Rada Przedsiębiorczości zaapelowała o pilne podjęcie działań legislacyjnych, które zapewnią rzeczywiste stosowanie przez organy władzy publicznej zasady rozstrzygania wątpliwości na korzyść przedsiębiorców i obywateli.
Zdaniem środowiska przedsiębiorców, mimo obowiązywania odpowiednich przepisów, zasada ta w praktyce nie spełnia pokładanych w niej oczekiwań.
Prowadzenie działalności gospodarczej niezmiennie wiąże się z wyzwaniami rynkowymi, rosnącą konkurencją międzynarodową oraz koniecznością stałej innowacyjności. Polskie firmy są gotowe mierzyć się z tymi wyzwaniami. Niestety, wciąż znaczną część energii i zasobów przedsiębiorcy muszą przeznaczać na rozstrzyganie niejasności interpretacyjnych oraz poruszanie się w gąszczu skomplikowanych przepisów.
– Zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść przedsiębiorców miała realnie poprawić warunki prowadzenia działalności gospodarczej. Dziś widzimy, że bez zapewnienia bezpieczeństwa prawnego urzędnikom pozostaje ona w dużej mierze martwą literą prawa. Urzędnicy, obawiając się odpowiedzialności karnej, często nie stosują tej zasady w praktyce. Państwo powinno jednoznacznie chronić funkcjonariuszy, którzy w dobrej wierze stosują prawo w sposób przyjazny obywatelom i przedsiębiorcom – tylko wtedy zasada ta może spełnić swój cel – mówi Łukasz Berantowicz, prezes ZP BCC.
Zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść przedsiębiorców została wyrażona w art. 11 ust. 1 ustawy Prawo przedsiębiorców oraz w art. 2a ustawy – Prdynacja podatkowa. Zgodnie z art. 10 ust. 2 Prawa przedsiębiorców obejmuje ona również wątpliwości faktyczne. Intencją ustawodawcy było zwiększenie pewności prawa oraz wzmocnienie zaufania pomiędzy administracją publiczną a przedsiębiorcami.
W ocenie Rady Przedsiębiorczości funkcjonujące obecnie regulacje wymagają pilnego uzupełnienia. Choć przedsiębiorcy zostali formalnie wyposażeni w odpowiednie uprawnienia, to przepisy dotyczące odpowiedzialności karnej funkcjonariuszy publicznych powodują, że urzędnicy – w obawie przed konsekwencjami – często nie korzystają z możliwości rozstrzygania wątpliwości na korzyść obywateli.
Zgodnie z art. 231 § 1 ustawy Kodeksu Karnego, funkcjonariusz publiczny, który przekracza swoje uprawnienia lub nie dopełnia obowiązków, podlega karze do 3 lat pozbawienia wolności. W praktyce przepis ten bywa interpretowany w sposób zniechęcający do podejmowania decyzji korzystnych dla przedsiębiorców w sytuacjach niejednoznacznych.
Rada Przedsiębiorczości stoi na stanowisku, że nadszedł czas, aby państwo wysłało jasny sygnał: stosowanie zasady rozstrzygania wątpliwości na korzyść przedsiębiorców i obywateli nie tylko nie rodzi ryzyka odpowiedzialności karnej, ale powinno podlegać wyraźnej ochronie prawnej.
W związku z tym Rada proponuje zmiany polegające na wprowadzeniu tzw. kontratypu, który wyłączałby odpowiedzialność karną funkcjonariusza publicznego działającego w usprawiedliwionym przekonaniu, że zachodzi wątpliwość podlegająca rozstrzygnięciu na korzyść przedsiębiorcy lub podatnika.
Zdaniem Rady, tylko zapewnienie bezpieczeństwa prawnego również samym urzędnikom pozwoli w pełni urzeczywistnić cel, jaki przyświecał wprowadzeniu tej zasady.
Apel Rady Przedsiębiorczości wynika z przekonania, że partnerskie relacje między państwem a biznesem stanowią fundament silnej, stabilnej i konkurencyjnej gospodarki.
Rynki finansowe analizują skutki szeroko zakrojonych amerykańsko-izraelskich ataków na Iran.
Choć część ruchów rynkowych jest znacząca, ogólny sentyment risk-off pozostaje relatywnie stonowany.
Uczestnicy rynku powinni jednak przygotować się na istotną zmienność w nadchodzącym okresie.
Co się wydarzyło?
Jak pisze w poniedziałkowy poranek (02.03.2026) John J. Hardy, główny strateg makroekonomiczny w Saxo Banku – globalne rynki analizują konsekwencje kompleksowych ataków USA i Izraela na przywództwo irańskiego rządu oraz instalacje wojskowe. Iran odpowiada serią ataków rakietowych i dronowych wymierzonych w cele amerykańskie i izraelskie, ale również w infrastrukturę cywilną i gospodarczą w Dubaju i Abu Zabi. Dotychczasowe uderzenia spowodowały niewielkie szkody materialne, lecz znaczące zakłócenia w regionie – przykładowo zamknięto główne lotniska ZEA (Abu Zabi i Dubaj).
Z punktu widzenia globalnych rynków kluczowe znaczenie ma niemal całkowite wstrzymanie żeglugi przez Cieśninę Ormuz (wąskie przejście morskie prowadzące do Zatoki Perskiej/Arabskiej). Wstrzymanie to wynika nie tyle z bezpośrednich gróźb Iranu, ile z ostrożności armatorów, którzy obawiają się o bezpieczeństwo ładunków i nie chcą wpływać w strefę działań wojennych, a w wielu przypadkach nie mogą tego zrobić ze względu na gwałtowny wzrost kosztów ubezpieczenia. Cieśnina Ormuz ma znaczenie krytyczne – przechodzi przez nią ok. 25% globalnego eksportu (m.in. z Iranu, Kuwejtu, Iraku, Arabii Saudyjskiej).
Wydaje się, że USA i Izrael liczą na tzw. „dekapitację” reżimu – najwyższy przywódca Iranu (ajatollah) oraz inni kluczowi liderzy zostali już wyeliminowani – co miałoby doprowadzić do powstania społecznego i wyłonienia nowego przywództwa.
Jak reagują rynki?
Sentyment ryzyka
Reakcja ogólnego sentymentu risk-off jest zauważalna, lecz relatywnie umiarkowana względem skali ryzyka. Japonia zakończyła poniedziałkową sesję spadkiem zaledwie o 1,35%, mimo gwałtownego wzrostu cen ropy. Jest to o tyle zaskakujące, że Japonia w całości uzależniona jest od importu ropy – niemal wyłącznie z krajów eksportujących surowiec przez Zatokę Perską i Cieśninę Ormuz.
W poniedziałkowy poranek kontrakty futures na indeks S&P 500 spadają jedynie o ok. 1,5%. Rynki europejskie otworzyły się ponad 2% niżej, nadrabiając piątkowe osłabienie w USA. Inwestorzy akcyjni będą szybko identyfikować potencjalnych beneficjentów i przegranych eskalacji konfliktu. Spółki z sektora obronnego i energetycznego prawdopodobnie znajdą się wśród nielicznych relatywnych zwycięzców, podczas gdy większość pozostałych aktywów może znaleźć się pod silną presją. W warunkach szerokiej fali risk-off mogą również pojawić się nietypowe ruchy wynikające z delewarowania zatłoczonych strategii czynnikowych (factor trades), niezwiązanych bezpośrednio z samym konfliktem.
Rynek energii i metali szlachetnych
Najsilniejsza reakcja spośród głównych klas aktywów widoczna jest na rynku ropy. Kontrakty Brent rosną o blisko 10% i zbliżają się do poziomu 80 USD za baryłkę. Szczególnie niepokojące są informacje o ataku dronowym na ogromny kompleks rafineryjny Ras Tanura w Arabii Saudyjskiej, który wstrzymał działalność.
Problem dotyczy nie tylko ropy, lecz również gazu. Katar jest znaczącym eksporterem LNG transportowanego drogą morską przez Cieśninę Ormuz. Ceny gazu w Europie wzrosły o ponad 20% – relatywnie korzystnie, że ma to miejsce u schyłku sezonu zimowego. Niezależnie od konfliktu z Iranem, istotnym czynnikiem pozostaje również znaczący atak dronowy Ukrainy na rosyjski port Noworosyjsk – kluczowy terminal załadunku ropy na Morzu Czarnym.
Ceny złota otworzyły się luką wzrostową, potwierdzając jego status bezpiecznej przystani. W momencie pisania tekstu cena złota rośnie o ponad 100 USD za uncję i zbliża się do poziomu 5 400 USD – zaledwie kilka dolarów poniżej rekordowego dziennego zamknięcia z ostatniej fali wzrostowej, choć nadal wyraźnie poniżej historycznego maksimum intraday (5 595 USD z końca stycznia).
Waluty
Dolar amerykański pełni funkcję głównej bezpiecznej przystani, jednak jego umocnienie wobec głównych walut nie przekracza 1%, a zmienność na rynku FX pozostaje ograniczona. Po USD relatywnie silne są frank szwajcarski i korona norweska – kurs EURNOK spadł do najniższych poziomów od kilku lat. Jen japoński pozostaje neutralny lub lekko słabszy, co może zaskakiwać w kontekście wcześniejszych epizodów risk-off, jednak należy pamiętać o pełnym uzależnieniu Japonii od importu ropy przechodzącej przez Cieśninę Ormuz.
Obligacje USA
Rentowności amerykańskich obligacji skarbowych zakończyły piątek spadkiem, co mogło sygnalizować częściowe wyprzedzające pozycjonowanie pod ryzyko konfliktu. W poniedziałek rentowność jednak rośnie – co stanowi istotną zmianę względem poprzednich cykli, gdy obligacje te były jednoznacznie traktowane jako aktywa bezpiecznej przystani. Można argumentować, że wyższe ceny ropy zwiększą presję inflacyjną i ograniczą przestrzeń Fed do obniżek stóp, jednak w przypadku utrzymania wysokich cen surowca większym zagrożeniem stanie się spowolnienie gospodarcze i rynek pracy. Możliwe też, że rynek przestaje postrzegać amerykański dług jako w pełni wiarygodną bezpieczną przystań.
Na co zwracać uwagę?
Dotychczasowe reakcje – poza cenami ropy i złota – wydają się umiarkowane w relacji do potencjalnych ryzyk. Zamiast budować scenariusze z przypisanym prawdopodobieństwem, lepiej postawić kluczowe pytania, na które rynki będą szukały odpowiedzi w nadchodzących dniach i tygodniach.
Czy reżim się utrzyma – i jak długo?
Jeśli USA i Izrael dążą do zmiany reżimu, musi ona nastąpić szybko, o ile w ogóle ma się wydarzyć. Jednym z argumentów za presją czasu jest ograniczona zdolność utrzymania obecnej intensywności działań przez kilka dni lub maksymalnie około tygodnia. „Financial Times” oraz inne źródła sugerują, że Iran prowadzi strategię stopniowego wyczerpywania systemów obrony przeciwrakietowej i przeciwdronowej USA i Izraela, wykorzystując tańsze drony i starsze pociski, aby w późniejszej fazie użyć nowocześniejszego uzbrojenia.
Wniosek: Każdy kolejny dzień utrzymywania się reżimu – szczególnie przy zdolności do dalszych ataków na cele wojskowe, energetyczne i cywilne – będzie zwiększał dyskomfort rynkowy. Najważniejszą zmienną pozostaje status żeglugi przez Cieśninę Ormuz, ale równie krytyczna jest infrastruktura energetyczna regionu, np. Ras Tanura.
Jeśli reżim upadnie – co dalej?
Brak jednoznacznych scenariuszy. Należy jednak zauważyć, że w przypadku chaosu politycznego w Iranie przepływy ropy z tego kraju mogą ulec znacznym zakłóceniom.
Jak zareagują Chiny?
Większość irańskiej ropy objętej sankcjami trafiała w ostatnich latach do Chin. Niektórzy wskazują, że konflikt może mieć szerszy wymiar – po niedawnym upadku reżimu w Wenezueli (gdzie również znacząca część eksportu trafiała do Chin) byłby to kolejny cios w dostawy surowca dla Pekinu. Chiny zawarły z Iranem kompleksowe porozumienie obejmujące współpracę wojskową (bez formalnego sojuszu) oraz inwestycje infrastrukturalne w ramach Inicjatywy Pasa i Szlaku. Potencjalna reakcja Chin mogłaby obejmować np. embargo na eksport metali ziem rzadkich, przy argumentacji naruszenia zasad prawa międzynarodowego przez USA i Izrael. Na razie jednak Pekin ograniczył się do potępienia ataków i wezwania do zawieszenia broni oraz rozmów.
Jak postępować?
W okresach wysokiej niepewności najlepszą ofensywą jest defensywa – utrzymywanie umiarkowanej ekspozycji rynkowej. Inwestorzy o większej elastyczności mogą rozważyć utrzymywanie części środków w gotówce, aby wykorzystać okazje po pojawieniu się większej klarowności.
Trudno przewidzieć rozwój sytuacji – być może dopiero dotykamy powierzchni scenariusza skrajnie negatywnego (choć miejmy nadzieję mało prawdopodobnego). Jednocześnie nie należy ulegać panice ani nadmiernie korygować pozycji – skoki niepewności potrafią wygasać równie szybko, jak się pojawiają. Warto pamiętać, że wraz z rozpoczęciem reakcji rynkowej rośnie zmienność, szczególnie implikowana (wycena opcji), co czyni „ubezpieczenie” portfela kosztownym, a ryzyko nagłówków medialnych – bardzo intensywnym w obu kierunkach.
Pozostaje mieć nadzieję na szybkie zakończenie konfliktu przy minimalnej dalszej utracie życia oraz na to, że jego następstwem będą lepsze warunki i lepsze przywództwo dla społeczeństwa Iranu.
W związku z prowadzonymi przez Sejm pracami nad projektem nowelizacji ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy, Minister Agnieszka Majewska, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców, przedstawiła swoje stanowisko w wystąpieniu skierowanym do Marszałka Sejmu oraz Przewodniczącej Komisji Polityki Społecznej i Rodziny.
Rzecznik MŚP z aprobatą odnosi się do celu projektu, jakim jest wzmocnienie roli i kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy. Jednocześnie podtrzymuje negatywną ocenę kluczowego rozwiązania przewidzianego w projekcie – przyznania inspektorom pracy uprawnienia do ustalania istnienia stosunku pracy w drodze decyzji administracyjnej.
– „Wielu przedsiębiorców obawia się, że jeszcze przed ewentualnym uprawomocnieniem się decyzji wydawanych przez okręgowych inspektorów pracy inne organy administracji publicznej w tym zwłaszcza Zakład Ubezpieczeń Społecznych oraz organy podatkowe będą inicjowały we własnym zakresie odrębne postępowania wobec podmiotów objętych takim rozstrzygnięciem. Może to prowadzić do chaosu prawnego i poważnej dezorganizacji funkcjonowania firmy” – wskazuje Minister Majewska.
Rzecznik MŚP ma również zastrzeżenia natury konstytucyjnej oraz systemowej. W jej ocenie projektowane rozwiązanie może naruszać zasadę pewności prawa i równowagi stron postępowania. Szczególne wątpliwości budzi możliwość nadawania decyzjom okręgowych inspektorów pracy rygoru natychmiastowej wykonalności.
– „Nadanie rygoru natychmiastowej wykonalności decyzji stwierdzającej istnienie stosunku pracy jest środkiem nieadekwatnym do charakteru tego rozstrzygnięcia. Może prowadzić do nieodwracalnych skutków dla przedsiębiorcy, zanim sprawa zostanie prawomocnie rozstrzygnięta przez sąd” – podkreśla Rzecznik MŚP.
Minister Majewskiej pozytywnie ocenia rozwiązanie wprowadzone na końcowym etapie prac rządowych, polegające na poprzedzeniu wydania decyzji nakazem usunięcia stwierdzonych naruszeń. Jednocześnie istnieje potrzeba doprecyzowania przepisów w tym zakresie, tak aby zapewnić ich jednoznaczność i przewidywalność.
W swoim wystąpieniu Rzecznik MŚP zwraca także uwagę na ryzyko niepewności prawnej w okresie pomiędzy wydaniem decyzji administracyjnej a jej prawomocnym zweryfikowaniem przez sąd. Zastrzeżenia dotyczą również m.in.:
zakresu ochrony osoby uznanej za pracownika,
możliwości uchylenia decyzji inspektora pracy przez sąd,
zasad zabezpieczenia roszczeń w toku postępowania,
zmiany wymiaru kar za naruszenia przepisów prawa pracy,
potrzeby wydłużenia vacatio legis projektowanych przepisów.
Rzecznik MŚP krytycznie oceniła również tryb konsultacji projektu.
– „Dążenie do realizacji celów związanych ze zwalczaniem nieprawidłowości na rynku pracy nie powinno odbywać się kosztem szeroko otwartego i rzetelnie prowadzonego dialogu społecznego. Siedmiodniowy termin konsultacji tak istotnej zmiany systemowej nie pozwala na przygotowanie pogłębionej, miarodajnej opinii” – zaznacza Minister Majewska.
Wszystkie przedstawione uwagi i propozycje zmian są efektem szerokich konsultacji prowadzonych przez Rzecznika MŚP ze środowiskiem przedsiębiorców, w szczególności z sektora małych i średnich firm. Celem stanowiska jest zapewnienie równowagi pomiędzy skuteczną ochroną pracowników a stabilnością warunków prowadzenia działalności gospodarczej oraz pewnością prawa dla przedsiębiorców.
Warszawa pozostaje jednym z największych i najszybciej rozwijających się ośrodków usług biznesowych w Europie, przyciągając inwestorów skalą, kompetencjami, szerokim dostępem do talentów oraz wysoką jakością życia. Miasto wyróżnia się również wysokim udziałem usług opartych na wiedzy – tak wynika z najnowszego raportu „Sektor usług biznesowych w Warszawie 2025/2026”, przygotowanego przez ABSL (Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych), we współpracy z firmami Colliers, Mercer, Randstad i Randstad Enterprise.
Według danych ABSL, Warszawa zajmuje pierwsze miejsce w Polsce pod względem liczby centrów oraz wielkości zatrudnienia. W stolicy działa 418[1] centrów usług BPO, SSC/GBS, IT oraz R&D[2], z czego 330, tj. 79%, należy do podmiotów zagranicznych. W 2025 roku liczba pracowników sięgnęła 111,2 tys., co stanowi niemal jedną czwartą całkowitego zatrudnienia w sektorze usług biznesowych w Polsce i oznacza wzrost o 66,5% w latach 2020-2025. Stolica Polski jest atrakcyjnym miejscem dla inwestorów, którzy szukają stabilnego otoczenia biznesowego, dostępu do wysoko wykwalifikowanych specjalistów oraz infrastruktury wspierającej rozwój usług opartych na wiedzy.
Rośnie przewaga kompetencyjna Warszawy
Warszawski sektor usług biznesowych przechodzi dynamiczną transformację: proste procesy ustępują miejsca zaawansowanym operacjom wymagającym specjalistycznej wiedzy i doświadczenia. Udział zadań opartych na wiedzy sięga w Warszawie blisko 60%[3], przewyższając średnią krajową. Warszawa wyróżnia się również wyraźnym wzrostem roli specjalistycznych usług IT – od 2015 roku udział centrów IT pod względem zatrudnienia zwiększył się z 18,7% do 31,6%.
– „Dojrzałość warszawskiego rynku widać nie tylko w imponującej skali, ale przede wszystkim w jakości – coraz więcej centrów pełni funkcje Center of Excellence (CoE), realizując projekty z obszaru IT, finansów, bankowości czy Life Sciences. Wraz z tym rozwojem rośnie znaczenie dostępu do wysoko wykwalifikowanej kadry, która jest fundamentem dalszej ekspansji” – informuje Dariusz Kubacki, Członek Rady Strategicznej, ABSL.
Stolica talentów
Zapotrzebowanie na wykwalifikowaną kadrę stale rośnie, a dostęp do zróżnicowanej puli młodych talentów stanowi jeden z najważniejszych atutów inwestycyjnych, zwiększających konkurencyjność lokalizacji. Warszawa jest największym ośrodkiem akademickim w Polsce i oferuje wyjątkowo silne zaplecze edukacyjne. W 69 szkołach wyższych kształci się 258,5 tys. studentów, a co roku mury stołecznych szkół wyższych opuszcza 50,9 tys. absolwentów.
Silny magnes dla inwestorów
Stolica Polski pozostaje atrakcyjna dla inwestorów dzięki korzystnemu stosunkowi jakości do ceny w porównaniu z centrami biznesowymi w Londynie czy Nowym Jorku. Warszawa ceniona jest również ze względu na strategiczną lokalizację w Unii Europejskiej, funkcjonowanie w strefie czasu środkowoeuropejskiego (CET) oraz dojrzały rynek biurowy, największy w Europie Środkowo‑Wschodniej, oferujący ponad 6 mln m² nowoczesnej powierzchni.
Dane z raportu ABSL wskazują, że miasto przyciąga kapitał z 35 państw, stanowiąc silną konkurencję dla kluczowych metropolii w Europie Zachodniej i Północnej. Największy udział mają firmy z USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Danii, Niemiec, Niderlandów oraz Szwajcarii.
– „Warszawa stała się miejscem, w którym globalni inwestorzy znajdują nie tylko talenty, ale także stabilne warunki do współpracy biznesu, uczelni i samorządu. To mocna podstawa dalszego wzrostu sektora usług biznesowych w stolicy” – podkreślił Prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski.
Wysoka jakość życia
Warszawa zajmuje wysokie miejsca w międzynarodowych rankingach jakości życia. Pod koniec 2025 roku trafiła na szczyt zestawienia „European Cities of the Future: 10 Places To Visit In 2026”, opublikowanego w amerykańskim „Forbesie”. Doceniono ją m.in. za zieleń, bezpieczeństwo, komunikację i tempo miejskiej przemiany, które dziś definiują stolicę Polski. Ponadto stolica zajęła 3. miejsce w Europie w rankingu fDi Intelligence ,,European Cities and Regions of the Future’’ oraz 2. miejsce w kategorii Human Capital and Lifestyle. Warszawa uplasowała się również na 2. miejscu w globalnym zestawieniu najciekawszych kierunków podróży „52 Places to Go in 2026” przygotowanym przez The New York Times.
Warszawa utrzymuje silną pozycję w rankingu atrakcyjności lokalizacyjnej ABSL, co potwierdzają oceny przedstawicieli centrów biorących udział w badaniu.
– „Miasto jest wysoko oceniane przez inwestorów w takich obszarach jak m.in. dostępność komunikacyjna, jakość i bezpieczeństwo infrastruktury telekomunikacyjnej oraz bliskość innych firm sektorowych. Wszystkie te atuty dodatkowo wzmacniają konkurencyjność Warszawy na globalnej mapie inwestycyjnej” – podsumowuje Dariusz Kubacki.
***
Raport „Sektor usług biznesowych w Warszawie 2025/2026” został przygotowany przez ABSL, Związek Liderów Sektora Usług Biznesowych dla Miasta Stołecznego Warszawy we współpracy z partnerami: Colliers, Mercer, Randstad i Randstad Enterprise. Raport potwierdza dominującą rolę Warszawy w Polsce pod względem liczby centrów oraz skali zatrudnienia, umacniając pozycję Warszawy również w Europie.
W poniedziałek globalne rynki paliw zareagowały gwałtowną zwyżką cen na narastającą eskalację konfliktu na Bliskim Wschodzie, która zwiększyła ryzyko zakłóceń w eksporcie produktów rafinowanych z rejonu Zatoki Perskiej. Najmocniej drożał diesel (gasoil) na giełdzie ICE – na otwarciu skok sięgał nawet 17%, co wyniosło notowania do najwyższego poziomu od dwóch lat, choć później część wzrostu została skorygowana. Dla porównania ropa Brent rosła maksymalnie o około 13%, co podkreśla, że rynek wyceniał nie tylko problem dostępności surowca, lecz przede wszystkim potencjalne przerwanie dostaw paliw gotowych. W ślad za dieslem wzrosły także ceny paliwa lotniczego (jet fuel) oraz cięższych frakcji, takich jak olej opałowy, a presja cenowa objęła również wybrane surowce i półprodukty powiązane z sektorem energetycznym i przemysłem, m.in. LPG, metanol czy bitum.
Kluczowym źródłem niepokoju pozostaje Cieśnina Ormuz, przez którą przepływa znacząca część handlu paliwami. Według przywoływanych szacunków, przez to „wąskie gardło” przechodzi około 10% światowego handlu dieslem oraz około 20% globalnych przepływów paliwa lotniczego i nafty. W praktyce ruch tankowców przez cieśninę pozostaje wstrzymany po bombardowaniach Iranu przez USA i Izrael oraz po odwetowych atakach Iranu na wiele krajów, co istotnie podnosi premię za ryzyko w notowaniach paliw transportowych. Dodatkowym elementem niepewności są sygnały polityczne – Donald Trump w rozmowie z „New York Times” wskazywał, że operacja może potrwać „cztery lub pięć tygodni”, co rynki mogą interpretować jako perspektywę utrzymania napiętej sytuacji co najmniej w krótkim terminie.
Znaczenie regionu wykracza poza samą ropę. Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt to nie tylko eksporterzy surowca, ale także lokalizacje nowoczesnych rafinerii produkujących diesel, paliwo lotnicze oraz komponenty petrochemiczne. Iran jest z kolei istotnym źródłem oleju opałowego. Z tego powodu ewentualne zakłócenia żeglugi w Ormuzie uderzają w cały łańcuch dostaw – od produkcji i eksportu po logistykę morską – a konsekwencje są szybciej i mocniej widoczne w cenach paliw gotowych niż w samej ropie.
Potwierdzeniem napięć jest również struktura terminowa rynku paliwa lotniczego, który wszedł głębiej w stan backwardation, czyli sytuację, w której dostawy „na już” są wyraźnie droższe niż dostawy z odroczonym terminem. Taki układ cen jest typowy dla rynków odczuwających presję natychmiastowej dostępności i oznacza, że uczestnicy rynku bardziej obawiają się krótkoterminowych niedoborów niż odległego w czasie spadku podaży. Wskazywano też na szybkie rozszerzenie spreadów – w krótkim czasie miały one niemal się podwoić względem poziomów z piątku, co jest kolejnym sygnałem nagłego zaostrzenia sytuacji podażowo-logistycznej. Z kolei według Goldman Sachs średni eksport produktów rafinowanych przez Ormuz w ubiegłym roku wynosił około 3,5 mln baryłek dziennie, co pokazuje skalę wolumenu narażonego na ryzyko w przypadku utrzymującej się blokady.
Jednocześnie, przy braku doniesień o dużych zniszczeniach rafinerii w regionie, głównym kanałem szoku na tym etapie wydaje się ryzyko związane z żeglugą i przepustowością Ormuzu, a nie bezpośredni spadek mocy przerobowych. To istotne rozróżnienie, ponieważ oznacza, że napięcia cenowe mogą być przede wszystkim funkcją czasu trwania zakłóceń logistycznych oraz skali ograniczeń w transporcie morskim. Dla gospodarki realnej oznacza to ryzyko szybkiego wzrostu kosztów transportu i logistyki – szczególnie poprzez drożejący diesel – a w konsekwencji presję na ceny w branżach wrażliwych na koszty przewozu i energii, od handlu i przemysłu po usługi transportowe i lotnicze.
Już 80% polskich internautów kupuje online, a sektor e-commerce jest jednym z motorów napędowych krajowej gospodarki. Dynamiczny rozwój sztucznej inteligencji, rosnąca ekspansja MŚP na rynki zagraniczne i coraz wyższe kompetencje cyfrowe firm pokazują, że Polska ma realny potencjał, by być jednym z liderów gospodarki cyfrowej w Europie. Aby ten wzrost utrzymać, potrzebne są jednak stabilne i przewidywalne ramy prawne, które będą nadążać za tempem technologicznych zmian i wspierać przedsiębiorców w dalszym rozwoju.
Regulacyjny rollercoaster – wyzwanie, które można uporządkować
Coraz więcej firm wskazuje, że największym wyzwaniem nie jest dziś brak klientów, lecz tempo i skala zmian legislacyjnych. Ostatnie lata przyniosły intensywne wdrażanie nowych regulacji, takich jak Digital Services Act, Digital Markets Act, Data Act czy Artificial Intelligence Act. Każda z nich wprowadza nowe wymogi dotyczące m.in. raportowania, zarządzania ryzykiem, przejrzystości algorytmów czy nadzoru nad systemami AI.
Cel tych regulacji jest jasny: ochrona konsumentów, ochrona konkurencji i budowa transparentnego rynku cyfrowego. Biznes w pełni popiera ten kierunek. Kluczowe staje się jednak takie projektowanie przepisów, które zapewni firmom odpowiedni czas i narzędzia do ich efektywnego wdrożenia.
– „Dziś przedsiębiorcy funkcjonują w stanie permanentnej zmiany regulacyjnej. Przepisy wchodzą życie szybciej, niż firmy są w stanie je przeanalizować i wdrożyć. To powoduje ostrożność inwestycyjną i odkładanie decyzji rozwojowych” – mówi Patrycja Sass-Staniszewska, Prezes e-Izby.
Compliance jako inwestycja w jakość
Z badań e-Izby wynika, że koszty dostosowania do regulacji stanowią coraz istotniejszą część budżetów operacyjnych firm. Obejmują one nie tylko obsługę prawną, ale także audyty bezpieczeństwa, rozwój systemów IT, szkolenia czy rozbudowę zespołów compliance.
Dla dużych organizacji jest to element standardowego zarządzania ryzykiem. W przypadku średnich firm technologicznych oznacza to jednak znaczące obciążenia finansowe. Największym wyzwaniem pozostaje sektor MŚP, dla którego skumulowane obowiązki regulacyjne mogą ograniczać tempo inwestycji i ekspansji zagranicznej.
– „Niepokojący jest efekt kumulacji. Regulacje są tworzone osobno, mimo że wzajemnie na siebie oddziaływują. To prowadzi do istotnych wątpliwości interpretacyjnych. Są one widoczne, gdy e-przedsiębiorcy muszą jednocześnie stosować wymogi z zakresu ochrony danych, usług cyfrowych, AI, prawa konsumenckiego i podatkowego. Często brakuje spójności pomiędzy tymi przepisami. Dlatego konieczna jest zmiana podejścia na systemowe” – wskazuje Witold Chomiczewski, Pełnomocnik e-Izby ds. legislacji, kancelaria Lubasz i Wspólnicy.
