Sektor opakowań i recykling plastiku na celowniku Unii Europejskiej

Jedna trzecia z 3,5 mln ton tworzyw sztucznych zużywanych przez polski rynek, wykorzystywana jest do produkcji opakowań. Jednak poziom recyklingu opakowań wprowadzonych do gospodarstw domowych wynosi jedynie 40 proc1. Problem produkcji, konsumpcji i gospodarowania odpadem plastikowym jest problemem globalnym. Unia Europejska rozpoczęła wdrażanie przepisów, których celem jest zminimalizowanie negatywnych skutków oddziaływania odpadów powstałych z tworzyw sztucznych na środowisko. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte rozwiązaniem może być gospodarka o obiegu zamkniętym. Model GOZ zakładający w Polsce redukcje o 1 proc. zużycia materiałów i energii we wszystkich sektorach stwarza możliwość uzyskania dla gospodarki 19,5 miliarda złotych wartości dodanej rocznie.

Rynek tworzyw sztucznych jest istotnym elementem globalnej gospodarki. W Polsce zapotrzebowanie na tworzywa sztuczne wynosi 3,5 mln ton rocznie. W 8 tys. przedsiębiorstw związanych z tą branżą pracuje 160 tys. osób. Z kolei w Europie przemysł tworzyw sztucznych znajduje się na 7. miejscu pod względem wytwarzania wartości dodanej. W europejskim sektorze działa 60 tys. przedsiębiorstw, których obroty wynoszą 350 mld euro rocznie. Na starym kontynencie w ciągu roku wytwarza się 60 mln ton plastiku.

Plastik plastikowi nierówny

Największym odbiorcą tworzyw sztucznych w Polsce jest sektor opakowań. Konsumuje on 33 proc. wyprodukowanego plastiku. Z kolei 26 proc. wyprodukowanych tworzyw sztucznych trafia do budownictwa, a co dziesiąta tona wykorzystywana jest w branży motoryzacyjnej.

Zużycie tworzyw do produkcji opakowań w Polsce stale wzrasta. W latach 2013 – 2017 liczba ta zwiększyła się o 20 proc. i wyniosła 1,12 mln ton. Plastik kojarzy się nam przede wszystkim z plastikowymi butelkami PET (wykonane z politereftalanu etylenu). Ale ich produkcja ma jedynie 14 proc. udziału w sektorze opakowań. W Polsce najwięcej plastiku zużywamy do produkcji toreb na zakupy wielokrotnego użytku, folii oraz tacek do żywności.

Poszczególne wyroby z tworzyw znacznie różnią się długością okresu ich wykorzystywania . Niektórych używamy bardzo krótko, a innych nawet przez kilkadziesiąt lat. Problem jednak powstaje w momencie, kiedy dany produkt czy opakowanie plastikowe nie są nam już potrzebne.

Julia Patorska
Julia Patorska, Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte

Istnieją znaczne różnice w odzysku tworzyw sztucznych w krajach europejskich. W Polsce od 30 do 50 proc. wycofanych tworzyw jest składowanych. Na rynek trafia ponad 997 tys. ton opakowań z plastiku, z czego na gospodarstwa domowe przypada 678 tys. ton. Poziom recyklingu wynosi około 40 proc., co oznacza, że nie wiadomo, co dzieje się z ponad 406 tys. ton. – Często zdarza się, że najbardziej atrakcyjne dla nas opakowania, które przykuwają naszą uwagę na półkach sklepowych są bardzo trudne do poddania recyklingowi. Ponadto, wiele opakowań z tworzyw sztucznych trafia do odpadów zmieszanych lub co gorsza do pieców domowych. Jest więc to efekt braku wiedzy i nieświadomości konsumentów. Ale z drugiej strony można powiedzieć, że producenci również mogliby włożyć więcej wysiłku, by edukować klientów, co powinni zrobić z opakowaniem po wytworzonym przez nich produkcie – mówi Julia Patorska, Lider zespołu analiz ekonomicznych Deloitte.

Plastik na celowniku Unii Europejskiej

Rok 2018 przyniósł znaczące zmiany w obszarze regulacji dotyczących gospodarowania odpadami oraz efektywnego wykorzystania surowców naturalnych. W styczniu 2018 roku opublikowana została unijna strategia dotycząca tworzyw sztucznych (tzw. Single Use Plastic), a 4 lipca zaimplementowano pakiet dyrektyw dotyczących gospodarki o obiegu zamkniętym. Dokumenty te stawiają ambitne cele, dążące do poprawy wykorzystania tworzyw sztucznych, m.in. poprzez usprawnienie działania systemu ROP, czyli rozszerzonej odpowiedzialności producenta, poprawę produktów już na etapie projektu, wykorzystywanie materiałów biodegradowalnych, tworzenie rynków do ponownego wykorzystania tworzyw sztucznych i surowców pochodzących z recyklingu oraz przede wszystkim ich znaczne ograniczenie, a w przypadku niektórych produktów nawet eliminację z rynku przedmiotów jednorazowych, wykonanych z tworzyw sztucznych. – Komisja Europejska uzasadnia te zmiany koniecznością ochrony w szczególności mórz i oceanów przed rosnącym zanieczyszczeniem tworzywami sztucznymi i licznymi konsekwencjami z tego wynikającymi. Plastik jest materiałem bardzo funkcjonalnym, jednak jego wykorzystanie stało się zdaniem KE nieodpowiedzialne – mówi Paulina Kaczmarek, Menedżer w zespole ds. zrównoważonego rozwoju Deloitte. Przyjęcie ostatecznego kształtu dyrektywy Single Use Plastic spodziewane jest w pierwszym kwartale tego roku.

W ocenie ekspertów Deloitte główne konsekwencje nowych przepisów poniesie sektor FMCG. Zakaz wykorzystywania wielu jednorazowych produktów z plastiku, w tym: plastikowych sztućców i talerzy czy patyczków do uszu może okazać się dla nich bardzo dotkliwy. Do tego nowe przepisy nałożą na nich prawdopodobnie konieczność pokrycia kosztów zbiórki, transport i przetworzenia odpadów oraz kosztów usuwania odpadów z oceanów. Cele odnoszą się również do zawartości recyklatu w butelkach PET (co najmniej 25 proc. od 2025 oraz 30 proc. począwszy od 2030 r.) oraz konieczności zbiórki opakowań PET po napojach (77 proc. do 2025 oraz 90 proc. do 2030 roku).

Gospodarka o obiegu zamkniętym zmienia optykę biznesu

Zmiany w zakresie odpowiedzialnego wykorzystania plastiku wymagają zaangażowania wszystkich uczestników rynku. – Biznes rozpoczął już działania, które mają mu pomóc przystosować się do nowych warunków. Dzieje się to zarówno na poziomie organizacji branżowych, jak partnerstwa na co dzień konkurujących ze sobą firm oraz indywidualnych akcji pojedynczych przedsiębiorców – dodaje Paulina Kaczmarek.

Te działania to m.in. wycofywanie przedmiotów z tworzyw sztucznych jednorazowego użytku i wprowadzanie biodegradowalnych alternatyw. Na świecie, kolejne firmy ogłaszają zobowiązania do redukcji zużycia plastiku w opakowaniach czy wprowadzenia opakowań z recyklatów. Firmy pracują nad wprowadzeniem opakowań przydatnych do recyclingu, biodegradowalnych lub wielokrotnego użytku. W działania te angażują klientów. Ponadto, duże środki są inwestowanie w rozwój innowacji w obszarze nowych tworzyw sztucznych.

– Dążymy do tego by plastik mógł być wielokrotnie przetwarzany, tym samym wspierając ideę obiegu zamkniętego. Na grudniowym szczycie klimatycznym ogłosiliśmy zobowiązanie do działania na rzecz poprawy systemu selektywnej zbiórki odpadów w Polsce, tak by już w 2025 przekroczyć poziom 90 proc. odzysku opakowań PET w kraju. Zobowiązaliśmy się również, że już w 2020 taka sama ilość plastiku, jaką wprowadzimy na rynek, zostanie zebrana i przekazana do recyclingu. Deklarujemy także systematyczne zwiększanie udziału przetworzonego plastiku w naszych opakowaniach oraz edukację konsumentów w zakresie segregacji oraz recyklingu – mówi Edyta Krysiuk-Kowalczyk, Dyrektor ds. jakości i zrównoważonego rozwoju w Żywiec Zdrój S.A.

Przejście na model gospodarki o obiegu zamkniętym może okazać się rozwiązaniem dla wielu współczesnych wyzwań. Skutek ten jest osiągany poprzez ponowne wykorzystywanie materiałów, przedłużanie żywotności produktów oraz wykorzystanie potencjału, który obecnie w dużej części jest marnowany w strumieniu odpadów. – Są już firmy, które to rozumieją i rozpoczęły działania, które przybliżają je ku gospodarce o obiegu zamkniętym. Pozostali powinni podążyć tą drogą. By miało to jednak sens, w cały proces muszą być również zaangażowani również konsumenci i regulatorzy – podsumowuje Julia Patorska.

1) Zakładając, że wszystkie opakowania zebrane w ramach selektywnej zbiórki zostały poddane recyklingowi

Plany rozwojowe na 2019 – jaki kierunek, jaki rodzaj, jaki sens?

Wspieranie rozwoju i kształcenia to coraz bardziej doceniany przez pracowników aspekt relacji z firmą. Niestety, wśród szefów pokutuje wiele mitów na ten temat. Jeden z nich głosi, że tego typu działania są nieopłacalne dla przedsiębiorców i niosą za sobą więcej zagrożeń niż zysków. Inny z kolei mówi, że wyszkolony pracownik odejdzie po jakimś czasie do konkurencji, wspierając jej szeregi. Tymczasem ignorowanie naturalnej potrzeby rozwoju w Twoim zespole prowadzi wprost do stagnacji, frustracji i w konsekwencji rotacji. Niedoceniony, stojący w miejscu pracownik zaczyna szukać nowych wyzwań zawodowych i firmy, w której może rozwijać swoje kompetencje.

Jedne z kluczowych wniosków raportu Deloitte Human Capital Trends 2018 jest mówi, że 60 procent firm nie jest przygotowanych do wspierania pracowników w rozwoju ich własnej ścieżki kariery i poszukiwania nowych ról w organizacji. Obszar ten rozumiany może być jako zapewnienie środowiska, które sprzyja rozwojowi i pozwala na doskonalenie umiejętności w sposób, który odpowiada potrzebom pracowników. Czy rok 2019 ma szansę coś zmienić?

Nietrafiony plan lub jego brak

W sytuacji, kiedy firma nie ma opracowanego efektywnego planu rozwojowego lub jest on skonstruowany w sposób nietrafiony, właściciel czy menadżer musi się liczyć z szeregiem konsekwencji. Pierwszą z nich jest zwiększoną rotacja pracowników. Jeżeli praca w danej firmie nie będzie stanowiła wyzwania, ludzie zaczną odchodzić innych organizacji firm, w których ich chęć rozwoju będzie pobudzana i doceniana.

Kolejną konsekwencją może być utrata zaangażowania i kreatywności pracowników. Pracownicy, którzy będą odczuwali brak zainteresowania inwestycją w ich potencjał, stracą wewnętrzną motywację i nie będą wykazywali chęci do podejmowania nowych wyzwań. Brak możliwości rozwoju będzie przejawiał się np. brakiem zapału do pracy.

Inną konsekwencją jest konieczność rekrutowania i wdrażania nowych specjalistów. Otoczenie biznesowe i same firmy zmieniają się dziś wyjątkowo dynamicznie. Często konieczne jest poszerzanie działalności lub rozbudowa działów o kolejnych ekspertów. Muszą oni od podstaw uczyć się wszelkich informacji o firmie, jej specyfiki, kultury organizacji, obowiązujących norm. A przecież jednocześnie korzystną dla organizacji i atrakcyjną dla pracownika opcją, jest podniesienie kompetencji i wyposażenie w nowe narzędzia oraz wiedzę człowieka już zatrudnionego w danej firmie.

Pracownicy są najlepszą nawigacją

Niestety zdarza się, że osoby opracowujące nowy plan rozwojowy na dany rok, opierają się głównie na domysłach, przekonaniach kadry zarządzającej lub modnych hasłach. W firmach zapomina się często, że zarządzanie karierą i kształceniem się pracownika powinno być oparte nie tylko o potrzeby firmy, ale też jego osobiste cele i aspiracje.

W konstruowaniu planu rozwojowego warto jest wspierać się narzędziami, które pozwalają na poznanie perspektywy, pomysłów i oczekiwań pracowników. Przykładem takiego narzędzia jest Pulsometr iniJOB, online który analizuje zadowolenie pracowników z możliwości rozwojowych w organizacji. Określa wpływ tego poziomu na ogóle doświadczenia pracowników z firmą. Stwarza przestrzeń do zgłaszania pomysłów i inicjatyw, a eksperci iniJOB rekomendują działania, jakie należy podjąć, aby wzmocnić ten obszar.

Tylko wychodzenie od potrzeb pracowników pozwala stworzyć optymalne warunki by utrzymać ich zaangażowanie oraz chęć do pracy właśnie w tej organizacji. Ważne jest również, aby przy diagnozowaniu potrzeb rozwojowych skupić się nie tylko na kompetencjach, które oceniane są na niskim poziomie. Konieczne jest wzmacnianie i pielęgnowanie silnych stron pracowników.

Jaki powinien być plan rozwojowy na 2019 w waszej firmie?

  1. Budowany w oparciu o indywidualne potrzeby pracowników.
  2. Zgodny z celami biznesowymi firmy.
  3. Powinien obejmować obszary do rozwoju, a także wzmacnianie mocnych stron i zainteresowań pracowników.
  4. Pozytywnie wpływający na doświadczenia pracowników z firmą.
  5. Dostarczający pracownikom wszelkich niezbędnych narzędzi i kompetencji, do obejmowania nowych ról w organizacji.

Jaki jest sens skutecznego planu rozwojowego w firmie?

Wzrost kwalifikacji przekłada się na zwiększoną efektywność, a ta z kolei na większy zysk całej firmy. Organizacja zdobywa profesjonalną, wyszkoloną kadrę. Wzrasta dzięki temu jakość świadczonych usług, a co za tym idzie, zadowolenie klientów. Pracownicy stają się bardziej samodzielni i zaangażowani w swoją pracę wiedząc, że przełożeni dostarczają im niezbędnych narzędzi aby stali się ekspertami.

Dodatkowo pracownicy wiedząc, że istnieje możliwość podnoszenia ich kompetencji, będą znali i śledzili techniki, trendy i innowacyjne obszary w swojej branży, podnosząc tym samym jakość oferty przedsiębiorstwa. Będą chętniej podejmowali się nowych wyzwań w obszarze działalności firmy. Dzięki rozwojowi pracowników, firma będzie dysponowała nowoczesnymi metodami i sposobami pracy.

Innym pozytywnym skutkiem opracowania planu rozwojowego, który odpowiada na potrzeby pracowników, jest polepszenie współpracy i komunikacji w firmie. Pracownicy szkolący się z kompetencji miękkich, ale też Ci, którzy mają możliwość poznawania innych modeli pracy, będą potrafili w skuteczny sposób funkcjonować wewnątrz organizacji, w której pracują.

Autor: Joanna Tymczyj, ekspert zarządzania doświadczeniem pracownika, iniJOB.com

Cryptomining zagraża coraz większej ilości firm na świecie

Ponad 37% firm na świecie zostało dotkniętych problemem cryptominingu. Co tydzień co piąta firma pada ofiara ataku, a ponad 30% ataków hakerskich dokonywanych jest na urządzenia mobilne – alarmują analitycy firmy Check Point Software Technlogies.

Wykres pokazuje najczęściej występujące typy ataków na świecie oraz w poszczególnych regionach.
Wykres pokazuje najczęściej występujące typy ataków na świecie oraz w poszczególnych regionach.

Nowy Raport Bezpieczeństwa 2019 firmy Check Point, pokazuje, że aż 20% firm na całym świecie jest co tydzień atakowane za pomocą cryptominingu, 33% firm zostało dotkniętych mobilnym złośliwym oprogramowaniem i tylko 4% wirusem ransomware w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Raport Check Point prezentuje główne metody wykorzystywane przez cyberprzestępców do atakowania firm wszystkich branży na całym świecie. Dokument dostarcza specjalistom bezpieczeństwa i członkom zarządów firm informacje i wskazówki, jak chronić się przed atakami i zagrożeniami piątej generacji.

Cryptominery zdominowały krajobraz złośliwego oprogramowania

Cryptominery były jednym z czterech najczęściej używanych rodzajów złośliwego oprogramowania i dotknęły 37% organizacji na całym świecie w 2018 roku. Pomimo spadku wartości kryptowalut, 20% firm jest nadal atakowanych cryptominerami każdego tygodnia. Co więcej, ten typ złośliwego oprogramowania ewoluował – wykorzystuje teraz najpopularniejsze podatności i potrafi omijać sandboxy oraz oprogramowanie zabezpieczające celem zwiększenia ilości zainfekowanych urządzeń.

Urządzenia mobilne to ruchome cele

Ponad 1/3 wszystkich organizacji na świecie zostało zaatakowane za pomocą mobilnego oprogramowania, a 3 najczęstsze typy złośliwego oprogramowania atakowały urządzenia z systemem Android. W 2018 roku mieliśmy do czynienia z kilkoma przypadkami instalowania złośliwego oprogramowania w aplikacjach dostępnymi w App-storach, które były tylko przykrywką dla działań hakerskich.

Trzecim, najpopularniejszym typem złośliwego oprogramowania były boty, które zaatakowały przeszło 18% firm. Wykorzystywano je do ataków DDoS oraz rozprzestrzeniania innych typów złośliwego oprogramowania. Zarażenia botami dotyczyły prawie połowy (49%) organizacji, które doświadczyły ataku DDoS w roku 2018.

Co ciekawe, w roku 2018 zanotowano ostry spadek ataków typu ransomware, które dotknęło jedynie 4% wszystkich firm.

Od olbrzymiego wzrostu cryptominingu do ogromnych wycieków danych i ataków DDoS w ubiegłym roku, cyberzagrożenia niemal bez przerwy wyrządzały firmom szkody. Cyberprzestępcy posiadają duży wachlarz możliwości atakowania i pozbawiania źródła dochodów firm z każdej branży, a pierwsza część Raportu Bezpieczeństwa 2019 dokładnie opisuje coraz bardziej złożone techniki, których używają – powiedział Peter Alexander, szef działu marketingu firmy Check Point Software Technologies.

– Wielowektorowe, szybko rozwijające się ataki piątej generacji o wielkiej skali występują coraz wcześniej, tak więc organizacje powinny wprowadzić wielowarstwowe strategie cyberbezpieczeństwa, które zapobiegną przejęciu swoich sieci i danych. Raport Bezpieczeństwa 2019 udostępnia wiedzę, przemyślenia i rekomendacje, w jaki sposób zapobiec tego typu atakom  – dodaje przedstawiciel Check Point.

Raport Bezpieczeństwa 2019 firmy Check Point opiera się na danych pochodzących z Check Point ThreatCloud, największej, kolaboracyjnej sieci powstałej w celu walki z cyberprzestępczością, która dostarcza danych o zagrożeniach i trendach ataków z globalnej sieci wykrywaczy zagrożeń, z badań Check Point w ostatnich 12 miesiącach oraz z nowej ankiety dla specjalistów IT i kadry zarządzającej, która bada gotowość na nowoczesne zagrożenia. Raport ten analizuje najnowsze zagrożenia w różnych sektorach gospodarki, a także zawiera kompleksowy przegląd trendów dotyczących złośliwego oprogramowania, nowopowstałych wektorów wycieków danych oraz ataków na struktury państwowe. Zawarto w nim również analizy ekspertów firmy Check Point, aby pomóc organizacjom zrozumieć i przygotować się na teraźniejsze i przyszłe cyberzagrożenia.

Polski Rynek Nieruchomości – Styczeń 2019 r. [RAPORT]

W Warszawie, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym ceny przestały rosnąć. Tak wynika z danych Metrohouse, Expandera i portalu RynekPierwotny.pl. Kontynuację wzrostów nadal obserwujemy we Wrocławiu i Krakowie. Wyższe ceny to nie jedyna niekorzystna informacja dla kupujących. Banki zaostrzają kryteria przyznawania kredytów, co jest to związane z przewidywanym pogorszeniem koniunktury gospodarczej.

Rejony centralne miast drożeją najszybciej

Analiza cen transakcyjnych pozwala na stwierdzenie, że najszybciej drożejącymi mieszkaniami są te położone w centralnych rejonach miast. Dodatkowym czynnikiem sprzyjającym wzrostom jest wiek budynku. Najszybciej drożeją mieszkania w budynkach oddanych do użytku w ostatniej dekadzie. – Zwiększa się też różnica pomiędzy cenami lokali w centrach miast i na obrzeżach. Różnice te widoczne są zwłaszcza na rynku pierwotnym, gdzie specyfika budownictwa w najlepszych lokalizacjach w mieście wymusza skupienie się na inwestycjach z najwyższej półki, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse.

W Krakowie coraz drożej

Pomimo, iż w Warszawie, Poznaniu i Gdańsku wzrosty cen przyhamowały, to są miasta, gdzie podwyżki są nadal widoczne. – Najwyższe wzrosty miały miejsce w Krakowie (4,1 proc.). W stolicy Małopolski za m kw. płacimy już średnio 7114 zł, a wśród klientów Metrohouse i Expandera ceny poniżej 6000 zł za metr dotyczyły zaledwie 20 proc. transakcji, komentuje Marcin Jańczuk z Metrohouse. Ponownie wzrosły ceny w Łodzi, gdzie średnia cena za m kw. wyniosła 4243 zł i jest o 13,9 proc. wyższa niż przed rokiem. Jeżeli spojrzymy na wzrosty w innych miastach – łódzkie są rekordowo wysokie. Nominalnie łodzianie kupują mieszkania droższe o ponad 500 zł za m kw. niż 12 miesięcy temu. Do prawie 6000 zł za m kw. dochodzą średnie ceny mieszkań we Wrocławiu – jest to o 10,8 proc. drożej niż przed rokiem.

Ceny nowych mieszkań najbardziej stabilne w Warszawie

Od października do grudnia ubiegłego roku warszawski rynek pierwotny był najbardziej stabilny cenowo spośród analizowanych sześciu największych miast. Jednoprocentowy wzrost średniej ofertowej ceny 1 mkw. dla Warszawy nastąpił po podwyżce z III kw. 2018 r. wynoszącej aż 4,5%. Największe wzrosty odnotowano dla Krakowa i Wrocławia. Tutaj podwyżki cenowe zbliżyły się do 6% licząc kwartał do kwartału. Na uwagę zasługuje dodatkowo jeszcze jedna kwestia. Jak tłumaczy Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl – Na przełomie 2018 r. oraz 2019 r. mieliśmy do czynienia z bardzo zbliżonym poziomem cen nowych mieszkań (ok. 7100 zł/mkw. – 7300 zł/mkw.) w trzech metropoliach. Mowa o Wrocławiu, Poznaniu oraz Gdańsku. Warto odnotować, że spośród wymienionych ośrodków miejskich to Gdańsk cechował się najbardziej rozbudowaną ofertą luksusowych „M”.

Najszybciej spadł udział tanich lokali od deweloperów

W czwartym kwartale 2018 r. bardzo uwidoczniły się zmiany udziału nowych lokali należących do poszczególnych grup cenowych. Jak tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl największy ubytek można było zaobserwować w przypadku tanich „M” – W Mieście Kraka udział lokali kosztujących 6000 zł/mkw. – 7000 zł/mkw. spadł aż o 7,8 punktu procentowego. Ubyło też wiele krakowskich „M” za 5000 zł/mkw. – 6000 zł/mkw. (-5,0 p.p.). Spory ubytek tańszych mieszkań odczuli również klienci firm deweloperskich z Wrocławia. Na terenie tego dolnośląskiego miasta, udział lokali kosztujących 5000 zł/mkw. – 6000 zł/mkw. spadł o prawie 7,0 punktów procentowych przez jeden kwartał. W 2019 roku można spodziewać się, że struktura oferowanych mieszkań w dalszym ciągu będzie przesuwać się w kierunku wyższych cen za 1 mkw.

Banki ograniczają dostępność kredytów

Jarosław Sadowski Główny Analityk Expander Advisor
Jarosław Sadowski
Główny Analityk Expander Advisor

Według GUS wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw wzrosły w ubiegłym roku o ok. 7%. Niestety nie przełoży się to na istotny wzrost dostępnej kwoty kredytu, gdyż jednocześnie banki podwyższyły wymagania w zakresie dochodów kredytobiorców. Żeby otrzymać 300 000 zł kredytu czteroosobowa rodzina musi dysponować dochodem na poziomie 5 590 zł netto (wartość średnia dla 10 banków). W ciągu roku wymagania w tym zakresie wzrosły o 5%. – Banki postępują w ten sposób ponieważ obawiają się, że prognozowane pogorszenie koniunktury gospodarczej sprawi, że więcej kredytobiorców może mieć trudności z terminową spłatą rat. Zaostrzając kryteria ograniczają więc ryzyko. W okresach gorszej koniunktury zdarza się bowiem, że kredytobiorca jest zmuszony zmienić pracę na taką, w której zarobi mniej. Mimo to musi jednak poradzić sobie ze spłatą rat, komentuje Jarosław Sadowski, ekspert Expandera.

Niska inflacja oddala ryzyko podwyżek stóp procentowych

Dobrą informacją, zarówno dla osób planujących zaciągnięcie kredytu hipotecznego, jak i tych, którzy już go spłacają jest niespodziewanie niska inflacja. W grudniu wyniosła ona jedynie 1,1% r/r. – Wolny wzrost cen w gospodarce powoduje, że oddala się perspektywa podwyżek stóp procentowych. Pod koniec ubiegłego roku część ekonomistów prognozowało, że cykl podwyżek stóp rozpocznie się już w 2019 r. To natomiast oznaczałoby wzrost wysokości rat i kolejne pogorszenie dostępności kredytów. Obecnie wydaje się, że w tym roku stopy pozostaną na dotychczasowym poziomie, dodaje Jarosław Sadowski z Expandera.

Jak szybko i skutecznie sprzedać samochód? Oto kilka wskazówek!

