Nowe zasady opodatkowania fundacji rodzinnych – najem pod lupą fiskusa

29 sierpnia Ministerstwo Finansów zaprezentowało projekt nowelizacji ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, który wprowadza szereg zmian w funkcjonowaniu fundacji rodzinnych. Jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów jest propozycja opodatkowania przychodów z najmu nieruchomości, która znacząco wykracza poza wcześniejsze zapowiedzi resortu.

Od zapowiedzi do projektu – nagła zmiana kierunku

Jeszcze kilka miesięcy temu Ministerstwo Finansów zapowiadało, że opodatkowaniu zostanie poddany jedynie najem krótkoterminowy, traktowany jako działalność zbliżona do hotelarstwa. Projekt ustawy ujawniony pod koniec sierpnia poszerza jednak zakres zmian – zakłada, że każdy najem nieruchomości mieszkaniowych będzie obłożony podatkiem, z jednym wyjątkiem: gdy fundacja rodzinna wynajmuje lokal bezpośrednio osobie fizycznej na jej cele mieszkaniowe (model B2C).

Eksperci oceniają takie rozwiązanie jako niekonsekwentne i potencjalnie szkodliwe. W praktyce bowiem wyłącza ono możliwość wynajmu mieszkań przez fundacje np. firmom czy innym podmiotom prawnym, nawet jeśli ostatecznie lokale służą celom mieszkaniowym.

Najem i działalność gospodarcza – co się zmieni

Według projektu, od momentu wejścia w życie nowych regulacji:

  • najem krótkoterminowy (np. przez platformy rezerwacyjne, w formule turystycznej) zostanie wprost wyłączony ze zwolnienia podatkowego i objęty 19% CIT,
  • najem długoterminowy będzie korzystał ze zwolnienia tylko wtedy, gdy lokal zostanie wynajęty bezpośrednio osobie fizycznej i wyłącznie na jej potrzeby mieszkaniowe,
  • działalność hotelarska zostanie w całości wykluczona z katalogu działań dozwolonych dla fundacji rodzinnych.

Takie ograniczenia w ocenie specjalistów mocno komplikują zarządzanie majątkiem wniesionym do fundacji. Wiele rodzin planowało wykorzystywać ten instrument m.in. do długoterminowego inwestowania w nieruchomości.

Lock-up na aktywach i inne zmiany

Propozycje dotyczące najmu to tylko część szerszego pakietu. Projekt ustawy przewiduje również:

  • lock-up sprzedaży aktywów – trzyletni zakaz korzystania ze zwolnienia podatkowego przy sprzedaży składników majątku wniesionych do fundacji przez podmioty powiązane; dopiero po 36 miesiącach transakcja będzie wolna od CIT,
  • CFC (Controlled Foreign Company) – objęcie fundacji rodzinnych obowiązkiem podatkowym w przypadku posiadania kontrolowanych jednostek zagranicznych,
  • struktury transparentne podatkowo – doprecyzowanie, że dochody z takich struktur będą podlegały opodatkowaniu w Polsce,
  • pożyczki jako ukryte zyski – umorzone, przedawnione lub odpisane należności z tytułu pożyczek dla fundatora, beneficjentów lub osób powiązanych zostaną zakwalifikowane jako ukryte zyski.

Argumenty resortu finansów

Minister finansów i gospodarki Andrzej Domański podkreślił, że celem projektu jest zwiększenie transparentności i ochrona fundacji rodzinnych przed nadużyciami:

„Zmiany nie są wymierzone w uczciwie działające fundacje. Mają one służyć tym, którzy korzystają z tego narzędzia zgodnie z jego przeznaczeniem. To zmiany punktowe, racjonalne i proporcjonalne. Nie możemy dopuścić, by pojedyncze przypadki zniechęciły dziesiątki czy setki rodzin do korzystania z tej formy prawnej.”

Podobne stanowisko wyraził Henryk Orfinger, przewodniczący Rady Nadzorczej Dr Irena Eris S.A., wskazując, że sukcesja w polskich firmach rodzinnych jest trudnym procesem, a fundacje rodzinne pomogły uporządkować kwestie własności i zarządzania. Jego zdaniem uszczelnienie systemu podatkowego nie powinno jednak uderzać w uczciwych przedsiębiorców.

Wątpliwości prawne i praktyczne

Eksperci zwracają uwagę na kilka problematycznych aspektów projektu:

  1. Retroaktywność przepisów – lock-up ma objąć aktywa wniesione do fundacji po 31 sierpnia 2025 r., co oznacza częściowo wsteczne działanie prawa. Może to budzić zastrzeżenia konstytucyjne.
  2. Niejasność co do okresu przejściowego – nie wiadomo, jak traktować zbycie mienia pomiędzy wskazaną datą a wejściem w życie ustawy.
  3. Ograniczenie inwestycji w nieruchomości – w praktyce fundacje rodzinne zostaną pozbawione możliwości wynajmu krótkoterminowego, a najem długoterminowy będzie korzystny tylko w przypadku umów zawieranych bezpośrednio z konsumentami.
  4. Ryzyko podwójnego opodatkowania – w przypadku udziału w zagranicznych strukturach transparentnych podatkowo, przychody mogą być obciążone podatkiem zarówno za granicą, jak i w Polsce.

Fundacje rodzinne – instrument sukcesyjny, nie podatkowy

Do końca kwietnia 2025 r. złożono już niemal 4 tysiące wniosków o rejestrację fundacji rodzinnych, z czego ponad 2,5 tysiąca zostało zarejestrowanych. Popularność tej formy wynika z jej użyteczności w planowaniu sukcesji międzypokoleniowej.

Celem fundacji rodzinnej nie jest optymalizacja podatkowa, lecz zapewnienie stabilności biznesu rodzinnego i ochrona majątku. Dlatego eksperci podkreślają, że projektowane zmiany powinny być dokładnie wyważone – by z jednej strony zamknąć drogę do nadużyć, z drugiej nie zniechęcić uczciwych firm do korzystania z tego narzędzia.

Podsumowanie

Projekt zmian w opodatkowaniu fundacji rodzinnych wywołał szeroką dyskusję. Z jednej strony resort finansów chce uszczelnić system i zapobiec wykorzystywaniu fundacji do celów podatkowych, z drugiej – nowe przepisy mogą znacząco ograniczyć atrakcyjność tego instrumentu w obszarze inwestycji w nieruchomości.

Największe kontrowersje budzi opodatkowanie najmu – szczególnie fakt, że preferencja podatkowa obejmie wyłącznie umowy bezpośrednie z osobami fizycznymi na cele mieszkaniowe. W ocenie ekspertów to rozwiązanie nadmiernie restrykcyjne, które w praktyce ograniczy elastyczność fundacji i może podważyć sens wielu dotychczasowych modeli inwestycyjnych.

Katowice chcą od deweloperów 30-krotności podatku

Katowice zdecydowały się na radykalny krok wobec firm deweloperskich – podatek od niesprzedanych lokali mieszkalnych wzrósł nawet 30-krotnie. Miasto argumentuje, że skoro mieszkanie nie jest wykorzystywane do celów mieszkaniowych, a pozostaje w rękach spółki deweloperskiej, należy traktować je jako element działalności gospodarczej, a nie zwykły lokal mieszkalny.

Od preferencji do maksymalnej stawki

Do tej pory deweloperzy płacili za niesprzedane lokale stawkę obowiązującą dla mieszkań, czyli 1,19 zł za m². Teraz urzędnicy stosują stawkę dla nieruchomości wykorzystywanych w działalności gospodarczej – aż 34 zł za m².

Różnica jest ogromna. Przykładowo:

  • mieszkanie o powierzchni 50 m² oznaczało dotąd roczny podatek rzędu 60 zł,
  • po zmianie obciążenie wzrasta do 1700 zł rocznie.

Jeżeli deweloper posiada kilkanaście czy kilkadziesiąt niesprzedanych lokali, łączne koszty rosną do dziesiątek, a nawet setek tysięcy złotych.

Podstawa prawna i argumenty miasta

Katowiccy urzędnicy powołują się na wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z jesieni 2024 r., który potwierdził możliwość stosowania wyższych stawek w przypadku mieszkań niewykorzystywanych na cele mieszkaniowe.

Miasto tłumaczy, że takie lokale mogą służyć np. jako mieszkania pokazowe czy być utrzymywane w ramach działalności deweloperskiej. W takiej sytuacji – zdaniem samorządu – nie ma podstaw, by stosować preferencyjną stawkę podatku, którą objęci są zwykli mieszkańcy.

Reakcja branży deweloperskiej

Środowisko deweloperskie przyjęło decyzję z oburzeniem. Firmy wskazują, że rynek mieszkaniowy znajduje się obecnie w trudnej sytuacji – sprzedaż spowolniła, rosną koszty budowy i finansowania, a dodatkowe obciążenia podatkowe pogarszają kondycję sektora.

Bartosz Krawczak z Polskiego Związku Firm Deweloperskich w rozmowie z Gazetą Wyborczą zapowiedział, że branża będzie składała odwołania od decyzji miasta.

– Nie jest to sytuacja, którą deweloperzy przyjmują ze stoickim spokojem. Na pewno firmy będą się odwoływały od decyzji władz Katowic – podkreślił.

Szersze konsekwencje

Podatek od nieruchomości jest podatkiem lokalnym, którego wysokość ustala gmina, jednak maksymalne stawki określa państwo. Decyzja Katowic może stać się precedensem dla innych miast, które borykają się z dużą liczbą pustostanów deweloperskich i chcą zwiększyć dochody budżetowe.

Dla deweloperów oznacza to jednak dodatkowe ryzyko finansowe. Jeśli inne samorządy pójdą śladem Katowic, niesprzedane lokale mogą stać się znaczącym obciążeniem kosztowym, co może wymusić obniżki cen mieszkań lub zmiany w strategiach inwestycyjnych firm.

Leasing samochodu – jakie czynniki wpływają na jego koszt?

Leasing samochodu to popularna forma finansowania pojazdu, która pozwala na korzystanie z nowego auta bez konieczności jego zakupu. Zanim zdecydujesz się na tę opcję, warto poznać kluczowe aspekty leasingu. W tym artykule odpowiemy na najważniejsze pytania dotyczące kosztów i warunków leasingu samochodowego.

Czym właściwie jest leasing samochodu?

Leasing samochodu to długoterminowa umowa, w ramach której otrzymujesz prawo do użytkowania pojazdu w zamian za regularne opłaty miesięczne. Typowy okres leasingu trwa od 24 do 48 miesięcy. Po zakończeniu umowy zwracasz auto firmie leasingowej. Ta forma finansowania pozwala Ci jeździć nowym samochodem bez obaw o jego wartość rezydualną czy koszty amortyzacji1.

Od czego zależy całkowity koszt leasingu?

Całkowity koszt leasingu jest sumą wszystkich wydatków związanych z umową. Główne czynniki wpływające na jego wysokość to:

  • Okres umowy – im dłuższy, tym niższe miesięczne raty, ale wyższy koszt całkowity.
  • Wysokość opłaty wstępnej – większa wpłata początkowa obniża miesięczne raty.
  • Wartość wykupu pojazdu – określona na koniec umowy.
  • Oprocentowanie – wpływa na wysokość rat leasingowych.
  • Przebieg roczny – wyższy limit kilometrów zwiększa koszt leasingu.

Jakie dodatkowe koszty wiążą się z leasingiem?

Oprócz miesięcznych rat leasingowych, musisz uwzględnić:

  • Ubezpieczenie – często wymagane jest pełne ubezpieczenie AC/OC.
  • Serwis i naprawy – zależnie od warunków umowy.
  • Opłaty za przekroczenie limitu kilometrów.
  • Ewentualne kary za wcześniejsze rozwiązanie umowy.
  • Opłaty administracyjne i rejestracyjne.

To najbardziej popularne rodzaje dodatkowych kosztów, które mogą wiązać się z użytkowaniem leasingowanego pojazdu. Warto upewnić się jakie potencjalne opłaty wiążą się z podpisaniem umowy u konkretnego leasingodawcy2.

Jak porównywać oferty leasingowe? 

Kluczem jest analiza TCO (Total Cost of Ownership)3, czyli wszystkich kosztów:

  1. Suma rat + opłata wstępna + wartość wykupu.
  2. Dodatkowe opłaty: ubezpieczenie, serwis, kary za przekroczenie limitu kilometrów.
  3. Koszty utrzymania (paliwo, wymiana opon).

mamGO to platforma, na której możesz w jednym miejscu i w prosty sposób znaleźć odpowiedni dla siebie samochód oraz wybrać jedną z dostępnych form finansowania. Na platformie dostępna jest porównywarka ofert, kalkulator opłat i rat miesięcznych, a także licznik emisji CO2 co ułatwia wybór najlepszego rozwiązania, dopasowanego do potrzeb i stylu życia.

Podsumowując czynniki wpływające na koszt leasingu samochodowego

Decydując się na leasing, zawsze oblicz całkowity koszt (suma wszystkich opłat). Sprawdź elastyczność umowy (możliwość zmiany limitu km, wcześniejszego wykupu). Porównaj co najmniej 3 oferty od różnych dostawców. Uwzględnij koszty dodatkowe (np. obowiązkowe ubezpieczenie AC). Pamiętaj, że optymalna oferta to taka, która łączy przystępne raty z transparentnymi warunkami i niskim TCO.

Podmiotem zawierającym umowy leasingu jest BNP Paribas Leasing Services Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie, ul. Grzybowska 78, 00-844 Warszawa.

Właścicielem i udostępniającym Platformę mamGO jest BNP Paribas Group Service Center S.A. z siedzibą w Warszawie przy ul. Grzybowskiej 78, 00-844 Warszawa.

Niniejszy materiał nie jest ofertą. Materiał ten nie ma waloru porady prawnej ani podatkowej, a także nie stanowi pośrednictwa kredytowego, ubezpieczeniowego czy porady inwestycyjnej. Treści podlega ochronie prawnej, w szczególności wynikającej z ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych z 4 lutego 1994 r. oraz o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji z 16 kwietnia 1993 r.

Źródła:

  1. https://www.infakt.pl/jak-rozliczyc-koszty-leasingu/
  2. https://www.warta.pl/porada/jakie-dodatkowe-koszty-nalezy-uwzglednic-przy-zakupie-samochodu-w-leasingu/
  3. https://www.shell.pl/biznesowi/karta-paliwowa/blog/tco-czyli-total-cost-of-ownership-dlaczego-jest-istotny-dla-flotowcow.html

Bezpłatna szkoła tylko w teorii – jakie wydatki naprawdę ponoszą rodzice?

Choć Konstytucja RP gwarantuje, że nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna, każdy rodzic wie, że rok szkolny oznacza wydatki znacznie wykraczające poza podręczniki i wyprawkę. W praktyce pojawiają się dziesiątki dodatkowych opłat – od składek na Radę Rodziców, przez wycieczki, po prezenty dla nauczycieli i dzieci. Czy wszystkie te koszty są zgodne z prawem?

Bezpłatna szkoła – teoria kontra praktyka

Art. 70 ust. 2 Konstytucji RP jasno stanowi, że „nauka w szkołach publicznych jest bezpłatna”. Przepisy ustawy – Prawo oświatowe rozwijają tę zasadę, wskazując, że obowiązek szkoły obejmuje zapewnienie uczniom bezpłatnego dostępu do edukacji i materiałów dydaktycznych. „Wszelkie opłaty narzucane przez szkołę, takie jak ‘składki klasowe’ czy obowiązkowe wpłaty na komitet rodzicielski, nie mają podstawy prawnej – podkreśla adwokat Tymoteusz Paprocki z Kancelarii Paprocki, Wojciechowski
& Partnerzy. – Art. 84 ustawy wyraźnie mówi, że fundusze rady rodziców pochodzą z dobrowolnych składek. Brak wpłaty nie może powodować żadnych negatywnych konsekwencji wobec dziecka”.

Składki na Radę Rodziców i prezenty

Rada Rodziców, potocznie nazywana komitetem, funkcjonuje w każdej szkole i ma prawo gromadzić środki na wspieranie placówki. Jednak – jak tłumaczy mecenas Paprocki –„kluczowe jest to, że składki mają charakter wyłącznie dobrowolny. Brak wpłaty nie może w żadnym przypadku wpływać na ocenę, traktowanie ucznia ani jego udział w zajęciach czy wydarzeniach szkolnych”.

Podobnie wygląda kwestia składek na prezenty dla nauczycieli czy dla dzieci z okazji świąt. To inicjatywy społeczne rodziców, które nie wynikają z żadnych przepisów prawa. „Takie wpłaty są całkowicie dobrowolne. Jeśli rodzic nie zdecyduje się na udział w zbiórce, dziecko nie może być w żaden sposób piętnowane” – dodaje prawnik.

Wycieczki, kino, teatr, spotkania z autorami – dodatkowe, nie obowiązkowe

Kolejną kategorią kosztów są wycieczki czy wyjścia do kina i teatru. Z jednej strony to wartościowe elementy życia szkolnego, z drugiej – poważne obciążenie finansowe dla rodziców. „Wycieczki to forma zajęć dodatkowych, uregulowana w rozporządzeniu MEN z 25 maja 2018 r. Udział wymaga zgody rodziców i wiąże się z kosztami, ale ma charakter całkowicie dobrowolny” – zaznacza adwokat Paprocki. „Jeżeli uczeń nie jedzie na wycieczkę, szkoła ma obowiązek zapewnić mu opiekę na miejscu”.

Rodzice często sygnalizują też problem związany z wizytami autorów książek w szkołach. Dzieci bywają podczas takich spotkań zachęcane, a czasem nawet czują się zobligowane do zakupu książki. „Szkoła ani zaproszeni goście nie mogą zobowiązywać uczniów lub rodziców do zakupu książek czy innych publikacji. Udział w spotkaniu nie może być uzależniony od zakupu, a dziecko nie może ponosić negatywnych konsekwencji, jeśli rodzic nie zdecyduje się na taki wydatek” – wyjaśnia mecenas Paprocki.

Podobnie wygląda kwestia dodatkowych ćwiczeń czy materiałów edukacyjnych. „Nauczyciel może wskazywać wartościowe książki, ale nie może ich narzucać. Podstawowe podręczniki w szkołach podstawowych finansowane są przez państwo. Decyzja o zakupie dodatkowych ćwiczeń należy wyłącznie do rodziców” – dodaje prawnik.

Obiady – płatne, ale z możliwością wsparcia

Innym kosztem, z którym muszą liczyć się rodzice, są obiady w szkolnej stołówce. To jedyny obszar, gdzie szkoła faktycznie pobiera opłaty, ponieważ chodzi o usługę, a nie o element bezpłatnej nauki. „Opłaty za posiłki są zgodne z prawem, ale gmina może dofinansować obiady dzieciom z rodzin o niskich dochodach. Ustawa o pomocy społecznej nakłada na samorządy obowiązek wsparcia, aby żadne dziecko nie zostało pozbawione posiłku” – podkreśla adwokat Paprocki.

Wsparcie systemowe

Świadczenie „Dobry Start”, czyli popularne 300+ na wyprawkę szkolną, przysługuje raz w roku wszystkim uczniom do ukończenia 20. roku życia (lub 24. roku życia w przypadku uczniów z orzeczoną niepełnosprawnością), którzy uczą się w szkole podstawowej, ponadpodstawowej, policealnej czy w szkole dla dorosłych. Nie obejmuje studentów.  Świadczenie dotyczy wyłącznie uczniów w rozumieniu ustawy – Prawo oświatowe. Student natomiast podlega ustawie – Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, dlatego nie jest w tej grupie. Program ma wspierać rodziny w corocznych kosztach wyprawki szkolnej – zeszytów, plecaków, przyborów – wyjasnia adwokat Paprocki. Na studiach takiego obowiązkowego pakietu już nie ma, a państwo zapewnia inne formy wsparcia, np. stypendia socjalne, stypendia dla osób z niepełnosprawnościami czy stypendia rektora.

Prawa rodzica – czego możesz odmówić, a co musisz opłacić

Musisz opłacić:

  • Obiady w stołówce (choć gmina może dofinansować).
  • Wycieczki, kino, teatr – jeśli rodzic wyrazi zgodę na udział dziecka.

Możesz odmówić:

  • Składki na Radę Rodziców / komitet klasowy.
  • Składki na prezenty dla nauczycieli i dzieci.
  • Zakup dodatkowych książek czy ćwiczeń spoza podstawy programowej.
  • Kupno książek od autorów zaproszonych do szkoły.

Pamiętaj:

  • Brak wpłaty nie może wpływać na oceny, udział w zajęciach ani traktowanie dziecka (art. 84 ust. 6 ustawy – Prawo oświatowe).
  • Szkoła musi zapewnić opiekę dziecku, które nie jedzie na wycieczkę.

Choć szkoła publiczna z założenia jest bezpłatna, rodzice muszą być przygotowani na liczne dodatkowe wydatki. Najważniejsze jednak, by wiedzieli, że żadna wpłata na komitet, prezent czy dodatkową książkę nie jest obowiązkowa – a brak składki nie może w żaden sposób wpływać na dziecko.

Druga połowa 2025 roku – ostatnia szansa na pełne wykorzystanie funduszy europejskich

Druga połowa 2025 roku otwiera przed przedsiębiorcami unikalne możliwości pozyskania środków europejskich i międzynarodowych. Jesteśmy w kluczowym momencie wdrażania polityki spójności, rewizji Krajowego Planu Odbudowy (KPO) oraz tworzenia nowatorskich instrumentów, takich jak STEP. Dla firm planujących inwestycje w innowacje, zieloną transformację czy automatyzację produkcji – to ostatni moment, aby przygotować się do wykorzystania ogromnego potencjału środków dostępnych na rynku. Kluczowe jest strategiczne podejście do wyboru odpowiednich instrumentów i profesjonalne przygotowanie projektów. 

Tempo realizacji programów europejskich stwarza rosnące napięcie między jakością projektów, a koniecznością szybkiej kontraktacji środków. Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność jeszcze lepszego przygotowania wniosków i precyzyjnego dopasowania do kryteriów konkursu. Kluczowe staje się nie tylko posiadanie innowacyjnego pomysłu, ale także wykazanie jego wpływu na zwiększenie niezależności technologicznej czy redukcję śladu węglowego, aby dopasować się do wymogów konkursów i uzyskać dofinansowanie.

Inicjatywa STEP – nowa jakość w finansowaniu technologii strategicznych

Celem platformy STEP jest wsparcie innowacyjnych projektów, które przyczyniają się do rozwoju strategii suwerenności technologicznej Unii Europejskiej. Wsparcie koncentruje się na trzech kluczowych dziedzinach:

  • Biotechnologii,
  • Technologiach cyfrowych,
  • Czystych i zasobooszczędnych technologiach.

Platforma STEP, czyli Platforma na rzecz Technologii Strategicznych dla Europy, dysponuje budżetem przekraczającym 1,8 miliarda złotych, w ramach 13 nowych naborów wprowadzonych w programie FENG.

Program STEP oferuje dwie ścieżki finansowania. Ścieżka A wspiera projekty innowacyjne, które wnoszą na rynek wewnętrzny przełomowe elementy o znaczącym potencjale gospodarczym. Ścieżka B stanowi kompletną nowość w systemie, koncentrując się na projektach mających znaczenie dla strategicznej niezależności UE, które przyczyniają się do ograniczania zależności od zewnętrznych dostawców w kluczowych obszarach technologicznych.

Wśród usprawnień proceduralnych warto wymienić możliwość składania fiszek projektowych przez firmy, co pozwala na wstępną ocenę przed złożeniem pełnego wniosku. To znaczące uproszczenie, które ma na celu zwiększenie szans na efektywną ocenę projektów oraz ograniczenie liczby składanych wniosków.

Ścieżka SMART – elastyczne wsparcie dla innowatorów

Ścieżka SMART to flagowy instrument programu FENG, dzięki któremu przedsiębiorcy mogą w ramach jednego wniosku ubiegać się o środki na cały łańcuch innowacji – od pomysłu, przez badania, aż po komercjalizację i promocję.

Konkurs umożliwia przedsiębiorcom modułowe projektowanie wsparcia w zależności od specyfiki ich działalności i etapu rozwoju innowacji. Moduły B+R lub Wdrożenia innowacji mogą być uzupełnione o komponenty związane z cyfryzacją, zazielenieniem procesów, internacjonalizacją czy rozwojem kompetencji, co pozwala kompleksowo podejść do transformacji firmy.

Dotychczas w ramach Ścieżki SMART zrealizowano szereg innowacyjnych projektów, które otrzymały dofinansowanie. Warto pokazać kilka ciekawych przykładów. To m.in.:

  • opracowanie mikrobiologicznie wzbogaconych nawozów organicznych;
  • innowacyjna technologia produkcji twarogu o dłuższym terminie przydatności;
  • zautomatyzowana technologia wytwarzania elementów turbiny niskiego ciśnienia
  • platforma IT wykorzystująca AI do projektowania nowych cząsteczek lipidowych.

Te projekty, finansowane w ramach Ścieżki SMART, stanowią doskonały przykład, jak wsparcie innowacji może przyczynić się do rozwoju nowoczesnych technologii oraz zrównoważonego rozwoju różnych sektorów gospodarki. Dzięki elastycznym rozwiązaniom, przedsiębiorcy zyskują możliwość skutecznej adaptacji i wprowadzenia na rynek nowatorskich produktów i usług.

Obecnie trwa nabór dedykowany projektom realizowanym w konsorcjach, otwarty od 1 lipca do 30 września 2025 r.

Kredyt ekologiczny – zielone finansowanie

Kredyt ekologiczny z programu FENG to jeden z najpopularniejszych instrumentów wsparcia dla przedsiębiorstw. Program oferuje dofinansowanie do wydatków związanych z modernizacją infrastruktury w celu ograniczenia zużycia energii pierwotnej o minimum 30%.

Nabór wniosków planowany jest od 24 października 2025 roku do 8 stycznia 2026 roku i jest skierowany zarówno do małych i średnich przedsiębiorstw, jak i dużych firm zatrudniających do 3000 osób.

Mechanizm kredytu ekologicznego łączy inwestycyjny kredyt bankowy z dofinansowaniem przeznaczonym na spłatę kapitału kredytu, co czyni go szczególnie atrakcyjnym dla firm planujących kompleksową modernizację energetyczną.

Warunkiem uczestnictwa jest przedstawienie umowy warunkowej lub promesy kredytu od banku oraz wykazanie odpowiedniego poziomu oszczędności energetycznej w planowanym projekcie na podstawie przeprowadzonego audytu.

Bank Millennium aktywnie uczestniczy w szeregu transakcji w ramach kredytu ekologicznego, wspierając przedsiębiorstwa w realizacji projektów zwiększających efektywność energetyczną. Do najczęściej finansowanych inwestycji należą m.in. kompleksowe działania termomodernizacyjne, wdrażanie energooszczędnych technologii w zakładach produkcyjnych, modernizacja infrastruktury produkcyjnej oraz finansowanie instalacji OZE i systemów zarządzania energią. Dzięki tym inicjatywom firmy znacząco obniżyły zużycie energii, poprawiły konkurencyjność oraz zmniejszyły swój ślad węglowy.

