Dietetycy: W święta nie trzeba rezygnować z kulinarnych przyjemności. Cukier w diecie jest niezbędny, ale z umiarem

Dietetycy: W święta nie trzeba rezygnować z kulinarnych przyjemności. Cukier w diecie jest niezbędny, ale z umiarem 1

Święta Bożego Narodzenia to czas tradycji, również tych kulinarnych. Dietetycy podkreślają, że rodzinne przepisy można delikatnie modyfikować z korzyścią dla zdrowia i bez różnicy dla smaku. Świątecznych słodkości można też bez obaw próbować, nie zapominając przy tym o zasadach zdrowego odżywiania. W jaki sposób oraz w jakich ilościach spożywać cukier, zwłaszcza w okresie przedświątecznym, kiedy na stole pojawia się mnogość tradycyjnych wypieków – edukuje akcja „Uczymy, jak słodzić”.

 Wiele osób deprecjonuje cukier, uważając, że jest to biała śmierć. Paradoksalnie, jest to substancja, która naturalnie występuje w żywności. Nasz organizm potrzebuje cukrów prostych do prawidłowego funkcjonowania. Składnik ten jest niezbędny do prawidłowej pracy mózgu oraz mięśni. Nawet w piramidzie zdrowego odżywiania znajdziemy słodkie przekąski, które doskonale mogą się wpisywać w zdrowy, prawidłowo zbilansowany jadłospis – mówi agencji Newseria Agnieszka Piskała, specjalista ds. żywienia, główny dietetyk akcji „Uczymy, jak słodzić”.

Wiele osób neguje rolę cukru w zbilansowanej diecie. Tymczasem większość cukrów prostych naturalnie występuje w żywności. Przykładowo, owoce zawierają fruktozę, mleko – laktozę, a winogrona są źródłem glukozy, która jest głównym źródłem energii dla ludzkiego organizmu.

Glukoza jest wykorzystywana zarówno do prawidłowej pracy mózgu (na procesy myślowe ten organ zużywa dziennie ok. 550 kcal, czyli 1/3 dziennego zapotrzebowania na energię), jak i mięśni. Jest głównym źródłem energii, niezbędnym do wszystkich procesów życiowych. W organizmie człowieka jest jedyną formą transportową cukrów. Ponieważ rola glukozy w metabolizmie jest bardzo istotna, jej stężenie we krwi utrzymywane jest na stałym poziomie (około 0,1 w stosunku do masy ciała), dzięki specjalnym mechanizmom biochemicznym. Za wysoki i za niski poziom glukozy we krwi jest bardzo niebezpieczny dla ludzkiego zdrowia.

Zbyt duża lub zbyt mała ilość cukrów w pożywieniu powoduje znużenie. Taka osoba nie może się skoncentrować na wykonywanej pracy, jest rozdrażniona i śpiąca. Za mała ilość cukrów podczas wykonywania wysiłku fizycznego przyczynia się do spadku wydolności fizycznej, siły mięśniowej i jest powodem szybkiego zmęczenia. Co więcej, brak węglowodanów w pożywieniu powoduje wytwarzanie glukozy przez sam organizm kosztem zniszczenia białek. W efekcie zmniejsza się masa mięśniowa i dochodzi do osłabienia organizmu.

– Oczywiście ważne jest to, aby zachować umiar i spożywać cukier w odpowiednich ilościach i w odpowiednim czasie. WHO rekomenduje, żeby maksymalnie 10 proc. energii, którą spożywamy w ciągu dnia, stanowiły cukry proste. Dzienne spożycie około 200 kcal pochodzących z cukrów prostych, czyli około 50 g, zaspokaja nasze dzienne potrzeby żywieniowe związane chociażby z pracą mózgu. Ten cukier możemy rozłożyć na kilka mniejszych porcji, możemy spożyć jednorazowo, ale pamiętajmy, że do całego bilansu cukrowego wliczane są również cukry proste, które pochodzą na przykład z owoców – mówi Agnieszka Piskała.

Większość ludzi potrzebuje codziennie 45–55 proc. energii pochodzącej z węglowodanów, głównie złożonych, ale w tej kategorii mieszczą się również cukry proste, które naturalnie występują w produktach spożywczych. Jak wynika z badań, dla Polaków większym problemem jest spożywanie nadmiernej ilości tłuszczów, a nie cukru. Około 20 proc. energii w codziennej diecie powinno pochodzić z tłuszczów, tymczasem w diecie przeciętnego Polaka jest to 40 proc.

– Cukier, który jest podstawowym paliwem energetycznym do pracy naszego mózgu i naszych mięśni, powinniśmy spożywać przez 365 dni w roku. Ważne jest, aby była to odpowiednia ilość i jakość, a także odpowiednia częstotliwość. Mam nadzieję, że większość osób, która przeżyje świąteczny czas i wbije się w sylwestrową sukienkę, nie będzie miała na początek roku postanowień noworocznych, żeby przestać jeść słodycze, bo słodycze są zdrowe i mogą być bardzo smaczne – mówi Agnieszka Piskała.

Specjalistka ds. żywienia przypomina, że świąteczne rodzinne przepisy można delikatnie modyfikować z korzyścią dla zdrowia i bez różnicy dla smaku, na przykład dodawać mniejszą ilość tłuszczu do ciasta drożdżowego czy większą ilość aromatycznych przypraw do pierników, które usprawniają trawienie i zapobiegają odkładaniu się tłuszczów. Takie funkcje spełnia cynamon czy gałka muszkatołowa. Śmietanę w wypiekach i ciastach można zastąpić delikatnymi jogurtami czy śmietaną o mniejszej kaloryczności.

 Okres przygotowań świątecznych to kiepski czas, żeby przechodzić na drastyczne diety. Będziemy potrzebowali dużo energii, tej intelektualnej i fizycznej, bo trzeba przynieść i ubrać choinkę, zrobić przedświąteczne porządki. Na pewno powinniśmy zasmakować słodkich przekąsek, które pojawiają się na świątecznym stole, ale zawsze powtarzam: trzeci kawałek makowca zawsze smakuje tak samo jak pierwszy – przestrzega Agnieszka Piskała.

W walce ze smogiem skuteczną pomocą są maski przeciwpyłowe. Muszą jednak być dobrze dopasowane i certyfikowane

W walce ze smogiem skuteczną pomocą są maski przeciwpyłowe. Muszą jednak być dobrze dopasowane i certyfikowane 2

Jakość powietrza w polskich miastach zaliczana jest do jednych z najgorszych Europie. Zanieczyszczenia powietrza są powodem przedwczesnej śmierci ponad 40 tys. osób rocznie. Najczęściej występującym zagrożeniem są pyły, przed którymi można się chronić, zakładając półmaski przeciwpyłowe. Warto je stosować na co dzień, a zwłaszcza podczas zwiększonej aktywności fizycznej. Aby mieć pewność, że chronią skutecznie, należy wybierać te oznakowane symbolem CE.

 We własnym zakresie można się chronić przed smogiem, głównie przed cząstkami stałymi, które są jednym z ważniejszych elementów smogu. Należy stosować maski chroniące przed cząstkami stałymi, czyli produkt przeznaczony do ochrony pracowników w miejscu pracy. Przy wyborze sprzętu warto zwrócić uwagę przede wszystkim na oznakowanie takich półmasek znakiem CE oraz numerem normy, która potwierdza, że dany sprzęt został oceniony przez kompetentne laboratorium akredytowane – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Rafał Hrynyk, ekspert 3M, producenta masek przeciwpyłowych.

Według ostatnich raportów Światowej Organizacji Zdrowia w ubiegłym roku na skutek złej jakości powietrza na świecie zmarło 7 milionów ludzi. Tylko w Polsce zanieczyszczenia powietrza są powodem przedwczesnej śmierci ponad 40 tys. osób rocznie. Z ubiegłorocznego raportu WHO wynika, że 33 spośród 50 miast o najgorszym stanie powietrza w Unii Europejskiej znajdują się właśnie w Polsce.

Przy wysokim stężeniu szkodliwych pyłów zaleca się pozostanie w domu, a gdy nie jest to możliwe – stosowanie masek przeciwpyłowych. Włókniny filtracyjne, z których zbudowane są maski przeciwsmogowe, zapewniają skuteczną filtrację powietrza i stanowią ochronę przed cząstkami stałymi, które występują w wysokim stężeniu przy smogu.

– Jednym z parametrów maski jest skuteczność filtracji, czyli to, w jaki sposób zapewni nam ona ochronę przed zagrożeniami w postaci cząstek stałych zawartych w smogu. Z drugiej strony bierzemy pod uwagę to, jak bardzo będziemy odczuwali w czasie ich używania opory oddychania. Im większa skuteczność filtracji, tym większą stanowi barierę dla przepływu powietrza. Zwłaszcza dla osób, które uprawiają aktywności na zewnątrz, wypośrodkowanie tych dwóch parametrów, czyli oporów oddychania przekładających się na komfort użytkowania oraz skuteczność filtracji, jest sprawą najważniejszą – tłumaczy dr Rafał Hrynyk.

Ochrona przed zanieczyszczeniami jest ważna zwłaszcza dla osób, które uprawiają na powietrzu aktywność fizyczną, gdy rośnie zapotrzebowanie na tlen.

 W samym uprawianiu aktywności fizycznej smog nie przeszkadza, ale jest to niewidoczne dla nas zagrożenie, więc lepiej zapobiegać, niż leczyć – przekonuje Agata Biernat, Miss Polonia 2017, instruktorka tańca i fitness. – To świeże powietrze wcale nie jest takie świeże. Jest dużo organizacji, które badają poziom smogu i biją na alarm, więc wybierając się na dłuższy spacer czy biegi, zakładajmy maski antysmogowe. Zadbajmy o to, jakie powietrze wdychamy – dodaje.

Ekspert zaznacza, że przy zakupie maski nie należy zwracać uwagi tylko na design. Ma ona przede wszystkim spełniać swoją funkcję, czyli chronić układ oddechowy przed cząstkami stałymi. Można to oceniać, sprawdzając oznakowanie maski: znak CE oraz numer normy EN 149 potwierdzają, że spełnia ona wszystkie wymagania.

– Wybierajmy maski, które są funkcjonalne, a niekoniecznie te, które świetnie wyglądają. Przykładowo w maskach, których ja używam, jest zawór wydechowy, który służy nam do tego, żeby wydychane powietrze wydostawało się na zewnątrz, maska nie robi się mokra, co jest bardziej komfortowe – zaznacza Agata Biernat.

O tym, ile zanieczyszczeń zostaje zatrzymanych, decyduje nie tylko sama maska, lecz także odpowiednie dopasowanie jej do twarzy. Istotne jest m.in. dokładne ogolenie twarzy czy odpowiednio ścisłe założenie maski, co zapewniają taśmy na głowie i dociśnięcie blaszki nosowej.

 Nawet jeżeli sprzęt będzie poprawnie dobrany, a nie będzie dopasowany, to poprzez nieszczelności między twarzą a sprzętem, zanieczyszczenie będzie docierało do dróg oddechowych. Można to porównać do balonu, który będzie przedziurawiony nawet jeśli dziurka będzie maleńka. Dokładnie tak samo jest w przypadku masek – jeśli będą nieszczelności, to przede wszystkim w tym miejscu powietrze będzie się przedostawało pod część twarzową – tłumaczy dr Rafał Hrynyk.

INNOventure inwestuje 3 mln zł w SDS Optic i technologię, która umożliwi wczesną diagnozę raka piersi

Spółka SDS Optic opracowuje mikrosondę wykorzystywaną w diagnostyce nowotworów piersi. „Zastosowanie naszej technologii pozwoli zmniejszyć umieralność na nowotwór piersi nawet o 30%” – zapewniają naukowcy, którzy stworzyli spółkę. Firma ma już gotowy prototyp mikrosondy, teraz przygotowuje się do rozpoczęcia badań klinicznych. Dzięki inwestycji INNOventure SDS Optic dostosuje swoje laboratorium do potrzeb dalszych etapów prac nad technologią, rozbuduje zespół naukowy i biznesowy o najwyższej klasy specjalistów, wdroży opracowany model biznesowy oraz przygotuje się do wejścia na jeden z parkietów giełdowych.

To czwarta inwestycja INNOventure w spółkę zajmującą się technologiami dla medycyny.

SDS Optic to kolejna firma w naszym portfelu, która dowiodła, że potrafi dobrze wykorzystać przyznane jej fundusze. W 2015 roku spółka otrzymała dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Strategmed, dzięki któremu w ciągu dwóch lat opracowała prototyp swojej sondy. Poznaliśmy zespół i plany technologiczne oraz biznesowe firmy. Widzimy duży potencjał tak w samym urządzeniu, jak i rynku rozwiązań MedTech. To zresztą kierunek obierany nie tylko w Polsce. Potwierdzeniem tego jest rekordowy grant z programu Komisji Europejskiej w ramach SME Instrument, który został uruchomiony w SDS Optic kilka dni temu. Dzięki takim inwestycjom polskie innowacje mogą z czasem poprawiać jakość opieki medycznej na całym świecie – mówi Marcin Bielówka, partner zarządzający w INNOventure.

Inwestycja INNOventure pozwoli firmie SDS Optic m.in. na skalibrowanie jej urządzenia do potrzeb badań klinicznych. W tej chwili spółka tworzy plan laboratorium biologicznego, które jest niezbędne do dalszych prac badawczych. Dzięki funduszom od INNOventure laboratorium zostanie wyposażone w sprzęt najwyższej jakości, co pozwoli uwiarygodnić polskie osiągnięcia przed zagranicznymi partnerami. Firma planuje zakończyć prace kalibracyjne oraz badania kliniczne w 2021 roku. Po tym procesie będzie mogła udostępnić urządzenie lekarzom i pacjentom na całym świecie.

Dzięki prowadzonym pracom ma powstać mikrosonda umożliwiająca diagnostykę nowotworów piersi, ze szczególnym uwzględnieniem pomiaru HER2 (receptora nabłonkowego czynnika wzrostu). Jest to marker nowotworowy wskazujący na pewien szczególny rodzaj raka piersi. Oznaczanie poziomu tego receptora jest bardzo ważne, ponieważ pozwala przewidzieć agresywność nowotworu, a dodatkowo umożliwia wprowadzenie skutecznej terapii celowanej, zwiększając szanse na wyleczenie – mówi dr hab. Magdalena Staniszewska, pomysłodawczyni mikrosondy i dyrektor ds. naukowych w SDS Optic.

Obecna wersja urządzenia jest w stanie wykrywać stężenia markerów w wymaganych medycznie zakresach. Dzięki sondzie nie będzie już potrzeby pobierania tkanek, a precyzyjny, liczbowy wynik badania lekarz i pacjentka otrzymają w kilkanaście minut.

Zasada działania naszej sondy polega na wprowadzeniu w okolice guza lub do węzła chłonnego cieniutkiej igiełki, dzięki której będzie można niemal natychmiast uzyskać informacje, czy HER2 jest pozytywny czy negatywny, oraz dokładnie ilościowo określić poziom jego stężenia. Dziś diagnoza nowotworu jest bardzo czasochłonna. To również skomplikowane i bolesne badanie dla pacjentek. Zastosowanie mikrosondy oszczędzi kobiecie bólu i stresu związanego z biopsją i długim oczekiwaniem na wyniki – tłumaczy Marcin Staniszewski, pomysłodawca i prezes zarządu SDS Optic.

Już teraz urządzenie diagnostyczne SDS Optic wzbudza szerokie zainteresowanie lekarzy onkologów oraz innych specjalizacji. Dokładność generowanych wyników badań umożliwia przyszłe szerokie zastosowanie komercyjne oraz naukowe.

Wykorzystanie naszej technologii w diagnostyce nowotworów piersi pozwoli w bardzo dużym stopniu zmniejszyć umieralność na nowotwór, nawet o 30%. Dzięki naszej mikrosondzie diagnoza jest obiektywna, pozbawiona ryzyka błędnej interpretacji wyniku przez człowieka, które to ryzyko występuje w innych metodach, a także znacznie szybsza, co zwiększa szanse na wyleczenie i obniża koszty leczenia – dodaje dr hab. Magdalena Staniszewska.

Oprócz imponującej technologii argumentem przemawiającym za inwestycją w SDS Optic były dla nas kompetencje i determinacja zespołu, z którym będziemy rozwijać ten projekt. Warto zaznaczyć, że twórcy technologii większość swojego naukowego i zawodowego życia spędzili w USA, pracując m.in. dla Harvard Medical School czy centrum badań NASA. Motywacją do powrotu do Polski była właśnie spółka i chęć jej rozwijania w ojczyźnie. Z zespołem naukowym od kilkunastu miesięcy współpracuje Interim Manager, który opracował i nadzoruje stronę biznesową i finansową projektu. Taka ścieżka jest raczej ewenementem i tym bardziej należy wspierać to przedsięwzięcie – dodaje Leszek Skowron, manager inwestycyjny, który w funduszu jest odpowiedzialny za komercjalizację projektów z branży medycznej.

Inwestycja INNOventure wesprze również proces komercjalizacji urządzenia SDS Optic i wdrażanie opracowanego modelu biznesowego.

Od stycznia 2018 r. będziemy sukcesywnie powiększać nasz zespół i wdrażać opracowane strategie komercjalizacji i komunikacji oraz model biznesowy i wizję projektu. Przygotowujemy również firmę do procesu przekształcenia w spółkę akcyjną i w odpowiednim czasie jej upublicznienia na jednym z parkietów giełdowych – dodaje Mateusz Sagan, Interim Manager, pełniący funkcję dyrektora ds. rozwoju biznesu w SDS Optic.

Można już „kopać” polską kryptowalutę EraCoin

EraCoin to prawdziwie zdemokratyzowana i niezwykle prosta w obsłudze kryptowaluta, której pozyskanie uzależnione jest wyłącznie od czasu. Ideą pomysłu było stworzenie wirtualnego rynku, pozwalającego na kupno lub sprzedaż produktów za zgromadzone podczas „kopania” tokeny (punkty). Już dzisiaj można rozpocząć pozyskiwanie waluty na www.eracoin.com. Koncept stworzyła polska spółka Bit Evil zarządzana przez Marię Belkę. Firma w połowie lipca zaliczyła jeden z najgorętszych w tym roku debiutów giełdowych.

Czas – najcenniejszy zasób

Maria Belka, CEO Bit Evil
Maria Belka, CEO Bit Evil

Idea EraCoin narodziła się z prostego pomysłu, że czas jest najmniej docenianym zasobem ludzkości. Postanowiliśmy w sposób namacalny docenić każdą upływającą sekundę ludzkiego życia.” – powiedziała Maria Belka, Prezes spółki.

Aplikacja pozwala pozyskiwać dodatkowe EraCoiny poprzez interakcje z innymi użytkownikami i elementy grywalizacji. Aby EraCoin były naliczane nie jest wymagane połączenie z Internetem, ani bezpośrednie zaangażowanie użytkownika. Aplikacja działa w „tle”.

Odwrócony mechanizm marketingowy

Kolejnym etapem rozwoju aplikacji będzie budowa marketplace, na którym użytkownicy będą mogli wykorzystać rabaty zakupione przez EraCoin. W ten sposób oprócz nadania wartości tokenom, platforma umożliwi również zoptymalizowanie wydatków reklamowych ponoszonych przez producentów produktów. Dzięki EraCoin właściciele poszczególnych marek będą mogli w prosty sposób dotrzeć bezpośrednio do swoich klientów i na platformie EraCoin oferować im bezpośrednio produkty, bez konieczności korzystania z dystrybutorów i pośredników, wynagradzając swoich klientów rabatami.

„Nasz pomysł na kryptowalutę to odwrócenie mechanizmu marketingu tak, aby budżety reklamowe trafiały wprost do portfeli klientów zainteresowanych danym produktem” – wyjaśnia Maria Belka.

Sprzedający będzie miał możliwość promowania produktu poprzez swojego rodzaju fanpage oraz poprzez umieszczenie w serwisie reklamy video, którą użytkownik obejrzy z wyboru (tj. tylko jeśli zdecyduje się na to w zamian za dodatkowe punkty). Aplikacja Web pozwoli każdej firmie na utworzenie konta w systemie i sprzedaż. Dodatkowo firmy mają wpływ na wysokość udzielanych rabatów, ilość stanów magazynowych i koszty przesyłki.

Dostępność aplikacji

Aplikacja EraCoin poza aplikacją Web to docelowo również rozwiązanie mobilne na dwie platformy: Android oraz IOS, których rozbudowa o funkcjonalności niezbędne do pozyskiwania i wydatkowania waluty EraCoin planowana jest w 2018 r.

Platforma EraCoin została uruchomiona w grudniu.

W 2018 waluta zostanie połączona z systemem Snipay, który umożliwi jej wykorzystanie
w sklepach oraz obiektach gastronomicznych. Dodatkowo zostanie uruchomiona dedykowana giełda EraCoin, która pozwoli na wymianę tokenów na inne waluty.

Usługi na rynku samochodów premium – jak idealnie skrojony garnitur

Rynek samochodów segmentu premium to cały wachlarz usług związanych z obsługą klienta. Z jednej strony luksusowe limuzyny bardzo często są szyte na miarę, z drugiej nabywca ma do wyboru wiele form finansowania takiego zakupu.

Samochody klasy premium to w Polsce jeden z największych segmentów dóbr luksusowych. W 2016 roku zarejestrowano rekordowe 52,2 tys. sztuk, a w ciągu pierwszych trzech kwartałów 2017 roku liczba ta wyniosła 46,3 tys. sztuk. Według analityków KPMG, jeżeli trend się utrzyma, liczba rejestracji nowych pojazdów w tym segmencie wyniesie w bieżącym roku ponad 60 tys. pojazdów.

Warto również dodać, że segment aut luksusowych odpowiada za największe wzrosty na rynku nowych samochodów. Marki popularne odnotowały zwiększenie ilości zarejestrowanych pojazdów o 16,4 proc., natomiast marki premium o 24,1 proc. Przy czym nabywcy instytucjonalni stanowili w obu przypadkach największą siłę nabywczą – prawie 70 proc. całości według danych PZPM.

„Wzrosty sprzedaży na rynku samochodów luksusowych wynikają po części z ciekawej i szerokiej oferty finansowania. Zauważamy, że klienci coraz częściej wybierają leasing w formie wynajmu długoterminowego, który w naszym przypadku występuje pod nazwą Smart Plan. Rosnąca popularność tej usługi wynika przede wszystkim z tego, że raty miesięczne są znacznie niższe – nawet dwu- i trzy krotnie niż w klasycznym leasingu. Po zakończeniu kontraktu, który trwa do czterech lat, można albo wykupić samochód na własność, albo oddać go do salonu i wybrać kolejny model. Wynajem długoterminowy jest również korzystny pod kątem rozliczenia kosztów w firmie. Traktowany jest bowiem nie jak wynajem, ale jak leasing” – wyjaśnia Piotr Kurpiński, kierownik salonu Lexus-Żerań.

Sieci dilerskie oferujące samochody segmentu premium mają w swoim portfolio nie tylko usługi związane z finansami. Oferowane przez nie modele samochodów bardzo często można dowolnie personalizować, a zakres zmian często wykracza poza oficjalny cennik.

Salony luksusowych samochodów projektowane są z dbałością o detale, a wiele firm prowadzi je zgodnie wyrazistą filozofią. W salonach Ferrari znaleźć można specjalne pomieszczenia, w których przyszły nabywca może w spokoju spersonalizować swój samochód, np. wybrać kolor pasów, szwy na obiciach foteli czy rodzaj i barwę skóry.

Podobnie jest w salonach Rolls-Royce’a, którego samochody produkuje się na specjalne zamówienie. W specjalnie przygotowanych pomieszczeniach sprzedawcy pomogą zdefiniować podstawowe wymagania i dobrać detale wykończenia. Co ciekawe, marka nie narzuca żadnych ograniczeń w przypadku np. wyboru barwy nadwozia, a do codzienności należą już prośby o wszycie w obicia kanap inicjałów, herbów czy charakterystycznych wizerunków.

Same salony również projektowane są z dbałością o detale i nawiązują do filozofii marki. Wspomniany Rolls-Royce posiada pomieszczenia zwane pokojami inspiracji. Znajdują się w nich nie tylko próbniki, ale również zbiory historycznych przedmiotów, książek i zdjęć. Wszystko po to, aby wprowadzić kupującego w nastrój marki.

Natomiast Lexus swoje salony sprzedaży projektuje w stylu nawiązującym do filozofii Omotenashi, czyli japońskiej gościnności. Jej założeniem jest, aby klient czuł się jak u siebie w domu. Na liście elementów wyposażenia salonu znajduje się strefa dla klienta, w której czekają kawa, herbata oraz owoce i świeże rogaliki. Dzięki temu podczas wyboru nowego modelu lub przeglądu samochodu można spokojnie odpocząć. Ideą wprowadzenia domowej atmosfery jest to, aby odwiedzający salon wiedział, że będzie miał zapewnioną opiekę na najwyższym poziomie.

lexus ls 500 2018„Nie mniej ważna w budowaniu relacji z użytkownikami naszych aut jest obsługa obejmująca pomoc w czasie codziennej eksploatacji samochodu. Wybierając finansowanie w ramach Smart Planu, można zdecydować się na Pakiet Comfort. Dzięki niemu jedyne dodatkowe koszty, jakie ponosi użytkownik samochodu, to zakup paliwa i płynu do spryskiwaczy. Wszystkie inne koszty, np. związane z wymianą opon, obsługą serwisową lub ubezpieczeniem, zawarte są w comiesięcznym abonamencie. Natomiast w czasie podróży, w sytuacji awaryjnej jesteśmy również w stanie zorganizować hotel lub zapewnić kierowcę, w przypadku gdy klient nie jest w stanie sam prowadzić, a w ramach przeglądów możemy zapewnić bezpłatny transport oraz samochód zastępczy” – dodaje Piotr Kurpiński, Lexus-Żerań.

