Paulina Chmielewska nową Prezes Zarządu Mostostal S.A.

Rada Nadzorcza Mostostal S.A. powołała Paulinę Chmielewską do Zarządu spółki i powierzyła jej funkcję Prezesa Zarządu. To doświadczona menedżerka z ponad 20-letnim stażem w branży nieruchomości, związana z największymi firmami deweloperskimi w Polsce.

– Powołanie Pauliny Chmielewskiej na stanowisko Prezesa Zarządu Mostostal S.A. to krok w stronę dalszego wzmocnienia pozycji Spółki na rynku. Jej bogate doświadczenie operacyjne i strategiczne w sektorze nieruchomości oraz silne kompetencje przywódcze są gwarancją dynamicznego rozwoju Mostostalu w kolejnych okresach – mówi Robert Pydzik, Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej Mostostal S.A.

Paulina Chmielewska posiada ponad 20 letnie doświadczanie w branży nieruchomościowej. Swoją karierę zawodową budowała m.in. w takich firmach jak Dom Development, Panattoni, Nexity Polska czy Develia.

Ostatnie lata swojej kariery zawodowej poświęciła rozwojowi dużych projektów deweloperskich. Przez sześć lat z sukcesem rozwijała firmę Nexity Polska (część międzynarodowego koncernu Nexity S.A.), pełniąc funkcję m.in. Dyrektora Operacyjnego. W 2023 roku, w ramach realizacji strategicznych decyzji właściciela, realizowała proces sprzedaży spółki, który zakończył się transakcją o wartości 100 mln euro. Po przejęciu przez Develia S.A. objęła stanowisko Dyrektora Ekspansji oraz Dyrektora Zarządzającego i Członka Zarządu w Develia Land Development. Rok później dołączyła do spółki deweloperskiej Ekopark, obejmując funkcję Wiceprezesa Zarządu.

Nowa Prezes Zarządu Mostostal S.A. jest absolwentką Politechniki Krakowskiej na kierunku budownictwo ogólne, Wyższej Szkoły Prawa im. Heleny Chodakowskiej w zakresie zarządzania przedsiębiorstwem, a także studiów podyplomowych z zarządzania projektami i programu MBA w obszarze przywództwa i coachingu.

Ceni pracę zespołową, otwartą komunikację i zaangażowanie. Jest mentorką w wielu programach rozwojowych, wspiera młode talenty oraz aktywnie działa na rzecz edukacji, m.in. jako wiceprezes społecznej szkoły podstawowej. Brała udział w inicjatywach takich jak Fundacja Liderek Biznesu, Wise & Young czy Queen Hedvig Academy.

Prywatnie pasjonatka podróży, miłośniczka gór, Włoch i literatury. Wolny czas poświęca również pogłębianiu wiedzy o rynku sztuki.

Accenture: tylko 13% firm w Europie korzysta z AI – luka wobec USA się pogłębia

Najnowszy raport Accenture Europe’s AI reckoning: Reinventing industries for a new era wskazuje na ogromną lukę w produktywności pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Europą. Według badania przeciętny europejski pracownik wytwarza obecnie jedynie 76% tego, co jego odpowiednik po drugiej stronie Atlantyku. Rozwiązaniem, które ma potencjał wyrównać szanse europejskich firm, jest sztuczna inteligencja, ale ponad połowa (56%) dużych przedsiębiorstw ze Starego Kontynentu nie wdrożyła jeszcze żadnej znaczącej inwestycji w AI na skalę operacyjną.

Jak wynika z najnowszego raportu Accenture Europe’s AI Reckoning: Reinventing Industries for a New Era produktywność pracy w Europie jest dziś aż o 24% niższa niż w USA. To znaczny spadek w porównaniu do 2005 roku, kiedy to przeciętny europejski pracownik wytwarzał 85% tego, co jego amerykańscy odpowiednicy. Dziś ten wskaźnik wynosi prawie 10 pp. mniej – 76%.

Spóźnione inwestycje

Raport jako główną przyczynę tej rosnącej przepaści wskazuje niedobór inwestycji. Od 2017 roku amerykańskie firmy opracowały 70% podstawowych modeli AI, a USA obecnie posiada około 70% globalnej mocy obliczeniowej wykorzystywanej do sztucznej inteligencji, w porównaniu z zaledwie 4% w Europie. Inwestycje w big data i analitykę, a także w bezpieczeństwo w USA przewyższają europejski poziom dwukrotnie, a poziom inwestycji w sztuczną inteligencję jest prawie 3x wyższy niż w Europie.

Pomimo że opublikowany niedawno raport Mario Draghiego na temat konkurencyjności Europy wskazuje AI jako potencjalne rozwiązanie problemu produktywności, badanie Accenture wykazało, że europejskie firmy wciąż nie wykorzystują w pełni szansy, jaką daje ta technologia. Obecnie ponad połowa (56%) z 800 dużych europejskich firm objętych badaniem nie wdrożyła jeszcze żadnego rozwiązania w AI na skalę operacyjną. Dodatkowo według badania Komisji Europejskiej tylko 13% firm w Europie korzysta ze sztucznej inteligencji, chociaż w przypadku większych firm odsetek ten wzrasta do 41%. Wolne tempo wdrożeń technologii ma swoją cenę: szacuje się, że w ciągu ostatnich dwóch lat europejskie firmy straciły z tego powodu 3,2 biliona dolarów przychodów.

W czasach rosnącej niepewności geopolitycznej znalezienie sposobu na zmniejszenie luki produktywności w Europie jest ważniejsze niż kiedykolwiek. W tym celu firmy muszą znacząco przyspieszyć wdrażanie rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji – nie tylko w formie pilotaży, ale na skalę operacyjną. Choć wiele z nich podejmuje pierwsze kroki, potrzebne są bardziej zdecydowane działania: intensywniejsze wykorzystanie chmury, modernizacja architektury danych oraz inwestycje w rozwój kompetencji – to warunki konieczne, aby skutecznie skalować AI i wykorzystać jej pełny potencjał. Równolegle kluczowa będzie skoordynowana strategia przemysłowa, która zapewni wspólną infrastrukturę AI, ułatwi inwestycje oraz pozwoli uniknąć rozproszenia działań. Tylko w ten sposób przedsiębiorstwa w całej Europie – także te mniejsze – zyskają dostęp do zaawansowanej mocy obliczeniowej, badań i rozwoju oraz szkoleń – powiedział Dawid Osiecki, dyrektor zarządzający, Head of Data & AI w Accenture w Polsce.

Europa na cyfrowym zakręcie

Badanie wykazało, że duże europejskie firmy wdrażają AI szybciej niż mniejsze, co biorąc pod uwagę ich większy w porównaniu z USA udział w gospodarce może dodatkowo pogłębić problem niskiej produktywności i konkurencyjności w regionie. Podczas gdy prawie połowa (48%) największych europejskich firm wdrożyła co najmniej jedną transformacyjną inicjatywę opartą na generatywnej AI, w przypadku mniejszych przedsiębiorstw ten odsetek wynosi mniej niż jedną trzecią (31%).

Poziom adopcji AI różni się także w zależności od branży. Sektory takie jak motoryzacja, lotnictwo i obronność są liderami we wdrażaniu rozwiązań AI, podczas gdy inne – w tym telekomunikacja i usługi komunalne – pozostają w tyle. Raport podkreśla, że niski poziom dojrzałości AI w sektorach o strategicznym znaczeniu dla infrastruktury (takich jak systemy energetyczne czy sieci cyfrowe) stanowi poważne zagrożenie dla konkurencyjności i suwerenności Europy. Nadchodząca ustawa UE o rozwoju chmury i AI ma na celu co najmniej potrojenie zasobochłonnych i zrównoważonych mocy przetwarzania danych do 2030 roku. Zapotrzebowanie na energię elektryczną w Europie w ciągu najbliższych 5 lat ma wzrosnąć o 70%.

Pełnego potencjału AI nie wykorzystuje także sektor przemysłowy – odpowiadający za ponad jedną czwartą PKB Europy. Tymczasem, gdyby wszystkie duże europejskie przedsiębiorstwa (o przychodach przekraczających 1 miliard euro) rozwinęły swoje kompetencje AI do poziomu firm odpowiedników z wiodących branż, według szacunków Accenture ich roczne przychody mogłyby wzrosnąć o prawie 200 miliardów euro.

Recepta na przyszłość

Raport identyfikuje także kluczowe zasoby – od danych po kapitał ludzki – które są niezbędne do osiągania wartości biznesowej z inwestycji w AI. W tym celu w Europie musi powstać ekosystem AI obejmujący wsparcie mniejszych firm w rozwoju ich kompetencji AI i operujący w ramach skoordynowanej strategii przemysłowej.

Równie istotna jest edukacja i rozwój kompetencji pracowników. W UE na milion mieszkańców co roku przypada 850 absolwentów STEM, ale w USA jest ich ponad 1100. 60% europejskich pracowników obawia się utraty pracy na skutek automatyzacji, a 36% nie czuje się odpowiednio przygotowanych do efektywnego korzystania z narzędzi AI.

Raport wskazuje także szereg kluczowych wyzwań w skalowaniu AI, w tym: budowę solidnej bazy danych, tworzenie i utrzymywanie zespołów multidyscyplinarnych, zarządzanie ryzykiem w zakresie bezpieczeństwa i prywatności, a także ujawnianie wartości biznesowej.

Kurs dolara reaguje na sygnały Fed – wrześniowa obniżka stóp coraz bliżej?

Wystąpienie Jerome’a Powella w Jackson Hole przyniosło sygnał, na który rynki czekały od miesięcy: jeśli napływające dane nie wykażą ponownego przyspieszenia presji cenowej, obniżka stóp procentowych może nastąpić już na najbliższym posiedzeniu Rezerwy Federalnej w dniach 16–17 września. Szef Fed zarysował jednak decyzję jako warunkową i obarczoną istotną niepewnością, podkreślając, że wśród decydentów narastają różnice zdań co do właściwego tempa i skali luzowania.

Ta ostrożność bierze się z niejednoznacznego obrazu gospodarki. Inflacja wciąż pozostaje powyżej celu 2%, a jednocześnie rynek pracy wysyła sygnały słabnięcia. Dla polityki pieniężnej to układ wyjątkowo wymagający: ryzyko zbyt szybkiego poluzowania – i odbicia inflacji – trzeba ważyć przeciwko ryzyku utrzymywania stóp na restrykcyjnym poziomie, który mógłby pogłębić spowolnienie aktywności i zatrudnienia. Powell zasugerował, że ścieżka wyjścia z tej równowagi będzie zależeć od najbliższych odczytów, co de facto przesuwa punkt ciężkości na dane o inflacji i rynku pracy publikowane przed wrześniowym posiedzeniem.

Sympozjum przebiegało w wyraźnie napiętej atmosferze politycznej. Donald Trump znów zaostrzył retorykę wobec Fed, grożąc zwolnieniem członkini FOMC – Lisy Cook. Dla banku centralnego takie tło to dodatkowy czynnik ryzyka – nie tylko komunikacyjnego, lecz także instytucjonalnego – który może wpływać na postrzeganie niezależności Fed i wrażliwość rynków na każdy niuans w przekazie.

Powell nie unikał także odniesień do rozbieżności w łonie samego FOMC. Już w lipcu pojawiły się głosy sprzeciwu wobec utrzymania stóp, a jeśli we wrześniu dojdzie do obniżki, scenariusz kolejnych różnic zdań jest prawdopodobny. W tle pozostaje kalendarz personalny: zbliżający się koniec kadencji Powella w maju oraz perspektywa nominacji do zarządu Fed mogą dodatkowo polaryzować dyskusję o strategii i narzędziach polityki pieniężnej.

Ważnym elementem wystąpienia była prezentacja zaktualizowanego podejścia do prowadzenia polityki monetarnej. Fed odchodzi od rozwiązań ukształtowanych w epoce chronicznie zbyt niskiej inflacji i sprowadza strategię do dwóch filarów: stabilności cen oraz pełnego zatrudnienia. Taki powrót do podstaw ma uporządkować oczekiwania co do reakcji banku centralnego na nowe wstrząsy: w centrum uwagi pozostanie trwała dezinflacja bez nadmiernych kosztów dla rynku pracy, a narzędzia będą stosowane bardziej elastycznie i symetrycznie wobec odchyleń od celu. Komentarze zagranicznych ekonomistów i decydentów w przeważającej mierze oceniały ton przemówienia jako wyważony, a rynki walutowe odnotowały umocnienie euro wobec dolara.

Jackson Hole nie przyniosło rewolucji, ale wyznaczyło ramy dla potencjalnego zwrotu we wrześniu. Fed stoi przed koniecznością precyzyjnego dawkowania akomodacji w warunkach mieszanych sygnałów makroekonomicznych, nasilonej presji politycznej i wewnętrznych sporów o właściwą trajektorię stóp. Przemówienie Powella ustawiło poprzeczkę – aby rozpocząć cykl łagodzenia, potrzebne są dalsze dowody trwałego wygaszania inflacji przy akceptowalnych kosztach dla rynku pracy. Rynki – w USA i poza nimi – będą teraz czytać każdy kolejny raport przez pryzmat tej właśnie obietnicy ostrożności.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

FED szykuje się do cięć stóp. Kurs dolara w dół, giełdy w górę

Ubiegły tydzień mijał w atmosferze rosnącego zwątpienia we wrześniową obniżkę stóp procentowych w USA. Prawdopodobieństwo redukcji kosztu pieniądza z dnia na dzień malało. Wystarczyła jednak jedna wypowiedź prezesa FED, żeby rynek wpadł w euforię. Jak piątkowe słowa Jerome Powella w Jackson Hole wpłynęły na forex?

Dylemat FED

Od początku roku koszt pieniądza w Stanach Zjednoczonych nie ulega zmianie. Stopy procentowe za oceanem znajdują się w przedziale 4,25%-4,50%. Jest to o wiele wyżej niż np. stopa refinansowa 2,15% w strefie euro. Wielu analityków, w tym prezydent USA, uważa, że drogi pieniądz ciąży amerykańskiej gospodarce i trzeba ciąć! Twierdzą, że jeżeli redukcja stóp przyjdzie za późno, nadejdzie recesja, co pogorszy sytuację na rynku pracy w Stanach. Przeciwnicy tej teorii są bardziej ostrożni i dostrzegają ryzyka taryfowe. Niepewność celna stwarza presję inflacyjną. Obawy nasiliły się szczególnie po ostatnim odczycie inflacji producenckiej z USA z połowy sierpnia, kiedy to PPI zamiast oczekiwanego 2,5% r/r podskoczyło do 3,3% r/r. Rynek boi się, że producenci prędzej czy później przerzucą koszta na klientów, co podbije dynamikę cen konsumenckich. Fakt ten oddalał wizję cięć stóp procentowych przez większość ubiegłego tygodnia. Zjawisko było szczególnie widoczne na topniejącym prawdopodobieństwie wrześniowej obniżki stóp, które spadło z poziomów ok. 90% w poniedziałek do 70% w piątkowe południe.

USA gotowe na obniżki stóp?

Wszystko zmieniło tegoroczne sympozjum w Jackson Hole. Podczas wydarzenia rynki czekały na wypowiedź prezesa FED, który tym razem nie owijał w bawełnę. Zamiast wymówek i doskonale dobranych kompozycji słownych sugerujących kontynuację polityki „wait & see” (reagowanie na napływające dane z rynku), tym razem dostaliśmy konkret. Jerome Powell podkreślił wagę słabnącego rynku pracy i zniżkującej konsumpcji. Jego zdaniem permanentne utrzymanie tego stanu może doprowadzić do spowolnienia gospodarki, dlatego należy reagować. Dał także do zrozumienia, że to nie czas na pojedyncze kroki, a raczej rozpoczęcie całego procesu luzowania monetarnego. To doprowadziło do prawdziwej euforii na rynkach.

Osłabienie dolara

Niższy koszt pieniądza to dla rynków kapitałowych tańszy kredyt, czyli więcej inwestycji. To dlatego podczas piątkowej wypowiedzi prezesa FED amerykańskie indeksy giełdowe zwyżkowały. W przypadku obligacji nastąpił spadek ich rentowności. Na rynku forex redukcja stóp w USA to osłabienie dolara, co rynki zdyskontowały natychmiastowo. Kurs EUR/USD podczas wypowiedzi Powella poszybował z 1,16 USD na 1,174 USD. To ogromny ruch jak na główną parę walutową świata. W tym samym czasie kurs USD/PLN spadł z 3,674 PLN do 3,626 PLN. W sobotę, na sympozjum w Jackson Hole dowiedzieliśmy się od EBC, że stopy procentowe we wrześniu najprawdopodobniej zostaną utrzymane bez zmian. Powodem jest utrzymująca się niska inflacja i zgodny z czerwcowymi prognozami wzrost gospodarczy strefie euro. Dodatkowo umowa handlowa między Unią Europejską a Stanami Zjednoczonymi nie budzi poważnych obaw. Słowa te nie wpłynęły znacząco na rynki w poniedziałkowe otwarcie sesji. Dziś o godzinie 10:30 kurs EUR/USD utrzymuje się powyżej 1,17 USD, kurs EUR/PLN to 4,26 PLN, a USD/PLN to 3,64 PLN.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Autor: Dawid Górny – główny analityk w InternetowyKantor.pl

NFZ bez zatwierdzonego planu finansowego – luka w budżecie na 2026 r. sięgnąć ma 26 mld zł.

Narodowy Fundusz Zdrowia stoi przed poważnym kryzysem finansowym. Według prognoz samego NFZ luka w budżecie Funduszu w 2026 roku wyniesie aż 26 miliardów złotych. Sytuacja ta rodzi poważne wątpliwości co do stabilności finansowania systemu ochrony zdrowia w Polsce.

Niepokój potęguje fakt, że sejmowa Komisja Zdrowia negatywnie zaopiniowała projekt opinii dotyczącej planu finansowego NFZ, w przeciwieństwie do Komisji Finansów Publicznych. Oznacza to brak jednomyślności w ocenie kluczowego dokumentu dla funkcjonowania polskiego systemu zdrowia.

Zgodnie z obowiązującym prawem minister właściwy do spraw zdrowia, w porozumieniu z ministrem właściwym do spraw finansów publicznych, powinien zatwierdzić plan finansowy Funduszu do 31 lipca roku poprzedzającego rok, którego plan dotyczy. Tymczasem – jak wynika z dostępnych informacji – minister finansów Andrzej Domański nie zatwierdził dotychczas planu na rok 2025, a już powinien był podpisać dokument dotyczący roku 2026.

Historia problemu sięga końcówki 2024 r.:

  • już w listopadzie 2024 r. informowano, że choć sejmowe komisje przyjęły projekt planu finansowego NFZ, Ministerstwo Finansów go nie podpisało,
  • do końca 2024 r. trwały rozmowy między ministrami zdrowia i finansów, lecz dokument nie został zatwierdzony,
  • minister finansów Andrzej Domański deklarował wielokrotnie, że podpis złoży dopiero po zapewnieniu dodatkowych środków na dofinansowanie Funduszu,
  • w styczniu 2025 r. wiceminister Neneman potwierdził w Senacie, że plan nadal nie został zatwierdzony, nie wskazując jednak powodów opóźnienia,
  • w lipcu 2025 r. wiceprezes NFZ Jakub Szulc wyjaśnił, że brak podpisu ministra finansów nie paraliżuje działalności Funduszu, choć w praktyce część operacji wymaga zgody obu ministrów.

„Obowiązujące przepisy nie pozostawiają wątpliwości – plan finansowy NFZ powinien być zatwierdzony w ustawowym terminie. Obecna sytuacja, w której dokument na rok 2025 pozostaje niepodpisany, a jednocześnie brak decyzji dotyczących 2026 roku, rodzi ryzyko destabilizacji całego systemu ochrony zdrowia” – podkreśla dr n. pr. Marek Woch, ekspert Centrum Legislacji Fundacji Lex Nostra.

W obliczu narastającej dziury w budżecie NFZ konieczne jest pilne podjęcie decyzji przez Ministra Finansów i Ministra Zdrowia. Brak zatwierdzenia planu finansowego nie tylko pogłębia chaos legislacyjny, lecz także osłabia zaufanie społeczne do państwowego systemu finansowania ochrony zdrowia.

Polscy licealiści zdobyli cztery medale na Międzynarodowej Olimpiadzie Ekonomicznej w Grecji

Aż cztery medale przywieźli reprezentanci Polski z Międzynarodowej Olimpiady Ekonomicznej w Grecji. W dorobku polskich licealistów znalazły się trzy srebrne krążki oraz jeden brązowy. Tym samym młodzi Polacy potwierdzili, że należą do ścisłej czołówki młodych ekonomistów na świecie. Udział w zawodach możliwy był dzięki długofalowej współpracy Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego z polskim fintechem XTB.

W dniach 22-23 sierpnia w greckiej Olimpii pięciu najlepszych laureatów XXXVIII Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej zmierzyło się z reprezentantami 28 krajów podczas Międzynarodowej Olimpiady Ekonomicznej. Uczniowie szkół średnich z całego świata rywalizowali w trzech etapach – dwóch testowych oraz ustnym. Polacy spisali się znakomicie, zdobywając łącznie cztery medale.

Sukces polskich licealistów

Srebrne medale wywalczyli: Szymon Jackowski (XIV Liceum Ogólnokształcące im. Stanisława Staszica w Warszawie), Jakub Zalewski (Uniwersyteckie Liceum Ogólnokształcące w Toruniu) oraz Antoni Pokora (2 Społeczne Liceum Ogólnokształcące z Oddziałami Międzynarodowymi im. Pawła Jasienicy STO w Warszawie). Brązowy medal zdobyła natomiast Zuzanna Augustyniak (VII Liceum Ogólnokształcące im. J. Słowackiego w Warszawie).

Zadowolenia z kolejnego sukcesu nie krył Szymon Jackowski, multimedalista olimpiad krajowych i międzynarodowych, który został przyjęty na jedną z najbardziej prestiżowych uczelni świata – UC Berkeley.

Te dwa dni rywalizacji były świetną okazją, by sprawdzić swoje umiejętności na tle najlepszych rówieśników z całego świata. Jak widać, po raz kolejny wypadło to bardzo dobrze i cieszę się, że mogłem zdobyć dla Polski kolejny medal na międzynarodowej olimpiadzie przedmiotowej – mówi Szymon Jackowski. – Jestem dopiero na początku swojej drogi naukowej. Teraz czekają mnie lata nauki w Stanach Zjednoczonych, które, mam nadzieję, zaowocują w przyszłości. Liczę też, że jeszcze wielokrotnie będę miał okazję dumnie reprezentować Polskę na międzynarodowych salonach – dodaje.

Polscy ekonomiści zachwycają świat

Świetny występ polskich uczniów w Grecji to kolejny dowód na wysoki poziom przygotowania naszej młodzieży. Reprezentacja Polski, nad którą zarówno pod względem organizacyjnym, jak i merytorycznym czuwa Polskie Towarzystwo Ekonomiczne, od lat udowadnia swoją klasę. Od 2019 roku Polacy przywieźli z Międzynarodowej Olimpiady Ekonomicznej łącznie aż 7 złotych medali, 16 srebrnych oraz 4 brązowe.

Jestem dumna z każdego naszego reprezentanta. Polscy licealiści po raz kolejny pokazali, że mają ogromny potencjał i bez kompleksów mogą rywalizować ze swoimi rówieśnikami z całego świata. Mam nadzieję, że to dopiero początek ich wielkich karier – podkreśla Sylwia Kozoń, prezeska Fundacji XTB. – Często słyszymy, że Polacy niewiele wiedzą o ekonomii czy finansach. Tymczasem mamy specjalistów i to wybitnych. Teraz kluczowe jest, by tę wiedzę upowszechniać – dodaje.

Partnerstwo Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego i XTB ma charakter długofalowy. Oprócz wspierania reprezentacji Polski oraz Olimpiady Wiedzy Ekonomicznej, obie instytucje prowadzą ogólnopolski cykl spotkań z nauczycielami przedmiotu “Biznes i Zarządzanie”. Ich celem jest wyposażenie pedagogów w nowoczesne metody nauczania wiedzy ekonomicznej i finansowej oraz dostarczanie gotowych schematów zajęć. Dzięki tym działaniom zwiększa się świadomość ekonomiczna młodzieży, a uczniowie są lepiej przygotowani zarówno do udziału w olimpiadach przedmiotowych na poziomie ogólnopolskim, jak i do międzynarodowych zmagań.

Czym jest Fundacja Edukacji Domowej?

Fundacja Edukacji Domowej jest krakowską organizacją pozarządową powstałą w 2017 r. z inicjatywy rodziców i szkół zaangażowanych w edukację domową. Zajmuje się obszarem spełniania obowiązku szkolnego lub nauki poza szkołą, czyli tzw. edukacją domową (art. 37 ustawy z dnia 14 grudnia 2016 r. – Prawo oświatowe). Fundacja Edukacji Domowej swoimi działaniami obejmuje całą Polskę. Jej misją jest wspieranie i rozwijanie edukacji domowej w Polsce, pragnąc zapewnić stabilne i sprzyjające warunki dla rodzin wybierających tę formę nauczania. Fundacja łączy rodziców, szkoły i decydentów w otwartym dialogu, promując indywidualną drogę rozwoju dla każdego dziecka.

W jakim celu działa Fundacja Edukacji Domowej?

Fundacja Edukacji Domowej zajmuje się propagowaniem wśród ogółu społeczeństwa edukacji domowej.

Jednym z celów działalności Fundacji Edukacji Domowej jest informowanie rodziców o prawnych aspektach nauczania domowego, przede wszystkim o procedurze uzyskiwania zgody na spełnianie przez dziecko obowiązku szkolnego lub nauki poza szkołą.

Organizacja udziela również wsparcia w zakresie znalezienia tzw. szkoły przyjaznej edukacji domowej (placówki doświadczonej w tej formie nauki, oferującej rodzinie dodatkowe wsparcie). Realizuje to m.in. prowadząc Katalog Szkół Przyjaznych Edukacji Domowej, zawierający szkoły podstawowe oraz szkoły średnie z całego kraju.

Fundacja wspiera i promuje działania edukacyjno-oświatowe, organizując konferencje oraz webinaria tematyczne, śledząc losy absolwentów edukacji domowej, prowadząc badania oraz projekty społeczne.

Organizacja prowadzi dialog z politykami i lobbuje zmiany dążące do uznania spełniania obowiązku szkolnego poza szkołą za pełnoprawną alternatywę do nauki w trybie klasowo-lekcyjnym, uwzględniając także równe finansowanie niezależne od formy edukacji czy wybranej placówki.

Współpracownicy Fundacji Edukacji Domowej – kim są?

Fundacja Edukacji Domowej utrzymuje bliskie kontakty z przedstawicielami szkół przyjaznych edukacji domowej, oferując im wsparcie, ale i korzystając z praktycznego doświadczenia osób zarządzających placówkami. Organizacja regularnie bierze udział w roli eksperta w Parlamentarnym Zespole ds. Edukacji Domowej, zwracając uwagę na aktualne problemy, z którymi mierzy się środowisko edukujących domowo. Lobbing polityczny Fundacji obejmuje również spotkania z przedstawicielami Ministerstwa Edukacji Narodowej, z posłami wszystkich większych partii politycznych oraz reprezentantami władz samorządu terytorialnego. Przy realizowanych projektach Fundacja współpracuje z innymi organizacjami pozarządowymi oraz uczelniami wyższymi, np. Uniwersytetem Jagiellońskim.

