PCO S.A. celuje w rynki azjatyckie

Cezary Piekarski szefem zespołu ds. zabezpieczeń przed złośliwym oprogramowaniem w Standard Chartered

Cezary Piekarski został powołany na stanowisko szefa zespołu ds. zabezpieczeń przed złośliwym oprogramowaniem w Standard Chartered, wiodącym banku międzynarodowym, który w ubiegłym roku otworzył w Warszawie swoje globalne centrum usług. Cezary odpowiada za zabezpieczenia przed złośliwym oprogramowaniem na skalę globalną i ma za zadanie zbudować zespół ekspertów w dziedzinie cyberbezpieczeństwa. Dołączył tym samym do międzynarodowego kierownictwa ekspertów tego obszaru.

Cezary Piekarski – Standard Chartered
Cezary Piekarski – Standard Chartered

Cyberprzestępczość to zjawisko przybierające na sile. Jak wynika
z danych Światowego Forum Ekonomicznego, cyberataki oraz niezgodne z prawem wykorzystywanie i kradzież danych, należą do pięciu najpoważniejszych zagrożeń na świecie . Rośnie także koszt ekonomiczny cyberprzestępczości – z 500 mld USD w 2016 roku do 2,1 biliona USD w 2020 . Cyberprzestępczość staje się jednocześnie zjawiskiem coraz bardziej złożonym, a cyberprzestępcy atakują w coraz bardziej wyszukany sposób.

“W odpowiedzi na rosnące znaczenie cyberbezpieczeństwa, Polska rozwija związaną z tym obszarem infrastrukturę, instytucje i regulacje, zarówno w przestrzeni cywilnej, jak i wojskowej. Ta największa gospodarka Europy Środkowo-Wschodniej, z dobrze wykształconymi ekspertami o szerokich horyzontach i duchem innowacyjności, jest bardzo dobrą lokalizacją dla inwestycji realizowanych przez globalne korporacje w obszarze cyberbezpieczeństwa. Standard Chartered dostrzega duży potencjał tego rynku, dlatego kompletuje w Warszawie zespół doświadczonych ekspertów w tym obszarze, którym będzie kierował Cezary Piekarski”, mówi Rowena Everson, dyrektor zarządzająca globalnym centrum usług biznesowych Standard Chartered w Polsce.

“Cezary będzie zarządzał globalnym zespołem ds. przeciwdziałania szkodliwemu oprogramowaniu, ale jego zadaniem będzie również wzmacnianie naszego centrum doskonałości w obszarze cyberbezpieczeństwa, m.in. poprzez rekrutacje wysokiej klasy lokalnych ekspertów, którzy pomogą chronić bank przed cyberzagrożeniami”, mówi Mark Strange, globalny szef ds. usług technologicznych w zakresie bezpieczeństwa w Standard Chartered.

Cyberbezpieczeństwo jest jednym z kluczowych obszarów rozwoju nowo powstałego globalnego centrum usług biznesowych banku Standard Chartered, które znajduje się
w Warszawie. Centrum to, zatrudniające obecnie ponad 190 doświadczonych ekspertów, zostało utworzone w 2018 roku z zadaniem wspierania klientów banku Standard Chartered
w Europie i Amerykach w zarządzaniu złożonymi procesami międzynarodowymi o dużej skali. Poza cyberbezpieczeństwem, warszawskie centrum usług banku koncentruje się na obszarach zapobiegania przestępczości finansowej, zarządzania zasobami ludzkimi, operacji bankowych, a także takich procesach, jak np. analizy statystyczne i modelowanie. Firma buduje również zespół prawników wyspecjalizowanych w negocjowaniu umów z rosnącym gronem klientów korporacyjnych i instytucjonalnych banku zlokalizowanych na zachodniej półkuli.

Cezary Piekarski jest menedżerem z kilkunastoletnim doświadczeniem, specjalizującym się
w takich obszarach, jak ryzyko technologii, innowacje technologiczne, zapewnienie zgodności, zapobieganie oszustwom i inwestygacje. Posiada dogłębną wiedzę z zakresu technologii i zarządzania ryzykiem oraz poparte sukcesami umiejętności tworzenia i wdrażania strategii, zarządzania ludźmi oraz kierowania jednostkami organizacyjnymi. Zanim dołączył do grona pracowników Standard Chartered, zdobywał wiedzę i doświadczenie w sektorze telekomunikacyjnym i finansowym. Jest absolwentem Uniwersytetu Oxford Brookes w Wielkiej Brytanii, posiada tez dyplom Executive MBA wydany przez Uniwersytet Quebec w Montrealu. Jest członkiem kilku krajowych i międzynarodowych komitetów sterujących oraz rad konsultacyjnych w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Pół roku split payment – jak sprawdziło się to rozwiązanie?

Rząd jeszcze przed wprowadzeniem ustawy w życie reklamował split payment, jako rewolucyjny system uszczelnienia wyłudzeń VAT-u w Polsce. Czy wprowadzenie nowego mechanizmu transakcji było strzałem w dziesiątkę? Oraz jak sprawdził się model podzielonej płatności komentuje Szymon Kwiatoń, koordynator procesu w Move On Finance.

Od 1 lipca 2018 r. obowiązują przepisy dotyczące mechanizmu podzielonej płatności podatku VAT, czyli tzw. split payment. Od dnia, w którym ustawa weszła w życie, wszystkie banki miały obowiązek otwarcia do każdego rachunku rozliczeniowego rachunku VAT. Na rachunek ten mogą wpływać tylko i wyłącznie środki związane bezpośrednio z podatkiem od towarów i usług. W Polsce to rozwiązanie zostało wprowadzone ze względu na powiększającą się z każdym dniem lukę podatkową w VAT. System ten jest kolejnym systemem wspierającym zwalczanie wyłudzeń z wyżej wspomnianego podatku. Na tę chwilę stosowanie metody podzielonej płatności jest dobrowolne, jednak rząd planuje pewne zmiany, o których napisze w dalszej części artykułu.

Czym jest split payment?

Split payment jest mechanizmem transakcji stosowanym tylko i wyłącznie pomiędzy  przedsiębiorstwami w przypadku kiedy obie strony są płatnikami VAT (B2B).  Na tę chwilę stosowanie metody podzielonej płatności jest dobrowolne. Nabywca usług lub towarów podejmuje decyzję, w jaki sposób rozliczy się ze sprzedawcą. Wraz z wejściem w życie split paymentu przedsiębiorca ma dwie możliwości:

  • Tradycyjna – wpłata całej kwoty brutto zgodnie z fakturą VAT na rachunek bankowy sprzedawcy,
  • Split payment – wpłata podatku na specjalny rachunek rozliczeniowy VAT dostawcy oraz wartość netto na rachunek sprzedawcy.

Wszyscy przedsiębiorcy korzystający z modelu podzielonej płatności, zwrot z tytułu podatku będą otrzymywać w terminie nieprzekraczającym 25 dni. Podstawowym celem wprowadzenia tego rozwiązania jest uszczelnienie podatku VAT.

Jak sprawdziło się to rozwiązanie?

Rząd jeszcze przed wprowadzeniem ustawy w życie reklamował split payment, jako rewolucyjny system uszczelnienia wyłudzeń VAT-u w Polsce. Co więcej – Ministerstwo Finansów prognozowało, że rozwiązanie to doprowadzi do wzrostu dochodu do budżetu związanego z VAT-em. W rzeczywistości, jednak rozwiązanie to nie sprawdziło się na tyle, żeby ktokolwiek mógł być z niego zadowolony. Z ostatnich informacji, które zostały opublikowane w prasie 22 października 2018 r. („Puls Biznesu”), wynika, że  na specjalne rachunki VAT wpłynęło tylko około 7% rozliczonych do tego okresu transakcji związanych z tymże podatkiem. Liczba transakcji zrealizowanych za pomocą split paymentu w ciągu trzech pierwszych miesięcy wyniosła 2,7 mln zł a wartość VAT 10,7 mld zł.

Podzielona płatność uderza w płynność finansową firm korzystających z niego przedsiębiorców. Dzieje się tak, ponieważ część środków zostaje zamrożona na koncie VAT-owskim i przedsiębiorcy nie mogą z nich skorzystać. Następstwem tego może być potrzeba finansowania zewnętrznego, a w wielu przypadkach nawet poważne problemy firm. W związku z tym Resort Finansów powinien wziąć pod uwagę poszerzenie możliwości korzystania z rachunku, na który spływa VAT o inne zobowiązania, których przecież przedsiębiorcom nie brakuje. Można do nich zaliczyć między innymi PIT, ZUS czy CIT. Gdyby tylko takie rozwiązanie weszło w życie stabilność finansowa firm korzystających ze split paymentu nie byłaby już tak zachwiana.

Z powyższych danych wynika, że rozwiązanie wprowadzone przez polski rząd w połowie 2018 roku nie cieszyło się takim powodzeniem, jakiego się spodziewano, dlatego też rząd na poważnie zastanawia się nad tym, żeby split payment był obligatoryjny. Pytanie brzmi, czy to aby na pewno dobry pomysł? Dyrektor departamentu VAT – Wojciech Śliz przekonywał w niedawnym wywiadzie dla „Dziennika Gazety Prawnej”, że to jedyna droga na realne uszczelnienie systemu VAT w Polsce. Czy jednak z drugiej strony nie będzie to za duże utrudnienie dla płynności finansowej korzystających z niego firm? Jeżeli Ministerstwo Finansów tylko zda sobie sprawę z konsekwencji, które niesie za sobą wprowadzenie tego rozwiązania obligatoryjnie w obecnej formie i wprowadzi do niego parę drobnych poprawek to system ten może okazać się strzałem w dziesiątkę.

AccorHotels ogłasza wstępne wyniki wezwania do zapisywania się na sprzedaż akcji Orbis S.A.

W związku z zakończeniem przyjmowania zapisów w ramach ogłoszonego w dniu 26 listopada 2018 r. wezwania („Wezwanie”) AccorHotels do zapisywania się na sprzedaż 21.800.593 akcji Orbis S.A., stanowiących całość akcji Orbisu, których AccorHotels nie posiadał w dniu ogłoszenia Wezwania, w piątek, 18 stycznia AccorHotels otrzymał wstępne wyniki Wezwania.

Zgodnie ze wstępnymi wynikami Wezwania, inwestorzy złożyli zapisy na około 15,3 miliona akcji Orbisu po cenie 95,00 zł za jedną akcję i o łącznej wartości 1.450 milionów zł (tj. 337 milionów EUR), stanowiących około 33,1% ogólnej liczby akcji w kapitale zakładowym Orbisu.

Ostateczna liczba akcji Orbisu, na które złożono zapisy w Wezwaniu, zostanie potwierdzona w dniu zawarcia transakcji nabycia akcji przez AccorHotels, tj. w środę 23 stycznia 2019 r. Rozliczenie Wezwania nastąpi w poniedziałek 28 stycznia 2019 r.

Po rozliczeniu Wezwania, z zastrzeżeniem ostatecznego potwierdzenia liczby akcji objętych zapisami złożonymi przez inwestorów w odpowiedzi na Wezwanie, AccorHotels będzie posiadać bezpośrednio i pośrednio 85,8% akcji w kapitale zakładowym Orbisu.

AccorHotels umacnia swoją kontrolę nad Orbisem oraz konsoliduje swoje przywództwo w Europie Środkowej. Zgodnie z ogłoszeniem z 26 listopada, AccorHotels będzie rozważać sposoby na optymalizację wartości portfela aktywów Orbisu.

Monitoring na parkingach przysklepowych to źródło cennych informacji

Sieci handlowe coraz częściej zbierają dane z tablic rejestracyjnych. Takie wrażenie ma część konsumentów. Ich zdaniem, do kontrowersyjnych praktyk dochodzi zarówno na parkingach strzeżonych, jak i ogólnodostępnych. Według prawników, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy opisywane działanie jest dozwolone czy zakazane. Istotne pozostaje m.in. spełnienie obowiązku informacyjnego wobec posiadaczy pojazdów. Zarządcy sieci deklarują, że nie zbierają danych z tablic rejestracyjnych. Jednak często robią to zewnętrzne firmy, odpowiadające za zarządzanie miejscami postojowymi. Za złamanie przepisów przedsiębiorcom grożą m.in. wysokie kary finansowe. Na razie do Urzędu Ochrony Danych Osobowych nie wpłynęły żadne skargi od zaniepokojonych kierowców. Jednak z prognoz ekspertów wynika, że sklepy stacjonarne będą coraz dokładniej przyglądać się zachowaniom klientów ze względów marketingowych.

Dozwolone czy zakazane?

Monitoring na parkingach przysklepowych służy przede wszystkim poprawie bezpieczeństwa. Jednak klienci mają wrażenie, że urządzenia zbierają też dane z tablic rejestracyjnych ich pojazdów. Dr Krzysztof Łuczak, członek zarządu Proxi.cloud, uważa, że taka czynność wykonywana automatycznie nie stanowi problemu od strony technologicznej. Doskonały przykład stanowią kamery z odczytem obrazu, umieszczane przy wyjazdach z parkingów galerii handlowych. Urządzenia te są coraz dokładniejsze. Potrafią np. odczytywać tablice rejestracyjne nawet wieczorami, przy mniejszym świetle.

– W niektórych sytuacjach tablice rejestracyjne mogą być traktowane jako dane osobowe. Jest to zależne od tego, czy i z jakimi innymi informacjami o osobie numery tablic mogłyby być łączone. Same w sobie tablice nie są danymi wrażliwymi. Może się jednak zdarzyć, że ten ciąg liter i cyfr zostanie połączony z informacją o niepełnosprawności zidentyfikowanego kierowcy, który korzysta np. z dodatkowych przywilejów. To już jednak odrębna kwestia – mówi Weronika Kowalik, dyrektor Zespołu ds. Sektora Prywatnego w Urzędzie Ochrony Danych Osobowych.

Z kolei prawnicy przekonują, że trudno jednoznacznie stwierdzić, czy zbieranie danych z tablic rejestracyjnych jest dozwolone. Jak zauważa Witold Chomiczewski, radca prawny z Kancelarii Lubasz i Wspólnicy, poszczególne przypadki powinny być indywidualnie rozpatrywane. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, opisywane działanie musi służyć realizacji określonego celu i nie może być od niego oderwane. Jednym z takich przykładów jest monitoring służący zapewnieniu bezpieczeństwa czy identyfikacji sprawców tzw. szkód parkingowych, w tym zarysowań innych samochodów przy parkowaniu.

– Ocena sytuacji zależy od tego, czy administrator danych, czyli np. centrum handlowe, ma podstawę do ich przetwarzania i spełni, wynikający z RODO, obowiązek informacyjny w stosunku do posiadaczy aut. Sposób zbierania informacji nie jest istotny, natomiast miejsce może mieć znaczenie. W mojej ocenie, w przypadku parkingu strzeżonego, gdzie odpowiedzialność administratora i potrzeba kontroli jest większa, łatwiej znaleźć podstawę prawną i uzasadnienie dla takiego działania – podkreśla Zofia Babicka-Klecor, prawnik, ekspert w zakresie RODO i E-commerce z Kancelarii Legal Geek.

Jak wskazuje Maciej Jakubowski z Kancelarii Lubasz i Wspólnicy, parkingom strzeżonym często towarzyszą opłaty i regulamin. Wjazd oznacza zawarcie umowy o najem miejsca parkingowego na określonych warunkach. W takiej sytuacji podstawę przetwarzania danych może spełniać niezbędność tej czynności do wykonania umowy. Ten przepis będzie legalizował takie działanie na potrzeby ewentualnego postępowania dotyczącego nienależytego lub niewykonania umowy, w tym także wezwania dłużnika do zapłaty.

– Inaczej sytuacja prezentowałaby się w przypadku parkingów ogólnodostępnych. Wydaje się, że co do zasady zbieranie danych z tablic rejestracyjnych będzie w takiej sytuacji wątpliwe, gdyż trudności pojawią się już na etapie sformułowania celu, w jakim miałyby być przetwarzane. Nie można jednak jednoznacznie uznać takiego działania za zakazane, gdyż w pewnych sytuacjach właściciel parkingu uzasadni to np. względami bezpieczeństwa. Zatem każdy przypadek należy rozpatrywać osobno, a ostateczne rozwiązanie będzie wypadkową wielu czynników – tłumaczy Witold Chomiczewski.

Głos handlu

Serwis Agencyjny MondayNews postanowił sprawdzić sytuację w ponad trzydziestu sieciach handlowych działających w Polsce. W tej grupie znalazły się podmioty różnej wielkości, działające na rynku spożywczym, DiY, RTV i AGD, a także kosmetycznym. Część z nich w ogóle nie zareagowała na pytania. Inne stwierdziły, że nie są zainteresowane udzieleniem komentarza. Większość jednak zajęła stanowisko w tej sprawie.

– Nie zbieramy numerów rejestracyjnych pojazdów naszych klientów. Robią to zewnętrzne firmy zarządzające systemami parkingowymi przy wybranych placówkach handlowych. Odbywa się to wyłącznie w celu ewentualnej konieczności wystawienia wezwań w sytuacji długoterminowego lub uciążliwego blokowania miejsc parkingowych – informuje Aleksandra Robaszkiewicz z biura prasowego Lidl Polska.

Z kolei za obsługę parkingów przy sklepach ALDI także odpowiadają wyspecjalizowane zewnętrzne firmy. Jak wskazuje Agata Biernacka, specjalista ds. komunikacji i PR tej sieci, dają one gwarancję zgodnego z prawem przetwarzania danych osobowych. W regulaminie korzystania z tych miejsc klienci znajdą klauzulę informacyjną RODO. Wskazuje ona jednoznacznie administratora danych osobowych, tj. odpowiednią firmę parkingową. Jej pracownicy spisują numer rejestracyjny pojazdu wyłącznie na potrzeby przygotowania wezwania do uregulowania opłaty dodatkowej za ewentualny brak biletu parkingowego.

– Nasza sieć nie gromadzi danych z tablic rejestracyjnych pojazdów. Większość parkingów, których jesteśmy właścicielem, pozostaje bezpłatna dla klientów. Tam, gdzie mamy płatne parkingi, np. w Tomaszowie Mazowieckim czy Żyrardowie, opłaty dokonywane są na podstawie biletu. Odbywa się to bez konieczności zbierania numerów rejestracyjnych pojazdów – wyjaśnia Justyna Kolczyńska z biura prasowego Carrefour Polska.

Również większość parkingów przed sklepami Piotr i Paweł jest bezpłatna. Sieć nie zbiera takich danych, o czym informuje Aleksander Rosa, rzecznik firmy. I dodaje, że takie działania podejmują właściciele lub zarządcy wybranych obiektów, w których sieć wynajmuje powierzchnię. Decyzja ta nie należy do kompetencji Piotra i Pawła, a zebrane dane nie są przekazywane supermarketowi.

Klienci pod lupą

– Najprostszym sposobem wykorzystania danych z tablic rejestracyjnych jest analiza kilku metryk, w tym częstotliwości i długości wizyt klientów w danym centrum handlowym. Ponadto, można dowiedzieć się, skąd oni przyjeżdżają, co pozwala na ocenę skuteczności geolokalizowanych kampanii reklamowych – stwierdza ekspert z firmy technologicznej Proxi.cloud.

Sklepy Topaz wyposażone są w monitoring zewnętrzny budynków, co podkreśla Mateusz Orzełowski, dyrektor marketingu tej sieci. Jednak firma nie znajduje potrzeby zbierania tak nietypowych danych celem dalszej analizy, np. obszarów, z których docierają potencjalni klienci. Według eksperta, w dobie coraz większej popularności aut służbowych czy leasingowych, informacje te byłby nie dość precyzyjne. Sprawdzanie skuteczności kolportażu oraz docelowego jego obszaru odbywa się w inny sposób.

– Nie zbieramy informacji o numerach rejestracyjnych samochodów naszych klientów. Na potrzeby rozwoju sieci sprzedaży badamy, skąd  są nasi klienci, ale robimy to na podstawie kodów pocztowych, o które pytamy przy kasach. Podanie tego typu danych jest całkowicie dobrowolne i nie podlega RODO w żadnym aspekcie – opisuje Maksymilian Pawłowski, menedżer ds. Komunikacji Korporacyjnej w Leroy Merlin Polska.

Natomiast Grupa PSB działa na rynkach powiatowych i gminnych. Marzena Syczuk podkreśla, że firma nie pozyskuje danych o klientach pochodzących z tablic rejestracyjnych. Netto również nie zbiera takich informacji z pojazdów, o czym informuje Mariola Skolimowska, PR & Communications Manager. Bazę wiedzy o klientach pozyskuje z Opinnelo, elektronicznego systemu badań satysfakcji zakupowej.

Mimo powyższych zapewnień, dr Krzysztof Łuczak stwierdza, że analityka sklepów stacjonarnych w przyszłości jednak będzie się rozwijać w tym kierunku, gdyż lepsza znajomość zachowań klientów umożliwia sprawniejsze zarządzanie i marketing. Technologie stają się coraz tańsze i dokładniejsze. Jednocześnie dodaje, że kamery będą stanowić raczej uzupełnienie szerszego systemu zbierającego i analizującego dane o klientach. Rynek sklepów stacjonarnych i galerii handlowych powinien szerzej patrzeć na połączenie danych z kamer z możliwościami analityki, jakie stwarzają np. smartfony.

Obowiązki i kary

– Zarządca budynku co do zasady ma prawo, np. w ramach umowy podstawowej zawartej z sieciami handlowymi, zobowiązać je do zbierania danych osobowych dotyczących klientów. Takie postanowienie nie stałoby w sprzeczności z ogólną zasadą swobody umów, a także z przepisami RODO. Zarządca obiektu uzyskiwałby status administratora, natomiast sklep występowałby w roli procesora, tj. podmiotu, który przetwarza dane w jego imieniu – analizuje radca prawny Witold Chomiczewski.

Jak wskazuje Zofia Babicka-Klecor, punktem wyjścia dla legalnego przetwarzania danych osobowych jest znalezienie, w oparciu o RODO, podstawy prawnej dla takiego działania. Jednak nie każdy interes administratora będzie legalizował zbieranie danych. Ponadto sieć handlowa powinna poinformować kierowców o takim postępowaniu, np. poprzez odpowiednią tablicę informacyjną. Należałoby również dodać informacje o sposobie przetwarzania danych, a także o prawach osoby, której one dotyczą.

– Nie znam podstaw prawnych ewidencjonowania numerów rejestracyjnych przez sieci handlowe. Wyjątkiem mógłby być karnet wjazdu i stałego korzystania z konkretnego miejsca parkingowego. Taką zwykłą umowę o parkowanie trudno połączyć z innymi celami niż jedynie postój pojazdu. Nie widzę bezpośredniego powiązania strzeżenia pojazdu w danym miejscu z działaniami marketingowymi. Jednak musiałabym poznać skonkretyzowane cele, okoliczności faktyczne czy np. postanowienia dokumentu, który pochodziłby od danego podmiotu, by móc precyzyjnie ocenić czy z gromadzeniem numerów rejestracyjnych nie są związane również dodatkowe intencje sieci handlowej – zaznacza dyrektor Zespołu ds. Sektora Prywatnego w UODO.

Jak podkreśla Maciej Jakubowski z Kancelarii Lubasz i Wspólnicy, działanie wbrew obowiązującym regulacjom może wiązać się z wysokimi sankcjami administracyjnymi oraz z odpowiedzialnością cywilnoprawną. W myśl z art. 83 RODO, kary mogą sięgać, w zależności od rodzaju zawinienia, nawet 10 lub 20 mln euro. W przypadku przedsiębiorstw dochodzą jeszcze stawki procentowe, odpowiednio 2% i 4% całkowitego rocznego światowego obrotu z poprzedniego roku.

– Do tej pory nie spotkaliśmy się w UODO z tego typu sygnałami od zaniepokojonych kierowców lub klientów sieci handlowych. Każda osoba, której dane dotyczą, może jednak korzystać ze swoich praw do ochrony danych osobowych w procesie ich przetwarzania. Na przykład jeżeli z parkowaniem jest związane zawarcie jakiejś umowy, to można odmówić przetwarzania informacji w celach marketingowych albo złożyć sprzeciw wobec takiego przetwarzania danych – dodaje Weronika Kowalik.

Polski GIVT działa na rynkach europejskich

Potencjał biznesu odszkodowawczego odpowiada potencjałowi branży lotniczej, a ten od kilkudziesięciu lat nieustannie rośnie. Rozwój sektora jest stabilny – niezależnie od kryzysów na rynkach finansowych czy nieprzewidzianych wydarzeń, jak np. ataki terrorystyczne – które mają na niego jedynie chwilowy wpływ. Biznes ten rośnie na całym w świecie, a w Polsce szczególnie mocno. 

