Czynniki budujące cenę na rynku poligraficznym

Wartość sprzedaży na rynku poligraficznym wzrosła o około 30% w latach 2010–2016. Jednak prowadzona na tym rynku wojna cenowa sprawia, że wysokość cen usług poligraficznych systematycznie spada, obniżając realne zyski. Opracowany na zlecenie firmy Konica Minolta przez PwC raport pokazuje czynniki kształtujące ceny na rynku poligraficznym oraz potencjalne obszary do lepszego zarządzania ceną i generowania większych zysków.

Mateusz Woźniak, Dyrektor Sprzedaży Systemów Produkcyjnych, Konica Minolta Business Solutions
Mateusz Woźniak, Dyrektor Sprzedaży Systemów Produkcyjnych, Konica Minolta Business Solutions

Co trzecia firma poligraficzna w Polsce realizuje druk opakowań – najczęściej na żywność, detergenty i chemię domową, elektronikę i nowe technologie oraz kosmetyki i środki pielęgnacyjne[1]. Częścią składową opakowania jest etykieta, nazywana czasem najważniejszym elementem budowania marki. To ona przekazuje najistotniejsze informacje, przyciąga uwagę konsumentów i budzi pozytywne emocje skłaniające do sięgnięcia po produkt. Z tego powodu firma PwC na zlecenie Konica Minolta sprawdziła czynniki, jakie kształtują cenę usług drukowania etykiet. Pod lupę zostały wzięte etykiety na wino (jako produkt luksusowy) oraz na płyn do spryskiwaczy (jako produkt standardowy).

Jak pokazała analiza, głównymi czynnikami wpływającymi na cenę jest zamawiany nakład, wielkość drukarni i koszty przygotowalni. Badanie pokazało również, że polskie drukarnie mają sporo do ulepszenia w obszarze obsługi zapytań o oferty i wyceniania zleceń druku etykiet, co w prosty sposób może przełożyć się na zwiększenie zysków z tych zleceń.

Pierwszy kontakt z Klientem

W raporcie „Czynniki budujące cenę na rynku poligraficznym”, przygotowanym przez PwC, przeanalizowany został proces sprzedaży począwszy od złożenia zapytania o ofertę. Ankieterzy posłużyli się metodą „tajemniczy klient” i wysłali e-mailowo zapytania o oferty, na które odpowiedziało jedynie ¾ drukarni (72%). W ciągu niecałych 3 dni roboczych otrzymano większość odpowiedzi na zapytania o druk etykiet na płyn do spryskiwaczy, a w ciągu 4 dni odpowiedzi dotyczące druku etykiet na wino. W pierwszej odpowiedzi ze strony wielu drukarni brakowało tak istotnych informacji jak wycena czy szacunkowy czas realizacji zlecenia. Co trzecia odpowiedź nie zawierała wstępnej wyceny, a 40–50% drukarni nie udzieliło informacji o czasie realizacji zlecenia, podobny odsetek firm nie wspominał o warunkach płatności.

Czynniki wpływające na cenę

Wycena druku była zawsze prezentowana jako cena jednostkowa, a w 21–30% dodatkowo podawano cenę za cały nakład. Zauważalna była zależność między ceną a wielkością nakładu – przy 10-krotnym zwiększeniu nakładu uzyskać można 65% rabatu na etykiety na wino oraz ok. 57% rabatu dla etykiet na płyn do spryskiwaczy.

Jednym z zabiegów w procesie przygotowywania wycen jest różnicowanie ceny w zależności od produktu, co pozwala na wygenerowanie większej marży – a więc i zysku. Małe drukarnie nie stosowały różnicowania, a duże robiły to w nieco większym stopniu. Zabieg ten był widoczny przy małym nakładzie 5 tys. sztuk – różnica średnich cen jednostkowych wynosiła 5 groszy. Przy nakładzie 50 tys. sztuk poziomy średnich cen zrównały się ze sobą. Tymczasem wydaje się, że ceny etykiet na wino – jako produktu luksusowego – powinny być znacząco wyższe – można bowiem założyć, że zamawiający je producent artykułu będzie skłonny zapłacić więcej. W ten sposób można wygenerować większą marżę i zysk.

Niemal we wszystkich przypadkach drukarnie dołączały do wyceny koszty dodatkowe pokrywające przygotowalnię – m.in. wykrojnik i matrycę kolorów. W cenę wliczone było uszlachetnienie etykiety poprzez lakierowane UV. 15% drukarni wspominających o możliwościach uszlachetnienia druku zaproponowało orientacyjne ceny usługi cold stamping. Ostatnim elementem wpływającym na cenę druku etykiet jest transport, przy czym nie zauważono tutaj wyraźnych zależności.

Umiejętność argumentacji

Około 55–68% firm od razu proponuje rabat lub podejmuje negocjacje cenowe. Tymczasem lepszym rozwiązaniem w sytuacji, kiedy Klient chciałby obniżyć cenę, byłoby argumentowanie jakości, jaką dostarcza drukarnia oraz jej przewagi konkurencyjnej. Przykładowa argumentacja: „Nasza firma drukuje na oryginalnych certyfikowanych papierach oraz nie stosuje zamienników farb, co może wpływać na cenę, ale przede wszystkim zwiększa jakość wydruku”. Umiejętność odpowiedniego uzasadnienia ceny pozwoli na kontrolowanie udzielania rabatów, żeby w ten sposób nie tracić potencjalnego zysku.

Dbałość o Klienta

Ważnym aspektem procesu sprzedaży, jaki sprawdzano podczas badania PwC, była obsługa Klienta i dbanie o kontakt – tzw. lead nurturing. Oprócz umiarkowanej początkowej proaktywności w zakresie dostarczenia wyceny i dodatkowych informacji o realizacji zlecania, późniejsze działania również pozostawiają szerokie pole do usprawnień. Jedynie 15–20% zaproponowało działania doradcze – na przykład sugestie użycia innych niż standardowe materiałów do wydruku czy zaproszenie na osobiste spotkanie w celu dobrania najlepszych metod uszlachetniania. Podobny odsetek firm dokonał ponownego kontaktu z potencjalnym klientem, pytając o dalsze decyzje, ocenę atrakcyjności propozycji lub proponując spotkanie.

Zdarza się, że osoby składające zapytanie ofertowe, nie finalizują zamówienia z różnych przyczyn – braku budżetu, trwającego procesu decyzyjnego albo niesprecyzowanych potrzeb. Tymczasem jeśli sprzedawca – w tym przypadku drukarnia – zadba o niego, będzie przypominać o swojej ofercie, dostarczy wartościowe informacje, zwiększy swoje szanse na to, że przy okazji kolejnych zakupów klient faktycznie dokona u nich zamówienia.

Podsumowanie

Branża poligraficzna ma spory potencjał do rozwoju obsługi Klientów oraz wyceniania tak, aby zwiększać swoje zyski i osiągnąć przewagę w wojnie cenowej.

W poszukiwaniu przewagi rynkowej odpowiednim kierunkiem może być również stosowanie nowych technologii uszlachetniania druku, które pozwalają się wyróżnić – mówi Mateusz Woźniak, Dyrektor Sprzedaży Systemów Produkcyjnych, Konica Minolta Business Solutions Polska. – Przykładem jest ozdabianie foliami metalicznymi w postaci np. złotych dodatków na wizytówce czy pokrycie wydruków lakierem 3D o różnym stopniu wypukłości – dodaje Mateusz Woźniak.

Źródło:

Badanie „Czynniki budujące cenę na rynku poligraficznym. Analiza procesu sprzedaży” zostało przeprowadzone przez firmę PricewaterhouseCoopers metodą „tajemniczy klient” w dniach 28.04.2017–17.05.2017.

[1] Raport „Rynek poligraficzny i opakowań z nadrukiem w Polsce” wydany 2.06.2016 r. przez Polskie Bractwo Kawalerów Gutenberga we współpracy z KPMG

Aktywny portfel leasingowy rośnie szybciej niż rynek kredytów inwestycyjnych

W pierwszym półroczu b.r. aktywny portfel leasingowy rósł dynamiczniej niż rynek kredytów inwestycyjnych. W 2017 r. przewidywany wzrost rynku leasingu rzędu +15%.

Rynek leasingu w Polsce w pierwszej połowie br. (1H 2017) wciąż rozwijał się bardzo dynamicznie. Wartość sfinansowanych aktywów sięgnęła 31,8 mld złotych. Roczne tempo wzrostu wyniosło aż 11,6 proc., dwucyfrowa wartość dynamiki przyrostu jest obecna już dziewiąty kwartał z rzędu.

Rozwojowi polskiego rynku leasingu sprzyja poprawiająca się koniunktura w kraju, w tym wysoki popyt konsumpcyjny, oraz stabilny wzrost gospodarczy w strefie euro.

– Trend ten powinien utrzymać się w kolejnych miesiącach. Przewidujemy utrzymanie w br. tempa wzrostu leasingowanych aktywów na poziomie około 15 proc. Zależność jest przy tym dwukierunkowa. Rozwijający się rynek leasingu sprzyja przewidywanemu przyspieszeniu tempa wzrostu gospodarczego Polski przy umiarkowanym wzroście inwestycji publicznych i prywatnych, mówi Andrzej Krzemiński, Prezes Zarządu PKO Leasing.

Leasing odpowiada na bardzo istotną potrzebę rynku, zwłaszcza firm o obrotach do 5 mln złotych. Według analizy przeprowadzonej przez Zespół Analiz Rynku i Konkurencji PKO Banku Polskiego, od kilku lat maleje udział kredytu w finansowaniu przedsiębiorstw. W najbliższych miesiącach zaledwie co czwarte z nich planuje zaciągnąć dług w banku, aby pozyskać środki na nowe inwestycje. Aktualnie obserwuje się wysokie wykorzystanie przez firmy mocy produkcyjnych, przy najniższym od dekady tempie odnawiania majątku. W tej sytuacji dynamicznie rozwijają się alternatywne wobec kredytu źródła finansowania. Jednym z podstawowych jest leasing.

Podobnie jak w trzech ostatnich latach, również w 1H 2017 aktywny portfel leasingowy rósł dynamiczniej niż rynek kredytów inwestycyjnych. Ta tendencja, mimo pewnego wyhamowania w 2Q, powinna się utrzymać. Sytuacji nie zmieni raczej zapowiadane przez niektóre banki, pierwsze od roku lekkie złagodzenie polityki kredytowej wobec małych i średnich przedsiębiorstw.

– Firmy coraz chętniej korzystają z leasingu ponieważ jest to rozwiązanie przynoszące im wiele korzyści. Małe przedsiębiorstwa nie dysponują wystarczającym kapitałem, który mogłyby przeznaczyć na rozpoczęcie czy rozwój biznesu. Leasing daje im swobodę działania. Dzięki naszemu kapitałowi, doświadczeniu biznesowemu, automatyzacji procesów i uproszczonym procedurom przyznanie finansowania przebiega bardzo szybko. Przedsiębiorca przechodzi krótką weryfikację, podkreśla Andrzej Krzemiński.

Najczęściej w 1H 2017 leasingowane były pojazdy lekkie – samochody osobowe, dostawcze i ciężarowe do 3,5 tony. Ten segment odpowiadał za niemal połowę (44 proc.) sfinansowanych aktywów, które w tym przypadku wyniosły 14,1 mld złotych. W porównaniu z analogicznym okresem w poprzednim roku (r/r) jest to wzrost o 17,4 proc. Wraz z rosnącą świadomością klientów należy spodziewać się zmiany struktury leasingu w kierunku bardziej zrównoważonej. Wciąż dynamicznie rozwijało się finansowanie maszyn i urządzeń. W ich przypadku rynek leasingu wzrósł w 1H 2017 o 20,5 proc. – do 8,1 mld złotych. Wzrost dotyczył zwłaszcza maszyn rolniczych oraz tych wykorzystywanych do produkcji tworzyw sztucznych i obrabiania metalu. Marginalny udział ma leasing nieruchomości i IT, natomiast segment pojazdów ciężkich – takich jak samochody ciężarowe, ciągniki siodłowe, naczepy czy autobusy – odnotował regres o 2,4 proc. r/r.

W perspektywie krótko- i średniookresowej rynek leasingu powinien utrzymać dwucyfrowe tempo rozwoju. Sprzyjać mu będą większa absorpcja środków z funduszy unijnych, dobra sytuacja finansowa spółek leasingowych, w tym lidera – PKO Leasing oraz wysokie wykorzystanie mocy produkcyjnych w przedsiębiorstwach (w warunkach zwiększonego popytu na produkty i usługi​). Duże znaczenie ma kondycja firm oraz ich ocena perspektyw rozwoju. Jest ona pozytywna. Przedsiębiorstwa optymistycznie oceniają sytuację w kraju, własne plany sprzedaży oraz zatrudnienia, a także dynamikę inwestycji.

Agencja S&P podniosła prognozy wzrostu PKB dla Polski

Agencja S&P podniosła prognozy wzrostu PKB dla Polski na lata 2019-2020. Wybory w Dolnej Saksonii sukcesem SPD, pytanie jaka koalicja powstanie. Kolejne napięcia z Kurdami w roli głównej.

Dalszy wzrost prognoz dla Polski

Agencja ratingowa S&P wyraźnie podnosi szacunki dla polskiej gospodarki. Dopiero dwa tygodnie temu wzrosły prognozy na lata 2017-2018. Dzisiaj podniesiono perspektywy wzrostu na lata 2019 i 2020. Jeżeli okażą się one prawdziwe do w latach 2017-2020 Polska będzie się rozwijać kolejno o 4,2%, 3,8%, 3,5% i 3,0%. Korzystnie wypada także prognoza niższego od oczekiwań deficytu budżetowego. Na uwagę zasługuje możliwy wzrost inflacji do 3,5% w 2019 roku. Przeciwdziałać może temu jednak podwyżka stóp procentowych. Rynkom walutowym taka perspektywa z pewnością się podoba. Dlaczego zatem nie ma reakcji? Dane trafiły na specyficzny moment. W ostatnich dniach złoty wyraźnie się umacniał w związku z czym wielu inwestorów już zakupiło złotego i bardziej myślą teraz o realizacji zysków.

Wybory w Niemczech

W weekend odbyły się wybory do chyba najważniejszego landu u naszego zachodniego sąsiada. Dolną Saksonię najprawdopodobniej utrzymają socjaldemokraci z SPD, drugie miejsce osiągnęła koalicja CDU-CSU Angeli Merkel. Na uwagę zasługuje bardzo słaby wynik sił skrajnych. Otrzymały one około dwukrotnie mniejsze poparcie niż w wyborach do bundestagu. W rezultacie skrajna lewica nie przekroczyła progu wyborczego a prawicowa Alternatywa Dla Niemiec ledwo przekroczyła 5%. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na problemy koalicyjne. SPD ma tylko jedną opcję na dwupartyjną koalicję i jest to CDU-CSU, z którym jest m obecnie nie po drodze.

Napięcia w okolicach kurdystanu

Irackie siły odzyskują kontrolę nad polami roponośnymi w prowincji Kirkuk. Jest to politycznie bardzo ważny region, gdyż to tam zamieszkuje większość mniejszości Kurdyjskiej w Iraku. Wbrew oczekiwaniom części analityków wszystko odbywa się znacznie spokojniej. Jest to bardzo newralgiczny punkt w tym regionie. Z jednej strony Kurdowie, co jakiś czas przekazują informacje o swoich roszczeniach uzyskania niepodległości, co podnosi ciśnienie również w Turcji. Z drugiej są to tereny roponośne, co pcha ceny ropy w górę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wysoki popyt na polskie aktywa

Ostatni tydzień przyniósł silne spadki rentowności obligacji skarbowych. Za nami dobry tydzień dla złotego. Kurs EURPLN spadł poniżej 4,25 przy EURUSD notowanym powyżej 1,18.

Rynek stopy procentowej

Na rynku stopy procentowej ostatni tydzień przyniósł silne spadki rentowności obligacji skarbowych. Biorąc pod uwagę brak ważniejszych wydarzeń w kraju czy na świecie można mówić w tym przypadku raczej o technicznym odreagowaniu.

Pod koniec tygodnia na pewno rynkowi obligacji skarbowych nie sprzyjała publikacja danych nt. inflacji, w tym inflacji bazowej. Wzrost cen we wrześniu okazał się wyższy niż oczekiwano, co raczej zwiększać będzie tylko presję na RPP. Brak negatywnej reakcji rynku po publikacji tłumaczyć można jedynie tym, że w ostatnich wypowiedziach większość członków RPP podtrzymała zamiar utrzymania stóp procentowych bez zmian do końca 2018 r. Dodatkowo potencjalną presję ze strony podaży obligacji równoważy jeszcze fakt, że 25 października Ministerstwo Finansów będzie odkupowało obligacje DS1017 i wypłacało odsetki na łączną kwotę 17,7 mld PLN. Biorąc pod uwagę, że tak duża ilość środków trafi na rynek spodziewać się można krótkoterminowego wzmocnienia notowań w najbliższych tygodniach (szczególnie w przypadku papierów o dłuższych terminach wykupu). Dodatkowo za spadkiem rentowności krajowych obligacji przemawiać mogły zmiany na rynkach bazowych, gdzie doszło do wyraźnego spadku krzywych.

W najbliższych dniach presję na krótkim końcu krzywej dochodowości może nieco zwiększyć publikacja krajowych danych makroekonomicznych za wrzesień. Poza inflacją, która jak już wiemy we wrześniu wzrosła znacznie mocniej od prognoz, teraz oczekujemy na publikację danych z rynku pracy (wtorek) oraz produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej (środa). We wszystkich przypadkach spodziewać się można wysokich odczytów powyżej konsensusu. Na rynku pracy utrzymać się powinien wysoki wzrost średnich wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw (prognoza PKO: 6,3% r/r wobec 6,6% w poprzednim miesiącu). Jest to o tyle ważne, że potwierdzi on szeroką utrwalającą się presję płacową w gospodarce i jednocześnie negować będzie argumenty akcentujące tymczasowy charakter sierpniowego wzrostu płac. Dodatkowo pozytywny obraz gospodarki powinien zostać potwierdzony odczytem produkcji przemysłowej (prognoza PKO: 5,4% r/r) i sprzedaży detalicznej (prognoza PKO: nominalnie 8,4% r/r). Ten bardzo pozytywny obraz gospodarki będzie tworzył dalszą presję na RPP. Aktualnie trzech przedstawicieli Rady z 10 rozważa możliwość podwyżek stóp procentowych w najbliższych kwartałach. Pod wpływem mocnych październikowych danych zwolennicy zaostrzania polityki pieniężnej zyskają kolejne argumenty, a ich grupa może się powiększyć. Chociaż przy stanowczym głosie prezesa NBP A. Glapińskiego trudno będzie w najbliższych kwartałach zebrać większość konieczną do przegłosowania podwyżki stóp, to jednak inwestorzy mogą zacząć dyskontować szybszy ruch ze strony Rady. Teraz rynek wycenia w pełni jedną podwyżkę o 25 pb. pod koniec 2018 r. i dużą część kolejnej w tej samej skali w I połowie 2019 r. Spodziewać się można, że po publikacji danych zacznie on bardziej brać pod uwagę sygnalizowany przez RPP alternatywny scenariusz podwyżki stóp w połowie przyszłego roku, co jednocześnie tworzyłoby silniejszą presję na wzrost rentowności krótkoterminowych papierów skarbowych.

Wysoki popyt na polskie aktywa

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Rynek walutowy

Za nami dobry tydzień, jeśli chodzi o złotego. W reakcji głównie na utrzymujący się pozytywny sentyment na rynku globalnym, ale też i publikowane w kraju solidne dane makro kurs EURPLN spadł poniżej wsparcia na 4,25 zaś USDPLN przetestował 3,58.

W piątek w centrum uwagi pozostawały raporty inflacyjne z USA i Polski. Od kilku tygodni dane z amerykańskiej gospodarki coraz mocniej pozytywnie zaskakują rynek, stąd w oczekiwaniu na publikację kurs EURUSD lekko obniżał się, nadal pozostając jednak powyżej 1,18. Ubiegły tydzień jest jednak jednym z najlepszych dla wspólnej waluty biorąc pod uwagę skalę jej tygodniowego wzrostu względem dolara. W ostatnich dniach „zielonego” osłabiały m.in. poprawiający się klimat inwestycyjny w Europie (po tym jak zmalało ryzyko rozpadu Hiszpanii, a z EBC coraz części napływały jastrzębie komentarze) oraz czynniki wewnętrzne (w tym rosnące obawy o powodzenie reformy podatkowej forsowanej przez Donalda Trumpa oraz wydźwięk protokołu z wrześniowego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej). Choć minutes Fed potwierdziło gotowość do decyzji o trzeciej w tym roku podwyżce stóp procentowych (rynek typuje posiedzenie grudniowe), to jednak poświęcone sporo czasu na dyskusję nt. przyczyn uporczywie niskiej w inflacji w USA wyostrzyło czujność inwestorów. Grudniowa podwyżka jest wyceniona na ok. 70%, ale już na kolejne trzy kwartały zdyskontowanych jest zaledwie około 20 pb zacieśniania polityki w Stanach Zjednoczonych.

Piątkowe dane inflacyjne z USA rozczarowały, co biorąc pod uwagę treść minutes Fed musiało spowodować osłabienie dolara. Po tym jak się okazało, że inflacja CPI wyniosła 2,2% wobec 2,3% oczekiwanych (a bazowa CPI 1,7% wobec 1,8% prognozowanych) kurs EURUSD wzrósł powyżej 1,185 z około 1,18 notowanych przed publikacją. Słabiej od prognoza wypadła też wrześniowa sprzedaż detaliczna, rosnąc o 1,6% wobec 1,7% szacowanych), ale dane te są zapewne zakłócone wpływem huraganów na gospodarkę amerykańską i jak się oczekuje w kolejnych miesiącach powinny poprawić wyniki.

W weekend szefowa Fed J. Yellen powtórzyła, że FOMC bacznie obserwuje stosunkowo niską inflację, ale ogólnie amerykańska gospodarka ma się dobrze i Fed nadal rozważa dalsze stopniowe podnoszenie stóp procentowych. Pomimo tej jastrzębiej wypowiedzi kurs EURUSD jedynie zdołał zejść do 1,18.

Tymczasem w strefie euro równie solidne dane gospodarcze mogą dać większą pewność EBC przy ogłaszaniu decyzji o redukcji programu QE. O tym jak będzie on przebiegał dowiemy się już 26 października, podczas decyzyjnego posiedzenia EBC. Wg nieoficjalnych doniesień Rada Prezesów banku centralnego jest coraz bliższa decyzji, by przedłużyć program zakupu aktywów o dziewięć miesięcy przy jednoczesnym ograniczeniu jego wartości. Choć wciąż trwają dyskusje odnośnie szczegółów, jaką ostatecznie podjąć decyzję, w EBC istnieje konsensus co do tego, że należy zasygnalizować potrzebę ograniczenia wsparcia w obliczu solidnego wzrostu gospodarczego przy jednoczesnym zobowiązaniu do dalszego zapewniania wsparcia. Wg piątkowych doniesień na chwilę obecną nie ma jednak zgody, czy podać wiążącą datę zakończenia programu, czy zachować w tym względzie elastyczność. Podczas gdy jastrzębi członkowie ECB na czele z Niemcami chcą, by bank jasno zasygnalizował koniec programu, to już gołębie skrzydło jest za zachowaniem elastyczności w razie pogorszenia perspektyw gospodarki. Przedmiotem dyskusji jest też skala programu zakupu aktywów – dyskutowane są poziomy od 25 do 40 mld euro miesięcznie.

Obok poprawiających się nastrojów w Europie, w piątek złotego wspierały też wspomniane dane inflacyjne. Wg wyliczeń NBP, we wrześniu inflacja bazowa (po wyłączeniu cen żywności i energii) wzrosła do poziomu 1,0% r/r wobec 0,9% oczekiwanych i 0,7% notowanych miesiąc wcześniej. Tym samym rosnące indeksy CPI, jak i bazowy CPI powinny zmniejszać grono członków RPP wspierających pogląd A. Glapińskiego, że stopy procentowe NBP pozostaną bez zmian aż do końca 2018 roku. Jest jednak mało prawdopodobne, aby już w pierwszej połowie przyszłego roku w Radzie zdołała zbudować się większość, która przegłosowałaby łagodnie nastawionego do polityki monetarnej prezesa NBP, to jednak polaryzacja poglądów wśród członków Rady powinna nasilać się.

W tym tygodniu poznamy wrześniowe dane z rynku pracy oraz produkcyjno-sprzedażowe dla Polski. Oczekiwane pozytywne zaskoczenie ich wydźwiękiem będzie sprzyjało jastrzębiej frakcji w RPP (choć na razie w liczbie trzech osób), co powinno ograniczać możliwe osłabienie złotego wynikające ze zmian na szerokim rynku (oczekiwane słabsze odczyty dla PKB Chin).

