RPP utrzymuje stopy. Dlaczego nie było obniżki i co dalej?

W lutym RPP postanowiła utrzymać stopy procentowe. To wynik, który dla niektórych może być zaskoczeniem, ponieważ duża część ekspertów wskazywała na możliwość ich obniżenia. Dlaczego RPP zdecydowało się utrzymać stopy? Co ta decyzja oznacza dla kredytobiorców? Co to również oznacza dla polskiego złotego? Na te pytania w swoim komentarzu odpowiada Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB.

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie, co pozostawia główną stopę referencyjną na pułapie 4,00%. Choć decyzja ta była zgodna z rynkowym konsensusem, podział wśród ekonomistów był wyjątkowo głęboki. Niemal połowa analityków ankietowanych przez agencję Bloomberg skłaniała się ku obniżce o 25 punktów bazowych. Postawa „wait and see” sugeruje, że Rada woli dysponować pełnym obrazem sytuacji po publikacji nowej projekcji inflacyjnej NBP, która zadecyduje o kierunku polityki w marcu.

Presja płacowa kontra dezinflacja

Głównym hamulcem dla gołębio nastawionych członków Rady okazały się prawdopodobnie ostatnie dane z rynku pracy. Dynamika płac w grudniu 2025 roku przyspieszyła do 8,6% r/r, wyraźnie przebijając prognozy (6,9% r/r) oraz odczyt z listopada (7,1% r/r). Nominalne średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw sięgające 9600 zł tworzy ryzyko utrwalenia się inflacji popytowej.

Mimo że wstępne szacunki za styczeń wskazują na możliwą kontynuację spadku inflacji, RPP tradycyjnie unika gwałtownych ruchów przed poznaniem pełnych danych z początku roku (tzw. efektu nowego roku). Dodatkowym czynnikiem ryzyka pozostaje ekspansywna polityka fiskalna. Choć środki z KPO i związany z nimi boom inwestycyjny realnie wpłyną na gospodarkę dopiero w drugiej połowie 2026 roku, to już teraz zwiększone wydatki budżetowe mogą stanowić barierę dla szybkiego luzowania pieniężnego.

Perspektywa kredytobiorcy: Czekając na ulgę

Brak obniżki to informacja oznaczająca status quo dla portfeli kredytobiorców. Przy standardowym kredycie hipotecznym (500 tys. zł, 15 lat, oprocentowanie 6%), potencjalne cięcie o 25 pb mogłoby przynieść oszczędność rzędu 70 zł miesięcznie. Warto jednak zauważyć, że struktura polskiego rynku kredytowego uległa zmianie. Dominacja stałego oprocentowania sprawia, że decyzje RPP mają obecnie mniejszy wpływ na „bieżący” budżet domowy Polaków, niż miało to miejsce jeszcze trzy lata temu.

Złoty jako „bezpieczna przystań”

Decyzja o utrzymaniu stóp wspiera relatywną atrakcyjność polskiej waluty. Złoty wykazuje imponującą odporność na globalne turbulencje geopolityczne i niepewność związaną z polityką handlową administracji Donalda Trumpa. USDPLN oscyluje w granicach 3,57, natomiast EURPLN utrzymuje się przy 4,22. Inwestorzy zagraniczni zdają się akceptować wyższy deficyt fiskalny Polski, dopóki jest on równoważony solidnym wzrostem PKB i napływem funduszy strukturalnych z UE.

Jakub Potrzebowski inwestorem na rynku mediów i projektów social media

Po trzech dekadach pracy w strukturach agencji mediowych i zakończeniu procesu międzynarodowej ekspansji niezależnej polskiej grupy Group One, Jakub Potrzebowski rozpoczyna nowy etap kariery. Jak zapowiada, będzie aktywnie angażował się jako inwestor i doradca w projekty z obszaru mediów, technologii oraz social media, realizowane zarówno w Polsce, jak i na rynkach europejskich.

— Od kilku lat przygotowywałem się do zmiany roli. Media były centrum mojej aktywności zawodowej przez ponad 30 lat, ale dziś przyszedł czas na inne wyzwania. Mam za sobą doświadczenie w rozwoju projektów mediowych, technologicznych, komunikacyjnych i IoT, a także w skalowaniu biznesów mediowych w Europie. Teraz chcę wykorzystać tę wiedzę jako inwestor — mówi Jakub Potrzebowski.

Nowa aktywność Potrzebowskiego będzie koncentrować się na projektach o dużym potencjale wzrostu, w szczególności w obszarze cyfrowych mediów, platform społecznościowych, technologii reklamowych i rozwiązań wspierających monetyzację treści. Jak podkreśla, rynek znajduje się dziś w kluczowym momencie.

Zdaniem Potrzebowskiego, rok 2026 może przynieść przyspieszoną konsolidację europejskiego rynku mediów. Proces ten obejmuje przejęcia, łączenie grup mediowych oraz integrację usług reklamowych i technologicznych. — Zmierzamy w kierunku mniejszej liczby silnych podmiotów, większej koncentracji kapitału i bardziej efektywnych modeli działania, które pozwolą europejskim firmom konkurować z globalnymi platformami — ocenia.

Doświadczenie z pierwszej ligi rynku reklamy

Jakub Potrzebowski od lat pozostaje jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci polskiego rynku reklamy i mediów. Przez wiele lat był związany z władzami Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy (IAA Polska) oraz Polską Radą Biznesu. Jego dorobek obejmuje także publikacje książkowe poświęcone komunikacji marketingowej, które opisywały kluczowe zmiany na rynku — od rosnącej roli celebrytów po rozwój product placementu.

Jak podkreśla dr Olga Dąbrowska-Cendrowska z Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, książka „Celebryci w ataku” pozwala lepiej zrozumieć relacje między strategiami reklamowymi a obecnością celebrytów w mediach, a jej siłą jest perspektywa praktyków z wieloletnim doświadczeniem rynkowym.

— Media przez ponad 25 lat były core businessem Jakuba Potrzebowskiego — zauważa Jacek Olechowski, partner i CEO holdingu Mediacap oraz były prezes IAA Polska. — Zmiana roli na inwestora to naturalna ewolucja kariery i szansa na dalsze wykorzystanie jego wiedzy i relacji — dodaje.

Od ZenithOptimedia do Group One

W latach 1996–2013 Potrzebowski odpowiadał za rozwój jednego z największych domów mediowych w Polsce — ZenithOptimedia, gdzie był również jedynym Polakiem zasiadającym w międzynarodowym komitecie ZenithOptimedia Worldwide w Londynie.

Od 2013 roku współtworzył Group One — największą niezależną grupę komunikacji marketingowej w Polsce — oraz jej ekspansję zagraniczną. Dziś grupa działa pod marką House of Communication, integrując spółki MarTech, technologiczne i agencje kreatywne.

— Dziesięcioletni projekt został zrealizowany z nadwyżką. Group One pozostała niezależna, ma międzynarodowych partnerów i biura w wielu miastach świata. To dobry moment, by przekazać stery i skupić się na wspieraniu kolejnych projektów już z perspektywy inwestora — podsumowuje Potrzebowski.

Nowa rola Jakuba Potrzebowskiego wpisuje się w szerszy trend przenoszenia doświadczeń liderów rynku mediowego do świata inwestycji, szczególnie w obszarze cyfrowych mediów i social media, które w najbliższych latach będą jednym z kluczowych pól rozwoju branży.

Ulga czy rozczarowanie? Kredytobiorcy patrzą na RPP

Tym razem koniec częściowego zamknięcia instytucji rządowych w USA nastąpił szybko, a mimo to na amerykańskiej giełdzie obserwujemy spadki. RBA wychodzi przed szereg i decyduje się podwyższyć stopy procentowe, a w przypadku krajowej waluty mamy spokój przed posiedzeniem RPP.

Szybko poszło – koniec shutdownu

Od 1 lutego w USA znów doszło do sytuacji, w której część instytucji rządowych była zamknięta. Tym razem jednak szybko doszło do porozumienia między Demokratami a Republikanami i – po przegłosowaniu jej w Senacie – prezydent Trump mógł ustawę podpisać. Aktualnie więc wszystkie instytucje poza Departamentem Bezpieczeństwa mają „spokój” do 30 września tego roku. Mimo że ten shutdown trwał bardzo krótko, to wpłynął na rynki – choćby ważne piątkowe dane z rynku pracy nie zostaną opublikowane. W teorii szybkie zakończenie impasu powinno wpłynąć pozytywnie na giełdy w USA, ale tak się nie stało. Wczoraj zawiódł przede wszystkim sektor technologiczny, a Nasdaq kończył dzień ponad 1,5% spadkiem. Choć AMD zaskoczył rynek i zaprezentował solidne dane, to i tak było to za mało i nawet ta spółka zakończyła dzień na minusie. Wśród inwestorów narasta obawa o to jak szybkie wdrażanie sztucznej inteligencji wpłynie na aktualne modele biznesowe. A mówiąc prościej – jak nakłady przełożą się na wyniki finansowe w przyszłości.

Podwyżka stóp w Australii

Od początku tygodnia na rynku walutowym zwraca uwagę dobra kondycja dolara australijskiego. Jest to pokłosie decyzji tamtejszego banku centralnego, który z powodu wyższej inflacji, przekraczającej cel, zdecydował się podwyższyć stopy procentowe. Nie było to zaskoczenie, gdyż analitycy spodziewali się takiego ruchu, niemniej jednak podwyżka kosztu pieniądza działa pozytywnie na walutę, stąd umocnienie AUD. Dzisiaj wczesnym rankiem miała miejsce konferencja prasowa prezes RBA, ale ton wypowiedzi można odczytać jako wyważony. Jeśli ktoś szukał jednak w tym wystąpieniu sygnałów dalszych działań, to mógł się rozczarować. Pani prezes wskazywała ruch wzrostowy na stopach jako dostosowanie, a nie rozpoczęty cykl. Pojawiły się też nowe prognozy makro, które wskazują na nieco słabszy zakładany PKB na poziomie 1,8%, ale też wyższą inflację CPI 3,2%. Według decydentów z Australii stopa procentowa na koniec 2026 ma wynieść 4,2%, a więc 35 pkt bazowych wyżej niż obecnie, co może być pozytywnym aspektem dla lokalnej waluty.

Bez zmian, czyli scenariusz bazowy

Zgoła odmienna sytuacja niż w Australii panuje w naszym rodzimym kraju. Kredytobiorcy z niecierpliwością oczekują na kolejne obniżki stóp, ale mogą się kolejny miesiąc z rzędu zawieść. Większość analityków uważa, że dzisiaj decyzja może być tylko jedna, a koszt pieniądza się nie zmieni. Czy to oznacza, że niespodzianki nie będzie? Po RPP można się spodziewać wszystkiego, niejednokrotnie potrafiła już „namieszać” i zrobić coś, co było mało prawdopodobne. Argumentów w tym momencie ma jednak niewiele, a choćby dużo wyższa dynamika wynagrodzeń za grudzień sprawia, że wypadałoby poczekać. Scenariusz bazowy, czyli utrzymanie stóp bez zmian, powinien być neutralny dla złotego. Niespodziewany ruch może sprawić, że pojawi się presja sprzedażowa na naszą walutę.

Fragmentacja przepływów finansowych rośnie. 48% CFO: największym wyzwaniem jest widoczność i prognoza płynności

Wyniki badania „Treasury Report” wskazują na narastający problem fragmentacji przepływów finansowych. Okazuje się, że przeciętna firma zarządza 40 rachunkami bankowymi, korzysta z 12 dostawców obsługujących płatności oraz współpracuje z pięcioma-sześcioma bankami. Aż 48 proc. CFO wskazuje przejrzystość danych i prognozowanie płynności jako swoje największe wyzwanie. Rozwiązania upatrują w konsolidacji.Trzy największe wyzwania - infografika

Adyen, globalna platforma technologii finansowych wybierana przez rynkowych liderów oraz firma Boston Consulting Group opublikowały wyniki badania „Treasury Report” dotyczącego zarządzania finansami.

Badanie przeprowadzone wśród blisko 300 dyrektorów finansowych (CFO) i pracowników zespołów treasury w UE, Wielkiej Brytanii i USA pokazuje, że złożoność i fragmentacja stały się poważnym obciążeniem dla finansów korporacyjnych. W efekcie obszar zarządzania płynnością, zamiast być strategicznym atutem, coraz częściej staje się wąskim gardłem nieefektywności systemowej i operacyjnej.Najbardziej istotne wyzwania w zespołach treasury - infografika

Wysoka cena rozproszenia

Badanie „Treasury Report” pokazuje skalę systemowej złożoności z jaką mierzą się dziś zespoły odpowiedzialne za zarządzanie płynnością i finansami operacyjnymi. Okazuje się, że przeciętna duża firma utrzymuje relacje z pięcioma-sześcioma bankami i zarządza ponad 40 oddzielnymi rachunkami bankowymi. Dodatkowo korzysta średnio z 12 różnych dostawców płatności – sześciu dla płatności przychodzących i sześciu dla wychodzących.

Takie rozproszenie relacji powoduje ograniczenie widoczności gotówki, zwiększa obciążenie zespołów finansowych i w efekcie obniża efektywność wykorzystania kapitału obrotowego. Fragmentacja „zamraża” płynność, podnosi zapotrzebowanie na kapitał obrotowy i ogranicza zwrot z dodatnich sald (tzw. floatu), zmniejszając elastyczność finansową firm i spowalniając innowacje – często kosztem doświadczenia klientów.Ile czasu zespoły treasury poświęcają na kluczowe wyzwania - infografika

Fragmentacja jest problemem szczególnie dotkliwym dla dużych firm. Co czwarta z nich ma trudności z optymalizacją płynności i kapitału obrotowego, a 48 proc. CFO wskazuje ograniczoną przejrzystość płynności finansowej i trudności w jej prognozowaniu jako swoje największe wyzwanie. Konsolidacja integracji bankowych może obniżyć koszty zarządzania finansami, uwolnić kapitał i zasoby oraz poprawić efektywność wykorzystania środków w dłuższej perspektywie.

Czas ma kluczowe znaczenie

W przypadku firm o krótkich cyklach operacyjnych niedopasowanie pomiędzy momentem wpływów i wypływów środków staje się jednym z głównych źródeł ryzyka i ogranicza możliwość generowania zwrotu z kapitału obrotowego. Skala tego problemu jest istotna – 18 proc. CFO uznaje dziś szybkość realizacji płatności przychodzących i wychodzących jako jeden z kluczowych obszarów do usprawnienia.

Złożoność operacyjna zmusza działy finansowe do poświęcania znacznej ilości czasu na zadania o niskiej wartości dodanej. Zgodnie z wynikami badania „Treasury Report” zespoły spędzają 10 proc. swoich zasobów na wizualizacji rachunków, 13 proc. na zarządzaniu relacjami bankowymi i ponad 20 proc. na obsłudze płatności przychodzących i wychodzących. Konsolidacja systemów zarządzania środkami mogłaby znacząco ograniczyć czas poświęcany na te zadania.Ile czasu CFO poświęcają na kluczowe wyzwania - infografika

Zespoły treasury przestają dziś optymalizować płynność w oderwaniu od reszty procesów. Zaczynają optymalizować cały przepływ od należności do zobowiązań, stawiając w centrum doświadczenie klienta. Ta zmiana ukształtuje kolejną generację finansów – mówi Ethan Tandowsky, CFO Adyen.

Szansa w konsolidacji usług i unifikacji systemów

Złożoność rozproszonych przepływów finansowych rośnie wraz ze skalowaniem działalności firm. Wyniki badania „Treasury Report” pokazują jednak wyraźną zmianę kierunku – od fragmentacji w stronę unifikacji, w której przepływ środków staje się przewagą strategiczną i motorem wzrostu, a nie ograniczeniem.

Choć respondenci dostrzegają potrzebę korzystania z kilku dostawców, aż 74 proc. z nich deklaruje, że chciałoby korzystać z bardziej zintegrowanych rozwiązań do zarządzania środkami, obejmujących cały cykl życia gotówki. Co więcej, wśród firm poszukujących takiego rozwiązania 88 proc. deklaruje chęć konsolidacji usług u mniejszej liczby dostawców niż obecnie.

Obszar finansów korporacyjnych znajduje się dziś w punkcie zwrotnym. Zaufani dostawcy, nowoczesna technologia i odpowiednia infrastruktura płatnicza już są – podobnie jak gotowość organizacji do unifikacji i usprawnień. To moment, by CFO zaczęli wymagać więcej – zarówno wewnątrz organizacji, jak i od partnerów, którzy ich wspierają – komentuje Stanislas Nowicki, Managing Director and Partner w Boston Consulting Group. 

Pierwszy miesiąc roku i od razu podwyżka OC

0

Po ośmiu miesiącach spadków średnia cena ubezpieczenia OC w Polsce delikatnie wzrosła. W styczniu 2026 r. kierowcy płacili przeciętnie 648 zł, czyli o 6 zł więcej niż miesiąc wcześniej. Jednocześnie z danych Rankomat.pl wynika, że OC pozostaje tańsze niż rok temu – średnia składka jest niższa o 45 zł. Warto jednak pamiętać, że różnice regionalne wciąż są wyraźne. Pomorskie pozostaje jedynym województwem, w którym średnia cena OC przekracza 700 zł. Jeszcze drożej jest w największych miastach – we Wrocławiu, Gdańsku i Szczecinie kierowcy płacą średnio ponad 800 zł.

Wzrost z 642 zł w grudniu 2025 roku do 648 zł w styczniu 2026 r. średniej ceny OC, to symboliczna podwyżka o 1%. Przerywa ona jednak trend spadkowy utrzymujący się od maja 2025 roku, kiedy przeciętna polisa kosztowała rekordowych 711 zł. Jeśli jednak porównać dane rok do roku, to można mówić o spadku o 5,5%.Raport OC styczeń 26

W maju ubiegłego roku ceny OC osiągnęły najwyższy poziom od 2018 roku. Po ośmiu miesiącach łagodnych spadków i styczniowym, niewielkim wzroście widać, że rynek porusza się w szerszym cyklu „wzrost–korekta–stabilizacja”. Ubezpieczyciele nadal odczuwają presję kosztową związaną z obsługą polis i likwidacją szkód, ale odrobiona strata techniczna z 2024 roku daje im ograniczone pole do korekt. Nie spodziewamy się gwałtownych ruchów – raczej dalszego „falowania” cen. To dobry moment na porównywanie ofert – komentuje Aleksandra Wilczyńska, Head of Auto Rankomat.pl.

Zmiany w rankingu najdroższych i najtańszych miast

Roczne porównanie danych dla miast wojewódzkich pokazuje, że spadki objęły wszystkie analizowane ośrodki. Doszło jednak do istotnych przetasowań. Wrocław zdetronizował wieloletniego lidera wśród najdroższych miast. W Gdańsku mediana ceny OC spadła z 960 zł w styczniu 2025 r. do 835 zł w styczniu 2026 r., a we Wrocławiu z 933 do 846 zł.

Zmiany widoczne są także wśród najtańszych miast. W Rzeszowie i Opolu składki również zmalały, choć kwotowo były to mniejsze spadki. Ostatecznie to stolica Podkarpacia została miastem wojewódzkim z najtańszym OC – mediana obniżyła się tam z 692 do 628 zł. Opole, gdzie ceny spadły z 665 do 639 zł, po latach rywalizacji zajęło drugie miejsce.OC w wojewdztwach styczeń 25 vs 26jpg

Województwa: spadki bez zmian w kolejności

Trend spadkowy potwierdzają również dane regionalne. W województwie pomorskim mediana ceny OC obniżyła się z 814 do 725 zł, a w dolnośląskim z 760 do 693 zł. W mazowieckim kierowcy płacili w styczniu 2026 r. średnio 693 zł, wobec 759 zł rok wcześniej.

Najniższe składki nadal notowane są w województwach podkarpackim (spadek z 577 do 552 zł), opolskim (z 592 do 569 zł) oraz świętokrzyskim (z 596 do 584 zł). Dane pokazują, że choć różnice regionalne pozostają wyraźne, kierunek zmian jest wspólny dla całego kraju.Ceny OC w miastach wojówdzkich styczeń 25 vs 26

Rzecznik MŚP apeluje o korekty w nowelizacji ustawy medialnej

Proponowana przez Minister Kultury i Dziedzictwa nowelizacja ustawy medialnej zawiera wiele istotnych zmian i istotnie dotyka kluczowych zasad funkcjonowania przedsiębiorców z branży mediów, w tym także ważnych także z punktu widzenia działających w tym obszarze mniejszych podmiotów, często o lokalnym zasięgu – mikro-, małych i średnich przedsiębiorców. W wystąpieniu do Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Rzecznik MŚP formułuje szereg postulatów chroniących prawa słabszych przedsiębiorców działających na rynku medialnym, wydawców prasy czy emitentów programów radiowych i telewizyjnych. Postulaty te mają na celu stworzenie dla tej grupy przedsiębiorców udogodnień proceduralnych lub ograniczenie niektórych z nakładanych obowiązków. Jak podkreśla Minister Majewska, takie podejście zgodne jest z Konstytucją Biznesu, a także z unijnym programem „Small Business Act”.

Minister Majewska wnosi o ponowne rozważenie słuszności odejścia od modelu zgłoszeniowego na rzecz modelu zezwoleniowego w procedurze wpisu do rejestru programu rozpowszechnianego wyłącznie w systemie teleinformatycznym. Model zgłoszeniowy pełniej realizuje bowiem konstytucyjną zasadę wolności gospodarczej.

W przypadku pozostania przez projektodawcę przy obowiązku uzyskania zezwolenia Agnieszka Majewska proponuje wprowadzić instytucję milczącego załatwienia sprawy wraz z upływem terminu 30 dni od złożenia kompletnego wniosku. Zdaniem Rzecznika MŚP zasadne jest także wyłączenie stosowania wobec przedsiębiorców z tego sektora, a przynajmniej mikroprzedsiębiorców i małych przedsiębiorców, art. 36 ust.2 pkt 2 ustawy zmienianej, wprowadzającego obowiązek badania czy uzyskanie zezwolenia na działalność nie doprowadzi do umocnienia pozycji dominującej na rynku. Jak stwierdza Minister Majewska, takie analizy dla mniejszych podmiotów są bezprzedmiotowe, a ich sporządzenie jest na tyle skomplikowane i kosztowne, że może stanowić istotną barierę rozpoczęcia działalności. Ponadto w wypadku restrykcyjnego stosowania tego przepisu procedura uzyskania zezwolenia może ulec nadmiernemu wydłużeniu.

Złożoność procedury to także argument za wyłączeniem stosowania art. 1 pkt 47, wprowadzającego konieczność analizy skutków połączeń korporacyjnych podmiotów rynku medialnego, do koncentracji dokonywanych z udziałem i wyłącznie w kręgu mikro- lub małych przedsiębiorców, jeżeli żadna ze stron koncentracji nie posiada pozycji umożliwiającej jej wywieranie istotnego wpływu na pluralizm mediów.

Wprowadzane regulacje mogą dotyczyć także lokalnych, krajowych mikroprzedsiębiorców małych i średnich przedsiębiorców, a nie tylko podmiotów dominujących w branży i z tego powodu istotne jest rozważenie rozwiązań ułatwiających funkcjonowanie takich firm w branży medialnej.

Gen Z ufa AI pięć razy bardziej niż influencerom

  • Współczesny e-commerce stoi przed koniecznością redefinicji strategii pozycjonowania i marketingu. Jak wynika z najnowszego raportu „GenZ reSearch Report” opracowanego przez spółkę Insightland, aż 52% przedstawicieli pokolenia Z ufa rekomendacjom produktowym generowanym przez AI, podczas gdy zaufanie do influencerów deklaruje zaledwie zaledwie 11%.
  • Dla sklepów internetowych oznacza to konieczność wdrożenia strategii dwutorowej: łączenia klasycznego SEO z optymalizacją pod kątem odpowiedzi sztucznej inteligencji (AI Search Optimization).
  • Badanie przeprowadzone na grupie 501 osób urodzonych w latach 1995-2012 rzuca nowe światło na ścieżkę zakupową młodych konsumentów. Raport obala mit o jednorodności „Zetek” i wskazuje na znaczące różnice w sposobie wyszukiwania produktów między najmłodszymi „Juniorami” (ur. 2007-2012) a najstarszymi „Seniorami” (ur. 1995-2000).

E-commerce musi być widoczny w AI, nie tylko w Google

Choć Google pozostaje liderem (korzysta z niego 54% ogółu badanych), jego hegemonia słabnie. Kluczowym wnioskiem dla marketerów jest fakt, że 57% badanych, gdy nie znajdzie satysfakcjonującej odpowiedzi w Google, zwraca się do narzędzi AI (takich jak ChatGPT).