Rynki lekceważą unijne groźby

Szereg politycznych przetasowań na półmetku tygodnia nie skutkował zmianą sentymentu zarówno na rynku walutowym, jak i na rynku długu. Głośne przygotowania inwestorów do zbliżających się świąt Bożego Narodzenia wyraźnie zagłuszyły wypowiedź Michela Barniera, głównego negocjatora ws. BREXIT-u z ramienia UE, który poinformował o zakończeniu okresu przejściowego z ostatnim dniem 2020 roku. Zmienność złotego lekko podbiła decyzja o uruchomieniu artykułu 7.1 Traktatu, aczkolwiek powyższa informacja nie zdołała ona odcisnąć trwałego piętna. Na koniec dnia EUR/PLN stabilizuje się w okolicach 4,2040, co zdaje się potwierdzać przeświadczenie o tym, że zabieg Komisji jest obecnie postrzegany przez pryzmat straszaka.

W dzisiejszym komentarzu do decyzji Riksbanku w sprawie pozostawienia stopy benchmarkowej na niezmienionym poziomie (-0,5 proc.) uwagę próbowała zwrócić rewizja ścieżki inflacji, której pozytywny wydźwięk skutecznie przyćmiła perspektywa dość gołębiego odejścia od QE. Na koniec dnia szwedzka korona (0,1 proc.) próbuje oprzeć się sile dolara, aczkolwiek w dalszej mierze znajduje się ona dość blisko punktu wyjścia. Miano najbardziej przecenionego komponentu otrzymuje norweska korona tracąca na przestrzeni dnia 0,7 proc. względem swojego amerykańskiego odpowiednika. W odwrocie znajduje się również jen (-0,6 proc.), który oczekuje na komunikat do decyzji Banku Japonii.

Wczorajsza paczka danych z amerykańskiej gospodarki wyraźnie zaskoczyła tych, którzy spodziewali się wyraźnego pogorszenia nastrojów na pierwotnym rynku nieruchomości. Dodatkowym czynnikiem świadczącym o poprawie sentymentu wśród nabywców domów jest najnowszy odczyt z rynku wtórnego, gdzie odnotowano aż 5,8 mln transakcji (konsensus: 5,5 mln), tj. o 5,6 proc. wyżej niż w październiku. Powyższe dane napawają optymizmem przed szczegółowymi szacunkami za IV kwartał, w których spodziewamy się utrzymania silnego trendu spożycia indywidualnego oraz dość pokaźnej kontrybucji przedsiębiorstw z sektora budowlanego.

Perspektywa unijnych sankcji nie pokrzyżowała szyków inwestorom przy Książęcej, którzy uczynili z WIG 20 (0,1 proc.) najsilniej zyskujący indeks na Starym Kontynencie. W gronie rodzimych gigantów najsilniejszy ruch w stronę północy odnotowały akcje KGHM Polskiej Miedzi (2,7 proc.) będące beneficjentem niezłych nastrojów na rynku metali przemysłowych. Pozostałe miejsca podium zostały obstawione przez PKO Bank Polski (1,7 proc.) oraz Orange Polska (1,5 proc.). Za zwyżką gracza na rynku usług telekomunikacyjnych stały negocjacje z T-Mobile Polska w sprawie udostępniania infrastruktury światłowodowej. Perspektywę silniejszych wzrostów skutecznie oddaliło PGE (-2,4 proc.) decydujące się na pozyskanie pakietu 66 proc. głosów ZEW Kogeneracji (-2,9 proc.). Na fali nie do końca przychylnej noty znalazł się Eurocash (-1,6 proc.), którego walory według banku Morgan Stanley mają potencjał na osiągnięcie poziomu 33 PLN (obecnie: 26,90 PLN).

Niezbyt przychylnym nastrojom we Frankfurcie opierał się skutecznie ProSiebenSat.1. Jego skromna, bowiem zaledwie 0,2 proc. zwyżka, była dostateczna ku temu, aby wynieść walory na szczyt indeksu DAX (-1,1 proc.). Na dnie niemieckiego parkietu znalazły się SAP (-2,1 proc.) oraz Henkel (-1,9 proc.), co należy wiązać wyłącznie z intensyfikacją zleceń sprzedaży. W Londynie miano bohatera sesji zyskało Mondi (2,6 proc.) za sprawą rekomendacji kupna wystawionej przez analityków Goldman Sachs (cena docelowa: 22 GBP, obecnie: 18,70 GBP). Nieco skromniejsze wzrosty zdołały odnotować Rio Tinto (1,8 proc.) oraz Anglo American (1,7 proc.), co traktuje się jako efekt pokaźnych wzrostów cen miedzi (1,5 proc.). Po drugiej stronie zestawienia uwagę skutecznie zwracało Shire (-1,4 proc.), którego władze odmówiły jakiegokolwiek komentarza na temat potencjalnego porozumienia z Pfizerem. Finalnie najsilniejszy ruch na południe odnotowało NMC Health (-4,0 proc.) między innymi za sprawą opinii analityków Jefferies.

Na rynku surowców energetycznych ponownie obserwuje się podział sentymentu. Skromnym zwyżkom ropy naftowej sprzeciwiają się przecenione o 2,2 proc. styczniowe kontrakty na gaz ziemny. Na koniec dnia baryłka ropy WTI oraz Brent zyskuje po 0,7 proc., plasując tym samym cenę odpowiednio na poziomie 58,00 USD oraz 64,30 USD. Na rynku metali szlachetnych obserwuje się lekkie wzrosty. Ostrożny rajd w stronę wyższych poziomów prezentuje złoto (0,5 proc.), które dobija do poziomu 1 268 USD za uncję. Wśród płodów rolnych uwagę inwestorów zwraca kawa. Jej marcowe kontrakty podrożały o 1,6 proc., co lekko okrywa cieniem dzisiejsze zwyżki cukru (1,4 proc.), pszenicy (1,2 proc.) czy kakao (0,8 proc.).
Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Kwestie prawne i podatkowe transakcji z firmą wykreśloną z rejestru VAT

Dla polskiej skarbówki każdy powód do odmowy odliczenia podatku VAT lub jego zwrotu jest dobry. Z tego powodu polscy podatnicy, którzy dokonali transakcji z podmiotem wykreślonym z rejestru VAT, mogą być w zasadzie pewni, że nie odzyskają zapłaconego podatku. Na szczęście jednak podejście Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest inne, dzięki czemu być może także polskie organy podatkowe będą musiały zmienić utrwaloną praktykę.

Praktyka organów podatkowych

Podejście polskich organów podatkowych do zwrotu VAT jest jednoznaczne: podmiot dokonujący transakcji z podmiotem wykreślonym z rejestru VAT nie odzyska podatku. Bez znaczenia pozostaną przy tym wszystkie inne okoliczności – m.in. to, czy transakcja została faktycznie dokonana, podatek wpłacony oraz z czego wynikał fakt, iż dany podmiot w rejestrze VAT nie figurował, a podatnik dokonał z nim transakcji. Dla organów podatkowych wystarczające jest stwierdzenie, że dany podmiot w ramach dokonywanej transakcji występował jako podatnik VAT, wystawiał fakturę i pobierał należność brutto, choć nie znajdował się w rejestrze. Organy skarbowe zdają się przy tym nie zauważać, że zgodnie z polskimi i unijnymi regulacjami o byciu podatnikiem VAT decydują zupełnie inne okoliczności, a samo ujęcie w urzędowym rejestrze nie ma żadnego znaczenia. Takie podejście jest także sprzeczne z orzecznictwem TSUE, czego polski fiskus dotychczas zdawał się nie zauważać.

Dodatkowo uzasadnienie takiego podejścia zdaje się pozostawać w sprzeczności nie tylko z samą istotą podatku VAT wyrażoną w przepisach unijnych, ale także z regulacjami polskiej ustawy o podatku od towarów i usług.

Organy podatkowe traktują podmioty nieznajdujące się w rejestrze czynnych podatników podatku VAT jak podmioty nieistniejące w rozumieniu art. 88 ust. 3a pkt 1 lit. a ustawy o podatku VAT i na tej podstawie odmawiają zwrotu. Zgodnie z tym przepisem nie stanowią podstawy do obniżenia podatku należnego oraz zwrotu różnicy podatku lub zwrotu podatku naliczonego faktury i dokumenty celne, w przypadku gdy sprzedaż została udokumentowana fakturami lub fakturami korygującymi wystawionymi przez podmiot nieistniejący. Sam przepis nie budzi większych wątpliwości – dokonywanie płatności na rzecz podmiotów, które faktycznie nie istnieją, może być sposobem na wyłudzenie podatku. Czym innym jest jednak nieistnienie podmiotu (co samo w sobie wyklucza także możliwość dokonania z nim transakcji opodatkowanej) i faktyczne prowadzenie działalności gospodarczej i występowanie jako podatnik VAT, mimo że nie jest się ujętym w rejestrze VAT. Fiskus zdaje się tego nie zauważać i to niezależnie od tego, czy taka transakcja była związana z oszustwem podatkowym czy nie.

Jak to się ma do przepisów?

Opisana praktyka stoi w jawnej sprzeczności z regulacjami polskimi i unijnymi, które zostały, często nieudolnie, implementowane w polskiej ustawie o podatku od towarów i usług. Zgodnie z dyrektywą 2006/112, czyli tzw. dyrektywą VAT, z którą polskie regulacje nie mogą być sprzeczne, podatek VAT jest co do zasady neutralny dla przedsiębiorców, co oznacza, że nie ponoszą oni ekonomicznego ciężaru tego podatku. Podstawowym mechanizmem urzeczywistniającym tę zasadę jest umożliwienie odliczenia podatku lub, gdy nie jest to możliwe, uzyskania jego zwrotu. Prawo to co do zasady nie powinno być ograniczane przez niewypełnienie wymogów formalnych, choć nakładanie ich jest konieczne. Takie rozumienie przepisów także na gruncie polskiej ustawy powinno prowadzić do konkluzji, że dokonywanie transakcji z podmiotami niefigurującymi w rejestrze VAT, choć faktycznie działającymi w charakterze podatników tego podatku, nie powinno pozbawiać kontrahentów tych podmiotów prawa do odzyskania podatku. Podobną tezę wyraził Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w jednym z ostatnich wyroków.

Trybunał konsekwentnie po stronie podatników

Korzystne dla podatników rozstrzygnięcie omawianego zagadnienia znalazło się w wyroku TSUE z dnia 19 października 2017 r., sygn. C-101/16. We wskazanym orzeczeniu Trybunał rozważał, czy można odmawiać prawa do odliczenia podatku VAT z tego względu, że fakturę dokumentującą transakcję wystawił podmiot uznany przez organy danego państwa za podmiot nieaktywny, choć faktycznie prowadzący działalność. Problem był więc analogiczny do opisanego powyżej i sprowadzał się do rozważania, czy czysto formalne warunki prowadzenia działalności jako podatnik VAT przez sprzedającego mogą wpłynąć na prawo do odzyskania podatku przez jego kontrahenta. Trybunał nie miał wątpliwości, wskazując, że możliwość odzyskania podatku stanowi integralną część mechanizmu VAT i co do zasady nie podlega ograniczeniu.

Trybunał podkreślił wprawdzie, że zawsze konieczne jest spełnienie także formalnych wymogów, jednak tylko tych mających kluczowy charakter, w tym przede wszystkim posiadanie faktury dokumentującej transakcję i udowodnienie na tej podstawie spełnienia wymogów materialnych, które zawsze muszą być rozstrzygające (głównie dokonanie transakcji). Zgodnie z utrwaloną linią orzeczniczą TSUE, podzielaną także w omawianym wyroku, od podatnika nie można wymagać dokonania kompleksowej i dogłębnej weryfikacji kontrahenta, a można nakładać na niego jedynie obowiązek podjęcia działań, których racjonalnie można od niego oczekiwać, w celu upewnienia się, że nie bierze on udziału w przestępstwie wyłudzenia podatku. Tym samym nie można odmówić prawa do odliczenia lub zwrotu podatku w przypadku stwierdzenia, że dana transakcja została dokonana z podmiotem nieznajdującym się w rejestrze.

Przedstawione rozstrzygnięcie bez wątpienia powinno wpłynąć na podejście polskich organów podatkowych, które od początku 2017 r. dokonały już ponad 60 tys. wykreśleń podatników z rejestru VAT, i to bez zawiadamiania o tym podatnika, bądź uznały dany podmiot za nieaktywny. Stosowanie prawa zgodnie z orzeczeniami TSUE jest bowiem obowiązkiem polskich organów skarbowych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Założenie spółki na Ukrainie

Przepisy prawa ukraińskiego nie przewidują żadnych ograniczeń co do formy prowadzenia działalności gospodarczej przez cudzoziemców. Mienie, które zostało sprowadzone na Ukrainę jako aport do kapitału założycielskiego spółek, zwalnia się od cła wwozowego. Najbardziej popularnymi formami prowadzenia działalności gospodarczej na Ukrainie są spółka z ograniczoną odpowiedzialnością oraz przedsiębiorstwo prywatne. Wybór najodpowiedniejszej formy prowadzenia działalności zależy od rodzaju planowanej działalności gospodarczej, relacji z ukraińskimi wspólnikami, rozmiaru inwestycji i zakresu odpowiedzialności założyciela za zobowiązania przyszłej spółki.

Ukraina zajmuje 16. miejsce wśród odbiorców polskich towarów, a 22. wśród dostawców (dane na rok 2015). Kraj ten należy również do głównych obszarów ekspansji inwestycyjnej polskich firm poza Unią Europejską. Czynnikiem sprzyjającym dostępowi polskich firm do rynku ukraińskiego było przystąpienie Ukrainy do Światowej Organizacji Handlu, oznaczające obniżkę ceł na większość importowanych towarów.

Dla osób planujących rozpoczęcie działalności gospodarczej na Ukrainie duże znaczenie powinna mieć również łatwość nabywania nieruchomości. Z wyjątkiem działek pozostałych rodzajów gruntów (w tym przeznaczonych do prowadzenia działalności gospodarczej) – na dzień dzisiejszy na Ukrainie nie obowiązują żadne ograniczenia dotyczące obrotu nimi czy ich dzierżawy (maksymalny okres dzierżawy to 49 lat). Korzystne są też z pewnością ceny – mieszkania klasy „premium” kosztują średnio 27 989 UAH za metr kwadratowy (ok. 4 000 PLN). Średnia cena sprzedaży mieszkań w Kijowie na rynku wtórnym w 2014 r. wyniosła 22 140 UAH za metr kwadratowy (ok. 3 100 PLN).

Krótko o systemie podatkowym na Ukrainie

Warto mieć także na uwadze, że pomiędzy Polską a Ukrainą istnieje umowa o unikaniu podwójnego opodatkowania, co w przypadku osób fizycznych daje możliwość – przy spełnieniu określonych warunków formalnych przez polskich rezydentów – całkowitego zwolnienia z opodatkowania w Polsce dochodów uzyskiwanych na Ukrainie.

Podatek od towarów i usług PTU (VAT) w podstawowej stawce wynosi 20% (w Polsce 23%), a dla operacji eksportowych – 0%.

Podatek dochodowy od osób prawnych w podstawowej stawce wynosi 18% (w Polsce 19%), tak samo w przypadku podatku od osób fizycznych. Na dochody z akcji na prawach korporacyjnych (dywidend) nałożono stawkę podatku obniżoną do 5%.

Natomiast osoby prawne, których roczny dochód nie przekracza 5 mln UAH (ok. 170 000 EUR), mają prawo wyboru następujących stawek podatku jednolitego: w przypadku oddzielnej spłaty VAT – 3% od dochodu, w przypadku włączenia VAT do podatku jednolitego – 5% od dochodu.

Na Ukrainie występuje także składka na ubezpieczenie społeczne w celu zabezpieczenia funduszu emerytalnego. Jest ona opłacana przez pracodawcę na podstawie dochodów uzyskanych przez pracowników w wysokości 22%.

Warto mieć także na uwadze, że w związku z ostatnimi wydarzeniami obowiązuje dodatkowy podatek „wojenny”, w stawce 1,5% od osób fizycznych. Jest to oczywiście regulacja tymczasowa.

Ostatnie zmiany na Ukrainie optymistycznie nastawiają do prowadzenia biznesu w tym państwie, bo świadczą o jego otwarciu na wolną przedsiębiorczość. Mowa tu o likwidacji milicji podatkowej w 2016 r. oraz o przyjęciu 29 marca 2017 r. przez Gabinet Ministrów Ukrainy koncepcji reformy państwowej służby podatkowej, zgodnej z rekomendacjami Międzynarodowego Funduszu Walutowego, służby celnej i granicznej USA, Ministerstwa Finansów USA oraz Komisji Europejskiej.

Formy prowadzenia działalności na Ukrainie

Istnieją trzy podstawowe i najczęściej wybierane formy rozpoczęcia działalności gospodarczej na Ukrainie przez cudzoziemców:

  • założenie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (ТОВ/TOW) – Товариство з обмеженою відповідальністю),
  • otworzenie przedstawicielstwa przedsiębiorcy zagranicznego (Постійне представництво іноземної компанії – stałe przedstawicielstwo spółki zagranicznej),
  • założenie jednoosobowej działalności gospodarczej (ФОП/FOP) – Фізична особа-підприємець, czyli osoba fizyczna – przedsiębiorca), która może zostać założona tylko przez osobę posiadającą rezydencję podatkową na Ukrainie.

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością prawa ukraińskiego (TOW)

Zasady organizacji oraz funkcjonowania ukraińskiego TOW niczym nie różnią się od polskiej sp. z o.o. poza tym, że nie istnieje minimalna wartość kapitału zakładowego oraz konieczne jest w niej zatrudnienie dyrektora (odpowiednik prezesa zarządu).

Dyrektor przynajmniej na początku istnienia spółki musi być Ukraińcem. Cudzoziemcy mają prawo objąć to stanowisko, jednak wiąże się to z koniecznością uzyskania dla tej osoby zezwolenia na pracę i pobyt na Ukrainie, co nie jest możliwe, dopóki pracodawca takiej osoby (zakładana spółka) nie powstanie.

Proces rejestracji TOW od momentu przygotowania kompletu potrzebnych dokumentów do jej założenia (podanie nazwy firmy i wielkości kapitału zakładowego, adresu na Ukrainie, pod którym znajdować się będzie – faktycznie lub wirtualnie – tzw. adres prawny, czyli siedziba spółki) i złożenia stosownych wniosków do momentu rejestracji spółki nie powinien trwać dłużej niż 7 dni.

W maju 2017 r. Najwyższa Rada Ukrainy przyjęła ustawę likwidującą obowiązek rejestracji inwestycji zagranicznych oraz wnoszącą zmiany do procedury zatrudnienia i uzyskania pobytu tymczasowego obcokrajowców. Zniesiono tym samym obowiązek uprzedniego uzyskania przez pracowników zagranicznych zaświadczenia o niekaralności, a także przechodzenia badań lekarskich oraz psychiatrycznych. Dla niektórych kategorii pracowników wydłużono okres maksymalnego zatrudnienia z 1 roku do lat 5. Skrócono także termin rozpatrywania dokumentów na przedłużenie pozwolenia na pracę z 7 do 3 dni roboczych i przewidziano możliwość uzupełnienia dokumentów w trakcie jednego przeglądu.

Stałe przedstawicielstwo przedsiębiorcy zagranicznego

Stałe przedstawicielstwo przedsiębiorcy zagranicznego może prowadzić działalność wyłącznie w zakresie rodzajów działalności wyszczególnionych dla przedsiębiorstwa głównego, określonych na podstawie ukraińskiego odpowiednika kodów PKD – КВЕД (коди видів економічної діяльності – kody rodzajów działalności gospodarczej). Przedstawicielstwo może występować w formie niekomercyjnej (prowadzi działalność nie w celu zarobkowym) lub komercyjnej.

Założenie przedstawicielstwa wymaga więcej czasu (ok. 2 miesięcy) oraz nakładów finansowych (opłata za rejestrację takiego podmiotu wynosi aż 2 500 USD). Podobnie jak TOW, stałe przedstawicielstwo przedsiębiorcy zagranicznego posiada osobowość prawną. Jego podstawową zaletą i przewagą nad TOW jest możliwość zatrudniania cudzoziemców na terytorium Ukrainy bez konieczności uzyskania dla nich pozwoleń na pracę i pobyt. Istnieją również pewne ułatwienia w transferowaniu dochodów przedstawicielstwa do spółki, która powołała przedstawicielstwo na Ukrainie. Jeśli więc zależy nam na możliwości stosunkowo bezproblemowego zatrudniania własnych – np. polskich – pracowników w przedstawicielstwie na Ukrainie, to rozwiązanie wydaje się optymalne.

Zarówno TOW, jak i stałe przedstawicielstwo przedsiębiorcy zagranicznego podlegają na Ukrainie takim samym podatkom i składkom. Jednak pod niektórymi względami te dwie formy prowadzenia działalności różnią się od siebie. W większości sytuacji – ze względu na większą elastyczność, szybkość otwarcia oraz mniejsze wydatki związane z rozpoczęciem działalności – bardziej godną polecenia formą jest TOW. W pewnych przypadkach natomiast to przedstawicielstwo może być bardziej opłacalną i wygodniejszą alternatywą, szczególnie gdy szybkie rozpoczęcie działalności na Ukrainie nie jest priorytetem, za to przydatne będą ułatwienia w zatrudnianiu obcokrajowców.

Autorzy: Prawnik Maja Czarzasty-Zybert, radca prawny Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Jaki masz scoring?

Świąteczne wydatki stanowią dla większości Polaków duże obciążenie domowego budżetu – według szacunków Deloitte w tym roku statystyczna rodzina wyda na Boże Narodzenie 882 złote. Niemal co trzeci Polak poważnie zastanawia się nad źródłem sfinansowania świątecznych zakupów, wynika z raportu przygotowanego przez Intrum Justitia.

30 proc. spośród nas przyznaje, że musi pożyczyć pieniądze lub wykorzystać limit karty kredytowej, by móc kupić upominki na Boże Narodzenie. Natomiast z raportu PayPal wynika, iż prawie połowa Polaków odkłada ten obowiązek na ostatnią chwilę. Jak zatem stać się wiarygodnym dla banku za pięć dwunasta? Aby zwiększyć szansę otrzymania dodatkowej gotówki lub podwyższenia limitu na koncie tuż przed świętami, warto zainteresować się naszym scoringiem kredytowym.

Czym jest scoring kredytowy i co na niego wpływa?

Scoring to wynik analizy kredytowej klienta. Na podstawie wybranych informacji osobowych oraz danych majątkowych i finansowych system oceny ryzyka przypisuje każdemu potencjalnemu kredytobiorcy odpowiednią ilość punktów, na którą zasłużył – mówi Bartosz Wieczorek, Head of Strategy and Business Development w TogetherData, firmie zajmującej się analizą danych. – Scoring stosowany jest w najczęściej w przypadku wniosków dotyczących pożyczek gotówkowych czy kart kredytowych – gdy bank nie ma zasobów ani czasu, aby szczegółowo i indywidualnie sporządzić profil danego klienta.

Czy aktualizujesz dane bankowe?

W pierwszym krokiem wyliczania scoringu jest analiza podstawowych danych. Sprawdzany jest wiek, dochód, staż pracy, miejsce zamieszkania, wykształcenie, wysokość dochodów czy forma i rodzaj zatrudnienia. W tym przypadku warto się upewnić, czy na bieżąco informowaliśmy bank o zmianach. Zadbanie o aktualizację takich danych może się okazać atutem w przypadku pilnej świątecznej potrzeby.

Z naszych obserwacji wynika, iż większość potencjalnych kredytobiorców nie informuje banków o podstawowych zmianach swoich danych osobowych, zapominając, iż w procesie wyliczania scoringu każdy szczegół ma znaczenie. Przykładowo, systemy bankowe najwyżej punktują klientów w związkach małżeńskich czy też  pracujących na umowie o pracę – dodaje Bartosz Wieczorek.

Jaką masz historię kredytową?

Poza podstawowymi informacjami o klientach, banki sprawdzą także historię spłat zobowiązań z przeszłości. Przypomnijmy sobie, czy terminowo wywiązywaliśmy się ze wszystkich zobowiązań, jak chociażby kredytów zaciągniętych w przypadku zakupów ratalnych. Niezależnie od liczby posiadanych pożyczek, największe znaczenie ma ich regularne spłacanie. Dlatego warto o swoją historię kredytową zadbać jak najwcześniej.

Jak stoisz w  BIKu?

Wyliczenia scoringu biorą pod uwagę także dane z Biura Informacji Kredytowej, gdzie odnotowywane są wszystkie zaległości, również te związane z rachunkami za telefon, media czy nawet mandaty karne. W BIK możemy w dowolnej chwili wygenerować bezpłatny raport ukazujący dokładnie naszą historię kredytową. Pamiętajmy, iż w tym rejestrze odnotowywane są wszystkie składane wnioski kredytowe. Budując wiarygodność kredytową, unikajmy składania wniosków w kilku bankach na raz.  Usilne ubieganie się o pożyczkę może negatywnie wpłynąć na punktację i przyporządkować nas do grupy wysokiego ryzyka.

Oszczędności mile widziane

Pamiętajmy, iż przyznawane w procesie scoringu punkty sumują się. Może dojść do sytuacji, w której  mimo posiadania dochodów, które wystarczą do spłacenia raty, potencjalny kredytobiorca może nie zdobyć wymaganej liczby punktów klasyfikującej go do odpowiedniej grupy ryzyka. Liczą się najdrobniejsze szczegóły. Kalkulacja wiarygodności sprawdzi także nasze zachowanie wobec innych produktów bankowych. Bank upewni się czy mamy, bądź mieliśmy konta oszczędnościowe albo lokaty. Liczony będzie czas ich trwania oraz oczywiście odkładane na nich kwoty.

Wydatki pod lupą

Banki w bardzo zróżnicowany sposób podchodzą do analizy danych zdolności finansowej swoich klientów. Na ocenę mogą wpłynąć także nasze zachowania. W tym przypadku brane pod uwagę są wypłaty gotówki oraz ich częstotliwość. Nie bez znaczenia pozostają płatności kartą, które są analizowane na różnorodne sposoby.  Informacje o tym ile, gdzie i za co klienci płacą kartą pomagają bankom w tworzeniu profili osób, które otrzymały kredyty w przeszłości. Jeśli profil danego konsumenta jest zbliżony do osób, które terminowo spłacą swoje zobowiązania, to szansa na poprawę wyniku scoringowego rośnie.