Wysoki popyt na polskie aktywa 2

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Praca w biurowcu? Nie, dziękuję

Tacy giganci jak Facebook, Google czy Apple udowodnili, że wybór lokalizacji siedziby firmy oraz jej niebanalny design są elementami efektywnego budowania marki pracodawcy,
a odpowiednio zaaranżowana przestrzeń biurowa, jest jednym z czynników, który przyciąga talenty. Tę zależność coraz częściej dostrzegają także polskie przedsiębiorstwa, zarówno start-upy, które stawiają pierwsze kroki w biznesie, jak i firmy o ugruntowanej pozycji na rynku. Choć jeszcze nie można mówić o „biurowym wyścigu zbrojeń” w walce o pracownika, to jednak organizacje prześcigają się w pomysłach na to, jak i gdzie tworzyć komfortowe
i przyjazne miejsce pracy. Biuro w starym bunkrze lub w hali dworca, który wyszedł z użytku? Dlaczego nie! Rewitalizacją starych powierzchni użytkowych i dawaniem im drugiego życia zainteresowali się także twórcy przestrzeni co-workingowych. „Doskonałe” biuro nie kończy się na budynku. Bez względu na to czy zostanie ulokowane w postindustrialnej fabryce, czy w nowoczesnym biurowcu, musi zostać zaaranżowane w taki sposób, by na pierwszym miejscu był pracownik i jego potrzeby.

Dać „drugie życie” starym budynkom, czyli recykling biurowy

Nowe życie można dać nie tylko surowcom czy ubraniom, ale także przestrzeniom użytkowym, a nawet całym budynkom, tworząc w nich nowoczesne i komfortowe miejsca pracy. Dla przykładu, siedziba firmy Bahnhof, szwedzkiego dostawcy interenetu, znajduje się w starym bunkrze, wkomponowanym w naturalną formację skalną. Z kolei pracownicy Epic, firmy zajmującej się oprogramowaniem medycznym, wykonują swoje obowiązki w byłej hali dworcowej. Adaptive re-use, czyli rewitalizacja historycznych i zaniedbanych obiektów, jest trendem obecnym na rynku biurowym od kilku lat i cieszy się niesłabnącym powodzeniem.

Stara fabryka czy opuszczony hangar z pewnością mogą być klimatycznym miejscem pracy, który wyróżni daną firmę na tle konkurencji, ale czy spełnią wymagania pracujących w nich osób? W przypadku przestrzeni użytkowych poddanych rewitalizacji i przystosowanych na biura istnieje obawa, że nie będą pełnić swoich funkcji i nie dopasują się potrzeb osób z pokolenia Y i Z, czyli tych, którzy w dużej mierze nadają kierunek obecnym trendom aranżacji takich miejsc. Nic bardziej mylnego. Udowodniła do firma dPOP, której misją jest tworzenie jak najlepszego workplace experiences, czyli takiej przestrzeni biurowej, która na pierwszym miejscu stawia pracownika. Siedziba dPoP w Detroit mieści się w podziemiach starego banku, który został w pełni przystosowany do zróżnicowanych potrzeb osób zatrudnionych w firmie. Odrestaurowane wnętrze skarbca zaadaptowano na salę konferencyjną. Hol banku został zmieniony w przestrzeń do relaksu, wypełnioną wygodnymi fotelami i poduszkami, a stare skrytki zmieniono w rzędy funkcjonalnych półek. Z kolei firma skateboardingowa Comvert z Włoch wprowadziła się do budynku kina, które zostało zaprojektowane w latach czterdziestych XX wieku. Przestrzeń idealnie wpasowała się w charakter organizacji. Podczas jej aranżowania zachowano podwyższoną scenę, która pełni teraz funkcję rampy, po której można zjeżdżać na desce. Nie zabrakło także miejsca na stworzenie kilku nieformalnych sal konferencyjnych czy stref relaksu. Kinowe foyer przeznaczono na przestrzeń biurową z ergonomicznymi biurkami.

Rewitalizacja zaniedbanych przestrzeni użytkowych i tworzenie w nich nowoczesnych miejsc pracy jest trendem, który nie wyjdzie z mody, bo gwarantuje efekt wyjątkowości i jest alternatywą dla tradycyjnych biur. Przedsiębiorcy, którzy nie są przekonani do tego rozwiązania, obawiają się, że pomieszczenia, które miały pierwotnie inne przeznaczenie, trudno będzie dostosować do potrzeb pracowników. Lepszym pomysłem wydaje się zainwestowanie w przestrzeń biurową, która została zaprojektowana w XXI wieku, z myślą o wymaganiach dzisiejszych firm. Biuro w budynku nowej generacji jest doskonałą bazą, ale również wymaga dostosowania do potrzeb konkretnej organizacji, tak aby było dostosowane do wymogów wszystkich pracowników, należących do kilku generacji
i wykonujących na co dzień różne zadania. Jedni potrzebują ciszy i spokoju, inni z kolei będą poszukiwać miejsc do pracy w grupie, które ułatwią im komunikację. To przed pracodawcami stawia wyzwanie organizowania biur w takich przestrzeniach, które zapewniają elastyczność i pełną funkcjonalność –
zaznacza Zuzanna Mikołajczyk, Dyrektor ds. Marketingu i Handlu, Członek Zarządu Mikomax Smart Office.

Jak dodaje Zuzanna Mikołajczyk, warto, aby przestrzeń użytkowa, w której zaaranżowane zostanie biuro  korespondowała także z charakterem firmy czy profilem jej działalności, co jest jednym z elementów skutecznego budowania wizerunku marki. Tak było w przypadku Pallotta Teamwork, firmy zajmującej się działalnością charytatywną, która nie zainwestowała w nowoczesne biuro w prestiżowym biurowcu, lecz na siedzibę wybrała magazyn. Zrezygnowała także z dzielenia biura na strefy. Na całej zajmowanej powierzchni zostały ustawione kolorowe kontenery, kojarzone z placami budowy, które zapewniły miejsce do pracy indywidualnej lub połączone mogły stać się salą konferencyjną lub wspólną  jadalnią.

Przestrzeń co-workingowa w wiktoriańskim pubie lub fabryce baterii

Biura nie tylko największych korporacji, ale i mniejszych firm przeobrażają się w nowoczesne miejsca pracy, a kierunek tym zmianom nadają przestrzenie co-workingowe, które najszybciej wdrażają nowe rozwiązania. Są więc niejako papierkiem lakmusowym, pokazującym jakie są obecnie najważniejsze trendy w aranżacji przestrzeni biurowych. Twórcy takich miejsc muszą bowiem stawiać na nowe i niebanalne rozwiązania oraz nie bać się realizowania odważnych pomysłów, by zaspokoić potrzeby wszystkich użytkowników. Taka przestrzeń musi z łatwością dopasowywać się do różnych stylów pracy osób, które będą z niej korzystać. Dlatego w co-workingach znaleźć można zarówno wygodne stanowiska do pracy przy komputerze, strefy ciszy, które zapewnią komfort pracy w skupieniu, jak i chilloutroomy dające chwilę relaksu czy sale konferencyjne.

Osoby projektujące takie miejsca są świadome, że ergonomiczne meble czy podział przestrzeni na sfery, odpowiadające różnym aktywnościom, to warunek konieczny, by zapewnić komfort pracy, ale może okazać się niewystarczający, by przyciągnąć freelancerów i młode firmy. Dlatego coraz częściej stawiają na niebanalne lokalizacje, aranżując ogólnodostępne biura w budynkach poddanych rewitalizacji, takich jak pub z czasów wiktoriańskich. Lokal znajdujący się w londyńskiej dzielnicy Peckham, został zmieniony w wygodne miejsce do pracy i cieszy się zainteresowaniem nie tylko firm
z branży kreatywnej. Nie znajdziemy w nim kanciastych biurek i niewygodnych krzeseł, a miękkie sofy i przestronną kuchnię, w której można samemu przygotować posiłek. W Madrycie Google udostępnia przestrzeń biurową w  budynku,  w którym kiedyś znajdowała się fabryka baterii. Dziś to wspólne miejsce pracy dla pracowników firmy oraz pięćdziesięciu start-upów. Adaptując przestrzeń, która powstała pod koniec XIX wieku, Google stworzył idealne warunki, aby jej użytkownicy mogli rozwijać swoje biznesy. W Campus Madrid znajdziemy zatem m.in. multimedialne pomieszczenia, które pełnią nie tylko rolę sal konferencyjnych, ale są także miejscem, w którym odbywają się warsztaty, prelekcje czy spotkania z ekspertami. Dwupiętrowa kafeteria jest dodatkowym miejscem, gdzie można przeprowadzić nieformalne spotkanie. Dla tych, którzy potrzebują większej prywatności, przygotowane są dźwiękoszczelne boksy, w których można popracować w skupieniu, korzystając z funkcjonalnych biurek.

Ciekawym przykładem w Polsce jest OFF Piotrkowska Center w Łodzi. Miejsce znane z wyjątkowego, industrialnego klimatu, okrzyknięte przez czytelników magazynu National Geographic Traveler mianem Siódmego Cudu Polski, to prawdziwe zagłębie przemysłów kreatywnych i modnych knajpek oferujących niekonwencjonalne menu. W ramach tego małego ekosystemu trwa aktualnie adaptacja kolejnych budynków dawnej fabryki bawełny na przestrzenie biurowe i co-workingowe.

Realizując projekt Co\Walk HUB chcieliśmy, aby osoby, które mogą samemu decydować o miejscu pracy, nie musiały wybierać pomiędzy udogodnieniami nowoczesnego biura, wygodą pracy w warunkach domowych oraz możliwościami, jakie oferuje przestrzeń co-workingowa – wyjaśnia Paulina Ostrowska, Project Manager OPG Property Professionals.

Jak dodaje Zuzanna Mikołajczyk, ta przestrzeń pomaga łączyć pracę o charakterze biurowym ze zdrowym stylem życia. – Hasło przyświecające projektowi, czyli „Let’s (co)walk” zakłada, że aktywnym można pozostawać nawet w pracy. Już sam niestandardowy plan przestrzeni tego miejsca i wyposażenie niespotykane w większości biur mają zachęcać do zrobienia sobie przerwy od pracy przy biurku i wykorzystania jej np. na wymyślanie kolejnych projektów podczas skoków na trampolinie czy przygotowania nowej strategii biznesowej podczas spaceru na bieżni. Nie bez powodu kolejny projekt w portfolio OPG Property Professionals znajduje się na OFF Piotrkowska.

Pomysł na przestrzeń pojawił się w odpowiedzi na potrzeby młodego pokolenia, dla którego miejsce pracy jest tak samo ważne, co projekty, które realizuje. Co\Walk HUB będzie nowoczesnym i komfortowym miejscem pracy dla freelancerów i startupów, lecz jednocześnie zachowa industrialny charakter i spójność z historyczną tkanką miasta. Wierzymy, że pobudzające kreatywność otoczenie oraz niekonwencjonalna ergonomia przestrzeni będą tym „czymś”, co pomoże odnieść sukces firmom, które już niebawem zaczną tu działać – dodaje Michał Styś, szef OPG Property Professionals
i pomysłodawca projektu.

Firmy, które postawiły na biura w nietypowych miejscach, udowodniły, że postindustrialna przestrzeń czy stary budynek użytkowy poddane rewitalizacji, mogą stanowić komfortowe miejsce pracy. Zaaranżowane w odpowiedni sposób spełnią potrzeby nawet najbardziej wymagających pracowników, a dodatku mogą być tym elementem, który wyróżni daną markę na tle konkurencji.

Stanowisko ZPP ws. projektu ustawy o ochronie danych osobowych z 12 września 2017 r.

Niestety, pomimo przekazywanych przez przedsiębiorców głosów w ramach prekonsultacji częściowego projektu ustawy pokazanego przez Ministerstwo w marcu br., opublikowany 14 września br. projekt nowej ustawy o ochronie danych osobowych powiela negatywnie oceniane przez przedsiębiorców zapisy.

Celem przedstawionych uwag ZPP nie jest oczywiście stwarzanie pola dla dokonywania naruszeń danych osobowych, a podkreślenie, że w oparciu o przedstawione w projekcie przepisy przedsiębiorcy nie będą w pełni mieli możliwości realizowania prawa do obrony przed zarzutami odnoszącymi się do naruszeń. Wątpliwości dotyczą kilku podstawowych elementów przedstawionego aktu i zostaną omówione poniżej.

Wątpliwości ZPP wzbudza nowa procedura powołania Prezesa Urzędu, który miałby być powoływany na wniosek Prezesa Rady Ministrów – oczywistym jest, że taki sposób powołania wyłącznie kandydatów przedstawionych przez Prezesa Rady Ministrów nie spełnia przesłanki niezależności organu, stąd niezrozumiałe jest czemu projektodawca proponuje odejście od obecnych przepisów dot. trybu wyboru.

Zastanawiający jest również katalog warunków jakie musi spełniać kandydat na Prezesa Urzędu, jednym z bardziej kontrowersyjnych punktów wydaje się być posiadanie przez niego tytułu naukowego doktora. Co to tego zakresu w uzasadnieniu wskazano, że wykształcił się już taki zwyczaj, jednak taka argumentacja nie ma żadnej realnej wartości – tytuły naukowe wśród wymagań powinny znajdować się w odniesieniu do jednostek naukowych, a nie w zakresie stanowiska zarządczego, jakim de facto będzie stanowisko Prezesa Urzędu. Z tego względu, wydaje się że bardziej zasadne byłoby, patrząc na wymogi dot. chociażby Prezesa UOKIK, UKE czy URE, posiadanie przez kandydata kompetencji kierowniczych jak i odpowiedniego stażu pracy na stanowisku kierowniczym.

Propozycja odnosząca się do posiadania tytułu naukowego doktora, w połączeniu z dokonywaniem wskazania kandydata przez Prezesa Rady Ministrów niestety przywodzi na myśl próby limitowania możliwości objęcia funkcji do konkretnie oznaczonych osób.

Zaprezentowane propozycje prawne odnoszące się do postępowania przed organem mogą negatywnie wpłynąć na prowadzenie działalności gospodarczej, a równocześnie nie stanowią żadnych dodatkowych obostrzeń w zakresie podwyższania ochrony dla konsumentów.

Zgodnie z art. 59 każda decyzja Prezesa UODO będzie podlegała natychmiastowemu wykonaniu. Wniesienie skargi na decyzję do sądu administracyjnego będzie wstrzymywało wykonanie decyzji wyłączenie w zakresie kary pieniężnej. Wydaje się, że projektodawca zapomniał o tym, iż Prezes UODO będzie mógł w decyzji poza karą nałożyć również liczne obowiązki, których natychmiastowe wykonanie może mieć nieodwracalne skutki dla działalności adresata decyzji. Przedsiębiorca po fakcie będzie mógł co najwyżej dochodzić odszkodowania od Skarbu Państwa, jednak z pewnością taki rodzaj ewentualnej rekompensaty wywalczonej po latach procesów sądowych nie będzie wystarczający. Natychmiastowa wykonalność decyzji PUODO, może doprowadzić wręcz do upadłości przedsiębiorcy, a co za tym idzie pozbawić pracy duże grupy osób. Kwestia ta jest szczególnie istotna, biorąc pod uwagę jednoinstancyjność postępowania przez organem oraz nieefektywną propozycję odnoszącą się do postepowania odwoławczego.

Biorąc pod uwagę przedstawiane przez Ministerstwo argumenty można się zgodzić, że PUODO powinien mieć możliwość nadania decyzji rygoru natychmiastowej wykonalności jednak w ramach wyjątku od zasady, który obwarowany by był prawnymi przesłankami do takiego działania. Naszym zdaniem rygor natychmiastowej wykonalności powinien być wyjątkiem, a nie regułą i być stosowany jedynie w przypadkach w których istnieje realne niebezpieczeństwo powstania nieodwracalnych szkód po stronie podmiotów danych. Można sobie wyobrazić regulację, w ramach której nadawanie rygoru natychmiastowej wykonalności możliwe byłoby wówczas, gdy byłoby to niezbędne ze względu na ochronę zdrowia lub życia ludzkiego albo ze względu na inny interes społeczny lub wyjątkowo ważny interes strony, przy czym te ostatnie przesłanki należałoby w jakiś sposób doprecyzować. Będzie to miało szczególne znacznie dla małych i średnich przedsiębiorstw, których działalność może zostać sparaliżowana przez nałożenie kar z rygorem natychmiastowej wykonalności

Uporczywe trzymanie się przez Projektodawcę pomysłu postępowania odwoławczego w ramach procedury administracyjnej niestety świadczyć może o braku wiedzy na temat praktycznych aspektów odwołania od decyzji tak istotnego, z perspektywy konsumenta, jak i przedsiębiorcy, organu jakim stanie się PUODO.

Już dziś w polskim porządku prawnym mamy przykłady postępowań przed kluczowymi dla przedsiębiorców organami administracyjnymi, takimi jak UOKIK czy UKE, które w ramach właściwych specyficznych i trudnych przepisów oraz prowadzonych w oparciu o nie postępowań mają możliwość nakładania wysokich kar na przedsiębiorców. Z tego też powodu zdecydowano się na wprowadzenie wobec nich odmiennej ścieżki odwoławczej – do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Przypomnieć należy, że na podstawie ustawy – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi sąd podczas rozpatrywania skargi bada to czy organ, który wydał decyzję w sprawie nie naruszył przepisów prawa procesowego – sąd taki nie dokonuje co do zasady oceny sytuacji faktycznej, a więc tego czy organ wydając decyzję prawidłowo ocenił stan faktyczny sprawy. Taka procedura nie pozwoli niestety przedsiębiorcom na realną obronę swoich praw w postępowaniu.

Niezrozumiałe jest więc, czemu w obliczu tak dużej reformy odnoszącej się do ochrony danych osobowych Projektodawca nie korzysta z doświadczeń i instytucji prawnych przewidzianych w ramach UOKIK czy UKE. Jak samo Ministerstwo Cyfryzacji podkreśla, wprowadzane przepisy są rewolucyjne nie tylko w aspekcie wysokich kar, ale również w zakresie przewidywanych obowiązków oraz specyfiki ochrony danych osobowych w dobie nowych technologii – czemu więc w Rządzie nie widać zrozumienia dla złożoności przyszłych postępowań sądowych i konieczności dokonania specjalizacji w zakresie ich rozstrzygania. Pomimo doświadczenia w zakresie orzekania na gruncie obecnych przepisów nie wydaje się, aby taką specjalizację miały obecne sądy administracyjne – RODO wprowadza przecież absolutną zmianę prawa w tym zakresie, wobec czego czerpanie z dotychczasowego orzecznictwa nie wydaje się być najlepszy rozwiązaniem.

Na podstawie art. 73 projektu ustawy w zakresie kontroli przeprowadzanej przez Prezesa UODO wyłączone ma zostać działanie art. 79, 82 oraz 83 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, a co za tym idzie kontrole nie będą musiały być zapowiadane przez organ, w tym samym czasie u przedsiębiorcy będzie mogła być przeprowadzana więcej niż jedna kontrola oraz kontrola PUODO nie będzie się wliczała do maksymalnego czasu trwania kontroli u przedsiębiorcy.

Kolejny już raz Ministerstwo Cyfryzacji przedstawia projekt w ramach, którego chce dokonać wyłączenia zastosowania przepisów ustawy o swobodzie działalności gospodarczej w odniesieniu do przeprowadzanych kontroli (lipcowy projekt nowelizacji Prawa telekomunikacyjnego).

Oczywiście ochrona danych osobowych jest w dzisiejszym świecie bardzo istotną wartością, dotyka każdego z nas, niezależnie od tego czy w ramach swojej profesji reprezentujemy przedsiębiorcę, organizację pozarządową czy administrację publiczną, jednak nie można się zgodzić z tym iż stanowi ona absolutną przesłankę dla organu by „pozbyć się” w jej ramach innych norm prawnych. Wydaje się że również projektodawcy unijni starali się zrozumieć to poprzez wskazanie w 4 motywie Rozporządzenia, że przyjmowane przepisy nie naruszają praw podstawowych, wolności i zasad, w tym wolności prowadzenia działalności gospodarczej.

Ogólne wyłączenie wskazanych przepisów w odniesieniu do każdego postępowania kontrolnego prowadzonego przez Prezesa Urzędu, nie znajduje uzasadnienia w celach Ustawy, również biorąc pod uwagę istotną potrzebę zapewnienia prawidłowości przetwarzania danych osobowych. Uzasadnienie Ustawy (por. s. 35 uzasadnienia) odwołuje się przy tym do konieczności rzetelnego i terminowego przeprowadzenia kontroli, w tym kontroli doraźnej. Wydaje się, że w tym zakresie w zupełności wystarczającym środkiem byłaby możliwość wyłączenia omawianych przepisów ustawy o swobodzie działalności gospodarczej w konkretnym przypadku, w sytuacji uprawdopodobnienia istnienia istotnych naruszeń w zakresie przetwarzania danych osobowych. Należy przy tym zaznaczyć, że już same (wyłączane Ustawą) przepisy ustawy o swobodzie działalności gospodarczej przewidują możliwość odejścia od omawianych ograniczeń np. w przypadku, gdy prowadzenie kontroli jest niezbędne dla przeciwdziałania popełnieniu przestępstwa lub wykroczenia. Tym bardziej wprowadzenie ogólnego wyłączenia, w odniesieniu do wszystkich prowadzonych postępowań, jest środkiem nieproporcjonalnym.

W przypadku kontroli odnoszącej się do ochrony danych osobowych przedsiębiorca powinien zostać o takowej kontroli uprzednio poinformowany, aby właściwie przygotować się – a więc aby odpowiednie osoby obecne były w czasie kontroli, a także aby zapewnić w czasie kontroli nie tylko pełne przeprowadzenie czynności kontrolnych przez organ, ale również by fakt kontroli, nie oddziaływał negatywnie na prowadzoną przez przedsiębiorcę działalność.

Zatrważające jest potraktowanie przez projektodawcę tematu kar finansowych w odniesieniu do administracji publicznej. Oczywiście unijny prawodawca zdecydował się w art. 83 ust. 7 RODO na pozostawienie państwom członkowskim decyzji , czy i w jakim zakresie administracyjne kary pieniężne można nakładać na organy i podmioty publiczne – jaki więc projektodawca krajowy zdecydowałby się na utrzymanie kar na takim samym poziomie jak kary wobec przedsiębiorców mając świadomość, że administracja publiczna nie będzie w stanie dokonać pełnego wdrożenia nowych zasad?

Zgodnie z art. 83 ust. 1 Projektu, maksymalna wysokość takiej kary pieniężnej to 100 tys. zł – jest to wyraźna wiadomość dla pomiotów publicznych, że właściwie nie muszą „bawić się” w dostosowanie do przepisów RODO, ponieważ ew. kara i tak będzie relatywnie niewielka.

Oczywiście to rozwiązanie bardzo praktyczne z perspektywy Skarbu Państwa, gdyż wszystkie ew. kary nakładane na podmioty publiczne wychodziłby z budżetu państwa, jednak to bardzo istotny sygnał nie tylko dla przedsiębiorców, od których organ nadzorczy będzie wymagał pełnego dostosowania i zrozumienia skomplikowanych, a wręcz niekiedy niejasnych reguł Rozporządzenia unijnego już od końca maja 2018 r. i nie będzie zapewne wahał się przed nakładaniem kar (w końcu to będzie wpływ do budżetu, a i dzięki projektowanemu art. 86 ustawy 1% kary będzie stanowiło wpływ do Funduszu Ochrony Danych Osobowych z którego wydatkowana będzie działalność organu w zakresie edukacji o ochronie danych – a wiec już nie w ramach budżetu samej jednostki), jednak przede wszystkim jest to sygnał dla nas wszystkich, a więc obywateli których dane osobowe są i będą przetwarzane przez jednostki administracji publicznej, że w sferze publicznej realna ochrona naszych danych nie ma znaczenia.

Pamiętajmy, że dane przekazywane podmiotom obrotu gospodarczego przekazywane są przez osoby fizyczne z własnej woli, w celu zamówienia usługi, dokonania zakupu itp. Konsument sam w takim przypadku decyduje się z jakim przedsiębiorcom A, B czy C zawrze umowę, a co za tym idzie, jaki przedsiębiorca będzie miał możliwość przetwarzania jego danych osobowych. Odmienna sytuacja ma miejsce w odniesieniu do podmiotów administracji publicznej – osoby fizyczne nie mają właściwie wyboru co do tego czy dany urząd będzie przetwarzał ich dane osobowe.

