Rynek pracy dla studentów: kto zatrudnia, ile płaci i jakie są najpopularniejsze zawody

Coraz więcej studentów w Polsce łączy naukę ze zdobywaniem doświadczenia zawodowego i samodzielnym utrzymaniem się. Najnowsze analizy rynku pracy przeprowadzone przez Grupę Progres pokazują, że największa liczba ofert dla młodych osób pochodzi z branży handlu i sprzedaży oraz sektora HoReCa. Średnie roczne wynagrodzenie oferowane w ogłoszeniach rekrutacyjnych dedykowanych studentom w Polsce wynosi obecnie około 86 964 zł brutto, co przy elastycznej pracy w ramach umowy zlecenia daje około 79 138 zł netto rocznie, a przy standardowym etacie – około 61 900 zł netto.

Różnorodność stanowisk, atrakcyjne wynagrodzenia i elastyczne grafiki sprawiają, że studenci mają coraz więcej możliwości dopasowania pracy do oczekiwań zawodowych i stylu życia. Wielu szuka możliwości zarobku, bo utrzymanie w trakcie nauki kosztuje, a rodziców nie zawsze stać, żeby w całości pokryć taki wydatek. Jak wynika z raportu Portfel Studenta przeciętne miesięczne wydatki osób z tej grupy to 3,98 tys. zł.

Wielu studentów zarabiało już w wakacje, podobnie jak maturzyści. W październiku będą kontynuowali pracę w trakcie roku akademickiego, szukając etatów lub elastycznych form zatrudnienia, żeby pokryć koszty studiówmówi Joanna Dargiewicz, dyrektorka regionu w Grupie Progres. – Na szczęście rynek oferuje im obecnie sporo możliwości, które pozwalają pogodzić etat z nauką i zdobyć środki na utrzymanie w trakcie roku akademickiego dodaje.

Analiza ofert pracy przeprowadzona przez Grupę Progres pokazuje, że obecnie największa liczba ofert dla studentów pochodzi z branży handlu i sprzedaży – 17% wszystkich ogłoszeń dla tej grupy kandydatów. Na drugim miejscu uplasowała się HoReCa – 16%. Kolejne sektory, które chcą zatrudniać osoby młode i uczące się to: logistyka, zakupy i spedycja (15%), administracja biurowa (10%) oraz edukacja (6%). W dalszej kolejności znajdują się: obsługa klienta i call center (5%), produkcja (4%) i ochrona (4%). Studentów na etat szukają też firmy zajmujące się finansami i księgowością (3% ogłoszeń), roznoszeniem ulotek (3%), remontami (3%), IT i telekomunikacją (2%), zdrowiem (2%). Najmniej stanowisk dla żaków czeka w marketingu i public relations, HR, ubezpieczeniach, energetyce badaniach i rozwoju, obronności czy BHP.

Jeśli chodzi o konkretne stanowiska, studenci najczęściej mają okazję pracować jako: kasjerzy, sprzedawcy, doradcy klienta, magazynierzy, kurierzy i dostawcy, a w branży HoReCa – kelnerzy, barmani, kucharze, recepcjoniści i pracownicy hotelowi. W administracji biurowej i edukacji mogą liczyć na role asystentów biurowych, sekretarek, praktykantów w szkołach i opiekunów zajęć dodatkowych, natomiast w logistyce i produkcji często oferowane są stanowiska pakowaczy, magazynierów i pracowników produkcji. W obszarze IT i marketingu dostępne są pozycje junior developerów, grafików, specjalistów ds. social media i analityków danych, a w finansach – asystentów zespołu księgowości czy finansów.

Studenci mają konkretne oczekiwania i preferencje przy wyborze pracy. Najczęściej poszukują oni zatrudnienia dorywczego, sezonowego lub z elastycznym grafikiem, unikając nocnych zmian. Dla wielu kluczowa jest możliwość podjęcia pracy od zaraz, a także przyjazna atmosfera. Niemniej w tej grupie prym nadal wiodą też zarobki – oczekują oni wynagrodzenia netto zbliżonego do stawki brutto. Najniższa krajowa ich nie satysfakcjonuje i informują o tym wprost. W praktyce studenci często mogą liczyć na wynagrodzenie wyższe niż początkowo oferowane, zwłaszcza w branżach, w których brakuje rąk do pracyzaznacza Joanna Dargiewicz, dyrektorka regionu w Grupie Progres.

Statystyki wynagrodzeń umieszczanych w ofertach pracy dla studentów pokazują, że przeciętnie w ciągu roku zarobić w sumie około 86 964 zł brutto. W praktyce, przy umowie zlecenia dla osoby do 26 roku życia (z uwzględnieniem zwolnienia podatkowego i tylko 9% składką zdrowotną), daje to około 79 138 zł netto, natomiast przy standardowej umowie o pracę z pełnymi składkami i podatkiem – około 61 900 zł netto rocznie. Przekładając to na miesiące, średnia kwota 7247 zł brutto odpowiada mniej więcej 6595 zł netto przy zleceniu i 5150 zł netto przy etacie. Tygodniowo daje to odpowiednio 1650 zł netto lub 1285 zł netto, a stawka godzinowa 45,29 zł brutto oznacza 41,21 zł netto na zleceniu lub około 32 zł netto przy umowie o pracę. W analizie wynagrodzeń dla studentów najniższe obserwowane roczne płace wynoszą 74 640 zł brutto (czyli około 67 922 zł netto przy zleceniu lub 53 200 zł netto na etacie), natomiast najwyższe dochody osiągają 95 832 zł brutto, co daje 87 208 zł netto na zleceniu lub 68 000 zł netto w przypadku umowy o pracę.

Oprócz wynagrodzenia, pracodawcy niejednokrotnie oferują studentom różnorodne benefity i udogodnienia, które mają przyciągnąć młodych pracowników. Wśród najpopularniejszych znajdują się szkolenia i kursy podnoszące kwalifikacje, programy stażowe i praktyki, mentoring i wsparcie w rozwoju kariery, bonusy za polecenie znajomych, premie za wyniki, zniżki pracownicze, darmowe posiłki lub napoje w miejscu pracy. Studenci mogą liczyć na dofinansowanie transportu lub karty miejskie, dostęp do siłowni, zajęć sportowych lub wellness, programy integracyjne i wyjazdy team buildingowe, możliwość pracy zdalnej lub hybrydowej, elastyczne przerwy i dodatkowe dni wolne, karty podarunkowe i vouchery, a w niektórych firmach także programy zdrowotne i ubezpieczenia dodatkowe.

Firmy zatrudniające studentów napotykają jednak pewne trudności – często młodzi pracownicy mają ograniczone doświadczenie, niską dyspozycyjność i elastyczność, a także charakteryzuje ich duża rotacja i zmienna wydajność. Dodatkowo niekiedy wymagana jest praca nad motywacją, punktualnością i odpowiedzialnością, aby zapewnić sprawne funkcjonowanie zespołu. Niemniej, inwestycja czasu i poświęcenie uwagi studentom może się opłacić – młodzi pracownicy szybko zdobywają doświadczenie, angażują się w obowiązki i często stają się wartościowymi członkami zespołu na dłuższy okres – podsumowuje Joanna Dargiewicz, dyrektorka regionu w Grupie Progres.

***

Analizy Grupy Progres przeprowadzano w pierwszych trzech tygodniach września 2025 roku, obejmowały zbiór ponad 83 tys. ofert o pracę publikowanych w portalach ogłoszeniowych. Analizie poddano ogłoszenia oferowane przez przedsiębiorców, organizacje i instytucje z całej Polski.

Raport Economist Impact i SAS: AI zmienia sektor ubezpieczeń, choć rewolucja jeszcze przed nami

Liderzy branży ubezpieczeniowej coraz częściej dostrzegają, że wpływ sztucznej inteligencji (AI) na funkcjonowanie ich organizacji jest coraz większy – wynika z najnowszego raportu Economist Impact przygotowanego we współpracy z SAS. Choć technologie takie jak generatywna AI nie zdążyły jeszcze całkowicie odmienić tego sektora, już teraz przyczyniają się do wzrostu jego produktywności.

Firmy coraz śmielej testują agentów AI – autonomiczne systemy zdolne do samodzielnego wykonywania nawet złożonych zadań. Ten kierunek rozwoju pokazuje, że coraz popularniejszy stanie się model współpracy, w którym ludzie i technologia będą działać ramię w ramię, m.in. przy ocenie ryzyka ubezpieczeniowego (underwritingu), tworzeniu ofert produktowych, przetwarzaniu roszczeń oraz wielu innych zadaniach.

Coraz częściej zespoły firm ubezpieczeniowych będą tworzyć ludzie i agenty AI, współpracujący w ramach wspólnego ekosystemu – podkreśla Jodie Wallis, Global Chief Analytics Officer w Manulife, jedna z ekspertek zaangażowanych w tworzenie raportu. – Część agentów będzie działać w dużej mierze samodzielnie, choć pod czujnym nadzorem człowieka – dodaje.

Sztuczna inteligencja przynosi wartość – choć nie zawsze jeszcze przekłada się na zyski

Raport Underwriting the Future: The role of artificial intelligence in insurance bazuje na spostrzeżeniach przedstawicieli kluczowych firm ubezpieczeniowych z całego świata, zebranych podczas pogłębionych wywiadów i dyskusji eksperckich. Stanowi on rozwinięcie publikacji Revealing the paths to 2040: Global insurance survey report z lutego br., która przedstawiała wyniki badania przeprowadzonego wśród ponad 500 osób zarządzających firmami ubezpieczeniowymi z 17 krajów i analizowała ich przewidywania dotyczące przyszłości branży. W raporcie przytoczono opinie ekspertek i ekspertów z takich firm jak Zurich North America, HDI Global, Tokio Marine i Manulife.

Branża dostrzega coraz większy potencjał AI w zwiększaniu produktywności, usprawnianiu modelowania ryzyka oraz zmniejszaniu globalnej luki ubezpieczeniowej. Jednocześnie wskazuje na wyzwania natury strukturalnej, kulturowej i regulacyjnej. Raport podsumowuje te obserwacje w trzech kluczowych wnioskach.

  1. Korzyści płynące z AI mają jak dotąd charakter bardziej ewolucyjny niż rewolucyjny. Sztuczna inteligencja od lat wspiera procesy oceny ryzyka i wykrywania nadużyć, ale to rozwój generatywnej AI przyciągnął większe inwestycje i uwagę zarządów. Kadra zarządzająca podkreśla, że GenAI przyspiesza prace programistyczne o 30–50%, usprawnia obsługę klienta oraz umożliwia analizę ryzyk klimatycznych i cybernetycznych w czasie rzeczywistym. Wdrażanie AI wciąż przebiega jednak nierównomiernie. Największe postępy notują insurtechy – zwłaszcza te działające w obszarze ubezpieczeń cybernetycznych – które wdrożyły już systemy zintegrowane z AI. Firmy korzystające ze starszych systemów technologicznych adaptują nowe rozwiązania znacznie wolniej. W rezultacie wiele organizacji skupia się dziś na testowaniu AI w wybranych obszarach, zamiast wdrażać ją na szeroką skalę.
  1. Wzrost efektywności dzięki AI nie zawsze idzie w parze z natychmiastowymi oszczędnościami – wiele firm ubezpieczeniowych zamiast redukować zatrudnienie, inwestuje uwolnione zasoby w rozwój nowych narzędzi, obsługę większej liczby zgłoszeń oraz szkolenie zespołów w obszarach, w których człowiek wciąż ma przewagę, jak sprzedaż czy budowanie relacji. Na znaczeniu zyskuje również wdrażanie kompleksowych platform agentów AI, które pozwalają szybciej dostosowywać się do zmiennych potrzeb rynku i ograniczają zależność od kosztownych, wieloletnich projektów IT. Warto zauważyć, że inwestycje w AI coraz częściej przestają być traktowane jako przewaga konkurencyjna – stają się oczekiwanym standardem w branży.
  1. Zwinność organizacyjna staje się nieodzowna. Szybkie tempo zmian technologicznych, rosnące wymagania regulacyjne oraz rozwój AI sprawiają, że firmy ubezpieczeniowe muszą dostosowywać systemy, optymalizować procesy i skutecznie zarządzać zmianą. Globalni gracze mierzą się dodatkowo z wyzwaniami wynikającymi z dużego zróżnicowania przepisów między rynkami.

Kiedy mówimy dziś o możliwościach agentów AI, łatwo ulec wrażeniu, że są już w stanie wykonywać nawet bardzo złożone zadania – mówi Thorsten Hein, Principal Global Insurance Advisor w SAS. – Tymczasem ich największy potencjał tkwi w działaniach powtarzalnych i opartych na danych, zwłaszcza gdy współpracują z innymi agentami. Bardziej złożone operacje, jak zaawansowane modelowanie ryzyka, wciąż wymagają wsparcia ekspertów i integracji z wyspecjalizowanymi narzędziami branżowymi – dodaje.

Jedno pozostaje niezmienne: dane są i pozostaną niezbędne, zwłaszcza w kontekście AI. Aby w pełni wykorzystać ich potencjał, ubezpieczyciele muszą nie tylko dysponować danymi wysokiej jakości, ale również sprawnie łączyć je z innymi istotnymi informacjami.

Patrząc w przyszłość

Jak zatem wygląda przyszłość sztucznej inteligencji w sektorze ubezpieczeń? Branża coraz szybciej wdraża nowe technologie. Choć rewolucja jeszcze nie nadeszła, ubezpieczyciele nieustannie inwestują w AI i poszukują kolejnych zastosowań – choćby po to, by nie pozostać w tyle za konkurencją.

Ubezpieczyciele dostrzegają potencjał AI i coraz częściej identyfikują oraz testują konkretne scenariusze jej zastosowania – mówi Franklin Manchester, Principal Global Insurance Advisor w SAS. – Sztuczna inteligencja, szczególnie w formie agentów AI, może realizować wiele zadań autonomicznie lub pod nadzorem człowieka. W dłuższej perspektywie może to oznaczać sprawniejszą obsługę, niższe koszty i oraz lepsze wykorzystanie kompetencji ludzkich tam, gdzie mają one największe znaczenie – dodaje.

Ministerstwo Energii powołało Zespół ds. Transformacji Ciepłownictwa

24 września 2025 r. w siedzibie Ministerstwa Energii odbyło się pierwsze posiedzenie nowo powołanego Zespołu ds. Transformacji Ciepłownictwa. W spotkaniu uczestniczyli Minister Energii Miłosz Motyka oraz Podsekretarz Stanu Konrad Wojnarowski. Celem Zespołu jest przygotowanie rekomendacji dla procesu modernizacji i transformacji polskiego ciepłownictwa.

Znaczenie transformacji sektora

Zespół został powołany Zarządzeniem Ministra Energii z 19 września 2025 r. Jak podkreśla Miłosz Motyka, transformacja ciepłownictwa ma kluczowe znaczenie zarówno dla bezpieczeństwa energetycznego kraju, jak i ochrony odbiorców przed rosnącymi kosztami ogrzewania. – Powołaliśmy organ, który ma wypracować kompleksowe rozwiązania dla sektora – od zmian legislacyjnych, przez wsparcie inwestycji, po promocję efektywności energetycznej i nowych technologii. Rekomendacje Zespołu mają odpowiadać na realne potrzeby społeczne i rynkowe – wskazał minister.

Skład i zadania Zespołu

Przewodniczącym Zespołu został Konrad Wojnarowski, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Energii. W jego skład weszli przedstawiciele instytucji publicznych, przedsiębiorstw ciepłowniczych, sektora energetycznego oraz środowisk naukowych, co ma zapewnić szeroką perspektywę i zrównoważone podejście do rekomendacji.

Do głównych zadań Zespołu należą m.in.:

  • proponowanie zmian legislacyjnych i pozalegislacyjnych,
  • opracowanie rekomendacji w zakresie finansowania inwestycji,
  • analiza potencjału rynku ciepła w kontekście polityki energetycznej państwa,
  • dostosowanie krajowych regulacji do wymogów prawa unijnego,
  • ocena sytuacji ekonomicznej sektora.

Grupy robocze i kierunki prac

Zespół będzie funkcjonował poprzez wyspecjalizowane grupy robocze zajmujące się m.in.:

  • analizą barier regulacyjnych spowalniających transformację,
  • opracowaniem mechanizmów przyspieszenia inwestycji,
  • rewizją modelu taryfowania ciepła,
  • przygotowaniem planu wsparcia finansowego (dotacje, preferencyjne pożyczki, gwarancje bankowe),
  • integracją sektora ciepłownictwa i elektroenergetyki poprzez wykorzystanie nadwyżek zielonej energii.

Istotnym obszarem prac będzie również promocja efektywności energetycznej w budynkach, wzmocnienie roli samorządów w lokalnym planowaniu oraz wspieranie wykorzystania ciepła odpadowego i cyfryzacji sektora.

Koszty życia wymuszają pracę. 74% studentów w Polsce zatrudnia się, by sfinansować utrzymanie

Pierwszego października ponad 1,2 mln studentów rozpocznie nowy rok akademicki, a wraz z nim widoczny będzie wzrost zgłoszeń studentów szukających pracy, zwłaszcza w miastach, w których zlokalizowane są uczelnie wyższe. Jak podkreśla ekspertka z agencji Trenkwalder, to szansa dla przedsiębiorców, nie tylko na dodatkowe ręce do pracy, ale i na rekrutację pracowników już z pewnymi kompetencjami, do nabycia których zwykle potrzebny jest czas.

Jeszcze dekadę temu praca podczas studiów była przede wszystkim opcją, dziś staje się nieodzownym elementem codzienności młodych ludzi. W całej Europie studenci coraz częściej łączą naukę z zatrudnieniem, traktując pracę nie tylko jako źródło dochodu, lecz także jako krok w stronę samodzielności i dorosłości. Jak wynika z badania EUROSTUDENT VIII[1] najwięcej pracujących studentów jest w Holandii (77%) oraz Islandii (76%) – najmniej w Portugalii (32% studentów). Polska plasuje się niemal dokładnie w europejskiej średniej – pracę podejmuje 59,9% studentów, z czego blisko połowa pracuje regularnie w trakcie semestru, a około 11% dorabia okazjonalnie. Z powodu stale rosnących kosztów życia i astronomicznych cen wynajmu mieszkań, znaczna część z nich będzie szukała stałej lub dorywczej pracy już od października.

Chociaż niektórzy studenci pracują w ciągu całego roku lub od wakacji, to właśnie w październiku, kiedy  wrócą do swoich miast akademickich i poznają już swój grafik zajęć na dany rok, obserwujemy zwykle zwiększoną liczbę CV spływających właśnie od tej grupy kandydatówmówi Katarzyna Bartnicka, specjalistka ds. rekrutacji w agencji zatrudnienia Trenkwalder. Jak zaznacza ekspertka, to szansa dla pracodawców na zwerbowanie pracowników zarówno do prostych, dorywczych prac w przemyśle, logistyce czy usługach, jak i na złowienie młodych talentów na stanowiska juniorskie i staże zawodowe.

A jest o co walczyć, bo to duża grupa z potencjałem. Według danych GUS na 31 grudnia 2024 r., na niemal 350 uczelniach wyższych w Polsce zlokalizowanych w ponad 90 miastach studiowało 1 280,1 tys. osób.  Największymi ośrodkami akademickimi w kraju są Warszawa, Kraków, Poznań, Wrocław, Łódź oraz Gdańsk i to tu pracodawcy będą mieli największe szanse na udane rekrutacje.

DROGI KOSZT ŻYCIA MOTYWACJĄ DO PRACY

Koszty życia studentów w Polsce w ostatnich latach rosną w szybkim tempie. Jak wynika z raportu EUROSTUDENT VIII, aż 60% wszystkich wydatków ponoszą oni sami, podczas gdy 30,6% kosztów pokrywają rodzice lub partnerzy. Na same studia przeznacza się ok. 9,5% budżetu, z czego 6,3% płacą studenci, a resztę ich rodziny. Największym wyzwaniem są jednak koszty związane z mieszkaniem, wyżywieniem i transportem. Eurostat podaje, że w latach 2015–2023 ceny najmu mieszkań w Europie wzrosły średnio o 58,4%. Aż 74% studentów w Polsce, biorących udział w badaniu EUROSTUDENT VIII wskazuje, że pracuje, by pokryć bieżące koszty utrzymania. Dla 56% zatrudnienie jest warunkiem możliwości kontynuowania nauki, a 32% dodatkowo wspiera finansowo swoich bliskich. Nic dziwnego, że tak wielu z nich decyduje się na podjęcie pracy, często już w pierwszych miesiącach nauki. Finanse to kluczowa, ale nie jedyna motywacja skłaniająca studentów do podjęcia pracy.

Obok praktycznych, finansowych przesłanek pojawia się też chęć zdobycia doświadczenia, poznania rynku pracy i przygotowania się do przyszłej kariery. Widać wyraźnie, że praca na studiach to też inwestycja w siebiemówi Katarzyna Bartnicka.

OD KASY W SKLEPIE PO INŻYNIERA – GDZIE CZEKAJĄ OFERTY?

Rynek pracy w Polsce w 2025 roku nie sprzyja jednak nadmiernemu optymizmowi. W sierpniu pracodawcy opublikowali na 50 największych portalach rekrutacyjnych 247 tys. nowych ofert pracy, co oznacza spadek o 13% w porównaniu z rokiem poprzednim i powrót do poziomu z 2020 roku, czyli czasu pandemii[2]. Mimo tego, eksperci wskazują, że studenci nie będą mieli problemów ze znalezieniem zatrudnienia.

Dzieje się tak dlatego, że wciąż istnieje duże zapotrzebowanie zarówno na osoby do prac niewymagających doświadczenia, jak i na młodych ludzi ze specjalistyczną wiedzą zdobytą na uczelnizaznacza Katarzyna Bartnicka.

Oferty pracy dla studentów można podzielić na dwie kategorie. Pierwsza z nich to stanowiska dostępne praktycznie od zaraz, niewymagające wykształcenia ani doświadczenia. Są to prace magazynowe, fizyczne, produkcyjne czy w obsłudze klienta, handlu, e-commerce i gastronomii. W takich przypadkach kluczowe znaczenie ma szybkość szkolenia i gotowość do pracy w elastycznym grafiku. Na taką pracę decydują się studenci, dla których najważniejsza jest sposobność szybkiego podreperowania budżetu. Druga kategoria to stanowiska specjalistyczne, gdzie pracodawcy poszukują studentów ostatnich lat studiów.

– Chodzi przede wszystkim o branże deficytowe, w tym kierunki inżynieryjne – automatyka, mechanika, budowa maszyn, a także kierunki, takie jak finanse i rachunkowość. Zatrudnienie studentów z tych kierunków to dla pracodawców inwestycja – mogą oni przygotować młodego człowieka do zawodu, pozyskać pracownika z dużym potencjałem i jednocześnie ograniczyć koszty rekrutacji w przyszłościpodkreśla Katarzyna Bartnicka.

MIĘDZY MARZENIAMI O NIEZALEŻNOŚCI A REALIAMI PORTFELA

Oczekiwania studentów wobec rynku pracy są jasne. Najważniejszym czynnikiem pozostaje wysokość wynagrodzenia. To dlatego tak wielu młodych ludzi wybiera umowy zlecenia, gdzie brutto = netto.

Na ile wyceniają siebie studenci? Dane rynkowe wskazują, że oczekiwania bywają bardzo wysokie. Pensją marzeń dla niektórych młodych ludzi jest nawet 10 tys. zł brutto, choć w zderzeniu z rzeczywistością okazuje się, że realne widełki wynagrodzeń zaczynają się od poziomu płacy minimalnej, wynoszącej w 2025 roku 4666 zł brutto. W przypadku prostych prac fizycznych studenci mogą liczyć na 5–6 tys. zł brutto miesięcznie. Z kolei średnie wynagrodzenie absolwentów w pierwszym roku po studiach to kwota niewiele ponad 5300 zł brutto. Najlepiej zarabiają młodzi informatycy i pielęgniarki – ich średnie pensje przekraczają 7 tys. zł brutto – najniżej wyceniani są natomiast absolwenci pedagogiki, których średnie zarobki w pierwszym roku pracy oscylują w granicy minimalnej krajowej[3].

Oprócz finansów w grę wchodzą także inne czynniki.

Dla części studentów ważna jest także elastyczność zatrudnienia, umożliwiającą pogodzenie pracy z planem zajęć. Tam, gdzie charakter stanowiska na to pozwala, studenci poszukują również pracy zdalnej lub hybrydowej. Jeszcze inna grupa stawia na możliwość zdobycia praktyki zawodowej. Z kolei wizerunek firmy ma znaczenie przede wszystkim dla osób szukających zatrudnienia w branży związanej z kierunkiem studiów, choć stanowią one zdecydowaną mniejszośćwskazuje Katarzyna Bartnicka, specjalistka ds. rekrutacji w agencji zatrudnienia Trenkwalder.

Studenci coraz częściej traktują pracę w czasie studiów jako inwestycję w przyszłość. Wielu z nich, rozpoczynając zatrudnienie jeszcze przed dyplomem, zwiększa swoje szanse na stabilną karierę po ukończeniu nauki. Dla pracodawców to także korzystna sytuacja – mają możliwość pozyskania zmotywowanego, elastycznego pracownika, którego można ukształtować według potrzeb firmy.
W efekcie praca w czasie studiów staje się nie tylko sposobem na przetrwanie w trudnych realiach finansowych, lecz także pierwszym krokiem w stronę profesjonalnej kariery.

[1] „Społecznie i ekonomiczne warunki życia studentów w Polsce na tle innych krajów europejskich”. Raport z badania EUROSTUDENT VIII, 2022. Warszawa, 20 grudnia 2024 r.

[2] Dane z systemu rekrutacyjnego Element dla Grant Thorntona, sierpień 2025.

[3] Polski Instytut Ekonomiczny, „Absolwenci uczelni na polskim rynku pracy”, 2024.

NanoGroup prezentuje NanOX Recovery Box – urządzenie do perfuzji organów gotowe do certyfikacji

NanoGroup S.A., notowana na GPW spółka rozwijająca innowacyjne technologie medyczne, zgodnie z zapowiedziami zaprezentowała pierwszy egzemplarz urządzenia do perfuzji organów NanOX Recovery Box, wykonany w standardzie zgodnym z wymaganiami dla wyrobów medycznych. To kluczowy kamień milowy w rozwoju projektu, który otwiera drogę do rozpoczęcia badań inżynierskich, a następnie procesu certyfikacji. Procedura w Jednostce Notyfikowanej ma ruszyć w styczniu 2026 r., a debiut rynkowy urządzenia, pozwalającego na zwiększenie liczby organów dostępnych do transplantacji, planowany jest jeszcze w tym samym roku. 

NanOX Recovery Box to innowacyjne urządzenie do pozaustrojowej perfuzji nerek, umożliwiające ich długotrwałe przechowywanie i ciągłe monitorowanie. Dzięki elastyczności technologicznej może być wykorzystywane w powszechnie stosowanej perfuzji hipotermicznej (np. z wykorzystaniem płynu Belzera), ale przede wszystkim w nowatorskiej perfuzji normotermicznej (np. z zastosowaniem koncentratu krwinek czerwonych). Taka konstrukcja sprawia, że urządzenie jest nie tylko uniwersalne i gotowe do pracy z obecnie dostępnymi na rynku perfuzantami, ale również wpisuje się w megatrendy nowoczesnej transplantologii.