Fundusze Norweskie – nowe rozdanie na horyzoncie

23 kwietnia 2025 roku w Warszawie podpisano porozumienie otwierające czwartą edycję Funduszy Norweskich i EOG w Polsce. Polska otrzyma 4 miliardy złotych wsparcia, co stanowi 25% całkowitej alokacji dla wszystkich 15 państw objętych programem. Rozpoczęcie pierwszych programów planowane jest na przełom 2025 i 2026 roku.

Fundusze Norweskie dla przedsiębiorców koncentrują się na rozwoju zielonych technologii, transformacji energetycznej i wdrażaniu innowacyjnych rozwiązań środowiskowych. Szczególnie istotne będą dwa priorytety: Badania Stosowane i Innowacje z budżetem około 343 mln zł oraz Zielona Przedsiębiorczość i Innowacje z alokacją około 236 mln zł. Okres kwalifikowalności projektów rozpoczął się 24 kwietnia 2025 r. i potrwa do końca kwietnia 2031 r., co daje beneficjentom długoterminową perspektywę planowania i realizacji inwestycji.

Programy regionalne – lokalne odpowiedzi na globalne wyzwania

Urzędy Marszałkowskie w Polsce realizują ambitne plany naborów w ramach regionalnych programów operacyjnych. Każdy region dostosowuje ofertę do swoich specyficznych lokalnych potrzeb gospodarczych. Priorytety regionów obejmują głównie rozwój innowacyjności, transformację energetyczną, cyfryzację oraz gospodarkę o obiegu zamkniętym.

W drugiej połowie 2026 r. przedsiębiorcy z województwa podlaskiego oraz terenu Wielkopolski Wschodniej będą mogli ubiegać się o finansowanie prac badawczo-rozwojowych. Natomiast region śląski, lubelski oraz lubuski umożliwi wsparcie wdrażania wyników prac B+R dotyczących innowacji produktowych i procesowych.

Województwo zachodniopomorskie skoncentruje się na wspieraniu inwestycji w wyspecjalizowane rozwiązania cyfrowe. Z kolei region warmińsko-mazurski, podkarpacki oraz podlaski planują nabory dedykowane wdrażaniu rozwiązań zgodnych z ideą gospodarki o obiegu zamkniętym (GOZ), obejmujących m.in. ponowne wykorzystanie surowców, ograniczenie odpadów i poprawę efektywności materiałowej, co ma służyć obniżeniu kosztów prowadzenia działalności.

KPO w kluczowej fazie realizacji – ostatnia szansa

Krajowy Plan Odbudowy znajduje się w krytycznej fazie wdrażania. Kluczową informacją jest planowane wydłużenie terminu realizacji KPO do końca 2026 roku, przy czym inwestycje muszą być zgłoszone jako zrealizowane do końca sierpnia 2026, ale odbiory i płatności mogą być dokonywane później. Planowana jest jedna duża, prawdopodobnie ostatnia rewizja KPO, która pozwoli na zwiększenie alokacji na dobre projekty na listach rezerwowych i przekierowanie środków z inwestycji opóźnionych.

Obecnie trwa nabór w zakresie instrumentów zwrotnych na transformację cyfrową, które są wdrażane przez Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK).

Strategiczne planowanie finansowania

Sukces w pozyskiwaniu środków europejskich wymaga kompleksowego podejścia – od analizy potrzeb rozwojowych, przez weryfikację planowanych nakładów, po wybór optymalnej kombinacji finansowania własnego, kredytowego i dotacyjnego.

Spora liczba planowanych konkursów pozwoli dopasować możliwości do rzeczywistych potrzeb firm, co powinno przełożyć się na wzrost konkurencyjności polskich przedsiębiorstw na arenie międzynarodowej.

Wybór odpowiedniego partnera finansowego, oferującego nie tylko doradztwo w zakresie przygotowania wniosków, ale także kompleksowe instrumenty finansowania pomostowego projektów unijnych, staje się kluczowy dla sukcesu w nowym, bardziej wymagającym środowisku regulacyjnym.

Autor: Joanna Tytz, ekspertka Centrum Kompetencji Funduszy Unijnych w Banku Millennium

Branża drzewno-meblarska w kryzysie. Potrzebne systemowe działania naprawcze

O sytuacji w polskiej branży drzewnej i meblarskiej oraz potrzebie systemowych działań naprawczych opowiada Jarosław Michniuk, Wiceprezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli i Prezes Zarządu Paged Meble. Ekspert będzie uczestniczył w panelu dyskusyjnym na temat globalizacji rynku meblarskiego podczas wrześniowego X Ogólnopolskiego Kongresu Meblarskiego w Poznaniu.

Najbliższa edycja Ogólnopolskiego Kongresu Meblarskiego poświęcona będzie sytuacji nie tylko w branży meblarskiej, ale w całym sektorze drzewnym. Jakie wyzwania stoją dziś przed polskim przemysłem drzewnym i meblarskim?

Hasłem przewodnim tegorocznego Kongresu powinna być konkurencyjność polskiego przemysłu drzewnego i meblarskiego. Po latach imponującego wzrostu – od 2010 roku przychody branży zwiększyły się z 25 mld zł do ponad 60 mld zł rocznie – po 2022 roku nastąpiło gwałtowne wyhamowanie. Dotychczasowy sukces był możliwy dzięki przewidywalnym warunkom działania: stabilnym cenom surowca, niskim kosztom pracy, rozwojowi branży płytowej i intensywnym inwestycjom w nowoczesne technologie. Dziś te atuty są zagrożone.

Polska zmaga się z najwyższymi cenami drewna w Europie, ograniczeniami w jego pozyskiwaniu, szybkim wzrostem płacy minimalnej przewyższającym tempo wzrostu wydajności, a także jednymi z najwyższych kosztów energii elektrycznej na kontynencie. W efekcie skala działalności maleje, a rentowność firm spada.

W 2024 roku zyskowność producentów mebli obniżyła się o 20%, a w segmencie drzewnym nawet od 30 do 80%. Zatrudnienie w branży spadło o blisko 30 tys. osób względem rekordowego poziomu 170 tys. pracowników. Jednocześnie rośnie import produktów z Chin, administracja USA wprowadza ograniczenia dla towarów z Europy, a dodatkowe koszty generują unijne regulacje – EUDR czy ESPR.

W tej sytuacji konieczne jest poważne spojrzenie na katalog działań naprawczych, zarówno po stronie samych przedsiębiorstw, jak i polityki gospodarczej państwa.

Jakie konsekwencje dla polskiej gospodarki może przynieść brak zdecydowanych działań naprawczych w sektorze drzewno-meblarskim?

Zaniechanie działań naprawczych oznaczałoby ograniczenie skali polskiego przemysłu drzewno-meblarskiego, który odpowiada dziś za 15% polskiego eksportu. Sam sektor meblarski wysyła za granicę aż 90% swojej produkcji, dlatego ewentualne osłabienie oznaczałoby nie tylko spadek rentowności przedsiębiorstw, lecz także mniejsze wpływy do budżetu państwa. W praktyce mogłoby to prowadzić do dalszych zwolnień grupowych, a nawet bankructw.

Czy są jakieś konkretne rozwiązania, które mogłyby w realny sposób poprawić sytuację w polskiej branży drzewno-meblarskiej?

Rozwiązania nie leżą wyłącznie w gestii firm – niezbędna jest spójna i długofalowa polityka państwa. Pierwszym krokiem mogłaby być stabilizacja i obniżenie cen drewna z Lasów Państwowych, co przy ich zyskach netto rzędu 700–900 mln zł rocznie jest w pełni realne. Paradoksalnie, takie działanie zwiększyłoby wpływy budżetowe, ponieważ wyższa aktywność branży przełożyłaby się na wzrost wpływów z VAT, CIT i PIT. Wystarczy jeden podpis Dyrektora Lasów Państwowych.

Ważnym elementem jest również stopniowe obniżanie kosztów energii poprzez transformację energetyczną oraz dostosowanie tempa wzrostu płacy minimalnej do rzeczywistych możliwości gospodarki.

Kluczowa pozostaje także aktywna rola państwa w dialogu z instytucjami unijnymi. Branża oczekuje powołania Rady Drzewno-Meblowej przy Kancelarii Premiera, której utworzenie zostało zapowiedziane, lecz po zmianach rządowych nie zostało dotąd zrealizowane. To właśnie działania systemowe przesądzą o przyszłości sektora.

Dlaczego warto wziąć udział w tegorocznym Kongresie i w dyskusji na temat przyszłości branży?

Tylko wspólne i dobrze przemyślane stanowisko całej branży daje realną szansę na przeprowadzenie koniecznych zmian. Kongres jest miejscem szerokiego dialogu przedsiębiorców, którzy razem mogą wskazać kierunki rozwoju i przedstawić je decydentom.

W tym roku spotkanie ma szczególny wymiar – świętujemy 30-lecie istnienia Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, a po raz pierwszy obecni będą także przedstawiciele EFIC, czyli Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Mebli. To ważna okazja, by poznać doświadczenia z rynku unijnego i wspólnie poszukiwać rozwiązań w obliczu globalnych wyzwań.

Tegoroczny Kongres zapowiada się jako wydarzenie wyjątkowo inspirujące i potrzebne, ponieważ tylko razem możemy skutecznie wpłynąć na przyszłość polskiej branży drzewno-meblarskiej.

Popyt na kredyty mieszkaniowe wciąż rośnie – sierpień 2025 z wyraźnym wzrostem

Wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w sierpniu 2025 roku wzrosła o 52,5% w ujęciu rocznym – wynika z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK). Oznacza to, że banki i SKOK-i przesłały do BIK w przeliczeniu na dzień roboczy zapytania o kredyty na kwotę wyższą niż w sierpniu 2024 r.

Więcej osób po kredyt, choć mniej niż w lipcu

W sierpniu bieżącego roku o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 35,3 tys. osób. To o 33,8% więcej niż rok wcześniej, kiedy liczba ta wyniosła 26,4 tys. osób. W porównaniu do lipca 2025 r. liczba wnioskujących spadła jednak o 13,7%, co sugeruje chwilowe wyhamowanie dynamiki.

Wyższe kwoty kredytów

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w sierpniu 2025 r. wyniosła 467,91 tys. zł. To o 8,6% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. W porównaniu z lipcem bieżącego roku średnia spadła o 1,2%, jednak – jak podkreślają analitycy – trend długoterminowy wskazuje na systematyczny wzrost.

Eksperci: sprzyjają stopy i wynagrodzenia

– W sierpniu w ujęciu rocznym wzrosła o ponad 1/3 liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy i to pomimo nadal wysokiego na tle innych krajów UE poziomu stóp procentowych. Dane potwierdzają wzrost zainteresowania zaciągnięciem kredytu mieszkaniowego – komentuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

Zdaniem eksperta, rosnący popyt to efekt stopniowych obniżek stóp procentowych i oczekiwań na kolejne, a także wzrostu nominalnych wynagrodzeń o 9% rok do roku. Czynniki te zwiększają zdolność kredytową Polaków. Dodatkowo na decyzje kupujących wpływa sytuacja na rynku mieszkaniowym – szeroka oferta mieszkań na rynku pierwotnym mobilizuje część kredytobiorców do szybszego podjęcia decyzji.

– Na wysokość wartości BIK Indeksu Popytu duży wpływ ma również średnia kwota wnioskowanego kredytu, która w sierpniu br. była wyższa o 8,6% niż rok temu. W mojej opinii, w kolejnych miesiącach padnie kolejny rekord średniej wnioskowanej kwoty kredytu – dodaje prof. Rogowski.

BIK Indeks Popytu na kredyty mieszkaniowe mierzy wartość zapytań o kredyty składanych przez klientów indywidualnych i porównuje je z wynikami sprzed roku. Jest to ważne narzędzie dla analityków i instytucji finansowych, ponieważ pozwala ocenić bieżące trendy i prognozować poziom akcji kredytowej w kolejnych miesiącach.

Łowcy okazji i obojętni na rabaty – młode pokolenie różnicuje strategie zakupowe

0

Jak wynika z najnowszego raportu rynkowego, Polacy w wieku 18-25 lat najczęściej robią od 20% do 40% codziennych zakupów w promocjach – 32,5%. Głównie dotyczy to osób z dochodami w przedziale 3000-4999 zł, ze średnim wykształceniem i z mniejszych miejscowości. Z kolei 26,5% młodych konsumentów kupuje na co dzień od 40% do 60% podstawowych produktów w promocjach. 13,6% respondentów nie potrafi się określić w tej kwestii. Najmniej wskazań mają przedziały od 80% do 100% – 4,1% badanych, od 60% do 80% – 10,7% ankietowanych, a także poniżej 20% – 12,6% uczestników sondażu.

Polacy w wieku 18-25 lat zostali zapytani o to, w jakich proporcjach robią codzienne zakupy w promocjach w stosunku do cen regularnych. Najwięcej wskazań, bo 32,5%, ma przedział od 20% do 40%. Tak wynika z raportu UCE RESEARCH i Shopfully pt. „Młodzi Polacy na zakupach. Edycja IV”. – Młodzi konsumenci wybierają złoty środek. Często korzystają z promocji, bo są wyczuleni na cenę i mają ograniczone budżety. Jednocześnie nie zawsze mogą pozwolić sobie na czekanie na rabat, bo pewne zakupy trzeba zrobić od razu. Nie chcą poświęcać zbyt wiele czasu i energii na planowanie zakupów tylko pod kątem obniżek – mówi Robert Biegaj, współautor badania i Country Manager w Shopfully.

Do tego ekspert dodaje, że w polskich sklepach duża część asortymentu jest regularnie przeceniana (np. żywność, kosmetyki, środki czystości). Poziom 20-40% zakupów w promocji odzwierciedla to, jak działa rynek. Ponadto z badania wiadomo, że zakupy w promocjach w umiarkowanej, ale zauważalnej części najczęściej wybierają osoby z dochodami 3000-4999 zł, z wykształceniem średnim, z mniejszych miejscowości (5-19 tys. mieszkańców). Według autorów badania, świadczy to o kilku czynnikach społeczno-ekonomicznych i konsumenckich.

– Dotyczy to osób, które nie należą do najuboższych, ale też nie do najlepiej zarabiających. Mają ograniczony budżet, więc promocje są dla nich realną pomocą w kontrolowaniu wydatków, ale nie kupują wyłącznie na przecenach, bo nie są w skrajnie trudnej sytuacji finansowej. 20-40% zakupów w promocjach odzwierciedla racjonalne oszczędzanie osób o średnim poziomie dochodów. Natomiast w mniejszych miejscowościach oferta sklepów jest zwykle bardziej ograniczona. Promocje są więc dobrze widoczne i mocno przyciągają klientów – stwierdza Robert Biegaj.

Z kolei 26,5% ankietowanych wskazało przedział od 40% do 60%. – Młodzi konsumenci traktują promocje nie jako dodatkowy bonus, ale wręcz jako naturalny element procesu zakupowego. Dla nich normalne jest, że znacząca część koszyka pochodzi z przecen. Osoby w wieku 18-25 lat, będące na początku kariery, w tym studenci, często dysponują ograniczonymi dochodami. Promocje dają im realne oszczędności i możliwość kupienia więcej lub lepiej w tej samej cenie – wyjaśnia ekspert z Shopfully.

Zdaniem analityków z UCE RESEARCH, sieci handlowe muszą być świadome tego, że dla młodych klientów promocje są jednym z głównych czynników wyboru sklepu czy marki. Jeśli aż połowa zakupów jest robiona na promocji, to klient może łatwo przeskakiwać między markami i sklepami w zależności od aktualnych obniżek. By nie konkurować tylko ceną, producenci i sklepy mogą wykorzystać promocje do budowania relacji, np. poprzez aplikacje lojalnościowe, oferty spersonalizowane, pakiety i tzw. „deal of the week”.

– Skoro duża część młodych kupuje w promocjach, to można ich profilować i targetować specjalnymi kampaniami, opartymi na rabatach, ale jednocześnie równolegle edukować ich o jakości, wartościach marki czy innowacjach. Co istotne, sieci i marki, które dziś zdobędą młodych ludzi promocjami, mogą zatrzymać ich na dłużej, jeśli oprócz obniżek zbudują wartość dodaną, np. wygodę, jakość oraz emocjonalną więź z marką. Bez atrakcyjnych ofert promocyjnych nie przyciągną tej grupy, ale jednocześnie warto równolegle pracować nad budowaniem lojalności poza ceną. Inaczej klient zostanie łowcą okazji na lata, bo właśnie w wieku 18-25 lat tworzą się trwałe nawyki zakupowe – zaznacza Robert Biegaj.

Z badania wynika również, że 13,6% uczestników sondażu nie potrafi się określić w ww. kwestii. – Wielu konsumentów nie prowadzi szczegółowej obserwacji swoich wydatków. Takie osoby nie zastanawiają się, czy kupują w promocji, czy w regularnej cenie. Po prostu sięgają po to, co im odpowiada w danym momencie. To raczej brak potrzeby analizowania niż świadoma niechęć. Natomiast niektórym osobom trudno jest precyzyjnie ocenić proporcje – wyjaśniają analitycy z UCE RESEARCH.

Najmniej wskazań mają przedziały od 80% do 100% – 4,1%, od 60% do 80% – 10,7%, a także poniżej 20% – 12,6%. Widać więc, że wśród młodych osób są grupy, dla których ceny promocyjne stanowią zróżnicowaną część codziennych zakupów. – Niewielki odsetek respondentów deklarujących zakupy w promocjach na poziomie 60-100% to grupa bardzo wrażliwa cenowo. Obejmuje osoby o ograniczonym budżecie i takie, które nauczyły się maksymalnie korzystać z promocji. Z kolei 12,6% konsumentów wskazujących na zakupy promocyjne poniżej 20% wykazuje mniejszą zależność od obniżek. Mogą mieć wyższe dochody, kupować bardziej impulsywnie, stawiać na wygodę, czas i jakość, zamiast oszczędności – analizuje Robert Biegaj.

Autorzy raportu podkreślają również, że skrajne grupy są mniejsze liczebnie, ale bardzo charakterystyczne. Warto je zidentyfikować i budować wokół nich strategie tak, by nie tracić ani cenowo wrażliwych klientów, ani tych, którzy szukają wartości dodanej poza ceną.

– Budżet ma znaczenie, ale nawet wśród osób o podobnych dochodach mogą istnieć różne postawy. To pokazuje, że jedna strategia cenowa nie wystarczy. Sieci muszą łączyć różne formaty promocji i komunikacji. Dla łowców okazji warto realizować silną, regularną komunikację o promocjach, gazetki, aplikacje z alertami i programy lojalnościowe oparte na rabatach. Z kolei dla osób obojętnych na promocje większy nacisk trzeba kłaść na jakość, wygodę, ofertę świeżych produktów, dostępność oraz benefity pozacenowe, np. szybkie zakupy – podsumowuje Robert Biegaj.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Shopfully w ramach raportu pt. „Młodzi Polacy na zakupach. Edycja IV” na próbie 807 Polaków w wieku 18-25 lat.

Grupa Recykl wchodzi na rynek niemiecki – przejmuje 100% udziałów w HRV

Zarząd Grupy Recykl zakończył negocjacje i ustalił istotne warunki transakcji dot. nabycia 100% udziałów w niemieckiej spółce Harzer Reifenhandel und Verwertung Wernigerode GmbH („HRV”). Dla Grupy Recykl finalizacja transakcji będzie oznaczać bezpośrednio wejście na perspektywiczny i największy w Europie rynek niemiecki, ułatwi dotarcie do nowych klientów na ww. i innych rynkach zachodnich oraz będzie prowadzić do dalszego skalowania (po przejęciu litewskiej spółki APG wiosna br.) i umocnienia drugiej pozycji spółki w swojej branży w Europie. Ostateczne zamknięcie transakcji nabycia udziałów w HRV zakładane jest najpóźniej w II kwartale 2026 r.

3 września 2025 r. Zarząd Grupy Recykl S.A. ustalił z osobami fizycznymi, właścicielami spółki HRV, istotne warunki transakcji dotyczącej nabycia przez spółkę zależną – Recykl Invest sp. z o.o., 100% udziałów w HRV. Rozpoczęcie negocjacji i procesu due due diligence HRV, nastąpiło w maju 2024 roku. Szacowane zaangażowanie Grupy Recykl w transakcję, z uwzględnieniem ewentualnego mechanizmu earn-out wynosi nie więcej niż 10,1 mln EUR. Płatność w dniu transakcji wynosić ma 6,6 mln EUR, pozostała część kwoty będzie warunkowo płatna po spełnieniu się określonych warunków finansowych do 2027 r. Warunki transakcji zakładają także nabycie nie więcej niż 10 434 akcji Grupy Recykl S.A. przez jednego z właścicieli HRV, których wartość nie przekroczy 220 tys. EUR, jednocześnie nie będzie niższa 90 PLN za akcję. Nabyte akcje będzie objęte umową lock-up na okres 12 mies. od dnia ich nabycia. Źródłem finansowania transakcji są środki własne Grupy Recykl, kredytowe oraz pochodzące z pożyczki aktualnie negocjowanej z Funduszem Ekspansji Zagranicznej 2 FIZAN zarządzanym przez PFR TFI S.A.

Zbliżamy się do finalizacji naszej drugiej strategicznej akwizycji poza Polską, tj. spółki HRV z siedzibą w niemieckim landzie Saksonia-Anhalt i zakładamy jej finalizację w ciągu najbliższych miesięcy. Transakcja przede wszystkim pozwoli nam bezpośrednio wejść na największy w Europie rynek zagospodarowania zużytych opon i ułatwi dotarcie do nowych klientów, zarówno w Niemczech jak i innych zachodnich rynkach. Operacyjnie model biznesowy HRV (w tym związany z systemem zbiórki opon) jest zbliżony do naszego, w związku z czym będzie on sprzyjać integracjom i synergiom. W aspekcie finansowym niemiecka spółka osiąga wyższe marże, co z kolei będzie wspierać naszą skonsolidowaną strukturę wyników i dalszy potencjał inwestycyjny Grupy Kapitałowej – mówi Maciej Jasiewicz, Prezes Zarządu Grupy Recykl S.A.

W 2024 r. HRV wypracowała ok. 4,46 mln EUR przychodów ze sprzedaży przy ok. 1,17 mln EUR zysku EBITDA i ok. 0,83 mln EUR zysku netto. W I połowie 2025 r. analogiczne dane wyniosły odpowiednio ok.: 2,46 mln EUR, 0,71 mln EUR i 0,55 mln EUR. HRV od prawie 30 lat zajmuje się zbiórką, odzyskiem oraz recyklingiem zużytych opon, a jej roczny przerób wynosi prawie 25 tys. ton. Grupa Recykl posiada kilkunastoletnią historię relacji handlowych i bieżącej współpracy z badanym podmiotem.

Nasze niewątpliwe skupianie na obszarze M&A w poprzednim i bieżącym roku już przynosi korzystne rezultaty. Patrząc na ostatni raportowany kwartał w Grupie Recykl, tj. okres kwiecień-czerwiec: osiągnęlibyśmy w nim najwyższą skalę działalności w naszej historii zobrazowaną solidnymi przychodami oraz zyskami. To pokłosie dobrej sytuacji fundamentalnej w naszym dotychczasowym biznesie, ale także rozpoczęcia konsolidacji i integracji z nabytą w br. litewską spółką APG. Wzrosty odnotowujemy już
w kategorii usług
zbiórki, odbioru i przyjęcia opon oraz recyklingu i odzysku, choć właściwych synergii spodziewamy się w kolejnych kwartałach – uzupełnia Joanna Zalwert, Członek Zarządu Grupy Recykl S.A. i jej dyrektor finansowy.

W II kwartale br. skonsolidowane przychody ze sprzedaży wyniosły 38,8 mln PLN przy 6,7 mln PLN zysku ze sprzedaży (obydwie kategorie finansowe stanowią najwyższy kwartalny odczyt od początku działalności Grupy Recykl), przy odpowiednio 9,1 mln z ł i 4,6 mln PLN zysku EBITDA i zysku netto (II i III najwyższy odczyt). W strukturze przychodów ww. okresu 54,6-proc. dynamikę wzrostu osiągnęła grupa usług odzysku
i recyklingu (12,8 mln PLN), z kolei skala usług zbiórki, odbioru i przyjęcia opon była wyższa o 35,5% (5 mln PLN). Sprzedaż produktów z przerobu opon była niższa r/r o 12,6% (18,4 mln PLN) na skutek przesunięcia sezonu handlowego i czynników pogodowych.

W III kwartale br. spółka otrzymała informację o udanej realizacji pierwszego z trzech pododcinków (odcinku Skórowo-Leśnice o długości 10,9 km) trasy ekspresowej S6 w województwie pomorskim z zastosowaniem oferowanego dodatku SMAPOL®. Udział produktu w budowie trasy o najwyższych parametrach technicznych stanowi historyczny krok, otwierający przed Grupą Recykl perspektywy większego zaangażowania w branży drogowej w przyszłości.

Quantum AI – nadchodzi era sztucznej inteligencji kwantowej

Czas nieubłaganie przybliża nas do ery sztucznej inteligencji kwantowej (Quantum AI) i długo wyczekiwanej „przewagi kwantowej”. W wielu organizacjach temat technologii kwantowych wciąż pozostaje zagadką – pełen obietnic, lecz nie do końca zrozumiały.

Ambicja wyprzedzania konkurencji i wyznaczania kierunki rozwoju rynku skłania firmy do coraz odważniejszych inwestycji w nowe technologie. Z badania przeprowadzonego przez SAS – światowego lidera w dziedzinie danych i sztucznej inteligencji – wynika, że aż trzech na pięciu decydentów biznesowych już dziś przeznacza znaczące środki na rozwój Quantum AI lub analizuje swoje możliwości wykorzystania tej technologii.

Coraz wyraźniej widać możliwe opcje zastosowania sztucznej inteligencji kwantowej w sektorach o strategicznym znaczeniu, gdzie kluczowy jest czas, skala i najwyższa precyzja – od zaawansowanych symulacji w obszarze finansowym, przez precyzyjną diagnostykę w służbie zdrowia, po planowanie natychmiastowej reakcji kryzysowej w sektorze publicznym. To dlatego Quantum AI powinna przyciągać uwagę zarówno decydentów, jak i mediów czy opinii publicznej.

Czym tak naprawdę jest „sztuczna inteligencja kwantowa”?

Quantum AI to połączenie sztucznej inteligencji i obliczeń kwantowych, stanowiących nowy rodzaj przetwarzania danych.

Współczesne laptopy i superkomputery bazują na klasycznym modelu obliczeń, w którym bity binarne przyjmują wartość zera lub jedynki. Komputery kwantowe działają w zupełnie inny sposób – ich podstawą są kubity, czyli bity kwantowe, które mogą być zerem, jedynką lub ich kombinacją jednocześnie.

– „Może wydawać się to skomplikowane, ale w praktyce sztuczna inteligencja kwantowa pozwala rozwiązywać określone problemy szybciej i dokładniej. Największy potencjał tkwi w takich obszarach jak optymalizacja, uczenie maszynowe czy modelowanie molekularne, co może znacząco przyczynić się do rozwoju usług finansowych, produkcyjnych, a także przyspieszyć postęp w naukach o życiu i innych kluczowych dziedzinach” – mówi Amy Stout, Dyrektor ds. Strategii Produktów Kwantowych w SAS.

Na czym polega “przewaga kwantowa”?