Samochód wraz z upływem czasu może się zużyć, znudzić lub też wymagać mniej lub bardziej kosztownych napraw, na które nie mamy czasu. Wtedy to często pada decyzja o sprzedaży samochodu. Niestety w wielu przypadkach proces ten przedłuża się w nieskończoność, a my tracimy nadzieję na to, że kiedykolwiek nasz samochód znajdzie innego właściciela. Jak skutecznie sprzedać samochód? O czym należy pamiętać, aby sprzedaż była szybka?jak skutecznie sprzedać auto

Jak szybko i skutecznie sprzedać samochód?

Odpowiedni wygląd samochodu

Najlepsza cena za samochód może zostać uzyskana wtedy, kiedy nabywca kupuje go dla siebie. Dla takich osób najistotniejsze jest pierwsze wrażenie, czyli wygląd karoserii, wnętrza pojazdu oraz ogólne wrażenie. Wystawiany samochód musi wyglądać na zadbany, gdyż wszelkie ubytki mogą świadczyć do dużej eksploatacji samochodu lub o niedbalstwie właściciela. Nie wystarczy skorzystanie z myjni samochodowej.

Odkurzanie wnętrza

Konieczne jest również odkurzenie wnętrza, wytrzepanie dywaników oraz dopracowanie ewentualnych ubytków, które szybko można zamaskować za pomocą wosków i past. Poplamiona tapicerka musi zostać dokładnie umyta, a zużyte odświeżacze powietrza wyrzucone.

Wymiana zużytych elementów wnętrza pojazdu

Wszelkie drobiazgi, które uległy zniszczeniu należy natychmiast wymienić! Po wymianie nowych elementów nie należy jednak od razu sprzedawać samochodu gdyż mogą się one nieco odróżniać od reszty i budzić wątpliwości potencjalnego nabywcy.

Porządki pod maską

Warto zadbać również o umycie silnika i wyczyszczenie widocznych elementów pod maską samochodu. Mycie silnika nie należy jednak do czynności prostych, gdyż użycie zbyt silnych detergentów może doprowadzić do szybszej korozji węży i podzespołów.

Lakier na 5

W celu zakrycia rys, konieczne jest woskowanie. Nawet niewielka polerka może dać fenomenalne efekty! Nie trzeba kupować drogich wosków, które dostępne są w sklepach. Wystarczy wizyta na myjni samochodowej, gdzie za niewielkie pieniądze może nałożyć wosk równomiernie na samochód. W przypadku, kiedy nasz samochód nie miał nigdy wypadku, nie trzeba nadmiernie tuszować ewentualnych niedociągnięć. Wszelkie wgniotki lub duże ryzy po próbach naprawy mogą stać się jeszcze bardziej widoczne.

Napraw tylko konieczne elementy

Sprzedaż samochodu spowodowana jest często wieloma awariami i koniecznością sporej inwestycji, aby samochód nadawał się w dalsze trasy. Przed sprzedażą warto jednak wymienić niektóre elementy, aby nie inwestować zbyt dużych pieniędzy w naprawę. Części w niezwykle korzystnych cenach dostępne są np. na EUautoczesci.pl . Grupa fachowców doradzi najlepsze warianty części, aby sprzedaż samochodu przyniosła jeszcze większy zysk. Na desce rozdzielczej nie mogą świecić się niepotrzebne kontrolki, gdyż to budziłoby wątpliwości wielu potencjalnych nabywców!

Nie kombinuj z przebiegiem!

Ryzykownym i oczywiście nielegalnym pomysłem jest ,,podkręcanie” licznika. Niestety robi tak wielu handlarzy, którzy za spore pieniądze chcą sprzedać samochody z dużym przebiegiem. W przypadku, kiedy przebieg jest duży, nie warto korzystać z pomocy nielegalnych źródeł, a w ogłoszeniu wspomnieć, że jest to jedna z niewielu uczciwych na rynku ofert oraz że nie warto kupować samochodu z niewielkim przebiegiem, gdyż może okazać się to oszustwem. Wiele osób przyznaje rację i jest zainteresowana kupnem. Rubrykę z przebiegiem w takim wypadku warto zostawić pustą, ponieważ osoby poszukujące, bardzo często zaznaczają maksymalny przebieg, dlatego nasza propozycja może zostać nieuwzględniona w wynikach wyszukiwania.

Sprzedawaj z rąk do rąk!

Niestety ostatnio zauważyć można niesłabnący trend, który ukazuje, że ofiarą coraz częściej padają osoby sprzedające samochód. Wiele osób dzwoni i mówi, iż kup samochód w ciemno, jednak obecnie nie może zrobić tego osobiście ze względu na przebywanie za granicą. W takiej sytuacji samochód miałaby zabrać firma transportowa, a pieniądze miałyby zostać przelane na konto. Następnie kierowcy przesyłają potwierdzenie przekazu i proszą o opłacenie cła lub transportu, przez co pieniądze przepadają! Umowę należy bezpośrednio spisać z nabywcą, natomiast pieniądze otrzymać w formie gotówki. Trzeba jednak uważać na autentyczność banknotów. Nie zapomnij również zgłosić sprzedaży samochodu, aby uniknąć problemów!

Odświeżaj często ogłoszenia

Warto pamiętać również o częstym odświeżaniu ogłoszeń. Dzięki temu potencjalny nabywca będzie myślał, że ogłoszenie jest nowe i zostało dodane niedawno. Oferty, które leżą od dłuższego czasu na tablicy, są dla niektórych podejrzane, dlatego poszukujący samochodu myślą, że z samochodem jest coś nie tak i nie warto zaprzątać sobie nim głowy. Niestety zła wiadomość jest taka, że coraz więcej serwisów pośredniczących życzy sobie około 20-30 zł za wystawienie ogłoszenia. Dobra wiadomość jest taka, że odświeżanie kosztuje znacznie mniej. W celu wzmocnienia zasięgu warto dodawać ofertę również na bezpłatne portale. indie

Czy sprzedaż samochodu jest trudna?

Sprzedawanie samochodu nie musi wiązać się z żadnymi trudnościami. Należy jedynie przestrzegać powyższych rad, a nasz samochód w niedługim czasie zyska nowego właściciela. W tym przypadku liczy się dopracowanie szczegółów, uczciwość i odrobina sprytu. To prostsze, niż mogłoby się wydawać! Wystarczy odrobina chęci, czasu i cierpliwości, aby osiągnąć wymarzony cel.

Jeśli zainteresował cię artykuł odwiedź także: Warsztat online Autodoc – naprawa na własną rękę

W 2018 r. rynek nowoczesnych powierzchni handlowych w Polsce powiększył się o 434 tys. m kw.

Według danych zebranych przez ekspertów BNP Paribas Real Estate Poland, w 2018 roku rynek nowoczesnych powierzchni handlowych w Polsce powiększył się o 434 tys. m kw. i na koniec grudnia osiągnął 14,6 mln m kw. Tempo przyrostu wolumenu powierzchni jednak systematycznie spada od trzech lat, a prognozy na lata kolejne mówią o dalszym spowolnieniu  wzrostu. W ostatnim czasie rośnie znaczenie małych i średnich obiektów, zwłaszcza parków handlowych, w miejscowościach  poniżej 100 tys. mieszkańców.  

Kluczowy dla  wyniku osiągniętego w całym 2018 roku był IV kwartał, który przyniósł ok. 204 tys. m kw. nowej powierzchni najmu. Obecnie 73% istniejącej powierzchni najmu przypada na tradycyjne centra handlowe, zaś relatywnie niski udział (8%), w porównaniu z bardziej dojrzałymi rynkami Europy Zachodniej, ma sektor parków  handlowych. Zgodnie z prognozami ekspertów BNP Paribas Real Estate Poland, w kolejnych latach będziemy świadkami przyrostu powierzchni handlowej w skali ok. 350 000 m kw. rocznie. Spadek dynamiki wzrostu wynika m.in. z kurczącej się chłonności rynku oraz rosnących kosztów budowy i ich wpływu na efektywność planowanych inwestycji.

W 2018 dominowały duże miasta i duże obiekty…

W całym 2018 roku ok. 64% nowej podaży zostało zrealizowane w ośmiu głównych aglomeracjach, w których otwarto zarówno duże centra handlowe (Forum Gdańsk w Gdańsku, Galeria Libero w Katowicach, Gemini Park w Tychach, leżących w aglomeracji Górnego Śląska), dostarczono na rynek kilka mniejszych obiektów (m.in. Nowa Stacja w Pruszkowie leżącym w aglomeracji warszawskiej, Vendo Park w Dąbrowie Górniczej czy przebudowany Cedet w Warszawie), jak i zrealizowano rozbudowy wybranych obiektów (m.in. Atrium Targówek, Atrium Reduta i Atrium Promenada w Warszawie, Platan w Zabrzu i Centrum Janki w aglomeracji warszawskiej). Z kolei ¼ nowej podaży stanowiły małe parki i centra handlowe zlokalizowane w miastach o populacji do 100 tys. mieszkańców, m.in. Galeria Stela w Cieszynie, Bursztynowa Park w Ostrołęce, Galerie Hosso w Gubinie i Świebodzinie, Park Handlowy Saller w Oławie czy rozbudowa Dekady w Grójcu.

…, ale przyszłość należy do małych obiektów

W najbliższych latach wzrost rynku oparty będzie właśnie o ten format powierzchni handlowej. Na koniec zeszłego roku w budowie znajdowało się ok. 450 tys. m kw. powierzchni najmu, z czego około 350 tys. m kw. przewidziane jest do otwarcia w 2019 r. Większość projektów to obiekty małej skali, jak np. Color Park w Nowym Targu, Dekada w Nysie, Galeria Chełm w Chełmie, Multibox w Płońsku, Stara Ujeżdżalnia w Jarosławiu. Z dużych obiektów w 2019 r. planowane jest ukończenie i oddanie do użytku jedynie Galerii Młociny w Warszawie.
Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, z BNP Paribas Real Estate Poland
Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, z BNP Paribas Real Estate Poland

Powolny zwrot deweloperów w kierunku mniejszych formatów handlowych to trend obserwowany na rynku od dłuższego czasu. Jeszcze dekadę temu obiekty handlowe usytuowane w miastach do 100 tys. mieszkańców stanowiły tylko ok. 9% całego rynku nowoczesnego handlu, natomiast na koniec zeszłego roku ich udział został podwojony i nadal będzie rósł. Z powierzchni będącej obecnie na etapie budowy ok. 30% zostanie dostarczone właśnie na te rynki.

Patrycja Dzikowska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych i Doradztwa, z BNP Paribas Real Estate Poland

Popyt najemców na stabilnym poziomie

W minionym roku wakaty w centrach handlowych działających na głównych rynkach (o populacji powyżej 150 tys. mieszkańców) utrzymywały się na stabilnym poziomie ok. 3%.  Duże powierzchnie opuszczone przez sieć Praktiker zostały niemal w całości zagospodarowane przez innego operatora z sektora DIY (firmę OBI). Również na lokale handlowe, z których wyprowadziła się przeżywająca problemy finansowe sieć supermarketów Piotr i Paweł stosunkowo szybko pojawiali się nowi chętni, np. Biedronka czy Stokrotka. Łącznie w ubiegłym roku na polskim rynku zadebiutowało ponad 30 nowych sieci i konceptów operatorów handlowych, gastronomicznych i rozrywkowych. Polska jest wciąż atrakcyjnym rynkiem dla nowych marek, co wynika m.in. z rosnącej siły nabywczej, wzrostu sprzedaży detalicznej oraz zamiłowania Polaków do spędzania czasu w centrach handlowych. Wśród nowych marek warto wymienić np. Bebe, Kocca, Hunkemoller, Brax, Fissmann, Hummel, Miniso, Daft Cafe. Bardzo dynamicznie rozwijają się debiutujące sieci dyskontowe TEDI, Dealz i Action, a na przyszły rok zapowiedziano wejście do Polski odzieżowego giganta Primark.
W najbliższych kwartałach możemy być natomiast świadkami pogłębiającej się różnicy w poziomie pustostanów pomiędzy wiodącymi obiektami handlowym, a tymi o mniej ugruntowanej pozycji na rynkach o wysokim poziomie konkurencji.

Co dalej ze stawkami czynszu?

Stawki czynszu za najlepiej usytuowane lokale w wiodących centrach handlowych są stabilne. W Warszawie osiągają one poziom ok. 130 euro / m kw. / m-c, a w pozostałych głównych aglomeracjach oscylują pomiędzy 45 euro a 60 euro / m kw. / m-c. Właściciele obiektów gorzej funkcjonujących, narażonych na silne wpływy konkurencji oraz tracących pozycję rynkową, coraz częściej doświadczają rosnącej presji najemców na obniżanie stawek czynszu i podnoszenie kwoty prze­znaczanej na wyposażenie lokali. W dłuższej perspektywie czasu dla dalszego kształtowania się stawek czynszu znaczący będzie wpływ zakazu handlu w niedziele. Z drugiej strony, w ciągu ostatnich dwóch lat znacząco wzrosły koszty budowy i wyposażenia obiektów komercyjnych, co przy wysokich wymaganiach najemców stawia realizację wielu nowych projektów pod znakiem zapytania.

Wyzwania i bariery rozwoju

Jednym z głównych wyzwań, przed którym stoi branża handlowa, jest niezmiennie zakaz handlu w niedziele, który od początku 2019 r. pozostawia już tylko jedną niedzielę handlową w miesiącu. Z dotychczasowych obserwacji wynika, że z narzuconymi ograniczeniami najlepiej poradzili sobie operatorzy dyskontowych sklepów spożywczych. Prowadzona przez nich intensywna kampania marketingowa przyciąga tłumy klientów w piątki i sobotę poprzedzające wolne niedziele.
Natasa Mika, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland
Natasa Mika, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Utrudnieniem dla dalszego intensywnego rozwoju rynku stacjonarnego handlu będzie również systematyczny wzrost wartości rynku e-commerce oraz zmieniające się nawyki zakupowe, zwłaszcza wśród młodszych generacji. Realizacja nowych obiektów handlowych staje się coraz trudniejszym zadaniem w otoczeniu nasilonej konkurencji. Obserwujemy natomiast wyraźny trend rozbudowy i przebudowy starszych obiektów handlowych, nawet tych o silnej pozycji na rynku. Dopasowanie oferty do zmieniających się oczekiwań konsumentów i poszerzenie zestawu najemców o nowe marki handlowe, elementy rozrywkowe, gastronomiczne czy usługowe, stanowią skuteczne narzędzia budowania przewagi konkurencyjnej

Natasa Mika, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Handlowych, BNP Paribas Real Estate Poland

Nowe przepisy podatkowe od 2019r. – jak rozliczać auta służbowe w wynajmie długoterminowym?

Agnieszka Piasecka – Ekspert PZWLP
Agnieszka Piasecka, Ekspert PZWLP, Kierownik Działu Prawnego Alphabet Polska

Z początkiem 2019 roku zaczęły obowiązywać nowe przepisy podatkowe, dotyczące samochodów osobowych użytkowanych przez przedsiębiorców. Nowe regulacje wprowadziły istotne zmiany w zakresie wynajmu długoterminowego oraz leasingu. Zmodyfikowane przepisy mają wpływ nie tylko na przedsiębiorców, korzystających z aut służbowych, ale również cały rynek motoryzacyjny w kraju. Firmy są bowiem już od dłuższego czasu głównym filarem sprzedaży nowych aut w kraju. W 2018 r. były nabywcami już blisko 3/4 wszystkich samochodów sprzedanych w polskich salonach, z czego aż 2/3 spośród tych aut zostało sfinansowane leasingiem lub wynajmem długoterminowym.

Nowe regulacje zostały wprowadzone ustawą z dnia 23 października 2018 r. o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw, która weszła w życie 1 stycznia bieżącego roku. Do najważniejszych zmian należą wprowadzenie limitu dotyczącego kosztów związanych z nabyciem samochodu osobowego, jaki przedsiębiorca może ująć w odpisach amortyzacyjnych oraz ograniczenie do 75% możliwych do zaliczenia w koszty uzyskania przychodu kosztów używania (np. paliwo, naprawy, myjnia), w przypadku samochodu osobowego używanego w sposób mieszany, czyli zarówno do działalności gospodarczej, jak i do celów prywatnych.

Zgodnie z danymi PZWLP, obecnie już ponad 1/5 wszystkich nowych aut osobowych sprzedawanych do firm w Polsce jest sprzedawana z przeznaczeniem na oddanie do używania w ramach tzw. wynajmu długoterminowego, czyli w istocie leasingu operacyjnego z obsługą pojazdów. Zgodnie z obowiązującymi do końca 2018 roku przepisami, raty leasingu operacyjnego za samochód osobowy stanowiły dla przedsiębiorcy w całości koszt uzyskania przychodu, niezależnie od wartości auta. Podobnie było w przypadku kosztów używania związanych z użytkowanym na podstawie umowy leasingu operacyjnego samochodem, czyli np. raty serwisowej, kosztów paliwa, myjni, czy też płynów eksploatacyjnych – one również mogły być w takim przypadku w całości zaliczane przez firmę do kosztów uzyskania przychodu. Koszty ubezpieczenia auta natomiast, co do zasady były możliwe do zaliczenia w całości do kosztów uzyskania przychodu jedynie w przypadku samochodów o wartości do 20 tys. Euro.

Samochody osobowe o wartości powyżej 150 tys. zł  dotknięte największymi zmianami podatkowymiPrzyklad – auto o wartosci 100 tys. zl – leasing operacyjny 36 miesPrzyklad – auto elektryczne o wartosci 160 tys. zl – leasing operacyjny 36 mies

Przyklad – auto o wartosci 200 tys. zl – leasing operacyjny 36 miesPrzyklad – auto elektryczne o wartosci 300 tys. zl – leasing operacyjny 36 mies Nowe przepisy wprowadziły istotne zmiany w zakresie rozliczania podatkowego samochodów osobowych, w tym oddanych do używania w ramach tzw. wynajmu długoterminowego (leasingu operacyjnego z obsługą). W przypadku samochodów osobowych o wartości nieprzekraczającej 150 tys. zł, raty leasingu nadal będą mogły być w całości zaliczane do kosztów uzyskania przychodów u leasingobiorcy. Inaczej, niż dotychczas przedstawia się sytuacja, jeśli chodzi o auta o wartości powyżej 150 tys. zł.

Raty leasingowe w ich przypadku mogą zostać zaliczone do kosztów uzyskania przychodów jedynie w proporcji w jakiej wartość samochodu pozostaje do 150 tys. zł – mówi Agnieszka Piasecka, Ekspert PZWLP, Kierownik Działu Prawnego Alphabet Polska. – Stosując pewne uproszczenie można powiedzieć, że w przypadku auta o wartości na przykład 200 tys. zł, stosowana będzie zatem proporcja ¾.

Pomimo zmiany przepisów, wynajem długoterminowy wciąż pozostaje bardzo atrakcyjną dla przedsiębiorców formą finansowania samochodów osobowych o wartości powyżej 150 tys. zł. Wynika to ze specyfiki tej usługi. W wynajmie długoterminowym spłacana jest bowiem jedynie część ceny zakupu auta, w odróżnieniu od np. klasycznego leasingu finansowego, gdzie w ratach leasingowych pokrywamy całą cenę zakupu samochodu.

Zgodnie z nowymi przepisami, próg wartości dla samochodów elektrycznych będzie wyższy
i wyniesie 225 tys. zł.

Ograniczenie rozliczania podatkowego kosztów używania, większy limit wartości auta w przypadku kosztów ubezpieczenia

Znowelizowane przepisy wprowadziły również istotną zmianę, jeśli chodzi o możliwość zaliczania do kosztów uzyskania przychodu kosztów używania samochodu. Dotychczas firmy mogły rozliczyć całość wydatków tego typu, od nowego roku ustanowiony został natomiast limit w wysokości 75% tych kosztów, który dotyczy zarówno aut z napędami spalinowymi, jak i elektrycznymi. Co prawda, możliwe będzie zaliczenie pełnej wysokości takich wydatków do kosztów uzyskania przychodów, ale tylko pod warunkiem prowadzenia ewidencji przebiegu pojazdu (ewidencji dla potrzeb VAT), która będzie potwierdzać wykorzystanie pojazdu wyłącznie w działalności gospodarczej.

Zmiany nastąpiły także w przypadku zasad zaliczania do kosztów uzyskania przychodu kosztów związanych z ubezpieczeniem samochodu. W tym przypadku limit został zwiększony z obowiązującej do tej pory kwoty 20 tys. euro do 150 tys. zł. W przypadku, gdy wartość samochodu przyjęta dla celów ubezpieczenia przekracza 150 tys. zł, kosztem uzyskania przychodu jest koszt ubezpieczenia w proporcji w jakiej wartość pojazdu przyjęta dla celów ubezpieczenia pozostaje do kwoty 150 tys. zł. Limit  będzie obowiązywał zarówno w odniesieniu do pojazdów z napędem tradycyjnym, jak i pojazdów elektrycznych.

Jeśli chodzi o umowy najmu samochodów, występujące przede wszystkim w coraz bardziej popularnych w Polsce usługach wynajmu krótkoterminowego i średnioterminowego, zasady rozliczania podatkowego miesięcznej raty są analogiczne do tych obowiązujących w leasingu. W przypadku umów tego typu, zawieranych na okres do 6 miesięcy, do obliczenia proporcji w jakich raty czynszu najmu mogą stanowić koszty uzyskania przychodów, należy zastosować wartość przyjętą dla celów ubezpieczenia pojazdu.

Nowe regulacje wprowadziły również przepisy przejściowe. Dotychczasowe zasady dotyczące rozliczania umów leasingu będzie można stosować w stosunku do umów leasingu zawartych przed dniem 1 stycznia 2019 r. Zmiana umowy leasingu lub jej odnowienie po dniu 31 grudnia 2018 r. będzie oznaczać konieczność stosowania do takiej umowy nowych zasad.

Nowe przepisy pozostawiają wciąż wiele pytań i niejasności interpretacyjnych

Eksperci zwracają uwagę, że wprowadzone od początku roku nowe regulacje, przede wszystkim w zakresie dotyczącym tzw. przepisów przejściowych, wciąż budzą wiele wątpliwości interpretacyjnych i pozostawiają wiele pytań bez jednoznacznej odpowiedzi.

Przedsiębiorcy stosujący w praktyce zmienione przepisy będą musieli zmierzyć się
z kilkoma niewiadomymi, wynikającymi między innymi z przepisów przejściowych
– mówi Agnieszka Piasecka, Ekspert PZWLP, Kierownik Działu Prawnego Alphabet Polska. – Konieczne będzie na przykład doprecyzowanie jaka zmiana umowy leasingu zawartej po 31 grudnia 2018r. będzie pociągała za sobą również zmianę zasad opodatkowania.

Polityka energetyczno-klimatyczna UE wpłynie na podwyżki ceny prądu w Polsce

Polityka energetyczno-klimatyczna Unii Europejskiej bardzo mocno wpływa na miks energetyczny oraz ceny energii elektrycznej i ciepła w Polsce. W ostatnich latach zreformowano system ETS, czyli handlu emisjami CO2 – który przez lata był przewymiarowany. Teraz został zawężony i co dwa lata będzie regularnie się kurczył. To stworzy silny impuls do wychodzenia ze źródeł wysokoemisyjnych. Do każdego z nich doliczany jest obecnie coraz wyższy tzw. podatek węglowy czy ekologiczny. Polski miks energetyczny w produkcji energii elektrycznej w 80 proc. opiera się na węglu, a w ciepłownictwie – w ponad 90 proc. Wzrost cen energii dotknie wszystkich. Zarówno w domach – gdzie taryfa G jest prostsza do ograniczania, ale też w sektorach, gdzie ceny mogą być uwolnione.

– Impuls do trwałego wzrostu energii z niskoemisyjnych źródeł będzie stały. Dyskusja w przestrzeni publicznej będzie miała miejsce przy kolejnych taryfach na następny rok – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego – Takie rozwiązanie jest działaniem doraźnym. W przypadku obecnych cen CO2 na poziomie 25 euro, debata na ten temat już trwa. Przestrzeń do wzrostów jest tymczasem otwarta. W projekcjach unijnych pojawiają się już wyższe poziomy. W rachunkach za prąd rząd ma ograniczony wpływ na część dotyczącą samej energii. Politycy mogą jedynie zmienić opłaty i koszty, które stanowią dodatkową część należnościModerowana – do pewnego stopnia – może być więc tylko część rachunku. Pozwala na to obniżenie akcyzy o kolejne 5 złotych czy zmniejszenie VAT-u, co dotknie gospodarstwa domowe. Istnieje jednak limit wywierania tego typu technicznego wpływu na rachunki – wyjaśnił Roszkowski.

Słabsze dane z Polski. Włosi zwiększają socjal

Po produkcji przemysłowej słabo wypadła również sprzedaż detaliczna w Polsce. Rzym realizuje postulat wyborczy wprowadzenia dochodu podstawowego. Dobre dane z brytyjskiego rynku pracy.

Sprzedaż detaliczna również zwalnia

Ostatnie dane z Polski wypadają wyraźnie poniżej oczekiwań. Po słabszych danych o produkcji przemysłowej poznaliśmy produkcję przemysłową. Rośnie ona o 4,7%, aczkolwiek analitycy spodziewali się 7,7%. Rynki walutowe przyjęły te informacje bez większej reakcji. Najprawdopodobniej czekają czy słabsze dane przełożą się na wzrost gospodarczy. Biorąc pod uwagę, że to wzrost sprzedaży detalicznej jest wolniejszy od wzrostu wynagrodzeń jest to korzystny sygnał dla stabilności gospodarki. Oznacza, że nie będziemy wpadać w pętle kredytową. Dane na temat wzrostu gospodarczego poznamy już za dwa dni i prawdopodobnie wtedy możemy zobaczyć jakieś większe zmiany na złotówce.

Dochód obywatelski we Włoszech

Rząd w Rzymie zrealizował jedną ze swoich obietnic. Mowa o tzw. dochodzie podstawowym. Warto zwrócić jednak uwagę, że w przeciwieństwie do koncepcji powszechnego dochodu podstawowego ten dotyczy tylko najsłabiej zarabiających obywateli. Będzie to wedle szacunków około 5 milionów osób. Konstrukcja samego świadczenia wskazuje, że znika zarówno po osiągnięciu określonych dochodów jak i po trzykrotnym odrzuceniu oferty pracy. W tym celu rząd zarezerwował kwotę 7 miliardów euro i to między innymi ta kwota była jednym z powodów problemów z nadmiernym deficytem Włoch.