Stabilność jako fundament innowacji
Obszary takie jak sztuczna inteligencja, profilowanie reklamowe, automatyzacja logistyki czy analiza danych należą do najbardziej perspektywicznych segmentów cyfrowej gospodarki. Część firm deklaruje jednak, że decyzje inwestycyjne są odkładane z uwagi na niepewność interpretacyjną nowych przepisów.
Przedsiębiorcy podkreślają, że sama regulacja nie jest problemem – kluczowa jest jej przewidywalność i spójność w czasie. Stabilne ramy prawne umożliwiają planowanie długofalowych inwestycji oraz odważniejsze skalowanie innowacyjnych modeli biznesowych.
– „Największym problemem nie jest sama regulacja, lecz jej nieprzewidywalność. Inwestycja w innowację wymaga stabilnych ram prawnych. Jeśli przedsiębiorca nie wie, jak dany model biznesowy zostanie oceniony za rok czy dwa lata, naturalnie ogranicza skalę ryzyka” – podkreśla Witold Chomiczewski.
Równe zasady gry w globalnej konkurencji
Polski e-commerce dynamicznie się rozwija, jednak działa w coraz bardziej konkurencyjnym środowisku międzynarodowym. Platformy spoza Unii Europejskiej, w tym podmioty z Azji, zwiększają swój udział w rynku – według raportów e-Izby odpowiadają już za ok. 11% polskiego e-commerce.
Dla krajowych przedsiębiorców kluczowe jest zapewnienie równych zasad konkurencji – tak aby wszystkie podmioty działające na rynku podlegały porównywalnym wymogom podatkowym, konsumenckim i regulacyjnym.
– „Polscy przedsiębiorcy nie obawiają się konkurencji. Obawiają się nierównych zasad. Jeśli jedni gracze działają w pełnym reżimie regulacyjnym, a inni korzystają z luk systemowych, trudno mówić o uczciwym rynku” – zaznacza Prezes e-Izby.
Uproszczenia i dialog zamiast deregulacji
Branża nie postuluje znoszenia regulacji, lecz ich uproszczenie, uporządkowanie i większą przewidywalność. Przedsiębiorcy wskazują na potrzebę łączenia powtarzających się obowiązków raportowych w spójny system, eliminowania przepisów dublujących się oraz zapewnienia odpowiednio długiego vacatio legis.
Fundamentem zmian powinien być stały dialog z rynkiem już na etapie projektowania przepisów oraz rzetelna ocena wpływu nowych regulacji na sektor MŚP.
– „Prawo powinno wspierać rozwój cyfrowego państwa, a nie być dla niego barierą. Potrzebujemy stabilności, proporcjonalności i przewidywalności. Tylko wtedy firmy będą inwestować odważnie i długofalowo” – podsumowuje Patrycja Sass-Staniszewska.
Środowisko branżowe zapowiada publikację kolejnego kompleksowego dokumentu z rekomendacjami legislacyjnymi – Białej Księgi Regulacji Cyfrowych – której celem będzie uporządkowanie i uproszczenie ram prawnych dla gospodarki cyfrowej.
Bernard Charlès ogłosił rezygnację ze stanowisk Przewodniczącego oraz członka Rady Dyrektorów z powodów osobistych.
Charlès zamierza wykorzystać 43-letnie doświadczenie w branży na rzecz rozwoju gospodarki generatywnej, realizując swoją wizję transformacji procesów tworzenia i produkcji przemysłowej z wykorzystaniem AI.
Pascal Daloz został mianowany przez Radę Dyrektorów Dassault Systèmes jej Przewodniczącym i dyrektorem generalnym (CEO) firmy. Będzie kontynuował realizację ambicji związanych z 3D UNIV+RSES i pozycjonowanie Dassault Systèmes jako lidera w obszarze przemysłowej sztucznej inteligencji.
Firma Dassault Systèmes (Euronext Paris: FR0014003TT8, DSY.PA) poinformowała, że Bernard Charlès powiadomił Radę Dyrektorów firmy o swoim ustąpieniu ze stanowisk Przewodniczącego oraz członka Rady z powodów osobistych. Rezygnacja ma charakter natychmiastowy.
Rada Dyrektorów Dassault Systèmes jednogłośnie zdecydowała, że Pascal Daloz, dotychczasowy CEO firmy, obejmie funkcję Przewodniczącego Rady oraz CEO, zgodnie z rekomendacją Komitetu ds. Wynagrodzeń i Nominacji, ze skutkiem od 21 lutego 2026 r.
Pascal Daloz, Przewodniczący Rady Dyrektorów oraz CEO Dassault Systèmes, komentuje:
“To dla mnie zaszczyt zostać następcą Bernarda Charlèsa na stanowisku Przewodniczącego Rady Dyrektorów Dassault Systèmes, obok pełnionej już przeze mnie funkcji dyrektora generalnego firmy. Chciałbym podziękować Bernardowi za zaufanie, niezmienne wsparcie oraz inspirację. Podzielamy tę samą wizję: chcemy przesuwać granice nauki i wyobraźni, aby zmieniać życie konsumentów, pacjentów i obywateli, przenosząc światy wirtualne do realnego życia. Łączy nas także wspólne przekonanie co do planu, jaki jest niezbędny do urzeczywistnienia tej wizji.
Jako współzałożyciel i dyrektor generalny Bernard przeprowadził naszą firmę od startupu do pozycji światowego lidera. Zaszczepił w organizacji kulturę nieustannej innowacji oraz przyczynił się do transformacji wielu sektorów gospodarki, wspierając ideę zrównoważonego rozwoju.
Dziękuję Bernardowi za gotowość do dalszego wspierania spółki w przyspieszaniu tempa wdrażania koncepcji 3D UNIV+RSES wspieranej przez sztuczną inteligencję.
Naszą ambicją jest przewodzić transformacji napędzanej przez przemysłową sztuczną inteligencję poprzez wykorzystanie 3D UNIV+RSES. To długoterminowe zobowiązanie do ciągłego definiowania na nowo sposobu, w jaki przemysł rozwija innowacje, funkcjonuje i konkuruje w obszarze gospodarki generatywnej. Jestem w pełni zdecydowany zapewnić Dassault Systèmes swobodę, jakiej firma potrzebuje do zachowania roli lidera wyznaczającego kierunki rozwoju rynku oraz do dalszego przyspieszania wzrostu.”
Bernard Charlès komentuje:
“Poprosiłem o zwolnienie mnie z obowiązków Przewodniczącego Rady Dyrektorów Dassault Systèmes z powodów osobistych. Jako współzałożyciel spółki, obok Charles’a Edelstenne’a, z prawdziwą satysfakcją przyjmuję fakt, że Pascal Daloz zostaje moim następcą w tej roli. Przez 25 lat pracowaliśmy ramię w ramię i mam do niego pełne zaufanie zarówno jeśli chodzi o kierowanie firmą, jak i organizację prac Rady.
Decyzja ta odzwierciedla ciągłość ładu zarządzania spółką, która leży u podstaw zaufania, jakim darzą nas nasi najwięksi klienci na świecie. Jestem głęboko przekonany, że zapewni najlepsze warunki dla dalszego, pomyślnego rozwoju Dassault Systèmes.
Pracownicy, zespoły, klienci, cel i wartości Dassault Systèmes, a także to, co wspólnie tworzymy, napawają mnie dumą. Głęboko w sercu jestem liderem w obszarze produktu i technologii – tu leży moja pasja. Pozostanę w pełni dyspozycyjny, aby wspierać spółkę w przyspieszaniu wdrażania koncepcji 3D UNIV+RSES. W ciągu ostatnich 40 lat byłem inicjatorem sześciu generacji transformacji przemysłowych, przewodząc przełomowym innowacjom produktowym. Siódma generacja („Gen7”) jest dziś jasno zdefiniowana i zaprojektowana. Pascal oraz jego wyjątkowy zespół będą dalej rozwijać to imponujące dziedzictwo z korzyścią dla naszych klientów, partnerów i akcjonariuszy.
Charles Edelstenne, założyciel i Honorowy Przewodniczący Rady Dyrektorów, dodaje:
„W imieniu Rady Dyrektorów pragnę podziękować Bernardowi Charlèsowi za jego nieustające przywództwo, dzięki któremu Dassault Systèmes stało się światowym liderem w obszarze zarządzania cyklem życia produktu (PLM), co znajduje potwierdzenie we wszystkich sektorach przemysłu. Jego wyjątkowa wizja, doceniana przez wiele wiodących globalnych firm, od zawsze stanowiła istotną przewagę konkurencyjną Dassault Systèmes. W ciągu ostatnich trzech lat Bernard z dużą starannością przygotowywał proces sukcesji. Zadbał o pełne wdrożenie siódmej generacji naszych rozwiązań
Nie da się szybko ocenić jak wielka będzie skala zmian i konsekwencji gospodarczych konfliktu zbrojnego między Iranem a Izraelem – jedno jest jednak pewne jak to, że dwa plus dwa to cztery – konsekwencje dla całej Europy będą, a Polska na pewno będzie jednym z beneficjentów tych konsekwencji. Polska sprowadza LNG z Kataru, bliski wschód jest także źródłem dostaw ropy dla polskich producentów. Przed nami więc kolejny czas dużej niestabilności w sektorze TSL i w globalnej logistyce. Jeżeli ceny ropy i gazu wzrosną to demokratycznie negatywne konsekwencje gospodarcze dotykać będą wszystkich firm, bo ceny paliw są odczuwalne zarówno dla gigantów jak i dla firm sektora MŚP. Jestem daleka od oceny, że przed nami globalna recesja, wielki kryzys czy zapaść gospodarcza, bo po pandemii i wojnie w Ukrainie odporność polskich firm mocno wzrosła, a nasza gotowość do radzenia sobie w trudnych sytuacjach jest duża. Musimy jednak pamiętać, że rok 2026 miał być czasem uspokojenia gospodarczego, a tymczasem cały czas sytuacja geopolityczna jest rozhuśtana, a kolejne konflikty tylko oddalają nas od upragnionego spokoju.
Na pewno kluczowe będą najbliższe dni, które po czasie niepewności pokażą nam czy konflikt wojenny będzie przekładać się na podwyżkę cen ropy i LNG, a także na utrzymanie lub zrywanie łańcucha dostaw.
ASPEKT TURYSTYCZNY
Bliski wschód, a szczególnie Dubaj, Abu Zabi, Katar to kraje, które radykalnie zyskują na znaczeniu turystycznym. To popularne destynacje wśród Europejczyków, w tym Polaków. Zdarzenia na bliskim wschodzie pokazują nam, że należy słuchać ostrzeżeń MSZ odnośnie podróżowania w kierunki zagrożone, a także w ich okolice. To kwestia naszej odpowiedzialności. Spodziewam się, że ruch turystyczny z Polski do Dubaju radykalnie spadnie, co nie będzie bez znaczenia dla naszych biur podróży. Należy jednak podkreślać, że dla wielu turystów planujących zwykle bardzo drogie wakacje na bliskim wschodzie Europa wyda się bezpieczną i atrakcyjniejszą destynacją.
Nadwyżki finansowe pojawiają się w wielu przedsiębiorstwach i jest to bardzo pozytywne zjawisko. Jednak w takiej sytuacji zwykle rodzi się pytanie: jak zadbać o firmowe oszczędności, aby pieniądze nie pozostawały bezczynne? Jednym z najprostszych dostępnych rozwiązań jest lokata dla firm – sprawdzony produkt bankowy, oparty na jasnych zasadach i dobrze dostosowany do realiów prowadzenia działalności gospodarczej.
Firmowe pieniądze pod kontrolą
Firmowe pieniądze, które nie są przeznaczone na bieżące rozliczenia, mogą zostać odłożone na określony czas i „pracować” na zysk. Lokata dla firm pozwala z góry ustalić okres depozytu oraz warunki naliczania odsetek. Stałe oprocentowanie oznacza, że już w momencie zakładania lokaty Klient dokładnie wie, ile zyska po jej zakończeniu. Takie rozwiązanie zapewnia dodatkowe wpływy z odsetek do budżetu firmy, które można później przeznaczyć np. na inwestycje.
Oprocentowanie dopasowane do potrzeb firmy
Volkswagen Bank umożliwia lokowanie pieniędzy na Lokacie Puls Biznes z atrakcyjnym oprocentowaniem, które może wynosić nawet do 4,5% w skali roku*. Klient sam decyduje o czasie trwania depozytu (do 360 dni), dzięki czemu lokata może zostać precyzyjnie dopasowana do planów finansowych firmy. Stałe oprocentowanie oznacza, że wysokość odsetek nie zmieni się w trakcie trwania lokaty. Bank gwarantuje także, że nawet w przypadku zerwania lokaty, Klient otrzyma 50% naliczonych do tego czasu odsetek.
Oszczędzanie w dłuższej perspektywie
Uzupełnieniem oferty depozytowej Volkswagen Bank jest Lokata Max Biznes, która umożliwia swobodny wybór czasu zdeponowania firmowych pieniędzy – od 1 roku do nawet 10 lat. Zakres kwotowy od 1000 zł do 50 000 000 zł* sprawia, że oferta jest dostępna zarówno dla małych, jak i dużych przedsiębiorstw. Oprocentowanie lokaty wynosi do 3,5%*, a kapitalizacja odsetek odbywa się kwartalnie. Przy przedterminowym zerwaniu lokaty bank wypłaca połowę naliczonych odsetek.
Bezpieczeństwo i przejrzyste zasady
Pieniądze zgromadzone na lokacie w Volkswagen Bank są objęte ochroną Funduszu Gwarancji Depozytów Federalnego Zrzeszenia Banków Niemieckich do równowartości 100 000 euro*. To ważny element, który zwiększa poczucie bezpieczeństwa przy podejmowaniu decyzji o ulokowaniu firmowych pieniędzy.
Dobrze dobrana lokata w Volkswagen Bank może stać się stabilnym i w pełni przewidywalnym narzędziem do pomnażania nadwyżek kapitałowych w firmie. Nie wymaga stałego nadzoru ani większego zaangażowania, a jednocześnie pozwala zachować kontrolę nad firmowymi środkami, oferując jednocześnie bezpieczeństwo i z góry określony zysk.
Odbył się długo wyczekiwany i zapowiadany atak USA na Iran. W działaniach swojego większego brata wspiera Izrael. Rynki zgodnie z oczekiwaniami szukają bezpiecznych inwestycji, a złoto i ropa idą gwałtownie w górę.
Amerykańsko-izraelski atak na Iran
Wielu analityków przewidywało, że atak nastąpi w pierwszy weekend po zakończeniu igrzysk – i tak też się stało. Jest tutaj pewna niepokojąca tendencja: 4 lata temu Rosja zaatakowała Ukrainę również tuż po olimpiadzie, choć wówczas nie czekano nawet do weekendu. Jak widać, w ostatnim czasie letnie igrzyska mają przyjemniejsze skojarzenia dla pokoju na świecie. Jest jednak ważna różnica pomiędzy obydwoma sytuacjami. Wygląda na to, że obecna operacja jest agresywną próbą zniszczenia irańskiej infrastruktury atomowej oraz rakietowej, a nie przygotowaniem do inwazji lądowej. Nie zmienia to faktu, że pomimo precyzyjnie wycelowanych działań, w atakach zginęły setki cywilów. Akcja ma jednak wiele sukcesów z perspektywy agresorów, w tym prestiżowe zabicie najwyższego przywódcy Alego Chameneiego. Iran odpowiada na te działania mniej lub bardziej skutecznymi atakami na lokalne bazy amerykańskie.
Co z ropą?
Tutaj nie ma niespodzianek – skoro mamy konflikt w Zatoce Perskiej, to oczy całego świata spojrzały na notowania ropy. W piątek baryłka kosztowała jeszcze 73 USD, a dzisiaj rano już 80 USD. Nie wiadomo jak kurs zachowa się do końca dnia, bo możemy być właśnie świadkami dużej paniki. Na razie jeszcze widać pływające cieśniną Ormuz tankowce, ale ich liczba gwałtownie spadła po ataku Iranu na jeden z nich. Jak to przekłada się na portfele kierowców? Odpowiedź trzeba podzielić na dwie części – techniczną i emocjonalną. Techniczny wzrost kosztów rafinacji droższego surowca powinien przełożyć się na podwyżki rzędu 30 groszy na litrze. Natomiast jeśli chodzi o aspekt emocjonalny, to głośne doniesienia o skokach cen ropy napędzają popyt, co zarówno w hurcie, jak i na stacjach może pozwolić na szybsze podnoszenie marż.
Jak reagują waluty?
Tutaj również bez niespodzianek i zgodnie z oczekiwaniami – jak trwoga to w bezpieczne miejsca. Wśród walut umacnia się dolar, który nad ranem w pewnym momencie zyskiwał około 1% względem euro. Bardzo silny na otwarciu był również frank szwajcarski. Na szczególną uwagę zasługuje złoto – jego cena rośnie o ponad 3% i to pomimo silnych wzrostów dolara, w którym kruszec jest wyceniany. Polski złoty zanotował burzliwy poranek względem euro, jednak kurs dość szybko powrócił w okolice punktu wyjścia. W przypadku pary z dolarem sytuacja wygląda inaczej – amerykańska waluta podrożała o ponad 3 grosze, co jest bezpośrednim odbiciem jej obecnej dominacji na rynkach światowych.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych mamy odczyty indeksów PMI, ale wątpliwe jest, by mogły się one istotnie przebić przez doniesienia z Bliskiego Wschodu.
Pierwsza połowa 2026 roku przynosi przedsiębiorstwom w Polsce szeroką ofertę dotacji, preferencyjnych pożyczek oraz instrumentów mieszanych wspierających transformację energetyczną. Znaczna część dostępnych programów finansowana jest ze środków programu Fundusze Europejskie na Infrastrukturę, Klimat, Środowisko (FEnIKS) oraz Funduszu Modernizacyjnego. Ogłoszone i planowane nabory obejmują inwestycje w odnawialne źródła energii, wysokosprawną kogenerację, infrastrukturę ciepłowniczą oraz poprawę efektywności energetycznej zakładów przemysłowych i dekarbonizację procesów technologicznych.
Transformacja energetyczna wciąż bywa utożsamiana wyłącznie z dużą energetyką i projektami infrastrukturalnymi. Tymczasem w praktyce dotyczy ona szerokiego spektrum przedsiębiorstw – od zakładów produkcyjnych i firm spożywczych, przez podmioty gospodarujące odpadami, po sektor transportu i logistyki. Projekty związane z poprawą efektywności energetycznej, wysokosprawną kogeneracją, wykorzystaniem biogazu i biometanu, rozwojem OZE czy elektromobilnością realnie wpisują się w cele dekarbonizacyjne i mogą uzyskać wsparcie ze źródeł krajowych oraz europejskich. Kluczowe jest odpowiednie i wczesne zidentyfikowanie obszaru inwestycji i dopasowanie go do właściwego instrumentu finansowania – mówi Marcin Mańkowski, Dyrektor w Zespole ds. Innowacji, Ulg i Dotacji w KPMG w Polsce.
Jednym z istotnych programów pozostaje konkurs na źródła wysokosprawnej kogeneracji, prowadzony do marca 2026 roku. Przedsiębiorcy mogą uzyskać wsparcie na budowę lub rozbudowę jednostek wytwórczych o mocy powyżej 50 kWe, pracujących w wysokosprawnej kogeneracji opartej na OZE, w szczególności biomasie, biogazie i biometanie. Program dopuszcza również finansowanie magazynów energii cieplnej lub elektrycznej jako elementu uzupełniającego. Łączna wartość finansowania może sięgnąć do 100 proc. kosztów kwalifikowanych, w formule łączącej dotację, pożyczkę preferencyjną oraz pożyczkę rynkową. Ostateczna struktura finansowania oraz poziom intensywności pomocy uzależnione są od wielkości przedsiębiorstwa, lokalizacji projektu oraz spełnienia kryteriów wysokosprawnej kogeneracji wynikających z przepisów unijnych.
Od końca kwietnia br. zaplanowany jest także nabór dedykowany kogeneracji z biogazu wytwarzanego z biomasy, w tym odpadów komunalnych. Obejmuje on projekty o łącznej mocy zainstalowanej co najmniej 1 MW, w tym budowę nowych lub modernizację istniejących instalacji fermentacji biomasy. Przedsiębiorcy będą mogli skorzystać z dotacji do 40 proc. kosztów kwalifikowanych oraz pożyczki sięgającej do 100 proc. wartości inwestycji. Instrument ten może być szczególnie istotny dla podmiotów, które w ramach swojej działalności wytwarzają odpady organiczne lub inne surowce możliwe do wykorzystania w procesie fermentacji (tzw. własny strumień substratu), co pozwala ograniczyć koszty zakupu surowca i zwiększyć opłacalność inwestycji.
Kolejnym kierunkiem wsparcia jest biometan, dla którego dedykowany nabór spodziewany jest również od końca kwietnia 2026 roku. Program umożliwi dofinansowanie budowy i modernizacji instalacji produkujących biogaz wraz z modułami jego oczyszczania do biometanu, z przeznaczeniem do wtłaczania do sieci gazowej, skraplania do bioLNG lub sprężania do bioCNG. Dotacja może wynieść do 45 proc. kosztów kwalifikowanych, a pożyczka do 70 proc. Rozwiązania te mogą wspierać zarówno dekarbonizację procesów przemysłowych, jak i rozwój niskoemisyjnego transportu ciężkiego w oparciu o bioLNG i bioCNG.
W sektorze ciepłownictwa w I kwartale 2026 roku. prowadzony jest nabór na infrastrukturę ciepłowniczą, obejmujący modernizację i rozbudowę sieci w celu osiągnięcia statusu efektywnego energetycznie systemu ciepłowniczego lub chłodniczego. Osiągnięcie tego statusu wiąże się ze spełnieniem wymogów unijnych dotyczących udziału OZE, ciepła odpadowego lub wysokosprawnej kogeneracji w strukturze systemu.
Poziom dofinansowania sięga blisko 80 proc. kosztów kwalifikowanych. W 2026 roku planowane są programy wspierające odnawialne źródła ciepła dla ciepłownictwa oraz kogenerację dla ciepłownictwa, z dotacjami do 50 proc. i pożyczkami sięgającymi nawet do 100 proc. kosztów kwalifikowanych.
Uzupełnieniem programów inwestycyjnych w obszarze energii jest wsparcie dla przedsiębiorstw planujących zakup lub leasing pojazdów zeroemisyjnych. Nabór prowadzony jest do 30 czerwca 2029 roku. lub do wyczerpania alokacji i obejmuje nowe pojazdy ciężarowe kategorii N2 i N3. Dofinansowanie przyznawane jest w formie dotacji do zakupu lub dopłaty do opłaty wstępnej w leasingu, przy czym jego poziom zależy od wielkości przedsiębiorstwa i wynosi do 30 proc. kosztów kwalifikowanych dla dużych firm, do 50 proc. dla średnich oraz do 60 proc. dla mikro- i małych przedsiębiorstw, z obowiązującymi limitami kwotowymi na pojazd. Inwestycje w zeroemisyjny transport coraz częściej wynikają nie tylko z dostępności dotacji, lecz także z wymogów raportowania ESG oraz planowanego uzależnienia wysokości opłat drogowych od poziomu emisji.
Równolegle planowane są nabory wspierające rozwój infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych. W 2026 roku przewidziano programy obejmujące budowę stacji ładowania dla pojazdów ciężkich wzdłuż sieci bazowej TEN-T (Transeuropejskiej Sieci Transportowej) oraz na terenach centrów logistycznych, baz eksploatacyjnych i terminali intermodalnych, z możliwością uzyskania dotacji do 100 proc. kosztów kwalifikowanych. Dodatkowe instrumenty obejmują infrastrukturę ładowania pojazdów lekkich i ciężkich wzdłuż sieci TEN-T, z dofinansowaniem w formie stawek ryczałtowych na punkt ładowania lub procentu kosztów kwalifikowanych, w zależności od parametrów technicznych inwestycji.
Szczególnie duże zainteresowanie powinien wzbudzić kolejny nabór dotyczący infrastruktury ładowania dla transportu ciężkiego – w poprzednim naborze złożone wnioski dwukrotnie przekroczyły miliardowy budżet. Sprawne przeprowadzenie oceny złożonych wniosków i uruchomienie kolejnego naboru będzie kluczowe dla dalszego rozwoju tej branży. Powinno to przyczynić się także do zwiększenia zainteresowania zakupem i leasingiem elektrycznych pojazdów ciężarowych. Na ten moment do wykorzystania jest większość z wynoszącego dwa miliardy złotych budżetu dotacyjnego przeznaczonego na ten cel. Producenci pojazdów ciężarowych poszerzają swoją ofertę o modele z coraz większym zasięgiem oraz bardziej atrakcyjne cenowo. Podobnie jak to miało miejsce w przypadku samochodów osobowych barierą rozwoju rynku jest niewystarczająca infrastruktura ładowania. Możliwość uzyskania dofinansowania na budowę infrastruktury ładowania nie tylko wzdłuż głównych tras ale również w pobliżu centrów logistycznych i baz eksploatacyjnych powinno zwiększyć zainteresowanie włączaniem elektrycznych pojazdów w operacje logistyczne przedsiębiorstw – mówi Przemysław Szywacz, Partner, Lider doradztwa dla sektora motoryzacyjnego w KPMG w Polsce.
Uzupełnieniem krajowych instrumentów są środki regionalne oraz programy unijne. Wśród nich istotną rolę odgrywa Innovation Fund, oferujący dotacje do 60 proc. kosztów odnośnych dla projektów dekarbonizacyjnych, produkcji technologii net-zero oraz inwestycji w wodór i elektryfikację procesów przemysłowych. Fundusz ma charakter konkurencyjny w skali całej Unii Europejskiej i premiuje projekty o wysokim poziomie innowacyjności oraz znaczącym potencjale redukcji emisji CO₂. W ramach funduszu prowadzone są również aukcje premiujące każdą unikniętą tonę CO₂ lub każdy kilogram certyfikowanego wodoru.
Rosnąca liczba projektów oraz ograniczone budżety powodują, że sama dostępność instrumentów wsparcia nie przesądza o sukcesie aplikacji.
W praktyce o powodzeniu projektu coraz częściej decyduje nie sam poziom dofinansowania, lecz stopień przygotowania inwestycji jeszcze przed ogłoszeniem naboru. Czynności takie jak na przykład przeprowadzenie audytu energetycznego, analiza kwalifikowalności kosztów, zabezpieczenie warunków przyłączeniowych czy innych niezbędnych pozwoleń mogą pozwolić znacząco zwiększyć szanse na uzyskanie wsparcia. W wielu programach konkurencja jest wysoka, dlatego gotowość dokumentacyjna, dojrzałość projektu i zgodność z kryteriami stają się kluczowe – komentuje Marcin Mańkowski, Dyrektor w Zespole ds. Innowacji, Ulg i Dotacji w KPMG w Polsce.
Eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie po ataku USA i Izraela na cele w Iranie wywołała natychmiastową reakcję rynków finansowych, a inwestorzy masowo przenoszą kapitał do aktywów uznawanych za bezpieczne.
Najnowsze dane rynkowe wskazują, że cena złota w poniedziałek rano wzrosła już do ponad 5410 USD za uncję w notowaniach spot, osiągając najwyższy poziom od ponad czterech tygodni. Wzrosty są bezpośrednią reakcją na eskalację konfliktu i obawy o jego konsekwencje dla globalnej gospodarki, w tym stabilności regionu, bezpieczeństwa dostaw surowców oraz ryzyka inflacyjnego.
– Obserwujemy klasyczną reakcję rynku na nagłą eskalację konfliktu geopolitycznego. Złoto od wieków pełni rolę bezpiecznej przystani i w momentach takich jak ten natychmiast przyciąga kapitał, który opuszcza bardziej ryzykowne aktywa. Obecny wzrost cen to bezpośredni efekt gwałtownego wzrostu niepewności globalnej – mówi Michał Tekliński, ekspert rynku metali szlachetnych Goldsaver i Goldenmark.
Kluczowe dla rynku będą konsekwencje ataku
Jak podkreśla analityk, kluczowe znaczenie ma nie tylko sam fakt ataku, ale jego potencjalne konsekwencje systemowe.
– Rynek nie reaguje wyłącznie na wydarzenie militarne, ale na ryzyko jego konsekwencji. Inwestorzy obawiają się zakłóceń w dostawach ropy, destabilizacji regionu oraz wpływu konfliktu na inflację, politykę monetarną i globalny handel. To właśnie takie czynniki historycznie były najsilniejszym katalizatorem wzrostów cen złota – zaznacza Tekliński.
Złoto zyskuje nie tylko dzięki inwestorom finansowym, ale również w wyniku realnych zakłóceń logistycznych. Konflikt doprowadził już do wstrzymania części transportu fizycznego złota przez Dubaj – jedno z najważniejszych centrów handlu kruszcem na świecie – co dodatkowo ogranicza podaż metalu i wzmacnia presję wzrostową.
Kruszce wracają do roli globalnego „bezpiecznego aktywa”
Na eskalacji konfliktu zyskują również inne metale szlachetne. Cena srebra wzrosła w ostatnich godzinach do okolic 95 USD za uncję, co potwierdza szeroki napływ kapitału do całego sektora metali szlachetnych.
– Srebro, które historycznie reaguje bardziej dynamicznie niż złoto, potwierdza zmianę sentymentu inwestorów. To wyraźny sygnał, że rynek wszedł w fazę podwyższonego popytu na aktywa zabezpieczające – podkreśla Tekliński.
Obecna sytuacja wpisuje się w długoterminowy trend wzrostowy na rynku metali szlachetnych, który napędzany jest przez napięcia geopolityczne, zakupy banków centralnych oraz rosnącą niepewność co do przyszłości globalnego systemu finansowego. Złoto już wcześniej osiągało w tym roku kolejne historyczne rekordy, a obecny wzrost potwierdza jego kluczową rolę w systemie finansowym.