– „W mediach często mówi się o przewadze kwantowej, najczęściej w kontekście szybkości. Badania pokazują, że komputer kwantowy może rozwiązać problem w kilka godzin, podczas gdy dla tradycyjnych komputerów oznaczałoby to setki tysięcy lat pracy. Chodzi jednak o wąsko zdefiniowane zadania, stworzone po to, by zademonstrować unikalne możliwości komputerów kwantowych. To ważne osiągnięcia badawcze, jednak nie przekładają się bezpośrednio na praktyczne rozwiązania dla klientów. Media zbyt często przedstawiają przewagę kwantową wyłącznie przez pryzmat szybkości, tymczasem jej potencjał jest znacznie większy – może stać się fundamentem przełomowych innowacji w wielu sektorach gospodarki” – podkreśla Bill Wisotsky, Główny Architekt Systemów Kwantowych w SAS.

Na przykład w przypadku uczenia maszynowego wspieranego przez technologie kwantowe przewagą może być możliwość kodowania danych w wyższych wymiarach, co umożliwia fizyka kwantowa, a czego nie oferuje tradycyjne uczenie maszynowe. Przewagą może być także zdolność do trenowania modeli przy użyciu mniejszej ilości danych albo znaczące ograniczenie zużycia energii potrzebnej do obliczeń kwantowych.

– „Tu dochodzimy do kluczowego punktu. Rozwiązując praktyczne wyzwania z pomocą komputerów kwantowych, przewagę kwantową trzeba oceniać na wielu płaszczyznach. Nie chodzi tylko o szybkość, ale także o konkretne korzyści biznesowe i realne zastosowania, które sprawiają, że technologia faktycznie wnosi wartość w codzienne procesy i długofalową strategię firmy” – dodaje ekspert SAS.

“Czy zbliżamy się do punktu zwrotnego w rozwoju technologii kwantowych?”

W świecie technologii kwantowych od lat zapowiadany jest przełom. Na rynku działa obecnie wiele firm technologicznych oraz producentów sprzętu, którzy intensywnie inwestują w rozwój komputerów kwantowych. Ich celem jest osiągnięcie skali, szybkości i precyzji niezbędnych do praktycznego wykorzystania tej technologii w złożonych zastosowaniach biznesowych i naukowych. Mimo dynamicznego postępu, komputery kwantowe wciąż pozostają na etapie rozwoju i nie osiągnęły jeszcze pełnej dojrzałości technologicznej.

– „Zainteresowanie technologiami kwantowymi już dziś jest ogromne, podobnie jak poziom inwestycji – i trudno się temu dziwić. Coraz więcej liderów branży angażuje się w rozwój tej technologii, świadomych, że w 2025 roku nie przełoży się ona jeszcze bezpośrednio na wyniki finansowe. Wiedzą bowiem, że to właśnie teraz kształtuje się przewaga konkurencyjna: zdobycie pierwszych doświadczeń, rozwój wewnętrznych kompetencji i zabezpieczenie własności intelektualnej, które w kolejnych latach pozwolą im wyprzedzić rynek.

Patrzę na tę dziedzinę z dużym optymizmem. Analizując plany rozwojowe dostawców sprzętu oraz to, co udało się osiągnąć w ciągu ostatnich trzech do pięciu lat i co czeka nas w kolejnych, uważam, że istnieje realna szansa, iż komputery te wkrótce będą w stanie zapewnić przewagę kwantową w rozwiązywaniu stosunkowo prostych zagadnień. Mam nadzieję, że w dalszej perspektywie będziemy świadkami coraz liczniejszych przykładów obrazujących pełen potencjał sztucznej inteligencji kwantowej” – podsumowuje Amy Stout.

Dlaczego technologia kwantowa zasługuje na naszą uwagę?

– „Komputery kwantowe mają szansę zrewolucjonizować świat. Potencjalnych zastosowań jest bardzo wiele, ale dwa obszary, które – moim zdaniem – zostaną szczególnie mocno przekształcone, to sztuczna inteligencja i medycyna. Wraz ze wzrostem mocy obliczeniowej komputerów kwantowych i pogłębianiem wiedzy na temat ich wykorzystania, sztuczna inteligencja zacznie wykorzystywać fizykę, która stanowi fundament obliczeń kwantowych” – mówi Bill Wisotsky.

Medycyna może odnieść znaczące korzyści – zwłaszcza w obszarze farmakologii. Komputery kwantowe umożliwią naukowcom modelowanie złożonych procesów biologicznych i molekularnych w sposób niedostępny dla obecnych technologii. W praktyce przełoży się to na szybsze opracowywanie skutecznych terapii i skrócenie czasu ich wprowadzania na rynek.

– „W przyszłości przeciętni użytkownicy prawdopodobnie nawet nie będą świadomi, że w ich przypadku została wykorzystana technologia obliczeń kwantowych do osiągnięcia określonych celów. Postrzegam ją raczej jako kolejne wsparcie obliczeniowe – podobne do wszystkich „PU”, które już znamy. Czy przeciętni użytkownicy wiedzą, że aplikacja, z której korzystają, działa na CPU, GPU czy NPU? Nie – aplikacja po prostu działa” – dodaje Bill Wisotsky.

Psychologia koloru w zdjęciach reklamowych

Kolor to ten z elementów wizualnego przekazu, który działa na poziomie emocji szybciej niż jakikolwiek slogan czy opis. W marketingu barwy odgrywają ważną rolę w kształtowaniu wrażeń odbiorców i mogą znacząco wpłynąć na skuteczność kampanii. Świadome stosowanie kolorystyki sprawia, że fotografia produktowa staje się narzędziem nie tylko estetycznym, lecz także strategicznym. Zrozumienie psychologii koloru pozwala tworzyć obrazy, które zarówno przyciągają uwagę, jak i skłaniają do zakupu.

Jak barwy wpływają na emocje i decyzje zakupowe?

Każdy kolor wywołuje określone skojarzenia – czerwień kojarzy się z energią i pasją, niebieski z zaufaniem i spokojem, a zieleń z naturą i harmonią. To dlatego odpowiedni dobór barw w materiałach promocyjnych może skutecznie wzmacniać przekaz marki. Zdjęcia reklamowe wykorzystujące kontrastujące kolory potrafią pobudzać do natychmiastowego działania, podczas gdy stonowane odcienie sprawdzają się przy produktach luksusowych.

Znasz na pewno kampanie Coca-Coli. Tam intensywna czerwień w połączeniu z kontrastującą bielą wzmacniają skojarzenia z młodzieńczą witalnością, co wpływa na przekaz podprogowy – picie napoju ma dodawać smaku chęci życia.

Kolor a grupy docelowe – dopasowanie barw do odbiorców

Mimo wszystko różne grupy odbiorców reagują inaczej na te same barwy. W kampaniach skierowanych do młodzieży dominuje intensywnie nasycona paleta – nasycone oranże, zielenie i czerwienie. Natomiast w wizualnej komunikacji dla dojrzałych dorosłych (często segment premium) stosuje się odcienie złota, czerni czy głębokiego granatu. Fotografia produktowa powinna zatem uwzględniać profil klienta, aby kolory harmonizowały z jego oczekiwaniami i wartościami.

A co z bielą? Potrafi godzić różne grupy docelowe, czego przykładem jest Apple. Produkty firmy technologicznej są przecież pożądane przez wszystkich – od nastolatka do właściciela korporacji.

Podstawowe błędy w użyciu kolorów podczas sesji

Obecnie dostęp do narzędzi graficznych jest bardzo łatwy, co zachęca niektórych do samodzielnego eksperymentowania z kolorami. Wbrew pozorom łączenie barw nie jest tak prostym zadaniem i nietrudno otrzeć się o kicz. Dopiero doświadczenie i wiedza specjalistów pozwalają wydobyć z kolorów pełen potencjał.

Jednym z najczęstszych błędów jest nadmiar intensywnych kolorów, który może przytłoczyć odbiorcę i odciągnąć uwagę od samego produktu. Często zdarza się też brak spójności między poszczególnymi ujęciami, co negatywnie wpływa na odbiór całej kampanii. Zdjęcia reklamowe powinny być przemyślane pod kątem harmonii – zarówno w obrębie jednej sesji, jak i w długoterminowej komunikacji marki.

Profesjonalne zdjęcia reklamowe ze studiem fp360.pl

Studio fp360.pl z Poznania łączy kreatywne podejście z techniczną precyzją, dzięki czemu fotografia produktowa staje się spójnym elementem strategii marketingowej. Profesjonaliści potrafią dobrać kolorystykę tak, aby wzmacniała wizerunek marki, a jednocześnie była wierna rzeczywistemu wyglądowi produktu.

Shopify Plus – kiedy warto przejść na wyższy plan?

Może nadejść moment, w którym rozwój sklepu internetowego zaczyna wyprzedzać możliwości dotychczasowych narzędzi sprzedażowych. Rośnie liczba zamówień, katalog produktów się poszerza, a klienci oczekują coraz lepszych doświadczeń zakupowych. Standardowy plan Shopify zaczyna tracić oddech, a na horyzoncie pojawia się Shopify Plus – rozwiązanie zaprojektowane z myślą o sklepach, które rosną szybciej, niż przewidywały plany sprzedażowe.

Sklep internetowy Shopify a Shopify Plus – poznaj różnice i koszty

Podstawowy plan Shopify w wersji Basic kosztuje od 24 USD miesięcznie (ok. 96 zł) i dla wielu firm stawiających pierwsze kroki w eCommerce jest w zupełności wystarczający. Natomiast Shopify Plus to koszt rzędu 2300 USD (ok. 8400 złotych) miesięcznie. Skąd taka różnica w cenie? 

W ramach rozszerzonego planu dostajesz całodobowe wsparcie techniczne, praktycznie nieograniczone możliwości skalowania, a także dostęp do zaawansowanych narzędzi automatyzacji i integracji. Dodatkowo Shopify Plus bez problemu obsłuży tysiące zamówień dziennie, pozwoli Ci tworzyć rozbudowane kampanie promocyjne, prowadzić sprzedaż B2B i B2C równocześnie, a także zarządzać wieloma wersjami językowymi i walutowymi w jednym, spójnym ekosystemie.

Kiedy przejście na Shopify Plus się opłaca?

Wyobraź sobie, że Twój sklep pracuje na pełnych obrotach – tysiące zamówień dziennie, ruch z całego świata, klienci hurtowi i detaliczni, a każdy z nich oczekuje innej oferty, innych cen i warunków dostawy. W standardowym planie Shopify zaczynasz czuć ograniczenia, bo potrzebujesz większej kontroli nad checkoutem, chcesz wdrażać własne skrypty płatności czy utworzyć niestandardową logikę promocji. 

To znak, że czas rozważyć pakiet Plus, czyli rozwiązanie dla firm, które nie mogą sobie pozwolić na przestoje, potrzebują nieograniczonej skalowalności i indywidualnych rozwiązań technologicznych. Cena jest wyższa, ale w zamian zyskujesz pełną kontrolę nad każdym aspektem działania sklepu i narzędzia, które rosną razem z Twoim biznesem.

Więcej o Shopify dowiesz się na: https://www.advox.pl/shopify-development

Shopify development – jak wybrać najlepszy plan?

Wybór planu Shopify to nie tylko zestawienie kosztów i listy funkcji, ale przede wszystkim dopasowanie narzędzia do realnych potrzeb Twojego biznesu. W praktyce wiele firm płacących za plan Plus wykorzystuje jedynie część jego możliwości, przez co inwestycja nie przynosi oczekiwanego zwrotu.

Profesjonalny Shopify development zaczyna się od dogłębnej analizy. Przykładem może być sposób działania Advox Studio, Software House’u z ponad 15-letnim doświadczeniem w eCommerce. Na początku specjaliści badają model sprzedaży, wolumen zamówień oraz strategię rozwoju marki. Na tej podstawie rekomendują plan, który zapewni najlepszy stosunek ceny do oferowanych funkcji. To podejście pozwala uniknąć przepłacania za opcje, z których nie będziesz korzystać.

Pełne wykorzystanie potencjału platformy, zwłaszcza w planie Plus, wymaga odpowiedniego przygotowania technicznego i strategicznego. Postaw na doświadczonego partnera i stwórz sklep internetowy Shopify, który bez ograniczeń podbija rynek!

Na polski rynek biurowy wraca zachodni kapitał – Niemcy, Belgowie i Brytyjczycy wśród aktywnych inwestorów

Czy na rynku biurowym powraca lekki optymizm? Tegoroczne transakcje dotyczące aktywów o różnej charakterystyce mogą to potwierdzać. Jak wynika z danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, wartość zrealizowanych transakcji w tym segmencie tylko w pierwszych sześciu miesiącach 2025 roku wyniosła blisko 400 milionów euro, w tym w drugim kwartale sfinalizowano umowy kupna-sprzedaży o wartości 232 milionów euro. To oznacza kontynuację odbudowy zainteresowania inwestorów. Eksperci Cushman & Wakefield spodziewają się, że wolumen transakcji, które zamkną się do końca roku, może być jeszcze wyższy – kapitał napływa nie tylko z rodzimego rynku i pozostałych krajów CEE, ale także m.in. z UK, Skandynawii czy Belgii. Ważnym, pozytywnym sygnałem dla rynku jest także sfinalizowana niedawno transakcja sprzedaży biurowca VIBE przez Ghelamco do międzynarodowej firmy inwestycyjnej Manova Partners, reprezentującej niemiecki kapitał.

Równowaga między Warszawą a regionami

Dane Cushman & Wakefield wskazują, że inwestorzy ponownie dostrzegają potencjał drzemiący w różnych klasach aktywów w zróżnicowanych lokalizacjach. Chociaż wciąż najczęściej uwaga skupiona jest na Warszawie, to akurat wolumen transakcji w II kwartale rozłożył się równomiernie pomiędzy Warszawę a miasta regionalne – po 116 mln euro na każdy z segmentów.

Zainteresowanie inwestorów obejmuje dziś bardzo szerokie spektrum aktywów – od biurowców typu value-add, przez projekty wymagające repozycjonowania, aż po najbardziej prestiżowe nieruchomości. Obserwujemy także otwartość na lokalizacje poza centralną dzielnicą biznesu w Warszawie, o ile oferują one odpowiedni standard, stabilnych najemców i długoterminowy potencjał wzrostu wartości”, Marcin Kocerba, Partner w Dziale Capital Markets w Cushman & Wakefield w Polsce.

W gronie największych transakcji znalazła się sprzedaż budynku VIBE (15 800 mkw.) sfinalizowana już w III. kwartale. Sprzedającym był belgijski deweloper Ghelamco, z kolei nabywcą został Manova Parnters międzynarodowy podmiot wywodzący się z Monachium, zarządzający inwestycjami w nieruchomości. Poza tym Uniqa Real Estate nabyła budynek Wronia 31 (16 600 mkw.), a firma Syrena Real Estate – biurowiec Zaułek Piękna (8 100 mkw.), zlokalizowany w prestiżowym sąsiedztwie Alej Ujazdowskich. Poza Warszawą natomiast fundusz zarządzany przez firmę Niam sprzedał dwa budynki w krakowskim kompleksie High5ive (łącznie 23 600 mkw.).

Zespół ekspertów Cushman & Wakefield doradzał przy transakcjach o łącznej wartości około 122 milionów euro, które zostały sfinalizowane do końca sierpnia. Wśród nich znalazły się zarówno transakcje typu core, takie jak VIBE w centrum Warszawy, jak i aktywa typu value-add zlokalizowane zarówno centralnie, jak śródmiejski Zaułek Piękna i poza centralnie – na przykład Nefryt i Topaz na warszawskim Mokotowie. Z kolei sprzedaż szczecińskiego biurowca Piastów Office Center do JV czeskiego funduszu Investika i spółki Bud Holdings potwierdza, że mniejsze rynki regionalne ponownie są w stanie przyciągnąć uwagę inwestorów”, dodaje Maciej Rostropowicz, Senior Consultant, Capital Markets Poland, Cushman & Wakefield.

Jak podkreślają eksperci Cushman & Wakefield – strategie inwestycyjne podmiotów obecnych i wchodzących na nasz rynek są bardzo różnorodne, co wymaga od firm doradczych szerokich kompetencji na etapie przygotowania do transakcji. Kompleksowe analizy scenariuszy modernizacji lub repozycjonowania aktywów, due diligence ESG – to tylko niektóre z aktywności towarzyszących tym procesom.

Na rynek powraca zachodni kapitał

W strukturze kapitału zauważalna jest coraz większa różnorodność. Z jednej strony dominuje kapitał regionalny – zwłaszcza fundusze z Czech i krajów bałtyckich, które konsekwentnie zwiększają swój udział w polskim rynku. Z drugiej strony na horyzoncie pojawia się wzmożona aktywność inwestorów zachodnioeuropejskich, w tym z Niemiec, Belgii i Wielkiej Brytanii.

Równolegle rośnie również udział krajowego kapitału prywatnego, co wpisuje się w trwający od kilkunastu miesięcy trend zwiększonej aktywności polskich inwestorów indywidualnych i rodzinnych biur inwestycyjnych.

Na rynku biurowym widać wyraźne ożywienie po stronie funduszy, a wiele procesów due diligence jest obecnie w zaawansowanej fazie, co daje solidne podstawy do prognozowania zwiększonej liczby finalizowanych transakcji w drugiej połowie roku. Zakładamy, że w tym roku może dojść jeszcze do zamknięcia transakcji o wartości 250-300 mln euro, co pozwoliłoby nam przekroczyć w 2025 roku pułap 400 mln euro”, dodaje Marcin Kocerba.

Finansowanie: ESG coraz bardziej decydujące

Zainteresowanie inwestorów wynika także z większej otwartości instytucji finansowych. Banki – choć nadal selektywne – są bardziej skłonne do wspierania transakcji nabycia aktywów niż ich refinansowania, zwłaszcza w przypadku projektów, które spełniają kryteria zrównoważonego rozwoju.

Dla starszych obiektów biurowych, które – według danych Cushman & Wakefield – stanowią aż 52% całkowitej podaży biur klasy A i B w Polsce (wybudowane przed 2015 rokiem), kluczowe staje się przygotowanie realistycznego planu modernizacji energetycznej i dekarbonizacji. Coraz częściej obserwuje się także finansowanie hybrydowe, obejmujące środki zarówno na zakup, jak i częściową modernizację uwzględniającą cele zrównoważonego rozwoju.

Ropa Brent spada poniżej 67 USD, WTI blisko 63 USD – rynek pod presją

Ceny ropy naftowej kontynuują spadki drugi dzień z rzędu – notowania ropy Brent spadły poniżej poziomu 67 USD za baryłkę, natomiast WTI zbliżyła się do 63 USD. Na rynku panuje coraz większa niepewność, której główne źródła to obawy przed zwiększeniem produkcji przez kraje OPEC+, słabnąca aktywność gospodarcza w Stanach Zjednoczonych oraz wzrost zapasów ropy w hubie Cushing w Oklahomie. Tylko w ostatnim tygodniu zapasy tam wzrosły o 2,1 mln baryłek, co może być największym przyrostem od marca.

Wśród instytucji pozostających sceptycznych wobec rynku ropy jest Goldman Sachs, który utrzymuje negatywną prognozę. Według banku, nadpodaż może się utrzymać jeszcze przez wiele miesięcy, a cena ropy Brent może spaść nawet do 50 USD w końcówce 2026 roku. Od początku 2025 roku ceny surowca obniżyły się już o około 10%. W dużej mierze wynika to z działań OPEC+, które stopniowo znosi wcześniejsze ograniczenia wydobycia w celu odzyskania udziałów w globalnym rynku.

Dodatkową presję na rynek wywiera stagnacja aktywności gospodarczej w USA – liczba ofert pracy spadła do najniższego poziomu od dziesięciu miesięcy, co potęguje obawy o przyszły popyt na surowce energetyczne. Różnica między cenami kontraktów terminowych na ropę Brent wyraźnie się zmniejsza, co sugeruje, że rynek nie jest już tak napięty jak wcześniej. Jednocześnie sezonowe osłabienie popytu na przerób ropy, zwłaszcza ze strony rafinerii, dodatkowo ogranicza wzrost cen.

Na sytuację wpływają również czynniki geopolityczne. Stany Zjednoczone kontynuują presję na eksport ropy z Rosji, m.in. za pomocą sankcji wymierzonych w Indie – kluczowego odbiorcę rosyjskiego surowca. Prezydent Trump zapowiada możliwość uruchomienia kolejnych etapów działań. Celem USA jest ograniczenie rosyjskiego eksportu, który w około 90% trafia obecnie do Chin i Indii.

Obecna sytuacja na rynku ropy pozostaje napięta. W obliczu rosnącej podaży, osłabienia popytu, wysokich zapasów i narastającej niepewności politycznej, ceny mogą nadal spadać – szczególnie jeśli OPEC+ zdecyduje się na zwiększenie produkcji, a dane makroekonomiczne nie pokażą wyraźnej poprawy po stronie popytowej.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

ID Logistics otwiera oddział w Kanadzie – 19. kraj w globalnym portfolio Grupy

0

ID Logistics stawia kolejny krok w swoim rozwoju, otwierając pierwszą placówkę w Kanadzie – dziewiętnastym kraju objętym działalnością Grupy. Otwarcie pierwszego centrum logistycznego w Ajax, w aglomeracji Toronto, oznacza nie tylko kontynuację globalnej współpracy z międzynarodowym graczem w branży e-commerce, ale przede wszystkim ambicję ID Logistics, aby trwale ugruntować swoją pozycję jako wiodącego operatora na nowym rynku.

KANADA, NOWY KROK W STRATEGII ROZWOJU

Uruchomienie pierwszej lokalizacji w Kanadzie jest częścią długoterminowej współpracy ze światowym liderem w dziedzinie handlu elektronicznego, rozpoczętej w 2017 roku. Oprócz intensywnego rozwoju w Stanach Zjednoczonych, Kanada uzupełnia system północnoamerykański, który jest w stanie zaspokoić rosnące potrzeby klientów Grupy w tym regionie.

Wraz z uruchomieniem pierwszej operacji realizowana jest kompleksowa strategia. Odzwierciedla ona model zrównoważonego rozwoju Grupy: wejście na nowy rynek wraz ze strategicznym klientem, wykorzystanie efektywnie prowadzonej działalności i stworzenie od podstaw oferty handlowej dostosowanej do lokalnego rynku. Celem jest pozyskanie nowych klientów i dalsze wspieranie dynamicznego wzrostu operatora.

Otwarcie oddziału w Kanadzie stanowi dla firmy ogromną szansę: ID Logistics jest obecnie gotowe do obsługi swoich klientów w całej Ameryce Północnej, zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i Kanadzie. Ta nowa lokalizacja świadczy również o odporności i dynamice naszych kluczowych klientów, a jednocześnie pozwala nam kontynuować zrównoważony rozwój po obu stronach Atlantyku komentuje Eric Hémar, prezes zarządu Grupy ID Logistics.

DOSKONAŁA LOKALIZACJA W LOGISTYCZNYM SERCU KRAJU

Nowa lokalizacja znajduje się w Ajax, na wschód od Toronto, w regionie Greater Toronto Area, gdzie skupia się ponad 50% powierzchni logistycznej kraju. Obszar ten, charakteryzujący się zarówno dużą dynamiką gospodarczą, jak i ograniczoną dostępnością gruntów, stanowi strategiczny wybór: to właśnie tutaj znajdują się główne centra konsumpcyjne, a tym samym kluczowe punkty łańcucha dostaw.

Nowo otwarty obiekt o powierzchni 70 000 m² dysponuje 120 rampami załadunkowymi i zapewnia dzienną obsługę od 55 000 do 75 000 jednostek magazynowych. Jego projekt operacyjny został przygotowany w oparciu o najlepsze praktyki i najbardziej efektywne obiekty Grupy.

Magazyn został dostosowany do specyficznych warunków klimatycznych Kanady, wyposażony jest w sprzęt do odśnieżania, podgrzewane płyty i zintegrowane systemy przeciwzamrożeniowe.

WYSPECJALIZOWANA I DOPASOWANA ORGANIZACJA ZASOBÓW LUDZKICH

Uruchomieniu operacji w Kanadzie towarzyszy ustrukturyzowany plan rekrutacji, opracowany z myślą o specyfice rynku kanadyjskiego, charakteryzującego się ograniczonym dostępem do wykwalifikowanej siły roboczej.

ID Logistics, we współpracy z dwiema lokalnymi agencjami zatrudnienia, już na wczesnym etapie rozpoczęło proces pozyskiwania pracowników. Kadra zarządzająca została przeszkolona w innych oddziałach Grupy, a międzynarodowy  zespół ekspertów wspiera kluczowe fazy rozpoczęcia działalności. Docelowo centrum logistyczne zatrudni 300 pracowników.

KANADA, KRAJ O WIELKIM POTENCJALE DLA GRUPY

Otwarcie pierwszej kanadyjskiej lokalizacji stanowi kluczowy krok w strategii rozwoju ID Logistics: Grupa nie tylko wspiera kluczowego klienta w nowym kraju, ale również planuje zdobywać udziały w rynku, który dynamicznie się rozwija. Kanada, licząca ponad 41 milionów mieszkańców, to miejsce, gdzie producenci, dystrybutorzy i firmy e-commerce aktywnie poszukują wiarygodnych, doświadczonych i sprawdzonych partnerów logistycznych.

ID Logistics dysponuje zespołem odpowiadającym za relacje z klientami i rozwój działalności, który jest w stanie zaoferować rozwiązania logistyczne gotowe do natychmiastowego wdrożenia. Grupa już odpowiada na kanadyjskie zapytania przetargowe.

Polskie firmy nie wiedzą, jak wdrażać KAIZEN. To nie tylko lean, to zmiana kultury pracy

Tylko 5% organizacji na świecie potrafiło zbudować trwałą kulturę KAIZEN. Większość firm, w tym również polskich, traktuje ją wyłącznie jako zestaw narzędzi optymalizacyjnych. Tymczasem KAIZEN nie jest kolejną metodą lean, lecz zmianą sposobu myślenia i zarządzania, której celem jest zbudowanie organizacji opartej na ciągłym doskonaleniu.

Kaizen nie polega na szybkim wdrożeniu narzędzi czy zainstalowaniu tablicy wizualizacyjnej. To transformacja kulturowa, która wymaga zmiany codziennych zachowań, postaw i przywództwa. Bez tego każda transformacja pozostanie powierzchowna i krótkotrwała – podkreśla dr inż. Mariusz Bryke, wykładowca Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej, CEO i Country Manager Kaizen Institute Poland.

95% firm nie radzi sobie z KAIZEN

Według danych Kaizen Institute aż 95% organizacji, które podejmują próbę wdrożenia filozofii ciągłego doskonalenia, nie osiąga trwałych rezultatów. Wynika to z faktu, że przedsiębiorstwa koncentrują się na „twardych” elementach, takich jak procesy, struktury czy narzędzia, a pomijają „miękkie” aspekty, czyli ludzi, ich motywacje, role liderów i relacje w zespole. – Zmiana kultury organizacyjnej nie dzieje się odgórnie ani z dnia na dzień. Najpierw muszą zmienić się konkretne działania i rutyny pracowników. Gdy organizacja zaczyna dostrzegać efekty np. lepszą jakość, mniejsze koszty, szybsze procesy, wtedy dopiero dochodzi do faktycznej zmiany kultury. Nie można jej zadekretować ani zaplanować na slajdach – wyjaśnia dr inż. Bryke.