Dobre dane z Wysp

Brytyjski rynek pracy pomimo problemów z niepokojem okołobrexitowym wygląda coraz lepiej. Bezrobocie właśnie spadło do 4%. Poziom ten był już obserwowany w miesiącach letnich tego roku. Poprzedni raz tak mało bezrobotnych notowano w połowie lat 70 XX wieku. Po tych dobrych danych funt delikatnie umocnił się względem innych walut. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że funt od głosowania brexitowego umocnił się o około 2%.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Kurs euro i dolara – prognoza długoterminowa analityków Ebury

Według ekspertów Ebury, sytuacja zewnętrzna nie będzie istotnie szkodzić złotemu, a wewnętrzna nadal powinna sprzyjać krajowej walucie. Prognozy na koniec roku? EUR/PLN 4,22; USD/PLN 3,67.

Polski złoty w 2018 r. radził sobie dość słabo, mimo, iż na początku roku waluta umocniła się w relacji do euro. Złotemu nie sprzyjały kwestie zewnętrzne, szczególnie umocnienie dolara amerykańskiego oraz słabość euro, jak i wzrost awersji do ryzyka na rynkach finansowych. Kwestie wewnętrzne miały mieszany wpływ na złotego, jednak ostatecznie jedna z nich, czyli odsunięcie w czasie podwyżek stóp procentowych, powstrzymała aprecjację złotego.

Kurs EUR/PLN & USD/PLN (styczeń ‘18-styczeń ‘19)

kurs złotego do euro prognozaŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 21/01/2019

Mimo, że polska waluta zakończyła ubiegły rok wyprzedażą, kraj gospodarczo radził sobie bardzo dobrze – znacząca część kluczowych wskaźników gospodarczych w 2018 r. pobiła wieloletnie rekordy. Z dość dużą dozą pewności można stwierdzić, że kraj zakończył 2018 r. ze wzrostem gospodarczym zbliżonym do 5%. Sytuacja na rynku pracy uległa poprawie – Polska notuje jeden z najniższych w Europie poziomów bezrobocia i względnie wysoki wzrost płac, który był szerszy niż w poprzednich latach. Jednocześnie w gospodarce nie widać znaczących nierównowag.

Poprawa wizerunku

Sytuacja fiskalna państwa jest dobra. Deficyt sektora finansów publicznych w 2018 r. powinien wynosić poniżej 1%, co w parze z wysokim wzrostem gospodarczym pozwoli na redukcję stosunku długu do PKB. Powinno to pozwolić na poprawę wizerunku w oczach kredytodawców. Kraj, z uwagi na dobrą sytuację i perspektywy gospodarcze, zgodnie z naszymi oczekiwaniami i wbrew oczekiwaniom rynku w październiku ubiegłego roku doświadczył podwyżki ratingu ze strony agencji S&P. Obok S&P, pozostałe agencje tzw. „Wielkiej Trójki” aktualizowały prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego i wskaźników fiskalnych. Niewykluczone, że – uwzględniając dobre wyniki fiskalne i stabilne otoczenie ekonomiczne – retoryka agencji w kontekście Polski będzie nadal się poprawiać.

Mimo wysokiego wzrostu gospodarczego, który prawdopodobnie przewyższa poziom wzrostu potencjalnego kraju, wysokiej dynamiki płac i znaczących wydatków rządowych, dynamika cen w gospodarce pozostała relatywnie niska. Brak wyraźnej presji cenowej do pewnego stopnia związany jest z wysoką produktywnością oraz niską presją cenową w strefie euro – w istotnym stopniu jednak pozostaje zagadką, zwłaszcza w kontekście sytuacji innych krajów regionu takich jak Czechy czy Węgry. Inflacja CPI w ostatnim kwartale roku wyraźnie spadła, co wiązać należy przede wszystkim ze spadkiem cen ropy naftowej oraz żywności. W grudniu ceny konsumenckie w Polsce rosły o 1,1% w ujęciu rocznym, czyli najwolniej od dwóch lat.

Inflacja i stopy procentowe w Polsce (2009-2019)

inflacja w polsceŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 16/01/2019

W związku z niską, wewnętrzną presją cenową oraz czynnikami zewnętrznymi, które nie sprzyjały wzrostowi inflacji, Rada Polityki Pieniężnej utrzymywała stabilny poziom stóp procentowych. Inflacja (zarówno bazowa, jak i CPI) znajdująca się na koniec roku poniżej dolnego poziomu odchyleń widełek celu inflacyjnego (2,5% +/- 1p.p.) sprawiała, że bank centralny mógł uzasadnić decyzję o niedokonaniu istotnych zmian w parametrach polityki pieniężnej. Sprzyjał temu również brak istotnych nierównowag w gospodarce oraz ograniczone działania ze strony EBC w 2018 r.

Co czeka nas w 2019 roku?

Bieżący rok w naszej opinii powinien przynieść przede wszystkim kontynuację trendów z poprzedniego roku: spodziewamy się, że ekspansja gospodarcza nadal będzie wyraźna, jednak znajdzie się bliżej środka szacowanego na ok. 3-4% wzrostu potencjalnego kraju. Niekorzystnie na wzrost w bieżącym roku będą oddziaływały szczególnie czynniki zewnętrzne, niekoniecznie sprzyjać będzie jednak również m.in. sytuacja na rynku pracy oraz wysoka baza z poprzedniego roku.

Widać redukcję popytu zewnętrznego, co negatywnie oddziałuje na sytuację krajowego sektora przemysłowego i eksport kraju. Indeks PMI dla przemysłu, mimo, iż nie jest najlepszym miernikiem sytuacji w gospodarce takiego kraju jak Polska, w grudniu spadł do 47,6 punktów, czyli najniższego poziomu od 4 lat, sugerując, że sektor doświadcza problemów. Struktura subindeksów tworzących indeks dla Polski sugeruje, że spadek aktywności należy rozpatrywać w kontekście sytuacji globalnej (m.in. obaw związanych z wojną handlową USA i Chin), spowolnienia w strefie euro oraz ograniczeń krajowego rynku pracy.

Nie spodziewamy się, żeby negatywne tendencje w strefie euro miały się istotnie pogłębić, podobnie jak nie spodziewamy się eskalacji wojny handlowej, a raczej rozwiązania konfliktu. W związku z tym jesteśmy względnie optymistyczni względem perspektyw Polski.

Indeks PMI dla przemysłu Polski (2016-2018)

indeks pmi w polsceŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 16/01/2019

Co mamy na myśli mówiąc o ograniczeniach polskiego rynku pracy? Wygląda na to, że obecnie znajdujemy się w okolicy naturalnego poziomu bezrobocia. Stopa bezrobocia ma coraz większe problemy ze spadkiem, dynamika zatrudnienia spada, z kolei dynamika płac utrzymuje się na wysokim poziomie.

Obecna sytuacja sprzyja utrzymaniu względnie wysokiego poziomu konsumpcji (oraz importu), jednak niekorzystnie wpływa na inwestycje prywatne i krajowy eksport. Problemy sektora przemysłowego nie powinny automatycznie i radykalnie ściągać w dół całej gospodarki, jednak nie pozostaną bez wpływu na pozostałe sektory. Co istotniejsze, niektóre stojące za nimi powody sygnalizują, że ekspansja gospodarcza powinna być niższa niż rok temu. Oprócz tego, zostaje jeszcze kwestia efektu wysokiej bazy z poprzedniego roku, która powinna w naturalny sposób ograniczyć wzrost komponentów najistotniejszych dla wzrostu gospodarczego.

Mimo oczekiwanego spowolnienia ekspansji, nie oczekujemy spadku inflacji, a sytuacji zgoła przeciwnej. Sądzimy jednak, że wzrost dynamiki cen w bieżącym roku powinien być ograniczony. W naszej opinii dynamika cen konsumenckich wspierana przez zmiany na rynku pracy (oczekiwane również w sektorze publicznym), oczekiwane odbicie dynamiki cen w strefie euro oraz wyjątkowo niską bazę w ostatnim kwartale 2018 r. powinna znaleźć się w okolicy środka celu inflacyjnego w końcówce roku. W 2020 r. prawdopodobnie jeszcze przyspieszy, z uwagi na oczekiwany odpływ części pracowników z Ukrainy w konsekwencji otwarcia rynku w Niemczech.

W związku z tym, że naszym zdaniem sytuacja zewnętrzna nie będzie istotnie szkodzić złotemu, a wewnętrzna nadal powinna w naszej ocenie sprzyjać walucie, sądzimy, że złoty powinien w 2019 r. łagodnie umocnić się względem euro. Jeśli zgodnie z naszymi oczekiwaniami, w związku ze wzrostem inflacji oraz wzrostem perspektyw wyższej dynamiki cen w 2020 r., RPP zacznie rozważać, a później podejmie decyzję, o wzrostach kosztów kredytu – złoty powinien wyraźniej zyskiwać na początku 2020 r.

Eksperci Ebury – Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Grudzień bez konsumpcyjnego szaleństwa

W grudniu Polacy robili raczej skromne zakupy. Sprzedaż detaliczna była wyższa niż rok wcześniej jedynie o 4,7 proc. To wynik najsłabszy od kwietnia 2018 r.

W grudniu ubiegłego roku konsumenci nie byli zbyt rozrzutni. Jak wynika z danych GUS, sprzedaż detaliczna, liczona w cenach bieżących, była wyższa niż rok wcześniej jedynie o 4,7 proc., podczas gdy ekonomiści spodziewali się wzrostu o 7,7 proc. Tak słabą dynamikę poprzednio odnotowano w kwietniu 2018 r. (wówczas wyniosła ona 4,6 proc.), a wcześniej w październiku 2016 r. Trzeba jednak pamiętać, że w poprzednich miesiącach sprzedaż rosła bardzo mocno, w listopadzie o 8,2 proc., a w październiku o 9,7 proc., choć w całym roku jej dynamika wyniosła 7,5 proc., a więc była niższa niż w 2017 r., gdy sięgnęła 8,4 proc. Także w cenach stałych, czyli po wyeliminowaniu wpływu inflacji, ubiegły rok był pod względem zakupów nieco słabszy niż 2017 r. W grudniu 2018 r. sprzedaż detaliczna wzrosła w tym ujęciu o 3,9 proc. a w całym roku o 6,2 proc., podczas gdy w 2017 r. poszła w górę o 7,3 proc. W obecnym roku, mimo bardzo prawdopodobnego utrzymywania się korzystnych warunków na rynku pracy, a więc niskiego bezrobocia i wzrostu płac, można spodziewać się dalszego wyhamowania zakupowej dynamiki. Konsumenci mają świadomość, że wydatków nie można nadmiernie zwiększać, szczególnie wobec powszechnych prognoz osłabienia koniunktury w gospodarce. Wskazuje na to nieznaczne pogorszenie się wskaźników nastrojów konsumentów.

W grudniu najmocniej, bo o 10,4 proc. (w cenach stałych) zwiększyła się sprzedaż produktów określanych przez GUS jako „pozostałe”. Chętnie kupowano meble oraz sprzęt RTV i AGD, których sprzedaż wzrosła o 8,1 proc., a także tekstylia, odzież i obuwie, gdzie wzrost wyniósł 7 proc. Niewiele mniej, bo o 6,8 proc. wzrosła sprzedaż samochodów i części do nich. W całym 2018 r. najchętniej kupowaliśmy odzież i obuwie (wzrost o 12,1 proc.), farmaceutyki i kosmetyki (wzrost o 11,5 proc.) oraz artykuły „pozostałe” (wzrost o 11 proc.). Co ciekawe, w grudniu wyraźnie niższa niż rok wcześniej, bo o 2,4 proc., była sprzedaż żywności, napojów i wyrobów tytoniowych, a w całym ubiegłym roku zwiększyła się ona jedynie o 0,9 proc. w porównaniu do 2017 r. (licząc po wyeliminowaniu inflacji). Można z tego wyciągnąć wniosek, że najbardziej podstawowe potrzeby, związane głównie z żywnością, konsumenci zaspakajają już w wystarczającej skali, zwiększają zaś wydatki na artykuły bardziej „luksusowe”, takie jak odzież, kosmetyki, sprzęt RTV i AGD oraz „inne”, niekoniecznie pierwszej potrzeby. Pod tym względem tendencje są zresztą bardzo podobne, jak w 2017 r., gdy pod względem dynamiki dominowały identyczne grupy towarów.  Jak różne mogą być wnioski w zależności od sposobu liczenia, pokazuje przykład paliw. W cenach stałych ich sprzedaż zwiększyła się o 8 proc., ale biorąc pod uwagę ceny bieżące, poszła w górę aż o 15,8 proc. Wzrost kosztów nie ograniczył więc specjalnie popytu, ale mocniej odbił się na rachunkach płaconych na stacjach benzynowych.

Roman Przasnyski, Główny Analityk GERDA BROKER

Prawie trzy razy więcej wakatów niż bezrobotnych na czeskim rynku pracy

Bezrobocie w Czechach wynosi zaledwie 1,9 proc. i jest jednym z najniższych na świecie. Jednak o wyjątkowości rynku pracy naszego południowego sąsiada decydują również: olbrzymia liczba wakatów, bardzo wysoki współczynnik zatrudnienia osób bez wyższego wykształcenia, atrakcyjny rozkład płac oraz stabilne trendy imigracyjne – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

101 tys. – tylko tylu było bezrobotnych w Czechach według danych Eurostatu za listopad. To zaledwie 1,9 proc. aktywnych zawodowo. Według szacunków MFW na koniec 2018 r. żaden kraj demokratyczny funkcjonujący na zasadach gospodarki rynkowej nie ma tak niskiego poziomu bezrobocia. W Unii Europejskiej drugi najniższy odsetek osób szukających pracy jest w Niemczech i wynosi on 3,3 proc.

Prawie trzy razy więcej wakatów niż bezrobotnych

Jeszcze większe zdumienie budzą dane dotyczące liczby wolnych etatów. Wg Eurostatu w trzecim kwartale 2018 r. było ich 282 tys. Wakatów jest zatem blisko trzy razy więcej niż osób szukających zatrudnienia. Żaden unijny kraj nie może pochwalić się większą liczbą wolnych miejsc pracy niż chcących znaleźć płatne zajęcie. Dla porównania – w Polsce wakatów jest 157 tys. przy 661 tys. bezrobotnych.

Czesi, którzy od lat stawiają na przemysł, bliskie relacje z Niemcami i przyciąganie kapitału zagranicznego inwestującego np. w motoryzację, mogą pochwalić się także niezwykle wysokimi współczynnikami zatrudnienia ludzi bez wyższego wykształcenia. To ważny element zapewniający spójność społeczną i w miarę płaski rozkład wynagrodzeń w gospodarce.

Pracę ma ponad 80 proc populacji w wieku 15-64 lata z wykształceniem poniżej wyższego. Wynik ten oscyluje w okolicach europejskich liderów (Szwajcaria, Dania, Niemcy). W Polsce jest to 68,6 proc. By osiągnąć wynik znad Wełtawy, zatrudnienie w Polsce musiałoby znaleźć ponad 1,5 miliona osób.

Bez studiów też da się zarobić

Dane Czeskiego Urzędu Statystycznego (CSO) za trzeci kwartał pokazują, że wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw wynosiło 31500 koron (5250 zł). W tym samym okresie według informacji GUS średnia pensja w Polsce była o ponad 600 zł niższa – 4580 zł.

Różnica w średniej płacy nie wydaje się ogromna, a biorąc pod uwagę poziom cen, siła nabywcza krajowych pensji w obu krajach  jest podobna. To jednak tylko pół prawdy, gdyż rozkład zarobków w Czechach jest korzystniejszy niż w Polsce. Według danych CSO mediana wynagrodzeń (połowa otrzymuje powyżej tego poziomu, a połowa poniżej) wynosi u naszego południowego sąsiada ok. 86 proc. średniej (dla trzeciego kwartału byłoby to ok. 4515 zł), podczas gdy w Polsce jedynie 80 proc (3664 zł).

Praca wszystkim się opłaca

Wysoki poziom zatrudnienia jest korzystny nie tylko dla gospodarstw domowych, ale także dla przedsiębiorstw czy budżetu państwa. Dług do PKB Czech jest jednym z niższych w Unii i wynosi tylko 33,9 proc.

Łatwość i chęć znalezienia pracy przez Czechów sprzyja również najniższemu w Unii wskaźnikowi ryzyka zagrożenia relatywnym ubóstwem (próg 60 proc. mediany ekwiwalentnego dochodu do dyspozycji po transferach socjalnych). Tylko 8,1 proc. populacji jest zagrożonej relatywnym ubóstwem, podczas gdy w Polsce jest to prawie dwukrotnie więcej (15,9 proc.).

Duży odsetek pracujących powoduje również, że nie brakuje środków na badania i rozwój. Czeskie przedsiębiorstwa, uczelnie oraz sektor publiczny wydawały na ten cel w 2017 r. 1,8 proc. PKB, podczas gdy w Polsce wskaźnik ten ledwie przekroczył 1 proc.

Sąsiedzi lgną do Czech

W ostatnich latach do Polski napłynęło setki tys. imigrantów z Ukrainy. Rekordowo wysoka liczba wakatów oraz niezwykle niskie bezrobocie powoduje napływ pracowników również do Czech. W latach 2015-2017 zatrudnienie obcokrajowców zwiększyło się o ponad 150 tys., do 560 tys. – według danych CSO. Biorąc pod uwagę liczbę obywateli kraju (ok. 10,6 mln), był to bardzo duży przyrost.

Do Czech przenoszą się pracownicy przede wszystkim z państw unijnych: Bułgaria, Węgry, Polska, Rumunia i Słowacja. W sumie wzrost zatrudnienia obywateli UE zwiększył się w Czechach o 90 tys. osób w dwa lata. Z Ukrainy napływ też był widoczny, ale wyniósł jedynie ok. 40 tys.

Rozkład imigracji do Czech wydaje się więc korzystniejszy niż w Polsce. Opiera się on na przyjezdnych z wielu państw, a u nas są to praktycznie tylko pracownicy z Ukrainy. Jeżeli sytuacja gospodarcza u naszego wschodniego sąsiada poprawi się lub inne unijne kraje zaczną z większym zaangażowaniem konkurować o zatrudnienie obcokrajowców spoza Wspólnoty, wtedy Polska straci znacznie więcej niż Czechy.

Nagłe ochłodzenie zamraża rynek mieszkaniowy w Wielkiej Brytanii

Według najnowszego badania RICS 2018 rok skończył się dla brytyjskiego rynku mieszkaniowego osłabieniem oraz dalszą niepewnością. Towarzyszył temu niedobór podaży mieszkań oraz problemy z ich ekonomiczną dostępnością.

W grudniu miał miejsce dalszy spadek kluczowych wskaźników rynkowej aktywności. Zmniejszył się wolumen sprzedaży, choć w niektórych rejonach Zjednoczonego Królestwa ten główny wskaźnik wskazywał na bardziej pozytywny trend (East Anglia, Walia, North East oraz Północna Irlandia).

Przewiduje się, że przez kolejne trzy miesiące w całej Wielkiej Brytanii sprzedaż nie ulegnie zmianie lub będzie spadać. Główne saldo netto sprzedaży wynoszące 28% to najniższa wartość od momentu, gdy zaczęto realizować badania w 1999 roku. Prognoza 12-miesięczna jest nieco bardziej optymistyczna, co sugeruje, że w pewnej mierze pesymizm dotyczący perspektywy krótkofalowej związany jest z tym, że nie do końca wiadomo, w jaki sposób Wielka Brytania opuści w marcu UE.

Jeśli chodzi o ceny, w grudniu główny wskaźnik odnotował nieco większy spadek (o -19%, w porównaniu do listopadowych -11%). Był to czwarty ujemny wynik z rzędu. Niemniej jednak wartość wskaźnika dla Wielkiej Brytanii nie pokazuje różnic regionalnych.

12-miesięczna prognoza cenowa jest zasadniczo płaska. Z wyjątkiem Londynu oraz regionu South East England, przewiduje się, że w 2019 roku ceny w innych regionach Wielkiej Brytanii będą wzrastać lub utrzymywać się na stałym poziomie.

Na rynek w dalszym ciągu wpływa niedobór podaży oraz przystępność cenowa mieszkań: w grudniu nastąpił dalszy spadek podaży oraz zainteresowania ze strony nabywców. Ilość nowych zapytań nabywców spadała przez piąty miesiąc z rzędu (saldo netto wyniosło -17%, w porównaniu do -20% w listopadzie). Spadkowi popytu po stronie nabywców towarzyszył spadek nowych ofert sprzedaży, których ilość spada od 6 miesięcy. Ich spadek miał miejsce przez 19 z ostatnich 24 miesięcy.

W związku z tym ilość mieszkań w ofercie agencji nieruchomości pozostawała na niemal rekordowo niskim poziomie. Obecnie na jeden oddział agencji przypadają średnio 42 nieruchomości.

Ponadto problemy z podażą są oczywistym faktem w przypadku rynku wynajmu – ilość ofert najmu wynajmujących ponownie spadła, co oznaczało spadek w każdym z 12 minionych miesięcy.

Kluczowe wyniki badania RICS:

  • W grudniu nastąpił spadek pod względem zapytań nabywców, zatwierdzonych transakcji zakupu, a także nowych ofert sprzedaży.
  • W dalszym ciągu mieliśmy do czynienia ze spadkowym trendem nowych ofert sprzedażowych – spadek miał miejsce również podczas 19 spośród 24 minionych miesięcy.
  • Przewiduje się, że osłabienie sprzedaży trwać będzie przez kilka kolejnych miesięcy.
  • Nieco większy spadek dotyczył wartości głównego salda netto cen.

Opinia eksperta RICS:

Simon Rubinsohn, główny analityk ekonomiczny RICS
Simon Rubinsohn, główny analityk ekonomiczny RICS

Simon Rubinsohn, główny analityk ekonomiczny RICS:

„W świetle trwającej niepewności w związku ze zdominowaniem mediów przez informacje dotyczące Brexitu, nie jest niczym zaskakującym, że w grudniu, nawet uwzględniając tradycyjne wzorce, mięliśmy do czynienia ze spadkiem zainteresowania zakupem nieruchomości. Powyższe znajduje również wyraźne odzwierciedlenie w pogarszającym się trendzie w zakresie krótkofalowych prognoz sprzedażowych. Patrząc dalej w przyszłość, dosyć pocieszająca jest sugestia, iż transakcje w skali krajowej zaczną się stabilizować, gdy już zniknie część obecnej mgły, jednak chwila ta jest dla wielu respondentów badań zbyt odległa.

Co więcej trudno się spodziewać, by w obecnym klimacie deweloperzy chcieli zwiększać popyt. Nigdy nie zakładano, iż osiągnięcie docelowego rządowego poziomu 300 tys. mieszkań będzie łatwym zadaniem, jednak zbliżenie się do tej ilości będzie wymagało dużo większych starań po stronie innych podmiotów, w tym władz lokalnych, korzystających ze swej nowo zyskanej wolności”.

Coraz mniej osób popiera zakaz handlu

Liczba osób popierających zakaz handlu w niedzielę spadła w grudniu o 3 punkty procentowe w stosunku do wyników badań z listopada i obecnie wynosi 28%. Aż 71% Polaków nie chce, żeby politycy urządzali im weekendy. Odsetek zupełnych przeciwników ograniczania handlu w niedzielę w fali grudniowej jest identyczny jak w pomiarze listopadowym – 39% Polaków nie akceptuje tej zmiany w żadnej postaci –komentuje prof. Dominika Maison. Zagregowane dane z obydwu fal pokazują, że ustawa ma więcej przeciwników wśród mieszkańców małych oraz największych miast.

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że wprowadzona zmiana miała wpływ na zachowania konsumenckie bardzo ograniczonej grupy osób. Przed wprowadzeniem ograniczeń 85% respondentów deklarowało robienie zakupów w niedzielę, przy bieżących ograniczeniach zakupu w niedzielę dalej robi 78% badanych. Można zatem stwierdzić, że zmiana dotknęła tylko 1 na 14 Polaków. Wynika to także z charakteru najczęściej dokonywanych w niedzielę zakupów – 78% osób deklaruje, że obejmują one artykuły spożywcze/jedzenie, podczas gdy żadna z innych kategorii nie osiągnęła poziomu 50%.

Wyniki badań pokazują, że po wprowadzeniu zakazu handlu w niedzielę, ponad 60% Polaków nadal robi zakupy w te dni. Zmianie uległy wyłącznie miejsca dokonywania zakupów – w tzw. “niedziele wolne od handlu” będą to najczęściej małe sklepy (78% respondentów) i stacje benzynowe (44% badanych), rzadziej cukiernie i piekarnie (16 %) oraz kioski ( 3%).

  • Im większe ograniczenia, tym więcej przeciwników zakazu – szczególnie w przypadku oceny rozwiązania planowanego na 2020 r. obserwuje się, że grupa „na nie” jest znacznie większa niż grupa „na tak” (54% vs. 32%).
  • Grupa zupełnych przeciwników (osób, które nie akceptują ograniczeń w żadnej postaci) jest tak samo duża jak w pierwszej fali badania i wynosi 39%. Więcej przeciwników wprowadzanych zmian w handlu w niedziele obserwuje się wśród:
    • Mieszkańców małych miast (do 20 tys. mieszkańców) – możliwe, że w mniejszych lokalizacjach mieszkańcy mają mniej alternatyw wobec atrakcji oferowanych przez duże sklepy i centra handlowe.
    • Mieszkańców wielkich miast (powyżej 500 tys. mieszkańców) – prawdopodobnie duże odległości oraz duży ruch uliczny powodują więcej utrudnień w robieniu zakupów w ciągu tygodnia lub w soboty.
    • Osób obecnie pracujących w handlu niż Polaków, którzy nigdy nie pracowali w tym sektorze – możliwe, że dla części pracowników handlu zmiany oznaczają ograniczenie możliwości zarobkowych.

Myślę, że liczba przeciwników zakazu handlu będzie rosła. Miesiące zimowe nie są tak przyjazne do spędzania czasu poza domem jak letnie. – podsumowuje Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i PracodawcówBędziemy apelowali do rządu o zniesienie zakazu i wprowadzenia w Kodeksie Pracy dwóch wolnych niedziel dla pracowników wszystkich branż, nie tylko handlu. Obecne rozwiązanie ma charakter dyskryminacyjny. Ponadto dorzynany jest polski handel – który nie jest w stanie poradzić sobie z agresywnymi promocjami cenowymi dyskontów.

