Ostatnie doniesienia o próbach ingerencji w krajową infrastrukturę energetyczną przypominają, że stabilność dostaw prądu stała się jednym z kluczowych obszarów walki o bezpieczeństwo państwa. Nowoczesny model dostarczania energii, oparty na tysiącach rozproszonych instalacji OZE, wymaga jednak zupełnie innego podejścia do ochrony niż tradycyjne, scentralizowane elektrownie. Dziś bezpieczeństwo państwa i ochrona przed potencjalnymi atakami zależy nie tylko od zabezpieczeń u największych operatorów, ale przede wszystkim od odporności setek mniejszych firm. W tak połączonej strukturze cyfrowa ochrona każdego ogniwa staje się wspólnym interesem nas wszystkich.
Tempo innowacji a wyzwania odporności
Sektor odnawialnych źródeł energii jest dziś jednym z najbardziej dynamicznych obszarów gospodarki. Za tym sukcesem stoją przede wszystkim małe i średnie przedsiębiorstwa – od technologicznych start-upów, przez lokalnych deweloperów farm wiatrowych, aż po innowatorów cyfryzujących zarządzanie siecią. W realiach tak szybkiego wzrostu i konieczności ciągłego skalowania biznesu, budowa zaawansowanych systemów ochrony staje się jednak ogromnym wyzwaniem organizacyjnym.
Wielu przedsiębiorców skupia się na dostarczaniu przełomowych rozwiązań, co jest naturalnym priorytetem w tej branży. Warto jednak pamiętać, że w połączonym ekosystemie nawet incydent u mniejszego dostawcy usług może mieć szerokie konsekwencje.
Systemy biurowe w centrum uwagi
Przez lata debata o bezpieczeństwie sektora koncentrowała się na technologiach operacyjnych (OT), bezpośrednio sterujących infrastrukturą. Przykłady takie jak incydent z użyciem złośliwego oprogramowania Industroyer[1] w 2016 roku na Ukrainie pokazały, jak dotkliwe mogą być ataki na systemy sterowania. Jednak w modelu rozproszonym równie istotnym punktem staje się infrastruktura IT mniejszych podmiotów: serwery pocztowe, platformy chmurowe czy bazy danych.
– Z perspektywy cyberprzestępców to właśnie te systemy mogą wydawać się najłatwiejszym punktem wejścia. Doświadczenia globalne uczą, że paraliż operacyjny nie musi wynikać z przejęcia kontroli nad samym urządzeniem. Często jest on skutkiem ataku ransomware na systemy bilingowe lub administracyjne, co wymusza wstrzymanie procesów technologicznych ze względów bezpieczeństwa. W skrajnym scenariuszu, przy odpowiedniej skali ataku na wiele ogniw jednocześnie, konsekwencją może być nawet blackout. Dla mniejszego przedsiębiorcy solidna ochrona procesów nie jest więc tylko kwestią administracyjną, ale elementem dbania o stabilność całego systemu i fundamentem wiarygodności w oczach inwestorów – komentuje Kamil Sadkowski, analityk cyberzagrożeń ESET.
Lekcja z Hiszpanii: Ryzyko dezinformacji
O tym, jak wrażliwy na punkcie bezpieczeństwa stał się sektor energii, świadczą wydarzenia z Hiszpanii z kwietnia 2025 roku. Kiedy doszło tam do rozległych przerw w dostawie prądu, oczy organów nadzorczych natychmiast zwróciły się w stronę tysięcy małych producentów energii z odnawialnych źródeł[2]. Choć ostateczne analizy rządu wykazały, że przyczyną były błędy w planowaniu i usterki techniczne, w przestrzeni publicznej błyskawicznie utrwaliła się narracja o zewnętrznym cyberataku.
– Ten przypadek pokazuje, że w dobie napięć geopolitycznych brak przejrzystych standardów ochrony cyfrowej ma realne skutki wizerunkowe. Nawet jeśli awaria wynika z przyczyn technicznych, podejrzenie o nieprzygotowanie na cyberzagrożenia potrafi zachwiać zaufaniem inwestorów i wymusić na regulatorach zaostrzenie kontroli. W sektorze, gdzie stabilność jest kluczowym parametrem, cyberbezpieczeństwo staje się więc narzędziem zarządzania ryzykiem reputacyjnym – mówi Paweł Jurek, Dyrektor działu rozwoju biznesu w DAGMA Bezpieczeństwo IT.
Odpowiedzialność rozproszona
Współczesny rynek energii opiera się na zaufaniu – nie tylko do samej technologii, ale do stabilności podmiotów, które ją dostarczają. Instytucje finansujące projekty oraz regulatorzy coraz częściej weryfikują firmy pod kątem ich odporności cyfrowej. Nie jest to już tylko kwestia dobrej woli, ale realny wymóg rynkowy, wzmacniany przez unijne regulacje, takie jak dyrektywa NIS2.
W tym modelu ochrony nie chodzi o tworzenie skomplikowanych i kosztownych barier, ale o wdrożenie standardów, które pozwolą małym i średnim firmom zachować ciągłość działania. Dla przedsiębiorstw z sektora OZE dbałość o infrastrukturę IT jest dziś elementem budowania wiarygodności kontraktowej. W systemie, w którym każdy punkt styku z siecią ma znaczenie, standardy bezpieczeństwa najmniejszych uczestników rynku realnie wpływają na to, czy cały model energetyczny będzie postrzegany jako bezpieczny i przewidywalny.
Systemowa odporność zamiast doraźnych działań
Budowa bezpieczeństwa cyfrowego w sektorze OZE wymaga przede wszystkim odejścia od działań doraźnych na rzecz systemowych standardów, które pozwalają minimalizować ryzyko bez paraliżowania procesów biznesowych. Z perspektywy przedsiębiorstwa zarządzającego elementami infrastruktury, kluczowe staje się dziś uszczelnienie punktów styku z siecią publiczną.
– Podstawę stanowi tu rygorystyczna polityka dostępu m.in. wieloskładnikowe uwierzytelnianie (MFA) oraz zasada ograniczonego zaufania, zgodnie z którą należy przyznawać pracownikom uprawnienia wyłącznie do niezbędnych w danej chwili zasobów. Równie istotne jest aktywne zarządzanie podatnościami, czyli eliminacja luk w oprogramowaniu, zanim zostaną one wykorzystane przez cyberprzestępców. Firmy, które nie posiadają rozbudowanych kadr technicznych, coraz częściej decydują się na model wsparcia zewnętrznego (MDR), zapewniający ciągły monitoring i reakcję na incydenty w czasie rzeczywistym. Całość musi dopełniać świadomość zespołów, ponieważ to błąd ludzki, popełniony np. w wyniku phishingu, wciąż pozostaje bardzo częstą przyczyną przełamania zabezpieczeń – mówi Kamil Sadkowski.
Ewolucja w stronę rozproszonego modelu wytwarzania energii fundamentalnie zmienia parametry bezpieczeństwa państwa. Obecnie stabilność dostaw prądu nie zależy już wyłącznie od ochrony fizycznej kilku strategicznych obiektów, lecz od sumy odporności cyfrowej tysięcy mniejszych podmiotów tworzących system. Dla sektora OZE dbałość o infrastrukturę IT staje się więc obowiązkiem wykraczającym poza interes pojedynczego przedsiębiorstwa – to realny wkład w budowę odporności kraju. Współczesna energetyka jest bowiem tak bezpieczna, jak bezpieczne okaże się jej najsłabsze cyfrowe ogniwo.
Projekt ustawy o wzmocnieniu stosowania prawa do jednakowego wynagrodzenia mężczyzn i kobiet za jednakową pracę lub za pracę o jednakowej wartości, wdrażający postanowienia tzw. dyrektywy 2023/970 (tzw. płacowej) może mieć dwa nieoczywiste skutki.
Mniejsze różnice między nowymi i długoletnimi pracownikami
Zarówno dyrektywa, jak i projekt ustawy, podkreślają mierzenie różnic w wynagrodzeniach na tle płciowym. Zapominamy jednak, że równie często dochodzi do rozbieżności płacowych na innym tle: historii zatrudnienia w danym przedsiębiorstwie. Przykład: Pracownik zatrudniony w danym miejscu od dłuższego czasu ma gorsze warunki wynagrodzenia niż osoba nowo zatrudniona na równoległym stanowisku. Różnica wynika z tego, że na przestrzeni lat płaca pracownika nie była waloryzowana w tym samym stopniu, jak płaca weryfikowana przez rynek: podwyżki były niskie i rekompensowane stabilnością zatrudnienia. Może to korelować z płcią, bo wiemy z badań, że kobiety są mniej skuteczne w negocjowaniu podwyżek, ale to samo dotyczy starszych osób. Zmienia się jednak sytuacja rynkowa i wycena wartości pracy na danym stanowisku, przez co nowi kandydaci oczekują większych pieniędzy i je otrzymują.
– Ujawnienie tych różnic na równoległych stanowiskach bez obiektywnego uzasadnienia – a takie przypadki siłą rzeczy są częstsze w większych firmach, które podlegać będą raportowaniu – w wielu przypadkach wywoła niezadowolenie załogi i skłoni pracodawców do wprowadzenia nowej polityki płacowej. W efekcie możemy zauważyć w następnych latach mniejszą dynamikę wzrostu wynagrodzeń, zwłaszcza w przypadku zmiany pracy. Obecnie panuje przekonanie, że solidną podwyżkę można uzyskać poprzez zmianę pracy, a nie negocjacje z pracodawcą, znajduje w wielu przypadkach potwierdzenie, ale to się może zmienić. Raporty płacowe dadzą także nowy argument pracownikom w negocjacjach podwyżek, a pracodawcy, dla uniknięcia sankcji z powodu zbyt dużej luki płacowej, będą wyrównywać płace długoletnim pracownikom – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.
Więcej niepełnych etatów?
Inna konsekwencja ustawy może być mniej oczywista. W Polsce mamy bardzo wysoki w porównaniu z innymi krajami, odsetek zatrudniania pracowników na cały etat. Przedstawiony projekt mówi, że liczbę pracowników w przedsiębiorstwie ustala się w przeliczeniu na pełne etaty w danym roku kalendarzowym – to będzie decydowało o tym czy firma będzie podlegać obowiązkowi przygotowywania sprawozdań z luki płacowej i z jaką częstotliwością. Graniczne liczby to 100 i 250 pracowników – dotyczy to więc dość znaczących pracodawców w skali miasta czy powiatu, jak zakłady produkcyjne czy handel. Dla zmniejszenia obowiązku raportowania firmy mogą więc dążyć nie tyle do cięcia etatów, co skracania wymiaru pracy na danym stanowisku, by zmniejszyć liczbę etatów przy tej samej liczbie osób.
– W wielu wypadkach to będzie bardziej racjonalne działanie. Pozwoli zachować niektóre stanowiska, ale przypisać im mniejszą ilość godzin. Niektórzy pracodawcy dojdą do wniosku, że lepiej mieć więcej osób w zespole i płynniej rotować obsadą podczas urlopów lub zwiększonego zapotrzebowania na pracę – podsumowuje Anna Barbachowska.
Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie WITTCHEN SA upoważniło Zarząd Spółki do przeprowadzenia skupu akcji własnych. Spółka może nabyć do 3.687.219 akcji (20% wszystkich) po cenie nie wyższej niż 22 zł za akcję. Skup może potrwać maksymalnie do 31 grudnia 2026 r.
– Chcemy zaproponować akcjonariuszom mniejszościowym możliwość częściowej realizacji inwestycji w akcje naszej Spółki poprzez ich sprzedaż z premią wobec ostatnich notowań. Mamy świadomość, że wyniki ostatnich kwartałów nie spełniają oczekiwań części inwestorów. Jednocześnie, zgodnie ze zaktualizowaną polityką dywidendową, w najbliższych latach nie będziemy rekomendować wypłat dywidendy. Priorytetem są inwestycje oraz stabilność finansowa spółki – komentuje Jędrzej Wittchen, prezes Zarządu WITTCHEN SA.
Prezes zadeklarował jednocześnie, że podmioty kontrolowane przez rodzinę Wittchen nie będą sprzedawać akcji w ramach planowanego skupu.
Na początku stycznia 2026 r. Zarząd WITTCHEN SA podjął decyzję o aktualizacji polityki dywidendowej Spółki. Zarząd nie będzie rekomendował wypłat dywidendy z zysku wypracowanego w latach 2025-2027. Po upływie tego okresu Zarząd dokona ponownej weryfikacji polityki dywidendowej i oceni możliwość powrotu do wypłat dywidendy.
– Naszym celem jest poprawa efektywności operacyjnej, a w konsekwencji także rentowności działalności. Dlatego planujemy m.in. rozbudowę centrum logistycznego w Palmirach. Stoimy również przed trudnymi decyzjami dotyczącymi sieci sprzedaży. Jak sygnalizowaliśmy przy okazji publikacji wyników, część naszych salonów pozostaje nierentowna, co w dłuższym horyzoncie jest nie do utrzymania. Może to oznaczać zarówno dodatkowe inwestycje mające na celu poprawę sprzedaży stacjonarnej, jak i koszty związane z zamykaniem wybranych lokalizacji objętych długoterminowymi umowami najmu – wskazuje prezes Jędrzej Wittchen.
NWZ wyraziło również zgodę na zawarcie przez WITTCHEN SA nowych zobowiązań m.in. na sfinansowanie rozbudowy centrum logistycznego w Palmirach, refinansowanie obecnego zadłużenia i wzmocnienie kapitału obrotowego Spółki, a także na skup akcji własnych. Warunki tego finansowania są obecnie przedmiotem negocjacji z jednym z banków.
Pepco Group N.V. (dalej „Grupa Pepco”), ogólnoeuropejska sieć dyskontowych sklepów wielobranżowych, publikuje dziś wstępne wyniki operacyjne za pierwszy kwartału roku obrotowego 2026; zakończony 31 grudnia 2025 r.1
NAJWAŻNIEJSZE INFORMACJE
Przychody Grupy w I kwartale roku obrotowego 2026 wzrosły o 4,3% (przy stałych kursach walutowych) do 1,4 mld euro, odzwierciedlając mocny wzrost Pepco, częściowo obciążony spodziewanymi kosztami zakończenia sprzedaży towarów szybkozbywalnych (FMCG) przez sieć Pepco, czego wpływ będzie jednak maleć w trakcie roku. Na łączne przychody miały też wpływ słabsze wyniki sprzedażowe Dealz
Przychody Grupy w ujęciu porównywalnym (LFL), z wyłączeniem FMCG, wzrosły w I kwartale o 3,3%
Pepco zanotowało wzrost przychodów LFL w I kwartale roku obrotowego 2026 na poziome 4,2%, z wyłączeniem FMCG, przy wyjątkowo dobrym wyniku osiągniętym w grudniu, mimo bardzo konkurencyjnego otoczenia i okresu promocji świątecznych. Dobry rezultat został osiągnięty za sprawą silnego wzrost wolumenu sprzedaży, wynikającego z umacniania się Grupy jako lidera cenowego, co w efekcie pomogło zrealizować wzrost przychodów LFL w I kwartale na kluczowych rynkach, w tym w Polsce, na Półwyspie Iberyjskim oraz we Włoszech
Przychody LFL sieci Dealz zanotowały spadek o 7,7% w I kw. W październiku i listopadzie na wynik miały wpływ zakłócenia spowodowane przekształceniami działalności po sprzedaży Poundland, jednakże w grudniu 2025 r. obserwowano znaczące odbicie w przychodach LFL. Grupa kontynuuje proces dezinwestycji Dealz i planuje go zakończyć w 2026 r.
Marża brutto Grupy w I kwartale roku obrotowego 2026 wzrosła o 360 punktów bazowych w ujęciu rok do roku i pozostaje na poziomie z ostatniego kwartału roku obrotowego 2025, mimo kontynuowanych działań w ramach Pepco na rzecz zapewniania najkorzystniejszych cen dla klientów
Grupa prowadziła 4 410 sklepów na koniec I kwartału, w tym okresie uruchomiła 51 nowych sklepów netto
Pepco: 51 nowych sklepów netto w I kwartale, z czego 37 w Europe Środkowo-Wschodniej i 14 w Europie Zachodniej
Dealz: brak nowych sklepów w tym okresie; Dealz prowadzi łącznie 344 sklepów w całej Polsce
Grupa spodziewa się otworzyć ok. 250 nowych sklepów netto w roku obrotowym 2026, wyłącznie pod marką Pepco
Perspektywa dla Grupy na rok obrotowy 2026 oraz oczekiwania Zarządu pozostają bez zmian w porównaniu do informacji przedstawionych przy wstępnych wynikach za rok obrotowy, 17 grudnia 2025 r.
Wyniki sprzedaży w I kwartale roku obrotowego 2026
Podsumowanie I kw. roku obrotowego 2026
Pepco
Dealz
Grupa
Przychody (mln euro)2
1 342
101
1 443
Wzrost przychodów rdr przy stałych kursach walutowych3
5,2%
-6,2%
4,3%
Wzrost przychodów LFL4
0,7%
-7,7%
0,1%
Wzrost przychodów LFL (z wyłączeniem Pepco FMCG)5
4,2%
-7,7%
3,3%
Liczba sklepów
Łączna liczba sklepów na początku okresu
4 015
344
4 359
Nowe otwarcia
78
–
78
Zamknięcia
-27
–
-27
Łączna liczba sklepów na końcu okresu
4 066
344
4 410
Nowe sklepy netto w tym okresie
51
–
51
Komentując wyniki, Stephen Borchert, prezes Pepco Group, powiedział:
„Rok rozpoczął się dla nas obiecująco, przy stabilnych wynikach Pepco w pierwszym kwartale. Cieszą mnie zwłaszcza solidne grudniowe wyniki, osiągnięte mimo intensywnych kampanii promocyjnych na naszych kluczowych rynkach. Szczególnie dobre rezultaty wypracowaliśmy w Europie Zachodniej, gdzie w trakcie kwartału utrzymaliśmy stabilny, dwucyfrowy wzrost przychodów w ujęciu porównywalnym, nie licząc FMCG. Grupa osiągnęła również znaczący wzrost marży brutto w ujęciu rok do roku, pomimo, że inwestowaliśmy w utrzymanie naszej polityki cenowej.
„Nastroje konsumentów na niektórych rynkach pozostają niestabilne z powodu zmiennej sytuacji makroekonomicznej. W tym kontekście, wyjątkowa wartość jaką oferujemy naszym klientom, jest szczególnie przez nich doceniana, a zwłaszcza przez tych, dla których stosunek jakości do ceny jest kwestią priorytetową podczas codziennych zakupów. Zwiększenie przychodów przez Pepco o 4,2% w ujęciu porównywalnym, nie licząc FMCG, napędzane wzrostem wolumenów sprzedaży, wraz z jednoczesnym umocnieniem naszej pozycji lidera cenowego, jest dla nas przekonywującym dowodem satysfakcji i lojalności klientów Pepco.”
„Zbudowaliśmy nasz biznes w oparciu o solidne fundamenty: mamy przejrzystą ofertę dla klientów, rosnącą liczbę sklepów oraz utrzymujemy tempo rozwoju operacyjnego – to daje nam dobrą pozycję, by konkurować na rynku. Przy 51 nowych sklepach netto otwartych w pierwszym kwartale oraz utrzymaniu oczekiwań Zarządu wobec roku obrotowego 2026, Grupa Pepco znajduje się w dobrej pozycji by zapewnić dalszy, rentowny wzrost oraz generować zyski dla akcjonariuszy w dalszej części roku.”
SKUP AKCJI – AKTUALIZACJA
Drugi etap programu skupu akcji do wartości 50 mln euro (przy łącznej wartości całego programu wynoszącej 200 mln euro) został rozpoczęty 28 października 2025 r. i ma zostać zakończony 16 stycznia 2026 r. Według stanu na 9 stycznia, w ramach drugiego etapu, Grupa nabyła łącznie 6 062 476 akcji zwykłych przy średniej cenie 28,46 zł.
Według stanu na 9 stycznia 2026 r., w obrocie pozostawało 577 451 935 akcji, wliczając 15 195 208 akcji w posiadaniu Spółki. Dalsze informacje dotyczące drugiego etapu programu skupu akcji własnych zostaną przekazane po zakończeniu bieżącego tygodnia.
Spółka potwierdza dziś, że zamierza przeprowadzić trzeci etap programu skupu akcji własnych o wartości do 50 mln euro w bieżącym roku obrotowym. Dalsze informacje zostaną przekazane w momencie jego rozpoczęcia.
PERSPEKTYWY
Perspektywy na nadchodzący rok pozostają bez zmian w porównaniu do oczekiwań przedstawionych przy okazji niedawno opublikowanych wstępnych wyników za rok obrotowy 2025. Zakładają one osiągnięcie w roku obrotowym 2026 wzrostu przychodów w przedziale 6-8%, przy czym łączny poziom przychodów uwzględnia – zgodnie z oczekiwaniami – wyjście z segmentu FMCG, które, według naszych szacunków, obniży dynamikę wzrostu przychodów w całym roku obrotowym o około dwa punkty procentowe. Wpływ ten będzie szczególnie widoczny w pierwszej połowie roku obrotowego, co znajduje odzwierciedlenie w wynikach za pierwszy kwartał.
EBITDA bazowa (w ujęciu MSSF 16) za rok obrotowy 2026 ma wzrosnąć o co najmniej 9 proc. rok do roku, mimo uwzględnienia wzrostu kosztów transformacji z 25 mln euro czy 35 mln euro, co było uprzednio sygnalizowane. Spółka spodziewa się, że wzrost zysku netto przekroczy poziom 25% rok do roku, zachowując silną dynamikę z roku obrotowego 2025. Zgodnie z informacjami przedstawionymi we wstępnych wynikach za rok obrotowy 2025, Spółka oczekuje pozytywnego wpływu na zysk netto nie tylko ze strony spodziewanego wzrostu wyniku EBITDA w roku obrotowym 2026, ale także z uwagi na poprawę realnej stopy podatkowej, znacząco niższe koszty odsetkowe kredytów, co zostało osiągnięte dzięki niedawnemu korzystnemu refinansowaniu zadłużenia, a także dzięki dostosowaniu zasad dotyczących amortyzacji do faktycznych okresów najmu sklepów Spółki.
Dziesięć ważnych zmian regulacyjnych dla prowadzenia biznesu w Polsce, z których część przedsiębiorcy odczują już z początkiem roku. To bilans czwartego kwartału minionego roku w zakresie regulacji dla biznesu ujęty w Polskim Barometrze TMF Group, przygotowanym przez ekspertów globalnej firmy specjalizującej się w świadczeniu usług zgodności i administracyjnych ze 125 biurami w 87 jurysdykcjach podatkowych, w tym z dwoma biurami w Polsce.
Polski Barometr TMF Group to cykliczne opracowanie zespołu ekspertów TMF Poland, przygotowywane przez praktyków wspierających na co dzień firmy działające na polskim rynku. Raport koncentruje się na zmianach administracyjnych, podatkowych, księgowych i pracowniczych, które mają realny wpływ na bezpieczeństwo, koszty i przewidywalność prowadzenia działalności gospodarczej. Wśród zmian regulacyjnych wdrożonych w ostatnich trzech miesiącach ubiegłego roku znalazły się takie, które wchodzą w życie już teraz lub niedługo.
Wśród zmian ocenianych jako pozytywne lub neutralne dla przedsiębiorców znalazła się m.in. reforma zasad ustalania stażu pracy, która zacznie obowiązywać od 1 stycznia 2026 r. Nowe przepisy rozszerzają katalog okresów wliczanych do stażu o m.in. prowadzenie działalności gospodarczej, umowy zlecenia czy pracę za granicą. Zmiana ta ma na celu lepsze dostosowanie przepisów do współczesnych realiów rynku pracy oraz zwiększenie transparentności w zakresie uprawnień pracowniczych.
„Nowe regulacje mogą realnie poprawić sytuację pracowników i zwiększyć przejrzystość rynku pracy. Jednocześnie dla pracodawców oznaczają one konieczność weryfikacji dokumentów, ponownego przeliczania stażu pracy oraz dostosowania procesów kadrowych do nowych zasad” – komentuje Anna Jendo, ekspert TMF Group.
Istotnym obszarem zmian w czwartym kwartale 2025 r. były także regulacje dotyczące podatku od towarów i usług. Eksperci TMF Group zwracają uwagę na projekt kompleksowej nowelizacji ustawy o VAT, który przewiduje m.in. ujednolicenie momentu powstania obowiązku podatkowego w wybranych przypadkach, wprowadzenie instytucji tzw. „składu VAT”, zmiany w zakresie rejestracji VAT oraz doprecyzowanie zasad stosowania ulgi na złe długi. Większość proponowanych regulacji miałaby wejść w życie od 1 lipca 2026 r., co daje przedsiębiorcom czas na przygotowanie się do nowych obowiązków.
„Proponowane zmiany w ustawie o VAT można ocenić jako krok w stronę większej przejrzystości i przewidywalności rozliczeń. Szczególnie istotne z punktu widzenia przedsiębiorców są rozwiązania, które mogą poprawić płynność finansową oraz ograniczyć ryzyko podatkowe w relacjach z kontrahentami” – wskazuje Mikołaj Ślusarek, ekspert TMF Group.
Równolegle w czwartym kwartale 2025 r. opublikowano kolejne przepisy wykonawcze dotyczące Krajowego Systemu e-Faktur. Nowe regulacje, które wejdą w życie 1 lutego 2026 r., doprecyzowują zasady wystawiania faktur ustrukturyzowanych, w tym w trybie offline i w czasie awarii systemu, a także katalog wyjątków od obowiązku stosowania KSeF. Zmiany te mają na celu ujednolicenie praktyki i dostosowanie obowiązków podatników do realiów cyfrowego fakturowania.
Wśród rozwiązań sprzyjających prowadzeniu biznesu autorzy Barometru wskazują także na nową interpretację ogólną Ministerstwa Finansów dotyczącą podatku od nieruchomości. Dokument precyzuje, że samo posiadanie nieruchomości przez przedsiębiorcę nie oznacza automatycznego zastosowania najwyższych stawek podatku – kluczowe jest faktyczne wykorzystanie nieruchomości w działalności gospodarczej. Zdaniem ekspertów TMF Group interpretacja ta wzmacnia ochronę podatników i ogranicza ryzyko sporów z organami podatkowymi.
Dla najmniejszych firm istotne znaczenie mają również zmiany umożliwiające wcześniejsze skorzystanie ze zwolnienia podmiotowego z VAT oraz nowe rozwiązania pozwalające na szybką weryfikację kontrahentów online poprzez CEIDG i wykaz podatników VAT. Zmiany te wpisują się w rządowe działania deregulacyjne i mają na celu uproszczenie procedur oraz zwiększenie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego.
Jednocześnie Polski Barometr TMF Group obejmujący czwarty kwartał 2025 r. wskazuje na szereg zmian, które mogą stanowić poważne wyzwanie dla przedsiębiorców w 2026 roku. Wśród nich znalazła się podwyżka składki zdrowotnej dla przedsiębiorców wynikająca z powrotu do zasad sprzed 2025 roku, a także obniżenie kluczowych limitów podatkowych na skutek zmiany kursu euro. Zmiany te mogą ograniczyć dostęp do preferencyjnych form opodatkowania i zwiększyć bieżące obciążenia finansowe firm.
Eksperci TMF Group zwracają również uwagę na istotne zwiększenie obciążeń podatkowych dla sektora bankowego, związane z podwyższeniem stawki CIT od 1 stycznia 2026 r. Zdaniem autorów Barometru zmiana ta może w krótkim okresie wpłynąć na ograniczenie inwestycji i akcji kredytowej, a pośrednio także na inne sektory gospodarki.
„Wiele firm wejdzie w 2026 rok z wyraźnie wyższymi kosztami prowadzenia działalności oraz większą niepewnością regulacyjną. Kluczowe będzie odpowiednio wczesne przygotowanie organizacyjne, analiza wpływu zmian na działalność operacyjną oraz świadome zarządzanie ryzykiem podatkowym i pracowniczym” – podkreśla Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.
Autorzy Barometru zwracają uwagę, że część zmian – jak reforma stażu pracy – ma charakter ambiwalentny. Choć regulacje te realizują istotne cele społeczne i porządkują system prawny, dla przedsiębiorców oznaczają wzrost kosztów zatrudnienia, dodatkowe obowiązki administracyjne oraz potencjalne ryzyko sporów.
„Czwarty kwartał 2025 roku pokazuje wyraźnie, że kierunek zmian regulacyjnych w Polsce to jednocześnie większa transparentność i cyfryzacja, ale też związane z tym rosnące obciążenia po stronie biznesu. Niełatwe dla biznesu jest też konieczne tempo działania bowiem niektóre z regulacji zaczęły obowiązywać już z początkiem roku – podsumowuje Magdalena Grzegorczyk, ekspert TMF Group.
Capgemini ogłosiło nową nominację w strukturach kadry zarządzającej – Paweł Marciniak objął funkcję Dyrektora Zarządzającego Market Segment Polska, czyli stanie na czele jednej z jednostek organizacyjnych Capgemini Europe Cluster. Przejmuje on stery od Marka Woźnego, który jako dotychczasowy lider polskiego segmentu, będzie odpowiadał za strategię i rozwój firmy w całym regionie Europy Wschodniej i Austrii (Market Unit Eastern Europe & Austria).
Paweł Marciniak jest związany z Capgemini od 2007 roku. Przed objęciem obecnej funkcji pełnił rolę Dyrektora ds. Sprzedaży, odpowiadając za rozwój segmentu rynkowego w Polsce. W tym czasie polski oddział odnotował dwukrotny wzrost sprzedaży oraz utrzymał zakładaną rentowność. Wcześniej Paweł Marciniak działał w strukturach regionalnych, gdzie brał udział w realizacji strategii Grupy oraz w procesach fuzji i przejęć (M&A) na terenie Europy Środkowo-Wschodniej. Jego doświadczenie obejmuje również rozwój partnerstw technologicznych z kluczowymi dostawcami rozwiązań IT, takimi jak SAP, IBM, Microsoft czy UiPath.
Nowy Dyrektor Zarządzający Market Segment Polska jest absolwentem Manchester Business School (University of Manchester), gdzie uzyskał tytuł magistra w zakresie International Business & Management. Ukończył również studia na kierunku General Management na Uniwersytecie Bocconiego w Mediolanie. Jego kompetencje zarządcze oraz wieloletnia praktyka w strukturach Capgemini stanowią fundament do realizacji dalszych celów operacyjnych firmy na polskim rynku.
– Przejęcie sterów w polskim segmencie rynkowym to dla mnie naturalny krok po latach współtworzenia strategii sprzedaży w Capgemini. Moim priorytetem będzie kontynuacja kierunku wyznaczonego przez Marka Woźnego, ze szczególnym uwzględnieniem wspierania naszych klientów w ich transformacji cyfrowej. Chcemy dalej umacniać pozycję Capgemini jako zaufanego i strategicznego partnera dla klientów w Polsce, wykorzystując potencjał naszego lokalnego zespołu oraz globalne doświadczenie grupy – mówi Paweł Marciniak Dyrektor Zarządzający Market Segment Polska w Capgemini.
– Paweł przez lata udowadniał swoją skuteczność w budowaniu skali biznesu Capgemini w Polsce. Jego głębokie zrozumienie specyfiki lokalnego rynku oraz doświadczenie w zarządzaniu sprzedażą sprawiają, że jest naturalnym liderem do przejęcia tej roli. Jestem przekonany, że pod jego kierownictwem polski rynek będzie nadal dynamicznie się rozwijał, dostarczając naszym klientom najwyższą jakość usług w obszarze transformacji cyfrowej – dodaje Marek Woźny, CEO Market Unit Eastern Europe & Austria w Capgemini.
Marek Woźny skoncentruje się teraz na rozwoju jednostki Market Unit Eastern Europe & Austria – strategicznego obszaru, którym zarządza od lipca 2025 roku. Pod jego dotychczasowym kierownictwem ten polski oddział Capgemini zbudował silną pozycję rynkową, opartą na powtarzalnych, wysokich wynikach operacyjnych. Doświadczenie Marka w budowaniu efektywnych struktur na poziomie lokalnym posłuży obecnie do skalowania działań firmy i umacniania jej obecności w całym regionie Europy Wschodniej oraz Austrii.
Na początku 2026 roku firmy z sektora finansów i ubezpieczeń planują zatrudniać nowych pracowników, 41% pracodawców zapowiada rekrutacje, a jedynie 3% rozważa redukcje. Jednocześnie połowa przedsiębiorstw zamierza utrzymać obecną liczbę pracowników bez zmian. W branży finansów rynek pracy napędza rozwój organizacji, a zmiany technologiczne i regulacyjne zwiększają popyt na wyspecjalizowane role. Najlepsze perspektywy mają specjaliści z kompetencjami cyfrowymi, analitycznymi i zdolnością szybkiego dostosowania się do nowych wymogów prawnych.
Na pierwszy kwartał 2026 roku prognoza rekrutacyjna dla sektora finansów i ubezpieczeń wynosi +35%. 41% pracodawców planuje nowe zatrudnienia, 51% zamierza utrzymać dotychczasowe zespoły, a tylko 3% rozważa redukcje etatów.
Rozwój biznesu napędza nowe rekrutacje
Rozwój firm oraz wejście na nowe rynki sprzyjają rekrutacjom – oba czynniki jako powody pozyskiwania nowych kadr wymieniło po 47% respondentów. Znaczącą rolę odgrywa potrzeba tworzenia bardziej zróżnicowanych zespołów oraz realizacji projektów i inicjatyw tymczasowych, co zadeklarowało po 33% organizacji. Pracodawcy podkreślają także konieczność pozyskiwania świeżych perspektyw i nowych kompetencji, aby zachować przewagę konkurencyjną (27%). Co piąte przedsiębiorstwo rekrutuje, by uzupełnić wakaty (20%), natomiast postęp technologiczny jako bezpośredni impuls do zatrudniania nowych specjalistów wskazuje 7% firm
– Sektor finansów i ubezpieczeń przechodzi obecnie intensywną transformację. Technologia staje się głównym motorem zmian. Sztuczna inteligencja, automatyzacja i analityka danych wkraczają do procesów, a rozwiązania chmurowe umacniają się jako standard rynkowy. Już dziś większość firm ubezpieczeniowych wykorzystuje AI w likwidacji szkód i wykrywaniu nadużyć, a banki inwestują w cyberbezpieczeństwo oraz modernizację systemów. W praktyce oznacza to automatyczne rozpatrywanie roszczeń, algorytmy wyceny polis czy narzędzia usprawniające procesy AML i KYC. Transformacja technologiczna idzie w parze z rosnącymi wymaganiami regulacyjnymi. Obszary takie jak ESG, przeciwdziałanie praniu pieniędzy oraz nowe standardy raportowania powodują, że zapotrzebowanie na ekspertów ds. compliance i ryzyka rośnie. Firmy wiedzą, że przewaga konkurencyjna wymaga znajomości prawa i technologii, a także umiejętności analizy danych. Różnorodność kompetencyjna zyskuje na znaczeniu, a zespoły łączące wiedzę finansową, technologiczną i regulacyjną wdrażają innowacje szybciej i w sposób bardziej bezpieczny. Dodatkowo organizacje inwestują w programy DEI, aby przyciągnąć młode talenty w obszarach data science i cyberbezpieczeństwa – mówi Katarzyna Kwiecińska, Recruitment Business Partner w Manpower.
Jak zaznacza ekspertka Manpower, automatyzacja nie oznacza masowych redukcji, znika rutyna, pojawiają się nowe role w nowych obszarach takich jak analityka, nadzór modeli, czy obsługa klienta wspierana technologią. – Firmy coraz częściej inwestują w reskilling, koncentrując się przede wszystkim na szkoleniach z Pythona, SQL i MLOps. Kandydaci, którzy chcą wyprzedzić rynek, powinni stawiać na interdyscyplinarne kompetencje, w tym AI, cyberbezpieczeństwo, rozwiązania chmurowe, a także rozwijać krytyczne myślenie oraz umiejętność pracy przy złożonych projektach. Rekrutacje w finansach i ubezpieczeniach napędza dziś zmiana. Wygrywają ci, którzy potrafią połączyć ludzi i technologię w spójną strategię – wskazuje przedstawicielka Manpower.
5 na 10 pracodawców nie planuje zmian w zatrudnieniu
Połowa firm z branży finansów i ubezpieczeń nie planuje zmian kadrowych – najczęściej pracodawcy wskazują, że obecne zespoły w zupełności wystarczają do realizacji celów biznesowych. Dla 37% organizacji to element strategii, a 26% podkreśla, że dzięki wysokiej efektywności operacyjnej mogą utrzymać liczbę pracowników na niezmienionym poziomie. Po 21% firm dodaje, że nie przewiduje dużych projektów ani ekspansji oraz że rynek pozostaje stabilny. Z kolei 11% czeka z decyzjami na rozwój sytuacji gospodarczej. Część przedsiębiorstw deklaruje, że obecny stan zatrudnienia pozwala im działać zgodnie z obowiązującymi regulacjami. Zaznaczają też, że ograniczenia finansowe uniemożliwiają im zwiększenie zatrudnienia.
– Firmy z sektora finansów i ubezpieczeń coraz częściej utrzymują konkurencyjność nie poprzez intensywne rekrutacje, lecz dzięki inwestycjom w rozwój obecnych zespołów i poprawę efektywności operacyjnej. W praktyce oznacza to większy nacisk na szkolenia, reskilling i upskilling, a także lepsze wykorzystanie kompetencji już zatrudnionych pracowników. Wysoka efektywność organizacji wynika dziś nie tylko z wdrażania technologii i automatyzacji, ale również z optymalizacji procesów, zmian w modelach pracy oraz świadomego zarządzania talentami. Jednocześnie obserwujemy wpływ globalnych trendów, takich jak przenoszenie części usług finansowych do centrów usług wspólnych, co w niektórych obszarach ogranicza tempo zatrudniania. Zmiany te są jednak często równoważone inwestycjami w bardziej zaawansowane role, lokalne centra kompetencji oraz stanowiska wymagające wysokich kwalifikacji, których nie da się łatwo przekazać poza organizację. W efekcie rynek pracy w finansach i ubezpieczeniach pozostaje stabilny, a perspektywy zatrudnienia są pozytywne, szczególnie dla specjalistów z kompetencjami cyfrowymi, analitycznymi i regulacyjnymi – podsumowuje Maciej Mamrot, Recruitment Business Partner Finance Division w Manpower.
Prezydent Donald Trump zasygnalizował, że na razie może wstrzymać się z atakiem militarnym na Iran, po tym jak otrzymał zapewnienia z „ważnych źródeł po drugiej stronie”, iż władze w Teheranie zaprzestały zabijania uczestników protestów. Jednocześnie podkreślił, że nie wyklucza użycia siły i będzie uważnie obserwował rozwój sytuacji. Wcześniej Trump publicznie zachęcał Irańczyków do kontynuowania protestów oraz zapowiadał reakcję Stanów Zjednoczonych na doniesienia o brutalnych represjach wobec demonstrantów.
W związku z rosnącym napięciem USA przerzuciły część personelu wojskowego z baz w Katarze i innych lokalizacjach w regionie, wskazując na obawy o bezpieczeństwo i groźby formułowane przez Iran. Spotkaniu Rady Bezpieczeństwa Narodowego poświęconemu sytuacji wokół Iranu przewodniczył wiceprezydent JD Vance. W rozmowie z agencją Reuters Trump przyznał również, że nie ma pewności, czy opozycjonista Reza Pahlavi posiada realne i szerokie poparcie społeczne w Iranie. Władze w Teheranie ostrzegły natomiast USA i Izrael przed jakąkolwiek interwencją, przypominając o wcześniejszych atakach na obiekty nuklearne i zapowiadając konsekwencje ewentualnych działań zewnętrznych.
Zdaniem analityków Bloomberg Economics potencjalne działania USA, jeśli doszłoby do eskalacji, mogłyby obejmować ataki na obiekty sił bezpieczeństwa i wojska, zakłady produkujące rakiety, precyzyjne uderzenia w kluczowych dowódców wojskowych, a w skrajnym scenariuszu także cele polityczne. Eksperci oceniają, że najbardziej prawdopodobne byłyby uderzenia przeprowadzane z dużej odległości, z terytorium USA, Europy lub z okrętów wojennych, co ograniczałoby ryzyko bezpośredniej i szerokiej eskalacji regionalnej.
Zmiana tonu prezydenta Trumpa nastąpiła po okresie wyraźnie ostrzejszej retoryki wobec władz Iranu, na czele których stoi Ajatollah Ali Khamenei. Część organizacji i ekspertów w Stanach Zjednoczonych naciska na zdecydowaną interwencję, argumentując, że brak reakcji podważyłby wiarygodność USA jako globalnego mocarstwa. Dodatkowo wcześniejsza akcja przeciwko Wenezueli i zatrzymanie Nicolása Maduro wzmocniły spekulacje, że amerykańskie groźby wobec Iranu mogą mieć realne pokrycie w działaniach.
W rezultacie ryzyko eskalacji militarnej pozostaje istotne, choć w krótkim terminie zostało ograniczone przez sygnały deeskalacyjne płynące z Białego Domu. Dla rynków finansowych oznacza to chwilowe obniżenie napięcia geopolitycznego, przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiej zmienności i silnej zależności dalszego rozwoju sytuacji od przebiegu protestów w Iranie. Obecnie ropa Brent traci ponad 1,8% i wyceniana jest na poziomie 64,619 USD za baryłkę.
Rozwiązania klasy MES działają na styku planowania, realizacji i kontroli produkcji, dostarczając danych niezbędnych do zarządzania procesami w czasie rzeczywistym. Ich rola nie polega na zastępowaniu systemów nadrzędnych, lecz na porządkowaniu i uszczelnianiu warstwy wykonawczej, w której powstają kluczowe informacje o przebiegu produkcji. Dzięki temu możliwe jest monitorowanie realizacji zleceń, identyfikowanie odchyleń od planu oraz szybkie reagowanie na zakłócenia, zanim przełożą się one na opóźnienia, straty lub spadek jakości.
System MES – zakres i miejsce w architekturze produkcji
Program MES (Manufacturing Execution System) odpowiada za warstwę operacyjną produkcji, w której założenia technologiczne są realizowane w praktyce na hali. Jego podstawowym zadaniem jest gromadzenie, porządkowanie i interpretowanie danych powstających w trakcie wykonywania operacji produkcyjnych, w czasie możliwie zbliżonym do rzeczywistego. Obejmuje to informacje dotyczące przebiegu zleceń, wykorzystania zasobów, przestojów, jakości wykonania oraz zgodności działań z obowiązującą dokumentacją technologiczną.
Istotne jest również to, że MES nie pełni wyłącznie funkcji raportowej. Jego rola polega na nadawaniu kontekstu danym produkcyjnym oraz na ich bieżącej walidacji w odniesieniu do rzeczywistych warunków pracy. W efekcie informacje pochodzące z hali przestają być zbiorem pojedynczych zdarzeń, a zaczynają tworzyć spójny obraz procesu, który może stanowić podstawę świadomych decyzji operacyjnych.
Wpływ systemu MES na optymalizację procesów produkcyjnych
Optymalizacja procesów produkcyjnych zaczyna się od ograniczenia niepewności decyzyjnej. W wielu organizacjach problemy nie wynikają z braku procedur, lecz z braku wiarygodnej informacji o tym, co faktycznie dzieje się w trakcie realizacji operacji. Nowoczesny program MES jak XPRIMER redukuje ten problem poprzez systematyczne zbieranie danych bezpośrednio z przebiegu pracy, co pozwala porównywać założenia technologiczne z rzeczywistym wykonaniem.
Kluczowym mechanizmem jest ujawnianie odchyleń w momencie ich powstawania, a nie po zakończeniu okresu rozliczeniowego. Przestoje, straty jakościowe, nieplanowane zmiany sekwencji operacji czy różnice w czasach wykonania przestają być „odkrywane” retrospektywnie. Zamiast tego stają się widoczne jako konkretne zdarzenia osadzone w kontekście: stanowiska, operacji, zmiany i użytych zasobów. Taka granularność danych umożliwia identyfikację przyczyn, a nie jedynie skutków.
Istotne jest również to, że optymalizacja nie polega tu na jednorazowym „usprawnieniu”, lecz na ciągłym korygowaniu sposobu realizacji pracy. Dane operacyjne pozwalają weryfikować przyjęte normy, sekwencje operacji i organizację stanowisk w oparciu o rzeczywiste warunki, a nie założenia projektowe sprzed miesięcy czy lat. W efekcie decyzje dotyczące zmian w procesach mają charakter empiryczny, a nie intuicyjny, co znacząco ogranicza ryzyko pozornych usprawnień.
Funkcjonalności kluczowe z perspektywy realizacji produkcji
Niezależnie od profilu działalności, skali produkcji czy stopnia automatyzacji, pewne mechanizmy okazują się uniwersalne. Podstawą jest wiarygodna rejestracja przebiegu operacji produkcyjnych, która nie obciąża nadmiernie pracowników i nie wymaga późniejszego odtwarzania zdarzeń. Dane powinny powstawać możliwie blisko miejsca ich źródła i być automatycznie osadzane w kontekście konkretnej operacji, stanowiska oraz zmiany.
Równie istotna jest obsługa zdarzeń niestandardowych. Przestoje, braki jakościowe, przezbrojenia czy zmiany kolejności operacji nie powinny funkcjonować jako „uwagi dodatkowe”, lecz jako pełnoprawne elementy procesu. Dopiero wtedy możliwe jest ich rzetelne porównywanie, analiza przyczyn oraz ocena wpływu na realizację produkcji. Funkcjonalności, które wymuszają klasyfikację takich zdarzeń, znacząco podnoszą jakość danych operacyjnych.
Trzecim obszarem jest dostępność informacji dla różnych ról w organizacji. Dane produkcyjne muszą być prezentowane w sposób adekwatny do poziomu odpowiedzialności: inaczej dla operatora, inaczej dla przełożonego, a inaczej dla osób nadzorujących procesy. Kluczowe jest przy tym, aby wszyscy operowali na tym samym zestawie danych, różniącym się jedynie poziomem agregacji. Tylko wtedy możliwe jest uniknięcie sprzecznych interpretacji i utrzymanie spójnego obrazu sytuacji na produkcji.
Najnowszy odczyt inflacji CPI w Polsce za grudzień jest zgodny z prognozami zarówno w ujęciu miesięcznym (0,00 proc.) jak i rocznym (2,4 proc.).
Dane pokazują odrobinę mniejszy wzrost cen od finalnych odczytów listopadowych (odpowiednio 0,1 proc. w ujęciu miesięcznym i 2,5 proc. w ujęciu rocznym). Wczoraj RPP zdecydowała o pozostawieniu stóp procentowych na obecnym poziomie żeby się przyjrzeć efektom wcześniejszych obniżek (1,75 p.p. od maja ub. roku). Odrobinę gorsze od oczekiwanych odczyty makroekonomiczne z początku roku oraz inflacja utrzymująca się w celu NBP będą argumentem dla gołębiej części RPP za kolejnymi obniżkami stóp procentowych w najbliższych miesiącach.
Choć popyt na role prawnicze w przedsiębiorstwach pozostaje poniżej benchmarku dla wszystkich stanowisk, działy prawne nie mogą pozwolić sobie na stagnację. Z raportu „Wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach”Grafton Recruitment wynika, że firmy koncentrują się na kluczowych kompetencjach, zmieniając sposób budowania zespołów oraz różnicując poziomy i dynamikę płac w zależności od funkcji i odpowiedzialności. Rośnie zapotrzebowanie na specjalistów w obszarze ESG, ochrony środowiska, compliance, prawa podatkowego i energetycznego.
Popyt na role w działach prawnych
Popyt na role prawnicze w firmach utrzymuje się poniżej średniego poziomu dla wszystkich stanowisk. Z raportu „Wynagrodzenia i trendy w przedsiębiorstwach” Grafton Recruitment wynika, że w trzech pierwszych kwartałach ubiegłego roku wskaźnik zapotrzebowania na pracowników w działach prawnych wyniósł 0,67 wobec benchmarku na poziomie 1,01. To również mniej niż w poprzednich latach, choć wciąż więcej niż w 2020 roku. Taki wynik wskazuje na ostrożniejsze podejście do zwiększania tak wyspecjalizowanych zespołów.
– W ostatnich latach firmy prowadzą rekrutacje z większą rozwagą, koncentrując się na rozwijaniu kluczowych kompetencji. Choć liczba ofert pracy pozostaje względnie stabilna, wyraźnie mniejszą aktywność rekrutacyjną widać w działach takich jak IT, audyt, finanse, HR, marketing czy obsługa prawna. W wielu przypadkach to efekt wcześniejszej rozbudowy zespołów – organizacje nie widzą dziś konieczności ich dalszego zwiększania. Znaczenie ma bez wątpienia postępująca automatyzacja i przejmowanie zadań przez systemy – komentuje Magdalena Głuchowska, Lead Recruitment Expert w Grafton Recruitment.
Jakie specjalizacje w cenie?
Zapotrzebowanie na specjalistów w działach prawnych wyraźnie przesuwa się w stronę nowych obszarów. Dane z raportu Grafton Recruitment wskazują na rosnące zainteresowanie specjalizacjami w obszarach takich jak ESG i ochrona środowiska, compliance, prawo podatkowe czy prawo energetyczne. Jest to przede wszystkim efekt nasilających się wymogów i zmian legislacyjnych.
Zmieniła się również rola prawników wewnętrznych w organizacjach. Funkcja ta przestała ograniczać się do formalno-prawnego wsparcia przedsiębiorstwa i coraz częściej obejmuje bieżącą współpracę z biznesem, udział w procesach decyzyjnych oraz doradztwo w obszarach ryzyka regulacyjnego. W warunkach, w których coraz większe znaczenie ma kontrola kosztów, firmy chętniej niż w poprzednich latach inwestują w szkolenia dla pracowników na stanowiskach juniorskich. Dzięki wykorzystaniu nowoczesnych narzędzi – w tym rozwiązań opartych na AI – w powtarzalnych i prostych procesach, osoby z niewielkim stażem zostały zaangażowane do realizacji bardziej złożonych zadań.
– W przypadku usług profesjonalnych, do których należy obszar prawny, mamy do czynienia z rynkiem kompetencji, sprzyjającym specjalistom i przekładającym się na atrakcyjne oferty pracy. Choć widoczny jest spadek liczby ogłoszeń oraz zapotrzebowania na pracowników, to działy prawne – podobnie jak całe organizacje – mierzą się z wyzwaniami, które zwiększają zapotrzebowanie na określone specjalizacje i wymuszają konieczność stałego aktualizowania wiedzy. Dotyczy to m.in. zagadnień związanych z ochroną danych osobowych i cyberbezpieczeństwem, które wraz z rosnącą liczbą incydentów oraz zaostrzającymi się regulacjami stają się jednym z kluczowych obszarów ryzyka – tłumaczy Michał Piernik, Division & Business Development Manager Grafton Recruitment.
Wynagrodzenia w działach prawnych
Wynagrodzenia w działach prawnych pozostają silnie uzależnione od lokalizacji oraz poziomu odpowiedzialności przypisanego do stanowiska. Różnice między miastami są widoczne są zarówno w przypadku ról kierowniczych, jak i stanowisk eksperckich oraz juniorskich.
Na stanowisku dyrektora działu prawnego wynagrodzenia sięgają 40 000 zł brutto miesięcznie w Warszawie, natomiast w Trójmieście i Wrocławiu maksymalne stawki to 35 000 zł. W Katowicach oraz w Krakowie pensja na tym poziomie zarządzania zaczyna się od 20 000 zł, sięgając maksymalnie 32 000 zł. Również w przypadku stanowiska Head of Compliance poziom płac pozostaje wysoki. Jest to jedna z najlepiej wynagradzanych ról specjalistycznych w działach prawnych, szczególnie w dużych ośrodkach miejskich. W Warszawie pensje sięgają 40 000 zł, natomiast w Łodzi mieszczą się w przedziale 25 000-38 000 zł. W miastach takich, jak Poznań czy Kraków maksymalne stawki są nieznacznie niższe i dochodzą do 35 000 zł. Na wysokie wynagrodzenia mogą także liczyć osoby na stanowiskach związanych z ochroną danych osobowych. W stolicy proponowane przez firmy stawki sięgają 22 000 zł, natomiast w Trójmieście i Wrocławiu na tym stanowisku można zarobić maksymalnie 18 000 zł.
Wyraźnie niższe poziomy płac dotyczą juniorów. W Warszawie mieszczą się w przedziale 7 500–10 000 zł, podczas gdy w Katowicach dolne stawki zaczynają się od 6 500 zł. W Poznaniu, Wrocławiu oraz Trójmieście górna granica kształtowała się również na poziomie 10 000 zł, co wskazuje na względne wyrównany poziom zarobków wśród juniorów.
Dynamika wynagrodzeń
Dane dotyczące zmian poziomów wynagrodzeń w działach prawnych pokazują wyraźne zróżnicowanie tempa wzrostu płac pomiędzy poszczególnymi stanowiskami. Najsilniejsza dynamika jest widoczna na stanowiskach operacyjnych oraz w części ról na poziomie średniego szczebla.
Najwyższe średnie wzrosty wynagrodzeń w porównaniu do 2024 roku odnotowano wśród asystentów prawnych 9,4%. Wysokie podwyżki zaobserwowano również w gronie młodszych prawników, dla których średni wzrost wynagrodzeń wyniósł 8,8%, a także ESG managerów (8,6%) oraz dyrektorów działów prawnych (8,1%). Stosunkowo wysokie wzrosty wynagrodzeń objęły również prawników (7,6%) oraz partnerów w kancelariach (6,8%). W przypadku starszych prawników dynamika płac była umiarkowana i wyniosła średnio 5,5%, co sugeruje większą stabilność wynagrodzeń na tym poziomie doświadczenia i wynagrodzenia.
Choć w 2025 r. rosło zainteresowanie określonymi kompetencjami specjalistycznymi, nie we wszystkich przypadkach przekładało się to na jednolite tempo zmian płac. W przypadku części wyspecjalizowanych stanowisk dynamika wzrostu wynagrodzeń była umiarkowana. Dla Head of Compliance średni wzrost wyniósł 4,9%, a dla specjalistów ds. ESG 5%. Najmniejsze zmiany dotyczyły specjalistów ds. ochrony danych osobowych (3,2%) oraz prawników in-house (3,8%). Na tle pozostałych stanowisk grupa specjalistów ds. zgodności jako jedyna odnotowała spadek wynagrodzeń (-0,9%).
– W działach prawnych obserwujemy silne różnicowanie tempa wzrostu wynagrodzeń w zależności od rodzaju stanowiska i jego roli w organizacji. Podwyżki na poziomach operacyjnych i wśród młodszych prawników to efekt m.in. rosnącego zapotrzebowania na wsparcie bieżących procesów prawnych. Natomiast w przypadku stanowisk specjalistycznych, choć kompetencje są coraz częściej poszukiwane, zwłaszcza w obszarach ESG, compliance czy ochrony danych, to tempo wzrostu wynagrodzeń jest wyraźnie niższe. Wskazuje to na bardziej ostrożne podejście pracodawców do budżetowania ról eksperckich oraz większą stabilność zatrudnienia w tych segmentach rynku – tłumaczy Michał Piernik, Division & Business Development Manager Grafton Recruitment.
Link do raportu: https://pl.grafton.com/pl/raport-wynagrodzen-i-trendow-w-przedsiebiorstwach-2025-0
O raporcie: Raport Grafton Recruitment został opracowany na podstawie danych ogłoszeniowych oraz badania ilościowego przeprowadzonego wśród pracowników. Analiza objęła 4 975 256 ogłoszeń o pracę pochodzących z jednego z popularnych serwisów rekrutacyjnych w Polsce. Z tego zbioru wyodrębniono 1 414 836 ofert dotyczących sektora prywatnego. Po procesie deduplikacji, mającym na celu usunięcie powtarzających się rekordów, końcowa liczba unikalnych ogłoszeń wyniosła 637 793. Do badania włączono stanowiska ujęte w siatkach wynagrodzeń Grafton Recruitment.
Zgodnie z rynkowym konsensusem Rada Polityki Pieniężnej na styczniowym posiedzeniu 2026 roku zdecydowała się pozostawić stopy procentowe bez zmian. Po sześciu obniżkach dokonanych w 2025 roku, łącznie o 175 punktów bazowych, główna stopa procentowa NBP wynosi obecnie 4,00 proc.
Na koniec 2025 roku inflacja konsumencka znalazła się w celu inflacyjnym NBP – w grudniu wyniosła 2,4 proc. w ujęciu rocznym.
Zarówno prognozy ekonomistów, jak i wycena instrumentów rynku stopy procentowej wskazują, że w pierwszej połowie bieżącego roku główna stopa procentowa może zostać obniżona do poziomu 3,50 proc. Taki scenariusz implikuje jeszcze dwie obniżki stóp, każdorazowo o 25 punktów bazowych.
Pierwszych decyzji w tym kierunku rynek spodziewa się w marcu. Będzie to związane zarówno z publikacją nowej projekcji inflacji NBP, jak i z rewizją koszyka inflacyjnego.
Zgodnie z oczekiwaniami większości analityków, RPP postanowiła pozostawić stopy procentowe bez zmian.
To decyzja, którą uzasadnia wiele względów:
Po pierwsze, RPP dokonała znacznej ilości obniżek stóp w roku poprzednim – włącznie z obniżkami w listopadzie i grudniu – i rozsądnie jest poczekać i poobserwować skutki tych działań.
Po drugie, początek roku jest „newralgiczny” z punktu widzenia inflacji o tyle, że zmienia się koszyk CPI obliczanego przez GUS, i dobrze jest poznać nowe wagi i inflację przeliczoną zgodnie z tymi wagami. Dodatkową informacją będzie skala ew. podwyżek różnorakich cen detalicznych „od nowego roku”, które zobaczymy we wskaźniku CPI za pierwszy kwartał.
Po trzecie, Rada może chcieć poczekać do czasu publikacji marcowej projekcji inflacji, uwzględniającej nowe czynniki (m.in. wyraźnie niższy bieżący poziom inflacji, niż to zakładała poprzednia iteracja Projekcji), przed podjęciem kolejnych decyzji.
Wreszcie warto zwrócić uwagę na kontekst międzynarodowy, ogólny wzrost napięcia geopolitycznego, szczególnie w odniesieniu do sytuacji w Iranie w ostatnich dniach. Obniżka stóp w takim otoczeniu międzynarodowym byłaby działaniem ryzykownym.
Prawdopodobnie poziom stóp procentowych pozostanie niezmieniony do marca – kiedy to Rada może dokonać kolejnej obniżki, jeśli znajdzie uzasadnienie w poziomie inflacji do tego czasu – a przede wszystkim w publikowanej wówczas Projekcji Inflacji.
Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy The Farm 51 Group S.A. podjęło uchwałę o podwyższeniu kapitału zakładowego w drodze emisji akcji zwykłych na okaziciela serii L w trybie subskrypcji zamkniętej, z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych akcjonariuszy. W ramach emisji studio planuje pozyskać maksymalnie około 10,4 mln zł, emitując nie więcej niż 2 307 826 akcji o wartości nominalnej 0,10 zł każda, przy cenie emisyjnej ustalonej na poziomie 4,50 zł za akcję. Dzień prawa poboru został wyznaczony na 2 lutego 2026 r.
Pozyskane środki zostaną przeznaczone przede wszystkim na realizację kompleksowej, międzynarodowej kampanii marketingowej gry Chernobylite 2 – największego projektu w historii studia The Farm 51. Celem działań promocyjnych jest istotne zwiększenie rozpoznawalności tytułu na kluczowych rynkach, dotarcie do szerokiego grona odbiorców oraz maksymalne wykorzystanie potencjału sprzedażowego gry zarówno w okresie premiery, jak i w kolejnych miesiącach po jej debiucie.
– Emisja akcji serii L stanowi kluczowy krok umożliwiający realizację naszych największych projektów i pełne wykorzystanie potencjału Chernobylite 2. Z perspektywy produkcyjnej gra jest projektem gotowym i dopracowanym – zarówno pod względem jakości, jak i skali zawartości. O jej końcowym sukcesie komercyjnym zdecyduje jednak skuteczność działań marketingowych. Dlatego tak istotne jest dla nas zabezpieczenie odpowiedniego budżetu promocyjnego, który pozwoli przeprowadzić szeroką kampanię i w pełni wykorzystać potencjał marki na rynku globalnym – mówi Wojciech Pazdur, prezes zarządu The Farm 51 Group S.A.
Chernobylite 2 rozwijane jest jako produkcja o wyraźnie większej skali niż pierwsza część serii, zarówno pod względem świata gry, liczby mechanik, jak i zawartości fabularnej. Sukces pierwszego Chernobylite, które zbudowało rozpoznawalną markę i lojalną społeczność graczy, stanowi solidną podstawę do dalszej komercjalizacji serii. Spółka zakłada, że odpowiednio zaplanowana i przeprowadzona kampania marketingowa przełoży się na istotne zwiększenie sprzedaży nowej odsłony.
Równolegle The Farm 51 rozwija drugi strategiczny filar działalności obejmujący technologie dronowe oraz systemy symulacyjne wspierane sztuczną inteligencją. Spółka podpisała list intencyjny z Prodron Sp. z o.o. dotyczący wdrożenia zaawansowanego środowiska symulacyjnego dronów bojowych w warunkach walki radioelektronicznej, opartego na silniku Unreal Engine 5. Projekt ten – podobnie jak wcześniejsza intencja współpracy z BEST DRIVER w obszarze skalowalnych systemów szkoleniowo-badawczych dla bezzałogowych pojazdów lądowych – stanowi istotny element długoterminowej strategii dywersyfikacji działalności spółki.
– Pozyskanie środków w ramach emisji akcji serii L ma kluczowe znaczenie zarówno dla sukcesu komercyjnego Chernobylite 2, jak i dla dalszego rozwoju działalności The Farm 51. Odpowiednia skala działań marketingowych pozwoli w pełni wykorzystać potencjał tej produkcji na rynkach międzynarodowych, a jednocześnie zapewni spółce finansową elastyczność niezbędną do rozwoju perspektywicznych projektów symulacyjnych dla dronów. Kompetencje budowane w tym obszarze mogą w kolejnych latach stać się istotnym źródłem przychodów oraz ważnym uzupełnieniem działalności growej, wspierając długoterminowe budowanie wartości spółki – podkreśla Robert Siejka, wiceprezes zarządu The Farm 51 Group S.A.
Po tym jak w 2025 roku byliśmy świadkami agresywnego cyklu obniżania stóp procentowych przez RPP, w styczniu zdecydowano o utrzymaniu ich na dotychczasowym poziomie. Jakie były ku temu przesłanki? Kiedy będą kolejne obniżki? Czy istnieje ryzyko, że inflacja odbije? Na te pytania w swoim komentarzu odpowiada Michał Stajniak, wicedyrektor Działu Analiz XTB.
Rada Polityki Pieniężnej (RPP), zgodnie z konsensusem rynkowym, podjęła decyzję o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Decyzja ta następuje po bardzo mocnym okresie cięć w 2025 roku, w którym polski bank centralny zredukował główną stopę procentową o łącznie 175 punktów bazowych, sprowadzając ją do poziomu 4,00%.
Inflacja poniżej celu, ale z ryzykiem sezonowym
Bezpośrednim tłem dla dzisiejszej decyzji są dane o grudniowej inflacji, która według wstępnych szacunków wyhamowała do poziomu 2,4%. Oznacza to, że dynamika cen znalazła się nieznacznie poniżej celu inflacyjnego NBP (2,5%). Choć wynik ten jest sukcesem polityki pieniężnej, RPP zachowuje ostrożność. Ważne będą również jutrzejsze ostateczne dane, które pokażą, czy inflacja faktycznie kształtuje się poniżej celui rzucą światło na trwałość procesów dezinflacyjnych.
Rada wskazywała na prawdopodobny przystanek potrzebą dogłębnej analizy wpływu ubiegłorocznych cięć na realną gospodarkę. Początek roku tradycyjnie wiąże się z tzw. „efektem stycznia”, czyli aktualizacją cenników firm oraz zmianami cen administrowanych, co zazwyczaj generuje sezonowe podbicie wskaźnika CPI.
Mimo to, fundamenty dla dalszego spadku inflacji pozostają solidne. Utrzymujące się niskie ceny paliw oraz gazu ziemnego na rynkach światowych działają deflacyjnie. Wyraźne schłodzenie napięć na rynku pracy ogranicza presję popytową i płacową. Dobra kondycja polskiej waluty wspiera walkę z inflacją i buduje przestrzeń do ewentualnego luzowania polityki w kolejnych kwartałach.
Marzec pierwszym realnym terminem na obniżkę
Prezes NBP, prof. Adam Glapiński, podkreślił, że obecny poziom stóp (4%) jest optymalny dla zachowania stabilności makroekonomicznej. W scenariuszu bazowym rynek zakłada jeszcze jedną lub dwie obniżki w 2026 roku i w zasadzie do końca cyklu. Jeżeli jednak trend spadkowy inflacji utrzyma się powyżej oczekiwań, realny staje się scenariusz zejścia stóp nawet do poziomu 3%, co i tak przy inflacji przy celu zachowałoby pozytywny poziom realnych stóp procentowych.
Wobec tego oczy inwestorów zwrócone są teraz na marcowy raport o inflacji. To właśnie nowa projekcja banku centralnego ma stać się decydującym argumentem za wznowieniem cyklu obniżek, co czyni marzec najbardziej prawdopodobnym terminem kolejnego ruchu ze strony Rady.
Złoty pozostaje bardzo mocny, choć dzisiejsze zmiany są niewielkie. Za euro płacimy nieco powyżej 4,21 zł, natomiast za dolara powyżej 3,61 zł.
Grupa Nexi wdraża zmiany w składach zarządów spółek Polskie ePłatności (PeP) i PayPro (Przelewy24)
Zmiany to kolejny krok w budowaniu silniejszej pozycji obu spółek na rynku w oparciu o synergię pomiędzy wiodącymi podmiotami sektora fintech w Polsce
Integracja kompetencji Polskich ePłatności i Przelewy24 podkreśla znaczenie konsolidacji usług płatniczych i odpowiada na potrzeby rynku.
Grupa Nexi wdraża strategiczne zmiany w składach zarządów spółek Polskie ePłatności Sp. z o.o. (PeP) oraz PayPro S.A. (Przelewy24). Od stycznia 2026 r. do tych gremiów dołączają doświadczeni liderzy biznesowi, co wzmocni synergię pomiędzy wiodącymi podmiotami sektora płatności bezgotówkowych w Polsce. Decyzje podkreślają znaczenie konsolidacji usług płatniczych, integrując kompetencje Polskich ePłatności (wiodącego dostawcy rozwiązań offline) z Przelewy24 (wiodącym dostawcą rozwiązań transakcyjnych on-line).
W spółce PayPro S.A., zarządzającej platformą Przelewy24, funkcję Prezesa Zarządu obejmuje Maciej Nowosielski, obecnie Prezes Zarządu PeP i dotychczas Przewodniczący Rady Nadzorczej PayPro. Nowym Członkiem Zarządu zostaje Zuzanna Hotiuk, pełniąca dotychczas funkcję CFO w PeP. Zmiany mają także miejsce w Polskie ePłatności Sp. z o.o., gdzie do zarządu dołącza Michał Hull w roli nowego CFO (dotychczasowy Prezes PayPro – Przelewy24).
Grupa Nexi, łącząc doświadczenia i kompetencje obu spółek, wzmacnia swoją pozycję lidera w sektorze płatności bezgotówkowych w Polsce i oferuje przedsiębiorcom niezależność, bezpieczeństwo oraz innowacyjne rozwiązania.
– Objęcie stanowiska Prezesa Zarządu PayPro stanowi dla mnie wyjątkowe wyróżnienie oraz powód do dalszej i jeszcze intensywniejszej pracy również z zespołem Przelewy24 – mówi Maciej Nowosielski. – Rynek zmienia się bardzo dynamicznie. Nie jest żadną tajemnicą, że wykorzystanie potencjału, jaki stoi za obiema spółkami, daje nam jeszcze większe możliwości rozwoju biznesu naszych klientów i nas samych. Grupa Polskie ePłatności, w skład której wchodzą Polskie ePłatności Sp. z o.o., Centrum Rozliczeń Elektronicznych Polskie ePłatności S.A. oraz Billbird S.A., są, pod względem generowanych przychodów największym operatorem płatności na rynku detalicznym w kraju. Z kolei Przelewy24 są największym operatorem płatności na rynku e-commerce obsługującym ponad 60 tys. kont merchantów, co jednoznacznie potwierdza wiodącą pozycję podmiotów Grupy Nexi w Polsce.
Maciej Nowosielski, Prezes Zarządu PayPro S.A., to doświadczony lider z ponad 25-letnim stażem w zarządzaniu strategicznym i operacyjnym. Związany z Polskimi ePłatnościami od maja 2017 r., gdzie początkowo pełnił rolę Dyrektora Handlowego, następnie Wiceprezesa Zarządu od stycznia 2020 r., a od lutego 2022 r. Prezesa Zarządu. Pod jego kierownictwem spółka osiągnęła pozycję lidera w dziedzinie płatności bezgotówkowych, rozszerzając portfolio produktów oraz sieć terminali do ponad 270 tysięcy urządzeń.
W 2025 roku PeP i Przelewy24, jako część Grupy Nexi, dzięki ciągłemu i dynamicznemu rozwojowi potwierdzają pozycję lidera na polskim rynku. Polskie ePłatności dołączyły do Grupy Nexi (wówczas Nets) w 2020 roku, a Przelewy24 w 2019 roku. Po fuzji Nets z Nexi w 2021 roku obie spółki stały się polskimi filarami grupy działającej w 25 krajach Europy, wspierając rozwój usług omnichannel oraz ekspansję międzynarodową grupy.
W 2026 r. polski rynek pracy IT wejdzie w fazę kolejnych zmian. Jak wynika z Raportu płacowego Hays dla rynku IT Contracting, aż 82 proc. firm z branży planuje rekrutacje, natomiast do kandydatów będą podchodziły bardziej selektywnie. Przedsiębiorstwa będą się koncentrowały przede wszystkim na doświadczeniu, bogatej wiedzy technicznej oraz kompetencjach związanych z AI i uczeniem maszynowym. Chociaż inne potrzeby firm oznaczają dla specjalistów nowe możliwości rozwoju, to zmiany zachodzące na rynku budzą ich obawy o zawodową przyszłość.
Firmy z sektora technologicznego planują rekrutować w 2026. Jednocześnie dostrzegają sprzeczne sygnały płynące z rynku pracy – 66 proc. dostrzega, że o pracę ubiega się więcej kandydatów, natomiast 25 proc. wciąż uważa, że na rynku występuje niedobór specjalistów.
Presja rynkowa oraz rewolucja AI sprawiają jednak, że zmieniają się ich potrzeby rekrutacyjne. Na najwięcej ofert mogą liczyć inżynierowie AI/ ML, specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa oraz data science. Zapotrzebowanie na takich profesjonalistów zdecydowanie przewyższa ich dostępność na rynku i winduje stawki.
Zaledwie 47 proc. specjalistów IT pozytywnie ocenia swoje perspektywy zawodowe na 2026. To o 10 pkt proc. mniej niż przed rokiem, co wynika ze zmian zachodzących na rynku pracy. Profesjonaliści zauważają ograniczoną liczbę ofert, rosnące oczekiwania pracodawców oraz rozwój sztucznej inteligencji, który rewolucjonizuje metody pracy w sektorze technologicznym.
– Polska branża IT wykazuje stabilność w obliczu wciąż zmieniających się uwarunkowań biznesowych. Z jednej strony rok 2025 przyniósł wzrost gospodarczy i dynamiczne odbicie inwestycji, które pozwalają z umiarkowanym optymizmem patrzeć w przyszłość. Pozytywną przesłanką jest również dalszy przepływ kadr oraz elastyczność firm i specjalistów, którzy starają się dotrzymać kroku dynamicznie rozwijającym się technologiom – w szczególności AI. Z drugiej strony na rynku IT utrzymuje się poczucie niepewności, które wpływa na postawy i decyzje zawodowe kandydatów. – twierdzi Arkadiusz Wargin, CEE Executive Director – IT & Engineering Contracting w Hays.
Rok 2025, podobnie jak lata poprzednie, upłynął w sektorze IT w atmosferze niepewności wynikającej z uwarunkowań geopolitycznych oraz makroekonomicznych. Firmy zachowywały ostrożność w decyzjach o uruchomieniu nowych inwestycji i rekrutacji, zawsze opierając je na wnikliwej analizie swoich potrzeb i możliwości. Podaż ofert na rynku pozostała umiarkowana, co poskutkowało większą elastycznością ze strony pracowników i kontraktorów, którzy aktywnie poszukiwali nowych możliwości zawodowych.
Specjaliści IT odczuwają niepewność
Raport płacowy Hays 2026 – IT Contracting jednoznacznie pokazuje, że selektywność rekrutacyjna po stronie firm oraz ograniczona liczba ofert pracy budzi wśród specjalistów IT obawy. Ponad 50 proc. z nich ocenia swoje perspektywy zawodowe na ten rok jako niepewne lub negatywne. Dla porównania, ten odsetek był niższy o 10 pkt proc. w 2025 i aż o 21 pkt proc. w 2024.
Jak uważa Arkadiusz Wargin, wynika to nie tylko z obecnej sytuacji na rynku pracy, która dla specjalistów IT jest mniej sprzyjająca niż kilka lat wcześniej, ale również z obaw związanych z rozwojem sztucznej inteligencji.
– Specjaliści dostrzegają, że AI może zastąpić człowieka w coraz większej liczbie zadań, również tych realizowanych na stanowiskach IT. Budzi to ich obawy o swoją przyszłość, ale równocześnie skłania do inwestycji w posiadane kompetencje – komentuje ekspert Hays.
Świadczą o tym deklaracje specjalistów IT, dotyczące wykorzystania sztucznej inteligencji w celach zawodowych. Z AI w pracy korzysta już 71 proc. profesjonalistów IT, co stanowi wynik o 10 pkt proc. wyższy niż przed rokiem. Jednocześnie zaledwie 24 proc. z nich uważa, że dzięki sztucznej inteligencji na rynku pracy pojawi się więcej dostępnych dla nich możliwości zawodowych.
Firmy poszukują ekspertów w określonych dziedzinach
Organizacje z sektora technologicznego nie wstrzymują rekrutacji. Co więcej, spośród tych deklarujących plany rekrutacyjne, 53 proc. spodziewa się wzrostu swojej aktywności pod względem pozyskiwania pracowników etatowych, a 60 proc. – pozyskiwania kontraktorów.
Eksperci Hays podkreślają jednak, że firmy bardzo analitycznie podchodzą do kwestii uruchomienia rekrutacji, a ich oczekiwania wobec talentów IT stale rosną. Oznacza to wyraźnie mniej ofert niż w złotym okresie dla branży IT przy równoczesnym wzroście zapotrzebowania na określone kompetencje.
W planowanych rekrutacjach firmy technologiczne będą się koncentrować przede wszystkim na pozyskiwaniu kompetencji z zakresu AI i uczenia maszynowego (75 proc.), infrastruktury i wsparcia IT (63 proc.), analizy danych i data science (56 proc.) oraz cyberbezpieczeństwa (44 proc.).
Ponadto, podobnie jak w minionym roku, w 2026 firmy zdecydowanie częściej będą stawiały na doświadczonych kandydatów, wykazujących się eksperckimi umiejętnościami. Równocześnie stale rośnie zapotrzebowanie na kompetencje miękkie, takie jak zdolność dopasowania się do zmian, komunikacja, umiejętność podejmowania decyzji czy inteligencja emocjonalna.
– Na dzisiejszym rynku IT sama wiedza techniczna coraz częściej nie wystarcza. Kompetencje miękkie przestały być miłym dodatkiem do imponującego portfolio projektów. O negatywnym wyniku rekrutacji bardzo często decyduje nie brak umiejętności technicznych, lecz niedopasowanie do zespołu. Gdy poziom kompetencji technicznych dwóch kandydatów jest do siebie zbliżony, o ostatecznym wyborze zazwyczaj decydują umiejętności miękkie – zauważa Paulina Szczotka, Senior Recruitment Partner w Hays.
Dynamika wzrostu płac hamuje, lecz są pewne wyjątki
Rok 2026 otwiera się w branży IT pod znakiem wyraźnych zmian zarówno w strukturze rekrutacji, jak i w poziomach wynagrodzeń. Specjaliści w dziedzinie technologii wciąż są jednymi z najbardziej cenionych na rynku pracy. Jednak rozwój sztucznej inteligencji oraz ewolucja priorytetów biznesowych zmieniają oczekiwania firm wobec doświadczenia i zestawu kompetencji.
Ponad 90 proc. firm IT zakłada, że ewentualne podwyżki w 2026 roku będą miały charakter kilkuprocentowy lub nie wystąpią wcale. Bardziej imponujące wzrosty stawek będą przyznawane głównie osobom posiadającym kompetencje, na które popyt rynkowy wyraźnie przekracza podaż.
Jak wynika z Raportu płacowego Hays IT Contracting 2026, największą dynamikę wzrostu stawek kontraktorów B2B odnotowano m.in. w obszarze analizy danych i AI (w szczególności specjaliści ds. data science oraz inżynierowie AI/ ML), bezpieczeństwa IT (analitycy SOC, inżynierowie ds. cyberbezpieczeństwa), a także zarządzania projektami (PMO Manager, Senior IT Project Manager).
– Trendy płacowe wskazują, że w 2026 należy oczekiwać dalszego wzrostu znaczenia ról związanych z analizą danych, sztuczną inteligencją, cyberbezpieczeństwem oraz zarządzaniem projektami. Rosnąca liczba inwestycji technologicznych i coraz bardziej złożone wyzwania biznesowe będą sprzyjać kontynuacji podwyżek w kluczowych obszarach – szczególnie tam, gdzie innowacje i bezpieczeństwo odgrywają ważną rolę – podkreśla Łukasz Nowakowski, Recruitment Manager w Hays.
O Raporcie
Raport płacowy Hays IT Contracting jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na ponad 100 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami z badania przeprowadzonego wśród firm i specjalistów IT oraz komentarzami ekspertów rynku pracy. Raport bazuje na oczekiwaniach ponad 15 tys. kontraktorów IT. Zestawienie zostało opracowane na podstawie danych uzyskanych w ramach projektów rekrutacyjnych w ramach projektów rekrutacyjnych realizowanych przez Hays Poland w 2025 r.
Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców przekazała Minister Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej swoje stanowisko do rządowego projektu ustawy o stażach (UD 307). Istotna część zgłoszonych uwag dotyczy określonych w projektowanej ustawie zasad ustalania należnego stażyście wynagrodzenia. Zastrzeżenia Minister Majewskiej budzi po pierwsze przepis określający, że należne stażyście wynagrodzenie nie może być niższe niż 35% przeciętnego wynagrodzenia. Ten ostatni wskaźnik jest bowiem obliczany na podstawie zróżnicowanych danych, przez co nie stanowi optymalnej wartości referencyjnej.
Co więcej, 35% przeciętnego wynagrodzenia może okazać się wymogiem nadmiernym, nieproporcjonalnie wysokim wobec możliwości finansowych najmniejszych przedsiębiorców, zwłaszcza funkcjonujących w słabszych ekonomicznie regionach. Dlatego Agnieszka Majewska postuluje w tym miejscu rozwiązanie mówiące o tym, że wartość świadczenia pieniężnego nie może być niższa niż 28% minimalnego wynagrodzenia. Staże mają często bardzo zróżnicowaną specyfikę, a część z nich może cechować się relatywnie niewielką intensywnością pracy lub dużymi nakładami organizacyjnymi, edukacyjnymi lub szkoleniowymi ze strony pracodawcy, co uzasadnia rozważenie nadania projektowanym przepisom większej elastyczności poprzez umożliwienie ustalania wysokości omawianego świadczenia pieniężnego na niższym poziomie.
Projekt ustawy przewiduje określenie nie tylko minimalnej, ale także maksymalnej dopuszczalnej wysokości świadczenia pieniężnego należnego stażyście. Zdaniem Rzecznika MŚP uzasadnienie omawianej propozycji wymaga istotnego rozwinięcia. To rozwiązanie może stanowić przejaw zbędnej nadregulacji o potencjalnie negatywnym wpływie na funkcjonowanie niektórych gałęzi gospodarki cechujących się relatywnie wysokim poziomem wynagrodzeń.
Minister Agnieszka Majewska wskazała ponadto na potrzebę doprecyzowania projektowanych przepisów dotyczących zakazu wymagania posiadania wcześniejszego doświadczenia przez stażystę oraz zasad prowadzenia stażu u przedsiębiorców prowadzących jednoosobowe działalności gospodarcze.
Nie spodziewamy się spokojnego nowego roku, widzimy za to szereg czynników, które mogą wpłynąć na zmienność na rynku walutowym. Z jednej strony to perspektywy wzrostu kluczowych gospodarek – USA, strefy euro, Wielkiej Brytanii czy Chin. Z drugiej – decyzje banków centralnych, a nawet zmiany personalne w Rezerwie Federalnej. Przyjrzyjmy się 8 aspektom kluczowym dla kolejnych 12 miesięcy.
W 2026 r. weszliśmy z szeregiem niepewności, które wciąż wiszą nad rynkami. Choć krucjata prezydenta Trumpa na płaszczyźnie polityki handlowej już w dużej mierze za nami, wciąż nie ujrzeliśmy pełnego wpływu większych restrykcji handlowych na globalną gospodarkę. Minie trochę czasu, nim ten rozlewający się po gospodarce (i potencjalnie opóźniony) wpływ ceł importowych będzie w pełni widoczny. Może być to nawet parę lat lub dłużej. Przedsiębiorstwa początkowo przyjęły na siebie część rosnących kosztów, zaś firmy i konsumenci uchronili się częściowo od brzemienia protekcjonistycznej polityki Trumpa przez wcześniejsze zakupy (front-loading).
Odpowiedź poszczególnych gospodarek na cła będzie kluczowa dla ścieżek polityki monetarnej w 2026 r. Spodziewamy się, że wzrost gospodarczy będzie w tym roku odporny, po części dzięki normalizacji kosztów życia i efektom dokonanego już rozluźnienia polityki. Dodatkowo wspierać powinny go inwestycje w AI, szczególnie w USA. Inflacja może być uporczywa ze względu na wprowadzone w ubiegłym roku cła oraz zmiany demograficzne na rynku pracy. Natomiast cele banków centralnych będą, naszym zdaniem, w zasięgu, a wielu decydentów będzie rozważać, czy nie jest to odpowiedni czas na podwyżki stóp procentowych. W USA sytuacja zamglona będzie przez zmianę składu Komitetu ds. Otwartego Rynku (FOMC), szczególnie że w maju swoją kadencję na stanowisku prezesa Fedu zakończy Jerome Powell.
Poniżej opisujemy, na czym naszym zdaniem skupią się w tym roku inwestorzy. Przedstawiamy także czynniki, które mogą napędzać zmienność na rynku walutowym.
Globalny wzrost powinien być odporny w obliczu boomu AI
Globalny wzrost był w 2025 r. zaskakująco odporny – większość gospodarek dobrze radziła sobie w obliczu burzy celnej, czemu sprzyjały solidne rynki pracy, ogólny spadek inflacji oraz bardziej akomodacyjne polityki monetarne i fiskalne. Oczekujemy, że wzrost pozostanie odporny także i w 2026 r. Niepewność powinna w dalszym ciągu ciążyć handlowi, natomiast najczarniejsze scenariusze zakładające istotne spowolnienie globalnej aktywności uznajemy za nierealistyczne w obliczu zniesienia najbardziej drakońskich restrykcji handlowych. Niższe stopy procentowe banków centralnych powinny być kluczowe dla osiągnięcia solidnej dynamiki wzrostu, szczególnie biorąc pod uwagę opóźniony wpływ cięć na gospodarkę.
Kluczowe jest to, jak na globalną gospodarkę wpłynie AI. Osoby liczące na natychmiastową eksplozję wzrostu dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji będą musiały trochę zaczekać, istotna poprawa produktywności może bowiem zająć lata. Same inwestycje w AI mogą jednak podbić wzrost PKB, zaś wczesne oznaki usprawnień operacyjnych (np. eliminacja rutynowych zadań i lepsze zarządzanie zasobami) mogą prowadzić do niewielkiej poprawy efektywności. Powinno to wesprzeć raczej rynki rozwinięte, a nie rozwijające się, przy czym najwięcej zyskają na tym w tym roku zapewne USA i Chiny – światowi liderzy w wydatkach na AI.
Jako że rynki pracy w tym roku zapewne się ochłodzą (amerykański i brytyjski wydają się szczególnie kruche), wydatki fiskalne powinny działać jako bufor dla wzrostu. Będą się one jednak różniły między krajami, czego świetnym przykładem jest Europa. Państwa z niskim poziomem zadłużenia (np. Niemcy i kraje skandynawskie) będą w odpowiedniej pozycji, by wydawać dużo, pole do manewru tych bardziej zadłużonych (Włochy, Francja itd.) będzie zaś dużo mniejsze. Sytuację pogarsza wyraźna niezdolność władz we wspólnym bloku do uchwalenia reform emerytalnych. Obecnie system mocno obciąża osoby w wieku produkcyjnym, by finansować świadczenia rosnącemu odsetkowi osób je pobierających – przy czym problem ten nie dotyczy tylko strefy euro.
Główne banki centralne staną się jastrzębie
Jak to zwykle bywa, ścieżka polityki monetarnej największych banków centralnych będzie w tym roku kluczowa dla rynków finansowych. W gospodarkach G10 większość rozluźniania jest już za nami. Wydaje się, że EBC już zakończył cykl obniżek, Fedowi i Bankowi Anglii niewiele brakuje (co najwyżej 1 do 2 cięć), zaś w przypadku garści innych (w tym Banku Rezerwy Australii, Banku Rezerwy Nowej Zelandii i Banku Kanady) oczekuje się w 2026 r. odwrócenia kursu. Sądzimy, że przed końcem roku stopy procentowe nie tylko osiągną minima, ale też że warunki gospodarcze mogą w niektórych przypadkach uzasadniać umiarkowane zacieśnianie.
Wiele gospodarek rozwiniętych wciąż może mierzyć się z podwyższoną inflacją. Do spadku głównej miary inflacji w tych gospodarkach mógłby prowadzić potencjalny spadek cen energii, który zostałby wsparty w razie zawieszenia broni między Rosją i Ukrainą. Inflacja bazowa pozostanie prawdopodobnie uporczywa, szczególnie w sektorze usługowym. Ponadto za sprawą stosunkowo ciasnych rynków pracy utrzymać może się inflacja płacowa. Kolejne argumenty za jastrzębiością banków stanowią amerykańskie cła i spadek niezależności Fedu.
Wyjątkowo bacznie będziemy się przyglądać wpływowi ewentualnego jastrzębiego zwrotu na globalne rentowności obligacji. Rynki finansowe oczywiście wyglądają naprzód, więc nawet lekka zmiana w jastrzębią stronę może spowodować wzrost rentowności na krótkim końcu krzywej (a potencjalnie również na długim, jeśli oczekiwania inflacyjne zostaną odkotwiczone). Stopniowy i kontrolowany wzrost rentowności powiązany z oczekiwaniami silnego wzrostu lub niewielkich podwyżek stóp procentowych nie byłby niczym dziwnym, gwałtowny ruch byłby jednak sygnałem ostrzegawczym, biorąc pod uwagę wpływ rentowności na wycenę akcji, koszty zadłużenia i ryzyko recesji. Bankierzy centralni powinni działać ostrożnie.
Dla rentowności istotne ryzyko stanowi także kwestia dynamiki zadłużenia – rządy wielu rozwiniętych gospodarek mierzą się z ogromnym deficytem fiskalnym i wysokim stosunkiem długu do PKB. Rosnąca potrzeba zadłużania się w związku ze starzejącą się populacją, malejącą siłą roboczą i zwrotem ku politykom antyimigracyjnym powinna prowadzić do dalszej emisji długu i dodatkowej presji wzrostowej na rentowności, szczególnie że rządy mają trudności z przeforsowaniem nawet niewielkich cięć wydatków socjalnych. Istotny wzrost rentowności obligacji długoterminowych stanowi prawdopodobnie największe ryzyko dla naszych prognoz dla globalnej gospodarki w 2026 r.
Dolar w dalszym ciągu będzie słaby?
Pomimo znacznej deprecjacji dolara w 2025 r. wciąż pozostajemy względem niego negatywnie nastawieni. Niepewność handlowa spadła, nie zniknęła jednak całkowicie. Sądzimy, że cła podtrzymają premię za ryzyko na dolarze, nawet jeśli będzie ona niewielka. Prawdopodobne jest również, że amerykański rynek pracy będzie się dalej ochładzać, szczególnie jeśli gospodarka będzie się dostosowywać do niższej imigracji, boomu w branży AI i zmian demograficznych, głównie starzejącej się siły roboczej. Jak dotąd dane wskazują, że gospodarka jest w stanie „no hire, no fire”. Choć nie spodziewamy się bardzo znaczącego pogorszenia sytuacji, warto zaznaczyć, że zamrożenie zatrudnienia często poprzedza wzrost zwolnień.
Wspomniane już wyżej obawy dotyczące wywołanego cłami skoku inflacji okazują się na razie nieuzasadnione, szczególnie biorąc pod uwagę jej znacznie silniejszy od oczekiwanego spadek w listopadzie (rozminięcie się danych z oczekiwaniami było jednym z największych w ostatnich latach). Uważamy, że Fed nie będzie jednak wyciągał pochopnych wniosków, biorąc pod uwagę, że zaburzenia związane z zamknięciem rządu prawdopodobnie sztucznie zaniżyły odczyt. Powinien jednak kontynuować cięcia stóp procentowych, inflacja bowiem spada, a rynek pracy doświadcza ochłodzenia. Spodziewamy się co najmniej dwóch obniżek w tym roku, czyli tempa szybszego niż przedstawione w grudniowym dot plocie. Oczekujemy, że wesprze to presję spadkową na dolarze.
Starcie Kevinów: nowa twarz FOMC
Niepewność dotycząca składu FOMC będzie dla rynków w tym roku kluczowa, wpłynie to bowiem nie tylko na ścieżkę stóp procentowych w USA, lecz także na to, w jakim stopniu Fed będzie mógł utrzymać niezależność. Co zrozumiałe, uwaga skupi się na tym, kto zastąpi prezesa Jerome’a Powella po zakończeniu jego kadencji w maju. Według wycen na portalu Polymarket wciąż prowadzi gołębi sprzymierzeniec Trumpa, Kevin Hassett (40%), tuż za nim jest zaś Kevin Warsh (37%). Objęcie stołka przez Hassetta nie wydaje się już takie pewne, jak do niedawna, szczególnie biorąc pod uwagę pogłoski, że wysoko postawieni urzędnicy w administracji Trumpa sprzeciwiali się perspektywie jego mianowania.
Nie sądzimy, że FOMC pod przywództwem Hassetta (ani Warsha zresztą) istotnie zmieni trajektorię stóp procentowych, mimo jego wyraźnych gołębich skłonności i wcześniejszej przychylności luźniejszej polityce monetarnej. Jakby nie patrzeć, nowy prezes będzie tylko jednym z głosujących członków i może mu być trudno przeciągnąć innych na swoją stronę, zaś obawy o wiarygodność banku powinny ograniczyć wszelki motywowany politycznie wpływ na politykę monetarną. Odbywająca się w tym miesiącu coroczna rotacja głosujących członków również powinna być czynnikiem równoważącym, ponieważ spośród czwórki nowych głosujących trzy osoby (Beth Hammack, Lorie Logan i Neel Kashkari) są postrzegane jako jastrzębie.
Zarówno wizja FOMC kierowanego przez sojusznika Trumpa, jak i obawy dotyczące niezależności Fedu wspierają nasz pogląd o słabości dolara. Co warte odnotowania, rentowności amerykańskich długoterminowych obligacji skarbowych dalej rosną, mimo ostatniej gołębiości Fedu. Jak dotąd oczekiwania inflacyjne w USA pozostawały ograniczone, może to jednak ulec zmianie, jeśli oddziaływanie Trumpa na politykę monetarną Fedu stanie się bardziej widoczne. Pod tym względem kluczowa będzie decyzja Sądu Najwyższego w sprawie prezeski regionalnego oddziału Fedu, Lisy Cook, którą poznamy zapewne w II kwartale roku.
Niemiecka stymulacja rozpocznie ożywienie w strefie euro
Mamy umiarkowanie optymistyczny pogląd na gospodarkę strefy euro w 2026 r. Ostatnie wskaźniki aktywności sugerują, że radzi sobie ona stosunkowo dobrze, a wzrost gospodarczy przekracza wcześniejsze projekcje EBC. Wydaje się, że solidny popyt wewnętrzny równoważy cios zadany przez wyższe amerykańskie cła – biorąc pod uwagę ograniczoną presję inflacyjną, w szczególności spadek cen energii, i niższe koszty obsługi zadłużenia, spodziewamy się kontynuacji tego trendu. Dostrzegamy również oznaki tego, że gospodarka wspólnego bloku szybko dostosowała się do ceł, ograniczając straty w eksporcie poprzez większą dywersyfikację, w szczególności wzmocnienie połączeń handlowych z rynkami azjatyckimi.
Aktywność powinna być silnie wspierana przez opiewającą na 500 mld EUR stymulację fiskalną w Niemczech. Została ona ogłoszona w ubiegłym roku i czekamy jeszcze na pełnię jej efektów (mnożnik dla takiej stymulacji jest zwykle wysoki, ale ujawnia się powoli). Oczekujemy, że działania te znajdą w 2026 r. odzwierciedlenie we wzroście zatrudnienia, inwestycji oraz lokalnej konsumpcji, co powinno przełożyć się na silniejszy wzrost gospodarczy w strefie euro (gdzie waga Niemiec to 25–30%). Połączenie poprawy infrastruktury, solidnego rynku pracy, luźniejszej polityki monetarnej i większych inwestycji w AI może naszym zdaniem doprowadzić do umiarkowanego zaskoczenia w górę odczytem dynamiki wzrostu w tym roku – szczególnie jeśli negatywny efekt ceł wygaśnie szybciej, niż jest oczekiwane.
Brytyjska gospodarka zostanie w tyle przez rosnące problemy fiskalne
Wydaje się, że po dobrym początku 2025 r. aktywność w Wielkiej Brytanii uległa zatrzymaniu. Gospodarka odnotowała w III kwartale ledwie zauważalny wzrost o 0,1%, Bank Anglii oczekuje zaś obecnie, że w końcówce roku dynamika się wypłaszczyła. Wzrost zbiorczego wskaźnika PMI w ostatnim czasie sugeruje, że sytuacja nie jest dramatyczna, niemniej sufitem dla IV kwartału jest stagnacja. Zaskakujący spadek PKB w październiku (-0,1%) wskazuje, że niepewność dotycząca jesiennego budżetu ciążyła gospodarce, jeszcze zanim kanclerz Rachel Reeves stanęła za mównicą.
Komitet Polityki Pieniężnej powiedział w grudniu, że budżet będzie miał „nieznacznie pozytywny” wpływ na brytyjski wzrost w 2026 r. Nie podzielamy jego optymizmu i możemy tylko przypuszczać, że ich ocena opiera się na przekonaniu, że budżet powinien być deflacyjny, co z kolei mogłoby wesprzeć aktywność. Dostrzegamy w budżecie niewiele rzeczy, które można jednoznacznie uznać za wspierające wzrost. Przy największym w czasach pokoju obciążeniu podatkowym wyżej oceniamy ryzyko wypierania prywatnych inwestycji. Nie jesteśmy przekonani, czy zwiększone wydatki socjalne zapewnią netto wsparcie wzrostowi, szczególnie biorąc pod uwagę ogólnie niski mnożnik (przełożenie na PKB) dla wydatków na zabezpieczenia społeczne w Wielkiej Brytanii.
Podwyżki podatków będą w dużej mierze odsunięte w czasie, co oznacza, że wzrost obciążenia nimi obywateli będzie w nadchodzącym roku finansowym niewielki. Przedsiębiorstwa i konsumenci nie reagują jednak tylko na obecne warunki gospodarcze, a raczej podejmują decyzje dotyczące wydatków i inwestycji na podstawie oczekiwań dotyczących przyszłości. Zaobserwowaliśmy już gwałtowne ochłodzenie się rynku pracy (od budżetu z 2024 r. ubyło 187 tys. wakatów) i spodziewamy się, że również w tym roku warunki będą trudne, co może skutkować słabszą konsumpcją gospodarstw domowych i powolnym wzrostem gospodarczym.
Perspektywy na 2026 r. nie są jednak całkowicie pozbawione optymizmu. Inflacja w Wielkiej Brytanii ma szczyt za sobą i powinna w tym roku dalej spadać do celu Banku Anglii – w listopadzie po raz pierwszy od sześciu miesięcy jej odczyt był bliższy 3% niż 4%. Powinno to pomóc zmniejszyć presję na realne dochody i siłę nabywczą gospodarstw domowych, szczególnie że nominalny wzrost płac najpewniej pozostanie stosunkowo wysoki. Szereg czynników ryzyka dla perspektyw sprawił jednak, że w ostatnim czasie zrewidowaliśmy w dół nasze prognozy dla funta.
Chiny: gospodarka Schrödingera
Rynkowe obawy dotyczące perspektyw wzrostu gospodarczego Chin wzrosły po wygranej Trumpa w wyborach prezydenckich, a szczyt osiągnęły po „dniu wyzwolenia” w kwietniu. Od tamtego czasu chiński eksport wykazuje się niezwykłą odpornością – pomagają mu większa dywersyfikacja na rynkach poza USA, eksport poprzez kraje trzecie i konkurencyjne ceny. Dodatkowo stał się on w ostatnich latach bardziej kompleksowy, co zwiększyło integrację Chin w globalnych łańcuchach dostaw.
Dobre wynik eksportu i późniejsze zaskoczenia w górę odczytami PKB oznaczają, że w 2025 r. prawdopodobnie osiągnięto wynoszący „ok. 5%” cel wzrostu. Mimo to krajowy popyt pozostaje słaby, kryzys na rynku nieruchomości trwa, osłabiając zaufanie, a bezrobocie wśród młodych jest wciąż podwyższone. Utrzymuje się także presja deflacyjna, jednak w pewnym zakresie jej spadek wspiera krajowa kampania anty-inwolucyjna, czyli mająca na celu ograniczenie konkurencji cenowej.
W kontekście Chin ważne są dla nas dwa pytania:
Władze położą większy nacisk na wspieranie krajowego popytu czy model oparty na eksporcie będzie wyraźnie dominować?
Jak będzie przebiegać rywalizacja gospodarcza między USA a Chinami?
Perspektywy w krótkim terminie sugerują ciągłość i tylko stopniowe spowolnienie wzrostu. Działania mające wspierać krajowy popyt, w tym przedłużenie odnoszącego sukcesu programu trade-in na 2026 r., są korzystne, ale nadal wydają się mieć ograniczony zakres. Nie można wykluczyć bardziej zdecydowanej stymulacji, jako że obawy dotyczące krajowego popytu wydają się nabierać coraz większego znaczenia. Napięcia z USA zelżały po podpisaniu rozejmu handlowego pod koniec października i po sugestiach, że odbędą się kolejne spotkania Trumpa i Xi. Szereg istotnych problemów zostaje jednak nierozwiązany.
Juan był w 2025 r. stosunkowo słaby, a kursowi USD/CNY pozwolono na ograniczony spadek. Patrząc na fundamenty, dostrzegamy dalszy potencjał wzrostowy dla juana, który może odnotować w tym roku kolejne zyski względem dolara. Biorąc jednak pod uwagę, że większość pozostałych walut powinna umocnić się względem amerykańskiej waluty, a presja cenowa w Chinach jest ograniczona, realny efektywny kurs wymiany będzie prawdopodobnie wspierać konkurencyjność chińskiego eksportu.
Uważamy, że większość walut rynków wschodzących powinna kontynuować dobrą passę z 2025 r. Słabszy dolar, szczególnie znajdujący się pod presją ze względu na dodatkowe obniżki stóp procentowych Fedu, powinien zapewniać im wsparcie. Duża część walut emerging markets powinna pozostawać atrakcyjna w ujęciu carry trade – wiele z nich (szczególnie w Ameryce Łacińskiej) oferuje wysokie realne stopy zwrotu. Wzrost gospodarczy na rynkach wschodzących powinien utrzymać się na dobrych poziomach, zwłaszcza biorąc pod uwagę ubiegłoroczne rozluźnienie polityki monetarnej oraz istotne spadki inflacji, która w wielu państwach znajduje się obecnie pod kontrolą. Zwłaszcza ów spadek presji cenowej powinien wspierać atrakcyjność inwestycji na rynkach rozwijających się.
Znaczna różnorodność rynków wschodzących oznacza oczywiście istotną rozbieżność między wynikami walut emerging markets. Jesteśmy bardzo ciekawi, czy szybki rozrost sektora AI przełoży się na wzrost owych różnic – wydaje się, że część azjatyckich gospodarek (głównie Chiny, Indie, Singapur, Malezja i Korea Południowa) jest w dobrym miejscu, by skorzystać na wsparciu wzrostu związanym z AI. Wadzić im mogą jednak rosnące ryzyka geopolityczne, w szczególności wzrost napięcia handlowego między USA a Chinami i zaostrzenie sytuacji na Bliskim Wschodzie (ostatnie wiadomości z Wenezueli stanowią wyraźne ostrzeżenie, że inwestorzy powinni pozostać uważni).
Spodziewajcie się kolejnego roku pełnego istotnych zmian, który nie będzie charakteryzować się tak upragnionymi przez uczestników rynku spokojem i stabilizacją.
Projekt UC84 może wymusić natychmiastowe zaangażowanie nawet 13 mld zł i wyeliminować niezależnych inwestorów z rynku.
Projekt ustawy o zmianie ustawy – Prawo energetyczne oraz niektórych innych ustaw (nr UC84) wprowadza bezprecedensowe zmiany w zasadach przyłączania odnawialnych źródeł energii do sieci elektroenergetycznej. Zdaniem branży OZE nowe regulacje nie tylko ignorują realia finansowania projektów, ale mogą skutecznie zablokować rozwój nowych inwestycji, eliminując z rynku przeważającą większość polskich prywatnych inwestorów.
Drastyczny wzrost opłat i nowe zabezpieczenia finansowe
Najdalej idące zmiany dotyczą opłat wnoszonych przez inwestorów ubiegających się o przyłączenie na rzecz operatorów sieci. Projekt zakłada podniesienie zaliczki na poczet opłaty przyłączeniowej do 60 zł za każdy kilowat mocy. Dodatkowo wprowadzono obowiązek wniesienia zabezpieczenia finansowego w wysokości 30 zł/kW dla pierwszych 100 MW oraz aż 60 zł/kW dla mocy powyżej tego progu. Najbardziej kontrowersyjny jest jednak pomysł bezzwrotnej opłaty za rozpatrzenie wniosku o określenie warunków przyłączenia, w wysokości 1 zł za każdy kilowat mocy przyłączeniowej wskazanej we wniosku o określenie warunków przyłączenia, jednak nie więcej niż 100 000 zł. Projektodawcy nie wykazali konkretnie w jaki sposób ta swoista „opłata manipulacyjna” miałaby wpłynąć na poprawę sprawności rozpatrywania wniosków przez przedsiębiorstwa energetyczne.
Propozycje zawarte w Projekcie prowadzą zatem do drastycznego podniesienia „progu wejścia” na rynek i jednocześnie przerzucenia całego ciężaru finansowego procesu planowania i rezerwacji mocy na inwestorów.
– Skala tych zmian oznacza konieczność natychmiastowego zaangażowania kapitału w wysokości od 8,9 do 13,3 mld zł. To kwoty, których branża nigdy dotąd nie musiała wykładać na tak wczesnym etapie rozwoju projektów — szczególnie że do tej pory inwestorzy zainwestowali już ok. 3–4 mld zł w formie zaliczek. W praktyce wymogom tym będą mogły sprostać jedynie podmioty z łatwym dostępem do dużego finansowania – spółki państwowe oraz wielkie zagraniczne korporacje – tłumaczy Ewa Magiera prezeska Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki i Magazynowania Energii.
145 GW projektów pod znakiem zapytania
Z danych operatora systemu przesyłowego wynika, że po odjęciu projektów wiatrowych offshore oraz przy założeniu, że ok. 70 proc. obowiązujących warunków przyłączenia znajduje się w rękach prywatnych inwestorów OZE sektor ten obejmuje projekty o łącznej mocy przekraczającej 145 GW. Pozostała część przypada głównie na państwowe koncerny energetyczne.
Nowe przepisy oznaczałyby, że prywatni inwestorzy zostaną zmuszeni do jednorazowego, natychmiastowego zamrożenia miliardów złotych kapitału, bez jakiejkolwiek perspektywy sukcesu. Tymczasem model rozwoju projektów OZE opiera się na finansowaniu rozłożonym w czasie — poprzez stopniowe podnoszenie kapitału i finansowanie dłużne — a nie na jednorazowych wpłatach porównywalnych z budżetami największych spółek Skarbu Państwa.
Regulacja oderwana od realiów rynku
Inwestycje w odnawialne źródła energii mają charakter wieloletni i przebiegają etapowo: od analiz, przez projektowanie, aż po realizację, która następuje dopiero po uzyskaniu pozwoleń, potwierdzeniu warunków rynkowych i zawarciu kontraktów sprzedaży energii.
– W tym modelu nikt w Europie nie rezerwuje miliardów złotych „na wszelki wypadek” już na początku procesu. Jest to nie tylko ekonomicznie nieuzasadnione, ale także technicznie niemożliwe. Projekt UC84 całkowicie pomija te realia, narzucając branży scenariusz, którego nie da się spełnić – dodaje Ewa Magiera.
Selekcyjny filtr zamiast racjonalnej regulacji
W praktyce proponowane rozwiązania działają jak ekstremalny i nieproporcjonalny filtr ekonomiczny. Nie wynikają ani z realnego ryzyka generowanego przez inwestorów, ani z rzeczywistych potrzeb systemu elektroenergetycznego. Ich efektem będzie tylko eliminacja z rynku podmiotów, które nie dysponują ogromną, natychmiastową płynnością finansową.
W konsekwencji jedynymi beneficjentami zmian mogą okazać się największe grupy energetyczne oraz wielkie zagraniczne korporacje. Tymczasem ich udział w rozwoju nowych projektów OZE jest ograniczony i nierównomierny, co rodzi pytania o tempo transformacji energetycznej w Polsce.
Ryzyko koncentracji rynku i sporów prawnych
Obowiązek zamrożenia tak dużych środków finansowych sprawi, że większość prywatnych firm nie będzie w stanie utrzymać swoich portfeli projektowych — mimo że są to projekty realne, rozwijane od lat. Problemem nie jest brak kompetencji czy zdolności realizacyjnych, lecz narzucenie wymogów kapitałowych całkowicie nieadekwatnych do etapu inwestycji.
Efektem może być masowa utrata praw do warunków przyłączenia, przejęcie wartościowych portfeli projektów oraz gwałtowne zawężenie i monopolizacja rynku. Taka ingerencja, połączona z elementami działania prawa wstecz i tworzeniem barier konkurencyjnych, niesie ze sobą także ryzyko pozwów wobec Skarbu Państwa.
Pytanie o kierunek transformacji
– Projekt UC84, zamiast porządkować rynek i zwiększać efektywność systemu elektroenergetycznego, może stać się zatem jednym z największych hamulców rozwoju OZE w Polsce. Doświadczenia geopolityczne ostatnich lat pokazują rosnąca rolę OZE w zapewnieniu stabilności i odporności systemu energetycznego. W obliczu rosnących potrzeb inwestycyjnych w tym obszarze rodzi się zatem zasadnicze pytanie: czy proponowane zmiany wspierają transformację energetyczną, czy też prowadzą do jej faktycznego zamrożenia? – ocenia projekt rządowy Ewa Magiera.
W najbliższy poniedziałek, 17 stycznia, w Paragwaju zostanie podpisana umowa handlowa pomiędzy Unią Europejską a blokiem Mercosur. Podjęta przez kraje członkowskie decyzja nie jest wolna od kontrowersji i gorących dyskusji, szczególnie pod kątem wpływu porozumienia na europejską i polską gospodarkę. Choć debata publiczna skupia się głównie na konsekwencjach dla handlu i konkurencyjności polskiego rolnictwa, w tle pojawia się wątek rzadziej poruszany, ale równie istotny – wpływ umowy na rynek pracy. Eksperci ostrzegają, że konsekwencje nowych regulacji mogą wpłynąć bezpośrednio na sytuację tysięcy pracowników, zwłaszcza na obszarach wiejskich.
Umowa handlowa między Unią Europejską a państwami bloku Mercosur (Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem) to jedno z największych porozumień o wolnym handlu na świecie. Jej celem jest stopniowe znoszenie ceł i barier handlowych, co ma ułatwić przepływ towarów między Europą i Ameryką Południową. Dla UE oznacza to dostęp do rynku liczącego ok. 270 mln konsumentów, dla krajów Mercosur – otwarcie drzwi do bogatego rynku europejskiego, szczególnie w obszarze eksportu produktów rolno-spożywczych.
Choć polityczne porozumienie ogłoszono już w 2019 r., dopiero na początku tego roku państwa UE wyraziły zgodę na podpisanie umowy. Polska była wśród krajów sceptycznych, wskazując na zagrożenia dla rodzimego rolnictwa. Umowa przewiduje preferencyjne kontyngenty m.in. na wołowinę, drób, cukier czy surowce paszowe z Ameryki Południowej. Produkty te będą trafiać do UE po znacznie niższych kosztach, co zwiększy presję cenową na europejskich producentów. Kraje Mercosur dysponują ogromnymi areałami, tańszą siłą roboczą i mniej restrykcyjnymi normami środowiskowymi, dzięki czemu są w stanie produkować żywność taniej niż rolnicy w UE. Dla Polski – jednego z największych producentów drobiu, wołowiny i cukru w Unii – oznacza to realne ryzyko spadku opłacalności produkcji, a w konsekwencji ograniczenia zatrudnienia w gospodarstwach rolnych i zakładach przetwórstwa.
– W debacie o Mercosur bardzo często mówi się o bilansie handlowym, konkurencyjności cenowej czy wpływie na PKB, a zdecydowanie zbyt rzadko o ludziach.Umowa z Mercosur to nie tylko kwestia handlu, ale także realny wpływ na rynek pracy, szczególnie na obszarach wiejskich – wskazuje Izabela Samulska-Ugorska, Business Development Manager w Smart Solutions HR. – W polskim rolnictwie i sektorach powiązanych, takich jak przetwórstwo, transport czy usługi, zatrudnione są setki tysięcy osób. Napływ tańszych produktów rolnych z krajów Mercosur może obniżyć opłacalność produkcji w Polsce, co w praktyce oznacza ograniczenie inwestycji w lokalne zakłady przetwórcze oraz presję na redukcję zatrudnienia w mniejszych i średnich gospodarstwach.
Czy polski rynek pracy może być zagrożony?
Konsekwencje umowy UE–Mercosur dla rynku pracy w Polsce będą długofalowe, ale mogą okazać się trwałe i strukturalne. Jak wskazuje ekspertka, najsilniej odczują je regiony o dużym udziale rolnictwa i przetwórstwa rolno-spożywczego w lokalnym zatrudnieniu.
– Rolnictwo w Polsce pełni funkcję znacznie szerszą niż tylko produkcyjną – jest ważnym stabilizatorem rynku pracy na obszarach wiejskich i w małych miejscowościach. Ubytek miejsc pracy w gospodarstwach i zakładach przetwórczych oznacza mniejsze zapotrzebowanie na pracowników sezonowych i stałych, spadek popytu na usługi transportowe, magazynowe i serwisowe, a także osłabienie lokalnych rynków pracy, które już dziś charakteryzują się ograniczoną liczbą alternatywnych ofert zatrudnienia. W praktyce może to przełożyć się na przyspieszenie migracji zarobkowej – zarówno do dużych miast, jak i za granicę – oraz dalsze wyludnianie się wsi – mówi Izabela Samulska-Ugorska.
Potencjalne konsekwencje mogą mieć także wymiar społeczny i dotknąć bezpośrednio pracowników – ucierpieć mogą setki tysięcy osób utrzymujących się z produkcji wołowiny, drobiu, trzody, upraw zbóż czy buraków. Dla nich oznacza to utratę źródła dochodu, konieczność przekwalifikowania się lub emigracji za pracą, co nie dla każdego będzie możliwe. Szczególnie narażone mogą być osoby o niższych kwalifikacjach, pracujące fizycznie w rolnictwie i przetwórstwie, dla których możliwości szybkiego przekwalifikowania są ograniczone. W przeciwieństwie do sektorów przemysłowych czy logistycznych, potencjalnie korzystających z liberalizacji handlu, rynek pracy na wsi cechuje się mniejszą elastycznością i słabszym dostępem do programów rozwojowych.
– Z drugiej strony, długoterminowo część utraconych miejsc w rolnictwie może zostać zrekompensowana nowymi miejscami pracy w sektorach korzystających z umowy. Skala tych potencjalnych korzyści dla rynku pracy jest niepewna i z pewnością nie zrównoważy w 100% strat w rolnictwie, ale może łagodzić obawy związane z negatywnymi konsekwencjami. Liberalizacja handlu może wzmocnić branże, które już dziś są konkurencyjne eksportowo i mniej wrażliwe na presję cenową ze strony krajów Ameryki Południowej – mówi ekspertka.
Z perspektywy Polski potencjalnymi beneficjentami są przede wszystkim przemysł przetwórczy, sektor maszynowy, chemiczny, motoryzacyjny oraz logistyka i transport. Otwarcie rynków Mercosur stwarza nowe możliwości eksportowe dla producentów maszyn, urządzeń przemysłowych, komponentów, środków ochrony roślin czy nawozów. Wzrost wymiany handlowej oznacza również większe zapotrzebowanie na usługi transportowe, spedycyjne, portowe i magazynowe, co może przełożyć się na nowe miejsca pracy – głównie w dużych ośrodkach logistycznych i przemysłowych.
Światło w tunelu? Tak, ale warunkiem koniecznym jest wsparcie
Kluczowe znaczenie w złagodzeniu potencjalnie negatywnych skutków umowy UE-Mercosur dla polskiej gospodarki i rynku pracy będzie miało wykorzystanie okresów przejściowych przewidzianych w umowie. To czas, który powinien zostać przeznaczony na wsparcie restrukturyzacji rolnictwa, inwestycje w przetwórstwo o wyższej wartości dodanej oraz realne programy przekwalifikowania pracowników odchodzących z sektora rolnego. Niezbędna będzie także aktywna polityka rynku pracy – szczególnie w regionach o dużym udziale zatrudnienia w rolnictwie – obejmująca szkolenia, zachęty inwestycyjne i tworzenie alternatywnych miejsc pracy poza rolnictwem.
– W krótkim okresie można spodziewać się napięć na lokalnych rynkach pracy oraz wzrostu presji migracyjnej ze wsi do miast. W dłuższej perspektywie umowa UE–Mercosur może przyspieszyć transformację strukturalną polskiej gospodarki – pytanie jednak, czy odbędzie się ona w sposób kontrolowany i społecznie zrównoważony. Bez odpowiednich działań państwa i wykorzystania unijnych mechanizmów wsparcia ryzyko jest jasne: korzyści z liberalizacji handlu odczują wybrane sektory, natomiast koszty poniosą przede wszystkim pracownicy najbardziej wrażliwi na zmiany rynkowe – podsumowuje Izabela Samulska-Ugorska.
Premiumizacja to dziś jeden z najsilniejszych i najszybciej rosnących trendów konsumenckich w Polsce. Napędza ją rosnąca zamożność Polaków, ale także głęboka zmiana oczekiwań wobec marek. Coraz częściej nie wystarcza już wysoka jakość produktu – liczą się również emocje, autentyczność, unikalne doświadczenia oraz zgodność z wartościami, takimi jak ekologia czy odpowiedzialność społeczna. W efekcie definicja luksusu ewoluuje: z materialnej i prestiżowej w bardziej sensowną, emocjonalną i osobistą.
Trend ten widać w wielu segmentach rynku – od branży beauty, przez luksusowe hotele i nowoczesne technologie obsługi klienta, po świat restauracji i trunków premium. Potwierdza to Paweł Miziołowski, dyrektor marketingu Brown-Forman w Europie Środkowo-Wschodniej, odpowiedzialnej za takie marki jak Woodford Reserve: Premiumizacja jest jednym z kluczowych trendów widocznych w ostatnim czasie na polskim rynku. Jak zaznacza – nie chodzi wyłącznie o wyższe ceny, lecz o oferowanie konsumentom ekskluzywnych doświadczeń, takich jak degustacje, warsztaty czy zamknięte wydarzenia, które przyciągają najbardziej wymagających odbiorców.
Potwierdzają to również dane rynkowe. Raporty KPMG wskazują, że polski rynek dóbr luksusowych systematycznie rośnie i ma przed sobą dalsze perspektywy rozwoju, mimo globalnych spowolnień. Eksperci zwracają uwagę, że Polacy coraz rzadziej oszczędzają na produktach i usługach, które poprawiają ich samopoczucie. Widoczne jest to m.in. w branży beauty, gdzie konsumenci coraz chętniej sięgają po wyższe półki cenowe i jakościowe.
W centrum premiumizacji znajduje się dziś koncepcja „doświadczenie + smak + sens”. Luksus to już nie tylko cena, ale przede wszystkim jakość, unikalność, personalizacja, storytelling i emocje. Polscy konsumenci coraz częściej poszukują marek z „duszą”, które oferują autentyczność, transparentność i realne wartości – w tym dbałość o środowisko. Szczególnie wyraźnie widać to w segmencie alkoholi premium.
Kluczowym elementem strategii marek premium stają się inwestycje w doświadczenia poznawcze i konsumpcyjne. Degustacje, warsztaty, spotkania z ekspertami czy dostęp do zamkniętych wydarzeń nie są już dodatkiem, lecz integralną częścią strategii marketingowej. Dzięki nim firmy budują lojalność klientów, a konsumenci zyskują poczucie wyjątkowości. Eksperci wskazują, że kluczowe jest tworzenie doświadczeń produktowych, które pozwalają lepiej poznać produkt, jego historię i proces tworzenia.
Premiumizacja oznacza również zmianę hierarchii wartości. To już nie przedmioty, lecz doświadczenia stają się tym, za co konsumenci są gotowi zapłacić więcej. Wyższa cena jest akceptowana wtedy, gdy idzie w parze z jakością, emocjami, wartościami i spójną opowieścią marki. W ocenie Filipa Popławskiego, dyrektora zarządzającego Brown-Forman w Europie Środkowo-Wschodniej, koncentracja na segmentach premium i super premium to właściwa strategia rozwoju, pozwalająca na długoterminowe i stabilne tworzenie wartości – zarówno dla firm, jak i ich partnerów biznesowych – oraz na realne zaspokajanie oczekiwań konsumentów.
Istotną rolę w redefinicji luksusu odgrywają młodsze pokolenia. Milenialsi i generacja Z coraz częściej stawiają doświadczenia ponad prestiż, wybierając autentyczność, ekologię i unikalne przeżycia. Widać to w hotelarstwie, segmencie spa czy w technologiach – od personalizacji online po multisensoryczne butiki. Zmiany na rynku luksusu nie kończą się więc na wyższych cenach i ekskluzywnych produktach. Rosnące znaczenie pokolenia Z stawia przed markami nowe wyzwania w obszarze komunikacji i oferty.
Jak zauważa Tomasz Wiśniewski, partner w Dziale Deal Advisory KPMG w Polsce: „Zmiana pokoleniowa wśród konsumentów, a zwłaszcza wzrost znaczenia preferencji zakupowych pokolenia Z, przynosi nowe wyzwania w zakresie inkluzywności, personalizacji oraz zrównoważonego rozwoju”. Odpowiedzią marek są coraz bardziej zaawansowane strategie premiumizacji, które nie polegają na prostym podnoszeniu cen, lecz na dodawaniu realnej wartości poprzez jakość, innowacje, doskonałą obsługę i budowanie emocjonalnej więzi z klientem.
Wszystko wskazuje na to, że premiumizacja nie jest chwilową modą, lecz trwałą zmianą konsumencką. Polacy coraz częściej poszukują produktów i usług o wyższej wartości dodanej – nie tylko materialnej, ale przede wszystkim emocjonalnej i sensorycznej. To właśnie ten trend napędza dziś rozwój rynku dóbr luksusowych w Polsce i redefiniuje pojęcie luksusu na kolejne lata.
Kapituła Nagrody Mariusza Waltera ogłosiła listę nominowanych za rok 2025.
Przyznawana już po raz trzeci Nagroda Mariusza Waltera to wyraz docenienia tych, których działania i osiągnięcia zostawiają mądry i cenny ślad na rynku medialnym, tych których warto słuchać, tych którzy inspirują i zaciekawiają. Została stworzona i ufundowana przez Fundację im. Bożeny i Mariusza Walterów pod koniec 2023 roku.
W kategorii Sport w mediach nominowani zostali – Juliusz Ćwieluch (TYGODNIK POLITYKA), Jacek Kurowski (TVP SPORT) oraz Włodzimierz Szaranowicz (TVP SPORT).
Nominowani w kategorii Nowy głos w mediach to: zespół FRONTSTORY.PL, Kuba Klawiter (autor serii TECH WEEK na You Tube) oraz Jakub Wiech (ENERGETYKA24.COM).
W kategorii Wydarzenie roku w mediach nominacje otrzymali – Sylwia Czubkowska autorka książki „Bóg techy. Jak wielkie firmy technologiczne przejmują władzę nad Polską i światem”, Magda Łucyan i Katarzyna Górniak (TVN i TVN24) autorki książki „Taka twoja uroda” i Jacek Harłukowicz (onet.pl) autor książki „Chłopcy z ferajny. Największa afera w polskiej polityce”.
Nominacje do Nagrody Głównej za Osobowość medialną roku otrzymali – Michał Przedlacki (Superwizjer TVN), Konrad Piasecki (TVN24) oraz Arleta Zalewska (Fakty TVN, TVN24).
O nominacjach zadecydowała Kapituła w składzie: Andrzej Andrysiak, Edwin Bendyk, Magdalena Bigaj, Andrzej Bobiński – przewodniczący, Kamil Dziubka, Jerzy Jurecki, Grzegorz Kalinowski, Michał Kołodziejczyk, Adam Małysz, Andrzej Morozowski, Adam Pieczyński, Hanna Rydlewska, Joanna Solska, Agata Szczęśniak, Bożena Walter, Dominika Wielowieyska, Maja Włoszczowska. Kandydatury zgłaszane są przez członków Kapituły, a podczas obrad spośród zgłoszeń wybierane są 3 nominacje w każdej kategorii.
Jak co roku obradom jury towarzyszyły spore emocje. To chyba taki czas – zmiany, nowych twarzy, głosów i technologii – w którym trzeba docenić tuzów świata mediów tradycyjnych, ale też zauważyć nowe formaty czy osobowości. I taka to ciężka dola kapituły, która przez kilka godzin spierała się starając się wyważyć racje i dostrzec nowe gwiazdy nie zapominając o dawnych mistrzach – mówi Andrzej Bobiński, prezes Polityki Insight, tegoroczny przewodniczący Kapituły.
Laureatki i laureaci nagród zostaną ogłoszeni podczas uroczystej Gali, która odbędzie się w piątek 27 lutego 2026 w Muzeum POLIN.
Jest pierwsza decyzja. Sanacja zamiast upadłości. Sąd zatwierdził pierwszy wniosek o sanację spółki z grupy HREIT.
Chodzi o nowodworską spółkę Warszawska 1, jedną z kluczowych spółek projektowych BDC wchodzącej w skład grupy HREIT.
Sanacja zamiast upadłości chroni kluczową dla HREIT inwestycję w Nowym Dworze Mazowieckim i pozwala na uporządkowaną restrukturyzację pod nadzorem sądu.
Takie rozwiązanie jest przewidziane dla podmiotów z realną perspektywą uzdrowienia.
To ważny sygnał, że inne projekty grupy HREIT mogą zostać dokończone.
Sąd Rejonowy dla m.st. Warszawy w Warszawie zdecydował o otwarciu postępowania sanacyjnego wobec spółki Warszawska 1 sp. z o.o. To jedna z kluczowych spółek projektowych BDC czyli spółki deweloperskiej z grupy kapitałowejHREIT S.A.
O decyzji poinformowano w Krajowym Rejestrze Zadłużonych7 stycznia 2026 r., publikując obwieszczenie Sądu Rejonowego dla m.st. Warszawy w Warszawie (XVIII Wydział Gospodarczy) w sprawie WA1M/GR/80/2025.
Oznacza to, że sąd uznał sanację za właściwszą drogę niż upadłość, widząc realne szanse na dalsze funkcjonowanie spółki oraz skuteczną restrukturyzację realizowanego projektu. W praktyce jest to rozwiązanie przewidziane wyłącznie dla podmiotów, wobec których istnieje realna szansa na uzdrowienie i dalsze funkcjonowanie. Gdyby takich perspektyw nie było, jedyną możliwą decyzją byłaby upadłość.
Warszawska 1 to zarejestrowana w 2020 roku spółka celowa z siedzibą w Nowym Dworze Mazowieckim, realizująca projekt deweloperski Warszawska Sky. Inwestycja została podzielona na cztery etapy, z czego obecnie realizowane są dwa – obejmujące odpowiednio 276 oraz 356 mieszkań.
– Decyzja sądu o otwarciu postępowania sanacyjnego wobec spółki Warszawska 1 potwierdza, że projekt może zostać zakończony. To ważny sygnał, że zamiast likwidacji wybrano drogę ochrony wartości inwestycji – zarówno dla nabywców mieszkań, jak i wierzycieli oraz partnerów biznesowych. Sanacja lepiej zaspokoi roszczenia wierzycieli –mówi mecenas Paweł Jabłoński, pełnomocnik HREIT w sprawie przed sądami gospodarczymi.
Dla BDC Development S.A., jako podmiotu odpowiedzialnego za przygotowanie i realizację projektów deweloperskich w grupie HREIT, jest to rozstrzygnięcie o kluczowym znaczeniu. Potwierdza ono, że projekty nie są traktowane jako stracone, lecz jako przedsięwzięcia, które mogą zostać dokończone przy właściwym uporządkowaniu struktury finansowej.
– Sanacja daje nam ramy prawne do uporządkowania sytuacji finansowej spółki w sposób kontrolowany i transparentny, pod nadzorem sądu i niezależnego zarządcy. Decyzja sądu stoi w sprzeczności z rozpowszechnianą narracją jakoby projekty realizowane przez BDC i HREIT nie miały szans na realizację – dodaje przedstawiciel spółki.
Postępowanie sanacyjne zapewnia spółce Warszawska 1 sp. z o.o. ochronę przed niekontrolowaną egzekucją i umożliwia dalsze prowadzenie projektu pod nadzorem niezależnego zarządcy. Pozwala to na racjonalne zarządzanie inwestycją, negocjacje z wierzycielami oraz zabezpieczenie interesów nabywców lokali, zamiast niekorzystnej z perspektywy zaspokojenia wierzycieli likwidacji aktywów.
Podobnie dzieje się w przypadku innej inwestycji – Złota 1. Tam nabywcy lokali – działając we własnym interesie i oceniając realne perspektywy powodzenia restrukturyzacji – także złożyli wniosek o otwarcie postępowania sanacyjnego wobec kolejnej spółki celowej BDC, Złota 1 sp. z o.o. z grupy HREIT. Pokazuje to, że sanacja jest postrzegana jako skuteczne narzędzie ochrony wartości projektów, a nie ich likwidacji.
Otwarcie sanacji wobec Warszawska 1 to pierwszy realny krok w kierunku uporządkowania sytuacji projektów realizowanych przez BDC i ważny sygnał stabilizacji dla całej grupy deweloperskiej.
O BDC Development S.A. i HREIT
BDC Development S.A. jest polską spółką deweloperską z 20-letnim doświadczeniem, specjalizującą się w realizacji projektów mieszkaniowych poprzez sieć spółek celowych tworzonych dla poszczególnych inwestycji. Spółka odpowiada za przygotowanie, koordynację i realizację projektów deweloperskich – od etapu koncepcji i pozyskania gruntów, przez proces budowlany, aż po sprzedaż lokali i rozliczenie inwestycji.
BDC Development działa w ramach struktury kapitałowej powiązanej z HREIT S.A., spółką inwestycyjną należącą do grupy HRE Investments, która finansuje projekty deweloperskie poprzez pozyskiwanie kapitału od inwestorów i jego alokację w poszczególne przedsięwzięcia.
Rynek metali szlachetnych i przemysłowych wszedł w 2026 rok w wyjątkowo dynamicznej formie, notując historyczne rekordy cenowe. Złoto, srebro, miedź osiągnęły nowe maksima, co potwierdza skalę globalnego zainteresowania tym segmentem rynku. Szczególnie uwagę przyciągnęło srebro, którego cena wzrosła o 4%, po raz pierwszy w historii przekraczając poziom 90 USD za uncję. Złoto również ustanowiło nowy rekord, kontynuując silny trend zapoczątkowany w 2025 roku, kiedy to jego wartość wzrosła aż o 65%.
Za wzrostami cen stoi splot kilku kluczowych czynników makroekonomicznych i geopolitycznych. Inwestorzy coraz silniej dyskontują dalsze obniżki stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, co sprzyja zarówno metalom szlachetnym, jak i przemysłowym. Dodatkowym impulsem jest słabszy dolar, który zwiększa atrakcyjność surowców wycenianych w amerykańskiej walucie. Coraz większą rolę odgrywa także odpływ kapitału z obligacji i walut w obawie przed narastającym zadłużeniem publicznym i kierowanie środków w stronę aktywów materialnych, w szczególności złota i srebra.
Popyt wspierają również czynniki zewnętrzne. Poprawa nastrojów gospodarczych w Chinach, widoczna we wzroście eksportu i aktywności przemysłowej, pobudziła popyt spekulacyjny na metale bazowe. Jednocześnie nasilające się napięcia geopolityczne, związane m.in. z działaniami USA wobec Wenezueli i Grenlandii oraz sytuacją na Bliskim Wschodzie, zwiększają zainteresowanie złotem jako klasycznym bezpiecznym aktywem.
Od strony podażowej rynek zmaga się z istotnymi ograniczeniami. Problemy operacyjne w kopalniach miedzi oraz hutach aluminium dodatkowo zaostrzają sytuację. Rynek uwzględnia również ryzyko wprowadzenia przez USA ceł na srebro i miedź, co sprzyja gromadzeniu zapasów w Stanach Zjednoczonych i ogranicza dostępność metali na rynkach globalnych.
Aktywność inwestorów pozostaje bardzo wysoka, o czym świadczą silne napływy kapitału na rynki kontraktów terminowych w Szanghaju i Nowym Jorku. Na giełdzie SHFE odnotowano rekordowe poziomy otwartych pozycji na metalach bazowych, co potwierdza spekulacyjny charakter części wzrostów.
Jednocześnie coraz częściej pojawiają się głosy ostrzegawcze. Citigroup oraz Goldman Sachs wskazują na ryzyko korekty cen miedzi, argumentując to relatywnie słabym popytem fizycznym w Chinach. Z drugiej strony Citigroup zdecydował się na istotne podniesienie prognoz cenowych, zakładając wzrost ceny złota do 5 000 USD za uncję w perspektywie trzech miesięcy oraz srebra do 100 USD za uncję.
Całościowo rynek metali znajduje się w fazie bardzo dynamicznych wzrostów, napędzanych przez luzowanie monetarne, napięcia geopolityczne oraz silny popyt inwestycyjny. Jednocześnie rośnie ryzyko korekty, zwłaszcza w przypadku metali przemysłowych, gdzie fundamenty popytowe nie zawsze nadążają za skalą spekulacyjnych wzrostów cen.
Sejmowa Komisja Nadzwyczajna ds. ochrony zwierząt na najbliższym posiedzeniu w dniu 20 stycznia ma zdecydować o przyszłości branży pirotechnicznej w Polsce. Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki przedstawia kompromisowe propozycje legislacyjne i apeluje o zachowanie prawa do świętowania oraz o utrzymanie miejsc pracy.
Kompromisowe rozwiązania legislacyjne
W odpowiedzi na postulaty ze strony posłanek i posłów oraz przedstawicieli organizacji prozwierzęcych, które padały w trakcie poprzednich posiedzeń Komisji, Stowarzyszenie Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki opracowało nową, kompromisową propozycję legislacyjną, która łączy oczekiwania polityków, społeczeństwa i branży. Zakłada ona wprowadzenie ograniczeń czasowych dotyczących używania fajerwerków w dniach poprzedzających Sylwestra (21–30 grudnia), czyli przed okresem, gdy pirotechnika często towarzyszy świętowaniu. To właśnie ten czas jest wskazywany jako najbardziej uciążliwy – podczas gdy 31 grudnia i w Nowy Rok odgłosy fajerwerków są powszechnie akceptowane i nie budzą większych kontrowersji. Takie rozwiązanie pozwoliłoby również opiekunom zwierząt lepiej przygotować się do opieki nad nimi.
Propozycja wprowadzenia ograniczeń czasowych ma charakter kompromisowy: chroni porządek publiczny i bezpieczeństwo, a jednocześnie nie prowadzi do całkowitego zakazu używania pirotechniki, co stanowiłoby nadmierną ingerencję w wolność działalności gospodarczej i tradycje kulturowe. Proponowane ograniczenie czasowe jest dowodem na to, że sektor potrafi reagować na nastroje społeczne, postulaty decydentów i szuka rozwiązań, które nie stoją w kolizji z konstytucyjną swobodą działalności gospodarczej. Nasze propozycje przedstawiliśmy Komisji Nadzwyczajnej do spraw ochrony zwierząt.
– Stoimy dziś przed momentem przełomowym – decyzje polityczne zadecydują o przyszłości tysięcy firm i miejsc pracy. Jako branża nie uciekamy od odpowiedzialności. Nie jesteśmy przeciwni zmianom, ale chcemy, by miały one charakter rozsądny i proporcjonalny. Nasze propozycje są wyważone, oparte na oczekiwaniach społecznych i gotowe do wdrożenia. Chcemy pokazać, że można pogodzić tradycję, bezpieczeństwo i ochronę zwierząt – mówi Marta Smolińska, Prezes Stowarzyszenia Importerów i Dystrybutorów Pirotechniki.
Polacy chcą fajerwerków
W związku z pracami Komisji, Stowarzyszenie zleciło profesjonalne badania opinii publicznej Ogólnopolskiemu Panelowi Badawczemu Ariadna. Wyniki są jednoznaczne – zdecydowana większość Polaków nie wyobraża sobie całkowitego zakazu używania fajerwerków. Wyniki nie pozostawiają wątpliwości. Jedynie 33% ankietowanych popiera całkowity zakaz fajerwerków, 17% uważa, że dodatkowe ograniczenia są zbędne, natomiast aż 50% respondentów jest za częściowymi ograniczeniami – w określonym czasie i miejscu. Te dane pokazują, że Polacy nie chcą całkowitej rezygnacji z wieloletniej tradycji sylwestrowych pokazów, ale oczekują odpowiedzialnych i wyważonych regulacji. Fajerwerki to nie tylko rozrywka, ale również tradycja, której historia sięga setek lat. Społeczeństwo oczekuje zatem rozwiązań kompromisowych – ograniczeń tam, gdzie są one naprawdę potrzebne, przy jednoczesnym zachowaniu możliwości świętowania.
Proponowane przez posłów Lewicy i Koalicji Obywatelskiej projekty ustaw szczególnie mocno uderzają w mikroprzedsiębiorstwa. W Polsce działa około 25 tysięcy firm związanych pośrednio lub bezpośrednio z pirotechniką, a kilkadziesiąt tysięcy osób utrzymuje się z tej działalności. Branża pirotechniczna każdego roku wypracowuje obroty na poziomie około 700 milionów złotych, co przekłada się na znaczące wpływy podatkowe. Sama sprzedaż fajerwerków generuje około 94 miliony złotych VAT, a dodatkowe podatki – takie jak CIT oraz PIT – wynikają z działalności firm i zatrudniania pracowników. Szacowany całkowity – bezpośredni, pośredni oraz indukowany wpływ działalności podmiotów rynku fajerwerków na polską gospodarkę w 2023 roku, to około 279 milionów złotych wartości dodanej brutto oraz około 76 milionów złotych wypłaconych wynagrodzeń.
Zakaz sprzedaży fajerwerków oznacza, że państwo straci nie tylko wpływy z podatków dochodowych, ale także z ceł na import pirotechniki. W ciągu ostatnich 10 lat import materiałów pirotechnicznych do Polski wzrósł o ponad 50%, co wskazuje na dynamiczny rozwój tego rynku i jego znaczenie w strukturze gospodarki. Ponadto, transport, spedycja oraz magazynowanie tych produktów to kolejne branże, które generują podatki pośrednie i bezpośrednie – ich ograniczenie dodatkowo wpłynie na zmniejszenie wpływów do budżetu państwa.
Stawiamy na edukację i bezpieczeństwo
Branża pirotechniczna odpowiedziała także na postulaty parlamentarzystów oraz na potrzebę społeczną i zainicjowała przed minionym Sylwesterem kampanię edukacyjną. Jej głównym celem jest pokazanie, że fajerwerki mogą być używane odpowiedzialnie – z poszanowaniem zarówno bezpieczeństwa ludzi, jak i dobrostanu zwierząt. Edukacja ta skupia się nie tylko na zwiększeniu komfortu zwierząt, ale również wzmacnia odpowiedzialność po stronie opiekunów, nie przerzucając całości ciężaru regulacyjnego wyłącznie na branżę i użytkowników fajerwerków.
– Nie da się zbudować skutecznego systemu wyłącznie poprzez zakazy i sankcje, bez równoczesnego wdrożenia szeroko zakrojonych działań informacyjnych i edukacyjnych, które obejmą wszystkie zainteresowane grupy społeczne – zarówno użytkowników fajerwerków, jak i właścicieli zwierząt, osoby wrażliwe na hałas oraz lokalne społeczności.To właśnie edukacja jest kluczem do tego, by świętować w sposób, który nie dzieli, a łączy – podkreśla Magdalena Rytel-Kuc, Prezes Fundacji Rozwoju i Edukacji Pirotechnicznej.
Rzetelna edukacja oparta na faktach naukowych, praktycznych wskazówkach i uczciwej komunikacji z obywatelami może obniżyć poziom społecznych napięć i zredukować potrzebę drastycznych, całkowitych zakazów. Konflikt pomiędzy użytkownikami fajerwerków a ich przeciwnikami nie wynika z natury pirotechniki, lecz z braku wiedzy, świadomości i zaufania. Odpowiedzialna edukacja jest więc kluczowym narzędziem odbudowy wspólnotowego podejścia do obchodzenia świąt i celebracji – w sposób, który nie wyklucza, ale integruje. W ramach kampanii rozpowszechniliśmy w mediach broszurę edukacyjno-informacyjną z poradami dla właścicieli zwierząt oraz spoty edukacyjne pokazujące, jak bezpiecznie obchodzić się z fajerwerkami i jak chronić psy przed sylwestrowym stresem.
Już wkrótce TSUE zajmie się kwestią WIBOR-u. Według prawników, wyrok może spowodować skokowy wzrost liczby pozwów składanych w sądach. Do tego samych umów opartych o ten wskaźnik jest więcej niż tych walutowych, więc kłopot może być większy niż w przypadku tzw. frankowiczów. Jednak nie brakuje też opinii, że to zupełnie różne sprawy i nie ma systemowego problemu. Część ekspertów przekonuje jednak, że działania ustawodawcy w tym zakresie nie są potrzebne, a banki będą proponować w tej kwestii ugody. Jednocześnie pojawiają się prognozy o rosnącej presji na państwo ze strony kredytobiorców. Choć w tej kwestii eksperci nie spodziewają się niczego konkretnego.
Oczy na Trybunał
12 lutego odbędzie się rozprawa TSUE w sprawie WIBOR-u. – Spodziewam się wyroku spójnego z opinią rzeczniczki generalnej, czyli potwierdzenia przez Trybunał, że banki mają obowiązek odpowiednio informować na temat WIBOR-u oraz jego wpływu na oprocentowanie i wysokość rat. TSUE może wskazać także, czy wadliwe działania banku prowadzą do unieważnienia umowy, usunięcia całego oprocentowania czy jedynie w zakresie WIBOR-u i pozostawienia stałej marży – przewiduje adwokat Jakub Bartosiak z Kancelarii MBM Legal.
Jak stwierdza Adam Zakrzewski z Kancelarii Prawnej Chałas i Wspólnicy, wyrok może być pierwszym tzw. momentem skokowym w liczbie składanych pozwów z tego zakresu. I tutaj ekspert zwraca uwagę na ostatnią opinię Rzecznika Generalnego TSUE w sprawie pytań prejudycjalnych polskiego sądu. Ona w żaden sposób nie przesądziła zasadności czy też niezasadności ewentualnych roszczeń kredytobiorców. Natomiast wyraźnie wskazała, że jeśli TSUE podąży za jej wnioskami, co często ma w zwyczaju, zostanie otwarta dość szeroka furtka do faktycznej próby podważania tych umów.
– To będzie jeden z kluczowych tematów medialnych i sądowych w najbliższym czasie. Rzesza osób będzie namawiać klientów banków do zakładania spraw w tym temacie i domagania się unieważnienia kredytu z tego powodu. Każdy ma prawo uważać, że jego umowa jest wadliwa. Już dziś bowiem można przeczytać liczne głosy odnoszące się do porównywania WIBOR-u do kredytów frankowych. Tymczasem są to zupełnie inne sprawy. Kredyt frankowy i złotowy są do siebie podobne głównie z powodu słowa „kredyt”, a poza tym to inne umowy, stanowiące wzajemne zobowiązanie dwóch stron – komentuje dr hab. Damian Walczak, prof. UMK z Instytutu Ekonomii i Finansów tej uczelni.
Z kolei adwokat Jakub Bartosiak stwierdza, że sprawy związane z WIBOR-em będą równie lub wręcz bardziej popularne niż kredyty walutowe. Po pierwsze, kredytów hipotecznych, opartych na ww. wskaźniku, jest więcej niż kredytów walutowych. Po drugie, WIBOR był stosowany także w umowach leasingowych czy pożyczkach gotówkowych. One były powszechne i udzielane przez bardzo długi okres, a nie tylko przez kilka lat – jak w przypadku rozwiązań walutowych. Ekspert spodziewa się, że liczba pozwów będzie systematycznie rosnąć, zwłaszcza po głośnych, korzystnych wyrokach TSUE, sądów powszechnych czy Sądu Najwyższego. Podobnie było w sprawach frankowych.
– Ilość umów kredytowych, które w teorii będą mogły być podważane, jest nieporównywalnie większa do tzw. umów frankowych. A te przecież nie tylko spowodowały potężne tąpnięcie na rynku bankowym, ale przede wszystkim zatkały sądy cywilne właściwie w całej Polsce. Jako pełnomocnik procesowy jestem nieco przerażony tym, jak mogą potencjalnie wyglądać sądy po ewentualnym rozpoczęciu prawdziwej fali pozwów WIBOR-owych. Powiedzenie, że gorzej być nie może, na pewno nie ma tu zastosowania – dodaje Adam Zakrzewski.
Jak prognozuje dr hab. Krzysztof Piech, prof. Uczelni Łazarskiego, wzrośnie liczba spraw składanych do sądów, co pogorszy problemy z polskim sądownictwem. Jednak skala tego będzie bardzo ograniczona. Ekspert spodziewa się niewielkiej liczby pozwów, ponieważ nie mamy tutaj systemowego problemu jak w przypadku kredytów frankowych. Jednocześnie coraz więcej konsumentów weryfikuje swoje umowy.
– Oczywiście istnieje możliwość, że któraś z umów ze stawką referencyjną WIBOR zawiera niedozwolone postanowienia umowne. Jednak o tym – zgodnie z istotnym poglądem Rzecznika Finansowego – indywidualnie i w konkretnych okolicznościach prawnych będzie decydować sąd. Umowa kredytu, jak każda inna umowa, może zawierać niedozwolone zapisy – stwierdza dr hab. Damian Walczak, prof. UMK.
Rola ustawodawcy
Rodzi się też pytanie o to, czy państwo podejmie jakieś kroki, aby ograniczyć ww. problem. Adwokat Jakub Bartosiak zaznacza, że działania ustawodawcy są zwykle spóźnione. Obecnie procedowana jest ustawa dotycząca kredytów frankowych, która powinna być uchwalona 6 czy nawet 8 lat temu, ale niekoniecznie w proponowanym kształcie. W 2015 roku z hasłem uregulowania tego tematu szedł do wyborów przecież Andrzej Duda.
– Ponad 10 lat temu brałem udział w pracach nad kolejnymi projektami ustawy, które miały uregulować problem kredytów denominowanych i waloryzowanych. Wszystkie poszły do kosza, więc w tym przypadku również nie liczyłbym na ustawodawcę. Oczywiście, podjęcie takich działań byłoby dużo lepsze z punktu widzenia obywateli. Jednak przypuszczam, że tego typu inicjatywy zostaną storpedowane, tak jak zrobiono z kompromisowymi rozwiązaniami dla tzw. kredytów frankowych – mówi prof. dr hab. Witold Modzelewski z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.
Ekspert z MBM Legal podkreśla, że ustawodawca ma wpływ nie tylko na techniczne aspekty rozpoznawania spraw, a więc m.in. na poprawienie warunków administracyjnych w sądach, zwiększenie liczby personelu pomocniczego czy uproszczenie przepisów, również na kwestie stricte merytoryczne. Może odgórnie narzucić określone rozwiązania, np. przekształcając obecne umowy w umowy o stałym oprocentowaniu, ograniczając oprocentowanie kredytów do marży banku albo ustalając je w określonej wysokości.
– Sama stawka referencyjna WIBOR nie stanowi podstawy do jakiegokolwiek kwestionowania zapisów umowy. Z tego też powodu działania państwa nie są potrzebne. Zapisy ustawowe i nadzór były bowiem właściwe. Kredyty musiały mieć jakąś stawkę odniesienia, którą był powszechnie akceptowany i uznawany WIBOR. Kredytobiorcy to akceptowali, zdając sobie sprawę z tzw. ceny pieniądza. Znajduje to odniesienie w konstytucji, gdzie wskazano, że podstawę ustroju gospodarczego RP stanowi społeczna gospodarka rynkowa. W moim przekonaniu, jej podstawą jest tzw. cena pieniądza, której miernikiem pozostaje WIBOR – analizuje dr hab. Damian Walczak, prof. UMK.
Do tego w opinii dr. hab. Krzysztofa Piecha, prof. UŁa, banki zmodyfikują swoje szablony umów, dopracują procesy informacyjne, po wcześniejszym przeprowadzeniu analiz ich ekspozycji na ryzyko w poszczególnych latach. Zapewne będą też oferowały propozycje ugód. Natomiast przykład kredytów frankowych pokazał, że w większości przypadków są one mniej korzystne dla klientów niż pełna ścieżka prawna. Do tego adwokat Jakub Bartosiak twierdzi, że zmodyfikowane (aneksowane) mogą być również starsze umowy. W każdym wypadku wymaga to zgody banku i kredytobiorcy.
– Będzie presja na ustawodawcę ze strony klientów banków w sprawie WIBOR-u. Natomiast wpływy sektora finansowego na kształt legislacji jest przemożny, czego przykładem było odrzucenie tzw. projektów frankowych. Szantażowano opinię publiczną jakimiś masowymi stratami finansowymi. A okazało się, że banki w okresie największego nasilenia przegrywanych spraw mają też rekordowe zyski – podsumowuje prof. dr hab. Witold Modzelewski.
Z badań społecznych przeprowadzonych na zlecenie Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wynika, że aż 93 proc. konsumentów robiących zakupy online kieruje się opiniami o produktach zamieszczanymi w internecie. To sprawia, że rzetelność i przejrzystość recenzji mają kluczowe znaczenie dla podejmowania decyzji zakupowych. W ocenie UOKiK zasady publikowania oraz sposób prezentacji opinii stosowane przez Samsung Electronics Polska mogą jednak wprowadzać konsumentów w błąd, dlatego prezes urzędu postawił spółce formalne zarzuty.
Weryfikacja „na słowo”
Jak wskazuje UOKiK, przedsiębiorcy mają obowiązek jasno informować, czy i w jaki sposób weryfikują opinie prezentowane w swoich serwisach. Dzięki temu konsumenci mogą świadomie ocenić ich wiarygodność. W przypadku serwisu Samsung część komentarzy została oznaczona hasłem „Potwierdzony zakup/Produkt użytkowany przez klienta”, co sugeruje, że pochodzą one od osób, które faktycznie kupiły i używały danego produktu.
Urząd sprawdził jednak mechanizm tej weryfikacji. Okazało się, że aby uzyskać takie oznaczenie, wystarczy zaznaczyć checkbox z oświadczeniem, że opinia wynika z używania lub zakupu produktu. Spółka nie wymaga podania numeru zamówienia, dowodu zakupu ani innego potwierdzenia. Zdaniem UOKiK taki sposób działania nie daje realnej gwarancji, że opinia pochodzi od rzeczywistego użytkownika.
– Mając świadomość, czy opinie są weryfikowane, czy nie, konsumenci mogą zachować odpowiednią ostrożność przy podejmowaniu decyzji zakupowych. Przedsiębiorca, który uwiarygadnia prezentowane komentarze, musi dołożyć starań, aby je faktycznie sprawdzić – podkreśla Tomasz Chróstny, prezes UOKiK.
„Autentyczna recenzja”, ale bez jasnych kryteriów
Dodatkowym elementem wzmacniającym zaufanie konsumentów są w serwisie Samsung oznaczenia „Autentyczna recenzja™ bazaarvoice”. UOKiK zwraca jednak uwagę, że brak jest informacji, jakie kryteria decydują o nadaniu takiego statusu. Co więcej, choć część opinii może być odrzucana, nie są one weryfikowane pod kątem faktycznego zakupu lub używania produktu.
W ocenie prezesa UOKiK stosowane przez spółkę mechanizmy – oświadczenia checkbox oraz selekcja komentarzy – mogą nie stanowić uzasadnionych i proporcjonalnych działań służących potwierdzeniu pochodzenia opinii.
Gwiazdki bez wyjaśnienia
Urząd zastrzega także sposób prezentowania ocen liczbowych. Przy wielu opiniach brak informacji, czy zostały one w jakikolwiek sposób zweryfikowane, mimo że są one wliczane do ogólnej punktacji produktu oraz ocen cząstkowych, takich jak funkcjonalność czy wydajność. To właśnie liczba gwiazdek jest najczęściej pierwszym elementem, na który zwracają uwagę klienci.
Zdaniem UOKiK konsumenci powinni od razu otrzymać jasną informację, czy komentarze uwzględniane w statystykach są weryfikowane oraz jak dokładnie wyliczane są prezentowane oceny. W serwisie Samsung takie wyjaśnienia nie pojawiają się na żadnym etapie procesu zakupowego, co może prowadzić do podejmowania decyzji w oparciu o mylące dane.
Możliwe konsekwencje
Jeśli zarzuty prezesa UOKiK zostaną potwierdzone, Samsung Electronics Polska może zostać ukarany grzywną sięgającą nawet 10 proc. obrotu. Postępowanie ma na celu ochronę konsumentów oraz zapewnienie, by informacje wykorzystywane przy zakupach online były rzetelne, przejrzyste i zgodne z obowiązującymi przepisami.
Firma Brother Polska w ostatnim kwartale 2025 roku dokonała zmian organizacyjnych wewnątrz zespołu, celem utrzymania i wzmocnienia pozycji lidera polskiego rynku druku w 2026 roku. Dotychczasowi Team Leaderzy awansowali na stanowiska kierownicze, wzmacniając trzy główne filary strategii sprzedażowej firmy.
Piotr Gołębczyk awansował na stanowisko Head of SMB Business i będzie odpowiedzialny za całą grupę produktów dedykowanych małym i średnim przedsiębiorstwom, jak również rynkowi Enterprise. Posiadając prawie dwudziestoletnie doświadczenie w branży IT – z czego piętnaście lat w firmie Brother – Piotr do tej pory zajmował się rozwojem kanału partnerskiego m.in. w północnej części Polski. Jako specjalista w zakresie sprzedaży biznesowych urządzeń drukujących oraz usług zarządzania drukiem, skupi się na rozwoju sprzedaży w sektorze SMB, włączając w to usługi MPS. W zakresie obowiązków lidera znajdzie się również koordynowanie pracy zespołów dedykowanych obsłudze Biznesowego Kanału Partnerskiego oraz Klienta Końcowego (Major Accounts).
Na stanowisko Head of SOHO Business awansował Robert Kowalski – Manager z piętnastoletnim stażem w firmie Brother. Robert do tej pory pełnił rolę Team Leadera i odpowiadał za rozwój kanału Dealer & Retail. W nowej roli realizował będzie zadania związane z obsługą i rozwojem całego kanału oraz produktów SOHO, który dziś stanowi największą wartość w całej ofercie Brother na polskim rynku.
Tomasz Boroński, dotychczasowy ES Solution & Labelling Team Leader w polskim oddziale Brother, odpowiada, wraz ze swoim zespołem, za cały sektor Etykietowania, jako Head of Labeling Solutions. W tym zadaniu pomoże mu kilkuletnia specjalizacja w rynku Auto ID oraz doświadczenie związane z mobilnymi, nabiurkowymi i przemysłowymi drukarkami etykiet oraz wspierającymi je rozwiązaniami. Świeżo upieczony menedżer jest ekspertem w dziedzinie, którą ma zarządzać – na poprzednim stanowisku zajmował się m.in. rozwijaniem kanału partnerskiego.
Łukasz Kurbiel awansował na stanowisko Team Leader – MPS & Copier Dealer Channel w Brother Polska. Od 2016 roku rozwijał usługi outsourcingu druku, a teraz będzie kierował zespołem odpowiedzialnym m.in. za rozwój kontraktów w sektorze SMB. Dzięki 18-letniemu doświadczeniu w branży druku i dogłębnej znajomości rynku, Łukasz wniesie do nowej roli wiedzę i energię, które pomogą realizować ambitne cele firmy.
Choć na nowo mianowanych Szefów kategorii czeka rok pełen wyzwań, to bogate, wieloletnie doświadczenie każdego z nich z pewnością okaże się nieocenione dla rozwoju firmy Brother w Polsce. Jestem przekonany, że zmiany, których jestem inicjatorem przełożą się nie tylko na jeszcze lepsze wyniki sprzedażowe firmy, ale również na dalszy rozwój naszego zespołu i całego polskiego rynku druku – komentuje Krzysztof Mertowski, Country Manager Poland & Ukraine.
Zmiany kadrowe w Brother Polska są elementem długofalowej strategii HR, opartej na rozwoju wewnętrznych talentów i budowaniu klarownych ścieżek kariery. Firma konsekwentnie stawia na awanse wewnętrzne, wzmacniając kompetencje managerskie i zaangażowanie zespołów w odpowiedzi na zmieniające się potrzeby rynku.
Grupa Murapol w 2025 r. łącznie sprzedała ponad 3,1 tys. lokali do klientów detalicznych (+2% r/r). W konkurencyjnej i dopasowanej do potrzeb rynku ofercie posiadała blisko 4,2 tys. lokali na koniec ub.r.
2856 umów deweloperskich i przedwstępnych podpisanych z klientami detalicznymi w 2025 r. oraz 284 opłacone umowy rezerwacyjne po wyeliminowaniu rezygnacji na dzień 31.12.2025 r.
Szeroka i atrakcyjna oferta blisko 4,2 tys. lokali w 16 miastach, dla klientów detalicznych na dzień 31.12.2025 r.
2649 lokali w 15 miastach przekazanych klientom detalicznym w 2025 r., dodatkowo 249 lokali przekazanych w segmencie PRS.
Duży, zdywersyfikowany i regularnie odnawiany bank ziemi pod budowę blisko 19,6 tys. lokali na dzień 31.12.2025 r.
Rozbudowany portfel projektów w realizacji obejmujący ponad 6,5 tys. lokali na dzień 31.12.2025 r.
SPRZEDAŻ
Łączna sprzedaż do klientów detalicznych w 2025 roku, z uwzględnieniem opłaconych umów rezerwacyjnych i po wyeliminowaniu rezygnacji, wyniosła 3140. W tym, Spółka zawarła 2856 umów deweloperskich i przedwstępnych z klientami detalicznymi oraz posiadała 284opłacone umowy rezerwacyjne po wyeliminowaniu rezygnacji (na dzień 31.12.2025 r.). W samym tylko czwartym kwartale 2025 podpisanych zostało 767umów deweloperskich i przedwstępnych.
PRZEKAZANIA
Klientom detalicznym przekazano w 2025 r. klucze do 2649 lokali. W samym czwartym kwartale przekazanych zostało 1286lokali. Dodatkowo, w segmencie PRS przekazano 249 lokali.
WPROWADZENIA DO OFERTY
W 2025 r. GK Murapol wprowadziła do oferty 2405 lokali w 11 inwestycjach w 8 miastach, m.in. w Warszawie, Krakowie, Katowicach, Łodzi i Lublinie. Nowa oferta obejmuje lokale zaprojektowane zarówno w nowych przedsięwzięciach deweloperskich, jak i w kolejnych etapach realizowanych już inwestycji.
Na dzień 31 grudnia 2025 r. oferta GK Murapol obejmowała 4174 lokale w 16 miastach.
LICZBA LOKALI W BUDOWIE
Na dzień 31 grudnia 2025 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6524 lokale powstające w 87 budynkach realizowanych w ramach 22 projektów, w tym w segmencie detalicznym 5132 lokale, a w segmencie PRS – 1392 lokali.
BANK ZIEMI
GK Murapol systematycznie odnawia i rozbudowuje aktywny bank ziemi. Na koniec 2025 r. dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę blisko 19,6 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej netto przekraczającej 832 tys. mkw. w 17 miastach.
– Rok 2025 był dla Grupy Murapol czasem stabilizacji i konsekwentnej realizacji strategii. Utrzymaliśmy silną pozycję w segmencie popularnym, rozwijając ofertę w największych aglomeracjach i wzmacniając bank ziemi. Jako jedyny duży deweloper pozostaliśmy przy standardowych harmonogramach płatności, nie wdrażając systemów typu „płać później”, które zwiększają ryzyko finansowe i obniżają płynność. Co ważne – mimo tego konserwatywnego podejścia nasza sprzedaż była na tyle wysoka, że zapewniła nam miejsce w czołówce rynku, potwierdzając konkurencyjność i dopasowanie naszej oferty do potrzeb klientów. Wchodząc w 2026 rok, widzimy pozytywne perspektywy dzięki obniżkom stóp procentowych, rosnącym wynagrodzeniom i dynamicznemu rozwojowi polskiej gospodarki, które zwiększają dostępność mieszkań i wspierają popyt. Naszym priorytetem pozostaje utrzymanie wysokiej pozycji na rynku Grupy Murapol, dalsze wzmacnianie banku ziemi i stabilny rozwój w największych polskich aglomeracjach, a także na wybranych rynkach regionalnych – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA.
W ciągu blisko 25 lat działalności (do 31 grudnia 2025) GK Murapol zrealizowała 102 wieloetapowe inwestycje, w ramach których powstało 485 budynków obejmujących łącznie ponad 34,8 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej ponad 1,5 mln mkw.
Tylko 38 proc. ogłoszeń o pracę publikowanych obecnie na polskim rynku jest neutralnych płciowo, mimo że w grudniu weszły w życie przepisy zobowiązujące pracodawców do stosowania równego i niedyskryminującego języka w procesach rekrutacyjnych. Z analizy Grupy Progres wynika, że większość firm nadal nie dostosowała treści ofert do nowych wymogów, narażając się tym samym na ryzyko prawne i wizerunkowe.
Brak dostosowania nazw stanowisk widoczny jest zarówno w sektorze prywatnym, jak i w administracji publicznej. Nadal pojawiają się ogłoszenia urzędów czy sądów, w których stosowane są wyłącznie tradycyjne, niezmodyfikowane nazwy stanowisk, mimo że to właśnie od podmiotów publicznych w pierwszej kolejności należałoby oczekiwać pełnego dostosowania do obowiązujących przepisów prawa.
– Język ogłoszeń ma realny wpływ na dostępność ofert dla kandydatów i kandydatek, a neutralność płciowa nie jest dziś tylko dobrą praktyką, lecz obowiązkiem wynikającym z przepisów prawa. Pracodawcy realizują go na kilka sposobów: stosując formy neutralne, zapis z oznaczeniem k/m, wpisując podwójne końcówki lub podając obie nazwy stanowiska – mówi Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres. – Brak dostosowania się do obowiązujących regulacji może skutkować zarzutami naruszenia zasady równego traktowania w zatrudnieniu, skargami do Państwowej Inspekcji Pracy, postępowaniami sądowymi oraz karami finansowymi – dodaje.
Dodatkowo pracodawcy muszą liczyć się z konsekwencjami wizerunkowymi, które w coraz bardziej konkurencyjnym rynku pracy mają istotny wpływ na zdolność pozyskiwania kandydatów.
Męskie formy tracą, neutralność w rekrutacji zyskuje na znaczeniu
Analizy Grupy Progres potwierdzają, że na rynku pracy coraz wyraźniej widoczny jest trend zmian. Już co trzecia oferta (38 proc.) pokazuje, że firmy faktycznie podejmują działania neutralizujące nazwy stanowisk i przenoszą je bezpośrednio na treść ogłoszeń rekrutacyjnych. Pracodawcy zaczęli unikać wyłącznie męskich określeń.
W ofertach pracy nie brakuje dziś zapisów takich jak operator / operatorka, architekt / architektka, elektromonter / elektromonterka, kontroler / kontrolerka, mistrz / mistrzyni, kierownik / kierowniczka projektu, specjalista / specjalistka ds. kadr, koordynator / koordynatorka zespołu, analityk / analityczka danych, menedżer / menedżerka sprzedaży, doradca / doradczyni klienta, asystent / asystentka administracyjna, inspektor / inspektorka jakości czy technik / techniczka IT.
Choć tempo zmian jest zróżnicowane, w zależności od branży i sektora, kierunek jest wyraźny – neutralny i inkluzywny język coraz częściej staje się standardem w rekrutacji.
Prawo pracy w 2026 roku – fala równoległych zmian
Zdaniem Magdy Dąbrowskiej, prezeski Grupy Progres, problem z neutralnością płciową ogłoszeń jest jedynie zapowiedzią znacznie szerszych zmian, z jakimi pracodawcy będą musieli zmierzyć się w tym roku. Prawo pracy wchodzi w fazę intensywnych modyfikacji, a skala nowych regulacji przypomina lawinę, która obejmie nie tylko rekrutację, ale cały obszar zarządzania personelem.
Wśród kluczowych zmian jest dalsze wzmocnienie przepisów antydyskryminacyjnych, nowe obowiązki związane z transparentnością wynagrodzeń, zmiany w zasadach zatrudniania cudzoziemców, rozszerzenie obowiązków informacyjnych wobec pracowników, a także konieczność dostosowania polityk HR do wymogów ESG i raportowania niefinansowego.
Wdrożenie nowych regulacji trudne dla firm
W tym roku rynek stoi przed bezprecedensowym wyzwaniem – równoczesne wdrażanie licznych zmian w prawie pracy wymaga od przedsiębiorców nie tylko szybkiego reagowania, ale też koordynacji wielu obszarów funkcjonowania firmy.
– Rok 2026 jest wyjątkowy, ponieważ jeszcze nigdy wcześniej przedsiębiorcy nie musieli w tak krótkim czasie wdrażać tak wielu zmian i to jednocześnie. Nowe regulacje obejmują równolegle rekrutację, polityki HR, systemy wynagrodzeń, obowiązki informacyjne oraz kwestie równego traktowania, co dla wielu firm oznacza konieczność przebudowy całych procesów. Brakuje czasu, zasobów i często specjalistycznej wiedzy, aby wszystko wdrożyć równolegle i bez ryzyka błędów, szczególnie w mniejszych organizacjach. Dodatkowo zmiany wymagają ścisłej współpracy między działami HR, prawnym i finansowym, a także aktualizacji procedur wewnętrznych i szkoleń pracowników, a to dodatkowo komplikuje cały proces. – podkreśla Magda Dąbrowska, prezeska Grupy Progres. – Co więcej, na horyzoncie widać kolejne zmiany, nad którymi pracuje rząd – jeśli firmy nie wdrożą obecnych regulacji szybko, wkrótce mogą zderzyć się z kolejną falą przepisów, której skala może przytłoczyć zasoby i możliwości przedsiębiorstw – zaznacza.
Firmy, które już teraz nie podejmą działań dostosowawczych, mogą w krótkim czasie stanąć przed poważnymi problemami prawnymi i organizacyjnymi. Audyt treści ogłoszeń o pracę, procedur HR oraz wewnętrznych regulaminów staje się koniecznością, a nie wyborem, jeśli pracodawcy chcą bezpiecznie funkcjonować w dynamicznie zmieniającym się otoczeniu prawnym.
***
Analizy Grupy Progres przeprowadzano w pierwszym tygodniu stycznia 2026 roku, obejmowały zbiór ponad 8300 ofert o pracę publikowanych w portalach ogłoszeniowych. Analizie poddano ogłoszenia oferowane przez przedsiębiorców, organizacje i instytucje z całej Polski.
PKO Faktoring, spółka wchodząca w skład Grupy Kapitałowej PKO Banku Polskiego, ogłosiła swoją strategię do 2027 roku, której celem jest trwałe wzmocnienie pozycji rynkowej i bycie kluczowym partnerem dla polskich przedsiębiorców.
Spółka planuje rozwijać się dwa razy szybciej niż rynek faktoringu pod względem wartości sfinansowanych faktur oraz zwiększyć wynik na działalności biznesowej o 66 proc.
PKO Faktoring stawia na cyfryzację i nowoczesne technologie, w tym sztuczną inteligencję, integrację z systemami ERP oraz obecność w e-commerce, konsekwentnie wspierając strategię PKO Banku Polskiego.
Już co piąty przedsiębiorca posiadający faktoring w Polsce korzysta z usług PKO Faktoring, dlatego priorytetem spółki są doświadczenia klientów – firma chce osiągnąć wskaźnik NPS na poziomie 60 proc.
Jeszcze bliżej potrzeb przedsiębiorców, dynamiczny rozwój w oparciu o nowoczesną technologię i konsekwentne budowanie pozytywnych doświadczeń klientów – tak wygląda nowa strategia PKO Faktoring do 2027 r. Cele są ambitne.
– Chcemy zostać liderem wzrostu w branży faktoringowej i kluczowym partnerem dla polskiego biznesu. Zamierzamy być dla przedsiębiorców wsparciem, a nie tylko dostawcą usługi, dlatego budujemy doświadczenia, które dają przewidywalność i realne wsparcie w rozwoju. „Droga do #1.” to nie obietnica, tylko podejście, które będziemy konsekwentnie wdrażać: od prostych decyzji i szybkich procesów, po codzienną dostępność ludzi, którzy rozumieją biznes. Naszą ambicją jest faktoring, który nie tylko finansuje faktury, ale też dodaje firmom pewności w działaniu i odwagi w planowaniu kolejnych kroków – mówi Bartłomiej Świeca, Prezes Zarządu PKO Faktoring.
Rynek faktoringu w Polsce rozwija się w stabilnym tempie. Coraz więcej przedsiębiorców dostrzega korzyści, które daje to narzędzie finansowe. Z usług firm faktoringowych korzysta obecnie ponad 31 tys. przedsiębiorstw.
Tam, gdzie biznes
PKO Faktoring pod względem wartości finansowanych faktur planuje rozwijać się w tempie dwa razy wyższym niż rynek. Celem jest też zwiększenie wyniku na działalności biznesowej o 66 proc.
Spółka konsekwentnie wspiera realizację strategii PKO Banku Polskiego. Obejmuje ona m.in. dalsze umacnianie pozycji lidera, transformację cyfrową oraz budowanie statusu instytucji pierwszego wyboru – dla klientów, pracowników i inwestorów.
– PKO Faktoring odgrywa strategiczną rolę w Grupie Kapitałowej PKO Banku Polskiego, wzmacniając naszą zdolność do kompleksowego rozwoju przedsiębiorstw. Faktoring jest dziś kluczowym narzędziem finansowania kapitału obrotowego – poprawia płynność firm, zwiększa ich odporność i naturalnie uzupełnia finansowanie inwestycyjnie. Jestem przekonana, że konsekwentna realizacja nowej strategii spółki pozwoli nam jeszcze skuteczniej wspierać klientów w realizacji ich planów rozwojowych – mówi Ludmiła Falak-Cyniak, Wiceprezeska Zarządu PKO Banku Polskiego nadzorująca Obszar Bankowości Korporacyjnej i Inwestycyjnej.
PKO Faktoring zamierza wykorzystać nowoczesne narzędzia, w tym sztuczną inteligencję, aby rozwijać cyfrową obsługę i oferować klientom szybkie, wygodne rozwiązania dostępne online. Jednocześnie spółka chce:
być obecna wszędzie tam, gdzie klienci prowadzą biznes, w tym w obszarze e-commerce,
budować narzędzia do integracji z systemami ERP.
Takie podejście ma wspierać szersze wykorzystanie usług faktoringowych oraz wzmacniać konkurencyjność oferty PKO Faktoring.
Najważniejszy jest klient
Pod koniec trzeciego kwartału 2025 r. firma obsługiwała ponad 5 tys. klientów. To dało jej drugą pod tym względem pozycję w rankingu branżowym. W najbliższych latach planuje uprościć, zautomatyzować i przyspieszyć procesy dla jeszcze większego komfortu przedsiębiorców.
PKO Faktoring koncentruje się na podnoszeniu jakości doświadczeń swoich klientów na każdym etapie współpracy – od pierwszego kontaktu po bieżącą obsługę. Ważnym kierunkiem pozostaje zwiększanie dostępności i wygody korzystania z oferty.
Celem spółki jest osiągnięcie wskaźnika NPS na poziomie 60 proc.
„Droga do #1.”
Co piąty przedsiębiorca w Polsce, który posiada faktoring, korzysta z usług spółki. Firma ma blisko 20-procentowy udział w rynku pod względem liczby klientów i prawie 10-procentowy pod względem wartości finansowanych faktur.
Nowa Strategia PKO Faktoring wyznacza jasny plan działania oparty na 5 filarach:
aktywizacji sprzedaży,
doświadczeniach klienta,
innowacyjnych i efektywnych rozwiązaniach,
inwestowaniu w ludzi.
„Droga do #1.” ma prowadzić do trwałego wzmocnienia pozycji spółki na rynku i budowania długofalowych relacji z przedsiębiorcami.
Według najnowszych prognoz Komisji Europejskiej, PKB Polski ma pozostać w strefie umiarkowanego wzrostu w 2026 r. – najczęściej wskazuje się 3-3,5%, w zależności od źródła. To scenariusz stabilny, ale pozbawiony euforii. I właśnie w takim otoczeniu polski przemysł podejmuje decyzje inwestycyjne – ostrożnie, ale zdecydowanie, co potwierdzają dane rynkowe zebrane przez firmę Polcom. W efekcie, technologia przestaje być polem do testów, ma dowozić wyniki.
Przemysł w fazie „egzekucji technologii”
Z raportu Polcom „Barometr cyfrowej transformacji polskiego biznesu 2025-2026” wynika wyraźnie, że rok 2026 nie będzie czasem pilotaży, proof of concept i eksperymentów technologicznych. Dla firm przemysłowych to moment przejścia do fazy egzekucji – skalowania rozwiązań, które realnie wpływają na koszty, wydajność i jakość.
– Widzimy zmianę narracji po stronie zarządów firm przemysłowych. Pytanie nie brzmi już „czy i jak wdrażać AI”, ale „gdzie i kiedy zobaczymy efekt w P&L”. 2026 r. będzie pierwszym rokiem, w którym technologia na masową skalę zostanie rozliczona z realnych wyników biznesowych, a nie z innowacyjności samej w sobie – mówi Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży w Polcom.
Najsilniejszym trendem inwestycyjnym w polskim przemyśle pozostają AI i automatyzacja, coraz wyraźniej traktowane nie jako innowacja, lecz jako narzędzie codziennego zarządzania operacyjnego. Do 2026 r. 76% firm przemysłowych planuje wdrożenie lub rozszerzenie wykorzystania sztucznej inteligencji, 55% zamierza rozwijać robotyzację procesów (RPA), a 49% deklaruje intensywne inwestycje w rozwiązania z obszaru Przemysłu 4.0 i 5.0. Uzupełnieniem tych działań pozostaje edge computing, którego dalszy rozwój wskazuje 22% przedsiębiorstw, głównie w kontekście przetwarzania danych blisko linii produkcyjnych i skracania czasu reakcji systemów.
AI w przemyśle: mniej wizji, więcej arkuszy kalkulacyjnych
W 2026 r. sztuczna inteligencja w przemyśle nie ma pozostać draftem, okraszonym atrakcyjną prezentacją. Ma bronić się w excelu w postaci liczb i analiz. Firmy coraz częściej wdrażają AI tam, gdzie efekt można policzyć: w planowaniu produkcji, predykcyjnym utrzymaniu ruchu, kontroli jakości czy optymalizacji zużycia energii.
– AI w przemyśle przestaje być „projektem IT”. Staje się elementem zarządzania operacyjnego – takim samym jak logistyka czy planowanie produkcji. Największe zainteresowanie budzą dziś wdrożenia, które można szybko skalować i które dają mierzalny efekt: mniej przestojów, mniej błędów, lepsze wykorzystanie zasobów – dodaje Adam Matyaszek.
Nie chodzi więc o autonomiczne fabryki rodem z futurystycznych wizji, lecz o konkretne usprawnienia punktowe, które znajdą zastosowanie w wybranych obszarach lub procesach organizacji.
Dojrzewanie zamiast rewolucji
Blisko połowa firm przemysłowych deklaruje intensywne inwestycje w Przemysł 4.0 i 5.0, ale narracja wokół tych koncepcji również się zmienia. Coraz rzadziej mówi się o „rewolucji”, częściej o integracji danych, systemów i ludzi.
– Przemysł 5.0 to w praktyce próba odpowiedzi na zmęczenie ciągłą zmianą. Firmy chcą technologii, która wzmacnia odporność organizacji, a nie tylko podnosi wskaźniki automatyzacji. Dlatego coraz większy nacisk kładzie się na stabilność systemów, bezpieczeństwo danych i realne wsparcie pracowników w procesach produkcji – zauważa Adam Matyaszek z Polcom.
Warto zaznaczyć, że jednym z najbardziej jednoznacznych wniosków wynikających z tegorocznej edycji raportu Polcom jest podejście przemysłu do infrastruktury IT. 89% firm deklaruje, że nie zrezygnuje z własnej infrastruktury, niemniej 65% firm przemysłowych korzysta z chmury obliczeniowej, która pełni rolę elastycznego rozszerzenia potencjału IT.
Twarde oczekiwania na 2026 r.
Najważniejsze jest jednak to, czego przemysł oczekuje w zamian za inwestycje technologiczne – i tu nie ma miejsca na niejasne obietnice ani długofalowe wizje bez pokrycia w liczbach. 84% firm przemysłowych wskazuje na obniżenie kosztów operacyjnych jako kluczowy efekt wdrożeń, 70% oczekuje wzrostu produktywności, a 68% liczy na poprawę jakości oraz ograniczenie liczby błędów w procesach. Równolegle 72% przedsiębiorstw zakłada, że automatyzacja i AI przełożą się na lepszą obsługę klientów B2B, skracając czas realizacji zamówień i zwiększając przewidywalność dostaw.
– To zestaw oczekiwań typowy dla dojrzałej transformacji cyfrowej. Technologia nie ma już inspirować – ma dowozić wynik. Firmy przemysłowe wiedzą, że w warunkach umiarkowanego wzrostu PKB jedyną trwałą przewagą jest efektywność – wskazuje Adam Matyaszek, Dyrektor Działu Sprzedaży w Polcom. – Polski przemysł wchodzi w 2026 r. z jasno postawioną tezą: inwestujemy, ale oczekujemy zwrotu. AI, automatyzacja i Przemysł 4.0 mają działać tu i teraz – na hali produkcyjnej, w planowaniu i w relacjach B2B. Rok 2026 zapowiada się więc nie jako moment technologicznych rewolucji, lecz czas mierzenia twardych efektów biznesowych – dodaje.
Vertiv prognozuje, że procesy projektowania i eksploatacji centrów danych będą kształtowane przez infrastrukturę zasilającą środowiska sztucznej inteligencji, wykorzystanie cyfrowych bliźniaków oraz rozwiązań adaptacyjnego chłodzenia cieczą.
Do zaistnienia zmian przyczynią się takie czynniki jak ekstremalne zagęszczenie mocy, skalowanie do poziomu gigawatów oraz postrzeganie centrów danych jako jednostek obliczeniowych.
Firma Vertiv opublikowała raport Vertiv Frontiers, którego autorzy zauważają, że innowacje w centrach danych są coraz silniej determinowane przez czynniki makroekonomiczne oraz trendy związane ze sztuczną inteligencją. Dokument, opracowany na podstawie wiedzy eksperckiej zespołów z całej firmy, identyfikuje kluczowe kierunki rozwoju technologii, które będą napędzać obecne i przyszłe innowacje – od dostosowania systemów zasilania do potrzeb AI, przez wykorzystanie cyfrowych bliźniaków, po adaptacyjne chłodzenie cieczą.
– Branża centrów danych bardzo szybko zmienia sposób, w jaki projektuje, buduje, eksploatuje i serwisuje infrastrukturę, odpowiadając na rosnące wymagania dotyczące gęstości mocy oraz tempa wdrażania tzw. fabryk sztucznej inteligencji – powiedział Scott Armul, Chief Product and Technology Officer w Vertiv. – Obserwujemy nakładające się na siebie siły techniczne, w tym ekstremalne zagęszczenie mocy, które napędzają przełomowe trendy, takie jak popularyzacja architektury zasilania prądem stałym o wyższym napięciu oraz zaawansowanych systemów chłodzenia cieczą. Są one kluczowe dla osiągnięcia skalowania na poziomie gigawatów, niezbędnego dla zapewniania dalszych innowacji w obszarze AI. Wytwarzanie energii w siedzibie klienta oraz wykorzystywanie mechanizmów cyfrowych bliźniaków również odegrają istotną rolę w zwiększaniu skali i tempa popularyzacji sztucznej inteligencji.
Raport Vertiv Frontiers stanowi rozwinięcie publikowanych wcześniej przez Vertiv, corocznych prognoz Data Center Trends. Wskazuje on główne czynniki wpływające na innowacje w centrach danych: ekstremalne zagęszczenie mocy (przyspieszane przez sztuczną inteligencję i obliczenia wysokiej wydajności), szybkie skalowanie do poziomu gigawatów (budowa centrów danych osiąga obecnie bezprecedensowe tempo i skalę), postrzeganie centrów danych jako pojedynczych jednostek obliczeniowych (era AI wymaga projektowania i eksploatacji obiektów jako zintegrowanych systemów) a także dywersyfikację układów krzemowych, która wymusza dostosowanie infrastruktury do coraz szerszego wachlarza procesorów i architektur obliczeniowych.
W raporcie szczegółowo opisano, w jaki sposób czynniki te przełożyły się na pięć kluczowych trendów wpływających na poszczególne obszary funkcjonowania centrów danych.
Zasilanie dostosowane do potrzeb sztucznej inteligencji
Większość funkcjonujących obecnie centrów danych nadal bazuje na hybrydowej dystrybucji zasilania prądem przemiennym i stałym (od sieci elektroenergetycznej do szaf IT), obejmującej trzy lub cztery etapy konwersji energii, co wiąże się z określonymi stratami. Podejście to jest coraz bardziej krytykowane wraz z obserwowanym wzrostem gęstości mocy, w dużej mierze napędzanym przez środowiska sztucznej inteligencji. Przejście na architekturę prądu stałego o wyższym napięciu umożliwia istotne ograniczenie natężenia prądu, przekrojów przewodów oraz liczby etapów konwersji, a jednocześnie pozwala na centralizację przetwarzania energii na poziomie pomieszczenia. Hybrydowe systemy AC/DC wciąż są obecnie powszechne, jednak wraz z dojrzewaniem standardów i urządzeń dla w pełni stałoprądowych instalacji, wyższy poziom napięcia prądu stałego będzie zyskiwać na znaczeniu wraz ze wzrostem gęstości szaf. Rozwój lokalnego wytwarzania energii oraz mikrosieci również będzie sprzyjał popularyzacji architektury wysokiego napięcia prądu stałego.
Rozproszona sztuczna inteligencja
Dotychczasowe, liczone w miliardach dolarów inwestycje w centra danych, obsługujące duże modele językowe (LLM) sztucznej inteligencji, miały na celu umożliwienie powszechnego wykorzystania narzędzi AI przez konsumentów i przedsiębiorstwa. Vertiv zakłada, że sztuczna inteligencja staje się elementem krytycznym dla działalności firm, jednak sposób i miejsce realizacji usług wnioskowania będą zależne od specyficznych potrzeb i uwarunkowań danego przedsiębiorstwa. Chociaż trend ten dotyczy wszystkich branż, te najbardziej regulowane (np. finanse, obronność czy ochrona zdrowia) mogą być zmuszone do utrzymywania prywatnych lub hybrydowych środowisk sztucznej inteligencji w lokalnych centrach danych, ze względu na wymogi dotyczące rezydencji danych, bezpieczeństwa lub opóźnień. Elastyczne i skalowalne systemy zasilania o wysokiej gęstości mocy oraz chłodzenia cieczą mogą umożliwić zwiększanie mocy obliczeniowej zarówno poprzez nowe inwestycje, jak i modernizację istniejących obiektów.
Przyspieszenie autonomii energetycznej
Podstawę odporności większości niezależnych centrów danych od dziesięcioleci stanowią źródła wytwarzanej w siedzibie przedsiębiorstw energii, wystarczającej na krótki czas. Jednak obecne, powszechne wyzwania związane z dostępnością mocy z sieci elektroenergetycznej sprzyjają wdrażaniu rozwiązań rozszerzonej autonomii energetycznej, szczególnie w przypadku centrów danych obsługujących środowiska sztucznej inteligencji. Odpowiedzią na ograniczenia w dostępie do mocy przyłączeniowej są niosące ze sobą szereg korzyści inwestycje w lokalne wytwarzanie energii, m.in. z wykorzystaniem turbin gazu ziemnego oraz innych technologii. Strategie takie jak Bring Your Own Power (and Cooling), czyli zapewnianie energii oraz chłodzenia we własnym zakresie, najprawdopodobniej staną się trwałym elementem planów rozwoju autonomii energetycznej.
Projektowanie i eksploatacja bazujące na koncepcji cyfrowych bliźniaków
Rosnąca gęstość obciążeń związanych ze sztuczną inteligencją oraz coraz wydajniejsze procesory GPU zwiększają presję na szybkie uruchamianie złożonych fabryk AI. Dzięki narzędziom również wykorzystującym sztuczną inteligencję centra danych mogą być odwzorowywane i projektowane w środowisku wirtualnym z wykorzystaniem koncepcji cyfrowych bliźniaków. Umożliwia to integrację środowisk IT oraz krytycznej infrastruktury cyfrowej, często w postaci prefabrykowanych, modułowych rozwiązań, a następnie wdrażanie ich jako spójnych jednostek obliczeniowych. Takie podejście pozwala skrócić nawet o 50% czas „time-to-token” (okres od projektu do uruchomienia obliczeń), co będzie to kluczowe dla efektywnego osiągania gigawatowej skali, niezbędnej dla dalszego rozwoju sztucznej inteligencji.
Adaptacyjne, wysoce odporne chłodzenie cieczą
Rozwój obciążeń AI oraz obsługującej je infrastruktury znacząco wpłynął na przyspieszenie popularyzacji rozwiązań chłodzenia cieczą. Jednocześnie sama sztuczna inteligencja może być wykorzystywana do dalszego doskonalenia i optymalizacji tych systemów. Dla rosnącej liczby operatorów chłodzenie cieczą stało się elementem krytycznym, a zastosowanie AI może dodatkowo zwiększyć jego efektywność oraz niezawodność. W połączeniu z zaawansowanymi systemami monitorowania i sterowania, sztuczna inteligencja może umożliwić przewidywanie potencjalnych awarii oraz bardziej precyzyjne zarządzanie przepływem cieczy i komponentami systemu. Trend ten powinien przełożyć się na wyższą dostępność i niezawodność kosztownych zasobów sprzętowych oraz obsługiwanych przez nie danych i obciążeń.
W 2025 roku ORLEN umocnił pozycję w dostawach małego LNG, dostarczając do klientów ponad 245 tysięcy ton skroplonego gazu ziemnego. To ilość, która pozwoliłaby zasilić wszystkie gospodarstwa domowe miast wielkości Rzeszowa lub Olsztyna, przez okres prawie pięciu lat. LNG pochodzi głównie z terminalu w Świnoujściu, a także stacji przeładunkowej w Kłajpedzie i produkcji własnej. Skroplony gaz przewożony cysternami trafia m.in. do klientów indywidualnych i przedsiębiorców na terenach z ograniczonym dostępem do sieci ogólnopolskiej.
LNG sprzedawane przez ORLEN pochodzi głównie z ładunków importowanych drogą morską do terminala w Świnoujściu oraz stacji przeładunkowej w Kłajpedzie, z których w ubiegłym roku do klientów wyruszyło łącznie niemal 13 tysięcy cystern. Uzupełnieniem jest produkcja własna w zakładach w Odolanowie i Grodzisku Wielkopolskim. Łącznie w 2025 roku koncern wprowadził na rynek ponad 245 tys. ton LNG: z gazoportu w Świnoujściu – 192 tys. ton, z Kłajpedy – ponad 33 tys. ton, z zakładów w Odolanowie i Grodzisku Wielkopolskim – ponad 20 tys. ton.
– Skala dostaw LNG potwierdza silną pozycję Grupy ORLEN na rynku krajowym i rosnący potencjał w krajach bałtyckich. Skroplony gaz jest niezbędny dla zapewnienia ciągłości dostaw energii, szczególnie w miejscach o ograniczonym dostępie do infrastruktury sieciowej. To również istotny element transformacji energetycznej w polskim przemyśle i transporcie. Dzięki kontraktom na import LNG oraz rezerwacji infrastruktury odbiorczej i przeładunkowej w Polsce i na Litwie, jesteśmy w stanie skutecznie odpowiadać na zapotrzebowanie na gaz ziemny naszych klientów – podkreśla Grzegorz Bujnowski, Dyrektor Wykonawczy ds. Handlu Gazem w ORLEN.
W ubiegłym roku ORLEN w pełni wykorzystał możliwości przeładunkowe terminala w Świnoujściu, z którego wyjechało prawie 11 tysięcy cystern, dostarczając klientom 192 tysięcy ton gazu. Od początku jego uruchomienia w 2016 roku, odebrano stamtąd łącznie prawie 51 tysięcy cystern, co odpowiada niemal jednemu miliardowi ton LNG.
Stacja przeładunkowa w Kłajpedzie odnotowała z kolei w 2025 roku 32 proc. wzrost wolumenów w porównaniu z rokiem poprzednim – w efekcie do klientów trafiło stamtąd ponad 8 tys. ton LNG więcej. Od momentu rozpoczęcia jej wykorzystania w 2020 roku do końca ubiegłego roku do klientów dostarczono łącznie blisko 102 tys. ton LNG.
Wśród głównych odbiorców skroplonego LNG są klienci przemysłowi różnych branż, ale także odbiorcy indywidualni przyłączeni do wyspowych systemów gazowych. Systemy te nie mają połączenia z siecią ogólnopolską, dlatego gaz jest dostarczany tam w formie LNG, a następnie regazyfikowany w lokalnych stacjach regazyfikacyjnych. LNG wykorzystuje się również na terenach, które wprawdzie mają dostęp do ogólnopolskiej sieci dystrybucyjnej, ale popyt na gaz jest większy od możliwości dostaw istniejącymi gazociągami. W takim przypadku stacje regazyfikacji LNG uzupełniają podaż gazu w sieci, co umożliwia pełne zaspokojenie potrzeb odbiorców.
RPP w centrum uwagi, Fed w tarapatach, a metale szlachetne szaleją – tak w skrócie można podsumować start środowej sesji na rynkach finansowych. Łagodniejsza od oczekiwań amerykańska inflacja bazowa daje pretekst do dalszych cięć stóp, co stawia Jerome’a Powella w trudnej sytuacji wobec presji Białego Domu. Tymczasem złoto i srebro biją kolejne historyczne rekordy, a polska waluta czeka na sygnały z Rady Polityki Pieniężnej.
Rada szuka nożyczek
Dziś po południu poznamy pierwszą w tym roku decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. W normalnych okolicznościach byłaby ona formalnością – rynek w przeważającej mierze zakłada utrzymanie stopy referencyjnej na poziomie 4,00%. Okoliczności jednak nie są normalne, a przedstawicielom Rady ostatnio trudno w jasny sposób zaprezentować swoje poglądy. Po sześciu obniżkach w 2025 roku, które łącznie ścięły koszt pieniądza o 175 punktów bazowych, pauza wydaje się racjonalnym wyborem, pozwalającym ocenić efekty dotychczasowych ruchów. Grudniowa inflacja na poziomie 2,4% – poniżej celu NBP – teoretycznie daje jednak przestrzeń, jeśli nie do dalszego luzowania to przynajmniej do spekulacji na ten temat. Analitycy jednak przypominają retorykę Adama Glapińskiego po ostatniej decyzji, gdzie wspominał o tym, jak doskonały jest poziom 4,00%, co studzi oczekiwania. Członkowie Rady sygnalizowali w ostatnich wypowiedziach, że widzą miejsce na dalsze obniżki, choć raczej w perspektywie marcowej lub późniejszej.
Dla złotego kluczowa będzie jednak nie sama decyzja, a komunikat i czwartkowa konferencja prezesa Glapińskiego. Jeśli szef NBP otworzy drzwi do marcowego cięcia lub zasugeruje, że inflacja może przez cały 2026 rok utrzymać się poniżej celu, złoty może zyskać impuls do osłabienia. Z kolei jastrzębi ton i perspektywa dłuższej przerwy mogą pchnąć lokalną walutę w drugą stronę. Rynek już się pozycjonuje – wczorajsza stabilizacja złotego w okolicach 4,21 zł wobec euro to efekt wyczekiwania na to, co powie Rada.
Inflacja daje pretekst
Wczorajsze dane o inflacji ze Stanów Zjednoczonych przyniosły rynkom miły prezent, choć szefa FED postawiły w trudnym położeniu. Grudniowy CPI wyniósł 2,7% rok do roku, zgodnie z oczekiwaniami, ale prawdziwa niespodzianka tkwiła w inflacji bazowej – 2,6% wobec prognozowanych 2,7%. To trzeci miesiąc z rzędu, gdy bazowy wskaźnik cen pozostaje na tym samym poziomie, co sugeruje stabilizację presji inflacyjnej w amerykańskiej gospodarce. Dla rynków walutowych oznacza to jedno: rosną szanse na kolejne cięcia stóp procentowych przez Fed w pierwszej połowie roku. Rynek terminowy praktycznie dyskontuje już dwie obniżki po 25 punktów bazowych. I właśnie w tym może tkwić problem Jerome Powella. Konflikt szefa Rezerwy z prezydentem USA wszedł w kolejną jeszcze ostrzejszą fazę i można było się spodziewać usztywnienia stanowiska FED w celu podbudowania (iluzji?) niezależności.
Złote góry
Środowa sesja przynosi kontynuację trendów na metalach szlachetnych i kolejne szczyty. Złoto kolejny dzień z rzędu ustanawia nowe historyczne maksima, podchodząc dziś momentami nawet pod 4640 $ za uncję. Wydaje się, że jeszcze lepiej sobie radzi srebro, które dziś praktycznie bez żadnych problemów uporało się z pułapem 90 $, podchodząc blisko dwa dolary wyżej. Dopiero tam nastąpiła reakcja podaży, ale nie wydaje się, by mogła ona zmienić szerszy obraz na rynku.
Dzisiaj oprócz kluczowej dla nas decyzji RPP mamy kilka ciekawych odczytów. Na pewno warto zerkać za ocean. W Stanach poznamy wyniki sprzedaży detalicznej, gdzie analitycy spodziewają się odbicia w górę. Opublikowany zostanie także raport o inflacji producenckiej, ale to już będzie ledwie echo wczorajszych odczytów. Warto odnotować również wystąpienia decydentów zarówno z FED – Anna Paulson, jak i ECB – Luis de Guindos.
Rosnące koszty operacyjne to najważniejsze wyzwanie dla dyrektorów finansowych w Polsce na 2026 rok – wskazało je 52% CFO badanych przez KPMG i ACCA. Już 29% firm planuje redukcję kosztów operacyjnych, co oznacza wzrost o 21 p.p. rok do roku, a jednocześnie niemal co trzecia organizacja (31%) inwestuje w rozwój sztucznej inteligencji w funkcji finansowej. Z badania „Perspektywy i wyzwania CFO na 2026 rok” przeprowadzonego wśród ponad 200 dużych i średnich firm w Polsce wynika, że firmy łączą rosnącą dyscyplinę kosztową z aktywnymi działaniami w obszarze finansowania, technologii i rozwoju biznesu.
Koszty operacyjne w centrum decyzji finansowych
Presja kosztowa wyraźnie dominuje w agendach dyrektorów finansowych. Ponad połowa respondentów (52%) wskazuje rosnące koszty energii, wynagrodzeń i surowców jako jedno z trzech kluczowych wyzwań na 2026 rok. Wysoko w hierarchii ryzyk znalazły się również koszty finansowania zobowiązań tj. kredytów, obligacji, leasingu (43%) oraz presja na płynność i zarządzanie cash flow (34%).
W efekcie coraz więcej firm sięga po działania restrukturyzacyjne. Blisko jedna trzecia organizacji (29%) zaplanowała redukcję kosztów operacyjnych, podczas gdy odsetek firm zwiększających wydatki spadł niemal dwukrotnie – z 25% do 13%. Wśród firm redukujących koszty prawie trzy czwarte (72%) jest średniej wielkości.
Co druga firma planująca redukcję jako największetrudności wskazywała presję na płynność finansową(51% firm z tej grupy) i wzrost kosztów finansowaniazobowiązań (49%), tym samym identyfikując je jako bardziejpalące niż rosnące ceny energii czy wynagrodzeń (41%).Oznacza to, że rosnące oprocentowanie zobowiązań jest częstszą przyczyną szukania oszczędności budżetowych niż rosnące koszty operacyjne – zwłaszcza wśród średnich firm, które stanowią zdecydowaną większość firm redukujących koszty. Biorąc jednak pod uwagę systematyczne obniżanie stóp procentowych przez NBP w ostatnich miesiącach, można spodziewać się, że presja kosztowa wynikająca z obsługi zadłużenia będzie stopniowo słabnąć – komentuje Jarosław Konopka, Partner Associate, Advisory, Lider Zespołu CFO Advisory w KPMG w Polsce.
Rok 2026 zapowiada się jako kolejny etap dynamicznych zmian w otoczeniu biznesowym, w którym dyrektorzy finansowi odgrywają coraz bardziej strategiczną rolę. Z perspektywy ACCA obserwujemy, że CFO funkcjonują obecnie w warunkach podwyższonej niepewności makroekonomicznej, narastającej presji regulacyjnej oraz szybko postępującej transformacji technologicznej. Jednocześnie ich rola wyraźnie ewoluuje – od tradycyjnego strażnika finansów w kierunku strategicznego partnera zarządu, współodpowiedzialnego za długoterminową odporność i konkurencyjność organizacji. Równolegle rosną inwestycje w technologie – w szczególności sztuczną inteligencję i zaawansowaną analitykę, które stają się fundamentem decyzji biznesowych. To wszystko sprawia, że funkcja finansowa staje się jednym z kluczowych filarów budowania wartości i stabilności organizacji w długim horyzoncie – mówi Agnieszka Jarosz, Dyrektor zarządzająca ACCA w Europie Wschodniej i Północnej.
Ryzyka zewnętrzne nadal słabo osadzane w budżetach
CFO najczęściej identyfikują wzrost cen oraz ograniczoną dostępność surowców i energii jako kluczowe ryzyko zewnętrzne na 2026 rok (30%). Na kolejnych miejscach znajdują się konflikty zbrojne i napięcia geopolityczne (20%) oraz spowolnienie gospodarcze w Unii Europejskiej (19%).
Choć niemal dwie trzecie dyrektorów finansowych dostrzega co najmniej umiarkowany wpływ ryzyk geopolitycznych na sytuację finansową firm, tylko 15% organizacji systematycznie uwzględnia je w scenariuszach budżetowych. Dla połowy badanych przedsiębiorstw oznacza to funkcjonowanie w trybie bieżącego monitoringu ryzyk na koszty importu, eksportu i łańcuchów dostaw.
Aktywna optymalizacja struktury finansowania
Niepewne otoczenie rynkowe skłania wiele firm do przeglądu strategii finansowania. Najczęściej wskazywanym kierunkiem na 2026 rok jest pozyskiwanie finansowania pod konkretne projekty – planuje je 41% organizacji. Co trzecia firma deklaruje dywersyfikację źródeł kapitału, a 26% zamierza skoncentrować się na redukcji zadłużenia i poprawie wskaźników finansowych.
Jednocześnie refinansowanie zobowiązań i pozyskiwanie kapitału własnego pozostaje domeną firm zwiększających skalę działalności, co pokazuje zróżnicowanie strategii finansowych w zależności od fazy rozwoju przedsiębiorstwa.
Firmy coraz bardziej świadomie podchodzą do struktury finansowania, traktując ją jako narzędzie wspierające realizację strategii spółki. Widoczny zwrot w stronę finansowania projektowego oraz dywersyfikacji istniejących źródeł finansowania wskazuje na rosnącą potrzebę elastyczności i odporności bilansów w warunkach niepewności rynkowej. Wpływ mają tu m.in. utrzymujące się relatywnie wysokie koszty kapitału, spowolnienie wzrostu gospodarczego w Europie Zachodniej oraz ryzyka geopolityczne. Z perspektywy finansowań i restrukturyzacji istotne jest także to, że ograniczenie zadłużenia i poprawa wskaźników finansowych stają się elementem długofalowego zarządzania ryzykiem. W 2026 roku kluczowe będzie łączenie odpowiednio dobranych instrumentów finansowych z działaniami optymalizacyjnymi w obszarze operacyjnym, co wymaga ścisłej współpracy zarządów z doradcami finansowymi – mówi Adam Popłonkowski, Partner, Deal Advisory, Zespół Finansowania i Restrukturyzacji w KPMG w Polsce.
Planowane zmiany regulacyjne z perspektywy CFO
Zmiany regulacyjne pozostają istotnym wyzwaniem dla funkcji finansowej w 2026 roku. Najczęściej wskazywanym obszarem są przepisy dotyczące cen transferowych, w tym rozszerzona dokumentacja i raportowanie Country-by-Country, które za kluczowe uznaje 32% CFO. Na kolejnych miejscach znalazły się zmiany w CIT, obejmujące m.in. podatek minimalny i nowe ulgi (31%), a także nowe struktury i rozszerzony zakres JPK (28%). Wyniki badania pokazują, że skala i złożoność obowiązków regulacyjnych – szczególnie w firmach prowadzących działalność międzynarodową – wymusza dalsze dostosowania procesów raportowych oraz inwestycje w narzędzia wspierające compliance.
CFO wskazują, że ceny transferowe stają się coraz bardziej złożonym obszarem ze względu na rozszerzone obowiązki dokumentacyjne, szczegółowe raportowanie Country-by-Country oraz rosnące ryzyka sankcyjne, co wymaga spójności danych finansowych, podatkowych i operacyjnych oraz standaryzacji polityk w grupach kapitałowych. Zmiany w CIT, w tym podatek minimalny i nowe ulgi, są postrzegane jednocześnie jako źródło ryzyka i szansa na efektywniejsze zarządzanie obciążeniami podatkowymi – szczególnie w firmach o niskich marżach – przy czym ich wykorzystanie wymaga zaawansowanej dokumentacji i ścisłej współpracy finansów, controllingu i podatków. Najbardziej operacyjny wymiar zmian dotyczy JPK CIT, gdzie nowe struktury i rozszerzony zakres raportowania znacząco zbliżają ewidencję księgową do kontroli podatkowej. Z perspektywy całej funkcji finansowej 2026 rok będzie więc testem dojrzałości organizacji w zarządzaniu danymi i regulacjami. Wskazane przez CFO zmiany nie funkcjonują w oderwaniu od siebie – razem tworzą spójny ekosystem wymagań – mówi Paweł Barański, Partner, Szef Działu Doradztwa Podatkowego i Prawnego w KPMG w Polsce.
Technologia i analityka jako fundament funkcji finansowej
Wśród priorytetów inwestycyjnych na 2026 rok dominują technologie wspierające podejmowanie decyzji. Rozwój zdolności w zakresie sztucznej inteligencji w funkcji finansowej wskazuje 31% CFO, a niemal równie często pojawiają się inwestycje w narzędzia do zarządzania płynnością, cash flow forecasting oraz business intelligence i zaawansowaną analitykę finansową (po 29%).
Firmy o przychodach przekraczających 100 mln zł szczególnie wyraźnie akcentują znaczenie BI i analityki danych, traktując je jako kluczowe wsparcie w zarządzaniu złożonymi strukturami operacyjnymi i finansowymi.
Ostrożne budżety, ale wyraźne ambicje rozwojowe
Pomimo presji kosztowej i niepewności makroekonomicznej, plany rozwojowe firm na 2026 rok pozostają ambitne. Najczęściej wskazywanym kierunkiem jest rozwój organiczny, który planuje 40% organizacji. Ekspansję zagraniczną deklaruje 29% firm, a 26% rozważa działania w obszarze fuzji i przejęć.
Niewielki odsetek przedsiębiorstw planuje restrukturyzację lub dezinwestycje, a jedynie 8% firm zamierza skoncentrować się wyłącznie na utrzymaniu obecnej pozycji rynkowej. Wyniki te pokazują, że firmy – mimo ostrożniejszego podejścia do kosztów – nadal poszukują możliwości wzrostu i dywersyfikacji działalności.
O raporcie:
Raport KPMG „Perspektywy i wyzwania CFO na 2026 rok” to pierwsza publikacja z serii „CFO Pulse”, prezentującej punkt widzenia osób zarządzających finansami w firmach działających w Polsce. Został opracowany przez KPMG w Polsce na podstawie badania CATI przeprowadzonego w listopadzie 2025 roku wśród 213 respondentów z średnich i dużych przedsiębiorstw. W grupie dużych firm wszyscy uczestnicy badania pełnili funkcję dyrektora finansowego, natomiast wśród firm średniej wielkości respondentami byli dyrektorzy finansowi oraz główni księgowi.
Tak źle jeszcze nie było. Polskie instytucje rządowe zanotowały najwyższą liczbę cyberataków od kilku lat. W ciągu zaledwie tygodnia cyberprzestępcy dokonali blisko 3200 prób ataków – wynika z najnowszego raportu firmy Check Point Research, która na bieżąco analizuje zagrożenia państw na całym świecie. To dwukrotnie więcej niż liczba ataków na polskie instytucje finansowe (1688) czy sektor energetyczny i użyteczności publicznej (1449). Średnia liczba ataków na polskie instytucje w ostatnich tygodniach wyniosła ponad blisko 2.000 tygodniowo.
– Jeszcze w październiku 2025 roku wydawało się, że 2500 ataków na sektor rządowy to sytuacja niebezpieczna. Tymczasem teraz mamy nowy rekord zagrożenia – polskie instytucje rządowe odpierają blisko 3188 ataków tygodniowo – więcej niż rząd Czech (2222), Austrii (1942) czy Niemiec – podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor firmy Check Point Software Technologies w Polsce.
Jak wynika z obserwacji Check Point Research, Polska – ze względu na znaczenie geopolityczne oraz czynny udział we realizacji europejskiej polityki wsparcia Ukrainy – staje się jednym z kluczowych celów wrogich operacji cybernetycznych i dezinformacyjnych. Szczególnie narażone są instytucje rządowe, które muszą być przygotowane na coraz bardziej zaawansowane i skoordynowane ataki oraz próby destabilizacji życia publicznego. – W obecnej sytuacji geopolitycznej ataki cybernetyczne nie mogą być postrzegane jako problem techniczny, lecz niebezpieczny element szerszej strategii destabilizacji państwa i osłabiania jego odporności. Dlatego powinniśmy być przygotowani – dodaje przedstawiciel firmy Check Point w Polsce.
Wg Check Pointa, średnia liczba ataków na sektor rządowy na świecie wynosi 2713, czyli niemal 15 proc. mniej niż obecna liczba ataków na Polski rząd – wynika z raportu. Polska znajduje się w czołówce państw naszego regionu geograficznego, pod względem ogólnej liczby ataków na gospodarkę. Statystycznie (średnia dla całego rynku) najbardziej zagrożone są instytucje Czech (2200), Słowacji (2097), Polski (1900), Węgier (1900). Dla porównania Niemcy odpierają tygodniowo 1369 ataków.
O tym jak realne zagrożenie stoi przed naszym rządem świadczyć mogą informacje z ostatnich kilku tygodni. 15 grudnia ub. roku Minister Cyfryzacji, Krzysztof Gwakowski informował o zidentyfikowanym ataku hakerskim na Urząd Zamówień Publicznych, podczas którego cyberprzestępcy uzyskali dostęp do skrzynek poczty elektronicznej pracowników. – Mamy w cyberprzestrzeni skoordynowane ataki terrorystyczne na państwo. Ich zadaniem jest wyłączenie wody, gazu, prądu czy kanalizacji i sparaliżowanie w ten sposób codziennego życia obywateli – informował 15.12.2025 wicepremier Gawkowski.
W odpowiedzi na rosnącą skalę cyberzagrożeń, polski rząd rozpoczął program realizacji ogólnokrajowej strategii wzmacniania odporności instytucji publicznych na zakłócenia, awarie, cyberataki. W ramach programu wzmacniana jest m.in. infrastruktura krytyczna (energetyka) oraz sektor zdrowia. W ramach programu „Cyberbezpieczny Rząd”, finansowanego z KPO, Min.Zdrowia otrzymało budżet na inwestycje w modernizację procedur, podniesienie kompetencji pracowników oraz zakup specjalistycznych systemów bezpieczeństwa.
W światowej klasyfikacji branż najbardziej narażonych na cyberataki niezmiennie dominują edukacja i badania – 4172 ataków tygodniowo na organizację, instytucje rządowe – 2.683, telekomunikacja – 2575. Na szczególną uwagę zasługuje sektor hospitality, gdzie liczba incydentów wzrosła aż o 40% r/r, co wskazuje na przenoszenie się cyberprzestępczości w kierunku usług turystycznych i hotelarskich.
Odszkodowania dla właścicieli mieszkań za brak możliwości eksmisji najemców bywają wysokie. Ostatnio padł prawdopodobnie toruński rekord. Miasto ma zapłacić 70 000 zł.
Sytuacja na rynku najmu mieszkań jest z pewnością daleka od normalności. Problemy eksmisyjne mają charakter systemowy o czym niedawno przypomniał Rzecznik Praw Obywatelskich. Zgłaszają się do niego właściciele mieszkań mający spore problemy z pozbyciem się uciążliwych lokatorów. Okazuje się, że obecna sytuacja wywiera negatywny wpływ również na gminne finanse. Niedawno lokalne media zwróciły uwagę na wysoką kwotę, którą właściciel jednego z toruńskich mieszkań otrzymał za długotrwałe niezapewnienie przez gminę lokum dla zadłużonych lokatorów. Mowa o sytuacji, w której lokatorzy nie płacą czynszu już od … około 15 lat.
Artykuł w dużym skrócie:
Niedawno zapadł wyrok sądu, zgodnie z którym miasto Toruń będzie musiało zapłacić właścicielowi mieszkania prawie 70 000 zł i odsetki. Powód to wieloletnie opóźnienie w dostarczeniu mieszkania socjalnego dla zadłużonych lokatorów, którzy od lat nie płacą czynszu.
Podobne odszkodowania nie stanowią rzadkości, choć wysokość odszkodowania orzeczona w niedawnym wyroku zwraca dużą uwagę. Roszczenia właścicieli mieszkań są uzasadnione, gdyż bazują na artykule 18 ustawy o ochronie praw lokatorów.
Co roku gminy za brak możliwości eksmisji płacą odszkodowania liczone w milionach złotych. NBP podaje, że w 2022 r. miasta wojewódzkie zapłaciły ponad 21,3 mln zł odszkodowań, a rok wcześniej – ok. 22,1 mln zł w związku z niezapewnieniem lokali uprawnionym gospodarstwom domowym zagrożonym eksmisją.
Poniżej prezentujemy więcej informacji o problemie, który jak dotąd nie doczekał się dużej medialnej uwagi.
Rekord odszkodowania w Toruniu – co wiemy?
Okoliczności sprawy z Torunia znamy dzięki doniesieniom lokalnego medium, a konkretniej „Nowości Dziennika Toruńskiego”. Bazując na tych doniesieniach można ustalić, iż chodzi o Wyrok Sądu Rejonowego w Toruniu z dnia 14 października 2025 r. (sygnatura akt: X C 769/23 upr). To orzeczenie mówi, że cała sprawa jest spowodowana brakiem płatności czynszu przez rodzinę, wobec której sąd już w 2012 r. wydał wyrok eksmisyjny. Wykonanie wyroku zostało jednak wstrzymane do czasu dostarczenia przez gminę lokalu socjalnego (zgodnie z art. 14 ust. 6 ustawy o ochronie praw lokatorów). Wspomniany przepis mówi, że: „Orzekając o uprawnieniu do zawarcia umowy najmu socjalnego lokalu, sąd nakazuje wstrzymanie wykonania opróżnienia lokalu do czasu złożenia przez gminę oferty zawarcia umowy najmu socjalnego lokalu” – cytuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.
Na podstawie uzasadnienia wyroku możemy wywnioskować, że gmina miejska Toruń lokalu socjalnego nie dostarczała przez lata i zdecydowała się na ugodę z ówczesnym właścicielem wynajmowanego mieszkania. Ugoda zakładała wypłatę odszkodowania za niedostarczenie lokalu socjalnego w łącznej kwocie 12 000 zł (za okres od lipca 2014 r. do sierpnia 2017 r.). Kolejny właściciel mieszkania po pewnym czasie uznał, że kwota przyznawana co miesiąc przez miasto na mocy następnej ugody (577 zł) jest zbyt niska. Miasto Toruń nie było zainteresowane wypłatą znacznie wyższej sumy (1500 zł) niż dotychczas. „Sprawa trafiła więc na wokandę sądową i stała się przedmiotem analizy biegłego” – relacjonuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.
Biegły stwierdził, że mieszkanie można by wynająć co najmniej za 1700 zł – 1800 zł miesięcznie. Było to argumentem dla sądu, który uznał, iż powództwo właściciela mieszkania (powoda) podlega uwzględnieniu w całości. Na rzecz powoda zasądzono kwotę 67 146 zł wraz z odsetkami ustawowymi od dnia 2 października 2025 r. do dnia zapłaty. Dodatkowo gmina miejska Toruń w ramach zwrotu kosztów procesu została zobowiązana do zapłaty 6651,34 zł wraz z odsetkami ustawowymi za opóźnienie od dnia uprawomocnienia się wyroku do dnia zapłaty. „Samorząd ma ponieść wszystkie koszty procesu, gdyż przegrał spór w całości” – wyjaśnia Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.
Jaka jest podstawa prawna roszczeń właścicieli?
Wydaje się, że po krótkim zaprezentowaniu okoliczności sporu sądowego z Torunia, warto przypomnieć podstawę ubiegania się właścicieli mieszkań o odszkodowanie w związku z opóźnioną eksmisją. Zgodnie z tym, co mówi artykuł 18 ustęp 5 ustawy o ochronie praw lokatorów: „Jeżeli osobie uprawnionej do zawarcia umowy najmu socjalnego lokalu na mocy wyroku gmina nie dostarczyła lokalu, właścicielowi przysługuje roszczenie odszkodowawcze do gminy, na podstawie art. 417 ustawy z dnia 23 kwietnia 1964 r. – Kodeks cywilny”.
Warto pamiętać, że przepisy nie zwalniają dłużnika z obowiązku płacenia za mieszkanie. Osoby zajmujące lokal bez tytułu prawnego (np. po wypowiedzeniu umowy najmu), powinny uiszczać odszkodowanie w wysokości czynszu rynkowego. Lokatorzy czekający na najem mieszkania socjalnego (już po wyroku eksmisyjnym), płacą natomiast właścicielowi zajmowanego mieszkania taki niski czynsz, jaki opłacaliby w lokalu socjalnym. Różnicę pomiędzy czynszem socjalnym i rynkowym powinna wyrównać gmina. „Tyle mówi teoria. W praktyce gminy bywają czasem niechętne do wypłacania odszkodowań o godziwej wysokości, co skutkuje sporami sądowymi” – zaznacza Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.
Gminy płacą miliony i prędko się to nie zmieni?
Niektóre gminy sprawniej radzą sobie z zapewnianiem lokali eksmisyjnych, a niektóre nie radzą sobie wcale. Jak podaje NBP, w 2022 r. miasta wojewódzkie zapłaciły ponad 21,3 mln zł odszkodowań w związku z niezapewnieniem lokali uprawnionym gospodarstwom domowym zagrożonym eksmisją. Rok wcześniej kwota odszkodowań była podobna (22,1 mln zł). Nowsze dane GUS w tej materii niestety budzą wątpliwości. Można jednak przypuszczać, że sytuacja nie jest wiele lepsza. „Kolejka osób czekających na lokum w związku z eksmisją wprawdzie się nieco skraca, ale jednocześnie rynkowe czynsze, które chcą odzyskać właściciele mieszkań są wyższe niż 4 – 5 lat temu” – podsumowuje Magdalena Markiewicz, ekspertka rynku nieruchomości.
Rok 2026 przyniesie zamawiającym kolejne istotne zmiany w przepisach o zamówieniach publicznych, ale także wyraźne przesunięcie akcentów w praktyce ich stosowania. Nowe regulacje mają zwiększyć elastyczność procedur, wzmocnić konkurencyjność rynku i usprawnić rozstrzyganie sporów. Eksperci kancelarii LEGALLY.SMART wskazują pięć trendów, które w nadchodzącym roku będą miały kluczowe znaczenie dla wszystkich zamawiających — w tym jednostek samorządu terytorialnego — oraz wykonawców realizujących inwestycje publiczne.
Większa elastyczność dla mniejszych zakupów
Podwyższenie progu stosowania ustawy Prawo zamówień publicznych z 130 tys. zł do 170 tys. zł oznacza dla zamawiających większą swobodę przy realizacji drobniejszych zakupów. W praktyce może to przyspieszyć procesy zakupowe i ograniczyć formalności, szczególnie w codziennym funkcjonowaniu jednostek publicznych.
— Zmiana progu to realne ułatwienie organizacyjne, ale jednocześnie większa odpowiedzialność po stronie zamawiających. Kluczowe będzie zachowanie transparentności i racjonalności wydatkowania środków publicznych, także poza reżimem PZP — wskazuje mec. Michał Liżewski, specjalista ds. zamówień publicznych, partner w kancelarii LEGALLY.SMART.
Analiza potrzeb i konkurencyjności rynku w centrum uwagi
Nowe przepisy wprowadzają obowiązek rozszerzonej analizy potrzeb i warunków zamówienia, sporządzanej jeszcze przed wszczęciem postępowania. Zamawiający będą musieli m.in. ocenić wpływ planowanego zamówienia na konkurencyjność rynku oraz wskazać, w jaki sposób przyjęte założenia sprzyjają efektywnej rywalizacji wykonawców.
— To wyraźny sygnał, że punkt ciężkości coraz bardziej przesuwa się na etap planowania. Dobrze przygotowana analiza nie tylko ogranicza ryzyko sporów na etapie przeprowadzenia postępowania, ale też zwiększa szanse na realne podniesienie jego konkurencyjności — podkreśla mec. Jakub Kot, Head of Projects & Infrastructure w LEGALLY.SMART.
Nowe zasady postępowań przed KIO – sprawniej i bardziej cyfrowo
Możliwość prowadzenia zdalnych posiedzeń i rozpraw przed Krajową Izbą Odwoławczą, a także nowe reguły dotyczące składania dowodów i obowiązku odpowiedzi na odwołania, mają usprawnić rozstrzyganie sporów.
— Umożliwienie zdalnych posiedzeń i rozpraw wpisuje się w trend cyfryzacji wymiaru sprawiedliwości oraz odpowiada realiom rynku zamówień publicznych, w którym czas i efektywność mają kluczowe znaczenie zarówno dla zamawiających, jak i wykonawców— zauważa mec. Jakub Kot.
Bezpieczeństwo i odporność infrastruktury jako istotny obszar zamówień publicznych
Zmieniająca się sytuacja geopolityczna w Europie sprawia, że samorządy coraz częściej uwzględniają w swoich planach inwestycyjnych projekty związane z bezpieczeństwem mieszkańców i ciągłością funkcjonowania usług publicznych. W 2026 roku zamówienia dotyczące m.in. infrastruktury ochronnej, miejsc doraźnego schronienia czy obiektów o znaczeniu krytycznym będą wymagały szczególnej staranności planistycznej, technicznej i prawnej. Dotyczy to również systemów cyfrowych oraz bezpieczeństwa danych, które coraz częściej stanowią element infrastruktury krytycznej.
— Zamówienia w obszarze bezpieczeństwa cywilnego należą do wymagających, ponieważ łączą presję czasu, wysoką odpowiedzialność oraz konieczność precyzyjnego określenia zakresu i podziału ryzyk. W takich projektach kluczowe znaczenie ma dobre przygotowanie postępowania i współpraca zamawiających z rynkiem oraz specjalistami w swoich dziedzinach — ocenia mec. Michał Liżewski, partner w LEGALLY.SMART.
Cena nadal ważna, ale coraz częściej równoważona jakością
Choć cena pozostaje istotnym kryterium, coraz więcej zamawiających świadomie sięga po kryteria pozacenowe. W praktyce oznacza to większą stabilność realizacji kontraktów i mniejsze ryzyko opóźnień czy sporów w trakcie inwestycji.
— Zamawiający coraz lepiej rozumieją, że racjonalny wybór oferty to taki, który zapewnia ciągłość realizacji. W dłuższej perspektywie to rozwiązanie korzystne także dla wykonawców i partnerów rynku — podsumowuje mec. Michał Liżewski.
Rok 2026 zapowiada się jako czas dalszej profesjonalizacji rynku zamówień publicznych. Dla zamawiających będzie to okazja do lepszego planowania inwestycji — zarówno infrastrukturalnych, jak i związanych z bezpieczeństwem — a dla wykonawców do funkcjonowania w bardziej przewidywalnym i konkurencyjnym otoczeniu. Kluczem do sukcesu pozostają dialog z rynkiem, odpowiedzialne planowanie i świadome korzystanie z dostępnych narzędzi prawnych.