Dla branży e-commerce oznacza to, że tradycyjne pozycjonowanie strony w wyszukiwarce to za mało. – Bądź tam, gdzie szukają użytkownicy – popraw widoczność swojej marki w Google i odpowiedziach AI jednocześnie – sugerują autorzy raportu, wskazując na konieczność budowania tzw. Brand Search Presence w modelach językowych. Jeśli sklep internetowy nie zostanie „polecony” przez asystenta AI, traci dostęp do ponad połowy potencjalnych klientów z tego pokolenia.

Kryzys influencer marketingu i powrót do autentyczności

Wyniki raportu są alarmujące dla marek opierających sprzedaż wyłącznie na twarzach internetowych twórców. Rekomendacjom influencerów ufa zaledwie 11% badanych – jest to najmniej wiarygodne źródło w zestawieniu. Gdzie zatem e-commerce powinien szukać zaufania? Okazuje się że wciąż numerem jeden są rodzina i znajomi (86%) – co podkreśla wagę marketingu wirusowego i programów poleceń (referral). Na drugim miejscu respondenci postawili asystentów AI (52%), którzy wyprzedzili fora internetowe i opinie w sklepach. Podium zamykają kanały własne marek. ¼ badanych najbardziej ufa rekomendacjom znajdowanym w komentarzach w social mediach.

o Co istotne, pomimo braku zaufania do influencerów, Gen Z traktuje media społecznościowe jako wyszukiwarki, a mediom społecznościowym ufa bardziej niż Google w przypadku recenzji czy treści lifestyle’owych. Dlatego e-commerce’y z tych branż muszą zadbać o obecność w wynikach wyszukiwania TikToka i Instagrama, stawiając jednak na treści edukacyjne i dowód społeczny (user-generated content), a nie płatne promocje osobowości.

Smartfonizacja totalna: laptop znika ze ścieżki zakupowej Z-Juniorów

Sklepy internetowe muszą zweryfikować swoje podejście do UX i responsywności. O ile najstarsi przedstawiciele pokolenia Z („Seniorzy”) wciąż używają laptopów do zakupów i researchu (22%), o tyle wśród najmłodszych („Juniorów”) odsetek ten spada do zaledwie 4%. Dla e-commerce targetującego nastolatków strategia „mobile first” powinna zmienić się w „mobile only”. Ścieżka zakupowa, która nie jest intuicyjna na smartfonie, dla tej grupy konsumentów praktycznie nie istnieje.

Wideo wypiera tekst

Raport Insightland wskazuje na konieczność segmentacji treści w zależności od wieku odbiorcy wewnątrz samej generacji Z. Juniorzy (ur. 2007-2012): 72% preferują krótkie formy wideo (TikTok, reels) jako źródło informacji. Do tekstu sięga w tej grupie zdecydowana mniejszość. Równolegle Seniorzy (ur. 1995-2000) wciąż cenią dłuższe formy – 46% czyta artykuły i blogi, a 51% ogląda dłuższe materiały wideo. Sklepy internetowe muszą zatem dywersyfikować content: opisy produktów i blogi eksperckie trafią do starszych „Zetek”, ale do pozyskania najmłodszego klienta niezbędne są dynamiczne materiały wideo typu „short”.

Gen Z to nie monolit

Raport Insightland przestrzega przed traktowaniem pokolenia Z jako jednorodnej grupy, wskazując, że kryzys zaufania do twórców internetowych uderza w poszczególne sektory z różną siłą. Najbardziej zagrożone są branże lifestyle, beauty oraz rozrywka, które historycznie opierały się na wizualnych rekomendacjach w mediach społecznościowych.

 

Choć to właśnie w kategoriach takich jak „lifestyle” (20,8%) czy „recenzje” (24,2%) młodzi ludzie najchętniej porzucają Google na rzecz social mediów, wiarygodność tych kanałów drastycznie maleje wśród najmłodszych odbiorców. O ile 30% „Seniorów” (ur. 1995-2000) ufa recenzjom w social mediach, o tyle wśród „Juniorów” (ur. 2007-2012) wskaźnik ten szoruje po dnie, wynosząc zaledwie 18%.

  • Wyniki naszego badania pokazują, że marki kierujące ofertę do nastolatków, a inwestujące w influencer marketing, trafiają w mur sceptycyzmu. Strategia musi uwzględniać także płeć: 55% mężczyzn pozostaje wiernych Google, podczas gdy kobiety dywersyfikują kanały, szukając inspiracji na TikToku i Instagramie, co wymusza na branżach „kobiecych” walkę o wiarygodność na platformach o malejącym zaufaniu społecznymwyjaśnia Joanna Jelenik, SEO Managerka w Insightland.

O raporcie Raport „GenZ reSearch Report” został zrealizowany przez spółkę Insightland, partnera technologicznego łączącego SEO, AI Search Optimization i analitykę. Badanie przeprowadzono na próbie 501 osób z generacji Z (roczniki 1995–2012), z podziałem na segmenty wiekowe: Seniorzy, Mids i Juniorzy,. Partnerami raportu są m.in. Medicine, Apart, Univio, Traffit, Brand24, Surfer.

10 kluczowych wniosków z raportu „GenZ reSearch Report”

  1. AI staje się kluczowym konkurentem dla Google i influencerów
  • Sztuczna inteligencja (np. ChatGPT) nie jest już tylko nowinką technologiczną, ale realnym narzędziem konsumenckim. Aż 52% przedstawicieli Pokolenia Z ufa rekomendacjom generowanym przez asystentów AI. Jest to drugie najbardziej zaufane źródło informacji po rodzinie i znajomych, wyprzedzające fora internetowe czy opinie w sklepach.
  1. Influencer marketing traci na wiarygodności
  • Wnioski dla reklamodawców są alarmujące: jedynie 11% badanych z generacji Z deklaruje zaufanie do influencerów jako źródła rekomendacji. Co więcej, najmłodsza grupa (Juniorzy, ur. 2007–2012) wykazuje najniższy poziom zaufania do recenzji w mediach społecznościowych (zaledwie 18%), co sugeruje rosnący sceptycyzm wobec płatnych promocji.
  1. Pokolenie Z jest silnie spolaryzowane wewnętrznie (Juniorzy vs Seniorzy)
  • Traktowanie Gen Z jako monolitu jest błędem strategicznym. Istnieje przepaść między „Seniorami” (ur. 1995–2000) a „Juniorami” (ur. 2007–2012). Seniorzy wciąż preferują tekst i Google (podobnie do Millenialsów), podczas gdy Juniorzy drastycznie częściej wybierają krótkie wideo i platformy społecznościowe.
  1. Erozja dominacji Google w najmłodszych rocznikach
  • Choć Google pozostaje liderem (korzysta z niego 54% ogółu), jego pozycja słabnie wraz z malejącym wiekiem użytkownika. Dla najmłodszych (Juniorów) dominującymi źródłami informacji, obok AI (55%), są TikTok (29%) i YouTube (23%). Google przestaje być domyślną bramą do internetu dla najmłodszych konsumentów.
  1. Smartfonizacja procesu zakupowego („mobile only” zamiast „mobile first”)
  • Rola laptopów w procesie zakupowym i researchu drastycznie spada w młodszych grupach. Wskazanie laptopa jako preferowanego urządzenia do zakupów deklaruje 22% najstarszych z Gen Z, ale zaledwie 4% najmłodszych. Firmy e-commerce muszą optymalizować ścieżki zakupowe niemal wyłącznie pod kątem mobile.
  1. Kontekstualność wyboru platformy: Social Media wygrywają w strefie Lifestyle
  • Google przegrywa z mediami społecznościowymi w konkretnych kategoriach tematycznych. Gen Z częściej szuka w social mediach informacji dotyczących recenzji, stylu życia (lifestyle), popkultury i rozrywki. Jeśli marka działa w tych branżach, widoczność w Google może nie wystarczyć.
  1. Płeć determinuje narzędzia wyszukiwania
  • Mężczyźni z pokolenia Z są bardziej „konserwatywni” cyfrowo lub technokratyczni – 55% zawsze wybiera Google, a jako alternatywę preferują YouTube lub AI. Kobiety częściej dywersyfikują źródła, wykazując większe przywiązanie do TikToka i Instagrama jako wyszukiwarek (tylko 28% kobiet deklaruje wyłączność Google).
  1. Zmierzch tekstu na rzecz wideo w komunikacji z młodymi
  • Preferencje formatów treści ulegają radykalnej zmianie. Aż 72% Juniorów jako preferowany sposób zdobywania informacji wskazuje krótkie filmiki (np. TikTok, reels). Dla porównania, prawie połowa Seniorów z tej samej generacji wciąż chętnie czyta artykuły i blogi. To sygnał dla wydawców i działów content marketingu o konieczności dywersyfikacji formatów.
  1. Wyszukiwanie głosowe to rynkowa nisza, a nie standard
  • Mimo rozwoju asystentów głosowych, technologia ta nie przyjęła się masowo w Generacji Z. Aż 45% badanych nigdy nie zadaje pytań głosowo. Inwestycje w optymalizację pod Voice Search mogą być mniej efektywne niż zakładano, w przeciwieństwie do AI Search.
  1. Nowy paradygmat SEO: Google + AI Search
  • Ponieważ ponad połowa Gen Z korzysta z narzędzi AI, gdy nie znajdzie odpowiedzi w Google, marki muszą dbać o widoczność w dwóch obszarach jednocześnie. Nowoczesna strategia marketingowa wymaga nie tylko tradycyjnego pozycjonowania (SEO), ale także optymalizacji pod kątem odpowiedzi generowanych przez sztuczną inteligencję (AI Search Optimization).

Zmiany w kierownictwie Microsoft w Polsce – Ilona Tomaszewska i Tomasz Wilecki obejmują nowe stanowiska

Microsoft ogłosił zmiany w zespole kierowniczym w Polsce. W styczniu 2026 r. Ilona Tomaszewska objęła stanowisko Dyrektor odpowiedzialnej za kanał partnerski (EPS Lead), natomiast Tomasz Wilecki dołączył do ścisłego kierownictwa firmy jako Dyrektor Sektora Publicznego (Public Sector Lead). Firma podkreśla, że obie nominacje wzmacniają lokalny zespół liderów i wspierają realizację strategicznych celów Microsoft, szczególnie w kontekście dalszego rozwoju na kluczowych rynkach i w sektorach.

Zmiany mają również wymiar organizacyjny: akcentują rolę silnego przywództwa w budowaniu trwałych relacji z klientami oraz w dostarczaniu wartości transformacji cyfrowej – zwłaszcza w obszarze chmury i sztucznej inteligencji.

Ilona Tomaszewska: priorytetem rozwój ekosystemu partnerów i transformacji AI

Ilona Tomaszewska to liderka z ponad 20-letnim doświadczeniem w branży technologicznej i sprzedaży. Z Microsoft jest związana od 16 lat, a bezpośrednio przed objęciem nowej funkcji pełniła rolę Dyrektor Sektora Publicznego w Polsce, wspierając projekty transformacji cyfrowej m.in. w administracji i ochronie zdrowia.

W trakcie kariery w Microsoft budowała doświadczenie menedżerskie w wielu segmentach biznesu – od sprzedaży i obsługi kluczowych klientów po zarządzanie rynkami oraz programami transformacyjnymi. Wcześniej pracowała m.in. w DELL Polska i Xerox, gdzie odpowiadała za rozwój sprzedaży i realizację strategii wzrostu.

W nowej roli Tomaszewska ma koncentrować się na rozwoju sieci partnerów Microsoft w Polsce. Jak wskazuje w wypowiedzi, to właśnie partnerzy są istotnym elementem lokalnej obecności firmy:

„Sieć ponad 7 500 polskich firm partnerskich jest kręgosłupem działalności Microsoft w Polsce (…) Moim priorytetem jest dalszy, konsekwentny rozwój ekosystemu partnerskiego w Polsce, tak aby każda organizacja mogła w pełni wykorzystać potencjał transformacji AI”.

Z perspektywy rynku oznacza to nacisk na skalowanie wdrożeń i kompetencji w obszarze AI oraz zwiększanie dostępności rozwiązań Microsoft poprzez firmy integratorskie, doradcze i software’owe działające lokalnie.

Tomasz Wilecki: powrót do sektora publicznego i nacisk na bezpieczną chmurę oraz AI

Tomasz Wilecki w nowej funkcji odpowiada za rozwój strategicznej współpracy Microsoft z instytucjami publicznymi w Polsce. Z firmą jest związany od ponad 19 lat – pełnił role sprzedażowe i liderskie zarówno w sektorze publicznym, jak i w obszarze klientów komercyjnych.

W trakcie kariery pracował z największymi organizacjami w Polsce, współtworząc partnerstwa i projekty transformacyjne w branżach takich jak administracja, bankowość, ubezpieczenia, przemysł czy handel. Bezpośrednio przed objęciem obecnej roli odpowiadał za rozwój rozwiązań AI i aplikacji biznesowych jako AI Business Solutions Sales Lead, wspierając organizacje w definiowaniu strategii i wdrażaniu sztucznej inteligencji w kluczowych procesach.

Wilecki podkreśla, że wraca do segmentu publicznego po kilku latach pracy w innych częściach organizacji i zamierza rozwijać ten obszar w oparciu o chmurę i AI, z naciskiem na bezpieczeństwo i odpowiedzialność:

„Moim priorytetem jest dalszy rozwój tego strategicznego segmentu oraz budowanie długofalowej wartości dla sektora publicznego poprzez bezpieczne i odpowiedzialne wykorzystanie potencjału chmury obliczeniowej oraz sztucznej inteligencji”.

Co oznaczają te zmiany dla rynku

Obie nominacje wskazują na dwa filary, na których Microsoft chce budować tempo rozwoju w Polsce:

  1. Kanał partnerski – kluczowy dla skalowania wdrożeń, szczególnie w czasie intensywnej adopcji narzędzi AI przez firmy i instytucje.
  2. Sektor publiczny – strategiczny obszar, w którym znaczenie mają długofalowe programy, bezpieczeństwo danych, zgodność regulacyjna i stabilność infrastruktury.

Rynek inwestycyjny nieruchomości komercyjnych 2025: 4,5 mld euro i rosnąca rola polskiego kapitału

Mimo że wolumen transakcji inwestycyjnych na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce w 2025 roku osiągnął poziom ok. 4,5 miliarda euro – czyli o 13% mniej niż rok wcześniej – minione 12 miesięcy zapisało się jako okres istotnych zmian strukturalnych. W centrum uwagi znalazł się między innymi polski kapitał, który odpowiadał za około 20% całkowitego wolumenu inwestycyjnego, czyli o ponad 11% więcej r/r. Jak wskazują eksperci międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield potwierdza to rosnącą dojrzałość rynku i rosnącą rolę lokalnych inwestorów w kształtowaniu jego dynamiki.

Z punktu widzenia rynku kapitałowego jednym z kluczowych zjawisk 2025 roku był bezprecedensowy udział polskiego kapitału. To nie tylko liczby – według danych polscy inwestorzy odpowiadali za około 20% całkowitego wolumenu transakcji i aż ok. 30% udziału w segmencie biurowym – ale realny dowód na profesjonalizację lokalnych inwestorów. Dziś dysponują oni odpowiednią wiedzą, relacjami i gotowością do podejmowania decyzji w warunkach niepewności, które dla wielu graczy międzynarodowych wciąż są barierą. To nowa jakość, która w dłuższej perspektywie może fundamentalnie zmienić strukturę polskiego rynku inwestycyjnego”, mówi Marcin Kocerba, Partner, Capital Markets, Cushman & Wakefield.

Każdy segment z własnym uzasadnieniem

Największy udział w wolumenie inwestycyjnym w 2025 roku miał sektor biurowy (ponad 1,74 mld euro), w którym dominowała Warszawa – szczególnie centralne lokalizacje z niską podażą i rosnącymi czynszami, chociaż widoczny jest także wzrost aktywności w warszawskich lokalizacjach niecentralnych. Co istotne, aż jedna trzecia transakcji biurowych w Polsce przypadła na kapitał krajowy.

Na drugim miejscu uplasował się sektor magazynowy z wynikiem 1,33 mld euro. Segment ten niezmiennie korzysta z długoterminowych trendów – e-commerce, nearshoringu, cyfryzacji łańcuchów dostaw – a transakcje są silnie zorientowane na jakość. Największą inwestycją w tym segmencie i na rynku komercyjnym w ogóle był zakup dwóch obiektów EKO-OKNA przez fundusz Realty Income w formule sale & leaseback.

Rynek handlowy zakończył rok z wynikiem bliskim 900 mln euro. Dominowały inwestycje w parki handlowe, które nadal oferują stabilne strumienie przychodów i wysoką płynność, ale widoczne było także odradzające się zainteresowanie większymi, ustabilizowanymi centrami handlowymi.

Ponad dziesięcioprocentowy spadek wolumenu inwestycyjnego w 2025 roku to efekt głównie braku sprzedaży bardzo dużych i dominujących obiektów handlowych. Jednocześnie obserwujemy odbudowę zaufania do rynku – inwestorzy z Zachodu, m.in. z Francji, Wielkiej Brytanii czy USA, coraz częściej wracają do analizowania aktywów w Polsce. W sektorze magazynowym i biurowym widać silny popyt na jakościowe aktywa z dobrym track recordem, a wyceny zaczynają być akceptowane po obu stronach transakcji. Jeśli trend ten się utrzyma, to 2026 rok może być momentem przełomowym, zwłaszcza jeśli wrócą fundusze core’owe”, komentuje Marcin Kocerba.

CEE na radarze globalnych inwestorów

Europa Środkowo-Wschodnia – z Polską jako największym i najbardziej płynnym rynkiem – odgrywa dziś coraz ważniejszą rolę w strategiach instytucjonalnych inwestorów. Region zyskuje na atrakcyjności dzięki silnym fundamentom, odporności gospodarczej i konkurencyjnym stopom zwrotu. W wielu przypadkach CEE awansowało do pierwszej trójki geograficznych priorytetów funduszy.

Równolegle kapitał regionalny – głównie z Czech i Polski – pozostaje najaktywniejszy, oferując elastyczność i szybkość decyzyjną, które w obecnym otoczeniu mają kluczowe znaczenie.

Oczekiwania na 2026 rok: stabilizacja, selektywność i ESG

W najbliższych miesiącach eksperci Cushman & Wakefield spodziewają się kontynuacji selektywnego podejścia inwestorów, dalszego napływu kapitału lokalnego i stopniowego powrotu funduszy zachodnich, szczególnie tych nastawionych na strategie core i core+.
Wysokie stopy procentowe w strefie euro utrzymują presję na rentowność, ale jednocześnie motywują inwestorów do poszukiwania stabilnych, zdywersyfikowanych rynków – takich jak Polska. Rośnie także znaczenie czynników związanych ze zrównoważonym rozwojem, zarówno w kontekście dostępności finansowania, jak i due diligence po stronie kupujących.

Pomimo niższego wolumenu, rynek wysyła bardzo wyraźne sygnały stabilizacji: większa elastyczność po stronie właścicieli, poprawiająca się dostępność finansowania, zróżnicowane strategie inwestorów – od core+ po oportunistyczne – i rosnące znaczenie zrównoważonych aktywów. To wszystko wskazuje, że fundamenty pod odbicie w 2026 roku są już położone”, – podsumowuje Marcin Kocerba.

Kupujący mają coraz większy wybór mieszkań w Warszawie

Na koniec 2025 r. zakończyły się inwestycje mieszkaniowe rozpoczęte w Warszawie w odpowiedzi na zwiększony popyt sprzed dwóch lat. Przyczyniło się to do wzrostu udziału gotowych niesprzedanych lokali w ofercie do rekordowego poziomu 19,6 proc. – wynika z najnowszych danych CBRE i Tabelaofert.pl. Łącznie w sprzedaży jest 16,7 tys. mieszkań. Mimo średniego wzrostu cen o 4,8 proc. w ujęciu rocznym, zainteresowanie nabywców jest duże. Zdaniem ekspertów CBRE początek 2026 r. przyniesie dobre wyniki sprzedażowe.

– Dla sytuacji na rynku w najbliższych miesiącach nadal istotne będą decyzje Rady Polityki Pieniężnej o wysokości stóp procentowych. Od maja do grudnia 2025 roku obniżka wyniosła w sumie 1,75 punktu procentowego. Według obserwatorów rynku, w 2026 roku możliwe są kolejne spadki stopy referencyjnej, choć łączna korekta może być mniejsza niż w 2025 roku. Dalsza poprawa warunków finansowania wpłynęłaby na zwiększenie popytu, zwłaszcza że obecna duża podaż mieszkań ułatwia znalezienie odpowiedniego lokalu. Początek 2026 roku przyniesie dobre wyniki sprzedażowe, ale dopiero kolejne kwartały pokażą, czy ożywienie popytu ma trwały charakter. Dowiemy się również, czy ewentualne dalsze obniżki stóp procentowych przełożą się na bardziej atrakcyjne dla nabywców warunki oprocentowania kredytów – mówi Agnieszka Mikulska, ekspertka rynku mieszkaniowego w CBRE.

W czwartym kwartale 2025 r. deweloperzy uruchomili w Warszawie sprzedaż ponad 4 tys. mieszkań, a więc o 8,5 proc. więcej niż w poprzednim kwartale. Według najnowszych danych CBRE i Tabelaofert.pl, odsetek gotowych lokali w całej ofercie jest rekordowy i sięga 19,6 proc. Kupujący mogą wybierać spośród 16,7 tys. mieszkań.

Stabilna sprzedaż mimo wzrostu cen

Końcówka 2025 r. na warszawskim rynku mieszkaniowym przyniosła wzrost zainteresowania nabywców i dużą liczbę rezerwacji. W sumie w czwartym kwartale sprzedanych zostało ponad 3,7 tys. mieszkań. To drugi najlepszy wynik sprzedażowy z minionych siedmiu kwartałów.

Ceny dalej rosły. Przeciętna cena ofertowa nowego mieszkania pozostającego w sprzedaży na koniec 2025 r. wyniosła w Warszawie 18 681 PLN/mkw. To wzrost o 4,8 proc. w ujęciu rocznym, przy inflacji wynoszącej 2,4 proc. w grudniu 2025 r. Natomiast średni koszt mieszkań, które znalazły swoich nabywców, sięgnął w czwartym kwartale 17 667 PLN/mkw. Tu również odnotowano wzrost o 2,1 proc. rok do roku.

– Ustawa o jawności cen mieszkań deweloperskich, obowiązująca wszystkie inwestycje deweloperskie od września 2025 roku, nie spowodowała skokowej zmiany wartości wskaźników rynkowych takich jak wielkość oferty czy wysokość przeciętnych cen. Mimo to niewątpliwie oddziałuje na ich wysokość, zmieniając dostępność danych i strategie marketingowe deweloperów – dodaje Agnieszka Mikulska.

UOKiK stawia zarzuty wydawnictwu Wiedza i Praktyka. Chodzi o „darmowe” próbki, sprzedaż na odległość i prawo do odstąpienia

0

Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów postawił zarzuty wydawnictwu Wiedza i Praktyka. Dotyczą one podejrzeń wprowadzania konsumentów w błąd przy oferowaniu próbnych egzemplarzy publikacji oraz testowego dostępu do serwisów internetowych, a także naruszania praw konsumentów przy zawieraniu umów na odległość (m.in. przez internet i telefon).

Jeśli zarzuty się potwierdzą, spółce grozi kara do 10% obrotu za każdą kwestionowaną praktykę. Prezes UOKiK może również nakazać zaniechanie działań i usunięcie ich skutków.

O co chodzi w sprawie

Wiedza i Praktyka zajmuje się wydawaniem i sprzedażą książek oraz czasopism, a także udostępnianiem specjalistycznych serwisów online. Publikacje można kupować u partnerów handlowych lub bezpośrednio u wydawcy – przez internet albo telefon. Kontakty sprzedażowe bywały inicjowane zarówno przez przedsiębiorcę, jak i przez samych konsumentów.

Postępowanie UOKiK koncentruje się na dwóch obszarach:

  1. Sposób oferowania „próbnych” egzemplarzy i testowego dostępu (czy konsument miał jasność, że „próba” może wiązać się z płatną umową).
  2. Standardy informacji i prawa konsumenta przy umowach na odległość (telefon/internet) – w tym prawo do odstąpienia oraz poprawne oznaczenia przycisków zakupowych.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreśla w komunikacie, że „prawo do rzetelnej informacji to fundament uczciwej relacji” i że konsument powinien przed zawarciem umowy jednoznacznie wiedzieć, co kupuje, na jakich zasadach i za ile, a także mieć świadomość, że kontakt ma charakter handlowy.