Zgodnie z zapowiedziami i przyjętym harmonogramem R&D, zakończyliśmy etap konstrukcyjny i otrzymaliśmy pierwszy egzemplarz NanOX Recovery Box w standardzie wyrobu medycznego. Teraz koncentrujemy się na badaniach inżynierskich i przygotowaniach do procesu certyfikacji, aby urządzenie mogło trafić na rynek jak najszybciej. Równolegle prowadzimy rozmowy z partnerami zainteresowanymi jego dystrybucją, co znacząco zwiększa potencjał skalowania sprzedaży. Planujemy, że po uzyskaniu certyfikatu, NanOX Recovery Box będzie dostępne komercyjnie i mamy nadzieję, że będzie to miało miejsce już w przyszłym roku. – mówi Piotr Mierzejewski, wiceprezes zarządu NanoGroup S.A.

NanOX Recovery Box
NanOX Recovery Box

NanOX Recovery Box jako element większego systemu

NanOX Recovery Box rozwijany jest jako część szerszego systemu – NanOX, którego celem jest zwiększenie liczby organów dostępnych do przeszczepienia. System obejmuje również syntetyczny płyn perfuzyjny NanOX 4 Kidney. Choć samo urządzenie stanowi niezależny projekt i będzie oferowane oddzielnie, jego pełny potencjał ujawnia się w połączeniu z autorskim perfuzatem. W takiej konfiguracji NanOX Recovery Box nie tylko umożliwia regenerację organów w warunkach zbliżonych do fizjologicznych, lecz także pozwala całkowicie wyeliminować krew z procesu transplantacji, co może realnie zmienić standardy transplantologii.

NanOX 4 Kidney to unikalny płyn zaprojektowany jako funkcjonalny zamiennik krwi. Zawiera nanorespirocyty – innowacyjne nośniki gazów oddechowych, wielokrotnie mniejsze od erytrocytów i bardziej efektywne w transporcie tlenu oraz dwutlenku węgla. W odróżnieniu od krwi perfuzat nie zawiera leukocytów (zaangażowanych w rozwój  procesów zapalnych) ani patogenów. Jest też znacznie łatwiejszy w przechowywaniu i dystrybucji, co ma kluczowe znaczenie dla logistyki transplantacyjnej.

Certyfikacja NanOX 4 Kidney planowana jest na rok 2029. Do tego czasu NanOX Recovery Box będzie funkcjonować samodzielnie, współpracując z dostępnymi na rynku płynami perfuzyjnymi.

NanOX Recovery Box to nasze pierwsze rozwiązanie gotowe do wejścia na rynek. Jego uniwersalność daje mu duży potencjał komercyjny, a w połączeniu z rozwijanym przez nas płynem NanOX 4 Kidney może zmienić standardy transplantologii na całym świecie, ratując dziesiątki tysięcy żyć rocznie. – podkreśla Piotr Mierzejewski, wiceprezes NanoGroup S.A.

Prace nad projektem NanOX Recovery Box są finansowane ze środków własnych, co zapewnia stabilne finansowanie jego dalszego rozwoju.

Perspektywy rynkowe

Wartość rynku perfuzji normotermicznej potwierdzają ostatnie transakcje branżowe – przykładem jest przejęcie brytyjskiej spółki OrganOx przez japońską Terumo Corporation za 1,5 mld USD, co odpowiada ponad 20-krotności jej rocznych przychodów. Na tym tle rozwiązania NanoGroup wyróżniają się zgłoszonym do patentu urządzeniem do perfuzji i innowacyjnym perfuzatem, charakteryzującym się wyższym poziomem bezpieczeństwa oraz uproszczoną logistyką, co czyni je atrakcyjnymi zarówno dla systemów ochrony zdrowia, jak i potencjalnych partnerów biznesowych zainteresowanych globalnym wdrożeniem technologii.

Parki handlowe w Polsce 2025 – dane, trendy, prognozy

Fragment z raportu inwestycyjnego Parki handlowe i małe parki convenience „Retail parks everywhere?“ przygotowanego przez Avison Young we współpracy z CMS (renomowaną kancelarią prawną, działającą na rynku nieruchomości komercyjnych, w tym aktywnie w sektorze parków handlowych), BIG Poland (aktywnym inwestorem, który wszedł na polski rynek parków handlowych w 2022 r. i aktualnie może pochwalić się dziesiątą zrealizowaną akwizycją parku handlowego w Polsce) oraz Polską Radą Centrów Handlowych (PRCH), organizacją skupiającą się pierwotnie głównie na większych obiektach handlowych, która od kilku lat aktywnie wspierającą i promującą również parki handlowe w Polsce.

Parki handlowe na każdym kroku?

Jak to się zaczęło

Początki sektora parków handlowych w Polsce sięgają końca lat 90. XX wieku, co związane było z transformacją polityczną kraju. Pierwsi pionierzy realizowali swoje projekty na obrzeżach dużych aglomeracji miejskich, tworząc pierwsze destynacje zakupowe, które zostały uzupełnione innymi obiektami handlowymi.

Sektor ma za sobą trzy dekady o zróżnicowanej dynamice rozwoju. W 2019 r. rynek oferował już 1,5 mln mkw parków handlowych o powierzchni większej niż 5 000 mkw GLA. Pandemia COVID-19 w 2020 r. uwypukliła atrakcyjność inwestycyjną tych formatów, ponieważ – dzięki ich otwartemu układowi- obostrzenia związane z zamykaniem obiektów handlowych nie miały na nie większego wpływu. W tym okresie przyspieszył trend lokalnych i wygodnych zakupów, wzmacniając zaufanie inwestorów do parków handlowych jako bezpiecznego i elastycznego formatu. W rezultacie nastąpił prawdziwy boom na nowobudowane projekty tego typu.

Tylko w latach 2020-2024 powierzchnia parków handlowych o GLA > 5 000 mkw wzrosła o dodatkowe 1,5 mln mkw. W pierwszej połowie 2025 r. oddano do użytku kolejne 120 000 mkw, a w drugiej połowie roku spodziewamy się kolejnych 340 000 mkw. Bazując na informacjach od inwestorów, w 2026 r. w parkach handlowych pojawi się jeszcze około 500 000 mkw nowej powierzchni.

Sektor w liczbach

Obecnie w Polsce działa ponad 290 dużych parków handlowych, z których każdy ma ponad 5 000 mkw GLA. Łącznie zajmują one około 3,2 mln mkw GLA, co stanowi 21% nowoczesnych zasobów handlowych – dwukrotnie więcej niż w 2010 roku.

Ponad 70% projektów zrealizowanych od 2020 roku to parki handlowe o powierzchni 5 000–10 000 mkw GLA. 60% nowych inwestycji powstało w miastach liczących mniej niż 50 000 mieszkańców.

Poza większymi obiektami, na polskim rynku handlowym znajduje się również ponad 400 małych parków convenience. Parki te mają zazwyczaj powierzchnię od 2 000 do 5 000 mkw i zapewniają dodatkowe 1,3 mln mkw GLA w całym kraju.

Aktualne trendy

Tempo rozwoju polskiego rynku parków handlowych nie wykazuje żadnych oznak spowolnienia. Obserwujemy wyraźną tendencję do realizacji większych projektów. Obecnie w budowie lub w trakcie rozbudowy znajdują się 52 parki handlowe o GLA powyżej 5 000 mkw, z czego 10 z nich ma przekroczyć 15 000 mkw.

Wśród nich największym realizowanym obecnie projektem jest Osada w Żyrardowie, która po ukończeniu wzbogaci rynek o 33 000 mkw GLA. Skala ta odzwierciedla ewolucję sektora, gdzie większe parki handlowe coraz częściej stanowią alternatywę dla tradycyjnych regionalnych centrów handlowych.

„Te większe formaty okazały się atrakcyjne dla szerszego grona najemców, przyciągając nie tylko operatorów oferujących produkty codziennego użytku, ale także marki z segmentu mody ekonomicznej oraz gastronomię i usługi. W rezultacie, parki handlowe stopniowo przekształcają się z czysto lokalnych miejsc zakupów w bardziej wszechstronne lokalizacje handlowe, które zaspokajają coraz więcej potrzeb konsumentów.” – komentuje Artur Czuba, Director, Investment w Avison Young

liczba retail parków

Główni operatorzy

Około 45% istniejącej podaży w nowoczesnych parkach handlowych w Polsce (o GLA powyżej 5 tys. mkw) należy do 10 największych graczy rynkowych. Pradera zajmuje pozycję lidera z 9% udziałem w rynku, bazując na swoim portfolio czterech dużych aktywów. Saller plasuje się na drugim miejscu z 8% udziałem, a kolejno BIG Poland z 6% i Trei Real Estate z 5%. Udziały pozostałych właścicieli są bardzo rozdrobnione i wynoszą nie więcej niż 3%.retail parki

„Debiut BIG w Polsce w 2022 roku zapoczątkował skoncentrowaną, długoterminową strategię rozwoju, ukierunkowaną na miasta średniej wielkości o wysokim potencjale. Pozyskujemy i rozwijamy nieruchomości w atrakcyjnych lokalizacjach, ze starannie dobranym miksem najemców oraz wyraźnymi perspektywami wzrostu wartości. Od momentu wejścia na polski rynek BIG zbudował portfel 10 w pełni skomercjalizowanych parków handlowych o łącznej powierzchni blisko 200 tys. mkw GLA, zdobywając około 6% udziału w rozwijającym się segmencie parków handlowych w Polsce.” – komentuje Eran Levy, CEO w BIG Poland

Projekty w budowie

W sierpniu 2025 r. 7 najbardziej aktywnych deweloperów parków handlowych i małych parków convenience odpowiadało za prawie 50% nowopowstającej powierzchni. Liderem rynku była firma Saller z 13% udziałem w całkowitej podaży w budowie, a za nią uplasowała się firma LCP Properties z 10% udziałem. Struktura własnościowa parków handlowych i małych parków convenience będących w fazie realizacji pozostaje silnie rozproszona – obecnie około 40 aktywnych deweloperów prowadzi projekty na etapie budowy.

Całkowita powierzchnia parków handlowych w budowie jest obecnie szacowana na około 510 000 mkw. Znaczna część (57%) nowej podaży powstaje w miastach liczących mniej niż 50 000 mieszkańców, a 19% znajduje się w ośmiu największych aglomeracjach miejskich w Polsce. Warto zauważyć, że tylko 15 z ponad 64 realizowanych projektów ma powierzchnię przekraczającą 10 000 mkw.

Dynamiczny rozwój parków handlowych znajduje odzwierciedlenie w nowej podaży dostarczonej na rynek handlowy w Polsce w ostatnich 5 latach. W formacie parków handlowych wyniosła ona 1,7 mln mkw, podczas gdy w centrach handlowych nieco ponad 500 000 mkw GLA.

Jak wygląda obecnie typowy nowy park handlowy w budowie?

  • Wybudowany w mieście o liczbie ludności 10-50 tys. (52%)
  • GLA ok. 5-10 tys. mkw (62%)
  • Zlokalizowany po drodze do domu (40%)

retail parki

Autor: Paulina Brzeszkiewicz-Kuczyńska, Research and Data Manager w Avison Young

Kto przetrwa jesień, w 2026 roku będzie dyktować ceny. Transport czeka brutalna selekcja

Na 15 z 18 tras w Europie przybyło frachtów, ale przewoźników ubywa. Efekt? Rekordowe wzrosty stawek – na kierunku Niderlandy → Niemcy aż +15,2% r/r. To najlepszy dowód, że dziś trzeba analizować trasy co tydzień, bo różnice mogą być kwestią być albo nie być.

Kontekst rynkowy

Każdy, kto prowadzi firmę transportową, wie, że ostatnie miesiące to nie walka o rozwój, ale o przetrwanie. Paliwo drogie, wynagrodzenia rosną, a do tego Pakiet Mobilności i wymogi wymiany tachografów. Inflacja wciąż gryzie marże, a klienci chcą płacić mniej. Do tego dochodzi presja na ekologię i floty niskoemisyjne – świetny kierunek w teorii, ale w praktyce kolejne setki tysięcy złotych do wydania.

Sedno zmiany: mapa okazji i ryzyka

Na tle tej układanki widać jednak wyraźnie, że rynek podzielił się na trasy, gdzie można jeszcze zarobić, i takie, które wysysają płynność. Najlepszy przykład to relacja Niderlandy → Niemcy. W lipcu liczba ofert frachtów wystrzeliła tam w górę o ponad 35% rok do roku, ale przewoźnicy nie poszli za ciosem – wyszukiwania spadły o 13%. Efekt? Średnie stawki urosły aż o 15,2% r/r.

To jasny sygnał: tam, gdzie brakuje mocy, ten kto ma ciężarówki, dyktuje warunki. I to nie jest jednorazowy wyskok – ta trasa notowała dwucyfrowe wzrosty cen już od maja. „Gorące” korytarze stały się nową normalnością.

Raport PITD: dlaczego rynek się kurczy?

To, że ciężarówek brakuje, nie jest przypadkiem. Firmy wycofują się z rynku w szybkim tempie.

Maciej Zwyrtek, general sales director w Kuźnia Trans, mówi wprost: – W ostatnich dwóch latach dramatycznie spadła liczba firm transportowych w Polsce i w całej Europie. Branżę obciążył Pakiet Mobilności, do tego doszły rosnące koszty paliwa, leasingów i opłat drogowych. Najnowszym ciosem okazała się także obowiązkowa wymiana tachografów. W efekcie wielu przewoźników, aby ratować swoje firmy, musiało znacząco ograniczyć floty – nierzadko nawet o kilkadziesiąt procent – czytamy na łamach najnowszej publikacji Polskiego Instytutu Transportu Drogowego.

Wskaźnik deklarowanych bankructw w sektorze TSL

Twarde dane potwierdzają te słowa. W II kwartale indeks bankructw dla firm transportowych w UE sięgnął 178,7 pkt, co oznacza niemal podwojenie liczby upadłości względem poziomów sprzed pandemii. Do tego dochodzi załamanie rejestracji nowych ciężarówek – w Niemczech, czyli sercu europejskiego transportu, spadek wyniósł aż -27,5% r/r. To prosta droga do jeszcze większych braków mocy.

Rejestracje wszystkich nowych ciężarówek

Jak przetrwać jesień?

Jesień będzie czasem ostrej selekcji. Kto nie policzy dokładnie rentowności tras, ten szybko straci płynność. „Łapanie wszystkiego” nie ma dziś sensu – liczy się elastyczność i szybkie przełączanie się między rynkami. Warto mocniej analizować kierunki eksportowe, gdzie braki mocy tworzą realne szanse na wyższe stawki. Tam, gdzie podaż ciężarówek jest nadmiarowa, gra toczy się o przetrwanie, a nie o zysk.

– Dane trans.eu i timocom wskazują na spadek ofert frachtów w transporcie krajowym, ale jednocześnie na rosnącą liczbę wyszukiwań. Sugeruje to, że przewoźnicy przesuwają się w stronę rynku krajowego, ograniczając obecność na rynkach zachodnich. Przyczyną mogą być rosnące koszty operacyjne oraz niższa bariera wejścia w obsługę krajowych zleceń. Asymetria między importem a eksportem w Europie Środkowo-Wschodniej prawdopodobnie pogłębi się, co będzie sprzyjało koncentracji przewoźników na trasach krajowych i regionalnych – mówi w raporcie PITD Marek Chudy, manager operacyjny TSL Antkowiak.

5 wniosków dla polskiego przewoźnika:

  1. Policz każdą trasę – Niderlandy → Niemcy dały +15,2% r/r na stawkach. To pokazuje, że różnice są gigantyczne i nie wolno jeździć „na pamięć”.
  2. Trzymaj flotę elastyczną – tam, gdzie brakuje mocy, wygrywa ten, kto potrafi szybko przełączyć się na lepszy kierunek.
  3. Obserwuj rynek upadłości – indeks bankructw w UE to już 178,7 pkt. To oznacza mniej konkurencji, ale i większe ryzyko dla podwykonawców.
  4. Zwróć uwagę na Niemcy – rejestracje ciężarówek spadły tam aż o -27,5%. To zapowiedź jeszcze większych braków mocy na zachodzie.
  5. Przetrwanie = przewaga – kto przeżyje jesienny kryzys, w 2026 r. będzie dyktować ceny.

Ci, którzy wytrzymają ten kwartał, będą mogli wejść w 2026 rok w zupełnie innej pozycji – jako ci, którzy dyktują ceny, a nie je przyjmują.

Wojna kosztowa, i co dalej?

Rynek transportowy wchodzi w jesień rozchwiany, ale to właśnie teraz decyduje się, kto zostanie na nim na dłużej. Jedni przegrają wojnę kosztową, inni wykorzystają okazję na trasach, gdzie braki mocy otwierają drogę do większych marż.

Pełna mapa stawek i dostępności pojazdów na 18 najważniejszych trasach w Europie znajduje się w najnowszym raporcie  Transport w Europie. Trendy | Dane | Analizy za 3 kwartał od Polskiego Instytutu Transportu Drogowego.

Niespodziewana obniżka stóp w Szwecji zaskakuje rynki, Europa zawodzi, a dolar lekko traci

Wiadomością dnia była niespodziewana obniżka stóp procentowych w Szwecji. Kondycja gospodarki to uzasadnia, ale poziom inflacji nie. Indeksy koniunktury w Europie są daleko od oczekiwań, z kolei za oceanem to trafienie niemal w punkt. Spekulacje o cięciach stóp znów szkodzą dolarowi.

Indeksy koniunktury w Europie znów poniżej oczekiwań

Wczorajsze indeksy koniunktury w większości państw należy podzielić na słabsze od oczekiwań w przypadku indeksu dla przemysłu i lepsze dla usług. Pewnym wyłomem od tej reguły jest Francja – by nie było wątpliwości, tam obydwa wskaźniki wypadły gorzej. Łączny wynik dla przemysłu wyniósł 49,5 pkt i znów po jednym miesiącu przerwy znajduje się poniżej granicy 50 pkt oddzielającej rozwój od recesji. Wartość dla usług z kolei wyniosła 51,4 pkt i jest poprawą względem sierpnia. Warto pamiętać, że to są tylko dane wstępne. W obu przypadkach wynik różni się od oczekiwań o ponad jeden punkt. Zazwyczaj końcowe odczyty różnią się tylko o ułamki punktu. Rynek zareagował spokojnie na te dane.

Szwecja zaskoczyła rynki – niespodziewana obniżka stóp procentowych

Wczoraj ku dużemu zaskoczeniu rynków doszło do obniżek stóp procentowych w Szwecji. Spodziewano się utrzymania wzrostu cen na poziomie 2%, a obniżono do 1,75%. Inflacja konsumencka wynosi tam 1,1%, co teoretycznie pozostawia miejsce na cięcie. Problem w tym, że cel inflacyjny w Szwecji ustalony jest w specyficznym wskaźniku, jakim jest inflacja konsumencka, skorygowana o zmiany stóp procentowych. Ten wskaźnik natomiast przekracza wyznaczony cel inflacyjny. To właśnie dlatego obniżka była tak dużym zaskoczeniem. Jak była uzasadniana? Wskazano na problemy rynku pracy. Po samej decyzji korona szwedzka traciła na wartości przez moment nawet 0,5%. To dla porównania tak jakby euro podrożało nagle o ponad 2 grosze. Do końca dnia kurs wrócił jednak bliżej punktu wyjścia.

FED ostrzega przed zbyt szybkim luzowaniem polityki

W przeciwieństwie do Europy dane w USA trafiły niemal idealnie w oczekiwania analityków. Symboliczna różnica 0,1 pkt na indeksie PMI dla usług to nie jest coś, co spowoduje zmiany na rynkach walutowych. Ważniejsze były wystąpienia członków FED. Tutaj głównym elementem wydaje się wypowiedź Jerome Powella ostrzegająca przed zbyt szybkim cięciem stóp procentowych przed zakończeniem walki z inflacją. Członkowie przyznają, że polityka jest do pewnego poziomu restrykcyjna. Oznacza to, że walka z inflacją odbywa się w sposób hamujący gospodarkę. Nie da się jednak uzyskać obydwóch tych celów na raz. Rynki widzą tutaj jednak perspektywę bardziej na mniejsze hamowanie gospodarki przez większe obniżki stóp. To dlatego pod koniec dnia dolar delikatnie tracił względem pozostałych walut.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych należy zwrócić na:

14:30 – Czechy – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

FOR: pełna legalizacja marihuany rekreacyjnej poprawi finanse państwa i bezpieczeństwo publiczne

Mimo zakazu posiadania marihuany, Polacy korzystają z niej coraz częściej — także w dni robocze. Analiza wskazuje, że utrzymywanie prohibicji kosztuje państwo ponad 220 mln zł rocznie, obciążając Policję, Straż Graniczną, prokuraturę i sądy. Zakaz ten nie tylko nie ogranicza skali używania marihuany, ale generuje szereg negatywnych skutków ubocznych, w tym rozwój czarnego rynku i spadek jakości produktu.

Zdaniem autora, depenalizacja byłaby krokiem w dobrą stronę, jednak najlepszym rozwiązaniem dla zdrowia publicznego i finansów państwa pozostaje pełna legalizacja marihuany.

Polacy coraz częściej sięgają po marihuanę

Według danych Agencji Unii Europejskiej ds. Narkotyków (EUDA) w 2024 roku 19,1% dorosłych Polaków (w wieku 15–64 lata) przyznało się do użycia marihuany co najmniej raz w życiu, a w grupie wiekowej 15–34 lata – 25,2%. W ciągu ostatniego roku marihuanę zażywało 10,3% młodych dorosłych, co stanowi wzrost w porównaniu do 7,8% w 2018 r.

Badania ścieków prowadzone przez EUDA w Krakowie potwierdzają rosnącą popularność konopi. Co istotne, w latach 2023–2024 odnotowano zmianę wzorca konsumpcji – używanie marihuany przestało być wyłącznie weekendowe. Obecnie Polacy sięgają po nią w sposób bardziej regularny, także w dni robocze, co świadczy o jej utrwaleniu w codziennych zwyczajach.

Wysokie koszty nieskutecznego zakazu

Polska od ponad dwóch dekad prowadzi politykę penalizacji marihuany, która – jak wynika z danych – nie przynosi oczekiwanych rezultatów.
Zamiast ograniczać skalę używania, prowadzi do marnotrawienia zasobów instytucji publicznych.

Według szacunków autora, opracowanych na podstawie danych Instytutu Spraw Publicznych i aktualnych wskaźników PKB, koszt egzekwowania zakazu przekracza 220 mln zł rocznie. To suma obejmująca wydatki Policji, Straży Granicznej, prokuratur i sądów, które angażują się w ściganie użytkowników marihuany – często za posiadanie śladowych ilości substancji.

Dla porównania, w latach 1999–2021 liczba wszystkich przestępstw w Polsce spadła o 27%, natomiast przestępstw narkotykowych przybyło aż o 298%. W 2011 roku aż 70% z nich dotyczyło marihuany. Oznacza to, że służby coraz częściej zajmują się konsumentami relatywnie nieszkodliwej substancji, zamiast koncentrować się na przestępczości o realnym zagrożeniu społecznym.

Czarne rynki, większa moc, gorsza jakość

Polityka zakazu nie eliminuje popytu – jedynie przekierowuje go do szarej strefy. W efekcie marihuana dostępna na czarnym rynku charakteryzuje się coraz większą zawartością THC i coraz niższą jakością.

W latach 2013–2023 średnia cena marihuany spadła o ponad 10%, podczas gdy zawartość THC wzrosła o ok. 10%. To oznacza, że użytkownicy kupują tańszy, ale silniejszy produkt, co zwiększa ryzyko działań niepożądanych, takich jak zaburzenia lękowe czy krótkotrwałe epizody psychotyczne.

Dodatkowym zagrożeniem jest fałszowanie marihuany syntetycznymi kannabinoidami – znacznie bardziej toksycznymi, mogącymi powodować uszkodzenia wątroby i układu sercowo-naczyniowego. W krajach, gdzie takie przypadki badano, np. w Wielkiej Brytanii i Kanadzie, potwierdzono ich obecność w wielu nielegalnych próbkach.

Argumenty za depenalizacją i legalizacją

Zarówno dane statystyczne, jak i wyniki badań międzynarodowych pokazują, że depenalizacja lub legalizacja marihuany nie prowadzą do wzrostu przestępczości ani do znaczącego zwiększenia jej konsumpcji.

Badania ze Stanów Zjednoczonych wskazują nawet, że w stanach, które zalegalizowały marihuanę, odnotowano spadek liczby przestępstw przeciwko mieniu, a wpływy z podatków z legalnej sprzedaży pozwoliły na finansowanie programów profilaktyki i terapii uzależnień.

Z kolei szwajcarskie badania kliniczne wykazały, że osoby kupujące konopie w aptekach rzadziej nadużywały marihuany niż te korzystające z czarnego rynku – co wskazuje, że legalny dostęp zwiększa bezpieczeństwo użytkowników.

W kierunku racjonalnej polityki narkotykowej

Obecnie Parlamentarny Zespół ds. Depenalizacji Marihuany przygotowuje projekt ustawy dopuszczający posiadanie do 15 gramów marihuany. To krok w dobrą stronę, jednak – jak podkreśla autor – nie powinien być celem samym w sobie.

Depenalizacja zmniejszy liczbę wyroków i koszty administracyjne, ale nie rozwiąże problemu jakości i bezpieczeństwa produktu. Pełna legalizacja umożliwiłaby kontrolę pochodzenia, czystości i zawartości substancji psychoaktywnej, a także pozwoliłaby na opodatkowanie i formalizację rynku, co przyniosłoby dodatkowe wpływy do budżetu państwa.

Wnioski

Marihuana jest w Polsce powszechnie używana, mimo że pozostaje nielegalna. Państwo wydaje setki milionów złotych rocznie na walkę, której skuteczność jest znikoma, a negatywne konsekwencje – coraz bardziej widoczne.

Depenalizacja byłaby ważnym etapem przejściowym, ale pełna legalizacja to rozwiązanie, które może zwiększyć bezpieczeństwo konsumentów, zmniejszyć obciążenie służb i poprawić sytuację finansów publicznych.

Mateusz Michnik
Analityk ekonomiczny Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR)

Rząd przywraca ruch na granicy z Białorusią

23 września 2025 r., podczas posiedzenia Rady Ministrów, premier Donald Tusk poinformował o podjęciu decyzji o ponownym otwarciu kolejowych i drogowych przejść granicznych z Białorusią. W związku z zakończeniem ćwiczeń „Zapad-2025” zmniejszyło się bowiem zagrożenie związane z agresywną postawą wschodnich sąsiadów Polski – Białorusi i Rosji.

Zakończenie manewrów Zapad zmniejsza zagrożenia związane z agresywną postawą naszych wschodnich sąsiadów. Biorąc pod uwagę interesy gospodarcze polskich przewoźników, także PKP Cargo, uznaliśmy, że ten środek zapobiegawczy spełnił swoje zadanie – mówił premier Donald Tusk.

Szef rządu zaznaczył jednocześnie, że jeśli wzrośnie napięcie na wschodniej granicy, Polska nie zawaha się ponownie zamknąć przejść. – Każda akcja rodzi reakcję, a Polska nie będzie biernie przyglądać się kolejnym prowokacjom – podkreślił.