Jakie działania podejmuje Fundacja Edukacji Domowej?

Fundacja Edukacji Domowej aktywnie działa na rzecz polskiego środowiska edukacji domowej.

Przygotowuje merytoryczne raporty, np. „Nowa jakość czy patologia? Edukacja domowa w Polsce” (2023) oraz „Dlaczego Polacy coraz częściej wybierają edukację domową?” (2024).

Fundacja zapoczątkowała również obchody Dnia Edukacji Domowej, w ramach którego od kilku lat organizuje bezpłatną konferencję skierowaną do rodziców, nauczycieli, dyrektorów i wszystkich innych zainteresowanych edukacją domową. Przykładowo w 2025 roku odbyła się konferencja zatytułowana: „Edukacja domowa – Świadomy wybór czy moda?”.

Organizacja angażuje się także w działalność polityczną, śledząc zmiany prawne dotykające edukacji domowej. Aktywnie okazywała sprzeciw wobec projektu rozporządzenia w sprawie sposobu podziału łącznej kwoty potrzeb oświatowych między jednostki samorządu terytorialnego na 2026, które drastycznie obniża finansowanie edukacji domowej. W ramach szerszych działań Fundacja Edukacji Domowej zorganizowała akcję negatywnego opiniowania projektu przez środowisko edukujących domowo oraz przeprowadziła wśród szkół badanie „Ile naprawdę kosztuje edukacja domowa?”

Pełen opis działalności Fundacji Edukacji Domowej znajduje się na stronie internetowej organizacji, pod adresem: https://domowa.edu.pl/

Mieszane dane z Polski i mocne odczyty z USA – rynki patrzą na Jackson Hole

Czwartek minął pod dyktando słabszych danych z Polski i lepszych zza oceanu. Również w USA rozpoczyna się ważna konferencja członków banków centralnych. Rynki liczą na wskazówki w sprawie dalszych decyzji monetarnych w tym kraju.

Dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy pokaźny pakiet danych znad Wisły. Zaczęło się produkcją przemysłową, która rośnie o 2,9% w ujęciu rocznym. To bardzo miła niespodzianka, gdyż oczekiwano wzrostu o 1,6%. Jest to też duża poprawa względem czerwcowego odczytu, który pokazywał spadek roczny o 0,4%. Żeby nie było za dobrze – słabiej niż przypuszczano wypadła produkcja budowlano-montażowa. Poznaliśmy też dane z rynku pracy. Tutaj również nie wieje optymizmem. Zatrudnienie w skali rocznej spada o 0,9%, co jest szybszym spadkiem, niż prognozowane 0,8%. Wolniej od oczekiwań rosną także wynagrodzenia. Analitycy spodziewali się wzrostu o 8,6%, a przedstawiono o 7,6%. Oznacza to, że nowe średnie wynagrodzenie w gospodarce wynosi 8905,63 zł. Gdyby wzrosło ono zgodnie z oczekiwaniami, byłoby to niemal 9 000 zł.

Pakiet danych z USA

Po wczorajszych porannych danych z Europy, które okazały się dobre, przyszedł czas na indeksy koniunktury z USA. Wypadły one podobnie jak europejskie – wyraźnie lepiej od oczekiwań. Wskaźnik dla przemysłu wyniósł imponujące 53,3 pkt, wobec prognozowanych 49,5 pkt. To najlepszy wynik od lat, od czasu odbicia po pandemii. Lepiej także przedstawiono indeks dla usług. Dla pewnej równowagi – słabiej wypadły wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. Różnica między oczekiwanymi 226 tysiącami wniosków a otrzymanymi 235 tysiącami wyniosła 9 tysięcy. To oczywiście zła wiadomość, ale w tych danych 9 tysięcy nie jest kluczową różnicą. Nie jest też na tyle złą, by przykryć dobre odczyty z indeksów koniunktury. W rezultacie wczoraj dolar zyskał pół centa względem euro, a względem złotego wzrósł o 2 grosze.

Sympozjum w Jackson Hole

Wspomniane Sympozjum to coroczne wydarzenie przedstawicieli banków centralnych w amerykańskiej miejscowości. Bardzo często podczas tych spotkań mają miejsca ważne wystąpienia. Biorąc pod uwagę jak dużo się obecnie dzieje w polityce monetarnej, szanse na to są bardzo duże. Rynek czeka na wyjaśnienie sytuacji, czy bardziej oczekiwać dwóch, czy trzech obniżek stóp procentowych. Jeśli wypowiedzi będą sugerować dwa cięcia, dolar prawdopodobnie się umocni. Natomiast jeśli pojawi się więcej sygnałów o trzech obniżkach, amerykańska waluta może się osłabić. W tym miejscu warto zauważyć, że stopy w USA są obecnie wyższe o ponad 2 punkty procentowe niż w strefie euro. Powoduje to, że mamy jeszcze 8 obniżek, by wejść na zbliżone poziomy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna.

Autor: Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

ORLEN odkrył w Norwegii złoże o zasobach szacowanych na 134 mln baryłek ropy

0

ORLEN Upstream Norway, wraz z partnerami, odkrył złoże, którego zasoby wydobywalne szacowane są nawet na około 134 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej. To największe odkrycie na Norweskim Szelfie Kontynentalnym w tym roku. Zagospodarowanie złoża i wydobywane z niego węglowodory będą wspierać realizację celów strategii ORLEN 2035.

Najnowsze odkrycie ORLEN w Norwegii zostało dokonane w ramach projektu Omega Alfa, na obszarze Yggdrasil na Morzu Północnym. Grupa zrealizowała go wspólnie z Aker BP, jako operatorem, oraz pozostałymi partnerami – Equinor i Petoro. Zastosowane w trakcie wiercenia innowacyjne metody poszukiwań umożliwiły szybkie a jednocześnie bardzo dokładne przebadanie dużego obszaru.

Partnerzy wykonali najpierw odwiert pionowy do głębokości 2250 metrów, z którego następnie odwiercono kilka odwiertów horyzontalnych w różnych kierunkach. Trzy z nich przekroczyły 10 km, ustanawiając rekord długości odwiertów horyzontalnych na Norweskim Szelfie Kontynentalnym.

– Projekt Omega Alfa wyznacza nowe standardy działalności poszukiwawczej. Dzięki odwierceniu wyjątkowo długich, precyzyjnie poprowadzonych odwiertów, zebraliśmy szczegółowe dane, które ułatwią i przyspieszą potencjalne wydobycie. Zasoby Omega Alfa będą włączone do produkcji wspólnie z innymi złożami ropy i gazu na obszarze Yggdrasil, w których ORLEN jest udziałowcem, i które obecnie są w trakcie zagospodarowania. Przełoży się to na większą efektywność wydobycia, zarówno w wymiarze finansowym jak i operacyjnym – powiedział Wiesław Prugar, Członek Zarządu ORLEN SA ds. Wydobycia. – Ropa naftowa to nie tylko źródło energii, lecz także surowiec wykorzystywany przez wiele branż. W efekcie przetworzenia ropy naftowej powstają m.in. części samochodów, drogi, a także elektronika – dodał.

W sumie, w ciągu trzech miesięcy, partnerzy wykonali odwierty o łącznej długości 45 km. Pozwoliło to udokumentować znaczące zasoby węglowodorów, przede wszystkim ropy naftowej, w ilości szacowanej 96-134 milionów baryłek ekwiwalentu ropy.

Przy wykonywaniu odwiertów horyzontalnych partnerzy zastosowali technologię geo-steeringu, która umożliwia bardzo precyzyjne, bieżące modyfikowanie trajektorii wiercenia na podstawie danych przekazywanych z czujników zainstalowanych tuż za świdrem wiertniczym. Pozwala to tak prowadzić wiercenie, aby odwiert cały czas znajdował się w warstwie roponośnej. O skuteczności tej metody świadczy fakt, że w trakcie wiercenia Omega Alfa partnerzy uzyskali kontakt ze złożem na łącznym odcinku 40 kilometrów.

Zasoby odkryte w ramach projektu Omega Alfa znajdują się na koncesjach PL873, PL873B i PL1249. W dwóch pierwszych ORLEN Upstream Norway posiada 12,3 proc. udziałów, w ostatniej 9,84 proc. Pozostałymi partnerami są Aker BP i Equinor a w przypadku PL1249 również Petoro. Biorąc pod uwagę udziały ORLEN w koncesjach, najnowsze odkrycie zapewni Grupie dodatkowe 10.5-15 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej.

Omega Alfa to drugie odkrycie dokonane w tym roku w Norwegii przez Grupę ORLEN. Poprzednim było złoże E-prospect, o szacowanych zasobach wydobywalnych 3-7 mln baryłek ekwiwalentu ropy. Złoże znajduje się w pobliżu hubu produkcyjnego Skarv, w którym ORLEN Upstream Norway również ma udziały.

Google zapłaci 30 mln dolarów za naruszenie prywatności dzieci na YouTube

Google zgodziło się zapłacić 30 milionów dolarów w ramach ugody w pozwie zbiorowym dotyczącym naruszenia prywatności dzieci korzystających z platformy YouTube – poinformował Reuters*. Sprawa dotyczyła nielegalnego gromadzenia danych osobowych małoletnich użytkowników bez zgody rodziców oraz wykorzystywania tych informacji do emisji spersonalizowanych reklam.

W opinii Wojciech Głażewskiego, dyrektora firmy Check Point Software Technologies w Polsce, to porozumienie jest przypomnieniem, że duże platformy muszą traktować dane dzieci z najwyższą ostrożnością. ‘’Ochrona prywatności nie jest opcją – to obowiązek nas wszystkich. Obserwujemy przełomowy moment w zakresie cyfrowej odpowiedzialności: egzekwowanie prawa nie polega tylko na karach, ale na pokazaniu, że zgoda i przejrzystość są fundamentem zaufania. Dla wszystkich firm technologicznych przesłanie jest jasne: albo teraz postawicie na etyczne i transparentne praktyki dotyczące danych – albo jutro stracicie wiarygodność.”

Ugoda została złożona w federalnym sądzie w San Jose (Kalifornia), gdzie oczekuje jeszcze na zatwierdzenie przez sędzię magistracką Susan van Keulen. Mimo zawarcia porozumienia, Google nie przyznało się do winy.

Nie jest to pierwsza sprawa dotycząca tej kwestii. Już w 2019 roku spółka Alphabet (właściciel Google) zapłaciła 170 milionów dolarów kary w ramach porozumienia z Federalną Komisją Handlu (FTC) oraz prokurator generalną Nowego Jorku, Letitią James. Wówczas również chodziło o zbieranie danych dzieci z naruszeniem przepisów COPPA (Children’s Online Privacy Protection Act). Tamta ugoda została jednak uznana przez wielu ekspertów za zbyt łagodną.

W nowym pozwie, rodzice lub opiekunowie 34 dzieci oskarżyli Google o kontynuowanie nielegalnych praktyk nawet po zawarciu ugody z 2019 roku. Twierdzili, że platforma YouTube umożliwiała twórcom treści przyciąganie dzieci przy pomocy bajek, kołysanek czy programów animowanych, a następnie gromadziła ich dane osobowe bez zgody opiekunów.

Pozew dotyczy dzieci poniżej 13. roku życia, które oglądały YouTube w okresie od 1 lipca 2013 r. do 1 kwietnia 2020 r.. Na początku 2024 roku sędzia Susan van Keulen oddaliła zarzuty wobec partnerów treściowych YouTube, takich jak Hasbro, Mattel, Cartoon Network czy DreamWorks Animation, uznając, że brakuje dowodów na ich udział w gromadzeniu danych. Tym samym odpowiedzialność w pełni spadła na Google.

Według prawników reprezentujących powodów, liczba potencjalnych członków pozwu zbiorowego może sięgnąć 35–45 milionów dzieci. Przy założeniu, że tylko 1–2% uprawnionych zgłosi roszczenia (co jest typowe dla podobnych przypadków), wypłaty mogą wynieść od 30 do 60 dolarów na osobę – przed odliczeniem kosztów prawnych.

Ugoda Google może mieć dalekosiężne skutki dla całej branży technologicznej. Po raz kolejny podniesiono kwestię przejrzystości algorytmów, zgody rodzicielskiej, a także odpowiedzialności gigantów cyfrowych za treści dostępne dla dzieci.

W dobie coraz większej obecności dzieci w internecie i rosnącej wartości danych użytkowników, sprawa Google może wyznaczyć nowe standardy ochrony prywatności najmłodszych. Platformy takie jak YouTube muszą udowodnić, że są w stanie łączyć rozwój z odpowiedzialnością społeczną – nie tylko dla dobra użytkowników, ale i swojej reputacji.

*https://www.reuters.com/sustainability/boards-policy-regulation/google-settles-youtube-childrens-privacy-lawsuit-2025-08-19/

Polskie meblarstwo w kryzysie surowcowym – apel branży o zmianę polityki wobec drewna

O zagrożeniu brakiem dostępności surowców dla branży drzewnej, a także o nadchodzącym X Ogólnopolskim Kongresie Meblarskim, rozmawiamy z Janem Szynaką, Prezesem Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Jak wygląda obecnie rynek surowców dla przemysłu meblarskiego?

Polska wciąż jest liderem w eksporcie mebli w Unii Europejskiej, ale coraz bardziej odczuwa ograniczenia w dostępności do rodzimych zasobów drewna i wzrost jego ceny. To w połączeniu z wysokimi kosztami pracy i energii sprawia, że polska branża meblarska zaczyna tracić konkurencyjność – i to nie tylko na rynkach międzynarodowych, ale również na naszym rodzimym polskim rynku, gdzie musimy toczyć nierówną walkę z azjatyckimi dostawcami. Problemem pogłębia dodatkowo eksport polskiego drewna – surowiec wyjeżdża za granicę, zamiast zasilać lokalny przemysł meblarski, co nas osłabia gospodarczo

Z jednej strony mamy ogromny potencjał – Polska jest jednym z największych producentów mebli w Europie, a drewno z polskich lasów od lat zasila cały sektor rodzimej gospodarki. Z drugiej jednak – coraz trudniej o dostęp do tego drewna. Obecne działania instytucji publicznych, zwłaszcza ograniczenia w pozyskaniu drewna z Lasów Państwowych, coraz mocniej uderzają w fundamenty branży. Brakuje transparentności, stabilności i długoterminowego myślenia. Rynek jest rozchwiany, a producenci mebli ponoszą coraz większe ryzyko operacyjne.

Jakie działania rządu i polityków mogłyby pomóc złagodzić negatywne skutki wzrastających kosztów surowców dla producentów mebli?

Na pewno sytuację w przemyśle drzewnym, w tym meblarskim, pomogłaby ustabilizować odpowiednia polityka prowadzona przez Lasy Państwowe.  Ograniczanie pozyskania drewna powinno być wprowadzane stopniowo, przy uwzględnianiu opinii naukowców i analiz gospodarczych. Natomiast system jego sprzedaży powinien preferować firmy produkujące w Polsce, tworzące miejsca pracy i wpływy podatkowe.

Przede wszystkim potrzebna jest zmiana w podejściu decydentów. Musimy wreszcie traktować drewno jako zasób strategiczny dla polskiej gospodarki, a nie jako łatwy materiał do zagospodarowania w najprostszy sposób. Konieczne jest wprowadzenie priorytetu dla przetwórstwa drzewnego i branży meblarskiej w polityce surowcowej państwa. Mamy ogromny potencjał – zatrudniamy setki tysięcy ludzi, jesteśmy potęgą eksportową. Ale to nie będzie trwało wiecznie, jeśli dalej będziemy ignorowani.

Oczekuję uważnego słuchania i działania. Nie potrzebujemy pustych deklaracji, tylko konkretnych decyzji: systemowych, prawnych, organizacyjnych. Wzywamy do wprowadzenia zmian w regulacjach dotyczących sprzedaży drewna, do zwiększenia jego dostępności dla polskich przetwórców, a także do zrównoważonego podejścia do ochrony przyrody – takiego, które nie będzie paraliżować całej gałęzi przemysłu. Mamy do czynienia z niezrozumieniem, że ochrona środowiska i przemysł nie muszą się wykluczać. Można je pogodzić.

Czy te problemy będą szeroko dyskutowane podczas nadchodzącego X Ogólnopolskiego Kongresu Meblarskiego?

Zdecydowanie tak. Jubileuszowy Kongres to doskonała okazja, by jasno i mocno wybrzmiały postulaty branży. Zgromadzimy przedstawicieli firm, organizacji branżowych i ekspertów. Będziemy mówić jednym głosem – o potrzebie reformy systemu dystrybucji surowca, o konieczności realnego wsparcia dla producentów mebli, o inwestycjach w innowacje i ekspansję zagraniczną. Potrzebujemy współpracy, nie tylko wewnątrz branży, ale i ze strony państwa.

Co powiedziałby Pan przedsiębiorcom z branży meblarskiej, którzy obawiają się o swoją przyszłość w związku z coraz większymi zagrożeniami w otoczeniu rynkowym?

Powiedziałbym: nie poddawajcie się. Mimo trudności, jesteśmy wciąż silną i liczącą się branżą. Ale musimy działać razem – aktywnie, głośno, merytorycznie. Kongres jest miejscem, gdzie tworzy się wspólna strategia. Zachęcam wszystkich – dużych, średnich i małych producentów – do udziału. To nie jest czas na bierne obserwowanie. To jest czas na działanie.

PKO Leasing rośnie szybciej niż rynek – 7,82 mld zł finansowania w I półroczu 2025

  • W I poł. 2025 roku Grupa PKO Leasing sfinansowała przedmioty o wartości 7,82 mld zł i osiągnęła dynamikę wzrostu na poziomie 9,7 proc. r/r, prześcigając rynek o 4,1 p.p.
  • Ponad 50 proc. wolumenu sprzedaży zrealizowanej w I półr. 2025 roku w Grupie PKO Leasing stanowi segment pojazdów o masie do 3,5 tony.
  • W przypadku dwóch z trzech głównych grup aktywów (pojazdy lekkie, pojazdy ciężarowe, maszyny i urządzenia), spółka osiągnęła wyższą dynamikę w porównaniu z branżą.
  • Zgodnie z ogłoszoną wiosną strategią „Leasing numer 1 i kropka” celem Grupy PKO Leasing jest wzrost udziału w rynku do 16 proc. w 2027 roku.
  • Spółka zamierza to osiągnąć dzięki realizacji strategicznych projektów, m.in. rozwojowi platformy Automarket.pl, nawiązywaniu partnerstw w modelu captive i zacieśnianiu współpracy w ramach Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego.

Grupa PKO Leasing zamknęła I poł. 2025 roku ponadrynkowym wzrostem. Firma udzieliła 7,82 mld zł finansowania i o 9,7 proc. poprawiła wynik z półmetka zeszłego roku. Dzięki temu wypracowała 13,8 proc. udziału w rynku i utrzymała swoją silną pozycję w polskiej branży leasingowej. Z danych Związku Polskiego Leasingu (ZPL) wynika, że rynek sfinansował w I poł. 2025 roku przedmioty o wartości 56,7 mld zł przy 5,6 proc. dynamice wzrostu r/r.

Nasze wyniki to nie tylko liczby – to przede wszystkim efekt rosnącego zaufania klientów i realne wsparcie dla rozwoju przedsiębiorstw. Dynamiczny rozwój naszej działalności sprawia, że coraz większa część inwestycji w Polsce jest realizowana z udziałem Grupy PKO Leasing – a to bezpośrednio przekłada się na transformację sektora MŚP i szybszy rozwój gospodarki – podkreśla Tomasz Bogus, Prezes Zarządu PKO Leasing.

W pierwszym półroczu tym różniliśmy się od rynku, że rozwijaliśmy się dynamicznie w obu kwartałach. Tymczasem branża na początku roku rozpędzała się powoli i przyspieszyła dopiero w II kw. U źródeł naszej stabilności leży z jednej strony skala działania, a z drugiej przemyślany i zebrany w strategii „Leasing numer 1 i kropka” plan na lata 2025-2027. Z dużą wiarą w powodzenie podchodzimy do realizacji naszego celu, czyli 16 proc. udziału w rynku w ciągu 2 lat. Mamy powody do zadowolenia, bo rośniemy we wszystkich kluczowych segmentach i w najbliższej przyszłości powinniśmy ten trend utrzymać – dodaje Tomasz Bogus, Prezes Zarządu PKO Leasing.

Wzrosty we wszystkich kluczowych segmentach

Dominującą pozycję w strukturze wartości aktywów sfinansowanych w I półr. 2025 przez GK PKO Leasing stanowią pojazdy (70,9 proc., z czego – 50,1 proc. to pojazdy lekkie, zaś 20,1 proc. transport ciężki, 0,7 proc. inne pojazdy), a także segment maszyn i urządzeń (23,1 proc.) Struktura ta pozostaje zbliżona do trendów obserwowanych na całym rynku leasingowym.

Finansowanie pojazdów lekkich (osobowych i dostawczych) zwiększyło się o 8,1 proc. r/r (rynek 8,7 proc.). Z kolei w wymagającej kategorii transportu ciężkiego firma urosła o 3,8 proc. r/r – to dynamika wyraźnie powyżej rynku, który spadł w omawianym okresie o 0,5 proc. r/r. Segment maszyn i urządzeń wzrósł o 3,5 proc. r/r, wyprzedzając dynamikę rynkową o 2,2 p.p.

–  W drugą połowę roku weszliśmy nie tylko z dobrymi wynikami w głównych kategoriach, ale i konkretną realizacją ambitnych planów z pierwszego półrocza. Część dużych projektów już ogłosiliśmy, wkrótce przedstawimy kolejne. W lipcu informowaliśmy o wielomilionowych kontraktach na finansowanie autobusów dla Łodzi i Krakowa, a także o partnerstwie z ChargeEuropa, które wzmacnia nasz potencjał w obszarze finansowania infrastruktury dla elektromobilności. To kierunek rozwoju, który wprost wynika z zapisów naszej strategii. Podobnie jest z nowymi współpracami w formule captive, które będziemy ogłaszać w kolejnych miesiącach – dodaje Tomasz Bogus, Prezes Zarządu PKO Leasing.

Spółka rozwija także kompleksowe rozwiązania finansowe wspierające elektromobilność oraz inwestycje w odnawialne źródła energii. Udział nisko- i zeroemisyjnego transportu w Polsce systematycznie rośnie, a regulacje i dopłaty dodatkowo wzmacniają ten trend.

Celem lidera na rynku leasingu w Polsce jest jeszcze wyraźniejsze zaznaczenie obecności w tym segmencie poprzez ofertę obejmującą zarówno pojazdy i infrastrukturę ładowania – ogólnodostępną i prywatną – jak i finansowanie projektów OZE, takich jak instalacje fotowoltaiczne, pompy ciepła czy magazyny energii.

Większość projektów strategicznych w fazie realizacji

Grupa PKO Leasing koncentruje się na wdrażaniu projektów ogłoszonych wiosną wraz z prezentacją nowej strategii. Do tej pory rozpoczęto pracę nad 15 z 21 strategicznych inicjatyw zaplanowanych na lata 2025-2027. Do kluczowych należą te związane z rynkiem motoryzacyjnym, a więc największą częścią portfela Grupy PKO Leasing.

Wśród nich znajduje się m.in. wzmacnianie kompetencji Grupy w zakresie wynajmu długoterminowego i położenie na ten obszar większego nacisku – według szacunków potencjał nowego wolumenu na rynku w tym modelu finansowania szacuje się na 20–25 mld zł do 2030 roku. Planowane współprace captive’owe mają być również oparte na finansowaniu pojazdów w formule najmu, która dobrze odpowiada na trend przechodzenia klientów od posiadania do użytkowania.

Równolegle Grupa PKO Leasing pracuje nad rozwojem ekosystemu mobilności – rozwiązania, które w jednym miejscu ma zaspokajać wszystkie potrzeby klientów: od zakupu i finansowania, przez obsługę, po odsprzedaż pojazdu. Ważnym elementem tego podejścia pozostaje rozwój platformy Automarket.pl.

Istotnym kierunkiem strategicznym Grupy jest także transformacja technologiczna i rozwój usług embedded finance. Celem jest pełna digitalizacja procesów, zarówno w kontakcie z klientami, jak i wewnątrz organizacji, co pozwoli PKO Leasing szybciej reagować na zmiany rynkowe, w tym wprowadzać nowe marki oraz rozwiązania w formule captive. Celem działań lidera na rynku leasingu w Polsce jest również oferowanie usług leasingu i najmu bezpośrednio na cyfrowych platformach sprzedażowych partnerów spoza sektora finansowego, dzięki czemu finansowanie staje się naturalnym elementem procesu zakupowego.

Chcemy, aby technologia wspierała realizację naszej strategii – to dzięki niej będziemy mogli skalować biznes, szybciej odpowiadać na potrzeby rynku i oferować klientom obsługę na najwyższym poziomie. Wszystkie nasze produkty planujemy udostępnić w jednym, spójnym systemie, który wspiera zarówno naszą sieć, jak i partnerów zewnętrznych. Centralny CRM i elastyczna architektura IT pozwolą nam w krótkim czasie wdrażać nowe rozwiązania i zapewniać klientom intuicyjne, wygodne doświadczenia. To właśnie cyfryzacja procesów sprzedaży i obsługi sprawia, że dostarczamy realną wartość w codziennym korzystaniu z naszych usług – mówi Ryszard Słowiński, Wiceprezes Zarządu PKO Leasing.

Realizacja strategii PKO Leasing opiera się na potencjale całej Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego. Ścisła integracja z bankiem umożliwia dostęp do milionów klientów oraz bankowych kanałów sprzedaży, co stanowi motor napędowy dalszego rozwoju i umacniania pozycji lidera rynku leasingowego w Polsce.

Deweloperzy wracają do ofensywy – lipiec przyniósł silny wzrost aktywności inwestycyjnej

Najnowsza informacja GUS, publikująca wstępne dane budownictwa mieszkaniowego w lipcu oraz siedmiu miesiącach bieżącego roku, zakomunikowała wyraźne odbicie wszystkich parametrów aktywności inwestycyjnej inwestorów. Średnioterminowa tendencja spadkowa głównych statystyk budownictwa mieszkaniowego tym samym uległa wyraźnemu osłabieniu z perspektywą koniunkturalnego przesilenia już w bezpośredniej perspektywie.

Mocno utrwalony spadkowy trend GUS-owskich statystyk budownictwa mieszkaniowego w lipcu uległ wyraźnemu odwróceniu, co w istotnym stopniu oddaliło narastające widmo ryzyka załamania koniunktury inwestycyjnej pierwotnego segmentu rodzimej mieszkaniówki. Co ciekawe, do znacznej poprawy danych przyczynili się zarówno inwestorzy indywidualni, jak i deweloperzy, choć ci ostatni w wyraźnie większym stopniu. Najsilniejsze odreagowanie tendencji malejącej stało się udziałem nowych deweloperskich pozwoleń na budowę, jednak równie optymistycznie zaprezentowały się dane najbardziej istotne z punktu widzenia stanu bieżącej koniunktury, czyli dotyczące mieszkań, których budowę rozpoczęto. Wygląda na to, że obawy budowniczych mieszkań o perspektywy rozwoju koniunktury sprzedażowej nowych mieszkań ustąpiły mobilizacji inwestycyjnej przed oczekiwanym jesiennym wzrostem aktywności popytowej rynku pierwotnego.Wyk.1 - Statystyki GUS budownictwa mieszkaniowego

W ubiegłym miesiącu inwestorzy ruszyli ogółem z budową blisko 20 tys. mieszkań, co jest rezultatem o prawie jedną czwartą lepszym od uzyskanego w poprzedzającym czerwcu i tylko minimalnie gorszym licząc rok do roku. Mocne wybicie statystyk nowych budów pokazali deweloperzy z wynikiem blisko 12 tys. rozpoczętych lokali, co stanowi wzrost o 35 proc. w relacji miesiąc do miesiąca i wyrównanie wyniku z lipca ub. roku.