Nie lean, lecz kultura

W polskich realiach KAIZEN bywa mylony z pojedynczymi projektami lean management, których celem jest szybka optymalizacja kosztów czy zwiększenie efektywności produkcji. Jednak takie działania zwykle kończą się po kilku miesiącach, a ich efekty nie są trwałe. – Kaizen to nie projekt, tylko filozofia pracy. Jego podstawą jest zasada „wszyscy, codziennie, wszędzie”. Tymczasem w Polsce często spotykamy się z praktyką: „niektórzy, czasami, w niektórych miejscach”. To prowadzi do sytuacji, w której organizacja reaguje na zmiany zbyt późno, przez co traci przewagę konkurencyjną – mówi wykładowca Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej i CEO Kaizen Institute Poland.

Kultura KAIZEN zakłada pełne zaangażowanie wszystkich pracowników – od kadry zarządzającej, przez menedżerów średniego szczebla, aż po operatorów na liniach produkcyjnych czy pracowników biurowych. Każdy powinien rozumieć, czym jest marnotrawstwo (jap. muda), jak je identyfikować i eliminować. Tylko wtedy możliwe jest budowanie organizacji, która stale się uczy i doskonali, zamiast trwać w nieefektywnych schematach.

Fundamenty: standaryzacja, wizualizacja i 5S

Trwała transformacja KAIZEN zaczyna się od podstawowych narzędzi i praktyk. Standaryzacja pracy pozwala zdefiniować najlepszy sposób wykonywania czynności, ogranicza zmienność i zapewnia powtarzalność jakości. Dzięki niej firma nie traci wiedzy, gdy odchodzą doświadczeni pracownicy – know-how zostaje udokumentowane i dostępne dla wszystkich.

Wizualizacja jest kolejnym elementem, który odgrywa ogromną rolę w KAIZEN. Tablice, harmonogramy i czytelne wskaźniki sprawiają, że każdy pracownik wie, jakie są cele i jaki jest aktualny stan procesu. Pozwala to szybciej reagować na odchylenia i zapobiegać błędom. To prosty, ale bardzo skuteczny sposób na budowanie transparentności i współodpowiedzialności w organizacji.

Nie można też pominąć metody 5S, czyli sekwencji kroków prowadzących do uporządkowanego i bezpiecznego środowiska pracy. Selekcja, systematyka, sprzątanie, standaryzacja i samodyscyplina sprawiają, że miejsce pracy staje się bardziej przejrzyste, a pracownicy uczą się dostrzegać i eliminować marnotrawstwo. – Bez 5S trudno mówić o KAIZEN. To fundament, który kształtuje nawyki i przygotowuje grunt pod bardziej zaawansowane działania – podkreśla dr inż. Bryke.

Liderzy na pierwszej linii

Najczęstszym błędem organizacji jest delegowanie odpowiedzialności za transformację na specjalistów lub zewnętrznych konsultantów. W praktyce prowadzi to do tego, że zmiany kończą się wraz z projektem, a organizacja wraca do dawnych nawyków. – Transformacja KAIZEN zaczyna się od przywództwa. To lider musi być obecny w gemba – miejscu, gdzie powstaje wartość. Musi interesować się tym, co robi zespół, monitorować postępy i przede wszystkim doceniać pracowników za pomysły usprawnień. Jeśli liderzy traktują KAIZEN jak dodatkowe zadanie, które można oddelegować, to porażka jest tylko kwestią czasu – zaznacza ekspert.

Dlatego kluczowe znaczenie ma kultura przywództwa opartego na dobrym przykładzie, konsekwencji i otwartej komunikacji. Liderzy, którzy sami stosują KAIZEN, inspirują pracowników i budują autentyczne zaangażowanie.

Kaizen jako strategia długofalowa

Przykłady światowych liderów pokazują, że KAIZEN najlepiej sprawdza się jako strategia długoterminowa, a nie projekt ograniczony w czasie. Toyota, Honeywell czy Danaher oparły swoje modele biznesowe na kulturze ciągłego doskonalenia i dzięki temu od lat osiągają ponadprzeciętne wyniki. – Firmy, które uczyniły z KAIZEN strategię, nie tylko poprawiły efektywność operacyjną, ale przede wszystkim stworzyły trwałą przewagę konkurencyjną. To dowód, że ciągłe doskonalenie nie jest dodatkiem do strategii, lecz jej fundamentem – wyjaśnia dr inż. Bryke, wykładowca Szkoły Biznesu Politechniki Warszawskiej i CEO Kaizen Institute Poland.

Szansa dla polskich przedsiębiorstw

Choć statystyki pokazują, że 95% firm nie radzi sobie z wdrożeniem KAIZEN, dla polskich przedsiębiorstw jest to ogromna szansa. Oznacza to, że aż 19 na 20 organizacji wciąż ma przestrzeń, by przeprowadzić transformację i zbudować przewagę na rynku. Kaizen to zmiana na lepsze, proces wymagający odwagi, konsekwencji i otwartości na nowe sposoby działania. Organizacje, które nauczą się rozwijać zarówno procesy, jak i ludzi, będą tymi, które poradzą sobie najlepiej w zglobalizowanym świecie pełnym zmian.

Inteligentne materiały ostrzegą przed katastrofą? Naukowcy opracowali związek zmieniający kolor pod wpływem naprężeń

Katastrofy budowlane, takie jak zawalenie się mostu Morandi w Genui w 2018 roku, można by było przewidzieć, gdyby inżynierowie mieli narzędzia pozwalające na bieżąco obserwować zmiany naprężeń w konstrukcjach. Do tej pory brakowało jednak prostych i niezawodnych rozwiązań. Być może wkrótce to się zmieni – dzięki inteligentnemu materiałowi opracowanemu we współpracy naukowców z Indii, Japonii i Polski.

Barwa zamiast czujników

Nowy związek chemiczny należy do grupy materiałów mechanochromowych, czyli takich, które reagują na oddziaływania mechaniczne zmianą koloru. Badacze opisali go na łamach czasopisma Journal of Luminescence. W spoczynku świeci zielonożółtą barwą, ale pod wpływem naprężeń przechodzi w intensywną czerwień. To reakcja wywołana przesunięciem miękkich kryształów wewnątrz struktury związku, które przypominają układ „kluczy i zamków”. Kiedy równowaga zostaje zaburzona, zmienia się sposób oddziaływania cząsteczek, a wraz z nim kolor.

Co istotne, proces ten jest odwracalny. Dodanie rozpuszczalnika organicznego przywraca pierwotne ułożenie cząsteczek i tym samym początkową barwę.

Farba, która sygnalizuje zagrożenie

Jak wyjaśnia prof. Konrad Szaciłowski z Akademii Górniczo-Hutniczej, jednym z potencjalnych zastosowań jest wykorzystanie materiału w powłokach ochronnych i farbach ostrzegawczych. Na przykład w laboratoriach czy zakładach produkcyjnych, gdzie istnieje ryzyko wystąpienia toksycznych oparów, ściany pokryte taką farbą mogłyby natychmiast zasygnalizować problem. Wystarczy niewielka ilość związku – zaledwie miligram – by uzyskać działający czujnik, znacznie tańszy od skomplikowanych urządzeń elektronicznych.

Równie obiecujące jest wykorzystanie materiału w budownictwie i inżynierii lądowej. Mosty czy wiadukty pokryte farbą zmieniającą kolor w miejscach przeciążenia mogłyby same ostrzegać o niebezpieczeństwie. Monitoring ograniczałby się wówczas do obserwacji barwy konstrukcji – zarówno na żywo, jak i na zdjęciach czy nagraniach.

Wspólne badania trzech kontynentów

Projekt jest efektem międzynarodowej współpracy. Syntezy związku dokonali japońscy chemicy, indyjscy badacze przeprowadzili pomiary spektroskopowe, a polski zespół z AGH opracował modele teoretyczne, które wyjaśniły mechanizm działania materiału. – Prowadzenie takich badań przez jeden zespół byłoby niemal niemożliwe. Potrzebne są różne specjalizacje i dostęp do odmiennych technik – podkreśla prof. Szaciłowski.

Kolejne kroki

Badania nad inteligentnymi materiałami nie kończą się na mechanochromizmie. Naukowcy planują rozwijać również materiały wrażliwe na ciśnienie, które dzięki przewodnictwu elektrycznemu mogą znaleźć zastosowanie w projektach związanych ze sztucznymi neuronami i synapsami. AGH posiada już nowoczesną aparaturę, która pozwoli prowadzić część eksperymentów w kraju – m.in. laserowy spektrometr do śledzenia zmian barwy związków chemicznych w czasie rzeczywistym.

Chemia na styku z elektroniką

Co ciekawe, laboratorium, w którym pracuje prof. Szaciłowski, bardziej przypomina pracownię fizyki czy elektroniki niż klasyczną pracownię chemiczną. Zamiast probówek i kolb dominują lasery, oscyloskopy i analizatory sygnału. To właśnie takie interdyscyplinarne podejście pozwala na odkrycia, które mogą zmienić sposób projektowania przyszłych technologii.

Naukowcy podkreślają, że inteligentne materiały mają ogromny potencjał – od ochrony życia ludzkiego po rozwój nowoczesnej elektroniki i robotyki. Jeśli ich badania znajdą praktyczne zastosowanie, być może w przyszłości wystarczy rzut oka na kolor mostu, by wiedzieć, że konstrukcja wymaga natychmiastowej interwencji.

Żabka i Stagwell łączą siły i tworzą In-Pulse – Shopper-Led Marketing System*

In-Pulse to nowa inicjatywa stworzona wspólnie przez Stagwell oraz Żabka Polska, powołana w 2025 roku, aby wspierać polskich marketerów w podejmowaniu trafnych decyzji opartych na realnych zachowaniach zakupowych. To pierwszy w Polsce Shopper-Led Marketing System, który oferuje kompleksowy zestaw produktów i usług obejmujących business consulting, badania i analitykę, testowanie konceptów i produktów oraz retail media.

Projekt łączy globalne doświadczenie Stagwell w obszarze marketingu i technologii z unikalnymi danymi transakcyjnymi i konsumenckimi Żabki, tworząc unikalne rozwiązanie na polskim rynku. Skala przedsięwzięcia sprawia, że Polska ma szansę stać się ważnym punktem na mapie światowych innowacji marketingowych. – Polska jest dla Stagwell bardzo ważnym rynkiem, i to nie tylko z perspektywy lokalnej, ale i całego regionu CEE.  Polski rynek jest dla nas centralą, jeśli chodzi o usługi digital commerce i to tu pozyskaliśmy niezwykle mocnego partnera – Żabkę. Jestem pewien, że wspólne przedsięwzięcie, którego osią jest nowatorskie spojrzenie na polskiego konsumenta i realne wsłuchanie się w jego głos, stanowi rewolucję w skali całego rynku – mówi James Townsend, CEO Stagwell EMEA + Global CEO Stagwell BP.

Unikalne partnerstwo Stagwell i Żabka

Zarówno Grupa Stagwell, jak i Żabka Polska, zajmują pozycję liderów w swoich kategoriach, wyznaczających nowe trendy rynkowe. Globalna Grupa Stagwell jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych na świecie firm marketingowo-komunikacyjnych. Stagwell Marketing Cloud zapewni globalne zaplecze technologiczne, wynikające z połączenia zaawansowanych i innowacyjnych technologii w zakresie analizy danych z wiedzą ekspercką z obszaru marketingu oraz commerce. Żabka to wiodąca w Polsce sieć ponad 11 600 sklepów w formacie modern convenience, obsługująca ok. 4,1 mln transakcji dziennie oraz niemal 10 milionów użytkowników aplikacji Żappka.

W efekcie partnerstwa Stagwell i Żabki powstaje nowy podmiot Joint Venture oferujący innowacyjne rozwiązanie In-Pulse (powered by Stagwell&Żabka), będący odpowiedzią na globalne trendy oraz rosnące zapotrzebowanie na zintegrowane usługi marketingowe, które wyposaża marki w strategie oparte na aktualnej wiedzy na temat zachowań poszczególnych segmentów kupujących, ich preferencji zakupowych i w końcu możliwość testowania oraz ewaluacji efektów przeprowadzanych kampanii w miejscu sprzedaży.

Paweł Grabowski, Head of digital B2B Zabka Future, Zabka Group
Paweł Grabowski, Head of digital B2B Zabka Future, Zabka Group

– Rozwój technologiczny jest jednym z naszych priorytetów. Współpraca ze Stagwell może nam w tym pomóc w zakresie wdrażania rozwiązań, które pozwolą jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby naszych klientów – komentuje Paweł Grabowski, Head of digital B2B Zabka Future, Zabka Group

Dzięki unikalnej wiedzy, wykorzystaniu analizy i AI, In-Pulse dostarczy firmom narzędzia do realizacji precyzyjnych kampanii kierowanych do rzeczywistych shopperów. Pozwoli również postawić diagnozę, która pomoże markom skuteczniej oceniać efektywność działań marketingowych i optymalizować koszty dotarcia do klientów.

In-Pluse łączy business consulting z badaniami, analityką i retail media. W planach jest poszerzenie ekosystemu o nowe rozwiązania i kolejne moduły. Pozwala na to innowacyjne zaplecze technologiczne – Stagwell Marketing Cloud, a w nim pakiet narzędzi opartych na SaaS i AI, oraz nowoczesne modele ekonometryczne (MMM) stworzone specjalnie dla marketerów.

Dla sektorów FMCG, ale także non-FMCG współpraca z In-Pulse może stać się szansą na rozwój i lepsze dostosowanie swoich ofert do dynamicznie zmieniających się potrzeb konsumentów. W ocenie ekspertów In-Pulse to nowatorski projekt dwóch challengerów – Żabki Polska, która zrewolucjonizowała segment convenience, i Stagwell, który redefiniuje rynek marketingu poprzez cyfrowe innowacje.

Wartość globalnego rynku danych o konsumentach rośnie

Według dostawcy danych rynkowych i konsumenckich Statista wartość globalnego rynku analityki danych rośnie dynamicznie i osiągnie poziom 103 mld USD do 2027 r., co wskazuje na znaczną ekspansję w różnych branżach.

Wartość rynku analityki danych konsumenckich jest powiązana z szerszym rynkiem Big Data i analityki biznesowej, który prognozuje się na 684,12 miliarda dolarów do 2030 roku, podaje Algolytics. Wzrost ten jest napędzany przez rosnące zapotrzebowanie na analizę danych w celu zrozumienia zachowań konsumentów, optymalizacji strategii marketingowych i poprawy ogólnego doświadczenia klienta.

Rozwój rynku analityki danych konsumenckich jest również związany z postępem technologicznym, takim jak rozwój sztucznej inteligencji (AI) i uczenia maszynowego, które umożliwiają analizę ogromnych ilości danych i generowanie cennych spostrzeżeń. Firmy coraz częściej inwestują w narzędzia i technologie analityczne, aby uzyskać przewagę konkurencyjną i lepiej odpowiadać na potrzeby swoich klientów (np. sieć Walmart).

Informacja:  https://in-pulse.com

*Marketing oparty na analizie zachowań klientów

Stopy procentowe znów w dół – inwestorzy nie spodziewają się dalszych cięć w tym roku

Rada Polityki Pieniężnej na wrześniowym posiedzeniu zdecydowała się na kolejną obniżkę stóp procentowych o 25 punktów bazowych. To trzecia redukcja stóp procentowych w tym roku, a łączna skala łagodzenia polityki pieniężnej począwszy od majowego posiedzenia wynosi już 100 punktów bazowych.

Taka decyzja była najprawdopodobniej możliwa dzięki dalszemu spadkowi inflacji. Według wstępnych danych GUS inflacja konsumencka w sierpniu obniżyła się do poziomu 2,8% r/r, najniższego od czerwca 2024 r. i mieszczącego się w paśmie celu inflacyjnego NBP (2,5% ± 1 pkt proc.).

Obniżka stóp procentowych ma bezpośrednie przełożenie na sytuację gospodarstw domowych oraz finansów publicznych. Kredytobiorcy hipoteczni mogą liczyć na spadek rat. Przykładowo rata kredytu na 500 tys. zł z oprocentowaniem 7,5% i okresem 15 lat zmniejszy się o około 70 zł. Niższe koszty obsługi długu dotyczą także państwa. Rząd w przyszłości zapłaci mniej odsetek od emitowanych obligacji, których kolejne aukcje powinny mieć niższe rentowności.

Decyzja RPP pociąga za sobą również konsekwencje dla sektora bankowego. Niższe stopy procentowe zazwyczaj oznaczają redukcję oprocentowania lokat i depozytów, co ogranicza atrakcyjność oszczędzania w bankach. Jednocześnie spada zyskowność instytucji finansowych z tytułu marży odsetkowej, co może mieć szczególne znaczenie w kontekście rozważanych od przyszłego roku zmian podatkowych, w tym podwyżki CIT dla banków.

Na rynku walutowym reakcja złotego na decyzję Rady jest ograniczona. Krajowa waluta przez większość dnia zyskiwała wobec dolara, pozostając pod wpływem jego osłabienia na rynkach globalnych. Inwestorzy instytucjonalni nie oczekują już wyraźnie dalszych obniżek stóp w bieżącym roku, choć jak wielokrotnie podkreślał prezes NBP prof. Adam Glapiński, przyszłe decyzje będą uzależnione od napływających danych makroekonomicznych. Na początku roku prof. Glapiński wskazywał, że docelowy poziom stóp mógłby znaleźć się w okolicach 3,5%, najprawdopodobniej w przyszłym roku.

Szerzej na temat motywów i perspektyw polityki pieniężnej wypowie się szef RPP, Adam Glapiński podczas konferencji prasowej zaplanowanej na czwartek, 4 września, o godzinie 15:00.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Sierpień na rynku mieszkaniowym: popyt rośnie, deweloperzy hamują

Na rynku mieszkaniowym nie ma nudy – sierpień przyniósł jednocześnie mocny popyt, rosnące ceny i zaskakującą wstrzemięźliwość deweloperów. Kupujący coraz śmielej szukają okazji, mimo że w Trójmieście ceny biją rekordy, a podaż na rynku wtórnym dramatycznie się kurczy. Czy to zapowiedź wyczekiwanej równowagi czy tylko stan przejściowy?

Rynek pierwotny. Dobra sprzedaż, ale deweloperzy wciskają hamulec

Choć w porównaniu do lipca sprzedaż mieszkań deweloperskich spadła o 13% (przed korektą), to wciąż była wyższa niż przewidywano – na siedmiu największych rynkach w Polsce nabywców znalazło 3,5 tys. lokali. Co więcej, w ujęciu rocznym oznacza to imponujący wzrost, tj. o 45%.

“Po raz drugi w tym roku dane z monitoringu rynku mieszkaniowego w największych polskich miastach pozytywnie zweryfikowały tezę o istotnym choć nietrwałym wpływie obniżek stóp procentowych na skłonność potencjalnych nabywców do sfinalizowania zakupu mieszkania. Na majową obniżkę stóp na początku miesiąca, popyt na mieszkania deweloperskie zareagował incydentalnym wzrostem sprzedaży w maju jednak już w czerwcu rynek wyraźnie się ostudził zarówno po stronie popytowej jak i podażowej. W analogiczny sposób rynek mieszkaniowy w największych polskich miastach zareagował na lipcową obniżkę stóp procentowych – wzrostem liczby nowych inwestycji i sprzedanych mieszkań. Sierpień przyniósł delikatne spowolnienie po stronie popytowej i mocniejsze wyhamowanie po stronie podażowej”, komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku mieszkaniowego w Otodom.

Dobre wyniki lipca i sierpnia pozwalają na ostrożne prognozy, że sprzedaż w trzecim kwartale może osiągnąć nawet 11 tys. mieszkań co oznaczałoby 35% wzrost w stosunku do analogicznego kwartału w 2024 roku. Realizacja takiego scenariusza wydaje się możliwa w kontekście wolumenu sprzedaży z lipca i sierpnia, który jest o 46% większy niż przed rokiem.

Wykres na podstawie danych Otodom Analytics
Wykres na podstawie danych Otodom Analytics

„Deweloperzy, mając w zapasie pozwolenia na budowę, wyraźnie hamują i dostosowują tempo podaży nie tylko do bieżącego popytu, ale do całkowitej wielkości oferty. Obawy związane z wejściem we wrześniu niejasnych przepisów o jawności cen już dzisiaj studzą entuzjazm deweloperów do wprowadzania nowych inwestycji”, zauważa Kuniewicz.
Mimo lekkiego ograniczenia podaży w sierpniu, liczba mieszkań w ofercie utrzymuje się na wysokim poziomie. Na koniec miesiąca na siedmiu rynkach deweloperskich dostępnych było 62,5 tys. mieszkań, co stanowi minimalny spadek miesiąc do miesiąca (-0,5%), ale wciąż o 22% więcej niż przed rokiem. Co ważne, liczba mieszkań zarezerwowanych wzrosła o 4% i ten zasób łącznie z ofertą mieszkań w sprzedaży tworzy rekordową i stabilną pulę pozwalającą na wzrost sprzedaży.

Łódź, Poznań i Trójmiasto, czyli rynki deweloperski lokalnie

Wraz ze wzrostem skali budownictwa rynki lokalne kształtowane są przez coraz bardziej lokalne czynniki i tendencje. Dlatego oceny oparte na danych zagregowanych muszą być coraz częściej uzupełniane analizami szczegółowych wyników i statystyk opisujących rynek konkretnego miasta. Po sierpniu rynkiem wymagającym odrębnego komentarza okazał się Poznań, gdzie czas wyprzedaży oferty wydłużył się, mimo że sprzedaż była dobra a oferta niższa niż na koniec lipca. Analiza danych tamtejszego rynku wskazuje, że zmiana wskaźnika ma charakter statystyczny a nie rynkowy i wynika z metodologii przyjętej do agregacji danych sprzedażowych. Z kolei w Łodzi wydłużenie czasu sprzedaży wynika z powrotu wcześniej zarezerwowanych lokali do oferty.

Wykres na podstawie danych Otodom Analytics
Wykres na podstawie danych Otodom Analytics

Szczególne zainteresowanie budzi sytuacja w Trójmieście, gdzie od kilku miesięcy średnie ceny mieszkań w ofercie rosną najbardziej dynamicznie spośród wszystkich analizowanych rynków. Od kwietnia do sierpnia wzrosły one o 11%, osiągając poziom 16,8 tys. zł/mkw. W ciągu tych pięciu miesięcy deweloperzy wprowadzali w Trójmieście do sprzedaży 3,1 tys. mieszkań w przeciętnej cenie 17,7 tys. zł/mkw. W tym czasie nabywców znalazło 2,3 tys. lokali średnio po 15,5 tys. zł/mkw.

„W efekcie oferta mieszkań deweloperskich wzrosła o 16% głównie na skutek zastąpienia mieszkań przeciętnie tańszych od notowanej na rynku trójmiejskim średniej, lokalami wyraźnie droższymi od przeciętnie oferowanych. W poszczególnych miesiącach różnice między średnią ceną mieszkań oferowanych i wprowadzanych do sprzedaży sięgały nawet 3 tys. zł/mkw. Jednocześnie ceny mieszkań kupowanych od początku 2025 roku kształtują się wyraźnie poniżej pozostałych indeksów”, wyjaśnia ekspertka Otodom.

Tabela na podstawie danych Otodom Analytics
Tabela na podstawie danych Otodom Analytics

Rynek wtórny. Mniejsza podaż przy sezonowym odbiciu popytu

Na rynku mieszkaniowym z drugiej ręki sierpień upłynął pod znakiem dalszego kurczenia się podaży i utrzymującej się wysokiej aktywności kupujących. Liczba aktywnych ogłoszeń spadła o 3,9% m/m i 6,8% r/r, a na niektórych rynkach – jak Wrocław (-19% r/r) czy Kraków (-12% r/r) – spadki są jeszcze wyraźniejsze. Coraz częściej sprzedający decydują się na wycofanie ogłoszenia lub przekierowanie go na rynek najmu, korzystając z trwającego sezonu. Z kolei popyt pokazuje odporność na sezon wakacyjny. W sierpniu liczba zapytań do ogłoszeń wzrosła o 3,7% m/m i aż o 20,6% r/r. Największe wzrosty aktywności zanotowano we Wrocławiu (+11% m/m), Trójmieście (+8,6%) i Łodzi (+7,7%). To pokazuje, że kupujący wciąż aktywnie poszukują okazji, choć coraz trudniej o oferty spełniające ich oczekiwania cenowe.

Ceny na rynku wtórnym pozostały względnie stabilne. Największe wzrosty nastąpiły w Trójmieście (+2,1% m/m), spadki zaś w Katowicach (-1,0%). Sierpień potwierdził, że rynek wtórny wchodzi w fazę równowagi: niska podaż, mocny popyt, ale coraz dłuższy czas ekspozycji ofert (+3% m/m), który pokazuje, że rozbieżności między oczekiwaniami sprzedających a możliwościami nabywców utrudniają finalizowanie transakcji.

Rynek mieszkaniowy w fazie przejściowej. Co dalej?

Rynek mieszkaniowy w Polsce znajduje się w fazie szukania nowej równowagi. Dwa dobre miesiące na rynku pierwotnym pokazują, że obniżki stóp procentowych, stabilizacja cen i elastyczność deweloperów (np. oferty promocyjne) są w stanie pobudzić popyt. Jednak bez kontynuacji tych pozytywnych impulsów trudno będzie zwiększyć sprzedaż.

Deweloperzy stoją przed decyzją: czy inwestować mimo ryzyk legislacyjnych czy czekać? Kupujący z kolei coraz lepiej orientują się w rynku, ale też trudniej znajdują oferty dopasowane do swoich możliwości. Dlatego ta równowaga może być stanem przejściowym, a nie nową normą.

RPP znów tnie stopy procentowe. Giełda reaguje pozytywnie – tańszy pieniądz sprzyja akcjom

Rada Polityki Pieniężnej znów obniżyła stopy procentowe, tym razem o 25 punktów bazowych, sprowadzając stopę referencyjną do 4,75 proc. To już trzecia redukcja od maja i w sumie pełen punkt procentowy mniej, a decyzja natychmiast wywołała poruszenie na rynku finansowym. Kredytobiorcy mogą liczyć na niższe raty, inwestorzy na bardziej atrakcyjną giełdę, a oszczędzający muszą przygotować się na gorsze warunki lokat i właśnie dlatego ta decyzja RPP jest ważna dla portfeli milionów Polaków.

Decyzja RPP o obniżce stóp procentowych jest kluczowa dla portfeli przeciętnego Polaka, bo bezpośrednio wpływa na wysokość rat kredytów, oprocentowanie lokat i atrakcyjność inwestycji na giełdzie. Tym razem obniżka stóp nie jest zaskoczeniem. Notowania kontraktów i rynkowe stawki WIBOR od dłuższego czasu sygnalizowały, że obniżka jest przesądzona. WIBOR 3M wyniósł dziś rano 4,81 proc., czyli zszedł w okolice nowej stopy referencyjnej jeszcze przed decyzją RPP. WIBOR 6M spadł jeszcze niżej, do 4,66 proc., co pokazuje, że inwestorzy zaczęli już wyceniać kolejne obniżki w perspektywie najbliższego półrocza.

