„Made in China” po polsku, czyli dlaczego warto postawić na promocję marki własnej

Na pytanie o skojarzenia z produktem pochodzącym z Chin w odpowiedzi większość z nas z pewnością wyrecytowałaby hasła takie jak „niska jakość”, „tandeta” czy „tania chińszczyzna”. Towary rodem z Państwa Środka obciążone są stereotypami, które pokutują w naszej świadomości od niemal trzech dekad. Zapominamy jednak, że czasy „Jarmarku Europa” minęły bezpowrotnie. Obecnie wysokiej jakości chińskie wyroby towarzyszą nam w niemal każdym momencie życia, choć nie wszyscy mamy tego świadomość…

Wystarczy rozejrzeć się po pomieszczeniu, w którym aktualnie przebywamy. Zakładając, że akurat nie siedzimy w pustym pokoju w samej bieliźnie, można śmiało założyć, że w naszym otoczeniu znajduje się co najmniej kilka produktów o dalekowschodnim rodowodzie. Odzież, obuwie, elementy wystroju wnętrza, sprzęt elektroniczny – wszędzie znajdziemy mniej lub bardziej rzucającą się w oczy informację „Made in China” lub „Made in PRC”. Znajdziemy, jeśli się o to postaramy. Coraz częściej bowiem mamy do czynienia produktami brandowanymi, tj. opatrzonymi logo marki, odpowiednim opakowaniem, z obsługą klienta w języku polskim, gwarancją etc. Za tym wszystkim idzie jakość, która nie odbiega od standardów, do których zdążyliśmy się przyzwyczaić. Witamy w świecie marek własnych. Świecie, w którym „chińskie” staje się… „nasze”.

Tygrys < Smok

Wioski rybackie, które na przestrzeni kilkunastu lat stały się gigantycznymi ośrodkami przemysłowymi. Druga po USA gospodarka, notująca średnie tempo wzrostu na poziomie ok. 10% rocznie, przez ostatnie 30 lat. Największy eksporter na świecie. Chiny, które do grona tzw. azjatyckich tygrysów dołączyły pod koniec lat osiemdziesiątych, dawno już prześcignęły swoich konkurentów w regionie. Jeśli zatem Tajwan, Singapur, Filipiny, Malezja, Indonezja czy w końcu Korea Południowa nazywane są Tygrysami, to patrząc na tę niebywałą skalę wzrostu, Chiny należałoby nazwać co najmniej Smokiem.

Duża w tym zasługa rozwoju sektorów produkcji i eksportu, dzięki którym Państwo Środka zyskało miano „fabryki świata”. Wystarczy spojrzeć na czołówkę producentów elektroniki użytkowej – firmy takie jak Apple czy Samsung od lat korzystają z usług chińskich fabryk, w których z powodzeniem wdrożono najwyższe standardy kontroli jakości. Z kolei przykładem z rodzimego podwórka może być firma Manta, która kilkanaście lat temu zasłynęła wprowadzeniem na rynek „nieśmiertelnych” odtwarzaczy DVD, a dziś jest jednym z największych w Europie producentów budżetowej elektroniki.

Pekin nad Wisłą

Import chińskiej elektroniki do Polski nadal jest niezwykle popularny. Przedsiębiorcy, którzy
z powodzeniem ujarzmili cały proces – od weryfikacji dostawców, poprzez kontrolę jakości, certyfikację i transport, na formalnościach związanych z wprowadzeniem towaru do obrotu kończąc – często mogą pochwalić się dobrze prosperującym biznesem. Należy przy tym rozróżnić dwa modele prowadzenia takiej działalności.

W pierwszym produkty są importowane, a następnie sprzedawane na popularnych portalach aukcyjnych. Przeglądając oferty sprzedaży np. smartfonów na Allegro, z pewnością natkniemy się na mnóstwo tzw. no-name’ów lub urządzeń o egzotycznie brzmiącej nazwie, w wyjątkowo atrakcyjnych cenach. W tym przypadku trzeba się liczyć z mocno ograniczoną grupą docelową. Ze względu na wspomniane już animozje oraz nieufność w stosunku do chińskich wyrobów, trafimy do wąskiego grona odbiorców, dla których głównym czynnikiem decydującym o zakupie jest cena.

Sytuacja wygląda inaczej w przypadku modelu OEM (Originial Equipment Manufacturer)/ ODM (Originial Design Manufacturer). Chińscy dostawcy oferują możliwość tzw. brandingu
i personalizacji produktów. Możemy zatem zamówić partię smartfonów z naszym logo, opakowaniem, wydrukowaną polską instrukcją obsługi itd. Jeszcze kilka lat temu proces ten wiązał się z koniecznością zamawiania określonych, minimalnych ilości towaru, liczonych w tysiącach sztuk. Obecnie, możemy jednorazowo zlecić produkcję nawet 100 sztuk telefonów naszej własnej marki. Ponadto, w przypadku gdy z danym dostawcą współpracujemy od dłuższego czasu i darzymy go zaufaniem, można wynegocjować solidny rabat w zamian za ograniczenie odpowiedzialności gwarancyjnej. Wprawdzie przyjmujemy wówczas zobowiązanie samodzielnego serwisowania sprzętu, ale nadal możemy liczyć na chińskiego kontrahenta w kwestii zaopatrzenia w części zamienne, a nasi klienci z pewnością docenią zalety sprawnego procesu gwarancyjnego w systemie door-to-door.

Posiadanie marki własnej pomaga zdobyć zaufanie konsumentów oraz znacząco zmniejsza bariery nawiązania współpracy z resellerami naszych produktów. Mało który sklep internetowy czy detaliczna sieć handlowa zechce wprowadzić do oferty chiński sprzęt marki, o której nikt nigdy nie słyszał. Tutaj właśnie pojawia się czynnik, który skutecznie zniechęca przedsiębiorców do tworzenia marek własnych – promocja. Aby klienci czy potencjalni partnerzy biznesowi usłyszeli o naszych produktach, musimy zadbać o ich promocję, a dotarcie z komunikatem reklamowym do setek tysięcy odbiorców kojarzy się z koniecznością przeznaczenia bajońskich sum na kampanie marketingowe. Ale kto powiedział, że musimy zaczynać od spotów telewizyjnych czy kampanii radiowych w ogólnopolskich rozgłośniach?

Internet – trampolina do sukcesu Twojej marki

Sprzedawcy na Allegro niechętnie rozmawiają o promocji swoich produktów poza granicami portalu – przyznaje Michał Barszcz, zarządzający krakowską agencją e-marketingową Fogmark. Przeraża ich potrzeba inwestycji w coś, co nie przynosi natychmiastowego przełożenia na sprzedaż. Stare porzekadło mówi „aby wyjąć, musisz zainwestować”. Zastanówmy się zatem, czy biorąc pod uwagę niemałe prowizje, którymi trzeba się podzielić z portalem aukcyjnym, warto inwestować w kanał sprzedaży, na politykę którego nie mamy żadnego wpływu? Wielu drobnych przedsiębiorców, których sprzedaż była uzależniona od Allegro, przestała funkcjonować. Nie wytrzymali kolejnych podwyżek, a ich działalność utraciła rentowność. To wyraźny sygnał dla innych – warto zainteresować się stworzeniem marki własnej oraz jej promocją w Internecie już teraz – dodaje. Trudno się z tym nie zgodzić, zważywszy na możliwości jakie daje Internet w zakresie marketingu. Dzięki odpowiednio zaplanowanym działaniom i wyselekcjonowanym narzędziom możemy niewielkim kosztem rozpocząć promocję swojej marki w Sieci i docierać do potencjalnych klientów z niebywałą precyzją. Należy przy tym pamiętać, że budowa obecności marki w Sieci to proces, który jak każdy inny, wymaga czasu.

Rozważając kwestię reklamy naszego sprzętu elektronicznego w Internecie, naszym pierwszym przystankiem powinny być media społecznościowe. Według raportu Sotrendera, w 2016 roku w Polsce, na samym Facebooku odnotowano niemal 16 mln aktywnych użytkowników, a są przecież jeszcze Instagram, YouTube, Pinterest, Twitter czy Google+. Odpowiednia prezentacja produktów za pomocą postów o zróżnicowanych formatach (grafika, wideo, link, canva itp.) oraz ich promocja może dać zadziwiające efekty. Wyobraźmy sobie kampanię radiową w jednej z najpopularniejszych w Polsce rozgłośni. Cena emisji 10-sekundowego spotu może sięgać kilkunastu tysięcy złotych. Zakładając, że chcemy zbudować świadomość marki pośród szerokiego grona odbiorców, należałoby go emitować co najmniej raz dziennie w godzinach szczytu, co daje nam kwotę kilkuset tysięcy złotych miesięcznie. Za pomocą reklam na Facebooku jesteśmy w stanie dotrzeć do tej samej grupy docelowej za ułamek powyższej kwoty. Co więcej, możemy ustawić je tak, aby wyświetlane były jedynie osobom, które potencjalnie będą zainteresowane naszym produktem – przekonuje Michał Barszcz. Moduł reklamowy Facebooka w istocie stwarza niesamowite możliwości w zakresie precyzyjnego targetowania odbiorców. Skoro reklamujemy rzeczone smartfony, to po co płacić za ekspozycję reklamy ludziom, którzy nie są nimi zainteresowani? Odpowiednio skonfigurowana kampania na Facebooku eliminuje ten problem. Dzięki zaawansowanym ustawieniom możemy dotrzeć do odbiorców określając parametry takie jak wiek, lokalizacja, płeć, zainteresowania czy nawet zachowania. Warto przy tym pamiętać, że zarówno Facebook jak i inne social-media to przede wszystkim miejsca w których możemy, a nawet powinniśmy podjąć żywy dialog z użytkownikami. Na nic zdadzą się nawet najlepiej przygotowane reklamy, jeśli fanpage wypełniony zostanie treściami o wątpliwej jakości lub jeśli będziemy ignorować wiadomości nadsyłane przez użytkowników.

Jesteś tym, kim widzą cię inni

W przypadku elektroniki użytkowej doskonale sprawdzają się również działania z zakresu e-PR. Portale technologiczne zwykle chętnie publikują informacje prasowe dotyczące debiutujących urządzeń, dlatego często już na wstępie można zapewnić sobie szeroki rozgłos bez dużego nakładu finansowego – mówi manager Fogmark. Jak zawsze, należy zadbać o odpowiednią jakość treści oraz materiałów graficznych. Dobrym krokiem jest również wysyłka sprzętu na testy redakcyjne. Coraz więcej ludzi, przed podjęciem decyzji o zakupie sprzętu elektronicznego, poszukuje na jego temat rzetelnych informacji. Recenzja opublikowana na łamach poczytnego portalu technologicznego z pewnością pomoże potencjalnym klientom zorientować się czy produkt będzie w stanie spełnić ich wymagania.

Jak już zostało wspomniane, użytkownicy będą poszukiwać informacji i opinii na temat naszej marki oraz samej oferty. Dlatego właśnie warto zainteresować się działaniami z zakresu marketingu szeptanego, jednak w tym przypadku warto rozważyć zlecenie ich profesjonalistom. WOMM (marketing szeptany) cieszy się nie najlepszą sławą, ponieważ kojarzony jest ze spamem, którego pełno jest na forach internetowych i w komentarzach pod artykułami – mówi Barszcz. Prawdziwa „szeptanka” powinna pobudzać dyskusję na temat produktu w nienachalny, naturalny sposób – tylko wtedy stanowi realną wartość. Prowadzona w nieodpowiedni sposób, może przynieść więcej szkody niż pożytku – dodaje.

Nieco inną formą generowania pozytywnych opinii o marce czy produkcie jest tzw. influencer marketing. Podobnie jak w przypadku WOMM, działania te polegają na wpływaniu na podejmowanie decyzji zakupowych przy pomocy innych ludzi, jednak w tym przypadku nie mówimy o zwyczajnych internautach, ale o prawdziwych liderach opinii. Chodzi przede wszystkim o blogerów i youtuberów, którzy pośród swojej audiencji pełnią rolę ekspertów w danej dziedzinie. Weźmy za przykład videoblogera, który nagrywa materiały na temat gadżetów elektronicznych i wyraża przy tym swoje opinie i odczucia. Ludzie chętniej zaufają recenzji takiego człowieka, ponieważ jest dla nich autorytetem i pełni rolę swego rodzaju bufora między producentem, a klientem końcowym. Dzięki swojej wiedzy i doświadczeniu jest w stanie przekazać odbiorcy rzeczywisty feedback o produkcie, w oderwaniu od przekazów promocyjnych serwowanych przez producenta.

Jedna noga to za mało

Opieranie importowego biznesu na jednej gałęzi w postaci portalu aukcyjnego, prędzej czy później odbije się nam czkawką. Dywersyfikacja kanałów sprzedaży w obecnych czasach jest już koniecznością, dlatego już teraz warto zastanowić się na stworzeniem swojego własnego brandu, szczególnie w przypadku, gdy sprowadzamy produkty, których jakości się nie wstydzimy.  Zbudujmy sklep internetowy, nawiążmy współpracę z resellerami, pokażmy światu, że nasza marka jest godna uwagi. Przy odpowiednim podejściu do tematu promocji brandu oraz dozie cierpliwości i konsekwentności, można zbudować markę, która pozostanie w świadomości konsumentów na lata.

Należy przy tym zachować ostrożność, bowiem wielu przedsiębiorców, którzy postanawiają prowadzić działania marketingowe na własną rękę, robi to w sposób nieumiejętny i nie widząc żadnych efektów – rezygnuje. W skrajnych przypadkach zdarza się nawet, że chałupnicza reklama przynosi więcej szkody niż pożytku. Dlatego jeśli marketing jest nam obcy i wolimy się skupić na sprzedaży, rozważmy współpracę z profesjonalnymi agencjami. Nie traktujmy tego jako pieniądze wyrzucane w   błoto. To inwestycja, jak każda inna – potrzebuje czasu, aby się zwrócić i przynieść pożądane efekty.

Przeliczmy koszty prowadzenia działalności, zrezygnujmy na jakiś czas z krótkoterminowego zysku i postawmy na swoją markę. W perspektywie możemy się zdziwić – zwłaszcza wówczas, kiedy wielu z tych, którzy dziś deklarują, że „za Chiny Ludowe nie kupią chińskiego badziewia” jutro zostanie naszymi klientami.

Autor: Aleksander Biernacki

Chcesz zgrywać „przebojowego” ekstrawertyka, żeby dostać pracę? Możesz stracić swoją szansę

W biznesie ekstrawertywny styl funkcjonowania dość często bywa uznawany za determinantę sukcesu. Dlatego na rozmowie kwalifikacyjnej introwertyk może chcieć „grać” ekstrawertyka, np. mówiąc bardziej dynamicznie, niż zwykle. Jednak w procesie rekrutacyjnym nie opłaca się udawać. Rekruter szybko może zauważyć sztuczność. Wówczas prawdopodobnie odrzuci nieprzekonującego go kandydata. A jeśli nawet pracownik otrzyma posadę, to na dłuższą metę trudno mu będzie utrzymać nałożoną „maskę”.

Współczesny świat promuje postawy ekstrawertywne. W szkole dzieci otrzymują dobre stopnie za aktywność, a w pracy przełożeni wymagają od podwładnych dynamizmu i szybkości w działaniu. Z kolei, użytkownicy mediów społecznościowych starają się mieć jak najwięcej znajomych. Natomiast zabieganie o popularność i bycie w centrum uwagi, co do zasady, jest sprzeczne ze stylem funkcjonowania introwertyka. W związku z tym, w niektórych środowiskach biznesowych może mu być trudniej się odnaleźć.

– Jeżeli introwertyk ma jasno zdefiniowany cel i chce udawać ekstrawertyka, to oczywiście może próbować tego na rozmowie kwalifikacyjnej. Jednak prawdziwy profesjonalista nie dałby się oszukać, dzięki metodologii prowadzenia wywiadów rekrutacyjnych. Jednocześnie kwestia osobowości introwertywnej lub ekstrawertywnej nigdy nie powinna być używana jako kryterium decydujące o tym, czy dany kandydat będzie dobrym lub złym pracownikiem. Dlatego też oszukiwanie nie ma większego sensu – mówi Jolanta Zdrzałek, Associate Director z Hudson, globalnej firmy świadczącej usługi z zakresu rekrutacji.

Ekstrawertyka odróżnia od introwertyka to, że koncentruje swoją uwagę na świecie zewnętrznym. Mówi energicznie i szybko podejmuje działania. Potrafi zajmować się wieloma wątkami jednocześnie. Dla odmiany, język ciała introwertyka jest stonowany, a słowa są bardzo dokładnie dobierane. W niektórych przypadkach taki typ osobowości wypowiada się wolniej od ekstrawertyka. Chcąc o czymś opowiedzieć, lubi to najpierw przemyśleć. A im większą ma wiedzę o danym zagadnieniu, tym może mu być trudniej wypowiedzieć się na ten temat w krótkich zdaniach. Ekstrawertyk funkcjonuje odwrotnie, tzn. opowiadanie może być dla niego okazją do głębszego rozważenia danej sprawy.

– Różnica w stylu funkcjonowania polega na tym, że ekstrawertyk jest nastawiony na mówienie, a introwertyk – na słuchanie. Ten drugi może zostać odebrany jako osoba nieśmiała, ponieważ nie stara się zdominować swojego rozmówcy. Jednak wstydliwość nie ma z tym nic wspólnego. Introwertyk potrafi bardzo uważne wsłuchiwać się w słowa swojego rozmówcy. Z kolei, ekstrawertyk może się męczyć na spotkaniu biznesowym, podczas którego będzie mógł występować jedynie w roli cichego słuchacza – zwraca uwagę Jolanta Zdrzałek.

W opinii eksperta, w biznesie jest mniej więcej po równo introwertyków i ekstrawertyków, z niewielką przewagą tych drugich. Nikt nie jest w 100% żadnym z tych typów. To oznacza, że wszyscy potrafimy dostosowywać się do innych. Najważniejsza jest nasza świadomość tego, jacy jesteśmy. Warto też wiedzieć, z jakimi osobowościami na co dzień współpracujemy. Gdy wyczujemy potrzeby rozmówcy, łatwiej się z nim porozumiemy. Nasza komunikacja stanie się wtedy bardziej efektywna, np. z większą lekkością przekonamy do naszej oferty potencjalnego klienta albo unikniemy sytuacji konfliktowej ze współpracownikiem. Jednak nie chodzi o udawanie, lecz o rozumienie oczekiwań drugiej strony.

– Jeżeli ekstrawertyk będzie miał taką wiedzę, że introwertyk potrzebuje innej komunikacji, niż on sam, to skoncentruje się na stonowaniu swojej ekspresji. To samo dotyczy introwertyka. Jeśli zrozumie, że np. jego szef ma ekstrawertywny styl funkcjonowania, to też będzie w stanie dostosować swój naturalny sposób mówienia do potrzeb ekstrawertyka. Dla przykładu, nie będzie budował zdań złożonych, wzbogaconych dygresjami. Raczej wypowie najważniejsze kwestie w punktach – podsumowuje Jolanta Zdrzałek.

Bank Anglii będzie obserwował działania Fed

Funt znów pod presją spadkową. Tym razem zdecydowały mniej jastrzębie słowa szefa Banku Anglii Marka Carneya. Ale na wokandzie jest już temat postępu negocjacji brexitowych. Polska waluta nadal w ofensywie nie zważając nawet na mocniejszego dolara na szerokim rynku. Dane o sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej z Polski kluczowe w kontekście dalszych losów złotego. O 10.30 seria danych z rynku pracy w Wielkiej Brytanii.

Inflacja nadal rośnie

Wczorajszy dzień przebiegał pod znakiem zwiększonej aktywności na brytyjskim funcie. Początkowo wspomniana waluta zyskiwała, a był to efekt zaprezentowanych danych o inflacji. Wynik może nie zaskoczył analityków ale aktualny poziom czyli 3,0% r/r i wzrost w relacji m/m powoduje wzrost spekulacji o szybszym początku zacieśniania monetarnego w Wielkiej Brytanii.

Szybki odwrót

Szybko jednak sytuacja na funcie się odmieniła, wraz z początkiem wystąpienia szefa Banku Anglii o godzinie 12 nastąpiła gwałtowna wyprzedaż. Zdecydowały o tym już początkowe słowa Marka Carneya o tym, że trzeba znaleźć kompromis między wyższą inflacją a chęcią wspierania wzrostu gospodarczego. Dodał, że inflacja na aktualnym poziomie nie jest zaskoczeniem.

Podpatrywanie innych

Padło również pytanie o moment kiedy luźna polityka monetarna w Wielkiej Brytanii się skończy. I tutaj nieco nowe wątki się pojawiły, że decydenci z Banku Anglii będą obserwować działania prowadzone przez Fed i ich efekt. Wydaje się więc, że wbrew sporym oczekiwaniom inwestorów stopy procentowe w Wielkiej Brytanii mogą być jeszcze dłużej na obecnym poziomie. Tym bardziej jeśli Fed będzie zwlekał z kolejnymi ruchami w swojej polityce. Podsumowując funt nie miał dobrego dnia i systematycznie tracił na wartości.

Nie koniec problemów

A to może nie być koniec gdyż ciągle w powietrzu wisi temat negocjacji Brexitowych. Obie strony mają czas do piątku by wypracować porozumienie, takie słowa dzisiaj padły z ust Davida Davisa głównego negocjatora z ramienia Wielkiej Brytanii. Po drodze mamy jeszcze szczyt UE, więc wahania funta mogą być spore szczególnie w przypadku dwuznacznych doniesień agencji prasowych.

Silny złoty

Dobry sentyment na rynkach cały czas wpływa pozytywnie na krajową walutę. I nie zmieniły tego nieco słabsze dane z GUS na temat wynagrodzeń i zatrudnienia. Wzrosty na poziomie odpowiednio 6% r/r i 4,5% r/r potwierdzają dobrą sytuację na rynku pracy w Polsce. I co dość ważne wzmacniający się dolar na szerokim rynku nie wyhamował ruchu aprecjacyjnego na złotym. Dzisiaj w kalendarzu dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej z rodzimej gospodarki jeśli wskazania będą zgodne lub nieco lepsze od oczekiwań analityków krajowa waluta może pozostać mocna.

Przede wszystkim dane z Wielkiej Brytanii

Dzisiaj na rynkach oprócz wspomnianych danych z Polski przede wszystkim publikacja z Wielkiej Brytanii na temat rynku pracy. Istotne będą przede wszystkim wskazania tempa wzrostu wynagrodzeń, czy liczby wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Nieco później kilka wystąpień bankierów centralnych a więc 13.45 Praet z EBC, o 14.00 Dudley i Kaplan z Fed. O 14.30 dane z rynku nieruchomości z USA a więc liczba nowych pozwoleń na budowę.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Jak opisać pięć lat w jeden tydzień?

W środę wszystkie oczy zwrócone są na Chiny, pośrednio przez to, że w pozostałych zakątkach świata niewiele się dzieje. Początek Kongresu Komunistycznej Partii Chin nie przynosi fajerwerków i rynki utrzymują ciasne zakresy wahań. Przed nami trochę danych oraz wystąpień bankierów centralnych, choć szanse na wstrząsy są małe.

Dziś rozpoczął się 19. Kongres Komunistycznej Partii Chin, który potrwa cały tydzień. Prezydent Xi Jingping otworzył konferencję długim przemówieniem (ponad 3 godziny!), gdzie przedstawił wizję „nowej ery”. Zapewnił, że rynek będzie mógł odgrywać decydującą rolę w rozlokowaniu zasobów, ale jednocześnie dodał, że rola rządu w gospodarce musi zostać wzmocniona. Ogólnie jego wystąpienie można skwitować jako bogate w wielkie słowa, ale ubogie w konkrety. W kolejnych dniach szczegóły przyszłej polityki monetarnej powinny najbardziej interesować z punktu widzenia rynków finansowych. Prawdopodobnie powtórzony zostanie postulat z lipca o podwojeniu do 2020 r. poziomu PKB oraz dochodu per capita z 2010 r. Oznaczałoby to ustalenie średniego tempa wzrostu gospodarczego na poziomie ok. 6,3 proc. w latach 2018-2020.