Tymczasem w siedmiu miesiącach bieżącego roku w Polsce ruszyła budowa ponad 130 tys. mieszkań i domów, co wciąż oznacza prawie 8-procentowy regres w odniesieniu do analogicznego okresu ub. roku. Z kolei deweloperzy uzyskali wynik rzędu 80 tys. lokali, czyli o 13 proc. słabszy w relacji rok do roku. Take rezultaty wciąż mogą świadczyć o  nienajlepszym stanie koniunktury inwestycyjnej pierwotnego rynku mieszkaniowego, jednak za sprawą lipcowych wyników z nadzieją na przełamanie impasu już w bezpośredniej perspektywie.

Jeszcze lepiej prezentują się GUS-owskie dane za lipiec br. dotyczące nowych pozwoleń na budowę lub zgłoszeń z projektem budowlanym. W sumie w ramach wszystkich form budownictwa pozyskano z górą 26 tys. decyzji administracyjnych, co oznacza niemal 40 proc. wzrost względem tegorocznego czerwca, i minimalny regres rzędu 2 proc. w relacji rok do roku. Natomiast od początku roku inwestorzy pozyskali 147,6 tys. pozwoleń, co daje wynik gorszy w relacji do analogicznego okresu ub. roku o 14 proc.

Inwestorzy indywidualni uzyskali w tegorocznych siedmiu miesiącach wynik na poziomie 50 tys. pozwoleń, o 7 proc. lepszy w relacji rdr. Z kolei rezultat deweloperskich pozwoleń w tym okresie na poziomie niespełna 93 tys. jest wciąż o blisko jedną czwartą gorszy. Jednak bardzo wyraźne wybicie przedmiotowych statystyk w lipcu daje nadzieję na wyraźną redukcję regresu w najbliższych miesiącach.

Stan rynku inwestycji mieszkaniowych w Polsce uległ pewnej poprawie także za sprawą lipcowych wolumenów lokali oddawanych do użytkowania. W minionym miesiącu było takich mieszkań w sumie 18 tys., czyli 17 proc. więcej niż miesiąc wcześniej i 4 proc. mniej w relacji rok do roku. Z kolei wynik od początku roku rzędu 110 tys. lokali oddanych jest o 4 proc. gorszy od uzyskanego w analogicznym okresie ub. roku.

Najnowsza informacja GUS o stanie budownictwa mieszkaniowego w Polsce tym razem zaprezentowała zdecydowanie optymistyczną wymowę. Szczególną uwagę zwracają statystyki mieszkań rozpoczętych, które w lipcu wyraźnie odreagowując trend spadkowy, zastopowały niebezpieczny ruch w kierunku swojego wieloletniego dna notowań.

Jednocześnie jeszcze lepiej zaprezentowały się statystyki deweloperskich pozwoleń na budowę, które po okresie testowania dna wieloletnich minimów notowań w lipcu zdecydowanie się od niego odbiły. Można to uznać je za wiarygodny sygnał dość nagłego wzrostu optymizmu inwestycyjnego deweloperów. Zastopowany w lipcu regres zarówno w rozpoczęciach, pozwoleniach, jak i lokalach oddanych do użytkowania wskazuje na zdecydowaną zmianę nastawienia przedsiębiorców mieszkaniowych w dotąd dość mocno niepewnym dla nich środowisku gospodarczym.

Zmiana ta jest zapewne rezultatem pojawiających się pierwszych symptomów ożywienia popytu mieszkaniowego rynku pierwotnego po dwóch obniżkach stóp procentowych i oczekiwanej trzeciej być może już w przyszłym miesiącu. Po spadku wolumenu sprzedaży mieszkań deweloperskich w czerwcu lipiec przyniósł wyraźne odreagowanie w większości głównych metropolii kraju. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Łodzi, Poznaniu i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii deweloperzy znaleźli w lipcu chętnych na łącznie nieco ponad 4,1 tys. mieszkań, czyli o 8 proc. więcej niż w czerwcu. Jest to niewątpliwy efekt poprawy dostępności kredytów mieszkaniowych w ostatnich tygodniach.

Co więcej, lipiec był pierwszym w tym roku miesiącem, w którym w żadnej z największych metropolii nie wzrosła średnia cena metra kwadratowego mieszkań oferowanych przez deweloperów, a w Warszawie, Trójmieście i Łodzi nawet minimalnie spadła. Przy historyczne rekordowej ofercie rynku pierwotnego stwarza to optymalne warunki dla poszukujących lokum do nabycia, zwłaszcza w kwestii negocjacji stawek. Taka sytuacja nie będzie trwała w nieskończoność, zwłaszcza w perspektywie oczekiwanego jesiennego przyspieszenie koniunktury sprzedażowej. Dlatego też kolejne dane GUS budownictwa mieszkaniowego mogą utrzymać zapoczątkowany w lipcu swój optymistyczny wydźwięk.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Wyceny AI są „szalone” – rynek wchodzi w fazę weryfikacji

  • AI 2.0 = od „build it” do „prove it”: inwestycje w sztuczną inteligencję ponoszone przez wielkie firmy technologiczne sięgają już setek miliardów dolarów, lecz monetyzacja pozostaje na umiarkowanym poziomie. Cykl inwestycyjny przesuwa się z wydatków na rozwój AI na osiąganie realnych efektów w zakresie produktywności i przychodów.
  • Słabym punktem jest infrastruktura: układy pamięci, opakowania, możliwości sieci energetycznych i przestrzeń w centrach danych stają się coraz bardziej ograniczone. Dla inwestorów, przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, firmy zajmujące się infrastrukturą energetyczną oraz fundusze inwestycyjne typu REIT związane z centrami danych mogą oferować bardziej stabilne zyski niż inwestowanie w niepewne projekty oprogramowania.
  • Chiny oferują korzyści w zakresie efektywności i wyceny: dzięki temu, że DeepSeek wskazuje na innowacje o niższych kosztach, a giganty takie jak Alibaba, Tencent, Baidu i Meituan są notowane z dyskontem w porównaniu do amerykańskich odpowiedników, chińska technologia może przyciągnąć kapitał, o ile ryzyka polityczne i geopolityczne pozostaną pod kontrolą.

Dlaczego cykl zainteresowania napotkał przeszkodę?

Jak wskazuje Charu Chanana, Główna Strateg Inwestycyjna w Saxo, po dużych wzrostach od kwietnia, akcje technologiczne ostatnio spadły, co przypomniało inwestorom, że rynek mógł się zbytnio pospieszyć w obliczu boomu na AI. Powodem jest raport MIT, który stwierdza, że 95% wydatków firm na generatywną AI nie przynosi znaczących korzyści. To nienajlepsza wiadomość dla sektora, który był wyceniany bardzo optymistycznie.

Dodatkowo, Sam Altman zwrócił uwagę, że wyceny są wręcz „szalone” z powodu przesadnego entuzjazmu inwestorów. To budzi obawy, że niektóre części rynku rozwijają się szybciej niż technologia jest w stanie zapewnić rzeczywiste korzyści.

Gwałtowny spadek cen akcji podkreśla kruchość narracji o AI: mimo że wydatki na chipy, modele i infrastrukturę znacząco wzrosły, dowody na szeroko zakrojoną monetyzację są małe. Inwestorzy zaczynają odróżniać „hype” od rzeczywistych zysków, co powoduje, że sektor przechodzi w fazę, która bardziej przypomina etap „prove it”, niż gwałtowne pęknięcie bańki.

Bloomberg

Źródło: Bloomberg

Jaki jest dalszy kierunek rozwoju AI?

  1. Od wydatków kapitałowych do monetyzacji

Faza wydatków na procesory GPU i pilotażowe projekty dobiegła końca. Kolejna faza cyklu AI będzie oparta na dowodach, a nie obietnicach. Giganci technologiczni zainwestowali ogromne środki w AI, jednak monetyzacja nie nadąża za tymi wydatkami.

  • W 2025 roku wielkie firmy technologiczne zainwestowały już około 155 miliardów dolarów w AI, a prognozy wskazują, że wydatki mogą przekroczyć 400 miliardów dolarów, gdy firmy będą rozwijać centra danych i inwestować w układy AI.
  • Sam Microsoft planuje wydać około 80 miliardów dolarów na infrastrukturę AI w tym roku, a Amazon, Alphabet i Meta mają wydatki kapitałowe w zakresie 60–100 miliardów dolarów każdy.

Jednak zwroty są znacznie mniejsze:

  • Microsoft twierdzi, że zaoszczędził ponad 500 milionów dolarów dzięki centrom obsługi klienta i narzędziom rozwojowym opartym na AI.
  • Meta wiąże swoje produkty reklamowe oparte na AI ze znacznymi wzrostami przychodów, ale dla szerszego rynku zwrot z inwestycji jest nieuchwytny. Wkrótce na posiedzeniach zarządu może nastąpić zmiana z podejścia „build fast” na „prove or pause”.
  • Firmy zaczynają oczekiwać od projektów AI nie tylko obietnic, ale konkretnych korzyści, takich jak zwiększenie efektywności czy nowych źródeł przychodów. Te spółki, które będą w stanie wykazać rzeczywiste zainteresowanie klientów, możliwość ustalania cen czy oszczędności w kosztach operacyjnych dzięki AI, wyróżnią się wśród tych, które nadal opierają się na samych obietnicach.

Bez wymiernego zwrotu z inwestycji, zarządy mogą zacząć ograniczać budżety.

  1. Od modeli do infrastruktury

Choć rywalizacja między modelami AI jest zacięta, główne ograniczenia zaczynają dotyczyć infrastruktury. Układy pamięci, zaawansowane technologie montażu, przestrzeń w centrach danych, a nawet dostawy energii elektrycznej stają się coraz bardziej ograniczone i drogie. Przewiduje się, że amerykańska sieć energetyczna znajduje się pod dużym obciążeniem, ponieważ centra danych mogą zużywać do 12% energii elektrycznej do 2028 roku, a do 2030 roku przewiduje się dodatkowe zapotrzebowanie na 20 GW.

Firmy zajmujące się usługami użyteczności publicznej i infrastrukturą energetyczną, które przeprowadzają modernizacje sieci, REIT-y związane z centrami danych oraz przedsiębiorstwa produkujące sprzęt specjalizujący się w chłodzeniu, dystrybucji energii i montażu mogą w najbliższym czasie osiągnąć bardziej trwałe zyski niż spekulacyjne inwestycje w oprogramowanie AI.

  1. Stany Zjednoczone vs Chiny

Stany Zjednoczone nadal dominują w dziedzinie AI, ale technologia z Chin zaczyna doganiać konkurencję. Modele takie jak DeepSeek, które zostały wytrenowane za ułamek kosztów (zbudowane za mniej niż 6 milionów dolarów w porównaniu do ponad 100 milionów dolarów dla GPT-4), spowodowały globalną dyskusję na temat marż zysku i monetyzacji AI.

Chiny korzystają również z solidnej infrastruktury energetycznej, w tym z energii wodnej i jądrowej, co daje im strukturalną przewagę w rozwoju AI.

Handel AI w Stanach Zjednoczonych pozostaje dominujący, prowadzony przez firmy, takie jak Nvidia czy hiperskalerzy, ale przy wyśrubowanych wycenach uwaga może ponownie skupić się na tańszym, ale bardziej efektywnym sektorze technologii w Chinach. Chińscy giganci technologiczni, tacy jak Alibaba, Tencent, Meituan, Baidu i Xiaomi, często nazywani „Wspaniałą Dziesiątką”, oferują korzyści z różnicy w wycenach i ponownie przyciągają zainteresowanie inwestorów.

Jeśli napięcia między Stanami Zjednoczonymi a Chinami złagodnieją, kapitał może coraz bardziej płynąć na wschód, szukając możliwości inwestycji w AI poprzez tańsze, dynamicznie rozwijające się lokalne firmy.

Co warto obserwować w przyszłości:

  • Wyniki finansowe Nvidii (27 sierpnia): wskazówki dotyczące rozwoju Blackwell, popytu w Chinach oraz marż brutto określą kierunek dla całego sektora.
  • Zwrot z inwestycji w przedsiębiorstwach: szukaj konkretnych przypadków dotyczących monetyzacji AI przedstawianych w raportach finansowych lub podczas rozmów o wynikach finansowych.
  • Sygnały dotyczące infrastruktury: dostępność pamięci o dużej przepustowości, moce produkcyjne w zakresie opakowań i umowy dotyczące dostaw energii to nowe wskaźniki alarmowe.
  • Polityka i przepływy kapitałowe w Chinach: kontynuacja zawieszenia ceł lub złagodzenie przepływów kapitału mogą ożywić zagraniczne zainteresowanie chińską technologią.
  • Tło makroekonomiczne: stopy procentowe, ceny energii i regulacje mogą znacząco wpłynąć na równowagę między nakładami kapitałowymi a zwrotem z inwestycji.

  W obliczu dynamicznego rozwoju rynku AI, inwestorzy powinni rozważyć dywersyfikację portfela, aby zminimalizować ryzyko. Inwestowanie w firmy z różnych etapów rozwoju oraz regionów – od USA po Chiny – może przyczynić się do lepszego zbalansowania portfela. Obecnie kluczowe jest skupienie się na firmach, które mają solidne podstawy do generowania rzeczywistych zysków. Elastyczność narzędzi inwestycyjnych pozwala dostosować strategię do zmieniających się warunków gospodarczych i regulacyjnych. Długoterminowo, umiejętność łączenia inwestycji z różnych rynków i sektorów może przyczynić się do stabilności i sukcesu finansowego – mówi Aleksander Mrózek, Manager ds. relacji z kluczowymi klientami regionu CEE w Saxo Banku.

Podsumowanie

Handel związany z AI się nie kończy, ale wchodzi w fazę „prove it”. Inwestorzy będą premiować firmy z mocną infrastrukturą i platformami, które oferują jasno określone ścieżki do monetyzacji, podczas gdy będą unikać inwestycji w projekty obarczone jedynie spekulacjami na temat AI, bez realnych podstaw do generowania zysków.

Dla inwestorów kluczowe będzie oddzielenie firm, których wyceny są oparte na „obietnicach doskonałości”, od tych, które już teraz generują realne zwroty. Rozproszenie, a nie załamanie, będzie głównym tematem kolejnego rozdziału w historii AI.

Polski rynek pracy słabnie – złoty pod presją. PMI z Europy powyżej prognoz

Dzisiejszy pakiet danych z Polski nie pomógł złotemu, bo może zwiększać szanse na szybszą ścieżkę luzowania monetarnego. Dobre odczyty z Europy, a słabe z USA nie poruszyły szczególnie EUR/USD, który chyba już nie może się doczekać sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole.

Chłodny rynek pracy rozpala oczekiwania

Polskiemu złotemu z pewnością nie pomogły opublikowane dziś odczyty, szczególnie te z rynku pracy. W lipcu zatrudnienie w ujęciu rocznym spadło o 0,9%, co było wskazaniem przekraczającym prognozy i potwierdzającym trend, z którym Polska mierzy się już od prawie dwóch lat (warto też podkreślić, że dzieje się to w okresie letnim, który kiedyś charakteryzował się m.in. pracami sezonowymi). Przeciętne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw (+9 pracowników) przekroczyło 8900 zł, czyli rok do roku wzrosło o 7,6%. Nie dość, że był to rezultat znacznie niższy od poprzedniego (9%) i równocześnie od oczekiwań (8,6%), to równocześnie najniższy wynik od początku 2021 roku. Coraz wyraźniej widać schłodzenie w tym obszarze gospodarki, co może się przełożyć na odważniejsze działania Rady Polityki Pieniężnej i przyspieszenie cyklu obniżek stóp procentowych. Brak presji inflacyjnej ze strony rynku pracy to doskonały argument dla kolejnych cięć kosztu pieniądza. Tym bardziej jeśli pod uwagę weźmiemy też ceny produkcji sprzedanej przemysłu, czyli w uproszczeniu inflację producencką. PPI w ujęciu rocznym wciąż spada, chociaż tym razem lekko poniżej prognoz, bo o 1,2%. Za pewien hamulec w stosunku do oczekiwanej ścieżki działań monetarnych można by uznać dane o produkcji przemysłowej. Ta po czerwcowym dołku (-0,4%) w lipcu rdr poszła w górę aż o 2,9 (konsensus wskazywał na 1,6%). Jednak w tym przypadku należy zachować daleko idącą ostrożność, ponieważ ostatnie kwartały w przypadku zarówno produkcji przemysłowej, jak i sprzedaży detalicznej wskazują na dużą niestabilność tych wskaźników. Taki stan rzeczy utrudnia odpowiednią weryfikację trendów i ich wpływu na całościowy obraz polskiej gospodarki.

Silniejsza Europa

Teraz czas na trochę danych ze świata, a zaczniemy od Europy. Poznaliśmy wskaźniki wyprzedzające, czyli wyniki ankiet, które badają nastawienie menedżerów w przedsiębiorstwach. Wypadły one naprawdę dobrze, ponieważ prawie wszystkie były (i to wyraźnie) lepsze od prognoz i co ważne blisko albo wręcz przekroczyły pułap 50 pkt, który oddziela recesję od ekspansji. Ale po kolei. We Francji wskaźnik dla przemysłu wyniósł 49,9 pkt, a dla usług 49,7 pkt. W Niemczech przemysłowy PMI wykazał identyczne 49,9 pkt, a usługowy utrzymał się powyżej kluczowego poziomu i zatrzymał na 50,1 pkt. Wreszcie cała strefa euro, w której obie gałęzie gospodarki znalazły się po pozytywnej stronie. Przemysł to 50,5 pkt, a usługi 50,7 pkt. Dzisiejszy pakiet odczytów wygląda naprawdę dobrze dla europejskiego rynku, który żył w dużej niepewności w związku z napięciami handlowymi na linii UE-USA. Porozumienie handlowe, które zawarto na początku sierpnia najwyraźniej zrzuca ryzyko wątpliwości, nawet jeśli powszechnie jest postrzegane jako zdecydowanie bardziej korzystne dla Stanów. Dodatkowo dzisiaj pojawiło się wspólne oświadczenie obu stron umowy handlowej, które zakłada zmniejszenie ceł na europejskie samochody do powszechnej stawki 15% (wcześniej było to 27,5%).

Słabsze USA?

Pozostańmy jeszcze na chwilę po drugiej stronie Atlantyku. Dziś poznaliśmy też cotygodniowe dane z amerykańskiego rynku pracy. W ciągu ostatnich 7 dni pojawiło się 235 tys. nowych wniosków osób bezrobotnych (prognozy to 226 tys.), co jest najwyższym wynikiem od czerwca. Dodatkowo powyżej oczekiwań znalazła się liczba bezrobotnych, którzy kontynuują pobieranie zasiłków (1 mln 972 tys.). Za wcześnie na daleko idące rozważania, ale jeśli kolejne tygodnie przyniosą potwierdzenie schłodzenia rynku pracy, to przed Amerykanami jeszcze szerzej otworzy się perspektywa obniżek stóp procentowych. Jednak w tej chwili rynki czekają na jutrzejsze wystąpienie szefa Fed Jerome’a Powella, który na sympozjum w Jackson Hole może ostudzić coraz bardziej rozgrzane głowy inwestorów.

Dzień na FX

W trakcie czwartkowej sesji obserwujemy dosyć spokojne zachowanie EUR/USD, który pozostaje w pobliżu 1,165 $. Przekłada się to mimo wszystko na presję na waluty naszego regionu. Taki układ może wskazywać na rosnącą niepewność globalnych inwestorów, których do obrania kierunku nie przekonują szczególnie dane makro. Aktualnie sterują chyba nimi w większej mierze obawy o jutrzejszy przekaz, który popłynie z Jackson Hole. Po godz. 15 kurs EUR/PLN utrzymuje się powyżej 4,25 zł, kurs USD/PLN sięga 3,65 zł, a kurs CHF/PLN oscyluje przy 4,53 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Mocne odbicie w budownictwie mieszkaniowym – PZFD komentuje dane GUS

Po słabszym czerwcu, lipiec przyniósł wyraźne ożywienie w sektorze deweloperskim. Według danych GUS rozpoczęto budowę blisko 12 tys. mieszkań – o ponad 35 proc. więcej niż miesiąc wcześniej. Deweloperzy uzyskali także rekordową w tym roku liczbę pozwoleń na budowę, sięgającą 16,8 tys. lokali.

Choć w ujęciu rocznym skala nowych inwestycji wciąż pozostaje niższa, lipcowe wyniki mogą być sygnałem, że rynek przygotowuje się na poprawę dostępności kredytowej i przyszły wzrost popytu.


Rozpoczęte inwestycje

Według Głównego Urzędu Statystycznego w lipcu, w sektorze deweloperskim rozpoczęto budowę ponad 11,9 tys. nowych lokali, co oznacza pozytywne odbicie względem bardzo słabego wyniku obserwowanego w czerwcu, gdy było to 8,8 tys. mieszkań.

Budowniczy mieszkań stoją obecnie przed trudną, systemową decyzją, która sprowadza się do oceny ryzyka uruchamiania nowych inwestycji w otoczeniu największej rynkowej oferty mieszkań na rynku pierwotnym w historii.

– Z jednej strony obserwujemy dużą konkurencję o klienta. Z drugiej jednak, na horyzoncie widać perspektywę poprawy dostępności kredytowej i potencjalnego wzrostu popytu, który może być impulsem do utrzymania obecnego tempa nowych inwestycji – uważa Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

Wynik wprowadzeń w pierwszych siedmiu miesiącach tego roku był o 13,2 proc. słabszy niż w analogicznym okresie 2024 r. – W naszych analizach z początku roku zakładaliśmy spadek o około 18 proc., co miało związek z wysoką zeszłoroczną bazą i wspomnianym wcześniej nasyceniem oferty dostępnych mieszkań – dodaje Patryk Kozierkiewicz.

Warto nadmienić, że od końca ubiegłego roku oferta mieszkań na siedmiu największych rynkach wzrosła o ponad 7 tys. do 62,7 tys. (dane Otodom Analytics).


Pozwolenia na budowę

O ile w pierwszych siedmiu miesiącach roku deweloperzy uzyskali w urzędach zgody na budowę o 23 proc. mniej inwestycji niż w tym samym okresie rok wcześniej, ubiegły miesiąc stanowi pod tym względem pozytywną anomalię. W lipcu deweloperom wydano bowiem pozwolenie na budowę 16,8 tys. lokali, co jest wynikiem o ponad 3 tys. wyższym aniżeli w najlepszym w tym roku marcu.

– Jest jeszcze za wcześnie, by mówić o odwróceniu negatywnego trendu, ale niewątpliwie obserwowanie w kolejnych miesiącach danych dotyczących pozwoleń na budowę może stanowić pewną podpowiedź, co do przyszłych planów inwestycyjnych sektora. Przy czym należy pamiętać, że uzyskanie pozwolenia nie obliguje do natychmiastowego wprowadzenia inwestycji na rynek i rozpoczęcia budowy – zauważa radca prawny PZFD.


Pozwolenia na użytkowanie

W lipcu deweloperzy oddali do użytkowania ponad 11,5 tys. nowych lokali. Różnica pomiędzy mieszkaniami oddanymi do użytkowania w bieżącym roku i w tym samym okresie 2024 r. ponownie utrzymała się na poziomie -2,9 proc. Zbliżone wyniki r/r nie dziwią z uwagi na niemal identyczną liczbę inwestycji rozpoczynanych w latach 2022–2023 i fakt, że według danych GUS średni okres budowy budynku mieszkalnego wielorodzinnego trwa właśnie niecałe dwa lata.

Znacznie bardziej czułym barometrem aktualnych nastrojów branży są jednak dane dotyczące rozpoczynanych inwestycji i wydawanych pozwoleń na budowę.

Rynek centrów danych EMEA rośnie o 21%, a warszawski potroi się w ciągu następnych pięciu lat

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield opublikowała najnowszy raport „EMEA Data Centre Update”, w którym podsumowuje pierwsze półrocze 2025 roku na rynku centrów przetwarzania danych w regionie EMEA. Wynika z niego, że moc obiektów tego typu w regionie wzrosła w ujęciu rocznym o 21% do 10,3 gigawatów (GW). Ponadto w budowie znajdują się obecnie centra o całkowitej mocy 2,6 GW, a na etapie planowania są kolejne (11,5 GW). Oznacza to, że całkowity pipeline wynosi obecnie24,4 GW mocy, co przekłada się na wzrost aż o 43% w skali roku. Z kolei warszawski rynek centrów danych ma szansę potroić się w ciągu następnych pięciu lat.

Raport Cushman & Wakefield zawiera najnowszy EMEA Data Centre Maturity Index, przedstawiający zestawienie 31 rynków w oparciu o 15 parametrów, takich jak poziom zasobów, obecność hiperskalerów i moc istniejących obiektów. Wyróżniono cztery kategorie rynków: dominujące, o ugruntowanej pozycji, rozwijające się i wschodzące. Podział ten umożliwia ocenę potencjału rozwoju oraz ułatwia inwestorom i deweloperom zidentyfikowanie strategicznych okazji w regionie.

Opracowanie wskazuje na utrzymującą się dominację rynków określanych skrótem FLAPD (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż i Dublin), do których niedawno dołączył Mediolan. Na te sześć rynków przypada ponad 45% mocy funkcjonujących centrów danych oraz blisko połowa obiektów znajdujących się w fazie przygotowania. Największym rynkiem w regionie EMEA pozostaje Londyn, który może się pochwalić centrami przetwarzania danych o mocy 1189 megawatów (MW) oraz projektami w trakcie realizacji o planowanej mocy 1678 MW.

Obecnie obserwujemy bardziej równomierny rozwój regionu. Rynki FLAPD nadal mają kluczowe znaczenie, jednak nowe szanse otwierają się przed mniejszymi miastami i bardziej oddalonymi kampusami, które oferują skalę, możliwości zrównoważonego rozwoju i strategiczną łączność. Na przyspieszenie tego trendu wpływa rozwój AI oraz rosnące zapotrzebowanie na moc obliczeniową. Inwestorzy odpowiadają na te zmiany odważnymi strategiami wybiegającymi w przyszłość,” tłumaczy Andrew Fray, Prezes, EMEA Data Centres, Cushman & Wakefield.

Do gry wkraczają mniejsze lokalizacje – Warszawa wśród rynków rozwijających się

Jak wskazuje raport, w pierwszej połowie 2025 roku do grona rynków o ugruntowanej pozycji awansowała Lizbona, co było rezultatem realizacji inwestycji Start Campus o mocy 1,2 GW. Taki sam status uzyskał Sztokholm, natomiast Lagos i Ateny znalazły się wśród rynków rozwijających się. Z kolei po raz pierwszy w historii w rankingu pojawił się region Groningen/Eemshaven jako rynek rozwijający się.