Zmiany ucieszą kredytobiorców hipotecznych, którzy spłacają raty powiązane ze stawką WIBOR. Obniżka o 25 punktów bazowych oznacza dla nich ratę niższą o około 12 do 18 zł w przeliczeniu na każde 100 tysięcy zł kredytu. Warto jednak pamiętać, że nie dotyczy to osób, które wybrały kredyty ze stałą stopą procentową – w ich przypadku zmiana oprocentowania nastąpi dopiero po zakończeniu okresu obowiązywania stałej stopy, najczęściej po pięciu latach. Spadek oprocentowania obejmie także inne produkty kredytowe o zmiennej stopie, na przykład kredyty gotówkowe czy zadłużenie na kartach kredytowych. Z drugiej strony oznacza to również, że posiadacze lokat i depozytów bankowych będą musieli liczyć się z niższymi odsetkami.

Warto podkreślić, że tego typu decyzje są dobrze odbierane przez giełdy. Niższe stopy procentowe zwiększają atrakcyjność inwestowania w akcje, co powinno przełożyć się na poprawę nastrojów inwestorów.

Za obniżką stóp przemawiała przede wszystkim spadająca inflacja. W sierpniu inflacja CPI obniżyła się do 2,8 proc., czyli znalazła się już bardzo blisko celu inflacyjnego NBP, który wynosi 2,5 proc. z dopuszczalnym odchyleniem o 1 punkt procentowy. Równocześnie wzrost gospodarczy utrzymuje się na solidnym poziomie – PKB w drugim kwartale wzrósł o 3,4 proc. rok do roku. Inflacja bazowa, która nie uwzględnia cen energii i żywności, spadła w okolice 3 proc.

Jednocześnie można wskazać argumenty przeciwko dalszym cięciom. Rząd prowadzi luźną politykę fiskalną i planuje na rok 2026 cały czas wysoki deficyt na poziomie 6,5 proc. PKB. Dodatkowym czynnikiem ryzyka jest brak decyzji dotyczących zamrożenia cen energii dla gospodarstw domowych, co w przypadku wzrostu kosztów energii mogłoby podbić inflację jesienią. Na razie jednak wiele analiz wskazuje, że taki scenariusz nie musi się ziścić.

Obecna sytuacja tworzy jednak przestrzeń do dalszych obniżek w kolejnych miesiącach. Inflacja ma szansę pozostać w trendzie spadkowym i w krótkim czasie znaleźć się trwale w granicach celu inflacyjnego. Najbliższe posiedzenie RPP odbędzie się 8 października, a dodatkowych wskazówek dostarczy listopadowa projekcja inflacyjna NBP.

Warto przy tym zauważyć, że inflacja wciąż pozostaje największym zmartwieniem inwestorów indywidualnych. Z badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego w ostatnim kwartale wynika, że 24 proc. respondentów wskazuje ją jako największe zagrożenie dla wartości swojego portfela. Polscy inwestorzy są przy tym wyraźnie bardziej wrażliwi na zmiany stóp procentowych niż inwestorzy na rynkach globalnych. Wynika to z dużego udziału krajowych banków w portfelach polskich inwestorów, a tym samym z istotnej roli, jaką sektor finansowy odgrywa w kapitalizacji warszawskiej giełdy.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Cena złota bije rekord – 3547 USD za uncję, srebro najdroższe od 14 lat

0
  • Złoto osiągnęło nowy rekord na poziomie 3547 USD, co oznacza wzrost o 34% w skali roku; ceny srebra wzrosły o 41%.
  • Oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych przez Fed oraz obawy związane z zarządzaniem ryzykiem zwiększają popyt na bezpieczne aktywa.
  • Rosnące długoterminowe rentowności oraz słaby kurs dolar zmniejszają atrakcyjność inwestycji w obligacje, co wspiera popyt na złoto.
  • Napływy do ETF-ów wracają po latach wyprzedaży, co wzmacnia popyt ze strony banków centralnych.

Ole Hansen, dyrektor ds. strategii surowców w Saxo zwraca uwagę, że złoto wzrosło do nowego rekordowego poziomu 3 547 USD za uncję, kontynuując silny trend wzrostowy, który w tym roku doprowadził do wzrostu wartości metalu o 34%. Srebro również wspiera sektor, osiągając wartość powyżej 40 USD po raz pierwszy od 14 lat, co daje wzrost o 41% od początku roku. Ostatnia faza tego trendu jest wynikiem mieszanki oczekiwań dotyczących obniżek stóp procentowych, narastających obaw o niezależność Rezerwy Federalnej oraz fragmentacji światowego porządku, która zmienia przepływy związane z aktywami uznawanymi za bezpieczne.

Oczekiwania dotyczące obniżek stóp i obawy o niezależność Fedu

Rynki obecnie prognozują niemal pewną obniżkę stóp przez Rezerwę Federalną we wrześniu, z dalszymi, potencjalnie przyspieszonymi obniżkami do końca roku, jeśli nadchodzące dane gospodarcze nadal będą słabnąć w obliczu napięć związanych z cłami. Niższe stopy zwrotu z krótkoterminowych obligacji zmniejszają koszt alternatywny posiadania złota, zachęcając inwestorów, którzy w ostatnich latach byli zniechęcani wysokimi kosztami finansowania, do śmielszego inwestowania w ten kruszec.

Jednak optymistyczna narracja nie dotyczy tylko obniżek stóp procentowych. Obawy związane z zarządzaniem ryzykiem zwyżkowały dodatkową premią w ostatnich tygodniach. Sekretarz Skarbu, Scott Bessent, rozpocznie wkrótce poszukiwania nowego przewodniczącego Rezerwy Federalnej, co jest kontynuacją próby usunięcia gubernator Lisa Cook przez prezydenta Trumpa. Jeśli tym razem osiągnie sukces, może to dać Trumpowi większość w FOMC i możliwość zmian w amerykańskim banku centralnym w celu dalszego obniżania stóp procentowych. Ta sytuacja podkreśla instytucjonalną kruchość najważniejszego na świecie banku centralnego. Dla inwestorów rodzi to pytania dotyczące długoterminowej niezależności amerykańskiej polityki monetarnej – obawę, którą złoto naturalnie absorbuje jako zabezpieczenie przed ingerencją polityczną.

Podziały geopolityczne

Geopolityka pozostaje istotnym katalizatorem zmian. Parada wojskowa w Pekinie, w której uczestniczyli Władimir Putin, Kim Jong Un oraz Xi Jinping, przypomniała o fragmentacji światowego porządku. W obliczu wyłaniania się bloków wielkich mocarstw, banki centralne i państwowe fundusze majątkowe nadal dywersyfikują swoje rezerwy. Złoto jest bezpośrednim beneficjentem, a rekordowe zakupy przez banki centralne od 2022 roku uzupełniają popyt ze strony prywatnych inwestorów, który teraz wykazuje oznaki ożywienia.

Rentowności obligacji o długim terminie osłabiają ich atrakcyjność jako bezpiecznej przystani

Wzrost cen złota jest również powiązany z sytuacją na rynku obligacji państwowych. Rentowności 30-letnich obligacji skarbowych USA oscylują wokół 5%, rentowności brytyjskich obligacji osiągnęły najwyższe poziomy od dekad, a japońskie obligacje rządowe są na rekordowych poziomach. Dla wielu inwestorów obligacje długoterminowe przestały być bezpiecznym wyborem inwestycyjnym, co stworzyło możliwość dla złota, które teraz może przyciągnąć większy popyt na aktywa uważane za bezpieczne. Obok złota, również srebro i platyna zyskują na popularności, ponieważ ich podaż jest ograniczona.

Słabość dolara i globalne przepływy

Tymczasem dolar pozostaje blisko trzyletnich minimów, mimo sporadycznych prób odbicia. Niepewność polityczna w Waszyngtonie, łagodniejsze oczekiwania dotyczące stóp procentowych oraz względny silny kurs innych głównych walut utrzymują presję na amerykańską walutę. Dla inwestorów spoza USA, oznacza to niższe zyski z inwestycji w złoto w lokalnych walutach, np. XAUEUR wzrosło o 20%, a XAUJPY o 27%.

Powrót kupujących do ETF-ów po czterech latach sprzedaży netto

Kolejną ważną zmianą jest powrót inwestorów do funduszy ETF opartych na złocie. Po czterech latach sprzedaży ilość złota w ETF-ach zaczyna ponownie rosnąć, co zmienia wcześniejszy trend. W 2025 roku ETF-y dodały już 326 ton złota, co prawie równa się ilości sprzedanej w ciągu ostatnich dwóch lat. Ten zwrot wskazuje na rosnący popyt nie tylko ze strony banków centralnych, ale także innych inwestorów, co dodatkowo wzmacnia wzrost.

Momentum i wsparcie ze strony srebra

Czynniki techniczne również miały znaczący udział. Przełamanie poziomu 3 450 USD w zeszłym tygodniu spowodowało wzrost zakupów, napędzanych przez strategie inwestycyjne oparte na systematycznych i nastawionych na momentum transakcjach, dodatkowo wzmocnione przez obawę przed przegapieniem okazji (FOMO). Te przepływy mają zwykle charakter krótkoterminowy, co sprawia, że cena złota jest podatna na presję sprzedaży w przypadku spadku poniżej 3 450 USD. Wzrost wartości srebra ponad poziom 40 USD, najwyższy od 2011 roku, stanowi dodatkowe potwierdzenie tego trendu, ale podobnie jak w przypadku złota, srebro musi teraz utrzymać te wysokie zyski, aby uniknąć presji sprzedaży.

Co może zaszkodzić wzrostowi?

W sytuacji, gdy rynki są silnie nastawione na wzrost, ważne jest uwzględnienie czynników, które mogą spowodować korektę. Lista ryzyk jest krótsza niż zwykle, ale wciąż istotna. Poza wzrostem pozycji spekulacyjnych, które mogą zostać szybko zlikwidowane, jeśli niedawne zyski się nie utrzymają, zaskoczenie jastrzębim stanowiskiem ze strony Fed, takim jak opóźnienie cięć stóp procentowych lub wprowadzenie bardziej restrykcyjnych wytycznych, mogłoby osłabić nastroje na rynku. Chaotyczny wzrost wartości dolara mógłby również wystawić rynek na próbę. Wreszcie, przy już wysokich rentownościach długoterminowych, gwałtowny spadek rentowności mógłby częściowo przywrócić atrakcyjność obligacji jako bezpiecznej przystani.

Wnioski

Wzrost złota do nowego rekordowego poziomu jest napędzany nie tylko przez obawy związane z inflacją czy oczekiwania dotyczące stóp procentowych. Odzwierciedla to zbieżność kilku czynników: ryzyk związanych z zarządzaniem w USA, geopolitycznej fragmentacji, spadku zaufania do tradycyjnych bezpiecznych przystani oraz wznowionego popytu ze strony inwestorów instytucjonalnych. Zarówno złoto, jak i srebro przewyższają większość klas aktywów w 2025 roku, a napływ funduszy ETF oferuje dodatkowe wsparcie, podkreślając silne argumenty za inwestowaniem w metale szlachetne.

Nieprzewidywalność rynków i geopolityczne napięcia mają duży wpływ na to, że złoto i srebro osiągają rekordowe wzrosty cen, co podkreśla rosnące znaczenie tych metali szlachetnych w portfelach inwestycyjnych. Polska gospodarka i złotówka są również narażone na różne globalne czynniki, dlatego rozsądnym jest wziąć pod uwagę rozszerzenie swoich inwestycji o aktywa niepowiązane z rynkiem krajowym. W warunkach rosnącego ryzyka politycznego i niestabilności monetarnej, złoto zabezpiecza kapitał przed utratą wartości i pełni funkcję ochronną przed inflacją oraz deprecjacją waluty. Co więcej, wzrost popytu na złoto w ostatnich latach, również ze strony banków centralnych, potwierdza jego rolę jako strategicznego aktywa w portfelu – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Wiceprezes Asseco: „To było bardzo dobre półrocze, z optymizmem patrzymy na II połowę roku”

W I półroczu 2025 roku Grupa Asseco wypracowała 9,0 mld zł przychodów ze sprzedaży, z czego ponad 7,1 mld zł stanowiła sprzedaż własnych produktów i usług informatycznych. Zysk operacyjny był o 13% wyższy niż w porównywalnym okresie 2024 roku i wyniósł 928 mln zł, a zysk netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej, po wzroście o 20%, wyniósł 282 mln zł. Grupa zwiększyła skalę międzynarodowej działalności i systematycznie budowała backlog na kolejne miesiące.

W raportowanym okresie Grupa rozwijała działalność zarówno w Polsce, jak i za granicą. Przychody ze sprzedaży w segmencie Asseco Poland wzrosły o 13% i wyniosły 1,1 mld zł. W tym obszarze realizowano liczne projekty transformacji cyfrowej dla sektorów: administracji publicznej, energetycznego, opieki zdrowotnej czy finansów.

Wyniki Grupy są silnie zdywersyfikowane – 88% sprzedaży pochodzi z rynków zagranicznych reprezentowanych przez segmenty Formula Systems i Asseco International. Sprzedaż Asseco International ukształtowała się na poziomie 2,2 mld zł, co oznacza wzrost o 11% w stosunku do I półrocza 2024 roku. W tym segmencie odnotowano dynamiczny wzrost przychodów z rozwiązań płatniczych w Grupie Asseco South Eastern Europe. Asseco rozwijało też obszar ERP, koncentrując się na AI i automatyzacji. Sprzedaż wzrosła również w Grupie Asseco Central Europe, która realizowała szereg projektów dla sektora publicznego oraz finansowego. Dzięki konsekwentnemu rozwojowi organicznemu, wspartemu akwizycjami, segment Formula Systems zanotował 5,8 mld zł przychodów, czyli o 6% więcej niż w tym samym okresie przed rokiem.

Skonsolidowany portfel zamówień Asseco na rok 2025, w obszarze oprogramowania i usług własnych, ma obecnie wartość 13,5 mld zł. W kursach zmiennych jest on o 9%, a w kursach stałych – w jakich został przeliczony backlog na 2024 rok – o 10% wyższy niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

„To było bardzo dobre półrocze dla Asseco. Nasza geograficzna, produktowa i sektorowa dywersyfikacja biznesu oraz silny popyt na rozwiązania cyfrowe pozwalają nam się stale rozwijać. Nasze przychody urosły w tym czasie o 8%, a zysk operacyjny o 13%, czyli wyższa była również nasza rentowność operacyjna. Ponadto systematycznie budujemy backlog, co pozwala nam z optymizmem patrzeć na II półrocze 2025 roku we wszystkich segmentach naszej działalności. Cały czas zwiększamy skalę biznesu i jesteśmy aktywni w obszarze M&A. W I półroczu 2025 roku do Grupy dołączyło 13 spółek, działających w Europie, Kanadzie, Indiach czy na Bliskim Wschodzie” – powiedziała Karolina
Rzońca-Bajorek, Wiceprezes Zarządu, CFO Asseco Poland.

W lutym 2025 roku Spółka podpisała warunkową umowę sprzedaży 12 318 863 akcji własnych, stanowiących 14,84% jej kapitału zakładowego, do TSS z Grupy Constellation. Realizacja umowy sprzedaży jest uzależniona od uzyskania wymaganych zgód w wielu krajach, w których działają spółki z Grupy Asseco i TSS.

„Tak jak informowaliśmy wcześniej, zamknięcie transakcji jest uzależnione od uzyskania odpowiednich zgód organów antymonopolowych i regulacyjnych w różnych krajach. Ze względu na skalę działalności zarówno Asseco, jak i Grupy TSS, procedura obejmuje organy administracyjne w kilkunastu jurysdykcjach. To proces złożony, dodatkowo wydłużany przez okres wakacyjny, kiedy tempo pracy wielu urzędów jest wolniejsze lub występują przerwy w działalności. Obie strony aktywnie realizują działania, na które mają wpływ, aby sfinalizować transakcję możliwie jak najszybciej, jednak ostateczny termin jej zamknięcia zależy od decyzji odpowiednich instytucji i może ulec przesunięciu w czasie. W takim przypadku nie widzimy przeszkód związanych przedłużającym się okresem obowiązywania umów do czasu uzyskania wszystkich wymaganych zgód” – powiedział Marek Panek, Wiceprezes Zarządu Asseco Poland odpowiedzialny za rozwój Grupy.

Silny cios Interpolu w cyberprzestępczość. Tysiące zatrzymanych osób

Silny cios Interpolu w cyberprzestępczość – tysiące zatrzymanych osób w operacji Serengeti 2.0.

Ponad 1200 zatrzymanych osób, odzyskanych blisko 100 mln dolarów i 88 tys. zidentyfikowanych ofiar – taki jest bilans koordynowanej przez Interpol operacji, przeprowadzonej od czerwca do sierpnia 2025 r. Szeroko zakrojona akcja o kryptonimie Serengeti 2.0 wymierzona była w cyberprzestępców działających w całej Afryce – m.in. grupy ransomware i oszustów internetowych. Działania sił porządkowych z 18 państw afrykańskich wspierane były przez Wielką Brytanię oraz partnerów z sektora prywatnego.

Serengeti 2.0 pod względem logistycznym i operacyjnym była jedną z najbardziej złożonych akcji ostatnich lat. Operację wymierzono w cyberprzestępców o największym wpływie w Afryce zidentyfikowanych przez Interpol – m.in. grupy ransomware, które dokonywały oszustw internetowych i kryptowalutowych oraz ataków na służbową pocztę e-mail (Business Email Compromise, BEC). Służby rozbiły również zorganizowane grupy zajmujące się nielegalnym kopaniem kryptowalut oraz handlem ludźmi. Jednym z efektów operacji było rozbicie grupy przestępców zwabiających ofiary na „inwestycje” w kryptowaluty w Zambii, którzy oszukali ponad 65 tys. osób.

Zaangażowanie wielu jurysdykcji pozwoliło „domknąć” cały łańcuch przestępczy – od namierzania infrastruktury, przez identyfikację sprawców, aż po konfiskatę wyłudzonych od ofiar środków finansowych. Skala działań odzwierciedla skalę problemu: współczesne cyberataki pod względem tempa i zasięgu dorównują działaniom międzynarodowych korporacji.

Dane wywiadowcze nie tylko u służb

W ramach akcji partnerzy techniczni Interpolu, w tym Fortinet, dostarczali danych i analiz, które pomagały w podejmowaniu decyzji operacyjnych. Dysponując rozbudowaną infrastrukturą telemetryczną i analityczną, jeszcze przed operacją przekazywali oni informacje dotyczące m.in. wskaźników naruszenia bezpieczeństwa (IOC) oraz infrastruktury C2 (Command&Control), zapewniającej komunikację pomiędzy serwerami cyberprzestępców. Umożliwiło to zawężenie obszaru poszukiwań oraz szybsze typowanie celów i dezaktywację elementów złośliwej infrastruktury. Zanim ruszyły działania w terenie, partnerzy techniczni przekazali służbom dane wywiadowcze, co umożliwiło precyzyjne zlokalizowanie kluczowej infrastruktury oraz osób stojących za procederem.

Operacja Serengeti 2.0 pokazuje, jak ważna jest wymiana danych wywiadowczych pomiędzy służbami i sektorem prywatnym, a także przygotowanie do akcji – od analizy wzorców ataków, po szybkie przełożenie informacji na działania w terenie.

Grupy cyberprzestępcze przyjęły strategię globalizacji, specjalizacji i współpracy. Korzystają z globalnej infrastruktury, działając poza zasięgiem pojedynczych rządów czy firm. Dlatego nawet najlepsze zabezpieczenia i kompetencje zespołów IT wymagają uzupełnienia o systemową współpracę. Operacje, takie jak Serengeti 2.0 pokazują, jak wiele można osiągnąć, gdy organy ścigania, eksperci i sektor prywatny działają ramię w ramię. Wymiana informacji, wzajemne zaufanie i współpraca są niezbędne, aby zwiększać bezpieczeństwo instytucji państwowych, firm oraz obywateli – podkreśla Robert Dąbrowski, Systems Engineering Customer Relationship Manager w firmie Fortinet.

Dekada współpracy, która skraca dystans do przestępców

Chociaż w centrum uwagi pozostaje akcja Serengeti 2.0, warto odnotować, że jej skuteczność to efekt wieloletnich inicjatyw oraz współpracy w ramach takich projektów, jak grupa Interpol Cybercrime Expert (#CyberEX) czy Cybercrime Atlas, prowadzony w ramach Światowego Forum Ekonomicznego.

Od ponad 10 lat również Fortinet współpracuje z Interpolem, a od 2018 r. jest oficjalnym partnerem Interpol Gateway, co ułatwia pogłębioną, szybką wymianę informacji. Wcześniejsze działania obejmowały m.in. operację w Azji Południowo-Wschodniej, podczas której zidentyfikowano blisko 9 tys. serwerów C2 oraz setki zainfekowanych stron.

Serengeti 2.0 to model operacji, który warto powtarzać: precyzyjne rozpoznanie, skoordynowane uderzenia w wielu krajach, szybkie blokowanie przepływów finansowych i stałe doskonalenie wymiany informacji. Współpraca sektora prywatnego z publicznym, dzielenie się danymi i szybsze podejmowanie decyzji dają wymierne efekty: aresztowania, odzyskane środki oraz realną ochronę dziesiątek tysięcy osób.

Cięcie czy pauza? RPP decyduje, a inwestorzy patrzą na payrolls

Początek września obfituje w dane makro i wydarzenia niemałej wagi. Lokalnie najważniejszym czynnikiem jest decyzja RPP, którą poznamy dziś po południu. Na szerokim rynku dolar wrócił do gry i na razie potwierdza trwającą od kilku tygodni konsolidację. Kluczowe dla inwestorów powinny być odczyty z amerykańskiego rynku pracy, które będą sugerować dalsze działania Fed.

Rada radzi, Rada nigdy cię nie zdradzi

Rada Polityki Pieniężnej zakończy dziś wrześniowe posiedzenie i podejmie decyzję o wysokości stóp procentowych. Konsensus rynkowy zakłada cięcie o 25 pb, ale w przestrzeni publicznej pojawiają się głosy o innych możliwościach. Główne argumenty za obniżką to niskie wskazania dynamiki cen (flesz inflacyjny za sierpień to 2,8% rdr), połączone z prognozami (także ze strony NBP), które sugerują stabilizację CPI w tym rejonie w nadchodzących miesiącach. Dodatkowo słabnie dynamika wzrostu płac w przedsiębiorstwach (lipiec to 7,6% rdr), która była jedną z kluczowych przeszkód dla dalszego luzowania monetarnego. Osobiście zaryzykuję tezę, że gdyby nie weto prezydenta Karola Nawrockiego dla tzw. ustawy wiatrakowej (która równocześnie przedłużała mrożenie cen energii), to pojawiłaby się przestrzeń do nawet 50 punktowej obniżki. Gdyby do takowej mimo wszystko doszło, to złoty otrzymałby (przynajmniej krótkoterminowo) spory cios ze strony Rady. Jednak bardziej prawdopodobne zaskoczenie ze strony decydentów to brak ruchu na stopach. Głównym hamującym czynnikiem dla RPP w tym momencie byłby nawet nie brak mrożenia cen energii, co projekt budżetu na przyszły rok (deficyt na poziomie 6,5%). Prof. Adam Glapiński wielokrotnie podkreślał, że ekspansywna polityka fiskalna może być znaczącą przeszkodą dla szybszego luzowania monetarnego. Pozostawienie kosztu pieniądza byłoby sygnałem wzmacniającym PLN.

Przemysł z ciężkim rynkiem pracy

Wczorajsze dane wyprzedzające z USA trudno było uznać za korzystne dla dolara, ale koncentracja uwagi inwestorów skupia się chyba po prostu na innych czynnikach. Ogólny przemysłowy ISM wyniósł 48,7 pkt i co prawda był to rezultat lepszy od poprzedniego, ale minimalnie gorszy od oczekiwań. Za ważniejsze można uznać, że był to już szósty z rzędu wynik poniżej granicy 50 pkt, która rozdziela recesję od ekspansji. Zajrzyjmy jednak do subindeksów, ponieważ tam dzieją się ciekawe rzeczy. Menedżerowie nie wskazują jako problemu cen płaconych, gdyż tutaj pokazano aż 63,7 pkt. Problemem nie są też nowe zamówienie, bo w tym wypadku pokazano 51,4 pkt. Uderzenie raz jeszcze nadeszło z kierunku zatrudnienia, gdzie wynik to skromne 43,8 pkt. Czy to rezultat restrykcyjnej polityki migracyjnej Białego Domu, czy wreszcie efekt polityki pieniężnej, która schłodziła rynek pracy? Tak czy siak, można to uznać za kolejny przykład pogorszenia w tym obszarze gospodarki USA, co powinno zwiększać przestrzeń do obniżek stóp procentowych za oceanem.

EUR/USD w ulubionym miejscu, PLN odrabia straty

Sesja azjatycka nie napawała optymizmem (z drobnym wyjątkiem w postaci Mumbaju), a Sydney zaliczyło zjazd aż o 1,7% (to akurat wynik bardziej wewnętrznych czynników związanych z rynkiem surowcowym). Coraz większe obawy o zadłużenia państw widać po rosnących rentownościach obligacji, japońskie 30-latki weszły na historyczne rekordy, a brytyjskie odpowiedniki na najwyższe poziomy od 1998 roku. Złoto kontynuuje swój rajd,  także tu widzimy nowe historyczne szczyty powyżej 3500 $ za uncję. Na szczęście europejska część środowej sesji przebiega w bardziej pozytywnych nastrojach, główne indeksy świecą się na zielono. Za rynkami bazowymi podążą Warszawa, gdzie WIG20 przed południem zyskuje blisko 1%. Na rynku walutowym dolar po słabym poniedziałku i bardzo mocnym wtorku postanowił wrócić do statusu quo. W trakcie pisania tych słów kurs EUR/USD wraca do punktu równowagi trwającej konsolidacji, czyli powyżej 1,165 $. Taki układ szerokiego rynku to dobra informacja dla złotego, który odrabia wczorajsze straty. Kurs EUR/PLN zerka w kierunku 4,25 zł, kurs USD/PLN wraca poniżej 3,65 zł, kurs CHF/PLN to 4,54 zł, a kurs GBP/PLN kontynuuje spadki do 4,89 zł.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – Badanie ofert pracy i rotacji pracowników (JOLTS).

Autor: Adam Fuchs –  analityk w InternetowyKantor.pl

Cięcie o 25 pb – symboliczny ruch czy początek nowego cyklu?

Dzisiejsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej najpewniej oznacza obniżkę stóp o 25 punktów bazowych. To niewielki ruch w dół, który delikatnie obniży raty kredytów i lekko zmniejszy oprocentowanie lokat, ale nie zmieni warunków finansowych w gospodarce z dnia na dzień. Dlaczego teraz? Inflacja w sierpniu spadła w okolice 2,8% rok do roku, czyli blisko celu NBP wynoszącego 2,5%. Może to sygnalizować, że wzrost cen jest już pod kontrolą. Wielu ekonomistów podkreśla, że „mały krok” we wrześniu byłby rozsądny i spójny z danymi – podkreśla Tomasz Gessner, główny analityk Tavex.