5 prognoz dla rynku data center w 2019 roku

Przełom roku to tradycyjnie czas stawiania prognoz dotyczących rozwoju technologii. Nie powinniśmy jednak liczyć na rewolucję. Rozpoczynający się rok będzie czasem dojrzewania już istniejących technologii i ich szerszej popularyzacji. Co to oznacza dla biznesu i branży data center, komentują eksperci polskiego rynku.

  1. Czeka nas życie na krawędzi

Wdrożenia technologii 5G i coraz częstsze wykorzystanie urządzeń IoT będą najważniejszymi czynnikami stojącymi za popularyzacją tw. edge computing. Business Insider Intelligence szacuje, że do 2020 r. 5,6 miliardów urządzeń będących własnością przedsiębiorstw będzie wykorzystywać obliczenia brzegowe do gromadzenia i przetwarzania danych.

– Rozwiązania brzegowe są znane od lat, ale dopiero teraz mają szansę na masowe zastosowanie. Oczywiście nie zastąpią one chmury ani tradycyjnych centrów danych. Z jednej strony wzbogacą je, z drugiej potrzebować będą ich wsparcia. Najlepszym przykładem tej swoistej synergii są czujniki IoT w fabrykach. Część danych niezbędnych do podjęcia działań jest przetwarzana u brzegu sieci, czyli w samym czujniku, zaś mniej krytyczne dane, wymagające dalszej analizy, są przetwarzane w chmurze lub na serwerach zlokalizowanych w DC. Zapotrzebowanie na swoistą mieszankę rozwiązań brzegowych i typowo centrodanowych może w nadchodzącym roku mocno zwiększyć poziom inwestycji w kolokację czy usługi chmurowe – komentuje Adam Dzielnicki z Atmana, lidera polskiego rynku data center.

  1. SD-WAN szybko rośnie

Gartner spodziewa się, że do końca 2019 r. 30 proc. przedsiębiorstw wdroży technologię SD-WAN w swoich oddziałach. Trend ten oznacza nie tylko dobry czas dla wirtualizatorów sieci, ale także dla operatorów data center.

– Rozwiązania SD-WAN umożliwiają administratorom IT wdrażanie sieci prywatnych w Internecie poprzez oddzielenie warstwy oprogramowania od sprzętu. Przy swojej naturalnej elastyczności taka technologia potrzebuje jednak stabilnego i doświadczonego partnera technologicznego, który zapewni niezbędny know-how. Operatorzy data center, niejednokrotnie doświadczeni w telekomunikacji, rozwijają swoje portfolio, czyniąc z data center wielopłaszczyznową platformę usługową, gotową sprostać różnorodnym potrzebom, a rozwiązania SD-WAN staną się jednym z takich naturalnych kierunków budowy potencjału kompetencyjnego prognozuje Robert Mikołajski z Atmana.

  1. Blockchain zyska większe zaufanie

Do niedawna technologia blockchain była jednym z popularnych słów wytrychów. Mało kto wiedział, czym blockchain de facto jest, co nie przeszkadzało wróżyć „łańcuchowi bloków” świetlanej przyszłości i traktować go jako rozwiązania wszelkich problemów. Z powodu swojego związku z kryptowalutami nieco inaczej do tej technologii podchodziła branża finansowa. Wiele firm już „udomowiło” blockchain, czego najlepszym przykładem może być PKO Bank Polski. I trend ten będzie teraz zyskiwał na znaczeniu.

– Według badań PwC do 2020 r. niemal 77% przedsiębiorstw z sektora finansowego wdroży technologię blockchain jako część swoich systemów lub procesów. Będziemy również świadkami coraz większej liczby przypadków współpracy między bankami a firmami dysponującymi odpowiednim technologicznym know-how, tak jak to miało miejsce w przypadku PKO BP i Coinfirm – podkreśla Adam Dzielnicki.

To wszystko będzie miało także nie lada znaczenie dla dostawców infrastruktury IT. Ze względu na ciągły rozwój produktów finansowych i stały przyrost danych zarówno instytucje finansowe, jak i dostawcy blockchain będą pracować nad zwiększeniem wydajności systemów, do czego niezbędna będzie rozwinięta i elastyczna infrastruktura centrodanowa i telekomunikacyjna – dodaje Dzielnicki.

  1. Śmierć firmowych centrów danych

– Biznes będzie dojrzewał do tej zmiany, a najważniejsze decyzje prawdopodobnie zapadną do końca 2020 r. Kolejne etapy rozwoju nowych technologii po prostu wymuszą zmianę myślenia. O strategii IT będą decydować potrzeby danego przedsiębiorstwa, nie: posiadanie infrastruktury na własność. Część prac obliczeniowych już teraz jest wykonywana w chmurze, ale nie należy spodziewać się całkowitej rezygnacji z korzystania z fizycznych serwerów w centrach przetwarzania danych nawet w dalszej przyszłości. Przykładem mogą być systemy automatyki przemysłowej, które pewnie nigdy nie zostaną przeniesione się do chmury – zaznacza Robert Mikołajski z Atmana.

  1. Król jest jeden: multicloud

Bez wątpienia najbliższy rok ponownie będzie należał do chmury obliczeniowej. To technologia obecna od lat i przez co najmniej dekadę eksperci spierali się, która chmura jest lepsza: publiczna czy prywatna? Rzecz w tym, że obawy o bezpieczeństwo danych czy kwestie prawno-regulacyjne sprawiają, że w naszym najbliższym europejskim otoczeniu adaptacja cloud computingu bez względu na wariant i tak nie zachwyca. Eurostat podaje, że tylko 27 proc. firm w UE i 11,5 proc. w Polsce zdecydowało się na ten model przechowywania i przetwarzania danych. W roku 2019 sytuacja może się jednak zmienić.

Bez wątpienia najbliższy rok ponownie będzie należał do chmury obliczeniowej. To technologia obecna od lat i przez co najmniej dekadę eksperci próbują przekonać o jej korzyściach. Rzecz w tym, że obawy o bezpieczeństwo danych, kwestie prawno-regulacyjne czy zwykłe przywiązanie do własnej serwerowni sprawiają, że w naszym najbliższym europejskim otoczeniu przyswojenie cloud computingu nie zachwyca. Eurostat podaje, że tylko 27 proc. firm w UE i 11,5 proc. w Polsce zdecydowało się na ten model przechowywania i przetwarzania danych. W roku 2019 sytuacja może się jednak zmienić.

– Remedium na ten chmurowy zastój stać się może hybrydowe podejście do zagadnienia, czyli łączenie chmur od wielu dostawców, a także łączenie swoich prywatnych środowisk wirtualnych z chmurami firm trzecich. Takie podejście pozwala skorzystać z zalet różnych chmur, prowadzić swoje działania IT – przetwarzanie i składowanie danych – w oparciu o wirtualne rozproszone zasoby różnych dostawców: globalnych, lokalnych a jednocześnie wykorzystywać swoje własne zasoby. Wydawać by się mogło że hybrydowe podejście pociąga za sobą ogromną komplikację w zarządzaniu i użytkowaniu, jednakże już dzisiaj mamy do dyspozycji wiele narzędzi pozwalających sprawnie, spójnie i relatywnie prosto działać na hybrydach. Strategie obejmujące korzystanie z wielu chmur mogą stać się w 2019 r. standardem firmowego środowiska IT ze względu na koszty, wydajność, niezawodność, elastyczność, skalowalność i redukcję ryzyka – tłumaczy Jakub Bryła z Atmana. Inwestycje chmurowych graczy w rozwój swojego portfolio nie pozostaną także bez wpływu na rynek data center. Chmura bowiem, przy całej swojej pozornej eteryczności, pozostaje technologią wymagającą wyjątkowo solidnego, fizycznego fundamentu – dodaje.

Trendy technologiczne 2019 według SAS

Rok 2018 upłynął pod znakiem rozwoju współpracy ludzi i inteligentnych maszyn wykorzystujących mechanizmy sztucznej inteligencji. Eksperci Deloitte nazwali ten trend „No-collar workforce”, wskazując potrzebę zmiany podejścia do rozdzielania zadań, gdzie część obowiązków będą wykonywali pracownicy, a część komputery. W 2019 będziemy obserwowali dalszy rozwój inteligentnych technologii, które coraz bardziej będą wpływały na naszą pracę i życie codzienne, ale także sprawią, że stawimy czoła nowym wyzwaniom.

Nikogo nie trzeba przekonywać, jak ogromny wpływ na nasze życie ma technologia. W 2019 roku kluczowe będzie efektywne jej wykorzystanie, jednocześnie pamiętając o bezpieczeństwie i etyce. Dzięki temu możemy mieć pewność, że posłuży ona dobru ludzkości i nie zacznie działać na jej zgubę. Oczywiście wizja „buntu maszyn” jest mało realna i pozostaje domeną filmów science fiction, ale obserwujemy przypadki, kiedy boty były wykorzystywane do generowania fake newsów, które wprowadzały w błąd rzesze ludzi. Inny przykład stanowią nadużycia, z którymi zmagają się m.in. sektor bankowy, ubezpieczeniowy, publiczny czy medyczny. Dzięki automatyzacji procesów analitycznych i sztucznej inteligencji, możemy identyfikować oraz skutecznie przeciwdziałać tym negatywnym zjawiskomtłumaczy Patryk Choroś, Business Development Director w SAS.

Trendy technologiczne 2019 według SAS:

  1. Nowe źródła danych

Korzystając z Internetu, każdego dnia zostawiamy cyfrowe ślady, które są uważnie analizowane i uwzględniane w procesie tworzenia strategii marketingowych. Na ich podstawie powstają sugestie zakupowe oraz ustalane są najlepsze sposoby kontaktu z klientem. Informacje te pochodzą z komputerów, smartfonów, inteligentnych zegarków i opasek, ale także np. samochodów. W przyszłości możemy spodziewać się, że pojazd będzie w stanie zaplanować trasę podróży, biorąc pod uwagę nasze nawyki i zadania, które mamy do wykonania. Przykładowo system podpowie nam, aby w drodze do apteki po odbiór zamówionego lekarstwa wstąpić do sklepu, gdzie kupimy ulubione produkty, które akurat są przecenione.

  1. Etyka AI

Jak wynika z badania SAS, Accenture Applied Intelligence, Intela i Forbes Insights, 70% firm wdrażających projekty z zakresu sztucznej inteligencji szkoli pracowników z etycznego aspektu wykorzystania tej technologii. Dynamiczny rozwój AI napędzany przez coraz większą ilość danych i wzrost mocy obliczeniowej sprawił, że technologia ta staje się nieodłącznym elementem naszego życia. Sugestie filmów i seriali na platformie Netflix, asystenci głosowi, tacy jak Siri, Cortana czy Alexa, określenie ryzyka danego problemu zdrowotnego na podstawie analizy danych medycznych lub wykrywanie podejrzanych operacji finansowych to tylko kilka przykładów wykorzystania sztucznej inteligencji. Zapewnienie odpowiedniego nadzoru będzie jednym z głównych wyzwań, z którym musi zmierzy się biznes w 2019 roku, gdyż błędne działanie AI może mieć negatywne skutki biznesowe. 60% organizacji, które wdrożyły projekty z zakresu sztucznej inteligencji lub planuje to zrobić wskazało, że obawia się wpływu decyzji podejmowanych przez maszyny na zaangażowanie klientów. Przykładowo mogą one nie wykazać się dostateczną empatią w kontaktach z kupującymi, działać w sposób dyskryminujący lub poprzez błędną konfigurację wykorzystywać prywatne i osobiste informacje o kliencie np. w procesie oceny ryzyka kredytowego.

  1. Poufność danych

Wejście w życie 28 maja 2018 roku Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych (RODO) na zawsze zmieniło rzeczywistość biznesową niemal każdej organizacji. Konsumenci zyskali niespotykane dotąd możliwości kontroli tego, w jaki sposób firmy wykorzystują ich dane osobowe. Mogą oni wymagać od przedsiębiorstw m.in. informacji o tym, gdzie i w jaki sposób są przechowywane ich dane, a także poprosić o ich usunięcie z zasobów firmowych. O tym, że RODO nie jest martwym przepisem świadczy fakt, że w trakcie pierwszych miesięcy obowiązywania rozporządzenia do Urzędu Ochrony Danych Osobowych wpłynęło ponad 2000 skarg. Jeżeli dana organizacja nie wdrożyła jeszcze odpowiednich procedur, w 2019 roku musi zadbać o zabezpieczenie informacji dotyczących klientów. Inaczej narazi się na straty finansowe i wizerunkowe.

  1. Wydobycie wartości z danych

Biznes doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że dane stanowią jeden z najważniejszych zasobów. Dostępne rozwiązania sprawiają, że przetwarzanie zbiorów big data nie stanowi obecnie wyzwania, o wiele trudniejsza jest ich interpretacja i umiejętne odczytywanie zawartych w nich wzorców. Niedobór specjalistów na stanowiskach data scientist to dla biznesu wciąż poważny problem. Wpłynie to na coraz większą demokratyzację analityki, polegającą na szerszym i łatwiejszym dostępie do narzędzi analitycznych wewnątrz organizacji, a także postęp automatyzacji pozwalającej na elastyczne zarządzanie informacjami bez konieczności posiadania unikatowych kompetencji. Systemy prezentujące wyniki analiz w sposób przejrzysty i zrozumiały będą niezwykle istotne w rozwiązywaniu złożonych problemów biznesowych, wykrywaniu zagrożeń czy identyfikowaniu potencjalnych szans.

Raport Meetrics: widoczność reklam online – Polska poprawia się na europejskim tle,

Firma Meetrics opublikowała kwartalny raport „Viewability Benchmark Report”, dotyczący widoczności reklam na poszczególnych rynkach europejskich, w tym w Polsce. Wskaźnik Viewability reklam online w Polsce wzrósł już drugi kwartał z rzędu. Dzięki temu polski rynek awansował o jedną pozycję, z przedostatniego miejsca europejskiej stawki, z wynikiem Viewability na poziomie 54 proc. wyprzedzając Szwajcarię (53 proc.) i Włochy (45 proc.). Średnia wartość Viewability dla wszystkich badanych rynków w Europie jest nadal wyższa niż w Polsce, jednak spadła kwartał do kwartału o 3 punkty procentowe, do 58 proc. (wobec 61 proc. kwartał wcześniej). 

Meetrics jest dostawcą rozwiązań do weryfikacji i poprawy widoczności, jakości oraz skuteczności kampanii reklamowych. Firma publikuje swoje raporty dotyczące wybranych krajów europejskich od 2016 roku. Polski rynek jest w nich uwzględniany od II kwartału 2017 r., kiedy to firma zadebiutowała w Polsce.

Jak wynika z raportu “Meetrics Benchmark Report Q4/2018” w czwartym kwartale br. w Polsce odsetek wyświetlonych banerów reklamowych spełniających minimalne wytyczne dotyczące widoczności wzrósł na polskim rynku do 54 proc. (wobec 53 proc. w III kwartale i 50 proc. w II kwartale), co plasuje nasz kraj nadal na dole tabeli jeśli chodzi o porównania międzynarodowe, jednak pozwoliło przesunąć się naszemu rynkowi o kolejną pozycję w górę (i poza rynkiem włoskim wyprzedzić także szwajcarski).

Średni czas kontaktu z reklamą display (Viewable Viewtime) także minimalnie w Polsce wzrósł, do poziomu 19 sekund w IV kwartale, wobec 18,7 sekundy w III kwartale 2018 r.

Nieznacznie spadło w Polsce natomiast Viewability reklam wideo – do 49 proc. w IV kwartale (wobec 50 proc. w III kwartale); jednocześnie jednak średni czas kontaktu z reklamą wideo wzrósł bardzo wyraźnie, do 18,1 sekund (wobec 15,4 sekund w III kwartale).

Najlepsze wskaźniki wśród formatów reklamowych jeśli chodzi o średnią widoczność osiągnęły na polskim rynku w IV kwartale br.: Halfpage (68 proc. Viewability i 41,2 sek. czasu kontaktu z reklamą) oraz Skyscraper (64 proc. i 17,5 sek.).

W podsumowaniu europejskim najlepszy wynik wśród formatów odnotowuje Sitebar (Viewability – 80 proc., Viewtime – 31,5 sek.), a za nim plasuje się Skyscraper (70 proc. i 17,7 sek.).

Pod względem czasu kontaktu z reklamą (Viewable Viewtime) przoduje format Medium Rectangle, który co prawda miał Viewability na poziomie 50 proc., jednak czas kontaktu z reklamą wyniósł aż 39,9 sek.

Ogólnie Polska, z wynikiem na poziomie 54 proc., poprawiła swoją pozycję, jednak wciąż plasuje się na dość dalekim miejscu w europejskiej stawce jeśli chodzi o wskaźnik Viewability dla reklam display, wyprzedzając tylko Szwajcarię i Włochy. Europejskim liderem pozostaje – tradycyjnie już – Austria, z wynikiem 69 proc. Na drugie miejsce, z wynikiem 63 proc., awansowała Francja. W Szwecji wskaźnik ten wyniósł 61 proc., w Wielkiej Brytanii 57 proc., w Niemczech 55 proc., w Szwajcarii 53 proc., we Włoszech 45 proc.

Średnia europejska dla wskaźnika Viewability wyniosła w IV kwartale 58 proc., co oznacza spadek kwartał do kwartału o 3 punkty procentowe (w III kwartale było to 61 proc.). Czas kontaktu z reklamą minimalnie spadł kwartał do kwartału, do 20 sekund w IV kwartale (wobec 20,7 sek. w III kwartale).

Wzrost Viewability w Polsce w IV kwartale br., nawet jeśli nie jest to wzrost bardzo spektakularny, cieszy tym bardziej, że ostatni kwartał roku charakteryzuje się zawsze znacznie większym od przeciętnego obłożeniem powierzchni reklamowych, co teoretycznie może wpływać negatywnie na poziomy Viewability. Co więcej, jest to drugi kwartał z rzędu, w którym na naszym rynku sytuacja się poprawia. Można mieć zatem powody do zadowolenia tym bardziej, że dobrze wypada również porównanie roku do roku; w IV kwartale 2017 r. Viewability w Polsce wynosiło 50 proc., a w IV kwartale 2018 osiągnęło poziom 54 proc., co jest już wzrostem dość wyraźnym. Czwarty kwartał to tradycyjnie najgorętszy okres e-commerce i reklamy digital, może będzie to zatem dobry prognostyk dla sytuacji w całym 2019 roku – komentuje Tomasz Piątkowski, Country Manager, Meetrics Polska – Trzeba jednak pamiętać, że wskaźniki nadal dalekie są od poziomów, które reklamodawcy mogliby uznawać za satysfakcjonujące. Wciąż potrzebna jest praca u podstaw, nad wydajnością wszystkich formatów reklamowych i wszystkim poważnym uczestnikom rynku powinno zależeć na tych zmianach, by podnosić Viewability do bardziej przekonujących poziomów, a co za tym idzie podnosić ROI związany z kampaniami internetowymi.

Pełny raport za IV kwartał 2018 r. można ściągnąć stąd: https://www.meetrics.com/en/benchmark-reports/

Meetrics w swoich badaniach opiera się na definicji Viewability rekomendowanej przez IAB i Media Rating Council. Reklama jest uważana za widoczną jeśli co najmniej 50 proc. jej powierzchni jest widoczna na ekranie przez co najmniej sekundę (dla reklam wideo – przez co najmniej 2 sekundy).

Wirtualna sala sądowa? Czy to możliwe w Polsce?

Nadmierny formalizm i brak informacji zwrotnej o stanie sprawy to jedne z największych problemów polskiego wymiaru sprawiedliwości. Po wniesieniu pozwu do sądu powszechnego sprawa trafia na półkę. Z sekretariatem trudno się skontaktować. Aby pismo sądowe dotarło do strony, najpierw zleca się asystentowi jego przygotowanie, następnie pismo czeka na podpis sędziego by w końcu trafić do osób zajmujących się wysyłką listów poleconych. Często już sama taka operacja trwa ponad tydzień.

Robert Szczepanek, współtwórca elektronicznego sądu polubownego Ultima Ratio
Robert Szczepanek, współtwórca elektronicznego sądu polubownego Ultima Ratio

W polskich tradycyjnych sądach nie skontaktujesz się z sędzią czy sekretariatem sądu przez Internet. Czy istnieje jednak w Polsce system umożliwiający kontakt on-line z arbitrem w trakcie procesu gospodarczego? Na te pytanie stara się odpowiedź Robert Szczepanek, współtwórca pierwszego w Polsce, w pełni elektronicznego sądu polubownego Ultima Ratio.

Poczatuj z sędzią

Komunikacja on-line z sądem powszechnym nie jest prawnie zakazana. Ma jednak w dzisiejszych realiach charakter marginalny. Patrząc z drugiej strony na rozwój mediów społecznościowych, rożnego rodzaju internetowych platform czy nowe możliwości telefonii komórkowej, prędzej czy później będzie to konieczne. Ta forma kontaktów między ludźmi staje się po prostu codziennością. Taka filozofia przyświecała twórcom pierwszego w Polsce w pełni elektronicznego sądu polubownego „Ultima Ratio”.

Koncepcja procesu w naszym sądzie oparta jest na pomyśle wirtualnej sali sądowej, a w komunikacji w danej sprawie zdecydowaliśmy się na zastosowanie dobrze dziś znanego i ogromnie wygodnego rozwiązania – czatu internetowego dla sprawy. Czat jest narzędziem prostego kontaktu arbitra ze stronami oraz stron między sobą. Po wniesieniu sprawy arbiter wita na nim strony a po zapoznaniu się z pozwem albo odpowiedzią na pozew ma możliwość poprosić je o dodatkowe wyjaśnienia. Za pośrednictwem czatu arbiter dostarcza stronom informacji zwrotnej, odpowiada na ich pytania, ustala termin ewentualnej telekonferencji by przesłuchać świadka albo uzgadnia szczegóły dotyczące dowodu z opinii biegłego. Do czatu mają też dostęp biegli sądowi powołani w sprawie. To właśnie za jego pośrednictwem odpowiadają na pytania i zarzuty co do prezentowanych opinii”. – komentuje Robert Szczepanek, współtwórca Ultima Ratio.

Szybkość i jakość wyroków na wirtualnej sali sądowej

Czat jest powszechnie znanym rozwiązaniem ułatwiającym interakcję. Używanym w różnych sytuacjach dnia codziennego, przez przedstawicieli różnych profesji, ale co ważne także pokoleń. W Ultima Ratio strony „rozmawiają” więc na czacie tak, jak to ma miejsce podczas posiedzenia w rzeczywistej sali sądowej.

Oczywiście czat jest zabezpieczony odpowiednią technologią podobnie jak np. bankowość elektroniczna, a dostęp do niego można mieć w zasadzie z każdego urządzenia, które ma dostęp do Internetu. I co ważne, z dowolnego miejsca o dowolnej porze. Można więc zapomnieć o dojazdach do odległych sądów, kosztach taksówek, pociągów etc” – dodaje Robert Szczepanek z Ultima Ratio.

Jaka jest największa zaleta używana czatu na wirtualnej sali? Oczywiście, daje on stronom komfort wiedzy co do aktualnego stanu sprawy, ale można także skonfrontować stanowiska stron w sądzie. Oczywiście skraca się także czas prowadzenia całej sprawy, bo wszystko odbywa się on-line. Czas wydania wyroku jest ważny, ale taki czat może także wpłynąć na jakość wydawanych wyroków. Arbiter, sędzia może bardzo szybko poznać stanowiska stron, ale co ważne w razie jakichkolwiek wątpliwości szybko je rozwiać. Na czacie można również nakłaniać strony do ugodowego zakończenia sprawy bez potrzeby czekania na fizyczne posiedzenie z ich udziałem. Na podobne rozwiązania w tradycyjnych sądach zapewne jeszcze chwile poczekamy. Jednak od kwietnia przedsiębiorcy będą mogli skorzystać z rozwiązań on-line przy prowadzeniu sprawy sądowej w Ultima Ratio.

20-lecie Esaliens TFI w Polsce

Esaliens TFI aktywnie uczestniczy w kształtowaniu rynku finansowego w Polsce już od 20 lat. W tym czasie suma zarządzanych aktywów osiągnęła niemal 4 mld zł. Towarzystwo może się również poszczycić ponad 80 tys. klientów. Obecnie jest największym w Polsce niepaństwowym dostawcą Pracowniczych Programów Emerytalnych (PPE) z funduszami inwestycyjnymi z 16 proc. udziałem w rynku prywatnych emerytur oraz intensywnie przygotowuje się do wdrożenia Pracowniczych Planów Kapitałowych (PPK).

Towarzystwo jest obecne na polskim rynku od 1998 roku, początkowo jako Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych Banku Handlowego SA, następnie jako Legg Mason TFI SA, aż po markę Esaliens TFI SA.

Dwie dekady działania i intensywnego rozwoju to ogromny kapitał doświadczeń oraz przewaga konkurencyjna, ceniona zarówno przez klientów indywidualnych, jak i instytucjonalnych. W 2019 r. nowym celem dla naszego zespołu jest uruchomienie Pracowniczych Planów Kapitałowych, nad którymi już prowadzimy zaawansowane prace. Wiedzą na temat PPK od samego początku chętnie dzielimy się z rynkiem i zainteresowanymi firmami poprzez otwarte działania komunikacyjne i edukacyjne – mówi Tomasz Jędrzejczak, prezes zarządu w Esaliens TFI.

Esaliens TFI zarządza 17 funduszami i subfunduszami inwestycyjnymi, wykorzystującymi różnorodne klasy aktywów na wielu krajowych i międzynarodowych rynkach. Nierzadko były to pionierskie rozwiązania w skali polskiego rynku, a kilka z nich należy do dziś do największych krajowych funduszy pod względem zarządzanego kapitału.

Tomasz Jędrzejczak
Tomasz Jędrzejczak, prezes zarządu Esaliens TFI

Niewątpliwym naszym atutem jest oferta, systematycznie rozszerzana z ambitnym celem tworzenia wartości dodanej dla klientów. Tym bardziej doceniam fakt, że po 20 latach możemy cieszyć się ich szacunkiem i zaufaniem, co skutkuje mocną pozycją wśród TFI w Polsce – dodaje Tomasz Jędrzejczak.