– Każdy poważny konflikt geopolityczny przypomina inwestorom, dlaczego złoto pozostaje fundamentem bezpieczeństwa finansowego. W przeciwieństwie do walut czy obligacji, jego wartość nie zależy od decyzji politycznych ani stabilności pojedynczej gospodarki. Obecne wydarzenia są podręcznikowym przykładem tego mechanizmu – mówi Tekliński.
Co dalej z ceną złota?
Zdaniem eksperta, dalszy kierunek rynku będzie zależał przede wszystkim od rozwoju sytuacji geopolitycznej:
– Jeśli napięcia będą się utrzymywać lub eskalować, złoto może kontynuować wzrosty i ponownie testować swoje historyczne maksima. W przypadku deeskalacji możliwa jest krótkoterminowa korekta, jednak fundamenty rynku pozostają silne, a zainteresowanie metalami szlachetnymi utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie – dodaje Michał Tekliński.
Obecne poziomy cen potwierdzają, że złoto pozostaje jednym z kluczowych aktywów zabezpieczających w okresach globalnej niepewności i napięć politycznych.
Pojawienie się nowych ognisk zapalnych na geopolitycznej mapie świata (Pakistan-Afganistan) nie wpływa na notowania EUR/USD. Zmienności nie przyniósł również brak ostatecznego porozumienia USA z Iranem. Wykres jak zaczarowany wraca do 1,18 USD, co oznacza kontynuację konsolidacji. Ta jednak ma szansę zakończyć się dziś po południu za sprawą publikacji z Niemiec i USA. Poranne dane o PKB ze Szwajcarii wsparły franka. W przypadku japońskiego jena odczyty makroekonomiczne nie są już tak łaskawe.
Brak rozstrzygnięcia na eurodolarze
W mijającym tygodniu wykres głównej pary walutowej świata nie mógł znaleźć dominującego kierunku ruchu. Zwyżki hamowały, gdy tylko kurs EUR/USD wzrastał do 1,183 USD. Równie szybko tłumione były próby umocnienia dolara i zejście poniżej 1,177 USD, co za każdym razem zawracało wykres do poziomu 1,18 USD. W piątek do rozstrzygnięcia nie doprowadziły także poranne wyższe od oczekiwanych wskazania inflacji konsumenckiej z dwóch krajów unijnych. We Francji dynamika cen podskoczyła z 0,3% r/r do 1% r/r (prognoza 0,8% r/r). W Hiszpanii CPI utrzymało się przy 2,3% r/r, mimo oczekiwanego spadku do 2,2%. Zwyżkowe odczyty nie umocniły wspólnej waluty, a kurs EUR/USD w południe ponownie przykleił się do 1,18 USD. W drugiej części sesji (godzina 14:00) czekają nas dane o inflacji z Niemiec. Pół godziny później poznamy informację o cenach producentów z USA. Prognozy mówią o delikatnym obniżeniu obydwóch wskaźników. Większej zmienności na „edku” możemy doświadczyć, jeżeli któryś ze wspomnianych odczytów znacząco odbiegnie od konsensusu.
CHF chce być silny
Piątkowy poranek przynosi odreagowanie ostatnich strat franka. Jeszcze wczoraj kurs CHF/PLN zniżkował do 4,61 PLN, mimo że czwartkowa sesja nie była najlepszą w wykonaniu złotego. Dziś przed południem wykres wzrósł o dwa grosze. Poprawę kondycji helweckiej waluty widzimy także w relacji do amerykańskiego dolara czy euro. Ruchy korekcyjne nie są spowodowane jedynie naturalnym odreagowaniem na wykresach. Dziś o poranku poznaliśmy dane PKB ze Szwajcarii. W ujęciu kwartalnym odnotowano wzrost o 0,1%. Co prawda jest on niższy od oczekiwanego 0,2% k/k, jednak wskaźnik wrócił do strefy dodatniej po poprzednim spadku o 0,4%. Dodatkowo, w ujęciu rocznym szwajcarska gospodarka urosła o 0,7%, co oznacza poprawę względem poprzedniego odczytu 0,6%. Lepsze dane pozwoliły frankowi otrzepać się z wczorajszej słabości i odrobić czwartkowe straty na forex.
Co dalej z japońskim jenem?
Lutowe notowania USD/JPY wykazują podobne niezdecydowanie do tego, które w tym tygodniu miało miejsce na wykresie EUR/USD. Z jednym zastrzeżeniem – zakres ruchu na USD/JPY jest nieco większy. Na początku i w połowie miesiąca odbiliśmy się od wsparcia 153 JPY, natomiast dwa tygodnie temu i przedwczoraj wzrosty wyhamowały przy oporze 157 JPY. Jesteśmy zatem po miesięcznej, czterojenowej konsolidacji i oznacza to, że luty prawdopodobnie nie będzie tym miesiącem, kiedy ponownie dotkniemy 160 JPY. Aktualnie przed dalszymi stratami bronią jena pogłoski o możliwej podwyżce kosztu pieniądza w Japonii. Problem w tym, że dzisiejsze dane nie do końca wpisują się w tę narrację. Inflacja w Tokio znów zniżkuje. Jej obniżenie z 2% r/r do 1,8% r/r jest co prawda płytsze od oczekiwanego 1,7% r/r, jednak nadal jest to czwarty spadkowy odczyt z rzędu. Co więcej, produkcja przemysłowa (2,3% r/r) rośnie o 0,3 punktu procentowego niżej niż rok temu. W ujęciu miesięcznym odnotowano zwyżkę z -0,1% do 2,2%, ale jest ona daleka od prognozowanych 5,2% m/m. Coraz niższa dynamika cen, w połączeniu z rozczarowaniem rozwojem produkcji przemysłowej, daje więc kontrargument przeciwko podwyższaniu stóp procentowym. Oczywiście produkcję można aktywizować na inne sposoby, np. programem fiskalnym, który popiera premierka Takashi, jednak i to rozwiązanie ostatecznie powinno ciążyć jenowi.
Już drugi tydzień z rzędu rynki nastawiają się na potencjalny atak. Wiele rzeczy wskazuje na ten scenariusz. Jednak otwarte pozostaje pytanie, czy nie przełoży się to na negocjacje, a ataku nie będzie. Dane z USA korzystniejsze dla rynku pracy, a Polska oczekuje, czy zapadnie wyrok z agencji ratingowej.
Amerykańskie dane
Dane z amerykańskiego rynku pracy znów okazały się lepsze od oczekiwań. Wynik 212 tys. wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyprzedził szacunki o 3 tys. Trzeba jednak pamiętać, że nie wiemy jeszcze dokładnie jaki wpływ na rynek pracy mają ostatnie działania ICE w sprawie nielegalnych imigrantów. Prawdopodobnie może to w pewnym stopniu zniechęcać przedstawicieli mniejszości do rejestrowania się, by uniknąć niesłusznych podejrzeń o nielegalny pobyt i ryzyka deportacji. Wynik 212 tys. jeszcze rok temu uważany byłby za bardzo solidny rezultat, który gdyby się utrzymywał dłużej, należałoby się spodziewać poprawy również w stopie bezrobocia. Rynek przyjął te dane jednak jako korzystne i po samej publikacji dolar delikatnie zyskiwał.
Czy nadal czekamy na atak na Iran?
Rynki znów przygotowują się na potencjalne weekendowe uderzenie USA na Iran. Wczoraj widzieliśmy podniesioną zmienność cen ropy naftowej, ale oprócz dużych ruchów w górę i w dół, ogólny poziom się nie zmienił. Trochę to wygląda tak, jakby inwestorzy oczekiwali, że okolice 71-72 dolarów za baryłkę to właściwy poziom, biorąc pod uwagę obecne ryzyka i przede wszystkim rosnące rezerwy. Patrząc jednak na napływ informacji, najwięcej powinno się dziać na rynku pod koniec sesji. W Polsce wtedy będziemy już najprawdopodobniej po godzinach handlu. Większość tytułów wskazuje na weekendowy atak. Pytanie, czy Amerykanie naprawdę zaatakują, czy wykorzystają to jako dźwignię w negocjacjach, która pozwoli im pokojowo uzyskać oczekiwane ustępstwa. Kluczowe jest to, czy jest możliwy kompromis, po którym irańska władza odejdzie od stołu negocjacyjnego z twarzą. Biorąc pod uwagę liczne protesty w kraju, jest to istotny parametr.
Decyzja Fitch w sprawie ratingu
Agencje ratingowe nie mają już tej mocy wpływania na rynki jak dawniej, jednak ich publikacje nadal pozostają ważne. Dzisiaj poznamy decyzję jednej z głównych agencji – Fitch. Już poprzednim razem ustaliła ona rating Polski z perspektywą negatywną, co sugeruje możliwość jego spadku. Powodem jest stan finansów publicznych, a konkretnie bardzo szybko rosnące wydatki i deficyt. Z drugiej strony, przy obecnym tempie wzrostu PKB, obniżanie ratingu byłoby bardzo dziwnym pomysłem. Nie możemy jednak zapominać, że negatywna perspektywa wisi nad Polską i jeżeli dane makroekonomiczne ulegną pogorszeniu, obniżka ratingu może nadejść. Oznaczałoby to konieczność wypłaty większej premii za ryzyko inwestorom, co przełożyłoby się na słabość waluty oraz wzrost kosztów emisji obligacji.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
Nie braki personalne, nie technologia ani zarządzanie budżetem na wynagrodzenia są największymi bolączkami działów HR w firmach, ale zgodność z aktualnymi przepisami. To zdaniem zatrudnionych w kadrach najbardziej wymagających i wywołujący najwięcej wątpliwości i obaw obszar zarządzania listą płac– wynika z badania „Potential of Payroll 2026” przeprowadzonego przez ADP.
Aż 75% firm przyznaje, że nadążanie za dynamicznie zmieniającymi się przepisami prawa pracy i podatkowymi w różnych jurysdykcjach stanowi dla nich istotne wyzwanie operacyjne i strategiczne.
68% badanych organizacji deklaruje, że ponosi kary za niezgodność z przepisami raz lub dwa razy w roku.
7 na 10 respondentów nie potrafi precyzyjnie ocenić, w których obszarach ich organizacja może nie spełniać wymogów regulacyjnych.
W 47% przypadków to właśnie zmiany prawne są wskazywane jako najczęstsze źródło błędów w liście płac.
Oznacza to, że wiele firm funkcjonuje w warunkach niepewności, często nie mając pełnej widoczności możliwych uchybień. Presja regulacyjna jest na tyle silna, że 69% ankietowanych przyznaje, iż woli wypłacić pracownikom wyższe świadczenia niż narażać się na ewentualne konsekwencje naruszenia przepisów. To pokazuje skalę kosztów reputacyjnych i finansowych, jakie generują błędy w liście płac, niezależnie od tego, w jakim kraju organizacja prowadzi działalność. Sprawa dodatkowo komplikuje się, gdy firma jest obecna w więcej niż jednym kraju lub zatrudnia pracowników, którzy rozliczają się według różnych systemów podatkowych.
Wyzwania regulacyjne na horyzoncie
Dużym wyzwaniem dla organizacji w 2026 roku będzie implementacja przepisów wynikających z tzw. dyrektywy płacowej. Wprowadza ona m.in. obowiązek raportowania luki płacowej, większą transparentność dotyczącą wynagrodzeń oraz struktury stanowisk w firmie, a także prawo pracowników do uzyskania informacji o poziomach płac na porównywalnych stanowiskach. Nowe regulacje stwarzają konieczność stworzenia obiektywnych systemów wartościowania pracy oraz pełnej dokumentacji struktury wynagrodzeń w firmie i stojących za nią decyzji. Dla pracodawców jest to nie tylko projekt prawny, lecz także szeroka transformacja procesów HR, płacowych i biznesowych, wymagająca ścisłej współpracy działów prawnych, finansowych i kadrowych.
Inną kwestią, jaką muszą uwzględnić działy kadr i płac, są znowelizowane przepisy (obowiązujące od 27 stycznia) doprecyzowujące termin wypłaty ekwiwalentu za niewykorzystany urlop. Zgodnie z nimi, wypłata ekwiwalentu powinna nastąpić w dniu wypłaty wynagrodzenia, a jeżeli termin ten przypada przed dniem rozwiązania lub wygaśnięcia umowy o pracę, pracodawca będzie zobowiązany do wypłaty ekwiwalentu w ciągu 10 dni od rozwiązania stosunku pracy.
– Regulacja nie jest w pełni komplementarna, ponieważ obejmuje i reguluje w przejrzysty sposób termin wypłaty ekwiwalentu za niewykorzystany urlop wypoczynkowy, pomijając inne świadczenia, które stają się wymagalne z dniem ustania zatrudnienia (np. odprawa emerytalno – rentowa, odprawa z tytułu tzw. zwolnień grupowych, czy też wreszcie ostatnie wynagrodzenie za pracę – komentuje Tomasz Czerkies, radca prawny w ADP Polska..
Kolejnym wyzwaniem, jakie powoduje dużo zamieszania w działach HR w tym roku, są nowe zasady liczenia stażu pracy, które wpływają m.in. na wymiar urlopu oraz wypłatę dodatków stażowych i nagród jubileuszowych. Od 1 maja 2026 r. zespoły payroll w sektorze prywatnym będą miały obowiązek na wniosek pracownika przeliczyć staż na podstawie dostarczonych przez niego dokumentów.
– Istotne w tym przypadku jest, aby precyzyjnie, na podstawie przepisów, określić, jakiego rodzaju aktywności zawodowe mogą powiększyć staż pracy oraz jakie dokumenty (dowody) mogą ten staż potwierdzić. Ponadto z punktu widzenia pracodawców warto wprowadzić procedurę, która zapewni pracownikowi pełną i transparentną informację w przypadku odmowy zaliczenia wnioskowanego przez pracownika okresu pracy – dodaje Tomasz Czerkies.
Raport „Potential of payroll 2026” jest dostępny w całości. Dokument powstał na podstawie badania opinii 1816 specjalistów z 20 krajów, odpowiedzialnych za obsługę listy płac w organizacjach zatrudniających co najmniej tysiąc osób.
Już za niespełna cztery miesiące sklepy internetowe w całej Unii Europejskiej będą zobowiązane do wdrożenia widocznego przycisku „odstąp od umowy”, umożliwiającego klientom zwrot zamówienia za pomocą jednego kliknięcia. To efekt dyrektywy UE 2023/2673 wzmacniającej prawa konsumentów w handlu online. Zmiana może istotnie zwiększyć presję operacyjną na sprzedawców, zwłaszcza że już teraz zwroty w e-commerce dotyczą ok. 30 proc. zamówień, a w niektórych kategoriach, takich jak moda czy obuwie, stanowią stały element procesu sprzedaży.
Nowe przepisy wskazują także jak w praktyce ma wyglądać proces składania oświadczenia o odstąpieniu od umowy w środowisku online. Procedura powinna być maksymalnie prosta i przejrzysta dla użytkownika. W pierwszej kolejności klient wskaże zamówienie lub produkty, z których chce zrezygnować, a następnie potwierdzi swoją decyzję. Regulacja przewidują również możliwość odstąpienia tylko od części zamówienia oraz obowiązek niezwłocznego przekazania konsumentowi potwierdzenia otrzymania oświadczenia, np. e-mailem. W Polsce zmiany te mają zostać wprowadzone w ramach projektu nowelizacji przepisów o kredycie konsumenckim oraz ustawy o prawach konsumenta.
Zrozumieć zwrot – jak przekuć odstąpienie od umowy w precyzyjną ofertę?
Uproszczenie procedury odstąpienia od umowy może znacząco przełożyć się na większą liczbę składanych zwrotów. Sama możliwość rezygnacji z zakupu w nowym modelu usuwa bowiem część barier, które powstrzymują klientów przed odesłaniem towaru. Dla sprzedawców oznacza to nie tylko wyższe obciążenie operacyjne, lecz także większą ilość danych o tym, co dzieje się po zakupie i dlaczego konsumenci decydują się na odstąpienie od umowy.
– Każdy zwrot pomaga zidentyfikować obszary w obrębie działalności firmy, które wymagają weryfikacji lub zmian. Uporządkowanie i analiza tych danych pozwalają przełożyć je na konkretne decyzje operacyjne, np. zmianę w sposobie prezentacji produktów, jeśli konsumenci uważają ją za mylącą i z tego powodu odsyłają towar. W nowych realiach regulacyjnych taka diagnostyka staje się jednym z podstawowych narzędzi kontroli kosztów sprzedaży online. Firmy, które rozumieją przyczyny, przez które konsumenci odstępują od umów, lepiej chronią marżę i zmniejszają napięcia operacyjne – mówi Michał Wójcik, Enterprise & Partnership Director w Alsendo.
Analizę zwrotów warto rozpocząć od określenia celu, w jakim firma jej dokonuje. Może być to np. redukcja kosztów lub chęć poprawy oferty. Kolejnym krokiem powinno być uporządkowanie danych, które pozwolą na zrozumienie powodów stojących za odstępowaniem od umów przez klientów. Informacje te powinny pochodzić z wielu różnych obszarów działalności przedsiębiorstwa – obsługi zamówień, magazynu, biura obsługi klienta, a także systemów zarządzania informacją produktową i działań marketingowych. W warunkach regulacyjnego uproszczenia procedury brak takiego podejścia zwiększa ryzyko narastania kosztów, których firma nie będzie w stanie właściwie zidentyfikować ani ograniczyć.
Towar w zawieszeniu: minimalizacja strat w procesie obsługi zwrotu
Wraz z uproszczeniem procedury odstąpienia od umowy rośnie znaczenie zwrotów jako czynnika wpływającego na zarządzanie zapasami, logistykę i finanse po stronie sprzedawców. O przewadze nie zdecyduje już sam fakt wdrożenia przycisku umożliwiającego klientowi rezygnację z zakupu, lecz to, jak sprawnie sklep potrafi domknąć cały cykl po swojej stronie: przyjąć przesyłkę, wprowadzić produkt z powrotem do magazynu, zaktualizować stany i rozliczyć środki.
– Każdy dzień zwłoki oznacza produkt wyłączony ze sprzedaży i zamrożony w nim kapitał. Firmy, które zsynchronizują logistykę zwrotów z magazynem, szybciej przywracają towar do oferty, ograniczając tym samym straty wynikające z jego przestoju. W praktyce przygotowanie do dyrektywy staje się więc elementem strategii finansowej, a nie wyłącznie obowiązkiem regulacyjnym – zauważa Krystian Palica,Partnership & Enterprise Development Manager w Alsendo.
W obliczu nadchodzących zmian regulacyjnych pomocnym rozwiązaniem okażą się czytelne statusy zwrotów w systemach operacyjnych firmy. Pozwalają one śledzić, na jakim etapie znajduje się dany produkt – czy został już odesłany przez klienta, dotarł do magazynu, przeszedł kontrolę jakości oraz czy wrócił do sprzedaży. Takie uporządkowanie procesu ułatwia zarówno analizę przyczyn zwrotów, jak i codzienne zarządzanie logistyką.
Nadchodzące zmiany w przepisach kończą etap skomplikowanych procedur odstępowania od umów zakupu. Dla sektora e-commerce oznaczają jednak znacznie więcej niż tylko zmianę wizualną w panelu klienta. To sygnał do przebudowy wewnętrznych procesów operacyjnych i wyjścia poza samą modyfikację interfejsu. Kluczem do sukcesu staje się płynne połączenie przyjaznej polityki zwrotów z precyzyjnym monitorowaniem towaru oraz przepływów finansowych na każdym etapie procesu sprzedażowego.
46,9% Polaków twierdzi, że częstotliwość, z jaką widzi wyniki badań opinii publicznej w tradycyjnych mediach bądź w social mediach, jest dla nich w sam raz. 17% nie zwraca na to uwagi. Z kolei 16% informuje, że zbyt rzadko dostrzega takie informacje, a 14,1% – za często. Do tego 6% społeczeństwa nie potrafi się określić w tej kwestii. Najpopularniejszą opinię wyrażają głównie mężczyźni, a także osoby z miesięcznymi dochodami w przedziale 7000-8999 zł oraz z wyższym wykształceniem. Natomiast druga najczęściej wskazywana odpowiedź jest przeważnie wybierana przez kobiety, w tym osoby nieujawniające swoich zarobków, z wykształceniem zasadniczym zawodowym.
Z badania UCE RESEARCH i SYNO Poland wiadomo, jak często Polacy widzą wyniki badań opinii publicznej w tradycyjnych mediach (telewizja, prasa, radio, Internet) bądź w social mediach. 46,9% ankietowanych zaznacza, że ta częstotliwość jest dla nich w sam raz. Z kolei 17% badanych nie zwraca na to uwagi. 16% uważa, że zbyt rzadko dostrzega takie informacje w ww. środkach przekazu. Natomiast 14,1% respondentów twierdzi, że za często je widzi, a 6% nie potrafi się określić w tej materii.
– W mojej opinii, zebrane wyniki są dość optymistyczne. Bez nich mogłoby się wydawać, że poziom akceptacji dla publikowanych badań jest mniejszy, bo przecież żyjemy w czasach tzw. przeciążenia informacyjnego. Jednak odczucia blisko połowy Polaków pokazują, że tego typu aktywność jest nie tylko tolerowana, ale też powszechnie potrzebna. Do tego warto zauważyć, że co szósty rodak uważa, iż tego typu badania są publikowane zbyt rzadko. To tylko potwierdza wyżej postawioną tezę – mówi Łukasz Zieliński, współautor badania z SYNO Poland.
W ocenie eksperta, ww. dane pokazują, że ilość publikowanych badań w przestrzeni publicznej jest optymalna. I tak powinni do tego podchodzić wydawcy mediów. – Oczywiście muszą oni zwracać szczególną uwagę na to, żeby wyniki badań były przejrzyste, bo społeczeństwo oczekuje prostego i szybkiego komunikatu. Powinni też stawiać na rzetelne interpretacje samych wyników. W mojej ocenie, to jest bardzo ważny aspekt w omawianym kontekście. Do tego wydawcy powinni bardziej dostosowywać się do mediów społecznościowych i tamtejszych odbiorców. To znaczy, że powinno być też więcej form stricte graficznych – uważa Łukasz Zieliński.
Odpowiedź „w sam raz” częściej wybierają mężczyźni niż kobiety. Ponadto takie stanowisko zajmują głównie osoby w wieku 75-80 lat, z miesięcznymi dochodami netto 7000-8999 zł, z wyższym wykształceniem, a także mieszkańcy miejscowości liczących od 20 tys. do 49 tys. ludności.
– Te dane nie są dla mnie wielkim zaskoczeniem. Wyższy poziom edukacji zwykle łączy się z większym zainteresowaniem światem informacji. Natomiast dużo zależy też od częstotliwości korzystania z mediów i ze sposobu ich konsumpcji. Są osoby, dla których śledzenie różnic w wynikach sondaży warunkuje rytm dnia pracy. I może to dotyczyć właśnie Polaków o ww. zarobkach – analizuje współautor badania.
Druga najczęściej wskazywana odpowiedź, czyli niezwracanie uwagi na publikacje badań w mediach, jest raczej wybierana przez kobiety niż przez mężczyzn. W ten sposób postępują też głównie osoby w wieku 65-74 lat, unikające odpowiedzi o wysokość miesięcznych dochodów netto, z wykształceniem zasadniczym zawodowym. Dotyczy to także mieszkańców miejscowości liczących od 5 tys. do 19 tys. ludności.
– Z moich obserwacji wynika, że kobiety w przedmiocie badań z reguły są mniej zainteresowane polityką, czy gospodarką, a takie badania przecież w mediach najczęściej się pojawiają. W przestrzeni publicznej bardzo mało jest badań, które dot. tematów lifestylowych bądź rozrywkowych. Z kolei mężczyźni zachowują się odwrotnie. Częściej angażują się w dyskusje i śledzą różnego rodzaju bieżące wydarzenia polityczne i media typowo informacyjne, a przecież w nich jest najwięcej badań. Stąd pewnie wynika ww. narracja – podsumowuje ekspert z SYNO Poland.
***
Opis metody analitycznej/badawczej
Badanie zostało przeprowadzone metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH i SYNO Poland na próbie internetowej 1009 dorosłych Polaków w wieku 18-80 lat.
Zapotrzebowanie na pracowników w działach logistyki firm pozostaje wyjątkowo wysokie. To właśnie w tym obszarze rekrutacje były w minionym roku najintensywniejsze – wskaźnik popytu osiągnął tu poziom 1,09, przekraczając rynkową średnią, wynika z „Raportu wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment. Rosnące potrzeby kadrowe obejmują zarówno pracowników operacyjnych, jak i specjalistów łączących kompetencje techniczne, analityczne i organizacyjne, co odzwierciedla dynamiczną transformację procesów logistycznych.
Działy logistyki: popyt wyraźnie powyżej średniej rynkowej
Logistyka notuje najwyższe zapotrzebowanie na pracowników w porównaniu z pozostałymi działami firm. Z „Raportu wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment wynika, że w trzecim kwartale 2025 roku wskaźnik popytu na role w tym segmencie wyniósł 1,09, czyli powyżej rynkowego benchmarku (1,01).
Wysokie zapotrzebowanie widoczne było również w sprzedaży, gdzie wskaźnik wyniósł 1,05, oraz w obsłudze klienta i operacjach, które osiągnęły poziom zgodny ze średnią rynkową. Tak wysoka aktywność rekrutacyjna kontrastowała z ograniczaniem wakatów w innych działach przedsiębiorstw, w tym w HR (0,63), marketingu (0,82) czy IT (0,54).
Co napędza logistykę?
Eksperci Grafton Recruitment wskazują, że wzrost zapotrzebowania na kadry w pionie logistyki przedsiębiorstw jest napędzany przede wszystkim przez globalizację łańcuchów dostaw, rozwój e-commerce, postępującą automatyzację procesów magazynowych i transportowych oraz rosnące oczekiwania konsumentów. To właśnie te czynniki sprawiają, że firmy potrzebują zarówno większych, jak i bardziej wyspecjalizowanych zespołów operacyjnych oraz technologicznych, aby utrzymać płynność procesów i skutecznie odpowiadać na wyzwania rynkowe.
Aktywność rekrutacyjna w działach logistyki wynika także z rosnącego znaczenia wymogów regulacyjnych i środowiskowych. Zmiana sposobu organizacji pracy, poszukiwanie bardziej energooszczędnych rozwiązań oraz wdrażanie technologii, które pozwalają ograniczać emisje i poprawiać efektywność procesów zwiększa zapotrzebowanie na specjalistów, którzy potrafią łączyć kompetencje operacyjne z wiedzą z obszaru zrównoważonego rozwoju.
– Zrównoważony rozwój stał się ważnym elementem strategii wielu przedsiębiorstw. Inwestycje w zielone magazyny, fotowoltaikę, niskoemisyjne pojazdy czy lepsze planowanie tras jest odpowiedzią nie tylko na wprowadzane regulacje, to sposób na budowanie rynkowej przewagi i lojalności klientów. Takie podejście wpływa na skalę rekrutacji i profil oczekiwanych kompetencji – wyjaśnia Aneta Mozyrska, Project Manager w Grafton Recruitment.
Zapotrzebowanie na nowe kompetencje
Obecnie firmy poszukują przede wszystkim pracowników odpowiedzialnych za bieżącą obsługę magazynów i transportu – najwięcej ofert adresują do magazynierów, spedytorów oraz operatorów wózków widłowych. Jednocześnie rośnie znaczenie ról wymagających umiejętności planowania i wiedzy technicznej, co przekłada się na wysoką liczbę ofert dla techników, planistów, a także specjalistów ds. logistyki i analizy danych. Wpisuje się to w wyraźny rynkowy trend, w którym kluczową rolę odgrywają kompetencje cyfrowe. Transformacja procesów operacyjnych sprawia, że na rynku rośnie zapotrzebowanie na ekspertów odpowiedzialnych za utrzymanie infrastruktury logistycznej i systemów automatyki, a także na specjalistów, którzy potrafią analizować z dane.
– Wraz z automatyzacją procesów i wdrażaniem rozwiązań opartych na danych rośnie znaczenie kompetencji, które pozwalają utrzymać stabilność operacji w coraz bardziej złożonym środowisku technologicznym. Pracodawcy oczekują dziś od kandydatów umiejętności pracy w systemach raportujących, rozumienia kluczowych wskaźników operacyjnych oraz szybkiego reagowania na wszelkie nieprawidłowości. To właśnie te zdolności decydują o tym, czy organizacja jest w stanie w pełni wykorzystać potencjał nowych technologii i zapewnić obsługę klienta na oczekiwanym poziomie – podkreśla Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.
Wynagrodzenia w działach logistyki. Kto zarabia najwięcej?
Analiza stawek w obszarze logistyki pokazuje, że poziom płac jest silnie zróżnicowany regionalnie, w wielu przypadkach najwyższe wynagrodzenia notuje się w największych ośrodkach miejskich. Wysokość stawek zależy od konkretnego stanowiska oraz związanego z tym poziomu odpowiedzialności.
Magazynierzy z Poznania, Wrocławia oraz Trójmiasta zarabiają w granicach 5 000–6 000 zł brutto, w Krakowie 5 000–6 500 zł, w Łodzi 5 800–7 000 zł, a w Warszawie 6 000–8 000 zł. W przypadku spedytorów z Wrocławia, Trójmiasta i Poznania dolne granice wynagrodzeń są nieco wyższe i zaczynają się od 6 000 zł, a górny pułap sięga 9 000 zł. Najwyższe stawki oferowane są w stolicy, gdzie najniższa pensja to 8 000 zł, a maksymalna 9 500 zł.
Na szczeblu specjalistycznym i kierowniczym różnice w poziomie wynagrodzeń stają się bardziej wyraźne, co widać na przykładzie specjalisty ds. logistyki. W Warszawie zarobki pracowników na tym stanowisku zaczynają się od 9 000 zł i dochodzą do 10 500 zł. Dla porównania, w Poznaniu i Wrocławiu mieszczą się one w przedziale 7 000–10 000 zł, a w Łodzi 7 500 zł –10 000 zł. Podobną rozpiętość wynagrodzeń widać w przypadku kierownika magazynu. W Warszawie zarabia między 9 500 zł a 14 500 zł, w Poznaniu i Trójmieście 10 000–14 000 zł, a w Łodzi 12 000–16 000 zł. Na najwyższe poziomy płac mogą liczyć kierownicy magazynu w Krakowie, gdzie górny pułap sięga 18 000 zł.
