Offshore wchodzi w etap integracji z systemem. Inwestycje na Bałtyku mogą sięgnąć 500 mld zł do 2040 r.

Rok 2026 będzie czasem, gdy umacnia się pozycja morskiej energetyki wiatrowej jako kluczowego elementu krajowego miksu energetycznego i strategicznej inwestycji infrastrukturalnej. Po rozstrzygnięciu aukcji i przyspieszeniu prac przygotowawczych,  offshore wind wchodzi w etap integracji z systemem elektroenergetycznym, łańcuchami dostaw i polityką przemysłową państwa. Skala planowanych inwestycji – sięgająca nawet 500 mld zł do 2040 r. – czyni ten sektor jednym z głównych motorów transformacji energetycznej, rozwoju krajowego przemysłu oraz wzmacniania bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Skala inwestycji planowanych na Bałtyku nie ma precedensu. Wartość projektów realizowanych w pierwszej fazie rozwoju morskiej energetyki wiatrowej (MEW) przekracza 130 mld zł, a do 2040 r. może sięgnąć nawet 400–500 mld zł. To przedsięwzięcie, którego kapitał jest większy niż Centralnego Portu Komunikacyjnego i elektrowni jądrowej łącznie. Offshore wind staje się też impulsem do budowy nowego łańcucha dostaw i fundamentem rozwoju nowoczesnego przemysłu energetycznego w Polsce, który angażuje setki polskich firm.

– Morska energetyka wiatrowa jest już dziś postrzegana jako projekt strategiczny, którego rozwoju Polska nie ma czym zastąpić. Wygaszanie węglowych jednostek wytwórczych, ograniczenia rozwoju energetyki gazowej oraz długi horyzont uruchomienia pierwszej elektrowni jądrowej sprawiają, że offshore pozostaje jedynym źródłem zdolnym dostarczyć duże wolumeny zeroemisyjnej energii w relatywnie krótkim czasie. To nie tylko kwestia klimatu, ale przede wszystkim bezpieczeństwa energetycznego i stabilności gospodarki. mówi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW).

Branża apeluje o stabilność i przewidywalność otoczenia regulacyjnego

Tymczasem Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK), opracowany przez Ministerstwo Energii redukuje skalę rozwoju energetyki wiatrowej bez przedstawienia jakichkolwiek analiz. Propozycje Ministerstwa Energii ograniczają rozwój energetyki wiatrowej na lądzie do 20,4 GW w scenariuszu WEM (mało ambitnym), zamiast 34,5 GW proponowanych w poprzedniej wersji KPEiK, czyli o ponad 14 GW. Z kolei w zakresie morskiej energetyki wiatrowej plany rozwoju zostały zredukowane do 11,8 GW z wcześniej wskazywanych 18 GW (zmniejszenie o 6,2 GW), mimo że właśnie rozstrzygnięte aukcje offshore pokazały jedne z najtańszych cen nowych mocy w systemie.

Warto podkreślić, że ograniczenie docelowej skali morskiej energetyki wiatrowej do 11,8 GW w projekcie KPEiK nie oznacza cofnięcia zaplanowanych już aukcji ani anulowania istniejących projektów. Dokument ten ma charakter planistyczno-scenariuszowy i nie zmienia obowiązujących ram prawnych. Jednocześnie jednak tak istotna redukcja dotycząca ambicji naszej strategii wysyła silny sygnał do rynku, który pozostaje w sprzeczności z harmonogramem kolejnych aukcji zaplanowanych na lata 2027, 2029 i 2031.

– Jest to administracyjne hamowanie technologii, którą rynek i regulator jednoznacznie uznają za najtańsze źródło nowych mocy w systemie. Konsekwencje przyjętych założeń oznaczają silne szoki cenowe, których koszty poniosą odbiorcy energii, przemysł energochłonny oraz cała gospodarka – mówi Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (PSEW).

Pierwszy prąd z farm wiatrowych na Bałtyku już w 2026 r.

Już dziś portfel projektów morskiej energetyki wiatrowej w Polsce przekracza poziom 11,8 GW wskazany w projekcie KPEiK. Obejmuje on 5,9 GW realizowane w I fazie oraz ok. 3,4 GW zakontraktowane w aukcji z 2025 r., a także kolejne obszary przygotowywane pod przyszłe aukcje, których potencjał szacowany jest na kilka gigawatów. Jednocześnie rządowy harmonogram zakłada przeprowadzenie kolejnych aukcji na łącznie 8 GW w latach 2027–2031, co pokazuje, że faktyczne działania inwestycyjne wykraczają poza bardziej zachowawczy scenariusz zapisany w KPEiK.

Pozytywne rozstrzygnięcie aukcji offshore w 2025 r. potwierdziło, że sektor ma realne podstawy i gotowość do dalszego rozwoju i stanowi ważny element zabezpieczenia systemu przed luką generacyjną. Bez nowych mocy wytwórczych Polska byłaby zmuszona do zwiększonego importu energii, co osłabiłoby konkurencyjność gospodarki i podniosło koszty dla odbiorców końcowych.

– W dłuższym horyzoncie morska energetyka wiatrowa odegra istotną rolę w obniżaniu i stabilizowaniu cen energii. Każdy dodatkowy gigawat mocy zainstalowanej na morzu wypiera z rynku najdroższe źródła, które dziś często wyznaczają cenę krańcową, poprawiając jednocześnie konkurencyjność polskich przedsiębiorstw na rynkach międzynarodowych. – podkreśla Oliwia Mróz-Malik, Menedżer ds. morskiej energetyki wiatrowej, inwestycji i rozwoju w PSEW.

Koło zamachowe gospodarki

Morska energetyka wiatrowa to jednocześnie ogromna szansa dla polskich firm. Szacuje się, że udział krajowych przedsiębiorstw w łańcuchu dostaw może przekroczyć 40%, a już dziś widać, że ten udział systematycznie rośnie. Do zrealizowanych inwestycji, takich jak gdańska fabryka wież Baltic Towers, fabryka montażowa gondoli turbin morskich Vestas, czy pierwszy etap portu instalacyjnego w Świnoujściu, dołączą wkrótce kolejne.

W realizacji są kolejne kluczowe dla offshore wind przedsięwzięcia: port instalacyjny w Gdańsku o wartości około 1,2 mld zł, fabryka wież Windar w Szczecinie za około 700 mln zł, która ma zapewnić 450 miejsc pracy, następne etapy rozbudowy portu w Świnoujściu oraz nowe bazy serwisowe w Łebie, Ustce i Władysławowie. To twarde dane pokazujące, że za pojęciem „offshore wind” stoją realne inwestycje przemysłowe, miejsca pracy, kontrakty dla lokalnych firm oraz nowoczesne kompetencje, które pozostaną w polskiej gospodarce na lata.

– Morska energetyka wiatrowa to dziś jeden z nielicznych projektów, w których ambicje energetyczne Polski bezpośrednio przekładają się na realne inwestycje przemysłowe i szereg korzyści społecznych i gospodarczych dla polskiej gospodarki. Setki miliardów złotych nakładów, dziesiątki miliardów wpływów do finansów publicznych i rosnący udział polskich przedsiębiorstw w łańcuchu dostaw pokazują, że offshore wind nie jest wizją, lecz trwałym fundamentem rozwoju gospodarczego, kompetencyjnego i technologicznego kraju. dodaje Oliwia Mróz-Malik.

Jednocześnie, obok ogromnych inwestycji realizowanych w sektorze, coraz wyraźniej widocznym wyzwaniem staje się narastająca dezinformacja dotycząca morskiej energetyki wiatrowej. Nieprawdziwe przekazy koncentrują się m.in. wokół kwestii oddziaływania farm wiatrowych, kosztów inwestycji czy opłacalności tej technologii. W odpowiedzi na te wyzwania oraz w celu budowania rzetelnego społecznego zrozumienia dla rozwoju morskiej energetyki wiatrowej, Polskie Stowarzyszenie Energetyki Wiatrowej zainicjowało ogólnopolską kampanię edukacyjno-informacyjną. Projekt realizowany jest we współpracy z Fundacją ORLEN.

Kraków wdraża QKD do zabezpieczenia wymiany danych między instytucjami

Dzięki wdrożeniu przez Akademickie Centrum Komputerowe Cyfronet AGH technologii kwantowej dystrybucji klucza, Urząd Miasta Krakowa stał się pierwszą instytucją połączoną w ten sposób z centrum obliczeniowym.

To przełomowy krok, który otwiera nową erę bezpiecznej komunikacji
i wzmacnia rolę Krakowa jako miasta stawiającego na najdoskonalsze, bo kwantowe, rozwiązania w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Kwantowa tarcza ochronna na rzecz Krakowa

Technologia kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących (zwana dalej QKD – Quantum Key Distribution) to jedna z najnowocześniejszych technologii kryptograficznych. Wykorzystuje prawa mechaniki kwantowej, by tworzyć i przesyłać klucze szyfrujące. Jej wyjątkowość polega na tym, że każda próba przechwycenia transmisji automatycznie niszczy klucz i uruchamia alarm. Klucze są generowane w czasie rzeczywistym, co eliminuje potrzebę ich przechowywania i zapewnia maksymalny poziom ochrony. Specjaliści z ACK Cyfronet AGH zaprojektowali, zbudowali i uruchomili system kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących pomiędzy Urzędem Miasta Krakowa a Cyfronetem AGH. Jest to pierwsze w regionie tego typu połączenie, które umożliwia przesyłanie kluczy szyfrujących, wykorzystywanych do zabezpieczania łącza sieciowego o przepustowości 100 Gbps (gigabitów na sekundę).

– Dzięki temu możliwe jest bezpieczne przesyłanie danych między instytucjami, m.in. w celu archiwizacji, wymiany baz danych, analizy danych czy wzbogacania treści serwisów informacyjnych Urzędu Miasta Krakowa – wyjaśnia Karol Krawentek, Zastępca dyrektora ACK Cyfronet AGH ds. Infrastruktury Centrum Danych.

Cyfrowa Tarcza Krakowa – coraz mocniejsza

Kwantowa dystrybucja klucza to technologia zabezpieczeń, która znacząco wyprzedza obecne standardy. Jest to ważny krok w kierunku przeciwdziałania potencjalnym zagrożeniom związanym z wykorzystaniem przyszłych komputerów kwantowych do łamania obecnie używanych szyfrów. Tym samym technologie QKD przyczyniają się do zabezpieczania krytycznej infrastruktury Krakowa. Wdrożenie technologii kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących jest efektem współpracy pomiędzy Akademią Górniczo-Hutniczą a Urzędem Miasta Krakowa, rozszerzając jedno z głównych założeń Cyfrowej Tarczy Krakowa tj.: zapobiegać zagrożeniom
w cyberprzestrzeni, zanim te nastąpią.

To nie jest projekt na dziś, ale inwestycja w bezpieczeństwo Krakowa na dekady.
Po podpisaniu listu intencyjnego z AGH mówiliśmy, że chcemy wyprzedzać zagrożenia w cyberprzestrzeni – dziś pokazujemy, że potrafimy przejść od deklaracji do konkretnych, przełomowych wdrożeń. Kwantowa dystrybucja kluczy to najwyższy możliwy standard ochrony danych, oparty na prawach fizyki, a nie na kompromisach. Dzięki współpracy z AGH i Cyfronetem Kraków buduje swoje cyfrowe bezpieczeństwo w oparciu o naukę, innowacje i odpowiedzialność za dane mieszkańców, stając się jednocześnie aktywnym uczestnikiem europejskich działań na rzecz bezpiecznej komunikacji przyszłości
– podkreśla Aleksander Miszalski, prezydent Krakowa.

 Jak to działa?

– Technologia kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących bazuje na zabezpieczonej kwantowo komunikacji pary urządzeń. Po stronie Cyfronetu jedno urządzenie generuje klucze za pomocą kwantowego generatora liczb losowych. Klucze są następnie przekazywane do szyfratora, który szyfruje połączenie pomiędzy Urzędem Miasta a Cyfronetem. Po stronie Urzędu Miasta Krakowa znajduje się drugie urządzenie, odbierające klucze i przekazujące je do lokalnego szyfratora, który odpowiada za szyfrowanie i rozkodowanie danych po stronie Urzędu – wyjaśnia Marek Chorąży, specjalista w zakresie technologii kwantowych w Cyfronecie, główny inżynier wdrożenia systemu QKD.

Technologia kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących jest uznawana za niemożliwą do złamania. Bazuje na prawach fizyki, a nie na matematycznych zabezpieczeniach. Oznacza to, że próba podsłuchu lub kopiowania klucza natychmiast go niszczy lub zniekształca, tym samym wykrywana jest obecność kogoś, kto chce przejąć przesyłaną wiadomość czy dane. W odróżnieniu od klasycznego szyfrowania, klucz nie istnieje jako obiekt, który można skopiować, ale jest generowany i przesyłany w sposób zależny od zasad mechaniki kwantowej, eliminując w ten sposób możliwość jego przechwycenia bez wykrycia.

Element większego ekosystemu

Stworzona przez specjalistów z Cyfronetu infrastruktura ochrony przesyłanych danych dodatkowo poszerza usługi oferowane przez tę jednostkę dla środowiska akademickiego i przedsiębiorców. – Dbając o bezpieczeństwo przetwarzanych danych, połączenie QKD utworzono również pomiędzy głównym i zapasowym centrum danych Cyfronetu. Mając na uwadze współdzielenie zasobów obliczeniowych naszych superkomputerów Ares, Athena i Helios, a także systemów pamięci masowych, bardzo ważne jest, aby dane przesyłane między dwiema lokalizacjami posiadały najwyższy możliwy poziom zabezpieczeń – podkreśla K. Krawentek, Z-a dyrektora ACK Cyfronet AGH.

Europejska infrastruktura

Wdrożenie technologii kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących w Krakowie pomiędzy Cyfronetem i Urzędem Miasta Krakowa jest elementem znacznie większej inicjatywy w Europie. Jej celem nie jest budowa pojedynczych bezpiecznych połączeń, lecz rozległej sieci obejmującej obszar Unii Europejskiej. W Polsce połączenia takie budowane są w ramach projektu PIONIER-Q i obejmują połączenia pomiędzy centrami komputerów dużej mocy oraz wybranymi ośrodkami miejskich sieci komputerowych. W latach 2026 – 2028 w ramach części europejskiej inicjatywy European Quantum Communication Infrastructure (EuroQCI), Cyfronet wraz z partnerami będzie budował połączenia do krajów położonych blisko Polski. Tworzona sieć ma chronić wrażliwe dane i infrastrukturę krytyczną poprzez integrację systemów bazujących na zasadach mechaniki kwantowej z istniejącą infrastrukturą komunikacyjną, zapewniając dodatkową warstwę bezpieczeństwa.

***

Twórcą kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących jest prof. Artur Ekert, pionier kryptografii kwantowej, na co dzień związany z Uniwersytetem Oksfordzkim
i Narodowym Uniwersytetem w Singapurze. Był jednym z pierwszych naukowców, który zaproponował wykorzystanie praw mechaniki kwantowej do zapewnienia bezpieczeństwa przesyłania informacji. Inżynierowie z AGH bazują zatem na metodzie odkrytej w 1991 roku. Technologia kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących nie jest jednak szeroko wykorzystywana, ale rozwija się i ma strategiczne znaczenie dla bezpieczeństwa infrastruktury krytycznej, komunikacji satelitarnej czy ochrony danych.

Przyszłość agentów AI: prognozy i trendy, które warto obserwować w 2026 roku

Rok 2025 przyniósł rozwiązania z zakresu AI dla przedsiębiorstw, które wykroczyły poza proste prompty i reaktywne generowanie tekstu, otwierając nową rzeczywistość, w której cyfrowi agenci nie tylko rozmawiają – ale faktycznie działają. Prognozy  na 2026 przedstawiają eksperci Salesforce.

Pojawienie się tzw. „vibe codingu” – dynamicznie rozwijającego się trendu polegającego na wykorzystywaniu generatywnej AI do tworzenia kodu na podstawie poleceń w języku naturalnym  –  szybko zdemokratyzowało proces wytwarzania oprogramowania, jednocześnie rodząc poważne obawy dotyczące bezpieczeństwa i niezawodności. Równolegle organizacje musiały zmierzyć się z zjawiskiem „workslop”, czyli falą niskiej jakości, halucynowanych treści generowanych przez AI, która zmuszała pracowników do poświęcania długich godzin na audytowanie agentów, mających w założeniu oszczędzać ich czas.

Wchodząc w 2026 rok, zauważalny impet rozwoju agentowej AI jest niepodważalny. Nowe badanie Salesforce przeprowadzone wśród CIO pokazuje, że adopcja AI wzrosła aż o 282%  –  co jasno potwierdza siłę przyciągania tej technologii. Jednocześnie raport ujawnia, że znaczna część liderów wciąż waha się przed pełnym przejściem na autonomiczną strategię typu „agent-first”. Powód? Zaufanie do danych stało się dziś głównym wąskim gardłem  –  decydenci zestawiają ryzyka autonomicznego działania z niepodważalnymi korzyściami skali.

Pytanie nie brzmi już, czy agenci zmienią sposób wykonywania pracy, lecz jak organizacje będą ich orkiestracją zarządzać, obdarzać ich zaufaniem i funkcjonować obok nich. Poniższe prognozy dotyczą właśnie tego zagadnienia.

Przyszłość agentycznej AI: proaktywne systemy wieloagentowe

Przyszłość AI to nie robot  –  to zespół

Firmy będą szybko przechodzić na model orkiestrowanej siły roboczej. Odchodzimy od monolitycznej AI w stronę systemu, w którym główny agent-orkiestrator zarządza mniejszymi, wyspecjalizowanymi agentami. Taki model umożliwia większą specjalizację, wydajność i skalowalność  –  podobnie jak dobrze zarządzany zespół ludzi. Co istotne, model ten gwarantuje, że człowiek pozostaje w centrum kontroli, a jego rola przesuwa się w stronę nadzorcy wysokiego szczebla, który  –  przy wsparciu narzędzi obserwowalności opartych na AI  –  wyznacza ramy działania, dba o etykę i nadzoruje wydajność całego cyfrowego zespołu” – mówi Armita Peymandoust, SVP, Forward Deployed Engineering, Salesforce.

Agenci przejdą od wykonywania zadań do odpowiedzialności za rezultaty

Przejdziemy od konwersacyjnych agentów-asystentów, którzy przyjmują zadania, do agentów odpowiedzialnych za osiąganie wyników  –  głęboko osadzonych w strukturze pracy. Zamiast przekazywać agentom instrukcje, będziemy przekazywać im cele. Niezależnie od tego, czy chodzi o poprawę satysfakcji klientów, wzrost pipeline’u sprzedażowego czy skrócenie czasu rozwiązywania zgłoszeń, agenci będą dynamicznie uczyć się orkiestracji ludzi, procesów i danych, aby proaktywnie osiągać rezultaty w ramach organizacji, działając z pełną świadomością kontekstu biznesowego. To przejście od „oto co masz zrobić” do „oto rezultat, którego oczekuję”. Kolejna transformacja nastąpi wtedy, gdy agenci AI nie będą już tylko realizować poleceń  –  lecz aktywnie posuwać sprawy do przodu” – mówi Nancy Xu, VP, Salesforce AI.

Symulacyjne „siłownie” przyspieszą pętle uczenia się w przedsiębiorstwach

Do 2026 roku agenci będą uczyć się szybciej, niż pozwala na to rzeczywisty świat, dzięki połączeniu wspólnych standardów znaczeniowych z symulacyjnymi siłowniami, w których mogą wielokrotnie ćwiczyć, popełniać błędy i się doskonalić. Gdy dane zachowują swój kontekst pomiędzy platformami, a agenci trenują w przyspieszonych środowiskach, pętle uczenia się nabierają tempa, a organizacje zyskują bezpieczniejszych i inteligentniejszych agentów na dużą skalę. Salesforce eVerse jest wczesnym przykładem takiego podejścia  –  i już dziś przynosi klientom wymierne rezultaty. Z czasem (prawdopodobnie po 2026 roku) nowe interfejsy pozwolą pracownikom umysłowym wykorzystywać symulacje do zaawansowanych analiz typu what-if, zanim zarekomendują lub podejmą konkretne działania.” – mówi Marc Escobosa, VP, Salesforce Futures.

Zaufana agentyczna AI jako czynnik wyróżniający

Inteligencja relacyjna jako wyróżnik doświadczeń agentycznych

Wraz z tym, jak popularne chatboty konsumenckie stają się coraz bardziej agentowe, użytkownicy szybko przyzwyczajają się do cyfrowych interakcji opartych na historii relacji, preferencjach i spersonalizowanym kontekście. Na tym tle doświadczenia generyczne zaczynają wyglądać na coraz bardziej ”popsute”. W miarę jak głęboka personalizacja stanie się standardem, firmy będą musiały skoncentrować się na inteligencji relacyjnej jako kluczowym wyróżniku. Zobaczymy przesunięcie zasobów  –  od walki o uwagę w stronę inwestycji w głębsze, bardziej zniuansowene i długoterminowe budowanie relacji. Organizacje, które nauczą się przenosić relacyjność do świata agentowego, zyskają ogromną przewagę pionierską wraz z przyspieszeniem handlu opartego na AI. Rok 2026 przyniesie także wzrost znaczenia stanowiska Chief Relationship Officer, odpowiedzialnego za relacje z klientami w poprzek działów i funkcji” – mówi Mick Costigan, VP, Salesforce Futures.

Interfejs AI stanie się nowym polem konkurencji

Do 2026 roku każda firma będzie posiadać interfejs AI, jednak na coraz bardziej zatłoczonym rynku prawdziwe zróżnicowanie przyniesie AI, która dostarcza realne efekty biznesowe. Agentowa transformacja doświadczenia klienta będzie najważniejszą inwestycją, jaką firmy podejmą, przechodząc od roku eksperymentów do roku mierzalnego wpływu. To CEO poprowadzą tę zmianę, koncentrując organizacje wokół wąskiej grupy zaufanych partnerów, którzy pomogą przełożyć potencjał AI na rezultaty osadzone w klientocentryczności, inteligentnym workflow oraz otwartej platformie szytej na miarę dużych przedsiębiorstw, dopasowanej do realiów biznesu” – mówi Madhav Thattai, COO, Salesforce AI.

Adopcja zaufanej agentycznej AI stanie się istotnym czynnikiem wzrostu wartości dla akcjonariuszy

W 2026 roku akcjonariusze będą znacznie bardziej zainteresowani tym, w jaki sposób firmy wykorzystują agentów AI do inteligentniejszej pracy, przy jednoczesnym zapewnieniu wiarygodnych i godnych zaufania rezultatów. Przekroczymy fazę eksperymentów, koncentrując się na tym, w jaki sposób agenci AI generują realną wartość biznesową. Organizacje, które otwarcie wyjaśniają, jak działają ich narzędzia AI, i dzielą się historiami sukcesu, znajdą się w bardzo dobrej pozycji do budowania trwałego zaufania wszystkich interesariuszy” – mówi Sabastian Niles, President & Chief Legal Officer.

Nieoczywiste zastosowania agentycznej AI

AI przejdzie do proaktywnego polowania na cyberzagrożenia

AI nieustannie zmienia reguły gry w cyberbezpieczeństwie  –  zarówno dla obrońców, jak i dla cyberprzestępców. Tak jak zespoły bezpieczeństwa wykorzystują AI do zwiększania efektywności i wzmacniania ochrony, tak samo źli aktorzy używają jej do skalowania ataków. Można porównać AI do tego, czym rowery elektryczne stały się dla kolarstwa  –  rowerzysta nadal musi utrzymywać równowagę i pedałować, ale zyskuje większą prędkość, zasięg i wytrzymałość. AI zwiększy tempo i zasięg działań zarówno atakujących, jak i broniących się, choć wiele zadań pozostanie znajomych. Pomaga zespołom ‘pokryć większy teren’: automatyzuje powtarzalne czynności, wykrywa anomalie, przewiduje zachowania atakujących oraz przetwarza ogromne zbiory danych, by w czasie rzeczywistym identyfikować ryzyka. Dzięki integracji AI z wywiadem o zagrożeniach i reagowaniem na incydenty organizacje będą mogły przejść od reagowania do przewidywania zagrożeń i odpowiadania na nie szybciej niż kiedykolwiek wcześniej” – mówi Brad Arkin, Chief Trust Officer.

Zapomnijmy o firewallach: agentyczna AI stanie się „samoleczącym się” systemem odpornościowym firmy

W obszarze bezpieczeństwa agentyczna AI nie będzie jedynie narzędziem, lecz systemem działającym jak biologiczny układ odpornościowy. Do końca 2026 roku branża przesunie punkt ciężkości z ochrony perymetrycznej na autonomiczną integralność workflow, wykorzystując agentyczną AI do monitorowania ‘kondycji’ procesów biznesowych, a nie tylko punktów sieciowych. Autonomiczne agenty bezpieczeństwa ustanowią ciągłą bazową normę zachowań dla kluczowych systemów, a po wykryciu odchyleń automatycznie odizolują zainfekowany workflow i zastosują poprawki w ciągu milisekund, osiągając stan ‘samoleczącego się’ bezpieczeństwa. Pozwoli to wyeliminować dużą część alertów niskiego i średniego poziomu, umożliwiając zespołom ludzkim skupienie się wyłącznie na strategicznym polowaniu na zagrożenia oraz nadzorze nad autonomicznymi działaniami agentów AI. Największym wyzwaniem operacyjnym stanie się zaufanie AI na tyle, by mogła inicjować zmiany systemowe przed uzyskaniem zgody człowieka” – mówi Marla Hay, SVP, Product, Security, Privacy & Data Protection.

Kompleksowe konsekwencje agentycznej AI

Inżynierowie AI-native zmienią kulturę inżynierską  –  nie tylko kod

Wzrost znaczenia ‘inżynierów AI-native’ fundamentalnie przedefiniuje rozwój oprogramowania, przesuwając punkt ciężkości z indywidualnej efektywności na zbiorową inteligencję organizacyjną. Kolejna fala transformacji będzie mierzona tym, jak szybko zespoły potrafią wspólnie przekształcać pomysły w dostarczone rezultaty. Nowe pokolenie inżynierów AI-native potrafi dziś w ciągu godzin  –  a nie tygodni czy miesięcy  –  syntetyzować wiele dokumentów projektowych, zrozumieć praktyki kodowania i zapoznać się ze złożonymi bazami kodu. W efekcie zobaczymy nową dynamikę w zespołach inżynierskich, opartą na wzajemnej wymianie wartości: doświadczeni programiści dzielą się wiedzą o architekturze systemów i domenie biznesowej, jednocześnie ucząc się najnowszych technik od młodszych kolegów wychowanych w świecie AI. Te ewoluujące relacje mentorskie stworzą idealne warunki do organicznego dzielenia się innowacjami. Organizacje, które sformalizują takie parowanie, będą wdrażać nowe funkcje o 30–50% szybciej i odblokują miliony w tempie innowacji” – mówi Vivienne Wei, COO, Unified Agentforce Platform.

Agenci oddadzą więcej władzy w ręce konsumentów i zwiększą konkurencję rynkową

Lepsi agenci konsumenccy dadzą swoim ludzkim reprezentantom znacznie większą siłę do optymalizacji wydatków, porównywania ofert na ogromną skalę, prowadzenia zaawansowanego researchu i negocjowania jak doświadczeni prawnicy procesowi. Konsumenci już dziś delegują część reklamacji i komunikacji z firmami swoim AI, przepuszczają umowy przez wybranego chatbota i konsultują decyzje przed zakupem dodatkowych usług. Wszystko to sprawia, że stają się bardziej świadomi, wymagający, lepiej poinformowani i bardziej skłonni przenieść swoje wydatki gdzie indziej, jeśli firma nie spełni ich oczekiwań. Choć niektóre organizacje  –  zwłaszcza te, które żerują na lukach informacyjnych i przechwytywaniu uwagi  –  mogą obawiać się spadków przychodów, firmy wysokiej jakości, koncentrujące się na trwałych wartościach, takich jak realna wartość oferty i obsługa klienta, skorzystają na mniejszym szumie rynkowym. Zwycięskie organizacje zobaczą, jak ich rynki docelowe zaczynają się rozszerzać, gdy nieuczciwi gracze są eliminowani, nieprzejrzyste rynki zostają weryfikowane, a możliwości sprzedażowe rosną wykładniczo” – mówi David Berthy, Senior Director, Salesforce Futures.

Co jest potrzebne, aby agentyczna AI odniosła sukces

Adopcja agentycznej AI będzie zależeć od kompetencji i pewności siebie użytkowników

W 2026 roku rozmowa o agentycznej AI przesunie się w stronę czynnika ludzkiego  –  w szczególności kompetencji AI i pewności pracowników w jej używaniu. Technologia rozwija się szybko, jednak kluczowe będzie wyposażenie ludzi w poczucie kontroli: umiejętność rozpoznawania nieścisłości, dostrajania wyników i wiedzy, kiedy należy interweniować. Priorytetem stanie się eksperckość. Musimy obniżyć bariery techniczne i umożliwić każdemu pracownikowi bycie świadomym pilotem agentów AI” – mówi Paula Goldman, Chief Ethical & Humane Use Officer.

Zaangażowanie pracowników zadecyduje o sukcesie AI

Liderzy agentowych przedsiębiorstw zrozumieją, że AI to w takim samym stopniu transformacja ludzi, jak i technologii. Sukces nie przyjdzie wyłącznie dzięki wdrażaniu nowych narzędzi. Zależy on od pracowników, którzy czują więź z celem organizacji, mają poczucie, że ich głos jest słyszany, i otrzymują wsparcie w podejmowaniu rozsądnego ryzyka. Gdy ludzie są zaangażowani i obdarzeni zaufaniem do innowacji, potrafią odważnie eksperymentować i generować większy wpływ dla swoich społeczności. Organizacje, które to zrozumieją, odblokują kulturę ciekawości, współpracy i ciągłego uczenia się  –  przyspieszając tworzenie wartości i dowodząc, że naszą najsilniejszą przewagą konkurencyjną jest zaangażowana i upodmiotowiona kadra” – mówi Alexandra Siegel, Chief Equality & Engagement Officer.