Kto liczy scoring?

Dziś scoring bankowy w większości przypadków wyliczany jest przez analityków. Wskutek tego często czas oczekiwania na decyzję o przyznaniu kredytu bywa bardzo długi. W obliczu rosnących potrzeb konsumentów niezbędne staje się usprawnienie oraz podniesienie efektywności procesu oceny wiarygodności i możliwości kredytobiorcy. Nie wszystkie banki wdrożyły tego typu rozwiązania.

Dzięki wykorzystaniu zautomatyzowanej analityki bank może dobrze poznać przyszłego kredytobiorcę i stworzyć jego pełny obraz. Nie są to już wnioski wyciągane tylko na podstawie porównania do grupy podobnych klientów. W efekcie klient otrzymuje szybką decyzję kredytową, odpowiadającą jego faktycznym możliwościom finansowym. Zyskuje i bank, i klient. Dzięki temu nawet na kilka dni przed świętami można złożyć wniosek z dużą szansą na rozpatrzenie w tempie ekspresowym – dodaje Bartosz Wieczorek.

Bądź wiarygodny na ….Facebooku!

Firmy analityczne dostarczają bankom coraz więcej informacji, które pomagają usprawniać procedurę sprawdzania wiarygodności kredytowej. Coraz częściej brana jest pod uwagę także aktywność w mediach społecznościowych. Systemy czytają dane np. z profili na Facebooku. Nie chodzi tu jednak tylko o zdjęcia z wakacji, wypadów weekendowych czy wpisy i komentarze, dużą rolę odgrywa przynależność do grup, polubione strony, używane aplikacje, publiczne wypowiedzi oraz informacje o znajomych. Wyliczanie scoringu na podstawie analizy mediów społecznościowych może służyć weryfikacji, czy kredytobiorca oświadczył prawdę we wniosku kredytowym. Z drugiej strony jest dużym ułatwieniem dla osób nie posiadających historii kredytowej.

– Specjalistycznie przeanalizowane informacje z mediów społęcznościowych stanowią podstawę do stworzenia indywidualnego profilu klienta – tłumaczy Bartosz Wieczorek. Choć brzmi to nieprawdopodobnie – nasza aktywność w mediach społecznościowych może mieć decydujący wpływ na to, czy nawet bez udokumentowanej historii kredytowej dostaniemy pożyczkę nawet na krótko przed świętami

Warszawa – biurowy rynek przyszłości

Spektakularne obiekty, które powstają w Warszawie za kilka lat przyniosą miastu jedno z najnowocześniejszych zapleczy biurowych w Europie.

Postęp urbanistyczny, jaki dokonał się w Warszawie w ciągu ostatniej dekady widoczny jest na każdym kroku. Zasoby stołecznego rynku biurowego podwoiły się w tym czasie i przekroczyły poziom 5 mln mkw. powierzchni. Warszawskie biurowce pachną nowością, podczas gdy w Europie Zachodniej budynki liczą sobie po kilkadziesiąt lat. Dodatkowo, na inwestycje infrastrukturalne przeprowadzane w mieście idzie kilkakrotnie więcej środków publicznych niż na przykład w Budapeszcie, czy Bukareszcie. Specjaliści Walter Herz z dumą przyznają, że  miło jest obserwować w jak dużym tempie miasto się zmienia.

Zdaniem doradców, potrzeba jeszcze sporo czasu, żeby warszawski rynek osiągnął dojrzałość porównywalną do wiodących lokalizacji w Europie Zachodniej. Jednak dzięki szybkiemu rozwojowi Warszawa, która oferuje około 60 proc. nowoczesnych powierzchni biurowych dostępnych w naszym kraju, dogania inne miasta europejskie pod względem zasobów biurowych. Choć daleko jej jeszcze do takich miast jak Paryż, Londyn, Monachium i Berlin, plasuje się już na poziomie Amsterdamu, Barcelony, czy Aten.

Warszawa przyciąga największe, światowe firmy

Boom inwestycyjny, jaki możemy obserwować na warszawskim rynku nieruchomości jest szansą na przyciągnięcie do miasta największych światowych graczy. Międzynarodowe firmy deweloperskie, które od lat są obecne w na naszym rynku w ostatnim czasie wyraźnie zwiększyły swoją aktywność, wprowadzając do realizacji w Warszawie kolejne, duże projekty.

Jak obliczają analitycy Walter Herz, w aglomeracji jest teraz w budowie około 830 mkw. powierzchni biurowej. To wynik, jakiego miasto nigdy wcześniej nie notowało. Ale i zapotrzebowanie na warszawskie biura nigdy nie było tak duże. Chłonność rynku jest imponująca, czego dowodem jest spadający współczynnik pustostanów. Stolica Polski zaczyna zyskiwać uznanie największych światowych firm, co potwierdza ostatnia decyzja banku JP Morgan o przeniesieniu do niej części swoich operacji.

Przełomowy moment dla polskiego rynku

Eksperci Walter Herz zauważają, że mamy teraz okazję obserwować przełomowy moment w historii polskiego rynku i zmianę statusu Polski, która dotąd była na pograniczu rynków rozwijających się i rozwiniętych. Decyzją FTSE Russell, która ma być ogłoszona w przyszłym roku, nasz kraj awansuje w klasyfikacji do miana rynku rozwiniętego.

Odzwierciedleniem tej oceny jest jakość oferty warszawskiego rynku biurowego, na którym powstają obiekty wykorzystujące najlepsze, światowe rozwiązania architektoniczne. Nowe biurowce bazują na ekologicznych technologiach, zapewniających maksymalny komfort pracy, a deweloperzy prześcigają się w pomysłach by kolejnymi udogodnieniami wyróżnić swoje kompleksy. Warszawa tworzy potencjał, dzięki któremu za jakiś czas będzie mogła konkurować z najlepszymi lokalizacjami biurowymi w Europie.

Najwyższy budynek w UE

Specjaliści Walter Herz przypominają, że w centrum miasta trwa budowa projektu Varso, który przyniesie Warszawie najwyższy budynek w Unii Europejskiej. Varso Tower zajmie miejsce londyńskiego The Shard. Projekt obejmuje realizację kilku biurowców, które dostarczą prawie 150 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni. Duży udział inwestycji zakrojonych na szeroką skalę wśród obecnych warszawskich realizacji powoduje, że większość budynków, które są teraz w budowie zostanie ukończonych w latach 2019 – 2020.

Oddane ostatnio w Warszawie do użytku obiekty, jak  Warsaw Spire, Q22, Hala Koszyki, czy Złota 44 to projekty, którymi mogłoby się poszczycić każde miasto na świecie. Szczególnie ciekawą inwestycją, także ze względu na otoczenie jest Warsaw Spire, gdzie wraz z budynkami biurowymi powstał Plac Europejski, uznany przez polskich urbanistów za najlepszą, nową przestrzeń publiczną w Polsce.

Obiekty mixed-use

Większość najnowszych warszawskich projektów wpisuje się w zasady zrównoważonego rozwoju. Z korzyścią dla miasta deweloperzy realizują przemyślane inwestycje, tworząc jednocześnie nową, żywą tkankę miejską. Przy biurowcach tworzone są zielone tereny rekreacyjne, place miejskie, skwery i pasaże ze sklepami, gastronomią i usługami.

Znaczący udział w rynku mają już obiekty typu mixed-use, o charakterze biurowym, handlowym, hotelowym i coraz częściej także mieszkaniowym. Przykładem mogą być tu Złote Tarasy, gdzie galeria handlowa łączy się z biurami w budynkach Lumen i Skylight lub odrestaurowana Hala Koszyki, gdzie strefa gastronomiczna i handlowo-usługowa zintegrowana została z budynkami o funkcji biurowej. Podobną koncepcję przyjęły obiekty realizowane na bazie rewitalizacji historycznych zabudowań, jak praski Koneser, ArtNorblin, czy EC Powiśle.

Coraz atrakcyjniejsza oferta

W stronę zrównoważonego rozwoju ewoluuje również warszawski Służewiec, największy obszar biurowy w kraju, który oferuje ponad 1,3 mln mkw. biur, krytykowany dotąd za swój jednolity charakter. Deweloperzy prowadzą teraz na tym terenie także inwestycje mieszkaniowe i hotelowe. Jak informują specjaliści Walter Herz, w budowie jest tam teraz kilka osiedli mieszkaniowych i pięć obiektów hotelowych. W tym rejonie wyprowadzane są także zmiany w infrastrukturze drogowej i transporcie publicznym, które nie należały dotąd do mocnych stron tego ośrodka biznesowego.

Oferta warszawskiego rynku biurowego, jak podkreślają eksperci, jest dziś bardzo zróżnicowana. Poza biurami pod tradycyjny, długoterminowy wynajem, można w niej znaleźć w pełni wyposażone powierzchnie z obsługą administracyjną i techniczną, czyli biura serwisowane oraz wspierające rozwój młodych przedsiębiorców biura coworkingowe, jak również miejsca pracy wynajmowane na godziny.

Jak podają analitycy Walter Herz, na warszawskim rynku podaż biur serwisowanych sięga około 45 tys. mkw., a powierzchni coworkingowych dostępnych jest obecnie ponad 40 tys. mkw.  Deweloperzy starając się maksymalnie uelastycznić ofertę, wychodzą również z propozycjami, które łączą różne modele najmu.

Autor: Walter Herz

Emigracja zarobkowa Polaków – gdzie wyjechać?

Jedną z najpopularniejszych przyczyn migracji są pieniądze. Migracja ekonomiczna trwa z reguły kilka lat, dlatego warto celnie wybrać kierunek wyjazdowy. Oto co należy wziąć pod uwagę:Monster- płaca minimalna w UE

  1. Kierunek a jego popularność wśród Polaków
    Próbując znaleźć kierunek migracyjny, kraj do zamieszkania i zarabiania, bardzo często bierzemy pod uwagę miejsca, które są popularne wśród rodaków. Według GUS-u jest to: Wielka Brytania, w której w 2016 r. przebywało 788 tys. Polaków, Niemcy (687 tys.), Holandia (116 tys.), Irlandia (112 tys.) oraz Włochy (93 tys.). Czasem bardziej przekonują nas w kraje, w których Polonia nie jest tak silna. Do tej grupy należą: Cypr i Portugalia – w tych krajach mieszkało w minionym roku po tysiąc Polaków, Finlandia – 3 tys., Grecja – 8 tys., Czechy – 9 tys.

W krajach, w których jest więcej Polaków, można liczyć na to, że będą organizowane np. imprezy kultury polskiej, w sklepach znajdą się polskie produkty, a w miejscu pracy będzie można spotkać rodaków. Z kolei w miejscach, w których Polaków jest mniej, będziemy musieli dostosować się do miejscowego jedzenia, a w pracy najpewniej będziemy pracować z lokalnymi mieszkańcami. Warto przeanalizować, w którym z wariantów będziemy czuć się lepiej i wówczas wybrać kierunek migracyjny.

2. Oferty pracy
Przed wyjazdem należy sprawdzić stopę bezrobocia w danym kraju oraz ogólnie panujące nastroje społeczno-gospodarcze. Przeciętna stopa bezrobocia w 28 krajach UE w sierpniu br. według Eurostatu wyniosła 7,6 proc. Najwyższa była w Grecji – 21,2 proc, Hiszpanii – 17,2 proc., we Włoszech – 11,2 proc. Chorwacji – 10,9 proc. oraz na Cyprze – 10,7 proc. Najlepiej w unijnych statystykach wypadły Czechy, gdzie stopa bezrobocia wyniosła zaledwie 2,9 proc., Niemcy – 3,6 proc, Malta – 4,2 proc., Węgry oraz Wielka Brytania – po 4,3 proc.

Wysokie bezrobocie w danym kraju nie sprzyja zatrudnianiu cudzoziemców, chyba że reprezentują oni poszukiwane zawody m.in. wykwalifikowanych specjalistów. Tylko w takiej sytuacji taki kierunek wyjazdowy może być brany pod uwagę – podkreśla Joanna Żukowska, ekspertka serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl.

3. Język
Warto sprawdzić nie tylko, jaki język obowiązuje w danym państwie, ale i jakiego języka wymaga pracodawca. Może się okazać, że francuski pracodawca poszukuje pracownika ze znajomością języka angielskiego i dodatkowo oferuje szkolenia z języka francuskiego. Wówczas czas spędzony w innym kraju, może być okazją do zdobycia nowych kompetencji językowych.

  1. Wysokość płac w kierunek migracyjny
    Pieniądze to jedna z ważniejszych kwestii, jakie należy sprawdzić, zanim wybierzemy kierunek migracyjny. Przede wszystkim warto przejrzeć raporty płacowe dla danego państwa, ale też warto zbadać dany rynek poprzez rozmowy z osobami, które już pracowały w danej branży, na podobnym stanowisku. Wiedzę o płacach, umowach oraz zasadach opodatkowania w danym kraju mają polskie ambasady. W razie wątpliwości można skontaktować się z polskim urzędem lub organizacją. Wysokość potencjalnego wynagrodzenia na konkretnym stanowisku w danym kraju można sprawdzić również na międzynarodowym portalu porównującym zarobki – Paylab.com, którego częścią jest Pensjometr od MonsterPolska.

Według danych Eurostatu z lutego br. obecnie płacy minimalnej nie ma Dania, Włochy, Cypr, Austria, Finlandia oraz Szwecja – w sumie sześć państw unijnych. Pozostałe 22 kraje posiadają płace minimalne. I tak w państwach Europy Środkowo-Wschodniej obowiązuje płaca minimalna poniżej 500 euro miesięcznie. Najniższa jest w Bułgarii – w przeliczeniu wynosi 235 euro miesięcznie. Następnie są: Rumunia (275 euro), Łotwa i Litwa (po 380 euro), Czechy (407 euro), Węgry (412 euro), Chorwacja (433 euro), Słowacja (435 euro), a także Polska (453 euro) oraz Estonia (470 euro). Kolejna grupa krajów, gdzie płaca minimalna mieści się w przedziale od 500 do 1000 euro to państwa z południa Europy.  I tak: Portugalia (650 euro), Grecja (684 euro), Malta (736 euro), Hiszpania (826 euro), a także Słowenia (805 euro). W ostatniej grupie na północy i zachodzie Europy pensja minimalna wynosi ponad 1000 euro. Na tej liście jest Wielka Brytania (1397 euro), Francja (1480 euro), Niemcy (1498 euro), Belgia (1532 euro), Holandia (1552 euro), Irlandia (1563 euro) i Luksemburg (1999 euro). Bardzo często to właśnie pieniądze wyznaczają kierunek wyjazdu.

5. Koszty życia i zakwaterowanie
Wyjeżdżając za granicę musimy zrobić kalkulację zysków i wydatków. Wyliczenia należy zrobić uwzględniając przede wszystkim największe koszty, w tym wynajem, bilety komunikacji miejskiej, wyżywienie. Na tym etapie najlepiej porozmawiać z kimś, kto mieszka w danym kraju lub zajrzeć na blogi osób mieszkających za granicą.

6. Dostępność oferty edukacyjnej i naukowej
W momencie, w którym chcemy połączyć wyjazd za granicę z dokształcaniem, należy sprawdzić już w Polsce ofertę edukacyjną w danym mieście, do którego planujemy wyjechać – mówi Żukowska. Uczelnie lub szkoły językowe najlepiej znaleźć przez internet już na etapie planowania wyjazdu. Warto się z nimi skontaktować i zapytać o wymagane dokumenty, tłumaczenia, możliwość zdobycia stypendiów i czesne. Wiedząc wcześniej, co jest wymagane, można wykonać odpowiednie tłumaczenia dokumentów i wziąć je ze sobą – dodaje.

7. Docelowe miasto
Bardzo ważne jest także sprawdzenie miejscowości, w której mamy podjąć pracę i zamieszkać. Możemy mieć bowiem wyobrażenie o danym kraju, nawet mieć na koncie podróż do metropolii, ale nie odnajdziemy się w miejscowości, w której przyjdzie nam osiąść na jakiś czas. Szczególną wagę należy zwrócić na dobrą komunikację i dostęp do miejsc takich jak kawiarnie czy kino. Zwłaszcza w początkowym etapie pobytu za granicą chcemy poznać dane miejsce, stać się jego częścią, bywać.

  1. Pogoda
    Osoby, które są szczególnie drażliwe, jeśli chodzi o liczbę deszczowych dni w roku muszą szczególnie dobrze kierunek migracyjny. Nie każdy wytrzyma pobyt w krajach skandynawskich, gdzie ponure dni nie należą do wyjątków, a są normą. W takich sytuacjach warto szukać w cieplejszych rejonach Europy, nawet kosztem niższych zarobków.
  2. Obecność znajomych i bliskich
    Łatwiej zadomowić się w kraju, w którym mieszka już ktoś z naszej rodziny lub bliskich znajomych. To szczególnie dobry początek, jeśli wyjeżdżamy „w ciemno”, czyli nie mając gwarancji stałej pracy. Dzięki wsparciu łatwiej będzie znieść poczucie obcości, tęsknotę za pozostawionym domem i bliskimi w kraju.

    10. Koszty połączeń do Polski
    Lecąc na „koniec świata”, musimy liczyć się z tym, że nieprędko będziemy mogli odwiedzić Polskę. Dlatego osoby, które chciałyby mieć poczucie, że w razie potrzeby, mogą kupić tani bilet i wsiąść do samolotu, powinny wybrać kierunek z ekonomicznymi połączeniami do Polski. Ten z powodu błahy czynnik jest bardzo ważny, gdyż wpływa na poczucie bezpieczeństwa oraz naszą psychikę. Dobre nastawienie może decydować o jakości całego zagranicznego wyjazdu.

Sztuczna inteligencja zmieni rynek contact center?

Firmy dokładają wielu starań, by ich contact center funkcjonowały lepiej, jednak mimo postępu technologicznego wciąż borykają się z licznymi problemami. Telefony w nieodpowiednim momencie, konsultanci, z którymi ciężko znaleźć wspólny język i nietrafione oferty to, tylko wycinek branżowych bolączek. Receptą na poprawę sytuacji mają być rozwiązanie oparte o zaawansowaną analitykę danych i uczenie maszynowe.

Michał pracuje w korporacji i niebawem planuje wyjechać z dziewczyną na długo wyczekiwany urlop. Po kilku dniach surfowania po internetowych stronach biur podróży zdecydował się w końcu na 10 dniowy pobyt w pięciogwiazdkowym hotelu na Krecie. Dzień po sfinalizowaniu transakcji zadzwonił telefon. Michał znał już ten numer. To natrętny telemarketer, który zawsze dzwoni w godzinach pracy i to w najmniej odpowiednich momentach. Tym razem jednak postanowił odebrać i ze zdziwieniem dowiedział się, że zamiast oferty garnków, konsultant contact center zaproponował mu ubezpieczenie turystyczne. Rozmowa nie trwała długi i jak można było przypuszczać, była produktywna dla obu stron.

Magia Big Data

Ten przykład pokazuje w jaki sposób analiza dużych zbiorów informacji przekłada się na biznes i doświadczenia klienta. Contact Center skorzystało z analityki Big Data i wzbogacenia własnego systemu CRM gromadzącego dane o klientach, o zewnętrzne informacje pozwalające na dokładną identyfikację zainteresowań danej osoby. –  W sieci internauci pozostawiają po sobie mnóstwo cyfrowych śladów, które można przekuć na użyteczną wiedzę dotyczącą decyzji zakupowych, tym samym znacząco zwiększając szanse na sprzedaż i poprawę obsługi klienta. Dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji możemy analizować gelolokalizację, zainteresowania użytkowników sieci, przyjrzeć się zainstalowanym przez nich aplikacjom oraz analizować tysiące innych zmiennych. To wszystko pozwala stworzyć wiarygodny profil klienta i monetyzować informacje  – zauważa Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies, notowanej na NewConnect spółki, która jest operatorem jednej z największych hurtowni danych zbierającej informacje o zainteresowaniach internautów. Globalnie przetwarza już 9 mld anonimowych profili internautów korzystających zarówno z urządzeń mobilnych, jak i desktopów. Wzbogacaniu systemów wspierających zarządzanie w contact center o zewnętrzne dane o internautach otwiera przed telemarketerami i pracownikami infolinii nowe możliwości, dając im dostęp do niezwykle użytecznej i dotychczas nieosiągalnej wiedzy. Jeśli pracujący przy projekcie badacze danych skutecznie powiążą je ze zgromadzonymi w systemie wewnętrznymi zbiorami cyfrowych informacjami, błyskawiczna reakcja na potrzeby klienta stanie się standardem, tak samo, jak wyodrębnianie grupy docelowej na podstawie profili behawioralnych konsumentów.

– Dzięki analizie danych można dojść do bardzo ciekawych wniosków, zwiększając poziom satysfakcji klientów contact center. Można np. nie tylko zidentyfikować ich zainteresowania, to czego aktualnie szukają, ale także określić czas, w którym najlepiej zadzwonić do danej osoby. Korzystając z analizy z mediów społecznościowych, można prognozować zwiększenie ruchu telefonicznego czy zidentyfikować tematy, z którymi mogą dzwonić klienci – zwraca uwagę Paweł Pierścionek, Chief Technology Officer w Cludo, firmie dostarczającej zaawansowane rozwiązania chmurowe wspierające zarządzanie contact center.

Wybór profilu

Profilowanie behawioralne to znana praktyka o szerokim zastosowaniu. Stosuje się ją np. w kryminalistyce, reklamie internetowej i marketingu. Na podstawie takich profili największe portale randkowe parują użytkowników, wykorzystując do tego wprowadzone przez nich informacje i zaawansowane algorytmy. Podstawą takiej pracy są dane, a im jest ich więcej, tym lepiej. Właśnie w tę stronę zmierza branża call center. – Dzięki danym i ich analizie, profilowanie klientów odbywać się będzie w czasie rzeczywistym i rzadkością będzie sytuacja, w której konsultant call center zadzwoni z propozycją pożyczki do osoby z milionami na koncie. Profilowanie będzie odbywało się na podstawie algorytmu uczenia maszynowego, co oznacza, że system będzie się ciągle rozwijał i zwiększał swoje umiejętności. Algorytm zajmie się segmentacją i oceni prawdopodobieństwo odpowiedzi na daną ofertę – twierdzi Piotr Prajsnar. Jego zdaniem, na podstawie indywidualnej historii klienta będzie można określić, z jakim prawdopodobieństwem przystanie on na ofertę, zrezygnuje z usługi lub przejdzie do konkurencji. – Mówimy tu o technologii, która pomoże przygotować szytą na miarę ofertę i określić odpowiedni moment na kontakt z klientem. Fantazja? Wbrew pozorom wcale nie. Z takich możliwości contact center korzystają już dziś – dodaje prezes zarządu Cloud Technologies.

Czar sztucznej inteligencji

Big Data w contact center to nie tylko precyzyjne targetowanie i pogłębiona wiedza o życiu klientów. Nowoczesne narzędzia oparte o analitykę danych i sztuczną inteligencję znajdują coraz szersze zastosowanie w biznesie, o czym na własnej skórze przekonała się firma Dialog Direct, która w amerykańskim miasteczku Grand Rapids w stanie Michigan otworzyła nową placówkę call center i w ciągu miesiąca potrzebowała zatrudnić 140 telemarketerów. Dla działu HR takie wyzwanie to prawdziwe piekło. Dotychczas, by zrekrutować jedną osobę, przy dobrych wiatrach, zespół potrzebował minimum dwóch roboczogodzin. Rekrutacja ponad 140 nowych pracowników zajęłaby mu co najmniej dwanaście 24 godzinnych dni pracy. W tak krótkim czasie wykonanie narzuconego przez zarząd zadania było niemożliwe do zrealizowania. Szukając rozwiązania, które pomogłoby firmie wyjść z impasu, Jack Wilkie, Chief Marketing Officer, dowiedział się o działającej w chmurze obliczeniowej platformie do optymalizacji HR, która wykorzystując analitykę Big Data skracała proces rekrutacji o 75 proc. Jak to możliwe? Kandydaci zainteresowani pracą w nowej placówce Grand Rapids musieli nie tylko wypełnić szczegółową ankietę online, lecz również aktywnie uczestniczyć w symulowanej rozmowie, mającej sprawdzić ich naturalne predyspozycje do pracy na stanowisku telemarketera. Korzystający z analityki predyktywnej system automatycznie analizował nagrania wraz z danymi z elektronicznej ankiety, a następnie oznaczał najlepiej rokujących aplikantów kolorem zielonym, problematycznych – żółtym, a tych, którzy nie spełniali wymaganych kryteriów – czerwonym. Nowa metoda rekrutacji okazała się strzałem w dziesiątkę. – To pozwoliło nam oszczędzić 45 minut w procesie rekrutacji pojedynczego pracownika – przyznaje Wilkie.

Zaawansowane algorytmy mogą pomóc call center osiągać lepsze wyniki również poprzez przemyślane przydzielenie konsultantów do konsumentów. Istotną rolę odgrywa tu nie tylko typ osobowości, lecz również wiek, płeć i pochodzenie rozmówcy. Z badań przeprowadzonych przez Software Advice na terenie Stanów Zjednoczonych wynika, że aż 67 proc. osób w wieku przekraczającym 65 lat preferuje rozmowę z konsultantem wysławiającym się w sposób powolny. Taki stan rzeczy wydaje się w miarę oczywisty, jednak pozostałe wyniki mogą stanowić spore zaskoczenie. Okazuje się bowiem, że 24 proc. mieszkańców miast preferuje rozmowę z telemarketerem w swoim własnym wieku, podczas gdy zaledwie 10 proc. mieszkańców wsi uważa, że jest to istotne. Ważną rolę odgrywa również pochodzenie rozmówcy. 78 proc. ankietowanych w wieku 55 – 64 preferuje kontakt z telemarketerem o tej samej narodowości, natomiast procent osób w przedziale wiekowym 18 – 24 o takiej inklinacji wyniósł 48. Nowoczesne systemy do zarządzania contact center winny brać pod uwagę tego typu badania i za sprawą uczenia maszynowego prowadzić własne analizy, pozwalające na inteligentne parowanie konsultantów z konsumentami.

