Inwestycje w magazyny rosną dwukrotnie, biura i handel ostrożne – trendy Savills H1 2025

0

Raport firmy doradczej Savills Polska „Investment Market in Poland in H1 2025” pokazuje, że po umiarkowanym początku roku drugi kwartał przyniósł ożywienie na rynku inwestycyjnym w Polsce. Choć całkowity wolumen transakcji wciąż pozostaje poniżej średnich od 2020 roku, inwestorzy wracają – selektywnie, ostrożnie i coraz częściej z regionu CEE. Liderem pozostaje sektor magazynowy, który odpowiada za niemal połowę wartości transakcji. Rosnące znaczenie mają także strategie value-add z potencjałem na wzrost wartości poprzez przebudowę, modernizację lub zmianę przeznaczenia.

STABILIZACJA GOSPODARKI I SPADEK STÓP PROCENTOWYCH SPRZYJAJĄ INWESTOROM

Polska gospodarka kontynuuje stabilny rozwój – prognozy zakładają wzrost PKB na poziomie 3,4% w 2025 i 3,2% w 2026 roku. Kluczowym motorem wzrostu pozostaje prywatna konsumpcja, wspierana przez rosnące realne dochody gospodarstw domowych. Po przejściowym spadku napływu bezpośrednich inwestycji zagranicznych w 2024 roku (do ok. 12,74 mld USD wobec 28,36 mld USD rok wcześniej), aktywność inwestycyjna ma wyraźnie przyspieszyć, napędzana m.in. funduszami unijnymi i odbudową eksportu.

Na rynku finansowym utrzymuje się tendencja do łagodzenia polityki monetarnej – w maju nastąpiła obniżka o 50 pb, a w lipcu kolejna o 25 pb. Obecna stopa referencyjna wynosi 5,0%. Dalsze obniżki są prawdopodobne, biorąc pod uwagę stabilizującą się inflację (3,6% w 2024, z prognozą na poziomie 3,9%) oraz pozytywne perspektywy makroekonomiczne. Europejski Bank Centralny serię obniżek rozpoczął już w lutym, a w wyniku ostatniej, z czerwca, stopa refinansowa wynosi 2,15%. Niższe koszty finansowania mogą przełożyć się na większą płynność i aktywność inwestorów na rynku nieruchomości.

– Rynek inwestycyjny stabilizuje się, a aktywność inwestorów stopniowo rośnie. Oprócz kapitału szukającego stabilnych, długoterminowych aktywów, coraz częściej pojawiają się także inwestorzy zainteresowani projektami z potencjałem do przebudowy, repozycjonowania lub zmiany funkcji budynków Mark Richardson, Head of Investment, Savills.

SELEKTYWNE OŻYWIENIE I LOGISTYKA NA PROWADZENIU

W II kwartale 2025 roku wartość transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości w Polsce wyniosła 911 mln Euro – o 45% więcej niż kwartał wcześniej, ale o 33% mniej niż w analogicznym okresie przed rokiem. W całym I półroczu inwestycje osiągnęły 1,53 mld Euro, co oznacza spadek o 10% r/r. Wzrost w inwestycjach od kwietnia do końca czerwca napędzał głównie sektor magazynowy, w którym odnotowano największą transakcję; sprzedaż dwóch zakładów produkcyjnych Eko-Okna za ponad 253 mln Euro.

Wartość inwestycji w biura wzrosła umiarkowanie do 227mln Euro w II kwartale (411 mln Euro w całym I półroczu), jednak to wciąż wynik o połowę niższy niż rok wcześniej. Rynek handlowy odnotował spadek o 30%, a w II kwartale zawarto transakcje o wartości 133 mln Euro, co dało łącznie 324 mln Euro za I półrocze. To o 26% mniej niż średnia z lat 2020–2025, co potwierdza wyzwania i zmiany związane z rynkiem handlowym na rynku, oraz większą aktywność inwestorów w formacie mniejszych parków handlowych i obiektów typu convenience.

Choć całkowity wolumen inwestycji w I półroczu odpowiadał zaledwie jednej trzeciej wartości z całego 2024 roku, to liczba transakcji była wysoka – zawarto 59 umów, co już stanowiło 48% kontraktów podpisanych w poprzednim roku. Większość z nich dotyczyła relatywnie niewielkich aktywów, a średnia wartość transakcji wyniosła 26 mln Euro. Tylko jedna transakcja przekroczyła 100 mln Euro – była to sprzedaż dwóch zakładów produkcyjnych Eko-Okna.

Pod względem pochodzenia kapitału dominowali inwestorzy z USA z ponad 31% udziałem w wolumenie oraz krajów Europy Zachodniej i Nordyckiej (20%). Udział inwestorów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej (w tym Ukrainy) zbliżył się do 37%, co czyni CEE liderem wśród źródeł kapitału.

Pierwsze półrocze pokazało dużą aktywność inwestorów regionalnych i krajowych, szczególnie w transakcjach o mniejszej skali. Uwagę zwracają też transakcje typu sale & leaseback – w tym sprzedaż zakładów Eko-Okna. Widać też powrót do strategii value-add, co świadczy o rosnącej gotowości inwestorów do angażowania się w bardziej wymagające, ale perspektywiczne projekty. Rynek staje się coraz bardziej zróżnicowany i dojrzałyWioleta Wojtczak, Associate Director, Head of Reaserch, Savills.

BIURA OSTROŻNIE, ALE WRACAJĄ

Od stycznia do czerwca nad Wisłą zawarto 23 transakcje na rynku biurowym o łącznej wartości przekraczającej 411 mln Euro. To aż 52% liczby transakcji z całego 2024 roku, ale zaledwie 25% ich wartości, co pokazuje rosnącą aktywność przy jednoczesnym spadku średnich wolumenów. Przeciętna wartość jednej transakcji biurowej wyniosła ok. 18 mln Euro – o 8 mln Euro mniej niż średnia wartość transakcji sprzedaży pojedynczego budynku w poprzednim roku.

Inwestorzy lokowali kapitał zarówno w Warszawie, jak i miastach regionalnych. Trzy z pięciu największych transakcji dotyczyły nieruchomości stołecznych, po jednej zrealizowano w Krakowie i Wrocławiu, a szósta w kolejności miała miejsce w Szczecinie. Największe umowy podpisywali inwestorzy zagraniczni (m.in. Uniqa Real Estate, Stena Real Estate), ale znaczący udział w rynku mieli także inwestorzy krajowi. Odpowiadali oni za 42% wartości transakcji z ujawnionym pochodzeniem kapitału.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych biurowców w centrum Warszawy szacowane są obecnie na poziomie ok. 6,00%. Różnica pomiędzy yieldami dla takich obiektów a najlepszymi nieruchomościami poza centrum lub w miastach regionalnych sięga 125–150 punktów bazowych.

RETAIL WCIĄŻ TRZYMA SIĘ MAŁYCH FORMATÓW

Na rynku nieruchomości handlowych sfinalizowano 20 transakcji o łącznej wartości ponad 324,4 mln Euro. Średnia wartość pojedynczej umowy wyniosła nieco ponad 16 mln Euro, co potwierdza utrzymujące się zainteresowanie inwestorów mniejszymi projektami, głównie parkami handlowymi i centrami typu convenience, których dotyczyła połowa sfinalizowanych transakcji Trzy transakcje dotyczyły portfeli nieruchomości, w tym zakup 10 obiektów sieci A-Centrum przez czeską grupę Reticulum. Pozostałe dotyczyły m.in. pustostanów z potencjałem do przebudowy lub modernizacji. Przykładem jest centrum handlowo-biurowe Arkady Wrocławskie, które zgodnie z planem zostaną rozebrane, a na ich miejscu nowy właściciel Vastint zrealizuje wielofunkcyjny projekt wpisujący się w miejską tkankę.

Z raportu wynika, że krajowi inwestorzy odpowiadali za dziewięć transakcji, co przełożyło się na 25% wolumenu sektora. Kapitał z Czech i Ukrainy, tylko w 4 transakcjach, wygenerował aż 39% wolumenu w tym sektorze. Do końca roku oczekiwane są kolejne umowy, nie tylko w segmencie parków handlowych, ale również dużych centrów o znaczeniu regionalnym.

Stopy kapitalizacji dla najlepszych centrów handlowych w Polsce szacuje się na poziomie 6,25–6,50%, choć obiekty o silnej pozycji rynkowej mogą osiągać niższe wartości. W przypadku parków handlowych wynoszą one między 7 a 8%, w zależności od lokalizacji, konkurencji i jakości najemców.

REKORDOWE WOLUMENY W POWIERZCHNIACH MAGAZYNOWO-PRZEMYSŁOWYCH

Sektor magazynowy odpowiadał za 45% całkowitego wolumenu inwestycyjnego w I połowie 2025 roku – w ramach 12 transakcji wypracował 694 mln Euro. To wynik prawie dwuipółkrotnie wyższy niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Taki wzrost wynika ze wspomnianej już sprzedaży zakładów Eko-Okna (ponad 36% wolumenu sektora) oraz zakupu portfela czterech nieruchomości nabytych przez fundusz Adventum Industrial.

Inwestorzy zorientowani na ten sektor są coraz bardziej selektywni – preferują stabilne aktywa z długimi umowami najmu (WAULT nawet powyżej 10 lat). Aż 64% kapitału pochodziło z USA, wyraźnie dystansując inwestorów z Czech (12,5%) i Węgier (10,2%).

Stopy kapitalizacji dla najlepszych aktywów magazynowych utrzymują się stabilnie na poziomie 6,25–6,50%. Spodziewane dalsze obniżki stóp procentowych wpłyną na koszty finansowania, a w efekcie mogą dodatkowo zwiększyć aktywność inwestorów w tym segmencie.

LIVING TO NISZA, ALE Z DUŻYM POTENCJAŁEM

Sektor najmu instytucjonalnego pozostaje niszowy na tle tradycyjnych rynków komercyjnych. W I połowie 2025 roku zrealizowano zaledwie trzy transakcje o łącznej wartości 86,5 mln Euro. Dwie z nich dotyczyły gotowych obiektów studenckich kupionych przez belgijską spółkę Xior (w Warszawie i Wrocławiu), trzecia to wspólny projekt PRS w Krakowie realizowany przez Eiffage Immobilier Polska i LifeSpot Management.

W I półroczu sektor living zanotował trzy transakcje. To nadal nisza, ale coraz bardziej zauważalna, a aktywność takich graczy jak Xior czy LifeSpot pokazuje rosnące zainteresowanie zagranicznego kapitału, co warte podkreślenia, również w miastach regionalnych. Czynniki demograficzne, migracje i zmiana stylu życia młodego pokolenia będą w kolejnych latach napędzać rozwój tego segmentu. Jeśli dojdzie do przejęcia części portfela Resi4Rent przez będzie to ważny sygnał dla rynku potwierdzający jego płynnośćJacek Kałużny, Director, Head of Operational Capital Markets, Savills.

Choć wolumeny są niewielkie, rynek zdaniem ekspertów Savills zyskuje na znaczeniu. Według doniesień medialnych TAG Immobilien prowadzi rozmowy w sprawie zakupu części aktywów Resi4Rent – największego inwestora i operatora mieszkań na wynajem instytucjonalny w Polsce. Jeśli ta transakcja portfelowa dojdzie do skutku, będzie to ważny krok dla segmentu PRS. Potwierdzi płynność, pomoże w budowaniu zaufania i da wyraźny sygnał pozostałym inwestorom, że możliwe jest wyjście z projektu nie tylko poprzez sprzedaż mieszkań do nabywców indywidualnych.

Prime yieldy dla projektów PBSA szacowane są na ok. 6%, a dla PRS – 5,5% przy działkach mieszkaniowych i ok. 6,00% przy terenach komercyjnych.

Szefowie CER apelują do instytucji UE o pilne wsparcie dla rozwoju kolei w Europie

Szefowie CER, największej europejskiej organizacji branżowej, zaapelowali do instytucji unijnych o podjęcie pilnych działań wzmacniających rolę kolei i umożliwiających rozwój sektora kolejowego w Europie. Zdaniem przedstawicieli branży obecna sytuacja uniemożliwia skuteczne wykorzystywanie transportu kolejowego do osiągania strategicznych celów i ambicji Unii Europejskiej.

Alberto Mazzola – dyrektor wykonawczy Wspólnoty Kolei Europejskich i Zarządców Infrastruktury (CER) oraz Alan Beroud – wiceprzewodniczący tej organizacji i prezes zarządu PKP S.A. zaapelowali do Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego oraz szefów państw członkowskich i rządów o pilne przyjęcie i wdrożenie niezbędnych działań, które mają na celu stworzenie odpowiednich warunków do bieżącej działalności i rozwoju kolei. Deklarację będącą wspólnym stanowiskiem i apelem branży otrzymali m.in. Ursula von der Leyen – przewodnicząca KE, Raffaele Fitto – wiceprzewodniczący KE ds. spójności i reform oraz komisarze Piotr Serafin (ds. budżetu, zwalczania nadużyć finansowych i administracji publicznej) i Apostolos Tzitzikostas (ds. zrównoważonego transportu i turystyki).

Zaprezentowane przez szefów CER postulaty są wynikiem ustaleń przeprowadzonych przez uczestników tegorocznego Szczytu Szefów Kolei Europejskich, który odbył się we Wrocławiu i był wkładem sektora kolejowego w aktywności związane z zakończoną niedawno prezydencją Polski w Radzie Unii Europejskiej. W wydarzeniu wzięli udział ministrowie, szefowie spółek kolejowych z całej UE oraz branżowi eksperci, a wnioski płynące z tego spotkania były jednoznaczne: bez wzmocnienia pozycji kolei nie będzie możliwości skutecznego realizowania celów UE związanych z konkurencyjnością, zrównoważonym rozwojem, neutralnością klimatyczną i odpornością.

Nasze wystąpienie do instytucji unijnych i krajowych wyraża potrzebę wdrożenia pilnych działań w obszarach legislacji i finansów, gdyż bez stworzenia odpowiednich warunków prawnych i ekonomicznych kolej już dziś nie jest w stanie w pełni wykorzystywać swojego potencjału i brać aktywnego udziału w realizacji kluczowych celów UE. Nie chciałbym, aby deklaracja była jedynie wyrazem obaw naszej branży. Owszem, mamy je, ale mamy również konkretne propozycje działań prorozwojowych i eliminacji barier, jesteśmy gotowi do dialogu i współpracy, wykorzystując doświadczenie członków CER. Jednym z kluczowych problemów pozostaje niedostateczne tempo prowadzenia inwestycji na kolei, a warto pamiętać, że według Międzynarodowego Funduszu Walutowego każdy dodatkowy 1% PKB zainwestowany w infrastrukturę kolejową może wygenerować 1,5% wzrostu PKB w ciągu czterech lat – mówi dr Alan Beroud, wiceprzewodniczący CER, prezes zarządu PKP S.A.

Wspólna Deklaracja Szczytu Szefów Kolei Europejskich we Wrocławiu pn. „Wzmocnienie konkurencyjności UE poprzez dekarbonizację transportu i zrównoważoną mobilność opartą o kolej” z 30 kwietnia br. podkreśla kluczową rolę transportu kolejowego w realizacji celów UE poprzez zapewnienie rozwoju kolei jako najbezpieczniejszej, najbardziej energooszczędnej, odpornej i zrównoważonej formy mobilności. Jednocześnie zwraca uwagę na istotne bariery, które obecnie utrudniają rozwój kolei.

Wspólnota Kolei Europejskich i Zarządców Infrastruktury (CER) to najaktywniejsza organizacja kolejowa w Brukseli, która zrzesza dziś ponad 60 członków – przedsiębiorstw kolejowych, w tym zarządców infrastruktury i przewoźników oraz stowarzyszeń, które reprezentują interesy branży kolejowej wobec instytucji unijnych. PKP S.A. jest pełnoprawnym członkiem CER od 2002 r. i aktywnie uczestniczy w jej pracach zarówno na szczeblu roboczym, jak i na poziomie politycznym, podejmując szereg inicjatyw. 23 września 2024 r. dr Alan Beroud – prezes zarządu PKP S.A. i Grupy PKP został wybrany na stanowisko wiceprzewodniczącego tej organizacji.

Polskie uczelnie tworzą i rozwijają centra wiedzy o dostępności – blisko 47 mln zł wsparcia z Funduszy Europejskich

Jedenaście polskich uczelni otrzymało dofinansowanie na utworzenie lub rozwinięcie centrów wiedzy o dostępności, które mają propagować zasady projektowania uniwersalnego i współpracować z otoczeniem społeczno-gospodarczym. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) przeznaczy na ten cel niemal 47 mln zł w ramach programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS).

W wyniku ogłoszonego przez NCBR konkursu „Centra wiedzy do dostępności” wybrano 11 projektów uczelni, których średnia wartość dofinansowania wynosi ponad 4,3 mln zł. Uroczyste podpisanie umów odbyło się w Warszawie z udziałem rektorów i przedstawicieli najważniejszych polskich ośrodków akademickich, w tym Politechniki Warszawskiej, Sopockiej Akademii Nauk Stosowanych oraz Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego w Szczecinie.

Dostępność jako cel strategiczny uczelni i kraju

– Działania na rzecz dostępności mają znaczenie ogólnokrajowe. Zapewniają studentom o szczególnych potrzebach szansę na dobre wykształcenie i przyszłą karierę – podkreślił dr inż. Marcin Kulasek, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Centra wiedzy będą upowszechniać projektowanie uniwersalne i dzielić się wiedzą, z której skorzystają wszyscy, także osoby ze szczególnymi potrzebami.

Według danych z 2021 roku, około 5,4 mln Polaków deklaruje niepełnosprawność, a grupa osób ze szczególnymi potrzebami może liczyć nawet do 7 mln. Wspieranie dostępności w różnych obszarach – od edukacji, przez przestrzeń publiczną, aż po usługi – jest więc istotnym wyzwaniem społecznym i gospodarczym.

NCBR ma bogate doświadczenie w tym zakresie – w latach 2014–2020 około 200 uczelni zrealizowało projekty za blisko 690 mln zł, które m.in. likwidowały bariery w dostępie do kształcenia. W poprzednich konkursach finansowano także działania związane z projektowaniem uniwersalnym.

Uczelnie jako liderzy innowacji społecznych

Wybrane do dofinansowania projekty obejmują m.in.:

  • Politechnikę Warszawską, która powiększy działalność Centrum Projektowania Uniwersalnego, tworząc interdyscyplinarne „Centrum Dostępnych Rozwiązań PW”. Będzie ono integrować inżynierów, urbanistów i osoby z doświadczeniem niepełnosprawności, rozwijać badania, edukację oraz praktyczne narzędzia poprawiające dostępność w transporcie i przestrzeni miejskiej.
  • Sopocką Akademię Nauk Stosowanych, która utworzy „Centrum Wiedzy o Dostępności SANS” specjalizujące się w projektowaniu uniwersalnym w architekturze, architekturze wnętrz i krajobrazie. Centrum będzie regionalnym ośrodkiem kompetencji, oferując wsparcie dla projektantów, deweloperów i samorządów oraz wdrażając system certyfikacji „Dostępne dla Wszystkich”.
  • Zachodniopomorski Uniwersytet Technologiczny w Szczecinie, gdzie powstanie „Innowatorium Dostępności Miast (IDM)”. Skupione na urbanistyce i technologiach miejskich IDM będzie łączyć działania badawcze, edukacyjne i wdrożeniowe z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi, takich jak symulatory rzeczywistości wirtualnej czy systemy nawigacji miejskiej dla osób z niepełnosprawnościami.

Łączna wartość projektów to około 48,4 mln zł. Pozostałe uczelnie biorące udział w programie to m.in. Uniwersytet w Siedlcach, Uniwersytet Ekonomiczny w Poznaniu, Politechnika Wrocławska, Collegium Verum, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza, Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej, Uniwersytet Andrzeja Frycza Modrzewskiego oraz Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie.

Wsparcie z Funduszy Europejskich pozwoli nie tylko na rozwój naukowo-badawczy i edukacyjny, lecz także na praktyczne działania, takie jak tworzenie punktów konsultacyjno-informacyjnych, prowadzenie szkoleń, warsztatów empatyzujących czy kampanii informacyjnych skierowanych do różnych grup społecznych.

Eksperci podkreślają, że celem jest trwała zmiana w podejściu do kształtowania przestrzeni publicznej i prywatnej, aby była ona bezpieczna, dostępna i inkluzywna dla wszystkich – niezależnie od wieku czy sprawności. Inicjatywy te mają istotne znaczenie dla integracji społecznej, poprawy jakości życia oraz rozwoju innowacyjnych produktów i usług opartych na uniwersalnym projektowaniu.

DL Invest Group z sukcesem pozyskuje 350 mln euro z pierwszej emisji euroobligacji

DL Invest Group z sukcesem zakończył swoją pierwszą publiczną emisję euroobligacji, pozyskując 350 mln euro, przy czym popyt inwestorów przekroczył wolumen oferty o ponad 60%, co skutkowało znaczącą redukcją alokacji. Ogromne zainteresowanie ze strony międzynarodowych inwestorów znacznie przewyższyło oczekiwania i potwierdza silną pozycję Grupy na rynkach kapitałowych. Jest to jeden z największych debiutów polskiego dewelopera na międzynarodowym rynku długu, sygnalizujący, że polski sektor nieruchomości komercyjnych wkroczył w nową erę wzrostu i zaufania inwestorów.

Emisja została przeprowadzona przy wsparciu Citi, pełniącego funkcję wyłącznego globalnego koordynatora, wyłącznego bookrunnera i wyłącznego doradcy ds. ratingu. Obligacje, z pięcioletnim terminem zapadalności, będą notowane na Giełdzie Papierów Wartościowych w Luksemburgu.

Tak silna odpowiedź rynku jest najlepszym dowodem na to, że konsekwentnie realizowana strategia rozwoju DL Invest Group znajduje uznanie w oczach inwestorów. Od ponad piętnastu lat budujemy wartość Grupy w oparciu o jakość aktywów i długoterminowe partnerstwa. Środki z tej emisji wesprą dalszą ekspansję w sektorze nieruchomości logistycznych i przemysłowych, a także centrów danych, oraz sfinansują akwizycje nowych projektów w Polsce i w regionie CEE” – powiedział Dominik Leszczyński, Założyciel i CEO DL Invest Group.

ROZWÓJ OPARTY NA STRATEGII I STRUKTURZE

DL Invest Group to jeden z najbardziej dynamicznych i rozpoznawalnych polskich inwestorów I deweloperów, zarządzający aktywami o wartości ponad 1 miliarda euro w następujących sektorach:

  • logistyka i magazyny,
  • nowoczesne kompleksy mixed-use,
  • parki handlowe,
  • oraz szybko rozwijający się segment centrów danych i energii odnawialnej (OZE).

Grupa zarządza portfelem ponad 400 aktywnych najemców, w tym liderów branży i międzynarodowych korporacji. Nieruchomości DL Invest Group utrzymują imponujący 97% poziom wynajęcia.

Strategia DL Invest Group opiera się na:

  • selektywnym podejściu do inwestycji bazującym na wysokiej ocenie potencjału lokalizacji,
  • projektach „szytych na miarę”, zaprojektowanych z myślą o długoterminowej współpracy z najemcami,
  • najwyższej jakości usług, wykorzystując swoje zintegrowane wewnętrzne kompetencje w zakresie rozwoju, generalnego wykonawstwa, zarządzania aktywami i nieruchomościami – co umożliwia firmie, jako długoterminowemu właścicielowi aktywów, dostosowanie każdego projektu do potrzeb najemców i tym samym wsparcie najemców w uzyskaniu przewagi konkurencyjnej na rynku.

PARTNERSTWO Z GLOBALNYMI LIDERAMI

Wiarygodność DL Invest Group budują również długoterminowe partnerstwa z globalnymi markami i inwestorami instytucjonalnymi. Kluczowi partnerzy to: DHL, Inditex, Hutchinson, DPD, Avio GE, Emira Property Fund, Invesco Real Estate, Macquarie Capital oraz Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju (EBOiR).

Grupa korzysta również ze wsparcia wiodących na polskim rynku finansowania nieruchomości komercyjnych banków, w tym BNP Paribas, Santander, ING oraz mBank.

OCENY KREDYTOWE

W ramach przygotowań do emisji obligacji, DL Invest Group uzyskała inauguracyjne ratingi od dwóch globalnych agencji ratingowych: Fitch Ratings i Standard & Poor’s.

Oceny te nie tylko potwierdzają silne fundamenty finansowe Grupy, ale również otwierają drogę do dalszej aktywności na globalnym rynku kapitałowym.