Forward Deployed Engineers (FDE) pomogą kształtować kolejną generację produktów agentowych

Firmy wygrywające w erze agentowej będą osadzać FDE bezpośrednio w pętlach odkrywania produktów i ich wdrażania. Tak jak inżynierowie FDE Salesforce współpracują z klientami, przekształcając proof of concept w realnie działające systemy produkcyjne, tak w całej branży FDE będą skracać time-to-value, zasilać rozwój funkcji nowej generacji, dostrajać zachowanie modeli i osadzać logikę dużych przedsiębiorstw w systemach agentycznych” – mówi Mark Wakelin, EVP, Forward Deployed Engineering.

Regulacje odblokują gospodarkę agentów AI

Patrząc w stronę 2026 roku, to regulacje  –  a nie technologia  –  będą największym katalizatorem adopcji agentów AI. Prawo przekształci ład AI z mglistych aspiracji w jasno zdefiniowaną dyscyplinę operacyjną. Dla większości przedsiębiorstw ta jasność będzie wyzwalająca. Największą barierą nie była innowacja, lecz strach: przed odpowiedzialnością, stronniczością, nadużyciami czy szkodą dla marki. Gdy ‘akceptowalne ryzyko’ zostanie skodyfikowane poprzez transparentność, nadzór i poziomy ryzyka agentów, organizacje przejdą od pilotaży do wdrożeń produkcyjnych. Regulacje oparte na ryzyku nie spowolnią AI  –  one ją sprofesjonalizują i dadzą firmom pewność, by wdrażać agentów na dużą skalę” – mówi Lindsey Finch, EVP, Global Privacy, Product, AI & Cybersecurity Legal

Nastąpi boom na głęboko wertykalne, domenowe produkty tworzone przez ekspertów branżowych

Integracja SaaS, danych i AI przekształci codziennych usługodawców  –  od rolników po gabinety stomatologiczne  –  w przedsiębiorców technologicznych, umożliwiając im optymalizację, produktowanie i sprzedaż własnych rozwiązań innym podmiotom z tej samej branży. Tego typu innowacje były kiedyś domeną firm o dużych budżetach lub dużych organizacji zatrudniających wielu inżynierów. W 2026 roku platformy enterprise oraz narzędzia do kodowania wspieranego przez AI umożliwią tempo startupu w każdej niszy, zapoczątkowując nową głębię oprogramowania i nową generację twórców, którzy przekształcą swoje branże poprzez operacjonalizację AI” – mówi Brian Landsman, CEO AppExchange i EVP Global Partnerships.

Pensje w HR: dyrektorzy personalni w Warszawie 25–40 tys. zł, rekruterzy do 13 tys. zł

W 2025 roku zapotrzebowanie na pracowników działów HR pozostało zbliżone do poziomu z 2024 roku. Decyzje rekrutacyjne nadal podejmowano ostrożnie – wskaźnik popytu na specjalistów HR wyniósł 0,63, czyli poniżej średniej dla wszystkich stanowisk, wynoszącej 1,01. Firmy rzadziej decydowały się na rozbudowę zespołów, koncentrując się na wzmacnianiu kompetencji i podnoszeniu efektywności operacyjnej, wynika z „Raportu wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment. Jednocześnie wzrósł zakres zadań realizowanych przez działy HR, w tym tych związanych z dobrostanem pracowników i wsparciem kadry menedżerskiej.

Zapotrzebowanie na role HR

Role HR vs benchmark_Raport Grafton

Po kilku latach powiększania zespołów HR firmy zwolniły tempo rekrutacji i zaczęły ostrożniej podchodzić do zatrudniania nowych pracowników. Zgodnie z danymi „Raportu ,,wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment w 2025 roku zapotrzebowanie na pracowników działów HR utrzymywało się poniżej benchmarku (1,01), a wskaźnik popytu na role HR wyniósł 0,63 i pozostawał zbliżony do poziomu z 2024 roku, wynoszącego wówczas 0,71. W ub. roku organizacje koncentrowały się na rozwijaniu kluczowych kompetencji i lepszym wykorzystaniu zasobów w obszarze HR, kadr i płac.

W ostatnich dwóch latach firmy w sektorze korporacyjnym rekrutują ostrożniej. Choć ogólna liczba ofert pracy utrzymuje się na w miarę stałym poziomie, to w działach takich jak audyt, IT, podatki, HR czy finanse jest ich zauważalnie mniej. W HR, finansach czy marketingu spadki mogą być efektem automatyzacji – coraz więcej zadań przejmują systemy. Firmy podchodzą do zatrudniania z większą rozwagą i skupiają się na utrzymaniu kluczowych kompetencji – komentuje Magdalena Głuchowska, Lead Recruitment Expert Grafton Recruitment.

Zakres kompetencji oczekiwanych od zespołów HR zmienia się już od kilku lat, a w ostatnim czasie proces ten wyraźnie przyspieszył. Wzrosły wymagania wobec ról operacyjnych, które mimo ograniczonego tempa rekrutacji pozostały ważne dla sprawnego funkcjonowania organizacji. Wraz z automatyzacją prostych zadań i wdrażaniem narzędzi opartych na sztucznej inteligencji większego znaczenia nabrało rozwijanie nowych umiejętności. Dotyczy to przede wszystkim znajomości nowoczesnych technologii, interpretacji danych oraz pracy wymagającej analitycznego podejścia i samodzielnego podejmowania decyzji. Istotne okazały się także umiejętności komunikacyjne niezbędne we współpracy z menedżerami i zespołami, a także kompetencje związane z wellbeingiem i odpowiedzialnością społeczną.

Działy HR odpowiadają za procesy kadrowo-płacowe, administracyjne oraz – w coraz większym zakresie – za zadania związane ze wsparciem menedżerów, rozwojem pracowników oraz realnym wpływem na kształtowanie kultury organizacyjnej opartej na zaufaniu i odpowiedzialności. W tym roku możemy spodziewać się dalszego umacniania się tego trendu. HR będzie nie tylko partnerem dla biznesu, ale też inicjatorem i katalizatorem zmian – podkreśla Iga Jasińska, Senior Recruitment Consultant Grafton Recruitment.

Wynagrodzenia w działach HR

Wynagrodzenia w HR_Raport Grafton

Z „Raportu wynagrodzeń i trendów w przedsiębiorstwach” wynika, że w 2025 roku poziom wynagrodzeń dyrektorów personalnych w Warszawie nie zmienił się w porównaniu do 2024 roku i wynosił od 25 000 do 40 000 zł brutto miesięcznie. Nieco niższe stawki na tym samym stanowisku odnotowano we Wrocławiu i Krakowie, gdzie pensje mieściły się w przedziale od 20 000 do 37 000 zł. HR Managerowie zarabiali wyraźnie mniej, choć poziom ich wynagrodzeń pozostawał wysoki. W Warszawie miesięczne płace na tym stanowisku wynosiły od 18 000 do 26 000 zł, natomiast we Wrocławiu i Trójmieście mieściły się w przedziale od 16 000 do 24 000 zł.

W przypadku stanowisk operacyjnych, takich jak rekruterzy, wynagrodzenia w Katowicach i Łodzi wynosiły od 6 500 do 12 000 zł. Nieznacznie wyższe stawki odnotowywano w Poznaniu, Trójmieście oraz we Wrocławiu, gdzie pensje zaczynały się od 7 000 zł i sięgały 13 000 zł. W tym przypadku różnice pomiędzy poszczególnymi miastami pozostawały relatywnie niewielkie. Inaczej wyglądała sytuacja na stanowisku specjalisty ds. kadr i płac, tu zróżnicowanie regionalne było wyraźniejsze. Przykładowo w Łodzi przedział zarobków kształtował się na poziomie 6 800–11 000 zł, podczas gdy w Poznaniu dolna granica wynosiła 10 000 zł, a górna dochodziła do 14 000 zł.

Jak wzrosły wynagrodzenia w 2025 roku?

W 2025 r. tempo wzrostu wynagrodzeń w działach HR było zróżnicowane, przy czym najsilniejsze zmiany dotyczyły stanowisk operacyjnych. Najwyższe wzrosty wynagrodzeń odnotowano wśród talent sourcerów (11,6%), natomiast pensje specjalistów ds. rekrutacji i szkoleń o wzrosły o 11,0%. W przypadku specjalistów ds. kadr i płac wynagrodzenia były wyższe o 10,4%.

Wyraźne zmiany zaszły również na stanowiskach specjalistycznych. Największy wzrost wynagrodzeń na poziomie 9,4% odnotowali specjaliści ds. rekrutacji i employer brandingu. Średni wzrost płac specjalistów ds. HR wyniósł 9,2%, natomiast analitycy HR mogli liczyć na podwyżki rzędu 7,4%. Natomiast pensje koordynatorów ds. HR wzrosły o 7,0%, a wśród specjalistów ds. CSR o 6,5%.

Na stanowiskach kierowniczych tempo wzrostu wynagrodzeń było bardziej umiarkowane. Płace kierowników ds. kadr i płac zwiększyły się o 6,5%, kierowników ds. wynagrodzeń i benefitów o 6,2%, a kierowników personalnych (HR managerów) o 6,3%. W przypadku HR Business Partnerów odnotowano wzrost na poziomie 5,0%, natomiast dyrektorzy personalni zanotowali zmianę na poziomie 3,7%.

W 2025 r. firmy wyraźnie różnicowały podejście do podwyżek w działach HR. Najwyższa dynamika dotyczyła wybranych stanowisk operacyjnych, zwłaszcza związanych z rekrutacją i pozyskiwaniem talentów, podczas gdy na poziomie kierowniczym oraz w części ról eksperckich wzrosty były bardziej umiarkowane. Pokazuje to, że decyzje płacowe były oparte na jasno określonych priorytetach i były kierowane tam, gdzie presja rynkowa oraz potrzeby operacyjne były najsilniejsze – komentuje Iga Jasińska, Senior Recruitment Consultant Grafton Recruitment.

Wellbeing jako realny obszar odpowiedzialności HR

W 2025 roku coraz większą wagę przykładano do rozwiązań, które pomagały firmom utrzymać długofalową efektywność zespołów. W tym kontekście na znaczeniu zyskał wellbeing, rozumiany nie jako benefit, lecz jako element organizacji pracy.

Wellbeing jest coraz częściej postrzegany jako odpowiedź na rosnące obciążenie pracowników, wynikające z długotrwałego stresu, presji czasu, wysokiej intensywności pracy oraz trudności w utrzymaniu równowagi między życiem zawodowym a prywatnym. Dostępne analizy pokazują, że potrzeby w tym obszarze wyraźnie rosną – dodaje Ewa Michalska, dyrektor operacyjna Grafton Recruitment.

Jak wynika z raportu ZUS „Absencja chorobowa w 2024 roku”, w Polsce w 2024 roku wystawiono 27,4 mln zaświadczeń o czasowej niezdolności do pracy, co przełożyło się na 290 mln dni nieobecności chorobowej. Spośród nich 1,6 mln zwolnień oraz 30,3 mln dni absencji, czyli 12,6% całości, dotyczyło problemów psychicznych, w tym silnych reakcji na stres, zaburzeń adaptacyjnych, lękowych oraz depresyjnych. W porównaniu do 2023 roku oznaczało to wzrost o blisko 14%. Skala tych danych pokazywała, że wellbeing nie dotyczył pojedynczych przypadków, lecz stał się jednym z kluczowych wyzwań współczesnych organizacji.

W tym kontekście znaczenia nabierają rekomendacje Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa i Higieny Pracy (OSHA), które wskazują na potrzebę systemowego podejścia do zdrowia psychicznego w miejscu pracy. Dla pracodawców oznacza to konieczność wdrażania rozwiązań, które nie tylko umożliwiają reagowanie na sytuacje kryzysowe, ale w miarę możliwości im zapobiegają poprzez sposób organizacji pracy, kulturę zarządzania, komunikację oraz realne wsparcie pracowników w momentach przeciążenia.

Link do raportu: https://pl.grafton.com/pl/raport-wynagrodzen-i-trendow-w-przedsiebiorstwach-2025-0

O raporcie: Raport Grafton Recruitment został opracowany na podstawie danych ogłoszeniowych oraz badania ilościowego przeprowadzonego wśród pracowników. Analiza objęła 4 975 256 ogłoszeń o pracę pochodzących z jednego z popularnych serwisów rekrutacyjnych w Polsce. Z tego zbioru wyodrębniono 1 414 836 ofert dotyczących sektora prywatnego. Po procesie deduplikacji, mającym na celu usunięcie powtarzających się rekordów, końcowa liczba unikalnych ogłoszeń wyniosła 637 793. Do badania włączono stanowiska ujęte w siatkach wynagrodzeń Grafton Recruitment.

IPO Watch: mniej ofert, ale szeroki przekrój branż. 2026 ma przynieść więcej debiutów

Rok 2025 przyniósł lekkie spowolnienie na rynku ofert publicznych (IPO) w Europie po mocnym 2024 roku. Największe IPO na świecie, o wartości 3,2 mld zł, odbyło się na giełdzie w Sztokholmie. Natomiast, warszawski parkiet zakończył rok z dwoma debiutami na rynku głównym – Diagnostyki i Arlenu.

Wartość pierwotnych ofert publicznych (IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w 2025 roku osiągnęła 12,5 mld euro, co stanowi spadek o 17% w porównaniu do poprzedniego roku (15,0 mld euro) lecz jest to prawie dwukrotny wzrost względem 2024 roku (7,2 mld euro). Trendy na rynku IPO w Europie w 2025 roku były zgodne z tymi obserwowanymi w kwartalnych raportach IPO Watch: ostrożne i selektywne otwarcie roku, wysoka zmienność i niepewność w drugim kwartale, aktywne okna IPO w trzecim i czwartym kwartale oraz szerokie spektrum sektorów nowych emitentów – od konsumenckiego, przez finansowy, po ochronę zdrowia. Warszawski parkiet po hucznym rozpoczęciu 2025 roku cichnie w jego drugiej połowie i liczy na ożywienie w kwartałach otwierających rok 2026.

Podsumowanie 2025 r. na GPW w Warszawie

W 2025 roku na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie przeprowadzono 10 IPO, z czego 8 miało miejsce na rynku NewConnect. Tegorocznymi debiutantami na głównym rynku GPW była Diagnostyka S.A. oraz Arlen S.A. Dla porównania, w 2024 roku przeprowadzono 14 IPO, z których jedynie Żabka zadebiutowała na głównym parkiecie. Łączna wartość ofert w 2025 roku wyniosła 2,0 mld zł (0,5 mld euro), co oznacza spadek o około 70% względem roku poprzedniego, kiedy łączna wartość ofert sięgnęła 6,5 mld zł (1,5 mld euro) i w znacznej większości wynikała z oferty przeprowadzonej przez Żabkę.

Warto zwrócić uwagę, że rok 2025 na rynku kapitałowym GPW przyniósł wyraźne ożywienie w zakresie wtórnych ofert publicznych (secondary public offering, SPO). Łączna wartość SPO wzrosła o ponad 33%, osiągając 3,2 mld zł, mimo że liczba emisji spadła o 21% w porównaniu z 2024 r. To pokazuje, że inwestorzy koncentrowali się na większych transakcjach i stabilnych spółkach, co z kolei świadczy o rosnącym zaufaniu do rynku i poprawie nastrojów. Trend ten może być zapowiedzią dalszego wzrostu aktywności w 2026 r., zwłaszcza jeśli utrzyma się korzystne otoczenie makroekonomiczne.

Wszystkie oferty na NewConnect w 2025 roku pozyskały łącznie 38,0 mln zł (8,9 mln euro), co stanowi spadek o około 12% względem poprzedniego roku (43,2 mln zł, 9,9 mln euro). W IV kwartale na alternatywnym rynku GPW zadebiutowały trzy spółki, które pozyskały łącznie 7,4 mln zł (1,7 mln euro).

„Mijający rok na GPW przyniósł historyczne szczyty na wszystkich głównych indeksach, które urosły w 2025 roku o 43% (WIG20), 33% (mWIG40) oraz 25% (sWIG80). Na głównym rynku odbyły się dwa debiuty, Diagnostyki oraz IPO Arlen. Zauważalna była też aktywność innych spółek rozważających ofertę, odnotowano również wzrost wartości ofert wtórnych o 33% względem poprzedniego roku. W czwartym kwartale roku ruszyło IPO Smyka, które nie doszło do skutku, niemniej łączna aktywność na rynku wskazuje na oznaki wyraźnego ożywienia oraz rosnącego zainteresowania i apetytu na nowe debiuty, co może to stanowić solidny fundament dla dalszej ekspansji rynku w nadchodzącym roku” – mówi Kamil Wardzyński, dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Europejski rynek ofert pierwotnych w 2025 r.

Zgodnie z najnowszym raportem PwC “IPO Watch EMEA”, łączna wartość ofert publicznych w Europie w 2025 roku wyniosła 12,5 mld euro, co oznacza spadek o 17% (2,5 mld euro) w porównaniu do roku 2024 (dane na 30 listopada 2025). Na europejskich parkietach zadebiutowało 60 spółek, czyli 4 mniej niż w poprzednim roku. Globalnie największym IPO w 2025 roku był debiut Verisure (spółki zajmującej się systemami bezpieczeństwa domowego) na Nasdaq w Sztokholmie, o wartości 3,2 mld euro. Jest to bardzo dobry rok dla szwedzkiego rynku, ponieważ aż cztery z dziesięciu największych IPO w Europie miały miejsce na Nasdaq Nordic Stockholm. Londyn również odnotował mocny wynik, osiągając najwyższy poziom IPO od 2021 roku z łączną wartością ofert sięgającą 1,9 mld funtów. Drugi największy debiut w Europie w tym roku przeprowadziła Swiss Marketplace Group na SIX Swiss Exchange z ofertą o wartości 967 mln euro. Trzecim największym debiutem jest Asker Healthcare, który również zadebiutował na Nasdaq Nordic Stockholm z ofertą sięgającą 823 mln euro.

„Rok 2026 zapowiada się jako aktywny i pozytywny okres w aktywności w zakresie IPO, zarówno globalnie, jak i na giełdach w Europie. Apetyt inwestorów na jakościowe debiuty oraz pozytywny sentyment na rynku akcji, tworzą sprzyjające warunki. Po stronie potencjalnych emitentów wraca zainteresowanie debiutem na jednym z głównych europejskich rynków przez spółki spoza Europy. Do tego, dojrzewające aktywa private equity, obiecujący pipeline średnich i dużych spółek oraz postrzeganie IPO jako atrakcyjnej ścieżki wyjścia dodatkowo wzmacniają perspektywy europejskiego rynku na nadchodzący rok” – dodaje Bartosz Margol, partner w zespole ds. rynków kapitałowych PwC Polska.

Aktywność na europejskim rynku IPO od 2020 roku*

Aktywność na europejskim rynku IPO od 2020 roku

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2020 r.*

Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2020

* Dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD – więcej szczegółów nt. metodologii w sekcji O raporcie IPO Watch EMEA oraz w Raporcie.         

Aktywność na polskim rynku IPO od 2013 roku

Aktywność na polskim rynku IPO od 2013 roku

Raport Block Scholes podkreśla wzrost popularności tokenizowanych akcji, wskazując Bitget jako kluczowy czynnik napędzający rynek

Bitget, największa na świecie giełda uniwersalna (UEX), została wymieniona w nowo opublikowanym raporcie Block Scholes, wiodącej firmy zajmującej się analizą i badaniem aktywów cyfrowych, w którym zbadano szybki wzrost popularności tokenizowanych akcji oraz ewoluującą rolę giełd w łączeniu rynków tradycyjnych i łańcuchów bloków. Według raportu Block Scholes tokenizowane akcje są coraz częściej wykorzystywane jako droga do globalnych rynków, a giełdy takie jak Bitget odgrywają coraz większą rolę w zapewnianiu płynności, ustalaniu cen i sprawnej realizacji transakcji.

Raport pokazuje, że tokenizowane aktywa, przez długi czas zdominowane przez stablecoiny, wchodzą obecnie w nową fazę rozwoju napędzaną przez tokenizowane akcje oraz ETF-y. Produkty odwzorowujące takie aktywa jak indeks S&P 500, największe amerykańskie spółki giełdowe oraz akcje sektora technologicznego odnotowały istotną adopcję od III kwartału 2025 roku, wspieraną przez poprawę płynności, węższe spready oraz rosnący udział zarówno inwestorów detalicznych, jak i instytucjonalnych. Zmiana ta odzwierciedla szerszy popyt na rynki działające w trybie ciągłym, wykraczające poza tradycyjne godziny handlu.

Dane zawarte w raporcie wskazują, że tokenizowane akcje zazwyczaj ściśle odwzorowują swoje odpowiedniki poza łańcuchem (off-chain) w trakcie standardowych godzin sesji giełdowych, a spready śróddzienne często pozostają w wąskich przedziałach. Odchylenia cenowe mają tendencję do rozszerzania się w nocy lub w weekendy, gdy rynki bazowe są zamknięte, a procesy emisji lub umarzania tokenów są wstrzymane, co podkreśla zarówno możliwości, jak i strukturalne różnice handlu on-chain w trybie 24/7. Mimo to rosnąca spójność wycen w kluczowych godzinach sesyjnych sugeruje, że infrastruktura rynkowa szybko dojrzewa.

W centrum tej transformacji znajduje się model Universal Exchange Bitget. UEX został zaprojektowany tak, aby połączyć aktywa kryptowalutowe, stablecoiny oraz tokenizowane instrumenty tradycyjne w jednym środowisku handlowym, eliminując potrzebę korzystania z oddzielnych rachunków maklerskich lub rozproszonych platform. Integrując tokenizowane akcje i ETF-y obok rynków spot i instrumentów pochodnych, UEX umożliwia użytkownikom zarządzanie i handel szerszym spektrum aktywów z poziomu jednego interfejsu, finansowanego bezpośrednio aktywami cyfrowymi, takimi jak stablecoiny. Raport zauważa również, że giełdy dysponujące zintegrowaną infrastrukturą i głęboką płynnością są najlepiej przygotowane do wsparcia kolejnej fazy adopcji tokenizowanych akcji, wskazując na rosnącą aktywność oraz głębokość rynku Bitget jako dowód tej zmiany.

Komentując wnioski płynące z raportu, Gracy Chen, dyrektor generalna (CEO) Bitget, powiedziała: „Tokenizacja ma sens tylko wtedy, gdy dostęp jest prosty, a rynki płynne. Naszym celem w ramach UEX jest sprawić, aby handel aktywami ze świata rzeczywistego był równie płynny i intuicyjny jak handel kryptowalutami, przy jednoczesnym zachowaniu przejrzystości i szybkości, jakich użytkownicy oczekują od rynków cyfrowych.”

Raport wskazuje również na zbieżność zachowań użytkowników. Zdecydowana większość traderów handlujących tokenizowanymi akcjami posiada już aktywa kryptowalutowe, co sugeruje, że popyt pochodzi głównie od obecnych uczestników rynku, którzy chcą rozszerzyć swoją ekspozycję, a nie od zupełnie nowej grupy odbiorców. To nakładanie się profili użytkowników pozycjonuje giełdy jako naturalną bramę do tokenizowanych aktywów rzeczywistych (RWA), zwłaszcza w sytuacji, gdy instytucje coraz intensywniej badają możliwości rozliczeń i przechowywania aktywów on-chain w celu zwiększenia efektywności.

Thabib Rahman, analityk ds. badań w Block Scholes, powiedział: „Wolumen tokenizowanych aktywów rósł wykładniczo w 2025 roku, w zgodzie z przyjazną kryptowalutom administracją w USA oraz rosnącym udziałem instytucji. Przez cały rok Block Scholes podkreślał, że stablecoiny stanowią pierwszy etap tokenizacji on-chain, wskazując na ich rolę w realizacji celów fiskalnych administracji Trumpa. Kolejną fazą tego wzrostu – która, naszym zdaniem, stanie się jednym z głównych tematów 2026 roku – jest tokenizacja on-chain rzeczywistych akcji i towarów z tradycyjnego świata finansów (TradFi). Bitget wykonał pierwsze kroki w tym kierunku dzięki Bitget UEX, oferując jedno miejsce do handlu akcjami i ETF-ami od Ondo Finance oraz xStocks, w pełni zarządzanymi i przechowywanymi w ramach Bitget Wallet. Nadal jednak uważamy, że rynek znajduje się na wczesnym etapie rozwoju – tokenizowane aktywa ściśle odwzorowują swoje odpowiedniki off-chain w trakcie tradycyjnych godzin handlu, choć poza nimi spready są nieco szersze. To tworzy solidne podstawy pod dalszy wzrost tokenizacji aktywów rzeczywistych w 2026 roku.”

W miarę jak tokenizowane aktywa wykraczają poza stablecoiny i obejmują akcje, obligacje skarbowe oraz produkty powiązane z indeksami, raport podsumowuje, że rynek pozostaje na wczesnym etapie rozwoju, lecz staje się coraz bardziej skalowalny. Dzięki dostępowi 24/7, zwiększonej płynności oraz zunifikowanemu zarządzaniu portfelem, ewolucja Bitget w kierunku Giełdy Uniwersalnej odzwierciedla sposób, w jaki platformy kryptowalutowe zmieniają dostęp do globalnych rynków i handel na nich, zbliżając do siebie aktywa cyfrowe i tradycyjne bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.

Aby zapoznać się z pełną wersją raportu, odwiedź tę stronę.

Grupa Dom Development z rekordową sprzedażą oraz liczbą lokali przekazanych klientom w 2025 roku

Dom Development pokazał wstępne dane za IV kwartał i cały 2025 rok, notując najlepszy kwartał sprzedażowy w historii. W ostatnich trzech miesiącach 2025 r. grupa sprzedała 1 232 lokale netto, a w całym roku rekordowe 4 448 mieszkań. Jednocześnie w IV kwartale przekazała klientom 1 683 lokale, a w całym 2025 r. – 4 228, czyli o 8% więcej niż rok wcześniej. Spółka wskazuje, że spadek stóp procentowych i rosnące wynagrodzenia poprawiły zdolność kredytową klientów, a wyniki finansowe za 2025 r. ma opublikować w marcu.

SPRZEDAŻ

  • W czwartym kwartale 2025 roku Grupa Dom Development sprzedała 1 232 lokale netto, w tym 586 w Warszawie, 325 w Trójmieście, 168 we Wrocławiu oraz 153 w Krakowie. To najlepszy kwartalny wynik w całej historii Grupy i zarazem szósty z rzędu ze sprzedażą na poziomie co najmniej 1 000 lokali.
  • 58% transakcji zakupu mieszkań w czwartym kwartale 2025 roku było współfinansowanych kredytem hipotecznym.
  • Największą kwartalną sprzedaż Grupa odnotowała w projektach: Dzielnica Mieszkaniowa Metro Zachód (130 lokali), Osiedle Wilno (78) i Osiedle Urbino (78) w Warszawie, Przystań Brzeźno (58 lokali), Konstelacja (45) i Osiedle Warszawska (44) w Trójmieście, Osiedle Rapsodia (44 lokale) i Apartamenty nad Oławką (34) we Wrocławiu oraz Apartamenty Park Matecznego (46 lokali), Osiedle 29. Aleja (41) i Osiedle Mieszkaniowe Górka Narodowa (39) w Krakowie.
  • W całym 2025 roku Grupa Dom Development sprzedała rekordową liczbę 4 448 lokali netto. To wynik o 4% wyższy od osiągniętego w dotychczas najlepszym pod względem sprzedaży 2024 roku, kiedy Grupa znalazła nabywców na 4 269 lokali. Jednocześnie, jest to najlepszy roczny rezultat kiedykolwiek zaraportowany przez dewelopera na polskim rynku w segmencie detalicznym.

PRZEKAZANIA

  • W czwartym kwartale 2025 roku Grupa przekazała klientom detalicznym 1 683 lokale wobec 1 681 w analogicznym okresie 2024 roku, w tym 924 lokale w Warszawie, 381 w Trójmieście, 194 we Wrocławiu oraz 184 w Krakowie.
  • Na wynik finansowy za czwarty kwartał 2025 roku wpłynęły głównie przekazania w projektach: Dzielnica Mieszkaniowa Metro Zachód (316 lokali), Osiedle Harmonia Mokotów (226) i Osiedle Przy Alejach (147) w Warszawie, Osiedle Beauforta (118 lokali) i Osiedle Synteza (109) w Trójmieście, Osiedle Międzyleska (155 lokali) we Wrocławiu oraz Osiedle Mieszkaniowe Górka Narodowa (183 lokale) w Krakowie.
  • Łącznie, w całym 2025 roku Grupa Dom Development przekazała klientom detalicznym rekordową liczbę 4 228 lokali wobec 3 916 w 2024 roku (+8% r/r). Dodatkowo, 97 lokali zostało przekazanych na rzecz inwestora instytucjonalnego z segmentu PRS (wobec 300 lokali przekazanych temu inwestorowi w 2024 roku).