Struktura budowy wzrostu będzie miała znaczenie. Zmniejszenie roli inwestycji infrastrukturalnych i ograniczanie zadłużenia publicznego) kosztem wartości tempa rozwoju może nieść negatywny wydźwięk dla cen surowców przemysłowych, implikując spadek chińskiego popytu np. na miedź, stal, węgiel. Zaostrzanie regulacji dla rynków finansowych może oznaczać spadek płynności na rynku kapitałowym (akcje) i terminowym (kontrakty futures na giełdzie towarowej), przede wszystkim odbierając siłę stronie popytowej. Jednakże od ogłoszenia do implementacji droga bywa długa, więc jest mało prawdopodobne, aby po samym komunikacie rynki finansowe miały znacząco reagować. Skuteczność w realizacji strategii transformacji jest niepewna i ostatnie lata pokazały, że gdy tylko wzrost gospodarczy jest zagrożony, chińskie władze z łatwością sięgają po sprawdzone sposoby inwestycji infrastrukturalnych i kredytowanych wydatków publicznych.
Na FX jesteśmy mniej więcej tam, gdzie zostawiliśmy kursy we wtorek. Kalendarz publikacji otwierają dane z rynku pracy Wielkiej Brytanii z główną uwagą na dynamikę wynagrodzeń. Funt więcej może wynieść z pozytywnych zaskoczeń (prog. 2,1 proc. r/r), szczególnie po wczorajszej wyprzedaży. W przypadku EUR, wątpliwe, aby waluta ożywiła się podczas wystąpienia prezesa ECB Draghiego, gdzie będzie on mówił o reformach strukturalnych w strefie euro i nieprzewidziana jest sesja pytań i odpowiedzi. Po południu dane z rynku budowalnego USA będą potraktowane drugorzędnie z USD bardziej zainteresowanym spekulacjami wokół wyboru nowego szefa Fed. Najnowsze informacje wskazują, że prezydent Trump wybierze prezesa spośród piątki kandydatów (Yellen, Cohn, Powell, Warsh, Taylor), a decyzja ma zostać podjęta przed 3 listopada.

Dziś otrzymamy też dane z polskiego przemysłu i handlu. Zakładamy mocniejsze niż konsensus spowolnieniem dynamiki produkcji przemysłowej (4 proc. r/r vs 5,2 proc.). Negatywny wydźwięk powinna jednak przykryć nieco silniejsza sprzedaż detaliczna. Spodziewamy się rocznej dynamiki na 8,1 proc. wobec konsensu 7,9 proc., gdyż wraz z nadejściem września nastąpiło lekkie wyostrzenie trajektorii wydatków gospodarstw domowych na żywność oraz dobra codziennego użytku. Niezależnie od odczytów EUR/PLN powinien utrzymać wąski zakres wahań 4,2250-4,24.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Co roku w Polsce marnuje się 9 mln ton żywności. W działania na rzecz niemarnowania jedzenia włączają się restauracje

Co roku w Polsce marnuje się 9 mln ton żywności. W działania na rzecz niemarnowania jedzenia włączają się restauracje 1

Na świecie marnuje się rocznie około 1/3 wyprodukowanej żywności, czyli nawet 2 mld ton. W Polsce co roku do śmietników trafia 9 mln ton jedzenia. Jednocześnie szacuje się, że w 2016 roku ok. 108 mln ludzi cierpiało z powodu głodu lub ciężkiego niedożywienia. Duża odpowiedzialność spoczywa na firmach, które powinny właściwie planować produkcję i zakupy, a także odpowiednio gospodarować żywnością, która nie zostanie sprzedana. Sieć KFC współpracuje w tym zakresie z organizacjami pozarządowymi z całej Polski. Od początku tego roku przekazała już 110 ton żywności, co odpowiada 0,5 mln posiłków dla potrzebujących.

– Problem marnowania żywności to jeden z największych problemów, jaki występuje dziś na świecie. Statystyka mówi, że około 1/3 żywności jest marnowana, głównie przez producentów, konsumentów, sklepy, ale również restauracje – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Olgierd Danielewicz, prezydent marki KFC w AmRest.

Raport brytyjskiego Institution of Mechanical Engineers wskazuje, że z produkowanych rocznie ok. 4 mld ton żywności nawet 30–50 proc. trafia na śmietniki. To oznacza, że co roku marnuje się 1,2–2 mld ton żywności. Banki Żywności szacują, że na świecie co roku wyrzucamy 1,3 mld ton jedzenia, czyli 1/3 produkowanej żywności. W Polsce marnuje się 9 mln ton jedzenia, przede wszystkim pieczywo, owoce i warzywa oraz wędliny. Za 2 mln ton zmarnowanej żywności odpowiadają gospodarstwa domowe, za 6,6 mln ton – produkcja, a za 350 tys. – sektor dystrybucji.

– Przedsiębiorstwa czy firmy mogą się dziś mierzyć z problemem marnowania żywności w różny sposób, począwszy od właściwego planowania produkcji, zakupów, przygotowania właściwej ilości zapasów, a skończywszy na tym, co zrobić z żywnością, o której wiemy, że się zmarnuje – wyjaśnia Olgierd Danielewicz.

Coraz częściej takie działania stają się filarem strategii firm w zakresie biznesu społecznie odpowiedzialnego. Polityka CSR zakłada, że firma realizuje swoje cele, ale z poszanowaniem środowiska, dbałością o relacje z otoczeniem i różnymi grupami społecznymi (zwłaszcza na poziomie lokalnym), a także prowadząc działalność edukacyjną.

– Firmy coraz chętniej angażują się we wszelkiego rodzaju procesy, które mają pomóc w szerzeniu odpowiedzialności społecznej, w tym m.in. dzielenie się żywnością czy właściwe gospodarowanie nadwyżką produktu, by minimalizować straty – wskazuje Danielewicz. – Ważne jest właściwe planowanie i organizacja pracy w restauracji, a także praca nad tym, by nie wyrzucać jedzenia – dodaje.

W ubiegłym roku sieć KFC wprowadziło w swoich lokalach program przekazywania niesprzedanej żywności organizacji pozarządowym. Za pośrednictwem Banków Żywności produkty z kurczaka trafiają m.in. do Caritasu, MONAR-u czy Stowarzyszenia Brata Alberta.

– Skala zaangażowania naszych restauracji w działania prospołeczne jest bardzo duża. Obecnie około 200 restauracji, czyli 90 proc. wszystkich punktów w Polsce, aktywnie uczestniczy w tym procesie. Do tej pory przekazaliśmy około 110 ton żywności, co odpowiada około 500 tys. posiłków. Wartość żywności, którą przekazaliśmy, to ponad 3 mln zł – podkreśla prezydent marki KFC. – Cieszę się z faktu, że KFC jako pierwsza sieć restauracji w Polsce podeszła do tego problemu w sposób systemowy. Liczę na to, że inne sieci restauracji podążą naszym śladem.

Ponad 40 proc. Polaków myśli o założeniu własnej firmy. Prawie milion jest zaangażowanych w sprzedaż bezpośrednią

Ponad 40 proc. Polaków myśli o założeniu własnej firmy. Prawie milion jest zaangażowanych w sprzedaż bezpośrednią 2

Ponad 70 proc. Polaków pozytywnie wypowiada się na temat przedsiębiorczości, a 41 proc. myśli o założeniu własnej firmy. Coraz częściej aktywizujemy się na własną rękę, m.in. poprzez zaangażowanie w sprzedaż bezpośrednią. Z firmami sprzedaży bezpośredniej współpracuje już 980 tys. Polaków, a wartość sektora przekracza 3 mld zł. Kuleje jednak wiedza na temat takiej formy sprzedaży, to zaś może zwiększać podatność na praktyki nieuczciwych firm. 

Polacy mają dobre tradycje przedsiębiorczości, jesteśmy proaktywni, bardzo lubimy być niezależni, a to cecha, która bardzo mocno nas aktywizuje. Lubimy mieć prawo wyboru, chętnie korzystamy z porad, natomiast zostawiamy sobie przestrzeń jako konsumenci. Przedsiębiorczość Polaków, która jest naturalną cechą, jest również wspierana przez aktywizację na własny rachunek – mówi agencji Newseria Biznes dr Anna Czarczyńska z Akademii im. Leona Koźmińskiego.

Z raportu Amway Global Entrepreneurship Report z 2016 roku wynika, że w Polsce odsetek osób chętnych do założenia własnej działalności gospodarczej jest wyższy niż na zachodzie Europy. Ponad 70 proc. pozytywnie ocenia ideę przedsiębiorczości, a 41 proc. deklaruje, że myśli o założeniu własnej firmy. Motywuje nas do tego chęć uniezależnienia się od pracodawcy i możliwość realizacji własnych pomysłów (odpowiednio 50 i 47 proc.).

Branża sprzedaży bezpośredniej jest przedszkolem przedsiębiorczości. Przy bardzo niskich barierach wejścia na rynek możemy spróbować swoich sił, zacząć działać jako mikroprzedsiębiorcy i możemy zobaczyć, na ile mamy potencjał rozwojowy, który potem może zaowocować działaniem na większą skalę – tłumaczy dr Anna Czarczyńska.

Coraz większa potrzeba niezależności przekłada się na wzrost zainteresowania sprzedażą bezpośrednią.

Z firmami sprzedaży bezpośredniej współpracuje 980 tys. osób, zanotowaliśmy 3-proc. wzrost liczby sprzedawców, a jednocześnie sprzedaż wzrosła o 5 proc., do ponad 3 mld zł. Sprzedaż rośnie, bo jest to bardzo atrakcyjna forma współpracy dla osób, które chcą zarobić, stworzyć własny biznes albo kupować produkty w sprzedaży bezpośredniej ze zniżką – tłumaczy Ewa Kudlińska-Pyrz, przewodnicząca zarządu Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej i dyrektor generalna Mary Kay Polska.

Łączna liczba transakcji dla całej branży wzrosła w 2016 roku do poziomu 37 mln (wzrost o milion), z czego 87,5 proc. zostało zrealizowanych w sprzedaży indywidualnej, a 10 proc w sprzedaży grupowej podczas prezentacji organizowanych na życzenie i w domach konsumentów.

Sprzedaż bezpośrednia przyciąga coraz więcej osób, nie tylko tych najmłodszych, które dopiero wchodzą na rynek pracy, lecz także tych, które powoli wracają do aktywności zawodowej, np. matki wracające do pracy po urlopie macierzyńskim czy wychowawczym. Jak przekonują eksperci, to atrakcyjna forma nauki mikroprzedsiębiorczości dla każdego pokolenia. Większość osób pracujących w sektorze sprzedaży bezpośredniej stanowią te w wieku 25–44 lata.

Aktywizujemy grupy społeczne, które mają trudności na rynku pracy, jesteśmy atrakcyjni zwłaszcza dla millenialsów, którzy nie chcą już pracować na etatach, chcą sami sobie dyktować tempo pracy, ustalać cele, ale potrzebują się nauczyć mikroprzedsiębiorczości – przekonuje Kudlińska-Pyrz. – Jesteśmy także dobrą opcją dla osób 50+, które są obecne na rynku pracy i potrzebują nadal się sprawdzać – dodaje.

Największą kategorię sprzedawanych produktów stanowią kosmetyki (60 proc.), suplementy diety oraz sprzęt AGD (ok. 11 proc.). Szybko rośnie sprzedaż bezpośrednia usług telekomunikacyjnych i energii z 2 proc. w 2015 roku do 9 proc. w 2016 roku. Większość klientów chwali taki model sprzedaży.

80 proc. osób, które choć raz wypróbowały sprzedaży bezpośredniej, twierdzi, że produkty są bardzo wysokiej jakości, zazwyczaj wyższej niż w innych formach sprzedaży, bardzo cenią też sprzedawców. Sprzedawcy budują więzi, relacje, sprzedaż bezpośrednia wspiera budowanie relacji, także budowanie kapitału społecznego – wskazuje Ewa Kudlińska-Pyrz.

Choć większość Polaków pozytywnie ocenia sprzedaż bezpośrednią, to – jak pokazują badania – z wiedzą na ten temat nie jest jednak najlepiej. Ponad połowa osób nie potrafi wskazać firm, które działają w tej branży, a 28 proc. błędnie podaje definicję tej formy sprzedaży. To zaś sprzyja większej podatności na praktyki nierzetelnych firm.

Sprzedaż bezpośrednia rozwija się stabilnie w Polsce, chociaż to zawsze będzie branża niszowa w stosunku do sprzedaży detalicznej. Psują nam nieco szyki firmy nierzetelne, które próbują naciągać zwłaszcza starsze osoby na produkty wątpliwej jakości albo tak drogie, że tych osób po prostu na nie nie stać. Myślę, że z czasem nasze standardy etyczne, które stanowimy i monitorujemy ich przestrzeganie przez członków stowarzyszenia, będą coraz lepiej widoczne na rynku. Potwierdza to Federacja Konsumentów, która twierdzi, że na firmy członkowskie stowarzyszenia skarg właściwie nie ma – mówi Mirosław Luboń, dyrektor generalny Polskiego Stowarzyszenia Sprzedaży Bezpośredniej.

Polacy, którzy kupują w systemie sprzedaży bezpośredniej, doceniają wygodę, czyli możliwość spokojnego zapoznania się z oferta firmy, sposób sprzedaży i dużą wiedzę przedstawicieli o oferowanych produktach. Co czwarty Polak, który nie dokonał jeszcze w ten sposób zakupu, tłumaczy, że obawia się braku możliwości zwrotu towaru. Jak jednak przekonuje Luboń, klienci w sprzedaży bezpośredniej są chronieni nawet lepiej niż w przypadku zakupów przez internet, a firmy same dbają o etyczną sprzedaż.

Firmy stowarzyszone przestrzegają standardów etycznych ustanowionych nie tylko w prawie krajowym, lecz także obowiązuje je kodeks sprzedaży bezpośredniej, kodeks etyczny, który w pewnych momentach idzie nieco dalej niż regulacje konsumenckie. Obecnie można np. zwrócić produkt sprzedany przez sprzedawcę bezpośredniego do 14 dni, natomiast nasze firmy mówią, że jest to co najmniej 14 dni. Nawet firmy kosmetyczne przyjmują zwroty produktów właściwie bezterminowo, nawet po 3 miesiącach, częściowo zużyte, ponieważ uważają, że to i tak się opłaca – podkreśla Mirosław Luboń.

We wrześniu wniosek o emeryturę w obniżonym wieku emerytalnym złożyło ponad 192 tys. osób. Przed podjęciem tej decyzji warto skorzystać z pomocy doradców emerytalnych ZUS

We wrześniu wniosek o emeryturę w obniżonym wieku emerytalnym złożyło ponad 192 tys. osób. Przed podjęciem tej decyzji warto skorzystać z pomocy doradców emerytalnych ZUS 3

W pierwszych dwóch dniach września ZUS przyjął 20 razy więcej wniosków o emeryturę niż średnio dziennie w 2016 r. Łącznie w ostatnim kwartale 2017 roku będzie blisko 331 tys. osób, które będą mogły przejść na emeryturę. Eksperci podkreślają jednak, że im wcześniej przechodzimy na emeryturę, tym niższe świadczenie otrzymujemy. Przed podjęciem decyzji warto się skonsultować z doradcą emerytalnym. Od początku lipca we wszystkich oddziałach Zakładu Ubezpieczeń Społecznych 595 doradców emerytalnych pomaga w wyborze najlepszego momentu przejścia na emeryturę.

– Aby podjąć decyzję o przejściu na emeryturę, najpierw trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie, czy stać nas na to, aby otrzymywać niższe świadczenie kosztem wcześniejszej zawodowej wolności. Trzeba dokładnie przeliczyć, jakie będzie potencjalne świadczenie i jakie są nasze koszty utrzymania przez najbliższe nawet kilkadziesiąt lat. Warto się zastanowić, czy mamy jakieś inne, alternatywne źródła pozyskiwania dochodów – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Dominika Czechowska z Wyższej Szkoły Bankowej.

1 października weszły w życie przepisy, które obniżają wiek emerytalny kobiet do 60 i mężczyzn do 65 lat. Z wyliczeń ZUS wynika, że w ostatnim kwartale 2017 roku ok. 331 tys. osób  będzie mogło przejść na emeryturę. We wrześniu po raz pierwszy o emeryturę wystąpiło ponad 230 tys. osób, w tym o emeryturę w obniżonym wieku emerytalnym ponad 192 tys.

O wysokości emerytury decyduje przede wszystkim wysokość zgromadzonych składek i kapitału początkowego oraz średni dalszy czas trwania życia. Oznacza to, że im wcześniej przejdzie się na emeryturę, tym niższe będzie świadczenie. Decyzję warto więc skonsultować z doradcą emerytalnym ZUS.

– Doradca pomoże ubezpieczonemu, który wybiera się na emeryturę, określić, jaka będzie wysokość świadczenia, jeżeli przejdzie na nią na przykład, kiedy ukończy 60 lat w przypadku kobiety czy 65 lat w przypadku mężczyzny, albo co się stanie, jeżeli opóźni przejście na emeryturę o 2, 3 czy 4 lata. Z reguły ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, jak bardzo na wysokość emerytury wpływa późniejsze na nią przejście – wskazuje Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

ZUS informował już, że po obniżeniu wieku emerytalnego wzrośnie liczba osób, które będą otrzymywały emeryturę w najniższej wysokości (1 tys. zł brutto). Obecnie pobiera ją ok. 160 tys. osób.  Emerytura może być jednak wyższa, bo każdy rok pracy to więcej odłożonych składek i krótszy przewidywany czas życia.

– Doradcy emerytalni pracują na salach obsługi klientów w każdej placówce ZUS. Ich zadaniem jest pomoc w  w podjęciu decyzji o momencie przejścia na emeryturę. Mogą policzyć przyszłą emeryturę w zależności od scenariusza, który wybierzemy: czy będziemy chcieli skończyć naszą aktywność po ukończeniu ustawowego wieku emerytalnego, czy pracować jeszcze przez jakiś czas. Doradcy wyliczają prognozowaną emeryturę za pomocą tzw. kalkulatora emerytalnego – wyjaśnia Radosław Milczarski z Biura Prasowego w Centrali ZUS.

Od 3 lipca do 11 października z pomocy doradców emerytalnych skorzystało już 753 513 osób. Do 11 października 2017 r. doradcy obliczyli w kalkulatorze emerytalnym prognozowaną kwotę emerytury dla 445 496 osób. Od 18 września doradcy mają również możliwość obliczenia prognozowanej kwoty nauczycielskiego świadczenia kompensacyjnego – do 11 października wykonali 836 takich obliczeń. Z ankiety, którą nasi klienci wypełnili w III kw. br., wynika, że 98 proc. osób pozytywnie oceniło pomoc doradców.

Problemy ze spłatą zadłużenia ma 2 mln Polaków. Dla większości rozwiązaniem jest kredyt konsolidacyjny

Problemy ze spłatą zadłużenia ma 2 mln Polaków. Dla większości rozwiązaniem jest kredyt konsolidacyjny 4

Ponad 2 mln Polaków nie płaci swoich zobowiązań terminowo. Wielu z nich udaje się uniknąć wpadnięcia w spiralę zadłużenia dzięki kredytowi konsolidacyjnemu. Połączenie kilku kredytów w jeden pozwala bowiem zaoszczędzić miesięcznie nawet kilkadziesiąt procent i jednocześnie wydłużyć okres spłaty. Banki oferują też różne promocje, m.in. brak prowizji przy udzielaniu kredytu konsolidacyjnego czy lepsze warunki kredytu przy połączeniu z innym produktem bankowym.

– Każdy z nas ma w swoim życiu okresy lepsze i gorsze pod względem finansowym. W czasie tych gorszych okresów szukamy możliwości na zmniejszenie obciążeń finansowych, np. obniżenie raty spłacanych kredytów. Jest na to kilka sposobów: przede wszystkim warto się zainteresować kredytem konsolidacyjnym. To rozwiązanie, które umożliwia połączenie kilku wcześniej pobranych kredytów w jeden albo zamianę jednego kredytu na drugi, przyznany na korzystniejszych warunkach – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Przemysław Przybylski, rzecznik prasowy Crédit Agricole.

Z danych BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej wynika, że liczba niesolidnych dłużników przekracza 2,4 mln osób. W II kw. 2017 r. liczba takich dłużników spadła o 29,4 tys., jednak wartość zaległości pozakredytowych i kredytowych wzrosła o 2,52 mld zł (3,7 proc.) do 58,18 mld zł. Przy problemach z terminową spłatą zadłużenia, związanych np. z chorobą czy utratą pracy, pomocą może się okazać połączenie zobowiązań w różnych bankach w jeden kredyt. Połączyć można różne rodzaje zobowiązań: pożyczki gotówkowe i ratalne, zadłużenie na karcie kredytowej czy koncie osobistym, a także większe zobowiązania, jak kredyt hipoteczny.

– Warto porównywać oferty dostępne na rynku, ponieważ banki oferują różne produkty dostępne na różnych warunkach. Można znaleźć także specjalne promocje, dzięki którym warunki, na których przyznawany jest taki kredyt, są znacznie bardziej korzystne dla klienta. Na przykład obecnie bank Crédit Agricole nie pobiera żadnej prowizji za udzielenie kredytu konsolidacyjnego – tłumaczy Przybylski.

Dodaje, że atrakcyjne może się okazać również połączenie kredytu z innym produktem bankowym. Zwykle jeżeli klient zaciąga kredyt konsolidacyjny w banku, w którym ma również swój rachunek osobisty, to dostaje kredyt na lepszych warunkach i płaci mniej niż osoba, która takiego rachunku nie ma.

Kredyt konsolidacyjny pozwala wydłużyć okresy spłaty nawet do 120 miesięcy, w ten sposób zmniejszając comiesięczną ratę.

– Zaciągając kredyt konsolidacyjny, możemy nie tylko zażyczyć sobie tyle gotówki, ile jest nam potrzebne na spłatę tych wcześniejszych zobowiązań, lecz także dodatkową porcję, np. na remont mieszkania lub inne, bieżące potrzeby. Nie trzeba wówczas iść do banku i starać się o inny kredyt, kredyt gotówkowy, ale załatwia się to wszystko w ramach konsolidacji – przypomina ekspert Credit Agricole.

Komisja Nadzoru Finansowego podaje, że obecnie udział kredytów spłacanych z opóźnieniem przekraczającym 90 dni w całości portfela kredytów wynosi 6,1 proc. To najniższy wskaźnik od ośmiu lat. Wciąż jednak wartość kredytów nieregularnie spłacanych sięga blisko 41 mld zł (stan na koniec sierpnia 2017 roku). Problemy ze spłatą kredytów mogą doprowadzić do spirali zadłużenia, a w efekcie obniżyć wiarygodność kredytową i zniwelować szansę na otrzymanie kredytu w późniejszym terminie. Kredyt konsolidacyjny pozwala tego uniknąć.

– Osoba, która spłaca kredyt regularnie, nie ma żadnych zaległości, jest dla banku bardziej wiarygodnym partnerem. Dzięki temu, jeśli w przyszłości będzie się starała o kolejne kredyty, nie będzie miała problemów. W przeciwieństwie do osoby, która spóźnia się ze spłatą rat kredytu albo w ogóle go nie spłaca. Banki wolą klientów, na których mogą polegać – podkreśla Przemysław Przybylski.

Rynek gier szkoleniowych w ciągu pięciu lat ma wzrosnąć dwukrotnie. Producenci stawiają na dopracowaną szatę graficzną i edukację za pomocą rozrywki

Rynek gier szkoleniowych w ciągu pięciu lat ma wzrosnąć dwukrotnie. Producenci stawiają na dopracowaną szatę graficzną i edukację za pomocą rozrywki 5

Dynamicznie rozwija się rynek gier szkoleniowych. Nowoczesne gry learningowe do złudzenia przypominają zwykłą rozrywkę, a wiedza przekazywana jest przy okazji. Twórcy stawiają na ciekawą historię i intrygę, przykładają też wagę do grafiki. Gry edukacyjne stają się ciekawą alternatywą do zwykłych szkoleń, wykorzystując przy tym elementy grywalizacji. Pracodawcy są w stanie ocenić postępy pracowników i określić ich mocne strony. Do 2021 roku rynek gier learningowych względem 2017 roku ma wzrosnąć ponaddwukrotnie.

– Gry edukacyjne wciąż jeszcze odstają od gier rozrywkowych. Rynek gier rozrywkowych jest ogromny, świetnie się rozwija, w tym biznesie jest mnóstwo specjalistów i pieniędzy. Rynek gier szkoleniowych i edukacyjnych jeszcze raczkuje, ale w naszych produktach staramy się, jak najbardziej zbliżyć do rynku rozrywkowego jeśli chodzi o formę. Staramy się, aby te gry były atrakcyjne, miały ładną grafikę i jednocześnie przekazywały wartościową wiedzę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jakub Ryfa, ‎projekt manager DOJI – Educational Innovations.

Z szacunków firmy Newzoo wynika, że w 2017 roku 2,2 mld graczy wygeneruje przychody z gier w wysokości niemal 109 mld dol. Już w 2016 roku wartość globalnego rynku gier komputerowych przekroczyła 100 mld dol. Agencja Rozwoju Przemysłu ocenia, że rynek gamingowy w Polsce wart jest zaś ok. 1,8 mld zł. Jeszcze rok wcześniej było to 1,5 mld zł. Dominują gry o charakterze rozrywkowym, choć i te często mają walory edukacyjne i poznawcze, przede wszystkim dla najmłodszych.