Wyraźnie widoczny jest stały wzrost i rozwój technologii, która pozwala latać coraz nowszymi samolotami – wybierając coraz więcej połączeń. Coraz więcej pasażerów wybiera transport lotniczy, ale trzeba pamiętać, że ten odnotowuje stały procent spóźnionych czy odwołanych rejsów. Polski GIVT istnieje na rynku zaledwie półtora roku, ale w tym krótkim czasie firmie udało się rozpocząć działalność nie tylko na rodzimym rynku. Wprowadzono obsługę klientów w języku angielskim, bułgarskim, rumuńskim w połowie 2018 roku, a w grudniu w kolejnych pięciu językach: hiszpańskim, portugalskim, włoskim, niemieckim i francuskim. Tym samym GIVT rozpoczął 2019 rok od bardzo szerokiej ekspansji – obsługi klientów w dziewięciu językach na ponad 30 rynkach całej Unii Europejskiej.

– naszym zespole pracują już osoby dwunastu narodowości obsługując pasażerów zakłóconych lotów z całej Unii EuropejskiejTo ogromne wyzwanie technologiczne, organizacyjne, proceduralne, ale i jakościowe – z uwagi na różne lokalne przyzwyczajenia klientów. Dla przykładu: Polacy lubią rozmawiać przez telefon, ale obywatele innych państw wolą wysyłać maile. Takie czynniki muszą być uwzględniane przy obsłudze klienta. Ten rok będzie dla GIVT-u doskonaleniem organizacyjnym i operacyjnym. Dotychczas z usług GIVT-u skorzystało już kilkadziesiąt tysięcy klientów– powiedział serwisowi eNewsroom Jacek Podoba, prezes GIVT –W 2019 roku przewidujemy czterokrotny wzrost skali prowadzenia biznesu pod względem liczby pozyskiwanych klientów oraz wielokrotnie wyższe przychody i podobny wzrost wypłaconych odszkodowań – podkreślił Podoba.

Platforma technologiczna GIVT – givt.com – działa od 2017 roku. Od początku swojej działalności stawia na innowacyjność, stale inwestując w rozwój oprogramowania wspieranego przez sztuczną inteligencję, machine learning i wykorzystanie big data. Jak wynika z danych Eurostat, Eurocontrol i FlightStats, rynek, na którym działa GIVT to około 15 milionów pasażerów w skali roku borykających się z opóźnionymi lub odwołanymi lotami. Szacuje się, że suma należnych rekompensat dla tej grupy wynosi około 5 miliardów euro rocznie.

FPP: Ministerstwo Finansów powinno sprawdzać legalność kapitału bukmacherów

W 2017 roku przeprowadzono zmiany w ustawie o grach hazardowych. Było to korzystne posunięcie z perspektywy budżetu państwa i samych przedsiębiorców legalnie działających na polskim rynku. Przed nowelizacją ustawy hazardowej szara strefa w branży bukmacherskiej stanowiła ok. 95 proc. To zdecydowanie jeden z najwyższych wyników biorąc pod uwagę inne sektory. W ostatnim czasie Ministerstwo Finansów wydaje zezwolenia na urządzanie zakładów wzajemnych podmiotom, które identyfikują się tymi samymi znakami towarowymi, czy są powiązane kapitałowo z firmami, które przez wiele lat działały w Polsce nielegalnie i tym samym drenowały budżet państwa.

– Patrząc na wprowadzone wtedy zmiany, warto zastanowić się nad kolejnymi działaniami legislacyjnymi – powiedział serwisowi eNewsrooom Mariusz Korzeb, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP) – Ministerstwo Finansów jest wyposażone w odpowiednie instrumenty prawne, które dają możliwość prawidłowej i kompleksowej weryfikacji pochodzenia kapitału danego podmiotu. W przypadku firm rejestrujących swoją działalność i starających się o uzyskanie zezwolenia na urządzanie zakładów wzajemnych, należy sprawdzić czy ich środki pochodzą z legalnego źródła. Resort powinien zwracać szczególną uwagę na ten element podczas wydawania uprawnień – wskazał Korzeb.

2019 rok domeną badaczy danych

  • Globalny rynek rozwiązań z dziedziny Data Science będzie charakteryzował się 36-procentowym wzrostem przez najbliższe 3 lata.
  • Zapotrzebowanie na wdrożenie systemów Data Science w Polsce może do 2021 roku wzrosnąć nawet o 40 proc.
  • Zawód badacza danych będzie jednym z najbardziej pożądanych i najlepiej opłacanych w 2019 roku.

Według raportu firmy badawczej ResearchandMarkets.com, wartość globalnego rynku rozwiązań Big Data wyceniana jest obecnie na 40,6 mld dolarów, natomiast roczny wskaźnik wzrostu do roku 2023 szacowany jest na 29,7 proc. Zdaniem ekspertów firmy TogetherData głównym czynnikiem wzrostu będą rozwiązania z dziedziny Data Science – nauki danych, których wartość rynkowa już dziś wyceniana jest na blisko 20 mld. dolarów. Szacuję się, iż w 2022 osiągnie poziom prawie 130 mld dolarów.

Data Science w natarciu

Data Science to dziedzina analityki szerokich strumieni danych, którą zaczyna się określać mianem nauki o danych. Jest to proces pozyskiwania, analizowania, wizualizacji i wnioskowania z zarówno ustrukturyzowanych jak i nieustrukturyzowanych danych, z użyciem m.in. takich technologii jak uczenie maszynowe i analiza predykcyjna. Z danych firmy badawczej MRC, wynika iż globalny rynek rozwiązań z dziedziny nauki danych będzie charakteryzował się 36-procentowych wzrostem przez najbliższe 3 lata. W 2022 jego wartość będzie wynosiła 128,2 mld dolarów.

Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData
Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData

Big Data, czyli szeroko pojęte gromadzenie i analiza dużych strumieni danych stało się domeną ostatnich lat. Firmy nie mają już problemu z dostępem i wykorzystaniem swoich danych. W sektorach, w których danych jest najwięcej, występują również największe trudności z ich wykorzystaniem i monetyzacją – mówi Michał Grams, Prezes Zarządu TogheterData. Powszechnie używane w tym przypadku gotowe rozwiązania analityczne są niewystarczające. Wraz z rozwojem Big Data coraz większe znaczenie zaczyna odgrywać Data Science oraz eksperci w tej dziedzinie, czyli tzw. badacze danych.

Badacz danych – wymarzony zawód w 2019?

Badacze danych to specjaliści od pozyskiwania, analizowania, segmentowania i interpretowania informacji. Ich zadaniem jest sprawić, aby dane, które firmy mają pod ręką, stały się nowym motorem napędowym przychodów w przedsiębiorstwach. Przyszłościowy charakter tej profesji potwierdza raport serwisu społecznościowego LinkedIn, z którego wynika, iż badacz danych będzie najbardziej pożądanym zawodem w USA w 2019 roku.

Z zestawienia przeprowadzonego przez firmę BiG Cloud wynika, iż najwyższe wynagrodzenia czekają na badaczy danych w Szwajcarii, gdzie średnia roczna pensja może wynieść 91 tys. dolarów. Na drugim miejscu plasuje się Holandia, gdzie specjaliści ds. Data Science mogą liczyć na roczne uposażenie rzędu 68 tys. euro. Firmy z Wielkiej Brytanii oferują 59 tys. funtów rocznie. Według różnych źródeł, nad Wisłą badacze danych mogą liczyć na wynagrodzenie w wysokości od 15 do nawet 25 tys. zł miesięcznie.

Kompetencje badacza danych są dość unikatowe, ciężkie do zdobycia na rynku. Badacz danych to swoiste połączenie matematyka i specjalisty ds. statystyki, który na dodatek posiada umiejętności programowania systemów opartych na uczeniu maszynowym i wizualizacji danych. Oczywiście mamy świetne uczelnie i specjalistów, więc bardzo ważne jest to, żeby wyłapywać takie jednostki i starać się zatrzymać u nas, lokalnie w Polsce. – dodaje Michał Grams.

Data Science – jak działa w praktyce?

Z usług tzw. „badaczy” danych, korzystają dziś banki czy sektor fintech, w tym instytucje finansowe czy firmy windykacyjne. Mogą one wykorzystywać dane np. w sytuacjach zarządzania ryzykiem. Na bazie tzw. predyktywnej analizy systemy Data Science są w stanie przyporządkować danemu dłużnikowi wzorzec zachowania, który jest zbudowany na bazie doświadczeń i historii setek innych mniej lub bardziej podobnych przypadków. Pozwala to już na wejściu ocenić jaką procedurę w konkretnym przypadku zastosować, windykację polubowną czy obrać wariant bardziej formalny. Dzięki zastosowaniu tego typu narzędzi firmy windykacyjne są w stanie realnie zwiększyć swoją efektywność o 20 do 30 proc. wynika z danych TogetherData.

Nie tylko branża finansowa jest realnym tego przykładem. „Datyzacja” standardowych procedur zgłaszania szkód w branży ubezpieczeniowej jest w stanie zredukować koszty związane z procesem likwidacji szkód nawet o 30 proc. System sam kontaktuje się z poszkodowanym z prośbą o przesłanie np. brakujących dokumentów czy w sprawie dodatkowych pytań związanych z danym zdarzeniem. Czynnik ludzki w tym przypadku zostałby ograniczony jedynie do roli koordynującej i nadzorującej.

Polskie firmy od lat z wielkim trudem przekonują się do analityki danych, w tym także do wykorzystania technologii Data Science. Raptem co dziesiąte polskie przedsiębiorstwo wykorzystuje narzędzia z zakresu Data Science. Pod tym względem zostajemy daleko w tyle w porównaniu z krajami Europy Zachodniej. – zauważa Michał Grams. Obecna sytuacja nie jest jednak dramatyczna, tworzy bowiem olbrzymią szansę na dynamiczną implementację tego typu usług w polskich firmach. W ciągu najbliższych dwóch lat zapotrzebowanie na wdrożenie systemów Data Science w Polsce może wzrosnąć nawet o 40 proc. Największy popyt będzie panował wśród firm z takich branż, jak przemysł, finanse czy ubezpieczenia.

Nowe technologie mocno zmienią w tym roku handel detaliczny

Według części specjalistów, w 2019 roku kluczowym trendem będzie transformacja cyfrowa stacjonarnych placówek. Aplikacje staną się wręcz podstawą procesów zakupowych. Sieci, które jeszcze ich nie wprowadziły, nadrobią te zaległości. Pojawią się też sklepy z bramkami RFID, które same będą identyfikowały ceny towarów. Ponadto kolejni gracze rynkowi zaoferują konsumentom bezobsługowe kasy. Automatyzacji zakupów będą sprzyjały zwłaszcza niedziele niehandlowe. Rozwiązania geofencingowe również się rozwiną i zyskają na popularności. Tymczasem Big Data zoptymalizuje asortyment, a IoT – procesy logistyczne. Absolutną rewolucją może okazać się to, że asystenci głosowi zaczną mówić po polsku i zastąpią ludziom rozmowy ze sprzedawcami.

Jak zapewnia Mirosław Krzanik, Dyrektor ds. Inteligentnych Rozwiązań Sklepowych z Żabki, w tym roku należy spodziewać się dynamicznego rozwoju wielu technologii w handlu detalicznym. Firmy technologiczne i sieci będą mocno zaangażowane w testowanie nowych rozwiązań podnoszących wygodę robienia zakupów. Klienci będą wyrażać na ich temat swoje opinie, np. w pilotażowych placówkach. I tym samym odegrają ważną rolę w ww. procesach.

– Ten rok będzie przełomowy pod względem uruchamiania aplikacji przez kolejne sieci. Sklepy, które jeszcze ich nie oferowały, już zapowiedziały prezentacje swoich rozwiązań mobilnych. Przykład Rossmanna pokazał im, że to jest potężne narzędzie identyfikujące klientów i budujące ich lojalność. Wkrótce stanie się ono podstawą procesów zakupowych w tradycyjnych placówkach – mówi dr Krzysztof Łuczak, członek zarządu firmy technologicznej Proxi.cloud.

Zdaniem Andrzeja Wojciechowicza, eksperta Komisji Europejskiej i założyciela FMCG Business Consulting, mamy przed sobą rok prób, czyli testowania różnych nowych technologii. Sprawdzanie ich efektywności, praktyczności oraz zyskowności to bardzo kosztowne i długotrwałe procesy. Trudno jeszcze przewidzieć, jakie rozwiązanie opanuje konkretny rynek, np. spożywczy czy modowy. Ale niemal pewne wydają się radyklane zmiany przestarzałych systemów lojalnościowych, w tym aplikacji mobilnych. Większość jest zbyt skomplikowana i nieintuicyjna, co zniechęca klientów do korzystania z nich.

– W 2019 roku wielu konsumentów przestanie sobie wyobrażać robienie zakupów bez aplikacji. Coraz więcej narzędzi mobilnych będzie łączyło w sobie wiele funkcji, w tym informacyjnych, płatniczych i archiwizacyjnych. To przyniesie konsumentom wiele wygód. Natomiast sieci wciąż będą uczyły się efektywnego wykorzystania aplikacji do zwiększania swoich obrotów – prognozuje dr Krzysztof Łuczak.

Tymczasem Mirosław Krzanik przewiduje na ten rok rozwój technologii przyspieszających proces zakupowy w trzech modelach sprzedaży – dostawach produktów spożywczych, click&collect, czyli zamówieniach składanych w domu i odbieranych w sklepach, a także w różnego rodzaju systemach kas bezobsługowych. Zwiększy się automatyzacja wielu procesów sprzedażowych. Na rynku pojawi się więcej kas samoobsługowych, które nie tylko przyspieszą nabywanie towarów, ale też ułatwią właścicielom placówek prowadzenie ich biznesów.

– W sklepach stacjonarnych będą wdrażane, testowane i udoskonalane stanowiska samoobsługowe. A w Internecie powstanie wiele nowych platform sprzedaży, które już od trzech lat cieszą się dużym powodzeniem w USA jako tzw. Marketplace. To m.in. szansa na prezentowanie niszowych produktów bez szerokiego i kosztownego promowania ich. Na nowych platformach możliwy będzie też handel detaliczny bez posiadania sklepu internetowego, co wiele ułatwi małym sprzedawcom – podkreśla Andrzej Wojciechowicz.

Placówki, w których nie ma ani jednego sprzedawcy, zyskają na popularności w niedziele niehandlowe. Tak działa np. Bio Family w Poznaniu – pierwszy bezobsługowy i całodobowy supermarket w Europie. Dr Łuczak zapowiada, że jego tropem pójdą inni gracze na rynku. Kolejnym przełomem będzie wkrótce otwarcie sklepu bez kas. Będzie działać podobnie do sieci Bingo Box, istniejącej w Chinach. W tego typu obiektach towary mogą być skanowane przez bramki RFID. Po ich przekroczeniu identyfikowane są wszystkie artykuły, które zabrał ze sobą konsument.

– W zasięgu ręki jest też produkcja chipów z nośnikami danych, bo ich koszt znacząco zmalał, tj. do ok. 1 eurocenta. Możemy powrócić do nieco zapomnianego już pomysłu, który kilka lat temu był zbyt drogi i trudny do realizacji. Współczesna technologia pozwala na to, żeby ten przedmiot występował np. w odzieży w postaci włókien. A informowałby o wszystkim, m.in. o cechach szczególnych, składzie i oczywiście o cenie produktu. Ponadto mógłby on przeciwdziałać kradzieżom w nowych, niewidocznych systemach ochrony. Trzeba tylko napisać do tego odpowiednie oprogramowanie i mamy w Polsce gotowy, stosunkowo prosty biznes – przekonuje Andrzej Wojciechowicz.

Natomiast dr Krzysztof Łuczak uważa, że wzrost popularności rozwiązań geofencingowych, czyli opartych o kontekst lokalizacji, jest niemal pewny. Nastąpi wraz z rozwojem aplikacji mobilnych. Powinny one zacząć odbierać informacje o obecności klientów w danych sklepach i same decydować o tym, jakie promocje komu zaoferować. Prezes firmy technologicznej dodaje, że taka praktyka upowszechni się na rynku już w tym roku. A pozwolą na to zaawansowane algorytmy analizy danych.

– Big Data będzie coraz szerzej wykorzystywana w handlu. W placówkach detalicznych posłuży głównie do efektywnego zarządzania asortymentem. Dynamiczny rozwój na rynku będzie notował także Internet Rzeczy, który jest jedną z podstawowych technologii w procesie optymalizacji procesów logistycznych. Umożliwia obserwowanie ciągłego obiegu towarów. Dzięki IoT zaczną być też obniżane koszty energii elektrycznej zużywanej m.in. przez sklepowe lodówki – zapowiada Dyrektor ds. Inteligentnych Rozwiązań Sklepowych z Żabki.

Ekspert z Proxi.cloud twierdzi ponadto, że w tym roku asystenci głosowi zaczną mówić po polsku. Dla klientów będzie to sposób na bycie obsługiwanym w sklepie pozbawionym ekspedientów. Dzięki temu np. nie będzie trzeba samodzielnie czytać etykiet. I dodaje, że w tym roku można spodziewać się pierwszych tego typu wdrożeń w najbardziej nowoczesnych placówkach w kraju.

Przegląd wydarzeń tygodnia

Na rynkach zauważalna jest chęć podtrzymania rajdu apetytu na ryzyko, jednak wiara w trwałość odbicia nie jest duża i potrzebuje systematycznego dostarczania świeżego paliwa. Pomocne mogą się okazać dane opisujące tempo globalnego ożywienia, więc PKB z Chin i indeksy PMI z Eurolandu będą na pierwszym planie. Interesujące będą też komentarze z Banku Japonii i EBC. Poza tym czekamy na nowe informacje dotyczące brexitu i government shutdown.

Przyszły tydzień: PMI z USA/Eurolandu, EBC, ZEW/Ifo z Niemiec, brexit, Norges Bank, BoJ, PKB z Chin, rynek pracy z Australii, CPI z NZ

Nowy tydzień zaczynamy od święta w USA w poniedziałek (Dzień Martina Luthera Kinga), a dalej kalendarz jest przetrzebiony przez trwający government shutdown. Sprzedaż domów na rynku wtórnym (wt), PMI dla przemysłu i usług (czw) i zamówienia na dobra trwałe (pt) to najważniejsze z zaplanowanych publikacji, przy czym te ostatnie mogą zostać odroczone. Dane z rynku nieruchomości powinny być słabe, częściowo przez pogorszenie warunków kredytowych (pdowyżki Fed), po części przez ograniczoną dostępność domów (wysokie ceny). Indeksy PMI dostarczą informacji o koedycji firm na przełomie roku. Czynniki krajowe mają ograniczony wpływ na USD, ale zakończenie government shutdown będzie zastrzykiem dla rajdu ryzyka, co będzie też oznaczać redukcję bezpiecznych pozycji w dolarze.

W strefie euro najciekawiej zapowiada się przegląd wskaźników aktywności gospodarczej PMI (czw) z uzupełnieniem w postaci ZEW (wt) i Ifo (pt). Jakiekolwiek oznaki stabilizacji lub odbicia po ponurych danych grudniowych będą odebrane za dobrą monetę dla kształtowania oczekiwań na dalszą część roku. Szanse na to nie są jednak duże. Europejski Bank Centralny (czw) utrzyma politykę bez zmian, ale komunikat i konferencja będą raczej miały gołębie zabarwienie. Na tej podstawie obecnie nie można budować argumentów za powrotem umocnienia EUR.

W Wielkiej Brytanii w poniedziałek premier May przedstawi w parlamencie plan B, który w ostatnich dniach miał być uzgadniany międzypartyjnie. Rynek GBP w ostatnich dniach zaczął wyceniać mniejsze ryzyko brexitu bez porozumienia, więc wiele będzie zależeć teraz od tego, czy plan May zostanie uznany za sensowny i mający szansę być zatwierdzonym przez parlament. Dane z rynku pracy (wt) będą drugorzędne.

W Norwegii bank centralny odbędzie posiedzenie (czw), gdzie stopa procentowa pozostanie bez zmian. Styczniowe posiedzenie jest bez aktualizacji ścieżki stopy procentowej, więc pozostajemy z forward guidance sprzed miesiąca, który sygnalizował kolejny ruch prawdopodobny w marcu. Dane z gospodarki krajowej były zbliżone do oczekiwań, a jedynie może martwić sytuacja zewnętrzna. Jednak przy niedowartościowaniu NOK ryzyka powinny się równoważyć, choć ostatni powrót siły korony podnosi ryzyko korekty.
Z polskich danych otrzymamy sprzedaż detaliczną (wt) i stopę bezrobocia (czw). Większość danych za grudzień wypadała gorzej do prognoz, więc oczekiwania przed odczytem sprzedaży ustawią się poniżej konsensusu (8,1 proc. r/r). Staramy się jednak nie przeceniać słabości ożywienia w końcówce 2018 r., licząc na odbicie w kolejnych miesiącach. Złoty kontynuuje senny handel w konsolidacji 4,28-4,3050 za EUR.

W Japonii mamy decyzję BoJ (śr), choć nikt nie oczekuje zmian. To oznacza utrzymanie głównej stopy na -0,1 proc. i celu dla rentowności 10-letnich obligacji na 0 proc. Bank przedstawi nowe prognozy, gdzie prawdopodobna jest rewizja w dół ścieżki inflacji. Jen byłby bardziej wrażliwy na jastrzębie zmiany w przekazie prezesa Kurody na konferencji, jednak nie sądzimy, aby byłby ku takim powód.

W Chinach ważne będą dane o PKB za IV kw. (pon), które prawdopodobnie wskażą na spowolnienie na koniec 2018 r. Gorszy odczyt (prog. 6,4 proc.) może ostudzić proryzykowne nastroje, ale raczej w umiarkowany sposób. Trend pogorszenia w danych jest już w większości zdyskontowany, jak również słabość odbierana jest jako sygnał do aktywnej polityki lokalnych władz. Postępy w rozmowach handlowych USA-Chiny także pozwalają z optymizmem patrzeć na perspektywy i umniejszają znaczenie danych z przeszłości.

W Australii raport z rynku pracy jest na pierwszym planie (czw). Po mocnym skoku zatrudnienia listopadzie, zwyżki w grudniu powinny być wyrównujące. Interesujący będzie odczyt stopy bezrobocia po niespodziewanym wzroście w listopadzie. Dane proszą się o rewizję, bez tego odbiór raportu może być negatywny. W Nowej Zelandii inflacja CPI za IV kw. (wt) powinna pozostać bez zmian, co będzie wysyłać sygnał o utrzymaniu gołębiego nastawienia przez RBNZ. Poza tym AUD i NZD będą najbardziej wrażliwy na kształtowanie sentymentu wokół Chin.

W Kanadzie sprzedaż detaliczna (śr) będzie główną pozycją w kalendarzu. Po wzroście o 0,3 proc. m/m interesującym będzie, czy przedświąteczne wyprzedaże utrzymały się także w grudniu. Dobre dane ucieszą decydentów z Banku Kanady, jednak po tym, jak BoC zasygnalizował pauzę na 4-5 miesięcy, by ocenić sytuację w gospodarce, reakcja na dane może być stłumiona. Od strony fundamentalnej rynek jest już dobrze spozycjonowany w CAD, więc przyszły kierunek oprze się o zachowanie cen ropy i ogólnorynkowego sentymentu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Słabnąca koniunktura w Europie odbije się w 2019 roku także na polskiej gospodarce. Na 5-proc. wzrost PKB nie ma co liczyć

Słabnąca koniunktura w Europie odbije się w 2019 roku także na polskiej gospodarce. Na 5-proc. wzrost PKB nie ma co liczyć 1

Wojna handlowa między Stanami Zjednoczonymi a Chinami wywiera negatywny wpływ na globalne gospodarki. Spadają zamówienia w przemyśle, przez co pogarszają się nastroje zarówno przedsiębiorców, jak i inwestorów. Zdaniem Rafała Sadocha z DM mBanku także polska gospodarka, która zanotowała szybki rozwój w 2018 roku, odczuje skutki tego procesu. Jak duże, zależeć będzie od wyniku negocjacji między dwoma mocarstwami.

Wskaźnik Sentix kolejny miesiąc z rzędu spada i osiąga coraz niższe poziomy, w styczniu obniżył się po raz piąty. Minimum optymizmu jest w tym, że ten spadek okazał się mniejszy od oczekiwań rynkowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Sadoch, analityk Domu Maklerskiego mBanku. – Rynek obawiał się, że zamieszanie związane z wojną handlową jeszcze bardziej pogorszy nastroje przedstawicieli sektora finansowego. Oni dość szybko mogą zmieniać swoje nastawienie i z tego powodu ten wskaźnik jest może nieco mniej wiarygodny niż dane dotyczące koniunktury wśród sektora przedsiębiorstw.