„Na próbę”, ale czy faktycznie za darmo

Zarzuty dotyczą sytuacji, w których konsumenci mogli odnieść wrażenie, że zamawiają wyłącznie bezpłatny egzemplarz czasopisma albo darmowy test dostępu do serwisu. Według ustaleń UOKiK, w praktyce miało to oznaczać wejście w mechanizm, w którym:

  • uruchamiana była płatna prenumerata lub płatny dostęp na określony czas,
  • aby uniknąć opłat, konsument musiał samodzielnie zrezygnować w wyznaczonym terminie.

To właśnie sposób prezentowania oferty (w rozmowach i na stronach internetowych) ma – zdaniem urzędu – potencjalnie wprowadzać w błąd co do realnych kosztów i warunków.

Telefoniczna sprzedaż: informacje dopiero na końcu rozmowy

UOKiK kwestionuje również sposób prowadzenia rozmów sprzedażowych. Z ustaleń urzędu ma wynikać, że konsultanci akcentowali „darmowy” charakter promocji i jej zalety, natomiast kluczowe informacje – że wiąże się to z zawarciem umowy na płatną prenumeratę oraz że koszty można ominąć tylko przez rezygnację – miały padać dopiero pod koniec rozmowy.

Prezes UOKiK zwraca uwagę, że w sprzedaży telefonicznej przedsiębiorca powinien od początku jasno wskazać, że rozmowa dotyczy oferty handlowej, a konsultant ma obowiązek się przedstawić i podać, jaką firmę reprezentuje – również wtedy, gdy to konsument poprosił o kontakt.

Prawo do odstąpienia od umowy: spór o liczenie 14 dni

Kolejny zarzut dotyczy praktyki odmawiania konsumentom prawa do odstąpienia od umowy zawartej na odległość z powodu rzekomego przekroczenia terminu.

Co do zasady konsument ma 14 dni kalendarzowych na odstąpienie od umowy zawartej na odległość (bez podawania przyczyny), a w przypadku rzeczy termin liczy się od otrzymania towaru. W opisywanym przypadku problemem miała być sytuacja, w której przedsiębiorca nie potrafił ustalić dokładnej daty doręczenia przesyłki, a mimo to odmawiał uznania odstąpienia.

Przycisk „Zamawiam” a obowiązek zapłaty

UOKiK zakwestionował też oznaczenie przycisków składania zamówienia w internecie. Jeżeli złożenie zamówienia wiąże się z obowiązkiem zapłaty, przycisk powinien być opisany jednoznacznie, w rodzaju „zamówienie z obowiązkiem zapłaty” (lub równoważnym, jasno wskazującym odpłatność). Samo „Zamawiam” może być uznane za niewystarczające, jeśli nie informuje wprost o skutku finansowym.

Co grozi spółce i co dalej ze sprawą

Na obecnym etapie mowa o zarzutach – postępowanie ma wyjaśnić, czy praktyki rzeczywiście naruszają zbiorowe interesy konsumentów. Jeśli UOKiK potwierdzi naruszenia, może:

  • nałożyć karę do 10% obrotu za każdą zakwestionowaną praktykę,
  • nakazać zaniechanie działań,
  • zobowiązać spółkę do usunięcia skutków (np. zmiany komunikacji, procedur, sposobu zawierania i rozwiązywania umów).

Styczeń na rynku deweloperskim – mniej wprowadzeń, słabsze zakupy

Po mocnym zakończeniu 2025 roku rynek deweloperski wyraźnie zwolnił. W styczniu sprzedaż mieszkań na siedmiu największych rynkach spadła o 27 proc. miesiąc do miesiąca, a oferta pozostaje na historycznie wysokim poziomie.

Po dwóch miesiącach zaskakująco dobrej sprzedaży w końcówce 2025 roku, kiedy na siedmiu największych rynkach liczba mieszkań sprzedanych oscylowała wokół 5 tys., w styczniu br. wolumen sprzedaży wrócił do poziomu sprzed trzech miesięcy.

„Popyt odpowiedział słabszymi zakupami na podaż, która jest wyraźnie mniejsza niż w grudniu ubiegłego roku. Wstępny odczyt wskazuje liczbę mieszkań sprzedanych na poziomie 3,8 tys. i była ona  o 27% niższa od wstępnych wyników z poprzedniego miesiąca i o 29% wyższa niż w styczniu 2025 roku. Jednak finalnie, po korekcie, styczeń zamknie się sprzedażą na poziomie około 3,6 tys. lokali na siedmiu największych rynkach”, przekonuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku w Otodom.

Warto zwrócić uwagę, że według odczytów Otodom Analytics styczeń zakończył się wprowadzeniem do sprzedaży ponad 3,6 tys. lokali mieszkalnych w 91 nowych inwestycjach zlokalizowanych w obrębie głównych miast, tj. w Warszawie, Krakowie, Trójmieście, Katowicach, Wrocławiu, Poznaniu i w Łodzi. Oznacza to, że deweloperzy rozpoczęli sprzedaż liczby mieszkań niższej o 32% w porównaniu z poprzednim miesiącem oraz o 5% niższej niż rok wcześniej.

Nadal jest, w czym wybierać

Efektem bieżącej relacji popytu i podaży jest liczba mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie na koniec miesiąca, co może być zaskakujące z uwagi na to, że jest to nadal rekordowy pułap. Na koniec stycznia 2026 roku oferta firm deweloperskich sięgała 61,8 tys. lokali. Co więcej, jeśli w analizie uwzględnimy również mieszkania oferowane w aglomeracjach największych polskich miast, to liczba mieszkań oferowanych przez deweloperów sięga niemal 68 tys. lokali.

Pula mieszkań zarezerwowanych na koniec stycznia br. to prawie 6,2 tys. i jest o 6% większa niż miesiąc wcześniej. W efekcie suma lokali pozostających obecnie w ofercie oraz tych w rezerwacji jest o około 500 jednostek wyższa od odnotowanej w badaniu Otodom Analytics na koniec grudnia.

„Mimo że na koniec pierwszego miesiąca 2026 roku zagregowany poziom oferty pozostawał wysoki, błędem byłoby ogłaszanie nadpodaży na rynku mieszkań deweloperskich we wszystkich największych polskich miastach. Relacja mieszkań wprowadzonych na rynek i sprzedanych w styczniu na poszczególnych rynkach wskazuje, że obok miast z wyraźną przewagą bieżącej podaży nad popytem, czyli Warszawą, Krakowem, Katowicami, był również rynek trójmiejski ze względną równowagą popytowo-podażową oraz Łódź, Wrocław i Poznań, gdzie występowała okresowo przewaga sprzedaży nad wprowadzeniami”, podkreśla Katarzyna Kuniewicz.

Gdzie sprzedaje się najszybciej, a gdzie na klienta trzeba poczekać?

O zróżnicowanej sytuacji na poszczególnych rynkach świadczą dynamiczne zmiany wyrażonego w kwartałach czasu wyprzedaży oferty. Na uwagę zasługują Katowice, gdzie w styczniu br. liczba mieszkań wprowadzonych na rynek była znacząco wyższa od sprzedaży, jednak czas wyprzedaży oferty zmniejszył się. W podobnych warunkach w Krakowie wskaźnik wyprzedaży wyraźnie wzrósł.

„W styczniu czas wyprzedaży oferty na większości rynków, poza Krakowem, ponownie się skrócił. W efekcie o równowadze popytowo-podażowej możemy mówić w odniesieniu do czterech rynków, tj. poznańskiego, wrocławskiego i trójmiejskiego, a w Warszawie od kilku miesięcy możemy nawet mówić o rynku sprzedającego, ponieważ okazuje się, że w stolicy oferta jest niewystarczająca w stosunku do zgłaszanego popytu”, dodaje ekspertka Otodom.

W cennikach prawie bez zmian

Sytuacja cenowa na największych rynkach mieszkaniowych w Polsce jest stabilna, a za niewielkie drgnięcia średniej krajowej odpowiada niemal wyłącznie specyfika ofert w jednym regionie. Gdyby nie korekty stawek na rynku trójmiejskim, średnia cena ofertowa mieszkań w największych aglomeracjach pozostałaby w styczniu bez zmian. W porównaniu do grudnia 2025 roku dynamika cen w ujęciu miesięcznym była znikoma i mieściła się w przedziale od -0,2% we Wrocławiu do +1% w Trójmieście. Co więcej, Poznań i Trójmiasto to jedyne rynki, na których odnotowano realny wzrost zarówno w przeliczeniu na metr kwadratowy, jak i w ujęciu całkowitej ceny ofertowej lokalu. Z kolei we Wrocławiu nastąpił największy miesięczny spadek średnich stawek, co przełożyło się również na redukcję przeciętnej ceny całkowitej mieszkania na rynku pierwotnym.

Liderami wzrostów cen mieszkań w ujęciu rocznym są Warszawa oraz rynek trójmiejski. Jednak o ile rosnące o 6% w ciągu roku średnie ceny lokali oferowanych w stolicy nie dziwią szczególnie w kontekście umiarkowanej podaży i dobrej sprzedaży w 2025 roku, o tyle zastanawiający jest kilkunastoprocentowy wzrost w Trójmieście.

80% specjalistów i menedżerów odczuwa wypalenie. Rynek pracy rośnie, ale niepewność narasta

Sytuacja zawodowa w Polsce zmienia się dynamicznie. Mimo rosnącej liczby ofert pracy tempo zmian technologicznych – w tym rozwój sztucznej inteligencji – oraz narastające problemy związane z wypaleniem zawodowym generują wśród pracowników poczucie niepewności. Wyniki badania jasno pokazują, że pracodawcy muszą działać kompleksowo: inwestować w rozwój kompetencji cyfrowych, dbać o dobrostan pracowników i budować zaufanie w zespołach. Firmy, które tego nie zrobią, ryzykują utratę talentów i zaangażowania w erze, w której wymagania rynkowe stale rosną.

Antal po raz piętnasty przeanalizował kluczowe trendy oraz wyzwania i oczekiwania pracowników w ramach badania aktywności specjalistów i menedżerów na rynku pracy. Badanie przeprowadzono na próbie 1626 specjalistów i menedżerów w Polsce, reprezentujących szerokie spektrum branż.

Mniejsze zadowolenie, więcej możliwości – najnowsze dane rynku pracy

Raport wykazał stabilizację aktualnych trendów, takich jak niższe przeciętne podwyżki, spadek o 5 p.p. odsetka osób deklarujących poprawę swojej sytuacji zawodowej w ciągu roku (26%) oraz malejąca skłonność do relokacji wśród specjalistów i menedżerów.

Poprawę swojej sytuacji zawodowej najrzadziej deklarowali specjaliści i menedżerowie z obszaru logistyki (20%), sprzedaży (24%) oraz wyższej kadry zarządzającej (23%). Coraz lepsze warunki pracy odnotowali natomiast pracownicy marketingu (31%), inżynierii (38%) oraz prawnicy – aż połowa ankietowanych w tej grupie.

Spadek liczby osób deklarujących poprawę swojej sytuacji zawodowej w ciągu ostatniego roku częściowo wynika z informacji o globalnych redukcjach zatrudnienia w dużych korporacjach oraz utrzymującej się niepewności gospodarczej. Szczególnie dotyczy to branż najbardziej narażonych na wahania rynkowe i presję kosztową. Równocześnie uwagę zwraca rozwój projektów innowacyjnych, opartych na wysokich kwalifikacjach specjalistów, które w przyszłości mogą odegrać kluczową rolę w kształtowaniu przyszłości rynku w Polsce – mówi Artur Skiba, prezes Antal.

Dzisiejszy rynek pracy pozostaje dynamiczny – potwierdza to wzrost średniej liczby zaproszeń do procesów rekrutacyjnych z trzech do pięciu oraz coraz częstszy udział kandydatów w tych procesach. Równocześnie jedynie jedna trzecia badanych deklaruje aktywnie poszukiwanie nowego zatrudnienia, a 54% otrzymało podwyżki w ciągu roku (21% do 5%, 27% od 6 do 20% oraz 6% powyżej 20%).

IT na czele, administracja w tyle – rosnące różnice w sektorach rynku pracy

Stabilizacja trendów pozwala dostrzec rosnące zróżnicowanie między sektorami rynku pracy. Najwięcej zaproszeń do procesów rekrutacyjnych otrzymują specjaliści i menedżerowie w branży IT (średnio 12), podczas gdy najmniej ofert trafia do pracowników administracji (2) oraz w tegorocznej edycji badania – prawników. Po raz pierwszy wyraźnie zaznacza się także bardziej niepewna sytuacja marketingowców i logistyków.

Podobnie jak w poprzedniej edycji badania, utrzymuje się także dysproporcja ze względu na płeć – kobiety otrzymały średnio 4 zaproszenia do procesów rekrutacyjnych, a mężczyźni 6.

Potwierdza to również wnioski najnowszego raportu Kobiety w Finansach, przygotowanego przez Antal, CFA Society Poland, Bank BPH i IZFiA, z którego wynika, że kobiety znacznie częściej niż mężczyźni dostrzegają ograniczone możliwości awansu, większą niepewność zatrudnienia, rosnące różnice płacowe oraz presję rozwoju kompetencji, podczas gdy mężczyźni częściej deklarują brak wpływu sytuacji gospodarczej na ich karierę.

Mimo że liczba ofert pracy rośnie, wiele z nich nadal opiera się na post-pandemicznych warunkach, które nie zawsze odpowiadają aktualnym preferencjom kandydatów. Zmniejsza się liczba miejsc pracy w pełni zdalnych, co wymusza elastyczność po stronie pracowników i zmienia równowagę w relacji między pracownikiem a pracodawcą – mówi Fabian Pietras, Dyrektor Antal IT Services.

Różnice widoczne są również w wysokości przeciętnych podwyżek. Choć odsetek pracowników, którzy je otrzymali, jest niższy niż rok wcześniej, w wybranych sektorach średnia wysokość podwyżek wzrosła, między innymi dzięki większemu udziałowi podwyżek powyżej 20% (24% w inżynierii i 20% w IT wśród osób, których wynagrodzenie wzrosło w ostatnim roku). Najwyższe przeciętne podwyżki odnotowano w inżynierii i prawie (odpowiednio 10 i 11%), a najniższe w administracji, HR i logistyce (ok. 6%).

Nowe technologie napędzają powstawanie projektów niszowych i specjalistycznych. Kontraktorzy w Antal wspierają kluczowe przedsięwzięcia między innymi w zakresie fintech, cyberbezpieczeństwa, biotechnologii czy branży zbrojeniowej. Inicjatywy te determinują jednocześnie najwyższe stawki w wymienionych sektorach – mówi Dominik Kalinowski, dyrektor Outsourcingu w Antal.

Wynagrodzenie jest najważniejsze, lecz stabilność i czynniki pozafinansowe liczą się coraz bardziej

Choć zmiana pracy nie stanowi jednoznacznej gwarancji wyższych zarobków, połowa badanych, którzy zdecydowali się na ten krok w ciągu ostatniego roku, otrzymała podwyżkę, potwierdzając, że to nadal najskuteczniejsza droga do wzrostu wynagrodzenia. Jednocześnie ponad jedna piąta respondentów zaakceptowała niższe zarobki, co pokazuje, że w warunkach rosnącej niepewności rynkowej część pracowników jest gotowa poświęcić wyższe dochody na rzecz stabilności zatrudnienia oraz innych czynników pozafinansowych.

Kwestia finansowa spadła na trzecie miejsce wśród najczęściej wskazywanych powodów zmiany pracy, ustępując złemu zarządzaniu oraz niekorzystnej atmosferze w miejscu pracy. Jednocześnie wynagrodzenie pozostaje kluczowym elementem atrakcyjnej oferty. Niemal trzy czwarte respondentów deklaruje, że to właśnie jego wysokość w największym stopniu decyduje o zainteresowaniu nowym miejscem pracy. Wśród innych kluczowych elementów oferty pracy badani najczęściej wskazywali stabilną formę zatrudnienia w postaci umowy o pracę (57%), możliwość pracy zdalnej (53%) oraz dogodną lokalizację, istotną dla połowy respondentów.

Rozwój kompetencji a zdrowie psychiczne – równowaga kluczem do efektywności

Aż 80% badanych specjalistów i menedżerów zadeklarowało występowanie objawów wypalenia zawodowego. Ponad 40% ankietowanych odczuło pogorszenie samopoczucia w ciągu ostatniego roku (wśród mężczyzn odsetek ten wynosi 36%, a wśród kobiet 49%). Co piąty respondent doświadczał jednocześnie stałego przemęczenia, negatywnych emocji oraz obniżonej skuteczności zawodowej, czyli wszystkich trzech kluczowych sygnałów wypalenia zawodowego wymienianych przez Światową Organizację Zdrowia (WHO).

Wyniki pokazują wyraźny związek między dobrostanem psychicznym pracowników a oceną ich sytuacji zawodowej. Osoby, których stan zdrowia psychicznego poprawił się w ciągu ostatniego roku, znacznie częściej deklarowały dobrą sytuację na rynku pracy (54%). Zmiana zatrudnienia w tym okresie wiązała się z poprawą samopoczucia u 42% badanych. Dobrostan wpływa również na postrzeganie przyszłych perspektyw zawodowych – 62% osób deklarujących pogorszenie zdrowia psychicznego opisało nadchodzący rok jako „niepewny”.

Związek między zdrowiem psychicznym a oceną sytuacji zawodowej jest realnym wyzwaniem biznesowym. Dobrostan psychiczny wzmacnia poczucie sprawczości, wpływa na gotowość do podejmowania inicjatywy, rozwoju i zmian. Wypalenie nierzadko prowadzi do spadku zaangażowania pracownika, zanim jeszcze na horyzoncie pojawi się jego decyzja o odejściu. Dla organizacji oznacza to ryzyko tak zwanego quiet quitting, które, choć mniej widoczne niż rotacja, równie silnie osłabia innowacyjność i efektywność zespołów – podsumowuje Karolina Korzeniewska, Strategic Client Advisor, Antal Business Consulting.

W tym kontekście wdrażanie sztucznej inteligencji w miejscach pracy staje się kolejnym czynnikiem wpływającym na dobrostan pracowników. AI budzi zarówno entuzjazm związany z jej potencjałem, jak i obawy przed niepewnymi zmianami. Znacząca część badanych (86%) chce rozwijać swoje kompetencje cyfrowe i dostrzega szanse z nimi związane (72%). Jednocześnie wielu pracowników doświadcza chaosu organizacyjnego (64%) i ocenia otrzymane wsparcie w tym zakresie jako niewystarczające oraz że rozwój sztucznej inteligencji nie zawsze przebiegał w sposób odpowiednio kontrolowany (36%). Wyniki pokazują, że specjaliści i menedżerowie widzą potencjał technologii, ale potrzebują lepszego przygotowania i wsparcia w adaptacji do zmian.

Decyzja EBC 5 lutego: stabilne stopy, nerwowe spojrzenie na kurs euro

Zmiana stóp procentowych w niedalekiej przyszłości jest mało prawdopodobna, silniejsze euro sprawia jednak, że kierunek kolejnego ruchu nie jest oczywisty.

Kluczowe punkty:

  • EBC powinien utrzymać poziom stóp piąty raz z rzędu.
  • Lagarde podkreśli, że polityka jest w „dobrym miejscu”.
  • Inwestorzy oceniają wpływ aprecjacji euro.
  • Wszelkie komentarze dotyczące kursu wymiany będą przyciągać uwagę.
  • Cięcie przed końcem roku jest zdaniem rynków możliwe.
  • Spodziewamy się stabilnych stóp przez jakiś czas.

Ostatnie odczyty makroekonomiczne ze strefy euro w dużej mierze potwierdziły, że gospodarka bloku ma wyczuwalny puls i rośnie mniej więcej zgodnie z potencjałem. Wskaźniki PMI obniżyły się z ostatnich maksimów i na przełomie roku zbiorczy był na poziomie 51,5. Wzrost gospodarczy zaskoczył zaś w górę, utrzymując momentum w IV kwartale (+0,3% k/k) – z Niemiec, Hiszpanii i Włoch płyną pozytywne sygnały. Stymulacja fiskalna w Niemczech powinna tchnąć więcej życia w największą gospodarkę strefy euro, skomplikowany obraz globalnego handlu i problemy strukturalne będą jednak zapewne hamować aktywność.

W krajobrazie inflacyjnym widać w dużej mierze ograniczoną presję cenową. Właściwie wydaje się, że ryzyko spadku inflacji poniżej celu wzrosło w związku z szybką aprecjacją euro. Efekt przeniesienia z kursu na ceny nie jest tak silny, jak w niektórych innych głównych gospodarkach (np. Szwajcarii), lecz silniejsza wspólna waluta w niezaniedbywalny sposób obniża ceny importowe. Wpływa to również negatywnie na konkurencyjność eksportu, który jest dla bloku niezwykle istotny. Ze względu na to rynki, które jeszcze kilka tygodni temu skłaniały się ku podwyżce stopy procentowej jako kolejnej zmianie polityki monetarnej Europejskiego Banku Centralnego, wyceniają obecnie na 25% prawdopodobieństwo jej obniżenia przed końcem roku.

Wykres 1: Kursy EUR/USD i szeroki NEER euro [BIS] (2022 – 2026)Niektórzy członkowie EBC wspomnieli o kursie wymiany w swoich niedawnych komunikatach, co sugeruje, że przynajmniej część Rady Prezesów uważnie obserwuje te zmiany. Prezes francuskiego banku centralnego Francois Villeroy de Galhau stwierdził w ubiegłym tygodniu, że kurs walutowy będzie jednym z czynników wpływających na politykę EBC. Podczas podobnie niedawnego wywiadu dla „Financial Times” prezes austriackiego banku centralnego Martin Kocher stwierdził, że „jeśli euro będzie się dalej umacniać, w pewnym momencie może to oczywiście wywołać konieczność reakcji w zakresie polityki monetarnej”. Słychać w tym echa podobnych komentarzy wiceprezesa EBC Luisa de Guindosa z zeszłego roku, który również sygnalizował, że kurs 1,20 dla pary EUR/USD może być dla banku granicą. Choć prezeska Christine Lagarde będzie prawdopodobnie powściągliwa, sądzimy, że wszelkie jej ewentualne rozważania dotyczące oddziaływania aprecjacji euro będą w czwartek jednym z najważniejszych tematów. Nie należy spodziewać się mocnej retoryki, niemniej stopień odniesienia się do tej kwestii może dać pewne wskazówki, jak istotny jest to problem.

Poza tym spodziewamy się, że komunikaty będą bardzo podobne do tych z grudnia. Lagarde bez wątpienia podkreśli, że polityka monetarna jest w „dobrym miejscu”, a inwestorzy raczej nie znajdą wielu nowości w oświadczeniu ani podczas konferencji prasowej. Najważniejszą różnicą może być to, że nie poznamy teraz nowych projekcji ekonomicznych, które zostaną opublikowane w przyszłym miesiącu. Bank wciąż trzyma się ustalonego kursu.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (05.02) o godz. 14:15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.

Złoty słabnie przed decyzją RPP. Czy luty przyniesie ulgę dla kredytobiorców?

Ostatnie osłabienie złotego sprawia, że coraz częściej pojawiają się pytania, czy luty nie przyniesie kolejnej ulgi dla kredytobiorców ze zmiennym oprocentowaniem. Postępy w walce z inflacją w Turcji są widoczne, ale tempo pozostaje powolne. W tle Australia była zmuszona podnieść stopy procentowe.

Słaba dyspozycja złotego

Ostatnie dni przyniosły sporo zmian na rynkach światowych. Zmiany kursów walut na tle surowców są niewielkie, natomiast 2,5 grosza osłabienia złotego względem euro w ciągu tygodnia to – jak na ostatnie czasy – duża zmiana. Warto również zwrócić uwagę, że w trakcie, gdy polski złoty był w odwrocie, forint i czeska korona pozostawały w miarę stabilne. Pokazuje to, że ruch ten może mieć charakter lokalny. Co prawda, dzisiaj mamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej. Osłabiająca się waluta może sugerować, że inwestorzy oczekują cięcia. Od kwietnia 2025 roku stopy obniżono łącznie o 1,75%. Przy inflacji 2,4% teoretycznie jest przestrzeń na dalsze obniżki, aczkolwiek – patrząc na wypowiedzi ekspertów – przeważa scenariusz kontynuowania „styczniowej pauzy”, jak określono pierwsze od pół roku posiedzenie bez obniżki. Gdyby doszło do cięcia stóp, można oczekiwać, że obecne okolice 4,22 zł za EUR będą czymś za czym – przynajmniej na jakiś czas – osoby zainteresowane zakupem waluty zatęsknią.