Jak na Tinderze

Xerox opublikował raport: „Stan obsługi klienta w 2015 r.”, w którym pojawiły się ciekawe dane. Otóż ponad połowa (54%) ankietowanych zadeklarowała, że jest gotowa zapłacić więcej za produkt, w zamian za lepszą obsługę klienta oferowaną przez wybierane marki. Dziś firmy muszą usprawniać doświadczenia klienta w każdym punkcie styku i robić to z wyprzedzeniem. Dlatego operatorzy contact center będą dążyć do jak najlepszej identyfikacji klientów, ich potrzeb oraz preferencji. – System teleinformatyczny w nowoczesnym centrum będzie znacznie więcej mówił konsultantowi o kliencie niż robi to dziś. A zacznie się to już od pierwszego słowa klienta, dzięki analizie mowy, która nie tylko pozwoli zidentyfikować dzwoniącego, ale też określić jego nastrój, poziom zainteresowania ofertą i nastawienie do rozmowy. Do klienta i jego potrzeb dopasowany będzie również pracownik – jego umiejętności i kwalifikacje. Obrazowo mówiąc, będzie to podobne do matchowania par znanego z aplikacji randkowych – uważa Paweł Pierścionek.

Zobacz co nas czeka w 2018 roku na rynku srebra

Powoli kończy się 2017 rok, który dla metali szlachetnych nie był tak samo udany jak 2016 rok. Wręcz można powiedzieć, że bieżący rok kalendarzowy na rynku metali szlachetnych był jedną wielką konsolidacją. Niemniej jednak 2018 może sporo namieszać, a najciekawiej pod tym względem wygląda rynek srebra.

Popyt i podaż

W krótkim terminie wycena aktywów opiera się na emocjach niż fundamentach. Z tego też względu na rynku powstają bańki spekulacyjne, a niektóre aktywa są niedowartościowane. Niewątpliwie obecna cena srebra znajduje się na bardzo ciekawym poziomie, która doprowadziła do nierównowagi pomiędzy popytem i podażą.

Silver surplus/deficit

Powyższa grafika przedstawia notowania srebra (linia pomarańczowa) na tle nadwyżki/deficytu metalu szlachetnego. Od 1990 do 2000 roku cena srebra poruszała się w szerokiej konsolidacji, mieliśmy także większą podaż surowca od popytu. Sytuacja zmieniła się z nadejściem 2000 roku, w którym mieliśmy duży popyt technologiczny oraz inwestycyjny (odpowiedź na globalny kryzys, negatywne stopy procentowe). Przez kilka kolejnych lat doświadczyliśmy potężnego deficytu srebra, natomiast cena i tak znalazła się w trendzie spadkowym. Kontra przyszła w 2004 roku, cena srebra przez kilka lat wzrosła do 50 USD za uncję. W tym okresie mieliśmy dwa lata nadwyżki dzięki recyklingowi. Od tamtej pory konsumujemy więcej srebra niż produkujemy.

Reasumując, utrzymanie dotychczasowej sytuacji w najbliższym czasie prawdopodobnie doprowadzi do zwyżki notowań tegoż metalu szlachetnego.

Najbliższe miesiące na silver

Od 1999 roku pierwsze dwa miesiące dla rynku srebra można było uznać za bardzo dobre. Średnio w styczniu oraz lutym przez 18 ostatnich lat srebro dawało stopę zwrotu na poziomie 3.62 oraz 3.78 procenta. Dodatkowo z 18 badanych miesięcy zarówno w styczniu oraz lutym 12 zakończyło się na dodatniej stopie zwrotu.

sezeonowosc mapa silver

Źródło: Bloomberg

Ponadto spoglądając na aktualne zaangażowanie podmiotów finansowych zarabiających na spekulacji mamy większe prawdopodobieństwo iż pierwszy kwartał 2018 roku zostanie zakończony na dodatniej stopie zwrotu.

cftc

Źródło: Bloomberg

Białą linią zaznaczono ilość pozycji netto na rynku kontraktów terminowych utrzymywanych przez pomioty niekomercyjne na tle notowań srebra (linia żółta). Pozycje netto znalazły się na bardzo niskim poziomie, gdzie przeważnie dochodziło do mocnego odwrócenia sytuacji na tym rynku.

Srebro – analiza techniczna

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Notowania srebra, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Spoglądając na wykres tygodniowy sytuacja jest zgodna i wspiera prawdopodobieństwo zatrzymania trendu spadkowego. Notowania spadły na bardzo silne wsparcie 15.5-16.0 USD za uncję. Jest to już trzeci test tej strefy, każde przebicie kończyło się fiaskiem i mocnymi wzrostami. Tym razem prawdopodobnie będzie tak samo. Gdyby kupującym udało się obronić strefę, to kurs zmierzałby w okolicę 17.3 USD, po której mógłby po raz kolejny odwiedzić rejon 18 USD za uncję.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Czego życzą sobie pracownicy w nowym roku? Ponad połowa zmiany pracy

Grudzień co roku skłania do podejmowania postanowień noworocznych. Jak wynika z najnowszego badania Pracuj.pl, ponad 60% badanych chciałoby w nowym roku zmienić pracę, inni planują porozmawiać z szefem o podniesieniu wynagrodzenia. O jakich jeszcze zmianach zawodowych marzą Polacy?

Zmiana pracy, rozwój kompetencji, podwyżka, awans – tak przedstawiają się najczęstsze plany Polaków związane z nowym rokiem. Użytkownicy Pracuj.pl przepytani w grudniu przedstawili swój zawodowy pomysł na siebie – na nadchodzący 2018 rok.

Zawodowe postanowienia noworoczneJak wynika z badania Pracuj.pl, największa liczba ankietowanych – bo aż ponad 62% osób – stawia sobie za cel zmianę pracy. Na drugim miejscu wśród postanowień noworocznych uplasowała się chęć ukończenia kursów bądź szkoleń poszerzających kompetencje zawodowe (ponad 37% osób). Badani chcieliby również przebranżowić się, a także porozmawiać z przełożonym o awansie. Tylko niewiele ponad 10% ankietowanych nie ma w planach żadnej zmiany zawodowej.

Koniec roku to czas podsumowań oraz stawiania sobie nowych celów i wyzwań na nadchodzący rok. Wiele osób, za zawodowy cel kładzie sobie ciągły rozwój oraz poszerzanie kompetencji – zarówno tych zawodowych, jak i językowych (poprzez chęć biegłości w języku obcym czy zamiar uczenia się zupełnie nowych języków). Jak pokazuje badanie Pracuj.pl, pracownicy chcą podnosić kwalifikacje poprzez dodatkowe kursy i szkolenia. Mają świadomość, że dodatkowa wiedza buduje ich przewagę na rynku pracy, jest podstawą do otrzymywania wyższego wynagrodzenia czy drogą do awansu – Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Manager w Grupie Pracuj.

Zmiana pracy – ale tylko w  marzeniach?

Wnioski z badania CBOS, przeprowadzonego w 2016 roku wskazują, że postanowienia noworoczne czyni ponad połowa Polaków, a dotyczą one przede wszystkim zdrowia i trybu życia oraz zmian w obszarze zawodowym. Z przywołanego badania wynika również, że co prawda połowa Polaków podejmuje jakieś postanowienia noworoczne, jednak zaledwie 10% z tej grupy rzeczywiście je realizuje. Można się zastanowić, jak na tym tle wygląda postanowienie związane ze zmianą pracy? Czy deklaracja przekłada się na działania? Badanie Pracuj.pl Czy pieniądze szczęścia nie dają? wskazuje, że 88% pracujących Polaków nie szuka aktywnie pracy. Jak zatem ma się postanowienie o znalezieniu pracy do tego, że nie podejmuje się wysiłku, by ją znaleźć?

Mimo wielu możliwości, jakie oferuje nam dzisiejszy rynek pracy, nadal reprezentujemy dość bierną postawę wobec zmiany zatrudnienia. Nie wystarczy pomyśleć czy nawet „postanowić”, że tę pracę zmienimy. Należy wdrożyć plan w życie i zacząć działać. Przejrzeć oferty, zrewidować swoje CV i wreszcie wysłać dokumenty na wybrane ogłoszenia – Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Manager w Grupie Pracuj

Postanowienie o zmianie pracy warto realizować małymi kroczkami. Dokładna analiza rynku pracy pozwala na określenie, czy istnieją obszary, w których możemy zwiększyć swe kompetencje. Przestudiowanie ogłoszeń o pracę w specjalizacji, która nas interesuje, da nam obraz tego, czy nie warto pomyśleć o dodatkowych kursach czy szkoleniach, które dadzą nam przewagę nad konkurentami. Warto także spojrzeć krytycznie na swoje CV, dać je do przeczytania komuś zaufanemu, tak, by uzyskać także zewnętrzną opinię na temat tego, co w nim zawarliśmy. A na koniec należy zacząć wysyłać dokumenty aplikacyjne – bo bez tego postanowienie o znalezieniu nowej pracy nie ma szans powodzenia.

Plan na nowy rok – podwyżka

Rozmowy o podwyżce nie należą do najłatwiejszych, szczególnie, jeżeli nie zna się zasad i warunków na jakich są one w firmie przyznawane.

Pracownicy często zapominają zapytać o kwestię podwyżek na etapie rozmowy o pracę. Tymczasem warto ustalić, jaki system podnoszenia pensji obowiązuje w danej firmie – czy podwyżki przyznaje się w określonych przedziałach czasowych, jakich kwot można się spodziewać i co decyduje o podwyżkach: uznanie szefa, spełnienie jasno określonych celów okresowych, a może wyniki finansowe firmy – Maciej Bąk, Ekspert Ds. Raportów Wynagrodzeń w Grupie Pracuj

A jak wynika z badania Pracuj.pl Czy pieniądze szczęścia nie dają?, blisko 40% pracujących Polaków w przeszłości ubiegało się o podwyżkę, ale jej nie otrzymało. Co więcej – istnieje, co prawda niewielka, grupa pracowników, która podwyżki nie dostała nigdy – tak zadeklarowało 13% badanych.

Do rozmowy o podwyżce trzeba się dobrze przygotować. Idąc do przełożonego musimy wiedzieć na czym nam zależy i jaką wartość dodaną dajemy firmie w zamian. Na pewno pomocna będzie lista sukcesów, które odnieśliśmy sami czy kierowany przez nas zespół. Możemy też wskazać na nowe obowiązki, które zostały nam przydzielone w trakcie pracy w danej firmie. Często się zdarza, że w trakcie pracy, niejako „naturalnie” przybywa nam obowiązków, jednak nie idzie za tym gratyfikacja finansowa. Dlatego warto zebrać wszystkie nasze obowiązki na jedną listę i pokazać to przełożonemu, może się okazać, że nie miał on świadomości, jak bardzo ewaluował zakres naszych obowiązków, a co za tym idzie kompetencji. Argumentem za podniesieniem wynagrodzenia jest także, po prostu, staż pracy. W instytucjach budżetowych podwyżka związana z tzw. wysługą lat jest oczywista, jednak także w innych firmach warto wskazać na nasz staż pracy i związaną z tym lojalność wobec firmy. – Konstancja Zyzik, Talent Acquisition Manager w Grupie Pracuj

Niemal każdy cel można zrealizować. Jednak wymaga to planu i konsekwencji. Podobnie jest z planami noworocznymi. Warto postanowić sobie jeden konkretny. Zaplanować co nam jest potrzebne do jego realizacji i systematycznie wprowadzać go w życie. Zmiana pracy, podwyżka czy nawet przebranżowienie się – to plany realne do zrealizowania przy odpowiedniej strategii.

*Badanie „Czy pieniądze szczęścia nie dają” zrealizowane przez Kantar TNS na zlecenie Pracuj.pl, N=1001, wrzesień 2017
*Badanie na użytkownikach Pracuj.pl przeprowadzone przez Pracuj.pl, N= 2339, grudzień 2017

 

Obniżki podatków w USA. Dobre dane z Polski

Zmiana systemu podatkowego jest już coraz bliżej podpisu prezydenta. Sprzedaż detaliczna w Polsce pozytywnie zaskoczyła inwestorów. Węgrzy zgodnie z oczekiwaniami nie zmienili stóp procentowych.

Reforma podatkowa w USA

Od dawna zapowiadana przez administrację Donalda Trumpa reforma podatków przeszła przez Kongres, a wczoraj przez Senat. Jest tylko jeden, ale za to istotny problem. Wersja, nad którą głosował senat, nie była dokładnie tą samą, nad którą głosował Kongres. W rezultacie ponieważ dokonano poprawek ustawa wraca jeszcze raz do izby niższej zanim będzie mogła trafić do podpisania przez prezydenta. Co realnie się zmienia? Przede wszystkim podatek od przedsiębiorstw oraz stawki i progi w podatku PIT. W założeniach ma to oczywiście pomóc zwiększyć klasę średnią. Wielu analityków zwraca jednak uwagę, że głównym efektem będzie to, że już bogaci będą jeszcze bogatsi. Dla rynków z jednej strony jest to dobra wiadomość, gdyż to najbogatsi amerykanie głównie inwestują swoje nadwyżki. Z drugiej strony to wzrost zadłużenia w skali 10 lat o dodatkowe 1,5 biliona dolarów z powodu ulg. By lepiej przedstawić tą kwotą, jest to 7,5% całkowitego obecnego zadłużenia. W przypadku obniżki podatków oczywiście politycy liczą na korzystne wpływy dla gospodarki. Pytanie tylko czy pokryją one tą stratę i w jakim stopniu. Inwestorzy są najwyraźniej sceptyczni, gdyż po ogłoszeniu wycofują się z dolara.

Dobre dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy odczyt zarówno produkcji przemysłowej jak i sprzedaży detalicznej dla naszego kraju. Produkcja przemysłowa rośnie o 9,1% i jest to 0,1% powyżej oczekiwań. Sprzedaż detaliczna wzrosła z kolei o 10,2% czy aż 2,7% więcej niż oczekiwano. Są to kolejne dobre dane z Polski. To między innymi dzięki nim wczoraj momentami oglądaliśmy złotego poniżej granicy 4,20 zł.

Stopy procentowe na Węgrzech bez zmian

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Bank Węgier nie zmienił stóp procentowych. Utrzymały one zatem dotychczasowy poziom 0,9%. Reakcja rynków była niemalże żadna, co potwierdza, że inwestorzy oczekiwali tego scenariusza. Kraj ten podobnie jak Polska czeka na rozpoczęcie procesu normalizacji polityki pieniężnej w strefie euro. Nie chce sam rozpoczynać podwyżek by nie umacniać nadmiernie waluty oraz nie podnosząc cen kredytowania.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg. CBI,
  • 16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym,
  • 22:45 – Nowa Zelandia – PKB.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Sztuczna inteligencja, cyfrowe bliźniaki, automatyzacja procesów biznesowych – co przyniesie branża IT w 2018

Magdalena Art - Altimi Software House
Magdalena Art – Altimi Software House

Koniec roku to doskonały czas dla podsumowań. Jednak zamiast skupiać się na tym, co minione, warto pomyśleć o przyszłości. Dotyczy to w szczególności branży IT, która charakteryzuje się wysoką dynamiką zmian, a jej osiągniecia mają dalekosiężny wpływ, w tym na globalny biznes czy światową gospodarkę. Oto 5 trendów technologicznych, co do których eksperci są przekonani, że w 2018 roku przyniosą ogromne zmiany na wielu rynkach.

Technologie przyszłości

Disruptive Innovations – tym określeniem opisuje się najwyższą formę innowacyjności, o wpływie tak wielkim, że niejednokrotnie może powodować niszczenie całych sektorów biznesu, przy jednoczesnym tworzeniu nowych. Termin ten używany jest przez ekspertów także w kontekście nowych technologii, które w najbliższych latach mogą przynieść duże zmiany dla wielu branż.

Jeszcze do niedawna takie pojęcie jak Internet of Things uznawane było za iluzję rodem z powieści Lema. Jednak ostatnie lata pokazały, że to nowa rzeczywistość, także dla świata biznesu. Dlatego warto śledzić wszelkie prognozy dotyczące trendów i wpływu osiągnięć technologicznych na dany rynek. Może bowiem okazać się, że firmy, które w odpowiednim momencie nie zdecydują się na implementację tzw. technologii przyszłości, mogą za chwilę zostać w tyle. Dotyczy to w szczególności tych branż, w których innowacja ma ogromne znaczenie – mówi Magdalena Art, ekspert w firmie Altimi, która za instytutem badawczym Gartnera wskazuje na 5 najważniejszych trendów technologicznych nadchodzących miesięcy.

„I” jak INTELIGENCJA

To kluczowe słowo opisujące najważniejsze kierunki, w których zmierza technologia i nowoczesne oprogramowanie. Mamy tu i sztuczną inteligencję, i aplikacje inteligentne, jak również inteligentne urządzenia. Pierwsza z nich budzi najwięcej obaw, a nawet kontrowersji. Ale spokojnie – nie chodzi tu o humanoidalne roboty z obywatelstwem danego kraju. Raczej o fundamenty systemów, które użytkownikom pomogą pojąć decyzję, a organizacjom usprawnić takie obszary, jak obsługa klienta, zarządzanie kampanią reklamową, a nawet łańcuchem dostaw – podkreśla ekspert firmy Altimi.

Przyszłość technologii to także inteligentne aplikacje, które już teraz są w stanie zautomatyzować procesy wykonywane na co dzień przez pracowników. Dotyczy to takich procesów jak działania new business, rekrutacja czy analityka finansów i optymalizacja kosztów. Według instytutu Gartnera, do roku 2020 85% interakcji zachodzących pomiędzy konsumentami a obsługą klienta będzie bazowało na sztucznej inteligencji. Rosnącą rolę odegra także sama analityka, na co wskazuje Forrester – amerykańska firma specjalizująca się w analizach rynkowych. Zdaniem ekspertów do 2020 r. analitykę danych wykorzystywać będzie już 90% globalnych instytucji – dodaje Magdalena Art.

W najbliższych miesiącach możemy spodziewać się także rosnącej roli urządzeń elektronicznych, które dzięki sztucznej inteligencji będą działać w sposób dużo bardziej zaawansowany. Chodzi tu o urządzenia wykorzystujące technologię IoT, zdolne do komunikacji między sobą, a także do samodoskonalenia.

Wirtualny model rzeczywistości

Podstaw tego trendu należy doszukiwać się w latach 70-tych, kiedy to pracownicy centrum kontroli misji Apollo 13, dzięki symulacjom zarządzania systemami statku kosmicznego, mogli przekazywać astronautom przetestowane na „cyfrowym bliźniaku” instrukcje postępowania.

Obecnie technologia ta może wspomagać procesy projektowania i rozwoju w różnych branżach. Dotyczy to w szczególności tych obszarów, gdzie konieczne jest przedstawienie w pełni określonego projektu, a następnie upewnienie się, że produkt będzie działał w zamierzony sposób. Prosty model statyczny nie jest w stanie zgromadzić wystarczającej liczby informacji do przeprowadzenia tego rodzaju analizy. W obszarze biznesu cyfrowe bliźniaki stały się już rzeczywistością.

Platformy komunikacyjne

Rosnące zainteresowanie platformami do zarządzania komunikacją pozwala przewidzieć, że w najbliższych latach interfejsy umożliwiające interakcję użytkownika i oprogramowania staną się dla firm nadrzędnym celem projektowym aplikacji. Inteligentne platformy z możliwością analizy głosu i samodzielnego uczenia – to zdaniem Gartnera przyszłość komunikacji.

Bez względu na to, co przyniesie przyszłość, znajomość nowych technologii oraz nadchodzących trendów w branży IT to potencjał, a także „być albo nie być” dla wielu firm, bez względu na obszar i zasięg działalności.

Co Facebook dał branży marketingowej w 2017 roku?

W kończącym się roku Facebook wprowadził tyle ciekawych, lepszych i gorszych zmian, że można byłoby napisać o nich książkę. Warto jednak skupić się na kilku trendach, które z pewnością są najbardziej istotne z punktu widzenia marketerów i dają im szeroką perspektywę.

Zacznę od najważniejszego aspektu, którym są niewątpliwie ludzie, odbiorcy komunikacji marketingowej. Facebook w 2017 dał branży marketingowej właśnie ich – a konkretnie dwa miliardy, ściśle skategoryzowanych i posegmentowanych odbiorców, ale to dopiero początek.

Mark Zuckerberg i jego zespół zadbał nie tylko o przyrost nowych użytkowników, ale też o to, aby mogli oni korzystać z coraz bardziej nowoczesnych rozwiązań i być z Facebookiem przez cały czas. Równie dobrze można powiedzieć, że ci nowi użytkownicy przyszli właśnie ze względu na ten nieustanny rozwój. Oto kilka najważniejszych zmian, na które warto zwrócić szczególną uwagę:

Wideo

Serwis dokonał wiele zmian w obszarze wideo, chcąc ewidentnie dogonić innego giganta, a mianowicie Youtube. Jakie największe zmiany przeszło wideo na Facebooku?

1.Streaming z desktopu – jest to moim zdaniem najważniejsza zmiana dotycząca wideo. Transmisje live swoją popularność zaczęły zdobywać już w roku 2016. Jednak na początku 2017 roku, Facebook rozszerzył tę opcję wprowadzając możliwość prowadzenia transmisji na żywo z poziomu desktopu bez dodatkowych narzędzi. To kolejny, poważny krok w kierunku zdominowania przez największy serwis społecznościowy na świecie również rynku wideo. Użytkownicy od razu znaleźli wiele zastosowań dla nowej funkcji. Widocznym trendem, spowodowanym właśnie tą zmianą, jest rozwój branży szkoleniowej. W ostatnim czasie wielu trenerów, czy szkoleniowców promuje swoje usługi właśnie poprzez transmisje live.

  1. Reklamy w filmach – Facebook rozszerzył również wachlarz lokalizacji, dając możliwość umieszczania reklam w filmach. W tym przypadku muszą zostać spełnione dwa warunki: długość filmu, w którym zostanie osadzona reklama musi przekraczać 90 sekund. Natomiast aby odbiorca mógł ją zobaczyć, musi oglądać film przynajmniej 20 sekund.
  2. Funkcja watch&scroll – czyli możliwość jednoczesnego oglądania filmu i scrolowania news feedu. Czyli jeszcze więcej w jeszcze krótszym czasie. Tego chyba nie trzeba komentować.

Reguły automatyczne

Możliwość korzystania z automatycznych zmian w kampaniach, zestawach reklam i reklamach została wprowadzona przez Facebooka na początku roku. Jest to ukłon serwisu w kierunku wiecznie zapracowanych trafficów, którzy codziennie optymalizują dziesiątki kampanii.

Dzięki wprowadzonym zmianom mogą teraz liczyć, że:

  • reklamy, które nie uzyskują oczekiwanych wyników wyłączą się automatycznie
  • Facebook sam zwiększy budżet efektywnych kampanii
  • bid zostanie automatycznie zwiększony o wskazaną wartość procentową jeżeli wyniki będą słabsze od oczekiwanych
  • otrzymają powiadomienie kiedy warunki dla danej reguły zostaną spełnione

Warto w tym miejscu zauważyć, że Facebook nie jest w tej kwestii pionierem. Reguły automatyczne już od dłuższego czasu oferują różne narzędzia zewnętrzne. Plusem korzystania z nich jest większa częstotliwość sprawdzania realizacji założeń reguły (Facebook weryfikuje regułę przynajmniej co 30 minut, niektóre narzędzia nawet co 10 minut). Minusem monitorowania kampanii za pomocą narzędzi zewnętrznych jest fakt, że jest to płatne rozwiązanie.

Grupy

W 2017 roku Facebook postawił na rozwój grup. Obciął zasięgi na fanpage’ach, ale dał je w grupach. Już teraz jest to przestrzeń, którą każdy specjalista marketingu musi traktować poważnie i która nieustannie rośnie w siłę.

Messenger

Ważnym wydarzeniem 2017 roku było niewątpliwie usamodzielnienie się Messengera i wprowadzenie do niego reklam. Komunikator umożliwił również rozwój botów, które mogą stać się poważnym wsparciem w procesie obsługi klienta. Już w tym roku możemy znaleźć przynajmniej kilka, naprawdę ciekawych zastosowań nowych możliwości związanych z botami w Messengerze, a trend ten w 2018 roku z pewnością rozwinie się jeszcze bardziej.

Facebook w minionym roku pokazał, że interesują go już nie tylko wirtualne statystyki, ale przede wszystkim realne, wymierne efekty działań reklamodawców, jak sprzedaż. Zmiany, jakich dokonał potwierdzają tę tendencję. Serwis także zapowiedział lub już wprowadził wiele nowości, które są na razie jeszcze w fazie testów i nieosiągalne w niektórych krajach. Jednak obserwując ich rozwój, już teraz możemy mieć uzasadnioną nadzieję, że kolejny rok będzie jeszcze bardziej ekscytujący.

Sebastian LipkaAutor: Sebastian Lipka – Performance Analyst w Catvertiser, gdzie odpowiada za doradzanie klientom w kwestiach budowania strategii promocji marki w mediach społecznościowych, prowadzenie i optymalizację kampanii reklamowych na Facebooku i Instagramie. Z branżą marketingową jest związany od ponad 3 lat. Wcześniej pracował m.in. w Varsovia Lab. Współzałożyciel agencji PRdigital, w której pracował m. in. dla ONZ.  Założyciel bloga socialmediaonline.pl.

Statystycznie Europejczyk wypija ponad 7 litrów polskiego piwa rocznie

Według najnowszego raportu Beer Statistics 2017, w ubiegłym roku Unia Europejska uwarzyła 400 mln hl piwa. Największy udział w jego produkcji miały Niemcy i Wielka Brytania. Trzecie miejsce na podium zajmuje Polska. Eurostat wyliczył, że na statystycznego mieszkańca Wspólnoty przypadło 76 litrów chmielowego trunku wyprodukowanego w europejskich browarach[1], z czego 7,8 litra to piwo uwarzone w Polsce. Eksport polskiego piwa rośnie nieprzerwanie od kilku lat.

