Uruchomienie polskiej domeny przez Amazona pobudzi rynek e-handlu. Nie spowoduje jednak rewolucji

Witryna Amazon.pl stanie się faktem. 27 stycznia amerykański gigant oficjalnie ogłosił zamiar otwarcia polskiej strony. Powinno to pozytywnie odcisnąć się na rozwoju polskiego rynku sklepów internetowych i przynieść korzyści zarówno kupującym, jak i sprzedającym – oceniają eksperci. Co więcej, przyciągnie to do Polski nowe firmy technologiczne i narzuci wyższe standardy, ułatwi też wyjście poza granice kraju rodzimym przedsiębiorcom. Rewolucji na rynku na razie jednak nie będzie.

– Amazon jest największą, najbardziej rozwiniętą firmą e-commerce’ową świata, a więc na pewno dostaniemy solidną dawkę informacji, kompetencji i doświadczeń, ale też wszyscy lokalni gracze – najwięksi i trochę mniejsi – będą musieli podciągnąć swoje kompetencje, żeby skutecznie z nim konkurować  – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Kuśmierz, prezes zarządu firmy Shoper, dostarczającej narzędzia do stworzenia sklepu internetowego. – Nie spodziewam się, żeby wejście Amazona do Polski krótkookresowo zmieniło znacząco układ sił na rynku, niemniej jednak to jest gracz niezwykle cierpliwy, konsekwentny, stabilnie inwestujący i myślący długofalowo. To duża zmiana, bo polscy gracze myślą raczej krótko- bądź średnioterminowo.

Imperium Jeffa Bezosa warte jest obecnie według giełdowej wyceny 1,64 bln dol., czyli w przeliczeniu ponad 6 bln zł. Dla porównania wartość produktu krajowego brutto całej Polski w rekordowym 2019 roku to niespełna 2,3 bln zł. W ciągu pięciu ostatnich lat kurs akcji Amazona wzrósł niemal sześciokrotnie. Pandemia przyspieszyła jeszcze jego ekspansję, a tylko w pierwszych tygodniach zamrożenia gospodarek firma musiała zatrudnić na całym świecie 100 tys. dodatkowych pracowników, by nadążyć z realizacją zamówień. Internetowy gigant ma obecnie swoje witryny krajowe w 18 krajach – w ubiegłym roku zainaugurował strony holenderską i szwedzką. Wcześniej w obu tych krajach, podobnie jak teraz w Polsce, klienci i sprzedawcy mogli korzystać z niemieckiej strony Amazon.de w lokalnych wersjach językowych.

– Jest znacznie więcej plusów wynikających z ogłoszenia wejścia Amazona do Polski niż zagrożeń. Wraz z nim przyjdą bowiem kolejne inwestycje w rozwój rynku e-commerce’owego, przede wszystkim technologii dostępnej zarówno na platformie Amazona, jak i konkurentów. To jest bardzo dobra wiadomość – ocenia Marcin Kuśmierz. – Ekspozycję na bezpośrednią konkurencję ma największy polski marketplace Allegro, który jest świetną firmą, o bardzo solidnych i silnych fundamentach. Myślę, że jeszcze przez wiele lat pozostanie liderem rynku i może czuć się dość komfortowo, ale na pewno będzie musiał rozwijać szybciej swoją ofertę, być bardziej konkurencyjny i bardziej efektywnie walczyć o względy sprzedawców, ale też kupujących. To spowoduje, że obsługa klienta będzie na wyższym poziomie niż do tej pory.

Amazon działa już w Polsce od 2014 roku, jednak wyłącznie jako operator centrów logistycznych, które obsługują zachodnie rynki. Obecnie jest ich dziewięć, a jeszcze w tym roku pojawi się dziesiąte, w Świebodzinie. Według Amerykańskiej Izby Handlowej jest to największy amerykański pracodawca w naszym kraju, zatrudniający ponad 18 tys. pracowników. Tylko w ubiegłym roku przybyło mu ponad 2 tys. zatrudnionych w nowo otwartych centrach w Gliwicach i Łodzi. W Świebodzinie pracę znajdzie kolejny tysiąc. Na całym świecie w strukturach firmy pracuje już ponad milion osób.

Nie powinniśmy się obawiać monopolu ze strony Amazona, nawet w horyzoncie wielu lat, bo mamy bardzo silnych, dobrze rozwiniętych i świetnie funkcjonujących graczy e-commerce na rynku polskim bądź pochodzących z Polski – przewiduje prezes Shopera. – Jeśli jego wejście ma odcisnąć jakieś piętno na rynku, to spodziewam się, że nastąpi to za pięć, sześć, może siedem lat. Amazon bardziej stara się walczyć o względy klienta jakością niż niską ceną, a pamiętajmy, że polski rynek, także e-commerce’owy, to rynek o dużej wrażliwości cenowej klientów. Oni przede wszystkim zwracają uwagę na cenę.

Jak podkreśla ekspert, na niższe ceny może jednak wpłynąć większa konkurencja na rynku.

– Wejście Amazona to też jest dobra wiadomość dla sprzedających, bo zyskują kolejne atrakcyjne miejsce, gdzie mogą zamieścić swoją ofertę do klientów końcowych. Amazon jest wymagającym partnerem dla sprzedających, więc będą musieli się nauczyć z nim pracować, zaakceptować jego warunki sprzedaży związane z obsługą klienta, reklamacji, płatności – wylicza Marcin Kuśmierz. – To na pewno pomoże sprzedawcom zbudować kompetencje w zakresie sprzedaży międzynarodowej, więc łatwiej im będzie zacząć sprzedawać za granicą.

Prezes Shopera dodaje jednak, że właściciele e-sklepów – choć powinni rozważyć dywersyfikację sprzedaży na Amazonie – to przede wszystkim powinni inwestować we własną markę, jej rozpoznawalność oraz własne kanały sprzedażowe.

Reklamy blokuje blisko 80 proc. internautów. Polacy stworzyli innowacyjną, skuteczniejszą formę dotarcia do klientów

Nawet 60 proc. ruchu w internecie generują boty. To właśnie one często „klikają” lub „oglądają” reklamy. Polska firma stworzyła system reklamowy, który bazuje na założeniach questvertisingu. Do reklam dodano pytanie dotyczące ich treści oraz trzy odpowiedzi do wyboru. Tekst poniżej jest zakryty, a dopiero wskazanie prawidłowej odpowiedzi odsłania dalszą część artykułu. To sytuacja typu win-win z obu stron. Reklamodawca ma pewność, że konsument zapoznał się z reklamą, a użytkownik uzyskał dostęp do interesujących go treści.

– Questpass to nowy format reklamowy, rozwiązanie, które interaktywnie współpracuje z użytkownikiem. Z jednej strony to platforma internetowa, format nowego podejścia do reklamy, a z drugiej strony miękki paywall. Użytkownik widząc reklamę, musi odpowiedzieć na zadane tam pytanie, aby zobaczyć pozostałą część artykułu, który chce przeczytać na danym serwisie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Adam Wojdyło, partner w Questpass.

Skuteczność reklam w internecie zazwyczaj jest fikcyjna. Większość użytkowników albo automatycznie omija reklamy wzrokiem, albo szybko je zamyka, nawet ich nie oglądając. Inni instalują oprogramowanie do blokowania reklam. Analiza „Questvertising – kto pyta, ten jest skuteczny”, opierając się na badaniach z 2019 roku, podaje, że reklamy blokuje 77 proc. badanych Polaków,  a w grupie 18–44 lata, czyli najcenniejszej z punktu widzenia reklamodawców – 80 proc. Za „klikalność” reklam odpowiadają głównie boty. Nowa forma reklamy, która bazuje na założeniach questvertisingu, jest znacznie skuteczniejsza. Pytania weryfikują, czy klika w nie człowiek, czy bot.

– Korzyścią i dla czytelnika, i dla reklamodawcy jest to, że ta reklama została skonsumowana, czyli użytkownik zapoznał się z jej treścią. Musiał to zrobić, ponieważ, żeby odpowiedzieć poprawnie na pytanie i odsłonić pozostałą część artykułu, musiał odpowiedzieć na pytanie, na którym zależy reklamodawcy, np. o czym jest ta reklama, o jakim elemencie. Tym samym jest to taki miękki paywall, który mówi: mamy korzyść dla użytkownika, ponieważ odpowiedział na pytanie, na którym nam zależało, i zyskaliśmy kilka sekund jego uwagi – mówi Adam Wojdyło. – Zapoznanie się i zaangażowanie użytkownika jest bardzo wysokie, tym samym jest to sytuacja typu win-win.

Jak wynika z badań „Questvertising – nowe podejście do reklamy online” przeprowadzonego przez Uniwersytet SWPS pod patronatem IAB Polska, ta sama marka reklamowana z wykorzystaniem questvertisingu przebija się do świadomości odbiorcy kilkukrotnie lepiej niż reklamowana w tradycyjny sposób. Już jednokrotne rozwiązanie questu sprawia, że nowa marka jest rozpoznawana przez nawet kilkadziesiąt procent badanych. Takie reklamy są też bardziej lubiane w porównaniu z tymi tradycyjnymi.

– Jeśli użytkownik odpowie błędnie, to musi poczekać 5 sekund, aby odpowiedzieć poprawnie. Wiemy z kampanii przeprowadzonych w Questpass, że generalnie 94–96 proc. użytkowników odpowiada poprawnie, chcąc przejść dalej. Tym samym mamy prawie stuprocentową pewność, że użytkownicy zapoznają się z treścią reklamy. Jeżeli się nawet pomylą, to muszą odczekać i jeszcze raz odpowiedzieć. Tym samym mamy jeszcze większą pewność, co z punktu widzenia reklamodawcy jest korzystne – przekonuje partner w Questpass.

Eksperyment przeprowadzony przez prof. Dariusza Dolińskiego z SWPS wykazał, że jednokrotne zobaczenie nowej marki w reklamie tradycyjnej powoduje, że staje się rozpoznawalna dla średnio 7,8 proc. osób. Z czasem świadomość ta maleje i po tygodniu spada do 4,5 proc. W przypadku questvertisingu po jednokrotnym kontakcie z reklamą tę samą markę rozpoznawało średnio aż 28,7 proc. Po tygodniu jej znajomość wciąż była ponad dwukrotnie wyższa niż w przypadku reklamy tradycyjnej.

– Nawet po miesiącu około 1/3 użytkowników, którzy zapoznali się z treścią danego komunikatu reklamowego, pamięta, o czym była ta reklama, o czym był ten przekaz. To efekt tego, że musieli wejść w kilkusekundową interakcję, a to wystarczy – wskazuje ekspert.

Przedstawiciel Questpass zapowiada, że trwają prace nad kolejnymi innowacjami.

– W tym roku budujemy model SaaS-owy, w którym wydawca będzie mógł korzystać z naszej platformy i sam wprzęgać go w swoją sprzedaż. Mamy też kolejne elementy, już w I kwartale 2021 roku wprowadzamy nowe formaty reklamowe, format leadujący, afiliacyjny, który jeszcze bardziej wpisuje się w trend korzystania z e-commerce’u na wszystkich reklamowych płaszczyznach digitalowych – mówi Adam Wojdyło.

Wirtualna rzeczywistość na Finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Technologia pomoże szkolić z udzielania pierwszej pomocy

Dzięki wirtualnej rzeczywistości będzie można przeszkolić z udzielania pierwszej pomocy osoby z dysfunkcjami słuchu, a także w różnym wieku i o różnym stopniu sprawności. Technologia zostanie wykorzystana do tego podczas najbliższego Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tymczasem VR już dziś umożliwia przeszkolenie pracowników oddelegowanych do pracy w trudno dostępnych obiektach oraz przy niebezpiecznych pracach. Rynek VR w edukacji w najbliższych latach pomnoży przychody aż dwudziestokrotnie.

– Jesteśmy w stanie organizować indywidualne szkolenie dla różnego rodzaju uczestników 29. Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. W tym roku organizujemy warsztaty dla wolontariuszy i osób, które działają na rzecz fundacji, poprzez szkolenia VR związane z pierwszą pomocą i ratowaniem życia ludzkiego. Nasze oprogramowanie będzie służyć w kilku gminach i sztabach przy ochotniczych strażach pożarnych, czy też bezpośrednio w organizowanych sztabach na terenie Dolnego Śląska, województwa mazowieckiego i podkarpackiego. Będziemy edukować ludzi, jak ratować życie ludzkie. We Wrocławiu mamy superniespodziankę dla osób, które są osobami wyizolowanymi społecznie – będziemy prowadzili edukację wśród osób niesłyszących – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Grzegorz Kobuszewski, prezes zarządu 4 Help VR.

Szkolenia będą prowadzone w formie transmisji online. Szkolone osoby otrzymają gogle wirtualnej rzeczywistości, dzięki którym będą mogły uczestniczyć w bardzo realistycznie odtworzonych sytuacjach związanych z koniecznością udzielenia pierwszej pomocy. Na ich rękach zostaną zamontowane czujniki, dzięki którym zanurzenie w wirtualną rzeczywistość będzie jeszcze głębsze, a ocena postępów nauki stanie się bardziej precyzyjna. Taka forma zajęć jest szczególnie cenna dla osób z niepełnosprawnościami.

– Wirtualna rzeczywistość sprowadza się do tego, że jesteśmy w stanie podłożyć również lektora języka migowego, który tłumaczy i prowadzi naszego szkolonego przez cały proces czynności ratunkowych. Wszystko prowadzone jest przez naszego wirtualnego trenera, który nazywa się Paramedicus, (łac. ratownik – przyp. red.). Jest to osoba o zdolnościach superbohaterskich, która prowadzi poprzez cały algorytm postępowania w czynnościach ratunkowych w scenariuszu resuscytacji krążeniowo-oddechowej. Możemy również nauczyć się elementów użycia automatycznego defibrylatora zewnętrznego, który coraz częściej pojawia się na ulicach polskich miast – wyjaśnia Grzegorz Kobuszewski.

Wirtualna rzeczywistość jest narzędziem coraz bardziej docenianym w branży szkoleniowej. Koncern naftowy BP z wykorzystaniem tej technologii przeprowadzi szkolenia między innymi dla personelu pływających magazynów. Firma szkoleniowa odtworzy w wirtualnej rzeczywistości prawdziwe pomieszczenia i przeszkoli pracowników w zakresie poruszania się po nich i stosowania obowiązujących procedur. Szkolenia w VR są rozwiązaniem nie tylko dla trudno dostępnych obiektów, lecz także do przeprowadzania symulacji potencjalnie niebezpiecznych zdarzeń. Będą z nich korzystać między innymi strażacy z australijskiej Wiktorii.

Technologia, z jakiej korzysta 4 Help VR, łączy w sobie bardzo wysokie zaawansowanie techniczne oraz intuicyjną obsługę. Dzięki temu sprawdza się w szkoleniu nie tylko osób w różnym wieku, ale także z dysfunkcjami.

– Nasze rozwiązanie spokojnie używane jest przez dzieci w wieku czterech lat, które nie potrafią czytać ani pisać, ale za to świetnie radzą sobie z naszym oprogramowaniem dzięki prezentacjom, które są prowadzone przez naszego wirtualnego trenera, oraz poleceniom lektorskim. Najstarsza osoba korzystająca z naszego oprogramowania miała ponad 85 lat. Również w świetny sposób radziła sobie z czynnościami ratunkowymi, uzyskując zadowalający wynik skuteczności prowadzonej resuscytacji – zapewnia prezes 4 Help VR.

Analitycy Fortune Business Insights zakładają, że rynek wirtualnej rzeczywistości w edukacji do 2026 roku wypracuje roczny przychód sięgający 13 mld dol. Średnioroczne tempo wzrostu utrzyma się na poziomie niemal 43 proc.

Bez rekordu, ale stabilnie na rynku inwestycyjnym w Polsce

Rok 2020, pomimo panującej pandemii COVID-19 i jej ogromnego wpływu na gospodarkę światową, zamknął się dobrym wynikiem przekraczającym 5,3 mld EUR. Na rynku nieruchomości komercyjnych apetyt inwestorów i zagranicznych funduszy pozostaje wciąż wysoki. Pomimo spadku wolumenu transakcji o 30% w porównaniu z rekordowym 2019 rokiem, rynek inwestycyjny w Polsce jest stabilny, a wartość zamkniętych transakcji zdecydowanie przekracza średnią z ostatnich 10 lat, która oscyluje wokół 4,2 mld euro.

Aż 50% kapitału zainwestowanego w Polsce w 2020 roku stanowiły przejęcia aktywów w sektorze magazynowym, w którym zasoby przekroczyły 20 mln m kw. w ubiegłym roku, a popyt osiągnął rekordowy poziom niemal 4 mln m kw.

„W 2020 roku uzyskany został najlepszy historycznie wynik sektora magazynowego uzyskany na rynku inwestycyjnym, który wyniósł 2,6 mld euro, co w dużej mierze było reakcją inwestorów na rozwój rynku e-commerce, jeszcze silniejszy w erze pandemii COVID-19 oraz zmieniające się sentymenty rynkowe. Aby lepiej to przedstawić wystarczy porównać udział poszczególnych segmentów w 2019 roku, kiedy to liderem był rynek biurowy z udziałem 50% w całym wolumenie transakcji, a sektor magazynowy zakończył rok z udziałem na poziomie 18%. Aktywność inwestorów w 2020 roku wyraźnie odzwierciedla dobrą sytuację i pozytywne perspektywy dla rozwoju sektora magazynowego. Zakładamy, że niezależnie od rozwoju pandemii i dalszych restrykcji z tego wynikających, w 2021 sektor magazynowy pozostanie liderem na rynku inwestycyjnym,” – komentuje Krzysztof Cipiur, Dyrektor w Dziale Rynków Kapitałowych w Knight Frank.

W minionym roku najbardziej pożądanymi aktywami były portfele magazynowe, takie jak: portfel Goodman przejęty przez GLP, portfel Hillwood przejęty przez Rosewood, a także projekty BTS z długimi umowami najmu takie jak Leroy Merlin w Piątku nabyty przez Savills Investment Management czy dwa projekty Amazon w Poznaniu i Wrocławiu zakupione przez Blackbrook oraz Hines.

„Obecna sytuacja gospodarcza na świecie wynikająca z pandemii ma znaczący wpływ na wysokość stóp kapitalizacji. Już teraz widoczna jest ich korekta w każdym sektorze, jednak w segmencie magazynowym ich wzrost jest najmniejszy. Najlepsze obiekty typu multilet wyceniane są na poziomie 5,5%, a nieruchomości typu prime BTS z długimi umowami najmu przy stopach 5,00%,” – dodaje Krzysztof Cipiur.

Wolumen transakcyjny w Polsce (mln EUR)

Wolumen transakcyjny w Polsce
Źródło: Knight Frank

„Pandemia i globalne ograniczenia w przemieszczaniu się wprowadziły przetasowania na inwestycyjnej mapie rynku nieruchomości. Dotyczą one zarówno źródeł kapitału jak i zainteresowania poszczególnymi segmentami nieruchomości komercyjnych. Spadek zainteresowania nieruchomościami biurowymi to bezpośredni skutek pandemii, który wynika z niepewności dotyczącej zmieniającego się modelu pracy. W 2020 roku wolumen transakcji biurowych osiągnął poziom 1,9 mld EUR, stanowiąc 38% całkowitej wartości transakcji w Polsce. Sektor odnotował 50% spadek wolumenu inwestycji w porównaniu z rokiem 2019, ale niezmiennie liderem na rynku biurowym pozostała Warszawa, z wartością transakcji bliską 1,3 mld euro,” – wyjaśnia Krzysztof Cipiur.

Do najważniejszych transakcji w stolicy należały m.in. przejęcie Wola Center przez Hines, zakup Nowogrodzka Square przez francuski fundusz Amundi czy przejęcie Generation Park Z przez Deka Immobillien.

Stopy kapitalizacji „prime”

Stopy kapitalizacji
Źródło: Knight Frank

W sektorze biurowym aktywa typu prime obecnie mogą uzyskać stopę kapitalizacji na poziomie około 4,75%, podczas gdy na początku 2020 roku, negocjacje toczyły się przy stopach kapitalizacji na poziomie około 4,25% – 4,35%.

„Rok 2021 rok jest jeszcze dużą niewiadomą, ale można spodziewać się, że nieruchomości w Polsce będą cieszyć się zainteresowaniem funduszy z Europy, Chin czy Singapuru. Z naszych rozmów zarówno z inwestorami, jak i instytucjami finansowymi, jasno wynika, że pomimo pandemii Polska w dalszym ciągu jest atrakcyjnym rynkiem dla inwestorów zagranicznych. W nadchodzącym czasie sytuacja rynkowa będzie wypadkową wielu czynników, przede wszystkim rozwoju epidemii na świecie, obostrzeń, reżimu sanitarnego, powrotu pracowników do biur, co w głównej mierze będzie kształtowało nowe trendy na rynku biurowym,” – podsumowuje Krzysztof Cipiur.

Na starciu Amazon z Allegro najlepiej wyjdzie konsument

“Nie znamy dnia ani godziny, lecz wszyscy wiemy, że moment, w którym Amazon ruszy na podbój polskiego rynku e-commerce wkrótce nadejdzie” – tak aż do wczoraj mówiono o wejściu amerykańskiego giganta do Polski. 27 stycznia 2021 r. to historyczna data dla handlu internetowego nad Wisłą. Spełniła się bowiem przepowiednia, którą rynkowi eksperci przez kilka ostatnich lat powtarzali jak mantrę. Rodzimi przedsiębiorcy w końcu mogą rejestrować konta sprzedażowe na Amazon.pl, zasilając grono partnerów największego marketplace świata. Swoją potęgę bowiem Amazon zbudował na współpracy z zewnętrznymi sprzedawcami, którzy odpowiadają za większość obrotów na tej platformie.

Sprzedaż na Amazon wiąże się ze sporymi wyzwaniami, o czym przekonało się wiele przedsiębiorstw, które np. traciły konta z powodu niewłaściwej obsługi klientów. Wymagania, jakie marketplace stawia przed swoimi partnerami, są tak wysokie, że sporo firm omija ten kanał sprzedaży szerokim łukiem. Tymczasem Amazon nie należy się bać, trzeba go po prostu zrozumieć. Nasza współpraca z amerykańskim gigantem e-commerce trwa od ponad 5 lat. Przez ten czas pomogliśmy wielu polskim firmom osiągnąć imponujące wyniki, kompleksowo zarządzając ich sprzedażą na zagranicznych rynkach.

Cieszy nas fakt, że jako jedyna firma z Polski jesteśmy jednocześnie autoryzowanym przez Amazon dostawcą usług oraz technologii dla sprzedawców. Z opracowanego przez nas systemu do optymalizacji sprzedaży na Amazon Clipperon, który już niebawem dostępny będzie w wersji SaaS, z sukcesem korzysta rosnące grono zagranicznych sprzedawców. Wejście giganta e-commerce na polski rynek oznacza jedno – ogromny wzrost zapotrzebowania zarówno na nasze oprogramowanie, jak również usługi agencyjne.

Największym konkurentem Amazon na polskim rynku jest rzecz jasna Allegro. Na rodzimej platformie handlowej działa ponad 125 tys. sprzedawców. Należy jednak pamiętać, że ich średnie obroty wynoszą około 195 000 pln. Tymczasem, w przypadku statystycznego sprzedawcy z Amazon, kształtują się one na poziomie około 500 000 pln. To ogromna różnica, którą polscy przedsiębiorcy z pewnością wezmą pod uwagę, tworząc strategię sprzedaży na najbliższe lata. Różnica tym bardziej widoczna, jeśli porównamy wyniki statystycznego sprzedawcy na Amazon, ze średnimi obrotami klientów Nethansy na tej platformie. W 2020 r. wyniosły one blisko 2 000 000 pln, czyli 4 razy więcej.

Ekspansja Amazona to dobra wiadomość dla konsumentów. Walcząc o ich portfele, platformy handlowe bez wątpienia wytoczą najcięższe działa. O specjalnych usługach, promocjach i benefitach dowiemy się przeglądając internet czy wręcz otwierając przysłowiową… lodówkę. W cieniu prężących muskuły gigantów odbywać się będzie cichy eksodus klientów z indywidualnych sklepów internetowych. Dominacja dużych platform handlowych to kierunek, w którym nieuchronnie zmierzamy. Tego trendu nie da się odwrócić i na pewno nie można go zignorować. Sklepy, które nie zadbają o integrację z największymi kanałami sprzedaży, ulegną marginalizacji.

Sascha Stockem, CEO Nethasa

Dane z USA zaskakują

Najważniejszym odczytem dnia wczorajszego były dane na temat zamówień na dobra w USA. Dane te nie były szczególnym zaskoczeniem, ale potwierdziły problemy, z którymi boryka się tamtejsza branża motoryzacyjna.

Zamówienia w USA

Wczoraj poznaliśmy dane z USA w temacie zamówień na dobra. Lepiej od oczekiwań wypadły te bez środków transportu, a gorzej zamówienia na dobra trwałego użytku. Pokazuje to problem, który w USA ma branża motoryzacyjna ostatnio. Wszyscy skupiamy się na świetnych wynikach Tesli, ale to wyniki giełdowe, podczas gdy sprzedaż samochodów nie spełnia oczekiwań. Rynki potraktowały te dane jako korzystne dla dolara i kontynuowały umacnianie się amerykańskiej waluty.

Wskaźnik wyprzedzający koniunktury

Dzisiaj o godzinie 9:00 poznaliśmy dane, które nie często powodują dużą zmienność na rynku. Wskaźnik wyprzedzający koniunktury wg BIEC (Bureau for Investment and Economic Cycles) spowodował dzisiaj jednak sporą zmienność na parach złotowych. Od rana polska waluta traciła na wartości około 1,5 grosza względem euro, po czym tuż po publikacji zyskała porównywalną wartość. Powodem był lepszy od oczekiwań wskaźnik. W rezultacie inwestorzy chętniej patrzą na polską walutę i złoty zyskuje.

Lepsze dane z Hiszpanii

Wbrew oczekiwaniom nie doszło dzisiaj do pogorszenia sytuacji na hiszpańskim rynku pracy. Stopa bezrobocia zdaniem analityków miała wzrosnąć z 16,26% na 16,7%, a spadła na 16,13%. Wynik względem oczekiwań oczywiście powinien cieszyć. Sam jednak pułap na którym bezrobocie w Hiszpanii się znajduje nie powoduje jednak entuzjazmu. Inwestorzy wzięli te dane jako dobrą monetę i po publikacji euro zyskało względem dolara.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Komentarz ZPP ws. potencjalnych zmian w oskładkowaniu umów cywilnoprawnych

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców z uwagą i niepokojem przygląda się zapowiedziom zmian w zakresie oskładkowania umów cywilnoprawnych.

ZPP konsekwentnie zaznacza, że system składek na ubezpieczenia społeczne w Polsce jest skomplikowany. Jego konstrukcja stwarza problemy z jego prawidłowym rozliczaniem szczególnie przez mikro i małych przedsiębiorców, którzy w wielu przypadkach chcieliby zatrudniać kolejnych (lub pierwszych pracowników), jednak z uwagi na wysoki poziom oskładkowania oraz opodatkowania umów o pracę czy cywilnoprawnych, a także złożoność systemu wyliczeń składek – tego nie robią. Decydują się zatem na niepodejmowania zatrudnienia, lub w skrajnym przypadku na rozliczenie z pracownikiem w szarej strefie.