Komunikat Ministerstwa Infrastruktury i MSWiA

Decyzja obejmuje przejścia graniczne, które – na mocy rozporządzenia MSWiA – pozostają zamknięte od północy 12 września. Przywrócenie ruchu granicznego będzie obowiązywało w obu kierunkach – zarówno wjazdu do Polski, jak i wyjazdu na Białoruś. Zmiana dotyczy zarówno transportu drogowego, jak i kolejowego.

Samochody osobowe wrócą na przejście Terespol–Brześć, a ciężarowe na przejście Kukuryki–Kozłowicze, co umożliwi ponowne wykonywanie operacji transportowych przez granicę polsko-białoruską. Ruch kolejowy zostanie przywrócony dla pociągów towarowych, co ma szczególne znaczenie dla PKP Cargo i prywatnych przewoźników.

Reakcja na ćwiczenia wojskowe

Rosyjsko-białoruskie manewry „Zapad-2025” odbywały się wzdłuż wschodniej flanki NATO, w tym przy granicy z Polską. Ze względu na ich agresywny charakter rząd zdecydował o czasowym zamknięciu przejść granicznych. Jednocześnie Polska, wspólnie z sojusznikami z NATO, przeprowadziła własne ćwiczenia obronne „Żelazny Obrońca 25”.

Polskie ćwiczenia z udziałem sojuszników były ocenione znacznie lepiej niż te nieprzyjazne manewry po drugiej stronie granicy – podkreślił premier.

W manewrach „Żelazny Obrońca” uczestniczyły wojska lądowe, powietrzne, specjalne, Marynarka Wojenna oraz Wojska Obrony Terytorialnej.

Wsparcie dla polskich przewoźników i inwestycje w kolej

Na decyzję o ponownym otwarciu granicy wpływ miała także sytuacja polskich przewoźników, w tym PKP Cargo. Rząd podkreśla, że rozwój transportu kolejowego i polskich firm pozostaje w centrum jego zainteresowania.

Premier Donald Tusk, obecny na Międzynarodowych Targach Kolejowych TRAKO w Gdańsku, poinformował o rozmowach z przedstawicielami PESY i NEWAG-u. – Jest bardzo prawdopodobne, że znajdą się chętni do udziału w wielkim przedsięwzięciu, jakim są Koleje Dużych Prędkości 300 plus – powiedział.

Rząd liczy, że inwestycje w infrastrukturę kolejową zwiększą komfort podróży, a także stworzą nowe możliwości rozwoju dla polskich producentów i przewoźników.

Rząd przyjął projekt ustawy wzmacniającej walkę z nielegalnymi treściami w internecie

Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, którego celem jest skuteczniejsza walka z nielegalnymi treściami, ograniczanie dezinformacji oraz wzmocnienie ochrony użytkowników. Nowe przepisy mają także poprawić nadzór nad platformami cyfrowymi i dostosować polskie prawo do unijnych regulacji zawartych w Akcie o usługach cyfrowych (DSA).

Bezpieczniejszy internet dla użytkowników

Projekt przewiduje szereg rozwiązań mających zwiększyć bezpieczeństwo cyfrowego środowiska w Polsce. Wprowadzone zostaną procedury administracyjne, które umożliwią szybkie blokowanie treści dotyczących ściśle określonych przestępstw – m.in. handlu ludźmi, kradzieży tożsamości, oszustw internetowych czy wykorzystywania małoletnich.

– Nowelizacja zapewni większą przejrzystość i bezpieczeństwo w sieci. To także narzędzie do walki z dezinformacją, która w ostatnim czasie staje się szczególnie poważnym zagrożeniem – podkreślił wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

Mechanizmy ochrony praw użytkowników

Nowe przepisy zakładają m.in. mechanizm odwoławczy, który pozwoli użytkownikom skarżyć decyzje platform dotyczące usunięcia lub blokady treści. Co więcej, w przypadku błędnego usunięcia materiałów organy nadzoru – Prezes UKE lub Przewodniczący KRRiT – będą mogły nakazać ich przywrócenie, co ma zabezpieczyć wolność słowa.

Wnioski o blokowanie treści będą rozpatrywane w określonych terminach: od 2 dni (w przypadku zgłoszeń Policji i prokuratury), przez 7 dni (dla użytkowników i tzw. zaufanych sygnalistów), do maksymalnie 21 dni w sprawach szczególnie skomplikowanych.

Podział kompetencji między regulatorami

Egzekwowanie przepisów DSA w Polsce powierzono trzem instytucjom:

  • Prezesowi UKE – jako koordynatorowi ds. usług cyfrowych, odpowiedzialnemu za większość obowiązków wynikających z unijnych regulacji,
  • Prezesowi UOKiK – w zakresie nadzoru nad platformami e-commerce w obszarze ochrony konsumentów,
  • Przewodniczącemu KRRiT – w sprawach dotyczących platform udostępniających treści wideo.

Przejrzyste zasady dla platform cyfrowych

Projekt ustawy zakłada również:

  • uproszczone procedury zgłaszania nielegalnych treści, towarów i usług,
  • większą przejrzystość reklam oraz ograniczenia w profilowaniu danych osobowych,
  • wzmocnienie ochrony małoletnich poprzez odpowiednie projektowanie interfejsów,
  • identyfikowalność przedsiębiorców na platformach e-commerce,
  • certyfikację organów pozasądowego rozstrzygania sporów,
  • możliwość nadawania statusu „zaufanych sygnalistów” podmiotom uprawnionym do zgłaszania treści,
  • dostęp do danych platform dla zweryfikowanych badaczy.

Dodatkowo powołana zostanie Krajowa Rada ds. Usług Cyfrowych, działająca przy Prezesie UKE. W jej skład wejdą przedstawiciele świata nauki, organizacji społecznych i gospodarczych.

Konsultacje społeczne i dalsze kroki

Ministerstwo Cyfryzacji podkreśla, że prace nad projektem ustawy były poprzedzone szerokimi konsultacjami społecznymi, w tym wysłuchaniem obywatelskim w KPRM i konferencją uzgodnieniową. – To niezwykle istotna ustawa, która odpowiada na realne wyzwania współczesnego świata cyfrowego – zaznaczył wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski.

Nowe przepisy mają sprawić, że polski internet stanie się bezpieczniejszy, bardziej transparentny i lepiej chroniący prawa użytkowników, jednocześnie zapewniając jasne reguły funkcjonowania dla dostawców usług cyfrowych.

Portfel studenta: koszty życia rosną, a deficyt miejsc w akademikach sięga 400 tys. łóżek

Wydatki polskich studentów utrzymują się na poziomie zbliżonym do ubiegłorocznego. Najwięcej kosztuje zakwaterowanie – mieszkanie, akademik czy pokój pozostaje największym obciążeniem finansowym polskiego studenta. Na szczęście inne wydatki pozostają na podobnym poziomie jak w ubiegłym roku. Choć koszty życia rosną, aż 41% młodych Polaków ocenia swoją sytuację finansową lepiej niż rok temu – czytamy w jubileuszowej X edycji raportu „Portfel Studenta”, przygotowanego przez Warszawski Instytut Bankowości i Związek Banków Polskich.

Studiowanie kosztuje dużo. Jak wynika z corocznej symulacji przeprowadzonej przez WIB, miesięczne wydatki studenta wynoszą 3979,22 zł, co oznacza niewielki wzrost względem zeszłego roku (3951,56 zł). Znaczną część wskazanej kwoty, bo aż 560 zł stanowi opłata za czesne. W wariancie studiów stacjonarnych, bez tej opłaty, koszty życia zamknęłyby się w kwocie 3419,22 zł. Podobnie jak w poprzednich latach, największe obciążenia budżetu studenta to wynajem mieszkania, żywność i opłaty związane z edukacją. Wydatki na zakwaterowanie najczęściej mieszczą się w przedziale 1200–1500 zł miesięcznie, jednak 18% badanych studentów przekracza tę granicę.Portfel Studenta 2025

Lepsze oceny własnych finansów

W perspektywie ostatnich sześciu lat łączny poziom wydatków studenta wzrósł o ponad 2000 zł, jednak tempo przyrostu w ostatnich dwóch edycjach raportu jest wyraźnie wolniejsze. Coraz więcej młodych Polaków wskazuje także, że podejmowane zatrudnienie pozwala im na stabilizację budżetu. Obecnie 41% studentów ocenia swoją sytuację finansową jako lepszą niż rok wcześniej, podczas gdy pogorszenie deklaruje 24%. Coraz mniej osób rozważa przerwanie nauki z powodu problemów finansowych – takie plany ma obecnie 17% badanych (spadek o 1 p.p. r/r) komentuje dr Przemysław Barbrich, dyrektor Zespołu Komunikacji i PR Związku Banków Polskich.

Jednocześnie widoczny jest dalszy spadek liczby osób, które w ogóle nie odkładają żadnych środków – obecnie to 12% (o 2 p.p. mniej r/r). Rośnie natomiast liczba osób, które odkładają regularnie większe kwoty, co wskazuje na coraz większą dojrzałość finansową młodego pokolenia. Doświadczenia z ostatnich lat – w tym inflacja i wzrost kosztów życia – sprawiły, że zarządzanie budżetem stało się dla studentów praktyczną umiejętnością.

– Cieszymy się, że następuje pozytywna zmiana w podejściu studentów do oszczędzania. Coraz większa liczba młodych ludzi decyduje się na regularne odkładanie pieniędzy i budowanie swojej poduszki finansowej. Rośnie świadomość, że nawet niewielkie, regularnie odkładane kwoty długoterminowo dają satysfakcjonujące rezultaty. Już tylko co dziesiąty badany nie oszczędza. Mamy nadzieję, że dzięki także prowadzonym przez WIB projektom edukacyjnym odsetek ten będzie nadal malał w kolejnych latach – podkreśla Michał Polak, wiceprezes Warszawskiego Instytutu Bankowości.

Mieszkanie i rynek pracy – wciąż największe wyzwania

Raport zwraca uwagę na kwestie mieszkaniowe. Nadal najczęściej wybieraną opcją jest mieszkanie z rodziną lub znajomymi (46% wskazań), natomiast 30% studentów decyduje się na wynajem. Z oferty akademików korzysta jedynie 12% badanych, co wynika przede wszystkim z ograniczonej podaży miejsc – w Polsce brakuje nawet 400 tys. łóżek, a w samej Warszawie deficyt wynosi około 60 tys. miejsc. Dla wielu studentów barierą pozostaje zarówno standard publicznych akademików, jak i ceny prywatnych – sięgające w stolicy nawet 4000 zł miesięcznie.

Na tle stabilizacji kosztów utrzymania wyróżniają się wyzwania związane z rynkiem pracy. Już 57% studentów negatywnie ocenia dostępność ofert, warunki zatrudnienia i poziom wynagrodzeń, a tylko 12% uważa sytuację za dobrą. Jednocześnie rośnie odsetek osób, które w ogóle nie podejmują pracy – 41% (wzrost o 6 p.p. r/r). Ci, którzy pracują, coraz częściej wybierają zatrudnienie pełnoetatowe, co pozwala im na samodzielne finansowanie studiów i utrzymania, ale utrudnia łączenie obowiązków akademickich i zawodowych.

Edukacja finansowa jako inwestycja w przyszłość

W tegorocznej edycji raportu autorzy podkreślają znaczenie kompetencji finansowych. Jak wskazują wyniki badania „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2025” przygotowanego na zlecenie WIB i Fundacji GPW jedynie co trzeci Polak pozytywnie ocenia swoją wiedzę ekonomiczną, a średnia samoocena w grupie wiekowej 18–24 lata wyniosła zaledwie 2,6 w pięciostopniowej skali. Raport pokazuje także, że młodzi Polacy wciąż czują niedosyt wiedzy ekonomicznej. To sygnał, że mimo rosnącej świadomości potrzebne są dalsze działania edukacyjne, które przygotują studentów do świadomego zarządzania pieniędzmi.

Więcej analiz i informacji o rynku najmu studenckiego w Polsce w tegorocznym raporcie „Studenci na rynku nieruchomości. Raport 2025”, opracowanym przez Centrum AMRON.

Cyfrowe zarządzanie mobilnością – projekt Ministerstwa Infrastruktury budzi obawy przedsiębiorców

Celem projektu przedstawionego przez Ministerstwo Infrastruktury jest wzmocnienie procesu cyfrowego zarządzania ruchem i mobilnością na drogach, zwiększenie bezpieczeństwa ruchu drogowego oraz wdrożenie Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/2661. Realizacja tych założeń wiąże się z szeregiem nowych obowiązków nakładanych na organy publiczne i przedsiębiorców, zwłaszcza operatorów i przewoźników w transporcie publicznym.

W piśmie do Ministra Infrastruktury Dariusza Klimczaka Rzecznik MŚP zauważa, że nałożenie na przedsiębiorców nowych obowiązków – związanych z przekazywaniem danych w wymaganym formacie przez system teleinformatyczny oraz ich aktualizacją, a także oceną zgodności i obowiązkami kontrolnymi – pociąga za sobą konieczność poniesienia dodatkowych kosztów w wysokości kilkudziesięciu tysięcy zł na jeden podmiot. Jednocześnie projekt przewiduje uruchomienie rozwiązania informatycznego dedykowanego dla mikroprzedsiębiorców oraz małych gmin, którego koszt poniesie Minister Infrastruktury. Zdaniem Minister Agnieszki Majewskiej zasadne jest rozszerzenie bezpłatnego dostępu do tego rozwiązania dla małych oraz – przynajmniej w ograniczonym zakresie – średnich firm. Ważne też jest, by projektowane regulacje weszły w życie równolegle do wdrożenia udostępnianego przedsiębiorcom oprogramowania.

Bloober Team z zyskiem 9,76 mln zł w I półroczu 2025 r.

Prawie 9,76 mln zł wyniósł zysk netto GK Bloober Team w pierwszym półroczu 2025 r. Te wyniki to efekt stabilnej sprzedaży wydanych już tytułów oraz dobrej współpracy z partnerami. Wyniki za I półrocze 2025 r. nie obejmują sprzedaży gry Cronos: The New Dawn, której premiera miała miejsce 5 września 2025 r.

Przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 45,79 mln zł, GK Bloober Team wypracowała w pierwszym półroczu 2025 r. prawie 9,76 mln zł zysku netto. Zysk operacyjny w omawianym okresie wyniósł 10,65 mln zł. Jesteśmy bardzo zadowoleni z wyników półrocza. Pokazują one że spółka potrafi generować stabilne przychody i zyski w okresach pomiędzy dużymi premierami. – komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team S.A.

— Pierwsze półrocze 2025 roku było dla GK Bloober Team zwieńczeniem intensywnych prac nad kluczowymi projektami. Z jednej strony koncentrowaliśmy się na przygotowaniu premiery “Cronos: The New Dawn”, z drugiej – kontynuowaliśmy rozwój nowych inicjatyw pod marką Broken Mirror Games – jeszcze w tym roku można spodziewać się zapowiedzi jednego z największych tytułów w ramach działalności second party. Sukces Cronosa to kolejne potwierdzenie słuszności kierunku rozwoju który przyjęliśmy, strategii tworzenia różnych odcieni horroru. W ciągu pierwszych trzech dni od premiery poinformowaliśmy, że Cronos sprzedał się w liczbie ponad 200 tysięcy egzemplarzy cyfrowych na wszystkich platformach. Więcej informacji o spółce i planach na kolejne miesiące przedstawimy w trakcie czatu inwestorskiego zaplanowanego na 30 września 2025 r. – zapowiada Piotr Babieno, prezes Bloober Team S.A.

Równolegle spółka zawarła szereg umów dystrybucyjnych na rynkach chińskim, w Hongkongu, Makau i na Tajwanie. Obejmowały one cyfrowe wersje wcześniejszych produkcji, a także grę Cronos: The New Dawn. Podpisano również porozumienie ze Skybound Game

Studios, Inc. w sprawie dystrybucji pudełkowej Cronosa na PlayStation 5 w obu Amerykach oraz z Bandai Namco – dotyczące wydań pudełkowych i cyfrowych gry na PS5 i PC w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Australii, a także Sega Corporation na terytorium Japonii i Korei Południowej.

Pod koniec półrocza rozpoczęto intensywną kampanię marketingową własnego IP. Jej finałem była premiera Cronos: The New Dawn 5 września 2025 roku na PC, PlayStation 5, Xbox Series X|S i Nintendo Switch 2.

Dlaczego polskie firmy zbyt późno sięgają po restrukturyzację?

0

Choć w Polsce rośnie dostępność narzędzi prawnych i doradczych, wielu przedsiębiorców nadal podejmuje decyzje, które zamiast łagodzić trudności, pogłębiają kryzys. Tylko w sierpniu tego roku oficjalnie ogłoszono upadłość 34 firm, a łączna wartość zobowiązań dziesięciu największych dłużników sięgnęła 550 mln zł. Jakie błędy sprawiają, że część polskich przedsiębiorstw trafia w ślepą uliczkę?

Największym błędem firm w kryzysie pozostaje zwlekanie z podjęciem działań. Właściciele spółek często traktują decyzję o restrukturyzacji jako „ostatnią deskę ratunku” i nie chcą przyznać się do trudności. W efekcie przedsiębiorstwa zgłaszają się po pomoc dopiero wtedy, gdy zobowiązania są już wysokie, a sytuacja finansowa krytyczna. W efekcie dochodzi do sytuacji, kiedy nawet wnioski o ogłoszenie upadłości są przez sąd odrzucane. W pierwszej połowie 2025 roku zdarzyło się tak aż 430 razy.

Restrukturyzacja nie jest oznaką porażki, lecz narzędziem ratunkowym. Im wcześniej zostaną zdiagnozowane problemy, tym większa szansa na skuteczne wyjście z kryzysupodkreśla Konrad Latoch z kancelarii Lege Restrukturyzacje.

Ignorowanie sygnałów ostrzegawczych

Kolejnym błędem jest błędna interpretacja danych finansowych. Wielu przedsiębiorców w nadziei na nagłą poprawę rynku podejmuje decyzje bez solidnych podstaw, ignorując ostrzeżenia księgowych i analityków. Tymczasem profesjonalna diagnoza doradcy restrukturyzacyjnego pozwala spojrzeć na firmę obiektywnie i opracować realistyczny plan naprawczy.

Emocje zamiast chłodnej kalkulacji

Restrukturyzacja niemal zawsze wymaga trudnych decyzji – redukcji zatrudnienia, zamknięcia nierentownych oddziałów czy renegocjacji umów z dostawcami. Wielu właścicieli odwleka te kroki z powodów emocjonalnych lub prawnych. – Brak decyzji również jest decyzją. Jeśli dojdzie do upadłości, działania przejmuje syndyk, często w sposób mniej korzystny dla właścicieli i pracownikówzaznacza Konrad Latoch.

Firmy w kryzysie często zapominają, że oprócz planu finansowego potrzebna jest również jasna komunikacja z pracownikami, partnerami i kontrahentami. Ukrywanie problemów prowadzi do chaosu i utraty zaufania, co dodatkowo pogłębia kryzys wizerunkowy.

70 procent firm ma szansę wyjść na prostą

Eksperci są zgodni, skuteczna restrukturyzacja wymaga odwagi, szybkiego działania i wsparcia specjalistów. Im wcześniej przedsiębiorcy zdecydują się na rozmowę z doradcą, tym większe mają szanse nie tylko na uratowanie firmy, ale także na ochronę miejsc pracy i uniknięcie strat wizerunkowych.

Efektywność restrukturyzacji to aż 70 procent, czyli ponad dwie trzecie przedsiębiorstw ma realną szansę wyjść na prostą. W sierpniu br. restrukturyzacje rozpoczęły się w 392 polskich firmach. To wzrost rok do roku o ponad 14 procent.

Nie warto czekać, aż sytuacja stanie się krytyczna. Restrukturyzacja to proces, który – jeśli prowadzony odpowiednio wcześnie – pozwala ochronić wartość przedsiębiorstwa i zwiększyć jego konkurencyjnośćpodsumowuje ekspert z Lege Restrukturyzacje.

Toyota Bank Polska z karami od UODO. Sąd potwierdził naruszenia RODO

0

Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO) nałożył na Toyota Bank Polska S.A. dwie kary administracyjne o łącznej wartości 576 220 zł. Powodem było naruszenie przepisów RODO związane z niewłaściwym usytuowaniem inspektora ochrony danych (IOD) oraz nieuwzględnienie profilowania klientów w dokumentacji przetwarzania danych.

Kara za brak niezależności IOD

W wyniku kontroli przeprowadzonej przez UODO stwierdzono, że inspektor ochrony danych nie był w pełni niezależny w wykonywaniu swoich obowiązków. IOD zatrudniony w Toyota Banku pełnił funkcję audytora IT/specjalisty ds. bezpieczeństwa, a następnie pracował w departamencie bezpieczeństwa, podlegając bezpośrednio dyrektorowi tego departamentu. Tymczasem dyrektor ten odpowiadał m.in. za procesy przetwarzania danych i kontrolę zabezpieczeń.

Taki model organizacyjny – zdaniem Prezesa UODO – podważał niezależność IOD, który powinien podlegać bezpośrednio najwyższemu kierownictwu banku. W związku z tym na Toyota Bank Polska nałożono karę w wysokości 261 918 zł.

Profilowanie bez uwzględnienia w dokumentacji

Druga kara, w wysokości 314 302 zł, dotyczyła nieprawidłowości w dokumentacji przetwarzania danych. Toyota Bank Polska stosował profilowanie klientów m.in. w procesie oceny zdolności kredytowej. Analizowano dane w ramach tzw. scoringu kredytowego i przypisywano klientom kategorie ryzyka. Mimo że tego rodzaju operacje wiązały się z profilowaniem, bank nie uwzględnił ich w rejestrze czynności przetwarzania danych, a także nie przeprowadził wymaganej oceny skutków dla ochrony danych osobowych.

Stanowisko sądu

Sprawa trafiła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego (WSA), który w wyroku z 18 września 2025 r. przyznał rację Prezesowi UODO. W ustnych motywach rozstrzygnięcia sąd stwierdził, że:

  • inspektor ochrony danych w Toyota Bank Polska był usytuowany niezgodnie z wymogami RODO,
  • bank nie zapewnił warunków gwarantujących niezależność pracy IOD,
  • brak uwzględnienia profilowania w rejestrze czynności przetwarzania oraz brak oceny skutków naruszał przepisy RODO (art. 30 ust. 1, art. 35 ust. 1 i 7).

Decyzja UODO i jej podtrzymanie przez WSA pokazują, jak istotne dla instytucji finansowych jest właściwe wdrażanie przepisów RODO – zarówno w zakresie niezależności inspektorów ochrony danych, jak i pełnego dokumentowania procesów przetwarzania, w tym profilowania.

Eksperci podkreślają, że wyrok może stanowić istotny sygnał ostrzegawczy dla innych banków i instytucji finansowych, które powinny dokonać przeglądu swoich procedur pod kątem zgodności z RODO.

Mniejsza liczba budów i pozwoleń – rynek w fazie korekty. Deweloperzy dostosowują się do spowolnienia

Tegoroczne dane rynkowe pokazują spadek ilości budowanych mieszkań w porównaniu do 2024 roku, znacznie mniejszą liczbę pozwoleń na budowę uzyskanych przez deweloperów oraz najmniejszą od 2018 roku ilość lokali oddanych do użytkowania. Czy to oznaki spowolnienia w sektorze? Czy firmy zmniejszają aktywność inwestycyjną albo rozważają dywersyfikację działalności? Jak deweloperzy dostosowują swoje plany do obecnych realiów rynkowych? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Zbigniew Juroszek, prezes zarządu Atal

Firmy deweloperskie uruchomiły liczne projekty przed wejściem w życie przepisów nowelizujących wymagania techniczne. Znalazło to odzwierciedlenie w niższych aktualnie statystykach GUS. Zmniejszył się także wolumen produkcji u mniejszych i średnich deweloperów, m.in. z uwagi na pogorszenie się popytu, co jest widoczne już od wiosny 2024 roku.

Atal dokonał w ostatnim roku dużych nakładów inwestycyjnych na rozpoczęcie lub kontynuowanie budów w kilkudziesięciu inwestycjach lub ich etapach. Korzystaliśmy w ten sposób z dobrej koniunktury na rynku materiałów i wykonawstwa. Ten cykl pomału będzie się wygaszał, gdyż częstotliwość nowych wprowadzeń zdecydowanie zmniejszymy, zaś istniejące budowy ukończymy, sukcesywnie ograniczając też koszty.

Będziemy dysponowali wystarczająco dobrze zabezpieczonym portfolio sprzedażowym na dłuższy czas, z przewagą lokali gotowych, chętnie wybieranych przez kupujących, którzy chcą jak najkrócej ponosić koszty kredytowania mieszkania w budowie. Mamy również zabezpieczony bank ziemi, poczyniliśmy już większość z zaplanowanych na ten rok zakupów.

Tomasz Kaleta, dyrektor zarządzający ds. sprzedaży i marketingu w Develii

Mimo rekordowo wysokiej oferty, nie zmieniamy istotnie naszych planów dotyczących uruchamiana nowych projektów w miastach, w których prowadzimy działalność. Szczególnie, że w lipcu br. sfinalizowaliśmy akwizycję Bouygues Immobilier Polska, co pozwoliło nam zwiększyć zarówno liczbę mieszkań w realizacji, jak i potencjał banku ziemi – przede wszystkim w Warszawie, czyli na największym i najbardziej stabilnym rynku w Polsce, a także w Poznaniu i we Wrocławiu. Zgodnie z naszą strategią zakładamy stopniowy wzrost udziału w rynku tak, aby w 2028 roku osiągnąć cel sprzedaży na poziomie 4,5 tys. mieszkań rocznie.

Dobrze zaprojektowane inwestycje w atrakcyjnych lokalizacjach, nawet w wymagającym otoczeniu rynkowym, utrzymują wysoki poziom popytu, co znajduje odzwierciedlenie w naszych wynikach sprzedażowych z ostatnich miesięcy. Głównym obszarem naszej działalności pozostaje sprzedaż mieszkań klientom indywidualnym. W ramach dywersyfikacji stopniowo zdobywamy nowe kompetencje w sektorze living. Obecnie czekamy na pozwolenie na budowę akademika we Wrocławiu w formule joint venture. Nabyliśmy także kolejny grunt w centrum Wrocławia, gdzie planujemy realizację obiektu dla studentów obejmującego około 600 mieszkań oraz lokale usługowe. W naszej ocenie segment PBSA (Purpose Built Student Accommodation) posiada w Polsce duży potencjał wzrostu.

Andrzej Gutowski, dyrektor Sprzedaży Ronson Development

Nie jest niespodzianką, że deweloperzy dostosowują swoją produkcję do dużo niższego popytu. Rynek mieszkaniowy w Polsce właśnie teraz wyhamowuje, ponieważ oznaki spowolnienia były widoczne już od dłuższego czasu. Mieliśmy moment, w którym rynek łudził się szybkim wprowadzeniem programów mieszkaniowych czy szybszym obniżaniem stóp procentowych. To spowodowało, że deweloperzy zwiększyli podaż ponad realny popyt. Obecnie sytuacja się ustabilizowała, a rynek wszedł w fazę równowagi na niższym poziomie niż w poprzednich latach.