Wdrożenie ustawy przez przedsiębiorców będzie bardzo dużym wyzwaniem również ze względu na bardzo krótkie terminy wyznaczone przez projekt. Przykładowo dotyczy to następujących przepisów:

  • Termin przeprowadzenia czynności sprawdzających (art. 13 ust. 2 “nie wcześniej niż… 7 dni”)
  • przedstawienie dowodów (art. 47 ust. 2 “nie krótszy niż 7 dni”),
    termin na złożenie wniosku przez ukaranego o usprawiedliwienie nieobecności lub odmowę zeznania (art. 51 ust. 2 “7 dni od daty doręczenia”),
  • termin na złożenie uwag do raportu pokontrolnego (art. 72 ust. 4 “7 dni”),
  • termin na uiszczenie kar administracyjnych (art. 85 ust. 2 “14 dni od dnia upływu terminu na wniesienie skargi, albo od dnia uprawomocnienia się orzeczenia sądu administracyjnego”).

Mając na uwadze skomplikowanie tematyki ochrony danych osobowych cześć terminów może być niemożliwa do spełnienia. Uważamy, że ustanowienie tak krótkich terminów w których administrator lub podmiot przetwarzający dane mógł odpowiedzieć na żądanie lub wykonać swoje prawa, narusza w stopniu znaczącym prawo do odpowiedniej ochrony prawnej.

Z perspektywy przedsiębiorców niepokój wzbudza również podejście Projektodawcy do procesu certyfikacji – jest to część projektu ustawy, która diametralnie różni się od tego co przedstawione zostało przez Ministerstwo w roboczym projekcie z marca br.

Certyfikacji miała być dokonywana zewnętrznie, przez akredytowane do tego podmioty, obecnie jednak przedstawiono zapisy dot. certyfikacji nadawanych wyłącznie bezpośrednio przez Prezes UODO. Przepisy Rozporządzenia pozwalają na dopuszczenie do procesu certyfikacji podmiotu prywatnego, który byłby akredytowany przez organ – taka propozycja zyskała również aprobatę obecnego organu ochrony danych osobowych. GIODO proponuje przyjęcie modelu hybrydowego w tym zakresie, wskazując że krąg podmiotów przyznających certyfikaty powinien być jak najszerszy. Certyfikat wydany przez sam organ, jak i wydany przez podmiot, który został akredytowany do takiego działania przez organ nadzorczy powinny mieć taką samą wartość na rynku.

Zgodnie z obecnym projektem, pozostawiając procedurę certyfikacji samemu organowi, może okazać się, że założenia dot. 3 miesięcznego postępowania w tym zakresie nie będą realne. Można sobie łatwo wyobrazić dużą ilość przedsiębiorców, którzy właściwie w tym samym czasie po wejściu w życie przepisów będą starali się o taką certyfikację .

Z tego powodu pierwotna koncepcja zdawała się być rozsądniejsza, biorąc pod uwagę realia rynkowe oraz kwestie obłożenia pracą Urzędu. Tym bardziej zastanawia w tym miejscu co skłoniło Ministerstwo do tak kategorycznej zmiany podejścia w zakresie certyfikacji i akredytacji. W związku z powyższym, proponujemy, by certyfikat mógłby być wydawany również przez akredytowane jednostki certyfikujące.

W projekcie zawartych jest jeszcze kilka bardziej szczegółowych kwestii, które w naszej ocenie powinny zostać poprawione. Chodzi tu m.in. o przepisy art. 5 ust. 5 oraz art. 41 Ustawy, które przewidują prowadzenie przez Prezesa Urzędu systemów teleinformatycznych umożliwiających odpowiednio przesyłanie w postaci elektronicznej zawiadomień o wyznaczeniu inspektora ochrony danych oraz zgłaszanie naruszenia ochrony danych osobowych, o których mowa w art. 33 Rozporządzenia.

Zwracamy uwagę, że w Ustawie oraz przepisach wprowadzających brak jest regulacji intertemporalnej, pozwalającej zagwarantować, że w momencie wejścia w życie Ustawy i ww. przepisów systemy te będą działać, a zatem możliwe będzie dokonywanie przez zainteresowanych odpowiednich zawiadomień i zgłoszeń. W sytuacji, gdyby nastąpiło zatem jakiekolwiek opóźnienie w zakresie uruchomienia tych systemów, podmioty nie miałyby zapewnionej możliwości realizacji obowiązków określonych Ustawą – przykładowo, art. 5 Ustawy nie przewiduje innej niż drogą elektroniczną możliwości przekazywania powiadomień. Sugerowanym rozwiązaniem byłoby umożliwienie podmiotom dokonywania omawianych zawiadomień lub zgłoszeń w formie pisemnej, do czasu uruchomienia odpowiednich systemów informatycznych.

Podsumowując, pragniemy jeszcze raz podkreślić wagę powyższych uwag oraz poprosić o uwzględnienie ich w toku dalszych prac legislacyjnych.

Pragma podaje wyniki sprzedażowe swojej fintechowej dywizji

Pragma Faktoring SA zdecydowała się opublikować wyniki swoich fintechów w zakresie sprzedaży. Obecnie działają one w dwóch segmentach. LeaseLink Sp. z o.o. jest spółką zależną świadczącą usługi leasingu online, a wyodrębniona dywizja PragmaGO oferuje faktoring online z błyskawiczną decyzją.

We wrześniu Grupa Pragma poprzez aplikacje onlinowe LeaseLink i PragmaGO pozyskała 773 Klientów (to Klienci, którzy zarejestrowali się w aplikacjach i uzyskali decyzje ratingową). W całym trzecim kwartale 2017 r. było ich 1821. Dynamika wzrostu sięga prawie 50% z kwartału na kwartał (w 2. kwartale to 1236, w 1. 810 Klientów).
W kanale dystrybucji online Grupa Pragma jest obecna od półtora roku, zaczynała od ok. 30-tu Klientów miesięcznie.

Aplikacje LeaseLink i PragmaGO umożliwiają przeprowadzenie online całego procesu sprzedaży i obsługi Klienta” – chwali się przez Zarządu Pragma Faktoring Tomasz Boduszek. „Dynamika wzrostu liczby Klientów odzwierciedla efektywność onlinowego kanału sprzedaży i jest istotna z punktu widzenia zwiększania skali działalności Emitenta bez znaczącego wzrostu kosztów działalności.”

Zarząd zapewnił, że wyniki sprzedaży w kanale internetowym będzie publikować cyklicznie.

Ukrainiec już w co drugiej dużej firmie. W tym roku zaprosimy nawet 2 mln pracowników do największych polskich fabryk

Zapotrzebowanie na kadrę zza wschodniej granicy stale rośnie. Ukraińców znajdziemy już w prawie co drugiej dużej firmie, co piątej średniej oraz co dziesiątej małej. Tak wynika z pierwszej edycji raportu Personnel Service „Barometr Imigracji Zarobkowej”, który w całości zostanie opublikowany podczas konferencji prasowej 25 października br. Boom na ukraińskich pracowników spowoduje, że w całym 2017 roku może zostać wydanych nawet 2 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy obywatelom Ukrainy.

Polska gospodarka szybko się rozwija. Z danych GUS wynika, że tylko w sierpniu o 8,8% wzrosła produkcja przemysłowa, a stopa bezrobocia była na rekordowo niskim poziomie 7%. Dobre są też nastroje firm. We wrześniu przedsiębiorcy z sektora usług ocenili koniunkturę gospodarczą na +10,8, a w przetwórstwie na +6,3. Krajobraz firmowy nie jest jednak tylko kolorowy. Przedsiębiorcom doskwiera brak pracowników, pogłębiający się ze względu na trendy demograficzne i emigracyjne. Tę lukę wypełniają cudzoziemcy, w tym głównie Ukraińcy, których na polskim rynku pracy w kolejnych latach będzie coraz więcej. W całym 2017 roku może zostać wydanych nawet 2 mln oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Ukraińcom. W 2016 roku było ich 1,26 mln.

Pracodawcy w Polsce otworzyli się na pracowników z innych krajów, bo dzięki temu mogą na bieżąco realizować zlecenia. Przekonali się też, że zwłaszcza Ukraińcy, ze względu na bliskość kulturową i językową, w sprawny sposób wypełniają lukę, której nie da się zapełnić Polakami. Jedynym wyzwaniem, przed jakim teraz stoją pracodawcy, jest krótki czas, na jaki mogą zatrudniać Ukraińców. Nowe przepisy, które mówią o pracownikach sezonowych, pozwolą im pracować przez 9 miesięcy w ciągu roku, ale to dla wielu wciąż za mało. Pracodawcy coraz częściej potrzebują stałego, a nie doraźnego wsparcia – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service.

Ukraińcy ratunkiem zwłaszcza dla dużych firm

Ukrainiec już w co drugiej dużej firmieZ pierwszej edycji badania „Barometr Imigracji Zarobkowej” na II półrocze 2017 roku przygotowanego przez Kantar Millward Brown na zlecenie Personnel Service wynika, że 16% polskich firm zatrudniało lub zatrudnia pracowników z Ukrainy. Ten odsetek jest zdecydowanie wyższy w dużych firmach – aż 44% deklaruje, że pracuje u nich kadra ze Wschodu. W przypadku firm średnich ten wynik wynosi 21%, a w małych firmach 13%. Biorąc pod uwagę branże, Ukraińcy dostają pracę przede wszystkim w firmach produkcyjnych (24% przedsiębiorstw ich zatrudnia), następnie usługowych (20%) i handlowych (14%).

Takie wyniki nie są zaskoczeniem. To właśnie duże firmy, w tym m.in. zakłady produkcyjne, usługowe czy przemysłowe, ze względu na skalę działania najbardziej odczuwają brak pracowników.  Warto też wziąć pod uwagę, że ze względu na to, że Ukraińcy mogą pracować tylko przez kilka miesięcy, przedsiębiorcy zatrudniają ich głównie na stanowiskach niższego szczebla, co wynika z ich łatwej zastępowalności – mówi Krzysztof Inglot.

Dlaczego warto osiedlać Ukraińców?

Eksperci Personnel Service podkreślają, że z punktu widzenia pracodawców, najważniejsze w najbliższym czasie będzie większe otwarcie się na możliwość osiedlania się Ukraińców w Polsce na stałe. Należy zadbać o to, aby stworzyć im odpowiednie warunki, w tym m.in. zapewnić dostęp do mieszkań, edukacji dla dzieci czy pełnego pakietu pomocy socjalnej.

Przedsiębiorstwa, które się do nas zwracają w celu rekrutacji Ukraińców, często mówią o tym, że z ich punktu widzenia formalności związane m.in. z załatwieniem dla pracownika kart stałego pobytu są zbyt uciążliwe. Cały proces może trwać nawet rok. Dlatego firmy na razie ratują się uproszczoną procedurą, ale w momencie gdy braki będą dotyczyć stanowisk wyższego szczebla, zasady będą musiały się zmienić – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Metodologia badania:

Badanie „Barometr Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2017” zostało przygotowane i opracowane na zlecenie Personnel Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown. Badanie pracodawców zostało przeprowadzone metodą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych w ramach dedykowanego badania CATI Ad Hoc. Próbę pracodawców N=300 dobrano w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby N=300 to +/- 4,2%, a dla klas wielkości zatrudnienia N=100 +/- 10,2%. Wywiady z pracodawcami zostały zrealizowane w lipcu 2017 r.

Coraz więcej branż chce współuczestniczyć przy projektach car-sharingowych

W ostatnim czasie zainteresowanie usługami carsharingowymi zwiększyło się, podobnie jak liczba partnerów zainteresowanych współuczestniczeniem w takich projektach. Po branży deweloperskiej oraz zarządców przestrzeni biurowych i komercyjnych widać, że te rynki są zainteresowane, aby świadczyć dla swoich najemców usługi dodatkowe, oferujące wartość dodaną. Dlatego w strategii spółki 4Mobility pojawiają się jako kluczowi partnerzy, z którymi współpraca będzie rozwijana. Nie jest to jedyna grupa partnerów 4Mobility. Drugą bardzo istotną grupą, która rozumie tą usługę, jest branża automotive.

– Zaczęliśmy od partnerstwa z grupą BMW, w ramach którego zrozumienie przez producenta było na tyle duże, że wspólnie przygotowaliśmy rozwiązania pasujące do zidentyfikowanych potrzeb w Warszawie – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Paweł Błaszczak, prezes 4Mobility – Firma Hyundai również zdecydowała się na partnerską współpracę. Dzięki temu wprowadzamy do naszej usługi kategorię standard i dużą liczbę nowych samochodów. Zainteresowanie rynkiem car sharing w branży nieruchomości i motoryzacyjnej to jeden z ważnych filarów. Idziemy jednak dalej – branża energetyczna, leasingowa, finansowa są naturalnym partnerem dla tego typu usług w uzupełnieniu swojej oferty. Strategią 4Mobility jest budowanie jak najszerszej sieci samochodów w partnerstwach i porozumieniu z dużymi graczami z poszczególnych branż. Zainteresowane są zdecydowanie branże technologiczne ze względu na nowoczesny charakter usługi. Ważną grupą partnerstw są też obiekty i sieci handlowe, które chcą zapewnić swoim klientom usługi dodatkowe. Jednym z naszych partnerów jest Tesco, auta 4Mobility są również dostępne pod centrami Ikea, a za chwilę dołączą kolejne galerie handlowe – podkreślił Błaszczak.

Na rynku pracy nadchodzi czas pokolenia 50+

W sytuacji rosnących deficytów pracowników firmy coraz chętniej sięgają po osoby po 50-tym roku życia. Z danych Work Service wynika, że blisko 27% firm planuje zatrudniać pracowników w tej grupie wiekowej. Jednocześnie w ciągu półtora roku o 10 p.p. zwiększył się odsetek firm, które mają w swojej załodze osoby 50+. Ich głównymi atutami są, zdaniem pracodawców, doświadczenie, zaangażowanie i nie tak częste zmiany miejsca pracy. Co ciekawe 1 na 12 przedsiębiorców twierdzi, że sięga po tę właśnie grupę, bo nie jest w stanie znaleźć młodszych pracowników.

Od wielu lat w Polsce panował trend sięgania przez pracodawców po osoby młode. To one miały stanowić o sile i jakości firmy. Jednak wraz z rekordowo niskim poziomem bezrobocia, utrzymującą się emigracją oraz malejącą podażą pracowników sytuacja się zmieniła. Deficyty kandydatów rosną, a to wymusza na pracodawcach zmianę podejścia do zatrudnianych osób. Korzystają na tym pracownicy 50+. Z najnowszych danych Work Service wynika, że 26,7% pracodawców planuje w ciągu 12 miesięcy zatrudniać osoby właśnie w tej grupie wiekowej. Na przestrzeni 1,5 roku to wzrost o blisko 7 p.p.

Na rynku pracy nadchodzi czas pokolenia 50

Widać wyraźnie, że rośnie zainteresowanie pracownikami 50+. Półtora roku temu takie osoby zatrudniało 76% firm. Teraz ten odsetek wynosi blisko 86%, co oznacza wzrost o 10 p.p. Korzystają na tym obie strony – pracodawcy rekompensują sobie deficyty w innych grupa wiekowych, a pracownicy, którzy są już po 50-tym roku życia mają większe szanse na pracę niż jeszcze kilka lat temu. Widać to w danych GUS dotyczących bezrobocia (według metodologii BAEL). W II kw. 2015 roku w grupie 55-64 wynosiło ono 5,3%, a obecnie to już 4%  – komentuje Andrzej Kubisiak, Dyrektor Zespołu Analiz z Work Service S.A.

Na rynku pracy nadchodzi czas pokolenia 50 2

Pracownicy 50+ mają doświadczenie i są zaangażowani

Demografia jest nieubłagana – polskie społeczeństwo się starzeje. Wraz z tym procesem będzie nam wzrastać także liczba osób 50+ na rynku pracy. Dzisiejszy poziom życia sprawia, że dobrą kondycję i zdrowie można utrzymać dłużej, przez co poziom aktywności zawodowej osób starszych też się zwiększa. Widać to w danych Eurostatu. W ciągu dekady odsetek zatrudnionych seniorów zwiększył się w Polsce z 28,5% do 47,4%. To drugi największy wzrost w Unii Europejskiej. Na korzyść starszych pracowników przemawia ich wieloletnie doświadczenie na rynku pracy oraz podejście do powierzanych im obowiązków.

Jeżeli spojrzymy na motywację pracodawców, którzy zatrudniają pracowników 50+ to najczęściej podawanym powodem jest ich duże doświadczenie zawodowe, na co wskazuje 32,1% badanych. Dla co piątej firmy decydujące jest ich zaangażowanie w realizację zadań. Co ważne dla przedsiębiorców to fakt, że starsi pracownicy rzadziej zmieniają pracę. Na ten powód wskazało 18,9% badanych. To pokazuje, że firmy wolą stabilną załogę. Warto również zauważyć, że nieco ponad 8% firm zatrudnia osoby 50+, bo nie może znaleźć młodszych pracowników – dodaje Andrzej Kubisiak.

***

Metodologia badania:

Badanie „Postawy pracodawców wobec seniorów na rynku pracy” zostało przeprowadzone przez firmę Work Service na celowej próbie 105 przedsiębiorstw. Próbę dobrano z ogólnopolskiej bazy klientów Grupy Work Service. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI w terminie lipiec-sierpień 2017 r.

Słabość wielkich

Rozczarowujące dane o inflacji z USA dokładają wątpliwości w ocenie przyszłej siły USD. Słabość widać też w postawie EUR, gdzie nie pomaga brak budowania oczekiwań przed posiedzeniem ECB. Lekki kalendarz zawiera saldo bieżące z Polski, NY Empire State z USA i CPI z Nowej Zelandii.

Wybory parlamentarne w Austrii zakończyły się zwycięstwem Partii Ludowej, która pokonała swojego wieloletniego koalicjanta – Socjaldemokratów. W związku z brudną kampanią tych dwóch, ponowny sojusz wydaje się nieprawdopodobny i do rządu wejdzie trzecia w wyścigu Partia Wolności. Dla tej ostatniej jest to spory awans i kolejny dowód, że partie nacjonalistyczne mają się dobrze w Europie (pamiętamy ostatni wynik AfD w Niemczech). Populizm będzie miał większą moc w polityce Austrii, a polityka imigracyjna może być kością niezgody między Austrią a np. Francją, czy Niemcami. Mimo to kraj wciąż pozostaje pro-UE, stąd z niedzielnego wyniku nie płyną sygnały do paniki dla europejskich aktywów. Wpływ dla EUR pozostaje ograniczony, podobnie jak to było w przypadku referendum w Katalonii, gdzie według ostatnich informacji lider regionalnego rządu Puigdemont szuka dialogu z Madrytem.

Niezależnie do powyższego coś dziwnego dzieje się z EUR, co było widać jeszcze w piątek po tym, z jaką łatwością EUR/USD poddał wzrosty (o czym poniżej). Wątpliwe, aby było to związane z ucinaniem pozycji na wypadek zaskakującego wyniku wyborów w Austrii (bo rynek cały tydzień przemilczał temat). Zatem co? W ostatnich tygodniach podstawowym problemem EUR jest wyciszenie spekulacji odnośnie decyzji ECB o ograniczaniu programu QE. Rynek spodziewa się, że usłyszy większość szczegółów wygaszania na najbliższym posiedzeniu 26 października. Z drugiej strony członkowie ECB w wypowiedziach zdają się robić wszystko, by ograniczyć budowanie jakichkolwiek oczekiwań. To dławienie szans na budowanie napięcia zniechęca do kupowania EUR.

Piątkowe dane z USA dla rynku walutowego były oczywistym rozczarowaniem. Wrześniowy inflacja bazowa kolejny raz wypadał poniżej oczekiwań (tym razem 0,1 proc. m/m vs. 0,2 proc.) i dołożyła argument do wątpliwości przed grudniową decyzją o podwyżce stóp procentowych. Rynek chciał wyższego wyniku, ale go nie dostał i utrzymywanie pozycji w USD stało się bezcelowe (przynajmniej w krótkim terminie). Jednak rynkowa wycena szans na podwyżkę przed końcem roku pozostała mniej więcej bez zmian (77 proc.), gdyż z punktu widzenia Fed dane niewiele zmieniają. Inflacja pozostaje słaba przez wpływ czynników przejściowych (o czym w weekend przypomniała Yellen), a silna postawa rynku pracy i wzrost płac przemawia za tym, żeby inflacja w końcu ruszyła w górę. W piątek sprzedaż detaliczna była wspierająca, szczególnie po stronie tzw. sprzedaży w grupie kontrolnej, która trafia do wyliczeń PKB. Wzrost gospodarczy za III kw. będzie teraz podlegał rewizjom w górę. Ale czy to wystarczy, by pomóc USD? Raczej nie. Najbliższe dni są pozbawione pierwszorzędnych publikacji makro z USA, forsowanie reformy podatkowej w Kongresie stanęło w martwym punkcie, a spekulacje o nowym prezesie Fed są ciekawym tematem do dyskusji, ale nie do handlu. Taki klimat nie sprzyja wzrostom USD.

W poniedziałkowym kalendarzu bez cudów. Saldo rachunku bieżącego z Polski przejdzie bez echa, choć po silnym umocnieniu złotego z poprzedniego tygodnia wzrosło ryzyko technicznego odreagowania. Po indeksie aktywności biznesu w rejonie Nowego Jorku rynek spodziewa się cofnięcia z wysokich poziomów, jednak dane wciąż powinny podkreślać mocną kondycję firm i gospodarki. Wieczorem otrzymamy kwartalny odczyt inflacji CPI z Nowej Zelandii z oczekiwaniami silnego wzrostu o 0,4 proc. k/k. Dane jednak mogą pozostać w cieniu wyczekiwać na odraczana kilkukrotnie decyzję partii NZ First o tym, z ki chce zawiązać koalicję po wrześniowych wyborach. Kiedy mgła politycznej niepewności minie, NZD ma w krótkim terminie potencjał do wzrostów.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rośnie zainteresowanie technologią hyperloop. Jest ona czterokrotnie bardziej opłacalna niż inwestycja w koleje dużych prędkości

Rośnie zainteresowanie technologią hyperloop. Jest ona czterokrotnie bardziej opłacalna niż inwestycja w koleje dużych prędkości 1

Polacy coraz chętniej korzystają z usług transportu zbiorowego. Co roku zwiększa się liczba pasażerów podróżujących koleją. Coraz częściej latamy także krajowymi samolotami. Linie lotnicze na terenie Polski obsłużyły w ubiegłym roku 3,6 mln pasażerów. Mimo to na rynku wciąż jest miejsce na nowy środek transportu. Hyperloop ma być szybszą i bardziej ekonomiczną alternatywą dla obecnych pojazdów. Ponadto inwestycja w ten innowacyjny środek komunikacyjny jest znacznie bardziej opłacalna od inwestycji w kolej dużych prędkości.

– Innowacyjny transport w przyszłości w dużej mierze może się opierać na technologii hyperloop. Jak pokazują badania i pierwsze eksperymenty, jest to technologia, która pozwala się poruszać szybciej, taniej, bardziej ekonomicznie niż większość dotychczasowych środków transportu, dlatego uważamy, że hyperloop będzie w przyszłości łączył dworce kolejowe, lotniska, będzie poprawiał ich konkurencyjność i będzie pozwalał nam podróżować bardzo szybko i bardzo ekonomicznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Krzysztof Tabiszewski, prezes zarządu Hyper Poland.

Transport zbiorowy w Polsce systematycznie się rozwija. Polacy coraz częściej korzystają z usług kolei. Jeszcze w 2015 roku od stycznia do sierpnia kolej przewiozła 185,85 mln pasażerów, podczas gdy w analogicznym okresie 2016 roku liczba pasażerów zwiększyła się o 5,2 proc. do 195,53 mln, by w bieżącym roku wzrosnąć o kolejne 4,09 proc. i wynieść 203,56 mln. Polacy coraz częściej przemieszczają się też po kraju samolotami. W 2014 roku linie lotnicze przewiozły na terenie Polski 2,9 mln pasażerów, w 2015 r. było to 3,15 mln pasażerów, a w ubiegłym roku liczba przewiezionych osób wyniosła już 3,6 mln.

– W Polsce mamy dobrze rozbudowaną sieć kolejową, natomiast ograniczeniem jest rozkład. Trzeba być na dworcu o konkretnej godzinie, ludzie muszą ustawić się na peronie i 500 osób wsiada na raz do jednego pociągu, potem jedzie po kolei przez kilka miejscowości, w każdej musi się zatrzymać, załadować i wyładować pasażerów, w związku z tym tracimy wiele czasu na dojechanie do miejsca docelowego – twierdzi Krzysztof Tabiszewski.