OCENA SYTUACJI RYNKOWEJ

– Czwarty kwartał 2025 roku upłynął pod znakiem dalszego spadku stóp procentowych – w skali całego roku RPP sześciokrotnie obniżała ich poziom, łącznie o 1,75 pkt proc. W połączeniu z rosnącymi wynagrodzeniami wyraźnie poprawiło to zdolność kredytową klientów i przełożyło się na duży ruch w biurach sprzedaży. Był to również pierwszy pełny kwartał funkcjonowania rynku w warunkach tzw. ustawy o jawności cen mieszkań. Nowe regulacje wymusiły zmiany w podejściu do sprzedaży oraz komunikacji marketingowej. Więksi deweloperzy, dysponujący odpowiednim zapleczem i kompetencjami do prowadzenia własnych kampanii marketingowych, sprawnie odnaleźli się w nowych realiach. Dla mniejszych graczy – zwłaszcza opierających się głównie na leadach sprzedażowych z portali ogłoszeniowych – adaptacja okazała się znacznie większym wyzwaniem. Rosnące trudności takich podmiotów będą sprzyjać procesom konsolidacyjnym w naszej branży.

Dla Grupy Dom Development czwarty kwartał 2025 roku był najlepszym w dotychczasowej historii, z rekordową sprzedażą na poziomie 1 232 lokali. Był to zarazem szósty kwartał z rzędu, w którym znaleźliśmy nabywców na co najmniej 1 000 lokali. W całym roku również pobiliśmy rekord, sprzedając 4 448 lokali. Wysoka atrakcyjność i różnorodność naszej oferty sprawiają, że nasze projekty cieszą się dużym zainteresowaniem zarówno wśród klientów korzystających z kredytu, jak i nabywców gotówkowych. W czwartym kwartale transakcje gotówkowe stanowiły 42% całkowitej sprzedaży Grupy – komentuje Mikołaj Konopka, Prezes Zarządu Dom Development.

– Rok 2025 zakończyliśmy również rekordową liczbą przekazań dla klientów detalicznych. W sumie odebrali oni klucze do 4 228 lokali, w tym 1 683 w czwartym kwartale. Razem z segmentem PRS nasz łączny wynik wyniósł 4 325 lokali, co także jest najwyższym rezultatem w naszej historii. W połączeniu ze stabilnymi kosztami wykonawstwa przełoży się to pozytywnie na wyniki finansowe Grupy Dom Development za ubiegły rok, które opublikujemy w marcu. Spodziewamy się, że przewyższą one rekordowe poziomy z 2024 roku. Naszym celem na 2026 rok jest kontynuacja wzrostu i dalsze umacnianie wiodącej pozycji we wszystkich miastach, w których działamy. Konsekwentnie rozwijamy zarówno ofertę, jak i bank ziemi. W czwartym kwartale sfinalizowaliśmy zakup gruntów pod kilka interesujących projektów oraz zabezpieczyliśmy kolejne transakcje – informuje Monika Dobosz, Wiceprezes Zarządu, Dyrektor Finansowy Dom Development.

Warszawa: ceny transakcyjne mieszkań w I połowie 2025 r. – średnio 17 185 zł za mkw.

Znamy transakcyjne ceny warszawskich mieszkań w I poł. 2025 r. Warto sprawdzić, jak wyglądały średnie ceny metrażu w dzielnicach Warszawy.

Niedawno stołeczna agencja nieruchomości NieruchomosciSzybko.pl analizowała dokładnie metraż warszawskich mieszkań sprzedanych w 2024 r. Tak duże opóźnienie analizy wiązało się z faktem, że GUS dopiero jesienią 2025 r. opublikował podsumowane, roczne statystyki z rejestrów cen nieruchomości. Jednak w przypadku samej Warszawy, na podsumowanie informacji przesyłanych przez notariuszy możemy liczyć znacznie szybciej. Warszawski ratusz niedawno poinformował między innymi, ile kosztowały przeciętnie mieszkania sprzedawane na terenie Warszawy w pierwszej połowie 2025 roku. Warto przyjrzeć się informacjom na ten temat – również z uwzględnieniem danych, które dotyczą poszczególnych dzielnic stołecznego miasta. Sytuacji przygląda się Leszek Markiewicz, znany warszawski agent nieruchomości.

Artykuł w dużym skrócie:

  • Dane na temat cen używanych mieszkań z Warszawy sprzedanych w I poł. 2025 roku, mówią nam więcej niż w przypadku rynku pierwotnego. Pamiętajmy, że w rejestrze cen nieruchomości znajdziemy tylko informacje o przeniesieniach własności gotowych mieszkań deweloperskich dokonanych w danym okresie (bez umów deweloperskich).
  • Zgodnie z danymi stołecznego ratusza, w I poł. 2025 r. przeciętne używane mieszkanie z Warszawy kosztowało 17 185 zł/mkw. To oznaczało spadek względem II poł. 2024 r. (17 797 zł/mkw.) i jednocześnie roczny wzrost w stosunku do I poł. 2024 r. (16 971 zł/mkw.).
  • Stołeczna Białołęka w I poł. 2025 r. była niemal najtańszym warszawskim rynkiem wtórnym ze średnią transakcyjną ceną używanego metrażu na poziomie ok. 13 800 zł/mkw. Znacznie „tańsza” okazała się Wesoła, ale tamtejszy rynek jest bardzo mały.

Poniżej zostały zaprezentowane między innymi dane na temat wszystkich dzielnic Warszawy.

Dane o nowych mieszkaniach niestety mogą zwieść …

Ciekawe informacje na temat cen sprzedaży stołecznych mieszkań w I poł. 2025 roku, pochodzą z lokalnego rejestru cen nieruchomości. To oznacza nie tylko transakcyjny charakter tych statystyk oraz ich wiarygodność popartą aktami notarialnymi, ale również pewne ograniczenie dotyczące rynku pierwotnego. Mianowicie, musimy pamiętać, że rejestr cen nieruchomości w przypadku rynku pierwotnego obejmuje tylko sprzedaż nowych i ukończonych lokali mieszkalnych. Umowy deweloperskie dotyczące dopiero budowanych „M”, nie są uwzględniane w RCN-ie. „Ukończone mieszkania pojawią się w tej bazie (jako sprzedane) dopiero wtedy, gdy po zakończeniu budowy dojdzie do przeniesienia ich własności w ramach wykonania umowy deweloperskiej” – tłumaczy Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Średnia cena 1 mkw. zależy od preferencji nabywców

Opisywana wyżej sytuacja tłumaczy, dlaczego w pierwszej połowie 2025 r. średnia transakcyjna cena 1 mkw. stołecznego mieszkania deweloperskiego (15 120 zł) była wyraźnie mniejsza od analogicznej średniej z rynku wtórnego (17 185 zł). Po prostu, na rynku pierwotnym w I i II kw. 2025 r. dość często przenoszono własność tych mieszkań, w przypadku których umowy deweloperskie były zawierane na nieaktualnych obecnie warunkach cenowych (np. z I poł. 2023 r.). „Statystyki dotyczące stołecznego rynku wtórnego są zatem bardziej reprezentatywne” – uważa Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Analizując nieco głębiej statystyki dotyczące rynku wtórnego z Warszawy widzimy, że w I poł. 2025 r. używane stołeczne mieszkanie miało średnią cenę sprzedaży wynoszącą 17 185 zł/mkw. Tym samym, widoczny był spadek względem II poł. 2024 r. (17 797 zł/mkw.) i jednocześnie roczny wzrost w stosunku do I poł. 2024 r. (16 971 zł/mkw.). Powyższe zmiany dobrze korespondują z sytuacją rynkową. Mianowicie, w drugiej połowie 2024 r. widoczny był większy udział zamożniejszych nabywców na rynku lokali mieszkalnych. Z kolei poprawa warunków kredytowych już w I poł. 2025 r. zachęciła nieco mniej majętnych nabywców mieszkań. „Warto pamiętać, że na średnią transakcyjną stawkę za 1 mkw. prócz trendów cenowych (podwyżki/obniżki) wpływa popularność lokali z różnych segmentów rynku” – zwraca uwagę Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Białołęka pozostaje „najtańsza” wbrew statystykom?

Średnia cena 1 mkw. lokali mieszkalnych sprzedanych w Warszawie jest oczywiście wypadkową średnich wyników z poszczególnych dzielnic oraz ich udziału w całym obrocie rynkowym. Dzięki danym z wykresu wiemy, jak wyglądała w poszczególnych częściach Warszawy średnia transakcyjna cena 1 mkw. używanych mieszkań z I poł. 2025 r. Poniższy wykres przedstawia dane, których źródłem podobnie jak poprzednio jest Biuro Strategii i Analiz Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. Wykres obejmuje wyłącznie używane mieszkania – z przyczyn, o których była mowa już wcześniej. Mówimy o średniej cenie transakcyjnej dotyczącej wszystkich używanych mieszkań, a więc niezależnie od metrażu” – dodaje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

Zgodnie z przypuszczeniami, najdroższym używanym metrażem (średnio ok. 23,3 tys. zł) w I poł. 2025 r. cechowało się warszawskie Śródmieście. Próg 20 tys. zł za 1 mkw. przekroczył jeszcze tylko Żoliborz, a Wilanów zatrzymał się na tej granicy. Stołeczną średnią ze względu na spory obrót rynkowy podwyższały również takie stosunkowo „drogie” dzielnice, jak Mokotów oraz Wola (średnia cena 1 mkw. – ok. 18,5 tys. zł). Na przeciwnym biegunie znajdziemy wyjątkowo „tanią” Wesołą (12,1 tys. zł). Trzeba jednak pamiętać, że tamtejszy rynek mieszkaniowy jest mały. Zupełnie inna sytuacja dotyczy Białołęki, w której używany metraż również jest znacznie tańszy od warszawskiej średniej (wynik z I poł. 2025 roku – ok. 13,8 tys. zł), a wielkość oferty rynkowej nie pozostawia pola do narzekań. „Osoby poszukujące niedrogich jak na warunki warszawskie używanych mieszkań, powinny również zwrócić uwagę chociażby na ofertę z Ursusa i Targówka” – podsumowuje Leszek Markiewicz, warszawski agent nieruchomości (LeszekMarkiewicz.pl).

transakcyjne ceny warszawskich mieszkań w I poł. 2025

2026 na rynku mieszkaniowym: ostrożny optymizm, selektywny popyt i presja kosztowa

Jakie są prognozy dotyczące popytu na nowe mieszkania w 2026 roku? Co będzie mu sprzyjało, a jakie czynniki będą go ograniczać? Czy możliwości nabywcze kupujących zwiększają się? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Zbigniew Juroszek, prezes zarządu Atal

Najbliżej nam do prognozy, która przewiduje stabilny rynek z tendencją do wyraźniejszego ożywienia popytu począwszy od 2. kwartału 2026 roku. Będzie to czas, gdy pozytywny impakt dadzą efekty już dokonanych i jeszcze spodziewanych obniżek stóp procentowych. Będzie to zdecydowanie kluczowy czynnik pro popytowy.

Zainteresowanie kupnem nowych mieszkań nadal wspierać będą atrakcyjne promocje deweloperów, co działa mocno stymulująco na rynek już od prawie roku. Jednakże wraz ze stopniowym wyczerpywaniem się oferty rabatów może być coraz mniej, a klienci będą szybciej finalizować transakcje.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

W ostatnich miesiącach możliwości nabywcze kupujących wzrosły, poprawiła się zdolność kredytowa i wzrósł poziom wynagrodzeń, przy jednoczesnej stabilizacji cen mieszkań. W 2026 roku spodziewamy się dalszego, stopniowego wzrostu sprzedaży. Kluczowym czynnikiem, napędzającym popyt, zarówno wśród klientów kredytowych, jak i inwestycyjnych będą kolejne obniżki stóp procentowych. Wyzwaniem pozostaną z kolei relatywnie wysokie koszty kredytu na tle Unii Europejskiej, które wciąż ograniczają dostępność finansowania w przypadku części nabywców.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Przewidujemy, że 2026 będzie początkiem ożywienia na rynku nowych mieszkań w związku z dokonanymi i planowanymi obniżkami stóp procentowych. Będzie to rok stabilnych cen i poziomu sprzedaży.

Anita Makowska, Starszy Analityk Biznesu w Archicom

Obecne prognozy na 2026 rok sugerują, że popyt na mieszkania powinien utrzymywać się na stabilnym poziomie, a ceny w dużych miastach nadal będą rosły, choć już bardziej umiarkowanie, w granicach 3-5 proc. rocznie. Największym wsparciem dla rynku pozostaje poprawa zdolności kredytowej po obniżkach stóp procentowych, co w ostatnich miesiącach przełożyło się na realny wzrost możliwości nabywczych kupujących.

Warto jednak pamiętać, że na popyt coraz mocniej wpływają czynniki, które nie zależą od bieżących decyzji banku centralnego. To przede wszystkim zmiany demograficzne, rosnące oczekiwania co do jakości mieszkań i otoczenia oraz regulacje, takie jak reforma planowania przestrzennego czy wyższe standardy energetyczne i środowiskowe. Te procesy mogą ograniczać podaż i podnosić koszty realizacji inwestycji, co z kolei sprzyja dobrze zlokalizowanym projektom i pogłębia różnice cenowe między miastami i dzielnicami.

W efekcie rynek w 2026 roku będzie kształtowany nie tylko przez „twarde” dane makro, ale także przez to, jak deweloperzy i kupujący odnajdą się w nowych realiach, większych wymaganiach regulacyjnych i oczekiwaniu wyższej funkcjonalności mieszkań.

Renata Mc Cabe – Kudla, Country Manager w Grupo Lar Polska

Zakładamy, że popyt w 2026 roku będzie około 10 procent wyższy niż w 2025 roku. Widzimy, że sprzedaż już jest bardziej dynamiczna niż w poprzednich miesiącach. Wynika to z dobrej koniunktury gospodarczej oraz ze stopniowego spadku stóp procentowych, które powodują, że kredyty hipoteczne są bardziej dostępne.

Edyta Kołodziej, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w Nickel Development

Gdy zastanawiam się dzisiaj nad skalą popytu na mieszkania, jaką nasz rynek może rzeczywiście wygenerować, skłaniam się do wniosku, że czeka nas okres „podwyższonej normalności”. Nie przewiduję gwałtownego boomu, ale raczej rozszerzoną falę popytu, bardziej zorganizowaną, lepiej finansowaną i mniej impulsywną. Z danych za czwarty kwartał 2025 roku widać, że wiele gospodarstw domowych, przy niższych stopach procentowych i korzystniejszych warunkach kredytowych, ruszyło po zakup mieszkania.

Wniosków kredytowych znacząco przybyło, a nowy system scoringowy wprowadzany przez Biuro Informacji Kredytowej dodatkowo poprawia perspektywy wielu potencjalnych nabywców. W efekcie znacznie wzrosła zdolność kredytowa nabywców mieszkań. Realna szansa na nabycie „własnego M” staje się bardziej dostępna dla szerszego grona Polaków.

Wzrost popytu będzie jednak sterowany bardziej niż wcześniej przez zdrowe podstawy: chęć stabilizacji, aspiracje mieszkaniowe, ale i rozsądek finansowy. Nie spodziewam się gwałtownej fali spekulacyjnych zakupów, lecz raczej konsekwentnego, rozsądnego ruchu kupujących. Liczba zawieranych transakcji może jednak utrzymać się na poziomie wyższym niż średnia z ostatnich kilku lat.

Popyt hamować będą ograniczenia związane z podażą oraz kosztem mieszkań. Jeśli deweloperom nie uda się zdynamizować realizacji nowych projektów popyt napotkać może barierę podaży. To z kolei może prowadzić do wzrostu cen, co obniży dostępność mieszkań.

W mojej ocenie, popyt na mieszkania w 2026 roku będzie większy niż w ostatnich latach, ale co istotne, będzie to popyt przemyślany, selektywny i rozłożony w czasie. Dla tych, którzy mają stabilne finanse, dobrą historię kredytową i odpowiedni wkład własny pojawi się wreszcie realna i korzystna możliwość zakupu. Dla tych, którzy nie spełnią tych kryteriów rynek może pozostać poza zasięgiem. Rok 2026 zapowiada się więc jako rok, w którym zdolność nabywcza znaczącej części Polaków wzrośnie, a popyt ma szansę być jednym z najmocniejszych od wielu lat.

Andrzej Gutowski, dyrektor sprzedaży Ronson Development

Jeżeli chodzi o popyt na mieszkania w 2026 roku, szacujemy, że utrzyma się on na poziomie zbliżonym do tego, który obserwujemy w czwartym kwartale 2025 roku, z delikatnym, kilkunastoprocentowym wzrostem. Nie spodziewamy się jednak wielkiego odbicia, a raczej stopniowej, stabilnej poprawy. Czynnikami, które mogą sprzyjać wzrostowi popytu, są przede wszystkim możliwe w drugiej części roku obniżki stóp procentowych. Jeżeli faktycznie do nich dojdzie, poprawi to dostępność kredytów mieszkaniowych i przełoży się na większą aktywność kupujących.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę, Wrocław i Łódź w Grupie Robyg

W 2026 roku spodziewamy się, że popyt na mieszkania utrzyma się na wysokim lub umiarkowanie wysokim poziomie, przede wszystkim dzięki poprawiającej się sytuacji finansowej gospodarstw domowych i stabilizacji warunków makroekonomicznych. Już w 2025 roku widzimy wyraźne ożywienie. Liczba wniosków o kredyty hipoteczne rośnie dynamicznie, co potwierdza, że kupujący wracają na rynek po okresie niepewności, związanej z wysokimi stopami procentowymi.

Popytowi sprzyjać będzie przede wszystkim spadek kosztu kredytu i rosnąca dostępność finansowania. Obniżki stóp procentowych w ostatnich kwartałach znacząco zwiększyły zdolność kredytową Polaków, a stabilny rynek pracy i wzrost wynagrodzeń dodatkowo poprawiły możliwości nabywcze wielu gospodarstw domowych. Jednocześnie należy pamiętać, że w Polsce nadal istnieje strukturalny deficyt mieszkań, szczególnie w największych miastach, co będzie utrzymywać silny popyt, zarówno w segmencie własnościowym, jak i inwestycyjnym.

Czynnikiem, który może ograniczać dynamikę popytu, są przede wszystkim wysokie ceny mieszkań i presja kosztowa w budownictwie, które mogą prowadzić do ograniczonej podaży nowych projektów.

Podsumowując, możliwości nabywcze kupujących w ostatnich miesiącach wyraźnie wzrosły, co w połączeniu z niedoborem mieszkań i stabilizacją makroekonomiczną pozwala oczekiwać, że w 2026 roku popyt pozostanie silny. Najbardziej aktywni będą kupujący w dużych miastach oraz nabywcy, poszukujący mieszkań jako inwestycji długoterminowej. Natomiast segment niższych cenowo nieruchomości będzie nadal najbardziej wrażliwy na koszty kredytu, poziom cen oraz dostępność podaży.

Tomasz Czuchra, wiceprezes zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa

Zakładamy, że w 2026 roku popyt będzie utrzymywał się na stabilnym, choć bardziej zróżnicowanym poziomie niż w latach dynamicznego wzrostu. Sprzyjać mu będzie poprawiająca się dostępność kredytów, niższa inflacja oraz naturalny popyt wynikający z migracji do dużych miast i zmian demograficznych. Widzimy już, że zdolność kredytowa części kupujących wzrosła, a zainteresowanie finansowaniem hipotecznym jest wyraźnie większe niż jeszcze kilka miesięcy temu.

Jednocześnie popyt ograniczać będą zmiany w uldze mieszkaniowej, co może osłabić zakupy inwestycyjne, a konkurencja rynkowa wydłuża proces decyzyjny po stronie klientów. W 2026 roku przewagę rynkową tworzyć będzie dobra lokalizacja, funkcjonalny metraż i przejrzysta komunikacja projektowa.

W naszej ocenie rynek zmierza w stronę większego pragmatyzmu po stronie nabywców. Możliwości zakupowe poprawiły się, ale decyzje są bardziej świadome i oparte na porównaniu wielu ofert. Ten kierunek będzie dominował także w 2026 roku.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

Szacujemy, że popyt na mieszkania pozostanie stabilny lub umiarkowanie wzrośnie. Będzie temu sprzyjać, zarówno rosnąca siła nabywcza kupujących, większa dostępność kredytów oraz inwestycyjny charakter zakupu mieszkań w dużych miastach. Możliwości nabywcze klientów zauważalnie wzrosły w ostatnich miesiącach dzięki stabilizacji stóp procentowych oraz poprawie wynagrodzeń realnych. Z kolei ograniczeniem, z którym rynek będzie się mierzył będą rosnące koszty budowy.

Andrzej Swoboda, wiceprezes zarządu, Grupa CTE

W 2026 roku spodziewamy się, że popyt na mieszkania we Wrocławiu pozostanie na stabilnym, a nawet lekko rosnącym poziomie. Rynek już dzisiaj pokazuje wyraźne ożywienie, a ostatnie miesiące przyniosły wzrost możliwości nabywczych klientów, przede wszystkim dzięki poprawie warunków kredytowych i stopniowym obniżkom stóp procentowych. To realnie zwiększyło dostępność finansowania oraz pozwoliło wielu rodzinom wrócić do rozmów o zakupie własnego mieszkania.

Popytowi w 2026 roku sprzyjać będzie niższe oprocentowanie kredytów, silne zapotrzebowanie na mieszkania w dynamicznie rozwijającym się mieście, jakim jest Wrocław oraz wysoka atrakcyjność nowych inwestycji. Oczywiście rynek będzie mierzył się także z wyzwaniami. Największym ograniczeniem może okazać się niewystarczająca podaż nowych mieszkań, co jest efektem mniejszej liczby rozpoczętych projektów w ostatnich latach. Jeśli tempo wprowadzania nowych inwestycji nie przyspieszy, dostępność lokali może stać się jednym z głównych czynników kształtujących rynek.

Podsumowując, w 2026 roku popyt na mieszkania powinien utrzymywać się na stabilnym poziomie. Poprawiające się możliwości finansowe kupujących i rosnące potrzeby mieszkaniowe Wrocławia będą silnym motorem rynku, a ograniczona podaż sprawi, że dobrze zaprojektowane inwestycje w atrakcyjnych lokalizacjach mogą cieszyć się szczególnie dużym zainteresowaniem.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Oczekujemy stabilnego popytu, wzmocnionego migracją do dużych ośrodków, rosnącymi wynagrodzeniami i dynamicznym rynkiem najmu. Popyt ograniczać mogą wysokie koszty budowy i niedobór atrakcyjnych gruntów. Możliwości nabywcze kupujących wzrosły dzięki poprawie dochodów i większej dostępności finansowania.

Kurs dolara ignoruje słabszy ADP, bo Fed studzi oczekiwania na obniżki stóp

Amerykańską walutę po słabszych danych ratują spekulacje na temat oddalających się obniżek stóp. Inflacja w strefie euro bez niespodzianek, za to w Czechach okazała się niższa od prognoz. Wiadomości z Wenezueli przebijają się na pierwsze strony, ale część z nich przypomina science fiction.

Dane z USA straszą

Wczoraj poznaliśmy kolejny pakiet danych. Najważniejszym z nich był słabszy od oczekiwań raport ADP, pokazujący szacowaną zmianę zatrudnienia w USA. 41 tysięcy to niby dobry wynik, ale problem w tym, że rynek oczekiwał 48 tysięcy. Warto też zwrócić uwagę, że od kiedy obecna administracja zaczęła walkę z nielegalnymi imigrantami, te odczyty wyglądają bardzo słabo. Jednocześnie populacja USA – w przeciwieństwie do Polski – cały czas rośnie. W XXI wieku średnio o 0,8%. To sugeruje, że jeżeli wśród przybyszów procent aktywnych zawodowo jest zbliżony do dotychczasowej populacji, to co roku na rynek pracy trafiało średnio 1,5 mln osób. Na tym tle przyrost o 41 tysięcy miesięcznie nie jest rozwiązaniem. Do tego warto dodać, że wczorajsze dane o zamówieniach również nie zachwyciły. To, co przeważyło, to wystąpienia członków FED oddalające obniżki stóp w USA. W rezultacie wczoraj amerykańska waluta delikatnie umacniała się względem euro, pomimo słabszych danych.

Inflacja w Europie

Wczoraj dane na temat inflacji podali Czesi. W skali roku ceny rosną ponownie o 2,1%, tak jak w listopadzie, podczas gdy analitycy spodziewali się przyspieszenia do 2,3%. Taki odczyt znów otwiera dyskusję na temat możliwej obniżki głównej stopy procentowej w Pradze, obecnie na poziomie 3,5% To właśnie z powodu tych danych widzieliśmy wczoraj przecenę korony czeskiej. Bez niespodzianek natomiast odbyło się w strefie euro – miało być 2% i było 2%. Trzeba jednak pamiętać, że jest to wynik uśredniony dla całej UE. W ramach tego organizmu są jednak kraje z inflacją powyżej 4% jak Estonia oraz państwa z deflacją, takie jak Cypr czy Finlandia. W rezultacie EBC prowadzi politykę środka dopasowaną do wspomnianej średniej. Ten odczyt ma jednak jeszcze jedną cechę – nie zaskakuje on rynków. Większość jego składowych jest znana rynkom wcześniej; wyjątkiem są dane z Włoch, które publikowane są równolegle. W efekcie sam komunikat nie wywołuje większych zmian kursów walut.

Wenezuelskie bitcoiny jak złoty pociąg?

Na rynku pojawiła się informacja, jakoby Wenezuela posiadała rezerwy bitcoina odpowiadające wciąż ponad 50 mld dolarów. Miałby to być efekt kilku działań: zamiany rezerw złota na bitcoina w 2018 roku, przyjmowania płatności za ropę w kryptowalutach w celu ominięcia sankcji oraz regularnego konfiskowania prywatnego sprzętu do wydobywania kryptowalut, który powodował problemy z prądem w kraju. Gdyby ta historia była prawdziwa, kraj ten mógłby spłacić niemal 1/3 swojego zadłużenia. Otwarte pozostaje jednak pytanie, jak rynki poradziłyby sobie z tak dużą wyprzedażą kryptowalut. Mogłoby to spowodować olbrzymią przecenę. Z drugiej strony wielu analityków wskazuje, że jeśli państwo naprawdę zamieniło w korzystnym momencie złoto na bitcoina, to szansa na to, że całość tych zasobów wciąż pozostaje w jego posiadaniu, jest niewielka. Musimy pamiętać, że Wenezuela od lat zmaga się z olbrzymimi problemami gospodarczymi oraz korupcją. To właśnie ten drugi argument uspokaja rynki. Jak pokazuje bowiem historia, wiele wysoko postawionych polityków miało łatwość do korzystania z majątku państwowego. Biorąc jednak pod uwagę, ile warte jest 600 000 BTC, temat pewnie będzie wracał co jakiś czas – być może nie tak długo, jak legenda „złotego pociągu” w Polsce, ale z pewnością jeszcze nie raz.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Należy też pamiętać, że publikowany dziś o 14:30 odczyt handlu zagranicznego w USA to zaległe dane za październik, opóźnione z powodu zamknięcia rządu, a nie bieżąca informacja o aktualnej sytuacji.

Odchodzenie od dolara przyspiesza: złoto drugim filarem rezerw banków centralnych

Za nami wyjątkowy rok na rynku złota, które powinno nadal drożeć. Jego rekordowa cena to efekt niepewności wśród inwestorów, a wycenę podbiła tzw. ulica. Podwyższona niepewność pozostaje na rynkach, a więc w nowym roku przed nami nowe rekordy cenowe.

W 2025 r. złoto zaliczyło ponad pięćdziesiąt historycznych maksimów. Jego cena przebiła psychologiczne bariery, najpierw 3 tys. USD, a następnie 4 tys. za uncję. Złoto zakończyło rok 70% wzrostem liczą od początku roku.

Na kontraktach terminowych rekordowa cena złota to 4 581 USD za uncję, a najniższa cena w 2025 r. to 2 626 USD. Tuż po świętach złoto zaczęło tracić (korekta o ca 200 USD), ale z początkiem 2026 r. jego cena znów rosła (szybko odrabiając 100 USD spadku).

– Złoto zyskiwało ze względu na ogromną niepewność, a w takich sytuacjach ulica w pewnym momencie podąża za niektórymi trendami – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz w XTB. – To był rok kontrowersyjnych działań D.Trumpa, a choć w sumie prezydent USA nie wprowadził bardzo negatywnych scenariuszy na rynki finansowe, to jednak inwestorzy tym bardziej patrzyli na złoto jako na bezpieczną przystań.

Złoto było więc barometrem niepewności, reagującym na napięcia geopolityczne, politykę pieniężną i osłabienie zaufania do najważniejszych walut, a do wzrostu cen złota przyczyniły się bardzo banki centralne, wśród nich NBP.

Banki centralne kupiły w pierwszych trzech kwartałach 634 tony złota netto, a to oznacza, że dynamika zakupów zdecydowanie przewyższała długoterminową średnią. Dla coraz większej liczby banków centralnych złoto stało się drugim po dolarze filarem rezerw.

Rok 2025 był kolejnym etapem stopniowego odchodzenia od dolara, a złoto zyskało na tej dywersyfikacji aktywów. Jak wynika z raportów Światowej Rady Złota, coraz więcej banków centralnych deklaruje chęć ograniczania udziału dolara w rezerwach, zastępując je złotem.

– Dolar amerykański stał się niepewną walutą ze względu na działania D.Trumpa – dodaje ekspert XTB. – Do wzrostów na zlocie przyczyniły się też obniżki stóp procentowych w wykonaniu wielu banków centralnych. Inwestorzy szukali też alternatyw do bardzo rozgrzanego rynku akcji firm zajmujących się sztuczną inteligencją i do kryptowalut.

Nie powinniśmy natomiast przywiązywać nadmiernej wagi do roli, jaką odegrała ulica. Wsiadła do pociągu inwestycyjnego, gdy był rozpędzony, a wysiadała przy październikowej korekcie. Dla doświadczonych inwestorów nie było to zaskoczeniem. Najważniejsza była – i najważniejszą jest – ogromna niepewność.