Publikowany przez The Brewers of Europe raport Beer Statistics to doroczne opracowanie dotyczące produkcji i konsumpcji piwa w krajach unijnych oraz barometr europejskiego rynku piwa. A ten miewa się nieźle. Jak wynika z nowej edycji raportu, w 2016 r. unijne browary uwarzyły o 4 mln hl piwa więcej niż rok wcześniej, o ponad 2 mln hl wzrosła też konsumpcja złotego trunku. Biorąc pod uwagę oba te kryteria Polska plasuje się w ścisłej czołówce, będąc trzecim producentem i czwartym konsumentem piwa w Unii Europejskiej.

Co 10. piwo warzone w Europie powstaje w Polsce

W 2016 r. rodzime browary uwarzyły 41,3 mln hl piwa i tym samym pod względem produkcji chmielowego trunku Polska zajęła 3. miejsce w Europie. Więcej piwa na unijny rynek dostarczyły tylko Niemcy (94,9 mln hl) i Wielka Brytania (43,7 mln hl). W ubiegłym roku udział Polski w europejskim rynku piwnym wyniósł 10 proc., co oznacza, że co 10. piwo uwarzone na Starym Kontynencie pochodziło z polskich browarów. Produkcja piwa w Polsce od sześciu lat rośnie w miarę równomiernie, ale krajowe spożycie tego napoju utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Jeśli chodzi o konsumpcję, tak ogółem (37,9 mln hl), jak i per capita (98 l), zajmujemy czwarte miejsce wśród krajów Wspólnoty. W statystyce spożycia ogółem wyprzedzają nas Niemcy (85,5 mln hl), Brytyjczycy (43,7 mln hl) oraz Hiszpanie (38,6 mln hl). W zestawieniu per capita ustępujemy miejsca Czechom (143 l), Niemcom (104 l) oraz Austriakom (103 l).

Ponad 7 litrów polskiego piwa w europejskim kuflu

Na statystycznego mieszkańca Starego Kontynentu przypada rocznie 76 litrów piwa uwarzonego przez europejskie browary. Uwzględniając udział poszczególnych krajów w unijnej produkcji złotego trunku łatwo wyliczyć, że przeciętny Europejczyk najczęściej napełnia kufel piwem niemieckim (18 l), brytyjskim (8,3 l) oraz tym warzonym w Polsce (7,8 l). Rosnący eksport sprawia, że polskie piwo jest coraz bardziej rozpoznawalne i cieszy się coraz większą popularnością wśród zagranicznych konsumentów. Z danych The Brewers of Europe wynika, że między 2011 a 2016 r. eksport piwa z Polski wzrósł o blisko dwie trzecie (64 proc.). W 2016 r. znakomita większość (87 proc.) polskiego piwa przeznaczonego na eksport trafiła na rynek unijny. Pozostała część znalazła odbiorców poza krajami Wspólnoty. Sami Polacy są natomiast piwnymi patriotami – z 41,3 mln hl piwa wyprodukowanego przez polskie browary w 2016 r. aż 38 mln hl zostało wypite w kraju. Wielkość eksportu z Polski jest 3,5-krotnie większa od importu.

210 browarów i 10 tysięcy pracowników

Według Beer Statistics, w ubiegłym roku w Polsce funkcjonowało 210 browarów. Oznacza to, że w ciągu 12 miesięcy na piwnej mapie kraju przybyło aż 60 nowych warzelni. W porównaniu z rokiem 2011 liczba działających na rynku browarów podwoiła się, co daje Polsce 12. miejsce w europejskim zestawieniu. Na tle innych krajów rodzime browary generują dość wysokie, bo liczące 10 tysięcy etatów, zatrudnienie bezpośrednie. Większą liczbę pracowników zatrudniają tylko browary w Niemczech (27 200) oraz Wielkiej Brytanii (14 300).

Jak wyliczyło The Brewers of Europe, całkowite zatrudnienie generowane przez produkcję i sprzedaż piwa w Polsce wynosi 200 tys. etatów, z  których zdecydowana większość przypada na sektory powiązanych czyli m.in. w handlu, gastronomii, rolnictwie, przemyśle opakowaniowym, mediach i marketingu oraz w transporcie.

[1]Dostęp: http://ec.europa.eu/eurostat/web/products-eurostat-news/-/EDN-20170804-1?inheritRedirect=true

Polska Branża IT wciąż rośnie w programistów i rozwija się w krajach CEE

Zgodnie z danymi GUS, pracę w IT podejmuje 20 tys. osób rocznie. Mimo tak wysokiej liczby, deficyt informatyków w Polsce wynosi od 30 do 50 tys. i co roku rośnie o 3-5%. W 2017 roku zapotrzebowanie i niedobór pracowników branży IT, która gwarantuje wysokie zarobki, skłoniły tysiące ludzi do rozwoju w tej dziedzinie i przebranżowienia się. Odpowiedzią na ich potrzeby są akademie programowania, które w mijającym roku przeżywały prawdziwe oblężenie.

Czy osoby, które nie zdecydowały się na kilkuletnie studia informatyczne, a nawet nie podejrzewały, że mogłyby pójść w tym kierunku, mogą dostać się do świata IT? Wiele osób jest zaskoczonych, że coraz popularniejsze kursy programowania w formie bootcampów dają taką właśnie możliwość i rzeczywiście są one przepustką do pracy w branży IT. Rosnące zainteresowanie Polaków pracą w IT potwierdzają dane wewnętrzne akademii programowania, Software Development Academy, która w 2017 roku w całej Polsce wyszkoliła cztery razy więcej programistów, niż w roku ubiegłym. W 2018 roku możemy z kolei spodziewać się ekspansji tej polskiej szkoły programistycznej na rynki Europy Środkowo-Wschodniej, ponieważ i one borykają się z brakami w kadrach.

Bootcampy programistyczne szansą na zmianę zawodu

Na przebranżowienie i rozpoczęcie kilkumiesięcznej, intensywnej nauki programowania decydują się przeważnie osoby w wieku około 25-30 lat, które kurs traktują jako dopełnienie studiów lub alternatywę dla nich. Wśród kursantów znajduje się jednak liczna grupa osób powyżej 30 roku życia, które chcą nabyć nowe kompetencje, bo myślą o zmianie dotychczasowego zawodu. Największym zainteresowaniem cieszą się intensywne kursy z zakresu języka programowania JAVA, które trwają zwykle nie mniej niż 360 godzin, z czego aż 80% stanowią zajęcia praktyczne. To właśnie ze względu na dobry warsztat techniczny absolwentów bootcampów programistycznych, tych prowadzonych przez aktywnych programistów, chętnie zatrudniają pracodawcy.

Ze względu na rosnące zainteresowanie, zwiększyliśmy liczbę oferowanych kursów. W mijającym roku rozpoczęliśmy ich blisko 80, a w przyszłym przewidujemy kolejne wzrosty. mówi  Piotr Mazur, wiceprezes Software Development Academy Zwiększyliśmy również zasoby trenerskie aż o 68% w porównaniu z rokiem ubiegłym. Obecnie w naszej akademii szkoli się blisko 550 aktywnych kursantów. Dodatkowo planujemy rozwój naszej akademii na minimum czterech rynkach zagranicznych, między innymi w Rumunii, na których obserwujemy podobne trendy i widzimy zapotrzebowanie na pracowników z praktyczną wiedzą z zakresu IT. Podejmujemy również ważne partnerstwa strategiczne, między innymi z Udemy.com, Helion i Oracle.

Polska branża IT w 2018 roku

Ze względu na dynamiczne zmiany technologiczne w wielu obszarach naszego życia i powiązaną z nimi nieustanną potrzebę zatrudnienia programistów, popularność szkół programistycznych w Polsce na pewno się utrzyma. Akademie stają się coraz bardziej atrakcyjne jako alternatywa dla studiów, a dla pracodawców – jako alternatywa dla klasycznych agencji rekrutacyjnych. Dane wewnętrzne SDA pokazują, że rok 2017 był najbardziej intensywnym, jeśli chodzi o wzrost liczby absolwentów kursów programistycznych. Jeszcze w 2015 roku było ich aż 80% mniej, niż w 2017 roku.

– Od kilku lat programista plasuje się niezmiennie na czele najpopularniejszych zawodów – komentuje Rafał Roppel, dyrektor techniczny i trener Software Development Academy – Z drugiej strony, według różnych badań, w Polsce brakuje ich około 50 tys., a deficyt ma się zwiększać z roku na rok o kilka procent. Uczelnie wyższe nie dostarczają na rynek odpowiedniej ilości inżynierów z branży IT. Tę lukę, od kilku lat, starają się zapełniać bootcampy programistyczne, które umożliwiają wejście do świata IT, proponując kilkumiesięczną, intensywną naukę w mniejszych grupach pod okiem doświadczonych trenerów.

Software Development Academy jako pierwszy bootcamp w Polsce chce wykorzystać potencjał intelektualny nie tylko obywateli naszego kraju, ale również krajów, takich jak Rumunia, których z Polską łączą wspólne doświadczenia, wspólna przyszłość oraz drzemiący w nich potencjał intelektualny.

Prognoza wiceprezesa BBI Development dla rynku mieszkań luksusowych na 2018 rok

–  Perspektywy dla rynku mieszkań luksusowych są bardzo dobre. Prawdziwe  apartamenty, wysokiej jakości, będą bezpieczną przystanią dla inwestorów. Wartość takich nieruchomości będzie bowiem rosła w czasie. Kłopoty mogą mieć jedynie te projekty, w których ceny nie pokrywają się z jakością.

W przypadku rynku apartamentów z najwyższej półki, koniunktura nadal powinna być bardzo dobra. Majętnych klientów przybywa. Z ostatniego raportu firmy KPMG „Rynek dóbr luksusowych w Polsce. Edycja 2017”  wynika bowiem, że rośnie liczba bogatych Polaków, których siła nabywcza napędza rynek dóbr luksusowych. W 2017 roku dobrze zarabiających Polaków mamy już 1,1 miliona. Preferowana przez nich forma lokowania kapitału to inwestowanie w rynek nieruchomości. 76 procent spośród majętnych osób posiada drugie mieszkanie lub dom. I wszystko wskazuje, że dalej będą szukać możliwości na rynku nieruchomości. Analitycy podkreślają, że w Polsce mamy stopy zwrotu, jakich nie można dziś osiągnąć na przykład na dojrzałych rynkach Europy Zachodniej. To przyciąga.

Trzeba jednak pamiętać, że nowe projekty mieszkaniowe będą droższe. Jak sygnalizuje m.in. centrum AMRON, działające przy Związku Banków Polskich, ale także sami deweloperzy, ceny działek budowlanych wzrosły, podobnie jak i wykonawstwa, co już przekłada się bezpośrednio na ceny mieszkań.

Z drugiej strony inflacja utrzymująca się na poziomie około 2 proc. i  stopa referencyjna NBP wynosząca 1,5 proc., powodują, że rentowność inwestycji mieszkaniowych nadal jest wyraźnie wyższa niż oprocentowanie lokat bankowych.

Należy wziąć pod uwagę, że nie każdy lokal przyniesie wysoki zysk, a jego wartość będzie rosła w czasie. To dotyczy tylko niepowtarzalnych projektów, takich jak Złota 44. Przez najbliższe kilka lat na pewno nie powstanie w Warszawie taka wieża apartamentowa, o tak wysokim standardzie oraz o tak szerokiej ofercie, jak projekt Libeskinda.

Rafał Szczepański, wiceprezes BBI Development

Złoty nie boi się KE

Amerykański dolar nieco słabł w związku z ponownym przesłaniem do Izby Reprezentantów reformy podatkowej prezydenta Donalda Trumpa po jej przegłosowaniu w obu izbach Kongresu. Doszło do tego z powodu błędów formalnych w procedurze. W Izbie Reprezentantów ma dojść do głosowania nad ustawą i dopiero potem trafi ona do podpisu przez prezydenta Trumpa. Z kolei w Polsce złotówka umacnia się wobec innych walut światowych, mimo zapowiedzi Komisji Europejskiej, która poinformowała, że projekt decyzji o uruchomieniu przeciwko Polsce procedury rzekomego łamania praworządności już jest gotowy i procedura w tej sprawie prawdopodobnie zostanie uruchomiona.  

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do euro (-0,3%) i brytyjskiego funta (-0,04%), a zyskuje do dolara kanadyjskiego (+0,02%), dolara australijskiego (+0,09%) oraz japońskiego jena (+0,41%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,183, GBP/USD – 1,339, USD/CAD – 1,286, AUD/USD – 0,766 i USD/JPY – 113. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,75%) i kurs EUR/JPY wynosi 133,8, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,884. Złotówka zyskuje do większości walut, poza euro, wobec którego nie zmienia kursu. W środę rano dolar kosztuje 3,55 zł, euro – 4,2 zł, funt – poniżej 4,76 zł, a frank szwajcarski – powyżej 3,6 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru czerwonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,09%, frankfurcki indeks DAX spadł o 0,72%, a paryski indeks CAC 40 obniżył się o 0,69%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 stracił 0,32%, meksykański indeks Bolsa – 0,48%, a brazylijski indeks Bovespa – 0,6%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 0,1%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,27%, a hongkoński indeks Hang Seng obniżył się o 0,09%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wahaniach ceny ropy naftowej idą w górę. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,8 USD (+0,61%), a ropy WTI – 57,46 USD (+0,52%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 66 USD. Z kolei ceny złota po wcześniejszych wzrostach pozostają na tym samym poziomie. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1263 USD.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Niemcy – Inflacja PPI (r/r), listopad – 2,5% (prognoza 2,6%)
  • 9:30 – Szwecja – Decyzja ws. stóp procentowych, grudzień
  • 10:00 – Strefa euro – Saldo bilansu płatniczego, październik (33,4 mld EUR)
  • 13:00 – USA – Wnioski o kredyt hipoteczny, tydzień (poprzednio -2,3%)
  • 14:00 – Polska – Koniunktura konsumencka, grudzień
  • 16:00 – USA – Sprzedaż domów na rynku wtórnym, listopad (prognoza 5,52 mln)
  • 22:45 – Nowa Zelandia – PKB (r/r), III kw. (poprzednio 2,5%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Szał świątecznych zakupów i noworocznych wyprzedaży

Święta i Nowy Rok to czas wyjątkowy, czas kiedy możemy poświęcić się rodzinie i zapomnieć o troskach, ale czy na pewno? W tym okresie musimy pamiętać, że oszuści tylko czekają na nasz błąd. W szale zakupów prezentowych i noworocznych wyprzedaży nie dajmy się złowić złodziejom. Ekspert Maciej Kaczmarski z ODO 24 radzi, jak zminimalizować ryzyko kradzieży naszych cennych danych.

Zalety  e-zakupów

Polacy coraz chętniej kupują w Internecie. Szczególnie w okresie od listopada do lutego kiedy ogarnia wszystkich szaleństwo zakupów. Jest to wygodne rozwiązanie, które pozwala zarówno zdobyć prezenty, jak skorzystać z atrakcyjnych wyprzedaży podczas np. przerwy na kawę w pracy. Możemy zamówić dowolny produkt z dostawą do domu lub biura nie ruszając się sprzed monitora.

W sieci omijamy kolejki i oszczędzamy czas, który ucieka podczas błądzenia wśród sklepowych półek. Jednak pamiętajmy, że Internet to tak samo realny świat jak nasza rzeczywistość. To co zrobimy w wirtualnej przestrzeni, niekiedy znacząco może wpłynąć na nasze codzienne życie. Dlatego powinniśmy zadać o bezpieczeństwo naszych danych w sieci – mówi Maciej Kaczmarski z ODO 24.

Jak kupować w internetowych sklepach?

Maciej Kaczmarski z ODO 24 wskazuje co zrobić, aby nasze zakupy online były bezpieczne:

  • Korzystaj wyłącznie z dużych i znanych sklepów internetowych. Renomowane marki stosują dodatkowe systemy zabezpieczające transakcje i gromadzone dane.
  • Przed podaniem swoich danych, zasięgnij opinii o serwisie i sprawdź jego rzetelność. Można to zrobić na specjalnych stronach lub forach.
  • Jeżeli nie chcesz udostępniać danych swojej karty płatniczej, wybieraj opcję opłaty „za pobraniem”. Będziesz zobligowany jedynie do podania swojego imienia i nazwiska oraz adresu.
  • Zadbaj o aktualny program antywirusowy na komputerze i smartfonie, który posiada rozszerzenie na strony internetowe. Dzięki temu Twoje dane będą bezpieczne i nikt ich nie ukradnie.
  • Przed ostatecznym zapłaceniem upewnij się, że połączenie internetowe jest bezpieczne i czy przesłane informacje nie zostaną wykorzystane przez osoby nieuprawnione. Szukaj następujących rzeczy:
  • kłódki w pasku adresu przeglądarki internetowej,
  • adresu strony rozpoczynającego się od “https://” – literka “s” informuje o bezpiecznym połączeniu,
  • paska adresu lub nazwy strony w kolorze zielonym – który oznacza, że strona jest odpowiednio zabezpieczona.
  • Staraj się nie korzystać z przesłanych na e-mail lików. Może być to wirus, który bez problemu zablokuje Twój komputer i wykradnie cenne informacje;
  • Zakupów dokonuj wyłącznie korzystając z zabezpieczonego Wi-Fi. Zaoszczędzisz dzięki temu swój czas i nerwy. Korzystanie z publicznych sieci może narazić Cię na wiele niebezpieczeństw, w tym wykorzystania danych w celach niezgodnych z prawem.

Krajowe aktywa pod wpływem dobrych danych i ocieplenia klimatu na rynkach wschodzących

Wzrosty rentowności napędzane wewnętrznie przez mocne dane gospodarcze oraz zewnętrznie przez reformę podatkową w USA. Złoty pozostaje w okolicach 4,20 wspierany mocnymi danymi krajowymi i pozytywnym klimatem inwestycyjnym w regionie.

Rynek walutowy i stopy procentowej

We wtorek poznaliśmy kolejne, zaplanowane na ten tydzień publikacje makro dot. polskiej gospodarki. Po dobrych doniesieniach z rynku pracy, równie mocno prezentowały się dane realne. W listopadzie produkcja przemysłowa wzrosła o 9,1% (9% oczekiwano), zaś sprzedaż detaliczna zwiększyła się o 10,2% (7,5% oczekiwano). Choć dane wspierają złotego, nasilając oczekiwania na szybsze niż zakłada prezes A. Glapiński podwyżki stóp nie miały bezpośrednio silnego wpływu na krajowy rynek walutowy. Niemniej, obok rosnącego kursu EURUSD mocne wyniki pozwoliły utrzymać workowe notowania eurozłotego poniżej 4,20.

Złoty, podobnie jak inne waluty EM pozostaje obecnie pod wpływem czynników zewnętrznych, w tym wyczekiwania na uchwalenie największej od 30-lat reformy podatkowej w USA. Niemniej, choć zakłada się, że jeszcze przed świętami Amerykanie będą mieli nową ordynację podatkową, dolar nie zyskuje na wartości, w skali, w jakiej wydawałoby się, że powinien. Inwestorzy mając na uwadze wcześniejsze i obecne spory jakie toczą się wokół tej ustawy (wczoraj trzech senackich parlamentarzystów odrzuciło trzy przepisy zawarte w ustawie, co oznacza konieczność ponownego glosowania w Senacie) najwyraźniej wolą czekać na finał rozgrywek, tym bardziej, że niewielkim, ale ryzykiem jest też shutdown budżetowy w USA. Nerwowość rynku pokazał też brak reakcji dolara na optymistyczne dane z rynku nieruchomości, który jest jednym z barometrów koniunktury panującej w gospodarce amerykańskiej. W rezultacie dolar pozostaje pod presją, od połowy listopada nie mogąc na EURUSD przełamać wsparcia na 1,17 a w ostatnich dniach oscylując w okolicach 1,18.

We wtorek dodatkowym wsparciem dla euro była też publikacja indeksu Ifo nastrojów niemieckich konsumentów, który choć lekko spadł w porównaniu z ostatnim odczytem (w grudniu wynosząc 117,2 pkt wobec 117,6 w listopadzie po korekcie w górę kiedy to osiągnął rekordowy poziom), nadal jednak sugeruje, że ani niepewna sytuacja polityczna w Niemczech, ani perspektywa stopniowego ograniczania działalności EBC nie przyczyniły się do pogorszenia optymizmu w stosunku do 2018 roku (oczekiwania przedsiębiorstw pozostają znacznie powyżej średniej długoterminowej). Dobre nastroje wśród niemieckich inwestorów i konsumentów wspierają dalsze wzrosty giełdowego indeksu DAX (pomimo wtorkowej czerwieni), po tym jak na początku tego tygodnia wybił się on górą z trwającej od początku listopada konsolidacji. Słaby dolar i lepsze nastroje w Europie pomagają zaś złotemu i innym walutom EM stąd te relatywnie niskie poziomy na EURPLN pomimo, że KE może zainicjować przeciw Polsce procedurę z art. 7.

Na rynku stopy procentowej we wtorek dominowały wzrosty rentowności. Krajowa krzywa dochodowości przesunęła się zdecydowanie w górę, gdzie papiery 2-letnie przebiły poziom 1,70%, natomiast 10-letnie są ponownie powyżej 3,30%. W skali ostatniego tygodnia wzrosty rentowności na krzywej sięgały poziomu 10pb na co w dużym stopniu wpływ miały wspomniane już mocne polskie dane gospodarcze. Dynamiki sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej wskazują, że PKB w IV kw. 2017 r. powinno zdecydowanie przekroczyć 4% (ekonomiści PKO szacują wzrost zbliżony do odnotowanego w III kw. 4,9%). Dobra sytuacja gospodarcza na razie nie skłania RPP do rozważenia podwyżek stóp procentowych, jednak przy obecnych wycenach papierów skarbowych daje pole do kontynuacji presji na wzrost rentowności. Dodatkowo czynnikiem negatywnie wpływającym na ceny polskich papierów może okazać się dyskusja Komisji Europejskiej dotycząca uruchomienia wspominanego już art. 7 wobec Polski.

Przecena obligacji dotknęła również rynki bazowe, gdzie przy słabszej wadze publikowanych ostatnio danych na pierwszy plan wysunęła się reforma systemu podatkowego w USA. Rentowności obligacji w strefie euro rosły o około 5pb na co wpływa miały również jastrzębie wypowiedzi członków EBC, gdzie Józef Makuch (Słowenia), Jens Weidmann (Niemcy) oraz Ardo Hansson (Estonia), zaproponowali rozwiązania, które sugerowałyby koniec QE w przyszłym roku, albo powiązanie go z odbijającą inflacją czy też zmiana narzędzi banku na kontrolę poziomu stóp procentowych zamiast skupu aktywów.  aktywa

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek – PKO Bank Polski

Złoty silniejszy, ale polityka może go osłabić

Decyzja Komisji Europejskiej o uruchomieniu artykułu 7 przeciwko Polsce może nieco popsuć sentyment do złotego, który w ostatnich dniach zyskiwał na wartości. Z uwagi jednak na okres świąteczny nie należy spodziewać się dużych zmian.

Środowy poranek przynosi niewielkie umocnienie złotego do głównych walut, co oznacza kontynuacji tendencji obserwowanej już od piątku. O godzinie 09:53 kurs EUR/PLN testował poziom 4,1980 zł, osuwając się 4. kolejny dzień i wracając do poziomów z początku poprzedniego tygodnia. Kurs USD/PLN testował poziom 3,5450 zł, CHF/PLN 3,5945 zł, a GBP/PLN 4,7485 zł.

Ostatnie dni upłynęły pod znakiem niewielkiego umocnienia złotego do głównych walut, który w ten sposób odrobił część strat z poprzedniego tygodnia. Złotego wspierały przede wszystkim lepsze nastroje na rynkach globalnych, co doskonale ilustrują ostatnie rekordy na Wall Street. To wpłynęło na poprawę sentyment do walut emerging markets, pomagając równocześnie złotemu. Pozytywny wpływ miał też wzrost notowań EUR/USD, jaki nastąpił pomimo zmierzającego do szczęśliwego finału uchwalenia wielkiej reformy podatkowej w USA, co powinno stanowić w przyszłości ważny impuls dla dolara.

Inwestorzy natomiast zignorowali dobre dane z polskiej gospodarki. W tym opublikowany wczoraj raport o sprzedaży detalicznej (razem z danymi o produkcji przemysłowej i inflacji PPI), która w listopadzie niespodziewanie przyspieszyła do 10,2 proc. w skali roku z 8 proc. w październiku, notując drugi najwyższy wynik w ostatnim 5-leciu. To kolejny już raz potwierdza, że świetne wyniki gospodarki są już w cenach. Jak również, że dane nie będą się liczyć dopóty, dopóki nie będą wpływać na oczekiwania co do przyszłych decyzji Rady Polityki Pieniężnej. A opublikowana w tym tygodniu seria raportów makroekonomicznych tych oczekiwań nie zmienia. W dalszym ciągu ostatni kwartał 2018 roku jest najbardziej prawdopodobnym terminem pierwszej od lat podwyżki stóp procentowych w Polsce. Szczególnie po niedawnej „gołębiej” wypowiedzi Kamila Zubelewicza, jednego z nielicznych „jastrzębi” w obecnej Radzie.

Dziś ta powolna aprecjacja złotego z ostatnich dni może zostać przerwana. Potencjalnym impulsem może być polityka. Dokładnie spodziewana decyzja Komisji Europejskiej o uruchomieniu wobec Polski artykułu 7 unijnego traktatu, co w dalszej przyszłości może oznaczać sankcje wobec Polski. Sankcje to oczywiście pieśń przyszłości, ale samo uruchomienie procedury wpłynie na pogorszenie wizerunku Polski.

Innym potencjalnym impulsem do osłabienia złotego może być również realizacja zysków na EUR/USD po dwóch dniach mocniejszych wzrostów. Bez emocji za to zostaną przyjęte, publikowane o godzinie 14:00 dane o koniunkturze konsumenckiej w grudniu, które zapewne okażą się rekordowe.