Indeksy Sentix to grupa wskaźników obrazujących oczekiwania inwestorów finansowych, publikowanych przez niemiecką grupę badawczą Sentix. Prowadzone są wśród inwestorów – osobno indywidualnych i instytucjonalnych – dwunastu różnych rynków akcji, obligacji i surowcowych. W styczniu wskaźnik ten dla strefy euro spadł do -1,5 pkt z -0,3 pkt w grudniu 2018 roku. Rynek spodziewał się jeszcze większego spadku – do 2,8 pkt.

– Co ważne, dane dotyczące koniunktury wśród sektora przedsiębiorstw wcześniej wskazywały na to, że w 2019 rok europejska gospodarka wchodzi z najwolniejszym tempem wzrostu od dwóch lat i to jest niepokojące – zastrzega Rafał Sadoch. – To z pewnością będzie rzutowało na cały rok i wskazuje na to, że to, co najlepsze w koniunkturze gospodarczej, mamy już za sobą. To też będzie rodziło implikacje dla wzrostu gospodarczego w Polsce.

Na początku stycznia IHS Markit opublikował dane na temat indeksu PMI dla strefy euro, który oddaje nastroje menadżerów logistyki w firmach przemysłowych i usługowych. Odczyt okazał się najsłabszy od ponad czterech lat, choć wciąż jeszcze przekracza poziom 50 pkt, co wskazuje na rozwój sektora. Jest on jednak coraz wolniejszy: za listopad odczyt dla przemysłu wyniósł 51,8 pkt, a w grudniu 51,4. Natomiast w sektorze usług spadek był jeszcze większy – z 53,4 pkt w listopadzie do 51,2 w grudniu. To o 0,2 pkt mniej niż spodziewali się ekonomiści. Głównym powodem osłabienia koniunktury był spadek liczby zamówień w przemyśle.

 Jeśli wojna handlowa będzie eskalowana, jeśli Donald Trump nie dogada się z Chinami, to spowolnienie gospodarcze będzie jeszcze głębsze. Rynki nie wiedzą na dobrą sprawę, jak silna będzie ta wojna handlowa i jak bardzo negatywne będą jej skutki dla aktywności gospodarczej. Ta niepewność w jeszcze większym stopniu może napędzać spowolnienie – przewiduje Rafał Sadoch. – Ale jeśli nastąpi zbliżenie stanowisk, na co liczą rynki, bowiem sygnały, jakie płyną ze strony amerykańskiej administracji, wskazują na chęć uzyskania porozumienia, to spowolnienie gospodarcze może mieć relatywnie płytki przebieg.

Polska gospodarka jest mocno uzależniona od wymiany handlowej z Unią Europejską, zwłaszcza od eksportu. Od stycznia do listopada 2018 roku polski eksport wzrósł łącznie o 7,1 proc. (licząc w euro), zaś import o 9,7 proc. Same Niemcy odpowiadały w tym czasie za 28,1 proc. polskiego eksportu oraz 22,4 proc. importu. Strefa euro odbiera 57,7 proc. polskich towarów, a cała Unia 80,4 proc. Wszystkie trzy wskaźniki eksportu są wyższe niż w analogicznym okresie 2017 roku. Maleją natomiast udziały tych obszarów w imporcie; w wypadku strefy euro jest to 46,7 proc., zaś całej Wspólnoty 58,4 proc. Spadek zamówień musi się odbić na polskim PKB.

Z ankiety Narodowego Banku Polskiego, przeprowadzonej między 17 grudnia 2018 roku a 3 stycznia 2019 roku wśród 18 ekspertów reprezentujących instytucje finansowe, ośrodki analityczno-badawcze, związek zawodowy oraz organizację przedsiębiorców wynika, że o ile za 2018 rok można spodziewać się wzrostu PKB o 5 proc., to w 2019 roku będzie to tempo zbliżone do 3,8 proc., a w przyszłym roku spadnie ono do 3,4 proc. Dla porównania w III kwartale 2018 roku polska gospodarka wzrosła o 5,1 proc. rok do roku, unijna o 1,8 proc., a strefy euro o 1,6 proc. Stany Zjednoczone odnotowały w tym czasie wzrost o 3,0 proc.

– Zapewne już nie zobaczymy wzrostu gospodarczego w okolicy 5 proc., pewnie będzie to bliżej 4 proc. Polska gospodarka nie pozostaje w odosobnieniu, globalna i europejska gospodarka to system naczyń połączonych. Spowolnienie gospodarcze obserwujemy w strefie euro, Niemczech, USA i to wszystko automatycznie przekłada się również na sytuację w kraju – wyjaśnia analityk Domu Maklerskiego mBanku. – Popyt krajowy będzie już nie tak mocny jak w 2018 roku. Największa poprawa na rynku pracy jest już za nami, również inwestycje nie powinny wyglądać tak dobrze, jak wyglądały w 2018 roku. Pewnie będziemy obserwowali nieznaczne wyhamowanie dynamiki wzrostu, ale w dalszym ciągu na tle innych krajów będą to satysfakcjonujące poziomy.

Budownictwu dokucza wzrost kosztów pracy i materiałów. Nie ma jednak dużego zagrożenia dla realizacji projektów infrastrukturalnych

Budownictwu dokucza wzrost kosztów pracy i materiałów. Nie ma jednak dużego zagrożenia dla realizacji projektów infrastrukturalnych 2

Aspekty formalno-prawne związane z urzędniczą biurokracją i zmianami w przepisach pozostają jedną z największych bolączek przy realizacji projektów drogowych. Kolejną są problemy typowe dla tzw. górki inwestycyjnej, czyli wzrost cen materiałów i kosztów pracy. Jednak przyjęcie formuły waloryzacji przyszłych kontraktów – na co od dawna naciskała branża budowlana – pozwoli firmom ofertować i budować bez obaw o wzrost kosztów – ocenia Jarosław Wielopolski, prezes Multiconsult Polska. Budownictwo jest jedną z branż, które najdotkliwiej odczuwają brak siły roboczej – brakuje zarówno inżynierów, jak i robotników.

– Nie widzę dużego zagrożenia dla wykonania budżetu, który został zaplanowany na drogi. Przypomnę, że za 135 mld zł, które rząd zamierza przeznaczyć na budowę dróg i autostrad, około 40 mld zł to środki unijne. Jestem przekonany, że nie będzie problemu z wydatkowaniem tych pieniędzy. Oczywiście, nie wszystkie budowy zostaną zakończone, natomiast nie sądzę, żeby to dotyczyło znaczącego procenta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jarosław Wielopolski, prezes Multiconsult Polska.

Program Budowy Dróg Krajowych na lata 2014–2023 (z perspektywą do 2025 roku) przewiduje realizację ok. 3,9 tys. kilometrów autostrad i dróg ekspresowych. W 2017 roku zostało oddanych do użytku zostało 275,1 km dróg ekspresowych. Natomiast pod koniec 2018 roku do użytku miało trafić prawie 369 kilometrów nowych dróg szybkiego ruchu, w tym prawie 20 kilometrów autostrad. Te plany udało się zrealizować tylko częściowo – nie udało się m.in. oddać do użytku dwóch fragmentów autostrady A1: Blachownia – Zawodzie (4,7 km) i Woźniki – Pyrzowice (15,150 km).

 Po zakończeniu obecnej perspektywy unijnej sytuacja na pewno będzie trochę inna, bo środków z UE będzie mniej. Już w obecnej perspektywie ok. 40 mld zł pochodzi z Unii, a reszta z budżetu państwa. Myślę, że tę tendencję będziemy kontynuować – nadal duże środki będą pochodziły zarówno z budżetu państwa, jak i z partnerstwa publiczno-prywatnego. Takie przykłady mamy już zrealizowane w postaci autostrady A2 czy autostrady A1, odcinek północny –mówi Jarosław Wielopolski.

Jak ocenia, jedną z największych bolączek przy realizacji projektów drogowych pozostają aspekty formalno-prawne, związane z urzędniczą biurokracją i zmianami w przepisach. Brak kompletu aktualnych decyzji niezbędnych do realizacji wszystkich elementów inwestycji, zwłaszcza wobec wielokrotnie poprawianego już prawa wodnego, nierozpoznane dostatecznie warunki geologiczne i archeologiczne, utrudnienia związane z przekazaniem placu budowy – to tylko niektóre z nich.

– Chociażby ustawa związana z Wodami Polskimi zmienia się kilkakrotnie w ciągu roku. To utrudnia wydawanie zgód i pozwoleń wodnoprawnych. Do tego dochodzą wzajemne trudności między inwestorami oraz interesariuszami, którzy są zaangażowani w dany projekt. To są potężne problemy, które musimy przełamywać, przez co wszystko dłużej trwa – mówi Jarosław Wielopolski.

W tej chwili inwestorzy i wykonawcy borykają się też z typowymi problemami tzw. górki inwestycyjnej, czyli wzrostem cen materiałów i kosztów pracy. Budownictwo jest również jedną z branż, które najdotkliwiej odczuwają brak siły roboczej.

– W związku z wysokimi kosztami robocizny, a także materiałów budowlanych i ogólnego wzrostu cen firmy wykonawcze borykają się z problemem rentowności. Najlepiej widać to po ich wynikach giełdowych. Branża od dłuższego czasu naciska na rząd, żeby zastosowano formułę waloryzacyjną kontraktów. Udało się wreszcie dopracować wstępną propozycję waloryzacji przyszłych kontraktów. Niestety, ta metoda nie dotyczy już bieżących kontraktów. Formuła waloryzacyjna została oparta o wzory FIDIC, czyli najbardziej sprawdzone na świecie – mówi Jarosław Wielopolski.

Formuła waloryzacji przyszłych kontraktów będzie opierała się na czynniku wzrostu cen cementu, asfaltu, robocizny i podobnych aspektów kosztotwórczych. Zdaniem branży pozwoli to w sposób obiektywny i w miarę uczciwy dla obu stron waloryzować przyszłe kontrakty, tak żeby firmy mogły ofertować i budować bez obaw o wzrost kosztów.

– W związku z tym, że inwestycje, zarówno kolejowe, jak i drogowe, prowadzone są równolegle, to mamy też problem z logistyką, czyli z dostawami materiałów – dodaje prezes Multiconsult Polska.

Lotniska i dworce coraz mocniej stawiają na działalność niezwiązaną z transportem. To już ponad połowa ich przychodów

0

Lotniska i dworce coraz mocniej stawiają na działalność niezwiązaną z transportem. To już ponad połowa ich przychodów 3

Maksymalne wykorzystanie komercyjnej przestrzeni to dla portów lotniczych i dworców ważna część modelu finansowania. W przypadku lotnisk dochody z najmu powierzchni, wyniki sprzedażowe z reklam czy stref wolnocłowych odpowiadają nawet za 40–60 proc. całości przychodów. Tą drogą podążają też koleje, planując modernizację dworców. Komercjalizacja takich obiektów i odpowiednia oferta handlowo-usługowa pozwala lepiej odpowiadać na potrzeby podróżnych. Nowo budowane obiekty są też coraz częściej bezpośrednio połączone z dużymi galeriami handlowymi, stanowiąc jeden z centralnych punktów miasta. 

Polskie dworce mają już duże doświadczenie w komercjalizacji i wykorzystywaniu swojej przestrzeni tak, aby na tym zarobić. Dla portów lotniczych to duży ułamek biznesu, zarabiają na działalności pozalotniczej średnio 50–60 proc. swoich przychodów. W zależności od lotniska i tego, jak wykorzystywana jest przestrzeń, te przychody są nawet większe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Midera, prezes Łódzkiego Portu Lotniczego im. Władysława Reymonta.

W Polsce jest 18 portów lotniczych oraz 2 117 dworców kolejowych zarządzanych przez PKP SA (z których tylko niespełna 1/3, czyli 613 obiektów, obsługuje ruch pasażerski). Obok funkcji transportowej takie obiekty w coraz większym stopniu zarabiają także na działalności handlowo-usługowej. Zwłaszcza lotniska, często określane mianem „galerii handlowych z pasem startowym”. Ich przychody pochodzą z dwóch źródeł – opłat lotniskowych, uzależnionych od liczby operacji (startów i lądowań) oraz sklepów i restauracji, które znajdują się na ich terenie, reklam czy opłat parkingowych. Ta pozalotnicza gałąź działalności portów generuje średnio 40-60 proc. ich przychodów.

W przypadku Łodzi stanowi ona ok. 67 proc. przychodów. Wliczam w to również inną działalność pozalotniczą, np. cargo, niemniej jednak nawet 40 proc. to jest już bardzo dużo. Pozwala nam to utrzymać przestrzeń lotniczą, sprawniej negocjować z przewoźnikami i proponować im lepszą ofertę. To potem przekłada się również na większą liczbę pasażerów, którzy z kolei dają nam zarobić – mówi Anna Midera.

W ślad za portami lotniczymi, które osiągają bardzo dobre wyniki sprzedażowe z reklam czy stref wolnocłowych, podążają dworce kolejowe. W ostatnich latach spółka PKP postawiła na gruntowną modernizację i komercjalizację takich obiektów (do 2023 roku blisko 200 dworców w całym kraju ma przejść gruntowny remont za sumaryczną kwotę ok. 1,5 mld zł). Na wielu dworcach pojawili się najemcy z branży restauracyjno-gastronomicznej czy handlowej. Wyremontowane albo nowo budowane obiekty są często połączone bezpośrednio z galerią handlową (czego przykładem jest np. Avenida Poznań) i w ten sposób odpowiadają na potrzeby podróżnych, którzy w oczekiwaniu na transport chcą zrobić zakupy, zjeść obiad w restauracji albo napić się dobrej kawy.

Przykłady polskich dworców pokazują, że przestrzeń komercyjna jest zapełniona, w tej przestrzeni porusza się nie tylko wielu pasażerów, ale i klientów. Jednak wiele jest jeszcze do zrobienia. Przykładem jest przepiękny dworzec Łódź Fabryczna, który już w tej chwili – mimo że jest to stacja czołowa – powinnien żyć, a przestrzeń komercyjna powinna być zagospodarowana. Tak się niestety nie stało, bo nie zostało to przemyślane i przygotowane wcześniej – mówi prezes Łódzkiego Portu Lotniczego im. Władysława Reymonta.

W branży e-commerce trwa wyścig zbrojeń. Sklepy i dostawcy inwestują na potęgę

W branży e-commerce trwa wyścig zbrojeń. Sklepy i dostawcy inwestują na potęgę 4

Polska znajduje się na 13. miejscu w zestawieniu najszybciej rosnących rynków e-commerce na świecie. W tym roku wartość internetowego handlu ma sięgnąć 50 mld zł, a zakupy w internecie robi 15 mln konsumentów. Dynamiczny wzrost powoduje, że działające w tej branży podmioty muszą odpowiadać na coraz bardziej wyśrubowane wymogi klientów – inwestować w wygląd witryny, aplikacje mobilne, jakość obsługi, marketing i logistykę, która przekłada się na szybkość dostaw i końcową satysfakcję konsumentów. W branży e-commerce trwa wyścig zbrojeń, w którym najciężej jest poradzić sobie średnim podmiotom.

– Nie ulega wątpliwości, że rynek e-commerce będzie rosnąć przez najbliższe lata. Pytanie: kto na tym wzroście skorzysta? Myślę, że z jednej strony będą to gracze, którzy dotychczas działali w tzw. offline, czyli sprzedaży tradycyjnej i traktują e-commerce jako nowy kanał sprzedaży. Oni coraz większy udział sprzedaży będą przenosić do internetu. Z drugiej strony, skorzystają marketplace’y, czyli platformy, które pozwalają innym sprzedawcom, często małym podmiotom, oferować swoje produkty klientom – mówi agencji Newseria Biznes Tomek Kasperski, prezes Omnipack.

Jak podkreśla, w Polsce e-commerce rozwija się szybko, ale w porównaniu do zagranicznych rynków jest opóźniony o 3–5 lat. Trendy, które są już dziś rozpowszechnione na bardziej rozwiniętych rynkach, do Polski docierają dopiero po pewnym czasie. Takim przykładem są np. dostawy w opcji tego samego dnia.

 Ten trend jest coraz bardziej popularny na Zachodzie, u nas ciągle raczkuje, ponieważ wiąże się z dodatkowymi kosztami dla klientów. Tymczasem większość z nich nie jest jeszcze gotowa ponosić tych kosztów, chociaż obserwujemy, że z roku na rok to się zmienia – mówi Tomek Kasperski.

Według najnowszych danych z raportu Statista Digital Market Outlook Polska znajduje się na 13. miejscu w zestawieniu najszybciej rosnących rynków e-commerce na świecie. W latach 2018–2022 wartość polskiego e-commerce ma się zwiększyć o 6 mld dol. W 2019 roku wzrośnie ona do 50 mld zł, podczas gdy jeszcze w 2015 roku była szacowana na 30 mld zł. Szybki rozwój e-commerce w Polsce oznacza walkę o 15 mln klientów, którzy robią zakupy w internecie, oraz miliony złotych dla firm kurierskich, logistycznych czy agencji interaktywnych.

 Wbrew pozorom dynamicznie rosnący rynek oznacza dla e-sklepów jeszcze gorętszą konkurencję. Przyciąga tradycyjne marki, które dotychczas sprzedawały w offline, i zachęca je do tego, żeby coraz więcej uwagi i budżetów marketingowych kierowały właśnie w stronę kanału internetowego. Z drugiej strony wspiera te mocne marki, które 5–10 lat temu pojawiły się na rynku, takie jak Amazon czy Zalando. Daje im środki do tego, żeby jeszcze mocniej inwestować w dalszy wzrost. Średniej wielkości firmy są pod presją dużych graczy – mówi Tomek Kasperski.

Prezes Omnipack ocenia, że w tej chwili na rynku e-commerce trwa wyścig zbrojeń – każdy sklep i podmiot działający w tej branży musi doskonalić swoje operacje i podnosić konkurencyjność. Dotyczy to wszystkich sfer działania – od inwestycji w wygląd witryny, aplikacje mobilne, jakość obsługi, po inwestycje w marketing automation i logistykę, która przekłada się na szybkość dostaw i końcową satysfakcję klientów.

– Logistyka dla firm e-commerce jest bardzo wymagająca z kilku powodów. Pierwszy element to ogromna atencja w stosunku do szczegółów. Każde zamówienie jest inne, każdy klient wkłada do koszyka inne produkty. Z drugiej strony, jakikolwiek błąd przekłada się na konkretną osobę, która jeżeli jest niezadowolona, to zostawia wyraz swojego niezadowolenia w kanałach social media czy w kontakcie ze sklepem – podkreśla Tomek Kasperski.

Trudnością jest też fakt, że logistyka dla e-commerce wymaga ogromnej elastyczności chociażby ze względu na sezonowość. Wydarzenia takie jak Black Friday, Cyber Monday czy poświąteczne wyprzedaże powodują, że wolumeny przesyłek rosną o kilkadziesiąt procent.

– Nie bez znaczenia jest fakt, że cała branża e-commerce jest bardzo młoda, więc jeżeli chodzi o przygotowanie sklepów internetowych do obsługi dużych wolumenów jest dosyć duży nieporządek po stronie systemów i integracji procesów. Współpraca z partnerami wymaga tego, żeby taki porządek wprowadzić, pewne procesy usystematyzować i unormować – ocenia Tomek Kasperski.

Jak podkreśla, klienci są też coraz bardziej wymagający i przykładają coraz większą uwagę do szczegółów, które jeszcze 5 lat temu zdawały się nieistotne. Właściciele sklepów internetowych stają przed wyzwaniem nie tylko pozyskiwania nowych klientów, lecz także budowania lojalności już obecnych. Kluczowa jest nie tylko cena, lecz także wygoda, terminowość i jakość obsługi.

– W ciągu ostatnich kilku lat obserwujemy cały czas rosnące wymagania klientów co do jakości serwisu, jakości obsługi świadczonej przez sklepy internetowe. Cena cały czas jest istotna, ale dużo większą rolę gra to, czy produkt zostanie doręczony szybko, czy dostępnych jest wiele form dostawy i czy zwrot będzie bezproblemowy, a pieniądze trafią bardzo szybko z powrotem na konto klienta – mówi prezes Omnipack.

Według danych Statista Digital Market Outlook całkowita wartość rynku e-commerce na świecie wzrosła w ciągu ostatniego roku o 16 proc., a w 2017 roku całkowite roczne wydatki w internacie wyniosły 1,5 bln dolarów. Łącznie kupuje w nim już 1,8 mld klientów.

Dr Robert Śmigielski: zmiana kilku codziennych nawyków może znacznie poprawić jakość życia i uchronić przed groźnymi chorobami cywilizacyjnymi

Dr Robert Śmigielski: zmiana kilku codziennych nawyków może znacznie poprawić jakość życia i uchronić przed groźnymi chorobami cywilizacyjnymi 5

Dłuższy sen zapewnia niezbędną organizmowi regenerację, regularna aktywność fizyczna, niekoniecznie równoznaczna z dużym wysiłkiem, zapewnia utrzymanie stałej masy ciała. Dieta powinna być zbilansowana, ale nie restrykcyjna, wystarczy zmienić słone przekąski na owoce, a białe pieczywo na razowe oraz wprowadzić nawyk jedzenia śniadania, by ograniczyć ryzyko wystąpienia takich chorób jak miażdżyca i cukrzyca. 

Na powstawanie i rozwój wielu chorób człowiek nie ma wpływu, mają one bowiem podłoże genetyczne, zdecydowanej większości schorzeń można jednak skutecznie zapobiegać. Należą do nich m.in. cukrzyca, niektóre nowotwory, miażdżyca, zmiany zwyrodnieniowe oraz zaburzenia metaboliczne – są to choroby cywilizacyjne wynikające z zanieczyszczenia środowiska, zbyt szybkiego tempa współczesnego życia, złego odżywiania i siedzącego trybu życia. Kluczem do dobrego zdrowia jest zachowanie równowagi między prawidłowym sposobem odżywiania, odpowiednią dawką aktywności fizycznej a wypoczynkiem, czyli czasem regeneracji organizmu.

– Dopiero zachowanie harmonii pomiędzy tymi poszczególnymi elementami daje nam gwarancję tego, że możemy oczekiwać od nas dłuższego i lepszego życia – mówi agencji informacyjnej Newseria dr Robert Śmigielski, specjalista ortopedii i traumatologii.

Aktywność fizyczna powinna być dobrana do możliwości organizmu. Wysiłek nie musi być bardzo intensywny, ważne jednak, by był regularny. Zdrowa dieta nie musi oznaczać dużych wyrzeczeń, czasami wystarczy zmienić kilka nawyków, aby zmniejszyć ryzyko wystąpienia chorób cywilizacyjnych. Codzienny jadłospis powinien być zbilansowany w takim stopniu, by dostarczać organizmowi wszystkich niezbędnych składników odżywczych, a jednocześnie nie szkodzić. Podstawą jest ograniczenie spożywania tłuszczów nasyconych obecnych w mięsie oraz nabiale.

– Dieta, która może nas uchronić przed różnego rodzaju problemami, może być przyjemna, ale pamiętajmy o tym, że czasami trzeba będzie zmienić pewne nawyki, dlatego że najprostsze nawyki, które mamy, to są takie, które często też najbardziej nam szkodzą – mówi dr Robert Śmigielski.

Dobierając odpowiednie składniki, możemy wpłynąć na prawidłowe funkcjonowanie organizmu, nie tracąc przy tym smaku dania. Czasami wystarczy zamiana pewnych produktów spożywczych na inne, aby odczuć pozytywny wpływ na zdrowie. Warto zmienić np. słone lub słodkie przekąski na chipsy przygotowywane z suszonych owoców, białe pieczywo można zastąpić żytnim, zamiast tłustego mleka stosować wersję odchudzoną. W ten sposób można nie tylko wydłużyć sobie życie, lecz także poprawić jego jakość.Wdrożenie odpowiednich nawyków żywieniowych może pomóc także po zdiagnozowaniu zmian chorobowych.

– Jeżeli przestrzegalibyśmy pewnych zasad dietetycznych, to te zmiany, które powstają, czy złogi kwasu moczowego, czy zmiany cholesterolowe, czy wysoki poziom cukru, powodują, że mamy lepsze ukrwienie tkanek, tym samym lepszą regenerację i przez to możemy sobie poprawić jakość funkcjonowania – mówi dr Robert Śmigielski.

Stan zdrowia należy kontrolować u lekarza, choć każdy człowiek jest w stanie sam zauważyć sygnały świadczące o tym, że w organizmie zachodzą niepokojące zmiany. Do objawów tych należy m.in. szybsze uleganie zmęczeniu, gdy zadyszka pojawia się po przejściu znacznie krótszego dystansu niż zwykle, a także zmniejszenie ruchomości stawów, zawroty głowy, marznięcie dłoni.

– Takich objawów jest bardzo wiele i wtedy trzeba się udać do lekarza, to raczej powinien być sygnał, który sprawi, że pomyślimy o tym, że trzeba zrobić badania, udać się do lekarza, poddać się ocenie – mówi dr Robert Śmigielski.