Jakiekolwiek zmiany w zakresie „uporządkowanie systemu ubezpieczeń społecznych” nie mogą się wiązać ze zwiększaniem oskładkowania zarówno umów o pracę, jak i tzw. umów cywilnoprawnych. Tego typu działanie, szczególnie w zakresie zwiększenia wymogów i poziomu oskładkowania umów zlecenia, czy też oskładkowania umów o dzieło, prowadzić będzie do zahamowania aktywizacji zawodowej Polaków, jak również zwiększania poziomu szarej strefy.

Wbrew pojawiającym się w przestrzeni opiniom, nie uważamy by zmiany polegające na zwiększeniu poziomu oskładkowania umów cywilnoprawnych stanowiły przejaw wyrównania warunków konkurencji, czy zwiększenia poziomu pewności prawa. W naszym przekonaniu rezultat realizacji tego rodzaju propozycji byłby wprost przeciwny.

Problem z systemem oskładkowania i opodatkowania pracy na podstawie umów kodeksowych jak i pozakodeksowych znajduje się zbyt wysokim klinie kosztów publiczno-prawnych, jak i skomplikowaniu systemu oskładkowania danej formy zatrudnienia. Problem nie leży w odmiennych zasadach obowiązujących dla tych form.

Nie da się jednym prostym trickiem zlikwidować „nadużywania” innych niż umowa o pracę form zatrudnienia. Jedynym sposobem jest zwiększenie konkurencyjności i atrakcyjności zatrudnienia w ramach umowy o pracę. Zwiększanie kosztów zatrudnienia tymczasem ponownie doprowadzi do wzrostu szarej strefy. Warto zwrócić również uwagę na fakt, że elastyczne formy zatrudnienia na podstawie np. umów zlecenia są najbardziej popularne w branżach które zostały najdotkliwiej dotknięte przez koronakryzys, jak branża fitness, rekreacja, HoReCa, czy usługi.

Jakiekolwiek zmiany w zakresie zwiększania wymogów i kosztów pracy nie mogą być wdrażane w tak kryzysowym roku, jak obecny. Ustawodawca powinien dążyć do upraszczania systemu, zmniejszania obciążeń, zapewnienia stabilności otoczenia prawnego i deregulacji. Tylko takie działania spotkają się z pozytywną opinią środowiska przedsiębiorców. Wszelkie działania przeciwne skutkować będą aktywnym i zdecydowanym sprzeciwem polskich firm, które mierzą się z daleko posuniętymi trudnościami i kłopotami spowodowanymi m.in. utrzymywaniem przez rząd w zamknięciu wielu sektorów gospodarki.

Problemy systemu emerytalnego nie mogą być adresowane poprzez obniżanie konkurencyjności polskiego rynku pracy. Takie podejście wtórnie wpłynęłoby na zmniejszenia zatrudnienia, zmniejszenia tempa wzrostu zarobków, produktu krajowego brutto, co będzie miało wpływ na i tak mniejsze dochody budżetu państwa i funduszu ubezpieczeń społecznych. Chcąc lecząc chorobę, wywołamy inną, pierwotną pozostawiając niezmienną.

O ile ZPP pozostaje otwarty na dyskusję dot. zmniejszenia skomplikowania systemu ubezpieczeń społecznych na podstawie umów o pracę, jak i osobno umów cywilnoprawnych, tak negatywnie oceniamy wszelkie działania, które spowodują zwiększenie oskładkowania tych drugich.

Przeciwne działania będą w bezpośredniej sprzeczności z projektem postulatów w ramach umowy społecznej, które wprost wskazują, że partnerzy społeczni oczekują “zmniejszania barier administracyjnych, poprawy otoczenia regulacyjnego dla prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie stabilności i przewidywalności prawa oraz powstawania owych firm i zwiększania zatrudnienia.”

Zgłoszenia do „małego ZUS plus” tylko do 1 lutego

Przedsiębiorcy, którzy chcieliby skorzystać z „małego ZUS plus”, wciąż mogą złożyć odpowiednią deklarację. Eksperci inFakt przypominają, że ostatni dzień zgłoszeń to 1 lutego.

„Mały ZUS plus” jest to rozwiązanie, na mocy którego składki na ubezpieczenia społeczne będą wyliczane od podstawy zależnej od wysokości dochodów osiągniętych w poprzednim roku kalendarzowym. Ulga dotyczy tylko składek na ubezpieczenie społeczne, natomiast składkę zdrowotną należy opłacać w pełnej wysokości.

Z „małego ZUS plus” mogą skorzystać przedsiębiorcy, których przychód w 2020 roku nie przekroczył 120 tysięcy złotych. Jeżeli działalność gospodarcza była prowadzona przez niepełny rok, to limit przychodu wylicza się proporcjonalnie do liczby dni prowadzenia firmy. Z ulgi może jednak skorzystać tylko taki przedsiębiorca, który w 2020 roku prowadził działalność przez przynajmniej 60 dni.

Jak dokonać zgłoszenia do ZUS? Przedsiębiorca powinien wyrejestrować się z ZUS poprzez druk ZUS ZWUA z kodem, z którym jest obecnie zarejestrowany. Następnie musi ponownie dokonać zgłoszenia poprzez złożenie dokumentu ZUS ZUA z kodem 05 90 albo 05 92.

W tym roku możliwość zgłoszenia do „małego ZUS plus” może być pomocna dla wielu przedsiębiorców, których w 2020 roku spotkały negatywne skutki pandemii COVID-19. Przedsiębiorca musi jednak pamiętać, że poza przychodem niższym niż 120 000 złotych należy też wykazać dochód niższy niż 76 991 złotych i dopiero wówczas będzie możliwość obniżenia ZUS. W tej sytuacji przedsiębiorca, który ma np. 200 000 złotych przychodu, ale tylko 50 000 złotych dochodu, nie może skorzystać z „małego ZUS plus”. Dlatego moim zdaniem to kryterium dochodowe powinno być decydujące – tłumaczy Piotr Juszczyk, doradca podatkowy w firmie inFakt.

Należy zaznaczyć, że osoby, które korzystały do tej pory z „małego ZUS plus”, mogą kontynuować, pod zwykłymi warunkami: jeżeli w poprzednim roku ich przychód nie był wyższy niż 120 tysięcy złotych oraz prowadzili działalność gospodarczą przez co najmniej 60 dni. Z „małego ZUS plus” przedsiębiorca może korzystać maksymalnie przez 36 miesięcy w ciągu ostatnich 60 miesięcy, w czasie których prowadził działalność gospodarczą.

ORLEN Południe inwestuje w biogazownie rolnicze

ORLEN Południe, spółka z Grupy ORLEN, nabyła dwie działki w Głąbowie, w gminie Ryn, przejmując rozpoczętą na nich budowę biogazowni rolniczej. Spółka będzie kontynuowała inwestycję, rozbudowując instalację w kierunku biometanowni produkującej ok. 7 mln m3 biogazu rocznie. Realizacja projektu wpisuje się w strategię Grupy ORLEN do 2030 roku, zakładającą budowę  efektywnego ekonomicznie i energetycznie systemu odnawialnych źródeł energii.

– Stawiamy na nowoczesny biznes, który pozwoli Grupie ORLEN i polskiej gospodarce rozwijać się w sposób zrównoważony. Zadeklarowaliśmy osiągnięcie neutralności emisyjnej w 2050 roku jako pierwszy w Europie Środkowej koncern paliwowy. To ambitny cel, który wiemy jak zrealizować. W ciągu tej dekady zainwestujemy ponad 25 mld zł w projekty, które pozytywnie wpłyną na środowisko, a nam zapewnią pozycję lidera transformacji energetycznej w Europie Środkowej. Inwestycje biogazowe prowadzone przez ORLEN Południe są właśnie jednym z elementów strategii ORLEN2030. Realizacja tych projektów wzmocni kompetencje i pozycję rynkową spółki ORLEN Południe, a to oznacza wzmocnienie całej Grupy ORLEN – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Spółka ORLEN Południe, która rozwija nową linię biznesową w obszarze produkcji biogazu, wcześniej przejęła nowoczesną biogazownię rolniczą w Konopnicy, w gminie Rawa Mazowiecka. Natomiast w Głąbowie Orlen Południe nabył dwie działki o powierzchni 1,36 ha i 0,23 ha wraz z rozpoczętą budową biogazowni o mocy nie przekraczającej 1 MWe. Spółka zamierza zrealizować tę inwestycję z założeniem jej rozbudowy do ok. 3 MWe. Rozpoczęcie prac budowlanych zaplanowano już na pierwszy kwartał tego roku. Ich wykonawcą będzie polska firma PROEKO z Witaszyc. Produkowany w instalacji biometan mógłby być tłoczony do sieci gazowej w ilości ok. 7 mln m3 rocznie. Zakończenie inwestycji planowane jest na koniec 2022 roku.

– Realizacja naszego programu biogazowego, opierającego się na produkcji biogazu oczyszczonego do parametrów biometanu i wtłaczanego do sieci dystrybucyjnej, będzie miała duże znaczenie dla spełnienia Narodowego Celu Wskaźnikowego. Wytwarzany biometan będziemy również wykorzystywać do produkcji biowodoru. ORLEN Południe w obu tych obszarach zamierza być pionierem na krajowym rynku – mówi Marcin Rej, Prezes Zarządu ORLEN Południe.

Nieruchomości w Głąbowie są dobrze zlokalizowane z punktu widzenia dostępności substratów niezbędnych do produkcji biogazu. Zakup gruntów pod budowę własnej biogazowni stanowi kolejny krok w procesie tworzenia linii biznesowej ORLEN Południe w obszarze produkcji biogazu. Zakłada on zarówno budowę nowych instalacji, jak też przejmowanie oraz modernizację istniejących obiektów. W Głąbowie powstanie pierwsza biogazownia wybudowana przez ORLEN Południe. Natomiast w grudniu ub.r. spółka nabyła już istniejącą, nowoczesną biogazownię rolniczą o mocy 1,99 MWe w Konopnicy w gminie Rawa Mazowiecka. W planach jest przekształcenie jej w wytwórnię biometanu.

UE chce mieć wgląd w nasze rozmowy. Czy to koniec prywatności komunikatorów?

Pod koniec 2020 roku Rada Unii Europejskiej opublikowała rezolucję, wzywającą do wprowadzenia nowych zasad obejmujących szyfrowanie w Europie.  Wdrożenie tych rekomendacji oznaczałaby pojawienie się „trzeciej” strony w procesie nawiązywania komunikacji, co w praktyce może oznaczać koniec prywatności komunikacji – wskazuje Adrian Ścibor z Fundacji AVLab dla Cyberbezpieczeństwa. Czy prywatność obywateli Unii Europejskiej może być zagrożona?

Wydana przez Radę Unii Europejskiej rezolucja 13084/1/20 REV 1 wskazuje na konieczność zachowania wysokich standardów bezpieczeństwa, transparentności oraz ochrony danych osobowych, jednocześnie wzywając do rozszerzenia przepisów na rzecz walki z przestępstwami seksualnymi, terroryzmem czy przestępczością zorganizowaną.  Co to oznacza?

Wspomniana rezolucja wzywa firmy technologiczne do podjęcia rozmów mających na celu opracowanie sposobów „obejścia szyfrowania”. W dokumencie podkreślono znaczenie poszanowania dla praw podstawowych oraz praworządności, jednak według wytycznych UE może wykorzystać swoje uprawnienia regulacyjne, aby zapewnić dostęp do ukrytych danych sądom czy organom ścigania. Według specjalistów bezpieczeństwa cybernetycznego treść listopadowej rezolucji wydaje się być sprzeczna i nie do zaakceptowania.

– Słowo „backdoor” nie pada jednoznacznie w rezolucji. Nie zmienia to jednak faktu, że eksperci nie godzą się z nowym pomysłem urzędników, wskazując na możliwe nadużycia – tłumaczy Adrian Ścibor z Fundacji AVLab dla Cyberbezpieczeństwa.

O podobnych planach kontrolowania szyfrowanych komunikatorów mówili niemieccy europosłowie, którzy zaproponowali wymuszenie na producentach tzw. tylnych furtek pozwalających na dostęp do danych odpowiednim służbom. Adrian Ścibor z Fundacji AVLab dla Cyberbepieczeństwa zwraca również uwagę, że od 2019 roku podobne prawo działa w Australii. „Assistance and Access Bill” nakazuje firmom, a także dostawcom świadczącym usługi na terenie Australii, „obchodzenia” szyfrowania i przekazywania dostępu do danych odpowiednim organom. Podobne regulacje chce wprowadzić sojusz wywiadów państw Pięciorga Oczu (USA, UK, Kanada, Australia i Nowa Zelandia).

Twórcy przeciwko ustawie

Choć jak na razie większość mediów milczy w temacie nowych rekomendacji, to swój głos sprzeciwu wyrazili twórcy oprogramowania do szyfrowania i bezpiecznej komunikacji: ProtonMail, Threema, Tresorit i Tuanota.

– Szyfrowanie end-to-end jest absolutne. Dane są zaszyfrowane albo nie. Użytkownicy mają prywatność lub nie. Chęć udostępnienia organom ścigania większej liczby narzędzi do walki z przestępczością jest zrozumiała. Jednak przedstawione propozycje są cyfrowym odpowiednikiem przekazania organom ścigania klucza do domu każdego obywatela i mogą dążyć w kierunku większych naruszeń prywatności – twierdzą dostawcy rozwiązań szyfrujących w liście skierowanym do Rady UE.

Ekspert Fundacji AVLab dla Cyberbezpieczeństwa uważa, że pomysł Unii Europejskiej spowoduje w ostatecznym rozrachunku nakaz umieszczania backdoorów w oprogramowaniu komunikatorów. Oznacza to, że będziemy musieli zapomnieć o bezpieczeństwie i anonimowości jakie obecnie znamy, ewentualnie zmuszeni będziemy do korzystania z usług bardziej niszowych i mniej wygodnych.

Komentarz ZPP ws. utrzymywania lockdownu

W trakcie dzisiejszej konferencji prasowej, minister zdrowia Adam Niedzielski zakomunikował, że do 14 lutego w mocy pozostaną w zasadzie wszystkie obowiązujące w tej chwili ograniczenia. Istotnym z punktu widzenia gospodarki wyjątkiem jest w zasadzie tylko handel – od 1 lutego sklepy w galeriach handlowych mają zostać ponownie otwarte, wg zasad obowiązujących w grudniu. Zniknąć mają również „godziny dla seniorów”. ZPP podkreśla jednak z pełną mocą, że otwarcie handlu nie stanowi wystarczającej odpowiedzi na narastające zagrożenie gospodarczym kryzysem.

Nasze głębokie zdziwienie budzi argumentacja wykorzystana przez pana ministra na poparcie utrzymania ograniczeń. Jak się wydaje, kluczowymi przesłankami branymi pod uwagę przy podejmowaniu decyzji o restrykcjach, nie jest liczba zachorowań w Polsce, wydolność krajowego systemu opieki zdrowotnej, czy też sytuacja gospodarcza i zdolność do przetrwania firm. Po dzisiejszej konferencji prasowej odnosimy wrażenie, że naszą politykę epidemiczną kształtują de facto rządy innych państw – kontynuację lockdownu uzasadniać mają głębokie restrykcje w krajach ościennych i znacznie trudniejsza od naszej sytuacja epidemiczna w niektórych miejscach w Europie.

ZPP wskazywał już, że opieranie polskiej polityki antyepidemicznej na wzorcach zaczerpniętych z państw takich, jak Francja, czy Niemcy, wiąże się z ryzykiem zmarnowania gospodarczego wysiłku ostatnich lat. Niektóre państwa w Europie stać na utrzymywanie długotrwałego lockdownu, bez ryzykowania istotnym spadkiem poziomu życia. Inne – takie jak Polska – muszą racjonalnie kalkulować koszty podejmowanych decyzji, uwzględniając ekonomiczne i społeczne konsekwencje utrzymywania gospodarki w zamknięciu.

Jesteśmy zdumieni faktem, że przedstawioną w listopadzie mapę drogową luzowania obostrzeń zdeprecjonowano stwierdzeniem, że była ona oparta na jednym wskaźniku (średniej dziennej liczby zachorowań). Skoro przedstawiciele kluczowych ośrodków decydujących o podejmowanych w ramach walki z epidemią działaniach, uważają jesienną mapę za niedoskonałą, to w jakim celu została ona wówczas w ogóle przedsiębiorcom zakomunikowana? Nasuwa się również pytanie o to, komu dokładnie można przypisać autorstwo tego dokumentu. Dwa tygodnie temu zwróciliśmy się do Ministerstwa Zdrowia z wnioskiem o udzielenie informacji publicznej w tym zakresie. Z wiadomości zwrotnej, którą otrzymaliśmy wynika, że odpowiedzi z informacją możemy spodziewać się w połowie marca, a zatem w najdłuższym terminie dopuszczonym ustawą o dostępie do informacji publicznej.

O ile pozytywnie oceniamy fakt otwarcia handlu w galeriach handlowych oraz rezygnację z całkowicie niesprawdzającego się w rzeczywistości rozwiązania, jakim były „godziny dla seniora”, o tyle nie uważamy, by były to wystarczające powody do wyrażania zadowolenia. Rząd w dalszym ciągu nie przedstawił racjonalnej i jasnej strategii wychodzenia z lockdownu. Przedłużanie ograniczeń w dwutygodniowych cyklach zupełnie pozbawia przedsiębiorców poczucia pewności prawnej.

Mając na uwadze powyższe, ponownie apelujemy do rządu o przygotowanie i zaprezentowanie planu wycofywania restrykcji gospodarczych. Uważamy, że dobrym punktem wyjścia może być mapa drogowa z listopada – nie widzimy niczego zdrożnego w kształtowaniu polityki antyepidemicznej w oparciu o analizę sytuacji w kraju i ocenę wagi ryzyk, zagrożeń i konkretnych szkód wynikających z przedłużającego się lockdownu.

Wojna cybernetyczno-informacyjna uderza w prawa człowieka

Technologia może przynieść ogromne korzyści różnym sektorom gospodarki, przedsiębiorstwom i społecznościom. Jej potencjał jest praktycznie nieograniczony. Dezinformacja utrudnia jednak jego wykorzystanie.

We współczesnej, zglobalizowanej rzeczywistości prawie w każdej rozmowie poruszany jest temat tzw. fake newsów, które mogą skierować na fałszywe tory dyskurs publiczny dotyczący np. wyborów politycznych czy aktualnych wydarzeń na świecie.

Równocześnie w erze „nadzorowanego kapitalizmu” ciągle zmienia się definicja prywatności. W rezultacie można bez większej przesady powiedzieć, że jeśli chodzi o ochronę naszych danych, stąpamy po polu minowym.

W takich warunkach coraz większego znaczenia nabiera ochrona danych oraz technologie zabezpieczeń cybernetycznych, które chronią przysługujące nam prawa człowieka w warunkach wojny cybernetyczno-informacyjnej. Ponadto przedsiębiorstwa muszą zapewnić, że będą wykorzystywać dane w sposób etyczny, bezpieczny i zgodny z przepisami prawa.

Dzień Ochrony Danych jest okazją do zaprezentowania technologii wyznaczających nowe kierunki w walce z dezinformacją cybernetyczną oraz metod, za pomocą których firmy mogą chronić nasze prawa jako pracowników, konsumentów i obywateli.

Ochrona danych jako prawo człowieka

Być może nie wszyscy wiedzą, że ochrona danych jest jednym z praw człowieka. W Europie właśnie z tego powodu obchodzimy Dzień Ochrony Danych. W tym roku zbiega się on z 40 rocznicą podpisania Konwencji Rady Europy o ochronie osób w związku z automatycznym przetwarzaniem danych osobowych.

Konwencja ta, zwana w skrócie Konwencją 108, to traktat, na podstawie którego opracowano pierwsze przepisy o ochronie danych obowiązujące w całej Unii Europejskiej, znane dziś jako Ogólne rozporządzenie o ochronie danych (RODO).

Ogromne straty finansowe i szkody na reputacji ponoszone przez firmy, które nie zapewniły swoim danym odpowiedniej ochrony, są powszechnie znane. Mimo to media wciąż donoszą o kolejnych takich przypadkach.

Na szczęście nowe metody ochrony danych i technologie cyberbezpieczeństwa zmieniają ten stan rzeczy.

Technologia jako podstawowa broń w wojnie cybernetyczno-informatycznej

Wiele powiedziano już i napisano o roli technologii w rozprzestrzenianiu dezinformacji i zaostrzaniu wojny cybernetyczno-informacyjnej. Z drugiej jednak strony technologia jest naszą najważniejszą bronią w walce z cyberprzestępczością.

W szczególności zapewnia ona ochronę przed groźnymi działaniami cyberprzestępców. Przykładem jest ransomware – szkodliwe oprogramowanie szyfrujące pliki i pamięć masową. To często spotykane zagrożenie należy do najtrudniejszych przeciwników. Atakuje przedsiębiorstwa we wszystkich branżach i regionach geograficznych.

Hakerzy najczęściej używają oprogramowania ransomware, aby wyłudzić pieniądze. W wielu przypadkach jednak ich celem jest przejęcie dokumentów oraz plików z systemów produkcyjnych i zapasowych. Jeśli one też zostaną zaszyfrowane, zaatakowana firma nie będzie mieć wyboru i musi spełnić żądania cyberprzestępców.

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Veeam na temat ataków ransomware w 2019 roku, do końca roku 2021 globalny koszt szkód wyrządzonych przez takie ataki wyniesie 20 mld USD. Jeszcze większe straty są jednak powodowane przez liczne przypadki naruszenia praw człowieka związane z tym, że sprawcy ataków ransomware coraz częściej grożą wyciekiem skradzionych informacji.

Aby stawić czoła takim atakom i nowym zagrożeniom tworzonym przez zorganizowane grupy przestępcze, producenci technologii powinni organizować własne „armie” i „przymierza”. Przykładem jest porozumienie w sprawie ochrony przed oprogramowaniem ransomware, które firma Veeam utworzyła wspólnie z kilkoma partnerami, takimi jak  Cisco, AWS, Lenovo, HP i Cloudian.

Cyberprzestępcy oczywiście ciągle szukają nowych sposobów kradzieży danych. Gdy po wybuchu pandemii COVID-19 przedsiębiorstwa przyspieszyły cyfrową transformację, bardzo nasiliły się ataki na systemy chmurowe. W 2020 roku ich liczba wzrosła o 250% w porównaniu z rokiem 2019.

W walce z takimi zagrożeniami szczególnie ważna jest współpraca z partnerami w technologicznymi, którzy nie tylko kładą duży nacisk na odpowiednie zarządzanie danymi za pomocą dostępnych obecnie środków, lecz szukają nowych rozwiązań zabezpieczających, również chmurowych, tak aby zawsze wyprzedzać cyberprzestępców o krok.

Używanie danych w sposób etyczny, bezpieczny i zgodny z prawem

Dziś, w erze cyfrowej, na przedsiębiorstwach spoczywa szczególnie duża odpowiedzialność za wykorzystywanie danych w sposób etyczny, bezpieczny i zgodny z prawem. Kwestia ta nie może być już traktowana jako opcjonalny dodatek lub punkt niepotrzebnie obciążający program działania. Ochrona danych to prawo człowieka!

Mimo to wciąż zbyt wiele firm poprzez swoje niefrasobliwe podejście nieumyślnie pomaga cyberprzestępcom. Wystarczy rzucić okiem na długą listę kar nakładanych przez krajowych regulatorów, aby stwierdzić, że przedsiębiorstwa nie podejmują wystarczających działań w celu ochrony obywateli.

Kary i szkody na reputacji oczywiście odstraszają, wciąż jednak ma miejsce zbyt wiele przypadków naruszenia ochrony danych. Przedsiębiorstwa muszą włożyć większy wysiłek w ograniczenie ich liczby. Również w tej sytuacji kluczowe znaczenie ma technologia.

Każda firma, niezależnie od wielkości, powinna znaleźć rozwiązanie zapewniające bezpieczeństwo danych oraz zgodność z przepisami i wymaganiami dotyczącymi ochrony danych i prywatności. Nie należy wierzyć dostawcom na słowo, że ich rozwiązania są bezpieczne. Warto poczytać o doświadczeniach klientów, samodzielnie poszukać informacji i zapoznać się z ocenami renomowanych firm analitycznych.

W nadchodzącym roku na czele listy priorytetów przedsiębiorstw znajdzie się utrzymanie zaufania klientów. Biorąc pod uwagę obecną sytuację na świecie, oni też mają powody, aby bać się o swoje dane.

Warto więc zaufać odpowiedniej technologii, która nie tylko pomoże nam chronić nasze prawa, lecz ułatwi walkę z cyberprzestępcami.

Autor: Edwin Weijdema, globalny specjalista ds. technologii, dział strategii produktowej w firmie Veeam

Podsumowanie 2020 r. na rynku kredytowo-pożyczkowym i perspektywy na rok 2021

Według danych BIK, wartość portfela kredytów prywatnych i pożyczek na 31 grudnia 2020 r. wyniosła 700 mld zł i była wyższa o 30,4 mld zł (4,5%) w porównaniu do wartości na koniec 2019 r. Akcja kredytowa w 2020 r. osiągnęła 140,8 mld zł i była niższa o 29 mld zł (18%) niż w 2019 r. – to bilans sprzedaży kredytów i pożyczek w dobie pandemii, która zaważyła na wynikach wszystkich produktów kredytowych i pożyczek. Obroniły się jedynie kredyty ratalne, których banki udzieliły na kwotę 14,6 mld zł, finiszując na niewielkim plusie (0,8%). Przyszłość na rynku kredytowym w 2021 r., BIK zapowiada względem trudnego 2020 r.: wzrost o 14% kredytów mieszkaniowych, o 16% kredytów gotówkowych i 5% w ratalnych.

Rok 2020 r. należy oceniać z perspektywy nowej rzeczywistości, która zaskoczyła wszystkich i gwałtownie zmieniła bieg wszelkich wcześniejszych scenariuszy i prognoz. Podejmując się oceny wyników roku ubiegłego w obszarze kredytów i pożyczek, należy wziąć pod uwagę wyjątkowość i nieprzewidywalność sytuacji pandemicznej. Jednak dokonując głębszej analizy, należy zwrócić uwagę na kilka istotnych czynników.

Spadek popytu na większość produktów kredytowych i pożyczki w 2020 r.

Pomimo spadku w sprzedaży kredytów i pożyczek w 2020 r. o 29,3 mld zł w porównaniu z 2019 r., portfel kredytów prywatnych i pożyczek wzrósł w 2020 r. o blisko 30 mld zł. Spadek wartości sprzedaży został skompensowany przez zamrożenie części spłat kredytów oraz wzrost kursu walutowego. Na wzrost portfela kredytowego wpływa fakt, że duży udział w wartości nowych umów mają kredyty mieszkaniowe, spłacane w długich okresach.

– Istotnym czynnikiem były zaproponowane z inicjatywy banków umowne moratoria kredytowe. Dla kredytobiorców dało to pozytywny efekt w postaci odroczenia spłaty rat w przypadku trudności związanych ze spłatą kredytu. Z kolei dla banków, zawieszenie spłaty rat na trzy lub sześć miesięcy, oznaczało zamrożenie części kapitału, co bezpośrednio wpływało na wartość portfela. Na wzrost wartości portfela kredytowego klientów prywatnych w największym stopniu wpłynęły kredyty mieszkaniowe, standardowo udzielane na długie okresy czasu – mówi dr Mariusz Cholewa, Prezes Zarządu BIK.

Kredyty ratalne – lider sprzedaży 2020 r.