Turcja radzi sobie słabiej

Wczoraj poznaliśmy dane dotyczące inflacji w Turcji. Analitycy liczyli na spadek wskaźnika do 30%, tymczasem wynik był o 0,65% wyższy od oczekiwań. To nie literówka – inflacja w Turcji nie wynosi 3%, tylko ponad 30%. Warto jednak zwrócić uwagę, że w ciągu ostatniego półtora roku mieliśmy tylko jeden miesiąc delikatnego wzrostu cen, a w pozostałych inflacja spadała. Mimo to poziom pozostaje bardzo wysoki, dlatego tamtejszy bank centralny wyjątkowo ostrożnie podchodzi do obniżek stóp procentowych. Trzeba też pamiętać, że choć kurs liry teoretycznie jest ustalany przez rynek, w praktyce jednak interwencje banku centralnego – utrzymujące walutę w systematycznie osłabiającym się „korytarzu” względem dolara – powodują, że niewiele różni się on od kursów administrowanych. Ciągłe osłabienie jest jednak konieczne ze względu na poziom stóp procentowych, które z kolei wymusza inflacja. W ciągu roku lira straciła względem dolara ponad 20%. Biorąc pod uwagę, że dla amerykańskiej waluty był to fatalny rok, wobec złotego spadek wyniósł już 27%.

Australia podnosi stopy procentowe

Tak, to nie błąd. Bank Rezerw Australii podjął wczoraj decyzję o podniesieniu stóp procentowych z poziomu 3,6% na 3,85%. Jako powód wskazano rosnące ceny, wynikające m.in. ze wzrostu wydatków gospodarstw domowych, inwestycji oraz cen mieszkań. Do tego dochodzi bardzo niskie bezrobocie. Celem banku było przeprowadzenie gospodarki przez okres podwyższonej inflacji w sposób możliwie najmniej dotkliwy dla aktywności gospodarczej. Zapomniano tylko o jednym – o trwałym ograniczeniu wzrostu cen. W efekcie kraj, mając już dość wysokie stopy, musi je dalej podnosić. Zatem w górę pójdą koszty kredytów hipotecznych, co tylko pogłębi problem obywateli z zakupem własnych mieszkań. Ceny nieruchomości wzrosły od 2020 roku niby „tylko” o 40%, ale – w przeciwieństwie do wielu państw Zachodu – nadal szybko rosną. Po decyzji kurs dolara australijskiego podskoczył z 2,49 zł na 2,51 zł, co pokazuje, że nie wszyscy inwestorzy uwierzyli w nadchodzącą podwyżkę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych oprócz decyzji RPP o nieznanej godzinie warto zwrócić uwagę na:

13:00 – Wielka Brytania – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:15 – strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Marcin Kubrak nowym prezesem Enter Air

Polski lider rynku czarterowego, Enter Air, przechodzi gruntowną rekonstrukcję najwyższego szczebla zarządzania. Z końcem lutego 2026 roku z firmą żegna się jej wieloletni współtwórca, Grzegorz Polaniecki. Na stanowisku prezesa zastąpi go Marcin Kubrak, co ma zapewnić spółce stabilizację i kontynuację dotychczasowej strategii wzrostu.

Zmiany kadrowe w Enter Air to nie tylko rutynowa rotacja, ale symboliczne zamknięcie pewnej epoki. Przewoźnik, który zdominował segment wakacyjnych połączeń w Polsce, wkracza w nowy etap z odświeżonym składem zarządu, stawiając na ludzi od lat związanych z sukcesem marki.

Pożegnanie z architektem sukcesu

Grzegorz Polaniecki, jeden z ojców założycieli linii, podjął decyzję o rezygnacji z pełnionej funkcji na początku roku. Jego misja w spółkach grupy kapitałowej oficjalnie zakończy się z dniem 28 lutego 2026 roku. Polaniecki przez lata był twarzą Enter Air, przeprowadzając linię przez kluczowe momenty rozwoju oraz trudne okresy dla branży lotniczej.

Marcin Kubrak nowym prezesem

Rada Nadzorcza zdecydowała, że stery w firmie przejmie Marcin Kubrak – współzałożyciel i główny akcjonariusz spółki. Wybór ten nie jest przypadkowy; Kubrak od samego początku brał czynny udział w budowaniu potęgi przewoźnika i definiowaniu jego strategicznych celów. Jego nominacja jest sygnałem dla rynku, że spółka zamierza utrzymać dotychczasowy kurs, oparty na efektywności i bliskiej współpracy z największymi biurami podróży.

Nowy skład zarządu

Od 1 marca 2026 roku zarząd Enter Air będzie funkcjonował w trzyosobowym składzie:

  • Marcin Kubrak – Prezes Zarządu.
  • Andrzej Kobielski – Członek Zarządu (kontynuujący swoją misję).
  • Konrad Dymowski – nowy Członek Zarządu, który wzmacnia zespół menedżerski.

7R rozlicza zielone obligacje: 96% środków już w projektach

0

7R – jeden z największych deweloperów nieruchomości komercyjnych w Polsce – opublikował Raport Alokacji i Wpływu Zielonych Obligacji, w którym podsumował wykorzystanie środków pozyskanych z ubiegłorocznych emisji. Z dokumentu wynika, że do 3 lutego 2026 r. spółka rozdysponowała 96% wpływów netto z zielonych obligacji, przeznaczając je na finansowanie i refinansowanie siedmiu projektów kwalifikujących się do kategorii zielonego budownictwa. Raport ma potwierdzać nie tylko zgodność alokacji z przyjętymi zasadami, ale też mierzalny wpływ środowiskowy zrealizowanych inwestycji.

Skala finansowania: od 34 mln EUR do 80,5 mln EUR w rok

Finansowanie inwestycji 7R poprzez zielone obligacje rozpoczęło się w lutym 2025 r., kiedy spółka przeprowadziła inauguracyjną emisję o wartości 34 mln EUR z terminem wykupu w 2028 r. W kolejnych miesiącach łączna wartość wyemitowanych zielonych obligacji wzrosła – do lutego 2026 r. sięgając 80,5 mln EUR. Według raportu środki zostały ulokowane zgodnie z zasadami 7R Green Financing Framework, które odwołują się do rynkowych standardów ICMA Green Bond Principles oraz LMA Green Loan Principles.

Istotnym elementem architektury całego procesu jest weryfikacja zewnętrzna: niezależną opinię (SPO) wydała ISS Corporate Solutions, a nadzór nad alokacją sprawował Komitet ds. Zielonych Finansów 7R. Spółka podkreśla również powiązanie inwestycji z Celami Zrównoważonego Rozwoju ONZ, w tym celami dotyczącymi klimatu i czystej energii.

Gdzie trafiły środki: 7 projektów, łącznie ponad 543 tys. mkw.

Kapitał z zielonych obligacji zasilił siedem projektów magazynowych i produkcyjnych w różnych regionach Polski o łącznej powierzchni 543 596 mkw. Największy udział w alokacji przypadł na:

  • 7R Park Kraków 335%
  • 7R Park Warsaw 10 (Stara Wieś)18,2%
  • 7R Warsaw South I (Nadarzyn)16,3%
  • 7R Park Gdańsk IV11,2% (z dodatkowym refinansowaniem 27 mln EUR)

W raporcie wymieniono także: 7R Park Zabrze I (7,4%), 7R Park Poznań East w Pobiedziskach (4,7%) oraz 7R Park Gdańsk V w Barniewicach (3,8%).

„Zielone budownictwo” w praktyce: BREEAM, energia i ślad węglowy w cyklu życia

Raport akcentuje, że każdy z projektów spełnia rygorystyczne kryteria środowiskowe – obiekty dążą do certyfikacji BREEAM na poziomie „Excellent” lub wyższym, a w przypadku 7R Park Gdańsk IV wskazano już wynik „Outstanding” na poziomie 88,8%.

Ważnym parametrem technicznym ma być też wskaźnik zapotrzebowania na nieodnawialną energię pierwotną, który w tych inwestycjach musi być co najmniej o 10% niższy niż lokalne normy Nearly Zero Energy Buildings (NZEB). Wyróżniono ponownie 7R Park Gdańsk IV, gdzie redukcja względem norm miała wynieść 60,8%.

Dodatkowo spółka podaje, że dla wszystkich projektów objętych alokacją obliczany jest Global Warming Potential (GWP) w całym cyklu życia, co ma umożliwiać transparentne raportowanie śladu węglowego zarówno inwestorom, jak i najemcom.

Co ten raport oznacza dla inwestorów i rynku nieruchomości

Z punktu widzenia rynku kapitałowego kluczowe są trzy wnioski:

  1. Tempo alokacji (96% w ok. rok od startu programu) sugeruje, że finansowanie zostało szybko „zamienione” na konkretne aktywa.
  2. Zasady i nadzór (Green Financing Framework, standardy ICMA/LMA, SPO, komitet) wzmacniają przewidywalność i ograniczają ryzyko „greenwashingu” poprzez formalne ramy rozliczalności.
  3. Mierzalność efektów (BREEAM, wskaźniki energii pierwotnej, GWP w cyklu życia) zwiększa użyteczność raportu dla instytucji, które muszą wykazywać parametry ESG w portfelach.

W komentarzu cytowanym w raporcie CFO 7R Tomasz Mika podkreśla, że prawie pełna alokacja środków ma potwierdzać, iż zrównoważony rozwój jest elementem strategii biznesowej, a zielone obligacje pozostają narzędziem dywersyfikacji finansowania przy zachowaniu transparentności zgodnej ze standardami rynku.

Handel, budownictwo i produkcja odpowiadają za prawie połowę zaległości firm

Najnowsze zestawienie zaległych zobowiązań z Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor oraz bazy informacji kredytowych BIK pokazuje niepokojący obraz kondycji trzech kluczowych sektorów polskiej gospodarki. Handel, budownictwo i produkcja odpowiadają łącznie za niemal 50% wartości niespłacanego zadłużenia firm w Polsce. Na koniec listopada 2025 r. zaległości tych branż przekroczyły 22,7 mld zł, podczas gdy łączna kwota przeterminowanego zadłużenia wszystkich firm-dłużników sięga 46,2 mld zł.

To szczególnie istotne, bo są to sektory o strategicznym znaczeniu dla całej gospodarki – ich problemy płynnościowe szybko przenoszą się na dostawców, podwykonawców i partnerów handlowych, zwiększając ryzyko zatorów płatniczych w całych łańcuchach dostaw.

Najważniejsze dane z końca listopada 2025 r.

  • Handel: zaległe zadłużenie przekracza 9 mld zł (wzrost symboliczny – o ponad 15 mln zł, ok. 0,2% r/r), przy jednoczesnym spadku liczby dłużników o ponad 7 tys. podmiotów.
  • Budownictwo: zaległości wzrosły o 10% r/r – z 5,4 mld zł do ponad 6 mld zł, mimo że z rejestrów ubyło blisko 3,7 tys. niesolidnych dłużników.
  • Produkcja: zaległości zwiększyły się o ok. 430 mln zł (6% r/r) do ponad 7,6 mld zł, przy spadku liczby firm z zaległościami o blisko 2 tys.
  • W obu bazach figuruje łącznie ponad 142 tys. firm z zaległościami w tych trzech sektorach.
  • Suma zaległości handlu, budownictwa i produkcji: prawie 22,7 mld zł, czyli blisko 50% z 46,2 mld zł przeterminowanych zobowiązań wszystkich firm-dłużników.

Dlaczego te dane są alarmujące

Z pozoru część wskaźników może wyglądać „lepiej” – w każdej z trzech branż spada liczba firm z zaległościami. Jednocześnie jednak rośnie łączna wartość przeterminowanych zobowiązań (szczególnie w budownictwie i produkcji). To typowy sygnał, że ryzyko koncentruje się w mniejszej grupie podmiotów, a zadłużenie „kumulują” firmy, które działają na dużej skali i poruszają się na granicy rentowności.

W praktyce oznacza to większą ostrożność w handlu kredytem kupieckim, bardziej restrykcyjne limity kupieckie u dostawców oraz częstsze zabezpieczanie transakcji (zaliczki, gwarancje, ubezpieczenia należności). Jak podkreśla prezes BIG InfoMonitor Paweł Szarkowski, przy tak dużym udziale tych sektorów w łącznych zaległościach firm szczególnego znaczenia nabiera bieżąca weryfikacja wiarygodności płatniczej kontrahentów – zarówno przed rozpoczęciem współpracy, jak i w jej trakcie. W samym 2025 r. odnotowano ponad 5 mln zapytań o kondycję płatniczą firm.

Handel: walka o marże, presja kosztowa i e-commerce

Handel pozostaje branżą o najwyższej wartości zaległości – ponad 9 mld zł. Wzrost kwoty zadłużenia jest niewielki, ale kluczowe jest tło: sektor działa pod silną presją kosztową (energia, logistyka, czynsze, wynagrodzenia), a jednocześnie ma ograniczone możliwości przerzucania kosztów na ceny końcowe, bo konkurencja jest bardzo ostra – także ze strony e-commerce.

W takiej sytuacji opóźnianie płatności bywa nie tyle „wyborem”, co narzędziem zarządzania bieżącą płynnością. Dodatkowo ostrożniejsze zachowania konsumentów – zwłaszcza przy dobrach trwałych – oznaczają wolniejszą rotację zapasów i zamrażanie kapitału obrotowego. To szczególnie dotyka mniejsze i średnie firmy, którym trudniej też o finansowanie obrotowe, bo instytucje finansowe podchodzą do sektora coraz bardziej selektywnie.

Budownictwo: rosnące zaległości mimo spadku liczby dłużników

Budownictwo notuje najsilniejszą dynamikę wzrostu zaległości: +10% r/r do ponad 6 mld zł, przy jednoczesnym spadku liczby dłużników o 3,7 tys. To zjawisko, które eksperci opisują jako koncentrację ryzyka: zaległości znikają z „długiego ogona” mniejszych podmiotów, ale rosną po stronie firm realizujących duże kontrakty.

W tle jest kilka czynników strukturalnych: niedobór nowych inwestycji, ostre konkurowanie o przetargi i marże schodzące do poziomów granicznych, a także napięcia płatnicze w łańcuchu podwykonawców. Gdy generalny wykonawca ma opóźnienia w płatnościach lub „roluje” zobowiązania, efekt szybko przenosi się w dół – na mniejsze firmy, które mają mniejszą poduszkę finansową.

Produkcja: wzrost zaległości, ale pojawiają się sygnały poprawy

W produkcji zaległości wzrosły o ok. 430 mln zł (6% r/r) do ponad 7,6 mld zł. Na tle handlu i budownictwa dynamika nie jest najwyższa, a jednocześnie – podobnie jak w pozostałych branżach – spada liczba firm z zaległościami, co może wskazywać na poprawę sytuacji części przedsiębiorstw.

Jednak przemysł nadal działa „w kleszczach” kosztów: energii, pracy oraz presji inwestycyjnej związanej z modernizacją i dekarbonizacją. Dodatkowym czynnikiem ryzyka pozostaje otoczenie zewnętrzne – kondycja gospodarcza Niemiec oraz napięcia handlowe i regulacyjne, które mogą wpływać na popyt eksportowy i koszty działalności.

Prognozy na 2026: rynek IPO rośnie wraz z lepszym sentymentem i polityką monetarną

W 2025 r. globalny rynek IPO był stabilniejszy niż w 2024 r., a liderem pod względem liczby pierwszych ofert publicznych był region EMEIA (42 proc. wszystkich ofert). Natomiast największe wpływy (43 proc.) zanotował region Azji i Pacyfiku. W sumie 1293 IPO przyniosło 171,8 mld USD wpływów, o 39 proc. więcej niż rok wcześniej. Liczbowo najwięcej transakcji było w Indiach, USA i Chinach. W przychodach liderami były Stany Zjednoczone, Hongkong oraz Indie – wynika z raportu EY „Najważniejsze wydarzenia na globalnym rynku IPO w 2025 r. i prognozy na 2026 r.”

W 2025 r. na całym świecie miały miejsce 1293 debiuty giełdowe. Przyniosły one 171,8 mld USD wpływów, czyli 39 proc. więcej niż rok wcześniej, mimo że liczba transakcji nie uległa dużej zmianie (53 oferty więcej). Najwięcej, bo aż 381, miało miejsce w czwartym kwartale – to najlepszy wynik od 2022 r. Region EMEIA (Europa, Bliski Wschód, Indie oraz Afryka) był liderem IPO pod względem liczby transakcji – 42 proc. światowych ofert. Za to region Azji i Pacyfiku miał największy udział w przychodach (43 proc. wszystkich wpływów). Liderami pod względem liczby transakcji okazały się Indie, USA i Chiny. Jeśli chodzi o przychody na pierwszym miejscu było USA, a następnie Hongkong oraz Indie. Globalnie pod względem przychodów dominowały firmy z sektora przemysłowego (22 proc. wszystkich IPO) oraz technologicznego, w tym media i telekomunikacja (TMT) (21 proc.). Kluczową rolę odgrywała sztuczna inteligencja, dlatego w USA branża TMT była odpowiedzialna za 40 proc. wpływów. Podobnie było w regionie Azji i Pacyfiku, gdzie na czele znalazły się firmy zajmujące się AI w robotyce, mobilności i przemyśle. Europa była bardziej zróżnicowana, bo dominował nie tylko przemysł czy TMT, ale także usługi finansowe, nieruchomości i hotelarstwo oraz sektor konsumencki.

„W zeszłym roku obserwowaliśmy stabilizację globalnego rynku po długim okresie niepewności. Poprawiły się nastroje inwestorów, między innymi z powodu obniżek stóp procentowych, więc nowe oferty publiczne zostały nagrodzone lepszymi wynikami także na wtórnym rynku. Warto zwrócić uwagę, że firmy związane ze sztuczną inteligencją miały znaczący wpływ na wyniki IPO, tylko w samych Stanach Zjednoczonych akcje wielkich firm technologicznych przyczyniły się do około połowy wzrostów indeksu S&P 500, a kilku liderów AI o bardzo dużej kapitalizacji odpowiadało za około jedną trzecią wzrostu indeksu” – mówi Anna Zaremba, Partner EY.

Region Europy, Bliskiego Wschodu, Indii oraz Afryki (EMEIA)

Rynek IPO w regionie EMEIA pozostał w 2025 r. jednym z najbardziej aktywnych i zróżnicowanych geograficznie regionów, dzięki solidnemu wzrostowi gospodarczemu, stabilnym nastrojom rynkowym i sprzyjającemu otoczeniu regulacyjnemu. Głównym graczem były Indie z 367 ofertami (8 proc. więcej niż rok wcześniej), które przyniosły 22,9 mld USD (wzrost o 9 proc.). Warto jednak zauważyć, że trzecie co do wielkości IPO pod względem przychodów przekraczających 4 mld USD, odbyło się w Szwajcarii, podczas gdy Indie odnotowały 11. co do wielkości transakcję, która przyniosła 1,7 mld USD. Europa miała więc znaczący udział w utrzymaniu aktywności EMEIA, mimo że liczba IPO spadła o 20 proc. (105 vs 131 w 2024 r.), a przychody zmalały o 10 proc. i wyniosły 17,3 mld USD.

Ameryka Północna i Południowa

Liderem w tej części świata są oczywiście Stany Zjednoczone. Na początku 2025 r. podchodzono bardzo optymistycznie do IPO, ale wprowadzenie nowych ceł oraz najdłuższy w historii USA okres bez zaakceptowanej ustawy budżetowej spowodowały, że wiele firm postanowiło przełożyć wejście na giełdę na 2026 rok. Nie zmienia to jednak faktu, że liczba ofert i przychody z nich wzrosły odpowiednio o 27 i 38 proc. w porównaniu z rokiem 2024. Warto zauważyć, że było 11 IPO, w ramach których pozyskano ponad miliard USD, podczas gdy rok wcześniej było ich zaledwie siedem. Dominowały firmy technologiczne zajmujące się AI, ale także np. technologie lotnicze czy obronne.

Azja i Pacyfik

Rynki IPO w regionie Azji i Pacyfiku osiągnęły w 2025 r. bardzo dobre wyniki. Chociaż liczba transakcji pozostała na niezmienionym poziomie, to przychody wzrosły o 106 proc. w porównaniu z 2024 r. Chiny kontynentalne były głównym graczem, a Hongkong powrócił na miejsce lidera, ściągając do siebie firmy z Chin. Do tych wyników przyczyniły się zmiany regulacyjne. Władze Hongkongu i Chin kontynentalnych przyspieszyły prace nad modernizacją przepisów dotyczące notowań giełdowych, równoważąc bardziej rygorystyczne zasady ładu korporacyjnego z inicjatywami na rzecz efektywności i innowacji.

Perspektywy IPO w 2026 roku

Wg ekspertów EY nastroje na globalnych rynkach kapitałowych są raczej optymistyczne, przede wszystkim z powodu poprawy wskaźników makroekonomicznych, bardziej przewidywalnej polityki monetarnej i rosnącego popytu na akcje wśród inwestorów. Dalszy wzrost IPO będzie zależał przede wszystkim od kontynuacji obniżania stóp procentowych oraz ograniczenia zmienności rynkowej. Zmniejszenie napięć geopolitycznych, wzrost zamożności konsumentów i stabilny rynek pracy pomogą odbudować zaufanie inwestorów. Najważniejszą rolę nadal będzie odgrywać sztuczna inteligencja i technologie, ponieważ przyciągają kapitał, zwłaszcza do firm o skalowalnych modelach biznesowych i opartych na solidnych fundamentach. Ważna będzie także elastyczność organizacji, by umiały dostosować harmonogramy, badać różne sposoby pozyskiwania kapitału i reagowały na zmieniające się warunki rynkowe.

„Kandydaci do IPO w 2026 roku będą musieli aktywnie przygotowywać się do wejścia na giełdę, poprawić ład korporacyjny, sprawozdawczość finansową, kontrolę wewnętrzną i strategie rozwoju. Inwestorzy coraz częściej wynagradzają firmy, które są zdyscyplinowane, mają odporność operacyjną i wiarygodne plany tworzenia wartości” – podkreśla Anna Zaremba.

O badaniu
Raport EY „Najważniejsze wydarzenia na globalnym rynku IPO w 2025 r. i prognozy na 2026 r.” to analiza danych za rok 2025 na podstawie informacji dostarczonych przez Dealogic, S&P Capital IQ, PitchBook oraz Mergermarket.

Stabilizacja na rynkach, ale uwaga wciąż na Fed

Poniedziałek przyniósł rynkom pewien poziom stabilizacji. Na walutach było znacznie spokojniej niż na innych instrumentach inwestycyjnych, a wiele z nich odetchnęło z ulgą, odrabiając część strat. Rynek cały czas uważa jednak, że nadchodzące zmiany w FED są kluczową wiadomością.

Koniunktura w Europie

Wczoraj poznaliśmy finalne dane dotyczące indeksów koniunktury w przemyśle. W strefie euro optymizm znów rośnie. Wynik 49,5 pkt to zaledwie 0,5 pkt poniżej bariery rozdzielającej przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych. To również odczyt o 0,1 pkt lepszy od oczekiwań. To badanie potwierdza też pewien stereotyp, że niektórzy nasi rodacy mają skłonność do marudzenia. Pomimo naprawdę dobrych wyników naszej gospodarki, optymizm ankietowanych był niższy niż w strefie euro, która – powiedzmy sobie wprost – nie ma ostatnio najlepiej. Optymistycznie podchodzą za to ankietowani menedżerowie z Wielkiej Brytanii, którzy wierzą, że w końcu będzie dobrze. Tam wynik wynosi aż 51,8 pkt. Na rynkach lepsze dane pozwoliły na chwilę wstrzymać powrót kapitału do dolara.

Co za oceanem?

Indeks PMI dla przemysłu w USA wypadł dużo lepiej od oczekiwań. W przypadku finalnych danych przewyższenie prognoz o 0,5 pkt to duża zmiana. Jeżeli do tego dołożymy fakt, że odczyt wynosi teraz 52,4 pkt, łatwiej zrozumieć, dlaczego inwestorzy znów zaczęli kupować dolara. W efekcie do końca dnia rynek wrócił do przenoszenia zainteresowania do USA, zapoczątkowanego jeszcze w ubiegłym tygodniu. Wczoraj mieliśmy jeszcze jeden ważny proces. Rynek trawiąc informacje o zapowiadanym nowym prezesie FED, doszedł do wniosku, że faktycznie powinien on być zwolennikiem niższych od oczekiwanych dotychczas obniżek stóp procentowych. W rezultacie inwestorzy sprzedawali obligacje USA, oczekując większej premii. W dół szły też szanse na obniżki stóp wyznaczane przez kontrakty na stopę procentową.