Transport hyperloop odbywa się w niewielkich kapsułach z elektrycznymi silnikami. Poruszają się one dzięki magnetycznej lewitacji w tunelach o zredukowanym ciśnieniu. Związane z tym mniejsze opory powietrza, zredukowana siła tarcia oraz uniezależnienie pojazdu od wpływów zewnętrznych takich jak np. czynniki pogodowe mają pozwolić na osiąganie bardzo dużych prędkości, sięgających nawet 1100 km/h przy jednoczesnym niewielkim zużyciu energii.

– Hyperloop będzie mniejszym pojazdem, który zabierze 24 lub 48 osób, pojedziemy z punktu A do punktu B, bez przystanków. Nie ma rozkładu, przychodzimy na stację i odjeżdżamy, kiedy chcemy. Od nas zależy, kiedy odjedzie kapsuła hyperloop, dzięki temu oszczędzamy dużo czasu, energii oraz możemy się bardzo szybko dostać z punktu A do punktu B – tłumaczy prezes zarządu Hyper Poland.

Według badań sporządzonych przez firmy Hyperloop One, FS Links i KPMG system hyperloop wybudowany na odcinku 500 kilometrów pomiędzy stolicami Finlandii a Szwecji pozwoliłby na podróżowanie między Helsinkami a Sztokholmem w 28 minut. Wartość zaoszczędzonego czasu jest szacowana na 321 mln euro rocznie, zaś przychody z inwestycji miałyby oscylować w granicach 1 mld euro rocznie, a zyski w granicach 800 mln euro. Przewidywany ruch to 45 mln pasażerów rocznie.

– Wiemy, że jest ogromne zapotrzebowanie na tę technologię. Dzisiaj bardzo ważny jest czas, jest to coś bardzo cennego. Czas i bezpieczeństwo są teraz najważniejsze w transporcie. Budując kolej hyperloop w Polsce, chcemy dać ludziom to, co najcenniejsze, ale dopiero tworzymy tę technologię, niedługo będziemy wykonywać pierwsze testy – mówi Krzysztof Tabiszewski.

Koszt budowy 500-kilometrowego odcinka łączącego Helsinki ze Sztokholmem według przewidywań Hyperloop One, FS Links i KPMG wyniesie 19 mld euro, a każdy kilometr nowego systemu ma kosztować 38 mln euro. Dla porównania budowa kolei dużych prędkości na odcinku łączącym Londyn z Birmingham to koszt 100 mln euro za kilometr, zaś projekty budowy kolei dużych prędkości zakładają koszty w granicach 79 mln za kilometr.

– Zysk ekonomiczny z budowy hyperloopa jest czterokrotnie większy niż z budowy kolei dużych prędkości, a przy tym koszt budowy wynosi 2/3 na korzyść hyperloopa. Do tego mamy trzy razy większą prędkość – zapewnia prezes zarządu Hyper Poland.

Do 2025 r. rynek wirtualnej rzeczywistości osiągnie wartość 50 mld zł. Na rynku pojawiają się coraz tańsze urządzenia VR

Do 2025 r. rynek wirtualnej rzeczywistości osiągnie wartość 50 mld zł. Na rynku pojawiają się coraz tańsze urządzenia VR 2

Do 2025 roku globalny rynek wirtualnej rzeczywistości ma osiągnąć wartość blisko 50 mld dolarów. Rok 2016 był przełomowym dla tego rynku. Sprzedano wówczas niemal 100 milionów urządzeń VR, chociaż 96 proc. z nich stanowiły kartonowe okulary Google Cardboard, które można kupić już za 10 zł. Na rynku pojawiają się coraz bardziej zaawansowane narzędzia, a ich ceny stopniowo spadają. Eksperci zauważają, że wkrótce każdy będzie mógł chodzić po ulicy w goglach do wirtualnej rzeczywistości.

– Jeżeli uda nam się spiąć cyfrową, realistyczną czy wiarygodną postać ze sztuczną inteligencją i będzie można wejść z nią w pełną interakcję, to jest szansa na to, że ludzie przekonają się do tego typu istot w świecie wirtualnym czy rozszerzonym na swoich goglach, w których będą chodzić po ulicy – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Adrian Perdjon, członek zarządu firmy Virthu, producenta cyfrowych postaci i awatarów.

Według prognoz Digi-Capital, w roku 2021 wartość rynku wirtualnej rzeczywistości wyniesie 25 mld dolarów, zdaniem Research and Markets w roku 2022 sięgnie ona 31,07 mld dolarów, a Grand Review Research prognozuje wartość na 48,5 mld dolarów w roku 2025. Przełomowym dla przemysłu wirtualnej rzeczywistości był rok 2016, w którym sprzedano blisko 100 mln urządzeń VR. 96 proc. stanowiły niezwykle proste i tanie Google Cardboard, kartonowe okulary do samodzielnego złożenia, dla których ekranem jest wyświetlacz smartfonu.

– Dużo inwestuje się w rozwój wirtualnej rzeczywistości, firmy pompują miliardy by przekonać ludzi do tego, żeby wirtualna rzeczywistość stała się częścią naszej rzeczywistości, ale to wszystko pieśń przyszłości. Na chwilę obecną na okularach dużo się gra, ogląda się widoki albo biega w StreetView – twierdzi ekspert.

Na rynku istnieją dwie kategorie urządzeń VR. Bardziej zaawansowane technicznie, a zarazem droższe urządzenia to: HTC Vive (cena od 3200 zł), Sony Playstation VR (cena od 1400 zł), Gear VR Samsunga (cena od 550 zł), czy Oculus Rift od Facebooka (cena od 2600 zł). Ten ostatni zapowiedział wprowadzenie tańszej wersji swoich gogli Oculus Go, które mają kosztować 199 dol., ale na rynku pojawią się na początku 2018 r. Obok droższych rozwiązań, jest oferta tanich rozwiązań w rodzaju Google Cardboard, w cenach 10-100 zł. 

– Istnieją przewidywania mówiące o tym, że w przyszłości będziemy żyć w towarzystwie cyfrowych, wirtualnych postaci. W chwili obecnej rozwój sztucznej inteligencji, rzeczywistości wirtualnej, rzeczywistości rozszerzonej jak najbardziej wskazuje taki kierunek – zapewnia członek zarządu Virthu.

Wirtualną rzeczywistością już teraz, obok rynku rozrywki konsumenckiej, zainteresowane są rynki bezpieczeństwa, wojskowy czy medycyny. W samej branży rozrywkowej, największe zainteresowanie VR, jak przekonuje ekspert, wykazują kraje azjatyckie.

– Ludzie w zależności od kultury inaczej postrzegają cyfrowe postaci. Zauważyliśmy, że Europejczycy podchodzą do nich bardziej sceptycznie, natomiast Azjaci bardzo mocno angażują się w tego typu rozmowy i tego typu zjawisko, jakim są cyfrowe postaci. Takie, z którymi można wejść w interakcję jeszcze bardziej im się podobają – tłumaczy Adrian Perdjon.

Książki i czytelnictwo w Polsce

Jesienne dni stają się coraz krótsze i chłodniejsze, a Instagram powoli zapełnia się zdjęciami kocyków, książki i kubka z gorącą herbatą. Z tej okazji postanowiliśmy sięgnąć do danych i sprawdzić, kto czyta najwięcej, skąd czerpiemy inspiracje i jakie książki wzbudzają najwięcej emocji tej jesieni?

Obraz

Kto czyta książki?

Co piąty internauta przyznał (19%), że w zeszłym roku nie przeczytał żadnej książki. Przeczytanie ponad 20 z nich zadeklarowało 5% badanych. Wśród tych 5% częściej znajdują się kobiety niż mężczyźni, osoby w wieku 25-44 lata, osoby z wyższym wykształceniem i zarabiające ponad 6000zł netto, a także mieszkańcy wsi. Ci ostatni jednak dominują także pod względem nie czytania, widoczna jest więc duża polaryzacja w tej grupie.

Serwisy promujące książki

Wśród serwisów promujących czytelnictwo zdecydowanie wyróżnia się lubimyczytac.pl, które we wrześniu odnotowało 8.4 miliona wejść na stronę. To prawie trzy razy tyle ile kolejne najpopularniejsze serwisy – ksiazki.onet.pl i ksiazki.wp.pl. Lubimyczytac.pl ma stałe grono fanów i użytkowników o czym świadczą źródła ruchu na stronie. 24% to wejścia bezpośrednie, a 68% to wejścia z wyszukiwarki Google, gdzie najpopularniejsze hasła to „lubimy czytać” i „lubimy czytac”.

Lubimyczytac

Sprzedaż książki a dyskusje w social media

Przyglądając się 10 najlepiej sprzedającym się w ciągu ostatniego miesiąca książkom na empik.com i zestawiając je z liczbą dyskusji na ich temat w social media możemy zauważyć, że nie ma bezpośredniego związku między zaangażowaniem internautów w dyskusję a sprzedażą. Znajdujący się na 7 pozycji pod względem sprzedaży „Macierewicz i jego tajemnice” wciąż jest najbardziej aktywnie komentowany. Drugim tytułem wzbudzającym najwięcej emocji jest „To” Stephena Kinga, na którego popularność zapewne miała wpływ niedawna premiera kinowa. Trzecią najszerzej dyskutowaną książką jest Tom 5 Sagi Millenium, „Mężczyzna, który gonił swój cień”, który zajmuje też 1 miejsce na liście Empiku. Na liście znalazła się także książka, która nie miała jeszcze swojej premiery, ale już jest dostępna w przedsprzedaży i już toczą się na jej temat dyskusje – „Czarownica” autorstwa Camili Lackberg.

Raport opiera się na wynikach badania CAWI zrealizowanego na reprezentatywnej grupie 2110 internautów w styczniu 2017 oraz danych z systemów Similarweb i Sentione.
Źródło: – IRCenter.com

Ubezpieczyciele stawiają na polisy spersonalizowane. Rozwój tego segmentu mogą ograniczyć nowe przepisy o ochronie danych osobowych

Ubezpieczyciele stawiają na polisy spersonalizowane. Rozwój tego segmentu mogą ograniczyć nowe przepisy o ochronie danych osobowych 3

Nowe technologie zmieniają ofertę firm ubezpieczeniowych. Dzięki gromadzonym i przetwarzanym danym ubezpieczyciele mogą lepiej ocenić ryzyko podczas przygotowywania oferty dla klienta. Coraz więcej firm stawia też na rozwiązania telematyczne, które będą dostarczać im jeszcze więcej istotnych informacji o kliencie. Na tej podstawie będą mogły oferować polisy dopasowane do klienta. To jednak budzi obawy o ochronę danych osobowych, szczególnie w kontekście nowego prawa, które wejdzie w życie w maju 2018 r.

– Sektor ubezpieczeniowy dość aktywnie korzysta z dostępnych na rynku rozwiązań technologicznych, czyli przetwarza dane osobowe przy użyciu nowoczesnych technologii takich jak big data i używa narzędzi do profilowania. Mając zestaw informacji na temat danej osoby, towarzystwo ubezpieczeniowe próbuje przypisać jej konkretny zestaw cech, aby móc lepiej zaktualizować ryzyko związane z wystąpieniem wydarzenia objętego ochroną. Przekazujemy ubezpieczycielom bardzo duży zestaw informacji niezbędnych do wyliczenia składki, np. na temat nałogów. Jako organ nadzorczy uważnie patrzymy, w jaki sposób towarzystwa ubezpieczeniowe przetwarzają te dane – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Makowski, radca Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych.

Kilka ostatnich lat przyniosło duże zmiany w sektorze ubezpieczeniowym, który zaczyna na dużą skalę korzystać z nowych technologii i rozwiązań. Jak wynika z ubiegłorocznego Światowego Raportu Ubezpieczeń, który powstał na zlecenie Capgemini, rozwój technologii i internetu rzeczy – w połączeniu ze zmianą pokoleniową i wkraczaniem na rynek generacji Y – powoduje, że branża ubezpieczeniowa musi przejść cyfrową transformację.

Dane, które gromadzą i przetwarzają urządzenia podłączone do internetu rzeczy takie jak np. inteligentne ekosystemy domowe, urządzenia do noszenia na sobie oraz połączone z siecią drony, roboty i samochody, dostarczają ubezpieczycielom podstaw do szacowania ryzyka i mogą w przyszłości zmienić ich model biznesowy. Dlatego firmy muszą już teraz zacząć się przygotowywać na nieuniknioną transformację działalności ubezpieczeniowej – podkreślają eksperci Capgemini.

– Trendem, który się pojawia w kontekście nowych technologii i informacji, są ubezpieczenia spersonalizowane. Mówimy na przykład o ubezpieczeniach komunikacyjnych, w których wysokość składki zależy od stylu jazdy użytkownika samochodu. Takie dane gromadzą urządzenia, które są montowane w nowoczesnych samochodach, ale przede wszystkim aplikacje, które mamy już zainstalowane w naszych smartfonach. Pozwalają one wykorzystywać dane na temat geolokalizacji, wysokości geograficznej lub potrafią nakładać nasze położenie na mapę – mówi Paweł Makowski.

Jak wynika z badań globalnej firmy doradczej IDC („Worldwide Semiannual Internet of Things Spending Guide”), wartość rynku internetu rzeczy sięgnie 1,7 bln dol. w 2020 roku. W 2018 roku największą wartość będzie miał rynek monitorowania pojazdów – 344 mln dol. Do końca dekady na każdego człowieka przypadać będą 3–4 urządzenia połączone z internetem. Dla ubezpieczycieli najważniejsze będą te zamontowane w inteligentnych domach i samochodach. Poinformują ich o tym, jak często dana osoba porusza się po mieście lub poza nim, jak szybko jeździ czy jaki jest jej styl jazdy.

– Zagrożenie, które wiąże się z używaniem tego typu informacji, jest bardzo duże. Pytanie, co jeśli zostaną użyte w zupełnie innym celu niż ten, dla którego zostały zebrane przez towarzystwa ubezpieczeniowe, czyli do wyliczenia składki ubezpieczeniowej. Co jeśli Kowalski cztery razy w tygodniu stoi cztery godziny pod kasynem? Dlatego ważne jest ustalenie czytelnych zasad zbierania takich informacji, czytelne gwarancje dla osoby, której dane dotyczą, w zakresie zabezpieczenia tych danych, a także tego, komu te dane są udostępniane – podkreśla Paweł Makowski.

Radca GIODO podkreśla, że w maju przyszłego roku w Polsce zacznie obowiązywać unijne rozporządzenie RODO dotyczące ochrony danych osobowych. Nowa regulacja ma ujednolicić przepisy z tego zakresu na terenie wszystkich krajów członkowskich UE. Nałoży też szereg nowych wymogów prawnych i obowiązków na podmioty, które gromadzą i przetwarzają dane o swoich klientach. Dlatego już dziś nowe produkty i procesy powinny być projektowane zgodnie z zasadą privacy by design.

– Zasada ta zakłada, żeby wszywać prywatność w projektowane rozwiązanie – nie zastanawiać się, czy to, co wdrożyliśmy, spełnia wymogi, ale od samego początku, na każdym etapie rozwijania danej usługi, zastanawiać się, jaki będzie to miało wpływ na prawa i wolności osoby fizycznej. Towarzystwa ubezpieczeniowe powinny się zastanowić nad tym, na jakiej podstawie prawnej te dane przetwarzać, czyli w jakiej postaci odbierać zgodę od osoby, której dane dotyczą, jakie warunki ta zgoda powinna posiadać, aby była dobrowolna. Po drugie, powinny się zastanowić, jak te dane zabezpieczyć, żeby nie były wykorzystane przez osobę nieuprawnioną, a po trzecie, zastanowić się, jaki zasób informacji zbierać – podkreśla Paweł Makowski.

Zdaniem radcy GIODO, po wejściu w życie RODO towarzystwa ubezpieczeniowe będą zmuszone skupić się nie na rozwijaniu nowych metod gromadzenia informacji, ale kwestii uzyskiwania zgód na ich przetwarzanie.

– Może się okazać, że ktoś zaprojektuje rozwiązanie zbierające bardzo duży zestaw danych na nasz temat, ale w trakcie analizy projektowej okaże się, że nie możemy tych informacji zbierać, bo one nie będą niezbędne do realizacji celu. Nie ma więc sensu rozwijać technologii zbierania informacji, skoro nie będziemy mogli tych informacji przetwarzać – zauważa Paweł Makowski.

Zapewnienie prywatności w spersonalizowanych ubezpieczeniach jest głównym celem projektu realizowanego wspólnie przez GIODO i Instytut Matematyczny PAN. Eksperci porównają możliwości techniczne zbierania wrażliwych informacji z ograniczeniami, jakie nakłada na firmy unijne rozporządzenie. Zakończenie projektu planowane jest na wiosnę przyszłego roku.

– Chcemy przygotowywać zestaw rekomendacji dla sektora ubezpieczeniowego, ale też zestaw wskazówek dla wszystkich osób, których dane są zbierane w ten sposób, abyśmy wszyscy wiedzieli, na co się zgadzamy, jakie dane są zbierane na nasz temat i jakie zagrożenia płyną z tego rodzaju przetwarzania. Korzyści są oczywiste i ubezpieczyciele wyraźnie o tym mówią: kliencie, będziesz miał zniżkę, jeżeli zgodzisz się na przetwarzanie tego typu informacji. Skuszeni zniżką chętnie możemy się na to zgodzić, ale ważne, abyśmy wiedzieli, na co się zgadzamy, i tę decyzję podejmowali świadomie – wyjaśnia radca GIODO.

Blisko 12 proc. Polaków realnie rozważa zakup samochodu elektrycznego. Rynek ma potencjał wzrostu, ale potrzebna infrastruktura i rządowe zachęty

Blisko 12 proc. Polaków realnie rozważa zakup samochodu elektrycznego. Rynek ma potencjał wzrostu, ale potrzebna infrastruktura i rządowe zachęty 4

Na tle Europy liczba zarejestrowanych w Polsce elektryków i samochodów hybrydowych typu plug-in wciąż jest niewielka. Jednak z roku na rok dynamicznie rośnie. Z badań wynika, że 12 proc. Polaków planuje taki zakup w najbliższym czasie, a blisko 30 proc. wciąż go rozważa. Dla tej grupy największą zachętą byłyby zapowiadane przez rząd dofinansowania i ulgi podatkowe przy zakupie. Tym bardziej że oferta koncernów motoryzacyjnych jest coraz większa.

Rynek samochodów elektrycznych w Europie rozwija się bardzo dynamicznie. Porównując II kwartał tego roku z analogicznym okresem rok wcześniej, widzimy, że wzrost sięga ponad 50 proc. Łącznie w pierwszej połowie tego roku w Europie zostało zarejestrowanych ponad 100 tys. takich pojazdów. W Polsce wzrosty są na wysokim poziomie, ale liczba zarejestrowanych pojazdów cały czas jest niska. Musimy rozwijać zarówno ofertę, jak i zachęcać poprzez regulacje na poziomie centralnym i lokalnym do tego, aby te pojazdy się sprzedawały – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA).

W ubiegłym roku w Polsce zarejestrowano 556 aut z napędem elektrycznym lub hybrydowym plug-in, co oznacza 65-proc. wzrost rok do roku. Z danych KPMG i Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że łącznie w ubiegłym roku Polacy zarejestrowali 10,4 tys. samochodów z napędami alternatywnymi (wzrost o 76 proc. r/r).

Udział elektryków i hybryd typu plug-in w polskim rynku wciąż jest znikomy i oscyluje wokół 0,1 proc. Dużo lepsze są dane z rynku europejskiego. Według European Automobile Manufacturers Association (ACEA) w ubiegłym roku na terenie Unii Europejskiej zarejestrowano ponad 155 tys. takich pojazdów, a wzrost rok do roku sięgnął blisko 5 proc.

– Rynek samochodów elektrycznych i elektryczno-hybrydowych w Polsce przedstawia się bardzo obiecująco. Tymi pojazdami możemy przejechać od 100 km do nawet 400 km, więc walczymy z mitem, że samochód elektryczny nie pozwoli nam nigdzie dojechać. W ramach aglomeracji miejskiej jest to zupełnie wystarczający zasięg, który pozwala jeździć nim podczas całego dnia, żeby wieczorem wrócić do domu i ten pojazd naładować – mówi Maciej Mazur.

Z badania przeprowadzonego w maju przez SW Research na zlecenie PSPA wynika, że tylko nieliczni Polacy realnie rozważają zakup samochodu elektrycznego. 12 proc. planuje taki zakup w najbliższym czasie, a 31,5 proc. – wciąż się nad nim zastanawia. Natomiast prawie 38 proc. Polaków w ogóle nie bierze pod uwagę nabycia elektrycznego samochodu. Z badania wynika, że odstraszają ich przede wszystkim wysokie koszty zakupu (57,3 proc.), ograniczona liczba punktów ładowania lub tankowania (47,4 proc.) oraz ograniczony zasięg takiego pojazdu (29,8 proc.).

Ceny takich pojazdów zaczynają się od 90 tys. zł. Ostatnio jeden z producentów pokazał dwa modele, które kosztują poniżej 100 tys. zł. Mamy nadzieję, że efekt skali produkcji i popularność elektromobilności spowodują, że coraz więcej koncernów będzie ustawiać ceny na niższym poziomie, przystępnym dla użytkownika. Mamy samochody szybkie, mamy samochody, którymi możemy przewieźć towary, więc ten rynek zaczyna być już kompletny – mówi Maciej Mazur.

Dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych podkreśla, że rozwój rynku i zwiększenie sprzedaży samochodów elektrycznych wymaga odgórnych, rządowych zachęt. Z badań PSPA wynika, że 70,6 proc. Polaków do zakupu takiego auta przekonałoby dofinansowanie w ramach ogólnodostępnych programów dopłat, a 41,1 proc. – ulgi podatkowe przy zakupie.

Plany mamy bardzo ambitne. Według zapowiedzi ministerstw, do 2025 roku ma być milion samochodów elektrycznych na drogach. Nie przyzwyczajajmy się do tej magicznej liczby, ale dążmy do tego, żeby było to choć pół miliona. Aby było to możliwe, musimy bardzo aktywnie włączyć się w rynek elektromobilności i stawiać nie tylko na samochody, ale m.in. także na rowery. Musimy wspólnie pracować, żeby rozwijać ten rynek – mówi Maciej Mazur.

Rozwój elektromobilności jest jednym z głównych założeń  przyjętej w lutym rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, która powstała w resorcie kierowanym przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego. Plan zakłada, że do 2025 roku po polskich drogach ma jeździć nawet milion pojazdów elektrycznych, które będą w sumie zużywać około 4 TWh energii rocznie. Resorty rozwoju i energii pracują wspólnie nad projektem ustawy o elektromobilności, która ma uregulować cały ten rynek.

Problemem pozostaje niewystarczająca infrastruktura do ładowania takich pojazdów. W Polsce jest 305 punktów ładowania, z czego najwięcej w Warszawie. Jednak wedle zapowiedzi resortu, do 2020 r. ma powstać już 400 szybkich punktów ładowania samochodów elektrycznych i 6 tys. publicznych punktów ładowania o normalnej mocy.

Koncerny motoryzacyjne są coraz lepiej przygotowane do rewolucji na rynku elektromobilności. Na rynku jest ponad 40 modeli, z czego niektóre kosztują poniżej 100 tys. zł. To pokazuje, że ceny samochodów elektrycznych zaczynają być coraz bardziej przystępne. Oczywiście ten rynek potrzebuje wsparcia, czekamy na ustawę o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Ona musi wprowadzić system zachęt do tego, aby opłacało się kupować samochody elektryczne, samochody elektryczno-hybrydowe i pojazdy niskoemisyjne, które poprawiają powietrze w miastach, które walczą ze smogiem – podkreśla dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

UOKiK sprawdza, czy sieci handlowe nie zawyżają cen masła. Pod lupą znalazły się też dostawy jabłek i produkcja cukru

UOKiK sprawdza, czy sieci handlowe nie zawyżają cen masła. Pod lupą znalazły się też dostawy jabłek i produkcja cukru 5

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów kontroluje sieci handlowe i sprawdza, czy sztucznie nie zawyżały cen masła. Największy w południowej Polsce producent cukru został wezwany do ujawnienia swoich kontrahentów i umów z dostawcami. Kontrole trwają też na rynku skupu jabłek i mleka. To efekt trzech miesięcy obowiązywania ustawy o przewadze kontraktowej, która ma chronić małych dostawców przed nieuczciwymi praktykami handlowymi dużych podmiotów.

Ustawa o przewadze kontraktowej obejmuje relacje między rolnikami, przetwórcami żywności a sieciami największych sklepów i supermarketów. Po trzech miesiącach funkcjonowania wydaje się, że była dobrym rozwiązaniem. Zaczyna porządkować relacje między tymi podmiotami. Prowadzimy w tej chwili kilkanaście spraw, które są na razie na wstępnym etapie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marek Niechciał, prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Ustawa o przewadze kontraktowej weszła w życie 12 lipca br. Celem nowych przepisów jest wyeliminowanie nieuczciwych praktyk handlowych i kontraktowych wśród podmiotów z branży rolno-spożywczej.