– Inwestorzy obawiają się kto zostanie nowym szefem Fed i oto, czy na giełdzie powstała nowa bańka Technologiczna – komentuje M.Stajniak z XTB. – Dla mnie bazowy scenariusz na 2026 r. to dojście ceny złota do poziomu co najmniej 4 800 USD za uncję, a trajektoria złota będzie ponownie dość zmienna.

Na polskim rynku cena złota po raz pierwszy przekroczyła 16 tys. zł za uncję. To wzrost o 48% od stycznia 2025 r., a więc był niższy niż w dolarach ze względu na wzmocnienie złotego wobec waluty USA.

Kurs dolara rośnie. USD/PLN wraca powyżej 3,60 zł

W środę amerykańska waluta umacnia się na forex. Jednak bezpośrednią przyczyną nie jest jedynie wzrost ryzyka geopolitycznego związanego z ostatnimi wydarzeniami w Wenezueli, groźbami Trumpa skierowanymi w stronę Grenlandii czy obawami przywódcy Kuby. Te informacje rynek walutowy oczywiście zauważa, jednak zdaje się je dobrze filtrować i nie popada w panikę. W tym otoczeniu względnie dobrze radzi sobie złoty, choć kurs USD/PLN wraca powyżej 3,60 PLN. Inflacja w Czechach i Australii spada, jednak reakcje na tamtejszych walutach są zupełnie odwrotne, dlaczego?

Obraz forex po święcie

Z racji wczorajszego Święta Trzech Króli obchodzonego w Polsce, Rumunii, Słowacji i Szwecji rynki w tych krajach były zamknięte. Mimo braku krajowych inwestorów, złoty we wtorek radził sobie względnie dobrze, a poniedziałkowe osłabienie na forex nie było kontynuowane. Ruch boczny trwa także dziś. Kurs EUR/PLN do południa oscylował przy 4,21 PLN, USD/PLN był delikatnie powyżej 3,60 PLN, a GBP/PLN poniżej 4,87 PLN. Względną siłę złotego mogliśmy natomiast obserwować na wykresie CHF/PLN, który śmiało spogląda w kierunku 4,52 PLN (wczoraj 4,54 PLN).

Nieco więcej działo się wczoraj na głównej parze walutowej świata – dolar odrobił poniedziałkowe starty. Notowania EUR/USD we wtorek o poranku sięgały 1,174 USD, a wieczór kończyliśmy przy 1,168 USD. Przy tych poziomach pozostawaliśmy też przez całe środowe przedpołudnie. Wskazane umocnienie waluty zza oceanu wynikało z kilku czynników. W tym czasie w strefie euro odnotowano spadki dynamiki cen. Wczoraj dowiedzieliśmy się o głębszej od oczekiwanej zniżce inflacji w Niemczech z 2,3% r/r do 1,8% r/rw (konsensus 2% r/r). Poniżej prognoz wypadły także dane z Francji. Natomiast dziś w strefie euro odnotowano spadek wskaźnika HICP z 2,1% r/r do 2% r/r oraz inflacji bazowej HICP (bez energii i żywności) z 2,4% r/r do 2,3% r/r. Niższe tempo wzrostu cen nie wspiera wspólnej waluty, gdyż nie wymusza na EBC podwyższania kosztu pieniądza – z czego skorzystał dolar. Do tego dochodzi kwestia poziomu stóp procentowych w USA. Zgodnie z narzędziem FedWatch Tool, kolejna redukcja w USA ma nastąpić dopiero w kwietniu, co również dodaje sił dolarowi.

Inflacja w Czechach

Poza danymi inflacyjnymi ze strefy euro, dziś poznaliśmy także publikację tempa wzrostu cen za naszą południową granicą. Rynki spodziewały się odbicia inflacji konsumenckiej w Czechach z 2,1% r/r do 2,3% r/r. Ostatecznie wskaźnik ten pozostał na poziomie 2,1% r/r. Co więcej, w ujęciu miesięcznym mamy deflację. Ceny w grudniu, podobnie jak w listopadzie, spadły średnio o 0,3% m/m. Rynek spodziewał się spadku, ale „tylko” o 0.1% m/m. Ostatecznie dane były niższe od prognozowanych, co wywarło presję na koronie. Po publikacji kurs CZK/PLN spadł z 0,1742 PLN do 0,1739 PLN (umocnienie PLN). W dalszej części sesji nie nastąpiło odreagowanie, a wręcz pogłębienie zniżek do 0,1737 PLN w okolicach południa. Czeska waluta dziś o poranku straciła dziś także do unijnej czy amerykańskiego dolara – równo po 0,31%.

Dlaczego spadek inflacji nie osłabił „aussie”?

Środowa sesja przyniosła także inflacyjne zaskoczenie po drugiej części globu. W Australii odnotowano spadek cen konsumenckich z 3,8% r/r do 3,4% r/r. Zaskoczeniem jest rozjazd względem prognozy, mówiącej o zejściu do „jedynie” 3,7% r/r. Mimo nieoczekiwanej skali zniżki, dolar australijski nie osłabił się na forex, a wręcz chwilowo się umocnił. Ma to związek z polityką monetarną Banku Rezerwy Australii, który ostatnio poinformował o zakończeniu cyklu obniżek stóp. Pewność braku dalszej redukcji kosztu pieniądza rozwiewa więc ewentualne obawy rynkowe. Dodatkowo, jest to potwierdzenie trafności decyzji RBA, gdyż inflacja dalej nie rośnie, a nawet spada. Innym aspektem jest także fakt, że AUD należy do koszyka walut surowcowych. Wzrost cen metali z ostatnich 12 miesięcy to również solidny fundament dla AUD, chroniący „aussie” przed stratami w newralgicznych momentach. Po dzisiejszych danych dolar australijski delikatnie umocnił się na forex, jednak w dalszej części sesji wrócił do poziomów sprzed publikacji. Kurs AUD/PLN o godzinie 14:00 to 2,43 PLN.

ING: Polska utrzyma szybkie tempo wzrostu w 2026 r. Inflacja poniżej celu, stopy do 3,25%

Wzrost gospodarczy w Polsce ma pozostać wyższy niż w większości Unii Europejskiej i krajów regionu, a inflacja ma utrzymywać się poniżej celu NBP – wynika z najnowszego „Kuriera Ekonomicznego” ING Banku Śląskiego. Ekonomiści zakładają też dalsze obniżki stóp procentowych, docelowo do 3,25% do końca 2026 r., oraz płynne finansowanie rekordowych potrzeb pożyczkowych państwa. W analizie zwracają uwagę, że gospodarka coraz mocniej odczuwa spadek dostępności taniej pracy i niedobory pracowników.

ING ocenia, że w 2025 r. polski PKB wzrósł o 3,6% r/r, podczas gdy Niemcy i część regionu pozostawały w stagnacji. Zdaniem Rafała Beneckiego, głównego ekonomisty ING Banku Śląskiego, motorem wzrostu była konsumpcja, która zrekompensowała słabe inwestycje, w tym opóźniające się odbicie wydatków związanych z KPO. Po stronie podaży lukę po słabym przemyśle miały wypełnić nowoczesne usługi, co ING określa jako nietypowy układ cyklu. Jednocześnie – mimo dwóch lat wzrostu – widoczny ma być spadek zatrudnienia.

Na 2026 r. zespół ING prognozuje wzrost PKB na poziomie 3,7% r/r i bardziej zdywersyfikowane źródła wzrostu. Ekonomiści zwracają uwagę, że utrzymanie konsumpcji powyżej 3% będzie trudniejsze, bo tempo dochodów ma wyhamować z 5,3% do 2,0%. W takiej sytuacji gospodarstwa domowe musiałyby obniżyć stopę oszczędzania, aby podtrzymać dotychczasową dynamikę wydatków. ING liczy jednak na wsparcie popytu dzięki środkom unijnym oraz inwestycjom powiązanym z programami europejskimi.

W scenariuszu ING znaczenie mają dotacje unijne, które – bez pożyczek – mają zwiększyć impuls do ok. 3,0% PKB w 2026 r., co według banku przekłada się na 0,8 pkt proc. wsparcia dla konsumpcji i inwestycji. Ekonomiści zakładają również, że część grantów z KPO, na poziomie ok. 0,5% PKB, efektywnie wzmocni wzrost dopiero w 2027 r. Równolegle ma ruszyć finansowanie oparte o pożyczki z KPO: ING wskazuje kwotę 29,4 mld euro wobec 25,3 mld euro w grantach. To ma zwiększyć skalę inwestycji, choć ich pełny efekt ma być rozłożony w czasie.

W ocenie ING inflacja pozostanie niska mimo solidnego wzrostu gospodarczego. Bank wskazuje na kilka czynników: brak boomu konsumpcyjnego, ostrożniejszą politykę dochodową oraz mniejszą presję płacową niż w latach 2023–2024. W analizie podkreślono m.in. 3-procentowy wzrost pensji minimalnej wobec około 20% w latach 2023–2024, a także brak nowych świadczeń socjalnych w 2026 r. Dodatkowo obecny wzrost ma mieć niższą pracochłonność, bo napędzają go nowoczesne usługi, a nie przemysł.

Kolejnym elementem, który ma ograniczać presję cenową, jest – według ING – silniejsza niż wcześniej konkurencja ze strony Chin. Ekonomiści zwracają też uwagę, że restrykcyjność polityki pieniężnej jest wyższa, niż mogłaby sugerować sama realna stopa procentowa, bo realna aprecjacja złotego jest największa od lat 2004–2008. W takim układzie ING spodziewa się obniżek stóp procentowych do 3,25% do końca 2026 r., z ryzykiem, że poziom ten może być nawet niższy. Kluczowe ma być to, czy inflacja pozostanie trwale umiarkowana przy wciąż solidnym tempie wzrostu.

Jednocześnie bank zwraca uwagę na napięty obraz finansów publicznych. Polska ma ponownie sfinansować rekordowe potrzeby pożyczkowe netto – ING wskazuje kwotę 300 mld zł w 2026 r., a szybkie dostosowanie fiskalne ocenia jako mało realne. Dodatkowym wyzwaniem ma być ożywienie kredytowe, które może ograniczać naturalny przyrost oszczędności w sektorze bankowym – głównego nabywcy krajowych obligacji skarbowych. Z tego powodu znaczenie przepływów z zagranicy może wzrosnąć.

ING zakłada, że wsparciem dla rynku długu i waluty będą napływy środków unijnych – z KPO, funduszy strukturalnych oraz programu SAFE. W analizie wskazano, że wymiana tych środków ma zachodzić poza rynkiem, co zwiększa bazę monetarną i utrzymuje nadpłynność sektora. Bank podkreśla też, że możliwe głębsze cięcia stóp w USA i słabszy dolar mogą przywrócić napływy kapitału na rynki wschodzące. Polska ma się wyróżniać solidnym wzrostem i nadwyżką rachunku bieżącego (wraz z rachunkiem kapitałowym), co – zdaniem ING – może równoważyć cięcia stóp NBP i wspierać silną pozycję złotego.

W globalnym tle ekonomiści ING opisują nową rzeczywistość geopolityczną i handlową po zmianach w polityce USA, wskazując też na znaczenie pytania o zakończenie wojny w Ukrainie. Według banku gospodarka amerykańska w 2026 r. ma rosnąć w tempie zbliżonym do potencjalnego, około 2%, czyli wyraźnie szybciej niż europejska. ING oczekuje dwóch cięć stóp Fed, a wśród czynników wspierających wzrost wymienia wysokie inwestycje w AI oraz możliwy impuls fiskalny przed wyborami do Kongresu w 2026 r. Wskazuje również, że wybór nowego szefa Fed może wpływać na skalę przyszłego luzowania.

W części poświęconej Europie ING zwraca uwagę na koszty nadmiernego uzależnienia od USA w obszarze bezpieczeństwa oraz spadek konkurencyjności związany z offshoringiem przemysłu do Chin i innych krajów. Jednocześnie bank ocenia, że wymuszona zmiana – m.in. przez wzrost wydatków militarnych i infrastrukturalnych oraz program SAFE – może stać się dźwignią wzrostu w kolejnych latach. Chiny, według tej analizy, nadal mają borykać się ze słabym popytem wewnętrznym, realizując plan wzrostu blisko 5% dzięki ekspansji zagranicznej. W tle tych procesów ING zakłada też dalsze osłabianie dolara i możliwość przebicia poziomu 1,20 na parze EUR/USD w 2026 r.

Ekonomiści ING podkreślają, że na horyzoncie pojawiają się zmiany strukturalne w polskiej gospodarce, wynikające ze spadku dostępności taniej pracy i niedoborów pracowników. Ich zdaniem utrzymanie pozytywnej passy z ostatnich dekad będzie wymagało przesuwania pracowników do sektorów o wyższej produktywności. To w praktyce oznacza większą presję na modernizację firm, automatyzację i inwestycje w technologie, które pozwalają rosnąć bez zwiększania zatrudnienia. Właśnie ten wątek ING wskazuje jako jeden z kluczowych dla średnioterminowej odporności polskiego wzrostu.

OKI a ochrona danych: UODO wskazuje braki w definicjach, celach i zakresie przetwarzania danych

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski zaopiniował projekt ustawy o osobistych kontach inwestycyjnych (OKI) i zgłosił szereg uwag dotyczących ochrony danych. W ocenie organu nadzorczego część rozwiązań nie jest wystarczająco precyzyjna, co może utrudnić stosowanie zasad RODO, w tym minimalizacji danych i przejrzystości przetwarzania. UODO wskazuje też na ryzyko zbyt szerokiego katalogu informacji gromadzonych o inwestującym.

Jednym z kluczowych problemów jest brak precyzyjnej definicji „rejestru uczestników”. Projekt ustawy odsyła do przepisów o funduszach inwestycyjnych, ale – jak podkreśla Prezes UODO – także tam definicja „rejestru uczestników funduszu inwestycyjnego” nie zawiera jasnego katalogu danych identyfikujących uczestnika. Zdaniem urzędu takie rozwiązanie utrudnia ocenę, jakie dane są rzeczywiście niezbędne, co stoi w sprzeczności z zasadą minimalizacji danych z art. 5 ust. 1 lit. c RODO.

Wątpliwości dotyczą również przepisów o umowie o prowadzenie OKI. Choć w jednym miejscu projekt wymienia zamknięty katalog „danych identyfikacyjnych”, jednocześnie wskazuje otwarty katalog informacji, co może rozszerzać zakres przetwarzanych danych osobowych. Prezes UODO uważa, że regulacje powinny zostać doprecyzowane tak, aby jednoznacznie określały, jakie dane mogą być zbierane i w jakim celu, zgodnie z zasadami z art. 5 RODO: legalności, rzetelności, przejrzystości, ograniczenia celu i minimalizacji.

Urząd zwrócił też uwagę na kwestię numerów identyfikacyjnych. Projektodawca – jak wskazano w opinii – nie uzasadnił niezbędności pozyskiwania numeru PESEL w sytuacji, gdy jednocześnie przetwarzany miałby być numer NIP osoby fizycznej. UODO sygnalizuje, że przy gromadzeniu danych identyfikujących klienta konieczne jest wykazanie, dlaczego dany identyfikator jest potrzebny.

Kolejny punkt sporny dotyczy weryfikacji wiedzy klienta w zakresie inwestowania. Projekt zakłada, że ma się to odbywać przy zawieraniu umowy o OKI, ale nie precyzuje, w jaki sposób weryfikacja miałaby być przeprowadzana ani czy jej wyniki będą utrwalane. Prezes UODO zwraca przy tym uwagę na przepisy unijne dotyczące ocen adekwatności, które wskazują na prowadzenie rejestrów takich ocen, co ma znaczenie dla zakresu i sposobu przetwarzania danych.

UODO podnosi także problem niejednoznaczności w opisie danych osobowych w samym projekcie. W jednym miejscu mowa jest o „pierwszym imieniu i nazwisku”, a w innym szerzej o „imieniu i nazwisku”, co może prowadzić do rozbieżnej interpretacji obowiązków instytucji. Zdaniem organu nadzorczego takie elementy wymagają ujednolicenia, by ograniczyć ryzyko zbierania danych „na zapas”.

W opinii pojawiają się również pytania o zasady przesyłania przez instytucje finansowe informacji o prowadzeniu OKI drogą elektroniczną. Prezes UODO wskazuje, że projektodawca nie doprecyzował, jakie przepisy miałyby zastosowanie do tego procesu ani jaki dokładnie zakres danych miałby być przekazywany. Podobne niejasności dotyczą udostępniania zeznania podatkowego w e-urzędzie skarbowym, gdzie również nie określono, jak szeroki byłby zakres danych.

UODO zwraca uwagę, że jeśli w ramach informacji o prowadzeniu OKI miałyby być przetwarzane dane szczególnych kategorii lub dane dotyczące wyroków skazujących, konieczna jest wyraźna podstawa ustawowa. Urząd podkreśla, że w takim przypadku podstawa przetwarzania powinna wynikać z przepisów rangi ustawy, zgodnie z wymogami Konstytucji RP. To ma kluczowe znaczenie dla legalności i proporcjonalności przetwarzania.

W opinii pojawia się też wątek automatycznego udostępniania i wypełniania dokumentów w Krajowej Administracji Skarbowej, które projekt miałby rozszerzać. Ponieważ mowa o zautomatyzowanym przetwarzaniu danych, UODO wskazuje na prawdopodobieństwo wykorzystania systemów sztucznej inteligencji. W związku z tym projektodawca – poza RODO – powinien brać pod uwagę także Akt w sprawie sztucznej inteligencji, w tym wymogi dotyczące oceny skutków systemów „AI wysokiego ryzyka” dla praw podstawowych.

Prezes UODO podkreśla także rolę administratorów danych, czyli podmiotów, które będą stosować projektowane przepisy w praktyce. To na nich spoczywa obowiązek zapewnienia osobom, których dane dotyczą, odpowiednich informacji, tak aby przetwarzanie było przejrzyste. Urząd wskazuje, że szczególnie ważna jest kwestia dostępu do danych i ich obsługi w systemach opartych o AI, a te zagadnienia powinny być przeanalizowane w ramach testu prywatności i oceny skutków dla ochrony danych, których – jak zaznacza UODO – projektodawca nie przeprowadził.

Dolar mocniejszy, ropa wraca pod 60–62 USD, inflacja w Turcji nadal wysoka

Po serii dni wolnych wielu Polaków wraca dzisiaj do pracy. O ile złoty jest w miarę stabilny, o tyle na świecie trochę się dzieje. Dolar już kolejny rok zaczyna od umocnień. Rynek zdążył przetrawić obecną falę zamieszania w Wenezueli. Ceny w Turcji rosną niby wolniej, ale tempo normalizacji nie jest zadowalające.

Dolar znów silny

Początek roku jest bardzo korzystny dla dolara. Patrząc jednak na 2025, nie jest to pewny prognostyk na kolejne miesiące. Start poprzedniego roku był wszakże również bardzo dobry, a potem dolar zaczął gwałtownie tracić i zakończył rok z przeszło 13% przeceną. Co obecnie sprzyja amerykańskiej walucie? Wygląda na to, że najbliższe posiedzenie pod koniec stycznia nie przyniesie obniżek stóp procentowych. Co więcej, szanse na cięcie w marcu wciąż pozostają poniżej 50%. Do tego warto dodać spadający optymizm w strefie euro. Co prawda ankietowe badania w usługach pokazały we wtorek przewagę optymistów, ale jest ona niższa, niż oczekiwano. W rezultacie za jedno euro znów płaci się mniej niż dolara i 17 centów.

Rynek przetrawił wydarzenia w Wenezueli

Cena baryłki ropy naftowej Brent, notowanej w Londynie, jeszcze w poniedziałek chwilami spadała poniżej 60 USD. Następnie, niesiona niepokojem o dalszy rozwój sytuacji, we wtorek dotarła powyżej 62 USD. Dzisiaj jednak ponownie zeszła w okolice 60 USD. Pokazuje to, że wydarzenia w Wenezueli zwiększyły zmienność na rynku, ale nie spowodowały jednak gwałtownego wystrzału cen, którego wielu analityków obawiało się w przypadku eskalacji działań. Podobnie zachowało się złoto – po zbliżeniu się do poziomu 4500 USD, zawróciło. Pokazuje to, że początkowy strach został częściowo przeszacowany. Nie oznacza to oczywiście, że jeśli proces tworzenia nowego rządu nie będzie przebiegał sprawnie, nie dojdzie do kolejnych wstrząsów.

Ceny w Turcji

Inflacja w Turcji spada nieco szybciej, niż oczekiwano. Rynek spodziewał się zniżki tempa wzrostu cen o 0,1%, tymczasem finalnie inflacja wyhamowała o 0,2%. Brzmi to jak całkiem przyzwoita wiadomość – problem w tym, że mówimy o spadku z 31,1% do 30,9%. Przy takich poziomach nie jest to zmiana, którą Turcy realnie odczują w swoich portfelach. Z wyjątkiem drobnego potknięcia w październiku ubiegłego roku, jest to już 19. miesiąc z rzędu spadku inflacji. Wysoki poziom tego wskaźnika powoduje, że Turcja nie jest w stanie szybciej obniżać stóp procentowych. Z kolei utrzymywanie wysokich stóp wymusza stopniowe osłabianie liry wobec dolara, by zachować pewną równowagę w handlu. W samym tylko 2025 roku kurs dolara wyrażony w lirze wzrósł z 35 do 43 lir. I to w roku, który nie był szczególnie udany dla amerykańskiej waluty.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:15 – USA – raport ADP na temat zatrudnienia,

16:00 – USA – zamówienia w przemyśle.

Inflacja blisko celu, koniunktura słabnie. Co zrobi RPP na pierwszym posiedzeniu 2026?

Najbliższe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w styczniu 2026 r. będzie pierwszym posiedzeniem decyzyjnym w nowym roku i jednocześnie ważnym momentem oceny skutków szerokiego luzowania polityki pieniężnej przeprowadzonego w 2025 r. Po serii obniżek stóp procentowych stopa referencyjna NBP znajduje się obecnie na poziomie 4,0%, co oznacza znaczące złagodzenie warunków finansowych względem początku poprzedniego roku.

Otoczenie inflacyjne sprzyja bardziej gołębiemu nastawieniu Rady. Inflacja CPI obniżyła się w ostatnich miesiącach w okolice 2,5–2,7% rok do roku, a więc znajduje się blisko celu inflacyjnego NBP. Równie istotne jest to, że inflacja bazowa eliminująca wpływ cen żywności i energii także wyraźnie spadła i kształtuje się w pobliżu 3%, co wskazuje na wygasanie presji cenowej w gospodarce. Dane te potwierdzają, że wcześniejsze zacieśnienie, a następnie stopniowe luzowanie polityki pieniężnej zaczęły przynosić oczekiwane efekty.

Z drugiej strony, coraz wyraźniej widoczne są sygnały osłabienia koniunktury. Rynek pracy pozostaje stabilny, ale dynamika zatrudnienia i płac wyhamowuje, a stopa bezrobocia stopniowo rośnie. W połączeniu z umiarkowanym wzrostem gospodarczym tworzy to argumenty za dalszym wspieraniem aktywności ekonomicznej, choć RPP musi jednocześnie brać pod uwagę opóźniony wpływ dotychczasowych obniżek stóp na gospodarkę.

W tym kontekście najbardziej prawdopodobnym scenariuszem na styczniowe posiedzenie jest utrzymanie stóp procentowych bez zmian. Rada może zdecydować się na pauzę, aby ocenić pełny efekt wcześniejszych decyzji oraz zebrać więcej danych z pierwszych miesięcy 2026 r. Taki ruch byłby zgodny z ostrożnym podejściem i pozwoliłby uniknąć ryzyka nadmiernego pobudzenia gospodarki w sytuacji, gdy inflacja, która znajduje się na niskim poziomie, wciąż obarczona jest niepewnością związaną m.in. z cenami usług i czynnikami zewnętrznymi.

Jednocześnie styczniowe posiedzenie nie musi oznaczać końca cyklu obniżek. Jeśli inflacja utrzyma się trwale w pobliżu celu, a dane z rynku pracy i popytu krajowego będą wskazywały na dalsze osłabienie, RPP może wrócić do stopniowych cięć stóp w kolejnych miesiącach. Ewentualne obniżki miałyby jednak raczej ograniczoną skalę i byłyby rozłożone w czasie.

Kluczowe znaczenie dla rynku będzie miała komunikacja po posiedzeniu. Ton wypowiedzi Rady i prezesa NBP pokaże, czy obecna pauza jest jedynie przerwą techniczną, czy też sygnałem, że polityka pieniężna zbliża się do poziomu neutralnego. To właśnie te sygnały, a nie sama decyzja o stopach, mogą w największym stopniu wpłynąć na oczekiwania rynkowe w pierwszym kwartale 2026 r.

Podsumowując, styczniowe posiedzenie RPP najprawdopodobniej zakończy się stabilizacją stóp procentowych na poziomie 4,0%. Rada wejdzie w nowy rok z wyraźnie bardziej wyważonym podejściem, koncentrując się na analizie danych i przygotowując grunt pod ewentualne dalsze decyzje w kolejnych miesiącach 2026 r.

Rynek walutowy ze spokojem przyjmuje obalenie prezydenta Wenezueli

Nowy rok rozpoczął się z przytupem przez szok spowodowany schwytaniem prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro przez amerykańskie siły podczas weekendu, waluty i rynki futures zareagowały na to jednak początkowo ze spokojem.

Kluczowe punkty:

  • PLN pozostaje mocny, EUR/PLN blisko 4,20.
  • Rynek walutowy jest spokojny po obaleniu prezydenta Wenezueli.
  • Będący safe haven USD odnotowuje niewielkie zyski.
  • Ceny ropy są nieznacznie niższe, rynki futures
  • Amerykański raport NFP powinien pokazać umiarkowany przyrost miejsc pracy.
  • W obliczu lekkiego kalendarza para EUR/USD utrzymuje się w wąskim przedziale.

Handel głównymi walutami raczej nie uległ zmianie od czasu piątkowego zamknięcia rynków, wyjątkiem jest niewielka aprecjacja dolara i franka szwajcarskiego, typowa dla safe haven w okresie odwrotu od ryzyka. Ceny ropy nieznacznie spadły w oczekiwaniu na wznowienie podaży z Wenezueli. Choć waluty Ameryki Łacińskiej mogą w kolejnych dniach reagować większą zmiennością, izolacja Wenezueli od światowej gospodarki pod chavistowskim reżimem ograniczyła skutki. Obecnie waluty i rynki finansowe w dalszym ciągu skupiają się w większości na polityce monetarnej oraz danych o inflacji i wzroście gospodarczym.

Choć nie jest jasne, jak przebiegać będzie odejście od chavizmu, uważamy, że wpływ dotyczących Wenezueli nagłówków na rynek pozostanie ograniczony. W tym tygodniu uwaga skupi się na grudniowych danych: wstępnym odczycie inflacji w strefie euro w środę (07.01) oraz amerykańskim raporcie NFP (non-farm payrolls) w piątek (09.01). Ten drugi będzie niezwykle istotny, ponieważ zamknięcie rządu wzbudziło liczne obawy o jakość ostatniego raportu. Poza danymi makroekonomicznymi w centrum uwagi znajdą się rentowności długoterminowych obligacji skarbowych, które najwyraźniej słabo zaczęły rok i mogą stać się głównym motywem 2026 r.

PLN

Polski złoty pozostaje mocny. Przed świętami kurs EUR/PLN spadł do najniższego poziomu od kwietnia, a obecnie pozostaje w dolnej części przedziału 4,20–4,25 z ostatnich tygodni. Lokalne wieści w ostatnim czasie zaskakiwały, jednak w ograniczonym stopniu. Inflacja na koniec roku spadła do 2,4%, bezrobocie z kolei zamiast wzrosnąć, utrzymało się na poziomie 5,6%. Z gorszych wieści – PMI dla przemysłu niespodziewanie się obsunął (do 48,5), powracając do okolic poziomu z przełomu lata i jesieni.

Sytuacja gospodarcza jest zasadniczo korzystna, podobnie jak perspektywy na ten rok i najbliższe lata. W najbliższych kilku dniach nie poznamy nowych odczytów. Uwagę skupi na sobie przyszłotygodniowe posiedzenie RPP, aczkolwiek po serii ostatnich redukcji stóp Rada niemal na pewno zrobi sobie przerwę. Jej długość powinna zależeć przede wszystkim od danych, a same sygnały z RPP mogą mieć w najbliższym czasie nieco mniejsze znaczenie niż zwykle.

EUR

Podczas świątecznej przerwy kalendarz ekonomiczny i polityczny był w strefie euro niemal pusty, a wspólna waluta niemal się nie poruszała. Największe zmiany były obserwowane podczas azjatyckiego handlu w poniedziałek rano, kiedy inwestorzy reagowali na weekendowe wydarzenia, wykupując bezpiecznego dolara względem większości innych walut. Choć jeśli w kolejnych dniach nasilą się niepokoje geopolityczne, spodziewalibyśmy się dalszego osłabienia pary EUR/USD, wydaje się, że na razie sytuacja jest w dużej mierze pod kontrolą.

Z uśpienia wyrwie nas w tym tygodniu wstępny raport inflacyjny za grudzień (środa 07.01). Konsensus spodziewa się jednak bardzo małej zmiany względem kilku ostatnich odczytów, zgodnie z którymi presja cenowa tylko nieznacznie przekraczała cel Europejskiego Banku Centralnego. Oczekiwania dotyczące wzrostu gospodarczego w 2026 r. zostały ogólnie zrewidowane w górę. Cykl obniżania stóp procentowych z pewnością dobiegł końca, EBC może zaś zacząć myśleć o podniesieniu stóp przed końcem 2026 r., co powinno prowadzić do stopniowej aprecjacji euro.