Jednocześnie Esaliens TFI jest jednym z liderów rynku rozwiązań emerytalnych, od lat zaangażowanym w edukację i szerzenie wiedzy na temat prywatnego oszczędzania z przeznaczeniem emerytalnym. W ofercie TFI, od początku funkcjonowania na krajowym rynku, jest Indywidualne Konto Emerytalne (IKE) oraz Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE). Towarzystwo jest również od lat znane z prowadzenia Pracowniczych Programów Emerytalnych (PPE) dla cenionych marek polskich i zagranicznych. Esaliens zarejestrował najstarsze w Polsce PPE, które nieprzerwanie funkcjonuje do dziś. Ponad 40% wszystkich zarządzanych przez TFI środków ma charakter emerytalny.

Spółka zachowa prawo do odliczenia VAT, nawet jeśli transakcja nie doszła do skutku

Prawo do odliczenia podatku jest fundamentalną zasadą systemu VAT w całej Unii Europejskiej. Prawo to może być ograniczone tylko w wyjątkowych sytuacjach, a podstawą takiego ograniczenia nie może być nawet fakt, iż planowana działalność, w związku z którą podatnik nabył usługi opodatkowane, w ogóle nie doszła do skutku. Ważniejszy jest bowiem zamiar rozpoczęcia działalności będącej źródłem transakcji podlegających opodatkowaniu – tak wynika z wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 17 października 2018 r., C-249/17.

Okoliczności sprawy

Wyrok dotyczy Ryanair, który planując nabycie akcji innego przewoźnika lotniczego, poniósł wydatki na usługi doradcze i inne usługi dotyczące planowanej transakcji. Ta ostatecznie nie doszła do skutku, mimo to podatnik wniósł o odliczenie naliczonego podatku. Jako argument wskazał, że jego zamiarem było świadczenie usług zarządczych na rzecz przejmowanej spółki, co stanowi czynność opodatkowaną VAT. Irlandzkie organy podatkowe odmówiły spółce tego prawa, wskazując, że ostatecznie żadne usługi w tym zakresie nie były świadczone. Sprawa trafiła do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

Odliczenie a sprzedaż opodatkowana

Trybunał zwrócił uwagę, że prawo do odliczenia przysługuje podatnikowi jedynie w sytuacji, gdy nabywane towary lub usługi służą mu do wykonywania działalności opodatkowanej VAT. W każdym innym przypadku, a więc także w sytuacji, gdy nabycie określonych dóbr służy do działalności zwolnionej, prawo to nie powstaje. A zatem samo nabywanie i posiadanie udziałów lub akcji spółek nie stanowi działalności gospodarczej na potrzeby VAT. Tym samym wszelkie wydatki poniesione w związku z planowanym ich nabyciem zasadniczo nie dają prawa do odliczenia.

Dla Trybunału kluczowa okazała się jednak inna okoliczność. Celem planowanego przez Ryanair przejęcia innej spółki miało być bowiem świadczenie na jej rzecz usług z zakresu zarządzania. Te natomiast są opodatkowane VAT. To pozwoliło stwierdzić, że podatek naliczony podlega odliczeniu.

Czynności przygotowawcze to także działalność gospodarcza

Zdaniem TSUE na działalność gospodarczą podlegającą VAT może składać się kilka następujących czynności, a tym samym zaliczyć do niej można także działalność przygotowawczą. Zostało przy tym podkreślone, że każdy, kto ma zamiar rozpocząć działalność opodatkowaną, co znajduje potwierdzenie w okolicznościach obiektywnych, a także dokonał na ten cel pierwszych wydatków inwestycyjnych, powinien być traktowany jak podatnik VAT. Wobec tego w badanej sprawie zdaniem TSUE Ryanair nabył usługi w celu prowadzenia działalności opodatkowanej, w związku z czym przysługiwało mu prawo do odliczenia podatku.

Trybunał zwrócił uwagę, że prawo do odliczenia podatku przesądzające o jego neutralności co do zasady nie podlega ograniczeniom i musi być zagwarantowane niezależnie od rezultatu planowanej działalności. Nie ma tym samym podstaw do wprowadzania odrębnego warunku – faktycznego powstania dochodu podlegającego opodatkowaniu. Prawo do odliczenia powstaje bowiem wcześniej – już w momencie nabycia danych towarów i usług, a więc trwa również później – nawet jeżeli planowana działalność nie została zrealizowana, a w konsekwencji nie przyniosła żadnych transakcji podlegających opodatkowaniu.

Co więcej, prawo do odliczenia zostaje przyznane podatnikowi nawet wówczas, gdy brakuje bezpośredniego i ścisłego związku pomiędzy konkretną transakcją powodującą naliczenie podatku a transakcją objętą podatkiem należnym, która daje prawo do odliczenia. Konieczne jest jedynie, aby koszty zakupionych usług należały do kosztów ogólnych podatnika, które zachowują bezpośredni i ścisły związek z całą jego działalnością gospodarczą. Tym samym zakupione towary i usługi powiązać należy nie z konkretną transakcją opodatkowaną, ale z całą działalnością podatnika.

Znaczenie dla polskiego podatnika

Zanim omawiana sprawa trafiła do TSUE, toczyła się przed irlandzkimi sądami i organami podatkowymi. TSUE badał ją jednak na gruncie dyrektywy VAT – wspólnej dla wszystkich państw należących do UE.

Omawiane orzeczenie ma duże znaczenie także dla polskich podatników, gdyż to prawo unijne, którego wiążącej wykładni dokonuje TSUE, ma rozstrzygające znaczenie. Trybunał kolejny raz podkreślił, że prawo do odliczenia podatku ma kluczowe znaczenie dla całego systemu VAT. Wskazał, że nie zawsze konieczny jest ścisły związek między zakupami a sprzedażą, gdyż przesądzający jest cel podatnika. W związku z tym samo niepodjęcie planowanej działalności nie powinno prowadzić do negatywnych konsekwencji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Firmy mają problem z rozliczaniem podatku od nieruchomości. 65 proc. odprowadza go w nieprawidłowej wysokości

Firmy mają problem z rozliczaniem podatku od nieruchomości. 65 proc. odprowadza go w nieprawidłowej wysokości 1

Dwie na trzy firmy w Polsce odprowadzają za niski bądź za wysoki podatek od nieruchomości. Prawie połowa przedsiębiorstw ma nadpłaty z tego tytułu – wynika z analiz Ayming Polska. Eksperci podkreślają, że złożenie korekty pozwala jednak odzyskać nadpłaty z tytułu podatku od nieruchomości do 5 lat wstecz. Z końcem stycznia upływa termin składania deklaracji o wysokości podatku od nieruchomości, więc jest to dobry moment, żeby zweryfikować poprawność rozliczeń.

Podatek od nieruchomości to dla przedsiębiorstw istotna pozycja w kosztach, ale jego prawidłowe rozliczenie pozostaje dużym wyzwaniem dla firm. Z raportu Ayming Polska „Podatek od nieruchomości. Grunt to… rozliczyć go prawidłowo” wynika, że 65 proc. przedsiębiorców w Polsce odprowadza za niski lub za wysoki podatek od nieruchomości, gubiąc się w gąszczu przepisów prawno-podatkowych.

Analizy Ayming pokazują też zależności pomiędzy wysokością obciążenia podatkowego a prawidłowością rozliczenia. Im wyższy podatek od nieruchomości płaci firma, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że rozlicza go we właściwy sposób. Niemal co drugie przedsiębiorstwo (44 proc.), którego obciążenie z tytułu podatku od nieruchomości w skali roku wynosi powyżej 200 tys. zł, odprowadza daninę w zawyżonej wysokości. Wśród największych płatników, odprowadzających ponad 3 mln zł rocznego podatku, ten odsetek sięga już 71 proc.

– Szansa na znalezienie nadpłaty jest tym większa, im wyższy podatek płaci przedsiębiorca. Dobra informacja jest taka, że przepisy pozwalają na skorygowanie zeznań podatkowych do pięciu lat wstecz, tak więc istnieje możliwość odzyskania nadpłat od 2014 roku – podkreśla Przemysław Smoczyński, starszy konsultant w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Weryfikacja rozliczenia i złożenie korekty pozwala nie tylko odzyskać nadpłaty z tytułu podatku od nieruchomości do 5 lat wstecz, lecz także zmniejszyć obciążenia podatkowe w przyszłości. Główną przyczyną nieprawidłowych rozliczeń są kwestie administracyjne. W Polsce jest prawie 2,5 tys. gmin, które tworzą lokalne systemy podatkowe. Każdy z nich może się różnić wysokościami stawek, zwolnieniami podatkowymi, formularzami deklaracji czy interpretacjami przepisów prawa podatkowego. To problem zwłaszcza dla tych firm, które mają nieruchomości w kilku lokalizacjach i muszą się liczyć z odmiennym podejściem do rozliczania podatku w każdej gminie.

– Inna ważna kwestia to konstrukcja ustawy o podatkach i opłatach lokalnych, która zawiera liczne odesłania do innych ustaw, przede wszystkim do Prawa budowlanego, w którym znajdują się niejasne i nieprecyzyjne definicje. To budzi liczne spory pomiędzy podatnikami a organami podatkowymi – zauważa Przemysław Smoczyński.

Nadpłaty podatku biorą się również z nieznajomości aktualnych przepisów prawa i zmian w ustawodawstwie, zakwalifikowania składników majątku do nieodpowiedniej kategorii podatkowej lub bazowania na nieprawidłowych pomiarach budynków i budowli. Z danych Ayming wynika, że najwięcej nadpłat przedsiębiorstw (44 proc.) dotyczy budowli, co ma związek z mało przejrzystą definicją budowli, zawartą w ustawie o podatkach i opłatach lokalnych. 25 proc. nadpłat to konsekwencja problemów z prawidłowym określeniem powierzchni użytkowej budynków, a 31 proc. wynika z niewłaściwego zakwalifikowania gruntów do odpowiedniego podatku.

– Aby prawidłowo rozliczyć podatek od nieruchomości, konieczne jest kompleksowe i zarazem indywidualne podejście. Po pierwsze, należy łączyć wiedzę prawno-podatkową z wiedzą techniczną. Po drugie, należy stale monitorować zmiany zachodzące na majątku przedsiębiorcy, np. dotyczące powierzchni użytkowej budynków czy aktualnego sposobu wykorzystywania gruntów – mówi Kamila Kęsicka, manager Działu Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Prawidłowe rozliczenie podatku od nieruchomości jest dość trudne, ponieważ wymaga od firm znajomości specjalistycznych ustaw i odnalezienia się w gąszczu niejednoznacznych przepisów. Co więcej, na podatek od nieruchomości często wpływają zmiany w przepisach niepodatkowych.

– Sama ustawa o podatkach i opłatach lokalnych powoduje trudności interpretacyjne dla przedsiębiorców. Dlaczego? Ponieważ zawiera odesłanie bezpośrednio do ustawy Prawo budowlane oraz odesłanie pośrednie do ustawy Kodeks cywilny czy choćby ustawy o portach i przystaniach morskich. Takie połączenia przepisów powodują, że przedsiębiorcy mają problemy w ich prawidłowym zastosowaniu. Zróżnicowana struktura nieruchomości w każdej branży wymaga indywidualnego podejścia. Dlatego nie ma jednego, uniwersalnego sposobu, który mógłby się stać receptą na sukces przy rozliczaniu podatku od nieruchomości – mówi Kamila Kęsicka.

Prawidłowe naliczanie podatku od nieruchomości jest jednak bardzo ważne, szczególnie na etapie planowania przyszłych inwestycji. Dzięki temu przedsiębiorcy mogą oszacować przyszłe wydatki i uniknąć nadpłat. Natomiast zwrot ewentualnych nadpłat firmy mogą wykorzystać na rozwój swojej działalności.

Ubezpieczyciele szukają nowych dróg rozwoju. Nie uciekną od współpracy z młodymi, innowacyjnymi firmami

Ubezpieczyciele szukają nowych dróg rozwoju. Nie uciekną od współpracy z młodymi, innowacyjnymi firmami 2

Innowacje w ubezpieczeniach nabierają tempa. Technologie takie jak uczenie maszynowe, sztuczna inteligencja, big data i zaawansowana analiza danych mają coraz większy wpływ na branżę. Liderami w ich wykorzystaniu są szybko rozwijające się insurtechy. Współpraca z takimi podmiotami jest nieunikniona i może przynieść ubezpieczycielom ogromne korzyści – podkreślali eksperci podczas konferencji „Innovation in Insurance”, która jest jednym z największych w Polsce wydarzeń poświęconych ubezpieczeniom. O przyszłości sektora w Warszawie dyskutowali przedstawiciele branży z 14 krajów świata. 

W raporcie Deloitte „A catalyst for change: How fintech has sparked a revolution in insurance” eksperci podkreślają, że firmy ubezpieczeniowe szukają dziś nowych możliwości wzrostu, ale z każdym rokiem jest to coraz trudniejsze. Chcąc utrzymać dotychczasowych klientów i pozyskać nowych, branża musi przejść rewolucję, uprościć i uelastycznić swoje produkty oraz inwestować w nowe technologie.

– Żyjemy w niepewnych politycznie czasach. Druga kwestia to nacisk ze strony rynków rozwijających się. Pojawiają się nowe podmioty, a partnerstwo jest jednym z najlepszych sposobów osiągnięcia sukcesu. Tacy gracze, jak Airbnb czy Uber, z których usług korzystamy codziennie, bazują na technologiach swoich partnerów. Firmy ubezpieczeniowe powinny robić to samo, np. łącząc się z platformami gromadzącymi dane pojazdów uszkodzonych lub uzyskując dostęp do nowych źródeł danych. Nie poradzimy sobie sami – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Grzegorz Podleśny, Partner w Sollers Consulting.

Eksperci oceniają, że w przyszłości coraz ważniejsza będzie współpraca partnerska w ramach strategii dystrybucji. Ubezpieczyciele powinni oferować swoje produkty poprzez międzybranżowe łańcuchy wartości, współpracując m.in. z bankami, rynkiem nieruchomości, liniami lotniczymi czy producentami samochodów.

Podczas konferencji „Innovation in Insurance” w warszawskim Centrum Nauki Kopernik Michał Trochimczuk, partner zarządzający w Sollers Consulting, podkreślił, że branża ubezpieczeń jest dziś mocno skoncentrowana na problemach związanych z cyfryzacją. Ubezpieczyciele mają dziś do wyboru dwa modele rozwijania działalności biznesowej: transformację cyfrową organizacji albo inicjowanie nowych przedsięwzięć, które pozwolą jak najszybciej wykorzystać zalety cyfryzacji. Grzegorz Podleśny ocenia, że przygotowania do transformacji powinno poprzedzić zdefiniowanie docelowego modelu działalności, zidentyfikowanie plusów i mocnych stron obecnych procesów oraz ich wad. Dopiero w oparciu o takie dane można nakreślić przyszły model firmy i zarządzania prowadzeniem klienta.

– Należy się skupić na wysokiej jakości i wyznaczyć sobie krótkie terminy, ponieważ tylko w ten sposób można się zabezpieczyć przed próbą zrealizowania wszystkiego jednocześnie. Powinniśmy się koncentrować przede wszystkim na aspektach kluczowych z punktu widzenia wartości i dopiero po ich osiągnięciu omawiać te aspekty, które mają mniejsze znaczenie dla organizacji – mówi Grzegorz Podleśny.

W obliczu cyfrowej transformacji nowoczesne systemy centralne stają się czynnikiem decydującym o sukcesie w branży ubezpieczeniowej. Ubezpieczycielowi, który ma przestarzały system, trudno jest modyfikować procesy i udoskonalać produkty i obsługę klientów. Dlatego w 2018 roku wiele firm ubezpieczeniowych rozpoczęło przekształcanie swoich podstawowych systemów IT.

Partner w Sollers Consulting podkreśla, że przygotowując się do zmian w organizacji, warto skorzystać z doradztwa i pomocy podmiotów zewnętrznych.

– Firmy mogą oczywiście korzystać z własnej wiedzy, ale także z zasobów innych firm konsultingowych bądź skupionych wokół rynku ubezpieczeń i finansów. Następnie należy dokonać wstępnej selekcji. Kiedy już uda się znaleźć 2–3 najlepszych partnerów, należy przygotować tzw. proof of concept, czyli model koncepcyjny. To pozwala zobaczyć, czy rzeczywiście możliwe jest osiągnięcie oferowanych celów. Dopiero w oparciu o te wyniki należy podjąć ostateczną decyzję o wyborze partnera – mówi Grzegorz Podleśny.

Eksperci są zgodni, że innowacyjność w instytucjach finansowych nabiera tempa. Liderami w wykorzystaniu nowych technologii są start-upy i szybko rozwijające się insurtechy. Dlatego współpraca z takimi podmiotami może przynieść ubezpieczycielom ogrom korzyści.

– Dużą zaletą insurtechów jest wprowadzanie nowych pomysłów i rozwiązań, które mogą stanowić źródło nowych produktów dla firm ubezpieczeniowych. Po drugie, insurtechy zwykle są w stanie pracować szybciej niż firmy ubezpieczeniowe. To małe podmioty, gdzie czas od decyzji do realizacji jest bardzo krótki i zupełnie nie przypomina długotrwałego procesu decyzyjnego typowego dla dużej spółki. Po trzecie, insurtechy wspierają firmy ubezpieczeniowe poprzez pobudzenie ich przedsiębiorczości i wskazywanie nowych form działania. Ubezpieczyciele uczą się więc nowych rzeczy i korzystają nie tylko na samych rozwiązaniach, lecz także mogą zmieniać swoją strukturę wewnętrzną – podkreśla Grzegorz Podleśny.

Podczas konferencji „Innovation in Insurance” w warszawskim Centrum Nauki Kopernik swoje rozwiązania technologiczne prezentowały cztery insurtechy, bazujące na sztucznej inteligencji i przetwarzaniu danych. Smabbler pokazał, w jaki sposób używa AI do interpretacji tekstów. SpaceKnow wykorzystuje sztuczną inteligencję do rozpoznawania obrazów w oparciu o zdjęcia satelitarne. Runvido zaprezentował rozwiązanie w zakresie zdjęć interaktywnych, oparte na rzeczywistości rozszerzonej, natomiast Boomerun – narzędzie do zbierania danych przez urządzenia typu wearables, które można wykorzystać do obliczania stawek ubezpieczeniowych oraz rabatów na zakupy.

Większość przedstawicieli branży jest zgodna, że współpraca tradycyjnych ubezpieczycieli i insurtechów jest nieunikniona, a skala inwestycji w takie podmioty rośnie. Według danych Deloitte w 2017 roku sięgnęła 1,8 mld dol., a w pierwszej połowie 2018 roku – 869 mln dol.

Siódma edycja konferencji „Innovation in Insurance”, która zgromadziła w Warszawie ponad 300 ekspertów z branży ubezpieczeniowej z Polski, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Danii, Szwajcarii, Rosji i wielu innych krajów, odbyła 14 stycznia br. Jest to obecnie jedna z największych w Polsce, międzynarodowa konferencja, poświęcona ubezpieczeniom. Celem wydarzenia było omówienie największych wyzwań związanych z cyfryzacją, przed którymi stoi sektor ubezpieczeń.

Podwyżka stóp procentowych w Polsce wciąż odsuwa się w czasie. Inflacja będzie niższa od spodziewanej jeszcze dwa miesiące temu

Podwyżka stóp procentowych w Polsce wciąż odsuwa się w czasie. Inflacja będzie niższa od spodziewanej jeszcze dwa miesiące temu 3

Rynek jest przekonany, że stopy procentowe w Polsce w tym roku nie wzrosną, a to oznacza, że nie powinno podrożeć oprocentowanie kredytów ani wzrosnąć oprocentowanie lokat. Prezes Narodowego Banku Polskiego sugeruje nawet, że mogą zostać na obecnym poziomie jeszcze przez trzy lata. Wszystko jednak zależeć będzie od cen energii w kolejnych latach.

– Ten rok, w świetle tego, co komunikuje RPP, będzie zapewne okresem stabilnych stóp procentowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Tarnawa, główny ekonomista BOŚ. – Pod koniec minionego roku projekcja inflacyjna NBP pokazała prognozę wyraźnego wzrostu inflacji w trakcie 2019 roku, niemniej wprowadzenie ustawy mitygującej wzrost cen energii dla gospodarstw domowych i przedsiębiorców pod koniec minionego roku skutkuje tym, że nie należy oczekiwać drastycznych podwyżek cen energii, które były przyjęte w projekcji inflacyjnej NBP. W komunikacie po ostatnim posiedzeniu Rada przyznała, że perspektywy inflacyjne poprawiły się na ten rok, czyli spadło ryzyko przekroczenia przez inflację celu inflacyjnego NBP.

W opublikowanym w listopadzie 2018 roku „Raporcie o inflacji” Narodowy Bank Polski przewidział średnioroczną inflację w 2019 roku na poziomie 3,2 proc., przekraczającym cel inflacyjny (2,5 proc.) i bliskim górnej granicy dopuszczalnego pasma wahań tempa wzrostu cen (3,5 proc.). Byłby to najwyższy poziom od 2012 roku. Jednak już w przeprowadzonej w drugiej połowie grudnia przez bank centralny Ankiecie Makroekonomicznej pytani – 18 ekspertów reprezentujących instytucje finansowe, ośrodki analityczno-badawcze, związek zawodowy oraz organizację przedsiębiorców – wytypowali na br. inflację w wysokości 2,2 proc., czyli poniżej celu inflacyjnego.

Może się ona okazać jeszcze niższa: w listopadzie NBP prognozował, że inflacja CPI za 2018 rok wyniesie 1,8 proc., ankietowani w grudniu eksperci opowiedzieli się za poziomem 1,7 proc., a z opublikowanych w styczniu danych Głównego Urzędu Statystycznego wynikło, że ostatecznie ukształtowała się ona na poziomie 1,6 proc.

– Połączenie sprzyjającego scenariusza inflacyjnego i bardzo silnego przekonania RPP, że nie należy podwyższać stóp procentowych, skutkuje tym, że przeciętny Kowalski w Polsce nie odczuje istotnie nowych warunków wynikających z poziomu stóp procentowych – mówi Łukasz Tarnawa. – Czyli z jednej strony ci, którzy mają kredyty w złotych nie odczują podwyższenia kosztu kredytu. Z drugiej strony te z gospodarstw domowych, które mają nadwyżki oszczędności, które lokują w bankach, nie powinny oczekiwać znaczącego wzrostu oprocentowania depozytów w tym roku.

Stopy procentowe w Polsce pozostają na rekordowo niskim poziomie od marca 2015 roku, czyli już od niemal czterech lat. To najdłuższy okres niezmiennych stóp procentowych w najnowszej historii Polski – przed 2015 rokiem Rada Polityki Pieniężnej zmieniała ich wysokość co najmniej raz w roku, a były i takie lata, gdy do zmian dochodziło nawet osiem razy, jak w 2002 roku.

Tymczasem wiele wskazuje na to, że czas, gdy stopa referencyjna pozostanie na poziomie 1,5 proc., jeszcze się przedłuży. Po ostatnim posiedzeniu RPP prezes Adam Glapiński powiedział, że poziom stóp procentowych może pozostać stabilny do końca kadencji obecnej Rady Polityki Pieniężnej, czyli do 2022 roku.

– Biorąc pod uwagę dotychczasowy ton wypowiedzi prezesa NBP i członków RPP, sądzę, że do podwyżki stóp procentowych doszłoby wtedy, gdyby inflacja wyraźnie wzrosła. Mówimy o wzroście powyżej 2,5 proc., a nawet powyżej 3,5 proc. W tym roku prawdopodobieństwo takiego scenariusza jest bardzo niskie, tym samym nie należy oczekiwać podwyżki stóp procentowych w tym roku – mówi główny ekonomista BOŚ.

Scenariusz na kolejne lata w dużej mierze uzależniony jest od cen energii.

– Bardzo wiele będzie zależało od tego, czy działanie ustawy będzie kontynuowane w kolejnych latach, czy ten wpływ wyższych cen energii notowanych na rynku hurtowym przełoży się na wzrost taryf dla odbiorców indywidualnych. Jeżeli to by nastąpiło, to można by się spodziewać, że koszty pieniądza wzrosną, natomiast ta cena pieniądza, oprocentowanie i stopy procentowe NBP z dużym prawdopodobieństwem nie wzrosną w 2019 roku ­– uważa główny ekonomista BOŚ.

Obecność psów i terapia śmiechem przyspieszają powrót dzieci do zdrowia. Na takie rozwiązania decyduje się coraz więcej szpitali

Obecność psów i terapia śmiechem przyspieszają powrót dzieci do zdrowia. Na takie rozwiązania decyduje się coraz więcej szpitali 4

Każda z metod, która wspiera medycynę konwencjonalną, przyspiesza zdrowienie pacjentów w szpitalach – przekonuje Katarzyna Dera z Fundacji „Dr Clown”. Taki jest cel terapii śmiechem połączonej z dogoterapią – projektu, który w polskich szpitalach od dwóch lat prowadzi fundacja wraz z firmą Mars Polska. Relacja ze zwierzętami niesie ze sobą korzyści dla zdrowia i samopoczucia, wspomaga proces leczenia, pomaga lepiej radzić sobie ze stresem i bólem. W 2017 roku z pozytywnego wpływu dogoterapii skorzystało 781 małych pacjentów, a do końca listopada 2018  – już blisko 2 tysiące.

– Zarówno obecność zwierzęcia na oddziale szpitalnym czy w ogóle w naszym życiu, jak i śmiech i inne metody, które wykorzystują doktorzy clowni w swojej pracy niosą bardzo podobne skutki. To lepsze radzenie sobie z sytuacją stresową, podniesienie efektywności funkcjonowania, kreatywność, lepsze radzie sobie z bólem, dystans, którego nabieramy do rzeczywistości – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Dera, koordynatorka projektów CSR Fundacji „Dr Clown”.

Badania naukowców z Centrum Żywienia Zwierząt WALTHAM, należącego do firmy Mars, wskazują, że pozytywny kontakt z psem wpływa na zwiększenie wydzielania oksytocyny (hormonu szczęścia) przy równoczesnym obniżeniu poziomu kortyzolu (hormonu stresu).

 Dzięki zwierzętom dużo lepiej radzimy sobie w trudnych sytuacjach, mamy wyższą samoocenę, wyższą pewność siebie, ale również wyższą odporność. Rzadziej chorujemy, rzadziej występuje u nas alergia – mówi Małgorzata Głowacka, lekarka weterynarii, ekspertka naukowa firmy Mars Polska. – Co więcej, dzieci, które przeszły poważną operację chirurgiczną, a które w ciągu kilku dni po tym zabiegu miały możliwość interakcji ze zwierzęciem, dużo niżej oceniały swój ból, zarówno fizyczny, jak i psychiczny.