Opracowano inteligentnego asystenta aparatu słuchowego. Nasłuchując i rozpoznając otoczenie, pomoże użytkownikowi usłyszeć to, co ważne

Opracowano inteligentnego asystenta aparatu słuchowego. Nasłuchując i rozpoznając otoczenie, pomoże użytkownikowi usłyszeć to, co ważne 6

Sztuczna inteligencja odmieni sposób, w jaki działają aparaty słuchowe. Nowoczesne urządzenia będzie można w pełni skonfigurować do potrzeb i przyzwyczajeń konkretnego pacjenta. Aparaty pozwolą automatycznie dopasować parametry pracy a także odfiltrować dźwięki, których nie chcemy usłyszeć. Pierwszy asystent aparatu słuchowego ze sztuczną inteligencją nauczy się tego, co użytkownik w konkretnym otoczeniu, np. głośnej restauracji, chce usłyszeć.

– Kaizn jest pierwszym na świecie asystentem dla aparatu słuchowego, wyposażonym w sztuczną inteligencję. Urządzenie skupia się na codziennych nawykach osoby noszącej aparat słuchowy. Będzie nasłuchiwało i rozpoznawało otoczenie w celu automatycznego dostosowania parametrów aparatu. Urządzenie nauczy się tego, co lub kogo w danym środowisku użytkownik chce usłyszeć – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Annette Mazevski z firmy Oticon.

Współczesne aparaty słuchowe potrafią przejąć pełną kontrolę nad tym, jakie dźwięki docierają do ucha pacjenta. Inżynierowie wykorzystują w tym celu technologię stosowaną m.in. przez producentów słuchawek z aktywną redukcją szumów, wyposażonych w algorytmy analizy fal dźwiękowych. Dzięki zastosowaniu sztucznej inteligencji można odfiltrować niechciane dźwięki i usłyszeć wyłącznie to, co w konkretnej chwili chcemy usłyszeć.

Widex wykorzystuje w tym celu aplikację mobilną, która komunikuje się bezprzewodowo z aparatami z serii BEYOND. Takie rozwiązanie pozwala precyzyjnie skonfigurować zakres pracy urządzenia i wybrać, jakie dźwięki powinny być wzmacniane, a jakie tłumione. Firma Oticon z kolei stworzyła aparat, który nie tylko pozwoli dostosowywać parametry przechwytywania dźwięków, ale także automatycznie pozna nasze preferencje i wykorzysta sztuczną inteligencję do przewidzenia tego, co chcemy usłyszeć.

Asystent słuchowy Kaizn opiera się na technologii działającej podobnie do algorytmów wykorzystywanych przez Spotify do przewidywania, które piosenki mogą nam się spodobać.

– Zebrane dane przechowywane w chmurze będą służyły do przewidywania tego, co w przyszłości użytkownik urządzenia zrobi w konkretnym środowisku, np. w głośnej restauracji. Kaizn automatycznie dostosuje parametry aparatu słuchowego w oparciu o wcześniejsze preferencje użytkownika – tłumaczy ekspertka.

Podobne rozwiązanie wykorzystuje również firma Starkey Hearing Technologies, która zaprojektowała inteligentne aparaty słuchowe Livio AI. Wystarczy sparować urządzenie z telefonem, aby odbierać rozmowy telefoniczne, korzystać z inteligentnego asystenta głosowego czy otrzymywać powiadomienia. W przyszłości aparat zostanie wyposażony także w funkcję wykrywania upadku, która poinformuje bliskich pacjenta, jeśli ten np. straci przytomność.

W przypadku inteligentnego asystenta Kaizn największą zaletą może okazać się system dystrybucji. Oprogramowanie zostanie udostępnione za darmo wszystkim użytkownikom aparatów słuchowych Oticon Opn.

– Tylko w Stanach Zjednoczonych 48 mln osób cierpi na jakiś stopień utraty słuchu. To trzecia najbardziej powszechna dolegliwość, zaraz po chorobach serca. To bardzo powszechny problem – twierdzi Annette Mazevski.

Według analityków z firmy badawczej Credence Research globalny rynek aparatów słuchowych będzie rozwijał się w najbliższych latach w tempie 6,4 proc. w skali roku. W 2023 roku wartość branży ma przekroczyć 8,3 mld dol.

Kamery termowizyjne usprawnią autonomiczne samochody. Dzięki nim pojazd zobaczy przeszkody z odległości nawet 200 metrów

Kamery termowizyjne usprawnią autonomiczne samochody. Dzięki nim pojazd zobaczy przeszkody z odległości nawet 200 metrów 7

Kamery termowizyjne montowane obecnie w luksusowych samochodach pozwalają wychwycić obecność obiektu na drodze z odległości nawet 200 metrów, zapewniając kierowcy niemal trzykrotnie więcej czasu na reakcję niż zwykłe reflektory. Wkrótce kamery takie mogą się stać podstawowym wyposażeniem inteligentnych samochodów autonomicznych. Pozwolą dostrzec pieszych z dużej odległości, pozwalając maszynie szybciej zareagować na zdarzenia drogowe i zwiększyć szansę na uniknięcie wypadku. Zaprezentowano już pierwszy autonomiczny pojazd wyposażony w kamery termowizyjne.

– Termowizja dodaje coś, czego nie ma żaden z dotychczasowych systemów – zdolność do wykrywania ludzi i zwierząt z odległości 200 metrów. To obecnie brakujący element układanki, jaką jest realne wdrożenie samochodów autonomicznych. Aspekt bezpieczeństwa jest tu ważny. Kamera termowizyjna znacznie poprawia zdolność do wykrywania ludzi, ponieważ ciało ludzkie emituje rejestrowane przez nią promieniowanie cieplne – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Jay James z firmy Flir Systems.

Obecnie projektowane samochody autonomiczne do wykrywania przeszkód na drodze wykorzystują kamery światła widzialnego, radary oraz lidary, czyli technologię pomiaru odległości za pośrednictwem lasera. Taki zestaw zapewnia wysoki poziom bezpieczeństwa i możliwość wykrywania obiektów na drogach. Eksperci zwracają jednak uwagę na to, że do pełni bezpieczeństwa brakuje zwiększenia widoczności w nocy. Problem mogą rozwiązać kamery termowizyjne.

Zaprezentowany na targach CES 2019 prototypowy samochód od Flir Systems jest pierwszym autem autonomicznym, w którym obok radarów, lidarów i kamer światła widzialnego wykorzystuje się także czujniki podczerwieni do mapowania otoczenia pojazdu. W przyszłości po takie rozwiązanie mogą sięgnąć także inni producenci zainteresowani rozwojem branży autonomicznych samochodów.

– Systemy te dotąd służyły zwykle do wglądu kierowcom, pozwalając na pięciokrotne zwiększenie odległości widzenia niż w przypadku przednich świateł. Przy jeździe z prędkością, z jaką poruszamy się po autostradzie, reflektory zapewniają około 3 sekund czasu na reakcję. Kamera termowizyjna daje 15 sekund, co ma niebagatelne znaczenie dla bezpieczeństwa – twierdzi ekspert.

Flir Systems produkuje kamery termowizyjne dla firmy Autoliv, największego producenta systemów bezpieczeństwa dla branży motoryzacyjnej. Dotychczas wykorzystywano je w tradycyjnych samochodach klasy premium od BMW i Audi, ale coraz więcej firm planuje wdrożyć je do swoich pojazdów.

Jednym z pionierów wykorzystania tej technologii w pojazdach autonomicznych może się okazać firma AdaSky, która podczas targów CES 2019 zaprezentowała system termowizyjny VIPER. Wysokiej jakości kamera termowizyjna współpracuje ze sztuczną inteligencją, która pomaga analizować obrazy przechwycone przez matrycę. Rozwiązanie charakteryzuje się zauważalnie wyższą rozdzielczością pracy niż lidary i radary, ponadto znacznie lepiej radzi sobie w słabych warunkach pogodowych, np. podczas deszczu czy we mgle.

– Kamery termowizyjne reagują na długość fali pomiędzy 8 a 12 mikronów. Nie jesteśmy w stanie tego zobaczyć, ale nasze ciała cały czas emitują to promieniowanie. Wyobrażam sobie, że każdy z nas jest jak 60-watowa żarówka – to właśnie widzą nasze kamery, o taki rodzaj „światła” tu chodzi – tłumaczy Jay James.

Nad wykorzystaniem termowizji w pojazdach inteligentnych pracują także wielkie koncerny motoryzacyjne, które widzą w tej technologii narzędzie do wprowadzenia w pełni autonomicznych samochodów. Inżynierowie z Toyota Research Institute przerobili hybrydowego Lexusa LS 500h na auto przyszłości, w którym termowizja jest jednym z kluczowych elementów systemu wczesnego ostrzegania.

Uber zakłada, że pierwsze autonomiczne pojazdy w jego flocie wyruszą na ulice do 2021 roku. Z kolei władze Tokio chciałyby uruchomić flotę autonomicznych samochodów już w przyszłym roku, z okazji Zimowych Igrzysk Olimpijskich organizowanych przez to miasto.

– Mamy nadzieję, że do końca roku wszyscy producenci projektujący autonomiczne samochody będą świadomi, że potrzebują kamer termowizyjnych. Potem pozostaje kwestia, kiedy samochody autonomiczne poziomu 4 i 5 trafią do produkcji. Myślę, że do końca roku kamery termowizyjne staną się nieodzownym elementem zestawu czujników w tego rodzaju pojazdach – przewiduje przedstawiciel Flir Systems.

Firma Absolute Reports oszacowała, że wartość globalnego rynku systemów obrazowania termicznego wzrośnie z 2,58 mld dol. w 2017 roku do 4,46 mld dol. w 2023 roku. W tym czasie branża będzie się rozwijać w tempie średnio 7,8 proc. w skali roku.

Apel polskiej i brytyjskiej branży IT ws. swobodnego przekazywania danych po Brexicie

Organizacje – Związek Cyfrowa Polska oraz techUK – które zrzeszają największe firmy z branży nowoczesnych technologii w Polsce oraz Wielkiej Brytanii wspólnie zaapelowały do polskiego i brytyjskiego rządu, by po wyjściu Brytyjczyków z Unii Europejskiej, nawet w przypadku tzw. twardego Brexitu, nadal możliwy był swobodny przepływ danych pomiędzy tymi krajami.  

Wielka Brytania i Polska są ważnymi i bliskimi partnerami. Możliwość przekazywania danych osobowych między oboma krajami ma kluczowe znaczenie dla pojedynczych obywateli i przedsiębiorstw. Wielka Brytania jest trzecim co do wielkości nabywcą usług w Polsce, a obywatele polscy są największą grupą obywateli UE w Wielkiej Brytanii  – argumentuje Antony Walker, wiceprezes techUK, organizacji skupiającej największe firmy technologiczne w Wielkiej Brytanii. I zaznacza, że gdyby nie doszło do porozumienia między Londynem a Brukselą w sprawie warunków wyjścia ze Wspólnoty, to brytyjski
i polski rząd powinny już teraz zadbać o inne rozwiązania prawne, które gwarantowałyby kontynuację swobodnego przepływu danych między oboma krajami.

Ograniczenie przepływu danych zaszkodzi polskiej i brytyjskiej gospodarce cyfrowej

Wielka Brytania wychodząc z Unii Europejskiej, opuści również europejskie struktury ochrony danych. Regulacje unijne decydują, jak powinno obchodzić się z danymi osobowymi oraz w jakich okolicznościach mogą być one przesyłane pomiędzy granicami państw. Ze względu na fakt, że kraje członkowskie Unii oraz Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG) korzystają z tych samych struktur ochrony danych, takie informacje mogą swobodnie przepływać pomiędzy granicami wszystkich państw EOG. Jako członek UE, Wielka Brytania czerpała korzyści z przepisów pozwalających na swobodny przepływ danych z tego państwa do UE bez ograniczeń. Z chwilą opuszczenia Unii i EOG przez Wielką Brytanię, przestanie ona automatycznie korzystać z tego przywileju i jako „kraj trzeci” zmuszona będzie stosować się do warunków prawa o ochronie danych Unii Europejskiej dotyczącego transferu danych poza granice EOG.

 To może być spory problem dla dalszej współpracy brytyjskiej i polskiej branży nowoczesnych technologii oraz innych krajów członkowskich – mówi prezes Związku Cyfrowa Polska Michał Kanownik. I wyjaśnia, że znaczna liczba przedsiębiorstw z Wielkiej Brytanii, Unii Europejskiej oraz krajów spoza Unii opiera swoją działalność o możliwość swobodnej wymiany danych pomiędzy Wielką Brytanią i resztą UE.

Wiele z nich korzysta z wieloletnich zwyczajów biznesowych polegających na takim właśnie transferze danych. Zmiana w prawnym związku Wielkiej Brytanii z regulacjami EOG dotyczącymi ochrony danych prawdopodobnie spowoduje znaczne wątpliwości i dodatkowe koszty dla wszystkich firm przechowujących dane osobowe – ocenia prezes Związku.

TechUK i Związek Cyfrowa Polska dostrzegają korzyści płynące z kontynuacji bliskiej relacji Wielkiej Brytanii i UE w zakresie ochrony danych. – Niezakłócony i stabilny przepływ danych jest we wspólnym interesie zarówno Wielkiej Brytanii, jak i Unii Europejskiej. To ważne dla wszystkich sektorów gospodarki opartych o codzienny transfer informacji. Zacieśniona współpraca zapewniłaby również konsumentom w całej Europie, że ich dane osobowe wciąż podlegać będą ścisłej ochronie – wyjaśnia Michał Kanownik.

Rozwiązaniem – zastosowanie porozumień o adekwatności

Obie organizacje postulują, że najdogodniejszą metodą utrzymania przepływu danych pomiędzy Wielką Brytanią i UE jest zastosowanie obustronnych porozumień o adekwatności. Pozwoli to na swobodny przepływ danych z UE do „państwa trzeciego”, którym Wielka Brytania będzie po wyjściu ze Wspólnoty, bez konieczności wprowadzania dodatkowych zabezpieczeń przez przedsiębiorców.

Chcemy zachęcić brytyjski rząd i Komisję Europejską do dalszej pracy nad ważką kwestią stałego przepływu danych na linii Wielka Brytania-UE oraz do bezzwłocznego przystąpienia do negocjacji dotyczących decyzji o adekwatności – mówi Antony Walker z techUK.

Jak podają Cyfrowa Polska i techUK, europejska gospodarka danych osiągnie do 2020 roku wartość 739 miliardów euro, co stanowi 4 proc. PKB gospodarki UE. Transfer danych osobowych stanowi część codziennej aktywności niemalże każdej firmy bez względu na branżę. Wielka Brytania to drugi co do wielkości rynek eksportowy Polski, który jest wart nawet 10,5 miliarda euro rocznie.

Senior podejmuje decyzję w oparciu o zaufanie

Osoby, które dopuszczają się nadużyć względem seniorów najpierw wzbudzają zaufanie. Poświęcają im uwagę i czas. Odwiedzają i słuchają. Często wykorzystują to, że seniorzy potrzebują kogoś bliskiego, doskwiera im samotność. Z jednej strony dobrze ufać komuś w życiu, móc liczyć na pomoc i opiekę chociażby sąsiadki. Z drugiej strony warto stawiać granicę np. gdy sąsiadka chce pożyczyć pieniądze lub podpisać umowę renty dożywotniej, a my czujemy że jakieś rozwiązanie nie chroni naszych interesów. Tymczasem w odmowie najtrudniejsza jest utrata. Jeśli się nie zgodzę – nie będzie już przychodził (utrata osoby). Jeśli powiem „nie” – pomyśli, że jestem sknerą (strata w obrębie samooceny). Z Hanną Sokolnicką, psycholożką, rozmawiamy nie tylko o starości i szukaniu nowej roli w życiu, ale również stawianiu zdrowych granic. Każdy z nas żyje w biegu i funkcjonuje dopóki starcza mu sił. Czy jesteśmy gotowi na starość?

Komu bywa trudniej? Kobietom, czy mężczyznom?

W pokoleniu wojennym czy zaraz powojennym podział ról był bardzo określony. Dla mężczyzn koniec aktywności zawodowej to bardzo często koniec jakiejkolwiek aktywności. Wcześniej zwykle spotykali się z kolegami z pracy i to o niej rozmawiali. Często też spędzali czas w sposób aktywny, a w pewnym momencie zdrowie już nie pozwala umówić się z kolegami na mecz. Obniżająca się sprawność fizyczna blokuje dużą część ich ekspresji. To nie tylko różnica pokoleniowa, ale i płciowa. Mężczyźni socjalizują się wokół wspólnych zadań, rozmawiają raczej o rozwiązaniach i działaniach. Kobiety są dużo bardziej skoncentrowane na emocjonalnych aspektach relacji oraz osadzone w rodzinie czy społeczności lokalnej. Jest im dużo łatwiej przejść z systemu codziennej pracy na inne aktywności: uniwersytety trzeciego wieku, działania wolontaryjne, pracę w ogrodzie czy pomoc koleżance z chorym biodrem.

Na czyje wsparcie mogą liczyć starsi?

W wielu innych krajach zachodnich, a zwłaszcza w USA system pomocy osobom starszym jest bardzo rozbudowany. Dzieci stają się tam „menedżerami” starości swoich rodziców. Popularne jest korzystanie z domów opieki czy przeprowadzka na osiedla dedykowane seniorom gdzie mogą mieszkać samodzielnie, ale w razie potrzeby bardzo szybko otrzymują pomoc lekarską czy wsparcie w załatwieniu bieżących spraw. W Polsce takie rozwiązania to rzadkość.

Po pierwsze nasi seniorzy wychowali się w rodzinach wielopokoleniowych, często sami jako dzieci opiekowali się dziadkami, których zdrowie już niedomagało. Mniej lub bardziej świadomie liczyli na to, że ich starość będzie wyglądała tak samo. Ale model rodziny się zmienił, młodsi często kończą szkołę w innym mieście, szukając pracy wyjeżdżają za granicę. Jednocześnie nie ma społecznej zgody, żeby delegować tę odpowiedzialność z rodziny na zewnątrz. Dla osamotnionej, starszej osoby, oddelegowanie obowiązków rodzinnych na organ zewnętrzny lub kogoś „obcego” często, kojarzona jest z  odrzuceniem i przeżywane jako osobista porażka życiowa.

Po drugie „starych drzew się nie przesadza” i w tym powiedzeniu jest wiele mądrości. Strategie adaptacyjne, o których wspominałam są często mocno związane z przestrzenią fizyczną w której osoba funkcjonuje. To, że znamy Panią z mięsnego i jak nikt potrafimy zagadać z Panią z „naszego” bazarku o najlepsze jabłka(w sprawie najlepszych jabłek). Wiemy gdzie jest biblioteka i znamy każdy autobus, stanowi nieoceniony zasób w sytuacji osoby, której codzienność sprawia coraz więcej trudności i potrzeba ogromnych zasobów uwagi, żeby radzić sobie z postępującymi deficytami i słabnącymi siłami. W pozytywnym starzeniu się możliwie długa aktywność w życiu codziennym (samoobsługa) i poczucie sprawstwa jest nie do przecenienia. I po trzecie, trudno jest wpuścić „osobę trzecią” w nasz intymny świat choroby, która na pewnym etapie staje się nieodłącznym elementem starości.

Z jednej strony to wspaniałe, z drugiej jednak często słyszymy o oszustwach w wykonaniu takich „dobrych sąsiadów”.

Seniorzy mają świetne strategie radzenia sobie z pojawiającymi się deficytami, wiedzą co im się sprawdza, co lubią, do czego są przyzwyczajeni. Potrzebują dużo czasu do oswojenia się z każdą zmianą czy nową propozycją. Wydaje mi się, że osoby, które dopuszczają się nadużyć wobec seniorów, muszą wykazać się determinacją i talentem do tego żeby poświęcić im uwagę i czas, tak aby osoba poczuła się zauważona i zrozumiana. Oferując im pomoc w zamian za poświęcony czas mogą liczyć na dobra materialne.

W mojej pracy zawodowej spotkałam się kilkukrotnie z poszkodowanymi seniorami i to jest zawsze taka sama historia. Ktoś był z nimi w dłuższym kontakcie, przychodził, opowiadał i słuchał. To jest bazowanie na deficycie rodziny, potrzebie bycia w centrum czyjejś uwagi, wrażeniu, że ktoś cię zauważa, a wszystko jest dostosowane do twojego poziomu rozumienia, wytłumaczone zwykłym, nieprawniczym językiem. Podejrzewam, że tej warstwy emocjonalnej może brakować instytucjom finansowym.

Z czego wynikają nadużycia względem seniorów? Jaki jest zazwyczaj scenariusz?

Myślę, że lepiej by się tu wypowiedział jakiś stróż prawa. O motywach chyba mogę mówić jedynie snując przypuszczenia z pozycji szarego obywatela. Podejrzewam, że taka osoba wydaje się dość bezpiecznym obiektem. Zredukowana sieć społeczna sprawia, że gdy wzbudzi się jej zaufanie, dość szybko możemy się stać istotnym elementem jej życia. Starsze osoby często mówią o samotności i o pragnieniu odnalezienia kogoś bliskiego, przyjaciela. Jednocześnie ich codzienność, kondycja, oczekiwania wynikające z przeszłych doświadczeń utrudniają znalezienie takiej osoby. Jeśli na stare lata udaje im się stworzyć taką więź w której czują się ważni, rozumiani, akceptowani, stanowi to ogromne źródło wsparcia, ulgi i przekłada się na wdzięczność. Tak działamy jako ludzie. Domyślam się, że osoby takie mają też specyficzne strategie finansowe – raczej gotówka, jeden wybrany lata temu bank – bo już wiedzą, (znają jak tam działać. Być może większą umiejętność oszczędzania i posiadają zebrane majątki z całego życia.

Czyli jak podejmowana jest decyzja o tym komu powierzyć swoje dobra?

W podejmowaniu takiej decyzji, dużą rolę odgrywa aspekt emocjonalny oraz historia kontaktu z instytucją / osobą której chcemy przekazać swoje dobra. Na ogół jest to po prostu rodzina. Jeśli mówimy o innych rozwiązaniach typu odwrócona hipoteka, czy a to nie to samo? renta dożywotnia w zamian za mieszkanie to zaryzykowałabym twierdzenie, że taka oferta zwykle przychodzi z zewnątrz. Że niewielu jest seniorów, którzy mimo pogarszającej się sytuacji ekonomicznej decydują się na takie  rewolucyjne rozwiązania. Bardziej spodziewam się, że pomyśleliby o krótkoterminowych rozwiązaniach; zaciągnęli by pożyczkę by uratować sytuację w tym konkretnym momencie. Z psychologicznego punktu widzenia etap starości jest bardzo trudnym zadaniem rozwojowym konfrontacji z własną śmiertelnością. Co się dzieje w psychice człowieka kiedy ma taki duży temat do ugryzienia? Na ogół stara się tego nie widzieć. Zamiast reorganizować sytuację będzie starał się ją łatać, szukać oszczędności. Kiedy człowiek ma problemy zdrowotne i rosnące trudności z zaopiekowaniem się swoją codziennością – lekarz, zakupy, jedzenie trudniej jest znaleźć czas, siły i przestrzeń by spojrzeć z dystansu i zaplanować najlepsze rozwiązanie. Bardzo trudno jest wtedy usiąść rano przy herbacie i rozważyć wszystkie możliwości. To raczej właśnie ktoś zaufany podpowiada takie rozwiązanie. Jeśli pomysłodawca ma dobre intencje to pomoże znaleźć odpowiednie, bezpieczne pod względem prawnym, rozwiązanie i pomoże je przeprowadzić. Nie zwalnia to nas jednak z odpowiedzialności rzetelnego sprawdzenia proponowanej oferty.

To komu senior może ufać, gdzie ma postawić granicę?

Osobę chcącą podjąć taką decyzję skierowałabym do kogoś obiektywnego. Może opieki społecznej czy punktu pomocy prawnej, żeby zorientował się czy otrzymana propozycja jest dla niego bezpieczna. W wielu miastach organizowane są również programy aktywizujące dla seniorów, w ramach których zapewne można by znaleźć takie wsparcie. Czy jest zgodna z prawem, wiarygodna i realna do przeprowadzenia. Chodzi przecież o nasze finansowe bezpieczeństwo do końca życia. Nie można kierować się tylko poczuciem, że ktoś chce dobrze. Nie mówiąc już o tym, że „dobrymi chęciami piekło wybrukowane”.