Uznanie DL Invest Group przez międzynarodowych inwestorów jest świadectwem siły naszej strategii i jakości naszych aktywów. Jako pierwsza polska firma z sektora nieruchomości komercyjnych, która przeprowadziła tak znaczącą emisję euroobligacji, jesteśmy dumni, że wyznaczamy nowy standard. To również pozytywny sygnał dla Polski, pokazujący, że inwestorzy postrzegają nasz kraj jako stabilne instytucjonalnie i nastawione na wzrost środowisko – napędzane przez firmy takie jak nasza. Polska pozostaje najszybciej rozwijającą się gospodarką w Europie” – dodał Dominik Leszczyński.

DL INVEST GROUP

DL Invest Group to więcej niż deweloper. To wielowymiarowa platforma inwestycyjna łącząca precyzję, elastyczność i długoterminową wizję. Dzięki integracji wszystkich kluczowych funkcji wewnętrznie – od projektowania i rozwoju po aktywne zarządzanie aktywami – Grupa oferuje partnerom więcej niż tylko wysokiej jakości nieruchomości. Zapewnia bezpieczne środowisko tworzące wartość i sprzyjające zrównoważonemu rozwojowi.

DL Invest Group to jeden z najszybciej rozwijających się deweloperów i inwestorów na polskim rynku nieruchomości komercyjnych. Firma posiada zdywersyfikowany portfel, który obejmuje centra logistyczne i magazynowe, kompleksy mixed-use oraz parki handlowe. Fundamentem sukcesu DL Invest Group są starannie wyselekcjonowane lokalizacje i projekty, które są realizowane przy zachowaniu surowych standardów jakości architektury, funkcjonalności i wykonania. Wartość portfela firmy wynosi obecnie ponad 1 miliard euro.

Kluczową zaletą DL Invest Group jest unikalny model biznesowy, który integruje rozwój, generalne wykonawstwo, projektowanie, zarządzanie aktywami i zarządzanie nieruchomościami, wszystko w ramach własnej struktury organizacyjnej. Dzięki temu firma może aktywnie zarządzać portfelem ponad 400 najemców, co pozwala jej efektywnie dostosowywać projekty do ich potrzeb.

Najważniejsze korzyści z wdrożenia CRM dla przedsiębiorstwa

Wprowadzenie systemu CRM do organizacji to decyzja wspierająca uporządkowanie danych, automatyzację procesów i zwiększenie przewidywalności działań handlowych. Zyskujesz w tym przypadku narzędzie umożliwiające synchronizację zespołów, integrację z innymi systemami i analizę wyników sprzedaży w czasie rzeczywistym. Ten artykuł poprowadzi Cię przez najważniejsze aspekty wdrożenia – od analizy, przez konfigurację, po konkretne efekty organizacyjne i operacyjne.

Wdrożenie systemu CRM jako element porządkowania procesów biznesowych

Oprogramowanie CRM spełnia kilka funkcji jednocześnie: organizuje dane kontaktowe, koordynuje działania sprzedażowe i umożliwia tworzenie dokumentacji w jednym miejscu. Każdy z tych obszarów przekłada się na realną poprawę funkcjonowania zespołów.

System zarządzania relacjami z klientami porządkuje obieg informacji, eliminując przypadki dublowania działań lub pomijania istotnych kroków w procesach. W rezultacie przedsiębiorstwo zyskuje spójność w komunikacji z klientami i konsekwencję w realizowaniu strategii handlowej.

Analiza przedwdrożeniowa – etap niezbędny do osiągnięcia sukcesu

Wdrożenie CRM rozpoczyna się znacznie wcześniej niż moment, w którym system zostaje uruchomiony. Proces należy zacząć od pogłębionej analizy. To etap, w którym firma identyfikuje:

  • wewnętrzne mechanizmy sprzedaży i obsługi;
  • powtarzalne zadania, które warto zautomatyzować;
  • zależności między zespołami i działami;
  • problemy w obiegu danych;
  • główne cele, jakie ma realizować nowy system.

Brak takiej analizy skutkuje niedopasowaniem narzędzia do rzeczywistego modelu biznesowego. W konsekwencji system pozostaje funkcjonalny, lecz niewykorzystywany w pełni – lub wręcz nieefektywny.

Migracja danych i konfiguracja – przejście do nowej jakości pracy

Migracja danych to proces wymagający selekcji, oczyszczenia i dostosowania informacji do struktury nowego systemu. Niejednokrotnie firmy posiadają dane nieuporządkowane, rozproszone w arkuszach kalkulacyjnych, skrzynkach pocztowych, a nawet notatkach papierowych.

Profesjonalne wdrożenie systemu CRM uwzględnia konieczność uporządkowania takich zasobów. Dane zostają ujednolicone, przyporządkowane do odpowiednich kategorii i przekształcone w jednolitą, użyteczną bazę.

Konfiguracja systemu polega z kolei na zaprojektowaniu struktury kontaktów, etapów sprzedaży, typów aktywności i szablonów raportów.

Firmy powinny mieć możliwość:

  • definiowania własnych pól i etykiet danych;
  • określania poziomów dostępu dla różnych ról;
  • dostosowania widoków list do specyfiki zespołu;
  • personalizacji interfejsu użytkownika;
  • wdrożenia mechanizmów automatyzujących pracę.

Bez takiej konfiguracji system nie będzie funkcjonował zgodnie z rytmem pracy konkretnej organizacji.

Zarządzanie kontaktami – oś zarządzania relacjami z klientami

Poprawnie wdrożony system CRM centralizuje wszystkie informacje o klientach, leadach i partnerach handlowych. Dostęp do tych danych nie ogranicza się wyłącznie do imienia, nazwiska i numeru telefonu. Mówimy tu o pełnej historii relacji: korespondencji, spotkań, zadań, złożonych ofert i decyzji zakupowych.

Użytkownicy systemu otrzymują zintegrowaną oś czasu, na której mogą śledzić każdy etap kontaktu z daną firmą lub osobą. Zespół nie musi analizować archiwów e-mailowych czy dzwonić do kolegów z działu – wszystko znajduje się w jednym, uporządkowanym źródle.

Taki dostęp zwiększa precyzję działań, pozwala skutecznie planować kolejne kroki w komunikacji oraz umożliwia szybkie reagowanie na potrzeby klientów.

Zarządzanie sprzedażą – od leadu do finalizacji transakcji

System CRM obejmuje pełen zakres działań sprzedażowych. Oprogramowanie pozwala na prowadzenie listy potencjalnych klientów, ale także na definiowanie etapów procesu sprzedaży – od pierwszego kontaktu po podpisanie umowy.

W ramach systemu użytkownicy mogą:

  • śledzić statusy poszczególnych szans sprzedażowych;
  • korzystać z wizualnych narzędzi typu pipeline do zarządzania lejkiem sprzedaży;
  • tworzyć oferty i dokumenty bezpośrednio z poziomu kontaktu;
  • analizować efektywność działań handlowców;
  • wyciągać wnioski z raportów opartych na realnych danych.

Tego typu zarządzanie zwiększa skuteczność transakcji, ogranicza ryzyko zgubienia klienta i pozwala przewidywać, które działania przynoszą najlepsze rezultaty.

Automatyzacja procesów – sposób na zwiększenie efektywności bez wzrostu kosztów

Wdrażając system CRM z zaawansowanymi funkcjami automatyzacji, organizacja jest w stanie ograniczyć liczbę powtarzalnych zadań.

Automatyzacje mogą obejmować:

  • przypisywanie zadań na podstawie aktywności klienta;
  • zmianę etapu sprzedaży w reakcji na określone działania;
  • generowanie przypomnień i powiadomień;
  • uruchamianie kampanii e-mailowych bez ręcznego udziału;
  • aktualizację danych kontaktowych na podstawie integracji z formularzami;
  • automatyczne powiązanie wiadomości e-mail z kontaktami;
  • filtrowanie i sortowanie rekordów według zdefiniowanych reguł.

Takie podejście pozwala zespołom skupić się na działaniach strategicznych, pozostawiając rutynowe czynności systemowi.

Raportowanie i prognozowanie – precyzja decyzji oparta na danych

Dostęp do danych w czasie rzeczywistym umożliwia analizę działań zespołu oraz podejmowanie decyzji na podstawie mierzalnych wskaźników. Raporty sprzedażowe nie są jedynie zestawieniem liczb, ale narzędziem do planowania.

Zaawansowane systemy CRM oferują:

  • analizę lejka sprzedażowego i konwersji na każdym etapie;
  • przewidywanie wartości sprzedaży na podstawie aktywności;
  • raporty aktywności handlowców;
  • analizę przychodów według segmentów rynku lub typów klientów;
  • identyfikację głównych źródeł pozyskiwania klientów.

To narzędzia umożliwiające rzeczywiste zwiększenie efektywności procesów sprzedaży i minimalizowanie ryzyka strat wynikających z niedopasowanych działań.

Koszt wdrożenia systemu CRM – inwestycja w długofalowy rozwój

Wbrew pozorom koszt wdrożenia systemu CRM nie ogranicza się wyłącznie do opłat licencyjnych. Całkowity koszt obejmuje także analizę potrzeb, konfigurację systemu, integracje z innymi systemami oraz szkolenia pracowników.

Realna wycena powinna uwzględniać również tzw. koszt zmiany – czyli czas i zasoby potrzebne na adaptację zespołu do nowego modelu pracy. Jednak w kontekście średnio- i długoterminowym, nakłady na wdrożenie zwracają się poprzez lepszą organizację oraz poprzez zwiększenie przychodów, zmniejszenie błędów i wyższą retencję klientów.

Szkolenia jako element wdrożenia

System, nawet najbardziej dopasowany do organizacji, nie spełni swojej funkcji, jeśli użytkownicy nie będą umieli z niego korzystać. Etap szkoleń nie może być potraktowany marginalnie – powinien obejmować zarówno instruktaż podstawowy, jak i wsparcie w bardziej zaawansowanych funkcjach systemu.

Poprawnie przeprowadzone szkolenie pozwala:

  • uniknąć błędów wynikających z nieznajomości systemu;
  • zwiększyć akceptację nowego narzędzia przez zespół;
  • umożliwić maksymalne wykorzystanie funkcjonalności;
  • przyspieszyć wdrożenie pracowników do nowych procesów;
  • zmniejszyć obciążenie działu IT przy bieżącej pracy.

Szkolenia warto powtarzać cyklicznie, zwłaszcza po aktualizacjach systemu lub zmianie struktury zespołu.

Integracja z innymi systemami – eliminacja podwójnej pracy

Jedną z najczęstszych barier w codziennej pracy działów sprzedaży i obsługi klienta jest konieczność korzystania z wielu niepołączonych ze sobą narzędzi. Nowoczesny system CRM umożliwia synchronizację z kalendarzem, pocztą elektroniczną, narzędziami do automatyzacji marketingu czy platformami do podpisywania dokumentów.

Eliminacja konieczności ręcznego przepisywania danych zwiększa wydajność i zmniejsza ryzyko błędów. Użytkownik nie musi przełączać się między aplikacjami – może działać w jednym środowisku, mając dostęp do wszystkich informacji.

Prognozy sprzedażowe i planowanie strategiczne

System CRM, wyposażony w narzędzia analityczne, pozwala znacznie precyzyjniej planować przyszłość firmy. Dane o aktywnościach handlowców, konwersji na poszczególnych etapach lejka sprzedażowego oraz wartościach transakcji umożliwiają tworzenie prognoz, które wspierają zarządzanie celami finansowymi.

Zwiększenie efektywności zespołów sprzedażowych

Skonfigurowany system CRM poprawia funkcjonowanie zespołu handlowego w kilku wymiarach. Po pierwsze, eliminuje chaos informacyjny. Po drugie, pozwala na szybkie przypisywanie zadań i monitorowanie ich realizacji. Po trzecie, zwiększa transparentność – każdy członek zespołu widzi, na jakim etapie znajduje się dana szansa sprzedażowa.

Umożliwia to również menedżerom bieżące zarządzanie wydajnością i szybkie reagowanie na ewentualne problemy.

Obsługa klienta – ciągłość kontaktu i jakość interakcji

W wielu firmach problemem nie jest pozyskanie klienta, lecz utrzymanie relacji po zamknięciu sprzedaży. CRM zapewnia dostęp do pełnej historii kontaktu, pozwalając zachować ciągłość komunikacji bez względu na to, kto aktualnie zajmuje się danym klientem.

Klient nie musi powtarzać tej samej historii kilku różnym osobom – system zawiera komplet informacji: dokumenty, ustalenia, wcześniejsze rozmowy, zgłoszenia serwisowe. Takie podejście buduje zaufanie i zwiększa prawdopodobieństwo dalszej współpracy.

Wzrost wartości klienta poprzez personalizację oferty

System CRM pozwala segmentować bazę klientów i analizować ich zachowania. Na tej podstawie można dostosować komunikację, treść oferty oraz moment kontaktu do indywidualnych preferencji i potrzeb.

Podsumowanie

Wdrożenie systemu CRM pozwala uporządkować procesy sprzedażowe, zyskać pełną kontrolę nad kontaktami oraz zautomatyzować działania operacyjne w oparciu o dane w czasie rzeczywistym.

Raynet CRM to narzędzie stworzone z myślą o zespołach sprzedażowych, które stawiają na efektywność, automatyzację i pełną przejrzystość danych.

Aby poznać wszystkie możliwości systemu i zobaczyć, jak może wspierać Twoją codzienną pracę, umów bezpłatną, 30-minutową prezentację działania CRM-u. Wystarczy wypełnić krótki formularz kontaktowy dostępny na stronie Raynet.

Tradycyjna telewizja coraz bardziej traci na znaczeniu. Już tylko nieco ponad 53 proc. ogląda ją codziennie

0

53,4% dorosłych Polaków deklaruje, że codziennie ogląda tradycyjną telewizję. Dotyczy to głównie osób starszych, z dochodem miesięcznym netto w przedziale 1000-2999 zł oraz z miast liczących od 100 tys. do 199 tys. mieszkańców. Przede wszystkim są to emeryci oraz renciści. Kobiety częściej od mężczyzn dokonują takiego wyboru. Natomiast jeden na czterech ankietowanych ogląda tradycyjną telewizję kilka razy w tygodniu. Do tego 10% badanych twierdzi, że nie robi tego w ogóle. Autorzy raportu, podsumowując powyższe wyniki, twierdzą, że obecnie jesteśmy świadkami dynamicznych zmian na rynku telewizyjnym i reklamowym. Przez media społecznościowe oraz serwisy streamingowe coraz mniej mówi się o konsumowaniu tradycyjnego kontentu telewizyjnego, a coraz częściej – o konsumowaniu stricte kontentu wideo.

Raport UCE RESEARCH i Hybrid Europe przynosi odpowiedź na pytanie, jak często Polacy oglądają tradycyjną telewizję. 53,4% z grupy 1004 sondowanych osób w wieku 18-80 lat robi to codziennie. Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview).

– Zarówno z deklaracji, jak i z danych pochodzących z pomiaru telemetrycznego, wiemy, że częstotliwość oglądania telewizji w tygodniu i średnia długość czasu spędzanego przed telewizorem wykazują trend spadkowy. Stopniowo wzrasta liczba gospodarstw domowych posiadających Smart TV i w pełni wykorzystujących możliwości telewizorów podłączonych do Internetu. Coraz więcej w naszych telewizorach jest więc treści pochodzących z Internetu. Wynik nie jest tutaj zaskoczeniem – analizuje Beata Komosa-Trzaska, współautorka raportu z Hybrid Europe.

Częściej odpowiedź „codziennie” wybierają kobiety niż mężczyźni (57,2% vs. 49,4%). Ponadto taką postawę deklarują przede wszystkim osoby w wieku 75-80 lat (wśród nich – 84,6%), z miesięcznymi dochodami netto w przedziale 1000-2999 zł (64,4%), z wykształceniem średnim (57,7%) oraz z miast liczących od 100 tys. do 199 tys. mieszkańców (62,1%).

– Kobiety zawsze były grupą łatwiejszą w dotarciu z komunikacją reklamową za pomocą tego środka przekazu. Spędzają przed telewizorem więcej czasu niż mężczyźni. Patrząc na wiek, to młode osoby oglądają tradycyjną telewizję raczej wybiórczo, koncentrując się głównie na konkretnych programach. Natomiast w przypadku starszych grup wiekowych mamy częściej do czynienia z liniowym oglądaniem w dłuższym przedziale czasowym – dodaje ekspertka z Hybrid Europe.

Biorąc pod uwagę status zawodowy, respondenci zostali podzieleni na 8 grup (m.in. pracuję w pełnym wymiarze godzin, zajmuję się domem, jestem bezrobotna/bezrobotny). W tym przypadku ww. odpowiedź wybierają głównie osoby na emeryturze (wśród nich – 76,3%), na rencie (66,7%) i zajmujące się domem (51,4%).

– Osoby mniej mobilne, częściej przebywające w domu, to jednocześnie tzw. heavy viewers. To widzowie poświęcający najwięcej czasu na oglądanie telewizji w ciągu dnia. Zmienne wskazujące na status zawodowy czy etap życia dokładnie odzwierciedlają tę zależność – komentuje Adam Iwiński, współautor raportu z Hybrid Europe.

Z kolei 24,3% ankietowanych deklaruje, że tradycyjną telewizję ogląda kilka razy w tygodniu. 11,8% uczestników badania robi to rzadziej niż raz w tygodniu. Natomiast 9,9% respondentów nie zajmuje się tym w ogóle, a 0,6% – nie pamięta, czy to robi.

– Jesteśmy świadkami dynamicznych zmian w tym zakresie. Dzisiaj coraz mniej mówi się o konsumowaniu kontentu telewizyjnego, a coraz częściej – o konsumowaniu kontentu wideo. Oczywiście ma to bezpośredni związek z popularnością platform społecznościowych oraz rozwojem serwisów streamingowych – przekonuje Adam Iwiński z Hybrid Europe.

Zdaniem autorów badania, trend odchodzenia od tradycyjnej telewizji dotyczy w pierwszej kolejności młodszych grup wiekowych. Jednak upowszechnianie się różnego rodzaju platform z atrakcyjnymi treściami wideo dostępnymi na życzenie spowoduje postępującą dywersyfikację. W efekcie coraz trudniej będzie docierać do odbiorców, również do starszych segmentów wiekowych.

– YouTube i platformy streamingowe to główni konkurenci linearnej telewizji. O ich przewagach decydują przede wszystkim dwa czynniki, tj. dostępność treści na życzenie, bez konieczności dostosowywania planów do ramówki telewizyjnej, a także jakość i atrakcyjność oferowanych treści – podsumowuje Beata Komosa-Trzaska.

***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w II kwartale 2025 roku metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i Hybrid Polska na próbie 1004 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.

Fabrity po transformacji – wiceprezes Piątek kończy misję, spółka gotowa na dalszy rozwój

Wiceprezes Piątek pozostaje w Zarządzie Fabrity do końca lipca br. po zakończeniu transformacji wielobranżowej Grupy K2 Holding w technologiczną Grupę Fabrity, połączeniu głównych spółek grupy oraz po skutecznym przeprowadzeniu formalności dotyczących zastosowania tzw. ulgi holdingowej.

Wygrana przed Naczelnym Sądem Administracyjnym z ostatnich dni finalizuje odzyskanie nadpłaty podatku dochodowego i w symboliczny sposób kończy etap reorganizacji Grupy Fabrity. To również koniec powierzonych mi strategicznych projektów. Miałem okazję współpracować z wyśmienitym zespołem, z którym osiągnęliśmy znacznie więcej, niż pierwotnie można było oczekiwać i to zarówno pod względem biznesowym, jak również pod względem stopy zwrotu dla akcjonariuszy mówi Artur Piątek, ustępujący z końcem lipca br. Wiceprezes Zarządu Fabrity S.A.

Artur Piątek jest związany z Fabrity (wcześniej K2 Holding) od 2001 roku, a od stycznia 2020 roku zasiada w Zarządzie. To właśnie w ostatnich latach nastąpiła strategiczna reorganizacja Grupy K2 w jednorodną, skupioną na inżynierii oprogramowania i digitalizacji Grupę Fabrity. Spółka dokonała też dezinwestycji za ponad 55 mln zł – chmurowa spółka Oktawave została kupiona przez Netię z Grupy Polsat Plus, a spółki marketingowe z marką K2 zostały nabyte przez Grupę Altavia / Kamikaze. Dodatkowo, w celu optymalizacji procesów operacyjnych i zwiększenia efektywności, zrealizowany został projekt połączenia spółki holdingowej (Fabrity Holding S.A.) z największą spółką operacyjną (Fabrity sp. z o.o.). Sukcesem zakończyło się również odzyskanie od organów skarbowych blisko 5 mln zł nadpłaty podatku CIT w związku z wykorzystaniem tzw. ulgi holdingowej przy zbyciu spółek zależnych (1,8 mln zł zostało już przekazane przez organy skarbowe, ponad 3 mln zł powinno trafić do spółki w najbliższych miesiącach).

Patrząc z perspektywy akcjonariuszy, zwrot z inwestycji dla szerokiego rynku giełdowego w Polsce (WIG) od stycznia 2020 roku to około +80%, podczas gdy dla akcji K2/Fabrity – uwzględniając dywidendy i skup akcji o charakterze dywidendowym – było to około +450%. W rezultacie zainwestowany 1 zł w akcje K2/Fabrity w styczniu 2020 roku oznacza około 5,5 zł obecnie.

Ostatnie 5,5 roku to dla Fabrity czas bardzo intensywnych zmian. Po dobrym przejściu przez okres pandemiczny nowy zarząd z sukcesem przeprowadził transformację grupy i uwolnił wartość dla akcjonariuszy. Spółka wypłaciła rekordowe dywidendy i stworzyła solidne fundamenty pod dalszy rozwój na rynku technologicznym. Dziękujemy Arturowi za zaangażowanie, pomysły, wiedzę, skrupulatność i dobrą energię, co zdecydowanie przyczyniło się do sukcesu Fabritymówi Grzegorz Stulgis, Przewodniczący Rady Nadzorczej Fabrity S.A. i największy akcjonariusz spółki (poprzez IPO30 Unipessoal).

Artur Piątek zasiadał w Zarządzie pod przewodnictwem Prezesa Pawła Wujca (kadencja 2020-2023), który zainicjował transformację Grupy i zrealizował dezinwestycje, a także w Zarządzie kolejnej kadencji (2023-2026), którym kieruje Prezes Tomasz Burczyński. Obecny Zarząd skoncentrowany jest na rozwoju usług technologicznych, a Wiceprezes Piątek zapewniał ciągłość procesów oraz sfinalizował transformację w obszarach finansowym, prawnym, podatkowym.

Z zysku roku 2024 Fabrity S.A. wypłaciła 3,30 zł dywidendy (z czego 2,00 zł pod koniec czerwca br.). Do akcjonariuszy może trafić jeszcze dodatkowy 1,00 zł dywidendy warunkowej na akcję, jeśli organy skarbowe zwrócą nadpłatę podatku CIT (ulga holdingowa) za rok 2022 do końca listopada br.

Cavatina Holding S.A. z sukcesem zakończyła emisję obligacji serii P2025A o wartości ponad 50 mln zł

Firma deweloperska Cavatina Holding S.A. pomyślnie zakończyła emisję obligacji serii P2025A. Pierwotnie zakładana jej wartość na poziomie 30 mln zł została znacząco przekroczona dzięki wysokiemu zainteresowaniu inwestorów. Ostatecznie, Emitent skorzystał z możliwości zwiększenia emisji, a jej łączna wartość nominalna wyniosła ponad 50 mln zł.

Obligacje serii P2025A to czteroletnie, zabezpieczone obligacje zwykłe na okaziciela, oprocentowane według stawki WIBOR 6M powiększonej o marżę 6,00%, z sześciomiesięcznymi okresami odsetkowymi. Emisja przeprowadzona została w ramach IV programu publicznych emisji obligacji o łącznej wartości nominalnej do 200 mln zł lub równowartości tej kwoty wyrażonej w euro, zatwierdzonego przez Komisję Nadzoru Finansowego w maju 2025 r.

Proces subskrypcji obligacji serii P2025A trwał w dniach 17-27 czerwca 2025 r. Bezwarunkowy przydział obligacji nastąpił 08 lipca 2025 r., a tego samego dnia obligacje zostały zarejestrowane w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych (KDPW S.A.) i dopuszczone do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. W skład konsorcjum dystrybucyjnego wchodziły firmy inwestycyjne: Noble Securities S.A. jako organizator emisji, Dom Maklerski BDM S.A. oraz Michael / Ström Dom Maklerski S.A. jako członkowie. Dodatkowo Michael / Ström Dom Maklerski S.A. świadczył usługę gwarancji emisji.

Kolejny raz inwestorzy pokazali zaufanie do naszej strategii oraz sprawności operacyjnej – serdecznie dziękujemy! Zbudowaliśmy dwie silne nogi biznesowe: wysokiej jakości portfolio naszych projektów biurowych oraz mixed-use i dynamicznie rosnącą propozycję mieszkaniową na głównych rynkach w Polsce. Zbudowane wewnątrz Grupy kompetencje pozwalają nam na szybkie i efektywne działanie, a rynek finansowy pozytywnie odbiera nasze decyzje”, mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding.

