tak ważny wyrok, który może stać się punktem odniesienia przy kolejnych tego typu sprawach” mówi jeden z członków sekcji dw. z piractwem telewizyjnym Platformy CANAL+.

To kolejny głośny wyrok skazujący pirata na karę ograniczenia wolności. W maju ubiegłego roku właściciel serwisu futbolhd.tv został skazany na karę dziesięciu miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na okres 3 lat oraz zapłatę 160 000 zł nawiązki na rzecz ITI Neovision S.A. za rozpowszechnianie transmisji meczów piłki nożnej bez uprawnień.

Kontrakty terminowe na indeks WIG.GAMES oraz indeksy makrosektorowe dostępne w obrocie na GPW

Kontrakty terminowe na indeks WIG.GAMES oraz indeksy makrosektorowe: WIG.MS-FIN, WIG.MS-BAS, WIG.MS-PET są dostępne w obrocie na GPW

Od dziś w obrocie giełdowym są dostępne nowe kontrakty terminowe, dla których instrumentami bazowymi są indeks WIG.GAMES (grupujący producentów i wydawców gier komputerowych) oraz indeksy makrosektorowe:  WIG.MS-FIN (grupujący spółki z sektorów: banki, ubezpieczenia, rynek kapitałowy, wierzytelności), WIG.MS-BAS (spółki z sektorów: energia, górnictwo, surowce) i WIG.MS-PET (spółki z sektorów: paliwa, gaz, chemia).

W portfelu każdego z indeksów znajduje się pięć spółek. Liczba spółek jest stała, ich kwalifikacja ma miejsce na podstawie analizy płynności, zaś udziały największych spółek są ograniczane do 40%.

Dla każdego indeksu zostały wprowadzone po trzy serie kontraktów terminowych wygasających w grudniu 2019 r., marcu 2020 r. i czerwcu 2020 r. Mnożnik (wartość 1 punktu indeksowego) będzie wynosił 1 PLN dla kontraktu terminowego na indeks WIG.GAMES oraz 2 PLN dla kontraktów terminowych na indeksy: WIG.MS-FIN, WIG.MS-BAS, WIG.MS-PET. Inne niż w przypadku kontraktów terminowych na WIG20 i mWIG40 mnożniki dla nowych kontraktów indeksowych wynikają z wartości bazowej samych indeksów na poziomie 10 000 pkt (dla WIG20 i mWIG40 jest to 1 000 pkt).

Rating Polski stabilny. Austria ma problem ze stworzeniem rządu

Ostatnio dosyć często wybory parlamentarne w europejskich państwach kończą się problemami ze stworzeniem stabilnej większości. Tym razem chodzi o Austrię, gdzie ponownie wygrało ugrupowanie (OeVP) byłego kanclerza Sebastiana Kurza, ale jest on skazany na poszukiwanie koalicjanta, co w wiedeńskiej, partyjnej układance może być trudnym zadaniem. Na szczęście z punktu widzenia strefy euro ten kraj nie jest tak istotny gospodarczo, jak chociażby Włochy, pogrążone w chaosie rządowym już od kilku lat (z krótkimi chwilami stabilizacji). Nie zmienia to faktu, że istnieje ryzyko, że temat kolejnych negocjacji będzie się ciągnął tygodniami, a niepewność z reguły działa na inwestorów odstraszająco i może szkodzić europejskiej walucie.

Powyborczy krajobraz

Przyspieszone wybory zakończyły się zwycięstwem Austriackiej Partii Ludowej i to z bardzo dużą przewagą nad kolejną formacją. Problem w tym, że zwycięzcom nie udało się osiągnąć wystarczającej liczby mandatów, aby rządzić samodzielnie. Oznacza to potrzebę koalicji i tu pojawiają się strome schody. Dotychczasowy koalicjant (Austriacka Partia Wolności) i skandal z nim związany (tzw. Ibizagate, czyli obietnice korzystnych rozwiązań legislacyjnych za datki na rzecz partii) był powodem przedterminowych wyborów. Socjaldemokraci nie są zainteresowani współpracą. Podobnie Zieloni widzą siebie raczej w opozycyjnych ławach i na razie czekają na wynik wewnętrznego głosowania, które ma zdecydować, czy w ogóle przystąpią do rozmów koalicyjnych. Liberałowie są skłonni do negocjacji, ale ich ostateczny wynik może okazać się zbyt słaby do utworzenia stabilnej większości.

Rating Polski stabilny

Pomimo podgrzewania atmosfery wokół przeglądu ratingu okazało się, że jego publikacja była niemalże neutralna dla rynków. Agencja Ratingowa Fitch utrzymała zarówno ocenę, jak i stabilną perspektywę. Jako kraj jesteśmy wyceniani na A-. Należy nadmienić, że w komunikacie znalazły się pewne ostrzeżenia. Wśród nich obawa o wzrost deficytu z powodu zwiększonych wydatków socjalnych. Fitch wskazuje również na nadchodzące spowolnienie w polskiej gospodarce. Nie ma mowy o recesji, ale analitycy przewidują spadek tempa wzrostu PKB w okolice 3% w kolejnych latach.

Kolejne dobre dane z USA

W piątek poznaliśmy pakiet danych zza oceanu. Zamówienia na dobra wypadły zdecydowanie lepiej od oczekiwań, szczególnie subindeks na temat dóbr trwałego użytku. Zamiast 1,2% spadku, wzrósł on o 0,5%. W tym samym czasie opublikowano odczyt o wzroście dochodów Amerykanów, które poszły w górę o 0,4% w skali miesiąca (zgodnie z przewidywaniami ekspertów). Są to naprawdę korzystne dane i to w czasie, gdy europejskie odczyty regularnie okazują się słabsze od oczekiwań. Nie może zatem dziwić, że dolar wciąż pozostaje mocny wobec euro, a tym samym wobec złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl

Warszawskie dzielnice: która jest najbardziej atrakcyjna?