Wynagrodzenia kadry zarządzającej najwyższego szczebla są adekwatne do odpowiedzialności za integralność procesów dostaw. Dyrektor łańcucha dostaw w Warszawie zarabia w przedziale od 22 000 do 32 000 zł. Z kolei dyrektorzy ds. logistyki na najwyższe wynagrodzenie mogą liczyć w Krakowie, stawki sięgają tam 30 000 zł.
Dynamika wynagrodzeń: najszybciej rosną stawki w transporcie i planowaniu
Z „Raportu wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment wynika, że najbardziej dynamicznie rosły wynagrodzenia na stanowiskach wspierających bieżącą realizację zleceń oraz planowanie. Najwyższe podwyżki stawek odnotowali dyspozytorzy transportu (9,5%) oraz agenci celni (8,0%). Wyraźnie zwiększyły się także płace planistów (7,4%) i kierowników magazynu (6,7%).
W odpowiedzi na wysoki popyt na ekspertów dbających o ciągłość łańcucha dostaw, podwyżki objęły również specjalistów ds. logistyki (5,6%) oraz stanowiska operacyjne, w tym spedytorów (4,1%) i magazynierów (3,1%). Z kolei w przypadku innych ról dynamika płac była wyraźnie niższa.
– Zróżnicowana dynamika wynagrodzeń odzwierciedla to, jak zmieniają się priorytety firm. Najszybciej rosną stawki na stanowiskach, które mają bezpośredni wpływ na terminową realizację zleceń i płynność operacji. Wysoki popyt na dyspozytorów, agentów celnych czy planistów sprawia, że pracodawcy oferują im coraz bardziej konkurencyjne warunki pracy. Jednocześnie rośnie znaczenie ról wymagających umiejętności analitycznych i pracy z danymi, bo to one pozwalają utrzymać stabilność procesów w zmieniającym się otoczeniu biznesowym – podkreśla Aneta Mozyrska, Project Manager w Grafton Recruitment.
Link do raportu: https://pl.grafton.com/pl/raport-wynagrodzen-i-trendow-w-przedsiebiorstwach-2025-0
O raporcie: „Raport wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment został opracowany na podstawie danych ogłoszeniowych oraz badania ilościowego przeprowadzonego wśród pracowników. Analiza objęła 4 975 256 ogłoszeń o pracę pochodzących z jednego z popularnych serwisów rekrutacyjnych w Polsce. Z tego zbioru wyodrębniono 1 414 836 ofert dotyczących sektora prywatnego. Po procesie deduplikacji, mającym na celu usunięcie powtarzających się rekordów, końcowa liczba unikalnych ogłoszeń wyniosła 637 793. Do badania włączono stanowiska ujęte w siatkach wynagrodzeń Grafton Recruitment.
Najem nowoczesnej powierzchni biurowej to dla firmy krok milowy, ale i spore wyzwanie. To nie tylko kwestia wyboru ładnego widoku z okna, ale przede wszystkim strategiczna decyzja finansowa, która wiąże Cię na lata. Źle skonstruowana umowa potrafi stać się kulą u nogi, hamującą rozwój biznesu, podczas gdy dobrze wynegocjowane warunki dają spokój i elastyczność. Zanim złożysz podpis pod dokumentem, warto wziąć głęboki oddech i prześwietlić każdy paragraf. Poniższy przewodnik przeprowadzi Cię przez ten proces krok po kroku. Profesjonalne przestrzenie biurowe oraz doradztwo wynajmu pozwalają na lepsze dopasowanie lokalu do strategii rozwoju przedsiębiorstwa, jednak wiedza to podstawa bezpiecznej transakcji.
1. Strony umowy i ich zabezpieczenia
Weryfikacja partnera biznesowego
Pierwszy krok to dokładne sprawdzenie, z kim wchodzisz w relację gospodarczą. Nie ufaj zapewnieniom ustnym – wymagaj dokumentów.
Dane formalne: Sprawdź nazwę firmy, NIP, REGON oraz aktualny odpis z KRS lub CEIDG.
Reprezentacja: Upewnij się, że osoba podpisująca umowę ma do tego prawo. W spółkach z o.o. weryfikuj umocowanie zarządu lub proś o pisemne pełnomocnictwo.
Wiarygodność: Proces ten bywa złożony, dlatego warto sprawdzić, co musisz wiedzieć o wynajmie biur, aby właściwie zabezpieczyć interesy swojej firmy.
Kondycja finansowa wynajmującego
Małe spółki celowe (SPV) z minimalnym kapitałem mogą stanowić ryzyko. Kłopoty finansowe właściciela budynku często przekładają się na drastyczny spadek jakości zarządzania nieruchomością (brak sprzątania, wyłączona winda). Poproś o ostatnie sprawozdania finansowe lub zweryfikuj historię w KRD.
Formy zabezpieczeń finansowych
To jeden z kluczowych punktów negocjacji. Poniżej zestawienie najpopularniejszych rozwiązań:
Tabela 1: Porównanie form zabezpieczeń umowy najmu
Forma zabezpieczenia
Wysokość (typowo)
Forma przekazania
Zalety dla wynajmującego
Zalety dla najemcy
Warunki potrącenia
Termin zwrotu
Kaucja pieniężna
3-6 miesięcy czynszu
Przelew/depozyt bankowy
Natychmiastowa płynność
Jednorazowy koszt
Jw. umowy + protokół
30-60 dni po rozwiązaniu
Weksel in blanco
Bez górnej granicy
Przekazanie weksla
Skuteczność egzekucyjna
Brak blokady środków
Szkody i zaległości
Po zwrocie weksla
Poręczenie osoby
Suma poręczenia
Umowa poręczenia
Osobiste zabezpieczenie
Brak depozytu gotówki
Zaległości powyżej progów
Po rozwiązaniu
Gwarancja bankowa
3-6 miesięcy
Blokada bankowa
Bezpieczeństwo środków
Ochrona przed nieuczciwym potrąceniem
Tylko po wyroku/ugodzie
30 dni po protokole
Wskazówka: Negocjuj! Firmy o ugruntowanej pozycji często mogą obniżyć kaucję do 2-3 miesięcznego czynszu.
2. Przedmiot i zakres umowy
Precyzja opisu lokalu
Przedmiot najmu musi być opisany bez cienia wątpliwości. Wymagaj w umowie:
Dokładnego adresu.
Numeru księgi wieczystej (sprawdź dział III i IV pod kątem obciążeń!).
Numeru działki i lokalu w ewidencji.
Oświadczenia o prawie do dysponowania lokalem.
Jeśli szukasz biura w konkretnym regionie, sprawdź dostępne biura do wynajęcia w Łodzi, gdzie dynamicznie rozwijają się nowoczesne centra biznesowe z uregulowanym stanem prawnym.
Najem okazjonalny – szybsza eksmisja, ale maksymalnie 10 lat trwania.
Podnajem – tańszy, ale ryzykowny (zależysz od umowy głównego najemcy z właścicielem).
Metraż a finanse
Pamiętaj, że czynsz płacisz często nie tylko za to, gdzie stawiasz biurko.
Tabela 2: Rodzaje powierzchni w umowie najmu
Rodzaj powierzchni
Definicja prawna
Jak jest mierzona
Wpływ na czynsz
Praktyczne implikacje
Netto (usable area)
Pow. użytkowa wewnątrz lokalu
Do linii wew. ścian
Podstawa czynszu bazowego
Rzeczywiste miejsce do pracy
Brutto (gross area)
Netto + ściany i połowa zewn.
Do osi ścian
Naliczenie opłat eksploatacyjnych
Wyższa niż netto o 10-15%
Wspólna (common)
Korytarze, recepcje, toalety
Metraż budynku
Wskaźnik „Add-on factor” (3-8%)
Dodatkowy udział w kosztach
Standard wykończenia (Fit-out)
Kluczowy załącznik do umowy. Dokładnie opisz, co zastajesz w lokalu: klimatyzację, rodzaj podłóg, oświetlenie. Protokół zdawczo-odbiorczy z dokumentacją zdjęciową to Twoja polisa ubezpieczeniowa przy wyprowadzce.
3. Lokalizacja i infrastruktura
Klasa i dostępność budynku
Klasa A to prestiż i wygoda, ale wyższy koszt. Klasa B to często rozsądny kompromis. Zwróć uwagę na certyfikaty (BREEAM, LEED) – mogą oznaczać niższe rachunki za media.
Ustal zasady dostępu:
Godziny recepcji: Czy pokrywają się z pracą Twojej firmy?
Dostęp 24/7: Czy jest w cenie, czy wymaga dodatkowej opłaty za ochronę?
Kontrola dostępu: Karty, kod, czy biometria?
Miejsca parkingowe
To często „ukryty” i wysoki koszt. Ustal:
Współczynnik miejsc (np. 1 na 50 mkw).
Typ parkingu (podziemny jest znacznie droższy od naziemnego).
Zasady rezerwacji (miejsca dedykowane vs rotacyjne).
Infrastruktura techniczna
W nowoczesnym biurze prąd w gniazdku to za mało. Zweryfikuj:
Możliwość niezależnego sterowania klimatyzacją.
Zasilanie awaryjne (czy agregat obejmuje gniazda w biurze, czy tylko windy).
Możliwość instalacji własnej serwerowni i jej chłodzenia.
4. Czas trwania i warunki rozwiązania
Daty kluczowe
Rozróżnij datę podpisania umowy od daty wydania lokalu. Płać czynsz dopiero od momentu przejęcia kluczy!Zadbaj o okres bezczynszowy (rent-free period). To standard rynkowy przy dłuższych umowach, mający zrekompensować koszty przeprowadzki i adaptacji.
Pułapka automatycznego przedłużenia
Unikaj klauzul o automatycznej prolongacie na kolejny rok, jeśli zapomnisz o wypowiedzeniu. Jeśli musisz się na to zgodzić, negocjuj krótki termin na powiadomienie (np. 3 miesiące przed końcem, a nie 6 czy 12).
Tabela 5: Okresy wypowiedzenia w zależności od typu umowy
Typ umowy
Okres trwania
Okres wypowiedzenia
Forma wypowiedzenia
Skutki wcześniejszego rozwiązania
Najem okazjonalny
Max 10 lat
1-3 miesiące
Pisemna
Odszkodowanie = pozostałe czynsze
Czas określony
2-5 lat
3-6 miesięcy
Pisemna
Kara umowna (często wysoka)
Czas nieokreślony
Powyżej 5 lat
6-12 miesięcy
Pisemna
Tylko zaległości
Z prolongacją
+ 1-3 lata
Zg. z podstawą
Pisemna przed terminem
Brak kar przy terminowym zgłoszeniu
Wczesne wyjście z umowy (Break Option)
Walcz o klauzulę break option – możliwość wcześniejszego rozwiązania umowy (np. w 3. lub 5. roku) bez kar umownych lub za ustaloną opłatą.
5. Warunki finansowe i prawne
Struktura kosztów
Czynsz to tylko wierzchołek góry lodowej. Twoja comiesięczna faktura będzie składać się z kilku pozycji:
Tabela 3: Struktura czynszu i opłat
Składnik opłaty
Zakres usług
Kto płaci
Częstotliwość
Waloryzacja
Czynsz bazowy
Powierzchnia netto
Najemca
Miesięcznie
Rocznie o wskaźnik inflacji (CPI/HICP)
Service charge
Ochrona, sprzątanie części wspólnych, recepcja
Najemca
Miesięcznie (zaliczka)
Rozliczenie roczne
Media
Prąd, woda, ogrzewanie
Najemca
Miesięcznie
Wg zużycia / liczników
Parking
Miejsca postojowe
Najemca
Miesięcznie
Stała opłata dodatkowa
Waloryzacja (Indeksacja)
Pilnuj, by czynsz rósł tylko o oficjalny wskaźnik inflacji (np. GUS lub Eurostat). Unikaj ogólnikowych zapisów o „wzroście kosztów utrzymania”. Waloryzacja powinna odbywać się raz w roku.
Opłaty eksploatacyjne (Service Charge)
To pole minowe. Wymagaj rozliczenia open-book – wynajmujący musi pokazać faktury za usługi wspólne.
Ustal budżet na rok z góry (CAP na opłaty eksploatacyjne).
Jeśli zaliczki były za wysokie – żądaj zwrotu nadpłaty.
Sprawdź, czy nie płacisz za marketing budynku lub podatki, które powinien płacić właściciel.
6. Podział obowiązków
Jasny podział odpowiedzialności pozwala uniknąć konfliktów przy pierwszej awarii.
Tabela 4: Podział obowiązków napraw i konserwacji
Zakres prac
Wynajmujący
Najemca
Uwagi
Konstrukcja (dach, mury)
TAK
NIE
Koszt w czynszu
Windy i instalacje w cz. wspólnych
TAK
NIE
Budżet service charge
Instalacje w lokalu (do licznika)
TAK
NIE
Granica odpowiedzialności
Naprawy bieżące w lokalu (żarówki)
NIE
TAK
Drobne naprawy
Wnętrze (malowanie, wykładziny)
NIE
TAK
Zużycie eksploatacyjne
Ubezpieczenia
Wynajmujący ubezpiecza mury. Ty musisz ubezpieczyć swoje mienie (sprzęt, meble) oraz posiadać OC z tytułu prowadzenia działalności. Sprawdź wymagane w umowie sumy gwarancyjne.
7. DODATKOWE POSTANOWIENIA PRAWNE
Elastyczność
Podnajem: Zadbaj o prawo do podnajmu powierzchni (np. spółkom z grupy) bez zgody wynajmującego lub z zapisem, że zgody tej nie można odmówić bez ważnego powodu.
Cesja: Ustal warunki przeniesienia umowy w przypadku sprzedaży Twojej firmy.
Bezpieczeństwo biura
Parametry techniczne: Zapisz w umowie wymogi dot. temperatury (20-24°C), oświetlenia czy poziomu hałasu.
Poufność i kontrole: Wynajmujący może wejść do lokalu, ale tylko po uprzedzeniu (np. 14 dni) i w obecności Twojego pracownika.
Siła wyższa
Definicja powinna być precyzyjna (np. wojna, powódź) i dawać prawo do rozwiązania umowy, jeśli stan ten trwa dłużej niż 30 dni.
8. ZAKOŃCZENIE UMOWY
Polubowne rozstanie
Okres wypowiedzenia to czas, kiedy wynajmujący będzie chciał pokazywać lokal nowym klientom. Ustal zasady tych wizyt (godziny, częstotliwość), aby nie paraliżowały pracy Twojego zespołu.
Przywrócenie stanu (Make Good)
Negocjuj tzw. normalne zużycie. Unikaj obowiązku odmalowania ścian czy wymiany wykładziny, jeśli zniszczenia wynikają ze standardowej eksploatacji. Wymagaj jedynie usunięcia Twoich zmian aranżacyjnych i brandingu.
Zwrot kaucji
Zapisz sztywny termin zwrotu kaucji (np. 30 dni od opuszczenia lokalu). Pamiętaj o dokładnym protokole zdawczym – to on jest podstawą do ewentualnych potrąceń.
Podsumowanie: Umowa najmu biura to dokument, który warto negocjować. Większość zapisów nie jest wyryta w kamieniu. Jeśli czujesz się niepewnie, skorzystaj ze wsparcia prawnika specjalizującego się w nieruchomościach komercyjnych – to inwestycja, która zwraca się wielokrotnie.
wynajembiur.pl – platforma prowadzona przez zespół ekspertów z wieloletnim doświadczeniem w branży nieruchomości komercyjnych specjalizujący się w prezentacji i obsłudze ofert wynajmu powierzchni biurowych. Platforma umożliwia wyszukiwanie biur w największych miastach w Polsce (m.in. Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Katowice, Trójmiasto) z wykorzystaniem zaawansowanych filtrów, takich jak typ najmu (tradycyjny, co-working, podnajem), metraż, liczba stanowisk, udogodnienia czy certyfikaty.
Serwis zapewnia kompleksowe wsparcie dla najemców – od analizy potrzeb, przez doradztwo rynkowe i negocjacje umów, po przejęcie powierzchni i opiekę poprocesową. Oprócz wyszukiwarki ofert udostępnia także bazę wiedzy z materiałami eksperckimi dotyczącymi organizacji i standardów biur.
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych zniósł najbardziej opłacalny instrument celny, ale nie cały nowy system celny. Orzeczenie przeciwko stosowaniu ustawy o międzynarodowych uprawnieniach ekonomicznych w sytuacjach nadzwyczajnych (IEEPA) w odniesieniu do ceł „Dnia Wyzwolenia” unieważnia cła o wartości około 60 mld USD, a także cła nałożone na Chiny, Meksyk i Kanadę w związku z sytuacją nadzwyczajną związaną z fentanylem, o wartości dodatkowych 40 mld USD. Chociaż zmniejsza to efektywną stawkę celną USA o połowę, do około 5%,połowa ceł z 2025 r. nadal obowiązuje na mocy sekcji 301 (dotyczącej maszyn przemysłowych, sprzętu elektrycznego itp.) i sekcji 232 (dotyczącej pw. wyrobów ze stali i aluminium).
Cła Schroedingera: dla przedsiębiorstw orzeczenie SN to powrót niepewności handlowej, ponieważ nadal dominować będzie polityka „stop-and-go”, co komplikuje zarządzanie zapasami i całą strategią handlową, a ulga z powodu zniesienia części ceł będzie prawdopodobnie tymczasowa.
Ponowny cykl gromadzenia zapasów prawdopodobnie utrzyma rekordowo wysoki wskaźnik WCR w USA na poziomie z 2025 r. (>60 dni, wzrost o +35 dni w 20205), głównie za sprawą producentów samochodów i sprzętu gospodarstwa domowego, dwóch sektorów najbardziej narażonych na eskalację ceł i front-loading łańcucha dostaw, a także handlu detalicznego i chemikaliów, odzwierciedlając zapobiegawcze gromadzenie zapasów i dłuższe cykle pozyskiwania surowców. Jak dotąd tylko połowa kosztów ceł została przeniesiona na konsumentów w grudniu 2025 r., a szczytowy wpływ spodziewany jest w pierwszym kwartale 2027 r. (+1 pp CPI) przy średniej oczekiwanej stawce celnej wynoszącej 10% do tego czasu zgodnie z sekcją 122, z uwzględnieniem wyłączeń sektorowych.
Potwierdziły się plany wprowadzenia 10-procentowej minimalnej stawki celnej, przy czym sekcja 122 zezwala na cła w wysokości do 15% przez 150 dni, a także rozszerzone dochodzenia na podstawie sekcji 301 i teoretyczne zastosowanie sekcji 338 (cła do 50%).
Co ciekawe, największymi zwycięzcami okazują się jak na razie kraje globalnego Południa i Chiny. Reakcje z całego świata wskazują, że kraje, które zawarły porozumienia partnerskie (lub sa w trakcie ich wprowadzania) domagają się wyjaśnień i przewidywalności, w tym w odniesieniu do niedawno wynegocjowanych umów handlowych. Ulgi celne jako efekt orzeczenia koncentrują się w dużych krajach eksportujących, takich jak Indonezja (-18 punktów procentowych), Brazylia (-17 punktów procentowych), Chiny (-15 punktów procentowych) i Wietnam (-15 punktów procentowych), RPA, Turcja i Indie. Najwięksi zwycięzcy pod względem ceł w ramach systemu sekcji 122 z wyłączeniami sektorowymi również koncentrują się w krajach rozwijających się o wysokim narażeniu, na czele z Brazylią (-17 pp) i Chinami, podczas gdy rynki rozwinięte odnotowują bardziej ograniczone ulgi (UE i Wielka Brytania -3 pp oraz Japonia -1 pp), a garstka partnerów, takich jak Arabia Saudyjska i Meksyk, stanęłaby w obliczu marginalnych podwyżek ceł (+2 pp).
Skutki fiskalne i rynkowe są istotne, ale w perspektywie krótkoterminowej dominuje dezinflacja. Same cła nałożone na mocy ustawy IEEPA wygenerowały blisko 60% przyrostowych wpływów (180 mld USD z 240 mld USD w 2025 r.). Zobowiązania z tytułu zwrotów mogą wynieść 120 mld USD (~0,5% PKB), co powiększyłoby deficyt fiskalny w stronę 7,5% PKB, choć spłaty następowałyby powoli w drodze sporów celnych. Skutki makroekonomiczne skłaniają się ku nieznacznej dezinflacji (-0,1 pkt proc. do 2,5% inflacji w USA w 2026 r.). Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA mogą spaść o 10–20 pkt bazowych i na dłużej pozostać poniżej progu 4%. Jednak ryzyko dominacji fiskalnej, a także ryzyko inflacji cen ropy naftowej, powinny zapobiec znacznemu spadkowi rentowności. Kurs EUR/USD prawdopodobnie pozostanie zasadniczo stabilny, zakotwiczony na poziomie 1,19. Zniesienie ceł może dodać +0,5 pkt proc. do wzrostu i ~+1% do zysków – to niewiele w porównaniu z ~16-procentowym wzrostem zysku na akcję (EPS) w 2026 r. i wysokimi wycenami, co ogranicza potencjał wzrostu akcji i utrzymuje podwyższoną zmienność, jeśli cła powrócą za pośrednictwem innych narzędzi. W przypadku funduszy private equityi private credit niepewność polityki handlowej wprowadza istotne ryzyko w krytycznym momencie dla ożywienia wypłat dla inwestorów oraz wyceny kredytów.
Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych uchylił najbardziej opłacalny instrument celny administracji, który dotychczas stanowił 60% wszystkich dochodów celnych USA. W orzeczeniu 6–3 Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych orzekł 20 lutego, że ustawa o międzynarodowych uprawnieniach ekonomicznych w sytuacjach nadzwyczajnych (IEEPA) nie daje podstawy prawnej do wprowadzenia ceł wzajemnych ogłoszonych w „Dniu Wyzwolenia”, o wartości 60 mld USD wpływów celnych. Orzeczenie Sądu Najwyższego unieważnia również cła nałożone na Chiny, Meksyk i Kanadę w ramach IEEPA w związku z sytuacją kryzysową związaną z fentanylem. Chociaż są one mniejsze niż wzajemne cła, te środki dotyczące poszczególnych krajów stanowią 40 mld USD.
Co pozostaje w mocy? Po pierwsze, sekcja 301 nakładająca 25-procentowe cła na przemysłowe i technologiczne podstawowe produkty importowane przez Stany Zjednoczone głównie z Chin, które zostały objęte cłami podczas pierwszej kadencji administracji Trumpa. System ten obejmuje towary o wartości ponad 370 mld USD, czyli około połowy obecnego importu Stanów Zjednoczonych z Chin, i koncentruje się raczej na łańcuchach dostaw produktów przemysłowych niż na podstawowych artykułach konsumpcyjnych. Kategorie narażone (na cła) obejmują maszyny przemysłowe (obrabiarki, pompy, robotyka), sprzęt elektryczny (transformatory, silniki, aparatura rozdzielcza) oraz komponenty elektroniczne, takie jak płytki drukowane, sprzęt sieciowy i komponenty pamięci masowej. Części samochodowe – w tym silniki i układy przeniesienia napędu – wraz z chemikaliami, tworzywami sztucznymi i wyrobami metalowymi stanowią kolejną ważną grupę, odzwierciedlającą ich rolę w dalszym przetwórstwie przemysłowym w Stanach Zjednoczonych. Niższe stawki celne obejmują towary konsumpcyjne, w szczególności meble, oświetlenie, narzędzia i wybrane urządzenia, chociaż istotne urządzenia elektroniczne, takie jak smartfony i wiele laptopów, zostały strukturalnie z niej wyłączone lub wprowadzone będą z opóźnieniem. Utrzymane zostają również wyższe cła w sektorach strategicznych, które były celem administracji Bidena, w tym cła na pojazdy elektryczne, baterie litowo-jonowe, ogniwa słoneczne, półprzewodniki i minerały krytyczne.
Po drugie, cła nałożone na mocy sekcji 232 w ciągu ostatnich 12 miesięcy nadal koncentrują się na surowcach przemysłowych uznawanych za kluczowe dla bezpieczeństwa narodowego. System ten opiera się na stali (50% cła na produkty walcowane płaskie, rury i profile konstrukcyjne) i aluminium (50% na produkty nieobrobione i półfabrykaty), a także na rozszerzonych produktach pochodnych, takich jak elementy złączne, elementy tłoczone i prefabrykowane elementy metalowe, co ma na celu zapobieganie obchodzeniu przepisów. Chociaż dochodzenia prowadzone na podstawie sekcji 232 w sprawie samochodów i części samochodowych uprawniają do nałożenia ceł w wysokości do 25%, uniknięto w dużej mierze szerokich ceł na produkty motoryzacyjne dzięki negocjowaniu porozumień z kluczowymi partnerami, w tym UE, Japonią, Wielką Brytanią, Koreą Południową, Kanadą i Meksykiem, co sprawia, że samochody są raczej elementem warunkowym, niż systemowym filarem systemu wprowadzonego w związku z sekcja 232. Za to drewno i ciężarówki są nadal objęte cłami nałożonymi na podstawie sekcji 232.
Orzeczenie Sądu Najwyższego usuwa podstawę prawną ostatnich ustaleń taryfowych USA, ale nie unieważnia już obowiązujących umów handlowych. Unieważniając cła oparte na IEEPA, Sąd neutralizuje instrument, który stanowił podstawę wzajemnego systemu taryfowego mającego wpływ na partnerów takich jak Europa, Japonia i Wielka Brytania, skutecznie pozbawiając koncesje celne i zwolnienia z cła ich operacyjnego mechanizmu egzekwowania. Jednak formalne umowy handlowe i ramy sektorowe wynegocjowane na mocy odrębnych uprawnień prawnych, w tym porozumienia kwotowe i przepisy celne zawarte w innych ustawach, pozostają w pełni w mocy, pozostawiając szerszą strukturę handlową nienaruszoną, nawet jeśli wbudowana w nią dźwignia celna została znacznie osłabiona.
Ogólna średnia stawka celna w Stanach Zjednoczonych spadła o połowę do 5%, ale ulga ta będzie tylko tymczasowa. Ogólnie rzecz biorąc, indeks cen CPI towarów (najbardziej narażony na cła, ponieważ usługi nie były objęte cłami) wzrósł z -0,1% rok do roku (r/r) w styczniu 2025 r. do +1,4% w grudniu 2025 r. Najszybszy wzrost cen odnotowano w przypadku nieelektrycznych naczyń kuchennych i stołowych, zastawy stołowej i sztućców oraz sprzętu fotograficznego. Allianz Trade szacuje, że do grudnia 2025 r. tylko około połowa dodatkowych kosztów ceł została przeniesiona na końcowe ceny konsumpcyjne, co spowodowało wzrost udziału ceł w ogólnej inflacji w Stanach Zjednoczonych z 0 pp do +0,3 pp. Oznacza to, że szczytowy wpływ średniej taryfy celnej w USA wynoszącej 10% nadal pozostaje nieuchronny i prawdopodobnie nastąpi w pierwszym kwartale 2027 r. (+1 pp). Po orzeczeniu Sądu Najwyższego prezydent Trump potwierdził polityczne zobowiązanie do wprowadzenia 10-procentowej minimalnej taryfy celnej na import (prawdopodobnym rozwiązaniem zastępczym jest sekcja 122 ustawy o handlu z 1974 r., która pozwala na wprowadzenie ceł w wysokości do 15% na okres 150 dni bez przedłużenia przez Kongres, pod warunkiem że działanie to jest uzasadnione dużym i poważnym deficytem bilansu płatniczego i stosowane jest w sposób niedyskryminacyjny). Ponadto zostaną wszczęte rozszerzone dochodzenia sektorowe na podstawie sekcji 301, a teoretycznie dostępna jest również sekcja 338 ustawy o handlu, która pozwala Białemu Domowi podnieść cła do 50% w stosunku do krajów stosujących uporczywe dyskryminacyjne praktyki handlowe wobec Stanów Zjednoczonych. Chociaż cła na podstawie sekcji 338 nie mają ograniczeń czasowych, ramy prawne ich stosowania wydają się bardziej wątpliwe niż w przypadku sekcji 122.
Tabela 1: Alternatywne rozwiązania prawne dotyczące ceł
Instrument
Cel polityki
Kto prowadzi dochodzenie
Maksymalna stawka celna
Okres
Wcześniejsze użycie
Sekcja 301 (Ustawa o handlu z 1974 r.)
Zwalczanie nieuczciwych praktyk handlowych / naruszeń praw własności intelektualnej
USTR (wymagane dochodzenie)
Brak ustawowego limitu
Zazwyczaj 4 lata (z możliwością przedłużenia)
Stosowany od 2018 r. (cła nałożone na Chiny, nadal obowiązujące)
Sekcja 232 (Ustawa o rozszerzeniu handlu z 1962 r.)
Ochrona bezpieczeństwa narodowego / bazy przemysłowej
Departament Handlu (270-dniowy przegląd)
Brak ustawowego limitu
Bezterminowe, chyba że zostaną zmodyfikowane
Często stosowany (śledztwa dotyczące stali, aluminium, samochodów)
Sekcja 201 (ustawa o handlu z 1974 r.)
Tymczasowe zwolnienie z ceł w przypadku gwałtownego wzrostu importu
USITC (120–150 dni)
Ograniczone (nie może przekraczać 50% wzrostu w stosunku do istniejącego cła)
Przeciwdziałanie dyskryminacji handlu amerykańskiego
Proklamacja prezydencka
Do 50
Brak wyraźnego ograniczenia czasowego
Nigdy nie stosowany
Źródła: różne, Allianz Trade Research
Kto najbardziej skorzysta na zniesieniu ceł IEEPA? Największymi beneficjentami są Bangladesz (-20 punktów procentowych do 15%), Pakistan (-19 punktów procentowych do 10%), Indonezja (-18 punktów procentowych do 6%), Brazylia (-17 punktów procentowych do 8%) i Kambodża (-16 punktów procentowych do 7%), a także Chiny (-15 punktów procentowych do 14%) i Wietnam (-15 punktów procentowych do 5%). Również Republika Południowej Afryki (-15 punktów procentowych do 6%), Turcja (-12 punktów procentowych do 7%) i Indie (-12 punktów procentowych do 5%) będą korzystać z niższych ceł, co wzmocni ogólne złagodzenie warunków w Azji, Ameryce Łacińskiej i wybranych krajach eksportujących z regionu EMEA. Rynki rozwinięte również odniosą korzyści, choć w mniejszym stopniu: Kanada (-11 punktów procentowych do 4%) i UE (-8 punktów procentowych do 5%) odnotują znaczący spadek, podczas gdy Japonia (-3 punkty procentowe do 10%) i Korea Południowa (-4 punkty procentowe do 9%) odczują ulgę o znacznie mniejszej skali.