W ramach emisji przydzielono 50 359 zabezpieczonych obligacji zwykłych na okaziciela serii P2025A, każda o wartości nominalnej 1 000 zł. Na obligacje zapisy złożyło 761 inwestorów indywidualnych, z czego wszystkim osobom przydzielono obligacje. W efekcie zwiększenia wartości emisji nie doszło do redukcji zapisów.

Łączna cena emisyjna zrealizowanej oferty obligacji wyniosła 49 864 765 zł. Znacząca część, bo 39 718 070 zł, została opłacona środkami pieniężnymi. Pozostała kwota została opłacona w drodze potrącenia wierzytelności z tytułu nabycia przez spółkę wcześniejszych serii obligacji w celu ich umorzenia.

Sztuczna biżuteria z dużą zawartością toksycznych metali ciężkich – kontrola wykazała poważne zagrożenia

0

Wspólna kontrola Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), Inspekcji Handlowej (IH) oraz Krajowej Administracji Skarbowej (KAS) ujawniła poważne zagrożenia związane z importowaną do Polski sztuczną biżuterią. W próbkach wykryto nawet 400-krotne przekroczenia dopuszczalnych norm metali ciężkich – kadmu i ołowiu. W wyniku działań kontrolnych zatrzymano ponad milion sztuk oraz blisko pół tony biżuterii niespełniającej wymagań.

Niebezpieczne metale ciężkie w biżuterii

Kadm i ołów to metale ciężkie o silnym działaniu toksycznym i rakotwórczym. Ich obecność w produktach mających długi kontakt ze skórą, jak biżuteria, stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia, zwłaszcza dzieci i młodzieży, które często wybierają tańszą, sztuczną biżuterię.

W ramach kontroli skontrolowano 227 partii biżuterii zatrzymanych na granicy przez Służbę Celno-Skarbową. Spośród nich aż 67% miało nieprawidłowe oznakowanie lub przekraczało dopuszczalne normy zawartości metali ciężkich.

Alarmujące wyniki badań laboratoryjnych

Do badań pobrano 33 próbki biżuterii, które poddano szczegółowej analizie chemicznej w laboratoriach UOKiK i KAS. Wyniki okazały się alarmujące:

  • Naszyjnik zawierał 333 razy za dużo ołowiu,
  • Broszka – 400 razy za dużo kadmu,
  • Bransoletka – 400 razy za dużo kadmu oraz 118 razy za dużo ołowiu.

Tak znaczne przekroczenia dopuszczalnych norm (0,05% dla ołowiu i 0,01% dla kadmu) wskazują na produkty, które nie powinny trafić na rynek z uwagi na ryzyko dla zdrowia.

W efekcie działań kontrolnych KAS i partnerów zablokowano wprowadzenie do obrotu:

  • ponad 1 183 000 sztuk sztucznej biżuterii,
  • blisko 467 kg produktów,
  • w tym 4 495 sztuk biżuterii z niebezpiecznymi przekroczeniami metali ciężkich.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreśla, że kontrola i eliminacja niebezpiecznych wyrobów jest kluczowa, ponieważ bezpieczeństwa biżuterii nie da się ocenić gołym okiem. Współpraca z KAS umożliwia zatrzymanie ryzykownych produktów jeszcze na granicy, zanim trafią do sklepów.

Małgorzata Krok, zastępca Szefa KAS, zaznacza, że takie skoordynowane działania służą ochronie konsumentów oraz podnoszą świadomość importerów odnośnie obowiązujących wymagań prawnych.

W porównaniu do poprzednich kontroli prowadzonych w 2023 roku, poziom nieprawidłowości spadł o 22 punkty procentowe, co może świadczyć o rosnącej świadomości importerów oraz skuteczności działań kontrolnych.

Sztuczna biżuteria, choć atrakcyjna cenowo, może stanowić poważne zagrożenie zdrowotne, zwłaszcza dla dzieci i młodzieży. Stąd tak ważna jest kontrola składu chemicznego produktów oraz ich prawidłowego oznakowania.

Zgodnie z przepisami UE, każdy produkt dostępny na rynku musi gwarantować bezpieczeństwo konsumentom. Organy państwowe, takie jak KAS, UOKiK i IH, realizują te wymagania poprzez regularne i skoordynowane kontrole.

Źródło: Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Krajowa Administracja Skarbowa, Inspekcja Handlowa (2025)

Spada udział problematycznych kredytów mieszkaniowych – analiza danych BFG

Oprocentowanie kredytów mieszkaniowych spadło. Czy spadł też udział problematycznychhipotek”? Mówią o tym ciekawe dane BFG.

W warunkach spadającego oprocentowania kredytów mieszkaniowych, kwestia spłacalności takich zobowiązań może wzbudzać mniejsze zainteresowanie. To nie oznacza jednak, że dane na temat jakości „hipotek” stały się mniej ważne. Warto się im przyjrzeć. Tym bardziej, że w ostatnim czasie miały miejsce ciekawe zmiany.

Analizy jakości kredytów mieszkaniowych często bazują na danych KNF lub NBP. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym razem postanowili wziąć pod uwagę mniej znane źródło statystyk, czyli Bankowy Fundusz Gwarancyjny. Na podstawie danych BFG dla całego sektora bankowego, został przygotowany poniższy wykres. Przedstawia on zmiany udziału zagrożonych kredytów mieszkaniowych od grudnia 2018 r. do kwietnia 2025 r. Kredyty mieszkaniowe stają się zagrożone m.in. z powodu opóźnienia w spłacie dłuższego niż 90 dni.

Ciekawy wykres uwzględnia osobno kredyty mieszkaniowe z waloryzacją do waluty obcej i pozostałe kredyty mieszkaniowe („złotówkowe”). To istotny podział, bo kredyty walutowe w całym analizowanym okresie cechowały się znacznie gorszą jakością. Pod koniec 2023 r. udział zagrożonych walutowych „hipotek” wyniósł 9,6%. Później nastąpił szybki spadek i miała miejsce stabilizacja wyniku na poziomie 5% – 6%.

Trzeba zwrócić uwagę, że miniony rok przyniósł duży spadek wartości zagrożonych kredytów walutowych (z 3,7 mld zł do 1,5 mld zł). Ta zmiana w połączeniu ze wzrostem wartości całego portfela hipotecznego banków sprawiła, że łączny udział zagrożonych kredytów mieszkaniowych spadł do bardzo niskiego poziomu (1,42% w kwietniu 2025 r.). Pięć lat wcześniej analogiczny wynik przekraczał 2,30%.Zmiany udziału zagrożonych kredytow mieszkaniowych

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Stabilne czynsze i rosnący wskaźnik pustostanów – raport Newmark o warszawskim rynku biurowym

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie”, w pierwszej połowie 2025 roku warszawski rynek biurowy powiększył się o ponad 85 000 mkw. nowej powierzchni, z czego przeszło 93% oddano do użytkowania w drugim kwartale. Aktywność deweloperska w tym czasie spadła do historycznie niskiego poziomu, co może oznaczać ograniczoną podaż nowoczesnych biur w perspektywie najbliższych kilku lat. Popyt ze strony najemców nieznacznie osłabł w ujęciu rocznym, a wśród transakcji dominowały renegocjacje. Jednocześnie wskaźnik pustostanów lekko wzrósł, a czynsze w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach pozostały na stabilnym, wysokim poziomie.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wynoszą obecnie prawie 6,33 mln mkw. W pierwszej połowie 2025 roku oddano do użytkowania cztery inwestycje biurowe o łącznej powierzchni 85 200 mkw. Ponad 93% tego wolumenu, tj. 79 600 mkw., trafiło na rynek w drugim kwartale – to najwyższy kwartalny poziom nowej podaży odnotowany w stolicy od trzeciego kwartału 2022 roku. W okresie od początku kwietnia do końca czerwca 2025 roku deweloperzy dostarczyli na warszawski rynek m.in. wieżowiec The Bridge (47 000 mkw.), pierwszy biurowiec w ramach wielofunkcyjnego kompleksu T22 – Office House (27 800 mkw.) oraz zmodernizowany budynek Nowa Bellona (4800 mkw.). Wszystkie wyżej wymienione obiekty znajdują się w podstrefie biurowej Zachodnie Centrum.

– W całym 2025 roku nowa podaż w Warszawie wyniesie łącznie ok. 140 000 mkw. – to o ponad 34% więcej niż w 2024 roku. Jednak w porównaniu z rekordowym rokiem 2016, kiedy w Warszawie wybudowano ponad 407 000 mkw. nowych biur, oznacza to spadek aż o 66%. Zdecydowana większość, bo aż ponad 95% tegorocznej podaży, przypadnie na lokalizacje centralne, głównie dzielnicę Wola. Na drugie półrocze zaplanowano oddanie do użytkowania m.in. budynku Studio A (24 000 mkw.) oraz zmodernizowanego biurowca V-Tower (30 800 mkw.) – oba zlokalizowane są w podstrefie Zachodnie Centrum – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

Na koniec czerwca 2025 roku aktywność deweloperów spadła do najniższego poziomu od początku prowadzenia statystyk i wyniosła nieco ponad 129 000 mkw. Warto zauważyć, że prawie 90% realizowanych obecnie inwestycji zlokalizowanych jest w centralnych lokalizacjach.

– Zarówno do końca 2025 roku, jak i przez cały 2026 rok, nie przewidujemy znaczącego wzrostu wolumenu powierzchni będącej w budowie, co przełoży się na ograniczony poziom nowej podaży – nawet do końca 2027 roku – dodaje Karol Wyka.

W pierwszej połowie 2025 roku najemcy na warszawskim rynku biurowym wynajęli łącznie ponad 301 400 mkw. Popyt rozłożył się niemal równomiernie na pierwszy i drugi kwartał – odpowiednio 49% (146 700 mkw.) i 51% (154 700 mkw.). Całkowity wolumen transakcji w drugim kwartale br. wzrósł w porównaniu z pierwszym kwartałem o 5,5%, ale w całym pierwszym półroczu był niższy o 4,5% względem analogicznego okresu ubiegłego roku. Największym zainteresowaniem najemców w pierwszej połowie 2025 roku cieszyły się lokalizacje centralne, gdzie podpisano 55% wszystkich umów zawartych w tym czasie. Coraz mniejsza dostępność powierzchni biurowej w budynkach ukończonych po 2015 roku oraz dużych modułów (powyżej 4000 mkw.) sprawia, że najemcy poszukujący większych biur muszą się uzbroić w cierpliwość i czekać na oddanie do użytku nowych biurowców lub – jak ma to miejsce obecnie – coraz częściej decydować się na renegocjację dotychczasowych umów najmu.

W strukturze popytu w pierwszej połowie 2025 roku dominowały renegocjacje i odnowienia (43%) oraz nowe umowy (38%). Na pozostałe 19% złożyły się transakcje na potrzeby własne (9%), ekspansje (8%) oraz przednajmy (2%). Z kolei w okresie od kwietnia do czerwca 2025 roku udział renegocjacji i odnowień umów sięgnął 59% – to drugi najwyższy poziom odnotowany na warszawskim rynku biurowym po drugim kwartale 2024 roku. Najwięcej tego typu umów w drugim kwartale 2025 roku zawarto na Służewcu (prawie 78% popytu w tej strefie), Mokotowie (ponad 65%) i w Centrum (prawie 62%). Najbardziej aktywnymi najemcami w minionym półroczu były firmy z sektora finansowego (17%), IT (16%), produkcyjnego oraz usług dla biznesu (każdy po 10%).

Na koniec czerwca 2025 roku współczynnik pustostanów w Warszawie wyniósł 10,8%, co oznacza wzrost o 0,3 p.p w porównaniu z poprzednim kwartałem, ale spadek o 0,1 p.p. w ujęciu rok do roku. W tym czasie najemcy mieli do dyspozycji prawie 682 700 mkw. wolnej, nowoczesnej powierzchni biurowej. Budynki biurowe oddane do użytkowania po 2020 roku oferują łącznie niespełna 59 000 mkw. biur, z czego jedna trzecia znajduje się w biurowcu The Bridge, który został ukończony w drugim kwartale 2025 roku. Prognozy na kolejne kwartały przewidują stopniowy spadek poziomu pustostanów z powodu ograniczonego wolumenu nowej podaży oraz wycofywania z rynku starszych budynków biurowych i zmiany ich funkcji. Od początku roku wyłączono z zasobów warszawskiego rynku pięć biurowców o łącznej powierzchni niemal 53 500 mkw., w tym trzy w samym drugim kwartale (łącznie ponad 21 000 mkw.).

– Na koniec drugiego kwartału 2025 roku miesięczne stawki czynszu w najlepszych biurowcach wynosiły 22-27 euro za mkw. w centrum oraz 16-18 euro za mkw. w lokalizacjach poza centrum. Właściciele biurowców w najbardziej poszukiwanych lokalizacjach utrzymują mocną pozycję rynkową, co przekłada się na ograniczone możliwości wynegocjowania obniżki czynszu czy też uzyskania atrakcyjnego pakietu zachęt. Na większe ustępstwa ze strony wynajmujących najemcy mogą liczyć w starszych budynkach charakteryzujących się wyższym wskaźnikiem pustostanów – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

Jak wybrać halę namiotową dopasowaną do Twoich potrzeb? Praktyczny poradnik

Wybór odpowiedniej hali namiotowej może być kluczowy dla sukcesu wielu wydarzeń. Od organizacji wesela, przez targi branżowe, aż po imprezy sportowe każda z tych okazji wymaga odpowiedniego zadaszenia, które sprosta oczekiwaniom i zapewni komfort wszystkim uczestnikom. W poniższym artykule znajdziesz praktyczne wskazówki, które pomogą Ci w wyborze najlepszego rozwiązania dla Twoich potrzeb.

Zrozumienie swoich potrzeb

Zanim przystąpisz do wyboru hali namiotowej, musisz dokładnie określić swoje wymagania. Wiedza o tym, co jest najważniejsze dla Twojego wydarzenia, pomoże Ci skupić się na najistotniejszych aspektach.

Pierwszym krokiem jest zrozumienie, do czego dokładnie potrzebujesz hali namiotowej. Czy planujesz zorganizować przyjęcie weselne, firmowy event, czy może koncert plenerowy? Każdy z tych scenariuszy wymaga innego podejścia.

Na przykład, wesela często wymagają eleganckich namiotów z możliwością dekoracji wnętrza, podczas gdy koncerty mogą potrzebować solidnych konstrukcji odpornych na różne warunki pogodowe. Dlatego ważne jest, aby dokładnie przemyśleć, jakie funkcje musi spełniać hala namiotowa.

Kolejnym ważnym aspektem jest liczba gości. Musisz zastanowić się, ile osób będzie uczestniczyć w wydarzeniu. Hala musi być wystarczająco duża, aby pomieścić wszystkich gości, a jednocześnie nie za duża, by nie sprawiać wrażenia pustki.

Warto również wziąć pod uwagę przestrzeń na ewentualne dodatkowe elementy, takie jak scena, bufet czy parkiet do tańca. Znając dokładną liczbę gości oraz elementy dodatkowe, łatwiej będzie Ci określić odpowiednią wielkość hali.

Materiał i konstrukcja hali namiotowej

Wybór materiału i konstrukcji to kolejne kluczowe decyzje, które mają wpływ na funkcjonalność hali. Różne materiały oferują różne poziomy wytrzymałości i estetyki.

Jednym z najczęściej stosowanych materiałów na hale namiotowe jest PVC. Jest to materiał trwały i odporny na działanie czynników atmosferycznych, takich jak deszcz czy wiatr. PVC zapewnia również dobrą izolację termiczną, co może być istotne w chłodniejsze dni. Jednak warto pamiętać, że hale wykonane z tego materiału mogą być cięższe i trudniejsze w montażu.

Innym popularnym materiałem jest poliester, który jest lżejszy i bardziej elastyczny. Hale namiotowe z poliestru są łatwiejsze do transportu i montażu, co może być dużą zaletą, jeśli planujesz często przenosić konstrukcję. Niemniej jednak poliester może nie być tak odporny na ekstremalne warunki pogodowe jak PVC.

Konstrukcja hali to również ważny aspekt. Możesz wybierać między konstrukcjami aluminiowymi a stalowymi. Aluminiowe są lżejsze i łatwiejsze w montażu, ale mogą być mniej stabilne przy silnym wietrze. Konstrukcje stalowe są cięższe, ale oferują większą stabilność. Decyzja o wyborze konstrukcji powinna zależeć od przewidywanych warunków atmosferycznych oraz częstotliwości montażu i demontażu.

W II kw. 2025 ceny mieszkań stabilne, popyt nie rośnie

Drugi kwartał 2025 r. upłynął pod znakiem stabilizacji na rynku wtórnym mieszkań. Zatrzymanie wzrostów cen, w połączeniu z bogatą ofertą mieszkań oraz rosnącą dostępnością kredytów hipotecznych sprzyjały klientom w podejmowaniu przemyślanych decyzji zakupowych. Autorzy raportu Barometr Metrohouse i Credipass przedstawili wstępne wyniki monitoringu cen transakcyjnych.

Ani majowy spadek stopy referencyjnej o 0,5 p.p. ani obniżka z lipca nie stanowiły silnego bodźca do zakupów mieszkań. Obserwujący rynek liczą na dalsze coraz śmielsze posunięcia Rady Polityki Pieniężnej na jesieni. Taka sytuacja jednak pozytywnie wpływa na nastroje wśród klientów, którzy wracają do swoich planów mieszkaniowych. – Nic dziwnego – niższe stopy to szansa na wyższe kwoty kredytów czy tańszą ratę. Otwiera to drogę do własnego M także osobom, które do tej pory nie miały zdolności kredytowej, zauważa Tomasz Przyrowski, Prezes Zarządu Credipass.

To dobry moment na uważne przyjrzenie się ofercie, ponieważ wielu sprzedających, szczególnie po dłuższym okresie braku zainteresowania, staje się bardziej elastyczni w negocjacjach.

Warszawa z największymi spadkami, w Gdańsku kupujemy droższe mieszkania

Analizy dokonane na bazie transakcji sieci biur nieruchomości dowodzą, że ceny mieszkań stanęły w miejscu. Nie ma jednak mowy o spektakularnych obniżkach cen ofertowych.

– Sprzedający co prawda weryfikują swoje pierwotne założenia już po okresie miesiąca-dwóch bezskutecznej sprzedaży i są bardziej niż w poprzednich okresach przygotowani do większej otwartości w negocjacjach, ale ceny z aktów notarialnych dowodzą, że głębszej korekty cen nie widać, mówi Marcin Jańczuk, współautor Raportu Barometr Metrohouse i Credipass.

Miasto Średnia cena transakcyjna w II kw. 2025 Różnica kw./kw. Różnica r/r Różnica między pierwszą a ostatnią ceną ofertową Negocjacje Średnia cena nabywanego mieszkania Średni metraż nabywanego mieszkania
Wrocław 11 631 zł 0,8% 2,5% 3,9% 2,1% 509 000 zł 44
Kraków 13 748 zł 0,3% -1,4% 4,9% 1,6% 633 000 zł 46
Warszawa 15 603 zł -2,4% -3,3% 5,3% 1,6% 835 000 zł 55
Gdańsk 12 081 zł 2,4% -0,2% 1,6% 1,1% 594 000 zł 49
Łódź 7 449 zł 0,8% -7,9% 4,4% 2,8% 369 000 zł 49
Źródło: transakcje dokonane przez agentów nieruchomości Metrohouse

 

Wśród pięciu analizowanych miast jedynie w Warszawie średnie spadki cen wyniosły ponad 2 proc. Za m kw. lokalu płaciliśmy średnio 15 603 zł. W stolicy dość znacząco ostatnia cena ofertowa różni się od pierwszej wystawionej na rynek ceny. Duża podaż mieszkań w połączeniu z umiarkowanym zainteresowaniem strony popytowej prowadzi do „urealniania” cen ofertowych do momentu pojawienia się zainteresowania. Po drugiej stronie rynkowej mapy można ulokować Gdańsk. Tu z kolei po obniżkach z pierwszego kwartału ceny nieznacznie wzrosły do średniego poziomu 12 081 zł za m kw. Gdańsk jest przykładem miasta, gdzie istnieją silne dysproporcje cenowe pomiędzy centralnymi obszarami (w dużej mierze zdominowanymi przez mieszkania nabywane inwestycyjnie) a dzielnicami na obrzeżach.

Jak dodają eksperci Metrohouse, w pozostałych lokalizacjach (Wrocław, Kraków, Łódź) wahania cen nie przekraczają 1 proc. W Łodzi obecna średnia cena, po jakiej dochodzi do transakcji (7 449 zł za m kw.) jest o 7,9 proc. niższa niż przed rokiem. Duże znaczenie dla kształtowania się cen ma tu szczególnie bogaty i obfitujący w oferty i liczne działania promocyjne rynek deweloperski.

Największe średnie metraże sprzedawanych mieszkań Metrohouse odnotowuje w Warszawie (55 m kw.), a najmniejsze we Wrocławiu, gdzie średnia powierzchnia jest mniejsza o 11 m kw. niż w stolicy.

Prawo chroni oszustów – detektyw apeluje o zmiany w przepisach dotyczących dzikich lokatorów

Były premier Mateusz Morawiecki kilka dni temu opublikował w social mediach informację o pewnym hiszpańskim hotelu, który zbankrutował, a dzisiaj jest ruiną, bo w okolicy zadomowili się migranci, którzy sprawili, że turyści i goście zniknęli z wyspy. Hotel ma być zamieszkiwany przez „Ocupas” czyli słynnych dzikich lokatorów, którzy zajmują hiszpańskie nieruchomości.

– Zirytował mnie ten wpis. Nie trzeba patrzeć na Hiszpanię, by zobaczyć patologiczne sytuacje zajmowania czyjejś własności bez żadnych konsekwencji. Od lat mówię, że w Polsce przestępcy i oszuści, czyli dzicy lokatorzy są lepiej chronieni niż uczciwi obywatele – mówi detektyw i windykator, specjalistka ds. dzikich lokatorów Małgorzata Marczulewska.

„Prawo w Polsce od lat chroni oszustów”

Historia opublikowana w social mediach przez Mateusza Morawieckiego jest prawdziwa. To niebywały skandal, który nigdy nie powinien mieć miejsca. Hiszpania boryka się z poważnym problemem dzikich lokatorów, którzy przez zasiedzenie zajmują nieruchomości na wsypie. Problem przybrał na sile w czasie kryzysu migracyjnego.

Hotel na Teneryfie o którym pisze były premier z dnia na dzień został przejęty przez zorganizowaną mafię składającą się w dużej części z migrantów. W relacji polityka, czytamy o setkach migrantów zajmujących hotel bez zapłaty, a właścicielka jest bezradna.

Mateusz Morawiecki pyta: – Czy chcemy takich sytuacji w Polsce? Detektyw Małgorzata Marczulewska odpowiada: – Już mamy takie sytuacje. Ich sprawcami są głównie Polacy. Nie ma na to żadnego rozwiązania i żaden polityk nie chce się konstruktywnie zająć sprawą – mówi.

– Zajmujemy się dzikimi lokatorami od lat. Prawo w Polsce chroni oszustów. Sprawia, że pod ochroną jest dziki lokator, który wprowadza się do mieszkania, nie płaci za nie, niszczy je, zadłuża właściciela i tak naprawdę od jego dobrej woli zależy to czy się wyprowadzi czy nie, bo sprawy przed sądami trwają latami. Nie potrzebujemy przykładów hiszpańskich, by mówić o patologii dzikich lokatorów, którzy w pogardzie mają własność i latami zajmują cudze mieszkania niemal zupełnie bezkarnie. W tym roku zajęłam się już ponad 30 sprawami dzikich lokatorów. To średnio jedna nowa sprawa w tygodniu. To tyle, ile w czasie pandemii – mówi Małgorzata Marczulewska.

Dzicy lokatorzy od lat ponad prawem. Czas z tym skończyć!

Detektyw Małgorzata Marczulewska zajmuje się sprawami dzikich lokatorów od lat. Wspólnie z kancelarią Wódkiewicz & Sosnowski przygotowana została petycja dotycząca dzikich lokatorów, która zebrała dużą liczbę podpisów. Projekt ustawy, który przygotowaliśmy trafił do posłów. Zajmują się nimi dwie komisje: sprawiedliwości oraz rozwoju i technologii. To jednak za mało, by tematem szerzej zainteresowali się politycy.

– Dyskusja o tym jak wielkim zagrożeniem są migranci w tym kontekście wraca do mnie jako pewna ironia. Osoby, które okazują się dzikimi lokatorami to głównie Polacy, chociaż w ostatnich dniach pracowałam nad przypadkiem mężczyzny z Litwy, zdarzają się także osoby z Ukrainy niszczące mieszkania i nie regulujący opłat lub po prostu porzucający mieszkania. Takie sytuacje nigdy nie powinny mieć miejsca i to skandal, że polskie prawo od lat chroni dzikich lokatorów zrzucając na właścicieli nieruchomości konieczność np. zagwarantowania eksmitowanemu lokalu zastępczego. To niszczy rynek nieruchomości i zaufanie do Państwa jako jednostki sprawiedliwej – mówi dalej detektyw Marczulewska.

