Bank Millennium wdraża LiveBank od Ailleron

Bank Millennium wdrożył platformę LiveBank, rozwijaną przez Ailleron jako rozwiązanie do zdalnej obsługi klientów. System LiveBank umożliwia realizację procesów sprzedażowych i doradczych online w czasie rzeczywistym, z wykorzystaniem komunikacji wideo oraz narzędzi współpracy, zintegrowanych z istniejącym ekosystemem firm, w których jest wdrażany.

LiveBank to narzędzie, które łączy kanały cyfrowe z systemami transakcyjnymi i doradczymi. Platforma zapewnia zdalnie pełną współpracę klienta z ekspertem poprzez wideo spotkania, czat, współdzielenie ekranu oraz bezpieczną wymianę dokumentów, umożliwiając prowadzenie procesów end-to-end w jednym środowisku technologicznym, bez konieczności przełączania się pomiędzy kanałami kontaktu.Livebank

Rozwiązanie zostało zaprojektowane tak, aby rozwijać się wraz z potrzebami organizacji. Doradcy mogą umawiać spotkania z klientami, a następnie wykorzystywać funkcjonalności LiveBank bezpośrednio w bankowości internetowej i mobilnej. Elastyczna architektura platformy pozwala obsługiwać dużą liczbę jednoczesnych interakcji oraz stopniowo rozszerzać zakres usługi w miarę wzrostu skali działalności i oczekiwań klientów.

LiveBank jest dziś wykorzystywany w kilkunastu krajach i wspiera instytucje finansowe w budowie nowoczesnych modeli zdalnej, relacyjnej i spersonalizowanej obsługi klienta. Chmurowe platformy komunikacyjno-obsługowe mogą skutecznie łączyć skalę, bezpieczeństwo i wysoką jakość doświadczenia klienta. – mówi Ireneusz Liberacki, General Manager LiveBank w Ailleron S.A.

Platforma LiveBank działa w modelu Software as a Service na infrastrukturze chmurowej. Zapewnia to automatyczną skalowalność, wysoką dostępność oraz umożliwia szybkie wdrażanie nowych funkcjonalności, skracając czas ich wprowadzania na rynek.

Środowisko LiveBank może zostać opcjonalnie rozszerzone o funkcje sztucznej inteligencji, które – po ich uruchomieniu – mogą wspierać pracę doradców oraz jakość obsługi klienta, w tym m.in. przygotowywanie odpowiedzi oraz inteligentne rekomendacje. Funkcje te działają w kontrolowanym otoczeniu, zgodnym z wymogami regulacyjnymi i standardami ochrony danych.

Projektując LiveBank, skupiamy się na dostarczaniu platformy, która może być rozwijana wraz z potrzebami instytucji finansowych. Moduły oparte na sztucznej inteligencji są jednym z elementów tego ekosystemu i mogą być uruchamiane w zależności od dojrzałości organizacyjnej klienta. – mówi Tomasz Król, CEO w Ailleron S.A.

Platforma spełnia wymagania sektora finansowego w zakresie bezpieczeństwa i compliance. Wszystkie komponenty LiveBank są projektowane zgodnie z obowiązującymi regulacjami, a rozwiązanie przechodzi regularne audyty bezpieczeństwa oraz niezależne oceny odporności systemu, co umożliwia jego wykorzystanie w środowiskach o podwyższonych wymaganiach regulacyjnych.

Ceny kakao spadły o 70 proc. od ubiegłorocznego szczytu

W tym roku kakao należy do surowców, które potaniały najmocniej. Spadki są kontynuacją wielomiesięcznej korekty i coraz mocniej uderzają w eksporterów z Afryki Zachodniej. W ciągu ostatniego miesiąca notowania na światowych giełdach zniżkowały o blisko 29 proc., do około 3100 dolarów za tonę. Od majowego szczytu w 2025 roku, gdy kakao kosztowało ponad 11 tys. dolarów za tonę, cena spadła już o ponad 70 proc. To wciąż rynek o bardzo wysokiej zmienności, więc wykluczyć dalszych wahań nie można. Paradoksalnie jednak najtrwalszym skutkiem niedawnej fali wzrostów mogą okazać się nie same ceny, lecz zmiany receptur i to, że czekolada przestaje smakować tak jak kiedyś.

Obecne spadki cen kakao są w dużej mierze konsekwencją wcześniejszych silnych wzrostów. Wysokie ceny zaczęły realnie ograniczać popyt na czekoladę, szczególnie w Europie. Dane o przetwórstwie kakao na Starym Kontynencie są w ostatnim czasie najsłabsze od 2013 roku. Rynek odczytał to jednoznacznie – konsumpcja hamuje, bo czekolada stała się produktem wyraźnie droższym.

Do tego doszły obawy o większą niż wcześniej zakładano podaż w nadchodzącym sezonie. Choć fizyczne dostawy z Wybrzeża Kości Słoniowej w ostatnich dwóch tygodniach są niższe niż rok temu, co przyniosło wyhamowanie spadków i stabilizację. Jednak rynek spodziewa się lepszych zbiorów kakao, po dwóch kolejnych słabszych sezonach. Wystarczyła zmiana nastrojów i realizacja zysków przez inwestorów, by ceny zaczęły gwałtownie spadać. Przy tak dynamicznych wzrostach w poprzednim okresie korekta była tylko kwestią czasu.

To jednak nie oznacza, że w sklepach zobaczymy szybkie i wyraźne obniżki cen czekolady. Mechanizm przenoszenia cen surowców na ceny w sklepach działa z dużym opóźnieniem. Producenci zabezpieczają dostawy kakao nawet z rocznym wyprzedzeniem. Tabliczki, które dziś trafiają na półki, powstały z surowca kontraktowanego po rekordowo wysokich cenach.

Według danych GUS ceny kakao i czekolady w proszku wzrosły w 2025 roku o 12,7 proc. Jeszcze pod koniec ubiegłego roku producenci podnosili ceny, próbując zrekompensować wcześniejsze skoki kosztów. Dzisiejsze spadki na giełdach mogą być widoczne w sklepach dopiero w drugiej połowie roku, a być może jeszcze później.

Nawet jeśli kakao utrzyma się w okolicach obecnych poziomów, nie oznacza to powrotu do taniej czekolady. Surowiec jest tylko jednym z elementów kosztu. Energia, transport, opakowania i wynagrodzenia pozostają wysokie. W praktyce ewentualne obniżki mogą być symboliczne, rzędu około 1 zł na tabliczce. Czekolady kosztujące około 10 zł najprawdopodobniej zostaną z nami na dłużej. Presja kosztowa z ostatnich lat ma jeszcze jeden, gorzki skutek. To zmiany w recepturach. Producenci już wcześniej reagowali zmniejszaniem gramatury tabliczek i ograniczaniem zawartości kakao. Dziś coraz częściej sięgają po tańsze substytuty, szczególnie w USA, gdzie regulacje są mniej restrykcyjne niż w Europie.

W Stanach Zjednoczonych głośno było o liście wnuka twórcy słodyczy Reese’s, który zarzucił obecnemu producentowi, firmie Hershey, odchodzenie od pierwotnej receptury opartej właśnie na mlecznej czekoladzie i prawdziwym maśle orzechowym. W jego ocenie oszczędności kosztowe zaczęto przedstawiać jako innowacje. To pokazuje, że wysoka cena kakao wpływa nie tylko na wyniki finansowe firm, lecz także na jakość produktów i zaufanie do marek budowanych przez dekady.

W Polsce również warto uważnie patrzeć na etykiety. Niska cena może oznaczać shrinkflację. Tabliczka ważąca 80 czy 75 gramów zamiast standardowych 100 gramów wygląda podobnie, ale wcale nie jest okazją.

Paradoks polega na tym, że choć kakao na giełdzie wyraźnie tanieje, dla wielu konsumentów jego smak może stać się coraz mniej intensywny. Jeśli oszczędności w recepturach utrwalą się na dłużej, zmieni się nie tylko cena czekolady, ale i jej smak i charakter. A to może być najbardziej gorzki efekt całej tej historii.

Polakom sztuczna inteligencja niestraszna. Większość nie czuje zagrożenia bezrobociem

16,5% Polaków boi się, że w tym roku straci pracę. 71,6 nie ma takich obaw. Natomiast 11,9% nie jest pewnych, czy doświadcza tego typu lęków. Tak wynika z najnowszego badania rynkowego. Autorzy raportu podkreślają, że wyniki wskazują na podwyższony, choć nie skrajny, poziom stresu społecznego. Ich zdaniem, większe obawy mogą mieć pracownicy wykonujący zadania rutynowe, administracyjne i powtarzalne, które zaczynają przejmować narzędzia oparte na AI. Większy niepokój może występować w regionach o mniejszej dywersyfikacji rynku pracy.

Według raportu pt. „Polacy w obawie o utratę pracy w 2026”, autorstwa UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl, 16,5% ankietowanych obawia się, że w tym roku straci pracę. – Widać, że co szósta osoba w Polsce żyje w niepewności. To umiarkowany odsetek, który pokazuje realne napięcie części społeczeństwa. Mówi też o tym, że rynek nie jest w stanie pełnego spokoju, ale też nie dominuje na nim atmosfera masowego lęku. To raczej obraz umiarkowanej ostrożności niż kryzysowej paniki. Oznacza podwyższony, ale nie skrajny, poziom stresu społecznego – podkreśla psycholog Michał Murgrabia, jeden ze współautorów raportu z platformy ePsycholodzy.pl.

Z badania wynika też, że większość Polaków nie ma ww. obaw – 71,6%. – To sygnał względnej stabilizacji i poczucia kontroli nad własną sytuacją zawodową – czy to dzięki kompetencjom, sytuacji branży, czy ogólnej kondycji rynku pracy. W psychologii poczucie bezpieczeństwa zatrudnienia jest jednym z kluczowych czynników wpływających na dobrostan psychiczny, poziom stresu oraz zaangażowanie w pracę. Osoby, które nie obawiają się utraty pracy, częściej wykazują wyższy poziom motywacji, większą otwartość na rozwój i większe zaufanie do pracodawcy – komentuje Michał Pajdak, drugi ze współautorów raportu z platformy ePsycholodzy.pl.

Ponadto badanie wykazało, że 11,9% Polaków nie wie, czy ma jakiekolwiek obawy w tej kwestii. – Brak jasności co do przyszłości może świadczyć o niedostatecznej komunikacji w firmach, zmiennym otoczeniu rynkowym lub sprzecznych sygnałach płynących z gospodarki. Taki stan zawieszenia sprzyja powstawaniu plotek i wzrostowi lęku w momentach pojawienia się pierwszych negatywnych informacji – analizuje Michał Pajdak.

Zdaniem Michała Murgrabiego, naprawdę zagrożone mogą czuć się osoby zatrudnione w branżach przechodzących intensywne zmiany technologiczne lub organizacyjne. Większe obawy mogą też dotyczyć osób na niestabilnych umowach, które mają mniejsze poczucie kontroli nad swoją sytuacją zawodową. Ekspert zauważa, że lęk coraz częściej dotyczy nie tylko stanowisk niskopłatnych, ale także specjalistów w sektorach podlegających automatyzacji.

– Część osób reaguje na ogólne sygnały gospodarcze, takie jak informacje o spowolnieniu czy restrukturyzacjach w dużych firmach. Niektórzy kierują się sytuacją w swojej branży lub konkretnymi komunikatami pracodawcy. W praktyce często nakładają się na to także czynniki indywidualne, np. wcześniejsze doświadczenie zwolnienia lub poczucie, że ich kompetencje są mniej konkurencyjne – dodaje Michał Murgrabia.

Jak zaznacza Michał Pajdak, szczególne poczucie zagrożenia utratą pracy mogą w tym roku odczuwać przede wszystkim osoby zatrudnione w branżach przechodzących restrukturyzację lub silną presję kosztową. Dotyczy to części przemysłu (zwłaszcza energochłonnego i eksportowego), wybranych segmentów handlu detalicznego oraz firm, które odczuwają skutki spowolnienia inwestycji. W tych sektorach częściej mówi się o optymalizacji kosztów, konsolidacjach czy automatyzacji procesów, co naturalnie podnosi poziom niepewności wśród pracowników.

– Większe obawy mogą mieć pracownicy wykonujący zadania rutynowe, administracyjne i powtarzalne – szczególnie tam, gdzie wdrażane są rozwiązania automatyzacyjne i narzędzia oparte na AI. W tym przypadku lęk nie zawsze wynika z realnych planów redukcji, lecz z obawy przed długofalową zmianą modelu pracy – uzupełnia Michał Pajdak z platformy ePsycholodzy.pl.

Z kolei eksperci z UCE RESEARCH uważają, że zagrożenie silniej odczuwają osoby zatrudnione na umowach czasowych, projektowych lub z krótkim stażem w organizacji. Niepokój może też dotyczyć pracowników w regionach o mniejszej dywersyfikacji rynku pracy, gdzie dominują pojedyncze duże zakłady lub jedna branża. W takich miejscach każda informacja o ograniczeniu produkcji czy inwestycji silniej wpływa na lokalne nastroje.

– Rośnie znaczenie różnic między branżami i regionami. Jedni pracodawcy nadal rekrutują, inni wstrzymują nabory, a redukcje – jeśli się pojawiają – częściej mają charakter branżowy niż systemowy. Z punktu widzenia twardych przesłanek makro, rynek nie wygląda na kryzysowy. Projekcje i prognozy na 2026 r. zakładają kontynuację wzrostu gospodarczego. NBP w projekcji z listopada 2025 wskazuje dla 2026 r. wyższą dynamikę PKB niż w 2025 roku. Przewiduje się raczej umiarkowane bezrobocie w okolicach ok. 5,4-5,5% w prognozach na lata 2026-2027 – informuje Michał Pajdak.

Jak podsumowują autorzy raportu, osoby obawiające się zwolnienia mogą być bardziej skłonne do poszukiwania alternatywnych ofert pracy, ograniczania wydatków oraz ostrożniejszych decyzji życiowych. W organizacjach może to przekładać się na mniejszą lojalność, większą rotację lub spadek zaangażowania.


***
Opis metody analitycznej/badawczej

Badanie zostało przeprowadzone w ramach projektu pt. „Polacy w obawie o utratę pracy w 2026” w drugiej połowie lutego br. metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH i platformę psychoterapii online ePsycholodzy.pl na ogólnopolskiej próbie 1011 dorosłych Polaków.

Umiarkowane prognozy dla Europy. Gdzie branża dóbr luksusowych będzie rosła najszybciej w 2026 r.?

Globalna branża dóbr luksusowych wchodzi w nową fazę rozwoju, w której priorytetem staje się jakość wzrostu, a nie jego tempo. Z raportu „Global Powers of Luxury Goods 2026” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że 66,9 proc. przedstawicieli kadry zarządzającej mimo niekorzystnej sytuacji spodziewa się uzyskania stabilnych lub rosnących przychodów. Jednocześnie ponad 80 proc. liderów przewiduje dostosowanie cen do warunków rynkowych, aby chronić rentowność w warunkach umiarkowanego popytu. W nadchodzącym czasie przedsiębiorstwa planują przejść z ekspansji wolumenowej w kierunku rentowności, selektywności inwestycji i budowania długoterminowej relacji, zamiast jednorazowego pozyskiwania nowych klientów.

Według prognoz liderów branży, 2026 będzie czasem umiarkowanego rozwoju, a nie dynamicznej ekspansji. Nastroje wśród kadry zarządzającej najwyższego szczebla wskazują, że sektor jest pewny swojego potencjału, ale zachowuje ostrożność – firmy koncentrują się na dyscyplinie cenowej, efektywności operacyjnej oraz selektywnych inwestycjach w zasoby, kapitał ludzki i rozwój sieci sprzedaży. Jako główne priorytety w nadchodzącym czasie 35,7 proc. respondentów wskazuje napędzanie wzrostu, 30,5 proc. koncentruje się na wzmacnianiu odporności finansowej, a 14,3 proc. na przewidywaniu i reagowaniu na zmieniające się potrzeby klientów.

Konsumenci nie ograniczyli istotnie wydatków na dobra luksusowe, zmienili jednak ich strukturę. W ostatnim czasie sprzedaż produktów kategorii luxury zaczęła się stabilizować, natomiast segmenty oparte na doświadczeniach, takie jak podróże czy hotelarstwo, wyraźnie przyspieszyły. Z danych Euromonitor wynika, że w 2025 r. wzrosły one o 8 proc., osiągając wartość 103,4 mld dolarów. Zmiana ta pokazuje, że współczesny klient coraz rzadziej koncentruje się wyłącznie na samym produkcie. Coraz częściej oczekuje od marki dostarczania emocji, unikalnych przeżyć i wartości, które wykraczają poza materialny aspekt zakupu. Liderzy branży postrzegają ten trend nie jako krótkoterminową korektę, ale jako trwałą ewolucję modelu konsumpcji – mówi Dorota Cudna-Sławińska, partnerka, liderka portfolio Strategy w Polsce i w Europie Środkowej, Deloitte.

Sektory i regiony o przewidywanych największych wzrostach

Utrzymujące się przesunięcie preferencji w stronę doświadczeń znajduje odzwierciedlenie także w przewidywaniach, co do kategorii ze spodziewanymi największymi wzrostami. Ponad jedna trzecia badanych (36,2 proc.) zakłada, że w tym roku najwyższą dynamikę wzrostu osiągną luksusowe podróże. Na kolejnych miejscach znalazły się kosmetyki wskazane przez 18,6 proc. liderów oraz odzież i obuwie, które stanowiły wybór 17,4 proc. ankietowanych. Znacznie niższe odsetki respondentów wskazywały na biżuterię (9,3 proc.), zegarki (9 proc.), fine dining (5 proc.) i wyroby skórzane (4,5 proc.).

Dominującą pozycję na globalnym rynku dóbr luksusowych utrzymują Chiny, a liderzy wskazują je jako główny motor światowej konsumpcji luksusu w 2026 roku. Innymi regionami o przewidywanych znaczących wzrostach w br. są Japonia, Bliski Wschód oraz Indie. W Europie i Ameryce Północnej dynamika ta będzie umiarkowana, z kolei w Afryce i Ameryce Południowej znikoma.

Trendy konsumenckie: relacja zamiast transakcji

Kadra zarządzająca z branży dóbr luksusowych jest zgodna w kwestii trendów, które będą kształtować rynek w perspektywie najbliższych miesięcy. Na pierwszym planie znajduje się rosnący popyt na hiperpersonalizację oraz usługi oparte na danych – 33,3 proc. badanych uznaje je za kluczowy czynnik wpływający na sektor. Klienci segmentu luxury oczekują dziś doświadczeń „szytych na miarę” w każdym punkcie styku z marką. Oznacza to przejście od modelu masowej komunikacji do modelu relacyjnego, w którym marka zarządza wartością klienta w całym cyklu życia.

Oprócz tego rośnie znaczenie luksusu doświadczeń, gdzie konsumenci przedkładają angażujące przeżycia nad sam akt zakupu – jego znaczący wpływ na branżę zadeklarowała jedna piąta badanych. Dodatkowo rynek wtórny przestaje być zjawiskiem peryferyjnym. 19 proc. respondentów wskazuje na rosnące znaczenie podejścia zorientowanego na wartość oraz rozwój kategorii produktów z drugiej ręki. Zjawisko to napędzane jest silnym popytem na rozwiązania bardziej zrównoważone, dłuższy cykl życia produktów oraz ich postrzeganą wartość inwestycyjną. W odpowiedzi na zmianę oczekiwań klientów już 68,3 proc. przedsiębiorstw oferuje usługi naprawy i odnowy, 53,8 proc. rozwija programy certyfikowanej odsprzedaży, a 44,5 proc. współpracuje z wyspecjalizowanymi platformami.

Inwestycje w wizerunek, technologie i integrację kanałów

W strukturze planowanych nakładów 26,2 proc. osób na stanowiskach zarządczych wskazuje marketing i pozycjonowanie marki jako główny obszar alokacji kapitału. Jedna piąta (20,5 proc) koncentruje się na transformacji cyfrowej, a 13,8 proc. na integracji kanałów sprzedaży i poprawie jakości doświadczenia odbiorców usług. Marka pozostaje podstawowym źródłem wartości, jednak jej siła coraz częściej zależy od jakości infrastruktury cyfrowej i zdolności do przetwarzania danych. Jednym z istotnych obszarów w tym kontekście jest wdrożenie sztucznej inteligencji. Aktualnie 40,7 proc. liderów deklaruje, że ich firmy analizują sposoby jej wdrożenia, 41,2 proc. rozpoczęło implementację w wybranych obszarach, a 11,9 proc. deklaruje pełne wykorzystanie technologii w kluczowych dla organizacji obszarach. Potencjał sztucznej inteligencji rozkłada się równomiernie wzdłuż łańcucha wartości: projektowanie produktów i innowacje (21,3 proc.), marketing i reklama (21,3 proc.), personalizacja relacji z klientem (21,1 proc.) oraz prognozowanie popytu i zarządzanie zapasami (20,6 proc.). W perspektywie pięciu lat to właśnie sztuczna inteligencja – wskazana przez 31,7 proc. respondentów jako najbardziej transformujący czynnik – będzie decydować o efektywności operacyjnej i precyzji personalizacji.

Projektowanie odpowiedzialnego luksusu

Zrównoważony rozwój przestaje być w sektorze luksusowym wyłącznie obszarem raportowania i zgodności regulacyjnej. Coraz wyraźniej staje się elementem strategicznej transformacji modelu biznesowego. Ponad jedna czwarta (25,7 proc.) przedstawicieli C-suite z branży wskazuje badania i rozwój jako najistotniejszy kierunek działań w perspektywie trzech do pięciu lat, a 21,7 proc. koncentruje się na gospodarce o obiegu zamkniętym i zarządzaniu cyklem życia produktu. 16,4 proc. organizacji priorytetowo traktuje redukcję wpływu środowiskowego, a 16,2 proc. zgodność regulacyjną i raportowanie. W tle rośnie znaczenie aspektów społecznych i kultury włączania (11,4 proc.), które wpływają na poziom zaufania do marki oraz jej długoterminową wiarygodność.

Marki, które chcą osiągnąć sukces powinny łączyć innowacje materiałowe, przejrzystość łańcucha dostaw oraz odpowiedzialność społeczną z atrakcyjnością produktu i wiarygodnością marki. Zrównoważony rozwój oznacza dziś przebudowę łańcucha wartości od projektowania i doboru surowców, przez procesy produkcyjne, po zarządzanie cyklem życia produktu. Transparentność staje się warunkiem operacyjnym tego modelu – cyfrowe paszporty produktów oraz systemy identyfikowalności przechodzą z etapu pilotażowego do poziomu infrastruktury wspierającej skalowalność i wiarygodność działań – dodaje Julia Patorska, partnerka, liderka portfolio Sustainability & Climate w Polsce i Europie Środkowej w Deloitte.

O raporcie:

Jedenasta edycja raportu „Global Powers of Luxury Goods 2026” opiera się na badaniu przeprowadzonym w sierpniu i wrześniu 2025 r. wśród 420 przedstawicieli najwyższej kadry zarządzającej firm z sektora dóbr luksusowych działających w 10 krajach. Respondentami byli członkowie zarządów, rad nadzorczych oraz menedżerowie wyższego szczebla bezpośrednio odpowiedzialni za kluczowe inicjatywy strategiczne w swoich organizacjach. Badanie objęło główne segmenty rynku, w tym odzież i obuwie, torby i akcesoria, biżuterię, zegarki, kosmetyki oraz hotelarstwo. Przez dziesięć edycji raport analizował branżę przede wszystkim przez pryzmat sprawozdań finansowych, wskazując, które przedsiębiorstwa osiągały najlepsze wyniki oraz w jakich segmentach i regionach następował wzrost. Tegoroczna odsłona wprowadza zmianę metodologiczną i przyjmuje perspektywę wyprzedzającą.

Styczeń pod znakiem leków i kosmetyków. Pogoda podyktowała strukturę wydatków Polaków

GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej w styczniu. W związku z tym przesyłam poniżej komentarz, który przygotował Miłosz Mickiewicz, dyrektor ds. sprzedaży i rozwoju biznesu w Grupie Comperia.pl SA.

Jeśli pojawią się dodatkowe pytania do eksperta, proszę śmiało pisać, zaaranżujemy rozmowę lub dostarczymy odpowiedzi.

GUS opublikował dane o sprzedaży detalicznej za styczeń 2026 r. W cenach stałych była ona wyższa niż przed rokiem o 4,4 proc., wobec 4,9 proc. w styczniu 2025 r. W porównaniu z grudniem odnotowano natomiast spadek o 17,8 proc., co jest naturalną konsekwencją bardzo wysokiej bazy świątecznej i sezonowego wygaszenia popytu po grudniowym szczycie zakupowym.

Na tle handlu ogółem bardzo dobrze prezentuje się sprzedaż internetowa. W styczniu wartość sprzedaży online była o 10,9 proc. wyższa niż przed rokiem, a udział e-commerce w sprzedaży detalicznej ogółem wzrósł z 9,1 proc. do 9,7 proc. To potwierdza, że mimo sezonowego osłabienia popytu w ujęciu miesiąc do miesiąca, kanał internetowy utrzymuje swoją pozycję jako trwały element struktury handlu.

W ujęciu miesięcznym sprzedaż online spadła do poziomu 78,6 proc. grudniowej wartości, co oznacza wyraźne cofnięcie względem świątecznego szczytu. Warto jednak podkreślić, że jest to najpłytszy styczniowy dołek od lat. W poprzednich latach dynamika ta spadała nawet poniżej 70 proc. Zdarzało się również, że ujemną dynamikę obserwowaliśmy już w relacji listopad – grudzień. Tegoroczny odczyt sugeruje więc większą stabilność popytu w kanale online i łagodniejsze wyhamowanie po okresie świątecznym.

Spadki objęły wszystkie analizowane kategorie, co jest typowym zjawiskiem po grudniowym szczycie zakupowym. Najsilniejsze cofnięcie zanotowała kategoria pojazdy samochodowe, motocykle, części, gdzie dynamika wyniosła 42,4 proc. Co ciekawe, w poprzednich latach styczeń w tej kategorii przynosił zazwyczaj wzrosty w relacji do miesiąca poprzedniego. Może to sugerować, że w sezonie 2025/2026 część zakupów została zrealizowana wcześniej – jeszcze w okresie promocyjnym.

Wyjątkiem pozostaje kategoria farmaceutyki, kosmetyki, sprzęt ortopedyczny, gdzie sprzedaż utrzymała się niemal na poziomie z grudnia (spadek o zaledwie 1,2 proc.), a w ujęciu rok do roku była wyższa aż o 39,6 proc. Taki wynik może mieć związek z warunkami pogodowymi – niskimi temperaturami oraz trudniejszymi warunkami na drogach i chodnikach – które sprzyjają zwiększonemu popytowi na produkty z tej grupy.

Styczniowe dane pokazują więc klasyczny efekt sezonowego schłodzenia po grudniu, ale jednocześnie potwierdzają stabilność e-commerce w ujęciu rocznym. Dwucyfrowa dynamika sprzedaży online rok do roku oraz utrzymujący się wysoki udział w sprzedaży ogółem wskazują, że kanał internetowy wchodzi w 2026 r. z mocną pozycją wyjściową. Kluczowe będzie teraz to, czy w kolejnych miesiącach utrzyma się dodatnia dynamika roczna i czy sezonowe wahania będą łagodniejsze niż w poprzednich latach.

Euroobligacje a program SAFE – strategiczna autonomia Europy

Strategiczna autonomia stała się przewodnią gwiazdą Europy w coraz bardziej podzielonym świecie, prawie dziesięć lat po pierwszym przemówieniu prezydenta Macrona na Sorbonie. Ale co trzeba zrobić, aby ją osiągnąć? W serii „Przyszłość Europy”, autorstwa Allianz Trade, która będzie ukazywać się w najbliższych tygodniach, przyjrzymy się niezbędnym reformom, instrumentom i inwestycjom – od polityki handlowej po bezpieczeństwo energetyczne i rolę euro – które pozwolą Europie uporać się z krytycznymi zależnościami i słabościami. Dzisiaj zajmiemy się kwestią euroobligacji, które powróciły do porządku dziennego w związku z potrzebą dodatkowego finansowania europejskich działań obronnych.

  • Przepływy kapitałowe przenoszą się do Europy, a europejskie obligacje stają się tymczasowym bezpiecznym aktywem. Globalny kapitał coraz częściej kieruje się w stronę obligacji denominowanych w euro, ponieważ status amerykańskich obligacji skarbowych jako bezpiecznego aktywa ulega erozji. Poparte strukturalnymi atutami, dużą zdolnością bilansową i doskonałą płynnością finansową (2 bln EUR nadwyżki płynności w porównaniu z 300 mld USD). W obliczu rosnących potrzeb inwestycyjnych Europy i popytu na alternatywy dla dolara amerykańskiego euro ma ponowną szansę na rozszerzenie swojej globalnej roli. Wymaga to zwiększenia bezpiecznego zabezpieczenia o co najmniej 1–3 bln EUR do 2035 r. Najlepszym rozwiązaniem są strategiczne euroobligacje pokrywające wspólne potrzeby finansowe w zakresie obronności, zmian klimatycznych i infrastruktury. Ostatecznie bardziej elastyczny instrument – EU-Jumbos – mógłby zmniejszyć tarcia instytucjonalne i polityczne w UE, która rozwija się w dwóch tempach.
  • Problem Europy dotyczy podaży długu, a nie popytu: korzyści wynikające z rentowności wygodnej. Cała pula bezpiecznych aktywów europejskich o wartości 8 bln EUR jest równa wielkości amerykańskich obligacji skarbowych posiadanych za granicą. Analiza Allainz Trade zysku z wygody pokazuje, że Europa pozostawia znaczny niewykorzystany potencjał w zakresie emisji euroobligacji. Euroobligacje i obligacje państwowe o wysokim ratingu (zwłaszcza niemieckie obligacje skarbowe) uzupełniają się, a nie konkurują ze sobą. Aby pojawiły się efekty substytucji, konieczna byłaby emisja dodatkowych euroobligacji o wartości co najmniej 1000 mld EUR. Efekty te mogłyby być ograniczone, ponieważ rynki już uwzględniają wspólny czynnik ryzyka fiskalnego w cenach europejskich obligacji skarbowych.
  • Ostatecznie dla inwestorów euroobligacje muszą stać się wysoce płynną krzywą benchmarkową. Zalecamy dwutorowe podejście: (i) zwiększenie emisji euroobligacji o bardzo krótkim terminie zapadalności (EU-Bills) w celu dostarczenia bezpieczniejszych zabezpieczeń na globalnych rynkach finansowania, aby wesprzeć internacjonalizację euro w aktywach cyfrowych i systemach płatniczych, oraz (ii) zwiększenie o 500 mld EUR długoterminowych euroobligacji przeznaczonych na konkretne projekty (w zakresie obronności lub zmian klimatycznych).