USD

Dane makro publikowane w trakcie świątecznej przerwy nie zmieniły istotnie obrazu rynku pracy („low hire, low fire”) i stabilnego wzrostu gospodarczego. W tym tygodniu poznamy szereg odczytów z rynku pracy, zwieńczony grudniowym raportem NFP (piątek 09.01). Dotyczące go przewidywania ekonomistów są wyjątkowo rozbieżne, przy czym mediana wskazuje na przyrost ok. 60 tys. wakatów. Jest to poziom dość przeciętny, w połączeniu z brakiem znaczącej redukcji zatrudnienia powinien jednak wystarczyć, by Fed nie zdecydował się na obniżenie stóp procentowych na posiedzeniu w dalszej części miesiąca.

Niepewność dotycząca składu Federalnego Komitetu ds. Operacji Otwartego Rynku będzie dla rynków kluczowa. Prezydent Donald Trump zapowiedział już ogłoszenie swojego wyboru nowego prezesa w tym miesiącu i wydaje się obecnie, że wyrównane szanse ma dwóch Kevinów: Hassett i Warsh. Bez względu na to, kogo wybierze Trump, bez wątpienia będzie to osoba podzielająca jego pragnienie obniżenia stóp procentowych.

GBP

Funt podczas świątecznej przerwy nie doświadczył większych zmian względem pozostałych walut G10 – w tym czasie opublikowano niewiele istotnych danych, nie podejmowano znaczących decyzji dotyczących polityki monetarnej ani nie było ważnych przemówień. Rynki wyceniają obecnie nieco ponad jeszcze jedną obniżkę stóp procentowych Banku Anglii w 2026 r. Oznacza to, że brytyjską walutę w dalszym ciągu powinna wspierać znaczna różnica między stopami procentowymi na Wyspach i w strefie euro, przynajmniej póki EBC nie zacznie rozważać ich podwyżki, co powinno nastąpić szybciej niż w przypadku BoE.

Pozostajemy jednak ostrożni względem funta w tym roku ze względu na splot czynników ryzyka dla perspektyw ekonomicznych i spodziewamy się kontynuacji niewielkiego wzrostu gospodarczego, jaki obserwowaliśmy w 2025 r. Powinno to wystarczyć, by brytyjska waluta utrzymała się w parze z euro, podczas gdy europejskie waluty będą ogólnie w dalszym ciągu powoli umacniać się względem dolara.

Transformacja cyfrowa zmienia rekrutacje i płace. Pracownicy chcą podwyżek, firmy hamują wzrost płac

Jak wynika z Raportu płacowego 2026, opracowanego przez agencję doradztwa personalnego Hays Poland, odsetek firm planujących rekrutacje pozostaje wysoki i zbliżony do tego odnotowanego przed rokiem. Jednak już co piąta organizacja jako powód spodziewanych rekrutacji wskazuje zmiany strukturalne. Firmy przechodzą bowiem transformację technologiczną i dopasowują swoją strategię do aktualnych wyzwań. W praktyce oznacza to zmieniające się zapotrzebowanie kompetencyjne, które wpływa na decyzje HR i trendy płacowe.

  • Plany rekrutacyjne na rok 2026 deklaruje 84 proc. pracodawców, co stanowi odsetek o zaledwie 2 pkt proc. niższy niż przed rokiem. Firmy będą się koncentrowały przede wszystkim na pozyskiwaniu doświadczonych i efektywnych pracowników operacyjnych oraz specjalistów ds. sprzedaży i IT, którzy pomogą organizacjom przejść przez fazę transformacji.
  • Pozyskanie kandydatów odpowiadających na precyzyjne oczekiwania firm wcale nie będzie łatwe. Pomimo doniesień napływających z rynku pracy, trudności rekrutacyjnych wciąż spodziewa się 47 proc. pracodawców.
  • 74 proc. firm zaplanowało podwyżki na rok 2026, natomiast tylko 5 proc. z nich zakłada, iż przekroczą one poziom 10%. Malejąca na przestrzeni lat skala podwyżek może negatywnie wpływać na siłę przyciągania firm i zadowolenie ich pracowników. Obecnie tylko 39 proc. profesjonalistów deklaruje satysfakcję z otrzymywanego wynagrodzenia.

Rynek pracy znajduje się w fazie stabilizacji, a na początku roku 2026 nie widać ani oznak nadchodzącego kryzysu, ani dynamicznego rozwoju. Równocześnie, wiele firm znajduje się w momencie transformacji – organizacyjnej, strukturalnej i cyfrowej, napędzanej m.in. przez niepewność biznesową i rozwój sztucznej inteligencji. W związku z zachodzącymi zmianami, wykazują wysokie zapotrzebowanie na efektywnych pracowników operacyjnych, z silnym zapleczem kompetencyjnym.

Dynamiczna transformacja cyfrowa biznesu, która już dzisiaj zmienia zapotrzebowanie kompetencyjne na rynku pracy, jest szansą, ale też wyzwaniem dla pracodawców i specjalistów. Rok 2026 będzie dobrym czasem na stworzenie mapy kompetencji w organizacjach, określenie krytycznych niedoborów i zaplanowanie strategii rozwiązania tego problemu. Dla profesjonalistów oznacza to konieczność podejmowania działań ukierunkowanych na zdobywanie nowych kwalifikacji. Inwestycje poczynione dzisiaj odpłacą się w niedalekiej przyszłości – pracodawcom w postaci przewagi konkurencyjnej, a pracownikom jako atrakcyjne ścieżki kariery – twierdzi Alex Shteingardt, Dyrektor Zarządzający Hays Poland.

Organizacje nie wstrzymują rekrutacji

Jak wynika z badania opisanego w Raporcie płacowym 2026, w tym roku rekrutować planuje 84 proc. firm, co stanowi odsetek niższy od ubiegłorocznego o zaledwie 2 pkt proc. Jednocześnie aż 47 proc. wszystkich firm oczekuje, że liczba prowadzonych przez nie rekrutacji do pracy etatowej, w 2026 będzie większa niż w roku ubiegłym. Stanowi to bardzo pozytywny prognostyk na nadchodzące miesiące.

Jako kluczowy powód planów rekrutacyjnych ankietowane firmy wskazały rozwój biznesu (45 proc.) oraz potrzebę znalezienia zastępstwa za pracowników, którzy zdecydują się odejść z firmy (32 proc.). Analiza wyników uzyskiwanych na przestrzeni ostatnich pięciu lat pokazuje jednak, że argumenty te stopniowo tracą na rzecz zmian strukturalnych, które w tym roku uzyskały rekordowy wynik 20 proc. wskazań.

Hays Poland_wykres 1

Kompetencje przede wszystkim

W tym roku największym zainteresowaniem firm będą cieszyły się role operacyjne oraz te związane ze wsparciem biznesu, które odgrywają ważną rolę w każdym procesie transformacyjnym. Kluczowe będzie także pozyskiwanie pracowników w obszarze sprzedaży i obsługi klienta – odpowiedzialnych za wypracowanie satysfakcjonujących wyników finansowych – a także IT i inżynieryjnym, bez których niemożliwe jest wprowadzenie biznesu na kolejny poziom cyfryzacji.Hays Poland_wykres 2

Ewolucję pożądanych profili kompetencyjnych widać również w odpowiedziach na pytanie o kompetencje, na jakich będą się koncentrować firmy w prowadzonych rekrutacjach. Na szczycie listy znalazły się umiejętności biznesowe i analityczne, takie jak zarządzanie projektami, analiza biznesowa i planowanie strategiczne. Na drugim miejscu uplasowały się kompetencje techniczne i specyficzne dla określonych branż, natomiast tuż za nimi kompetencje miękkie i przywódcze, które wskazało aż 42 proc. ankietowanych organizacji. Należy oczekiwać, że znaczenie umiejętności takich jak komunikacja, zdolności interpersonalne czy zarządzanie zespołem będzie rosło wraz z postępującą cyfryzacją świata pracy.

Rośnie zapotrzebowanie na doświadczonych ekspertów, łączących bogate doświadczenie i wiedzę z zaawansowanymi kompetencjami cyfrowymi, liderskimi oraz miękkimi. Pracodawcy mają jednak świadomość, że pozyskanie takich osób z rynku może przysporzyć wyzwań i wymagać dopasowania oferty finansowej do ich precyzyjnych oczekiwań – podkreśla Agnieszka Pietrasik, CEE Executive Director w Hays. – Nie oznacza to jednak, że w 2026 r. porzucą dyscyplinę budżetową. Firmy wciąż będą zachowywały dużą ostrożność w kształtowaniu siatek wynagrodzeń – dodaje.

Podwyżki uwzględnione w planach, lecz ich wysokość może nie usatysfakcjonować profesjonalistów

Te słowa znajdują potwierdzenie w wynikach tegorocznego badania do Raportu płacowego. Chociaż w ubiegłym roku podwyżki przyznało 80 proc. ankietowanych firm, a 74 proc. w planach na rok 2026 uwzględniło kolejne wzrosty, to ich skala będzie zdecydowanie mniejsza. Porównanie odpowiedzi pracodawców z ostatnich lat ujawnia trend spadkowy, a planowane podwyżki coraz rzadziej przekraczają poziom 10%. Zaledwie 5 proc. firm planuje podnieść wynagrodzenia o 10%. To o 6 pkt proc. mniej niż przed rokiem.Hays Poland_wykres 3

Wyhamowanie tempa wzrostu płac wynika z malejącej inflacji, ale również dyscypliny budżetowej, jaka wciąż obowiązuje w wielu organizacjach. Coraz więcej firm szykuje się ponadto do nadchodzących przepisów zwiększających obowiązki pracodawców w zakresie transparentności płac. W związku z tym polityka płacowa oraz siatki wynagrodzeń poddawane są wnikliwej analizie, która idzie w parze z większą ostrożnością w zmianach oferowanych stawek.

Czy presja płacowa zweryfikuje politykę płacową firm?

Niski zakres planowanych podwyżek może jednak negatywnie wpływać nie tylko na sukcesy w zakresie przyciągania nowych, niezbędnych dla firm talentów, ale też przede wszystkim na zadowolenie i zaangażowanie obecnych pracowników. Odsetek specjalistów odczuwających satysfakcję z otrzymywanego wynagrodzenia w ciągu roku spadł bowiem do poziomu 39 proc., a 42 proc. respondentów badania Hays Poland ma poczucie, że ich płaca jest nieadekwatna do zakresu obowiązków. Może to być powiązane ze zwiększaniem zakresu ich odpowiedzialności lub zbyt wysokim nakładem pracy.

W tym kontekście nie dziwi fakt, że 66 proc. pracowników oczekuje podwyżek również w 2026 roku – to więcej niż w poprzedniej edycji badania. Część z nich z pewnością ma nadzieję na poprawę sytuacji w swojej firmie i przyznanie podwyżek niezrealizowanych w ubiegłym roku. Inni będą zapewne uważnie przyglądać się rynkowi pracy i poszukiwać atrakcyjnych ofert innych pracodawców.

O Raporcie

Raport płacowy Hays zawiera zestawienia poziomów wynagrodzeń oferowanych specjalistom i menedżerom na ponad 500 stanowiskach. Uzupełniliśmy je komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone na przełomie listopada i grudnia 2025 r. W raporcie uwzględniona jest perspektywa blisko 1 100 firm działających w Polsce oraz ponad 1 800 pracowników i kandydatów.

Zmiany w prawie od 2026 roku. Branża TSL musi przygotować się na rewolucję

0

Rok 2026 rozpocznie się od kompleksowych zmian w regulacjach Unii Europejskiej, które fundamentalnie zmienią funkcjonowanie sektora transportu, spedycji i logistyki.

– Polskie firmy mają już niewiele czasu na dostosowanie swoich procesów do wymogów pełnej cyfryzacji, nowych systemów bezpieczeństwa oraz mechanizmów ochrony klimatu – mówi Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.

Zbliżają się zmiany w prawie, które będą miały znaczący wpływ na funkcjonowanie branży TSL. Przedsiębiorców czekają kluczowe zmiany m.in.: w zakresie kontroli importowej, zgłoszeń celnych w eksporcie, mechanizmu dostosowywania emisji CO2 do nowych wymogów.

– To kluczowy moment dla tysięcy firm działających w handlu międzynarodowym i transporcie. Przedsiębiorcy muszą być gotowi na bezprecedensową transformację, która dotknie każdego aspektu ich działalności. Bez odpowiednich przygotowań technologicznych i organizacyjnych, przedsiębiorcy mogą stracić konkurencyjność na rynku – mówi Joanna Porath.

Pięć kluczowych zmian w 2026 roku, na które branża TSL musi się przygotować

  1. ELO – Obowiązkowa Koperta Logistyczna dla transportu przez Francję

W styczniu 2026 r. nastąpi pełne wdrożenie ELO. Dla wszystkich przewozów między UE a Wielką Brytanią przez terytorium Francji obowiązkowy stanie się system Enveloppe Logistique Obligatoire (ELO). To cyfrowe rozwiązanie wymaga utworzenia elektronicznej „koperty logistycznej” dla każdego pojazdu.

Co musi zawierać koperta ELO:

  • deklaracje bezpieczeństwa ENS;
  • deklaracje eksportowe, importowe i tranzytowe;
  • informacje o przewożonych towarach;
  • dane pojazdu i kierowcy

– Każdy przewoźnik operujący na trasie UE-Wielka Brytania przez Francję musi posiadać konto w systemie francuskiej administracji celnej i tworzyć koperty przed dotarciem na granicę. Brak poprawnie utworzonej koperty uniemożliwi wjazd na teren portu lub terminalu Eurotunnel– wyjaśnia prezeska AC Porath.

Szczególnym zagrożeniem jest ryzyko niezamknięcia procedury eksportowej, jeśli kierowca nie zeskanuje wszystkich numerów MRN związanych z transportowanymi towarami, co uniemożliwi eksporterowi zastosowanie zerowej stawki VAT.

  1. CBAM – mechanizm granicznego dostosowania emisji CO₂

Od 1 stycznia 2026 roku kończy się okres przejściowy mechanizmu CBAM (Carbon Border Adjustment Mechanism) i rozpoczyna się etap docelowy z pełnymi obowiązkami finansowymi. CBAM to tzw. graniczny podatek węglowy, który ma wyrównać szanse między europejskimi producentami a importerami z krajów o niższych standardach klimatycznych.

Towary objęte CBAM to m.in.: cement, energia elektryczna, nawozy, żeliwo i stal, aluminium, wodór.

Nowe obowiązki dla importerów:

  • uzyskanie statusu „upoważnionego zgłaszającego CBAM”;
  • coroczne deklarowanie ilości towarów i związanych z nimi emisji;
  • zakup certyfikatów CBAM odpowiadających emisjom CO₂;
  • pierwsze rozliczenia w 2027 roku za rok 2026

– CBAM to bezprecedensowy mechanizm, który po raz pierwszy obciąży towary importowane opłatami za emisje generowane poza UE. Firmy importujące stal, aluminium czy nawozy muszą już teraz przygotować się do nowych kosztów i procedur – wyjaśnia Joanna Porath.

Komisja Europejska planuje również rozszerzenie CBAM na produkty przetworzone, takie jak części samochodowe, lodówki czy pralki, co może nastąpić w latach 2026-2028.

  1. ICS2 – nowy system kontroli importowej dla transportu drogowego i kolejowego

Od 1 czerwca 2026 roku Polska kończy okres przejściowy i musi w pełni wdrożyć system Import Control System 2 (ICS2) dla transportu drogowego i kolejowego. Dotychczas polscy przewoźnicy mogli korzystać z systemu ICS1, jednak od czerwca będą zobowiązani do przekazywania pełnych deklaracji bezpieczeństwa (ENS) w nowym systemie.

Kluczowe wymagania:

  • zgłoszenia ENS muszą być składane na godzinę przed przekroczeniem granicy UE w transporcie drogowym i 2 godziny w transporcie kolejowym;
  • wymagane dane obejmują numer EORI oraz 6-cyfrowe kody towarowe;
  • nieprawidłowe zgłoszenia będą automatycznie odrzucane;
  • brak utworzonej deklaracji może skutkować zatrzymaniem towarów na granicy.

– Przewoźnicy ponoszą pełną odpowiedzialność za błędy w zgłoszeniach. Nieprzygotowanie może skutkować poważnymi opóźnieniami i dodatkowymi kosztami– podkreśla Joanna Porath.

Warto zauważyć, że 11 krajów UE (Bułgaria, Grecja, Niemcy, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Malta, Holandia, Portugalia i Słowenia) już od września 2025 roku wprowadziło wymogi ICS2, co obecnie tworzy złożoną sytuację dla polskich przewoźników, którzy muszą stosować różne procedury w zależności od trasy.

  1. AES/ECS2 PLUS – nowy system celny eksportowy

W 2026 roku system AES/ECS2 PLUS będzie działał już w pełni, eliminując dotychczasowe procedury uproszczone w wywozie. Zgłoszenia celnego do eksportu można dokonywać wyłącznie w formie elektronicznej ze specjalnie przystosowanych miejsc uznanych lub na oddziałach celnych.

Najważniejsze zmiany:

  • likwidacja procedury uproszczonej w miejscu (wpis do rejestru zgłaszającego);
  • każde zgłoszenie celne będzie podlegać ocenie funkcjonariusza organu celno-skarbowego;
  • przeładunek towarów w procedurze wywozowej możliwy tylko w miejscach uznanych z zgodą generalną;
  • identyfikacja podmiotów wyłącznie na podstawie numeru EORI

– Zmiana systemu oznacza koniec automatycznego zwalniania zgłoszeń. Firmy muszą liczyć się z dłuższym czasem odprawy i koniecznością bardziej szczegółowego dokumentowania wysyłek – dodaje Joanna Porath.

  1. Nowy Unijny Kodeks Celny (nUKC)– reforma w toku

Choć pełne wdrożenie nowego Unijnego Kodeksu Celnego planowane jest na lata 2028-2038, rok 2026 będzie kluczowy dla zakończenia negocjacji. Reforma przewiduje stworzenie całkowicie nowego systemu celnego opartego na centralizacji danych i cyfryzacji procedur.

Planowany harmonogram:

  • 1 stycznia 2028 r.– rozpoczęcie działalności Urzędu Celnego UE
  • 1 marca 2028 r. – nowe zasady dla e-commerce, zniesienie zwolnienia z cła dla przesyłek do 150 EURO
  • od 2028 r. – obowiązkowe wdrożenie EU Customs Data Hub dla firm e-commerce
  • Od 2032 r.– dobrowolne korzystanie z platformy dla pozostałych przedsiębiorców, program „Trust & Check”
  • 2038 r. – obowiązkowe EU Customs Data Hub dla wszystkich importerów

– Reforma wprowadzi EU Customs Data Hub – centralny portal, do którego wszystkie firmy będą przesyłać dane celne. To wymaga już teraz inwestycji w dostosowanie systemów IT – podkreśla właścicielka agencji celnej AC Porath.

Zmiany w prawie w 2026 roku – wyzwania dla polskich firm

Kompleksowość zmian stawia polskie firmy TSL przed szeregiem wyzwań:

Technologiczne:

  • Konieczność modernizacji lub wymiany systemów informatycznych
  • Integracja z nowymi systemami (ICS2, AES PLUS, NCTS, ELO)
  • Wdrożenie elektronicznych procesów wymiany danych

Organizacyjne:

  • Przeszkolenie personelu w zakresie nowych procedur
  • Wyznaczenie osób odpowiedzialnych za poszczególne systemy
  • Reorganizacja procesów odprawy celnej

Finansowe:

  • Inwestycje w infrastrukturę IT
  • Wyższe koszty związane z CBAM
  • Potencjalne opóźnienia i kary za nieprzestrzeganie przepisów

Jak się przygotować?

Eksperci zalecają przedsiębiorcom podjęcie pilnych działań:

  • Weryfikacja i aktualizacja danych w systemie EORI/PUESC
  • Rejestracja w nowych systemach (ICS2, ELO, CBAM)
  • Szkolenie personelu z zakresu nowych procedur i systemów
  • Analiza łańcuchów dostaw pod kątem wymogów CBAM
  • Testy systemów przed obowiązkowym wdrożeniem
  • Nawiązanie współpracy z dostawcami rozwiązań IT
  • Przegląd dokumentacji i procedur wewnętrznych

– Firmy, które już teraz rozpoczną przygotowania – inwestując w nowoczesne systemy IT, szkoląc personel i dostosowując procesy – będą w znacznie lepszej pozycji. Szybkie dostosowanie się do zmian w prawie, które będą obowiązywać od 2026 r. zapewni firmom utrzymanie konkurencyjności – podsumowuje Joanna Porath.

Zdrowie i oszczędności priorytetem Polaków na 2026

Najnowsze badanie Barometr Providenta pokazuje niejednoznaczny obraz kondycji zdrowotnej Polaków u progu 2026 roku. Z jednej strony wykazujemy się dużą dyscypliną profilaktyczną, gdyż ponad 67 proc. z nas wykonało badania w ostatnim roku. Z drugiej strony, nasz dobrostan niszczy stres i sytuacja ekonomiczna. Dla niemal co trzeciego ankietowanego (32 proc.) to właśnie finanse są kluczowym czynnikiem negatywnie wpływającym na zdrowie i samopoczucie, wyprzedzając w rankingu szkodliwości szybkie tempo życia (24 proc.) czy brak ruchu (22,2 proc.). W odpowiedzi na te wyzwania Polacy planują przez najbliższy rok więcej oszczędzać oraz rozwijać umiejętności walki ze stresem. Barometr Providenta Zdrowie Polaków 2026

Z danych uzyskanych w Barometrze Providenta wynika, że 67,3 proc. respondentów znalazło w ostatnim roku czas na podstawowe badania profilaktyczne. Liderami odpowiedzialności są seniorzy – ponad 85 proc. osób w wieku 65+ badało się w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Z kolei wśród najmłodszych dorosłych (18-24 lata) aż co siódma osoba (15,3 proc.) w ogóle nie wykonuje badań profilaktycznych – wyraźnie najwięcej ze wszystkich grup wiekowych.

– Z jednej strony cieszy wysoka świadomość seniorów, którzy dają świetny przykład młodszym pokoleniom. Z drugiej, niepokoi podejście najmłodszych dorosłych, którzy często nie widzą potrzeby profilaktyki, dopóki nie pojawią się pierwsze dolegliwości. Warto edukować, że regularne, podstawowe badania to nie tylko reakcja na chorobę, ale przede wszystkim sposób na utrzymanie kontroli nad własnym organizmem i uniknięcie poważniejszych problemów w przyszłości – zauważa Karolina Łuczak, Rzeczniczka Prasowa Provident Polska.

Stres i portfel – główne hamulce dobrostanu

Co najbardziej negatywnie wpływa na nasze samopoczucie? Barometr Providenta wskazuje jednoznacznie: wysoki poziom stresu (37,5 proc.) oraz sytuacja finansowa (32 proc.). Te czynniki wygrywają nawet z szybkim tempem życia (24 proc.) czy siedzącym trybem funkcjonowania (22 proc.). Szczególnie uderzające są dane dotyczące ankietowanych z pokolenia Z (18-24 lata), dla których stres jest głównym czynnikiem obciążającym – wskazuje na niego ponad 59 proc. badanych w tej grupie. Seniorzy natomiast częściej niż inne grupy zwracają uwagę na niestabilną sytuację geopolityczną (35,4 proc.).Barometr Providenta Zdrowie Polaków 2026

Bariery ekonomiczne i ubezpieczeniowy paradoks

Dla wielu Polaków barierą w dbaniu o siebie pozostają koszty. 16,3 proc. badanych przyznało, że w ostatnim roku zrezygnowało z wizyty u lekarza z powodów finansowych, a niemal 13 proc. z tego samego powodu nie wykupiło recepty. Poczucie bezpieczeństwa finansowego w kontekście nagłego leczenia jest u nas bardzo niskie – tylko niespełna 6 proc. Polaków deklaruje pełną gotowość na taki wydatek. Jednocześnie większość z nas, bo aż 61,8 proc., nie posiada dodatkowego ubezpieczenia zdrowotnego.

Wyniki naszego badania pokazują pewien paradoks. Choć ogromna większość z nas czuje się nieprzygotowana finansowo na koszty nagłego leczenia, to wciąż rzadko sięgamy po dodatkowe ubezpieczenia medyczne. Często postrzegamy je zapewne jako zbędny wydatek, podczas gdy w rzeczywistości koszt takiej ochrony bywa niższy niż jedna prywatna wizyta u specjalisty. To właśnie brak odpowiedniego zabezpieczenia może w kryzysowej sytuacji spowodować największe obciążenie dla domowego budżetu i dodatkowy stres – komentuje Karolina Łuczak, Rzeczniczka Prasowa Provident Polska.

Dla Polaków głównym źródłem wiedzy o zdrowiu pozostają pracownicy medyczni (43,6 proc.) oraz profesjonalne portale medyczne (25,4 proc.). Jednocześnie wyniki Barometru Providenta wskazują, że spora grupa badanych szuka wsparcia w mniej sformalizowanych źródłach. Już co trzeci respondent (33,3 proc.) przyznaje, że korzysta z ogólnych zasobów internetu w celu wstępnej oceny swojego stanu zdrowia. Z kolei 13,5 proc. ogółu badanych deklaruje wykorzystywanie sztucznej inteligencji (np. ChatGPT, Gemini) jako źródła wiedzy medycznej. Zjawisko to jest najsilniejsze wśród najmłodszych (18-24 lata), gdzie niemal co czwarta osoba (24,9 proc.) traktuje AI jako wsparcie w diagnozowaniu problemów zdrowotnych.

Finansowy pesymizm skłania do oszczędności

Wchodząc w nadchodzący rok, Polacy są wyraźnie podzieleni w kwestii przewidywanej poprawy swojego statusu materialnego. Według Barometru Providenta, umiarkowany optymizm wykazuje 34 proc. badanych, którzy spodziewają się pozytywnych zmian w swoich finansach. Przeważa jednak pesymizm – niemal połowa respondentów (48,8 proc.) nie wierzy w poprawę sytuacji w swoim portfelu. Podział ten jest szczególnie widoczny w grupach wiekowych. Największymi optymistami są osoby młode – w grupie 18-24 lata na poprawę liczy 53 proc. osób, a wśród 25-34-latków odsetek ten sięga blisko 60 proc. Zupełnie inne nastroje panują wśród seniorów (65+), gdzie 72 proc. osób ocenia szanse na poprawę negatywnie, a nikt z badanych w tej kategorii nie zadeklarował zdecydowanej wiary w lepszą sytuację materialną.

Brak wiary w poprawę portfela bezpośrednio przekłada się na deklarowaną dyscyplinę budżetową. Blisko połowa badanych (47,6 proc.) zamierza zwiększyć swoje oszczędności, przy czym najbardziej zdeterminowani są najmłodsi (77,4 proc. w grupie 18-24 lata). Osoby planujące oszczędności zamierzają ich szukać przede wszystkim poprzez ograniczenie jedzenia na mieście (50,8 proc.), codziennych zakupów, w tym spożywczych (38 proc.), wydatków na odzież i obuwie (36 proc.) oraz rozrywkę (30,5 proc.).

Równolegle z zaciskaniem pasa, Polacy chcą postawić na zdrowie psychiczne. Jednym z głównych celów rozwojowych na nowy rok jest nauka radzenia sobie ze stresem i techniki relaksacji. Potrzebę tę deklaruje 28,7 proc. ogółu badanych, jednak w pokoleniu Z (39,7 proc.) oraz wśród millenialsów (38,8 proc.) odsetek ten jest znacznie wyższy. To wyraźny sygnał, że wobec braku pewności co do zewnętrznych czynników ekonomicznych, Polacy szukają stabilizacji wewnątrz siebie i w lepszym zarządzaniu własnymi zasobami.

O badaniu:

Barometr Providenta to cykliczne badanie Polaków, które pozwala na lepsze rozumienie zachowań i decyzji finansowych konsumentów. Badanie zostało zrealizowane przez Danae sp. z o.o. metodą CAWI na próbie N=1001 dorosłych Polaków, w grudniu 2025 r.

Premier Tusk z czterodniowym tygodniem pracy powinien zrobić to samo, co z ustawą o Inspekcji Pracy

Polacy nie chcą czterodniowego dnia pracy. Budzi to więcej lęku niż nadziei.

Według sondażu United Surveys by IBRiS na zlecenie Wirtualnej Polski 61,5% Polaków nie chce skrócenia tygodnia pracy, a zaledwie 31% uważa to za dobry pomysł. Ten sondaż jasno pokazuje, jakie jest zdanie Polaków na ten temat. W opinii prezes Północnej Izby Gospodarczej Hanny Mojsiuk Polska nie jest gotowa na wprowadzanie takich zmian. To opinia nie tylko przedsiębiorców, ale i pracowników.

„Polacy to mądry i przedsiębiorczy naród. Bardziej obawiamy się niedoboru pracy niż nadmiaru”

Północna Izba Gospodarcza od początku krytycznie wypowiada się na temat planowanego przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej czterodniowego tygodnia pracy. Obecnie w życie wchodzi pilotaż – będzie on kosztować wiele milionów złotych, a na 90 zgłoszonych podmiotów ponad 50 to urzędy i instytucje publiczne.

– Idea pilotażu czterodniowego tygodnia pracy została ośmieszona tym, że większość zaangażowanych w pilotaż podmiotów to instytucje publiczne. Jak w takiej sytuacji ocenić skuteczność pilotażu? Przecież urząd nie zbankrutuje, nie wypracowuje zysku, nie ocenimy spadku efektywności komercyjnej i operacyjnej – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Co o pilotażu mówi sondaż wskazujący, że 61,5% Polaków chce, by tydzień pracy był pięciodniowy, a standardowym wymiarem etatu było 8 godzin?

– Polacy to mądry i przedsiębiorczy naród. Bardziej obawiamy się niedoboru pracy niż nadmiaru. Pracownicy wiedzą, że nie da się działać tak, by pracować mniej, a generować taką samą efektywność. Nie wiedzą jednak tego politycy, co bardzo nas martwi – mówi Hanna Mojsiuk.