Patrząc w perspektywie najbliższych dwóch lat, spodziewamy się powrotu do hossy z 2021 czy 2023 roku. To naturalnie wpływa na naszą strategię. Inwestycje realizujemy ostrożniej, w sposób bardziej selektywny i dostosowany do realnego popytu. Traktujemy ten okres jako czas stabilizacji, w którym można przygotowywać się do przyszłych impulsów rozwojowych, takich jak potencjalne obniżki stóp procentowych.

Nasza strategia opiera się przede wszystkim na stabilnym rozwoju, dostosowaniu tempa inwestycji do sytuacji rynkowej oraz uważnym śledzeniu decyzji Rady Polityki Pieniężnej, które będą miały kluczowy wpływ na dalszą dynamikę rynku. Widzimy ten okres raczej jako czas stabilizacji z lekkim optymizmem niż jako gwałtowne hamowanie branży.

Mirosław Bednarek, Regional Business Director, prezes zarządu Matexi Polska

Na rynku deweloperskim obserwujemy stopniowe ożywienie popytu. W drugim kwartale br. zaobserwowaliśmy wyraźny wzrost aktywności klientów. Był on związany nie tylko z pierwszą obniżką stóp procentowych, ale także z tym, że część nabywców przestała odkładać decyzje zakupowe w oczekiwaniu na nowy program rządowy. Od kwietnia do czerwca zawarliśmy łącznie 99 umów deweloperskich, co oznacza wzrost o blisko 40 proc. zarówno względem pierwszego kwartału 2025 roku, jak i analogicznego okresu roku ubiegłego. Według wstępnych danych sprzedażowych spodziewamy się dalszej poprawy wyników również w trzecim kwartale.

Do wzrostu sprzedaży przyczynia się także konsekwentne poszerzanie naszej oferty o nowe projekty. Niedawno wprowadziliśmy na rynek dwie inwestycje – Sady Żoliborz II przy skrzyżowaniu ulic Anny German i Zygmunta Krasińskiego w Warszawie, gdzie powstaje 66 mieszkań oraz Bukowińska Mokotów na warszawskim Mokotowie, obejmującą 72 mieszkania i 2 lokale usługowe. Na początku przyszłego roku również planujemy uruchomienie kolejnych inwestycji, jednej w Krakowie oraz dwóch w Warszawie.

Dzięki rosnącemu zainteresowaniu klientów oraz planowanemu wprowadzaniu nowych projektów, nie ograniczamy naszej aktywności inwestycyjnej i ciągle poszukujemy atrakcyjnych działek. Warto jednak zaznaczyć, że czas potrzebny na uzyskanie pozwolenia na budowę to często nawet kilka lat, a w ich trakcie zdarzają się nieprzewidziane okoliczności, które mogą ten proces jeszcze bardziej wydłużyć.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Choć statystyki za pierwsze miesiące 2025 roku wskazują na pewne wyhamowanie w zakresie liczby rozpoczętych inwestycji czy uzyskiwanych pozwoleń na budowę, nie postrzegamy tego jako trwałego osłabienia rynku mieszkaniowego, lecz raczej jako naturalną korektę po okresie bardzo dynamicznego wzrostu. Rynek pozostaje aktywny, a zapotrzebowanie na nowe mieszkania, szczególnie w dużych miastach, nadal utrzymuje się na wysokim poziomie, m.in. z uwagi na silne potrzeby mieszkaniowe, migracje wewnętrzne oraz rosnące znaczenie najmu.

Podchodzimy do tej sytuacji w sposób strategiczny, ale nie zwalniamy tempa. Utrzymujemy wysoką dynamikę sprzedaży oraz aktywnie wprowadzamy nowe projekty do oferty, zarówno w największych aglomeracjach, jak i na rynkach rozwijających się. Mimo bardziej wymagającego otoczenia gospodarczego popyt na mieszkania utrzymuje się na stabilnym poziomie, a nasze rozpoznawalne lokalizacje, konkurencyjna oferta i jakość wykonania nadal przyciągają klientów.

Obserwujemy stabilny, wysoki poziom sprzedaży. Klienci są aktywni, a nasza szeroka oferta, elastyczne podejście i atrakcyjne lokalizacje sprawiają, że cieszymy się dużym zainteresowaniem. Nasza strategia zakłada dalszy rozwój, zarówno w segmencie mieszkań na sprzedaż, jak i w modelu PRS, co pozwala nam elastycznie odpowiadać na zmieniające się potrzeby rynkowe.

Patrzymy z optymizmem na drugą połowę roku i kolejne lata. Spodziewamy się, że wraz z dalszą stabilizacją stóp procentowych i większą dostępnością kredytów mieszkaniowych, popyt pozostanie silny. Jesteśmy dobrze przygotowani do dalszego działania – mamy zabezpieczony bank ziemi, gotowe projekty i zespół z dużym doświadczeniem. Obecna sytuacja to dla nas przede wszystkim szansa na dalsze umacnianie pozycji rynkowej i rozwój z korzyścią zarówno dla klientów, jak i inwestorów.

Nie planujemy ograniczania działalności – przeciwnie, konsekwentnie realizujemy strategię rozwoju i wykorzystujemy potencjał rynku tam, gdzie nadal występuje realne zapotrzebowanie na mieszkania. Kluczowe jest dla nas zachowanie elastyczności oraz szybkie dostosowywanie struktury oferty do bieżących oczekiwań klientów i warunków rynkowych. Monitorujemy sytuację na bieżąco, dbając o odpowiednie tempo realizacji inwestycji oraz bezpieczny poziom zaangażowania kapitałowego.

Witold Kikolski, członek zarządu MS Waryński Development S.A.

Rzeczywiście widzimy, że rynek mieszkaniowy w Polsce przechodzi obecnie fazę ochłodzenia. Dane za pierwsze siedem miesięcy 2025 roku jasno pokazują kilkunastoprocentowy spadek liczby rozpoczynanych budów oraz wyraźny, sięgający około 25 proc. spadek wydawanych pozwoleń na budowę w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Do użytku oddano także najmniej mieszkań od 2018 roku, co jest konsekwencją wcześniejszego spowolnienia procesów inwestycyjnych.

Waryński SA na te zmiany patrzy jednak długofalowo. Deweloperka to sektor, który zawsze porusza się w cyklach, po fazie dynamicznego wzrostu naturalnie przychodzi spowolnienie. Dlatego nasza strategia zakłada przede wszystkim elastyczne zarządzanie bankiem ziemi i portfelem projektów. W praktyce oznacza to, że nie wycofujemy się z rynku, ale dostosowujemy tempo i strukturę nowych inwestycji do realnego popytu.

Nie planujemy ograniczania aktywności inwestycyjnej, ale działamy selektywnie, koncentrując się na lokalizacjach z największym potencjałem popytowym. Przykładem są nasze inwestycje Stacja Ligocka w Katowicach i planowana na przyszły rok inwestycja na warszawskim Mokotowie, które realizujemy zgodnie z założeniami i harmonogramem.

Reasumując – mieszkaniówka faktycznie hamuje, ale nie oznacza to zatrzymania naszej działalności. Wręcz przeciwnie, to czas na mądrą selekcję projektów, tak aby w kolejnym cyklu wzrostowym być jeszcze silniejszym graczem na rynku.

Damian Tomasik, prezes zarządu Alter Investment

Obserwujemy spowolnienie w mieszkaniówce, zwłaszcza w obszarze liczby nowych pozwoleń na budowę. W związku z wysokimi stopami procentowymi podaż nowych inwestycji dopasowuje się do popytu. Dla Alter Investment nie oznacza to jednak wyhamowania aktywności, lecz mądrzejszą selekcję projektów. Specjalizujemy się w przygotowywaniu gruntów i ich uszlachetnianiu, dlatego w obecnym otoczeniu koncentrujemy się na inwestycjach o najwyższym potencjale i krótszym czasie do uzyskania decyzji administracyjnych. Równolegle rozwijamy nowe lokalizacje i segmenty, zarówno mieszkaniowe, jak i pod zabudowę jednorodzinną czy PRS, co pozwala nam dywersyfikować działalność i elastycznie dostosowywać strategię do zmieniających się warunków rynkowych.

Mariusz Gajżewski, Head of Sales, Marketing and Communication BPI Real Estate Poland

Rzeczywiście dane statystyczne pokazują spadek liczby rozpoczętych inwestycji czy pozwoleń na budowę. Wynika to jednak w dużej mierze z naturalnych cykli koniunkturalnych oraz wcześniejszego spowolnienia. BPI Real Estate Poland nie planuje zmniejszać aktywności inwestycyjnej. Przeciwnie, koncentrujemy się na jakości naszych projektów i zakupie gruntów w topowych lokalizacjach, które gwarantują długofalową wartość. Nasza strategia zakłada selektywność i precyzyjny dobór lokalizacji. Inwestujemy w miejsca, które zapewniają naszym klientom najwyższy komfort życia i jednocześnie utrzymują wartość nieruchomości w długim okresie. Dywersyfikację rozumiemy jako obecność na różnych rynkach w Polsce w obrębie segmentu premium i podwyższonego standardu.

Renata Mc Cabe – Kudla, Country Manager w Grupo Lar Polska

Rynek mieszkaniowy w Polsce, w szczególności w Warszawie, rośnie wolniej niż w poprzednich latach ze względu na znaczne wydłużenie terminów rozpatrywania wniosków w urzędach. Zakładamy, że spowolnienie jest tymczasowe.

Piotr Ludwiński, dyrektor sprzedaży w Archicom

W mojej ocenie rynek mieszkaniowy w Polsce nie hamuje, lecz stabilizuje się po bardzo intensywnym okresie związanym m.in. z programem Bezpieczny Kredyt 2proc. Niezmiennie obserwujemy stabilny popyt i dużą aktywność klientów, a nasze inwestycje, starannie projektowane i zróżnicowane pod względem metraży, odpowiadają na potrzeby zarówno singli, rodzin, jak i osób kupujących lokale w celach inwestycyjnych.

Nie zmniejszamy przy tym naszej aktywności inwestycyjnej. Przeciwnie, dysponujemy rozbudowanym bankiem ziemi i konsekwentnie rozwijamy działalność w segmencie mieszkaniowym. Sprzedaż biurowca City2 pozwoliła nam skoncentrować się w 100 proc. na tym obszarze. W tym zakresie dywersyfikujemy ofertę, od mieszkań z segmentu popularnego, przez projekty inwestycyjne, aż po miastotwórcze przedsięwzięcia typu „destinations”, takie jak Fuzja, Wita czy Towarowa 22.

W najbliższych latach planujemy wprowadzenie atrakcyjnych projektów w największych polskich miastach, a równolegle rozwijamy inwestycje realizowane w trybie tzw. lex deweloper we Wrocławiu i Warszawie. Stale optymalizujemy proces deweloperski i aktywnie uczestniczymy w debacie o przyszłości miast. To pozwala nam myśleć o rynku długoterminowo, a nie tylko w perspektywie jednego cyklu koniunkturalnego.

Polski startup Asynchronics zdobywa kontrakt ESA na cyfrowego bliźniaka satelity

Asynchronics, polski startup sektora kosmicznego, wraz z francuskim Infinite Orbits zdobył kontrakt Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) w ramach programu RPA. Wartość projektu wynosi 450 tys. euro. Jego celem jest stworzenie cyfrowego bliźniaka satelity serwisowego na orbicie – rozwiązania, które umożliwi bezpieczne i efektywne testowanie oprogramowania oraz szkolenie operatorów przyszłych misji serwisowych. To znaczący krok dla rozwoju europejskich zdolności w obszarze in-orbit servicing.

Dynamiczny rozwój tzw. NewSpace sprawił, że małe satelity stały się tańsze i bardziej dostępne. Jednak wciąż borykają się z problemem niezawodności – statystyki pokazują, że ponad 40% takich misji kończy się niepowodzeniem. Jednym z powodów jest ograniczone wykorzystanie zaawansowanych symulacji, które od lat są standardem u dużych integratorów systemów kosmicznych. Brak odpowiednich narzędzi testowych zwiększa ryzyko, spowalnia proces przygotowania misji i podnosi koszty.

Projekt SAVIOR, realizowany przez Asynchronics w ramach misji Infinite Orbits, odpowiada na te wyzwania. Zakłada on opracowanie wysokiej wierności cyfrowego bliźniaka satelity serwisowego, który pozwoli testować oprogramowanie w warunkach maksymalnie zbliżonych do rzeczywistych i szkolić operatorów w zakresie manewrów zbliżania i dokowania. Rozwiązanie ma zostać wykorzystane przy komercyjnej misji Endurance, której celem będzie wydłużanie życia satelitów telekomunikacyjnych na orbicie. Stworzenie takiego środowiska symulacyjnego pozwoli operatorom przećwiczyć skomplikowane scenariusze i zminimalizować ryzyko niepowodzenia w rzeczywistych warunkach.

„To dla nas ogromny sukces i dowód, że polskie technologie mogą odgrywać centralną rolę w najbardziej ambitnych programach ESA. Projekt SAVIOR pokazuje przyszłość europejskiego sektora kosmicznego – cyfrowe bliźniaki umożliwią bezpieczne i efektywne przygotowanie misji serwisowych, które zrewolucjonizują sposób, w jaki korzystamy z satelitów. Jesteśmy dumni, że Asynchronics może rozwijać tę technologię w Polsce i budować kompetencje, które będą miały znaczenie również dla sektora obronnego” – mówi Adam Chikha, COO Asynchronics.

Do programu ESA RPA zakwalifikowano mniej niż 20% wniosków, co czyni sukces Asynchronics szczególnie wartościowym. Firma rozwija się dynamicznie – obecnie zatrudnia dziewięciu specjalistów, niedawno zamknęła rundę pre-seed i realizuje już kilka międzynarodowych projektów, w tym ASCEND w ramach ESA, inkubację ESA BIC oraz projekt w programie Horizon Europe z udziałem Airbus i Safran. Szybki wzrost i kolejne kontrakty pokazują, że Asynchronics staje się jednym z najbardziej obiecujących podmiotów w polskim sektorze kosmicznym.

Asynchronics zapowiada dalszy rozwój swojej technologii NeXosim, stanowiącej podstawę projektu SAVIOR, i jej komercjalizację w Europie. W planach jest również rozszerzanie współpracy międzynarodowej oraz udział w kolejnych programach ESA.

Proces rekrutacyjny w Polsce wydłuża się – co czwarty kandydat ignorowany

Co czwarta aplikacja pozostaje bez odpowiedzi – wynika z najnowszego raportu „Rekrutacyjne KPI 2025” za pierwsze półrocze 2025 od eRecruiter, który analizuje dane z ponad 10,5 miliona aplikacji.

W pierwszej połowie 2025 roku kandydaci na ofertę pracy czekali dłużej niż w poprzednim półroczu. Średni czas od momentu wysłania CV do otrzymania propozycji zatrudnienia wyniósł 22 dni, co oznacza wzrost o 3 dni. Mimo to, całkowity czas potrzebny na zatrudnienie pracownika pozostał na stabilnym poziomie.

Główne wskaźniki rekrutacyjne pod lupą

Analiza kluczowych wskaźników efektywności (KPI) pokazuje, że choć firmy dłużej podejmują decyzję o złożeniu oferty, to pozostałe etapy rekrutacji nie uległy znaczącym zmianom. W pierwszej połowie 2025 roku średnie wyniki kształtowały się następująco:

  • Time to Offer (czas od aplikacji do złożenia oferty): 22 dni.
  • Time to Hire (czas od aplikacji do zatrudnienia): 35 dni.
  • Time to Fill (czas od aktywacji projektu rekrutacyjnego do złożenia oferty z perspektywy firmy): 50 dni.

Wskaźniki Time to Hire i Time to Fill pozostały na niezmienionym poziomie w stosunku do drugiej połowy 2024 roku.

Czekając na odpowiedź – doświadczenie kandydata

Z perspektywy kandydatów kluczowy jest czas reakcji rekrutera. Raport pokazuje, że od wysłania dokumentów do ich otwarcia przez rekrutera (Time to View) mija średnio 9 dni. Niepokojący jest jednak fakt, że aż 28% aplikacji pozostaje nieotwartych. Oznacza to, że CV ponad co czwartej osoby poszukującej pracy nigdy nie jest przeglądane.

Czas reakcji ma nie tylko praktyczne, ale i emocjonalne znaczenie dla osób poszukujących pracy. Kandydaci często aplikują na wiele ofert jednocześnie, dlatego opóźnienia w komunikacji mogą prowadzić do utraty zaufania do potencjalnego pracodawcy. Szybka, nawet automatyczna odpowiedź potwierdzająca otrzymanie aplikacji, buduje poczucie szacunku i transparentności. To szczególnie ważne w przypadku młodszych pokoleń, dla których sprawne i otwarte procesy rekrutacyjne są wyznacznikiem profesjonalizmu firmy. Z perspektywy HR warto pamiętać, że każda interakcja z kandydatem to okazja do budowania wizerunku marki pracodawcy. Nawet krótka informacja zwrotna w ciągu 24–48 godzin może znacząco wpłynąć na postrzeganie firmy jako rzetelnej i dbającej o relacje
-– mówi Katarzyna Trzaska, ekspertka eRecruiter.

Stanowisko ma znaczenie – nowa analiza w raporcie

Analiza wskaźników KPI w podziale na poziom stanowiska jednoznacznie wskazuje, że im wyższa pozycja w hierarchii firmy, tym dłuższy proces rekrutacyjny. Różnice są znaczące. Na ofertę pracy (Time to Offer) pracownik fizyczny czeka średnio 19 dni, podczas gdy w przypadku stanowisk dyrektorskich ten czas wydłuża się do 40 dni. Cały proces od aplikacji do zatrudnienia (Time to Hire) pracownika fizycznego zajmuje 32 dni, a dyrektora – aż 46 dni.

Wydłużony czas rekrutacji na stanowiska menedżerskie i dyrektorskie to naturalna konsekwencja wagi, jaką organizacje przywiązują do tych ról. Każdy etap, od weryfikacji kompetencji po rozmowy z zarządem, jest tu znacznie bardziej złożony. Zatrudnienie lidera to decyzja strategiczna, która kształtuje przyszłość firmy, dlatego pośpiech jest niewskazany. Z drugiej strony, w przypadku pracowników fizycznych i specjalistów, kluczowa staje się szybkość i efektywność procesu. Na tych rynkach walka o talent jest zaciekła, a zwłoka może oznaczać utratę wartościowego kandydata na rzecz konkurencji, która działa sprawniej – komentuje Katarzyna Trzaska.

Branżowi liderzy szybkości i satysfakcji

Procesy rekrutacyjne znacznie różnią się w zależności od branży. Najszybciej ofertę pracy otrzymują kandydaci w sektorze usług oraz w organizacjach rządowych – średnio już po 10 dniach. Na drugim biegunie znajdują się organizacje non-profit, gdzie na decyzję trzeba czekać aż 38 dni.

Branże najszybciej składające oferty pracy kandydatom:

  • Usługi – 10 dni
  • Organizacje rządowe – 10 dni
  • Agencje Doradztwa Personalnego – 12 dni

Co ciekawe, szybkość nie zawsze idzie w parze z zadowoleniem kandydatów. Najwyższą satysfakcję z procesu rekrutacji (mierzoną wskaźnikiem NPS) deklarują kandydaci aplikujący do agencji doradztwa personalnego (NPS = 86). Najniżej oceniane są rekrutacje prowadzone przez organizacje rządowe (NPS = 2), gdzie liczba krytyków jest niemal równa liczbie promotorów, mimo że to właśnie ten sektor jest jednym z najszybszych w składaniu ofert kandydatom.

Te wyniki pokazują, że tempo rekrutacji to tylko połowa historii. Rekrutacja to sztuka łączenia sprawności z uważnością na kandydata. Najlepsze organizacje rozumieją, że prawdziwym wskaźnikiem sukcesu jest kandydat, który wróci i poleci firmę innym.

O badaniu

Raport „Rekrutacyjne KPI 2025” to trzecia edycja analizy przygotowanej przez eRecruiter i Great Digital. Publikacja została opracowana na podstawie danych z systemu eRecruiter pochodzących z okresu od 1 stycznia do 30 czerwca 2025 roku. Analizie poddano ponad 10,5 miliona aplikacji przesłanych w odpowiedzi na blisko 126 tysięcy projektów rekrutacyjnych prowadzonych przez ponad 2500 firm z 25 branż. Wskaźnik satysfakcji kandydatów (NPS) opiera się na wynikach ponad 3900 ankiet. Partnerem merytorycznym badania jest Great Digital, agencja specjalizująca się w analityce i badaniach HR.

Co siódmy pracownik w Polsce ofiarą mobbingu – raport Koalicji Bezpieczni w Pracy 2025

Co siódmy pracownik w Polsce doświadczył w swojej karierze mobbingu. Nowy raport Stowarzyszenia Koalicja Bezpieczni w Pracy alarmuje, że zjawisko wciąż jest powszechne, a termin lepiej od pracowników kojarzy kadra zarządzająca. Kobiety częściej niż mężczyźni deklarują, że wielokrotnie doświadczyły mobbingu, natomiast więcej mężczyzn wskazuje, że wie, jak zareagować w takiej sytuacji. Aż 39% pracowników nie słyszało o istnieniu procedur antymobbingowych, a 10% woli szukać nowej pracy zamiast walczyć o swoje prawa.

Jak wynika z badania „Bezpieczeństwo Pracy w Polsce 2025. Mobbing, depresja, stres 2.0, czyli zagrożenia w polskich firmach”, mobbing jest zjawiskiem wielowymiarowym, a większość ankietowanych potrafi go zdefiniować. Znaczący wzrost znajomości terminu odnotowano wśród kadry zarządzającej. Łączny odsetek tych, którzy nie potrafią zdefiniować mobbingu, spadł do zaledwie 21%. Sytuacja gorzej wygląda wśród pracowników – na nieznajomość terminu wskazało 31% ankietowanych (16% w 2019 r.). W sumie 79% zarządzających i 69% pracowników w 2025 r. znało pojęcie mobbing.

Z danych wynika, że co czwarty badany wie, że mobbing charakteryzuje się długotrwałością i uporczywością, co jest kluczowe w skutecznym dochodzeniu swoich praw. Mobbing jest postrzegany przede wszystkim jako zjawisko o charakterze hierarchicznym, czyli działanie „z góry na dół”. Osoba mobbingująca jest znacznie częściej identyfikowana jako ktoś o wyższym statusie zawodowym, posiadający władzę.

– Pozytywnie należy ocenić rosnącą świadomość wśród menedżerów, jednakże niepokojący jest spadek poziomu wiedzy wśród pracowników. Może to sugerować, że szkolenia w firmach są organizowane głównie dla menedżerów. Zarówno pracownicy, jak i zarządzający postrzegają mobbing w podobny sposób, zgodny z obowiązującą definicją – jako uporczywe i długotrwałe nękanie, szykanowanie czy przemoc psychiczną. Widać jednak różnice w akcentach: pracownicy częściej podkreślają konsekwencje emocjonalne i zdrowotne, natomiast kadra kierownicza silniej akcentuje elementy związane z presją i wyzyskiem – podkreśla Katarzyna Petrusiewicz, członek zarządu Stowarzyszenia Koalicja Bezpieczni w Pracy, Regionalny Kierownik QESH CEE w CWS Workwear.  – Wartym uwagi zjawiskiem jest także kwestia przypisywania odpowiedzialności – w obu grupach jako mobbingującego najczęściej wskazuje się przełożonego. Wynika to prawdopodobnie ze stereotypów oraz tradycyjnego rozumienia hierarchii w pracy i dopuszczenia możliwości nadużywania pozycji przez przełożonych, a także asymetrii sił. Jednak badanie wykazało, że pracownicy dopuszczają również możliwość mobbingu ze strony współpracowników – dodaje Katarzyna Petrusiewicz.

Perspektywa ofiary i świadka

Wśród ankietowanych pracowników 15% przyznało, że doświadczyło mobbingu w trakcie swojej kariery zawodowej. Na to zjawisko częściej wskazywały kobiety niż mężczyźni (16% vs. 13%). Respondenci sygnalizowali również przypadki mobbingu pośredniego – 19% było świadkami tego typu zachowań. Wśród zarządzających 14% zadeklarowało doświadczenie mobbingu. 37% zostało poinformowanych przez pracowników o mobbingu, w tym 9% przyznało, że zgłoszenia otrzymywało wielokrotnie. Zarówno pracownicy, jak i osoby zarządzające, w sytuacji mobbingu najczęściej w pierwszej kolejności zgłosiliby sprawę przełożonemu lub działowi HR, bądź porozmawialiby z ofiarą w celu okazania jej wsparcia.

– Choć świadomość społeczna na temat mobbingu rośnie, to poziom tego problemu w Polsce wciąż jest wysoki, co pokazuje złożoność zjawiska. Kluczowe jest rozróżnienie pomiędzy ustawową definicją mobbingu a przejawami zachowań o charakterze mobbingowym – podkreśla Ewa Gawrysiak, członek zarządu Stowarzyszenia Koalicja Bezpieczni w Pracy, Regional Manager CEE w TenCate Protective Fabrics. – Kobiety częściej zgłaszają doświadczenie mobbingu, co może wynikać z większej otwartości w komunikowaniu trudnych doświadczeń, różnic w społecznym postrzeganiu lub specyfiki form, w jakich mobbing się przejawia. Konieczne są dalsze działania edukacyjne oraz tworzenie kultury szacunku, z uwzględnieniem specyfiki doświadczeń i potrzeb kobiet – dodaje Ewa Gawrysiak.

Gdzie są procedury?

39% pracowników ankietowanych nie wie, czy w ich miejscu pracy obowiązuje procedura antymobbingowa, a 37% potwierdza jej funkcjonowanie. Pomimo tego, 63% zatrudnionych wiedziałoby, jak ma postępować w sytuacji, gdyby w ich miejscu pracy doszło do mobbingu. Na tę odpowiedź częściej wskazywali mężczyźni (66%) niż kobiety (61%).

Jednocześnie jedynie 29% pracowników przyznaje, że w ich firmach podejmowane są jakiekolwiek aktywności mające na celu przeciwdziałanie mobbingowi, dyskryminacji, przemocy, stresowi i innym zagrożeniom psychospołecznym. 19% przyznaje, że nie wie nic o realizacji takich działań. Nie jest również standardem, aby przełożeni rozmawiali z zatrudnionymi o kwestiach związanych z zagrożeniami psychospołecznymi – wskazuje na to jedynie 28%.

– W porównaniu z 2019 r. widać wyraźny spadek liczby pracowników, którzy deklarują, że ich przełożony podejmował z nimi rozmowy o czynnikach psychospołecznych – z 37% do 28%. Trudno jednoznacznie zinterpretować ten spadek. Możliwe, że temat przestaje być tabu, powszechnie słuchamy rozmów na temat czynników psychospołecznych w radiu czy telewizji. Z perspektywy pracodawcy jest to jednak znak niepokojący. – komentuje Elżbieta Rogowska, członek zarządu Stowarzyszenia Koalicja Bezpieczni w Pracy, V-ce Prezes w PW Krystian. Widać, że rozmów o bardziej złożonych aspektach, jak relacje międzyludzkie, stres czy nierówność, nadal jest zbyt mało, co może świadczyć o braku narzędzi i kompetencji menedżerów w tym zakresie – dodaje Elżbieta Rogowska.