Rynek kredytów ratalnych w realiach pandemicznych wykazał najlepszą odporność na wirusa. Już w pierwszym półroczu zareagował wzrostem popytu, przynosząc pewne oznaki ożywienia sprzedaży kredytów. Ta forma celowego finansowania okazała się odpowiedzią na potrzeby zakupowe Polaków w zakresie nabywania dóbr trwałego użytku, jak sprzęt elektroniczny, RTV/AGD czy meble, przy ograniczonej możliwości korzystania z usług (turystyka, restauracje, hotele).

Kredyty ratalne to jedyny produkt kredytowo-pożyczkowy, który odnotował wzrost dynamiki wartości sprzedaży w 2020 r. zarówno w liczbie (+1,6%), jak i wartości (0,8%).

– To co napędza popyt na kredyty ratalne, to przede wszystkim możliwość zakupu przy rozłożeniu płatności w czasie. Zakupy ratalne idealnie wyszły naprzeciw oczekiwaniom konsumentów, którzy nie chcą pozbywać się wolnych środków nawet w obliczu niezbędnych poważniejszych wydatków. Ponadto, obecnie kredyt ratalny nie wiąże się dla konsumenta z dodatkowymi kosztami. Standardem są dzisiaj oferty „0 proc.”, co znacząco zmieniło generalne podejście klientów do zakupów na raty. Kredyty ratalne są również bezpieczne dla banków. Mają one, oprócz kredytów mieszkaniowych, najlepszy wskaźnik szkodowości, mierzony BIK Indeksem jakości 1,3%. Dla porównania Indeks ten dla kredytów gotówkowych wynosi 3,9% – wyjaśnia Prezes Zarządu BIK.

Kredyty mieszkaniowe – najniższy spadek wartości udzielonego kredytowania

Po pierwszym szoku w wyniku pandemii i gwałtownym spadku popytu na kredyty mieszkaniowe w okresie marzec – maj ub. r., przy czym najwyższy spadek 27,7% (w porównaniu z majem 2019 r.) wystąpił w maju 2020 r., popyt zaczął się stopniowo odbudowywać, a od sierpnia jest on już dodatni. W całym 2020 r. liczba wniosków kredytowych o kredyt mieszkaniowy spadła, w porównaniu z 2019 r., tylko o 0,6%. Warto podkreślić, że ten rodzaj kredytu odnotował najniższy spadek popytu w porównaniu do wszystkich produktów kredytowych.

Banki po zaostrzeniu warunków przyznawania kredytu mieszkaniowego w pierwszych miesiącach pandemii, od drugiego półrocza ub. r. zaczęły stopniowo łagodzić kryteria polityki kredytowej. Wpłynęło to na wartość udzielanych hipotek, która spadła w stosunku do 2019 r. jedynie o 2,9%.

Przyczyną takiego wyniku jest głęboki spadek liczby udzielanych kredytów na niższe kwoty. Dodatnie dynamiki liczby udzielonych kredytów mieszkaniowych dotyczą jedynie kredytów wysokokwotowych, których w przedziale 350-500 tys. zł, udzielono o 8,1% więcej a powyżej 500 tys. zł o 11,5% więcej. Prawie połowa wartości (48%) udzielonych w 2020 r. kredytów mieszkaniowych to kredyty powyżej 350 tys. zł.

– Utrzymanie zainteresowania kredytami mieszkaniowymi w dobie pandemii spowodowane jest kilkoma czynnikami. Jednym z kluczowych jest środowisko rekordowo niskich stóp procentowych, któremu towarzyszył brak pogorszenia się kondycji finansowej dużej części gospodarstw domowych. Pomimo początkowych obaw co do sytuacji na rynku pracy w dobie pandemii, podjęte działania osłonowe zapobiegły wzrostowi bezrobocia. Ponadto, po trzymiesięcznym spadku (maj – lipiec) średniej kwoty wnioskowanego kredytu, od lipca nastąpił ponowny wzrost, a w grudniu średnia wartość wnioskowanego kredytu uzyskała wręcz historyczny rekord w wysokości 307 tys. zł. Jest to konsekwencja wzrostu cen na polskim rynku nieruchomości i liberalizacji wymagań banków, co do wysokości wkładu własnego – tłumaczy prezes BIK.

Głębokie spadki w kredytach gotówkowych i pożyczkach pozabankowych

Jeszcze przed pandemią popyt na kredyty gotówkowe zaczął spadać. W styczniu i lutym widoczny był spadek na poziomie ok. 3%. Pandemia tylko pogłębiła ten trend w okresie marzec – maj 2020 r. Przy czym w kwietniu ub. r. spadek ten wyniósł aż 44,4%. W kolejnych miesiącach spadki wyhamowały, a w grudniu powróciły do poziomu sprzed pandemii, czyli -3,6%. W całym 2020 r. popyt na ten rodzaj kredytów spadł o 14%.

Stopniowa poprawa popytu nie przełożyła się jednak na wartość udzielonego finansowania. W 2020 r. banki udzieliły kredytów gotówkowych na kwotę o 30% niższą niż w 2019 r.

– Ostrożność banków związana z udzielaniem kredytów gotówkowych, szczególnie w zakresie kredytów wysokokwotowych oraz konsolidacji, ma racjonalne podstawy. Bowiem szkodowość kredytów gotówkowych jest najwyższa ze wszystkich produktów kredytowych (nie uwzględniając pożyczek pozabankowych) mierzona przez BIK Indeksem Jakości wyniosła po grudniu 2020 3,9%. Ponadto, przy ograniczeniach co do wysokości oprocentowania oraz zapisów małego TSUE, powoduje zmniejszenie atrakcyjności tego rodzaju kredytów. Co więcej, banki próbując ograniczać ryzyko kredytowe, koncentrowały się na klientach własnych, nie poszerzały w związku z tym bazy klientów poprzez konsolidowanie kredytów udzielonych przez inne banki – dodaje prezes BIK.

Jeszcze większą zapaścią zakończył się rok ubiegły na rynku pożyczek pozabankowych. W całym 2020 r. popyt na pożyczki spadł o rekordowe 38,9% w porównaniu z 2019 r., przy czym w kwietniu 2020 r. aż o 63,8%.

Firmy pożyczkowe zakończyły rok 2020 sprzedażą na poziomie 4,8 mld zł, co oznacza spadek wartości udzielonego finansowania  r/r o 33%. Znaczące wyhamowanie na rynku pożyczek pozabankowych miało swoje źródło zarówno w wyraźnym spadku popytu na finansowanie potrzeb konsumenckich, jak i niekorzystnych zmianach legislacyjnych dla tej branży.

– Poza pandemią, na niekorzystny wynik rynku pożyczkowego w 2020 r. wpłynęły zmiany legislacyjne, które istotnie obniżyły górny pułap możliwych do osiągnięcia przychodów przez firmy pożyczkowe. Jednak na rok 2021 można patrzeć z pewną dozą optymizmu. Po pierwsze, ograniczenie limitu kosztów pozaodsetkowych ma obowiązywać do końca czerwca 2021 r. Po drugie, firmy pożyczkowe dostosowały swoje modele biznesowe i ofertę produktową do nowych warunków – mówi dr Mariusz Cholewa.


Stabilna jakość kredytów w dobie pandemii

BIK mierzy jakość kredytów na dwa sposoby. Pierwszy, klasyczny NPL, wskazuje że w 2020 r. jakość kredytów ratalnych utrzymała się na poziomie z grudnia 2019 r. a mieszkaniowych – nawet lekko poprawiła się o 0,1 p.p., wyniosły odpowiednio 9,6% oraz 2,7%. Niewielkie pogorszenie NPL o 0,3 p.p. odnotowały kredyty gotówkowe, osiągając na koniec 2020 r. wartość 13,1%. Najniższe odczyty jakości charakteryzują pożyczki pozabankowe. W ich przypadku na koniec grudnia 2020 r. wskaźnik NPL wyniósł 43,4% i był wyższy o 9,5 p.p. w porównaniu z grudniem 2019 r.

Drugi miernik, BIK Indeks Jakości, pokazuje udział nowych defaultów (kredytów przeterminowanych powyżej 90 dni) w portfelach kredytów klientów indywidualnych. Grudniowy odczyt Indeksu jakości portfela kredytów mieszkaniowych wyniósł 0,5%. Natomiast wartość Indeksu w przypadku kredytów gotówkowych wyniosła 3,9%, a ratalnych 1,3%.

W całym 2020 r. poprawiła się jakość wszystkich produktów kredytowych. Najbardziej kredytów gotówkowych (-2,09) i kredytów ratalnych (-0,86). Najmniej polepszyła się jakość kredytów mieszkaniowych (-0,29).

Wszystkie indeksy na koniec 2020 r. nadal pokazują bezpieczny poziom ryzyka portfela kredytów udzielanych gospodarstwom domowym. Średnie roczne wartości odczytów Indeksów dla większości portfeli kredytowych są najniższe w okresie ostatnich pięciu lat (2016-2020). Duży wpływ na spadek wartości nowych defaultów miały wprowadzone moratoria kredytowe.

– Pomimo wcześniejszych obaw COVID 19 nie wpłynął na pogorszenie jakości kredytów dla gospodarstw domowych. Wpływ na to miały dwa działania. Po pierwsze, pomoc publiczna w ramach tarcz finansowych, która zobowiązała firmy korzystające z tarczy do nie zwalniania pracowników – co w dużej części zahibernowało rynek pracy. Po drugie, sektor bankowy z własnej inicjatywy zaproponował moratoria kredytowe zawieszające spłaty na 3 a nawet 6 miesięcy. W związku z tym ewentualne twarde defaulty mogą wystąpić dopiero po 3 miesiącach od zakończenia „wakacji kredytowych”. Z obserwacji BIK-u wynika, że 95% kredytobiorców, którym skończył się okres zawieszenia spłaty wraca do normalnej spłaty. Ponadto w ramach działań legislacyjnych uchwalono dodatkowe ustawowe moratoria dla klientów indywidualnych – mówi dr Mariusz Cholewa, Prezes Zarządu BIK.

Prognoza BIK – szanse i zagrożenia dla rynku kredytowego

Prognoza na 2021 r. wartości udzielanych kredytów jest dużym wyzwaniem. Należy bowiem wziąć pod uwagę szereg czynników. Zmieniająca się sytuacja pandemiczna, powodującą kolejne ograniczenia lub ich znoszenie, będzie się przekładała na zróżnicowaną sytuację gospodarczą w ciągu roku (trudne pierwsze półrocze, zdecydowane odbicie w drugim półroczu, dobra końcówka roku).

Wraz z poprawą sytuacji banki będą łagodzić warunki udzielania kredytów (wzrost poziomu akceptacji, zmniejszenie wymagań odnośnie wkładu własnego).

Odroczony popyt a tym samym odroczone decyzje zakupowe w związku z brakiem możliwości ich realizacji w okresie lockdownu, powinny wywołać dynamiczny impuls wzrostowy.

Czynnikiem niepewności co do stanu rynku kredytowego jest przyszła sytuacja na rynku pracy. Z jednej strony możliwy będzie wzrost bezrobocia w wyniku wygaśnięcia ograniczeń w redukcji zatrudnienia, zapisanych w tarczach pomocowych. Z drugiej jednak strony, rynek pracy może się ożywić w przypadku ewentualnego dynamicznego wzrostu w II półroczu 2021 r.

– Perspektywy dla rynku kredytowego w 2021 r. widziałbym z umiarkowanym optymizmem. W wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych – wzrost o 13,9% w porównaniu do roku 2020 r. Daje to sprzedaż na poziomie 72 mld zł. Dla  kredytów gotówkowych – wzrost o 16,1%, czyli wartość osiągnie 60 mld zł. A w kredytach ratalnych szacujemy wzrost na poziomie 4,8% , co przekłada się na 15,3 mld zł nowej akcji kredytowej w tym segmencie – zapowiada Prezes Zarządu BIK.

Centra handlowe otwarte od 1 lutego

  • Długo wyczekiwana przez branżę centrów handlowych decyzja o zakończeniu lockdownu i odmrożeniu handlu jest dla wielu przedstawicieli z branży handlowej jedyną szansą, by rozpocząć walkę o przetrwanie i ograniczenie ryzyka bankructwa.
  • 1 lutego nastąpi pełne otwarcie sklepów w centrach handlowych, które były i są gotowe na przyjęcie klientów i funkcjonowanie w najwyższym rygorze sanitarnym.
  • PRCH apeluje o wyznaczenie nowego terminu niedzieli handlowej, która przypada na czas lockdownu, tj. 31 stycznia.

Wraz z początkiem lutego nastąpi otwarcie galerii handlowych po trzecim lockdownie trwającym 5 tygodni. W ciągu ostatnich 12 miesięcy centra handlowe i znacząca część najemców zostali zmuszeni do znaczącego ograniczenia swoich operacji przez 15 tygodni. Zgodnie z dzisiejszą decyzją rządu w centrach handlowych ponownie funkcjonować będą wszystkie sklepy i punkty usługowe niezależnie od asortymentu i powierzchni. Zamknięte pozostaną rozrywka i fitness, a gastronomia nadal będzie funkcjonować z opcją na wynos i w dostawie (konkretne regulacje znajdą się w obowiązującym od 1 lutego 2021 r. rozporządzeniu epidemicznym). Rząd podjął także decyzję o zniesieniu godzin dla seniorów.

Uwolnienie handlu w centrach może uchronić wiele podmiotów związanych z branżą galerii handlowych przed upadłością i zapobiec konieczności dalszego ograniczenia zatrudnienia. Pierwsze miesiące roku to dla handlu okres upłynniania towaru przechowywanego w magazynach.  Dzięki decyzji o pełnym otwarciu sklepy będą miały szansę rozpocząć sprzedaż tego asortymentu, który z każdym dniem traci na wartości oraz pozyskać środki na zakup kolejnego na przyszłe sezony.

Od powrotu klientów do centrów handlowych zależy utrzymanie ciągłości funkcjonowania handlu w Polsce, który w 2019 r. stanowił 15,5 proc. PKB. Galerie handlowe są głównym kanałem dystrybucji towarów większości polskich marek modowych, obuwniczych, jubilerskich i sieci z elektroniką oraz tysięcy powiązanych z nimi lokalnych biznesów. Branża handlowa zatrudnia około 400 tys. pracowników, dlatego uruchomienie galerii i umożliwienie klientom powrotu do zakupów stacjonarnych w centrach handlowych pomoże uratować miejsca pracy.

Liczymy, że wraz z końcem stycznia, zakończy się ostatni z tak wyniszczających dla sektora centrów handlowych lockdownów. Analiza danych pokazuje, że zamykanie placówek handlowych w galeriach nie ma uzasadnienia. Otwarcie galerii w grudniu ub. roku nie przełożyło się na wzrost zachorowań. Realizowany jest już narodowy program szczepień. Dodatkowo przed nami  perspektywa sezonu wiosenno-letniego, w którym jak pokazują doświadczenia z 2020 roku wirus wolniej się rozprzestrzenia. Wszystko to pozwala mieć nadzieję, że możliwe będzie prowadzenie działalności bez ograniczeń. Oczywiście w najwyższym reżimie sanitarnym, jak miało to miejsce dotychczas” – podkreśla Zarząd PRCH.

Obiekty handlowe działały, działają i będą działać z zachowaniem najwyższych standardów sanitarnych. PRCH podkreśla, że centra handlowe są jednymi z najbezpieczniejszych obiektów w przestrzeni publicznej. Środki bezpieczeństwa w galeriach handlowych są dostosowane do krajowych zaleceń Głównego Inspektoratu Sanitarnego i Ministerstwa Rozwoju Pracy i Technologii. W obiektach handlowych wdrożono wytyczne WHO oraz specjalistyczne wymogi Safe Shopping Centres – międzynarodowej organizacji certyfikującej bezpieczeństwo w punktach handlowych. Na każdym etapie wizyty w centrum handlowym systemy informacyjne, komunikaty głosowe i obsługa przypominają kupującym o konieczności przestrzegania zasad DDM. Prowadzony na bieżąco monitoring pozwala efektywnie kontrolować liczbę klientów przebywających w obiekcie i zapobiegać przekroczeniu bezpiecznego poziomu.

PRCH w imieniu branży centrów handlowych zaapelowała także do rządu o wyznaczenie nowego terminu, który zrekompensuje stratę jednej niedzieli handlowej przypadającej na czas lockdownu – 31 stycznia i umożliwi placówkom handlowym i usługowym przyjęcie klientów. W obecnej dramatycznej sytuacji sektora każdy dzień prowadzenia działalności i generowania obrotów ma znaczenie – szczególnie dla przedsiębiorstw, które znajdują się w ciężkiej sytuacji finansowej, a w wielu przypadkach na skraju bankructwa.

Skutki trzech lockdownów są nieodwracalne i doprowadziły do poważnego zachwiania płynności finansowej, zarówno najemców, jak i wynajmujących. Właściciele i zarządcy galerii handlowych, apelują o objęcie ich programem wsparcia państwa w ramach tarcz pomocowych, w tym dofinansowania kosztów stałych przedsiębiorstw obejmujących także czynsze i uregulowania kwestii artykułu 15 ze ustawy covidowej, który w obecnym kształcie jest sprzeczny z polskim porządkiem prawnym. Dyskryminuje jedną grupę podmiotów gospodarczych – wynajmujących na rzecz innej grupy – najemców. „Oczekujemy równego traktowania wszystkich podmiotów z branży centrów handlowych oraz udzielenia przedsiębiorcom realnego i adekwatnego do ponoszonych strat wsparcia ze strony Skarbu Państwa”zaznacza Zarząd PRCH.

Image Power zamierza zadebiutować na NewConnect w I kwartale 2021

Image Power S.A., producent gier wideo z grupy PlayWay, złożył dokument informacyjny na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Jeszcze w pierwszym kwartale spółka zamierza zadebiutować na NewConnect. Z przeprowadzonej w listopadzie emisji akcji firma pozyskała 1,6 mln zł. W najbardziej zaawansowanej produkcji znajduje się obecnie Yacht Mechanic Simulator, którego powstanie przyspieszył hitowy Car Mechanic Simulator z portfolio PlayWay.

Z satysfakcją informujemy o wykonaniu następnego kroku, który zbliża nas do debiutu na NewConnect. Złożyliśmy Dokument Informacyjny na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie i aktualnie czekamy na decyzję w sprawie dopuszczenia do obrotu akcji spółki. Liczę na to, że wszystkie czynności odbędą się zgodnie z ustalonym harmonogramem i jeszcze w pierwszym kwartale zadebiutujemy na „małym parkiecie”mówi Marcin Zaleński, przewodniczący rady nadzorczej Image Power S.A.

Image Power koncentruje się na budowaniu silnej pozycji producenta symulatorów oraz niskobudżetowych produkcji autorskich. Studio wyróżnia podejście do wyboru tematyki nowych tytułów: często oparta jest ona o pasje i hobby poszczególnych członków zespołu, które następnie bardzo pieczołowicie przenoszone są na grunt gier video, po uprzednim sprawdzeniu ich potencjału na rynku. Największym zapowiedzianym tytułem studia jest Offroad Mechanic Simulator. Obecnie prowadzone są rozmowy ze spółką z grupy PlayWay na temat współpracy przy tym tytule. W bieżącym developingu jest jeszcze Archer, z kolei Yacht Mechanic Simulator znajduje się w najbardziej zaawansowanej fazie produkcji. Pod koniec stycznia wystartuje kampania na Kickstarterze, która ma pomóc udoskonalić projekt. Premiera gry planowana jest na połowę 2021 roku.

W przygotowaniu do debiutu nie zwalniamy tempa i aktualnie pracujemy nad kilkoma dużymi projektami. Dobrze wygląda budowa wishlisty dla Ambulance Simulator, w której gracz będzie jeździł karetką po mieście, udzielając natychmiastowej pomocy medycznej chorym i rannym. Tytuł jest w zaawansowanej fazie produkcji, a w ciągu dwóch miesięcy pojawi się kolejny gameplay z nowymi fragmentami rozgrywki. Jesteśmy też mile zaskoczeni sporym zainteresowaniem nową preprodukcją Creature Lab, w której wcielamy się w genialnego, ale szalonego i zdolnego do wszystkiego naukowca – ocenia Marcin Zaleński.

Jesień ubiegłego roku obfitowała dla Image Power w wiele kluczowych wydarzeń. W listopadzie Spółka pozyskała z emisji akcji 1,6 mln zł. Cena emisyjna wyniosła 30 zł za sztukę i była o 50 proc. wyższa niż przy poprzedniej ofercie. Przy tym kursie wycena Spółki przekroczyła 46 mln zł. W tym samym miesiącu odbyła się premiera pierwszej autorskiej produkcji – gry Dieselpunk Wars. Tytuł zadebiutował 19 listopada na platformie Steam, zbierając w większości pozytywne oceny. Po podpisaniu umowy z firmą HeartBeat Interactive Entertainment Ltd. – Dieselpunk Wars trafił też do sprzedaży w Chinach. W planach jest także przygotowanie do tego tytułu trybu multiplayer.

Transgraniczne wyjazdy do pracy w 2021- jak będą wyglądać

Bezpieczeństwo i racjonalne decyzje dotyczące wyjazdów do pracy zagranicą w UE będą kluczowe, jeśli chodzi o podejmowanie decyzji o ewentualnym wyjeździe do pracy zagranicą. Pracodawcy, którym będzie zależało na zdobyciu pracowników, będą starali się zabezpieczyć te aspekty, zwłaszcza że przedsiębiorcy deklarują duże potrzeby kadrowe, pomimo niepewności co do przyszłej sytuacji epidemicznej.

Wielu pracodawców stara się niejako na zapas zabezpieczyć swoje zasoby kadrowe. Chociaż mamy dopiero styczeń, mamy już liczne zamówienia na pracowników na miesiące wiosenne. To oczywiście dobra prognoza, świadczy to o optymizmie pracodawców na kolejny rok. Mamy wiele zapytań z np. Irlandii  i Niemiec, jednak z drugiej strony są też kraje, które bardzo mocno doświadczyły trudnej, pandemicznej sytuacji, chociażby Włochy, do poszukiwania pracowników na kolejny rok podchodzą z dużym dystansem.  Finalnie, na wyjazdy ogromny wpływ na wyjazdy będzie mała sytuacja epidemiczna i restrykcje w poszczególnych krajach. Na dzień dzisiejszy sytuacja zmienia się tak naprawdę z dnia na dzień, a w wielu wypadkach obostrzenia są zróżnicowane w zależności od regionów. Tak jest chociażby w Niemczech. Wyczuleni na przepisy muszą być zarówno pracownicy jak i pracodawcy. Z tego powodu w wielu przedsiębiorstwach działy prawne przez ostatni rok bardzo się rozrosły, z jednego konsultanta do kilku a nawet kilkunastu prawników analizujących i interpretujących przepisy. Decydują się na outsourcing i muszą to zabudżetować.

Nowe trendy

Dbałość o bezpieczeństwo, redukcja stresu i elastyczność to trendy które będą dominować na rynku pracy w 2021 roku. Pracodawcy dużo większą wagę przykładają do higieny, odległości pomiędzy pracownikami, w wielu przypadkach obowiązkowe jest noszenie nie tylko maseczek, ale całego ubrania ochronnego. Pojawiają się też nowe procedury bezpieczeństwa, BHP stało się dużo bardziej istotne, opracowywane są również nowe, wewnątrzfirmowe i dosyć restrykcyjne zasady. W firmach produkcyjnych już wprowadzane są zasady zmianowe, tak aby poszczególne grupy nie mały ze sobą kontaktu. Zalecamy również wykonywanie testów przed wyjazdem. Ma to wiele zalet, po pierwsze zmniejsza ryzyko konieczności odbycia kwarantanny po przekroczeniu granicy, po drugie, jest do dobrze odbierane przez pracodawców oraz lokalne sanepidy. Rekomendujemy również wykupienie dodatkowego ubezpieczenia, które zapewni środki na utrzymanie na wypadek ewentualnej choroby.

Branże, które pomimo pandemii potrzebują pracowników, to przede wszystkim te, które w których liczy się terminowość i sprawność, jak budowlanka czy produkcja. Potrzebni są też elektrycy, instalatorzy elektryczni, magazynierzy czy pielęgniarki. Branżami, które zostały wyjątkowo dotknięte przez kryzys związany z pandemią jest niewątpliwie turystyka i hotelarstwo. Praca tymczasowa opiera się między innymi na tych dwóch branżach, w tym momencie zapotrzebowanie na pracowników sezonowych jest na zerowym poziomie. Analizując raporty z rynków poszczególnych państw UE, możemy zobaczyć jednak optymistyczne dane.  Zapewne jest to efekt idących w setki miliardów euro oraz złotych pakietów pomocowych. Nie ma jednak pewności jak długo taki stan rzeczy pozostanie i czy wiosną dane będą równie optymistyczne.

Autorski komentarz przygotowany przez Karolinę Serwańską – Dyrektor Zarządzającą w agencji pracy HR International.

Ustawa „Lokal za grunt” – jakie szanse i ryzyka niesie ze sobą dla polskiej mieszkaniówki?

„Lokal za grunt”, czyli legislacyjny remake z „social mixem” w tle.

Szeroko nagłaśniana już od dłuższego czasu w mediach ustawa „lokal za grunt” została podpisana przez prezydenta i z początkiem kwietnia br. zapoczątkuje swoją misję. Nadzieje związane z nową regulacją, będącą rynkowym fragmentem szerokiego pakietu mieszkaniowego, wydają się przeogromne, przede wszystkim wśród rządowych gremiów odpowiedzialnych za rozwój mieszkaniówki. Pytanie jednak, na ile realne.

Skąd my to znamy, czyli do trzech razy sztuka

Sama idea ustawy „lokal za grunt”, czyli w pełnym brzmieniu „o rozliczaniu ceny lokali lub budynków w cenie nieruchomości zbywanych z gminnego zasobu nieruchomości”, przygotowanej przez Ministerstwo Rozwoju, Pracy i Technologii, na pozór wydaje się prosta w swojej konstrukcji i możliwa do wdrożenia w życie bez większych problemów. W największym uproszczeniu chodzi o to, że w zamian za zbycie gruntu inwestorowi gmina otrzyma określoną, przyjętą w umowie z nim zawartej liczbę lokali, przede wszystkim służących zaspokajaniu lokalnych potrzeb mieszkaniowych. Ale nie tylko, bowiem poza funkcją mieszkalną dopuszczalne jest przekazywanie lokali pod działalność zdrowotną, edukacyjną czy kulturalną. Poza tym gmina będzie mogła liczyć na bezzwrotne wsparcie państwa przy realizacji infrastruktury technicznej i społecznej.

Jednak lektura treści ustawy może przywoływać odczucia w stylu „deja vu”, czyli innymi słowy „skąd my to znamy?”. Jak się bowiem okazuje, analogiczny pomysł znajdziemy już w ustawie z dnia 20 lipca 2017 r. o Krajowym Zasobie Nieruchomości. Wówczas to za możliwość nabycia gruntu z KZN na przetargu, a więc de facto po cenie rynkowej, inwestor musiał zobowiązać się do przekazania 70 proc. powierzchni użytkowej wybudowanych lokali pod wynajem „za pół darmo” w ramach programu Mieszkanie Plus. Stawki najmu regulowanego zawierały się bowiem w dość absurdalnym przedziale 10-20 zł/mkw., a w ramach opcji z dojściem do własności po 30 latach w zakresie 12-24 zł/mkw. Brak elementarnej logiki rentowności sprawił, że ustawa szybko odeszła do lamusa z etykietą legislacyjnego bubla.