– Nie mamy nic przeciwko elastycznym formom zatrudnienia. Jeżeli pracodawca ma ochotę, by pracownicy działali cztery dni, a nie pięć to wspaniale i pochwalamy takie rozwiązanie jako benefit, ale nie jesteśmy na takim etapie rozwoju gospodarczego, by wprowadzać to automatycznie u wszystkich firm – mówi dalej prezes Mojsiuk.

Czterodniowy dzień pracy jako benefit to świetny pomysł

Co na to eksperci rynku pracy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie? Opinie są zgodne – Polska gospodarka nie jest gotowa na czterodniowy tydzień pracy.

– Nie ma zainteresowania zmianami w firmach, ale też nie ma takiego zainteresowania u pracowników, którzy owszem cenią sobie np. możliwość pracy zdalnej czy możliwość elastycznej kreacji harmonogramu pracy, ale nie traktują czterotygodniowego dnia pracy jako doktryny, która działać będzie na ich korzyść. Zachowanie takiej samej efektywności przy czterech, a nie pięciu dniach pracy wymaga większej mobilizacji w pracy, pilnowania efektywności i udowadniania, że praca tego typu nie odbije się negatywnie na działaniu operacyjnym firmy, a to może okazać się trudne, gdy mówimy o firmach komercyjnych, które muszą generować dodatni wynik operacyjny – mówi Katarzyna Opiekulska – Sozańska z LSJ HR Group.

– Nie jest możliwe, by takie sektory jak handel, usługi, przemysł czy budownictwo wprowadziły czterodniowy tydzień pracy bez straty dla obrotów, efektywności operacyjnej i przychodu firmy. Takie wdrożenie więc automatycznie wiąże się z obciążeniem logistycznym i finansowym po stronie pracodawcy. Zmiany powinny być dobrowolne. Rynek pracy się zmienia i na pewno np. dodatkowy dzień urlopu, praca zdalna, możliwość kończenia pracy w piątek o 12:00 lub 14:00, a nie 16:00 to miły element doceniany przez pracowników – dodaje Anna Sudolska, ekspertka rynku pracy IDEA HR Group.

Rok przełomu dla AI w farmacji: co czeka branżę w 2026 r.

Globalna wartość rynku sztucznej inteligencji w farmacji wynosiła 1,94 mld USD w 2025 roku i prognozuje się, że wzrośnie z 2,51 mld USD w 2026 roku do około 16,49 mld USD do 2034 roku.[1]

Technologie, które jeszcze niedawno funkcjonowały głównie w laboratoriach badawczych i pilotażowych projektach, zaczynają realnie wpływać na sposób odkrywania leków, prowadzenia badań klinicznych i zarządzania produkcją farmaceutyczną. W centrum tej transformacji znajduje się sztuczna inteligencja – coraz bardziej zaawansowana, wszechobecna i regulowana.

Jednym z najbardziej obiecujących kierunków jest zastosowanie kwantowego uczenia maszynowego (QML) w badaniach klinicznych. W nadchodzącym roku technologie kwantowe mają po raz pierwszy przynieść wymierne efekty w predykcyjnej toksykologii. Dzięki możliwości symulowania złożonych zjawisk mechaniki kwantowej z niespotykaną dotąd precyzją, QML pozwoli wcześniej identyfikować potencjalne zagrożenia bezpieczeństwa nowych cząsteczek.

Dla branży oznacza to jedno: kwantowe uczenie maszynowe zostanie z powodzeniem zastosowane w toksykologii predykcyjnej nowych kandydatów na leki już w 2026 r. Dzięki symulacji złożonych efektów mechaniki kwantowej z niespotykaną dotąd dokładnością, modele te będą sygnalizować potencjalne problemy związane z bezpieczeństwem wcześniej niż klasyczna sztuczna inteligencja, co znacznie zmniejszy wskaźnik niepowodzeń w badaniach przedklinicznych – tłumaczy Brittany Shriver, Head, Global Life Sciences Strategic Advisory, SAS.

Inteligentna produkcja

Równolegle AI coraz mocniej zmienia oblicze produkcji farmaceutycznej. Globalne doświadczenia ostatnich lat – od pandemii po napięcia geopolityczne – obnażyły kruchość łańcuchów dostaw. Odpowiedzią ma być głębsza cyfrowa integracja i automatyzacja. Algorytmy uczenia maszynowego będą wspierać predykcyjne utrzymanie ruchu, wykrywać odchylenia w procesach produkcyjnych w czasie rzeczywistym i automatyzować kontrolę jakości. Coraz większą rolę odegrają także cyfrowe bliźniaki, umożliwiające symulację i optymalizację produkcji „na żywo”, oraz blockchain, który pomoże zapewnić identyfikowalność i zgodność regulacyjną w całym łańcuchu dostaw.

Zmiany dotkną również codziennej pracy zespołów badawczo-rozwojowych i regulacyjnych – mówi Olivier Bouchard, Life Sciences Strategic Advisor, SAS – Agenci AI wchodzą na wyższy poziom. Przestają być jedynie wsparciem dla programistów, a zaczynają automatyzować czasochłonne zadania administracyjne, w tym przygotowanie dokumentacji i obsługę procesów związanych z rejestracją leków. Jednocześnie rośnie znaczenie nadzoru człowieka: w Europie wchodzące w życie przepisy, takie jak EU AI Act, jasno określą odpowiedzialność ludzi za decyzje podejmowane przy wsparciu algorytmów.

W efekcie AI staje się wszechobecna w całym ekosystemie ochrony zdrowia – od marketingu i zaplecza administracyjnego, przez badania i rozwój, aż po zdalną diagnostykę i badania zdecentralizowane. Platformy chmurowe i uczenie maszynowe będą kluczowe dla ograniczania ryzyka niepowodzeń badań klinicznych oraz skracania ścieżki regulacyjnej. Jednocześnie rosnąć będzie znaczenie ładu danych, przejrzystości modeli oraz harmonizacji regulacyjnej – bez nich dalsza cyfrowa transformacja może stracić tempo.

Nadchodzący rok nie będzie więc tylko kolejnym etapem rozwoju technologii. Dla ochrony zdrowia to moment, w którym sztuczna inteligencja – wspierana przez rozwiązania kwantowe, automatyzację i nowe regulacje – zacznie realnie przekładać się na szybsze innowacje, większe bezpieczeństwo pacjentów i bardziej odporny system farmaceutyczny.

[1] https://www.precedenceresearch.com/ai-in-pharmaceutical-market

Prognozy IT na 2026 rok: od narzędzi AI do autonomicznych systemów

W 2026 roku numerem jeden pozostaje sztuczna inteligencja. Nie mówimy już o klasycznym machine learningu, lecz o agentach AI — kompletnych systemach i frameworkach, które potrafią samodzielnie planować, wykonywać zadania i integrować się z procesami biznesowymi.

Na pierwszy plan wychodzi Agentic AI. Modele generatywne przestają być reaktywnymi narzędziami, a stają się proaktywnymi, autonomicznymi „asystentami” procesów. To skraca drogę do wdrożeń produkcyjnych i radykalnie zwiększa skalę automatyzacji.

Granica między AI a operacjami biznesowymi szybko się zaciera. Rozwiązania typu AI + Operations (AIOps) wymuszają realną współpracę człowieka z systemem. Zmieniają się role i rośnie zapotrzebowanie na osoby, które potrafią projektować, integrować i nadzorować agentów AI oraz zarządzać ryzykiem i zgodnością ich działania.

Sztuczna inteligencja przebudowuje dziś niemal cały proces tworzenia oprogramowania — od planowania, przez kodowanie, po testy i analizę jakości. AI nie jest już tylko wsparciem. Coraz częściej staje się aktywnym uczestnikiem software developmentu.

Nowe narzędzia idą znacznie dalej niż podpowiedzi kodu. Agenci AI potrafią generować i testować fragmenty aplikacji, tworzyć dokumentację i testy jednostkowe, wspierać debugging oraz analizę błędów.

To nie jest koniec roli programisty. To jej redefinicja. AI przejmuje konkretne podzadania, zmieniając podejście do całego cyklu życia oprogramowania. Kluczowy trend to przejście od narzędzia pomocniczego do coraz bardziej autonomicznego współpracownika.

Programiści nie stają się zbędni — rośnie znaczenie umiejętności pracy z AI, nadzoru jej działania i integracji wygenerowanego kodu w złożonych systemach. Jednocześnie wielu deweloperów wciąż nie ufa bezwarunkowo wynikom AI, zwłaszcza w kontekście bezpieczeństwa i poprawności. Dlatego code review, testy i walidacja pozostają niezbędne, a odpowiedzialność za jakość nadal spoczywa na zespołach ludzkich.

Wraz z popularyzacją AI oraz narzędzi low-code i no-code rośnie znaczenie bezpieczeństwa i regulacji. AI przyspiesza development, ale jednocześnie generuje nowe ryzyka: podatności, nadużycia, wycieki danych. Organizacje muszą traktować bezpieczeństwo jako absolutny priorytet.

W Polsce i UE rozwijane są ramy prawne i standardy wspierające odpowiedzialne wdrożenia. Krajowa polityka AI do 2030 roku kładzie nacisk na bezpieczeństwo, prywatność i etykę. Na poziomie europejskim wchodzi w życie AI Act, regulujący systemy wysokiego ryzyka i zakazane praktyki. To próba pogodzenia innowacji z ochroną użytkownika.

Rynek IT zmienia się także kompetencyjnie. Programiści muszą rozumieć współpracę z AI, bezpieczeństwo, zgodność oraz cykl życia modeli i aplikacji. Pojawiają się nowe role: AI governance specialist, AI safety engineer, cloud security architect — łączące technologię z regulacjami, etyką i ryzykiem operacyjnym. Kompetencje miękkie i zrozumienie biznesu stają się równie ważne jak kod.

Automatyzacja i AI będą nadal napędzać inwestycje, ale dynamika wzrostu wyhamuje. Najbliższe lata to nie eksplozja, lecz dojrzewanie rynku.

Połączenie eo Networks i Euvic stało się faktem. Euvic S.A. debiutuje na NewConnect

2 stycznia 2026 r. spółka eo Networks S.A. została połączona ze spółką Euvic S.A., co potwierdza wpis do Krajowego Rejestru Sądowego. Fuzję przeprowadzono w formule tzw. odwrotnego przejęcia – w praktyce oznacza to, że Euvic przejął funkcje zarządcze i operacyjne. W momencie połączenia spółka eo Networks S.A. przyjęła nazwę Euvic S.A., a jej główna siedziba została przeniesiona do Gliwic.

Moment połączenia oznacza jednocześnie giełdowy debiut Euvic S.A. na rynku NewConnect. Na dzień otwarcia, 2 stycznia 2026 r., cena akcji eo Networks wyniosła 29,8 zł, co przekłada się na wycenę spółki na poziomie ok. 1 mld zł. Euvic S.A. znalazła się tym samym w gronie największych podmiotów notowanych na NewConnect.

GRUPA EUVIC – PONAD 20 LAT BUDOWY DUŻYCH SYSTEMÓW INFORMATYCZNYCH

Grupa Euvic to polska grupa technologiczna z ponad 20-letnią historią, specjalizująca się w projektowaniu, budowie i integracji rozbudowanych, złożonych systemów informatycznych. Kompetencje software’owe oraz doświadczenie w realizacji dużych projektów IT dla klientów korporacyjnych i instytucjonalnych stanowią fundament działalności Grupy i jej kluczową przewagę rynkową.

Wokół tej głównej kompetencji Euvic rozwija komplementarne filary biznesowe, obejmujące m.in. outsourcing IT, infrastrukturę IT, dystrybucję i serwis sprzętu IT, usługi chmurowe, integracje systemowe, cyberbezpieczeństwo oraz doradztwo technologiczne. Grupa posiada udziały w kilkudziesięciu podmiotach w Polsce i za granicą oraz konsekwentnie rozwija działalność międzynarodową, w tym na rynkach Europy Zachodniej, USA, Dubaju oraz w Ukrainie.

EO NETWORKS – PROFIL DZIAŁALNOŚCI I HISTORIA SPÓŁKI

eo Networks to spółka technologiczna działająca na rynku od wielu lat, założona przez Stefana Batorego – twórcę m.in. iTaxi oraz Booksy. Działalność eo Networks obejmuje rozwój oprogramowania, projektowanie i utrzymanie infrastruktury IT, dystrybucję rozwiązań technologicznych, a także serwis nowoczesnego sprzętu RTV oraz IT. Spółka funkcjonuje w oparciu o rozbudowane zaplecze operacyjne, ogólnopolską sieć serwisową oraz własne zespoły technologiczne.

Po inwestycji kapitałowej ze strony Grupy Euvic, eo Networks rozpoczęła realizację własnej, aktywnej polityki inwestycyjnej, koncentrując się na dalszym rozwoju działalności operacyjnej oraz wzmacnianiu kompetencji technologicznych. Działania te były prowadzone równolegle z przygotowaniami do funkcjonowania w strukturach rynku publicznego.

DEBIUT GIEŁDOWY JAKO POCZĄTEK NOWEJ FAZY

– Połączenie eo Networks i Euvic to istotny kamień milowy w ponad 20-letniej historii Grupy. Prowadzimy fundamentalnie zdrowy biznes, zbudowany w Polsce, z ambicją dalszego wzrostu i silnej obecności międzynarodowej – podkreślają przedstawiciele zarządu Euvic S.A.

Dla Euvic S.A. debiut giełdowy oznacza rozpoczęcie kolejnej fazy rozwoju, obejmującej dalszą konsolidację spółek w ramach Grupy oraz przygotowania do kolejnych projektów rozwojowych, w tym potencjalnych akwizycji zagranicznych. Nadal aktualne pozostają także ambicje Grupy Euvic związane z konsolidacją polskiego rynku IT.

Szczegółowy plan strategiczny Grupy Euvic zostanie ogłoszony w najbliższych tygodniach, a jego publikacji będzie towarzyszyć szersza komunikacja skierowana do rynku, inwestorów oraz mediów.

Medicalgorithmics kończy rok rekordowym, 74-procentowym wzrostem przychodów oraz dodatnią EBITDA w IV kwartale 2025 r.

Medicalgorithmics S.A. kończy przełomowy IV kwartał 2025 r. szacunkowymi skonsolidowanymi przychodami ze sprzedaży na poziomie 10,2 mln zł, co daje wzrost na poziomie +74% r/r oraz +42% q/q. Jednocześnie Spółka odnotowała dodatni szacunkowy wynik EBITDA na poziomie 1,0 mln zł. Ponadprzeciętne wyniki odnotowane przez Spółkę są efektem konsekwentnej budowy skali wynikającej ze skutecznej transformacji modelu biznesowego, który opiera się na sprzedaży oprogramowania do analizy EKG, a także na rozwoju projektów R&D na czele z przełomową technologią VCAST.

Szacunkowe przychody za IV kwartał 2025 r.

Odnotowane przychody i EBITDA są dla nas powodem do dumy. Pokazaliśmy naszym akcjonariuszom oraz inwestorom, że dotrzymujemy słowa dowożąc wyniki operacyjne, które pozwalają nam przekroczyć próg rentowności EBITDA zgodnie z założeniami. Osiągnęliśmy ten cel dzięki konsekwentnej budowie portfolio klientów, efektywnym integracjom oraz skutecznemu poszerzaniu usług, nie tylko w Q4, ale w całym 2025 r. – komentuje dr Kris Siemionow, CEO Medicalgorithmics.

W IV kwartale 2025 roku Medicalgorithmics miał 10,2 mln PLN skonsolidowanych przychodów wobec 5,9 mln PLN w analogicznym okresie ubiegłego roku. Oznacza to wzrost o 74% r./r. oraz o 42% w stosunku do III kwartału br. Rynek amerykański przyniósł Spółce 4,8 mln zł przychodów, notując dynamikę wzrostu na poziomie 452%. Wskazane liczby są potwierdzeniem realizacji strategii, w ramach której spółka skupia się na sprzedaży algorytmów AI oraz oprogramowania diagnostycznego o najwyższej marżowości. W raportowanym okresie Medicalgorithmics przeprowadziło prawie 135 tys. badań EKG co oznacza wzrost o blisko 70% rok do roku.

Podsumowanie operacyjne 2025 r.

Najważniejszym wydarzeniem I kwartału było bez wątpienia podpisanie umowy z jednym z TOP5 amerykańskich centrów diagnostycznych (IDTF). Oprócz tego Spółka podpisała umowy z partnerami z Turcji, Australii oraz poszerzyła współpracę z kanadyjskim centrum badawczym. Bardzo dużym wydarzeniem w I kwartale ur. była publikacja w magazynie Nature, która udowadnia większą skuteczność algorytmów DRAI autorstwa Medicalgorithmics od techników.

Obecność wyników naszych badań nad algorytmami DeepRhythmAI na łamach tak prestiżowego magazynu jak Nature stanowiła dla naszych obecnych, jak i potencjalnych parterów jasny sygnał: dostarczamy narzędzie, które realnie zwiększa precyzję diagnostyczną przy jednoczesnym skróceniu czasu pracy lekarza. Publikacja uwiarygodniła nasze rozwiązanie oraz pomogła pozyskać nowych klientów – informuje Kris Siemionow.

II kwartał 2025 roku to kolejne kontrakty, w tym przede wszystkim z Wellysis, spinoffem Samsunga, który specjalizuje się w projektach z obszaru monitoringu EKG, analiz predykcyjnych i modeli sztucznej inteligencji w opiece zdrowotnej. Zawiązano również partnerstwo z australijskim CardioScanem, globalnym liderem diagnostyki kardiologicznej. Ponadto, FDA zatwierdziła najnowszą wersję algorytmów DRAI. W czerwcu Zarząd Spółki został natomiast zasilony przez dr Krisa Siemionowa, który objął funkcję jej Prezesa, przyspieszając tym samym tempo realizacji strategii.

W kolejnym kwartale Spółka skoncentrowała się zarówno na nowych umowach, jak i kolejnych integracjach. W lipcu ogłoszono wdrożenie 4 pozyskanych partnerów, w tym największego klienta Spółki – jednego z TOP5 wśród amerykańskich IDTF. W tym okresie podpisano również pierwsze dwie umowy na VCAST – z partnerami ze Szwecji i z Turcji.

Integracja naszego największego klienta była przełomowym wydarzeniem. Od tego momentu rozpoczęliśmy ścieżkę ponadprzeciętnego wzrostu przychodów, począwszy od III kwartału, w którym przychody wrosły aż o 38%. Dowodem na to jak efektywna jest to współpraca są bez wątpienia uruchomienie nowych funkcjonalności we wrześniu oraz dodatkowe zlecenie zrealizowane w grudniu. Dzięki temu już w listopadzie przekroczyliśmy zapowiadany poziom 300 tys. USD miesięcznego przychodu generowanego tylko przez tego klienta – informuje Kris Siemionow.

IV kwartał minął po znakiem kolejnych przełomowych wydarzeń. Wdrożeniowcy Spółki zakończyli integrację oprogramowania do analizy EKG (DRP) wykorzystującego autorskie algorytmy AI (DRAI) u dwóch dużych partnerów technologicznych. Jednym z nich jest wiodący koreański dystrybutor Wellysis – spinoff Samsunga. Oprócz tego największy partner Spółki, jeden z TOP5  amerykańskich IDTF, zlecił w grudniu br. realizację dodatkowych usług. W związku z rozszerzeniem współpracy Spółka oszacowała łączne przychody od kontrahenta w grudniu z tytułu współpracy w wysokości około 1,6-1,8 miliona PLN, które zostaną odnotowane w IV kwartale br. Zwieńczeniem tego okresu było natomiast podpisanie nowej umowy z kanadyjskim kontrahentem. W jej ramach Spółka zrealizuje dostawę co najmniej 2000 dodatkowych urządzeń Kardiobeat.ai oferowanych przez Medicalgorithmics oraz dostarczy licencję na innowacyjne oprogramowanie AI. Wartość umowy wynosi 5,9 mln USD.

Wydarzenia z tego roku to dopiero wierzchołek góry lodowej. W planie mamy kolejne integracje, dalej rozwijamy nasz flagowy R&D, czyli VCAST  nie zapominając o rozwoju naszych usług EKG. Wszystkie te czynniki pozwalają nam sądzić, że podobne dynamiki jak i rentowność zostaną utrzymane w kolejnych kwartałach – dodaje Kris Siemionow.

Nadchodzące miesiące będą upływały pod znakiem nowych umów, kolejnych integracji oraz dalszej monetyzacji posiadanego portfolio klientów. Na przestrzeni I kwartału br. Spółka zamierza zintegrować kolejnych 3 partnerów, w tym działającą w skali globalnej australijską firmę CardioScan. Dział R&D będzie również kontynuował rozwój technologii VCAST, aby przybliżyć Spółkę do uzyskania certyfikacji FDA. Medicalgorithmics pracuje także nad kolejnymi rozwiązaniami opierającymi się na algorytmach DRAI.

Zgromadzenie wspólników online: co wolno, a co budzi ryzyko

Zdalne i hybrydowe zgromadzenia wspólników i akcjonariuszy są popularnym i rosnącym trendem, szczególnie na świecie. Tymczasem w Polsce to rozwiązanie nadal nie jest pierwszym wyborem spółek z.o.o. „Prawo w Polsce daje możliwość zdalnego udziału w zgromadzeniach wspólników, jednak szczególne obawy dotyczą możliwości zaskarżenia uchwał w przypadku wątpliwości co do identyfikacji, bezpieczeństwa transmisji, czy tajności w przypadku wybranych głosowań” – tłumaczy Bartosz Kuraś, partner w praktyce Corporate/M&A z międzynarodowej kancelarii Wolf Theiss.

Polskie przepisy dopuszczają uczestnictwo w zgromadzeniu wspólników lub akcjonariuszy przy wykorzystaniu środków komunikacji elektronicznej. Rozwiązanie to umożliwia wykonywanie praw korporacyjnych, zadawanie pytań oraz głosowanie bez konieczności fizycznej obecności w miejscu obrad. Jednocześnie Kodeks spółek handlowych (KSH) wciąż nakazuje wskazanie miejsca takiego zgromadzenia, co prowadzi do wniosku, że chociaż udział zdalny jest w pełni dopuszczalny, to zwołanie zgromadzenia wyłącznie w formie wirtualnej – bez określenia fizycznej lokalizacji – pozostaje konstrukcją niepewną prawnie.

„Przepisy wymagają, aby w zawiadomieniu o zgromadzeniu została wskazana fizyczna lokalizacja obrad, nawet jeżeli wspólnicy lub akcjonariusze będą uczestniczyć zdalnie. W spółce z o.o. wymóg ten wynika z art. 238 § 1 KSH, który nakazuje w zawiadomieniu o zwołaniu zgromadzenia wskazanie „miejsca i czasu zgromadzenia”. Większość prawników rekomenduje więc model hybrydowy, w którym obok formy on-line istnieje tradycyjne miejsce obrad. W praktyce w spółkach z o.o. pewnym ułatwieniem jest art. 240 KSH, który dopuszcza pod określonymi warunkami, powzięcie uchwały bez formalnego zwołania zgromadzenia. Przepis nie rozstrzyga sam przez się o „pełnej wirtualności” miejsca obrad; w praktyce i doktrynie zagadnienie jest dyskusyjne (zwłaszcza wobec systemowej konstrukcji „miejsca” zgromadzenia oraz wymogów protokołowania)” – mówi Bartosz Kuraś z Wolf Theiss.

Art. 240 KSH wymaga w tym przypadku reprezentacji 100% kapitału zakładowego, oraz brak sprzeciwu wszystkich wspólników w zakresie odbycia zgromadzenia i powzięcia uchwał. Można z tego wywodzić, że tego typu zgromadzenie może odbyć się w formule całkowicie wirtualnej. Pozostaje to jednak dyskusyjne i może wiązać się z podwyższonym ryzykiem sporu.

Zastosowanie trybu elektronicznego wymaga decyzji zwołującego. Jeżeli przewiduje się udział zdalny, zawiadomienie musi zawierać informacje o sposobie uczestnictwa, wypowiadania się, wykonywania prawa głosu oraz wniesienia sprzeciwu.

„Aby zgromadzenie w pełni wirtualne było legalne i trudne do podważenia, należy zapewnić pełną identyfikację wspólników, sporządzić protokół, który odzwierciedla przebieg obrad, oraz zapewnić stabilny i bezpieczny kanał komunikacji. Dodatkowo umowa spółki nie może wyłączać zdalnego udziału wspólników w takim zgromadzeniu, a wszyscy wspólnicy muszą być obecni on-line, tj. konieczna jest reprezentacja 100% kapitału zakładowego (osobiście lub przez pełnomocników) i nie wnieść sprzeciwu” – zaznacza Bartosz Kuraś z Wolf Theiss.

Ryzyka prawne związane ze zdalnymi zgromadzeniami wspólników

O ile organizacja w pełni wirtualnego zgromadzenia wspólników (ZW) budzi pewne wątpliwości na gruncie polskiego prawa, to już uczestnictwo w nim na odległość zostało dość szczegółowo opisane w przepisach i ugruntowane w praktyce. Nie oznacza to jednak, że taki udział jest wolny od ryzyk prawnych.

„Aby można było wziąć udział w ZW za pomocą środków komunikacji elektronicznej, w pierwszej kolejności taka możliwość nie może być wykluczona przez umowę spółki. Z kolei szczegółowe zasady udziału w ZW za pomocą środków komunikacji elektronicznej określa regulamin, którego treść jest ustalana przez radę nadzorczą lub wspólników. W przypadku korzystania ze środków elektronicznych uważa się, że przynajmniej przewodniczący powinien być na miejscu w siedzibie spółki lub innym miejscu, w którym umowa spółki umożliwia przeprowadzanie ZW. By wykluczyć ryzyka prawne zaleca się także, by protokolant również obsługiwał ZW stacjonarnie – choć tu zdania są podzielone” – tłumaczy Bartosz Kuraś.

Wyzwaniem nie tylko prawnym, ale także technologicznym są dwa aspekty, które trzeba rozstrzygnąć w spółce już na etapie przygotowania regulaminu ZW. Pierwszym jest właściwa identyfikacja uczestników zgromadzenia – gdy biorą oni udział zdalnie. Drugim zaś zapewnienie tajności głosowania w przypadku uchwał, które tego wymagają.

„Dziś mamy technologiczne możliwości, by należycie identyfikować uczestników ZW zdalnie, oraz zapewnić anonimowe głosowania. Tych funkcji nie mają jednak popularne komunikatory i aplikacje do prowadzenia wideokonferencji, więc kluczowe jest wybranie odpowiednich narzędzi, które spółka powinna zapewnić w celu należytej organizacji ZW, wolnego od ryzyka zaskarżenia uchwał przez uczestników” – podkreśla Bartosz Kuraś.

Ostatnią kwestią, którą warto wziąć pod uwagę organizując ZW w formie zdalnej są problemy techniczne, które mogą mieć wpływ na możliwości oddania głosu. Awaria internetu, utrata połączenia czy zawieszenie aplikacji mogą zostać wykorzystane przez uczestników jako argument na rzecz nieważności uchwał, jeśli zostanie wykazane, że nie mieli oni realnej możliwości wykonywania praw korporacyjnych. Z tego powodu spółki coraz częściej tworzą procedury awaryjne, umożliwiające ponowne głosowanie, wznowienie dostępu lub odtworzenie przebiegu obrad.

Podsumowanie

Zdalne zgromadzenia wspólników są już standardem w wielu krajach, zwłaszcza tam, gdzie przepisy precyzyjnie regulują możliwość przeprowadzenia w pełni wirtualnych obrad. W Polsce rozwiązania te rozwijają się. Praktyka radzi sobie oczywiście na różne sposoby, tak aby zgromadzenia odbywały się sprawnie i w możliwie najbardziej elastyczny sposób; istotnym ułatwieniem są również kwalifikowane podpisy elektroniczne. Niewątpliwie jednak im bardziej elastyczne i mniej sformalizowane będą przepisy w tym zakresie, tym prostsze będzie funkcjonowanie zarówno dla wspólników, jak i dla spółek.

„Polski ustawodawca dopuścił technologię, ale nie przebudował fundamentów – dlatego w pełni wirtualne zgromadzenia cały czas obarczone są pewnym ryzykiem. Ciekawostką może być fakt, że za naszą zachodnią granicą sądy i prawnicy zajmują się już takimi detalami jak możliwość głosowania nad uchwałami przy użyciu znaków graficznych tzw. emotikonów. W pewnych konfiguracjach wyrażanie woli i oddawanie głosów za pośrednictwem komunikatorów i emotikonów dopuszczał w jednym z orzeczeń sąd apelacyjny w Monachium (OLG München), przy czym interpretacja emoji zależy od kontekstu, co oczywiście wiedzą wszyscy, którzy używają ich na co dzień. Spotkałem się też z bardziej restrykcyjnym podejściem sądu Apelacyjnego we Frankfurcie (OLG Frankfurt). Już te dwa orzeczenia wskazują, że sytuacja bardzo zależy od okoliczności, a linia orzecznicza nie jest zapewne jednolita. U nas nie spotkałem się jeszcze z orzeczeniem, w którym to zagadnienie byłoby dotychczas analizowane” – podsumowuje Bartosz Kuraś z Wolf Theiss.

Mimo tych ograniczeń spółki coraz chętniej wykorzystują narzędzia zdalne, traktując je jako ułatwienie, ale stosując je w granicach tradycyjnych konstrukcji prawnych. Dopóki przepisy nie zostaną doprecyzowane, model tradycyjno-stacjonarny oraz hybrydowy pozostają najbezpieczniejszą formą organizacji zgromadzeń.