Sytuacje w firmach lepiej oceniają zarządzający. 52% potwierdza, że procedura antymobbingowa obowiązuje w miejscu pracy, chociaż 25% wskazuje, że nie ma w tym obszarze wiedzy. 37% potwierdziło obecność działań na rzecz zwalczania zagrożeń psychospołecznych w miejscu pracy. Zarządzający działają też na własną rękę. W swoich zespołach w celu zwalczania negatywnych zjawisk zarządzający ankietowani w 2025 r. najczęściej starają się utrzymać pozytywne nastawianie (50%), motywują pracowników (42%) oraz wyznaczają jasne cele i oczekiwania (41%).

Dodatkowe informacje

Badanie na potrzeby raportu zostało przeprowadzone w dniach 26.06-10.07.2025 roku przez SW RESEARCH Agencję Badań Rynku i Opinii. Z zarządzającymi (N=246) przeprowadzono wywiady telefoniczne (CATI). Grupę pracowników (N=1019) stanowią osoby będące etatowymi pracownikami biurowymi i fizyczno-umysłowymi. Badanie zostało zrealizowane techniką wywiadów online (CAWI). Raport uwzględnia porównanie wyników z odpowiedziami z badania przeprowadzonego w 2019 r.

Patronem raportu jest Zakład Ubezpieczeń Społecznych. W materiale wypowiadają się również przedstawiciele: Państwowej Inspekcji Pracy, Centralnego Instytutu Ochrony Pracy – Państwowego Instytutu Badawczego oraz Pracodawców RP.

ZOBACZ CAŁY RAPORT: https://bit.ly/QRRaport2025

Polska Grupa Trend przejmuje niemiecką Gala Group – historyczna transakcja na rynku świec i dekoracji

Grupa Trend, dynamicznie rozwijająca się grupa spółek o polskim kapitale, zrealizowała transakcję przejęcia niemieckiej Gala Group, jednego z wiodących europejskich producentów świec, produktów zapachowych oraz elementów dekoracyjnych. To kolejny krok w ambitnej strategii ekspansji Grupy Trend na rynki międzynarodowe, który pozwoli na znaczące poszerzenie portfolio produktowego, zwiększenie zasięgu geograficznego oraz stworzenie synergii w ramach globalnej sieci dystrybucyjnej. Finansowanie transakcji zapewniły fundusze zarządzane przez CVI oraz Polski Fundusz Rozwoju (PFR). W zakresie doradztwa transakcyjnego Grupa Trend współpracowała z firmą Oaklins, a wsparcie prawne powierzono kancelarii Wolf Theiss.

Grupa Trend wkracza na nowe rynki

Grupa Trend to firma z ponad 30-letnim doświadczeniem, która konsekwentnie łączy tradycyjne wartości z nowoczesnymi rozwiązaniami, napędzając rozwój i innowacje w swoich branżach. Spółka aktywnie rozwija swój portfel, obejmując produkcję szkła a także inwestycje w energetykę, logistykę i nieruchomości, co pozwala jej budować zrównoważony model biznesowy.

Trend Glass, wiodąca spółka w Grupie Trend, to radomska huta szkła działająca od 2003 roku, której korzenie sięgają lat 80. XX wieku, specjalizująca się w produkcji szkła gospodarczego, dekoracyjnego i użytkowego. Dziś firma należy do czołowych graczy branży, eksportując swoje wyroby na 46 rynków na 6 kontynentach. „Przejęcie Gala Group to kamień milowy w naszej europejskiej ekspansji. Zyskujemy dostęp do nowych kategorii produktowych, globalnych kanałów dystrybucji oraz cennego know-how w zakresie zarządzania marką o międzynarodowym zasięgu. Dodatkowo, umożliwia to budowanie silnych synergii w zakresie produkcji i dystrybucji, co wpłynie na dalszy rozwój naszej grupy i umocnienie pozycji lidera na rynku” – podkreśla Łukasz Bernady, prezes Trend Glass, spółki Grupy Trend.

Globalna ekspansja i innowacyjność GALA Group

Założona w 1972 roku GALA Group jest jednym z najszybciej rozwijających się producentów świec, zapachów do wnętrz i dekoracji domowych na świecie. Zatrudnia blisko 4 000 pracowników i prowadzi zakłady produkcyjne w Niemczech, Polsce, na Węgrzech i w Indiach. Jej produkty trafiają do ponad 75 krajów.

„Dołączenie do Grupy Trend otwiera przed nami nowe możliwości synergii i rozwoju. Łączymy niemiecką tradycję i globalną obecność GALA Group z innowacyjnością oraz doświadczeniem Grupy Trend w tworzeniu najwyższej jakości produktów dla naszych klientów” – mówi Dawid Wróbel, CEO GALA Group.

„To wyjątkowa transakcja, w której polska firma przejmuje niemiecką grupę o globalnym zasięgu. Jesteśmy dumni, że możemy wspierać ambitnych przedsiębiorców w ich europejskiej ekspansji, szczególnie we współpracy z PFR” – mówi Olaf Hofses, Investment Director w CVI, prowadzący transakcję po stronie funduszu.

„W PFR wierzymy, że rozwój sektora polskich średnich firm może być jednym z motorów wzrostu polskiej gospodarki. To one są źródłem innowacji, generują wzrost zatrudnienia i budują silne lokalne społeczności. Przejęcie niemieckiej Grupy Gala, pokazuje kierunek naszych działań, zmierzający do konsekwentnego rozwoju pozycji polskich średnich przedsiębiorstw na europejskich rynkach. Realizujemy je w duchu Team Poland – programu, który uruchomiliśmy, by budować międzynarodową konkurencyjność polskich firm i wspierać ich międzynarodową ekspansję” – dodaje Piotr Matczuk, Prezes Zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju S.A.

Transakcja stanowi przykład rosnącej siły polskiego kapitału na rynkach zachodnich i podkreśla konkurencyjność polskich firm na tle największych europejskich graczy. Finansowanie transakcji zapewniły fundusze zarządzane przez CVI, lidera finansowania private debt w Europie Centralnej oraz Polski Fundusz Rozwoju (PFR).

BCC Kobiety: nowa inicjatywa na rzecz partnerstwa płci i zrównoważonego przywództwa

Ruszył program BCC Kobiety – ogólnopolska inicjatywa Business Centre Club, której celem jest promocja równości płci w biznesie oraz wspieranie rozwoju polskich przedsiębiorstw. Inauguracja odbyła się 22 września w Warszawie, w przestrzeni Omniconferences Q22, gromadząc liderki i liderów biznesu, przedstawicieli świata nauki, polityki i organizacji społecznych.

  • BCC Kobiety to przestrzeń, w której budujemy przyszłość biznesu opartą na równowadze, współpracy i wzajemnym szacunku. Wierzymy, że różnorodność jest źróem siły organizacji, a zrównoważone przywództwo stanowi fundament konkurencyjności w dzisiejszym, dynamicznie zmieniającym się świecie –mówiła Sylwia Galant Załęgowska, Dyrektor Programu BCC Kobiety.
  • Różnorodność, równowaga i partnerstwo płci to nie slogany, lecz strategiczne narzędzia rozwoju. Business Centre Club – jako jedna z największych organizacji pracodawców w Polsce – ma nie tylko mandat, ale także odpowiedzialność, by wspierać firmy w tej zmianie. – dodaje Ewelina Rozpara, dyrektor marketingu BCC.

Równość jako przewaga konkurencyjna

Kobiety w biznesie, mimo ogromnych kompetencji i doświadczenia, wciąż zbyt często pozostają na dalszym planie – w zarządach, radach nadzorczych czy procesach strategicznych. Według najnowszych danych European Institute for Gender Equality (EIGE) Polska zajmuje 18. miejsce w Unii Europejskiej pod względem równości płci. Szczególnie widoczna jest nierówność na rynku pracy oraz wśród osób pełniących kluczowe funkcje decyzyjne.

BCC Kobiety powstało jako odpowiedź na te wyzwania i preludium do pozytywnej zmiany. Program został stworzony z myślą o całym środowisku biznesowym – zarówno kobietach, jak i mężczyznach – którzy chcą wspólnie tworzyć nowoczesne modele zarządzania. Oparty na praktycznych narzędziach, integruje działania centralne i regionalne poprzez sieć 22 lóż Business Centre Club, co pozwala skutecznie odpowiadać na potrzeby firm w całej Polsce.

Główne założenia programu obejmują:

  • promocję partnerstwa płci w biznesie,
  • eksperckie wsparcie kobiet w rozwoju zawodowym i osobistym,
  • budowanie elitarnej sieci wymiany wiedzy i doświadczeń,
  • tworzenie strategii różnorodności jako elementu przewagi konkurencyjnej przedsiębiorstw.
  • Certyfikację Firma Równych Szans – innowacyjne narzędzie pozwalające firmom mierzyć poziom równości i partnerstwa płci w organizacji. Certyfikat wspiera przedsiębiorstwa w budowaniu nowoczesnych strategii HR oraz w raportowaniu w obszarze ESG, stając się kluczowym elementem transformacji kultury organizacyjnej.

Współpraca i równowaga między kobietami i mężczyznami w zarządzaniu to warunek konieczny, by firmy mogły skutecznie rozwijać się w dzisiejszych, niezwykle dynamicznych czasach. Partnerstwo daje przedsiębiorstwom odporność, innowacyjność i przewagę konkurencyjną. Tę ideę będziemy konsekwentnie realizować w ramach Programu BCC Kobiety. Razem zmienimy standardy, budując biznes oparty na wartościach i nowoczesnych praktykach – a nie na stereotypach. BCC Kobiety to nie tylko program, to ruch mający realny wpływ na przyszłość polskiego rynku pracy – mówi Sylwia Galant-Załęgowska, Dyrektorka Programu BCC Kobiety.

BCC Kobiety – platforma systemowej zmiany

BCC Kobiety to inicjatywa długofalowa i systemowa, zaplanowana tak, by realnie wpływać na polski rynek oraz kulturę organizacyjną firm. Program tworzy unikalną przestrzeń do wymiany wiedzy, dobrych praktyk i kształtowania nowych standardów zarządzania.

Dzięki potencjałowi lobbystycznemu BCC, inicjatywa może również oddziaływać na kształtowanie polityki gospodarczej i inicjatyw legislacyjnych, wspierając rozwój polskich firm opartych na partnerstwie i różnorodności.

Naszym celem jest pokazanie, że różnorodność w zespołach i równowaga w procesach decyzyjnych przekładają się na konkretne efekty: większą odporność firm, lepsze decyzje i przewagę konkurencyjną. Partnerstwo w biznesie i zrównoważone przywództwo to tematy złożone, dlatego potrzebujemy jak najszerszego dialogu. Do Programu BCC Kobiety włączymy nie tylko środowiska biznesowe, ale również naukowe oraz instytucje publiczne – dodają Sylwia Galant-Załęgowska, Ewelina Rozpara.

BCC Kobiety – bo biznes potrzebuje równowagi

Inauguracyjne wydarzenie stało się przestrzenią inspirującej debaty i wymiany doświadczeń. Dyskutowano m.in. o przyszłości przywództwa, roli kobiet w procesach decyzyjnych oraz znaczeniu partnerstwa płci w zarządzaniu firmami.

Trzy rundy spotkania, w których Ambasadorki Programu dzieliły się swoimi refleksjami i doświadczeniami, poprowadziła Katarzyna Zdanowicz, Ambasadorka Programu BCC Kobiety.

Gościem honorowym wydarzenia była Ambasador Republiki Argentyny, Jej Ekscelencja Alicja Irene Falkowski. Słowa wsparcia dla uczestników przekazali również Honorowi Ambasadorowie Programu: Agnieszka Holland, reżyserka filmowa, oraz Senator Krzysztof Kwiatkowski, przewodniczący senackiej komisji ustawodawczej.

Ambasadorki

W program zaangażowana jest Sieć Ambasadorek Zmiany – liderek biznesu z całej Polski, które poprzez swoją działalność inspirują i wspierają rozwój innych przedsiębiorczyń m.in.: Agnieszka Bielińska – Prezes Zarządu A.G.A. Analytical Sp. z o.o. Sp. k, Agnieszka Borowicz – Partner i Dyrektor Działu Projektów Finansowych i Kapitałowych w BAA Polska, Ania Januszkiewicz – Prezes Zarządu Eslabon Sp. z o.o., Agnieszka Kręciszewska – CFO, Member of the Board Caparol Polska Sp. z o.o., Żaneta Kurcewicz – Chief of Marketing Excellence ENGAVE, Dorota Mariańska – Partner w Mariański Group, Prezes Zarządu Mariański Group Marketing, Żaneta Rojek – psycholożka i prezeska Fundacji „Uniwersum Młodych”, Agnieszka Socha – Prezes Zarządu WorkerService Sp. z o.o, Anna Szcześniak – właścicielka i prezes agencji marketingowej 4MAT, Ewa Trzeszczyńska – Członek Zarządu Przedsiębiorstwa Usług Naukowo-Technicznych Pro Novum, Aleksandra Wiener – prezeska Inwentaryzacje PRO i Renata Wozba – Prezes Zarządu Grupy T2S.

Polska 2050 przeciw pseudometrom – nowy projekt ustawy ma chronić kupujących mieszkania

Dziś w Sejmie odbyła się konferencja prasowa Klubu Parlamentarnego Polski 2050, podczas której poseł Kamil Wnuk zaprezentował nowy projekt ustawy dotyczący tzw. pseudometrów. Inicjatywa ma przeciwdziałać nieuczciwym praktykom deweloperów, którzy stosują różne, często mylące definicje powierzchni mieszkań.

Problem „pseudometrów”

Kupujący mieszkania często spotykają się z sytuacją, w której deklarowany w dokumentach metraż różni się od faktycznego. Przykładowo – lokal opisany w akcie notarialnym jako 60 m² może mieć realnie 58 m². Różnica wynika z doliczania do powierzchni użytkowej elementów, które zgodnie z obowiązującą polską normą nie powinny być wliczane, jak choćby ścianki działowe.

Niektórzy deweloperzy posługują się pojęciami takimi jak „powierzchnia posprzedażowa”, „powierzchnia rozliczeniowa” czy „powierzchnia netto”, co wprowadza konsumentów w błąd. – Na wniosek obywateli, którzy zgłaszali ten problem, Polska 2050 wyszła z inicjatywą projektu poselskiego, który tę sytuację naprawia – podkreślił Kamil Wnuk.

Główne założenia projektu

Projekt ustawy jednoznacznie wskazuje, że jedyną podstawą rozliczeń między deweloperem a nabywcą ma być powierzchnia użytkowa liczona zgodnie z obowiązującą polską normą. Zakazane byłoby stosowanie alternatywnych i niejasnych kategorii.

Chodzi o to, aby rozliczenia odbywały się na uczciwych zasadach i aby powierzchnie nie były sztucznie zawyżane. Jest to uczciwe nie tylko względem konsumentów, ale także wobec deweloperów, którzy już dziś stosują rzetelne zasady – dodał adwokat Maciej Radowicki ze Stowarzyszenia Konsumentów Zgodnie z Normą.

Szersza polityka mieszkaniowa

Projekt ustawy o pseudometrach to czwarta inicjatywa Polski 2050 dotycząca rynku mieszkaniowego. Wcześniej ugrupowanie wprowadziło:

  • Ustawę o jawności cen mieszkań – obowiązującą od września, zwiększającą transparentność rynku.
  • Ustawę o rękojmi – zapewniającą 5-letnią ochronę nabywców w relacjach z deweloperami.
  • Projekt ustawy o rejestrze cen nieruchomości – przewidujący powstanie publicznego rejestru cen transakcyjnych, nad którym prace w Sejmie dobiegają końca.

Nowa propozycja ma na celu dalsze wzmocnienie ochrony konsumentów na rynku nieruchomości i ujednolicenie zasad, które pozwolą uniknąć sporów o rzeczywisty metraż mieszkań.

HeatVentors pozyskał 17 mln zł na globalną ekspansję inteligentnych baterii cieplnych

  • HeatVentors Kft., spółka portflowa InnoEnergy i pionier w obszarze magazynowania energii cieplnej, z sukcesem zakończyła rundę finansowania Serii A na 17 mln zł (4 mln euro).
  • Pozyskane środki zostaną przeznaczone na międzynarodowy rozwój oraz skalowanie przełomowej technologii. Kapitał ten wzmocni infrastrukturę techniczną firmy, przyspieszy rozwój produktów dla zastosowań magazynowania energii o mocy wielomegawatowej oraz umożliwi wejście w nowe strategiczne obszary, takie jak centra danych, sieci ciepłownicze oraz wielkoskalowe systemy chłodzenia – ze szczególnym uwzględnieniem Bliskiego Wschodu, gdzie zapotrzebowanie na chłodzenie jest wyjątkowo wysokie.
  • Polska jest jednym z liderów sektora data center – wg prognoz jej zasoby mocy potroją się do 500 MW do końca 2030 r., a za nim podążać będzie wzrost wykorzystania chłodzenia.

HeatVentors opracowuje i produkuje opatentowane inteligentne baterie cieplne (Intelligent Thermal Batteries), które w połączeniu z zaawansowaną technologią regulacji pozwalają na oszczędność energii sięgającą do 25% zarówno w systemach chłodzenia, jak i ogrzewania. Te wszechstronne rozwiązania umożliwiają magazynowanie energii ze źródeł odnawialnych, odzysk ciepła odpadowego oraz niezawodne działanie systemów HVAC. Technologia firmy jest już wykorzystywana w siedmiu krajach, m.in. w Niemczech,  Portugalii, na Węgrzech i w Omanie, gdzie zainstalowano prawie 80 jednostek magazynujących. Rozwiązania HeatVentors zdobyły zaufanie hoteli 4- i 5-gwiazdkowych, wiodących producentów przemysłowych, nowoczesnych budynków biurowych, czołowych międzynarodowych ubezpieczycieli, ale spotkały się one z uznaniem także kluczowych graczy światowego sektora energetycznego.

Obecnie w ofercie spółki są baterie o pojemności 30 kWh i 60 kWh a w przygotowaniu jest również większa jednostka o pojemności do nawet 1,2 MWh. Teraz HeatVentors pozyskała kolejną rundę na 17 mln zł na przyspieszenie globalnej ekspansji swoich produktów, a część środków przeznaczona zostanie właśnie na dopracowanie większej baterii.

– Magazynowanie energii zostało uznane na praktycznie wszystkich głównych rynkach za niezbędny element umożliwiający dekarbonizację. Nowa inwestycja nie tylko umożliwia globalną ekspansję naszych inteligentnych baterii cieplnych, ale także wzmacnia nasze możliwości technologiczne w zakresie międzynarodowego skalowania, napędzając nasz globalny rozwój – powiedział József Kakas, prezes zarządu Heatventors Kft.

Najnowszej rundzie serii A przewodziło międzynarodowe konsorcjum renomowanych inwestorów, których zaangażowanie stanowi istotny kamień milowy w strategii ekspansji firmy. To: InnoEnergy, Blue Planet Venture Capital Fund oraz Impulsus Clean Technologies GmbH, przy wsparciu doradczym V3 Partners Zrt.

Przełomowość technologii HeatVentors – na czym polega

– Rewolucyjne rozwiązanie HeatVentors to technologia nie tylko przyszłości, ale i teraźniejszości: oszczędza energię i redukuje koszty. Spółka jest pionierem w tworzeniu nowego, wartego 5 mld dolarów rynku inteligentnych baterii cieplnych i jako jeden z inwestorów będziemy wspierać ją w skalowaniu – skomentował Mikołaj Budzanowski, prezes InnoEnergy na Europę Centralną.

Baterie termiczne (thermal batteries) to zaawansowane systemy magazynowania energii cieplnej, wykorzystujące tzw. PCM (Phase Change Materials) – materiały zmieniające stan skupienia. PCM pochłaniają i magazynują energię podczas zmiany fazy (np. z ciała stałego w ciecz) oraz oddają ją podczas powrotu do stanu pierwotnego. Dzięki temu umożliwiają efektywne gromadzenie ciepła o dużej gęstości energetycznej przy stosunkowo niewielkich rozmiarach magazynu.

Technologia HeatVentors wykorzystuje te materiały do magazynowania nadmiaru ciepła w godzinach o niskim zapotrzebowaniu lub niższych taryfach i uwalniania go wtedy, gdy jest najbardziej potrzebne. W efekcie można inteligentnie zarządzać energią cieplną w dużych obiektach, minimalizując koszty i poprawiając efektywność energetyczną.

Unikalność rozwiązania HeatVentors polega również na zaawansowanym, autorskim systemie sterowania (Control System), który umożliwia autonomiczne zarządzanie magazynem energii w czasie rzeczywistym. Ten inteligentny system monitoruje aktualne warunki energetyczne obiektu oraz zmienne taryfy i automatycznie dostosowuje działanie baterii termicznej, maksymalizując oszczędności i optymalizując zużycie energii bez konieczności ręcznej ingerencji.

O inwestorach biorących udział w rundzie:

InnoEnergy wspiera industrializację innowacji czystych technologii, umożliwiając budowę globalnej gospodarki zeroemisyjnej. Działa w Europie i USA, inwestując w start-upy na wczesnym etapie oraz w obecne i przyszłe zasoby ludzkie, tworząc odporne łańcuchy wartości czystych technologii wspierające zrównoważony wzrost gospodarczy. Poprzez swój ekosystem – obejmujący 1 400 partnerów i 39 akcjonariuszy z branży, sektora finansowego, polityki publicznej i świata akademickiego – InnoEnergy przyspiesza transformację energetyczną. Obecnie wspiera ponad 160 start-upów i scale-upów z branży czystych technologii, z których 4 osiągnęły status „jednorożców przemysłowych”. Firmy te pozyskały dotąd ponad 30 miliardów euro, stworzyły 40 000 miejsc pracy i mają wygenerować 110 miliardów euro przychodu oraz ograniczyć emisję CO2 o 2,1 gigatony do 2030 roku.

Blue Planet Venture Capital Fund inwestuje w innowacyjne, oparte na technologii spółki, które wspierają cele Węgier w zakresie ochrony środowiska i klimatu, koncentrując się na zrównoważonym rozwoju, redukcji emisji, odnawialnych źródłach energii, magazynowaniu energii i gospodarce obiegu zamkniętego.

Impulsus Clean Technologies GmbH działa jako niemiecki inwestor korporacyjny i akcelerator dla innowacyjnych startupów w dziedzinach energii wiatrowej, e-mobilności oraz recyklingu, wspierając zrównoważone przedsięwzięcia przemysłowe. Udziałowcem jest prof. Kohl z Niemiec.

Dolar słabnie, Europa z problemami w przemyśle, a złoto zmierza ku 4000 USD

Początek tygodnia przyniósł osłabienie dolara w relacji do euro, a dzisiaj inwestorzy czekają na wystąpienie szefa Fed. Warto odnotować także słabsze wskaźniki PMI dla przemysłu i lepsze dla usług z naszego kontynentu. A notowania złota małymi kroczkami zbliżają się do 4000 USD za uncję. 

Znów 1,18

Jastrzębie cięcie stóp przez Fed przyniosło umocnienie dolara amerykańskiego pod koniec ubiegłego tygodnia. Nowy tydzień to jednak zmiana sytuacji, a USD oddaje wcześniejsze zwyżki – kurs popularnego „edka” testuje poziom oporu na 1,18. Dzisiaj w centrum uwagi inwestorów będzie wystąpienie szefa Fed. Czy można liczyć na zmianę retoryki? Wydaje się, że nie, a Powell zapewne powtórzy większośc słów z konferencji po posiedzeniu, czyli pozostanie ostrożny w jakichkolwiek deklaracjach. Więcej można się spodziewać po wypowiedziach innych członków Fed, tym bardziej, że widać zderzanie się poglądów frakcji gołębi (chcących kontynuować luzowanie) z jastrzębią częścią, która pozostaje przeciwna dalszemu cięciu stóp. A skoro już jesteśmy przy wystąpieniach decydentów z banków centralnych, to swoje również będą mieli członkowie EBC. Tutaj jednak granica między gołębiami a jastrzębiami jest dużo bardziej zatarta, a kierunek w polityce monetarnej dużo bardziej klarowny – brak zmian stóp w przyszłości.

Przemysł z kłopotami

Dzisiaj w kalendarzu makro pojawiły się odczyty PMI przemysłowe i usługowe dla krajów naszego kontynentu. I jeśli miał to być test na odporność europejskiej gospodarki na taryfy celne, to trzeba przyznać, że szczególnie przemysł ten test oblał. Martwić mogą wyniki Francji i Niemiec. Wyniki PMI w tych krajach dla przemysłu znalazły się poniżej granicy 50 pkt, czyli oddzielającej wzrost gospodarczy od recesji. Skoro tak słabo wypadła „lokomotywa” europejskiej gospodarki, czyli Niemcy, to nie może dziwić, że również zbiorczy wynik dla krajów strefy euro znalazł się poniżej 50 pkt. Na pocieszenie zgoła odmienna sytuacja jest w sektorze usługowym, szczególnie jeśli spojrzymy na wynik u naszego zachodniego sąsiada, gdzie wyniósł on 52,5 pkt przy oczekiwaniach na poziomie 49,5 pkt. Również wynik dla całej strefy przekroczył poziom 50 pkt i wyniósł 51,4 pkt. W godzinach późniejszych poznamy PMI także dla USA, ale trzeba pamiętać, że większą uwagę w tym przypadku daje się odczytom ISM, aniżeli PMI, więc większej reakcji może nie być.

Niesamowita stopa zwrotu

Na rynku złota tymczasem dzień jak co dzień, czyli kolejne wspinanie się na wyższe poziomy cenowe. Coraz bardziej realny staje się też scenariusz dotarcia do poziomu 4000 za uncję wyrażoną w USD. I właśnie względem dolara amerykańskiego złoto ma niesamowity wzrost, w tym roku sięgający ponad 40%. Do poziomu 4 tys. za uncję brakuje już raptem 7%, a więc nie można wykluczyć, że stanie się to na przestrzeni kolejnych 12 miesięcy. Za popyt odpowiadają, nie tylko tzw „więksi gracze”, jak banki centralne czy fundusze, ale też coraz częściej pojawiają się oszałamiające statystyki wśród kupujących inwestorów indywidualnych, w postaci nie fizycznego kruszcu, ale ETF. Oczywiście czynnikiem fundamentalnym wspierającym notowania jest perspektywa niższych stóp procentowych w USA.

Projekt zmian podatkowych 2026: drastyczne podwyżki dla MŚP i ograniczenia ulg

Opublikowano projekt ustawy o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych oraz niektórych innych ustaw. Wskazuje się, że przesłanką projektowanych zmian jest uszczelnienie systemu podatkowego i dążenie do realizacji zasady sprawiedliwości podatkowej, wywodzonej z art. 84 Konstytucji RP. Szkoda tylko, że te działania odbiją się wyłącznie na polskich firmach z sektora MŚP, a nie na korporacjach międzynarodowych. Poniżej prezentuję najbardziej dotkliwe zmiany.