Kilku europejskich przywódców coraz bardziej opowiada się za rozszerzeniem wspólnej emisji długu w celu wzmocnienia strategicznej autonomii.

Idąc za przykładem programu Next Generation EU (800 mld EUR) ustanowionego podczas kryzysu związanego z Covid-19, wśród europejskich przywódców, od prezesa Bundesbanku Nagela, przez prezydenta Francji Macrona, po prezes EBC Lagarde, pojawia się konsensus polityczny w sprawie rozszerzenia wspólnej emisji długu na tematy strategiczne, takie jak obrona i transformacja klimatyczna. Rzeczywiście, ponownie otwiera się konkurencyjna przestrzeń dla euro, ponieważ rosnące potrzeby inwestycyjne Europy zbiegają się z rosnącym globalnym popytem na bezpieczne alternatywy dla aktywów w USD. Podobna sytuacja miała miejsce na początku XXI wieku, kiedy udział dolara amerykańskiego w międzynarodowym długu zagranicznym spadł z 60% do 40%, a emisje denominowane w euro zyskały na znaczeniu. Jednak odwrócenie tej tendencji po wielkim kryzysie finansowym (GFC) i kryzysie euro pokazało, że okna te szybko się zamykają, jeśli ekosystem finansowy nie jest w stanie się rozwinąć.

Przez prawie cztery dekady rząd Stanów Zjednoczonych był w stanie monetyzować swoje deficyty dzięki globalnemu zapotrzebowaniu na bezpieczne aktywa, co pozwoliło mu prowadzić „deficyt bez łez”. Jednak kryzys subprime z 2008 r. ujawnił fundamentalne słabości, wywołując pierwsze poważne wątpliwości co do wiarygodności instytucji amerykańskich i odporności systemu monetarnego. Aby zapobiec załamaniu systemowemu, Rezerwa Federalna ratowała banki i znacznie rozszerzyła swój bilans. Finansowanie zagraniczne przesunęło się z pośrednictwa prywatnych banków do bezpośredniej zależności od płynności zapewnianej przez Fed. Banki stanęły w obliczu bardziej rygorystycznych ograniczeń bilansowych, które ograniczyły ich zdolność do absorpcji emisji obligacji skarbowych. Wraz z gwałtownym wzrostem deficytu fiskalnego, zwłaszcza po pandemii Covid-19, podmioty niebędące bankami (np. fundusze hedgingowe) stały się marginalnymi nabywcami amerykańskich obligacji skarbowych, wykorzystując je jako zabezpieczenie do zaciągania pożyczek gotówkowych w celu uzyskania dźwigni finansowej. Uzależnienie od pośredników o wysokiej dźwigni finansowej powoduje niestabilną równowagę finansową. Zwiększona interwencja Fed na rynku repo podkreśla rosnącą niestabilność. Podejście administracji Trumpa polegało na stabilizacji systemu poprzez korygowanie nierównowagi dolara za pomocą groźb nałożenia ceł, sankcji amerykańskich i ostatecznie porozumienia Mar-a-Lago, które jest narzędziem wywierania presji na inwestorów zagranicznych, aby nadal absorbowali deficyty amerykańskie. Wraz z rosnącą presją polityczną na Rezerwę Federalną rosną obawy dotyczące statusu amerykańskich obligacji skarbowych jako „bezpiecznych aktywów”. Inwestorzy zaczynają szukać alternatywnych rozwiązań, podczas gdy globalny system monetarny osiąga nową równowagę, która nie zależy wyłącznie od wiarygodności instytucjonalnej Stanów Zjednoczonych. W związku z tym inwestorzy zagraniczni coraz częściej uznają amerykańskie obligacje skarbowe za nieatrakcyjne (wykres 1). Niektórzy zaprzestali zwiększania swojej ekspozycji, inni zaczęli poszukiwać zwrotów zamiast bezpieczeństwa w Stanach Zjednoczonych.

Wykres 1:  Amerykańskie obligacje skarbowe tracą atrakcyjność dla inwestorów zagranicznych

Amerykańskie obligacje skarbowe tracą atrakcyjność dla inwestorów zagranicznych

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research  

Europa ma dobrą pozycję jako bezpieczna alternatywa dla aktywów denominowanych w dolarach amerykańskich. Musi jednak zwiększyć pulę bezpiecznych zabezpieczeń, które nadal są rzadkie i rozdrobnione. Wartość pozostających w obrocie obligacji państwowych i ponadnarodowych (np. UE, ESM, EBI) o ratingu A+ lub wyższym wynosi jedynie około 8 bln EUR – mniej niż wartość amerykańskich obligacji skarbowych obecnie posiadanych poza Stanami Zjednoczonymi. Paradoksalnie, podczas gdy stan zadłużenia Stanów Zjednoczonych może być obecnie zbyt duży, biorąc pod uwagę ponowne skupienie się na sprawach wewnętrznych, łączna podaż wysokiej jakości długu w strefie euro pozostaje zbyt ograniczona i rozdrobniona, aby znacząco podnieść status euro jako globalnej waluty rezerwowej (wykres 2).

Wykres 2: Rynek bezpiecznych aktywów w strefie euro jest niedostatecznie zaopatrzony (wolumen pozostający w obrocie/kapitalizacja rynkowa w bln USD)

Rynek bezpiecznych aktywów w strefie euro jest niedostatecznie zaopatrzony

*Dług publiczny strefy euro obejmuje Niemcy, Francję, Hiszpanię, Holandię, Belgię, Austrię, Finlandię i Irlandię.

** Euroobligacje: wolumen pozostający w obrocie UE, ESM i EFSF

Źródła: LSEG Workspace, World Gold Council, Allianz Research

Emisja euroobligacji jako jednorodnych bezpiecznych aktywów w euro jest najlepszym rozwiązaniem pozwalającym na zwiększenie puli bezpiecznych aktywów w euro. Zdaniem Allianz Trade korzyści wynikające ze znacznego wzrostu wspólnego zadłużenia w połączeniu z silniejszą międzynarodową rolą euro w zakresie strategicznej autonomii, niższym ryzykiem kursowym oraz niższymi kosztami finansowania prywatnego i publicznego przeważają nad ryzykiem nadużyć, spadkiem konkurencyjności i pogorszeniem się salda rachunku bieżącego.

Od przejściowego najbezpieczniejszego aktywa do strategicznego aktywa globalnego

W związku z osłabieniem statusu amerykańskich obligacji skarbowych jako bezpiecznych aktywów, globalne przepływy kapitałowe wydają się przesuwać w kierunku Europy. Kilka czynników wskazuje na ten trend. Po pierwsze, globalne wstrząsy, takie jak kryzys związany z Covid-19 czy „Dzień Wyzwolenia”, nie wzmacniają już dolara amerykańskiego, a raczej go osłabiają – co stanowi odwrócenie historycznego trendu „ucieczki do jakości”. Po drugie, w okresach zacieśniania płynności w Stanach Zjednoczonych euro często umacniało się, a nie traciło na wartości. Sugeruje to, że różnica w płynności między Stanami Zjednoczonymi a strefą euro, dobrze odzwierciedlona przez różnicę w spreadach swapowych, będącą wskaźnikiem względnej presji podaży długu, zmieniła się na korzyść Europy. Wreszcie, w kontekście rosnącego ryzyka geopolitycznego, odzwierciedlonego w rosnącym spreadzie walutowym[1] (koszt zabezpieczenia zmienności kursów walutowych), obligacje rządowe strefy euro przyciągnęły dodatkowy popyt. Widać to na przykład w zachowaniu 10-letniego spreadu BTP–Bund, który jest wskaźnikiem postrzegania ryzyka systemowego w strefie euro i który pozostał stosunkowo odporny pomimo globalnych zawirowań. Podsumowując, sygnały te wskazują, że Europa staje się atrakcyjnym miejscem dla globalnego kapitału (wykres 3).

Wykres 3: Premia za ryzyko w Stanach Zjednoczonych jest impulsem płynnościowym dla Europy.

Premia za ryzyko w Stanach Zjednoczonych jest impulsem płynnościowym dla Europy

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Ta względna atrakcyjność Europy wynika z silnych czynników strukturalnych (głęboki i otwarty rynek kapitałowy, praworządność i duży wspólny rynek) oraz swobodnego przepływu kapitału, w przeciwieństwie do kontroli kapitałowej w Chinach i niepewności politycznej w Stanach Zjednoczonych. Europa może zaoferować bezpieczne, płynne, chronione prawnie i bardziej neutralne geopolitycznie aktywa. Płynność i kontekst polityczny dodatkowo wzmacniają względną przewagę Europy. W Stanach Zjednoczonych Rezerwa Federalna jest zmuszona do wspierania płynności finansowej, ponieważ zdolność sektora prywatnego do absorpcji obligacji skarbowych jest wyczerpana. Zdaniem Allianz Trade wskazuje to na to, że globalni inwestorzy coraz częściej wykorzystują Europę — a w szczególności rynki podstawowe, takie jak niemieckie obligacje skarbowe — jako globalny substytut bezpiecznych aktywów. W przeciwieństwie do Japonii, która zaostrza politykę pieniężną i repatriuje kapitał, zmniejszając swoją obecność na globalnych rynkach obligacji, Europa ma możliwość rozszerzenia swojego globalnego zasięgu. Rynek pieniężny w euro oferuje również płynniejsze finansowanie niż rynek amerykański, a nadwyżka płynności w strefie euro pozostaje na bardzo wysokim poziomie. Szacujemy, że nadwyżka płynności wynosi ponad 2 bln EUR (w porównaniu z zaledwie 300 mld USD), gotowa do wykorzystania poprzez emisję bonów lub obligacji. Europa dysponuje płynnością finansową, która pozwala jej przejąć znaczną część przepływów płynności w poszukiwaniu bezpiecznej alternatywy dla amerykańskich obligacji skarbowych. Europa jest de facto tymczasowo najbezpieczniejszym aktywem i ma potencjał, aby stać się dobrem publicznym, którego poszukuje świat.

Status bezpiecznego aktywa Stanów Zjednoczonych poddany analizie, podczas gdy bezpieczne aktywa euro mają potencjał do ekspansji.

Globalne aktywa bezpieczne są przedmiotem obrotu po wyższych cenach (a zatem przy niższych rentownościach) niż dług o porównywalnym ryzyku ze względu na połączenie wyższej bezpieczeństwa (tj. wiarygodnego wsparcia ze strony pożyczkodawcy ostatniej instancji) i płynności (głębokość rynku i użyteczność zabezpieczeń). Ta premia za bezpieczeństwo i płynność – znana jako rentowność wygody – może być znaczna. Od lat 60. do końca lat 90. rząd Stanów Zjednoczonych korzystał z dyskonta kosztów finansowania wynoszącego około 200 punktów bazowych. Po globalnym kryzysie finansowym rentowność wygody w Stanach Zjednoczonych spadła do 75-50 punktów bazowych. Obecnie Stany Zjednoczone całkowicie wyczerpały swój bufor rentowności wygody, który po raz pierwszy stał się ujemny na początku 2025 r. i od tego czasu nie odzyskał wartości. Ilustruje to dylemat związany z rentownością wygodną. Jej składniki – bezpieczeństwo i płynność – wskazują na przeciwne kierunki. Większa emisja długu zwiększa płynność (więcej dostępnych zabezpieczeń, większy rynek z mniejszymi tarciami), ale zmniejsza również bezpieczeństwo. Innymi słowy, funkcja płynności ma charakter rosnący, a funkcja bezpieczeństwa ma charakter malejący. Podczas gdy funkcja bezpieczeństwa ma charakter ściśle malejący, funkcja płynności osiąga plateau na swoich krańcach (wykres 4). Oznacza to, że na pewnym poziomie dodatkowa emisja nie powoduje marginalnego wzrostu premii za płynność, ale nadal pogarsza premię za bezpieczeństwo. Istnieje optymalny punkt, w którym maksymalny poziom emisji spotyka się z minimalnym wymaganym poziomem bezpieczeństwa. Stany Zjednoczone przekroczyły ten punkt, podobnie jak Francja, Japonia i Wielka Brytania. Jednak Niemcy i cała strefa euro nadal korzystają z rentowności wygodnej, mając bufor po stronie emisji. Jeśli spojrzeć wyłącznie na ich rentowność wynikająca z wygody jest stosunkowo niska, ale silnie zniekształcona. Skorzystałyby one na podwyższonej premii bezpieczeństwa, ale euroobligacje są obciążone 50-punktową zniżką płynności. Tak więc, podczas gdy amerykański Departament Skarbu nadmiernie rozciągnął swoją premię płynnościową, Europa zachowuje zbytnią ostrożność w zakresie emisji euroobligacji.

Rysunek 4: Dylemat rentowności wygodnej – bezpieczeństwo o spadkowej tendencji a płynność o tendencji wzrostowej

Dylemat rentowności wygodnej – bezpieczeństwo o spadkowej tendencji a płynność o tendencji wzrostowej

*Rentowności wygody oszacowane jako średnia syntetycznych wskaźników zastępczych (stopy swapowe, zagraniczne obligacje AAA zabezpieczone walutowo, obligacje korporacyjne AAA/AA skorygowane o CDS) oraz międzypaństwowa rentowność wygody oparta na syntetycznym utworzeniu stałej stopy swapowej walutowej przy użyciu danych dotyczących swapów stóp procentowych i swapów walutowych. Funkcje bezpieczeństwa i płynności są stylizowane na podstawie krzywych poszczególnych emitentów. Zbieżają się one w środkowej części, ale mogą wykazywać różne nachylenia na krańcach

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Na razie nie ma transferu rentowności z Niemiec do euroobligacji

Wyjaśnia to również, dlaczego euroobligacje i niemieckie obligacje skarbowe współistnieją obecnie jako produkty uzupełniające się, a nie konkurencyjne. Ich rentowności wygodne zmieniają się raczej zgodnie, a nie przeciwnie. Powód jest strukturalny: euroobligacje są bezpieczne, ale brakuje im płynności, podczas gdy obligacje skarbowe łączą bezpieczeństwo z doskonałą płynnością rynkową. Przy obecnym wolumenie emisji nie dochodzi do znaczącego transferu rentowności wygodnej z obligacji skarbowych do euroobligacji. Różnice strukturalne między obligacjami niemieckimi a euroobligacjami są najbardziej widoczne w sytuacjach kryzysowych. Zarówno podczas szoku związanego z Covid-19, jak i gwałtownego wzrostu inflacji w 2022 r. rentowności wygodne obligacji niemieckich wzrosły, ponieważ ucieczka do bezpiecznych aktywów skoncentrowała się na najbardziej płynnych dostępnych instrumentach. Euroobligacje, pomimo porównywalnej jakości kredytowej, prawie nie zareagowały, ponieważ ich ograniczeniem jest płynność, a nie bezpieczeństwo (wykres 5). Szacujemy, że aby pojawiły się znaczące efekty substytucji na rynku obligacji niemieckich, konieczne jest dodatkowe wyemitowanie euroobligacji o wartości 1000 mld EUR. Poniżej tego progu zwiększona emisja euroobligacji nie wpływa na rentowność obligacji niemieckich.

Wykres 5: Zmiany rentowności wygodnych dla różnych emitentów*

Zmiany rentowności wygodnych dla różnych emitentów

*Rentowności wygodne oszacowane jako średnia syntetycznych wskaźników zastępczych (stopy swapowe, zagraniczne obligacje AAA zabezpieczone walutowo, obligacje korporacyjne AAA/AA skorygowane o CDS) oraz rentowności wygodne międzypaństwowe oparte na syntetycznym tworzeniu stałej stopy swapowej walutowej przy użyciu swapów stóp procentowych i swapów walutowych.

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Rynki już uwzględniają wspólny czynnik ryzyka fiskalnego w cenach europejskich obligacji rządowych

Europejskie obligacje rządowe (EGB), zwłaszcza w Europie Południowej, od 2022 r. wykazują silną tendencję do konwergencji. 10-letni spread włoskich obligacji rządowych w stosunku do niemieckich obligacji skarbowych zmniejszył się z maksymalnego poziomu ponad 250 punktów bazowych do około 60 punktów bazowych obecnie. Spready innych emitentów z peryferii, takich jak Hiszpania i Portugalia, zmniejszyły się o około 100 punktów bazowych od najwyższego poziomu w 2022 r. Było to ściśle związane z wypłatą środków z funduszu NGEU, zwłaszcza dla Hiszpanii, Włoch, Grecji i Portugalii, w połączeniu z ich stabilizacją polityczną. Szacujemy, że od 2021 r. sam efekt wzrostowy NGEU wynosi łącznie +1,0-1,2 pp wraz z umocnieniem ich pozycji fiskalnej. Ta poprawa fundamentów odpowiada za 30-50% ostatniego spadku spreadów. Bez NGEU spread 10-letni (w stosunku do Bundów) byłby obecnie o +41 pb wyższy dla Włoch, +20 pb wyższy dla Hiszpanii i +35 pb wyższy dla Portugalii. Oznacza to, że za każdy punkt procentowy PKB w transferach NGEU spread 10-letni (w stosunku do Bundów) uległ kompresji o 2-5 pb. NGEU wykazał pozytywne skutki wspólnej emisji, rozkładając europejskie rentowności wygodne bardziej równomiernie między państwa członkowskie, co przekłada się na niższy ogólny poziom spreadu EGB i mniejsze rozproszenie europejskich premii za ryzyko.[2] Niedawna konwergencja spreadów EGB jest zatem również sygnałem, że rynki w coraz większym stopniu wyceniają ten wspólny czynnik ryzyka. Wyprzedzanie przez rynki postępów instytucji europejskich przypomina spadek spreadów przed wprowadzeniem euro. Z tą istotną różnicą, że tym razem Europa dysponuje wszystkimi zabezpieczeniami, aby uniknąć fragmentacji i systemowego ryzyka wyjścia. Oznacza to jednak również, że rynki będą karać spready EGB, jeśli Europa nie spełni oczekiwań, co może zniweczyć część spadku spreadów spowodowanego przez NGEU (wykres 6).

Wykres 6: 10-letnie spready EGB w porównaniu z Niemcami (w punktach bazowych)* – konwergencja podczas wprowadzenia euro (po lewej) w porównaniu z NGEU (po prawej)

10-letnie spready EGB w porównaniu z Niemcami

*obejmuje: Francję, Włochy, Hiszpanię, Portugalię, Irlandię, Finlandię, Austrię, Holandię i Belgię

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Przekształcenie szansy w przewagę strukturalną

Profil emisji euroobligacji (UE, ESM, EFSF) odzwierciedla ich genezę jako tymczasowej odpowiedzi na kryzys: oportunistyczna emisja w przypadku najbardziej poszukiwanych terminów zapadalności w ramach programów z domyślnymi lub wyraźnymi datami wygaśnięcia. Był to sygnał braku zaangażowania, który od początku podważał ich wykorzystanie jako globalnego benchmarku rynkowego. W związku z tym euroobligacje nadal mają trudności z uzyskaniem akceptacji w tradycyjnych indeksach obligacji państwowych, co ma dodatkowy negatywny wpływ na ich płynność i częściowo wyjaśnia tendencję inwestorów do utrzymywania ich do terminu zapadalności, a nie do inwestowania zorientowanego na transakcje, jak w przypadku zarządzających aktywami i banków. Aby stworzyć odpowiedni benchmark dla euroobligacji, który ułatwiłby również włączenie ich do dużych indeksów obligacji państwowych, polityka emisji euroobligacji musi przejść na stałe zobowiązanie, tworząc płynną krzywą benchmarkową. Obecnie wolumeny euroobligacji w obrocie są porównywane z krzywą benchmarkową niemieckich obligacji skarbowych. W pierwszym etapie wspólna emisja długu powinna koncentrować się na bardzo krótkim końcu krzywej rentowności euro (EU Bills) i oportunistycznie emitować instrumenty o dłuższym terminie zapadalności w celu finansowania programów obronnych i związanych ze zmianami klimatu (np. obligacje SAFE na rzecz europejskiej obrony). Instrumenty te prawdopodobnie spotkają się z najmniejszym oporem politycznym, ponieważ nie wiążą się one z trwałymi transferami fiskalnymi (EU Bills) lub finansują powszechnie akceptowane europejskie dobra publiczne. Obecny rynek euroobligacji – obsługiwany głównie przez Niemcy, Francję i Włochy – ma wartość jedynie około 500 mld EUR (w porównaniu z 8 bln USD w przypadku amerykańskich bonów skarbowych); aby wywrzeć znaczący wpływ na skalę globalną, euroobligacje UE powinny osiągnąć co najmniej dwukrotnie większą wartość. Należy również wziąć pod uwagę, że zamiast emitować obligacje krajowe, poszczególne agencje zarządzania długiem (DMO) mogłyby to robić w ramach „opakowania euroobligacji UE”. W ten sposób można by jeszcze bardziej zwiększyć wolumen emisji obligacji UE. W przypadku euroobligacji o dłuższym terminie zapadalności dodatkowa emisja o wartości 500 mld EUR stanowiłaby znaczący krok naprzód. Koncentrując się na potrzebach w zakresie wydatków na obronność, wspólne emisje mogłyby nawet osiągnąć wartość 1,8 bln EUR w fazie nadrabiania zaległości w latach 2026–2035.[3]

Utworzenie europejskiego rynku weksli stanowi część szerszej strategii mającej na celu umiędzynarodowienie euro i przejęcie udziału w rynku od dolara amerykańskiego, którego rola jest nadal dominująca, ale słabnie. Argumenty przemawiające za umiędzynarodowieniem euro są przekonujące w kontekście strategicznej autonomii. Pomimo wyższych dochodów z tytułu emisji pieniądza (rocznie 0,15% PKB dla EBC w porównaniu z 0,5% PKB dla Fed), bardziej umiędzynarodowione euro zmniejszyłoby strukturalną zależność Europy od finansowania w dolarach amerykańskich. Obecnie banki strefy euro pozyskują około 17% swojego finansowania w dolarach amerykańskich, a około 25% z nich nie posiada wystarczającej płynności w dolarach amerykańskich, aby pokryć tę ekspozycję.[4] Przeniesienie większej części światowego handlu i finansów do euro spowodowałoby przeniesienie ryzyka walutowego z europejskich firm, obniżenie kosztów zabezpieczenia i stabilizację przychodów. Zwiększyłoby to również geopolityczną przewagę Europy, zwiększając jej zdolność do stosowania sankcji finansowych, przeciwstawiania się presji USD (groźbom ceł) i zmniejszenia narażenia na skutki polityki pieniężnej Stanów Zjednoczonych.  Rozwój głębokiego ekosystemu finansowania offshore denominowanego w euro ma zasadnicze znaczenie dla rozszerzenia wykorzystania tej waluty w transakcjach globalnych. Jest to zgodne z ostatnimi ogłoszeniami EBC dotyczącymi rozszerzenia programu Euro Repo Facility (EUREP). EUREP zapewni bankom centralnym spoza strefy euro dostęp do płynności w euro w zamian za wysokiej jakości zabezpieczenia (obligacje rządowe, euroobligacje). Tymczasem system linii swapowych „ ” zapewnia zagranicznym instytucjom euro potrzebne do zakupu tych obligacji i zarządzania płynnością. Wspierałoby to autonomię Europy poprzez łagodzenie skutków ubocznych w przypadku wzrostu napięć rynkowych w Stanach Zjednoczonych, Chinach lub innych krajach. Aby zwiększyć tę autonomię, potrzebne są dodatkowe zabezpieczenia. Euroobligacje mogą odegrać tutaj istotną rolę, jeśli będą traktowane na równi z obligacjami rządowymi denominowanymi w euro.

Oprócz stabilizacji finansowej linie swapowe wzmacniają sojusze dyplomatyczne Europy z partnerami poszukującymi ochrony przed rosnącą rywalizacją między dwoma głównymi mocarstwami. W tym sensie linie swapowe funkcjonują jako swego rodzaju „finansowe NATO”. Zagraniczne rządy i inwestorzy coraz częściej chcą dywersyfikować swoje działania, aby uniknąć strategicznej presji wywieranej zarówno przez Stany Zjednoczone, jak i Chiny, i skierować się w stronę obszaru gospodarczego, który nadal opiera się na otwartych rynkach, a nie protekcjonizmie opartym na zasadzie zero-jedynkowej. Dynamika ta leży również u podstaw negocjacji Europy z partnerami z regionu Indo-Pacyfiku – jest to echo ambicji Marka Carney’a, aby „zbudować nowy blok handlowy obejmujący 1,5 miliarda ludzi”. Aby jednak Europa mogła zaoferować wiarygodną alternatywę, musi zapewnić infrastrukturę finansową, która umożliwi strategiczną autonomię. Korzyści płynące z bardziej międzynarodowego euro mają charakter zarówno finansowy, jak i geopolityczny. Europa zmniejszyłaby swoją zależność od infrastruktury amerykańskiej w zakresie płatności, bezpieczeństwa i technologii; wzmocniłaby swoją konkurencyjność eksportową, zabezpieczyła import towarów zgodnie z normami regulacyjnymi UE i zapobiegła trwającemu przesunięciu sektora prywatnego w kierunku amerykańskich rynków kapitałowych, oferując firmom głęboki pul funduszy, których potrzebują w kraju. Ostatnim elementem skutecznej globalnej strategii euro jest przejście na cyfrowe euro i nowoczesną mieszankę pieniądza publicznego i prywatnego. Technologie oparte na łańcuchu bloków – ucieleśnione przez cyfrowe waluty banków centralnych i stablecoiny – umożliwiają niemal natychmiastową, niskokosztową wymienialność walut bez pośredników. Europa powinna zatem zbudować infrastrukturę stablecoinów wspieraną przez nowo utworzony europejski rynek weksli, który gwarantowałby ich wartość i byłby powszechnie posiadany przez sektor detaliczny. Równolegle e-euro emitowane przez EBC wspierałoby płatności hurtowe, zapewniając bezpieczeństwo i stabilność w obrębie strefy euro i poza nią. Ten podwójny system zapewniłby płynne i niezawodne finansowanie wszystkim użytkownikom, wzmocniłby napływ kapitału zagranicznego, zwiększyłby rolę euro w globalnym systemie monetarnym, zmniejszyłby zależność od amerykańskich platform technologicznych i obniżyłby koszty transakcyjne dla przedsiębiorstw i konsumentów, co z kolei przyczyniłoby się do wzrostu gospodarczego w Unii.

UE coraz częściej działa w oparciu o integrację dwubiegową lub mechanizmy wzmocnionej współpracy, takie jak proponowany 28. system dla rynków kapitałowych. Istniejąca struktura euroobligacji, oparta głównie na planowaniu DG BUDG jako de facto DMO dla całej UE, może okazać się niewystarczająco elastyczna, aby dostosować się do potrzeb finansowych zmieniających się koalicji wokół celów strategicznych. Elastyczna architektura euroobligacji może stać się konieczna, aby uwzględnić koalicje chętnych bez fragmentacji jednolitego rynku. Niemiecki model Länder-Jumbo i ramy Nordyckiego Banku Inwestycyjnego stanowią realny wzór dla emisji euroobligacji na dużą skalę bez konieczności tworzenia pełnej unii fiskalnej lub zmiany traktatu. W ramach tej struktury UE Jumbo państwa członkowskie przystępowałyby do konkretnych emisji na żądanie, wnosząc proporcjonalny wkład w finansowanie konkretnych priorytetów strategicznych, takich jak zamówienia w dziedzinie obronności, infrastruktura klimatyczna lub projekty związane z transformacją energetyczną. To podejście o zmiennej geometrii rozwiązuje dwa kluczowe ograniczenia. Po pierwsze, uwzględnia zmieniające się priorytety polityczne: w miarę wzrostu pilności kwestii obronnych lub ewolucji imperatywów klimatycznych koalicja wierzycieli dostosowuje się odpowiednio, bez konieczności podejmowania stałych zobowiązań fiskalnych. Po drugie, umożliwia udział państw członkowskich UE spoza strefy euro. Wydatki na obronę i klimat są w przeważającej mierze denominowane w euro, niezależnie od waluty krajowej, a kraje takie jak Polska czy Szwecja mają naturalny popyt na euro i skorzystałyby na niższych kosztach finansowania dzięki wspólnej emisji. Euroobligacje stałyby się obligacjami UE.

Problem polega na tym, że obligacje EU-Jumbos zwiększyłyby złożoność i tak już rozdrobnionego rynku. W przeciwieństwie do jednorodnych krzywych rentowności obligacji skarbowych, obligacje EU-Jumbos początkowo wykazywałyby rozbieżności cenowe między transzami w zależności od składu uczestników. Jeśli jednak instrumenty te otrzymają takie samo traktowanie pod względem zabezpieczeń jak istniejące euroobligacje i dług państwowy w operacjach EBC i ramach kapitałowych banków, ich akceptacja rynkowa stanie się realna. Główną przeszkodą dla euroobligacji jest ich wolumen, a nie czystość. Rynki euroobligacji stoją przed wyzwaniem sekwencyjności: najpierw należy osiągnąć skalę, a następnie udoskonalić jednorodność. Wraz ze wzrostem emisji powyżej 1–2 bln EUR w obrocie poprawia się płynność, zmniejsza się spread między ceną kupna a ceną sprzedaży, a ceny zbliżają się do benchmarku ważonego PKB – trajektoria ta jest już widoczna w przypadku istniejących euroobligacji wyemitowanych od 2021 r. Udział wszystkich „wielkiej czwórki” (Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii) we wczesnych emisjach byłby niezbędny dla wiarygodności rynku i ustanowienia benchmarku.