Komuś w życiu codziennym trzeba ufać. Jeśli sympatyczny sąsiad czy daleka krewna oferuje nam pomoc w codziennych czynnościach, zakupach czy załatwianiu formalności to oczywiście korzystajmy z tej pomocy. Ale jeśli chodzi o tak poważne decyzje jak oddanie własności mieszkania w zamian za dożywotnie utrzymanie to zwróćmy się do specjalistów. To jest zresztą dość uniwersalne podejście dla wszystkich, nie tylko seniorów. Jeśli mówimy o zależnościach finansowych to trzeba je bardzo skrupulatnie sformalizować. Rozumiem, że trudność tej grupy społecznej polega na tym, że trzeba mieć naprawdę sporo siły i zasobów żeby przekopać się przez różnego rodzaju formalności. Żyjemy w świecie gdzie język urzędowy średnio przystaje do naszych siatek poznawczych. Nawet mi jest słabo na myśl o czytaniu ofert kredytowych, jak się ma więc czuć z tą perspektywą 90letni schorowany wdowiec, który np. niedowidzi i niedosłyszy. Dla niego rozmowa o dniu dzisiejszym może być wysiłkiem, co dopiero przyswojenie zupełnie obcych tematów. Nic więc dziwnego, że głównym czynnikiem przy podejmowaniu decyzji będzie zaufanie – do osoby lub instytucji. I chyba większość z nas przy podejmowaniu dużych decyzji finansowych woli, żeby spojrzał na to ktoś trzeci.

W jaki sposób powiedzieć „nie”? Jeżeli senior powierza swoje dobra materialne np. sąsiadowi (który – według tego co wcześniej powiedzieliśmy – jest dobrym znajomym, przychodził, słuchał, wzbudził w seniorze zaufanie) w jaki sposób mu odmówić? Seniorzy mogą się tego bać. Mogą się wstydzić, czuć się zobowiązani.

To co jest trudne w odmowie, to utrata. Np. nie zgodzę się – nie będzie przychodził. (utrata relacji) Powiem nie, pomyśli, że jestem sknera. (strata w obrębie samoceny)

Zacznijmy od tego, żeby poznać powód dla którego odmawiamy i powód dla którego jest nam trudno tej osobie to przekazać. Czy w ogóle jest mi trudno mówić nie? Czy to w relacji z tą osobą nie mogę się na to zdobyć? A może podjąłem próby sprzeciwu i nie zostały one przyjęte? Jak się z tym czuję? Następnie odbyć dialog samemu ze sobą, że  to jest ok i mam prawo do autonomii a ta osoba ma prawo zareagować w zgodzie ze sobą. I że życie będzie się toczyć dalej, a co przyniesie – zobaczymy.

Nadzieje na brak Brexitu. Polska z dala od euro

Inwestorzy coraz bardziej wierzą w korzystne rozwiązanie impasu w Wielkiej Brytanii. Amerykański rynek pracy wciąż silny. Polska nie planuje wchodzenia do strefy euro.

Jaki Brexit?

Wczorajszy dzień funt domknął wyraźnym wzrostem. Brytyjska waluta zyskuje dzięki dobrym nastrojom na rynkach. Inwestorzy wierzą, że po ostatniej porażce premier Theresy May wzrosły szanse na kolejne negocjacje z Unią Europejską lub chociaż opóźnienie Brexitu. Część bardziej optymistycznie nastawionych analityków wskazuje, że być może nawet po stronie brytyjskiej nie uda się znaleźć zgody co do warunków wyjścia. To by de facto odkładało wyjście w nieokreślony czas w przyszłość lub w ogóle je odwoływało. Obecne ruchy pozwalają funtowi odzyskać część tych strat, które poniósł w wyniku strachu przed Brexitem.

Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy

Wczoraj poznaliśmy dane o liczbie nowo zarejestrowanych bezrobotnych. Wniosków zgłoszono zaledwie 213 tysięcy, przy oczekiwanych 220 tysiącach. Jest to sygnał, że amerykański rynek pracy jest wciąż mocny. W tym samym czasie prezentowany był indeks FED z Filadelfii. Nie jest to tak ważny wskaźnik jak wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Wypadł jednak wyraźnie powyżej oczekiwań. Po tych danych było widać wyraźny ruch umacniający dolara względem głównych walut.

Polska wciąż daleko od strefy euro

Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju wypowiedział się na temat wprowadzenia w Polsce wspólnej waluty. Zwrócił on słusznie uwagę na fakt, że własna waluta może nam pomóc przebrnąć przez ewentualne spowolnienie, o którym ostatnio się coraz więcej mówi. Wspomniane zależność pomiędzy tempem doganiania Unii, a posiadaniem wspólnej waluty budzi obiekcje wielu analityków. Podobnie jak wniosek jakoby wprowadzenie euro spowodowałoby, że różnice między biedniejszymi, a bogatszymi regionami Polski byłoby trudniej zmniejszać. Patrząc na to jak dużo argumentów pojawia się w dyskusji, jest to raczej uzasadnianie obecnej wizji, a nie realna debata.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa.
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Pierwsze Fundusze Zdefiniowanej Daty w ramach PPK zarejestrowane

Sąd zarejestrował 8 Funduszy Zdefiniowanej Daty utworzonych przez Nationale-Nederlanden PTE. Będą one funkcjonowały w ramach oferty Pracowniczych Planów Kapitałowych tworzonej przez firmę zarządzającą dziś największym pod względem aktywów Otwartym Funduszem Emerytalnym na polskim rynku, jak również Dobrowolnym Funduszem Emerytalnym.

Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE
Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE

– Cieszymy się, że przygotowania do wprowadzenia PPK idą sprawnie, to bardzo ważny program, który jest szansą dla pracowników na dodatkowe odkładanie na emeryturę. Zarejestrowanie przez Sąd w tak szybkim czasie naszych Funduszy Zdefiniowanej Daty to oczywiście początek drogi. Kolejnym krokiem będzie przesłanie zgłoszenia instytucji prowadzącej PPK do Polskiego Funduszu Rozwoju – czyli podmiotu, który prowadzi ewidencję instytucji oferujących PPK – mówi Grzegorz Chłopek, prezes Nationale-Nederlanden PTE.

Pracownicze Plany Kapitałowe to najnowsze rozwiązanie, które ma pomóc Polakom w budowaniu bezpieczeństwa finansowego na emeryturze. Jego głównym założeniem jest współuczestniczenie w oszczędzaniu pracownika, pracodawcy oraz państwa. System obejmie blisko 11 milionów pracowników.

Do programu zapisani zostaną wszyscy pracownicy pomiędzy 18 a 55 rokiem życia, za których odprowadzane są składki na ubezpieczenia społeczne. Jednocześnie każdy zatrudniony może w dowolnym momencie zdecydować o rezygnacji lub ponownym uczestniczeniu w PPK. Wejście w życie systemu Pracowniczych Planów Kapitałowych odbywa się według zapisanego w ustawie harmonogramu, uzależnionego od liczby pracowników. Oznacza to, że najpierw (od czerwca br.) będą one obowiązywać w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 250 osób, a kolejne mniejsze firmy oraz jednostki sektora publicznego obejmą aż do połowy 2020 r.

Każdy z pracowników będzie oszczędzał na indywidualnym koncie. A wpłaty oprócz samych zatrudnionych będą odprowadzane również przez pracodawcę oraz państwo. Wpłata podstawowa pracownika wynosi 2 proc. jego miesięcznego wynagrodzenia brutto, podczas gdy pracodawca wpłaci 1,5 proc. pensji zatrudnionego. Każdy uczestnik otrzyma od państwa również 250 zł wpłaty powitalnej. Następnie, co roku, ze Skarbu Państwa konto zasilane będzie o kolejne 240 zł.

Oprócz obowiązkowych wpłat zarówno pracownik, jak i pracodawca mogą dobrowolnie zwiększyć odprowadzane kwoty – każdy z nich do maksymalnie 4 proc. Oznacza to, że na koncie uczestnika może być lokowane do 8 proc. jego wynagrodzenia. PPK dają więc Polakom możliwość odłożenia znacznie większych kwot niż poprzez samodzielne oszczędzanie.

Każda z instytucji dopuszczonych do prowadzenia PPK będzie odpowiedzialna za inwestowanie wpłacanych na konto pieniędzy w Funduszach Zdefiniowanej Daty. Ich celem będzie dopasowanie potencjalnego zysku oraz ryzyka do wieku uczestnika. To znaczy, że wraz ze zbliżaniem się uczestnika do osiągnięcia 60 roku życia pieniądze lokowane są w coraz bezpieczniejsze produkty finansowe, takie jak obligacje Skarbu Państwa czy depozyty bankowe.

Fundacje prywatne potrzebne także w Polsce

Fundacje prywatne to w wielu przypadkach najlepszy sposób zabezpieczenia interesów rodziny w przypadku sukcesji biznesu lub dziedziczenia. Rozwiązanie to, doceniane w wielu państwach Europy, coraz częściej staje się także sposobem na ochronę majątku przez zamożnych Polaków. Pozwala ono uchronić majątek przed rozproszeniem, podziałem między wielu spadkobierców lub jego marnotrawieniem przez następców. To także sposób na zapewnienie ciągłości biznesu i stały rozwój działalności firmy przy zachowaniu jej rodzinnego charakteru – nawet gdy brakuje następców skłonnych do jej prowadzenia. Rozwiązanie to mimo licznych zalet w Polsce wciąż jest niedostępne.

Wsparcie dla firm rodzinnych

Często wskazuje się, że firmy rodzinne mogą i powinny być jednym z podstawowych filarów rozwoju gospodarczego. To one, oparte wyłącznie na rodzimym kapitale, pozwalają w większym stopniu niż międzynarodowe koncerny budować polską przewagę konkurencyjną i przyczyniać się do zrównoważonego rozwoju. Dzięki działalności prowadzonej wyłącznie w kraju, pozostają tutaj najistotniejsze funkcje i aktywa związane z całym zakresem działalności przedsiębiorstwa. To znaczna różnica w porównaniu z międzynarodowymi korporacjami lokującymi w Polsce jedynie centra produkcyjne, opierające swoją działalność na know-how wypracowanym za granicą. Polskie władze stale podkreślają znaczenie lokalnego biznesu, jednak wciąż nie stworzyły dla niego przyjaznych warunków rozwoju. Polskie firmy nie są stawiane w uprzywilejowanej sytuacji, a co gorsza przepisy prawa wciąż utrudniają przetrwanie tego biznesu. Barierą zwykle staje się sukcesja, która jest nieodłącznym elementem funkcjonowania tego typu przedsiębiorstw. Podejmowane przez ustawodawcę działania w tym zakresie są ważne i potrzebne (zwłaszcza ustawa o zarządzie sukcesyjnym), jednak wciąż niewystarczające. Nadal brakuje wielu mechanizmów sprawdzonych na świecie, które mogłyby znacznie ułatwić dalszy rozwój przedsiębiorstw w Polsce. Jednym z nich są fundacje prywatne.

Czym są fundacje prywatne?

W Polsce prawo przewiduje możliwość tworzenia jedynie fundacji publicznych. Tymczasem rozwój przedsiębiorczości potrzebuje fundacji prywatnych, skupiających się przede wszystkim na rozwijaniu i ochronie biznesu fundatora. Takie fundacje pozwalają na zachowanie jednolitego charakteru działalności oraz utrzymanie decyzyjności w sprawach dotyczących przedsiębiorstwa w jednych rękach, także po śmierci lub wycofaniu się z prowadzenia biznesu osoby dotychczas za to odpowiedzialnej.

Sukcesja firm rodzinnych to jednak nie jedyne uzasadnienie istnienia fundacji prywatnych. Z tego mechanizmu korzystają także osoby, które zgromadziły znaczny majątek i chcą go zabezpieczyć przed nadmiernym podziałem przez spadkobierców.

Niezależnie od tego, co jest jej powierzane, fundacja prywatna pozwala na ochronę majątku zgodnie z wolą fundatora. Jest ona osobą prawną, która może być zupełnie niezależna od osób, na których rzecz została zawiązana. Jako odrębny podmiot, posiada swoje organy odpowiedzialne za prowadzenie jej spraw – zwłaszcza za zarządzanie przekazanym jej majątkiem. Dokładne jej funkcjonowanie uzależnione jest od woli fundatora – to on może zdecydować o zasadach zarządzania oraz o dostępie do majątku przez beneficjentów. Dzięki temu możliwe jest zachowanie i przeznaczenie majątku zgodnie z wolą założyciela fundacji.

Skutki braku regulacji w Polsce

Brak odpowiednich możliwości zabezpieczenia majątku w oparciu o polskie rozwiązania prawne zmusza wielu przedsiębiorców do zwracania się w stronę zagranicznych fundacji prywatnych, czasem także zagranicznych trustów. Takie działanie nie musi być kosztowne i trudne do przeprowadzenia. Często jednak przekazanie za granicę majątku wypracowanego przez wiele lat lub wręcz wiele pokoleń, jest rozwiązaniem, na które trudno się zdecydować. Jednak nie to jest największym problemem – transfer majątku to często także wiele problemów natury podatkowej.

Brak stosownych regulacji o fundacjach prywatnych w Polsce wcale nie służy budżetowi państwa. Fundacja prywatna jako osoba prawna także byłaby podatnikiem podatku CIT. W przypadku fundacji publicznych przewidziane są zwolnienia pozwalające na uniknięcie konieczności zapłaty podatku, jednak w przypadku fundacji prywatnych nikt na nie nie liczy – byłyby one opodatkowane jak każdy inny podmiot. Jednocześnie środki wypłacane beneficjentom także podlegałyby opodatkowaniu. Tym samym opodatkowanie związane z funkcjonowaniem fundacji w całości następowałoby w Polsce. Tymczasem wniesienie majątku do fundacji zagranicznej oznacza podatek do zapłaty w państwie jurysdykcji, czyli poza krajem.

Czas na zmiany

Ustawa o zarządzie sukcesyjnym pokazuje, że polski ustawodawca zdaje sobie sprawę z problemów związanych z sukcesją. Należy jednak pójść jeszcze dalej. Przyjęcie regulacji dotyczących fundacji prywatnych może rozwiązać wiele problemów związanych z dziedziczeniem i przekazywaniem majątku. Takie rozwiązanie w wielu przypadkach pozwoliłoby na zatrzymanie majątku w Polsce, dalsze jego opodatkowanie w kraju, ale przede wszystkim właściwe zabezpieczenie interesu rodzin dysponujących dużym kapitałem. Tym samym stworzenie warunków dla powstawania fundacji prywatnych wydaje się koniecznością – zwłaszcza w kontekście kolejnych zmian w podatkach dochodowych.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

IPOPEMA poszerza skład zarządzających o specjalistów rynków akcji i obligacji

IPOPEMA TFI poszerza skład grupy zarządzających. Do zespołu fixed income, prowadzonego przez Bogusława Stefaniaka, zarządzającego funduszami obligacji dołączył od stycznia 2019 Jakub Krawczyk, wcześniej przez wiele lat związany z Skarbiec TFI jako zarządzający funduszy dłużnych. 

W zeszłym roku fundusze IPOPEMA Dłużny i IPOPEMA Obligacji Korporacyjnych należały w 2018 roku do grona najlepszych w swoich kategoriach. W 2018 roku IPOPEMA TFI miała blisko 300 mln napływów netto.

IPOPEMA TFI wzmocni zespół rynków akcji….

Skład zarządzających rynku akcji wzmocnił od listopada ubiegłego roku Piotr Stopiński – specjalista rynku akcji, który przez 8 lat zarządzał funduszami szwajcarskiego banku Pictet Asset Management, będąc współodpowiedzialnym za aktywa od 6 do 12 mld euro. W IPOPEMA TFI będzie odpowiedzialny za inwestycje w akcje zagraniczne.

….i obligacji zagranicznych

Daniel Krzanicki, który wcześniej pracował w Londynie w ABN AMRO, Lehman Brother czy Morgan Stanley na stanowisku Executive Director, Head of Emerging Markets, Local Markets rates trading w Londynie.

W IPOPEMA TFI zajmie się od stycznia 2019 inwestycjami w obligacje skarbowe rynków wschodzących, w ramach funduszu Emerging Markets Global Makro.

Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI S.A.
Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI S.A.

 – Od ponad 7 lat skupiamy się na zagranicznych aktywach, ze względu na płynność. Nowi zarządzający doskonale wpisują się w naszą strategię – podkreśla Jarosław Wikaliński, prezes IPOPEMA TFI.

Nowy dyrektor inwestycyjny

Stanowisko dyrektora inwestycyjnego, obejmie Marcin Winnicki, posiadający blisko 20-letnie doświadczenie na rynku. Wcześniej przez wiele lat był związany z Pioneer Pekao TFI jako zarządzający funduszami oraz portfelami klientów indywidualnych, a od początku 2007 roku z BPH TFI (po zmianie właściciela kilka miesięcy w Rockbridge TFI), gdzie przez blisko 10 lat odpowiadał m.in. za zarządzanie portfelem polskich akcji dla jednego z największych instytucjonalnych inwestorów na świecie, kierując również w tej firmie przez kilka lat częścią akcyjną. W 2008 roku uczestnik Global Investors Workshop organizowanych przez INSEAD oraz CFA Institute.

Cyberbezpieczeństwo w firmach produkcyjnych

Dla firm produkcyjnych przestoje w pracy wiążą się z wymiernymi stratami. Zagwarantowanie ciągłości funkcjonowania przedsiębiorstwa to wyzwanie także dla działów IT. Obecnie już 75% firm łączy środowiska technologii operacyjnych oraz informatycznych.

Cyberprzestępcy zagrażają przemysłowi

Według badania przeprowadzonego w 2018 roku przez Forrester Consulting, aż 88% ankietowanych przedsiębiorstw doświadczyło cyberataku na systemy sterujące produkcją. Był to najczęściej efekt działania złośliwego oprogramowania, hakerów, nieostrożności ze strony własnego personelu oraz braku odpowiedniego uwierzytelniania urządzeń.

Ataki tego rodzaju niosą za sobą konsekwencje nie tylko dla działalności firmy, ale zakłócają również ciągłość produkcji. W 63% przypadków zagrożone było także bezpieczeństwo pracowników.

Jak chronić najważniejsze zasoby?

Firmy zdają sobie sprawę, że ochrona systemów przemysłowych jest koniecznością. Coraz więcej z nich planuje zwiększenie nakładów finansowych na ten cel i w konsekwencji wdrożenie nowych rozwiązań zabezpieczających. – Z naszego punktu widzenia kluczowe jest zabezpieczenie ciągłości produkcji oraz całościowe zapewnienie bezpieczeństwa informatycznego w firmie – mówi Hubert Kozdęba, IT manager w firmie Felgenhauer, produkującej elementy stalowe. – Patrząc z tej perspektywy, potrzebujemy rozwiązań, które pozwalają na szybką migrację do wyższych modeli urządzeń oraz na błyskawiczną integrację z obecnymi.

Firma Felgenhauer zdecydowała się na wdrożenie rozwiązań od Fortinet w dwóch kluczowych obszarach: administracji i produkcji, która do tej pory nie była postrzegana jako potencjalna przestrzeń do ataku. Dla podniesienia bezpieczeństwa szczególnie istotnych danych wprowadzono dodatkowe mechanizmy zabezpieczające, w tym transmisję danych przy wykorzystaniu połączeń prywatnych, co pozwoliło ujednolicić politykę bezpieczeństwa. Mechanizmy te służą przede wszystkim kadrze zarządzającej, która potrzebuje stałego dostępu do wrażliwych informacji finansowych i organizacyjnych.

Firma jest zabezpieczona za pomocą wszystkich funkcji bezpieczeństwa oferowanych przez zapory sieciowe, które chronią dostęp do sieci oraz połączenia wewnętrzne, w tym komunikację z serwerami. Ponadto Felgenhauer korzysta z subskrypcji wszystkich usług a także z raportów o cyberzagrożeniach.

Automatyzacja usprawnia ochronę

Najnowsze systemy zabezpieczeń mogą być obsługiwane nawet przez niewielkie zespoły IT. Dzięki automatyzacji możliwe jest sprawne monitorowanie oraz zarządzanie siecią, uzyskiwanie informacji na temat cyberzagrożeń, a także szybkie wdrażanie zmian i nowych projektów. Takie rozwiązania pozwalają również uzyskać lepszą widoczność sieci oraz elastyczne możliwości jej monitorowania i dostarczania wiedzy o atakach.

– Oczywiście równie ważne, jak nowe rozwiązania sprzętowe i oprogramowanie, są inwestycje w specjalistów oraz zdefiniowanie w firmie produkcyjnej spójnej polityki bezpieczeństwa – wskazuje Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce. – Dzięki temu firma będzie w stanie zneutralizować skutki ataku oraz sprawnie przywrócić działanie infrastruktury sieciowej.

W oczekiwaniu na nowy Kodeks Pracy. Nowe przepisy w 2019 roku

Wciąż obowiązujący Kodeks Pracy opiera się na ustawie z 1974 roku, a więc z okresu, kiedy w Polsce nie tylko panował inny ustrój, ale też nie istniało chociażby pojęcie elastycznych form zatrudnienia. Zmieniły się czasy, zmieniła się technologia, ale rok 2019 nie przyniósł nam rewolucji w przepisach.

Nowy Kodeks Pracy jest wyczekiwany od wielu lat. Obecna ustawa była dotychczas nowelizowana setki razy. Corocznie wchodzi w życie od kilkunastu do kilkudziesięciu nowych przepisów.

– Brakuje kompleksowych i dobrze przemyślanych zmian. Dzisiejszy Kodeks Pracy nie jest w swych rozwiązaniach „elastyczny”. Nadmierny formalizm oraz złe rozwiązania nie dają poczucia bezpieczeństwa po stronie pracownika, ale również po stronie pracodawcy. Ustawodawca powinien skupić się na jakości zmian, a nie na ich ilości – uważa Krzysztof Stucke, trener w firmie szkoleniowej Effect Group.

Nowe przepisy w 2019 roku

Na przełomie 2018 i 2019 r. w polskim prawie wprowadzono szereg zmian, które nie są zapewne rewolucyjne, ale jednak mają istotny wpływ na szeroko rozumiane stosunki związane z zatrudnieniem.

Jedną z ważniejszych zmian jest zupełnie nowa Ustawa o zarządzie sukcesyjnym. Zgodnie z nią przedsiębiorca może ustanowić zarządcę sukcesyjnego na wypadek swojej śmierci. Jednym ze skutków będzie wówczas kontynuacja umów o pracę zawartych z pracownikami na czas nieokreślony także po śmierci przedsiębiorcy. Umowy na czas określony będą natomiast kontynuowane do czasu ustalonego w umowie. Jeśli przedsiębiorca nie ustanowi zarządcy sukcesyjnego, umowy o pracę także mogą być kontynuowane, o ile jego następca prawny postanowi kontynuować działalność. W innym przypadku umowy wygasną w ciągu 30 dni od dnia śmierci przedsiębiorcy.

Innym nowym aktem prawnym jest Ustawa o pracowniczych planach kapitałowych, która zobowiązuje pracodawców do proponowania pracownikom planów oszczędnościowych. W przeciwieństwie do składek emerytalnych, środki zgromadzone w ramach PPK będą inwestowane, a pracownik po przekroczeniu 60. roku życia będzie miał dostęp do całości zgromadzonych środków. Realizacja obowiązku tworzenia i prowadzenia PPK będzie kontrolowana przez Państwową Inspekcję Pracy. W pierwszym etapie, do 1 lipca 2019 roku, do PPK muszą przystąpić pracodawcy zatrudniający powyżej 250 pracowników.

Wraz z wejściem w życie RODO, w maju 2018 roku weszła w życie nowa Ustawa o ochronie danych osobowych, która ma wpływ także na stosunki pracownicze. Zgodnie z nowymi przepisami monitoring wizyjny można założyć wyłącznie wtedy, gdy jest on niezbędny do zapewnienia: bezpieczeństwa pracowników, ochrony mienia, kontroli produkcji lub zachowania w tajemnicy informacji, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę. Jednak niektóre miejsca (np. szatnie, palarnie i stołówki) w ogóle nie mogą być monitorowane. Zasady funkcjonowania monitoringu w przedsiębiorstwie powinny być ogłoszone w akcie zakładowego prawa pracy, a pracownicy muszą być poinformowani o tym, że są poddawani monitoringowi.

Nowe przepisy mają również wpływ na zasady monitorowania poczty elektronicznej pracowników. Śledzenie maili jest dopuszczalne, o ile działanie to jest uzasadnione, a pracownicy są o nim odpowiednio poinformowani. Pracodawca, który wprowadza monitoring poczty elektronicznej, również w tym obszarze staje się administratorem danych osobowych, a więc powinien pamiętać o związanych z tym obowiązkach.

Warto także wspomnieć, że od 2019 roku skrócony został okres, przez jaki pracodawcy muszą przechowywać dokumentację kadrowo-płacową – z 50 do 10 lat, licząc od dnia zakończenia umowy o pracy z danym pracownikiem.

W grudniu 2019 roku obowiązkowa stała się elektroniczna forma zwolnień lekarskich. Oznacza to, że obecnie lekarze muszą przesyłać do ZUS informacje o zwolnieniu pacjenta za pomocą druku e-ZLA.