Co ciekawe, pomysł udostępniania nieruchomości z KZN deweloperom w zamian za przekazanie wybudowanych nań mieszkań do programu Mieszkanie Plus, nieoczekiwanie odżył po wyborach parlamentarnych 2019 r. Nawiązana wówczas współpraca pomiędzy nowym i – jak się wydawało – wyjątkowo kreatywnym kierownictwem Ministerstwa Rozwoju a PZFD, tym razem wydawała się zaowocować zupełnie nowym otwarciem w krajowej mieszkaniówce. W mediach pojawiły się dziesiątki artykułów z hasłem „Deweloperzy w programie Mieszkanie Plus”, a obok nich liczne opinie rynkowych ekspertów, inwestorów i decydentów wychwalających na wszelkie sposoby rządową inicjatywę. Tymczasem ci ostatni po kilku tygodniach nagle zamilkli, wycofali się rakiem z szeroko nagłaśnianych deklaracji, co gorsza bez jakiegokolwiek uzasadnienia.
W ten sposób uczestnicy rynku nieruchomości doczekali kolejnej inicjatywy pod hasłem „lokal za grunt”, czyli aktywizacji wykorzystania parceli z publicznych zasobów dla rozwoju krajowego rynku mieszkaniowego. Pytanie, czy zasada „do trzech razy sztuka” znajdzie tym razem swoje potwierdzenie.

Konflikt interesów, czyli diabeł tkwi w szczegółach

Aby ocenić prawdopodobieństwo rynkowego sukcesu przedmiotowych przepisów, należy nieco dokładniej przyjrzeć się ich treści. Chodzi przede wszystkim o cenę wywoławczą zbywanej w ramach przetargu gminnej nieruchomości oraz stawkę za 1 mkw. lokalu przekazywanego gminie przez inwestora w ramach rozliczenia, która jest ustawowo ograniczona. Ograniczenie to warunkuje wartość średniego wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 mkw. powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych w rozumieniu ustawy z dnia 20 lipca 2018 r. o pomocy państwa w ponoszeniu wydatków mieszkaniowych w pierwszych latach najmu mieszkania, z możliwością tylko nieznacznego podwyższenia.
Innymi słowy, deweloper realizujący inwestycję na nabytym od gminy gruncie, najpewniej po wyśrubowanej w przetargu rynkowej cenie, będzie zobowiązany do przekazania jej określonej w umowie liczby lokali z ceną rozliczeniową nawet poniżej kosztów własnych budowy, o marży warunkującej jakikolwiek zysk nawet nie wspominając. Aby więc go osiągnąć będzie musiał sprzedać po możliwie jak najwyższych stawkach rynkowych jak największą liczbę mieszkań z puli, której umowa z gminą nie dotyczy.

Tymczasem o podstawowych parametrach transakcji określających rentowność inwestycji z punktu widzenia inwestora, czyli m.in. warunkach przetargu (cenie wywoławczej), standardzie i liczbie przekazanych lokali, czy ich ostatecznej cenie rozliczeniowej będzie decydować rada gminy w specjalnej uchwale o zbyciu nieruchomości. Nietrudno się domyślić, że w tych okolicznościach ewidentnego konfliktu interesów do osiągnięcia porozumienia konieczna będzie wyjątkowej miary dobra wola obu stron kontraktu.

„Social mix” i inne czynniki ryzyka

Akceptacja warunków umowy pomiędzy inwestorem a gminą jako podstawowy warunek osiągniecia konsensusu nie jest jedynym czynnikiem ryzyka powodzenia misji nowej regulacji. Samorządy (jak zresztą sama nazwa wskazuje) nie są jak wiadomo wielkimi entuzjastami odgórnego narzucania im w formie regulacji prawnych standardów funkcjonowania, w tym przede wszystkim dotyczących ich majątku czy współpracy z instytucjami zewnętrznymi z inwestorami na czele. Tym sposobem istotnym problemem może tu być ograniczone zainteresowanie tematem przez same gminy.

Nie najlepiej nowym przepisom wróży też fakt, że w przedmiotowej inwestycji będą obowiązywały różne ceny lokali – pierwsza (niższa) do rozliczenia nabycia gruntu , i druga, raczej istotnie wyższa bo zawierająca pełny koszt budowy plus marżę dewelopera, dla nabywców komercyjnych.

I stąd też obawa, że tego typu inwestycje będą niosły ze sobą wysoki stopień ryzyka dla deweloperów. Wynika to z faktu konieczności upłynnienia pozostałych po rozliczeniu z gminą lokali po cenach rynkowych, gwarantujących zysk przedsiębiorcy. Tymczasem może być z tym pewien problem.

Wynika on z nadzwyczaj optymistycznego założenia autorów ustawy, a dotyczącego osiągniecia korzystnego ich zdaniem „social mixu” poprzez koncentrację na jednym osiedlu i w ramach pojedynczego budynku mieszkań o różnym statusie. Ustawa bowiem wprost prowadzi do sytuacji, w której z nabywcami mieszkań na własny użytek sąsiadować będą najemcy komercyjni, najemcy TBS-ów, najemcy komunalni, a być może i rezydenci lokali socjalnych. W ten sposób intencją ustawodawcy ma być aktywne zapobieganie szerzeniu się zjawiska gettoizacji, jakże często stanowiącej piętno budynków stricte komunalnych. Pytanie, czy idea zakładająca poprzez wspólne zamieszkiwanie zaawansowaną integrację diametralnie różnych klas społecznych z klasą średnią na czele, ma realne szanse na materializację.

Niestety tego typu eksperyment, choć z całą pewnością niezwykle interesujący z socjologicznego punktu widzenia, ma raczej wyłącznie iluzoryczne perspektywy zyskania rynkowej popularności. Sprzedaż mieszkań po stawkach rynkowych w tego typu inwestycjach tworzących osiedla o statusie, któremu trudno będzie przypisać walory wysokiego prestiżu, może okazać się mocno problematyczna, czyniąc tym samym ryzyko inwestora trudne do zaakceptowania. W tej sytuacji ustawa „lokal za grunt” ma spore szanse stać się kolejnym w ostatnich latach aktem prawnym dotyczącym mieszkaniówki o dyskusyjnym znaczeniu dla jej statystyk inwestycyjnych.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Organ odmówił firmie prawa do odliczenia VAT, bo ta podczas rozmów biznesowych nie wylegitymowała swoich kontrahentów

Firma kupiła cztery ciężarówki, po czym je odsprzedała. Następnie rozliczyła koszty ich nabycia w prowadzonej działalności. Jednak fiskus odmówił jej prawa do odliczenia VAT z faktur dokumentujących ich zakup. Organy skarbowe nie negowały, że firma faktycznie nabyła TiR-y. Co więcej, dokumenty potwierdzały nawet ich dalszą odsprzedaż. Tyle że organy uznały, że nie kupiła ich od podmiotu widniejącego na fakturze. Fiskus oskarżył więc przedsiębiorcę o niedochowanie należytej staranności w transakcjach handlowych, między innymi dlatego, że nie wylegitymował właścicieli sprzedającej firmy przed dokonaniem transakcji. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie, biorąc przedsiębiorcę w obronę, wskazał organom, że przy nawiązywaniu rozmów biznesowych nie jest w zwyczaju wymiana dowodów tożsamości, a co najwyżej wizytówek, dlatego też: „…wbrew ocenie organów, nie może być uznane za wykraczające poza przyjęte standardy zachowania w relacjach biznesowych, nie żądanie od osób przedstawiających się jako właściciele – okazania dowodów osobistych lub innych dokumentów w celu potwierdzenia ich tożsamości” (wyrok z 28 października 2020 r., sygn. akt I SA/Lu 448/20).

Cztery faktury VAT nabycia zakwestionowane podmiotowo

W styczniu 2016 r. przedsiębiorca zakupił 4 samochody ciężarowe od firmy A. Z tytułu tych nabyć w ramach prowadzonej przez siebie działalności dokonał rozliczenia podatku VAT naliczonego na fakturach zakupu. Ale naczelnik urzędu skarbowego uznał, że nie ma do tego prawa, gdyż faktury te nie dokumentują transakcji pomiędzy podmiotami na nich figurującymi.

Rozpoznający odwołanie przedsiębiorcy dyrektor izby administracji skarbowej nie uwzględnił go, podnosząc, że firma A będąca wystawcą faktur i sprzedawcą ciężarówek w okresie od 1 stycznia 2015 r. do 31 grudnia 2016 r., pomimo zarejestrowanej działalności gospodarczej i posiadania statusu podatnika VAT, nie prowadziła rzeczywistej i samodzielnej działalności gospodarczej, a jedynie firmowała działalność innego podmiotu. Zatem przedsiębiorca nie mógł nabyć aut wskazanych na zakwestionowanych fakturach, a więc i dokonać ich dalszej odprzedaży, mimo że organ przyznał, m.in. na podstawie zeznań świadków, że zdarzenia ujęte na zakwestionowanych fakturach miały miejsce w rzeczywistości, tzn. przedsiębiorca kupił te ciężarówki.

Nabycie towaru od firmanta

Nawiązując do orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE, organ tłumaczył, na czym polega firmowanie działalności innego podmiotu. Nabywając towar od firmanta, decydujące dla ustalenia prawa podatnika do obniżenia podatku należnego o kwotę VAT wykazaną na fakturach wystawionych przez firmanta jest ustalenie, czy nabywający od niego towar działał w dobrej wierze, z zachowaniem zasad należytej staranności, tj. nie wiedział i nie mógł się dowiedzieć, że uczestniczy w oszustwie podatkowym. Od podmiotów profesjonalnie działających w obrocie gospodarczym, a więc przedsiębiorców, wymaga się szczególnej staranności. Przedsiębiorca, który jej nie dokłada kosztem osiągnięcia za wszelką cenę zysku, nie może później powoływać się na brak świadomości co do uczestnictwa w oszukańczym procederze. A w tej sprawie organ zarzucił firmie, że jej przedstawiciel, dokonując zakwestionowanego nabycia:

  • przy wpłacie zaliczki jego podejrzeń nie wzbudziła rozbieżność pomiędzy pieczęcią na dokumencie KP wskazująca, iż jego wystawcą jest firma A, podczas gdy miejscem zawierania transakcji była siedziba firmy B;
  • przyjął dokument KP sygnowany tylko parafą, a nie imieniem i nazwiskiem osoby;
  • przeoczył nieaktualny adresu firmy A na pieczęci na dowodzie KP;
  • w chwili omawiania szczegółów transakcji nie wylegitymował osób, z udziałem których prowadził rozmowy.

Profesjonalne podejście firmy do transakcji

Analizując sprawę, Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie stwierdził, że skarżącej firmie nie można przypisać niedochowania należytej staranności w weryfikacji sprzedawcy ciężarówek, a tym bardziej nie można przypisać jej potencjalnej świadomości uczestnictwa w oszustwie. W ocenie sądu dokonana przez przedsiębiorcę weryfikacja kontrahenta nie odbiegała od standardów właściwych dla branży handlu pojazdami. Obecnie w obrocie gospodarczym nawiązywanie kontaktów z kontrahentami za pośrednictwem internetu nie narusza tych standardów. Za sprawdzeniem sprzedającego przemawiają także zeznania świadków, pracowników skarżącej, którzy udali się na miejsce przechowania ciężarówek, a które to miejsce wskazywało na szeroki zakres prowadzonej tam działalności. To wzbudziło zaufanie spółki do przyszłego kontrahenta. Dokonali także szczegółowych oględzin pojazdów, które miały być przedmiotem transakcji. Wszystkie te działania świadczą zdaniem sądu o profesjonalnym podejściu skarżącej firmy do transakcji.

Kontrahent widniał w odpowiednich rejestrach

Poza tym, kontrahent był ujawniony w Centralnej Ewidencji i Informacji Gospodarczej jako prowadzący działalność gospodarczą i posiadał status czynnego podatnika VAT. Niezgodność adresów siedziby firmy sprzedającej z pieczęcią ma znaczenie marginalne, i na pewno nie jest – jak chciałby tego organ – czynnikiem, który powinien skłonić przedsiębiorcę do wzmożonej weryfikacji sprzedającego, skoro dokonał on sprawdzenia istnienia firmy w odpowiednich rejestrach.

Fiskus sam wykrył nieprawidłowości dopiero po roku od transakcji

Sąd zaznaczył, że organy całkowicie pominęły fakt, iż zakupione przez przedsiębiorcę ciężarówki istniały, a dokumentacja potwierdza, że na wcześniejszym etapie obrotu nimi ich nabywcą był kontrahent przedsiębiorcy. Do tego dalszą ich odsprzedaż przez skarżącego potwierdza system CEPiK. WSA zauważył także, że organy obu instancji oceniały dokonaną przez skarżącą firmę transakcję wyłączenie przez pryzmat jej kontrahenta, a którego to nierzetelność ustaliły po przeprowadzonych względem niego kontrolach dopiero w rok później. Fiskus obarczył więc firmę negatywnymi konsekwencjami nieprawidłowości w działaniu tego podmiotu, a które to nieprawidłowości ustalił dopiero w rok po zakwestionowanej transakcji.

Kto wchodzi do firmy i domaga się od właścicieli wylegitymowania?

Uchylając decyzję dyrektora izby administracji skarbowej, WSA odniósł się również szeroko do jego zarzutu niedochowania przez firmę należytej staranności przy dokonywaniu transakcji:

„…sprawdzanie tożsamości osób przedstawiających się jako właściciele firmy w miejscu jej siedziby poprzez ich wylegitymowanie, w cenie sądu, w świetle zasad doświadczenia życiowego nie mieszczą się w kanonie zachowań w relacjach biznesowych. W praktyce obrotu gospodarczego trudno bowiem oczekiwać nawet od bardzo skrupulatnego przedsiębiorcy, aby osoba wchodząca do siedziby firmy z zamiarem nawiązania współpracy, żądała okazania jakichkolwiek dokumentów potwierdzających tożsamość osób, które jawią się jako jej właściciele bądź przedstawiciele. Zwyczajowym akcentem pierwszych spotkań jest wymiana wizytówek, a nie dokumentów tożsamości” (wyrok WSA w Lublinie z 28 października 2020 r., sygn. akt I SA/Lu 448/20).

Jak stwierdził WSA, nawet takie sprawdzenie kontrahenta poprzez jego wylegitymowanie w okolicznościach tej sprawy nie doprowadziłoby do ujawnienia, że jest on jedynie firmantem.

Państwo policyjne

Niniejsza sprawa to kolejny absurd, z jakim przyszło się mierzyć przedsiębiorcom w relacjach z fiskusem. Bo organy podatkowe, warunkując uznanie należnego firmie prawa do odliczenia podatku z tytułu dokonanych zakupów, domagały się od niej absurdalnych zachowań. Idąc tym tokiem postępowania urzędników, przedsiębiorcy, nabywając wkrótce paliwo do swoich aut, będą na stacji benzynowej legitymować pracowników, aby sprawdzać, czy faktycznie są na tej stacji zatrudnieni. A i zgodność adresu z pieczątki na fakturze z miejscem tankowania też trzeba będzie sprawdzać. Rozmowa dwóch biznesmenów wyglądać może następująco: – Dzień dobry, miło mi pana poznać, bardzo się cieszę, że zechciał pan ze mną nawiązać współpracę. Niemniej, czy może się pan najpierw wylegitymować? A nie zapominajmy, że w tej sprawie organom podatkowym, dysponującym licznymi narzędziami i zasobami ludzkimi, sprawdzenie tego, czy kontrahent firmy jest firmantem, zajęło rok od czasu zawarcia transakcji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Cudzoziemcy w Polsce – podsumowanie 2020 r.

Ważne zezwolenia na pobyt w Polsce posiada obecnie prawie 460 tys. cudzoziemców. W ubiegłym roku liczba ta wzrosła o nieco ponad 34 tys. osób. Sytuacja epidemiologiczna i związane z nią ograniczenia w podróżowaniu zachęcały obcokrajowców do przedłużania pobytu w kraju. Dotyczyło to zwłaszcza obywateli Ukrainy i Białorusi, którzy wcześniej w większym stopniu korzystali z możliwości migracji tymczasowych.

Z 457 tys. cudzoziemców, którzy 1 stycznia 2021 r. posiadali ważne dokumenty pobytowe, największe grupy stanowili obywatele: Ukrainy – 244,2 tys. osób, Białorusi – 28,8 tys., Niemiec – 20,5 tys., Rosji – 12,7 tys., Wietnamu – 10,9 tys., Indii – 9,9 tys., Włoch – 8,5 tys., Gruzji – 7,9 tys., Chin – 7,1 tys. oraz Wielkiej Brytanii – 6,6 tys.

Z danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców wynika, że w 2020 r. największy wzrost wśród obcokrajowców osiedlających się w Polsce dotyczył natomiast obywateli: Ukrainy – o 29,4 tys. osób, Białorusi – o 3,2 tys., Gruzji – o 2,4 tys., Mołdawii – o 1,2 tys. oraz Korei Południowej – o 0,5 tys.

Najwięcej cudzoziemców posiada zezwolenia na pobyt czasowy, które mogą być wydane na maksymalnie 3 lata. Tego typu dokumentami dysponuje obecnie 272,4 tys. osób. Grupa obcokrajowców uprawnionych do stałego pobytu wynosi natomiast 102,1 tys. osób. Zarejestrowany pobyt posiada także 81,5 tys. obywateli państw członkowskich Unii Europejskiej.

Większość wydawanych zezwoleń na pobyt związana jest z aktywnością zawodową – w 2020 r. dotyczyło to 76 proc. cudzoziemców. W związku z tym widoczna jest silna koncentracja cudzoziemców w województwach z największymi ośrodkami miejskimi. Najbardziej popularnymi regionami są województwa: mazowieckie – 119 tys. osób, małopolskie – 52 tys., wielkopolskie – 41 tys. oraz dolnośląskie – 37 tys.

Najczęściej w Polsce osiedlają się osoby młode. Około 60 proc. cudzoziemców posiadających ważne zezwolenia na pobyt to osoby w przedziale wiekowym 18 – 40 lat, a ok. 4 proc. powyżej 60. roku życia.

Powyższe dane nie uwzględniają osób przebywających w Polsce tymczasowo w ramach ruchu bezwizowego lub na podstawie wiz. Nie obejmują również zezwoleń na pobyt czasowy, których okres ważności został tymczasowo wydłużony ze względu na wprowadzenie stanu epidemii.

Urząd do Spraw Cudzoziemców przypomina, że w związku z obecną sytuacją epidemiologiczną, nadal obowiązują zmiany w prawie przewidujące m.in. szczególne rozwiązania dla cudzoziemców w Polsce. Przepisy umożliwiają legalne pozostanie w kraju osobom, które chcą realizować dotychczasowy cel pobytu lub nie mogą opuścić Polski w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2. Szczegółowe informacje można znaleźć na stronie www.udsc.gov.pl.

KIR i PKO Bank Polski konsekwentnie rozwijają technologię blockchain

KIR i PKO Bank Polski zacieśniają współpracę w zakresie rozwoju projektów bazujących na technologii blockchain. Kolejnym wdrożeniem z wykorzystaniem rejestrów rozproszonych, po uruchomieniu trwałego nośnika, jest system raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych. Nowy system został przygotowany jako wspólny projekt partnerskich instytucji, z udziałem Ministerstwa Finansów.

Według ekspertów szacowana wartość globalnego rynku rozwiązań blockchain do końca 2025 roku wyniesie 39,7 miliardów dolarów[1]. Sektor finansowy plasuje się w awangardzie beneficjentów praktycznego zastosowania tej technologii. Również w Polsce pojawia się coraz więcej projektów wykorzystujących zalety blockchain. KIR, działający jako hub technologiczny dla krajowego sektora finansowego, oraz PKO Bank Polski, uznany za sektorowego lidera innowacyjności, mają już na koncie wspólnie zrealizowane projekty w zakresie rozwoju usług na bazie blockchain Hyperledger Fabric (HLF).

– Wdrożenie przeprowadzone z Ministerstwem Finansów i KIR jest precedensem w obszarze jednostek sektora publicznego w Polsce. Jako lider sektora bankowego, dostrzegamy potrzebę ciągłego eksplorowania możliwości stwarzanych przez nowe technologie, co udowodniliśmy już wielokrotnie. Dzięki rozwiązaniom takim jak system raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych, mamy możliwość zwiększania świadomości naszych partnerów z zakresu zalet, realiów implementacji oraz praktycznych zastosowań technologii blockchain – mówi Adam Marciniak, Wiceprezes Zarządu PKO Banku Polskiego.

Nowe wdrożenie to kolejny etap współpracy KIR i PKO Banku Polskiego. Dotychczas firmy udostępniły już takie narzędzia jak trwały nośnik oraz trwały nośnik 2.0, umożliwiające bezpieczne dostarczanie i  przechowywanie dokumentów w sposób całkowicie cyfrowy. W listopadzie 2020 r., dzięki współpracy KIR, PKO Banku Polskiego, IBM, Chmury Krajowej, UKNF, Fundacji Fintech Poland oraz Fundacji Cyberium uruchomiono pierwszą w Polsce Piaskownicę Blockchain, gdzie innowatorzy mogą w  bezpiecznym środowisku nieodpłatnie testować swoje rozwiązania przed wprowadzeniem ich na rynek.

– Wierzymy, że blockchain to technologia, której rozwój warto wspierać. Widzimy korzyści jakie daje praktyczne zastosowanie blockchain, niezależnie od branży. Współpraca z PKO Bankiem Polskim pozwala wspólnie wyznaczać nowe standardy nie tylko dla sektora finansowego, ale dla całej gospodarki – mówi Piotr Alicki, Prezes Zarządu KIR.

Cykl życia transakcji zapisany w blockchainie

W ramach współpracy KIR, PKO Banku Polskiego, partnerów technologicznych IBM i Coinfirm, w  porozumieniu z Ministerstwem Finansów, opracowano system, który zapewnia bezpieczeństwo danych dotyczących transakcji na obligacjach oszczędnościowych. Sieć utworzona na bazie technologii blockchain HLF, ze względu na swoje zdecentralizowanie, gwarantuje nienaruszalność i niezmienność procesowanych danych. W oparciu o tak zbudowaną i zabezpieczoną bazę możliwe będzie, przy użyciu stworzonej w tym celu aplikacji, generowanie raportów bazujących na aktualnych danych.

Lepsze poznanie i zastosowanie technologii blockchain otwiera drogę do szerszego jej wykorzystania w procesie sprzedaży i dystrybucji obligacji skarbowych, ale nie tylko. Uruchomienie w Ministerstwie Finansów innowacyjnego rozwiązania w zakresie pozyskiwania i raportowania danych pozwoli skutecznie wesprzeć proces zarządzania segmentem detalicznych instrumentów skarbowych. To funkcjonalne, a zarazem perspektywiczne narzędzie – podkreśla Karol Czarnecki, Dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów.

System raportowania transakcji zawartych na oszczędnościowych obligacjach skarbowych w technologii blockchain został uruchomiony w Ministerstwie Finansów oraz PKO Banku Polskim w grudniu 2020 roku.

[1] https://www.statista.com/topics/5122/blockchain/

Twarde dane czy subiektywna ocena? Atrakcyjność inwestycyjna miast. Raport ABSL

Najnowszy raport ABSL „Potencjał inwestycyjny polskich miast. Porównanie lokalizacji sektora nowoczesnych usług biznesowych” porównuje atrakcyjność polskich miast dla różnych kategorii centrów nowoczesnych usług biznesowych w zależności od tego jakie pełnią funkcje. Inwestorzy i władze miast otrzymują dodatkowe narzędzie wspierające procesy inwestycyjne. Jest to pierwszy raport uwzgledniający zarówno ranking obiektywny bazujący na twardych danych wskazujących na potencjalną i rzeczywistą atrakcyjność oraz ranking subiektywny opracowany na podstawie ocen menadżerów.

Sektor usług nowoczesnych w Polsce tworzy ponad 1500 centrów obsługi procesów biznesowych (BPO), usług wspólnych (SSC/GBS), IT oraz centrów badawczo-rozwojowych (R&D). Z danych PAIH wynika, że w 2020 r.  podjęto decyzję o lokalizacji w Polsce 58 nowych inwestycji, z czego 44 dotyczyło usług dla biznesu. Ze względu na międzynarodowy charakter usług – 71 proc. podmiotów należy do firm zagranicznych, gros centrów usług biznesowych świadczy je na rzecz klientów z całego świata, tym samym branża jest ważnym eksporterem. Czynnikiem przemawiającym za lokalizacją centrów w Polsce jest korzystna lokalizacja, dogodna strefa czasowa pozwalająca obsługiwać inne regiony oraz potencjał rynku, m. in. pod względem rynku pracy i wielkości zasobów wykształconych pracowników w stosunku do innych gospodarek regionu Europy Środkowej i Wschodniej.

Różne potrzeby inwestorów

Inwestorzy odpowiedzialni za lokalizację centrów nowoczesnych usług biznesowych podejmują decyzje inwestycyjne biorąc pod uwagę szereg różnorodnych czynników w zależności od charakteru centrum usług biznesowych. W raporcie zebrano dane, z których wynika, że co do zasady centra wiedzochłonnych usług biznesowych tzw. KIBS lub centrale regionalne preferują lokalizacje miejskie, w tym duże miasta o metropolitalnym charakterze, zwłaszcza miasta stołeczne. Mniejsze ośrodki są preferowane przez podmioty krajowe bądź zagraniczne, które optymalizują koszty i realizują najprostsze procesy biznesowe. Mniejsze ośrodki lub wręcz obszary poza ośrodkami miejskimi są też wybierane przez podmioty obsługujące klientów z sektorów przemysłowych, dla których znaczenie ma bliskość klienta. Najbardziej złożona sytuacja ma miejsce w przypadku sektora B+R, gdzie wśród istotnych stymulantów napływu inwestycji są m. in. nakłady w regionie ponoszone na procesy inwestycyjne, w tym liczba pracowników naukowo-badawczych czy liczba jednostek badawczych jak i osiągane wyniki.

Biorąc pod uwagę tworzoną właśnie Nową Politykę Przemysłową warto pamiętać, że Polska jest beneficjentem trendu związanego z nearshoringiem, czyli przenoszeniem procesów biznesowych bliżej produkcji lub centrów decyzyjnych. Dodatkowo tendencja do skracania łańcuchów dostaw w światowej gospodarce może spowodować, że centra w Polsce przejmą zlecenia płynące do tej pory do Azji. Niezależnie od tego o jakim przemyśle mówimy wymaga on zaplecza w postaci zapewnienia różnego rodzaju procesów biznesowych, dlatego też powinniśmy myśleć jednocześnie o usługach biznesowych. Tym bardziej, że przemysł daje szansę mniejszym miastom na pozyskanie nowych inwestycji, a co za tym idzie nowych miejsc pracy – mówi Wojciech Popławski, wiceprezes ABSL.

Subiektywne oceny i twarde dane

Porównanie pozycji miast w rankingach subiektywnym i obiektywnym przynosi znaczące różnice i powinno być istotnym sygnałem kształtującym strategię pozyskiwania inwestycji dla lokalnych władz. Różnice te mogą świadczyć o zmianie sposobu postrzegania ośrodków przez inwestorów, a tym samym wskazywać na przyszłe trendy.

Subiektywny ranking opracowany został na podstawie wyników badania ABSL 2020 w oparciu o odpowiedzi kadry zarządzającej centrów nowoczesnych usług biznesowych w Polsce. Oceniano siedem miast: Warszawę, Wrocław, Kraków, Trójmiasto, Łódź, Poznań oraz Katowice i GZM. Zwycięstwo w rankingu subiektywnym przypadło Trójmiastu, a na kolejnych miejscach znalazł się Poznań i Wrocław. Ocenie podlegały takie kategorie jak: dostępność drogą, koleją i samolotem, wielkość puli talentów, koszty pracy, dostępność nowoczesnej powierzchni biurowej, jej jakość i cena najmu, ogólna ocena jakości życia, jakość lokalnych uniwersytetów, jakość współpracy między ośrodkami i lokalnymi uniwersytetami, a także korporacja z lokalnymi agencjami wsparcia inwestorów czy agencjami rozwoju.