Niewyrównany sezonowo PKB w drugim kwartale urósł o 3,4% rok do roku, co sugeruje, że konsumpcja i inwestycje stopniowo odżywają po słabszym okresie. Z drugiej strony część wskaźników miesięcznych wygląda nierówno, a wydatki publiczne pozostają wysokie. To powód, dla którego RPP może ciąć stopy powoli i z zastrzeżeniem, że kolejne ruchy będą zależeć od napływających danych.

Ważne jest też tło globalne. 17 września Rezerwa Federalna w USA prawdopodobnie również obniży stopy procentowe, a Europejski Bank Centralny już wcześniej przeszedł w tryb łagodzenia polityki. Mniejsze różnice w poziomie stóp między Polską a największymi gospodarkami, dają NBP większą swobodę działania, bez nadmiernego ryzyka dla kursu waluty.

Warto też zwrócić uwagę na relatywnie silnego złotego, który pozostaje w trendzie umocnienia od 3 lat. Silniejszy PLN pomaga trzymać w ryzach ceny towarów z importu, co sprzyja niższej inflacji. Niewielka wrześniowa obniżka nie powinna istotnie osłabić waluty, o ile przekaz banku centralnego nie zasugeruje szybkiej serii kolejnych cięć.

Co może zakomunikować RPP? Najbardziej prawdopodobny scenariusz to dostarczenie cięcia o 25 pb i ostrożne, wyważone uzasadnienie. Rada może zasygnalizować „pauzę techniczną” w październiku, by ocenić wpływ wcześniejszych decyzji, a następnie wrócić do obniżania stóp już po nowych projekcjach inflacji oraz po ruchach Fedu i EBC.

Założenia budżetowe na 2026 rok będą jednym z istotnych czynników, które Rada Polityki Pieniężnej musi wziąć pod uwagę przed podjęciem decyzji o dalszym poziomie stóp procentowych. Rząd zaplanował rekordowy deficyt na poziomie 271,7 mld zł przy wydatkach sięgających 918,9 mld zł i prognozowanych dochodach 647,2 mld zł. Tak rozbudowana polityka fiskalna, z dużym udziałem wydatków publicznych i wzrostem zadłużenia (tu zauważmy, że relacja długu do PKB według rządowych szacunków sięgnie 53,8%), może mieć bezpośredni wpływ na ocenę ryzyk inflacyjnych oraz tempo łagodzenia polityki pieniężnej przez RPP. Z jednej strony tak duża podaż pieniądza i wydatków może sprzyjać konsumpcji i wspierać wzrost gospodarczy, z drugiej rodzi obawy, czy inflacja pozostanie pod kontrolą w kolejnych kwartałach. Z tego powodu komunikowany przez rząd budżet będzie prawdopodobnie brany pod uwagę przez członków RPP podczas aktualnego posiedzenia. Wyważenie konsensusu oraz ścieżki dalszych cięć stóp procentowych zależeć będzie nie tylko od danych bieżących, ale właśnie od oceny skutków ekspansywnej polityki fiskalnej.

Co oznaczałaby dzisiejsza obniżka stóp o 25 pb w praktyce? Raty kredytów o zmiennej stopie spadną symbolicznie, czyli o kilka / kilkanaście złotych na każde 100 tys. zł zadłużenia. Oszczędzający mogą z czasem zobaczyć nieco niższe oprocentowanie lokat oraz rachunków oszczędnościowych. Rynki finansowe będą jednak przede wszystkim czytać komunikat po posiedzeniu. Jeśli ton pozostanie ostrożny, a bank centralny podkreśli zależność od danych i celu inflacyjnego, reakcja na złotym i obligacjach powinna być ograniczona.

Gdzie ceny mieszkań rosną, a gdzie stoją w miejscu? Sierpniowy raport z rynku pierwotnego

Trójmiasto było w sierpniu jedyną metropolią, w której wzrosła średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie firm deweloperskich. W pozostałych metropoliach sierpień był kolejnym miesiącem cenowej stabilizacji – wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Trójmiasto, a właściwie Gdańsk, po raz kolejny wyłamał się z trendu, który obserwujemy w największych metropoliach. Tam deweloperzy wprowadzają do sprzedaży głównie mieszkania w segmencie popularnym, co ma stabilizujący wpływ na średnią cenę metra kwadratowego wszystkich lokali dostępnych w ofercie firm deweloperskich. Natomiast w Gdańsku pojawiają się na rynku bardzo drogie lokale, które windują średnią – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Tak było też w sierpniu. Ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w Trójmieście wzrosła o 1% do blisko 16,9 tys. zł. W rankingu najdroższych metropolii Trójmiasto zepchnęło więc na trzecią pozycję Kraków (ok. 16,7 tys. zł/m kw.), w którym średnia nie zmieniła się czwarty miesiąc z rzędu. Czwarte miejsce wciąż zajmuje Wrocław (ok. 14,7 tys. zł/m kw.), a dalej są Poznań (ok. 13,6 tys. zł/m kw.), Łódź (11,5 tys. zł/m kw.) i Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (ok. 11,4 tys. zł/m kw.).Wyk.1-Ceny mieszkań-sierpień 2025-wstępne dane-M

Porównując średnie ceny metra kwadratowego nowych mieszkań z sierpnia tego roku i analogicznego okresu roku ubiegłego w większości metropolii wciąż widać różnicę. Wyjątkiem jest Warszawa, w której średnia jest niemal taka sama. Warto też zwrócić uwagę, że w pozostałych metropoliach różnica jest coraz mniejsza. Np. we Wrocławiu jeszcze w styczniu wynosiła ona 12%, w czerwcu – 5%, w lipcu – 3%, a w sierpniu skurczyła się do 2%. W Trójmieście średnia cena metra kwadratowego była w czerwcu o 10% wyższa niż rok temu, zaś w sierpniu – liczona rok do roku – 8%.

Po ośmiu miesiącach o tytuł najbardziej stabilnej cenowo metropolii w 2025 r. z Warszawą rywalizuje Łódź. Zmiana średniej ceny metra kwadratowego nowych mieszkań w okresie 12 miesięcy wynosiła tu w sierpniu tylko 1%. Z kolei w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu było to 2%, a w Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii – 5%.Wyk.2-Ceny mieszkań-sierpień 2025-wstępne dane-R

Sierpień przyniósł prawdopodobnie spadek sprzedaży nowych mieszkań. Nie powinno to dziwić z co najmniej dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że jest to okres urlopowy.  A po drugie, część potencjalnych nabywców wstrzymuje się z zawarciem umowy deweloperskiej w oczekiwaniu na spodziewaną we wrześniu obniżkę stóp procentowych – komentuje Marek Wielgo.

Należy się jednak liczyć z tym, że – jak wynika ze wstępnych danych BIG DATA RynekPierwotny.pl – w sierpniu w większości metropolii skurczyła się oferta mieszkań. Deweloperzy wprowadzili ich bowiem na rynek mniej niż sprzedali – dodaje Wielgo.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rośnie liczba cyberataków w Polsce. Czas na radykalne zmiany w prawie i myśleniu o bezpieczeństwie

Eliminacja chaosu regulacyjnego i przyspieszenie procesu legislacyjnego w Polsce, wdrożenie architektury bezpieczeństwa Zero Trust, powszechne i obowiązkowe szkolenia dla pracowników administracji i firm, a także wymóg projektowania rozwiązań cyfrowych zgodnie z zasadą „Secure by Design”. To niektóre z rekomendacji opublikowanych w „Mapie drogowej dla wzmocnienia polskiej cyberodporności”, opracowanej przez Związek Cyfrowa Polska.

Dokument to zestaw propozycji i zaleceń, których szybkie wprowadzenie – zadaniem organizacji reprezentującej branżę cyfrową w kraju – może pozwolić zwiększyć nasze bezpieczeństwo cyfrowe. Jak bowiem wskazują eksperci Cyfrowej Polski w swoim najnowszym opracowaniu, Polska jest dziś celem skoordynowanych ataków wrogich państw i cyberprzestępców, a nasz system reagowania jest nadal fragmentaryczny, reaktywny i zbyt wolny. Przywołują dane, z których wynika, że w 2024 roku Polska była najczęściej atakowanym państwem w Europie w ramach rosyjskich kampanii dezinformacyjnych i cyberataków. W ciągu 12 miesięcy zgłoszono ponad 600 tysięcy incydentów, a ich wzrost rok do roku osiągnął aż 29 proc. Równocześnie poziom realnej gotowości do przeciwdziałania tym zagrożeniom – zarówno w sektorze publicznym, jak i prywatnym – pozostaje niewystarczający.

Musimy mówić wprost: jesteśmy krajem frontowym, a tymczasem np. w wielu urzędach nadal korzysta się z publicznych skrzynek e-mail i podpisuje umowy IT bez klauzul bezpieczeństwa. To realne zagrożenie dla państwa i obywateli – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. –  W odpowiedzi na to przygotowaliśmy konkretną mapę drogową, czyli gotowe punkty z dziedziny cybersecurity do wdrożenia przez rząd, samorządy, instytucje i firmy. Mamy do wyboru: albo wprowadzimy je teraz, albo będziemy za chwilę liczyć koszty. Polityczne, ekonomiczne i społeczne – wylicza Michał Kanownik, który po raz pierwszy przedstawił dokument na Forum Ekonomicznym w Karpaczu.

Postulaty Cyfrowej Polski, czyli co powinniśmy zrobić „na wczoraj”

Wprowadzenie jakich konkretnych rozwiązań postulują branżowi eksperci? Przede wszystkim wskazują na pilne ujednolicenie przepisów cyberbezpieczeństwa, zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym. Fragmentacja prawa (różna interpretacja dyrektyw NIS2, DORA i CRA w poszczególnych krajach) stanowi dziś poważną barierę dla firm wdrażających nowe technologie i usługi – uważają eksperci. Wzywają do stworzenia jednolitego, spójnego systemu regulacyjnego, który zapewni przewidywalność, ograniczy ryzyko niezgodności i pozwoli na realne zwiększenie poziomu bezpieczeństwa infrastruktury w całej UE.

Drugim strategicznym postulatem „mapy drogowej dla wzmocnienia polskiej cyberodporności” jest radykalna zmiana podejścia do legislacji w Polsce. W ocenie ekspertów, obecny system tworzenia prawa nie nadąża za tempem rozwoju zagrożeń. – Gdy cyberprzestępcy aktualizują swoje techniki co tydzień, my nie możemy mieć systemu, w którym na interpretację przepisów czeka się miesiącami. Potrzebne są szybkie ścieżki, konsultacje z ekspertami i gotowość do testowania rozwiązań w modelu sandboxowym – wyjaśnia prezes Cyfrowej Polski. Eksperci wskazują tu, że w jak najszybszym terminie konieczna jest nowelizacja przepisów o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. Obowiązujące dziś przepisy o KSC powstały w 2018 roku w zupełnie innym kontekście technologicznym i geopolitycznym. Projekt nowelizacji, nad którym prace trwają od wielu miesięcy, dostosowuje nasze prawo do dyrektywy NIS2 i tworzy ramy dla skuteczniejszego przeciwdziałania zagrożeniom. Jak czytamy w raporcie, „to nie jest formalność, lecz realny zestaw konkretnych mechanizmów, które mogą realnie podnieść poziom bezpieczeństwa infrastruktury publicznej i prywatnej”.

Cyfrowa Polska w swoim raporcie podkreśla również konieczność powszechnego wdrożenia architektury Zero Trust, opartej na założeniu, że nikt, nawet wewnątrz organizacji, nie jest z założenia zaufany. Tylko stała weryfikacja tożsamości, monitorowanie aktywności i segmentacja dostępu mogą uchronić przed najbardziej wyrafinowanymi atakami, także tymi z wewnątrz – uważają autorzy opracowania. Ponadto eksperci postulują wprowadzenie obowiązkowego systemu szkoleń z zakresu cyberbezpieczeństwa dla urzędników i pracowników sektora krytycznego. – To człowiek jest dziś najsłabszym ogniwem w systemie, a brak podstawowej wiedzy o phishingu, atakach socjotechnicznych czy zasadach zarządzania hasłami prowadzi do realnych incydentów – ostrzegają.

Równie zdecydowany jest głos branży w kwestii projektowania bezpieczeństwa. Cyfrowa Polska rekomenduje, by zasada „Secure by Design”, czyli projektowanie systemów i urządzeń z wbudowanymi mechanizmami ochrony, stała się standardem regulacyjnym w Polsce i UE. Bez tego producenci nadal będą dostarczali rozwiązania narażone na znane luki, a użytkownicy pozostaną bez realnych narzędzi ochrony – zauważono w raporcie.

„Mapa drogowa” zawiera również rekomendacje rozwiązań dla użytkowników indywidualnych. Eksperci podkreślają znaczenie ochrony urządzeń mobilnych, które są obecnie głównym punktem styku z siecią. Zalecenia obejmują stosowanie rozwiązań typu Mobile Threat Defense, VPN, MFA oraz aktualizacji systemów i aplikacji. Zwrócono też uwagę na potrzebę kontynuacji szerokiej edukacji jako najtańszego i najskuteczniejszego narzędzia wzmacniania odporności cyfrowej całego społeczeństwa.

Wezwanie do działania

Opracowanie teraz trafi do polskich decydentów i ma być podstawą do dalszej pracy nad wzmacnianiem polskiej cyberodporności. Związek Cyfrowa Polska zapowiada także dalsze działania wspierające wdrażanie zawartych w raporcie rekomendacji, zarówno poprzez działania legislacyjne, jak i edukacyjne, a także współpracę z sektorem technologicznym i instytucjami międzynarodowymi.
Ten dokument to dopiero tylko początek. Polska może być liderem cyfrowego bezpieczeństwa w regionie, ale musi chcieć. My pokazujemy rekomendacje rozwiązań, których wprowadzenie można przybliżyć nas do tego celu – mówi prezes Cyfrowej Polski.

I przypomina, że cyberodporność nie jest projektem jednorazowym. – To proces, który wymaga ciągłości, konsekwencji i współpracy. Tylko wspólny wysiłek administracji, biznesu, nauki i obywateli pozwoli nam zbudować Polskę cyfrową, która będzie bezpieczna nie tylko dziś, ale i za dekadę. Dlatego zwracam się do decydentów na każdym poziomie: potraktujcie ten raport jako wezwanie do działania – apeluje Michał Kanownik.

Stres po urlopie: „post-vacation blues” dopada 63% Polaków

63% pracujących deklaruje, że po urlopie odczuwa większy stres niż przed jego rozpoczęciem, a połowa z nich jako główne źródło napięcia wskazuje na nagromadzone obowiązki, wynika z ankiety przeprowadzonej przez spółki Gi Group Holding. Ponowne wejście w rytm codziennych zadań często wiąże się ze wzrostem presji oraz poczuciem przytłoczenia, określanym mianem napięcia pourlopowego. Eksperci podkreślają, że dobra organizacja pracy i wsparcie ze strony firm mogą znacząco ułatwić powrót do obowiązków po wakacyjnej przerwie.

Napięcie pourlopowe – objawy i mechanizm

Napięcie pourlopowe, znane też jako „post– vacation blues”, nie występuje oficjalnie w klasyfikacjach medycznych, ale coraz częściej dostrzegane jest w kontekście zdrowia psychicznego. Jest to stan obniżonego nastroju i wzmożonego napięcia, który pojawia się po powrocie z urlopu, kiedy beztroski czas wypoczynku ustępuje miejsca obowiązkom zawodowym i codziennej rutynie. Jak podaje Medonet, charakteryzuje się uczuciem pustki, rozczarowania i straty, a także brakiem zdolności do odczuwania radości. Inne jego symptomy to zmęczenie, zaburzenia snu, bóle głowy, nudności czy dolegliwości układu pokarmowego.

National Alliance on Mental Illness (NAMI), amerykańska organizacja non-profit zajmująca się zdrowiem psychicznym, wskazuje, że aż 64% osób zmagających się z problemami psychicznymi mówi o pogorszeniu samopoczucia w okresach gwałtownej zmiany rytmu dnia, np. podczas świąt. Ten mechanizm pokazuje, jak duży wpływ na nastrój ma nagłe przejście z czasu wolnego do intensywnych aktywności. W przypadku powrotu z wakacji oznacza to zderzenie beztroski z codzienną presją obowiązków, co nie tylko wywołuje napięcie, ale może też utrudniać efektywną pracę przez pierwsze dni, a nawet tygodnie. Statystyki potwierdzają skalę problemu: w ankiecie przeprowadzonej przez Wirtualną Polskę niemal połowa respondentów przyznawała się do trudności z ponownym wejściem w rytm pracy przez kilka dni po urlopie.

Stres związany z powrotem do pracy może dotknąć każdego. Najsilniej odczuwają go osoby, które po urlopie mierzą się z nadmiarem obowiązków oraz brakiem czasu na stopniową adaptację. Presja, pośpiech i konieczność szybkiego „wdrożenia się” sprawiają, że napięcie może być wyjątkowo uciążliwe. Dlatego tak ważne jest planowanie zadań zarówno przed wyjazdem, jak i po powrocie. Warto przemyśleć i uporządkować listę zadań, wyznaczyć priorytety i stopniowo wchodzić w rytm pracy – mówi Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Myślenie o pracy nawet podczas urlopu – jakie są nawyki Polaków?

Choć wypoczynek ma służyć oderwaniu się od obowiązków służbowych, wielu zatrudnionych ma z tym trudności. Z ankiety przeprowadzonej przez Gi Group Holding wynika, że jedynie co piąty z nich (21%) potrafi całkowicie odciąć się wtedy od pracy. Jednocześnie blisko połowa (49%) przyznaje, że sporadycznie wraca myślami do spraw zawodowych, 25% robi to często, a 5% ankietowanych niemal bez przerwy. Takie nawyki sprzyjają narastaniu napięcia i zwiększają ryzyko stresu po powrocie z urlopu.ryzyko stresu po powrocie z urlopu

Głównym powodem napięcia po powrocie do pracy z urlopu jest nagromadzenie zadań – na ten czynnik wskazała połowa respondentów ankiety Gi Group Holding. 20% zwróciło uwagę na projekty wymagające natychmiastowej realizacji, a kolejne 20% na świadomość, że na następny urlop będą musieli czekać aż rok. 10% ankietowanych przyznało, że trudnością jest przełamanie rozleniwienia.

Fakt, że tak wysoki odsetek pracowników wskazuje nagromadzenie obowiązków jako główną przyczynę stresu, pokazuje, jak dużą rolę w ich codziennym samopoczuciu odgrywa rytm pracy i możliwość odpowiedniego rozłożenia zadań. Jednocześnie widać, jak szybko napięcie może narastać po powrocie z urlopu, gdy nagromadzone zadania wymagają natychmiastowej uwagi. Warto zauważyć, że świadomość tych mechanizmów pomaga zarówno pracownikom, jak i pracodawcom lepiej zarządzać momentem powrotu do obowiązków służbowych – podkreśla Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.nagromadzenie obowiązków jako główna przyczyna stresu

Stres nie tylko po powrocie z urlopu, ale także przed

Napięcie związane z powrotem do pracy jest wyraźnie większe niż to, które towarzyszy przygotowaniom do urlopu – w ankiecie przeprowadzonej przez Gi Group Holding 63% respondentów stwierdziło, że czuje się bardziej zestresowanych po wakacjach niż przed ich rozpoczęciem. Jednak fakt, że aż 37% respondentów odczuwa większy niepokój przed wyjazdem na wypoczynek świadczy o tym, że sam etap przygotowań również może być istotnym wyzwaniem.Najczęstszą przyczyną niepokoju przed urlopem jest zmaganie się ze sprawami „na ostatnią chwilę”

Najczęstszą przyczyną niepokoju przed urlopem jest zmaganie się ze sprawami „na ostatnią chwilę”, na co wskazało 34% ankietowanych. Z kolei dla 29% stresująca jest konieczność domknięcia zadań przed wyjazdem, a dla 20% perspektywa nadrobienia zaległości. Brak zastępstwa w pracy wymieniło natomiast 17% respondentów.Brak zastępstwa w pracy wymieniło natomiast 17% respondentów

Jak uniknąć stresu?

Choć powrót z urlopu bywa trudny, nie musi oznaczać nagłego zderzenia z rzeczywistością – kilka prostych rozwiązań może skutecznie zmniejszyć stres, przy czym znaczenie ma zarówno postawa pracowników, jak i odpowiednie wsparcie ze strony pracodawcy.

 Napięcie pourlopowe to naturalna reakcja na nagłą zmianę rytmu dnia. Warto pamiętać, że każdy reaguje inaczej – niektórzy odczuwają spadek energii, inni mają trudności z koncentracją. Kluczowe jest, by już przed wyjazdem przygotować listę priorytetów i zadania, które można odłożyć, a po powrocie dać sobie kilka dni na stopniowe wejście w rytm pracy. Takie podejście pozwala zmniejszyć poczucie przytłoczenia i ochroni przed stresem – wyjaśnia Anna Wesołowska, Dyrektor Zarządzająca Gi Group.

Ważną rolę odgrywa planowanie zadań zarówno przed wyjazdem, jak i tuż po nim –   rzadko zdarza się, aby wszystkie obowiązki były równie pilne i ważne. Pomocna jest także otwarta komunikacja w zespole i zapewnienie zastępstwa tam, gdzie jest to możliwe. Pracodawcy mogą dodatkowo wspierać zatrudnionych poprzez szkolenia z zakresu planowania pracy.

 Powrót z urlopu to moment, w którym często widać realny wpływ kultury organizacyjnej na samopoczucie pracowników. Firmy, które zachęcają do planowania zadań, otwartej komunikacji i elastyczności w przydzielaniu obowiązków, pozwalają zespołom nie tylko szybciej odzyskać rytm pracy, ale też długofalowo zwiększają zaangażowanie i satysfakcję – mówi Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.

Skuteczny powrót zespołu do pracy po urlopie wymaga jasnej organizacji priorytetów, co pozwala uniknąć poczucia przeciążenia, a jednocześnie zapewnia ciągłość kluczowych procesów w firmie. Transparentna komunikacja i aktywne wsparcie ze strony liderów pomagają zespołowi szybko wejść w rytm pracy, minimalizując spadki efektywności. Takie podejście chroni dobrostan pracowników, a jednocześnie umożliwia realizację celów – dodaje Karolina Popiel, Associate Partner W Wyser Executive Search.

Warto pamiętać, że regeneracja sił nie kończy się wraz z ostatnim dniem urlopu, a codzienne krótkie przerwy na odpoczynek pomagają utrzymać efektywność i dobre samopoczucie przez cały rok. Pomocne może być kontynuowanie aktywności, które dają satysfakcję podczas wakacji, zdrowy tryb życia oraz planowanie zadań tak, by uniknąć przeciążenia.

Simon J. Britsch nowym prezesem Bayer w Polsce

Simon J. Britsch został powołany na stanowisko prezesa firmy Bayer w Polsce. Obejmuje je równolegle z pełnioną funkcją dyrektora finansowego na region Europy Wschodniej. Jego międzynarodowe doświadczenie oraz dogłębna znajomość firmy Bayer pozwalają mu skutecznie wspierać dalszy rozwój i transformację firmy w Europie Wschodniej.

Simon J. Britsch, związany z firmą Bayer od 25 lat, obejmuje nowe stanowisko wnosząc bogate doświadczenie. Karierę w spółce rozpoczął w 2000 roku jako uczestnik programu stażowego w Niemczech, gdzie dostrzeżono jego potencjał. W 2009 roku objął stanowisko dyrektora finansowego firmy Bayer w Wietnamie, w Ho Chi Minh City. Trzy lata później odpowiadał za zarządzanie i rozwój działalności handlowej dywizji Healthcare w Pekinie. Po siedmiu latach pracy w Azji, w 2016 roku, powrócił do Niemiec, gdzie odpowiadał za strategiczne inicjatywy firmy, w tym zbudowanie globalnego systemu zarządzania ryzykiem (Enterprise Risk Management).

W 2021 roku objął kolejne międzynarodowe stanowisko – w Mumbaju: dyrektora finansowego regionu Azji Południowej, gdzie nadzorował operacje finansowe spółki Bayer notowanej na giełdzie w Indiach.

Od lipca 2025 roku Simon J. Britsch pracuje w Polsce – z biura w Warszawie odpowiada za kształtowanie strategii finansowej firmy w całym regionie Europy Wschodniej.

„Prawdziwe innowacje rodzą się tam, gdzie ciekawość spotyka się z odwagą – gdzie nauka nie jest jedynie dyscypliną, lecz autentyczną pasją, a przywództwo nie opiera się na hierarchii, lecz na wspólnym celu i wizji. W dzisiejszym świecie wzajemnych powiązań każda opinia ma znaczenie, każdy pomysł się liczy, a przyszłość kształtujemy wspólnie. Dlatego jestem dumny należąc do zespołu TeamBayer, wspólnie realizującego misję Health for All, Hunger for None” – mówi Simon J. Britsch.

Simon J. Britsch jest absolwentem kierunku Zarządzanie Biznesem na Uniwersytecie Nauk Stosowanych w Essen, posiada dyplom Master of Business Administration uzyskany w Instituto de Empresa Business School w Madrycie. Kompetencje przywódcze rozwijał również w ramach programów menedżerskich w Harvard Business School, której jest absolwentem.

Wrześniowe posiedzenie RPP: jastrzębie cięcie czy pauza w cyklu obniżek?

Czy Rada Polityki Pieniężnej może nas zaskoczyć brakiem cięcia, pomimo jasnego konsensusu? Zdecydowana większość ekonomistów wskazuje na to, że Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na cięcie stóp procentowych we wrześniu o 25 punktów bazowych.

W konsensusie Bloomberga jedynie 2 głosy wskazują na utrzymanie stóp procentowych bez zmian. Rada Polityki Pieniężnej ma bardzo dużo argumentów za tym, aby dokonać kolejnej obniżki w tym roku, po dwóch wcześniejszych, które miały miejsce w maju oraz lipcu. Inflacja CPI za sierpień spadła do poziomu 2,8% r/r przy poprzednim odczycie rzędu 3,1% r/r, co było spadkiem mocniejszym od oczekiwań. W ujęciu miesięcznym inflacja spadła o jedną dziesiątą procenta. Warto wspomnieć, że inflacja spadła znacząco już w lipcu z 4,1% r/r w czerwcu, co związane było z wysoką bazą z zeszłego roku w związku z częściowym wygaśnięciem tarcz związanych z cenami energii. Oprócz tego dynamika płac spadła znacząco do 7,6% za lipiec z poziomu 9,0% r/r za czerwiec.

Czy ceny energii odbiją?

Czy teraz jednak RPP może zaskoczyć i utrzymać stopy procentowe bez zmian? Warto wspomnieć, że prezydent Karol Nawrocki zawetował w ostatnim czasie ustawę wiatrakową, w której mieliśmy zapisy dotyczące mrożenia cen energii. Jeśli nie uda się w tym miesiącu przegłosować i podpisać innej ustawy, ceny energii mogą skoczyć od października. Również ceny rynkowe odbiły w ostatnim czasie, choć przez większość wakacji ceny hurtowe pozostawały wyraźnie niżej niż ceny wynikające z obecnej taryfy. Warto podkreślić, że profesor Glapiński wielokrotnie podkreślał, że ceny energii będą jednymi z najważniejszych w kontekście podejmowania decyzji o wysokości stóp procentowych. Niemniej nawet przy odmrożeniu cen energii, odbicie inflacji na koniec tego roku powinno być ograniczone.