Zmiana stawki ryczałtu w przypadku świadczeń na rzecz spółki – 600% podwyżki

Najbardziej dotkliwą zmianą jest projektowana nowa stawka ryczałtu w wysokości 17%. Jeśli podatnik opodatkowany zryczałtowanym podatkiem dochodowym świadczy usługi na rzecz swojej spółki powiązanej w rozumieniu art. 23m ust. 1 pkt 4 ustawy PIT (spółki osobowej i kapitałowej, w której jest wspólnikiem, członkiem zarządu oraz posiada co najmniej 5% udziałów) to może się niemiło zaskoczyć. Zgodnie z najnowszym projektem ustawy, jeśli taki podatnik będzie świadczył dla przykładu usługi:

  1. pośrednictwa w sprzedaży hurtowej
  2. związane z obsługą nieruchomości, świadczonych na zlecenie
  3. doradztwa związanych z zarządzaniem
  4. reklamowe; usługi badania rynku i opinii publicznej
  5. obsługi nieruchomości wykonywanych na zlecenie, polegających m.in. na utrzymaniu porządku w budynkach, kontroli systemów ogrzewania, wentylacji, klimatyzacji, wykonywaniu drobnych napraw
  6. architektoniczne i inżynierskie; usługi badań i analiz technicznych
  7. w zakresie specjalistycznego projektowania
  8. w zakresie kupna i sprzedaży nieruchomości na własny rachunek
  9. wynajmu i obsługi nieruchomości własnych lub dzierżawionych
  10. w zakresie badań naukowych i prac rozwojowych
  11. branży usługowej – czyli każdej innej jak dla przykładu pośrednictwo w biznesie oraz każdej innej, która nie była kwalifikowana do innych stawek ryczałtu
  12. w zakresie handlu
  13. przychodów z działalności wytwórczej, robót budowlanych

– zastosowanie znajdzie nowa stawka w wysokości 17% !  Co to w praktyce oznacza ? Po raz kolejny mały i średni biznes polski zostanie obciążony wysoką stawką podatku. Dla niektórych podwyżka wyniesie 100%. Dla przykładu, jeśli ktoś wynajmuje powierzchnię prywatną do spółki i mieści się w limicie 100 000 zł rocznie – aktualnie płaci 8,5% – po zmianie 17%. Jeśli ktoś przekraczał pułap 100 000 zł – stawka wynosiła 12,5% od nadwyżki ponad tę kwotę. Teraz od pierwszej złotówki będzie zobowiązany do zapłaty 17%.

Jeśli podatnik będzie świadczył usługi projektowania na rzecz spółki, w której będzie miał udziały ze wspólnikiem, zamiast dotychczasowych 14% – będzie zobowiązany do zapłaty 17%. Jeśli podatnik realizował badania naukowe i prace rozwojowe na rzecz spółki rozliczał się stawką 8,5% do 100 000 zł i 12,5% ponad tę kwotę – planowo ma się rozliczać stawką 17%.

Jeśli podatnik ma firmę budowlaną, która realizuje na rzecz spółki powiązanej stan deweloperski lub jakieś etapy prac – dotychczas opodatkowanie wynosiło 5,5% – po zmianie trzykrotnie więcej (a w zasadzie jeszcze więcej z uwagi na brak możliwości rozliczenia kosztów uzyskania przychodów) – 17%!

Podatnik prowadził handel materiałami budowlanymi? Do tej pory 3% od przychodu – po zmianach 17%, czyli prawie 600% podwyżki (!), co staje się absurdalne z uwagi na to, że przecież w tym przypadku nie uwzględnia się jeszcze kosztów uzyskania przychodu.

Leasing i sprzedaż rzeczy ruchomych w rodzinie

Sprzedaż rzeczy wykupionych z leasingu, które następnie zostały darowane członkom rodziny (korzystającym ze zwolnienia z podatku od spadków i darowizn), będzie opodatkowana, jeśli zbycie nastąpi przed upływem 3 lat. W tym zakresie to żadne zaskoczenie, a jedynie potwierdzenie tego co i tak już miało miejsce w praktyce. Z tą zmianą akurat mógłbym się zgodzić z uwagi na sztuczność tego postępowania.

Ulga mieszkaniowa – brak opodatkowania vs. 100% podwyżki

Do tej pory celem skorzystania z ulgi mieszkaniowej należało wydatkować środki z odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych na cele mieszkaniowe w terminie 3 lat od końca roku podatkowego, w którym dokonano sprzedaży. Aktualnie proponuje się zmianę definicji i wprowadzenie nowej, która obejmowałaby wydatki jedynie na „zaspokojenie własnych potrzeb mieszkaniowych”. Co to oznacza? Będziemy mogli mieć jedną nieruchomość, chyba że inną otrzymaliśmy w drodze spadku oraz jedną nieruchomość lub prawo majątkowe objęte wspólnością majątkową. Jeśli zatem rodzina miała w planach sprzedaż większego lokalu (np. dzieci wyprowadzają się na studia) i zakup jednego dla siebie oraz dwóch dla dzieci – z ulgi skorzystać nie będzie mogła, a oznacza to obowiązek zapłaty 19% podatku od dochodu z tytułu sprzedaży (pomniejszonego o zastosowanie jednej ulgi). W tym zakresie wydaje się, że jest to oczywista ingerencja w prawo własności i niekorzystne rozwiązanie jedynie dla Polaków, którzy nabywali nieruchomości dla dzieci. Nie widzę tutaj uszczelniania systemu podatkowego a jedynie znalezienie nowego obszaru, z którego wpływy będą trafiać do budżetu skarbu państwa kosztem polskich rodzin. Wydaje się również, że akurat ulga mieszkaniowa funkcjonowała w sposób prawidłowy. Jeśli bowiem ktoś uczynił sobie z ulgi biznes (kupował remontował, sprzedawał z zyskiem i przeznaczał na cele mieszkaniowe i schemat powtarzał), to fiskus identyfikował te transakcje jako działalność gospodarcza. Moim zdaniem niepotrzebne jest teraz nakładanie sankcji na zwykłych obywateli.

IP BOX

Proponuje wprowadzenie daniny solidarnościowej dla dochodów powyżej 1 mln zł w wysokości 4%. Jeśli podatnik do tej pory działał jako freelancer – to od nowego roku celem stosowania IP BOX będzie musiał zatrudnić co najmniej 3 osoby w przeliczeniu na pełne etaty przez co najmniej 300 dni w roku podatkowym lub ponosi koszty wynagrodzeń osób współpracujących na innych umowach w wysokości stanowiącej co najmniej trzykrotność przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw, jeżeli w związku z wypłatą tych wynagrodzeń podatnik jest płatnikiem podatku dochodowego od osób fizycznych lub płatnikiem składek ZUS.

Podsumowanie

Ustawa ma wejść w życie z dniem 1 stycznia 2026 r. Powyższe zmiany o ile wejdą w życie nie są uszczelnianiem systemu podatkowego – to kolejny cios w mikro i małych polskich przedsiębiorców. Korporacje międzynarodowe w dalszym ciągu świetnie optymalizują podatki, więc skoro fiskus nie może tego ukrócić, obciąża tych, których może – czyli ciężko pracujących polskich przedsiębiorców. Brak zapewnienia zapowiadanego 6 miesięcznego vacatio legis, brak czasu dla przedsiębiorców na przygotowanie oraz podwyżki na poziomie 100-600% na pewno nie podziałają korzystnie na przedsiębiorców. Biorąc pod uwagę falę upadłości i ogólne trudności rynkowe, sytuację geopolityczną, powyższe zmiany mogą jedynie przyspieszyć decyzje biznesowe o relokacji lub stworzeniu struktur, dzięki którym środki będą zostawać w holdingu i nie będą konsumowane jak do tej pory – a przynajmniej nie w Polsce, co odbije się na gospodarce, czego projektodawcy nie dostrzegają.

Autor: adw. Michał Pomorski, POMORSKI Tax Legal Finance

Sztuczna inteligencja spotyka analizę społeczną – start strategicznej współpracy Res Futura i SentiOne

Wystartowała współpraca pomiędzy kolektywem badawczym Res Futura, a technologiczną firmą SentiOne. Zespół zapowiada rewolucję w analizie dyskursu publicznego i monitoringu internetu. Partnerstwo analityczno-technologiczne ma na celu promowanie kontekstowej analizy jakościowej prowadzonej przez ekspertów Res Futura z zaawansowaną technologią sztucznej inteligencji i automatycznej analizy danych z monitoringu internetu dostarczaną przez SentiOne.

Realizacja wspólnego projektu analitycznego „Kto wygra wybory 2025?” zaowocowała unikalnym spojrzeniem na narracje, emocje i strategie komunikacyjne sztabów podczas kampanii prezydenckiej. Res Futura i SentiOne zdecydowały się pogłębić współpracę, w ramach której Res Futura będzie osadzać dane z monitoringu internetu w realiach i wzbogaci je o komentarz analityczny. Dzięki temu co miesiąc będą powstawały raporty prezentujące najważniejsze i najgłośniejsze tematy obecne w mediach.

– Współczesna debata publiczna to miliony internetowych dyskusji dziennie, pełnych emocji, kontekstów i zmieniających się narracji. Dzięki technologii SentiOne jesteśmy w stanie nie tylko wychwycić te głosy, ale również zrozumieć dominujący wydźwięk i dynamikę zmian w czasie. Automatyzacja jakościowej analizy danych, wsparta sztuczną inteligencją, pozwala podejmować decyzje szybciej i trafniej, na podstawie realnych sygnałów płynących z internetu. Partnerstwo z Res Futura to dla nas naturalny krok. Łączymy precyzję technologii z wieloletnim doświadczeniem oraz głębią analizy społecznej, oferując nową jakość w raportowaniu i interpretowaniu rzeczywistości cyfrowej. Ze wspólnych działań z Res Futura skorzystają dotychczasowi klienci SentiOne, oferta firmy została wzbogacona o inteligentne cykle raportowania jakościowego – mówi Jan Kołątaj, Business Director, SentiOne.

Każdy raport obejmować będzie szczegółową analizę najczęściej omawianych tematów w polskojęzycznym internecie, mapę emocji, czyli określenie dominującego wydźwięku w danej dyskusji (pozytywny, negatywny, neutralny), dane o zasięgu i dynamice tematu, wnioski i rekomendacje dla decydentów, mediów i organizacji społecznych.

W ramach współpracy zaplanowano także podcast i cykl wideo, w których przedstawiciele obu firm wraz z zaproszonymi gośćmi będą rozmawiać o trendach, języku debaty publicznej i wpływie mediów społecznościowych na rzeczywistość społeczną i polityczną.

– W erze nadmiaru informacji, viralowych narracji i skrótowych ocen, kluczowe staje się nie tylko to, co ludzie mówią, ale dlaczego to mówią i w jakim kontekście. Sama liczba wzmianek już nie wystarcza. Potrzebujemy analiz pogłębionych, interdyscyplinarnych i uwzględniających złożoność języka, emocji i dynamiki społecznej. Właśnie dlatego współpraca z SentiOne jest dla nas tak cenna – umożliwia nam połączenie jakościowego namysłu z możliwościami technologii opartej na sztucznej inteligencji. To krok w stronę odpowiedzialnego i precyzyjnego opisu cyfrowej rzeczywistości, który nie tylko informuje, ale też daje przestrzeń do refleksji i działania – dodaje Michał Fedorowicz, Przewodniczący Europejskiego Kolektywu Analitycznego Res Futura.

Nowa siedziba Revolut w Londynie – fintech przyspiesza rozwój i celuje w 100 mln klientów

0
  • Revolut zainwestuje w ciągu 5 lat 13 mld $ w globalną ekspansję, w tym 4 mld $ w Wielkiej Brytanii, co przyczyni się do powstania lokalnie ponad 1000 nowych miejsc pracy.
  • Firma dąży do przekroczenia poziomu 100 mln klientów na świecie do połowy roku 2027.
  • Revolut dla firm (Revolut Business) przekroczył niedawno 1 mld $ rocznych przychodów, umacniając pozycję globalnego lidera wśród fintechów obsługujących firmy.
  • Revolut chce przyspieszyć globalną ekspansję, dzięki postępom w pozyskiwaniu kolejnych licencji w Ameryce Łacińskiej, regionie Azji i Pacyfiku, Afryce i na Bliskim Wschodzie.

Revolut otworzył dziś swoją nową globalną siedzibę w centrum finansowej dzielnicy Londynu, Canary Wharf. Inwestycja ma ważne znaczenie symboliczne i strategiczne, podkreśla brytyjskie korzenie Revolut i ambicję by stać się wiodącym na świecie dostawcą usług finansowych.

Revolut ogłosił, że osiągnął próg 65 milionów klientów na świecie, z czego 12 milionów w Wielkiej Brytanii (w Polsce 5 milionów klientów). Firma potwierdziła też, że do połowy roku 2027 zamierza obsługiwać 100 milionów klientów. Ponadto, planuje wejść z ofertą na 30 nowych rynków do roku 2030.

By zrealizować cele, Revolut zainwestuje w ciągu 5 lat 13 mld $ w globalną ekspansję, co przyczyni się do powstania 10 tys. miejsc pracy. Inwestycje zasilą największe rynki Revolut, jak Wielka Brytania (4 mld $) czy Francja (1,2 mld $), oraz rynki rosnące, w tym rozwój biznesu w USA (0,5 mld $). Inwestycje wesprą też inne kraje Europy i wejście na nowe rynki w Ameryce Łacińskiej, regionie Azji i Pacyfiku i na Bliskim Wschodzie.

Naszą misją zawsze było uproszczenie finansów dla klientów, a wizją stanie się pierwszym naprawdę globalnym bankiem. Revolut wywodzi się z Wielkiej Brytanii, ale dołączyło do nas już 65 milionów klientów na świecie. Nowa globalna siedziba Revolut w Londynie to otwarcie kolejnego etapu. Chcemy dotrzeć z usługami do 100 milionów klientów” – powiedział Nik Storoński, współzałożyciel i CEO w Revolut.

W trakcie inauguracji nowej globalnej siedziby firmy potwierdzono, że jej dalszy rozwój będzie oparty na czterech filarach: ekspansji międzynarodowej, innowacjach produktowych, obsłudze firm (Revolut Business) i przełomowych partnerstwach strategicznych.

Ekspansja międzynarodowa – Revolut ogłosił dziś znaczne postępy w kluczowych regionach:

  • Ameryki Łacińskiej: Uruchomienie banku Revolut w Meksyku planowane jest na początku 2026 r., trwają prace nad wejściem na rynek w Kolumbii i Argentynie, przygotowywane są kolejne aplikacje o licencje bankowe w 2025 r.
  • Region Azji i Pacyfiku: Po uzyskaniu licencji w kwietniu 2025 r. trwają prace nad udostępnieniem usług Revolut w Indiach. Firma uruchomiła też swój nowy hub technologiczny na Filipinach, który ma wspierać operacje międzynarodowe w wielu strefach czasowych. Revolut ubiega się także o nowe licencje w Australii i Nowej Zelandii.
  • Afryka i Bliski Wschód: Revolut stawia pierwsze kroki w Afryce, zaczynając od RPA (Republika Południowej Afryki). Otrzymał też niedawno wstępną zgodę na licencję usług płatniczych w ZEA (Zjednoczone Emiratach Arabskich) i rozpoczął ekspansję w krajach Zatoki Perskiej.
  • Europa: W maju Revolut ogłosił powstanie siedziby w Paryżu dla krajów regionu Europy Zachodniej i zamiar ubiegania się o licencję bankową we Francji. Revolut Bank ogłosił również start lokalnych oddziałów banku w Belgii i w Portugalii w 2025 r. (ma już 9 oddziałów banku w Europie)

Innowacje Produktowe Wład Jacenko, współzałożyciel i szef technologii (CTO) oraz Tara Massoudi, dyrektor zarządzająca Produktami Premium, przedstawili wizję rozwoju nowych produktów, z naciskiem na wykorzystanie AI i usługi bankowości prywatnej (Private Banking). Dzięki strategii opartej na tworzeniu innowacji i wszechstronnej ofercie produktowej, 65 milionów klientów dokonuje z pomocą Revolut ponad 1 miliard transakcji miesięcznie.

Revolut Business – Revolut dla firm (Revolut Business) podąża za rozwojem biznesu detalicznego. James Gibson, dyrektor zarządzający Revolut Business ogłosił, że platforma dla przedsiębiorstw przekroczyła niedawno poziom 1 mld $ rocznych przychodów. Przy dużym udziale pionu akceptacji transakcji (acquiring), który procesuje na rzecz klientów ponad 4 miliony płatności miesięcznie (merchantów), Revolut Business umacnia swoją pozycję globalnego lidera wśród fintechów obsługujących firmy.

Partnerstwa Strategiczne – Do Antoine’a Le Nela, dyrektora ds. rozwoju i marketingu w Revolut dołączył na scenie Jonathan Wheatley, szef przyszłego zespołu Audi F1 Team, aby ujawnić szczegóły ogłoszonego niedawno globalnego partnerstwa, w tym plan emisji specjalnych co brandowych kart płatniczych.

Zakłócone łańcuchy dostaw – polskie firmy odczuwają skutki zamknięcia granicy z Białorusią

0

W związku z rosyjsko-białoruskimi manewrami wojskowymi Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji, Marcin Kierwiński, podpisał rozporządzenie o czasowym zawieszeniu ruchu granicznego na przejściach z Białorusią. Decyzja ta, choć uzasadniona względami bezpieczeństwa narodowego, pociąga za sobą poważne konsekwencje gospodarcze. Jakie koszty ponosi Polska w wyniku niekorzystnej sytuacji geopolitycznej i działań wschodnich sąsiadów?

Mimo znacznego spadku wymiany handlowej między Polską a Rosją i Białorusią granica polsko-białoruska pozostaje kluczowym elementem międzynarodowego korytarza handlowego, będącego częścią Nowego Jedwabnego Szlaku. Inicjatywa ta, łącząca Chiny z Europą Zachodnią, ma na celu zwiększenie wolumenu handlu między tymi regionami. Polska, a w szczególności przejście graniczne w Małaszewiczach, odgrywa strategiczną rolę w transporcie towarów w ramach tego projektu.

Konsekwencje dla polskiego przewozu kolejowego

W okresie od stycznia do sierpnia 2025 roku wolumen transportu kolejowego z Chin do Europy wyniósł 165 000 TEU (jest to ekwiwalent kontenerów 20-stopowych), z czego aż 90% przeszło przez granicę polsko-białoruską, obsługiwaną m.in. przez centrum logistyczne w Małaszewiczach.

Chociaż transport w odwrotnym kierunku (z Polski do Chin) jest znacznie mniejszy i wynosi zaledwie 7000 TEU, zamknięcie granicy szczególnie dotyka polski sektor transportowy. Polska jest liderem na europejskim rynku transportu i odpowiada za 20% pracy przewozowej w UE. Ograniczenie transportu intermodalnego, który kierowany jest dalej do Unii Europejskiej, znacząco zmniejsza popyt na usługi polskich firm transportowych.

Alternatywna trasa transportowa, prowadząca przez Turcję i Morze Czarne, zyskuje na znaczeniu – mówi dr Mateusz Dadej, Główny Ekonomista Coface w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej. – Zamknięcie granicy sprzyja krajom położonym na południe od Polski, takim jak Rumunia i Bułgaria. Od 1 stycznia 2025 roku oba te kraje stały się pełnoprawnymi członkami strefy Schengen, co sprawia, że transport przez ich granice będzie bardziej atrakcyjny niż w poprzednich latach – dodaje ekspert.

Co dalej z polską gospodarką?

Międzynarodowy handel przynosi korzyści polskiej gospodarce, nawet w przypadku wymiany z Chinami, z którymi utrzymujemy deficyt handlowy. Największą grupę towarów sprowadzanych z Chin (ok. 26% wolumenu) stanowią maszyny, urządzenia elektryczne i ich części – kluczowe dla inwestycji w moce produkcyjne polskich przedsiębiorstw przemysłowych.

Zakłócenia w łańcuchach dostaw, wynikające z zamknięcia granicy, mogą zmusić firmy do wstrzymania inwestycji lub powodować dalsze opóźnienia w dostawach komponentów, co negatywnie wpłynie na krajową gospodarkę – komentuje dr Mateusz Dadej.

Paradoks rynku nieruchomości – przy większej podaży i niższej sprzedaży ceny nadal idą w górę

Dane NBP oraz Otodom potwierdzają, że w ciągu pięciu lat ceny transakcyjne mieszkań deweloperskich w siedmiu największych miastach Polski wzrosły o ok. 70%. To więcej niż stawki ogłoszeniowe, które w tym czasie skoczyły o ok. 66,5%. Co napędza te wzrosty przy niższej sprzedaży i rekordowej ofercie? Eksperci Otodom wskazują, że rynek nie zwalnia, ale zmienia się jego struktura i to, kto dziś kupuje mieszkania.

Na pierwszy rzut oka ceny mieszkań w Polsce ustabilizowały się. Jednak dane ze sfinalizowanych transakcji, które pokazują, ile faktycznie płacą kupujący, wskazują na inny trend – nabywcy płacą więcej. Skąd ten paradoks? Sprawdzamy,  co napędza te wzrosty, skoro sprzedaż po boomie z 2023 roku jest wyraźnie niższa.

Więcej mieszkań, mniej rabatów

Dane Narodowego Banku Polskiego wskazują, że w ciągu pięciu lat w siedmiu głównych miastach w Polsce (Warszawa, Łódź, Kraków, Wrocław, Poznań, Gdańsk, Gdynia) ceny transakcyjne na rynku deweloperskim wzrosły aż o 71%.  Z kolei według analiz Otodom trend wzrostowy nadal się utrzymuje i nic nie wskazuje na to, by III kwartał 2025 roku miał przynieść wyhamowanie. Wręcz przeciwnie, stawki transakcyjne wciąż pozostają na ścieżce wzrostu.

To zaskakujące, że przy stabilnych cenach ofertowych realne koszty zakupu mieszkań nadal rosną. Tym bardziej, że liczba dostępnych lokali deweloperskich jest wysoka i w sierpniu na rynkach mieszkaniowych było ich 62,5 tys., czyli o 22% więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie sprzedaż nowych mieszkań pozostaje niższa niż w okresie największego ożywienia w 2023 roku, kiedy popyt napędzał program „Bezpieczny Kredyt 2%”. W takich warunkach można by się spodziewać wyhamowania wzrostu cen. Tymczasem obserwujemy coś odwrotnego. Skąd ta rozbieżność?

Lipiec i sierpień to miesiące, które zazwyczaj cechują się niższą aktywnością zakupową i stabilizacją cen. Tym razem jednak rynek zachował się zupełnie inaczej. Lipiec okazał się najmocniejszym miesiącem sprzedażowym w tym roku, a liczba sprzedanych mieszkań deweloperskich na głównych rynkach była aż o 59% wyższa niż rok wcześniej. Również sierpień utrzymał wysokie tempo, a 3,5 tys. zawartych wówczas transakcji oznacza wzrost o 45% r/r– zaznacza Katarzyna Kuniewicz, Dyrektorka badań rynku, Otodom.

Ta wzmożona aktywność kupujących w okresie wakacyjnym znalazła odzwierciedlenie w statystykach cen transakcyjnych. Jak wyjaśnia ekspertka Otodom, przyczyn należy szukać między innymi w serii obniżek stóp procentowych.

Warunki kredytowania mają kluczowe znaczenie dla kondycji rynku mieszkaniowego, a w ostatnich miesiącach wyraźnie się poprawiły. Niższe oprocentowanie kredytów hipotecznych i wzrost zdolności kredytowej sprawiły, że więcej osób może dziś pozwolić sobie na zakup mieszkania. To tłumaczy, dlaczego obserwujemy dziś wzrost cen transakcyjnych, mimo że ceny ofertowe pozostają stabilne. wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz.

Przeciętne ceny transakcyjne NBP i ceny mieszkań sprzedanych OA_7 największych rynków

Nowa fala nabywców, różne zasoby finansowe

Stabilne ceny ofertowe, szeroka dostępność mieszkań i poprawiające się warunki kredytowe przyciągają na rynek nową grupę nabywców. To osoby, które w przeciwieństwie do kupujących z okresu boomu w 2023 roku, aktywowanych przez program „Bezpieczny Kredyt 2%”, podejmują decyzję o zakupie, ponieważ posiadają zdolność kredytową bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony państwa, a poprawiające się warunki finansowania skłaniają ich do sfinalizowania transakcji.

Mieszkania na rynku deweloperskim kupują dziś głównie ci, którzy mają nie tylko odpowiednią zdolność kredytową, ale również zabezpieczenie finansowe pozwalające im na podjęcie decyzji zakupowej bez konieczności korzystania z programów wsparcia. To grupa, która śledzi sytuację rynkową i reaguje na poprawiające się warunki kredytowania, czyli niższe stopy procentowe i korzystniejsze oferty banków oraz duży wybór mieszkań i powszechność akcji rabatowych. Choć nie jest to masowy segment popytu, jego obecność na rynku jest na tyle wyraźna, że stabilizuje poziom sprzedaży i wpływa na poziom cen transakcyjnych – ocenia Katarzyna Kuniewicz.

Z kolei rynek wtórny przyciąga inną grupę nabywców. Są to osoby, które również korzystają z poprawy warunków kredytowych, ale dysponują mniejszym budżetem. Większa możliwość negocjacji cen i uzyskania upustów czynią ten rynek bardziej przystępnym, zwłaszcza dla tych, których nie stać na zakup nieruchomości deweloperskiej i jej wykończenie.

Transakcje wyprzedzają oferty

Nie ulega wątpliwości, że od 2020 roku obserwujemy systematyczny wzrost cen mieszkań zarówno ofertowych, jak i w transakcjach. Dane Narodowego Banku Polskiego oraz Otodom wskazują na zaskakującą tendencję: w okresie ostatnich pięciu lat ceny transakcyjne rosły szybciej niż ofertowe.

Według analiz Otodom, na rynku deweloperskim w największych polskich miastach średnie ceny ofertowe wzrosły od I kw. 2020 r. do I kw. 2025 r. o ponad 66,5%, podczas gdy ceny transakcyjne o blisko 68%. Oznacza to, że faktyczne kwoty płacone przez nabywców rosły w tempie wyższym niż stawki widoczne w ogłoszeniach. Co ciekawe,  w Łodzi czy Wrocławiu dynamika wzrostów przekroczyła 70%, wyraźnie przewyższając średnią.

Jeszcze mocniej dysproporcja widoczna była na rynku wtórnym. W siedmiu analizowanych przez NBP miastach ceny ofertowe wzrosły w badanym okresie o ponad 57%, a transakcyjne aż o 64%. Najwyższą dynamikę zanotował Kraków, gdzie średnia cena mkw. zakupionego mieszkania na rynku wtórnym wzrosła  o ponad 82%. Co istotne, w wielu miastach różnica między ofertami a faktycznie płaconymi stawkami wyraźnie się zmniejszyła. Jeszcze w 2020 roku stawki transakcyjne były średnio o 14% niższe od ofertowych, a dziś ta luka to już tylko 9%.

Dane te sugerują, że polski rynek mieszkaniowy jest dość odporny na zawirowania gospodarcze, a popyt na mieszkania wciąż utrzymuje się na wysokim poziomie. Najmocniej wzrost cen transakcyjnych widać w takich ośrodkach jak Warszawa czy Kraków, gdzie duże zainteresowanie zakupem spotyka się z ograniczoną podażą w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

MediSensonic rozwija projekty dual-use i przygotowuje się do debiutu na NewConnect

MediSensonic – polska spółka z branży medtech, rozwijająca technologie oparte na technikach mikrofalowych, przygotowująca się do debiutu giełdowego. Firma działa w obszarze projektów medycznych oraz rozwiązań dual-use, przeznaczonych do zastosowań cywilnych i wojskowych. Do opracowywanych urządzeń należą m.in. Autostrzykawka oraz układ MUFCA, wykorzystywany do detekcji bezzałogowych statków latających.