Ranking obiektywny bazuje na analizie statystycznej. Oceniano te same kategorie co w rankingu subiektywnym. Dodatkowo uwzględniano od kilku do kilkunastu cech danej kategorii, aby prawidłowo ocenić pozycję danego ośrodka w stosunku do konkurentów. Ranking obiektywny objął 15 ośrodków miejskich. Poza miastami ocenianymi w rankingu subiektywnym analizie poddano także Lublin, Rzeszów, Bydgoszcz, Szczecin, Białystok, Kielce, Radom, Tarnów. Ranking obiektywny plasuje na pierwszych trzech pozycjach: Warszawę, Kraków oraz Katowice i GZM.

Dokładna analiza obu rankingów niesie cenną wiedzę dla władz lokalnych wskazując na rozbieżność percepcji oraz stanu faktycznego i tym samym być wskazówką dla działań informacyjno-promocyjnych. Rozbieżności mogą być też przesłanką występowania głębiej zakorzenionych problemów wymagających podjęcia działań zaradczych czy wyprzedzających. Analiza porównawcza rankingów kreuje przestrzeń dla wdrożenia zmian, zwiększających potencjał inwestycyjny lokalizacji i zwiększając atrakcyjność konkurencyjną – dodaje Wojciech Popławski.

Columbus Energy zacieśnia współpracę z Nexity Global

Columbus Energy S.A. i Nexity Global S.A. łączą siły. Spółki zawarły długoterminową umowę na wspólne działania w  zakresie elektromobilności i energetyki rozproszonej.

Spółki Columbus Energy oraz Nexity Global wypracowały model wzajemnego wsparcia. Zgodnie z podpisaną umową, spółki stworzą wspólną ofertę produktów oraz usług dla stacji ładowania. W ramach współpracy Columbus zapewni m.in. sieć sprzedaży, działania marketingowe i ekipy monterskie, natomiast Nexity udostępni system oraz platformę, służące do obsługi ładowania pojazdów elektrycznych, jak również całą infrastrukturę do zdalnego monitorowania stacji ładowania. Cały system zostanie stokenizowany i obie spółki będą inwestować w technologię blockchain.

Cieszymy się, że do grona kluczowych partnerów biznesowych Nexity dołącza odnosząca sukcesy na rynku OZE organizacja Columbus. To bardzo ważny moment w rozwoju naszej współpracy, który otwiera przed nami nowy rozdział – mówi Dawid Kmiecik, Prezes Zarządu Nexity Global S.A. – Dzięki uregulowaniu zasad współpracy z naszym największym akcjonariuszem, synergia naszych działań doprowadzi do stworzenia nowatorskich rozwiązań, o których szerzej zakomunikujemy już niebawem. Aktualne wydarzenie jest tym bardziej istotne, że Nexity rozpoczyna swoją przygodę z energetyką rozproszoną, dzięki czemu wkrótce zapewni dostęp do zdecentralizowanej platformy, opartej na technologii blockchain, służącej do efektywnego zarządzania procesami wytwarzania, dystrybucji i konsumpcji energii, w szczególności pochodzącej ze źródeł odnawialnych.

Spółki zadeklarowały współpracę w zakresie rozwoju produktów i usług Nexity tak, by pozostawały one w najwyższy możliwy sposób powiązane z ofertą Columbus. Jednocześnie Nexity stało się wyłącznym dostawcą rozwiązań technologicznych z zakresu elektromobilności, energetyki rozproszonej i systemów zarządzania energią dla Grupy Columbus.

System Nexity dostarcza swego rodzaju „blockchain użytkowy” dla konsumentów, czyli osób korzystających z samochodów elektrycznych, właścicieli infrastruktury wytwórczej czy właścicieli ładowarek w taki sposób, aby można było korzystać ze swojej energii – mówi Dawid Zieliński, Prezes Columbus Energy S.A. – Columbus, jako dostawca usług na rynku nowoczesnej energetyki, chce uczestniczyć w procesie obrotu tą energią. Chcemy być łącznikiem między światem wytwarzającym energię, szczególnie z OZE, a konsumentami i przedsiębiorcami.

Pandemia nie zatrzymała rynku biurowego

Pomimo swojego niepowtarzalnego charakteru 2020 rok przyniósł Warszawie dwukrotnie więcej nowych biur niż rok poprzedni. Dzięki dużej aktywności deweloperów w największych miastach w Polsce jest już łącznie ponad 12 mln mkw. powierzchni biurowych. W tym roku liderzy rynku deweloperskiego zapowiadają ukończenie kolejnych, dużych inwestycji. Plany firm, realizujących projekty biurowe w całym kraju dotyczą oddania nawet 800 tys. mkw. nowych powierzchni.   Biura Wysoka aktywność deweloperów w 2020 roku

Z analiz firmy Walter Herz wynika, że w 2020 roku na główne rynki w Polsce weszło 680 tys. mkw. biur. Wśród wiodących deweloperów wyróżniała się firma Echo Investment, dzięki której rynek zyskał 108 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, Skanska oddała w minionym roku 85 tys. mkw. biur, Ghelamco – 75 tys. mkw., HB Reavis – 65 tys. mkw., a Golub Gethouse – 48 tys. mkw. Na odnotowanie zasługuje fakt, że trzej ostatni z wymienionych deweloperów dostarczyli powierzchnie w ramach pojedynczych, wielkoskalowych projektów. Echo i Skanska natomiast oddały budynki zlokalizowane w różnych miastach w Polsce.

W skali kraju w budowie pozostaje ponad 1,2 mln mkw. biur, które będą sukcesywnie oddawane w najbliższych latach. – Intensywna działalność inwestorów świadczy o zapotrzebowaniu na nowoczesne powierzchnie biurowe we wszystkich głównych miastach w Polsce. Duża ilość obiektów w budowie zabezpiecza stabilny rozwój rynku oraz dostęp do wysokiej klasy powierzchni na zadawalającym poziomie. W największych ośrodkach w kraju wiele realizowanych projektów mieści się w pobliżu ścisłego centrum miasta, co dowodzi, że te rejony szczególnie zyskują na popularności – mówi Krzysztof Foks, Analyst w Walter Herz.

– Firmy wstrzymują się natomiast jeszcze z podejmowaniem zdecydowanych kroków związanych z wynajmem w oczekiwaniu na zakończenie blokady lockdownowej. Prawdopodobnie wiosną będziemy mogli już obserwować, jak duży realny wpływ na zapotrzebowanie na powierzchnię na rynku biurowym będzie miała praca zdalna – mówi Bartłomiej Zagrodnik, Managing Partner/CEO w Walter Herz.

Warszawa

Zasoby naszego, największego rynku biurowego zbliżają się do poziomu 6 mln mkw. powierzchni. Dane Walter Herz wskazują, że w 2020 roku w Warszawie oddanych zostało 335 tys. mkw. nowych biur, podczas gdy w 2019 roku niewiele ponad 160 tys. mkw. powierzchni. Do ukończonych projektów należał m.in. wysokościowiec Mennica Legacy Tower, dwa budynki w kompleksie Varso Place, The Warsaw HUB, Chmielna 89, budynek A w kompleksie Lixa oraz dwa biurowce w inwestycji Browary Warszawskie – Biura przy Willi i  Biura przy Warzelni. W budowie pozostaje 550 tys. mkw. biur, a rok wcześniej było ich w realizacji o 300 tys. mkw. więcej. Jeśli projekty będą oddawane w zapowiadanych terminach pozwoli to warszawskiemu rynkowi biurowemu płynnie przekroczyć w tym roku kolejny próg podażowy.

– W bieżącym roku w Warszawie planowane jest zakończenie budowy m.in. inwestycji Warsaw Unit należącej do firmy Ghelamco, Fabryki Norblina realizowanej przez Grupę Capital Park, a także biurowca Generation Park Y budowanego przez Skanska. Pozwolenie na użytkowanie właśnie otrzymał Skyliner firmy Karimpol, który przyniósł 45 tys. mkw. powierzchni. Jeśli zapowiedzi deweloperów sprawdzą się, tegoroczna nowa podaż przewyższy wynik uzyskany w Warszawie w roku ubiegłym – mówi Krzysztof Foks.

Na rynku warszawskim na najemców czeka dziś prawie 600 tys. mkw. powierzchni, to około 10 proc. wszystkich biur. Jak obliczają analitycy Walter Herz, podobną wartość osiągnął w ubiegłym roku w stolicy wolumen wynajmu. Ponad 600 tys. mkw. powierzchni, które trafiły do najemców oznacza, że 2020 roku popyt na warszawskie biura obniżył się o jedną trzecią w porównaniu z rokiem 2019, który z 880 tys. mkw. wolumenem najmu był dla Warszawy rekordowy.

Kraków

W 2020 roku zasoby biurowe rynku krakowskiego, który plasuje się na drugiej pozycji w kraju, przekroczyły 1,5 mln mkw. powierzchni. Przyczyniło się to tego zakończenie budowy między innymi kompleksu Unity Centre, High5ive 4, Fabryczna Office Park, DOT Office L1, czy Wadowicka 3 B. Ogół ukończonych budynków przyniósł miastu 129 tys. mkw. powierzchni biurowych.

– Deweloperzy wyraźnie nadal stawiają na Kraków. W budowie na krakowskim rynku znajduje się ponad 150 tys. mkw. biur. Powstaje projekt Ocean Office Park, pierwsze budynki w kompleksie The Park, czy finalny biurowiec w inwestycji High5ive. Niebawem możemy spodziewać się w stolicy Małopolski startu kolejnych, wielkoskalowych przedsięwzięć – zaznacza Krzysztof Foks.

Wrocław

We Wrocławiu w 2020 roku na rynek zostało dostarczone 61 tys. mkw. nowych powierzchni. Na terenie aglomeracji w budowie jest 100 tys. mkw. biur. Mimo pandemii popyt na wrocławskim rynku utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie. Do projektów oddanych w ubiegłym roku należały City Forum – City two, West 4 Business Hub, czy Centrum Południe. Wśród największych prowadzonych aktualnie inwestycji jest natomiast nowy, wielofunkcyjny kompleks Quorum, Brama Oławska, MidPoint 71 oraz Wielka 27.

Trójmiasto

W Trójmieście w budowie pozostaje 165 tys. mkw. powierzchni, z czego duża część nowych biur zlokalizowana jest w Gdyni. Oddanie projektów będących w końcowej fazie realizacji pozwoli trójmiejskiemu rynkowi biurowemu do końca 2021 roku przejść próg 1 mln mkw. powierzchni. W minionym roku na terenie Trójmiasta oddanych zostało 60 tys. mkw. biur, między innymi w budynkach Olivia Prime B oraz Wave A. Do realizowanych w regionie inwestycji należą 3T Office Park, K2 Kielecka, Gato, Format, czy Palio.

Poznań

2020 rok w kontekście nowych projektów biurowych w Poznaniu przebiegł spokojnie. Do użytku został oddany jeden projekt – Giant Office oferujący ponad 15 tys. mkw. powierzchni najmu.

– Wśród inwestycji będących obecnie w budowie, wyróżnia się budynek D w kompleksie Nowy Rynek realizowanym przez Skanska oraz Andersia Silver, który w 2023 roku stanie się najwyższym budynkiem w mieście. Aktualnie w Poznaniu powstaje 81 tys. mkw. powierzchni biurowych – mówi Krzysztof Foks.

Katowice

Katowice są jednym z regionalnych rynków nieruchomości, gdzie najszybciej rozwija się segment biurowy. W 2020 roku zostało w nich oddane do użytku 66 tys. mkw. powierzchni biurowych, a ponadto w budowie znajduje się aż 170 tys. mkw. powierzchni biurowych, co stanowi blisko jedną trzecią obecnych zasobów. Wśród realizowanych projektów znajdują się Global Office Park – wielofunkcyjny projekt realizowany przez Cavatinę, .KTW II – kolejny etap projektu biurowego położonego w sąsiedztwie katowickiego Spodka, Silesia for Business realizowany przez TriGranit czy Craft firmy Ghelamco.

Łódź

2020 rok zakończył się na łódzkim rynku biurowym z wysokim popytem, ale również relatywnie niską aktywnością deweloperów. W ubiegłym roku podaż powierzchni biurowych wzrosła o 37 tys. mkw. Do użytkowania oddane zostały między innymi Brama Miasta A i Hi Piotrkowska 155. Obecnie najaktywniejszym deweloperem w mieście jest Echo Investment, realizujące projekty React oraz wielofunkcyjny projekt Fuzja.

Popyt zadecyduje o kierunku transformacji rynku

– Projekty biurowe w całym kraju prowadzone są bez większych zakłóceń. Realizację następnych obiektów deweloperzy uzależniają jednak od popytu. Budowa niektórych z planowanych inwestycji może zostać przesunięta w czasie. W przypadku projektów w fazie realizacji trwają analizy dotyczące zastosowania optymalnych rozwiązań, które wpiszą się w zapotrzebowanie przyszłych użytkowników. Część przygotowywanych projektów typu mixed-use może zmienić swoje funkcje użytkowe lub zostać całkowicie przekształcona – uważa Bartłomiej Zagrodnik.

– Wywoławcze stawki czynszowe na rynku biurowym utrzymują się nadal na wysokim poziomie. Właściciele budynków, przede wszystkim tych z większym udziałem wolnej powierzchni, zaczęli już jednak walczyć o najemców, oferując rozbudowane pakiety zachęt. Na niektórych rynkach można zaobserwować spadek ilości rozpoczynanych projektów w porównaniu z latami ubiegłymi, co w dłuższej perspektywie może przyczynić się do wystąpienia niedoborów wysokiej klasy powierzchni biurowych. Szczególnie, jeśli sprawdzą się oczekiwania związane z napływem nowych inwestorów do Polski oraz okaże się, że firmy nie zechcą na szerszą skalę redukować powierzchni i utrzymają zajmowane biura jako ważny element swojej działalności – dodaje Bartłomiej Zagrodnik.

5 kluczowych trendów w branży fintech w 2021 roku

Pandemia koronawirusa zaburzyła działanie większości sektorów gospodarki – nawet szybko rozwijającej się branży fintech, która rośnie prawie wykładniczo[1]. W skutek COVID-19 cała branża finansowa została zmuszona do tego, by funkcjonować bardziej efektywnie, skoncentrować się na potrzebach klientów i najbardziej rentownych obszarach działalności. W odpowiedzi na lockdown oraz wiążącą się z tym koniecznością wprowadzenia pracy zdalnej, firmy musiały wdrożyć cyfrowe rozwiązania – m.in. z tego względu rola fintechów stała się jeszcze ważniejsza niż wcześniej. To one były gotowe oferować innowacyjne oprogramowanie i pomóc wykorzystywać technologiczny potencjał wielu przedsiębiorstw.

Co zatem czeka branżę fintech w 2021 roku i jakich zmian możemy się spodziewać?

  1. Ochrona przed spowolnieniem gospodarczym

W obliczu nagłego kryzysu spowodowanego koronawirusem wiele firm nie wiedziało, co robić, by pozostać na rynku. W niepewnych czasach ogromnym wyzwaniem okazało się utrzymanie płynności. Pomocą dla firm – zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw, które z reguły dysponują mniejszym kapitałem od dużych podmiotów – okazało się finansowanie oferowane przez fintechy. Pokazało to, jak istotne dla MŚP jest otrzymanie szybkiego wsparcia, niewymagającego nadmiernej biurokracji i umożliwiającego jednocześnie odbiór gotówki nawet do 24 godzin. Na polskim rynku dobrym przykładem może być Lidya (firma oferująca alternatywne formy finansowania), która umożliwia przedsiębiorstwom rozwój działalności i generowanie wyższych przychodów nawet w warunkach pandemicznych.

Obecny kryzys pokazał, jak dużym poziomem elastyczności i zwinności muszą wykazywać się przedsiębiorstwa, by utrzymać się na rynku. Dzięki innowacyjnym formom finansowania, oferowanym m.in. przez fintechy, właściciele firm nie muszą czekać, aż kontrahenci opłacą faktury, które im wystawili, by opłacić bieżące koszty czy inwestować w dalszy rozwój. Cały proces uzyskiwania finansowania od firm pokroju Lidya jest niezwykle prosty – pieniądze można uzyskać na podstawie historii przepływów na rachunku bankowym. W tym przypadku z trzech ostatnich miesięcy.

  1. Przyspieszona rezygnacja z gotówki

O płatnościach bezgotówkowych mówi się już od dawna. Pandemia COVID-19 sprawiła, że temat ten znów pojawił się na świeczniku. Wielu konsumentów w obawie przed zarażeniem się koronawirusem zrezygnowało z płatności za pomocą banknotów i monet. Ponad połowa Polaków (54 proc.) twierdzi, że w okresie pandemii wzrosła liczba miejsc, w których można zapłacić kartą, a przy tym 38 proc. znacznie ograniczyło płacenie gotówką w ostatnich miesiącach. Nadal jednak aż 60 proc. uważa, że w miejscach takich jak targi czy bazary jest problem z dokonaniem transakcji za pomocą karty[2].

Ludzie przekonali się, że płatności bezgotówkowe są po prostu wygodne. Idąc na zakupy, nie trzeba już zabierać ze sobą portfela. Wystarczy mieć ze sobą smartfon lub smartwatcha, które siłą rzeczy mamy przy sobie. Ten rodzaj płatności jest bardzo szybki, wygodny i przede wszystkim bezpieczny, ponieważ z reguły nie wymaga podawania numeru PIN. Niektóre sklepy zaczęły już całkowicie rezygnować z gotówki. Z biegiem czasu przekonanie do płatności bezgotówkowych może jedynie wzrosnąć, ponieważ fintechy coraz chętniej wkraczają na rynek płatności, przekonując klientów do formy cashless.

  1. Partnerstwa bankowe

Banki i inne instytucje finansowe coraz chętniej korzystają z rozwiązań wprowadzanych przez fintechy. Pozwala im to na dotarcie do szerszego grona klientów oraz ułatwia kontakt z tymi dotychczasowymi. Jest to możliwe dzięki wprowadzeniu nowych, bardziej innowacyjnych kanałów. Według badania firmy Deloitte, pandemia przyspieszyła transformację cyfrową w sektorze finansów. Wiele podmiotów poprawiło swoją infrastrukturę techniczną i zainwestowało w usprawnienie wykorzystywanych narzędzi cyfrowych. Proces ten będzie przebiegał szybciej i łatwiej, jeśli banki na szerszą skalę przekonają się do usług innowacyjnych fintechów[3].

  1. Rozwój w świecie Blockchain i wpływ na płatności

Rola blockchain z roku na rok rośnie. W 2019 roku wartość tego rynku szacowano na 2,01 mld dolarów, do 2027 r. ma on osiągnąć 69,04 mld dol.[4] Technologia ta może zrewolucjonizować świat płatności. Ułatwi przeprowadzanie przelewów internetowych oraz rozliczeń transgranicznych. Wdrażanie blockchain przez instytucje finansowe nie tylko przyspiesza cały proces, ale przede wszystkim podnosi bezpieczeństwo transakcji. System ten pozwala również ominąć pośredników płatności, a użytkownikom dokonywać przelewów bezpośrednio do innych podmiotów korzystających z niniejszej technologii. Ponadto blockchain może być wykorzystany do przeprowadzenia wyborów online, ponieważ ta zdecentralizowana baza danych umożliwia wyborcom bezpieczne i anonimowe oddanie głosu[5].

  1. Praca zdalna, a rozwój narzędzi cyfrowych

W wielu firmach praca w warunkach home office przeszła już do porządku dziennego. Pracodawcy, chcąc zadbać o bezpieczeństwo członków swoich zespołów, zdecydowali się na pracę zdalną. Według badania IDG, od stycznia tego roku, około 40 proc. pracowników będzie pracować hybrydowo[6]. Niniejszy model, poza wykorzystywaniem oprogramowania do telekonferencji oraz komunikatorów, wymaga wykorzystania z szeregu dodatkowych narzędzi cyfrowych. Problem stanowią m.in. papierowe dokumenty, które często wymagają przekonwertowania na format elektroniczny i kolejno udostępnienia ich właściwym podmiotom, bez narażania na wgląd w nie osób trzecich. Odpowiednie rozwiązania tego problemu starają się wprowadzić fintechy, tworząc oprogramowania służące do bezpiecznego przechowywania danych, jednocześnie umożliwiając łatwe udostępnianie plików za pomocą narzędzi API[7]. Fintechy takie jak Lidya dystansują konkurencję, ponieważ całe procesy są paperless, co oznacza, że są tworzone bez użycia papieru. Tego rodzaju firmy używają dokumentów wyłącznie w formacie cyfrowym, a cała komunikacja od początku odbywa się za pośrednictwem telefonów i poczty elektronicznej.

Powyższe pięć trendów dotyczących rozwoju fintechów to przykłady, które mogą być najpopularniejsze w 2021. Jedno jest pewne: najbliższa przyszłość i perspektywa kilku najbliższych lat powinna należeć do firm działających na granicy technologii i finansów.

[1] https://www.bobsguide.com/guide/news/2020/Dec/21/risk-rise-in-pandemic-hit-fintech-sector/

2 https://zbp.pl/Aktualnosci/Wydarzenia/Warto-Bezgotowkowo-2020%E2%80%9D-pandemia-zmienia-zwyczaje-platnicze-Polakow

3 https://www.fintechfutures.com/2020/12/fintech-projections-for-2021/

4 https://www.fortunebusinessinsights.com/industry-reports/blockchain-market-100072#:~:text=The

[5] https://www.mobilepaymentstoday.com/blogs/3-payments-trends-to-watch-in-2021/

[6] https://www.fintechfutures.com/2020/12/fintech-projections-for-2021/

[7] https://www.fintechfutures.com/2020/12/fintech-projections-for-2021/

 

Zawsze znajdzie się powód do narzekania

Ostra przecena ryzykownych aktywów jest kontynuowana w czwartek, gdyż wątpliwości na wielu frontach biorą górę nad bazowym optymizmem co do perspektyw średnioterminowych. Efekt kuli śnieżnej ściąga wyceny akcji z rekordowych poziomów przed końcem miesiąca, a na FX risk-off przybiera dobrze znany schemat ucieczki w dolara. Przekaz Fed, mimo że był gołębi, nie wybił się ponad rynkowe rozterki.

Jeśli chcesz narzekać, zawsze znajdziesz powód. Środa nie przyniosła wielkiej bomby informacyjnej, która miałaby zburzyć dotychczasowy ład rynkowy i podkopać fundamenty dotychczasowych trendów. Pomimo tego grupa małych negatywnych tematów i prawdopodobne zmęczenie ocieraniem się indeksów na Wall Street (na które wszyscy patrzą) o szczyty bez siły do ruszenia wyżej spotęgowały wrażliwość rynków na ruch korekcyjny. Rewaluacja ryzyk związanych z COVID-19, niedostateczność pomocy fiskalnej/monetarnej, kwestionowanie zasada rządzących rynkiem akcji (zamieszanie wokół GameStop). Zmienność wzrasta i wczoraj wyganiała inwestorów z ryzykownych pozycji. Zmienność jednak działa w obie strony i nie wyklucza „czwartku odwrotu”. Wiele zależy od tego, co akurat dziś stanie się tematem dnia. Jednakże na dwa dni handlowe przed końcem miesiąca skłonność inwestorów do zakładania świeżych pozycji będzie relatywnie mała, co umniejsza szanse odbicia. Nawet jeśli szeroki konsensus w odniesieniu do perspektyw USD nie odmienił się (tj. dalsze osłabienie), w krótkim terminie wypadałoby zachować ostrożność i nie angażować się pochopnie w odnawianie krótkich pozycji, póki nie będzie dowodów, że bieżący rajd wytracił impet.

Umocnienie dolara i przecena na Wall Street w dniu decyzji FOMC może sugerować, że odbiór komunikatu był jastrzębi, ale to mylna interpretacja zaburzona przez zawirowania wywołane powyższymi czynnikami. Fed pozostaje gołębi, utrzymuje stopy procentowe blisko zera i nie zamierza prędko zmienić strategii skupu aktywów. Ocena sytuacji gospodarczej jest mniej optymistyczna w porównaniu z grudniowym komunikatem, choć w dłuższym horyzoncie Fed podtrzymuje nadzieję na przyspieszenie ożywienia w miarę postępów w zaszczepieniu społeczeństwa. Być może jednak część uczestników rynku liczyła, że Fed od razu będzie starał się stłumić rozwijającą się awersję do ryzyka na rynkach. Prezes Powell zaznaczył jednak, że Fed nie jest zaniepokojony zmianami na rynkach finansowych. Stanowisko Fed w dalszym ciągu popiera założenia osłabienia USD w dłuższym horyzoncie.

EUR/USD zanurkował pod 1,21 nie tylko przez domykanie krótkich pozycji w dolarze, ale też z pomocą werbalnej interwencji EBC. Wczoraj najpierw członek EBC Klass Knot powiedział, że bank centralny ma narzędzia do przeciwdziałania aprecjacji waluty, jeśli uzna to za konieczne. Później źródła zbliżone do banku informowały o niezadowoleniu decydentów z niedoszacowania przez rynek szans dalszych obniżek stóp procentowych. Innymi słowy, rynek nie wierzy, że EBC zdecyduje się na dalsze cięcia, podczas gdy EBC chciałby, aby dyskonto takiego potencjalnego ryzyka hamowało aprecjację euro. Rynek jednak wie doskonale, co robi i jak należy czytać wszystkie sygnały z EBC. W szeregach Rady Zarządzającej banku jest wielu członków niechętnych dalszym obniżkom. Skoro EBC nie zdecydował się na cięcia w kulminacyjnym momencie kryzysu 2020 r., to znaczy, że poprzeczka dla takiej decyzji jest zawieszona wysoko. Dalsza ekspansja poprzez program skupu aktywów także nie może być tak swobodna, jak w przypadku np. Fed, gdyż EBC obowiązują surowe warunki zaangażowania w emisje krajów członkowskich. EBC już posiada prawie 40 proc. niemieckich obligacji skarbowych i tą drogą trudno osłabić fundamenty EUR. Wreszcie bezpośrednie interwencje walutowe łamałyby zobowiązania złożone w ramach grupy G7. Stąd nawet jeśli EBC chciałby zatrzymać umocnienie euro, nie bardzo ma do tego narzędzia ponad werbalne interwencje, a prawdopodobieństwo bezpośrednich działań jest bardzo niskie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Body Chief wspólnie z bp tworzy sieć odbioru diet na stacjach

Body Chief i firma bp rozpoczynają pilotażową współpracę. Body Chief, jako pierwszy catering dietetyczny w Polsce wprowadza możliwość odbioru diet na stacjach paliw bp w Warszawie.

Nowa opcja jest odpowiedzią na potrzeby Klientów w zakresie rozszerzania form dostawy cateringu dietetycznego. Wpisuje się ona również w koncept convenience tworzony na stacjach bp, uwzględniający wygodę, oszczędność czasu oraz jakościową ofertę.

– Nawiązanie współpracy z Body Chief to realizacja naszej obietnicy rozwijania konceptu stacji przyszłości bp. Chcemy oferować naszym Klientom szereg dodatkowych usług, by podczas obecności na stacji mogli nie tylko zatankować paliwo, ale także zrobić zakupy i skorzystać z szerokiego wachlarza dostępnych usług. Jestem przekonana, że możliwość odbioru zamówionego cateringu dietetycznego na naszych stacjach, w sposób sprawny i wygodny, cieszyć się będzie uznaniem Klientów. Bacznie obserwujemy rynek, wsłuchujemy się w oczekiwania naszych Klientów i tworzymy ofertę dopasowaną do ich potrzeb – mówi Barbara Wiążewska, dyrektor generalna bp retail w Polsce.