Tabela 2: Cła importowe USA dla głównych partnerów handlowych
Źródła: różne, Allianz Research
System, w którym sekcja 122 zastępuje cła IEEPA, przyniesie największe korzyści Brazylii, Bangladeszowi, Indiom, Chinom, Pakistanowi, Szwajcarii, RPA, Wietnamowi i Indonezji. Allianz Trade szacuje, że eksporterzy z tych rynków mogliby skorzystać na obniżce średniej stawki celnej USA o co najmniej 10 punktów procentowych w stosunku do obecnego poziomu (zwłaszcza jeśli pozostaną w mocy te same zwolnienia sektorowe, co w przypadku ceł wzajemnych IEEPA). Ponieważ sekcja 122 ma z definicji charakter tymczasowy (po upływie 150 dni wymagana jest zgoda Kongresu), prawdopodobnie nastąpi przyspieszenie wysyłek z tych rynków przed potencjalnymi dalszymi podwyżkami ceł na mocy innych sekcji. Natomiast na mocy sekcji 122 Arabia Saudyjska, Meksyk i Ekwador mogą stanąć w obliczu wyższych ceł niż obecnie, podobnie jak Tajwan, Norwegia, Korea Południowa czy UE, jeśli nie zostaną wprowadzone żadne zwolnienia sektorowe.
Dla amerykańskich przedsiębiorstw otwiera się nowe okno na gromadzenie zapasów zapobiegawczych, co powoduje wzrost zapotrzebowania na kapitał obrotowy (WCR – Working Capital Requirement) do nowych cyklicznych maksimów. Przyspieszone dostawy spowodowały wzrost realnego PKB Stanów Zjednoczonych o około 0,4-0,6 punktu procentowego w szczytowym kwartale bezpośrednio po ogłoszeniu wzajemnego systemu ceł w 2025 r.
Pod względem przepływów handlowych import towarów tymczasowo wzrósł, a niektóre miesięczne wyniki były o 10–15% wyższe od trendu bazowego w najbardziej intensywnych fazach przedterminowego naliczania ceł. Efekt ten był szczególnie widoczny w przypadku frachtu kontenerowego, elektroniki, maszyn i dóbr trwałych, czyli sektorów, w których ryzyko przeniesienia ceł jest najwyższe, a koszty utrzymania zapasów są możliwe do opanowania.
W III kwartale 2025 r.wskaźnik WCR w Stanach Zjednoczonych wzrósł o ponad 35 dni w ciągu roku do ponad 60 dni, głównie za sprawą producentów samochodów i sprzętu gospodarstwa domowego, dwóch sektorów najbardziej narażonych na eskalację ceł i frontloading w łańcuchu dostaw. Znaczny wzrost odnotowano również w handlu detalicznym i przemyśle chemicznym, co odzwierciedlało zapobiegawcze gromadzenie zapasów i dłuższe cykle pozyskiwania surowców. Z kolei u dostawców surowców i komponentów (upstream) widać efekt lustrzany: dostawcy motoryzacyjni, producenci metali oraz maszyn i urządzeń odnotowali skrócenie cyklu WCR, co wskazuje na zmniejszenie zapasów i słabszą skalę zamówień downstream (od producentów końcowych). Branża elektroniczna i farmaceutyczna odnotowały jedynie niewielki wzrost, co sugeruje bardziej zrównoważoną dynamikę zapasów.
Cła stały się filarem fiskalnym. Ryzyko zwrotu jest realne, ale operacyjnie powolne. Od „Dnia Wyzwolenia” amerykańskie cła wzrosły do 240 mld USD, czyli o około 180 mld USD więcej niż w tym samym okresie w 2024 r. W ujęciu efektywnym stawki celne wzrosły do 10% w grudniu 2025 r. z zaledwie 2,5% rok wcześniej. Około 9 punktów procentowych tego wzrostu wynikało bezpośrednio ze środków związanych z IEEPA, w tym ceł wzajemnych i celów ukierunkowanych na Brazylię, Kanadę, Chiny, Indie i Meksyk. W rzeczywistości IEEPA stanowiło blisko 60% dodatkowych wpływów celnych w ramach systemu obowiązującego po 2 kwietnia. Jeśli cła zostaną uznane za niezgodne z prawem z mocą wsteczną, zobowiązania z tytułu zwrotu mogą osiągnąć 120 mld USD (0,5% PKB), co spowoduje wzrost deficytu fiskalnego Stanów Zjednoczonych do -7,5% PKB. Jednak wdrożenie tego rozwiązania raczej nie nastąpi natychmiast. Sąd może pozostawić rozstrzyganie spraw dotyczących zwrotów sądom niższej instancji, a importerzy prawdopodobnie będą musieli składać wnioski w ramach procedur celnych, co oznacza długotrwały i skomplikowany administracyjnie proces zwrotu, który może trwać nawet kilka lat.
Wykres 1: Łączne wpływy podatkowe z wyższych średnich ceł importowych w USA w 2025 r., mld USD
Źródła: różne, Allianz Trade Research
Dynamika inflacji i stóp procentowych przechyla się nieznacznie w stronę dezinflacyjną. W zasadzie zniesienie ceł nałożonych na mocy ustawy IEEPA ma istotne znaczenie, biorąc pod uwagę ich duży udział w całkowitych amerykańskich należnościach celnych oraz – co kluczowe – ich koncentrację na dobrach konsumpcyjnych. To sprawia, że są one bardziej bezpośrednio wrażliwe na wskaźnik CPI (inflację konsumencką) niż pozostałe cła sektorowe nakładane na mocy Sekcji 232 (poza motoryzacją). To, w jakim stopniu to orzeczenie przełoży się na realne spadki cen lub wyższe marże firm, dopiero się okaże.
Biorąc wszystko pod uwagę, decyzja ta stwarza ryzyko spadku rocznego wskaźnika CPI i czynnik „niedźwiedzi” – sprzyjający spadkowi realnych rentowności papierów krótkoterminowych. Widzimy ryzyko spadku rentowności obligacji skarbowych (Treasuries) o 10–20 pb w najbliższym czasie, ponieważ impuls deflacyjny dominuje nad obawami dotyczącymi podaży fiskalnej. Niemniej jednak niepewność polityczna wokół alternatywnych instrumentów celnych oraz ryzyko ponownego wykorzystania handlu jako broni (tzw. trade weaponization) może ożywić presję na dedolaryzację i wywrzeć presję wzrostową na rentowności, częściowo niwelując początkowy rajd (cen obligacji)”.
Wykres 2: Wpływ amerykańskich ceł na wzrost PKB
Źródła: różne, Allianz Trade Research
Oczekiwać można, że kurs EUR/USD nie ulegnie większym zmianom pomimo rosnącej niepewności. Opóźnienia lub zmiany w umowie handlowej między UE a USA prawdopodobnie nie spowodują znaczących wahań, ponieważ ta para walutowa nie znajduje się w centrum „burzy celnej”.
W przypadku amerykańskich rynków stóp procentowych narracja deflacyjna ulegnie wzmocnieniu. W połączeniu z pewnymi przepływami kapitału w kierunku bezpiecznych aktywów związanymi z sytuacją w Iranie, możemy zaobserwować spadek rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA poniżej progu 4%. Jednak niewielki wzrost gospodarczy w USA, ryzyko fiskalne związane z cłami oraz ryzyko inflacyjne związane z potencjalnym szokiem cen ropy naftowej powinny zapobiec znacznemu spadkowi poniżej tego poziomu. Oczekujemy, że spread 10-letnich i 2-letnich obligacji amerykańskich utrzyma się na poziomie około 60 punktów bazowych, przy czym długi koniec krzywej rentowności będzie oscylował wokół 4%, a zmienny krótki koniec, reagujący na dane, będzie nadal wyceniać reakcję Fed, a nie ryzyko recesji. Dotychczasowe stanowisko Fed w sprawie ceł polegało na pominięciu jednorazowego wpływu na ceny i skupieniu się na podstawowych czynnikach hamujących popyt. Jeśli wpływ ten będzie teraz mniej wyraźny, a bezrobocie pozostanie na niskim poziomie, niektórzy członkowie FOMC mogą być mniej skłonni do obniżania stóp procentowych w nadchodzących miesiącach. Największe ryzyko dostrzegamy po stronie płynności. Jeśli Departament Skarbu będzie musiał zwiększyć emisję długu, aby pokryć zwroty i zrekompensować utracone dochody z ceł, może to jeszcze bardziej osłabić płynność, ponieważ zdolności absorpcyjne pośredników na amerykańskim rynku skarbowych papierów wartościowych są już ograniczone. Sprawia to, że rynek jest bardziej narażony na zmienność stóp krótkoterminowych, która może szybko przenieść się na aktywa ryzykowne.
Aktywa ryzykowne na rynkach publicznych zareagowały w sposób wyważony, co wydaje się rozsądne. Krótkoterminowy wzrost może szybko ustąpić miejsca spadkom spowodowanym niepewnością, dopóki niższe stopy procentowe lub widoczny wyższy wzrost gospodarczy w Stanach Zjednoczonych nie zapewnią wsparcia. W perspektywie średnioterminowej ponowne wprowadzenie podobnych poziomów ceł w znacznym stopniu przywróciłoby poprzednie warunki, powodując przede wszystkim wzrost zmienności. Indeks S&P 500 wzrósł o 0,7%; sektor technologiczny odnotował największe zyski, a wpływ odrzucenia ceł wydaje się minimalny. W Europie wzrost o około 0,9% po ogłoszeniu decyzji był podobny, ale w poniedziałek rano w Azji odnotowano już bardziej negatywne nastawienie, a indeksy Nikkei i CSI spadły o około 1,1%. Uczestnicy rynku przewidywali, że administracja Trumpa wprowadzi alternatywne środki w celu przywrócenia ceł, utrzymując w ten sposób status quo. W perspektywie krótkoterminowej potencjalny wzrost wynikający z dezinflacji, niższych stóp procentowych i wyższego wzrostu gospodarczego może zostać osłabiony przez niepewność związaną z ustanowieniem stabilnych ram taryfowych, które miałyby wpływ na nakłady inwestycyjne. Allianz Trade szacuje, że wzrost gospodarczy o +0,5% mógłby tymczasowo podnieść zyski przedsiębiorstw o około 1%, ale w porównaniu z konsensusem prognoz na 2026 r. wynoszącym +16% dla indeksu S&P 500 i wysokimi wskaźnikami ceny do zysku, co przełożyłoby się na niewielki wzrost cen akcji. Podobnie, przy wysokich wycenach, spadek rentowności obligacji musiałby być znaczący, aby spowodować bardziej wyraźny wzrost cen akcji. Z drugiej strony niepewność może wywrzeć znaczący wpływ na rynek, jak widać było w „Dniu Wyzwolenia”, a w zależności od dalszego kierunku polityki może powrócić bardziej wyraźna zmienność. Ponieważ wzrost i wyceny są w znacznie większym stopniu uzależnione od impulsów gospodarczych wywołanych przez sztuczną inteligencję, uważamy, że przekonanie inwestorów o technologii będzie miało większe znaczenie dla rynków akcji. Wśród aktywów ryzykownych obligacje korporacyjne o ratingu inwestycyjnym wydają się być lepiej przygotowane do radzenia sobie z tą niepewnością: zapewniają one zarówno ekspozycję na spready kredytowe, jak i wrażliwość na stopy procentowe. Chociaż spready pozostają ograniczone, ta klasa aktywów jest stosunkowo dobrze dostosowana do obecnych warunków. Z drugiej strony, akcje rynków wschodzących mogą wykazywać zwiększoną zmienność, biorąc pod uwagę ich wyraźną wrażliwość na cła i solidne wyniki od początku roku, co sugeruje, że uzasadnione jest bardziej selektywne podejście, np. skłaniające się ku technologiom o mniejszej wrażliwości cenowej.
W przypadku private equity przegląd konstytucyjności taryf przez Sąd Najwyższy wprowadza istotną niepewność w zakresie zarządzania portfelem i harmonogram wychodzenia z inwestycji (exit timing) w krytycznym momencie dla ożywienia wypłat dla inwestorów (distributions). Nasza prognoza bazowa przewiduje wzrost wypłat o 5% w 2026 r. i 1% w 2027 r., przy założeniu złagodzenia napięć handlowych i stabilnych warunków politycznych. Jednak obecna sytuacja, przed którą stają zarządzający funduszami PE (sponsors), jest szczególnie złożona w przypadku portfeli nasyconych spółkami z sektora oprogramowania (software), gdzie nowo zaproponowane cła nałożyłyby się na istniejące wyzwania związane z transformacją modeli biznesowych napędzaną przez sztuczną inteligencję.
Dla aktywów nabytych przy wysokich mnożnikach przychodów, takich jak roczniki inwestycyjne (vintages) 2020–21, przecięcie się zmienności polityki handlowej z przełomem technologicznym tworzy trudne decyzje strategiczne – prognozy marż, pozycjonowanie konkurencyjne i założenia dotyczące struktury kosztów podlegają teraz jednoczesnemu ryzyku istotnej rewizji. W tym duchu, jak wskazano w niedawnym badaniu Allianz Trade, niepewność polityki handlowej stała się jednym z kluczowych czynników wpływających na warunki na rynkach wyjścia z inwestycji oraz gotowość kupujących do angażowania kapitału.
W przypadku realizacji negatywnych scenariuszy, w których nastąpi eskalacja trwałego konfliktu handlowego, kończąca się ewentualnie dynamiką dominacji fiskalnej, wzrost wypłat mógłby skurczyć się do -3% w 2026 r., po czym odnotowałby wzrost o 1% w 2027 r. Zamieniłoby to przewidywane ożywienie w spadek i utrzymało koszty finansowania na strukturalnie podwyższonym poziomie dokładnie wtedy, gdy zarządzający potrzebują lepszych warunków do monetyzacji portfeli, generowania zwrotów gotówkowych dla wspólników pasywnych (Limited Partners) oraz pozycjonowania się pod zbiórkę kolejnych funduszy w oparciu o wykazaną dyscyplinę wypłat
Wykres 3: Rozkład zmian dystrybucji amerykańskich funduszy private equity w ujęciu rok do roku (ocena Z)
Źródła: Pitchbook, LSEG Datastream, Allianz Trade Research
W przypadku długu prywatnego (private credit), przegląd ceł wprowadza istotną niepewność właśnie w momencie, gdy marże (spready) na poziomie 450–550 pkt bazowych mogą niewystarczająco wyceniać pojawiające się ryzyka w poszczególnych segmentach portfela. Wprowadzenie ceł bezpośrednio uderzyłoby w marże spółek o znaczącej ekspozycji produkcyjnej, posiadających transgraniczne łańcuchy dostaw lub zależnych od zagranicznych źródeł zaopatrzenia. Dotyczy to znacznej części portfeli długu prywatnego, w których około 40% kredytobiorców już teraz wykazuje ujemne wolne przepływy pieniężne (negative free cash flow), mając ograniczony bufor na zaabsorbowanie dodatkowych szstrząsów w strukturze kosztów.
Dodatkowym powodem do niepokoju jest możliwość wystąpienia dynamiki dominacji fiskalnej (fiscal dominance), co oznaczałoby trwale podwyższone koszty finansowania niezależnie od bieżących działań politycznych i uniemożliwiłoby ulgę w refinansowaniu, którą zdają się zakładać obecne poziomy spreadów. Ryzyko to jest najbardziej widoczne tam, gdzie ekspozycja na cła krzyżuje się z niepewnością modelu biznesowego, szczególnie w portfelach spółek oprogramowania (software), które stanowią największą koncentrację sektorową w portfelach BDC (Business Development Companies), na poziomie około 17%. Firmy mierzące się z przełomem wywołanym przez AI stają przed potrójną niepewnością: co do trwałości przychodów, utrzymania marż i warunków refinansowania.
Kruchość obecnych wycen stała się widoczna podczas tzw. «Dnia Wyzwolenia» (Liberation Day) w kwietniu 2025 r., kiedy to wskaźnik zagrożonych kredytów lewarowanych (leveraged loan distressed ratio) gwałtownie wzrósł do 3,90% z poziomu 3,51%, po czym ustabilizował się latem. Pokazuje to, jak szybko stres kredytowy reaguje na zmienność polityki handlowej. Scenariusz bazowy Allianz Trade nadal zakłada, że spready będą oscylować w granicach 450–550 pkt bazowych, w miarę jak rynki będą trawić umiarkowane wdrażanie ceł i stabilne warunki kredytowe. Jednak trwały konflikt handlowy lub szok wywołany dominacją fiskalną mogą dość szybko zepchnąć spready z powrotem powyżej 600 pkt bazowych, co istotnie ograniczyłoby dostępność kredytu i stworzyło ponowną presję na przestrzeganie kowantów oraz wycenę aktywów netto (NAV).
Uniperks – pierwsza w Polsce platforma umożliwiająca markom dotarcie z dedykowanymi ofertami do zweryfikowanych studentów – pozyskała 1,5 mln PLN w rundzie seed od funduszu Digital Ocean Ventures.
W ciągu roku Uniperks zbudował największą w Polsce zweryfikowaną społeczność studencką, liczącą ponad 300 tys. użytkowników. Platforma współpracuje z ponad 100 markami, oferując im bezpośredni dostęp do aktywnej grupy konsumentów poprzez dedykowane oferty. Wśród partnerów znajdują się m.in. Google, Samsung, Sephora, H&M, Orange czy Zalando.
Miesięczne przychody Uniperks przekroczyły obecnie poziom 400 tys. PLN przy ponad 200 tys. aktywowanych studenckich ofertach i wzroście bazy użytkowników przekraczającym 65% miesiąc do miesiąc
Pozyskane środki zostaną przeznaczone na skalowanie sprzedaży, rozwój zespołu, wdrożenie nowych modułów aplikacji, a także przygotowanie spółki do ekspansji zagranicznej przy wsparciu venture buildera The Heart.
Platforma Uniperks pozyskała 1,5 mln PLN w rundzie seed od funduszu Digital Ocean Ventures. To pierwsza runda inwestycyjna spółki, która w ciągu zaledwie roku zbudowała rozpoznawalną markę i społeczność ponad 300 tys. studentów w całej Polsce. Platforma łączy młodych dorosłych dokonujących swoich pierwszych niezależnych wyborów konsumenckich z markami chcącymi dotrzeć do młodej, aktywnej i zweryfikowanej grupy konsumentów, która buduje swoje nawyki i w perspektywie kilku lat przeżyje największy skok siły nabywczej w życiu. Platforma dostarcza partnerom także narzędzia analityczne pozwalające segmentować użytkowników i optymalizować kampanie w oparciu o rzeczywiste dane behawioralne.
Founderami Uniperks są Andrzej Gryko, Konrad Celer i Karol Kocur. W 2023 r. zauważyli oni lukę rynkową – brak wiarygodnego, technologicznego rozwiązania umożliwiającego markom dotarcie oraz oferowanie realnych korzyści wyłącznie dla zweryfikowanych studentów. W odpowiedzi powstała platforma, która łączy obie strony rynku: studenci otrzymują ułatwiony dostęp do produktów i usług, a marki zyskują bezpieczny, kontrolowany i autentyczny kanał dystrybucji dedykowanych ofert, który zabezpiecza marżę i buduje długoterminową lojalność wśród konsumentów o najwyższym potencjale wartości życiowej (LTV).
– W ostatnich miesiącach rozwój spółki był bardzo dynamiczny, jednak aby jeszcze bardziej przyspieszyć, potrzebowaliśmy doświadczonego partnera, który wesprze nas w budowie kultury organizacyjnej, rozwoju technologii i dalszym skalowaniu biznesu. Przy wsparciu The Heart byliśmy w stanie szybko dotrzeć z naszą wizją do doświadczonych inwestorów i pozyskać finansowanie od Digital Ocean Ventures – mówi Andrzej Gryko, CEO Uniperks.
Skala i trakcja
Miesięczne przychody Uniperks przekroczyły 400 tys. PLN przy 200 tys. aktywowanych miesięcznie ofert. Jednocześnie spółka systematycznie powiększa sieć współpracujących marek – zarówno polskich, jak i globalnych. Platforma umożliwia im udostępnianie ekskluzywnych programów benefitowych wyłącznie zweryfikowanym studentom, generując ponad 20 mln PLN miesięcznej wartości sprzedaży (GMV – Gross Merchandise Value). Ponadto, spółka osiągnęła rentowność zaledwie kilka miesięcy od debiutu platformy.
Dodatkowo partnerzy mają dostęp do zagregowanych danych analitycznych dotyczących zachowań, preferencji zakupowych i aktywności studentów, co pozwala precyzyjnie dopasowywać oferty i komunikację marketingową. Aby utrzymać tempo wzrostu, spółka koncentruje się na usprawnianiu procesów operacyjnych, rozwoju technologii oraz systematycznej rozbudowie struktur organizacyjnych.
W realizacji tych celów spółkę wesprze zarówno kapitał pozyskany od Digital Ocean Ventures, specjalizującego się w finansowaniu spółek na etapie pre-seed i seed (inwestycje w przedziale 1–5 mln PLN), jak i jego wsparcie merytoryczne. W portfolio funduszu znajdują się m.in. Demoboost, Gaius-Lex i 1.Security.
– Uniperks przekonał nas trzema rzeczami: technologią weryfikacji studentów, której nikt w regionie nie zbudował, zespołem, który zanim przyszedł po kapitał, sam zdobył pierwszych klientów i partnerów, oraz rynkiem, na którym model sprawdzony w UK i USA czeka na lokalnego gracza w Europie Środkowej. To rzadkie połączenie. – komentuje Marcin Musiał, Partner w Digital Ocean Ventures.
Pozyskane środki zostaną przeznaczone na skalowanie działalności Uniperks – rozbudowę zespołu, rozwój technologii i sieci partnerstw. Spółka pozostaje otwarta na współpracę z partnerami finansowymi, którzy chcieliby wesprzeć jej dalszą ekspansję. W procesie pozyskania finansowania oraz bieżącego skalowania biznesu Uniperks wspiera venture builder The Heart, który angażuje się strategicznie i operacyjnie u boku założycieli – od weryfikacji pomysłów i budowy strategii, przez rekrutację zespołu, po aktywne pozyskiwanie klientów i finansowania od funduszy.
– Założyciele od początku przekonali nas swoim zaangażowaniem i determinacją do budowy i rozwijania Uniperks. Nasze wsparcie to naturalna odpowiedź na ich skuteczność i potencjał samego produktu. Chcemy dalej towarzyszyć im w rozwoju i pomagać w budowaniu coraz silniejszej pozycji rynkowej – komentuje Marcel Animucki, Venture Architect w The Heart.
Perspektywa rynku
Rynek benefitów edukacyjnych w Polsce pozostaje w dużej mierze niezagospodarowany w modelu technologicznym, podczas gdy młodzi konsumenci oczekują autentyczności, spersonalizowanej komunikacji i wygodnych rozwiązań cyfrowych. Uniperks odpowiada na te potrzeby, łącząc skalowalny model platformowy z precyzyjną weryfikacją użytkowników.
Technologia Uniperks umożliwia zaawansowaną weryfikację statusu studenta, co stanowi istotną przewagę konkurencyjną. Platforma oferuje obecnie dostęp do ponad 100 różnych programów benefitowych współpracując z globalnymi markami takimi jak: Google, Samsung, Sephora, H&M, Medicover czy Zalando.
Wiele dorosłych osób intensywnie zastanawia się nad możliwością bardzo szybkiego uzupełnienia swojego podstawowego wykształcenia w trybie zaocznym. Temat ukończenia szkoły średniej w zaledwie jeden rok budzi liczne i ożywione dyskusje wśród potencjalnych kandydatów. Często brakuje nam czasu na długą edukację, dlatego szukamy rozwiązań, które pozwolą zaoszczędzić cenne miesiące nauki.
Na czym dokładnie polega specyfika nauki w systemie zaocznym?
Edukacja w popularnym trybie zaocznym została stworzona specjalnie z myślą o osobach aktywnych zawodowo oraz posiadających rodziny. Obowiązkowe zjazdy odbywają się zazwyczaj w wybrane weekendy, co pozwala na bezproblemowe łączenie pracy z regularną nauką. Słuchacze otrzymują od szkoły niezbędne materiały dydaktyczne, które muszą opanować całkowicie samodzielnie w domu pomiędzy sesjami. Warto sprawdzić, jak wygląda aktualna rekrutacja do szkół Cosinus, aby poznać szczegółowy harmonogram wszystkich dostępnych zajęć.
Doświadczeni nauczyciele skupiają się na przekazywaniu wiedzy niezbędnej do zdania trudnych egzaminów państwowych kończących ten etap edukacji. Regularna obecność na zajęciach jest monitorowana i często stanowi konieczny warunek dopuszczenia do sesji egzaminacyjnej w semestrze. Program nauczania realizuje pełną podstawę programową, ale w formie skondensowanej i dostosowanej do percepcji osób dorosłych.
Czy warto kontynuować swoją edukację w wybranej szkole policealnej?
Ukończenie szkoły policealnej to doskonały punkt wyjścia do zdobycia konkretnego i bardzo poszukiwanego zawodu na rynku. Szkoły policealne oferują obecnie szeroki wybór ciekawych kierunków, które można ukończyć w stosunkowo krótkim czasie dwóch lat. Ciekawą propozycją dla osób lubiących pracę z najmłodszymi jest opiekunka dziecięca – kierunek w szkole policealnej Cosinus. Absolwenci tego przyszłościowego kierunku znajdują stabilne zatrudnienie w żłobkach, przedszkolach oraz jako nianie w domach prywatnych.
Kształcenie w tym trybie kładzie bardzo duży nacisk na zajęcia praktyczne oraz zdobywanie realnych umiejętności zawodowych. Słuchacze odbywają liczne i wartościowe praktyki zawodowe, dzięki którym poznają specyfikę pracy w wybranej przez siebie branży. Dyplom potwierdzający kwalifikacje zawodowe jest dokumentem honorowanym przez wielu pracodawców w całej Polsce oraz Unii Europejskiej. Jest to wprost idealne rozwiązanie dla osób, które chcą szybko zmienić branżę i zacząć zarabiać pieniądze.
Jakie konkretne perspektywy zawodowe daje uzupełnienie swojego wykształcenia?
Współczesny rynek pracy dynamicznie się zmienia, a pracodawcy coraz częściej poszukują specjalistów z konkretnymi uprawnieniami zawodowymi. Osoby z pełnym wykształceniem kierunkowym mogą liczyć na stabilniejsze zatrudnienie oraz znacznie atrakcyjniejsze warunki finansowe w firmach. Zapoznaj się z kierunkiemterapeuta zajęciowy. Czego uczysz się na zajęciach? W trakcie trwania nauki zdobywasz kwalifikacje do wykonywania zawodu z dużą przyszłością, który pozwala na satysfakcjonującą pracę z osobami potrzebującymi wsparcia w codziennym funkcjonowaniu.
Ciągłe podnoszenie swoich kwalifikacji to dowód na ambicję i chęć rozwoju, co doceniają wszyscy pracodawcy. Edukacja dorosłych pozwala na skuteczne uzupełnienie braków w wykształceniu bez konieczności rezygnowania z dotychczasowego stylu życia. Każdy kolejny zdobyty dyplom lub certyfikat znacząco zwiększa naszą wartość na bardzo konkurencyjnym rynku pracy w regionie. Świadoma decyzja o powrocie do szkoły może stać się punktem zwrotnym w całej dotychczasowej karierze zawodowej.
To już niemal rynkowy rytuał. Nvidia pokazuje kolejny rekordowy kwartał. 68,1 miliarda dolarów przychodów, o 20 proc. więcej niż kwartał wcześniej i o 73 proc. więcej niż rok temu, a Wall Street reaguje bez euforii. W handlu pozasesyjnym po wcześniejszym wzroście ostatecznie akcje rosną o umiarkowane 1,5 proc. Efektu „wow” znów jednak nie ma. Część inwestorów uznała, że podczas konferencji wynikowej nie padło nic, co wyraźnie podniosłoby oczekiwania na kolejne kwartały. Jednocześnie rośnie nerwowość wokół wycen spółek związanych ze sztuczną inteligencją. W ostatnim czasie rynek wymaga od Nvidii perfekcyjności, a ta, jak wiemy, jest trudna, a może nawet niemożliwa do osiągnięcia.
Nvidia przedstawiła wczoraj świetne wyniki za czwarty kwartał roku obrotowego 2026 (zakończony w styczniu 2026). Przychody wyniosły 68,13 miliarda dolarów wobec oczekiwanych około 65,9 miliarda. Segment centrów danych ustanowił rekord na poziomie 62,3 miliarda dolarów przy konsensusie na poziomie 60,4 miliarda. Skorygowany zysk na akcję sięgnął 1,62 dolara, podczas gdy rynek liczył na 1,53 dolara. Zysk netto w minionym kwartale wyniósł 43 miliardy dolarów. Dla porównania to więcej niż całoroczne przychody Nvidii jeszcze w 2023 roku. Przy tej skali działalności utrzymanie takiej dynamiki wzrostu robi wrażenie. Marża brutto na poziomie 75,2 proc. okazała się wyższa od prognoz i rozwiała obawy o rentowność w miarę dojrzewania platformy Blackwell.
Do tego spółka dołożyła bardzo dobre prognozy na przyszłość. Zakłada, że w pierwszym kwartale roku obrotowego 2027 przychody sięgną 78 miliardów dolarów w punkcie środkowym przedziału. Wall Street spodziewało się 72,78 miliarda dolarów. Co więcej, prognoza na pierwszy kwartał nie uwzględnia żadnych przychodów z centrów danych w Chinach. Każde złagodzenie restrykcji eksportowych byłoby więc czystym dodatkiem, który dziś nie jest jeszcze wyceniony.