– Na rynku jest mnóstwo gier, które uczą, a nie zdajemy sobie z tego sprawy, np. gry strategiczne pomogą uświadomić, jak wyglądała sytuacja historyczna, geopolityczna w danym okresie, są całe serie gier, które uczą historii, geografii, polityki, Są też gry, które powstały jako rozrywkowe, a następnie znaleziono dla nich zastosowanie typowo edukacyjne – tłumaczy Jakub Ryfa.

Coraz częściej na rynku pojawiają się też gry learningowe. Raport Ambient Insight wskazuje, że ten sektor w ciągu najbliższych pięciu lat będzie rosnąć w tempie ponad 20 proc. w skali roku i do 2022 roku osiągnie wartość 8,1 mld dol. To oznacza, że względem 2017 roku (3,2 mld dol.) wzrośnie ponaddwukrotnie. Gry edukacyjne nie tylko uczą języków obcych czy historii, lecz także mogą się okazać przydatne w nauce prowadzenia biznesu. Taką grą jest Coffee Noir, gra detektywistyczna, stworzona przez polskie studio DOJI – Educational Innovations.

– Gra zrobiona jest w konwencji powieści detektywistycznej. Detektyw musi rozwiązać zagadkę kryminalną. Aby to zrobić, musi się podszyć pod biznesmena, zaś aby pozostać wiarygodnym, musi się dowiedzieć, jak tym biznesem dobrze zarządzać. W ten sposób na początku ukrywamy, że to gra edukacyjna, szkoleniowa, w pierwszym kontakcie to intrygująca historia. Z biegiem gry okazuje się, że musimy przyswoić mnóstwo wiedzy, w ten sposób podwyższać nasze kompetencje z zakresu negocjacji handlowych, zarządzania firmą i poszczególnymi działami – wskazuje ekspert.

Każda z osób, z którymi gracz prowadzi rozmowy biznesowe, ma inny charakter. Sukces negocjacji mierzony wartością podpisanych kontraktów zależy od umiejętności psychologicznych gracza. Po każdej rozmowie otrzymuje się informację zwrotną o przebiegu negocjacji. Podczas gry uczestnik uczy się zarządzać przedsiębiorstwem, sprawdza też swoje kompetencje miękkie. Po zakończeniu gry szkoleniowcy otrzymują raport o przebiegu szkolenia z informacją o mocnych i słabych stronach gracza.

– Gra jest bardzo złożona. Stworzyliśmy cały silnik, ponieważ chcieliśmy stworzyć grę, która nie będzie traktowała ekonomii i całej kwestii biznesowej po macoszemu. Chcieliśmy, aby ekonomia i silnik ekonomiczny w grze był jak najbardziej realistyczny, dlatego są tam nasze autorskie rozwiązania. Zostały wprowadzone funkcje, które sprawiają, że silnik symuluje rzeczywistość biznesową – podkreśla Jakub Ryfa.

Wersja próbna gry pozwala na grę przez dwie godziny, wykupienie dostępu do kontynuowania rozgrywki to koszt 39 zł. Gra dostępna jest też na platformie e-learningowej Doji Academy.

W ciągu dekady większość karoserii samochodów może powstać dzięki drukowi 3D. Druk przestrzenny pozwala obniżyć koszty produkcji

W ciągu dekady większość karoserii samochodów może powstać dzięki drukowi 3D. Druk przestrzenny pozwala obniżyć koszty produkcji 6

Rośnie rynek drukarek 3D przeznaczonych do przemysłu, zwłaszcza tych, gdzie temperatura topnienia dochodzi do 360 stopni. Wartość druku przestrzennego może osiągnąć do 2023 roku wartość blisko 33 mld dolarów. Druk 3D coraz częściej staje się alternatywą dla tradycyjnych metod wytwarzania, zwłaszcza w firmach motoryzacyjnych. Wykorzystanie drukarek 3D do produkcji narzędzi produkcyjnych pozwala oszczędzić 50–80 proc. kosztów.

– Widzimy bardzo szybki rozwój drukarek 3D, kierowanych do odbiorcy przemysłowego. Komory w takich maszynach grzane są do bardzo wysokich temperatur, a stosowane materiały zdecydowanie przewyższają swoją jakością i wytrzymałością te, które były w użyciu jeszcze do niedawna – mówi agencji Newseria Innowacje Paweł Robak, dyrektor zarządzający OMNI3D Industrial 3D Printing.

Obecnie wartość rynku druku 3D szacuje się (w zależności od źródła) na 5–7 mld dol. Według prognoz analityków z MarketsandMarkets jego wartość może wynieść w 2023 roku nawet 33 mld dol. Średniorocznie rynek ten ma rosnąć w latach 2017–2023 w tempie niemal 26 proc. Jak wynika z danych IDC, sprzedaż drukarek 3D wzrosła w 2016 roku o 29 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Najszybciej rozwijającą się technologią na tym rynku w ubiegłym roku była technologia FFF.

– Wszystkie materiały termoplastyczne, które osiągają temperaturę topnienia na poziomie około 360 stopni, możemy aktualnie drukować za pomocą naszych drukarek w technologii FFF. Zastosowanie drukarek 3D nie tylko w naszej technologii, lecz także technologii SLA rozwija się i będzie się rozwijać coraz bardziej intensywnie – ocenia Robak.

Druk w technologii FFF, czyli fused filament fabrication, polega na nakładaniu warstw filamentu z materiałów termoplastycznych. W efekcie powstaje trójwymiarowy model. Najczęściej wykorzystuje się w tym procesie plastik ABS lub PLA. W technologii SLA model powstaje przy użyciu wiązki UV, która utwardza każdą warstwę ciekłego materiału.

– Za 5–10 lat wyobrażam sobie wydrukowanie w większości karoserii samochodu. Głównie mowa tu o samochodach elektrycznych ze względu na ich rozmiary. Rozwój rynku automotive będzie szedł w kierunku zmniejszania wagi tego typu pojazdów – przekonuje przedstawiciel OMNI3D Industrial 3D Printing.

Raport firmy SmartTech wskazuje, że udział branży samochodowej w rynku druku 3D może stanowić nawet 30 proc. Do 2019 roku wykorzystanie tej technologii w motoryzacji wzrośnie pięciokrotnie. Zgodnie z raportem producenci samochodów drukują za pomocą drukarek 3D ok. 100 tysięcy modeli w ciągu roku.

– Zastosowanie druku 3D będzie obecnie najbardziej opłacalne w dwóch obszarach dotyczących produktów finalnych: przy produkcji małoseryjnej oraz przy produkcji skomplikowanego toolingu (narzędzi – przyp.red.). Niewiele firm zdaje sobie sprawę z tego, że przygotowując tooling z wykorzystaniem druku 3D, mogą zaoszczędzić nawet 50–80 proc. wydatków w porównaniu do wytwarzania narzędzi metodami tradycyjnymi, czyli obróbki skrawaniem. W efekcie wyprodukują tooling dokładnie taki sam, jak przy tradycyjnych metodach – tłumaczy Robak.

Jak przekonuje ekspert, druk 3D pozwala nie tylko na oszczędności. Z badania przeprowadzonego przez redakcję magazynu „Inżynieria & Utrzymanie Ruchu” wynika, że za największą zaletę wytwarzania przestrzennego uznaje się możliwość wytwarzania części o dużym skomplikowaniu geometrycznym (64 proc. firm), prostotę procesu wytwarzania (50 proc.), krótki czas produkcji (38 proc.) oraz brak kosztów początkowych (36 proc.).

– To inwestycja, która może się zwrócić w bardzo krótkim terminie. Przy zastosowaniu drukarek 3D do wytwarzania wybranych elementów samochodów sportowych lub samochodów specjalnych jak radiowozy czy karetki pogotowia firmy mogą zoptymalizować czas oraz koszty. To modele, które produkowane w małych ilościach – od 100 do 200 sztuk rocznie. W takim przypadku przygotowanie toolingu do produkcji niektórych elementów czy podzespołów realizowanych w tradycyjnych metodach produkcji wiązałoby się z olbrzymimi kosztami. Wykorzystanie druku 3D to zdecydowanie mniejszy koszt na początku oraz stały koszt elementu finalnego – przekonuje Paweł Robak.

Co czwarty Polak umiera na raka. Głębokie sieci neuronowe pozwalają na stawianie szybszych i trafniejszych diagnoz

Co czwarty Polak umiera na raka. Głębokie sieci neuronowe pozwalają na stawianie szybszych i trafniejszych diagnoz 7

Nowotwór jest drugą najczęstszą przyczyną umierania w Polsce. Co czwarty Polak umiera z jego powodu. W 2029 roku liczba nowych przypadków zachorowań na raka ma przekroczyć 213 tys. Na tle Europy liczba zachorowalności jest stosunkowo nieduża, jednak przeciętny Polak z nowotworem ma znacznie niższe szanse na przeżycie niż pacjenci w innych krajach. Lekarstwem na taki stan rzeczy ma być deep learning, czyli głębokie uczenie maszynowe, które pozwala błyskawicznie diagnozować ogniska nowotworów.

– Metoda deep learning to głębokie uczenie, w tej technice wykorzystujemy głębokie sieci neuronowe. Są to sieci, które jesteśmy w stanie dostrajać na każdym etapie uczenia, doprecyzować jakość tego uczenia i podglądać, jak one się uczą. Kiedyś nie było to możliwe, kiedyś był blackbox – wpuszczaliśmy dane i patrzyliśmy, co jest na wyjściu. Dziś jesteśmy w stanie podglądać, jak ta sieć się uczy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Krajewski z Cancer Center, producenta rozwiązań medycznych, opierających się na deep learning.

Zdaniem analityków z ARK Invest wartość rynku automatycznej diagnostyki medycznej w roku 2021 może wynieść 16,3 mld dol. Szacunki oparto na założeniu, że jeśli systemy takiej diagnostyki okażą się bardziej skuteczne niż wyszkoleni radiolodzy, to staną się one obowiązkowym wyposażeniem gabinetów lekarskich. Połączenie ich sprawności z wiedzą radiologów polepszy diagnostykę, umożliwi wcześniejsze i dokładniejsze wykrywanie wielu chorób.

– Komputer może pomóc lekarzowi w procesie dotyczącym diagnostyki obrazowej, nowotworowej. Może przyspieszyć jego pracę i polepszyć jakość jego pracy. Dzisiaj lekarz pochyla się nad zdjęciem rezonansu magnetycznego, histopatologicznego i stara się ocenić go okiem eksperta. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby dokładnie tego samego procesu nauczyć komputer – twierdzi Piotr Krajewski.

Według raportu „Sytuacja zdrowotna ludności Polski i jej uwarunkowania” Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego nowotwór jest drugą najczęstszą przyczyną śmierci w Polsce, odpowiedzialną za 25,4 proc. zgonów. Częstszą przyczyną śmierci Polaków są jedynie choroby układu krążenia (45,1 proc.). Jak przekonują eksperci, komputery są w stanie rozpoznać raka znacznie szybciej od człowieka, przy niemal 100 proc. skuteczności.

– Jeżeli załadujemy do komputera bardzo dużą bazę zdjęć oznaczonych precyzyjnie przez eksperta – gdzie jest nowotwór, co to za nowotwór, gdzie są komórki nowotworowe – to algorytm i głębokie sieci neuronowe, które stosujemy, tzw. deep learning, może pomóc nauczyć sieć rozpoznawać nowotwory. Jeśli chcemy rozpoznać komórkę nowotworową na zdjęciu histopatologicznym czy typ komórki nowotworowej, to algorytmy uczą się tego bardzo dobrze, na poziomie nawet około dziewięćdziesięciu kilku proc. – przekonuje Piotr Krajewski.

Z raportu „Dostęp pacjentów onkologicznych do terapii lekowych w Polsce na tle aktualnej wiedzy medycznej” fundacji onkologicznej Alivia wynika, że w 2014 r. odnotowano 159,2 tys. przypadków nowotworów, w 2016 r. szacowanych jest już 180 tys., a w 2029 roku liczba nowych zachorowań na nowotwory przekroczy 213 tys. Polska wciąż ma jedną z najniższych w Europie zachorowalności na raka. Przeciętny Polak ma jednak dużo niższe szanse na przeżycie z chorobą nowotworową przez co najmniej 5 lat niż mieszkańcy innych krajów Europy. Po 5 latach od diagnozy nowotworu żyje zaledwie 41 proc. pacjentów. Dla porównania w Szwecji, Finlandii i Islandii co najmniej 5 lat z chorobą przeżywa powyżej 60 proc., a w Czechach, czy Portugalii – ponad 50 proc. chorych.

– Chcemy polepszyć i przyspieszyć jakość diagnostyki nowotworowej tak, aby zwiększyć przeżywalność pacjentów i zwiększyć jakość życia tych pacjentów, którzy są długo leczeni, a moglibyśmy skrócić ten proces. Nowotwory to druga przyczyna śmierci. Nowe technologie mają na celu wspomóc pracę ludzi, lekarzy i pacjentów, polepszyć jakość ich życia – zapewnia ekspert.

Dane obrazowe stanowią około 90 proc. danych medycznych, a jednocześnie diagnoza na ich podstawie jest bardzo trudna. Często zawierają one bowiem bardzo subtelne, trudne do uchwycenia zmiany, a do postawienia diagnozy konieczne jest przejrzenie setek obrazów. W przypadku maszyn największą wartością jest szybkość i skuteczność wykrywania nowotworów.

–  Lekarze mają problem z tym, aby mieć precyzyjnie określone granice nowotworu i ognisk nowotworowych na zdjęciu rezonansu magnetycznego. Jedni lekarze są w stanie to wyłapać okiem eksperta, inni nie, a lekarz, który później operuje czy stosuje radioterapię, chce wiedzieć precyzyjnie, gdzie te ogniska są, aby skierować wiązkę tylko na miejsca zmienione. Nasze algorytmy pomagają wyłapać wszystkie ogniska nowotworowe, co znacznie przyspiesza i polepsza jakość leczenia – zapewnia przedstawiciel Cancer Center.

Na Harvard Medical School powstał system, który wykrywa nowotwory piersi z 97-procentową dokładnością, podczas gdy średnia dla radiologów wynosi 96 proc. Połączenie pracy komputera i człowieka wykazało 99-procentową skuteczność. Naukowcy z McMaster University stworzyli system, który analizując obrazy z MRI, w ponad 99 proc. wykrywa chorobę Alzheimera. Na rynku pojawiają się coraz to nowsze metody walki z rakiem.

– Diagnostyka nowotworowa i leczenie nowotworowe to dwa obszary, które bardzo szybko się rozwijają. Nową metodą, która nie jest jeszcze popularna na całym świecie – jest kilka ośrodków, które to stosują – jest leczenie ultradźwiękami. To bezinwazyjna możliwość usunięcia ognisk nowotworowych przy raku prostaty. Są metody wszczepiania implantów do organizmu tak, aby precyzyjnie zadziałać tylko w miejscu zmian – tłumaczy ekspert.

Co roku z powodu chorób nowotworowych umiera ponad 90 tys. Polaków.

W Polsce działa ponad 2,7 tys. start-upów. 62 proc. z nich utrzymuje się z własnych środków i nie korzysta z dostępnych form finansowania

W Polsce działa ponad 2,7 tys. start-upów. 62 proc. z nich utrzymuje się z własnych środków i nie korzysta z dostępnych form finansowania 8

77 proc. polskich start-upów chce pozyskiwać środki z zewnętrznego źródła. Istnieje wiele narzędzi finansowego wspierania innowacji i to już na etapie powstania projektu w laboratorium naukowym. Środki na rozwinięcie firmy można pozyskać z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, z funduszy europejskich, a także bezpośrednio od Komisji Europejskiej. Mimo to ponad 60 proc. działających w Polsce start-upów utrzymuje się wyłącznie z własnych środków.

Z raportu „Polskie Startupy 2017” fundacji Startup Poland wynika, że głównym modelem finansowania start-upów w Polsce jest bootstrapping, czyli własne oszczędności i reinwestowanie przychodów. Z własnych środków utrzymuje się 62 proc. badanych start-upów (wzrost o 12 pkt proc. w stosunku do 2015 r.). Wśród start-upów, które pozyskały zewnętrzny kapitał na rozwój, 20 proc. korzysta z zagranicznego źródła finansowania – akceleratora, anioła biznesu lub funduszu venture capital. Jednocześnie 77 proc. badanych deklaruje chęć pozyskania zewnętrznego źródła finansowania w perspektywie pół roku. Jednym z takich źródeł może być Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

– Narzędzia wspierania innowacji możemy podzielić na takie, które dotyczą naukowców, czyli pomysłów wywodzących się głównie z uczelni. Tu mamy mocne wsparcie NCBiR i funduszy, które z niego pochodzą i są zarządzane przez to centrum, a więc pochodzą też z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Piotr Nędzewicz z Poznańskiego Parku Naukowo-Technologicznego.

Badanie „Polskie Startupy 2017” wskazuje, że 76 proc. start-upów działa w modelu B2B, czyli sprzedaje swoje technologie i usługi innym firmom. Najwięcej działających w Polsce start-upów rozwija swój biznes w dziedzinach: big data, analityka, internet rzeczy, narzędzia deweloperskie i nauki przyrodnicze. Pozyskiwać fundusze na swoją działalność można także z zagranicznych źródeł, w tym Unii Europejskiej.

– Mamy fundusze europejskie, fundusze, które są zarządzane przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. Są one skierowane do pomysłodawców, przedsiębiorców, do firm na różnych etapach rozwoju. To są różnego rodzaju programy, które pozwalają wchodzić na rynki zagraniczne czy są w stanie sfinansować wdrożenie innowacji lub zakup tej innowacji z obszaru nauki – wyjaśnia przedstawiciel Poznańskiego Parku Naukowo-Technologicznego.

W Polsce działa około 2,7 tys. start-upów i są to firmy bardzo młode. Ich średni wiek nie przekracza 2 lat, dowiadujemy się z raportu „Polskie startupy 2016” przygotowanego przez Fundację Startup Poland. To plasuje Polskę w ścisłej europejskiej czołówce po Rumunii i Włoszech. Wśród założycieli start-upów najczęściej są 30-latkowie. Polska kształci około 400 tys. absolwentów rocznie, z czego połowę stanowią inżynierowie. Wykształcenie i młody wiek nie są jednak jedynym warunkiem odniesienia sukcesu.

– Te spółki, które sobie radzą, które rozwijają produkt i wchodzą na nowe rynki, mają za sobą założycieli, którzy są osobami naprawdę pracowitymi i zaangażowanymi, rozwój firmy i budowanie start-upu to ciągła walka. Walka z rynkiem, walka ze zmieniającymi się preferencjami klientów, walka z płynnością finansową. Tylko ci najbardziej wytrwali, którzy wierzą w osiągnięcie sukcesu, w to, że mogą rozwijać firmę i nie poddają się łatwo, osiągają sukces – twierdzi Piotr Nędzewicz.

Z raportu Deloitte zatytułowanego „Diagnoza ekosystemu start-upów w Polsce” dowiadujemy się, że umiarkowanie rozwinięty jest kapitał ludzki, słabo wypadają kapitał społeczny i finansowanie, natomiast najlepiej – co nie znaczy, że dobrze – radzi sobie w dziedzinie regulacji prawnych i otoczenia instytucjonalnego. Ekspert zaznacza, że słabość finansowania start-upów w Polsce wynika z niewielkich oszczędności w gospodarce, niewielkiej liczby aniołów biznesu i funduszy venture capital. Start-upy mogą jednak szukać finansowania wśród innych instytucji.

– Programy z Horyzontu 2020, a więc bezpośrednio z Komisji Europejskiej, są skierowane zarówno do naukowców, którzy chcą rozwijać swoją firmę, jak i do przedsiębiorców, którzy mają pomysł, który może sprawdzić się w skali przynajmniej europejskiej. Taki pomysł, który zostanie w jakiś sposób rozwinięty na rynkach międzynarodowych – twierdzi Piotr Nędzewicz.

Niemal połowa polskich start-upów sprzedaje swoje usługi lub produkty za granicą, wynika z raportu Startup Poland. Dzięki temu szybciej się rozwijają, lepiej zarabiają i łatwiej zdobywają inwestorów. Wśród eksporterów 60 proc. osiąga regularne przychody, a ponad 50 proc. plasuje się pośród najlepiej zarabiających.

Potencjał rozwoju start-upów jest duży. Deloitte ocenia, że w roku 2023 wytworzona przez nie wartość dodana może wynieść nawet 2,2 mld zł, dochody gospodarstw domowych wyniosą ponad 757 mln zł, a zatrudnienie w start-upach może znaleźć ponad 50 tys. osób.

Jesienią zajęcia fitness przeżywają prawdziwe oblężenie. Członkami klubów jest blisko 3 mln Polaków

Jesienią zajęcia fitness przeżywają prawdziwe oblężenie. Członkami klubów jest blisko 3 mln Polaków 9

Polacy chcą być fit także jesienią. Zwłaszcza we wrześniu zauważalny jest duży wzrost liczby członków klubów fitness. Z raportu Deloitte wynika, że w Polsce jest ich już prawie 3 miliony. Szczupła sylwetka, mobilizacja do pracy nad sobą, walka o poprawę kondycji i cały rok do sezonu bikini – to najważniejsze czynniki, które sprawiają, że coraz chętniej zaczynamy o siebie dbać właśnie w tym okresie.

– Część Polaków ćwiczy przez cały rok, natomiast część ćwiczy sezonowo, przygotowując się na jakieś okazje. Dwa razy w roku mamy znaczące punkty zwrotne – to styczeń, czyli realizacja noworocznych postanowień, i wrzesień, kiedy wracamy na fitness po wakacjach, dzieci wracają do szkoły, a my na fitness. W Polsce do klubów przychodzi kilka milionów osób i ten rynek cały czas rośnie – mówi agencji informacyjnej Newseria Lidia Zamyłko, regionalny manager marketingu Holmes Place i ICON Fitness.

Z raportu „European Health & Fitness Market Report” firmy Deloitte i EuropeActive wynika, że na koniec 2016 roku liczba klubów fitness w Polsce wynosiła 2,5 tys., a liczba ich członków przekroczyła 2,8 mln. W ciągu najbliższych 3–5 lat na zajęcia sportowe będzie uczęszczać 4 mln Polaków.

Aktywność wynika nie tylko z potrzeby większej ilości ruchu czy poprawy kondycji. Największą motywacją jest walka ze zbędnymi kilogramami.

– Polaków i Polki na trening przyciągają przede wszystkim potrzeby estetyczne, chcemy fajnie wyglądać, zgubić zbędne kilogramy. Część osób przychodzi z powodów zdrowotnych, inna część z powodów społecznych – szuka tutaj kolegów i koleżanek, przyjaźni. Są też przypadki matrymonialne, kiedy szukamy tutaj partnera, drugiej połówki, lub partnerki. Powodów jest multum, głównym jest przede wszystkim odchudzanie – mówi Lidia Zamyłko.

Ważne jest, aby na początku nie stawiać sobie celów niemożliwych do osiągnięcia. Organizm musi mieć czas na odpowiednią regenerację, odpoczynek i relaks. Aktywność fizyczna musi również współgrać z dietą.

Osoby, które przychodzą na siłownię, mają określony cel, natomiast my ten cel bardzo często musimy weryfikować. Wiadomo, że utraty 38 kg w dwa miesiące jest możliwa, ale przez nas nie polecana. Mamy od tego specjalistów, mamy trenerów personalnych, bardzo dobrą opiekę, która pomaga każdemu z naszych klubowiczów i osób, które mają swój cel, zweryfikować go i osiągnąć – tłumaczy Lidia Zamyłko.

Kluby fitness coraz częściej proponują coraz to nowe formy aktywności. Modne są nietypowe formy ćwiczeń, takie jak floatfit, czyli ćwiczenia odbywające się na powierzchni wody, czy barre workout inspirowany baletem, w którym zakochały się hollywoodzkie gwiazdy. Ostatnim trendem są treningi CXWORX, czyli intensywne ćwiczenia wzmacniające brzuch.

– Każdy lubi coś innego. Na pewno trening ogólnorozwojowy, trening funkcjonalny to forma ćwiczeń przeznaczona na moment powrotu po długiej przerwie. Każdy z nas powinien znaleźć coś, co lubi – to może być rower, pływanie, trening w grupie, ze sztangą, na siłowni, joga, pilates albo nowe formy zajęć, np. trening na desce surfingowej – dodaje Lidia Zamyłko.