Co z nowym Kodeksem Pracy?

Do dnia dzisiejszego nie powstała żadna oficjalna lista zmian, które miałyby stanowić nowy Kodeks Pracy. W internecie co pewien czas pojawiają się nowe pomysły i przecieki, ale trudno ustalić, co tak naprawdę wypracowała Komisja Kodyfikacyjna, a co jest efektem zwykłych plotek, życzeniowych opisów, czy też stanowi „fake news”. Z całą pewnością możemy więc mówić jedynie o tym, co zdaniem ekspertów powinno zostać uregulowane w nowej ustawie, ale bez gwarancji, czy i kiedy takie zmiany zostaną wprowadzone.

– To, co na pewno powinno zostać uregulowane na nowo, to obszar czasu pracy, ze specjalnym podejściem do takich zagadnień jak: podróże służbowe, dyżur pracowniczy, czy też nadgodziny z uwzględnieniem możliwości stosowania tzw. „banków czasu pracy” – mówi Krzysztof Stucke.

O „bankach czasu pracy” mówiono już w 2009 roku. Chodzi o rozwiązanie, zgodnie z którym rozpoczęcie pracy w tej samej dobie pracowniczej, w której zakończono pracę, nie będzie oznaczało pracy w godzinach nadliczbowych, pod warunkiem że zachowany zostanie 11-godzinny okres wypoczynku. Okresy bardziej intensywnej pracy mają być rekompensowane dodatkowymi dniami wolnymi rozliczanymi w systemie 12-miesięcznym. Dzięki temu pracownik mógłby w niektórych okresach roku pracować bardziej intensywnie, ale za to w innych miałby możliwość odebrania sobie dni wolnych.

– Zmiany muszą na pewno dotknąć zagadnień urlopu wypoczynkowego ze szczególnym uwzględnieniem urlopu na żądanie. Przepisy powinny „wymusić” i na pracodawcy, i na pracowniku obowiązkowe wykorzystywanie urlopu w trakcie roku kalendarzowego. To konieczność, ponieważ stosowanie aktualnych przepisów pozwala pracownikom na gromadzenie bardzo dużej liczby dni urlopu. Nowe przepisy powinny jednak pozwalać na transfer niewykorzystanego urlopu w razie zmiany pracodawcy – podkreśla trener Effect Group.

Jedną z propozycji dotyczących nowego Kodeksu Pracy jest uczynienie urlopu na żądanie, urlopem bezpłatnym. Wyjątkiem od tej zasady byłaby sytuacja, gdy pracodawca i pracownik wspólnie zgadzają się na odliczenie takiego urlopu od przysługującego pracownikowi urlopu wypoczynkowego. Kontrowersyjna jest natomiast propozycja zgłaszania urlopu na żądanie z 24-godzinnym wyprzedzeniem, co stanowi zaprzeczenie idei takiego urlopu.

W nowym Kodeksie Pracy mogą też pojawić się nowe typy umów o pracę.  Jeśli faktycznie zostaną uwzględnione, pozwolą na lepsze organizowanie np. pracy zdalnej, pracy w terenie, prac sezonowych, czy też zajęć uzależnionych od warunków atmosferycznych. Takie rozwiązania będą uzasadnione, o ile zapewnią pracodawcom i pracownikom odpowiednią elastyczność. Czy to jednak znaczy, że cywilno-prawne formy zatrudnienia ustąpią miejsca nowym typom umowy o pracę? Raczej nie.

– Cywilnoprawne formy zatrudnienia takie jak umowa zlecenie, czy umowa o dzieło muszą zachować swoją odrębność i autonomię. Nie ma potrzeby negowanie tego typu umów jako podstawy prawnej wykonywania pracy. W wielu zawodach jest to jedyna forma, która pozwala na elastyczność w podejściu do czasu, miejsca i sposobu wykonywania swoich obowiązków – przekonuje Krzysztof Stucke.

Trudno dzisiaj wyrokować czy nowy Kodeks będzie lepszy od aktualnego z bardzo prostej przyczyny – wciąż nie powstała żadna oficjalna propozycja, która mogłaby zostać poddana publicznym dyskusjom. A aktualny rok, ze względu na terminarz wyborczy, raczej nie przyniesie tej wyczekiwanej zmiany.

Tata na pełen etat. Jak wyglądają urlopy ojcowskie w praktyce?

Podczas gdy płatny urlop rodzicielski ojców jest coraz częściej promowany i istnieje obecnie w 23 z 34 krajów OECD, bardzo niewielu ojców nadal z niego korzysta. W Polsce stanowią oni jedynie 4% rodziców, którzy korzystają z tej możliwości*. Jak pokazują badania, wynika to z obawy ojców przed wpływem urlopu na ich karierę zawodową i kwestie finansowe. Ogromną rolę w zmianie takich zachowań odgrywają firmy i ich filozofia organizacji.

Z badań OECD* wynika, że, mężczyźni zazwyczaj biorą kilka dni urlopu ojcowskiego tuż po urodzeniu dziecka, a tylko najbardziej zmotywowani i odważni korzystają ze swojego prawa do dłuższego urlopu rodzicielskiego. To oznacza, że w wielu krajach ojcowie reprezentują mniej niż jednego na pięciu beneficjentów urlopu rodzicielskiego. Ich udział może sięgać 40% lub więcej, jak to ma miejsce w niektórych krajach nordyckich i Portugalii. W Finlandii ich udział w latach 2006-2016 podwoił się, podczas gdy w Belgii wzrósł o prawie dziesięć procent w tym samym okresie. Z drugiej strony, niektóre kraje wciąż stoją w miejscu. W przypadku Australii, Francji, Czech oraz Polski, statystycznie jest to tylko jeden na pięćdziesięciu ojców (dane OECD dla Polski). Mniej więcej tyle samo, co dziesięć lat temu.

Urlopy rodzicielskie w Polsce

Ten trend potwierdzają badania Pracuj.pl przeprowadzone na polskim rynku w 2018 r. Najczęściej wybieranym przez ojców i matki urlopem, związanym z wychowaniem dziecka, jest urlop rodzicielski, trwający od 6 do 12 miesięcy. Wybiera go 47% przebadanych rodziców. Według raportu Pracuj.pl „Rodzice w pracy”**, najczęściej decydują się na niego kobiety – to opcja wykorzystywana przez 67% badanych Polek.
Co interesujące, 1 na 10 matek nie korzysta z żadnej formy urlopu po narodzinach dziecka. Natomiast wśród mężczyzn preferowane są dwutygodniowe urlopy ojcowskie – wybiera je 64% badanych ojców. Co więcej, blisko 1 na 3 ojców (29%) nie wykorzystał żadnych przysługujących mu dni wolnych, związanych z pojawieniem się na świecie potomka.

Czy zaangażowanie pracodawców ma wpływ na zmianę postaw?

Są jednak firmy w Polsce, gdzie odsetek wykorzystania urlopów przez ojców rośnie.

W krakowskim biurze Shell pracuje ponad 3.600 osób, a rocznie z urlopów rodzicielskich korzysta średnio ok. 250 pracowników, w tym ponad 80 ojców skorzystało z urlopu ojcowskiego w 2018 roku. Z własnego doświadczenia wiem, jak ważne są pierwsze miesiące życia nowego członka rodziny, dlatego sam skorzystałem z tej możliwości, aby uczestniczyć w tych tak ważnych chwilach. W Shell przykładamy ogromną wagę do tego, aby pracownicy mogli wykorzystywać w pełni możliwości, jakie mają zagwarantowane w przepisach.

Maciej Wituszyński, menedżer ds. rekrutacji Shell w Krakowie, który sam wziął urlop rodzicielski na okres ponad dwóch miesięcy

Shell daje swoim pracownikom możliwość elastycznych godzin pracy czy pracy z domu, jeśli projekt lub zadania pracownika na to pozwalają. To ułatwia rodzicom organizację życia rodzinnego oraz zachowanie równowagi pomiędzy praca a życiem prywatnym. Dodatkową korzyścią są również karty sportowe dedykowane dla dzieci czy pakiety rodzinne firm medycznych, a także ubezpieczenia na korzystnych warunkach. W ramach dodatkowych benefitów, rodzice mogą również korzystać z bonów do sklepów dla dzieci czy biletów do kina lub zoo. Każdy nowy członek rodziny pracownika Shell w Krakowie w prezencie dostaje misia, który ułatwia zasypianie.
Skoro firmy podejmują działania, aby zachęcać ojców do skorzystania z urlopów rodzicielskich to, dlaczego ojcowie jednak są tak ostrożni w korzystaniu z takiej możliwości? Badania wskazują przede wszystkim na obawy związane z ich karierą zawodową – ale to nie jedyny powód. Z analiz OECD wynika, że może być to również kwestia finansowa. Jeśli matka zarabia mniej niż ojciec – a średnia różnica w wynagrodzeniu wg. OECD wynosi około 15% na niekorzyść kobiet – to drugi rodzic ma silniejszą motywację do kontynuowania pracy.

Godziny dla rodziny

Jak można zwiększyć wykorzystanie urlopów rodzicielskich przez ojców? Rodzice badani przez Pracuj.pl wskazują na wiele pozapłacowych działań, które są istotne. Wśród najczęściej otrzymywanych od pracodawców benefitów wyliczają m.in. elastyczny czas pracy (36% rodziców), prawo do dodatkowego urlopu (31%), możliwość pracy zdalnej (30%), okazjonalne paczki z prezentami (30%) oraz opiekę medyczną dla dzieci (29%).

Wartością firmy są jej pracownicy, dlatego dla nas również ważne jest, aby tworzyć pozytywne podejście do rodzica w pracy. Ma to silny związek z budowaniem organizacji opartej o szacunek, docenianie i różnorodność w miejscu pracy. Widzimy, że takie podejście do pracownika przyciąga do firmy utalentowane osoby, dla których takie aspekty pracodawcy są również ważne.

– Maciej Wituszyński, menedżer ds. rekrutacji Shell w Krakowie.

Rozczarowujące dane z przemysłu i budownictwa

Grudniowe dane o produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej okazały się rozczarowujące, wskazując na spowolnienie. Jednocześnie utrzymała się dość wysoka dynamika płac.

Tylko o 2,8 proc. zwiększyła się w grudniu produkcja przemysłowa. To wynik dużo słabszy niż oczekiwano. Rynkowi analitycy, podobnie jak eksperci z Ministerstwa Przedsiębiorczości, spodziewali się wzrostu o ponad 5 proc., a tymczasem mamy jeden z najsłabszych wyników w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. W 2018 r. gorszy pod tym względem był wrzesień, gdy produkcja zwiększyła się o 2,7 proc. Równie słaby jak ubiegłoroczny, był też grudzień 2017 r. Wszystko więc wskazuje na to, że tempo wzrostu gospodarczego w czwartym kwartale było już wyraźnie słabsze niż wcześniej, rozpoczynając cykl spowolnienia koniunktury. Dynamika produkcji w listopadzie i grudniu była zdecydowanie niższa niż wynosząca 5,8 proc. ubiegłoroczna średnia. Grudniowy słaby wynik podciągnęła rosnąca o 13,4 proc. produkcja w sektorze energetycznym i ciepłownictwie oraz sięgająca 5,1 proc. zwyżka w firmach zajmujących się dostawą wody i gospodarką komunalną. W przetwórstwie przemysłowym produkcja zwiększyła się o zaledwie 2,1 proc. Wzrost zanotowano jedynie w 17 spośród 34 działów przemysłu. Najsilniejszy był on w przypadku produkcji sprzętu transportowego (33,6 proc.) oraz w naprawie, konserwacji i instalowaniu maszyn i urządzeń (16,1 proc.). O rozczarowaniu można mówić także w przypadku budownictwa. W tym sektorze spodziewano się wzrostu produkcji o 15-16 proc., tymczasem wyniósł on jedynie 12,2 proc. To dynamika najniższa od czerwca 2017 r., niemal tak samo słaba jak w grudniu ubiegłego roku, gdy wyniosła 12,8 proc.

Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw było w grudniu 2018 r. o 2,8 proc. wyższe niż rok wcześniej. W tej dziedzinie mamy więc do czynienia z wyraźnym wyhamowaniem, mającym związek prawdopodobnie zarówno z napiętą sytuacją na rynku pracy, jak i perspektywą spowolnienia gospodarczego. Firmy już wcześniej sygnalizowały znaczący spadek zamówień, głownie eksportowych. Na tle tych niekorzystnych zjawisk, wciąż notowana jest dość wysoka dynamika płac. Średnie wynagrodzenie w firmach było w grudniu wyższe o 6,1 proc. To co prawda wzrost najsłabszy od września 2017 r., ale pocieszeniem może być bardzo niska w ostatnich miesiącach ubiegłego roku inflacja, powodująca utrzymanie się na dobrym poziomie realnej dynamiki średniej płacy.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Wystarczą pogłoski

Nadzieje na postęp w negocjacjach handlowych USA-Chiny zostały w czwartek ponownie rozbudzone, co przekłada się na poprawę sentymentu na rynkach globalnych. Choć opieramy się na plotkach i nieoficjalnych doniesieniach, to istotna jest zmiana ładunku emocjonalnego wokół tematu na optymistyczną. A w każdej plotce jest ziarno prawdy, prawda?

W czwartek wieczorem katalizatorem dla mini-rajdu ryzyka stał się artykuł Wall Street Journal, według którego sekretarz skarbu USA Mnuchin zaproponował „zniesienie części lub wszystkich ceł” nałożonych na Chiny w celu przyspieszenia negocjacji i nakłonienia Pekinu dla długoterminowych reform. Artykuł sugeruje też, że pomysł nie spodobał przedstawicielowi ds. handlu Lighthizerowi, który „obawia się, że jakiekolwiek ustępstwa będą oznaką słabości”, choć Lighthizer nie powiedział nie. Później rzecznik Departamentu Skarbu wydał oświadczenie, według którego ani Mnuchin ani Lighthizer nie wydawali zaleceń w kwestii ceł, co trochę przytłumiło entuzjazm rynkowy, ale wyższe poziomy się utrzymały. WSJ napisał też, że propozycja jeszcze nie trafiła do Trumpa, który w przeszłości częściej stawał po stronie Lighthizera, ale tym razem może być inaczej, gdyż Trumpowi bardzo zależy na zawarciu porozumienia. Byłoby to spójne z moimi wnioskami z wczorajszego komentarza, że Trump szuka tematu, w którym chce pokazać swój sukces (choć osobiście liczyłem na postępy w zakończeniu government shutdown). Niezależnie, co by to było, sprzyja podtrzymaniu apetytu na ryzyko i każdy takie pogłoski, jak wczorajsza, są dodatkowym paliwem dla wzrostu ryzykownych aktywów. I choć plotce do oficjalnego stanowiska daleko, to jednak zwraca uwagę fakt, że administracja Białego Domu diametralnie zmieniła swój język w opisywaniu sporu handlowego z Chinami. W zeszłym roku więcej było odgrażania się podwajaniem ceł, oskarżania o drapieżne techniki i kradzież własności intelektualnej. Teraz zdaje się, że nikt nikogo nie chce już obrażać i komplikować negocjacji. Nic więc dziwnego, że rynek z każdej plotki wyciąga ziarno prawdy i widzi w niej mały (ale zawsze) krok ku pozytywnym rozstrzygnięciom.

Funt brytyjski był w czwartek silny ze swoich własnych powodów. Rzecznik brytyjskiego rządu przekazał, że gabinet May dostarczył parlamentarzystom analizy dotyczące przeprowadzenia drugiego referendum, co będzie jednym z tematów w trakcie weekendowych międzypartyjnych rozmów. Nie znamy jednak szczegółów i wniosków z analizy, która równie dobrze może zniechęcać do referendum. A skoro premier May szuka szerokiego poparcia dla nowego planu B dla brexitu, w jej interesie jest osłabić alternatywę. Wiemy też, że głosowanie w Izbie Gmin nad nowym planem postepowania odbędzie się we wtorek 29 stycznia po tym, jak w najbliższy poniedziałek projekt trafi pod obrady. Zanosi się na kolejny gorący tydzień z potencjalną krytyką w wykonaniu przeciwników May. Sporo optymizmu wlano w funta w ostatnich dniach, ale weekend (i weekendowa prasa) zawsze jest zmorą kupujących GBP, więc dziś uwaga na asekuracyjną redukcję pozycji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Choroby serca wciąż najgroźniejszym zabójcą Polaków. Kardiolodzy dysponują coraz skuteczniejszą bronią

Choroby serca wciąż najgroźniejszym zabójcą Polaków. Kardiolodzy dysponują coraz skuteczniejszą bronią 8

Rok 2018 był bardzo udany dla polskiej kardiologii. Rozpoczęliśmy na poziomie systemowym skoordynowane działania, których celem jest poprawa jakości leczenia pacjentów kardiologicznych i zmniejszenie śmiertelności spowodowanej chorobami układu sercowo-naczyniowego – mówi prof. Piotr Ponikowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Wśród wyzwań współczesnej kardiologii nadal priorytetem pozostaje profilaktyka i wdrażanie innowacyjnych procedur i technologii.

 Choroby układu krążenia są w Polsce główną przyczyną zgonów. Wśród kobiet odpowiadają za co drugi zgon, wśród mężczyzn za ponad 40 proc. Nie ma wątpliwości, że choroby układu krążenia to największe zagrożenie dla zdrowia Polaków – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Piotr Jankowski, sekretarz Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego.

Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że co roku z przyczyn kardiologicznych umiera 175 tys. Polaków. Natomiast w Europie rokrocznie stwierdza się ponad 11 mln nowych przypadków chorób układu sercowo-naczyniowego i 3,9 mln zgonów z ich powodu.  Zdaniem ekspertów co najmniej 80 proc. przypadków chorób układu krążenia – takich jak zawał serca, udar mózgu czy niewydolność serca – można by zapobiec poprzez modyfikację czynników ryzyka sercowo-naczyniowego (np. unikanie dymu papierosowego, zmiana diety, rozpoczęcie aktywności fizycznej) oraz kontrolę już występujących zaburzeń i chorób, w tym wysokiego poziomu cholesterolu, nadwagi, nadciśnienia tętniczego czy cukrzycy.

Aby zapewnić pacjentom po zawale ciągłość diagnostyki, rehabilitacji i leczenia kardiologicznego po wypisaniu ze szpitala, PTK – we współpracy z resortem zdrowia i NFZ – wdrożyło program KOS-Zawał. Uruchomiony pod koniec 2017 roku program jest w tej chwili realizowany w ok. 50 ośrodkach w 12 województwach, a 90 proc. ankietowanych pacjentów, uczestniczących w tym programie, pozytywnie ocenia jakość opieki.

– Pacjenci uczestniczący w programie mają zapewnioną kompleksową opiekę lekarza, rehabilitację, a potem odpowiednie monitorowanie i prowadzenie w warunkach ambulatoryjnych przez 12 miesięcy – mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Ponikowski, prezes Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego – Drugi, kompleksowy program – KONS − unikalny w skali świata, dotyczy opieki nad pacjentami z niewydolnością serca, która jest epidemią XXI wieku.

Pilotaż programu Kompleksowej Opieki nad Pacjentem z Niewydolnością Serca (KONS) ogłoszony został w listopadzie 2018 roku, potrwa 2 lata i obejmie 5 tys. pacjentów leczonych w 6 ośrodkach w Polsce. Program uwzględnia elementy profilaktyki, diagnostyki, kardiologii interwencyjnej, elektroterapii, opieki ambulatoryjnej, farmakoterapii i rehabilitacji.

 Chcemy, żeby polscy pacjenci z niewydolnością serca byli leczeni ambulatoryjnie, a nie tak jak dotychczas w szpitalu. Niestety, wśród takich pacjentów jest wysoka śmiertelność, duży odsetek hospitalizacji. Ten program zakłada systemowe zmiany polegające na tym, że będziemy zarządzać chorobą, czyli niewydolnością serca, przy współudziale podstawowej opieki zdrowotnej. Zaangażowani w nią będą nie tylko lekarze, lecz także wykształcone pielęgniarki, które będą uczyć pacjentów samoopieki i monitorowania choroby – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Jadwiga Nessler, pełnomocnik Zarządu Głównego Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego ds. niewydolności serca.

Jak podkreśla prof. Piotr Ponikowski, celem na najbliższe lata jest włączenie do programów KONS i KOS-Zawał jak najszerszego grona pacjentów i możliwie jak największej liczby ośrodków w całej Polsce.

– Chcielibyśmy, żeby nasze działania przełożyły się wydatnie na ograniczenie śmiertelności z przyczyn kardiologicznych i zmniejszenie liczby Polaków zmagających się z chorobami układu krążenia. Stawiamy na edukację, promocję zdrowego trybu życia, właściwej diety i ruchu, które mają fundamentalne znaczenie w profilaktyce chorób serca – mówi prof. Piotr Ponikowski. – Dziś polscy pacjenci mają dobry dostęp do nowych form leczenia, ale chcielibyśmy, żeby był jeszcze lepszy, stąd nasza koncepcja powołania Centrów Doskonałości, w których innowacyjne technologie byłyby tworzone i testowane, a następnie szeroko wprowadzane w Polsce.

Tworzenie i wspieranie zaawansowanych technologicznie rozwiązań dla kardiologii jest jednym z głównych celów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego. Centra Doskonałości – jako ośrodki o charakterze edukacyjnym, referencyjnym i doradczym – miałyby pomóc w utrzymaniu leczenia chorób serca na wysokim poziomie oraz wprowadzeniu innowacyjnych procedur i technologii medycznych.

Zdaniem ekspertów Polskiego Towarzystwa Kardiologicznego działalność Centrów mogłaby stanowić zaplecze merytoryczne dla wdrażania projektów naukowych realizowanych przez powstającą z inicjatywy Ministerstwa Zdrowia Agencję Badań Medycznych.

 Jesteśmy przekonani, że tak doskonałe rozwiązanie, jakim jest Agencja Badań Medycznych, pozwoli − w oparciu o duże polskie badania systemowe, jak np. KONS − podjąć optymalne decyzje dotyczące finansowania określonych rozwiązań oraz przyczyni się do rozwoju tak potrzebnych w Polsce niekomercyjnych badań klinicznych, a w przyszłości do wdrażania oryginalnych, innowacyjnych polskich technologii medycznych, służących m.in. pacjentom kardiologicznym – przekonuje prof. Piotr Ponikowski.

Polskie Towarzystwo Kardiologiczne podkreśla potrzebę rozwoju telemedycyny i teleopieki, które będą wspierać kardiologię w obliczu wyzwania, jakim jest starzejące się społeczeństwo, a także znaczenie wysokospecjalistycznych rejestrów medycznych. Ich prowadzenie daje szansę na stworzenie jednolitego systemu danych, który znacząco usprawni prowadzone projekty medyczne, pozwoli ocenić ich efekty i opracować kolejne skuteczne rozwiązania dla systemu ochrony zdrowia.

Rekordowo długie zawieszenia działania amerykańskiej administracji rządu nie przełoży się na dolara. Obciąży za to PKB

Rekordowo długie zawieszenia działania amerykańskiej administracji rządu nie przełoży się na dolara. Obciąży za to PKB 9

Tzw. shutdowny nie są w amerykańskiej polityce i gospodarce niczym nowym. Obecny jest jednak o tyle wyjątkowy, że trwa rekordowo długo, gdyż piątek będzie 28. dniem funkcjonowania administracji na zwolnionych obrotach. Zdaniem głównego ekonomisty Banku Pekao SA Marcina Mrowca obecna sytuacja zostanie wkrótce zakończona, by gospodarka nie poniosła zbyt dużych strat. Ameryka i świat i tak wchodzą w okres wolniejszego wzrostu.

– Musimy pamiętać o tym, że amerykańskie władze mają plan B na takie sytuacje – uspokaja w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marcin Mrowiec, główny ekonomista Banku Pekao SA. – Tam, gdzie pracownicy mogą przez jakiś czas nie pracować i nie będzie to miało poważnych skutków, np. w parkach narodowych, większość pracowników jest na przymusowym urlopie, za który prawdopodobnie nie dostaną wynagrodzenia. Jeżeli chodzi np. o Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego czy Departament Sprawiedliwości, to tam zdecydowana większość pracowników jednak pracuje, na razie za darmo i nie mają pewności, czy będą za to wynagrodzeni. Natomiast funkcje państwowe są podtrzymywane, chociaż w ograniczonym zakresie.

Problem polega na tym, że amerykański Kongres, zdominowany przez demokratów, nie chce zabezpieczyć kwoty 5 mld dol. na uszczelnienie granicy z Meksykiem, głównie budowę muru i wzmocnienie ochrony, czego stanowczo domaga się Donald Trump. Amerykański prezydent zapowiedział wprawdzie, że nie ustąpi, jednak ekonomiści przypuszczają, że jakiś kompromis będzie musiał zostać wypracowany już wkrótce. Wysłanie na przymusowy urlop niemal połowy z 800 tys. pracowników administracji oznacza bowiem, że nie jest wypracowywane PKB. Z kolei brak wypłat nie tylko demotywuje pracowników, którzy pracują mniej efektywnie, lecz także pozbawia ich dochodu, który mogliby wydać i napędzić konsumpcję.