Microsoft, Amazon, Google i Meta zapowiedziały, że w 2026 roku przeznaczą łącznie 650 miliardów dolarów na infrastrukturę AI. Nvidia znajduje się w samym centrum tej fali wydatków. Widać to w danych, przychody z segmentu sieciowego wzrosły rok do roku o 263 proc., do rekordowych 11 miliardów dolarów. Budowa AI na taką skalę to nie tylko zakup chipów, lecz przebudowa całych centrów danych od podstaw.
Spółka zabezpieczyła 95,2 miliarda dolarów w zapasach i zobowiązaniach wspierających własne moce produkcyjne, niemal dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Gdy największe firmy świata wydają w takim tempie, dostawca musi być gotowy na realizację zamówień. Jedynym słabszym punktem pozostaje segment gier, gdzie sygnalizowane są ograniczenia podażowe w pierwszym kwartale. Skoro jednak centra danych odpowiadają już za 91 proc. biznesu, gaming nie ma dziś tej wagi co kilka lat temu.
I co na to rynek? Reakcja jest umiarkowana i po raz kolejny zabrakło efektu „wow”. Po pierwszym silniejszym wzroście akcje w handlu pozasesyjnym zwyżkują obecnie o umiarkowane 1,5 proc. Widać, że inwestorzy pozostają ostrożni i zdecydowanie wymagają od Nvidii perfekcji. Plusem jest to, że spółka przedstawiła świetne wyniki, ale to wystarcza jedynie do utrzymania obecnego kursu i nieznacznego wzrostu. Aby wywołać euforię i silniejsze zwyżki, potrzebne byłoby coś nowego, czego inwestorzy w wynikach za czwarty kwartał nie dostrzegli.
Część inwestorów zwraca uwagę, że aż 36 proc. przychodów pochodzi od dwóch dużych klientów, których tożsamości spółka nie ujawnia. Pojawiają się pytania o koncentrację przychodów i o to, w jakim stopniu zakupy finansowane są z bilansów tych podmiotów.
Nvidia pokazała kolejny świetny kwartał. Rodzi się jednak pytanie, co stanie się, gdy spółka zanotuje słabszy okres. Widać wyraźną asymetrię percepcji inwestorów. Póki co Nvidia nie zawodzi, a prognozy na kolejne kwartały są obiecujące. Możliwe, że podobny scenariusz zobaczymy ponownie za trzy miesiące. Warto jednak pamiętać o wysokich wycenach spółek technologicznych i brać je pod uwagę przy konstrukcji portfeli inwestycyjnych.
Polska waluta względem euro zapomniała czym jest zmienność. Węgierski forint z kolei przeżywa dobrą passę przed nadchodzącymi wyborami parlamentarnymi. Gwałtownie rosną zapasy ropy w USA, co tylko uwiarygadnia atak na Iran.
Polski złoty wciąż stabilny
Rodzima waluta postanowiła pozazdrościć stabilności rumuńskiej lei i sama stara się nie zmieniać za bardzo wartości względem euro. Kurs EUR/PLN nie jest jeszcze tak stabilny, jak wspomniany EUR/RON, ale patrząc na wykres – emocji jest niewiele. Coś, co dla spekulantów jest dużym utrudnieniem, z kolei mocno pomaga przedsiębiorcom. Przy relatywnie stabilnych kursach dużo łatwiej się planuje działalność. Tak niska zmienność wybija też z rąk jeden z głównych argumentów zwolennikom wejścia do strefy euro. Już teraz mamy bowiem stabilność, którą państwa o bardziej zmiennych walutach uzyskiwały, wchodząc do strefy euro. Musimy jednak pamiętać, że od niemal roku kurs euro odchyla się od poziomu 4,25 zł o około 1% w górę i w dół i nie oznacza to, że zawsze tak będzie.
Forint mocny mimo obniżek
Pomimo ostatniej obniżki stóp procentowych inwestorzy patrzą przychylnie na forinta. Trzeba pamiętać, że pomimo cięcia kraj ten nadal ma główną stopę na poziomie 6,25%. Nie możemy oczywiście zapominać o nadchodzących wyborach. W sondażach już od roku partia Tisza prowadzi, z obecnie niemal 10% przewagą, nad rządzącym teraz Fideszem Victora Orbana. Przy tak dużych różnicach na 1,5 miesiąca przed wyborami, rzadko dochodzi do istotnych przetasowań. Nie takie jednak rzeczy widzieliśmy. Wczorajsze umocnienie forinta – który zyskał około 1% – pokazuje, że kapitał nie boi się niestabilności politycznej.
Wzrost zapasów za oceanem
Na rynku ropy tematem numer jeden jest oczywiście potencjalna interwencja militarna USA w Iranie. Przygotowania do niej odbywają się na różne sposoby. Jednym z nich jest tworzenie rezerw surowca na wypadek ograniczeń dostaw. W zeszłym tygodniu Amerykanie zwiększyli swoje zasoby o absurdalnie wysoką wartość 15,99 mln baryłek ropy naftowej. Oznacza to, że wrzucili do rezerw około 17-18% swojego wydobycia. Jeżeli w tym tempie rosną zapasy, to po uspokojeniu sytuacji na rynku znajdzie się dużo za dużo surowca. Nie zmienia to faktu, że na razie ryzyko interwencji zbrojnej uważane jest za bardzo wysokie, szczególnie biorąc pod uwagę zapowiedzi Iranu o odpowiedzi na atak. W rezultacie nie należy się spodziewać szybkich spadków cen ropy do wyjaśnienia tej sytuacji.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, Mirosław Wróblewski, skierował do sekretarza stanu w Ministerstwie Cyfryzacji, Dariusza Standerskiego, uwagi dotyczące projektu nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Projekt ma na celu zapewnienie skutecznego stosowania unijnego aktu o usługach cyfrowych.
Zdaniem Prezesa UODO uwzględnienie zgłoszonych postulatów w toku prac legislacyjnych może istotnie podnieść poziom ochrony danych osobowych oraz prywatności użytkowników Internetu w Polsce.
Walka z nielegalnymi treściami i nadużyciami danych
Jednym z kluczowych wyzwań wskazanych w opinii jest zapewnienie skutecznej ochrony osób korzystających z Internetu przed nielegalnymi treściami oraz ograniczenie zjawisk związanych z bezprawnym przetwarzaniem danych osobowych – w tym w mediach społecznościowych.
Prezes UODO podkreśla, że konieczne jest stworzenie praktycznych i efektywnych regulacji umożliwiających walkę z cyberzagrożeniami, w szczególności tymi, które prowadzą do naruszania prywatności i praw podstawowych. Szczególnej ochrony wymagają dzieci, młodzież oraz osoby nieporadne, zwłaszcza w kontekście przestępstw o charakterze seksualnym.
Deepfake jako rosnące zagrożenie
W piśmie zwrócono uwagę na niebezpieczeństwa związane z rozwojem technologii deepfake. Materiały generowane przy użyciu sztucznej inteligencji coraz częściej są trudne do odróżnienia od autentycznych nagrań czy zdjęć. Jednocześnie dostępność narzędzi do ich tworzenia sprawia, że niemal każdy może publikować fałszywe treści zawierające cudzy wizerunek lub głos.
Wykorzystanie deepfake’ów w celach przestępczych może prowadzić do poważnych i nieodwracalnych konsekwencji dla życia prywatnego, zdrowia psychicznego, a nawet bezpieczeństwa ofiar. Prezes UODO postuluje wprowadzenie systemowych rozwiązań przeciwdziałających szkodliwemu wykorzystaniu tej technologii oraz zsynchronizowanie nowych regulacji z innymi projektami legislacyjnymi dotyczącymi zwalczania nielegalnych treści i dezinformacji.
Prezes UODO wniósł również o rozszerzenie katalogu czynów zabronionych, których ściganie umożliwiałoby uruchomienie procedury nakazu podjęcia działań przeciwko nielegalnym treściom – w tym ich blokowania lub uniemożliwienia dostępu do nich.
W ocenie organu poważną luką w projekcie jest brak uwzględnienia przestępstw polegających na nielegalnym przetwarzaniu danych osobowych, w tym czynów określonych w art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych oraz art. 54 ustawy dotyczącej przetwarzania danych w związku z zapobieganiem i zwalczaniem przestępczości.
Czyny te mogą wiązać się z wysokim ryzykiem dalszego bezprawnego wykorzystywania danych – w tym ich publikowania w Internecie. Zdaniem Prezesa UODO organy ścigania powinny mieć możliwość wnioskowania o szybkie zastosowanie mechanizmu blokowania takich treści.
Szybsza ścieżka w sprawach dotyczących dzieci
Szczególną uwagę poświęcono przestępstwom o najwyższym ciężarze gatunkowym w cyberprzestrzeni – zwłaszcza tym, które dotykają dzieci i młodzież. W opinii Prezesa UODO projektodawca powinien rozważyć wprowadzenie odrębnego trybu postępowania, umożliwiającego niezwłoczne blokowanie treści związanych z wykorzystywaniem seksualnym lub niegodziwym traktowaniem małoletnich.
Zbyt długie procedury w takich przypadkach mogą bowiem prowadzić do nieodwracalnych skutków dla ofiar.
Skala przetwarzania danych a wymogi RODO
Projektowane przepisy będą wiązać się z przetwarzaniem danych osobowych na bardzo dużą skalę – zarówno danych „zwykłych”, jak i szczególnych kategorii danych, takich jak informacje o zdrowiu, poglądach politycznych czy dane biometryczne.
Procedura usuwania i blokowania nielegalnych treści obejmie również dane potencjalnych sprawców przestępstw, co oznacza przetwarzanie informacji podlegających wzmocnionemu reżimowi ochrony, w tym danych dotyczących wyroków skazujących i czynów zabronionych. W grę wchodzić będą także dane objęte tajemnicami prawnie chronionymi.
Prezes UODO wskazuje, że projektodawca powinien przeprowadzić test prywatności oraz ocenę skutków dla ochrony danych, zgodnie z przepisami RODO. Konieczne jest zapewnienie konkretnych i skutecznych środków ochrony praw i wolności osób, których dane będą przetwarzane w ramach nowych procedur.
Ochrona prywatności a bezpieczeństwo cyfrowe
W ocenie Prezesa UODO nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną powinna nie tylko wdrażać unijne przepisy wynikające z aktu o usługach cyfrowych, ale także w pełni realizować standardy ochrony danych osobowych wypracowane w prawie europejskim.
Zgłoszone uwagi mają na celu zapewnienie równowagi między skuteczną walką z nielegalnymi treściami i cyberprzestępczością a poszanowaniem praw podstawowych oraz prywatności użytkowników Internetu. Uwzględnienie tych postulatów może znacząco wzmocnić system ochrony danych osobowych w Polsce w dobie rosnących zagrożeń cyfrowych.
Styczeń 2026 r. przyniósł wyraźne ożywienie na rynku kredytów ratalnych i mieszkaniowych oraz umiarkowany wzrost w segmencie kredytów gotówkowych. Dane pokazują poprawę w ujęciu rok do roku, choć widoczna jest sezonowa słabość w porównaniu do grudnia 2025 r. Jednocześnie jakość spłat kredytów bankowych pozostaje na bezpiecznym poziomie, choć rośnie szkodowość kart kredytowych.
Kredyty ratalne: mocny wzrost r/r, ale niższe kwoty
W styczniu 2026 r. udzielono o 25,6% więcej kredytów ratalnych niż w styczniu 2025 r. W ujęciu wartościowym wzrost wyniósł 8,9% r/r. Jednocześnie widoczna była ujemna dynamika miesiąc do miesiąca – liczba udzielonych kredytów spadła o 18,5%, a ich wartość o 25,0% w porównaniu z grudniem 2025 r.
Analiza danych wskazuje, że konsumenci częściej sięgają po kredyty ratalne niż rok wcześniej, jednak zaciągają je na niższe kwoty. Średnia wartość kredytu ratalnego udzielonego w styczniu 2026 r. wyniosła 1 750 zł, co oznacza spadek o 13,3% r/r.
Styczeń był kolejnym miesiącem przerywającym negatywny trend spadkowy, który utrzymywał się od początku 2025 r. zarówno pod względem liczby, jak i wartości udzielanych kredytów. Można to interpretować jako sygnał poprawy sytuacji w 2026 r.
Według dr hab. Waldemara Rogowskiego, głównego analityka Grupy BIK, poprawie sprzyjają dwa kluczowe czynniki: dalszy wzrost wynagrodzeń (choć o coraz mniejszej dynamice) oraz spadek stóp procentowych. Oba elementy zwiększają przestrzeń w budżetach domowych, także u osób spłacających inne zobowiązania, w tym kredyty mieszkaniowe.
Dodatkowym impulsem może być poprawa sytuacji na rynku mieszkaniowym. Zakup wyposażenia RTV/AGD do nowo nabytych nieruchomości często finansowany jest kredytem ratalnym, nierzadko oferowanym przy zerowym poziomie RRSO. W kolejnych miesiącach sprzedaż kredytów ratalnych może dodatkowo wspierać rosnąca dynamika sprzedaży detalicznej – pod warunkiem spadku niepewności geopolitycznej, która obecnie skłania część konsumentów do ostrożności i oszczędzania.
Kredyty gotówkowe: umiarkowany, ale stabilny wzrost
Segment kredytów gotówkowych rozwija się wolniej niż ratalne i mieszkaniowe, jednak nadal notuje wzrosty. W styczniu 2026 r. liczba udzielonych kredytów gotówkowych była wyższa o 1,0% r/r, natomiast ich wartość wzrosła o 4,0% r/r.
Średnia kwota kredytu gotówkowego wyniosła 26 498 zł, co oznacza wzrost o 2,9% w porównaniu ze styczniem 2025 r.
Od początku 2025 r. obserwowany jest trend zaciągania kredytów gotówkowych na coraz wyższe kwoty. Szczególnie dynamicznie rośnie segment zobowiązań przekraczających 50 tys. zł. Wzrost ten wynika z połączenia trzech czynników poprawiających zdolność kredytową:
wydłużania okresu kredytowania,
obniżek stóp procentowych i spadku oprocentowania nowych kredytów,
realnego wzrostu wynagrodzeń.
Zjawiska te sprzyjają procesowi konsolidacji kredytów, który pozostaje jednym z głównych motorów akcji kredytowej w tym segmencie.
Kredyty mieszkaniowe: wysoka aktywność i prawie 10 mld zł sprzedaży
Najbardziej dynamiczny wzrost widoczny był w kredytach mieszkaniowych. W styczniu 2026 r. banki udzieliły o 32,1% więcej kredytów hipotecznych r/r, choć w ujęciu miesiąc do miesiąca liczba ta była niższa o 17,8%.
Wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych wzrosła aż o 41,4% r/r, a w porównaniu z grudniem 2025 r. poprawiła się o 2,6%. Łączna styczniowa sprzedaż osiągnęła poziom blisko 10 mld zł.
Średnia kwota kredytu mieszkaniowego wyniosła 455 tys. zł, co oznacza wzrost o 7,1% r/r.
Wysoka aktywność w tym segmencie wynika z rosnącej zdolności kredytowej, wspieranej obniżkami stóp procentowych oraz realnym wzrostem dochodów. Dodatkowo sprzyja jej korzystna sytuacja na rynku mieszkaniowym. Około 80% obecnej akcji kredytowej stanowią kredyty na zakup nieruchomości na rynku pierwotnym i wtórnym, a pozostałe 20% to refinansowanie wcześniej zaciągniętych zobowiązań, najczęściej o okresowo stałej stopie procentowej.
Jakość portfela kredytowego: stabilnie, ale rosną problemy w kartach kredytowych
Styczniowe odczyty BIK Indeksów Jakości kredytów bankowych w ujęciu miesiąc do miesiąca uległy niewielkiemu pogorszeniu:
kredyty gotówkowe: +0,05,
kredyty ratalne: +0,04,
kredyty mieszkaniowe: +0,02.
Miesięczne wahania są typowe dla tych wskaźników. W ujęciu rok do roku jakość kredytów mieszkaniowych i gotówkowych poprawiła się, co oznacza, że poziom ryzyka pozostaje niski i bezpieczny.
Nieco bardziej niepokojące sygnały pojawiają się w segmencie kart kredytowych. Szkodowość wzrosła o 0,39 pkt proc. r/r. Warto jednak zaznaczyć, że obecny poziom Indeksu jakości kart kredytowych jest nadal niższy niż w styczniu 2023 r. i 2020 r.
Zdaniem ekspertów wartości poszczególnych indeksów wymagają stałego monitorowania, aby możliwie wcześnie wychwycić potencjalne sygnały pogorszenia jakości portfela kredytowego.
Perspektywy na 2026 r.
Dane za styczeń 2026 r. wskazują na poprawę koniunktury w kluczowych segmentach rynku kredytowego. Wzrost wynagrodzeń oraz spadek stóp procentowych zwiększają zdolność kredytową gospodarstw domowych, co sprzyja zarówno finansowaniu konsumpcji, jak i zakupów mieszkaniowych.
Kluczowym czynnikiem dla dalszego wzrostu pozostaje jednak poziom niepewności geopolitycznej. Jej ograniczenie mogłoby przełożyć się na większą skłonność konsumentów do wydatków i dalsze ożywienie akcji kredytowej w kolejnych miesiącach 2026 r.
Fundusze Nunatak Capital i Lowercap (sukcesor DFR Inwestycyjny) zakończyły inwestycje we wrocławską spółkę KFB Technologies. Udziały funduszy nabyli założyciele firmy, którzy zapowiadają jej dalszą ekspansję poprzez rozwój organiczny oraz akwizycje spółek w Europie Zachodniej.
Podczas kilkuletniego okresu inwestycyjnego fundusze wsparły dynamiczny rozwój KFB Technologies, w tym budowę nowoczesnego centrum badawczo-rozwojowego w Domasławiu koło Wrocławia, rozwój innowacyjnych metod badawczych i wzmocnienie obszaru ekspertyz środowiskowych. Spółka uruchomiła też w ubiegłym roku opartą o sztuczną inteligencję pionierską platformę RAFA, która umożliwia przedsiębiorstwom zarządzanie wpływem na środowisko w zakresie hałasu, drgań, jakości powietrza, wody i gleby.
– Fundusze Nunatak Capital i Lowercap odegrały kluczową rolę na etapie intensywnego rozwoju naszej spółki. Wsparły nas swoim kapitałem i know-how w budowie zaplecza technologicznego i infrastruktury badawczej – mówi Filip Barański, prezes i współzałożyciel KFB Technologies. – Wykup właścicielski jest naturalnym krokiem po okresie intensywnego wzrostu i osiągnięciu przez spółkę zakładanych celów strategicznych. Dziś, mając silną pozycję rynkową i mocną markę, planujemy kolejny etap rozwoju, czyli przyspieszenie międzynarodowej ekspansji i budowanie partnerstw strategicznych, także poprzez przejęcia zagranicznych spółek.
W wyniku transakcji wykupu inwestorów mniejszościowych, wyłącznymi właścicielami KFB Technologies są ponownie jej założyciele: Katarzyna Barańska i Filip Barański. Lowercap to wehikuł utworzony przez Dolnośląski Fundusz Rozwoju, którego celem jest inwestowanie wiedzy i środków finansowych w rozwój firm sektora mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw z Dolnego Śląska. Nunatak Capital to fundusz venture capital inwestujący w zespoły budujące wartość w oparciu o rozwiązania Data Science, wspierający zarówno twórców innowacji, jak i firmy wykorzystujące istniejące rozwiązania do budowy potencjału swoich produktów oraz trwałej przewagi konkurencyjnej.
– KFB Technologies to przykład bardzo konsekwentnie realizowanej strategii inwestycyjnej z obszaru innowacyjnych technologii – mówi Krzysztof Górka, Prezes Zarządu Lowercap. – Zrealizowaliśmy wspólne cele biznesowe i z satysfakcjonującą stopą zwrotu zakończyliśmy naszą inwestycję rozpoczętą w 2021 roku. Nasze zaangażowanie kapitałowe oraz włączenie do projektu kolejnych inwestorów umożliwiły m.in. budowę jednego z najnowocześniejszych centrów akustycznych w Europie. Dziś KFB Technologies jest świetnie przygotowana do kolejnego etapu rozwoju jako globalny dostawca nowatorskich rozwiązań środowiskowych.
– Inwestycja w KFB Technologies pozwoliła nam wesprzeć zespół, który konsekwentnie przekuwał zaawansowaną innowację w wymierne wyniki biznesowe. Od początku 2022 roku wspólnie zrealizowaliśmy szereg inicjatyw, które przełożyły się na istotny wzrost skali operacyjnej oraz umocnienie technologicznej przewagi spółki – mówi Piotr Ciżkowicz, Prezes Zarządu Nunatak Capital. – Pomyślne zakończenie tego projektu i wypracowany zwrot z inwestycji potwierdzają skuteczność naszego podejścia do wspierania spółek o silnym komponencie technologicznym. KFB Technologies opuszcza nasz portfel jako podmiot dojrzały, z unikatowym zapleczem R&D i pełną gotowością do dalszej ekspansji na rynkach globalnych.
Bazując na swoim 15-letnim doświadczeniu w tworzeniu rozwiązań pomiarowych i analitycznych, KFB Technologies pod koniec ubiegłego roku stworzyła z myślą z o firmach z sektora przemysłowego i budowlanego, operatorach infrastruktury oraz projektach smart cities innowacyjną platformę RAFA, która pozwala na kompleksowe monitorowanie i zarządzanie emisjami do otoczenia zewnętrznego oraz na stanowiskach pracy. Wdrożenie tego innowacyjnego rozwiązania stanowi kolejny krok w globalnym rozwoju spółki, która w zakresie emisji hałasu i drgań oraz analiz środowiskowych współpracuje już z ponad 250 międzynarodowymi klientami z sektora przemysłowego i zrealizowała 2 500 projektów na świecie.
– RAFA to nasz flagowy projekt, który już wdrażamy na rynkach zagranicznych wśród klientów z sektora przemysłowego i budowlanego w Szwajcarii i Niemczech – dodaje Filip Barański. – Mamy system gotowy do skalowania, sprawdzony w realnych zastosowaniach, odpowiadający potrzebom klientów w zakresie zarządzania emisjami i wspomagający raportowanie w obszarze ESG. Uporządkowanie struktury udziałowej i pełna kontrola właścicielska daje nam elastyczność w rozmowach ze strategicznymi partnerami i potencjalnymi celami akwizycyjnymi w ramach realizacji strategii ekspansji na rynki Europy Zachodniej i poza nią.
Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zlecił przeszukanie, które – za zgodą sądu i w asyście policji – odbyło się w siedzibie Allegro w Poznaniu oraz w biurach spółki w Warszawie. Działania przeprowadzono w ramach postępowania wyjaśniającego dotyczącego możliwego naruszenia reguł konkurencji przez operatora największej platformy e-commerce w Polsce.
Na czym polegają podejrzenia?
Postępowanie dotyczy potencjalnego faworyzowania przez Allegro własnych metod dostawy produktów kosztem innych przedsiębiorców. W szczególności chodzi o usługi logistyczne oferowane w ramach Allegro – w tym dostawy do automatów paczkowych Allegro One Box oraz usługi realizowane przez podmioty należące do programu Allegro Delivery.
Zastrzeżenia budzi sposób prezentowania dostępnych opcji dostawy na platformie. Według Urzędu możliwe jest, że mechanizmy wyboru domyślnego punktu odbioru lub widoczność poszczególnych metod dostawy mogły premiować rozwiązania powiązane z Allegro, jednocześnie utrudniając konsumentom wybór alternatywnych firm kurierskich spoza programu.
Zmiana domyślnego punktu odbioru – przykład z praktyki
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny wskazał na przykład znany wielu użytkownikom platformy. Klient regularnie zamawia produkty do tego samego automatu paczkowego, który automatycznie pojawia się jako domyślny punkt odbioru przy kolejnych zakupach. W pewnym momencie następuje zmiana – system wskazuje inny punkt odbioru jako domyślny, a wcześniej wybierany automat staje się trudniejszy do odnalezienia.
Tego rodzaju zmiany w interfejsie i ustawieniach domyślnych mogą mieć istotny wpływ na decyzje zakupowe konsumentów. W ocenie Urzędu, jeśli prowadzą one do systemowego uprzywilejowania własnych usług logistycznych platformy, mogą stanowić naruszenie zasad konkurencji.
Stanowisko UOKiK
– Podejrzenia naruszenia reguł konkurencji były na tyle poważne, że wystąpiliśmy do sądu i uzyskaliśmy zgodę na przeszukanie w siedzibie Allegro w Poznaniu oraz w biurach w Warszawie. Zebraliśmy obszerny i wartościowy materiał, który obecnie drobiazgowo analizujemy – poinformował Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Urząd podkreśla, że przedsiębiorca posiadający na danym rynku pozycję dominującą nie może podejmować działań, które mogłyby szkodzić konkurentom, kontrahentom lub konsumentom. W przypadku platform cyfrowych szczególne znaczenie mają mechanizmy algorytmiczne, sposób prezentacji ofert oraz ustawienia domyślne, które mogą wpływać na zachowania użytkowników.
Postępowanie wyjaśniające – co dalej?
Obecnie prowadzone jest postępowanie wyjaśniające „w sprawie”, a nie przeciwko konkretnemu przedsiębiorcy. Oznacza to, że Urząd bada okoliczności i analizuje zebrany materiał dowodowy, nie stawiając jeszcze formalnych zarzutów.
Jeżeli analiza potwierdzi podejrzenia, Prezes UOKiK może wszcząć postępowanie antymonopolowe i postawić zarzuty konkretnym podmiotom. W przypadku stwierdzenia udziału w porozumieniu ograniczającym konkurencję lub nadużywania pozycji dominującej, przedsiębiorcy grozi kara finansowa w wysokości do 10 proc. rocznego obrotu.
Szerszy kontekst rynkowy
Sprawa wpisuje się w szerszą debatę dotyczącą roli dużych platform cyfrowych i ich wpływu na konkurencję. W ostatnich latach organy antymonopolowe w wielu krajach analizują, czy operatorzy platform nie wykorzystują swojej pozycji do promowania własnych usług kosztem niezależnych partnerów.
W sektorze e-commerce szczególnie wrażliwym obszarem jest logistyka i tzw. ostatnia mila. Kontrola nad sposobem prezentowania opcji dostawy może bowiem bezpośrednio wpływać na udziały rynkowe firm kurierskich oraz warunki konkurowania pomiędzy nimi.
Co to oznacza dla konsumentów i sprzedawców?
Dla konsumentów kluczowe jest zachowanie realnej możliwości wyboru spośród różnych metod dostawy, bez nieuzasadnionego uprzywilejowania jednej z nich. Dla sprzedawców – zwłaszcza mniejszych podmiotów – istotne jest równe traktowanie partnerów logistycznych i transparentne zasady działania platformy.
Na obecnym etapie nie przesądzono, czy doszło do naruszenia prawa. Ostateczne wnioski zależeć będą od wyników analizy zebranego materiału dowodowego. Urząd zapowiada szczegółowe badanie sprawy, a rynek e-commerce uważnie obserwuje dalszy rozwój sytuacji.
Zadłużenie nie zawsze jest efektem lekkomyślności. Często to splot zdarzeń: choroba, utrata pracy, inflacja, raty rosnące szybciej niż pensja. W takiej sytuacji hasło „kolejna pożyczka” brzmi jak zaproszenie do kłopotów, ale rzeczywistość bywa bardziej złożona. Rynek finansowy nie jest czarno-biały, a osoby z długami nie znikają z dnia na dzień z mapy potrzeb finansowych. Właśnie dlatego temat pożyczek dla osób zadłużonych wraca regularnie – i budzi emocje, mity oraz sporo nieporozumień.
Już na wstępie warto jasno powiedzieć jedno, pożyczki dla zadłużonych nie oznaczają pieniędzy „dla każdego, bez pytań i bez zasad”. To popularny skrót myślowy, który nie oddaje realiów działania rynku. Firmy finansowe – również pozabankowe – działają dziś w środowisku mocno regulowanym, z obowiązkiem oceny ryzyka, weryfikacji danych i przestrzegania przepisów o odpowiedzialnym pożyczaniu. Zadłużenie nie zamyka wszystkich drzwi, ale znacząco je zawęża.
Kto naprawdę może liczyć na finansowanie przy zadłużeniu?
W praktyce kluczowe znaczenie ma skala i charakter zadłużenia. Czym innym jest pojedyncze opóźnienie sprzed lat, a czym innym aktywna spirala długów, egzekucje komornicze czy liczne niespłacane zobowiązania. Instytucje finansowe analizują nie tylko wpisy w bazach dłużników, ale także bieżące dochody, stabilność finansową oraz historię spłat. Dane rynkowe pokazują wyraźnie, że sektor pożyczkowy jest dziś bardzo selektywny. Według raportów branżowych odrzucanych jest nawet około 80% składanych wniosków. To jasny sygnał, że dostępność usług finansowych nie oznacza braku kontroli, a szybkość procedur nie przekłada się na automatyczne decyzje.
Dlaczego „szybko” nie znaczy „bez zasad”?
Jednym z najczęstszych mitów jest przekonanie, że pożyczki dla zadłużonych są udzielane osobom bez jakiejkolwiek zdolności finansowej. W rzeczywistości obowiązuje zasada proporcji – nawet przy istniejących długach konieczne jest wykazanie realnej możliwości spłaty nowego zobowiązania. Bez tego decyzja jest odmowna. Takie podejście nie wynika wyłącznie z ostrożności firm, ale z obowiązujących przepisów. Odpowiedzialne pożyczanie to dziś standard rynkowy, a nie dobra wola. Paradoksalnie, odmowa udzielenia finansowania bywa formą ochrony konsumenta przed pogłębianiem problemów finansowych.
Automatyczna analiza danych a decyzje kredytowe
Ewolucja sektora pozabankowego sprawiła, że procesy online nie tylko przyspieszyły ocenę wniosków, ale jednocześnie znacząco zwiększyły zakres analizy danych. Dawniej ocena zdolności kredytowej opierała się na kilku podstawowych parametrach; dziś nowoczesne systemy scoringowe potrafią uwzględniać setki zmiennych – od historii spłat i scoringu w bazach zewnętrznych, przez aktualne obciążenia, aż po behawioralną analizę stabilności źródeł dochodu. Wykorzystanie sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego pozwala na błyskawiczne wychwycenie korelacji, których ludzkie oko mogłoby nie zauważyć.