Zdaniem ekspertów sezon bikini powinien trwać cały rok. Krótkie aktywności w połączeniu z dużymi przerwami nie przyniosą spektakularnych efektów. Można je osiągnąć tylko dzięki regularnym treningom i solidnej pracy.

Te mniej wytrwałe osoby, które zaczynają trening np. w styczniu, kończą go wraz z upływem miesiąca, bo potem zaczynają się ferie i jest kolejny argument do tego, aby zrobić sobie przerwę na regenerację, która potem przedłuża się na przerwę na inne ważne rzeczy. Następnie wkładamy na talerz różne niezdrowe rzeczy, nabieramy kilogramów, koło się zamyka, bo zaczynamy się denerwować i nie wiadomo, co z tym zrobić – mówi Lidia Zamyłko.

Raport Deloitte wskazuje, że moda na fitness panuje nie tylko w Polsce. W całej Europie do klubów fitness należy ponad 50 mln osób, a w ciągu kilku lat ta liczba wzrośnie do 80 mln.

Zgoda KNF na powierzenie Markowi Lusztynowi funkcji członka zarządu nadzorującego zarządzanie ryzykiem istotnym w działalności Banku

17 października br. Komisja Nadzoru Finansowego jednogłośnie wyraziła zgodę na powierzenie Panu Markowi Lusztynowi funkcji członka Zarządu Banku Polska Kasa Opieki S.A. nadzorującego zarządzanie ryzykiem istotnym w działalności Banku.

Marek Lusztyn członkiem zarządu Banku Pekao został 7 lipca 2017 roku. Od 17 lat związany jest z Grupą Banku Pekao S.A. Do czerwca 2017 r. pracował w Unicredit SpA (w Mediolanie) na stanowisku Senior Vice President, obejmującym globalną odpowiedzialność za zarządzanie ryzykiem rynkowym i ryzykiem kredytowym portfela handlowego Grupy Unicredit. Pełnił funkcję członka Komitetu Wykonawczego Pionu Rynków Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej Grupy Unicredit, odpowiedzialnego za zarządzanie ryzykiem.

Europejski Kongres MŚP uwalnia biznes

6 000 uczestników z 30 krajów. Ponad 100 wystawców i 100 wydarzeń. Globalne marki i lokalne biznesy. W środę w Katowicach rozpocznie się VII edycja Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Hasło przewodnie: „uwolnić biznes!”. Głównym współorganizatorem wydarzenia jest Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Volkswagen, Pekao, Google, Facebook. To najwięksi partnerzy rozpoczynającego się 18 października Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw. Przez trzy dni w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach pod hasłem „Uwolnić biznes!” obok gospodarczych tuzów o praktycznym wymiarze biznesu rozmawiać będzie kilka tysięcy małych i średnich przedsiębiorców.

–  Europejski Kongres Małych i Średnich Przedsiębiorstw to festiwal wiedzy praktyków biznesu. Spotykamy się po raz siódmy w formule, która stawia nacisk na pozyskanie realnych kompetencji, nawiązanie biznesowych kontaktów, ale też wypracowanie rozwiązań, które wpłyną na otaczającą nas rzeczywistość – mówi Tadeusz Donocik, prezes Regionalnej Izby Gospodarczej w Katowicach organizującej EKMŚP.

To, co wyróżnia katowicką imprezę to konsekwentne realizowanie merytorycznej triady „nauka – biznes – samorząd”. W oparciu o nią opracowano 10 ścieżek tematycznych (m.in. „Firmy rodzinne”, „Innowacyjność w zarządzaniu” czy „Współpraca międzynarodowa”), po których mogą poruszać się uczestnicy kongresu.

–  Każdy z zarejestrowanych uczestników może wybrać dowolne wydarzenie kongresowe, w którym może wziąć aktywnie udział. Są to sesje panelowe, warsztaty, business mixery czy też wydarzenia towarzyszące Kongresowi. To realna wiedza z dziesięciu obszarów – dodaje Tadeusz Donocik.

Największym wydarzeniem towarzyszącym Kongresowi są Targi Biznes Expo. Ponad 100 wystawców w przestrzeni Międzynarodowego Centrum Kongresowego zaprezentuje swoje produkty, usługi czy pomysły na biznes. W ramach Targów będzie funkcjonowała Strefa Prezentacji, gdzie w formie otwartych wystąpień swoją wiedzą podzielą się specjaliści z dziedziny marketingu i umiejętności miękkich.

Z kolei Strefa Eksperta to przestrzeń zarezerwowana dla przedstawicieli urzędów. Obecni będą pracownicy Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, Głównego Urzędu Statystycznego, a także Ministerstwa Rozwoju.

Wspieranie sektora MŚP to jeden z podstawowych filarów, na których opieramy rozwój lokalnej przedsiębiorczości – mówi Marcin Krupa, Prezydent Miasta Katowice, które jest współgospodarzem EKMŚP. – Aby miasto rozwijało się w sposób zrównoważony, powinno być magnesem nie tylko dla dużych inwestycji, ale także dla mniejszych firm lokalnych, często rodzinnych, doceniając ich wkład w rozwój miasta i w tworzenie marek będących ikoną regionu.

Efektem końcowym debat prowadzonych w ramach każdej edycji Europejskiego Kongresu Małych i Średnich Przedsiębiorstw są zgłaszane postulaty uczestników dyskusji, opracowywane w formie Rekomendacji. Corocznie rekomendacje są przekazywane Przedstawicielom Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, Parlamentowi RP, Rządowi RP, samorządu terytorialnego, środowisk naukowo-twórczych, samorządu gospodarczego oraz przedsiębiorcom.

Udział w kongresie jest bezpłatny.
Obowiązuje rejestracja on-line via https://rejestracja.ekmsp.eu/. System zostanie zamknięty 17 października o 23.59.

  • Organizator: Regionalna Izba Gospodarcza w Katowicach
  • Współgospodarze: Miasto Katowice, Urząd Marszałkowski Województwa Śląskiego, Górnośląski Związek Metropolitalny, Wojewoda Śląski
  • Główny Współorganizator: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego
  • Współorganizatorzy: Politechnika Śląska, Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego, Krajowa Izba Gospodarcza
  • Główni Partnerzy Merytoryczni: Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, Uniwersytet Śląski
  • Patronat Honorowy: Ministerstwo Rozwoju, Wojewoda Śląski, Wojewoda Małopolski

Wydarzenie odbywa się pod Wysokim Patronatem Parlamentu Europejskiego.

Rośnie wartość oszustw ubezpieczeniowych

15 proc. osób zaakceptowałoby oszukańcze zachowania wobec firm ubezpieczeniowych – wynika z badania Moralność Finansowa Polaków 2017. O tym, że nie są to czcze deklaracje wiedzą ubezpieczyciele. Z danych najnowszego raportu Polskiej Izby Ubezpieczeń na temat przestępstw wynika, że klienci chcieli wyłudzić w 2016 r. prawie 226 mln zł, o ponad 34 mln zł więcej niż rok wcześniej. W BIG InfoMonitor znajduje się obecnie 88,5 tys. dłużników wpisanych z powodu nieopłaconych rat ubezpieczeń, czy też roszczeń.

W minionym roku doszło do 10 515 wyłudzeń i prób wyłudzeń ubezpieczeń wynika z opublikowanego właśnie raportu na temat przestępczości ubezpieczeniowej Polskiej Izby Ubezpieczeń. Przestępstw było mniej niż rok wcześniej, ale ich wartość wzrosła z 191,2 mln zł do 225,7 mln zł.

Rośnie wartość oszustw ubezpieczeniowych 1

Źródło: Polska Izba Ubezpieczeń, Analiza danych dotyczących przestępczości ubezpieczeniowej w 2016 r.

Zdecydowana większość wyłudzeń dotyczy ubezpieczeń majątkowych z czego głównie  komunikacyjnych. Średnia wartość przestępstwa w tej kategorii wyniosła około 22 tys. zł. W ubezpieczeniach życiowych przytłaczającą większość stanowią wyłudzenia oparte na pozorowaniu zgonu. W roku 2016 udział tej metody osiągnął 80 proc. całej kwoty wyłudzeń w ubezpieczeniach życiowych. Przeciętna kwota wyłudzenia z tytułu zgonu z powodu nieszczęśliwych wypadków (NW) wynosi blisko 35 tys. zł, podobnie jak z klasycznych polis na życie. Jeśli chodzi o leczenie szpitalne wyłudzenia stanowią średnio około 2 tys. zł.

Rośnie wartość oszustw ubezpieczeniowych 2

Źródło: Polska Izba Ubezpieczeń, Analiza danych dotyczących przestępczości ubezpieczeniowej w 2016 r.

Procentowy udział przestępczości ubezpieczeniowej liczony w ujęciu wartościowym dla polis majątkowych wyniósł średnio 1,15 proc. W przypadku ubezpieczeń na życie wyłudzenia dotyczyły 0,075 proc. wartości wypłacanych ubezpieczeń.

W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor znajduje się obecnie 88 470 osób wpisanych przez firmy ubezpieczeniowe. Ich łączna zaległość wobec ubezpieczycieli przekracza 102,2 mln zł. Dłużnicy nie płacą m.in. rat ubezpieczeń, czy też kierowanych do nich roszczeń.

Skłonność do finansowych oszustw wzrasta gdy pojawiają się kłopoty ze spłatą kredytu

Badanie Moralność Finansowa Polaków pokazuje, że instytucje finansowe, państwo czy też inne osoby maja powody do obaw i powinny zachować ostrożność w relacjach z klientami, bo co piąty jest gotów zaakceptować nieetyczne zachowania finansowe (prawie 22 proc.). Tak przynajmniej wynika z Indeksu Akceptacji Nieetycznych Zachowań Finansowych wyznaczonego w badaniu przeprowadzonym przez KPF, których partnerem był m.in. Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor. Wskaźnik został wyliczony na podstawie odpowiedzi na 9 pytań , a jedna z badanych kwestii dotyczyła ubezpieczeń. Na pytanie: „Czy można usprawiedliwić, gdy ktoś zawyża wartość poniesionych szkód, aby uzyskać nienależne odszkodowanie?”, łącznie 15 proc. odpowiedziało, że: zawsze, czasami lub czasem. Ubezpieczyciele wypadają jednak całkiem nieźle, bo wyrozumiałość respondentów, dla osób pracujących na czarno, ukrywających dochody i majątek po to aby nie płacić długów, uciec przed komornikiem lub wierzycielem, jest znacznie większa i wynosi odpowiednio (29,4 proc., 21,6 proc. i 26,4 proc.) co czwarty badany wziąłby wydaną omyłkowo przez kasjera zbyt wysoką resztę.

Rośnie wartość oszustw ubezpieczeniowych 3

Źródło: KPF z partnerami: BIG InfoMonitor, Ferratum Bank, Lindorff

Taki sam odsetek jest gotów przymknąć oko na oszukiwanie państwa na podatku czyli zakupy bez rachunku aby uniknąć płacenia VAT-u. W tej kwestii jest jednak znacznie lepiej niż przed rokiem, bo wówczas co trzeci badany akceptował takie zachowanie.

Jak wynika z badań KPF, dla których partnerów był m.in. BIG InfoMonitor, największą skłonność do naciągania ubezpieczycieli mają osoby młode między 18 a 29 rokiem życia, a najmniejszą najstarsze. Wyższej podatności na zawyżanie wartości poniesionych szkód sprzyjają również niskie dochody, jest skłonność do oszustw jest też odwrotnie proporcjonalna do wykształcenia. Wiek i wykształcenie tracą jednak na znaczeniu gdy pojawiają się problemy ze spłatą rat kredytów lub pożyczek. Wówczas otwartość na nieetyczne zachowania idzie mocno w górę, odsetek skłonnych zaakceptować zawyżenie odszkodowania z przeciętnych 15 proc. wzrasta o połowę.

Miał już pięć złamań gdy chciał wypłaty ubezpieczenia z powodu zwichniętej kostki

Jakich sposobów imają się ubezpieczeniowi przestępcy aby dostać wypłatę która im nie przysługuje? Jak podaje PIU, w ubezpieczeniach życiowych i od nieszczęśliwych wypadków plagą jest ubezpieczanie jako zdrowych,  osób na granicy śmierci. Sprawcy zwykle wykorzystują do tego celu produkt ubezpieczenia grupowego lub nieuczciwego pośrednika, który ukrywa faktyczny stan zdrowia przystępującego do ubezpieczenia. Coraz częściej zatajane jest też wyczynowe uprawianie sportów. Ubezpieczeni podają inne niż faktyczne okoliczności, aby uniknąć odmowy wypłaty świadczenia z uwagi na zaliczenie uprawianej przez nich dyscypliny sportu do wyłączeń odpowiedzialności. Operowany napisał, że do urazu doszło podczas amatorskiej gry w piłkę nożną z kolegami. Towarzystwo po analizie dokumentów, dostępnych informacji w internecie oraz informacji uzyskanych z Okręgowego Związku Piłki Nożnej, ustaliło że ubezpieczony grał w meczu IV ligi piłkarskiej.

Nierzadko kliencie chcą też „cofnąć czas” i ubezpieczają się po fakcie. Jeden z ubezpieczonych próbował uzyskać 23,1 tys. zł odszkodowania za 77 dni niezdolności do pracy z powodu skręcenia stawu skokowego. Zawierając umowę ubezpieczeniową deklarował, że jest zdrowy. Po weryfikacji dokumentacji medycznej wyszło na jaw, że wcześniej w wypadku samochodowym doznał złamań: kręgosłupa szyjnego, kości piszczelowej, kości udowej, kości kulszowej oraz miednicy.

Inny ubezpieczony zgłosił roszczenie z tytułu uszczerbku na zdrowiu na skutek nieszczęśliwego wypadku komunikacyjnego mimo że zwyczajnie szwankowało mu zdrowie. Dokumentacja medyczna nie potwierdzała zgłoszonego m.in. skręcenia kręgosłupa szyjnego, piersiowego oraz lędźwiowego. Zlecone przez ubezpieczyciela badanie rezonansu magnetycznego kręgosłupa pokazało jedynie zmiany dyskopatyczne

Porsche zapamiętało tylko wypadek z Niemiec

W ubezpieczeniach majątkowych gra między oszustami a firmami ubezpieczeniowymi toczy się głównie na polu ubezpieczeń komunikacyjnych, wynika z danych PIU. Do towarzystw wpływają np. wypowiedzenia polisy oraz sfałszowane umowy sprzedaży auta w celu wyłudzenia zwrotu składki. Problem w tym, że pojazdy, już raz zostały sprzedane innej osobie a umowa wypowiedziana. Inny przypadek, handlujący samochodami zgłosił kolizję swojego Porsche z VW Polo. Winny miał być kierowca Polo. Na przeszkodzie w wyłudzeniu pieniędzy stanęła pamięć auta. Badania techniczne sterowników pojazdu Porsche pokazały, że w systemach elektronicznych pojazdu odnotowana jest jedna kolizja z 2010 r. jeszcze gdy samochód znajdował się na terenie Niemiec, a po sytuacji ze stycznia 2016 r. w systemach nie było śladu.

Inny przypadek próby wyłudzenia dotyczył jazdy na motocyklu. Prowadzący pojazd nie miał uprawnień do prowadzenia tego typu pojazdu zgłosił więc, że do wypadku doszło na skuterze.

Wyłudzaczy kuszą też polisy OC w życiu prywatnym. Liczący na wypłatę ubezpieczenia potknął się na schodach i zgłosił szkodę z wskutek przypadkowego działania osoby trzeciej. Po czynnościach sprawdzających okazało się, że poszkodowany był pod wpływem alkoholu i potknął się sam. A posiadający polisę OC w życiu prywatnym potencjalny „sprawca” z którego ubezpieczenia miała nastąpić wypłata, posłużył koleżeńską pomocą.

Nie zawsze chodzi o ludzi czy samochody. Rolnik zgłosił otrucie swojego konia w wyniku niewłaściwego zachowania. Po powołaniu biegłego okazało się, że przyczyną zgonu zwierzęcia była choroba genetyczna.

*Badanie Moralność Finansowa Polaków 2017 r. przeprowadzone zostało na zlecenie Konferencji Finansowych Przedsiębiorstw w Polsce – wykonała je firma Pactor na ogólnopolskiej, reprezentatywnej 1000-osobowej próbie Polaków w wieku powyżej 18 lat, w kwietniu 2017 r., metodą CATI. Partnerzy badania: BIG InfoMonitor, Ferratum Bank, Lindorff.

Jak mocno rośnie presja płacowa?

  • Dzisiejsze dane powinny pokazać siłę krajowego rynku pracy. Dynamika zatrudnienia najpewniej utrzyma się na poziomie 4,6% r/r, a tempo wzrostu wynagrodzeń nieznacznie spowolni do 6,3% r/r we wrześniu vs 6,6% r/r w sierpniu, na co złoży się w szczególności odwrócenie jednorazowych efektów w górnictwie.
  • Dane inflacyjne z Wielkiej Brytanii potwierdzą przyspieszenie dynamiki cen wspierając oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych w listopadzie.
  • W danych o produkcji przemysłowej w USA we wrześniu mogą być jeszcze widoczne problemy związane z sezonem huraganowym.
  • Październikowy indeks ZEW może (za Sentixem) pokazać umocnienie nastrojów niemieckich inwestorów instytucjonalnych.
  • Ostateczny odczyt inflacji w strefie euro potwierdzi wrześniową stabilizację dynamiki cen i nie dostarczy EBC argumentów przeciw przyszłotygodniowej decyzji o obcięciu skali QE od stycznia 2018 r.

Umocnienie nadwyżki handlowej

Deficyt na rachunku obrotów bieżących (CA) wyniósł w sierpniu -100 mln EUR (konsensus: -712 mln EUR, PKO: -100 mln EUR), a saldo CA w ujęciu 12- miesięcznym wzrosło do -0,2% PKB z -0,4% PKB po lipcu przy wzroście nadwyżki w handlu towarami (0,4% PKB vs 0,2% PKB po lipcu).

Sierpniowej stabilizacji dynamiki eksportu (do 12,3% r/r vs 12,4% r/r w czerwcu) towarzyszyło wyhamowanie tempa wzrostu importu (7,6% r/r vs 12,8% r/r). Dynamika eksportu jest wciąż wspierana przez rosnące zamówienia eksportowe. Opublikowane w piątek dane GUS pokazują, że wyraźna poprawa koniunktury w gospodarkach rozwiniętych (w tym w strefie euro) przekłada się na silną dynamikę wymiany towarowej z tymi państwami. Z kolei import jest podsycany przez silnie rosnącą konsumpcję, a także (nominalnie) przez wzrost cen surowców. Rosnąca dynamika zakupów w gospodarkach rozwiniętych (wg danych GUS) wskazuje na wzrost inwestycyjnego komponentu popytu krajowego. Uważamy, że powyższe tendencje zostaną utrzymane w kolejnych miesiącach: mocny eksport będzie nadal wspierany przez poprawę światowej koniunktury, a dźwignią importu pozostanie silny popyt wewnętrzny.

12-miesięczne saldo obrotów kapitałowych utrzymało się na poziomie 1,0% PKB. Saldo inwestycji bezpośrednich nieznacznie się poprawiło (-0,1% PKB vs -0,2% PKB po lipcu). Saldo rachunku finansowego (z wyłączeniem rezerw) spadło (po raz kolejny) do -0,9% z -0,7% PKB przy kontynuacji spadku zobowiązań NBP wobec zagranicy (głównie z tytułu transakcji repo). Stabilizacja sytuacji europejskich banków wspiera proces równoważenia (w ujęciu 12- miesięcznym) salda wypływów i napływów środków do monetarnych instytucji finansowych.

W dalszej części roku saldo rachunku obrotów bieżących może się nieznacznie obniżyć (wraz ze spadkiem nadwyżki handlowej wynikającym z cyklicznego przyspieszenia importu oraz obniżeniem salda dochodów związanym ze wzrostem funduszu wynagrodzeń i transferów ze strony pracujących w Polsce imigrantów; w przeciwnym kierunku powinny oddziaływać napływ środków z UE oraz poprawiające się saldo usług).

Trudności firm na rynku pracy

Szybki Monitoring NBP na 4q17 potwierdził dobrą i stabilną kondycję sektora przedsiębiorstw, ale także rosnące trudności z obsadzeniem stanowisk pracy, które powoli stają się „najważniejszą barierą rozwoju polskich firm”. Przedsiębiorstwa spodziewają się kontynuacji dobrej koniunktury w 4q17, ale bardziej sceptycznie patrzą na swoje długoterminowe perspektywy.

Pomimo rosnących kosztów zatrudnienia niski poziom płac powoduje, że jest to dla przedsiębiorstw mniejszy problem niż nieobsadzone wakaty. Sytuacja jest jednak zróżnicowana między branżami, wśród których wyróżnia się sektor usług (poza handlem), gdzie zwiększające się koszty pracy stanowią obecnie najważniejszy czynnik kreacji kosztów. Podwyżki są skutkiem zarówno rosnących nacisków ze strony pracowników, jak i wzrostu obrotów oraz zysków. Niemniej, w ocenie przedsiębiorstw wzrost wydajności coraz częściej nie nadąża za wzrostem wynagrodzeń. Mimo to wskazują one (w swoim ogóle) na stabilizację inflacji w horyzoncie najbliższych 12 miesięcy. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami szybszy wzrost płac niż wydajności będzie jednak rodzić presję kosztową, podobnie jak niski stan zapasów produktów gotowych, który przy wciąż niewielkich inwestycjach, będzie sprzyjał podwyżkom cen. Wzrost kosztów prowadzi przy tym w wielu branżach (mimo rosnących przychodów) do spadku rentowności.

Jak mocno rośnie presja płacowa

Koszty pracy oraz czynniki fiskalno-legislacyjne stanowią główne powody, przez które plany inwestycyjne przedsiębiorstw znajdują się na historycznie niskich poziomach pomimo wysokiego wykorzystania mocy produkcyjnych. Nie dotyczy to jednak wszystkich branż, a w niektórych (w szczególności tych, w które najbardziej uderzają rosnące trudności ze znalezieniem pracowników) może się przyczyniać do przyspieszenia inwestycji, np. z uwagi na konieczność automatyzacji i robotyzacji procesów produkcyjnych/sprzedażowych. Jednocześnie oczekiwane przez nas odbicie inwestycji publicznych powinno pociągnąć za sobą wzrost inwestycji prywatnych, a także popytu na kredyt, który obecnie (w przypadku mniejszych firm) jest na relatywnie niskim poziomie.

E. Łon (RPP) przypomniał o swojej gotowości do obniżek stóp procentowych w przypadku wystąpienia negatywnego scenariusza zewnętrznego. Jako potencjalne źródło takiego ryzyka wskazał krach na amerykańskiej giełdzie.

Wg informacji Dziennika Gazety Prawnej po wrześniu budżet państwa zamknął się nadwyżką.

Źródło: PKO Bank Polski

To będzie ciekawy dzień

Budżet cały czas na plusie, rozkręca się karuzela wokół FED, odczyty inflacyjne w Europie oraz dane z polskiego rynku pracy.

Kolejny miesiąc bez deficytu

            Według informacji DGP po rozliczeniu września budżet cały czas notuje nadwyżkę. Jest to przede wszystkim efekt wypracowany przez poprzednie miesiące. Przez pierwszych 8 miesięcy udało się uzbierać prawie 5 mld złotów nadwyżki. Zdecydowana większość została zredukowana we wrześniu, jednak cały czas budżet utrzymuje się na lekkim plusie. Dla porównania w ustawie budżetowej na ten rok przyjęto, że deficyt po sierpniu wyniesie 27,7 mld zł oraz 32,5 mld zł miesiąc później. Rząd jednak cały czas utrzymuje, że na koniec roku oczekuje luki na poziomie około 30 mld zł. Kluczowym w tych wyliczeniach może okazać się grudzień, który przynajmniej w poprzednim roku wyraźnie popsuł całkiem dobrze zapowiadający się rok budżetowy.

Trump zaczyna przesłuchania

            Na szerokim rynku głównym tematem pozostają poszukiwania nowego prezesa amerykańskiej rezerwy federalnej. W czwartek ma dojść do spotkania Trump – Yellen, które może zadecydować o losach obecnej pani prezes. Donald Trump jeszcze zanim został prezydentem USA, bardzo negatywnie oceniał działania Fedu. Zresztą potencjalne odwołanie Yellen było wymieniane wśród najważniejszych ryzyk związanych ze zwycięstwem wyborczym kontrowersyjnego miliardera. Obecnie trudno przesądzać, jaką decyzję podejmie Trump, co tylko zwiększa nerwowość na rynku.