Druga połowa tygodnia, z uwagi na zbliżające się święta Bożego Narodzenia, ale też i na brak silnych impulsów mogących wstrząsnąć rykiem walutowym, powinna przynieść dalszy spadek aktywności, a więc zarówno obrotów, jak i zmienności. Zapewne też niewiele na tym rynku będzie się dziać tuż po świętach.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Huckleberry Games S.A. zadebiutuje jutro na rynku NewConnect

Huckleberry Games S.A., Spółka z branży gier komputerowych, zadebiutuje jutro na rynku NewConnect. Wejście na alternatywny rynek stanowi jeden z głównych elementów w strategii rozwoju Spółki i powinno pozwolić jej na dalszy dynamiczny rozwój.

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie wprowadzi do alternatywnego systemu obrotu na rynku NewConnect 499.999 akcji serii C oraz 102.439 akcji serii E Huckleberry Games S.A. Spółka z oferty publicznej akcji serii E pozyskała ponad 2 mln zł, które zostaną przeznaczone na produkcję nowych gier na komputery PC, konsole i urządzenia mobilne. Cena emisyjna akcji serii E wynosiła 20,00 zł. Zarząd Huckleberry Games S.A. przewiduje, że debiut na rynku NewConnect pozwoli na zwiększenie transparentności i rozpoznawalności Spółki, co powinno się przełożyć na jej dynamiczny rozwój w kolejnych latach.

„Z pewnością debiut na rynku NewConnect zwiększy rozpoznawalność Huckleberry Games, a my przyjmiemy to z pełną odpowiedzialnością. Im więcej oczu skierowanych na nas, tym lepiej. Tworzymy gry po to, by sprostać pomysłom, sugestiom oraz ideom naszej grupy docelowej. Im większa popularność, tym większe oczekiwania nas wobec samych siebie i motywacja do działania oraz osiągania zaplanowanych celów.” – podkreśla Patryk Borowski, Prezes Zarządu Spółki Huckleberry Games S.A.

W kwietniu 2017 r. Huckleberry Games S.A. rozpoczęła sprzedaż gry „Edengrad” za pośrednictwem platformy dystrybucji cyfrowej Steam. Produkcja ta została wprowadzona do dystrybucji w wersji Alpha, czyli w fazie wczesnego dostępu, co jest związane z chęcią budowania wokół niej szerokiej społeczności oraz umożliwienia graczom realnego wpływu na proces tworzenia tej gry.

Z kolei w październiku br. Spółka otrzymała dofinansowanie z programu sektorowego GameINN w kwocie ponad 1,57 mln zł. Pozyskane środki pozwolą Huckleberry Games S.A. na realizację nowego oraz innowacyjnego projektu związanego ze stworzeniem Algorytmu Prawdziwego Życia (APŻ). Całkowita wartość kosztów kwalifikowanych projektu wynosi 2.561 tys. zł, a kwota przyznanej dotacji sięga 1.578 tys. zł. Pozyskanie przez Emitenta dofinansowania stanowi jeden z elementów długoterminowej strategii rozwoju w zakresie rozwoju na różnych płaszczyznach w sektorze gier video.

19% nieuczciwych zwolnień L4 na przełomie roku

Polacy dużo częściej chorują w grudniu i styczniu niż w trakcie pozostałych miesięcy. Tak przynajmniej wynika z liczby zwolnień chorobowych przyznawanych pracownikom. Co ciekawe, średnia długość absencji chorobowej w listopadzie i w lutym jest znacznie niższa. Niestety, aż 19% procent zwolnień L4  oraz 24% zwolnień z tytułu opieki nad dzieckiem wydawanych na przełomie roku wykorzystywanych jest niezgodnie z przeznaczeniem. To o około 6 punktów procentowych więcej niż w pozostałych miesiącach. Podobny trend widoczny jest również w marcu, kiedy przypadają Święta Wielkanocne.

Świąteczna gorączka

W Polsce istnieje poważny problem związany z przyznawaniem zwolnień chorobowych. Niepokojące jest to, jak często pracownicy wykorzystują je w niewłaściwy sposób. Problem staje się szczególnie zauważalny w grudniu i styczniu, czyli w okresie świąteczno-noworocznym. Przyczyna wydaje się być oczywista. Otrzymując od lekarza dwa dni zwolnienia zyskujemy nawet sześć dni wolnego.

Zwolnienie chorobowe to czas, który powinniśmy poświęcić na leczenie i jak najszybszy powrót do zdrowia. Niestety wielu pracowników bezpodstawnie stara się o L4 tylko po to, aby wydłużyć sobie czas wolny od pracy.Z naszych badań wynika, że na przełomie roku blisko 19% chorych wykorzystuje je niezgodnie z przeznaczeniem. Niesie to wymierne straty dla pracodawców –komentuje Mikołaj Zając z firmy konsultingowej Conperio, specjalizującej się w audycie absencji chorobowej.

Wiele firm, nie przewiduje wolnych dni w okresie świątecznym. Część fabryk i zakładów pracy musi funkcjonować przez cały rok i nie może zwolnić pracowników od wykonywania obowiązków. Są i takie, które w okresie świątecznym znacznie zwiększają swoje moce przerobowe – np. zakłady przetwórstwa mięsnego. Z tego powodu dla części z nich zwolnienie lekarskie jest jedynym rozwiązaniem, by spędzić więcej czasu z rodziną. Są miejsca, w których pracuje się 365 dni w roku. Niektóre zawody wymagają systemu pracy w trybie nieuwzględniającym świąt i innych dni wolnych. Zarządzający tego typu miejscami powinni zapewnić możliwie elastyczny grafik w czasie świątecznym, co przyczyni się  do obniżenia liczby nieuczciwych zwolnień chorobowych. – tłumaczy Zając

L4 na opiekę nad dzieckiem

W okresie Świąt Bożego Narodzenia i Sylwestra znacznie wzrasta, też liczba nieuczciwych zwolnień lekarskich z tytułu opieki nad chorym dzieckiem. Dane Conperio  potwierdzają, że są one wykorzystywane niezgodnie z prawem aż w 24% przypadków. W pozostałym okresie roku ilość nadużyć mieści się w przedziale 14-18 %.

– Nasze badania audytowe wskazują na częste nadużywanie zwolnień uzasadnianych opieką nad chorym dzieckiem. To bardzo trudna sytuacja, bo w okresie okołoświątecznym rodzice nie mogą zostawić swoich pociech w szkole. Placówki edukacyjne są wówczas po prostu zamknięte. – mówi Zając. – Jeżeli nie mogą znaleźć opieki dla dzieci lub wziąć urlopu, decydują się na L4. W tego typu sytuacjach rekomendujemy pracodawcom dostosowanie planów urlopowych pod kątem pracowników bezdzietnych i tych posiadających potomstwo. Właściwa diagnoza przyczyny pozwoli znaleźć odpowiednie rozwiązanie problemu – dodaje Zając.

Spokojne Święta dla wszystkich

W Polsce Święta Bożego Narodzenia to wyjątkowy czas, który chcielibyśmy spędzić z najbliższymi w miłej atmosferze. Nieporozumienia dotyczące wolnych dni w pracy mogą te wyjątkowe chwile popsuć. Jednak przyczyna takiego stanu rzeczy nie leży tylko po stronie pracowników. Jest wiele firm, które powinny rozsądniej rozwiązywać kwestię absencji chorobowej, inteligentniej planując urlopy lub wprowadzając bardziej elastyczny grafik. Ograniczenie absencji pracowniczej przynosi duże oszczędności pracodawcom, którzy rocznie, na jednego zatrudnionego, wydają przez nią od 3,5 do 5 tys. zł. Zatem każde działania zmierzające do jej zredukowania będą dla nich korzystne. Wszystkie strony powinny być zainteresowane rozwiązaniem tego problemu.

Średnia długość trwania absencji chorobowej w poszczególnych miesiącach.

Miesiąc Średnia długość trwania ZLA
Styczeń 2016 15,16
Luty 2016 12,1
Marzec 2016 14,8
Kwiecień 2016 13,31
Maj 2016 11,28
Czerwiec 2016 10.01
Lipiec 2016 9,87
Sierpień 2016 9,91
Wrzesień 2016 11,21
Październik 2016 11,18
Listopad 2016 12,2
Grudzień 2016 14,9
Styczeń 2017 15,1
Luty 2017 13,2

Deloitte: Przed Świętami Bożego Narodzenia sklepy on-line elastycznie zarządzają poziomem marży

Różnice w cenach książek, zabawek oraz kosmetyków i perfum w okresie przedświątecznym sięgają ponad 100 proc.

Czy w tym roku wygrali ci, którzy prezenty kupili już w listopadzie, czy raczej ci, którzy czekali z zakupami niemal do samych świąt? Jak wynika z kolejnej edycji „Świątecznego barometru cenowego”, przygotowanego przez ekspertów Deloitte, wszystko zależy od kategorii produktów, które chcemy kupić. Analiza ofert 800 sklepów internetowych przeprowadzona we współpracy z firmą Dealavo pokazuje, że w gorącym okresie ostatnich tygodni (24 listopada – 12 grudnia br.) wzrastały ceny zestawów VR, drobnego AGD oraz nieznacznie kosmetyków i perfum, które znajdują się na szczycie prezentowych list. Z kolei, podobnie jak w ubiegłym roku, taniały m.in. telewizory oraz konsole. Według ekspertów Deloitte, z zakupem na przykład telewizora lub smartfonu, warto poczekać na noworoczne obniżki.

Z międzynarodowego badania Deloitte „Zakupy świąteczne 2017” analizującego świąteczne zwyczaje konsumentów wynika, że 23 proc. Polaków deklarowało, że prezenty kupi już w listopadzie, a 39 proc. miało wybrać się na zakupy w pierwszej połowie grudnia. To o kilka punktów procentowych więcej niż rok wcześniej. Do ostatnich dni przed świętami z zakupem prezentów zamierza czekać 21 proc. Polaków, czyli o 6 p.p. mniej niż w 2016 roku.

– Pozycja e-commerce rośnie z roku na rok. Ponad połowa ankietowanych powiedziała, że jeżeli nie znajdzie prezentu w sklepie stacjonarnym, będzie go szukać on-line. Nasza ubiegłoroczna analiza pokazała, że klienci, którzy decydują się na ten rodzaj zakupów muszą liczyć się z tym, że sprzedawcy w sposób elastyczny, ale jednocześnie nieprzewidywalny podchodzą do swoich strategii cenowych. Podobnie jest również w tym roku – mówi Magdalena Jończak, Lider Zespołu ds. Sektora Dóbr Konsumenckich, Partner w dziale Konsultingu Deloitte.

Dzięki corocznemu badaniu Deloitte znane są kategorie produktów, które najchętniej kupujemy jako prezenty. Do badania zostały wybrane więc najpopularniejsze produkty świąteczne z poniższych kategorii: gry komputerowe, konsole, AGD drobne, kosmetyki, książki, muzyka, okulary VR, perfumy, gry planszowe, smartfony, telewizory, zabawki oraz zegarki. Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices konkretne oferty tych produktów zostały wyszukane oraz podłączone do codziennego monitoringu. Łącznie przebadano 156 produktów, które znajdują się w ofercie ponad 800 sklepów online. Ocenie podlegała tylko cena bez jakości serwisu, warunków zwrotu towaru, siły marki sklepu czy kosztów transportu.

Wysoko w porównywarkach

W ramach „Świątecznego barometru cenowego” eksperci Deloitte przeanalizowali łącznie około 4 tys. cen produktów, które najczęściej wybieramy na prezenty dla najbliższych. We wtorek 12 grudnia br. cena 53,3 proc. z nich w porównaniu do Black Friday (24 listopada br.) nie zmieniła się. Z kolei w przypadku jednej czwartej (25,8 proc.) analizowanych cen zanotowano wzrost, a w przypadku 20,9 proc. spadek.

I tak na przykład w przypadku siedmiu na dziesięć zestawów VR cena wzrosła. Ciekawy był przypadek okularów LG 360 VR, których cena 12 grudnia w jednym ze sklepów wynosiła 99 zł, a w innym aż 1680,18 zł. – To pokazuje, że strategie cenowe sprzedawców są naprawdę różne. Część z nich obniża cenę, m.in. po to, by znaleźć się na wysokiej pozycji w porównywarkach cenowych, a te są źródłem inspiracji prezentowych dla prawie 40 proc. Polaków. Najpopularniejsze porównywarki są także bardzo dobrze pozycjonowane w wyszukiwarkach, które są dla nas podstawowym źródłem wiedzy o bożonarodzeniowych upominkach – mówi Mariusz Chmurzyński, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte. Jak pokazują dane Gemius liczba odsłon w Ceneo.pl na komputerach i urządzeniach mobilnych w listopadzie br. wyniosła 160 mln, dla porównania we wrześniu było to 90 mln odsłon. – W grudniu porównywarki cenowe zapewne notują jeszcze lepsze wyniki, szczególnie w kategoriach prezentowych. Należy jednak pamiętać, że ceny w nich podane nie obejmują innych kosztów, w tym przede wszystkim kosztów dostawy. A zdarza się, że w ten sposób sprzedawcy rekompensują sobie obniżki cen. Przy zakupie należy więc brać pod uwagę wszystkie czynniki, które składają się na ostateczny koszt – mówi Krzysztof Boś, Starszy Konsultant z Dziale Konsultingu Deloitte.

Ruletka cenowa

W przypadku drobnego AGD porównanie tegorocznych cen od 24 listopada do 12 grudnia pokazuje, że cena dziewięciu z jedenastu analizowanych produktów wzrosła, ale podwyżki wyniosły maksymalnie 5,4 proc. W przypadku kosmetyków i perfum ceny są bardzo stabilne i nie ulegają większym wahnięciom. A co z grami komputerowymi? Jeden z najbardziej przecenionych produktów w czasie Black Friday, czyli gra Titalfall 2 (PC) podrożała średnio o 45,2 proc. Z kolei ceny takich gier jak Wolfenstein II: The New Colossus (PC), Dishonored 2 (PS 4) czy Star Wars: Battlefront II (PC) mocno spadły. W przypadku konsol dziewięć na dwanaście produktów miało obniżone ceny. Podobnie było w przypadku telewizorów (osiem na dwanaście). W kategorii smartfonów ceny pięciu produktów wzrosły, a siedmiu spadły.

Jak pokazuje badanie Deloitte, Polacy chcą podarować najbliższym przede wszystkim książki, perfumy i kosmetyki, a dzieciom zabawki. Tymczasem w tych kategoriach w analizowanym okresie zdarzały się różnice w cenach sięgające ponad 100 proc. Dotyczyło to 33 ze 156 analizowanych produktów, w tym sześciu z dziesięciu tytułów książek, pięciu z dwunastu typów zabawek oraz czterech z dziesięciu produktów w kategorii perfumy i kosmetyki.

Gwiazdka po Sylwestrze

A które produkty najmocniej straciły na wartości, porównując rok do roku (12 grudnia 2016 i 2017 roku)? Wszystkie gry potaniały o średnio 30 proc. Podobnie stało się w przypadku telewizorów i smartfonów, których ceny spadły o średnio 16,5 proc. Wyjątkiem był iPhone 5S 16 GB, którego cena minimalna wzrosła o 6,2 proc. W kategorii perfum połowa z analizowanych zapachów podrożała w stosunku do 2016 roku.

A może warto poczekać z kupnem prezentów aż do początku nowego roku, kiedy tradycyjnie w sklepach rozpoczynają się duże wyprzedaże? Eksperci Deloitte porównali ceny z 12 grudnia 2016 z cenami z 16 stycznia 2017 roku (porównano ceny minimalne). – Jeśli decydujemy się na drobne prezenty, to śmiało możemy kupić je już pod choinkę, bo różnice nie powinny być znaczne, ale jeśli planujemy sprezentować sobie lub rodzinie droższy produkt typu smartfon albo telewizor, to warto poczekać, bo można zaoszczędzić nawet kilkaset złotych – mówi Krzysztof Boś. W przypadku aż dziewięciu z dziesięciu telewizorów w styczniu ich ceny były niższe niż w grudniu. W kategorii smartfonów obniżki dotyczyły siedmiu z dziesięciu analizowanych modeli.

Finisz na horyzoncie

Saga związana z przyjęciem przez Kongres reformy systemu podatkowego trwa. Wczoraj Izba Reprezentantów zaakceptowała projekt. Dziś głosowanie w Senacie i … ponowne w izbie niższej. Wszystko przez fakt, że senatorowie chcą usunąć trzy zapisy i delikatnie zmodyfikować kształt pakietu cięć. Wszystko wskazuje jednak na powodzenie, co może stać się umiarkowanie pozytywnym bodźcem dla dolara. Rynek jest już całkowicie uśpiony w przedświątecznym marazmie.

Na sesji europejskiej głównym wydarzeniem będzie decyzja Riksbanku. Decyzja zostanie opublikowana 20 grudnia o 9:30. Razem z konsensusem oczekujemy utrzymania głównej stopy procentowej na -0,50 proc. Rynek jest podzielony w sprawie programu skupu aktywów między zakończeniem QE (do końca 2017 r.), a wydłużeniem o 3-6 miesięcy.

Z perspektywy fundamentów, nie ma silnego argumentu za przedłużaniem luzowania ilościowego. Globalne ożywienie pozytywnie przekłada się na kondycję szwedzkiej gospodarki. W trzecim kwartale PKB wzrósł o 0,8 proc. k/k, podtrzymując tempo z pierwszego półrocza. W tym kwartale wskaźniki wyprzedzające także pozostają mocne. Inflacja prezentuje za to mieszany obraz, gdyż odczyty za wrzesień i październik rozczarowały, a inflacja bazowa CPIF na 1,8 proc. r/r znalazła się na 4-miesięcznym minimum. Listopad jednak przyniósł odbicie do 2 proc. dzięki deprecjacji korony
i wzrostowi cen paliw. Efekt ten powinien być trwalszy i przełożyć się na rewizję w górę projekcji inflacji, choć wciąż blisko celu 2 proc.

Jednak Riksbank nie zależy na ogłoszeniu sukcesu swojej polityki, a przede wszystkim chciałby za wszelką cenę uniknąć wysłania jastrzębiego sygnału, który mógłby zapoczątkować gwałtowne umocnienie korony, tym samym uderzając w eksport i zaprzepaszczając odbicie inflacji. Z drugiej strony od czasu ostatniego posiedzenia w październiku korona osłabiła się o prawie 4 proc., a EUR/SEK znalazł się najwyżej do roku, podczas gdy Riksbank w swoich prognozach nastawiał się na stopniową aprecjację waluty. Obawy uczestników rynku o załamanie szwedzkiego rynku nieruchomości ciąży na koronie i z obecnego położenia Riksbank równie mocno powinien obawiać się spirali deprecjacyjnej. W swoim ostatnim komentarzu prezes banku Ingves zaznaczył, że bank obserwuje sytuację na rynku walutowym i nieruchomości.

Riksbank musi znaleźć złoty środek. Sądzimy, że w 6-osobowym Zarządzie wydłużenie QE znajdzie silny opór wśród jastrzębich członków (Floden, Ohlsson, Skinsgley), choć nie jest wykluczone, że prezes Ingves wykorzysta swój podwójny głos razem z gołębiami (af Jochnick, Jansson). Mimo to jesteśmy bliżej scenariusza, w którym decyzja o zakończeniu QE zostanie „rozmiękczona” przez odsunięcie prognozy pierwszej podwyżki stopy procentowej z III kw. 2018 r. dalej w przyszłość (o 1-2 kwartały). Ponieważ kontynuacja QE raczej byłaby w dość małej skali (ok. 15 mld SEK, tyle samo co w II poł. ’17), zasygnalizowanie stabilności stóp przez dłuższy okres może mieć istotny wydźwięk. W ten sposób Riksbank zyskuje też większą elastyczność dla przyszłej zmiany nastawienia – łatwiej dostosować ścieżkę stóp procentowych niż nagle zakończyć program skupu aktywów.

Niewiele oczekuje się po grudniowym posiedzeniu Banku Japonii (kończy się w czwartek 21 grudnia w godzinach wczesno-porannych (ok. 4:00-6:00 rano polskiego czasu).): parametry polityki pieniężnej powinny być pozostawione bez zmian. Uwaga inwestorów skupi się na kwestii momentu odwrotu od ultra-luźnej polityki monetarnej, o czym niedawno wspominał prezes Kuroda. Podkreślenie gołębiości BoJ może przejściowo osłabiać JPY, choć USD/JPY wciąż pozostaje pod dominującym wpływem sentymentu względem dolara.

Sądzimy, że dla Japonii jest jeszcze za wcześnie na rozmowy o normalizacji polityki monetarnej i obecne łagodne nastawienie powinno zostać podtrzymane.  Choć gospodarka Japonii radzi sobie dobrze, korzystając na globalnej koniunkturze, perspektywy inflacji wciąż są niestabilne. Inflacja CPI w październiku spadła do 0,2 proc. r/r z 0,7 proc. we wrześniu. Inflacja bazowa (bez cen świeżej żywności) na 0,8 proc. r/r ma się lepiej, ale presję inflacyjną przejściowo podbijają ceny paliw. Bez tego nie widać, aby cel inflacyjny 2 proc. miał być prędko osiągnięty, co sugeruje, że BoJ nie rozpocznie dyskusji o normalizacji polityki pieniężnej przed 2019 rokiem.

Opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, DM TMS

Millenialsi oblegają galerie handlowe w godzinach rannych i popołudniowych. Wieczorne zakupy ich nie interesują

51% młodych konsumentów odwiedza galerie lub centra handlowe w dni powszednie od 13.00 do 17.00, a 32% od 9.00 do 12.00. Wieczorną porę, tj. od 18.00 do 22.00, wybiera tylko 17%. W weekendy też są preferowane popołudniowe wizyty. W soboty i w niedziele od 13.00 do 17.00 bywa tam 48% tej grupy, a od 9.00 do 12.00 – 39%. Natomiast zaledwie 13% pojawia się od 18.00 do 22.00. Celem takich odwiedzin są nie tylko zakupy, ale także spotkania towarzyskie. Badanie zostało zrealizowane kilka dni przed Mikołajkami i parę dni po nich w 260 największych tego typu obiektach w Polsce. Objęto nim grupę ponad 100 tys. osób, w wieku od 18. do 34. roku życia, z 13 województw.

Frekwencja w tygodniu

Jak informuje Krzysztof Łuczak z firmy technologicznej Proxi.cloud, odpowiedzialnej za badanie, analizowany profil konsumentów w przeważającej większości obejmuje młode osoby. Na tej podstawie można przewidywać, kiedy millenialsi najczęściej odwiedzają galerie. Badana grupa jest dość liczna i posiada ponadprzeciętny koszyk zakupowy, przez co przykuwa uwagę marketerów. Zdecydowanie woli wybrać się na gwiazdkowe zakupy w dni powszednie w godzinach od 9.00 do 17.00. Młodzi ludzie mogą wtedy swobodnie poruszać się po centrach handlowych w poszukiwaniu atrakcyjnych ofert. Często też w ten sposób spędzają czas wolny, którym dysponują między zajęciami na uczelni lub w chwilach wolnych od pracy. Chętnie odwiedzają galerie, nie tylko w okresie przedświątecznym. Są typowymi entuzjastami zakupów lub często żywią się w tamtejszych strefach gastronomicznych.

– Przedział wiekowy, w którym znajdują się badani, w sumie obejmuje dwie odmienne grupy. Jedną tworzą osoby mające 18-24 lata, a drugą – ludzie w wieku 25-34 lat. Za kulminację odwiedzin w okolicach godziny 15.00 w dni powszednie zapewne odpowiadają uczniowie i studenci, którzy przychodzą do galerii prosto po zakończeniu swoich zajęć. Mogą też pojawiać się tam przed lekcjami lub wykładami. Starsi konsumenci oraz ci z młodszej grupy, ale już aktywni zawodowo, np. studiujący zaocznie, mają inny plan dnia. W dni powszednie pracują przykładowo do 16-17.00 i dopiero potem mogą odwiedzać sklepy – komentuje Sebastian Starzyński, Prezes Instytutu Badawczego ABR SESTA.

Z kolei dr Andrzej Faliński, ekspert rynku detalicznego, stwierdza, że wczesne godziny popołudniowe to również dobry czas na wizytę w galerii dla osób aktywnych zawodowo po 24. roku życia. Mogą na krótko „wyrwać się” z firmy, np. po to, żeby zjeść lunch z klientem, kupić swoje ulubione perfumy w promocji i nie zderzyć się tłumem innych konsumentów. Ponadto, w dzisiejszych czasach coraz więcej ludzi pracuje zdalnie, np. siedząc z laptopem w kawiarni. Takie osoby samodzielnie organizują swój czas. Często wolą spokojne zrobić zakupy w godzinach porannych, a potem od razu zjeść lunch w galerii handlowej.

– Wyniki analizy ewidentnie odzwierciedlają harmonogram dnia powszedniego młodego konsumenta, skorelowany z planem zajęć dydaktycznych. Moim zdaniem, prezentowany rozkład czasowy wizyt w centrach handlowych jest raczej stałym zjawiskiem i nie wydaje się być związany z przedświątecznym sezonem. Chcąc jednak autorytatywnie potwierdzić ten fakt, należy powtórzyć badanie w okresie regularnej aktywności galerii, nieobciążonej żadnym wydarzeniem komercyjnym – zaleca Andrzej Wojciechowicz, ekspert rynku FMCG i Komisji Europejskiej.

Weekendowa aktywność

Z badania wynika, że w weekendy młodzi konsumenci również najczęściej pojawiają się w galeriach handlowych w godzinach od 13.00 do 17.00. Tak postępuje 48% badanych, czyli tylko o 3% mniej, niż od poniedziałku do piątku. Z kolei przedpołudniowy ruch, od godziny 9.00 do 12.00, jest o 7% większy w soboty i w niedziele, niż w dni powszednie. I wynosi 39%. Wieczorem, tj. od 18.00 do 22.00, ruch okazuje się mniejszy o 4%, w zestawieniu ze zwykłymi dniami. Wówczas nie przekracza 13%.