Rynki rozwijające się (developing markets) dysponują mocami centrów danych mieszczącymi się w przedziale od 150 MW do 300 MW – biorąc pod uwagę zarówno ich aktualną pojemność operacyjną, jak i zobowiązania inwestycyjne. Do kategorii tej należą: Groningen/Eemshaven, Zurych, Warszawa, Tel Awiw, Kopenhaga, Lagos i Ateny. Łącznie rynki te odpowiadają za 6,7% mocy operacyjnej w regionie EMEA (693 MW), a ich pipeline wynosi łącznie 815 MW.

Warszawa konsekwentnie umacnia swoją pozycję jako kluczowy hub infrastruktury cyfrowej w Polsce – obecnie dysponuje 147 MW mocy operacyjnej i pipeline’em na poziomie 109 MW. Szacuje się, że do 2030 roku rynek centrów danych w Polsce potroi się, osiągając ponad 500 MW, z czego znacząca część tej mocy będzie służyć usługom opartym na sztucznej inteligencji (AI). Stolica korzysta z przyjaznego otoczenia regulacyjnego, silnego popytu ze strony dużych firm oraz relatywnie niskich ograniczeń planistycznych, co czyni ją preferowaną lokalizacją zarówno dla dostawców typu hyperscale, jak i colocation,” komentuje Kamil Żach, Account Executive, Poland Data Centre Advisory Team, Cushman & Wakefield.

Nowe inwestycje koncentrują się w strefach podmiejskich, takich jak Duchnice czy Ursus, gdzie dostępność gruntów i elastyczne przepisy zagospodarowania przestrzennego sprzyjają realizacji dużych kampusów. Pozycja Warszawy umacnia się też dzięki rządowemu projektowi utworzenia Krajowego Centrum Przetwarzania Danych. Istotnym wyzwaniem pozostają zaś kwestie bezpieczeństwa energetycznego i zrównoważonego rozwoju. Dotyczy to zresztą także pozostałych rynków centrów danych w regionie EMEA.

Zrównoważony rozwój i bezpieczeństwo w dalszym ciągu wpływają na kształt rynku. Operatorzy poruszają się w gąszczu regulacji planistycznych, przy ograniczonej dostępności gruntów inwestycyjnych i źródeł zasilania, a także w warunkach coraz bardziej rygorystycznych norm środowiskowych. Wszystkie te czynniki przekładają się na wzrost kosztów i wydłużenie terminów realizacji inwestycji. Jednak pomimo tych wyzwań wskaźniki zaufania inwestorów utrzymują się na wysokim poziomie, czego dowodem jest znaczny napływ kapitału zarówno na rynki wschodzące, jak i te o ugruntowanej pozycji,” podsumowuje Laura Shepherd, EMEA Data Centre Advisory, Cushman & Wakefield.

Labubu bije rekordy – Pop Mart z 400% wzrostem zysków w pół roku

Labubu to dziś jedna z najgorętszych marek świata. Pluszaki w estetyce ugly-cute w kilka miesięcy stały się globalną ikoną i symbolem nowej ekonomii doświadczenia. Ich producent w pierwszym półroczu zwiększył zyski o prawie 400 proc., a jego kapitalizacja giełdowa sięgnęła 74 mld dolarów. Właściciel Labubu jest wart więcej niż Barbie, Transformers i Hello Kitty razem wzięte. Choć w Polsce nie ma jeszcze sklepów Pop Mart, zabawki tej firmy cieszą się u nas ogromnym powodzeniem. Labubu pokazuje, jak zmienia się konsumpcja młodych i jak skutecznie można monetyzować emocje.

Producentem Labubu jest Pop Mart, chińska firma, która zaczynała jako sklep z gadżetami. Formuła sprzedaży figurek jest prosta: blind box, czyli zapieczętowane pudełko z niespodzianką odkrywaną dopiero przy otwarciu. Starszym pokoleniom przypomina to emocje związane z jajkami niespodziankami, lecz dostosowane do czasów TikToka i Instagrama. Sam zakup staje się tu spektaklem, a unboxing można pokazać na jednej z platform społecznościowych. Nie kupujesz tylko zabawki, lecz fragment wspólnej tożsamości i nowe doświadczenie.

We wtorek Pop Mart opublikował wyniki za pierwsze półrocze 2025, potwierdzając, że Labubu-mania to nie chwilowa moda, lecz potężny biznes. Przychody wzrosły o 204 proc. rok do roku, osiągając 13,88 mld juanów, czyli 1,93 mld dolarów. Zysk netto zwiększył się czterokrotnie do 4,57 mld juanów, co oznacza wzrost o 396 proc. Po publikacji wyników kurs wzrósł o 12 proc., osiągając kolejny rekord wszech czasów. Od początku roku akcje urosły o 247 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy aż o 583 proc.

Sama linia Potworów, której główną gwiazdą jest Labubu, przyniosła 670 mln dolarów. To ponad siedmiokrotnie więcej niż rok wcześniej. Wartość ta jest niemal dwukrotnie większa niż sprzedaż wszystkich produktów Barbie w tym samym okresie, wynosząca 374 mln dolarów. To efekt tego, że, kupujący Labubu to w znacznie większym stopniu osoby dorosłe, zwykle z pokolenia Z, które są w stanie wydawać więcej niż rodzice kupujący zabawki dla swoich dzieci. To także symboliczna zmiana kulturowa, bo nowa globalna ikona nie rodzi się już w USA, lecz w Chinach.

Sukces Labubu napędza także inne produkty Pop Mart. Najbardziej imponujący jest boom na pluszaki. W pół roku ich sprzedaż osiągnęła 6,14 mld juanów, co oznacza wzrost o 1 276 proc. i dało tej linii aż 44 proc. udział w przychodach wobec 9,8 proc. rok wcześniej. Marża brutto wzrosła z 64 do 70,3 proc. Tak wysoki poziom zwykle kojarzy się z sektorem dóbr niematerialnych, a nie fizycznych produktów. Pop Mart zawdzięcza go niskim kosztom produkcji i wysokim cenom sprzedaży.

Firma dynamicznie rozwija ekspansję globalną, starając się jak najlepiej wykorzystać obecny boom. W regionie Azji i Pacyfiku, poza Chinami, przychody wzrosły o 258 proc. W obu Amerykach skok wyniósł 1 142 proc., a w 2025 roku otwarto tam 19 nowych sklepów. W samych Stanach Zjednoczonych sprzedaż na TikToku zwiększyła się o 2 033 proc., z 14,7 do ponad 315 mln juanów. W Europie wzrost sięgnął 729 proc. Łącznie Pop Mart prowadzi dziś 571 sklepów w 18 krajach i 2 597 automatów sprzedających figurki i zabawki. W Europie Centralnej sklepów nie ma, najbliższe znajdziemy we Francji, Anglii, Włoszech i Hiszpanii.

Firma konsekwentnie buduje społeczność klientów i ich lojalność. Ponad 91 proc. sprzedaży pochodzi od osób powracających, co pokazuje, że Pop Mart nie oferuje wyłącznie zabawek, lecz poczucie przynależności. Polowanie na blind box staje się społecznym rytuałem.

Efekt widać bezpośrednio w wycenie giełdowej. Pod koniec 2023 roku Pop Mart wart był 3,44 mld dolarów, podczas gdy dziś jego kapitalizacja przekroczyła 47 mld. W mniej niż dwa lata firma urosła piętnastokrotnie, przeskakując historycznych gigantów produkujących zabawki. Hasbro jest dziś wyceniane na 11,23 mld dolarów, Sanrio na 12,46 mld, a Mattel na 5,69 mld wobec wcześniejszych 6,67 mld. To awans, który najlepiej pokazuje zmianę epoki, w której Labubu wyprzedza Barbie, Transformers i Hello Kitty razem wzięte.

Ryzyka i wyzwania stojące przed firmą są jednak poważne. Ponad jedna trzecia przychodów pochodzi z Labubu, co jest klasycznym przykładem nadmiernej koncentracji. Jeśli hype zgaśnie, efekt będzie natychmiastowy. W Chinach media państwowe już krytykowały blind boxy, porównując je do hazardu i sugerując ograniczenia dla nieletnich. Rynek wtórny, na którym rzadkie figurki osiągają nawet 2 000 dolarów, wskazuje na coraz bardziej spekulacyjny charakter.

Prognozowany wskaźnik cena do zysku (P/E) dla akcji Pop Mart wynosi 36,5x na koniec 2025 i 28,4x na 2026. To poziomy kilkukrotnie wyższe niż u większości konkurentów: Hasbro 16x, Sanrio 38x, Mattel zaledwie 11x. To jednak wyceny oparte na założeniu, że obecny wzrost zostanie utrzymany. Prawdziwym testem będzie zdolność powtórzenia efektu Labubu przy innych produktach. Dziś centra handlowe i luksusowe marki otwierają się na współpracę, zwabione hype’em. Aby jednak zamienić go w trwałe źródło przychodów, potrzebna będzie kreatywna ciągłość i umiejętność przekuwania emocji w długotrwałą lojalność.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Cyfrowa Polska: opłata reprograficzna w obecnym kształcie to „podatek od nowoczesności”. Jest apel do resortu kultury

Związek Cyfrowa Polska, reprezentujący producentów i dystrybutorów sprzętu elektronicznego, zaapelował do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego o natychmiastowe wstrzymanie prac nad projektem rozszerzenia katalogu urządzeń objętych opłatą reprograficzną. Organizacja w piśmie skierowanym do resortu w ramach konsultacji społecznych ostrzega, że proponowane zmiany przekształcą rekompensatę dla twórców w powszechny „podatek od elektroniki”, który najbardziej uderzy w polskich przedsiębiorców i konsumentów.

Projekt ministerialnego rozporządzenia, nad którego treścią trwają konsultacje, zakłada, że obowiązek uiszczania dodatkowej opłaty dotknie m.in. smartfony, tablety, laptopy i telewizory. Wysokość opłaty – 1 proc. ceny sprzedaży urządzenia – miałaby stanowić rekompensatę dla twórców z tytułu prywatnego kopiowania chronionych utworów.

Resort kultury przekonuje, że zmiany są konieczne, aby dostosować przepisy do realiów rynkowych i zapewnić artystom „godziwe wynagrodzenie”. Jednak zdaniem branży cyfrowej proponowane rozwiązania, zamiast wspierać twórców, obciążą przede wszystkim konsumentów i polskich importerów sprzętu.

Konsument zapłaci kilka razy za to samo

Opłata reprograficzna powinna być precyzyjną rekompensatą za realną szkodę wynikającą z prywatnego kopiowania, a nie daniną nakładaną na smartfony, laptopy czy telewizory, które służą przede wszystkim do korzystania z legalnych treści – podkreśla Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

Związek w piśmie skierowanym do resortu kultury wskazuje, że współczesny sposób korzystania z kultury to zazwyczaj streaming i dostęp licencjonowany, a nie domowe kopiowanie muzyki czy filmów. W ocenie ekspertów rozszerzanie katalogu urządzeń o nowoczesne sprzęty wypacza sens opłaty, która zgodnie z prawem Unii Europejskiej powinna kompensować tylko rzeczywistą szkodę twórców.

Organizacja ostrzega również przed podwójnym obciążaniem konsumentów. Nowa tabela obejmuje równolegle urządzenia i ich akcesoria. Dla przykładu: smartfon i używaną z nim kartę pamięci, albo komputer i dysk zewnętrzny. W efekcie klient zapłaci kilka razy, choć żadna dodatkowa szkoda po stronie twórców nie powstaje.

Problemy z redystrybucją

Cyfrowa Polska w liście zwraca uwagę także na sposób, w jaki dziś dystrybuowane są środki, jakimi dysponują organizacje zbiorowego zarządzania. Z danych za lata 2019–2023 wynika, że łączna kwota niewypłaconych twórcom pieniędzy sięgnęła prawie 1,7 miliarda złotych, a koszty działalności OZZ rosły szybciej niż same wpływy. Kontrola resortu kultury w Stowarzyszeniu Filmowców Polskich wykazała ponadto wydatki niezgodne z przeznaczeniem, w tym zakupy alkoholu czy utrzymywanie luksusowych samochodów.

Dokładanie nowych obciążeń do systemu, który już dziś nie potrafi terminowo i przejrzyście rozliczać się z twórcami, to rozwiązanie pozorne. Zamiast większych wypłat dla artystów dostaniemy wyższe ceny elektroniki i jeszcze większe rezerwy na kontach organizacji zbiorowego zarządzania – przewiduje Michał Kanownik. I dodaje, że dodatkowym kosztem proponowanych rozwiązań będzie trudna sytuacja rodzimych przedsiębiorstw. Zagraniczni sprzedawcy, zwłaszcza ci działający przez chińskie platformy e-commerce, często unikną nowej opłaty, zyskując nieuczciwą przewagę cenową.

Apel o debatę

Związek Cyfrowa Polska w piśmie skierowanym w ramach konsultacji społecznych wezwał resort kultury do wstrzymania prac nad projektem i powołania grupy roboczej z udziałem wszystkich stron – zarówno przedstawicieli branży, jak i twórców. Postuluje też, by lista urządzeń objętych opłatą była ustalana na podstawie regularnych badań rynku prywatnego kopiowania, a nie arbitralnych decyzji administracyjnych.

Jeśli chcemy chronić twórców i jednocześnie nie szkodzić konsumentom oraz polskim firmom, musimy zbudować system oparty na danych, przejrzystości i proporcjonalności. Obecny projekt to podatek od nowoczesności, który nie spełnia tych kryteriów – podsumowuje Michał Kanownik.

Work-life balance w praktyce – Adgar Poland otwiera boisko do siatkówki plażowej

Adgar Poland otworzył nową przestrzeń sportową przy kompleksie Adgar Plaza na warszawskim Służewcu. Tuż obok biurowców powstała strefa sportowa z boiskiem do siatkówki plażowej – idealna na firmową integrację, sportowy event czy popołudniową aktywność pracowników. Mogą z niej korzystać bezpłatnie najemcy oraz – odpłatnie – pozostali chętni, zarówno w ciągu dnia, jak i wieczorami. To miejsce wyróżnia tę lokalizację na tle typowych ofert rynkowych, odpowiada na oczekiwania osób pracujących w biurach i sprzyja budowaniu relacji wśród społeczności.

Gorąca atmosfera rywalizacji, okrzyki radości i muzyka unosząca się w powietrzu – tak rozpoczęła się historia nowego boiska do siatkówki plażowej w sercu warszawskiego Służewca. Położone w kompleksie Adgar Plaza, otoczone miękkim piaskiem
i pozytywną energią, stało się przestrzenią sprzyjającą aktywności i spotkaniom. Mogą z niej korzystać wszyscy najemcy – zarówno w przerwie od pracy, jak i po godzinach – a jej obecność doskonale wpisuje się w filozofię Adgar Poland: tworzyć miejsca, które łączą ludzi, wspierają zdrowie i pozwalają złapać oddech od codziennych obowiązków. Inauguracyjny turniej zgromadził drużyny reprezentujące najemców biurowców Adgar Poland, dostarczając sportowych emocji, zdrowej rywalizacji i ducha fair play.
Po udanym debiucie już zaplanowano wrześniową odsłonę zmagań, która ponownie stanie się okazją do wspólnej zabawy i integracji.Adgar Poland otwiera boisko do siatkówki plażowej

Od lat podkreślamy, że nowoczesne miejsce pracy to nie tylko ergonomiczne meble biurowe i szybkie Wi-Fi, ale też przestrzeń sprzyjająca budowaniu relacji i zachowaniu równowagi między pracą a życiem. Boisko przy Adgar Plaza jest dokładnie takim miejscem” – mówi Monika Szelenberger, Head of Asset & Leasing Management w Adgar Poland.

„To także wyróżnik naszej oferty, dalece wykraczający poza klasyczne benefity pracownicze, jak karta na siłownię czy zajęcia jogi na tarasie. Szukamy takich rozwiązań, które pozwalają łączyć aktywność z budowaniem relacji
międzyludzkichi to boisko jest tego najlepszym przykładem.

Adgar Poland otwiera boisko do siatkówki plażowej (2)Inwestycja zresztą idealnie wpisuje się w aktualne trendy i oczekiwania pracowników. Jak wynika z raportu Activy „Inicjatywy sportowe w firmach na poważnie”[1], aż 74 proc. zatrudnionych chciałoby, aby ich firma aktywnie zachęcała do ruchu poprzez konkretne inicjatywy sportowe. 86 proc. badanych wskazuje, że aktywność fizyczna pomaga im w dbaniu o zdrowie, a 93 proc. dostrzega jej pozytywny wpływ na
samopoczucie psychiczne. Pracownicy szczególnie doceniają dostępność infrastruktury sportowej w miejscu pracy oraz możliwość wspólnego uczestnictwa
w aktywnościach z koleżankami i kolegami z zespołu. Firmy, które konsekwentnie inwestują w dobrostan pracowników zyskują nie tylko zaangażowanie, ale i lojalność – wskaźnik retencji talentów może wzrosnąć nawet o 10–20 proc.

Korzystając z boiska do siatkówki trudno nie zwrócić uwagi na nowy mural zdobiący elewację usytuowanego obok budynku. Przedstawia on scenkę gry w siatkówkę na tle znanych elementów stołecznego krajobrazu, takich jak Pałac Kultury czy warszawski tramwaj, ale co ważne – zawiera również charakterystyczne budynki z portfolio Adgar Poland w Stolicy, symbolicznie łącząc je w jedną, spójną miejską opowieść. „Nasz mural nie jest jedynie ozdobą tego miejsca, to także nasza wizualna deklaracja przynależności do miasta i jego energii” – dodaje Monika Szelenberger.

Adgar Poland otwiera boisko do siatkówki plażowej

Oddanie nowego boiska do siatkówki to kolejny z wielu dowodów na to, jak Adgar Poland realizuje swoje hasło „Tu chcesz mieć biuro”. To następny krok w strategii tworzenia miastotwórczych lokalizacji, które żyją także poza godzinami pracy i łączą funkcje biurowe z rekreacją, kulturą i zdrowiem. Kilka minut spacerem od Adgar Plaza, przy Adgar BIT, funkcjonuje letni amfiteatr z ofertą wydarzeń kulturalnych nie tylko dla najemców, ale i społeczności okolicznych mieszkańców, a w kompleksie Adgar Park West na Ochocie dostępny jest chill-out room – kolejne niestandardowe udogodnienie w portfolio spółki. Adgar Poland wspiera aktywność nie tylko na piasku – w każdy wtorek najemcy mogą dołączyć do bezpłatnych treningów biegowych organizowanych wspólnie z marką ASICS. To właśnie takie inwestycje i inicjatywy pozwalają tworzyć nowoczesne przestrzenie urbanistyczne, w których praca i życie harmonijnie się przenikają.

Więcej o Adgar Poland: https://www.adgar.pl/

[1] https://raport.activy.app/2024

Ceny paliw znów lekko w dół – benzyna tańsza o 1 gr, diesel o 4 gr

W minionym tygodniu ceny paliw ponownie nieznacznie spadły. Cena benzyny 95 obniżyła się o 1 grosz za litr, a cena oleju napędowego o 4 grosze za litr. Notowania ropy Brent na giełdzie w Rotterdamie spadły o niecałego dolara za baryłkę, do poziomu poniżej 66 USD, ostatnio obserwowanego na przełomie czerwca i lipca.

W reakcji na zakończenie rozmów między Trumpem a Zełenskim oraz w oczekiwaniu na nadchodzące negocjacje trójstronne — które potencjalnie mogłyby doprowadzić do zawarcia porozumienia pokojowego i zniesienia sankcji na rosyjską ropę, zwiększając tym samym jej dostępność na rynkach światowych — cena ropy Brent odnotowała niewielki spadek. Zniżka ta była jednak umiarkowana, ponieważ rynki pozostają sceptyczne wobec szybkiego zawieszenia broni z uwagi na utrzymujące się kluczowe spory między Rosją a Ukrainą.

Na rynek wpływa również zapowiedź prezydenta Trumpa o wprowadzeniu nowego cła na indyjskie zakupy rosyjskiej ropy, które ma wejść w życie pod koniec sierpnia. Oznacza to, że czas na osiągnięcie porozumienia, które pozwoliłoby uniknąć zakłóceń na światowym rynku ropy, jest ograniczony. Z kolei przed głębszym spadkiem cen powstrzymał rynek ostatni atak na rurociąg „Przyjaźń”, transportujący rosyjską ropę na Węgry i Słowację.

Jeśli ceny ropy utrzymają się na obecnym poziomie, ceny paliw powinny pozostać względnie stabilne, a ewentualne wahania nie powinny przekroczyć kilku groszy na litrze. Natomiast w sytuacji, gdyby cena ropy Brent utrzymywała się poniżej 64 USD za baryłkę przez kilka kolejnych tygodni — jak to miało miejsce w kwietniu i maju — możliwy jest bardziej znaczący spadek cen paliw.

Komentarz przygotował Marcin Wawrzkiewicz, Country Manager Malcom Finance w Polsce

Wynagrodzenia wzrosły mniej niż zakładały prognozy. Średnia płaca w sektorze przedsiębiorstw wyniosła 8 905 zł brutto

W lipcu 2025 roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 7,6 proc. rok do roku, co było wyraźnie poniżej rynkowych prognoz zakładających wzrost o 8,6 proc. Średnia płaca brutto w firmach zatrudniających co najmniej 10 osób, z wyłączeniem jednostek sektora publicznego (administracja, edukacja, ochrona zdrowia, pomoc społeczna), wyniosła 8 905,63 zł.

Z wypowiedzi członków Rady Polityki Pieniężnej wynika, że jednym z głównych czynników proinflacyjnych pozostaje wciąż silna presja płacowa. Lipcowy odczyt, znacząco niższy od oczekiwań, może jednak otworzyć przestrzeń do rozpoczęcia cyklu obniżek stóp procentowych, zamiast dotychczasowych pojedynczych dostosowań. Ekonomiści przewidują, że do końca roku stopy procentowe mogą zostać obniżone łącznie o około 50 punktów bazowych.

Autor: Jan Karczewski, Dyrektor ds. Klientów Strategicznych, Michael / Ström Dom Maklerski

Profesjonaliści chcą się rozwijać, ale brakuje im czasu i środków

Nauka nowych rzeczy oraz regularny rozwój kompetencji to fundament budowania silnych zespołów i utrzymywania wskaźników gospodarczych na wysokim poziomie. Postawa uczenia się przez całe życie w różnych kontekstach, czyli tzw. life-long learning, jest kluczowa w dzisiejszych, dynamicznie zmieniających się czasach. Rozwój osobisty nie powinien zatem kończyć się wraz z zakończeniem edukacji czy wyjściem z pracy. Tymczasem jak wynika z najnowszego badania Hays Poland, zaledwie połowa specjalistów i menedżerów podejmuje się dodatkowej edukacji formalnej lub zorganizowanej.

  • 50 proc. specjalistów i menedżerów poszerza swoją wiedzę i podnosi kompetencje poza miejscem pracy, przede wszystkim z uwagi na chęć rozwoju i ciekawość świata.
  • Profesjonaliści najczęściej wybierają studia podyplomowe (23 proc.), zajęcia językowe (19 proc.) lub programy certyfikacyjne (17 proc.).
  • Osoby, które nie uczą się na własną rękę, najczęściej argumentują to brakiem czasu (48 proc.) lub środków finansowych (18 proc.).

Analiza danych Eurostatu zrealizowana przez Polski Instytut Ekonomiczny pokazuje, że w Polsce odsetek osób dorosłych, które uczą się, studiują lub biorą udział w szkoleniach podnoszących kwalifikacje, jest jednym z najniższych w Europie. W 2022 roku było to 24 proc., co stanowi wynik blisko dwukrotnie niższy od średniej w Unii Europejskiej. Rzadziej od Polaków dodatkowo uczyli się tylko Bułgarzy i Grecy. Chociaż najnowsze badanie Hays Poland pokazuje nieco bardziej optymistyczne wnioski na temat rozwoju specjalistów i menedżerów, to nadal pozostaje duże pole do poprawy.

Co drugi profesjonalista uczy się poza pracą

Otwartość na regularną naukę musi rosnąć. Wymagają tego cyfryzacja obejmująca coraz więcej obszarów naszego życia, zmieniające się potrzeby rynkowe, a także konieczność zadbania o aktywność zawodową pracowników w starzejącym się społeczeństwie. Dostrzegają to nie tylko pracodawcy, ale przede wszystkim specjaliści, którzy na własną rękę podejmują się edukacji poza miejscem pracy.

Potwierdzają to wyniki najnowszego badania agencji doradztwa personalnego Hays Poland przeprowadzonego w sierpniu 2025 roku wśród blisko 1200 specjalistów i menedżerów. Równo 50 proc. profesjonalistów przyznaje bowiem, że prywatnie podejmuje się dodatkowej edukacji formalnej lub zorganizowanej.

W jakiej formie uczysz się poza pracą?

Studia podyplomowe 23%
Zajęcia językowe, korepetycje 19%
Program certyfikacyjny 17%
Mentoring/ coaching 11%
Kurs zawodowy 11%
Akademia rozwojowa 7%
Innej* 13%

Źródło: badanie Hays Poland, sierpień 2025.

Wyłącznie respondenci, którzy podejmują się edukacji formalnej lub zorganizowanej. Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi.
* Wśród innych respondenci najczęściej wskazywali na zaoczne studia I i II stopnia

Profesjonaliści najczęściej uczęszczają na studia podyplomowe, zajęcia językowe czy też biorą udział w programach certyfikacyjnych. Co dziesiąty ankietowany korzysta z mentoringu bądź coachingu lub jest w trakcie kursu zawodowego. Najmniejszą popularnością cieszą się akademie rozwojowe.

Wśród profesjonalistów rośnie świadomość, że nic nie pozostanie takie, jakie jest teraz. Przez całe życie – zarówno prywatne, jak i zawodowe – będziemy dopasowywać siebie i swoje kompetencje do nowych okoliczności oraz ról, w które wchodzimy. Powodzenie tego procesu jest uzależnione od elastyczności, otwartości na zmiany i gotowości do nauki. W dzisiejszych czasach niezbędny jest zatem rozwój nie tylko wymiernych umiejętności, ale i wiedzy oraz postaw – podkreśla Justyna Chmielewska, dyrektor w Hays Poland.

Edukacja przede wszystkim dla siebie

Nauka podejmowana przez profesjonalistów sprzyja rozwojowi i utrzymywaniu ich konkurencyjności na rynku pracy. Skutecznie bowiem poszerza ich wiedzę specjalizacyjną (studia, certyfikacje) i udoskonala kompetencje językowe (korepetycje, konwersacje). Jednak możliwość poprawy swojej sytuacji zawodowej nie jest głównym powodem, dla którego profesjonaliści decydują się na podjęcie dodatkowej edukacji. Najwięcej, bo 27 proc. ankietowanych przyznaje, że uczy się z naturalnej potrzeby rozwoju i ciekawości świata. Chęć rozwoju kariery uplasowała się na drugim miejscu, a za nią – pragnienie realizacji marzeń.

Nauka przez całe życie to nie tylko szansa na wzmocnienie swojej pozycji na rynku pracy. To przede wszystkim możliwość lepszego wglądu w siebie, rozwoju zainteresowań, poznania nowych osób, podejmowania lepszych decyzji, rozwiązywania problemów i uniknięcia rutyny. Rozwój powinien być częścią naszego życia, zwłaszcza gdy jest on procesem tak wielowymiarowym. W praktyce może on bowiem oznaczać pozyskiwanie nowych i udoskonalanie już istniejących kompetencji miękkich i twardych, wzmacnianie swoich uniwersalnych umiejętności interpersonalnych czy też poszerzanie wiedzy – dodaje ekspertka Hays.