– Relacje między supermarketami a przetwórcami żywności nie były równoważne, trzeba było interweniować. Sektor miał wiele lat na samoregulację, czego nie zrobił, więc w końcu wkroczył ustawodawca i rozwiązał problem – podobnie jak około 20 krajów UE, gdzie obowiązują tego typu ustawy. To oznacza, że akurat ten sektor jest dość często dotknięty nieprawidłowościami czy wykorzystywaniem przewagi przez jedną ze stron – mówi Marek Niechciał.

Ustawa ma m.in. chronić małych przedsiębiorców i producentów żywności przez dyktatem dużych sieci handlowych, które często narzucały swoim poddostawcom szereg dodatkowych opłat, np. za usługi reklamowe czy powierzchnię ekspozycyjną, albo wręcz przerzucały na nich koszty otwierania nowych sklepów. Zdarzało się też, że sieci handlowe narzucały swoim dostawcom wzory umów bez możliwości negocjowania ich treści albo wydłużały terminy płatności za dostarczone towarów, a w przypadku protestu – zrywały umowę z poddostawcą. Nowe prawo ma ukrócić takie praktyki.

– Ustawa jest w okresie niemowlęcym, dopiero po pół roku okaże się, czy wymaga nowelizacji. Polski model jest o wiele szerszy niż w większości państw europejskich, w których funkcjonują podobne ustawy. Najczęściej obejmują one tylko relacje między przetwórcami żywności a supermarketami, czyli nie chronią na przykład rolników. A do nieprawidłowości może też dochodzić między rolnikiem a punktami skupu, czyli pierwszymi odbiorcami produktów żywnościowych – zauważa Marek Niechciał.

UOKiK prowadzi w tej chwili dziesięć postępowań w ramach nowej ustawy. Jedna z nich dotyczy wzrostu cen masła, które w ciągu ostatniego roku zdrożało prawie dwukrotnie. Winny jest m.in. wzrost popytu w USA i Chinach, odejście UE od kwotowania mleka i nadprodukcja mleka w proszku. UOKiK chce jednak sprawdzić, czy duże sieci handlowe nie wykorzystują tej sytuacji i dodatkowo nie zwiększają marż. W październiku urząd wszczął postepowanie wyjaśniające, kontrolując m.in. Lidla, Auchan i Tesco, Carrefoura i Biedronkę. Do właścicieli sklepów wystąpił z prośbą o przesłanie korespondencji z dostawcami masła i czeka na odpowiedzi. UOKiK podkreśla też, że na razie nie prowadzi postepowania przeciw którejkolwiek z sieci, ale „w sprawie”.

– Ustawa ma chronić interes publiczny na poszczególnych rynkach, czyli na przykład zapobiegać takim wzrostom cen masła, jakie teraz obserwujemy. Wzrost jest ogólnoświatowy, ale być może przy tej okazji nastąpił dodatkowy wzrost na polskim rynku i sprawdzamy, czy sieci handlowe nie wykorzystują paniki do podbijania cen. Jeżeli okaże się, że któraś z dużych sieci handlowych nieetycznie podbija ceny, możemy zadziałać – wyjaśnia Marek Niechciał.

Poza rynkiem masła UOKiK kontroluje też dostawy mleka. Postępowanie dotyczy relacji handlowych pomiędzy 15 dużymi przetwórcami mleka a ich dostawcami. Urząd sprawdza, w jaki sposób były ustalane ceny mleka i czy brano pod uwagę wymogi higieniczno-weterynaryjne.

Po sygnale od indywidualnego rolnika UOKiK wszczął również postępowanie dotyczące produkcji cukru i dostaw buraków cukrowych. W tej chwili analizuje, czy producenci cukru nie stosują nieuczciwych praktyk, wykorzystując swoją przewagę kontraktową wobec dostawców buraków cukrowych. Przedmiotem zainteresowania urzędu są sposoby ustalania cen i terminów płatności. Do wskazania swoich kontrahentów i ujawnienia kontraktów z dostawcami została już wezwana spółka Sudzucker Polska – największy producent cukru na południu Polski.

Jest też sprawa jabłek. Mieliśmy sygnały, że coś dzieje się z cenami skupu jabłek w okolicach Sandomierza, gdzie w ciągu jednego dnia ceny spadły z 80 na ponad 60 groszy, czyli bardzo gwałtownie. Nie było to uzasadnione – tym bardziej że przymrozki ograniczyły podaż jabłek, więc na zdrowy rozum nie powinno dochodzić do takich obniżek. Ta cena po kilku dniach wróciła do poprzednich poziomów, ale zastanawia nas, skąd wzięło się takie działanie i czy nie doszło do wykorzystywania przewagi kontraktowej przez jedną ze stron umowy – mówi prezes UOKiK.

W ramach postępowania wyjaśniającego urząd przeprowadził już kontrolę i czterech firm zajmujących się skupem i przetwórstwem owoców. W tej chwili analizuje jej wyniki.

UOKiK podkreśla duże zainteresowanie przedsiębiorców nowym prawem. Potwierdza to ilość spraw zgłaszanych przez mniejsze podmioty w łańcuchu dostaw żywności.

– Do tej pory ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji pozwalała przedsiębiorcom sądzić się między sobą. Zwykle ta słabsza strona bała się iść do sądu, bo wiedziała, że to może oznaczać koniec relacji handlowych i bardzo duże kłopoty finansowe. Nowa ustawa o przewadze kontraktowej zapewnia anonimowość spraw, którymi się zajmiemy. Nie ma więc wyraźnego sygnału, że ktoś nam doniósł, a możemy po prostu przyjrzeć się rynkowi i wszcząć postępowanie – mówi Marek Niechciał.

Choroby pracowników to dla pracodawców koszt. Poprawa opieki medycznej pozwoliłaby im zaoszczędzić blisko 12 mld zł

Choroby pracowników to dla pracodawców koszt. Poprawa opieki medycznej pozwoliłaby im zaoszczędzić blisko 12 mld zł 6

W ubiegłym roku Polacy spędzili na zwolnieniu lekarskim łącznie 220 milionów dni. Koszty z tym związane, ponoszone zarówno przez ZUS, jak i samych pracodawców, są liczone w miliardach złotych. Dzięki inwestycji w efektywną opiekę medyczną można je znacznie obniżyć, nawet o 11,8 mld zł – wynika z raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2012–2016” opracowanego przez Medicover Polska. Dzięki skoordynowanej opiece medycznej chory pracownik ma zapewniony łatwiejszy dostęp do specjalistów, dzięki czemu szybciej wraca do zdrowia.

 Absencja jest kosztem dla każdego pracodawcy. Pracownik, który idzie na zwolnienie lekarskie, stanowi dla pracodawcy pewien koszt. Jeżeli pracodawca zdecyduje się zainwestować w lepszą opiekę medyczną, to taka inwestycja bardzo szybko się zwróci. Może się okazać, że pracodawca nie ponosi żadnych kosztów, a dodatkowo zyskuje zadowolenie pracowników i ich większą motywację do prac tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Artur Białkowski, wiceprezes zarządu Medicover Polska.

Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika, że w 2016 roku Polacy spędzili na zwolnieniu lekarskim łącznie 220 milionów dni. Oznacza to, że statystycznie każdy pracownik przebywał na chorobowym średnio kilkanaście dni w roku. Z tego tytułu wypłacono z ubezpieczenia społecznego 16,2 mld zł, ale dodatkowe koszty dla pracodawców trudno zmierzyć.

Koszty choroby zależą od bardzo wielu czynników. To wielki worek, do którego wpadają koszty z różnych stron. Z perspektywy pracodawcy to absencja chorobowa jako konkretny koszt oraz prezenteizm, czyli nieefektywna obecność pracy, gdy osoba chora jest na stanowisku pracy, ale nie jest tak wydajna, jak mogłaby być, gdyby była zdrowa – przekonuje dr n. med. Katarzyna Gorzelak-Kostrzewska, ekspert Medicover Polska w dziedzinie profilaktyki i zdrowia pracujących, współautorka raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2012–2016”.

Spadek produktywności w czasie choroby przekłada się na obniżenie wydajności firmy. Dodatkowo pracownicy zapadający na infekcje górnych dróg oddechowych, przychodząc do pracy pomimo choroby, zarażają się nawzajem. Z danych Centralnego Instytutu Ochrony Pracy wynika, że w ciągu ostatniego roku 25 proc. Polaków zaraziło się infekcją od innych współpracowników.

Zdaniem ekspertów części kosztów można byłoby uniknąć, gdyby nie brak dostępu do lekarza specjalisty.

 Koszty choroby zależą również od tego, jak szybko osoba chora dostanie się do lekarza, czy będzie skutecznie leczona, czy lekarz postawi jej prawidłową diagnozę od razu, czy będzie mogła się skontaktować ze swoim lekarzem w łatwy sposób, jeżeli będzie miała jakieś wątpliwości. Współpraca lekarz–pacjent jest bardzo ważnym czynnikiem leczenia – przekonuje dr Gorzelak-Kostrzewska.

Z raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia. Perspektywa 2012–2016” przygotowanego przez Medicover Polska wynika, że inwestycja w efektywną, skoordynowaną opiekę medyczną, może szybko się zwrócić. Rocznie na każdym pracowniku, który znajduje się pod opieką Medicover, pracodawca może zaoszczędzić 726 zł.

Jeśli pomnożymy to przez liczbę czynnych zawodowo osób w Polsce, to uzyskujemy kwotę blisko 12 mld zł oszczędności. Można byłoby je wygenerować w państwie tylko dlatego, że zmienilibyśmy model opieki na taki, jaki na przykład obowiązuje w Medicoverze, i zastosowalibyśmy go dla wszystkich pracowników zatrudnionych w gospodarce – podkreśla Artur Białkowski.

Aby opieka medyczna była efektywna, musi być dopasowana do realnych potrzeb polskich pracowników. Z badania Medicover wynika, że w Polsce największym problemem zdrowotnym, który dotyka większość grup zawodowych, jest nieprawidłowy wskaźnik masy ciała BMI – mniej niż połowa zatrudnionych ma prawidłowy wskaźnik, a problem dotyczy przede wszystkim mężczyzn. Nieprawidłowa waga może skutkować zbyt wysokim poziomem cholesterolu i podwyższonym ciśnieniem tętniczym. Może być także przyczyną wielu innych chorób: cukrzycy czy chorób układu krążenia. Aby zapobiec części chorób, należałoby zwiększyć świadomość pracowników i zachęcić ich do badań.

 Ponad 64 proc. osób pod naszą opieką co roku korzysta z różnych wizyt o charakterze profilaktycznym. To zarówno obowiązkowa medycyna pracy, badania związane ze stanowiskiem pracy, jak i indywidualna profilaktyka zdrowotna. Na drugim miejscu pod względem częstotliwości wizyt są infekcje oddechowe, choroby sezonowe, najczęściej infekcje górnych dróg oddechowych. Co piąta osoba zgłasza się do Medicover z powodu problemów związanych z układem ruchu. Są to najczęściej choroby zwyrodnieniowe kręgosłupa i dużych stawów. 10 proc. osób zgłasza się z urazami, a 15 proc. osób z powodu chorób układu krążenia – wymienia dr Katarzyna Gorzelak-Kostrzewska.

Choć najwięcej zwolnień lekarskich wystawianych jest w związku z ciążą, to na drugim miejscu znajdują się właśnie infekcje dróg oddechowych.

– 25 proc. dni zwolnienia generują choroby układu oddechowego. Najczęściej są to krótkotrwałe, liczne zwolnienia w sezonie jesienno-zimowym. Na kolejnych miejscach znajdują się przewlekłe choroby układu ruchu i urazy, czyli problemy najczęściej związane z układem ruchu, które generują w sumie 15 proc. dni zwolnienia. To jeden z największych problemów zdrowotnych populacji pracujących – mówi dr n. med. Katarzyna Gorzelak-Kostrzewska.

Polskie firmy coraz częściej inwestują w budowanie świadomości marki. Najsilniejsze brandy notują lepsze wyniki finansowe

Polskie firmy coraz częściej inwestują w budowanie świadomości marki. Najsilniejsze brandy notują lepsze wyniki finansowe 7

Budowanie świadomości marki w biznesie staje się coraz ważniejsze. Firmy są tego bardziej świadome, dlatego przeznaczają na ten cel coraz większe budżety. To inwestycja, która się zwraca. Badanie „Meaningful Brands” firmy Havas Media Group wskazuje, że brandy, które w opinii konsumentów są najbardziej znaczące, notują w ujęciu 10-letnim o 206 proc. lepsze rezultaty biznesowe niż te, które znaczą dla klientów mniej.

– Istotnym czynnikiem jest wzrost świadomości polskiego konsumenta i biznesu na temat budowania mocnych marek, a co za tym idzie – bardzo czytelnych przekazów komunikacji. To jest bardzo optymistyczna wiadomość. Polski biznes zdał sobie sprawę z wartości budowania brandów jako takich i budowania ich siły – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Paweł Frej, dyrektor brand design z Agencji Opus B.

Meaningful Brand Index przygotowywany przez Havas Media Group wskazuje, jak ważna jest dana marka w życiu konsumentów. Z badania wynika, że długofalowe kreowanie wizerunku przynosi wymierne korzyści. Marki postrzegane jako istotne dla klientów osiągają wyniki biznesowe o ponad 200 proc. lepsze (w ujęciu 10-letnim). To dowód na to, że budowanie wizerunku marki stało się jednym z filarów dobrego działania firmy.

– Dużo jest jeszcze do zrobienia w obszarze podniesienia rozpoznawalności polskich marek. Widzimy, że świadomość konieczności nadrabiania w tym obszarze jest duża. Na spotkaniach z klientami widzimy chęć podnoszenia jakości wizerunkowych marek i budowania wartości dodanych nie tylko na marżach cenowych, lecz także na budowaniu tzw. lovebrandów. To zaczyna się dziać – podkreśla Paweł Frej.

Ekspert dodaje, że zmiany wynikają głównie z rosnących oczekiwań konsumentów. 75 proc. badanych przez Havas Media Group oczekuje, że marki będą mieć realny wpływ na zwiększanie komfortu i jakości życia, a 40 proc. podkreśla, że faktycznie to robią. Dla większości konsumentów nie miałoby znaczenia, jeśli trzy czwarte marek zniknęłoby z rynku.

Frej podkreśla, że cały proces budowania świadomości marki trudno zdefiniować. Tym bardziej że każda branża i każda firma wymagają indywidualnego podejścia do tematu. Dlatego proces ten coraz częściej firmy przekazują profesjonalnym agencjom brandingowym.

– Ostatnie lata pozwalają zaobserwować specjalizację agencji brandingowych w obszarach takich jak identyfikacja wizualna, strategia czy sam produkt. W codzienność agencji jest wpisana innowacyjność. To kluczowy element ich funkcjonowania. Ważne jest podsycanie atmosfery kreatywności w tych agencjach, samodoskonalenie się, ale również kluczowe jest obserwowanie tego, co dzieje się dookoła nas, aby podążać za trendami – mówi Paweł Frej.

To stawia wysokie wymagania przed pracownikami agencji.

– To uniwersalny zawód, który wymaga olbrzymiej wiedzy z różnych dziedzin życia: marketingu, designu, statystyki, socjologii, materiałoznawstwa i wielu innych – twierdzi Paweł Frej. – Kluczowe jest to, aby mieć świadomość miejsca i czasu, w jakim się jest, przewidywać trendy, jakie nastąpią, to ważne, aby tworzyć wartości innowacyjne.

Impas w rozmowach brexitowych

Nadszedł impas w rozmowach pomiędzy Unią Europejską a Wielką Brytanią na temat brexitu. W związku z brakiem postępów negocjacyjnych pojawiła się koncepcja, by Londyn dwa lata dłużej korzystał ze wspólnego rynku, ale musiałby płacić wszystkie zobowiązania i pozostawać jednocześnie bez prawa głosu. Rezultatem tego euro traci na wartości wobec swoich głównych rywali. Unijnej walucie nie pomogły dobre dane Eurostatu, z których wynika, że produkcja przemysłowa w strefie euro w sierpniu rok do roku wzrosła o 3,8%, czyli znacznie powyżej prognoz, które mówiły o 2,6%.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar zyskuje do euro (+0,25%) i dolara kanadyjskiego (+0,2%), a traci do brytyjskiego funta (-0,13%), dolara australijskiego (-0,17%) oraz japońskiego jena (-0,17%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,184, GBP/USD – 1,327, USD/CAD – 1,247, AUD/USD – 0,783 i USD/JPY – 112,1. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,44%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,892. Złotówka minimalnie rośnie do euro i franka szwajcarskiego, a lekko spada do dolara i funta. W piątek rano dolar kosztuje 3,6 zł, euro – poniżej 4,27 zł, funt – 4,78 zł, a frank – ponad 3,69 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach mieszanka koloru zielonego i czerwonego. W czwartek londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,3%, frankfurcki indeks DAX podniósł się o 0,09%, a paryski indeks CAC 40 stracił 0,03%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 obniżył się o 0,17%, a meksykański indeks Bolsa – o 0,35%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,96%, chiński indeks Shanghai Composite podniósł się o 0,13%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,1%.

Ropa i złoto: Po trzech dniach wzrostów cena ropy naftowej poszła w dół. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 56,25 USD (-1,23%), a ropy WTI – 50,6 USD (-1,38%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 58 USD. Z kolei cena złota minimalnie idzie w górę. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1296 USD. To 1 USD więcej (+0,08%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 5:24 – Chiny – Bilans handlu zagranicznego, wrzesień – 28,5 mld USD (prognoza 39,5 mld USD)
  • 8:00 – Niemcy – Inflacja CPI (r/r), wrzesień – 1,8% (prognoza 1,8%)
  • 9:00 – Słowacja – Inflacja CPI (r/r), wrzesień – 1,6% (prognoza 1,6%)
  • 10:00 – Włochy – Inflacja CPI (r/r), wrzesień (prognoza 1,1%)
  • 14:00 – Polska – Wskaźniki inflacji bazowej, wrzesień
  • 14:30 – USA – Sprzedaż detaliczna (m/m), wrzesień (prognoza 1,7%)
  • 14:30 – USA – Inflacja CPI (r/r), wrzesień (prognoza 2,3%)
  • 14:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Bostonu
  • 16:00 – USA – Indeks Uniwersytetu Michigan, październik (prognoza 95,8 pkt.)
  • 16:15 – Strefa euro – Wystąpienie wiceszefa EBC
  • 16:25 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Chicago
  • 17:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Prospekt emisyjny obligacji Alior Bank zatwierdzony

Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt emisyjny dotyczący obligacji Alior Banku. Umożliwia on emisję zarówno obligacji zwykłych, jak i podporządkowanych – o łącznej wartości nominalnej do 1,2 mld złotych.

Zatwierdzony przez Komisję Nadzoru Finansowego prospekt zezwala na przeprowadzanie w ciągu roku od jego zatwierdzenia wielokrotnych emisji obligacji zwykłych i podporządkowanych o łącznej wartości nominalnej do 1,2 mld zł, przy czym maksymalna łączna wartość nominalna emitowanych obligacji podporządkowanych nie przekroczy kwoty 600 mln zł.

Wartość nominalna jednej obligacji zwykłej może wynieść 100 zł lub wielokrotność tej kwoty, przy czym bank będzie każdorazowo informował o jej wysokości podczas publikacji ostatecznych warunków emisji danej serii. Z kolei wartość nominalna jednej obligacji podporządkowanej będzie wynosić 100 tys. zł. Tak wysoki nominał wynika stąd, że ze względu na charakter obligacji podporządkowanych, Alior Bank zamierza ograniczyć ich sprzedaż wyłącznie do klientów zamożnych i instytucjonalnych.

Nowy prospekt emisyjny otwiera drogę do pozyskania przez bank dodatkowych środków wzmacniających naszą pozycję kapitałową. Jestem przekonany, że tak jak w przypadku wcześniejszych emisji, i tym razem nasze obligacje spotkają się z dużym zainteresowaniem rynku – mówi Filip Gorczyca, wiceprezes zarządu Alior Banku odpowiedzialny za pion finansów.

Cloud Technologies laureatem rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe

Cloud Technologies zajęła 9. miejsce w rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe, w głównej kategorii „Fast 50” osiągając wzrost o 1558%. W zestawieniu polskich spółek, których w tegorocznym rankingu znalazło się 19, Cloud Technologies zajęła trzecie miejsce.  W tym roku do rankingu zgłosiło się ponad 300 firm z Europy Centralnej.

Podobnie jak w poprzednich latach tegoroczny główny ranking Technology Fast 50 zdominowały firmy z branży IT, w tym tworzące aplikacje mobilne i UX-design, budujące platformy e-commerce, rozwiązania do automatyzacji procesów marketingowych czy systemy w obszarze Data Science, Big Data, Internet of Things bazujące na chmurze obliczeniowej. Stanowią one aż 78 proc. wszystkich spółek, które znalazły się w zestawieniu (rok wcześniej 74 proc.). W rankingu znalazły się również innowacyjne spółki specjalizujące się w tworzeniu rozwiązań światłowodowych, rozpoznawania głosu, radiologii cyfrowej, platform fin-techowych czy precyzyjnych instrumentów pomiarowych dla kosmonautyk.

  1. miejsce wśród wszystkich podmiotów biorących udział w rankingu Deloitte Technology Fast 50 Central Europe i 3. wśród tych podchodzących z Polski przypadło Cloud Technologies, która zajmuje pozycję rodzimego lidera Big Data marketingu. Założona i prowadzona przez Piotra Prajsnara spółka stworzyła jedną z największych na świecie hurtowni danych o zachowaniach i preferencjach internautów, która przetwarza już ponad 9 mld anonimowych profili internautów. W zeszłym roku spółka wprowadziła na rynek UnBlocka, innowacyjne rozwiązanie technologiczne dedykowane wydawcom i reklamodawcom. Umożliwia ono emitowanie reklam internetowych osobom, które posiadają oprogramowanie przeznaczone do ich blokowania. Formaty reklamowe wyświetlane za pośrednictwem UnBlocka, jak również same kreacje są nieinwazyjne i przyjazne dla internautów, a dzięki targetowaniu z wykorzystaniem zaawansowanej analityki Big Data precyzyjnie trafiają do grupy docelowej.

To dla mnie zaszczyt, że po raz kolejny zostaliśmy wyróżnieni w prestiżowym rankingu Deloitte oceniającym dynamikę wzrostu firm innowacyjnych technologicznie. Zajmując 9. miejsce w głównym rankingu „Fast 50” poprawiliśmy nasz wynik o 12 miejsc w porównaniu do zeszłorocznego zestawienia. To prawda, że rynek Big Data as a Service to dziś najszybciej rozwijająca się gałąź IT, ale nasz sukces nie wynika jedynie z korzystnej koniunktury i postępującej cyfryzacji gospodarki, lecz przede wszystkim jest on efektem ciężkiej pracy całego zespołu, która przełożyła się na rewelacyjne wyniki – powiedział Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies. Rok 2016 prowadzona przez niego spółka zakończyła z przychodami na poziomie 48,1 mln zł. To o 46,6 proc. więcej niż w roku poprzedzającym. Zysk netto wzrósł w tym samym czasie o 37,4 proc. sięgając poziomu 20,3 mln.

Deloitte podaje, że średnia dynamika wzrostu przychodów firm (na przestrzeni 2013-2016), które znalazły się w tegorocznym zestawieniu wyniósł 1 127 proc. Średni wzrost przychodów polskich firm, które znalazły się w głównej części zestawienia wyniósł ponad 790 proc. Aby znaleźć się w rankingu spółka musiała osiągnąć wzrost co najmniej w wysokości 310,4 proc.

Powstanie nowa przestrzeń coworkingowa w myhive Crown Point na warszawskiej Woli

BOBO Coworking jest nowym operatorem coworkingowym na polskim rynku. Oferuje elastyczne czynszowo powierzchnie biurowe (i usługi) w innowacyjnym biurze dla start-up’ów, małych i średnich firm, spółek IT, młodych przedsiębiorców i freelancerów. Pierwsza placówka o powierzchni ok. 1 700 mkw. otworzy się pod koniec tego roku w budynku myhive Crown Point w Warszawie. BOBO Coworking planuje otworzyć kolejne 5 lokalizacji w przeciągu najbliższych 3 lat w największych miastach w Polsce.

Brokerem transakcji była firma doradcza JLL.

„Podjęliśmy strategiczną decyzję o wprowadzeniu na polski rynek naszego najnowszego konceptu biurowego skierowanego przede wszystkim do przedstawicieli branży kreatywnej, start-upów czy

freelancerów. Szukaliśmy atrakcyjnej biznesowej lokalizacji w centrum Warszawy, dobrze skomunikowanej z resztą miasta. Wola była naturalnym wyborem”, mówi Daniel Bahman, Business Development Manager, BOBO.

„Cieszymy się, że do najemców myhive Crown Point dołącza gracz, który zapewni elastyczną przestrzeń dla mniejszych, innowacyjnych firm. Przestrzenie coworkingowe coraz częściej powstają w wysokiej klasy biurowcach, w prestiżowych dzielnicach, tuż obok siedzib międzynarodowych firm. BOBO Coworking w myhive Crown Point doskonale wpisuje się w ten trend, uzupełniając ofertę biurową na Woli”, komentuje Rafał Pisklewicz, Team Leader Leasing Office, IMMOFINANZ.

myhive Crown Point został oddany do użytku w 2004 r. i oferuje ok. 10 250 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Budynek liczy osiem kondygnacji naziemnych i dwie podziemne z parkingiem na 88 samochodów. Położony jest bezpośrednio przy stacji metro Rondo Daszyńskiego oraz w pobliżu przystanków licznych linii autobusowych i tramwajowych łączących Wolę ze wszystkimi lewobrzeżnymi dzielnicami Warszawy. Budynkiem zarządza firma JLL.

„Biurowiec myhive Crown Point to budynek klasy A, oferujący najemcom bardzo dobry dostęp do środków komunikacji, wysoki standard powierzchni, czy udogodnienia takie jak przestronny taras z widokiem na nowe biznesowe centrum Warszawy – Wolę”, mówi Michał Lis, Dyrektor w Dziale Wynajmu Powierzchni Biurowych, JLL.

myhive to marka dla budynków biurowych, wprowadzona przez IMMOFINANZ w drugiej połowie ubiegłego roku. Aktualnie budynków myhive w Warszawie jest sześć. Wyróżniają się wyjątkowym lobby, podobnym do tych z hoteli butikowych w kontekście designu, wyjątkowym poziomem usług, wszechstronną infrastrukturą oraz międzynarodową społecznością najemców tworzoną w ramach marki.

 

Postulaty lekarzy rezydentów są godne poparcia

Postulaty zgłaszane przez lekarzy rezydentów zrzeszonych w Porozumieniu Rezydentów OZZL są – zdaniem Pracodawców RP – jak najbardziej godne poparcia. W pełni identyfikujemy się z potrzebą zwiększania nakładów na ochronę zdrowia i również uważamy, że osiągniecie nakładów 5 proc. PKB na zdrowie w 2025 r. to zdecydowanie niewystarczająca propozycja. Pracodawcy RP od momentu pojawienia się propozycji postulowali skrócenie okresu dojścia albo postawienie celu zdecydowanie wyżej – minimum na poziomie średniej europejskiej – czyli 6,8 % PKB publicznych środków na zdrowia.

W opinii Pracodawców RP bez dynamicznego wzrostu nakładów na ochronę zdrowia – ponad ten wzrost, który jest pochodną wzrostu gospodarczego i większego spływu składki do Narodowego Funduszu Zdrowia – dostępność do świadczeń medycznych będzie się szybko pogarszała. Społeczeństwo szybko się starzeje, a koszty opieki nad osobami starszymi są dużo wyższe niż nad osobami młodymi. Ponadto świadomość społeczeństwa rośnie – dzięki czemu zaczyna się ono domagać opieki medycznej i dostępności do terapii na europejskim poziomie.

Trudno zrozumieć, dlaczego politycy nie mają odwagi rozpoczęcia dyskusji o potrzebie wzrostu składki zdrowotnej. Z sondażu przeprowadzonego na zlecenie Pracodawców RP przez Kantar Public wynika, że prawie 40% społeczeństwa jest skłonna zaakceptować zwiększenie składki nawet kosztem zmniejszenia swoich dochodów netto – warunkiem jest przygotowanie realnego planu zmian w ochronie zdrowia.

W pełni rozumiemy postulaty lekarzy rezydentów także w odniesieniu do ich płacy. Ostatni raz ich wynagrodzenie było podniesione 7 lat temu, a przez ten okres średnia płaca w gospodarce wzrosła z ok 3600 do kwoty 4492. Tak więc w momencie uchwalania rozporządzenia lekarz po dwóch latach rezydentury otrzymywał wynagrodzenie tylko o 150 zł niższe od średniej płacy w gospodarce – obecnie jest to już ok. 1000 zł. Wyraźnie widać wiec narastającą pauperyzację środowiska lekarzy rezydentów. Było oczywiste, że jeśli nic się nie zmieni środowisko to zaprotestuje, bo nie chce zarabiać mniej niz osoby pracujące na stanowiskach wymagających dużo niższych kwalifikacji i mniejszej odpowiedzialności zawodowej. Podkreślenia wymaga, że większość pracowników ochrony zdrowia za podstawowy 8-godzinny czas pracy (lub 7 godz. 35 min.) otrzymuje niskie wynagrodzenie. Rozwiązaniem nie jest więc utrudnianie emigracji, ale stworzenie zachęt do pozostania w Polsce i otwarcie się na pracowników z innych państw europejskich (także spoza UE).

Pracodawcy RP apelują do rządu o prowadzenie dialogu ze wszystkimi interesariuszami systemu. Potrzebne jest pilne wypracowanie planu zmian w ochronie zdrowia, w którym najważniejszym punktem powinno być dojście do wydatków 6,8 proc. PKB na zdrowie do 2021 r. z jednoczesnym dalszym systematycznym wzrostem publicznych nakładów. Niezbędna jest także dyskusja o dodatkowych ubezpieczeniach zdrowotnych oraz wzroście efektywności systemu ochrony zdrowia. Uważamy, że zespół niereprezentujący wszystkich interesariuszy, pracujący w zaciszu gabinetów nie pozwoli na wypracowanie powszechnie akceptowalnych i oczekiwanych zmian. Jednocześnie zespół powinien wypracować rozwiązania z zakresu finansowania w ciągu kilku dni, a do połowy grudnia może rozmawiać o usprawnianiu systemu ochrony zdrowia.
Pracodawcy Rzeczypospolitej Polskiej

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu polityka może się stać ważnym czynnikiem dla rynków w związku z rozpoczynającym się w środę Kongresem Chińskiej Partii Ludowej, a także szczytem UE pod koniec tygodnia, gdzie Brexit będzie czołowym tematem. Od strony makro otrzymamy m.in. PKB z Chin, szereg odczytów inflacji i danych z rynku pracy. Na koniec tygodnia agencja S&P przedstawi decyzję o ratingu Polski.

Przyszły tydzień: Kongres KPCh, PKB z Chin, szczyt UE/Brexit, CPI dla NZD/GBP/CAD, rynek pracy dla GBP/AUD, ZEW, NY Empire State, Philly Fed

Zapowiada się wielki tydzień dla Chin. Na początek od odczytów CPI (pon), sprzedaży detalicznej, produkcji przemysłowej i PKB (czw) oczekuje się potwierdzenia siły ożywienia, co powinno wspierać pozytywny sentyment rynkowy. Dobre dane przygotują grunt pod 19. Kongres Komunistycznej Partii Chin, który startuje w środę i potrwa tydzień. Kongres przede wszystkim przyniesie zmiany w aparacie politycznym, które jednak będą istotne dla kształtu strategii gospodarczej na kolejne pięć lat. Zakomunikowanie na Kongresie odejścia od stawiania wysokiego wzrostu gospodarczego na pierwszym planie może zabrzmieć niepokojąco, choć w dłuższym terminie zmniejszałoby ryzyko nierównowag w gospodarce.
W USA kalendarz publikacji będzie lekki. Produkcja przemysłowa (wt) i dane o budowach domów (śr) pozostają drugorzędne w opinii inwestorów. Po indeksach aktywności biznesu w rejonie Nowego Jorku (pon) i Filadelfii (czw) powinniśmy zobaczyć cofnięcie z wysokich poziomów, jednak dane wciąż powinny podkreślać mocną kondycję firm i gospodarki. Za zmienność USD w większym stopniu może odpowiadać szum informacyjny wokół przyszłego prezesa Fed. Powell i Warsh są głównymi kandydatami, ale nominacja każdego oznacza odmienną wizję Fed, a za tym i perspektyw USD (negatywna od Powella, pozytywna od Warsha).

W strefie euro z istotnych publikacji wskazać należy jedynie niemiecki indeks ZEW (wt). Zakładany wzrost do 20 z 17 we wrześniu powinien być odzwierciedleniem spokoju inwestorów po wyborach parlamentarnych i ostatnich wzrostów na rynku akcji. Polityka pozostanie ważnym tematem w Europie a europejskie aktywa będą się musiały zmierzyć z wynikami austriackich wyborów (nd), gdzie sondaże przewidują zwycięstwo nacjonalistyczne partii Wolność. Jednakże tak jak temat Katalonii nie znalazł silnego odbicia w EUR, tak i zmiana władzy w Austrii powinna mieć ograniczony wpływ.
W przyszłym tygodniu 19-20 października odbędzie się szczyt UE, gdzie drugiego dnia rozmów tematem będzie Brexit i ocena postępów dotychczasowych rozmów negocjacyjnych. Ostatnie sygnały z Brukseli sugerują, że Unia nie chce zamykać Wielkiej Brytanii drogi do łagodnego porozumienia, choć prawdopodobnie za mało zostało zrobione, aby pchnąć rozmowy do kolejnej fazy. W efekcie konkluzja ze szczytu może być neutralna dla GBP.

W kwestii danych z Wielkiej Brytanii słaby funt raczej pchnął CPI dalej do góry (wt), ale dynamika płac (śr) nie zmieniła się (2,1 proc. r/r). Choć razem daje to obraz pogorszenia dochodów realnych Brytyjczyków, dla Banku Anglii ważniejsze jest zatrzymanie presji cenowej. Jednak podwyżka stopy procentowej w listopadzie jest już zdyskontowana w 80 proc. i trudno będzie na tej podstawie pociągnąć funta wyżej.
W Polsce kalendarz otwiera saldo rachunku bieżącego (pon), po nim dane z rynku pracy (wt), a dalej produkcja przemysłowa, sprzedaż detaliczna i PPI (śr). Oczekujemy, że dane powinny podkreślać silny pęd gospodarki z przyspieszeniem dynamiki PKB w III kw. do 4,5 proc. r/r. To pokazuje solidne zaplecze fundamentalne dla złotego, choć polska waluta nie ma w zwyczaju reagować na dane. W kontekście silnego umocnienia złotego z tego tygodnia wzrosło natomiast ryzyko technicznego odreagowania. Pod koniec tygodnia poznamy też aktualizację ratingu Polski przez agencję S&P, jednak nie spodziewamy się zmian.

Jen japoński powinien pozostać niewzruszony przy publikacjach danych krajowych (produkcja przemysłowa – pon, bilans handlowy – czw). Zbliżające się wybory parlamentarne w Japonii (22 października) mogą przenieść uwagę na sondaże, gdzie im lepsza postawa rządzącej partii LDP, tym gorzej dla JPY (kontynuacja Abenomiki).
W Australii mamy protokół z październikowego posiedzenia RBA (wt) oraz dane z rynku pracy (czw). Komunikat zaraz po posiedzeniu nie przyniósł rewelacji, więc protokół również powinien balansować między solidnym ożywieniem a zagrożeniami z tytułu aprecjacji kursu. Po rynku pracy oczekuje się kontynuacji przyrostu zatrudnienia (15 tys.), choć silny odczyt miesiąc temu (54,2 tys.) podnosi ryzyko statystycznego odchylenia w dół. Rynek AUD jest mocno przesycony długimi pozycjami spekulacyjnymi, które jednak wykazują dużą wrażliwość na sentyment względem USD. Tylko jeśli USD się przebudzi, AUD/USD może być jednym z silniej spadających. W Nowej Zelandii uwaga będzie na kwartalnych danych o CPI (pon) z oczekiwaniami silnego wzrostu o 0,4 proc. k/k. Poniedziałek może też przynieść rozstrzygnięcia na nowozelandzkiej scenie politycznej, dając impuls wzrostowy dla NZD. W Kanadzie na ważne dane przyjdzie poczekać do piątku, kiedy otrzymamy CPI i sprzedaż detaliczną. Mocne dane mogą być ważnym argumentem za trzecią podwyżką stopy procentowej w tym roku. Rynek wycenia mniej niż 30 proc. szans na podwyżkę pod koniec tego miesiąca, więc rewaluacja oczekiwań stałaby się paliwem dla umocnienia CAD. Do tego czasu loonie powinien pozostać w konsolidacji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Trendy i innowacje na Targach RetailShow

Międzynarodowe Targi Wyposażenia Sklepów RetailShow to wiodące wydarzenie branży handlowej. Poza szeroką ofertą wystawców uczestnicy będą mogli skorzystać z wiedzy ekspertów podczas konferencji Retail Congress 2017. Targi są także okazją, by poznać najlepsze produkty i koncepty sklepowe wyłonione przez Jury w konkursach Innowacje Handlu 2017 oraz Best Shop Concept 2017. Targi RetailShow odbędą się 15 i 16 listopada br. w Centrum EXPO XXI w Warszawie.

Konferencja Retail Congress 2017 to nieodłączny element Targów RetailShow, który towarzyszy im od pierwszej edycji. Podobnie jest z branżowym konkursem Innowacje Handlu, w którym co roku biorą udział firmy oferujące innowacyjne rozwiązania. Z kolei w konkursie Best Shop Concept po raz czwarty wyłonione zostaną najciekawsze koncepty sklepowe w siedmiu różnych kategoriach.

Jak mówi Wojciech Smoktunowicz, dyrektor marketingu firmy ECP Polska Targi RetailShow dynamicznie się rozwijają, rośnie liczba polskich i zagranicznych wystawców oraz odwiedzających. – Na targach wyróżniamy najbardziej innowacyjne produkty dla handlu prezentowane przez wystawców, a także najciekawsze koncepty sklepowe, które zostały zrealizowane w Polsce w ciągu ostatniego roku – nagradzamy zarówno nowe sklepy, jak i te po remodelingu. Co roku na organizowanej pierwszego dnia targów konferencji Retail Congress najlepsi branżowi specjaliści dzielą się swą wiedzą i doświadczeniem z zarządami sieci handlowych, uczestnikami tej konferencji. Podczas tych dwóch dni cała branża handlowa korzysta z unikalnej okazji porównania w jednym miejscu bardzo bogatej oferty wystawców, poznania najnowszych trendów projektowania sklepów, wymiany doświadczeń i przekazania oczekiwań dostawcom i producentom – dodaje.

Konferencja Retail Congress 2017: FUTURE STORE

Pierwszy dzień Targów RetailShow warto wykorzystać na udział w konferencji Retail Congress, która zarządzającym, osobom odpowiedzialnym za marketing, rozwój, IT czy merchandising, zapewni przegląd najnowszych rynkowych rozwiązań i dużą dawkę wiedzy. Pierwsza część poświęcona będzie trendom w projektowaniu sklepów i nowym konceptom działającym w systemie omnichannel. Wśród omawianych tematów znajdzie się tworzenie optymalnych wnętrz handlowych czy koncepcja sklepu przyszłości, który stanie się elastyczną przestrzenią. W drugim bloku tematycznym eksperci z wiodących firm IT przybliżą innowacyjne rozwiązania dla handlu. Ostatnia część konferencji będzie poświęcona zarządzaniu. Będzie mowa o customer experience w kontekście badań klientów, budowaniu wizerunku cenowego sieci detalicznej czy najnowszych trendach w zarządzaniu jakością w obsłudze klienta.

Więcej informacji na temat konferencji Retail Congress 2017 znajduje się na stronie: http://www.retailshow.pl/pl/retail-congress.

Konkursy branżowe – poznać najlepszych

Targi RetailShow to także dwa prestiżowe konkursy, do których co roku zgłasza się coraz więcej firm otwartych na ocenę eksperckiego Jury. W konkursie Innowacje Handlu 2017 zostaną wyłonione najlepsze rozwiązania w 14 kategoriach: systemy i technologie IT; projekty i wyposażenie wnętrz sklepowych; oświetlenie, kasy fiskalne i wagi; drukarki, skanery, kolektory, POS; rozwiązania płatnicze; programy lojalnościowe; e-commerce & mobile; ochrona i systemy zabezpieczeń; systemy marketingowe, POS i digital signage; systemy franczyzowe dla handlu; logistyka i magazyn; urządzenia gastronomiczne oraz usługi.

Z kolei w konkursie Best Shop Concept 2017 uczestnicy powalczą o miano najciekawszego konceptu sklepowego, który wyróżnia się pod względem estetycznym i użytkowym. W tym roku można zgłaszać sklepy w 7 kategoriach: hipermarket, supermarket, dyskont, sklep typu convenience, sklep odzieżowy, specjalistyczny czy sklep po remodelingu.

Zgłoszenia do konkursów Innowacje Handlu oraz Best Shop Concept należy dokonać do 20 października. Wszelkie informacje o konkursach wraz z formularzami zgłoszeniowymi znajdują się na stronach:

  • http://www.retailshow.pl/pl/konkurs-innowacje-handlu
  • http://www.retailshow.pl/pl/best-shop-concept

Informacje praktyczne

VIII Targi RetailShow odbędą się w dniach 15-16 listopada 2017 w godzinach 9:00-17:00 w Centrum EXPO XXI przy ul. Prądzyńskiego 12/14 w Warszawie. Organizatorem Targów RetailShow jest firma ECP Polska. Wstęp jest bezpłatny po zarejestrowaniu się na stronie internetowej http://www.retailshow.pl/pl/rejestracja lub w recepcji w dniu targów.

Niemcy odnotowują kolejne dobre wyniki produkcji przemysłowej

W tym tygodniu spośród danych europejskich największe zainteresowanie wzbudziły sierpniowe wyniki produkcji przemysłowej w Niemczech, która wzrosła o 4,6% r/r. Rynek oczekiwał, że wzrost będzie o 0,6% niższy. Jest to więc bardzo pozytywny wynik nie tylko dla niemieckiej, ale i dla całej gospodarki europejskiej. Na tak duży wzrost wpływ miały przede wszystkim osiągnięcia przemysłu motoryzacyjnego

produkcji sprzętu transportowego. Jednak należy sobie uświadomić, że choć obecny wzrost gospodarczy im sprzyja, to te gałęzie przemysłu są bardzo wrażliwe na cykl koniunkturalny. Dlatego dla analityków istotne jest monitorowanie nie tylko bieżących wyników, ale również rozwój wskaźników wiodących. Obecnie wszystko wskazuje na to, że przemysł w Europie powinien rosnąć w najbliższych miesiącach. Bardziej niż Niemcy od przemysłu motoryzacyjnego uzależniona jest Republika Czeska, w której ten sektor również znacząco pomaga w szybkim wzroście gospodarczym.

Ten tydzień był dla złotego bardzo pozytywny, polska waluta umocniła się w stosunku do euro na poziom 4,26 EUR/PLN. Pomimo ciągłych napięć politycznych między Katalonią i resztą Hiszpanii euro

umocniło się w stosunku do dolara i w piątek rano ta para walutowa była na poziomie 1,18 EUR/USD.

Euler Hermes powołał szefa działów odszkodowań i windykacji w Polsce

Euler Hermes, wiodący światowy ubezpieczyciel należności handlowych, ogłasza nominację na członka wyższej kadry kierowniczej w Polsce. Krzysztof Rzepka został powołany na Dyrektora Zarządzającego Biurem Windykacji i Likwidacji Szkód. Na tym stanowisku, będzie odpowiadał za wszystkie aspekty działalności Euler Hermes w Polsce związane z odszkodowaniami oraz windykacją.

Krzysztof Rzepka dołączył do Euler Hermes w sierpniu 2009 roku jako Zastępca Dyrektora Generalnego i Dyrektor Finansowy w polskiej spółce windykacyjnej. Od 2004 roku jest on członkiem ACCA, a od 2008 roku ma uprawnienia biegłego rewidenta (PCA). Ukończył Wydział Finansów i Bankowości Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz jest absolwentem studiów podyplomowych na kierunku ubezpieczeń Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu.

Pracując w warszawskim biurze Euler Hermes, Krzysztof Rzepka będzie raportował do Tomasza Starusa, Członka Zarządu Euler Hermes w Polsce, który powiedział: „Dzięki swojemu bogatemu doświadczeniu Krzysztof jest cennym uzupełnieniem naszej kadry kierowniczej w sytuacji, gdy łączymy procesy odszkodowawcze i windykacyjne, aby zapewnić szybszą i skuteczniejszą obsługę klientów. Opierając się na swoim bogatym doświadczeniu, w tych kluczowych obszarach oraz na swojej rozległej wiedzy o uwarunkowaniach lokalnych, Krzysztof będzie przeprowadzał zmiany, które mają za cel wzmocnić naszą działalność w zakresie odszkodowań i windykacji należności. Wdrażane zmiany nie będą miały wpływu na inne podmioty w naszej strukturze biznesowej, ani na poszczególne linie oferowanych produktów, a połączenie tych kluczowych procesów pozwoli nam uprościć procedury oraz skrócić czas potrzebny na zwrot odzyskanych należności i wypłatę odszkodowań”.

Na dzień 29 grudnia 2017 planowane jest połączenie polskich spółek Euler Hermes Services Polska sp. z o.o. (podmiot przejmowany) ze spółką Euler Hermes Collections sp. z o.o. (podmiot przejmujący). Cały proces zostanie przeprowadzony w oparciu o uregulowania Kodeksu spółek handlowych (art 492§1) w drodze przeniesienia majątku spółki przejmowanej na spółkę przejmującą.

Z dniem połączenia spółka Euler Hermes Collections sp. z o.o. z mocy prawa wstąpi we wszystkie prawa i obowiązki spółki Euler Hermes Services Polska sp. z o.o. i będzie kontynuować działalność prowadzoną dotychczas przez spółkę Euler Hermes Services Polska sp. z o.o.

KERRIS Group w rankingu “Deloitte Technology Fast 50 CE”

Agencja interaktywna KERRIS znalazła się na 31 miejscu w tegorocznej edycji “Deloitte Technology Fast 50 CE”, rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej. Spółka osiągnęła 444 proc. wzrost przychodów w latach 2013-2016.

Pozostali polscy laureaci tegorocznej edycji rankingu to m.in. firmy: ToopLoox, Absolvent.pl, Cloud Technologies, Bold Brand Commerce, Droids On Roids, Yieldbirds, Oktawave. Łącznie w zestawieniu znalazło się 19 firm z Polski. Dynamika wzrostu przychodów wszystkich firm technologicznych z rankingu wyniosła w 2016 roku 1127 proc. i była wyższa niż rok wcześniej.

Wśród polskich laureatów poprzednich edycji znalazły się m.in. takie firmy jak: Codewise i CodiLime, Miquido, Comperia.pl; Netguru, ITMAGINATION; LIVECHAT Software, Grupa Nokaut, eSky.pl, CD Project RED,  i3D, LGBS Polska, Audioteka Poland, Fru.pl czy, easyCALL.pl.

O udziale w rankingu „Deloitte Technology Fast 50 CE” decydowały poniższe kryteria:

  • wysokość przychodów za lata 2013-2016,
  • technologiczna działalność firmy oparta na jednej z kategorii: oprogramowanie, sprzęt komputerowy, komunikacja, media, czyste technologie, nauki przyrodnicze,
  • struktura własności spółki wykluczająca większościowe udziały zagranicznych inwestorów strategicznych,
  • lokalizacja siedziby spółki na terenie Europy Środkowej.

“Technology Fast 50 CE” to projekt promujący innowacyjność skierowany zarówno do firm o ugruntowanej pozycji na rynku, jaki i tych, które rozpoczęły działalność stosunkowo niedawno. Ranking organizowany jest od osiemnastu lat przez firmę doradczą Deloitte.

– Naszym celem jest promowanie spółek, które mają potencjał, by osiągnąć sukces nie tylko w Europie Środkowej, ale również na całym świecie. W kilkunastoletniej historii naszego konkursu mieliśmy już wiele takich przykładów – mówi Magdalena Burnat-Mikosz, Partner, Lider programu w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Ignacy Bochiński, Partner KERRIS Group
Ignacy Bochiński, Partner KERRIS Group

Bardzo cieszy nas wyróżnienie, będące potwierdzeniem  dynamicznego rozwoju KERRIS Group. Naszym priorytetem od początku było dostarczanie kompleksowych usług digital na najwyższym poziomie. Nie byłoby to możliwe bez stawiania na ciągły rozwój oferty oraz kompetencji, a także bez zaufania, którym darzą nas Klienci – komentuje Ignacy Bochiński, Partner KERRIS Group.

Mikołaj Szymański, Co-founder i Managing Partner KERRIS Group
Mikołaj Szymański, Co-founder i Managing Partner KERRIS Group

Jak dodaje Mikołaj Szymański, Co-founder i Managing Partner KERRIS Group:

Tworzenie szybko rozwijającej organizacji choć niezwykle satysfakcjonujące oznaczają ciągły proces zmian, a te z natury bywają trudne. Dlatego ogromne podziękowania należą się naszemu zespołowi, któremu nie brakuje pasji, zaangażowania i determinacji.

Jubileuszowe nagrody NEW@POLAND rozdane!

W dziesiątej, jubileuszowej edycji nagrody NEW@POLAND Kapituła Nagrody, złożona z przedstawicieli świata nauki i biznesu w tym, profesorów: Michała Golińskiego, Michała Kleibera, Andrzeja K. Koźmińskiego, Witolda Orłowskiego oraz władz Związku Pracodawców Technologii Cyfrowych Lewiatan postanowiła przyznać Nagrodę NEW@POLAND dla Poczty Polskiej za projekt Mobilny Listonosz.

Mobilny Listonosz, dzięki najnowszym urządzeniom i rozwiązaniom technologicznym umożliwia oferowanie usług z listy POS- Point of Sale przez listonoszy. Platforma wykorzystuje ponad 20 tysięcy tabletów z systemem operacyjnym MS Windows, a swoim zasięgiem obejmuje cały kraj – jest dostępna wszędzie tam, gdzie docierają listonosze.

Poczta Polska świadczy usługę elektronicznego potwierdzania odbioru z wykorzystaniem tabletów przy użyciu dedykowanej aplikacji Mobilny Listonosz od 1 marca 2016 roku. W ramach tego projektu listonosze w całym kraju otrzymali urządzenia mobilne podłączone do internetu, dzięki którym informacja o statusie przesyłki i jej doręczeniu przekazywana jest w czasie rzeczywistym do nadawcy. Poczta planuje stopniowe rozbudowywanie aplikacji „Mobilny Listonosz”. W niedalekiej przyszłości stanie się platformą skupiającą wiele innowacyjnych usług Poczty Polskiej. Obecnie oprócz przesyłek z elektronicznym potwierdzaniem odbioru (EPO) na urządzeniach mobilnych można rejestrować kary SIM. Realizacja kontraktu na obsługę polskich sądów z wykorzystaniem urządzeń mobilnych to kolejny krok w kierunku pełnienia przez Pocztę Polską roli głównego operatora cyfrowego. Spółka dysponuje odpowiednimi, innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi oraz siecią placówek mogących wspierać administrację w procesie cyfryzacji usług publicznych.

Jury wyróżniło również projekt Managed Security Services (MSS) czyli regularny monitoring podatności w systemach IT firmy CYBERCOM Poland. W odpowiedzi na rosnącą skalę cyberzagrożeń, Cybercom Poland stworzył usługę kompleksowych, dogłębnych testów bezpieczeństwa, wykonywanych regularnie według rocznego planu. Takie podejście pozwala stale zabezpieczać sieć oraz infrastrukturę klienta, bez konieczności dużego zaangażowania czasowego i finansowego z jego strony.

Nagrodę NEW@POLAND ustanowił przez Związek Pracodawców Technologii Cyfrowych LEWIATAN w celu promowania działań na rzecz rozwoju społeczeństwa informacyjnego i technologicznej innowacyjności, skupiając się na projektach, które w największym stopniu zmieniają sposób organizacji państwa i oferowania usług publicznych, przyczyniając się do rozwiązywania ważnych problemów społecznych i poprawy jakości relacji państwa z obywatelami.

Nagrodę wręczyli Cristiano Pinzauti, przewodniczący jury nagrody oraz Piotr Marczuk, prezes ZPTC Lewiatan. Gala nagrody odbyła się podczas VII Europejskiego Forum Nowych Idei w Sopocie.

Kryptowaluty alternatywą dla pieniądza

Kryptowaluty to nowy system finansowy. Można go porównać do zmiany, jaką wprowadziło pojawienie się Internetu. Tak jak maile wyparły korespondencję listową, tak kryptowaluty stają się konkurencją dla pieniądza.

To alternatywny system finansowy – globalny, wolny, otwarty na innowacje i źródłowy – każdy może zobaczyć, jak dokładnie działa –powiedział serwisowi eNewsroom Szczepan Bentyn, prezes Pracowni Nowych Technologii – Opiera się o zdecentralizowaną strukturę, co oznacza, że nie ma kogoś, kto nim rządzi. To system dziesiątek tysięcy komputerów na całym świecie, które wszystkie są równe. Nie da się nim zarządzać ani go wyłączyć czy zlikwidować. To nowy protokół wymiany wartości. W banku na koncie mamy określoną ilość jednostek jak złotówka, euro czy dolar. W systemach walutowych jest to bitcoin, etherum czy litecoin – dodał Bentyn.

Wyjaśnienie kwestii opodatkowania ochrony brzegu morskiego

Podczas ostatniego posiedzenia Sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, Wiceminister Finansów Paweł Cybulski powiedział, że dla przyszłych działań organów skarbowych w sprawie opodatkowania prac wykonanych w ramach rządowego „Programu Ochrony Brzegów Morskich” decydujące znaczenie będzie miała uchwała siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego. Bez względu na treść uchwały, zachęcił poszkodowanych przedsiębiorców do występowania o umorzenie odsetek i rozłożenie na raty ewentualnych zobowiązań.

Wciąż nie zakończył się wieloletni spór o opodatkowanie prac hydrotechnicznych wykonywanych w ramach rządowego „Programu Ochrony Brzegów Morskich”. Przypominamy, że sprawa dotyczy tego, czy roboty mające na celu ochronę brzegu morskiego można zakwalifikować jako usługi związane z ochroną środowiska morskiego, które opodatkowane są stawką 0% VAT. Z taką interpretacją nie chce zgodzić się fiskus, który po latach żąda od przedsiębiorców zapłaty 23% VAT od wykonanych usług. Kluczowe w niniejszej sprawie jest to, że przetargi na realizację prac były ogłaszane właśnie ze stawką 0%. Ujęcie innej stawki w zgłoszeniu przetargowym wiązało się z jego odrzuceniem – mówi Łukasz Czucharski, ekspert Pracodawców RP.

Sprawa musiała trafić aż do Naczelnego Sądu Administracyjnego i w dalszym ciągu czeka na swój finał. W drodze postanowienia z dnia 25 sierpnia 2017 r., sygn. akt I FSK 1857/16 przewodniczący przedstawił powstałe na gruncie przedmiotowej sprawy zagadnienie prawne do rozstrzygnięcia składowi siedmiu sędziów Naczelnego Sądu Administracyjnego. W ustnym uzasadnieniu takiego postanowienia, Naczelny Sąd Administracyjny wskazał m.in., że ma poważne wątpliwości, co do prawidłowości poglądu wyrażonego we wcześniejszym, niekorzystnym dla podatników wyroku z dnia 14 kwietnia 2015 r., sygn. akt I FSK 1493/14, który właśnie stanowił argument organów skarbowych – dodaje Łukasz Czucharski.

Na posiedzeniu Sejmowej Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej Wiceminister Finansów Paweł Cybulski zapowiedział, że działania organów skarbowych będą uzależnione od treści uchwały siedmiu sędziów NSA. Zadeklarował jednak, że bez względu na rozstrzygnięcie NSA resort będzie poszukiwał rozwiązań, aby zminimalizować negatywne skutki dotychczasowych decyzji fiskusa. Zachęcił również poszkodowanych przedsiębiorców do występowania o umorzenie odsetek i rozłożenie na raty ewentualnych zobowiązań.

Należy mieć nadzieję, że resort finansów stanie na wysokości zadania i niezależnie od treści uchwały NSA podejmie wszelkie działania, aby naprawić błędy podległych mu organów administracji skarbowej. Nie można przecież zignorować faktu, że przedsiębiorcy działali w zaufaniu do organów państwa. W związku z tym również w interesie resortu finansów powinno być, aby to zaufanie przywrócić – podsumowuje Łukasz Czucharski.

Rosnąca inflacja nie wzrusza krajowego długu

Pomimo rosnącej inflacji, rentowności obligacji z krótkiego końca krzywej dochodowości pozostają stabilne. Pozytywne nastroje na rynku globalnym nadal wspierają złotego.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W czwartek, na rynku głównej pary walutowej euro w relacji do dolara utrzymywało okolice poziomów, do których dotarło w reakcji na publikację protokołu z wrześniowego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej. Pomimo faktycznego potwierdzenia grudniowej podwyżki stóp w Stanach, Fed wyraźnie zwracał uwagę na niepokojąco niską inflację, przez co został przez rynek odebrany dość łagodnie. Dolarowi nadal ciąży też polityka wewnętrzna. Jak wynika z ostatnich doniesień, część republikańskich senatorów może nie poprzeć reformy podatkowej forsowanej przez Donalda Trumpa. Trump zapowiedział już, że w celu zapewnienia szerszego poparcia swoim projektom zaproponuje korekty do planu, ale to może oznaczać odsunięcie w czasie terminu wejścia w życie nowych regulacji. Wzrost niepewności co do tego, czy plany Trumpa powiodą się ponownie zaczął więc ciążyć dolarowi.

Wydźwięk minutes Fed wpływał również na notowania na rynku stopy procentowej, gdzie obawy o niższą inflację oraz o to, czy taki stan rzeczy ma charakter jedynie przejściowy, sprzyjał spadkom rentowności. Jednak już w piątek zostanie opublikowany indeks CPI dla USA, który według prognoz powinien pokazać we wrześniu wzrost do 2,3% r/r z 1,9% miesiąc wcześniej. Dobrym sygnałem przed dzisiejszymi danymi jest odczyt dla cen producenckich, gdzie indeks PPI wzrósł do 2,6% r/r z 2,5% w sierpniu. Poprawa danych o inflacji powinna utwierdzić rynek w oczekiwaniach na grudniową podwyżkę stóp procentowych w USA.

Tymczasem napływające na rynek kolejne dane dot. gospodarek Europy zaskakują pozytywnie. Po dobrych danych z Niemiec (dot. m.in. bilansu handlowego, produkcji przemysłowej i zamówień w przemyśle) w czwartek opublikowany został raport ze strefy euro pokazujący wzrost sierpniowej produkcji przemysłowej o 3,8% r/r wobec 2,6% prognozowanych. Są to zatem kolejne dane wspierające rozpoczęcie taperingu w Europie. We wczorajszym wywiadzie J. Weidmann (z EBC) zwrócił uwagę, że bank centralny strefy euro nie powinien długo utrzymywać stóp procentowych na niskim poziomie i wykorzystując obecny wzrost gospodarczy powinien zacząć zacieśnianie polityki. Powszechnie oczekuje się, że za dwa tygodnie (26 października) EBC zadecyduje, czy będzie kontynuował program luzowania ilościowego w przyszłym roku i w jakiej skali. Sygnały od członków banku wskazują, iż mogą oni opowiedzieć się za redukcją skali skupu aktywów, ale i również za przedłużeniem okresu jego trwania, prawdopodobnie o sześć lub dziewięć miesięcy.

Na słabości dolara nadal korzysta złoty, którego dodatkowo wspierają solidne dane makro. Nominalnie kurs EURPLN znajduje się w okolicach 4,27. W czwartek GUS potwierdził, że we wrześniu inflacja CPI przyspieszyła do 2,2% r/r z 1,8% notowanych miesiąc wcześniej. Mamy zatem trzecie z rzędu przyspieszenie dynamiki cen konsumpcyjnych w Polsce. Analizując składowe indeksu wyraźnie widać, że do wzrostu indeksu przyczyniły się ceny żywności, odzieży i obuwia, paliw, a także koszty utrzymania mieszkań. Wzrost cen paliw był zapewne pochodną wzrostu cen ropy naftowej na świecie i mocniejszego dolara, zaś ceny żywności rosły w związku z mniejszą podażą warzyw, owoców, a także mięsa i produktów mlecznych. To może oznaczać, że również wskaźnik inflacji bazowej najprawdopodobniej wyraźnie przyspieszył (ekonomiści PKO szacują wzrost do 0,9%-1,0% r/r z 0,7% w sierpniu). NBP swój raport opublikuje w piątek.

Pojawienie się presji inflacyjnej wynikającej nie tylko z cen żywności czy paliw będzie wpływać negatywnie na notowania instrumentów dłużnych. Na razie obligacje z krótkiego końca krzywej dochodowości nie odbiły wraz z przyspieszeniem indeksu CPI, jednak ma to związek z popytem na papiery z tym terminem zapadalności oraz gołębią retoryką RPP. W tym wypadku oczekujemy jednak, że rentowności obligacji 2-letnich powrócą do trendu wzrostowego i przekroczą poziom 1,80%. Na dłuższym końcu krzywej SPW, spadek rentowności polskich obligacji 10-letnich spowodował w tym tygodniu, że spread do niemieckich Bundów ponownie znalazł się poniżej 300pb. Zawężenie się spreadów do rynków bazowych jest pokłosiem spadku awersji do ryzyka wśród inwestorów w związku z wydarzeniami politycznymi.

Rosnąca inflacja nie wzrusza krajowego długu

Autorzy: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek

Źródło: PKO Bank Polski

Dr Bonikowska: Po Brexicie zarobki niektórych Polaków mogą wzrosnąć nawet o kilkanaście procent

Office for National Statistics informuje, że od czerwca do sierpnia br. w sektorze usług było 687 tys. wakatów. Stanowiły one aż 88,8% wszystkich wolnych posad w Wielkiej Brytanii. Najwięcej z nich odnotowano w sprzedaży hurtowej i detalicznej, w naprawie pojazdów mechanicznych, służbie zdrowia oraz pracy socjalnej. Jak stwierdza dr Małgorzata Bonikowska, bez migrantów tamtejszy rynek faktycznie mógłby poważnie się załamać. Dlatego ekspert przewiduje, że nawet po Brexicie brytyjski rząd nie ograniczy radykalnie możliwości zarobkowych obcokrajowcom. Polacy, którzy świadczą usługi na wysokim poziomie, będą tam bardzo potrzebni.

Jak wynika z danych ONS, w całym zeszłym roku 431 tys. cudzoziemców weszło na brytyjski rynek pracy, a liczba rodzimych pracowników spadła tam o blisko 120 tys. Prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych przypomina, że chęć ograniczenia napływu ludności z krajów członkowskich UE była jedną z głównych przyczyn wyjścia Wielkiej Brytanii ze wspólnoty. W związku z tym, brytyjski rząd siłą rzeczy będzie chciał pokazać społeczeństwu, że panuje nad ruchem migracyjnym. Ale jednocześnie musi brać pod uwagę poważne niedobory kadrowe w branżach usługowych i to może łagodzić jego politykę wobec przybyszów zarobkowych.

– Spodziewam się, że przedstawiciele tych zawodów, na które jest największy popyt, nie będą mieli trudności w podejmowaniu pracy. Z całą pewnością brytyjski rynek będzie potrzebował dodatkowych pracowników. Już dzisiaj jest tam więcej ofert pracy, niż chętnych do świadczenia usług. Po Brexicie zdobycie zatrudnienia będzie jednak wymagało od obcokrajowców uzyskania specjalnych zezwoleń – mówi dr Bonikowska.

Ekspert zwraca uwagę na to, że nasi rodacy stali się największą mniejszością narodową w Wielkiej Brytanii. Jest ich prawie milion. Na Wyspach mieszka nas więcej, niż przybyszów z Indii, czyli  najliczniejszej dotąd grupy obcokrajowców. Brytyjscy pracodawcy cenią Polaków za profesjonalizm w świadczeniu usług i wysokie kwalifikacje. Dobrą opinią cieszą się m.in. hydraulicy, murarze, stolarze i mechanicy samochodowi. Ich wynagrodzenia mogą wzrosnąć po Brexicie, nawet o kilkanaście procent, ze względu na zwiększenie popytu. Dr Małgorzata Bonikowska prognozuje, że sytuacja na rynku pracy specjalnie się nie zmieni w przypadku osób reprezentujących ww. zawody.

– Rozpoczęcie pracy w Wielkiej Brytanii, po jej wyjściu ze struktur UE, będzie dla Polaków oczywiście trudniejsze, niż obecnie. Skończy się przecież swobodne przekraczanie granic UK i wrócą pozwolenia na podjęcie zatrudnienia. Brytyjski rząd wprowadzi nowe regulacje, jakich treści jeszcze nie znamy. Można jednak przypuszczać, że nasi rodacy, którzy już teraz pracują na Wyspach w oparciu o umowy o pracę, nie odczują większych zmian. Jeśli są tam legalnie ponad 5 lat, to już teraz mogą ubiegać się o kartę stałego pobytu, a potem obywatelstwo – wyjaśnia prezes Centrum Stosunków Międzynarodowych.

Ci, którzy pracują w Wielkiej Brytanii dłużej niż rok, mają szansę na rezydenturę tymczasową. Polacy o takim statusie, nawet po zaostrzeniu przepisów dotyczących pobytu i pracy, w Wielkiej Brytanii, zachowują pełne prawa, jakie mają obecnie jako obywatele Unii Europejskiej. Jednak trzeba pamiętać o tym, że nie wszyscy pracują tam na umowach o pracę. Część naszych rodaków świadczy usługi w ramach działalności gospodarczej. Niektórzy wykonują tylko prace dorywcze bądź sezonowe, tym samym nie opłacają składek na ubezpieczenie. Oni mogą więc mieć problem z kontynuacją zatrudnienia po Brexicie, jeśli na ich miejsce będą inni chętni.

– Niemniej, na brytyjskim rynku pracy występują spore niedobory. W wielu branżach, np. w opiece społecznej czy w budownictwie, popyt na pracowników utrzyma się, a nawet zwiększy, bo część imigrantów będzie musiała przecież opuścić Wyspy. Powodem tego mogą być na przykład restrykcje wizowe. Dodatkowo, niektórzy obywatele UE wrócą zapewne na kontynent – dodaje dr Małgorzata Bonikowska.

Jak podsumowuje ekspert, Polacy, którzy dopiero zamierzają wyjechać do Wielkiej Brytanii w celach zarobkowych, powinni zainteresować się wakatami na tamtejszym rynku. Jeżeli reprezentują zawody, na jakie jest zapotrzebowanie, Brexit raczej nie zmniejszy ich szans na dobrą pracę na Wyspach. Jednocześnie, brytyjski rząd będzie wprowadzał dodatkowe wymogi wobec imigrantów ekonomicznych, więc trzeba będzie je bliżej poznać.

Polska gospodarka wzywa biernych zawodowo

Spadające poniżej granicy 5 proc. bezrobocie sugeruje, że w polskiej gospodarce dramatycznie kurczy się liczba rąk gotowych do podjęcia pracy, co zwykle utrudnia wzrost gospodarczy. Faktycznie jednak rezerwy wśród pracowników są jeszcze spore, największe tkwią w gronie ludzi biernych zawodowo – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Według unijnej metodologii stopa bezrobocia dla osób w wieku 20-64 lata po drugim kwartale br. wynosiła 4,9 proc. Oznacza to, że zaledwie 830 tys. osób szukało pracy. Przy tempie spadku liczby bezrobotnych obserwowanej w ostatnich latach na poziomie 200-250 tys. rocznie oznaczałoby, że w najbliższych kwartałach zabraknie rąk do pracy, co negatywnie wpłynie na całą gospodarkę.

Powyższa statystyka nie uwzględnia jednak biernych zawodowo, czyli osób, które ani nie mają pracy, ani jej nie szukają. W przedziale wiekowym 20-64 lata jest to około 5,7 mln osób czyli 25,3 proc. populacji mającej 20-64 lata. Średni odsetek biernych zawodowo w Unii Europejskiej wynosi 22 proc., a w Niemczech jedynie 17,9 proc.

Gdzie Polska powyżej unijnej średniej

Już dziś nasz kraj w niektórych grupach społecznych ma bardzo dobre statystyki zatrudnienia czy aktywności zawodowej, więc poprawa danych dla konkretnego przedziału wiekowego czy wykształcenia może przynieść korzyści większe niż próba osiągnięcia ledwie średniego poziomu UE. Wzrost aktywności zawodowej o 1 pkt proc. w przypadku Polski oznacza powiększenie zasobów siły roboczej o 230 tys. osób.

Bezrobocie wśród Polaków z wyższym wykształceniem w wieku 20-64 lata wynosi 2,6 proc. (148 tys. osób), a odsetek biernych zawodowo ludzi po studiach to 6 proc. wśród mężczyzn (155 tys.) oraz 15 proc. wśród kobiet (552 tys.). Wszystkie te parametry są lepsze od średniej w Unii Europejskiej czy w strefie euro. Natomiast wskaźnik zatrudnienia 86,8 proc. prawdopodobnie będzie bardzo trudny do podniesienia, gdyż nawet w Niemczech, Szwecji czy Holandii nie przekracza 90 proc.

Im niższe wykształcenie, tym więcej biernych

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja wśród osób z wykształceniem określanym przez Eurostat jako poziom 3 oraz 4 (policealne, zasadnicze zawodowe, ogólnokształcące). W tej grupie stopa bezrobocia spadła w ciągu ostatnich trzech lat prawie o połowę (z 10,2 proc. do 5,7 proc.), a odsetek zatrudnionych podniósł się o 4,5 pkt proc. do 68 proc. (9,8 mln).

Odsetek biernych zawodowo w Polsce ludzi z wykształceniem policealnym, zasadniczym zawodowym i ogólnokształcącym nadal pozostaje jednak bardzo wysoki – 27,9 proc. (ok. 4 mln osób – 2,5 mln kobiet i 1,5 mln mężczyzn). Przynajmniej część tej grupy można spróbować aktywizować, by chociaż wyrównać wynik do średniej unijnej – 22 proc.

Ponieważ statystyki bezrobocia i zatrudnienia wskazują, że gospodarka generuje silny popyt na pracowników bez wykształcenia wyższego, to liczba pracujących w tej grupie Polaków może się zwiększyć dzięki powrotowi biernych zawodowo na rynek pracy. Spadek liczby nieaktywnych zawodowo do przeciętnego poziomu w Unii przełożyłby się na możliwość zatrudnienia dodatkowo ok. 800 tys. pracowników.

Polskę cechuje również szczególnie wysoki odsetek – 53,7 proc. przy unijnej średniej 35 proc. – niepracujących oraz nieposzukujących płatnej posady wśród ludzi z wykształceniem gimnazjalnym i niższym. Chodzi o stosunkowo niewielką grupę 1,8 mln osób, ale szybkie podniesienie ich aktywności zawodowej może okazać się problematyczne ze względu na trudności w uzupełnieniu kwalifikacji. Na szczęście także w tej grupie bezrobocie wyraźnie spadło z 20 do 13 proc. przez trzy ostatnie lata. Stąd wniosek, że gospodarka generuje wystarczający popyt na pracę, by liczba aktywnych zawodowo wzrosła w tej grupie  przynajmniej do 55 proc. (średnia w Unii to 65 proc), co oznaczałoby dodatkowe 200 tys. osób w zasobach siły roboczej.

Na początek zmian potrzebne są dobre chęci

Szybko spadające bezrobocie oraz rosnące zatrudnienie wśród osób z wykształceniem poniżej wyższego tworzą znakomite warunki do tego, żeby wreszcie wyraźnie zmniejszyć grupę biernych zawodowo Polaków.

Aby ten proces zakończył się sukcesem, potrzebne są chęci wśród wszystkich zainteresowanych. Przedsiębiorcy powinni liczyć się z faktem, że pracownicy wydobyci z otchłani bierności zawodowej wymagają dłuższego szkolenia niż bezrobotni. Zatrudnieni z kolei prawdopodobnie muszą nastawić się na to, że sporo czasu zajmie im dostosowanie się do nowych warunków w pracy. Za aktywizacją zawodową powinna także stać polityka państwa, która poprzez zachęty podatkowe będzie stymulować do zatrudniania biernych zawodowo. Warto w to zainwestować, ponieważ w finalnym rozrachunku wzrost aktywności zawodowej opłaci się wszystkim stronom przedsięwzięcia. Pracodawcy zyskają milion gotowych do pracy, państwo większe wpływy z podatków, a zatrudnieni wypłaty, które wg najnowszych danych GUS rosną w tempie najwyższym od wielu lat.

Dzień inflacji, dzień nominacji

Dolar przez większą część tygodnia znajdował się w defensywie. Przy pustym kalendarzu makro, niesprzyjającym nagłówkom dotyczącym rozwoju sytuacji na scenie politycznej USA i gołębich sygnałach dotyczących polityki Fed (zaniepokojenie decydentów niską inflacją oraz spadające prawdopodobieństwo, że Warsh zostanie następcą Yellen – spekulacje mówią, że rozstrzygnięcie może zapaść już dziś) po prostu brakowało impulsów do windującego dolara wzrostu rentowności obligacji.