Relacja ze zwierzętami może więc korzystnie wpływać na zdrowie i dobre samopoczucie małych pacjentów, a także wspomagać ich szybszą rekonwalescencję po chorobach i operacjach.

– Chcieliśmy tę wiedzę dobrze wykorzystać – dobrze, czyli pomagając małym pacjentom. Tę inicjatywę udało się zrealizować dzięki współpracy z Fundacją „Dr Clown”. Dzięki niej udało się wprowadzić dogoterapię do polskich szpitali i ośrodków terapeutycznych w całej Polsce – mówi Małgorzata Głowacka.

– Leczyć można za pomocą śmiechu i przy obecności zwierząt. Te dwa elementy połączyliśmy w zajęciach dogoterapii, w czasie których doktorzy clowni odwiedzają dzieci, wykorzystując dobroczynne efekty śmiechu. Dodatkowo jest z nimi dogoterapeuta i pies, który pozwala się dzieciom poczuć bezpiecznie. Efekty tej terapii, które obserwujemy na przestrzeni ostatnich dwóch lat, stuprocentowo przyczyniają się do intensyfikacji procesu zdrowienia. Wielu rzeczy, których nie udaje się osiągnąć na pewnych polach tylko dzięki samej obecności naszych wolontariuszy z Fundacji „Dr Clown”, udaje się dzięki obecności psa, i odwrotnie – podkreśla Katarzyna Dera.

Zwierzęta pomagają się dzieciom oderwać od codziennej rutyny i poczuć się dzieckiem, nie tylko pacjentem. Psy są traktowane jako najlepsi przyjaciele, to do nich dzieci zwracają się w momentach stresu. Niekiedy kontakt ze zwierzęciem może być bardziej satysfakcjonujący niż kontakt z rodzeństwem. Pies pomaga radzić sobie w trudnych sytuacjach, zaspokaja potrzebę miłości i akceptacji.

 Dzięki obecności psa dzieją się cuda. Dzieci, które nie wchodziły dotąd w relacje, stały z boku na zajęciach, zaczynają nagle mówić. Na oddziale psychiatrii był bardzo wycofany chłopczyk, który po kolejnych zajęciach podszedł do psa i się z nim przywitał. W jednym ze szpitali chłopiec, który był już 2 tygodnie na oddziale, przytulił się do psa i powiedział: „Skoro wytrzymałeś te wszystkie zabawy z nami, to ja wytrzymam w tym szpitalu”. Mama powiedziała, że jej syn nie uśmiechnął się przez te 2 tygodnie ani razu i pierwszy raz stało się to dzięki obecności psa – przekonuje ekspertka Fundacji „Dr Clown”.

Fundacja Dr Clown już od 19 lat prowadzi program „Terapii śmiechem” w polskich szpitalach. Od blisko dwóch lat w ramach współpracy z firmą Mars doktorom clownom towarzyszą psy. W 2017 roku z pozytywnego wpływu dogoterapii skorzystało blisko 800 małych pacjentów w pięciu szpitalach dziecięcych. Od tego roku do programu dołączają kolejne szpitale i placówki terapeutyczne.

 Mamy w tej chwili regularne zajęcia dogoterapeutyczne w 16 polskich szpitalach i ośrodkach terapeutycznych, gdzie zajęcia odbywają się przy udziale dogoterapeuty i wyszkolonego psa. W 2018 roku od stycznia do końca listopada takich wizyt odbyło się 198 i skorzystało z nich prawie 2 tys. dzieci – podkreśla Małgorzata Głowacka. – To jest fantastyczna inicjatywa i chcemy się rozwijać, bo wiemy, że zwierzęta czynią nasz świat lepszym, natomiast my, jako firma Mars, tworzymy lepszy świat dla zwierząt, dbamy o to, by były zdrowe, szczęśliwe i mile widziane, również w szpitalach. 

– Mamy nadzieję, że szpitali będzie więcej. Głównie chodzi nam o to, żeby funkcjonować w szpitalach, bo tam jest to bardzo potrzebne. To, co cały czas podkreślamy: terapia śmiechem, dogoterapia, każda z metod, która wspiera medycynę konwencjonalną, tak naprawdę przyspiesza zdrowienie pacjentów na oddziałach – mówi Katarzyna Dera.

Tradycyjna reklama w odwrocie. Marki coraz chętniej korzystają z influencer marketingu

Tradycyjna reklama w odwrocie. Marki coraz chętniej korzystają z influencer marketingu 5

Influencer marketing to forma promocji, z której marki korzystają coraz chętniej. Platformy, które łączą influencerów i marki notują co roku kilkudziesięcioprocentowy wzrost przychodów. Influencer marketing jest narzędziem, które sprawdza się w każdej branży, pozwala szybko zdobywać nowych klientów i dociera do bardzo szerokiej grupy odbiorców, począwszy od nastolatków, kończąc na grupie 35-40-latków. Warunkiem skutecznej promocji w tym kanale jest jednak odpowiedni dobór influencerów i zaufanie do nich.

– Rynek influencer marketingu w Polsce ma się naprawdę bardzo dobrze i rośnie w tempie dwucyfrowym. W 2018 roku zwiększyliśmy przychody samego LifeTube o 38 proc. w porównaniu do 2017 roku. W podobnym tempie rozwija się cały rynek, więc perspektywy są obiecujące. W ubiegłym roku twórcom zrzeszonym w naszej sieci wypłaciliśmy 23 mln zł i to czasem robi na ludziach wrażenie. Z drugiej strony, porównując to z całym rynkiem reklamowym, wciąż jest jeszcze całkiem sporo do ugrania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kamil Bolek, dyrektor ds. marketingu LifeTube, platformy łączącej influencerów i firm zainteresowane tą formą promocji.

Wypłacona w ubiegłym roku twórcom kwota jest o 8 mln zł wyższa niż ta z 2017 roku. Rośnie także liczba zrzeszonych w sieci LifeTube twórców – o 60 proc. rok do roku (do 500 twórców). Youtuberzy opublikowali na swoich kanałach ponad 46,5 tys. filmów, które osiągnęły łącznie 7 mld wyświetleń.

Influencer marketing to wciąż jeden z najszybciej rosnących obszarów digital marketingu. Sprawdza się w zasadzie w każdej branży – od samochodów premium po branżę spożywczą, kosmetyczną czy usługi. Mogą z niego korzystać zarówno duże korporacje, jak i małe podmioty. Współpraca z influencerami jest narzędziem, które pozwala szybko zdobywać nowych klientów. Najczęściej dociera do osób w granicach do 35-40 roku życia – powyżej tej granicy wiekowej dotarcie do potencjalnego odbiorcy z tą formą promocji jest już trudniejsze, ale także możliwe.

– Influencer marketing daje naprawdę realne efekty, zarówno biznesowe, jak i marketingowe, w każdej z tych branż – mówi Kamil Bolek.

Jak wynika z raportu „6 kategorii, 11 000 różnic” przygotowanego przez LifeTube, analizującego wykorzystanie influencer marketing w 6 różnych branżach, każda kategoria na YouTube rządzi się zupełnie innymi prawami. Przykładowo trzeba uwzględnić to, że vlogi lifestyle’owe są najdłużej oglądane (ponad 7 minut). Kategoria beauty & fashion ma wprawdzie najniższy wskaźnik zaangażowania widzów, ale za to najwyższy wskaźnik zwrotu z inwestycji w taką współpracę z influencerem. Twórcy z poszczególnych branż z inną częstotliwością publikują swoje filmy – przykładowo w kategorii gamingowej średnio co dwa dni ukazuje się nowy odcinek, a w popularnonaukowej – średnio co 10 dni.

Tego typu różnice muszą być uwzględniane przez marketerów i osoby odpowiedzialne za współpracę z influencerami.

Dyrektor ds. marketingu LifeTube podkreśla, że podstawowym warunkiem skutecznego influencer marketingu i realizacji założonych celów marketingowych jest odpowiedni dobór twórców do kampanii. Wbrew pozorom nie jest to proste, bo pod uwagę trzeba wziąć nie tylko liczby, tzn. zasięg influencera, kto go ogląda, jak długo, itp., lecz także to, jaki wizerunek ma dany twórca i jak bardzo zaangażowana jest jego widownia.

– Niestety, reklamodawcy zwykli się skupiać wyłącznie na liczbach, ale na tym dobór influencera do współpracy się nie kończy. Odpowiedni wybór to jest rzeczą kluczową. Druga to zaufanie temu twórcy, że on wie, co robi. Jeżeli chcemy z nim współpracować, musimy wiedzieć, z jakiego powodu: bo stoi za nim milion osób, które na co dzień go śledzą, bo jest zabawny, bo potrafi o czymś ciekawie opowiadać. My – jako reklamodawca, marka, klient – jesteśmy odpowiedzialni za to, co chcemy osiągnąć, a sposób realizacji tego celu powinniśmy oddać influencerom, bo oni to robią najlepiej. Więc zaufanie jest kluczowe – mówi Kamil Bolek.

Dane przytaczane w raporcie Whitepress („Influencer marketing – praktycznie”) pokazują, że blogerzy w Polsce docierają ze swoim przekazem do 11 mln internautów, a 53 proc. odbiorców blogów i vlogów kupiło produkt pod ich wpływem. Blisko dwie trzecie (60 proc.) stałych odbiorców korzysta z nich, żeby robić świadome zakupy. Dla 72 proc. odbiorców blogów i vlogów są one pierwszym źródłem informacji o produktach (ważniejszym niż opinie rodziny i znajomych). Z drugiej strony już blisko jedna trzecia Polaków przyznaje, że nie kieruje się klasyczną reklamą. Zdecydowana większość przed podjęciem decyzji zakupowej szuka informacji o produkcie bądź usłudze w internecie.

Inteligentne kaski z wyświetlaczem HUD poprawią bezpieczeństwo motocyklistów. Słaba widoczność jedną z głównych przyczyn śmiertelnych wypadków na drodze

Inteligentne kaski z wyświetlaczem HUD poprawią bezpieczeństwo motocyklistów. Słaba widoczność jedną z głównych przyczyn śmiertelnych wypadków na drodze 6

350 osób dziennie ginie na świecie w wypadkach spowodowanych niewystarczającym polem widzenia podczas jazdy – wynika z danych Światowej Organizacji Zdrowia. Znaczną część ofiar stanowią motocykliści. Dzięki inteligentnym kaskom wyposażonym w rozwiązania technologii rozszerzonej rzeczywistości i zapewniających 360-stopniowy widok ich poziom bezpieczeństwa może się znacząco poprawić.

– Prezentujemy kask motocyklowy z prawdziwym wyświetlaczem przeziernym HUD, który przede wszystkim przyczynia się do zapewnienia bezpieczeństwa motocykliście. Szybka kasku ma specjalne właściwości optyczne. Następuje rzutowanie obrazu cyfrowego wyświetlacza na wewnętrzną powierzchnię, a szybka przetwarza fale świetlne w taki sposób, że obraz z nawigacją lub danymi z motocykla widoczny jest w odległości 20 metrów przed motocyklistą, czyli w obszarze, który powinien on monitorować podczas jazdy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Larry Tank z Livemap.

Inteligentny kask ma przede wszystkim zwiększyć bezpieczeństwo motocyklistów. Motocyklista dostaje na wyświetlaczu wskazania nawigacji GPS, prędkość i parametry jazdy oraz różnego rodzaju alerty i komunikaty, ale informacje widoczne są w polu obserwowanym przez kierowcę, a nie na małym szkiełku w pobliżu oczu. Choć poprawa bezpieczeństwa jazdy na motocyklu jest najważniejszym zadaniem kasku, to pełni on również inne funkcje.

– Kask ma również przednią kamerę nagrywającą w jakości 4K i wbudowaną pamięć o pojemności 64 GB. W pakiecie dostajemy komunikator Bluetooth, który z powodzeniem zastąpi zestawy nabywane oddzielnie. Użytkownik dostaje GPS na wyświetlaczu przeziernym, komunikator Bluetooth i kamerkę 4K porównywalną do GoPro, wszystko sterowane głosem. Wystarczy powiedzieć „Włącz kamerę” albo „Wyłącz kamerę” i nie trzeba szukać żadnego przycisku – przekonuje ekspert.

Wyświetlacze przezierne HUD coraz częściej stosowane są w motoryzacji, ale do tej pory wyposażane w nie były głównie samochody. Coraz częściej twórcy zaczynają jednak dostrzegać potrzeby motocyklistów. W przedsprzedaży dostępny jest już kask Cross Helmet X1 wyposażony w wyświetlacz HUD. Komunikaty wyświetlane są na nim jednak w formie widoku podobnego do lusterka wstecznego. Sprawia to, że motocyklista musi przenosić podczas jazdy wzrok na pole informacyjne znajdujące się w innym miejscu niż obserwowany fragment drogi. Dzięki tylnej kamerze kierowca uzyskuje natomiast 360-stopniowy widok. Udaje się dzięki temu wyeliminować problem martwych pól.

– W naszym kasku czytane przeze mnie informacje znajdują się 20 metrów przede mną, a nie na małym szkiełku bardzo blisko oczu, zasłaniającym moje pole widzenia w odległości 2–3 metrów, na którym muszę specjalnie skupiać wzrok. Dane wyświetlają się tam, gdzie ze względów bezpieczeństwa powinienem patrzeć – mówi Larry Tank.

Kask Livemap trafi do sprzedaży w grudniu. Jego cena wyniesie 1999 dol. Według Technavio globalny rynek inteligentnych kasków będzie rósł do 2022 roku w średniorocznym tempie na poziomie 24 proc.

Uczące się słuchawki dostosują poziom dźwięku do użytkownika. Budują jego profil w sposób podobny do badania audiologicznego

Uczące się słuchawki dostosują poziom dźwięku do użytkownika. Budują jego profil w sposób podobny do badania audiologicznego 7

Słuchawki pozwalają już nie tylko słuchać muzykę, lecz także ją poczuć. Inteligentne, uczące się słuchawki potrafią przetestować słuch i dostosować wszystkie ustawienia do unikalnego słuchu użytkownika. W ten sposób uzyskiwany jest wysoki poziom immersyjności, a użytkownik ma wrażenie zanurzenia się w dźwięku. W przyszłości do słuchawek trafią także asystenci głosowi.

– Nura jest jedną z pierwszych na świecie firm, która zaprojektowała słuchawki uczące się i dostosowujące się do słuchu użytkownika. Zaprezentowaliśmy właśnie nowe słuchawki nuraloop, wyposażone w technologię personalizacji dźwięku. Wszyscy słyszymy na swój własny sposób, młodzi i starsi ludzie, mężczyźni i kobiety – słuch jest powiązany ze sposobem, w jaki mówimy. Nura wykorzystuje tę różnorodność w słyszeniu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Luke Rattigan z firmy Nura.

Słuchawki nuraloop są douszną wersją nausznych słuchawek nuraphone. Słuchawki automatycznie uczą się i dostosowują do unikalnych cech użytkownika związanych ze sposobem słyszenia. W słuchawkach nuraphone zastosowana została opatentowana architektura łącząca w sobie funkcjonalność słuchawek nausznych i dokanałowych. Za wysyłanie czystych dźwięków odpowiedzialna jest część douszna. Miseczki nauszne zapewniają natomiast dźwięk basu. Zarówno słuchawki nuraphone, jak i nuraloop działają natomiast w oparciu o pracę algorytmów analizujących cechy słuchu odbiorcy.

– Po założeniu słuchawek, przeprowadzany jest test słuchu, który dostarcza informacje na temat unikalności słuchu użytkownika. Dzięki temu możemy tak skonfigurować częstotliwości, żeby były jak najlepiej dopasowane do unikalnego profilu słuchowego użytkownika. Te słuchawki dla uszu są jak okulary dla oczu – twierdzi Luke Rattigan.

Słuchawki odtwarzają szereg tonów w uchu, a następnie mierzą natężenie bardzo słabych dźwięków, które ucho generuje w odpowiedzi na odbierane tony. Wykorzystywane jest więc tu zjawisko otoemisji akustycznej. Dźwięki są wychwytywane przez bardzo czuły mikrofon, a algorytmy uczenia maszynowego tworzą profil odbiorcy. Wszystko to dzieje się automatycznie i trwa około 60 sekund. Po utworzeniu profilu słyszenia można już słuchać muzyki przy spersonalizowanych ustawieniach.

– Jeśli dźwięk jest tak spersonalizowany jak w przypadku słuchawek nuraphone, to jak słuchanie muzyki w pełnej gamie kolorów. Dźwięk charakteryzuje się dużą immersyjnością, a w specjalnym trybie można niemal poczuć uderzenia basów przez słuchawki – zapewnia ekspert.

Twórcy słuchawek MEE Audio EarBoost EB1 z kolei budowanie profilu słyszenia również rozpoczynają testem, który bardziej przypomina badanie audiologiczne. Specjalna aplikacja przeprowadza użytkownika przez kolejne plansze, przy których emitowane są serie dźwięków o różnych natężeniach. Słuchacz zaznacza, ile pojedynczych dźwięków usłyszał. Na koniec wyświetla się wykres z badania, a dalsza obróbka informacji leży już po stronie algorytmów.

Słuchawki nuraphone są od początku roku dostępne w sprzedaży w 32 krajach na całym świecie. Ich cena to 399 euro, słuchawki nuraloop do sprzedaży trafią najprawdopodobniej w drugim kwartale 2019 roku i mają mieć niższą cenę.

Z raportu Futuresource Consulting wynika, że rynek słuchawek wygeneruje w 2022 roku przychód na poziomie blisko 32 mld dol. Dla porównania w 2018 roku było to 21 mld dol. Twórcy raportu przewidują, że jednym z największych trendów tego rynku w najbliższych latach będzie rosnący udział w sprzedaży słuchawek z asystentami głosowymi.

Deficyt w handlu zagranicznym USA – Chiny wzrósł do 323 mld dolarów

Po kilku latach nadwyżki mamy deficyt w handlu zagranicznym. I ten deficyt wzrasta. Jednak daleko nam do problemów jakie mają inne kraje. Zwłaszcza USA, a wojna handlowa sytuacji nie poprawiła.

Obroty towarowe handlu zagranicznego w styczniu – listopadzie 2018 roku wyniosły w cenach bieżących 868,3 mld zł w eksporcie oraz 881,4 mld zł w imporcie. Ujemne saldo ukształtowało się na poziomie 13,1 mld zł, podczas gdy w analogicznym okresie roku ubiegłego było dodatnie i wyniosło 8,1 mld zł. W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku eksport wzrósł o 6,4%, a import o 9,1%.

Dodatnie saldo uzyskaliśmy w obrotach z krajami rozwiniętymi 177,9 mld zł (49,7 mld USD, 41,9 mld EUR), w tym z krajami UE saldo osiągnęło poziom 183,2 mld zł (51,2 mld USD, 43,1 mld EUR).

– To jeszcze nie jest problem dla polskiej gospodarki – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Bardzo daleko nam do kłopotów, jakie mają Stany Zjednoczone, których deficyt handlowy z Chinami przekroczył 323 mld zł.

Wojny handlowe prowadzone przez USA nie ograniczyły deficytu. – Nie oznacza to jednak, że Chiny zyskały na wonach handlowych – komentuje ekspert XTB.

Kredytobiorcy frankowi i ich kredyty

Maleje liczba rachunków kredytowych w walucie szwajcarskiej, zaciągniętych na zakup mieszkań – w grudniu 2018 r., w porównaniu do grudnia 2017 r. w ujęciu liczbowym, ubyło ok. 25,65 tys. rachunków. Obecnie pozostaje w spłacie już tylko 469,96 tys. kredytów frankowych. Według danych BIK wartość portfela kredytów frankowych na 31.12.2018 r. wynosiła 107,1 mld zł., i pomimo osłabienia się kursu złotówki wobec franka o 25 gr. (3,56 na 29 grudnia 2017 do 3,81 na 31 grudnia 2018), dzięki spłatom zobowiązań przez kredytobiorców jego wartość w ciągu roku obniżyła się o 2,48 mld zł. Na koniec 2017 r. zadłużenie wynosiło 109,58 mld zł.

Ważne liczby

  • systematycznie maleje liczba rachunków kredytowych we franku szwajcarskim: na koniec grudnia 2018 r. było ich mniej o 50,85 tys. w stosunku do grudnia 2016 r. oraz mniej o 25,65 tys. w stosunku do grudnia 2017 r.
  • o 2,48 mld zł zmniejszyło się zadłużenie na koniec grudnia 2018 r., w porównaniu do grudnia 2017 r.
  • 162,03 mld zł to najwyższe zadłużenie w przeliczeniu na PLN w kredytach frankowych w 2011 r.
  • 107,1 mld zł – tyle obecnie wynosi zadłużenie w przeliczeniu na PLN w kredytach frankowych (XII 2018 r.)
  • prawie co piąty (19,6%) obecnie czynny kredyt mieszkaniowy jest nominowany we franku
  • co czwarta (25,4%) złotówka zadłużenia z tytułu kredytów mieszkaniowych (po przeliczeniu walut na złote po kursie z dnia 31.12.2018) pochodzi z kredytów frankowych.

Liczba zobowiązań hipotecznych obsługiwanych we frankach szwajcarskich stale zmniejsza się, w 2016 r. banki obsługiwały 520,81 tys. kredytów, a obecnie o 10% mniej. W grudniu 2018 r., w porównaniu do grudnia 2017 r. w ujęciu liczbowym, ubyło o kolejne 5% rachunków mieszkaniowych zaciągniętych w CHF.

Portfel kredytowy Polaków

Bazy BIK, zawierające informacje o 15,24 mln kredytobiorców w Polsce, odnotowują obecnie 5,5% udział osób spłacających zobowiązania we frankach. Kwota do spłaty wszystkich kredytobiorców bez względu na walutę wynosi w przeliczeniu na złote 623,1 mld zł, z czego 135,17 mld zł to wartość do spłaty wszystkich rodzajów kredytów posiadanych przez kredytobiorców frankowych.

Liczba wszystkich kredytów posiadanych przez frankowiczów wynosi 1,7 mln szt., co stanowi 6,2% spośród 27,56 mln szt. kredytów obsługiwanych przez wszystkich Polaków łącznie.kredytobiorcy franki szwajcarskie

Kredytobiorcy frankowi i ich kredyty

Łączna kwota do spłaty z tytułu kredytów mieszkaniowych w CHF, na koniec grudnia 2018 r., to 107,1 mld zł a całkowite aktualne zadłużenie kredytobiorców frankowych z tytułu wszystkich posiadanych produktów kredytowych to 135,17 mld zł. Na tę wartość składają się oprócz frankowych i zaciągniętych w innych walutach (głównie w zł) kredytów mieszkaniowych na kwotę 125,04 mld zł, kredyty konsumpcyjne o wartości 7,43 mld zł, następnie karty kredytowe na kwotę do spłaty wynoszącą 1,5 mld zł, a także posiadane limity kredytowe w wysokości do spłaty 1,15 mld zł.

– Spadek wartości zadłużenia z tytułu kredytów mieszkaniowych frankowych w okresie ostatnich 12 miesięcy w kwocie ok. 2,5 mld zł, przy wzroście kursu franka w tym okresie w stosunku do złotówki o ok. 25 gr wynika przede wszystkim z terminowych spłat, dokonywanych przez kredytobiorców. Sprzyja temu niewątpliwie dobra sytuacja polskiej gospodarki, która przekłada się na spadek bezrobocia i wzrost wynagrodzeń, a tym samym na wzrost dochodów gospodarstw domowych. Należy również wspomnieć o wzroście cen nieruchomości na rynku wtórnym w aglomeracjach, a tam właśnie mieszkają frankowicze,  co pozytywnie wpływa na wartość wskaźnika LtV (jego spadek) – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura informacji Kredytowej. – Mieszkaniowe kredyty frankowe podobnie jak kredyty złotowe charakteryzują się bardzo dobrą jakością, na co oprócz aspektu dochodowego (wzrostu dochodów gospodarstw domowych) maja niewątpliwie nadal ujemne stopy procentowe w Szwajcarii (LIBOR CHF), oraz aspekt kulturowy – w piramidzie spłacalności kredyty mieszkaniowe są na pierwszym miejscu, a w przypadku trudności ze spłatą zobowiązań kredyty mieszkaniowe przestają być terminowo obsługiwane na samym końcu uzupełnia prof. Waldemar Rogowski

 Jakość kredytów frankowych

Niski poziom szkodowości to cecha walutowych kredytów hipotecznych, a jakość zobowiązań  zaciągniętych we frankach szwajcarskich okazała się być lepsza od złotowych.

– Obecnie – na koniec 2018 r., tylko 1,27% czynnych mieszkaniowych kredytów frankowych pozostaje w portfelach bankowych jako opóźnione powyżej 90 dni. W przypadku kredytów mieszkaniowych złotowych odsetek ten jest wyższy i wynosi 1,30%. Analizując kredyty złotowe i frankowe udzielone do 2011 r. na dzień 31 grudnia 2018 r. 2,41% kredytów udzielonych we frankach okazało się straconymi, czyli zostało przekazane do windykacji, sprzedane bądź pozostaje w portfelach jako opóźnione powyżej 90 dni. W przypadku kredytów mieszkaniowych udzielonych w złotych do 2011 r. odsetek ten jest wyższy i wynosi 2,95% – podsumowuje główny analityk BIK.

Należy zwrócić uwagę, że poziom jakości spłaty zobowiązań determinowany jest także liczbą równocześnie spłacanych kredytów. Dotyczy to zarówno osób posiadających kredyty mieszkaniowe w złotówce, jak i w walucie. Ma to bezpośrednie przełożenie na jakość obsługi portfela frankowego.

Gra Fortnite wykorzystywana jako pralnia pieniędzy

Światowa popularność sieciowej gry przyniosła jej producentom 3 mld dolarów rocznego zysku, ale nie uszła także uwadze przestępców. Przez wewnętrzną walutę gry oraz ciemną stronę internetu oszuści „piorą brudne” pieniądze, wykorzystując także kryptowaluty – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Dokładniej chodzi o niezwykle popularną wśród dzieci i nastolatków grę Fortnite i używaną w niej walutę nazwaną przez producentów v-bucks. Mechanizm polega na tym, że przestępcy kupują za skradzione karty kredytowe i debetowe walutę w grze, a później sprzedają ją przede wszystkim w dark webie, czyli tej części internetu, której nie widzą wyszukiwarki typu Google. Pochodzące z nielegalnych źródeł pieniądze są w ten sposób „RtyFgh54wyprane” z użyciem waluty w grze. O skali problemu doniosła firma Sixgill, badająca dark web, o sprawie pisał także dziennik „The Independent”, w artykule pt. „Jak dzieci grające w Fortnite pomagają napędzać przestępczość zorganizowaną”.