Jedna z agencji ratingowych wyliczyła tygodniowe koszty zawieszenia funkcjonowania rządu to około 1,2 mld dol. niewyprodukowanego PKB – informuje Marcin Mrowiec. – Trudno powiedzieć, kiedy to niepełne funkcjonowanie przejdzie w pełne. Jednak nikt nie zakłada, żeby to miało trwać bardzo długo, bo szkody dla funkcjonowania amerykańskiego rządu byłyby zbyt duże. Prawdopodobnie makroekonomiczne skutki nie będą więc bardzo istotne i odczuwalne w odczytach makroekonomicznych, natomiast niewątpliwie podkopuje to zaufanie do dolara, amerykańskiego rządu i stabilności sytuacji politycznej.

W 2017 roku amerykański produkt krajowy brutto wyniósł niemal 20 bln dol. i rośnie nieprzerwanie od 2009 roku. Ekonomiści prognozują, że w 2018 roku gospodarka tego kraju urosła o 2,9 proc. rok do roku, a w 2019 roku tempo to spowolni do 2,4–2,5 proc. w ujęciu rocznym. W 2020 roku przewidywany jest dalszy spadek tempa. Natomiast dolar trzyma się stabilnie: w ostatnim miesiącu wzrósł w stosunku do euro o 0,33 proc, od początku roku natomiast minimalnie się osłabił (o 0,72 proc.).

– To, że część agend rządowych nie pracuje w pełni albo w ogóle nie pracuje, ma raczej stosunkowo niewielkie przełożenie na same notowania waluty. Inwestorzy bardziej zwracają uwagę na to, jakie sygnały będą płynęły ze strony amerykańskiego Zarządu Rezerwy Federalnej odnośnie do podwyżek bądź ich braku, bądź ewentualnie obniżek stóp procentowych – komentuje główny ekonomista Banku Pekao SA. – Inwestorzy nasłuchują danych makroekonomicznych. Oczekiwane jest spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego w Stanach w tym roku, ale pytanie: jak ono będzie głębokie.

Chorzy na szpiczaka mnogiego potrzebują nowych opcji terapeutycznych. Wciąż czekają na odpowiedź Ministerstwa Zdrowia

Chorzy na szpiczaka mnogiego potrzebują nowych opcji terapeutycznych. Wciąż czekają na odpowiedź Ministerstwa Zdrowia 10

Onkolodzy i pacjenci apelują do resortu zdrowia o rozszerzenie możliwości terapeutycznych w leczeniu szpiczaka plazmocytowego. Wystosowana w listopadzie petycja w sprawie refundacji kolejnego leku pozostaje na razie bez odpowiedzi ministerstwa. Szpiczak może się stać chorobą przewlekłą, ale do tego potrzebne są nowe terapie – podkreślają przedstawiciele Fundacji Carita – Żyć ze szpiczakiem.

– Petycja dotyczy nowych terapii lekowych, o które my – pacjenci i lekarze – w dalszym ciągu walczymy. Dostęp do nich jest w dalszym ciągu ograniczony w stosunku do innych europejskich krajów. Wspólnie z Polską Koalicją Pacjentów Onkologicznych i innymi organizacjami pacjenckimi wystosowaliśmy petycję, pod którą podpisało się kilkaset osób, z zapytaniem, kiedy możemy się spodziewać tych nowych terapii. Niestety, do dziś nie mamy żadnej odpowiedzi. Pomimo licznych prób, zapytań mailowych i telefonicznych, w dalszym ciągu nie wiemy, dlaczego to tak długo trwa – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Rokicki, prezes zarządu Fundacji Carita – Żyć ze szpiczakiem.

Jak podkreśla, mimo ostatnich postępów w leczeniu szpiczaka, chorzy w Polsce wciąż mają ograniczony dostęp do nowoczesnych metod leczenia.

– Pomimo dostępności leków w Europie i zarejestrowanych nowych cząsteczek lekarze w Polsce cały czas mają ograniczone możliwości podania czegoś ponad standardową terapię, która jest niewystarczająca. Tym samym pacjenci, którzy żyją od remisji do remisji, w pewnym momencie stają przed ścianą – mówi Łukasz Rokicki.

W Polsce pacjenci chorzy na szpiczaka mnogiego przez ponad cztery lata czekali na refundację pomalidomidu. To lek, który w Europie został zarejestrowany już w 2013 roku, natomiast w Polsce dopuszczono go dopiero w ubiegłym roku.

– Lek został dopuszczony, ale w trzeciej linii leczenia. W drugiej linii wciąż tak naprawdę nie mamy nic – poza jednym lekiem, który może zadziała, a może nie zadziała. Dlatego ważne jest, żebyśmy spróbowali wpisać kolejne leki, jakimi są daratumumab i karfilzomib, aby lekarze mieli możliwość wyboru. Daratumumab jest przeciwciałem monoklonalnym o nowatorskim mechanizmie działania, a karfilzomib to nowa generacja inhibitorów proteasomu. O to się staramy – mówi Łukasz Rokicki. – Ważne jest wprowadzenie w drugiej, trzeciej i czwartej linii leku daratumumab ze względu na to, że jest to lek celowany, innowacyjny. 

Jak podkreśla, z perspektywy pacjentów ważna jest refundacja daratumumabu, ponieważ na to leczenie odpowiada nawet 90 proc. pacjentów. Jest to również szansa dla tych chorych, u których wykorzystano już wszelkie dostępne opcje terapeutyczne i wystąpiła oporność na leczenie. Lek ten ma niewiele efektów ubocznych, w przeciwieństwie do starszych terapii.

 Jest to lek, który można podać, a pacjent wraca do pełni sił i może w dalszym ciągu pracować i normalnie funkcjonować. Efekty są zdumiewające. Efektywność leku – według dostępnych badań klinicznych – jest na poziomie 90 proc. To bardzo duża skuteczność dla pacjentów z nawrotowym, opornym szpiczakiem. Poza tym, jest to nowy lek, którego lekarz nie ma w schemacie, jego zastosowanie jest całkowicie inne. Innowacje w leczeniu szpiczaka mnogiego są o tyle ważne, że pacjent po zastosowaniu odpowiednich terapii może żyć naprawdę kilkanaście lat albo dłużej, jak to ma miejsce w innych europejskich krajach – zaznacza Łukasz Rokicki.

Szpiczak plazmocytowy jest bardzo rzadkim nowotworem złośliwym. Szacuje się, że stanowi nie więcej niż 2 proc. ogółu chorób nowotworowych. W gronie nowotworów hematologicznych jest natomiast drugi pod względem częstotliwości występowania, odpowiadając za 12–15 proc. zachorowań.

 Szpiczak to nowotwór krwi, na który w Polsce cierpi około 6 tys. pacjentów. Kiedyś uważano, że szpiczak to choroba dotykająca osoby starsze, po 60. roku życia. Jednak z naszych obserwacji wynika, że ten wiek zaniża się coraz bardziej. Mamy coraz więcej pacjentów w wieku 30–40 lat – mówi prezes zarządu Fundacji Carita – Żyć ze szpiczakiem.

Szpiczak często wykrywany jest przypadkowo, ze względu na niecharakterystyczne objawy – takie jak osłabienie, zmęczenie, częste infekcje i bóle kręgosłupa, które łatwo pomylić z chorobami nerek, infekcjami czy schorzeniami reumatologicznymi. Opóźnienia w postawieniu właściwej diagnozy dotyczą około 20 proc. chorych, a o trafnej diagnozie często decyduje przypadek.

W ostatnich latach w leczeniu szpiczaka plazmocytowego zarejestrowano nowe cząsteczki, które mogą znacznie wydłużyć życie pacjentów i poprawić jego jakość.

 Szpiczak to nie wyrok. Przy odpowiednim trybie leczenia nawet zaawansowaną chorobę, gdzie zajęty jest szpik, mamy ognisko osteolityczne, możemy cofnąć do zera i jest wiele takich przypadków. Ważne, żeby zacząć leczenie jak najwcześniej. Walczymy o to, żeby szpiczak stał się chorobą przewlekłą. Pacjenci żyją od leku do leku, od terapii do terapii – po prostu w pewnym momencie następuje remisja i choroba może wrócić. W zależności od leczenia może to być od 2 do 5 lat, ale każdy przypadek jest inny. Dlatego ważne jest to, żeby dla każdego pacjenta stosować indywidualną terapię i żeby lekarz miał w czym wybierać – podkreśla Łukasz Rokicki.

Media społecznościowe borykają się z kłopotami wizerunkowymi i testują nowości. Główny kierunek to rozwój wideo

Media społecznościowe borykają się z kłopotami wizerunkowymi i testują nowości. Główny kierunek to rozwój wideo 11

Końcówka 2018 roku pokazała w pigułce, w którą stronę rozwijają się media społecznościowe. Widać było też, z jakimi problemami borykają się od dłuższego czasu – mówi Maciej Przybylski, redaktor PRoto.pl. Jak podkreśla, social media – zwłaszcza Facebook – w ostatnim roku mocno inwestowały w rozwój wideo i testowały nowe rozwiązania. Za to marki, które zamierzają podjąć współpracę z influencerami, powinny w tym roku uważać na oszustów, sztucznie kreujących popularność.

W ostatnim roku Facebook dużo inwestował w rozwój wideo. Zaproponował dwie nowe platformy, czyli Facebook Watch, rodzaj internetowej telewizji, oraz Facebook Stories, czyli małe formaty znikające po 24 godzinach. To rozwiązanie znane też z Instagrama czy Snapchata. Eksperci twierdzą, że wideo jest bardzo popularne w mediach społecznościowych i będzie zyskiwało na popularności. Dlatego Facebook opublikował też sekcję z inspiracjami dla reklamodawców, w której promował swoje wideo – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Przybylski, redaktor PRoto.pl.

Portal Zuckerberga testuje też nowości. Jeszcze w grudniu złożył wniosek o patent na technologię, która pozwoliłaby przewidywać lokalizację użytkowników na podstawie zgromadzonych danych. Natomiast w styczniu tego roku testowo umożliwił dodawanie do Facebook Stories naklejek „call to action”, które odsyłają do sklepów internetowych i mają zachęcać użytkowników do kupowania lub rezerwowania wybranych produktów.

Facebook ma trochę problemów wizerunkowych, bo co i rusz pojawiają się nowe doniesienia o nadużyciach w wykorzystywaniu informacji o użytkownikach bądź wyciekach danych. Dziennik „The Guardian” opublikował też tekst na temat fact-checkerów, czyli osób, które miały weryfikować informacje dla Facebooka. Fact-checkerzy skarżyli się na współpracę z Facebookiem i wyrażali wątpliwości co do celowości i formy współpracy z portalem – mówi Maciej Przybylski.

Znacznie mniej wizerunkowych kłopotów ma Instagram, który wykorzystuje moment popularności i co rusz pokazuje nowe narzędzia dla użytkowników. Dla przykładu, pod koniec 2018 roku umożliwił użytkownikom wysyłanie do siebie wiadomości głosowych oraz testował konta dla twórców i influencerów, wzbogacone o narzędzia analityczne, które umożliwiają lepsze poznanie tego, jak inni odbierają publikowane treści.

Instagram jest też coraz popularniejszy dla liderów opinii publicznej, bo – jak pokazało ostatnie badanie Twiplomacy – to politycy coraz chętniej korzystają z tego medium do kontaktów z wyborcami. Widać to np. w Ameryce na przykładzie ostatnich wyborów do Kongresu – mówi Maciej Przybylski.

Redaktor PRoto.pl zauważa, że media społecznościowe borykają się także z coraz poważniejszym problemem fake newsów. Niedawno w Stanach Zjednoczonych pojawiły się dwa raporty na temat wykorzystywania social mediów do rozpowszechniania propagandy. Badacze z Oxfordu i Columbia University przypomnieli w nich, że nie tylko Facebook, lecz także Instagram może być wykorzystywany do rozpowszechniania propagandy czy fałszywych informacji.

Warto też zwrócić uwagę na influencer marketing, który jest ostatnio dość popularną formą promocji. Portal The Atlantic opublikował niedawno tekst o tym, że są osoby, które wykorzystują Instagram czy Facebook do zarabiania pieniędzy, ale oszukują przy tym, że mają płatne współprace z markami, aby wydawać się bardziej popularnymi i dzięki temu móc pozyskiwać lepsze kontrakty reklamowe. Jest to też przejaw szerszego zjawiska, bo zmienia się postrzeganie współpracy komercyjnej. O ile kiedyś wydawała się ona sprzedawaniem siebie i obciachem w sieci, o tyle teraz jest uważana za jakąś formę sukcesu, przynajmniej w niektórych kręgach – mówi Maciej Przybylski.

Jak podkreśla, oszukiwanie w influencer marketingu to szersze, znane już od pewnego czasu zjawisko – wiele osób chce być wpływowymi twórcami, by zarabiać w ten sposób pieniądze, ale decyduje się iść na skróty i kupować fanów, by poprawiać sobie zasięgi i kreować sztuczną popularność. Eksperci od influencer marketingu radzą więc, by w 2019 roku przywiązywać dużą wagę do weryfikacji osób, z którymi marki chcą podjąć współpracę.

Polacy wybierają na ferie zimowe Zakopane i Wisłę. W tych miastach trudno o rezerwację noclegu

Polacy wybierają na ferie zimowe Zakopane i Wisłę. W tych miastach trudno o rezerwację noclegu 12

Pierwszy tydzień ferii zimowych pokazał, że największym zainteresowaniem Polaków cieszą się Zakopane i Wisła. W tych miastach trudno o nocleg, ale w Karpaczu, Kościelisku, Białce Tatrzańskiej czy Świeradowie Zdroju wciąż są wolne miejsca, często w bardziej atrakcyjnych cenach. Za 4-dniowy pobyt rodzice z dwójką dzieci płacą za nocleg średnio 1 029 zł – wynika z analizy serwisu Noclegi.pl.

W tym tygodniu przerwę zimową zaczęły dzieci z województw: lubuskiego, kujawsko-pomorskiego, małopolskiego, świętokrzyskiego i wielkopolskiego. Od poniedziałku dołączą do nich uczniowie z Podlasia i woj. warmińsko-mazurskiego. Zimowy wypoczynek ostatnie województwa zakończą 24 lutego.

– Polacy bardzo chętnie wyjeżdżają zimą. Oprócz wyjazdów sylwestrowych i świątecznych, najczęściej wybierają ferie zimowe ze względu na to, że one długo trwają. Dominują kierunki górskie, ponieważ tam właśnie jest najwięcej atrakcji zimowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agnieszka Wirkowska, marketing manager z Noclegi.pl. – Najczęściej Polacy szukają noclegu w miejscowościach takich jak Zakopane, Szklarska Poręba, Szczyrk czy Białka Tatrzańska.

Zimowa stolica Polski pęka w szwach. Tu z dnia na dzień coraz trudniej o nocleg. W Wiśle, która jest na drugim miejscu w TOP5 destynacji zimowych według Noclegi.pl, wciąż są jednak wolne miejsca. Podobnie jak w Kościelisku, Białce Tatrzańskiej, Świeradowie-Zdroju czy Karpaczu.

– Już kilka miesięcy temu turyści rozpoczęli rezerwacje na ferie zimowe, dlatego to jest już naprawdę ostatni dzwonek, żeby znaleźć jeszcze wolne miejsca noclegowe – mówi Agnieszka Wirkowska.

Najczęściej turyści wybierają obiekty blisko wyciągów narciarskich. Te jednak zwykle wyprzedają się jako pierwsze, i to mimo wysokich cen. W tym roku statystyczna rodzina zapłaci za 4-dniowy pobyt w górskich miejscowościach średnio blisko 1 030 zł.

– Zdarza się tak, że ceny noclegów na ferie zimowe rosną, czasem nawet o 100 proc. – podkreśla Agnieszka Wirkowska.

W tym roku noclegi w Zakopanem i Karpaczu kosztują minimum 62 zł za osobę. W Wiśle cena jest niższa o 10 zł. Tutaj w porównaniu z sezonem 2018 ceny spadły o 20 proc. Na tańsze noclegi można liczyć w Świeradowie-Zdroju, Korbielowie, Zawoi czy Gliczarowie Górnym (35 zł za noc).

– W Polsce możemy znaleźć różne obiekty noclegowe. Są to zarówno kwatery prywatne, gdzie można się spotkać z właścicielem przy obiedzie, ale też różne obiekty, pensjonaty czy miejsca, w których można zaznać różnych usług relaksacyjnych (np. hotele trzygwiazdkowe lub z wyższym standardem) – mówi Agnieszka Wirkowska. – W zeszłym roku ponad połowa Polaków, którzy zarezerwowali nocleg na naszym portalu, zdecydowała się na wyjazd do Polski.

CES 2019: Skafander pozwoli się całkowicie zanurzyć w wirtualną rzeczywistość. Będzie symulować temperaturę otoczenia oraz imitować bodźce odbierane przez skórę

CES 2019: Skafander pozwoli się całkowicie zanurzyć w wirtualną rzeczywistość. Będzie symulować temperaturę otoczenia oraz imitować bodźce odbierane przez skórę 13

Pierwszy na świecie skafander haptyczny może zrewolucjonizować rynek szkoleń i gier komputerowych. Odczuwane dzięki niemu przez całe ciało użytkownika bodźce, pozwolą zanurzyć się jeszcze głębiej w wirtualną rzeczywistość. Inne firmy także eksperymentują z technologią haptyczną, kierując swoje produkty głównie na rynek gier. Tymczasem możliwości zastosowania skafandra Teslasuit wykraczają poza obszar rozrywki. Urządzenie jest wykorzystywane m.in. podczas misji marsjańskiej, w sporcie i w wojsku.

– Teslasuit to urządzenie, które pomaga zwiększyć ludzkie możliwości na trzy różne sposoby. Możemy usprawnić psychikę, procesy poznawcze i sprawność fizyczną. Skafander ma wiele typów wbudowanych czujników, by to osiągnąć – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów CES 2019 Dimitri Mikhalchuk, współzałożyciel Teslasuit.

Działanie skafandra oparte jest na wykorzystaniu technologii haptycznej, która wykorzystuje wibracje czy technologię wykrywania ruchu, by zapewnić użytkownikowi poczucie głębokiej immersji. Technologia wykorzystywana jest już m.in. w lotnictwie. Twórcy Skafandra Teslasuit postawili jednak na wykorzystanie haptyki w szkoleniach.

– Urządzenie może stymulować mięśnie i neurony, by poprawić sprawność fizyczną podczas treningu. Ponadto wykorzystujemy wirtualną rzeczywistość i technologię rejestrowania ruchu, dzięki czemu możemy śledzić ruchy użytkownika, pomóc mu np. złapać równowagę i zawsze utrzymać kontrolę ruchu. To może pomóc np. w orientacji w kosmosie – przekonuje Dimitri Mikhalchuk.

Oprócz tego skafander jest w stanie operować odczuwalną temperaturą czy imitować bodźce odbierane przez skórę przy dotknięciu, uderzeniu lub powiewach wiatru. Choć, gdy kilka lat temu szkocka spółka zapowiadała stworzenie takiego skafandra, jego potencjał kojarzony głównie z branżą gier, to spektrum jego możliwych zastosowań w połączeniu z technologią VR i AR jest zdecydowanie szersze, głównie dzięki zastosowanej technologii.

– Do poprawy psychiki użytkownika stosujemy natomiast pośrednią stymulację elektryczną mózgu metodą przezskórnej stymulacji nerwów (TENS), co poprawia krążenie krwi oraz zwiększa dotlenienie mózgu. W efekcie mózg użytkownika jest czujniejszy i wrażliwszy na wszystko to, co dzieje się wokół –wyjaśnia ekspert.

Osoby odwiedzające stoisko Teslasuit na targach w Las Vegas mieli okazję się przekonać, jak urządzenie sprawdza się np. w ćwiczeniu ewakuacji z platformy wiertniczej. Dzięki takiemu szkoleniu możliwa jest zdecydowana redukcja kosztów przeprowadzania treningu przy jednoczesnym wzroście jego wydajności, który bezpośrednio wiąże się z wiernym odwzorowaniem ewakuacji już nie tylko w sferze wizualnej i dźwiękowej, lecz przede wszystkim również sensorycznej.

Możliwość biometrycznego gromadzenia danych i ich późniejszej obróbki pomaga natomiast regulować liczbę potrzebnych konkretnemu pracownikowi sesji szkoleniowych. Ponieważ działania użytkownika osiągają po jakimś czasie pewien poziom automatyzmu, zmniejsza się stres związany z realnym zmierzeniem się ze stanem zagrożenia, co jest dodatkowym atutem tak prowadzonego szkolenia.

– Użytkownik skafandra uczy się dużo szybciej, trenuje dużo wydajniej. Teslasuit może być stosowany w branży sportowej, ochrony zdrowia czy w grach komputerowych. Pracujemy aktualnie z agencjami kosmicznymi, jesteśmy obecni w misji marsjańskiej. Współpracujemy z firmami z branży paliwowej. W zasadzie skafandra można użyć wszędzie, gdzie wymagane jest intensywne szkolenie, gdzie koszt szkoleń jest bardzo wysoki. Także w wojsku i sporcie, gdzie szybkość reakcji jest niezwykle istotna – przekonuje współzałożyciel przedsiębiorstwa.

Technologia haptyczna to przyszłość gier komputerowych. Na targach CES 2019 amerykańska firma Razer, specjalizująca się w produkcji akcesoriów dla graczy, zapowiedziała z kolei wykorzystanie znanej z zestawu słuchawkowego Nari Ultimate technologii HyperSense również w klawiaturach i myszkach. Wszystko po to, by zapewnić graczom jeszcze głębsze zanurzenie w wirtualnym świecie.

Teslasuit nie jest jeszcze produktem konsumenckim, ale w sprzedaży są zestawy dla deweloperów, którzy mogą dostosować skafander do różnego rodzaju zastosowań. Urządzenie będzie dostępne na rynku konsumenckim w 2022 roku, w tym również dla graczy.

Według analityków z MarketsandMarkets  rynek technologii haptycznej osiągnie w 2022 r. wartość niemal 20 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu w najbliższych trzech latach na poziomie 16,2 proc.

Sztuczna inteligencja zmieni rynek pracy. W miejsce zawodów wyeliminowanych przez maszyny i algorytmy pojawią się zupełnie nowe

Sztuczna inteligencja zmieni rynek pracy. W miejsce zawodów wyeliminowanych przez maszyny i algorytmy pojawią się zupełnie nowe 14

Rozwój sztucznej inteligencji doprowadzi do likwidacji niektórych zawodów. Już dziś algorytmy są w stanie zastępować pracowników działów HR i doradców finansowych. Roboty są też w stanie opiekować się pacjentami szpitali. Wraz z zastępowaniem coraz większej liczby profesji sztuczną inteligencją na rynku pojawi się jednak popyt na nowe zawody. Znaczna część pracodawców planuje zaproponować swoim podwładnym przekwalifikowanie.

– Sztuczna inteligencja będzie usuwała wiele zawodów i wiele profesji, ale z całą pewnością rozwiązania sztucznej inteligencji przyczynią się do powstawania wielu nowych zajęć, nowych zawodów – przewiduje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Tomasz Klekowski, wiceprezes Związku Pracodawców Technologii Cyfrowych Lewiatan.

Już dziś sztuczna inteligencja jest w stanie wyręczać nas w zawodach, które do niedawna uznawane były za niemożliwe do zautomatyzowania. Przeznaczony do zadań związanych z opieką nad pacjentami geriatrycznymi robot NAO od niedawna sprawdza się też jako animator dla pacjentów oddziału pediatrycznego Szpitala Umberto I we włoskich Syrakuzach. Robot wykorzystywany jest jednak nie tylko do zapewniania rozrywki chorym dzieciom, lecz także może być wykorzystywany do dostarczania im leków. Algorytmy sztucznej inteligencji potrafią też wykonywać z coraz większą skutecznością m.in. pracę analityczną rekruterów działów HR czy doradców finansowych.

Firmy oczekują wdrożeń automatyzacji niektórych procesów, aby ograniczyć koszty pracownicze, które stanowią jedno z największych obciążeń obniżających wynik finansowy. Z raportu „2018 Future of Jobs” sporządzonego przez World Economic Forum wynika, że 50 proc. firm przewiduje do 2022 roku zmniejszenie zatrudnienia w pełnym wymiarze godzin dzięki automatyzacji. Dwie trzecie przedsiębiorców planuje jednak przekwalifikować pracowników z likwidowanych stanowisk. Rozwój sztucznej inteligencji nie oznacza więc wyłącznie likwidowania zawodów, ale też pobudzanie rynku pracy poprzez tworzenie nowych zawodów.