– Na bieżąco analizujemy rynek i potrzeby Klientów. Mamy też świadomość, że jako lider w branży, przyzwyczailiśmy Klientów do wyznaczania trendów i innowacyjnych rozwiązań – mówi Marcin Mazurek, Prezes Body Chief Sp z o o. – Przykładem takich działań było przeniesienie idei cateringu dietetycznego za granicę i stworzenie franczyz w Londynie oraz Berlinie. Teraz przyszedł czas na dywersyfikację form dostawy i po umożliwieniu Klientom odbioru diet w urządzeniach takich jak lodówkomaty, wprowadzamy opcję odbioru na stacjach bp.

Rozwiązanie stworzone przez Body Chief i bp to nowość dla branży cateringu dietetycznego. Możliwość odbioru diet na stacjach paliw uzupełni także nowy koncept nowoczesnych stacji bp – centrów obsługi Klienta, tworzony wspólnie przez bp oraz Auchan.

– Analizując zachowania konsumenckie widzimy potrzebę Klientów do załatwiania kilku spraw jednocześnie, stąd nasza współpraca z bp, gdzie przy okazji tankowania auta można zrobić podstawowe zakupy czy odebrać dietę. Wpisuje się to również w trend eco, który w ostatnim roku dla wielu Klientów był kluczowy w codziennych wyborach zakupowych – wyjaśnia Marcin Mazurek, Prezes Body Chief Sp. z o. o. –. Wciąż naszą główną formą dostawy diet jest ta do domu lub firmy, ale nowa opcja daje większą elastyczność i możliwość wyboru. Jest to atrakcyjne udogodnienie m.in. dla osób, które każdego dnia samodzielnie chcą decydować np. o tym kiedy odbiorą dietę, a w przypadku stacji paliw mogą to zrobić w wybranym przez siebie momencie. Z takiego rozwiązania mogą również skorzystać osoby, które mieszkają poza obszarem standardowych dostaw.

Obecnie usługa obejmuje trzy lokalizacje w Warszawie: ul. Aleje Jerozolimskie 144C, ul. Patriotów 317 oraz ul. Trakt Brzeski 50. Po przeprowadzeniu pilotażowych dostaw podjęta zostanie decyzja o dalszej współpracy.

Zrównoważony rozwój priorytetem dla producentów dóbr konsumpcyjnych w Europie, ale niewielu udaje się go zrealizować

Wszyscy najwięksi producenci dóbr konsumpcyjnych w Europie traktują zrównoważoną produkcję jako priorytet i deklarują, że mimo pandemii będą poświęcać jej coraz więcej uwagi, wynika z ankiety przeprowadzonej przez firmę doradczą Bain & Company. Jednocześnie, zaledwie 5 proc. z nich twierdzi, że z sukcesem udało im się wdrożyć rozwiązania, które uwzględniałyby zrównoważony rozwój.

Posiadanie marek opartych na zasadach zrównoważonego rozwoju jest odpowiedzią na potrzeby klientów, dla których kwestie środowiskowe i społeczne stają się coraz bardziej istotne. Coraz więcej konsumentów, zwłaszcza młodszych, podejmuje decyzje zakupowe kierując się wartościami osobistymi, społecznymi i dotyczącymi środowiska. Ponad 90 proc. osób z pokolenia milenialsów deklaruje, że chętnie przestawi się na marki zrównoważone pod warunkiem, że nowe rozwiązania nie wpłyną negatywnie na jakość i cenę produktów

Podjęcie przez firmy takich działań, jak ograniczenie śladu węglowego, zmniejszenie zużycia wody czy weryfikacja łańcucha dostaw pod kątem pochodzenia surowców, ma pozytywny wpływ na sprzedaż. Jak wynika z analiz Bain & Company, nowe marki, które od początku tworzone były w sposób zrównoważony, rosną o 186 razy szybciej niż średnia dla ich kategorii produktowej.

Z naszych analiz wynika, że poprzez zmianę produkcji na bardziej zrównoważoną, firmy mogą o od 5 do 6 razy przyśpieszyć rozwój istniejących marek. To dobry sposób na odświeżenie marki i przyciągnięcie uwagi klientów – powiedział Wojciech Świercz, Młodszy Partner w Bain & Company.

Światowy lider zrównoważonego rozwoju, koncern Unilever, który ma w swoim portfelu ponad 400 marek podaje, że jego zrównoważone marki rosną o prawie 50 proc. szybciej niż reszta portfela. Wśród innych europejskich firm, których działania na rzecz zrównoważonego rozwoju zyskały uznanie ekspertów są również Ikea, Danone, czy L’Oreal.

– Na zrównoważony rozwój stawiają również polskie firmy – na przykład sieć sklepów spożywczych Żabka realizuje inicjatywy prośrodowiskowe koncentrujące się na oszczędności energii, gospodarce obiegu zamkniętego i zmniejszeniu śladu węglowego – dodał Patryk Rudnicki, Młodszy Partner Bain & Company.

Prowadzenia biznesu w sposób zrównoważony domagają się też inwestorzy. Coraz więcej funduszy inwestuje zgodnie z zasadami ESG (Environmental, Social and Governance), lokując środki w firmy, które swój rozwój projektują z poszanowaniem dla klimatu i społeczeństwa.

Choć posiadanie zrównoważonych marek przekłada się na wzrost sprzedaży i ułatwia pozyskanie kapitału, to jak dotąd niewiele firm potrafiło w pełni wpisać zrównoważoną produkcję w DNA marki. Zaledwie 5 proc. ankietowanych przez Bain & Company prezesów europejskich firm produkujących dobra konsumpcyjne stwierdziło, że z sukcesem udało im się wdrożyć rozwiązania, które uwzględniałyby zrównoważony rozwój.

Jednym z kluczowych powodów, który powstrzymuje firmy przed przejściem na zrównoważoną produkcję jest obawa o wzrost kosztów. Trzy czwarte ankietowanych firm wskazała, że konieczność poniesienia dodatkowych nakładów sprawia, że taka produkcja przestaje mieć biznesowy sens.

Koszty oczywiście rosną. Jednak liderzy nie rezygnują z transformacji, ponieważ zdają sobie sprawę z ogromnego potencjału rynku zrównoważonych marek. Dlatego szukają oszczędności w innych obszarach. Na przykład jedna z firm zmieniła nieco kształt i grubość opakowań, co pozwoliło obniżyć koszty o 11 proc. – powiedział Wojciech Świercz.

Na przeszkodzie często stoi też struktura i kultura organizacyjna firm, a zwłaszcza fakt, że wciąż wiele zarządów postrzega zrównoważoną produkcję jedynie przez pryzmat kosztów. Aby producenci dóbr konsumpcyjnych mogli w pełni wykorzystać potencjał zrównoważonej produkcji, musi być ona integralną częścią strategii rozwoju. Konieczne jest też by zyskała poparcie wśród kluczowych osób.

Firmy powinny na nowo zdefiniować markę i określić, w jakim stopniu ma być ona zrównoważona a następnie umiejętnie komunikować to klientom. Firmy spożywcze często zaczynają od usunięcia ze składu sztucznych aromatów i barwników, potem zazwyczaj pojawiają się kwestie społeczne. Docelowo chodzi o to, aby klienci wybierali markę dlatego, że jest zrównoważona – powiedział Wojciech Świercz.

Polska głównym celem operatorów hotelowych w regionie CEE / SEE

Warszawa, Kraków, Gdańsk (Trójmiasto) i Wrocław znajdują się w pierwszej dziesiątce rynków uważanych za najbardziej atrakcyjne przez operatorów hotelowych w Europie Środkowo-Wschodniej i Południowo-Wschodniej. Daje to Polsce pozycję lidera wśród wszystkich krajów w regionie. Operatorzy są także zainteresowani innymi polskimi miastami regionalnymi, wynika z raportu międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield.

Według raportu Operator Beat, Hotel Operator Survey, H2 2020, Warszawa, Kraków, Gdańsk (Trójmiasto) i Wrocław są uważane przez operatorów hotelowych za bardziej atrakcyjne niż inne stolice regionu, takie jak Sofia, Zagrzeb czy Kijów. Warszawa plasuje się na trzecim miejscu po Pradze i Budapeszcie. W sumie blisko 90% operatorów jest chętnych do ekspansji w stolicy Polski.

Ponad 80% operatorów chętnie otworzyłoby swoje hotele także w Krakowie, który znalazł się w pierwszej piątce najbardziej atrakcyjnych rynków w regionie, a 75% we Wrocławiu i Trójmieście. Inne miasta w Polsce wymieniane przez operatorów międzynarodowych jako rynki docelowe to Poznań, Lublin i Łódź. Pojawiły się one w zestawieniu obok takich miast i kurortów, jak Braszów,, Jassy, Lwów, wybrzeże Czarnogóry, Odessa, Ostrawa, Pecz, Pilzno, Pula, Rijeka, Split, Warna i Koszyce.

Polska ma duży potencjał wzrostu obecności międzynarodowych marek hotelowych, gdyż udział „markowych pokoi” w kraju jest postrzegany jako stosunkowo niski w porównaniu z rynkami Europy Zachodniej. Obserwuje się, że poza nowymi inwestycjami operatorzy zainteresowani są także współpracą w zakresie już istniejących, niemarkowych nieruchomości. W obu przypadkach właściciele hoteli dostają szansę na poprawienie widoczności na rynku i zwiększenie przychodów w tym coraz bardziej konkurencyjnym środowisku – komentuje David Nath, Head of Hospitality CEE & SEE, Cushman & Wakefield.

Zainteresowanie operatorów poszczególnymi rynkami różni się w zależności od skali ich działalności: mniejsi gracze koncentrują się głównie na stolicach głównych krajów, podczas gdy więksi operatorzy są również zainteresowani miastami drugiego i trzeciego poziomu w regionie CEE / SEE, a także ośrodkami wypoczynkowymi.

Ponad 70% operatorów wskazuje, że większość, jeśli nie wszystkie, ich projekty, mimo pandemii COVID-19 przebiegają zgodnie z planem. Większość respondentów badania Cushman & Wakefield spodziewa się odbicia w sektorze hotelowym w stolicach w latach 2023-2024. Według operatorów nieco wcześniej ma to nastąpić w głównych miastach regionalnych, a według 70% ankietowanych mniejsze miasta regionalne, napędzane popytem krajowym, odrodzą się jeszcze szybciej niż stolice (w latach 2022-2023).

Przedstawiciele branży hotelarskiej w Polsce znaleźli się w bardzo trudnej sytuacji, ze względu na rządowe obostrzenia, które znacznie ograniczyły możliwość prowadzenia działalności. Zniesienie tych ograniczeń pozwoliłoby hotelom na rozpoczęcie procesu odbudowy. Długookresowe perspektywy dla krajowej branży hotelarskiej są pozytywne, co potwierdza fakt, że Polska jest najatrakcyjniejszym celem w regionie dla operatorów – mówi Łukasz Bondyra, Senior Hospitality Advisor CEE & SEE w Cushman & Wakefield. 

Ankieta została wypełniona przez kadrę kierowniczą wyższego szczebla reprezentującą 17 operatorów, którzy są obecni lub są zainteresowani wejściem do regionu CEE / SEE. Badani operatorzy reprezentują ponad 224 hotele z ponad 34 000 pokojami już działającymi w regionie CEE / SEE, a kolejne 149 proponowanych hoteli obejmujących ponad 24 000 pokoi jest w przygotowaniu.

Firmy czyszczą swoje bilanse przygotowując się na restrukturyzację

  • Nadchodzi fala upadłości i restrukturyzacji w biznesie – spodziewa się jej co czwarty przedsiębiorca, a wg ekspertów problemy firm nasilą się po wyczerpaniu tarcz rządowych.
  • Zarządzający biznesem chcą uniknąć niekontrolowanej upadłości i starają się poprawić pozycję czyszcząc swoje bilanse finansowe.
  • Zmniejszenie zobowiązań firmy zapisanych w księgach rachunkowych otwiera przed przedsiębiorcą szanse na pozyskanie tańszego kapitału inwestycyjnego lub wartościowego inwestora.

W 2020 r. w Monitorze Sądowym i Gospodarczym opublikowano 41 875 ogłoszeń związanych z toczącymi się postępowaniami upadłościowymi, w tym 587 to ogłoszenia upadłości firm, a 800 to ogłoszenia o rozpoczęciu postępowania restrukturyzacyjnego. Eksperci spodziewają się, że w tym roku te liczby będą znacznie większe.

Przedłużające się, wielomiesięczne zamrożenie gospodarki doprowadza wiele firm do granic wytrzymałości. Niektóre biznesy ją przekroczą, co w tym roku doprowadzi do fali upadłości i restrukturyzacji. W badaniu „Perspektywy i nastroje przedsiębiorców”*, blisko ¼ ankietowanych firm i organizacji zadeklarowała, że rozważa przeprowadzenie restrukturyzacji. Wielu przedsiębiorców będzie do takich działań zmuszonych przez przedłużający się lockdown. Najważniejszy powód restrukturyzacji to chęć poprawy płynności finansowej – z tym problemem zmaga się wg tego samego badania 27% firm.

Firmy starają się poprawić swoją pozycję przed spodziewaną restrukturyzacją

Na początku nowego roku wielu przedsiębiorców mało optymistycznie lub po prostu źle ocenia swoją aktualną sytuację. Restrukturyzacja jest więc dla nich „ucieczką do przodu”, która zwiększa szansę przetrwania gospodarczych turbulencji. Właściciele firm, którzy z takim krokiem będą czekać zbyt długo, ryzykują nawarstwienie zaległości płatniczych, a w efekcie niekontrolowaną upadłość. Obawa przed takim scenariuszem motywuje przedsiębiorców do jak najszybszej poprawy swojej pozycji przed spodziewaną czy planowaną restrukturyzacją.

– W ostatnich miesiącach zgłasza się do nas coraz więcej przedsiębiorców, dla których faktoring jest nie tylko metodą na pozyskanie gotówki i przyspieszenie obiegu pieniądza, ale też narzędziem do poprawy swojej sytuacji finansowej. Faktoring daje taką możliwość. Faktury, których nie opłacił jeszcze kontrahent, przekazane do finansowania do faktora nie obciążają bilansu firmy, tak jak ma to miejsce w przypadku kredytu zaciągniętego w oczekiwaniu na przelew – mówi Damian Sapielak, Dyrektor Rozwoju Biznesu, eFaktor S.A.

Podaje przykład: przedsiębiorca wykonał usługę np. transportową (lub jakąkolwiek inną) i wystawił fakturę np. na 10 tys. zł. Na przelew musi jednak czekać dwa miesiące. Jeśli nie może sobie na to pozwolić, stara się poprawić płynność finansową i uzupełnić brak tych środków. Gdy zaciągnie w tym celu kredyt, kwota 10 tys. zł obciąży jego bilans co w konsekwencji zmniejsza jego zdolność kredytową, bo będzie widniała jako dług – zobowiązanie wobec kredytodawcy. Jeżeli dziurę (niezapłaconą przez odbiorcę usługi fakturę) zapełni kierując taką fakturę do faktora, nie obciąży to jego bilansu. Skorzystanie z faktoringu w jego firmie da większy dostęp do gotówki, ponieważ pieniądze otrzyma niemalże w momencie wystawienia faktury. Dzięki temu pod względem bilansowym polepszy się jego płynność, będzie też mógł zainwestować środki w rozwój swojego przedsiębiorstwa. Zwiększa to szanse firmy na otrzymanie kredytu inwestycyjnego. To także możliwość pozyskania wartościowego inwestora.

Biznes szuka wsparcia w kontrolowanej restrukturyzacji

Największa fala restrukturyzacji może czekać biznes w drugim kwartale tego roku, kiedy wyczerpią się fundusze z tarcz rządowych podtrzymujące przy życiu wiele branż. Już teraz firmy starają się zapobiec takiemu rozwojowi sytuacji.

– Mamy obecnie do czynienia z nową i dość nietypową sytuacją. Do tej pory o faktoring zabiegały przede wszystkim małe firmy, które przez większych partnerów bywają wręcz zmuszane do wystawiania faktur z długimi terminami płatności. Teraz to właśnie ci więksi partnerzy rekomendują swoim dostawcom skorzystanie z faktoringu po to, aby ich wzmocnić przed nadchodzącymi i spodziewanymi kłopotami. Duży podmiot jest w stanie wynegocjować dla swoich dostawców atrakcyjne warunki finansowe, takie jakich dostawca nie mógłby otrzymać samodzielnie od instytucji finansowej. W odpowiedzi na potrzeby rynku wprowadziliśmy specjalny program dla takich firm, który ułatwia skoordynowanie przejścia na faktoring na preferencyjnych warunkach – mówi Damian Sapielak z eFaktor S.A. – Trend, o którym wspomniałem jest widoczny np. w przypadku dostawców do dużych sklepów w handlu detalicznym. To logiczne działanie, bo dla dużej sieci spożywczej upadek wieloletniego i solidnego dostawcy to kłopot. To także czas i dodatkowe koszty związane z weryfikacją finansową i jakościową dostawcy, który go zastąpi.

Takie działanie większych partnerów pomaga również w budowaniu dobrych relacji z kontrahentami. W sytuacji, kiedy z powodu ryzyka przedłużania lockdownu przyszłość jest niepewna, takie wsparcie dużego partnera nie jest bez znaczenia.

* Analiza KPMG w Polsce pt. „Perspektywy i nastroje przedsiębiorców” powstała na podstawie badania przeprowadzonego w na przełomie II i III kwartału 2020 r.

Dzień ochrony danych osobowych: Co czwarty Polak nie wie, jak chronić dane osobowe w czasie pandemii

Ponad połowa z nas zauważyła, że w czasie pandemii oszuści częściej niż wcześniej próbują wyłudzić dane osobowe. Równocześnie wzrosła liczba osób, które takiej próby doświadczyły. Najbardziej boimy się wycieku z bazy firm i instytucji oraz tego, że damy się oszukać przestępcom wyłudzającym dane. Ich pomysłowym działaniom towarzyszy rosnąca niepewność i stale powiększające się grono osób, które nie potrafią się im przeciwstawić. To wyniki raportu Krajowego Rejestru Długów i serwisu ChronPESEL.pl. Eksperci radzą, jak nie dać się oszukać i zadbać o bezpieczeństwo swoich danych osobowych.

Przygotowany w grudniu 2020 r. raport „Ochrona danych osobowych w czasie pandemii” porównuje wyniki badań przeprowadzonych w trakcie I i II fali epidemii na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej i serwisu ChronPESEL.pl. Obecnie prawie 2/3 Polaków (62,3 proc.) uważa, że w trakcie pandemii są bardziej narażeni na wyłudzenie danych osobowych. To więcej niż w kwietniu 2020 r., kiedy przeprowadzona została pierwsza edycja badania. Dodatkowo ponad połowa (50,9 proc.) ankietowanych jest zdania, że jesienią wzrosło natężenie prób mających na celu wyłudzenie danych.Co czwarty Polak nie wie, jak chronić dane osobowe w czasie pandemii

O tym, że temat interesuje Polaków, świadczy fakt, że blisko 85 proc. z nich śledzi informacje na temat zagrożeń i wyłudzeń w trakcie pandemii. Porównując jednak wyniki I i II fali, widać wyraźny spadek zaangażowania. O ile w kwietniu 2020 r. informacji na ten temat samodzielnie wyszukiwało ponad 60 proc. badanych, o tyle 6 miesięcy później w ten sposób postępowała połowa (51,2 proc.) obywateli.

Obecnie przestępcy najczęściej podszywają się pod różne instytucje zaangażowane w walkę z pandemią, np. Ministerstwo Zdrowia, policję, sanepid lub popularne firmy z branży e-commerce, która właśnie przeżywa rozkwit. Przeświadczenie o tym, że nie musimy śledzić kolejnych wzmianek o wyciekach, bo już znamy sposób działania przestępców, może okazać się złudne. Otworzy również pole do kolejnych działań oszustów, którzy będą chcieli wykorzystać naszą uśpioną czujność. Tym bardziej, że jak pokazują nasze badania, próby wyłudzenia danych doświadcza coraz więcej ludzi – mówi Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl partnera Krajowego Rejestru Długów SA.

Wyniki badań potwierdzają, że jesienią liczba osób, które doświadczyły próby oszustwa wzrosła. Otrzymanie podejrzanego telefonu lub wiadomości w postaci SMS-a lub e-maila zadeklarowało 18 proc. badanych. Pół roku wcześniej dotyczyło to co 8. badanej osoby. Należy zwrócić również uwagę na grupę osób, które na to pytanie odpowiedziały „Nie wiem”. W drugiej edycji badania ten odsetek wyniósł 12 proc., o 4 pp. więcej niż w kwietniu 2020 r. Świadczy to nie tylko o większej aktywności przestępców próbujących wyłudzić dane, ale również o tym, że stale rośnie liczba osób, którym trudno zorientować się, czy mają do czynienia z oszustami, czy nie. To, że to grono ciągle się powiększa potwierdzają wyniki badania przeprowadzonego w trakcie II fali epidemii, w którym co 6. ankietowany stwierdził, że nie potrafi rozpoznać wiadomości wysyłanych przez przestępców. Pół roku wcześniej problem ten dotyczył 12 proc. respondentów.

Okres pandemii jest czasem, w którym liczba cyberataków wzrosła w sposób oczywisty. Poziom przestępczości internetowej, jaki osiągnęliśmy w grudniu 2020 r., jest nieporównywalny do jakiegokolwiek innego w historii człowieczeństwa. Pandemia spowodowała, że miliony osób przeniosły się do sieci, która jest podatna na takie ataki. Dodatkowo, część z nas została niejako przymuszona do otwarcia się na cyfryzację, mimo braku świadomości cyfrowej. Większa liczba tzw. internetowych niedzielnych kierowców tylko wzmaga podatność na bycie ofiarą w sieci. Zwłaszcza że liczba okoliczności, w których możemy paść takimi ofiarami, wzrasta – mówi dr Maciej Kawecki, dziekan Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie, prezes Instytutu Lema.

Polacy boją się wycieku ich danych z urzędów i firm

Ponad 60 proc. Polaków boi się, że w okresie epidemii koronawirusa ich dane osobowe wpadną w niepowołane ręce. Bardziej niż hakerów, którzy włamią się do ich komputera, obawiają się jednak wycieków danych z urzędów i firm. Co prawda, w trakcie II fali pandemii, odsetek ten w porównaniu z początkiem epidemii jest niższy, wciąż jednak podobne obawy wyraża blisko połowa (46,4 proc.) Polaków. Równocześnie można zaobserwować wzrost poziomu lęku przed wyłudzeniami danych w wyniku oszustwa, których boi się już prawie 30 proc. badanych oraz atakami hakerów, które budzą strach u co czwartego obywatela. Powtarzające się w czasie pandemii wycieki pokazują, że te obawy są uzasadnione.

Na początku marca 2020 roku media informowały, że z baz jednej z firm pożyczkowych do sieci wyciekły informacje na temat ponad 200 tysięcy klientów. W kwietniu, wszystkimi wstrząsnęła wiadomość o tym, że w Internecie dostępne są imiona, nazwiska, adresy zamieszkania i numery telefonów ponad 50 tysięcy polskich sędziów i prokuratorów, które zostały skradzione z bazy Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury. Sprawa wyszła na jaw po tym, jak jeden z oszustów wykorzystując pozyskane dane przejął konto w mediach społecznościowych jednej z poszkodowanych osób. W tym samym miesiącu do sieci trafiły poufne informacje na temat kilkuset pacjentów przebywających na kwarantannie w powiecie gnieźnieńskim. Do podobnego incydentu doszło też w sklepie internetowym Cyfrowe.pl, który gromadził dane klientów od 2007 r. – wylicza Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl partnera Krajowego Rejestru Długów SA.

Z kolei w sierpniu o wycieku danych z bazy swoich pracowników poinformowała sieć McDonald’s. Jesień przyniosła informacje o tym, że cyberprzestępcy weszli w posiadanie danych klientów dwóch aptek internetowych. Na początku listopada doszło do wycieku, m.in. numerów PESEL, z bazy jednego z portali medycznego gromadzącego informacje o zdrowiu ponad 15 tys. pacjentów. W tym samym miesiącu o kradzieży danych, w tym również numerów PESEL, swoich studentów i pracowników poinformował Uniwersytet Warszawski.zagrożenie danych

Podejrzane telefony, SMS-y i wiadomości

Ryzyko wycieku to nie jedyne zagrożenie czyhające na użytkowników Internetu. Jest nim także tzw. phishing, czyli metoda polegająca na podszywaniu się przez oszustów pod inne osoby lub instytucje w celu wyłudzenia poufnych informacji. Zazwyczaj zaczyna się od maila, który w łudzący sposób przypomina wiadomość z naszego banku lub firmy kurierskiej. Internauta jest proszony o kliknięcie w zamieszczony link, żeby sprawdzić swoje dane w serwisie lub zaakceptować nowy regulamin usługi. Wejście na wskazaną stronę kończy się zazwyczaj pobraniem wirusa, dzięki któremu haker zdobywa dostęp do komputera ofiary oraz zdradzeniem danych osobowych.

Ankietowani wskazali, że wysyłane przez oszustów wiadomości najczęściej zachęcały do pobrania załącznika (66,3 proc.), kliknięcia w przesłany link (53,3 proc.) oraz uruchomienia lub instalacji nowej aplikacji (28,3 proc.). Respondenci zwrócili również uwagę na to, że w przesłanych wiadomościach często proszeni byli o przekazanie danych osobowych (20,7 proc.) lub wykonanie przelewu internetowego (20,7 proc.). We wszystkich tych przypadkach scenariusz jest łatwy do przewidzenia. W przypadku kliknięcia w umieszczony odnośnik lub pobrania załączonego pliku, na komputerze ofiary zainstalowane zostałoby szkodliwe oprogramowanie, dzięki któremu cyberprzestępcy zyskaliby dostęp do danych i haseł właściciela.zagrożenie danych 2

Porównując wyniki badania z początku pandemii z obecnymi, widać wyraźnie, że próby oszustwa poprzez instalację szkodliwego oprogramowania lub wyłudzenia danych nasiliły się podczas II fali epidemii.

Edukacja bronią w walce z oszustami

Rozwój epidemii oraz towarzysząca mu wyższa aktywność oszustów wpływa dezorientująco na Polaków. Potwierdzają to wyniki badania, które pokazują, że na przestrzeni ostatnich 6 miesięcy spadła liczba osób, które deklarują, że wiedzą, jak powinny zabezpieczać swoje dane podczas pandemii. Jeszcze w trakcie I fali pewność w tym temacie wykazywało 84,5 proc. badanych. Obecnie już prawie co 4. Polak nie wie, w jaki sposób chronić swoje dane osobowe w czasie pandemii. Są jednak sposoby na to, żeby zmniejszyć ryzyko.