Czy mocne wydatki rządowe stanowią problem dla inflacji?

Niemniej RPP ma kolejny argument ku temu, aby jeszcze wstrzymać się z decyzją o obniżce. Jest to budżet na przyszły rok, który zakłada bardzo wysokie wydatki, które niosą za sobą wciąż bardzo wysoki deficyt. Wysokie wydatki rządowe mogą stymulować inflację. Niemniej, zdaniem Wnorowskiego, detale dotyczące budżetu nie powinny stanowić przeszkody w decyzji o cięciu stóp procentowych. Deficyt pozostaje wysoki, głównie za sprawą wydatków na obronność.

Co mówią członkowie RPP?

Od lipcowego posiedzenia mieliśmy jedynie dwie znaczące wypowiedzi ze strony członków RPP. Henryk Wnorowski sugeruje cięcie stóp procentowych o 25 punktów bazowych i następnie wstrzymanie się z kolejnymi decyzjami. Taka decyzja wpisywałaby się w scenariusz obniżki 100 punktów bazowych w tym roku łącznie, po obniżkach w maju oraz lipcu. Prof. Adam Glapiński również sugerował w ostatnim czasie, że taka decyzja mogłaby mieć miejsce we wrześniu. Wnorowski dodaje również, że widzi scenariusz, w którym Rezerwa Federalna również dokona obniżki stóp o 25 punktów bazowych, co będzie pierwszą obniżką w tym roku. Wnorowski wskazuje również, że wrzesień może być ostatnim momentem, który daje możliwość na obniżkę, gdyż późniejsze dane mogą nie być już tak zachęcające. Jeśli taka sytuacja faktycznie miałby mieć miejsce, decyzja z 3 września mogłaby być traktowana jako “jastrzębie cięcie”.

O stopach wypowiadała się również Iwona Duda z RPP. Jej zdaniem RPP powinna poczekać z obniżką, ale nie wyklucza takiego ruchu na wrześniowym posiedzeniu. Duda mówiła również o tym, że poprzednie obniżki nie były cyklem, a jedynie dostosowaniem stóp procentowych do realiów. Niemniej warto zauważyć, że Duda wielokrotnie mówiła o inflacji, która po sierpniowym odczycie daje pretekst do obniżki stóp procentowych.

Oczekiwania rynkowe na stopy procentowe

Obecnie kontrakty na stopy procentowe sugerują obniżkę w trakcie wrześniowego posiedzenia, ale oczekiwania na dalsze cięcia w tym roku zostały wyraźnie zredukowane. Niemniej w przeciągu najbliższych 6 miesięcy oczekuje się zejścia stóp procentowych do ok. 4,5%

Wcześniej mówiło się również o tym, że RPP mogłaby dokonać kolejnego mocnego dostosowania stóp procentowych i w związku z tąpnięciem inflacji w ostatnich dwóch miesiącach zdecydować się na cięcie o 50 punktów bazowych. Jest to jednak mało realny scenariusz, biorąc pod uwagę niepewność związaną z cenami energii i wpływem sytuacji fiskalnej na inflację.

Jak niższe stopy procentowe wpłyną na kredyty?

Jak obniżka stóp procentowych może wpłynąć na finanse obywateli? Przy standardowym kredycie hipotecznym na 500 tysięcy złotych na 15 lat przy oprocentowaniu 7,5%, rata przy obniżce o 75 punktów bazowych może spaść o ok. 70 zł. Jeśli jednak RPP zdecydowałaby się na cięcie o 50 punktów bazowych, zmniejszenie raty wyniosłoby już nieco ponad 140 zł. Warto jednak wspomnieć, że rata takiego kredytu to ponad 4600 zł. Poza oprocentowaniem kredytów spadną również oprocentowania lokat i kont oszczędnościowych. W przyszłości najprawdopodobniej rząd dokona również rewizji w dół oprocentowania stało oprocentowanych obligacji skarbowych.

Kiedy decyzja?

Ostatnie decyzje RPP były publikowane dosyć późno. W lipcu decyzja była dopiero o godzinie 15:48, natomiast zdecydowana większość decyzji w tym roku, w szczególności w dalszej części była publikowana po godzinie 15:00. Warto zauważyć, że im ważniejsze posiedzenie, tym później publikowana jest decyzja. Majowa decyzja, kiedy dokonano cięcia o 50 punktów bazowych opublikowana została o 15:47. Zazwyczaj komunikat po decyzji publikowany jest o godzinie 16:00. Konferencja prasowa po decyzji odbędzie się w czwartek o godzinie 15:00.

Autor: Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB

Fincantieri i Polska Grupa Zbrojeniowa podpisują strategiczne porozumienie o współpracy na rzecz programu ORKA

Fincantieri i Polska Grupa Zbrojeniowa S.A. (PGZ) podpisały Porozumienie o Współpracy podczas MSPO, XXXIII-ego Międzynarodowego Salonu Przemysłu Obronnego w Kielcach, co stanowi kamień milowy w rozwoju współpracy przemysłowej w sektorze obrony morskiej.

Porozumienie podpisali dzisiaj Mauro Manzini, Wiceprezes Fincantieri ds. sprzedaży w dziale okrętów morskich i Jan Grabowski, Wiceprezes PGZ. Porozumienie ustanawia ramy strategicznej współpracy mającej na celu wsparcie modernizacji Marynarki Wojennej RP, ze szczególnym uwzględnieniem programu pozyskania okrętów podwodnych ORKA.Mauro Manzini, Wiceprezes Fincantieri ds. sprzedaży w dziale okrętów morskich i Jan Grabowski, Wiceprezes PGZ

Polska jest dla Fincantieri strategicznym partnerem i jesteśmy dumni, że możemy przyczynić się do realizacji ambitnych planów modernizacji jej marynarki wojennej”, powiedział Pierroberto Folgiero, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny Fincantieri. „Dzięki doświadczeniu zdobytemu przy budowie ponad 180 okrętów podwodnych oraz sprawdzonym kompetencjom w zakresie zaawansowanych platform morskich, wnosimy niezrównaną, specjalistyczną wiedzę, mającą wesprzeć program ORKA i pomóc w rozwoju długoterminowej współpracy z PGZ oraz polskim przemysłem obronnym.”

Na mocy porozumienia, Fincantieri i PGZ będą wspólnie poszukiwać możliwości w zakresie projektowania, budowy oraz pełnego cyklu wsparcia zaawansowanych platform morskich, w tym okrętów podwodnych. Partnerstwo to połączy przywództwo technologiczne Fincantieri w obszarze budowy okrętów wojennych z rozbudowaną bazą przemysłową PGZ, która odgrywa kluczową rolę w strategii modernizacji polskiej obronności. Obie firmy zamierzają rozwijać wspólne przedsięwzięcia nie tylko na potrzeby Marynarki Wojennej RP, lecz także na szerszych rynkach międzynarodowych.

PGZ to wiodąca, państwowa grupa obronna w Polsce, zarządzająca portfelem spółek działających w obszarze stoczniowym, budownictwa offshore oraz technicznej modernizacji Sił Zbrojnych RP.

Polska giełda w odwrocie: słabość złotego, ryzyko wyższego CIT i widmo cięcia stóp

Rośnie napięcie na krajowych aktywach, a przyczyn jest przynajmniej kilka. Indeks banków ciągnie w dół cały rodzimy parkiet, a wskaźnik inflacji CPI ze strefy euro nie zmienia perspektyw polityki monetarnej w tym obszarze. 

Splot niekorzystnych zdarzeń

Dzisiejszy dzień przebiega pod znakiem osłabienia krajowej waluty. Na EUR/PLN zmiana nie jest duża, bo raptem 0,10%. Nieco gorzej wygląda to na USD/PLN, gdzie widzimy ruch w górę o prawie 0,8%. Przyczyn można szukać po stronie zewnętrznych czynników – widzimy spory ruch w dół na głównej parze walutowej świata (0,7%), a taka sytuacja wpływa niekorzystnie na waluty rynków wschodzących. Z kolei wśród wewnętrznych powodów tej słabości można wskazać rozpoczęte dzisiaj posiedzenie RPP, które ma przynieść oczekiwaną przez kredytobiorców obniżkę kosztu pieniądza. Słabnący złoty może być drogowskazem, który pokazuje, jakiego scenariusza oczekują inwestorzy. A jest to cięcie stóp procentowych o minimum 25 pkt bazowych. Dla PLN oczywiście ważna będzie też retoryka samego prezesa RPP. Być może uchyli rąbka tajemnicy na temat tego, co dalej z luzowaniem monetarnym w Polsce. Choćby niepewność wokół cen energii w przyszłości może stanowić ważny element przemawiający za tym, by jednak podejść ostrożnie do polityki monetarnej.

Niepewność wokół polskich aktywów

A jeśli już jesteśmy przy niepewności, to właśnie takowy stan skutecznie zniechęca do inwestowania w krajowe aktywa, co widać po małej zapaści na naszym parkiecie. Wyższe koszty energii to spora bolączka przedsiębiorstw, ale jeszcze bardziej w najbliższym czasie ma ucierpieć sektor bankowy. Rękę po środki z tego sektora wyciąga rząd, ale także nowy prezydent popiera nałożenie wyższego CIT. Taki scenariusz sprawia, że wprowadzenie tego pomysłu staje się realne. Indeks WIG20 od szczytu z sierpnia stracił już 10%, a spadki napędza właśnie sektor banków. Akcje banków to w pewnym sensie flagowy „produkt” naszej giełdy, gdyż są najbardziej płynne, a to przyciąga inwestorów zagranicznych. Ministerstwo Finansów chce w 2026 roku wprowadzić aż 30% CIT, który ma przynieść prawie 7 mld wpływów do budżetu. To właśnie ten temat działa na niekorzyść banków, które mają jednak z czego pokryć ten dodatkowy koszt, bo ich wyniki są rekordowe. Do tego trzeba dodać też kwestię ewentualnych obniżek stóp, które również negatywnie wpłyną na wyniki sektora bankowego. Nerwowo jest też więc na rynku długu, gdzie rentowności osiągnęły poziom 5,5% w przypadku 10 latek.

EBC może być zadowolone

Dzisiaj poznaliśmy odczyt inflacji CPI ze strefy euro. Wynik 2,1% w sierpniu jest zgodny z prognozami i nieznacznie wyższy od tego, który obserwowaliśmy w lipcu (2,0%). Można więc mówić o pewnej stabilizacji od marca tego roku wokół poziomu 2%, co z pewnością cieszy Europejski Bank Centralny. Dlaczego cieszy? Bo tak naprawdę EBC może teraz spokojnie czekać i obserwować, co się dzieje po etapie luzowania monetarnego. Taki wynik dynamiki cen sprawia, że przestrzeń do dalszych cięć jest mocno ograniczona. Zmiana podejścia banku centralnego mogłaby dopiero nastąpić, gdyby inflacja nagle odbiła w górę… bądź w dół. Takie stanowisko „wait&see” sprawi, że wspólna waluta powinna pozostawać mocna w stosunku np. do dolara amerykańskiego, w przypadku którego inwestorzy oczekują cięć kosztu pieniądza w najbliższym czasie.

Autor: Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Walutomat.pl

Złoto bije historyczne rekordy, giełdy toną w czerwieni, a dolar wraca

Nastroje na rynkach finansowych stają się coraz bardziej napięte, ale na pewno jest jeden wygrany aktualnego układu. Złoto osiąga nowe historyczne rekordy przy wsparciu słabszego dolara, a analitycy widzą przestrzeń do dalszych wzrostów tego metalu szlachetnego. Środowa sesja zaczyna się od mocnego ataku niedźwiedzi na giełdach, a dolar przystępuje do kontrataku na FX.

Złota era trwa

Po kilku miesiącach flauty i kreowania lokalnych dołków wycena złota znowu ruszyła w górę. Ostatnie godziny przyniosły nowy historyczny rekord i przez chwilę za uncję trzeba było płacić powyżej 3500 $. Kolejna psychologiczna bariera pękła, ale duża część analityków sygnalizuje przestrzeń do dalszych wzrostów, co miałoby doprowadzić królewski kruszec nawet na okrągłe 4000 $. Za ponowną atrakcyjnością złota mają stać dwie główne przyczyny. Po pierwsze, pogarszający się ogólnorynkowy sentyment (m.in z powodu niesłabnących napięć politycznych i geopolitycznych), który łączy się z oczekiwaną korektą na giełdach (kapitał szuka innych bezpieczniejszych miejsc do lokowania). Po drugie, oczekiwane osłabienie USD na szerokim rynku w związku ze spodziewanymi obniżkami stóp procentowych w USA (dolar jest odwrotnie skorelowany ze złotem, czyli jego niemoc to szansa na zyski metalu).

Sentyment cały na czerwono

Poniedziałkowy handel odbywał się bez świętujących Amerykanów, więc do jego rezultatów warto było podchodzić z pewną dozą sceptycyzmu. Niestety wtorek nie przynosi poprawy sentymentu, a nad częścią rynków kapitałowych coraz dłuższy cień rzuca widmo korekty. Sesja w Azji była jeszcze niejednoznaczna – straty chińskich parkietów łączyły się z drobnymi zwyżkami w Tokio i Mumbaju (indyjski rząd próbuje załagodzić napięcia z Waszyngtonem). Ale już po Europie rozlała się czerwień (z małym wyjątkiem Paryża), przed godz. 11 zniżki we Frankfurcie i Madrycie sięgają blisko 1%. Za rynkami bazowymi podążą Warszawa, gdzie WIG20 przeżywa kolejną trudną sesję i traci ponad 1%. Dużą negatywną kontrybucję ponownie wnoszą banki (ich sektorowy indeks spada już o 1,5%). Może to być częściowo pokłosiem sygnałów z pałacu prezydenckiego, że Karol Nawrocki nie wyklucza poparcia dla wyższego opodatkowania banków. Na ten moment kontrakty na Wall Street także wskazują wyraźną przewagę niedźwiedzi, co może być wskazówką, że wrzesień zamierza być klasycznie trudnym miesiącem dla inwestorów giełdowych.

USD wraca naładowany po długim weekendzie

Po poniedziałkowej słabości USD na szerokim rynku we wtorkowe południe nie ma już śladu. Zresztą wczorajszy brak wybicia górnego ograniczenia konsolidacji (w rejonie 1,173 $), w której kurs EUR/USD znajduje się od kilku tygodni, można było traktować jako wskazówkę dla rychłego powrotu. Trzeba przyznać, że kontra dolara jest naprawdę znacząca i trudno na razie znaleźć mocne fundamenty za tak gwałtownym zachowaniem FX. Niemniej kurs EUR/USD w dalszym ciągu swobodnie spada w trakcie pisania tych słów i ma coraz większą chrapkę na dotarcie do 1,16 $. Taki zwrot na rynku walutowym to oczywiście bardzo zła informacja dla złotego, który ugina się pod presją globalnych przepływów kapitału i traci w podobnej skali, co pozostałe waluty naszego regionu. O godz. 11:30 kurs USD/PLN wraca powyżej 3,67 zł, a kurs EUR/PLN zbliża się do 4,27 zł. Już jutro poznamy decyzję RPP. Oczekiwana jest obniżka o 25 pb. Jej brak lub jastrzębi wydźwięk czwartkowej konferencji szefa NBP będzie wsparciem dla PLN.

Autor: Adam Fuchsanalityk walutowy w InternetowyKantor.pl

Ransomware 2025: najczęściej atakowane firmy z usług profesjonalnych, ochrony zdrowia i administracji

0

W pierwszej połowie 2025 średnia wartość okupu w atakach ransomware na świecie wyniosła 841 tys. dolarów – wynika z danych Coveware by Veeam. W porównaniu kwartał do kwartału mediana płatności wzrosła w tym czasie dwukrotnie. Cyberprzestępcy najczęściej obierali za cel firmy z branży usług profesjonalnych (m.in. doradztwo prawne i księgowe), a także instytucje ochrony zdrowia oraz administracji publicznej. Blisko 66% wszystkich analizowanych ataków dotknęło przedsiębiorstwa zatrudniające od kilkunastu do tysiąca pracowników. Rośnie znaczenie inżynierii społecznej jako podstawowego sposobu oszukiwania pracowników w celu dostania się do systemów IT firmy.

W okresie styczeń–czerwiec 2025 na globalnym rynku cyberzagrożeń postępowało rozdrobnienie i niepewność co do dalszego kierunku rozwoju działalności grup ransomware. Sukcesy organów ścigania w zakresie zwalczania cyberprzestępczości na świecie doprowadziły w ostatnich latach do upadku wielu dużych grup hakerskich. Ich miejsce coraz częściej przejmują niezależni operatorzy, tzw. lone wolves, którzy posługują się prostszymi i trudniejszymi do rozpoznania metodami manipulacji. Stopniowo traci na znaczeniu model usługowy Ransomware-as-a-Service (RaaS), czyli działalność bazująca na udostępnianiu gotowych narzędzi ransomware innym hakerom. Na jej osłabienie wpływają niższe zyski, rosnące ryzyko utraty anonimowości, a także konflikty wewnętrzne i oszustwa między partnerami.

Mniejsze firmy na celowniku

Dwa na trzy incydenty bezpieczeństwa w pierwszej połowie 2025 roku dotyczyły przedsiębiorstw liczących od 11 do 1000 pracowników. Porównując kwartał do kwartału, powoli rośnie także liczba cyberataków wymierzanych w mikroprzedsiębiorstwa zatrudniające do 10 osób – w drugim kwartale te podmioty stanowiły 4% ofiar. Na drugim biegunie znalazły się największe korporacje, zatrudniające ponad 25 tys. osób, które były ofiarami 8% incydentów. Ten niski odsetek może wynikać z faktu, że duże organizacje dysponują bardziej dojrzałymi programami cyberbezpieczeństwa i większymi budżetami na ochronę. Jednak rosnące zaangażowanie grup przestępczych sponsorowanych przez państwa może odwrócić tę tendencję. Dla takich ugrupowań duże firmy są atrakcyjnym celem nie tylko ze względu na potencjalne korzyści finansowe, ale też strategiczne znaczenie danych i możliwość wywołania zakłóceń na skalę całego kraju.

Ransomware nie atakuje na oślep

Cyberprzestępcy dobierają cele nie tylko pod względem wielkości firmy, ale coraz częściej także branży, w jakiej działa. W pierwszej trójce najczęściej atakowanych w pierwszym półroczu 2025 roku znalazły się: branża usług profesjonalnych (17%), obejmująca m.in. kancelarie prawne oraz firmy księgowe i doradcze, jak również placówki ochrony zdrowia (15%) i administracja publiczna (11%). Wspólnym mianownikiem podmiotów z tych branż jest fakt, że przetwarzają one dane wrażliwe i są często zobowiązane do działania w sposób nieprzerwany. Ryzyko nawet chwilowego zakłócenia ciągłości biznesowej i operacyjnej natychmiast przekłada się na presję, by ulec żądaniom przestępców.

Od szyfrowania do kradzieży danych

Szyfrowanie plików, choć obecne w blisko 90% analizowanych przez Coveware by Veeam ataków ransomware, coraz częściej pełni jedynie rolę dodatkowego środka nacisku na firmy, a nie głównego celu cyberprzestępców. W niemal trzech przypadkach na cztery podstawowym narzędziem szantażu była kradzież danych i groźba ich upublicznienia. Przejmowanie kolejnych elementów infrastruktury IT firm było obecne w 63% incydentów, a w co drugim ataku hakerzy podejmowali działania ukierunkowane na obejście zabezpieczeń: od wyłączania systemów ochronnych po maskowanie swojej obecności. Coraz wyraźniej widać też nowe podejście: atakujący ingerują w procesy tworzenia kopii zapasowych – manipulują harmonogramami aktualizacji lub usuwają wybrane elementy backupu – tak, by problem z odtworzeniem danych ujawnił się dopiero w momencie, gdy firma próbuje wrócić do normalnej działalności.

Atak zaczyna się od niewinnego telefonu

Jednym z wyraźnych trendów w pierwszej połowie 2025 roku był wzrost ataków bazujących na inżynierii społecznej, czyli manipulowaniu pracownikami w celu uzyskania dostępu do systemów firmowych. Najczęściej obserwowane były dwa scenariusze: pierwszy zakładał podszywanie się pod pracownika i oszukiwanie działu wsparcia technicznego w celu wyłudzenia dostępu do konta lub otrzymania dodatkowych uprawnień. W drugim cyberprzestępcy udawali pracowników z działów IT i nakłaniali zatrudnionych do zainstalowania oprogramowania do zdalnej obsługi, aby przejąć kontrolę nad komputerem ofiary. Dotąd takie metody były domeną grup anglojęzycznych, które dzięki biegłej znajomości języka mogły przekonująco prowadzić rozmowy z pracownikami. Dziś rozprzestrzeniają się globalnie i stają się jednym z kluczowych elementów w arsenale cyberprzestępców.

Edukacja i ćwiczenia z odporności

W obliczu rosnącej liczby cyberataków wymierzonych w ludzi, a nie w infrastrukturę IT, firmy muszą rozwijać odporność bazującą nie tylko na technologii, ale przede wszystkim na sprawdzonych procedurach i pogłębianiu świadomości pracowników. Kluczowe znaczenie ma inwestycja w edukację: od szkoleń uczących rozpoznawania manipulacji po regularne „ćwiczenia z odporności” – na wzór ćwiczeń przeciwpożarowych, w których pracownicy uczą się reagować na potencjalny incydent. Równie ważne jest testowanie scenariuszy potencjalnych ataków, by w praktyce przygotować się na sytuacje kryzysowe.

Autor: Tomasz Krajewski, Dyrektor Techniczny Sprzedaży na Europę Wschodnią w firmie Veeam

Polska w czołówce krajów z problemem cyberprzemocy. Eksperci obalają 10 mitów, w które wierzą rodzice

Polska młodzież jest w europejskiej czołówce pod względem doświadczania cyberprzemocy – alarmują dane WHO. Z raportu Rzecznika Praw Dziecka wynika z kolei, że aż 97% młodych ludzi dostrzega zagrożenia w sieci, a 84% za najbardziej szkodliwy uważa hejt. Dlaczego tak trudno chronić dzieci przed trollingiem, stalkingiem czy doxingiem? Specjaliści wskazują na 10 powszechnych mitów, które zniekształcają obraz problemu i utrudniają rodzicom skuteczną reakcję.

Badania Rzecznika Praw Dziecka z 2025 roku ujawniają, że w Polsce młodzi ludzie uważają hejt (84%), stalking (77%) i publikowanie treści bez zgody (74%) za najbardziej szkodliwe zjawiska w sieci. Aż 97% młodych ludzi zauważa szkodliwe zjawiska w internecie, a tylko 1% ankietowanych nie widzi żadnych zagrożeń online[1]. Z kolei Raport WHO[2] pokazuje, że Polska znajduje się w pierwszej piątce krajów o najwyższym odsetku osób doświadczających zjawiska cyberprzemocy wśród młodzieży. Cyberbulling przybiera różne formy. To m.in. trolling czyli celowe prowokowanie i obrażanie innych w sieci, doxing – publikowanie prywatnych danych ofiary bez jej zgody czy stalking – uporczywe prześladowanie i nękanie online, często przenoszące się także do życia offline.

– Wszystkie te zjawiska, choć różnią się mechanizmem, mają wspólny mianownik: naruszają poczucie bezpieczeństwa i godności drugiego człowieka. Dlatego tak ważne jest, by rodzice nie bagatelizowali problemu. Kluczowe jest czujne obserwowanie sygnałów ostrzegawczych, utrzymywanie otwartego dialogu i oferowanie zarówno emocjonalnego, jak i technicznego wsparcia. To ostatnie oznacza m.in. pomoc w ustawieniu zabezpieczeń prywatności na platformach społecznościowych, korzystanie z narzędzi kontroli rodzicielskiej, instalację oprogramowania zabezpieczającego i filtrów blokujących szkodliwe treści, a także wspólne uczenie się zasad bezpiecznego korzystania z internetu – mówi Kamil Sadkowski, analityk laboratorium antywirusowego ESET.

Specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa zwracają także uwagę na fakt, że sieć to obszar ciągłych zmian, szybkiego kształtowania się i upowszechniania niepokojących trendów i zjawisk. Dlatego – w przypadku rodziców i wychowawców  –  niezwykle ważny jest poziom świadomości zjawiska i walka z półprawdami, mitami i błędnymi wyobrażeniami, które mogą zniekształcać obraz cyberprzemocy – i utrudniać podejmowanie właściwych decyzji.

Top 10 mitów związanych z cyberprzemocą, jakie należy obalić

  1. To, co dzieje się online, zostaje online
    Choć przemoc w sieci jest możliwa dzięki technologiom, jej źródła tkwią głęboko w ludzkiej psychice. Dzieci mogą sięgać po takie zachowania z różnych powodów: presji rówieśniczej, niskiej samooceny, chęci zwrócenia na siebie uwagi czy doświadczenia przemocy w domu. Media społecznościowe ułatwiają im nękanie innych, ale skutki tych działań nie ograniczają się wyłącznie do internetu. Skutki psychiczne dla ofiar są jak najbardziej realne.
  2. To tylko dzieci, które się droczą
    Traktowanie przemocy jako naturalnego elementu dorastania bagatelizuje jej powagę. W rzeczywistości może ona mieć długofalowy, poważny wpływ na rozwój społeczny i emocjonalny ofiary. Co więcej, cyberprzemoc nie dotyczy tylko dzieci – trolling, doxing czy stalking są dobrze znane także dorosłym.
  3. Zignoruj, a samo zniknie
    To rzadko działa. Czasem ignorowanie wręcz rozzuchwala prześladowcę, jeśli widzi, że jego działania wywołują efekt. Tylko zdecydowane działanie i zmierzenie się z problemem daje szansę na rozwiązanie.
  4. Moje dziecko powie mi, jeśli coś jest nie tak
    W obliczu internetowej przemocy, nastolatki często czują wstyd lub upokorzenie, a czasem boją się, że zostaną ukarane lub pozbawione dostępu do telefonu. Mogą też nie rozumieć skali problemu. Dlatego ważne jest, by zapewnić je o wsparciu i unikaniu oceniania – to zwiększa szansę, że się otworzą.
  5. Zabiorę technologię i problem zniknie
    Odebranie telefonu nie kończy prześladowania – jeśli dziecko jest nękane w szkole, znajdą się inne okazje. Kara w postaci odebrania urządzenia nie odbiera narzędzia prześladowcy, a może osłabić relację rodzic–dziecko.
  6. Sprawców cyberprzemocy nie da się namierzyć
    Anonimowość w sieci daje poczucie bezkarności, ale większość prześladowców zna swoje ofiary – to często koledzy ze szkoły, dawni znajomi czy byli partnerzy. A platformy społecznościowe potrafią ujawnić dane użytkowników łamiących regulaminy.
  7. Cyberprzemoc łatwo rozpoznać
    Nie zostawia fizycznych śladów, ale potrafi mocno zniszczyć psychikę. Rodzice powinni nauczyć się zauważać sygnały ostrzegawcze: nagłe zmiany w zachowaniu, pogorszenie ocen, wycofanie. Nie zawsze są one oczywiste, dlatego konieczne są rozmowy i delikatne pytania.
  8. Cyberprzemoc stosują tylko osoby z tzw. „marginesu”
    Często sprawcami okazują się osoby, których nikt by nie podejrzewał. W internecie ludzie mówią i robią rzeczy, na które nigdy nie odważyliby się twarzą w twarz. Najczęściej za ich zachowaniem stoją wcześniejsze doświadczenia przemocy, problemy psychiczne czy presja otoczenia.
  9. Cyberprzemoc powoduje większość samobójstw
    Dane z USA wskazują, że 14,9% nastolatków doświadczyło cyberprzemocy, a 13,6% podjęło poważną próbę samobójczą. Ale korelacja nie oznacza przyczynowości. Przyczyn może być wiele, choć cyberprzemoc niewątpliwie stanowi dodatkowe zagrożenie.
  10. Ograniczenia nałożone na platformy społecznościowe rozwiążą większość problemów
    Media społecznościowe bywają oskarżane o umożliwianie przemocy, ale coraz częściej są prawnie zobowiązywane do reagowania. Przykładem jest brytyjski Online Safety Act, nakładający obowiązek dbania o dobro użytkowników. Algorytmy mają coraz większe trudności z wykrywaniem kontekstu i niuansów, ale stale się rozwijają. To rolą rodziców pozostaje jednak rozmowa z dziećmi o ryzykach i pułapkach internetu.