Z jakimi przypadkami spotykają się detektywi?

– Pracuję nad sprawą dwóch „seryjnych dzikich lokatorów”. Jedno małżeństwo w ciągu trzech lat zajmowało cztery mieszkania na wynajem w Szczecinie i w żadnym nie regulowali opłat. Gdy znajdowali kolejny lokal na wynajem porzucali inne mieszkania, a wynajmujący niestety nie weryfikują takich spraw. Inna sprawa z Warszawy to dziki lokator udający biznesmena. Mężczyzna zajmuje mieszkania, nie płaci, a po kilku miesiącach ucieka z nich zostawiając właścicieli bez zapłaty – mówi detektyw Marczulewska.

– Apelujemy o zmianę prawa, bo sytuacja nabiera na sile. Jestem gotowa rozmawiać z politykami, z samorządowcami, prawnikami. To konieczność – mówi Małgorzata Marczulewska.

Rada Przedsiębiorców apeluje do premiera o pilne zmiany w prawie restrukturyzacyjnym i upadłościowym

Z propozycją rozwiązań prawnych dotyczących prawa restrukturyzacyjnego i upadłościowego oraz apelem o jak najszybsze ich uchwalenie wystąpiła do premiera Donalda Tuska Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców. W specjalnym liście do szefa rządu jej prezes Adam Abramowicz podkreślił, że proponowane zmiany są niezbędne, aby uratować wiele przedsiębiorstw oraz lepiej chronić majątek właścicieli i wierzycieli przed nadużyciami.

„W latach 2016–2024, po wejściu w życie ustawy z dnia 15 maja 2015 r. – Prawo restrukturyzacyjne oraz nowelizacji ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. – Prawo upadłościowe, obserwujemy poważne nieprawidłowości w funkcjonowaniu postępowań insolwencyjnych w Polsce. Część syndyków oraz powiązanych z nimi sędziów-komisarzy stworzyło de facto nieformalny mechanizm patologicznej prywatyzacji majątku przedsiębiorstw, odbywający się bez jakiegokolwiek skutecznego nadzoru parlamentarnego, ministerialnego, a przede wszystkim sądowego” – przypomina w liście Adam Abramowicz, były rzecznik MŚP, obecnie prezes Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców.

Jednym z głównych źródeł wskazanej patologii jest praktyka polegająca na niemal automatycznym akceptowaniu sprawozdań syndyków przez sądy. – Proszę sobie wyobrazić, że według danych Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości aż 96% sprawozdań syndyków zostało przyjętych przez sędziów-komisarzy bez żadnych zastrzeżeń. Jednocześnie, jak wynika z analiz Banku Światowego, koszty postępowań upadłościowych w Polsce należą do najwyższych na świecie i wynoszą aż 16% wartości majątku objętego postępowaniem. Natomiast wskaźnik zaspokojenia wierzycieli jest jednym z najniższych na świecie – zaznacza ekspert Organizacji Pracodawców Rada Przedsiębiorców Marcin Raszka.

Rzeczywiście, według badań przeprowadzonych przez prof. Elżbietę Mączyńską spłatę otrzymuje zaledwie 15-17% wierzycieli. Dla porównania, średnia w krajach OECD wynosi 69%, w Wielkiej Brytanii – 89%, a w Japonii aż 93%

Brak bieżącego i rzetelnego monitorowania postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych uniemożliwia skuteczny nadzór i zapobieganie potencjalnym nadużyciom. Przedstawiciele Rady Przedsiębiorców zwracali na to uwagę podczas niedawnego posiedzenia sejmowej Komisji Sprawiedliwości i Praw Człowieka. – Od 2016 r. nie opublikowano żadnych wiarygodnych danych dotyczących postępowań upadłościowych, w związku z czym tak naprawdę nie wiadomo, jaki jest wskaźnik odzysku wierzytelności, ile średnio trwają postępowania, ani które z nich zostały faktycznie zakończone. Z dostępnych źródeł wynika, że postępowania upadłościowe przedsiębiorstw posiadających znaczny majątek rzeczowy trwają obecnie od sześciu do siedmiu lat – mówił Marcin Raszka.

– Im dłużej trwa postępowanie upadłościowe, tym większa część majątku dłużnika może zostać przesunięta do prywatnych kieszeni – zarówno poprzez wynagrodzenia syndyków, jak i sztucznie generowane koszty czy sprzedaż majątku podstawionym podmiotom po zaniżonej cenie. Sprzyja temu brak należytego nadzoru nad wycenami sprzedawanego majątku. Dzisiaj można je zlecić na zewnątrz osobom, które nie dają żadnej gwarancji ustalenia prawdziwej ceny rynkowej. Jeżeli nałożymy na to wyżej wspomnianą mechaniczną 96-procentową akceptację sądów, to nic dziwnego, że często pojawiają się wyceny, które stanowią ułamek prawdziwej wartości sprzedawanych środków trwałych czy nieruchomości – dodaje Adam Abramowicz.

Eksperci Rady Przedsiębiorców podkreślają, że skala patologii obecnego systemu znajduje potwierdzenie zarówno w licznych publikacjach medialnych, jak i w działaniach organów ścigania – w tym CBA – wobec zorganizowanych grup przestępczych żerujących na majątku firm w restrukturyzacji i upadłości. Przykładem są ostatnie zarzuty wobec doradców restrukturyzacyjnych i syndyków, dotyczące m.in. nadużycia uprawnień, wyrządzenia szkody na ponad 13 mln zł, przyjęcia korzyści majątkowych oraz prania pieniędzy.

„Według wielu przedsiębiorców są to jedynie pojedyncze przypadki ujawnionej działalności, a rzeczywista skala zjawiska jest znacznie większa. Dotyka to także spółek z obcym kapitałem, narażając nas na opinię kraju, w którym wymiar sprawiedliwości toleruje brak praworządności, co może skutkować procesami przed sądami i trybunałami europejskimi oraz ograniczeniem napływu środków finansowych z Unii Europejskiej. Na obecnej sytuacji tracą nie tylko dłużnicy i wierzyciele, ale również Skarb Państwa, który corocznie ponosi straty z tytułu niewpłaconych danin publicznych, takich jak VAT, podatki dochodowe oraz składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. Utracone korzyści byłyby możliwe do odzyskania, gdyby majątek przedsiębiorstw był sprawnie zagospodarowany – poprzez skuteczne działania naprawcze, szybką sprzedaż majątku lub utrzymanie ciągłości funkcjonowania przedsiębiorstwa i zatrudnienia pracowników” – czytamy w liście do premiera.

– Mamy wyjątkową okazję, aby utrudnić nieuczciwym doradcom restrukturyzacyjnym, syndykom oraz powiązanym z nimi sędziom dalsze nadużycia. Mamy wyjątkową okazję do likwidacji nieformalnego mechanizmu patologicznej prywatyzacji majątku przedsiębiorstw, jaki osoby związane z tym procederem stworzyły przez ostatnie lata. W Sejmie zakończyły się prace nad implementacją tzw. „Dyrektywy drugiej szansy”. Jako Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców, czyli przedstawiciele strony społecznej, zgłosiliśmy do Komisji Sprawiedliwości poprawki, które miały na celu zobowiązanie do zlecania wycen majątku wyłącznie biegłym sądowym lub odpowiednio wykwalifikowanym rzeczoznawcom majątkowym, a nie tylko osobom trzecim, jak jest w ustawie, oraz wprowadzenie obowiązku publikowania w Rejestrze Zadłużonych informacji o kosztach zakończonych postępowań restrukturyzacyjnych i upadłościowych, średnim czasie ich trwania oraz wskaźniku zaspokojenia wierzycieli – zaznacza Adam Abramowicz.

W toku prac sejmowych poprawki te zostały poparte przez posłów Polski 2050, Prawa i Sprawiedliwości oraz Konfederacji, lecz ostatecznie je odrzucono, a wniosek mniejszości został wycofany tuż przed głosowaniem. Poprawki te nie uzyskały poparcia ministra Arkadiusza Myrchy, odpowiedzialnego za projekt ustawy.

– Usłyszeliśmy jedynie deklarację otwartości na ich rozważenie w przyszłych pracach legislacyjnych. Nie możemy jednak dłużej czekać. Proponowane zmiany są niezbędne już teraz, aby uratować wiele przedsiębiorstw oraz lepiej chronić majątek właścicieli i wierzycieli przed nadużyciami – dodaje prezes Rady Przedsiębiorców.

Uchwalona przez Sejm ustawa trafiła do Senatu. W imieniu Rady Przedsiębiorców Adam Abramowicz zaapelował do premiera Donalda Tuska o rekomendację dla senatorów przyjęcia zgłoszonych przez tę organizację poprawek. – Trzeba jak najszybciej poprawić funkcjonowanie postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych. Dla dobra przedsiębiorców, gospodarki oraz budżetu państwa – podkreśla Abramowicz.

Autor/Źródło: Organizacja Pracodawców Rada Przedsiębiorców

Przejęcie Bouygues Immobilier Polska zbliża Develię do celu sprzedaży 4500 mieszkań rocznie

Develia sfinalizowała umowę dotyczącą nabycia 100% udziałów Bouygues Immobilier Polska, oddziału Bouygues Immobilier, francuskiego dewelopera, za 65,9 mln euro (ok. 279,4 mln zł). Dzięki przejęciu grupa zwiększyła liczbę mieszkań w realizacji oraz potencjał wzrostu banku ziemi w Warszawie, Poznaniu i we Wrocławiu. To kolejne w ciągu ostatnich dwóch lat przejęcie dokonane przez Develię na rynku nieruchomości mieszkaniowych po transakcji nabycia polskich spółek Nexity.

– Przejęcie Bouygues Immobilier Polska to kolejny kamień milowy przybliżający nas do realizacji naszej strategii i przekroczenia poziomu sprzedaży 4500 mieszkań rocznie do 2028 r. Dzięki niemu zwiększamy portfel projektów i wzmacniamy pozycję przede wszystkim w Warszawie – największym i najbardziej stabilnym rynku mieszkaniowym w Polsce, który wciąż oferuje przestrzeń do zwiększania oferty, co czyni go szczególnie perspektywicznym – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Akwizycja zbiegła się w czasie z finalizacją sprzedaży Arkad Wrocławskich, co pozwala nam płynnie reinwestować środki pozyskane z tej transakcji w dalszy rozwój priorytetowego dla nas segmentu mieszkaniowego zapewniającego nam atrakcyjne stopy zwrotu – dodaje Andrzej Oślizło.

Bouygues Immobilier Polska działa na polskim rynku od 2001 r. Dzięki zespołowi około 80 doświadczonych pracowników firma zbudowała silne kompetencje i zrealizowała dotychczas ponad 9500 mieszkań oraz lokali usługowych w 70 projektach.

Na koniec 2024 r. Bouygues Immobilier Polska posiadała około 1300 mieszkań w realizacji i przygotowaniu. Ponadto spółka posiadała ok. 2800 lokali w gruntach zabezpieczonych umowami przedwstępnymi. Inwestycje są zlokalizowane w Warszawie (ok. 71% całkowitej powierzchni użytkowej mieszkań), Poznaniu (13%) i we Wrocławiu (16%). Aktualnie Bouygues Immobilier Polska realizuje projekty takie jak m.in. Viva Cité, Osiedle Lumea i Neo Praga w Warszawie, Vilda Arte w Poznaniu i Vivre we Wrocławiu.

– Sfinalizowaliśmy transakcję, dzięki której zwiększamy skalę naszej działalności i dywersyfikujemy ofertę, obejmując projekty i grunty w dzielnicach o wysokim potencjale inwestycyjnym, takich jak warszawskie Bemowo, Ursus czy Włochy, ale także w Poznaniu, gdzie od dwóch lat budujemy naszą markę oraz we Wrocławiu. W najbliższych miesiącach skupimy się na realizacji procesu integracji spółek. Bazując na doświadczeniach z integracji polskich spółek Nexity przejętych w 2023 r., jesteśmy w stanie przeprowadzić ten etap efektywnie, w pełni wykorzystując potencjał transakcji mówi Karol Dzięcioł, członek zarządu Develii.

Umowa podpisana przez Develię dotyczy nabycia 100% udziałów spółki Bouygues Immobilier Polska. Ostateczna cena sprzedaży to 65,9 mln euro (ok. 279,4 mln zł). Develia sfinansowała transakcję ze środków własnych z opcją refinansowania kredytem bankowym. Przed finalizacją transakcji spółka otrzymała zgodę Prezesa UOKiK na dokonanie koncentracji.

Cła USA na Brazylię to nie tylko ekonomia – to też polityka wewnętrzna i sojusze

Wczoraj USA ogłosiły 50 proc. cła na import z Brazylii, co stanowi w tym momencie bezprecedensowy poziom taryf i otwiera w pewnym stopniu nowy rozdział w polityce handlowej Donalda Trumpa. Dotychczas jego ogłoszenia na temat ceł (publikowane w formie listów na platformach społecznościowych) były skierowane w stronę krajów, z którymi USA mają ograniczone stosunki handlowe (Libia, Mołdawia), z nielicznymi wyjątkami jak Japonia czy Korea Południowa. Na tym tle Brazylia wyróżnia się na tej liście nie tylko skalą wymiany handlowej, ale i politycznym kontekstem decyzji.

Podłożem decyzji o 50 proc. cła są przede wszystkim zarzuty Trumpa o „polowanie na czarownice” wobec byłego prezydenta Brazylii – Bolsonaro (jego politycznego sojusznika) oraz o cenzurę mediów społecznościowych i rzekome niesprawiedliwe działania brazylijskiego wymiaru sprawiedliwości. W bezpośrednim liście skierowanym do władz kraju z Ameryki Południowej argumenty handlowe stojące za decyzjami o cłach stanowią marginalną część. Oznacza to, że taryfy stały się środkiem nacisku w sprawach wewnętrznych innego kraju.

Rynek zareagował natychmiast – real brazylijski znacząco się osłabił. Samo 10-proc. cło ogłoszone w kwietniu było dużym ciosem dla Brazylii, która notuje deficyt handlowy z USA. Jednak stawka 50 proc. praktycznie przekreśla opłacalność eksportu do Stanów Zjednoczonych. Największe straty poniosą eksporterzy kawy, ale także inne brazylijskie towary staną się znacznie droższe dla amerykańskich konsumentów.

Rząd aktualnego prezydenta Luli nie może zignorować tej decyzji, zwłaszcza w roku poprzedzającym wybory. Zapowiedziano odpowiedź zgodną z zasadą wzajemności, choć jej konkretna forma pozostaje nieznana. Dalsza eskalacja konfliktu wydaje się bardzo prawdopodobna, a presja na reala brazylijskiego może się utrzymać.

Pytaniem otwartym pozostaje, czy Lula zdecyduje się na cła odwetowe – ich wprowadzenie mogłoby spotkać się z kolejną falą taryf ze strony Trumpa. Bardziej prawdopodobne jest podjęcie intensywnych negocjacji, choć dojście do porozumienia może trochę potrwać. To wydarzenie niesie również poważne implikacje dla dolara amerykańskiego. Trump jasno pokazuje, że gotów jest używać polityki celnej jako narzędzia realizacji szerszych celów politycznych – nawet tych związanych z polityką wewnętrzną innych krajów demokratycznych. Dotychczas wątpliwości co do takiego podejścia pojawiały się głównie w formie spekulacji. Wydarzenia z ostatniej nocy są jednak twardym dowodem na to, że ryzyko politycznego wykorzystania ceł jest realne.

Autor: Łukasz Zembik OANDA TMS Brokers

Trump zaostrza politykę celną: 50% cła na miedź i groźba 200% ceł na leki

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump zdecydowanie zaostrzył retorykę w zakresie polityki handlowej, zapowiadając brak dalszych przesunięć terminu wdrożenia ceł wobec poszczególnych krajów. Nowe taryfy mają wejść w życie 1 sierpnia 2025 roku, a działania prezydenta stają się coraz bardziej stanowcze i obliczone na wywarcie presji na partnerów handlowych USA.

Trump ogłosił wprowadzenie 50-procentowych ceł na produkty miedziane, co już doprowadziło do rekordowego wzrostu cen miedzi na rynku amerykańskim oraz osłabienia globalnego benchmarku. Dodatkowo zapowiedział możliwość nałożenia 200-procentowych ceł na import leków, z rocznym okresem przejściowym, który miałby umożliwić przeniesienie produkcji farmaceutyków do USA. Wśród nowych propozycji znalazły się także 10-procentowe cła na towary z Indii, motywowane członkostwem tego kraju w organizacji BRICS, którą Trump określił jako strukturę „utworzoną przeciwko USA”.

Choć rozmowy handlowe z Unią Europejską wciąż trwają, prezydent nie wyklucza wprowadzenia dodatkowych taryf wobec państw UE. Źródłem napięć pozostają m.in. podatki cyfrowe oraz kary nakładane na amerykańskie firmy technologiczne. Trump podkreślił, że zamierza konsekwentnie egzekwować wcześniejsze zapowiedzi wobec krajów, które nie zawarły porozumień handlowych z USA. Choć w poniedziałek podpisał rozporządzenie wykonawcze odraczające wejście w życie ceł o trzy tygodnie, już następnego dnia przyjął ostrzejszy ton, ogłaszając brak dalszych ulg.

Według dostępnych informacji nowe taryfy mogą sięgnąć nawet 60–70% w przypadku niektórych państw. Stany Zjednoczone wysłały już oficjalne notyfikacje do szeregu krajów, w tym do Japonii i Korei Południowej (po 25%), RPA (30%) oraz Laosu i Mjanmy (po 40%). Tajwan, który nie otrzymał takiego pisma, wyraził ostrożny optymizm co do dalszego przebiegu rozmów z Waszyngtonem.

Jak dotąd USA zawarły wstępne porozumienia handlowe jedynie z Wielką Brytanią i Wietnamem oraz osiągnęły rozejm w sporze z Chinami. Tymczasem reakcje rynkowe na działania administracji Trumpa były zauważalne. Indeks S&P 500 wykazywał dużą zmienność, rentowności obligacji długoterminowych spadły globalnie, a azjatyckie giełdy zakończyły dzień spadkiem – po raz trzeci w ciągu czterech dni. Szczególnie mocno ucierpiały akcje firm farmaceutycznych, takich jak Eli Lilly, Merck czy Pfizer, które traciły na wartości po zapowiedziach dotyczących ceł na leki.

Polityka handlowa Donalda Trumpa przyjmuje coraz bardziej protekcjonistyczny charakter, mający na celu wymuszenie nowych porozumień i relokację produkcji do USA. Działania te intensyfikują napięcia handlowe i wywierają istotny wpływ na światowe rynki finansowe, a ostateczny zakres wprowadzanych ceł pozostanie uzależniony od dalszego przebiegu negocjacji.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

NSA potwierdza prawo Fabrity do ulgi holdingowej – ponad 3 mln zł zwrotu podatku

Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził prawo Fabrity S.A. (GPW: FAB) do wykorzystania ulgi holdingowej. Odrzucenie skargi kasacyjnej i utrzymanie w mocy wyroku WSA w Warszawie oznacza nakazanie organom skarbowym zwrot ponad 3 mln zł wraz z odsetkami. Jeśli wpływ środków nastąpi do końca listopada br., Fabrity wypłaci dodatkowe 1,00 zł dywidendy na akcję.

Wojewódzki Sąd Administracyjny potwierdził w 2024 roku nadpłatę podatku CIT Fabrity S.A. za rok 2022 z tytułu zastosowania ulgi holdingowej przy sprzedaży akcji Oktawave, uchylając tym samym decyzje naczelnika urzędu skarbowego oraz dyrektora Izby Administracji Skarbowej w Warszawie, jako organu odwoławczego od decyzji naczelnika, odmawiające stwierdzenia nadpłaty podatku za rok 2022. Oktawave była spółką zależną Fabrity, zajmującą się technologiami chmurowymi, która w ramach procesów dezinwestycyjnych została sprzedana spółce Netia z Grupy Polsat Plus. Kwota transakcji opiewała na 33,7 mln zł.

– Doprowadziliśmy właśnie do końca kwestie formalne związane ze zwrotem nadpłat podatku CIT w związku z wykorzystaniem tzw. ulgi holdingowej. Otrzymaliśmy już w połowie 2024 roku blisko 1,8 mln zł zwrotu podatku za rok 2023, co było związane ze sprzedażą spółek marketingowych do Kamikaze / Altavia, teraz oczekujemy na blisko 2,5 mln zł głównej kwoty nadpłaty oraz na odsetki, których skalkulowana przez Spółkę wartość zbliża się do 600 tys. zł. Łączna kwota należnej Fabrity nadpłaty przekroczyła więc już poziom 3 mln zł i dalej rośnie, co może zwiększać szanse na szybsze odzyskanie środków – wskazuje Artur Piątek, Wiceprezes Zarządu Fabrity S.A.

– Jest to pierwszy wyrok na poziomie NSA w podobnej sprawie, prawdopodobnie potwierdzający i utrwalający wypracowaną już wcześniej linię orzeczniczą na poziomie WSA. Liczymy również, że szczegółowe uzasadnienie do wyroku wraz z przedstawieniem zastosowanej przez nas procedury posłuży innym podmiotom jako swoista instrukcja korzystania z ulgi holdingowej w przypadku rozproszonego akcjonariatu – dodaje Wiceprezes Piątek.

Po wydaniu przez NSA pisemnego uzasadnienia orzeczenia, akta sprawy trafią do organów skarbowych celem wykonania postanowień wyroku. Jeśli Fabrity otrzyma zwrot podatku do 30 listopada br., to zgodnie ze stosowną uchwałą Walnego Zgromadzenia z 5 czerwca br. ziści się warunek do wypłaty dodatkowej dywidendy w wysokości 1,00 zł na akcję.

Globalne napięcia handlowe a nastroje na giełdach – co dalej z rynkami?

Od początku lipca na amerykańskich giełdach dominuje „ekstremalna chciwość”. Taki stan to wyraz nadmiernego optymizmu i lekceważenia ryzyk przez wielu inwestorów. A wszystko to dzieje się tuż przed symboliczną datą 9 lipca – pierwotnie wyznaczoną przez administrację Donalda Trumpa jako moment wprowadzenia nowych ceł. Trwają negocjacje USA z Unią Europejską i innymi partnerami. Ich wynik poznamy najpewniej w najbliższych dniach. Inwestorzy powinni zachować spokój i trzeźwo oceniać napływające informacje.

Fear & Greed Index to wskaźnik nastrojów inwestorów na amerykańskiej giełdzie, który mierzy poziom emocji na podstawie siedmiu czynników, takich jak zmienność, siła rynku czy popyt na obligacje. Jest on publikowany przez CNN Business i przyjmuje wartości od 0 (skrajny strach) do 100 (skrajna chciwość), sygnalizując potencjalne przewartościowanie lub niedowartościowanie rynku. 2 lipca indeks przekroczył poziom 75 i oficjalnie trafił do strefy „ekstremalnej chciwości”. 4 lipca osiągnął rekordowe 78, dziś ponownie wynosi 75. Taki poziom oznacza nadmierny optymizm i ignorowanie ryzyka – każdy przezorny inwestor powinien zachować szczególną ostrożność.

W ciągu niespełna trzech miesięcy indeks S&P 500 przeszedł zmianę nastrojów. Punkt zwrotny nastąpił 9 kwietnia. Od tego czasu trwa szeroka, choć nierównomierna hossa, z dominującą rolą sektora technologicznego. Tymczasem zbliża się 9 lipca – data wygaśnięcia 90-dniowego zawieszenia ceł na produkty importowane do USA. Wkrótce poznamy więcej szczegółów dotyczących ceł nałożonych na poszczególne kraje. Większość z nich zacznie obowiązywać od 1 sierpnia, a stawki mogą wynieść od 10 do nawet 70 proc., w zależności od kraju i kategorii produktu. Państwa bez nowych porozumień z USA prawdopodobnie spotkają się z wyższymi taryfami.

Do tej pory sfinalizowano jedynie kilka porozumień, m.in. z Wielką Brytanią i Wietnamem. Nowe taryfy mogą zakłócić globalne łańcuchy dostaw, zwłaszcza w Azji, gdzie kraje takie jak Japonia, Korea Południowa i Singapur mogą ponieść wysokie koszty. Prezydent Trump zapowiedział już 25-procentowe cła na Japonię i Koreę Południową. Firmy będą musiały przystosować swoje strategie zaopatrzenia i produkcji, co oznacza czas i koszty.