Kalendarz makroekonomiczny

            Dzisiaj na inwestorów czeka spora dawka odczytów makro. To przede wszystkim dane dotyczące inflacji na Wyspach (bez zaskoczenia) oraz strefy euro. Niemcy opublikują indeks instytutu ZEW, który teoretycznie ma wzrosnąć w porównaniu do poprzedniego odczytu. Nie zabraknie też danych zza oceanu, gdzie poznamy wskaźnik cen importu i eksportu oraz dynamikę produkcji przemysłowej. Opublikowane zostanie także sprawozdanie dotyczące wykonania budżetu federalnego za wrzesień.

Słabszy złoty

            Złoty dzisiaj traci względem wszystkich głównych walut. Jest to przede wszystkim reakcja na ostatnia dobrą passę naszej waluty, która w krótkim czasie dość poważnie się umocniła szczególnie wobec euro oraz franka. Kolejnym impulsem dla złotego mogą być dzisiejsze odczyty z rynku pracy. O 14:00 poznamy przeciętne wynagrodzenie oraz zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw. Już od dłuższego czasu te odczyty są pretekstem do wsparcia naszej waluty, więc dziś może być podobnie.

Fundusze akcyjne coraz popularniejsze

1,5 mld zł – o tyle wzrosła wartość aktywów netto funduszy Union Investment TFI po trzech kwartałach 2017 roku. Inwestorzy najchętniej wybierali fundusze pieniężne. Zainteresowaniem cieszyły się też fundusze akcji polskich oraz strategia absolutnej stopy zwrotu skupiająca się na rynku akcji.

Największą popularnością wśród inwestorów cieszą się w tym roku fundusze o wysokim poziomie bezpieczeństwa. Według danych IZFiA, do końca września wpłaty netto do funduszy pieniężnych przekroczyły 4 mld zł. Taka tendencja jest wyraźna również w strukturze tegorocznych napływów do funduszy Union Investment TFI.

Najlepiej sprzedającym się funduszem z naszej oferty jest UniKorona Pieniężny, ale przebojem jest też jego młodszy odpowiednik, UniAktywny Pieniężny. Do końca września jego aktywa wzrosły ponad ośmiokrotnie i nadal rosną – mówi Tomasz Michalak, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży w Union Investment TFI. Od początku roku wartość aktywów netto subfunduszu UniKorona Pieniężny wzrosła o prawie 1,3 mld zł i na koniec września wyniosła 4,5 mld zł. UniAktywny Pieniężny zgromadził już ponad 300 mln zł.

Do funduszy pieniężnych przyciągają klientów przede wszystkim stopy zwrotu, które są istotnie wyższe niż oprocentowanie oferowane przez banki. – Na rocznej lokacie można obecnie zyskać średnio 1,5%. Tymczasem najlepsze fundusze gotówkowe w ciągu ostatniego roku zarobiły  nawet 3,5-4,5% – zauważa Tomasz Michalak.

Fundusze akcji uniwersalnych na plusie

Do funduszy akcyjnych również płynie sporo pieniędzy, chociaż w skali całego rynku przeważają odpływy. Do końca września przewaga umorzeń nad napływami do tego segmentu wyniosła ponad 0,5 mld zł.

– To zaskakujące. Polska giełda rośnie nieprzerwanie od końca ubiegłego roku, a tylko w tym roku indeks WIG zyskał już ponad 20 proc. W takim otoczeniu zainteresowanie funduszami akcji powinno być znacznie wyższe  – ocenia Tomasz Michalak.

– Mimo to nasze sztandarowe fundusze akcji uniwersalnych inwestujące na GPW, UniKorona Akcje i UniAkcje Wzrostu, były chętnie wybierane przez inwestorów – dodaje. Na koniec września wartość aktywów netto subfunduszu UniKorona Akcje wzrosła prawie do 711 mln zł, a UniAkcje Wzrostu do 207 mln zł.

Strategie absolute return też w cenie

Tegorocznym hitem sprzedażowym jest także UniAbsolute Return Akcyjny FIZ. W ciągu trzech kwartałów jego aktywa się podwoiły, osiągając poziom 203 mln zł.

Duże zainteresowanie inwestorów funduszem UniAbsolute Return Akcyjny FIZ wpłynęło pozytywnie na wynik  sprzedażowy w całym segmencie rynku. Od początku roku saldo wpłat i umorzeń wśród funduszy absolutnej stopy zwrotu wyniosło niecałe 0,7 mld zł – informuje Tomasz Michalak.

Certyfikaty inwestycyjne naszego funduszu akcyjnego typu absolute return kupują inwestorzy, którzy chcą zarabiać na rynkach akcji, jednak przy znacząco niższym ryzyku niż w przypadku klasycznych strategii akcyjnych, które zyskują wyłącznie na wzroście cen akcji – wyjaśnia.

Na koniec września br. wartość aktywów netto zgromadzonych we wszystkich funduszach Union Investment TFI wyniosła 10,3 mld zł.

Polityka taka i inna

Przy braku istotnych danych myśli inwestorów krążą wokół politycznych decyzji dotyczących m.in. Fed i Brexitu. USD wyraża nadzieje rynku na powołanie jastrzębiego szefa banku centralnego, a GBP skacze w tą i z powrotem w zależności jaki wydźwięk mają nowe przecieki. Dziś kalendarz oferuje najwięcej dla funta.

W ostatnich dniach przebrnięcie przez sesję bez zaskakującej informacji dotyczącej negocjacji w sprawie Brexitu jest niemożliwe. W poniedziałek funt przechodził przez chwile grozy po doniesieniach, że negocjacje zmierzają ku „katastroficznemu załamaniu”, chyba że UE zgodzi się na posunięcie rozmów w sprawie handlu do przodu. Przecieki pochodzą z otoczenia brytyjskiego i pokazują zaostrzenie stanowiska Londynu, nawet mimo tego, że to UE cały czas ma silniejszą rękę w tym starciu. Spór hamujący postęp w rozmowach dotyczy kosztów separacji do zapłacenia przez Wielką Brytanię. W ostatnim przemówieniu we Florencji premier Wlk. Brytanii Theresa May zobligowała się do 20 mld EUR w trakcie okresu przejściowego, ale strona europejska widzi kwotę bliżej 60 mld EUR. Kompromis jest potrzebny i być może szczyt UE pod koniec tygodnia taki przyniesiecie, ale na razie mamy bałagan.

Z perspektywy GBP wydaje się, że gorzej już być nie może i nie można wystraszyć inwestorów niczym poważniejszym niż zerwaniem rozmów. Jeśli ryzyko polityczne ma słabnąć, uwaga powinna przerzucić się na dane makro i konsekwencje dla polityki monetarnej. A w tym temacie będzie się dziś działo sporo. Najpierw CPI ma szanse wyjść ponad 3 proc. r/r pierwszy raz od ponad 5 lat m.in. z pomocą słabego funta i drożejącej ropy naftowej. Bank Anglii największego demona widzi w rosnących cenach i po takich danych znajdzie się bliżej decyzji o podwyżce stopy procentowej w listopadzie. Tuż po danych trzech członków BoE zacznie zeznawać przed Komisja Skarbu. Nowo powołani Ramsden i Tenreyro będą pytani o swoje poglądy, a inwestorzy będą starali się ich ustawić na skali gołąb/jastrząb (choć w listopadzie zapewne oboje będą głosować zgodnie z większością). Trzecim przemawiającym będzie sam prezes Carney (ok. 12:00) i interesującym będzie, czy dane o inflacji skłonią go do bardziej precyzyjnego określenia terminu podwyżki. Na dokładkę szum wokół Brexitu raczej nie ustanie, ale łącznie więcej czynników może dziś sprzyjać funtowi.

Trump lubi Taylora, więc inwestorzy zaczęli lubić dolara. Informacje, jakoby notowania Johna Taylora w wyścigu o stołek szefa Fed wzrastały, podbiły atrakcyjność USD. Prasa donosi, że prezydent Trump ma tendencję do nominowania ludzi, z którymi utrzymuje dobre stosunki i to przemawia za Taylorem. Taylor jest traktowany jako jastrzębi kandydat. To on stworzył regułę pozwalającą oszacować optymalny poziom kosztu pieniądza w oparciu o inflację i kondycję rynku pracy i według niej stopy procentowe powinny być minimum dwukrotnie wyższe niż obecnie. Rzecz jasna naiwnością byłoby liczenie, że jego ewentualny wybór doprowadzi do skokowego zacieśnienia, ale z drugiej strony gwarantuje, że przyszła polityka Fed nie będzie łagodniejsza od obecnie nakreślonej. A to już zdejmuje z USD pewien element niepewności, który towarzyszy wyborowi Jerome’a Powella. Mimo to wyścig nie jest jeszcze rozstrzygnięty. Trump ma się w czwartek spotkać z obecną szefową Fed Janet Yellen, a zatem ostateczna decyzja raczej pojawi się dopiero po weekendzie. Dużo czasu na spekulacje i targania kursem USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

NZDUSD – analiza międzyrynkowa i techniczna

NZDUSD – AT interwał dzienny

Na interwale dziennym pary walutowej NZDUSD od końca lipca br. Poruszamy się w kanale spadkowym. Kilka dni temu doszło do mocnej korekty, która została rozpoczęta po dotarciu w okolicę dolnej bandy kanału spadkowego. Została zatrzymana przez mocny opór 0.716-0.712. Ponadto oscylator stochastyczny wskazuje na lekkie wykupienie rynku, co przy trendzie spadkowym powinno zwiastować zakończenie korekty. Czy opór padnie? Czy byki zmierzają do górnej bandy kanału wzrostowego? Być może odpowiedź na to pytanie przyjdzie z analizą wyższego interwału czasowego.

Notowania NZDUSD, interwał dzienny

Notowania NZDUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

NZDUSD – AT interwał tygodniowy

Na interwale tygodniowym notowania NZDUSD znalazły się między oporem a wsparciem. Po nieudolnym wybiciu ponad strefę oporu 0.726-0.737 notowania zaczęły zmierzać w okolicę poziomu 0.696. Aczkolwiek z drugiej strony po osiągnięciu nowego minima oscylator stochastyczny wskazał na pozytywną dywergencję, co powinno wspierać jeszcze mocniejszą korektę, a nawet test oporu 0.726. Reasumując, sytuacja jest niejasna.

Notowania NZDUSD, interwał tygodniowy

Notowania NZDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

NZDUSD – analiza międzyrynkowa

Metale przemysłowe po raz kolejny zaskoczyły. Korekta była o wiele płytsza niż przewidywano, indeks metali przemysłowych Bloomberga wspiął się na nowe szczyty. Notowania waluty Nowej Zelandii korelują z szerokim rynkiem surowców, a także z metalami przemysłowymi, ponieważ na tych produktach jest oparty nowozelandzki eksport.

notowania metali przemysłowych i nzdusd

Źródło: Bloomberg

Analizując tylko powyższą grafikę możemy dojść do wniosku, że para walutowa NZDUSD powinna zmierzać na północ. Z kolei indeks GDT (Global Dairy Trade) jest neutralny.

Indeks GDT reprezentuje ceny nabiału, Nowa Zelandia jest jednym z głównych eksporterów tej grupy produktów.

Indeks GDT reprezentuje ceny nabiału, Nowa Zelandia jest jednym z głównych eksporterów tej grupy produktów.

Źródło: Bloomberg

Zatem gdzie zmierzamy?

W ramach przypomnienia, analiza techniczna na interwale dziennym wspiera scenariusz spadkowy. AT na interwale tygodniowym jest bardziej wzrostowa. Z kolei patrząc na indeks metali przemysłowych powinniśmy zobaczyć jeszcze mocniejsze odbicie NZDUSD. Ostatni czynnik, czyli ceny nabiału jest neutralny. Zatem większość czynników zapowiada mocniejsze odbicie kursu. Kluczem będą notowania surowców przemysłowych, z tego też powodu należy je obserwować.

Dział Analiz Admiral Markets

Trump spotka się z Yellen

W poniedziałek amerykański dolar zyskiwał wobec innych walut po wypowiedzi prezydenta Donalda Trumpa, który powiedział, że jego reforma podatkowa będzie gotowa do końca tego roku. Waluta USA rosła również w związku z doniesieniami, że prezydent Trump zamierza rozmawiać z Janet Yellen, przewodniczącą Rezerwy Federalnej, w sprawie jej ewentualnej drugiej 4-letniej kadencji na tym stanowisku. Yellen jest postrzegana jako osoba działająca w kierunku racjonalizacji stóp procentowych. Niedawno stwierdziła, że aktualnie silna gospodarka USA będzie gwarantem stopniowych podwyżek stóp w krótkim okresie czasu.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,23%), brytyjskiego funta (+0,23%), dolara kanadyjskiego (+0,47%), dolara australijskiego (+0,46%) oraz japońskiego jena (+0,29%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,177, GBP/USD – 1,325, USD/CAD – 1,253, AUD/USD – 0,784 i USD/JPY – 111,1. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,03%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,9, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,888. Złotówka pozostaje na podobnym poziomie do dolara, a zyskuje do innych walut światowych. We wtorek rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – poniżej 4,24 zł, funt – 4,77 zł, a frank szwajcarski – 3,68 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W piątek londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,28%, frankfurcki indeks DAX podniósł się o 0,07%, a paryski indeks CAC 40 stracił 0,17%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,09%, meksykański indeks Bolsa – o 0,04%, a brazylijski Bovespa – o 0,43%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,47%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,36%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,8%.

Ropa i złoto: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W poniedziałek londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,11%, frankfurcki indeks DAX podniósł się o 0,09%, a paryski indeks CAC 40 zyskał 0,21%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,18%, meksykański indeks Bolsa obniżył się o 0,52%, a brazylijski Bovespa spadł o 0,13%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,38%, chiński indeks Shanghai Composite stracił 0,19%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,01%.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 2:30 – Australia – Protokół z posiedzenia RBA, październik
  • 10:30 – Wielka Brytania – Inflacja CPI (r/r), wrzesień (prognoza 3%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Inflacja PPI (r/r), wrzesień (prognoza 3,3%)
  • 11:00 – Strefa euro – Inflacja HICP (r/r), wrzesień (prognoza 1,5%)
  • 11:00 – Niemcy – Indeks instytutu ZEW, październik (prognoza 20 pkt.)
  • 12:15 – Wielka Brytania – Wystąpienie szefa Banku Anglii
  • 14:00 – Polska – Przeciętne wynagrodzenie (r/r), wrzesień (prognoza 6,2%)
  • 14:00 – Polska – Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw (r/r), wrzesień (prognoza 4,6%)
  • 15:15 – USA – Produkcja przemysłowa (m/m), wrzesień (prognoza 0,2%)
  • 16:00 – USA – Indeks rynku nieruchomości NAHB, październik (prognoza 64 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Krótsze przechowywanie akt pracowniczych i rozwój e-administracji

Ministerstwo Rozwoju szykuje kolejne ułatwienia w ramach pakietu 100 Zmian dla Firm, a także deregulacji polskiej gospodarki w zakresie polityki HR. Jednym z kluczowych elementów, który obecnie powoduje koszty prowadzenia kwestii pracowniczych i akt osobowych, jest przechowywanie dokumentów. Zaproponowano projekt zmiany ustawy – skrócenia czasu ich przechowywania z 50 na 10 lat. Przedsiębiorcy w dużym stopniu wykorzystują dzisiaj e-administrację. Preferują składanie wniosków prze Internet oraz tworzenie dokumentacji elektronicznej, a nie papierowej. Środowisko przedsiębiorców z niecierpliwością czeka na wprowadzenie tego projektu.

– Jest to bardzo pozytywna propozycja. Polska jest ewenementem w skali europejskiej pod względem wieloletniego obowiązku przechowywania akt pracowniczych – powiedział serwisowi eNewsroom Arkadiusz Pączka, Zastępca Dyrektora Generalnego Pracodawców RP, Dyrektor Centrum Monitoringu Legislacji – Uregulowania prawne, które nakazują robić to aż przez 50 lat są bardzo rzadko spotykane. W innych krajach jest to zazwyczaj od 5 do 10 lat. W naszym kraju konieczność przestrzegania tego przepisu, generuje pewne koszty logistyczne dla przedsiębiorców. Projekt Ministerstwa Rozwoju odbierany jest więc bardzo pozytywnie. Jego drugim elementem jest możliwość fakultatywnego – niestety, nieobowiązkowego – przechowywania akt pracowniczych w formie elektronicznej. Przyczyni się on do znacznego zmniejszenia kosztów po stronie przedsiębiorców. Jednocześnie wprowadzi na wyższy poziom działania firm w zakresie internetowej administracji. Przedsiębiorcy liczą na szybką akceptację proponowanych zmian przez Sejm i Senat oraz wdrożenie ich do polskiego ustawodawstwa. Dzisiejsza sytuacja i wymóg przetrzymywania wyłącznie papierowych dokumentów przez 50 lat jest anachroniczny i nie wpisuje się w rozwój e-administracji – ocenił Pączka.

Grywalizacja wkracza do firm. Mechanizmy zaczerpnięte z gier pomagają motywować i angażować pracowników

Grywalizacja wkracza do firm. Mechanizmy zaczerpnięte z gier pomagają motywować i angażować pracowników 10

Gamifikacja, znana też jako grywalizacja, to wykorzystywanie mechanizmów z gier do budowania motywacji i aktywizowania ludzi, którzy codzienne czynności zaczynają traktować jako zabawę i wyzwanie. Takie podejście cieszy się coraz większą popularnością w edukacji i biznesie jako przydatne menadżerom narzędzie do zarządzania. Do końca tej dekady rynek gamifikacji ma zwiększyć wartość kilkukrotnie i sięgnąć 11 mld dol.

Gamifikacja to sposób motywowania ludzi. Są różne sposoby motywowania: poprzez wymuszanie, zachęty finansowe, przez odwoływanie się do odpowiedzialności i wartości. Ludzie chcą być jednak motywowani przez gratyfikację, czyli nagrody za to, że im się coś udaje. Gra spełnia ten warunek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Kazimierz Krzysztofek, profesor SWPS oraz ekspert DeLAB Uniwersytetu Warszawskiego.

Gamifikacja to wykorzystanie mechanizmów znanych z gier komputerowych i fabularnych w celu motywowania ludzi, aktywizowania i budowania ich zaangażowania. Polega na wyznaczaniu jasno określonych celów, których zdobycie jest wyzwaniem. Najprościej tłumacząc, jest to zamiana codziennych czynności w rodzaj gry. Dlatego równie popularna jest inna nazwa tego trendu – grywalizacja.

Gamifikacja może być wykorzystywana w różnych dziedzinach. Jest naturalna w sporcie, gdzie trzeba wygrywać, aby osiągnąć sukces. Jeśli mam na sobie tzw. ubieralne technologie, trackery, krokomierze czy inne urządzenia, które obliczają moje wyniki, liczą, ile spaliłem kalorii, ile przebiegłem kilometrów, to jest właśnie nagroda i ma się wtedy poczucie spełnienia. Zdobywam ileś punktów i jestem najlepszy, lepszy od innych albo wygrywam sam ze sobą – wyjaśnia prof. Kazimierz Krzysztofek.

Socjolog i medioznawca zauważa, że gamifikacja coraz częściej przenosi się też do edukacji. Zamiast tradycyjnych lekcji i metod nauczania uczniowie podejmują wyzwania, w trakcie których szukają rozwiązań konkretnych problemów. Przy okazji zdobywają wiedzę i umiejętności.

Gamifikacja jako ciekawa i atrakcyjna metoda nauczania pozwala przełamać nudę, motywować i budować zaangażowanie uczniów. Dlatego jej elementy wykorzystuje coraz więcej nauczycieli, którzy budują wciągające scenariusze lekcji. W Nowym Jorku działa szkoła podstawowa Q2L dla dzieci w wieku 6–12 lat, której program nauczania w całości opiera się na gamifikacji. To pierwsza taka placówka na świecie. Od kilku lat gamifikacja jest już wykorzystywana do projektowania kursów i programów akademickich na uczelniach wyższych w USA. W Polsce ten trend dopiero się rozpowszechnia.

– W bankowości i finansach opracowuje się modelowego klienta banku. Według jego miary ocenia się zdolność kredytową innych klientów. Ci, którzy zbliżą się do jego pułapu w bankowym scoringu, mają największe szanse na otrzymanie kredytu i najlepszych warunków. Dlatego klienci starają się, żeby mieć jak najwięcej punktów. To ich motywuje – mówi prof. Kazimierz Krzysztofek. – Chiński rząd wykorzystuje ten model do motywowania Chińczyków, żeby zdobywali punkty jako wzorowi obywatele. Otrzymują je dzięki temu, że nie podejmują żadnych ryzykownych działań, są odpowiedzialni, nie wdają się w niejasne politycznie historie i kontakty z dysydentami. Dzięki temu otrzymują premie w postaci lepszych warunków dla dziecka w szkole, paszportu do strefy Schengen czy Hongkongu.

Gamifikacja, z systemem punktów, rankingów i premii, może zostać przeniesiona do każdej dziedziny. Od kilku lat coraz powszechniej stosuje się ją też w biznesie. Firma badawcza Markets & Markets oszacowała, że do 2020 r. rynek gamifikacji wzrośnie do 11 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu przekraczającym 46 proc. Jeszcze w 2015 roku jego wartość była wyceniana raptem na 1,65 mld dol. Eksperci prognozują, że trend będzie rozpowszechniał się także wśród małych i średnich firm, a przyczynią się do tego młodzi pracownicy.

Grywalizacja szczególnie przydaje się menadżerom do zarządzania pracownikami. Pomaga motywować, przełamuje rutynę, a dobrze zaprojektowana skłania pracowników do tego, żeby codzienne zadania traktować nie jako przykry, zawodowy obowiązek, lecz raczej jako grę, wyzwanie prowadzące do zwycięstwa. Dla pracowników powinna być wciągającą zabawą, z systemem punktów, tablic liderów czy odznaczeń, które stanowią feedback i pozwalają śledzić postępy.

Firmy, które zdecydowały się na wdrożenie takich rozwiązań, twierdzą, że gamifikacja przekłada się na większą efektywność, wydajność pracowników i większe zyski. Aby była skuteczna, gra musi być jednak dopasowana do charakteru firmy, zespołu i nastawiona na konkretne cele.

Rynek ubezpieczeniowy szykuje się do wprowadzenia nowych przepisów. Zmiany dotyczyć będą głównie działalności pośredników

W lutym 2018 roku państwa członkowskie Unii Europejskiej muszą wprowadzić w życie dyrektywę o dystrybucji ubezpieczeń. Nakłada ona nowe obowiązki na pośredników ubezpieczeniowych. Będą oni musieli badać potrzeby klienta i dopasować do nich polisę, a także przekazywać szczegółowe informacje o produkcie. Zdaniem prezesa Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych to może spowodować, że część małych pośredników zdecyduje się na współpracę z większymi podmiotami. Inni mogą za to postawić na specjalizację w określonym segmencie rynku.

– Spodziewam się dwojakiego wpływu na rynek ubezpieczeń. Przede wszystkim dotyczyć będzie rynku pośrednictwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych. – Konieczność dostosowania się do nowych rozwiązań może spowodować, że niektórzy z mniejszych pośredników zdecydują się na połączenie sił lub dołączeni do większych organizacji. Będzie im się łatwiej dostosować, mając za sobą silniejszego partnera, ale nie musi tak koniecznie być.

Drugi scenariusz to większa specjalizacja pośredników.

– Niektórzy być może zdecydują się na specjalizację w danej grupie produktów, w jakiejś niszy rynkowej i w ramach prowadzonej działalności będą rozwijać dystrybucję w tym zakresie. Mam tu na myśli przede wszystkim kwestię tej analizy potrzeb i dostosowania produktu do potrzeb klienta – w momencie, gdy będę specjalistą w jakiejś dziedzinie, łatwiej mi będzie się poruszać na tym rynku i klient otrzyma dzięki temu lepszą ofertę – przewiduje Zoń.

Obecnie w całej UE trwa proces wdrażania dyrektywy o dystrybucji ubezpieczeń (tzw. dyrektywa IDD), która musi zostać wprowadzona do prawa krajowego do 23 lutego 2018 roku. Ma on lepiej chronić klienta. Ten będzie musiał być informowany w prosty i zrozumiały sposób o produkcie, a pośrednik będzie zobowiązany do wyjaśnienia, w jakim charakterze (agenta czy brokera) występuje, a także w jaki sposób jest wynagradzany za zawarcie umowy.

– Powodem, dla którego rozmowy o zmianie dyrektywy o pośrednictwie w UE zostały podjęte, był tzw. misselling, czyli niewłaściwa sprzedaż ubezpieczeń. Tutaj od razu nasuwają się na myśl słynne polisolokaty, które spowodowały problem nie tylko na polskim rynku, lecz także na rynku europejskim. Dyrektywa ma zapobiec niewłaściwemu oferowaniu produktów ubezpieczeniowych. Klient powinien dostać produkt, który odpowiada jego potrzebom, a nie produkt, który akurat mamy w ofercie, który akurat chcemy dzisiaj sprzedawać – mówi Łukasz Zoń.