[1] Żródło: https://brpd.gov.pl/2025/02/12/spojrzmy-na-internet-oczami-dzieci-wyniki-badan-rpd/

[2] Źródło: https://www.who.int/europe/initiatives/health-behaviour-in-school-aged-children-(hbsc)-study

KSeF – co to jest i kogo dotyczy? Kompletny przewodnik dla przedsiębiorców

KSeF – co to jest i kogo dotyczy?

Od 2026 roku większość polskich firm będzie musiała przystosować się do nowego sposobu wystawiania i odbierania faktur. W związku z tym coraz więcej przedsiębiorców zadaje pytanie: co to jest KSeF i jak przygotować firmę na jego wdrożenie? Krajowy System e-Faktur ma zrewolucjonizować proces fakturowania, wprowadzając ujednoliconą i scentralizowaną platformę wymiany dokumentów.

Czym jest KSeF i dlaczego został wprowadzony?

KSeF, czyli Krajowy System e-Faktur, to system teleinformatyczny opracowany przez Ministerstwo Finansów. Umożliwia on wystawianie, odbieranie i archiwizowanie faktur ustrukturyzowanych. W praktyce oznacza to, że przedsiębiorcy będą korzystać z jednej platformy, za pomocą której będą mogli przesyłać dokumenty sprzedażowe do swoich kontrahentów, bez konieczności wysyłania ich mailem czy w formie papierowej. System ten wprowadzono z kilku powodów. Najważniejszym była chęć zwiększenia transparentności rozliczeń i ułatwienia kontroli nad przepływem faktur. Dzięki ustandaryzowanej formie dokumentów organy podatkowe zyskają lepszy dostęp do danych, co ma się przyczynić do skuteczniejszego wykrywania nadużyć. KSeF ma też usprawnić pracę przedsiębiorców, którzy będą mogli przetwarzać faktury w prostszy sposób. Dokumenty będą zapisane w jednym systemie i będą dostępne w dowolnym momencie.

Kogo obejmuje obowiązek korzystania z KSeF?

Obowiązek KSeF obejmuje niemal wszystkich podatników VAT prowadzących działalność gospodarczą na terytorium Polski. Oznacza to, że zarówno duże przedsiębiorstwa, jak i jednoosobowe działalności gospodarcze będą zobowiązane do wystawiania i odbierania faktur tylko za pośrednictwem systemu. Z obowiązku wyłączone są np. grupy podatników korzystające ze zwolnienia z VAT w ramach procedury unijnej OSS lub podmioty zagraniczne, które nie mają siedziby w Polsce. Dla większości firm korzystanie z KSeF stanie się obowiązkowe. Warto jak najszybciej zaplanować proces wdrożenia i zacząć testować integrację z systemem.

Jakie korzyści niesie elektroniczne fakturowanie?

KSeF oczywiście oznacza sporą zmianę organizacyjną, ale w dłuższej perspektywie jego wprowadzenie powinno przynieść szereg korzyści. Przede wszystkim ułatwia automatyzację procesów księgowych. Dane z faktur będą mogły być automatycznie zaczytywane do systemów księgowych. Dużym plusem jest też centralne archiwizowanie dokumentów. Dzięki Krajowemu Systemowi e-Faktur przedsiębiorcy zyskają dostęp do wszystkich wystawionych i odebranych faktur z poziomu jednego systemu. Nie ma już potrzeby drukowania dokumentów czy tworzenia lokalnych kopii zapasowych. Dla wielu dużą zaletą jest też oszczędność. Przesyłanie e-faktur przez KSeF eliminuje koszty związane z obsługą dokumentów papierowych, drukiem i wysyłką. System umożliwia również szybsze wystawianie duplikatów czy weryfikację statusu faktury, co przełoży się na większą efektywność operacyjną.

Cyberbezpieczeństwo i low-code kształtują rynek IT w 2025 roku

W 2025 roku cyberprzestępczość może kosztować światową gospodarkę nawet 10,5 bln dolarów, co czyni ją jednym z najważniejszych priorytetów biznesu. To napędza zapotrzebowanie na ekspertów w tej dziedzinie, jednak szacuje się, że na rynku globalnie brakuje 4,8 mln takich specjalistów. Równolegle branża IT przechodzi transformację dzięki technologiom low-code i no-code – w tym roku aż 70% nowych aplikacji ma powstać w oparciu o te rozwiązania, czyli niewymagające specjalistycznej wiedzy progamistycznej. Więcej o trendach rynku pracy IT w opublikowanym dziś raporcie ManpowerGroup „IT World of Work 2025 Outlook”.

Aż 41% dyrektorów IT na świecie wskazuje cyberbezpieczeństwo jako najważniejszy priorytet w 2025 roku. Szacunki mówią, że straty wynikające z cyberprzestępczości mogą sięgnąć 10,5 bln dolarów, a średni koszt pojedynczego naruszenia danych wynosi już 4,88 mln dolarów, co prowadzi do rosnącej konkurencji o wykwalifikowanych pracowników.

Zdaniem Pawła Łopatki, dyrektora Experis w Polsce, w 2025 roku popyt na ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa w Polsce jest na rekordowo wysokim poziomie, wpisując się w globalny trend. – Liczba nowych wakatów dla bezpieczeństwa wzrosła, zwłaszcza w sektorach finansowym, e-commerce, produkcji oraz usługach IT. Do najbardziej poszukiwanych specjalizacji w cybersecurity należy dziś między innymi analityk centrum operacji bezpieczeństwa, który zajmuje się monitorowaniem systemów IT, wykrywaniem incydentów bezpieczeństwa i reagowaniem na nie. Ponadto tester penetracyjny, którego zadaniem jest testowanie odporności systemów na ataki, a także specjalista od bezpieczeństwa chmury – mówi przedstawiciel Experis.

Wynagrodzenia w cyberbezpieczeństwie rosną najszybciej w całym IT

Według eksperta wynagrodzenia w cyberbezpieczeństwie w Polsce rosną najszybciej wśród wszystkich specjalizacji IT. – Z naszych danych wynika, że młodszy analityk centrum operacji bezpieczeństwa może liczyć na pensję w przedziale od 8 000 do 13 000 zł brutto miesięcznie. Specjalista ze średnim doświadczeniem pracujący jako tester penetracyjny zarabia od 16 000 do 22 000 zł brutto. Ekspert ds. bezpieczeństwa chmury osiąga wynagrodzenie w granicach 20 000 – 30 000 zł brutto. Natomiast manager ds. cybersecurity w sektorach takich jak bankowość, fintech czy w dużych korporacjach otrzymuje miesięcznie od 28 000 do nawet 45 000 zł brutto. Wzrost wynagrodzeń w cyberbezpieczeństwie w ubiegłym roku przekroczył 12%, wyżej niż średnia dla IT. Prognozy na 2026 rok wskazują na jego dalszy postęp, nawet o 14-16% rok do roku, szczególnie w obszarach chmury, AI oraz NIS2/DORA compliance – dodaje Paweł Łopatka.

Coraz większa luka kompetencyjna w cyberbezpieczeństwie

Od 2024 roku luka kompetencyjna w obszarze cyberbezpieczeństwa wzrosła o 8%. Z danych Światowego Forum Ekonomicznego wynika, że 66% organizacji deklaruje umiarkowane lub poważne braki w kluczowych talentach i umiejętnościach niezbędnych do spełnienia wymogów bezpieczeństwa. Na całym świecie potrzeba dodatkowo 4,8 mln ekspertów, aby sprostać rosnącym zagrożeniom.

Zdaniem przedstawiciela Experis wzrost luki kompetencyjnej w największym stopniu napędza gwałtownie rosnąca liczba zagrożeń i incydentów, a także transformacja cyfrowa firm związana m.in. z wdrożeniami chmury, automatyzacją, szybkim rozwojem technologii, wdrażaniem nowych regulacji. – Deficyt talentów od cyberbezpieczeństwa będzie postępował, a zatrzymać może go masowa rekwalifikacja i programy szkoleniowe skierowane do studentów oraz pracowników z innych dziedzin. Polska jest dziś uznawana za europejskiego lidera pod względem liczby ekspertów IT, także w cyberbezpieczeństwie. Duże globalne firmy otwierają tu centra kompetencyjne. Eksperci z Polski, zwłaszcza testerzy penetracyjni, specjaliści od bezpieczeństwa chmury, analitycy informatyki śledczej, są rozchwytywani na międzynarodowym rynku, a coraz więcej z nich zasila zespoły firm takich jak Google, Microsoft i innych globalnych graczy na rynku – podkreśla ekspert.

Firmy masowo wdrażają low-code/no-code – zmienia się zapotrzebowanie na programistów

Według prognoz aż 70% nowych aplikacji w 2025 roku powstanie w oparciu o technologie low-code i no-code, czyli narzędzia umożliwiające tworzenie oprogramowania bez zaawansowanej wiedzy programistycznej, co stanowi aż trzykrotny wzrost w porównaniu z 2021 rokiem. Co istotne, choć firmy wdrażają rozwiązania sztucznej inteligencji w coraz szerszym zakresie swojej działalności, 84% liderów technologicznych uważa, że nie zastąpi ona rozwiązań low-code i no-code. Z kolei ponad trzy czwarte (76%) z nich twierdzi, że AI uczyni te narzędzia bardziej efektywnymi.

– W 2025 roku technologie low-code i no-code są wdrażane na masową skalę. Najczęściej znajdują one zastosowanie w bankowości i finansach, gdzie służą do przygotowywania pierwszych, pokazowych wersji aplikacji oraz automatyzacji procesów back-office. W handlu i logistyce wspierają automatyzację procesów, integrację systemów i zarządzanie zapasami. W usługach HR umożliwiają digitalizację rekrutacji, tworzenie raportów i usprawnienie procesu pracy. W marketingu i sprzedaży pozwalają budować spersonalizowane narzędzia do kampanii. W sektorze produkcji wykorzystywane są do wizualizacji danych, automatyzacji obsługi zamówień oraz raportowania. Z kolei administracja publiczna używa ich do optymalizacji procesów i obsługi wniosków. Z takich rozwiązań korzystają zarówno działy operacyjne, biznesowe, jak i IT dla szybkiego wdrażania nowych funkcji bez długiego rozwoju produktu – mówi Paweł Łopatka.

W ocenie eksperta rozwój low-code i no-code oraz sztucznej inteligencji w dłuższej perspektywie nie eliminuje zapotrzebowania na programistów, ale zdecydowanie zmienia strukturę rynku. Światowy popyt na doświadczonych programistów wciąż przekracza podaż. – Coraz bardziej rośnie zapotrzebowanie na architektów rozwiązań, integratorów oraz programistów z umiejętnością tworzenia i adaptacji platform low-code/no-code. Zmieniają się również wymagane kompetencje, firmy szukają programistów, którzy łączą techniczne umiejętności z biznesowym podejściem i rozumieniem procesów. Jednocześnie maleje liczba ofert dla typowych frontend/backend developerów na rzecz osób wdrażających kompleksowe rozwiązania, automatyzujące pracę w firmach – podsumowuje Paweł Łopatka.

Dlaczego Europa potrzebuje stałych emisji euroobligacji?

Obligacje europejskie dają korzyści, które wychodzą poza lepsze warunki finansowania wydatków rządowych. Jednak obecny brak płynności i ciągłości emisji ogranicza ich potencjał. Włączenie wspólnego długu do polityki UE na stałe wsparłoby stabilność finansową, nawet jeśli niesie ryzyko pokusy nadużycia wśród najbardziej zadłużonych państw.

Fragmentacja to jeden z wielu strukturalnych problemów, które towarzyszą Unii Europejskiej. UE nie posiada jednolitego rynku kapitałowego, unia sektora bankowego jest wciąż w budowie, a nawet rynek dóbr i usług, mimo zniesienia jakichkolwiek ceł, napotyka znaczące bariery w handlu, które wynikają m.in. z różnic w prawie gospodarczym. Podobnie jest z rozproszonym pozyskiwaniem finansowania. Chociaż niedawno wyemitowano pierwsze obligacje UE, to wciąż jest to instrument wykorzystywany w wyjątkowych przypadkach. Tymczasem korzyści płynące ze wspólnego długu są znaczne, szczególnie jeśli stanie się on stałym elementem polityki gospodarczej UE.

Jak pokazują kwotowania obligacji wyemitowanych w ramach programu Next Generation EU, wspólne obligacje europejskie mają niższe oprocentowanie niż średnia (ważona PKB) państw strefy euro. Z jednej strony to konsekwencja niewystarczającej podaży bezpiecznych obligacji w UE, która wynosi zaledwie 36 proc. PKB całej UE (wykres poniżej). Z drugiej strony przewaga obligacji europejskich wynika w dużej mierze z łączenia ryzyka (ang. risk pooling), co eliminuje wpływ krajowych szoków na ryzyko kredytowe obligacji. Oprocentowanie jest jednak prawdopodobnie wyższe, niż mógłby sugerować potencjał obligacji europejskich, ze względu na niższą płynność oraz ograniczoną całkowitą podaż, które są kluczowymi warunkami dla rozwoju rynku derywatów oraz włączenia do indeksów instrumentów dłużnych, sprzyjających niższemu oprocentowaniu.

Dodatkowo, obligacje europejskie mają szansę zyskać status „bezpiecznego aktywa”, które charakteryzują trzy cechy: niskie ryzyko kredytowe, zdolność do utrzymania wartości w trakcie turbulencji rynkowych oraz odpowiednia płynność. Unia Europejska, jako emitent papierów dłużnych, posiada najwyższy możliwy rating (AAA) przyznany przez większość największych agencji ratingowych. Świadczy to o tym, że rynki finansowe postrzegają UE jako emitenta o bardzo niskim ryzyku kredytowym. Obligacje wyemitowane w ramach europejskiego mechanizmu stabilizacji oraz gwarantowane przez UE utrzymały swoją wartość podczas szoku, który dotknął rynki finansowe na początku pandemii COVID-19. Obligacje europejskie mają zatem znaczny potencjał, by uzyskać status „bezpiecznego aktywa”, jednak obecnie brakuje im wystarczającej płynności, aby mogły być zbywalne w każdych warunkach rynkowych. Cel ten może zostać osiągnięty, jeśli wspólny dług na stałe stanie się elementem polityki gospodarczej UE.
dekompozycja długu

Z dużą pulą obligacji o statusie bezpiecznego aktywa, za którymi stoi silny emitent i które są powszechnie wykorzystywane jako rezerwy międzynarodowe lub zabezpieczenie transakcji, wiąże się szereg korzyści dla emitenta. Podobnie jak w przypadku łączenia ryzyka, takie aktywo charakteryzuje się niższym oprocentowaniem niż wynikające z ryzyka kredytowego. Przykładowo, oprocentowanie niemieckich obligacji skarbowych jest około 20 punktów bazowych niższe od obligacji niemieckiego banku rozwoju, które są gwarantowane przez rząd federalny Niemiec (a zatem de facto mają takie samo ryzyko kredytowe). Ta „premia za wygodę” (ang. convenience yield) wynika z dodatkowych korzyści dla posiadacza obligacji, jak powszechnej możliwości wykorzystania tych obligacji jako zabezpieczenia oraz ich praktycznie nieograniczonej płynności. Premia ta jest uzupełniana przez ujemną korelację z rynkami finansowymi. W przypadku spadków na rynkach finansowych aktywa powszechnie uznawane za bezpieczne notują wzrost wyceny (efekt „flight to safety”). Jest to bardzo korzystne z punktu widzenia polityki antycyklicznej, ponieważ ułatwia finansowanie deficytu, często przy niższym oprocentowaniu, w momencie gdy antycykliczna polityka gospodarcza jest szczególnie potrzebna.

Europejskie obligacje rozwiązują również problemy niezwiązane bezpośrednio z polityką gospodarczą. Od czasu kryzysu zadłużenia strefy euro spadki wycen na rynku dłużnym negatywnie wpływały na jakość bilansów sektora bankowego, który był istotnym posiadaczem krajowych obligacji skarbowych. Obniżenie ich wycen zmniejszało kapitały własne banków, wymuszając ograniczenie akcji kredytowej, co prowadziło do pogorszenia warunków gospodarczych i dalszego spadku wycen obligacji skarbowych. Zmienność oraz obniżone wyceny obligacji nadal obciążają sektor bankowy krajów śródziemnomorskich. Dostępność obligacji, których wycena nie byłaby uzależniona od warunków gospodarczych poszczególnych gospodarek, pozwoliłaby ograniczyć tę spiralę zależności między zadłużeniem a sektorem bankowym. Sektor bankowy dysponowałby obligacjami nie tylko na ogół bezpieczniejszymi, ale także niepogarszającymi bilansów w sytuacji, gdy jakość portfela kredytów ulega pogorszeniu z powodu lokalnych warunków gospodarczych.

Poza zwiększeniem płynności europejskich obligacji wyzwaniem jest również wyraźna deklaracja i wdrożenie ich jako stałego instrumentu UE. Umożliwiłoby to ciągłość notowań euroobligacji po terminie zapadalności ostatniej obligacji oraz utrzymałoby rynek wtórny. Dzięki temu rynki finansowe byłyby bardziej skłonne do stworzenia ekosystemu wokół euroobligacji. Chodzi między innymi o włączenie ich do indeksów rynku dłużnego, które fundusze inwestycyjne muszą naśladować w ramach swoich mandatów inwestycyjnych. Ciągłość euroobligacji umocniłaby ich stałą pozycję w polityce inwestycyjnej funduszy oraz banków centralnych zarządzających rezerwami.

Przy innych warunkach niezmienionych, zwiększenie podaży euroobligacji tautologicznie prowadzi do zwiększenia długu. To zrozumiale rodzi pytanie o poziom zadłużenia strefy euro oraz o pokusę nadużycia wśród krajów o już nadmiernym zadłużeniu. Warto jednak zaznaczyć, że emisja euroobligacji nie musi prowadzić do zwiększenia zadłużenia UE, jeśli zostanie przeprowadzona kosztem mniejszej emisji krajowego deficytu. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy Europa stoi przed wspólnymi wyzwaniami, takimi jak wydatki zbrojeniowe, pandemia COVID-19 czy jakikolwiek kryzys paneuropejski, który cyklicznie występuje w gospodarkach rynkowych. Oczywiście, wspomniane korzyści płynące ze wspólnego długu mogłyby otworzyć przestrzeń fiskalną krajom UE, umożliwiając im dalsze zwiększenie wydatków. Dotyczy to szczególnie krajów, których obligacje nie są już uznawane za pozbawione ryzyka. To prawda, jednak bolesna rzeczywistość jest taka, że kraje, których politycy nie przejmują się stanem finansów publicznych, nie będą prowadzić rozsądnej polityki gospodarczej niezależnie od tego, czy mają dostęp do lepszych narzędzi polityki gospodarczej czy nie.

Autor: Dr Mateusz Dadej
————————-
Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i głównym ekonomistą Coface w regionie CEE.

DHL Express: branża technologiczna odpowiada za blisko 19% wolumenu przesyłek

Branża technologiczna w 2025 roku znajduje się w kluczowym momencie redefinicji swojej roli – zarówno w gospodarce, jak i w społeczeństwie. To już nie tylko sektor wspierający inne gałęzie przemysłu, lecz siła napędowa globalnych zmian. Z jednej strony obserwujemy gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji, biotechnologii czy technologii kosmicznych. Z drugiej – rosnące napięcia geopolityczne, wyzwania regulacyjne, presję na zrównoważony rozwój i coraz większe oczekiwania społeczne wobec etycznego wykorzystania technologii. To wszystko sprawia, że technologia przestaje być wyłącznie narzędziem, ale fundamentem przy podejmowaniu strategicznych decyzji biznesowych.

Trendy i wyzwania kształtujące branżę tech

Jak wskazuje raport Deloitte „Tech Trends 2025”[1], jednym z najważniejszych zjawisk w branży technologicznej jest dominacja konwergencji. To odchodzenie od izolowanych narzędzi na rzecz zintegrowanych, adaptacyjnych systemów, które łączą AI, IoT, edge computing i chmurę w jedną spójną architekturę. Dzięki temu dostosowują się do potrzeb różnych branż. To właśnie ta synergia umożliwia firmom nie tylko szybsze reagowanie na zmiany, ale też tworzenie zupełnie nowych modeli biznesowych.

Coraz większe znaczenie zyskuje także sztuczna inteligencja. Traktowana jeszcze do niedawna jako eksperyment, dziś staje się dojrzałą technologią stanowiącą fundament biznesu i działań operacyjnych. Obecnie prawie co trzecie polskie przedsiębiorstwo produkcyjne zakończyło już pierwsze wdrożenie AI[2]. Równolegle, raport Stanford Emerging Technology Review 2025 wskazuje, że AI, biotechnologia i kryptografia to trzy obszary o największym wpływie na przyszłość gospodarczą i bezpieczeństwo narodowe[3]. Szczególną uwagę zwraca się na tzw. foundation models – duże modele językowe i multimodalne, które mają potencjał zrewolucjonizować edukację, medycynę, prawo i administrację publiczną. Jednak wraz z ich rozwojem rośnie też ryzyko: brak wyjaśnialności decyzji algorytmów, uprzedzenia w danych, a także zagrożenia związane z deepfake’ami i dezinformacją. To wyzwania, które wymagają nie tylko rozwiązań technologicznych, ale też etycznych i legislacyjnych.

Nie można też pominąć aspektu zrównoważonego rozwoju. Technologie zużywają coraz więcej energii – według Międzynarodowej Agencji Energetycznej, w 2024 roku centra danych, kluczowe dla działania AI, odpowiadały za około 1,5% globalnego zużycia energii elektrycznej. W związku z tym firmy technologiczne inwestują w energooszczędne układy scalone, chłodzenie cieczą i zasilanie z odnawialnych źródeł. Zrównoważony rozwój staje się nie tylko wymogiem regulacyjnym, ale też oczekiwaniem inwestorów i klientów.

W miarę jak technologia coraz głębiej przenika do codziennego funkcjonowania organizacji, rośnie świadomość znaczenia inwestycji w rozwiązania wspierające pracowników. Jednak wiele firm wciąż nie radzi sobie z oceną ich rzeczywistej skuteczności. W obliczu szybkich zmian technologicznych i transformacji modeli pracy, tradycyjne metody planowania i mierzenia zwrotu z inwestycji okazują się niewystarczające. Aż 42% firm przyznaje, że nieudane wdrożenia wynikają z nierealistycznych uzasadnień biznesowych oraz braku odpowiednich danych do oceny potencjału technologii[4].

W sytuacji, gdy sztuczna inteligencja nie zastępuje ludzi, lecz ich wspiera, kluczowe staje się przesunięcie akcentu z mierzenia oszczędności na analizę wpływu na ludzi i kulturę organizacyjną. Z raportu Deloitte wynika, że 73% liderów biznesowych ma trudność z określeniem odpowiednich wskaźników do oceny wartości technologii. To pokazuje, że skuteczne uzasadnienie inwestycji wymaga nie tylko zaangażowania działów IT i finansów, ale także HR, operacji i liderów zespołów. Jasne określenie celu – czy technologia ma automatyzować, zwiększać możliwości czy wprowadzać nowe sposoby działania – ułatwia nie tylko planowanie, ale też ocenę efektów.

Branża technologiczna a logistyka

Warto również zauważyć, że wpływ branży technologicznej wykracza daleko poza sam sektor IT – szczególnie silnie oddziałuje na logistykę, która w ostatnich latach przechodzi intensywną cyfrową transformację. Technologie takie jak sztuczna inteligencja, Internet Rzeczy (IoT), edge computing czy automatyzacja procesów magazynowych stają się fundamentem nowoczesnych łańcuchów dostaw. Dzięki nim firmy logistyczne mogą nie tylko optymalizować trasy i zarządzać flotą w czasie rzeczywistym, ale też przewidywać zakłócenia i dynamicznie reagować na zmiany popytu. AI wspiera planowanie operacyjne, a dane z czujników IoT umożliwiają pełną transparentność przesyłek – od centrum logistycznego po drzwi klienta.

Jak wynika z danych wewnętrznych DHL Express, firmy obsługującej międzynarodowe ekspresowe przesyłki lotnicze branża technologiczna zajmuje pierwsze miejsce pod względem udziału wolumenowego transportowanych przesyłek, który w pierwszym półroczu 2025 roku wyniósł 18,73% (wzrost o 6% r/r) oraz pod względem udziału wagowego – 27,5%. Ponadto branża technologiczna jest jedną z najczęściej korzystających z usług DHL Express. Odpowiada za 15% wszystkich klientów firmy.

W ujęciu sektorowym w TOP 3 znalazły się: dystrybucja, produkcja sprzętu elektrycznego, sprzęt elektroniczny i sprzęt AGD. Najprężniej działającym segmentem nieustannie od 2023 roku jest sektor dystrybucyjny z ponad 40% wolumenem. Kategoria ta dotyczy firm będących pośrednikiem między producentami technologii (np. sprzętu komputerowego, oprogramowania, elektroniki) a końcowymi użytkownikami lub innymi firmami, które sprzedają te produkty detalicznie. Wysokie wartości wolumenów DHL Express odnotował także wśród sektora produkującego sprzęt elektryczny (20%) oraz producentów sprzętów elektronicznych (18%).

Co dalej?

Branża technologiczna w 2025 roku to przestrzeń ogromnych możliwości, ale też rosnącej odpowiedzialności. Sukces nie będzie zależał wyłącznie od innowacyjności, ale od zdolności do integrowania technologii z wartościami – etyką, transparentnością i zrównoważonym rozwojem. Firmy, które potrafią połączyć te elementy, będą liderami nowej ery cyfrowej transformacji.

[1] https://www.deloitte.com/us/en/insights/topics/technology-management/tech-trends.html

[2] https://www.ey.com/pl_pl/newsroom/2025/04/ey-ai-badanie-cyberbezpieczenstwo-ot

[3] https://setr.stanford.edu/sites/default/files/2025-01/SETR2025_web-240128.pdf

[4] https://www.deloitte.com/pl/pl/services/consulting/research/human-capital-trends-2025.html