– W weekendy millenialsi starają się jak najwcześniej odwiedzić centrum handlowe, aby skorzystać z promocji, które wówczas występują częściej, niż w powszednie dni. Wieczorów nie chcą spędzać na zakupach. Szczególnie w piątek bądź sobotę wolą wybrać się na imprezę. Generalnie wyniki potwierdzają trend przenoszenia aktywności młodych ludzi w galeriach na wczesne godziny zarówno w tygodniu, jak i w weekendy. To zjawisko pozytywnie przekłada się na równomierny rozkład ruchu w skali całego dnia, bo dla starszych osób późniejsza pora wciąż jest odpowiednia do robienia zakupów – stwierdza Krzysztof Łuczak.

Zdaniem Sebastiana Starzyńskiego, aktywni zawodowo millenialsi częściej pojawiają się w galeriach w weekendy w godzinach od 10.00 do 16.00, niż w dni powszednie. Mają wtedy więcej czasu dla siebie i nie ograniczają się do najpilniejszych zakupów, dokonywanych np. w supermarketach. Cechą wspólną osób w przedziałach wiekowych od 18. do 24. roku życia i od 25 do 34 lat jest rzadsze bywanie w centrach handlowych w weekend po godzinie 20.00. Szczególnie w piątkowe i sobotnie wieczory młodzi ludzie, zarówno uczący się, jak i pracujący, mogą chętniej spędzać czas w innych miejscach, choćby w klubach.

– Spadek zainteresowania galeriami w godzinach wieczornych w weekendy można wytłumaczyć w dosyć prosty sposób. Centra handlowe to doskonałe miejsce do spotkań z szeroką ofertą kawiarni i barów. Ale takie wizyty zazwyczaj nie trwają zbyt długo. Potem młodzi ludzie podejmują inne aktywności, np. w okolicznych dyskotekach i pubach. Zakupy to najprawdopodobniej drugorzędny powód wizyt młodych konsumentów w galeriach i raczej są dokonywane w godzinach porannych – uważa Andrzej Wojciechowicz.

Większość nie wraca

Raport pokazuje, że w trakcie 10-dniowej analizy młodzi konsumenci w większości odbyli tylko jedną wizytę w danym centrum handlowym. Dotyczyło to ponad połowy, czyli 58% badanych. Z kolei 23% było w galerii dwukrotnie, a już 19% aż trzykrotnie. Jak wyjaśnia dr Faliński, to nie jest typowe miejsce do robienia codziennych zakupów. Wizytę w centrum handlowym najczęściej poprzedza określony cel, np. szukanie sukienki w promocji. Dlatego w analizowanym okresie konsumenci byli tam maksymalnie 3 razy, nie więcej.

– W mojej ocenie, łącznie 42% osób odwiedzających galerię więcej niż raz w badanym okresie, to bardzo wysoki wynik. I zapewne jest on podwyższony ze względu na czas przedświątecznych zakupów. Trudno jest przecież skompletować prezenty dla wszystkich bliskich osób podczas jednej wizyty. Dlatego młodzi konsumenci wracają do centrum handlowego w poszukiwaniu atrakcyjnych cenowo ofert. Chcą znaleźć upominek dla każdego członka rodziny, a często też dla najważniejszych przyjaciół – tłumaczy ekspert z Proxi.cloud.

W opinii Sebastiana Starzyńskiego, częstotliwość wizyt w galerii, co do zasady, ma związek z ich charakterem. Ludzie w wieku od 18 do 24 lat odwiedzają centra handlowe nie tylko po to, żeby zrobić zakupy. Chodzą tam też na spotkania ze znajomymi, które równie dobrze mogą odbywać się w innych miejscach, np. w pubie. Dlatego dominuje jedna wizyta w badanym okresie. Innym powodem pobytu w galerii są oczywiście zakupy. Ich celem mogą być produkty codziennego użytku albo artykuły kupowane rzadziej i nieregularnie, np. ubrania czy sprzęt AGD i RTV. Zlokalizowane w centrach handlowych hipermarkety i supermarkety generują bardziej stały ruch, niż butiki. Dlatego pojedyncza obecność młodych ludzi w galerii w ciągu analizowanych 10 dni świadczy o tym, że duża część osób odwiedza sklepy, np. spożywcze, raz na 1-2 tygodnie.

– Jeśli chodzi o osoby, które w okresie 10 dni pojawiają się w danym centrum handlowym aż 3 razy, to ich obecność może mieć związek np. z ulokowaną w tym miejscu siłownią lub gabinetem odnowy biologicznej itp. Tacy klienci przyjeżdżają tam regularnie, żeby poćwiczyć lub zregenerować siły, a zakupy robią niejako przy okazji. Z reguły są to osoby mocno zabiegane, w dużej mierze korzystające z ofert sklepów internetowych – dodaje Krzysztof Łuczak.

Badanie zostało przeprowadzone przez firmę technologiczną Proxi.cloud w dniach od 1 do 10 grudnia br. i objęło użytkowników kilku największych w Polsce aplikacji mobilnych, agregujących promocje. Analizie podano wyłącznie osoby, które w badanym okresie pojawiły się w danym obiekcie przynajmniej jeden raz. Dane zebrano za pośrednictwem tzw. geofencingów, będących wirtualnymi punktami na mapie. Po ich zainstalowaniu został dokonany rejestr wchodzących osób w dany teren i posiadających jedną z ww. aplikacji.

Roboty zastąpią człowieka w wykonywaniu prac zagrażających jego zdrowiu i życiu. Coraz częściej sięga po nie policja, straż graniczna i pożarna

Roboty zastąpią człowieka w wykonywaniu prac zagrażających jego zdrowiu i życiu. Coraz częściej sięga po nie policja, straż graniczna i pożarna 3

Z robotów w codziennej pracy coraz chętniej korzysta Polska Straż Graniczna. Maszyny zastępują funkcjonariuszy w sytuacjach niosących zagrożenie. Ostatnio takie urządzenie stworzone przez Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów trafiło na lotnisko w podkrakowskich Balicach, gdzie wykonuje zadania pirotechniczne, rozpoznając i neutralizując paczki, które mogą się okazać ładunkiem wybuchowym lub niebezpiecznym.

– Robot IBIS jest wyposażony w manipulator z chwytakiem, za pomocą którego może manipulować przedmiotami. Ma też kilka kamer, które umożliwiają operatorowi dobrą świadomość sytuacyjną, czyli orientację co się dzieje wokół robota i z samym robotem. Dostarcza także operatorowi odczyty z różnych czujników – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Piotr Szynkarczyk, dyrektor Przemysłowego Instytutu Automatyki i Pomiarów.

Urządzenie zbudowane przez PIAP przeznaczone jest do działań pirotechnicznych oraz prowadzenia rozpoznania. Maszyna waży około 300 kg i dysponuje sześcioma kołami, każde z niezależnym napędem. Robot może się poruszać z prędkością 10 km/h.

Dużym zainteresowaniem cieszy się także inna konstrukcja – robot GRYF. To mobilny robot pirotechniczny, który służy do rozpoznania terenu i miejsc trudno dostępnych. Łatwy demontaż jego kół pozwala na zmniejszenie gabarytów urządzenia, co ułatwia przeprowadzanie akcji np. w wąskich przestrzeniach. GRYF jest w stanie pokonać nierówności terenu i przeszkody o kącie nachylenia do 45 stopni.

– Są to urządzenia, które są coraz powszechniej wykorzystywane w straży granicznej i w innych służbach. Widzimy też roboty, które wyręczają nas w zadaniach domowych np. sprzątaniu. Ogólnie mówi się, że roboty wykonują pracę, która jest nudna, trudna albo niebezpieczna, my akurat specjalizujemy się w tej niebezpiecznej – dodaje dyrektor Przemysłowego Instytutu Automatyki i Pomiarów.

Instytut sprzedał już kilkadziesiąt sztuk robota GRYF, główne na rynki zagraniczne, gdzie trafia 65 proc. produkcji. Te roboty są wykorzystywane przede wszystkim przez policję, straż pożarną czy straż graniczną.

Zalety płynące z wykorzystania robotów dostrzega też armia. Podczas ostatniej konferencji „Future Ground Combat Vehicle” w Stanach Zjednoczonych mówiono m.in. o zrobotyzowanej koparce M-160, która oczyszcza teren z min lądowych. Wspomniano również, że do 2025 roku żołnierze będą prowadzić piesze patrole w towarzystwie robotów zwanych Squad Multipurpose Equipment Transport (SMET), których zadaniem będzie noszenie plecaków i innego wojskowego wyposażenia.

Jak przewiduje firma analityczna IDC, w 2019 roku rynek robotów i powiązanych z nimi usług może osiągnąć wartość ponad 135 mld dol.

Drony posłużą do transportu ludzi i dostarczania zestawów do pierwszej pomocy przy wypadkach. Ich rola w przemyśle dynamicznie rośnie

Drony posłużą do transportu ludzi i dostarczania zestawów do pierwszej pomocy przy wypadkach. Ich rola w przemyśle dynamicznie rośnie 4

W najbliższych trzech latach sprzedaż bezzałogowych statków powietrznych może się zwiększyć niemal trzykrotnie. Do 2021 roku na rynku ma się pojawić 30 mln dronów. Większość z nich będzie przeznaczona do szeroko rozumianej rozrywki, ale rośnie także rola bezzałogowych statków powietrznych w przemyśle. Drony wyposażone w dodatkowe kamery termiczne czy czujniki, które sprawdzają jakość powietrza, sprawdzą się w ratownictwie. Mogą być także z sukcesem wykorzystywane w rolnictwie czy transporcie. Nowością są też wprowadzane spadochrony dla dronów.

– To użytkownicy tak naprawdę pokazują, jaka jest przyszłość dronów. Zastosowania konsumenckie w zasadzie znamy, filmowanie to rzecz, na której nam jako klientom najbardziej zależy. Wprowadzamy dużo zmian w oprogramowaniu takich jak śledzenie obiektu. Można uruchomić drona, który zawiśnie na odpowiedniej wysokości, i ruszyć na wycieczkę pieszo, na rowerze, na nartach, a dron ciągle utrzymuje odpowiedni kąt, wysokość i nas filmuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dominik Wójcik, menedżer ds. sprzedaży w firmie Parrot.

Rynek dronów służących przede wszystkim do rozrywki napędzają nowo wprowadzane rozwiązania, m.in. połączenie dronów z wirtualną rzeczywistością, oraz przystępna cena. Drona wyposażonego w najnowsze technologie można kupić już za kilkaset złotych. Bezzałogowe statki powietrzne znajdują też coraz szersze zastosowanie w gospodarce, a ich rola w przemyśle będzie coraz większa.

– Drony są potrzebne do inspekcji budynków, będzie je można wprowadzić w miejsca zagrożone i sprawdzić, czy np. w budynku nie ma ludzi albo czy nie ma niebezpiecznych substancji. Takie drony są wyposażane w dodatkowe kamery termiczne bądź kamery, które sprawdzają jakość powietrza. Drony w rolnictwie pozwalają zaś na wyraźne zwiększenie plonów z jednego hektara przy odpowiednim badaniu własnego pola – mówi Dominik Wójcik.

Drony znajdują zastosowanie w coraz to nowszych dziedzinach przemysłu. W rolnictwie pomagają zoptymalizować decyzje w zakresie zbiorów lub zastosowania środków chemicznych. Mogą służyć do sprawdzania stanu lasów i zagrożenia pożarowego. Nie do przecenienia są także w ratownictwie, przy poszukiwaniu ludzi czy rozpoznaniu sytuacji po wypadkach.

– Trzeba wprowadzić odpowiednią legislację, aby np. drony mogły dostarczać na miejsce wypadku dużo szybciej potrzebne zestawy do pierwszej pomocy, sprawdzić, gdzie karetka utknie albo będzie się powoli przemieszczać. Operator może wysłać na miejsce drona z zestawem do pierwszej pomocy, można od razu z powietrza dowiedzieć się, jak wygląda sytuacja, co będzie potrzebne do prowadzenia dalszej pomocy – przekonuje ekspert.

Przyszłością dronów jest transport, także ludzi. W Dubaju przeprowadzono we wrześniu 2017 roku pierwsze testy bezzałogowej taksówki powietrznej. Osiemnastowirnikowy dron zabrał na pokład dwie osoby i odbył pięciominutowy lot. Dubaj do 2030 roku chce, aby co najmniej 25 proc. wszystkich pojazdów poruszających się po mieście było autonomicznych.

Jak szacuje Business Insider Intelligence, wartość usług i prac wykonanych przez drony w infrastrukturze wyniesie w najbliższych latach 45 mld dol., w rolnictwie 32,4 mld dol., w transporcie – 13 mld dol., a na rynku bezpieczeństwa ok. 10 mld dol.

Coraz szerszemu zastosowaniu dronów sprzyjają też materiały, z których są wykonane, m.in. wykorzystywane przy budowie obiektów kosmicznych. Lekkie i wytrzymałe powodują, że mogą latać coraz dłużej i na większych dystansach.

– Trwają prace nad wprowadzeniem rozwiązań, dzięki którym dron będzie mógł bezpiecznie wylądować. Stąd np. sześciowirnikowce, jeden silnik może zupełnie nie działać, on dalej będzie latał, będzie mógł sprowadzić cały obiekt na ziemię. Wprowadzane są też spadochrony dla dronów, to nowość. Na targach droniarskich już widać takie zestawy, które można zastosować w każdym nieco większym dronie – podkreśla Dominik Wójcik.

Zdaniem analityków BI Intelligence cywilny rynek dronów będzie rósł w średniorocznym tempie 7,6 proc., a jego wartość zwiększy się z 8,5 mld dol. w 2016 roku do 12 mld dol. w 2021 roku. Na rynek konsumencki do tego czasu ma trafić niemal 30 mln dronów.

Za dwa tygodnie rusza ostatnia pula dopłat w programie Mieszkanie dla Młodych. Do rozdysponowania jest 381 mln zł

Za dwa tygodnie rusza ostatnia pula dopłat w programie Mieszkanie dla Młodych. Do rozdysponowania jest 381 mln zł 5

To już ostatni dzwonek, by przygotować się do batalii o rządową dopłatę w ramach programu Mieszkanie dla Młodych. Od 2 stycznia uruchomiona zostanie ostatnia pula pieniędzy w wysokości 381 mln zł. Dopłata do zakupu własnego M może wynieść od 10 do 35 proc. wartości nieruchomości. Ze względu na wygaszanie programu kupujący musi wybrać nieruchomość w takiej inwestycji, której budowa zakończy się w 2018 roku.

 To już ostatnia pula, co oznacza, że wypłaty tych środków muszą być dokonane jeszcze w 2018 roku. Możemy wybrać takie mieszkanie, którego budowa zakończy się w 2018 roku bądź już jest gotowe. Tu apel, aby być czujnym, dokładnie czytać prospekt informacyjny i umowę, żeby być pewnym, że ta dopłata zostanie nam uruchomiona – inwestycja musi się zakończyć w 2018 roku – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Małgorzata Ostrowska, członek zarządu, dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction.

Eksperci przypominają, że już teraz najlepiej podpisać umowy przedwstępne i deweloperskie, skompletować dokumenty i rozpocząć proces kredytowy przed uruchomieniem środków.

 Pierwszym krokiem, jaki należy uczynić, to wybór tego, co nas interesuje i spełnia nasze kryteria, czyli wybór lokalizacji, inwestycji, konkretnego mieszkania. Następnie należy poradzić się doradcy kredytowego i sprawdzić u niego naszą zdolność kredytową. Należy też zawrzeć umowę na zakup mieszkania, przygotować wszelkie dokumenty do kredytu, podpisać wnioski kredytowe tak, aby być gotowym na ich złożenie w styczniu – wymienia Małgorzata Ostrowska.

Ostatnia pula dopłat w programie MdM ruszy 2 stycznia. Do rozdysponowania będzie ok. 380 mln zł. Jak pokazuje doświadczenie ostatnich lat, pieniądze prawdopodobnie rozejdą się w ciągu kilku dni. W 2014 roku klienci skorzystali z 35 proc. środków, rok później z nieco ponad 70 proc. Od 2016 roku pieniądze są już wykorzystywane w całości.

 Beneficjentami tego programu mogą być nie tylko ludzie młodzi. Rodziny, które mają trójkę dzieci, nie muszą spełniać tego limitu wiekowego – przypomina dyrektor pionu marketingu i sprzedaży w J.W. Construction.

Limit wiekowy wynosi 35 lat. W przypadku małżeństw wystarczy, że jedno z małżonków nie osiągnęło jeszcze tego wieku. Program promuje rodziny wielodzietne, przy rodzinach z trojgiem dzieci każdy z rodziców traktowany jest jako młoda osoba.

– Takie rodziny są uprzywilejowane również dlatego, że nie muszą spełniać kolejnego kryterium, a mianowicie mogą być posiadaczem innej nieruchomości. Każda inna rodzina, mająca dwójkę lub mniej dzieci albo single, to osoby, które kupują pierwsze mieszkanie – wskazuje Ostrowska.

Dofinansowanie dla singli i rodzin bezdzietnych wynosi 10 proc. przeciętnego kosztu budowy mieszkań w danej lokalizacji. Dla większych rodzin udział ten stopniowo rośnie. Przy jednym dziecku dopłata wynosi 15 proc., przy dwójce – 20 proc., a dla rodzin z przynajmniej trojgiem dzieci – 30 proc. Przy zakupie mieszkania w cenie niższej niż wartość przeciętna na danym terenie pomoc może przekroczyć 30 proc.

 Wiele osób myśli, że ma zdolność kredytową, ale niema żadnych oszczędności, czyli brakuje im wkładu własnego. W banku trzeba mieć 10, 15 czy nawet 20 proc. wkładu własnego. Program MdM wypełnia tę lukę. Ta dopłata stanowi pierwszą wpłatę, czyli osoby, które nie mają oszczędności, ale mają zdolność kredytową i spełniają kryteria programu, zapraszamy do kupowania mieszkań, bo to naprawdę ostatnia szansa – mówi przedstawicielka J.W. Construction.

W programie MDM obowiązują limity metrażowe. Mieszkanie nie może być większe niż 75 mkw. (dla rodzin z trójką dzieci 85 mkw.), a w wypadku domu – 100 mkw. (dla rodzin z trójką dzieci 110 mkw.). Dopłata liczona jest jednak tylko do 50 mkw. nabywanej nieruchomości (dla rodzin wielodzietnych 65 mkw.). Do dopłat kwalifikują się nieruchomości, w których cena metra kwadratowego nie przekracza limitu publikowanego przez BGK. W Warszawie limity w I kwartale 2018 roku wyniosą nieco ponad 6,2 tys. zł dla nowych mieszkań i ok. 5,1 tys. zł dla mieszkań na rynku wtórnym.

Muzyka elementem strategii promocyjnej sieci ibis. Ma przyciągnąć do hoteli młodych klientów

Muzyka elementem strategii promocyjnej sieci ibis. Ma przyciągnąć do hoteli młodych klientów 6

Rodzina hoteli ibis chce przyciągnąć klientów z młodego pokolenia. Do tej grupy potencjalnych gości skierowana jest nowa strategia komunikacyjna, której podstawę stanowi muzyka. Sieć nawiązała współpracę z węgierskim festiwalem Sziget i firmą fonograficzną Universal Music, a w hotelach organizuje kameralne koncerty. Natomiast jesienią rozpoczęła kampanię „ibis. tu mieszka muzyka”.

W Polsce stale przybywa hoteli. Zwiększa się szczególnie liczba obiektów ekonomicznych, 3- i 4-gwiazdkowych, bardzo chętnie wybieranych przez klientów z młodszego pokolenia. Właśnie do tej grupy potencjalnych gości skierowana jest nowa strategia komunikacyjna sieci ibis, oparta na muzyce i jej pozytywnych konotacjach.

– Idea pochodzi od ludzi, którzy naprawdę wiele czasu spędzają w hotelach. Wykorzystaliśmy ich energię. Marka ibis jest bardzo silna wśród młodych ludzi, którzy chcą się dzielić ze sobą pozytywną energią i pozytywnymi wibracjami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Luc Gesvret, dyrektor sprzedaży, dystrybucji, marketingu i RM w Grupie Hotelowej Orbis.

W nową strategię promocyjną sieć hoteli ibis wpisuje się kilka projektów. Niedawno marka została oficjalnym partnerem CEE MUSIC 2017 Songwriting Camp, największych w Europie Środkowo-Wschodniej warsztatów kompozytorskich. Współpracuje również z dużym węgierskim festiwalem pop-rockowym Sziget, uważanym za największy tego typu event w Europie. W hotelach marki ibis odbywają się również kameralne koncerty, a od kilku lat goście mogą poczuć się jak DJ-e i sami wybierać odtwarzane utwory w systemie Jukebox by Deezer.

– W 2017 roku zostaliśmy partnerami Universal Music, z czego jesteśmy szczególnie dumni. W ramach tego programu młodzi ludzie spotykają się i wspólnie piszą piosenki. Wierzymy, że muzyka jest częścią DNA marki ibis – mówi Luc Gesvret.

We wrześniu rodzina hoteli ibis zainaugurowała konkurs w ramach kampanii „ibis. tu mieszka muzyka”. Wzięli w nim udział mało znani, często początkujący twórcy, którzy prezentowali swoje dzieła na utworzonej w tym celu platformie internetowej. Do konkursu zgłoszono ponad 300 utworów, na które internauci oddali łącznie ponad 60 tysięcy głosów. Spośród 30 najwyżej ocenionych utworów ambasadorka kampanii, Sarsa, wybrała pięć najlepszych. Ich autorzy nagrali single w profesjonalnym studiu stworzonym na potrzeby projektu w warszawskim hotelu ibis Ostrobramska.

– Kampania przeszła nasze najśmielsze oczekiwania. Nie spodziewaliśmy się takiego zainteresowania. Liczyliśmy, że będzie sto zgłoszeń, a zakończyliśmy projekt z ponadtrzystoma utworami. Z drugiej strony Sarsa mocno wsparła naszych uczestników. To było dla nas bardzo emocjonujące – mówi Hanna Bernakiewicz, brand manager segmentu hoteli ibis w Grupie Hotelowej Orbis.

Organizatorzy konkursu za największy sukces uważają wysoki poziom jego uczestników. Podkreślają, że do muzycznej rywalizacji zgłosili się twórcy młodzi, ale dojrzali artystycznie i gotowi do rozpoczęcia kariery scenicznej. Wśród trzystu uczestników znaleźli się nie tylko zawodowi muzycy, lecz także osoby na co dzień zajmujące się innymi dziedzinami, m.in. lekarz oraz dwoje pracowników Grupy Hotelowej Orbis.

– To świadczy o tym, że rzeczywiście muzyka jest ich pasją. Mamy nadzieję, że ten konkurs i nasze hotele przyczynią się do tego, że będą w życiu robić to, co naprawdę kochają i co chwyta za serce publiczność – mówi Hanna Bernakiewicz.

Koncert wieńczący kampanię odbył się 12 grudnia w hotelu ibis Warszawa Centrum. Na scenie wystąpili zwycięzcy konkursu oraz Sarsa. Wokalistka zaśpiewała największe przeboje ze swojej ostatniej płyty zatytułowanej „Pióropusze”, otrzymała również pamiątkową złotą płytę jako podziękowanie za współpracę przy kampanii.

– Współpraca z influencerem takim jak Sarsa pomogła kampanii zostać zauważoną. Dzisiaj mówimy już o ponaddziesięciomilionowej widoczności całej kampanii – mówi Hanna Bernakiewicz.

Torebki foliowe – opłata recyklingowa od 1 stycznia 2018

Rozporządzenie Ministra Środowiska, które określa poziom opłaty recyklingowej na lekkie torebki foliowe znajduje się obecnie w procesie legislacyjnym. 22 grudnia zostanie ostatecznie  opublikowane. Poziom opłaty, obowiązujący od 1 stycznia 2018  to 20 gr za sztukę torebki. Opłata dotyczy tylko handlu, a nie producentów i dostawców do handlu. 

Zgodnie z art. 40a. pkt 1. „Przedsiębiorca prowadzący jednostkę handlu detalicznego lub hurtowego, w której są oferowane lekkie torby na zakupy z tworzywa sztucznego przeznaczone do pakowania produktów oferowanych w tej jednostce, jest obowiązany pobrać opłatę recyklingową od nabywającego lekką torbę na zakupy z tworzywa sztucznego.”

Z kolei bardzo lekkie torby na zakupy są zwolnione z opłaty. Istone są tu zapisy ustawy definiujące przedmiotowe torebki i tak  torby objęte opłatą to lekkie torby na zakupy z tworzywa sztucznego o grubości materiału poniżej 50 mikrometrów. Zwolnione z opłaty są natomiast „bardzo lekkie torby na zakupy z tworzywa sztucznego o grubości materiału poniżej 15 mikrometrów, które  są  wymagane ze względów higienicznych lub oferowane jako podstawowe opakowanie żywności luzem, gdy pomaga to w zapobieganiu marnowaniu żywności”. Wobec tego nie wystarczy do zwolnienia odpowiednia grubość torebki, ale także funkcja jaką ma spełniać w placówce handlowej.

Należy pamiętać, że torebki tzw. przykasowe o grubości poniżej 15 mikrometrów nie spełniają warunku zwolnienia z opłaty.

Z kolei opłacie nie podlegają także torby foliowe , których grubość ptrzekracza 50 mikrometrów, uważane za torby wielorazowego użytku. Ustawa jest transpozycją regulacji UE, która ma na celu ograniczenie zużycia tylko torebek uznawanych za  jednorazowe.

Wirtualny kantor? Polacy pokochali e-walutę

Nadchodzący czas Świąt Bożego Narodzenia kojarzy się z radością, zadowoleniem
i spełnieniem. Powód do dumy i świętowania ma również firma Currency One SA, operator dwóch serwisów do wymiany walut on-line, Walutomat oraz Internetowykantor.pl. Na początku grudnia spółka zarejestrowała półmilionowego klienta. Kim jest osoba wymieniająca walutę w Internecie? Czy wymienia 100 czy 100 tys. euro? Jedna z największych firm z tej branży uchyliła rąbka tajemnicy.  