Stanowi to zmianę kulturową dla krajowych urzędów zarządzania długiem, przyzwyczajonych do pełnej autonomii w zakresie emisji, ale zapewnia większą elastyczność niż w pełni sfederalizowana równoległa struktura euroobligacji. Urzędy zarządzania długiem zachowują swobodę decydowania o poziomie uczestnictwa, preferencjach dotyczących terminów zapadalności i wyborze tematów, zyskując jednocześnie dostęp do większych puli płynności i niższych kosztów finansowania. Dla mniejszych państw członkowskich, które obecnie płacą znaczne premie za płynność i mają trudności z utrzymaniem sieci głównych dealerów przy ograniczonych kalendarzach emisji, ramy EU-Jumbo stanowiłyby natychmiastową ulgę. To ta sama logika, która skłoniła małe niemieckie kraje związkowe do stworzenia Jumbos. Co istotne, podejście to nie rozwiązuje od razu problemu fragmentacji strefy euro: krajowe krzywe rentowności utrzymałyby się równolegle z EU-Jumbos, a rozbieżność między rentownościami obligacji krajów rdzenia i peryferii pozostałaby w najbliższej przyszłości. Jednak wraz ze wzrostem wolumenu EU-Jumbo i pogłębianiem się infrastruktury rynkowej instrument ten stanie się alternatywą strukturalną, stopniowo redystrybuując zyski z tytułu wygody i zmniejszając samonapędzającą się koncentrację w obligacjach niemieckich. To niedoskonałe rozwiązanie pośrednie może być jedyną politycznie wykonalną drogą do stworzenia europejskiego rynku bezpiecznych aktywów o wartości 3–5 bln EUR, niezbędnego do uzyskania statusu prawdziwej waluty rezerwowej.

[1] Laverriere, P., Epistemologia stresu związanego z dolarem zagranicznym: co FIMA i linie swapowe mówią o naturze ryzyka systemowego, 2026

[2] Bardziej szczegółową analizę można znaleźć w naszej publikacji: „Na co zwrócić uwagę: fundusz NGEU – sekret konwergencji spreadów państwowych”, 14 listopada 2024 r.,  https://www.allianz.com/content/dam/onemarketing/azcom/Allianz_com/economic-research/publications/specials/en/2025/november/2025_11_14_What_to_watch.pdf

[3] Hildebrand, P., Rey, H. i Schularick, M., „European Defence Governance and Financing” (Europejskie zarządzanie obronnością i finansowanie), CEPR, listopad 2025 r.

[4] Europejski Urząd Nadzoru Bankowego (EBA), Test warunków skrajnych w całej UE, 2025 r.

Koniec wzrostów na złocie? Giganci tacy jak Goldman Sachs i BNP Paribas mają jasną odpowiedź

Po czterech kolejnych sesjach wzrostów notowania złota cofnęły się, gdy część inwestorów zdecydowała się na realizację zysków. Metal szlachetny traci ponad 1% i wyceniany jest na 5166 USD. Ruch ten zbiegł się w czasie z powrotem chińskich uczestników rynku po przerwie związanej z Nowym Rokiem Księżycowym, co zwykle zwiększa aktywność i potrafi wzmagać krótkoterminową zmienność. Wcześniej złoto zyskało ponad 7% w zaledwie cztery sesje, korzystając z podwyższonej niepewności wokół polityki handlowej Stanów Zjednoczonych oraz napięć geopolitycznych na Bliskim Wschodzie, w tym eskalacji na linii USA–Iran.

Jednym z głównych źródeł nerwowości pozostaje temat ceł. Rynek jest określany jako „zdezorientowany” po zapowiedzi Donalda Trumpa podniesienia globalnej stawki taryf do 15% w następstwie orzeczenia Sądu Najwyższego USA niekorzystnego dla koncepcji tzw. ceł „wzajemnych”. Jednocześnie od wtorku zaczęła obowiązywać wcześniejsza dyrektywa wprowadzająca 10-procentowy podatek importowy, podczas gdy termin ewentualnego wejścia w życie wyższej stawki pozostaje niejasny. W Europie rośnie obawa, że nowa polityka mogłaby podnieść taryfy na część eksportu powyżej poziomów dopuszczonych przez obowiązującą umowę handlową, co zwiększa ryzyko sporów handlowych i wzmocniło popyt na aktywa postrzegane jako bezpieczne.

Drugą osią niepewności jest geopolityka, której wpływ widać jednocześnie na rynku metali i ropy. Ceny ropy rosły, ponieważ inwestorzy „ważyli” prawdopodobieństwo porozumienia nuklearnego z Iranem wobec mieszanych sygnałów z USA. Prezydent Trump deklarował preferencję dla rozwiązania dyplomatycznego, ale równolegle ostrzegał przed konsekwencjami braku umowy. W tle pozostaje wzmożona obecność wojskowa Stanów Zjednoczonych w regionie. Kluczową obawą rynku jest potencjalne zakłócenie żeglugi przez Cieśninę Ormuz, newralgiczny szlak dla transportu ropy i LNG, a więc miejsce, w którym eskalacja napięć mogłaby szybko przełożyć się na ceny energii oraz koszty logistyki.

Wznowienie rozmów o umowie nuklearnej ma nastąpić w czwartek w Genewie. Dodatkowym sygnałem napięć była decyzja USA o ewakuacji części personelu z ambasady w Bejrucie, uzasadniona względami bezpieczeństwa. Eskalacja ma też wymierny „efekt uboczny” w postaci rosnących kosztów transportu surowca. Stawki długoterminowego czarteru supertankowców VLCC podskoczyły do ok. 92 tys. USD dziennie, co jest najwyższym poziomem od 1988 r. Ten wzrost kosztów jest traktowany przez rynek jak drożejące „ubezpieczenie” dostaw na wypadek pogorszenia sytuacji w regionie.

Mimo tej nerwowości część dużych banków – w tym BNP Paribas, Deutsche Bank i Goldman Sachs – nadal zakłada powrót trendu wzrostowego na złocie, wskazując na utrzymujące się czynniki popytowe. Chodzi m.in. o obawy o niezależność Rezerwy Federalnej, odpływ od obligacji i walut oraz trwałe ryzyka geopolityczne.

Biura ponownie w centrum uwagi inwestorów

Sprzyja temu notowany, rekordowo wysoki popyt na powierzchnie w największych ośrodkach biurowych w kraju przy pogłębiającym się deficycie nowej podaży. Ograniczona dostępność nowoczesnych powierzchni w najlepszych lokalizacjach przekłada się na wzrost stawek czynszowych, poprawę rentowności aktywów oraz rosnące zainteresowanie inwestorów nieruchomościami biurowymi.

Wzrost wartości wolumenu inwestycyjnego na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce wspiera m.in. stabilne otoczenie makroekonomiczne. – Wyhamowanie inflacji oraz kontynuacja cyklu obniżek stóp procentowych zwiększają dostępność i atrakcyjność finansowania bankowego. Jednocześnie silna pozycja gospodarcza kraju oraz awans Polski do grona najbardziej uprzemysłowionych gospodarek świata wzmacnia postrzeganie rynku jako dojrzałego, stabilnego i skalowalnego. Mimo selektywności  kapitału, Polska pozostaje dla inwestorów atrakcyjną lokalizacją, a 2026 rok może przynieść wzrost aktywności inwestycyjnej, oparty na solidnych fundamentach, a nie krótkotrwałym trendzie – mówi Katarzyna Tencza, Transaction Director w Walter Herz.

Deficyt podaży

Najbardziej widoczne zmiany zachodzą w sektorze biurowym na rynku stołecznym. W Warszawie postępuje proces redukcji zasobów biurowych. Obserwować możemy trend związany z wycofywaniem z rynku starszych, nieefektywnych biurowców. Tylko w 2025 roku stołeczne zasoby biurowe skurczyły się w ten sposób o ponad 160 tys. mkw. powierzchni, a w ciągu ostatnich 5 lat z warszawskiego rynku ubyło ponad 500 tys. mkw. biur. Zjawisko to ma charakter strukturalny i istotnie wpływa na kształtowanie profilu oferty rynkowej, koncentrując ją wokół nowoczesnych projektów w najlepszych lokalizacjach.

Jednocześnie aktywność deweloperów pozostaje mocno ograniczona. W budowie znajduje się zaledwie ok. 200 tys. mkw. powierzchni biurowych w Warszawie oraz ok. 220 tys. mkw. na rynkach regionalnych, najwięcej w Poznaniu i Krakowie. To czterokrotnie mniej niż w okresie rynkowej prosperity. Wysoki popyt przy niskiej podaży skutkuje systematycznym spadkiem wskaźnika pustostanów na największych rynkach biurowych w kraju, a w centralnych strefach Warszawy dotkliwym deficytem powierzchni.

– Konsekwencją obecnych uwarunkowań na rynku biur jest presja na wzrost czynszów. Stawki bazowe za powierzchnie klasy premium w Warszawie przekraczają już w wybranych projektach 30 euro/mkw./miesiąc i wykazują dalszy potencjał wzrostowy. Podobną tendencję obserwować możemy na rynkach regionalnych. Niewielkie podwyżki stawek w minionym roku zarejestrowane zostały również w Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu – przyznaje Monika Szymczyk, Senior Advisor w Walter Herz.

Rosnąca atrakcyjność inwestycyjna sektora

– Wzrost czynszów prime w najlepszych lokalizacjach przekłada się bezpośrednio na poprawę parametrów inwestycyjnych aktywów biurowych. Największym zainteresowaniem cieszą się budynki oferujące atrakcyjną relację ceny do jakości oraz potencjał dalszego wzrostu wartości poprzez rozbudowę i optymalizację grupy najemców – informuje Katarzyna Tencza, Transaction Director w Walter Herz.

Sektor biurowy już w 2024 roku powrócił na pozycję lidera rynku inwestycyjnego w Polsce, osiągając w 2025 roku niemal 40 procentowy udział w całkowitym wolumenie transakcyjnym. Było to możliwe m.in. dzięki powrotowi transakcji typu core, co potwierdza większe dopasowanie oczekiwań cenowych sprzedających do realiów rynkowych.

Istotną rolę w inwestycjach odgrywa przy tym  kapitał krajowy, który w 2025 roku odpowiadał za około 30 proc. wolumenu inwestycyjnego w sektorze biurowym, koncentrując się na aktywach z potencjałem wzrostu wartości.

Popyt bije rekordy

W 2025 roku całkowity wolumen najmu w Polsce przekroczył 1,56 mln mkw., z czego około połowę stanowiły renegocjacje umów. Blisko 800 tys. mkw. wynajęte zostało w Warszawie, gdzie w IV kwartale odnotowany został historycznie rekordowy, kwartalny wynik najmu – 310 tys. mkw. powierzchni. W warunkach silnego deficytu powierzchni w centrum miasta do gry powrócił Służewiec, który odpowiadał za przeszło 20 proc. ubiegłorocznego wolumenu najmu.

Rynki regionalne również osiągnęły historyczne wyniki, zarówno Kraków (270 tys. mkw.), jak i Wrocław odnotowały rekordowy roczny popyt. Ożywienie to świadczy o powrocie firm do bardziej zdecydowanych decyzji związanych z kontraktacją przestrzeni do pracy, potwierdzając jednocześnie trwałą rolę biura jako miejsca, gdzie firmy budują swoją tożsamość i potencjał, mimo transformacji modelu pracy.

Ekskluzywna nowa podaż

Skala nowej podaży pozostaje niewielka. W 2025 roku na ogólnopolski rynek trafiło jedynie ok. 110 tys. mkw. nowych powierzchni biurowych.

Najwięcej inwestycji biurowych realizowanych jest na rynku stołecznym. Nowe projekty powstają głównie w centrum miasta. W budowie znajdują się m.in. wieże Skyliner II (130 metrów) oraz Upper One (131,5 metra), a kolejne projekty wysokościowe uzyskały już pozwolenia na budowę. Jednak przy obecnym tempie realizacji inwestycji nie należy oczekiwać szybkiego zrównoważenia relacji popytu i podaży.

Stabilne fundamenty wzrostu sektora

Obecne uwarunkowania rynkowe – wysoki popyt na biura, ograniczona podaż, poprawiające się warunki finansowania oraz stabilne otoczenie makroekonomiczne tworzą sprzyjające środowisko dla dalszego wzrostu aktywności inwestycyjnej w sektorze.

Wszystko wskazuje na to, że 2026 rok może przynieść większe odbicie, opierające się na trwałych fundamentach strukturalnych. W tym scenariuszu biura mają realną szansę istotnie wzmocnić swoją, wiodącą pozycję na rynku transakcji inwestycyjnych w nieruchomości komercyjne w Polsce, przyciągając zarówno kapitał krajowy, jak i zagraniczny.

Na rynku dominuje ryzyko geopolityczne i chaos celny

Niepewny rajd dolara odwrócił bieg w weekend po tym, jak Sąd Najwyższy USA orzekł, że większość ceł wprowadzonych przez Trumpa jest niezgodna z prawem.

Kluczowe punkty:

  • PLN w tyle w obliczu słabych danych.
  • USD kończy tydzień wyżej dzięki napięciom w Iranie i jastrzębiemiu FOMC.
  • Sąd Najwyższy orzeka, że amerykańskie cła są nielegalne. Trump nakłada globalnie 15%.
  • Mówi się, że prezeska EBC Lagarde może wcześniej zakończyć kadencję.
  • Oczekuje się obniżki stóp BoE mimo solidnych danych dot. aktywności.

Prezydent Donald Trump szybko przywrócił globalnie cło w wysokości 15%, które ma obowiązywać do 150 dni, opierając się na innej, prawdopodobnie solidniejszej podstawie prawnej, niemniej amerykański handel pogrążył się teraz w jeszcze większym chaosie. Rynki akcji zareagowały bardzo spokojnie i niemal nie poruszyły się w odpowiedzi na orzeczenie sądu, co wskazuje, że było ono w dużej mierze uwzględnione w wycenach. Obligacje jednak straciły ze względu na obawy, że strata wpływów z ceł pogarsza fiskalny obraz USA. Żadne z rynkowych ruchów nie były szczególnie silne, jako że inwestorzy obstawiają, że Trump znajdzie sposób, by zgodnie z prawem obejść ten werdykt.

Ryzyka polityczne ponownie wysuwają się na pierwszy plan dla rynku walutowego. Uwaga rynków skupi się w tym tygodniu nie tylko na orzeczeniu sądu i reakcji Trumpa, ale też rosnącym prawdopodobieństwie amerykańskiego ataku na Iran. Pod względem makroekonomicznym będzie to bardzo spokojny czas – zaplanowano niewiele istotnych odczytów z głównych gospodarek. W tym tygodniu odbędą się liczne przemówienia oficjeli banków centralnych, w tym Rezerwy Federalnej, Europejskiego Banku Centralnego i Banku Anglii.

PLN

Po długim okresie spokojnego handlu zmienność złotego nieco wzrosła, niemniej pozostaje ograniczona względem historycznych standardów. Waluta radziła sobie gorzej od większości pozostałych walut rynków wschodzących, kurs EUR/PLN zakończył jednak tydzień wzrostem o zaledwie 0,2% (do 4,22). Poza spadkiem pary EUR/USD i stojącymi za tym czynnikami złotemu zaszkodziły wyjątkowo pesymistyczne odczyty ekonomiczne z kraju, które nie pozostawiają wątpliwości (nie to, żeby dotąd były duże), że podczas marcowego posiedzenia RPP obniży stopy procentowe. Po zaskakującym wzroście w grudniu dynamika płac znacznie spadła, do niższego od oczekiwanego poziomu 6,1%, co potwierdza, że była to jednorazowa sytuacja spowodowana premiami, a trend spadkowy utrzymuje się bez zmian.

Produkcja przemysłowa oraz budowlano-montażowa również były bardzo słabe, a deflacja PPI niespodziewanie pogłębiła się do -2,6%, co stanowi najniższy poziom od grudnia 2024 r. Na dane wpływały mniejsza liczba dni roboczych i mroźna zimowa pogoda, co utrudnia wyciąganie z nich wniosków. Choć początek roku niewątpliwie jest słaby pod kątem produkcji, warto poczekać na więcej odczytów, by uzyskać klarowniejszy obraz. Poza poniedziałkowymi (23.02) danymi o sprzedaży detalicznej istotne będą również wtorkowe (24.02) dotyczące bezrobocia.

EUR

Opublikowane w ubiegłym tygodniu lutowe wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w strefie euro zaskoczyły lekko na plus, sugerując, że gospodarka wspólnego bloku w dalszym ciągu rośnie w solidnym, choć niekoniecznie oszałamiającym tempie. Wyniki ankietowego badania dotyczącego negocjowanych płac w strefie euro w IV kwartale, które wykazały wzrost ich dynamiki do niemal 3% w ujęciu zanualizowanym, stały się kolejną oznaką tego, że następną zmianą stóp procentowych EBC będzie ich podwyżka. Choć pogłoski z ubiegłego tygodnia o wcześniejszym zakończeniu kadencji prezeski EBC Christine Lagarde zaciemniły ścieżkę stóp, brak wyraźnego faworyta na jej następcę ograniczył dotąd wpływ tych informacji na euro.

Wiadomości z weekendu dotyczące ceł przyćmiły wszystko inne, a Parlament Europejski wstrzymuje prace nad traktatem handlowym z USA do czasu uspokojenia się chaosu po drugiej stronie Atlantyku. Początkowo uczestnicy rynku zareagowali, kupując euro, co umacnia pozycję wspólnej waluty jako safe haven podczas zawirowań politycznych w USA.

USD

Piątkowe orzeczenie Sądu Najwyższego przyćmiło wieści makroekonomiczne i polityczne, warto jednak zauważyć, że większość opublikowanych w ubiegłym tygodniu odczytów wspiera jastrzębie w Fedzie. Zamówienia środków trwałych, szereg danych dotyczących nieruchomości mieszkalnych i cotygodniowe dotyczące deklaracji bezrobocia były lepsze, niż oczekiwano. Co więcej, minutki z ostatniego posiedzenia Fedu były bardzo jastrzębie i sugerują, że część członków FOMC jest bliska rozważenia podwyżek stopy overnight. Bez względu na to, jak gołębi stara się być nadchodzący prezes Fedu Kevin Warsh, trudno będzie mu pociągnąć za sobą pozostałych głosujących.

Na pierwszym planie jest teraz oczywiście nowy chaos celny, niemniej ani dane dotyczące amerykańskiej gospodarki, ani komunikaty Fedu nie wydają się wskazywać na mocny cykl obniżek stóp procentowych. Niespodziewanie silne pogorszenie danych PKB (zejście z 4,4% w III kw. do 1,4% w IV kw.) wyraźnie wyłamuje się z tej narracji. Inwestorzy jednak w większości się tym nie przejęli ze względu na przestarzałość tych danych.

GBP

Ubiegłotygodniowe odczyty ekonomiczne z Wielkiej Brytanii miały mieszany wpływ na funta. Z jednej strony aktywność gospodarcza wydaje się utrzymywać na dobrym poziomie. Sprzedaż detaliczna odnotowała w styczniu najsilniejszy wzrost w ujęciu rocznym od niemal czterech lat, a zbiorczy wskaźnik PMI zaskoczył w górę, co nieco zmniejszyło rynkowe oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych Banku Anglii. Z drugiej strony ostatni spadek inflacji i dalsze oznaki słabości na rynku pracy sugerują, że najbardziej prawdopodobnym wynikiem marcowego posiedzenia jest cięcie, które pozostaje wyceniane w kontraktach swap na ok. 80%.

Choć poprawa wyników brytyjskiej gospodarki mogłaby wesprzeć funta w krótkim terminie, podejrzewamy, że przyćmią ją ryzyka polityczne – przyszłość premiera Keira Starmera pozostaje wciąż niepewna. Kluczowe będą zapewne wybory uzupełniające w Gorton i Denton (czwartek 26.02), w wyniku których Partia Pracy może stracić miejsca na rzecz Partii Zielonych lub Reform UK.

Rekord niewypłacalności mimo szybkiego wzrostu PKB. Co poszło nie tak w 2025 roku?

Miniony rok 2025 był dla naszej gospodarki czasem pełnym sprzeczności. Z jednej strony Polska doświadczyła jednego z najszybszych wzrostów PKB w całej Unii Europejskiej, z drugiej jednak polskie firmy zmagały się z licznymi problemami. W rezultacie, jak podaje w swoim raporcie firma Coface, aż 6 566 z nich ogłosiło niewypłacalność. To liczba aż o 17,8% wyższa niż w roku 2024. Jakie czynniki spowodowały, że pomimo dobrej koniunktury gospodarczej, obserwowaliśmy tak dynamiczny wzrost niewypłacalności? 

Większość trudności, na które polska gospodarka natrafiła w 2025 roku miało charakter zewnętrzny. Rok rozpoczął się od eskalacji wojen handlowych wysokie cła oraz przedłużająca się niepewność co do ostatecznego kształtu polityki celnej nadal mocno oddziałują na nasz eksport. Zmagania o charakterze celnym mają także inne, mniej bezpośrednie, konsekwencje. Chińscy eksporterzy, którzy napotkali wysokie cła na rynku amerykańskim, przekierowali znaczną część swojej nadprodukcji do krajów Unii Europejskiej, wywierając tym samym silną presję konkurencyjną na europejskich producentów. Nie bez znaczenia nadal pozostaje stagnacja w Niemczech, kraj ten bowiem jest największym partnerem handlowym Polski. Warto dodać, że na wysoką liczbę niewypłacalnych firm wpłynęła także większa świadomość przedsiębiorców, którzy coraz częściej wybierają postępowanie restrukturyzacyjne zamiast upadłościowego.

Gospodarka dwóch prędkości

Rok 2025 potwierdził, że Polska funkcjonuje jako gospodarka dwóch prędkości: z jednej strony byliśmy świadkami znacznego wzrostu PKB, który Coface oszacował na 3,6%, a z drugiej pogarszającej się kondycji finansowej wielu przedsiębiorstw. Z czego wynika ta rozbieżność?

Mimo niekorzystnych uwarunkowań zewnętrznych Polska pozostała najszybciej rosnącą dużą gospodarką w Unii Europejskiej i awansowała do grona 20 największych gospodarek świata. Ta odporność była możliwa dzięki stosunkowo dużemu rynkowi wewnętrznemu oraz silnie zdywersyfikowanej strukturze geograficznej i towarowej polskiego eksportu mówi dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Niestety ogólna poprawa koniunktury nie była w stanie zrównoważyć narastających trudności, jeśli chodzi o koszty, z którymi zmagały się polskie przedsiębiorstwa. Dynamika wynagrodzeń, choć wyraźnie wyhamowała w ciągu roku, nadal przewyższała wzrost produktywności w gospodarce. W konsekwencji wyniki finansowe i przeciętna rentowność sprzedaży firm pozostały poniżej poziomów z lat 2022-2023 dodaje ekspert.

Niewypłacalność w branżach

Sektory, które najbardziej ucierpiały w ciągu 2025 roku to usługi i budownictwo. Pierwszy z nich ma największy udział w ogólnej liczbie przypadków niewypłacalności (1859 przedsiębiorstw, czyli 28% całej liczby niewypłacalności). Drugi nadal notuje jedną z najwyższych dynamik r/r (1155 przedsiębiorstw, 18% całej liczby niewypłacalności).

Z pewnością na sektory produkcyjne negatywny wpływ wywarły wydarzenia na rynkach światowych, w tym osłabienie koniunktury w strefie euro, napływ towarów importowanych głównie z Azji czy turbulencje w handlu zagranicznym wywołane wojnami celnymi zainicjowanymi przez USA mówi Paweł Tobis, Wizeprezes Zarządu ds. Operacyjnych i Oceny Ryzka Coface. Z drugiej strony należy odnotować rolę wysokiej bazy kosztowej – efekt zmian wynagrodzeń oraz wzrostu kosztów stałych, co w dużej mierze przyczynia się do kłopotów przedsiębiorców z takich sektorów jak handel i usługi wyjaśnia ekspert.

Co czeka polskie firmy w 2026 roku?

Eksperci z firmy Coface wskazują, że liczbę niewypłacalności w nadchodzących miesiącach będzie w dużej mierze kształtował rosnący udział restrukturyzacji w postępowaniach niewypłacalnościowych. Oznacza to, że w 2026 roku liczba przedsiębiorstw z problemami z płynnością wzrośnie prawdopodobnie do ok. 7 500 przypadków. Jednak, dzięki sprzyjającemu otoczeniu makroekonomicznemu, dynamika tego wzrostu powinna wyraźnie wyhamować w porównaniu z latami 2023-2025.

A co z kondycją polskiej gospodarki?

 – W 2026 roku możemy liczyć na relatywnie wysoką dynamikę wzrostu gospodarczego. Według naszych prognoz tempo wzrostu PKB przyśpieszy do 3,8%. Głównym motorem wzrostu będą prawdopodobnie inwestycje, natomiast dodatkowe wsparcie dla naszej gospodarki powinno przyjść tym razem zza granicy. Wydatki fiskalne w Niemczech powinny stopniowo ożywiać tamtejszą gospodarkę i jednocześnie pobudzić popyt dla polskich eksporterów przewiduje dr Mateusz Dadej. – Kluczowe pytanie na 2026 rok brzmi: czy pozostaniemy przy gospodarce dwóch prędkości. Ostatni rok pokazał, że zależność między dynamiką wzrostu PKB a kondycją finansową przedsiębiorstw nie jest już tak prosta i bezpośrednia jak kiedyś. Istnieje jednak kilka czynników, które pozwalają z umiarkowanym optymizmem patrzeć na poprawę sytuacji firm – zwłaszcza po stronie kosztów. Dynamika wynagrodzeń powinna dalej wyraźnie spowalniać i zbliżać się do wzrostu produktywności. Obecnie utrzymuje się również korzystny trend spadkowy cen surowców energetycznych, a koszt finansowania zewnętrznego jest wyraźnie niższy niż w 2025 roku – podsumowuje ekspert.

Wojna celna wchodzi w nową fazę. Polityka handlowa USA podkopuje zaufanie do dolara

W piątek Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych wydał wreszcie orzeczenie, które anuluje większość ceł nałożonych w ostatnich miesiącach przez Donalda Trumpa. Ten jednak nie rezygnuje i błyskawicznie odpowiada nowym globalnym pakietem. Chaotyczne działania Białego Domu osłabiły jednak dolara tylko na chwilę, ponieważ rynki na horyzoncie wciąż widzą ryzyko eskalacji konfliktu USA-Iran. Polski złoty w tych warunkach trzyma się całkiem nieźle. Czy przyszłotygodniowa obniżka stóp jest już wyceniona?

Cła do kosza

Część analityków powoli obracała już w żarty przedłużające się oczekiwanie na orzeczenie Sądu Najwyższego w sprawie większości ceł nałożonych przez Donalda Trumpa. Jednak w piątek wreszcie poznaliśmy decyzję SN i była ona zgodna z przewidywaniami większości obserwatorów. Stosunkiem głosów 6:3 sędziowie wyrzucili do kosza większość taryf nałożonych przez Biały Dom (nie będę tutaj wchodził w zawiłości prawne i interpretacje, czasem nawet pojedynczych słów z konstytucji), podkreślając, że prawo do długotrwałego nakładania ceł to wyłączna kompetencja Kongresu. Wywołało to wściekłość prezydenta, który oczywiście zaatakował samych sędziów (część głosująca nie po myśli Trumpa to zresztą jego nominaci), a następnie na mocy innego aktu prawnego wprowadził globalną stawkę celną w wysokości 10%. Co więcej, w piątek zdążył nawet podpisać rozporządzenie wykonawcze w tej sprawie, aby w sobotę… zmienić zdanie i nałożyć 15%. Ten chaos zarządzania (ale też zauważalny brak przygotowania na negatywne rozstrzygnięcie przed SN) to kolejny dowód, że cała strategia Białego Domu zaczyna coraz wyraźniej erodować.

Stawka celnej gry coraz wyższa

Wyliczenia mediów wskazują, że amerykański rząd będzie musiał zwrócić firmom nawet 170 mld USD z wcześniej pobranych ceł. SN nie wskazał jednak czytelnej ścieżki dla tego procesu, więc postępowania sądowe powinny wydłużyć taką operację. Dla przedsiębiorstw i rynków najważniejsze pytanie brzmi: co dalej? Prezydent Trump wprowadził 15% globalną stawkę, ale maksymalny okres dla tego rozwiązania to 150 dni, a przedłużyć go może tylko Kongres (aktualnie wydaje się to niewykonalne). Co więcej, część prawników poddaje w wątpliwość także podstawę prawną do tego działania, a lider Republikanów jest pierwszym lokatorem Białego Domu, który powołał się na nią od momentu jej wprowadzenia. Amerykańska administracja planuje zmienić tę niepewną podstawę prawną na inną z tej samej ustawy o handlu z 1974 roku, ale w przypadku tzw. nieuczciwej konkurencji ze strony partnerów handlowych niezbędne jest przeprowadzenie rzeczowego dochodzenia (co może zająć nawet kilkanaście miesięcy). W ten sposób firmy (na razie otwierające szampana na wieść o zwrocie wcześniej pobranych ceł), ale też rynki dostają najgorszą ze swojego punktu widzenia niepewność, która może trwać jeszcze przez dłuższy czas. Część analityków zwraca już uwagę na coraz większą rotację kapitału z Wall Street do Europy, co ma być efektem (obok horrendalnej wyceny Big-Techów) m.in. niesłabnącego zamieszania wokół amerykańskiej polityki handlowej. Coraz wyraźniejsza utrata zaufania do stabilności USA ma szansę podkopywać pozycję USD w długim terminie, ale w krótkim rynkiem walutowym rządzą inne emocje.