Dodatkowo po stronie większości pozostałych walut G-10 pojawiły się nowe, bardziej sprzyjające okoliczności. Korzystniejsze dla wspólnej waluty środowisko na rynku długu to pokłosie załagodzenia sytuacji Katalonii. Kolejna odsłona globalnej hossy na rynkach akcji i wzrosty cen surowców (ropa i miedź podrożały w tym tygodniu około 3 proc.) wspierają najbardziej ryzykowne waluty surowcowe. NZD otrzymał także wsparcie pod postacią wzrostu prawdopodobieństwa szybkiego uformowania koalicji.

Najsilniejszy w tym tygodniu jest funt, którego najpierw wsparło umocnienie pozycji premier May a wczoraj prawdziwą zmienność wywołał odpowiedzialny za brexitowe negocjacje po stronie unijnej Barnier. Najpierw narzekał na impas w negocjacjach (załamanie funta), ale potem niemiecka prasa doniosła, że jest gotów zaproponować dwuletni okres przejściowy w zamian za poszanowanie przez stronę brytyjską dotychczasowych zobowiązań finansowych. Wywołało to wystrzał GBP/USD w kierunku 1,33.

Pozostajemy jednak konstruktywnie nastawieni do perspektyw dolara. Od kilku tygodni dane z amerykańskiej gospodarki coraz mocniej pozytywnie zaskakują rynek i nie ma naszym podstaw by spodziewać się odmiany takiego stanu rzeczy. Zanegowanie całego tygodnia mają szanse przynieść wyczekiwane od kilku dni publikacje najwyższej rangi: inflacja oraz sprzedaż detaliczna.

W przypadku bazowego wskaźnika cen konsumenckich spodziewany jest (0,2 proc. m/m) kolejny silny przyrost po sierpniowym wyskoku 0,25 proc. m/m. Byłby on w stanie znacznie wspomóc dolara. Byłby to bowiem znak, że po kilku rozczarowujących wartościach publikacji z rzędu (marzec – lipiec), presja cenowa w końcu zaczyna krzepnąć. Potwierdziłoby to scenariusz Fed, w którym słabość inflacji jest przejściowa i wynikająca z czynników jednorazowych (zmiany taryf operatorów telekomunikacyjnych, wysoka zmienność stawek hotelowych).

Choć grudniowa podwyżka jest wyceniona na 75 proc., to na kolejne trzy kwartały zdyskontowanych jest zaledwie około 20 pb zacieśniania. Przypomnijmy, że mediana oczekiwań obecnych członków FOMC zakłada grudniową podwyżkę i trzy kolejne w 2018 roku. Istnieje w tym świetle znaczne pole to śmielszej wyceny przyszłych kroków Fed. Wracając do dzisiejszych odczytów: huragany powinny wywindować ceny paliw, co może skutkować dynamiką CPI bliską nawet 2,5 proc. rok do roku i wspierać główny wskaźnik sprzedaży detalicznej. W podobnym kierunku oddziałuje odbicie sprzedaży aut. Wpływ klęsk żywiołowych w przypadku bazowej sprzedaży detalicznej może być jednak znacznie silniejszy. Nie zmienia to faktu, że wzrost przychodów amerykańskich gospodarstw domowych oraz bardzo solidna kondycja rynku pracy nie dają powodów do obaw o pozytywne tendencje w zakresie konsumpcji.

W tym świetle widzimy potencjał do odnowienia aprecjacyjnego trendu w notowaniach USD. Eurodolar będzie podatny na spadki w kierunku 1,16 w kontekście zbliżającego się posiedzenia ECB. AUD/USD jest zagrożony przez skrajnie rozbudowaną długą pozycję spekulacyjną, która aż prosi się o korektę. USD/JPY także powinien kierować się do 114,30, czyli letnich i wiosennych szczytów. Okres siły walut gospodarek wschodzących także jest zagrożony. Między innymi: nie widzimy potencjału do tego aby EUR/PLN schodził trwale poniżej 4,26.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Zobacz co nas czeka na rynku w przyszłym tygodniu

W przyszłym tygodniu po raz kolejny dane makroekonomiczne zostaną przyćmione przez politykę. W nocy 18 października jest zaplanowany kongres Komunistycznej Partii Chin. Z kolei na niedziele 22 października odbędą się przedterminowe wybory w Japonii.

W samym kalendarzu publikacji danych makroekonomicznych dzieje się mniej niż w poprzednim tygodniu. W poniedziałek poznamy jedynie chińską inflację R/R. We wtorek zostanie opublikowany protokół z posiedzenia RBA dot. Polityki Monetarnej, brytyjska inflacja oraz indeks niemieckiego nastroju ekonomicznego według ZEW. W środę poznamy stan brytyjskiego rynku pracy, który w ostatnim czasie zaskakuje. W kolejny dzień sesji poznamy dane z Japonii, Australii oraz Chin. W piątek kalendarz został zdominowany przez publikację kanadyjskiej inflacji R/R oraz amerykańską sprzedaż istniejących nieruchomości.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Chiny – kongres Komunistycznej Partii Chin

Kongres KPCh organizowany jest raz na pięć lat, zazwyczaj trwa około 10 dni. Sam zjazd polityków ma posłużyć analizie obecnej sytuacji w kraju i na świecie. Przede wszystkim zostanie wyznaczony plan rozwoju oraz kierunki działania. Prezydent Xi Jinping ma przedstawić wizję kraju na kolejne pięć lat i dalej. Organizowany co pięć lat jest jednym z najważniejszych wydarzeń w Chinach, ponieważ wyznacza długoterminowe plany rozwoju chińskiej gospodarki. Dlaczego jest to ważne dla rynku? Druga gospodarka na świecie (według niektórych pierwsza) wyznacza globalne trendy na rynku, a przede wszystkim surowcach. Ewentualna korekta na indeksach giełdowych lub ich dalsze wzrosty spowodują także zmianę nastawienia inwestorów do surowców, a to do szerokiej gamy par walutowych.

surowce i chinskie indeksy

Źródło: Bloomberg

Powyższa grafika przedstawia indeks MSCI China na tle indeksu surowców przemysłowych (linia zielona). Jeżeli dojdzie do korekty na chińskich indeksach, to surowce przemysłowe powinny ucierpieć. W takim wypadku warto przyjrzeć się bliżej dolarowi australijskiemu.

Instrument do obserwacji – Caterpillar

Caterpillar to zdecydowanie jedna z najciekawszych spółek wchodzących w skład indeksu Dow Jones Industrial Average. Pogarszająca się sytuacja fundamentalna spółki nie przeszkodziła wzrostom kursu akcji o ponad 100% od dołków z grudnia 2015 roku (ponad 30% w tym roku). Przychody oraz zyski spółki spadały przez ostatnie kwartały, aczkolwiek widać delikatne odbicie. Dług pozostaje na podobnym poziomie a światełkiem w tunelu może być coraz większy stan gotówki. Wskaźnikowo Caterpillar nie wygląda zbyt ciekawie. Niewielki zysk w ostatnim kwartale spowodował wystrzał wskaźnika C/Z do niebotycznego poziomu 836. Marża netto to tylko 0.27% a zwrot na kapitale własnym spadł do 0.74%. Cena do wartości księgowej to już 5.28, co czyni spółkę jedną z droższych w branży. Pozytywem jest dość wysoki wskaźnik dywidendy na poziomie 2.47%. Mimo dość kiepskich fundamentów, akcje Caterpillar osiągnęły historyczne szczyty (125 USD) po rekomendacji „kupuj” wydanej przez UBS. Uzasadnienie? Coraz więcej gotówki w kasie firmy, odwrócenie trendu przychodów w czwartym kwartale tego roku i prognozowane przepływy pieniężne na poziomie 10 miliardów dolarów w 2017 roku.

Od strony analizy technicznej, Caterpillar wygląda świetnie. Po wybiciu oporów na 111 USD a potem na 117 USD, kurs akcji szybuje na północ. Ruch jest dość dynamiczny stąd trudno prognozować odwrócenie tego trendu wzrostowego. Kluczowe dla dalszego rozwoju sytuacji będą wyniki za trzeci kwartał. Słabsze spowodują korektę ruchu wzrostowego i prawdopodobny test wsparcia na poziomie 117 USD. Liczby zgodne z prognozami lub lepsze, mogą sugerować „fundamentalne odrodzenie” spółki a co za tym idzie, dalsze wzrosty i rekordy. Pamiętajmy jednak o ryzyku – beta Caterpillar wynosi 1.6 więc jest zdecydowanie bardziej dynamiczna niż szeroki rynek.

Notowania CAT, interwał miesięczny

Notowania CAT, interwał miesięczny

Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Nowoczesne biuro kartą przetargową w procesie rekrutacji. 80 proc. osób przed podpisaniem umowy sprawdza warunki w miejscu pracy

Nowoczesne biuro kartą przetargową w procesie rekrutacji. 80 proc. osób przed podpisaniem umowy sprawdza warunki w miejscu pracy 8

Elementem walki o pracownika jest obecnie nowoczesne biuro oraz atrakcyjny wystrój wnętrz, który zapewni komfortową pracę. 80 proc. pracowników przed podpisaniem umowy zwraca uwagę na warunki, w jakich będzie pracować. Sytuacja na rynku nieruchomości sprawia, że pracodawcy mają w czym wybierać.

– W Warszawie wciąż powstaje wiele biurowców. Odsetek powierzchni dostarczanej na rynek jest nieznacznie mniejszy niż w zeszłym roku, a najemców, którzy szukają nowej siedziby, jest tyle samo. Możliwości negocjacyjne najemców są duże, przy czym zaczyna być już odczuwalny trend, że aby móc negocjować mocno, należy przedstawiać zwiększone zapotrzebowanie – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Kajetan Michalski, broker z Nuvalu Polska.

Z raportu Knight Frank wynika, że na koniec I półrocza 2017 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Polsce przekroczyły 9,6 mln mkw. W Warszawie i kilku największych rynkach regionalnych w budowie pozostaje 1,9 mln mkw., z czego 600 tys. mkw. zostanie oddanych do użytku do końca 2017 roku. Na wysokim poziomie utrzymuje się też popyt. O ile w latach 2012–2014 było to ok. 960 tys. mkw. rocznie,o tyle od 2015 roku kształtuje się on na poziomie 1,3 mln mkw. Przy dużej konkurencji na rynku właściciele budynków stawiają na innowacyjne rozwiązania, m.in. proekologiczne.

– Deweloperzy wprowadzają udogodnienia dla rowerzystów i szereg rozwiązań, które ułatwiają pracownikom bytowanie w miejscu pracy i dają im lepsze samopoczucie – tłumaczy Michalski.

Firmy zwracają coraz większą uwagę na części wspólne, ułatwiające zespołową pracę, czy pomieszczenia, w których pracownik może się zrelaksować i nabrać sił do dalszej pracy. Tego typu podejście jest konieczne, ponieważ warunki pracy są dla kandydatów jednym z istotnym kryteriów wyboru pracodawcy. Z raportu Nuvalu „Czego nie wiesz o swoim biurze” wynika, że nawet 80 proc. kandydatów nie podpisuje umowy, zanim nie zobaczy miejsca pracy.

– Branżą, która prześciga się w pozyskaniu nowych pracowników, aranżując swoje biuro bardzo nowocześnie z przestrzenią socjalną, wypoczynkowa i relaksacyjną, jest branża IT. To ten sektor najbardziej skupia się na tym, żeby pozyskać pracownika wystrojem wnętrza. Pracownik może korzystać ze wszystkich stref, które są w stanie, w jakiś sposób zmienić jego pozycję pracy. W branży informatycznej, która jest trochę mniej formalna niż np. branża finansowa rzeczywiście, taki trend jest, ale pomału przekłada się też na inne branże – ocenia Monika Szawernowska, prezes zarządu pracowni architektonicznej Concept Space.

Każda strefa powinna zostać zaprojektowana zgodnie z przeznaczeniem. Strefa dla klientów powinna być efektowna i przyciągać uwagę, dobrze sprawdzą się odważne kolory. Miejsce pracy powinno być kolorystycznie wyciszone, a przestrzeń przedzielona meblami. Coraz częściej pracownicy zwracają uwagę na strefę relaksu.

– Mieliśmy informacje od klientów z branży IT, że pracownik w momencie rozmowy rekrutacyjnej chciał zobaczyć, jak wygląda biuro i jakie są przestrzenie nieformalne w tym biurze, z czego będzie mógł docelowo korzystać podczas swojej 8-, 10- czy nawet 12-godzinnej pracy – zaznacza Monika Szawernowska.

Nowoczesne biura wiążą się z wyższym czynszem. W Warszawie w zależności od położenia miesięczny koszt wynajęcia wynosi od 11 do ok. 24 euro za mkw. Na nieco mniejszych rynkach czynsz raczej nie przekracza 15 euro. Jak jednak przekonuje ekspert Nuvalu Polska, przeprowadzka może przynieść duże korzyści, nie tylko wizerunkowe. Nowe budynki budowane są z wykorzystaniem ekologicznych materiałów i technologii, to zaś zmniejsza zużycie mediów. Opłaty eksploatacyjne mogą być nawet o połowę mniejsze niż w starych biurowcach.

– Przenosiny z budynku o charakterze biurowym, mieszkalnego, typowego domu biurowego czy starszego technologicznie budynku będą w długim terminie rodziły optymalizacje finansowe. Poziomy czynszów za odpowiedni rodzaj usługi też są na określonym poziomie. Orientacyjny poziom czynszowy dla budynku, który zapewni nam wysoki komfort użytkowania i będzie przedstawiał bardzo racjonalną gospodarkę kosztami wspólnymi, to przedział pomiędzy 13–15 euro – wskazuje Michalski.

Paliwa będą drożeć. Do końca roku groźba przekroczenia poziomu 5 zł jednak mało realna

Paliwa będą drożeć. Do końca roku groźba przekroczenia poziomu 5 zł jednak mało realna 9

W ciągu ostatniego miesiąca notowania ropy naftowej na światowych rynkach poszły w górę o kilka procent. Niedługo mogą to odczuć polscy kierowcy. Zdaniem analityków e-petrol.pl ceny benzyny i diesla będą w kolejnych tygodniach rosnąć, ale utrzymają się na poziomie akceptowalnym dla kierowców. Przekroczenia bariery 5 zł za litr 95 nie muszą się na razie obawiać.

– W najbliższym tygodniu lub dwóch możemy się spodziewać pewnego ruchu wzrostowego dla diesla. Będą to ceny z przedziału 4,43–4,54 zł. Jeśli chodzi o benzynę, tu również nastąpi ruch wzrostowy – do poziomu 4,64–4,65 zł za litr. Ceny autogazu będą się utrzymywać w przedziale 2,08–2,15 zł za litr w średniej skali ogólnopolskiej – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Bogucki, analityk rynku paliw z e-petrol.

W ciągu ostatniego miesiąca ropa Crude podrożała o ponad 4 proc., a Brent – o 3,7 proc. W najbliższym czasie kierowcy powinni się więc spodziewać wzrostu cen na stacjach benzynowych.

– Mamy do czynienia z akceptowalnymi dla kierowców poziomami cen detalicznych, ponieważ benzyna kosztuje średnio o 2 grosze mniej niż w ubiegłym tygodniu. Trochę gorzej jest z dieslem, który mocno podrożał w ostatnich dniach – mówi Jakub Bogucki.

Olej napędowy kosztuje średnio 4,42 zł za litr. Średnia cena detaliczna benzyny 95 to 4,57 zł, a 98 – 4,89 zł. Autogaz nieco staniał – kosztuje 2,09 zł.

Analityk e-petrol.pl zauważa, że w cenach hurtowych diesel jest obecnie droższy od benzyny. To częsta sytuacja w okresie przejściowym – jesiennym lub wiosennym – i nie przesądza, że taka zmiana pojawi się również na stacjach benzynowych, w sprzedaży detalicznej.

Według danych z 6 października metr sześcienny benzyny 95 kosztował w rafineriach 3577,60 zł, a średnia cena oleju napędowego wynosiła 3557 zł.

Tankowanie benzyn i oleju na początku października jest o 3–4 proc. droższe niż przed rokiem. Największy, ponad 8-proc., wzrost zanotowały detaliczne ceny autogazu.

Jak podkreśla analityk e-petrol.pl, mimo prognozowanych wzrostów cen benzyny, do końca tego roku kierowcy nie powinni się obawiać przekroczenia psychologicznej bariery 5 zł za litr.

– Do końca roku utrzymają się ceny rzędu 4,70–4,80 zł za litr benzyny. Nieco niższe dla diesla – około 4,60 zł za litr – są jak najbardziej prawdopodobne. Natomiast dojście do poziomu 5 zł jest mało prawdopodobne, ponieważ na rynku międzynarodowym nie ma aż tak silnie prowzrostowych nastrojów. Jeśli się pojawiają, to są krótkotrwałe i w dłuższej perspektywie trudno oczekiwać aż tak gwałtownej zwyżki – prognozuje Jakub Bogucki.

Polska modernizuje armię i zwiększa wydatki na obronność. W obawie przed rosyjską agresją zbroi się prawie cała Europa

Polska modernizuje armię i zwiększa wydatki na obronność. W obawie przed rosyjską agresją zbroi się prawie cała Europa 10

Polska realizuje olbrzymi program modernizacji armii. Na początku października do prezydenta trafiła ustawa zwiększająca wydatki na obronność w perspektywie 2030 roku do co najmniej 2,5 proc. PKB. Podobne plany mają m.in. Czechy i Litwa. W ubiegłym roku po raz pierwszy od kilku lat wydatki na zbrojenia zwiększyły też Stany Zjednoczone. Więcej wydają również Chiny i pogrążona w kryzysie Rosja. Obawy przed rosyjską agresją, niestabilna sytuacja na Bliskim Wschodzie oraz w Korei Północnej napędzają nowy, globalny wyścig zbrojeń.

Polska zbliża się do poziomu wydatków na obronność sięgających 2 proc. PKB, ale mamy zamiar  przekroczyć ten pułap w najbliższym czasie. Realizowane będą ambitne programy modernizacyjne, jak choćby system obrony powietrznej. W ramach systemu Wisła mamy kupić pociski o dużym zasięgu, o zdolnościach przeciwrakietowych i przeciwlotniczych, oraz pociski krótszego zasięgu. Na to pójdą bardzo duże pieniądze. Z ostatnich przykładów można wskazać też duży kontrakt zawarty z Hutą Stalowa Wola na dostawy samobieżnych haubic Krab – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. Paweł Soroka, wykładowca Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego im. Jana Kochanowskiego w Kielcach.

We wrześniu parlament przyjął ustawę o modernizacji i finansowaniu Sił Zbrojnych, która na początku października została przekazana do podpisu prezydenta. Przewiduje ona, że do 2021 roku wydatki na obronność mają wzrosnąć do poziomu 2,1 proc. PKB. W 2030 roku Polska ma przeznaczać na ten cel minimum 2,5 proc. PKB.

Z sondażu, który na przełomie lipca i sierpnia przeprowadził CBOS, wynika że 75 proc. Polaków popiera zwiększanie wydatków na obronność, a 87 proc. uważa, że polska armia wymaga unowocześnienia. Według szacunków resortu zmiana przepisów spowoduje wzrost wydatków na obronność przekraczający 117 mld zł w ciągu najbliższych 10 lat. Dla porównania tegoroczny budżet na ten cel wynosi niecałe 37,4 mld zł (2,01 proc. planowanego PKB).

Program modernizacji polskiej armii, nakreślony przez MON, zakłada wielomiliardowe inwestycje m.in. w artylerię, wojska rakietowe i obrony powietrznej i środki rozpoznania. Najbliższe priorytety to m.in. przeciwlotniczy i przeciwrakietowy zestaw rakietowy średniego zasięgu „Wisła”, zakup okrętów podwodnych nowego typu w ramach programu „Orka”, system obrony powietrznej krótkiego zasięgu „Narew”, zakup śmigłowców wielozadaniowych oraz śmigłowców uderzeniowych w ramach programu „Kruk”, wyrzutnie rakietowe „Homar” oraz warte w sumie ok. 2,5 mld zł programy „Orlik” i „Wizjer” na bezzałogowe systemy powietrzne (drony) dla wojska.

Zwiększając wydatki na obronność, Polska wypełnia zobowiązania państw członkowskich NATO (z 2014 roku w Newport, potwierdzone na szycie w Warszawie w 2016 roku). Z podsumowania sekretarza generalnego NATO Jensa Stoltenberga wynika, że w ubiegłym roku Kanada i państwa europejskie zrzeszone w Sojuszu wydały na cele obronne łącznie ok. 10 mld dolarów więcej (wzrost o 3,8 proc. rok do roku). Statystycznie europejskie kraje NATO przeznaczyły na ten cel średnio 1,47 proc. PKB.

W przypadku państw Unii Europejskiej sytuacja nie wygląda najlepiej. Większość z nich wydaje na obronność mniej niż Polska. Jesteśmy w czołówce, przeznaczamy na ten cel prawie 2 proc. PKB, ale są takie bogate państwa jak Niemcy, które wydają 1,2 proc. PKB. Europa została w tyle, nie licząc Francji i Wielkiej Brytanii. Dlatego prezydent Trump, gdy doszedł do władzy, apelował do państw europejskich będących członkami NATO, aby zwiększały te wydatki i wskazywał Polskę jako pozytywny przykład – mówi prof. Paweł Soroka.

Na początku tego roku kanclerz Niemiec Angela Merkel ogłosiła zamiar dostosowania się do celów wyznaczonych przez Sojusz i zwiększenia ich do 2 proc. PKB do roku 2024. Podobny zamiar mają m.in. Litwa, Łotwa i Czechy. W lipcu czeski minister obrony zapowiedział, że budżet na obronność ma wzrosnąć z obecnego 1 proc. do 1,4 proc. do 2020 roku.

W odwrotną stronę idzie Francja, która zamierza ciąć wydatki na zbrojenia. W tym roku  francuski rząd zamierza zredukować wydatki na ten cel o ok. 850 mln euro, aby załatać deficyt budżetowy.

Globalnym liderem pod tym względem pozostają Stany Zjednoczone. Z raportu za 2016 rok, który opublikował Sztokholmski Międzynarodowy Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI), wynika, że w ubiegłym roku USA przeznaczyły na obronność 611 mld dolarów (36 proc. globalnych wydatków na ten cel). To wzrost o 1,7 proc. – pierwszy po latach cięć spowodowanych kryzysem gospodarczym i wycofaniem się amerykańskich wojsk z Iraku i Afganistanu. USA wydają na zbrojenia blisko trzy razy więcej niż Chiny i dziewięć razy więcej niż Rosja.

Wydatki na cele wojskowe zaczęły wzrastać pod koniec lat 90. i na początku XXI wieku. Cały czas przodują Stany Zjednoczone, które mają zdecydowanie najwyższy budżet na cele obronne i wojskowe, przy czym bardzo dużo wydają też na prace badawczo-rozwojowe. Drugie pod tym względem są Chiny. Dzięki rozwojowi gospodarczemu i prężnej gospodarce są w stanie dużo wydawać na ten cel. Jednocześnie toczy się rywalizacja na morzach, które przylegają do Azji Południowo-Wschodniej, m.in. na Morzu Południowochińskim, gdzie występowały już incydenty zbrojne. Do grona najszybciej zbrojących się państw należą też Indie – wymienia prof. Paweł Soroka.

W ubiegłym roku Chiny wydały na zbrojenia 215 mld dolarów, czyli o 5,4 proc. więcej rok do roku. Państwo Środka zajmuje pod tym względem drugie miejsce w globalnym rankingu. Trzecia jest Rosja, która mimo kryzysu gospodarczego kontynuuje program zbrojeniowy. W ubiegłym roku przeznaczyła na to ponad 69 mld dolarów (wzrost o 5,9 proc. rok do roku). Rosyjski budżet na obronność stanowił 5,3 proc. krajowego PKB.

Po upadku Związku Radzieckiego ten kraj był w kryzysie, a rosyjska armia była w bardzo złym stanie. Kiedy do władzy doszedł Władimir Putin i zapanowała koniunktura na nośniki energii, ropę naftową i gaz, Rosja była w stanie generować coraz większe środki na obronność. W tej chwili pod względem wydatków na zbrojenia Rosja jest trzecim co do wielkości państwem, dzięki temu armia rosyjska się modernizuje, wprowadzane są nowe systemy uzbrojenia – mówi prof. Paweł Soroka.

Według SIPRI, duży i szybki wzrost wydatków na obronność notują też Indie (55,9 mld dolarów, 2,5 proc. PKB) – w ubiegłym roku wydały na ten cel 8,5 proc. więcej. Instytut podaje, że w 2016 roku w skali globalnej wydatki wszystkich państw na zbrojenia sięgnęły 1,6 biliona dolarów (wzrost o 0,4 proc. rok do roku). Najbardziej dynamicznie rosną w Europie, która obawia się rosyjskiej agresji.