UOKiK: Oltens 1 narzucała minimalne ceny w sklepach internetowych. Są kary dla spółki i menedżerów

Prezes UOKiK wydał decyzję dotyczącą spółki Oltens 1, dystrybutora wyposażenia łazienkowego marki Oltens. Urząd uznał, że przez co najmniej kilkanaście miesięcy firma narzucała sklepom internetowym minimalne ceny odsprzedaży, co ograniczało konkurencję cenową. W efekcie konsumenci mieli mniejsze szanse, by znaleźć w sieci ten sam produkt taniej. Kary finansowe nałożono na spółkę oraz dwie osoby nią zarządzające.

Sprawa dotyczyła współpracy Oltens 1 z tzw. partnerami handlowymi, którzy sprzedawali produkty m.in. online. W cennikach firmy obok warunków zakupu pojawiała się rubryka „sugerowana cena sprzedaży detalicznej”, która – jak wynikało z korespondencji z kontrahentem – miała w praktyce oznaczać ceny minimalne dla e-commerce. To oznaczało, że sklepy nie mogły swobodnie ustalać stawek, nawet jeśli chciały konkurować ceną. Według UOKiK taki mechanizm działał jak odgórny „sufit” na promocje.

Urząd zwraca uwagę, że sama rekomendacja ceny nie jest zakazana. Problem zaczyna się wtedy, gdy „sugerowana” staje się obowiązkowym minimum, a zejście poniżej niego wiąże się z presją lub sankcjami. W ocenie UOKiK właśnie tak wyglądało to w tej sprawie. Firma miała dążyć do tego, by klient widział podobne ceny w salonach stacjonarnych i w internecie.

Kluczowym elementem był nadzór nad partnerami. Oltens 1 miała na bieżąco monitorować ceny w sieci, m.in. poprzez porównywarkę Ceneo. Gdy wykryto ofertę tańszą niż przewidywał cennik – nawet o symboliczny grosz – sprzedawca dostawał sygnał, by poprawić cenę w określonym czasie. Reakcje miały dotyczyć także darmowej dostawy, traktowanej jako forma obniżenia finalnego kosztu dla klienta.

Jeśli sklep nie dostosował się do oczekiwań, spółka miała stosować środki, które realnie utrudniały sprzedaż. W materiałach wskazano m.in. wstrzymywanie dostaw oraz blokowanie dostępu do platformy zakupowej, co uniemożliwiało składanie zamówień i sprawdzanie stanów magazynowych. Dostęp miał wracać dopiero po podniesieniu cen do poziomu wskazywanego przez dystrybutora. Z kolei partnerzy określani jako „zdyscyplinowani” mogli liczyć na udział w akcjach promocyjnych.

Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił, że cena sugerowana może być podpowiedzią, ale nie może działać jak mechanizm wymuszający jednolity poziom cen w sklepach. W ocenie urzędu, jeśli za obniżkę grozi blokada dostaw lub wykluczenie z promocji, nie ma mowy o swobodzie cenowej. UOKiK uznał, że porozumienie ograniczało konkurencję między niezależnymi sprzedawcami i uderzało w interes konsumentów.

W decyzji przypomniano też, że maksymalne kary za udział w porozumieniu ograniczającym konkurencję mogą wynosić do 10% rocznego obrotu firmy, a dla menedżerów do 2 mln zł. W tej sprawie urząd zastosował jednak program leniency (łagodzenia kar), bo spółka i osoby zarządzające miały współpracować i przekazać istotne dowody. Dzięki temu kary obniżono o 45%. Oltens 1 ma zapłacić 256 300 zł (zamiast 466 000 zł), Ewa Wojciechowska28 779 zł, a Mariusz Biegański37 001 zł.

97% firm zgłasza incydenty cyberbezpieczeństwa związane z wykorzystaniem Gen AI

Z raportu Capgemini Research Institute „New defenses, new threats: What AI and Gen AI bring to cybersecurity” wynika, że około połowa firm w ciągu trzech lat poprzedzających badanie poniosła straty związane z naruszeniami bezpieczeństwa przekraczające 50 milionów dolarów. Organizacje mierzą się dziś z rosnącą częstotliwością ataków. Według danych ESET, Polska znajduje się na 3. miejscu na świecie pod względem wykrytej liczby ataków ransomware. Co więcej, ataki wciąż ewoluują – coraz częściej stosuje się taktykę double extortion (szyfrowanie danych połączone z groźbą ich upublicznienia), a generatywna sztuczna inteligencja stała się potężnym narzędziem w rękach cyberprzestępców – według Capgemini aż 97% organizacji zgłosiło incydenty bezpieczeństwa związane z wykorzystaniem Gen AI. W tej sytuacji budowanie cyfrowej odporności i strategicznej ochrony kluczowych danych staje się najwyższym priorytetem na rok 2026.

Ewolucja ataków przynosi nowe wyzwania

Dziś strategia cyberbezpieczeństwa musi uwzględniać nie tylko rosnącą częstotliwość ataków, lecz także ich dynamicznie zmieniający się charakter. Przestępcy korzystają z botnetów zdolnych do prowadzenia ataków maszynowych. Dobrym przykładem jest zeszłoroczny rekordowy atak DDoS na platformę Microsoft Azure. Microsoft poinformował, że pod koniec października 2025 r. jego infrastruktura została zaatakowana z wykorzystaniem ponad 500 000 unikatowych adresów IP.

Z kolei w przypadku ataków ransomware, przestępcy coraz częściej dążą nie tylko do zaszyfrowania danych, ale również do ich kradzieży i wykorzystania jako narzędzia nacisku, grożąc publikacją informacji poufnych lub sprzedażą ich konkurencji. Ta metoda znacząco zwiększa presję na ofiary ataków, ponieważ samo posiadanie kopii zapasowych nie chroni już organizacji przed ryzykiem wizerunkowym, prawnym i biznesowym.

Ważnym czynnikiem napędzającym eskalację cyberzagrożeń jest rozwój technologii, zwłaszcza sztucznej inteligencji i Gen AI. Jak wynika z raportu Capgemini, aż 97% organizacji zgłasza incydenty bezpieczeństwa związane z wykorzystaniem Gen AI, co pokazuje, że narzędzia te wymagają ścisłego nadzoru oraz jasno zdefiniowanych polityk bezpieczeństwa. Równolegle rośnie skala i skuteczność ataków socjotechnicznych. Deepfake’i stały się elementem rzeczywistych oszustw, a nie jedynie eksperymentem technologicznym – straty finansowe wynikające z ich użycia poniosło 43% organizacji. Tym bardziej niepokoi fakt, że świadomość tego zagrożenia wśród pracowników jest wciąż niewystarczająca. Z danych ESET i DAGMA wynika, że jedynie 42% polskich pracowników wie, czym są deepfake’i.

– Ewolucja krajobrazu zagrożeń napędzana jest przede wszystkim przez gwałtowny wzrost wykorzystania AI i Gen AI przez grupy cyberprzestępcze. Technologie te znacząco zwiększają skalę i efektywność ataków, a jednocześnie zmieniają charakter zagrożeń. Gen AI obniża próg wejścia dla osób atakujących, umożliwiając nawet mniej doświadczonym użytkownikom tworzenie złośliwego oprogramowania, prowadzenie wysoce przekonujących kampanii phishingowych oraz generowanie deepfake’ów wykorzystywanych w oszustwach finansowych – podkreśla Marko Mrđan, Strategy & Transformation Senior Consultant w Capgemini Invent.

Jak budować odporność w 2026 r.

Budowanie odporności organizacyjnej staje się kluczowym zadaniem w świecie, w którym ataki są coraz bardziej zautomatyzowane. Jedną z jej podstaw jest segmentacja sieci. W dobrze zaprojektowanej architekturze atak na jeden element nie oznacza zagrożenia dla całej infrastruktury.

– Segmentacja ogranicza możliwość przemieszczania się atakującego po sieci i utrudnia przejęcie kontroli nad kluczowymi systemami. W praktyce oznacza to oddzielenie systemów o różnym poziomie krytyczności, stosowanie odrębnych polityk dostępu dla poszczególnych segmentów oraz ciągłe monitorowanie ruchu między nimi. W środowisku, w którym botnety i automatyczne narzędzia atakujące potrafią rozszerzać infekcję z niespotykaną wcześniej szybkością, segmentacja staje się jednym z najważniejszych mechanizmów spowalniających i izolujących ataki – zauważa Michał Pakuła, Director, Head of Business Technology Advisory w Capgemini Invent.

Backup to za mało

Kolejnym elementem odporności są precyzyjnie opracowane procesy odzyskiwania danych i ciągłości działania. Backup stał się dziś jedynie punktem wyjścia – prawdziwym wyzwaniem jest możliwość szybkiego przywrócenia kluczowych systemów i danych w sposób zgodny z priorytetami biznesowymi. Organizacje potrzebują scenariuszy odtworzeniowych, które obejmują zarówno odzyskiwanie danych, jak i przywracanie operacyjnej sprawności aplikacji, usług i procesów. Testy odzyskiwania nie mogą być sporadycznym działaniem, lecz powinny stać się regularnym elementem funkcjonowania organizacji.

– Dopiero testy potwierdzają, czy kopie zapasowe działają, procedury są realistyczne, a zespół wie, jakie działania wykonać w przypadku kryzysu. W wielu firmach to właśnie brak pełnych testów odtworzeniowych powoduje, że backupy okazują się nieskuteczne, a szacowany czas przestoju drastycznie się wydłuża. Regularne symulacje, także te prowadzone z użyciem AI i narzędzi automatyzujących, pozwalają sprawdzić, jak organizacja radzi sobie w scenariuszu utraty danych, zaszyfrowania systemów czy zakłócenia usług – wyjaśnia Maciej Michta, Strategy & Transformation Managing Consultant w Capgemini Invent.

Najważniejszym ogniwem jest człowiek

Należy również pamiętać, że nawet najbardziej zaawansowana architektura bezpieczeństwa nie spełni swojej roli bez odpowiedniego przygotowania zespołu. Co ważne, szkolenia nie powinny ograniczać się do podstawowych zasad bezpieczeństwa, lecz muszą uwzględniać realne scenariusze ataków – od phishingu, przez deepfake, po incydenty związane z wykorzystaniem Gen AI. Kluczowe jest także budowanie kultury, w której pracownicy czują się bezpiecznie zadając pytania i nie wahają się zgłaszać incydentów lub podejrzanych zdarzeń. Otwarta komunikacja i wymiana informacji wewnątrz organizacji znacząco zmniejszają ryzyko powtarzalnych błędów i umożliwiają szybszą reakcję w sytuacji zagrożenia.

Całość tych działań uzupełnia dobrze skonstruowany plan reagowania na incydent (Incident Response Plan). To przede wszystkim zestaw praktyk opisujących, kto i w jaki sposób podejmuje decyzje w momencie kryzysu. Plan określa strukturę zespołów reagowania, kanały komunikacji, role biznesowe, sposób kontaktu z dostawcami usług IT, a nawet podejście do komunikacji zewnętrznej. W praktyce jego skuteczność zależy od tego, czy został przetestowany, zaktualizowany i czy wszyscy, których dotyczy, znają swoje obowiązki.

Odporność organizacyjna nie jest więc pojedynczym działaniem, lecz ciągłym procesem obejmującym m.in. tworzenie odpowiedniej architektury, regularne testy, rozwój kompetencji pracowników oraz przygotowanie realistycznych planów reagowania. Wszystkie te elementy muszą ze sobą współpracować, aby organizacja była zdolna nie tylko do powstrzymania ataku, ale także – w przypadku, gdy dojdzie do incydentu – szybkiego powrotu do normalnego działania i wyciągania wniosków na przyszłość.

Sapota popiera niezależnego zarządcę. Kolejny wierzyciel składa wniosek o sanację HREIT S.A.

Michał Sapota popiera ideę niezależnego zarządcy w HREIT S.A., do sądu trafia kolejny wniosek wierzyciela o sanację Spółki. Sanacji domaga się już blisko 40% wierzycieli.

  • Kluczowy Wierzyciel składa wniosek o sanację HREIT S.A.
  • Wniosek punktuje niespójności i braki w sprawozdaniu Zarządcy Przymusowego, który dąży do ogłoszenia upadłości.
  • Sanacja może zapewnić zdecydowanie wyższy poziom zaspokojenia wierzycieli niż upadłość.
  • Michał Sapota opowiada się za niezależnym zarządcą wyznaczonym przez Sąd.

Wniosek o sanację do Sądu Rejonowego w Warszawie złożył jeden z kluczowych wierzycieli HREIT S.A., którego wierzytelność przekracza 15 mln zł. Wierzyciel, reprezentowany przez kancelarię Tomczak & Partnerzy, domaga się otwarcia postępowania sanacyjnego wobec spółki. Złożył również wniosek o uzupełnienie sprawozdania Zarządcy Przymusowego o brakujące dane oraz o rozpoznanie sprawy na rozprawie z udziałem wszystkich stron. W sumie za sanacją HREIT opowiedzieli się już wierzyciele reprezentujący blisko 40% całej sumy wierzytelności.

Jednocześnie HREIT S.A. poinformowała o cofnięciu wniosku o pozostawienie dłużnikowi zarządu własnego oraz o złożeniu wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego z powierzeniem zarządu niezależnemu zarządcy masy sanacyjnej. Oznacza to rezygnację Michała Sapoty z zarządzania procesem sanacji i przekazanie go w ręce osoby wyznaczonej przez sąd.

Niech o tym, kto to będzie, zdecyduje niezawisły sąd. Wniosek HREIT oznacza jednocześnie, że pan Michał Sapota jest gotów przekazać kierowanie procesem uzdrowienia spółki w ręce wyznaczonego przez sąd zarządcy i deklaruje pełną z nim współpracę. Niezależny nadzór najlepiej służy ochronie interesów wierzycieli i jest zgodny z ich oczekiwaniami – mówi mecenas Paweł Jabłoński, pełnomocnik HREIT w sprawie przed sądami gospodarczymi.

Sanacja pozwoli na zachowanie i rynkową monetyzację aktywów o potencjale ok. 4,3 mld zł, unikając sprzedaży likwidacyjnej i wynikającego z tego deprecjacji wartości aktywów.

W wariancie upadłościowym przerwanie inwestycji i utrata wynikających z tego przychodów oraz sprzedaż aktywów w trybie „fire sale”, czyli poniżej ich wartości rynkowej, a tkaże koszty postępowania, sprowadzą realne zaspokojenie wierzycieli do do śladowych wartości.

Sanacja przebiega w sposób uporządkowany i kontrolowany, umożliwia utrzymanie ciągłości operacyjnej, a tym samym dokończenie i zmonetyzowanie rozpoczętych i planowanych projektów, przez co istotnie lepiej chroni interesy wierzycieli niż upadłość.

Z tego względu – zarówno z perspektywy interesów wierzycieli, nabywców mieszkań, stabilności rynku, jak i racjonalności ekonomicznej – sanacja jest wariantem wyraźnie korzystniejszym, co zresztą w swoich pismach podkreślają kolejne grupy wierzycieli.  Upadłość HREIT S.A. oznaczałaby przerwanie wszystkich realizowanych inwestycji. Klienci, którzy kupili mieszkania, nie otrzymaliby lokali, a rozpoczęte budowy zostałyby zamrożone lub sprzedane w częściach. Jednocześnie majątek spółki byłby wyprzedawany w trybie likwidacyjnym, z dużymi stratami, co w praktyce przełożyłoby się na bardzo ograniczone środki na spłatę zobowiązań. W efekcie ani klienci, ani wierzyciele nie uzyskaliby realnego zaspokojenia swoich roszczeń.

W ostatnim takim wniosku popierającym sanację złożonym w grudniu przez Wierzyciela reprezentowanego przez kancelarię Tomczak&Partnerzy wskazano na niespójności w stanowisku Zarządcy Przymusowego (RMZK Restructuring). Zdaniem Wierzyciela, Zarządca z jednej strony twierdzi, że nie jest w stanie oszacować kosztów sanacji, a z drugiej – uznaje, że spółka dysponuje środkami wystarczającymi na przeprowadzenie upadłości, mimo że oba postępowania wymagają porównywalnych nakładów organizacyjnych i finansowych.

Stanowisko Zarządcy Przymusowego w kwestii zdolności do ponoszenia przez Dłużnika kosztów postępowania jest zupełnie niespójne (…) Takie stanowisko razi dowolnością – czytamy we wniosku Wierzyciela.

Zdaniem Wierzyciela sprawozdanie Zarządcy Przymusowego nie zawiera podstawowych informacji: struktury wierzytelności ani realnego poziomu ich zaspokojenia. Bez tych danych nie da się rzetelnie ocenić skutków ewentualnej upadłości ani porównać ich z potencjalnymi efektami sanacji.

We wniosku wskazano, że sanacja daje narzędzia pozwalające zwiększyć wartość majątku spółki, m.in. poprzez dokończenie projektów deweloperskich i ograniczenie narastania nowych zobowiązań. Podobne stanowisko – jak zaznaczono – prezentują inni wierzyciele reprezentujący blisko 40% łącznej kwoty wierzytelności HREIT S.A. W tej grupie są wierzyciele, którzy poparli wniosek o sanację złożony przez Spółkę, a także tacy, którzy sami takie wnioski o sancję złożyli do sądu.  – To pokazuje, że obecny zarządca przymusowy prezentuje narrację zupełnie odwrotną do woli wierzycieli, którzy m.in. złożyli oświadczenia, a także wniosek o sanację – mówi mecenas Jabłoński.

Co więcej, Wierzyciel we wniosku słusznie wskazał, że (…)  trudno przyjąć, aby Pan Marcin Kubiczek był otwarty na współpracę z Dłużnikiem, skoro w zasadzie co najmniej 1/3 przygotowanego przez niego sprawozdania nie jest nakierowana na rzetelne przedstawienie sytuacji finansowej i prawnej Dłużnika i merytoryczną jej ocenę, ale dyskredytowanie Dłużnika w oczach opinii publicznej.

Dlatego Wierzyciel zaproponował powołanie niezależnego zarządcy sanacyjnego – Pawła Andrzeja Głodka (nr wpisu 657).

HREIT S.A. podziela stanowisko Wierzyciela, że bez rzetelnych danych dotyczących kosztów i realnego poziomu zaspokojenia wierzycieli nie jest możliwe podjęcie odpowiedzialnej decyzji co do dalszego trybu postępowania. Spółka podkreśla, że sanacja prowadzona przez niezależnego zarządcę może lepiej zabezpieczyć interesy wierzycieli i pozwolić na maksymalizację wartości majątku.

Dlatego też spółka cofnęła wniosek o pozostawienie zarządu własnego, zgłoszony pierwotnie we wniosku o otwarcie postępowania sanacyjnego, i wniosła o otwarcie postępowania sanacyjnego z powierzeniem wykonywania zarządu nad przedsiębiorstwem HREIT S.A. zarządcy masy sanacyjnej wyznaczonemu przez Sąd. Działanie to stanowi wyraz woli HREIT S.A. wyjścia naprzeciw oczekiwaniom wierzycieli oraz dążenia do odbudowy i umocnienia wzajemnego zaufania w toku postępowania. Spółka deklaruje przy tym pełną, transparentną i lojalną współpracę z tak powołanym zarządcą, w przekonaniu, że obiektywny i niezależny nadzór nad przedsiębiorstwem najlepiej zabezpieczy interesy wszystkich wierzycieli oraz stworzy realne podstawy do skutecznej restrukturyzacji.

Co oznacza oferta sprzedaży InPostu?

Sama informacja o otrzymaniu przez InPost wstępnej, niewiążącej propozycji przejęcia wystarczyła, by wyraźnie pobudzić kurs akcji i poprawić nastroje wokół spółki. Gwałtowny ruch cenowy przy podwyższonym obrocie pokazuje, że rynek zaczął wyceniać potencjalny scenariusz transakcji z premią. Na tym etapie jest to jednak bardziej reakcja na pojawienie się zainteresowania niż na jakiekolwiek konkretne ustalenia dotyczące warunków.

Na razie nie mówimy o formalnej ofercie, lecz jedynie o sygnale, że jakiś podmiot analizuje możliwość przejęcia. Brakuje informacji zarówno o potencjalnym kupującym, jak i o cenie, dlatego obecne zachowanie rynku opiera się głównie na spekulacjach i oczekiwaniach. Wzrost notowań wynika z nadziei na atrakcyjną propozycję w przyszłości, a nie z potwierdzonej decyzji. Utrzymanie wyższych poziomów kursu będzie zależeć od tego, czy pojawią się konkretne, wiążące komunikaty ze strony spółki.

InPost pozostaje dziś niekwestionowanym liderem rynku paczkomatów i dostaw typu out of home w Europie. Choć skala działalności nie dorównuje globalnym gigantom takim jak DHL czy UPS, spółka wyróżnia się zaawansowaną technologią, dużym zasięgiem i sprawdzonym modelem logistyki ostatniej mili. W gronie potencjalnych nabywców można wskazać międzynarodowych operatorów logistycznych – DHL, który mógłby wzmocnić swoją obecność w Europie Środkowo-Wschodniej, DPD lub GeoPost, dla których przejęcie oznaczałoby konsolidację rynku paczkomatów i poprawę efektywności operacyjnej. Naturalnym kandydatem pozostaje także Amazon, dla którego InPost byłby sposobem na szybkie rozwinięcie infrastruktury dostawczej w regionie bez wieloletnich inwestycji od podstaw. Nie można wykluczyć również zmian właścicielskich wśród obecnych inwestorów – największe pakiety posiadają PPF Group (ponad 28,75%), wehikuł Rafała Brzoski (12,49%), Advent International (10,98%) oraz GIC (5,05%). Mniejsi, krajowi inwestorzy z udziałami poniżej 5% mogliby skorzystać na wzroście wyceny, jednak kluczowym elementem ewentualnej transakcji pozostawałaby premia za kontrolę. Brak jakichkolwiek ruchów w akcjonariacie sugeruje jednak, że źródłem zainteresowania jest raczej podmiot z zewnątrz.

Dla Rafała Brzoski sprzedaż spółki oznaczałaby bardzo istotny zysk finansowy oraz zakończenie aktywnej roli menedżerskiej, co dodatkowo umocniłoby jego pozycję wśród najbogatszych polskich przedsiębiorców. Nie byłby to pierwszy przypadek realizacji wartości InPostu na rynku kapitałowym – spółka zadebiutowała na GPW w 2015 roku, a dwa lata później została z niej wycofana w celu restrukturyzacji i poprawy sytuacji finansowej. Tym razem sprzedaż większościowego lub pełnego pakietu akcji oznaczałaby definitywne zamknięcie etapu operacyjnego i symboliczne zwieńczenie drogi przedsiębiorcy, który zbudował firmę od podstaw do pozycji europejskiego lidera w logistyce paczkomatowej.

Z perspektywy polskiej gospodarki byłby to jednocześnie wyraźny dowód sukcesu firm rozwijających się poza granicami kraju oraz sygnał ryzyka utraty kontroli nad jedną z najcenniejszych spółek e-commerce wywodzących się z Polski. W dłuższym horyzoncie podobny scenariusz może dotyczyć także innych krajowych firm działających globalnie, takich jak CD Projekt, Asseco czy Ten Square Games, jeśli na stole pojawią się atrakcyjne propozycje ze strony zagranicznych inwestorów lub funduszy private equity.

Teoretycznie Orlen dysponuje kapitałem, który pozwalałby rozważać taką transakcję, jednak w praktyce scenariusz przejęcia InPostu przez koncern wydaje się mało realny i trudny do obrony ekonomicznie. Orlen od dłuższego czasu porządkuje swoją obecność w segmencie kurierskim i ogranicza bezpośrednie zaangażowanie w logistykę, stawiając raczej na współpracę z partnerami zewnętrznymi. Przykładem jest Orlen Paczka, której udziały zostały wydzielone, a projekt zmierza w kierunku konsolidacji z Pocztą Polską. W tym kontekście zakup InPostu nie wpisywałby się w aktualną strategię koncernu. Orlen skupia się na porządkowaniu i integracji lokalnych usług, a nie na ekspansji europejskiej poprzez dużą akwizycję, co czyni taki ruch mało prawdopodobnym i słabo uzasadnionym biznesowo.

Spór z Allegro nie musi być bezpośrednim impulsem do rozmów o sprzedaży, ale mógł odegrać rolę pośrednią. Allegro pozostaje kluczowym partnerem InPostu, a jednocześnie rozwija własne rozwiązania logistyczne, co w dłuższym terminie zwiększa niepewność relacji i presję na dywersyfikację bazy klientów. Wejście globalnego właściciela ograniczałoby ryzyko uzależnienia od jednego dużego kontrahenta i wzmacniało pozycję negocjacyjną spółki w relacjach z największymi platformami e-commerce.

Robotyka domowa hitem CES 2026. LG wchodzi z humanoidem CLOiD

Podczas targów w Las Vegas firma LG Electronics zaprezentowała domowego robota AI o nazwie CLOiD. Ten humanoidalny asystent stanowi fundament nowej strategii „Zero Labor Home”, której celem jest całkowite odciążenie domowników od codziennych obowiązków. Dzięki zaawansowanej technologii urządzenie ma stać się mobilnym centrum zarządzania nowoczesnym gospodarstwem domowym.

CLOiD porusza się na kołach i został wyposażony w dwa ramiona o siedmiu stopniach swobody oraz dłonie z pięcioma ruchomymi palcami. Taka konstrukcja pozwala mu na wykonywanie precyzyjnych czynności, takich jak wyjmowanie produktów z lodówki czy składanie ubrań. Podczas oficjalnego pokazu robot demonstrował swoją sprawność, wchodząc w interakcje z publicznością oraz obsługując urządzenia ustawione na scenie.

Sercem maszyny jest autorska technologia Physical AI, która łączy zaawansowane modele wizyjne z systemami sterowania ruchem. System trenowano na dziesiątkach tysięcy godzin nagrań prac domowych, co pozwala robotowi rozumieć kontekst i intencje użytkownika. W efekcie CLOiD potrafi samodzielnie otwierać drzwi oraz bezpiecznie przenosić przedmioty o różnej delikatności.

Głowa robota pełni funkcję centrum dowodzenia, mieszcząc wydajny chipset, czujniki komunikacji głosowej oraz wyświetlacz imitujący ludzką mimikę. Podstawa jezdna wykorzystuje sprawdzoną nawigację z odkurzaczy LG, co gwarantuje płynne omijanie przeszkód w mieszkaniu. Projektanci zadbali o niski środek ciężkości, aby zminimalizować ryzyko przewrócenia robota przez dzieci lub zwierzęta domowe.

Przy okazji premiery LG ogłosiło powstanie nowej marki podzespołów Actuator AXIUM, które napędzają stawy ich najnowszego robota. Firma planuje wykorzystać swoją ogromną skalę produkcji, wynoszącą 40 mln silników rocznie, by stać się głównym dostawcą komponentów dla sektora robotyki usługowej. Celem marki jest ustanowienie nowych standardów dla lekkich siłowników o bardzo wysokim momencie obrotowym.

Debiut CLOiD to element szerszego trendu na targach CES 2026, gdzie robotyka domowa stała się głównym tematem. Mocną konkurencję zaprezentowała m.in. chińska firma SwitchBot z modelem Onero H1, który potrafi nawet samodzielnie myć okna. Eksperci zauważają, że tegoroczne targi stały się polem bitwy między koreańską a chińską wizją „fizycznej” sztucznej inteligencji.

Nowy robot LG ma w pełni integrować się z ekosystemem ThinQ oraz inteligentnym hubem ThinQ ON, koordynując pracę wszystkich domowych urządzeń. Prezes Lyu podczas prezentacji podkreślał, że nadszedł czas, aby sztuczna inteligencja „wyszła z ekranów” i zaczęła realnie pracować w świecie fizycznym. LG stawia na spójny ekosystem, który przenosi usługi cyfrowe w wymiar praktycznej, domowej pomocy.

Goldman Sachs: 2026 będzie rokiem przyspieszonej automatyzacji i redukcji etatów

Według nowej analizy opublikowanej przez Goldman Sachs, firmy są gotowe przyspieszyć redukcję etatów w 2026 roku. Bank inwestycyjny ostrzega, że w miarę jak sztuczna inteligencja przechodzi z fazy eksperymentalnej do etapu masowego zastosowania w procesach operacyjnych i decyzyjnych, korporacje będą coraz chętniej zastępować ludzi algorytmami. Pomimo stabilnych prognoz makroekonomicznych, zarządy decydują się na cięcia w celu ochrony marż oraz finansowania kosztownych inwestycji w infrastrukturę cyfrową.

Ostrzeżenie to pada w momencie, gdy sektor technologiczny ma za sobą trudny rok 2025, w którym zlikwidowano ponad 122 tysiące miejsc pracy. Sztuczna inteligencja została oficjalnie wskazana jako bezpośrednia przyczyna prawie 55 tysięcy tych zwolnień w samych Stanach Zjednoczonych. Starszy ekonomista banku, Ronnie Walker, zauważył na podstawie analizy wyników spółek z S&P 500, że firmy dyskutujące o AI w kontekście kadr ograniczały oferty pracy znacznie gwałtowniej niż ich konkurenci.

W znaczącym odwróceniu trendu z lat ubiegłych, rynki finansowe przestały nagradzać firmy ogłaszające redukcję zatrudnienia wzrostem kursu akcji. Analitycy Goldman Sachs wyliczyli, że notowania spadały średnio o 2% po ostatnich komunikatach o zwolnieniach, nawet gdy tłumaczono je postępem technologicznym. Inwestorzy jeszcze surowiej karali przedsiębiorstwa, które wprost uzasadniały cięcia koniecznością „restrukturyzacji”.