Poniedziałkowy handel na korzyść PLN

W poniedziałek na rynku walutowym dostajemy ciekawą mieszankę. Jeszcze w piątek dolar w efekcie orzeczenia SN, ale też częściowo po danych makro (PMI słabsze od prognoz, chociaż inflacja PCE wyżej) znalazł się pod presją i tym samym kurs EUR/USD wyszedł ponad 1,18 USD. Tej siły wspólnej waluty nie starczyło jednak na długo i już w poniedziałek wczesnym popołudniem eurodolar jest bliżej 1,178 USD. Dlaczego wspominam o ciekawej mieszance? Ponieważ, pomimo powtarzanego przez analityków jak mantra zagrożenia zbliżającego się ataku USA na Iran (jeszcze nigdy tak duża koncentracja amerykańskich wojsk nie skończyła się tylko na pogróżkach), trudno na otwarciu tygodnia mówić o klasycznym risk off. Wszystko dlatego, że obok mocniejszego USD równocześnie dostajemy słabszego CHF (kurs EUR/CHF najwyżej od blisko 2 tygodni). Bardzo ciekawy może okazać się wtorkowy handel, kiedy po tygodniu świętowania Nowego Roku do gry wrócą wreszcie Chińczycy (od razu otrzymamy decyzję Banku Ludowego Chin), a po dzisiejszej celebracji urodzin cesarza handel zaczną też Japończycy. W tych niepewnych warunkach znowu bardziej niż przyzwoicie (najlepiej w regionie) radzi sobie polski złoty. O godz. 13 kurs euro jest przy 4,215 zł, kurs dolara utrzymuje się poniżej 3,58 zł, a kurs franka balansuje na 4,61 zł. PLN nie zaszkodził lepszy od prognoz odczyt o styczniowej sprzedaży detalicznej (+3,9% rdr), a powoli uwaga będzie się przesuwała na przyszłotygodniowe posiedzenie RPP. Rynek jest coraz bardziej przekonany, że otrzyma kolejną obniżką stóp, ale czy już całkowicie ją wycenił? Poza tym ważniejsze od samego cięcia mogą się okazać prognozy inflacyjne, które mają szansę przesunąć w dół docelowy koszt pieniądza w tym (nie)cyklu luzowania.

Rynek złota w fazie konsolidacji – fundamenty pod dalsze wzrosty pozostają silne

Po dynamicznych wzrostach z początku roku rynek złota wszedł w fazę konsolidacji. Zdaniem ekspertów jest to naturalny etap w długoterminowym cyklu wzrostowym, który napędzają napięcia geopolityczne, polityka banków centralnych oraz rosnące zainteresowanie inwestorów na rynkach azjatyckich.

Przez większość ubiegłego tygodnia cena złota utrzymywała się w przedziale około 4850–5050 dolarów za uncję, po wcześniejszym gwałtownym rajdzie, w trakcie którego w ciągu zaledwie trzech dni metal zyskał 500 dolarów, przekraczając pułap 5500 USD/oz i ustanawiając nowe maksima.

– Po bardzo dynamicznych wzrostach rynek wszedł w fazę konsolidacji. To naturalne zjawisko, które pozwala oczyścić rynek z kapitału krótkoterminowego i buduje fundament pod dalszy, bardziej stabilny trend wzrostowy. W takich momentach zostają przede wszystkim inwestorzy długoterminowi, którzy reagują na fundamenty, a nie chwilowe emocje – podkreśla Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldenmark i Goldsaver.

Na początku bieżącego tygodnia cena złota ponownie zyskała na sile, osiągając poziom około 5147 USD za uncję w notowaniach spot i około 5167 USD za uncję w kontraktach futures z dostawą w kwietniu. Według raportów inwestycyjnych był to najwyższy poziom cen od trzech tygodni.

Rynek zareagował na orzeczenie Sądu Najwyższego USA, który obalił szerokie taryfy handlowe administracji Donalda Trumpa, co zwiększyło niepewność co do kierunku globalnej polityki handlowej i skłoniło inwestorów do ponownego poszukiwania „bezpiecznych przystani”.

Decyzje Fed i polityka monetarna kluczowe dla rynku

Ponadto, dane makroekonomiczne z USA wskazywały na słabszy odczyt aktywności gospodarczej w styczniu, co z kolei zwiększyło oczekiwania rynku dotyczące możliwych obniżek stóp procentowych przez Fed w nadchodzących miesiącach.

To właśnie polityka monetarna prowadzona przez amerykańską Rezerwę Federalną pozostaje jednym z najważniejszych czynników wpływających na rynek. Z jednej strony inwestorzy zakładają możliwość obniżek stóp procentowych w tym roku, z drugiej pojawiają się sygnały, że inflacja może utrudnić ten proces.

– Rynek złota bardzo uważnie obserwuje działania Fed. Obniżki stóp procentowych tradycyjnie wspierają złoto, ponieważ obniżają atrakcyjność aktywów oprocentowanych i zwiększają popyt na aktywa materialne – podkreśla ekspert Grupy Goldenmark.

Dodatkowo Jerome Powell został wybrany na przewodniczącego Federal Open Market Committee (FOMC) do końca roku, co zwiększa przewidywalność krótkoterminowej polityki monetarnej.

– Złoto pozostaje szczególnie wrażliwe na zmiany realnych stóp procentowych. Każdy sygnał sugerujący możliwość ich obniżenia zwiększa atrakcyjność metali szlachetnych jako alternatywy dla aktywów finansowych denominowanych w dolarze – dodaje Michał Tekliński.

Geopolityka znów wspiera złoto

Na rynek mocno wpływa także sytuacja geopolityczna, szczególnie rosnące napięcia wokół Iranu. Stany Zjednoczone zwiększają obecność wojskową w regionie, a Iran prowadzi wspólne manewry z Rosją i Chinami w strategicznej Cieśninie Ormuz.

– Historia pokazuje, że złoto najsilniej reaguje właśnie na okresy niepewności geopolitycznej. Obecna sytuacja przypomina moment po poprzednich igrzyskach olimpijskich, po których doszło do inwazji Rosji na Ukrainę. Inwestorzy bardzo uważnie obserwują rozwój wydarzeń na Bliskim Wschodzie, bo to jeden z kluczowych czynników wspierających cenę złota – zaznacza Michał Tekliński.

Niepewność polityczna zwiększa popyt na aktywa bezpiecznej przystani, a złoto pozostaje najważniejszym z nich. Inwestorzy traktują je jako zabezpieczenie przed ryzykiem, którego nie da się przewidzieć ani kontrolować.

Azja napędza popyt

Istotnym czynnikiem jest również sytuacja w Azji. W Chinach, mimo czasowego zamknięcia giełd z okazji Chińskiego Nowego Roku, złoto pozostaje kluczowym elementem kultury finansowej i formą przechowywania majątku.

Jeszcze bardziej spektakularna sytuacja ma miejsce w Wietnamie, gdzie zainteresowanie złotem osiągnęło rekordowe poziomy.

– Widzimy sytuacje, w których ceny produktów są wyrażane bezpośrednio w złocie, a nie w walucie krajowej. To pokazuje skalę zaufania do kruszcu jako środka przechowywania wartości – podkreśla ekspert Goldsaver i Goldenmark.

Prognozy wskazują dalsze wzrosty

Złoto pozostaje jednym z najlepiej performujących aktywów ostatnich lat, a jego znaczenie w globalnym systemie finansowym systematycznie rośnie.

Optymistyczne pozostają również prognozy największych instytucji finansowych. Bank inwestycyjny UBS prognozuje osiągnięcie poziomu 6200 USD za uncję, natomiast bank ANZ wskazuje na możliwość wzrostu do około 5800 USD w najbliższych kwartałach.

Część analityków idzie nawet dalej i wskazuje na możliwość osiągnięcia 10 000 USD za uncję do końca dekady. Mówi o tym choćby Louis Navellier, prezes i założyciel Navellier & Associates, firmy profesjonalnie zajmującej się prognozami ceny złota.

– Najważniejsze fundamenty rynku złota pozostają niezmienne. Banki centralne nadal zwiększają swoje rezerwy, napięcia geopolityczne nie znikają, a inwestorzy coraz częściej szukają stabilnych aktywów. Konsolidacja, którą obserwujemy obecnie, może być jedynie przystankiem przed kolejną falą wzrostów – podsumowuje Michał Tekliński z Grupy Goldenmark.

Rosnący popyt ze strony banków centralnych, utrzymująca się niepewność geopolityczna oraz potencjalne zmiany w polityce monetarnej największych gospodarek świata wskazują, że metal szlachetny może pozostać kluczowym elementem strategii zabezpieczania kapitału w nadchodzących latach.

Warszawski rynek biurowy dojrzewa: mniej nowych inwestycji, więcej selekcji i modernizacji

Wysokie nasycenie nowoczesną powierzchnią biurową przekłada się na ostrożne podejście deweloperów oraz koncentrację na projektach o najwyższym potencjale komercyjnym. Jak wynika z raportu „Warsaw Crane Survey 2026” firmy doradczej Deloitte, w ubiegłym roku udzielono czterech pozwoleń na budowę, złożono trzy nowe wnioski o ich wydanie i wydano jedną decyzję o warunkach zabudowy. Na koniec 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w stolicy wyniosły 6 232 400 mkw., co oznacza nieznaczny spadek o 1 proc. r/r. Zmniejszenie wolumenu wynikało z celowego wyburzania starszych obiektów oraz czasowych wyłączeń z oferty najmu w związku z przygotowaniami do dalszej adaptacji lub gruntownej modernizacji budynków.

Liczba decyzji administracyjnych od kilku lat utrzymuje się na podobnym, niskim poziomie. Decyzje udzielane są w centralnych dzielnicach, głownie na Woli i w Śródmieściu, podczas gdy w niektórych dzielnicach peryferyjnych w ciągu ostatnich lat nie odnotowano ani jednego pozwolenia na realizację budynku biurowego. W zeszłym roku wydano łącznie cztery pozwolenia na budowę, czyli o dwa więcej niż rok wcześniej. Choć skala decyzji pozostaje ograniczona, łączna powierzchnia użytkowa projektów z uzyskanym pozwoleniem wzrosła o 157 proc. r/r do 180 tys. mkw. Było to możliwe przede wszystkim dzięki dużym inwestycjom, takim jak Warsaw One czy AFI Tower.

Stołeczny rynek biurowy osiągnął etap dojrzałości, który naturalnie ogranicza tempo nowych inwestycji. Istotniejsze staje się dziś to, jaką jakość gwarantują istniejące powierzchnie i w jakim stopniu odpowiadają na potrzeby najemców. Mniejsza liczba nowych pozwoleń odzwierciedla bardziej selektywne podejście inwestorów, którzy wybierają projekty o najwyższym potencjale rynkowym. W kolejnych latach nowe inwestycje będą realizowane przede wszystkim tam, gdzie stoi za nimi realne zapotrzebowanie. W efekcie o kierunku rozwoju rynku zdecydują standard i funkcjonalność obiektów, a nie ich skala – mówi Dominik Stojek, partner w dziale Advisory, Lider Grupy Nieruchomościowej, Deloitte.

Selektywne inwestycje i koncentracja w centrum

W 2025 r. aktywność deweloperów pozostawała ograniczona, co było konsekwencją przede wszystkim niepewności po stronie popytu, szczególnie w kontekście długoterminowych decyzji najemców oraz istniejącego pustostanu. Nowa podaż wyniosła zaledwie nieco ponad 80 tys. mkw., czyli o ok. 15 proc. mniej niż rok wcześniej. Projekty oddane do użytku pokazują, że na rynek trafiają przede wszystkim inwestycje o wysokim standardzie, znajdujące się w dogodnej lokalizacji i uwzględniające wymogi ESG. Według prognoz sytuacja będzie ulegała stopniowej poprawie i do 2028 r. podaż zwiększy się o ok. 290 tys. mkw.

Dodatkowo skala realizowanych inwestycji pozostaje umiarkowana. Na koniec czwartego kwartału ubiegłego roku w budowie znajdowało się ok. 180 tys. mkw. powierzchni biurowej, o 22 proc. mniej r/r, przy czym w tej puli mieszczą się zarówno nowe budynki, jak i te poddawane modernizacji. Wyraźnie widoczna jest koncentracja obiektów w centralnej części miasta. Ponad 85 proc. realizowanej powierzchni powstaje w centrum Warszawy, co pozwala na szybsze pozyskanie najemców i ograniczenie ryzyka inwestycyjnego. Największymi projektami w toku są Upper One (35 500 mkw.) oraz AFI Tower (54 000 mkw.), którego budowa rozpoczęła się pod koniec 2025 r. Struktura zasobów nie zmienia się zasadniczo – największe skupisko powierzchni biurowej pozostaje na Woli (1 727 000 mkw.), następnie na Mokotowie (1 457 000 mkw.) i w Śródmieściu (1 336 000 mkw.).

Modernizacje, zmiany funkcji i standardy ESG jako stałe elementy aktualnego cyklu rynkowego

W warunkach ograniczonej nowej podaży coraz większego znaczenia nabiera modernizacja, repozycjonowanie oraz zmiana sposobu użytkowania istniejących budynków. W części przypadków proces ten obejmuje również trwałe wyłączenie obiektów z rynku i ich rozbiórkę. W 2025 r. z użytkowania wycofano ponad 140 tys. mkw. powierzchni biurowej. W zdecydowanej większości dotyczyło to budynków wybudowanych przed 2000 r., o wysokiej energochłonności i ograniczonym potencjale adaptacyjnym. Część z nich przygotowywana jest do zmiany funkcji lub poddawana gruntownej modernizacji, natomiast pozostałe uznano za nieopłacalne w dalszej eksploatacji i będą podlegać wyburzeniu, aby zrobić miejsce pod nowe obiekty.

Decyzje administracyjne wydane w ubiegłym roku objęły m.in. rozbiórki budynków Syriusz, Orion i Saturn na Mokotowie, Megadex przy ul. Mickiewicza 63, a także obiektów przy ul. Jagiellońskiej 88 na Pradze-Północ oraz wieżowca Intraco przy Bonifraterskiej. W tym ostatnim przypadku podjęte kroki związane z uznaniem budynku za obiekt zabytkowy wstrzymało prace wyburzeniowe. Złożono również wniosek o rozbiórkę części nadziemnej budynku przy ul. Konstruktorskiej 4, a z rynku wycofany zostanie biurowiec przy ul. Gdańskiej 27/31. Proces ten pozostaje ściśle powiązany z rosnącą rolą standardów środowiskowych i efektywności energetycznej. Coraz wyższe wymagania w zakresie parametrów technicznych oraz elastyczności przestrzeni sprawiają, że starsze budynki wymagają gruntownych modernizacji, aby utrzymać konkurencyjność.

W dalszym ciągu premiowane są realizacje spełniające aktualne standardy ESG i wellbeing, a decyzje inwestycyjne koncentrują się na poprawie jakości i długoterminowej efektywności zasobów. W przypadku części starszych budynków, zwłaszcza o wysokiej energochłonności i ograniczonym potencjale adaptacyjnym, skala nakładów niezbędnych do utrzymania konkurencyjności bywa nieproporcjonalna do możliwych przychodów. W takich warunkach inwestorzy coraz częściej analizują alternatywne scenariusze wykorzystania nieruchomości. Jednym z nich jest konwersja biurowców na funkcję mieszkaniową, która zwłaszcza w centralnych lokalizacjach bywa bardziej racjonalna ekonomicznie niż dalsza eksploatacja obiektu w dotychczasowej formule. W ubiegłym roku wydano co najmniej trzy decyzje w tej sprawie – podsumowuje Dominik Stojek.

Cięcie stóp procentowych na Węgrzech coraz bliżej

Narodowy Bank Węgier (MNB) długo wykazywał się ostrożnością, a momentami nawet jastrzębiością w komunikatach. Ostatnie spadki inflacji, brak oczekiwań znacznego luzowania fiskalnego przed kwietniowymi wyborami oraz siła forinta wskazują jednak, że czas na pierwsze od września 2024 r. cięcie stóp procentowych.

Prezes Varga jest jednym ze współtwórców partii Fidesz oraz wiernym stronnikiem premiera Orbana. Od momentu objęcia stanowiska prezesa MNB w marcu ubiegłego roku wykazuje się jednak technokratycznym podejściem, nie dając nam większych wątpliwości co do tego, że bank działa ściśle w oparciu o napływające dane.

Te zaczynają jednak sugerować w ostatnim czasie, że czas obniżek zbliża się wielkimi krokami. Przestrzeń do cięcia tworzy przede wszystkim znaczny spadek inflacji. Styczniowe 2,1% to najniższy poziom inflacji konsumenckiej od marca 2018 r. Poniżej 3-procentowego środka celu inflacyjnego banku znalazła się również miara bazowa (2,7%). Słaba aktywność gospodarcza powinna pomóc utrzymać dynamikę cen na ograniczonych poziomach także i w kolejnych miesiącach. „Ryzyko” stanowi w owym zakresie ponad 6-procentowy w ujęciu realnym wzrost płac, który ma szansę ożywić nieco krajową konsumpcję w najbliższych miesiącach.

Oczekujemy, że wtorkowe posiedzenie przyniesie cięcie stóp procentowych o 25 pb., co sprowadziłoby stopę referencyjną do poziomu 6,25%. Jako że jest to w dużej mierze wycenione przez rynki, spodziewamy się, że presja wyprzedażowa na forinta będzie raczej ograniczona. Dużo zależeć może od forward guidance, czyli wszelkich sugestii odnośnie do dalszych ruchów banku. Widzimy przestrzeń do kilku kolejnych cięć w kolejnych miesiącach. Zobaczymy, na ile Varga będzie chciał to potwierdzać już w lutym. W obliczu zbliżających się wielkimi krokami wyborów nie spodziewamy się, że będzie w owej kwestii zbyt konkretny.

Nie możemy wykluczyć, że bank zdecyduje się poczekać z cięciem do marca, aby odpowiednio przyjrzeć się postępującym zmianom w otoczeniu makroekonomicznym (zwłaszcza ostatniemu spadkowi inflacji). Pauza mogłaby zaoferować forintowi w krótkim terminie pewne wsparcie. W obliczu nabierającej rumieńców kampanii wyborczej uczyniłoby to z drugiej połowy marca niezwykle gorący okres dla węgierskiej waluty.

Rynek opon w Polsce 2025: SUV-y +18,8%, dostawcze +7,9%, ciężarowe -12,5%

W 2025 roku sprzedaż opon na rynek do dystrybutorów była na solidnym plusie w większości segmentów w największym segmencie opon do samochodów osobowych wzrosła o +2%, a w tym do SUV aż o +18,8%. Większą sprzedaż notowano również w segmencie opon dostawczych +7,9%, rolniczych +8,4% i motocyklowych +13,4%. Natomiast spadki nadal widoczne są w segmencie opon przemysłowych -6,4% oraz ciężarowych -12,5%.

W czwartym kwartale 2025 sprzedaż opon ogółem spadła o -4%, opon do samochodów osobowych o -9,8%, natomiast wzrosła w segmencie SUV aż o +18,6%, samochodów dostawczych +15,1%, przemysłowych o +15,4% oraz rolniczych o +4,4%. Zmalała sprzedaż w segmencie opon motocyklowych o -24,5% standardowo sezonowa, a także do ciężarówek o -11,7%.

Na rynku europejskim zanotowano spadki sprzedaży w większości segmentów.

– Wyniki sprzedaży opon w 2025 roku obrazują złożony i segmentowy charakter popytu w warunkach umiarkowanego wzrostu gospodarczego i stopniowego osłabiania presji inflacyjnej w Polsce. W skali całego rynku sprzedaż ogółem odnotowała niewielki spadek (-0,7%), co wskazuje na względną stabilność przy jednoczesnym przesunięciu struktury popytu w kierunku konkretnych segmentów – przede wszystkim SUV oraz opon rolniczych i motocyklowych. To zróżnicowanie jest charakterystyczne dla rynków o rozwiniętej gospodarce konsumpcyjnej, gdzie konsumenci i przedsiębiorstwa optymalizują wydatki w odpowiedzi na czynniki kosztowe i popytowe. W kontekście konsumpcji prywatnej i popytu inwestycyjnego widać, że dynamika wzrostu PKB przekłada się na zwiększoną aktywność gospodarczą w obszarach związanych z transportem lżejszym i rekreacyjnym – stąd znaczne wzrosty sprzedaży opon do SUV (+18,8%) oraz motocyklowych (+13,4%). To sugeruje, że gospodarstwa domowe i małe przedsiębiorstwa zachowują relatywnie dobre nastroje konsumpcyjne i realne możliwości wydatkowania. Jednocześnie słabsze wyniki w segmencie opon ciężarowych (-12,5%) oraz przemysłowych (-6,4%) mogą odzwierciedlać ostrożność inwestycyjną firm użytkowych i logistycznych w obliczu globalnej niepewności oraz ewentualnych barier popytowych w eksporcie czy produkcji przemysłowej – wskazał Marcin Bardecki, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Członkowie PZPO to najwięksi w Polsce i na świecie producenci opon. Codziennie z ich fabryk w naszym kraju wyjeżdża ponad 140 tys. opon z napisem „made in Poland” do samochodów osobowych, ciężarowych, autobusów czy maszyn rolniczych i przemysłowych.SPRZEDAŻ OPON POLSKA Q4 2025SPRZEDAŻ OPON POLSKA 2025

– Wyniki sprzedaży opon w 2025 roku odzwierciedlają zmieniającą się strukturę popytu na rynku motoryzacyjnym w Polsce. Dane o sprzedaży opon wskazują na szczególnie silną dynamikę w segmencie SUV, który rośnie dwucyfrowo (+18,8% w skali całego roku i +18,6% w IV kwartale). To zgodne z obserwowanym na rynku trendem – popyt na samochody SUV i crossovery utrzymuje się na wysokim poziomie, a klienci indywidualni oraz firmy coraz częściej decydują się na pojazdy o tych nadwoziach. To zjawisko wynika z kilku czynników: preferencji konsumentów wynikających z komfortu użytkowania i postrzegania SUV-ów jako bardziej pakownych i uniwersalnych w warunkach zarówno miejskich, jak i pozamiejskich, jak również z konkurencyjności oferty producentów, którzy coraz szerzej umacniają SUV-y w swoich liniach modelowych. Wzrosty w segmencie opon do samochodów osobowych (+2% rocznie) i dostawczych (+7,9%) także potwierdzają ożywienie popytu na rynku pojazdów użytkowych i lekkich. Coraz wyraźniej widać, że popyt na nowe samochody osobowe i dostawcze jest odporna na spowolnienie gospodarczym i częściową ostrożność konsumentów, a klienci w większości kontynuują decyzje zakupowe, szczególnie tam, gdzie dostępność finansowania jest atrakcyjna, a koszty utrzymania pojazdu konkurencyjne dodał Piotr Sarnecki, dyrektor generalny PZPO.

Europejski rynek opon

Popyt na opony w Europie spadał – sprzedaż opon konsumenckich (samochody osobowe, SUV-y i lekkie pojazdy użytkowe) zmniejszyła się o -5% w czwartym kwartale 2025 w porównaniu do czwartego kwartału 2024, kończąc cały rok o -2% niżej. Podobnie opony letnie, które odnotowały największy spadek o -7%, ponieważ nadal traciły udział na rzecz opon całorocznych. Natomiast sprzedaż opon zimowych spadła o -2% w całym 2025 roku. Gwałtowny spadek w czwartym kwartale był spowodowany łagodniejszą pogodą – w przeciwieństwie do IV kwartału 2024, kiedy wczesne, intensywne opady śniegu w niektórych częściach Europy zwiększyły popyt.SPRZEDAŻ OPON EUROPA 2025 SPRZEDAŻ OPON EUROPA SEZONOWE SPRZEDAŻ OPON EUROPA SEZONOWE Q4 2025 SPRZEDAŻ OPON EUROPA Q4 2025

Wolumen opon dla ciężarówek i autobusów również osłabł: spadł o -2% w IV kwartale i o -4% w całym 2025 roku, co jest zgodne z ograniczoną aktywnością przewozową – sprzedaż pozostaje wrażliwa na produkcję przemysłową, która pozostała na niskim poziomie. Ponownie, wolumeny również zostały dotknięte wzrostem importu. Opony rolnicze były w czwartym kwartale w dużej mierze płaskie, ale zakończyły rok ze sprzedażą mniejszą o -4%, co odzwierciedla utrzymującą się ostrożność w inwestycjach rolnych.

– Spadek sprzedaży opon w Europie odzwierciedla utrzymującą się presję makro: niskie zaufanie konsumentów, ograniczony wzrost przejechanych mil oraz rosnącą penetrację importu w ciągu całego roku powiedział Adam McCarthy, sekretarz generalny Tyres Europe.

Tyres Europe jest związkiem reprezentującym przemysł oponiarski w Europie, promującym bezpieczną, inteligentną i zrównoważoną mobilność. Tyres Europe reprezentuje 13 członków korporacyjnych, których globalna sprzedaż stanowi 70% światowego rynku opon, w tym 8 z 10 największych liderów branży. Łącznie producenci ci utrzymują silną pozycję w Unii Europejskiej (UE) i krajach kandydujących, posiadając ponad 70 zakładów produkcyjnych i ponad 20 centrów badawczo-rozwojowych. W sumie sektor oponiarski zapewnia prawie 500 000 miejsc pracy w całej UE.

Polska trzecim rynkiem w Europie pod względem prognozowanych zysków z inwestycji w nieruchomości

Według badania CBRE „European Investor Intentions Survey 2026” nastroje inwestorów w Europie Środkowej i Wschodniej będą się poprawiać w 2026 r. Uczestnicy rynku wskazują, że będzie to bardziej aktywny rok pod względem transakcji na rynku nieruchomości dla tego regionu, w porównaniu z ogólną średnią europejską. Podczas gdy wiele rynków europejskich zmierza w kierunku stopniowej normalizacji, region CEE wyróżnia się silniejszym tempem wzrostu, większą skłonnością do podejmowania ryzyka i wyższą pewnością dotyczącą otoczenia makroekonomicznego.

Zgodnie z badaniem 58 proc. inwestorów działających w Europie Środkowo-Wschodniej planuje zwiększyć swoją aktywność zakupową w 2026 r., w porównaniu do 56 proc. w całej Europie. Aktywność po stronie sprzedaży jest jeszcze bardziej wyraźna: 48 proc. inwestorów z Europy Środkowo-Wschodniej spodziewa się sprzedać więcej aktywów, co znacznie przewyższa średnią europejską wynoszącą 41 proc. Jednocześnie odsetek inwestorów niechętnych do sprzedaży spadł do zaledwie 10 proc. z ponad 22 proc. dwa lata wcześniej, osiągając najniższy odnotowany poziom. Te trendy wskazują, że rynek Europy Środkowo-Wschodniej wkracza w fazę przyspieszonej rotacji aktywów, napędzanej zarówno poszukiwaniem okazji, jak i wymogami recyklingu kapitału.

Strategie zwiększania wartości zyskują na znaczeniu w obliczu korekt na rynku

W obecnych warunkach rynkowych strategie inwestycyjne są pragmatyczne. 41 proc. inwestorów z Europy Środkowo-Wschodniej decyduje się na strategie „value add”, w porównaniu z 37 proc. w całej Europie, podczas gdy na preferencję „core” wskazuje po 17 proc. To pokazuje większy nacisk na repozycjonowanie, selektywną przebudowę i możliwości uzyskania wyższych zysków, ponieważ inwestorzy zmagają się z lukami płynnościowymi, ustalaniem cen i zwiększoną zmiennością wzrostu.

Według naszego badania jeden na pięciu europejskich inwestorów planuje ulokować kapitał w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Londyn pozostaje na szczycie ich listy, ale Warszawa awansowała z piątego na trzecie miejsce, osiągając najwyższą pozycję w historii. Wyprzedziła tym samym tradycyjne centra zachodnioeuropejskie, takie jak Berlin czy Paryż – powiedział Przemysław Felicki, dyrektor w dziale rynków kapitałowych w CBRE.

Luka między oczekiwaniami cenowymi stron transakcji pogłębiła się, wzrastając z 51 proc. do 59 proc. w Europie Środkowo-Wschodniej, podczas gdy w całej Europie odnotowano niewielki spadek z 64 proc. do 62 proc. To pokazuje, że utrzymują się napięcia między oczekiwaniami kupujących i sprzedających.

Korzystne warunki sprzyjają zaufaniu

Pomimo podwyższonego ryzyka, inwestorzy wskazują na kilka czynników sprzyjających zaufaniu do rynku Europy Środkowo-Wschodniej. Niższe koszty zadłużenia wymienia 59,8 proc. inwestorów z regionu Europy Środkowo-Wschodniej, w porównaniu z 46 proc. w całej Europie, co czyni je najważniejszym czynnikiem sprzyjającym w regionie. Atrakcyjne ceny wejścia (43,3 proc.) i zmniejszona liczba projektów deweloperskich (40,9 proc.) są również częściej wskazywane w regionie CEE jako czynniki pozytywne w porównaniu do szerszej próby europejskiej, co wspiera decyzje inwestycyjne.

Na poziomie europejskim nastroje uległy znacznej poprawie: 89 proc. inwestorów spodziewa się wzrostu lub utrzymania się aktywności zakupowej w 2026 r., a 83 proc. przewiduje wzrost lub utrzymanie się aktywności sprzedażowej. Ta ogólna poprawa nastrojów znajduje odzwierciedlenie na rynkach Europy Środkowo-Wschodniej, gdzie inwestorzy coraz częściej postrzegają rok 2026 jako czas ożywienia w obszarze transakcji.

Sektor mieszkaniowy pozostaje filarem rynku

Nieruchomości mieszkalne utrzymują pozycję najbardziej atrakcyjnego sektora w całej Europie. Preferencje inwestorów dotyczące obiektów mieszkaniowych wzrosły z około 23 proc. w 2022 r. do prawie 34 proc. w 2026 r. Logistyka, po osiągnięciu szczytu w 2024 r., spadła do około 25 proc., podczas gdy sektor biurowy odnotował spadek, z prawie 39 proc. w 2022 r. do około 13 proc. w 2026 r. Sektor detaliczny i hotelarski ustabilizowały się na niskim lub średnim poziomie jednocyfrowym. Preferencje inwestorów w Europie Środkowo-Wschodniej są zgodne z tym trendem.