Czy na ten moment pracownicy myślą o rozwoju jako długofalowej inwestycji w siebie? Tylko częściowo, bowiem chęć zabezpieczenia przyszłości jest argumentem, za którym opowiedziało się 9 proc. respondentów. Pozytywnym wnioskiem jest natomiast to, że zaledwie 3 proc. z nich uczy się w czasie wolnym, ponieważ nie ma takiej możliwości w miejscu zatrudnienia. Może to oznaczać, że pracodawcy coraz skuteczniej odpowiadają na potrzeby rozwojowe swoich pracowników.

Co powoduje, że uczysz się poza pracą?

Potrzeba rozwoju, ciekawość świata 27%
Chęć rozwoju kariery 26%
Chęć realizacji marzeń 12%
Chęć utrzymania konkurencyjności 10%
Chęć zabezpieczenia przyszłości 9%
Możliwość networkingu 5%
Chęć przebranżowienia się/ założenia biznesu 5%
Atrakcyjne dofinansowanie z pracy 3%
Brak możliwości rozwoju w pracy 3%
Inne* 1%

Źródło: badanie Hays Poland, sierpień 2025.
Wyłącznie respondenci, którzy podejmują się edukacji formalnej lub zorganizowanej. Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi.
* Wśród innych respondenci najczęściej wskazywali na to, że chcą robić coś dla siebie i inspirować innych

Brak czasu to brak rozwoju

Wciąż jednak aż połowa pracowników nie uczy się w formie zorganizowanej poza miejscem pracy. Część z nich z pewnością poszerza kompetencje we własnym zakresie, mniej lub bardziej regularnie pogłębiając wiedzę poprzez uczestnictwo w pojedynczych szkoleniach, poznając nowe narzędzia metodą prób i błędów czy też korzystając z różnorodnych źródeł informacji. Inni mogą jednak nie podejmować żadnych działań rozwojowych. W perspektywie długofalowej może to mieć negatywny wpływ nie tylko na ich sytuację zawodową, ale nawet stanowić wyzwanie gospodarcze. Niewystarczające zaangażowanie populacji osób dorosłych w naukę oznacza bowiem mniejsze szanse na postęp i zwiększanie innowacyjności całej gospodarki.

Co jednak powoduje, że co drugi specjalista nie podejmuje się żadnej formy formalnej lub zorganizowanej edukacji poza miejscem zatrudnienia? Z odpowiedzi respondentów wynika, że główną przyczyną jest brak czasu. Blisko 1/5 ankietowanych przyznaje również, że nie ma wystarczających środków finansowych lub na rynku brakuje oferty edukacyjnej, odpowiadającej ich oczekiwaniom. Tylko 5 proc. przyznaje, że nie uczy się, ponieważ nie ma na to chęci.

Dlaczego nie uczysz się poza pracą?

Brak czasu 48%
Brak środków finansowych 18%
Brak opowiadających mi rozwiązań 17%
Brak chęci 5%
Brak motywacji 3%
Inne 9%

Źródło: badanie Hays Poland, sierpień 2025.
Wyłącznie respondenci, którzy nie podejmują się edukacji formalnej lub zorganizowanej. Możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi.
* Wśród innych respondenci najczęściej wskazywali na gap year i plan podjęcia się edukacji w najbliższym czasie

Nie ma prostych rozwiązań dla problemu braku czasu na rozwój osobisty. Warto jednak podkreślić, że wygospodarowanie nawet jednej godziny na naukę w tygodniu jest bardzo cenne. Może bowiem umożliwić udział w zajęciach językowych, spotkaniu mentoringowym czy zrealizowaniu jednej lekcji kursu online. Pomocną dłoń mogą wyciągnąć również pracodawcy, umożliwiając pracownikom naukę w godzinach pracy czy też dostęp do platformy zapewniającej kursy, niekoniecznie związane ze stanowiskiem pracy.

Na jakim polu warto się rozwijać?

Nauka będzie najbardziej przyjemna wtedy, gdy będzie dobrowolna, angażująca i związana z indywidualnymi zainteresowaniami. Jednocześnie warto przyjrzeć się obecnym i potencjalnym zmianom zapotrzebowania kompetencyjnego na obecnym stanowisku i uwzględnić je w wyborze formy i zakresu nauki. Jeśli wybór ścieżki dalszej edukacji okaże się problematyczny, warto zacząć od lepszego poznania siebie i swoich mocnych stron, np. rozwiązując test Gallupa. Dobrze jest też postawić na zakres uniwersalny, związany np. z kompetencjami miękkimi.

Kompetencje miękkie są w dzisiejszym świecie niezwykle potrzebne. Obecnie najbardziej pożądanymi przez pracodawców umiejętnościami są myślenie analityczne, ale też kreatywne i krytyczne, komunikacja, samoświadomość i zdolność pracy w grupie. Na stanowiskach liderskich kluczowe jest również empatyczne przywództwo i dopasowywanie się do zmian –  wymienia Justyna Chmielewska i dodaje – W natłoku haseł związanych z cennymi kompetencjami miękkimi czy też umiejętnościami przyszłości nietrudno jest się pogubić. Stąd w całym procesie niezbędne jest wnikliwe śledzenie trendów, nawiązywanie relacji z ekspertami w danej dziedzinie, a także cierpliwość i wyrozumiałość względem siebie.

Możliwości jest wiele – kursy online, szkolenia stacjonarne, programy certyfikacyjne, coaching – a część z nich nawet bezpłatna. Na początek najważniejsza jest jednak chęć i świadomość korzyści płynących z proaktywnego podejścia do samorozwoju.

Pracownicy IT boją się AI – co czwarty obawia się zastąpienia przez sztuczną inteligencję

Niepewność gospodarcza, konkurencja z zagranicy i szybki rozwój sztucznej inteligencji to trzy największe zagrożenia, jakie widzą dziś pracownicy IT w Polsce. Aż 35% z nich myśli o zmianie pracy w ciągu najbliższych miesięcy, a co czwarty boi się, że jego obowiązki przejmie AI. Mimo tych obaw specjaliści IT pozostają pewni swoich kompetencji i coraz częściej oczekują od pracodawców nie tylko bezpieczeństwa zatrudnienia, lecz także realnych możliwości rozwoju.

Ponad jedna trzecia specjalistów IT w Polsce chce w ciągu najbliższych sześciu miesięcy zmienić pracę. Co piąty (21%) obawia się utraty obecnego stanowiska, a aż jedna trzecia (33%) brała udział w rekrutacji w ostatnim półroczu. Największe zagrożenia dla kariery widzą w niestabilnej gospodarce (35%), tańszej konkurencji z zagranicy (25%) oraz ryzyku zastąpienia ich przez AI i nowe technologie (23%).

– Rynek IT stopniowo się normalizuje. Nadal pozostaje stosunkowo chłonny, szczególnie w obszarach takich jak data science czy AI, jednak firmy ostrożniej tworzą nowe etaty i dokładniej selekcjonują kandydatów. To powoduje, że część specjalistów obawia się utraty pracy, co wynika z rosnącej konkurencji, presji na efektywność oraz niepewności związanej z automatyzacją – mówi Adam Jakubowski, menedżer i ekspert rynku pracy IT w Experis. – AI najmocniej uderzy w role IT oparte na rutynie i powtarzalnych zadaniach. Najbardziej narażeni są testerzy manualni, junior developerzy popularnych języków, helpdesk pierwszej linii, twórcy prostych stron www oraz juniorzy w analizie danych czy raportowaniu, bo te obszary szybko przejmuje najnowsza technologia. Mniejsze ryzyko dotyczy ról wymagających znajomości architektury systemów, integracji, big data, cyberbezpieczeństwa, AI/ML i kreatywnego rozwiązywania problemów, gdzie tu sztuczna inteligencja pełni funkcję wsparcia, a nie zastępstwa. Aby uniknąć zastąpienia przez sztuczną inteligencję, kluczowe jest ciągłe uczenie się i rozwój, z naciskiem na umiejętności miękkie, takie jak komunikacja, praca zespołowa, rozwiązywanie problemów, bo to kompetencje, które wyjątkowo trudno zautomatyzować. Dodatkowym zabezpieczeniem jest zrozumienie biznesu, czyli świadomość, jak nasza praca wpływa na koszty, przychody czy satysfakcję klienta oraz specjalizacja w niszowych, ale krytycznych dla firmy technologiach – podpowiada Jakubowski.

Co drugi specjalista IT pracuje pod presją

Blisko co drugi przedstawiciel branży IT (49%) zmaga się na co dzień z wysokim poziomem stresu. Do tego dochodzi problem braku równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, na który skarży się niemal co czwarty badany (23%). Dodatkowo prawie połowa czuje znudzenie obowiązkami (49%) albo niedocenienie w pracy (45%). Negatywnie wpływa też brak elastyczności, aż 42% pracowników narzeka na sztywny grafik. Mimo wysokiego stresu, większość specjalistów IT dostrzega cel i sens codziennych obowiązków, na co wskazuje aż 80% z nich. Dodatkowo 83% badanych podkreśla, że ich osobiste wartości są spójne z kulturą organizacyjną firmy.

Według eksperta wysoki poziom stresu w branży IT wynika z medialnego szumu wokół AI, presji związanej z jej wdrażaniem w organizacjach oraz procesu normalizacji rynku, który po latach dynamicznych wzrostów staje się bardziej wymagający i konkurencyjny. – Mimo obciążeń pracownicy IT wciąż dostrzegają sens swojej pracy, ponieważ ich działania realnie wpływają na rozwój biznesu i innowacje. Silna identyfikacja z wartościami firm wynika z kultury organizacyjnej, która podkreśla misję, cele i daje poczucie udziału w czymś ważnym, a nie tylko wykonywania zadań technicznych – dodaje przedstawiciel Experis.

Pewni swoich kompetencji, szukają możliwości awansu

Aż 96% pracowników IT jest przekonanych, że posiada odpowiednie doświadczenie i umiejętności, aby skutecznie realizować swoje obowiązki zawodowe. Jednak co trzeci (29%) nie widzi szans na rozwój czy awans u obecnego pracodawcy. Z badania wynika również, że 78% przedstawicieli branży czuje się pewnie w korzystaniu z najnowszych technologii, a tyle samo (78%) dostrzega w swojej firmie wystarczające możliwości zdobywania doświadczenia potrzebnego do realizacji celów zawodowych. Co drugi (53%) awansował w ciągu ostatnich 6 miesięcy, a 63% jest zadowolonych ze swoim zarobków.

– Najważniejszym elementem zatrzymywania talentów w IT jest rozwój kompetencji – szkolenia i dostęp do nowych technologii. Równocześnie warto stawiać na transparentną komunikację, kulturę otwartego feedbacku i spójność działań z deklaracjami firmy. Taka autentyczność buduje zaufanie, zmniejsza frustrację i ogranicza rotację, nawet w obliczu niepewności rynkowej – podsumowuje Adam Jakubowski.

Badanie ManpowerGroup „Globalny Barometr Talentów 2025” zostało przeprowadzone w dniach od 14 marca do 11 kwietnia 2025 roku. Objęło ponad 13 000 pracowników z 19 krajów na całym świecie, w tym blisko 500 respondentów z Polski.

Sektor hutniczy coraz bardziej zadłużony. Zadłużenie sięga 420 mln zł – wzrost o ponad 30% rdr

Zaległe zadłużenie kredytowe i pozakredytowe producentów metali wyniosło w połowie drugiego kwartału tego roku blisko 420 mln zł – wynika z danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK. Choć hutnictwo i obróbka metali to ważne elementy polskiej gospodarki – od 2023 roku zapotrzebowanie na produkcję stali czy aluminium zalicza poważne wahania. Zadłużenie sektora produkcji metali nie maleje, zatory płatnicze nasilają się, a niesolidnych dłużników przybywa. Branża metalowa zmaga się nie tylko ze spadkiem marż i rentowności, ale też nieuczciwymi kontrahentami.

Mimo sukcesywnie rosnącej automatyzacji i robotyzacji przemysłu ciężkiego, dzięki którym udaje się redukować koszty, wiele firm z branży metalowej odczuwa obecnie poważne trudności finansowe. Dane z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK pokazują, że tempo wzrostu przeterminowanego zadłużenia producentów metalu (PKD 24 – huty stali czy przedsiębiorstwa metali niezależnych) – nie zwalnia i na koniec czerwca 2025 roku wartość ta sięgnęła prawie 420 mln zł. To wzrost o 30,4 proc. w stosunku do roku ubiegłego. Na sytuację tę wpływ mają zarówno czynniki zewnętrzne (np. wahania rynku globalnego) i wewnętrzne (np. rosnące koszty produkcji). Nie brakuje też niesolidnych kontrahentów, którzy zwlekają z opłacaniem faktur w ustalonym terminie. Dodatkowo w całej branży utrzymuje się wysoki odsetek firm z problemami finansowymi – 7,6 proc., ale są segmenty gdzie jest jeszcze wyższy, np. wśród producentów drutu, czy producentów cynku i ołowiu – ponad 12 proc., a w odlewnictwie staliwa nawet 20 proc. Z badań Bibby Financial Service przeprowadzonych przez Keralla Research wynika, że niemal 55 proc. przedsiębiorstw deklaruje zaległe zadłużenia w nieopłaconych fakturach przez ich kontrahentów, których mediana sięgnęła w czerwcu b.r. 200 tys. zł.[1]

— Zatory płatnicze w branży metalowej nie tylko się utrzymują, ale w ostatnich miesiącach wyraźnie się nasilają. To efekt trudnej sytuacji rynkowej – niskiej sprzedaży, braku nowych klientów, spadku marż czy narastających problemów kadrowych. Przedsiębiorcy zmagają się z opóźnieniami płatności ze strony kontrahentów, co skutkuje brakiem środków na bieżącą działalność, które według badań Keralla Research deklaruje aż 14 proc. firm. Coraz częściej mamy do czynienia z niesolidnymi dłużnikami, a zamrożone środki w niezapłaconych fakturach posiada ponad połowa badanych przedsiębiorstw branży metalowej. W tak wymagającym otoczeniu coraz większego znaczenia nabiera więc ocena wiarygodności płatniczej partnerów biznesowych. Wiedza o ich kondycji finansowej pozwala unikać ryzykownych decyzji i zabezpieczać własną działalność przed nieprzewidywalnymi stratami. Bowiem tylko biznes prowadzony z wiarygodnym i rzetelnym partnerem ma szansę na długoterminowy rozwój — mówi Paweł Szarkowski, prezes BIG InfoMonitor.

Dane z baz BIG InfoMonitor i BIK wykazują, że znaczna część zaległości dotyczy sektora produkcji wyrobów i stopów aluminium (PKD 2442B), którego poziom zadłużenia zwiększył się z około 3 mln zł do 63 mln zł w stosunku do ubiegłego roku. Wzrosła również liczba firm z zaległościami finansowymi w sektorze metali szlachetnych i metali niezależnych (PKD 244), a poziom zadłużenia rok do roku skoczył o 285,5 proc. sięgając wartości prawie 86 mln zł. Podmioty związane z odlewnictwem metali – głównie żeliwa (PKD 2451Z) – również mierzą się z dużym wzrostem zaległości finansowych, które w czerwcu b.r. przekroczyły 29 mln zł.

— Statystyki GUS mogą sugerować poprawę sytuacji branży – produkcja wyrobów z metali wzrosła w maju o 11,8 proc. r/r, a metali hutniczych o 10,5 proc.[2] – jednak z perspektywy firm nie widać trwałego odbicia. Co trzecie przedsiębiorstwo narzeka na brak nowych klientów, a niemal tyle samo obserwuje spadek rentowności i zyskowności. Głównym wyzwaniem są koszty energii, a do tego problemem okazuje się być malejąca liczba zamówień i trudności z utrzymaniem płynności finansowej. Cały sektor metali staje dziś przed koniecznością przetrwania okresu wyjątkowo trudnej koniunktury — komentuje Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor.

Od kosztów energii po presję importową – co osłabia rentowność hutnictwa?

Polski przemysł hutniczy znalazł się w wyjątkowo trudnym położeniu. Z jednej strony zmaga się z dynamicznie rosnącymi kosztami produkcji – od energii po surowce – czy niesolidnymi kontrahentami, a z drugiej, z falą tanich, gotowych wyrobów napływających z rynków zewnętrznych, głównie z Azji. Jak wynika z badań Keralla Research, aż 47 proc. firm przetwarzających metale wskazuje, że to wzrost cen energii wpływa na negatywną sytuację przedsiębiorstw. Dla 38 proc. jest to wzrost cen surowców, natomiast 30 proc. badanych firm wiążę ją z konfliktem handlowym na linii Stany Zjednoczone – Chiny.

— Zmiana relacji handlowych pomiędzy USA a Chinami ma znacznie szerszy zasięg, niż tylko te dwa kraje. Jej skutki dotykają również polski rynek hutniczy — mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor. — Zakłócenia w globalnych łańcuchach dostaw, rosnące koszty surowców oraz reorganizacja międzynarodowego handlu sprawiają, że rodzimi producenci muszą działać w warunkach coraz większej niepewności. Z jednej strony obserwujemy wzrost kosztów produkcji i logistyki, z drugiej – zmiany w popycie zarówno lokalnym jak i globalnym oraz przekierowanie części handlu, co może oznaczać zarówno nowe szanse eksportowe, jak i ryzyko utraty dotychczasowych rynków zbytu. Ta niestabilność utrudnia planowanie i inwestycje, które wymagają długoterminowej przewidywalności, a jednocześnie obciąża rentowność sektora hutniczego w Polsce — tłumaczy.

Rodzima produkcja stali i metali niezależnych czy aluminium staje się coraz mniej konkurencyjna kosztowo. Przedsiębiorstwa z sektora hutniczego nie tylko muszą mierzyć się z globalną nadprodukcją, ale również z brakiem zdecydowanych działań ochronnych ze strony instytucji unijnych. W efekcie rynek zalewany jest stalą spoza wspólnoty, podczas gdy krajowe huty walczą o utrzymanie rentowności i klientów. Sytuację dodatkowo pogarsza brak szybkich decyzji legislacyjnych i wsparcia ze strony administracji publicznej – zarówno na poziomie krajowym, jak i unijnym. Sektor oczekuje na realne narzędzia ochronne i instrumenty pomocowe, które mogłyby wyrównać szanse w tej nierównej konkurencji.

– Na problem ten nakładają się także głębokie zmiany strukturalne w gospodarce. Transformacja energetyczna, rosnące koszty emisji oraz nowe wymogi w ramach polityki Zielonego Ładu, które generują kolejne obciążenia dla branży. W międzyczasie spada zużycie stali – zarówno w przemyśle, jak i w budownictwie – co pogłębia problemy z utrzymaniem płynności i efektywnością operacyjną zakładów hutniczych – komentuje dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor. – Wydatki obronne mogą stać się istotnym bodźcem dla rozwoju firm z branży metalowej, ale tylko pod warunkiem, że będą mądrze spożytkowane. Chodzi o to, aby poprzez offset te środki wspierały rozwój krajowych przedsiębiorstw, bo wtedy takie inwestycje będą miały charakter mnożnikowy – podsumowuje dr hab. Waldemar Rogowski.

[1] https://www.bibbyfinancialservices.pl/centrum-wiedzy/artykuly/2025/sektor-metali-2025

[2] https://ssgk.stat.gov.pl/04.2025/Przemysl.html

Frankowicze częściej wybierają ugody – sądy notują wyraźny spadek nowych spraw

W I połowie 2025 roku do CEIDG wpłynęło 99,8 tys. wniosków o zamknięcie jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 0,1% więcej niż w analogicznym okresie 2024 roku, kiedy takich przypadków odnotowano 99,6 tys. Widać też, że w analizowanych półroczach złożono mniej wniosków o zamknięcie niż o otwarcie. Jednak w sześciu województwach było ostatnio odwrotnie. Ponadto z danych wynika, że w sześć miesięcy 2025 roku do ww. rejestru wpłynęło 179,4 tys. wniosków o zawieszenie JDG. To o 0,2% więcej niż rok wcześniej.

W I połowie 2025 roku do 47 sądów okręgowych w całej Polsce wpłynęło ok. 25,5 tys. pozwów w sprawach frankowych. W analogicznym okresie zeszłego roku odnotowano ich blisko 40 tys. To spadek o 36,5% rdr. Natomiast w niektórych sądach wyniósł on nawet 60% rdr. Ponadto w I półroczu br. pozwów frankowych było mniej niż załatwionych tego typu spraw. Z kolei w I połowie ub.r. sytuacja była odwrotna.

Spada liczba pozwów składanych w sprawach frankowych. W I połowie br. wpłynęło ich do sądów ok. 25,5 tys. To o 36,5% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich ok. 40 tys. Tak wynika z danych udostępnionych przez 47 sądów okręgowych z całej Polski. Konrad Trzaskowski, adwokat z KKG Legal, uważa, że spadek liczby nowych pozwów jest przede wszystkim wynikiem wyczerpywania się puli potencjalnych spraw frankowych.

– Pulę tę stanowią bowiem tylko ci kredytobiorcy, którzy skłonni byli wdać się w spór z bankiem, a nie są to wszyscy kredytobiorcy. Zwłaszcza wśród tych, którzy spłacili już swoje kredyty lata temu, zainteresowanie pozwami było niższe. Sprawy frankowe są głośne od lat, szczególnie po wyroku TSUE w sprawie państwa Dziubak z 2019 roku. Minęło od niego już sześć lat, więc każdy frankowicz, który był skłonny wdać się w spór z bankiem, zdążył już wystąpić z pozwem. Spadek liczby nowych spraw jest więc czymś naturalnym – dodaje mec. Trzaskowski.

Z kolei radca prawny Adrian Goska z kancelarii SubiGo postrzega spadek liczby nowych pozwów frankowych w I połowie br. jako wyraźny sygnał, że sytuacja zaczyna się stabilizować. – Można to odczytywać jako naturalny etap dojrzewania całego zjawiska. Przez ostatnie lata tysiące kredytobiorców podejmowały działania prawne, często zakończone sukcesem. To przyczyniło się do uporządkowania wielu spraw i jasnego ukształtowania linii orzeczniczej. Dziś osoby posiadające kredyty we frankach mają do dyspozycji szeroki wachlarz możliwości – od drogi sądowej po coraz częściej wybierane porozumienia z bankami – wyjaśnia mec. Goska.

Do tego mec. Konrad Trzaskowski dodaje, że spadek liczby nowych pozwów wynika również z ogromnej popularności ugód z bankami. Ekspert przekonuje, że są one najtańszym rozwiązaniem dla obu stron, pozwalającym rozliczyć roszczenia. Co za tym idzie, kredytobiorca unika w takim scenariuszu drugiego kosztownego procesu – tym razem z powództwa banku.

– Z mojej wiedzy wynika, że wszystkie banki posiadające istotny portfel kredytów frankowych oferują kredytobiorcom zawieranie ugód. Ich warunki są już obecnie bardzo korzystne dla kredytobiorców, w praktyce zbliżone do kredytu darmowego. Z tego powodu nie widzę przestrzeni do istotnych zmian propozycji ugodowych na korzyść konsumentów. Już obecnie banki oferują prawie wszystko, co klient może – po kilku latach i przy poniesieniu znacznych kosztów – uzyskać w procesie – zauważa mec. Trzaskowski.

Jednak na rynku panuje pewnego rodzaju utarty schemat. Dla przykładu mec. Adrian Goska radzi kredytobiorcom, by decydowali się na ugodę dopiero po wniesieniu pozwu, bo z jego doświadczenia wynika, że mogą wtedy wynegocjować najlepsze warunki. Już sam fakt zainicjowania postępowania sądowego często działa mobilizująco na instytucje finansowe, które – widząc determinację klienta – są skłonne do większych ustępstw.

– W takich przypadkach banki znacznie częściej wychodzą z propozycjami, które są o wiele bardziej atrakcyjne niż pierwotne oferty. Zdarza się, że różnica wynosi nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych na korzyść kredytobiorcy. Dlatego też wielu frankowiczów decyduje się na złożenie pozwu właśnie po to, by zwiększyć swoją pozycję negocjacyjną i otworzyć sobie drogę do znacznie lepszego porozumienia – wyjaśnia ekspert z kancelarii SubiGo.

Liczba nowych spraw frankowych zmalała we wszystkich sądach okręgowych. W każdym przypadku zanotowano dwucyfrowe spadki w porównaniu z I połową ubiegłego roku, a w niektórych sądach różnica wyniosła nawet blisko 60% rdr. Mec. Adrian Goska doprecyzowuje, że najwięcej spraw wciąż wpływa do sądów w dużych miastach, takich jak Warszawa, Gdańsk, Poznań czy Kraków. I to też idealnie widać po danych z sądów.

– To naturalne, ponieważ w największych miastach zawierano najwięcej kredytów we frankach, zwłaszcza w związku z wyższymi cenami nieruchomości. Mieszkańcy dużych miast mają także łatwiejszy dostęp do kancelarii wyspecjalizowanych w tego typu sprawach, co z pewnością sprzyja aktywności procesowej. Jednocześnie fakt, że we wszystkich sądach okręgowych liczba spraw zmniejszyła się rok do roku, często nawet o ponad 50%, wskazuje na wyraźne uspokojenie sytuacji i porządkowanie napływu nowych spraw – uważa radca prawny Adrian Goska.

Natomiast mec. Konrad Trzaskowski jest zdania, że rozpoznawanie spraw frankowych w sądach w mniejszych miastach przebiega relatywnie sprawnie. W jego ocenie, problemem nadal pozostaje sytuacja w Warszawie.

– Tu Sąd Okręgowy jest nadal znacząco obciążony sprawami z lat ubiegłych i to niezależnie od zdecydowanie mniejszego ich napływu, szczególnie w wyniku zmian legislacyjnych w zakresie właściwości miejscowej sprzed kilku lat. Każdy spadek wpływu nowych spraw frankowych musi więc cieszyć z perspektywy czasu rozpoznawania w sądach nie tylko tych spraw, ale też innych sporów cywilnych – twierdzi ekspert z KKG Legal.

Z danych wynika również, że do sądów okręgowych w I poł. br. liczba pozwów frankowych była mniejsza niż liczba załatwionych spraw frankowych (wpływ ok. 25,5 tys., załatwienia – 47 tys.). Natomiast w I połowie ub.r. pozwów było więcej niż zakończonych spraw (odpowiednio ok. 40 tys. i ok. 35,5 tys.). Mec. Adrian Goska zauważa, że to wyraźna zmiana w porównaniu z ubiegłym rokiem, kiedy to wpływ przewyższał liczbę rozstrzygnięć. W jego ocenie, to dowód na to, że sądy z dużą skutecznością radzą sobie z rozpoznawaniem spraw i sukcesywnie nadrabiają wcześniejsze zaległości.

– Wszystko to pozwala z ostrożnym optymizmem patrzeć na najbliższe miesiące i lata. Liczba nowych spraw prawdopodobnie będzie stopniowo maleć, co nie oznacza jednak, że temat się zakończył – wręcz przeciwnie. Z mojego doświadczenia wynika, że wiele osób dopiero teraz rozważa podjęcie działań, mając dostęp do bogatego orzecznictwa i korzystnych rozstrzygnięć. Każdy kredytobiorca może dziś spokojnie i świadomie zdecydować, która droga – sądowa czy ugodowa – jest dla niego najlepsza – podsumowuje ekspert z kancelarii SubiGo.