W spółce równolegle trwają prace nad kluczowymi projektami medtech oraz dual-use. Projekty z obszaru militarnego wywołują duże zainteresowanie z uwagi na ich innowacyjny charakter oraz uniwersalne zastosowanie. Projekt Autostrzykawka odpowiada na wysokowyśrubowane oczekiwania branży wojskowej. jest ergonomiczny, miniaturowy i jako jedyny produkt na rynku tego typu, posiada możliwość wymiany ampułek, co korzystnie wpływa na ekonomię użycia, rozwiązuje problemy magazynowania i kwestie środowiskowe.

Pasywny system MUFCA jest układem używanym w systemach antenowych do formowania złożonych charakterystyk przestrzennych promieniowania. Dzięki niemu można uzyskać kluczowe funkcjonalności w systemach radarowych, telekomunikacyjnych oraz w technologiach sensorycznych. Przykładowymi zastosowaniami radarów i układów detekcji, w których można go wykorzystać są: radary pasywne i aktywne, systemy radarowe śledzące i naprowadzające, technologie MIMO (Multiple Input Multiple Output), a także technologię 5G.

Firma prowadzi rozmowy z zagranicznymi partnerami technologicznymi i produkcyjnymi, z którymi planuje rozwijać i wprowadzać urządzenia na rynek. W najbliższym czasie spodziewa się otrzymania 2 listów intencyjnych potwierdzających gotowość do podjęcia współpracy.

W celu ułatwienia kontaktów na rynkach zagranicznych, MediSensonic otworzyła biuro w Stanach Zjednoczonych, które ma wzmacniać współpracę z amerykańskimi partnerami w obszarze technologii dual-use i medycznych, a w szczególności projektu Touchwave. Spółka pracuje także nad otwarciem przedstawicielstwa w Niemczech, które będzie odpowiedzialne za promocję i rozwój rynkowy systemu Glucowave.

„Budujemy naszą wartość w oparciu o dwa równoległe filary – innowacyjne urządzenia medyczne oraz projekty dual-use, które poszerzają potencjał naszych technologii. W świetle obecnej sytuacji geopolitycznej wyraźnie widać, że MediSensonic obrało bardzo dobry kierunek i jest to najlepszy moment na wykorzystanie wcześniejszych prac z obszaru militarnego” – mówi Robert Gromada, Prezes Zarządu.

Równolegle MediSensonic przygotowuje się do debiutu na NewConnect. Spółka podpisała umowę z Domem Maklerskim, który pełni funkcję autoryzowanego doradcy i wspiera proces spełniania wymogów formalnych oraz przygotowania dokumentacji. Celem spółki jest złożenie wniosku o wprowadzenie akcji do obrotu jeszcze przed końcem bieżącego roku.

MediSensonic koncentruje się na trwałym wzroście i długoterminowej budowie wartości dla akcjonariuszy, wykorzystując sprzyjające trendy rynkowe oraz rosnące zapotrzebowanie na innowacyjne rozwiązania z obszaru dual-use oraz w medycynie.

Dolar amerykański słabnie, inwestorzy czekają na wystąpienie Powella

Na początku tygodnia dolar amerykański osłabił się, oddając część wcześniejszych zwyżek po posiedzeniu Fed. W gronie walut G10 ponownie negatywnie wyróżnił się jednak dolar kanadyjski, pozostający pod presją słabszej kondycji rynku pracy, niepewności handlowej oraz rosnących oczekiwań na dalsze obniżki stóp procentowych przez Bank of Canada. Notowania EURCAD silnie wczoraj urosły z poziomu 1,6175 do 1,6325.

Spadek wartości dolara amerykańskiego jest zgodny ze średnioterminowym trendem. Warto zauważyć, że kilku przedstawicieli Fed – Musalem, Bostic i Hammack – prezentowało w ostatnich dniach ostrożne, „jastrzębie” podejście do kwestii dalszych cięć stóp procentowych. Pokazuje to, że mimo nasilających się nacisków ze strony „gołębiego” skrzydła, w FOMC wciąż istnieje silny blok przeciwny zbyt szybkiemu luzowaniu polityki. Na drugim biegunie znalazł się Stephen Miran, opowiadający się za agresywnym obniżaniem stóp, jednak jego stanowisko rynek traktuje jako skrajne i mało reprezentatywne.

Dziś centrum uwagi inwestorów skupia się na wystąpieniu Jerome’a Powella. Niewiele wskazuje na to, by przewodniczący Fed znacząco odbiegł od przekazu przedstawionego podczas ostatniej konferencji prasowej. Istotniejsze mogą okazać się wypowiedzi innych członków FOMC, zwłaszcza z bardziej gołębiego obozu – takich jak Austan Goolsbee czy Michelle Bowman. Uwagę rynku przyciągną również publikacje PMI w głównych gospodarkach rozwiniętych. Choć w USA odgrywają one mniejszą rolę niż badania ISM, stanowią lepszy punkt odniesienia dla porównań z Europą i Wielką Brytanią. W krótkiej perspektywie ryzyka dla dolara pozostają przesunięte w stronę dalszego osłabienia, choć dzisiejsza sesja może przynieść pewne uspokojenie i konsolidację notowań.

Notowania EUR/USD przekroczyły poziom 1,1800. Kluczowym czynnikiem dla dalszego kierunku będą dzisiejsze odczyty PMI. Szczególnie istotne będą dane z Niemiec, gdzie wskaźnik dla przemysłu ma szansę po raz pierwszy od 2022 roku osiągnąć granicę 50,0 pkt, a indeks złożony (Composite) zbliżyć się do 51,0 pkt. W ujęciu całej strefy euro oczekuje się stabilizacji – wszystkie wskaźniki powinny utrzymać się powyżej neutralnej granicy.

Po stronie komunikacji z EBC zaplanowane są wystąpienia Georga Mullera i Martina Kochera (zaliczani do „jastrzębi”) oraz Piera Cipollone (uznawany za „gołębia”). Układ sił w Radzie Prezesów nie wskazuje na istotną zmianę kierunku polityki. Brak silnych impulsów wewnętrznych ogranicza potencjał euro, ale jednocześnie otoczenie rynkowe sprzyja stabilizacji wspólnej waluty i stopniowym przepływom kapitału w jej stronę. W efekcie notowania EUR/USD powinny utrzymać się w okolicach 1,1800, z możliwością umiarkowanego dalszego wzrostu w kolejnych dniach.

Co drugi Polak pesymistycznie patrzy na przyszłość zawodową w erze AI

Jak wynika z danych Hays Poland, 48 proc. Polaków deklaruje obawy związane z negatywnym wpływem sztucznej inteligencji na ich perspektywy zawodowe. Plasuje to Polskę na podium państw o najbardziej pesymistycznej postawie. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Obawy związane ze zmianami, jakie zachodzą na rynku pracy wskutek automatyzacji, mogą stanowić jeden z powodów, dla których zdecydowana większość polskich specjalistów chciałaby wziąć udział w szkoleniach z zakresu AI.

  • Na tle przebadanych krajów europejskich Polska znajduje się na piątym miejscu pod względem wykorzystania AI w miejscu pracy. Przyznaje się do tego 46 proc. specjalistów – więcej niż m.in. w Irlandii, Holandii czy Francji.
  • Specjaliści na całym świecie chcą poszerzać kompetencje w zakresie AI. W Polsce odsetek ten wynosi 85 proc.
  • W Polsce jedynie 53 proc. firm objętych badaniem zadeklarowało, że oferuje pracownikom szkolenia z wykorzystania sztucznej inteligencji.

Sztuczna inteligencja już teraz zmienia sposób funkcjonowania wielu organizacji i działów. Wpływa także na zapotrzebowanie na określone kompetencje oraz dostępność ofert pracy dla osób z mniejszym doświadczeniem zawodowym. To właśnie zadania przewidziane na stanowiskach tego typu najczęściej są automatyzowane.

Specjaliści na całym świecie dostrzegają, że świat pracy znajduje się na granicy rewolucji i nierzadko budzi to w nich skrajne emocje. Podczas gdy niektórzy upatrują w AI przede wszystkim pozytywnych rezultatów, nowych możliwości i szans na mniej obciążającą pracę, inni wyrażają przede wszystkim obawy o zawodową przyszłość.

Profesjonaliści używają AI, więc wiedzą, co potrafi

Jak wynika z opracowania Hays Poland „Sztuczna inteligencja w miejscu pracy. Polska na tle innych krajów 2025”, Polska uplasowała się na drugim miejscu na liście państw o najbardziej pesymistycznej ocenie wpływu AI na perspektywy zawodowe. Specjaliści i menedżerowie zapytani o to, czy wskutek rozwoju sztucznej inteligencji na rynku będzie mniej możliwości zatrudnienia w 15 proc. odpowiedzieli „zdecydowanie tak”, a w 33 proc. – „tak”. Większym pesymizmem wykazali się wyłącznie Węgrzy.

Czy obawiasz się, że wskutek rozwoju AI na rynku pracy będzie mniej możliwości zatrudnienia?

Perspektywa pracowników w Polsce

Zdecydowanie tak 13%
Tak 53%
Nie 29%
Zdecydowanie nie 5%

Źródło: opracowanie Hays Poland „Sztuczna inteligencja w miejscu pracy. Polska na tle innych krajów 2025”

Po drugiej stronie skali znaleźli się głównie profesjonaliści z Ameryki Środkowej i Południowej – Chilijczycy, Brazylijczycy i Meksykanie. Pesymiści w tych państwach stanowili kolejno 15, 18 i 19 proc. Badaniem Hays zrealizowanym na przełomie 2024 i 2025 roku zostało objętych ponad 45 tys. pracowników i pracodawców w 23 krajach.

Z czego może wynikać tak wysoki odsetek osób zaniepokojonych rozwojem AI? Na tle przebadanych krajów europejskich Polska znajduje się na piątym miejscu pod względem wykorzystania AI w miejscu pracy. Przyznaje się do tego 46 proc. specjalistów – więcej niż m.in. w Irlandii, Holandii czy Francji.

Polacy coraz chętniej korzystają z narzędzi sztucznej inteligencji w życiu prywatnym i zawodowym. Znają obecne możliwości AI i wiedzą, że już teraz z powodzeniem mogłaby wykonywać część ich zadań w pracy. U wielu osób może to budzić obawy o przydatność posiadanej wiedzy i kompetencji w niedalekiej przyszłości – podkreśla Łukasz Grzeszczyk, Dyrektor Wykonawczy na region Europy Środkowo-Wschodniej w Hays i dodaje – Jeśli ktoś dochodzi do wniosku, że czysto teoretycznie sztuczna inteligencja już teraz mogłaby wykonywać 30-40% jego codziennych zadań, to zaczyna zadawać sobie pytanie, w jakim horyzoncie czasowym może to wpłynąć na jego sytuację zawodową.

Polacy chcą się uczyć sztucznej inteligencji. Pracodawcy? Nie zawsze to ułatwiają

Ekspert Hays zauważa, że te obawy mogą mieć pozytywny skutek – chęć pogłębiania swoich umiejętności.

Obserwujemy, że obawy związane z rozwojem AI mogą mieć pozytywne konsekwencje. Profesjonaliści często deklarują chęć nabywania nowych umiejętności, związanych ze sztuczną inteligencją, a także pogłębiania kompetencji miękkich, których technologia najprawdopodobniej nigdy nie będzie w stanie zastąpić. W ten sposób, zamiast biernie czekać na rozwój sytuacji, podejmują działania, które mają ich przygotować na nadchodzące zmiany – zauważa Łukasz Grzeszczyk.

Potwierdzają to wyniki badania Hays. Specjaliści na całym świecie deklarują chęć poszerzania kompetencji w zakresie AI. W Polsce odsetek osób twierdzących, że chciałoby wziąć udział w programach upskillingu i reskillingu, przygotowujących do wdrożenia sztucznej inteligencji w miejscu pracy, wynosi 85 proc. W skali świata uplasowało to Polskę w drugiej połowie stawki.

Co na to pracodawcy? W Polsce szkolenia z zakresu AI oferuje co druga organizacja objęta badaniem (53 proc.). Chociaż nie jest to mało, to pozostawia pole do poprawy, ponieważ w wielu wysoko rozwiniętych gospodarkach odsetek ten jest wyraźnie wyższy. Nie jest to jednak regułą – pracodawcy w Polsce oferują takie szkolenia częściej od ankietowanych firm we Francji, Holandii czy Zjednoczonym Królestwie.

Czy firma oferuje pracownikom szkolenia z wykorzystania sztucznej inteligencji?

Perspektywa pracodawców w wybranych krajach

  Tak Nie
Kanada 74% 26%
Japonia 64% 36%
Stany Zjednoczone 63% 37%
Czechy 62% 38%
Hiszpania 61% 39%
Chiny 59% 41%
Polska 53% 47%
Holandia 48% 52%
Francja 44% 56%
Zjednoczone Królestwo 37% 73%

Źródło: opracowanie Hays Poland „Sztuczna inteligencja w miejscu pracy. Polska na tle innych krajów 2025”

Polscy pracodawcy mogliby zatem zrobić więcej, aby jeszcze lepiej przygotować się na wyzwania przyszłości. Nie ma bowiem wątpliwości, że brak proaktywnych działań oraz przemyślanej strategii szkoleniowej w zakresie AI docelowo może osłabić konkurencyjność organizacji.

Inwestowanie w rozwój pracowników zajmujących stanowiska najbardziej zagrożone automatyzacją pozwoli wykorzystać ich potencjał i znajomość organizacji. Zaoferowanie im możliwości zwiększenia swoich kompetencji o aspekt AI lub całkowitego przekwalifikowania, obok rekrutacji może stanowić drugi filar strategii zaspokajania potrzeb kompetencyjnych firmy – podsumowuje Łukasz Grzeszczyk.

O opracowaniu

Publikacja Hays Poland „Sztuczna inteligencja w miejscu pracy. Polska na tle innych krajów 2025” została opracowana na podstawie danych uzyskanych w badaniach przeprowadzonych na przełomie 2024 i 2025 roku wśród ponad 45 tys. specjalistów, menedżerów oraz pracodawców w 23 krajach. Wyniki zostały pierwotnie opisane w krajowych edycjach raportów płacowych Hays. Celem opracowania jest przedstawienie szans i zagrożeń, jakie profesjonaliści i firmy dostrzegają we wdrażaniu sztucznej inteligencji w miejscu pracy.

Złoto bije rekordy wszechczasów – rynek wycenia więcej niż jedną obniżkę stóp w USA

Wczorajsze dane z Polski pomimo prognoz niektórych analityków okazały się mało pasjonujące. Rynki czekały na konferencje członków FED. Wygląda na to, że w przyszłym roku można spodziewać się więcej niż jednej obniżki stóp. To m.in. dzięki tym zmianom oczekiwań złoto bije kolejne rekordy wszechczasów.

Sprzedaż detaliczna nie spełniła oczekiwań

Rynek oczekiwał słabszych danych niż w lipcu na temat sprzedaży detalicznej w Polsce. Problem w tym, że okazały się one jeszcze gorsze niż prognozy. W sierpniu sprzedaż detaliczna w ujęciu rocznym rośnie już bowiem o zaledwie 3%. Co ciekawe, dane te nie miały wpływu na wczorajsze notowania złotego. Najwyraźniej inwestorzy uznali, że euro powyżej poziomu 4,26 zł to dobry moment, by je sprzedać i kupić złotego. W rezultacie pomimo słabszych odczytów z polski złoty zyskiwał na wartości. Bez echa przeszły również popołudniowe dane o zmianie podaży pieniądza M3.

Festiwal wystąpień członków FED

Wczoraj mieliśmy serię wystąpień członków. Po to w gremium decyzyjnym jest ich wielu, by zderzały się tam różne opinie. Tak właśnie było podczas wczorajszych konferencji prasowych. Mogliśmy usłyszeć, że ostatnia decyzja była dobra, ale miała raczej charakter ostrożnościowy względem rynku pracy, bo inflacja jest wciąż wysoka. Z drugiej strony szły również poglądy, że obecna polityka jest nadmiernie restrykcyjna wraz z sugestią nie dwóch, a pięciu obniżek do końca roku. Warto zwrócić uwagę, że nawet jeżeli postulowane decyzje są dość różne, to diagnozy są podobne. W FED nie mamy jak w Polsce członka, którego postulaty skrajnie odbiegają od reszty. Podstawowe różnice wśród gremium polegają na tym, jak bardzo Rezerwa powinna akceptować podniesioną inflację, by wesprzeć rynek pracy. Patrząc jednak na reakcję i wyprzedawanie amerykańskiej waluty, widać oczekiwania więcej niż jednej obniżki stóp w 2026 roku. Za 1 EUR trzeba znów płacić więcej niż 1,18 USD.

Złoto nie zwalnia tempa

Od piątkowego poranka cena uncji złota poszła w górę ponad 100 USD. Dzisiaj w nocy widzieliśmy kolejne wzrosty. Na razie wartość zatrzymała się kilka dolarów poniżej granicy 3800 USD. Jeszcze w styczniu tego roku prognozy przebijania 3000 USD za uncję brzmiały dla niektórych jak science fiction. Dzisiaj analizujemy, kiedy dojdzie do przekroczenia granicy 4000 USD. Co pcha ceny złota tak wysoko? Między innymi rosnące szanse na dalsze obniżki stóp procentowych w USA. Z jednej strony powodują one, że inwestorzy szukają alternatywnych lokat wobec miejsc do inwestowania. Z drugiej strony słabnący dolar powoduje, że aby ceny w innych walutach były na zbliżonym poziomie cena dolarowa musi rosnąć.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych liczne odczyty indeksów PMI.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Pumpkin Spice Latte droższa w Warszawie niż w Nowym Jorku

Globalne ceny kawy na giełdach biją rekordy, a w ślad za tym rosną ceny detaliczne – w Polsce kawa w sklepach kosztuje o ponad 14 proc. więcej niż rok temu. To dopiero początek, bo przeniesienie wzrostu cen z globalnego rynku na sklepowe półki trwa nawet do 12 miesięcy. Na tle tych zwyżek symbol jesieni, czyli Pumpkin Spice Latte, również podrożał w polskich kawiarniach. Dziś dyniowa latte bywa droższa w Warszawie niż w Nowym Jorku.

W zeszły wtorek notowania kawy arabiki w Nowym Jorku wzrosły do 4,24 dolara za funt i znalazły się blisko rekordu wszech czasów 4,2995 dolara z lutego tego roku. Od początku sierpnia do szczytu ceny zwiększyły się o około 50 proc. Po osiągnięciu szczytu notowania w ciągu tygodnia spadły do 3,68 dolara, czyli o 13 proc. w dół. Ceny kawy na amerykańskiej giełdzie podbijają zarówno wprowadzone pod koniec lipca amerykańskie 50 proc. cła na brazylijską kawę, jak i sucha pogoda w Brazylii, która zagraża produkcji. Choć rozpoczyna się tam pora deszczowa, prognozowane opady są zbyt słabe, by poprawić wilgotność gleby w głównych regionach upraw. Dodatkowo za obecne wahania odpowiadają inwestorzy finansowi, którzy w ostatnim tygodniu przy niskiej podaży kupowali kontrakty na brazylijską kawę, windując jej cenę powyżej 4 dolarów za funt. To bardzo podobny mechanizm do tego, który w ostatnich miesiącach obserwowaliśmy na rynku kakao.

W ślad za giełdą ceny detaliczne kawy palonej również silnie rosną, choć na razie jest to jeszcze efekt wcześniejszych, a nie bieżących zwyżek notowań. Według danych GUS we wrześniu kawa palona w Polsce podrożała o 14,1 proc. rok do roku. W USA w sierpniu ceny detaliczne kawy były wyższe o 20,9 proc. rok do roku. Na całym świecie kawa pozostaje jednym z czynników utrzymujących wysoką inflację. To jednak nie koniec wzrostów, ponieważ zmiany na giełdach docierają do konsumentów z opóźnieniem, które zwykle wynosi około roku. Gospodarstwa domowe i firmy mają więc mniej więcej 12 miesięcy, by przygotować się na wyższe ceny w sklepach i kawiarniach.

Tegoroczny wzrost cen kawy zbiegł się z początkiem jesieni i powrotem do oferty Starbucks najbardziej znanej smakowej odmiany kawy, czyli Pumpkin Spice Latte. Choć w Polsce nadal utrzymuje się letnia pogoda, nieubłaganie zbliża się jesień, której symbolem stała się właśnie ta kawa. W tym roku PSL pojawiła się w ofercie 26 sierpnia. Podobne napoje wprowadziły także inne kawiarnie konkurujące ze Starbucksem, jak Green Coffee Nero czy Costa Coffee. Cena dyniowej latte w rozmiarze grande wynosi około 26 zł, podczas gdy rok temu była o złotówkę niższa. W USA mimo wzrostu cen ziaren kawy Pumpkin Spice Latte nie podrożała i nadal mieści się w przedziale od 5,75 do 7,25 dolara. Przy obecnym niskim kursie dolara oznacza to, że w wielu lokalizacjach w Polsce PSL jest droższa niż w Stanach Zjednoczonych.

Pumpkin Spice Latte to dziś nie tylko napój, ale kulturowy fenomen. Sezonowy produkt wraca do oferty Starbucks na przełomie sierpnia i września, a swoją premierę miał w 2003 roku. Przez ponad dwie dekady obrosło go całe spektrum pozytywnych skojarzeń, a dla firmy stał się maszynką do generowania zysków. W sezonie 2024 PSL utrzymywało pozycję najpopularniejszego napoju sezonowego marki i biło rekordy sprzedaży.

Starbucks posiada około 40 tysięcy lokali w 80 krajach świata, w tym ponad 80 kawiarni w Polsce. W naszym kraju sieć powoli wychodzi poza największe miasta, otwierając kawiarnie w mniejszych ośrodkach, takich jak Nowy Sącz czy Kalisz. Mimo pozycji globalnego lidera w branży, firma od pewnego czasu mierzy się z poważnymi problemami operacyjnymi i presją konkurencyjną na amerykańskim rynku. Spadek sprzedaży oraz obniżka kursu akcji o prawie 11 proc. w ciągu ostatniego roku odzwierciedlają pogarszającą się kondycję spółki, a prognozy analityków wskazują na dalsze osłabienie wyników w kolejnych kwartałach. Dodatkowym obciążeniem pozostają rosnące koszty operacyjne, zarówno w zakresie surowca, jak i inwestycji w pracowników, które uszczuplają marże. Utrzymanie strategii premium w obliczu spowolnienia gospodarczego może okazać się trudne, ponieważ konsumenci coraz chętniej sięgają po tańsze alternatywy.

Mimo to Starbucks pozostaje spółką o solidnych fundamentach i potencjale długoterminowego wzrostu. Globalna rozpoznawalność marki, lojalna baza klientów oraz konsekwentna polityka dywidendowa stanowią mocne strony, które odróżniają ją od wielu konkurentów. Wdrożenie inicjatywy “Green Apron Service”, poprawiającej efektywność obsługi i doświadczenie klienta, daje szansę na odwrócenie negatywnych trendów sprzedażowych w USA. Atutem pozostają także rynki międzynarodowe, zwłaszcza Chiny, gdzie spółka notuje ponadprzeciętne wyniki. Jeśli uda się skutecznie przeprowadzić strategię “Back to Starbucks” i połączyć obniżki kosztów z poprawą jakości usług, Starbucks może nie tylko utrzymać swoją pozycję, ale też powrócić na ścieżkę stabilnego wzrostu. W dłuższym horyzoncie powinno to przełożyć się na większą atrakcyjność akcji dla inwestorów.

Rekordowy popyt na ekspertów AI w Polsce – firmy biją się o specjalistów

  • We wrześniu br. na portalu it zanotowano skokowy wzrost publikacji ogłoszeń na specjalistów AI.
  • Wyścig o najlepszych ekspertów prowadzą głównie rekruterzy z branży IT, HR, konsultingu i finansów.
  • Średnie oferowane widełki finansowe wahają się od kilkunastu do nawet 30 tys. zł netto za miesiąc.
  • Na czele zestawienia najbardziej pożądanych specjalizacji są AI Engineer, Machine Learning Engineer i AI Developer.
  • Najwięcej ofert zlokalizowanych jest w Warszawie (30,1 proc.) i Krakowie (17,9 proc.) z opcją pracy hybrydowej lub zdalnej.

Masowe wdrażanie AI napędza rekordowe zapotrzebowanie na ekspertów

Skalę wzrostu najlepiej ilustruje dynamika pierwszych trzech tygodni września – justjoin.it, wiodący portal z ofertami dla branży tech, zanotował wówczas publikację rekordowej jak dotąd liczby 392 ogłoszeń w kategorii AI/ML (Artificial Intelligence/ Machine Learning). A łącznie z wcześniej opublikowanymi ofertami na portalu aktualnie aktywne są 722 rekrutacje w tym segmencie.Ta intensywna aktywność rekrutacyjna utrzymuje się na wysokim poziomie od początku roku. W II kwartale tego roku firmy opublikowały o 70 proc. więcej ofert w kategorii AI/ML niż w I, a III kwartał przyniósł kolejne 16 proc. wzrostu jeszcze przed końcem okresu.

Dynamiczny wzrost liczby ogłoszeń napędzany jest masowym wdrażaniem technologii generatywnej AI w polskich firmach. Za tym trendem stoją konkretne potrzeby biznesowe: rozwój dużych modeli językowych (LLM), implementacja rozwiązań GenAI oraz szeroko zakrojona automatyzacja procesów. Przedsiębiorstwa z różnych sektorów – od tradycyjnej bankowości po nowoczesny e-commerce – odkrywają transformacyjny potencjał sztucznej inteligencji i pilnie poszukują ekspertów zdolnych do przekształcenia tej wizji w rzeczywiste rozwiązania.

TOP 10 branż rekrutujących w kategoriiAI_MLDynamika publikacji ogłoszeń w kategorii AI_ML 2024_2025 (1)Sektor IT dominuje w poszukiwaniu talentów AI

Struktura rekrutacji specjalistów AI/ML odzwierciedla to w jakich obszarach polska gospodarka najszybciej przechodzi technologiczną transformację. Dziesięć kluczowych branż odpowiada za zdecydowaną większość (86,9 proc.) wszystkich ogłoszeń. Na czele tego zestawienia stoi sektor IT, gdzie firmy produktowe i inne podmioty technologiczne generują ponad 1/3 ofert. Tuż za nimi plasują się firmy outsourcingowe, software house’y i centra BPO, które odpowiadają za 24,6 proc. ofert. Kolejne są agencje rekrutacyjne zamieszczające 10 proc. ogłoszeń, a tuż za nimi bardziej tradycyjne obszary gospodarki: konsulting odpowiada za 6 proc. ofert, a branża bankowa i finansowa generuje 3,5 proc. ogłoszeń. Widać, że coraz aktywniej ekspertów AI poszukują też takie sektory jak telekomunikacja (1,3 proc.) czy e-commerce (1,2 proc.). 