Alokacje kapitału zmieniają kierunek z logistyki dominującej w 2024 r., w stronę bardziej zrównoważonego zestawu sektorów do 2026 r. Nieruchomości mieszkaniowe pozostają kluczowe, pomimo nadal ograniczonych wolumenów inwestycji w niektórych częściach regionu. Znaczenie zyskują nieruchomości handlowe i hotelowe, podczas gdy nieruchomości biurowe odnotowują niewielki wzrost popularności po gwałtownym spadku po pandemii – dodał Przemysław Felicki.

Miasta Europy Środkowo-Wschodniej zyskują na znaczeniu w rankingach inwestycji

W rankingu najbardziej atrakcyjnych miast Europy pod względem transgranicznych inwestycji w nieruchomości w 2026 r. nastąpiły znaczące zmiany. Londyn utrzymuje swoją długoletnią pozycję na szczycie, a Madryt i Barcelona zapewniają sobie miejsca w pierwszej piątce. Najbardziej znaczącą zmianą dla regionu Europy Środkowo-Wschodniej jest awans Warszawy na trzecie miejsce, co stanowi jej najwyższy dotychczasowy wynik i podkreśla rosnącą międzynarodową atrakcyjność wybranych rynków Europy Środkowo-Wschodniej. Zmiana ta zbiega się w czasie ze względnym spadkiem pozycji w rankingu kilku tradycyjnie dominujących miast Europy Zachodniej.

Na poziomie krajowym Polska zajmuje trzecie miejsce wśród rynków europejskich, które mają przynieść najwyższe całkowite zyski z nieruchomości w 2026 r., po Hiszpanii na pierwszym miejscu i Wielkiej Brytanii na drugim.

Kwestie ESG kształtowane przez wrażliwość na ryzyko i ceny

Zrównoważony rozwój nadal wpływa na decyzje inwestycyjne w całej Europie i Europie Środkowo-Wschodniej. Modernizacja istniejących budynków jest uznawana za najczęstszą strategię ESG, priorytetową dla 67 proc. inwestorów z CEE, w porównaniu z 63 proc. w całej Europie. Ponadto 33 proc. inwestorów z Europy Środkowo-Wschodniej domaga się obniżek cen aktywów o słabych wynikach w zakresie zrównoważonego rozwoju, w porównaniu z 23 proc. w Europie. Z kolei 24 proc. jest bardziej skłonnych całkowicie unikać takich aktywów, w porównaniu z 21 proc. na poziomie europejskim. Chociaż kwestie ESG mają wpływ na prawie wszystkich inwestorów w Europie Środkowo-Wschodniej, często są one stosowane w celu ograniczenia ryzyka i obniżenia kosztów, a nie w celu priorytetowego traktowania proaktywnych ulepszeń w zakresie zrównoważonego rozwoju. Coraz częściej wyniki w zakresie zrównoważonego rozwoju znajdują bezpośrednie odzwierciedlenie w wycenie aktywów i wyborze inwestycji.

Ponad 11 mln zł kary dla DPD Polska. Decyzja Prezesa UODO za naruszenia RODO

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), Mirosław Wróblewski, nałożył na spółkę DPD Polska dwie administracyjne kary pieniężne o łącznej wysokości przekraczającej 11 mln zł. Powodem decyzji są wykazane w toku kontroli nieprawidłowości w zakresie powierzania przetwarzania danych zewnętrznym podmiotom oraz uchybienia w systemie nadawania upoważnień pracowniczych.

Postępowanie administracyjne, które doprowadziło do ukarania operatora logistycznego, zostało wszczęte z urzędu po przeprowadzeniu czynności kontrolnych w siedzibie spółki. Kontrola dotyczyła procesów przetwarzania danych osobowych klientów (m.in. imion, nazwisk, adresów, numerów telefonów, a nawet podpisów i numerów kont bankowych) w związku ze świadczeniem usług kurierskich.

Brak umów powierzenia z przewoźnikami zewnętrznymi

Kluczowym punktem sporu między organem nadzorczym a spółką była rola tzw. przewoźników LNH – zewnętrznych podmiotów transportujących przesyłki między oddziałami DPD.

  • Stanowisko spółki: DPD argumentowała, że transport przesyłek to jedynie usługa przewozu, która nie wiąże się z przetwarzaniem danych osobowych przez przewoźnika, w związku z czym umowy powierzenia danych (wymagane przez art. 28 ust. 3 RODO) nie są konieczne.
  • Decyzja UODO: Prezes Urzędu nie podzielił tej argumentacji. Wskazał, że kierowcy zewnętrznych firm uczestniczyli w załadunku i rozładunku, mając bezpośredni dostęp do etykiet adresowych. Ponadto transport odbywał się pojazdami, którymi dysponowali przewoźnicy, co oznacza, że realnie sprawowali oni pieczę nad danymi.

Za brak zawarcia stosownych umów powierzenia na administratora nałożono karę w wysokości 6,251 mln zł.

Wadliwy system upoważnień dla pracowników

Drugi filar decyzji dotyczy wewnętrznych procedur spółki. Organ nadzorczy zakwestionował automatyczny system nadawania upoważnień do przetwarzania danych.

W DPD Polska upoważnienia były generowane przez system informatyczny po zaliczeniu przez pracownika testu wiedzy na platformie edukacyjnej. PUODO uznał jednak, że powstający w ten sposób plik:

  1. Nie zawierał imienia i nazwiska pracownika.
  2. Brakowało na nim podpisu osoby udzielającej upoważnienia w imieniu administratora.
  3. Miał zbyt ogólnikową treść.

Zdaniem urzędu, takie rozwiązanie nie może być uznane za skuteczne oświadczenie woli administratora. Uznano to za naruszenie art. 29 oraz art. 32 ust. 4 RODO, a także za niewdrożenie własnej polityki ochrony danych (art. 24 ust. 2 RODO). Za te uchybienia organizacyjne spółka musi zapłacić 5,209 mln zł.

Podsumowanie kar

Rodzaj naruszenia Podstawa prawna (RODO) Kwota kary
Brak umów powierzenia z przewoźnikami LNH art. 28 ust. 3 6,251 mln zł
Niewdrożenie odpowiednich środków organizacyjnych (wadliwe upoważnienia) art. 24 ust. 2, art. 29, art. 32 ust. 4 5,209 mln zł
ŁĄCZNIE 11,460 mln zł

Prezes UODO podkreślił w uzasadnieniu, że administrator danych ma obowiązek zapewnić, aby każdy proces przetwarzania odbywał się wyłącznie na jego polecenie i pod pełną kontrolą, co w tym przypadku nie zostało dochowane. Decyzja o sygnaturze DKN.5112.1.2023 zamyka proces administracyjny w tej sprawie.

Melanos Care domyka finansowanie: pilotaż produkcji bioidentycznej melaniny

Spółka Melanos Care sp. z o.o. ogłosiła zamknięcie rundy inwestycyjnej o łącznej wartości 5,4 mln PLN. Finansowanie zapewnił fundusz Hard2beat, który zainwestował 3 mln PLN, oraz liczna grupa aż 10 aniołów biznesu z łącznym wkładem wynoszącym 2,4 mln PLN.

Pozyskany kapitał zostanie przeznaczony na skalowanie procesu produkcji bioidentycznej melaniny do poziomu pilotażowego oraz dalsze prace badawczo-rozwojowe i certyfikację. Równolegle środki pozwolą na dynamiczny rozwój marki dermokosmetycznej w modelu D2C, która wprowadzi na rynek produkty depigmentacyjne oparte na unikalnej technologii stworzonej na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Przełom w fotoprotekcji: 14 dni ochrony dzięki technologii prof. Marcina Majki

Fundamentem Melanos Care jest unikalna technologia opracowana przez jednego z założycieli spółki, prof. Marcina Majkę. Pozwala ona na wytwarzanie naturalnej, ludzkiej melaniny z komórek macierzystych (iPSC). Dzięki swojej bioidentyczności, biomelanina jest traktowana przez organizm jak własny pigment i wiąże się bezpośrednio z keratynocytami w głębszych warstwach naskórka. Dzięki temu ochrona nie znika pod wpływem wody czy ścierania, lecz pozostaje w skórze przez cały cykl życia komórki, aż do jej naturalnego złuszczenia się, co zapewnia fotoprotekcję i działanie antyoksydacyjne nawet przez 14 dni po pojedynczej aplikacji.

To rozwiązanie otwiera zupełnie nowe możliwości w segmencie anti-aging. Podczas gdy tradycyjne filtry chemiczne SPF skupiają się głównie na ochronie przed UVB, technologia Melanos Care skutecznie neutralizuje także promieniowanie UVA, które przenika głębiej i jest bezpośrednio odpowiedzialne za fotostarzenie się skóry, degradację kolagenu oraz powstawanie zmarszczek. Całość procesu jest w pełni biodegradowalna i bezpieczna dla ekosystemów morskich, co stanowi ekologiczną alternatywę dla syntetycznych filtrów chemicznych.

Opracowanie procesu wytwarzania biomelaniny to owoc mojej wieloletniej pracy z komórkami iPSC i przekonania, że najlepsze rozwiązania to te, które naśladują naturalne mechanizmy ochrony przed promieniowaniem UV. Melanina jest pigmentem, który chroni nas od tysięcy lat – naszym celem było znaleźć sposób, by dostarczyć ją skórze w formie bioidentycznej, bez inżynierii genetycznej i bez syntetycznych kompromisów. Cieszę się, że udało nam się opracować technologię, która łączy skuteczność potwierdzoną biologią z bezpieczeństwem zarówno dla użytkownika, jak i dla środowiska – prof. Marcin Majka, współzałożyciel Melanos Care i współtwórca technologii.

Medyczny wymiar technologii: Od profilaktyki nowotworów po wsparcie w albinizmie

Potencjał technologii Melanos Care wykracza daleko poza rynek beauty, stanowiąc fundament dla nowej klasy biologicznych wyrobów medycznych. Kluczowym aspektem jest profilaktyka nowotworów skóry – biomelanina w sposób naturalny chroni DNA komórkowe przed uszkodzeniami wywołanymi promieniowaniem UV, które są główną przyczyną powstawania groźnych zmian nowotworowych.

Spółka przewiduje szerokie zastosowanie technologii w terapiach schorzeń dermatologicznych i genetycznych zaczynając od wsparcia w albinizmie poprzez opracowanie terapii wspomagających dla osób pozbawionych naturalnego pigmentu, które zmagają się ze skrajną fotowrażliwością i wysokim ryzykiem onkologicznym, przez tworzenie formuł ochronnych dla pacjentów z bielactwem, łuszczycą czy fotodermatozami o podłożu zapalnym i autoimmunologicznym aż po zastosowanie biomelaniny w biozgodnych opatrunkach, implantach skórnych i materiałach medycznych, gdzie może pełnić funkcję aktywnej bariery antyoksydacyjnej.

Unikalne właściwości biomelaniny w zakresie działania przeciwzapalnego i antywolnorodnikowego umożliwiają spowolnienie przedwczesnego starzenia się skóry – co tworzy nową klasę produktów medycyny antiaging – mówi Piotr Sznelewski, dermatolog, lekarz medycyny estetycznej, będący jednym z założycieli Spółki.

Nie tylko biomelanina, ale i skuteczna walka z przebarwieniami

Strategia Melanos Care wykracza poza fotoprotekcję, oferując kompleksowe rozwiązanie problemów pigmentacyjnych skóry. Już w 2026 roku na rynek trafi pierwsza linia dermokosmetyków typu D2C (direct-to-consumer), dedykowana walce z hiperpigmentacją. Produkty te oparte są na innowacyjnej pochodnej kwasu cynamonowego, na którą spółka posiada wyłączną licencję z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Badania w modelu in vitro potwierdziły, że ta unikalna substancja redukuje poziom melaniny w skórze aż o 44%, przewyższając skutecznością dotychczasowe standardy rynkowe, takie jak kwas kojowy. Dzięki połączeniu silnego działania depigmentacyjnego z właściwościami przeciwzapalnymi i antyoksydacyjnymi, nowa marka wypełni lukę między agresywnymi terapiami dermatologicznymi a łagodną pielęgnacją domową.

„Science-backed beauty”

Inwestycja Hard2beat wpisuje się w silny globalny trend „science-backed beauty”, w ramach którego konsumenci rezygnują z przypadkowych produktów na rzecz rozwiązań o udowodnionym naukowo działaniu i biologicznym mechanizmie wpływu na skórę. Jest to obecnie również jeden z najbardziej dynamicznych obszarów na rynku fuzji i przejęć (M&A). Globalne koncerny, takie jak L’Oréal, Beiersdorf, Estée Lauder czy Unilever, wykazują rosnący apetyt na innowacyjne technologie o medycznym rodowodzie, które pozwalają im budować przewagę technologiczną w segmencie premium. Spektakularnym potwierdzeniem tego trendu było przejęcie w czerwcu 2025 roku brytyjskiej marki Medik8 przez L’Oréal za kwotę około 1 miliarda euro czy akwizycja marki Gallinée przez Shiseido. Melanos Care, łącząc unikalne IP z potencjałem komercyjnym, staje się naturalnym celem dla globalnych graczy poszukujących przełomowych, naukowych rozwiązań, które mogą zdefiniować rynek pielęgnacji na nowo.

“Melanos Care to dla nas projekt, który wykracza poza tradycyjne ramy sektora dermokosmetycznego. Nasza teza inwestycyjna opiera się na przekonaniu, że technologia ta nie tylko rozwiązuje realne problemy konsumentów z zupełnie nową skutecznością – kto z nas nie chciałby zamienić uciążliwej konieczności nakładania kremu z filtrem co 2-3 godziny na bezpieczną ochronę trwającą nawet 14 dni? – ale ma potencjał, by stworzyć całkowicie nową kategorię na rynku beauty. Tak jak przed laty toksyna botulinowa zrewolucjonizowała medycynę estetyczną, tak naturalna biomelanina może zdefiniować na nowo standardy ochrony skóry. To dla nas nie tylko inwestycja w estetykę, ale również w bezpieczeństwo i profilaktykę zdrowotną w kontekście rosnącej liczby nowotworów skóry, takich jak czerniak – mówi Konrad Trzyna, partner zarządzający funduszu Hard2beat, który przewodził rundzie inwestycyjnej.

Komplementarny zespół liderów

Melanos Care swoją przewagę rynkową zamierza budować na unikalnym połączeniu kompetencji naukowych, klinicznych oraz operacyjnych zespołu założycielskiego. Na czele spółki stoi prof. Marcin Majka (CEO), światowej klasy ekspert w dziedzinie komórek macierzystych związany z Uniwersytetem Jagiellońskim. Jego dorobek obejmujący ponad 180 publikacji naukowych oraz doświadczenie zdobyte w ośrodkach takich jak University of Pennsylvania, stanowią fundament merytoryczny technologii produkcji biomelaniny. Za kliniczny wymiar projektu i jego dopasowanie do realnych potrzeb pacjentów odpowiada dr Piotr Sznelewski (CMO), ceniony dermatolog i lider opinii w branży medycyny estetycznej, dysponujący unikalnym networkiem w środowisku medycznym .

Warstwę biznesową i strategiczną projektu budują wspólnicy z udokumentowanymi sukcesami w skalowaniu przedsięwzięć na dużą skalę. Konrad Szczukiewicz (COO), posiadający doświadczenie w globalnych strukturach koncernu farmaceutycznego GSK, wnosi do zespołu perspektywę międzynarodową oraz doświadczenie exited-foundera – jego poprzedni startup, ShelfWise, został przejęty przez amerykański fundusz private equity w 2021 roku. Za stabilność operacyjną i finansową (CFO) odpowiada Marcin Liwoch, menedżer z ponad 25-letnim stażem, który jako współtwórca wiodącego na rynku systemodawcy dla producentów stolarki otworowej  udowodnił zdolność do budowania od podstaw organizacji o wielomilionowej wartości.

Solidny wzrost, wymagające otoczenie – perspektywy dla przedsiębiorstw w 2026 r.

0

Według najnowszych analiz Biura Maklerskiego Banku BNP Paribas, polska gospodarka wchodzi w 2026 rok w relatywnie dobrej kondycji makroekonomicznej, jednak z punktu widzenia przedsiębiorców obraz ten jest znacznie bardziej zniuansowany. Wzrost PKB pozostaje solidny, a jego głównym filarem nadal jest popyt krajowy, wspierany przez konsumpcję prywatną oraz wyraźnie rosnące wydatki publiczne. Jednocześnie coraz wyraźniej widać, że stabilne wskaźniki makro nie eliminują ryzyk operacyjnych i finansowych, z którymi na co dzień mierzy się polski biznes.

Jednym z kluczowych wyzwań pozostaje zmienność otoczenia gospodarczego. Choć dynamika wzrostu gospodarczego może okresowo przekraczać 4%, dane o aktywności w końcówce ubiegłego roku pokazały, że momentum nie jest równomierne. Dla firm oznacza to konieczność funkcjonowania w warunkach niepewnego popytu, krótszych cykli planistycznych i większej ostrożności w zarządzaniu kosztami. W szczególności przedsiębiorstwa działające w sektorach wrażliwych na konsumpcję muszą brać pod uwagę fakt, że choć realne dochody gospodarstw domowych rosną, to tempo wzrostu płac wyraźnie hamuje.

Element krajobrazu inwestycyjnego

Drugim istotnym elementem krajobrazu gospodarczego są inwestycje. Napływ środków unijnych, w tym funduszy z Krajowego Planu Odbudowy, tworzy bezprecedensowe możliwości rozwojowe, zwłaszcza dla firm zaangażowanych w projekty infrastrukturalne, energetyczne czy technologiczne. Jednocześnie oznacza to wzrost konkurencji o zasoby, presję na moce wykonawcze oraz konieczność sprawnego finansowania działalności w okresie realizacji kontraktów. W praktyce coraz większego znaczenia nabiera płynność finansowa i zdolność do elastycznego reagowania na przesunięcia harmonogramów płatności, które w projektach publicznych nie należą do rzadkości.

Otoczenie monetarne również pozostaje wyzwaniem. Choć oczekiwane są dalsze obniżki stóp procentowych, proces ten zbliża się do końca, a realne stopy mają pozostać dodatnie. Dla przedsiębiorców oznacza to, że koszt kapitału wprawdzie stopniowo obniża się, ale nie wraca do poziomów znanych sprzed kilku lat. W takiej sytuacji kluczowe staje się świadome zarządzanie strukturą finansowania działalności oraz ochrona marż w warunkach ograniczonej presji inflacyjnej na ceny towarów, ale wciąż podwyższonej dynamiki cen usług.

Znaczenie otoczenia zewnętrznego

Nie bez znaczenia pozostaje także otoczenie zewnętrzne. Polska gospodarka wciąż silnie zależy od koniunktury w Europie Zachodniej, zwłaszcza w Niemczech, a ewentualne wahania kursowe czy napięcia geopolityczne mogą wpływać na przepływy kapitału i warunki handlu zagranicznego. Dla firm eksportowych oznacza to potrzebę większej odporności finansowej i umiejętności funkcjonowania w warunkach zmiennego otoczenia walutowego.

Ten rok zapowiada się jako okres umiarkowanego optymizmu, ale także rosnących wymagań wobec zarządzania przedsiębiorstwem. Stabilny wzrost gospodarczy i niska inflacja tworzą sprzyjające tło, jednak o przewadze konkurencyjnej decydować będzie zdolność firm do utrzymania płynności, szybkiego reagowania na zmiany i wykorzystywania pojawiających się impulsów inwestycyjnych bez nadmiernego obciążania bilansu. Właśnie w tej przestrzeni, pomiędzy makroekonomiczną stabilizacją a operacyjną niepewnością, rozgrywać się będą najważniejsze decyzje polskiego biznesu w nadchodzących miesiącach.

Profesjonalny wizerunek zaczyna się od przestrzeni

Profesjonalny wizerunek to coś więcej niż dobrze dobrany strój czy dopracowana prezentacja. To także przestrzeń, w której codziennie pracujesz, spotykasz się z klientami i prowadzisz rozmowy. Może się wydawać, że biuro czy gabinet to tylko miejsce wykonywania obowiązków, ale w praktyce to wizytówka, która mówi o Tobie więcej niż słowa. Dobrze zaprojektowane wnętrze realnie wpływa na to, jak jesteś postrzegany – buduje zaufanie, poczucie stabilności i komfort zarówno Twój, jak i osób, z którymi współpracujesz.

Jak porządek w biurze wpływa na wizerunek?

Każde wnętrze coś komunikuje. To, jak wygląda Twoje biuro lub gabinet, wpływa na odbiór profesjonalizmu. Uporządkowana przestrzeń sugeruje organizację i kontrolę, podczas gdy bałagan może wywoływać wrażenie chaosu – nawet jeśli merytorycznie wszystko masz dopięte.

Nie chodzi o luksusowe wykończenia. Chodzi o spójność i dbałość o detale. Wnętrze, w którym każdy element ma swoje miejsce, działa subtelnie, ale skutecznie. Nie przyciąga nadmiernie uwagi – po prostu wzmacnia Twój autorytet.

Jak meble wpływają na postrzeganie Twojej pracy?

Meble w miejscu pracy mają większe znaczenie, niż zwykle zakładamy. To one tworzą tło, które porządkuje przestrzeń i wpływa na odbiór całego wnętrza.

Dobrze dobrane wyposażenie buduje spójny wizerunek. Przypadkowe elementy – nawet solidne – mogą wprowadzać dysonans. W efekcie przestrzeń wygląda niespójnie, a to obniża odbiór profesjonalizmu.

Szczególną rolę odgrywa fotel do biura lub gabinetu. To element stale obecny w kadrze podczas spotkań, rozmów i wideokonferencji. Stabilny, dopasowany stylistycznie fotel buduje wrażenie pewności i dbałości o szczegóły. Z kolei mebel niedopasowany kolorystycznie lub stylistycznie może sprawiać wrażenie przypadkowego wyboru.

Czasem decydują detale:

  • fotel, który nie współgra z biurkiem,

  • zbyt kontrastowa kolorystyka,

  • element wyraźnie „z innej bajki”.

Meble powinny wspierać wizerunek, a nie go rozpraszać.

Jeśli zależy Ci na spójnym i neutralnym wyposażeniu gabinetu, warto sprawdzić ofertę, jaką oferuje sklep internetowy Mission. To modele zaprojektowane tak, by łatwo dopasować je do różnych aranżacji biura i domowego gabinetu.

Trzy filary profesjonalnego odbioru przestrzeni

Profesjonalizm widać w detalach. Najczęściej budują go nie efektowne dodatki, lecz konsekwencja w kilku podstawowych obszarach.

Kolor

Neutralna baza – czerń, brąz, beże, szarości – kojarzy się ze stabilnością i przewidywalnością. Zbyt intensywne barwy mogą rozpraszać, dlatego lepiej stosować je jako akcent, nie dominujący motyw.

Forma

Proste linie i czyste kształty porządkują przestrzeń. Meble bez nadmiaru ozdobników wyglądają profesjonalnie i ponadczasowo. Mieszanie przypadkowych stylów obniża spójność aranżacji.

Porządek

Mniej rzeczy na widoku, uporządkowane dokumenty i jednolite wykończenia budują przekaz: „tu panuje kontrola”. A jeśli kontrolujesz przestrzeń, łatwiej uwierzyć, że kontrolujesz także procesy i projekty.

Przestrzeń a relacje zawodowe

Wygląd miejsca pracy wpływa nie tylko na wrażenie estetyczne, ale też na przebieg rozmów. Uporządkowane biuro wysyła sygnał: tu jest spokój i przewidywalność.

W praktyce oznacza to:

  • niższe napięcie podczas rozmowy,

  • większe poczucie kompetencji po Twojej stronie,

  • łatwiejsze skupienie się na treści spotkania.

To szczególnie widoczne podczas spotkań online. Tło jest cały czas w kadrze, dlatego chaotyczne otoczenie może nieświadomie rozpraszać odbiorcę. Spójne, neutralne wnętrze buduje zaufanie jeszcze zanim padnie pierwsze zdanie.

Nie chodzi o dekoracje ani efekt „wow”. Chodzi o przestrzeń, która nie konkuruje z rozmową, tylko ją wspiera.

Profesjonalizm widoczny w przestrzeni pracy

Profesjonalny wizerunek nie kończy się na doświadczeniu i kompetencjach. Przestrzeń, w której pracujesz, jest ich cichym nośnikiem. Zanim zaczniesz mówić, wnętrze już buduje określone wrażenie.

Dobra wiadomość jest taka, że nie potrzeba rewolucji ani kosztownego remontu. Najczęściej wystarczy:

  • uporządkować to, co jest na widoku,

  • ujednolicić kolorystykę,

  • zadbać o wyposażenie gabinetu, które wzmacnia spójność.

Bo profesjonalizm widać nie tylko w słowach. Widać go w przestrzeni..

Projekty krypto rodziny Trumpów: Insiderzy zarobili setki milionów, drobni inwestorzy stracili miliardy

Inauguracja prezydencka w styczniu 2025 roku zbiegła się z głośnym startem dwóch projektów kryptowalutowych powiązanych z rodziną Trumpów. Po krótkim okresie rynkowej euforii oba tokeny szybko straciły na wartości. Według danych CryptoRank tokeny Official Trump oraz Melania Meme spadły odpowiednio o 92% i 99% względem swoich szczytów, co przełożyło się na niemal całkowite „wyparowanie” ich wcześniejszej kapitalizacji. Łączne straty inwestorów detalicznych szacowane są na 4,3 mld dolarów, co stawia te projekty wśród najbardziej dotkliwych przypadków dla drobnych uczestników rynku w segmencie PolitiFi.

Analiza danych on-chain pokazuje wyraźną nierównowagę między wynikami inwestorów indywidualnych a podmiotów uznawanych za insiderów. Podczas gdy aktywa przypisane do blisko dwóch milionów portfeli detalicznych straciły zdecydowaną większość wartości, podmioty zbliżone do projektów miały zrealizować wpływy przekraczające 600 mln dolarów, głównie poprzez opłaty transakcyjne i sprzedaż tokenów. W ujęciu relacyjnym oznacza to, że na każdego dolara zysku po stronie insiderów przypadało średnio około 20 dolarów strat po stronie inwestorów indywidualnych.

Wątpliwości analityków budzi również struktura podaży. Podmioty powiązane z otoczeniem prezydenta, takie jak CIC Digital oraz Fight Fight Fight LLC, mają kontrolować łącznie około 80% emisji. Taka koncentracja zwiększa ryzyko rynkowe, ponieważ w tych portfelach nadal pozostają tokeny niewprowadzone do obrotu o szacowanej wartości 2,7 mld dolarów. Harmonogram ich uwalniania (vesting), rozpisany do połowy 2028 roku, oznacza stały „nawis” podaży, który utrudnia trwałe odbicie notowań.

Skutki rynkowe szybko przeniosły się na grunt polityczny. W Kongresie USA pojawiły się propozycje nowych regulacji, m.in. MEME Act oraz Stop TRUMP in Crypto Act, których celem jest ograniczenie możliwości promowania spekulacyjnych aktywów cyfrowych przez osoby pełniące funkcje publiczne i ich rodziny. Zdaniem części ekspertów, przy obecnej konstrukcji tokenów i skali przyszłej podaży perspektywy odrobienia strat przez obecnych posiadaczy pozostają bardzo ograniczone.

Wojna cenowa w akumulatorach litowo-jonowych napędza boom na magazyny energii

Ekonomia odnawialnych źródeł energii wchodzi w nową, dynamiczną fazę dzięki rekordowym spadkom cen technologii bateryjnych. Z najnowszego raportu BloombergNEF wynika, że koszty magazynowania energii osiągnęły historyczne minima, co może znacząco przyspieszyć odchodzenie od elektrowni węglowych i gazowych na rzecz rozwiązań niskoemisyjnych. Globalny koszt referencyjny dla systemów magazynowania spadł w 2025 roku o 27%, osiągając poziom 78 dolarów za megawatogodzinę.

Głównym motorem tych zmian jest ogromna nadpodaż mocy produkcyjnych w sektorze akumulatorów litowo-jonowych, rozwijanym pierwotnie dla rynku pojazdów elektrycznych. W samych Chinach moce produkcyjne przekroczyły zapotrzebowanie o około 60%, co wywołało niezwykle silną konkurencję cenową między producentami. Na tej sytuacji korzystają inwestorzy budujący wielkoskalowe magazyny energii, które stają się coraz tańszym i bardziej efektywnym rozwiązaniem dla nowoczesnych sieci elektroenergetycznych.

Spadek kosztów sprawia, że magazynowanie energii przestaje być jedynie kosztownym dodatkiem do OZE, a staje się fundamentem stabilnego systemu energetycznego. Tańsze baterie pozwalają na skuteczne gromadzenie nadwyżek z wiatru i słońca, by wykorzystać je w godzinach największego zapotrzebowania. Jeśli obecne trendy się utrzymają, magazyny energii trwale zmienią strukturę globalnego miksu energetycznego i ostatecznie zakończą erę dominacji paliw kopalnych w sektorze energetyki.

Restrukturyzacja w HSBC przyspiesza: zwolnienia w USA i cięcie kosztów

Europejski gigant bankowy HSBC Holdings plc zredukował w czwartek zatrudnienie w nowojorskim zespole rynków kapitału dłużnego (DCM), zwalniając około 10% pracowników. Cięcia wpisują się w globalny program obniżki kosztów prowadzony przez dyrektora generalnego Georgesa Elhedery’ego.

Cięcia w Nowym Jorku w ramach globalnej restrukturyzacji

Zwolnienia objęły co najmniej sześć osób na różnych szczeblach organizacji. To kolejny element planu restrukturyzacji ogłoszonego w październiku 2024 roku, którego celem jest wygenerowanie do końca 2026 roku oszczędności rzędu 1,5 mld dolarów. Elhedery upraszcza strukturę zarządzania: połączył bankowość komercyjną i korporacyjną oraz ograniczył skład komitetu operacyjnego.

Z całej puli oszczędności około 300 mln dolarów ma pochodzić bezpośrednio z bankowości inwestycyjnej, ze szczególnym naciskiem na rynki kapitałowe w Europie i obu Amerykach. Bank ogranicza „podwójne” role menedżerskie, likwiduje stanowiska współzarządzające i usuwa dublujące się funkcje. W ramach zmian personalnych stanowisko dyrektora finansowego objęła Pam Kaur — pierwsza kobieta w historii HSBC na tym stanowisku.