ORLEN niemal podwaja EBITDA LIFO – 9,2 mld zł zysku operacyjnego w II kwartale 2025 r.

0

Grupa ORLEN w drugim kwartale br. niemal podwoiła (r/r) zysk operacyjny EBITDA LIFO, który wyniósł 9,2 mld zł. Koncern wypracował także 1,8 mld zł zysku netto. Inwestycje w pierwszym półroczu 2025 r. wyniosły blisko 14 mld zł i obejmowały strategiczne projekty rozwojowe, wspierające transformację energetyczną.

– Za nami bardzo dobry kwartał, w którym wypracowaliśmy wysokie zyski. Konsekwentnie realizowaliśmy nasze zobowiązania. Przede wszystkim uwolniliśmy cały region od ropy naftowej z Rosji. Skutecznie zamknęliśmy ten rozdział i dziś już wszystkie nasze rafinerie przerabiają surowiec pochodzący z innych rejonów świata. Zwiększamy bezpieczeństwo, kontynuując wielkie inwestycje w energetyce. Efektem tych działań są kolejne wiatraki na pierwszej w Polsce farmie wiatrowej na Morzu Bałtyckim. W przyszłym roku do polskich domów i przemysłu popłynie z niej czysta energia elektryczna. Niezależnie od prowadzonych inwestycji w centrum naszych działań pozostają klienci, którym oferowaliśmy najtańszą od trzech lat energię. Od lipca 7 milionów Polaków oraz instytucje użyteczności publicznej otrzymują niższe o prawie 15 procent rachunki za gaz, co oznacza nawet 1000 zł oszczędności w skali roku. Prowadzimy biznes odpowiedzialnie, utrzymując zaufanie rynku – mówi Ireneusz Fąfara, Prezes Zarządu ORLEN.

W drugim kwartale 2025 r. Grupa ORLEN wypracowała:

  • Przychody na poziomie 60,7 mld zł
  • EBITDA LIFO w wysokości 9,2 mld zł
  • Przepływy z działalności operacyjnej na poziomie 10,5 mld zł

Wyniki segmentów

Wyższy o 4,5 mld zł (r/r) zysk EBITDA na poziomie 3,5 mld zł wypracował segment Upstream&Supply. Łączna średnia produkcja węglowodorów wyniosła w tym czasie 182 tys. kboe/d, z czego ponad 70 proc. stanowił gaz, wydobywany głównie z norweskich i polskich złóż, a blisko 30 proc. stanowiła ropa i LNG.

Wysoki przerób ropy oraz dobre otoczenie makroekonomiczne w rafinerii, pomimo spadku marż, miały kluczowe znaczenie dla wyniku EBITDA LIFO na poziomie 2,2 mld zł, osiągniętego przez segment Downstream. Jednocześnie nadal utrzymywało się trudne otoczenie rynkowe dla petrochemii. W drugim kwartale br. rafinerie należące do Grupy ORLEN przerobiły 9,8 mln ton ropy – o 5 proc. więcej niż rok wcześniej.

Ponownie mocną pozycję potwierdził segment Energy, który dzięki konsekwentnie realizowanym inwestycjom wypracował zysk EBITDA na poziomie 2,2 mld zł, wyższy o 368 mln zł (r/r). Na wynik miała wpływ głównie zwiększona dystrybucja gazu i energii elektrycznej, wyższa sprzedaż ciepła, Łączna moc zainstalowana w Grupie ORLEN wyniosła 6,2 GWe, z czego w OZE wzrosła o 0,6 GW (r/r). W tym czasie wyprodukowano 3,8 TWh energii elektrycznej, więcej o 27 proc. (r/r).

EBITDA segmentu Consumers&Products wyniosła w drugim kwartale br. 2 mld zł i była wyższa o 363 mln (r/r). Zgodnie z nową strategią koncernu, segment ten integruje obecnie sprzedaż nośników energii: gazu, energii elektrycznej oraz paliw do odbiorców końcowych. Wzrosła sprzedaż gazu i energii elektrycznej, w tym o ponad 70 proc. na rynku elektromobilności.

– Omawiając nasze wyniki należy zwrócić szczególną uwagę na dobrą kontrybucję każdego z segmentów. To potwierdzenie odporności naszego modelu biznesowego na zmienność na rynkach oraz ich sezonowość. Wysokie przepływy z działalności operacyjnej wspierają realizację projektów inwestycyjnych oraz naszą politykę dywidendy. Już 1 września wypłacimy naszym akcjonariuszom najwyższą w historii – mówi Magdalena Bartoś, Wiceprezes Zarządu ORLEN ds. Finansowych.

W drugim kwartale br. Grupa ORLEN wygenerowała 10,5 mld zł przepływów z działalności operacyjnej, a wskaźnik długu netto do zysku operacyjnego EBITDA na koniec minionego kwartału wyniósł (-)0,08 i był jednym z najniższych spośród spółek całego sektora. ORLEN utrzymał najwyższe w historii oceny ratingowe – A3 przyznaną przez Agencję Moody’s Investors Service i „BBB+” przyznaną przez Agencję Fitch Ratings. To potwierdza stabilne fundamenty finansowe koncernu i wysoki potencjał do realizacji inwestycji transformacyjnych.

Na ich sfinansowanie ORLEN pozyskał w czerwcu br. 2,5 mld zł, z powodzeniem przeprowadzając emisję zielonych euroobligacji. Oferta spółki spotkała się z bardzo dużym zainteresowaniem – popyt aż 2,5-krotnie przewyższył wielkość emisji.

Inwestycje w bezpieczeństwo

Grupa ORLEN inwestuje w bezpieczeństwo energetyczne Polski i całego regionu. Koncern w czerwcu zakończył ostatni kontrakt na dostawy surowca ze wschodu. To oznacza, że ORLEN i cały region nie jest już związany z rosyjskimi podmiotami żadnymi umowami na dostawę ropy naftowej. Obecnie w rafineriach ORLEN przetwarzany jest surowiec z Bliskiego Wschodu i Zatoki Perskiej, Morza Północnego, Afryki oraz obu Ameryk.

W zaangażowanie Grupy ORLEN w bezpieczeństwo regionu wpisują się także podpisane w ostatnich miesiącach umowy z ukraińskim Naftogazem. W ich ramach wolumen dostaw gazu ziemnego do Ukrainy wzrósł do ponad 430 mln m sześc. Błękitne paliwo pochodzące ze Stanów Zjednoczonych odbierane jest w gazoportach w Polsce i na Litwie.

ORLEN i Naftogaz podpisały również memorandum o współpracy przy projektach wydobywczych, rozwoju segmentu downstream oraz wzmocnieniu relacji transgranicznych i handlowych. To ważny krok w budowaniu pozycji koncernu na ukraińskim rynku.

W minionych miesiącach ukończona została rozbudowa Terminalu Gazu Płynnego w Szczecinie, dzięki czemu osiągnął on przepustowość 400 tys. ton LPG rocznie. Cały kontrakt o wartości 150 mln zł zrealizowały polskie firmy.

Systematycznie rozwijana jest także krajowa produkcja gazu. ORLEN zwiększył o 700 mln m sześc. zasoby wydobywalne gazu ziemnego ze złoża Trzebusz, zlokalizowanego w gminie Trzebiatów, w województwie zachodniopomorskim. Dzięki temu łączne zasoby wydobywalne gazu ziemnego w tym rejonie wzrosły do 2,3 mld m sześc.

Koncern inwestuje także w nowoczesne technologie. Niemal 2 mld zł pozyskane z Krajowego Planu Odbudowy ORLEN przeznaczy na budowę kolejnych dwóch instalacji wodorowych. Wykorzystanie wodoru, a także gazu ziemnego lub ich mieszanek w dowolnych proporcjach w pełni zautomatyzowanym procesie zapewnia już innowacyjna technologia Multifuel, której komercjalizację Grupa ORLEN rozpoczęła jako pierwsza na świecie.

ORLEN wprowadził do oferty także nowy rodzaj paliwa – SAF, które jest wytwarzane z surowców odnawialnych lub odpadowych i pozwala na znaczne ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, zarówno na etapie produkcji, jak i w trakcie spalania przez samoloty.

W minionym kwartale ORLEN kontynuował kluczowe projekty energetyczne. Priorytetem jest budowa morskiej farmy wiatrowej na Bałtyku, z której pierwsze megawatogodziny energii popłyną już w przyszłym roku. Na farmie Baltic Power zainstalowana jest już ponad połowa fundamentów oraz 5 turbin wiatrowych. Rozwijany jest także drugi projekt – Baltic East – o mocy 1 GW. Sąsiaduje on z koncesją Baltic Power. Do przeprowadzenia badań dna morza wybrano polskie firmy, a część tych badań została już zakończona.

W czerwcu spółka ORLEN Neptun uruchomiła w Świnoujściu terminal instalacyjny dla morskich farm wiatrowych. To pierwszy w Polsce i jeden z najnowocześniejszych w Europie tego typu obiektów, który będzie kluczowym zapleczem koncernu dla realizacji projektów wiatrowych drugiej fazy. Z terminala korzystać będą także zewnętrzni operatorzy. Obecnie podpisane są już dwie długoterminowe umowy z kluczowymi firmami działającymi na rynku offshore.

ORLEN realizuje też wielki program modernizacji polskich sieci energetycznych na północy Polski, na który pozyskał preferencyjne finansowanie 7,7 mld zł z KPO. Od początku tego roku wybudowano i zmodernizowano niemal 1800 km sieci oraz przyłączono 16,7 tys. nowych odbiorców energii elektrycznej.

Skuteczna transformacja energetyczna musi być wsparta narzędziami cyfrowymi. Dlatego Grupa ORLEN zrealizuje największe wdrożenie AI w Europie Środkowej. Zainicjowane we współpracy z Microsoft rozwiązania wesprą nie tylko obszar energetyki, ale także cyberbezpieczeństwo, procesy produkcyjne, analizę danych oraz zwiększą efektywność pracowników koncernu.

Środa na rynkach: inflacja w UK, gołębi RBNZ i słabszy sentyment

Środa przynosi pewne ożywienie w kalendarzu makro. Wyższe od oczekiwań dane inflacyjne z Wielkiej Brytanii rozniecają spekulacje wokół przyszłych decyzji Banku Anglii. Po drugiej stronie globu bank centralny Nowej Zelandii zaskoczył inwestorów gołębim nastawieniem. Na szerokim rynku powoli można dostrzec objawy pogarszającego się sentymentu.

Inflacja w górę, GBP spokojny

Wielka Brytania coraz mocniej odróżnia się od reszty największych gospodarek świata. Niestety wiele wskazuje na jeden z najbardziej niebezpiecznych scenariuszy, czyli stagflację: połączenie niskiego tempa PKB z wysoką inflacją. W drugim kwartale (w porównaniu z pierwszym) wzrost gospodarczy wyniósł jedynie 0,3%. Najnowsze dane o dynamice cen wskazują na ich najszybszy wzrost w ujęciu rocznym od 18 miesięcy. Lipcowy wskaźnik CPI wyniósł 3,8% (bazowy odpowiednik, czyli bez cen energii i żywności był identyczny), co jest najwyższym rezultatem od początku 2024 roku. Co więcej, przyspieszyła też inflacja sektora usług (aż do 5%), która jest jednym z najbardziej obserwowanych indeksów przez Bank Anglii. Władza monetarna zdaje się powoli nie mieć wyboru i w obliczu najwyższej inflacji wśród państw G-7 (najbardziej rozwinięte gospodarki globu) będzie zmuszona wstrzymywać się z obniżkami stóp procentowych. Już decyzja o cięciu o 25 pb na ostatnim posiedzeniu przeszła z problemami (5 do 4 głosów), a teraz rynek wycenia kolejny ruch najwcześniej w marcu 2026 roku. Co ciekawe inwestorzy zareagowali bardzo spokojnie na dzisiejsze odczyty, co może oznaczać, że nie zmieniają one rynkowego scenariusza bazowego. Główny indeks londyńskiej giełdy zwyżkuje po południu o 0,3%, a funt szterling jest blisko poziomów dzisiejszego otwarcia. Kurs GBP/USD oscyluje wokół 1,35 $, kurs EUR/GBP nie oddala się od 0,86 £, a kurs GBP/PLN jest blisko 4,92 zł.

Rozgniecione kiwi

Zgodnie z definicją antypodów (przeciwna strona globu), w zupełnie innym miejscu znajduje się Nowa Zelandia. Bank Rezerwy Nowej Zelandii zgodnie z oczekiwaniami obniżył główną stopę procentową o 25 pb do równych 3%. Jednak po raz kolejny dostaliśmy dowód na to, że istotniejszy od samej decyzji banku centralnego może być przekaz kreowany przez władzę monetarną. RBNZ wybrzmiał zaskakująco gołębio dla rynków. Decydenci nie tylko obniżyli swoje prognozy dla poziomu kosztu pieniądza do końca roku (co sugeruje nawet jeszcze dwa cięcia w tym okresie). Dwoje członków tego gremium już dziś głosowało za obniżką o 50 pb. Bank centralny jasno formułuje przekaz, że nowozelandzka gospodarka potrzebuje większej stymulacji także ze strony polityki pieniężnej. Taka zmiana nastawienia RBNZ musiała się spotkać z rynkową reakcją, a ta przekłada się na mocne uderzenie w dolara nowozelandzkiego. Kiwi traci drastycznie na szerokim rynku w trakcie środowej sesji i znalazło się na poziomach widzianych ostatnio w kwietniu. Kurs NZD/USD zniżkuje aż o 1,2% do niewiele ponad 0,58 $, a NZD/PLN spada do 2,125 zł.

Czy PLN musi się obawiać?

W trakcie środowej sesji inwestorzy mają coraz większy problem z kreacją pozytywnych nastrojów (zresztą ten kierunek już wczoraj zasygnalizował Wall Street). Azjatyckie parkiety próbowały jeszcze walczyć, ale tylko Szanghaj wykazał witalność i poszedł w górę o 1%, a już Tokio zaliczyło mocny zjazd o 1,5%. W Europie nastroje są mieszane, o godz. 14 dobrze radzi sobie amsterdamski AEX (+0,6%), minimalnie nad kreską znajduje się paryski CAC40 (+0,14%), ale niedźwiedzie zdominowały już mediolański FTSE MIB (-0,15%), madrycki IBEX35 (-0,2%) czy wreszcie frankfurcki DAX (-0,35%). W naszym regionie pozytywnie wyróżnia się Budapeszt, gdzie BUX zwyżkuje aż o 1%. Niestety na drugim biegunie jest Warszawa, a WIG20 spada o 0,8%.

Tymczasem na rynku walutowym korona szwedzka zachowuje się spokojnie po zgodnym z oczekiwaniami utrzymaniu stóp procentowych przez Bank Szwecji na poziomie 2% (kurs SEK/PLN balansuje na równych 0,38 zł). Kurs EUR/USD odbija po wczorajszych spadkach i wraca powyżej 1,165 $. Pod lekką presją (jak cały koszyk walut CEE) znajduje się dziś polski złoty, kurs EUR/PLN jest blisko 4,25 zł, a kurs USD/PLN nie oddala się od 3,65 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

Fundusze private equity wracają do inwestycji w Europie Środkowej – raport Deloitte

Fundusze private equity w Europie Środkowej wciąż deklarują gotowość do realizacji nowych transakcji, dostrzegając poprawiające się warunki finansowania i oznaki powrotu do inwestycji większej skali. Jednocześnie dojrzałość finansowa i operacyjna spółek staje się kluczowym czynnikiem ich atrakcyjności dla inwestorów. Jak wynika z najnowszej edycji raportu „Central Europe Private Equity Confidence Survey”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, już 54 proc. respondentów planuje w nadchodzących miesiącach skupić się na nowych inwestycjach, a 39 proc. spodziewa się, że będą one miały większą skalę niż dotychczas. Te tendencje może wspierać rosnący optymizm dotyczący dostępności finansowania dłużnego – poprawy w tym zakresie spodziewa się 41 proc. ankietowanych, co stanowi najwyższy wynik od dekady.

Indeks Zaufania, publikowany przez Deloitte od ponad dwudziestu lat, w najnowszej edycji potwierdza utrzymujące się pozytywne nastawienie inwestorów private equity w Europie Środkowej. W bieżącym badaniu jego wartość wyniosła 133 punkty – to zauważalny wzrost w odniesieniu do wyniku z początku roku i jeden z najwyższych poziomów od 2022 r. Rezultat ten znacząco przekracza średnią historyczną indeksu, która wynosi 116 punktów.

Powrót indeksu na wyższe poziomy to pozytywny sygnał. Stanowi potwierdzenie, że mimo utrzymującej się niepewności makroekonomicznej, inwestorzy w Europie Środkowej wciąż widzą przestrzeń do działania i mają doświadczenie, które pozwala im podejmować trafne decyzje w wymagającym otoczeniu. Dodatkowo, coraz większa dostępność finansowania – zarówno ze strony banków, jak i instytucji alternatywnych – sprawia, że region jest dziś dobrze przygotowany do dalszego rozwoju inwestycji i firm. – mówi Michał Tokarski, partner zarządzający działem Advisory Deloitte w Polsce, lider Zespołu M&A.

Stabilizacja sprzyja inwestycyjnej aktywności

Wśród uczestników badania przeważa przekonanie o stabilizacji warunków gospodarczych w regionie – 58 proc. respondentów nie spodziewa się większych wahań, a niemal co czwarty prognozuje poprawę. Odsetek osób oczekujących pogorszenia trendów gospodarczych spadł z 22 do 18 proc. Autorzy opracowania zwracają uwagę, że mimo niepewności związanej z międzynarodową polityką handlową, Europa Środkowa utrzymuje tempo wzrostu przewyższające prognozy dla całej Unii Europejskiej. Polska – jako największa gospodarka regionu – ma kontynuować stabilny rozwój w latach 2025–2026, napędzany przez inwestycje i konsumpcję prywatną.

Na większą aktywność inwestycyjną w regionie może wpłynąć także rosnąca dostępność finansowania dłużnego. Odsetek ankietowanych spodziewających się poprawy warunków w tym zakresie wzrósł z 31 do 41 proc., a ponad połowa nie przewiduje większych zmian. To najbardziej optymistyczne nastroje w tym obszarze od dekady, co może świadczyć o szerszym dostępie do źródeł finansowania – zarówno tradycyjnych, jak i alternatywnych – oferowanych przez instytucje lokalne i globalne. Trend ten znajduje również odzwierciedlenie w analizach dotyczących rynku private debt, opracowanych przez Deloitte we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Inwestorów Kapitałowych.

Inwestorzy kontynuują sprawdzone strategie

Utrzymująca się dostępność kapitału oraz bardziej przewidywalne otoczenie makroekonomiczne znajdują odzwierciedlenie w planach inwestorów. Struktura deklarowanych priorytetów nie zmieniła się względem poprzedniej edycji badania – ponad połowa respondentów (54 proc.) zamierza koncentrować się na poszukiwaniu nowych inwestycji, 30 proc. stawia na dalsze podnoszenie wyceny obecnego portfela, a 16 proc. planuje skupić się na pozyskiwaniu nowych funduszy.

Wraz z utrzymującym się zainteresowaniem inwestorów nowymi transakcjami zmieniają się też oczekiwania co do ich skali. 39 proc. respondentów prognozuje wzrost średniej wartości transakcji. To wyraźna zmiana względem poprzedniej edycji badania i powrót do nastrojów z lata 2024 roku. Z kolei odsetek inwestorów prognozujących spadek zmniejszył się z 16 proc. do zaledwie 3 proc. Warto jednak pamiętać, że Europa Środkowa pozostaje rynkiem średnich transakcji – duże przejęcia są nadal wyjątkiem. Wzrost wartości może więc wynikać nie tyle z pojedynczych dużych transakcji, co z intensyfikacji strategii buy-and-build. – podkreśla Michał Tokarski

Równolegle z oczekiwanym wzrostem skali transakcji inwestorzy zakładają, że ogólny, wolumenowy poziom aktywności rynkowej pozostanie stabilny. Taki scenariusz wskazało 61 proc. respondentów, co oznacza wzrost o 14 p.p. w stosunku do poprzedniego opracowania (47 proc.). Odsetek spodziewających się zwiększenia aktywności spadł z 39 do 28 proc., a tych przewidujących jej ograniczenie – z 14 do 11 proc. Stabilne pozostają również prognozy dotyczące efektywności finansowej inwestycji, czyli finalnego zwrotu z zainwestowanego kapitału. Czterech na dziesięciu uczestników badania oczekuje jej poprawy, a ponad połowa (53 proc.) zakłada, że poziom efektywności utrzyma się na dotychczasowym poziomie.

Preferencje inwestorów coraz częściej kierują się w stronę firm o ugruntowanej pozycji rynkowej. Ponad połowa badanych (55 proc.) wskazuje, że to one będą przyciągać największą konkurencję inwestycyjną. Na dalszych pozycjach znalazły się średniej wielkości firmy wzrostowe (39 proc., wobec 42 proc. wcześniej), a zainteresowanie start-upami spadło do 5 proc., w stosunku do 9 proc. w poprzedniej edycji badania.

Stabilizacja oczekiwań cenowych

Oceny dotyczące wycen po stronie sprzedających pozostają zróżnicowane, ale ich rozkład wyraźnie się stabilizuje. Na wzrost oczekiwań cenowych wskazało 10 proc. ankietowanych – wobec 3 proc. pół roku wcześniej, a odsetek obserwujących spadki zmniejszył się z 31 do 24 proc. Połowa badanych nie dostrzegła żadnych zmian.

W porównaniu z poprzednią edycją widać, że rozkład oczekiwań inwestorów staje się bardziej zrównoważony. Maleje liczba osób zakładających skrajne scenariusze, a większość, bo 62 proc. respondentów spodziewa się, że ceny pozostaną na obecnym poziomie. Co istotne, odsetek przewidujących spadki zmniejszył się o połowę – wynosi 11 proc. i dziś jest taki sam, jak tych prognozujących wzrosty. Taka zmiana nie jest przypadkowa. Sprzedający mieli czas, żeby oswoić się z nowymi realiami i zrewidować swoje oczekiwania, często przy wsparciu doradców. Część z nich wzmocniła swoje firmy i liczy na wyceny, które to odzwierciedlają. Inni z kolei podejmują decyzje o sprzedaży, odpowiadając na zmieniające się otoczenie rynkowe lub nowe kierunki rozwoju. – mówi Arkadiusz Strasz, partner w dziale Advisory, M&A Transaction Services, Deloitte.

W ramach letniej edycji badania zapytano inwestorów również o ich spojrzenie na otoczenie transakcyjne i strategie tworzenia wartości. Ponad połowa respondentów (55 proc.) wskazuje, że ich głównym narzędziem pozostaje poprawa operacyjna, a 37 proc. uznaje ją obecnie za jedyną wiarygodną ścieżkę wzrostu. Jednocześnie nieco ponad jedna trzecia uczestników dostrzega spadek liczby potencjalnych nabywców, podczas gdy 46 proc. nie zauważa zmian. Tylko 14 proc. odnotowało wzrost aktywności inwestorów ze Stanów Zjednoczonych.

O badaniu

Badanie CE PE Confidence Survey od 2003 r. co 6 miesięcy śledzi zmieniające się nastroje inwestorów w Europie Środkowej. Obecna edycja skupia się na ich oczekiwaniach na drugą połowę 2025 r.

Na podstawie zbiorczych wyników kalkulowany jest tzw. „Confidence Index” – Indeks Zaufania, stanowiący wskaźnik nastrojów wśród zarządzających funduszami Private Equity. Indeks Zaufania jest średnią z 7 indeksów uzyskanych z pierwszych 7 pytań ankietowych. Wskaźnik przestawia zmianę odczuć pozytywnych w stosunku do łącznej liczy odpowiedzi pozytywnych i negatywnych (odpowiedzi neutralnie nie są brane pod uwagę) w porównaniu do pierwszej edycji badania z wiosny 2003 r. (wyjściowa baza 100 pkt.). Pytania w ankiecie dotyczą m.in. sytuacji gospodarczej, nastrojów i oczekiwań funduszy PE odnośnie do rynku transakcyjnego, spodziewanych parametrów transakcyjnych oraz aktywności funduszy.

Sztuczna inteligencja dla turystyki. Rusza nowy nabór projektów NCBR

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ogłosiło kolejny nabór w programie strategicznym INFOSTRATEG, którego celem jest rozwój rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. Tym razem projekty mają dotyczyć opracowania narzędzi i algorytmów SI wspierających rozwój gospodarczy w obszarze turystyki. Inicjatorem naboru jest Ministerstwo Sportu i Turystyki, a na dofinansowanie przeznaczono 44 mln zł.

Nowe narzędzia dla branży turystycznej

Systemy, które powstaną w ramach konkursu, mają pomóc branży turystycznej i transportowej w ocenie atrakcyjności oferty, planowaniu zasobów oraz analizie skuteczności działań promocyjnych. Rozwiązania będą oparte na przetwarzaniu danych w czasie rzeczywistym i algorytmach SI, łączących informacje z wielu źródeł:

  • portali rezerwacyjnych,
  • baz turystycznych, rejestrów państwowych i samorządowych,
  • danych o transakcjach i trendach w wyszukiwarkach,
  • mediów społecznościowych,
  • zanonimizowanych danych od operatorów telekomunikacyjnych.

Jak podkreśla Magdalena Kołodziejska, zastępczyni dyrektora NCBR, narzędzie ma być przydatne zarówno dla instytucji publicznych, jak i przedsiębiorców, a w efekcie także dla samych turystów:

System zwiększy dostęp do rzetelnej wiedzy, umożliwiającej podejmowanie świadomych decyzji strategicznych i operacyjnych w sektorze publicznym i prywatnym. Pomoże też w kierowaniu ruchem turystycznym w sposób bardziej zrównoważony i dostosowany do możliwości regionu.

Zasady konkursu i trzy etapy selekcji

Do konkursu mogą zgłaszać się jednostki naukowe, przedsiębiorstwa oraz ich konsorcja (do trzech podmiotów). Projekty muszą obejmować eksperymentalne prace rozwojowe oraz mogą uwzględniać badania podstawowe, przemysłowe i prace przedwdrożeniowe.

Realizacja przewidziana jest w trzech fazach:

  • Faza I – maks. 6 mln zł, czas trwania 6 miesięcy,
  • Faza II – maks. 2 mln zł, czas trwania 6 miesięcy,
  • Faza III – maks. 22 mln zł, czas trwania 28 miesięcy.

Po każdej fazie przeprowadzona zostanie selekcja – do II etapu przejdą maksymalnie dwa projekty, a do ostatniej fazy tylko jeden najlepiej oceniony. Łączny czas realizacji projektów wyniesie 40 miesięcy.

Nabór wniosków potrwa od 18 września do 5 grudnia 2025 r. (do godz. 16:00).