Popyt zwabił przestępców

Fortnite to obecnie jedna z najbardziej popularnych gier sieciowych. Dostępna za darmo do pobrania zyskała już ponad 200 milionów graczy na całym świecie. Na największej platformie streamingowej Twitch ustępuje pod względem popularności (liczby widzów) tylko jednej grze. Fortnite jest rozpowszechniany w modelu freemium, polegającym na udostępnieniu gry za darmo, ale jednocześnie umożliwiającym kupowanie przedmiotów czy rozszerzeń wewnątrz samej gry. Z punktu widzenia producentów gier to dużo bardziej opłacalny model biznesowy niż tradycyjna jednorazowa płatność z góry za grę. Przynosi bowiem stały strumień dochodów rozłożony w dłuższym okresie.

Taki model umożliwił producentowi gry osiągnięcie ok. 3 mld dolarów zysku w 2018 r. Z danych wspomnianej firmy badawczej wynika, że rosnąca popularność Fortnite w dark webie była bezpośrednio związana z miesięcznymi przychodami osiąganymi przez grę. To drugie nie umknęło bowiem oczom świata przestępczego, który wykorzystał słabe zabezpieczenia i ogromną popularność, a tym samym duży popyt na wewnętrzną walutę gry. Posłużyła ona do „wyprania” pieniędzy pochodzących z kradzieży. Znaczenie odegrał także fakt, że płatność skradzionymi kartami to nie jedyna opcja ich „wyprania” dostępna w Fortnite.

Tu pojawia się wątek kryptowalut

Przedmioty w grze Fortnite można kupować również za kryptowalutę monero, która bywa wykorzystywana do nielegalnych transakcji w internecie (m.in. ataki hakerskie, ransomware) ze względu na to, że zapewnia większy poziom prywatności w porównaniu np. bitcoinem. Wspomniany bitcoin ma jednak także udział w tym procederze. Kupowane za „brudne pieniądze” v-bucksy oferowane są później w dark webie właśnie bardzo często za bitcoiny. Przestępcy może tracą kilkanaście procent, ale pieniądze są już po całej operacji „czyste”.

Choć nie należy tu wietrzyć żadnego spisku ze strony producentów, wykorzystanie waluty monero w grze mogło być także nieco niefortunne. Co prawda jest to kryptowaluta używana także do legalnych transakcji, ale jej problemem już pod koniec ubiegłego roku zainteresował się amerykański Departament Bezpieczeństwa Wewnętrznego (Department of Homeland Security), który zlecił stworzenie systemu do śledzenia transakcji zawartych przy jej użyciu.

Producent Fortnite prawdopodobnie będzie próbował uszczelnić swoją wewnętrzną walutę, by ograniczyć cały nielegalny proceder. Sytuacja ta jednak pokazuje jeden z największych problemów, z jakimi borykają się obecnie wirtualne waluty. Zarówno v-bucks, jak i bitcoin czy monero praktycznie nie podlegają żadnym regulacjom, co w obliczu coraz większego zazębiania się świata rzeczywistego pieniądza z tym wirtualnym stanowi duży problem. Świadczyć może o tym fakt, że cały proceder miał miejsce na oczach milionów i był (prawdopodobnie nadal jest) napędzany przez popularność, jaką generują grze przede wszystkim dzieci.

Od stycznia 2019 r. zmiany zasad rozliczania kryptowalut w działalności gospodarczej

1 stycznia 2019 roku weszły w życie przepisy regulujące obrót kryptowalutami. Z jednej strony wprowadziły długo oczekiwane regulacje w zakresie rozliczania kryptowalut, co jest korzystne dla osób, które zakupiły bitcoiny czy litecoiny w 2019 r. Jednak ci, którzy kupili je przed 2019 i nie sprzedali, teraz muszą opodatkować cały przychód z ich obrotu wysoką stawką 19% – to tylko jedna z niekorzystnych zmian dla osób, które wcześniej handlowały kryptowalutami.

Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt
Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt

14 listopada 2018 roku Prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych, ustawy – Ordynacja podatkowa oraz niektórych innych ustaw, które weszły w życie od Nowego Roku. Nowe przepisy wprowadza szereg zmian w zakresie rozliczania kryptowalut.

Rozliczenie kryptowalut na nowych zasadach

Do końca 2018 roku osoby zajmujące się handlem kryptowalutami mogły rozliczać przychody z nich w ramach działalności gospodarczej lub jako przychody z praw majątkowych. Zgodnie z wprowadzonymi zmianami w art. 17, od 2019 roku przychody z odpłatnego zbycia waluty wirtualnej uznaje się za przychody z kapitałów pieniężnych. Oznacza to, że od 2019 roku przedsiębiorcy nie mogą rozliczać transakcji związanych z kryptowalutami w działalności gospodarczej.

Bez względu na dotychczasowy sposób rozliczania od nowego roku traderzy[1] będą zobowiązani do wykazywania przychodu z kapitałów pieniężnych. Będą one rozliczane na formularzu PIT-38 i opodatkowane stałą stawką 19%. Pierwszy formularz PIT-38 za rok 2019 powinien być złożony do Urzędu Skarbowego w terminie do 30 kwietnia 2020 roku.

Długo oczekiwana definicja przychodu z walut wirtualnych

Doprecyzowanie definicji przychodu z odpłatnego zbycia waluty wirtualnej jednoznacznie rozstrzyga spór dotyczący wykazania przychodu od transakcji wymiany kryptowaluty na inną kryptowalutę. Zgodnie z nowym brzmieniem definicji przychodów, wymiana kryptowaluty na inną walutę wirtualną nie będzie stanowić przychodu i analogicznie nie będzie stanowić kosztu.

Definicja przychodu z walut wirtualnych została określona w art. 17 ust. 1f ustawy o PIT: „Przez odpłatne zbycie waluty wirtualnej rozumie się wymianę waluty wirtualnej na prawny środek płatniczy, towar, usługę lub prawo majątkowe inne niż waluta wirtualna lub regulowanie innych zobowiązań walutą wirtualną”.

Rozliczanie kosztów

Za koszty uzyskania przychodów z tytułu odpłatnego zbycia waluty wirtualnej uważa się udokumentowane wydatki bezpośrednio poniesione na nabycie waluty wirtualnej oraz koszty związane z jej zbyciem, w tym udokumentowane wydatki poniesione na rzecz podmiotów świadczących usługi w zakresie pośrednictwa i wymiany kryptowalut.

Oznacza to, że od przychodów uzyskanych z odpłatnego zbycia waluty wirtualnej będzie można rozliczyć jedynie wydatki bezpośrednio z nimi związane. Traderzy nie będą mogli więc zaliczyć do kosztów wydatków pośrednich m.in. takich jak odsetki od zaciągniętych kredytów na zakup kryptowalut, kosztów zużycia prądu, zakup usług informatycznych, koszt zakupu „koparek do kryptowalut”.

Aby wydatek był zaliczony do kosztów, musi być bezpośrednio powiązany z uzyskanym przychodem. Dodatkowo koszty uzyskania przychodów są potrącane w tym roku podatkowym, w którym zostały poniesione. Nadwyżka kosztów nad przychodami uzyskanymi ze sprzedaży kryptowalut zwiększa koszty z tytułu ich sprzedaży w kolejnym roku. Przykładowo: jeżeli koszty wyniosą 100 tysięcy złotych, a przychody 70 tysięcy złotych, to nadwyżka w wysokości 30 tysięcy złotych będzie rozliczana w kolejnym roku.

Dla wielu przedsiębiorców oznacza to, że przychody ze sprzedaży kryptowalut w 2019 roku, które zostały zakupione w 2018 roku, zostaną opodatkowane bez rozliczenia kosztów.

Rozliczenie straty podatkowej

Obecny kurs kryptowalut sprawia, że duża część traderów wykaże stratę w zeznaniu rocznym za rok 2018. Będzie to dla nich bardzo niekorzystne podatkowo, bowiem od nowego roku przychody ze zbycia waluty wirtualnej będą rozpoznawane w innym źródle przychodów. Strata poniesiona z działalności gospodarczej lub z praw majątkowych nie będzie pomniejszać przychodów uzyskanych z kapitałów pieniężnych.

Co to oznacza w praktyce?

Zagraniczne giełdy, w których zostanie wygenerowany przychód z handlu kryptowalutami, nie mają obowiązku przesyłać formularza PIT-8C, na którym wykazuje się przychody z kapitałów pieniężnych. Oznacza to, że traderzy będą musieli sami wykazać uzyskane przychody, co z uwagi na dużą liczbę transakcji może sprawiać problemy w prawidłowym wykazaniu przychodów oraz kosztów bezpośrednio związanych z sprzedanymi kryptowalutami.

Myślę, że od nowego roku możemy spodziewać się nowej fali interpretacji podatkowych w zakresie prawa do rozliczania kosztów uzyskania przychodu.

Moim zdaniem warto zadbać o prowadzenie własnej dokumentacji od 1 stycznia, z której jednoznacznie będzie wynikać przychód, powiązanie przychodu z poniesionymi kosztami oraz ew. nadwyżka kosztów uzyskania przychodu, którą będzie można rozliczyć w kolejnym roku podatkowym.

[1] Osoba, która dokonuje transakcji krótkoterminowych na giełdach

Transakcja trójstronna w UE a VAT

W obrocie gospodarczym z zagranicą firmy bardzo często biorą udział w tzw. transakcjach łańcuchowych. Co do zasady dotyczy to takich transakcji, gdy pomiędzy sprzedawcą towaru a jego ostatecznym odbiorcą pojawiają się kolejne podmioty występujące m.in. w roli pośrednika. Na tym tle szczególną uwagę należy poświęcić Procedurze uproszczonej w Wewnątrzwspólnotowych Transakcjach Trójstronnych (dalej: WTT), która w wielu przypadkach – choć po spełnieniu licznych warunków – może ułatwić życie przedsiębiorcom handlującym towarami w UE.

Transakcja trójstronna w UE a VAT – zasady ogólne

Istotą transakcji łańcuchowych jest to, że w wyniku danej transakcji dochodzi tylko do jednego fizycznego wydania towaru oraz do kilku dostaw w sensie prawnym. Oznacza to mniej więcej tyle, że taka transakcja musiałaby zostać właściwie rozliczona podatkowo przez każdego z jej uczestników, bez względu na to, czy występują w charakterze dostawcy, odbiorcy, czy pośrednika. Mają tu zastosowanie dość rozbudowane przepisy dotyczące tzw. miejsca świadczenia w VAT.

Przykładowo, przyjmując założenie, że towar jest sprzedawany przez podmiot A z Niemiec podmiotowi B z Polski, który następnie jest sprzedawany do podmiotu C w Czechach, a towar trafia bezpośrednio z Niemiec do Czech, możemy dojść do następujących rezultatów na gruncie VAT:

Wariant 1
• dostawa pomiędzy A i B – dostawa krajowa na rzecz B opodatkowana wg stawki krajowej VAT w Niemczech, oraz
• dostawa pomiędzy B i C – wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów (WDT) na rzecz C opodatkowana w Niemczech wg stawki 0% oraz wewnątrzwspólnotowe nabycie towarów (WNT) opodatkowane wg stawki krajowej w Czechach.

Wariant 2
• dostawa pomiędzy A i B – WDT na rzecz B opodatkowana w Niemczech wg stawki 0% oraz WNT opodatkowane wg stawki krajowej w Czechach, oraz
• dostawa pomiędzy B i C – dostawa krajowa na rzecz C opodatkowana wg stawki krajowej VAT w Czechach.

O zastosowaniu wariantu 1 lub 2 będą decydowały m.in. warunki transportu zastosowane dla całej transakcji oraz określenie tzw. dostawy ruchomej. Niemniej w obu przypadkach drugi podmiot w kolejności (polski – B) będzie zmuszony do rejestracji do celów VAT w Niemczech (wariant 1) albo w Czechach (wariant 2) i rozliczenia VAT wedle przepisów krajowych obowiązujących w jednym z tych państw. Obowiązek rejestracji w innym państwie UE oznacza nie tylko konieczność zapłaty VAT z tytułu konkretnej transakcji (przy dostawie krajowej), ale również składanie deklaracji VAT, informacji podsumowujących VAT-UE, a w niektórych przypadkach nawet zgłoszeń INTRASTAT. Nic więc dziwnego, że masa obowiązków administracyjnych zmusza przedsiębiorców do szukania innych, bardziej optymalnych rozwiązań.

Procedura uproszczona, czyli sporo korzyści

Przepisy art. 135 ustawy VAT regulują mechanizm WTT w procedurze uproszczonej, w którym jedynym podatnikiem zobowiązanym do naliczenia podatku jest finalny odbiorca towarów rozliczający w swoim kraju VAT z tytułu WNT od drugiego w kolejności podmiotu w łańcuchu dostaw. Oznacza to brak obowiązków fiskalnych w postaci zapłaty podatku przez 1. lub 2. w kolejności podatnika, gdyż konieczność samoobliczenia VAT z tytułu nabycia towarów spoczywa wyłącznie na rzeczywistym (ostatecznym) nabywcy. Co więcej, uproszczenie zwalnia również 2. w kolejności uczestnika transakcji trójstronnej z rejestracji oraz obowiązków administracyjnych i sprawozdawczych w VAT w innym państwie UE.
Zastosowanie procedury uproszczonej będzie możliwe po spełnieniu ogólnych warunków transakcji, w której:

1. w dostawie towarów uczestniczą trzej podatnicy zidentyfikowani do celów VAT w trzech różnych państwach członkowskich, przy czym pierwszy z nich wydaje towar bezpośrednio ostatniemu w kolejności, oraz

2. towary są wysyłane lub transportowane przez pierwszego lub też transportowane przez drugiego w kolejności podatnika VAT z terytorium jednego państwa członkowskiego na terytorium innego państwa członkowskiego.

Dodatkowo ustawodawca wymienił w art. 135 ust. 1 pkt 4 ustawy VAT szereg przesłanek o charakterze materialnym lub formalnym, których spełnienie jest niezbędne do zastosowania procedury uproszczonej. Przykładowo, w celu prawidłowej identyfikacji podatkowej WTT drugi w kolejności podmiot powinien wskazać na fakturze ostatecznego nabywcę, jako podmiot zobowiązany do rozliczenia VAT z tytułu WNT w państwie docelowym. Innym wymogiem, jaki przewidują przepisy VAT, jest warunek posiadania siedziby działalności gospodarczej przez drugiego w kolejności podatnika na terytorium innego państwa członkowskiego od tego, w którym kończy się transport lub wysyłka towarów.

Kluczowe warunki transportu

Zanim zaplanujemy sprzedaż towarów w ramach WTT warto przeanalizować okoliczności oraz warunki transportu. O ile bowiem wymogi dotyczące ważności numerów identyfikacyjnych VAT nie powinny powodować niejasności, o tyle już kwestie związane z organizacją transportu (reguły INCOTERMS) mają kluczowy wpływ dla klasyfikacji takiej dostawy na gruncie VAT. Trzeba mieć na uwadze, że warunki dla uznania transakcji trójstronnej w UE za WTT zgodnie z przepisami VAT nie zostaną spełnione, jeśli podmiotem odpowiedzialnym za ich transport będzie ich finalny nabywca, o czym wprost stanowi art. 135 ust. 1 pkt 2 lit. b) ustawy VAT. Między innymi właśnie dlatego wszelkie kwestie związane z szeroko rozumianą logistyką dostawy powinny być odpowiednio wcześniej skonsultowane ze specjalistami w taki sposób, aby odpowiednio zminimalizować ryzyko ewentualnych sporów z organami skarbowymi.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Blisko ćwierć biliona złotych obrotów polskich faktorów w 2018 r.

Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów osiągnęły w 2018 r. obroty o wartości 242,8 mld zł. Oznacza to wzrost o 26,7 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. Z ich usług korzysta w Polsce obecnie już blisko 17 tys. przedsiębiorstw. W obrocie krajowym szybszy wzrost zanotował faktoring pełny, natomiast wśród eksporterów wzrosło znaczenie usługi w wersji niepełnej.

Infografika_PZF_wskaznikiPolski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie przeważającą część podmiotów świadczących tego rodzaju usługi. Zrzesza 30 członków: 5 banków komercyjnych, 21 wyspecjalizowanych firm faktoringowych, dwa podmioty o statusie partnera oraz 2 członków honorowych.

Firmy należące do PZF osiągnęły w 2018 r. największy wzrost obrotów w ciągu ostatnich 8 lat. Sfinansowały działalność krajowych przedsiębiorstw na łączną kwotę 242,8 mld zł. Dzięki temu rynek zanotował wzrost o 26,7 proc.

Wykres 1. Obroty firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów w 2018 r. (w mld zł)

Infografika_PZF_obroty

Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF
Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF

– Wzrost rynku faktoringowego w 2018 r. był imponujący. Cieszymy się, że klienci coraz powszechniej korzystają z naszych usług i doceniają je. Tak znaczący skok zawdzięczamy z jednej strony coraz lepszej znajomości oferty wśród przedsiębiorców, z drugiej – umiejętnemu dopasowaniu naszych usług do ich potrzeb. Wyniki polskich faktorów są też odzwierciedleniem ogólnego klimatu gospodarczego. Dobre nastroje wpływają na decyzje przedsiębiorców o inwestycjach i zatrudnieniu. Stabilna sytuacja polskich firm zachęca zarządzających do poszukiwania różnych form finansowania dalszego rozwoju, toteż częściej sięgają oni po faktoring.

– mówi Sebastian Grabek, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.

Najpopularniejszą formą faktoringu. podobnie jak na innych rozwiniętych rynkach europejskich, trwale stał się faktoring pełny. Zainteresowanie nim szczególnie dynamicznie rośnie w obrocie krajowym. Umożliwia szybki dostęp do środków na bieżącą działalność, połączony z ochroną przed brakiem zapłaty za dostarczone towary lub usługi ze strony kontrahentów. Podmioty zrzeszone w PZF objęły w 2018 r. w jego ramach blisko 123,5 mld zł wierzytelności, co stanowi 51 proc. obrotów. Kolejne 33,4 proc., generuje faktoring niepełny. Pozostałe 15,6 proc. przypada natomiast na faktoring importowy, odwrócony oraz wymagalnościowy.

– Przewaga faktoringu pełnego nad pozostałymi jego formami świadczy o rosnącej świadomości ekonomicznej klientów korzystających z tego rodzaju finansowania. Chroni on przed ryzykiem utraty płynności oraz wpadnięcia w pułapkę zatorów płatniczych. Zabezpiecza przed nieprzewidzianymi trudnościami handlowymi. Oferta opiera się zarówno na finansowaniu działalności, jak i przejęciu przez faktora ryzyka niewypłacalności kontrahentów. Rosnące zainteresowanie tą formą faktoringu widać szczególnie wśród przedsiębiorców działających na rynku krajowym.

Także eksporterzy częściej stawiają na jego pełną opcję, jednak coraz większa ich grupa decyduje się na niepełny faktoring eksportowy. Są to przede wszystkim podmioty kierujące swoje towary i usługi na rynek europejski oraz w regiony, w których czują się pewnie. 

– wyjaśnia Sebastian Grabek.

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 16,9 tys. przedsiębiorców. Wystawili oni blisko 15 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.

– Liczba firm, które sięgają po faktoring stale rośnie. Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że nasza usługa jest prostsza od innych form finansowania. Przejmujemy zobowiązania jedynie na podstawie faktur. Dzięki temu klienci mogą szybko zaspokoić najpilniejsze potrzeby, związane z  termino-wym wypłacaniem pensji i wypełnianiem obowiązków wobec fiskusa czy ZUS.

Zauważalny silny wzrost liczby klientów obsługiwanych przez członków PZF wiąże się też z faktem, że do związku przystępują nowe podmioty, oferujące m. in. finansowanie dla mikroprzedsiębiorców

– mówi Sebastian Grabek.

Wykres 2. Liczba klientów firm zrzeszonych w PZF w latach 2016 – 2018 (w tys.)Infografika_PZF_klienci

Dzięki rosnącemu uznaniu wśród przedsiębiorców, faktoring pozostaje najszybciej rozwijającą się usługą finansową. Rozwiązuje kluczowy problem, z jakim borykają się firmy: przeciwdziała skutkom opóźnień w płatnościach. Jak wynika z badań prowadzonych przez PZF, są one wciąż największą barierą, jaka zdaniem zarządzających stoi na drodze rozwoju firm w Polsce.

Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa: produkcyjne i dystrybucyjne. Utrzymanie płynności finansowej w ich przypadku decyduje o przetrwaniu lub rozwoju. Faktoring umożliwia im zachowanie dobrej kondycji ekonomicznej, a przez to – stabilnej pozycji rynkowej i przewagi konkurencyjnej.

Wykres 3. Struktura obrotów firm zrzeszonych w PZF w 2018 r. w ujęciu sektorowymInfografika_PZF_sektory

Środowisko faktoringowe reprezentowane przez Polski Związek Faktorów angażuje się też w rozwój przedsiębiorczości w Polsce. Uczestniczy w pracach legislacyjnych nad poprawą warunków funkcjonowania firm na krajowym rynku.

PZF włączył się do prowadzonych przez Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii konsultacji nad inicjatywami, zmierzającymi do wyeliminowania z obrotu gospodarczego zjawiska zatorów płatniczych oraz przyczyn ich powstawania. Przedstawił rozwiązanie prawne, likwidujące problem stosowania w umowach handlowych zakazu cesji wierzytelności wynikających z faktur wystawianych przez dostawców towarów i usług swoim kontrahentom. Problem ten jest jedną z głównych przyczyn powstawania zatorów płatniczych.

– Proponowane przez PZF rozwiązanie opiera się na zmianach w Kodeksie Cywilnym, zmierzających do rozróżnienia wierzytelności pieniężnych od niepieniężnych. W przypadku wierzytelności niepieniężnych istniejące kodeksowe restrykcje powinny zostać utrzymane. Natomiast w odniesieniu do wierzytelności pieniężnych konieczne jest w opinii faktorów wprowadzenie zmian mających na celu osiągnięcie wyważonej ochrony zarówno dłużnika, jak i wierzyciela. Taki kształt prawa przywróci równowagę handlową w obrocie gospodarczym w Polsce. Nie będą to zmiany zbyt daleko idące, a jedynie służące wspólnemu interesowi wszystkich stron wymiany handlowej.

– mówi Sebastian Grabek.

Podobne rozwiązania przyjęło już kilka krajów, które podobnie jak Polska, dostrzegły negatywne dla gospodarek skutki zatorów płatniczych. Nie są one liczne, ale w opinii środowiska faktoringowego, warto brać z nich przykład. Uczyniły one zakaz cesji zapisem nieważnym, albo też – mimo możliwości jego stosowania – umożliwiły zachowanie skuteczności zbycia wierzytelności., usuwając w ten sposób bariery stojące na drodze do poprawy warunków funkcjonowania przedsiębiorczości. Krajami tymi są Francja, Wielka Brytania oraz Łotwa.

Rynek mieszkaniowy w 2018 r. na plusie, z perspektywą negatywną na 2019

Styczniowa informacja GUS, komunikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego, jak zwykle zawiera już pełne podsumowanie statystyk inwestycyjnych pierwotnego segmentu krajowej mieszkaniówki w zakończonym 2018 roku. Był to rok kilkunastoprocentowego spadku sprzedaży  mieszkań deweloperskich, po czterech kolejnych latach rekordowych kontraktacji. Pytanie, jaki był pod względem inwestycyjnym.

Inwestycje rozpoczęte wciąż na fali wznoszącej

Statystyki mieszkań, których budowę rozpoczęto, ponownie osiągnęły historycznie rekordowe poziomy. W roku 2018 licząc ogółem ruszyła budowa 222 tys. mieszkań i domów jednorodzinnych, poprawiając wynik z 2017 roku o 7,7 proc. Z tego sami deweloperzy uruchomili w ub. roku budowę blisko 132 tys. lokali, co nawet po uwzględnieniu zmiany przez GUS metodologii obliczeń, daje wynik najlepszy w historii.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl mocno wyśrubowane roczne statystyki nowych budów nie są tym razem pochodną rekordowego ruchu w deweloperskich biurach sprzedaży, a raczej pokłosiem siły rynkowej inercji. Innymi słowy, mocno rozpędzony pięcioletnim boomem pierwotny segment mieszkaniówki potrzebuje nieco czasu na wyhamowanie dynamiki statystyk inwestycyjnych do poziomów odpowiadających zwalniającej koniunkturze.

Natomiast niczym nadzwyczajnym nie jest ostry spadek nowych inwestycji w samym grudniu, do najniższego poziomu od trzech lat. Jest to typowy efekt końcówki roku, która tradycyjnie jest najsłabszym okresem dla rozpoczynania nowych budów, po którym przychodzi wiosenne odbicie.

Rekordowa liczba pozwoleń na budowę

Podobnie optymistycznie prezentuje się sytuacja w ramach statystyk uzyskanych w 2018 roku nowych pozwoleń na budowę. W tym przypadku ogólnie roczny wolumen pozyskanych pozwoleń wyniósł 257 tys., poprawiając wynik z roku 2017 o 2,7 proc. Podobnie jak w przypadku mieszkań rozpoczętych bezkonkurencyjni okazali się i tu deweloperzy, którzy zabezpieczyli na własne potrzeby 160 tys. takich decyzji administracyjnych, co ponownie oznacza wynik rekordowy.

Jak wiadomo, statystyki nowych pozwoleń na budowę są podstawowym parametrem oceny potencjału popytowego rynku w przyszłych okresach przez deweloperów. Zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl wygląda więc na to, że optymizm branży deweloperskiej w kwestii perspektyw rozwoju koniunktury pierwotnego segmentu mieszkaniówki w dłuższym terminie nieprzerwanie pozostaje na stałym od miesięcy bardzo wysokim poziomie. Pytanie, czy i jak zmieni się w br. determinacja przedsiębiorców w przedmiotowej kwestii w obliczu oczekiwanego dalszego regresu statystyk sprzedażowych pierwotnego rynku mieszkaniowego.