Zdaniem prezesa SPBUiR przepisy, które trafiły do Sejmu, nie narzucają nadmiernych obciążeń w porównaniu do ogólnych zapisów dyrektywy. Co więcej, najlepsi dystrybutorzy już dziś w większym bądź mniejszym stopniu spełniają wymogi, które narzuci nowe prawo.

– Dzisiaj jest to kwestia dostosowania procedur, przestawienia działalności na wymogi prawne, ale myślę, że ci, którzy dobrze wykonywali swoją pracę, nie będą mieli z tym problemu i nie będzie to rodziło nadmiernych kosztów. Z tego punktu widzenia nie spodziewam się spektakularnego wpływu nowych rozwiązań na koszty polisy ubezpieczeniowej. Choć oczywiście jakieś koszty będzie to rodzić, szczególnie po stronie ubezpieczycieli, bo są to jednak duże organizmy – podkreśla Łukasz Zoń.

Według KNF na polskim rynku na koniec 2016 roku działało ponad 16,3 tys. agentów ubezpieczeniowych wyłącznych, czyli działających na rzecz jednego zakładu ubezpieczeń (o 640 mniej niż rok wcześniej) oraz 15,9 tys. multiagentów reprezentujących różne firmy. Było też 1367 brokerów ubezpieczeniowych. Różnica polega na tym, że o ile agenci są przedstawicielami zakładów ubezpieczeń i sprzedają ich ofertę, o tyle brokerzy reprezentują klientów i w ich imieniu negocjują z zakładami ubezpieczeń najkorzystniejsze rozwiązania. Zgodnie z dyrektywą funkcja agenta i brokera nie będzie mogła być łączona.

– Na Zachodzie mamy bardziej skomplikowaną sytuację na rynku pośrednictwa, ponieważ zgodnie z praktyką rynków zachodnioeuropejskich ten sam pośrednik może przy jednej czynności występować jako broker ubezpieczeniowy – tłumaczy prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych. – W Polsce tego problemu nie ma, ponieważ broker ubezpieczeniowy nie może działać jako agent, czyli przedstawiciel zakładu ubezpieczeń, i odwrotnie.

Polacy coraz chętniej wybierają krajową żywność. Polskie mięso, nabiał i warzywa podbijają też europejski rynek

Polacy coraz chętniej wybierają krajową żywność. Polskie mięso, nabiał i warzywa podbijają też europejski rynek 11

W coraz większym stopniu polscy konsumenci doceniają krajową żywność. Najchętniej wybierają rodzime produkty mleczne, mięso, warzywa, owoce i pieczywo. Produkty z Polski cieszą się też uznaniem na europejskim rynku, a w ubiegłym roku do UE została wyeksportowana żywność o wartości przekraczającej 24 mld zł. Jednym z hitów eksportowych jest polski drób, który powoli zaczyna podbijać też Chiny, Azję oraz Afrykę. 

– Polacy stają patriotami jako konsumenci, w coraz większym stopniu kupujemy polskie produkty. To promuje rodzimą produkcję i przysparza możliwości rozwoju naszej gospodarki – mówi Witold Obidziński, dyrektor regionu Europy Południowej i Środkowo-Wschodniej w firmie De Heus.

Coraz większy patriotyzm gospodarczy wśród polskich konsumentów znajduje potwierdzenie w kolejnych badaniach. Jak wynika z najnowszego sondażu, zrealizowanego przez SW Research na zlecenie Deus, 53,7 proc. Polaków uważa krajowe mięso, wędliny i przetwory mięsne za lepsze od produktów zagranicznych. Blisko połowa (48,3 proc.) przedkłada polskie pieczywo i wypieki, a średnio co trzeci konsument docenia polskie warzywa, owoce, nabiał i produkty mleczne.

– Istotna jest kwestia tego, czy konsumenci właściwie rozpoznają polski produkt na sklepowej półce. W przemyśle rolno-spożywczym istnieje bardzo duży udział kapitału zagranicznego. Powstaje więc pytanie, czy jeżeli firma istnieje i działa w Polsce, używa polskich surowców, zatrudnia polskich pracowników i płaci w Polsce podatki, ale mimo wszystko jest kapitałowo powiązana z zagranicą – to czy produkowana przez nią żywność jest polska czy zagraniczna? – zastanawia się Witold Obidziński.

Jak wynika z ubiegłorocznego badania „Moda na polskość”, zrealizowanego przez Ipsos na potrzeby projektu Konsument 2016, aż 73 proc. Polaków stara się kupować krajowe produkty, a ponad połowa jest gotowa zapłacić więcej za produkt polski, niż zagraniczny. Dla większość konsumentów (66 proc.) polski produkt to taki, który został wyprodukowany w Polsce przy wykorzystaniu rodzimego kapitału. Dla odmiany, produkt stworzony w Polsce – ale z zagranicznym kapitałem – uważa za polski zaledwie 8 proc. konsumentów.

– Przetwórstwo owocowo-warzywne, nasze słodycze, wędliny, nasz nabiał to dziedziny, gdzie konsument w sposób świadomy wybiera i kupuje produkty polskie, ponieważ są naprawdę dobrej jakości i dostępne w szerokim zakresie – mówi Witold Obidziński.

Polska żywność cieszy się coraz większą popularnością nie tylko na krajowym, ale i europejskim rynku. Z danych Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi wynika, że w ubiegłym roku z Polski do UE została wyeksportowana żywność o rekordowej wartości 24,1 mld zł. Największy udział w unijnym rynku mają polskie produkty mleczne i mleko (8,2 proc.) oraz polskie mięso (10,4 proc.).

– Polska jest zdecydowanym liderem produkcji, od kilku lat zajmujemy solidne, pierwsze miejsce. Wyprzedziliśmy Niemcy, Francję i Wielką Brytanię, czyli resztę czołówki. Łączny wynik za ubiegły rok to 2,5 mln ton produkcji mięsa drobiowego. Jesteśmy również jednym z liderów eksportu – w ubiegłym roku wyeksportowaliśmy ponad milion ton drobiu. Zbliżamy się do granicy 50 proc. eksportu, więc można powiedzieć, że niedługo co drugi kurczak lub indyk będzie eksportowany z Polski – mówi Łukasz Dominiak, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa.

Polski drób jest jednym z hitów eksportowych. Głównymi jego odbiorcami na unijnym rynku są Niemcy, Republika Czeska, Wielka Brytania i Francja. Jednak coraz więcej eksportu – w tej chwili już około 20 proc. – trafia na rynki państw trzecich, takich jak Chiny, Bliski Wschód kraje ASEAN (państwa Azji) i Zatoki Perskiej.

– Kolejny perspektywiczny obszar to Afryka, która w najbliższych 10-20 latach osiągnie populację dużo wyższą niż obecnie. Tam przesuwa się ciężar świata, zarówno pod względem populacji, jak i w kontekście portfela konsumentów – co oznacza więcej lepiej uposażonych osób, które będą się chciały wreszcie najeść, wydać więcej pieniędzy na żywność, a białko zwierzęce jest ważnym elementem. Poza walorami smakowymi, jakościowymi oraz ceną, drób ma tą zaletę, że jest ponadreligijnym produktem mięsnym. W tym możemy upatrywać sukcesu drobiu, w tym również pochodzącego z Polski – mówi Łukasz Dominiak.

Dyrektor Krajowej  Rady Drobiarstwa zauważa, że w Polsce sektor drobiarski jest bardzo rozdrobniony i w najbliższych latach producentów czeka nieuchronna konsolidacja. Dlatego firmy zajmujące się produkcją drobiu potrzebują promocji wspólnej, polskiej marki.

 – W porównaniu z branżą niemiecką, francuską, nie mówiąc już o brazylijskiej czy amerykańskiej – w Polsce branża drobiarska jest stosunkowo rozdrobniona. Czeka nas w najbliższych kilku latach łączenie firm. To oznacza, że przedsiębiorcy potrzebują wsparcia, wspólnych działań pod jednym parasolem. Doceniamy działania Ministerstwa Rolnictwa w zakresie budowania marki „Polska smakuje”, tworzenia takiego parasola, pod którym wszyscy producenci żywności mogą się schronić i promować polskie produkty – mówi Łukasz Dominiak.

– Czynimy dużo wysiłków, żeby kształtować tę modę na polskie produkty. Promujemy znak „Polska smakuje”, to cała kampania informacyjno-promocyjna, prowadzona przy pomocy nowych mediów. Na smarfony można pobrać aplikację, dzięki której dostaniemy cały szereg informacji na temat produktów żywnościowych, które rzeczywiście zostały wyprodukowane w Polsce. Są zdrowe, są polecane i co więcej dowiemy się gdzie można je kupić. Między innymi takie działania kreujemy modę na polską żywność – wyjaśnia Witold Strobel, dyrektor Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.

Andrzej Romaniuk, Główny Inspektor Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych podkreśla, że w promowaniu produktów – zarówno na krajowym, jak i zagranicznym rynku – kluczowe znaczenie ma ich jakość. Konsumenci coraz większą uwagę przykładają do ekologii i naturalnego składu produktu.

– W tej chwili preferencje konsumenckie dotyczą wysokiej jakości żywności i jest to generalny czynnik determinujący zbyt. Producenci odchodzą już od stosowania tzw. zamienników i są raczej skłonni do skracania składu surowcowego w wytwarzanych produktach. Dotyczy to nie tylko wewnętrznego, polskiego rynku. Duże znaczenie ma produkcja ekologiczna, produkty ekologiczne są poszukiwane i zyskują z dnia na dzień coraz większą popularność. Ekspansja eksportowa naszych produktów jest coraz większa i nie tylko swobodnie sprzedajemy teraz na terenie UE, ale w Azji czy Ameryce. Przed polskimi producentami dobrej jakości wyrobów świat stoi otworem – mówi Andrzej Romaniuk.

O perspektywach polskiej żywności eksperci oraz hodowcy z całej Polski rozmawiali w trakcie dwudniowej, pierwszej edycji Agro Days – Dni Hodowcy 2017, która odbyła się w Warszawie w miniony weekend. Wydarzenie otworzyła debata „Made in Poland – jak wykreować modę na polskie produkty?”, a swoją ofertę zaprezentowało na targach ponad 5 producentów z branży hodowlanej. 

W ciągu dekady może upaść nawet połowa prywatnych uczelni w Polsce. Ratunkiem mogą być zagraniczni studenci

W ciągu dekady może upaść nawet połowa prywatnych uczelni w Polsce. Ratunkiem mogą być zagraniczni studenci 12

W ciągu najbliższych 5-10 lat nawet połowa prywatnych szkół wyższych może zostać zamknięta z powodu braku studentów – przekonuje dr Pradeep Kumar, założyciel Indo European Education Foundation. Ratunkiem dla uczelni mogą być studenci zagraniczni, którzy coraz chętniej uczą się w Polsce. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że w ubiegłym roku akademickim studiowało w kraju blisko 66 tys. cudzoziemców. Polskę coraz częściej wybierają studenci z Indii.

Najnowsze szacunki Fundacji Edukacyjnej „Perspektywy” wskazują, że wskaźnik umiędzynarodowienia polskich uczelni wynosi 5,15 proc. W kraju studiuje ponad 65 tys. obcokrajowców, najwięcej z Ukrainy (ok. 35 tys.) oraz Białorusi (5 tys.). Trzecią największą grupą są Hindusi.

– Liczba studentów z Indii w Polsce rośnie. Według oficjalnych statystyk dziś jest ich ok. 3 tysięcy, ale nieoficjalnie, na podstawie danych z tego i poprzedniego semestru, możemy mówić o 4,5 tys. Ta liczba radykalnie się zwiększa. Możemy śmiało prognozować, że w ciągu kilku lat przekroczy 5 tys., a za pewien czas może się podwoić i sięgnąć 10 tys. – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Pradeep Kumar, założyciel Indo European Education Foundation.

Jak przekonuje Kumar, polskim uczelniom brakuje jednak pomysłu, jak przyciągnąć międzynarodowych studentów.

– W Polsce wystarczy wysłać wniosek, zapłacić czesne, aby zostać przyjętym. Nie wiadomo przecież, czy ten student naprawdę przyjedzie. Brakuje procesu selekcji, a to wpływa na jakość edukacji. Angażuje uczelnię, ale nie studenta. Być może to po prostu imigranci, którzy nigdy nie pojawią się na zajęciach. To wpływa na liczbę studentów i drenuje uniwersytety – tłumaczy Kumar.

Polskim uczelniom pomaga w tym Fundacja Indo-European Education Foundation, która rekrutuje studentów z regionu indyjskiego, przeprowadza selekcję (m.in. sprawdza poziom wiedzy i znajomość języka angielskiego) oraz weryfikuje status materialny przyszłych studentów.

To o tyle istotne, że jak podaje Kumar, w ciągu najbliższych lat wyższą edukację może rozpocząć nawet 14 mln młodzieży z Indii. Część z nich wybierze zagraniczne uczelnie, bo ze względu na koszty, nie wszystkich będzie stać, by zapewnić dzieciom edukację w kraju.

– Uniwersytety państwowe pobierają 15–20 tysięcy euro opłaty rocznej. Nawet jeśli ktoś zarabia 15 tys. dolarów rocznie, nie jest w stanie zapewnić swojemu dziecku dobrej edukacji w Indiach. Takie osoby  szukają więc możliwości uzyskania wyższego wykształcenia zagranicą. A Polska proponuje to za 15 tys. nie za jeden rok, ale za cały trzyletni program bez żadnych dodatkowych kosztów – mówi Kumar.

Jego zdaniem Polska jest dla nich jednym z bardziej atrakcyjnych kierunków. Na te Europy oferuje studia w stosunkowo niskiej cenie, znacznie niższej niż na Zachodzie.

– Opłaty za studia w Wielkiej Brytanii czy USA to ok. 15 tys. funtów albo dolarów. W Polsce studenci płacą 2–5 tysięcy euro. Takie porównanie kosztów sprawia, że wielu studentów wybiera Europę. Polska dodatkowo ma wyjątkową ofertę uzyskania dyplomu dobrze znanej uczelni, który będzie uznawany we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Studenci rozumieją więc, że Polska to nie tylko atrakcja turystyczna, lecz także kusząca alternatywa edukacyjna w rozsądnej cenie – tłumaczy Kumar.

Studenci z Indii najchętniej wybierają kierunki techniczne: motoryzację, elektronikę, energetykę, czy nanotechnologię oraz kursy MBA (Master of Business), które kształcą menadżerów. Coraz częściej studiują też medycynę, zwłaszcza że Indie zmieniły prawo dotyczące absolwentów tego kierunku. Każdy student, który wybierze uczelnie uznawaną przez indyjskie władze medyczne (m.in. uniwersytety w Warszawie i Gdańsku), może praktykować w Indiach po powrocie do kraju.

– To kolejny obszar, w którym widzimy wzrost zainteresowania. W następnych latach możemy spodziewać się wielu kolejnych studentów. To duża szansa, ponieważ może pociągnąć za sobą również napływ kapitału. Zyskają również na tym polskie uniwersytety medyczne. Zarobią na takim kandydacie prawie 50 tysięcy złotych rocznie. Studenci przyjeżdżający tutaj przyciągają za sobą kapitał i wspierają rozwój gospodarczy w krajach docelowych – wymienia dr Pradeep Kumar.

Samochody spalinowe będą stopniowo wypierane przez auta elektryczne. Koncerny motoryzacyjne stawiają na rozbudowę sieci ładowania

Samochody spalinowe będą stopniowo wypierane przez auta elektryczne. Koncerny motoryzacyjne stawiają na rozbudowę sieci ładowania 13

Do 2040 roku udział aut elektrycznych w ogólnej sprzedaży samochodów może przekroczyć 50 proc. Do tego, by mogły one zastąpić pojazdy spalinowe, konieczne jest jednak stworzenie całego ekosystemu energetycznego. Koncerny motoryzacyjne skupiają więc na rozbudowie sieci ładowania. Ten cel postawił sobie m.in. Nissan wspólnie z Greenway Infrastructure Poland, którzy planują wybudować do 2020 roku prawie 200 stacji. Koncerny motoryzacyjne stale też pracują nad zwiększaniem zasięgu akumulatorów.

– Napędy pojazdów oparte na silnikach spalinowych docelowo będą zmierzały do eliminacji silników spalinowych i paliw, pochodnych ropy naftowej. Nie będzie to proces gwałtowny, ale stopniowy. Najpierw poprzez produkcję i masowe użytkowanie pojazdów hybrydowych, które jednak należy traktować jako element przejściowy. Docelowo będą dominowały pojazdy napędzane energią elektryczną, czyli pojazdy elektryczne bateryjne bądź napędzane wodorem poprzez ogniwa paliwowe, które z wodoru wytwarzają energię elektryczną – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr inż. Piotr Piórkowski z Wydziału Samochodów i Maszyn Roboczych Politechniki Warszawskiej.

Na koniec 2016 roku na świecie było ok. 2 mln samochodów elektrycznych (dane Międzynarodowej Agencji Energii), a według prognoz w latach 2030–2040 może być ich już 100 mln. Jak podaje European Automobile Manufacturers Association (ACEA), w 2016 roku w Unii Europejskiej zarejestrowano ponad 155 tys. samochodów z napędem elektrycznym i 278 tys. hybryd. Na polskim rynku (dane Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych) na koniec ubiegłego roku zarejestrowanych było 1237 „elektryków”.

– Transport elektryczny, zwłaszcza w obszarach miejskich, wydaje się być napędem idealnym. W mieście, gdzie natężenie ruchu jest bardzo duże, pojazdy elektryczne w przeciwieństwie do pojazdów spalinowych nie emitują zanieczyszczeń, zwłaszcza dwutlenku węgla, cząstek stałych – mówi Piotr Piórkowski.

Barierą w rozwoju transportu elektrycznego są stosunkowo wysokie ceny baterii. Jednak według raportu Bloomberg New Energy Finance, od 2010 roku cena litowo-jonowej baterii w przeliczeniu na jedną kWh zgromadzonej w nich energii spadła o 73 proc., czyli z 1 tys. do ok. 270 dol. W 2030 roku zmniejszy się o kolejne 70 proc. do poziomu 73 dol. Wciąż jeszcze brakuje odpowiedniej infrastruktury, czyli stacji ładowania pojazdów.

– Obawy, jakie zgłaszają potencjalni klienci jeśli chodzi o samochody elektryczne, to na pewno kwestia zasięgu. Nie lubimy jeździć na rezerwie, a zasięg w samochodzie elektrycznym jest jeszcze trochę niższy niż w przeciętnym samochodzie spalinowym, co nie oznacza, że nie wystarcza nam to na codzienne potrzeby, ponieważ zdecydowana większość kierowców nie robi dziennie więcej niż do 50 km – mówi Dorota Pajączkowska, PR Manager marki Nissan w Polsce.

Dlatego Nissan chce intensywnie rozwijać sieć stacji ładowania. Według przedstawionego niedawno planu rozwoju elektromobilności marka ogłosiła zamiar rozbudowy infrastruktury ładowania w Europie o 20 proc. w ciągu najbliższych 18 miesięcy. Dziś sieć liczy ponad 4,6 tys. szybkich ładowarek. Nissan współpracuje także z Greenway Infrastructure Poland, która ma zamiar do końca tego roku postawić 40 stacji. Do 2020 roku ma być ich 200, wśród nich 10 szybkich i 135 ultraszybkich.

Dodatkowo koncerny stale pracują nad zwiększaniem zasięgów akumulatorów.

– Rynek akumulatorów bardzo się rozwija. Nowy Nissan LEAF który wejdzie do sprzedaży na początku przyszłego roku to kolejny krok naprzód. Samochód będzie miał blisko 380 km zasięgu na jednym ładowaniu. Taka bariera zupełnie przestanie być istotna – mówi Dorota Pajączkowska.

Obecnie co czwarty samochód elektryczny na świecie to Nissan. Tego typu pojazdy dobrze sprawdzają się dla flot, są oszczędne, a ich przeglądy nawet o połowę tańsze niż spalinowych samochodów. Umożliwiają też pokonywanie coraz większych dystansów. To właśnie dlatego polscy podróżnicy wybrali samochód elektryczny Nissan LEAF do podróży przez Afrykę. Projekt Electric Explorer African Challenge 2018 ruszy w lutym przyszłego roku. W podróż z Kapsztadu do Polski wyruszą Arkady Paweł Fiedler i fotograf Albert Wójtowicz.

– Afrykę przejechałem już wcześniej samochodem, wiedząc, jakie będą przede mną wyzwania, drogi różnej jakości, temperatura, aura. Myślałem o samochodzie sprawdzonym, który przejechał wiele tysięcy kilometrów. Właśnie takim samochodem jest Nissan LEAF – ocenia Arkady Paweł Fiedler, podróżnik i uczestnik wyprawy. – W Afryce przede mną mnóstwo różnych wyzwań, głównie związanych z ładowaniem samochodu.

Przedstawiciele firmy Nissan przekonują, że na pojazdy elektryczne można patrzeć znacznie szerzej. To nie tylko środek mobilności, ale część znacznie większego systemu.

– Nissan wraz z partnerami z branży elektroenergetycznej skonstruował dwukierunkową ładowarkę. Ten system nazywa się vehicle-to-grid, pozwala ona na dwukierunkowy przesył energii. Poprzez taką ładowarkę możemy ładować samochód, kiedy jest nam potrzebny do jazdy, ale też możemy pobierać prąd z akumulatora samochodu elektrycznego na potrzeby domu, gdy np. chcemy zasilić dom w czasie największego szczytu, kiedy stawki za energię są najwyższe – tłumaczy Dorota Pajączkowska.

System V2G już od roku funkcjonuje w Danii. Klienci, którzy zdecydują się na zakup takiej ładowarki, mogą sprzedawać nadmiar energii z powrotem do sieci. Rozwiązania Nissana pozwolą nie tylko na oszczędności, ale w sytuacji awaryjnej mogą posłużyć jako źródła zasilania awaryjnego.

Trendy i innowacje w obszarze modelowania procesów biznesowych – BPM TRENDS – 29 listopada 2017

Efektywność przedsiębiorstwa, instytucji czy innej organizacji – niezmiennie zależy od zintegrowanych systemów działających wewnątrz firmy. Zachodzące w nich operacje przekładają się bowiem na maksymalizację wykorzystania zasobów i lepszych wyników pracy. Znajomość tematyki BPM pozwoli w przyszłości podjąć właściwe decyzje i działania, usprawnić przepływ informacji czy też szybko zidentyfikować problemy zaistniałe w organizacji.

BPMKonferencja przedstawi aktualne trendy oraz innowacje w obszarze modelowania procesów biznesowych, a liderzy technologii poruszą aspekty merytoryczne oraz aplikacyjne, w zakresie tworzenia i rozwijania środowiska BPM w firmie. Wydajna oraz efektywna architektura środowiska BPM, staje się głównym elementem rozwoju gospodarczego oraz kluczowym czynnikiem osiągania znaczących korzyści na rynku.

Serdecznie zapraszamy do rejestracji i udziału w konferencji!

Business Process Management Trends 29.11.2017

W programie wydarzenia m.in.:

  • CZY PROCES ROZWOJU NOWYCH PRODUKTÓW JEST PROCESEM?
    Marek Kowalczyk, Mandarine Project Partners
  • ELASTYCZNY MODEL TRANSFORMACJI PROCESÓW
    Łukasz Kubacki, Eurobank
  • TRZY KROKI WDROŻENIA DO BPO/SSC
    Daniel Bąk, Fundacja Pro Progressio
  • PROJEKTOWANIE I MODELOWANIE PROCESÓW BIZNESOWYCH – DOŚWIADCZENIA I DOBRE PRAKTYKI
    Jarosław Żeliński, IT-Consulting

Strona internetowa wydarzenia:  http://bpmtrends.pl/

Udział w konferencji jest bezpłatny, wystarczy wypełnić formularz  rejestracyjny!

Uprzejmie informujemy, że ilość miejsc jest ograniczona.

Uczestnikom konferencji zapewniamy przerwy kawowe oraz komplet materiałów konferencyjnych.

Monika Bronowska nowym Prezesem Zarządu Grupy Netsprint

Od listopada br. Grupą Netsprint pokieruje Monika Bronowska, ekspert z ponad 17-letnim doświadczeniem w branży mediowo-marketingowej. Zastąpi Artura Banacha, który obejmie stanowisko Chief Strategy Officer.