Oznacza to, że oferowane na rynku pożyczki dla zadłużonych nie są bynajmniej efektem „przymknięcia oka” na ryzyko czy desperacką próbą sprzedaży produktu za wszelką cenę. Wręcz przeciwnie – są one wynikiem precyzyjnych algorytmów oceny, które potrafią wyizolować osoby posiadające zadłużenie, ale wykazujące wysoką etykę płatniczą lub perspektywę poprawy płynności. To właśnie dzięki technologii rynek staje się coraz bardziej przewidywalny, a decyzje – choć podejmowane w kilka minut – rzadko są przypadkowe. Technologia skróciła czas oczekiwania, ale nie zniosła zasad; ona te zasady uszczelniła, czyniąc proces bardziej transparentnym dla obu stron.
Z perspektywy konsumenta znaczenie ma także zrozumienie, że każda kolejna pożyczka w sytuacji zadłużenia wymaga chłodnej kalkulacji. Nawet jeśli pożyczki dla zadłużonych mają pomóc „wyjść na prostą”, brak realnego planu spłaty może szybko zamienić doraźną ulgę w długoterminowy problem. Rynek finansowy coraz wyraźniej komunikuje to wprost: dostęp do pieniędzy nie zwalnia z odpowiedzialności, a selektywność decyzji nie jest wadą systemu, lecz jego zabezpieczeniem.
Pożyczki dla zadłużonych – narzędzie, ale nie cudowne rozwiązanie
Na koniec warto spojrzeć na temat bez emocji, ale też bez uproszczeń. Pożyczki dla zadłużonych istnieją, ponieważ istnieją realne potrzeby i skomplikowane sytuacje życiowe. Nie są jednak ani uniwersalnym ratunkiem, ani z definicji finansową pułapką. To narzędzie – obwarowane przepisami, analizą ryzyka i coraz większą kontrolą – które może pomóc tylko wtedy, gdy jest używane świadomie. A świadomość finansowa, nawet w trudnym momencie, bywa najlepszym zabezpieczeniem przed tym, by problemy nie rosły szybciej niż możliwości ich spłaty.
Dzisiaj w Genewie ma odbyć się trzecia runda pośrednich rozmów USA–Iran o programie nuklearnym, ponownie prowadzona w formule mediacji Omanu. Szef omańskiej dyplomacji Badr Albusaidi ma najpierw uzgodnić z Teheranem pakiet propozycji, a następnie przekazać go stronie amerykańskiej i zebrać jej odpowiedź, co w praktyce oznacza negocjacje wahadłowe. Kluczowym wyzwaniem pozostaje pogodzenie sprzecznych priorytetów. Waszyngton oczekuje twardych ograniczeń ryzyka odbudowy i rozbudowy irańskiego programu nuklearnego, natomiast Teheran stawia na realną ulgę sankcyjną i powrót do normalizacji gospodarczej.
Rozbieżności widać już na poziomie definicji celu rozmów. USA podkreślają, że nie dopuszczą do posiadania przez Iran broni jądrowej, a jednym z najtrudniejszych punktów jest kwestia wzbogacania uranu na terytorium Iranu. Równolegle administracja amerykańska sygnalizuje, że problemem pozostaje też program rakietowy – szczególnie balistyczny – oraz szerzej rozumiana aktywność regionalna Iranu. Teheran odpowiada, że rozmowy powinny dotyczyć wyłącznie spraw nuklearnych i że utrzymanie wzbogacania uranu jest dla niego warunkiem nienegocjowalnym. Po stronie irańskiej nacisk ma przede wszystkim wymiar ekonomiczny. Priorytetem jest zniesienie lub złagodzenie sankcji, w tym dostęp do zamrożonych środków i łatwiejszy eksport, a dyplomacja przedstawia negocjacje jako szansę na „sprawiedliwe i szybkie” porozumienie, przy jednoczesnym podtrzymaniu prawa do cywilnej technologii jądrowej. Dodatkowym obciążeniem jest kwestia materiału rozszczepialnego – w obiegu pozostaje temat losu ok. 400 kg uranu wzbogaconego do 60%, czyli poziomu relatywnie bliskiego progowi uznawanemu za „bojowy”.
Największe ryzyka wynikają z faktu, że rozmowy toczą się w cieniu demonstracji siły. USA wzmacniają obecność wojskową w regionie, co zwiększa ryzyko eskalacji, a Iran ostrzega, że w razie ataku amerykańskie bazy w regionie mogą stać się celem odwetu. Do tego dochodzi presja polityczna po stronie USA. Sondaże pokazują ograniczone poparcie społeczne dla uderzenia (w badaniu Economist/YouGov 49% respondentów było przeciw, a 27% za, przy silnym zróżnicowaniu partyjnym), co podnosi wrażliwość decydentów na dynamikę wydarzeń i na narrację o tym, „kto uderzył pierwszy”. W takim otoczeniu szczególnie destabilizujące są doniesienia sugerujące, że część otoczenia Trumpa rozważałaby scenariusz, w którym Izrael inicjuje uderzenie, a USA włączają się później – bo łatwiej byłoby politycznie uzasadnić eskalację po irańskim odwecie.
Dla rynku ropy kluczowe jest to, że stawką rozmów nie jest wyłącznie architektura porozumienia nuklearnego, lecz także ryzyko zakłóceń fizycznych dostaw i żeglugi. Inwestorzy oraz traderzy patrzą na Cieśninę Ormuz jako strategiczne wąskie gardło. Przez tę trasę przechodzi istotna część globalnych przepływów ropy, a sama wiarygodna groźba ograniczeń potrafi natychmiast podnieść premię za ryzyko w cenach. W lutym notowania Brent reagowały wzrostami już na sam strach przed eskalacją, a poziomy w okolicach 72,50 USD za baryłkę były tłumaczone napięciem geopolitycznym.
Reakcja Brent na wynik rozmów w Genewie może przebiegać dwutorowo. Jeżeli pojawi się wiarygodny postęp – choćby zarys mapy drogowej i deeskalacja retoryki – rynek może zacząć oddawać część premii ryzyka. Jeżeli jednak negocjacje ugrzęzną, a zbliżający się termin wyznaczony przez Trumpa będzie mijał bez rezultatów, wzrośnie prawdopodobieństwo skoku cenowego napędzanego samą niepewnością, zwłaszcza gdyby doszło do incydentów morskich lub pojawiły się sygnały przygotowań do uderzenia. W średnim horyzoncie pojawia się też ryzyko ewentualnego porozumienia połączonego z ulgą sankcyjną. Mogłoby to bowiem zwiększyć podaż poprzez wyższy irański eksport, co sprzyjałoby spadkowi Brent, podczas gdy eskalacja militarna działa w przeciwnym kierunku. Dlatego rynek będzie wyceniał nie tylko to, czy umowa w ogóle powstanie, ale także jej zakres, wiarygodność i tempo wdrażania. W tle widać przygotowania do scenariusza stresowego – według doniesień producenci w regionie, w tym Arabia Saudyjska, mieli zwiększać produkcję i eksport jako zabezpieczenie na wypadek zakłóceń po ewentualnym uderzeniu na Iran.
Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, Mirosław Wróblewski, nałożył administracyjne kary pieniężne na Fundację Lumus po stwierdzeniu szeregu poważnych naruszeń przepisów RODO. Organ nadzorczy podkreślił, że sprawa ta ma charakter systemowy i obnaża trudności, z jakimi borykają się organizacje pozarządowe w obszarze ochrony danych osobowych. Postępowanie wszczęte z urzędu wykazało, że podmioty trzecie otrzymywały od Fundacji dokumenty zawierające nadmiarowe i niezanonimizowane dane beneficjentów oraz współpracowników.
Nieprawidłowości wyszły na jaw, gdy terenowe organy administracji rządowej otrzymały wnioski o wpis na listę podmiotów uprawnionych do prowadzenia punktów nieodpłatnej pomocy prawnej. Do dokumentacji załączono dane 29 osób fizycznych, w tym numery PESEL, adresy zamieszkania oraz wrażliwe informacje o sytuacji zdrowotnej i prawnej beneficjentów. Prezes UODO uznał, że przekazanie tak szerokiego zakresu informacji było nieuzasadnione i naruszało zasadę minimalizacji danych.
Fundacja nie dopełniła również obowiązków notyfikacyjnych, nie zgłaszając naruszenia organowi nadzorczemu w wymaganym terminie 72 godzin. Administrator zaniechał także niezwłocznego powiadomienia osób, których dane dotyczyły, błędnie zakładając, że przekazanie dokumentów do instytucji publicznych niweluje ryzyko. Organ nadzorczy odrzucił tę argumentację, wskazując na konieczność obiektywnej oceny skutków naruszenia dla praw i wolności osób fizycznych.
Kolejnym kluczowym uchybieniem było niewłaściwe usytuowanie inspektora ochrony danych w strukturze organizacji. Funkcję tę sprawował prezes zarządu, co uznano za rażący konflikt interesów i naruszenie zasady niezależności IOD. Fundacja próbowała tłumaczyć tę sytuację specyfiką działalności grantowej, jednak Prezes UODO podkreślił, że nikt nie może skutecznie nadzorować samego siebie pod kątem legalności przetwarzania danych.
W toku postępowania Fundacja dokonała zmian personalnych i powołała zewnętrznego inspektora, co organ uznał za okoliczność łagodzącą, ale niewystarczającą do odstąpienia od kary. Ostatecznie na organizację nałożono kary pieniężne w łącznej wysokości 22 920 zł oraz udzielono upomnienia. Decyzja ta ma przypominać wszystkim organizacjom pozarządowym, że misja publiczna nie zwalnia z rygorystycznego przestrzegania standardów ochrony prywatności.
Łączna kwota sankcji została dobrana tak, aby spełniać funkcję represyjną i prewencyjną, stanowiąc jednocześnie niewielki ułamek rocznego obrotu podmiotu. Organ nadzorczy zaznaczył, że ochrona danych osób korzystających z pomocy prawnej wymaga szczególnej staranności ze względu na kontekst i rodzaj przetwarzanych informacji. Wykazane naruszenia oraz treść decyzji o sygnaturze DKN.5131.15.2025 stanowią ważny głos w dyskusji o profesjonalizacji sektora NGO w Polsce.
Dane inflacyjne ze strefy euro dają komfort EBC. W trakcie środowej sesji AI znowu wlewa optymizm w serca inwestorów, a wyniki gigantów tylko podtrzymują risk on. Pozytywny sentyment omija złotego, ale z całą mocą pompuje forinta.
Strefa euro nie boi się inflacji
Co prawda mówimy tylko o potwierdzeniu wstępnych odczytów, ale mimo wszystko warto przypomnieć sobie, w jakim miejscu znajduje się inflacja w strefie euro. Wskaźnik HICP za styczeń dla całego bloku w ujęciu rocznym wyniósł 1,7%, co potwierdza spadkową tendencję i jest najniższym rezultatem od września 2024 roku. Równocześnie trzeba sobie zdawać sprawę z nierównowagi, która dotyka państwa członkowskie UE (Eurostat liczy miary inflacyjne dla wszystkich, cała Wspólnota zamknęła się na równych 2%). Najniższy wynik na poziomie zaledwie 0,4% wykazała Francja, co cieszy portfele obywateli, ale może coraz bardziej niepokoić rządzących (tak niska dynamika cen może być częściowo efektem słabego tempa rozwoju). Polska w tym zestawieniu znajduje się w środku stawki z rezultatem 2,5%. Po drugiej stronie są już klasycznie mniejsze kraje, jak np. Słowacja z 4,3%. Jednak fatalnie sytuacja wygląda w Rumunii, gdzie HICP wyniosło aż 8,5%. Strukturalne problemy Bukaresztu mogą oddalać perspektywę planowanego dołączenia do strefy euro. A skoro przy całym bloku jesteśmy, to trzeba też zauważyć inflację bazową (bez cen żywności i energii), która z wynikiem 2,2% znalazła się najniżej od października… 2021 roku. Taki układ pozwala Europejskiemu Bankowi Centralnemu na spokojne przyglądanie się dalszemu rozwojowi wypadków.
Kostki pozytywnego domina
Na rynki finansowe powrócił optymizm. A przynajmniej takie wrażenie można odnieść dzięki obserwacji sporej części aktywów w trakcie środowej sesji. Dla rynków kapitałowych sygnałem ulgi było ogłoszenie przez firmę Anthropic współpracy z kilkoma przedsiębiorstwami w celu wdrożenia rozwiązań AI. Ma to być przykład na dostosowywanie się kolejnych branż do trwającej rewolucji, zamiast ogłaszanego co chwilę końca któregoś z sektorów gospodarki. Niestety ten sentyment trudno uznać za coś trwałego. Nawet jeden wpis w social mediach, który będzie dotyczył sztucznej inteligencji, może mięć moc wywoływania panicznych reakcji. Niemniej Anthropic był pierwszą kostką domina dla risk on, ale w Europie ważniejsza była informacja od bankowego giganta HSBC. Ten nie tylko pobił prognozowane parametry za poprzedni rok (przy odpisie sięgającym blisko 5 mld USD!), ale dodatkowo na przyszłość podniósł kluczowy cel dotyczący udzielania pożyczek. Ma to być dowód witalności większości sektora bankowego, który przez część inwestorów często jest postrzegany jako jedna z możliwych ofiar rewolucji AI (moim zdaniem bezzasadnie). Fala optymizmu się nie zatrzymuje, a kolejny napęd stanowi zbliżający się raport finansowy spółki Nvidia, który poznamy jednak już po zamknięciu notowań na Wall Street. Większość zdaje się liczyć, że jeden z ulubieńców inwestorów po raz kolejny przyniesie prowzrostowy impuls.
Powszechny powiew optymizmu
Zajrzyjmy w takim razie na rynki. Środę bardzo mocno zaczęła już Azja (z wyjątkiem w postaci rachitycznego Mumbaju), gdzie najmocniej zaprezentowało się Tokio (+2,2%). Europejskie główne indeksy przed godz. 14 zyskują przynajmniej 0,4%, a najlepiej wygląda Londyn i Mediolan, które idą w górę o blisko 1%. Optymizm nie omija Warszawy, gdzie WIG20 rośnie o 1,3%. Kontrakty na Wall Street wskazują na pozytywne otwarcie handlu kasowego także za Atlantykiem. Spekulanci najwyraźniej znowu dobrze bawią się na metalach szlachetnych, które po lekkim zawahaniu we wtorek, dziś wróciły do wzrostów. Za uncję złota znowu trzeba płacić blisko 5200 USD, a srebro po raz pierwszy od bolesnego tąpnięcia (ok. -50% na przełomie stycznia i lutego) wróciło powyżej 90 USD. Rynku ropy naftowej nie opuszcza napięcie związane z Iranem, a ceny nie oddalają się od strefy kilkumiesięcznych maksimów (za baryłkę odmiany Brent trzeba płacić powyżej 71 USD). Risk on jest na tyle szeroki, że nawet na kryptowaluty po kilku gorszych dniach wróciły lepsze nastroje, a Bitcoin przebija właśnie 66 tys. USD.
Cała naprzód HUF
Mniej jednoznaczny obraz dostrzeżemy na rynku walutowym. Tutaj rzeczywiście traci klasyczna bezpieczna przystań w postaci CHF, ale USD dalej trzyma się mocno (co może wskazywać na inne przyczyny jego pozycji niż klasyczny risk off). Warto jednak podkreślić, że kurs EUR/USD ograniczył swoją zmienność w tym tygodniu do wąskiego zakresu ledwo przekraczającego pół centa. Wydaje się, że dopóki eurodolar nie wyjdzie z tej wąskiej konsolidacji w obszarze 1,174 USD-1,18 USD, to trudno będzie wskazywać na kierunek kolejnych sesji. W tych dość stabilnych okolicznościach słabo radzi sobie polski złoty, który co prawda nie przesadnie, ale jednak oddaje dziś pola. Tym samym kurs euro przekracza 4,22 zł, kurs dolara wraca powyżej 3,58 zł, kurs franka jest stabilnie powyżej 4,62 zł, a kurs funta zerka na 4,85 zł (GBP jest dziś jedną z najsilniejszych walut na rynku). Warto jeszcze zwrócić uwagę na regionalne otoczenie złotego. PLN jest dziś lekko słabszy przy równocześnie dość stabilnym CZK i raptownie zyskującym HUF. Forint rośnie na fali wczorajszego jastrzębiego cięcia stóp (obniżka o 25 pb z wyraźnym podkreśleniem, że to nie początek cyklu) połączonego z nowym sondażem wyborczym, który zwiększa przewagę opozycji (Tisza ma coraz większą szansę na samodzielne rządy). HUF jest na najlepszej pozycji wobec EUR i PLN od listopada 2023 roku.
Gadżety reklamowe pozostają jednym z najbardziej niedocenianych narzędzi w arsenale marketingowym firm. W erze cyfrowej, gdy konsumenci są bombardowani setkami reklam dziennie, fizyczny przedmiot z logo potrafi zbudować trwalszą więź z marką niż niejedna kampania online. Przedsiębiorstwa, które rozumieją tę zależność, zyskują przewagę konkurencyjną – a właściwy partner w doborze upominków promocyjnych może tę przewagę jeszcze wzmocnić.
Dlaczego gadżety reklamowe wciąż działają?
Badania Advertising Specialty Institute pokazują, że aż 85% odbiorców pamięta reklamodawcę, od którego otrzymali gadżet promocyjny, nawet po upływie dwóch lat. To wynik znacznie przewyższający skuteczność reklam telewizyjnych czy banerów internetowych. Przeciętny konsument zachowuje przedmiot promocyjny przez 8–16 miesięcy, co generuje tysiące przypadków ekspozycji marki przy jednorazowym koszcie zakupu.
hellogadzet, marka należąca do Fiorigifts – największego w Polsce sprzedawcy gadżetów reklamowych w segmencie B2B, przez ponad dwie dekady firma zbudowała doświadczenie, które pozwala jej doradzać klientom w wyborze produktów dopasowanych do strategii komunikacji i grupy docelowej.
Jakość upominku wpływa bezpośrednio na postrzeganie firmy, która go wręcza. Według badań PPAI (Promotional Products Association International) 72% konsumentów uważa, że jakość gadżetu reklamowego odzwierciedla reputację marki. Tani, szybko psujący się produkt może więc przynieść efekt odwrotny do zamierzonego.
Oferta hellogadzet obejmuje produkty znanych marek premium, takich jak Hugo Boss, Cross, Nina Ricci czy Sheaffer. To artykuły piśmiennicze, eleganckie zestawy konferencyjne i akcesoria podróżne, które sprawdzają się jako upominki dla partnerów biznesowych i wymagających klientów.
Najważniejsze korzyści płynące z inwestycji w gadżety reklamowe premium to:
budowanie wizerunku marki jako profesjonalnej i godnej zaufania,
dłuższa żywotność produktu, a tym samym więcej ekspozycji logo,
większa skłonność obdarowanych do zachowania i użytkowania gadżetu,
efekt wzajemności – obdarowani chętniej nawiązują współpracę z darczyńcą.
Hellogadzet dysponuje katalogiem liczącym kilkadziesiąt tysięcy produktów, co pozwala dopasować gadżet do niemal każdej okazji i budżetu. W ofercie znajdują się między innymi:
Każdy produkt można opatrzyć logo firmy przy użyciu technik znakowania dobranych do materiału – od sitodruku, przez tampodruk, po grawer laserowy.
Wsparcie na każdym etapie zamówienia
Wyróżnikiem hellogadzet jest kompleksowa obsługa klienta. Firma oferuje darmowe konsultacje z doradcą, który pomaga w doborze gadżetów odpowiednich do celu kampanii. Do dyspozycji klientów pozostaje również Hellogadżetka – wirtualna asystentka AI, dostępna całą dobę na stronie hellogadzet.pl. Pozwala ona szybko uzyskać propozycje produktów, sprawdzić możliwości znakowania i otrzymać wstępną wycenę.
Zespół graficzny przygotowuje wizualizacje na życzenie, dzięki czemu klient widzi efekt jeszcze przed złożeniem zamówienia. To szczególnie istotne przy realizacjach niestandardowych i projektach wymagających precyzyjnego odwzorowania identyfikacji wizualnej.
O firmie hellogadzet
Hellogadzet to sklep internetowy należący do Fiorigifts Sp. z o.o. – największego w Polsce sprzedawcy gadżetów reklamowych w segmencie sprzedaży bezpośredniej do klientów biznesowych. W portfolio hellogadzet znajdują się zarówno klasyczne artykuły promocyjne, jak i produkty premium znanych światowych marek. Firma wyróżnia się indywidualnym podejściem do każdego projektu – od drobnych zamówień po kompleksowe realizacje liczące tysiące sztuk gadżetów rocznie. Klienci cenią hellogadzet za połączenie szerokiego asortymentu z profesjonalnym doradztwem i elastycznością w realizacji nietypowych zleceń.
FAQ
Czy gadżety reklamowe pomagają w budowaniu wizerunku marki?
Tak, i to w sposób mierzalny. Badanie Ipsos przeprowadzone na polskim rynku wskazuje, że 87% Polaków uważa upominki z logo za skuteczne narzędzie budowania rozpoznawalności marki. Fizyczny przedmiot, z którego odbiorca korzysta na co dzień, utrwala pozytywne skojarzenia z firmą znacznie skuteczniej niż ulotna reklama cyfrowa.
Czy lepiej inwestować w jakość, czy ilość gadżetów reklamowych?
Zależy to od celu kampanii. Przy działaniach masowych – np. na targach – sprawdzą się tańsze gadżety w dużych nakładach. Jednak w komunikacji z partnerami biznesowymi i klientami VIP zdecydowanie warto postawić na jakość. Badania pokazują, że 72% konsumentów ocenia reputację firmy przez pryzmat jakości otrzymanych upominków.
Źródła
https://printtobrand.com/do-promotional-products-works/
https://www.giftafeeling.com/pages/promotional-product-statistics-2025
https://www.giftafeeling.com/pages/promotional-product-statistics-2025
https://promoshop.pl/raport-branzowy-gadzety-reklamowe
Stop dla taniej energii? 205 GW zagrożone – nowelizacja może zamrozić miliardy w OZE i wywrócić rynek. Miliardy w ryzyku, ceny energii pod presją, polskie firmy na krawędzi. Apelujemy do rządu i Sejmu: nie zatrzymujcie najtańszej energii w Polsce.
Jako organizacje reprezentujące sektor odnawialnych źródeł energii oraz magazynowania energii alarmujemy, że procedowane zmiany w Prawie energetycznym (UC 84) – mimo słusznego celu uporządkowania systemu przyłączeń do sieci – w obecnym kształcie mogą doprowadzić do zatrzymania setek inwestycji, uderzyć w polskie przedsiębiorstwa oraz zwiększyć presję kosztową na gospodarkę i odbiorców energii.
Obecny kształt nowelizacji Prawa energetycznego może uderzyć nie tylko w branżę, ale przede wszystkim w polskich obywateli i przedsiębiorców, którzy już dziś płacą jedne z najwyższych rachunków za energię w regionie.
To nie jest spór techniczny ani wewnątrzbranżowy. To decyzja o tym, czy Polska przyspieszy budowę najtańszych źródeł energii, czy administracyjnie je wyhamuje – skazując gospodarkę na droższe i obarczone ryzykiem paliwa importowane z zagranicy.
Projekt ustawy wprowadza nierealne harmonogramy oraz skokowe, nieprzewidziane wcześniej obciążenia finansowe – również wobec inwestycji będących już w toku.
„Te przepisy w kilku pozornie drobnych zapisach czynią sytuację inwestorów dramatyczną.
W praktyce mogą zatrzymać rozwój projektów, na które rynek już wydał realne pieniądze” – podkreśla prof. Henryk Majchrzak z Polskiej Izby Gospodarczej Energetyki Odnawialnej
i Rozproszonej. „Mówimy o ryzyku zatrzymania rozwoju projektów rzędu 100 GW oraz o bezpośrednich stratach nawet 10 mld zł poniesionych nakładów na etapie rozwoju” – dodaje
W systemie funkcjonuje dziś ok. 205 GW wydanych warunków przyłączenia dla OZE
i magazynów energii. Z naszej perspektywy nie oznacza to „nadmiaru mocy”, lecz naturalny bufor inwestycyjny – statystycznie realizowana jest jedynie część projektów. Administracyjne skrócenie terminów i nagłe zwiększenie zabezpieczeń finansowych mogą doprowadzić do wyeliminowania znacznej części rynku prywatnego.
„Ustawodawca wytoczył wielką armatę i strzela do mrówek” – ocenia Krzysztof Kochanowski, prezes Polskiej Izby Magazynowania Energii. „Porządkowanie systemu jest potrzebne, ale naprawianie błędów nie może odbywać się kosztem inwestorów, którzy prowadzą realne projekty i finansują transformację prywatnym kapitałem.”
„W najbardziej negatywnym scenariuszu przy dużych projektach z trzech milionów złotych robi się dwanaście– zaliczki i zabezpieczenia rosną skokowo i w bardzo krótkim czasie” – wskazuje Paweł Konieczny, wiceprezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Słonecznej. „To szczególnie uderza w polskie małe i średnie firmy. Jeżeli mówimy o wzmacnianiu krajowego kapitału, regulacje nie mogą działać w odwrotnym kierunku.”
Podkreślamy, że stawką jest konkurencyjność całej gospodarki. Energia z lądowych farm wiatrowych i fotowoltaiki może być wytwarzana na poziomie kosztu ok. 300–350 zł/MWh, podczas gdy energia z gazu – przy obecnych kosztach paliwa i emisji CO₂ – bywa 2–3 razy droższa. Ograniczenie inwestycji w OZE może przełożyć się na wyższe ceny energii dla przemysłu i gospodarstw domowych.
„Jeżeli wyhamujemy rozwój OZE, rachunek zapłaci przemysł i konsumenci. To kwestia konkurencyjności Polski, a nie spór jednej branży z administracją” – podkreśla prof. Majchrzak.
Dwa kluczowe postulaty jako branży OZE:
Realne terminy realizacji projektów – wydłużenie okresów na uzyskanie kluczowych decyzji i spełnienie kamieni milowych (m.in. PV i magazyny: 2 → 3 lata; wiatr na lądzie: 3 → 5 lat).
Proporcjonalne zasady finansowe oraz ochrona projektów w toku – tak, aby nowe wymogi zabezpieczeń i zaliczek były dostosowane do rzeczywistego harmonogramu finansowego inwestycji i nie eliminowały inwestorów administracyjnie.
Nie blokujemy reformy. Chcemy, aby była wykonalna, proporcjonalna i zgodna z zasadą zaufania do państwa prawa. Deklarujemy gotowość do dalszego dialogu z rządem
i parlamentem nad rozwiązaniami, które uporządkują system przyłączeń, wyeliminują patologie, a jednocześnie nie zahamują inwestycji finansowanych w ogromnej mierze przez prywatny polski kapitał.
65% prezesów firm z sektora energii, surowców naturalnych i przemysłu chemicznego wskazuje sztuczną inteligencję jako kluczowy obszar inwestycji, a 66% oczekuje zwrotu z nakładów na ten obszar w okresie od roku do trzech lat. Jednocześnie 72% planuje przeznaczyć od 10% do 20% budżetu inwestycyjnego na rozwój AI w swoich firmach w najbliższych 12 miesiącach. Choć liderzy branży działają w warunkach napięć geopolitycznych i rosnącej presji regulacyjnej, większość z nich w horyzoncie trzech lat spodziewa się wzrostu zarówno globalnej gospodarki, jak i własnych organizacji. Takie wnioski płyną z raportu „KPMG CEO Outlook 2025. Energy, Natural Resources and Chemicals”.
Prezesi firm z sektora energii, surowców naturalnych i przemysłu chemicznego deklarują większy optymizm niż rok wcześniej, jednak ich podejście do wzrostu ma charakter selektywny i ostrożny. Priorytetem staje się stabilność operacyjna, kontrola kosztów oraz przegląd portfela inwestycji. Ekspansja ma być oparta na solidnych fundamentach i przewidywalnych przepływach finansowych.
Jednocześnie krótkoterminowe decyzje zarządów coraz silniej kształtują odporność łańcuchów dostaw, wdrażanie rozwiązań opartych na AI oraz rosnące ryzyka klimatyczne. 27% CEO z sektora wskazuje zjawiska klimatyczne jako istotny czynnik wpływający na strategię – to najwyższy wynik wśród analizowanych branż w badaniu ogólnym.
Polska perspektywa – równoległa transformacja technologiczna i energetyczna
Sektor energii, surowców naturalnych i przemysłu chemicznego w Polsce znajduje się obecnie w fazie intensywnej transformacji. Polskie firmy coraz wyraźniej dostrzegają znaczenie AI, cyfryzacji i działań transformacyjnych jako elementów budujących konkurencyjność, jednak skala wyzwań pozostaje wysoka. Krajowy rynek wciąż opiera się na wysokoemisyjnej infrastrukturze oraz wymaga intensywnych inwestycji modernizacyjnych, co zwiększa presję kosztową i regulacyjną. Szczególną uwagę należy zwrócić na kwestie cyberbezpieczeństwa, ponieważ sektor jest określony w europejskich regulacjach jako obszar o wysokim stopniu krytyczności. W tym kontekście relacja pomiędzy zarządem, zespołami IT oraz osobami odpowiedzialnymi za OT wymaga przejścia przez jednolity standard zgodny z dyrektywą NIS 2, a w procesy cyberbezpieczeństwa będą zaangażowane również osoby dotąd odpowiadające za ciągłość działania, bezpieczeństwo fizyczne i stabilność sieci. Jednocześnie sektor musi stawić czoła presji biznesowej, kosztowej i inwestycyjnej, ponieważ cyberbezpieczeństwo – podobnie jak transformacja energetyczna – wymaga długoterminowych nakładów na modernizację infrastruktury oraz rozwój kompetencji cyfrowych, przy równoczesnym budowaniu odporności operacyjnej – mówi Anna Szczodra, Partner współzarządzający, radca prawny, lider doradztwa dla branży energetycznej w Polsce i EMA w KPMG Law.