Trwają także negocjacje USA z Unią Europejską. W ramach UE ścierają się opinie: czy szybko zaakceptować obecne warunki USA, czy kontynuować rozmowy, wykorzystując posiadane narzędzia nacisku. W przypadku braku porozumienia UE i inni partnerzy mogą odpowiedzieć własnymi cłami, co zwiększy napięcia i może doprowadzić do długotrwałych sporów. Efektem może być spowolnienie globalnego handlu. WTO prognozuje spadek wolumenu handlu towarami o 0,2 proc. w 2025 roku (wobec wzrostu o 2,9 proc. w 2024) oraz odbicie o 2,5 proc. w 2026. Wzrost handlu usługami komercyjnymi ma w tym roku zwolnić do 4,0 proc., wobec 6,8 proc. w 2024, z lekkim odbiciem do 4,1 proc. w 2026.

Nawet zawarcie porozumień handlowych nie gwarantuje handlu bez barier. Administracja Trumpa wprowadza bowiem uniwersalne minimum taryfowe na poziomie 10 proc., a dla niektórych krajów znacznie wyższe stawki. Szczególnym celem są państwa azjatyckie – z uwagi na bliskość Chin oraz chęć ograniczenia reeksportu chińskich towarów przez kraje trzecie.

Z raportu McKinsey wynika, że w obliczu napięć handlowych firmy mogą próbować przebudowywać łańcuchy dostaw, szukając nowych dostawców, ograniczając zakupy lub zastępując import lokalną produkcją. Każda z tych strategii wymaga jednak czasu, zasobów i odpowiedniego know-how. Tymczasem do 1 sierpnia pozostały zaledwie trzy tygodnie, a to może być za mało. Ekonomiści ostrzegają, że wyższe cła najprawdopodobniej zostaną przerzucone na konsumentów, co może podbić inflację i dodatkowo obciążyć domowe budżety.

Sytuacja pozostaje dynamiczna. Jak pokazują wcześniejsze doświadczenia, administracja Trumpa może jeszcze przedłużyć terminy lub przyznać wyjątki niektórym partnerom. Jednak obecna nieprzewidywalność istotnie wpływa na nastroje na rynkach.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Transport morski na globalnym zakręcie. Wojny celne, napięcia geopolityczne i redefinicja łańcuchów dostaw

Transport morski odpowiada za ponad 90% światowego handlu. Żegluga jest ściśle powiązana z sytuacją geopolityczną na świecie, której jednym z głównych motorów napędowych jest obecnie nieprzewidywalna polityka celna Stanów Zjednoczonych. Dlatego każde zakłócenie na morskich szlakach handlowych przekłada się bezpośrednio na całą globalną gospodarkę, nie ograniczając się jedynie do danego obszaru. Wojna celna, rozgrywająca się między USA a Chinami, ma także wpływ na transport morski z Państwa Środka do Europy. W jaki sposób?

Wysokie cła nakładane przez Stany Zjednoczone na Chiny spowodowały wyraźny spadek liczby rezerwacji na trasie transpacyficznej, prowadząc do efektu tzw. „blank sailings”, czyli anulowania poszczególnych rejsów z powodu niewystarczającego popytu, co finalnie przełożyło się na zmniejszenie przestrzeni ładunkowej i wzrost stawek. W połowie maja amerykańska administracja podjęła jednak decyzję o tymczasowym obniżeniu ceł. To spowodowało wzrost liczby rezerwacji przestrzeni kontenerowych na statkach o ponad 100% z tygodnia na tydzień. Obecnie relacje handlowe obydwu państw zdają się normować, za sprawą niedawnych rozmów między Donaldem Trumpem a Xi Jinpingiem w Londynie, podczas których przywódcy doszli do porozumienia, ustalając zredukowane stawki celne. Wpływ na to miały na pewno wyroki amerykańskich sądów, które w ostatnim czasie uznały niektóre z nałożonych przez prezydenta USA ceł za niezgodne z prawem. Dziś jednak trudno przewidywać, jak długo utrzyma się taki stan gry.

Z doświadczenia wiemy, że istnieje silna korelacja pomiędzy tym, co dzieje się na linii Chiny-USA, a skutkami dla handlu chińsko-europejskiego. To dramatyczne zmniejszenie, a następnie gwałtowny wzrost przepływów handlowych między dwoma największymi gospodarkami świata tworzy znaczące wahania w dostępności mocy przewozowych i ma bezpośrednie przełożenie także na inne kierunki handlowe. Gdy w wyniku napięć celnych wolne moce przewozowe nie mogą być wykorzystane na rynku chińsko-amerykańskim, są przekierowywane na inne trasy, w tym właśnie połączenia z Europą. Zjawisko to wywiera rosnącą presję na obniżenie stawek frachtowych na trasie do Europy Zachodniej, co wpływa również na polskich klientów.

W nadchodzących tygodniach możemy jeszcze spodziewać się kongestii portowej w Chinach z powodu zwiększonego wolumenu transportowanych do USA towarów. W kontekście wspomnianych wcześniej porozumień oczekuje się jednak stopniowej stabilizacji na linii chińsko-amerykańskiej oraz unormowania poziomu stawek. Mimo wszystko nadal należy trzymać rękę na pulsie i bacznie obserwować sytuację – wielu analityków pozostaje sceptycznych wobec rzeczywistej wartości ustaleń z Londynu, uznając je jedynie za tymczasowy polityczny gest.

Wielowymiarowe wyzwania geopolityczne

Amerykańskie cła to nie jedyne wyzwanie, z którym mamy obecnie do czynienia. Stajemy w obliczu wielu napięć geopolitycznych w różnych częściach świata. Ich obszary obejmują nie tylko stosunki amerykańsko-chińskie, ale także niestabilną sytuację na Bliskim Wschodzie, która wpływa na przepływ ropy i towarów przez kluczowe szlaki morskie, napięte stosunki między Indiami a Pakistanem potencjalnie zakłócające handel regionalny, trwającą wojnę w Ukrainie z utrzymującymi się ograniczeniami w handlu i transporcie, ciągłe zagrożenia dla żeglugi przez Morze Czerwone jako jeden z najważniejszych szlaków handlowych świata oraz rosnące napięcia wokół Cieśniny Tajwańskiej mogące wpłynąć na globalny handel elektroniką.

Wszystkie te czynniki geopolityczne mają silny wpływ na rynek żeglugi kontenerowej, oddziałując na czasy tranzytu, poziomy stawek, jakość usług, dostępność kontenerów oraz powodując kongestie portowe. Prawdopodobnym scenariuszem na najbliższe lata jest utrzymanie się „rynku ekstremów”, charakteryzującego się znaczną zmiennością poziomów stawek.

Redefinicja łańcuchów dostaw jako odpowiedź na niepewność

W obliczu tej bezprecedensowej niepewności, dobrym rozwiązaniem dla przedsiębiorstw jest dywersyfikacja łańcuchów dostaw i strategiczne podejście do zamówień transportowych. Jako operator, możemy wspierać firmy poprzez wdrażanie różnych strategii frachtu oceanicznego. Zabezpieczenie części kontenerów w kontraktach długoterminowych zapewnia stabilność cenową i wysoką jakość usług, co jest szczególnie ważne dla produktów o regularnym popycie i kluczowych dla biznesu. Jednocześnie dla towarów bardziej wrażliwych cenowo można korzystać z rynku spot, należy jednak być świadomym wyzwań związanych z jakością usług i potencjalną ekspozycją na wzrosty stawek.

W tej złożonej rzeczywistości coraz większego znaczenia nabiera rola operatorów logistycznych, którzy stają się nie tylko wykonawcami zleceń transportowych, ale przede wszystkim strategicznymi partnerami i doradcami swoich klientów. Logistycy na bieżąco śledzą rozwój sytuacji geopolitycznej, analizują trendy rynkowe i informują klientów o nadchodzących zmianach, umożliwiając im podejmowanie świadomych decyzji biznesowych. Dzięki eksperckiej wiedzy i dostępowi do aktualnych informacji rynkowych, doradzają w wyborze optymalnych strategii transportowych, pomagając firmom nawigować przez turbulentne wody dzisiejszego globalnego handlu.

Autor: Przemysław Komar, Seafreight Director CEE, Rohlig SUUS Logistics

51% Polaków odbiera służbowe wiadomości na urlopie

W teorii – urlop. W praktyce – laptop na kolanach, telefon w dłoni i powiadomienia z pracy, która nie daje o sobie zapomnieć. Brzmi znajomo? Nie jesteś wyjątkiem. Ponad połowa Polek i Polaków przyznaje, że zdarza im się pracować podczas urlopu. Granica między obowiązkami a wolnym czasem coraz częściej się rozmywa. Cyfrowa obecność „na pół gwizdka” staje się nową normą. Efekt? Niemal 80% osób aktywnych zawodowo w Polsce dostrzega u siebie objawy wypalenia – od przewlekłego zmęczenia po spadek energii i motywacji. Choć coraz częściej mówimy o znaczeniu odpoczynku, rzadko dajemy sobie przyzwolenie na pełne wylogowanie. A przecież urlop to nie luksus – to warunek zdrowia psychicznego, higieny cyfrowej i skuteczności w pracy. Jak dziś wypoczywamy? Dlaczego tak trudno się odłączyć? I co na to wszystko mówią badania? Sprawdzamy.

Wakacje z pracą w tle

Zmieniamy otoczenie – ale nie tryb działania. Według danych No Fluff Jobs, 51% respondentów odbiera służbowe maile lub telefony podczas wakacji. Randstad wskazuje z kolei, że co trzeci pracownik ma niewykorzystany urlop, a ponad połowa – nawet wyjeżdżając – nie odcina się całkowicie od spraw zawodowych.

– Eksperci zajmujący się dobrostanem psychicznym zwracają uwagę na zjawisko tzw. fałszywego odpoczynku – sytuacji, w której fizycznie przebywamy poza biurem, ale mentalnie pozostajemy w trybie czuwania. Taki „urlop” nie spełnia swojej funkcji regeneracyjnej – komentuje Katarzyna Smuda, Wellbeing Lead w Capgemini Polska.

Konsekwencje takiego trybu życia są poważniejsze, niż może się wydawać. Gdy praca towarzyszy nam nieustannie – także w czasie wolnym – ryzyko przeciążenia rośnie. A od przeciążenia do wypalenia droga bywa zaskakująco krótka.

Zmęczenie, które nie mija

Permanentne bycie „na stand by” zbiera żniwo. Według badania UCE Research i ePsycholodzy.pl, ponad 80% aktywnych zawodowo Polek i Polaków doświadcza co najmniej jednego z 14 objawów wypalenia. Najczęściej wskazywane symptomy to chroniczne zmęczenie, spadek motywacji i ogólne poczucie wyczerpania – zarówno psychicznego, jak i emocjonalnego.

Co istotne, problem nie dotyczy wyłącznie doświadczonych pracowników w zaawansowanej fazie kariery. Wręcz przeciwnie – najbardziej narażone są osoby młodsze, które funkcjonują w kulturze ciągłej dostępności, presji na wyniki i trudności w oddzieleniu życia zawodowego od prywatnego. Raport Deloitte o generacji Z potwierdza, że ponad połowa osób z tego pokolenia deklaruje objawy wypalenia – zarówno w Polsce, jak i globalnie. To pokolenie, które miało być cyfrowo odporne, okazuje się szczególnie wrażliwe na przeciążenie informacyjne i brak realnego odpoczynku.

Nadmierna eksploatacja energii psychicznej, brak czasu na regenerację i nieustanne przełączanie się między zadaniami prowadzą do wypalenia nie tylko zawodowego, ale i relacyjnego – bo przemęczenie rzadko zatrzymuje się na progu pracy. Bez urlopu z prawdziwego zdarzenia trudno mówić o długofalowej efektywności, satysfakcji czy zaangażowaniu. A to oznacza, że problem dotyka nie tylko jednostek, ale całych organizacji.

Regeneracja to nie fanaberia – to konieczność

Prawdziwy odpoczynek to nie nagroda za „dobre sprawowanie” ani przywilej, z którego można zrezygnować w imię produktywności. To niezbędny element higieny psychicznej i fizycznej – warunek, bez którego trudno mówić o zdrowiu, stabilności emocjonalnej czy długofalowej skuteczności. Tymczasem dane mówią same za siebie.

Instytut Psychologii PAN alarmuje, że aż 66% Polek i Polaków doświadcza chronicznego zmęczenia, a jedynie 38% badanych ocenia swój stan psychiczny jako dobry. Innymi słowy – większość z nas funkcjonuje na rezerwie. Nie dlatego, że nie potrafimy odpoczywać, ale dlatego, że nie dajemy sobie na to przestrzeni – mentalnej, organizacyjnej i czasowej.

Potwierdza to także raport infuture.institute i Benefit Systems, według którego tylko 4 na 10 osób deklaruje, że czuje się dobrze pod względem ogólnego dobrostanu. To niepokojąco niski wynik, biorąc pod uwagę, jak często mówimy o work-life balance, wellbeingowych inicjatywach i potrzebie odpoczynku. Słowa jednak nie zawsze idą w parze z działaniem – zarówno na poziomie jednostkowym, jak i organizacyjnym.

Nie chodzi tu tylko o komfort – ale o profilaktykę. Regularny odpoczynek pomaga obniżać poziom kortyzolu, poprawia jakość snu, wzmacnia odporność i zwiększa elastyczność poznawczą. To właśnie w czasie wylogowania mózg ma szansę uporządkować informacje, emocje i napięcia. Brak tego momentu „pauzy” prowadzi do przeciążenia, które wcześniej czy później odbija się na naszej psychice, zdrowiu i relacjach.

– Odpoczynek to nie strata czasu, lecz inwestycja – w naszą odporność psychiczną, kreatywność i jakość relacji. W Capgemini zachęcamy do traktowania urlopu nie jako przerwy od obowiązków, ale jako realnej szansy na odzyskanie równowagi. Bo tylko wypoczęty człowiek może działać z zaangażowaniem i długofalową energią – podkreśla Katarzyna Smuda, Wellbeing Lead w Capgemini Polska.

Wyloguj się, żeby naprawdę wrócić

Problemem staje się nie tylko sama praca, ale brak granicy – głównie tej cyfrowej. Otrzymujemy powiadomienia, odpowiadamy z przyzwyczajenia, nieustannie sprawdzamy „czy coś się nie zawaliło”. A to skutecznie uniemożliwia regenerację. Z badania Fundacji Orange, Instytutu Cyfrowego Obywatelstwa i EFNI wynika, że aż 55% dorosłych Polek i Polaków uważa, że spędza za dużo czasu przed ekranami, ale jedynie 18% podejmuje konkretne kroki, by to ograniczyć. Choć pojęcie „higiena cyfrowa” zna już połowa badanych, tylko 14% regularnie stosuje związane z nią zasady w praktyce.

Czas na nową kulturę odpoczywania

Wakacyjny „odpoczynek z dostępnością” to nie tylko indywidualny wybór – to często efekt kultury pracy, w której obecność równa się zaangażowanie, a nieodpisanie na wiadomość – brak lojalności. Czas to zmienić. Prawdziwe odłączenie nie powinno być wyjątkiem, tylko normą. Firmy, które rozumieją znaczenie odpoczynku, budują zdrowsze zespoły, zmniejszają rotację i przeciwdziałają wypaleniu. Może więc czas zaktualizować nasze statusy nie tylko w systemach, ale i w głowie: „Out of office” – naprawdę.

Zmysły, dane i decyzje. Marketing przyszłości odczytuje emocje klienta

Marketing sensoryczny w 2025 roku nie ogranicza się już do muzyki czy zapachu – coraz częściej sięga po zaawansowane narzędzia neurotechnologiczne, by zrozumieć i wpływać na emocje oraz decyzje zakupowe klientów. Wyniki najnowszych badań pokazują, że to właśnie emocje i podświadome reakcje konsumentów są kluczem do skutecznych kampanii i budowania lojalności wobec marki.

Jak neurotechnologie zmieniają marketing sensoryczny?

Neurotechnologie, takie jak EEG (elektroencefalografia), eye-tracking czy analiza ekspresji twarzy, pozwalają mierzyć autentyczne, podświadome reakcje klientów na bodźce marketingowe, takie jak muzyka, zapach czy obrazy. Dzięki temu marki mogą projektować doświadczenia, które realnie angażują zmysły i wywołują pożądane emocje, a nie tylko opierają się na deklaracjach klientów. Badania pokazują, że marketing sensoryczny oparty na danych neurotechnologicznych może zwiększyć skuteczność kampanii nawet o 30%, a personalizacja przekazu – podnieść konwersję o 20–30%. Firmy lepiej trafiają w potrzeby i preferencje odbiorców, co przekłada się na wyższe wskaźniki sprzedaży i lojalności (źródło: Number Analytics LLC)

Połączenie neurofeedbacku z AI pozwala dynamicznie dostosowywać treści audio, wizualne czy zapachowe do aktualnych emocji klienta, zarówno online, jak i w przestrzeni sklepowej. To umożliwia tworzenie hiperpersonalizowanych, angażujących doświadczeń. Analiza reakcji mózgu i zachowań biometrycznych pozwala identyfikować kluczowe momenty decyzyjne oraz tzw. „punkty bólu” klienta, co ułatwia optymalizację komunikacji i układu sklepu.

Najciekawsze wyniki badań

  • 90% decyzji zakupowych podejmujemy podświadomie, w oparciu o emocje, a nie racjonalne przesłanki. (Mood Media)
  • 80% kupujących kieruje się emocjami przy wyborze produktów i marek. (Mood Media)
  • Badania Journal of Advertising Research wykazały, że emocje są dla klienta dwa razy ważniejsze niż twarde fakty – to uczucia inicjują i finalizują proces zakupowy.
  • W eksperymencie PepsiCo z wykorzystaniem EEG okazało się, że tradycyjne ankiety przewidywały spadek sprzedaży produktu po podwyżce jego ceny aż o 33%, a rzeczywiste reakcje mózgu wskazywały na spadek tylko o 9% – w rzeczywistości, sprzedaż spadła o zaledwie 7% (NeuroInsightLAB)
  • W badaniu fMRI dotyczącym napojów gazowanych, sama informacja o marce aktywowała w mózgu obszary odpowiedzialne za wspomnienia i emocje, zmieniając subiektywne postrzeganie smaku.

Najnowsze trendy

  • AI i personalizacja w czasie rzeczywistym: Połączenie AI z neuromarketingiem pozwala na dynamiczne dostosowywanie treści audio, wizualnych i zapachowych do aktualnych emocji klienta.
  • Neurofeedback i optymalizacja doświadczeń: Platformy e-commerce i sklepy stacjonarne coraz częściej korzystają z neurofeedbacku, by w czasie rzeczywistym modyfikować ofertę, układ sklepu czy komunikaty.
  • Rozwój narzędzi biometrycznych: Eye-tracking, analiza mimiki, pomiary pulsu i przewodnictwa skóry, stają się standardem w testowaniu nowych kampanii i produktów.
  • Sensoryka i VR/AR: Wirtualne showroomy i immersyjne doświadczenia sensoryczne (np. zapach, dźwięk 3D) są coraz szerzej stosowane przez marki premium i retail.

Emocje, które sprzedają – praktyczne zastosowania

  • Szczęście i radość – zwiększają spontaniczne zakupy i pozytywne opinie.
  • Nostalgia – buduje silne skojarzenia z marką i lojalność.
  • Poczucie przynależności – skłania do wyboru produktów, które pozwalają identyfikować się z grupą.

Etyczne wyzwania i odpowiedzialne wykorzystanie neurotechnologii

Wraz z rosnącym wykorzystaniem neurotechnologii w marketingu sensorycznym pojawiają się ważne pytania dotyczące etyki i ochrony prywatności konsumentów. Pomiar reakcji mózgu i emocji wymaga szczególnej dbałości o transparentność i zgodność z regulacjami, takimi jak RODO. Firmy muszą jasno komunikować, jakie dane są zbierane i w jaki sposób są wykorzystywane, aby budować zaufanie klientów. Odpowiedzialne podejście do neurotechnologii to nie tylko wymóg prawny, ale także element budowania pozytywnego wizerunku marki, który przekłada się na lojalność i długofalowe relacje.

Przyszłość neurotechnologii w marketingu sensorycznym

Perspektywy rozwoju neurotechnologii w marketingu sensorycznym, są niezwykle obiecujące. W miarę jak technologie stają się bardziej dostępne i precyzyjne, możemy spodziewać się coraz bardziej zaawansowanych systemów, które będą w stanie w czasie rzeczywistym dostosowywać doświadczenia zakupowe do indywidualnych potrzeb i emocji klientów. Integracja neurofeedbacku z AI oraz rozszerzoną rzeczywistością (AR) otworzy nowe możliwości tworzenia immersyjnych, wielozmysłowych kampanii, które będą nie tylko skuteczne, ale i etyczne. Firmy, które już dziś inwestują w te technologie, zyskają przewagę konkurencyjną i będą liderami innowacji na rynku.

Obecnie obserwujemy, jak szybko neurotechnologie zmieniają rynek marketingu sensorycznego. Dzięki EEG, eye-trackingowi czy analizie emocji można dziś precyzyjnie mierzyć, jak klienci reagują na muzykę, zapach czy komunikaty wizualne – i na tej podstawie projektować doświadczenia, które realnie wpływają na decyzje zakupowe. To już nie są tylko narzędzia dla największych marek – coraz więcej mniejszych firm z całego świata sięga po te rozwiązania, by zwiększyć skuteczność kampanii i budować głębsze relacje z klientami. Przyszłość marketingu to personalizacja oparta na naukowych danych i zrozumieniu prawdziwych emocji konsumentów Aleksandra Potrykus, Vice President Mood Media CEE.

Neurotechnologie i naukowa analiza emocji z pewnością będą miały ogromny wpływ na ewolucję marketingu sensorycznego. Firmy, które inwestują w zrozumienie podświadomych reakcji klientów, będą osiągać wyższe wskaźniki konwersji, lojalności i satysfakcji. W 2025 roku skuteczny marketing to nie tylko kreatywność, ale przede wszystkim umiejętność czytania emocji i budowania doświadczeń, które zostają w pamięci na długo.

Nazwa to nie tylko słowo. To kompas marki i decyzja strategiczna na lata

W świecie biznesu, gdzie konkurencja rośnie z dnia na dzień, właściwie dobrana nazwa może być jedną z najważniejszych decyzji strategicznych, jakie podejmuje firma. To nie tylko etykieta czy zbiór liter – to istotny element tożsamości marki, który niesie za sobą odpowiednie emocje, skojarzenia, wartości, a także aspiracje. Dobrze zaprojektowana nazwa działa jak kompas – wyznacza kierunek komunikacji, ułatwia budowanie relacji z odbiorcami i otwiera drzwi do nowych klientów.

Nazwa jako długoterminowa strategia

Wiele firm wciąż nie docenia siły, jaka tkwi w nazwie. Tymczasem dobrze dobrana nazwa to inwestycja na lata – tak jak strategiczny plan rozwoju czy tożsamość wizualna. Nie chodzi tu tylko o jej ładne brzmienie. Idealna nazwa powinna być niepowtarzalna, łatwa do zapamiętania, przeliterowania i wymówienia, ale także elastyczna – tak, by mogła wspierać rozwój marki w przyszłości.

Jeśli firma myśli o skalowaniu działalności – czy to w obrębie kraju, czy poza jego granicami – musi wziąć pod uwagę także aspekty językowe i kulturowe. Przykłady źle dobranych nazw, które w obcych językach miały nieprzyjemne skojarzenia, są znane w branży marketingowej od lat. Dlatego właśnie tworzenie nazw to zadanie, które wymaga wiedzy, doświadczenia, a także umiejętności analizy otoczenia rynkowego.

Nazwa, która mówi więcej niż tysiąc słów

Dobrze zaprojektowana nazwa może przyciągnąć uwagę, zaintrygować, wywołać emocje – zanim jeszcze odbiorca przeczyta pierwszy slogan czy zobaczy logo. Jest ona pierwszym punktem kontaktu z marką. Powinna zatem komunikować jej charakter, wyróżniać ją na tle konkurencji i być spójna z obietnicą, jaką marka składa klientom.

Warto pamiętać także o aspekcie wizualnym. Dobra nazwa po prostu dobrze wygląda. Powinna być łatwa do przedstawienia w logotypie, prezentować się atrakcyjnie na opakowaniu, stronie internetowej, wizytówkach czy materiałach reklamowych. To wszystko ma ogromne znaczenia.

Jak wygląda proces tworzenia nazwy?