Najwyższe zarobki dla doświadczonych specjalistów

Rynek AI wyraźnie faworyzuje doświadczonych profesjonalistów. Najwięcej ogłoszeń (53,3 proc.) dedykowanych jest seniorom, 38,3 proc. mid-om i zaledwie 5,2 proc. juniorom. Dodatkowo 3,1 proc. to oferty dla dyrektorów wysokiego szczebla. Wśród najbardziej pożądanych stanowisk znalazły się takie pozycje jak AI Engineer, Machine Learning Engineer czy Data Scientist. We wszystkich specjalizacjach średnie wynagrodzenia mają bardzo atrakcyjny poziom sięgając kwoty niemal 30 tys. zł:

  • AI Engineer: 21-29 tys. zł netto
  • ML Engineer: 21-28 tys. zł netto
  • MLOps Engineer: 24,5-28,5 tys. zł netto
  • Data Scientist: 18,5-25 tys. zł netto

Wysokie zarobki to odpowiedź na rosnącą rywalizację o wykwalifikowanych specjalistów. Na jedno stanowisko AI/ML przypada kilkadziesiąt aplikacji, co wskazuje na intensywną konkurencję zarówno wśród kandydatów, jak i pracodawców.

To nie przypadek, że liczba ofert na stanowiska AI rośnie z miesiąca na miesiąc, mamy do czynienia z fundamentalną zmianą w sposobie, w jaki firmy myślą o technologii – komentuje Piotr Nowosielski, CEO Just Join IT. Widzimy, jak przedsiębiorstwa z różnych sektorów, od bankowości po e-commerce, zaczynają rozumieć, że AI to nie futurystyczna zabawka, ale narzędzie, które już dziś może znacząco wpłynąć na ich konkurencyjność i efektywność.

Nowosielski podkreśla, że obecny boom na speców od AI wymaga przemyślanych strategii rekrutacyjnych: firmy muszą być przygotowane na to, że najlepiej wykwalifikowane osoby mają dziś dobrą pozycję do dyktowania warunków zatrudnienia. Wysokie zarobki, elastyczność pracy i możliwość wyboru projektów to minimum, jakiego oczekują kandydaci.

Elastyczne warunki i geograficzna koncentracja

Firmy chcąc być jak najbardziej konkurencyjne oferują kandydatom znaczną elastyczność zatrudnienia. Dominują kontrakty B2B (62,1 proc.) i o połowę rzadziej proponowane tradycyjne umowy o pracę (32 proc.), z czego aż 55,9 proc. ofert dotyczy pracy zdalnej, 38,8 proc. – modelu hybrydowego, podczas gdy jedynie 5,3 proc. pracodawców wymaga pełnej obecności w biurze.

Geograficznie rekrutacja koncentruje się w największych ośrodkach technologicznych kraju. Przewodzi Warszawa z 30,1 proc. wszystkich ofert, za nią plasują się Kraków (17,9 proc.), Wrocław (14,5 proc.) oraz Trójmiasto (10,9 proc.). Pozostałe miasta to Poznań, Łódź i Szczecin.

Globalne trendy potwierdzają polską dynamikę

Polskie trendy wpisują się w globalne zjawiska na rynku AI. Według raportu McKinsey Global Institute, do 2030 roku sztuczna inteligencja może przyczynić się do wzrostu światowego PKB o 13 bilionów dolarów[1]. Bank Światowy raportuje z kolei, że w ciągu najbliższych pięciu lat globalnie powstanie 19 milionów nowych miejsc pracy w obszarze AI[2].

Podobną dynamikę obserwuje się w kwestii zarobków – w Stanach Zjednoczonych średnie wynagrodzenie AI Engineer przekracza 165 tysięcy dolarów rocznie, a w Wielkiej Brytanii oscyluje wokół 85 tysięcy funtów. Niemieckie firmy oferują specjalistom AI średnio 95 tysięcy euro rocznie. Również w Polsce pracodawcy coraz częściej gotowi są oferować wynagrodzenia tego rzędu, aby pozyskać najlepsze talenty.

Perspektywy rozwoju i wyzwania

Eksperci przewidują dalszy wzrost zapotrzebowania na specjalistów AI/ML w najbliższych latach. Kluczowymi czynnikami będą: rozwój technologii generatywnej AI, automatyzacja procesów biznesowych, cyfrowa transformacja tradycyjnych branż oraz rosnące inwestycje w badania i rozwój sztucznej inteligencji.Jednym z głównych wyzwań dla rynku będzie jednak wyszkolenie odpowiedniej liczby wysoko wykwalifikowanych specjalistów AI, którzy będą w stanie sprostać rosnącym wymaganiom pracodawców.

[1]McKinsey Global Institute, https://www.mckinsey.com/featured-insights/artificial-intelligence/notes-from-the-ai-frontier-modeling-the-impact-of-ai-on-the-world-economy

[2] World Economic Forum, AI and the future of work, https://www.sandtech.com/insight/ai-and-the-future-of-work/

Polska i Indie zacieśniają współpracę – nowe otwarcie w relacjach gospodarczych

Indie to czwarta największa gospodarka świata, która – według prognoz – może stać się trzecią największą gospodarką na świecie do 2030 roku. Polska – szósta w Unii Europejskiej i 21. globalnie – rozwija współpracę z tym azjatyckim gigantem. Według danych Ambasady Indii w Polsce, wartość indyjskich inwestycji w naszym kraju przekroczyła już 3 miliardy dolarów. Z kolei polskie firmy coraz aktywniej lokują kapitał w Indiach, m.in. w sektorze przemysłowym i technologicznym. Wizyta premiera Narendry Modiego w Warszawie oraz podpisanie umowy o strategicznym partnerstwie to szansa, by zacieśniać współpracę między krajami. Dodatkowo, na horyzoncie pojawia się przełomowa umowa o wolnym handlu (FTA) między UE a Indiami.

Nowy rozdział w relacjach dwustronnych

Jak zauważa dr Judyta Latymowicz, ekspertka ds. relacji biznesowych z Indiami z kancelarii LEGALLY.SMART, relacje Polski i Indii weszły w fazę dynamicznej intensyfikacji.

– Dziś widzimy wyraźne ożywienie współpracy polsko-indyjskiej. A to dopiero początek, bo wzajemny potencjał jest znacznie większy. W codziennej pracy z klientami obserwuję rosnące zainteresowanie – zarówno po stronie inwestorów indyjskich szukających okazji w Polsce, jak i polskich firm planujących ekspansję na rynek indyjski. Widać jednak, że przed nami także wyzwania – chociażby różnice regulacyjne i konieczność dostosowania się do lokalnych standardów. Kluczowe będzie świadome planowanie i dobra strategia wejścia na rynek, aby minimalizować ryzyka i maksymalizować szanse – podkreśla dr Judyta Latymowicz.

Silniejsze relacje gospodarcze idą w parze z politycznym zbliżeniem. Wizyta premiera Modiego – pierwsza od 45 lat – otwiera drogę do pogłębiania wzajemnych relacji. Dodatkowo, na horyzoncie pojawia się przełomowa umowa o wolnym handlu (FTA) między UE a Indiami, której negocjacje w ostatnich miesiącach wyraźnie przyspieszyły.

– Dla przedsiębiorców to sygnał, że w najbliższym czasie otworzą się nowe możliwości. Warto już teraz śledzić kierunek zmian i planować działania, aby w momencie wejścia umowy w życie móc jak najlepiej wykorzystać jej postanowienia – dodaje dr Judyta Latymowicz.

FTA – szansa na skokowy wzrost wymiany handlowej

Oczekiwana umowa FTA ma znieść lub znacząco obniżyć cła na wiele towarów, uprościć procedury oraz stworzyć stabilne warunki dla europejskich przedsiębiorstw prowadzących handel lub inwestujących w Indiach. Dla polskich firm to ogromna szansa na obniżenie kosztów eksportu i łatwiejszy dostęp do jednego z największych rynków konsumenckich na świecie.

– FTA nie jest tylko dokumentem prawnym. To potencjalny katalizator, który może zwiększyć dwustronny handel. Trzeba być na to gotowym nie tylko na poziomie strategii sprzedażowych, ale także poprzez analizę ryzyk regulacyjnych i inwestycyjnych – zaznacza Latymowicz.

Kluczowe sektory: technologie, przemysł i nowoczesne usługi

Indyjskie inwestycje w Polsce skupiają się głównie na sektorach informatycznym (IT), biotechnologii, produkcji sprzętu elektronicznego, kablowym (światłowodów) oraz opakowań – zatrudniając ok. 10 tys. pracowników i generując inwestycje przekraczające 3 mld dolarów.

Z kolei polskie przedsiębiorstwa dostrzegają w Indiach ogromny rynek zbytu i zaplecze produkcyjne, lokując tam kapitał w branżach takich jak m.in. produkcja przemysłowa, chemia, farmacja, automotive, IT. Liczba ponad 1,4 miliarda ludzi żyjących w Indiach to nie tylko wyzwanie infrastrukturalne, ale przede wszystkim ogromny potencjał konsumencki.

– Takie warunki tworzą przestrzeń do szybkiego skalowania działalności i korzystania z przewag kosztowych. Nadchodzące FTA może dodatkowo otworzyć drzwi do nowych sektorów, ale wymusi też innowacyjne podejście do łańcuchów dostaw i zabezpieczenia interesów wrażliwych branż – takich jak rolnictwo, ceramika budowlana, farmacja czy przemysł wysokoemisyjny. Współpraca polsko-indyjska ma potencjał stać się przykładem komplementarnego partnerstwa – pod warunkiem, że firmy świadomie przygotują się na konkurencję i będą aktywnie działać – ocenia dr Judyta Latymowicz.

W ostatnich latach Indie stały się jednym z najszybciej rozwijających się rynków świata. W trzecim kwartale 2023 r. odnotowały imponujący wzrost PKB na poziomie 7,6% rok do roku – najlepszy wynik wśród największych gospodarek. To nie tylko efekt dużej bazy demograficznej, ale także relatywnej stabilności makroekonomicznej i świadomej polityki proinwestycyjnej rządu w Delhi.

Azja w zasięgu ręki – nowa oferta edukacyjna dla biznesu

W odpowiedzi na rosnące zainteresowanie polskich firm rynkami Azji, startuje również nowy program edukacyjny. Uczelnia Techniczno-Handlowa w Warszawie uruchamia studia podyplomowe pn. „Menedżer Handlu i Inwestycji na rynkach azjatyckich”. Program umożliwia zdobycie praktycznych umiejętności niezbędnych do funkcjonowania w międzynarodowym środowisku biznesowym, ze szczególnym uwzględnieniem specyfiki krajów azjatyckich.

Indie to rynek wymagający, ale niezwykle obiecujący. Potrzebujemy kadry menedżerskiej, która zna nie tylko przepisy, ale też lokalną kulturę, procesy zakupowe, procedury handlowe i oczekiwania partnerów. To wszystko wymaga specjalistycznego przygotowania – podsumowuje dr Judyta Latymowicz.

Historyczne wzrosty akcji spółek jądrowych: Oklo, NuScale i Nano Nuclear na fali

  • Akcje sektora energetyki jądrowej zanotowały wyjątkowe wzrosty, napędzane rosnącym popytem na energię generowaną przez sztuczną inteligencję oraz wsparciem polityki rządowej.
  • Małe reaktory modułowe oferują elastyczność, ale przeszkodą są długie okresy realizacji, ryzyko kosztowe oraz trudności związane z uzyskaniem licencji.
  • Inwestorzy powinni koncentrować się na realizowaniu głównych założeń, wiążących umowach, zatwierdzeniach regulacyjnych oraz wiarygodnym finansowaniu projektów.

Nagły wzrost zainteresowania sektorem jądrowym

Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo w swej analizie zwraca uwagę, że akcje związane z energią jądrową rzadko rosły tak dynamiczne jak obecnie. Kurs akcji Oklo zwiększył o ponad 1000% w ciągu ostatniego roku, wliczając w to imponujący skok o 63% w zeszłym tygodniu. NuScale odnotowało wzrost o 26%, podczas gdy Nano Nuclear o niemal 40%. Producenci uranu również zyskali, a akcje Cameco i Uranium Energy wzrosły o ponad 10% każdej z firm.

Stoją za tym jasne powody: Waszyngton i Londyn ogłosiły nową współpracę w dziedzinie energii jądrowej, Biały Dom przystąpił do przyspieszenia procesów licencyjnych i zabezpieczeń paliwowych, a Departament Energii USA przedstawił nowe programy pilotażowe

To rzadkie połączenie wsparcia politycznego i wzrostu technologicznego. Niemniej jednak, niektórzy uczestnicy rynku zaczynają sprzedawać swoje udziały. Dyrektor finansowy Oklo złożył wniosek o sprzedaż akcji o wartości 9 milionów USD, a Fluor, największy akcjonariusz NuScale, ogranicza swoje udziały. To wskazuje, że wyceny akcji wyprzedzają harmonogramy budowy.

Dlaczego sztuczna inteligencja przywróciła zainteresowanie energią jądrową?

Odrodzenie energii jądrowej nie jest napędzane ideologią, lecz prawami fizyki. Sztuczna inteligencja zużywa energię w tempie, do którego sieci energetyczne nie zostały zaprojektowane. Międzynarodowa Agencja Energetyczna szacuje, że globalne centra danych mogą do 2030 roku zużywać tyle energii, co całe państwo takie jak, Japonia. W praktyce oznacza to konieczność realizowania dodatkowego rocznego zapotrzebowania na energię na poziomie Nowego Jorku.

Źródła odnawialne nie są w stanie samodzielnie sprostać temu obciążeniu. Energia jądrowa oferuje coś unikalnego: całodobową, wolną od emisji dwutlenku węgla energię podstawową z czasem pracy powyżej 90%, znacznie przewyższającą energetykę wiatrową, słoneczną czy gazową

Giganci technologiczni reagują na te potrzeby. Google zgodziło się pozyskiwać energię jądrową do obsługi zadań związanych z AI, Microsoft rozważa ponowne otwarcie zamkniętych elektrowni jądrowych w USA, a Meta nawiązała współpracę z firmą Constellation. Choć te inicjatywy są na etapie pilotażowym, pokazują rosnącą współpracę między Doliną Krzemową a przemysłem jądrowym.

Sztuczna inteligencja sprawiła, że energia nuklearna znów stała się istotna, ponieważ jest to jedno z niewielu źródeł, które może działać bez przerwy, 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, przez dziesięciolecia – komentuje Jacob Falkencrone, główny strateg inwestycyjny w Saxo.

Obietnica i niebezpieczeństwo związane z małymi reaktorami

Znaczna część zainteresowania skupia się na małych modułowych reaktorach (SMR) i mikroreaktorach – to mniejsze projekty, które można budować w fabrykach i przewozić ciężarówkami, zamiast konstruować na miejscu przez wiele lat. Dziesiątki start-upów w USA i Europie pracują nad nimi, podczas gdy Chiny już wprowadzają swoje pierwsze jednostki.

Ta koncepcja jest przekonująca: mniejsze reaktory mogą obniżyć koszty, skrócić czas budowy i oferować elastyczne opcje lokalizacji. Jednak do tej pory ich opłacalność pozostaje niepotwierdzona. W USA nie ukończono jeszcze żadnego SMR, a projekty pionierskie często przekraczają budżety i harmonogramy. Procesy licencyjne są nadal powolne, zaawansowane łańcuchy dostaw paliw nie są jeszcze gotowe, a bez wiążących kontraktów na odbiór energii uzyskanie finansowania projektów jest praktycznie niemożliwe.

Przestrzeń inwestycyjna rośnie, choć jest wąska

Dla inwestorów niedobór stanowi tajną broń sektora. Obecnie jedynymi notowanymi deweloperami czysto jądrowymi w USA są Oklo, NuScale i Nano Nuclear, a ich ograniczona dostępność zwiększyła popyt wśród inwestorów. Wszystkie trzy firmy zadebiutowały publicznie za pośrednictwem SPAC-ów, które w wielu sektorach przyniosły inwestorom rozczarowanie, ale w sektorze jądrowym zapewniły wysokie zwroty.

Teraz kolejne firmy ustawiają się w kolejce. Terra Innovatum, Terrestrial Energy i Eagle Energy Metals przygotowują się do notowania poprzez SPAC-i w tym roku. Każda z tych firm ma inne podejście: miniaturowe moduły, technologię stopionej soli lub model hybrydowy łączący wydobycie z rozwojem, ale wszystkie są jeszcze daleko od komercyjnego uruchomienia.

Dla tych, którzy nie chcą stawiać na ryzykowne inwestycje, istnieją inne możliwości. Regulowane przedsiębiorstwa użyteczności publicznej, które przedłużają żywotność istniejących elektrowni, oferują bardziej stabilne przepływy pieniężne. Producenci uranu i firmy zajmujące się wzbogacaniem mogą skorzystać na próbach zmniejszenia zależności od rosyjskich dostaw. Z kolei dostawcy inżynieryjni lub komponentowi mogą okazać się „zwycięzcami” w rozwoju infrastruktury jądrowej.

Ryzyko, którego inwestorzy nie mogą zignorować

Sektor energetyki jądrowej ma ogromny potencjał, ale niesie ze sobą również poważne ryzyka:

  • Ryzyko związane z budową: koszty średnio przekraczają 100%, a opóźnienia są powszechne.
  • Ryzyko regulacyjne: Procesy zatwierdzania pozostają długotrwałe, a nastroje polityczne mogą się szybko zmieniać.
  • Opór społeczności: lokalny sprzeciw już wcześniej uniemożliwiał realizację projektów.
  • Niestabilność łańcucha dostaw: Zdolność wzbogacania uranu jest nadal silnie uzależniona od Rosji.
  • Psychologia rynku: wzrosty były napędzane zarówno przez pozytywne dane, jak i dużą dozę euforii, a sprzedaż akcji przez uczestników rynku sugeruje, że nawet liderzy branży podchodzą do sytuacji ostrożnie.

Co teraz obserwować?

Dla inwestorów, kluczowe są konkretne dowody, a nie kolejne komunikaty prasowe: wiążące umowy sprzedaży z ujawnionymi cenami i okresem obowiązywania, postępy regulacyjne w zakresie certyfikacji projektów i pozwoleń na lokalizację, zabezpieczone zaawansowane łańcuchy dostaw paliw, wiarygodne pakiety finansowania projektów, oraz dowody na to, że kolejne jednostki mogą być dostarczane szybciej i taniej niż pierwsze.

Kalendarz szybko się zapełnia. Departament Energii USA wkrótce ogłosi przyznanie nagród pilotażowych. Legislatury stanowe w Illinois i Nowym Jorku debatują nad zniesieniem moratorium na budowę nowych elektrowni. Kilka SPAC-ów związanych z sektorem jądrowym stanie przed głosowaniem akcjonariuszy. A rozpoczęcie pierwszej wiarygodnej budowy SMR w Ameryce Północnej może zmienić nastroje inwestycyjne.

Jak inwestorzy powinni myśleć o tej okazji

Rajd w sektorze energii jądrowej napędzany jest przez trzy zbieżne siły: duże zapotrzebowanie AI na energię elektryczną, sprzyjające środowisko polityczne na linii USA–UK oraz ograniczoną liczbę dostępnych możliwości inwestycyjnych. Jednak jest to również branża, w której hype często przekracza rzeczywiste możliwości technologiczne.

– Dla inwestorów kluczowe jest zachowanie równowagi. Producenci uranu i regulowani operatorzy mogą zapewnić bardziej stabilną i mniej ryzykowną ekspozycję. Programiści SMR i nowe SPAC-i to bardziej ryzykowne inwestycje, potencjalnie dochodowe, ale również podatne na gwałtowne zmiany. Najbardziej rozsądnym podejściem może być obserwowanie, jak realizowane są główne założenia oraz traktowanie inwestycji w energię jądrową jako długoterminowej historii, a nie szybkiego zysku – komentuje Jacob Falkencrone.

Dowód osobisty bez wizyty u fotografa – wystarczy telefon i aplikacja mObywatel

Od teraz użytkownicy aplikacji mObywatel mogą wykonać zdjęcie do dowodu osobistego własnym smartfonem – bez wizyty u fotografa, szybko, bezpłatnie i w dowolnym momencie. Do aplikacji wprowadzono nowe narzędzie, które pomaga poprawnie przygotować fotografię, a także wstępnie ocenia, czy plik spełnia urzędowe wymagania.

Wsparcie dla użytkowników

Nowa funkcja w mObywatelu prowadzi użytkownika krok po kroku przez proces wykonania zdjęcia. Aplikacja wyświetla owal z pomocniczymi liniami wskazującymi, gdzie powinny znaleźć się oczy. Gdy twarz zostanie ustawiona prawidłowo, wskaźnik zmienia kolor na zielony, sygnalizując możliwość wykonania zdjęcia.

Możliwe jest także dodanie gotowego pliku – wówczas aplikacja pomoże dopasować fotografię do wyznaczonych kryteriów. W obu przypadkach plik jest analizowany pod kątem zgodności z wymaganiami. Jeśli wykryte zostaną błędy, użytkownik otrzyma wskazówki, jak je poprawić.

Dzięki temu narzędziu minimalizujemy ryzyko odrzucenia wniosku przez urząd. To oszczędność czasu, pieniędzy i jeszcze więcej wygody w codziennych sprawach – podkreślił wiceminister cyfryzacji, Dariusz Standerski.

Zdjęcie zgodne z wymogami

Podstawowym warunkiem jest jednolite, jasne tło, które użytkownik musi przygotować samodzielnie – np. wybierając ścianę bez wzorów. Warto też pamiętać, że w przypadku zdjęcia w ciemnych okularach lub nakryciu głowy konieczne jest dołączenie dodatkowego dokumentu (orzeczenia o niepełnosprawności lub zaświadczenia o przynależności do wspólnoty wyznaniowej).

Aplikacja nie przetwarza ani nie rejestruje danych biometrycznych. Ostateczna weryfikacja fotografii odbywa się w urzędzie i to urzędnik decyduje o jej akceptacji.

mObywatel coraz bardziej funkcjonalny

Nowa opcja to kolejne usprawnienie w procesie składania wniosków o dowód osobisty. mObywatel umożliwia już:

  • złożenie wniosku o dowód dla siebie, dziecka lub podopiecznego,
  • zawieszenie dokumentu na 14 dni i cofnięcie tej decyzji,
  • sprawdzenie etapu produkcji dowodu dzięki usłudze „Odbiór dowodu”.

Dzięki rozwojowi aplikacji coraz więcej spraw urzędowych można załatwić zdalnie, wygodnie i bez konieczności wizyty w urzędzie.

NIK: Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych źle przygotowany i grozi opóźnieniem modernizacji armii

Najwyższa Izba Kontroli (NIK) opublikowała raport, w którym wskazuje na poważne problemy w funkcjonowaniu Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych (FWSZ) – instytucji odpowiedzialnej za finansowanie modernizacji polskiej armii. Jak podkreśla NIK, „nierzetelne przygotowanie podstaw funkcjonowania Funduszu wydatkującego corocznie kilkadziesiąt miliardów złotych negatywnie wpłynie na fundamentalny cel jego utworzenia, jakim było przyspieszenie modernizacji Sił Zbrojnych RP w obliczu rosnących zagrożeń”.

Braki w planowaniu i groźba redukcji zadań

Izba uznała za szczególnie niepokojące dwa aspekty. Po pierwsze, brak zaplanowania spłaty kosztów wynikających z zaciągania kolejnych zobowiązań. Po drugie, błędne podejście do kwestii podatku VAT od zakupów sprzętu wojskowego. W efekcie MON musi doraźnie poszukiwać środków w budżecie obronnym, co – jak ostrzega NIK – prowadzi do przesuwania w czasie części zadań, a nawet ich rezygnacji. „W konsekwencji zagraża to terminowemu osiąganiu poszczególnych zdolności operacyjnych przez Siły Zbrojne RP” – stwierdzono w raporcie.

Kontrole NIK i rosnące ryzyko finansowe

Z uwagi na znaczenie bezpieczeństwa finansowego dla stabilności państwa, NIK przeprowadziła dwie doraźne kontrole realizacji planów finansowych FWSZ za lata 2022 i 2023. Ustalenia wykazały „systemowe oraz przede wszystkim aktualne zagrożenia dla rozwoju polskich Sił Zbrojnych”.

Fundusz, utworzony w Banku Gospodarstwa Krajowego, dysponuje środkami z emisji obligacji, kredytów, pożyczek, corocznych wpłat z budżetu państwa oraz wpływów resortu obrony. Celem była modernizacja armii, jednak znaczna część środków musi być przeznaczana na spłatę zadłużenia i obsługę kosztów.

Globalny kontekst i wzrost wydatków Polski

Rosyjska agresja na Ukrainę w 2022 roku doprowadziła do rekordowego wzrostu wydatków obronnych w skali świata. Według Stockholm International Peace Research Institute, globalne nakłady obronne w 2023 roku wzrosły o 6,8% i osiągnęły 2,44 bln USD – najwyższy poziom w historii. Polska odnotowała największy roczny wzrost w Europie – o ponad 70%, do poziomu ponad 120 mld zł.

Ustalenia dotyczące finansowania

Przyjęta w 2022 roku ustawa o obronie Ojczyzny zwiększyła minimalny poziom wydatków na obronność do 3% PKB oraz utworzyła FWSZ jako dodatkowe źródło finansowania. Problemem stała się jednak struktura zadłużenia. Według NIK, do 2035 roku koszty obsługi instrumentów dłużnych wyniosą ponad 403 mld zł, podczas gdy zasilenie Funduszu z budżetu zaplanowano na poziomie jedynie 46,1 mld zł – czyli niespełna 12%.

„Rolowanie zobowiązań poprzez dalszą emisję obligacji nie jest rozwiązaniem, lecz odraczaniem problemu w czasie” – ocenia Izba. Wskazuje także, że FWSZ stał się jednym z najdroższych instrumentów obsługiwanych przez BGK.

Błędne założenia i niedoszacowania

NIK zwraca uwagę, że planowanie Funduszu obarczone było błędnymi założeniami, w tym dotyczącymi VAT-u, który początkowo miał być finansowany z długu. „Zbyt późna refleksja, że rozwiązanie to byłoby nieuzasadnione ekonomicznie i potencjalnie niegospodarne, pogłębiła skalę niedoboru środków finansowych” – stwierdzono w raporcie.

Ponadto, prognozy sporządzono w 2022 roku w oparciu o nieaktualne dane, nie uwzględniając kredytów i pożyczek. „Bez powyższych informacji Minister Obrony Narodowej nie był w stanie pełnić skutecznego nadzoru nad Funduszem, szczególnie w ujęciu planistycznym” – zauważa NIK.

Realizacja planów w 2023 roku

Plan finansowy Funduszu na 2023 rok zakładał wydatki w wysokości 45,9 mld zł, jednak zrealizowano jedynie 23,3 mld zł. Kontrola ośmiu zadań wykazała, że zmiany wynikały m.in. z przesunięć harmonogramów płatności, problemów formalnych po stronie kontrahentów czy opóźnień w pozyskiwaniu finansowania dla tzw. pakietu koreańskiego.

Zdaniem NIK, „założenia ujęte w harmonogramie dla Funduszu Wsparcia Sił Zbrojnych na rok 2023 były nierealne”.

Wnioski i rekomendacje

W konkluzji Izba apeluje o opracowanie realistycznej i długookresowej strategii finansowania, która uwzględni możliwości budżetowe i zapewni osiągnięcie planowanych zdolności operacyjnych przez armię. „Proces konstruowania prognozy wieloletniej Funduszu powinna poprzedzić rzetelna analiza jego uwarunkowań” – podkreśla NIK.

Raport zaznacza również, że część danych objęta jest klauzulą tajności, a kontrola nie obejmowała oceny zgodności FWSZ z konstytucyjnymi zasadami jawności i przejrzystości budżetu.