– Parę lat temu nikt nie słyszał o takich zawodach jak np. data scientist. Teraz data scientist w związku z rozwojem analityki i operowaniem na bardzo dużych zbiorach danych jest bardzo popularną profesją i bardzo poszukiwanym zawodem. Z całą pewnością sztuczna inteligencja wytworzy jeszcze kilka następnych zawodów, o których nawet dzisiaj jeszcze być może nie mamy pojęcia – twierdzi Tomasz Klekowski.

Amerykański Departament Pracy (DoLE) w raporcie JobsFit 2022 przewiduje, że postępująca automatyzacja stwarza konieczność wyposażenia pracowników w umiejętności związane z przetwarzaniem i analizą danych. Zgodnie ze wskazaniami raportu pracownicy dysponujący taką wiedzą będą mieli kompetencje, których automatyzacja łatwo nie zastąpi, a wręcz będą oni lepiej przygotowani do uwolnienia potencjału technologii z nią związanych.

Zdaniem specjalistów rozwój przedsiębiorstw tworzących lub wdrażających rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji może być dużą szansą dla polskiej gospodarki.

– Jeżeli nie będziemy mieli silnej branży, która tworzy i wdraża rozwiązania sztucznej inteligencji w Polsce i polskich firm, które będą wdrażały i tworzyły rozwiązania sztucznej inteligencji za granicą, będzie nam trudno konkurować i będzie nam trudno uzyskiwać z gospodarki taki sam poziom wartości, jak jest to obecnie – twierdzi ekspert.

Automatyzacja i robotyzacja procesów w oparciu o algorytmy sztucznej inteligencji jest w stanie podnieść wydajność i poprawić wyniki przedsiębiorstw nawet o kilkanaście procent.

– W światowej gospodarce zglobalizowanej, w świecie internetu, który jest internetem globalnym, tego typu rozwiązania będą się bardzo szybko konsolidować i firmy, które zajmą tam istotną pozycję, będą w stanie operować i konkurować na całym świecie, a firmy, które spóźnią się na ten pociąg związany ze sztuczną inteligencją, niestety będą funkcjonować na dużo gorszych pozycjach – przekonuje Tomasz Klekowski.

Zgodnie z przewidywaniami Grand View Research rynek zrobotyzowanej automatyzacji procesów osiągnie do 2025 roku wartość 3,11 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 31,1 proc. Dla porównania wycena rynku za 2017 rok to 357,5 mln dol.

Tylko 19% Polaków chce stałych godzin pracy

Pracownikom w Polsce w coraz większym stopniu zależy na elastycznym czasie pracy (81%) i możliwości pracy zdalnej (76%) nawet kosztem braku stałego miejsca w biurze.

Wprawdzie z roku na rok firmy chętniej stawiają na ruchomy czas pracy, ale praca z domu nadal pozostaje dostępna głównie dla freelancerów – grafików, specjalistów i programistów IT czy copywriterów.

Firmy otwierają się na nowe rozwiązania i dają pracownikowi możliwość wyboru warunków zatrudnienia. Jak wynika z najnowszego raportu Antal i Sodexo „Cztery osobowości – jeden rynek pracy” – postawy Polaków wobec pracy ewoluują. Jednocześnie różnorodność pokoleniowa w organizacjach wymaga dywersyfikacji oferty i warunków pracy względem potrzeb danej grupy wiekowej. Czego oczekują pracownicy?
praca w domu

Work-life balance zamiast nadgodzin
Aż 81% pracowników zależy na możliwości elastycznego rozpoczynania i kończenia czasu pracy w zależności od natężenia obowiązków i prywatnych zobowiązań. Jednocześnie coraz większym powodzeniem cieszy się praca zdalna. 75% pracowników wybrałoby taki model, zamiast pracy biurowej.
Work-life balanceZ raportu Antal i Sodexo wynika również, że w dalszym ciągu work-life balance jest bardziej cenione niż work-life integration. Aż 41% pracowników uważa, że pracodawca powinien wprowadzić zasadę braku e-maili poza godzinami pracy. Tylko 32% pracowników chce móc zajmować się prywatnymi rzeczami w czasie pracy, ale jednocześnie jest gotowych wypełniać obowiązki służbowe poza biurem.

Podsumowanie rynku pracy w 2018 roku – badania Michael Page Poland

Większość polskich pracowników dobrze ocenia miniony rok na rynku pracy. Jak wynika z rocznego podsumowania badania „Confidence Index” przygotowanego przez Michael Page, w 2018 r. usatysfakcjonowanych swoją sytuacją zawodową i krajowym rynkiem pracy było 63 proc. badanych. Co ważne, zdaniem ankietowanych, w ciągu najbliższych miesięcy ich sytuacja zawodowa jeszcze się poprawi.

Podsumowanie rynku pracy w 2018 roku – badania Michael Page PolandDla polskich pracowników miniony rok na rynku pracy należy do udanych. Jak wynika z rocznego podsumowania badań „Confidence Index” przygotowywanego przez firmę rekrutacyjną Michael Page, w 2018 r. zadowolenie z ogólnych warunków zatrudnienia wyraziło ponad 59 proc. respondentów. Niemal 49 proc. przyznało również, że pozytywnie ocenia stabilność swojej pracy. Niewiele mniej, bo 45 proc. usatysfakcjonowanych było także wysokością swojej pensji. Polscy pracownicy mniej korzystnie za to opowiadali się o możliwościach awansu w swoich firmach – pomyślnie oceniło je tylko 16 proc. z nich.

Oczekiwania pracowników względem 2019 r.

Polscy pracownicy z dużym optymizmem patrzą również w przyszłość. 8 na 10 badanych spodziewa się, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy sytuacja na rynku pracy jeszcze się polepszy. Co więcej, niemal 53 proc. ankietowanych przyznało, że liczy na otrzymanie podwyżki w ciągu najbliższych 12 miesięcy. 42 proc. respondentów w tym samym czasie oczekuje także awansu.

Piotr Dziedzic
Piotr Dziedzic

Przez cały rok 2018 stopa bezrobocia w Polsce systematycznie spadała. Wg danych GUS, w listopadzie wynosiła 5,7, co jest rekordowo niskim poziomem, który utrzymuje się już od września. Duże zapotrzebowanie na kandydatów w 2018 r. wzmocniło pozycję pracowników na rynku pracy i zwiększyło ich szansę na otrzymanie satysfakcjonującej oferty. Jak wynika z rocznego podsumowania naszego badania, w minionym roku ponad 58 proc. badanych było przekonanych, że nową pracę znajdzie w czasie krótszym niż 3 miesiące – mówi Piotr Dziedzic, dyrektor w Michael Page i członek zarządu Polskiego Forum HR.

****

O badaniu Confidence Index

Confidence Index to cykliczny sondaż przeprowadzany przez Michael Page, który bada nastroje wśród osób poszukujących pracy w wybranych krajach w Europie, Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, Azji oraz Australii. Badanie mierzy poziom optymizmu kandydatów na stanowiskach specjalistycznych i managerskich w odniesieniu do szans na znalezienie nowej pracy, przewidywanego czasu trwania poszukiwań, oczekiwań wobec własnej sytuacji zawodowej i sytuacji gospodarczej kraju oraz powodów, które skłoniły ich do zmiany miejsca zatrudnienia. Badanie jest prowadzone online wśród kandydatów, którzy aplikowali na ofertę pracy za pośrednictwem strony Michael Page.

Badanie Cisco: Wzrost popularności automatyzacji i analityki wpłyną na zmiany w procesach IT

88 proc. respondentów badania Cisco wskazało inwestycje w operacje IT jako klucz do poprawy doświadczeń klienta oraz działań prewencyjnych pozwalających uniknąć problemów z infrastrukturą technologiczną.

San Jose, 17 stycznia 2019 r. – Cisco ogłosiło wdrożenie nowego Indeksu Gotowości Operacyjnej IT, ujawniającego, jak dane zmieniają sposób zarządzania działami IT przez firmy. Indeks stworzono na podstawie badania ankietowego obejmującego 1500 doświadczonych liderów IT z całego świata. Celem było zrozumienie, na jakim etapie drogi do cyfrowej transformacji znajdują się firmy. Badanie ujawniło czterostopniowy model dojrzałości operacyjnej IT, skupiając uwagę na zachowaniach firm w obliczu różnych wyzwań.

„Minęły czasy, kiedy liderzy IT, pracujący z coraz bardziej złożoną infrastrukturą, aby osiągnąć pożądane cele, musieli polegać na raportach z poprzednich miesięcy i wielogodzinnych operacjach wykonywanych ręcznie. Dziś system IT napędzany przez dane i automatyzację, może działać w czasie rzeczywistym, przewidywać trendy i polegać na dokładnych danych, zapewniając firmie i jej klientom rzeczywistą pozycję strategiczną i wartość” – mówi Joseph Bradley, Globalny wiceprezes ds. IoT, Blockchain, AI oraz Incubation Business w Cisco.

Indeks Gotowości IT

Obecnie około 78 proc. budżetów IT przeznaczane jest na bieżącą działalność biznesu. Te dane pokazują jak niewiele zasobów pozostaje na wdrażanie innowacji. Istnieje jednak sposób relokacji firmowych funduszy, kładący nacisk na działania związane z cyfrową transformacją, a niektóre firmy już teraz czynią postępy we wdrażaniu modelu dojrzałości operacyjnej IT.

Dla działów IT niezwykle istotne jest przede wszystkim zrozumienie, na którym poziomie dojrzałości operacyjnej znajduje się ich organizacja i gdzie chcieliby, aby się znalazła w ciągu dwóch najbliższych lat.

Badanie Cisco identyfikuje 4 poziomu dojrzałości operacyjnej firm:

  • REAKTYWNY: „Reagujemy na zdarzenia, w chwili, w której zachodzą”. Obecnie na tym poziomie znajduje się 26% badanych firm, za dwa lata chciałoby na nim być 7%.
  • PROAKTYWNY: „Uczymy się na minionych zdarzeniach, aby udoskonalić nasze procesy” – 38% firm obecnie vs. 27% za 2 lata.
  • PRZEWIDUJĄCY: „Wykorzystujemy dane aby przewidzieć i móc zareagować na nadchodzące wydarzenia” – 22% obecnie vs. 33% za 2 lata.
  • ZAPOBIEGAJĄCY: „Wykorzystujemy dane do ciągłego udoskonalania naszych wyników” – 14% obecnie vs. 33% za 2 lata.

Organizacje o wyższym poziomie dojrzałości charakteryzuje wykorzystanie bardziej zaawansowanych narzędzi analitycznych przetwarzających większą ilość danych pozyskiwanych z całej infrastruktury IT oraz bardziej powszechne korzystanie z automatyzacji procesów. Prowadzenie działań „prewencyjnych” wymaga analizy zebranych informacji, dzięki którym organizacje mogą przewidzieć niespodziewane sytuacje takie jak np. brak prądu. Niezbędna jest także automatyzacja, która pozwala na ciągłe wprowadzanie zmian i utrzymanie firmy w optymalnej kondycji.

„Organizacje działające zgodnie z takim modelem stale się rozwijają. Dogłębna analiza danych sprawia, że są gotowe na to, co przyniesie przyszłość” – mówi Joseph Beadley. „Dzięki analityce i automatyzacji, dyrektorzy ds. informatyki nie muszą działać na oślep np. w przypadku braku dostępu do usług. Zamiast tego mogą skupić się na monitorowaniu i optymalizacji infrastruktury w oparciu o informacje dotyczące przewidywanego zapotrzebowania. Przedsiębiorstwa są więc w stanie dostarczać strategiczne rozwiązania swoim partnerom biznesowym, co całkowicie eliminuje niespodziewane zagrożenia”.

Kluczowe wnioski na podstawie Indeksu Gotowości IT:

Działalność operacyjna to strategiczny punkt na drodze do sukcesu

  • 28 proc. budżetów IT respondentów badania przeznaczane jest na korektę i optymalizacje działań IT. 68 proc. ankietowanych przewiduje wzrost wydatków w tym obszarze w przeciągu następnych 12 miesięcy.
  • 40 proc. respondentów już teraz podejmuje ważne decyzje biznesowe w oparciu o dane operacyjne pozyskiwane dzięki infrastrukturze IT.

Inwestycja w operacje IT zwiększa korzyści dla klienta i buduje wartość firmy

  • 88 proc. liderów IT potwierdza, że inwestycje w procesy IT w ciągu ostatnich 12-stu miesięcy, zwiększyły satysfakcję konsumentów. 89 proc. dostrzegło też znaczną poprawę w zakresie innowacji.

Opracowanie modelu umożliwiającego tworzenie prognoz biznesowych to zaledwie początek

  • Jedynie 14 proc. firm biorących udział w badaniu osiągnęło najwyższy poziom w zakresie procesów IT, włączając w to działania „prewencyjne”. 26 proc. nadal znajduje się na początkowym etapie – reaguje „po fakcie”. 33 proc. planuje wdrożyć działania „prewencyjne” w ciągu najbliższych dwóch lat.
  • Najbardziej zaawansowane firmy, prowadzące działania prewencyjne, są dwukrotnie bardziej skłonne, aby prowadzić ciągłą automatyzację (w porównaniu z organizacjami o najniższym zaawansowaniu). Natomiast 50 proc. respondentów częściej prowadzi stale aktualizowany zbiór danych pochodzących z całej firmy.
  • Zaledwie 25 proc. pozyskuje dane na bieżąco. 17 proc. wykorzystuje automatyzacje opartą na analizie w czasie rzeczywistym. Większość czynności nadal wykonywana jest okresowo.

Sztuczna Inteligencja + Talent = Sukces

  • 42 proc. określiło sztuczną inteligencję jako technologię mającą największy wpływ na procesy automatyzacji. 51 proc. odpowiedziało, że korzysta z pewnych algorytmów AI (ang. Artificial Intelligence) w celu jej usprawnienia.
  • 70 proc. przedsiębiorstw zatrudnia specjalistów na stanowisku „Chief Data Officer” (Specjalisty ds. zarządzania danymi), co ma kluczowe znaczenie dla zarządzania danymi w celu optymalizacji zarówno działań IT, jak i biznesowych. Korporacje zatrudniają średnio ok. 40 specjalistów w zakresie data science.

Zewnętrzni dostawcy to kluczowe źródła danych

  • 84 proc. badanych przyznało, że dostęp do zewnętrznych zasobów danych jest niezbędny. Organizacje o najwyższym stopniu zaawansowania w większości korzystają ze źródeł zewnętrznych w celu wykonywania czynności operacyjnych (np. agregacji danych). Dostawcy niedługo staną się kluczowym źródłem pozyskiwania danych.

Cyberbezpieczeństwo polega na danych

  • 82 proc. respondentów gromadzi dane operacyjne i wydajnościowe dotyczące ich infrastruktury cyberbezpieczeństwa. To więcej niż w jakimkolwiek innym sektorze IT. Sektor bezpieczeństwa ma największe zapotrzebowanie na wgląd w dane oraz kontrole w czasie rzeczywistym.

IoT to połączenie IT i biznesu

  • 74 proc. organizacji będących na „zapobiegającym” poziomie dojrzałości pobiera dane z urządzeń składających się na ekosystem Internetu rzeczy – w porównaniu z 59 proc. organizacji „reaktywnych”. 77 proc. wszystkich firm przyznało, że Internet rzeczy ma kluczowe znaczenie w efektywnym prowadzeniu infrastruktury IT.

Gromadzenie odpowiednich operacyjnych danych IT, wyciąganie z nich właściwych wniosków oraz pełne wykorzystanie możliwości automatyzacji w całej infrastrukturze daje firmom szansę na wyróżnienie się spośród innych. Szefowie IT powinni teraz skupić się na innowacji.

„W przyszłości to właśnie jakość posiadanych danych, algorytmy umożliwiające ich analizę oraz fakt zatrudnienia specjalisty na stanowisku Chief Data Officer zadecydują o sukcesie firm”  – tłumaczy Zeus Kerravala z firmy ZK Research.

Polskie sieci handlowe umacniają swoją pozycję na rynku

Z analiz Polskiej Rady Centrów Handlowych (PRCH) i firmy doradczej EY wynika, że polskie sieci handlowe są jednymi z kluczowych najemców galerii i z powodzeniem konkurują z zagranicznymi markami.

Od momentu wejścia Polski do Unii Europejskiej polski przemysł odzieżowo-obuwniczy, znajdujący się wcześniej w głębokim kryzysie, przeszedł szereg pozytywnych zmian i jest obecnie jednym z najprężniejszych sektorów gospodarki.

Radosław Knap
Radosław Knap, Dyrektor Generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych

„Dynamicznie rozwijające się polskie sieci handlowe stanowią bardzo ważne ogniwo funkcjonowania centrów handlowych i z powodzeniem konkurują o klientów z markami międzynarodowymi. Ponadto szereg z nich odnosi sukcesy na rynkach zagranicznych” mówi Radosław Knap, Dyrektor Generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Oprócz dużej ilości średnich i małych przedsiębiorstw działających w tej branży, 22 spółki notowane są na Warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych. Największym graczem sektora na giełdzie jest Grupa LPP S.A. (właściciel takich marek jak: Reserved, Cropp, House, Mohito, Sinsay i Tallinder), której wartość jednej akcji od momentu debiutu na giełdzie w 2001 roku wzrosła o 19 285%. Grupa posiada już niemal 1800 sklepów w 20 krajach, a zyski spółki systematycznie rosną.

Bardzo dynamicznie rozwija się także grupa OTCF. W swoim porftolio OTCF posiada marki 4F, 4F Junior, Outhorn oraz Everhill. Kolejną rodzimą spółką, która także z powodzeniem konkuruje z zagranicznymi markami i jest ważnym, a także pożądanym najemcą dla właścicieli centrów handlowych, jest CCC S.A. Spółka posiada prawie 100 salonów w 16 krajach.

„Pod względem liczby i wielkości sklepów w Polsce, najwięksi gracze tacy jak LPP czy CCC nie ustępują zagranicznym sieciom, takim jak H&M czy marki Grupy Inditex (np. Zara, Bershka, Stradivarius, Massimo Dutti). Oprócz tego są uważane za równie ważne „kotwice”, co inne znane marki zagraniczne. Jako Polska Rada Centrów Handlowych staramy się tworzyć przestrzeń do promocji rodzimych marek podczas takich wydarzeń jak Targi ReDI, gdzie spotykają się wynajmujący i najemcy powierzchni w galeriach” tłumaczy Radosław Knap.

Oprócz wymienionych firm, istnieje wiele polskich marek modowych, które stanowią podstawę doboru najemców dla małych i średnich lokali w centrach handlowych. Moda męska jest silnie reprezentowana przez Bytom, Wólczankę, Próchnik, Lancerto, Recman oraz Lavard, a sektor mody kobiecej to marki takie jak: Simple, Pretty One, Monnari, Solar, Green Point oraz Taranko. Big Star, Diverse, Tatuum czy Medicine to obecnie silne polskie marki mody młodzieżowej.

Wśród najemców sektora biżuterii, akcesoriów oraz wyrobów skórzanych wymienić można: W.Kruk, Apart, Ochnik, Wittchen. Oprócz marki CCC, która jest niezaprzeczalnym liderem w sektorze obuwniczym, na rynku funkcjonuje wiele podmiotów polskich, których obecność w centrach handlowych, pozwala na zapewnienie klientom zróżnicowanej oferty. Wśród nich wiodącymi najemcami są: Ryłko, Gino Rossi, Wojas, Prima Moda, Venezia, Badura czy Kazar.

Segment mebli i wyposażenia wnętrz ma również swoją polską reprezentację, do której należą sieci tj. Agata Meble, Black Red White, Abra Meble, Meble VOX, Home & You. Również w branży elektronicznej i AGD wcale nietrudno znaleźć polskiego sprzedawcę. Większość sieci handlowych należy do polskich właścicieli i inwestorów – m.in. RTV Euro AGD, Media Expert, Neonet czy wywodzący się z handlu sprzętem komputerowym Komputronik, dziś oferujący również sprzęt AGD.

Co czeka wideo marketing w 2019 roku?

W dzisiejszych czasach większość osób korzysta z Internetu głównie na urządzeniach mobilnych, a najchętniej eksplorowanym rodzajem treści jest wideo. To właśnie ono zrewolucjonizowało w ostatnich latach światowe rynki digital marketingu. Jak pośród natłoku informacji sprawić, aby to nasz przekaz zainteresował odbiorców? Jakie rozwiązania warto wykorzystać w swojej strategii w 2019 roku?

Andrzej Goleta, Digital Marketing Manager sieci reklamowej Adexon
Andrzej Goleta, Digital Marketing Manager sieci reklamowej Adexon

Filmy to jedne z najbardziej angażujących treści online. Planując działania, należy jednak pamiętać, że trendy bardzo szybko się zmieniają, dlatego to co było popularne w danym roku, w kolejnym może być już tylko wspomnieniem. Aby prowadzić sprawne i przynoszące efekty działania, należy nieustannie obserwować zmieniające się środowisko i szybko reagować na pojawiające się nowości. Czas więc, aby dowiedzieć się, jakie trendy będą królowały w 2019 roku. Oto 3 rozwiązania, które na pewno pomogą markom osiągnąć sukces.

Vlogowanie dla biznesu

W ciągu ostatnich lat, vlogi zamieszczane w serwisie YouTube osiągnęły ogromny sukces. Większość z nich dotyczy codziennego życia czy też relacji z różnego rodzaju wydarzeń bądź podróży. Teraz także firmy zaczęły wykorzystywać ten rodzaj komunikacji z odbiorcami w swoich strategiach marketingowych. Przewiduje się, że w 2019 roku ta praktyka będzie zyskiwała coraz więcej zwolenników, a vlogi nie będą już tylko sposobem na dostarczanie rozrywki subskrybentom. Coraz więcej marek zaczyna zauważać, że vlogowanie jest szybkim i prostym sposobem na zwiększenie liczby odbiorców. Jest to także opcja niewymagająca zaawansowanej technologii. Wszystko co potrzebne jest do rozpoczęcia vlogowania to smartfon, odpowiednie oprogramowanie oraz profil w serwisie.

Wideo na żywo

Dzięki możliwościom prowadzenia transmisji na żywo na takich platformach jak Instagram, Facebook, YouTube czy Twitch, ten rodzaj komunikacji z klientem będzie jeszcze silniej rozwijać się w 2019 roku. Według raportu Facebooka, dzienny czas oglądania transmisji na żywo na tej platformie wzrósł aż czterokrotnie w ciągu ostatniego roku.

Live stream pozwala firmom na bezpośredni kontakt z klientem, przez co budowane jest wzajemne zaufanie. Daje również możliwość komentowania i zadawania pytań w czasie rzeczywistym. Natomiast wykorzystanie personalizacji w tego typu przekazie zachęca widzów do większego zaangażowania oraz pozostania z marką na dłużej. Firmy wykorzystują wideo na żywo w różnych celach: do promowania nowych produktów, prowadzenia seminariów online, przeprowadzania wywiadów, zdawania relacji z wydarzeń czy też organizowania Q&A. Jest to bardzo prosty i darmowy sposób na zwiększenie świadomości marki oraz budowanie relacji z odbiorcami.

Wideo 360°

Już od pierwszych chwil wprowadzenia na rynek wideo 360°, zarówno marki, jak i klienci dostrzegli bardzo duży potencjał tej formy przekazu. Wyjątkowe, interaktywne obrazy, dające możliwość ulepszania doświadczeń klientów sprawiły, że technologia 360° zaczęła zdobywać coraz większą popularność. Przyczyniły się do tego także możliwość umieszczania takich filmów na Facebooku czy YouTube oraz pojawianie się coraz to nowych technologii i oprogramowań do edycji i dystrybucji wideo 360°.

Zaletą tego rozwiązania jest też fakt, że tworzenie filmów VR nie jest tak trudne, jak mogłoby się wydawać. Wystarczy dobrej jakości aparat fotograficzny lub kamera GoPro oraz odpowiednie oprogramowanie do edycji. To wszystko czego potrzebujemy do tego, aby konsument mógł jeszcze dokładniej przyjrzeć się oferowanym przez nas produktom i usługom.

Kiedy już wiemy, po jakie narzędzia i formaty sięgać, wystarczy tylko dobrze przemyślana strategia, która dzięki możliwościom, jakie daje wideo na pewno pozwoli osiągnąć zakładane cele. Dzięki pojawiającym się stale nowym technologiom, wideo marketing stał się jeszcze lepiej dopasowany do potrzeb zarówno marketerów, jak i konsumentów. Możliwości wideo 360°, live stream czy vlogowania sprawiają, że nie może zabraknąć ich w strategii na 2019 rok.

Autor: Andrzej Goleta, Digital Marketing Manager sieci reklamowej Adexon