Zadanie stworzenia nazwy może wydawać się na pierwszy rzut oka kreatywne i lekkie, ale w rzeczywistości to proces wymagający dużej precyzji, znajomości języka, rynku, trendów i prawa. W Studiu Brandingowym KARAT-e, które ma na koncie ponad 200 projektów nazw, proces ten podzielony jest na konkretne etapy, które gwarantują skuteczność i bezpieczeństwo:

  1. Kreatywna eksploracja – na podstawie briefu wypełnionego przez klienta, powstaje szeroki wachlarz propozycji. Nazwy te są różnorodne, a jednocześnie zgodne z wypełnionym briefem. To moment tworzenia neologizmów, korzystania z inspiracji kulturowych, symbolicznych czy fonetycznych.
  2. Analiza językowa i znaczeniowa – po wyselekcjonowaniu najbardziej obiecujących opcji, przechodzi się do ich dokładnej analizy. Następuje sprawdzenie konotacji, ukrytych na pierwszy rzut oka znaczeń, a także przyjrzenie się konkurencji.
  3. Weryfikacja językowa – to kluczowy etap, jeśli marka ma ambicje działać na rynkach zagranicznych. Analizowane są możliwe skojarzenia w różnych językach, brzmienie i odbiór fonetyczny. To, co w jednym języku może brzmieć atrakcyjnie, w innym może mieć pejoratywne znaczenie – a to ryzyko, którego można uniknąć.
  4. Sprawdzenie dostępności prawnej – żadna nazwa nie powinna wejść na rynek bez weryfikacji w międzynarodowych bazach Urzędu Patentowego. Dzięki temu firma ma pewność, że wybrana nazwa nie narusza praw własności intelektualnej i można ją zastrzec jako znak towarowy.
  5. Testy z odbiorcami i ocena ekspercka – wybrane nazwy poddawane są testom percepcyjnym z grupy docelowej. Potencjalni odbiorcy oceniają je pod kątem brzmienia oraz czytelności.
  6. Prezentacja i wybór finalnej opcji – klient otrzymuje zestaw najlepiej ocenionych nazw. Każda opatrzona jest odpowiednim komentarzem i uzasadnieniem. To klient podejmuje ostateczną decyzję, mając pewność, że każda z propozycji została dogłębnie sprawdzona.

Dlaczego warto powierzyć zaprojektowanie nazwy specjalistom?

Choć wiele firm próbuje tworzyć nazwę „we własnym zakresie”, efekty często bywają niezadowalające. Dlaczego? Bo dobry naming wymaga interdyscyplinarnego podejścia: językowego, marketingowego, psychologicznego, a także researchu prawnego. Doświadczenie agencji brandingowych pozwala uniknąć typowych pułapek i stworzyć nazwę, która nie tylko działa tu i teraz, ale przetrwa próbę czasu.

Studio Brandingowe KARAT-e to ponad 15 lat doświadczenia, setki udanych projektów i znajomość specyfiki różnych branż – od technologii, przez branżę FMCG, aż po usługi B2B. Takie zaplecze daje gwarancję, że proces będzie przebiegał sprawnie, a efekt końcowy będzie satysfakcjonujący i bezpieczny z prawnego punktu widzenia.

Zacznij od nazwy – reszta pójdzie łatwiej

Nazwa to nie tylko punkt wyjścia – to także kompas, który wskazuje kierunek rozwoju marki. Dobrze zaprojektowana, staje się fundamentem całej komunikacji – od sloganu, przez logo, po strategię marketingową. Jeśli więc szukasz nazwy, która nie tylko dobrze brzmi, ale niesie ze sobą potencjał i spójność z wartościami Twojej marki – warto oddać to zadanie w ręce specjalistów.

Autor: Krzysztof Koczorowski, prezes zarządu, dyrektor kreatywny Studia Brandingowego KARAT-e www.karat-e.pl

Od dwudziestu lat zajmuje się projektowaniem marek. Na swoim koncie ma ponad 200 nazw, które stworzył na potrzeby powstających firm, wprowadzanych na rynek produktów oraz usług. Opracował i wdrożył kilkadziesiąt strategii komunikacyjnych zarówno dla międzynarodowych korporacji, jak i firm rodzinnych. Absolwent programu MBA oraz studiów podyplomowych: Innowacyjne zarządzanie marką, Projektowanie usług, Psychologia w biznesie. Członek Polskiego Stowarzyszenia Public Relations.

AI w MŚP: dominują automatyczne tłumaczenia i analiza danych

  • Raport AI Chamber pokazuje, że choć ponad 75% małych i średnich przedsiębiorstw deklaruje, że korzysta z AI, tylko co czwarta robi to na dużą skalę.
  • Niemal dwie trzecie firm w regionie Europy Środkowo-Wschodniej deklaruje chęć zwiększenia wdrożeń AI, a największe zainteresowanie pogłębianiem wykorzystania sztucznej inteligencji widać w Estonii (75%), na Słowacji (70%) i w Polsce (65%) – mimo, że jedynie 8% przedsiębiorstw z regionu jest dziś w pełni gotowych do spełnienia wymogów prawnych unijnego AI Act.
  • Cyfrowa przepaść w regionie pogłębia się: podczas gdy w Estonii aż 67% firm deklaruje pozytywny wpływ AI na ich biznes i 65% zna regulacje, w Chorwacji i Bułgarii niemal połowa firm nie wykazuje żadnego zainteresowania wdrażaniem sztucznej inteligencji. 

Najnowszy raport AI Chamber „Jak MŚP z Europy Środkowo-Wschodniej odnajdują się w świecie AI?” pokazuje, że region CEE znajduje się na rozdrożu cyfrowej transformacji. Badanie objęło ponad 3200 małych i średnich przedsiębiorstw pracowników z 11 krajów Europy Środkowo-Wschodniej, w tym z Polski, Czech, Słowacji, Rumunii, Bułgarii i krajów bałtyckich. 

Firmy stawiają na operacyjność, nie strategię

Z badania wyłania się obraz pełen sprzeczności: choć ponad 75% MŚP deklaruje użycie narzędzi opartych na AI, tylko jedna na cztery firmy wdraża je na szerszą skalę.

Raport wskazuje na konkretne obszary, w których MŚP wykorzystują AI i gdzie generuje ona największą wartość biznesową. AI najczęściej wspiera analizę danych (40%), automatyczne tłumaczenia (35%) oraz automatyzację zadań (28%). Świadczy to o silnym nastawieniu małych i średnich firm na poprawę efektywności operacyjnej. Choć nie zawsze rewolucyjne, są to rozwiązania praktyczne i mierzalne – pozwalające optymalizować procesy wewnętrzne, automatyzować produkcję, poprawiać wydajność, redukować błędy manualne i zwiększać zaangażowanie klientów.

Adopcja AI to nie tylko technologia, ale przede wszystkim dojrzałość organizacyjna – gotowe zespoły i strategia. MŚP z CEE mogą stać się liderami, jeśli dostaną wsparcie regulacyjne i edukacyjne. – komentuje Tomasz Snażyk, prezes AI Chamber.

Estonia i Polska wyróżniają się jeszcze bardziej zaawansowanymi wdrożeniami, zwłaszcza w obszarze predykcji i monitorowania zachowań klientów. Pomimo tych sygnałów dojrzałości, narzędzia oparte na AI wciąż zbyt rzadko są wykorzystywane w obszarach bardziej strategicznych, takich jak rozwój produktu, zarządzanie łańcuchem dostaw czy analizy predykcyjne. To może oznaczać, że potencjał AI jest w regionie wykorzystywany głównie do poprawy efektywności operacyjnej, a niekoniecznie jako źródło przewagi strategicznej.

Technologiczni liderzy kontra cyfrowo wycofani

Raport segmentuje firmy na cztery grupy: “świadomi z barierami” – znają regulacje, wdrażają AI, ale walczą z oporem organizacyjnym; “praktyczni optymiści” – chętni do działania, ale z niższą świadomością prawną; “AI obojętni” – firmy bez wizji i wiedzy o AI; “cyfrowo wycofani” – ignorują AI, często uznając ją za zbędną. Z badania wynika, że im dłużej podmiot działa, tym bardziej opornie reaguje na zmiany technologiczne w kontekście AI. Aż 69% “cyfrowo wycofanych” to firmy działające na rynku od ponad dekady. Nowe podmioty (do 2 lat) częściej należą do “praktycznych optymistów”.

AI – sojusznik czy zagrożenie?

Jednym z kluczowych wniosków raportu AI Chamber jest wyraźna zależność między wielkością firmy a stopniem zaawansowania we wdrażaniu AI. Przedsiębiorstwa zatrudniające od 50 do 250 osób – czyli z górnego przedziału kategorii MŚP – znacznie częściej korzystają z zaawansowanych rozwiązań AI, co wynika z lepszej struktury zarządzania, dostępu do talentów i jasno określonej strategii. Z kolei mikroprzedsiębiorstwa (do 10 pracowników) pozostają w dużej mierze poza głównym nurtem wdrożeń, co wskazuje, że rzeczywista integracja AI nadal faworyzuje firmy z lepszym zapleczem strukturalnym. Równocześnie aż 61% pracowników – zwłaszcza w Polsce i Czechach – aktywnie szuka sposobów zastosowania AI w codziennej pracy, co potwierdza rosnącą otwartość na nowe technologie.

W jakich branżach AI sprawdza się najlepiej?

Ponad połowa wszystkich ankietowanych firm spodziewa się, że AI wpłynie na ich branżę. Największy odsetek takich deklaracji widoczny jest wśród podmiotów z Polski, gdzie taką opinię podziela aż 73% badanych. AI najczęściej wykorzystywana jest w branżach usługowych – ponad 70% firm z tego sektora uznaje ją za realne wsparcie. Przemysł i produkcja również wykazują wysoką otwartość (66%), podczas gdy handel pozostaje bardziej sceptyczny – mniej niż połowa firm detalicznych postrzega AI pozytywnie. Technologie te lepiej sprawdzają się tam, gdzie dominują procesy powtarzalne i możliwe do automatyzacji.

Nierówne wdrożenia AI w Europie Środkowo-Wschodniej

Choć AI zyskuje na znaczeniu w Europie Środkowo-Wschodniej, poziom wdrożeń i gotowości regulacyjnej znacznie różni się między krajami. Niemal dwie trzecie firm w regionie deklaruje chęć zwiększenia wdrożeń AI, a największe zainteresowanie pogłębianiem wykorzystania sztucznej inteligencji widać w Estonii (75%), na Słowacji (70%) i w Polsce (65%).

Czechy, Estonia i Polska należą do liderów wdrażania AI i gotowości regulacyjnej, podczas gdy Chorwacja, Łotwa i Bułgaria pozostają w tyle. Estonia to dziś bezdyskusyjny benchmark dla całej Europy Środkowo-Wschodniej – łączy wysoką świadomość, niskie bariery i otwartość na nowe technologie. Ponad 67% estońskich firm deklaruje pozytywny wpływ sztucznej inteligencji na swoją działalność – to najwyższy wynik w całym regionie. Estonia wyróżnia się także najwyższym wskaźnikiem znajomości unijnego AI Act (ponad 65%).

W Polsce – szóstej gospodarce UE i największym kraju regionu – widać rozbieżność między ambicjami a realnym wdrożeniem. Choć 57% polskich firm postrzega AI jako przewagę konkurencyjną, tylko 43% polskich firm ocenia wpływ AI pozytywnie, 39% deklaruje znajomość regulacji AI Act, a 35% nie planuje wdrażania AI. Te liczby pokazują, że Polska znajduje się na rozdrożu: deklaracje nie idą jeszcze w parze z realnymi wdrożeniami. Kluczem do poprawy może być intensywna edukacja przedsiębiorców i szeroko zakrojone programy wsparcia dla MŚP.

Badanie pokazuje, że z poziomem znajomości przepisów (AI Act) koreluje wprost skłonność do wdrażania AI. Państwa, które lepiej rozumieją regulacje, realizują je częściej i skuteczniej. Główne bariery pozostają edukacyjne – brak wiedzy hamuje działania, a niski poziom zainteresowania często wynika z braku zrozumienia potencjału technologii. Firmy z większym doświadczeniem z AI są też bardziej świadome i odpowiedzialne – tzw. heavy users AI (25% próby) częściej wdrażają zasady etyczne, angażują interesariuszy i dokonują oceny ryzyka.

Główne bariery? Ludzie, nie technologia

Choć AI dostępna jest szeroko, firmy wskazują, że to nie sprzęt czy koszty, lecz kompetencje i opór kulturowy są kluczowymi barierami. 40% wskazuje na brak wykwalifikowanego personelu, 30% na niezrozumienie korzyści, a 15% pracowników nie ufa AI. Znajomość przepisów? Zaledwie 39% użytkowników zna AI Act, a tylko 8% uważa się za w pełni gotowe do spełnienia wymogów prawnych. Dla porównania, wśród firm o niższym poziomie zaawansowania technologicznego znajomość regulacji spada do 29%.

Raport podkreśla kluczową rolę inwestycji w kapitał ludzki – ponad 60% firm podejmuje działania związane z podnoszeniem kwalifikacji w obszarze AI. Jednocześnie co czwarta firma nie podejmuje żadnych działań w tym zakresie, co może pogłębiać różnice w poziomie adaptacji technologii między liderami a resztą rynku.

Punkt zwrotny dla konkurencyjności regionu CEE

Wnioski raportu pojawiają się w przełomowym momencie, gdy sztuczna inteligencja radykalnie przekształca globalną dynamikę gospodarczą. Według UNCTAD wartość globalnego rynku AI ma osiągnąć 4,8 biliona dolarów do 2033 r., w porównaniu do 189 miliardów dolarów w 2023 r. – to 25-krotny wzrost w zaledwie dekadę. Ten przyspieszony rozwój ma nie tylko charakter technologiczny, ale również geopolityczny: USA i Chiny posiadają ponad 60% wszystkich patentów AI.

Zasadniczym wnioskiem płynącym z raportu AI Chamber jest stopniowe, ale wyraźne oswajanie się małych i średnich przedsiębiorstw z technologiami AI. Duża część małych firm w regionie nadal nie jest gotowych na wdrożenia AI, powołując się na brak wiedzy, czy wysokie koszty. Z drugiej strony – tam, gdzie dostęp do kompetencji i znajomość regulacji idą w parze, AI staje się potężnym narzędziem zwiększania produktywności i odporności na zmiany rynkowe.

Okno możliwości dla Europy Środkowo-Wschodniej wciąż jest otwarte, ale czas działa na niekorzyść. Pytanie, przed którym stoją rządy, inwestorzy i przedsiębiorstwa, nie brzmi już „czy”, lecz „jak szybko, jak bezpiecznie i jak strategicznie” możemy wdrożyć AI, by nie zostać w tyle – podsumowuje Tomasz Snażyk.

Pobierz cały raport:

https://aichamber.eu/report/how-do-smes-in-cee-find-their-way-in-the-world-of-ai/

Rynek biurowy w Warszawie w II kwartale 2025 roku – raport PINK

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) opublikowała zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w II kwartale 2025 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Avison Young, Axi Immo, BNP Paribas Real Estate Poland, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec czerwca 2025 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły 6 329 000 mkw.

W II kwartale 2025 roku na rynek dostarczono 79 600 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej w ramach dwóch projektów – The Bridge oraz Office House. Obie inwestycje były zlokalizowane w centralnej części miasta,
w rejonie ronda Daszyńskiego.

Na koniec II kwartału 2025 roku w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 10,8% (wzrost o 0,3 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz spadek o 0,1 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2024 roku). Dostępność powierzchni biurowej wynosiła 682 700 mkw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów kształtował się na poziomie 7,8%, natomiast poza centrum osiągnął wartość 13,3%.

W II kwartale 2025 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe wyniósł prawie 155 000 mkw. Jest to poziom zbliżony do wyniku z I kwartału 2025, natomiast w ujęciu rocznym niższy o około 13%. Największym zainteresowaniem najemców w badanym okresie cieszyły się strefy Centrum oraz Służewiec.

W okresie od początku kwietnia do końca czerwca 2025 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł renegocjacjom – 59%, głównie za sprawą dwóch umów o łącznej powierzchni 41 000 m  kw. Nowe umowy stanowiły 35% aktywności, a ekspansje 6%.

Efektywne wykorzystanie łupka przywęglowego. Podpisano list intencyjny

Dziś w Katowicach, spółki HALDEX S.A., Polska Grupa Górnicza S.A., Holding KW oraz Instytut Ceramiki i Materiałów Budowlanych Sieci Badawczej Łukasiewicz podpisały list intencyjny w sprawie efektywnego zagospodarowania łupka przywęglowego i wdrażania na jego bazie produktów. Celem projektu jest wykorzystanie potencjału surowca na potrzeby branży cementowo-betoniarskiej.

Wyznaczenie efektywnych sposobów zagospodarowania łupka przywęglowego i wdrażania na jego bazie produktów to jedno z kluczowych wyzwań, przed którymi stoi dziś sektor górniczy i okołogórniczy – szczególnie w kontekście Gospodarki Obiegu Zamkniętego i zmian w podejściu do odpadów górniczych.

W odpowiedzi na te założenia spółka HALDEX S.A. uruchomiła i realizuje wspólnie z Instytutem Ceramiki i Materiałów Budowlanych Sieci Badawczej Łukasiewicz projekt, którego celem jest wykorzystanie potencjału łupka przywęglowego jako surowca do wytwarzania produktów na potrzeby branży cementowo-betoniarskiej. Zakończony sukcesem pierwszy etap prac projektowych potwierdził przydatność materiału dla sektora.

Do realizacji projektu przystąpiły dziś także Holding KW oraz Polska Grupa Górnicza, której strategicznej obszary działalności opierają się na działaniach w zakresie ochrony środowiska i innowacyjności w sektorze górniczym.

Podjęcie współpracy jest odpowiedzią na wdrażanie w naszej spółce założeń Gospodarki Obiegu Zamkniętego. Dotyczy to wykorzystania materiałów odpadowych w celach gospodarczych, w tym efektywnego ograniczenia negatywnego wpływu składowanych odpadów na środowisko naturalne – podkreśla Przemysław Danielewski, prezes zarządu HALDEX S.A.

Realizowane przedsięwzięcie wpisuje się także w działania związane z ograniczeniem eksploatacji złóż surowców naturalnych i przyczynia się do racjonalnego ich wykorzystania.

Kurs dolara bez kierunku. Rynki czekają na rozwój sytuacji geopolitycznej

Trump nakłada nowe cła na kolejne kraje, a przynajmniej grozi, że nakłada. Australijczycy zaskoczyli rynki decyzją o stopach procentowych. Złoty dalej się konsoliduje.

Cła od sierpnia albo nie

Trochę jak z króliczkiem, którego nie ma sensu łapać, skoro tak przyjemnie się go goni. Tak też jest z tymi cłami. Z tym że rynki trochę psują zabawę i powoli przestają się miotać od ściany do ściany, przy każdej zapowiedzi prezydenta USA. W tym tygodniu Donald Trump ogłosił wprowadzenie kolejnych taryf już od… sierpnia – no chyba, że wcześniej uda się wypracować porozumienie. Wśród ofiar znaleźli się najważniejsi sojusznicy USA w regionie Pacyfiku, czyli Japonia i Korea (rzecz jasna ta południowa). Jest to o tyle zaskakujące, że przynajmniej z Krajem Kwitnącej Wiśni negocjacje wydawały się zaawansowane. Gospodarz Białego Domu okazał się również silny wobec słabych i najwyższe stawki nałożył na państwa pokroju Serbii, Kazachstanu czy RPA. Z rynkowego punktu widzenia pozytywne jest to, że na liście potencjalnych ofiar brakuje Unii Europejskiej. Spekuluje się, że UE przyjęła bardzo koncyliacyjną narrację i wierzy, że uda się tym udobruchać Trumpa.

Kangury poobserwują otoczenie

Wtorkową sesję zaczęliśmy od nie lada niespodzianki. Rzadko się zdarza, by inwestorzy będąc tak pewni danego scenariusza (prawdopodobieństwo wynosiło 94%), ostatecznie się pomylili w ocenie potencjalnych kroków banku centralnego. A z takim scenariuszem właśnie mieliśmy do czynienia w Australii. RBA w tym roku już dwukrotnie obniżał stopy procentowe i wiele wskazywało na to, że dziś uczyni to po raz trzeci. Ostatecznie głosami 6 do 3 koszt pieniądza został utrzymany na poziomie 3,85%. Z komunikatu można wywnioskować, że decydenci chcą poczekać na rozwiązanie ryzyk w otoczeniu zewnętrznym. Czytaj: na ile zmaterializują się groźby Trumpa co do nakładanych ceł. I choć sama Australia nie jest na najnowszej liście ofiar, to jednak znajduje się na niej wiele jej partnerów handlowych. Na kanwie tego plus oczekiwań co do obniżki, w ostatnim czasie dolar australijski wyraźnie się osłabiał. Dzisiaj znaczną część tych strat nadrobił i pozostaje najsilniejszą walutą z koszyka tych głównych.

Złoty na chłodno

Okres wakacyjny często sprzyja stabilizacji na parach złotówkowych. I wiele wskazuje na to, że tak będzie również w tym roku. Wczoraj co prawda dolar próbował wybić się górą z pasma konsolidacji, dzisiaj jednak grzecznie do niego wraca. Co nie oznacza, że jest zupełnie nudno na złotym. Dolar dziś już taniał nawet o blisko trzy grosze, by później odrobić połowę tych strat. Obecnie kurs USDPLN wynosi 3,62 zł. Znacznie mniejsze swingi obserwujemy względem euro, które tanieje dzisiaj o niecały grosz. Ciekawie za to wygląda sytuacja na złocie. W szerszej perspektywie rysuje się formacja sugerująca zawiązanie kilkutygodniowej (jak nie kilkumiesięcznej) korekty. Oznaczałoby to dobry czas dla bardziej ryzykownych aktywów, takich jak choćby polski złoty.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

JP Morgan widzi złoto po 4000 USD, Citi ostrzega przed spadkiem poniżej 3000 – kto ma rację?

Cena złota pozostaje względnie stabilna, mimo burzliwych wydarzeń gospodarczo-politycznych. JP Morgan przewiduje 4000 USD za uncję do połowy 2026 roku, podczas gdy Citi przewiduje… spadki poniżej 3000. Rynek dzielą różnice w interpretacji zachowań ETF-ów, zakupów banków centralnych i globalnych reform.

Mimo upałów na zewnątrz i silnych wahań na rynkach, cena złota w ubiegłym tygodniu pozostała względnie stabilna. Wahania sięgały kilkudziesięciu dolarów, jednak tydzień zakończył się na poziomie podobnym do poniedziałkowego – około 3340 USD za uncję.

Spadek na koniec tygodnia był efektem pozytywnych danych z amerykańskiego rynku pracy (Payrolls), które opublikowano wyjątkowo wcześniej – z uwagi na Dzień Niepodległości w USA. Wzmocniony dolar zadziałał klasycznie: cena złota chwilowo spadła.

Również od spadku notowań królewskiego metalu zaczął się kolejny tydzień – wedle stanu na poniedziałek 7 lipca, na godzinę 12, uncja złota wyceniana była na około 3310 dolarów amerykańskich.

To efekt tego, że administracja prezydenta Trumpa oficjalnie opóźniła wejście w życie wyższych ceł – nowe stawki zaczną obowiązywać nie 9 lipca, a dopiero 1 sierpnia dla krajów, które nie osiągną porozumień handlowych.

JP Morgan kontra Citi: złoto po 4000 czy 2800 USD?

Dwa spośród największych banków inwestycyjnych na świecie prezentują zupełnie odmienne wizje przyszłości rynku złota.

JP Morgan:

  • złoto osiągnie 4000 USD za uncję w 2026 roku
  • Chiny, poprzez fundusze ubezpieczeniowe, mogą silnie zwiększyć popyt
  • ETF-y będą kontynuować zakupy – trend stały, choć mniej gwałtowny niż w kwietniu
  • banki centralne utrzymają zakupy na dotychczasowym poziomie

Citi:

  • złoto może spaść poniżej 3000 USD w przyszłym roku
  • wzrost gospodarczy USA (tzw. „Trump put”) zmniejszy popyt na metale szlachetne
  • ETF-y zaczną realizować zyski i ograniczą zakupy
  • chińskie fundusze mogą nie wykorzystać pełnego limitu zakupowego

Główna różnica pomiędzy przewidywaniami analityków JP Morgan i Citi leży w interpretacji tych samych danych – w szczególności dotyczących zachowania ETF-ów oraz siły gospodarki amerykańskiej w obliczu planowanych reform.

Wspólnym mianownikiem obu prognoz pozostaje uznanie, że złoto odgrywa rosnącą rolę w rezerwach banków centralnych. Kruszec wyprzedził euro i stał się drugim – po dolarze – składnikiem globalnych rezerw walutowych. To efekt między innymi:

  • ograniczonego zaufania do amerykańskich obligacji
  • geopolitycznych napięć i wojny handlowej
  • długoterminowego trendu dywersyfikacji aktywów

Choć JP Morgan dostrzega w tym systemową zmianę, Citi uważa, że mamy do czynienia jedynie z „anomalią”, która ustąpi po ustabilizowaniu się sytuacji makroekonomicznej.

Trump zrywa negocjacje z Kanadą. Dolar pod presją

W reakcji na zapowiedź przez Kanadę 3-procentowego podatku od przychodów największych firm cyfrowych (np. Google, Meta, Amazon), Donald Trump zerwał trwające negocjacje handlowe i zapowiedział nowe taryfy celne.