Słaba passa kryptowalut

Kryptowaluty nie załapały się na wzrosty rynkowe z zeszłego tygodnia, związane z nagłym napływem optymizmu wynikającego z oczekiwań na luzowanie polityki FED. Gdy jednak okazało się, że nowym szefem FED ma zostać Kevin Warsh, a nie Rick Rieder, załapały się już na spadki. W rezultacie od początku roku bitcoin traci na wartości już ponad 10%. Mniej więcej tyle samo spada reszta rynku, trzeba jednak pamiętać, że pozostała część rynku to raptem około 2/3 kapitalizacji bitcoina. Jak widać, kapitał przestał napływać do kryptowalut. Część analityków wskazuje na dużo lepsze wyniki kruszców. Należy jednak pamiętać, że tego typu porównania często zależą od punktu odniesienia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Prezes ERLI kwestionuje narrację Allegro: „to system, nie pojedyncze przypadki”

Podobnie jak w kwestiach prawnych, w swoim stanowisku Allegro mija się również z prawdą. Po pierwsze, regulamin programu Allegro Diamond jasno określa warunek utrzymania tzw. wskaźnika spójności cenowej — jeżeli udział ofert ze znacznie wyższą ceną wobec najtańszej oferty poza platformą przekroczy określone progi, partner traci dostęp do bonusów i rabatów przewidzianych w programie, nawet jeśli dynamika obrotów na Allegro jest wysokato nie jest jedynie „dobrowolne dopłacanie do promocji”, ale konkretna sankcja za niższe ceny sprzedawane poza Allegro. 

Po drugie, Allegro twierdzi, że polityka cenowa partnerów poza platformą rzekomo nie ma wpływu na dostęp do programów i promowania ofert, tymczasem regulamin Diamond wyraźnie wiąże utrzymanie bonusów z utrzymaniem tzw. wskaźnika spójności cenowej, który mierzy ceny ofert na Allegro względem najniższej ceny tego samego produktu w innych kanałach sprzedaży. Jeśli sprzedawca ma niższe ceny poza Allegro, jego udział w programie może zostać obniżony lub nawet wyzerowany, mimo że formalnie program jest opisywany jako „dobrowolny”. 

Po trzecie, Allegro twierdzi, że pozew ERLI dotyczy rzekomo „tylko niewielkiego fragmentu współpracy z partnerami”, podczas gdy w praktyce system sankcji za ceny spoza Allegro dotyczy wszystkich produktów sprzedawcy w programie (jeśli sprzedawca oferuje >10% ofert drożej niż poza platformą, traci dostęp do bonusów za całość): to nie jest przypadek pojedynczych ofert, lecz systemowa mechanika, która dyscyplinuje sprzedawców do jednego modelu cenowego i uszczupla ich realną konkurencyjność. 

Wreszcie, Allegro sugeruje, że ERLI „bezprawnie wykorzystywało ich API i kopiowało treści ofert”, ale zapomina przy tym, że prawa do opisów, zdjęć i specyfikacji produktów należą do samych sprzedawców, a nie do Allegro. To sprzedawca decyduje, gdzie publikować swoje treści, i ma pełne prawo umieszczać je na wielu platformach jednocześnie – tak jak robi to większość sprzedawców, którzy korzystają z narzędzi do synchronizacji sprzedaży. ERLI nie otrzymało żadnego udokumentowanego zarzutu naruszenia praw autorskich, ponieważ takich dowodów nie ma.

Podsumowując: to nie dobrowolne programy promocyjne, lecz sankcje za niższe ceny poza Allegro narzucane przez kontrolowany regulamin, prowadzą do podnoszenia cen przez sprzedawców i ograniczania konkurencji, a Allegro nie przedstawiło żadnych dowodów na zarzucane ERLI naruszenia API czy praw do treści.

Adam Ciesielczyk, Prezes i Założyciel ERLI

Rafał Kerger od lutego zarządza wszystkimi serwisami tematycznymi Polska Press Grupy

Rafał Kerger
Rafał Kerger

Od lutego br. Rafał Kerger obejmuje nowe stanowisko Dyrektora Wydawniczego Serwisów Tematycznych. Będzie odpowiadał za zarządzanie wszystkimi serwisami tematycznymi należącymi do Polska Press Grupy oraz za ich dalszy rozwój. Jednocześnie zachowuje funkcję redaktora naczelnego „Strefy Biznesu”.

To doświadczony menedżer, który z Polska Press Grupą związany jest od czerwca 2024 roku. Wcześniej przez wiele lat pełnił funkcję redaktora naczelnego portali należących do Grupy PTWP.

Równocześnie informujemy, że Grzegorz Widenka, dotychczasowy Dyrektor Zarządzający Pionem Produktów Tematycznych i B2C, zdecydował się kontynuować karierę zawodową poza naszą firmą.

W związku z tym dotychczasowy Pion Produktów Tematycznych i B2C zostaje rozdzielony. Obszar Serwisów Tematycznych będzie podlegał Rafałowi Kergerowi, natomiast część B2C – obecnie funkcjonująca jako pion plebiscytów – zostaje wyodrębniona i będzie podlegać zarządowi spółki.

Celem zmian jest zwiększenie efektywności zarządzania oraz lepsze dopasowanie struktury organizacyjnej do realizowanych celów biznesowych.

Spada dostępność powierzchni biurowej na rynkach regionalnych. W 2025 roku oddano tylko pięć budynków

0

Na koniec czwartego kwartału 2025 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na ośmiu głównych rynkach regionalnych w Polsce wyniosły 6,72 mln mkw. – wskazują najnowsze dane CBRE. Dostępność wolnych biur spadła w większości miast. Najniższa jest w Szczecinie, Lublinie i Trójmieście. Popyt rośnie, a nowych inwestycji brakuje. W czwartym kwartale minionego roku do użytku oddano jeden nowy biurowiec, a w całym 2025 r. przybyło ich pięć. Eksperci CBRE wskazują, że taka sytuacja może powodować selektywny wzrost czynszów.

Największe rynki biurowe, po Warszawie, to Kraków z 1,84 mln mkw. powierzchni, Wrocław (1,33 mln mkw.) oraz Trójmiasto (1 mln mkw.). Kolejne to Katowice, Poznań, Łódź, Lublin oraz Szczecin.

Pustostany w dół, popyt w górę

W czwartym kwartale 2025 r. do użytku oddano jeden nowy budynek biurowy – Bukowska 144 w Poznaniu, oferujący 2,5 tys. mkw. powierzchni. Cały 2025 r. zakończył się z 20,5 tys. mkw. nowej podaży na rynkach regionalnych, obejmującej pięć projektów – dwa w Krakowie, dwa w Poznaniu oraz jeden w Lublinie, jest to najmniejszy wynik od 20 lat. Tymczasem popyt na powierzchnię jest coraz wyższy. W ujęciu kwartalnym wzrósł o 84 proc., a w porównaniu rok do roku – o 13 proc. W czwartym kwartale sięgnął 249,3 tys. mkw. Największą popularnością firm cieszył się Wrocław, a za nim Kraków
i Trójmiasto. W ciągu całego 2025 r. popyt wyniósł 772,5 tys. mkw. i był historycznie na najwyższym poziomie. Warto jednak wspomnieć, że ponad połowa tej powierzchni została wynajęta w ramach przedłużeń obowiązujących umów.

Wśród największych transakcji, zawartych w czwartym kwartale 2025 r., znalazło się m.in. przedłużenie umowy najmu przez Align Technology na 12,6 tys. mkw. w budynku Bierutowa Park III we Wrocławiu.

W czwartym kwartale 2025 r. odnowienia obecnych umów najmu miały największy udział w wolumenie transakcji – sięgnął on 48 proc. Nowe umowy stanowiły 42 proc., a ekspansje 9 proc. W całym 2025 r. odnowień było jeszcze więcej – 52 proc., nowe umowy to 38 proc., a 7 proc. ekspansje.

Znaczny popyt na biura, w połączeniu z niedoborem nowych projektów, powoduje w najlepszych lokalizacjach coraz mniejszą dostępność powierzchni biurowej w największych miastach. Na większości rynków regionalnych w 2025 roku odnotowano spadek wskaźnika pustostanów. Na przykład we Wrocławiu wakat spadł poniżej 20 proc., a w Łodzi do 18,3 proc. Średni wskaźnik pustostanów dla rynków regionalnych obniżył się do 16,9 proc. Taka sytuacja będzie sprzyjać podwyżkom czynszów w topowych obiektach – mówi Mariusz Wiśniewski, szef rynków regionalnych w dziale biurowym w CBRE.

Najniższy poziom pustostanów odnotowano w Szczecinie (6,4 proc.), Lublinie (10,4 proc.) oraz |w Trójmieście (11,9 proc.). Najwyższy wakat biurowy zanotowały Katowice – 21,6 proc.

IT poszukuje biur

W 2025 r. najbardziej aktywny na regionalnym rynku najmu powierzchni biurowych był sektor IT, który odpowiadał za 17 proc. całkowitego popytu. W Krakowie udział tej branży sięgnął nawet 26 proc. Usługi dla biznesu wynajęły 16 proc., tyle samo co sektor przemysłowy.

KSeF zmienia zasady gry w B2B

Z punktu widzenia przedsiębiorców uruchomienie Krajowego Systemu e-Faktur ma ułatwić wymianę faktur między kontrahentami. Z kolei Ministerstwu Finansów umożliwi uszczelnienie systemu podatkowego. Prawda jest jednak taka, że KSeF wykracza daleko poza księgowość, wchodząc w finansowe relacje między przedsiębiorcami. To ważna zmiana. Wpłynie na rozliczenia i procesowanie płatności w firmach.

KSeF zmieni definicję faktury. Do tej pory był to dokument przekazywany kontrahentowi e-mailem, przez platformę cyfrową lub w formie papierowej. Moment jej dostarczenia często stawał się źródłem sporów. Dzięki KSeF faktura wystawiona i przyjęta przez system będzie od teraz uznawana za doręczoną, co ułatwi jej szybkie zaksięgowanie po stronie odbiorcy. KSeF skróci więc czas obiegu dokumentów, a płatności staną się bardziej przewidywalne. W relacjach B2B oznacza to rosnące oczekiwania wobec partnerów w zakresie terminowości i przejrzystości rozliczeń. Z pewnością ograniczy to  spory, ale też będzie wymagało dyscypliny procesowej, ponieważ wdrożenie KSeF wiąże się również z potrzebą ścisłej współpracy działów sprzedaży, obsługi klienta i finansów.

Z perspektywy dostawcy usług płatniczych, jakim jest eService, KSeF nie jest wyłącznie zmianą w obszarze fakturowania, ale kolejnym krokiem w kierunku pełnej cyfryzacji, którą sami już realizujemy. Firmy, które już teraz postawią na automatyzację, będą lepiej przygotowane do nowych realiów współpracy B2B.

KSeF zmienia zasady gry w B2B, ale dla przedsiębiorstw, które potraktują go jako impuls do lepszego powiązania faktur z płatnościami, może stanowić istotną przewagę konkurencyjną.

Ghelamco wykupiło lutową serię obligacji na kwotę 240 mln złotych

Ghelamco terminowo wykupiło trzy serie obligacji o łącznej wartości 240 mln zł, notowanych na rynku Catalyst Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Obligacje, których termin zapadalności przypadał na 3 lutego 2026 r., znajdowały się w portfelach inwestorów instytucjonalnych oraz detalicznych. Terminowa spłata potwierdza wiarygodność Ghelamco jako emitenta na polskim rynku kapitałowym.

Jako jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów w Polsce, Ghelamco Invest od lat wykorzystuje finansowanie dłużnymi papierami wartościowymi do realizacji swoich kluczowych inwestycji. Środki pozyskane w ramach programów obligacyjnych wspierały rozwój najbardziej rozpoznawalnych projektów biurowych w kraju, takich jak Warsaw Spire, Warsaw UNIT, The Warsaw HUB czy The Bridge, które na trwałe wpisały się w panoramę Warszawy i wykreowały jej centrum biznesowe.

Terminowy wykup lutowej serii obligacji jest kolejnym dowodem naszej konsekwencji w realizacji zobowiązań wobec inwestorów oraz skutecznego zarządzania strukturą finansowania Grupy – mówi Paul Gheysens, CEO Ghelamco.

Spłata lutowych obligacji została zrealizowana dzięki zdywersyfikowanej strukturze finansowania, obejmującej m.in. środki własne Grupy i akcjonariusza oraz refinansowanie części zobowiązań. Grupa Ghelamco z sukcesem przeprowadziła emisję nowego programu obligacji korporacyjnych dla inwestorów instytucjonalnych, realizowaną przez spółkę Sobieski Towers sp. z o.o. Program, zabezpieczony na gruncie pod projekt Sobieski Tower, spotkał się z zainteresowaniem rynku finansowego i potwierdził zaufanie inwestorów do jakości aktywów Grupy Ghelamco.

Finansowa dyscyplina

W odpowiedzi na zmieniające się warunki rynkowe, Grupa Ghelamco konsekwentnie realizuje strategię opartą na redukcji zadłużenia, selektywnych reinwestycjach oraz koncentracji na projektach o najwyższej jakości i potencjale długoterminowej wartości. Grupa aktywnie dostosowuje strukturę portfela do aktualnych trendów rynkowych, rozwijając projekty spełniające najwyższe standardy ESG oraz wdrażając rozwiązania umożliwiające elastyczne wykorzystanie nieruchomości, w tym konwersję ich funkcji.

Warto przypomnieć, że w czerwcu 2025 roku belgijski emitent Ghelamco Invest NV spłacił w całości swoją ostatnią serię obligacji o wartości 84 mln euro wraz z odsetkami, zamykając tym samym program długu na rynku belgijskim. Z kolei na rynku polskim, we wrześniu 2025 roku, Ghelamco Invest (emitent obligacji notowanych na rynku Catalyst Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie) terminowo wykupiło obligacje o wartości 170 mln złotych, będące w posiadaniu inwestorów instytucjonalnych i detalicznych. Terminowa realizacja wszystkich zobowiązań finansowych dodatkowo wzmacnia wizerunek Ghelamco jako wiarygodnego i odpowiedzialnego emitenta.

Co przekonuje Polaków do aut elektrycznych, a co nadal ich blokuje?

Polskie Stowarzyszenie Nowej Mobilności opublikowało 9. edycję Barometru Nowej Mobilności Powered by OTOMOTO. Wyniki renomowanego badania jasno wskazują, że elektromobilność staje się realnym wyborem coraz większej liczby kierowców. Transformacja transportu wyraźnie przyspiesza, a najnowszy raport dostarcza wiedzy, która pozwala lepiej zrozumieć przyczyny jak i bariery obecnego tempa zmian. Prezentujemy 10 kluczowych wniosków i zapraszamy do lektury badania, które powstało we współpracy z OTOMOTO, GreenWay Polska, SW Research oraz F5A New Mobility Research and Consulting.

Jak zmieniają się decyzje zakupowe Polaków? Co zachęca, a co blokuje Polaków w drodze do elektromobilności? Ile powinny kosztować samochody elektryczne? To tylko niektóre z kluczowych pytań, którym autorzy Barometru Nowej Mobilności 2026 powered by OTOMOTO poświęcają uwagę, wnikając głęboko w opinię Polaków na temat samochodów elektrycznych.

Najnowsza, dziewiąta edycja Barometru Nowej Mobilności pokazuje wyraźnie: rynek dojrzewa, a decyzje Polaków stają się bardziej pragmatyczne, oparte na technologii, kosztach i codziennej wygodzie użytkowania. Potwierdzają to również dane z polskiego rynku nowych samochodów osobowych i dynamika wzrostu BEV-ów – w 2025 r. zarejestrowano o 161% więcej aut elektrycznych niż rok wcześniej, a ich udział w rynku przekroczył 7%.

„W 2026 r. kluczowym czynnikiem stanie się zakończenie programu NaszEauto, który w ostatnich miesiącach wyraźnie wspierał decyzje zakupowe. Oczekujemy podobnych konsekwencji, jakie nastąpiły m.in. w Niemczech, gdzie po wycofaniu dopłat udział BEV w nowych rejestracjach spadł z 18,4% w 2023 r. do 13,5% w 2024 r. W dłuższej perspektywie spodziewamy się dalszego wzrostu rejestracji. Od 2026 r. obowiązują nowe limity amortyzacji dla pojazdów spalinowych, które wynoszą 100 tys. zł podczas gdy dla BEV pozostały na poziomie 225 tys., co znacząco zwiększa opłacalność zakupu, zwłaszcza dla firm. Dodatkowo producenci będą coraz aktywniej promować modele elektryczne, bo muszą spełniać unijne normy emisji rozliczane w ramach trzyletniego uśrednienia na lata 2025-2027.” – mówi Albert Kania, Dyrektor Operacyjny F5A New Mobility Research and Consulting.

10 kluczowych wniosków Barometru Nowej Mobilności 2026

Badanie, zrealizowane w listopadzie 2025 r. na grupie kierowców planujących zakup samochodu w ciągu najbliższych trzech lat, ujawnia 10 kluczowych wniosków, które wyznaczają kierunek rozwoju nowej mobilności w Polsce.

  1. Co trzeci kierowca myśli o BEV-ie i przy wyborze kieruje się technologią, a nie marką

27% osób planujących zakup nowego samochodu bierze pod uwagę wybór pojazdu w pełni elektrycznego. Elektromobilność przestaje być deklaracją – staje się realną decyzją zakupową. Aż 43,4% respondentów jest gotowych kupić samochód nieznanej marki, jeśli oferuje on lepszą technologię. Rynek motoryzacyjny zaczyna funkcjonować według logiki znanej z elektroniki użytkowej.

  1. „Must-have”: Zdalne aktualizacje oprogramowania (OTA – over-the-air)

68,3% badanych uznaje możliwość zdalnej aktualizacji oprogramowania „over-the-air” za ważną lub bardzo ważną. Samochód coraz częściej postrzegany jest jako produkt cyfrowy, który rozwija się w czasie.

  1. Cena nadal kluczowa, ale z jasno określonym progiem akceptacji

Połowa potencjalnych nabywców nowych BEV wskazuje przedział 80–160 tys. zł jako akceptowalny budżet. Masowa elektromobilność zaczyna się w segmencie aut „dla przeciętnego kierowcy”.

  1. Używane elektryki na przegranej pozycji

Tylko 3,7% osób planujących zakup auta używanego rozważa dziś elektryka. Główna bariera to rozbieżność między oczekiwaniami (niska cena, duży zasięg, szybkie ładowanie) a realną ofertą starszych modeli.

  1. Obawy wobec używanych elektryków są wyraźnie większe niż wobec nowych

W przypadku używanych elektryków, 70,2% respondentów obawia się pożaru baterii, a 54,8% – jej awarii. Brak zaufania do technologii w starszych pojazdach skutecznie hamuje rozwój rynku wtórnego.

  1. Ładowanie w miejscu zamieszkania to czynnik przełomowy

Choć tylko 27,3% badanych ma dostęp do ładowania w pobliżu domu, aż 70% z tej grupy uznaje go za kluczowy. Brak takiej możliwości jest dziś jedną z najsilniejszych barier zakupu aut elektrycznych.

  1. Kierowcy wybierają ładowarki według trzech kryteriów: cena, moc i lokalizacja

Udogodnienia schodzą na dalszy plan. Rynek infrastruktury zmierza w stronę dużych, wielostanowiskowych hubów ładowania, zapewniających szybkość i przewidywalność.

  1. Nowa mobilność miejska ma potencjał, ale nie zastępuje jeszcze auta prywatnego

Choć 69% Polaków korzysta z usług nowej mobilności, tylko 6,5% robi to regularnie. Jednocześnie 64% deklaruje gotowość rezygnacji z własnego samochodu, jeśli alternatywy będą szybkie i tanie.

  1. Strefy Czystego Transportu – większość rozważających zakup BEV-a je popiera

52% planujących zakup nowego auta popiera SCT, ale wśród kupujących używane poparcie spada do 35%. Obawy mają charakter praktyczny – dotyczą mobilności i kosztów, a nie samej idei ekologicznych stref.

  1. Spory ideologiczne ustępują pragmatyzmowi gospodarczemu

Opinie na temat polityki klimatycznej UE są podzielone, jednak w kwestiach rozwoju gospodarki, rynku pracy i energetyki Polacy wykazują zaskakującą zgodność – oczekują konkretnych korzyści, a nie deklaracji.

„Z perspektywy OTOMOTO badanie pokazuje, że główną barierą rozwoju rynku wtórnego BEV nie jest brak zainteresowania, lecz ograniczona dostępność pojazdów spełniających kluczowe oczekiwania techniczne i budzących zaufanie do technologii. Dla nabywców zasięg, czas ładowania oraz gwarancja na baterię stanowią dziś podstawowe kryteria wyboru, z którymi starsze modele BEV nie zawsze są w stanie konkurować. Wraz z napływem kilkuletnich samochodów nowej generacji oraz większą transparentnością informacji o stanie pojazdów i baterii, luka między oczekiwaniami a ofertą będzie się zmniejszać, umożliwiając dojrzały rozwój rynku wtórnego BEV w Polsce.” – mówi Agnieszka Czajka, Vice President Motors Professionals Europe, OLX Group/OTOMOTO.

Dynamiczna rozbudowa infrastruktury ładowania pozostaje jednym z podstawowych warunków dalszego rozwoju elektromobilności w Polsce. Uruchomienie przez GreenWay ultraszybkich hubów DC to istotny krok w stronę dojrzałości rynku, realnie ograniczający obawy kierowców dotyczące dostępności szybkiego ładowania w trasie. Inwestycja ta odpowiada na dynamicznie rosnący popyt – przy rekordowym udziale BEV w nowych rejestracjach i przekroczeniu 130 tys. pojazdów w parku krajowym – oraz wyraźnie wyprzedza potrzeby rynku poprzez znaczące zwiększenie mocy sieci.” mówi Rafał Czyżewski, CEO Greenway Group.

O Barometrze Nowej Mobilności

Barometr Nowej Mobilności, realizowany od 2017 roku, stanowi kompleksowy obraz opinii społecznej na temat preferencji zakupowych pojazdów elektrycznych. Na przestrzeni dziewięciu edycji zebranych zostało łącznie 10 518 ankiet, 1,34 mln danych i zadano ponad 1000 pytań. Partnerami tegorocznej edycji Barometru są: OTOMOTO (Partner Tytularny), GreenWay (Partner Tematyczny), SW Research (Partner Badania) i F5A New Mobility Research and Consulting (Partner Merytoryczny).

Złoto znów w centrum uwagi inwestorów. Po panice – szybkie odbicie

Wydłużenie pauzy w obniżkach stóp przez RPP jest scenariuszem bazowym przed rozpoczynającym się dziś dwudniowym posiedzeniem. Na rynku złota i srebra obserwujemy powrót kupujących, a w USA kolejny shutdown – i tym samym brak danych z rynku pracy, który utrudnia ocenę stanu amerykańskiej gospodarki. 

RPP wypatruje wiosny

Dzisiaj rozpoczyna się drugie w tym roku posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Decyzję poznamy jutro, a konsensus rynkowy zakłada utrzymanie stóp bez zmian. Na styczniowym posiedzeniu Rada nie zaskoczyła analityków i zgodnie z tym co sugerowała na grudniowym posiedzeniu utrzymała koszt pieniądza bez zmian. Logika podpowiada, że i tym razem nie ma miejsca na niespodzianki, tym bardziej, że od ostatniego spotkania minęły raptem 3 tygodnie. Do tego na rynek trafiły dane o wynagrodzeniach za grudzień, które pokazały wzrost aż o 8,6% r/r, co znacznie rozminęło się z oczekiwaniami analityków. Takie przyspieszenie dynamiki płac może stanowić hamulec dla RPP do dalszego obniżania stóp procentowych. Warto też poczekać na tzw. efekt styczniowy, czyli wzrost opłat w wielu sektorach, który może dać duży impuls wzrostowy dla inflacji konsumenckiej. Przypomnijmy, że w poprzednim roku było to aż 1% m/m. Biorąc pod uwagę, że nowe projekcje pojawią się w marcu (podobnie jak „świeże” dane dynamiki cen), Rada ma sporo argumentów za poczekaniem do wiosny z ewentualnymi zmianami w polityce monetarnej. Czyli, patrząc na rozkład posiedzeń, do kwietnia.

Wraca popyt na złoto i srebro

Po niesamowitych ruchach na metalach szlachetnych, dziś znów uaktywnili się kupujący, liczący na to, że przecena może dobiegać końca. Skąd popyt na złoto akurat dzisiaj? Tego nie wiemy, być może nasz rodzimy NBP zwietrzył okazję i  wykorzystał szansę na zakupy, by dobić do zakładanego poziomu rezerw w wysokości 700 ton. Złoto rośnie dzisiaj o ponad 5%, a w przypadku srebra jest to imponujące ponad 8,5%. Patrząc jednak na wcześniejszą hossę i późniejszą lawinę spadkową w piątek, widzimy jak ten rynek jest napięty, a sytuacja z dnia na dzień potrafi wymknąć się spod kontroli. Złoto wciąż pozostanie w głowach inwestorów aktywem, które wykorzystuje się jako zabezpieczenie przed inflacją czy ryzykiem w geopolityce, a więc sensu trendu wzrostowego nie podważono. Niemniej jednak nastąpiło schłodzenie głów inwestorów rozgrzanych do czerwoności. Trzeba też pamiętać, że w przypadku zarówno złota, jak i srebra mówimy o wzrostach rzędu odpowiednio 65% i 160% w 2025 roku. Rynek staje się więc bardzo wrażliwy na emocje i lawinowy odpływ kapitału, zwłaszcza spekulacyjnego.

Bez danych w piątek

Dopiero co „wyszliśmy na prostą” z danymi makro z USA po shutdownie w październiku i listopadzie, a znów będziemy mieli opóźnienie. Przedłużenie finansowania budżetowego trwało do końca stycznia 2026, a skoro nie ma porozumienia między Demokratami a Republikanami, to instytucje znów zostały zamknięte (w części, ale włącznie z Departamentem Pracy) i mamy kolejny shutdown. Dla inwestorów to kolejny problem i trudności w ocenie kondycji amerykańskiej gospodarki. Tym razem jest jednak szansa, że shutdown zakończy się dość szybko, już dzisiaj nastąpi głosowanie. Niemniej jednak dane z rynku pracy w piątek na pewno się nie pojawią. Podczas ostatniego posiedzenia prezes Fed wskazywał na poprawę rynku pracy i tym samym stało się to argumentem za brakiem obniżki stóp. Brak danych komplikuje sytuację i stawia Fed w trudnej sytuacji. Początek lutego na głównej parze walutowej świata przebiega pod znakiem spadków, aktualnie jesteśmy poniżej granicy 1,18.

Cyfrowa Polska apeluje do Prezydenta o podpisanie nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa

Związek Cyfrowa Polska, który reprezentuje polską branżę cyfrową, skierował do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej apel o podpisanie nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC) oraz niektórych innych ustaw, przyjętej przez Sejm i Senat zdecydowaną większością głosów.

Jak podkreśla organizacja w liście do prezydenta Karola Nawrockiego, wejście w życie nowych przepisów ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa państwa, stabilnego funkcjonowania usług publicznych oraz odporności polskiej gospodarki na rosnące zagrożenia w cyberprzestrzeni.

– Nowelizacja KSC to ustawa o bezpieczeństwie narodowym w najczystszym tego słowa znaczeniu. Polska należy dziś do grona najczęściej atakowanych cyfrowo państw w Europie, a skala i zaawansowanie cyberataków systematycznie rosną. Nie możemy pozwolić sobie na dalszą zwłokę w budowaniu odporności cyfrowej państwa – podkreśla Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. Jak zaznacza, w ostatnich miesiącach polskie instytucje publiczne odnotowały najwyższą liczbę cyberataków od kilku lat, a rosnąca presja dotyka również sektor prywatny, w tym przedsiębiorstwa kluczowe dla ciągłości działania państwa i gospodarki.

Cyfrowa Polska w liście do prezydenta przypomina, że prace nad nowelizacją ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa trwały ponad sześć lat. W tym czasie istotnie zmieniły się realia technologiczne, charakter zagrożeń oraz sposób prowadzenia konfliktów w cyberprzestrzeni – zauważa organizacja branżowa. – Przepisy, które obowiązywały dotychczas, nie odpowiadają już w pełni na wyzwania, z jakimi mierzy się dziś państwo i biznes. Nowelizacja KSC dostosowuje ramy prawne do aktualnego krajobrazu zagrożeń i wzmacnia zdolność Polski do reagowania na ataki cybernetyczne – zaznacza Michał Kanownik.

Branża w piśmie do głowy państwa przypomina również, że projekt nowelizacji KSC stał się przedmiotem szerokiej debaty publicznej. Zdaniem Związku Cyfrowa Polska jej intensywność jest naturalna, jednak w przestrzeni publicznej pojawiło się wiele uproszczeń, nieścisłości oraz mitów, które utrudniają merytoryczną ocenę proponowanych rozwiązań. – Wokół KSC narosło zbyt wiele nieprawdziwych narracji, skrótów myślowych i przekłamań. W sprawach bezpieczeństwa państwa nie możemy pozwolić sobie na debatę opartą na mitach. Z takimi tezami trzeba konsekwentnie walczyć, opierając się na faktach, danych i doświadczeniach praktyków – podkreśla prezes Związku Cyfrowa Polska.

Zdaniem branży cyfrowej szybkie wejście ustawy w życie jest niezbędne, aby zapewnić państwu skuteczne narzędzia do ochrony infrastruktury krytycznej, administracji publicznej oraz przedsiębiorców przed coraz bardziej zaawansowanymi zagrożeniami w cyberprzestrzeni. – Bezpieczeństwo cyfrowe nie jest dziś kwestią przyszłości. To wyzwanie tu i teraz. Dlatego tak ważne jest, aby decyzje dotyczące KSC zapadały w oparciu o rzetelną wiedzę i realną ocenę ryzyk, a nie presję dezinformacji – podsumowuje Michał Kanownik.

Cele Develii na 2026 rok – sprzedaż na poziomie 3600-3800 mieszkań

0

Develia planuje w 2026 r. sprzedaż 3600-3800 mieszkań, czyli o ok. 10% więcej niż w poprzednim roku. Spółka będzie dążyć do przekazania 3750-3950 lokali, co oznacza wzrost o ok. 30% względem rekordowej dotychczas liczby mieszkań przekazanych w 2025 r. Celem dewelopera jest także wprowadzenie do oferty i rozpoczęcie budowy 4350-4550 lokali.

Develia dąży do osiągnięcia w 2026 r. sprzedaży 3600-3800 lokali i przekazania klientom kluczy do 3750-3950 mieszkań, istotnie zwiększając ubiegłoroczne cele. Liczba przekazań zaplanowanych na ten rok wynika z harmonogramu już rozpoczętych projektów. Aktualnie deweloper posiada w sprzedaży z rozpoczętą budową 3070 lokali. Dodatkowo w tym roku Develia planuje wprowadzić do oferty i rozpocząć budowę 4350-4550 mieszkań dostosowując ofertę do planowanego celu sprzedaży. Około 50% lokali będzie zlokalizowanych w Warszawie – na najbardziej perspektywicznym rynku dla Develii.

Rok 2025 zamknęliśmy rekordową sprzedażą, realizując roczny plan z nadwyżką. Mocna końcówka roku potwierdziła obserwowane na rynku od kilku miesięcy ożywienie i daje solidne podstawy do dobrych prognoz na ten rok. W tym roku po raz kolejny podnosimy poprzeczkę: planujemy wprowadzić do oferty i rozpocząć realizację 4350-4550 mieszkań. Systematycznie zwiększamy poziom wprowadzeń, przybliżając się do realizacji celu strategicznego – rocznej sprzedaży ponad 4500 mieszkań do 2028 r., do którego konsekwentnie dążymy. Jednocześnie utrzymujemy solidną pozycję finansową, zapewniającą elastyczność inwestycyjną i zdolność do szybkiego działania, co potwierdziło ubiegłoroczne przejęcie Bouygues Immobilier Polska; to daje nam solidne podstawy do realizacji naszych celów mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Zgodnie ze strategią Develia dąży do osiągnięcia poziomu rocznej sprzedaży ponad 4500 mieszkań i konsekwentnie skupia się na rozwoju działalności w priorytetowym segmencie mieszkaniowym. Na koniec 2025 r. bank gruntów dewelopera wynosił ponad 16 tys. lokali, w tym lokale realizowane w ramach joint venture oraz zabezpieczone.

Wynajem długoterminowy a car sharing – czym się różnią i co wybrać?

Jeszcze kilka lat temu dla wielu osób jedyną realną opcją był zakup samochodu albo jazda starym, wysłużonym autem. Dziś rynek wygląda zupełnie inaczej. Coraz więcej kierowców, zarówno osób prywatnych, jak i przedsiębiorców, szuka rozwiązań, które pozwalają korzystać z samochodu bez konieczności jego posiadania. W efekcie na popularności zyskują dwa modele: wynajem długoterminowy samochodu oraz car sharing.

Choć na pierwszy rzut oka oba rozwiązania polegają na tym samym – korzystasz z auta, które nie jest Twoje – w praktyce różnice są spore. Inne są koszty, poziom wygody, formalności, a przede wszystkim sposób użytkowania. Dlatego porównanie wynajem długoterminowy a car sharing ma sens tylko wtedy, gdy weźmie się pod uwagę realne potrzeby kierowcy.

Czy potrzebujesz auta codziennie, dojazdów do pracy, szkoły czy na spotkania biznesowe? A może samochód przydaje Ci się tylko od czasu do czasu, gdy komunikacja miejska lub transport publiczny nie wystarczają? Odpowiedź na te pytania ma fundamentalne znaczenie, bo źle dobrana opcja może zacząć generować niepotrzebne koszty, zamiast dawać wygodę.

W tym artykule wyjaśniamy, czym różni się wynajem długoterminowy od car sharingu, jak wygląda wynajem auta w obu przypadkach i kiedy dana forma korzystania z samochodu ma sens. Dzięki temu łatwiej dopasujesz rozwiązanie do swoich potrzeb, a nie do marketingowych obietnic.

Czym jest wynajem długoterminowy samochodu?

Wynajem długoterminowy samochodów to forma użytkowania, która w wielu aspektach przypomina posiadanie własnego auta, ale bez konieczności jego zakupu. Podpisujesz umowę najmu z firmą wynajmującą na określony okres najmu, najczęściej od dwóch do pięciu lat, i przez cały ten czas korzystasz z jednego, wybranego pojazdu.

Kluczową cechą tego rozwiązania są stałe miesięczne raty. Jedna opłata obejmuje nie tylko samo wynajęcie samochodu, ale też większość kosztów związanych z jego utrzymaniem. W standardzie znajduje się zazwyczaj pełne ubezpieczenie, serwis samochodu, regularne przeglądy techniczne, a często również wymianę opon czy samochód zastępczy na czas naprawy. Dzięki temu koszty związane z eksploatacją samochodu są przewidywalne i łatwe do zaplanowania.

Dużą zaletą najmu długoterminowego jest to, że nie musisz martwić się o spadek wartości pojazdu ani o jego późniejszą sprzedaż. Po zakończeniu umowy po prostu oddajesz auto i – jeśli chcesz – wybierasz nowy model auta. Dla wielu kierowców to wygodna alternatywa wobec zakupu pojazdu, zwłaszcza gdy zależy im na jeździe nowym samochodem co kilka lat.

To rozwiązanie szczególnie dobrze sprawdza się u osób, które potrzebują samochodu codziennie, zarówno w celach prywatnych, jak i zawodowych. Wynajem długoterminowy staje się też popularny wśród klientów, którzy cenią przewidywalne koszty i nie chcą angażować dużych środków finansowych na start.

Ile kosztuje wynajem długoterminowy samochodu?

Jedno z pierwszych pytań, jakie pojawia się przy rozważaniu tej formy użytkowania auta, brzmi: ile kosztuje wynajem długoterminowy samochodu i czy faktycznie się opłaca. Odpowiedź nie jest jedna dla wszystkich, bo cena zależy od kilku konkretnych czynników.

Największy wpływ na to, ile kosztuje wynajem długoterminowy, ma wybrany model auta oraz jego wyposażenie. Inne miesięczne wydatki poniesiesz przy małym aucie miejskim, a inne przy większym SUV-ie czy samochodzie dostawczym. Znaczenie ma także okres trwania umowy – im dłuższy, tym rata bywa niższa – oraz ustalony limit kilometrów. To ważny element, szczególnie jeśli planujesz intensywne, codzienne użytkowanie auta.

W praktyce stałe miesięczne raty obejmują większość kosztów, które przy własnym aucie pojawiałyby się nieregularnie i często z zaskoczenia. W cenie zawarte są koszty ubezpieczenia, koszty serwisu, przeglądy, a często także sezonowa wymiana opon. Dzięki temu łatwiej kontrolować budżet i zachować przewidywalność kosztów.

Trzeba jednak pamiętać, że najem długoterminowy może generować dodatkowe koszty, jeśli przekroczysz ograniczenia kilometrów albo oddasz auto z ponadnormatywnymi śladami zużycia. Dlatego przed podpisaniem umowy warto dokładnie przeanalizować swoje nawyki i realne potrzeby. Dobrze dopasowana oferta w dłuższej perspektywie może jednak przynieść realne oszczędności w porównaniu do zakupu samochodu.

Czym jest car sharing i jak działa w praktyce?

Car sharing to zupełnie inne podejście do korzystania z auta. W tym modelu nie przypisujesz samochodu do siebie na miesiące czy lata. Zamiast tego wynajmujesz auto tylko wtedy, gdy faktycznie go potrzebujesz – na kilkanaście minut, kilka godzin albo jeden dzień.

Cały proces jest maksymalnie uproszczony. Rejestrujesz się w aplikacji firmy wynajmującej, wybierasz dostępny samochód na mapie i możesz ruszać w drogę. Formalności ograniczone są do minimum, a rozliczenie odbywa się automatycznie po zakończeniu przejazdu. W przypadku car sharingu płacisz za czas korzystania z auta, a czasem także za przejechane kilometry.

W cenie zawarte są paliwo, koszty ubezpieczenia, serwis oraz obsługa techniczna. Nie interesuje Cię eksploatacja samochodu, przeglądy ani naprawy – wszystkim zajmuje się operator. To sprawia, że car sharing bywa postrzegany jako elastyczne rozwiązanie dla osób, które nie chcą żadnych długoterminowych zobowiązań.

Trzeba jednak pamiętać o ograniczeniach. Floty car sharingowe składają się głównie z aut miejskich, a dostępność samochodów bywa różna w zależności od pory dnia i lokalizacji. Usługa najlepiej działa w dużych miastach, gdzie łatwo połączyć ją z transportem publicznym. W mniejszych miejscowościach oferta jest często mocno ograniczona albo w ogóle niedostępna.

Car sharing sprawdzi się więc wtedy, gdy potrzebujesz auta sporadycznie i nie chcesz wiązać się długoterminowymi zobowiązaniami. Przy częstym użytkowaniu koszt przejazdów może jednak szybko zbliżyć się do poziomu, przy którym wynajem długoterminowy kontra car sharing zaczyna wypadać na korzyść tego pierwszego.

Ile kosztuje car sharing i wynajem krótkoterminowy?

Na pierwszy rzut oka car sharing wydaje się tani. Płacisz tylko wtedy, gdy faktycznie korzystasz z auta, bez stałych zobowiązań i comiesięcznych opłat. W praktyce jednak warto wiedzieć, ile kosztuje wynajem auta w tym modelu i kiedy zaczyna przestawać być opłacalny.

W przypadku car sharingu koszt wynajmu naliczany jest najczęściej za minuty lub godziny, czasem dodatkowo za przejechane kilometry. W cenie masz paliwo, pełne ubezpieczenie oraz obsługę techniczną auta, więc odpadają wydatki związane z serwisem czy naprawami. To sprawia, że przy sporadycznych przejazdach trudno znaleźć tańszą alternatywę.

Problem pojawia się wtedy, gdy z auta korzystasz częściej. Kilka dłuższych przejazdów w tygodniu potrafi sprawić, że miesięczna suma zaczyna przypominać ratę za długoterminowy wynajem samochodu, a czasem ją nawet przewyższa. W takiej sytuacji car sharing, zamiast oszczędności, może generować dodatkowe koszty.

Warto też odróżnić car sharing od klasycznego wynajmu krótkoterminowego w wypożyczalni samochodów. Najmu krótkoterminowego zwykle dokonuje się na kilka dni lub tygodni, np. na urlop czy delegację. To dobre rozwiązanie w konkretnych sytuacjach, ale przy regularnym użytkowaniu również okazuje się drogie. Dlatego, jeśli potrzebujesz auta często, krótkoterminowy wynajem i car sharing przestają być konkurencyjne cenowo.

najemca siedzący w samochodzie odbierający kluczyki do auta

Wynajem długoterminowy vs car sharing – kluczowe różnice

Porównując wynajem długoterminowy i car sharing, szybko widać, że są to rozwiązania stworzone z myślą o zupełnie różnych użytkownikach. Największa różnica dotyczy sposobu rozliczania. Przy najmie długoterminowym płacisz stałe miesięczne raty, co daje pełną przewidywalność kosztów. W car sharingu koszty są zmienne i zależne od częstotliwości jazdy.

Różni się także komfort codziennego użytkowania. Wynajem długoterminowy pozwala korzystać z jednego auta przez cały okres trwania umowy. Masz je zawsze pod domem/firmą, dostosowane do własnych potrzeb i stylu jazdy. To ważne dla osób, które potrzebują samochodu codziennie i traktują go jako podstawowe narzędzie pracy lub życia rodzinnego. W car sharingu auto trzeba każdorazowo znaleźć i zarezerwować, a dostępność bywa ograniczona.

Kolejna kwestia to zobowiązania. Car sharing oznacza brak zobowiązań długoterminowych i pełną swobodę. Korzystasz, kiedy chcesz, i przestajesz bez konsekwencji. Wynajem długoterminowy wiąże się już z określonym, kilkuletnim trwaniem umowy, co dla jednych jest wadą, a dla innych zaletą, bo zapewnia stabilność.

W skrócie: car sharing to rozwiązanie elastyczne i dobre na okazjonalne przejazdy, natomiast dłuższe użytkowanie auta zdecydowanie lepiej znosi model długoterminowy. To właśnie dlatego w wielu przypadkach wynajem długoterminowy staje się rozsądniejszym wyborem, zwłaszcza gdy liczą się wygoda, czas i kontrola nad budżetem.

Co wybrać w zależności od potrzeb użytkownika?

Wybór między wynajmem długoterminowym a car sharingiem nie powinien opierać się na samej cenie za przejazd czy miesięcznej racie. Kluczowe są potrzeby użytkownika i sposób, w jaki samochód faktycznie ma być wykorzystywany.

Jeśli należysz do osób, które potrzebują samochodu codziennie, na dojazd do pracy, wożenie dzieci, spotkania służbowe czy regularne wyjazdy poza miasto, wynajem długoterminowy samochodu będzie rozwiązaniem wygodniejszym i bardziej przewidywalnym. Auto jest zawsze dostępne, nie musisz planować rezerwacji ani martwić się o brak pojazdów w okolicy. Stałe raty ułatwiają kontrolę budżetu, a koszty związane z eksploatacją samochodu są w dużej mierze po stronie firmy wynajmującej.

Z kolei car sharing sprawdzi się u osób, które potrzebują auta sporadycznie. Jeśli na co dzień korzystasz z transportu publicznego, pracujesz zdalnie albo mieszkasz w centrum miasta, gdzie samochód jest raczej dodatkiem niż koniecznością, elastyczność tego rozwiązania może być jego największą zaletą. Brak umowy i brak zobowiązań długoterminowych oznaczają pełną swobodę.

Znaczenie ma także miejsce zamieszkania. W dużych miastach car sharing jest łatwo dostępny, natomiast w mniejszych miejscowościach często jedyną realną opcją pozostaje wynajęcie auta w formie długoterminowej lub klasyczny zakup samochodu. Warto też uwzględnić specyficzne potrzeby, takie jak przewóz towarów czy sprzętu – w takich przypadkach samochody dostawcze w najmie długoterminowym są znacznie praktyczniejsze niż auta dostępne w car sharingu.

Podsumowanie: świadomy wybór zamiast przyzwyczajeń

Nie ma jednej odpowiedzi na pytanie, co jest lepsze: wynajem długoterminowy czy car sharing. Oba rozwiązania mają sens, ale w zupełnie innych sytuacjach. Najem długoterminowy daje stabilność, wygodę i przewidywalność kosztów, co docenią osoby nastawione na dłuższe użytkowanie jednego auta. Car sharing zapewnia elastyczność oferty i minimum formalności, ale najlepiej sprawdza się przy okazjonalnych przejazdach.

Zanim podejmiesz decyzję, warto dokładnie przeanalizować swoje potrzeby, styl życia oraz realną częstotliwość korzystania z samochodu. Dobrze dobrane rozwiązanie może w dłuższej perspektywie przynieść realne oszczędności i brak stresu związanego z utrzymaniem własnego auta.

Niezależnie od wyboru, przed podpisaniem umowy sprawdź warunki, limity i zapisy dotyczące odpowiedzialności za auto. Rynek jest szeroki, oferty różnią się detalami, a to właśnie one decydują o tym, czy wynajem rzeczywiście będzie dopasowany do indywidualnych potrzeb użytkownika, a nie tylko dobrze wyglądał na papierze.

KSeF to inwestycja, nie koszt. Jak e-faktura zmieni konkurencyjność polskich firm

Rynkowa narracja skupia się jak na razie na bieżących kosztach oraz administracyjnych i systemowych wyzwaniach wprowadzanej w Polsce rewolucji KSeF. Analiza Allianz Trade na podstawie doświadczeń w innych krajach wskazuje na szybko odczuwalne korzyści – już w krótkiej perspektywie niższe koszty obsługi i przyspieszenie obiegu należności, wyrównanie szans (ograniczenie, jeśli nie eliminacja oszustw). Przykład? Rekordowe zmniejszenie luki VAT we Włoszech. W dłuższej perspektywie oczekiwać należy po szybszej rotacji kapitału firm – poprawy ich płynności, zmniejszenia zależności od akcji kredytowej, a jeśli już finansowanie zewnętrzne – to tańsze, bo bezpieczniejsze. Także dzięki sprawniejszemu wychwytywaniu anomalii i skuteczniejszej windykacji.

Same plusy? Jak na razie nie – wyzwań jest co najmniej tak dużo, jak wiele jest zróżnicowanych, krajowych systemów efaktur. To utrudnienie dla eksporterów na jednolitym europejskim rynku. Ujednolicenie wymiany danych od 2030 roku zwiększy konkurencyjność i siłę europejskiego rynku – na czym skorzystają też polscy eksporterzy.

  • Polski KSeF nie jest nowością w Europie: dołączamy do grona wielu gospodarek, nie tylko europejskich mających jednolity obieg e-faktur (wymieniając chociażby włoski FatturaPA XML, francuski system Chorus Pro/PDP, niemiecki XRechnung/ZUGFeRD itp.)
  • Nie jest obowiązkowy na poziomie krajowym, ale – korzystny: system nie tylko oszczędza pieniądze podatników (uszczelnienie systemu podatkowego), ale i samych firm – przez niższe koszty obsługi fakturowania, jak i w postaci spodziewanego przyspieszenie obiegu ich należności, poprawy płynności i zmniejszenia kosztu finansowania zewnętrznego
  • Dowolność wdrożenia w poszczególnych krajach krajami – fragmentacja systemów obiegu dokumentów utrudnieniem w eksporcie – UE dostrzegła utrudnienia w handlu wewnątrzwspólnotowym, wynikające z niekompatybilności krajowych systemów. Wprowadzono więc normę (EN16931) definiującą strukturę tych dokumentów., a od 1 lipca 2030 roku efaktury będą domyślnym i jedynym obowiązującym standardem w transgranicznych transakcjach na europejskim rynku B2B (pozostawiono dowolność na rynkach krajowych).
  • Efaktury razem a analizą AI sprzyjają skutecznej windykacji – lepsze opracowywanie wzorów oraz identyfikowanie anomalii w rozliczeniach sprzyja skutecznym, bo indywidualnym strategiom zarządzania i odzyskiwania należności.

Elektroniczne fakturowanie („e-fakturowanie”) – cyfrowe tworzenie, wymiana i przechowywanie faktur w standardowym formacie – szybko staje się normą w wielu krajach w wyniku różnych działań podejmowanych przez rządy w celu ograniczenia formalności, zwiększenia przejrzystości transakcji, usprawnienia poboru podatków i przyspieszenia cyfryzacji przedsiębiorstw. Doświadczenia Włoch są wymowne: po wprowadzeniu w 2019 r. obowiązku stosowania e-fakturowania pomiędzy firmami (B2B) we Włoszech odnotowano największy w UE spadek zaległości i nieprawidłowości w zakresie VAT– o 10,7% (12,7 mld EUR) w 2021 r. w porównaniu z 2020 r. – co wyraźnie sugeruje, że raportowanie faktur w czasie rzeczywistym pomogło wyeliminować luki podatkowe i wykryć oszustwa.

Potencjalny pierwszy efekt – bieżąca poprawa płynności

W praktyce faktury elektroniczne umożliwiają bezpośrednie i natychmiastowe przetwarzanie faktur – dane przepływają wprost pomiędzy systemami kupującego i sprzedającego – co przyspiesza zatwierdzanie i płatności. Może to w wymierny sposób poprawić wskaźniki kapitału obrotowego, takie jak średni okres spłaty należności (DSO), jednocześnie obniżając koszty zarządzania należnościami. Szybsze ściąganie należności oznacza lepszą płynność finansową dla sprzedawców, zmniejszając zależność od kredytów i obniżając ryzyko kryzysów płynnościowych, które mogą prowadzić do niewypłacalności. McKinsey[1] szacuje, że powszechne stosowanie e-faktur mogłoby skrócić terminy płatności o około 20% i obniżyć koszty przetwarzania faktur o około 30%. Podobnie, analizy branżowe wskazują, że przejście z fakturowania ręcznego na automatyczne może znacznie zmniejszyć opóźnienia w płatnościach i koszty administracyjne.

W dalszej perspektywie – nowe opcje finansowania

Z czasem powszechne stosowanie e-faktur może nawet ułatwić dostęp do nowych opcji finansowania: dzięki zweryfikowanym fakturom cyfrowym przedsiębiorstwa mogą łatwiej korzystać z faktoringu lub finansowania faktur, aby uzyskać wcześniejsze płatności. W Ameryce Łacińskiej obowiązkowe dane dotyczące e-faktur umożliwiły świadczenie usług finansowych, które ograniczają opóźnienia w płatnościach. W Europie, wraz z upowszechnieniem się danych dotyczących e-faktur, ubezpieczyciele należności handlowych i kredytodawcy mogą również korzystać z dostępu w czasie rzeczywistym do informacji o przychodach i wzorcach płatniczych firm, co poprawia ocenę ryzyka kredytowego. Ogólnie rzecz biorąc, faktury elektroniczne powinny przynieść korzyści wszystkim: większą wydajność i terminowe płatności dla zdrowych przedsiębiorstw oraz lepszy nadzór dla organów władzy – szybciej ujawniając firmy borykające się z problemami i utrudniając nieuczciwym podmiotom ukrywanie problemów.

Docelowo – niższe koszty obsługi w porównaniu do systemu manualnego. Szybszy spływ należności

Przejście z faktur papierowych na elektroniczne znacznie obniża również koszty przetwarzania. W Stanach Zjednoczonych obsługa faktury papierowej kosztuje około 18–26 USD (w tym robocizna, drukowanie, opłaty pocztowe), podczas gdy automatyczna faktura elektroniczna kosztuje tylko około 2,50–4 USD, co stanowi redukcję kosztów o 85–90%. Najlepiej działające zespoły ds. zobowiązań przetwarzają faktury za jedyne 3 USD każda (w porównaniu z ponad 20 USD w przypadku obsługi ręcznej), co podkreśla potencjał oszczędności. Na innych rynkach koszty mogą być inne, ale skala oszczędności wydaje się podobna.

Poprawa wydajności oznacza również szybsze zatwierdzanie i opłacanie faktur. W Australii przedsiębiorstwa zgłaszają, że płatności docierają o 2,5 dnia wcześniej, ponieważ faktury elektroniczne mogą skrócić czas przetwarzania faktur o około 70–80%.

Korzyści w skali europejskiej – od 2030. Obecne zróżnicowanie systemów rodzi wyzwania dla eksporterów

Jednak wdrożenie i przyjęcie tego rozwiązania jest nadal fragmentaryczne. Pomimo oczywistych korzyści, faktury elektroniczne są wdrażane w Europie w sposób nierównomierny, co powoduje powstanie mozaiki krajowych systemów i harmonogramów. To rozdrobnienie oznacza, że przedsiębiorstwa prowadzące działalność transgraniczną stoją w najbliższej perspektywie przed złożonym wyzwaniem zapewnienia zgodności z przepisami. Każdy kraj ma własne formaty (włoski FatturaPA XML, francuski system Chorus Pro/PDP, niemiecki XRechnung/ZUGFeRD itp.) i różne daty wprowadzenia. Jednak ulga jest już w zasięgu wzroku: na początku 2024 r. europejscy prawodawcy osiągnęli porozumienie w sprawie reform „VAT w erze cyfrowej” (ViDA), które w najbliższych latach zharmonizują fakturowanie elektroniczne w całej UE[2].

Zgodnie z tym planem od 2030 r. ustrukturyzowane faktury elektroniczne staną się domyślnym rozwiązaniem dla wszystkich transgranicznych transakcji B2B w UE, a państwa członkowskie zyskają swobodę (bez konieczności uzyskania specjalnego zezwolenia) w zakresie wprowadzania obowiązku stosowania faktur elektronicznych na rynku krajowym. Można oczekiwać, iż do 2030 r. krajowe systemy fakturowania elektronicznego zostać powinny ujednolicone zgodnie ze wspólnymi standardami, co zapewni interoperacyjność i położy kres obecnej fragmentacji. W rzeczywistości od 2028 r. dostępna będzie jedna rejestracja VAT w UE (One-Stop-Shop), a organy podatkowe zaczną wymieniać dane dotyczące faktur za pośrednictwem ujednoliconej sieci w celu monitorowania handlu wewnątrz UE w czasie rzeczywistym. Krótko mówiąc, obecna mozaika rozwiązań przekształci się do końca dekady w ujednoliconą przestrzeń faktur cyfrowych – ale do tego czasu przedsiębiorstwa muszą przejść przez okres przejściowy, w którym obowiązki w zakresie fakturowania elektronicznego różnią się znacznie w zależności od kraju.

Elektroniczne fakturowanie – pozytywny efekt także w odzyskiwaniu należności

W miarę jak fakturowanie elektroniczne stanie się standardem, spodziewamy się, że jego wpływ netto na ściągalność należności będzie pozytywny. Dzięki cyfryzacji i standaryzacji fakturowania firmy będą mogły sprawniej kierować obiegiem swoich należności, ponieważ gdy faktury są opłacane szybciej, dostawcy muszą udzielać kupującym mniejszego kredytu. To z kolei może w dłuższej perspektywie zmniejszyć ryzyko niewypłacalności i liczbę upadłości spowodowanych brakiem płynności finansowej. Rzeczywiście, solidne przedsiębiorstwa skorzystają na systemie, który ułatwia terminowe płatności i rzuca światło na klientów, którzy uporczywie spóźniają się z płatnościami lub manipulują procesami fakturowania. Większa przejrzystość może również umożliwić wcześniejsze identyfikowanie firm znajdujących się w trudnej sytuacji (np. jeśli liczba wystawionych przez firmę faktur nagle spadnie lub opóźnienia w płatnościach wydłużą się, dane te mogą sygnalizować trudności), co pozwoli wierzycielom lub ubezpieczycielom na podjęcie szybszych działań.

Efaktury – krok do upowszechnienia AI w windykacji

A co z AI? Wraz z upowszechnianiem się e-fakturowania i gromadzeniem danych dotyczących faktur cyfrowych, sztuczna inteligencja (AI) będzie w coraz większym stopniu kształtować przyszłość windykacji należności. Narzędzia oparte na AI mogą analizować zachowania klientów w zakresie płatności, profile ryzyka i wzorce transakcji w celu przewidywania opóźnień w płatnościach, optymalizacji strategii upomnień i rekomendowania najskuteczniejszych ścieżek windykacji. Umożliwia to firmom dostosowanie działań windykacyjnych w czasie rzeczywistym – automatyzując proste działania następcze, jednocześnie nadając priorytet interwencji człowieka w przypadkach wysokiego ryzyka lub wysokiej wartości. Sztuczna inteligencja może również prognozować przepływy pieniężne z większą precyzją i sygnalizować anomalie (np. nieoczekiwane opóźnienia lub oszustwa) na podstawie danych historycznych. Dzięki bezpośredniej integracji z platformami e-fakturowania modele sztucznej inteligencji mogą weryfikować faktury, wykrywać błędy lub niespójności i ograniczać spory, przyspieszając czas płatności. W rezultacie sztuczna inteligencja zwiększa wydajność, zmniejsza koszty windykacji i poprawia prawdopodobieństwo terminowych płatności. Z czasem może to zasadniczo zmienić sposób, w jaki przedsiębiorstwa zarządzają ryzykiem kredytowym i windykacją, zwłaszcza w miarę dojrzewania infrastruktury regulacyjnej i cyfrowej w całej Europie.

E-fakturowanie niesie obietnicę szybszych płatności, niższych kosztów i lepszego nadzoru nad całym procesem, nawet jeśli nie jest samodzielnym lekarstwem na opóźnienia w płatnościach. W połączeniu ze sztuczną inteligencją i bardziej zdyscyplinowaną kulturą płatności, e-fakturowanie może znacznie poprawić płynność finansową, zmniejszyć niestabilność finansową i zwiększyć przejrzystość w europejskim środowisku biznesowym. W miarę jak UE zmierza w kierunku pełnej harmonizacji do 2030 r., przedsiębiorstwa, które podejmą działania wcześniej, będą miały najlepszą pozycję, aby czerpać z tego korzyści.

[1] The 2021 McKinsey Global Payments Report – 2021-mckinsey-global-payments-report.pdf

[2] 1 lipca 2030 r. – to data wejścia w życie obowiązkowego e-fakturowania oraz cyfrowej sprawozdawczości (Digital Reporting Requirements – DRR) dla transakcji wewnątrzwspólnotowych (transgranicznych B2B). System ten zastąpi dotychczasowe informacje podsumowujące (VAT-UE).
Pełna harmonizacja krajowych systemów efaktur z unijnymi ma nastąpić do 1 stycznia 2035 r.

Dyskonty coraz mocniej walczą z sieciami convenience

W minionym roku odnotowano wzrost rdr. ruchu w trzech formatach sklepów spożywczych. Największą dynamikę osiągnęły sklepy convenience. Następne w zestawieniu są dyskonty oraz supermarkety. Z analizowanych segmentów tylko hipermarkety znalazły się na minusie. Z kolei liczba unikalnych klientów zwiększyła się wyłącznie w sklepach convenience. Natomiast w pozostałych formatach odnotowano spadki. Do tego po danych widać, że największy udział w całkowitej liczbie wizyt w badanych placówkach miały sklepy convenience. Częstotliwość zakupów wzrosła we wszystkich analizowanych formatach. Jednak tylko w sklepach convenience wydłużył się zarówno średni, jak i łączny czas wizyty.

W całym 2025 roku ruch w sklepach spożywczych wzrósł rdr. w trzech z czterech analizowanych formatów, tj. w sieciach convenience – o 13,1%, w dyskontach – o 6,4%, a także w supermarketach – o 4,5%. Z kolei spadł rdr. w hipermarketach – o 3,3%. Tak wynika z niedawno opublikowanego raportu współautorstwa Proxi.cloud. Analiza objęła zachowania blisko 1,5 mln unikalnych konsumentów odwiedzających dyskonty spożywcze, supermarkety, hipermarkety oraz sklepy convenience. Finalnie zbadano ruch w 42,3 tys. placówek. Dane zostały zgromadzone poprzez sieć aplikacji mobilnych wykorzystujących autorską technologię, opartą o geofencing metodę identyfikacji wejść i wyjść z wyznaczonych stref, wykorzystującą usługi lokalizacji urządzeń mobilnych.

– Polacy coraz częściej robią zakupy w sklepach convenience, a nie – jak mogłoby się zdawać – w dyskontach i supermarketach, które wykonują wiele działań marketingowych. Na intensywny ruch w convenience stores wpływa oferta asortymentowa, coraz lepiej dostosowana do oczekiwań osób ceniących wygodne i szybkie zakupy. Klientów przyciąga też możliwość zakupu produktów takich, jak m.in. gorąca kawa czy herbata, kanapki i sałatki. W tego typu placówkach można też realizować takie usługi, jak np. nadanie i odbieranie paczek, więc e-handel również im sprzyja – mówi dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Zespołu Wsparcia Badań w Polskim Instytucie Ekonomicznym (PIE).

Jak komentuje Mateusz Chołuj z Proxi.cloud, dyskonty i supermarkety również zyskują na częstotliwości zakupów. Jednak ich wzrost jest wyraźnie umiarkowany, co sugeruje stabilizację tych formatów jako miejsc regularnych, ale bardziej zaplanowanych wizyt. – Spadki w hipermarketach potwierdzają natomiast długoterminowy trend marginalizacji dużych, czasochłonnych zakupów na rzecz elastyczniejszych formatów, lepiej wpisujących się w codzienny rytm konsumentów – stwierdza Mateusz Nowak z Proxi.cloud.

Do tego należy dodać, że w ub.r. wzrost rdr. liczby unikalnych klientów nastąpił tylko w sieciach convenience – o 0,8%. Natomiast spadki rdr. zaliczyły dyskonty – o 1,4%, supermarkety – o 2,8%, a także hipermarkety – o 7,2%. – W większych sklepach obserwujemy zawężanie bazy klientów przy jednoczesnym wzroście lub stabilizacji częstotliwości wizyt. To sugeruje, że korzysta z nich bardziej lojalna, ale liczebnie mniejsza grupa konsumentów, realizująca zakupy w sposób lepiej zaplanowany. Na tym tle wzrost w kanale convenience – choć liczbowo umiarkowany – należy ocenić jako istotny i strukturalnie znaczący. W dojrzałym i nasyconym rynku spożywczym sam fakt zwiększenia zasięgu jest silnym sygnałem zmiany roli formatu, a nie jego skali – tłumaczy Mateusz Chołuj.

W ub.r. częstotliwość robienia zakupów wzrosła rdr. we wszystkich analizowanych formatach, tj. w convenience (2025 r. – średnio 10,6 na miesiąc, 2024 r. – 9,5), dyskontach (odpowiednio 7,8 i 7,2), supermarketach (5,6 i 5,2) oraz hipermarketach (3,1 i 3). – Najwyższy wzrost częstotliwości w formacie convenience bezpośrednio wynika z największego skoku ruchu przy względnie stałej liczbie klientów. Z kolei zwiększenie częstotliwości w pozostałych formatach nastąpiło mimo spadku liczby klientów. To wskazuje na ugruntowanie przyzwyczajeń zakupowych przynajmniej części konsumentów. Niemniej jednak poza formatem convenience zmiany rok do roku nie są niewielkie i nie powinny być odczuwalne dla sklepów – analizuje Mateusz Nowak.

Raport przedstawia też zmiany rdr. dotyczące średniego czasu trwania wizyty w sklepie. Tylko w formacie convenience nastąpił wzrost rdr. (2025 r. – 4 min. i 18 sekund, 2024 r. – 4 min. i 6 sek.). Natomiast spadki widoczne są w pozostałych formatach – w dyskontach (2025 r. – 13 min. i 18 sekund, 2024 r. – 14 min. i 24 sek.), supermarketach (odpowiednio 10 min. i 30 sek. oraz 11 min. i 24 sek.) oraz hipermarketach (20 min. i 21 min. i 6 sek.).

– Wzrost czasu wizyty w kanale convenience należy interpretować w kontekście bardzo wysokiej częstotliwości zakupów. Jednocześnie pozostaje on formatem o zdecydowanie najkrótszym czasie pobytu, co potwierdza jego zadaniowy charakter. Skrócenie czasu wizyt w dyskontach, supermarketach i hipermarketach wskazuje natomiast na większą efektywność zakupów, a nie na spadek zainteresowania nimi. W połączeniu ze stabilnym lub rosnącym ruchem oraz wzrostem częstotliwości wizyt dane sugerują, że klienci szybciej realizują zakupy, ograniczając czas spędzany w sklepie – podkreśla Mateusz Chołuj.

Z analizy wynika, że wzrost rdr. łącznego czasu zakupów nastąpił tylko w kanale convenience (2025 r. – 46 minut, 2024 r. – 39 minut, wzrost rdr. o 17,2%). Natomiast niewielkie spadki rdr. dotyczą dyskontów (2025 r. – godzina i 43 minuty w obu badanych okresach, wg dokładniejszych danych – spadek rdr. o 0,5%), supermarketów (59 min. w każdym roku, ale spadek rdr. o 1,1%) i hipermarketów (godzina i 2 min. oraz godzina i 3 minuty, spadek rdr. o 1,3%). – Efekt wzrostu łącznego czasu zakupów w convenience stores mógł wynikać z rozszerzonego asortymentu, m.in. o artykuły typu food to go i z ich wydłużonego przygotowania do sprzedaży, np. zakupu gorących napojów – analizuje dr Urszula Kłosiewicz-Górecka.

Segment convenience jest też na czele zestawienia udziałów poszczególnych formatów w łącznej liczbie wizyt w badanych placówkach w ub.r. – 44,6% (w 2024 r. – 42,7%). Dalej w rankingu są dyskonty – 31% (poprzednio – 31,5%), supermarkety – 18,9% (19,6%) oraz hipermarkety – 5,5% (6,1%). – Nie dziwi mnie fakt, że udział sklepów convenience wzrósł kosztem innych formatów. Z kolei zwiększenie różnicy między tym segmentem a dyskontami wynika z tego, że wykazały one słabszą dynamikę wzrostu ruchu. Niemniej jednak zmiany te nie są bardzo duże i nie powinny być odczuwalne dla dyskontów – podsumowuje Mateusz Nowak.

ID Logistics przebija miliard euro przychodu w jeden kwartał. Rekordowy rok giganta logistyki

0

Grupa ID Logistics zakończyła 2025 rok ze wzrostem przychodów na poziomie 14,2% (+16,0% w ujęciu like-for-like) względem ubiegłego roku. W IV kwartale Grupa osiągnęła przychód 1 037,5 mln euro, a także utrzymała silną dynamikę handlową, potwierdzoną podpisaniem nowych kontraktów.

– Rok 2025 był dla ID Logistics bardzo udany – silny wzrost utrzymywał się przez cały rok, a w czwartym kwartale po raz pierwszy w historii spółki przychody przekroczyły poziom 1 mld euro. Dzięki kolejnemu rokowi stabilnego wzrostu w ujęciu like-for-like na poziomie 16,0%, Grupa ID Logistics w ciągu pięciu lat ponad dwukrotnie zwiększyła swoje przychody. Osiągnięte wyniki są wyrazem zaufania, jakim obdarzają nas klienci, oraz niezmiennego zaangażowania naszych zespołów. Potwierdzają one jakość naszego pozycjonowania biznesowego, spójność rozwoju geograficznego oraz siłę ducha przedsiębiorczości, który przenika całą organizacjękomentuje Eric Hémar, CEO i prezes zarządu Grupy ID Logistics. 

Przychody, w mln € 2025 2024 Zmiana Zmiana w ujęciu like-for-like*
IV kwartał 1,037.5 925.1 +12.2% +14.7%
Razem w całym roku 3,737.0 3,271.0 +14.2% +16.0%

* patrz załącznik

PRZYCHODY W CZWARTYM KWARTALE 2025 R.: 1 037,5 MLN EURO, WZROST O +12,2% (+14,7% W UJĘCIU LIKE-FOR-LIKE)

W czwartym kwartale 2025 r. Grupa ID Logistics osiągnęła przychody w wysokości 1 037,5 mln euro, co oznacza wzrost o 12,2% rok do roku. Po skorygowaniu o ogólnie niekorzystny efekt walutowy w tym okresie, wzrost ten wyniósł 14,7% w ujęciu like-for-like w porównaniu z czwartym kwartałem 2024 r.

W ostatnim kwartale 2025 r. szczególnie widoczne były następujące trendy:

  • Utrzymujący się, solidny wzrost we Francji, gdzie przychody zwiększyły się o 7,2% (25% przychodów Grupy), pomimo wysokiej bazy porównawczej związanej z bardzo dobrym wynikiem w czwartym kwartale 2024 r. (+15,0%);
  • Silny wzrost przychodów kwartalnych w Europie, z wyłączeniem Francji, o 13,1% w porównywalnym okresie. Region ten odpowiada za 49% przychodów Grupy;
  • Utrzymanie bardzo silnej dynamiki w Ameryce Północnej (19% przychodów Grupy), gdzie wzrost przychodów w ujęciu porównywalnym wyniósł 32,0%;
  • Utrzymanie wysokiego poziomu aktywności w Ameryce Łacińskiej i Azji, ze wzrostem o 13,0% w ujęciu porównywalnym (7% przychodów Grupy).

Na dzień 31 grudnia 2025 r. Grupa ID Logistics osiągnęła przychody na poziomie 3 737,0 mln euro, co oznacza wzrost o 14,2%. Po skorygowaniu o niekorzystny efekt walutowy w 2025 r., dynamika wzrostu wyniosła +16,0% w ujęciu like-for-like w porównaniu z 2024 r. Grupa ID Logistics utrzymała również silną dynamikę handlową, uruchamiając 27 nowych projektów w roku obrotowym 2025.

NOWE KONTRAKTY

W czwartym kwartale 2025 r. Grupa ID Logistics kontynuowała intensywny rozwój działalności handlowej, pozyskując oraz uruchamiając nowe kontrakty, w tym m.in.:

  • W 2026 r. ID Logistics otworzy w Wielkiej Brytanii nową lokalizację dla globalnego lidera e-commerce, wieloletniego klienta Grupy. Operacja będzie prowadzona w południowo-wschodniej Anglii, w obiekcie o powierzchni 41 000 m², i zapewni zatrudnienie dla 450 pracowników. Będzie to czwarty projekt Grupy w Wielkiej Brytanii od momentu wejścia na ten rynek, niespełna trzy lata temu. Łącznie ID Logistics będzie zatrudniać w tym kraju 1 200 osób i dysponować powierzchnią magazynową o łącznej powierzchni 130 000 m²;
  • Grupa ID Logistics rozwija współpracę z wieloletnim klientem – globalnym liderem branży meblarskiej. Po Niemczech i Polsce, w 2026 r. zostanie uruchomiona nowa lokalizacja o powierzchni 35 000 m² w południowej części Lizbony w Portugalii, dedykowana obsłudze asortymentu wyposażenia kuchni;
  • ID Logistics kontynuuje rozwój w sektorze fashion, rozpoczynając pierwszą współpracę z Grupą H&M w Brazylii. W czwartym kwartale 2025 r. zakończono proces ramp-up nowej lokalizacji o powierzchni 25 000 m² w stanie Minas Gerais, zatrudniającej 150 pracowników.

PERSPEKTYWY

Wzrost działalności Grupy odnotowany w 2025 r., charakteryzujący się uruchomieniem 27 nowych operacji oraz rozpoczęciem działalności w Kanadzie, stanowi istotną dźwignię dalszego rozwoju w nadchodzących miesiącach. Jednocześnie Grupa ID Logistics pozostaje skoncentrowana na zwiększaniu produktywności w niedawno uruchomionych lokalizacjach oraz potwierdza gotowość do wykorzystywania pojawiających się możliwości wzrostu zewnętrznego.

Miękkie hamowanie w 2026? Leasingobiorcy i dealerzy przygotowują się na zmiany

Podczas gdy Unia Europejska notuje symboliczne wzrosty, polski rynek pojazdów lekkich zakończył 2025 rok z dynamiką przekraczającą 8 procent. Choć branża leasingowa świętuje dwucyfrowe wzrosty, eksperci Carefleet z Grupy EFL ostrzegają, że nadchodzące miesiące będą testem odporności na zmiany podatkowe i agresywną ekspansję marek z Chin. Rok 2025 potwierdził utrwalenie pozytywnego trendu w Polsce, obejmującego zarówno samochody osobowe, jak i lekkie dostawcze do 3,5 tony. W całym ubiegłym roku zarejestrowano łącznie 667 591 takich pojazdów, co na tle rynków unijnych, które wzrosły zaledwie o 1,8 procent przy wolumenie 10,8 mln sztuk, stawia Polskę w roli regionalnego lidera wzrostów.