Dokładnie analizujmy kierowane do nas komunikaty, zawarte np. w wiadomościach e-mail, by uniknąć wyłudzenia dodatkowych danych czy uzyskania danych dostępowych do internetowych systemów bankowych. Bardzo ważne jest, aby dane nie były udostępniane osobom nieupoważnionym. Gdy dane są przechowywane na urządzeniach przenośnych (np. pamięć USB) lub zamierzamy je przesłać na pomocą dostępnych narzędzi komunikacji w Internecie, powinny być szyfrowane i chronione hasłem. Używajmy oprogramowania chroniącego komputer i urządzenia mobilne przed niepożądanymi działaniami z zewnątrz, np. złośliwego oprogramowania. Oprócz popularnych programów antywirusowych przydatne mogą być również te, które zabezpieczą przed ingerencją z zewnątrz tzw. firewall. Nie odpowiadajmy na maile od osób, których nie znamy, np. spamerów, zwłaszcza gdy domagają się podania jakichś informacji o nas, czy namawiają do kliknięcia w przesłany link lub otwarcia przesłanego załącznika, a także gdy sugerują zmianę identyfikatora i hasła – mówi Adam Sanocki, rzecznik Urzędu Ochrony Danych Osobowych.

Specjaliści zwracają uwagę na to, że nawet zachowanie wszystkich zasad bezpieczeństwa może nie wystarczyć do tego, żeby uchronić się przed wykorzystaniem naszych danych osobowych. Nie wiemy, w jaki sposób zabezpieczone są bazy danych sklepów internetowych lub portali społecznościowych, z których korzystamy. Dlatego Urząd Ochrony Danych Osobowych w swoim komunikacie dotyczącym reagowania w przypadku kradzieży tożsamości rekomenduje m.in. założenie konta w systemie informacji gospodarczej, celem monitorowania swojej aktywności kredytowej.

Większą świadomość mają zapewnić również liczne akcje edukacyjne, jak realizowany przez UODO program „Twoje dane – Twoja sprawa” oraz cykliczne wydarzenia, jak na przykład, ustanowiony przez Komitet Ministrów Rady Europy i obchodzony od 2007 r. 28 stycznia, Dzień Ochrony Danych Osobowych.

Ogólnopolskie badanie „Ochrona danych osobowych w czasie pandemii” zostało przeprowadzone w kwietniu i listopadzie 2020 r. przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów BIG SA i serwisu ChronPESEL.pl na próbie 515 osób.

Elektroniczny obieg dokumentów księgowych – na czym polega, ile kosztuje i jak usprawnia działanie firmy?

Tradycyjny obieg dokumentów księgowych pochłania sporo czasu i środków, zwłaszcza w dobie rosnącego znaczenia pracy zdalnej. Wiele firm właśnie w minionym roku doceniło więc zalety elektronicznego obiegu dokumentów. Sprawdź, co daje takie rozwiązanie w obszarze księgowości oraz jak długo przechowywać dokument księgowe i jakie są ceny systemów elektronicznego obiegu dokumentów.

Czym jest elektroniczny obieg dokumentów księgowych?

Rozwiązania z zakresu elektronicznego obiegu dokumentów to z jednej strony zbiory procedur, a z drugiej systemy informatyczne. Razem umożliwiają standaryzację tworzenia, przepływu, przechowywania i pracy z dokumentami cyfrowymi oraz digitalizację tych, które trafiają do firmy w formie papierowej.

Istotnymi elementami systemów elektronicznego obiegu dokumentów księgowych mogą być narzędzia OCR do skanowania papierów i przetwarzania ich w formę elektroniczną oraz moduły do wystawiania, wysyłania oraz wczytywania i księgowania faktur elektronicznych. Nie mniej ważne są narzędzia, które umożliwiają porządkowanie i archiwizację czy szybkie tworzenie dokumentacji różnego rodzaju.

Ponieważ rozwiązania te oparte są o mechanizmy typy workflow, kluczową rolę odgrywają też powiadomienia elektroniczne. Dostarczają zainteresowanym osobom informacji na temat bieżącego statusu dokumentu w schemacie obiegu czy przypominają o konieczności podjęcia określonych działań. Niezwykle przydatnym narzędziem jest też podpis elektroniczny, dzięki któremu również dokumenty wymagające podpisania mogą istnieć tylko w formie cyfrowej.

Elektroniczny obieg dokumentów – zalety

Elektroniczny obieg dokumentów ma szereg zalet, które przekładają się na oszczędność czasu i środków. Do najważniejszych z nich należą:

  • Usprawniona komunikacja – szybkość i łatwość odnajdywania dokumentów oraz wysyłania ich innym osobom z firmy oraz jej klientom i kontrahentom bez konieczności korzystania z poczty czy kurierów.
  • Skrócenie pracy nad dokumentami – między innymi dzięki procesom automatyzacji lub standaryzacji ich tworzenia, akceptacji, importowania do systemu i podłączania do innych treści.
  • Eliminacja lub zmniejszenie ryzyka błędów ludzkich, zwłaszcza wynikających z ręcznego wprowadzania danych.
  • Elastyczne zarządzanie dostępem do dokumentów i możliwość tworzenie innych ścieżek obiegu i akceptacji dla różnych dokumentów księgowych w firmie.

Dokumenty księgowe: jak długo je przechowywać i dlaczego w cyfrowym archiwum?

Do istotnych zalet elektronicznego obiegu dokumentów księgowych należy też oszczędność miejsca. Nawet gdy papierów jest względnie niewiele, trzeba je gdzieś przechowywać. Cyfrowe archiwum rozwiązuje ten problem, a ponadto jest znacznie bezpieczniejsze.

Z jednej strony bowiem, do dokumentów mają wtedy dostęp tylko osoby upoważnione. Z drugiej zaś, praktycznie nie występuje ryzyko zniszczenia, zgubienia czy zawieruszenia się faktur, umów i innych papierów.

Bezpieczeństwo to jest bardzo istotne, bo ustawa o rachunkowości nakłada na firmę obowiązek archiwizacji dokumentów księgowych. Jak długo trzeba je przechowywać? W przypadku większości dokumentów (m.in. księgi rachunkowe, dowody księgowe przychodów i wydatków, umowy handlowe, pożyczki, dokumentacja roszczeń, zeznania podatkowe, dokumenty inwentaryzacyjne czy kartoteki wynagrodzeń) jest to 5 lat.

Bezterminowo należy natomiast przechowywać roczne sprawozdania finansowe. Z kolei dokumentację powstałą w wyniku reklamacji i rękojmi trzeba archiwizować przez 12 miesięcy od terminu ich wygaśnięcia.

Elektroniczny obieg dokumentów – ceny i przykład platformy Autenti

W zależności od konkretnych dostawców i możliwości oferowanych przez poszczególne moduły ich produktów, ceny systemów elektronicznego obiegu dokumentów księgowych mogą być bardzo różne. Koszty zaczynają się zwykle od kilkudziesięciu, a niekiedy nawet kilkunastu złotych miesięcznie netto, lecz mogą sięgać kilkuset i więcej złotych w przypadku oprogramowania dostosowanego do złożonych potrzeb dużych firm.

Z drugiej strony, na rynku można też znaleźć rozwiązania, które przy ograniczonych funkcjonalnościach są bezpłatne. Przykładem jest choćby Platforma Autenti, czyli narzędzie, które umożliwia elektroniczne podpisywanie i wysyłanie do podpisu oraz obieg i archiwizację dokumentów cyfrowych (szczegóły znajdziesz na: https://autenti.com/platforma-autenti/). Darmowe konto firmowe pozwala wysłać do 5 dokumentów na użytkownika miesięcznie, a konto Pro nie ma już limitów liczby dokumentów.

Platforma pozwala podpisywać i zatwierdzać dokumenty księgowe i inne zgodnie ze schematem obiegu obowiązującym w firmie. Autenti archiwizuje też pliki w szyfrowanej chmurze, a jednocześnie osoby uprawnione mogą mieć dostęp do dokumentów z dowolnego urządzenia połączonego z internetem.

Buble prawne utrudniają życie zwykłym ludziom i przedsiębiorcom

Redakcje Prawo.pl i LEX, serwisów wydawanych przez Wolters Kluwer Polska, przedstawiły w czwartek raport „Poprawmy prawo”. Wskazuje on przepisy wymagające pilnej zmiany. Okazuje się, że w akcie urodzenia można mieć wpisanych trzech ojców, a przerwa na karmienie piersią przysługuje także rodzicom… nastolatka.

W polskim prawie jest coraz więcej przepisów, które skutecznie komplikują życie osób prywatnych i przedsiębiorców. Pilnej poprawy wymagają wszystkie gałęzie prawa: od pracy i podatków przez wymiar sprawiedliwości, prawo gospodarcze, samorząd i administrację, czy regulacje dotyczące zdrowia i oświaty.

W ramach wspólnej akcji redakcji Prawo.pl i LEX „Poprawmy prawo” wskazano problematyczne przepisy, które na pewno należy zmienić  – zarówno takie, które wymagają poprawy, jak i te, które powinny powstać, bo w tej chwili istnieje luka w prawie. Do zgłaszania wadliwych aktów prawnych i brakujących przepisów zaproszeni zostali także czytelnicy Prawo.pl i uzytkownicy LEX.

Liczba zgłoszeń przerosła oczekiwania redakcji. Potwierdza to smutną, niestety, tezę, że z jakością polskiego prawa nie jest najlepiej. Przepisy są pełne luk i niejasności, bywają sprzeczne ze sobą, z Konstytucją RP czy z prawem UE. Buble prawne znajdziemy w niemal każdej dziedzinie prawa. Stan naszej legislacji pozostawia wiele do życzenia, a jego poprawie nie służy dodatkowo pandemiczna rzeczywistość, a w niej masowo i naprędce tworzone prawo.

W akcie urodzenia można mieć trzech ojców

Dziecko, matka i… trzech ojców – okazuje się, że obecne przepisy prowadzą do absurdu. Przez ustawowe domniemanie ojcostwa ojciec biologiczny nie może wystąpić o ustalenie, że nim jest. Kiedy w toku spraw rozwodowych przychodzą na świat dzieci ze związków pozamałżeńskich, nawet gdy jest zgoda, kto jest ojcem, trzeba to rozstrzygać przed sądem. Sprawy ciągną się miesiącami, są kosztowne i stresujące. Stare przepisy nie przewidziały zmian społecznych. A w akcie urodzenia dziecko ma wpisanych… trzech ojców.

Przerwa w pracy na karmienie piersią… nastolatka

Ewidentnym bublem są też przepisy o przerwach w pracy na karmienie dzieci. Przerwa na karmienie piersią przysługuje nawet rodzicowi… nastolatka. Okazuje się bowiem, że nie ma żadnych ograniczeń czasowych do korzystania przez pracownicę z prawa do przerw na karmienie dziecka piersią. Przepis nie uzależnia tego ani od wieku dziecka, ani od udowodnienia faktu jego karmienia w ten sposób. Zdaniem ekspertów, prawo wymaga zmiany, bo rodzi wątpliwości, a pracodawca nie ma możliwości zakwestionowania uprawnienia, nawet gdy dochodzi do nadużyć.

Problemy z fakturami i paragonami

Przedsiębiorcy mają też inny problem. Firmy nie wiedzą, jak stosować przepisy w zakresie wystawiania faktur do paragonów przy transakcjach do 450 złotych. Krajowa Informacja Skarbowa wydaje sprzeczne interpretacje, a dostępne objaśnienia niewiele pomogły. Sklepy natomiast nie wiedzą, jak dokumentować sprzedaż, a ich klienci mają problemy z odliczeniem podatku. Zmiana przepisów jest konieczna – i to szybko.

Cały czas brakuje także przepisów o  pracy zdalnej. Ten problem stał się szczególnie istotny teraz, w  okresie epidemii. Pracodawcy oczekują możliwości wykonywania pracy zdalnej. I chcą w tym zakresie działać za zgodą pracowników, a nie im ją narzucać.

Do poprawy przepisy i tryb tworzenia prawa

Raport „Poprawmy prawo” ma 56 stron. Dotyczy m.in. przepisów o spadkach, dodatku covidowym, zatorów płatniczych, alimentów, opodatkowania darowizn, doradztwa podatkowego i księgowości, raportowania umów o dzieło, studiów doktoranckich, ochrony danych osobowych czy segregowania śmieci.

Publikacja zawiera również raport dotyczący inflacji i produkcji prawa. Akty prawne tworzone są w pośpiechu, a zmiana goni zmianę. Ustawa covidowa była zmieniana aż 66 razy! Już w dacie wejścia w życie nowelizowały ją cztery ustawy. Proces legislacyjny jest coraz bardziej skracany, a projekty często nie są konsultowane.

– W raporcie przedstawiamy tylko najważniejsze przepisy wymagające pilnej zmiany – stan na koniec 2020 roku, wciąż aktualny. Nadal będziemy przyglądać się regulacjom do poprawy i procesowi tworzenia prawa, do czego zachęcamy również naszych Czytelników, Użytkowników i Ekspertów, którym serdecznie dziękujemy za wsparcie w naszej pierwszej akcji! Obiecujemy Państwu kolejny raport w  styczniu przyszłego roku. Warto dbać o lepsze prawo, bo przekłada się ono na życie każdego z nas, na stan gospodarki i państwa – mówią Ewa Usowicz i Jacek Żmuda, kierujący redakcjami Prawo.pl i LEX.

Najbliższa niedziela handlowa nie przyniesie zysku przedsiębiorcom. Północna Izba Gospodarcza proponuje rekompensatę po lockdownie

Północna Izba Gospodarcza w 2020 roku kilkukrotnie podejmowała temat zwiększenia ilości niedziel handlowych lub ogólnej likwidacji zakazu, który w ocenie zdecydowanej większości przedsiębiorców przynosi duże straty dla branży detalicznej. Handel jest jednym z sektorów najmocniej dotkniętych przez pandemię koronawirusa. W 2021 roku przewidziano tylko siedem handlowych niedziel, jedna z nich przypada na 31 stycznia, czyli na szczyt lockdownu. – W opinii Północnej Izby Gospodarczej należy zwiększyć ilość niedzieli handlowych. Pozwalają one na „odbicie się” przedsiębiorcom dotkniętym pandemią, mowa głównie o firmach handlowych zlokalizowanych np. w galeriach handlowych. Przedsiębiorcy z najbliższej niedzieli handlowej nie skorzystają, bo sklepy w galeriach są zamknięte. Jedynymi beneficjentami tej niedzieli będą dyskonty, które i tak nie mogą narzekać na brak klientów – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Niedziele handlowe ratunkiem dla słabnącego handlu detalicznego. Lockdown to straty rzędu 6 miliardów złotych miesięcznie

Północna Izba Gospodarcza proponuje, by w kolejnych miesiącach zrekompensować handlowcom straconą, styczniową wolną niedzielę wskazaniem przynajmniej jednego dodatkowego terminu w kolejnych miesiącach. Rozmowy z przedsiębiorcami działającymi w branży handlowej wyraźnie wskazują, że brak niedzieli handlowych jest jednym z poważniejszych problemów handlu detalicznego. W czasie pandemii koronawirusa handel jest branżą mocno dotkniętą stratami. Uważamy, że przywrócenie handlu w niedzielę  byłoby wyjściem naprzeciw oczekiwaniom przedsiębiorcom, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji finansowej.

– Każde działanie, które pomoże przedsiębiorcom jest warte wdrożenia. Północna Izba Gospodarcza jest orędownikiem powrotu handlu w niedzielę, a nasza opinia wynika z realnego głosu przedsiębiorców. Statystyki pokazują, że każdy miesiąc lockdownu zabiera branży centrów handlowych 6 miliardów złotych. Łącznie to już ponad 30 miliardów złotych strat. Oczywiście można powiedzieć, że w grudniu nastąpiło krótkie ożywienie, bo galerie były czynne przed Świętami Bożego Narodzenia. Nie jesteśmy przekonani czy to wystarczy, by sektor handlu detalicznego mógł wrócić po lockdownie do dobrej kondycji – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Niezmiennie postulujemy przywrócenie handlu w niedzielę po lockdownie. Jeżeli to w najbliższym czasie okaże się niemożliwe to uważamy, że przedsiębiorcom należy się rekompensata w postaci dodatkowej handlowej niedzieli za dzień, który przypada na 31 stycznia 2021 – mówi Hanna Mojsiuk.

– Uważam, że ratowanie gospodarki w 2021 r., a tym samym i dochodów nie tylko przedsiębiorców, ale także pracowników i współpracowników wymaga zawieszenia w ogóle zakazu handlu w niedzielę. Jesień 2020 r. dowiodła, że nawet czasowe otwarcie między kolejnymi zamknięciami gospodarki spowodowało istotne odrobienie dochodów. Trzeba mieć na względzie, że rezerwy przedsiębiorców są na wyczerpaniu, nie wszyscy mogą liczyć na tarcze, uwolnienie handlu m.in. także poprzez rozłożenie ruchu na całe 7 dni w tygodniu istotnie pozwoli gospodarce powrócić na swoje tory wysokich obrotów – mówi Michał Wojtas, skarbnik Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Pracownicy handlu tracą pracę przez lockdown. „Zwolnienia, zmiany umów, obniżki wynagrodzeń”

W opinii Małgorzaty Marczulewskiej, Prezesa Grupy windykacyjnej AVERTO oraz Prezesa Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom pracownicy nie skarżą się już na konieczność pracy w niedzielę. Jest duże oczekiwanie, że pracy będzie więcej. Dlaczego? Bo handel detaliczny mocno traci na pandemii koronawirusa. Pracownicy wolą mieć więc więcej pracy niż nie mieć jej wcale.

– Sytuacja w handlu jest bardzo trudna. Wielu pracowników sieciowych sklepów z końcem 2020 roku straciło zatrudnienie. Niektórym obniżono pensje, a jeszcze inni otrzymali umowy cywilnoprawne z obniżonym wynagrodzeniem. Otrzymywaliśmy również sygnały o tym, że niektórzy pracownicy otrzymali nowe umowy na trzy miesiące – mówi Małgorzata Marczulewska. – Lockdown mocno dotknął przedsiębiorców. Jako organizacja pozarządowa występująca w imieniu pracowników sugerowaliśmy przyjęcie specjalnego pakietu osłonowego, który wsparłby pracowników branż sezonowych oraz firm objętych lockdownem. Widzimy, że to właśnie pracownicy handlu, gastronomii, turystyki i hotelarstwa teraz najczęściej tracą pracę – dodaje Małgorzata Marczulewska.

Anna Urbańska obejmuje stanowisko CEO polskiego biura Standard Chartered

Anna Urbańska została powołana na stanowisko Dyrektora Zarządzającego (CEO) i Członka Zarządu Standard Chartered Global Business Services Sp. z o. o. To zlokalizowane w Warszawie globalne centrum usług biznesowych należy do Grupy Standard Chartered, wiodącego banku międzynarodowego. Nowa CEO będzie jednocześnie kontynuować pracę na dotychczasowym stanowisku – Dyrektora Pionu Przeciwdziałania Przestępczości Finansowej w Polsce (Head of Conduct & Financial Crime Compliance Site Lead, Poland).

Anna Urbańska ma ponad 20-letnie doświadczenie zawodowe zgromadzone w sektorze bankowym, funduszy inwestycyjnych i konsultingowym. Do grona pracowników Standard Chartered dołączyła jesienią 2018 roku. Jej zadaniem było zbudowanie od podstaw zespołu doświadczonych specjalistów odpowiedzialnych za przeciwdziałanie przestępczości finansowej, który tworzy dziś przeszło 350 ekspertów.

Zanim rozpoczęła pracę w Standard Chartered kierowała zespołem ds. przeciwdziałania przestępczości finansowej w PwC. Pełniła też funkcję dyrektora operacyjnego w randze wiceprezesa zarządu w spółce działającej w sektorze technologii finansowych (fintech), zarządzanej przez amerykański fundusz private equity, a wcześniej zbudowała od podstaw i zarządzała centrum operacyjnym RBS (obecnie NatWest). Pracowała również na kierowniczych stanowiskach w jednostkach operacyjnych takich instytucji finansowych, jak Cetelem, HSBC i GMAC. Jest absolwentką studiów magisterskich na Wydziale Prawa Uniwersytetu Warszawskiego oraz studiów podyplomowych z zakresu zarządzania i ekonomii w Szkole Głównej Handlowej.

Anna Urbańska zastępuje na stanowisku CEO Rowenę Everson, która odpowiadała za zarządzanie działalnością operacyjną i rozwój strategiczny spółki od momentu jej zarejestrowania w czerwcu 2018 roku. Dotychczasowa dyrektor zarządzająca została powołana w strukturach banku na stanowisko Dyrektora ds. Kanałów Cyfrowych i Analizy Danych w regionie Europy i Ameryk, z siedzibą w Londynie. Jednocześnie pozostaje ona
w zarządzie polskiej spółki, aby wspierać jej dalszy rozwój.

„Wieloletni staż menedżerski w połączeniu z doświadczeniem zdobytym w globalnych instytucjach finansowych i dogłębną znajomością lokalnego rynku sprawiają, że Anna jest
doskonale przygotowana, aby kierować dalszym rozwojem naszej działalności w Polsce.
W planach jest zarówno rozwój istniejących obszarów, jak i tworzenie nowych, związanych np. z nowoczesnymi technologiami i zrównoważonym finansowaniem. Pod jej przewodnictwem zostanie też wprowadzony m.in. elastyczny system pracy, uwzględniający różne potrzeby pracowników w zakresie czasu i lokalizacjiʺ, powiedział Matthew Norris, Globalny Dyrektor Zarządzający Globalnych Centrów Usług Biznesowych banku Standard Chartered.

Firma Standard Chartered Global Business Services Sp. z o. o. została zarejestrowana
w czerwcu 2018 roku. Zatrudnia obecnie prawie 700 pracowników, którzy świadczą specjalistyczne usługi na rzecz innych spółek z Grupy Standard Chartered, działającej na 60 rynkach. Do najważniejszych obszarów kompetencyjnych spółki należą: przeciwdziałanie przestępczości finansowej, cyberbezpieczeństwo, zarządzanie ryzykiem płynności, zarządzanie międzynarodowymi projektami z obszaru HR, rekrutacja pracowników Polsce, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych oraz negocjowanie umów na instrumenty pochodne z klientami korporacyjnymi i instytucjonalnymi.

Deloitte: Zrównoważony rozwój i cyfryzacja powinny na stałe wpisać się w strategię marek luksusowych

TOP 10 producentów dóbr luksusowych na świecie generuje ponad połowę przychodów osiąganych przez sto największych firm w branży.

Przychody ze sprzedaży 100 największych firm z sektora dóbr luksusowych wyniosły w minionym roku obrotowym (zakończonym 31 grudnia 2019 roku) 281 mld dolarów, o ponad 8 proc. więcej niż rok wcześniej. Liderem pozostaje francuski koncern LVMH. Jak wynika z raportu „Global Powers of Luxury Goods 2020. The new age of fashion and luxury”, do 2025 roku millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z odpowiedzialni będą za połowę zakupów w tym segmencie. Eksperci firmy doradczej Deloitte wskazują, że to właśnie młodzi konsumenci będą wybierać marki odpowiedzialne społecznie, oraz takie, które oferują doświadczenie zakupowe na najwyższym poziomie bez względu na wybrany kanał. Za sprawą pandemii te dwa aspekty rozwinęły się znacząco wśród producentów dóbr luksusowych.

Wzrost sprzedaży w minionym roku obrotowym w branży dóbr luksusowych wyniósł 8,5 proc. To spadek w porównaniu do 10,8 proc. osiągniętych rok wcześniej. Wartość zysku netto spółek z TOP 100 wzrosła jednak o 11,2 proc. Średnia wartość przychodów przypadająca na spółkę wynosiła 2,8 mld dolarów. Aby znaleźć się w zestawieniu należało osiągnąć minimum 238 mln dolarów.

– W ostatnich latach rynek dóbr luksusowych zwiększał swoją wartość, ale równocześnie odnotowywał niższą stopę wzrostu. Wśród przyczyn, które wpłynęły na wyniki tegorocznego rankingu, można podać protekcjonizm gospodarczy i restrykcje handlowe. Głównie dotknęło to marek z Chin i Stanów Zjednoczonych. Z roku na rok wzrosty w ich wynikach finansowych kształtują się na coraz niższym poziomie – mówi Irena Pichola, Partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Liderzy nadal mocni

Pierwsze miejsce wśród 100 największych producentów dóbr luksusowych ponownie zajął koncern LVMH, w którego portfolio znajdują się marki, takie jak Louis Vuitton czy Marc Jacobs. Na drugim miejscu pojawiła się kolejna francuska spółka – Kering SA, właściciel marek Gucci czy Saint Laurent. Na podium, podobnie jak rok temu, znalazł się także amerykański koncern kosmetyczny Estee Lauder. Producenci z TOP 10 wygenerowali w sumie 51,2 proc. sprzedaży całej pierwszej setki. To pierwsza taka sytuacja w siedmioletniej historii raportu Deloitte.

Co ciekawe, w zestawieniu TOP 10 od roku obrotowego 2017 pozostają te same firmy i zmieniają się tylko ich pozycje. Oznacza to, że marki konsekwentnie pracują na swój sukces i umieją odpowiednio wykorzystać posiadane zasoby, by pokazać swoją wartość. W minionym roku luksusowi giganci odnotowali lepsze wyniki wartości zysku netto niż pozostałe firmy. Z kolei pięć z nich może pochwalić się dwucyfrowym wzrostem sprzedaży w ujęciu rocznym – mówi Bartek Bobczyński, Dyrektor, Deloitte Digital.

Najwięcej spółek w ogólnym zestawieniu to tradycyjnie producenci ubrań i butów (37 firm), ale największy wzrost sprzedaży zanotowały firmy oferujące różnorodny asortyment dóbr luksusowych (o 12,8 proc.). Najliczniejszą reprezentację mają przedsiębiorstwa z Włoch (22), chociaż odpowiadają tylko za 12,4 proc. przychodów ze sprzedaży dóbr luksusowych.

Pandemia zmieniła postrzeganie marek

Jak wynika z raportu Deloitte, do 2025 roku za połowę globalnej konsumpcji dóbr luksusowych będą odpowiedzialni millenialsi i przedstawiciele pokolenia Z, czyli osoby świadome ekologicznych i społecznych problemów, z którymi obecnie mierzy się świat. Dla branży modowej to impuls do zmiany nastawienia do prowadzenia działalności biznesowej. Marki luksusowe powinny być świadome swojego wpływu na otoczenie i zachowywać różnorodność kulturową. Konsumenci oczekują także etycznych zachowań, przejawiających się w uczciwych praktykach biznesowych.

Z większą świadomością konsumentów wiąże się również idea zero-waste, zgodnie z którą ludzie chcą produkować jak najmniej odpadów. Tym samym, produkty luksusowe stają się bardzo pożądane na rynku wtórnym, którego wartość wzrośnie do 68,5 mld dolarów już w 2026 roku.

Eksperci Deloitte wskazują, że nie tylko klienci zdają sobie sprawę z rosnących klimatycznych zagrożeń. Ekskluzywne domy mody, które chcą osiągnąć neutralność węglową, coraz częściej inwestują w zielone technologie i projekty przyczyniające się do zmniejszenia globalnej emisji gazów cieplarnianych. Takie podejście zadeklarowały Chanel i Armani, którzy do 2050 roku staną się neutralne węglowo, również w obszarze łańcucha dostaw.

Producenci dóbr luksusowych dostrzegają, że zrównoważony rozwój powinien być stałym elementem ich strategii. To ważny sygnał, tym bardziej, że według ONZ około 10 proc. światowej emisji gazów cieplarnianych pochodzi właśnie z branży mody. Pandemia była dla marek luksusowych impulsem do poważnych zmian, często napędzanych przez presję konsumentów. Trend dbania o to, jak firma wpływa na otoczenie przerodzi się więc w konieczność – mówi Irena Pichola.