Odwrót od Zachodu, większy nacisk na Azję i Bliski Wschód

Redukcja etatów w USA odzwierciedla szerszą zmianę strategiczną: HSBC przesuwa kapitał i uwagę na rynki, gdzie widzi większy potencjał wzrostu. Bank zamknął już większość zespołów zajmujących się doradztwem M&A oraz rynkami akcji w Stanach Zjednoczonych i w Europie kontynentalnej. Choć chce utrzymać obecność w obszarze finansowania długu i infrastruktury na Zachodzie, priorytetem inwestycyjnym stają się Azja oraz Bliski Wschód.

Elhedery podkreśla, że zasoby mają trafiać tam, gdzie HSBC ma wyraźną przewagę konkurencyjną i może osiągać wyższe stopy zwrotu. Zmianom towarzyszy zaostrzenie polityki wynagrodzeń: bank mocniej uzależnia premie od wyników, co w praktyce oznacza niższe — a czasem zerowe — bonusy dla osób z gorszymi rezultatami, mimo utrzymania całkowitej puli premii na poziomie 3,8 mld dolarów.

Cel: większa efektywność do 2026 roku

HSBC ogłosił dotąd wyjście z 11 obszarów działalności uznanych za niekluczowe, aby uwolnić kapitał i przekierować go do strategicznych „hubów” na Wschodzie. Reorganizacja ma zbudować bardziej zwinny model działania, lepiej dopasowany do zmiennego otoczenia rynkowego. Pełny efekt finansowy zwolnień i zmian strukturalnych ma być widoczny w wynikach banku w perspektywie kolejnych kilkunastu–kilkudziesięciu miesięcy.

Rosja upłynnia rezerwy złota: Rekordowe ceny ratują budżet przed deficytem

0

Bank Centralny Rosji zdecydował się w styczniu na sprzedaż części złota, korzystając z rekordowo wysokich cen kruszcu. Celem było wsparcie budżetu federalnego, który odczuwa skutki gwałtownego spadku wpływów z eksportu surowców energetycznych.

Mniej złota, więcej na papierze

Z danych Banku Rosji wynika, że zasoby złota zmniejszyły się o 300 tys. uncji do 74,5 mln uncji. To pierwszy fizyczny spadek rezerw od października ubiegłego roku. Przy średniej cenie rynkowej w styczniu w okolicach 4700 dolarów za uncję, operacja mogła przynieść budżetowi około 1,4 mld dolarów.

Mimo sprzedaży wartość rosyjskich rezerw złota wzrosła jednak o 23% i po raz pierwszy przekroczyła 400 mld dolarów. To efekt silnego wzrostu cen złota na świecie, który z nawiązką skompensował ubytek ilościowy. Złoto stanowi obecnie blisko 48% rosyjskich rezerw międzynarodowych — najwyższy udział od ponad trzech dekad.

Budżet pod presją taniejącej ropy

Decyzja o upłynnieniu części kruszcu wynika z napiętej sytuacji fiskalnej. Dochody z ropy i gazu, kluczowe dla rosyjskich finansów publicznych, spadły w styczniu o 50% rok do roku, osiągając najniższy poziom od pięciu lat. Deficyt budżetowy w samym styczniu sięgnął 1,7 bln rubli, czyli niemal połowy limitu zaplanowanego na cały 2026 rok.

Presję zwiększają niskie notowania ropy Urals, wyraźnie poniżej założeń budżetowych. Do tego dochodzą sankcje ze strony USA oraz słabszy popyt na kluczowych rynkach azjatyckich, w tym w Indiach. Analitycy ostrzegają, że przy obecnym tempie wydatków Rosja może w 2026 roku sięgnąć nawet po 60% płynnych środków zgromadzonych w Narodowym Funduszu Dobrobytu (NWF).

Operacje „lustrzane”: sprzedaż naprawdę fizyczna

Sprzedaż złota odbywa się w ramach tzw. operacji lustrzanych, które bank centralny wdrożył w 2025 roku. Mechanizm polega na realnej sprzedaży złota i juanów na rynku krajowym, aby zbilansować wypłaty z NWF. To istotna zmiana wobec wcześniejszych lat, gdy działania te miały w dużej mierze charakter księgowy, a złoto faktycznie nie opuszczało państwowych skarbców.

Choć Rosja zmniejsza fizyczne zasoby, wzrost cen złota od początku inwazji na Ukrainę przyniósł jej — według szacunków — zyski przekraczające 216 mld dolarów. Skala tego wzrostu jest porównywalna z wartością rosyjskich aktywów państwowych zamrożonych przez Unię Europejską. W efekcie złoto stało się jednym z kluczowych instrumentów pozwalających Moskwie finansować państwo w warunkach ograniczonego dostępu do zachodnich rynków i systemów finansowych.

Rynek metali reaguje na wyrok Sądu Najwyższego: Miedź i aluminium w górę

Piątkowe orzeczenie Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych natychmiast odbiło się na rynkach surowcowych. Inwestorzy, licząc na złagodzenie globalnych napięć handlowych po unieważnieniu kluczowych ceł wprowadzonych przez prezydenta Donalda Trumpa, zaczęli aktywniej kupować metale przemysłowe.

Wzrosty w Londynie

Na Londyńskiej Giełdzie Metali (LME) tuż po ogłoszeniu wyroku wyraźnie wzrosły notowania miedzi i aluminium. Rynki odebrały decyzję prezesa Sądu Najwyższego Johna Robertsa jako sygnał, że krótkoterminowe ryzyko dla globalnego popytu przemysłowego i płynności handlu może się zmniejszyć. Aluminium kontynuowało trend wzrostowy, odbijając od poziomu zamknięcia z 19 lutego (3068,50 USD za tonę).

Lepsze nastroje były widoczne także na rynku metali szlachetnych. Srebro drożało, korzystając z połączenia statusu „bezpiecznej przystani” i nadziei na ożywienie aktywności przemysłowej. Jednocześnie dolar lekko osłabł, co wpisywało się w rosnący apetyt na ryzyko. Na plusie zakończyły dzień również europejskie i amerykańskie giełdy, które przyjęły wyrok jako ograniczenie jednego z ważnych źródeł niepewności.

Cła sektorowe studzą euforię

Mimo optymistycznego otwarcia, wzrosty cen metali przemysłowych zostały częściowo wyhamowane. Orzeczenie dotyczy wyłącznie podstawy prawnej IEEPA, natomiast w mocy pozostają restrykcje wprowadzone na podstawie Sekcji 232 ustawy o ekspansji handlowej, uzasadniane względami bezpieczeństwa narodowego. Oznacza to, że 50-procentowe cła na import stali, aluminium oraz wyrobów miedzianych nadal obciążają dostawy do USA i nie zostały objęte skutkami piątkowej decyzji.

Rynki zachowują ostrożność także z powodu zapowiedzi szybkiego wdrożenia rozwiązań zastępczych. Biały Dom zasygnalizował możliwość wprowadzenia 10-procentowego „cła globalnego” w oparciu o Sekcję 122 ustawy o handlu z 1974 roku, która pozwala czasowo obciążyć import w celu ochrony bilansu płatniczego. Przedstawiciele administracji, w tym Jamieson Greer, potwierdzili, że prace nad zastąpieniem uchylonych przepisów nowymi regulacjami ruszą niezwłocznie.

Bilans i niepewne prognozy

Skala potencjalnych konsekwencji finansowych jest duża, zwłaszcza że cła oparte na IEEPA miały przynieść budżetowi około 142 mld dolarów w samym 2025 roku. Rząd federalny musi liczyć się teraz z możliwymi roszczeniami importerów o zwrot miliardów dolarów zapłaconych w ramach unieważnionych danin. To dodatkowy czynnik niepewności dla prognoz popytu na miedź i aluminium w kolejnych kwartałach.

Analitycy zwracają uwagę, że choć ryzyko gwałtownej eskalacji wojny handlowej chwilowo zmalało, amerykańska polityka celna pozostaje w fazie głębokiej przebudowy. Połączenie utrzymujących się ceł na stal i aluminium z perspektywą nowych, czasowych taryf sprawia, że przemysł nadal funkcjonuje w warunkach podwyższonej niepewności. Inwestorzy będą teraz uważnie śledzić, jak szybko Waszyngton wdroży alternatywne podstawy prawne dla części ceł.

20. pakiet sankcji na ostatniej prostej, ale bez przełomu. Kością niezgody embargo morskie

Ambasadorowie państw Unii Europejskiej nie osiągnęli porozumienia w sprawie 20. pakietu sankcji wobec Rosji podczas piątkowego spotkania. Największe kontrowersje budzi pomysł całkowitego zakazu świadczenia usług morskich dla tankowców przewożących rosyjską ropę.

Największy punkt zapalny: usługi dla tankowców

Proponowane embargo miałoby zaostrzyć dotychczasowe podejście i w praktyce zastąpić limit cenowy G7, który – w ocenie Brukseli – nie ograniczył skutecznie dochodów Kremla. Nowe przepisy zakazałyby unijnym firmom świadczenia usług ubezpieczeniowych, transportowych i finansowych dla jednostek przewożących rosyjski surowiec. Według założeń uderzyłoby to w znaczącą część rosyjskiego eksportu ropy, wciąż obsługiwaną przy udziale zachodnych podmiotów.

Sprzeciw wobec tak sformułowanych restrykcji zgłosiły Grecja i Malta, dysponujące największymi flotami handlowymi w Europie. Ateny i Valletta ostrzegają, że embargo mogłoby uderzyć w ich sektor żeglugowy i przełożyć się na wzrost kosztów energii w Europie. Malta domaga się też doprecyzowania rozwiązań technicznych, aby regulacje dało się wdrożyć bez nadmiernych kosztów dla europejskiej gospodarki morskiej.

Dodatkowy hamulec: Węgry i Słowacja

Negocjacje utrudniają również Węgry i Słowacja, które wskazują na ryzyko dla bezpieczeństwa dostaw ropy rurociągiem „Przyjaźń” oraz alternatywnymi trasami, m.in. przez Chorwację. Budapeszt sygnalizuje gotowość do blokowania pakietu i domaga się jednocześnie skreślenia wybranych nazwisk z unijnych list sankcyjnych.

Mimo impasu szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas ocenia, że kompromis może zostać wypracowany w weekend, a pakiet mógłby zostać formalnie przyjęty w poniedziałek.

Co jest w 20. pakiecie

Projekt, przedstawiony przez Ursulę von der Leyen, zakłada nie tylko ograniczenia w obszarze transportu morskiego, ale też uderzenie w tzw. „flotę cieni”. W planach jest objęcie sankcjami kolejnych 43 tankowców oraz nałożenie restrykcji na 20 rosyjskich banków regionalnych. Nowe ograniczenia eksportowe i importowe miałyby dotyczyć towarów o łącznej wartości blisko 1 mld euro, w tym m.in. metali, chemikaliów oraz usług z obszaru cyberbezpieczeństwa.

Nowy mechanizm i presja czasu

W pakiecie ma zostać po raz pierwszy wykorzystany unijny mechanizm przeciwdziałania obchodzeniu sankcji. Bruksela chce ograniczyć eksport obrabiarek i urządzeń radiowych do Kirgistanu, wskazując ryzyko ich dalszego reeksportu do Rosji. Komisarz Valdis Dombrovskis podkreśla, że UE jest zdeterminowana, by wprowadzić zakaz usług morskich nawet bez pełnej synchronizacji z państwami G7.

Rozmowy toczą się pod presją terminu – Bruksela chce domknąć pakiet przed 24 lutego, czyli rocznicą pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Ostateczne decyzje mają zapaść podczas spotkania ministrów spraw zagranicznych UE zaplanowanego na 23 lutego w Brukseli.

Przyjaciel Trumpa Juniora i rosyjski gigant gazowy podpisali porozumienie ws. projektu na Alasce

Amerykański finansista Gentry Beach, blisko związany z rodziną prezydenta Donalda Trumpa, miał jesienią ubiegłego roku potajemnie podpisać umowę z rosyjskim gigantem energetycznym Novatkiem dotyczącą rozwoju wydobycia i skraplania gazu ziemnego na Alasce — poinformował w czwartek „The New York Times”.

Gentry Beach, szef firmy inwestycyjnej America First Global i wieloletni przyjaciel Donalda Trumpa Juniora, potwierdził sfinalizowanie porozumienia z rosyjskim gigantem energetycznym Novatek. Umowa została podpisana jesienią ubiegłego roku, niedługo po sierpniowym szczycie w Anchorage, podczas którego omawiano kwestie zakończenia wojny na Ukrainie. Według relacji Beacha projekt jest monitorowany przez decydentów w obu krajach, co podkreśla jego znaczenie dla szeroko pojętej stabilizacji politycznej poprzez współpracę ekonomiczną.

Szczegóły kontraktu były doprecyzowane podczas spotkań w Dubaju i Europie, w których uczestniczył dyrektor generalny Novateku, Leonid Michelson. Choć Michelson figuruje na listach sankcyjnych Wielkiej Brytanii i Kanady, obecnie nie jest objęty restrykcjami przez Stany Zjednoczone, co otwiera drogę do sformalizowania partnerstwa. Rosyjska firma wyraziła gotowość do udostępnienia swojej technologii skraplania gazu ziemnego w surowych warunkach Alaski, co ma być kluczowym wkładem technologicznym w to przedsięwzięcie.

Gentry Beach argumentuje, że obecny układ sił w Waszyngtonie diametralnie zmienił nastawienie inwestorów do kooperacji z podmiotami rosyjskimi. Finansista określił prezydenta mianem lidera transakcyjnego, co ma ośmielać sektor prywatny do podejmowania inicjatyw wcześniej blokowanych przez napięcia polityczne. Mimo osobistych powiązań z rodziną prezydenta, Beach zapewnia, że projekt stanowi jego autonomiczną działalność biznesową i nie wiąże się z wspólnymi interesami z bliskimi głowy państwa.

Porozumienie zawarto w trudnym momencie dla rosyjskiej branży energetycznej, która w 2025 roku mocno straciła na zachodnich sankcjach. Novatek liczy, że współpraca z amerykańskim partnerem pozwoli choć częściowo odrobić straty związane z ograniczeniami uderzającymi w projekt Arctic LNG 2. Beach podkreśla z kolei, że przy obecnych przepisach może prowadzić te działania w pełni legalnie i zgodnie ze standardami korporacyjnymi.

Inicjatywa ta może stać się precedensem w budowaniu nowej architektury bezpieczeństwa opartej na wzajemnych interesach. Jest to pierwszy znany przypadek sformalizowania tak dużej inwestycji między amerykańskim podmiotem a rosyjską firmą energetyczną w obecnym klimacie dyplomatycznym.

Sąd Najwyższy USA unieważnia większość ceł Trumpa. Miliardy dolarów do zwrotu?

Sąd Najwyższy USA uchylił w piątek większość ceł wprowadzonych przez administrację Donalda Trumpa na podstawie uprawnień nadzwyczajnych. Sędziowie (stosunkiem głosów 6:3) uznali, że prezydent przekroczył swoje uprawnienia. W uzasadnieniu wskazano, że ustawa IEEPA nie upoważnia głowy państwa do samodzielnego nakładania masowych taryf importowych.

Wyrok ten stanowi najpoważniejszą porażkę prawną drugiej kadencji Trumpa i uderza w sam fundament jego agendy gospodarczej. Według szacunków ekonomistów, wpływy z ceł opartych na IEEPA przekroczyły dotychczas 175 mld dolarów.

Granice władzy wykonawczej

Orzeczenie zapadło w połączonych sprawach Learning Resources v. Trump oraz Trump v. V.O.S. Selections, Inc. Sąd badał, czy ustawa IEEPA z 1977 roku — stworzona z myślą o sytuacjach kryzysowych i sankcjach — upoważnia prezydenta do wprowadzania szerokich taryf celnych bez wyraźnej zgody Kongresu. Sąd Najwyższy uznał, że takie działanie jest bezprawne.

Należy jednak zaznaczyć, że decyzja nie obejmuje wszystkich ceł. Część z nich (m.in. na stal, aluminium czy wybrane towary z Chin) opiera się na innych przepisach (np. Sekcji 232 lub 301), które nie były przedmiotem tego postępowania i pozostają w mocy.

W uzasadnieniu prezes Sądu Najwyższego John Roberts podkreślił, że konstytucja powierza kompetencje w zakresie nakładania podatków i ceł Kongresowi. Prezydent, chcąc sięgnąć po instrumenty o takiej skali, musi dysponować jasnym i jednoznacznym upoważnieniem ustawowym.

Logistyczny i finansowy chaos

Unieważnienie ceł otwiera drogę do gigantycznej operacji zwrotu środków. Wyzwanie jest bezprecedensowe: dotyczy milionów deklaracji celnych i setek tysięcy importerów. Choć mowa o miliardach dolarów, Sąd Najwyższy nie określił technicznego mechanizmu zwrotów. Proces ten prawdopodobnie zostanie przekazany do niższych instancji i organów celnych (CBP), co zapowiada lata procedur.

Co dalej?

Biały Dom sugeruje, że Donald Trump może próbować przywrócić cła, wykorzystując inne ścieżki prawne:

  1. Sekcję 232 (bezpieczeństwo narodowe).
  2. Sekcję 301 (odwet za nieuczciwe praktyki handlowe).

Eksperci ostrzegają jednak, że te procedury są bardziej sformalizowane, wymagają przeprowadzenia dochodzeń i konsultacji społecznych, co może potrwać wiele miesięcy. Mimo że prezydent podczas niedawnej wizyty w hucie w Georgii przekonywał o słuszności swoich działań, wyrok Sądu Najwyższego stawia jego „celną rewolucję” pod znakiem zapytania.

Zmiany na szczycie BNP Paribas Real Estate: Thierry Laroue-Pont przewodniczącym zarządu, Jean-Maxime Jouis CEO

Thierry Laroue-Pont został powołany na stanowisko Przewodniczącego Zarządu, a Jean-Maxime Jouis na stanowisko Dyrektora Generalnego (CEO) BNP Paribas Real Estate.

W związku z istotnymi zmianami zachodzącymi w sektorze nieruchomości, BNP Paribas Real Estate ogłasza aktualizację struktury zarządzania i organizacji, która wejdzie w życie od 1 marca 2026 roku.

Jean-Maxime Jouis został mianowany Dyrektorem Generalnym (CEO) BNP Paribas Real Estate i będzie pracował wspólnie z Thierry Laroue-Ponta, Przewodniczącym Zarządu.

Thierry Laroue-Pont nadal będzie operacyjnie zarządzał Działem Deweloperskim, który stanowi kluczowy element strategicznej ścieżki rozwoju BNP Paribas Real Estate.

Jean-Maxime Jouis będzie kierował zarządzaniem strategicznym i operacyjnym BNP Paribas Real Estate, ze szczególnym naciskiem na segment doradztwa oraz zarządzania nieruchomościami, który prowadzi od 1 stycznia 2026 r.

Trzej zastępcy Dyrektora Generalnego (CEO) uzupełniają nowy Zespół Zarządzający:

  • Molka Langar dołącza do BNP Paribas Real Estate jako Zastępca Dyrektora Generalnego, odpowiedzialna za funkcje korporacyjne oraz transformację firmy.
  • Laurent Boucher sprawuje stanowisko Zastępcy Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialnego za segment doradztwa (transakcje, konsulting, wycena).
  • Csongor Csukas sprawuje stanowisko Zastępcy Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, i jest odpowiedzialny za zarządzanie nieruchomościami.

 

Zespół Zarządzający będzie realizował swoje obowiązki we ścisłej współpracy z Radą Dyrektorów, w której znajdą się przedstawiciele trzech głównych linii biznesowych BNP Paribas.

Nowa struktura zarządzania ma za zadanie zapewnić wdrożenie i sukces nowego strategicznego planu transformacji BNP Paribas Real Estate. Dzięki doświadczonym i cenionym menedżerom, wspieranym przez Grupę BNP Paribas, z którą chcemy zacieśnić współpracę i rozwinąć synergie, BNP Paribas Real Estate wzmacnia się, aby osiągnąć ambitne cele wyznaczone na 2030 rok. Jestem przekonany, że obraliśmy właściwy kierunek! – podkreśla Thierry Laroue-Pont.

Biografie zawodowe:

Thierry Laroue-Pont
Thierry Laroue-Pont

Thierry Laroue-Pont jest Przewodniczącym Zarządu BNP Paribas Real Estate oraz Dyrektorem Generalnym Działu Rozwoju Nieruchomości BNP Paribas Real Estate.

Karierę rozpoczął w Jones Lang LaSalle (JLL) w 1987 roku. W 2004 roku dołączył do BNP Paribas Real Estate, gdzie objął funkcję szefa działu biur w regionie Ile-de-France, później wiceprzewodniczącego, a następnie przewodniczącego BNP Paribas Real Estate Advisory France. W 2012 roku został mianowany Zastępcą Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialnym za doradztwo (transakcje, konsulting i wycena), a w 2014 roku został Dyrektorem Generalnym BNP Paribas Real Estate. Od października 2024 roku pełni również funkcję Dyrektora Generalnego Działu Rozwoju Nieruchomości.

Thierry Laroue-Pont jest absolwentem Institut d’Etudes Politiques de Lyon oraz posiada tytuł magistra prawa i studia podyplomowe z prawa międzynarodowego.

Jean-Maxime Jouis
Jean-Maxime Jouis

Jean-Maxime Jouis jest Dyrektorem Generalnym (CEO) BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialnym za strategiczne i operacyjne kierowanie firmą oraz nadzór nad segmentami doradztwa i zarządzania nieruchomościami. Dotychczasową karierę zawodową związał z BNP Paribas Real Estate. Do BNP Paribas REIM France dołączył w 2007 roku, kiedy była ona spółką zależną BNP Paribas Real Estate. Pracował kolejno jako Asset Manager, Fund Manager, Head of Fund Management, Global Head of Fund Management & Private Investors oraz członek Zarządu BNP Paribas REIM France. W 2022 roku Jean-Maxime Jouis został Przewodniczącym Zarządu BNP Paribas REIM France, a w lipcu 2023 roku objął stanowisko Global Head of Investment Management aż do transferu do BNP Paribas Asset Management 1 stycznia 2026 roku. Jean-Maxime Jouis jest absolwentem ESSEC.

Molka Langar
Molka Langar

Molka Langar jest Zastępcą Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialną za funkcje korporacyjne oraz transformację firmy.

Karierę rozpoczęła w Dziale Kontroli Generalnej Crédit Agricole w 2007 roku. Do Grupy BNP Paribas dołączyła w 2011 roku, początkowo w Dziale Planowania Strategicznego przy przejęciach własnych, następnie w Dziale Finansów Grupy, gdzie kierowała Zarządzaniem Finansowym dla dywizji IPS. W 2018 roku przeszła do BNP Paribas Cardif, gdzie pełniła różne funkcje w obszarze strategii korporacyjnej oraz zarządzania finansami w ramach Finance, Actuarial and Capital (FAC), a następnie została szefową Zarządzania Strategicznego i Rozwoju w BNP Paribas Cardif France od lutego 2022 do października 2024 roku. Od końca 2024 do końca 2025 roku Molka była szefową programów dla dywizji IPS, odpowiedzialną za transfer zarządzania aktywami z BNP Paribas Cardif do BNP Paribas Asset Management oraz wsparcie BNP Paribas Real Estate w rozwoju planu strategicznego. Do BNP Paribas Real Estate dołączyła w styczniu. Molka Langar jest absolwentką ESCP-EAP European School of Management.

Laurent Boucher
Laurent Boucher

Laurent Boucher jest Zastępcą Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialnym za segmenty doradztwa (transakcje, konsulting, wyceny) w Europie.

Od 1988 roku, gdy rozpoczął pracę w Auguste-Thouard jako konsultant, a następnie dyrektor, Laurent Boucher całą karierę zawodową związał w BNP Paribas Real Estate. W 2008 roku został Zastępcą Dyrektora Zarządzającego BNP Paribas Real Estate Transaction France, w 2011 roku wiceprzewodniczącym, a w 2014 roku Dyrektorem Generalnym. W październiku 2020 roku został Zastępcą Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialnym za segmenty doradztwa we Francji, Beneluksie, Hiszpanii, Irlandii, Włoszech i Polsce. Od 1 stycznia 2026 roku jego zakres obowiązków został rozszerzony o Niemcy i Wielką Brytanię.

Csongor Csukas
Csongor Csukas

Csongor Csukas jest Zastępcą Dyrektora Generalnego BNP Paribas Real Estate, odpowiedzialnym za obszar zarządzania nieruchomościami.

Csongor Csukas rozpoczął karierę w 2002 roku w BFM Facility Management, spółce zależnej PBW Hungary, gdzie w latach 2004–2008 pełnił funkcję Dyrektora Zarządzającego, później objął stanowiska Szefa Administracji i Finansów oraz Zastępcy Dyrektora Generalnego PBW Hungary. Po przejęciu PBW Hungary przez BNP Paribas Real Estate w 2010 roku, Csongor Csukás został Dyrektorem Generalnym na Węgry i Czechy. W 2014 roku objął stanowisko Szefa Międzynarodowego Zarządzania Nieruchomościami, a w grudniu 2018 roku został Przewodniczącym BNP Paribas Real Estate Property Management France.

Csongor jest absolwentem Uniwersytetu Technicznego i Ekonomicznego w Budapeszcie oraz Uniwersytetu Corvinus w Budapeszcie. Posiada również tytuł magistra z zarządzania projektami przemysłowymi Wschód-Zachód na ENSAM (Arts et Métiers ParisTech).

Rynek w hibernacji? Styczniowe ochłodzenie w budownictwie mieszkaniowym

Dane Głównego Urzędu Statystycznego o skali nowego budownictwa mieszkaniowego w styczniu ostudziły entuzjazm, który wywołały odczyty grudniowe. We wszystkich kategoriach – mieszkania oddawane do użytku, budowy rozpoczynane i pozwolenia na budowę – odnotowano wyniki gorsze niż przed rokiem.

Z najnowszych danych GUS wynika, że liczba mieszkań i domów oddanych do użytku w Polsce w styczniu 2026 roku była niższa o 40,5% w porównaniu do grudnia 2025 roku i o 8% niższa w stosunku do stycznia ubiegłego roku. W odniesieniu do styczniowych wyników sprzed dwóch lat sytuacja wygląda lepiej – wskazuje na niewielki spadek (-1,4%). Jednak warto zauważyć, że styczniowy wynik oddanych mieszkań jest najniższym odczytem w statystykach GUS od dekady.

Jak było, jak jest i czego możemy się spodziewać?

W styczniu wszystkie grupy inwestorów oddały łącznie 14,7 tys. lokali. W tej puli firmy deweloperskie odpowiadały za budowę 8,6 tys. mieszkań, co oznacza 47,5% spadek w porównaniu do grudnia i ponad 11% w zestawieniu ze styczniem ubiegłego roku.

Nie można obiektywnie analizować i oceniać tegorocznych danych GUS, prezentujących mieszkania oddawane przez firmy deweloperskie, bez uwzględnienia liczby rozpoczynanych przez te podmioty budów w pierwszej połowie 2024 roku. Należy pamiętać, że spóźniona reakcja firm deweloperskich na gwałtownie rosnący w wyniku programu BK2% popyt, zaowocowała dużą liczbą rozpoczętych budów.

Efekty działań podjętych wówczas przez deweloperów powinniśmy oglądać w liczbie mieszkań oddanych w pierwszym półroczu bieżącego roku. Styczniowe dane wskazują, że te prognozy mogą się nie zrealizować w najbliższych miesiącach z powodu spowolnienia po stronie popytowej, które nastąpiło w okresie od 2024 r. do pierwszej połowy 2025 r. W rezultacie czas budowy inwestycji deweloperskich uległ wydłużeniu, dlatego większą liczbę mieszkań oddanych do użytkowania możemy zobaczyć w danych GUS dopiero w drugiej połowie 2026 roku.

Firmy deweloperskie odpowiadają za 59% wszystkich oddanych do użytku lokali mieszkalnych w styczniu br. Ale to wyniki inwestorów indywidualnych są bardziej stabilne niż efekty działalności deweloperów, a ich udział w całości budownictwa mieszkaniowego w Polsce w poszczególnych miesiącach 2025 roku wahał się między 35% a 38% ogólnej liczby oddawanych lokali, zaś styczeń 2026 zamknęli z wynikiem 39%.

W porównaniu do pierwszego miesiąca 2025 roku gospodarstwa domowe (w terminologii GUS to inwestorzy indywidualni) zakończyły więc budowę o 1% większej liczby domów/mieszkań, ale w stosunku do poprzedniego miesiąca ich wynik był o 22% gorszy.

Początek roku przyniósł mniej pozwoleń i mniej budów

Starania różnych grup inwestorów o uzyskanie pozwoleń na budowę w styczniu 2026 roku przyniosły wyraźnie gorsze (-37%) rezultaty niż w grudniu 2025 roku – także w porównaniu do stycznia 2025 roku wyniki te są o kilkanaście procent niższe (-12%).

Łączna liczba pozwoleń wydanych w styczniu przekroczyła 17,6 tys., z czego 11,7 tys. uzyskali deweloperzy, a 5,8 tys. inwestorzy indywidualni. W efekcie suma uzyskanych pozwoleń była o 37% niższa niż w grudniu. O wyraźnie słabszym niż miesiąc wcześniej wyniku w tej kategorii zadecydowała niska aktywność firm deweloperskich (-42% w stosunku do grudnia 2025).

Statystyki GUS z pierwszego miesiąca br. dotyczące rozpoczynanych w całej Polsce budów wskazują na najsłabszy wynik od stycznia 2023 roku. Liczba rozpoczynanych przez wszystkie grupy inwestorów budów w styczniu 2026 roku jest niższa od wyniku sprzed roku o 29%, a w porównaniu z grudniem o 6%. Na ten kilkudziesięcioprocentowy spadek w kategorii ogółem złożyły się w równej mierze firmy deweloperskie, jak i gospodarstwa domowe (około – 30% w każdej z grup). Jedynie w segmencie budownictwo społeczno-czynszowe (TBS, SIM) GUS odnotował wzrost zarówno miesiąc do miesiąca (o 188%), jak i rok do roku (o 55%). Trzeba jednak zaznaczyć, że wzrosty te dotyczyły mniej niż 400 mieszkań.