Z perspektywy finansowania pojazdy lekkie pozostały kluczowym motorem rynku leasingu, generując wzrost wartości kontraktów na poziomie około 12–13 procent rok do roku. Robert Dudziński, dyrektor sprzedaży Carefleet w Grupie EFL, zauważa, że wzrost ten miał w dużej mierze charakter ilościowy przy ograniczonym wzroście średniej wartości finansowania. Było to bezpośrednim efektem stabilizacji cen oraz głębokich rabatów oferowanych przez producentów. Jednym z najważniejszych czynników kształtujących rynek była rosnąca obecność marek chińskich, których agresywna ekspansja wymusiła wcześniejsze obniżki cen u konkurencji z Europy, Japonii i Korei. Choć tańsze i dobrze wyposażone pojazdy zwiększyły dostępność aut dla szerszej grupy klientów, jednocześnie skomplikowały one prognozowanie wartości końcowej pojazdów, co jest kluczowe dla bezpiecznych modeli leasingowych.

Prognozy na 2026 rok zapowiadają okres podwyższonej zmienności i wyzwań strukturalnych, a tempo wzrostu finansowania może obniżyć się do poziomu 10–11 procent. Rynek będzie znajdował się pod silnym wpływem zmian w zasadach kwalifikacji kosztów podatkowych dla leasingu operacyjnego, które weszły w życie 1 stycznia 2026 roku. Choć fundamenty makroekonomiczne pozostają solidne, a prognozowany wzrost PKB w przedziale 3,5–4,0 procent napędza optymizm, to pierwsza połowa roku będzie obciążona pełnym efektem nowych regulacji. Dodatkowo nasilać się będzie presja związana z transformacją technologiczną i emisyjną flot. W ocenie ekspertów nadchodzące miesiące premiować będą te instytucje finansowe, które potrafią elastycznie zarządzać ryzykiem i szybko adaptować ofertę do coraz bardziej złożonego oraz konkurencyjnego otoczenia, zdominowanego przez napór producentów spoza Europy.

Autonomiczne ataki i ryzykowne prompty: Jak sztuczna inteligencja zmienia oblicze cyberwojny

Cyberbezpieczeństwo przestaje być problemem działów IT, a staje się twardym ryzykiem biznesowym. Skala ataków rośnie w tempie, które jeszcze kilka lat temu wydawało się nieosiągalne. W 2026 roku na jedną organizację przypada już średnio ponad 2100 cyberataków tygodniowo, co oznacza ponad 70-procentowy wzrost względem 2023 roku. Takie wnioski płyną z najnowszego Cyber Security Report 2026 opublikowanego przez Check Point Software.

Aż 89% firm zetknęło się z ryzykownymi poleceniami kierowanymi do narzędzi AI. Ataki typu ransomware zwiększyły się w 2025 r. o 53%. Spośród 10 tys. analizowanych serwerów Model Context Protocol (MCP), 40% wykazało potencjalne zagrożenia.

Za gwałtowną eskalacją stoi między innymi sztuczna inteligencja. To ona „daje turbodoładowanie” cyberprzestępcom – automatyzuje procesy, obniża próg wejścia i pozwala prowadzić ataki szybciej, taniej oraz na masową skalę. Jak podkreśla Lotem Finkelstein, VP of Research w Check Point Software, branża bezpieczeństwa i cyberprzestępczość przechodzą jedną z najszybszych transformacji od lat. AI nie zwiększa wyłącznie liczby ataków, lecz fundamentalnie zmienia ich mechanikę: od ręcznych działań do zautomatyzowanych kampanii, a nawet pierwszych form ataków autonomicznych.

Raport pokazuje wyraźnie, że wraz z wzrostem popularności narzędzi AI rośnie ryzyko – co 41. prompt został sklasyfikowany jako wysokiego ryzyka. To sygnał, że sztuczna inteligencja staje się nie tylko narzędziem produktywności, ale też nowym wektorem zagrożeń.

Równolegle przyspiesza rynek ataków dla okupu. Ekosystem ransomware ulega decentralizacji – zamiast kilku dużych grup pojawiają się mniejsze, wyspecjalizowane zespoły działające w modelu ransomware-as-a-service. Efekt? 53-procentowy wzrost liczby ofiar rok do roku oraz 50-procentowy wzrost liczby nowych grup. AI wspiera tu cały proces: od selekcji celów, przez negocjacje, po optymalizację działań operacyjnych.

Zmienia się także krajobraz ataków socjotechnicznych. Cyberprzestępcy coraz częściej prowadzą skoordynowane kampanie wielokanałowe – równolegle przez e-mail, strony WWW, telefon i platformy współpracy. Techniki typu ClickFix urosły aż o 500 proc., wykorzystując fałszywe komunikaty „techniczne” do manipulowania użytkownikami. Z kolei podszywanie się przez telefon ewoluowało w bardziej ustrukturyzowane próby infiltracji organizacji. Wraz z tym, jak AI jest wbudowywana w przeglądarki, narzędzia SaaS i platformy współpracy, cyfrowe środowisko pracy staje się nową warstwą zaufania – i nowym polem ataku.

Eksperci zwracają też uwagę na rosnącą rolę słabo zabezpieczonych urządzeń brzegowych. Nadzorem często nie są objęte systemy edge, VPN czy IoT, które coraz częściej pełnią rolę „cichych przekaźników” pozwalających atakującym zlewać się z legalnym ruchem sieciowym. Dodatkowo analiza przeprowadzona przez spółkę Lakerę (należącą do Check Point), wykazała luki bezpieczeństwa w 40 proc. z 10 tys. analizowanych serwerów Model Context Protocol (MCP). To wyraźny sygnał, że wraz z masowym wdrażaniem modeli, agentów i systemów AI rośnie też ekspozycja firm na nowe klasy zagrożeń.

Co to oznacza dla biznesu?

Wniosek z raportu jest jednoznaczny: ataki działają dziś „z prędkością maszyn”. To premiuje strategię prevention-first – zatrzymywanie zagrożeń, zanim dojdzie do ruchu bocznego, wycieku danych czy szantażu. Check Point rekomenduje ponowną weryfikację fundamentów cyberbezpieczeństwa pod kątem ery AI, szczególne zabezpieczenie cyfrowego środowiska pracy, gdzie krzyżują się zaufanie ludzi i automatyzacja, oraz utwardzanie brzegu sieci. Urządzenia edge, VPN i IoT coraz częściej stają się bowiem niepozornymi, ale krytycznymi punktami wejścia do organizacji.

Strategia na trudne czasy. Sławomir Majchrowski wyjaśnia, dlaczego Grupa Selena stawia na ekspansję

Stagnacja branży to wbrew pozorom nie czas, by firma stała
w miejscu. Identyfikacja i selektywne wykorzystywanie szans inwestycyjnych to klucz do rozwoju 
– mówi Sławomir Majchrowski, prezes Grupy Selena.

Ostatnie dane GUS wskazują jednoznacznie – polskie budownictwo czekało przez cały 2025 rok na wyraźne odbicie, które finalnie nie nastąpiło. Według analityków bowiem liczba pozwoleń na budowę mieszkań w minionym roku spadła o 8,8 proc. w porównaniu do 2024 roku, przy czym w segmencie deweloperskim aż o 16,6 proc. Mniej było również rozpoczętych budów – o ponad 9 proc. r/r. W skali ostatnich pięciu lat słabszy pod względem wydanych pozwoleń na budowę był tylko rok 2023.

W takich warunkach naturalną reakcją wielu firm jest ograniczanie inwestycji i czekanie na lepszy moment. Doświadczenia Grupy Selena pokazują jednak coś zupełnie innego. Momenty przesileń gospodarczych są zawsze okazją, by szczególnie bacznie przyjrzeć się rynkowi – zidentyfikować obszary niedoszacowane, zlokalizować spółki poszukujące inwestora, nisze produktowe czy rynki geograficzne, które mogą zyskiwać na znaczeniu.

Takie podejście towarzyszyło Selenie przez cały 2025 rok, który bez wątpienia był czasem dużych, znacząco uzupełniających portfolio produktowe, a tym samym rozwojowych inwestycji. Na rodzimym rynku nabyliśmy 100% udziałów w spółce PHP TES oraz pakiet większościowy akcji Izolacji-Jarocin SA. Umacnialiśmy też swoją pozycję zagranicą, szczególnie w Europie Zachodniej. Tu wskazać należy zakup firmy ACDIS France – renomowanego dystrybutora materiałów budowlanych oraz podpisanie warunkowej umowy nabycia 100% udziałów portugalskiego holdingu Grupo IGM – lidera w produkcji i dystrybucji wysokiej jakości płyt warstwowych.

W 2026 roku również nie będziemy zwalniać tempa. Przygotowujemy się do budowy drugiego zakładu produkcyjnego w Kazachstanie, a wybór tej destynacji także nie jest przypadkowy. Kazachstan to bowiem kraju o dynamicznie rosnącej gospodarce, z PKB zwiększającym się w tempie ok. 6–6,5 proc. i jednym z najszybciej rozwijających się sektorów budownictwa w regionie. Wzrost ten napędzany jest zarówno przez inwestycje publiczne, jak i prywatne. Budownictwo mieszkaniowe osiągnęło tu w 2025 roku rekordowy poziom, ale wcale nie mniejszy potencjał generuje budownictwo infrastrukturalne i przemysłowe, związane z rozwojem logistyki, magazynów, centrów przemysłowych i obiektów użyteczności publicznej. To rynek, który pełni rolę naturalnego hubu dla Azji Centralnej i daje solidne podstawy do dalszej ekspansji, zwłaszcza w kierunku Uzbekistanu i Kirgistanu. Z perspektywy Grupy Selena Kazachstan jest również najbardziej dojrzałym i efektywnym operacyjnie rynkiem w tej części świata, umożliwiającym obsługę sąsiednich krajów z jednego centrum produkcyjno-logistycznego.

W kolejnych miesiącach tego roku planujemy przyjąć podobne podejście – uważnie, systematycznie obserwować rynek i konsekwentnie szukać projektów, które w długim terminie mogą budować wartość biznesu Grupy Selena.

Marcin Bardecki nowym Prezesem Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego

Marcin Bardecki – szef Nokian Tyres – objął funkcję prezesa zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO) na 2026 rok. Wiceprezesami zostali Nicolas Reboul z Michelin oraz Marcin Wieteska z Pirelli. Polski Związek Przemysłu Oponiarskiego jest organizacją przemysłową producentów opon i głosem branży w Polsce i Unii Europejskiej. Realizuje projekty zwiększające świadomość kierowców o wpływie opon na bezpieczeństwo drogowe oraz certyfikację jakości serwisów oponiarskich i szkolenia dla nich.

Dzięki tym działaniom Związek przyczynia się do poprawy bezpieczeństwa na drogach. Branża jest znaczącym eksporterem wysyłającym na wszystkie kontynenty opony made in Poland. W ostatnich latach producenci opon zainwestowali w Polsce niemal 1 miliard złotych w rozwój technologii i miejsc pracy.

PZPO pełni rolę reprezentanta i rzecznika branży oponiarskiej w dialogu z administracją publiczną,  instytucjami regulacyjnymi oraz innymi interesariuszami rynku. Aktywnie uczestniczymy w pracach dotyczących zagadnień gospodarczych, bezpieczeństwa ruchu drogowego, standardów technicznych, a także polityk związanych z ochroną środowiska, klimatem i transformacją energetyczną. Od ponad dekady konsekwentnie realizujemy ogólnopolskie kampanie edukacyjne i informacyjne, których celem jest podnoszenie świadomości społecznej na temat kluczowej roli opon w zapewnieniu bezpieczeństwa na drogach. Przez działania skierowane do kierowców, flot, instytucji oraz mediów zwracamy uwagę na znaczenie właściwego doboru, stanu technicznego i eksploatacji opon dla bezpieczeństwa wszystkich uczestników ruchu drogowego. Jednocześnie branża oponiarska aktywnie angażuje się w inicjatywy o charakterze społecznym i pomocowym. Od wielu lat przekazujemy opony dla służb ratunkowych, wspierając m.in. karetki Centrum Zdrowia Dziecka, jednostki Ochotniczych Straży Pożarnych, a także karetki używane przez wszystkie Grupy GOPR. Działania te stanowią wyraz odpowiedzialności społecznej branży oraz realnego wkładu w poprawę bezpieczeństwa i sprawności działań ratowniczych w całym kraju podkreśla Marcin Bardecki, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Oponiarskiego (PZPO).

Członkowie PZPO są przedstawicielami największych w Polsce i na świecie producentów opon. Reprezentują branżę zatrudniającą bezpośrednio w naszym kraju ponad 11.000 pracowników w fabrykach i firmach handlowych. Codziennie z tych fabryk wyjeżdża ponad 140 tys. opon do samochodów osobowych, ciężarowych, autobusów, czy maszyn rolniczych i przemysłowych.

Marcin Bardecki, absolwent warszawskiej SGH, rozpoczął przygodę z branżą oponiarską w 1993 roku. Przepracował 15 lat w koncernie Bridgestone, rok dla ITR (Yokohama). Od lutego 2016 pracuje w Nokian Tyres, a od września 2019 pełni funkcję prezesa zarządu polskiego oddziału firmy.

Wrocław z rekordem najmu w 2025 r.: prawie 180 tys. m², ale pustostany sięgają 19,9%

Wrocławskie biura w 2025 roku odnotowały historyczny rekord aktywności najemców, osiągając wolumen najmu na poziomie niemal 180 tys. m kw. Jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Savills, mimo bezprecedensowego popytu, miasto boryka się z wysokim współczynnikiem pustostanów (19,9%) oraz niemal całkowitym wstrzymaniem nowej podaży, co prowadzi do wyraźnej polaryzacji stawek czynszowych.

Wrocławski rynek biurowy zamknął 2025 rok z całkowitymi zasobami wynoszącymi 1,33 mln m kw. Największą strefą pozostaje Centrum (36% udziału), a następnie strefy Zachodnia (33%) oraz Południowa (22%). Choć ubiegły rok nie przyniósł żadnych nowych budynków oddanych do użytkowania, popyt osiągnął najwyższy poziom w historii stolicy Dolnego Śląska – 179 600 m kw., co stanowi wzrost o 23% rok do roku. Szczególnie intensywny był czwarty kwartał, w którym podpisano umowy na 75,6 tys. m kw.

Struktura popytu wskazuje jednak na dużą ostrożność firm. Dominującą formą transakcji pozostały renegocjacje, które odpowiadały za 57% całkowitego wolumenu. Nowe umowy stanowiły 30%, a ekspansje 10%. Największą aktywność wykazały sektory usług biznesowych (23%), IT (17%) oraz produkcyjny (16%).

Wrocławski rynek znajduje się w punkcie zwrotnym. Z jednej strony mamy rekordową aktywność najemców, z drugiej – niemal całkowite wyhamowanie nowych inwestycji, co w 2025 roku zaowocowało zerową nową podażą. Rekordowa skala renegocjacji potwierdza, że firmy koncentrują się obecnie na optymalizacji kosztów i efektywnym wykorzystaniu posiadanej przestrzeni, zamiast na ekspansji. Obserwujemy silną polaryzację: budynki o najwyższym standardzie w najlepszych lokalizacjach trzymają cenę i przyciągają najemców, podczas gdy starsze obiekty w gorszych lokalizacjach muszą coraz agresywniej walczyć o klienta stawkami czynszu. Ta luka jakościowa będzie się pogłębiać, dopóki na rynek nie trafią nowe projekty o wysokim standardzie – mówi Dorota Kościelniak, Director, Office Agency Wrocław, Savills.

Sytuacja podażowa pozostaje trudna. Obecnie w budowie znajdują się tylko dwa projekty w strefie Południowej o łącznej powierzchni 20,4 tys. m kw. – Swobodna SPOT oraz The Park Wrocław 2. Oba z terminem oddania w 2026 roku. – Brak nowej podaży w 2027 roku i niepewność co do projektów planowanych na rok 2028 mogą wkrótce doprowadzić do deficytu nowoczesnej powierzchni klasy A – dodaje Dorota Kościelniak.

Mimo braku nowych budynków, wskaźnik pustostanów wzrósł do 19,9% (266,3 tys. m kw. powierzchni). Aż 80% wolnej przestrzeni znajduje się w starszych budynkach i kompleksach, co przy obecnym trendzie „flight to quality” (ucieczki do jakości) utrudnia ich szybką komercjalizację. Czynsze za najlepsze biura wzrosły do 17,00 EUR/m kw./miesiąc, podczas gdy w mniej atrakcyjnych lokalizacjach czynsze w projektach klasy A spadły do poziomu 13,50 EUR. Opłaty eksploatacyjne ustabilizowały się w przedziale 20,00–30,00 PLN/m

Agnieszka Fijałkowska obejmuje stanowisko Dyrektor HR Gi Group Holding

0

Z początkiem lutego Agnieszka Fijałkowska objęła stanowisko Dyrektor HR Gi Group Holding w Polsce, międzynarodowej agencji działającej w obszarze rekrutacji i doradztwa HR. Będzie odpowiadała za budowanie i wdrażanie strategii HR, wzmacnianie kultury organizacyjnej oraz wspieranie realizacji celów biznesowych spółek wchodzących w skład holdingu, w tym Gi Group, Grafton Recruitment i Wyser.

Agnieszka Fijałkowska jest związana z branżą HR od wielu lat. Jej doświadczenie obejmuje rozwój rozwiązań rekrutacyjnych i motywacyjnych, programów kompetencyjnych oraz narzędzi wspierających codzienną pracę zespołów. Z jednej strony skupia się na efektywności, z drugiej na odpowiedzialnym przywództwie oraz przemyślanym, świadomym budowaniu kultury organizacyjnej, sprzyjającej rozwojowi organizacji i pracowników.

Do Gi Group Holding dołączyła jesienią ub. roku. W ramach struktur holdingu pełniła funkcję HR Project Managera w Grafton Recruitment, gdzie realizowała projekty rozwojowe dla klientów firmy i wspierała menedżerów w kluczowych obszarach zarządzania. Wcześniej odpowiadała za strategie rekrutacyjne i pozyskiwanie talentów w regionie Europy Środkowo‑Wschodniej w Allergan Aesthetics (AbbVie). Doświadczenie zdobywała również jako HR Business Partner w BGK oraz Asseco Data Systems, gdzie odpowiadała za kluczowe procesy HR – od rekrutacji i onboardingu, przez administrację personalną i payroll, po wdrażanie narzędzi i procedur HR, koordynację procesów ocen, działań rozwojowych i projektów związanych ze zmianami organizacyjnymi. W Asseco Data Systems uczestniczyła także w integracji przejmowanych spółek oraz kierowała zespołem administracyjnym. Karierę zawodową rozpoczynała w sektorze farmaceutycznym jako HR Manager w Solvay Pharma Polska i MSD, gdzie odpowiadała za rekrutację, szkolenia i rozwój pracowników oraz administrację personalną.

Wieloletnie doświadczenie Agnieszki, rozumienie potrzeb rynku pracy oraz nowoczesne spojrzenie na rolę HR w organizacji idealnie wpisują się w kierunek, w jakim rozwija się Gi Group Holding. Jej kompetencje w obszarze zarządzania w zmiennym otoczeniu biznesowym, a jednocześnie dostrzeganie roli rozwoju kompetencji i budowania przyjaznego środowiska pracy są dla nas realną wartością – podkreśla Marcos Segador Arrebola, Country Manager Gi Group Holding w Polsce.

Agnieszka Fijałkowska jest absolwentką Wydziału Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów podyplomowych z zarządzania zasobami ludzkimi w Akademii Leona Koźmińskiego.

Rollercoaster na złocie i srebrze: Wielki powrót po najmocniejszym spadku od lat

Po gwałtownej korekcie złoto i srebro dziś wyraźnie odbijają. Złoto rośnie o ponad 5 proc., wracając w okolice 4920 dolarów za uncję, a srebro zyskuje ponad 13 proc., przekraczając 87 dolarów. Odbicie następuje po wyjątkowo długiej i dynamicznej hossie – na złocie trwającej 864 sesje, a na srebrze aż 878 sesji. Skala wcześniejszych wzrostów sprawiła, że rynek był mocno przegrzany, a ostatnie ruchy pokazują, jak napięta pozostaje dziś sytuacja na metalach szlachetnych. W badaniu Puls inwestora indywidualnego eToro 51 proc. respondentów oczekuje wzrostu cen złota w perspektywie 6-12 miesięcy, podczas gdy spadków spodziewa się 16 proc.

Dzisiejsze odbicie złota następuje po jednym z najbardziej gwałtownych załamań ostatnich lat. W ciągu dwóch sesji ceny spadły o 13 proc., doszło też do najmocniejszego jednodniowego spadku od 2013 roku. Spadek przerwał rekordowo długą hossę, która trwała przez 864 wzrostowe sesje.

Mimo tej korekty długoterminowy obraz rynku nie uległ zasadniczej zmianie. Złoto wciąż pozostaje aktywem, które inwestorzy traktują jako zabezpieczenie przed inflacją, ryzykiem politycznym i osłabieniem siły nabywczej walut. Ostatnie spadki raczej schłodziły rynek po bardzo długim okresie wzrostów niż podważyły sens całego trendu.

Na rynku srebra ruchy były jeszcze bardziej gwałtowne. Po wcześniejszym bardzo silnym rajdzie ceny zanotowały jednorazowy spadek sięgający niemal 30 proc., największy od początku lat 80. Następnie doszło do szybkiego odbicia, które dziś ponownie wyniosło notowania powyżej 87 dolarów za uncję.

Korekta zakończyła rekordowo długi rynek byka na srebrze, który trwał 878 sesji. Tak długi okres wzrostów sprawił, że rynek stał się wyjątkowo podatny na emocje i gwałtowne odpływy kapitału spekulacyjnego. Srebro tradycyjnie porusza się bardziej dynamicznie niż złoto, a ostatnie wahania tylko to potwierdzają.

Skala spadków była w dużej mierze efektem czynników technicznych. Zarówno złoto, jak i srebro znajdowały się bardzo daleko od swoich długoterminowych średnich cen, co historycznie zwiększa ryzyko gwałtownego cofnięcia. Ceny rosły zbyt szybko, a rynek był silnie oparty na krótkoterminowych zakładach na dalsze wzrosty. W takiej sytuacji nawet niewielki impuls wystarcza, by uruchomić lawinę sprzedaży.

Nominacja Kevina Warsha na kandydata na szefa Rezerwy Federalnej, umocnienie dolara były raczej zapalnikiem niż prawdziwą przyczyną korekty. Wielu analityków zwraca uwagę, że skala spadków była większa, niż wynikałoby to z samych fundamentów.

Dla rynku złota i srebra kluczowe pozostają oczekiwania wobec polityki Fed. Stopy procentowe w USA pozostają na relatywnie wysokim poziomie, a bank centralny sygnalizuje, że z ewentualnymi obniżkami nie będzie się spieszył. Dla inwestorów oznacza to, że dolar może się wzmacniać, a to zwykle przekłada się na większą zmienność na rynku metali.

Pojawienie się kandydata na szefa Fed wprowadza dodatkową niepewność. Rynek nie wie jeszcze, jak zdecydowanie nowy szef będzie walczył z inflacją i jak szybko mógłby zmieniać politykę pieniężną. Ta niepewność sprawia, że inwestorzy reagują nerwowo nawet na drobne sygnały, co sprzyja gwałtownym ruchom cen.

Uzupełnieniem tego obrazu są nastroje inwestorów indywidualnych w Polsce. Według badania Puls Inwestora Indywidualnego eToro z grudnia zeszłego roku, wśród polskich inwestorów dominuje nastrój umiarkowanego optymizmu wobec rynku złota w horyzoncie 6-12 miesięcy. 44 proc. respondentów zakłada umiarkowany wzrost cen, a kolejne 7 proc. liczy na wyraźne zwyżki. Jednocześnie 24 proc. inwestorów oczekuje stabilizacji notowań na obecnych poziomach. Spadków spodziewa się łącznie 16 proc. badanych, przy czym zdecydowana większość wskazuje na scenariusz umiarkowanej korekty. Brak jednoznacznej opinii deklaruje 9 proc. respondentów, co dobrze oddaje niepewność towarzyszącą rynkowi po długiej hossie i gwałtownych ostatnich wahaniach. Ten rozkład odpowiedzi dobrze wpisuje się w obecną sytuację – po bardzo długiej hossie i gwałtownej korekcie dominują oczekiwania na dalsze wzrosty, ale już bez euforii, z większą świadomością ryzyka i podwyższonej zmienności.

W takim otoczeniu ostatnie odbicie złota i srebra pokazuje, że popyt wciąż jest obecny, ale po tak długiej hossie zmienność może pozostać podwyższona jeszcze przez dłuższy czas.