Mieszkania oddane z rosnącym potencjałem

Kolejnym spektrum działalności inwestorów, w ramach którego także udało im się potwierdzić rosnącą rok do roku dynamikę, są statystyki mieszkań oddanych do użytkowania. W sumie w 2018 roku GUS doliczył się prawie 185 tys. takich lokali, czyli o 3,6 proc. więcej niż rok wcześniej. W tej kategorii rola lidera także przypadła deweloperom, którzy rezultatem 111,5 tys. poprawili wynik z 2017 roku o ponad 6 proc.

Wg portalu ekspertów portalu RynekPierwotny.pl statystyki mieszkań oddawanych do użytku nie zależą jednak od aktualnej sytuacji rynkowej, ale są efektem stanu koniunktury sprzed około dwóch lat, a więc okresu odpowiadającego cyklowi inwestycyjnemu w budownictwie mieszkaniowym. W związku z tym z całą pewnością w kolejnych miesiącach i kwartałach, niezależnie od bieżącej koniunktury, należy oczekiwać kontynuacji tendencji utrzymywania się tych danych na rekordowo wysokich poziomach przy dodatniej dynamice zmian.

Negatywne perspektywy roku bieżącego

W ubiegłym roku deweloperski rynek mieszkaniowy poddany został pierwszej poważnej próbie od początku trwania pięcioletniej prosperity. Pojawiło się szereg czynników charakterystycznych dla okresów schyłkowych koniunktury rynkowej, występujących w czasie kształtowania szczytu cyklu koniunkturalnego.

Do najważniejszych z nich należą przyśpieszone wzrosty cen nowych mieszkań skorelowane z oczekiwanym, kilkunastoprocentowym spadkiem ich sprzedaży, czy choćby wyraźna przecena akcji deweloperów mieszkaniowych na giełdzie. W tej sytuacji za retoryczne należy uznać pytanie, czy tego typu cykliczne przesilenie wpłynie destrukcyjnie na statystyki inwestycyjne pierwotnego rynku mieszkaniowego w nowym roku. Ich regres wydaje się wyłącznie kwestią czasu oraz skali, zależnej od całego szeregu czynników okołorynkowych.

82% millenialsów wybiera pracę ze względu na technologię

Wolność wyboru, swoboda w sposobie realizacji zadań oraz możliwość pracy z wybranego miejsca zajmują bardzo wysoką pozycję w oczekiwaniach dzisiejszych pracowników. W badaniu US Future-Ready Workforce Study aż 82% millenialsów przyznaje, że to jakie technologie w miejscu pracy oferuje przedsiębiorca ma istotny wpływ na decyzję o podjęciu pracy. Dużą rolę odgrywa umożliwienie zatrudnionym pracy zdalnej z wybranego przez nich miejsca. Biuro na wyciągnięcie ręki to strategia, której realizacja jest łatwiejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Wychodząc naprzeciw potrzebom przedsiębiorców Microsoft rozwija kategorię urządzeń Surface dla Biznesu.

Sami zainteresowani także przyznają, że biuro „dostępne wszędzie” sprzyja ich efektywności. Tego zdania jest 88% pracowników, którzy wzięli udział w badaniu Global Workplace Report[1]. Co więcej, 84% liderów biznesu przyznaje, że nowe technologie pomagają im być bardziej kreatywnymi[2]. Oczywiście kwestią nadrzędną jest cyberbezpieczeństwo wykorzystywanych urządzeń.

Bezpieczne narzędzia na cyfrowe czasy

Postępująca migracja biznesu do chmury powoduje sytuację, w której zarówno kadra menedżerska, jak i pracownicy oczekują nie tylko wygody i bezpieczeństwa „as a service”, ale także unifikacji rozwiązań i ergonomii pracy w jednym. Optymalne cyfrowe miejsce pracy jest wypadkową kultury działania, przestrzeni do pracy dostępnej na wyciągnięcie ręki oraz technologii, która wspiera kreatywność i współpracę.

Różnorodność urządzeń Surface skierowanych do biznesu odpowiada na potrzeby pracowników z różnych obszarów organizacji wykonujących swoje służbowe obowiązki często w zupełnie odmienny sposób. Lekkie urządzenia ultramobilne, w formacie 2w1 doceni każdy pracownik terenowy, podczas gdy pracownik biurowy może oczekiwać również mobilnego (ale niekoniecznie niewielkiego), stylowego i bardzo wydajnego narzędzia.

O ile wygoda i ergonomia pracy mają wiodące znaczenie dla pracownika, to przedsiębiorca jest przede wszystkim zainteresowany zagwarantowaniem cyfrowego bezpieczeństwa swojej organizacji. Tworząc ofertę Surface dla Biznesu, Microsoft wyposażył sprzęt w system operacyjny Windows 10 Pro, który zapewnia użytkownikom korporacyjny poziom ochrony, zarówno pracownikom MŚP, freelancerom jak i przedstawicielom dużych firm.

Według raportu Ponemon Institute[3], średni koszt naruszenia danych korporacyjnych w 2018 roku wyniósł aż 3,86 mln dolarów. To o 6,4 % więcej niż koszt szacowany zaledwie rok wcześniej. Dzięki możliwościom zarządzania urządzeniami, administratorzy bezpieczeństwa mają możliwość zarządzać jednostkami sprzętu na poziomie oprogramowania oraz zapobiegać naruszeniom danych w warstwie sprzętowej w całej organizacji.

Odpowiedzią na bezpieczeństwo przechowywanych na urządzeniu wrażliwych danych jest m.in. mechanizm szyfrowania dysków dzięki układowi TPM 2.0 (Trusted Platform Module) i funkcji BitLocker.

Co więcej, osoby odpowiadające za kwestie IT w ramach organizacji mają możliwość łatwego zarządzania flotą urządzeń Surface for Business – od uproszczonego wdrożenia (Windows AutoPilot), poprzez zarządzanie aktualizacjami i uprawnieniami, aż po warunki gwarancyjne w standardach korporacyjnych (Advanced Exchange).

W trosce nie tylko o użytkowników korporacyjnych, wszystkie urządzenia rodziny Surface są także wyposażone w Windows Hello, biometryczne rozwiązanie zapewniające ochronę i gwarancję tożsamości użytkowników z wykorzystaniem kamery znajdującej się w urządzeniu, chroniąc ich sprzęt przed próbami spoofingu, czyli podszywania się pod użytkowników np. z wykorzystaniem spreparowanych odcisków palców. Problem podejrzenia hasła, choćby w trakcie logowania w pociągu lub samolocie podczas służbowego wyjazdu, przestaje mieć znaczenie, a samo logowanie zajmuje 3-krotnie mniej czasu niż przy użyciu hasła.

Kultura cyfrowego wzrostu 365

Według Badania Forrester Consulting[4], 2018, użytkownicy biznesowi, którzy korzystają z platformy Microsoft 365 na urządzeniach Surface, oszczędzają tygodniowo do 9 godzin. Mobilna praca jest już faktem. Nadrzędną rolą dostawców urządzeń i technologii jest oferowanie klientom kompletnego i inteligentnego środowiska pracy, które umożliwia bezpieczną i skuteczną realizację obowiązków. Środowiskiem, które odpowiada na potrzeby współczesnych pracowników jest pakiet Office 365, który łączy w sobie swobodną komunikację, bezpieczeństwo i wygodny dostęp do najważniejszych aplikacji biznesowych, w tym poczty e-mail i narzędzia umożliwiającego sprawną komunikację Microsoft Teams.

[1] Steelcase Global Workplace Report, 2017

[2] Young Presidents’ Organization, 2017

[3] Ponemon Institute, Cost of the data breach, 2018

[4] Maximizing Your ROI From Microsoft 365 Enterprise With Microsoft Surface, Forrester Consulting, 2018

FedEx Express przejmuje biznes międzynarodowych przesyłek ekspresowych izraelskiej grupy Flying Cargo

FedEx Express i grupa Flying Cargo po blisko 30 latach współpracy w zakresie świadczenia usług międzynarodowych przesyłek ekspresowych do Izraela, podpisały warunkową umowę nabycia przez FedEx izraelskiej spółki w zakresie międzynarodowych usług ekspresowych. Porozumienie zawarto tuż przed wygaśnięciem wieloletniej umowy o współpracę pomiędzy organizacjami.

Izrael stanowi istotny rynek dla FedEx. W czasie blisko 30-letniej współpracy z naszym partnerem zbudowaliśmy silną pozycję na tym rynku – powiedział Bert Nappier, prezes FedEx Express Europe i CEO TNT. – Wraz z finalizacją transakcji, jeszcze bardziej zacieśnimy naszą współpracę, oferując klientom szersze portfolio usług i efektywne połączenie z naszą globalną siecią – dodał.

Wprowadzenie FedEx Express na izraelski rynek było dla nas przywilejem – skomentowali Avi oraz Dany Reik, właściciele Flying Cargo Group. – Niniejsza decyzja stanowi najlepsze podsumowanie naszej współpracy. Jesteśmy pewni, że Flying Cargo Group będzie nadal z sukcesami rozwijać pozostałe projekty z zakresu logistyki i dystrybucji, podczas gdy FedEx Express zyska możliwość jeszcze lepszego dopasowania oferty do oczekiwań klientów w Izraelu – dodali.

FedEx Express rozpoczął działalność na izraelskim rynku w 1990 r., poprzez międzynarodowy oddział Flying Cargo Express, oferując szeroką gamę międzynarodowych usług transportowych, w tym import i eksport dóbr do ponad 220 krajów i terytoriów na świecie. Od maja 2016 r. TNT Express (w tym TNT w Izraelu) stanowi cześć międzynarodowej grupy FedEx.

Grupa Flying Cargo jest liderem izraelskiego rynku usług logistycznych, magazynowych i dystrybucyjnych. Grupa świadczy m.in. usługi z zakresu e-commerce, obsługuje zwroty towarów oraz przesyłki krajowe na terenie Izraela. Ta część biznesu pozostanie w rękach Flying Cargo.

Finalizacja przejęcia spodziewana jest w pierwszej połowie roku 2019, po zatwierdzeniu przez organy regulacyjne. Wraz z dojściem transakcji do skutku, dotychczasowa umowa o współpracy pomiędzy FedEx Express, a Flying Cargo wygaśnie. Do czasu zatwierdzenia transakcji i finalizacji umowy, FedEx Express, poprzez swoją spółkę zależną TNT w Izraelu oraz biznes przesyłek międzynarodowych grupy Flying Cargo, będą działać jako niezależne jednostki.

Polska gospodarka zwalnia. Umowa graniczna Wielkiej Brytanii z Irlandią

Dane z polskiej gospodarki słabsze od oczekiwań, ale to wciąż wzrost. Donald Trump wyszedł z propozycją kompromisu względem demokratów, ale szanse na porozumienie są niewielkie. Theresa May dalej walczy o Brexit.

Polska gospodarka rośnie wolniej

Piątkowe dane pokazały, że wyniki makroekonomiczne z ostatnich lat będzie nam ciężko utrzymać. Produkcja przemysłowa rośnie o zaledwie 2,8%, przy oczekiwaniach analityków na 5,1%. Słabiej wypadł też wzrost wynagrodzeń. Płace w grudniu wzrosły o 6,1% w ujęciu rocznym. Spodziewano się wzrostu o 7,3%. Dane te były oczywiście słabsze od oczekiwań, co nie było dobrym sygnałem dla złotego. Z drugiej strony produkcja przemysłowa wciąż rośnie i to nie symbolicznie, a wzrost płac o 6,1% to w gospodarkach zachodnich niemal nieosiągalny pułap.

Trump łagodzi podejście

Z powodu impasu budżetowego spowodowanego niechęcią Demokratów do budowy muru na granicy z Meksykiem niepokój na rynkach rośnie. Wczoraj pojawiła się propozycja prezydenta USA mająca dać 3 lata ochrony dla osób, które wjechały do USA przed osiągnięciem pełnoletności na zalegalizowanie swojego statusu w zamian za środki na mur. Brzmi to z jednej strony jak kompromis, z drugiej komentatorzy zwracają uwagę, że bazując na wypowiedziach opozycji mającej większość w Izbie Reprezentantów, i tak nie zostanie przyjęta.

Umowa graniczna Wielkiej Brytanii z Irlandią

Theresa May stara się rozwiązać jeden z palących problemów umowy brexitowej, czyli granicę lądową pomiędzy Irlandią Północną a Irlandią. Problemem jest fakt, że obecny mechanizm de facto wymuszał pozostanie w unii celnej oraz wspólnym rynku. To właśnie ten mechanizm budzi sprzeciw części przedstawicieli Partii Konserwatywnej, która to głosowała przeciwko własnej premier w trakcie głosowania umowy brexitowej. Jest to również ukłon w stronę Partii Unionistów, która ma co prawda zaledwie 10 posłów, ale to oni pozwolili oddalić wotum nieufności dla premier po przegranym głosowaniu umowy brexitowej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów. Jest to po części spowodowane dniem wolnym w USA z okazji Dnia Martina Luthera Kinga. Z tego właśnie powodu można spodziewać się mniejszej aktywności inwestorów w godzinach popołudniowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Funt zyskuje, rynki spodziewają się łagodniejszego Brexitu

Ubiegły tydzień przyniósł znaczące umocnienie brytyjskiej waluty. Pomimo „zamknięcia rządu” w USA, dobrze radził sobie również dolar amerykański.

Funt w reakcji na ogromną porażkę jaką Theresa May odniosła w brytyjskim parlamencie, paradoksalnie doświadczył umocnienia. Tym samym szterling zakończył tydzień jako najlepiej radzącą sobie waluta G10. Napływ słabszych danych ekonomicznych z Chin i strefy euro okazał się korzystny dla dolara amerykańskiego – zwłaszcza, że ze względu na przedłużające się zamknięcie rządu (tzw. shutdown) w Stanach Zjednoczonych nie publikowano sporej części istotnych danych makroekonomicznych z USA.

W tym tygodniu uwaga rynku skupi się na Europejskim Banku Centralnym i w mniejszym stopniu na Banku Japonii. W przypadku spotkania EBC kluczowym będzie pytanie w jakim stopniu Rada Prezesów uzna ostatnie słabsze dane ekonomiczne za oznaki faktycznego spowolnienia gospodarczego.

PLN

Złoty nadal pozostaje względnie stabilny w relacji do euro. Nie oznacza to jednak, że informacje z Polski nic nie wnoszą, wręcz przeciwnie. Ubiegły tydzień potwierdził, że inflacja bazowa w Polsce nadal pozostaje niska – w grudniu nawet spadła w porównaniu z poprzednim miesiącem i wyniosła marne 0,6% w ujęciu rocznym. Co istotniejsze, wyraźnie rozczarowały dane o produkcji przemysłowej w ostatnim miesiącu roku sugerując, że ekspansja gospodarcza w Polsce wyhamowuje, skala spowolnienia nie powinna jednak być zbliżona do tej, z którą mamy do czynienia na zachodzie.

W końcówce tygodnia poznaliśmy też dane z rynku pracy, które również nie budzą zbyt wiele optymizmu – dynamika płac w końcówce roku wyhamowała – w istotnym stopniu jest to jednak prawdopodobnie związane z przesunięciem wypłat premii w górnictwie. Spadła jednak również dynamika zatrudnienia, która znalazła się na najniższym poziomie od dwóch i pół roku.

GBP

Rząd Wielkiej Brytanii podczas głosowania w Izbie Gmin doświadczył największej porażki w historii Zjednoczonego Królestwa – porozumienie wynegocjowane przez premier May zostało odrzucone przewagą 230 głosów. Rynek zareagował umocnieniem funta – ten ruch można wyjaśniać tym, że ryzyko tzw. Brexitu bez porozumienia oceniane jest obecnie jako niewielkie. Przewaga z jaką parlament odrzucił umowę wynegocjowaną przez May sugeruje, że jedynym rozwiązaniem jakie mogłaby poprzeć Izba Gmin byłby bardzo „łagodny” Brexit, za którym w części mogłaby opowiedzieć się również Partia Pracy. Nie odrzucamy tego stanowiska – nadal sądzimy, że w nadchodzących miesiącach istnieje szansa na aprecjację brytyjskiej waluty.

EUR

Wzrost PKB Niemiec w 2018 r. wyniósł 1,5%, co sugeruje, że w czwartym kwartale ubiegłego roku niemiecka gospodarka doświadczyła ekspansji, ale jedynie nieznacznej. Niemniej podczas niedawnej wypowiedzi prasowej przewodniczący EBC, Mario Draghi, potwierdził ostatnią słabość największej gospodarki strefy euro. Tym samym można oczekiwać, że podczas czwartkowego spotkania Europejskiego Banku Centralnego instytucja zdecyduje się obniżyć prognozę dla wzrostu w strefie euro, co naszym zdaniem zasadniczo wykluczyłoby szanse na jakichkolwiek podwyżki stóp procentowych w 2019 roku. Zważywszy na dość pesymistyczne informacje, można być zaskoczonym, że euro nadal broni kursu 1,13 względem dolara amerykańskiego.

USD

Z uwagi m.in. na zamknięcie rządu w Stanach Zjednoczonych, w zeszłym tygodniu publikowano jedynie mniej istotne dane makroekonomiczne. W nadchodzących dniach sytuacja najpewniej będzie wyglądać podobnie. Tym samym rynki wyczekują wszelkich wskazówek od Rezerwy Federalnej, której komunikaty wraz z nowym rokiem doświadczyły dość „gołębiego” zwrotu. Nagła zmiana tonu sugeruje, że opublikowane w grudniowym „dot plocie” oczekiwania decydentów o poziomie stóp procentowych obecnie są już nieistotne. Pod nieobecność nagłego wzrostu dynamiki cen uważamy za prawdopodobne, że w 2019 roku Rezerwa Federalna dokona co najwyżej jednej podwyżki stóp procentowych – lub nie podniesie stóp wcale. Taki obrót spraw powinien być korzystny dla walut gospodarek rozwijających się – większość najważniejszych walut krajów EM od początku roku radziła sobie dobrze.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Święto bankowe w USA. Nowy plan brexitu

Pod nieobecność inwestorów z USA (święto bankowe) handel w poniedziałek nie powinien nabrać tempa. Jedyny raport wart uwagi, dane o PKB z Chin, już za nami, a i one wypadając zgodnie z oczekiwaniami, nie dały impulsu do ożywienia handlu. Sentyment wobec ryzyka blednie przy braku świeżych informacji dotyczących negocjacji handlowych USA-Chiny i zakończenia government shutdown. Pozostaje brexit.

Premier Theresa May wraca dziś do parlamentu, gdzie ma zaprezentować nowy plan (lub plan B) warunków rozstania z UE. W weekend wyszło na jaw, że międzypartyjne poszukiwanie konsensusu nie przyniosło rezultatów. Udobruchanie Partii Pracy dążeniem do utrzymania unii celnej nie było warte większego rozsierdzenia twardych brexitowców z Partii Konserwatywnej. May wybrała drogę odzyskania poparcia mini-koalicjantów z północnoirlandzkiej partii DUP oraz toryskich probrexitowców z ERG, a chce to osiągnąć poprzez utrzymanie dotychczasowego projektu porozumienia, ale przy renegocjacji z Brukselą szczegółów backstopu, czyli planu awaryjnego dotyczącego granicy między Irlandią a Irlandią Północną. Wydaje się, że przez tydzień nic się nie ruszyło w sprawie wypracowania uporządkowanego brexitu. May decyduje się na niebezpieczną grę wywierania presji na UE. Niebezpieczną, gdyż stanowisko Brukseli jest jasne – żadnych zmian w negocjowanym 18 miesięcy dokumencie. Być może jednak May liczy na zmiękczenie prominentnych liderów – kanclerz Niemiec Angela Merkel stwierdziła w sobotę, że zamierza pracować „do ostatniego dnia” nad uporządkowanym brexitem, który jest dla UE historycznym testem zdolności radzenia sobie z kryzysami.

Co to wszystko oznacza dla funta? W krótkim terminie na pewno więcej pytań niż odpowiedzi. Obrady parlamentu brytyjskiego to oczywista szansa na więcej politycznych komentarzy i zwrotów akcji, czy to za sprawą debaty w Izbie Gmin, przecieków, czy zgłaszanych poprawek. Ogólnie jednak na powierzchnie przebija się dążenie każdej ze stron (rząd, opozycja, UE) od uniknięcia nieuzgodnionego rozwodu z Unią. Albo dojdzie do porozumienia, albo będzie potrzeba na niego więcej czasu, albo staniemy przed scenariuszem powtórzonego referendum.

Prawdopodobieństwo chaotycznego brexitu jest coraz mniejsze. Jest możliwe, że na dniach taka groźba zostanie formalnie zablokowana, gdyż w parlamencie jest już przygotowywana poprawka, według której przy braku szans na porozumienie rząd będzie zmuszony prosić UE o odroczenie terminu brexitu. W rezultacie fundamentalna wartość GBP powinna być większa. Na ten moment istnieją jednak dwa zastrzeżenia. Zeszłotygodniowy rajd funta opierał się o bardziej optymistyczne oczekiwania dotyczące międzypartyjnego szukania konsensusu, więc fiasko będzie podsycać chęć realizacji zysków. Po drugie, do wymazywania niedowartościowania inwestorzy podchodzą z większą rezerwą, kiedy w grę wchodzą nieobliczalne ryzyka polityczne. Może panować szeroki konsensus w opiniach, że 2019 r. będzie lepszy dla funta, ale jednocześnie to wcale nie oznacza, że każdy z optymistów jest gotowy już teraz stawiać na to swoje pieniądze.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Smog – prawdy i mity wśród Polaków

„Smog…szkodzi tylko dzieciom i kobietom w ciąży; …występuje tylko wtedy, kiedy jest zła pogoda; …jest tylko w zimie.” To tylko niektóre z mitów na temat tego zjawiska – tak wynika z ogólnopolskiego badania „Smog – prawdy i mity wśród Polaków”[1] przeprowadzonego na zlecenie eurobanku przez instytut badawczy ARC Rynek i Opinia.

Zanieczyszczone powietrze w Polsce od lat jest dużym problemem. Walka ze smogiem stała się jednym z ważniejszych wyzwań, jakie stoi przed naszym społeczeństwem. Jednak czy wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, jakie konsekwencje dla środowiska i naszego organizmu ma smog? Czy wiemy co jest prawdą, a co mitem, a w efekcie – jak skutecznie chronić się przed szkodliwym wpływem smogu?

Smog = niebezpieczeństwo

Polacy zostali zapytani o to, jakie skutki niesie ze sobą smog. Są zgodni co do tego, że smog jest niebezpieczny dla zdrowia i życia – takiej odpowiedzi udzieliło 97% Polaków. Jednocześnie 98% osób uważa, że oddychanie zanieczyszczonym powietrzem może powodować różnego rodzaju choroby. 96% badanych wie także, że smog powoduje zanieczyszczenie środowiska naturalnego. Badanie pokazało jednak, że w społeczeństwie funkcjonuje wiele mitów na temat smogu. I tak na przykład prawie 1/4 ankietowanych (23%) uważa, że ze zjawiskiem smogu spotykamy się tylko w dużych miastach. Co ciekawe – w większości uważają tak osoby mieszkające właśnie w nich. I choć rzeczywiście jest tam najwyższe stężenie szkodliwych pyłów, to jest to twierdzenie nieprawdziwe.

– Błędne jest założenie, że smog występuje tylko w dużych aglomeracjach. Z tym problemem stykają się mieszkańcy zarówno dużych miast, jak i mniejszych miejscowości. Ważnym elementem walki ze smogiem jest poszerzanie ogólnopolskiej sieci czujników powietrza. Dlatego w ramach kampanii #BezSmogu włączyliśmy się w to działanie i zamontowaliśmy już 100 czujników smogu w naszych placówkach – także w małych miejscowościach. Chcemy, aby dostęp do bieżących pomiarów mieli wszyscy, gdyż dzięki świadomości zagrożenia możemy zabezpieczyć się przed jego skutkami. – mówi Magdalena Suchanek, Dyrektor Zarządzający, Euro Bank S.A.

Jednocześnie połowa Polaków uważa, że smog jest naturalnym elementem życia w dużym mieście. Takie dane pokazują, że Polacy już trochę przywykli to tego, że mieszkając w większym mieście mają do czynienia ze smogiem. Najczęściej uważają tak mieszkańcy województwa podlaskiego (57%) i lubuskiego (56%). Co ciekawe – w województwie małopolskim, które od lat jest na mapie miejsc o najwyższym zanieczyszczeniu powietrza, tylko 45% badanych jest tego zdania.

Kolejnym nieprawdziwym przekonaniem, na które wskazywała 1/4 badanych jest opinia, że smog i oddychanie zanieczyszczonym powietrzem jest niebezpieczne tylko dla dzieci, osób starszych i kobiet w ciąży. Faktem jest, że dzieci są bardziej narażone na negatywne skutki smogu, gdyż częściej biorą oddech niż dorośli i tym samym przyjmują do organizmu więcej szkodliwych substancji. Jednak musimy pamiętać, że smog szkodzi każdemu z nas. Jak alarmuje Europejska Agencja Środowiska – co roku w Polsce umiera z tego powodu 47 tys. osób. Dlatego lekarze zalecają, aby w dni, kiedy stężenie pyłów jest wysokie ograniczyć wychodzenie z domu i przebywanie na powietrzu.

Samochody winne?

Wyniki badania pokazują także, że Polacy nie są zgodni co do tego, czy duży ruch samochodowy jest główną przyczyną występowania smogu. 42% badanych uważa, że tak. Co ciekawe, częściej taką opinię mają kobiety (46%) niż mężczyźni (38%). Jednak w tym przypadku temat jest bardziej złożony. Według badań, w Polsce za największą emisję szkodliwych substancji odpowiedzialne są stare piece grzewcze i palenie nieodpowiednimi materiałami. Jednak w dużych miastach, gdzie palenie w piecach nie jest tak powszechne, za emisję szkodliwych pyłów odpowiedzialny jest głównie transport. Jak pokazały badania Najwyższej Izby Kontroli[2] jedną z głównych przyczyn zanieczyszczonego powietrza jest emisja toksycznych cząsteczek, która odpowiada w największych miastach za 60% zanieczyszczeń. Szczególny wpływ mają spaliny z silników diesla oraz nieprawidłowo zamontowane filtry cząsteczek stałych w samochodach.