Jednocześnie Meksyk, dotąd strategiczny partner USA, zapowiedział udział jako obserwator w nadchodzącym szczycie państw BRICS – co może mieć symboliczne znaczenie w kontekście dedolaryzacji i zmiany geopolitycznych sojuszy.

Niepewność wywołana działaniami Trumpa, który uważa, że Kanada powinna „stać się kolejnym stanem USA”, zamieszaniem na rynkach międzynarodowych oraz eskalacją napięć w globalnym handlu osłabia dolara, co z kolei sprzyja notowaniom złota.

Choć dane z amerykańskiego rynku pracy były mocne, co chwilowo oddaliło oczekiwania na obniżki stóp przez Fed, rynki nadal przewidują luzowanie monetarne – najpóźniej od września. Niektórzy prognozują, że jeszcze w 2025 roku może dojść do trzech obniżek.

RPP zaskakuje i obniża stopy

Z kolei w naszym kraju Rada Polityki Pieniężnej niespodziewanie obniżyła stopy procentowe o 0,25 pkt proc., do poziomu 5%, mimo że szybki odczyt inflacji CPI za czerwiec wyniósł 4,1% r/r – więcej niż oczekiwano.

Prezes Narodowego Banku Polskiego Adam Glapiński tłumaczył decyzję prognozami inflacyjnymi wskazującymi na powrót do celu (2,5%) już w lipcu. Szef NBP zapowiedział, że jeśli inflacja utrzyma się na tym poziomie, stopy mogą spaść nawet do 3%.

Decyzja RPP została uznana za zaskakującą i trudną do pogodzenia z danymi inflacyjnymi oraz PMI przemysłowym, który w czerwcu spadł do 44,8 pkt – najniżej od października 2023 roku, co sugeruje dalsze spowolnienie sektora przemysłowego.

Dodajmy, że w maju Narodowy Bank Polski dodał kolejne 6,2 ton do swoich rezerw królewskiego kruszcu, zwiększając je do łącznie 515,5 ton. To stanowi już 22,3% oficjalnych aktywów rezerwowych naszego kraju.

Złoto spokojne, ale gotowe do dalszych wzrostów

Złoto nadal jest uznawane za aktywo antykryzysowe i antysystemowe, gotowe do wzrostu w obliczu słabnącego zaufania do walut fiducjarnych. Choć jego cena w ostatnich dniach nie eksplodowała, to fundamenty dla wzrostów pozostają silne:

  • banki centralne nadal kupują kruszec
  • ETF-y zwiększają zasoby
  • gospodarka USA znajduje się w fazie przejściowej
  • dedolaryzacja postępuje powoli, lecz systematycznie
  • ryzyko inflacyjne i handlowe nadal wiszą nad rynkiem

W tej sytuacji inwestorzy coraz chętniej kierują uwagę ku aktywom odpornym na presję polityczną i dewaluację – takim jak złoto. Królewski kruszec wciąż pozostaje aktywem strategicznym w długim horyzoncie – zarówno dla inwestorów, jak i państw.

Autor: Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Złoty stabilny mimo cięcia stóp

Rewizja w dół prognoz inflacji przez NBP jest zgodna z założeniem, że presja cenowa w Polsce będzie stosunkowo ograniczona. Wzmacnia to poczucie, że stopy będą kierować się w dół. Oczekiwania te nie wadzą jednak istotnie polskiej walucie.

Kluczowe punkty:

  • PLN doświadczył krótkotrwałej presji po niespodziewanym cięciu stóp.
  • Solidny raport z rynku pracy wspiera USD.
  • Ustawa podatkowa Trumpa przeszła przez Kongres.
  • Zbliża się termin ceł, wypatrujemy informacji o porozumieniach handlowych.
  • GBP zostaje w tyle, rynki przygotowują się na podwyżki podatków w Wlk. Brytanii.

Dolar zyskał na spowodowanym tym wzroście rentowności krótkoterminowych obligacji i zdołał zakończyć tydzień w połowie zestawienia walut G10. Sugeruje to, że w obecnej wycenie dolara zawierają się liczne złe informacje dla waluty. Dla dolara było to najgorsze pierwsze półrocze od czasu, kiedy prezydent Richard Nixon w 1973 r. zawiesił wymienialność dolara na złoto. Uwagę kiepskimi wynikami z ubiegłego tygodnia zwraca funt, który wraz z obligacjami skarbowymi ucierpiał na pogłoskach dotyczących stanu brytyjskich finansów w obliczu rosnącego prawdopodobieństwa podwyżek podatków jesienią.

Mała liczba istotnych odczytów z głównych gospodarek oznacza, że w centrum zainteresowania znajdą się w tym tygodniu informacje dotyczące polityki i ceł. Motorem zmian na rynkach będą głównie te drugie, jako że w środę (9.07) mija termin trzymiesięcznego odroczenia ceł ogłoszonych początkowo przez Donalda Trumpa. Rynki przyjmują na razie ryzyko ze spokojem. Inwestorzy przypuszczają, że w ostatniej chwili zostaną ogłoszone porozumienia handlowe lub – zgodnie z wcześniejszymi sugestiami sekretarza skarbu Scotta Bessenta – zawieszenie zostanie przedłużone. Będziemy również uważnie obserwować sytuację na brytyjskich rynkach obligacji, jako że w kontekście rosnącej niestabilności publicznych finansów w całym rozwiniętym świecie wydają się one pełnić rolę kanarka w kopalni węgla.

PLN

Złoty doświadczył w połowie tygodnia zwiększonej zmienności, zakończył go jednak na niemal niezmienionym poziomie względem euro. Najważniejszym wydarzeniem była bezsprzecznie niespodziewana obniżka stóp RPP, która doprowadziła do krótkotrwałej i ograniczonej wyprzedaży waluty. Po cięciu o 25 pb. referencyjna stopa procentowa znajduje się na poziomie 5% i wydaje się, że w kolejnych miesiącach będzie jeszcze obniżana – o kolejne 25 pb. być może już we wrześniu.

Bank istotnie zrewidował w dół swoje prognozy inflacji i oczekuje, że dynamika cen znajdzie się w przedziale celu w tym miesiącu (a trwale w I kwartale 2026 r.). Ścieżka inflacji pozostaje zależna od decyzji rządu dotyczących cen energii, coraz pewniejsze wydaje się jednak, że presja cenowa w Polsce będzie stosunkowo ograniczona. Wzmacnia to poczucie, że kraj doświadcza zasadniczo optymalnej sytuacji, gdzie dynamiczny wzrost idzie w parze z niską inflacją. Opublikowane w ubiegłym tygodniu odczyty są w pewnym stopniu sprzeczne z tym twierdzeniem, nie sądzimy jednak, że powinniśmy się do nich specjalnie przywiązywać – szczególnie do znacznego spadku wskaźnika PMI dla przemysłu (44,8). W tym tygodniu uwaga skupi się na wieściach spoza kraju, w szczególności na nagłówkach dotyczących negocjacji handlowych z USA.

EUR

Inflacja w strefie euro w dalszym ciągu spada do celu Europejskiego Banku Centralnego, którego jest już bardzo bliska. Spadają również oczekiwania dotyczące dynamiki cen, co oznacza, że przestrzeń Rady Prezesów do dalszych obniżek stóp procentowych jest ograniczona – przy czym raczej nie będzie potrzeba więcej niż jednego cięcia, bo stopy na poziomie 2% są już dość stymulacyjne. Jako że cykl rozluźniania polityki monetarnej zbliża się do końca, głównym motorem zmienności wspólnej waluty będą różnice między wynikami gospodarek po obu stronach Atlantyku i finał sporów handlowych z USA.

Informacji dotyczących handlu spodziewamy się w nadchodzących dniach. Wynoszące 50% cła Trumpa na Unię Europejską, które początkowo miały wejść w życie 9 lipca, zaczną obowiązywać 1 sierpnia, co daje pewną elastyczność. Będziemy również uważnie śledzić przemówienia licznych członków EBC, w tym Philipa Lane’a, Luisa de Guindosa i Joachima Nagela.

USD

Amerykańska gospodarka w dalszym ciągu imponuje odpornością w obliczu wyzwań i ponurych projekcji gospodarczych. Czerwcowy raport NFP (non-farm payrolls) rozwiał wszelkie sugestie, że amerykański rynek pracy doświadcza zastoju. Stałej kreacji miejsc pracy towarzyszył spadek bezrobocia, a liczba deklaracji bezrobotnych w dalszym ciągu oscyluje blisko historycznych minimów. Raport wspiera postawę wait-and-see prezesa Fedu Powella i jego niechęć do obniżania stóp procentowych, do czego agresywnie przekonuje go Trump.

Wydaje się, że uchwalenie republikańskiej ustawy podatkowej, która gwarantuje ogromne deficyty fiskalne w przyszłości, nie wpłynie istotnie na rynki w krótkim terminie. Podobnie jednak jak w przypadku Wielkiej Brytanii spodziewamy się, że rynki obligacji i ich gotowość do akceptacji tak dużego deficytu – lub jej brak – będą w nadchodzących miesiącach i latach coraz ważniejszym czynnikiem kształtującym politykę.

GBP

Rynki są coraz bardziej zaniepokojone wyraźną niezdolnością Wielkiej Brytanii do chociaż niewielkiego obcięcia wydatków. Premier Laburzystów Keir Starmer sprzeciwił się proponowanym przez ich rząd obniżkom wydatków na zasiłki, a nieprzyjemna reakcja długoterminowych obligacji skarbowych była dla niego drugim dotkliwym upomnieniem. Oznacza to, że jesienią niemal na pewno dojdzie do kolejnych podwyżek podatków, a rynek pracy już teraz odnotowuje wyraźne spowolnienie.

Jednocześnie funt stracił istotnie również względem euro, co sugeruje nam, że jego wycena może być blisko właściwej. Szereg danych makroekonomicznych, w tym dotyczących produkcji przemysłowej, budownictwa i handlu, prawdopodobnie będzie miał w tym tygodniu ograniczony wpływ ze względu na brak ich aktualności. Istotna będzie jednak dynamika miesięczna PKB w maju (piątek 11.07) – oczekuje się, że po ujemnym odczycie w kwietniu będzie wskazywać na zaledwie niewielki wzrost.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Donald Trump rozkręca karuzelę ceł – nadchodzą kolejne taryfy dla krajów BRICS

A mógłby to być taki spokojny tydzień – w kalendarzu makro nie znajdziemy wiele ciekawych odczytów. O odpowiedni poziom emocji jednak zadba prezydent USA, który znowu rozkręca celną karuzelę. Szczyt krajów BRICS nie okazał się pokazem jedności.

Bardziej BIS niż BRICS

Weekendowy szczyt państw zrzeszonych pod szyldem BRICS uwypuklił raczej słabości tego projektu, niż jego mocne strony. Wpisuje się to w szerszy trend stopniowego rozpadu tej idei. Już po kwietniowym szczycie dużo o tym mówiono, zwłaszcza w kontekście braku wspólnego komunikatu po tym wydarzeniu. Teraz brak jedności był widoczny już na samym starcie. Po raz pierwszy od czasu objęcia władzy w Chinach zabrakło na szczycie przywódcy Xi, w jego miejsce poleciał premier Li Qiang. Oficjalnego powodu tej podmianki nie podano, co tylko jeszcze mocniej rozbudziło domysły o braku chińskiej wiary w jakąkolwiek sprawczość BRICS. Na posiedzeniu zabrakło również prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina, który obawiał się aresztowania w związku z oskarżeniami o zbrodnie wojenne. Co ciekawe, gospodarz spotkania, prezydent Lula da Silva, nie był skłonny jednoznacznie zapewnić immunitetu swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi. Na zebraniu miały być omawiane kwestie związane z globalnym systemem bezpieczeństwa, zwłaszcza w kontekście ostatnich działań Izraela. Dodatkowo w agendzie znalazło się sporo miejsca na omówienie agresywnej polityki handlowej USA. Do żadnych przełomowych konkluzji jednak nie udało się dojść, a szczyt zostanie raczej zapamiętany tylko ze względu na przemówienie otwierające prezydenta Brazylii, który mówił o śmierci multilateralizmu. Idea ta jest przeciwstawna do umów bilateralnych i zakłada porozumienia większej ilości państw, przykładem może być… właśnie BRICS.

Nieskończona liczba ostatecznych terminów

Wygląda na to, że tę słabość BRICS próbuje wykorzystać Donald Trump. Od dawna jest on znanym krytykiem tego porozumienia i uznaje je za antyamerykańskie. Teraz postanowił uderzyć w nie (a jakże by inaczej) dodatkowymi cłami. Poinformował, że nałoży kolejną 10% stawkę na wszystkie kraje sprzyjające BRICS. Nie do końca wiadomo, co determinuje „sprzyjanie” temu porozumieniu, ale szacuje się, że nowa taryfa dotknie co najmniej 20 państw.

Ogólnie temat ceł zdominuje nadchodzący tydzień. Już 9 lipca wygasa termin (kolejny już z ostatecznych) na doprowadzenie do porozumień handlowych z USA. Na razie na stole mamy dwie takie ugody: z Wielką Brytanią i Wietnamem. Dziś administracja USA rozpoczęła wysyłanie listów z ostatecznymi warunkami do reszty państw. Jednak już w weekend Sekretarz Skarbu Scott Bessent zasugerował, że możliwe są wyjątki dla niektórych krajów i przedłużenie deadline’u do końca lipca. Oczywiście będzie to bezwzględnie ostateczny termin i nie ma mowy, by został przekroczony. Zupełnie jak wszystkie poprzednie.

Spokojny kalendarz

Gdyby nie burza w celnej szklance, nadchodzący tydzień miałby wszystko, by wpisać się w  typowy wakacyjny tydzień. Dziś kluczowym odczytem dnia był ten dotyczący sprzedaży detalicznej w strefie euro. Ta w maju spadła o 0,7%, jednak z perspektywy roku wzrosła o 1,8%. Inwestorzy raczej zignorowali tę wiadomość. Pozytywnie za to zaskoczyła produkcja przemysłowa z Niemiec. Jeszcze poprzedni odczyt wskazywał, że wyraźnie się kurczyła, teraz rynek oczekiwał pewnego ustabilizowania się, a otrzymał nawet sympatyczny wzrost o ponad procent w perspektywie samego maja. Serię dzisiejszych odczytów zamyka inflacja w Szwecji, która wyraźnie odbiła, jednak dalej pozostaje na niskich poziomach, dobijając ledwie do 0,8%.

Złoty tydzień zaczyna w słabszej formie, na co wpływa globalny odwrót od rynków wschodzących wywołany deklaracjami Trumpa. Dolar drożeje o niecałe dwa grosze i wygląda na to, że próbuje zarysować lokalną konsolidację na wykresie USDPLN. Euro kosztuje 4,25 zł, co oznacza wzrost o jeden grosz.

Autor: Krzysztof Adamczak, analityk walutowy Walutomat.pl

OPEC+ zwiększa produkcję ropy szybciej niż planowano, Saudi Aramco podnosi ceny

0
  • Ceny ropy naftowej zareagowały jedynie symbolicznie na zapowiedź większego, niż oczekiwano, wzrostu produkcji przez OPEC+.
  • Niezależnie od tego, Saudi Aramco ogłosiło podwyżki cen dla wszystkich regionów w dostawach na sierpień, co sygnalizuje utrzymujący się silny popyt na surowiec.
  • W krótkim terminie ryzyko spadków cen ropy wydaje się ograniczone – cięcia kompensujące wcześniejsze przekroczenia limitów produkcyjnych łagodzą wpływ nowej podaży, a napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie zniechęcają spekulantów do zajmowania agresywnych pozycji krótkich.

Jak zauważa Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, po weekendowym komunikacie o zwiększeniu produkcji przez ośmiu członków OPEC+, ceny ropy zareagowały umiarkowanie. Grupa planuje zwiększyć wydobycie o 548 tys. baryłek dziennie począwszy od sierpnia – szybciej, niż wcześniej zakładano, kontynuując proces wycofywania cięć wprowadzonych w 2023 r. (łącznie 2,2 mln b/d). Na wrzesień przewidywany jest podobny wzrost, co oznaczałoby zakończenie procesu normalizacji produkcji na rok przed pierwotnym harmonogramem.

Cena ropy Brent utrzymuje się blisko poziomu z piątku, po wcześniejszym spadku do 67,20 USD. Po niedawnym skoku cen wywołanym napięciami na Bliskim Wschodzie, rynek ustabilizował się w stosunkowo wąskim przedziale – ropa Brent napotyka opór w okolicach 69 USD, a WTI w pobliżu 67,50 USD.

Ropa Brent, pierwszy miesiąc

Ropa Brent, pierwszy miesiąc c.d. – Źródło: Saxo

Saudi Aramco ogłosiło podwyżki cen dostaw na sierpień we wszystkich regionach, co wskazuje na silny popyt na fizyczne dostawy ropy. Już w przyszłym miesiącu produkcja Aramco wzrośnie do 9,76 mln baryłek dziennie – o 800 tys. więcej niż na początku roku, choć to wciąż o 1,3 mln baryłek mniej niż szczytowy poziom z 2022 roku. Decyzja o podniesieniu cen w szczycie sezonu letniego sugeruje, że rynek fizyczny pozostaje napięty, a dodatkowe baryłki są w stanie zostać wchłonięte – przynajmniej na razie.

Przyspieszenie tempa zwiększania wydobycia przez OPEC+ to również wyraźny sygnał skierowany do producentów spoza kartelu, zwłaszcza amerykańskich firm łupkowych: grupa jest gotowa zaakceptować niższe ceny w krótkim terminie, by bronić i zwiększać swój udział w rynku. Choć może to chwilowo przynieść ulgę Białemu Domowi w postaci niższych cen paliw, stanowi wyzwanie dla amerykańskich producentów zmagających się z rosnącymi kosztami.

Najświeższe dane z badania „Dallas Fed Energy Survey” potwierdzają tę wrażliwość rynku. Zapytane o reakcję na cenę WTI na poziomie 60 USD przez kolejne 12 miesięcy, 60% z 85 ankietowanych firm wydobywczych z USA zadeklarowało, że nieznacznie ograniczyłoby produkcję, a 10% planowałoby znaczne cięcia. Przy cenie 50 USD niemal 90% firm mówi o ograniczeniu wydobycia – co wyznacza potencjalne dno cenowe, poniżej którego podaż z USA zacznie spadać, prowadząc do ponownego zbilansowania rynku.

W krótkim terminie ryzyko spadków cen ropy wydaje się ograniczone. Cięcia kompensacyjne za wcześniejsze przekroczenia limitów produkcyjnych łagodzą wpływ nowej podaży, a napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie nadal zniechęcają spekulantów do agresywnej gry na spadki. Dodatkowo, ostatnie pozytywne dane płynące z gospodarki USA wspierają stabilne perspektywy popytu. Niemniej jednak, rosnące napięcia handlowe oraz jesienne osłabienie popytu mogą w najbliższych miesiącach zacząć działać jako czynniki hamujące.

Zarządzający funduszami hedgingowymi mają ostatnio trudności z utrzymaniem pozycji – zarówno długich, jak i krótkich. Po silnym rajdzie cen ropy wywołanym premią geopolityczną w czasie wojny izraelsko-irańskiej, notowania załamały się po ogłoszeniu zawieszenia broni z udziałem USA, które zredukowało obawy o zakłócenia w dostawach. Dane COT z ICE Europe pokazują skalę zmian w pozycjonowaniu na rynku Brent: w ciągu sześciu tygodni do 17 czerwca liczba kontraktów wzrosła o 175 600, by w ciągu kolejnych dwóch tygodni (do 1 lipca) spaść o 106 500 – w miarę jak napięcia malały, a uwaga inwestorów przesuwała się w stronę kolejnego możliwego zwiększenia produkcji przez OPEC+.

Wraz ze zbliżającym się sezonem wakacyjnym można się spodziewać niższej aktywności handlowej i minimalizacji ekspozycji rynkowej.Ropa Brent

PragmaGO osiągnęła 1,5 mld zł sfinansowanych należności w pierwszym półroczu 2025

Pierwsze półroczne Grupa Kapitałowa PragmaGO zamknęła z 34% wzrostu r/r w wartości sfinansowanych należności (1,5 mld zł). Ponad 19 tys. przedsiębiorców skorzystało z usług PragmaGO (o 38% więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku). Grupa sfinansowała 377 tys. transakcji (wzrost o 87% r/r) w obrębie zróżnicowanych usług:

  • faktoringu: 1 732 klientów, 1,1 mld zł (wzrost o 24% r/r) wartości sfinansowanych faktur. Dynamicznie rośnie faktoring digital (686,2 mln zł, co stanowi wzrost na poziomie 46% r/r.), w którym umowę można podpisać i dostosować jej warunki online;
  • pożyczek, w tym embedded finance: 17 381 klientów, 389,6 mln zł (wzrost o 72%) wartości udzielonego finansowania.

Embedded finance to produkty finansowe, które są udostępniane za pośrednictwem partnerów PragmaGO, m.in. Allegro, Polskie ePłatności, Przelewy24, PayTel, Tpay, Shoper czy Comfino. W tym segmencie PragmaGO tworzy płatności odroczone B2B oraz pożyczki Merchant Cash Advance:

  • w pierwszym półroczu 2025 z płatności odroczonych skorzystało 14 016 przedsiębiorców (wzrost o 34% r/r), którzy pozyskali finansowanie o wartości 151,3 mln zł (wzrost o 32% r/r),
  • w tym samym okresie z usługi Merchant Cash Advance skorzystało 4 068 przedsiębiorców (wzrost o 86% r/r), którzy pozyskali łącznie 235,3 mln zł (wzrost o 109% r/r).

Pierwsze półrocze 2025 zamknęliśmy z wysoką dynamiką wzrostu wartości udzielonego finansowania – czerwiec okazał się historycznie rekordowym miesiącem. Obrana strategia dobrze odpowiada na potrzeby mikro i małych firm, do których kierujemy nasze usługi. Bardzo dobre wyniki naszej rumuńskiej spółki – Omnicredit są dla nas potwierdzeniem, że rozwiązania, które tworzymy, sprawdzają się również w innych krajach. Do końca 2025 roku planujemy intensywne prace nad dalszą ekspansją na rynki CEE – przede wszystkim poprzez współprace partnerskie w zakresie embedded finance – mówi Tomasz Boduszek, Prezes Zarządu PragmaGO.

Telecredit IFN S.A. (Omnicredit) – rumuński fintech, który został dołączony do Grupy w grudniu 2024 roku w pierwszym półroczu 2025 osiągnął 43% wzrostu rok do roku i wartość udzielonego finansowania na poziomie 172 mln zł.

ORLEN instaluje największe w Europie morskie turbiny wiatrowe

0

Grupa ORLEN wraz z kanadyjskim partnerem Northland Power rozpoczęła instalację największych turbin wiatrowych w Europie, o mocy 15 MW każda. Pierwszy wiatrak stanął już na polskiej części Morza Bałtyckiego.

Minuta pracy jednej turbiny pozwala wyprodukować energię wystarczającą do przejechania autobusem elektrycznym 100 km. Turbiny pochodzą od duńskiego producenta Vestas, a niektóre ich elementy są produkowane lokalnie – między innymi w fabryce w Szczecinie. Farma wiatrowa Baltic Power, której budowa trwa, już w przyszłym roku pokryje około 3% zapotrzebowania Polski na energię elektryczną.

Prezes Zarządu ORLEN, Ireneusz Fąfara, podkreśla, że inwestycja ta to przełomowy krok w modernizacji polskiej energetyki i dywersyfikacji źródeł energii. „Budowa morskiej farmy wiatrowej to nie tylko uniezależnienie się od paliw kopalnych i zagranicznych dostawców, ale także tworzenie stabilnego, czystego miksu energetycznego, który będzie służył Polsce przez dekady” – mówi Fąfara.

Imponujące parametry i lokalne zaangażowanie

Projekt Baltic Power obejmuje montaż aż 76 turbin, z których każda może zasilić całe miasto wielkości Stalowej Woli czy Krosna. Wydajność morskich turbin osiąga blisko 50%, co stawia je w efektywności na równi z tradycyjnymi źródłami energii.

Każda turbina ma ponad 120 metrów wysokości samej wieży, a z fundamentem sięga aż do 250 metrów. Łopaty mają długość 115 metrów, a powierzchnia ich obrotu to aż 43,7 tys. m² – równowartość ponad 6 boisk piłkarskich. Część wież została wykonana ze stali pochodzącej z recyklingu – to innowacyjne rozwiązanie zastosowane po raz pierwszy w Polsce przy budowie farmy wiatrowej.

Grzegorz Szabliński, Prezes Baltic Power, zwraca uwagę, że sukces budowy to także efekt współpracy z lokalnym przemysłem. „Część elementów, takich jak gondole, powstaje w nowej fabryce Vestas w Szczecinie. Poza tym produkcja fundamentów i kabli jest realizowana w Polsce, co generuje miejsca pracy i wzmacnia krajowy łańcuch dostaw” – podkreśla Szabliński.