AI jako źródło efektywności i przewagi konkurencyjnej
Sztuczna inteligencja coraz częściej wpisuje się w długofalowe strategie firm z omawianych branż. 65% CEO z sektora energii, surowców naturalnych i przemysłu chemicznego wskazuje ją jako kluczowy priorytet inwestycyjny, a 66% oczekuje szybkiego zwrotu z inwestycji.
AI wspiera optymalizację procesów operacyjnych, analizę danych w czasie rzeczywistym oraz podejmowanie decyzji inwestycyjnych. W sektorach kapitałochłonnych nawet niewielka poprawa efektywności przekłada się na wymierny wpływ na marżę i przepływy pieniężne.
Transformacja kompetencji i rynku pracy
Zmiany technologiczne wyraźnie wpływają na strukturę zatrudnienia. 40% CEO z sektora energii, surowców naturalnych i przemysłu chemicznego aktywnie przekształca role najbardziej narażone na automatyzację, a 72% koncentruje się na podnoszeniu kwalifikacji pracowników. Rozwój kompetencji w zakresie analizy danych, zarządzania systemami cyfrowymi oraz wykorzystania AI w środowisku przemysłowym staje się warunkiem dalszego wzrostu.
Jednocześnie sektor mierzy się z wyzwaniami demograficznymi, niedoborem wykwalifikowanych pracowników oraz rosnącymi różnicami pokoleniowymi w zakresie umiejętności przyszłości.
ESG – wysoka deklaratywność, wyzwania wdrożeniowe
72% liderów z sektora deklaruje włączanie zrównoważonego rozwoju do strategii korporacyjnej, jednak tylko 38% w pełni uwzględnia ESG w decyzjach kapitałowych. Ponad połowa respondentów przyznaje, że realizowane strategie nie nadążają za oczekiwaniami interesariuszy.
Oznacza to, że kluczowym wyzwaniem w najbliższych latach będzie integracja celów środowiskowych z modelami finansowymi oraz wykorzystanie technologii – w tym AI – do monitorowania emisji, optymalizacji zużycia energii i poprawy jakości raportowania.
O raporcie:
Raport stanowi część jedenastej edycji globalnego badania „KPMG CEO Outlook”, przeprowadzonego wśród 1 350 dyrektorów generalnych z 11 strategicznych rynków w okresie od 5 sierpnia do 10 września 2025 roku. Opracowanie sektorowe powstało na podstawie odpowiedzi 110 prezesów firm z branży energii, surowców naturalnych i przemysłu chemicznego, reprezentujących organizacje o rocznych przychodach przekraczających 500 mln USD.
Firmy znajdują się w momencie transformacji – organizacyjnej, strukturalnej i cyfrowej, napędzanej m.in. przez rozwój sztucznej inteligencji. W konsekwencji zachodzi ewolucja pożądanych profili kompetencyjnych pracowników, od których coraz częściej oczekuje się połączenia umiejętności twardych i miękkich z technologiczną biegłością. Pracodawcy – choć wciąż ostrożni w swoich politykach płacowych – są gotowi inwestować w takich profesjonalistów, którzy swoimi umiejętnościami realnie przyczynią się do realizacji celów biznesowych organizacji.
Najwięcej, bo 47 proc. firm w nadchodzących rekrutacjach będzie skupiać się przede wszystkim na pozyskaniu kompetencji biznesowych i analitycznych. Najważniejsze będą umiejętności skutecznego zarządzania projektami oraz wnikliwej analizy biznesowej.
Kompetencje miękkie i przywódcze konsekwentnie zyskują na znaczeniu. Dla wielu pracodawców będą one ważniejsze w prowadzonych rekrutacjach nawet od zdolności IT i cyfrowych.
Pozyskanie niezbędnych umiejętności pozostaje dla firm wyzwaniem. Na rynku pracy wciąż panuje luka kompetencji, a przekonanie kandydata z pożądanym profilem kompetencyjnym do zmiany pracy stanowi dla pracodawców spore wyzwanie.
Pracodawcy nadal rekrutują, choć ich oczekiwania wobec kandydatów są dziś wyższe i bardziej precyzyjne niż kilka lat temu. Decyzje rekrutacyjne coraz rzadziej podejmowane są wyłącznie w oparciu o posiadane doświadczenie, a częściej na podstawie umiejętności i realnego wpływu, jaki nowy pracownik może mieć na efektywność i konkurencyjność organizacji.
Transformacja biznesu zmienia potrzeby firm
Jak wynika z Raportu płacowego Hays Poland 2026, zdecydowana większość pracodawców – 84 proc. – planuje prowadzić procesy rekrutacyjne w tym roku. Jako kluczowy powód wskazywany jest rozwój biznesu oraz potrzeba znalezienia zastępstwa za pracowników, którzy zdecydują się odejść z firmy. Jednocześnie argumenty te stopniowo tracą na znaczeniu na rzecz zmian strukturalnych, które w tym roku uzyskały rekordowy wynik 1/5 wskazań.
To wyraźny sygnał, że środowisko biznesowe – a co za tym idzie również rynek pracy – w ostatnich latach przeszło głębokie zmiany, narzucając firmom nowe priorytety i kierunki działań. Aby za nimi nadążyć, organizacje potrzebują odpowiednich, wysoko wykwalifikowanych ekspertów, łączących wiedzę merytoryczną z dojrzałością biznesową.
Potwierdzają to wyniki badania Hays. Na szczycie listy umiejętności poszukiwanych przez pracodawców w 2026 znalazły się kompetencje biznesowe i analityczne, takie jak zarządzanie projektami, analiza biznesowa i planowanie strategiczne. Na drugim miejscu uplasowały się kompetencje techniczne i specyficzne dla określonych branż, natomiast tuż za nimi kompetencje miękkie i przywódcze. W wielu organizacjach te ostatnie są dziś oceniane nawet wyżej niż umiejętności technologiczne, które jeszcze niedawno były nadrzędnym priorytetem.
Kompetencje miękkie i przywódcze ważniejsze niż umiejętności cyfrowe
Choć dzisiejszy rynek pracy w dużej mierze technologiami stoi, a od pracowników wymaga się cyfrowej biegłości i umiejętności pracy np. z narzędziami AI, to same kompetencje IT nie zagwarantują firmom sukcesu. Specjaliści i menedżerowie muszą przede wszystkim umieć skutecznie działać i komunikować się w warunkach niepewności oraz cechować się elastycznością i odpornością psychiczną. Kluczowe stają się zatem wysoko rozwinięte kompetencje miękkie.
Niezwykle ważna z perspektywy pracodawców jest też umiejętność zarządzania zespołem, rozwiązywania problemów, dostosowania się do zmian i budowania relacji – zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz organizacji. Takie zdolności pozwalają bowiem zwiększyć efektywność współpracy w firmie, utrzymać jej konkurencyjność i skutecznie odpowiedzieć na presję rynkową.
–Obecność zaawansowanych technologii w świecie biznesu przestała być już pieśnią przyszłości. Dzisiaj to norma, stąd też kompetencje technologiczne nie są już miłym dodatkiem, lecz standardem –zauważa Agnieszka Czarnecka, CEE HR Consultancy Manager w Hays i dodaje – Weryfikacja kandydatów do pracy następuje więc nie tylko na poziomie obsługi programów i znajomości technologii, ale przede wszystkim płynności i efektywności funkcjonowania w świecie VUCA, czyli w niejednoznacznych warunkach. Plastyczność, elastyczność, odporność psychiczna i umiejętność prowadzenia zespołu przez te zmiany to kompetencje, których nie da się nauczyć w kilka dni. To postawy i potencjał, który się rozwija miesiącami, a nawet latami.
Kompetencje cyfrowe nie przestają być ważne. Wręcz przeciwnie – cyfryzacja świata pracy postępuje, więc firmy powinny jak najszybciej wypełnić swoje luki kompetencyjne w tym obszarze. Jak wynika z raportu Hays, wśród najczęściej poszukiwanych umiejętności cyfrowych są obecnie te z zakresu AI i uczenia maszynowego, analizy danych i data science, infrastruktury i wsparcia IT oraz cyberbezpieczeństwa.
– Kandydaci, którzy łączą te zdolności z wysoko rozwiniętymi umiejętnościami miękkimi i dojrzałością biznesową, w najbliższym czasie mogą otrzymać naprawdę ciekawe oferty pracy. Liderzy, którzy potrafią buforować, modelować i empatycznie nawigować zespołami w kierunku efektywnego wykorzystania technologii w połączeniu z czynnikiem ludzkim, są dziś na wagę złota – podkreśla Agnieszka Czarnecka.
Przed firmami stoi duże wyzwanie
Świadomość występowania w firmie luki kompetencji to ważny, pierwszy krok w kierunku ich pozyskania. Jednak kolejny, a więc zatrudnianie pracowników, którzy je posiadają, może być o wiele trudniejszy do zrealizowania. Wyniki Raportu płacowego Hays pokazują bowiem, że pomimo rosnącej liczby aplikacji na oferty pracy, w minionym roku aż 71 proc. organizacji doświadczyło luki kompetencji. Jednocześnie aż 47 proc. rekrutujących firm spodziewa się trudności w znalezieniu odpowiednich kandydatów.
Jak firmy mogą poradzić sobie z taką sytuacją i skutecznie wypełnić braki w firmie? Najlepsze podejście z jednej strony zakłada podnoszenie kwalifikacji obecnych pracowników (upskilling) lub ich przekwalifikowanie (reskilling), a z drugiej – uruchomienie rekrutacji np. przy wsparciu zewnętrznych agencji rekrutacyjnych. Część firm już teraz korzysta z podobnych rozwiązań, jednak nadal prawie 1/5 organizacji nie ma strategii rozwiązywania problemu luki kompetencji.
Agnieszka Czarnecka dodaje, że sukces wypełniania luk kompetencji będzie też w dużej mierze zależny od liderów – W najbliższym czasie firmy powinny skoncentrować się na zidentyfikowaniu i rozwijaniu samodzielnych, skutecznych i wykwalifikowanych menedżerów, a także kultury organizacyjnej, która będzie wspierać płynne przejście przez zmiany zachodzące w świecie zdominowanym przez niepewność.
Rynek pracy nie stoi w miejscu, więc pierwsze, nawet podstawowe działania, warto podjąć już teraz.
Po nominacji Kevina Warsha na nowego prezesa FED spadają szanse na obniżki stóp procentowych w USA. Węgrzy, mimo ciążącego na tym kraju widma konfliktu z UE o przepisy, obniżają stopy procentowe. Z kolei Chiny nie zmieniają kosztu pieniądza.
Co ze stopami w USA?
Znamy teoretycznie nazwisko następcy Jerome’a Powella. Teoretycznie, bo Kevin Warsh został na razie tylko nominowany przez prezydenta, a nie uzyskał jeszcze akceptacji Senatu. Tę otrzyma prawdopodobnie dopiero w marcu-kwietniu. Trzeba pamiętać, że przejęcie obowiązków następuje w maju. Ponieważ FED ma dwa decyzyjne posiedzenia na kwartał, maj jest miesiącem wolnym od posiedzeń. Ewentualne opóźnienia, wynikające z blokowania Warsha przez Senat, nie powinny zatem wiele zmieniać. Swoją drogą nowy kandydat wydaje się być bardzo dobrą osobą by zebrać poparcie obu partii. Wiadomo – w polityce najczęściej nie przyznaje się racji oponentom, a Warsh na tle innych kandydatur wydaje się mocno kompromisowy. Rynki uważają, że nie będzie on ślepo podporządkowywał się woli prezydenta i oczekują spowolnienia dotychczas oczekiwanego tempa obniżek. Jest to jeden z powodów umacniania się dolara.
Węgrzy obniżają stopy procentowe
Na wczorajszym posiedzeniu Węgierskiego Banku Centralnego doszło do obniżki stóp procentowych o 0,25%. Z poziomu 6,5% na 6,25%. Część komentatorów łączy to z nadchodzącymi w kwietniu wyborami parlamentarnymi. Warto jednak spojrzeć na wskaźnik inflacji. Od trzech miesięcy dość silnie spada i Węgrzy przed obniżką znaleźli się w sytuacji, w której realna stopa procentowa (czyli po odjęciu inflacji) wynosiła imponujące 4,4%. Poziom ten, mimo wczorajszej obniżki stóp procentowych, jest ewenementem w Unii Europejskiej. Przy obecnych poziomach cen tamtejszy Bank Centralny ma jeszcze duże pole do obniżek. Warto jednak pamiętać, że na Węgrzech zwyczajowo trwają manipulacje przy inflacji. Obecnie stosowana jest ustawa nakładająca maksymalne marże w handlu detalicznym, co jest kolejnym punktem spornym z UE. Gdyby doszło do uwolnienia cen, inflacja mogłaby wyskoczyć w górę. Ekonomiści nie są jednak zgodni, jak bardzo. Decyzja o obniżce stóp była oczekiwana przez rynki, stąd jej wpływ na kurs forinta był znikomy.
Chiny nie zmieniają stóp
Bank Chin utrzymał stopy procentowe na niezmienionych poziomach. Stawki w Państwie Środka są jednymi z najbardziej stabilnych na świecie w ostatnich latach. W ciągu ostatniej dekady (a więc także w czasie pandemii) różnica pomiędzy najwyższym a najniższym poziomem wynosiła zaledwie 1,31%. Nie jest to jeszcze Japonia, która w tym czasie miała różnicę na poziomie 0,85%, ale są to poziomy, do których nawet nie zbliżamy się na Zachodzie. Chińczycy oparli się w pandemii presji nadmiernego obniżenia stóp procentowych i zalania gospodarki pieniędzmi, co nie wymusiło potem (jak w większości państw Zachodu) gwałtownych podwyżek stóp.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Cyberprzestępcy wyraźnie zmieniają taktykę działania wobec dużych przedsiębiorstw. Z opracowanego przez firmę Sophos raportu „The State of Ransomware in Enterprise 2025” wynika, że mediana żądanego okupu wobec podmiotów zatrudniających powyżej 1000 pracowników spadła z 2,75 mln do 1,2 mln dolarów, co stanowi największy roczny spadek od początku prowadzenia badania. Jednocześnie rośnie skuteczność firm w zatrzymywaniu ataków jeszcze zanim dane zostaną zaszyfrowane. Nie oznacza to jednak, że ransomware przestał być poważnym zagrożeniem – zmieniła się raczej jego ekonomia i sposób wywierania presji.
Wyniki badania Sophos wyraźnie wskazują, że cyberprzestępcy dostosowują skalę swoich żądań do możliwości ofiar, a zaatakowane przedsiębiorstwa poprawiają zdolności reagowania. Ransomware pozostaje jednak zagrożeniem systemowym – mniej spektakularnym finansowo niż rok temu, ale wciąż poważnym z perspektywy operacyjnej i kadrowej.
Warto zauważyć, że oprócz spadku mediany oczekiwanego okupu obniżyła się równocześnie mediana faktycznie zapłaconego haraczu – z 1,26 mln do 1 mln dolarów. Spadek wynika przede wszystkim z mniejszej liczby żądań przekraczających 5 mln dolarów. Firmy płacą też mniejszy odsetek pierwotnie żądanej kwoty (w 2025 r. przeciętnie było to 86%, wobec 95% rok wcześniej). Ponad połowa przedsiębiorstw, które zapłaciły okup, wynegocjowała niższą kwotę niż początkowo oczekiwana.
– Zaobserwowana zmiana nie oznacza jednak łagodniejszego podejścia atakujących. Raczej świadczy o większym pragmatyzmie, bowiem zamiast maksymalizować wysokość pojedynczego okupu, częściej „celują” w kwoty, które ofiara jest w stanie realnie zapłacić – mówi Chester Wisniewski, Director, Global Field CISO w Sophos.
Coraz mniej skutecznych ataków, ale presja pozostaje
Jak podkreślają analitycy Sophos, po raz pierwszy od pięciu lat mniej niż połowa ataków zakończyła się zaszyfrowaniem danych. W 2025 r. było to 49% przypadków, podczas gdy dwa lata wcześniej odsetek ten sięgał 75%. Jednocześnie 47% ataków zostało zatrzymanych przed zaszyfrowaniem danych – to ponad dwukrotnie więcej niż w 2023 r., gdy było to 22%. Dane te pokazują poprawę w zakresie przegotowania technicznego przedsiębiorstw do wykrywania zagrożeń oraz procesów reagowania na incydenty.
Od kilku lat cyberprzestępcy nie poprzestają wyłącznie na próbach zaszyfrowania danych, mając świadomość, że potencjalna ofiara może szybko odzyskać je z kopii zapasowej. Dlatego równolegle podejmowane są próby kradzieży informacji i – według wyników badania – powiodły się one w 30% przypadków. Nie oznacza to jednak, że skutki ataku są ograniczone wyłącznie do prób szyfrowania. Wśród podmiotów, w których się to udało, 30% doświadczyło również kradzieży danych.
– Model podwójnego wymuszenia – szyfrowanie połączone z groźbą ujawnienia danych – nadal jest istotnym elementem presji i szantażu spowodowania kryzysu wizerunkowego lub odpowiedzialności prawnej. Nawet jeśli firma jest w stanie przywrócić środowisko IT do pracy z kopii zapasowych, ryzyko wycieku informacji wprowadziło konsekwencje ataków ransomware na zupełnie nowy poziom – ostrzega Chester Wisniewski.
Najczęstszą techniczną przyczyną powodzenia ataków pozostają wykorzystywane przez cyberprzestępców luki w oprogramowaniu na komputerze ofiary – odpowiadały za 29% incydentów. Na drugim miejscu znalazły się skutecznie przeprowadzone kampanie phishingowe (21%), których udział niemal podwoił się rok do roku. Tyle samo przypadków wiązało się z użyciem skompromitowanych danych logowania ofiary.
Jednak obok czynników technicznych równie istotne są kwestie organizacyjne. W tym obszarze najczęściej wskazywanym powodem skuteczności ataku była nieznana wcześniej luka w zabezpieczeniach (40% odpowiedzi). Niewiele rzadziej wymieniano braki kadrowe (39%) oraz brak odpowiednich kwalifikacji wśród personelu (również 39%).
Przywrócenie środowiska pracy jest szybsze, ale kosztowne
Średni koszt usunięcia skutków ataku (bez uwzględnienia wartości okupu) spadł o 41%, do najniższego poziomu od trzech lat (z 3,12 mln do 1,84 mln dolarów). Firmy szybciej wracają też do normalnego funkcjonowania. W 2025 r. połowa przedsiębiorstw odzyskała sprawność w ciągu tygodnia, podczas gdy rok wcześniej było to tylko 36%. Łącznie 95% podmiotów deklaruje pełne odtworzenie działalności w ciągu trzech miesięcy.
Jednocześnie 96% firm, których dane zostały zaszyfrowane, zdołało je odzyskać. Co istotne, spadł odsetek podmiotów korzystających z kopii zapasowych (53% wobec 73% rok wcześniej), a 48% zdecydowało się zapłacić okup. Coraz częściej stosowane są też inne metody przywracania danych.
Statystyki dotyczące powrotu do działalności nie oddają jednak w pełni wpływu incydentów na pracowników. We wszystkich firmach, w których doszło do zaszyfrowania danych, wystąpiły negatywne konsekwencje dla zespołów IT i cyberbezpieczeństwa. 40% wskazało na zwiększoną presję ze strony zarządu, 39% na wzrost obciążenia pracą i stres, 31% na absencje związane ze zdrowiem psychicznym, a w 27% przypadków doszło do wymiany lidera zespołu.
Zaobserwowany w badaniu Sophos spadek mediany okupów i kosztów odbudowy może sugerować poprawę sytuacji, jednak dane pokazują raczej ewolucję zagrożenia, jakim jest ransomware, niż jego osłabienie. Częściej udaje się wykrywać ataki, zanim doprowadzą one do zaszyfrowania danych, ale nadal skutkują one kradzieżą informacji, co – jak pokazuje doświadczenie, którym dzielą się ofiary – bywa znacznie bardziej dotkliwe ze względu na utratę zaufania klientów oraz ryzyko poważnych konsekwencji prawnych.
Wobec braku istotnych danych w trakcie wtorkowej sesji rynek walutowy koncentruje swoją uwagę wokół dalszego celnego zamieszania, ale na pewno z ciekawością będzie się dziś przysłuchiwał także wypowiedziom bankierów centralnych (szczególnie tych z Fed). Ropa naftowa wciąż jest blisko wielomiesięcznych szczytów (w oczekiwaniu na rozstrzygnięcia wokół Iranu), a złoto lekko się koryguje po silnych zwyżkach z ostatnich dni.
Jakie cła na stole?
Z pewnym zaskoczeniem przyjąłem, że dziś na 150 dni w życie weszły nowe globalne cła w wysokości 10% zaserwowane przez prezydenta Trumpa. Amerykański przywódca jeszcze w sobotę twierdził, że zmienił zdanie i stawka wyniesie maksymalnie (na tej podstawie prawnej) 15%. Aktualnie okazuje się, że w aktach prawnych widnieje tylko niższe obciążenie, a wyższe pozostaje w sferze zapowiedzi (gróźb?). Taka sytuacja dodaje jeszcze więcej niepewności co do ruchów handlowych Białego Domu. Właśnie ta niepewność stała za wczorajszą decyzją Parlamentu Europejskiego o odroczeniu głosowania nad ratyfikacją umowy handlowej z USA (wynegocjowanej kilka miesięcy temu). PE głosem większości twierdzi, że nie zaakceptuje umowy, której warunki mogą zostać zerwane następnego dnia tylko i wyłącznie według życzenia prezydenta Trumpa. Trudno jakoś mocno się dziwić takiemu podejściu parlamentarzystów, skoro przecieki z amerykańskiej administracji wskazują, że zamierza się ona za chwilę powołać na tę samą podstawę prawną, która działa w przypadku ceł na stal czy aluminium. Problem w tym, że użycie argumentu bezpieczeństwa narodowego jako podstawy dla nałożenie taryf na szerokie spektrum produktów już na pierwszy rzut oka wydaje się wątpliwe prawnie. Warto przypomnieć, że Sąd Najwyższy USA, w swoim piątkowym orzeczeniu odrzucającym podstawę prawną dla większości nałożonych w zeszłym roku ceł, podkreślił konstytucyjne kompetencje Kongresu do prowadzenia długofalowej polityki celnej. Donald Trump nie jest szczególnie znany ze swojej ugodowości, co pozwala sądzić, że kolejne dni (tudzież tygodnie) przyniosą nam raczej dalszą eskalację wojny handlowej, a nie jej wyciszenie. Co można uznać za ciekawe, na tym zamieszaniu w krótkim terminie zyskują zarówno amerykańskie obligacje, jak i amerykański dolar.
USD w ataku, ale na razie złamał tylko JPY
Wtorkowy handel znowu delikatnie faworyzuje dolara amerykańskiego. Bardzo wyraźnie zyskuje on zasadniczo jedynie do jena japońskiego, co ma być efektem nastawienia inwestorów na gołębią podwyżkę stóp przez Bank Japonii (czyli podwyżka z brakiem widoków na kolejne), do której może dojść 19 marca. Aktualnie przy takim obrocie spraw pojawia się przewidywanie, że historycznie silna pozycja premierki Sanaea Takaichi przełoży się na obiecywaną w kampanii wyborczej silną ekspansję fiskalną. Mają to być podstawy do dalszej ucieczki od jena, który tylko dziś traci blisko 1% wobec dolara, a kurs USD/JPY, przekraczając 156 JPY, znalazł się najwyżej od 2 tygodni. Na pozostałej części rynku dolarowego jest spokojniej, co nie oznacza, że USD nie jest siłą dominującą. Kurs EUR/USD znowu schodzi w pobliże 1,177 USD, ale bez pokonania lokalnego wsparcia w okolicy 1,174 USD w dalszym ciągu możemy mówić o kontynuacji konsolidacji, która faworyzuje zielonego. Przy stabilności kursu euro, który balansuje na 4,22 PLN, otrzymujemy kurs dolara wciąż poniżej 3,59 PLN. Kurs franka wraca w pobliże górnego ograniczenia lokalnego trendu bocznego przy 4,63 PLN.
Sytuacja na giełdach i wycena surowców
Na innych rynkach dostrzeżemy oznaki niepewności i braku przekonania inwestorów do obrania wyraźnego kierunku, co przekłada się na spadki części giełd, a wzrosty na innych parkietach (np. Madryt -0,5%, a Paryż +0,3%). Pod znaczną presją podaży znalazła się GPW (WIG20 -1,4%), co przynajmniej w pewnym stopniu można złożyć na karb realizacji zysków po świetnej poniedziałkowej sesji. Kontrakty na Wall Street wskazują na pozytywne otwarcie po drugiej stronie Atlantyku. Napięcia wokół Iranu w praktyce nie słabną (mimo kolejnych rund negocjacji), a to przekłada się na utrzymywanie wycen ropy naftowej blisko 7-miesięcznych szczytów (za baryłkę odmiany Brent trzeba płacić 71,6 USD). Po mocnym odbiciu złota (blisko 200 USD w 4 sesje), dziś widzimy odreagowanie, a za uncję trzeba płacić poniżej 5140 USD.
Przed głosowaniem nad projektem ustawy UC84 branża odnawialnych źródeł energii wciąż nie zna ostatecznego kształtu proponowanych regulacji. Zdaniem przedstawicieli sektora fotowoltaiki i magazynowania energii kierunek zmian jest potrzebny, jednak część zapisów może istotnie wpłynąć na strukturę rynku i tempo transformacji energetycznej w Polsce.
— Nie wiemy, czego możemy się spodziewać po komisji — mówi Jan Sakławski, wiceprezes Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki i Magazynowania Energii, reprezentujący branżę w pracach sejmowych nad projektem. Jak podkreśla, do tej pory nie zapadły jeszcze rozstrzygnięcia dotyczące licznych poprawek zgłoszonych zarówno przez sektor energetyczny, jak i parlamentarzystów. — Nie mieliśmy dotąd żadnych decyzji dotyczących poprawek zgłoszonych przez zainteresowane strony. Nie wiemy też, w jaki sposób Ministerstwo Klimatu i Ministerstwo Energii pogodziły rozbieżności, które pojawiły się podczas ostatnich obrad komisji — wskazuje.
Podczas wcześniejszych prac legislacyjnych różnice stanowisk między resortami były na tyle wyraźne, że przewodniczący połączonych komisji, poseł Ryszard Petru, apelował o ich uzgodnienie jeszcze przed głosowaniem.
— Najpierw rząd musi się porozumieć, a dopiero później można przejść do głosowania. Tymczasem nadal pozostają pytania posłów oraz uwagi całego sektora energetycznego, które nie doczekały się odpowiedzi — dodaje Sakławski.
Branża: ustawa potrzebna, ale nie może działać wstecz
Stanowisko sektora OZE pozostaje niezmienne — reforma systemu przyłączeń jest konieczna, jednak wymaga korekt. Największe obawy inwestorów dotyczą retroaktywności przepisów.
— Najbardziej interesuje nas kwestia działania prawa wstecz i tego, jak nowe mechanizmy będą wpływać na projekty już rozwijane — podkreśla wiceprezes PSFMiE.
Projekt ustawy wprowadza m.in. mechanizmy weryfikujące realność inwestycji, takie jak kamienie milowe czyli obowiązek uzyskania pozwolenia na budowę w określonym czasie.
— Intencją projektodawców było oddzielenie projektów rzeczywiście realizowanych od tych o charakterze czysto handlowym. Rozumiemy ten cel, ale zaproponowane terminy są naszym zdaniem zbyt krótkie — ocenia.
Dodatkowym problemem mają być nowe wymogi finansowe.
— Podwyższenie zabezpieczeń z 3 do 6 mln zł w bardzo krótkim czasie może oznaczać, że część inwestorów nie będzie w stanie utrzymać projektów. W praktyce będą musieli je porzucić albo sprzedać większym podmiotom — mówi.
Ryzyko koncentracji rynku
Zdaniem branży nowe regulacje mogą nieświadomie doprowadzić do koncentracji rynku w rękach największych graczy.
— Reprezentujemy również sektor MŚP i to właśnie te firmy są najbardziej narażone na skutki gwałtownych zmian regulacyjnych. Mają znacznie mniejszą zdolność absorpcji nowych obciążeń finansowych — zaznacza Sakławski.
Jak wyjaśnia, model rozwoju projektów OZE w Polsce opiera się dziś na współpracy mniejszych deweloperów z dużym kapitałem.
— Najwięksi gracze rzadko rozwijają projekty od zera. Zazwyczaj kupują inwestycje doprowadzone do etapu ready to build — z zabezpieczonym gruntem i pozwoleniem na budowę. Jeśli mniejsi inwestorzy zostaną zmuszeni do sprzedaży projektów, to cenę zacznie dyktować kupujący, czyli duży kapitał — tłumaczy.
Transformacja może wyhamować
Ekspert nie przewiduje całkowitego załamania rynku, ale ostrzega przed zmianą jego struktury.
— Nie kreśliłbym kasandrycznych scenariuszy, jednak ciężar kształtowania rynku może przesunąć się bardzo mocno w stronę największych grup kapitałowych — zarówno państwowych, jak i zagranicznych — mówi. Szczególnie istotne może to być w przypadku magazynów energii, które dopiero wchodzą w fazę dynamicznego rozwoju. — Fotowoltaika jest już rynkiem dojrzałym, natomiast magazyny energii dopiero się rozwijają. Istnieje ryzyko, że zahamujemy ten segment na samym początku jego wzrostu — dodaje.
Kierunek zmian akceptowany, problemem szczegóły
Przedstawiciele branży podkreślają jednocześnie, że sam system przyłączeń wymaga reformy.
— Kierunkowo zgadzamy się z propozycjami ministerstwa. Uważamy jednak, że część rozwiązań nie została wystarczająco przemyślana albo ich rzeczywisty cel nie został jasno zakomunikowany rynkowi — podsumowuje Sakławski.
Najbliższe głosowania parlamentarne pokażą, czy postulaty branży zostaną uwzględnione, a projekt UC84 stanie się impulsem do uporządkowania rynku OZE — czy też źródłem nowych barier inwestycyjnych.