Badania wskazują, że rynek odbiera obecnie redukcje jako negatywny sygnał dotyczący kondycji i perspektyw danej spółki. Firmy decydujące się na zwolnienia często charakteryzują się wyższymi wydatkami kapitałowymi i zadłużeniem przy jednocześnie niższym wzroście zysków w porównaniu do liderów branży. Mimo sceptycyzmu inwestorów, Goldman Sachs przewiduje dalszą falę zwolnień, napędzaną dążeniem zarządów do wykorzystania AI jako narzędzia radykalnej obniżki kosztów pracy.

Choć w 2025 roku fala zwolnień dotknęła głównie gigantów technologicznych takich jak Amazon, Microsoft czy Intel, prognozy na 2026 rok sugerują głębszą penetrację tradycyjnych sektorów gospodarki. Sam Goldman Sachs wdrożył w październiku inicjatywę „OneGS 3.0”, która obejmuje zamrożenie zatrudnienia i redukcje w działach operacyjnych. Zmiany te dotykają przede wszystkim obszarów takich jak onboarding klientów czy raportowanie regulacyjne, które łatwo poddają się automatyzacji.

Szczególnie narażona na zmiany jest branża usług finansowych, gdzie algorytmy coraz skuteczniej przejmują funkcje back-office. Morgan Stanley szacuje, że do 2030 roku w europejskim sektorze bankowym może zniknąć nawet 200 tysięcy etatów, zastąpionych przez systemy AI. Prezes Wells Fargo, Charlie Scharf, określił potencjał technologii jako „niezwykle realny” i zasygnalizował dalsze cięcia oraz zwiększone wydatki na odprawy pracownicze.

Analiza Walkera pokazuje, że większość wskaźników śledzących zwolnienia znacząco wzrosła w ostatnich miesiącach. Firmy zaczynają postrzegać sztuczną inteligencję nie tylko jako narzędzie poprawy efektywności, ale jako fundamentalny element nowej strategii zarządzania kapitałem ludzkim. Najbardziej zagrożone są role obejmujące zadania powtarzalne i procesowe, w tym stanowiska administracyjne oraz szeroko rozumiana obsługa klienta.

Trump grozi Indiom cłami, jeśli nie ograniczą zakupów rosyjskiej ropy

Prezydent Donald Trump ostrzegł w niedzielę, że Stany Zjednoczone są gotowe „bardzo szybko” podnieść cła na towary z Indii, jeśli te nie ograniczą zakupów rosyjskiej ropy naftowej. Podczas rozmowy z dziennikarzami na pokładzie Air Force One nazwał premiera Narendrę Modiego „dobrym facetem”, zaznaczając jednak, że kluczowe jest, aby „go uszczęśliwić” poprzez zmianę polityki handlowej. Oświadczenie to drastycznie eskaluje napięcie między mocarstwami, zwłaszcza że trwające negocjacje dyplomatyczne utknęły w martwym punkcie.

Reakcja rynków w Bombaju była natychmiastowa; w poniedziałek indeks spółek technologicznych spadł o około 2,5%, osiągając najniższy poziom od ponad miesiąca, w obawie o przyszłość umowy handlowej z USA. Oliwy do ognia dolewa senator Lindsey Graham, bliski sojusznik Trumpa, który promuje ustawę grożącą cłami w wysokości nawet 500% dla krajów finansujących machinę wojenną Kremla. Graham argumentuje, że kupowanie taniej rosyjskiej ropy jest niedopuszczalne, a twarda postawa Trumpa ma dać mu „maksymalną elastyczność” w wymuszaniu posłuszeństwa na arenie międzynarodowej.

Indie znajdują się obecnie w trudnej sytuacji, stojąc w obliczu groźby 50-procentowych ceł na eksport do USA, z czego połowa jest bezpośrednio powiązana z kwestią surowców energetycznych. Szacunki branżowe wskazują, że presja Waszyngtonu przynosi efekty, gdyż import rosyjskiej ropy spadł w grudniu do poziomu około 1,2 miliona baryłek dziennie. Stanowi to znaczącą, bo aż 40-procentową redukcję w porównaniu ze szczytem obserwowanym w połowie 2025 roku, jednak zakupy te nie zostały całkowicie wstrzymane.

Eksperci ostrzegają, że New Delhi utknęło w „strategicznej strefie szarości”, a Ajay Srivastava z Global Trade Research Initiative podkreśla, że dotychczasowa polityczna dwuznaczność przestała przynosić korzyści. Mimo że indyjski eksport do USA wzrósł w listopadzie, w szerszej perspektywie od maja do listopada 2025 roku odnotowano spadek przesyłek towarowych o ponad 20%. Premier Modi rozmawiał z Trumpem już trzykrotnie od wprowadzenia restrykcji, a urzędnicy obu stron spotykali się w zeszłym miesiącu, lecz intensywne zabiegi dyplomatyczne nie przyniosły dotąd żadnego przełomu.

Szwajcaria blokuje majątek Maduro

Szwajcaria ogłosiła w poniedziałek decyzję o natychmiastowym zamrożeniu aktywów należących do Nicolása Maduro i jego najbliższych współpracowników. Krok ten został podjęty zaledwie dwa dni po brawurowej akcji amerykańskich sił specjalnych, które w wyniku nalotu na Caracas schwytały wenezuelskiego przywódcę. Rada Federalna poinformowała, że blokada środków będzie obowiązywać przez cztery lata, a jej głównym celem jest zapobieżenie wypływowi kapitału, który mógł zostać zdobyty w sposób nielegalny.

Decyzja Berna zbiega się w czasie z planowanym na poniedziałek wystąpieniem Maduro przed sądem federalnym w Nowym Jorku, gdzie ma on odpowiedzieć na zarzuty narkoterroryzmu i handlu bronią. Wenezuelski dyktator wraz z żoną Cilią Flores został schwytany 3 stycznia przez Delta Force w ramach akcji, którą prezydent Donald Trump określił mianem „Operacji Absolutnego Postanowienia”. Para została natychmiast przetransportowana do USA i obecnie przebywa w Metropolitan Detention Center na Brooklynie, oczekując na proces.

Władze szwajcarskie wyraźnie zaznaczyły, że sankcje nie są wymierzone w obecny rząd Wenezueli, lecz koncentrują się na zabezpieczeniu środków na poczet ich ewentualnego zwrotu narodowi wenezuelskiemu. Nowe restrykcje stanowią uzupełnienie dotychczasowych działań, jakie Szwajcaria prowadzi od marca 2018 roku w ślad za polityką Unii Europejskiej. Wówczas to po raz pierwszy nałożono obostrzenia na wysokich rangą urzędników reżimu w celu wywarcia presji na przestrzeganie praw człowieka.

Zatrzymanie Maduro wywołało polityczne trzęsienie ziemi w Caracas, gdzie Sąd Najwyższy zaprzysiągł wiceprezydent Delcy Rodríguez na pełniącą obowiązki głowy państwa. Prawo do władzy rości sobie jednak również lider opozycji Edmundo González Urrutia, powołując się na swoje zwycięstwo w wyborach z lipca 2024 roku. Tymczasem na arenie międzynarodowej Rada Bezpieczeństwa ONZ zwołała nadzwyczajne posiedzenie w sprawie amerykańskiej operacji, o co wnioskowała Kolumbia przy wsparciu politycznym Chin i Rosji.

Departament Sprawiedliwości USA oskarża byłego prezydenta o kierowanie spiskiem narkoterrorystycznym oraz organizację masowego przemytu kokainy do Stanów Zjednoczonych. Uzupełniający akt oskarżenia rozwija zarzuty postawione pierwotnie jeszcze w 2020 roku, dodając do nich przestępstwa związane z nielegalnym posiadaniem broni maszynowej. Pierwsze przesłuchanie przed sędzią Alvinem K. Hellersteinem wyznaczono na poniedziałkowe południe w gmachu sądu federalnego na Manhattanie.

Szef Hyundaia ostrzega: 2026 będzie „rokiem kryzysu” dla motoryzacji. Koncern przyspiesza z AI i robotyką

Prezes Hyundai Motor Group Euisun Chung w swoim noworocznym wystąpieniu ostrzegł, że rok 2026 może okazać się jednym z najtrudniejszych okresów dla globalnego przemysłu motoryzacyjnego. Wskazał on na kumulację ryzyk, takich jak narastające napięcia handlowe i konflikty geopolityczne, które mogą realnie uderzyć w rentowność producentów. Chung podkreślił, że czynniki kryzysowe, o które martwiono się od dawna, teraz stają się rzeczywistością, co w skrajnych przypadkach może wymusić czasowe wstrzymanie operacji w niektórych regionach.

Kluczowym elementem strategii przetrwania ma być budowa silnych, wewnętrznych kompetencji w obszarze sztucznej inteligencji, zamiast polegania na zewnętrznych dostawcach. Prezes wezwał do szybszego „internalizowania” technologii AI, ostrzegając, że firmy, które zaniedbają ten obszar, szybko zostaną w tyle za konkurencją. Hyundai zamierza wykorzystać swoją przewagę w dziedzinie „physical AI”, łącząc algorytmy z flotą pojazdów i robotów, co daje dostęp do unikalnych danych z procesów produkcyjnych.

Sytuację finansową koreańskiego giganta komplikują bariery handlowe w USA, gdzie cła na auta produkowane w Korei Południowej wynoszą obecnie 15%. Producent wyliczył, że tylko w trzecim kwartale 2025 roku taryfy te kosztowały go około 1,8 bln wonów, co stanowi poważne obciążenie budżetowe. Choć porozumienie handlowe z listopada 2025 roku obniżyło stawkę z wcześniejszych 25%, koszty te nadal stanowią istotne wyzwanie dla konkurencyjności marki na rynku amerykańskim.

Dodatkowym problemem są zawirowania wokół kluczowych inwestycji w Stanach Zjednoczonych, w tym fabryk związanych z projektem Hyundai–LG w Georgii. We wrześniu 2025 roku amerykańskie służby przeprowadziły tam masową akcję imigracyjną, w wyniku której zatrzymano 475 osób, co agencja AP określiła mianem największej tego typu operacji w historii. Te wydarzenia wpłynęły na harmonogram prac, a opóźnienia przy powiązanym projekcie szacowane są obecnie na co najmniej 2–3 miesiące.

W odpowiedzi na te wyzwania Hyundai zapowiedział gigantyczne inwestycje rzędu 125 bln wonów w perspektywie pięciu lat, koncentrując się na robotyce i nowych technologiach. Równocześnie firma przyjęła bardzo ostrożne cele sprzedażowe, planując zbycie 4,16 mln pojazdów w 2026 roku, co stanowi jedynie minimalny wzrost względem ubiegłorocznego wyniku 4,14 mln sztuk. Taka wstrzemięźliwość w prognozach jest przez rynek odczytywana jako jasny sygnał wysokiej niepewności co do globalnej koniunktury.

Trump daje dwa miesiące na rozstrzygnięcie ws. Grenlandii

Prezydent USA Donald Trump w niedzielę ponownie zaostrzył retorykę w sprawie Grenlandii, oświadczając na pokładzie Air Force One, że Ameryka „potrzebuje” tego terytorium ze względów bezpieczeństwa. Zasugerował przy tym, że kwestia ta powinna zostać rozstrzygnięta w ciągu najbliższych dwóch miesięcy, co odebrano jako polityczne ultimatum. Wypowiedź ta nastąpiła zaledwie dzień po wywiadzie dla „The Atlantic”, w którym Trump stwierdził, że „absolutnie” potrzebuje Grenlandii.

Atmosferę podgrzała grafika opublikowana przez Katie Miller, przedstawiająca Grenlandię w barwach USA z podpisem „WKRÓTCE”, co w Danii odczytano jako demonstrację siły. Ostrzeżenia płyną również od ekonomisty Jeffreya Sachsa, który uważa, że Waszyngton może spróbować zająć wyspę pod hasłem „stanu wyjątkowego”. W rozmowie z Glennem Diesenem ocenił on, że w obecnych realiach normy międzynarodowe schodzą na dalszy plan, a reakcja Europy na takie działania byłaby prawdopodobnie ograniczona.

Premier Danii Mette Frederiksen zareagowała zdecydowanie, podkreślając, że USA nie mają żadnego prawa do aneksji terytoriów należących do Królestwa Danii. Wezwała Waszyngton do zaprzestania gróźb, ostrzegając jednocześnie, że uderzenie w sojusznika podważałoby fundamenty samego NATO. W podobnym tonie wypowiedział się duński ambasador w USA, zaznaczając, że Kopenhaga oczekuje pełnego poszanowania swojej integralności terytorialnej.

W obronie Danii natychmiast stanęli przywódcy państw nordyckich, w tym premierzy Szwecji i Norwegii, deklarując, że o losach wyspy mogą decydować wyłącznie Kopenhaga i Nuuk. Poparcie wyraził także premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer oraz przedstawiciele Unii Europejskiej, akcentując przywiązanie do zasad suwerenności państw. Trump zignorował te głosy, kpiąc z wkładu Danii w bezpieczeństwo regionu i twierdząc, że przejęcie wyspy przez USA jest konieczne dla ochrony Europy.

Znaczenie Grenlandii wynika z jej kluczowej roli geostrategicznej, w tym obecności Bazy Kosmicznej Pituffik, która jest nieodzownym elementem systemu wczesnego ostrzegania USA. Położenie wyspy jest istotne dla kontroli tzw. przesmyku GIUK, będącego strategicznym korytarzem między Arktyką a Atlantykiem w rywalizacji z Rosją. Napięcia te były sygnalizowane już w grudniu 2025 roku przez duński wywiad, który przewidywał wzrost presji ze strony amerykańskiego sojusznika.

Premier Grenlandii Jens-Frederik Nielsen wezwał do zakończenia amerykańskich „fantazji o aneksji”, stawiając sprawę jasno: decyzje dotyczące przyszłości należą do Grenlandczyków. Jeffrey Sachs, komentując sytuację w mediach, określił działania USA jako sprzeczne z Kartą Narodów Zjednoczonych i oskarżył Waszyngton o coraz bardziej „wojenną” postawę. Konflikt ten pokazuje, jak kwestie bezpieczeństwa w Arktyce stają się nowym, niebezpiecznym polem sporu wewnątrz sojuszu transatlantyckiego.

Za atak na ratownika lub policjanta grozi nawet do 5 lat więzienia. Nowe przepisy już obowiązują

Atak na ratownika medycznego, policjanta, strażaka, strażnika miejskiego oraz inne osoby niosące pomoc może zakończyć się karą od 3 miesięcy do 5 lat pozbawienia wolności. Nowe regulacje właśnie weszły w życie i mają wzmocnić ochronę tych, którzy interweniują w sytuacjach zagrożenia zdrowia i życia.

Zmiany wynikają z ustawy nowelizującej Kodeks karny, Kodeks wykroczeń oraz przepisy postępowania w sprawach o wykroczenia. Projekt przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości. Jak podkreśla minister sprawiedliwości Waldemar Żurek, celem jest ograniczenie bezkarności sprawców przemocy wobec osób udzielających pomocy i zwiększenie poczucia bezpieczeństwa w miejscach takich jak szpitale, przychodnie czy urzędy.

Surowsze kary za przemoc wobec interweniujących

Najważniejsza zmiana dotyczy odpowiedzialności za naruszenie nietykalności osób podejmujących interwencję. Za atak na funkcjonariuszy (m.in. policjanta, strażaka czy ratownika medycznego), ale też na osobę ratującą innych — np. rozdzielającą bójkę, powstrzymującą napastnika albo pomagającą podczas pożaru — grozi kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Nowością jest objęcie taką samą ochroną jak funkcjonariusze publiczni również obywateli, którzy interweniują, by ratować innych. W uzasadnieniu zmian wskazano, że dotąd maksymalna kara za naruszenie nietykalności funkcjonariusza wynosiła 3 lata, a w przypadku obywatela podejmującego interwencję — 2 lata.

Ochrona także przed agresją słowną i awanturami w miejscach publicznych

Nowe przepisy rozszerzają też ochronę w sytuacjach znieważenia podczas interwencji. Osoba, która zostanie znieważona (np. wyzwiskami), ma być traktowana jak funkcjonariusz publiczny, a postępowanie ma prowadzić prokuratura — po złożeniu wniosku przez pokrzywdzonego.

Za agresywne zachowanie w miejscu publicznym, np. w szpitalu lub urzędzie, przewidziano kary: areszt, ograniczenie wolności albo grzywnę od 1000 do 5000 zł. Alternatywnie możliwy ma być mandat w wysokości 1000 zł. Taka sama odpowiedzialność ma grozić za zakłócanie spokoju i porządku publicznego pod wpływem alkoholu, narkotyków lub innych środków odurzających.

Wyrok do opublikowania na wniosek pokrzywdzonego

Ustawa wprowadza również rozwiązanie dotyczące jawności skazań w takich sprawach. Na wniosek pokrzywdzonego sąd będzie musiał opublikować wyrok — w praktyce oznacza to możliwość ujawnienia danych skazanego, np. poprzez publikację na stronie internetowej.

Tryb przyspieszony i obowiązkowe zatrzymanie sprawcy

Zmiany obejmują także tryb postępowania w określonych sytuacjach. Jeśli sprawca zostanie przyłapany na gorącym uczynku, policja ma obowiązek — a nie tylko możliwość — zatrzymać go i doprowadzić do sądu, który ma rozpoznać sprawę w trybie przyspieszonym.

Ten mechanizm ma dotyczyć przypadków, gdy do ataku dojdzie m.in. w szpitalu, przychodni, urzędzie albo w trakcie akcji medycznej. Intencją ustawodawcy jest szybsza reakcja państwa i ograniczenie sytuacji, w których agresja wobec personelu i osób interweniujących pozostaje bez realnych konsekwencji.

Grupa WITTCHEN zwiększyła sprzedaż w IV kwartale 2025 roku o 13% r/r

Według wstępnych szacunków, w czwartym kwartale 2025 roku Grupa WITTCHEN zrealizowała sprzedaż na poziomie 150,2 mln zł, co oznacza wzrost o 13% w porównaniu do ostatniego kwartału 2024 roku. Sprzedaż zwiększyła się głównie za sprawą wyprzedaży starszych kolekcji, co Spółka zapowiadała wcześniej. W ciągu całego 2025 roku skonsolidowane przychody wyniosły 475,8 mln zł (+5% r/r).

Sprzedaż do klientów detalicznych w ostatnim kwartale 2025 r. wyniosła 131,7 mln zł i była o 15% wyższa niż w tym samym okresie rok wcześniej. Przychody w segmencie B2B wyniosły zaś 18,5 mln zł, czyli o 3% mniej r/r.

– W ostatnim kwartale roku, obejmującym m.in. tak zwany black week oraz intensywny okres przedświąteczny, Grupa WITTCHEN odnotowała wyraźny wzrost wolumenu sprzedaży. Był to w dużej mierze efekt zaplanowanych wyprzedaży starszych kolekcji i związanych z tym wzmożonych promocji, realizowanych zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami. Choć działania te mogły wpłynąć negatywnie na poziom marż w omawianym okresie, pozwoliły nam jednocześnie uwolnić miejsce na nowe produkty, poprawić przepływy pieniężne oraz zredukować stan zapasów, co w kolejnych okresach powinno przynieść oszczędności w kosztach magazynowania – informuje Marcin Szyguła, dyrektor finansowy Grupy WITTCHEN.

Narastająco, w ciągu całego 2025 roku Grupa WITTCHEN sprzedała do klientów detalicznych produkty za kwotę 424,4 mln zł (+6% r/r), z kolei sprzedaż w segmencie B2B wyniosła 51,5 mln zł (-7% r/r). Łączne przychody wyniosły 475,8 mln zł (+5% r/r).

Sprzedaż realizowana przez Grupę WITTCHEN za pośrednictwem platform marketplace klasyfikowana jest najczęściej jako sprzedaż detaliczna (w sytuacji, gdy produkty dostarczane są do klientów końcowych bezpośrednio przez Spółkę), a niekiedy jako sprzedaż B2B (w przypadku zamówień hurtowych składanych przez daną platformę).

***

Szacunkowe przychody Grupy Wittchen za czwarty kwartał i 12 miesięcy 2025 roku

(mln zł) 4Q 2025 4Q 2024 Zmiana r/r 2025 2024 Zmiana r/r
Segment detaliczny * 131,7 114,1 15% 424,4 398,7 6%
Segment B2B ** 18,5 19,0 -3% 51,5 55,5 -7%
Przychody razem *** 150,2 133,1 13% 475,8 454,2 5%

*Segment detaliczny obejmuje sprzedaż salonów detalicznych, sprzedaż internetową oraz pozostałą sprzedaż detaliczną.

**Segment B2B obejmuje sprzedaż krajową oraz sprzedaż eksportową do firm i klientów korporacyjnych.

*** Pozycja „razem” oraz „zmiana” przeliczona bez zaokrągleń, stąd ewentualne różnice.

UODO o kontroli trzeźwości w Sejmie: konieczne zmiany w projekcie ustawy

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Mirosław Wróblewski zgłosił uwagi do poselskiego projektu nowelizacji ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora oraz ustawy o Straży Marszałkowskiej. Projekt zakłada możliwość przeprowadzania badań trzeźwości parlamentarzystów przy użyciu elektronicznych urządzeń mierzących stężenie alkoholu w wydychanym powietrzu. Celem regulacji jest ustalenie, czy poseł lub senator znajduje się pod wpływem alkoholu.

Prezes UODO podkreślił, że informacje o obecności alkoholu w organizmie stanowią dane osobowe dotyczące zdrowia w rozumieniu RODO. Oznacza to, że są to dane szczególnych kategorii, których przetwarzanie podlega zaostrzonym wymogom prawnym. Każde działanie na takich danych musi spełniać warunki określone w art. 9 ust. 2 RODO oraz respektować zasady przetwarzania danych osobowych.

Organ nadzorczy zwrócił uwagę na podwyższony standard ochrony danych o stanie zdrowia ze względu na ryzyko naruszenia praw i wolności osób, których dane dotyczą. Przetwarzanie tych informacji jest dopuszczalne wyłącznie w ściśle określonych przypadkach i tylko w zakresie niezbędnym do realizacji jasno wskazanych celów. Musi się ono również odbywać zgodnie z zasadami legalności, minimalizacji i ograniczenia celu.

W opinii Prezesa UODO projekt powinien zostać poddany tzw. testowi prywatności oraz ocenie skutków dla ochrony danych. Taka analiza pozwoliłaby ocenić ryzyka związane z przetwarzaniem danych parlamentarzystów, w tym informacji o ich zdrowiu, stanie fizycznym czy ewentualnych nałogach. Ułatwiłoby to także weryfikację, czy planowane rozwiązania są rzeczywiście niezbędne.

Prezes UODO wskazał, że obecna wersja projektu narusza szereg zasad wynikających z art. 5 RODO. W związku z tym konieczne jest m.in. doprecyzowanie celu badań, zakresu przetwarzanych danych, zasad dokumentowania i przechowywania wyników oraz procedury samego badania. Niezbędne jest także określenie wymagań technicznych dla urządzeń oraz zapewnienie poszanowania godności i intymności osób badanych.

Trzy spółki, na które inwestorzy powinni zwrócić szczególną uwagę w 2026 roku

Charu Chanana, główna strateg inwestycyjna w Saxo Bank, patrząc na trendy strukturalne, wskazuje trzy spółki, na które inwestorzy powinni zwrócić uwagę w 2026 r. Zaznacza, że nie są to rekomendacje inwestycyjne, a raczej przykłady pokazujące, jak myśleć o megatrendach przy doborze spółek do portfela.

Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC), Eli Lilly oraz GE Vernova – te trzy spółki charakteryzują się silną dynamiką i zdaniem Charu Chanana nadal będą osiągać dobre wyniki w tym roku. Mają potencjał dostarczyć stopy zwrotu wyższe niż historyczna średnia 8,3%, jaką – według danych Bloomberga – globalne akcje (reprezentowane przez indeks MSCI ACWI) generowały od 1988 roku.

Silny impuls ze strony AI

Pierwszym obszarem jest rozwój technologiczny, w którym sztuczna inteligencja odgrywa kluczową rolę, ale stanowi też istotne źródło ryzyka: czy spółki i inwestorzy osiągną atrakcyjne zwroty, czy poniosą straty wskutek nietrafionych nakładów inwestycyjnych.

TSMC jest światowym liderem w produkcji najbardziej zaawansowanych układów scalonych. Uważam, że spółka może utrzymać pozycję w centrum globalnej ekspansji sprzętu dla AI. Technologie procesowe 3 nm oraz przyszłe technologie 2 nm są dokładnie tym, co powinno zapewnić TSMC pozycję jednej z firm, która może skorzystać z dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji, ponieważ obecnie istnieje duże zapotrzebowanie na wysokowydajne przetwarzanie danych – mówi Charu Chanana.

TSMC rozwija obecnie moce produkcyjne w USA, Japonii i Niemczech, co zwiększa odporność spółki zarówno na napięcia geopolityczne wokół Tajwanu i Chin, jak i na ryzyka związane z polityką handlową oraz bezpieczeństwem dostaw.

Największym ryzykiem są napięcia geopolityczne wokół Tajwanu, ale istnieje też ryzyko istotnego spowolnienia inwestycji w AI lub chmurę obliczeniową, co mogłoby szybko uderzyć w spółkę taką jak TSMC – zaznacza Chanana.

Postrzega przy tym nakłady na AI jako ryzyko cykliczne, a więc potencjalnie przejściowe. W jej ocenie konsensus prognoz dla TSMC wygląda obiecująco: rynek oczekuje 15–20% wzrostu zysków w 2026 r., a następnie 18–22% w 2027 r.

To odzwierciedla kontynuację wzrostu zamówień związanych z AI i daje TSMC wycenę, która nadal wydaje się rozsądna pod względem profilu wzrostu i dominującej pozycji w branży – dodaje.

TSMC jest wyceniane przy wskaźniku P/E 23,7, natomiast forward P/E – oparty o prognozowany zysk na akcję w kolejnych 12 miesiącach – wynosi 19,9.

Healthcare bez Novo

Drugim obszarem jest zdrowie. W tym temacie Charu Chanana pomija Novo Nordisk i wybiera największego konkurenta spółki.

Eli Lilly znajduje się w centrum globalnego boomu na zdrowie metaboliczne, przy ekstremalnym popycie na leki na cukrzycę i redukujące masę ciała. Eli Lilly ma po prostu szerszą ofertę produktową niż Novo Nordisk – komentuje. Patrząc na wskaźniki P/E i forward P/E, przyznaje, że Novo Nordisk jest tańsze niż Eli Lilly. Z kolei Eli Lilly wypada „taniej” według wskaźnika PEG, który uwzględnia jednocześnie cenę, zyski oraz prognozowane tempo wzrostu.

Prognozowany wzrost zysków Eli Lilly jest wyższy niż wzrost całego sektora farmaceutycznego. Wiele dużych firm rośnie w niskim lub średnim jednocyfrowym tempie, co oznacza, że inwestorzy płacą premię za połączenie wzrostu przychodów, ekspansji marż oraz relatywnie długiego horyzontu zysków związanych z lekami zawierającymi analogi hormonu GLP-1 i innymi produktami odchudzającymi – wyjaśnia Chanana.

Konsensus analityków wskazuje na wzrost zysku na akcję o ok. 35% w 2026 r. oraz 23% w 2027 r. Według Chanany akcje są już i tak wysoko wyceniane na P/E 43, co odzwierciedla potencjał i długoterminowy popyt na leki zawierające analogi hormonu GLP-1. Z kolei największymi czynnikami ryzyka są regulacje cenowe, które doprowadziłyby do obniżenia cen i wymagałyby wyższych przychodów, nasilenie konkurencji oraz znaczna zależność firmy Eli Lilly od jej superpopularnych leków. Dlatego każde potknięcie polityczne, konkurencyjne lub kliniczne może mieć nieproporcjonalnie duży wpływ na zyski i nastawienie inwestorów do akcji.

Zielona transformacja

Trzecim tematem jest transformacja w kierunku odnawialnych źródeł energii. W tym obszarze Chanana zwraca uwagę na firmę GE Vernova.

Spółka rozwija urządzenia i usługi dla sektora elektroenergetycznego. Kurs akcji mocno wzrósł w 2025 roku, co wyraźnie podbiło wycenę. Dlatego – podobnie jak w przypadku Eli Lilly – kluczowe jest uważne monitorowanie ryzyka.

Aby uzasadnić wysoką wycenę, firma musi nadal osiągać bardzo dobre wyniki. GE Vernova znajduje się na styku elektryfikacji, zapotrzebowania na energię centrów danych oraz globalnej transformacji energetycznej. Znaczna część portfela zamówień firmy jest związana z długoterminowymi umowami serwisowymi o wysokich marżach, co zapewnia jej bardziej strukturalną podstawę zysków niż w przypadku wielu innych tradycyjnych przedsiębiorstw przemysłowych – mówi Chanana.

Szacunki wzrostu są bardzo wysokie: nawet 82% w 2026 r. i 53% w 2027 r.

Wskaźnik forward P/E na poziomie ok. 59,5 sugeruje, że rynek już uwzględnia w cenie akcji bardzo silny wzrost. Potwierdza to duże zapotrzebowanie na modernizację sieci energetycznej, ogromny popyt na energię oraz znaczne inwestycje w odnawialne źródła energii – komentuje.

W grudniu 2025 r. spółka zorganizowała dzień rynków kapitałowych, podczas którego zintensyfikowała swoje cele finansowe, podwoiła kwartalną dywidendę i zwiększyła program skupu akcji z 6 mld do 10 mld USD. Z uwagi na wysoką wycenę akcji, będą one bardzo wrażliwe na opóźnienia w realizacji projektów, przekroczenia budżetu, które osłabiają marże, a także na ogłoszenia polityczne i dotacje. Dodatkowo wszelkie spowolnienie globalnego wzrostu gospodarczego lub zmiany regulacyjne mogą również osłabić popyt.