Nie ma ucieczki od technologii

Marki luksusowe muszą nieustannie śledzić zmieniające się zachowania klientów. Do analizy dużej liczby danych coraz częściej używają sztucznej inteligencji i aplikacji wykorzystujących rozszerzoną rzeczywistość (AR). Współcześni konsumenci używają większej liczby kanałów zakupowych, a grupy modowe szukają sposobów, by umocnić relacje z klientem. Jednym z nich jest zastosowanie strategii omnichannel, czyli zaplanowanie ścieżki zakupowej klienta tak, żeby bez względu na miejsce zakupu jego doświadczenie było takie samo.

W czasie pandemii media społecznościowe stały się ważnym narzędziem, dzięki któremu koncerny produkujące dobra luksusowe badają sentyment klientów względem swoich marek. Umiejętność dostrzeżenia zmian w nastawieniu konsumentów pozwala na szybkie dostosowanie oferty do ich potrzeb i stworzenie efektywnej strategii komunikacji.

Pandemia dobitnie pokazała markom luksusowym, że muszą odnaleźć się w cyfrowej rzeczywistości. Pomimo początkowej niechęci, firmy zainwestowały w nowe technologie wspomagające zakupy online. Należy jednak zaznaczyć, że unikatowe doświadczenie związane z wizytą w sklepie nadal jest pożądane przez klientów. To właśnie odpowiednio zaimplementowana strategia omnichannel pozwoli na bezpieczny powrót do sklepów przy zachowaniu zasad społecznego dystansu, nie zapominając przy tym o zapewnieniu odpowiednich wrażeń konsumenckich – podsumowuje Bartek Bobczyński.

O raporcie

Raport „Global Powers of Luxury Goods 2020. The new age of fashion and luxury” omawia kondycję branży dóbr luksusowych, skupiając się na producentach ekskluzywnej odzieży, torebek i akcesoriów, biżuterii i zegarków oraz kosmetyków i perfum. W tegorocznej edycji raportu przeanalizowano wyniki finansowe przedsiębiorstw za rok fiskalny 2019, czyli okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2019 roku.

InventionMed skorzysta z prawa poboru i weźmie udział w emisji akcji SoftBlue

InventionMed, technologiczna spółka z branży medycznej deklaruje objęcie wszystkich akcji przepadających spółce w wyniku realizacji prawa poboru w ramach publicznej emisji SoftBlue. Udział jest potwierdzeniem strategicznej współpracy obu podmiotów – ze względu na pokrewny profil działalności, firmy planują wspólną realizację projektów.

InventionMed obejmie złoży zapis podstawowy na całość przysługujących jej akcji serii F, tj. na 19 mln akcji serii F po cenie emisyjnej 0,22 zł za jedną akcję, tj. za łączną kwotę 4,18 mln zł. Środki na objęcie akcji będą pochodzić ze środków własnych Spółki oraz z pożyczki udzielonej przez Prezesa Zarządu Spółki

Podwyższenie kapitału zakładowego SoftBlue nastąpi w drodze emisji nie więcej niż 46 801 250 akcji na okaziciela serii F o wartości nominalnej 0,10 zł. Cena emisyjna nowych akcji serii F została ustalona na 0,22 zł za jedną akcję. Prawo Poboru przysługuje dotychczasowym akcjonariuszom spółki, osobom, które posiadały akcje SoftBlue w dniu 11 stycznia br. Za każdą jedną akcję spółki przysługuje jedno jednostkowe prawo poboru.

– Współpraca InventionMed z SoftBlue ma wymiar strategiczny i długofalowy. Wierzymy, że połączenie dwóch podmiotów o komplementarnych profilach działalności stanowi ogromny potencjał do rozwoju i umocnienia pozycji rynkowej obu spółek. SoftBlue dołączyło do naszego akcjonariatu, planujemy wspólne projekty, dlatego objęcie akcji w ramach trwającej emisji jest z mojej perspektywy naturalnym krokiem i jednocześnie potwierdzeniem naszych wspólnych planów biznesowych – mówi Tomasz Kierul, prezes InventionMed.

SoftBlue jest głównym akcjonariuszem InventionMed. W lipcu minionego roku spółka zakupiła łączny pakiet ponad 10 mln akcji, co stanowi blisko 30 proc. wszystkich akcji InventionMed. Decyzję o skupie akcji podjęto z uwagi na pokrewny profil działalności obu firm oraz wspólnie prowadzone projekty.

InventionMed planuje budowę „Wirtualnego szpitala”, czyli Centrum Innowacyjnych Symulacji Medycznych VR i AR w Bydgoszczy będzie to miejsce wyposażone najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne i prototypowe symulatory medyczne w oparciu o VR (virtual reality) i AR (augmented reality) oraz autorską technologię InventionMed – podwójną immersję. Spółka opracuje i wdroży rozwiązania produktowe umożliwiające kompleksowe szkolenie adeptów medycyny – nie tylko w zakresie dermatologii i medycyny estetycznej, ale również kardiologii, kardiochirurgii a także neochirurgii, chirurgii, geriatrii, anatomii oraz rehabilitacji neurologicznej.

Problematyczny PIT-11 dla pracowników delegowanych i osób pracujących zdalnie za granicą

1 lutego 2021 roku mija termin przekazania urzędom skarbowym informacji PIT-11 za 2020 rok o przychodach z innych źródeł oraz o dochodach i pobranych zaliczkach na podatek dochodowy. Problematyczne może okazać się sporządzenie informacji PIT-11 delegowanym pracownikom, osobom wykonującym pracę zdalną za granicą lub zatrudnionym w firmie obcokrajowcom.

Podobnie jak w poprzednim roku, informacja PIT-11 jest przekazywana do urzędów skarbowych wyłącznie za pomocą środków komunikacji elektronicznej. Natomiast doręczenie informacji PIT-11 pracownikom odbywa się w dowolnej formie, a pracodawca ma czas na przekazanie jej podatnikom do 1 marca 2021 roku.

Najwięcej wątpliwości sporządzenie informacji PIT-11 sprawia pracodawcom, którzy delegowali swoich pracowników za granicę lub którzy zatrudniają obcokrajowców. Dochody z pracy za granicą najczęściej podlegają bowiem opodatkowaniu w państwie, w którym praca była wykonywana. Mają jednak one również wpływ na zobowiązanie podatkowe w Polsce. Problemem dla pracodawców okazuje się prawidłowe wykazanie tych dochodów w PIT-11. Sytuacji nie ułatwia fakt, że z uwagi na pandemię koronawirusa powstaje szereg wątpliwości związanych z tym, jak ta okoliczność wpływa na obowiązki podatkowe, w szczególności w związku z przymusowym pobytem pracownika za granicą i świadczenia tam pracy zdalnej.

Numer identyfikacji podatkowej w PIT-11

Płatnik podatku dochodowego od osób fizycznych wystawiając PIT-11 ma obowiązek podać w formularzu podatkowym poprawny numer PESEL lub NIP podatnika (pracownika). W przypadku podatników, którzy nie przekazali płatnikowi poprawnego numeru PESEL lub NIP, płatnicy podawali zamiast tego numeru ciąg cyfr „1111111111” czy „9999999999”, aby złożyć informację PIT-11 w terminie.

Zgodnie z informacjami Ministerstwa Finansów z końca 2020 roku, takie działanie jest uznawane jako błąd i informacje PIT-11 za 2020 rok ze wskazanym takim ciągiem cyfr miałyby być nieprzyjmowane przez system. System resortu finansów nie został jednak zmodyfikowany i nadal, tak jak w ubiegłych latach, formularze ze wskazanym ciągiem cyfr „1111111111” czy „9999999999” zamiast numeru PESEL lub NIP podatnika będą mogły zostać złożone przez system.

Jeszcze pod koniec ubiegłego roku, dla wielu pracodawców zatrudniających obcokrajowców nieposiadających numeru PESEL lub NIP pojawił się duży kłopot. Zgodnie z wyjaśnieniami Ministerstwa Finansów, zatrudniający nie mógł złożyć informacji PIT-11 za cudzoziemca, jeśli ten nie posiada numeru PESEL bądź NIP. Dotyczyło to nie tylko pracodawców, ale wszystkich płatników, którzy po zakończeniu roku muszą sporządzić informacje PIT-11. Co więcej, nie będąc w stanie wypełnić swoich obowiązków w tym zakresie, płatnik narażał się w konsekwencji na odpowiedzialność karno-skarbową. Na szczęście w ostatnich dniach pojawiły się kolejne wyjaśnienia MF wskazujące, iż w tym roku nic się nie zmieni w składaniu PIT-11 za cudzoziemców, którzy nie posiadają numeru PESEL bądź NIP. Oznacza to tym samym, że tak jak w poprzednich latach będzie można w takiej wyjątkowej sytuacji wpisać ciąg cyfr, który będzie traktowany jako identyfikator podatkowy zagranicznego pracownikamówi Paweł Majewski, Menedżer w Zespole ds. PIT w KPMG w Polsce.

Rezydencja podatkowa

Przygotowując informację PIT-11 dla pracownika, płatnik powinien dokonać weryfikacji jego statusu rezydencji. W przypadku kiedy podatnik (pracownik) nie spełnia przesłanek pozwalających uznać go za rezydenta do celów podatkowych w Polsce, informacja PIT-11 powinna zawierać inne dane.

Za osobę mającą miejsce zamieszkania na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej uważa się osobę fizyczną, która posiada na terytorium Polski centrum interesów osobistych lub gospodarczych (ośrodek interesów życiowych) lub przebywa na terytorium Polski dłużej niż 183 dni w roku podatkowym.

Warto podkreślić, że aby zostać rezydentem podatkowym wystarczy spełniać tylko jeden z wyżej wymienionych warunków. Jeżeli płatnik ma obowiązek przygotować informacje PIT-11 dla podatnika będącego nierezydentem podatkowym w Polsce musi pamiętać, że powinien zaznaczyć odpowiednią pozycję w informacji PIT-11 oraz uwzględnić na formularzu inne dane niż w przypadku polskiego rezydenta podatkowego (np. adres zagraniczny czy zagraniczny numer identyfikacji podatkowej). Co istotne, informacja PIT-11 wystawiona podatnikowi niebędącemu rezydentem podatkowym w Polsce, powinna zostać skierowana do dedykowanego urzędu właściwego dla nierezydentów podatkowych określonego w oparciu o siedzibę płatnika.

Praca zdalna za granicą

Jednym ze skutków pandemii COVID-19 jest rosnąca popularność pracy zdalnej, która stała się powszechną formą zatrudnienia, umożliwiającą wykonywanie pracy w domu, innym mieście, a także za granicą. Świadczenie obowiązków zawodowych w tej formie, w szczególności w sytuacji pobytu pracownika (zwłaszcza długotrwałego) w innym kraju i wykonywanie stamtąd zadań służbowych, może mieć wpływ na obowiązki rozliczeniowe zarówno pracownika, jak i spółki oraz prawidłowe sporządzenie informacji PIT-11.

OECD wydało rekomendacje, zgodnie z którymi w przypadku gdy pracownik w związku z koronawirusem zostanie zmuszony do pozostania w kraju, w którym normalnie jego pobyt nie przekroczyłby 183 dni, to ten dodatkowy okres nie powinien przekładać się na powstanie obowiązków podatkowych w tym państwie, w tym w szczególności w zakresie zmiany jego rezydencji podatkowej. Trzeba jednak pamiętać, że poza specjalnym porozumieniem zawartym pomiędzy Polską i Niemcami w tym zakresie, nie zostały wprowadzone do polskiego systemu podatkowego inne przepisy regulujące te kwestie i należy się w takich wypadkach kierować zasadami ogólnymi, w tym postanowieniami poszczególnych umów o unikaniu podwójnego opodatkowania.

W zawartej przez Polskę umowie z Niemcami wprowadzono tzw. fikcję prawną polegającą na tym, że gdy pracownik wykonuje pracę z domu tj. w państwie rezydencji na rzecz pracodawcy z drugiego kraju, to taką pracę można uznać za wykonywaną w państwie, w którym pracownik wykonywałby ją gdyby nie podjęto działań antykryzysowych. Niewątpliwie należałoby oczekiwać coraz większej liczby takich porozumień, w szczególności w przypadku tych krajów w których liczba pracujących Polaków jest znaczna – jak np. Belgia, Holandia czy Wielka Brytaniamówi Grzegorz Grochowina, Deputy Director, Szef Zespołu ds. Zarządzania Wiedzą w Dziale Doradztwa Podatkowego w KPMG w Polsce.

Jak pisać, by wzbudzać emocje i zwiększać sprzedaż?

Fundamentem skutecznej sprzedaży jest komunikacja, a jej podstawowym narzędziem jest słowo. Operowanie nim tylko z pozoru jest łatwą umiejętnością. Barbara Stawarz-Garcia, Adam Dębowski, Jan Szustak, Roman Kawszyn, Adam Szaran oraz Magdalena Pawłowska – eksperci, którzy pracują słowem i za jego pomocą budują zasięgowe kampanie marketingowe dla dużych graczy rynkowych, 4 lutego br. podczas konferencji Online Summit, opowiedzą, jak tworzyć skuteczne, angażujące odbiorców treści.

Większość decyzji podejmowanych jest na podstawie emocji. Z badań przeprowadzonych w ramach projektu Buyology wynika, że 85% codziennych wyborów podejmujemy na poziomie podświadomości.1 Emocjami kierujemy się nie tylko podczas zakupów, ale także decyzji biznesowych. Emocje potrafi wzbudzić również dobrze skrojony tekst o produkcie czy usłudze. Odbiorca, spotykając się z przekazem, który zaszczepił w nim pewne odczucia względem danej osoby, produktu, firmy – chętniej dokonuje zakupu. Angażujące treści sprawiają, że sam proces sprzedaży znacznie się skraca. Właśnie dlatego copywriting to kompetencja, która jest kluczowym elementem skutecznej sprzedaży.

Nie ma innej, tak skutecznej drogi dotarcia do mózgu klienta jak słowo. Klient kupuje wtedy, gdy potrafimy uruchomić w nim emocje zakupowe. Jedną z najbardziej skutecznych, pojawiającą się w procesie podejmowania decyzji o zakupie, jest emocja pragnienia posiadania. Odpowiedni algorytm czy schemat wywołania emocji, to odpowiednio dobrane słowa, ułożone w skuteczną całość. Harmonijne, wywierające wpływ, użyte w sensownej sekwencji. Copywriting daje nam potężne możliwości stworzenia właśnie takiego komunikatu i wywołania emocji. – Roman Kawszyn i Adam Szaran, założyciele marki Al Fianco Partners.

Copywriting a marka osobista

Słowa mają moc tworzenia świata. Mają również moc tworzenia wizerunku danej osoby czy firmy. Jeśli są spójne ze stanem rzeczywistym, będą potężnym narzędziem w budowaniu marki. Spójność jest tutaj niezwykle istotna, ponieważ komunikat musi pasować do nadawcy. Ekspert posługujący się niedbałym językiem, straci zaufanie swoich odbiorców, tak samo marka młodzieżowa komunikująca się w sposób oficjalny. Dlatego tak ważne jest, by dopasować sposób komunikacji do odbiorcy, ale i do charakteru nadawcy. Ludzie są bardzo czujni – szybko zauważą, że komunikaty nie są spójne z marką.

Dla mnie sztuka pisania ma niezwykłą siłę i moc. Jedno zdanie potrafi zainspirować, przemienić, uświadomić. Precyzja słów, odpowiedni ciąg zdań mają niesamowity wpływ na odbiorców. Chcemy lepiej się komunikować, promować, inspirować? Uczmy się copywritingu, storytellingu – a tak naprawdę po prostu pisania takich zdań, które oddają to, co nam siedzi w głowie, w sercu, w duszy i które trafiają do tych, którzy mają nas usłyszeć. Nawet jeśli TikTok opanuje świat, to na koniec dnia będą wygrywać ci, którzy oprócz video będą umieli dobrze dobrać słowa, a nie tylko gadać. – Adam Dębowski, CEO Instytutu Liderów Zmian.

Czym jest copywriting?

Copywriting to w skrócie sztuka przemawiania i komunikacji przez słowa pisane. Chociaż wielu osobom kojarzy się jedynie z hasłami reklamowymi opartymi na perswazji, w rzeczywistości jest to pojęcie znacznie szersze. Copywriting to pomost pomiędzy nadawcą a odbiorcą, umożliwiający im dialog i zrozumienie. Pozwala na poznanie danej osoby czy marki, pokazuje jej podejście do klientów, przekazuje historię firmy.

Copywriting pojawia się zawsze wtedy, gdy marka chce dotrzeć do swoich odbiorców z konkretnym komunikatem i wywołać w nich reakcję. Bez dobrze napisanych tekstów nawet najlepsze reklamy video, grafiki czy najładniej zaprojektowane strony internetowe nie dadzą pożądanych rezultatów. Ludzie muszą znaleźć w komunikacie coś, co sprawi, że oderwą się od tego, co robią i zdecydują się poświęcić swój cenny czas na interakcję z marką. – Jan Szustak, copywriter i założyciel agencji Tekstopia. .

Online Summit – wirtualna konferencja o copywritingu

Najnowsza edycja konferencji Online Summit poruszy najważniejsze zagadnienia związane z copywritingiem. 6 ekspertów podzieli się swoimi najlepszymi praktykami i doświadczeniem.

To już kolejna edycja Online Summit w wersji online, bardzo się cieszę, że tym razem będziemy mieć okazję, by poruszyć temat copywritingu. To niezwykle ważna kwestia, nie tylko dla marketingowców, ale również dla właścicieli firm, sprzedawców, ekspertów i wszystkich osób, które chcą lepiej się komunikować. Podczas wydarzenia zajmiemy się między innymi takimi zagadnieniami jak: techniki pisania, treści przyciągające klientów, tworzenie stron sprzedażowychi skutecznych reklam.

Magdalena Pawłowska, ekspertka kursów online, autorka książki „Jedna kampania do wolności”, założycielka Marketing MasterClass i organizatorka Online Summit.

Online Summit odbędzie się w formie wirtualnej już 4 lutego w godz. 9:00 – 16:00. Wydarzenie jest bezpłatne, wystarczy zarejestrować się na stronie https://onlinesummit.pl.

1. https://o-m.pl/artykul/neuromarketing-czyli-jak-wykorzystac-neurobadania-do-tworzenia-skutecznych-kampanii

Co kupujemy w sieci chętniej niż rok temu?

Zmianę naszego sposobu kupowania na bardziej zdalny i cyfrowy widać gołym okiem. W niektórych grupach produktów przejście na zakupy online było niemal rewolucyjne. Ostatni raport firm Shoper i SMSAPI pokazuje, że aż co trzeci Polak w czasie pandemii przerzucił się na kupowanie odzieży, kosmetyków i książek w sieci.

Nadzwyczajny wzrost zainteresowania zakupami w sieci potwierdzają ubiegłoroczne wyniki badania opinii przeprowadzonego wspólnie z firmą SMSAPI. Na potrzeby raportu “Komunikacja sklepów internetowych” zapytano 1000 konsumentów, w jaki sposób robią zakupy, ile wydali na produkty z poszczególnych kategorii oraz jak często kupowali online w czasie pandemii koronawirusa.

Uzyskane odpowiedzi wskazują, że wiele osób całkiem niedawno odkryło zalety kupowania przez internet. Przekonało się do niego również sporo osób wcześniej tylko sporadycznie kupujących online.

Dla każdej grupy produktów liczba respondentów, deklarujących, że w ostatnich miesiącach częściej kupują online była wyższa niż tych, którzy w ten sposób kupują rzadziej, a w kilku kategoriach tych pierwszych jest nawet 3-4-krotnie więcej.

Co kupujemy w sieci chętniej niż rok temu
Źródło: Raportu “Komunikacja sklepów internetowych” , SMSAPI i Shoper

– Już wcześniej widzieliśmy, że jeden asortyment sprzedaje się w sieci lepiej niż inny, więc sam fakt, że w także pandemii każda z branż ma inna dynamikę wzrostu, specjalnie nie dziwi. Ciekawe jest jednak, że najwięcej klientów zyskały sklepy internetowe z odzieżą, drogerie online, a także z e-sklepy z książkami i multimediami czy akcesoriami hobbystycznymi, jak również dopiero raczkujące internetowe sklepy spożywcze czyli – szeroko patrząc – dotyczące codziennego życia. To pokazuje, że zakupy w sieci stał się sposobem na załatwianie zwykłych sprawunków – zauważa Oliwia Tomalik, Marketing Manager Shoper.

Co zmieniło się w zakupach online w 2020?

Raport pokazuje, że największym wzrostem sprzedaży za pośrednictwem internetu cieszyły się produkty z kategorii Zdrowie i uroda. Ponad 34 proc. respondentów zadeklarowało, że w czasie pandemii zaczęło je częściej kupować w sklepach internetowych. Dane firmy Shoper mówią, że liczba transakcji w branży Zdrowie i uroda wzrosła w ubiegłym roku o niemal 60 proc. względem roku 2019.

Na drugim miejscu uplasowała się odzież (34 proc.), a na trzecim książki i multimedia (31,1 proc.). Produkty z tej ostatniej kategorii były również najczęściej wskazywane jako kupowane wyłącznie online (35,4 proc.). Inne branże z dużym udziałem transakcji tylko internetowych to hobby (wzrost o ponad 28 proc.), a także komputery i elektronika (ponad 24 proc.).

Nie wszędzie wysokie wzrosty

Branża Sport i podróże oraz Motoryzacja nie odnotowały większych zmian. Przynajmniej tak wynika z deklaracji respondentów badania Shoper i SMSAPI. Można postawić tezę, że na relatywnie słabe wzrosty w tych kategoriach wpłynęły pandemiczne obostrzenia, które znacząco ograniczały mobilności jak i możliwość uprawiania turystyki i sportu.

– Warto zauważyć, że nawet branże, które nie pozyskały w ubiegłym roku wielu nowych klientów, wciąż dobrze sobie radzą w internecie. Dotychczasowi klienci nie mając często stacjonarnej alternatywy, są bardziej skłonni, by kupować online. Na naszej platformie e-sklepy motoryzacyjne odnotowały w ubiegłym roku ponad 35 proc. więcej transakcji zakupowych niż w 2019, a w przypadku kategorii Sport i podróże ten wzrost wyniósł ponad 60 proc. Spodziewamy się, że w miarę jak pandemia będzie powoli ustępować, one również podążą za falą wzrostów w e-commerce, tak jak teraz odzież czy kosmetyki – mówi Oliwia Tomalik.

Farma fotowoltaiczna jak zacząć taką inwestycję?

Farma fotowoltaiczna jak zacząć taką inwestycję? Farma fotowoltaiczna pozwala uzyskać energię elektryczną z odnawialnego źródła energii. Budowa takiej farmy nie jest wcale taka prosta ani tania, jednak możesz liczyć na dofinansowanie jej budowy.

Czym jest farma fotowoltaiczna? Jest to duża instalacja zamontowana na gruntach. Do jej założenia będziesz więc potrzebować sporej ilości wolnej przestrzeni, ale także dużego kapitału początkowego.

Oprócz tego, musisz spełnić wiele wymogów formalno-prawnych (pozwolenie na budowę, decyzje o warunkach zabudowy, koncesję na wytwarzanie energii, raport oddziaływania na środowisko). Farmę fotowoltaiczną może założyć osoba prowadząca odpowiednią działalność gospodarczą – dodaje Tomasz Wykowski z serwisu ekohub.pl.

W jaki sposób działa farma fotowoltaiczna?

W takim przedsięwzięciu panele ustawione są na specjalnych konstrukcjach i są one podłączone ze sobą szeregowo i równolegle. Każdy moduł posiada ogniwa fotowoltaiczne wyprodukowane z materiału półprzewodnikowego. W nich zachodzi tak zwane zjawisko fotoelektryczne. Fotony światła słonecznego doprowadzają do ruchu elektronów w ogniwach, przez co powstaje napięcie elektryczne. W nich wytwarzany jest prąd stały, który następnie zamieniany jest w falowniku na prąd zmienny. Taka elektrownia fotowoltaiczna ma ustaloną moc produkowania energii elektrycznej przy pełnym nasłonecznieniu. Im więcej paneli ustawionych jest na farmie fotowoltaicznej, tym większa wytwarzana moc.

Farma fotowoltaiczna – od czego jak zacząć?

Jeśli chcesz założyć farmę fotowoltaiczną, musisz pamiętać o tym, że niezbędny ci będzie spory kapitał początkowy. Jest to bardzo kosztowne przedsięwzięcie. Oprócz tego czeka cię wiele wymogów formalnych, jakie musisz spełnić. Cały proces można podzielić na parę kroków.

Wybranie odpowiedniej lokalizacji

Na samym początku musisz wybrać jak najlepszą lokalizację dla swojej farmy fotowoltaicznej. Istotne jest przede wszystkim odpowiednie nasłonecznienie, aby móc wytwarzać sporą ilość energii. Miejsce, gdzie ma powstać farma, musi być więc pustą przestrzenią. Nic nie powinno zakłócać przepływu promieni słonecznych. Nie może być więc to teren narażony na duże zapylenie powietrza czy zacienienie. W naszym kraju nie ma tak dużego nasłonecznienia, jak na południu Europy. Właśnie dlatego jakość gruntu jest tak istotna, dzięki dobrej lokalizacji twój zysk z generowanej energii może być jak największy. Cała inwestycja okaże się wówczas opłacalna. Do takiego przedsięwzięcia powinno się posiadać minimum 2 ha gruntu, wtedy farma fotowoltaiczna będzie generowała ok. 1 MW energii.

Przygotowanie projektu

Kolejnym krokiem jest opracowanie projektu. Będzie on zawierał dokumentację obejmującą same urządzenia (panele, falowniki) wizualizację inwestycji oraz całkowity kosztorys. Taka dokumentacja pozwoli na podłączenie do sieci energetycznej i jest niezbędnym elementem. Potem w zakładzie energetycznych musisz jeszcze złożyć wniosek dotyczący warunków przyłączenia. Musisz także mieć tytuł prawny do gruntu. Teren, na którym powstanie farma fotowoltaiczna musi również spełniać pewne ustalone wymagania.

Zobacz też: https://ekohub.pl/inwerter-solarny

Złożenie wniosku o przyznanie promesy wydania koncesji

Na sam koniec musisz jeszcze złożyć wniosek do Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki o przyznanie promesy wydania koncesji, uwzględniając potrzebne załączniki. Kiedy już wszelkie wymogi formalnie zostaną spełnione, będziesz mógł przystąpić do rozpoczęcia budowy swojej farmy fotowoltaicznej. Ten proces trochę potrwa, zanim wszystkie konstrukcje i panele zostaną zamontowane.

Dofinansowanie na farmę słoneczną

Na całe szczęście nie musisz sam ponosić wszelkich kosztów związanych z tą inwestycją, gdyż dostępne jest dofinansowanie. Istnieją różne formy wsparcia, wiele zależy od konkretnego województwa. Dofinansowanie można uzyskać między innymi z Regionalnych Programów Operacyjnych.

O czym należy pamiętać, aby farma przynosiła zyski?

Farma fotowoltaiczna powinna być przede wszystkim wydajna. Z tego względu najważniejsze jest wybranie odpowiedniego terenu, który nie będzie nawet w najmniejszym stopniu zacieniony. W Polsce nie istnieją rejony, gdzie instalacja nie byłaby w ogóle efektowna. Decydując się na taką inwestycję, wybierz jednak teren bez drzew i innych zacieniających obiektów, grunt nie powinien być również podmokły.

Farma fotowoltaiczna jest opłacalnym przedsięwzięciem, na które decyduje się coraz więcej inwestorów. Jej założenie wymaga trochę cierpliwości i załatwienia wielu spraw formalnych.

Więcej przeczytasz na stronie: https://ekohub.pl/farma-fotowoltaiczna