W ostatnich latach Grupa Netsprint dynamicznie rosła w oparciu o rozwój organiczny i akwizycje w segmentach treści sponsorowanych i reklamy mobilnej. Zmiana na stanowisku prezesa to naturalny etap rozwoju, związany m.in. z planami ekspansji biznesowej na rynkach zagranicznych. Monika Bronowska będzie odpowiadać za integrację oferty wszystkich spółek z Grupy, obejmującej pełen zakres działań digital marketingowych, a także wzrost sprzedaży w Europie i kontakty ze strategicznymi klientami. Artur Banach w zeszłym roku z sukcesem przyłączył do Netsprinta lidera content marketingu – platformę Whitepress oraz sieć reklamy mobilnej Adrino. W nowej roli Chief Strategy Officera, skoncentruje się na rozwoju produktów i wdrażaniu nowych technologii.

Monika Bronowska
Monika Bronowska

„Strategia Grupy Netsprint zakłada dynamiczny rozwój w obszarze danych z wykorzystaniem unikalnych algorytmów i produktów, m.in. w oparciu o machine learning. W najbliższym czasie Spółka skoncentruje się na integracji własnych technologii i kompetencji, tworząc dla swoich partnerów biznesowych – agencji, domów mediowych czy wydawców, kompleksową ofertę marketingu internetowego” – mówi Monika Bronowska, nowa Prezes Zarządu Grupy Netsprint. „W związku z planami ekspansji Grupy Netsprint na rynkach europejskich, Spółka jest otwarta na dalsze przejęcia i stale szuka firm, z którymi może stworzyć właściwą synergię. Dzięki zaangażowaniu i możliwościom inwestorów – Dirlango i Innova Capital – Grupa nie ogranicza się do akwizycji wyłącznie wśród polskich start-upów. Cieszę się, że będę mogła kontynuować intensywny rozwój Grupy” – dodaje Monika Bronowska.

Monika Bronowska ma ponad 17-letnie doświadczenie w rozwijaniu biznesu w międzynarodowych organizacjach, w których współtworzyła i z sukcesem wdrażała efektywne modele biznesowe, usprawniające pracę zespołów, oraz mające realny wpływ na rentowność przedsiębiorstw. Przed dołączeniem do Grupy Netsprint zajmowała stanowisko Chief Operating Officer w Publicis Media w Polsce. Wcześniej przez 5 lat, jako CEO zarządzała ZenithOptimedia Group (obecnie Zenith). Doświadczenie zdobywała również w agencji reklamowej i po stronie klienta, zajmując stanowisko Zastępcy Dyrektora Departamentu Komunikacji w Polkomtel.

„Dołączenie Moniki Bronowskiej do naszego zespołu umożliwi realizację długofalowych celów biznesowych Grupy Netsprint. Jestem przekonany, że jej kompetencje merytoryczne, zdolność budowania sprawnych, szybko rosnących organizacji oraz zrozumienie rynku agencyjnego pozwolą nam wznieść Grupę Netsprint na kolejny poziom rozwoju firmy. Naszym wspólnym celem pozostaje budowa pozycji lidera marketingu technologicznego, który kompleksowo wspiera partnerów biznesowych w obszarze wykorzystania danych, jako naturalnego elementu strategii biznesowej– mówi Artur Banach, który objął stanowisko Chief Strategy Officera.

Strategia marketingu napędzanego danymi

Grupa Netsprint, w skład której wchodzą spółki: Netsprint, LeadR, Email Network, Adrino, WhitePress, zamierza rozbudowywać portfolio produktów we wszystkich kanałach digital marketingu, czyli content marketing, display & programmatic, mobile, email marketing oraz video. Oferta Grupy koncentruje się wokół Netsprint Audience – platformy gromadzenia i zautomatyzowanego analizowania danych na temat użytkowników, która skupia ponad 92 mln cookies w Polsce. Za pomocą zintegrowanego ekosystemu reklamowego Grupy Netsprint reklamodawcy mogą dotrzeć do 24 milionów polskich internautów (97% zasięgu), na wszystkich największych polskich portalach i serwisach tematycznych.

PIU: Rośnie wykrywalność przestępstw ubezpieczeniowych

W przestępczości ubezpieczeniowej pojawiły się nowe tendencje. Coraz wyższa wykrywalność sprawia, że przestępcy również szukają nowych sposobów działania. Z analizy metod ich działania wynika, że coraz częściej wykorzystują oni ubezpieczenia na życie. W Dziale I pojawiają się też nowe wyzwania związane z cyberbezpieczeństwem. W Dziale II zakłady ubezpieczeń zauważają renesans pewnych pozornie zapomnianych metod wyłudzeń w komunikacji. Ogółem spada liczba czynów niedozwolonych, ale systematycznie od kilku lat rośnie ich wartość. Prezentujemy najnowszą analizę danych dotyczących przestępstw ujawnionych w 2016 r.

Przestępstwa ubezpieczeniowe w Dziale I

W dziale I pracownicy zakładów ubezpieczeń odnotowali 12 proc. spadek czynów zabronionych (z 836 do 738), wartość ujawnionych czynów wzrosła zaś o 21 proc. z 11 343 955 PLN. Chodzi tu zarówno o przypadki sklasyfikowane jako usiłowania, jak i rzeczywiste wyłudzenia, zarówno zidentyfikowane w toku postępowań wewnętrznych, jak i zgłoszone do organów ścigania.

W 2016 roku w Dziale I zakłady ubezpieczeń wypłaciły łącznie w formie świadczeń kwotę 18,3 mln zł. Ujawnione nieprawidłowości stanowią około 0,2% sumy wypłat. Przeciętna wartość wyłudzenia w ubezpieczeniach na życie przekracza 18 tys. PLN.

Od lat najpopularniejszym i najbardziej dotkliwym pod względem wartościowym przestępstwem jest wyłudzenie świadczenia za zgon osoby ubezpieczonej. W roku 2016 udział tej metody osiągnął rekordową wartość 80%. W 2016 roku często wykrywano także przypadki związane z leczeniem szpitalnym, operacjami inwalidztwem i uszczerbkiem na skutek NW.

Metody działania sprawców

Odnotowano wysoką popularność metody wyłudzeń, polegającej na podawaniu nieprawdziwych okoliczności zaistnienia urazów. Szczególnie dotyczy to osób uprawiających sport. Nieuczciwi klienci – wyczynowi sportowcy, podają inne niż faktyczne okoliczności, aby uniknąć odmowy wypłaty świadczenia z uwagi na zaliczenie uprawianej przez nich dyscypliny sportu do wyłączeń odpowiedzialności.

Warto też zaznaczyć, że w 2016 odnotowano rekordowe wartości nadużyć poza obszarem bezpośredniej wypłaty świadczeń. Od kilku lat w tym obszarze odnotowywane są wysokie wartości, jednak jak dotąd nie przekraczały one 10 mln PLN – w 2016 r. wyniosły aż 19 mln.

Nowe wyzwania

W Dziale I przed zakładami ubezpieczeń stoją nowe wyzwania związane ze zmianami pokoleniowymi oraz cyberbezpieczeństwem. Odmienne wymagania przyszłych klientów z generacji Y i Z zapowiadają rewolucję na rynku ubezpieczeń na życie. Pojawią się problemy od dawna znane w sektorze bankowym, m.in. przejmowanie tożsamości ubezpieczonych w celu przywłaszczenia należnych im świadczeń. Nowe elektroniczne kanały kontaktu z klientem rodzą wiele zagrożeń związanych z jego prawidłową identyfikacją.

Przestępstwa ubezpieczeniowe w Dziale II

W dziale II liczba czynów przestępczych spadła o 28 proc, natomiast kwota przestępstw wzrosła o 18%. W 2016 roku pracownicy zakładów ubezpieczeń Działu II odnotowali 9 515 czynów przestępczych na łączną kwotę 211, 9 mln zł. Średnia wartość przestępstwa wyniosła około 22 tys. PLN. Łączna wartość przypadków stanowi 1,15% wartości wypłacanych odszkodowań i świadczeń.

Metody działania sprawców

W roku 2016 wykryto ok. 1800 prób wyłudzenia świadczeń za szkody osobowe na kwotę blisko 24 mln PLN. Podobnie jak w roku 2015 uczestnicy badania od kilku lat raportują lawinowy wzrost wartości szkód osobowych. Dotyczy to zarówno powiększania deklarowanego zakresu uszkodzeń ciała w przypadku urazów, symulowania stanów psychicznych wynikających z rzekomo doznanego szoku pourazowego oraz powiększania liczby poszkodowanych w wypadku poprzez składanie fałszywych deklaracji. Na szczęście tego typu praktyki sprawców charakteryzują się znikomą skutecznością.

Zakłady ubezpieczeń zauważają także renesans pewnych pozornie zapomnianych metod wyłudzeń w komunikacji. Ostatnio odżywa metoda polegająca na celowym spowodowaniu szkody. Jej częstą odmianą, stosowaną przez wyspecjalizowanych sprawców, są szkody na rondach i rozbudowanych skrzyżowaniach dużych miast. Sprawcy wykorzystują błędy i dekoncentrację innych kierowców i celowo doprowadzają do kolizji w taki sposób, że są stroną poszkodowaną. Następnie samochody – generatory szkód – są prowizorycznie naprawiane i ponownie wykorzystywane. Dzięki metodom analizy danych zakłady łatwo radzą sobie z wykrywaniem tego procederu.

Nowe wyzwania

Zakłady ubezpieczeń w najbliższym czasie muszą przygotować się m.in. do technicznej rewolucji dystrybucji i obsługi procesu ubezpieczenia. Niezwykle szybki rozwój urządzeń mobilnych oraz rozwiązań fintech/insurtech stawia zupełnie odmienne wymagania. Zagrożenia ze strony cyberprzestępczości i socjotechniki znane z branży bankowej generują przed systemami i zespołami antyfraudowymi całkowicie nowe, niespotykane dotąd wyzwania.

Istotnym wyzwaniem jest również przestępczość transgraniczna. Zakłady powinny przygotować się w zakresie identyfikacji dokumentów i tożsamości potencjalnych klientów – nierezydentów.

Raport podsumowujący dzisiejszą sytuację na rynku walutowym, surowcowym oraz akcyjnym

Poniedziałkowy kalendarz makroekonomiczny nie należał do ponadprzeciętnie fascynujących. Perspektywę dość nudnej sesji wyraźnie odsunęły doniesienia agencji Bloomberga dotyczące potencjalnego załamania rozmów w sprawie BREXIT-u, które ma nastąpić w sytuacji bezkompromisowości oficjeli z Brukseli. Koniec dnia stoi pod znakiem lekkiego powrotu dolara do łask. Obecnie USD/JPY wraca w okolice poziomu 112,00, a EUR/USD próbuje na dobre uplasować się poniżej wsparcia przy 1,1800.

Wśród walut G10 wyższości amerykańskiego odpowiednika nie uznaje szwedzka korona, która na przestrzeni dnia zdołała umocnić się o 0,2 proc. Obecnie najsilniej tracącym komponentem koszyka pozostaje dolar kanadyjski (-0,4 proc.) będący z jednej strony beneficjentem cięcia podatków przez gabinet Justina Trudeau, a z drugiej strony zakładnikiem gorszych warunków biznesowych według raportu BOC. W przypadku walut państw rozwijających się należy mówić o niezbyt udanej sesji w wykonaniu meksykańskiego peso (-0,9 proc.), które skutecznie pozostawiło w tyle dzisiejszą deprecjację południowoafrykańskiego randa (-0,3 proc.), tureckiej liry (-0,3 proc.) czy rosyjskiego rubla (-0,3 proc.). W ścisłej czołówce Emerging Markets znalazł się polski złoty (0,2 proc.). Na koniec dnia EUR/PLN osuwa się w okolice 4,2320, USD/PLN stabilizuje się przy 3,5850, CHF/PLN powraca do 3,6750, a GBP/PLN schodzi do poziomu 4,7560.
W trakcie poniedziałkowej sesji swoje pięć minut miała polska gospodarka z racji na publikację sierpniowego bilansu płatniczego. W centrum uwagi znalazły się dane dotyczące wymiany handlowej, która niespodziewanie odnotowała nadwyżkę (298 mln EUR) wobec spodziewanego przez ankietowanych uczestników rynku deficytu na poziomie 475 mln EUR. Powyższe wskazanie istotnie wpłynęło na saldo obrotów bieżących, które wyniosło -100 mln EUR (konsensus: -660 mln EUR).

Wśród danych napływających zza oceanu uwagę próbował zwrócić regionalny wskaźnik sentymentu biznesowego opracowany przez ekonomistów z nowojorskiego oddziału Fed. Według szacunków nastroje panujące wśród przedsiębiorców zbliżyły się do tych obserwowalnych przed trzema laty. Uplasowanie głównego indeksu na poziomie 30,2 pkt (konsensus: 20,5 pkt, poprzednio: 24,4 pkt) to przede wszystkim zasługa wyższych subindeksów dostaw wytwórczych oraz przewidywań dotyczących zamówień.

Na europejskich parkietach początek tygodnia stał pod znakiem wyraźnego rozłamu. Z dala od zwyżek znalazł się madrycki IBEX 35, którego 0,8 proc. przecena okryła cieniem niezbyt udaną sesję na giełdzie w Londynie. Najsilniej tracącym komponentem indeksu FTSE 100 (-0,1 proc.) okazał się być Convatec (-26,6 proc.) po publikacji niezbyt przychylnych wyników za miniony kwartał. Prawdziwy cios w wycenę spółki zadał huragany w obrębie Karaibów, które przyczyniły się do dewastacji posiadanych zapasów. Najsilniej tracącą spółką we Frankfurcie było Linde (-1,6 proc.), które stanowiło przeciwwagę dla wzrostów Bayeru (1,2 proc.) mającego perspektywę całkowitego przejęcia Monsanto jeszcze w I półroczu 2018 roku. Niewiele mniej optymistyczne nastroje dotyczyły inwestorów Lufthansy (1,0 proc.), która jawnie przymierza się do przejęcia części spółki Alitalia. Finalnie DAX (0,1 proc.) zakończył swoje notowania tuż nad okrągłym poziomem 13 000 pkt.

Przetasowania na światowym rynku surowcowym istotnie przyczyniły się do wywindowania walorów KGHM Polskiej Miedzi na fotel lidera indeksu WIG 20 (0,3 proc.). Na przestrzeni dnia akcje rodzimego kombinatu podrożały o 4,4 proc., co skutecznie okryło cieniem dość udane sesje mBanku (2,3 proc.) oraz PGNiG (1,5 proc.). Apetyt na wyższe poziomy wyraźnie ograniczyła przecena Tauronu (-2,8 proc.). Za powyższą przeceną stoją działania prawne amerykańskiej spółki Invenergy, która zdecydowała się na proces arbitrażowy przeciwko Polsce. Invenergy wyceniło poniesione szkody na kwotę 700 mln USD.

W gronie surowców miano niekwestionowanego zwycięzcy poniedziałkowej sesji należy do miedzi, która zdążyła odnotować 3,5 proc. zwyżkę. Zdecydowanie mniej spektakularny ruch ku wyższym poziomom notuje ropa. Na koniec dnia West Texas Intermediate jest wyceniana po blisko 52,00 USD za baryłkę, tj. 1,0 proc. wyżej względem piątkowego zamknięcia. Powyższe zestawienie zamykają płody rolne, którym towarzyszy przecena listopadowych kontraktów na gaz ziemny (-1,9 proc.). W przypadku złota należy mówić o względnym balansowaniu przy ostatnio obserwowanych poziomach. Na koniec dnia uncja żółtego kruszcu wraca w okolice poziomu 1 300 USD, notując tym samym dzienną przecenę rzędu 0,2 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

B.Wyżnikiewicz: Rośnie deficyt wynagrodzeń w bilansie płatniczym

Po raz pierwszy z Polski wypłynęło więcej pieniędzy z tytułu wynagrodzeń, niż napłynęło od polskich emigrantów pracujących poza granicami kraju. Ten stan będzie się pogłębiać, a dla gospodarki to oznacza problem z bilansem płatniczym.

– Od 2004 roku wynagrodzenia otrzymane od emigrantów wzrosły z 13,1 mld zł do 17,1 mld zł w latach 2006-2007. Następnie ponownie spadły do 13,3 mld zł i nadal będą spadać – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Bohdan Wyżnikiewicz, prezes Instytutu Prognoz i Analiz Gospodarczych, były prezes GUS i b.wiceprezes Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Od 2004 roku rosną natomiast wynagrodzenia przekazywane przez imigrantów pracujących w Polsce (z 2,0 mld PLN w 2004 roku do 13,8 mld PLN w 2016 roku), ale już drugi kwartał z rzędu obserwujemy znaczne przyspieszenie w porównaniu do tego samego kwartału poprzedniego roku (z 3,4 mld PLN w II kwartale 2016 roku do 5,3 mld PLN w II kwartale br.). Powodem było gwałtowne zwiększenie liczby zatrudnionych obcokrajowców (liczba zaświadczeń o zamiarze zatrudnienia obcokrajowców i zezwoleń na pracę zwiększyła się o około połowę) oraz wzrost płac.

Jednocześnie spadły wynagrodzenia przekazywane do Polski przez emigrantów (z 3,4 mld PLN w II kwartale 2016 roku do 3,1 mld PLN w II kwartale br.). – W efekcie rośnie deficyt wynagrodzeń w bilansie płatniczym – komentuje B.Wyżnikiewicz.

Na zagranicznych rynkach konkurujemy ceną. Brakuje strategii i marki parasolowej

Polska żywność ma szansę odnieść sukces za granicą, ale niezbędna jest odpowiednia strategia. Podstawą ekspansji zagranicznej jest patriotyzm zakupowy na rodzimym rynku. To główne wnioski z debaty „Made in Poland – jak wykreować modę na polskie produkty. Polska żywność – szanse i perspektywy”, która odbyła się 14 października w ramach Agro Days. Dni Hodowcy 2017 w Warszawie. 

O aktualnej sytuacji na rynku i perspektywach rozmawiali przedstawiciele rządowych agend oraz eksperci.

– Polski konsument jest dziś zupełnie inny, niż 20 lat temu. Bogatszy i bardziej świadomy, co wpływa na jego preferencje zakupowe – mówił Witold Strobel, dyrektor generalny Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. – Powinniśmy kształtować świadomość konsumentów i utrwalać dobre nawyki, aby zaistniał synonim: polski, czyli dobry – dodał.

Jak wyjaśniał Witold Obidziński, Dyrektor regionu Europy Centralnej i Pd.-Wsch. w De Heus: – W Polsce da się zauważyć „patriotyzm konsumencki”. Trudno dziś jednak wyraźnie rozróżnić na półce produkt polski od zagranicznego. Dlatego jak najszybciej powinniśmy opracować wyraźne oznaczenia oraz ramy, które określą, jaki produkt może być określony jako „polski”.

Zdaniem Leszka Hądzlika, Prezydenta Polskiej Federacji Hodowców Bydła i Producentów Mleka, do promocji polskiej żywności za granicą konieczne jest wykorzystanie naturalnych ambasadorów, takich jak choćby Polacy mieszkający za granicą. Potrzebna jest też konsolidacja producentów oraz stworzeniem wspólnej platformy sprzedaży.

Rośnie zainteresowanie producentów oznakowaniem żywności. Od stycznia tego roku mamy ustawowe oznakowanie „Produkt Polski”, a Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przyznaje rocznie około 200-300 produktom prawo do znaku „Poznaj Dobrą Żywność” – wyjaśniał Andrzej Romaniuk, Główny Inspektor Inspekcji Jakości Handlowej Produktów Rolno-Spożywczych.

– Branża drobiowa odniosła duży sukces w ciągu ostatnich 10 lat. Mamy możliwość powtórzyć ten sukces na rynkach zagranicznych. Dziś zagraniczni konsumenci wybierają polski drób ze względu na wysoką jakość i konkurencyjna cenę, a nie z powodu jego pochodzenia. Aby wypromować kraj pochodzenia potrzebna jest strategia i marka parasolowa. Jesteśmy dopiero na początku drogi – dodał Łukasz Dominiak, Dyrektor Generalny Krajowej Rady Drobiarstwa.

Spostrzeżenia te potwierdził Michał Koleśnikow, dyrektor departamentu Analiz Ekonomicznych, Sektorowych i Rynków Rolnych w BGŻ BNP Paribas: – Tylko 40 proc. polskich firm podkreśla polskie pochodzenie produktów. Na krajowym rynku bardziej liczy się regionalizm. Jednocześnie 20 proc. firm twierdzi, że polskość nie pomaga w sprzedaży zagranicznej.

Polskie znaczy lepsze

W trakcie debaty uczestnicy podkreślali konieczność budowania popytu wewnętrznego i promowanie pochodzenia polskich produktów na rodzimym rynku. Jak zatem Polacy postrzegają polską żywność? Temu zagadnieniu poświęcono badania przeprowadzone wśród polskich konsumentów na zlecenie firmy De Heus. – Z naszych badań wynika, że Polacy doceniają produkty „Made in Poland” i uważają, że są lepszej jakości, niż ich zagraniczne odpowiedniki. Szczególnie cieszy fakt, że wysoka jakość i skład produktu są o wiele bardziej cenione, niż niska cena – mówi Rafał Wiecheć, kierownik marketingu z firmy De Heus.

Zgodnie z wynikami badania przeprowadzonego na zlecenie De Heus, ponad 90% Polaków sądzi, że polska żywność jest smaczna. W większym stopniu przekonane są o tym panie (94% odpowiedzi) niż panowie (88% wskazań). Przekonanie o wyjątkowym smaku polskiej żywności rośnie wraz z wiekiem respondentów. Podczas gdy w grupie do 24 rż. odpowiedzi twierdzącej udzieliło 85% ankietowanych, to w grupie powyżej 50 rż. już 93%.

Rys. 1  Czy według Pana/Pani polska żywność jest smaczna?

smaczna

Dla ponad połowy Polaków największym wyróżnikiem polskiej żywności jest jej smak. W drugiej kolejności wskazywana jest jakość. Na trzecim miejscu znajduje się pochodzenie, czyli lokalność. Co ciekawe, atrybut pochodzenia docenia dwa razy więcej kobiet niż mężczyzn (36% vs. 19%). Dla Panów ważniejsze są – choć nieznacznie – jakość i smak.

Najmłodsi konsumenci przywiązują mniejszą wagę, niż inne grupy wiekowe,  do jakości, czy smaku. Stosunkowo ważniejsza jest dla nich cena i różnorodność.

Rys. 2 Jakie są Pana/Pani zdaniem największe zalety polskiej żywności? Proszę  wskazać max. 2 odpowiedzi.

zaletyPonad połowa ankietowanych uważa, że polskie mięso, wędliny i przetwory mięsne są lepsze od produktów zagranicznych. Niewiele mniejszy odsetek wskazuje na pieczywo i wypieki (48%), a co trzeci badany – na warzywa i owoce.

Rys. 3 Które Pan/Pani zdaniem polskie produkty są lepsze od produktów zagranicznych? Można wybrać 3 kategorie.

produktyDla prawie połowy respondentów informacja o braku konserwantów byłaby przekonująca do zakupu danego produktu spożywczego. 44% ankietowanych zwraca uwagę na wysoką jakość, a 40% – na brak modyfikacji genetycznych. Niemal żaden z respondentów nie wskazał na certyfikaty, czy znak jakości.

Zgoła inaczej lista odpowiedzi wygląda w przypadku osób do 34 rż. Wśród tej grupy najważniejsza jest wysoka jakość, następnie – skład produktu i brak modyfikacji genetycznej. Brak konserwantów jest dopiero na 4. miejscu.

Rys. 4. Jaka informacja przekonałaby Pana/Panią do zakupu danego produktu spożywczego? Proszę wskazać 3 najważniejsze aspekty.

co przekonujePolacy doceniają wysoką jakość produktów także za pomocą portfela. Ponad 60% ankietowanych jest w stanie zapłacić więcej za żywność wysokiej jakości. Ponad 80% respondentów wybrałoby polski produkt zamiast zagranicznego, gdyby był w tej samej cenie.

O badaniu: Badanie zrealizowano w dniach 04-06.09.2017 metodą wywiadów on-line (CAWI) na panelu internetowym SW Panel. W ramach badania przeprowadzono 520 ankiet z osobami powyżej 18 roku życia.

Umocnienie nadwyżki handlowej

Deficyt na rachunku obrotów bieżących (CA) wyniósł w sierpniu -100 mln EUR (konsensus: -712 mln EUR, PKO: -100 mln EUR, a saldo CA w ujęciu 12-miesięcznym wzrosło do -0,2%PKB z -0,4% PKB po lipcu przy wzroście nadwyżki w handlu towarami (0,4% PKB vs 0,2% PKB po lipcu).