Nowoczesne technologie i zaawansowana logistyka

Instalację turbin prowadzi specjalistyczny statek jack-up o wysokości 160 metrów, zdolny przewieźć i zamontować trzy pełne turbiny jednocześnie. Statek został wyposażony w potężne dźwigi o udźwigu 1600 ton, co pozwala na obsługę największych turbin dostępnych obecnie na rynku.ORLEN instaluje największe w Europie morskie turbiny wiatrowe (4) ORLEN instaluje największe w Europie morskie turbiny wiatrowe (4)

Równocześnie trwają prace nad instalacją fundamentów, kabli wewnętrznych i eksportowych oraz morskich stacji elektroenergetycznych. Na lądzie powstaje stacja elektroenergetyczna oraz baza serwisowa w Łebie, która przez około 30 lat będzie centrum obsługi farmy.

Uruchomienie Baltic Power planowane jest na 2026 rok. To pierwsza morska farma wiatrowa dostarczająca energię do polskiej sieci. Grupa ORLEN już zapowiada rozwój kolejnych projektów o łącznej mocy około 5 GW, wpisując morską energetykę wiatrową w strategiczny kierunek transformacji energetycznej firmy i kraju.

Trump grozi cłami dla krajów wspierających BRICS – rynek reaguje umocnieniem dolara

Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump ogłosił na platformie Truth Social, że każdy kraj wspierający „antyamerykańskie polityki BRICS” zostanie objęty dodatkowymi cłami w wysokości 10%. Nie sprecyzował jednak, jakie działania uznaje za „antyamerykańskie” ani kiedy nowe taryfy miałyby wejść w życie. Oświadczenie pojawiło się tuż przed końcem 90-dniowego zawieszenia ceł oraz planowanym wysłaniem oficjalnych not do państw objętych nową polityką handlową.

Bezpośrednio po tej zapowiedzi dolar amerykański umocnił się, ceny metali spadły, a chiński juan osłabił się. Reakcje rynkowe pokazują wzmożoną nerwowość inwestorów w obliczu możliwego zaostrzenia globalnych relacji handlowych.

Na niedawnym szczycie BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny, RPA) kraje członkowskie skrytykowały jednostronne cła USA jako sprzeczne z zasadami Światowej Organizacji Handlu (WTO). Wspólnie potępiły również ataki USA i Izraela na Iran oraz działania Izraela w Strefie Gazy, wzywając do trwałego zawieszenia broni i pokojowego rozwiązania konfliktów na Bliskim Wschodzie. Zarówno Chiny, jak i Indie zaapelowały o reformę globalnego systemu zarządzania i pokojowe rozwiązywanie sporów międzynarodowych.

Pomimo stanowczego tonu wypowiedzi Trumpa, reakcje ze strony państw BRICS były powściągliwe – Chiny i Indie nie skomentowały bezpośrednio jego zapowiedzi. Indonezja, która nie należy do BRICS, poinformowała, że prowadzi rozmowy z USA w celu znalezienia rozwiązania. Waszyngton zapowiedział, że dla niektórych krajów negocjacje mogą zostać przedłużone do 1 sierpnia.

Warto przypomnieć, że Trump już wcześniej groził 100-procentowymi cłami wobec krajów BRICS w przypadku rezygnacji z dolara amerykańskiego w rozliczeniach dwustronnych. Jednocześnie państwa BRICS od lat pracują nad stworzeniem własnego systemu płatności transgranicznych, choć prace nad tym mechanizmem postępują powoli.

Autor: Krzysztof Kamiński – OANDA TMS

USD rośnie po weekendzie. Tesla pod presją po zapowiedziach Elona Muska

Miniony weekend przyniósł szereg istotnych wiadomości z USA. Dziś Amerykanie wracają do pracy, a waluta zza oceanu umacnia się na forex. W tym otoczeniu gorzej wypada złoty, który jest ujemnie skorelowany z amerykańskim dolarem. W Szwecji rośnie inflacja konsumencka.

Wiadomości ze Stanów

W poniedziałek Amerykanie wracają do pracy, po piątkowym Święcie Niepodległości, kiedy to prezydent USA podpisał „One Big Beautiful Bill Act”. Oprócz podpisania ustawy budżetowej rynki otrzymały kilka dodatkowych informacji. Taryfy, które miały wejść 9 lipca, zostały zawieszone do 1 sierpnia. Ponadto Trump poinformował, że nałoży dodatkowe cła na każde państwo, które będzie prowadzić „antyamerykańską” politykę krajów BRICS. Słowa te zostały wypowiedziane podczas spotkania grupy w Rio de Janeiro. Wrócił również temat wywierania presji na Powella. Tym razem zasugerowano wcześniejsze odejście ze stanowiska szefa FED. W tle dowiadujemy się o utworzeniu przez Elona Muska nowej partii politycznej (Partia Ameryki). O ile ostatnia z informacji nie wpłynęła na rynek walutowy, to już akcje Tesli mogą znaleźć się pod presją.

USD odrabia straty

Efektem informacji z poprzedniego akapitu jest poranne umocnienie dolara na forex. Notowania głównej pary walutowej wracają do istotnego poziomu 1,175 USD, co jest spadkiem z 1,178 USD względem piątkowego zamknięcia sesji. Jeżeli wsparcie zostanie przełamane, to z technicznego punktu widzenia na wykresie tworzy się przestrzeń do ponad jedno centowej zniżki (umocnienie USD). W momencie pisania tekstu notowania „edka” nie znajdują jednak argumentu do dalszego spadku, gdyż euro wspierane jest wyższymi odczytami o produkcji przemysłowej z Niemiec. Wzrost o 1% w skali roku to pierwszy dodatni rezultat od dwóch lat. Nie jest to jednak na tyle dobra wiadomość, aby unijna waluta przeważała na wykresie EUR/USD. Silniejszy dolar to niekorzystne otoczenie dla polskiego złotego, który w takich okolicznościach zazwyczaj pozostaje pod presją. W poniedziałek o poranku kurs EUR/PLN wzrasta do 4,25 PLN, a kurs USD/PLN do 3,62 PLN.

Wzrost inflacji w Szwecji

Oprócz porannych danych zza zachodniej granicy, poznaliśmy także odczyty ze Skandynawii. W Szwecji zwyżkuje dynamika cen. Inflacja konsumencka wzrosła o 0,8% r/r. Jest to więcej od spodziewanego skoku z 0,2% r/r do 0,4% r/r. W ujęciu miesięcznym także odnotowano zaskakującą zwyżkę (0,5% m/m, prognoza 0,1% m/m). Publikacje przekraczające konsensus wpłynęły na notowania korony, która umocniła się na forex. Kurs SEK/PLN wzrósł o poranku z 0,375 PLN do 0,38 PLN. Siła szwedzkiej waluty widoczna jest również w zestawieniu z euro i amerykańskiego dolara. Jednak spadek kursu USD/SEK (umocnienie korony) jest mniejszy niż EUR/SEK. Jest to zgodne z poranną słabością unijnej waluty względem tej zza oceanu. Wzrost inflacji w Szwecji nastąpił po drugiej w tym roku obniżce stóp procentowych przez Riksbank. Po czerwcowym cięciu koszt pieniądza wynosi tam 2%.

Dawid Górny –  analityk w InternetowyKantor.pl

Prime Day 2025 na celowniku hakerów! Fałszywe strony, wyłudzanie danych i tysiące niebezpiecznych domen

Amazon Prime Day 2025 zapowiada się jako święto zakupów oraz… cyberprzestępczości. Gdy miliony użytkowników szykują się na promocje, cyberprzestępcy szykują pułapki. W czerwcu 2025 zarejestrowano ponad 1000 nowych domen podszywających się pod Amazon, a 87% z nich zostało uznanych za złośliwe lub co najmniej podejrzanealarmują eksperci z Check Point Research.   

To nie są internetowe żarty. Hasło „Amazon Prime” pojawia się już w co 81. podejrzanej domenie. Oznacza to, że klikając w rzekomo atrakcyjną ofertę, użytkownik zamiast zniżki może zostać okradziony.Prime Day 2025 na celowniku hakerów

Przestępcy stosują sprawdzone, ale coraz bardziej wyrafinowane metody: tworzą fałszywe strony do logowania łudząco przypominające Amazon i rozsyłają profesjonalnie wyglądające maile z tematami typu „Refund Error” (Błąd zwrotu) czy „Account Issue” (Problem z kontem). Jeden klik wystarczy, by stracić dostęp do konta, dane osobowe lub saldo karty podpiętej do konta.

Analitycy Check Point Research opisali przypadki kilku większych kampanii wykorzystujących wizerunek Amazona. Przykładowo, domena amazon-2025[.]top zbierała loginy niczego niepodejrzewających ofiar, a Amazon02atonline51[.]online była wymierzona w niemieckich klientów. W jednym z przypadków wiadomość phishingowa udawała mail od zespołu wsparcia Amazon, zachęcając do „aktualizacji adresu”. Wszystko wyglądało legalnie, do momentu, gdy dane trafiały prosto w ręce hakerów.

Zagrożenia cybernetyczne wokół Prime Day to nie przypadek, a zaplanowane na dużą skalę kampanie, które mają na celu wykorzystanie zachowań konsumentów. Na szczęście świadomość i profilaktyka to już solidne formy obrony. Dzięki odpowiednim narzędziom i nawykom, kupujący mogą cieszyć się okazjami bez dawania się złapać na przynętę – uważa Omer Dembinsky, Group Manager of Research & Threat Intelligence w Check Point Software Technologies.

Eksperci nie mają złudzeń, Prime Day to nie tylko maraton zakupowy, ale też sezon żniw dla cyberprzestępców. Aby nie zostać łatwym celem, należy działać z wyprzedzeniem. To oznacza: ostrożność, dwuskładnikowe logowanie, precyzyjne weryfikowanie adresów URL i ignorowanie nieoczekiwanych wiadomości z „promocjami”.

WeNet z nową szefową i strategią – AI dla małych i średnich przedsiębiorstw

Od 1 lipca 2025 roku stanowisko Prezeski Zarządu Grupy WeNet objęła Joanna Plona, zastępując Michała Wrzesińskiego, co-foundera WeNet, który przechodzi do Rady Nadzorczej. Jednocześnie firma ogłasza nową strategię rozwoju, której celem jest wzmocnienie pozycji WeNet jako partnera technologicznego dla przedsiębiorców z sektora MŚP, oferującego szeroki wachlarz rozwiązań opartych na AI, wspierających ich w budowaniu obecności online, zarządzaniu relacjami z klientami oraz operacjach biznesowych. W ten sposób WeNet chce dać przedsiębiorcom narzędzia, które do tej pory były zarezerwowane głównie dla największych organizacji.

„Jesteśmy na rynku od 30 lat i od zawsze wspieramy małych i średnich przedsiębiorców. W naszym portfolio mamy obecnie ponad 75 tys. klientów – w Polsce, na Słowacji,  w Czechach, na Węgrzech i w Rumunii. Dzięki tej skali działania, jak nikt inny znamy i rozumiemy potrzeby oraz wyzwania firm z sektora MŚP” – mówi Joanna Plona, nowa CEO Grupy WeNet i Prezeska Zarządu WeNet Group S.A.

Nowa strategia – WeNet rozbudowuje ofertę dla MŚP z pomocą AI, koncentrując się na specyfice konkretnych branż

W ramach nowej strategii Grupa WeNet planuje dynamicznie rozszerzać swoje portfolio usług, integrując nowoczesną technologię sztucznej inteligencji z uwzględnieniem specyfiki i potrzeb poszczególnych branż. Kluczową przewagą konkurencyjną WeNet pozostaje elastyczne podejście, które umożliwia precyzyjne rozpoznawanie potrzeb klientów i dopasowywanie najlepszych rozwiązań oraz unikalne podejście Human to Human, oparte na budowaniu długofalowych, partnerskich relacji z klientami.

Grupa WeNet przygotowuje znaczące poszerzenie swojego portfolio produktowego. Grupa intensywnie pracuje nad wdrożeniem nowych narzędzi dla sektora MŚP – nie tylko w obszarze digital marketingu, ale także rozwiązań z obszaru zarządzania relacjami z klientami, i wspierających codzienne procesy biznesowe. Opracowywane produkty mają być oparte na technologii sztucznej inteligencji i dopasowane do specyfiki konkretnych branż m.in. dla firm z sektorów budowlanego, beauty, motoryzacyjnego czy gastronomiczno-hotelarskiego (HoReCa). „Rozwój technologii AI sprawia, że liczba dostępnych na rynku narzędzi rośnie błyskawicznie. To powoduje coraz większe trudności w wyborze odpowiedniego rozwiązania dobrej jakości, w rozsądnej cenie, szczególnie dla mniejszych przedsiębiorstw. Takie podmioty nie posiadają rozbudowanych struktur pozwalających na wielowymiarową analizę, a następnie realizację wdrożenia. Wierzymy, że korzystanie z naszych usług zwiększy ich szanse rynkowe.” – dodaje nowa Prezeska Grupy WeNet.

WeNet wypełnia lukę na rynku usług dla MŚP

Nowa strategia Grupy WeNet powstała jako bezpośrednia odpowiedź na ograniczenia obecnych modeli wsparcia, z jakimi borykają się małe i średnie przedsiębiorstwa. Jak pokazuje praktyka, żadne z dostępnych rozwiązań nie adresuje wszystkich potrzeb MŚP – każde wiąże się z kompromisami:

  • Agencje 360 zwykle zapewniają kompleksową obsługę, ale ich ceny często przekraczają możliwości budżetowe MŚP.
  • Platformy SaaS i narzędzia DIY oferują korzystne modele subskrypcyjne, ale brakuje im kluczowego elementu – ludzkiego doradztwa i opieki.
  • Freelancerzy zapewniają indywidualne podejście, lecz nie są w stanie objąć pełnego spektrum usług niezbędnych do kompleksowego rozwoju biznesu.

„Jako jedyni na rynku już dziś łączymy wszystkie te modele: kompleksowość, dedykowanych doradców i stały abonament. Mamy doświadczonych doradców i opiekunów w Customer Care, którzy wykorzystując swą wiedzę i doświadczenie pomagają w doborze najlepszych rozwiązań i wspierają klientów w ich rozwoju. To ogromna przewaga rynkowa. ” – dodaje Joanna Plona.

WeNet planuje poszerzać swoją ofertę na trzy główne sposoby: rozwijając własne produkty, nawiązując strategiczne partnerstwa oraz dokonując akwizycji dojrzałych rozwiązań dostępnych na rynku. Jeśli chodzi o akwizycje, szczególną uwagę Grupa poświeci rozwiązaniom SaaS, wyspecjalizowanym w konkretnych branżach.

Dossier Joanna Plona

Joanna Plona, nowa prezeska Grupy WeNet przez całe swoje życie zawodowe jest związana z rozwojem biznesu online. Jest doświadczoną menedżerką, która dynamicznie i skutecznie realizuje postawione przed nią cele. Była członkinią zespołów zarządzających największych firm internetowych w Polsce. W Wirtualnej Polsce jako wiceprezeska produktu, odpowiadała za rozwój oraz strategię biznesową i produktową firmy o przychodach około 400 mln zł.

Jako członkini zespołu zarządzającego BaseLinker – największego na rynku B2B SaaS Integratora dla eCommerce w Polsce – odpowiadała za rozwój bazy klientów i marketing w kraju i za granicą.

Do Grupy WeNet dołączyła w maju 2024 roku jako Product Innovation Director, gdzie odpowiadała za rozwój produktów oraz rozwiązań SaaS, a w czerwcu została CEO spółki WebWave. Od grudnia 2024 roku odpowiadała również za innowacje produktowe jako Wiceprezeska ds. Innowacji, budując nową strategię wzrostu Grupy i nadzorując rozwój produktu, marketing, rozwiązania SaaS oraz międzynarodowe partnerstwa.

Dzięki pracy w BaseLinkerze i WeNet, Joanna bardzo dobrze poznała charakterystykę oraz potrzeby małych i średnich przedsiębiorstw. Swoje doświadczenie zawodowe zdobywała zarządzając kilkusetosobowymi, zróżnicowanymi zespołami z obszarów produktu, biznesu, IT i marketingu. Zespoły, którymi zarządzała przez lata osiągały najwyższe poziomy zaangażowania w firmie.

Joanna Plona, od lat inwestuje w rozwój swoich kompetencji liderskich i strategicznych. Ukończyła podyplomowy program menadżerski na Stanford University.  Uzyskała również certyfikację w zakresie wykorzystania AI w biznesie w programie Uniwersytetu Oksfordzkiego oraz ukończyła program liderski Leadership Academy for Poland prowadzony przez profesorów z takich uczelni, jak Harvard czy MIT.

Jako doświadczona menedżerka i liderka, aktywnie dzieli się zdobytą wiedzą i doświadczeniem, będąc mentorką dla młodych przedsiębiorczyń w ramach inicjatywy Women in Tech.

„Powołanie Joanny Plona na prezeskę WeNet to silny, ambitny krok w rozwoju spółki. Joanna łączy silny leadership, z mocnym backgroundem produktowym i sprzedażowym. Do tego głęboko rozumie potrzeby polskich MŚP. Jestem przekonany, że dzięki niej WeNet nie tylko utrzyma pozycję lidera w obszarze marketingu internetowego, ale też otworzy się na zupełnie nowe segmenty rynkowe” – podsumowuje Łukasz Cyran, Partner w funduszu Innova Capital będącym większościowym inwestorem Grupy WeNet.

Trend osłabienia USD trwa i nie chce się zakończyć

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy dały chwilę oddechu USD. Jednak szybko go stracił, gdy Izba Reprezentantów przegłosowała ustawę fiskalną Donalda Trumpa. A na horyzoncie już w przyszłym tygodniu ryzyko powrotu wojny celnej. Polski złoty jest tak silny, że tylko na krótko przejął się zaskakującą obniżką stóp przez RPP.

Big Beautiful Weakness

Wczoraj poznaliśmy kluczowe dane dla amerykańskiej polityki monetarnej. W czerwcu liczba zatrudnionych w sektorach pozarolniczych wzrosła o 147 tysięcy, co wyraźnie przekroczyło prognozy (111 tys.). Raport NFP wskazuje, że rynek pracy pozostaje silny, co błyskawicznie obniżyło szanse na obniżki stóp procentowych. Inwestorzy wyceniają aktualnie możliwość wrześniowego cięcia na poniżej 70%. Publikacje błyskawicznie wspomogły dolara, a kurs EUR/USD przetestował lokalne wsparcie na 1,175 $. Tak samo błyskawicznie dolar otrzymał kontrę ze strony swoich polityków. Izba Reprezentantów przyjęła ustawę fiskalną Donalda Trumpa, która za bardzo wysoką cenę obiecuje poprawę konkurencyjności amerykańskiej gospodarki i szybszy rozwój.

Kosztem będzie skokowe zwiększenie i tak imponującego zadłużenia, a dług publiczny USA w ciągu najbliższych lat ma przekroczyć 40 bilionów dolarów. Największe obciążenie stanowią obniżki podatków, których nie udało się zrównoważyć nawet daleko idącymi cięciami wydatków społecznych. Ubezpieczenie zdrowotne i prawo do bonów żywnościowych może stracić kilkanaście milionów Amerykanów. Drastyczne cięcie finansowania dotknie ośrodki zdrowia z mniej zaludnionych obszarów. Ogromne środki popłyną do służby imigracyjnej, która z budżetem 75 mld (połowa na budowę ośrodków zatrzymań) stanie się jedną z najpotężniejszych agencji w Stanach. Wszystko powyższe kreuje ryzyko dalszego wzrostu napięć społecznych, co analitycy traktują jako kolejne zagrożenie dla stabilności amerykańskiego wzrostu.

Wreszcie wielkimi krokami zbliża się 9 lipca, kiedy to kończy się termin wyznaczony przez prezydenta USA na zawarcie porozumień handlowych. Chociaż można mówić o sukcesie w przypadku Wietnamu, to negocjacje z takimi partnerami jak UE czy Japonia wciąż trwają. Amerykańska administracja w swoim stylu zaostrza retorykę przed deadlinem, który nie ma być odsunięty, a cła mogą być wyższe od pierwotnych propozycji. Wojna celna, nawet jeśli już nie z całym światem, stanowi wciąż poważne ryzyko dla globalnego handlu, ale też obciążenie dla dolara. Trend osłabienia USD trwa i nie chce się zakończyć.

Nie ma mocnego na złotego

Polski złoty korzysta z rynkowego układu, w którym słabszy dolar oznacza przepływ kapitału do Europy i do walut EM. Jednak trudno tylko tym wyjaśnić praktycznie niezachwianą wiarę inwestorów w PLN. Nawet zaskakujące cięcie stóp przez RPP zachwiało jego pozycją dosłownie na chwilę. Co więcej środowa decyzja Rady była podyktowana nowymi projekcjami inflacyjnymi, które pokazują szybszy proces dezinflacyjny od oczekiwanego wcześniej. Takie przewidywania budują szanse na szybsze i głębsze obniżki w najbliższych miesiącach, co w teorii powinno fundamentalnie osłabiać rodzimą walutę. Mimo tego złoty przejął się tylko na chwilę tym negatywnym lokalnie układem i na zakończenie tygodnia na parach z głównymi walutami pozostaje blisko kluczowych minimów. Kurs EUR/PLN utrzymuje się poniżej 4,25 zł, a kurs dolara jest blisko 3,60 zł.

Autor: Adam Fuchs, analityk walutowy Walutomat.pl

UOKiK z działaniami wobec deweloperów w sprawie wyliczania powierzchni mieszkań – kary przekraczają 1,6 mln zł

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) Tomasz Chróstny wydał sześć decyzji administracyjnych, w których zakwestionował praktyki kilku czołowych deweloperów z Warszawy, Wrocławia i Lublina. Spółki te nieprawidłowo informowały klientów o powierzchni użytkowej lokali mieszkalnych, w szczególności w zakresie uwzględniania powierzchni pod ściankami działowymi. Nałożone kary finansowe łącznie przekraczają 1,6 mln zł.

Istota problemu

Analizy UOKiK wykazały, że w materiałach ofertowych i dokumentacji przekazywanej konsumentom nie uwzględniano w sposób transparentny i jednoznaczny informacji o powierzchni zajmowanej przez ścianki działowe, które w niektórych przypadkach były wliczane do powierzchni użytkowej mieszkania. Skutkiem tego konsumenci nie mieli pełnej wiedzy o rzeczywistej powierzchni, z której będą mogli korzystać, a także o faktycznym rozliczeniu ceny za metr kwadratowy.

W jednym przypadku deweloper, mimo zamieszczania informacji o powierzchni pod ściankami, nie wliczał jej do powierzchni umownej, co skutkowało koniecznością dodatkowych dopłat po zawarciu umowy.

Z perspektywy rynku i konsumenta

Prezes UOKiK podkreśla, że precyzyjne określenie powierzchni użytkowej jest kluczowe dla transparentności ofert i zaufania konsumentów do rynku nieruchomości. „Powierzchnia lokalu i jej kalkulacja cenowa to główne parametry, na które zwracają uwagę kupujący. Transparentność i rzetelność informacji to fundament uczciwej relacji z klientem, zwłaszcza że konsumenci to strona słabsza w relacji z profesjonalnym deweloperem” – komentuje Tomasz Chróstny.

Regulacje i dalsze kroki legislacyjne

Obecne niejasności wynikają z różnych interpretacji norm budowlanych dotyczących pomiaru powierzchni mieszkań, zwłaszcza w kontekście wliczania powierzchni pod ściankami działowymi. Prezes UOKiK wskazuje, że kompetencje do jednoznacznego ustalenia norm posiada Minister Rozwoju i Technologii, który może wprowadzić odpowiednie rozporządzenie doprecyzowujące zasady pomiaru powierzchni użytkowej.

UOKiK deklaruje współpracę z organem regulacyjnym w celu wypracowania rozwiązań zwiększających ochronę konsumentów oraz klarowność i jednolitość standardów na rynku deweloperskim.

Podsumowanie sankcji

Na spółki JP Development Horyzont Poznań (Warszawa), Capitalia Real Estate Gęsia (Lublin), Space Investment Strzegomska 3 Otyńska (Wrocław) oraz inne zostały nałożone łączne kary finansowe w wysokości ponad 1,6 mln zł. Firmy odwołały się do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów – decyzje UOKiK nie są jeszcze prawomocne.

W związku z niedawnymi zmianami prawnymi nakładającymi na deweloperów obowiązek jasnego i przejrzystego informowania o cenach i warunkach sprzedaży, UOKiK kontynuuje monitorowanie branży oraz zapowiada kolejne postępowania wyjaśniające i sankcjonujące nieprawidłowości.

W przypadku stwierdzenia naruszeń zbiorowych interesów konsumentów, sankcje mogą sięgnąć nawet 10% rocznego obrotu firmy.