Sukces branży kantorów internetowych widać gołym okiem- kantory internetowe obracają rocznie nawet 40 miliardami złotych. Miliony nowych klientów, ciągle powstające nowe serwisy, także te bankowe. Wszystko zaczęło się 8 lat temu, gdy w Poznaniu uruchomiono serwis Walutomat. Kilka miesięcy później, w tym samym mieście słynącym przecież
z oszczędności, powstał Internetowykantor.pl. Serwisami zarządza dziś spółka Currency One, w której właśnie zarejestrował się półmilionowy klient.

Naszymi klientami są zarówno osoby indywidualne, jak i firmy. Wśród osób indywidualnych to przede wszystkim kredytobiorcy, osoby pracujące za granicą, turyści. W tym drugim przypadku to mikro i małe  firmy – mówi Jacek Kornosz, prezes zarządu Currency One – Wszelkie udogodnienia oferowane przez serwis Walutomat.pl oraz Internetowykantor.pl są wprowadzane z myślą o kliencie. Dlatego niezwykle ważnym elementem jest zwrócenie uwagi na jego preferencje, które są dla nas bardzo istotne. Aby zrozumieć klienta, należy go poznać, dowiedzieć się, jakie ma potrzeby i oczekiwania.

Wzrost znaczenia kantorów internetowych w rynku wymiany walut nie jest nowością. Komfort i wygoda, jakie wiążą się z szybką i, co ważne, bezpieczną wymianą bez potrzeby wyjścia z domu, są jednymi z wielu atutów propozycji oferowanych przez wirtualne kantory. W związku z dołączeniem półmilionowego klienta do grupy użytkowników największych polskich wirtualnych kantorów, analitycy skupili się właśnie na klientach. Dzięki statystykom, można opisać przybliżoną sylwetkę klienta Walutomatu i Internetowykantor.pl.

W obu serwisach firmy Currency One, wymiany walut on-line dokonują najczęściej mężczyźni w wieku 39 lat. Z kolei największa liczba dokonywanych transakcji odbywa się na terenie województwa mazowieckiego. Na drugim miejscu plasuje się województwo śląskie, a na trzecim województwo wielkopolskie. Jeżeli chodzi o dzień, w którym jest największa aktywność w obydwu przypadkach jest to poniedziałek.

Średnia kwota transakcji w serwisach Currency One to ponad 4 tysiące złotych, zaś rekordową jednorazową transakcję odnotowano 5 marca 2015 roku na kwotę 5,2 miliona złotych. Wśród najpopularniejszych walut, wymienialnych w serwisach, są euro, dolar amerykański, frank szwajcarski i funt brytyjski. Stanowią one aż prawie 100% wszystkich wymian. Interesująco wyglądają statystyki dotyczące dnia, w którym w serwisach Currency One zarejestrowało się najwięcej użytkowników – był to 24 czerwca 2016 roku, czyli dzień po referendum w Wielkiej Brytanii.

Te statystyki pokazują, jak dużym zaufaniem cieszą się kantory internetowe. Podobnie będzie w kolejnych latach, na co wskazuje Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy firmy Currency One, który przewiduje dalszy wzrost zainteresowania wymianą walut on-line:
Wartość rynku e-kantorów szacujemy na ok. 35-40 miliardów złotych rocznie. Rynek cały czas rośnie i nie zanosi się na przerwanie tej passy. W kolejnym roku branża e-kantorów nie straci swoich głównych zalet. W dalszym ciągu transakcje będą szybkie i wygodne. Jednocześnie koszty ponoszone przez użytkowników będą wyraźnie mniejsze niż te oferowane w ramach standardowych warunków w bankach. W połączeniu z nowymi funkcjonalnościami, nad którymi wiele podmiotów pracuje, powoduje to, że nie szybko Polacy wrócą do automatycznej wymiany w banku po kursie z tabeli.

Nieruchomości Komercyjne- Rynek inwestycyjny 3q17

Obroty na krajowym rynku inwestycyjnym w 1-3q17 spadły o 20% r/r, w samym 3q17 wolumen wzrósł o 60% r/r przy rosnącym udziale rynku warszawskiego.

Nieruchomości Komercyjne- Rynek inwestycyjny

Względem dystrybucji sektorowej zarówno w 1-3q17 jak i 1-3q16 dominującym sektorem pozostają nieruchomości handlowe (54% wolumenu). W 3q17 dominującym sektorem okazały się jednak nieruchomości biurowe (57% wolumenu).

Wiodące agencje, bazując na liczbie prowadzonych negocjacji, spodziewają się wyniku rocznego w 2017 r. na poziomie nieznacznie powyżej roku 2016. W naszej ocenie wynik ukształtuje się jednak nieznacznie poniżej poziomu 2016 r.

Po wyjątkowo słabym 1q17, kiedy Polska została pod względem wolumenu daleko za rynkiem czeskim, zarówno w 2q jak i 3q17 Polska ponownie jest  największym rynkiem w regionem. Należy jednak zwrócić uwagę, że ogólnoeuropejski wolumen transakcji inwestycyjnych wzrósł w 1-3q17 r/r o ponad12%, przy spadku w kraju o 20%.

Dominacja inwestorów zagranicznych na polskim rynku utrzymuje się, podmioty krajowe w 1-3q17 były odpowiedzialne za zaledwie 10% wolumenu transakcyjnego.

W 3q17 rynek przyjął z pewnym niepokojem informację o planowanym ograniczeniu funkcjonowania przyszłych wehikułów REIT do nieruchomości mieszkaniowych.

Czynnikami negatywnie interpretowanymi przez inwestorów były również zmiany w sposobie obliczania wymiaru podatku CIT dla właścicieli nieruchomości komercyjnych oraz kwestia zakazu handlu w niedzielę.

Przewidujemy, że do końca obecnej kadencji nie pojawią się już dalsze niepokojące rynek informacje z obszaru legislacji. Przewidujemy, że krajowa sytuacja polityczna będzie odgrywała coraz mniejszą rolę w generowaniu szoków popytowych na rynku inwestycyjnym.

Badanie RICS sentymentu inwestorów rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w 3q17 wskazuje na umiarkowanie pozytywny sentyment oraz poprawę kw/kw.

W 3q17 raportowane stopy kapitalizacji pozostawały stabilne na większości rynków. Kompresja stóp kapitalizacji w Polsce wydaje się być wygasającym trendem w obliczu spodziewanego wzrostu stóp procentowych wiodących banków centralnych oraz wzrostu kosztów finasowania. W USA stopy kapitalizacji rozpoczęły już łagodny wzrost od początku 2017 r.

Wartości kapitałowe w kraju pozostawały generalnie płaskie zarówno w ujęciu r/r, jak i kw./kw. Na rynkach Europy Zachodniej oraz w USA odnotowano dalszą aprecjację wartości nieruchomości komercyjnych. Region Europy Środkowej oraz Wschodniej pozostaje najbardziej niedoszacowany w kontekście całego kontynentu pod względem kształtowanie się wartości kapitałowych w ostatniej dekadzie.

Autor: Centrum Analiz PKO Bank Polski

Pierwsze symptomy kryzysu? FOMC widzi narastające ryzyko recesji

Atmosfera przedświątecznego lenistwa wyraźnie odbija swoje piętno na uczestnikach rynku walutowego, którzy na przestrzeni kilku ostatnich sesji wyraźnie zawęzili obserwowaną zmienność. W trakcie wtorkowych notowań uwagę inwestorów skutecznie zwracał amerykański dług, bowiem zyskowności dziesięcioletnich obligacji wystrzeliły o 6,5 pb. do poziomu nienotowanego od końca października (2,4590 proc.). Problem stosunkowo wygładzonej krzywej rentowności podejmowali reprezentanci Fed – Neel Kashkari oraz Robert Kaplan. Pomimo zdecydowanie różnego podejścia wobec normalizacji polityki pieniężnej w USA (pozostawienie status quo versus trzy podwyżki stóp w 2018 roku) należy mówić o zgodności członków FOMC, którzy przez pryzmat wygładzonego ogona widzą narastające ryzyko recesji.

Najsilniej zyskującym komponentem koszyka G10 okazało się być euro (0,3 proc.), które na koniec dnia próbuje utrzymać parę EUR/USD 20 pipsów nad okrągłym poziomem 1,1800. Do przetasowania sentymentu wobec waluty wspólnotowej nie przyczyniły się niewiele gorsze wskazania klimatu biznesowego w Niemczech. W najnowszych szacunkach indeksu Ifo uwagę zwróciło lekkie pogorszenie się oceny przyszłych warunków (109,5 pkt, poprzednio: 111,0 pkt), co było jednak rekompensowane przez sukcesywną poprawę oceny bieżącej (125,4 pkt, poprzednio: 124,5 pkt).

Dzisiejszą wyższość amerykańskiej waluty najsilniej uznaje japoński jen (-0,4 proc.), pozwalający inwestorom na retest oporu przez USD/JPY przy okrągłym poziomie 113,00. Skromne wzrosty na rynku ropy nie są dostateczne ku temu, aby można było obserwować wyraźną zmianę sentymentu wobec kanadyjskiego dolara (-0,3 proc.) oraz norweskiej korony (-0,3 proc.). Podobną skalę deprecjacji notuje funt szterling (-0,2 proc.), który w dalszej mierze oczekuje na napływ świeżych informacji na temat BREXIT-owego konsensusu. Obecnie GBP/USD próbuje znaleźć złoty środek w okolicach 1,3350.

O miano lidera walut Emerging Markets biją się polski złoty oraz węgierski forint, które na przestrzeni dnia zdołały umocnić się względem dolara po 0,5 proc. Dodatkowym paliwem do wzrostów HUF okazał się być komunikat do decyzji Narodowego Banku Węgier (MNB), który zdecydował się na podwyższenie prognoz wzrostu gospodarczego oraz przedstawił pierwsze projekcje na 2020 rok. W ostatnim okresie symulacji roczny przyrost cen konsumenta powinna wynieś 3,0 proc. wobec 2,7 proc. odnotowanych przez średnioroczną dynamikę PKB. Swoje pięć minut miała również polska gospodarka, aczkolwiek napływające dane nie przyczyniły się do zmiany sentymentu wobec PLN. W popołudniowej paczce danych miano najważniejszej publikacji zyskały listopadowe szacunki produkcji przemysłowej, które zgodnie z naszymi oczekiwaniami lekko rozczarowały rynkowe oczekiwania (9,0 proc. r/r, TMS Brokers: 9,1 proc., konsensus: 9,6 proc.). Na szczególną uwagę zasługuje fenomenalna sprzedaż detaliczna (8,8 proc. r/r, TMS Brokers: 6,7 proc., konsensus: 6,4 proc.) sugerująca podtrzymanie silnych trendów spożycia indywidualnego w rachunkach narodowych za IV kwartał. Dawki zaskoczenia nie zapewnił indeks cen producenta, który z miesiąca na miesiąc wzrósł o zaledwie 0,1 proc. (TMS Brokers: 0,1 proc., konsensus: 0,3 proc.). Na koniec dnia EUR/PLN balansuje przy 4,2020, USD/PLN schodzi do 3,5540, GBP/PLN wraca do 4,7450, a CHF/PLN ponownie jest kwotowany w okolicach 3,6030.

Po wczorajszych wzrostach na europejskich parkietach pozostały jedynie wspomnienia. Na czele frankfurckiego indeksu DAX (-0,7 proc.) znalazła się Lufthansa (1,4 proc.), pomimo problemów technicznych związanych z działaniem internetowego kanału obsługi klienta. W cieniu lotniczego giganta uplasowały się akcje ThyssenKrupp (0,9 proc.), co częściowo było spowodowane zamiarem dokapitalizowania spółki TATA Steel w drodze sprzedaży walorów obecnym akcjonariuszom. Na dnie znalazł się Deutsche Bank, którego 1,7 proc. zniżkę usilnie gonił ProSiebenSat.1 (-1,6 proc.). Na fali niezbyt przychylnych nastrojów w europejskim sektorze energetycznym znalazło się RWE (-1,6 proc.) – według najnowszych prognoz należy się spodziewać dość łagodnej zimy.

Ze spadkowych nastrojów udało się wyłamać giełdzie w Londynie. Najsilniej zwyżkującym komponentem indeksu FTSE 100 (0,1 proc.) okazało się być Shire (3,8 proc.) za sprawą doniesień związanych z zezwoleniem amerykańskiej Agencji Żywności i Leków na działania marketingowe związane z lekiem na hemofilię myPKFiT. Dobre nastroje w sektorze lotniczym wpłynęły również na wycenę walorów EasyJet (2,8 proc.). Tani przewoźnik poinformował o zmianach w modelu biznesowym spółki, które obejmują między innymi rozszerzenie oferty o loty do portu Mediolan-Malpensa. Na dnie listy stu największych spółek znalazł się Mediclinic (-4,8 proc.) przebijający na koniec dnia średnią z ostatnich 50 notowań.

Ponure nastroje w sektorze energetycznym odbiły się na najbardziej przecenionych walorach przy Książęcej. Na dnie indeksu WIG 20 (-0,4 proc.) znalazły się Tauron (-2,8 proc.), Energa (-1,9 proc.) oraz Jastrzębska Spółka Węglowa (-2,2 proc.), która planuje rozwiązanie rezerwy na deputaty węglowe w kwocie 1,3 mld PLN z obecnie wynoszącej 1,9 mld PLN. Swoje pięć minut miały spółki wytwarzające dobra konsumenckie. Na ich czele znalazły się walory CCC, które ze zwyżką na poziomie 1,7 proc. skutecznie odskoczyły zyskującemu 0,7 proc. LPP.

Na rynku surowców najbardziej pokaźny ruch w stronę północy mają za sobą marcowe kontrakty na cukier, które od wczorajszego zamknięcia zyskały 4,4 proc. Zdecydowanie mniej spektakularne ruchy obserwuje się wśród „energetyków” – 0,5 proc. zwyżce ropy WTI (57,40 USD) przeciwstawia się dość skromna przecena styczniowych kontraktów na gaz ziemny (-0,7 proc.). Dość blisko poziomów wyjściowych znajdą się metale szlachetne. Na koniec dnia uncja złota (-0,2 proc.) wraca do poziomu 1 259,80 USD, a srebro (-0,3 proc.) notuje ruch w okolicę 16,10 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Rok 2018 to najwyższy czas na pokochanie swoich danych

Przedsiębiorstwa powinny traktować swoje dane jako wartościowe zasoby nie ze względu na nowe regulacje czy strach przed przestępcami. W gospodarce opartej na danych dane to przyszłość każdego przedsiębiorstwa, dlatego firmy powinny traktować dane w sposób, który odzwierciedla ich znaczenie. W przypadku przedsiębiorstw prowadzących działalność w UE najnowszą regulacją, którą będą musiały spełnić, będzie rozporządzenie GDPR, wchodzące w życie w maju 2018r.

Od dawna wiadomo, że „wiedza to potęga”, ale nigdy nie było to dla przedsiębiorstw równie trafne jak dzisiaj. W epoce, w której firmy starają się być bliżej klientów i usprawniać procesy biznesowe za pomocą bardziej inteligentnej analizy danych, odpowiednio zgromadzona i wyselekcjonowana wiedza decyduje o ich sukcesie.

Dane są coraz bardziej wartościowym zasobem, a przedsiębiorstwa czerpiące maksymalne korzyści ze zbieranych i generowanych danych mają ogromne szanse na sukces. Według Oracle wciąż istnieją jednak istotne przeszkody do pokonania, związane przede wszystkim z bezpieczeństwem i zgodnością z przepisami. W miarę jak rośnie wartość danych, rośnie również nadzór nad tym, w jaki sposób są one zbierane, przechowywane i wykorzystywane oraz kto, gdzie i kiedy może uzyskiwać do nich dostęp.

Pojawiające się na pierwszych stronach gazet informacje o naruszeniach ochrony danych z całego świata i ze wszystkich branż uświadomiły już wszystkim negatywne konsekwencje takich incydentów dla przedsiębiorstw i ich klientów, ale firmy mają teraz również dodatkową motywację do tego, aby zapewnić bezpieczeństwo swoich danych. Powinny dbać o ich bezpieczeństwo, ponieważ są wartościowe i stanowią przyszłość ich biznesu. Powinny kochać swoje dane i nie uważać ich ochrony za uciążliwy obowiązek. Każda organizacja musi dopilnować, by jej procesy, szkolenia i kultura organizacyjna były ukierunkowane na dostrzeganie i szanowanie wartości posiadanych danych. Powinna również wyznaczyć osoby odpowiedzialne za kwestie związane z ochroną danych: inspektora ochrony danych (data protection officerDPO), współpracującego z dyrektorem ds. bezpieczeństwa informacji (chief information security officerCISO).

Jednakże zadanie określenia tego, jaki powinien być odpowiedni poziom ochrony danych, nie należy wyłącznie do odpowiedzialnych i przyszłościowo myślących przedsiębiorstw. Coraz częściej formułowaniem i egzekwowaniem tych standardów zajmują się rządy i ustawodawcy.

Ogólne rozporządzenie UE o ochronie danych (GDPR), wchodzące w życie w maju 2018r., to najnowsza regulacja określająca, w jaki sposób organizacje powinny przetwarzać i wykorzystywać dane, a w szczególności dane konsumentów. Mimo że jest to rozporządzenie UE, jego konsekwencje odczują wszystkie przedsiębiorstwa prowadzące działalność w Unii Europejskiej. Firmy, które nie spełnią wymogów GDPR, będą narażone na wysokie kary finansowe wynoszące do 4% ich globalnych obrotów, więc można by się spodziewać, że wszyscy będą się starali je spełnić. Gartner przewiduje jednak, że 50% firm znacznie przekroczy termin spełnienia wymogów GDPR.

Mimo że zachowanie zgodności z konkretnymi przepisami może być uciążliwe, szersza potrzeba ciągłego aktualizowania i doskonalenia dotychczasowych środków zapewniających bezpieczeństwo i zgodność z przepisami powinny być wbudowane w procedury pracy każdego przedsiębiorstwa, które przetwarza wartościowe dane. Firmy powinny sprawdzać, czy wystarczająco chronią swoje dane, niezależnie od tego, czy pojawiają się nowe regulacje.

Jak przedsiębiorstwa podchodzą do tego zadania? Kluczowe elementy GDPR to ocena, zapobieganie i wykrywanie. Są to użyteczne, aczkolwiek dość ogólnie sformułowane punkty wyjścia dla każdego przedsiębiorstwa, któremu zależy na ochronie posiadanych danych, traktowaniu ich w sposób odpowiedzialny i z szacunkiem.

Ocena: Ocena to kwestia kluczowa. Wiele organizacji rozwijało się w sposób niezorganizowany — poszczególne działy pracowały niezależnie od siebie i wprowadzały swoje własne aplikacje i procesy. Ponadto z biegiem lat niektórzy pracownicy nauczyli się omijać zasady i regulaminy. W wyniku tego pracują w sposób, który ma sens dla nich, ale jest szkodliwy dla ochrony danych i zachowania zgodności. Aby przedsiębiorstwa były w stanie rozwiązać problemy, muszą najpierw je dokładnie zidentyfikować.

Zapobieganie: Kiedy przedsiębiorstwa dowiedzą się już, gdzie znajdują się ich dane i w jaki sposób są one wykorzystywane, muszą ustanowić i egzekwować reguły oraz wdrożyć sprawne środki ochrony, które zapobiegają nieuprawnionym działaniom. Obejmuje to ochronę danych przed przypadkowymi i intencjonalnymi zagrożeniami z zewnątrz i wewnątrz organizacji. Następnym krokiem jest podjęcie odpowiednich działań uniemożliwiających wykorzystanie danych wrażliwych osobom z zewnątrz lub osobom bez odpowiednich uprawnień. Skuteczne metody osiągnięcia tego celu to m.in. szyfrowanie, tokenizacja, maskowanie danych, anonimizacja i zaawansowana kontrola dostępu. Przedsiębiorstwa powinny również dokonać przeglądu wykorzystywanych danych, aby określić, jakie mechanizmy kontrolne są najlepiej dopasowane do konkretnej sytuacji.

Wykrywanie: Czujność to kluczowy element najlepszych procedur w zakresie zgodności i bezpieczeństwa. Automatyzacja może odegrać znaczną rolę w wykrywaniu podejrzanych zachowań i wdrażaniu działań obronnych na podstawie ustalonych kryteriów zagrożeń. Systemy muszą przeprowadzać inteligentne oceny określające kto, kiedy i dlaczego uzyskuje dostęp do informacji, oraz w oparciu o predefiniowane kryteria zagrożeń podejmować odpowiednie działania, takie jak zablokowanie użytkownika, zanim będzie w stanie uzyskać dostęp do danych wrażliwych, przenieść je lub je wykorzystać.

Terminy takie jak wejście w życie GDPR to dobra motywacja dla przedsiębiorstw. Jednak mimo iż regulacje mogą się wydawać uciążliwe, przedsiębiorstwa powinny traktować swoje dane jako cenny zasób i zabezpieczać je niezależnie od zachęt regulacyjnych. Aby osiągnąć sukces w gospodarce opartej na danych, w której wiedza to niewątpliwie potęga, przedsiębiorstwa powinny kochać swoje dane tak mocno, aby chronić je za wszelką cenę. Jeśli tego dokonają, będą mieć pewność siebie i możliwości potrzebne do wykorzystania pełnego potencjału tych danych. Ponieważ zgodność z przepisami to jedynie punkt wyjścia na drodze do cyfrowego sukcesu, a nie cel sam w sobie.

W gospodarce opartej na danych zgodność z przepisami to konieczność, nie czynnik decydujący o sukcesie przedsiębiorstwa. Czynnikiem, który pozwoli przedsiębiorstwom naprawdę wyróżnić się na rynku — i jeszcze bardziej pokochać swoje dane — będzie natomiast to, w jaki sposób wykorzystają te dane do czerpania cennej wiedzy, tworzenia nowych modeli biznesowych i lepszego dopasowania usług do potrzeb klientów.

Autor – Adam Wojtkowski, Dyrektor Generalny Oracle Polska

Kurs dolara spada, złotówka zyskuje

W poniedziałek amerykański dolar tracił do swoich rywali. W ten sposób inwestorzy realizują zyski po wcześniejszej aprecjacji amerykańskiej waluty w związku z rosnącymi oczekiwaniami uchwalenia ustawy Republikanów dotyczącej obniżek podatkowych. Prawdopodobnie już przed końcem tego tygodnia prezydent Donald Trump dostanie ustawę do podpisu. Byłoby to pierwsze wielkie zwycięstwo legislacyjne ekipy Trumpa. Na słabszym dolarze, a także na kolejnych danych mówiących o dobrej kondycji polskiej gospodarki (w listopadzie płace wzrosły o 6,5%, a zatrudnienie o 4,5% r/r) zyskuje złotówka.  

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do dolara kanadyjskiego (+0,07%), a traci do euro (-0,22%), brytyjskiego funta (-0,27%), dolara australijskiego (-0,04%) oraz japońskiego jena (-0,14%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,18, GBP/USD – 1,338, USD/CAD – 1,286, AUD/USD – 0,767 i USD/JPY – 112,5. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,1%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,881. Złotówka zyskuje do dolara i euro, minimalnie traci do franka szwajcarskiego i nie zmienia kursu do funta. We wtorek rano dolar kosztuje 3,56 zł, euro – 4,2 zł, funt – 4,77 zł, a frank – prawie 3,62 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,62%, frankfurcki indeks DAX – o 1,59%, a paryski indeks CAC 40 – o 1,33%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,54%, meksykański indeks Bolsa – 1,15%, a brazylijski indeks Bovespa – 0,7%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 0,15%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,88%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 0,68%.

Ropa i złoto: Ceny ropy naftowej nadal wahają się. W poniedziałek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 63,41 USD (+0,28%), a ropy WTI – 57,16 USD (-0,24%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 65 USD. Z kolei po wcześniejszej stabilizacji ceny złota idą w górę. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1263 USD. To 7 USD więcej (+0,56%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Protokół z posiedzenia RBA, grudzień
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Dobrobytu wg BIEC, grudzień – 106,6 pkt. (poprzednio 106,6 pkt.)
  • 10:00 – Niemcy – Indeks instytutu Ifo, grudzień (prognoza 117,5 pkt.)
  • 14:00 – Polska – Produkcja przemysłowa (r/r), listopad (prognoza 9%)
  • 14:00 – Polska – Produkcja budowlano-montażowa (r/r), listopad (prognoza 14%)
  • 14:00 – Polska – Sprzedaż detaliczna (r/r), listopad (prognoza 7,5%)
  • 14:00 –Węgry – Decyzja ws. stóp procentowych, grudzień
  • 14:30 – USA – Pozwolenia na budowę domów, listopad (prognoza 1278 tys.)
  • 14:30 – USA – Rozpoczęte budowy domów, listopad (prognoza 1250 tys.)
  • 14:30 – USA – Saldo rachunku bieżącego, III kw. (prognoza -117,2 mld USD)
  • 19:10 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Minneapolis

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Wysyłanie newsletterów a RODO

Zgodnie z przepisami Rozporządzenia Ogólnego o Ochronie Danych Osobowych (RODO), które wejdzie w życie w maju 2018 r., aby móc wysyłać newsletter do klientów, firma potrzebuje ich zgody na przetwarzanie danych osobowych do celów marketingowych. Co istotne, musi ona zostać udzielona dobrowolnie i nieprzypadkowo.

„Bardzo ważne jest to, żebyśmy pamiętali, że nie możemy uzyskiwać zgody poprzez checkboxy, które są zaznaczane automatycznie. Oczywiście podmioty przestrzegają tego już w tej chwili, natomiast RODO bardzo mocno tego wymaga. Zgoda musi być dobrowolna i wyrażona w sposób jednoznaczny, przez podjęcie konkretnych czynności” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Magdalena Kot, radca prawny z kancelarii LAWMORE.

Należy przy tym mieć na uwadze, że zgodnie z RODO każda udzielona zgoda na przetwarzanie danych osobowych dotyczy konkretnego celu tego przetwarzania. Jeśli podmiot chce wykorzystywać otrzymane dane w innym celu, potrzebuje na to kolejnej zgody. Poza tym osoba, której dane są przetwarzane, musi mieć możliwość cofnięcia swojej zgody.