Sierpniowej stabilizacji dynamiki eksportu (do 12,3% r/r vs 12,4% r/r w czerwcu) towarzyszyło wyhamowanie tempa wzrostu importu (7,6% r/r vs 12,8% r/r). Dynamika eksportu jest wciąż wspierana przez rosnące zamówienia eksportowe. Opublikowane w piątek dane GUS pokazują, że wyraźna poprawa koniunktury w gospodarkach rozwiniętych (w tym w strefie euro) przekłada się na silną dynamikę wymiany towarowej z tymi państwami. Z kolei import jest podsycany przez silnie rosnącą konsumpcję, a także (nominalnie) przez wzrost cen surowców. Rosnąca dynamika zakupów w gospodarkach rozwiniętych (wg danych GUS) wskazuje na wzrost inwestycyjnego komponentu popytu krajowego. Uważamy, że powyższe tendencje zostaną utrzymane w kolejnych miesiącach: mocny eksport będzie nadal wspierany przez poprawę światowej koniunktury, a dźwignią importu pozostanie silny popyt wewnętrzny.

pobrane (7)

12-miesięczne saldo obrotów kapitałowych utrzymało się na poziomie 1,0% PKB. Saldo inwestycji bezpośrednich nieznacznie się poprawiło (-0,1% PKB vs -0,2% PKB po lipcu). Saldo rachunku finansowego (z wyłączeniem rezerw) spadło (po raz kolejny) do -0,9% z -0,7% PKB przy kontynuacji spadku zobowiązań NBP wobec zagranicy (głównie z tytułu transakcji repo). Stabilizacja sytuacji europejskich banków wspiera proces równoważenia (w ujęciu 12-miesięcznym) salda wypływów i napływów środków do monetarnych instytucji finansowych.

W dalszej części roku saldo rachunku obrotów bieżących może się nieznacznie obniżyć (wraz ze spadkiem nadwyżki handlowej wynikającym z cyklicznego przyspieszenia importu oraz obniżeniem salda dochodów związanym ze wzrostem funduszu wynagrodzeń i transferów ze strony pracujących w Polsce imigrantów; w przeciwnym kierunku powinny oddziaływać napływ środków z UE oraz poprawiające się saldo usług).

Źródło: PKO Bank Polski

Nieoczekiwane umocnienie złotego

Słabość dwóch głównych walut EUR i USD. Może to oznaczać konsolidację na głównej parze walutowej świata. Polska waluta po słabszych kilku dniach przechodzi do ofensywy. EUR/PLN i CHF/PLN w kierunku minimów z września. USD/PLN również na południe nie zważając na ruchy EUR/USD. Bardzo ciekawe dni dla funta z jednej strony ważne dane z drugiej negocjacje brexitowe.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 17.08.2017-16.10.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2310 3,6750 3,5150 4,6010
Maksimum 4,3290 3,7920 3,6910 4,9360

 

Kurs euro

Kurs euroW ostatnich dniach sytuacja EUR/PLN zdecydowanie się zmieniła. Gdy wydawało się, że kurs odbije się od wsparcia na poziomie 4,30 i zaatakuje ostatnie maksimum niecałe 3 grosze wyżej kurs obrał zdecydowany kierunek na południe. Czynników takiego umocnienia można upatrywać w bardzo dobrej sytuacji gospodarczej w naszym kraju, którą to inwestorzy zauważają. Sprzyja sytuacja na światowych rynkach gdzie nie widać spadku apetytu na ryzyko. Czynniki niepewności, które przyniosły nieco nerwowości choćby referendum w Katalonii zdecydowanie przycichły. Jesteśmy jednak blisko wsparcia w okolicach 4,23-4,24 więc realizacja zysków jest całkiem możliwa. Trzeba tutaj wspomnieć o gołębiej postawie RPP, która będzie hamowała dalsze umocnienie. W końcu na szerokim rynku zaczyna dominować jastrzębie podejście do polityki monetarnej. Oczywiście na EUR/PLN swój wpływ ma sytuacja waluty bazowej czyli euro. Wspólna waluta jest nieco słabsza bo praktycznie wyciszyły się spekulacje odnośnie decyzji EBC o ograniczeniu QE. A był to główny argument dzięki, któremu euro zyskało w ostatnim czasie. Wsparciem dla kursu będzie ostatnie minimum z września, w przypadku ruchu w górę pierwszy opór będzie stanowić pokonana linia trendu wzrostowego. Bardzo istotne będą dane w środę z GUS-u na temat sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej. Jeśli przekroczymy prognozy to z pewnością inwestorzy mogą jeszcze poczekać z odwracaniem pozycji. Oczywiście jeśli do tego czasu sentyment na rynkach pozostanie dobry i nie zobaczymy zdecydowanego umocnienia dolara amerykańskiego.

Kurs franka

Kurs frankaAnalogiczną sytuację mamy na CHF/PLN. Spokojny handel na szerokim rynku wpływa na to, że bezpieczna waluta jaką jest CHF nie jest pierwszym wyborem inwestorów. Lokują oni swoje kapitały w bardziej ryzykownych aktywach. Bez znaczenia okazały się wybory w Austrii choć zakończyły się zaskakującym wynikiem na korzyść partii prawicowych.  W szerszym ujęciu dojście do władzy populistów może wywołać konflikty Austrii z największymi krajami strefy euro choćby w temacie uchodźców. Mimo to paniki póki co nie ma bo kraj ten pozostanie proeuropejski. Efekt dla CHF/PLN jest taki, że poruszamy się dość szybko na południe i bardzo możliwe, że będziemy testować ostatnie minimum z końca września. W przypadku odreagowania spadków oporem będzie linia krótkoterminowego trendu spadkowego. Tak jak i na EUR/PLN, o dalszych losach CHF/PLN mogą zdecydować dane z rodzimej gospodarki jeśli będą dobre może zostać pokonane najbliższe wsparcie.

Kurs dolara

Kurs dolaraUSD/PLN dwa razy próbował sforsować granicę 3,69, które zakończyły się fiaskiem. Od tego momentu nastąpił spadek i umocnienie złotego. Jesteśmy poniżej linii trendu wzrostowego. Początkowy ruch można jeszcze wytłumaczyć gdyż stanowił odzwierciedlenie słabości dolara na szerokim rynku. Było to konsekwencją gorszych danych o inflacji z USA. Kolejne godziny to wzrost kwotowań waluty amerykańskiej na rynkach. Z pewnością swoje trzy grosze w tym temacie dołożyła Janet Yellen twierdząc, że nawet nieco słabszy wzrost cen nie spowoduje dyskusji o zasadności podnoszenia stóp w takim tempie jak Fed zakłada. Nie wiele też dla ogólnej sytuacji dolara wniosło wystąpienie Trumpa w sprawie Iranu. Który zażądał nałożenia sankcji na ten kraj. Zwyczajowo gdy EUR/USD spada kurs złotego w relacji do amerykańskiej waluty rośnie tym razem jednak było inaczej. Może to świadczyć o sile krajowej waluty. Ale też o tym, że ruch ten na głównej parze wynikał ze słabości euro a nie z siły dolara. Wydaje się jednak, że w najbliższym czasie wrócimy do zależności opisanej powyżej. Wsparciem dla USD/PLN będzie ostatnie minimum, w przypadku wzrostów oporem będzie przełamana linia trendu wzrostowego. Póki co mamy test granicy 3,60, a po przełamaniu linii wzrostów wcale nie jest przesądzone, że utworzy się układ spadkowy.

Kurs funta

Kurs funtaBez wątpienia kolejne dni mogą przynieść sporą huśtawkę nastrojów na brytyjskiej walucie. GBP/PLN znajduje się obecnie w trendzie spadkowym mimo wszystko widać oznaki przemawiające za odwróceniem się sytuacji. Kurs testuje obecnie opór w postaci linii trendu wzrostowego. Bez wątpienia tydzień może przynieść rozstrzygnięcie tej sytuacji. Jutro poznamy dane o inflacji, w kolejnym dniu o wynagrodzeniach Brytyjczyków. Te dwie pozycje w poprzednim miesiącu spowodowały, że z Banku Anglii popłynęły dość jastrzębie słowa. Jeśli więc znów zobaczymy wyższe wartości to z pewnością funt może zyskać na wartości a kurs GBP/PLN podąży na północ w kierunku ostatniego maxa. Ale sytuacja nie jest taka klarowna. Mamy jeszcze temat negocjacji Brexitowych. Informacje z Brukseli były tak dwuznaczne, że spowodowały kompletną dezorientację inwestorów. Ostatnie informacji z Bloomberga mówiły o impasie w negocjacjach. I może jest w tym ziarno gdyż dzisiaj media głoszą, że sama premier May uda się do Brukseli w celu wypracowania porozumienia. Czasu jest mało gdyż w czwartek odbędzie się szczyt UE na którym to europejscy liderzy odniosą się do tempa rozmów. Premier zawalczyć chce o przejście do kolejnego tematu rozmów a więc dostępu do wspólnego rynku. Jeśli udałoby się osiągnąć kompromis to bardzo możliwe, że brytyjska waluta będzie liderem wzrostów do końca tygodnia.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Startuje największy ogólnopolski projekt promujący wśród młodzieży inwestowanie na giełdzie

  • Rozpoczyna się XVI edycja Szkolnej Internetowej Gry Giełdowej (SIGG), największego ogólnopolskiego projektu promującego wśród młodzieży inwestowanie na giełdzie
  • Uczniowie szkół gimnazjalnych i ponadgimnazjalnych do 10 listopada br. mogą zgłaszać do SIGG swoje zespoły

Dziś rozpoczyna się XVI edycja Szkolnej Internetowej Gry Giełdowej (SIGG), organizowanej przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie. Współorganizatorem jest Fundacja GPW, a partnerem strategicznym – Fundacja im. Lesława A. Pagi.

SIGG to największy ogólnopolski projekt dotyczący inwestowania na giełdzie skierowany do młodzieży. Tylko w ubiegłym roku w grze wzięło udział ponad 17,5 tys. uczniów szkół ponadgimnazjalnych, tworzących ponad 6 tys. zespołów. Wszystkie edycje SIGG to niemal 220 tys. uczniów szkół w całej Polsce, którzy nie tylko nauczyli się, jak świadomie inwestować na giełdzie, ale także przez kilka miesięcy mogli dokonywać transakcji na oddającej giełdową rzeczywistość specjalnie stworzonej platformie edukacyjnej GPWtr@der.

Budowanie kultury inwestowania jest ważną rolą GPW. To nie tylko kursy dla inwestorów, ale też edukacja na etapie szkolnym. Formuła SIGG bardzo dobrze się sprawdza, to ważna lekcja przedsiębiorczości dla młodych, ale też świetna zabawa, co widać po entuzjastycznych komentarzach uczestników poprzednich edycji – komentuje Marek Dietl, prezes zarządu GPW.

Uczestnictwo w SIGG pozwala nie tylko oswoić się z giełdą, ale przede wszystkim uczy inwestowania w instrumenty giełdowe (uczestnik gry wykorzystuje wirtualne pieniądze, ale zlecenia realizowane są na podstawie pochodzących z rzeczywistego rynku ofert kupna i sprzedaży). W tegorocznej edycji zespoły liczące od dwóch do czterech uczniów pod opieką nauczyciela mogą zainwestować 30 tys. zł w pierwszym etapie i 10 tys. w drugim. Na zdobywców pierwszego miejsca czeka nagroda w wysokości 10 tys. zł.

Projekt Szkolnej Internetowej Gry Giełdowej jest co roku unowocześniany, m.in. poprzez dodawanie nowych instrumentów finansowych lub nowych funkcjonalności, jak np. aplikacja mobilna. Gra jest realizowana na platformie GPWtr@der, a wśród dostępnych instrumentów finansowych są akcje, kontrakty terminowe oraz ETF-y, odzwierciedlające zachowanie indeksów renomowanych giełd światowych.

Rejestracja została uruchomiona i można jej dokonać na stronie internetowej: https://sigg.gpw.pl/

Porównujesz oferty kredytu w kilku bankach? Możesz nie otrzymać go wcale

  • Zapytanie o kredyt w banku wiąże się z wyciągnięciem z Biura Informacji Kredytowej (BIK) raportu na temat historii kredytowej klienta.
  • Każde zapytanie zapisuje się w BIK-u, a duża ich liczba może w znaczny sposób obniżyć zdolność kredytową.
  • Czysty raport może wtedy nie wystarczyć – warto budować zdolność kredytową np. dzięki braniu sprzętu na raty.

Konsumenci w Polsce coraz częściej podejmują decyzje zakupowe w sposób świadomy. Wybierają towary dobrej jakości i zwykle porównują ich ceny w kilku sklepach. Dotyczy to przede wszystkim drogich produktów, których cena może w sposób znaczny różnić się w zależności od sklepu. Do sprawdzania cen najczęściej wybierają Internet, który umożliwia porównanie ofert bez wychodzenia z domu. To samo dotyczy także kredytów czy ubezpieczeń. Okazuje się jednak, że samodzielne obliczanie rat, np. na sprzęt AGD lub sprawdzanie zdolności kredytowej przez Internet może zepsuć zdolność kredytową, a co za tym idzie – zmniejszyć szansę na otrzymanie kredytu w banku.

Kilka wycieczek do banków wystarczy, żeby nie dostać kredytu

Nadal podstawowym źródłem informacji o ofertach kredytów są jednak w Polsce konsultanci w bankach. Udając się do placówki banku z prośbą o przedstawienie warunków kredytu na daną sumę, często jesteśmy proszeni o podanie dokładnych informacji, na podstawie których obliczana jest nasza zdolność kredytowa. Służy to odnalezieniu w BIK-u raportu na temat naszej dotychczasowej historii kredytowej. Znajdują się w nim informacje o spłaconych (lub nie) kredytach, zaciągniętych ratach, systematyczności w ich spłacaniu i… wcześniejszych zapytaniach o kredyt. Na podstawie tych danych przyznawane nam są gwiazdki lub punkty w BIK-u, minimalnie jest ich 192, maksymalnie 631. Jeżeli klient ma ich ponad 500, to zapytania w znaczny sposób nie obniżą jego szans na kredyt – zwykle zapytania zabierają ich ok. 5%. Jeśli jednak nasz wynik jest gorszy, a dotyczy to również osób, które nie zaciągnęły do tej pory żadnego innego kredytu, to może pojawić się problem. Są także banki, które w ogóle nie biorą pod uwagę punktacji BIK, jeśli liczba zapytań przekroczy ich wewnętrznie ustalony poziom. Wtedy klient mimo wysokiej oceny punktowej otrzyma decyzję negatywną.

W celu uniknięcia takiej sytuacji, najlepszym sposobem jest budowanie swojej historii kredytowej, poprzez np. zakup towarów na raty. Dzięki temu udowadniamy, że jesteśmy w stanie spłacać kredyt systematycznie i otrzymujemy za to punkty do scoringu w BIK-u. Choć może to dziwić, czysta historia kredytowa nie jest atrakcyjna dla banku, ponieważ nic nie mówi o naszej zdolności do spłaty rat. Druga sprawa to konieczność rozsądnego porównywania ofert z banku – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes.

Maksymalnie 3 zapytania w miesiącu

Informacje o zapytaniach kredytowych widnieją w BIK-u do 12 miesięcy, jednak to od banku zależy, ile miesięcy wstecz będzie brał pod uwagę. Zwykle są to 1-3 miesiące, ale zdarza się, że zapytanie nawet sprzed 6 miesięcy przekreśli nasze szanse na kredyt. Dla banków ta kwestia jest ważna z kilku względów. Po pierwsze, dużo zapytań może oznaczać, że klient chce szybko zaciągnąć kredyty w kilku bankach, tak aby informacje o tym nie zdążyły zapisać się w BIK-u (banki przesyłają dane o wzięciu kredytu przez klienta z opóźnieniem). Banki mogą również zastanawiać się, jaka jest przyczyna tak wielu zapytań. Istnieje ryzyko, że z automatu uznają, że klient dostał odmowy w pozostałych bankach, dlatego szuka możliwości dalej. Najlepiej więc nie przekraczać trzech zapytań o kredyt w miesiącu. Nie oznacza to oczywiście, że możemy bez konsekwencji pytać co miesiąc 3 banki o kredyt – to także będzie źle wyglądało w raporcie z BIK-u.

Jeżeli zależy nam na dokładnym sprawdzeniu warunków kredytu w kilku bankach, to bezpiecznym sposobem będzie udanie się do pośrednika, który dysponuje wieloma ofertami z rynku i podpowie, która będzie dla nas odpowiednia. W tym celu wyciągnie raport z BIK-u tylko raz, co nie popsuje naszego scoringu poprzez odjęcie punktów za zapytania. Należy również pamiętać, że niskie oprocentowanie, to nie jedyny aspekt, który trzeba wziąć pod uwagę przy wyborze kredytu. Być może w rozmowie z pośrednikiem okaże się, że bardziej zależy nam na niskich ratach lub długim okresie spłat – dodaje Paweł Mazur z ANG Biznes.

Polska rezygnuje z linii kredytowej MFW

Mario Draghi, prezydent Europejskiego Banku Centralnego, powiedział w sobotę, że politycy muszą długo patrzeć na politykę monetarną, przygotowując się do decydowania o dalszym losie programu nabywania aktywów przez bank centralny strefy euro. Jego zdaniem inflacja w eurolandzie pozostaje niska, być może z powodu niewielkiego wzrostu płac. W związku z tym Draghi uważa, że decyzja o wygaszeniu skupu aktywów (co zaplanowano na koniec tego roku) powinna zostać przesunięta. Z kolei w Polsce najważniejsze wydarzenie to rezygnacja przez Ministerstwo Finansów z elastycznej linii kredytowej MFW. Od 2009 r. nasz kraj na utrzymanie tej linii wydał ponad 1 mld zł, a nigdy z niej nie skorzystał.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do japońskiego jena (+0,02%), a traci do euro (-0,23%), brytyjskiego funta (-0,04%), dolara kanadyjskiego (-0,12%) oraz dolara australijskiego (-0,18%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,179, GBP/USD – 1,328, USD/CAD – 1,248, AUD/USD – 0,788 i USD/JPY – 111,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,25%) i kurs EUR/JPY wynosi 131,9, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,888. Złotówka zyskuje do euro i pozostaje na podobnym poziomie wobec innych walut światowych. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – 4,25 zł, funt – 4,78 zł, a frank szwajcarski – 3,69 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W piątek londyński indeks FTSE 100 spadł o 0,28%, frankfurcki indeks DAX podniósł się o 0,07%, a paryski indeks CAC 40 stracił 0,17%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,09%, meksykański indeks Bolsa – o 0,04%, a brazylijski Bovespa – o 0,43%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,47%, chiński indeks Shanghai Composite spadł o 0,36%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,8%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszym spadku cena ropy naftowej poszła w górę. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 57,17 USD (+1,61%), a ropy WTI – 51,45 USD (+1,65%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 59 USD. Także cena złota idzie w górę. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1303 USD. To 7 USD więcej (+0,54%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 3:30 – Chiny – Inflacja CPI (r/r), wrzesień – 1,6% (prognoza 1,6%)
  • 3:30 – Chiny – Inflacja PPI (r/r), wrzesień – 6,9% (prognoza 6,3%)
  • 6:30 – Japonia – Produkcja przemysłowa (r/r), sierpień – 5,3% (prognoza 5,4%)
  • 9:00 – Czechy – Inflacja PPI (r/r), wrzesień – 1,7% (prognoza 1,6%)
  • 11:00 – Strefa euro – Saldo bilansu handlowego, sierpień (prognoza 20,3 mld euro)
  • 14:00 – Polska – Saldo rachunku bieżącego, sierpień (prognoza -622 mln euro)
  • 14:30 – USA – Indeks NY Empire State, październik (prognoza 20,7 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Czy Polak chce rozmawiać o swoim zadłużeniu? Wyniki najnowszego raportu

Zadłużenie to pozornie krępujący temat. Jak się jednak okazuje, Polacy rozmawiają o swoich problemach. Z kim dzielimy się trudnymi informacjami? Pierwszą osobą jest zawsze partner lub partnerka, przy czym to kobiety przejmują się problemem finansowym zdecydowanie bardziej. Więcej szczegółów zdradza raport „Sytuacja materialna Polaków”[1], zrealizowany na zlecenie Lindorff SA.

Czy jesteśmy skłonni rozmawiać?

wykres1Badani, którzy przyznali się do obecnych lub wcześniejszych problemów z zadłużeniem, zostali zapytani, czy decydują się na rozmowy dotyczące swojego zadłużenia. 28% stwierdziło, że otwarcie rozmawia o swoich problemach, natomiast aż 48% ankietowanych wybrało odpowiedź „raczej tak”, przyznając, że zazwyczaj podejmuje taką tematykę rozmów. 1 na 5 badanych raczej nie rozmawia na temat swojego zadłużenia, a 5% stanowczo unika tematu kłopotów finansowych. Jeśli podzielimy odpowiedzi na kobiece i męskie, odnotujemy większy procent kobiecych wskazań przy odpowiedzi „zdecydowanie tak” – o 8 punktów procentowych więcej niż u mężczyzn.

Z kim rozmawiamy?

wykres2Badani zostali również poproszeni o wskazanie z kim rozmawiają o swoim zadłużeniu, jeśli już się na to decydują. 62% respondentów wskazało na partnera/partnerkę lub współmałżonka/współmałżonkę. Ta odpowiedź zdominowała pozostałe, gdyż wskazanie na drugim miejscu – najbliższa rodzina (np. rodzice, rodzeństwo) – uzyskało 37% deklaracji (25 punktów procentowych mniej). Co ciekawe, na podium znalazł się jeszcze wierzyciel/negocjator z firmy zarządzającej wierzytelnościami z 30% wskazań. Na dalszych pozycjach pojawiły się takie odpowiedzi jak „przyjaciele/znajomi” (25%), „prawnik/specjalista ds. finansów” (8%) czy „psycholog” (3%). Największe różnice w podziale odpowiedzi na płeć widać w przypadku wskazania „najbliższa rodzina”, odchylenie od odpowiedzi ogólnej wynosi w obu przypadkach 7% (44% odpowiedzi kobiet; 30% mężczyzn). Również 7 punktów procentowych więcej w stosunku do odpowiedzi ogólnej zauważymy przy kobiecej deklaracji „wierzyciel/negocjator z firmy zarządzającej wierzytelnościami”, która wyniosła 37%.

Jak wykazują powyższe wyniki, raczej nie boimy się rozmawiać o swoim zadłużeniu, jednak najczęściej robimy to ze swoim życiowym partnerem/partnerką. Rzadziej z najbliższą rodziną i profesjonalnym negocjatorem, choć ten ostatni wyprzedził w tej kwestii przyjaciół i bliskich znajomych. Różnice w odpowiedziach kobiet i mężczyzn nie są znaczące, jednak można wysnuć dość ogólną konkluzję – kobiety są nieco bardziej otwarte na rozmowy o swoim zadłużeniu.

W jaki sposób?

wykres3A jak myślimy o swoim zaległym zobowiązaniu? Co ciekawe, dwa pierwsze miejsca z niemal identycznym wynikiem zajęły skrajne odpowiedzi: „jak o codziennym problemie” z 37% wskazań oraz „jak o moim największym zmartwieniu z 36% odpowiedzi. Skąd taki wynik? Rozwiązanie sugeruje podział odpowiedzi na kobiece i męskie, bowiem 48% badanych mężczyzn traktuje zobowiązanie jak codzienny problem, kiedy tylko 26% badanych pań myśli podobnie. Natomiast zadłużenie jest największym zmartwieniem dla 47% ankietowanych kobiet, a jedynie 26% mężczyzn.

Na dalszych miejscach znalazły się także sposób mówienia o zadłużeniu jak o czymś wstydliwym (18%) czy w kontekście „wypadku przy pracy” (14%).

Co robię?

wykres4Ostatnie z pytań postawione przed ankietowanymi brzmiało: „Jak reagujesz na problemy ze spłaceniem zadłużenia?”. 40% badanych stwierdziło, że kontaktuje się z wierzycielem (np. bankiem, telefonią czy pożyczkodawcą). ¼ respondentów deklaruje zwracanie się po pomoc do rodziny. 1 na 5 ankietowanych próbuje skontaktować się bezpośrednio z negocjatorem z firmy zarządzającej wierzytelnościami. Ponad 1 na 10 badanych jest w takiej sytuacji bierna i czeka na rozwój sytuacji. Przy wszystkich najpopularniejszych odpowiedziach to kobiety częściej wskazywały na zaproponowane sugestie, choć różnica w stosunku do męskich wskazań nie przekracza 8 punktów procentowych, oprócz odpowiedzi wskazującej na kontakt z negocjatorem – tej odpowiedzi udzieliło 29% kobiet i tylko 12% mężczyzn. Po raz kolejny ta tendencja podkreśla, że to kobiety częściej niż mężczyźni przejmują się zadłużeniem, które stanowi dla nich problem nie tylko finansowy, ale także emocjonalny.

[1]Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.