Dlaczego budujemy mniej?

Bieżące dane GUS o rozpoczynanych budowach należy interpretować także w kontekście statystyki udzielanych pozwoleń. W styczniu bieżącego roku różnica między liczbami uzyskanych pozwoleń a rozpoczynanych budów wynosi 5,3 tys. Oznacza to, że 30% uzyskanych pozwoleń nie ma kontynuacji w realizowanych budowach, ale w mroźnym styczniu tak wysoki odsetek budów, których rozpoczęcie zostało odłożone, nie powinien dziwić. Warto zauważyć, że ponad połowa (niemal 3 tys.) tej nadwyżki powstała za sprawą pozwoleń na budowę domów realizowanych przez gospodarstwa domowe, które z rozpoczęciem budów z pewnością poczekają do wiosny.

Wyniki firm deweloperskich w kontekście nadwyżki pozwoleń nad rozpoczynanymi budowami należy oceniać inaczej. Tym bardziej że w tej grupie inwestorów statystyka odłożonych w styczniu budów wygląda nieco lepiej, bowiem w 2024 roku deweloperzy odłożyli 25% uzyskanych pozwoleń, w 2025 roku – 20%, zaś w styczniu 2026 roku ten wskaźnik wyniósł 24%.

Rekordowy popyt, rekordowo niska podaż: regionalny rynek biurowy w 2025 r.

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w regionach”, rok 2025 na regionalnych rynkach biurowych upłynął pod znakiem rekordów. Deweloperzy dostarczyli w tym czasie najmniej nowej powierzchni w historii, podczas gdy najemcy wykazali się rekordowo wysoką aktywnością. Renegocjacje pozostały głównym czynnikiem kształtującym popyt w regionach, a w ostatnim kwartale po raz pierwszy od początku 2025 roku odnotowano spadek wskaźnika pustostanów. Jednocześnie kluczowe znaczenie dla najemców przy wyborze biura nadal miały standard budynku, jego lokalizacja oraz stopień dopasowania powierzchni do indywidualnych potrzeb.

Na koniec 2025 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych poza Warszawą (Kraków, Wrocław, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź, Lublin i Szczecin) wyniosły nieco ponad 6,72 mln mkw. i zmniejszyły się w ciągu roku o ok. 1% – podobnie jak w stolicy. W tym czasie deweloperzy oddali do użytkowania niecałe 20 550 mkw. nowej powierzchni w pięciu budynkach, z których żaden nie przekroczył 10 000 mkw. Największym biurowcem ukończonym w 2025 roku był Stella Office w Krakowie o łącznej powierzchni 9900 mkw.

– Ubiegłoroczny wolumen nowej podaży oznacza spadek o ponad 83% w porównaniu z 2024 rokiem i stanowi najniższy poziom od początku prowadzenia statystyk dla rynków regionalnych w Polsce. Wolumen powierzchni w budowie utrzymuje się na niskim poziomie. Na koniec grudnia 2025 roku w trakcie realizacji znajdowało się ok. 217 000 mkw. Najwięcej nowej powierzchni powstaje w Poznaniu i Krakowie, które łącznie odpowiadają za 60% projektów realizowanych w miastach regionalnych – mówi Karol Wyka, Dyrektor Zarządzający Działu Powierzchni Biurowych, Newmark Polska.

W 2025 roku rozpoczęto budowę jedynie sześciu nowych biurowców o łącznej powierzchni niespełna 56 000 mkw., co pokazuje, że deweloperzy koncentrowali się przede wszystkim na komercjalizacji istniejących budynków. Warto również zauważyć, że 46% tego wolumenu przypadło na biurowiec Nowy Rynek C (25 750 mkw.) w Poznaniu.

Aktywność najemców na regionalnych rynkach biurowych osiągnęła rekordowy poziom zarówno w czwartym kwartale, jak i w całym 2025 roku. W ostatnim kwartale wolumen transakcji najmu przekroczył 249 300 mkw., co oznacza wzrost o ponad 84% kwartał do kwartału i przeszło 13% rok do roku.

– W okresie od stycznia do grudnia 2025 roku podpisano umowy najmu na ponad 772 550 mkw., co stanowi najwyższą aktywność najemców odnotowaną w regionach od początku prowadzenia statystyk. Coraz większego znaczenia nabiera jakość oferowanej powierzchni. Na rynku biurowym można zaobserwować coraz silniejszy podział zasobów powierzchni biurowych na nowoczesne budynki znajdujące najemców stosunkowo szybko oraz starsze obiekty wymagające modernizacji lub zmiany funkcji – dodaje Karol Wyka.

W 2025 roku, podobnie jak rok wcześniej, renegocjacje i odnowienia umów zdominowały strukturę popytu. W całym ubiegłym roku ich udział wyniósł ponad 52%, a pozostałe 48% przypadło na nowe umowy (36%), ekspansje (7%), umowy na potrzeby własne (3%) oraz umowy przednajmu (2%). Najbardziej aktywne w tym czasie były firmy z branży IT (17,3% całkowitego wolumenu transakcji najmu), sektora usług dla biznesu (16,2%) oraz produkcyjnego (15,5%).

W 2025 roku aktywność najemców w Krakowie ustanowiła kolejny rekord na poziomie 269 500 mkw., co stanowiło prawie 35% całkowitego popytu na rynkach regionalnych. Drugie miejsce zajął Wrocław (179 600 mkw.), a na trzecim uplasowało się Trójmiasto (113 850 mkw.). Łącznie w tych trzech miastach podpisano umowy najmu na prawie 73% popytu zarejestrowanego w regionach.

Na koniec grudnia 2025 roku wskaźnik pustostanów na głównych rynkach regionalnych wyniósł 16,9%, co stanowi spadek o 0,8 p.p. w ujęciu kwartalnym oraz o 0,9 p.p. rok do roku. We wszystkich miastach regionalnych, z wyjątkiem Szczecina, współczynnik powierzchni niewynajętej przekroczył 10%, a w czterech z analizowanych lokalizacji osiągnął poziom 18% lub wyższy. Największy spadek rok do roku odnotowano w Łodzi (-4,4 p.p.) oraz Katowicach (-1,7 p.p.).

Na koniec czwartego kwartału 2025 roku najemcy mieli do dyspozycji łącznie ok. 1,14 mln mkw. powierzchni dostępnej od zaraz w istniejących obiektach.

– Warto podkreślić, że najwyższy odsetek pustostanów dotyczy głównie starszych budynków, podczas gdy w nowych biurowcach obserwujemy stopniowe wchłanianie dostępnej powierzchni. W efekcie zasoby ulegają coraz wyraźniejszej segmentacji: nowoczesne biurowce odnotowują wzrost poziomu wynajęcia, a starsze obiekty, które nie spełniają oczekiwań najemców ani wymagań ESG, napotykają większe trudności z pozyskaniem najemców – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

W 2025 roku czynsze za wynajem powierzchni biurowej w większości miast regionalnych pozostawały na stabilnym poziomie. Na koniec czwartego kwartału miesięczne stawki w biurach o najwyższym standardzie sięgały 16,00-18,00 euro za mkw. W najlepszych budynkach i najbardziej pożądanych lokalizacjach czynsze utrzymywały się na relatywnie wysokim poziomie, natomiast w starszych obiektach właściciele konkurowali głównie pakietami zachęt, obejmującymi m.in. zwolnienia z czynszu czy dopłaty do wykończenia biura. Takie pakiety pozostają istotnym elementem negocjacji warunków umowy najmu zarówno w przypadku starszych biurowców, jak i budynków charakteryzujących się wysokim wskaźnikiem pustostanów.

– W procesie wyboru powierzchni ważną rolę odgrywają również kwestie środowiskowe. Najemcy coraz częściej preferują budynki spełniające standardy efektywności energetycznej oraz wymagania ESG, co wpływa na ich konkurencyjność i zwiększa presję modernizacyjną na właścicieli starszych obiektów – dodaje Agnieszka Giermakowska.

Trzykrotnie spadła liczba ofert pracy dla początkujących od 2022 r. Co dzieje się dzisiaj z rynkiem pracy IT?

W IT spada dostępność ofert pracy dla programistów, a do głosu dochodzą inni specjaliści. Liczba ogłoszeń kierowanych do początkujących zmniejszyła się 3-krotnie w ciągu 4 lat.

W ostatnich latach w branży IT wyraźnie rośnie liczba rekrutacji w kategoriach Data&BI, DevOps i Business Analysis, przy jednoczesnym spadku dostępności stanowisk programistycznych – szczególnie we Frontendzie, który cały czas pozostaje najpopularniejszą specjalizacją wśród kandydatów i kandydatek do pracy. Jak zwraca uwagę ekspert od rynku pracy IT, to jaskrawy przykład wpływu rozwoju technologii AI na branżę. Sytuacja w branży stabilizuje się, ale przede wszystkim dla najbardziej doświadczonych specjalistów.

Wśród szukających pracy programistów i programistek największym zainteresowaniem od lat cieszy się Frontend. Jednak dostępność ofert pracy w tej kategorii od kilku lat systematycznie spada, jak wynika z analizy No Fluff Jobs, największego polskiego portalu z widełkami w ogłoszeniach o pracy. W 2022 r. stanowiły one 11,4 proc. ofert publikowanych na portalu. W 2023 r. ich odsetek spadł do 6 proc., w 2024 do 5 proc., a w 2025 r. wyniósł 4 proc. 

Najprostszą odpowiedzią na spadek udziału stanowisk frontendowych na rynku pracy jest rozwój sztucznej inteligencji, ale to tylko część prawdy. Inna jest taka, że bariera wejścia do tej kategorii była przez lata bardzo niska, stąd wysyp kursów i bootcampów, które w krótkim czasie kształciły w tym zakresie – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs. – Przez to na rynku pojawił się nadmiar frontendowców, a ponieważ dużo specjalistów fullstack ma podobne kompetencje, firmy, w poszukiwaniu oszczędności i redukcji etatów, postawiły na tych drugich, bardziej wszechstronnych. Dziś nadal na jedno ogłoszenie w kategorii Frontend spływa średnio prawie 80 CV. Mała dostępność ogłoszeń, spadająca przez lata, powinna stanowić sygnał ostrzegawczy dla osób, które wiążą swoją przyszłość stricte z tą specjalizacją.

Rośnie liczba rekrutacji w nieprogramistycznych kategoriach IT

Od 2022 r. zmniejszenie liczby dostępnych ofert pracy, choć na znacznie mniejszą skalę, notuje również kategoria Backend. Odsetek ogłoszeń backendowych ustabilizował się na poziomie ok. 20 proc. i niezmiennie stanowi obszar największego zapotrzebowania polskich pracodawców na osoby zajmujące się programowaniem. Z kolei w kategorii Fullstack sytuacja od lat pozostaje stabilna, odpowiadając za ok. 10 proc. ofert pracy na portalu No Fluff Jobs. Jednocześnie widać wyraźny wzrost dostępności zatrudnienia w nieprogramistycznych specjalizacjach IT – szczególnie w Data&BI, DevOps czy Business Analysis. Wolniej, niż można by się było spodziewać, rośnie liczba rekrutacji w kategorii AI – tylko o 1 p.p. rok do roku. 

Branża się stabilizuje, ale brakuje ofert dla początkujących

Wśród wymagań w IT niezmiennie królują kompetencje twarde, związane z zarządzaniem architekturą systemów, cyberbezpieczeństwem, analizą danych czy inżynierią oprogramowania. Najczęściej wymieniane umiejętności to Python (23 proc. ofert), SQL (22 proc. ofert) oraz Java (18,5 proc.), czyli podstawowe narzędzia m.in. backendowców, fullstacków i analityków danych. W minionym roku wzrosła liczba rekrutacji, w których oczekuje się znajomości narzędzi takich jak Spring (+4 p.p.), RestAPI (+2,7 p.p.), SQL (+1,9 p.p.) i React (+1,7 p.p.). 

Zeszłoroczne odbicie na rynku pracy IT nie przypomina pandemicznego boomu – zamiast „gorączki złota” mamy czas stabilizacji i wysokich wymagań. To świetna wiadomość dla doświadczonych specjalistów i specjalistek, ale wciąż spore wyzwanie dla osób stawiających pierwsze kroki w branży, do których kierowane jest tylko co 20. oferta pracy. Dla porównania, w 2022 r. aż 15 proc. ogłoszeń na No Fluff Jobs dotyczyło rekrutacji na stanowiska juniorskie – mówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs

Ultimatum Trumpa dla Teheranu i „pokaz siły” USA: Ropa na 6-miesięcznych maksimach

Donald Trump zaostrzył przekaz wobec Iranu, publicznie sugerując, że Teheran ma maksymalnie 10–15 dni na osiągnięcie porozumienia w sprawie programu nuklearnego, a brak postępu ma być dla Iranu „niefortunny” i może skutkować „naprawdę złymi rzeczami” – według relacji medialnych słowa te padły podczas rozmów z dziennikarzami na pokładzie Air Force One. Równolegle USA wzmacniają obecność wojskową na Bliskim Wschodzie. W doniesieniach pojawiają się informacje o koncentracji szerokiego zestawu sił, w tym dwóch lotniskowców, co z jednej strony stanowi komunikacyjny „pokaz siły”, a z drugiej zwiększa elastyczność operacyjną. Skala i skład przerzutu są istotne, ponieważ sugerują zdolność do działań o większym zasięgu i dłuższym horyzoncie, a nie wyłącznie ruch symboliczny. Media zwracały uwagę m.in. na obecność tankowców powietrznych (KC-46 i KC-135), samolotów transportowych (C-130J), maszyn wczesnego ostrzegania (E-3 Sentry) oraz platform rozpoznawczych, które razem tworzą zaplecze zarówno dla intensywniejszej kampanii wielodniowej, jak i dla bardziej ograniczonego uderzenia.

Ropa utrzymuje się na 6-miesięcznych maksimach. Brent kosztuje 71,80 USD za baryłkę (+0,5%), a WTI 66,45 USD (+0,9%), co przybliża rynek do pierwszego tygodniowego wzrostu od trzech tygodni. Kluczowym punktem wrażliwości pozostaje rejon Zatoki Perskiej, a zwłaszcza obawy o Cieśninę Ormuz – wąskie gardło, przez które przechodzi około 20% globalnych morskich dostaw ropy. Nawet sama możliwość ograniczeń w tym korytarzu, bez materializacji realnych zakłóceń, potrafi istotnie podbić „premię strachu” i zmienność. Temperaturę dodatkowo podnoszą doniesienia o planowanych ćwiczeniach morskich Iranu z Rosją, które rynek interpretuje jako sygnał eskalacyjny, choć nie przesądzają one o faktycznym uderzeniu w fizyczną podaż.

Ceny wsparły również krótkoterminowe sygnały z bilansu w USA. Zapasy ropy spadły o około 9 mln baryłek przy wyższym przerobie w rafineriach i rosnącym eksporcie, co chwilowo wzmacnia wrażenie zacieśnienia rynku. Jednocześnie potencjał dalszych wzrostów ograniczają czynniki makroekonomiczne i podażowe widoczne w średnim horyzoncie. Minutki Fed podtrzymały obawy, że stopy procentowe w USA mogą pozostać na obecnym poziomie jeszcze przez pewien czas, co z perspektywy popytu działa chłodząco. Równolegle inwestorzy dyskontują możliwość wzrostu wydobycia OPEC+ od kwietnia, co wzmacnia narrację o „dużej podaży” w tle. W tym duchu JPMorgan wskazuje, że nadwyżka podaży widoczna w drugiej połowie 2025 r. utrzymała się także w styczniu i „prawdopodobnie” będzie trwać. Według banku, aby uniknąć narastania zapasów w 2027 r., potrzebne byłyby dodatkowe cięcia rzędu około 2 mln baryłek dziennie. W efekcie obecne zwyżki cen wyglądają przede wszystkim na ruch napędzany premią geopolityczną i krótkoterminowymi danymi z rynku USA, podczas gdy fundamenty wciąż sugerują nadpodaż, która bez materializacji realnych zakłóceń w przepływach może ograniczać trwałość trendu wzrostowego.

Styczeń 2026 na rynku najmu: więcej zapytań, więcej ofert, bez presji na podwyżki

Styczeń przyniósł gwałtowne ożywienie na rynku najmu – popyt, mierzony liczbą zapytań w serwisie Otodom, wzrósł aż o 29% w ujęciu miesięcznym i o 40% rok do roku. Po grudniowym zastoju odbiła także podaż (o 8% m/m), co w połączeniu z tradycyjną noworoczną falą decyzji o przeprowadzkach sugeruje, że rynek wychodzi z marazmu. Jeśli wysoka aktywność najemców oraz brak presji kosztowej utrzymają się, czekają nas miesiące umiarkowanego, ale stabilnego wzrostu.

W styczniu liczba ofert mieszkań na wynajem wzrosła o około 1,7 tys. w ujęciu miesięcznym, do poziomu 23,6 tys. Choć w skali roku odnotowano niewielki, 2-procentowy spadek, można go wiązać z rekordowo wysoką sprzedażą na rynku deweloperskim pod koniec 2025 roku. Wówczas część dotychczasowych najemców zmieniła status na właścicieli. Największą dynamikę widać jednak w liczbie nowych ogłoszeń. W styczniu do obiegu trafiło ich aż 15,6 tys., czyli o 50% więcej niż w grudniu. Jednocześnie zakończono 20,8 tys. ofert, co również oznacza wyraźny, dwucyfrowy wzrost – o 27% m/m.

Spośród 18 analizowanych miast zdecydowana większość wpisała się w trend odbudowy podaży. Największe wzrosty odnotowano w Kielcach (+29%) i Bydgoszczy (+21%), jednak niekwestionowanym liderem okazał się Olsztyn. Tam liczba ogłoszeń zwiększyła się aż o 62%. Spadki wystąpiły jedynie w trzech miastach: Białymstoku (-2%), Szczecinie (-2%) oraz Sopocie (-19%). Równolegle ożywiła się strona popytowa.

– Początek roku tradycyjnie sprzyja decyzjom o zmianie mieszkania – wygasają stare umowy najmu, pojawiają się nowe plany zawodowe, a gospodarstwa domowe wracają do odłożonych wcześniej postanowień. Głęboki wgląd w motywacje osób szukających nowego miejsca do życia daje również raport „Szczęśliwy dom. Męskie oblicza szczęścia”. Według niego mężczyźni w wieku 46–55 lat stanowią istotną część grupy, która decyduje się na przeprowadzkę z powodu niezadowalających relacji z bliskimi. To potencjalni najemcy, którzy nie tylko często poszukują mieszkań dostępnych “od zaraz”, ale przede wszystkim przestrzeni pozwalającej na nowo zdefiniować własną tożsamość – wyjaśnia Agata Stachowiak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Wybór dojrzałego mężczyzny na najemcę może nieść ze sobą dodatkowe korzyści dla właścicieli nieruchomości. Dane z raportu Otodom wskazują, że częściej niż inni wykazują się oni sąsiedzkim zaangażowaniem. Aż 47% wszystkich „Aktywnych Sąsiadów”, czyli osób, dla których sąsiedztwo nie jest jedynie układem przestrzennym, lecz relacją opartą na wzajemności i pomocy, jest w wieku 55+.

Najemcy wracają na rynek, ale stawki pozostają stabilne

Jak przyznaje Paweł Jarząbek, menedżer ds. badań rynku i analiz Otodom, “dodatkowym czynnikiem wzrostu popytu może być relatywna stabilizacja cen, która ogranicza presję kosztową i zwiększa skłonność do aktywnego poszukiwania mieszkań”. W styczniu niezmiennie największym zainteresowaniem cieszyły się lokale dwupokojowe o powierzchni około 40 mkw. – odpowiadały one za 22% wszystkich zapytań w serwisie Otodom. W sumie mieszkania dwupokojowe wygenerowały ponad połowę całkowitego popytu na platformie. Jak na tym tle kształtują się miesięczne koszty najmu?

– Mimo wyraźnego ożywienia po stronie popytowej, stawki pozostają stabilne i nie widać presji na podwyżki. W styczniu średnia ofertowa cena najmu mieszkania w Polsce wyniosła 3 618 zł (71 zł/mkw.). To poziom o niespełna 1% niższy niż w grudniu 2025 roku oraz zbliżony do notowanego rok wcześniej – porównuje Paweł Jarząbek.

Analiza poszczególnych miast potwierdza ogólnopolski trend stabilizacji. W ujęciu miesięcznym wahania stawek w większości lokalizacji nie przekraczały 1-2%. Największe wzrosty odnotowano w Łodzi (+1,7%), Kielcach (+1,6%) oraz Rzeszowie (+0,6%). Po przeciwnej stronie znalazły się Olsztyn (-4,1%), Zielona Góra (-2,4%) i Warszawa (-1,4%).

Perspektywa roczna ujawnia jednak większe zróżnicowanie. Liderem wzrostów rok do roku okazał się Olsztyn (+8,3%), mimo odnotowanej w styczniu korekty. Zauważalne podwyżki w skali roku dotknęły także Opole (+5,5%) oraz Bydgoszcz (+4,9%). Z kolei najemcy w Zielonej Górze oraz Rzeszowie mogą liczyć na stawki niższe niż przed rokiem. Tam ceny najmu w porównaniu ze styczniem 2025 roku spadły odpowiednio o 8,0% i 6,2%.

Najwyższe średnie czynsze niezmiennie utrzymują się w Warszawie (4,9 tys. zł). Powyżej 3 tys. zł miesięcznie płacą również najemcy w Trójmieście (3,2 tys. zł), Krakowie (3, 2 tys. zł) oraz Wrocławiu (3,1 tys. zł). Z kolei najniższe stawki notowane są w Białymstoku oraz w Kielcach – 2 tys. zł.

– Początek 2026 roku pokazuje więc jednoczesne odbicie podaży i popytu przy zachowaniu równowagi cenowej. Jeśli wysoka aktywność najemców oraz brak presji kosztowej utrzymają się, rynek może wejść w fazę umiarkowanego, ale stabilnego ożywienia. W średnim terminie kluczowe pozostaną jednak czynniki makroekonomiczne, zwłaszcza sytuacja w obszarze kredytów hipotecznych oraz ewentualne zmiany regulacyjne dotyczące najmu – prognozuje Paweł Jarząbek.

Parki handlowe dominują, centra handlowe szukają drugiego życia

0

Rok 2025 upłynął na polskim rynku handlowym pod wyraźnym znakiem parków handlowych, które odpowiadały za zdecydowaną większość nowej podaży. Z kolei właściciele centrów handlowych koncentrowali się na modernizacji istniejących obiektów i poszukiwaniu nowych funkcji, pozwalających skutecznie konkurować o uwagę klientów. W 2026 roku aktywność w sektorze parków handlowych pozostanie wysoka, choć rynek ten powoli dojrzewa. Centra handlowe będą rozwijać koncepty rozrywkowe, w tym aktywnie rozwijające się kluby fitness, sale zabaw dla dzieci  oraz przestrzenie adresowane dla nastolatków.

Miniony rok ponownie należał do parków handlowych. W sumie do użytku oddano 590 tys. mkw. powierzchni handlowej, z czego 90 proc. stanowiły właśnie parki. Deweloperzy coraz odważniej kierują swoją uwagę w stronę mniejszych miast, a same formaty parków stają się bardziej zróżnicowane – od obiektów liczących poniżej 5 tys. mkw. po inwestycje o powierzchni kilkunastu tysięcy metrów kwadratowych. Największe z nich osiągają już skalę małych i średnich centrów handlowych zarówno powierzchniowo, jak i ofertowo.

Struktura najemców w parkach handlowych również uległa zmianom. O ile pierwotnie w tym sektorze dominowali operatorzy meblowi i wyposażenie wnętrz, dziś coraz silniejszą pozycję ma sektor modowy i convenience. W parkach handlowych obecne są przede wszystkim marki sieciowe między innymi z branży mody, ale także sklepy z elektroniką, drogerie czy sklepy z artykułami dla zwierząt. Dynamicznie rozwijają się również koncepty dyskontowe, co jest odpowiedzią na wrażliwość cenową polskich konsumentów. Choć sytuacja gospodarcza się ustabilizowała i inflacja wyraźnie spadła w 2025 roku, dochód rozporządzalny wciąż nie nadąża za wzrostem cen.

Centra handlowe – praca nad istniejącymi obiektami

W segmencie centrów handlowych aktywność deweloperska pozostaje ograniczona. Właściciele koncentrują się przede wszystkim na rekomercjalizacji i modernizacji istniejących obiektów. Około 60 proc. rynku stanowią obiekty starsze niż 15 lat, co stymuluje konieczność dostosowania ich do zmieniających się oczekiwań najemców i klientów.

Zmienia się struktura powierzchni – pojedyncze sklepy zajmują coraz większe metraże, a liczba butików maleje. Z analiz CBRE wynika, że najbardziej aktywne branże to moda i gastronomia. Choć liczba zamknięć sklepów modowych przewyższa liczbę otwarć, nie przekłada się to na wzrost pustostanów. Nowe sklepy powstają na większych powierzchniach, co jest trendem obserwowanym także na innych rynkach europejskich.

Oferta gastronomiczna systematycznie się rozbudowuje. Restauracji przybywa, a dobrym przykładem rozwoju tego segmentu są popularne wśród klientów i operatorów koncepty Food Hall. Takie funkcjonujące już w Warszawie to Fabryka Norblina, Hala Koszyki, Browary Warszawskie, Elektrownia Powiśle czy Montownia w Gdańsku oraz realizowana modernizacja Gdańskiej Hali Targowej. Równolegle centra handlowe coraz częściej sięgają po funkcje rozrywkowe. Sale zabaw czy ścianki wspinaczkowe pozwalają wydłużyć czas pobytu klientów oraz adresują inne niż zakupowe potrzeby klientów. Przykładami takich inwestycji są Sky Game w Sky Tower we Wrocławiu czy Arcade Bee w Hali Koszyki w Warszawie. Coraz bardziej aktywna jest również branża fitness, która chętnie lokuje swoje kluby w obiektach handlowych. Polska, na tle Europy, nadal pozostaje rynkiem nienasyconym w tym segmencie.

Nowe marki zagraniczne i rozwój rodzimych konceptów

W 2025 roku na polskim rynku działalność rozpoczęło około 30 nowych marek zarówno zagranicznych (Adopt Perfums, Burgermeister, Miramira), w tym tych, które powróciły na nasz rynek (Miniso, GAP), jak i nowych konceptów rozwijanych przez rodzimie grupy (Worldbox, Boardriders) oraz transferów z online do offline. Nowi operatorzy reprezentują zróżnicowane branże, takie jak health & beauty (np. Adopt, Alensa, Markovo), akcesoria (Longines, ZAG Bijoux), moda (Ocean, Carhartt) czy specjalistyczne produkty spożywcze i gastronomia (Bottlery, Omichise). Również z punktu widzenia krajów pochodzenia nie obserwujemy dominacji jednej geografii. Polska nadal jest atrakcyjnym rynkiem o zróżnicowanej, wysokiej jakości podaży powierzchni w obiektach handlowych, znaczącej populacji i silnej ekonomii.

Prognozy: stabilna dynamika parków, drugie życie centrów, ulice handlowe oraz projekty mixed use

Rok 2026 pod względem aktywności deweloperskiej nadal będzie zdominowany przez sektor parków handlowych. Miniony rok był kolejnym, w którym oddano około pół miliona metrów kwadratowych nowej powierzchni właśnie w tym segmencie. Aktywność deweloperów cały czas pozostanie znaczna, jednak rynek zaczyna już wykazywać oznaki dojrzewania. Kolejne lokalizacje będą poddawane coraz wnikliwszej analizie, a konkurencja pomiędzy projektami będzie rosła. Również dostępność atrakcyjnych gruntów stanie się coraz większym wyzwaniem.

Równocześnie najbliższe miesiące przyniosą intensywną pracę nad istniejącymi centrami handlowymi. Galerie poszukują wyróżników, które pozwolą im skuteczniej konkurować z parkami handlowymi. Choć odwiedzalność centrów wciąż nie wróciła do poziomów sprzed pandemii, ich obroty rosną. Szczególnie obiekty z początku lat 90. wymagają gruntownych zmian, aby pozostać atrakcyjne dla klientów i dostosować się do zmian w otoczeniu konkurencyjnym. Nowych centrów handlowych będzie wyraźnie mniej, będziemy obserwować drugie życie funkcjonujących obiektów. Na rynku już mamy przykłady starszych centrów funkcjonujących na bardzo konkurencyjnych rynkach, takich jak Arkady Wrocławskie czy Malta, w których miejsce powstaną nowe projekty o innej funkcji.

W 2026 będziemy obserwowali również dużą dynamikę w sektorze lokali usługowych poza galeriami i parkami handlowym. Popyt ze strony lokalnych przedsiębiorców jak i rozwijających się sieci nie koncentruje się już wyłącznie w ścisłych centrach miast. Coraz większą popularnością cieszą się też dzielnice poboczne. Najemcy poszukują lokali w parterach budynków mieszkalnych oraz kompleksach biurowych. Takie lokalizacje gwarantują naturalny przepływ użytkowników – mieszkańców i pracowników – co przekłada się na bezpieczeństwo biznesowe i przewidywalność obrotów.

Wśród najaktywniejszych branż niezmiennie pozostają usługi beauty, sektor medyczny oraz edukacyjny. Silną pozycję utrzymuje wciąż gastronomia – zarówno w formule kameralnych osiedli mieszkaniowych, jak i konceptów premium w atrakcyjnych punktach miast.

Rynek magazynowy w Polsce w 2025 roku: popyt +14% r/r, deweloperzy ostrożniejsi

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce w 2025 roku. Jak pokazują dane, aktywność najemców wzrosła w ubiegłym roku o 14% r/r. Jednocześnie aktywność deweloperów mimo nieznacznych wzrostów względem początku roku, pozostaje na poziomie zauważalnie niższym względem okresu aktywnej rozbudowy rynku – wynosi około 60% średniej z lat 2021-2023. Ponadto skala inwestycji spekulacyjnych również wraca do niższych poziomów sprzed okresu aktywnej rozbudowy, udział niewynajętej powierzchni dla obiektów w budowie wynosi obecnie relatywnie niskie 39%.