INFOSTRATEG – wsparcie dla polskich rozwiązań AI

Program INFOSTRATEG został uruchomiony w celu rozwoju krajowych kompetencji w dziedzinie sztucznej inteligencji i blockchainu. Jego zadania obejmują m.in.:

  • budowę zbiorów danych testowych i tworzenie standardów oceny rozwiązań,
  • wzmacnianie potencjału badawczego i rynkowego polskich zespołów IT,
  • rozwój narzędzi wykorzystujących sieci neuronowe w automatyzacji i robotyce,
  • zastosowanie technologii blockchain w gospodarce cyfrowej,
  • tworzenie innowacyjnych rozwiązań opartych o uczenie maszynowe zwiększających jakość usług i efektywność procesów.

UODO: przepisy o kontroli operacyjnej Policji wymagają zmian po wyroku TSUE

0

Przepisy regulujące stosowanie kontroli operacyjnej przez Policję w Polsce nie zapewniają właściwego poziomu ochrony prawa do prywatności i ochrony danych osobowych – ocenił Urząd Ochrony Danych Osobowych. To wniosek wynikający z wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 4 października 2024 r. w sprawie C-548/21, CG v Bezirkshauptmannschaft Landeck.

Zastępczyni prezesa UODO, Agnieszka Grzelak, skierowała w tej sprawie pismo do ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego, wskazując na konieczność pilnych zmian legislacyjnych.

Stanowisko TSUE

Trybunał uznał, że zatrzymanie telefonu komórkowego przez Policję i korzystanie z niego w celu pozyskania zawartych w nim danych stanowi przetwarzanie danych osobowych w rozumieniu dyrektywy policyjnej 2016/680 – nawet w sytuacji, gdy organ ścigania nie uzyska faktycznego dostępu do tych danych ze względów technicznych.

TSUE podkreślił, że dostęp do pełnej zawartości telefonu oznacza poważną ingerencję w prawa podstawowe jednostki, gdyż pozwala na odtworzenie szczegółowego obrazu życia prywatnego. Dane mogą obejmować m.in. wiadomości, zdjęcia, historię przeglądania Internetu czy informacje o stanie zdrowia, orientacji seksualnej i poglądach politycznych.

Zgodnie z wyrokiem, możliwość uzyskania przez organy wglądu do danych osobowych w celu zapobiegania przestępstwom i ich ścigania jest dopuszczalna, ale tylko wtedy, gdy przepisy:

  • precyzyjnie określają katalog przestępstw, w związku z którymi można sięgnąć po takie środki,
  • przewidują gwarancje proporcjonalności,
  • oraz uzależniają ich stosowanie – poza pilnymi, wyjątkowo uzasadnionymi przypadkami – od uprzedniej kontroli sądu lub niezależnego organu administracyjnego.

Zastrzeżenia wobec polskich regulacji

W ocenie UODO, obowiązujące przepisy – w szczególności art. 19 ustawy o Policji – nie spełniają wskazanych standardów. Aktualne rozwiązania:

  • nie wymagają od sądu uzasadnienia postanowienia o zarządzeniu kontroli, co czyni kontrolę sądową iluzoryczną,
  • nie przewidują poinformowania osoby o zastosowaniu wobec niej kontroli operacyjnej,
  • nie zapewniają prawa do skorzystania ze środka odwoławczego,
  • a ponadto posługują się zbyt szerokim katalogiem przestępstw, który może stanowić podstawę zastosowania kontroli.

Postulat zmian legislacyjnych

Po analizie orzeczenia TSUE, prezes UODO stwierdził, że konieczne jest pilne dostosowanie polskich regulacji do wymogów wynikających z prawa unijnego oraz Karty praw podstawowych UE. Jak wskazano, tylko wtedy możliwe będzie zapewnienie realnej ochrony prawa do prywatności i ochrony danych osobowych osób objętych działaniami Policji.

Mandat na Lotnisku Chopina – pasażerka ukarana za fotografowanie kontroli paszportowej

Podróże lotnicze zawsze wymagają od pasażerów zachowania szczególnej ostrożności i przestrzegania zasad bezpieczeństwa. Każdy terminal, kontrola paszportowa czy punkt kontroli bezpieczeństwa to miejsca, w których obowiązują ściśle określone przepisy mające chronić zarówno pasażerów, jak i personel lotniska. Niestety, nie wszyscy pamiętają, że nawet pozornie niewinne działania, takie jak zrobienie zdjęcia telefonem, mogą prowadzić do poważnych konsekwencji. Przekonała się o tym podróżna z Gruzji, która podczas oczekiwania w kolejce do kontroli paszportowej na Lotnisku Chopina postanowiła sfotografować stanowiska odprawy. Jej działania zostały zauważone przez służby graniczne, które natychmiast przypomniały, że w tej strefie obowiązuje całkowity zakaz fotografowania. Incydent zakończył się nałożeniem mandatu i pokazuje, jak ważne jest przestrzeganie zasad bezpieczeństwa na lotnisku, nawet w codziennych sytuacjach.

Incydent podczas kontroli paszportowej

Jak relacjonują świadkowie, kobieta wyciągnęła telefon i zaczęła fotografować zarówno swoją kartę pokładową, jak i fragmenty stanowiska kontroli. Taki czyn zwrócił uwagę służb granicznych, które przypomniały, że robienie zdjęć w strefie kontroli paszportowej jest zabronione ze względów bezpieczeństwa.

Strażnicy graniczni zauważyli naruszenie przepisów i natychmiast podjęli interwencję. Gruzinka została ukarana mandatem, a po uregulowaniu grzywny mogła kontynuować dalszą podróż – opuściła lotnisko z mandatem.

– „Fotografowanie w tym miejscu może utrudniać pracę funkcjonariuszy oraz stwarzać ryzyko naruszenia prywatności innych pasażerów. Przepisy są jasne – takie zachowanie nie jest dozwolone” – tłumaczy rzeczniczka Nadwiślańskiego Oddziału Straży Granicznej, major Dagmara Bielec.

Zakaz fotografowania i apel do podróżnych

Rzeczniczka podkreśliła, że na terenie lotniska obowiązuje zakaz fotografowania obszarów kontroli granicznej. Nie wolno robić zdjęć urządzeń ani stanowisk służb granicznych.

  • „Apelujemy do wszystkich podróżnych: zanim sięgniesz po smartfona i zrobisz zdjęcie na lotnisku, upewnij się, że fotografowanie w danym miejscu jest dozwolone. W strefach kontroli granicznej aparat – nawet w telefonie – powinien pozostać wyłączony. Bezpieczeństwo granicy to wspólna sprawa” – dodała.

Jak uniknąć problemów na lotnisku? Porady eksperta ds. pasażerów

Ekspert ds. podróży lotniczych z AirCashBack podkreśla, że pasażerowie mają obowiązek przestrzegania regulaminów lotniskowych..Każdy podróżny powinien znać podstawowe zasady bezpieczeństwa obowiązujące na lotnisku. Nieznajomość przepisów nie zwalnia z odpowiedzialności. Mandaty i inne sankcje mogą być nakładane natychmiast, dlatego warto uważnie obserwować oznakowanie i stosować się do instrukcji personelu – mówi specjalista.

Co jest zabronione na lotnisku? Wskazówki dla podróżnych

Aby uniknąć problemów, warto pamiętać o kilku podstawowych zasadach:

  • Zakaz fotografowania i filmowania w strefach kontroli paszportowej, bezpieczeństwa pasażerów i bagażu oraz w strefach akcji ratowniczych i rozpoznania minersko-pirotechnicznego.
  • Nie używaj urządzeń mobilnych w miejscach oznaczonych jako strefy zakazane, nawet do robienia krótkich selfie czy zdjęć dokumentów.
  • Zwracaj uwagę na znaki i piktogramy informujące o ograniczeniach w danym obszarze lotniska.
  • Przestrzegaj instrukcji służb lotniskowych – ich zadaniem jest ochrona bezpieczeństwa pasażerów i procedur granicznych

Nawet pozornie niewinne czynności, takie jak robienie zdjęć, mogą prowadzić do konsekwencji prawnych w newralgicznych strefach lotniskowych. Lotniska stają się coraz bardziej cyfrowe, a pasażerowie chętnie dzielą się wrażeniami z podróży w mediach społecznościowych, jednak warto zawsze sprawdzić, gdzie można fotografować, a gdzie należy zachować szczególną ostrożność.

UOKiK ukarał przedsiębiorców za zatory płatnicze – ponad 3,3 mln zł kar

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów nałożył w ostatnim czasie kary finansowe na przedsiębiorców, którzy generowali zatory płatnicze. Łączna wartość sankcji przekroczyła 3,3 mln zł, a dodatkowo w jednej sprawie wydano decyzję o karze ponad 450 tys. zł za nieudzielenie wymaganych informacji.

W sprawach zatorów płatniczych jesteśmy zarówno pierwszą, jak i drugą instancją, ponieważ rozpatrujemy również odwołania ukaranych przedsiębiorców. Tylko w ramach ostatnich postępowań przeanalizowaliśmy prawie 320 tysięcy faktur wystawionych przez ponad 9 tysięcy dostawców – podkreślił prezes UOKiK Tomasz Chróstny.

Kary dla 11 przedsiębiorców

Sankcje objęły spółki z różnych branż: motoryzacyjnej, opakowań, energetyki wiatrowej, budowlanej, maszynowej, kosmetycznej, spożywczej i farmaceutycznej. Najwyższą karę otrzymała firma Medi&More – ponad 1 mln zł.

Pozostałe ukarane spółki to m.in.:

  • WISS Samochody Specjalne – 614 tys. zł,
  • Amcor Specialty Cartons Polska – 124 tys. zł,
  • Vestas-Poland – 82 tys. zł,
  • Marelli Aftermarket Poland – 126 tys. zł,
  • Robyg Construction – 62 tys. zł,
  • Superior Industries Production Poland – 287 tys. zł,
  • Contimax – 340 tys. zł,
  • Cetes Cosmetics Poland – 457 tys. zł,
  • Velvet Care – 181 tys. zł,
  • LiuGong Dressta Machinery – 298 tys. zł.

Sześciu z jedenastu przedsiębiorców nie kwestionowało decyzji i skorzystało z możliwości obniżenia kary o 20 proc.

Przy ustalaniu wysokości sankcji urząd uwzględniał nie tylko skalę i długość opóźnień, ale także czynniki łagodzące, takie jak działania ograniczające ryzyko kolejnych opóźnień czy aktywna współpraca z UOKiK. W dwóch przypadkach obniżono kary, ponieważ spółki wykazały, że same padły ofiarą zatorów płatniczych.

Kara za brak współpracy

Prezes UOKiK nałożył także karę 456,3 tys. zł na spółkę Neptun z Lublina za nieterminowe i niekompletne odpowiedzi na wezwania w toku postępowania. Firma spóźniała się nawet o 107 dni, co znacząco utrudniło prowadzenie sprawy.

Zgodnie z ustawą o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych, każdy przedsiębiorca ma obowiązek przekazywać na żądanie Prezesa UOKiK pełne i terminowe informacje. Brak współpracy może skutkować sankcją sięgającą nawet 5 proc. rocznego przychodu, jednak nie więcej niż równowartość 50 mln euro.

Interwencje miękkie zamiast kar

UOKiK stosuje także tzw. wystąpienia miękkie, które mają charakter prewencyjny. Przedsiębiorcy otrzymują w nich informacje o zauważonych nieprawidłowościach i potencjalnych konsekwencjach. W lipcu urząd wysłał 22 takie sygnały ostrzegawcze, a od początku roku – już 128.

Kurs funta pod presją inflacji – lipcowy odczyt najwyższy od 18 miesięcy

W lipcu inflacja w Wielkiej Brytanii wzrosła do poziomu 3,8% rok do roku, osiągając najwyższą wartość od 18 miesięcy. Głównymi motorami wzrostu były rosnące ceny paliw, żywności oraz usług transportowych. Odczyt ten przekroczył oczekiwania ekonomistów, którzy prognozowali inflację na poziomie 3,7%, i jednocześnie potwierdził wcześniejsze przewidywania Banku Anglii. Szczególne znaczenie ma inflacja w sektorze usług, który uznawany jest za kluczowy wskaźnik presji cenowej w gospodarce. W lipcu sięgnęła ona 5%, przewyższając prognozy na poziomie 4,9%. Szczególnie dynamiczny wzrost – o 30,2% w ujęciu miesięcznym – odnotowano w przypadku cen biletów lotniczych, co urząd statystyczny ONS tłumaczy zwiększonym popytem wynikającym z sezonu wakacyjnego i szkolnych ferii.

Również ceny żywności i napojów bezalkoholowych wzrosły w ujęciu rocznym o 4,9%. Na podwyżki szczególnie wpłynęły produkty takie jak wołowina, czekolada i kawa, co przełożyło się na dodatkową presję inflacyjną w gospodarstwach domowych. Utrzymujący się wysoki poziom inflacji komplikuje sytuację Banku Anglii, który może być zmuszony do bardziej ostrożnego podejścia w zakresie luzowania polityki pieniężnej. Choć rynki nadal dopuszczają możliwość jednej obniżki stóp procentowych do końca roku, prawdopodobieństwo takiego ruchu spadło do około 40%, co stanowi wyraźną korektę względem wcześniejszych, bardziej optymistycznych oczekiwań.

Analitycy Bloomberg Economics zaznaczają, że choć lipcowy wzrost inflacji był wyższy od ich prognoz, to w dużej mierze wynikał z czynników tymczasowych, takich jak wzrost cen lotów. W związku z tym wciąż przewidują obniżkę stóp w listopadzie, choć jednocześnie zaznaczają, że kolejne dane makroekonomiczne mogą wpłynąć na rewizję tych prognoz. Na tle pogarszającej się sytuacji cenowej rząd premiera Keira Starmera znajduje się pod rosnącą presją społeczną i polityczną. Inflacja obniża siłę nabywczą gospodarstw domowych, a krytycy wskazują na kwietniowe podwyżki podatków i płacy minimalnej jako istotne czynniki dodatkowo obciążające budżety obywateli. Minister finansów Rachel Reeves przyznaje, że sytuacja gospodarcza uległa poprawie w porównaniu z okresem rządów poprzedniego gabinetu, ale – jak podkreśla – „wciąż pozostaje wiele do zrobienia”.

Tymczasem kurs GBP/USD znajduje się w kluczowym technicznym punkcie zwrotnym. Para walutowa od połowy stycznia do końca czerwca poruszała się w kanale wzrostowym, z którego wybiła się w połowie lipca. Wyznaczając nowy niższy dołek na poczatku sierpnia, para walutowa pokonałą zakres największej korekty w ostatnim ruchu wzrostowym, co może wskazuje na rosnącą presję spadkową. W ostatni czwartek cena testowała okolice oporu na poziomie 1,36, gdzie wypada prawe ramię formacji RGR (głowa z ramionami). Utrzymujące się trudności z przebiciem tego poziomu mogą sugerować realizację scenariusza spadkowego, którego potencjalny zasięg wypada w okolicach 1,29. Wybicie się z szerokiego przedziału konsolidacji 1,3140–1,36 przesądzi o dalszym kierunku notowań w nadchodzących tygodniach.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

Najem mieszkań w Polsce coraz droższy. Średnie stawki wzrosły o 5,3% rok do roku

0

Najem mieszkania w dużych miastach drożeje i zbliża się do 80 zł za metr w Warszawie. Z raportu Rankomat.pl i Rentier.io wynika, że przewaga cenowa stolicy nad resztą miast topnieje, bo w drugim pod względem kosztów Gdańsku metr kwadratowy kosztuje już 70 zł. To oznacza, że za najem 50-metrowego mieszkania, bez rachunków, trzeba zapłacić miesięcznie od 1965 zł w Częstochowie do 3940 zł w Warszawie. Przynajmniej 3 tys. zł czynszu trzeba wydadzą najemcy w Gdyni, Wrocławiu, Krakowie i Gdańsku. A jeśli zestawić średnią miesięczną stawkę czynszu z ratą kredytu, to jedynie w 4 na 17 miast kredyt będzie tańszy niż najem.

Ceny najmu za m2 – drogie miasta w wakacje drożeją

W lipcu 2025 r. przeciętny koszt najmu w przeliczeniu na metr kwadratowy najwięcej kosztował tam, gdzie nieruchomości są najdroższe. W Warszawie trzeba zapłacić 79 zł/m2 samego czynszu, a więc bez opłat licznikowych i administracyjnych. W porównaniu z poprzednim miesiącem widać niewielki, ale jednak regularny trend wzrostowy. Stawka metrowa za najem wzrosła nie tylko w stolicy (z 78 na 79 zł), ale i w innych topowych miastach Polski, jak Gdańsk (z 67 na 70 zł), Kraków (z 66 na 68 zł) czy Wrocław (z 65 na 66 zł). Za to pozostała praktycznie bez zmian w najtańszych miastach z notowania, czyli Radomiu (42 zł) i Częstochowie (39 zł). Można zaryzykować tezę, że popyt na najem stale dotyczy miast uznawanych za najdroższe i najbardziej atrakcyjne pod względem rynku pracy i oferty edukacyjnej.

– Najważniejszym czynnikiem sukcesu wynajmu obecnie nadal pozostaje lokalizacja, ale nie gwarantuje ona powodzenia sama w sobie. Mieszkanie powinno być dopasowane do różnych grup najemców, od studentów, przez młodych pracowników, po cudzoziemców. Bliskość uczelni, możliwość pracy zdalnej i dobry standard wyposażenia znacząco zwiększają szanse na szybki i stabilny wynajem – podkreśla Anton Bubiel, prezes Rentier.io.

najem 0725 m2Dynamika zmian stawek za najem w przeliczeniu na 1m2 jest różna, gdy wziąć pod uwagę okres miesięczny i roczny.

W porównaniu do cen sprzed miesiąca cena najmu we wszystkich 17 miastach wzrosła o 1,08%. Warto odnotować, małe bo małe, ale jednak spadki, jak w Szczecinie (-2,5%), Sosnowcu (-1,9%), Białymstoku (-1,2%), Gdyni (-0,8%) czy Radomiu (-0,5%). Najmocniej przez miesiąc podrożał najem w Gdańsku, o 5%.

Z kolei przez rok stawki najmu wzrosły średnio we wszystkich miastach o 5,31%. Spadków żadnych nie było, jedynie Częstochowa zanotowała brak zmiany. Stawki rosły od 1,5% w Radomiu, przez 7,4% w Katowicach do aż 11% w Sosnowcu.

Lipiec to tradycyjnie jeden z najbardziej aktywnych miesięcy na rynku wynajmu mieszkań. Właściciele lokali kontaktują się z dotychczasowymi najemcami, aby ustalić przedłużenie umów na kolejny rok, a mieszkania, które nie zostają w rękach obecnych lokatorów, wracają na rynek, zwiększając podaż. Letni okres poszukiwań to także czas, gdy swoją aktywność rozpoczynają nowi studenci przygotowujący się do nowego roku akademickiego – dodaje Anton Bubiel.

W Sosnowcu i Szczecinie rata kredytu niższa niż najem

Alternatywą dla najmu mieszkania jest spłacanie takiego lokalu z kredytu hipotecznego. Jednak nie w każdym mieście kredyt równa się niskie koszty. Na 17 zestawionych miast tylko w 4 rata za kredyt jest obecnie niższa niż czynsz na najem. Tymi wyjątkami są Częstochowa (tu różnica wynosi zaledwie 7 zł), Łódź (różnica 13 zł), Szczecin (różnica 34 zł) i Sosnowiec (różnica już bardziej wyraźna, bo 195 zł na korzyść raty kredytu).

W pozostałych 13 miastach rata za kredyt jest wyższa niż rata za najem, zakładając, że wkład własny wynosi 10% i okres spłaty to 30 lat. W Krakowie rata kredytu mieszkania 50 m2 jest wyższa o 877 zł od miesięcznego najmu. W Warszawie różnica też jest spora (867 zł) i co ciekawe w Toruniu (559 zł). Minimalnie droższy kredyt od najmu występuje w Lublinie (251 zł), Bydgoszczy (207 zł) i Radomiu (150 zł).

– Prognozy na kolejne miesiące wskazują na stabilizację stawek czynszów. Brakuje istotnych czynników popytowych — obniżone stopy procentowe zachęcają część najemców do zakupu własnego mieszkania, napływ cudzoziemców nie wzrasta, a podaż zwiększa rosnąca oferta profesjonalnych podmiotów wynajmujących (tzw. PRS-ów) i planowane wejście REIT-ów, czyli funduszy inwestujących w nieruchomości na późniejszy wynajem. To wszystko może oznaczać większą konkurencję cenową i wolniejsze tempo wzrostu stawek. – komentuje Anton Bubiel, prezes Rentier.io.

najemVSkredyt 0725W przypadku zarówno najmu, jak i mieszkania na kredyt część opłat stanowić będzie ubezpieczenie mieszkania. Taka polisa nie zawsze jest obowiązkowa dla najemców, ale chroni finansowo lokatorów w razie wyrządzenia przez nich szkody na nie swoim mieszkaniu. W przypadku kredytobiorców to obowiązek wymagany przez bank i wystarczy już polisa w podstawowym zakresie, a więc na wypadek skutków żywiołów przyrody, pożaru czy zalania.

Metodologia

Powyższa analiza dotyczy mieszkań występujących w ogłoszeniach internetowych z okresu od 1 do 31 lipca 2025 r. dla 17 miast. Wyliczenia sporządzono na podstawie 25 tys. ogłoszeń najmu. Publikujemy wyniki tylko, gdy liczba ogłoszeń jest nie mniejsza niż 100.

Polacy pytają AI, gdzie jechać na wakacje

  • Największe biura podróży w Polsce wciąż nie wykorzystują swoich szans, jakie daje im boom na wyszukiwanie za pomocą np. ChatGPT. Raport „Biura podroży w erze AI” wskazuje na szybko rosnąca rolę AI w podejmowaniu decyzji konsumenckich dot. wyjazdów wakacyjnych oraz preferowanych pośredników.
  • Badacze za pomocą narzędzia Sorikko w zautomatyzowany sposób, przez kilka tygodni, tysiące razy zasypywali AI pytaniami imitującymi zachowania Polaków planujących wakacje. Wiedzą już, jakie strony internetowe oraz firmy poleca np. ChatGPT czy Gemini lub Grok. Analiza pokazuje nie tylko zasięgi liderów rynku w AI, ale i sentyment, jakim sztuczna inteligencja darzy dane marki.
  • Monitoring polskojęzycznego AI i umiejętne SEO w modelach językowych stają się kluczowe. Według doświadczeń praktyków z branży, konsumenci bazujący na rekomendacjach sztucznej inteligencji są nawet 3-krotnie bardziej skłonni do zakupów w segmencie travel od osób korzystających z pomocy klasycznej wyszukiwarki[1].

Warszawa, 20 sierpnia 2025 – Według ostatnich badań, ponad 89% konsumentów[2] chce korzystać ze sztucznej inteligencji podczas planowania przyszłych podróży. Jednocześnie asystenci AI są przez nas uważani za bardziej wiarygodne źródło informacji niż blogerzy podróżniczy lub influencerzy w mediach społecznościowych a 41 proc.[3] Polaków deklaruje wprost, że „ufa AI”. Sorikko.com sprawdziło, jaki wpływ ma AI na branżę travel w Polsce, której liderzy tylko w zeszłym roku wygenerowali ponad 21 mld zł przychodów.

– To tektoniczna zmiana: w ostatnich 12 miesiącach globalna liczba użytkowników ChatGPT wzrosła 5-krotnie a liczba interakcji z AI rośnie w jeszcze szybszym tempie. Ta dynamika obejmuje również Polskę. To oznacza nowe szanse, ale i zagrożenia dla biznesów mających swoją ugruntowaną pozycję w „starym”, cyfrowym świecie. Z tygodnia na tydzień klasyczne SEO w wyszukiwarkach i przychód z niego traci swoją pozycję na rzecz pozycjonowania i ruchu generowanego z zapytań z modeli językowych. Konsumenci coraz częściej wybierają rozmowę z AI zamiast przeszukiwania sieci. To tam pytają ChatGPT „gdzie jest teraz ciepłe lato i gdzie mogę spędzić tydzień za 5 tys. zł” zamiast ślęczeć nad wyszukiwaniami w Google’u – podkreśla Jakub Mazurkiewicz, CEO Sorikko, firmy dostarczającej narzędzie do automatycznego monitoringu marek w AI.

CHATGPT: ZDROWE KALORIE DLA BRANŻY TRAVEL

Jak wynika z raportu „Biura podróży w erze AI”, największe biura podróży w Polsce nie wykorzystują wszystkich szans, jakie daje im rozwój wyszukiwań w modelach LLM. Analitycy Sorikko, wyliczyli, że 3 największe działające w Polsce biura podróży czyli Itaka, TUI oraz Rainbow dominują pod kątem obecności w odpowiedziach najpopularniejszych modelach sztucznej inteligencji. Różnice między nimi nie przekraczają 2 pkt. proc. – według danych zawartych w raporcie, wymienione marki idą łeb w łeb i występują w niemal 90 proc. odpowiedzi z Gemini, Groka, Deepseeka czy ChatGTP. Kolejne firmy turystyczne w zestawieniu są już zdecydowanie rzadziej wymieniane przez AI. Coral Travel notuje wynik na poziomie 44 proc. a Exim Tours pojawia się już jedynie w 26 proc. przypadków.

– Intensywna obecność w LLM-ach jest kluczowa z kilku powodów, także dlatego, że ruch przychodzący z tego kanału jest zdecydowanie bardziej efektywny, kaloryczny biznesowo niż ten z organicznych wyszukiwań w wyszukiwarkach czy z płatnych kampanii w Google’u lub w mediach społecznościowych. Jednocześnie w dialogu z AI użytkownicy często zatrzymują się na jego pierwszych rekomendacjach. A to oznacza, że dla czołówki branży turystycznej odpowiednie pozycjonowanie w rekomendacjach AI w Polsce możne oznaczać miliony złotych zysków rocznie – zaznacza Jakub Mazurkiewicz z Sorikko.

LLM-Y PREMIUJĄ LIDERÓW, ALE LUBIĄ NISZE

Badania Sorikko pokazują również, że modele językowe w rozmawiając z Polakami o podróżach wyraźnie premiują 3 największe biura podróży. W statystykach tzw. udziału w głosie (share of voice), liderzy zajmują po nieco ponad 15 proc. przestrzeni rekomendacji AI, co daje im łącznie 46 proc. udziału w głosie. Kolejne w rankingu marki, te o mniejszej sile wpływu na AI mogły liczyć na maksymalnie 5-7 proc. przestrzeni w odpowiedziach sztucznej inteligencji.

– Nie oznacza to jednak, że sfera marketingu w LLM-ach w sektorze travel jak i w innych sektorach jest zabetonowana. W przypadku pytań bardziej szczegółowych np. dotyczących wakacji w konkretnej destynacji i formule dodatkową premię dostawały biura podróży specjalizujące się w np. wakacjach na greckich wyspach. W wynikach pojawiały się także nierzadko marki nieobecne na polskim rynku, co pokazuje pewną agnostyczność modeli językowych i przestrzeń, którą mogą zagospodarować lokalne firmy – uważa Wojtek Skowronek CTO, cofounder Sorikko.com.

NOWE ROZDANIE W SEO: REDDIT MA ZNACZENIE

Autorzy raportu wskazują, że także mniejsze marki mogą w nowej rzeczywistości zdobyć dużo wyższą pozycję niż w klasycznych wyszukiwarkach. LLM-y patrzą bowiem na kwestie rekomendacji zdecydowanie bardziej holistycznie. AI kontekstowo bada wiele aspektów w tym samym czasie, ważąc ich wiarygodności i autorskość. Użytkownicy to uwielbiają i głosują za tym swoimi portfelami. W samym USA 40 proc. podróżnych[4] w [3] ostatnim czasie korzystało z sugestii AI przy planowaniu podróży.