Warszawskie dzielnice bez wątpienia są bardzo zróżnicowane pod względem ekonomicznym, architektonicznym oraz społecznym. Jako przykład można podać Śródmieście oraz Białołękę. Pomimo tej różnorodności poszczególnych części Warszawy, czasem są publikowane rankingi dotyczące atrakcyjności dzielnic dla obecnych lub potencjalnych mieszkańców. Przykład stanowi ankietowe badanie jakości życia mieszkańców Warszawy wykonane z inicjatywy władz stolicy. Drugi przykład ciekawego porównania dzielnic to ranking Urzędu Statystycznego w Warszawie opierający się na analizie kilku wskaźników gospodarczych i społecznych. Postanowiliśmy przedstawić rezultaty tych dwóch interesujących badań.

Wyniki badania ankietowego są bardzo zbliżone

Naszą analizę rozpoczynamy od wyników badania ankietowego, które w 2015 r. zostało wykonane na zlecenie władz Warszawy. Można żałować, że od tamtej pory nie przeprowadzono podobnej ankiety. Wyniki badania wykonanego w 2015 r. z udziałem 9000 warszawiaków wskazują, że udział osób zadowolonych z zamieszkania w swojej dzielnicy wynosił:

  • Bemowo – 94%
  • Białołęka – 93%
  • Bielany – 95%
  • Mokotów – 95%
  • Ochota – 94%
  • Praga – Południe – 90%
  • Praga – Północ – 95%
  • Rembertów – 94%
  • Śródmieście – 92%
  • Targówek – 93%
  • Ursus – 92%
  • Ursynów – 94%
  • Wawer – 94%
  • Wesoła – 94%
  • Wilanów – 93%
  • Włochy – 90%
  • Wola – 94%
  • Żoliborz – 94%

Nietrudno zauważyć, że powyższe wyniki są do siebie bardzo zbliżone. „Jeżeli weźmiemy pod uwagę ten fakt oraz maksymalny poziom błędu (+/- 4,4%), to można stwierdzić, że w 2015 r. mieszkańcy wszystkich dzielnic Warszawy byli mniej więcej tak samo zadowoleni z poziomu życia” – komentuje Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Wilanów wygrał ranking urzędu statystycznego …

Do tematu porównywania jakości życia warszawiaków nieco inaczej podszedł Urząd Statystyczny w Warszawie. Wspomniana instytucja w 2017 r. opublikowała swój własny ranking jakości życia na terenie warszawskich dzielnic. To badanie opierające się wyłącznie na wskaźnikach statystycznych, uwzględnia następujące wartości liczbowe:

  • osoby fizyczne prowadzące działalność gospodarczą w przeliczeniu na 100 osób w wieku produkcyjnym
  • osoby pracujące na 1 tys. ludności
  • osoby bezrobotne na 1 tys. ludności
  • mieszkania oddane do użytkowania w przeliczeniu na 1 tys. zawartych małżeństw
  • powierzchnia parków, zieleńców i terenów zieleni osiedlowej w przeliczeniu na 1 osobę
  • liczba ludności w przeliczeniu na 1 przychodnię
  • liczba ludności w przeliczeniu na 1 sklep

Po odpowiednim przeliczeniu wyników z poszczególnych dzielnic, stworzono ogólny wskaźnik atrakcyjności danego terenu przyjmujący wartość od 0,000 do 1,000. „Poniższa tabela ze względu na lepszą czytelność, przedstawia ten wskaźnik w formie procentowej. Jego poziom okazuje się bardzo zróżnicowany (od 13% dla Rembertowa do 70% w przypadku Wilanowa)” – mówi Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.

Leszek Markiewicz podkreśla, że dobrze widoczny jest podział czołówki rankingowej na dwie przodujące dzielnice (Wilanów, Śródmieście) oraz kilka innych, które również uzyskały bardzo dobre wyniki. Chodzi o Mokotów, Żoliborz, Włochy, Ochotę, Ursynów oraz Wolę. Zupełnym outsiderem jest natomiast Rembertów, który dzieli spory dystans nawet od przedostatniej Pragi – Północ. „Wynik najniżej ocenionej warszawskiej dzielnicy może wynikać z jej peryferyjnego charakteru, który skutkuje np. mniejszą liczbą sklepów i prowadzonych firm oraz niewielkim zainteresowaniem deweloperów” – wyjaśnia Leszek Markiewicz, ekspert portalu NieruchomosciSzybko.pl.Ranking dzielnic NieruchomosciSzybko tab.1

Raport Fundacji Republikańskiej: polscy przedsiębiorcy mają w UE trudniej

Wolny i jednolity rynek europejski wcale takim nie jest – wynika z raportu pt. „Bariery dla polskich przedsiębiorców działających na rynkach Unii Europejskiej” opracowanego przez Fundację Republikańską. Raport zawiera analizę czynników kluczowych do prosperowania polskich firm w UE oraz ich wpływu na rozwój poszczególnych branż. Patronat nad raportem objęło Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii.

Od 2004 roku Polska korzysta z jednolitego rynku europejskiego, a mimo to rodzimi przedsiębiorcy natrafiają na różnego rodzaju bariery i obostrzenia na rynkach zagranicznych. W raporcie Fundacji Republikańskiej przedstawiono, jak duży jest wpływ tych utrudnień na działalność polskich przedsiębiorców i utratę przez nich potencjalnych korzyści, a w szerszej perspektywie – jak te obostrzenia oddziałują na daną branżę oraz polską gospodarkę.

Trudności polskich przedsiębiorców ukazane zostały na przykładzie pięciu największych branż eksportowych: meblarskiej, stolarki otworowej, transportowej, rolno-spożywczej i kosmetycznej, ale odzwierciedlają problemy wszystkich polskich przedsiębiorców obecnych na rynkach krajów Unii Europejskiej. Analizie zostały poddane regulacje w państwach prowadzących z Polską największą wymianę handlową, czyli w Niemczech, Czechach, we Francji, Włoszech i w Holandii.

Zwiększona częstotliwość kontroli sanitarnych, wymóg posiadania dodatkowych certyfikatów, ograniczenia w zakresie reklamowania wybranych produktów, regulacje środowiskowe, przepisy dotyczące pracowników delegowanych czy kampanie przeciwko polskim produktom – to tylko niektóre  z barier, z którymi spotykają się polscy przedsiębiorcy mający aspiracje międzynarodowe.

– Badanie dowodzi, że wolny i jednolity rynek europejski wcale takim nie jest, a dzieje się tak głównie poprzez stosowanie zarówno formalnych, jak i nieformalnych barier i obostrzeń w poszczególnych krajach. – mówi Marek Wróbel, prezes Fundacji Republikańskiej. – Ich celem jest uniemożliwienie bądź mocne ograniczenie ekspansji, a w niektórych przypadkach właściwie wręcz wyeliminowanie z lokalnego rynku firm konkurencyjnych wobec rodzimych podmiotów. W znacznej mierze dotyka to polskich przedsiębiorców – dodaje.

Pełny raport dostępny jest na stronie: https://raport.fundacjarepublikanska.org

97% firm rozliczających ulgę B+R ocenia ją pozytywnie

Według danych Ministerstwa Finansów z lipca b.r. po ulgę B+R sięgnęło 951 podatników CIT, co oznacza wzrost o 40 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Z badania Kantar*, przeprowadzonego dla Ayming Polska wśród podmiotów, które choć raz rozliczyły ulgę, wynika, że 97 proc. ocenia ją pozytywnie. 84 proc. podatników kontynuuje korzystanie z tego mechanizmu. Dla 61 proc. ankietowanych największą zaletą ulgi B+R jest możliwość wygenerowania oszczędności. Niemal co piąta firma wskazała, że ulga motywuje ją do rozwoju – czytamy w raporcie Ayming „Ulga B+R. Małymi krokami do większej innowacyjności”.

Dlaczego pomimo pozytywnego odbioru ulgi B+R wciąż tak mało przedsiębiorców z niej korzysta? Wpływ na to mają przede wszystkim dwa czynniki. Pierwszy to niezrozumienie, czym jest działalność badawczo-rozwojowa i postrzeganie jej przez pryzmat działań innowacyjnych co najmniej na skalę kraju. Wiele firm uważa, że ulga nie jest skierowana do nich, tylko do najbardziej innowacyjnych przedsiębiorstw. W rzeczywistości mogą z niej korzystać wszyscy podatnicy, którzy prowadzą działania innowacyjne na skalę danej organizacji. Drugim czynnikiem wpływającym na niskie wykorzystanie ulgi jest brak szerszej promocji tego narzędzia. Ulga obowiązuje dopiero od 2016 r., więc część przedsiębiorców wciąż o niej nie słyszała, a część nie zdobyła jeszcze odpowiedniej wiedzy podatkowo-technicznej, aby właściwie ją rozliczyć.

W ramach celów krajowych strategii „Europa 2020”, które mają zostać osiągnięte do 2020 r., Polska ma zwiększyć nakłady na badania i rozwój do wysokości 1,7 proc. PKB. Choć w ostatnich latach udział sektora przedsiębiorstw w nakładach na B+R cały czas rośnie, wciąż jest zbyt niski, by zrealizować założony cel. Narzędziem, które powinno ułatwić to zadanie, jest ulga na badania i rozwój. Jak wynika z naszego raportu, potrzeba czasu i większej promocji tego rozwiązania, aby rzeczywiście mogło wpłynąć na wzrost innowacyjności biznesu w Polsce. Pamiętajmy, że dopiero od 2018 r. przedsiębiorcy mogą po raz pierwszy odpisać aż 100 proc. kosztów kwalifikowanych, co oznacza, że każda złotówka wydana na B+R przynosi 2 zł odliczenia tłumaczy Magdalena Burzyńska, Dyrektor Zarządzający Ayming Polska.

Korzyści z rozliczenia ulgi

Wśród przebadanych firm, 44 proc. rozlicza ulgę samodzielnie, zaś 56 proc. korzysta ze wsparcia zewnętrznych doradców. To, czy firma zdecyduje się na pomoc konsultantów, zależy od wielu czynników, m.in. od zakresu jej działalności B+R, posiadania specjalistycznej wiedzy prawno-technicznej oraz dostępności czasowej pracowników, którzy mieliby zostać zaangażowani w cały proces rozliczania ulgi. Skorzystanie z tego narzędzia podatkowego, bez względu na to, czy odbywa się ze wsparciem wewnętrznych lub zewnętrznych specjalistów, z reguły przyczynia się do efektywniejszego zarządzania działalnością innowacyjną w organizacji.

– Przygotowując się do rozliczenia ulgi, przedsiębiorstwo identyfikuje rzeczywiste koszty prowadzonej działalności B+R i wprowadza zmiany organizacyjne porządkujące procesy i procedury stosowane w działalności badawczo-rozwojowej. Zaprojektowanie systemu ewidencji danych finansowych czy opracowanie spójnej dokumentacji działalności badawczo-rozwojowej nie tylko ułatwia rozliczanie ulgi w przyszłości, ale także zwiększa kontrolę nad zasobami wykorzystywanymi w działalności B+R i pozwala nimi efektywniej zarządzać – zauważa Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, Dyrektor Obszaru Podatków i Innowacji w Ayming Polska.

Finansowanie inwestycji i rozwoju

Mechanizm ulgi B+R zakłada, że podatnik ma możliwość ograniczenia płaconego podatku dochodowego, a wygenerowane oszczędności może przeznaczyć na dowolny cel. Z raportu Ayming Polska wynika, że firmy najczęściej przeznaczają odzyskane środki na kolejne inwestycje (47 proc.), a niemal co trzecia – na badania i rozwój. Jeśli przedsiębiorstwo dopiero rozpoczyna swoją działalność badawczo-rozwojową lub nie ma szans na pozyskanie środków z dotacji unijnych czy funduszy krajowych, dzięki oszczędnościom uzyskanym z rozliczenia ulgi B+R może postawić pierwszy krok w kierunku zwiększania innowacyjności, co w przyszłości przełoży się na wzrost przewagi konkurencyjnej.

– W ramach ulgi B+R podatnik może odliczyć koszty ekspertyz i usług doradczych od jednostek naukowych, co pozwala przedsiębiorcom na korzystanie ze wsparcia fachowych podmiotów ze znaczącym zapleczem naukowym. To z kolei przekłada się na wysoką jakość prowadzonych projektów, które mogą przyczynić się do znacznego wzrostu innowacyjności danej firmy – dodaje Marek Dalka, Menedżer Działu Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska.

Od ulgi po dotacje

Prowadzenie działalności badawczo-rozwojowej jest punktem wyjścia nie tylko do skorzystania z ulgi B+R, ale też z innych preferencji finansowych. W raporcie Ayming Polska czytamy, że 59 proc. przedsiębiorstw rozliczających ulgę sięga również po dotacje unijne, a blisko co trzecia firma – po środki krajowe. W ramach ulgi firma nie może odliczyć kosztów B+R, które zostały jej zwrócone w postaci dotacji. Należy jednak pamiętać, że do objęcia ulgą B+R kwalifikuje się tzw. wkład własny w realizację projektów z zakresu prowadzenia badań przemysłowych i prac rozwojowych, tj. ta część wydatków, którą podatnik pokrył z własnych środków.

Przedsiębiorstwa, które pozyskują finansowanie na prowadzenie prac badawczo-rozwojowych np. w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój (PO IR), mogą liczyć na dofinansowanie w wysokości od 50 proc. do 90 proc. (w zależności od swojej wielkości i charakteru kosztów). W związku z tym, że katalogi kosztów kwalifikowanych do ulgi oraz do dotacji nie całkiem się pokrywają, należy zidentyfikować odpowiednie wydatki oraz poziom, do jakiego mogą stanowić podstawę do odliczenia w ramach ulgi B+R.

Szansa na skorzystanie z IP Box

Rozliczając ulgę B+R, można również skorzystać z obowiązującej od 1 stycznia 2019 r. ulgi podatkowej IP Box. Tymczasem połowa firm biorących udział w badaniu nie słyszała o IP Box, a zaledwie 3 proc. planuje skorzystać z nowej zachęty w najbliższym roku. IP Box polega na opodatkowaniu preferencyjną 5-procentową stawką CIT/PIT dochodów uzyskiwanych przez podatnika z komercjalizowania kwalifikowanych praw własności intelektualnej (np. patentu, wzoru użytkowego, autorskiego prawa do programu komputerowego), które muszą być wytworzone, rozwinięte lub ulepszone w ramach działalności badawczo-rozwojowej przedsiębiorcy.

– Firma planująca skorzystanie z IP Box jest zobowiązana do prowadzenia ewidencji rachunkowej umożliwiającej ustalenie przychodów, kosztów uzyskania przychodu i dochodu oraz wyodrębnienia kosztów B+R przypisanych do konkretnego prawa własności intelektualnej. Zarówno w przypadku ulgi B+R, jak i IP Box, należy prowadzić analizy kosztów działalności B+R. Wyodrębnienie kosztów B+R na potrzeby jednej z tych dwóch zachęt podatkowych może więc być dla przedsiębiorcy punktem wyjścia do skorzystania z obu. Warto podkreślić, że katalog kosztów kwalifikowanych w zakresie działalności B+R do ulgi IP Box jest szerszy niż katalog kosztów kwalifikowanych do ulgi B+R – zaznacza Wojciech Popardowski, Project Manager w Dziale Innowacji, Ulg i Dotacji w Ayming Polska.

Biura we Wrocławiu trzymają się mocno

Wrocław jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się ośrodków biznesowych w Polsce i trzecim największym rynkiem biurowym w kraju, którego zasoby na koniec pierwszej połowy tego roku zbliżyły się do poziomu 1,1 mln mkw. Atrakcyjność wrocławskiego rynku przyciąga wielu pracowników z innych miejscowości, w wyniku czego aż 75% zatrudnionych w sektorze usług jest spoza miasta.

Wysoka jakość życia, którą ma do zaoferowania Wrocław, przekłada się na wysoki odsetek potencjalnych pracowników, którzy byliby gotowi, aby się tutaj relokować. Jest to jeden z powodów, dla którego tak chętnie inwestują tu firmy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Według danych ABSL, branża zatrudnia tutaj już blisko 48 000 osób, a jak powszechnie wiadomo – to właśnie firmy BPO/SSC są głównym najemcą nowoczesnych powierzchni biurowych w Polsce. Wrocław nie jest wyjątkiem. Według naszych szacunków już 49% istniejących zasobów jest zajętych przez pracodawców z sektora usług. – Katarzyna Krokosińska, Dyrektor Biura JLL we Wrocławiu.

Wrocławski rynek biurowy również nie zwalnia tempa – aktualnie w budowie pozostaje kolejne 170 000 mkw., co pokazuje, że deweloperzy chętnie inwestują na lokalnym rynku wierząc w jego dalszy potencjał. Wysokie wyniki zauważyć można również po stronie popytowej. W ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku we Wrocławiu wynajęto ponad 45 000 mkw. powierzchni.

Na koniec I półrocza wskaźnik powierzchni niewynajętej we Wrocławiu kształtował się na poziomie 9,34%. Najwyższe czynsze transakcyjne za metr kwadratowy miesięcznie wyniosły w stolicy Dolnego Śląska ok. 13,5-14,8 euro.

Cały etat? Nie, dziękuję

Umowa o pracę jest tradycyjnym modelem zatrudnienia, wybieranym przez niemal 80% Polaków. Rynek czekają jednak zmiany. Jak pokazują badania, kandydaci dotąd konserwatywni, obecnie coraz chętniej rozważają podjęcie współpracy na bardziej elastycznych zasadach. Dlaczego i co oznacza to dla pracodawców?

Stabilne zatrudnienie w oparciu o umowę o pracę – to jedno ze zdań, najczęściej pojawiających się w ogłoszeniach bez względu na branżę, lokalizację czy rodzaj stanowiska. Nic dziwnego, wspomniana forma zatrudnienia często determinuje przyjęcie danej oferty zawodowej przez kandydata, zaraz obok czynników takich jak wysokość wynagrodzenia, czy możliwości rozwoju. Na rynku zachodzą jednak zmiany. W przypadku stanowisk na poziomie specjalisty i wyższych, zauważa się trend coraz częstszego stawiania na elastyczne formy pracy.

Pracownik chce mieć wybór

Według badań opublikowanych przez Manpower[1], już niemal połowa kandydatów opowiada się za alternatywnym modelem zatrudnienia, preferując pracę na pół etatu (16%), na kontrakcie (13%), czy w formie projektowej (17%). Tylko 3% badanych wybiera pracą zdalną. – Jesteśmy świadkami zmian w preferencjach pracowników. Powoli umowa o pracę traci miejsce na podium, jeśli chodzi o czynnik wpływający na przyjęcie lub odrzucenie oferty. Są specjaliści, którzy chętniej decydują się na pracę na kontrakcie, motywując swój wybór możliwością realizacji innych zleceń lub chęcią osiągnięcia work-life balance – mówi Stephane Tikhomiroff, dyrektor generalny Perfetti Van Melle Polska.

Jak zatrzymać pracownika

Spadający poziom bezrobocia, utrzymujący się na poziomie ok. 5%[2], to dobra wiadomość dla pracowników i prawdziwe wyzwanie dla pracodawców. Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z tego, że gwarancją stabilnego rozwoju firmy jest przede wszystkim zatrzymanie rotacji. Zmiany na rynku pracy motywują do oferowania kandydatom coraz lepszych warunków zatrudnienia – w tym także, tak poszukiwanych dotąd, umów o pracę na pełny etat. Z drugiej strony, pracownicy zmieniają swoje priorytety. Szczególnie młode pokolenie na pierwszym miejscu stawia inne wartości niż ich starsi koledzy. Przedstawiciele pokolenia Y wskazują potrzebę realizowania swoich pasji, czy zbierania różnorodnych doświadczeń. Stabilne zatrudnienie przestaje być dla nich konieczne.

Jakie działania powinni podjąć pracodawcy, chcąc pogodzić ze sobą oba wspomniane trendy? Przede wszystkim, proponując elastyczność w ramach umowy. Możliwość pracy zdalnej, rozliczanie pracowników z efektów pracy zamiast z godzin spędzonych przy biurku, czy wprowadzenie systemu pełnienia obowiązków w nietypowych godzinach – to tylko kilka z przykładów rozwiązań, na jakie mogą zdecydować się przedsiębiorcy. Ważne jest także obserwowanie zmian na rynku pracy i uwzględnianie ich podczas planowania strategii rozwoju nie tylko zespołu, ale całej firmy.

[1] https://www.manpowergroup.pl/wp-content/uploads/2019/08/MPGS_CP_Raport_Jak_chcemy_pracowac.pdf

[2] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pracy/bezrobocie-rejestrowane/bezrobotni-zarejestrowani-i-stopa-bezrobocia-stan-w-koncu-sierpnia-2019-r-,2,85.html

Kondycja sektora gastronomicznego w polskich centrach handlowych

Colliers International przeanalizował ofertę 250 centrów handlowych w 18 największych polskich miastach.

Centra handlowe, stanowiące nieodłączną część życia Polaków, ewoluują wraz ze zmianami demograficznymi, kulturowymi i ekonomicznymi. W minionych pięciu latach dokonano rozbudowy lub modernizacji stref gastronomicznych w ok. 50 centrach handlowych, znacząco podnosząc ich jakość, rozszerzając ofertę kulinarną, a także dodając funkcje zwiększające komfort użytkowania (np. udogodnienia dla rodzin z dziećmi lub strefy coworkingowe dla freelancerów). W tym czasie powstało 10 nowych centrów handlowych, a liczba punktów gastronomicznych wzrosła o ponad 43% – to wnioski z najnowszego raportu Colliers International pt. „Jak to wszystko zjeść? Gastronomia w polskich centrach handlowych”.

Najemcy sieciowi wiodą prym

W centrach handlowych poddanych analizie Colliers, funkcjonuje ponad 2 300 różnego rodzaju punktów gastronomicznych, z czego aż 70% to koncepty prowadzone przez operatorów sieciowych. Punkty gastronomiczne w centrach handlowych występują zarówno w formie lokali regularnych, jak i stoisk gastronomicznych, przy czym dominują te pierwsze stanowiące 83%, kolejne 15% to stoiska, a pozostałe 2% należą do lokali wolnostojących.

W polskich centrach handlowych przeważają trzy kategorie punktów gastronomicznych (zgodnie z definicją ISCS): impulse (konsumpcja w ruchu, obejmuje lody, soki, przekąski itp.), refuel&relax, czyli „kawa i ciastko” (są to miejsca ukierunkowane na odpoczynek i krótką przerwę, takie jak Costa Coffe lub Starbucks) oraz speed eating – największa i najbardziej „sieciowa” kategoria, w której mieszczą się restauracje szybkiej obsługi, takie jak KFC, McDonald’s czy North Fish.

Wielofunkcyjna przestrzeń gastronomiczna

Udział gastronomii w centrach handlowych wzrósł ilościowo z 8,7% do 9,7%. Zmieniły się także same strefy gastronomiczne (tzw. food courts) poprzez poprawę estetyki, funkcjonalności i zróżnicowanie oferty.

Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych
Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych

— Odeszły w przeszłość przestrzenie lub miejsca jadalne ze stołami, ustępując miejsce przestrzeniom urozmaiconym funkcjonalnie, z ofertą barów, kawiarni, restauracji i różnego rodzaju stoisk z przysmakami. Tam, gdzie to architektonicznie możliwe pojawiają się sezonowe tarasy, ogródki zewnętrzne i dużo zieleni oraz naturalnego światła. Strefa gastronomiczna  staja się miejscem wielofunkcyjnym, łączącym spożywanie posiłków ze spędzaniem wolnego czasu i rozrywką i miejscem pracy. Podejmowane są także próby animowania przestrzeni gastronomicznych poprzez organizację różnego rodzaju eventów, spotkań, pokazów i zabaw (np. warsztaty gotowania dla dzieci) — mówi Marta Machus-Burek, senior partner, dyrektor Działu Powierzchni Handlowych w Colliers International.

Pod względem rodzajów kuchni oferta pozostaje dość standardowa -kawiarnie/cukiernie/lodziarnie, dania kuchni międzynarodowej, amerykańskiej, azjatyckiej, włoskiej i bliskowschodniej. Co ciekawe, pod względem liczby punktów gastronomicznych, popularność kuchni azjatyckiej jest większa niż kuchni włoskiej. W siłę rośnie także kuchnia bliskowschodnia. Zaskakująca jest stosunkowo niewielka obecność samodzielnych punktów z kuchnią typowo polską, która występuje przede wszystkim jako znaczna część oferty konceptów serujących dania na wagę.

Wśród operatorów mających największą liczbę punktów gastronomicznych w analizowanych centrach handlowych wymienić należy sieci kawiarni i fast food: Grycan Lody od Pokoleń, KFC, McDonald’s, Costa Coffee, Cukiernia Sowa i Pizza Hut. Zauważalne jest jednak ograniczenie w centrach handlowych ekspansji sieci kawiarni – ich udział pod względem liczby lokali zmniejszył się w tym okresie o ponad 5 p.p. Jedną z przyczyn mogą być administracyjne regulacje rynku (zakaz handlu w niedzielę).

Co przyniesie przyszłość?

Scenariusze przyszłości gastronomii w centrach handlowych rozważać należy w kilku aspektach. Zarówno zmiany zachowań konsumenckich, jak i czynniki bezpośrednio wpływające na działalność operacyjną najemców będą kształtować następne lata biznesu gastronomicznego.

Trendy jedzeniowe konsumentów wyznaczać będą czynniki takie, jak: wzrost znaczenia ochrony środowiska i zdrowego trybu życia, ciekawość nowych smaków spowodowana podróżami i otwarciem na inne kultury, wzrost zamożności, zmiana modelu rodziny i stylu życia oraz brak czasu. Popularny staje się także powrót do tradycji. Modne są obecnie regionalne, ekologiczne produkty wytwarzane w tradycyjny sposób. W konsumentach odrodziła się również potrzeba tzw. wspólnoty stołu, i kameralności wrażeń. W tym trendzie mieszczą się targi śniadaniowe, renesans bazarów, wspólne gotowanie czy pikniki w plenerze. To wszystko pokazuje tęsknotę za wspólnotowym modelem społecznym w kontrze do modelu, jaki niesie za sobą globalizacja.

Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International
Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International

– Gastronomia coraz częściej sięga po wartości, jakie oferuje nam przyroda. Ciekawym zjawiskiem są sezonowe „dzikie restauracje”, tworzone przez miłośników dobrego jedzenia, lokalnych produktów i biesiadowania na łonie natury. Wyjście z gastronomią w plener to jeden z kierunków, którego oczekują od centrów handlowych konsumenci – mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International.

Wśród czynników mających wpływ na biznes najemców gastronomicznych w centrach handlowych wymienić należy nadmierną podaż punktów gastronomicznych, rozwój sprzedaży on-line oraz wzrost kosztów operacyjnych (koszty najmu, mediów i pracy). Rosnąca popularność zamówień online i dostaw stawia nowe wyzwania, z jakimi musze zmierzyć się właściciele centrów. Pojawia się zapotrzebowanie na miejsca postoju czy oczekiwania dla kurierów, a wraz z centralizacją kuchni poza obiektami może pojawić się potrzeba redukcji powierzchni najmu lokali gastronomicznych. Natomiast największym wyzwaniem dla sieci jest pozyskanie i utrzymanie pracowników, wzrost ich płac, a także wzrost cen żywności, szczególnie produktów świeżych, których oczekują klienci.

W przyszłości gastronomię zmieniać będą także zjawiska, takie jak robotyzacja branży, czy sztuczna produkcja żywności. Zaś w opozycji do nowych technologii, rośnie w siłę idea zero waste, slow food i private cooking. Jest to styl życia zakładający brak marnowania jedzenia, wytwarzanie go na własne potrzeby, a także dzielenie się żywnością oraz minimalizowanie produkcji odpadów. Centra handlowe będą musiały pogodzić te dwa z pozoru przeciwstawne trendy.

Wi-Fi kończy 20 lat – 20 znaczących momentów w historii technologii

W 1999 roku kilka firm technologicznych połączyło siły tworząc Wireless Ethernet Compatibility Alliance (WECA). 30. września 1999 r. standard bezprzewodowej sieci LAN 802.11b stał się dostępny w zastosowaniach komercyjnych. Ten moment uznawany jest za początek istnienia sieci bezprzewodowej, znanej dzisiaj powszechnie jako Wi-Fi. Aby uczcić 20. rocznicę jej powstania, Cisco przedstawia 20 istotnych dat oraz faktów związanych z ewolucją technologii Wi-Fi i jej wpływem na nasze życie:

1971: Wczesne początki Wi-Fi: Na Uniwersytecie Hawajskim powstaje system sieciowy ALOHAnet, który stanowi podstawę do dalszego rozwoju komunikacji bezprzewodowej, a także późniejszego powstania sieci Wi-Fi.

1997: Pojawia się standard 802.11: Wprowadzona zostaje pierwsza wersja standardu 802.11, pozwalającą na uzyskanie przepustowości do 2MB/ s.

1999: Powstaje WECA: Pół tuzina firm technologicznych, w tym Aironet, który został później przejęty przez Cisco, utworzyło Wireless Ethernet Compatibility Alliance (WECA). W 2002 roku WECA zmieniło nazwę na Wi-Fi Alliance.

1999: 802.11b – pierwszy standard „Wi-Fi”: Ogłoszenie standardu 802.11b – pierwszego, który pojawił się pod nazwą „Wi-Fi”. Charakteryzowała go większa szybkość i użyteczność w stosunku do standardu 802.11. Ten moment uznawany jest przez wielu za prawdziwy początek rewolucji, jaką wprowadził rozwój sieci bezprzewodowej.

1999/2000: Pojawiają się pierwsze komercyjne urządzenia oparte o 802.11b: „Wi-Fi” zaczyna pojawiać się w urządzeniach komercyjnych, w tym w popularnych laptopach. Od tego momentu komputer staje się naprawdę mobilny. Sieć Wi-Fi zaczyna zyskiwać na znaczeniu wśród konsumentów.

2002: Cisco pomaga branży zrobić krok do przodu: na rynek wychodzi darmowy program licencyjny Cisco Compatible eXtensions, który umożliwia pracę rozwiązaniom Wi-Fi innych producentów z sieciami bezprzewodowymi Cisco, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa.

2004: Wi-Fi sięga nieba: Odbywa się pierwszy komercyjny lot oferujący pasażerom dostęp do sieci Wi-Fi.

2005: Wi-Fi oficjalnie gości w słownikach: Wyrażenie zostaje dodane do słownika amerykańskiej odmiany języka angielskiego Merriam-Webster.

2009: 802.11n rewolucjonizuje branżę: Wprowadzenie nowego standardu 802.11n (Wi-Fi 4). Dzięki zastosowaniu technologii MIMO, standard 802.11n umożliwił zwiększenie prędkości transmisji, co pozwoliło na pomnożenie ilości strumieni danych oraz liczby anten. Maksymalna szybkość transmisji wzrosła prawie dziewięciokrotnie (54 Mbps vs. 450 Mbps).

2010: Nowa fala innowacji Cisco: Technologia Cisco CleanAir została wprowadzona w serii access pointów Aironet 3500, pozwalając na automatyczną identyfikację zakłóceń oraz przekierowywanie użytkowników na inne, mniej obciążone kanały.

2011: Trend hot spotów: Liczba hot spotów Wi-Fi na całym świecie przekracza milion.

2012: Udomowione Wi-Fi: Jedna czwarta wszystkich gospodarstw domowych na świecie jest podłączona do sieci Wi-Fi.

2013: 802.11ac zapewnia jeszcze większą szybkość: Wprowadzony zostaje standard 802.11ac, osiągający prędkość ponad 1 GB/s.

2015: Wi-Fi staje się nieodłączną częścią życia: Jak wynika z badania IDC, Wi-Fi jest drugą najważniejszą rzeczą, bez której ludzie nie potrafią żyć. 18% respondentów umieściło ją nawet na pierwszym miejscu. Wyżej znalazło się tylko jedzenie – 30%. Dla przykładu, seks (10%), telewizja (8%) oraz alkohol (4%) były w tyle za Wi-Fi.

2018: Wi-Fi jako główny czynnik ekonomiczny: Globalna wartość ekonomiczna technologii Wi-Fi sięga 2 bilionów dolarów.

2018: 13 miliardów urządzeń podłączonych do Wi-Fi: to prawie dwa urządzenia Wi-Fi przypadające na jedną osobę na świecie.

2019: Czas na Wi-Fi 6: Pojawia się Wi-Fi 6, które osiąga prędkość do 5 GB/s i opiera się na tych samych podstawach co sieć 5G. Obie technologie uznaje się za komplementarne. Sieć Wi-Fi 6 zużywa mniej baterii podłączonych do niej urządzeń i całościowo zapewnia bardziej przewidywalne wrażenia z użytkowania. Cisco ogłasza projekt Cisco OpenRoaming, którego celem jest ułatwienie płynnego i bezpiecznego przełączania się między sieciami Wi-Fi i LTE oraz publicznymi sieciami bezprzewodowymi.

2021: Dalszy rozwój hot spotów: Według szacunków Cisco, liczba hot spotów przekroczy globalnie 500 milionów. Będzie to 500 razy więcej niż dziesięć lat wcześniej.

2022: Średnie prędkości nadal rosną: Przewiduje się, że do tego roku średnia globalna prędkość połączenia Wi-Fi wyniesie 54,2 MB/s, w porównaniu z 24,4 MB/s w 2017 roku.

2022: Wi-Fi będzie siłą napędową Internetu przyszłości: Wi-Fi stanie się dominującym źródłem dostępu do Internetu. Badanie Cisco VNI przewiduje, że będzie przez nie przepływać do 59% ruchu internetowego.

„Obecnie Wi-Fi jest jedną z najszybciej rozwijających się technologii sieciowych. W rezultacie Internet dostępny jest w znacznie większej liczbie miejsc, oferując nowy poziom mobilności, wygody i produktywności. Sieci Wi-Fi zmieniły sposób w jaki żyjemy, pracujemy, uczymy się i spędzamy wolny czas. Niezależnie od tego, czy używamy Wi-Fi do łączenia się z sieciami społecznościowymi, oglądania filmów, grania, pracy czy cyfrowej transformacji biznesu, nowa generacja Wi-Fi 6, obok sieci 5G, otworzy przed nami zupełnie nowy świat możliwości” – mówi Łukasz Bromirski, Dyrektor ds. Technologii w Cisco Polska.

Źródła:

  • Wi-Fi Alliance
  • Cisco Visual Networking Index.

Odstąpienie od umowy najmu poza kosztami podatkowymi

Tematyka podatkowego rozliczenia umów najmu zawiera szereg ciekawych zagadnień. Jednym z nich jest problematyka kwalifikacji wydatków związanych z odstąpieniem od umowy najmu do kosztów podatkowych. Podatnicy będący najemcami lub planujący wynajem, którzy zawarli umowę lub umowę przedwstępną, często nie są świadomi, że w zależności od okoliczności skutki podatkowe takich rozliczeń mogą być odmienne.

Zgodnie z ustawą o VAT opodatkowaniu tym podatkiem podlega m.in. odpłatna dostawa towarów i odpłatne świadczenie usług na terytorium kraju. W myśl art. 8 ust.1 pkt 2 ustawy o VAT przez odpłatne świadczenie usług rozumie się każde świadczenie na rzecz osoby fizycznej, osoby prawnej lub jednostki organizacyjnej niemającej osobowości prawnej, które nie stanowi dostawy towarów w rozumieniu przepisów ww. ustawy, w tym również zobowiązanie do powstrzymania się od dokonania czynności tudzież do tolerowania czynności lub sytuacji. Natomiast co do zasady wypłat o charakterze odszkodowawczym nie można zakwalifikować jako usługi opodatkowanej VAT ze względu na brak ekwiwalentnego świadczenia.

Rekompensata za wcześniejsze rozwiązanie umowy

W wydawanych w ostatnich latach wyrokach sądów administracyjnych i interpretacjach organów podatkowych dominuje pogląd, że płatności z tytułu wcześniejszego rozwiązania umowy, w szczególności najmu lub dzierżawy za zgodą stron, stanowią wynagrodzenie za świadczoną usługę polegającą na wyrażeniu zgody na odstąpienie od umowy. Z tego względu takie wynagrodzenie podlega opodatkowaniu VAT jako odpłatne świadczenie usług (przykładowo wyrok NSA z 11 maja 2017 r., sygn. akt I FSK 819/15 oraz z 7 lipca 2016 r., jak również interpretacja indywidualna Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej z 4 lipca 2017 r. nr 0111-KDIB3-2.4012.180.2017.1.SR).

Zdaniem sądów i organów podatkowych wypłaty z tytułu wcześniejszego rozwiązania umowy dzierżawy za porozumieniem stron wynikają z tego samego źródła, co opodatkowana usługa dzierżawy. Skoro są to rozliczenia związane z podlegającą VAT umową dzierżawy, to analogicznie także wypłaty za wcześniejsze jej rozwiązanie podlegają opodatkowaniu VAT. Jak wspomniano powyżej, w opinii sądów i organów podatkowych wypłata ustalonej (wynegocjowanej) kwoty w związku z zakończeniem umowy za zgodą stron stanowi formę wynagrodzenia za działanie wydzierżawiającego, tj. za wyrażenie zgody na odstąpienie od umowy. W konsekwencji z uwagi na wzajemny charakter świadczeń stron nie można uznać takiej płatności za wypłatę o charakterze odszkodowawczym.

Zgodnie ze stosunkowo jednolitą w ostatnich latach praktyką organów podatkowych, jeżeli wypłata wynagrodzenia za przedterminowe rozwiązanie umowy za zgodą stron dotyczy umowy mającej bezpośredni związek z wykonywaną przez dzierżawcę działalnością opodatkowaną (jak rozumiemy, taka sytuacja ma miejsce w analizowanym przypadku), to wypłacającemu takie wynagrodzenie czynnemu podatnikowi VAT przysługuje prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego wynikającego z faktury dokumentującej wypłatę tego wynagrodzenia.

Wyrok NSA z 7 czerwca 2019 r.

Problem nie jest jednak rozstrzygnięty, co pokazuje sprawa, która ostatecznie trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Postępowanie będące następstwem wydania negatywnej interpretacji podatkowej dotyczyło spółki, która planowała rozwój i w konsekwencji zamierzała wynająć dodatkową powierzchnię od kontrahenta. Spółka zawarła w tym celu umowę przyrzeczoną, w której określono kwotę 4 000 000 zł z tytułu odstąpienia od umowy. Na skutek zmian organizacyjnych w strukturze udziałowców oraz po ponownej analizie tego zamierzenia biznesowego uznano, że inwestycja jest nieopłacalna, przez co spółka postanowiła odstąpić od umowy. Dodatkowo, chcąc potwierdzić swoje stanowisko, spółka zwróciła się do fiskusa z wnioskiem o wydanie interpretacji podatkowej.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach, podobnie jak organ administracyjny, nie zgodził się z podatnikiem, że odstąpienie od podpisania umowy najmu nieruchomości ma na celu zabezpieczenie/zachowanie źródła przychodów. Spornej kary umownej nie można bowiem powiązać z żadnym ze źródeł przychodów poza ogólną działalnością Spółki. W wyroku sądu pierwszej instancji stwierdzono, że skoro spółka zawarła umowę, przy czym wcześniej wiedziała jakie warunki techniczne są potrzebne do prowadzenia działalności o jej profilu gospodarczym, to nie może oczekiwać, że będzie mogła własne ryzyko, w tym brak wcześniejszego sprawdzenia warunków technicznych obiektu, zrekompensować sobie przy użyciu regulacji prawnej z art. 15 updop, albowiem ta nie służy takim celom.

W podobnym tonie wypowiedział się NSA w wyroku z 7 czerwca 2019 r. (sygn. II FSK 1724/17), gdzie sprawa trafiła na skutek skargi podatnika. NSA potwierdził, że rezygnacja z zawarcia umowy najmu z uwagi na zmianę planów inwestycyjnych nie uprawnia Spółki do zaliczenia do kosztów uzyskania przychodu kary umownej z tytułu odstąpienia od zawarcia umowy najmu. Wydatek ten nie ma bowiem związku z uzyskaniem przychodów ani z zabezpieczeniem źródła przychodów.

Podsumowanie

Powyższe przykłady pokazują, że tematyka rozliczenia podatkowego umów najmu nie jest prosta. Dodatkowo bardzo istotny jest sposób przygotowywania wniosku o wydanie indywidualnej interpretacji podatkowej oraz zaopatrzenie go w odpowiednią argumentację. Dlatego warto współpracować z profesjonalnym zespołem doradców podatkowych, którzy, znając orzecznictwo oraz interpretacje organów, mogą przygotować taki wniosek. Dobrą praktyką jest także wcześniejsze skonsultowanie z doradcą działań, szczególnie tych nietypowych, mało powtarzalnych w toku prowadzonej działalności.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.