POPYT: aktywność najemców na plusie

– W 2025 roku popyt na nowoczesne powierzchnie przemysłowe osiągnął poziom ponad 6,63 mln mkw., co oznacza wzrost o 14% r/r oraz 9% powyżej średniej dla lat 2020-2024, kiedy aktywność najemców oscylowała wokół 6,1 mln mkw. wynajmowanej powierzchni – komentuje Szczepan Gowin, Head of Industrial & Logistics, Cushman & Wakefield.

Struktura popytu została w ubiegłym roku zdominowana przez renegocjacje, które odpowiadały za 52% średniorocznego wolumenu transakcji najmu. Udział umów-przedłużeń dominował w każdym kwartale roku – 57% w I kw., 53% w II kw., 47% w III kw. i 53% w IV kw. Trend ten wpisuje się w obserwowaną od drugiej połowy 2022 roku tendencję wzrostu udziału odnowień – z około 30% w latach 2012-2021 do 40% w latach 2023-2024 i do spodziewanych około 40-50% w kolejnych latach.

Wolumen nowych umów i ekspansji w okresie styczeń-grudzień wyniósł blisko 3,2 mln mkw., z czego na IV kw. przypadło najwięcej, bo ponad 1 mln mkw. wynajętej powierzchni. Tym samym udział nowych kontraktów zanotował spadek o 6% r/r, co świadczy o coraz większym poziomie dojrzałości rynku, ale też ograniczonej dostępności powierzchni w wybranych lokalizacjach.

Choć oczekujemy, że renegocjacje umów będą nadal wywierać duży wpływ na cały rynek najmu sektora magazynowego, przewidujemy że nowe umowy nie stracą na znaczeniu. Rosnące zapotrzebowanie na projekty „szyte na miarę” oraz rozwój nowych lokalizacji będą sprzyjać aktywności najemców także w tym segmencie popytu,” dodaje Szczepan Gowin, Head of Industrial & Logistics, Cushman & Wakefield

PODAŻ: aktywność deweloperów lekko w górę

W IV kwartale 2025 roku deweloperzy ukończyli budowę 138 tys. mkw. nowej powierzchni magazynowej, dzięki czemu całkowite zasoby rynku wyniosły około 36,6 mln mkw. Największe zasoby zgromadzone są w trzech województwach: mazowieckim (7,34 mln mkw.), śląskim (6,19 mln mkw.) oraz dolnośląskim (5,31 mln mkw.).

Na zakończenie IV kwartału 2025 roku wolumen powierzchni w budowie wyniósł ok. 1,8 mln mkw., co oznacza lekkie odbicie względem początku roku, jednak wciąż wpisuje się w obserwowany trend spadkowy – 23% mniej niż na początku 2024 roku. Udział inwestycji spekulacyjnych wynosi obecnie 39%, co przekłada się na 690 tys. mkw. powierzchni dostępnej do wynajęcia, wskazując na podwyższone zainteresowanie najemców powierzchniami w budowie,” mówi Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Region Mazowsza pozostaje liderem pod względem aktywności deweloperskiej – odpowiada za 36% krajowego wolumenu powierzchni w budowie. Wysoką aktywność wykazują również województwa pomorskie (12%), śląskie (11%) oraz łódzkie (11%). Cztery wymienione województwa odpowiadają za 70% całkowitej powierzchni w realizacji w Polsce.

W czwartym kwartale rozpoczęto realizację 444 tys. mkw. nowych inwestycji przemysłowych. Największą aktywność odnotowano w województwach mazowieckim, gdzie w budowie pozostawało 250 000 mkw. oraz łódzkim – 97 tys. mkw.,” komentuje Zuzanna Seger, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

W obecnym otoczeniu rynkowym deweloperzy oraz instytucje finansowe podchodzą do nowych inwestycji magazynowych z umiarkowaną ostrożnością. Rozpoczęcie projektów jest coraz częściej uzależnione od wcześniejszego zabezpieczenia najmu. Inwestycje realizowane w pełni spekulacyjnie należą aktualnie do rzadkości i koncentrują się głównie na wybranych subrynkach typu „core”, charakteryzujących się niskim poziomem pustostanów,” tłumaczy Renata Krzyżanowska, Associate, Cushman & Wakefield.

PUSTOSTANY: korzystna końcówka roku, nierównomierna dostępność

W IV kwartale 2025 roku dostępna powierzchnia magazynowa w Polsce wyniosła niecałe 2,70 mln mkw., co przekłada się na poziom wskaźnika pustostanów o wielkości 7,4%. Oznacza to spadek o 0,8 pp. względem poprzedniego kwartału oraz delikatny 0,1 pkt proc. spadek w porównaniu z końcówką 2024 roku.

Najwyższy poziom pustostanów odnotowano w województwach świętokrzyskim (17,2%), lubuskim (16,2%) oraz lubelskim (10,9%). Najniższy utrzymuje się z kolei w regionach o ograniczonej podaży – podlaskim (0%), opolskim (1,2%), a także zachodniopomorskim (1,2%),” dodaje Vitalii Arkhypenko, Analityk Rynku, Cushman & Wakefield.

Ograniczony udział inwestycji realizowanych w sposób spekulacyjny, powinien ograniczać dalszy wzrost pustostanów, stabilizując rynek i wspierając jego równowagę w kolejnych kwartałach.

CZYNSZE: stawki czynszu bez zmian

W IV kwartale 2025 roku poziom czynszów pozostał stabilny – rynek nie odnotował istotnych zmian. Większe możliwości negocjacyjne dla najemców w postaci korzystniejszych zachęt poza czynszowych obserwowane są głównie na rynkach z wysokim poziomem pustostanów.

RYNEK PRACY

Końcówka roku 2025 w sektorze przemysłowym i logistycznym uwidoczniła bardzo wyraźny trend: ekstremalne spłaszczenie wynagrodzeń podstawowych.

Z danych rynkowych zebranych przez Randstad wynika, że różnica w stawce zasadniczej między pracownikiem wykonującym prace proste, a operatorem maszyn, stopniała do zaledwie 1,05 zł brutto/godz. To efekt presji na podnoszenie płacy minimalnej, która zrównała wycenę ról podstawowych ze stanowiskami technicznymi. W rezultacie premia za kwalifikacje przeniosła się niemal w całości do składników zmiennych – operatorzy zarabiają realnie więcej (średnio o 2,55 zł/godz.), ale te pieniądze ukryte są w dodatkach i premiach, a nie w podstawie. W tym roku proces rekrutacji wydłużył się już średnio do 3,3 miesiąca, a pracownicy nie podejmują pochopnie decyzji o zmianie firmy.

Jak podkreślają eksperci Randstad, strategia oparta na niskiej podstawie i „dokręcaniu” wyniku nadgodzinami może okazać się niewystarczająca dla wykwalifikowanej kadry. Operatorzy oczekują, że ich umiejętności będą docenione w stałej pensji. Jeśli różnica w podstawie między nimi a pracownikami niewykwalifikowanymi pozostanie na poziomie „symbolicznej złotówki”, firmy ryzykują utratę kluczowych specjalistów na rzecz regionów lub pracodawców oferujących bardziej stabilną strukturę płac.

Zmiana na czele Nationale-Nederlanden PTE: Paweł Giza zastąpi Szymona Ożoga

Rada Nadzorcza Nationale-Nederlanden Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego S.A. powierzyła z dniem 1 kwietnia 2026 r. Pawłowi Gizie, dotychczasowemu Wiceprezesowi Zarządu funkcję Prezesa Zarządu Nationale-Nederlanden Powszechnego Towarzystwa Emerytalnego S.A.

– Paweł to doświadczony menedżer z ponad 20 letnim doświadczeniem finansowym i biznesowym w międzynarodowych grupach ubezpieczeniowych i finansowych. Przez ostatnie lata był wiceprezesem ds. strategii i relacji z klientem w Nationale-Nederlanden PTE, w związku z tym jest doskonale przygotowany, by pełnić nową funkcję.  Dodatkowo, jest ceniony za wysokie standardy profesjonalne, strategiczne myślenie oraz skuteczną współpracę z kluczowymi interesariuszami. W imieniu Rady Nadzorczej Towarzystwa życzę Pawłowi powodzenia w nowej roli. Wierzę, że dzięki jego zaangażowaniu Towarzystwo utrzyma pozycję lidera rynku emerytalnego w Polsce – mówi Paweł Kacprzyk, przewodniczący Rady Nadzorczej Nationale-Nederlanden PTE.

Paweł Giza zastąpi na stanowisku Prezesa Zarządu Szymona Ożoga, który pełni tę funkcję od 2020 roku do 31 marca 2026 r. Szymon pozostaje dalej w Grupie NN i od 1 kwietnia 2026 r. obejmie funkcję Członka Zarządu ds. Finansowych (CFO) spółek NN w Czechach.

Nowy prezes Nationale-Nederlanden PTE posiada ponad dwudziestoletnie doświadczenie zawodowe związane z instytucjami rynku kapitałowego. W Nationale-Nederlanden pracował od 2014 roku jako szef zespołu kontrolingu, a wcześniej był związany zawodowo z BZ WBK–Aviva Life & General Insurance, gdzie pełnił rolę Chief Financial Officera.

– To dla mnie wielki zaszczyt, że powierzono mi rolę nowego prezesa Nationale-Nederlanden PTE. Przez ostatnie lata miałem możliwość wraz z Zespołem rozwijać największy fundusz emerytalny w Polsce, zarządzając długoterminowymi oszczędnościami milionów Polaków. Skala portfela, stabilne wyniki i międzynarodowe wyróżnienia, jakie otrzymało Nationale-Nederlanden OFE oraz nasz fundusz DFE, potwierdzają, że przyjęta strategia oraz odpowiedzialne podejście do inwestowania i ładu korporacyjnego przynoszą trwałą wartość uczestnikom funduszy i całemu rynkowi kapitałowemu – mówi Paweł Giza.

Banki w 2026: spada NIM, rosną regulacje, AI ma dowieźć efektywność

Ostatnie dwa lata rozpieściły nas, bankowców, wynikami, które w wielu przypadkach były efektem rynkowej grawitacji, a nie wybitnych strategii. Wysokie zyski netto, rekordowe poziomy ROE oraz wysoka marża odsetkowa (NIM) stworzyły środowisko, w którym wyniki rosły szybciej niż presja na efektywność operacyjną. Sprzyjające otoczenie makroekonomiczne – wysokie stopy procentowe i stabilny popyt – działało jak naturalny bufor, pozwalając wielu modelom biznesowym funkcjonować bez konieczności głębokiej zmiany strukturalnej.

Rok 2026 będzie momentem weryfikacji: sprawdzi, w jakim stopniu poszczególne banki zbudowały odporność swoich modeli biznesowych na spadające stopy procentowe, a w jakim opierały się na wyjątkowo korzystnym układzie warunków rynkowych. Rok 2026 będzie również sprawdzianem, czy potrafimy myśleć o przyszłości, stąpając twardo po ziemi.

W 2026 roku spadek marż, wzrost kosztów regulacyjnych (FIDA, PSD3, DORA, ESG), rosnący fiskalizm oraz coraz bardziej świadomy klient stworzą środowisko, w którym technologia – w tym AI – przestanie być narracją, a stanie się narzędziem mierzalnej efektywności biznesowej. Sztuczna inteligencja nie zastąpi skutecznej sprzedaży, podobnie jak regulacje unijne nie są wyłącznie kolejnym projektem do „odhaczenia” przez compliance.

Aby zrozumieć dynamikę roku 2026, musimy wyjść poza proste wskaźniki makroekonomiczne i spojrzeć na strukturę sił, które będą kształtować polski sektor bankowy.

Polska gospodarka 2026: między wzrostem a rosnącą presją kosztową

Silnik polskiej gospodarki w 2026 roku będzie pracował na dwóch nierówno obciążonych tłokach: konsumpcji prywatnej i inwestycjach publicznych napędzanych środkami z Krajowego Planu Odbudowy. Po pierwsze – konsumpcja prywatna. Choć tempo wzrostu realnych dochodów i konsumpcji wyhamuje w 2026 roku wobec bardzo silnych odczytów z lat poprzednich, polski konsument pozostanie kluczową siłą napędową gospodarki. Niskie bezrobocie – jedno z najniższych w UE – daje poczucie bezpieczeństwa, co sprzyja wydatkom. Jednocześnie rynek kredytów konsumpcyjnych jest w dużej mierze nasycony, a koszt pozyskania klienta rośnie.

Po drugie – inwestycje. Odblokowanie środków unijnych – zarówno w formie grantów, jak i tanich pożyczek z KPO (ponad 29 mld EUR w pożyczkach wobec 25 mld EUR w grantach) – stworzy potężny impuls inwestycyjny. To dobra wiadomość dla bankowości korporacyjnej i segmentu SME. Przedsiębiorcy będą potrzebowali finansowania pomostowego, wkładów własnych oraz kapitału obrotowego na obsługę nowych kontraktów. Tu leży szansa dla banków, które potrafią szybko oceniać ryzyko projektowe i oferować elastyczne finansowanie.

Polityka pieniężna i presja na marżę odsetkową

Projekcje Narodowego Banku Polskiego oraz analizy rynkowe sugerują, że inflacja w 2026 roku wreszcie znajdzie się w paśmie dopuszczalnych odchyleń od celu inflacyjnego. To pozwoli Radzie Polityki Pieniężnej kontynuować cykl obniżek stóp procentowych.

Model biznesowy oparty na tzw. „recurring liabilities” – czyli darmowym osadzie na rachunkach bieżących, który w środowisku stóp 5,75% generował gigantyczne zyski bez ryzyka – będzie pod presją. Spread między kosztem pozyskania pieniądza a przychodem z aktywów się skurczy. Banki będą musiały wrócić do walki o klientów i wolumeny kredytowe, a zobaczymy, kto zdecyduje się połączyć to z akceptacją wyższego ryzyka kredytowego.

Fiskalizm państwa i dylemat alokacji kapitału

Nie możemy ignorować geopolitycznego słonia w pokoju. Polska w 2026 roku będzie wydawać rekordowe środki na obronność – ponad 4–5% PKB – co przełoży się na wysoki deficyt budżetowy.

Co to oznacza dla banków? Skarb Państwa będzie drenował rynek z kapitału, emitując obligacje na dużą skalę. Banki staną przed klasycznym dylematem alokacji aktywów: lokować środki w bezpiecznych papierach skarbowych czy finansować gospodarkę realną, akceptując wyższy poziom ryzyka?

Presja fiskalna może ograniczać podaż kredytu dla sektora prywatnego. Jednocześnie wydatki obronne będą stymulować wybrane sektory, tworząc przestrzeń dla wyspecjalizowanego finansowania korporacyjnego i projektowego – dostępnego głównie dla banków potrafiących precyzyjnie zarządzać ryzykiem i kapitałem.

AI w 2026: od „hype’u” do nowej siły wspierającej efektywność

W latach 2024 i 2025 zachłysnęliśmy się generative AI. Dla wielu instytucji wystarczyło powiedzieć „mamy AI”, by uznać transformację za rozpoczętą. W 2026 roku kończy się stopniowo czas eksperymentów, a zaczyna czas wdrożeń produkcyjnych.

Przejdziemy z etapu prostych „chatbotów”, które potrafiły tylko odpowiadać na pytania (często błędnie), do etapu „Agentic AI”. Agenci AI to autonomiczne systemy, które nie tylko przetwarzają informacje, ale wykonują zadania w systemach informatycznych, w tym – prawdopodobnie – bankowych. W 2026 roku AI przestanie być gadżetem marketingowym, a ma potencjał stać się głównym motorem redukcji wskaźnika Cost to Income. Banki będą próbowały automatyzować back office: compliance, AML, wstępną analizę ryzyka kredytowego oraz realizację dyspozycji klienckich.

Prawdziwa zmiana nie zatrzyma się jednak w back office. Największy potencjał Agentic AI ujawni się w bezpośredniej relacji z klientem. W ciągu najbliższych lat interakcja z bankiem przestanie przypominać obsługę formularza, a zacznie dialog – dynamiczny, kontekstowy, prowadzony w czasie rzeczywistym. Procesy kredytowe, decyzje finansowe i codzienna obsługa nie będą już sekwencją ekranów, lecz płynną rozmową z systemem, który rozumie intencję i potrafi ją przełożyć na działanie.

Zmiana modelu: z „coders” na „product builders”

To nie jest opowieść o kulturze pracy w IT, lecz o ekonomii banku. Przez lata technologia pełniła przede wszystkim rolę zaplecza operacyjnego – zespołu utrzymującego złożone systemy. W 2026 roku ten model coraz słabiej broni się finansowo.

Powszechna jest opinia, że programiści są drodzy. Potwierdzają to fakty – płace inżynierów rosną, a presja ta w 2026 roku będzie nadal odczuwalna mimo spowolnienia dynamiki. Jednocześnie banki potrzebują ich coraz więcej, ponieważ przez lata budowały architekturę opartą na warstwowych, często przypadkowo integrowanych technologiach: systemach legacy, mainframe’ach i kolejnych „nakładkach”. Efektem jest dług technologiczny, który nie znika – jest systematycznie spłacany rosnącymi kosztami utrzymania.

Coraz wyraźniej widać więc potrzebę przesunięcia akcentów: od technologii traktowanej wyłącznie jako funkcja wsparcia operacyjnego ku technologii, która współtworzy wartość biznesową. W takim ujęciu kompetencje inżynierskie zaczynają pracować nie tylko na stabilność systemów, lecz także na skalowalność, efektywność i długoterminową rentowność.

Na koniec – czas porzucić eksperymenty na rzecz świadomych wyborów

Banki będą musiały zdecydować, czy inwestują w „prawdziwe AI” – realnie podnoszące efektywność procesów i jakość decyzji – czy pozostaną przy kosztownych, wizerunkowych zabawkach. Równolegle kluczowe stanie się przygotowanie organizacji na nowe ramy regulacyjne, w tym FIDA, przy jednoczesnym utrzymaniu dyscypliny kosztowej.

O przewadze zdecyduje także zdolność do przyciągania i utrzymania talentów inżynierskich – nie jako zaplecza IT, lecz jako współtwórców produktów – oraz konsekwentny fokus na kliencie, którego oczekiwania w 2026 roku będą znacznie wyższe niż w okresie łatwych wyników.

Rok 2026 będzie rokiem wizjonerów-pragmatyków: liderów, którzy potrafią łączyć ambicje technologiczne z odpowiedzialnym zarządzaniem kapitałem i kosztami – w świecie, w którym Agentic AI przestaje być eksperymentem, a staje się elementem modelu biznesowego.

Atak hakerski na UW – uczelnie apelują o nowelizację ustawy o KSC

Atak hakerski na Uniwersytecie Warszawskim to sygnał, że infrastruktura cyfrowa polskich uczelni i instytutów badawczych stała się realnym polem zagrożeń. Odpowiedzią jest uchwalona 29 stycznia nowelizacja ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa, która powstała we współpracy ze środowiskiem akademickim. Nowe regulacje czekają na podpis prezydenta.

Uczelnie i instytuty naukowe są dziś integralną częścią infrastruktury cyfrowej. Przetwarzają dane osobowe, badawcze i technologiczne, realizują projekty międzynarodowe oraz kształcą niemal 1,3 mln studentów. Jednocześnie poziom cyberbezpieczeństwa w polskiej nauce przez lata pozostawał bardzo zróżnicowany – od bardzo wysokiego, charakterystycznego dla najlepszych uczelni technicznych, po niepokojąco niski w części uniwersytetów czy wyższych szkół zawodowych.

Wady starego modelu

Choć od lat obowiązywały przepisy wymagające zabezpieczenia systemów teleinformatycznych – w tym wynikające z Krajowych Ram Interoperacyjności – w praktyce brakowało jednolitego nadzoru, jasnych standardów i realnych mechanizmów egzekwowania obowiązków. Co więcej,  mimo rosnącej skali zagrożeń cyberbezpieczeństwo nie było zadaniem pierwszej potrzeby.

Teraz ma szansę się to zmienić dzięki uchwalonej 29 stycznia nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa. Dostosowuje ona poziom wymagań cyberbezpieczeństwa do realnego poziomu ryzyka. W praktyce oznacza to zróżnicowanie obowiązków po stronie uczelni i instytutów.

Najwyższe wymagania dotyczą konkretnych systemów i procesów związanych z badaniami stosowanymi i pracami rozwojowymi. Pozostałe obszary działalności uczelni i instytutów objęte są mniej rygorystycznymi, choć nadal wysokimi standardami.

Takie rozwiązanie pozwala skutecznie chronić te elementy systemu nauki, które rzeczywiście mają znaczenie strategiczne, bez paraliżowania codziennego funkcjonowania uczelni.

Nowy model: odpowiedzialność i nadzór

Istotna zmiana dotyczy jednoznacznego określenia odpowiedzialności. Znowelizowana ustawa wyraźnie przypisuje jednostkom naukowym, rektorom i dyrektorom instytutów obowiązki w zakresie cyberbezpieczeństwa. Przyznaje też ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego szeregu uprawnień i obowiązków w zakresie nadzoru i kontroli. Co ważne, system nie ogranicza się do sankcji. Przewiduje bowiem zapewnienie środków na cyberbezpieczeństwo w nauce i utworzenie CSIRT Nauka.

Dzięki tym rozwiązaniom cyberbezpieczeństwo przestaje być wyłącznie kwestią techniczną. Staje się elementem zarządzania i odpowiedzialności instytucjonalnej. Uczelnie i instytuty muszą wiedzieć, jak mają działać w tym zakresie. Nowelizacja ustawy o KSC przynosi konkretne rozwiązania – mówi dr hab. Dariusz Szostek, prof. UŚ, przewodniczący Zespołu ds. Cyberbezpieczeństwa KRASP.

Współtworzenie standardów zamiast regulacji narzucanych z góry

Nowe podejście do cyberbezpieczeństwa w nauce to efekt współpracy władz publicznych
ze środowiskiem akademickim. Przepisy znowelizowanej ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa uwzględniają zarówno wymogi prawa unijnego, jak też realia funkcjonowania polskich uczelni i instytutów.

To przykład regulacji, która łączy bezpieczeństwo państwa z poszanowaniem autonomii akademickiej. Dzięki otwartej dyskusji w toku procesu legislacyjnego zostały wypracowane standardy adekwatne do ryzyka, proporcjonalne i możliwe do wdrożenia – podsumowuje prof. Bogumiła Kaniewska, przewodnicząca KRASP.

Są to rozwiązania, których potrzebuje sektor nauki i szkolnictwa wyższego. Cyberbezpieczeństwo w tym sektorze jest naszą wspólną odpowiedzialnością – zarówno uczelni i instytutów, jak też organów władzy publicznej. W imieniu całego środowiska akademickiego apeluję do Pana Prezydenta o podpisanie nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa – dodaje przewodnicząca KRASP.

Atak hakerski na UW

Po otrzymaniu informacji o trwającej kampanii złośliwego oprogramowania Zespół ds. Bezpieczeństwa Informacji Uniwersytetu Warszawskiego niezwłocznie rozpoczął weryfikację środowiska teleinformatycznego uczelni.

W wyniku przeprowadzonych analiz potwierdzono obecność złośliwego oprogramowania. Ustalono, że zdarzenie miało miejsce w styczniu 2026 roku. Zidentyfikowano również stację roboczą, z której wprowadzono złośliwe oprogramowanie do środowiska uczelni.

Jak informuje Uniwersytet Warszawski, trwa szczegółowa analiza techniczna i prawna. Dotychczasowe ustalenia nie wskazują na wystąpienie nieuprawnionego dostępu do danych osobowych.

UOKiK z nowymi uprawnieniami: zakupy „pod przykrywką”, blokowanie domen i przeszukania w sprawach konsumenckich

Projekt nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów wprowadza mechanizmy zakupów kontrolnych „pod przykrywką”, poszerzone możliwości blokowania stron internetowych oraz możliwość przeprowadzania przeszukań, także w sprawach konsumenckich. Choć legislator daje Prezesowi UOKiK coraz mocniejsze narzędzia w walce z nieuczciwymi praktykami rynkowymi, sądy mogą hamować nadmierne zapędy organu – czego przykładem może być wyrok ograniczający wykorzystywanie dowodów pozyskanych w ramach operacyjnych działań służb specjalnych.

W najnowszym projekcie nowelizacji ustawy, którego przyjęcie Rada Ministrów zapowiedziała na I kwartale br. przewidziano, że kontrolerzy UOKiK będą mogli dokonywać zakupów kontrolnych „pod przykrywką”, czyli nabywać towary i usługi, posługując się fikcyjną tożsamością w celu wykrywania naruszeń praw konsumentów. W praktyce umożliwi to organowi szybkie wychwytywanie m.in. naruszeń prawa odstąpienia od umowy, błędnego informowania o prawach konsumenta czy nieuczciwych zapisów umownych. Dane takie jak imię, nazwisko, adres czy e-mail zostaną losowo wybrane z bazy Urzędu, a organ będzie mógł obserwować realny proces świadczenia usług i sprzedaży na rynku.

„Mechanizm zakupów kontrolnych znacząco zwiększy skuteczność interwencji UOKiK, szczególnie tam, gdzie postępowania oparte są jedynie na dokumentach i zgłoszeniach konsumentów i nie dają pełnego obrazu praktyk rynkowych. Nowelizacja jednak nie tyle wprowadza całkowicie nowe narzędzie, ile formalizuje praktykę, którą UOKiK już stosował w ograniczonym zakresie. Różnica polega na tym, że zakup kontrolny zyskuje wyraźną podstawę ustawową i status pełnoprawnego środka dowodowego, co znacząco wzmacnia pozycję organu w postępowaniach konsumenckich”, wskazuje Bernadeta Kasztelan-Świetlik, Partner w kancelarii GESSEL, a wcześniej przez 13 lat związana z UOKiK w tym jako Wiceprezes, nadzorujący pracę trzech kluczowych departamentów: Kontroli Koncentracji, Ochrony Konkurencji oraz Prawnego.

Nowe przepisy mają też dawać Prezesowi UOKiK szerokie uprawnienia w zakresie stron internetowych przedsiębiorców naruszających prawa konsumentów. Obejmować to ma zarówno możliwość żądania usunięcia treści lub ograniczenia dostępu do konkretnych elementów interfejsów webowych, jak i, w ostateczności, wystąpienie o usunięcie domeny z krajowego rejestru domen (czyli de facto jej blokadę). Ma to pomóc w walce z nieuczciwymi praktykami e-commerce, gdzie dostęp do treści i funkcjonalności online jest kluczowy dla całego procederu.

Projekt nowelizacji przewiduje również możliwość przeprowadzania przeszukań u przedsiębiorców, która dotychczas stosowana była głównie w sprawach antymonopolowych. Teraz procedura ma być rozszerzona także na sprawy dotyczące naruszeń zbiorowych interesów konsumentów. Nowe przepisy wskazują, iż w toku postępowań konsumenckich sąd ma udzielić zgody na przeszukanie, a materiały znalezione w trakcie takich czynności będą mogły zostać wykorzystane jako dowody.

Choć ustawodawca przekazuje UOKiK nowe narzędzia, jednocześnie podnosi rolę sądów, które mają mieć możliwość hamowania nadmiernego wykorzystywania uprawnień przez organ.

„Blokowanie domen to rozwiązanie radykalne i powinny być stosowane w wyjątkowych sytuacjach, gdy brakuje innych skutecznych środków, dzięki którym Urząd może dążyć do usunięcia skutków naruszeń. Aby nie były nadużywane, zgodnie z intencją ustawodawcy, mają zadbać sądy. Dopiero praktyka pokaże, jak Prezes UOKiK będzie korzystał z nowych uprawnień”, dodaje Elżbieta Witkowska-Grochowalska, Senior Associate w kancelarii GESSEL, w praktyce Prawa konkurencji i prawa konsumenckiego.

Szerokim echem odbił się już wyrok Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, z 26 marca 2025 r. (sygn. akt XVII AmA 85/20), pokazując, że taka kontrola jest wręcz niezbędna. Sąd we wspomnianym wyroku stwierdził, że Prezes UOKiK nie może wykorzystywać materiałów operacyjnych pozyskanych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW), w tym podsłuchów, w postępowaniu antymonopolowym, ponieważ nie prowadzi on postępowań karnych, w których tego typu dowody są dopuszczalne. Sąd wskazał, że dowody te są wyłączone z postępowań cywilnych i administracyjnych, nawet jeśli zostały legalnie zgromadzone przez ABW.

„Każde rozszerzenie kompetencji organu administracji musi iść w parze z realną, a nie iluzoryczną kontrolą sądową. Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów pełni tu rolę bezpiecznika systemowego – przypomina, że nawet w imię skuteczności walki z naruszeniami granice wyznaczają Konstytucja i przepisy proceduralne. Jeżeli ustawodawca wzmacnia narzędzia UOKiK, to sądy pozostają gwarantem, że organ nie będzie ich interpretował rozszerzająco”, podsumowuje Bernadeta Kasztelan-Świetlik.

Nowelizacja, mimo że znacząco rozszerza instrumentarium Prezesa UOKiK, nie eliminuje kontroli sądowej. W przypadku przeszukań w sprawach konsumenckich przewidziano uprzednią zgodę Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, natomiast legalność zakupów kontrolnych czy decyzji o blokowaniu stron internetowych będzie podlegała kontroli następczej w toku postępowania odwoławczego. Oznacza to, że sądy pozostają kluczowym arbitrem proporcjonalności i granic ingerencji organu w działalność przedsiębiorców.

Nowelizacja ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów daje Prezesowi UOKiK bezprecedensowe narzędzia do walki z naruszeniami w handlu online i e-commerce, od zakupów kontrolnych „pod przykrywką”, przez blokowanie stron internetowych, aż po rozszerzone możliwości przeszukań w sprawach konsumenckich. Jednocześnie rozwój orzecznictwa pokazuje, że sądy czuwają nad równowagą między skuteczną ochroną konsumentów a prawami procesowymi przedsiębiorców, ograniczając możliwość dowodową organu tam, gdzie uznają, że przekracza on swoje kompetencje.