– Marketing w sieci ma nowe rozdanie. W tej grze jest dużo więcej zmiennych. AI premiuje media własne, ale i publikacje w niezależnych źródłach o wysokiej reputacji, zapracowane np. przez PR. Mocny wpływ na LLM-y mają rankingi oraz zestawienia, do tego opinie tworzone przez użytkowników internetu, także te publikowane w niedocenianych w Polsce serwisach typu Reddit czy Trustpilot. Czasem nawet niszowy, ale fachowo zrobiony film z YouTube’a może mieć wpływ na odpowiedź AI, stąd konieczność adresowania różnych kanałów i mulitmodalność treści – zauważa Jakub Mazurkiewicz.

[1] case study prezentowane przez Johna Lyotiera, CEO TravelAI https://www.linkedin.com/posts/johnlyotier_i-hesitated-writing-this-post-it-is-the-activity-7341642719817015296-hI4g?utm_source=share&utm_medium=member_desktop&rcm=ACoAAAChlKwBPHRzI2udZPCKRc7HVXn_UHZjjcg

[2]https://content.presspage.com/uploads/685/f7f5bfb0-55d7-464e-b4f3-6793df36e43b/booking.com-theglobalaisentimentreport2025-final.pdf?10000

[3] https://assets.kpmg.com/content/dam/kpmg/pl/pdf/2025/07/pl-Raport-KPMG-w-Polsce-KPMG-AI-Trust-2025-web.pdf

[4] https://www.cint.com/blog/cintsnap-survey-uncovers-2024-holiday-travel-trends-and-the-use-of-ai-in-travel-planning/

Czy nowa funkcja mapy na Instagramie okaże się poważnym zagrożeniem? Eksperci ostrzegają

0

Kiedy Instagram po cichu wprowadził nową funkcję „Friend Map” („Mapa znajomych”), została ona przedstawiona jako świetny sposób na zobaczenie, gdzie znajdują się nasi znajomi oraz na odkrywanie miejsc wspólnych spotkań. Jednak premiera funkcji wywołała od razu obawy – i to z całkiem uzasadnionych powodów. Udostępnianie lokalizacji to nie tylko kwestia wygody, ale także zaufania, bezpieczeństwa i kontroli nad własnymi danymi osobowymi – uważa Amit Wigman z zespołu eksperckiego CTO Check Point Software Technologies.

Choć Meta zapewnia, że funkcja jest dobrowolna (opt-in), to jej włączenie może prowadzić do znacznie większych konsekwencji niż tylko spontaniczne spotkania. Zaciera ona granicę między zagrożeniami dla prywatności w sieci a bezpieczeństwem fizycznym, narażając użytkowników na ataki ukierunkowane, stalking czy niechciane profilowanie. Konstrukcja tej funkcji, w połączeniu z presją społeczną, jaka towarzyszy korzystaniu z Instagrama, sprawia, że nawet ostrożni użytkownicy mogą ujawniać więcej informacji o swoich zwyczajach i przemieszczaniu się, niż początkowo zamierzali.

O danych słów kilka   

Po włączeniu funkcji Instagram Map rejestruje dwa główne typy danych o lokalizacji:

  1. Logi lokalizacji wyzwalane przez aplikację– ostatnia lokalizacja zapisywana jest przy każdym otwarciu lub ponownym uruchomieniu aplikacji.
  2. Dane lokalizacji oparte na treściach– wszystkie Reels, Stories lub posty w feedzie oznaczone lokalizacją są indeksowane i powiązywane z Twoim profilem.

Te wpisy tworzą historię przemieszczania się z oznaczeniem czasu, nawet jeśli nie jest to ciągłe śledzenie GPS. Powtarzające się meldunki w tych samych miejscach pozwalają z dużą dokładnością wywnioskować adres domowy i miejsca pracy, trasy podróży oraz często odwiedzane punkty – zauważa ekspert Check Pointa.

Dane przechowywane są centralnie na serwerach Meta – w tej samej infrastrukturze, z której korzystają Instagram, Facebook, Messenger i inne usługi. Firma nie określa, jak długo przechowuje te informacje, używając ogólnego sformułowania „tak długo, jak to konieczne” na potrzeby świadczenia usług, analiz, zgodności z prawem i celów komercyjnych. W odróżnieniu od usług lokalizacyjnych, w których priorytetem jest bezpieczeństwo, dane te nie są szyfrowane metodą end-to-end, co oznacza, że dostęp do nich mogą mieć systemy Meta, a potencjalnie także jej pracownicy. Centralizacja tych informacji czyni je również atrakcyjnym celem dla cyberprzestępców. W przypadku naruszenia bezpieczeństwa mogą oni przechwycić nie tylko loginy i hasła, ale też szczegółową mapę miejsc, w których przebywali użytkownicy.

Ponieważ Instagram jest częścią większego ekosystemu reklamowego Meta, dane te mogą być powiązane z szerszym profilem zachowań użytkownika. Umożliwia to wyjątkowo precyzyjne targetowanie reklam – np. dotarcie do osób, które w tygodniu odwiedzają określoną siłownię albo w sobotnie poranki bywają w konkretnej kawiarni. Jednak ta sama precyzja może posłużyć do działań złośliwych.

Podwójne zagrożenie: ryzyko fizyczne i cyfrowe

Ryzyka związane z udostępnianiem lokalizacji można podzielić na dwie kategorie – i problem w tym, że mogą się one przenikać.

Od strony fizycznej, ujawnienie miejsca pobytu może umożliwić stalking, nękanie czy niechciane spotkania. Napastnik, który odkryje Twój codzienny dojazd, ulubiony bar czy trasę joggingu, może zaplanować bezpośredni kontakt. Przestępcy wykorzystywali też oznaczenia lokalizacji w mediach społecznościowych, by ustalić, kiedy ktoś jest poza domem – i czy w tym czasie dokonać włamania. W przypadku nieletnich ryzyko jest jeszcze większe – ujawnione lokalizacje mogą ułatwić namierzenie i zbliżenie się do dziecka.

Od strony cyfrowej, dane o lokalizacji stają się narzędziem profilowania. Platforma reklamowa Meta może łączyć je z historią przeglądania, zakupami i danymi demograficznymi, aby tworzyć bardzo szczegółowe segmenty odbiorców. Może to służyć nie tylko reklamom, ale też kampaniom dezinformacyjnym, oszustwom czy phishingowi, wykorzystującym znajomość zwyczajów do zdobycia zaufania.

Instagram vs. Snapchat i Apple Find My

Na pierwszy rzut oka Instagram Friend Map może wydawać się podobny do Apple Find My czy Snapchat Snap Map, ale różnią się one znacząco.

  • Apple Find My stosuje pełne szyfrowanie end-to-end – lokalizacja jest zaszyfrowana na urządzeniu nadawcy i może być odszyfrowana tylko na urządzeniu odbiorcy. Apple nie ma dostępu do tych danych. Funkcja służy bezpieczeństwu i odzyskiwaniu urządzeń, a nie celom społecznym czy reklamowym.
  • Snapchat Snap Map jest opcjonalny, ale miał udokumentowane przypadki nadużyć – nawet tryb Ghost Mode nie zawsze chronił użytkowników przed namierzeniem.
  • Instagram Friend Map różni się tym, że łączy dane lokalizacyjne z całym ekosystemem Meta, działa w ramach platformy napędzanej reklamami i posiada komercyjną motywację do gromadzenia i analizowania danych. Meta w ostatnich miesiącach doświadczyła też kilku dużych wycieków danych, co czyni ją atrakcyjnym celem dla cyberprzestępców.

Mapa znajomych czy mapa zagrożeń?

Z punktu widzenia bezpieczeństwa, funkcja ta szybko wzbudziła zainteresowanie cyberprzestępców. Już po kilku dniach od premiery na forach pojawiły się dyskusje o możliwości odwrócenia inżynierii API, aby poznać szczegóły przechowywania i przesyłania danych. Pojawiły się też rozmowy o masowym scrapowaniu danych lokalizacyjnych i łączeniu ich z informacjami z innych źródeł w celu identyfikacji osób.

Takie metody nie są nowe – były stosowane m.in. w głośnych przypadkach ujawnienia lokalizacji przez Snapchata, włamań związanych z geotagami na Instagramie i Facebooku czy w wycieku map aktywności Strava, który ujawnił lokalizacje baz wojskowych.

Jak zmniejszyć ryzyko?

Amit Wigman z Check Pointa sugeruje kilka działań zaradczych. Po pierwsze, wyłączenie udostępniania lokalizacji: Wiadomości → Mapa → Ustawienia → Udostępnianie lokalizacji → „Nikt”. Po drugie, ograniczenie uprawnień aplikacji: w ustawieniach prywatności telefonu ustaw dostęp do lokalizacji dla Instagrama na „Podczas używania aplikacji” lub wyłącz go całkowicie. I w końcu, przeglądanie listy obserwujących: usuwaj osoby, których nie znasz lub którym nie ufasz w realnym życiu.

Dodatkowy zabezpieczeniem będzie wyłącznie doraźnego udostępniania: jeśli włączasz lokalizację w konkretnym celu, wyłącz ją zaraz po, aby uniknąć tworzenia długoterminowej historii lokalizacji.

Na rynek najmu wracają studenci, więc mieszkań zaczyna ubywać. A co z czynszem?

Sierpień to tradycyjnie okres, w którym mieszkań na wynajem poszukują przede wszystkim studenci, ale także rodziny z dziećmi w wieku szkolnym. Z każdym tygodniem upolowanie okazji będzie więc coraz trudniejsze. W Warszawie, Krakowie i Wrocławiu oferta mieszkań kurczy się już od trzech miesięcy, a lipiec przyniósł wzrost mediany czynszów.

Rynek najmu charakteryzuje się sezonowością. Zimą popyt zamiera, wiosną ożywia się, a apogeum osiąga wczesną jesienią, kiedy mieszkań szukają studenci. Podobnie jest też w tym roku. Niepokoić może jednak szybszy niż zwykle spadek liczby mieszkań w ofercie. Mniej było ich o tej porze roku w 2022 r., gdy do Polski napłynęła fala uchodźców z Ukrainy – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że w lipcu na rynku najmu w całym kraju pojawiło się 53,5 tys. nowych unikalnych ofert wynajmu mieszkań, czyli o 14% więcej niż w czerwcu. Wycofano ich natomiast ok. 56,5 tys., czyli o 18% więcej. W efekcie ich oferta skurczyła się z 75 tys. do 72 tys., czyli o 4%.

Mieszkaniowy rynek najmu

Marek Wielgo zwraca uwagę, że oferta jest o przeszło 6% mniejsza niż przed rokiem. Przy czym zwykle o tej porze roku rosła liczba mieszkań na wynajem dostępnych na rynku, natomiast w tym roku wyraźnie się kurczy. I to jeszcze zanim zaczął się tzw. wysoki sezon. Np. w marcu najemcy szukający mieszkania w Warszawie mogli przebierać wśród 19,3 tys. ofert. W czerwcu było ich 14,7 tys., a w lipcu – 13,9 tys. Drugi miesiąc z rzędu oferta w stolicy skurczyła się aż o 5%!

W pozostałych metropoliach było z tym różnie ze względu na lokalne uwarunkowania. O 3% ubyło w lipcu mieszkań na wynajem w Krakowie (do 6,3 tys.) i o 2% we Wrocławiu (do 5,2 tys.), a to jedne z największych ośrodków akademickich w kraju.

Natomiast aż o 9% zwiększył się wybór mieszkań w Gdańsku (do 2,5 tys.). Tyle tylko, że wciąż jest on w tym mieście o ponad jedną piątą mniejszy niż w końcówce ubiegłego roku. O 7% wzrosła też w lipcu oferta w Łodzi (do 3 tys.) i o 6% w Poznaniu (do 3,4 tys.). Poziom z czerwca utrzymał się w Katowicach, gdzie dostępnych na rynku było pod koniec lipca ok. 2,3 tys. lokali.

Liczba unikalnych ofert wynajmu mieszkań_lipiec 2025

Jaki wpływ miała sytuacja podażowa na czynsze?

Wygląda na to, że szczególnie osoby chcące studiować w Warszawie muszą się liczyć z coraz większym wydatkiem. Najtańsze lokale znikają bowiem z rynku. Z danych portalu GetHome.pl wynika, że w stolicy mediana czynszu (ok. 4,7 tys. zł) była o 2% wyższa niż czerwcu. O 3% wzrosła też w Poznaniu (do 2,6 tys. zł) i o 1% – we Wrocławiu (do przeszło 2,8 tys. zł). Przy czym w tym ostatnim mieście, przeciętna stawka czynszu poszła w górę, mimo wzrostu oferty. Może to świadczyć o tym, że na rynek trafiły stosunkowo drogie lokale, a zaczęły z niego znikać najtańsze.

W pozostałych metropoliach mediana czynszu, która jest bardziej zbliżona do „typowej” stawki czynszu niż średnia, utrzymała poziom z czerwca. W Krakowie mediana wynosiła w lipcu 3 tys. zł, w Gdańsku – 3,2 tys. zł, w Łodzi – 2,2 tys. zł, a w Katowicach – 2,1 tys. zł.

Mediana miesięcznego czynszu_lipiec 2025

Już tylko w dwóch metropoliach, w Warszawie i Wrocławiu, dostępne na rynku mieszkania na wynajem są wciąż średnio tańsze niż w końcówce ubiegłego roku. Wiele jednak wskazuje na to, że najpóźniej we wrześniu we wszystkich metropoliach odnotujemy wzrost przeciętnych stawek czynszów – zauważa Marek Wielgo. I dodaje, że budżet, którym dysponują studentki i studenci raczej nielicznym umożliwia samodzielny najem mieszkania. Kawalerka jest luksusem, dlatego najczęściej szukają oni większych lokali, w których mogliby dokwaterować koleżanki lub kolegów, i dzięki temu zredukować wydatki.

Najpewniej dla nikogo nie będzie zaskoczeniem, że najdroższym miejscem do studiowania jest Warszawa. Z danych serwisu GetHome.pl wynika, że mediana czynszu dla mieszkań dwupokojowych wynosiła tu w lipcu ok. 3,8 tys. zł miesięcznie, a trzypokojowych – ok. 5,5 tys. zł. Nieco taniej jest w Gdańsku, Wrocławiu i Krakowie. W tych miastach mediana miesięcznego czynszu dla mieszkań dwupokojowych wynosiła w lipcu ok. 2,8-3 tys. zł, a dla trzypokojowych odpowiednio:4,2 tys., 3,5 tys. i 3,9 tys. zł. Najtańsze są Łódź i Katowice z medianą czynszu dla dwupokojowych mieszkań na poziomie 2,1-2,3 tys. zł, a dla trzypokojowych – 3,2 -2,5 tys. zł.

Mediana miesięcznego czynszu w lipcu 2025

Ekspert portalu GetHome.pl przyznaje, że w praktyce czynsze mogą być niższe, gdyż serwis podaje stawki ofertowe. Studenci celują zaś zazwyczaj w lokale tańsze od średniej rynkowej. Ponadto w każdym z ośrodków akademickich czynsze są zróżnicowane, a ich wysokość zależy przede wszystkim od lokalizacji, ale także od standardu. Oczywiście dla ogromnej większości studentek i studentów to lokalizacja ma kluczowe znaczenie. Nie chcą oni tracić czasu na długie dojazdy na uczelnię z odległych zakątków. Ponadto chcą korzystać z atrakcji, które oferuje im miasto.

Marek Wielgo radzi studentkom i studentom chcącym nająć mieszkanie, aby kierowali się 10 zasadami:

  1. Nie warto zwlekać z poszukiwaniem odpowiedniego lokum, bo z każdym tygodniem upolowanie okazji będzie coraz trudniejsze.
  2. Trzeba zachować czujność, bo w tym okresie aktywizują się oszuści otwierający sezonowe „agencje”.
  3. Umowa najmu jest bardzo ważnym dokumentem, bo określa prawa i obowiązki stron.
  4. Wynajmujący mieszkanie może zaproponować zawarcie umowy najmu okazjonalnego Warto spróbować wynegocjować opust w czynszu za związane z tym niedogodności.
  5. Nie należy akceptować zapewnień wynajmującego, że podpisanie umowy nie jest konieczne i że wystarczy ustne porozumienie.
  6. Kwoty podawane w serwisach ogłoszeniowych za wynajęcie często bardzo podobnych mieszkań potrafią się znacznie różnić.
  7. Oczywiście warto negocjować wysokość czynszu, czyli wynagrodzenia dla właściciela za użyczenie lokalu.
  8. Aby uniknąć problemów w kwestii stanu mieszkania przed i po zakończeniu umowy najmu, należy sporządzić protokół zdawczo-odbiorczy.
  9. Warto także spisać stan liczników, by nie ponosić kosztów, które wygenerowali poprzedni lokatorzy.
  10. I rozważyć ubezpieczenie mieszkania, nawet jeśli wynajmujący już to zrobił, bo jego polisa nie obejmuje rzeczy najemcy, np. komputera.

Na koniec dobra wiadomość. 22 sierpnia 2025 r. wejdzie w życie nowelizacja ustawy o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa, która zakłada wsparcie budowy i remontów akademików (nawet 80% kosztów inwestycji). Ministerstwo Rozwoju i Technologii deklaruje, że na ten cel będzie przeznaczanych co roku 10% środków z Funduszu Dopłat przy Banku Gospodarstwa Krajowego. Ma to ułatwić dostęp do nauki młodzieży spoza dużych miast.

Tymczasem – jak podaje GUS – w ciągu ostatnich pięciu lat liczba akademików należących do uczelni publicznych skurczyła się z 471 do 434. W 2019 r. mogły przyjąć ponad 123 tys. żaków. W ubiegłym roku miejsc w akademikach było niespełna 112 tys.  W praktyce może być nawet o 30 tys. mniej z powodu fatalnego stanu technicznego budynków. Z danych GUS wynika, że z akademików korzystało w ubiegłym roku zaledwie ok. 6,4% ogółu studiującej młodzieży.

Ponieważ miejsc w akademikach jest za mało, więc studentki i studenci najmują mieszkania. W efekcie na rynku jest ich mniej dla tych, którzy chcieliby się usamodzielnić – komentuje Marek Wielgo.

Narodowy Bank Ukrainy obniża prognozy dotyczące powrotu Ukraińców aż pięciokrotnie

Narodowy Bank Ukrainy (NBU) w najnowszym raporcie dotyczącym inflacji zrewidował prognozy dotyczące migracji: zamiast oczekiwanych 500 tys. Ukraińców, którzy mieli powrócić do 2027 roku, teraz przewiduje jedynie 100 tys. Jednocześnie NBU prognozuje nową falę emigracji – nawet do 400 tys. osób w latach 2026–2027.

NBU podkreśla, że długotrwały odpływ migracyjny i powolny powrót obywateli pogłębia deficyt siły roboczej, zwłaszcza w poszczególnych regionach i branżach. To z kolei spowalnia odbudowę gospodarczą kraju i powoduje szybszy wzrost wynagrodzeń niż wydajności pracy, co dodatkowo nasila presję inflacyjną.

Specjaliści Centrum Analitycznego Gremi Personal uważają, że prognozy NBU dotyczące migracji nie powinny być traktowane dosłownie ani wywoływać paniki. Owszem, odpływ Ukraińców z kraju trwa i w pierwszej kolejności wynika to z kwestii bezpieczeństwa – pełnoskalowej wojny z Rosją. Według danych NBU, w pierwszym półroczu 2025 roku liczba ukraińskich migrantów wzrosła zaledwie o 60 tys. osób, podczas gdy w analogicznym okresie 2024 roku – aż o 200 tys. Z kolei dane ONZ pokazują, że 1 lipca 2025 roku poza granicami Ukrainy przebywało 5,6 mln obywateli. Jednocześnie, według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji do 1 kwietnia br. do ojczyzny wróciło już 4,14 mln Ukraińców spośród tych, którzy wyjechali na początku wojny.

Jeśli chodzi o prognozy, dalsza dynamika migracji zależeć będzie przede wszystkim od rozwoju sytuacji w Ukrainie: scenariuszy zakończenia wojny, odbudowy gospodarczej, skali inwestycji i innych czynników. – uważa Oleg Rudenko z Centrum Analitycznego Gremi Personal.

Potwierdzają to także prognozy NBU. Według zakładanego optymistycznego scenariusza, poprawa sytuacji bezpieczeństwa przyczyni się do szybszego powrotu migrantów – nie o 100 tys., lecz nawet 700 tys. osób w latach 2026–2027.

Choć sytuacja demograficzna w Ukrainie rzeczywiście budzi obawy, potencjał do powrotów pozostaje znaczący, szczególnie w długoterminowej perspektywie. – uważa Rudenko.

Jednym z głównych argumentów sprzyjających powrotom są nastroje panujące wśród Ukraińców za granicą. Wiosną 2025 roku Centrum Analityczne przeprowadził badanie wśród obywateli Ukrainy tymczasowo przebywających w Polsce. Wyniki pokazały, że 70% respondentów potencjalnie rozważa powrót do kraju. W tym 17,9% deklaruje, że wróci natychmiast, gdy tylko będzie to bezpieczne, a 45,3% waha się, ale nie wyklucza powrotu.

Decyzja o powrocie zależy przede wszystkim od bezpieczeństwa, a nie tylko od poziomu wynagrodzeń. Ludzie chcą mieszkać u siebie – w znanym otoczeniu, we własnym domu, blisko rodziny. Ten czynnik jest niedoceniany w makroekonomicznych kalkulacjach. – podkreśla Rudenko.

Jeśli chodzi o kryzys kadrowy, który faktycznie pogłębia się wskutek migracji i o którym mówi NBU, analitycy Gremi Personal zwracają uwagę, że należy patrzeć nie tylko na sytuację bieżącą, ale i na globalne procesy makroekonomiczne, które mogą działać na korzyść Ukrainy.

Światowy rynek pracy słabnie. Międzynarodowa Organizacja Pracy obniżyła prognozę liczby nowych miejsc pracy w 2025 roku o 12% – z 60 mln do 53 mln. Z kolei realny wzrost płac skorygowanych w krajach G7 spadł z 2,8% w 2023 roku do 1,3% w pierwszym kwartale 2025 roku.

Spowolnienie gospodarcze w UE, USA i Azji (m.in. w związku z decyzjami politycznymi, jak wypowiedzi Donalda Trumpa) prowadzi do zmniejszenia popytu na siłę roboczą. Na rozwinięte rynki coraz mocniej będzie napierać migracja zarobkowa z tzw. globalnego Południa, co zwiększy podaż pracy. Dodatkowo, UE może zrewidować warunki pobytu Ukraińców (np. ograniczając świadczenia). W tym kontekście Ukraina – pod warunkiem zakończenia wojny – zyska przewagę w przyciąganiu obywateli z powrotem: deficyt kadr, rosnące płace, znajome środowisko (w tym własne mieszkania) sprzyjają decyzjom o powrocie. – wyjaśnia analityk Gremi Personal.

Innymi słowy, powojenna stabilizacja otworzy nowe możliwości dla powrotu Ukraińców do ojczyzny.

Kiedy pojawią się projekty inwestycyjne, a biznes znów zacznie się rozwijać, zapotrzebowanie na pracowników będzie rosło. Ukraińcy za granicą uważnie to obserwują i są gotowi wracać, gdy zobaczą realne perspektywy. – podsumowuje analityk.

300 Plus traci na wartości. Realnie to już tylko 195 zł na wyprawkę szkolną

Wiele osób wciąż wypoczywa na wakacjach, a tymczasem rodzice coraz częściej myślą już o powrocie dzieci do szkoły, który nastąpi za niecałe dwa tygodnie. Choć inflacja wyhamowała, koszty związane z rozpoczęciem roku szkolnego ponownie wzrosły. Jednocześnie spadła realna wartość świadczenia 300 Plus – dziś odpowiada ono 195 zł w cenach z momentu startu programu. W przeciwieństwie do 500 Plus, które zostało zwaloryzowane, 300 Plus nie zmieniło się od początku obowiązywania. W tym roku naukę rozpocznie około 4,5 mln uczniów, a ich rodzice będą mogli skorzystać ze świadczenia.

300 Plus to świadczenie w ramach programu „Dobry start”, które przysługuje rodzicom raz w roku na każde uczące się dziecko do 20. roku życia, a w przypadku dzieci z niepełnosprawnościami do 24. roku życia, niezależnie od dochodów rodziny. Rodzice lub opiekunowie otrzymują 300 zł na wyprawkę szkolną, aby pokryć część kosztów związanych z początkiem roku szkolnego. Program wprowadzono w czerwcu 2018 roku i od tego czasu kwota nie była waloryzowana. Tymczasem świadczenie 500 Plus zostało podniesione do 800 zł.

Z powodu inflacji realna wartość 300 Plus systematycznie maleje. Obecnie odpowiada 195 zł, czyli 65 proc. pierwotnej wartości z czerwca 2018 roku. Rok temu było to 201 zł. Aby utrzymać wartość świadczenia z czasu startu programu, dziś powinno ono wynosić 461,50 zł.

Świadczenie pokrywa dziś jedynie niewielką część wydatków związanych z wysłaniem dziecka do szkoły. Koszty te sięgają co najmniej 650-850 zł. Przykładowo, komplet nowych podręczników to wydatek rzędu 550-800 zł, choć korzystając z rynku wtórnego można zejść do 200-400 zł. Do tego dochodzi obowiązkowy strój sportowy i buty do WF,  kosztujące minimum 200 zł, a także zeszyty, plecak i piórnik, co oznacza kolejne 200 zł. Wiele rodzin w tym czasie decyduje się również na zakup biurka, odświeżenie wyposażenia pokoju dziecka czy zakup komputera albo tabletu. Okres powrotu do szkoły jest jednym z najważniejszych w roku dla konsumpcji, porównywalnym z okresem przedświątecznym.

Koszty edukacyjne rosną z każdym rokiem. Choć inflacja w ostatnich miesiącach spadła, oznacza to jedynie, że ceny rosną wolniej niż wcześniej. W lipcu 2025 inflacja w Polsce wyniosła 3,1 proc., ale wiele wydatków związanych z edukacją rosło szybciej niż wskaźnik CPI. Najbardziej podrożała żywność i napoje bezalkoholowe – o 4,7 proc., co oznacza wyższe koszty drugich śniadań i przekąsek. Wyraźnie wzrosły także ceny usług edukacyjnych, średnio o 8,6 proc., obejmujących czesne, zajęcia dodatkowe i korepetycje. Droższa była również rekreacja i kultura, o 3,4 proc., czyli książki i aktywności pozaszkolne. Jedynie odzież i obuwie potaniały o 1,3 proc., co oznaczało nieco tańsze zakupy szkolnych butów i ubrań.

Nie wszystkie wydatki w tym roku są wyższe. Znacząco spadły ceny elektroniki – w lipcu 2025 laptopy i tablety były tańsze o ponad 10 proc. niż rok temu. Rodzice mogą więc kupić sprzęt potrzebny do nauki wyraźnie taniej niż wcześniej. Do spadku cen przyczynił się także słabszy dolar, który obniżał koszty importu. Mniej kosztował także transport – paliwo potaniało o 4,6 proc., co ułatwiało dowożenie dzieci do szkoły.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce