Apartament w odrestaurowanej kamienicy dobrą lokatą kapitału. Rośnie zainteresowanie takimi projektami

Apartament w odrestaurowanej kamienicy dobrą lokatą kapitału. Rośnie zainteresowanie takimi projektami 1

Apartamenty w centralnie zlokalizowanych, odrestaurowanych kamieniach to jedne z najdroższych nieruchomości mieszkaniowych. Cena takiego lokalu może kilkukrotnie przebić średnią rynkową stawkę, ale z drugiej strony to również dobra lokata kapitału. Zabytkowe kamienice po renowacji wymagają klienta, który docenia nieszablonowość, reprezentacyjny charakter i historyczny klimat. Ponieważ zamożność Polaków rośnie, ten segment szybko się rozwija, podobnie jak cała kategoria nieruchomości premium. 

Polskie społeczeństwo się bogaci – wskazują na to dane z urzędów skarbowych, które pokazują, że w ostatnim roku ponad 20 tys. osób uzyskiwało roczny przychód w wysokości ponad 1 mln zł. To dobrze rokuje segmentowi nieruchomości premium i luksusowych, w tym także segmentowi nieruchomości mieszkalnych w kamienicach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Aneta Małaszuk-Kołodziejczak, członek zarządu należącej do PVI spółki Niegolewskich 14.

Nieruchomości premium to rosnący segment rynku w Polsce. W ciągu czterech lat, pomiędzy 2012 a 2016 rokiem, jego wartość wzrosła o 40 proc. do poziomu 3,6 mld zł – wynika z raportu „Luxury Realty Map”, opracowanego przez Poland Sotheby’s International Realty. Za połowę tego rynku odpowiada Warszawa, na kolejnych miejscach plasują się Trójmiasto, Wrocław i Kraków. W 2016 zawarto blisko dwa tysiące transakcji kupna-sprzedaży luksusowych nieruchomości z segmentu premium.

Głównym wyznacznikiem kwalifikującym do tej kategorii jest cena za metr kwadratowy w widełkach od kilkunastu do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych. Liczą się też dodatkowe atuty, takie jak prestiżowe sąsiedztwo, lokalizacja i okoliczna infrastruktura, projekt przygotowany przez znanego architekta czy technologiczne nowinki, w które wyposażony jest apartament. Większość nabywców nieruchomości premium jest powiązana z biznesem – kupują je na ogół właściciele firm czy menadżerowie. Osobną kategorią w segmencie premium są odrestaurowane, często zabytkowe kamienice.

Zakup kamienicy czy lokalu mieszkalnego w kamienicy wymaga trochę innego klienta. To są lokale z duszą, dla osób, które lubią elementy historyczne i niepowtarzalność. Tacy klienci poszukują czegoś innego, szukają niestandardowych pomieszczeń. Bardzo często takie lokale mają odrestaurowane zabytkowe drzwi i okna, w jednej z kamienic należących do mojej spółki musimy zachować dwa piece z początku XX wieku – mówi Aneta Małaszuk-Kołodziejczak.

Zaletą apartamentu w kamienicy zwykle jest doskonała lokalizacja – takie gmachy przeważnie są usytuowane w centach miast. Czyni to z nich również bardzo dobrą lokatę kapitału.

Rynek inwestycji w kamienice rozwija się od około 2007–2008 roku, może trochę wcześniej. Bardzo popularne dla inwestorów są duże polskie miasta: Wrocław, Warszawa, Kraków, Poznań czy Gdańsk. Z własnego doświadczenia możemy powiedzieć, że widzimy wzmożone zainteresowanie inwestowaniem w kamienice – mówi Aneta Małaszuk-Kołodziejczak.

Kamienice są najczęściej kupowane przez mniejszych deweloperów, wyspecjalizowanych w odrestaurowywaniu takich obiektów.

– Z punktu widzenia dewelopera taki projekt wymaga większych nakładów czasu, dużego zaangażowania, konsultacji z konserwatorem zabytków, odtworzenia większości rzeczy. Często praca jest zlecana artystom, którzy odtwarzają poszczególne elementy w takich kamienicach. Na pewno nie jest to produkt dla dużych deweloperów – mówi Aneta Małaszuk-Kołodziejczak.

Ekspertka ocenia, że rynek nieruchomości w kamienicach ma w Polsce duży potencjał rozwoju. Ich liczba jest ograniczona, ale wciąż wiele polskich miast ma duży zasób takich budynków.

Renowacja kamienic powoduje, że polskie miasta stają się coraz piękniejsze. Daje to lokalnym społecznościom poczucie przebywania w piękniejszym otoczeniu. Zyskuje na tym zarówno miasto, jak i mieszkańcy. Lokale w kamienicach na pewno wymagają innego inwestora, innego nabywcy i najemcy. Ale z pewnością dają dużą wartość i radość tym, którzy posiadają albo mieszkają w tych lokalach – mówi Aneta Małaszuk-Kołodziejczak.

W Polsce coraz częściej pojawiają się latarnie podłączone do internetu. Systemy inteligentnego oświetlenia pozwalają zaoszczędzić nawet 70 proc. kosztów

W Polsce coraz częściej pojawiają się latarnie podłączone do internetu. Systemy inteligentnego oświetlenia pozwalają zaoszczędzić nawet 70 proc. kosztów 2

Oświetlenie ulic pochłania rocznie nawet kilkadziesiąt milionów złotych z budżetów dużych miast. Wydatki na ten cel można zredukować nawet o 70 proc. dzięki inwestycji w inteligentne systemy wykorzystujące technologię LED. Podłączane do internetu latarnie można zdalnie kontrolować, a także sterować natężeniem oświetlenia w zależności od panujących warunków. Na inwestycję w system inteligentnego oświetlenia samorządy mogą otrzymać wsparcie z programu „SOWA”.

– Smart street lighting to ogólna idea sterowania oświetleniem ulic, polegająca na kontroli i sterowaniu poszczególnych opraw i dostosowywaniu ich mocy do aktualnych potrzeb. Dzięki niej można zaoszczędzić nawet do 70 proc. energii elektrycznej, względem takich samych instalacji sprzed modernizacji. Te oszczędności dotyczą zarówno systemu sterowania, jak i modernizacji źródeł opraw – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Innowacje Andrzej Lis, prezes zarządu spółki Apanet Green System.

Nawet kilkadziesiąt milionów złotych rocznie – to wydatki, jakie ponoszą budżety samorządów na oświetlenie ulic. Dla przykładu, oświetlenie Krakowa w 2017 roku pochłonęło niemal 30 mln złotych, a w Warszawie ponad dwukrotnie więcej. Wysokie koszty utrzymania wynikają przede wszystkim z przestarzałej technologii w ulicznych latarniach. Powszechnie używane na polskich ulicach lampy sodowe pochłaniają dużo energii, a na dodatek nie pozwalają na dobór mocy do aktualnych potrzeb. Przyszłością oświetlenia ulicznego są, zdaniem specjalistów, systemy inteligentne opierające się na technologii LED i technologii Internetu Rzeczy.

– Idea Smart street lighting wpisuje się w ideę Internetu Rzeczy. Każda oprawa podłączona jest do sieci, dzięki czemu możemy kontrolować jej stan, a także określać z jaką mocą ma świecić, czyli dostosowywać moc do aktualnych potrzeb. Dzięki temu możemy osiągnąć duże oszczędności – zapewnia ekspert.

Samorządy i inni zarządcy ulic mogą skorzystać z programu priorytetowego „SOWA – LED w oświetleniu zewnętrznym”.  Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ogłosił kolejną jego edycję, która zaplanowana jest na lata 2018-2021. Do programu mogą przystąpić jednostki samorządu terytorialnego oraz spółki z większościowym udziałem, posiadające tytuł do dysponowania infrastrukturą oświetlenia zewnętrznego. Wsparcie realizowane będzie w formie pożyczki pokrywającej wszystkie koszty kwalifikowalne z możliwością umorzenia do 10 proc. Rozpoczęcie naboru zaplanowane jest na pierwszą połowę 2018 roku.

Jednym z największych projektów sterowania oświetleniem w Polsce, był projekt realizowany w Bydgoszczy. Ponad 8 tys. punktów świetlnych zostało podpiętych do jednego systemu, czyli mniej więcej 1/4 wszystkich opraw na terenie miasta. Inwestycja kosztowała około 20 mln zł. 45 proc. kwoty było dofinansowane z programu SOWA. Modernizacja pozwoliła samorządowi na uzyskanie oszczędności sięgających 65 proc. kosztów energii. Co ważne, systemy inteligentnego oświetlenia ulic są otwarte i interoperacyjne. Oznacza to, że system stworzony przez jedną firmę może bez problemu współpracować z systemem stworzonym przez inną firmę.

– Na przykład w Warszawie takie instalacje mogą obejmować nawet około 100 tys. punktów świetlnych. Samorząd może zdecydować się na zamówienie u kilku dostawców lub zatrudnienie kilku firm instalacyjnych. Interoperacyjność i otwartość zapewnia więc zamawiającemu bezpieczeństwo – przekonuje Andrzej Lis.

Według firmy analitycznej Zion Market Research, globalny rynek oświetlenia LED będzie rósł w najbliższych latach w tempie 13 proc. średniorocznie, by w 2022 r. osiągnąć wartość 54 mld dolarów.

JSW pracuje nad inteligentną kopalnią. Bez automatyzacji i cyfryzacji trudno będzie zwiększać wydobycie węgla

JSW pracuje nad inteligentną kopalnią. Bez automatyzacji i cyfryzacji trudno będzie zwiększać wydobycie węgla 3

Proces automatyzacji i cyfryzacji ma pomóc Jastrzębskiej Spółce Węglowej zwiększyć efektywność wydobycia węgla do około 870 ton rocznie na pracownika. Zaawansowane technologie pomogą rozpoznać złoża, ich grubość i jakość, zautomatyzują wydobycie, wspomogą logistykę, transport oraz monitoring. Trwają prace nad tym, by takie rozwiązania zainstalować w jednej z kopalni północnych – w Knurowie, Szczygłowicach lub Budryku. Jeszcze w tym roku w jednym z rejonów wydobywczych JSW chce wprowadzić nowy w polskim górnictwie węgla kamiennego, tzw. kotwiowy, typ obudowy wyrobisk.

– W ubiegłym roku powołaliśmy spółkę JSW Innowacje. Ma się ona zająć wszelkimi nowinkami technologicznymi, które mogą być wdrożone w naszej grupie, a które mają poprawić efektywność produkcji, zwiększyć jakość, obniżyć koszty i poprawić bezpieczeństwo pracy. Zostały powołane zespoły, które pracują w kilku obszarach. Jednym z nich jest całościowe rozwiązanie, nazwane roboczo inteligentną kopalnią, które razem z partnerami, takimi jak Polski Fundusz Rozwoju i NCBiR, chcemy zrealizować i wspólnie sfinansować – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Daniel Ozon, prezes zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej.

Projekt „Inteligentnej kopalni”, który został wpisany do Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju i umieszczony w Programie dla Śląska, pozwoli na wdrożenie w polskim sektorze wydobywczym nowoczesnych rozwiązań w obszarze systemów organizacji, produkcji, logistyki i transportu, zarządzania i monitoringu. Innowacyjne technologie mają poprawić produktywność, zwłaszcza że – jak wynika ze strategii Jastrzębskiej Spółki Węglowej na lata 2018–2030 – produkcja węgla ma docelowo wzrosnąć z 14,9 mln ton w 2017 roku do 18,2 mln ton w 2030 roku, a wzrost wydajności z 710 do około 870 ton węgla w przeliczeniu na jednego pracownika rocznie.

Bez rozwiązań pozwalających na sięganie do coraz głębiej położonych pokładów węgla, trudno będzie utrzymać taką efektywność. To rozwiązania minimalizujące obecność osób przy obsłudze. Zainwestowaliśmy w oprogramowanie, które ma modelować złoże, tak abyśmy wiedzieli dokładnie, jak grube są pokłady, jakiej jakości i jakie są parametry węgla – wymienia Daniel Ozon.

Nowoczesne technologie będą przydatne w każdym momencie wydobycia: od momentu projektowania poprzez eksploatację i transport urobku na powierzchnię. Do minimum ma być ograniczone zaangażowanie siły fizycznej pracowników.

– Wydobycie będzie maksymalnie zautomatyzowane. To komunikacja, nowe systemy rozwiązań telekomunikacyjnych pod ziemią, telemedycyna, również rozwiązania z zakresu predictive maintenance, czyli projekcji usterkowości maszyn – tłumaczy Daniel Ozon.

Według założeń pierwsza taka kopalnia ma powstać na północy obszaru, na którym prowadzą działalność kopalnie wchodzące w skład JSW, a następnie nowe rozwiązania będą stopniowo wprowadzane w kolejnych kopalniach.

Dodatkowo spółka chce wykorzystać praktyki stosowane m.in. w Australii.

Partnerzy z Australii chcą nam zaprezentować autonomiczną ścianę wydobywczą. Oczywiście nasze warunki geologiczne, górnicze są zdecydowanie trudniejsze od tych w Australii, pełne uskoków, metanu i innych zagrożeń, których w takim natężeniu w Australii nie ma – podkreśla prezes JSW.

W jednym z rejonów wydobywczych spółka zamierza zastosować tzw. kotwiowy typ obudowy wyrobisk, gdzie kotwie umieszczane są w otworach wykonanych w stropie i po bokach wyrobiska. Głowica kotwi znajduje się w wywierconym otworze, a jej końcowa część podtrzymuje zewnętrzną warstwę skalną. Taki sposób pozwala na oszczędności, a jednocześnie jest równie bezpieczny co powszechnie stosowana obudowa podporowa.

Rośnie problem uzależnienia od smartfonów i internetu. Już 70 proc. amerykańskich nastolatków jest uzależnionych od przebywania w sieci

Rośnie problem uzależnienia od smartfonów i internetu. Już 70 proc. amerykańskich nastolatków jest uzależnionych od przebywania w sieci 4

Problem uzależnienia od telefonów komórkowych czy internetu dotyka coraz większą grupę ludzi na całym świecie. Z badań wynika, że już 69 proc. rodziców oraz 78 proc. nastolatków przynajmniej raz na godzinę sięga po swój telefon. Wraz z rozwojem technologii, przychodzą także nowe rodzaje uzależnień. Jednym z nich może być uzależnienie od przebywania w wirtualnej rzeczywistości.

Z raportu Common Sense Media wynika, że blisko trzy czwarte młodych ludzi czuje nieodpartą potrzebę szybkiej odpowiedzi na wiadomość tekstową czy powiadomienia na portalach społecznościowych. 2/3 rodziców uważa, że ich dzieci spędzają zbyt dużo czasu przed ekranami smartfonów, co często jest także powodem do kłótni pomiędzy nastolatkami a ich rodzicami. Połowa amerykańskich nastolatków czuje, że jest uzależniona od urządzeń mobilnych. 69 proc. rodziców oraz 78 proc. nastolatków przynajmniej raz na godzinę sięga po swój telefon. Tego typu uzależnienie powiązane jest ze strachem, który zyskał już swoją nazwę. Nomofobia to lęk przed niemożliwością skorzystania z telefonu komórkowego.

– Uzależnienia od smartfonów, telefonów czy internetu to uzależnienia behawioralne, które są związane z uzależnieniem od czynności. Czy mówimy o uzależnieniach behawioralnych, czy o uzależnieniach od substancji psychoaktywnych, to objawy są bardzo podobne. Pierwszą i podstawową jest silna potrzeba, są to myśli, które powodują, że nie można się skupić na niczym innym. Druga sprawa to utrata kontroli. Nie potrafimy gospodarować czasem, który przeznaczamy na tę czynność – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Anna Skobiej, specjalista terapii uzależnień w poradni Sensity.

Niechęć przed rozstaniem z komórką może być również powodem niebezpiecznych sytuacji. Z raportu Pew Research Center wynika, że 59 proc. osób w wieku od 18 do 33 lat wysyła SMS-y podczas jazdy samochodem. Nierzadkim przypadkiem są także piesi wpatrzeni w ekrany smartfonów, którzy wchodzą na przejście dla pieszych na czerwonym świetle. Amerykańscy naukowcy w publikacji „Fear of missing out, need for touch, anxiety and depression are related to problematic smartphone use” w Computers in Human Behavior  udowodnili, że rozłąka ze smartfonem może prowadzić do przyspieszonego bicia serca i wzrostu ciśnienia.

Pierwszymi symptomami sygnalizującymi uzależnienie od urządzeń mobilnych czy internetu jest np. złe samopoczucie, podenerwowanie, stres, napięcie i nerwowość pojawiające się po odłożeniu telefonu komórkowego czy odejściu od komputera. W takich przypadkach osoba uzależniona szybko potrafi znaleźć wymówkę, aby ponownie sięgnąć po smartfona. Jest to klasyczny mechanizm iluzji i zaprzeczeń.

– Często tłumaczymy to w taki sposób: korzystam z telefonu, bo tego wymaga ode mnie praca. Potrzebuję mieć wiedzę, kontakt, w związku z tym odkłada się te wszystkie argumenty, które płyną do nas ze świata zewnętrznego. Wtedy zaczyna to być niebezpieczne, ponieważ bez pomocy specjalisty trudno rozbroić te mechanizmy i samemu sobie poradzić z uzależnieniem – mówi specjalistka z poradni Sensity.

Coraz bardziej zaawansowane technologie powodują powstawanie nowych rodzajów uzależnień. Groźnym zjawiskiem może być uzależnienie od przebywania w świecie wirtualnym. Poza tzw. chorobą symulatorową, którą może powodować nadmierne korzystanie z gogli VR, sprzęty do wirtualnej rzeczywistości mogą zastąpić nam rzeczywistość wirtualną.

– Gogle wirtualnej rzeczywistości pozwalają prawdopodobnie na odczuwanie jakiejś przyjemności, ponieważ wirtualny świat zazwyczaj jest atrakcyjny dla gracza czy osoby, która korzysta z tego sprzętu. To może powodować angażowanie go coraz intensywniej w świat wirtualny, pod tym względem może to być niebezpieczne – tłumaczy Anna Skobiej.

Z uzależnieniem od smartfona czy internetu można próbować radzić sobie samemu. Wyznaczyć dzienny limit korzystania z urządzenia, wprowadzić do swojego życia różnego rodzaju aktywności, które uniemożliwiają korzystanie ze smartfona przez dłuższy czas, jak np. basen. Walkę z uzależnieniem warto rozpocząć już w szkole. W niektórych polskich szkołach wprowadzono zakaz korzystania z telefonów, dzieci mogą korzystać z nich tylko w trakcie jednej przerwy.

Ciekawy pomysł na radzenie sobie z uzależnieniem ma start-up Yondr. Sprzedaje specjalne pokrowce, które po włożeniu do nich telefonów, są szczelnie zamykane. Odblokować pokrowiec i wyjąć telefon można wyłącznie w specjalnym punkcie, np. u nauczyciela. Z rozwiązania korzysta już sześćset amerykańskich szkół.

W Polsce co czwarty chory na raka nie ma dostępu do radioterapii. Głównie przez brak ośrodków i sprzętu

W Polsce co czwarty chory na raka nie ma dostępu do radioterapii. Głównie przez brak ośrodków i sprzętu 5

Radioterapia jest jedną z głównych i najskuteczniejszych metod leczenia nowotworów. Dostęp do niej w Polsce jest jednak utrudniony ze względu na zbyt małą liczbę wyspecjalizowanych ośrodków i sprzętu. Ponad połowa pacjentów chorujących na raka powinna być leczona radioterapią, ale w rzeczywistości ok. 25 proc. z nich nie otrzymuje leczenia, które mogłoby być skuteczne – wynika z danych ESTRO Cancer Foundation (ECF), założonej przez Europejskie Towarzystwo Radioterapii i Onkologii.

 Prawie 50 proc. chorych na nowotwory wymaga radioterapii. Ta średnia jest zależna od wielu czynników: rozkładu zachorowań – bo nie w każdym kraju chorzy mają te same nowotwory, diety, nasłonecznienia, a także od poziomu ekonomicznego danego kraju. Czas wykrycia nowotworu ma również duże znaczenie w wyborze sposobu leczenia. W Polsce mamy ok. 160 tys. nowych zachorowań rocznie, co oznacza, że co roku musimy leczyć radioterapią ok. 90 tys. chorych. Dodatkowo część pacjentów wymaga powtórnej radioterapii – to jest ok. 20 proc. chorych – mówi agencji Newseria Biznes prof. Julian Malicki, dyrektor Wielkopolskiego Centrum Onkologii.

Radioterapia jest jedną z głównych metod leczenia raka, obok chemioterapii i chirurgii onkologicznej. Może być stosowana samodzielnie albo w połączeniu z pozostałymi dwoma. Zastosowanie jej przed lub po operacji umożliwia poprawę efektywności leczenia chirurgicznego. Z kolei łączenie radioterapii z chemioterapią daje szansę na wyleczenie pacjentom z zaawansowanymi nowotworami.

– Wykorzystywane przez nas promieniowanie jonizujące eliminuje komórki nowotworowe – promieniowanie pozbawia je zdolności do nieograniczonej proliferacji, czyli nie pozwala im się rozmnażać. Guz nowotworowy po napromieniowaniu „żyje”, ale przez to, że komórki nie mogą się dalej rozmnażać, to w pewnej chwili dojdą do fazy, w której zginą. W taki sposób, kumulując frakcje promieniowania, niszczymy kolejne grupy komórek nowotworowych –wyjaśnia prof. Julian Malicki.

Radioterapia wykorzystuje promieniowanie do eliminowania komórek nowotworowych. Może ono przeniknąć do tkanek, a – dzięki odpowiedniej technologii – można precyzyjnie skupić promieniowanie na guzie nowotworowym. Proces leczenia składa się z od kilku do kilkudziesięciu bezbolesnych zabiegów, podczas których podawane są dawki eliminujące guz nowotworowy i umożliwiające jednocześnie regenerację zdrowych tkanek.

Z danych ESTRO Cancer Foundation (ECF), założonej przez Europejskie Towarzystwo Radioterapii i Onkologii, wynika, że ponad połowa pacjentów chorujących na raka w Polsce i Europie powinna być leczona radioterapią. Około 25 proc. z nich nie otrzymuje leczenia, które mogłoby być skuteczne. Dodatkowo fundacja wskazuje, że do 2025 roku należy się spodziewać zwiększenia zapotrzebowania na radioterapię o 16 proc. Dlatego kluczowe jest zwiększenie liczby ośrodków, w których przeprowadzana jest nowoczesna radioterapia.

– W Europie Zachodniej sieć ośrodków dysponujących radioterapią jest większa, a ich wyposażenie jest lepsze, tym samym społeczeństwo ma tam lepszy dostęp do radioterapii. Polskie Towarzystwo Onkologiczne kilka lat temu przeprowadziło badanie „Białe plamy w onkologii”, w którym jeden z rozdziałów dotyczył radioterapii – mówi prof. Julian Malicki. – Wynika z niego, że tam, gdzie pacjenci mają ośrodek radioterapii oddalony o więcej niż godzinę jazdy samochodem, wykorzystanie tej formy leczenia jest rzadsze.

Jak podkreśla, widać to na przykładzie Wielkopolski.

– W Poznaniu ponad 50 proc. pacjentów nowotworowych zgłasza się do radioterapii, podczas gdy w ościennych rejonach, gdzie dostęp do niej jest gorszy, ten odsetek jest diametralnie niższy – od kilkunastu do 30 proc.­ – mówi prof. Malicki. – Taka biała plama jest np. w Pile, ale na szczęście ośrodek radioterapii na tym obszarze jest w trakcie budowy. Mamy ją także na południu Wielkopolski, w okolicach Leszna.

Dostęp do radioterapii w Polsce jest utrudniony nie tylko ze względu na zbyt małą liczbę wyspecjalizowanych ośrodków, lecz także za względu na zbyt małą liczbę akceleratorów megawoltowych (MV) oraz aparatów HDR do brachyterapii. Z danych Polskiego Towarzystwa Onkologicznego wynika, że w Polsce brakuje w sumie od 27 do 65 aparatów MV i HDR.

Współczesnej radioterapii nie byłoby bez Marii Skłodowskiej-Curie, której 150. rocznica urodzin przypadała 7 listopada ubiegłego roku. Jej odkrycia w dziedzinie promieniotwórczości stworzyły fundamenty dla wykorzystania promieniowania w leczeniu raka. Dlatego od listopada ESTRO Cancer Foundation (ECF) prowadzi kampanię promującą „Dziedzictwo Marii Skłodowskiej-Curie”, publikując m.in. animację dotyczącą jej odkryć. Jej celem jest szerzenie wiedzy na temat wyzwań, z jakimi mierzą się chorzy na raka, a także podkreślenie wkładu Marii Skłodowskiej-Curie w rozwój onkologii i radioterapii.

 Ważnym wkładem Marii Skłodowskiej-Curie w rozwój onkologii był jej udział w radioterapii. Właśnie dzięki naszej noblistce bardzo szybko zaczęto stosować promieniowanie jonizujące wytwarzane przez pierwiastki promieniotwórcze do leczenia chorób nowotworowych. Maria Skłodowska-Curie obserwowała to w latach 30. XX wieku, położyła kamień węgielny pod budowę Instytutu Radowego w Warszawie, osobiście przekazała pierwsze porcje radu, które wykorzystywano potem przez kilkadziesiąt lat do leczenia chorych, również w Poznaniu. Rad, który pochodził z darów Marii Skłodowskiej-Curie, był wykorzystywany jeszcze w latach 90. XX wieku – mówi dyrektor Wielkopolskiego Centrum Onkologii.

Nowotwory złośliwe to nasilający się problem społeczny, ekonomiczny i zdrowotny polskiego społeczeństwa. Według Krajowego Rejestru Nowotworów skala zachorowań to około 160 tys. nowych przypadków rocznie, z których przeszło 100 tys. kończy się śmiercią pacjenta. W Polsce najczęściej występującymi są: wśród mężczyzn – nowotwór złośliwy płuca (17,7 proc. przypadków) oraz gruczołu krokowego (17,4 proc.), natomiast u kobiet najczęściej diagnozowany był nowotwór złośliwy piersi (22,2 proc.), płuca (9,2 proc.) oraz trzonu macicy (7,6 proc.) – dane za 2015 rok.

Prywatna eksploracja kosmosu i rozwój sztucznej inteligencji to najbliższa przyszłość. Już w 2025 roku możliwe załogowe misje na Marsa

Prywatna eksploracja kosmosu i rozwój sztucznej inteligencji to najbliższa przyszłość. Już w 2025 roku możliwe załogowe misje na Marsa 6

W 2018 roku eksploracja kosmosu nabierze tempa – ocenia Aleksandra Przegalińska z Massachusetts Institute of Technology. Firma SpaceX, należąca do Elona Muska, już w 2025 roku planuje wysłać na Marsa statki zaopatrzeniowe, a niewiele później mają rozpocząć się loty załogowe na Czerwoną Planetę. Równolegle rozwija się technologia sztucznej inteligencji, która w 2018 roku dotknie niemal wszystkich dziedzin naszego życia.  

Wyniesienie na orbitę Marsa samochodu Tesla przez SpaceX, firmę Elona Muska, to dopiero początek prywatnej eksploracji kosmosu. SpaceX w ciągu kilku lat chce zbudować system BFR, który pozwoli wynieść ludzi na Księżyc a w przyszłości – zasiedlić Marsa. Jednocześnie nowa rakieta ma generować znacznie mniejsze koszty. Szacuje się, że wyniesienie BFR ma kosztować 90 mln dolarów, zaś Space Launch System (SLS), zaprojektowana przez NASA ciężka rakieta nośna, która zastąpi wahadłowce kosmiczne STS – już ok. miliarda dolarów.

– Elon Musk wystartował z powodzeniem ciężką rakietę. Na pewno więc 2018 rok to rok, kiedy eksploracja kosmiczna nabierze dużego tempa – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Aleksandra Przegalińska z Massachusetts Institute of Technology.

Rośnie liczba prywatnych firm związanych z przemysłem kosmicznym. Coraz więcej jest też inwestorów, którzy wykładają środki na prywatne firmy – według Space Angels na ich rozwój trafiło w 2017 roku 3,9 mld dolarów. Liczba inwestorów wzrosła z 89 w 2015 roku do ok. 120 obecnie. Jednocześnie państwowe firmy wystrzeliły w 2017 roku 51 pojazdów, firmy prywatne – już 39. Dodatkowo, jak wynika z badania, prywatne rakiety są niezawodne i tańsze od państwowych. Bank of America ocenia, że w ciągu 30 lat przemysł kosmiczny osiągnie wartość z obecnych 350 mld dolarów do 2,7 bln dolarów.

– Prywatni inwestorzy, jak Elon Musk, już tę przestrzeń prywatyzują, zasiedlają. Mają swoje projekty, które pozwolą komercyjnie latać w przestrzeń kosmiczną, a później ją eksplorować czy wręcz się w niej osiedlać. Pytanie, na ile to będą projekty w skali narodowej czy globalnej, wspólne przedsięwzięcia, mocno inkluzywne, a na ile prywatne, ale niszowe inicjatywy – rozważa Aleksandra Przegalińska.

Zdaniem naukowców lata 2040–2050 będą pierwszym w historii okresem, w którym sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom lub je przewyższy. Szacunki IDC z 2016 roku wskazują zaś, że wartość rynku wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR i AR) może wzrosnąć z 5,2 mld dolarów w 2016 roku do 162 mld dolarów w 2020 roku. Po nowe technologie sięga już większość branż, co widać zwłaszcza na przykładzie medycyny.

– Wyraźnie widzimy, że sztuczna inteligencja jest obszarem, który prawdopodobnie będzie miał wpływ na prawie wszystkie dziedziny naszego życia, od medycyny, przez edukację, aż po każdą dziedzinę, jak budownictwo, architektura czy nauka – ocenia Aleksandra Przegalińska.

Uczenie maszynowe to proces, w którym sam komputer uczy się czegoś nowego, bazując jedynie na dostarczonych mu danych. Zautomatyzowane systemy analityczne, które kształcą się wraz z upływem czasu i pozyskiwaniem większej liczby informacji, rozwijają się obecnie w tak szybkim tempie, że można mówić o rewolucji w tym obszarze.

– Na pewno możemy się spodziewać więcej metodologii uczenia maszynowego, która będzie wdrażana wszędzie i będzie towarzyszyła wielu pracom i zawodom. Nasza praca będzie dużo bardziej synergiczna z technologiami niż jest teraz i będzie wymagać różnych nowych kompetencji, których pewnie jeszcze część z nas nie ma – podkreśla ekspertka Massachusetts Institute of Technology.

Każdego dnia do sieci podłączanych jest ok. 5,5 mln różnego rodzaju nowych przedmiotów codziennego użytku. Eksperci Cisco prognozują, że w 2020 roku do inteligentnej sieci będzie podłączonych ok. 50 mld urządzeń. IDC szacuje, że w 2020 roku rynek IoT będzie wart nawet 1,5 bln dolarów. Dlatego zdaniem ekspertki coraz wyraźniejszym trendem będzie internet rzeczy.

– Już teraz widzimy wyraźny wzrost internetu rzeczy, tych urządzeń jest dużo, będzie jeszcze więcej, ale w przyszłości każdy z nas, każdy budynek, każde miejsce pracy będą mieć bardzo dużo sensorów, które będą przekazywać dane, huby i centra zarządzania danymi to będzie nowa rzecz. Nie będzie wielu fragmentów rzeczywistości, zwłaszcza miejskiej, które nie będą tak osensorowane i opomiarowane – ocenia Aleksandra Przegalińska.

Państwa coraz mocniej ingerują w gospodarkę. W Polsce najbardziej regulowana jest branża finansowa, farmaceutyczna i energetyczna

Państwa coraz mocniej ingerują w gospodarkę. W Polsce najbardziej regulowana jest branża finansowa, farmaceutyczna i energetyczna 7

W Polsce ingerencja państwa widoczna jest najbardziej na rynku finansowym, energetycznym i farmaceutycznym. Z kolei branże regulowane w najmniejszym stopniu to handel i motoryzacja – wynika ze wspólnego raportu DNB Bank Polska i firmy doradczej PwC „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki – skala i warunki sukcesu”. W ostatnim czasie stopień zaangażowania państwa w polską gospodarkę wzrasta, wciąż jednak jest mniejszy niż w krajach Europy Zachodniej.

– W ostatnich latach obserwujemy wzrost zaangażowania państwa w polską gospodarkę, ale ten gorset regulacyjny nie jest jeszcze tak sztywny, jak by się wydawało. Nasza analiza pokazuje, że polska gospodarka jest ciągle bardziej liberalna niż gospodarek Europy kontynentalnej. Z drugiej strony jest zdecydowanie mniej liberalna niż krajów anglosaskie, jak Wielka Brytania czy USA – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Artur Tomaszewski, prezes zarządu DNB Bank Polska.

Pod względem regulacji w gospodarce Polska zbliża się do państw Europy kontynentalnej, jednak ciągle pozostaje bardziej liberalna od Niemiec i Francji – to główny wniosek raportu „Kierunki 2018. Ingerencja państwa w wybranych sektorach gospodarki – skala i warunki sukcesu”, przygotowanego przez DNB Bank Polska i firmę doradczą PwC. Autorzy analizy zauważają, że intensywność regulacji jest zależna nie tylko od państwa, lecz także od branży.

– Branże i przedsiębiorstwa mają charakter coraz bardziej globalny, więc we wszystkich krajach poziom regulacji w poszczególnych branżach jest dość zbliżony. Są te bardziej regulowane, chociażby branża bankowa, co wynika z bezpieczeństwa całej gospodarki i ochrony konsumenta, czy branża energetyczna ze względu na monopole i strategiczny charakter dla gospodarki. Są też branże mniej regulowane, jak handlowa czy motoryzacyjna – mówi Artur Tomaszewski.

Sektory, które są w niewielkim stopniu regulowane przez państwo, to m.in. motoryzacyjny i farmaceutyczny. Wyjątkiem jest Norwegia, w której stopień zaangażowania państwa w rynek farmaceutyczny sięga 50 proc., rozbudowane są też regulacje dotyczące elektromobilności – to dlatego w tym kraju 50 proc. samochodów stanowią hybrydy i auta elektryczne. W branży sprzedaży detalicznej we wszystkich krajach interwencjonizm państwowy jest niewielki i nie przekracza 8 proc.

Z kolei energetyka jest branżą, w której – ze względu na strategiczny charakter – własnościowe i regulacyjne zaangażowanie państwa jest wyraźne. Największy stopień ingerencji w rynek energetyczny jest widoczny we Francji (39 proc.), nieco mniejszy w Niemczech i Polsce (36 proc.). Najmniejszy jest natomiast w USA – analitycy podkreślają, że w państwach anglosaskich interwencje państwa mają charakter niemal wyłącznie regulacyjny.

– Państwo działa w gospodarce w dwóch wymiarach. Pierwszy to charakter strategiczny – państwo występuje tu jako albo właściciel, albo regulator. Jego zadaniem jest ochrona konsumenta, środowiska czy stabilizacja branż kluczowych dla gospodarki. Z drugiej strony jest działalność rynkowa. Państwo działa tu na równi z innymi podmiotami rynkowymi i chce zrealizować zysk. Ten element wydaje się kontrowersyjny. Nasz raport pokazuje, że co do zasady przedsiębiorstwa z udziałem Skarbu Państwa mają mniejszą siłę konkurencyjną i osiągają nieco gorsze wyniki niż podmioty prywatne – mówi Artur Tomaszewski.

Analitycy zauważają, że społeczeństwo, ekonomiści i politycy patrzą na rolę państwa w gospodarce coraz bardziej przychylnym okiem, a zmiana optyki jest właśnie efektem kryzysu finansowego, którego przyczyną był m.in. niedostateczny poziom regulacji na rynku finansowym.

Modelowym przykładem jest interwencja amerykańskiego rządu w sektory bankowy i motoryzacyjny podczas krachu z lat 2008–2009, kiedy państwo przejęło wszystkie udziały w dwóch największych koncernach, a następnie – po kryzysie – skorzystało z okazji rynkowej i sprzedało swoje akcje.

– Interwencje państwa powinny być celowe, konkretne i określone w czasie, a każda regulacja musi być związana z zasadą proporcjonalności. Jako członek UE jesteśmy czasem poddani trochę zbyt ostrym regulacjom dotyczącym np. rynku kapitałowego, który w innych krajach unijnych jest większy niż w Polsce. W związku z tym cierpimy na tym, że jesteśmy – w moim przekonaniu – zbyt mocno regulowani pod względem parametrów jakościowych czy finansowych, w tym wysokości kar finansowych – mówi Jacek Socha, wiceprezes zarządu PwC Polska.

Dlatego z punktu widzenia rozwoju gospodarczego bardzo ważna jest ich harmonizacja przepisów. Z drugiej strony zglobalizowane przepisy muszą być dostosowane do mniejszych firm, operujących tylko na krajowym rynku.

Analitycy zauważają też, że skala ingerencji państwa nie ma wielkiego wpływu na wyniki danej branży. To zasługa globalizacji, ponadnarodowych rynków i łańcuchów dostaw oraz faktu, że część regulacji ma charakter międzynarodowy.

– Dokonując regulacji, trzeba uważać, ponieważ przez wiele podmiotów są one postrzegane jako koszt. Rynek farmacji pokazuje, że brak albo niski stopień regulacji – jak np. w USA – powodują, że ceny leków są znacznie wyższe. Z drugiej strony rentowność firm jest wyższa, ponieważ ceny leków pozwalają na pogłębioną analizę rozwojową i wydatki na badania i rozwój są istotnie wyższe, co z kolei powoduje powstawanie nowych leków oraz przewagę technologiczną i rynkową – mówi Jacek Socha.

Rosyjski CBS przygotował projekt reformy sądownictwa

Centrum Badań Strategicznych (CBS) na którego czele stoi Aleksiej Kudrin jeden z najbliższych współpracowników Władimira Putina, przygotował raport „Propozycje poprawy systemu sądownictwa w Federacji Rosyjskiej i zmiany przepisów w celu ich wdrożenia.” Główne obszary, które sugerują eksperci CBS, to: poprawa jakości personelu sądowego, wzmocnienie niezależności sędziów i usprawnienie procesu sądowego.

Aby poprawić jakość wymiaru sprawiedliwości, proponuje się utworzenie jednego niezależnego ośrodka szkolenia sędziów, zniesienie wymogu obowiązkowej wyższej edukacji prawnej dla urzędników sądowych i sekretarzy sądowych, asystowanie sędziom w czynnościach procesowych, zwiększanie wynagrodzeń pracowników aparatu o połowę.

Niezależność sędziów, ekspertów uważa, że konieczne jest wzmocnienie powodu, na przykład, zmienić kolejność wyboru Przewodniczącego statków, ograniczenia w biurze prezesa Sądu do dwóch kategoriach czterech lat. Eksperci uważają, że należy zrezygnować z alokacji premii dla przewodniczącego zalecenia sędzia wprowadzenia zautomatyzowaną procedurę podziału spraw między sędziów w oparciu o ich specjalizacji. Autorzy raportu proponują wprowadzenie nowej miary dyscyplinarnej odpowiedzialności sędziów w postaci obniżenia klasy kwalifikacji sędziego. Ponadto oczekuje się wprowadzenia jasnych kryteriów rozdzielających błąd sądowy od przestępstwa dyscyplinarnego.

W celu usprawnienia procesu sądowego eksperci proponują, w szczególności, podniesienie progu dla petycji cywilnych Federalnej Służby Podatkowej i Funduszu Emerytalnego z 3 do 10 tysięcy rubli, podnieść obowiązek państwowy dla osób prawnych i zróżnicować obowiązki państwa w zależności od sądu.. Autorzy raportu zalecają wprowadzenie obligatoryjnego zapisu dźwiękowego sesji sądowej, nadając mu status głównego środka zapisu postępów procesu. Proponuje się również ujawnienie tylko wstępnych i decydujących części zdania w procesie karnym.

Nieudana randka dolara

Z okazji walentynek dolar wybrał się na randkę z inflacją. Początek spotkania wyglądał naprawdę obiecująco, niektórzy wieścili „powrót do żywych” amerykańskiej waluty. Euforia nie trwała jednak zbyt długo, a wszystko to przez depresję, z którą USD nie może sobie poradzić od kilkunastu miesięcy.

Styczniowa inflacja CPI z USA wypadła mocno na 0,5 proc. m/m (prog. 0,3 proc. m/m), lepiej od prognoz uplasowała się także inflacja bazowa (0,3 proc. vs 0,2 proc.). Po publikacji danych obserwowaliśmy umocnienie dolara. EUR/USD stracił 70 pipsów, AUD/USD zanurkował blisko 90 pipsów, USD/JPY skoczył 35 pipsów. Siła amerykańskiej waluty została jednak bardzo szybko wygaszona i chwilę po 14:30 inwestorzy zaczęli masowo wyprzedawać USD. Ostatecznie dolar zanotował stratę względem wszystkich walut z koszyka G10. Najwyżej dzień kończy NZD ze zwyżką rzędu 0,8 proc., dalej znajdziemy JPY (+0,65 proc.), GPY i NOK (+0,4 proc.). Najmniejszy ruch widzimy na AUD i CAD (+0,2 proc.).

Dynamika PKB ze strefy euro wypadła zgodnie z rynkowym konsensusem. Odczyt w ujęciu kwartalnym uplasował się na poziomie 0,6 proc. (prog. 0,6 proc.), a r/r 2,7 proc. (prog. 2,7 proc.). Lepiej od oczekiwań wypadła natomiast produkcja przemysłowa: 0,4 proc. m/m (prog. 0,1 proc.) i 5,2 proc. (prog. 4,2 proc.).

Rząd brytyjski wziął się za budowanie aprobaty za Brexitem i pod hasłem „Road to Brexit” sześciu członków gabinetu poprzez przemówienia ma rzucić więcej światła na cele rządu w trwających negocjacjach i wizje Wielkiej Brytanii poza UE. Dziś pierwszym przemawiającym był minister spraw zagranicznych Boris Johnson, jednak jego przemówienie rozczarowało brakiem konkretów. Z najważniejszych stwierdzeń, Johnson przestrzegł, że odwrócenie Brexitu byłoby katastrofalne w skutkach. Zapewniał, że w okresie przejściowym „wszystko pozostanie takie samo”, ale też stwierdził, że korzyści ekonomiczne z unii celnej z UE nie są takie duże.
Zapasy ropy naftowej wzrosły w zeszłym tygodniu o 1,84 mln baryłek, czyli mniej od wskazań wczorajszego raportu API (+3,95 mln baryłek) oraz rynkowego konsensusu (+2,75 mln baryłek). Oprócz tego wzrosły zapasy benzyny o 3,6 mln baryłek, natomiast skurczyły się zapasy destylatów (-459 tys. baryłek). Obecnie za baryłkę ropy WTI należy zapłacić 59,40 USD (+0,3 proc.).

Słabość dolara przełożyła się na duże wzrosty metali szlachetnych, gdzie najjaśniej świeci platyna (+2 proc.). Trochę niżej plasuje się platyna (+1,45 proc.), złoto (+1,4 proc.) i srebro (+1,1 proc.). Bardzo dobre nastroje panują także na rynku metali przemysłowych: miedź rośnie 2 proc., cynk +2,6 proc., ruda żelaza +1,85 proc., a nikiel 4,1 proc.
Na globalnym rynku akcji zdecydowanie dominuje strona popytowa. W Europie najsilniejszy był włoski FTSE MIB (+1,81 proc.), lekko niżej sesję zakończyło szwajcarskie SMI (+1,67 proc.) czy niemiecki DAX (+1,17 proc.). Polski WIG 20 wyszedł 0,75 proc. nad kreskę. Na podium znalazł się KGHM (+3,37 proc.) podążający za wzrostami miedzi, drugie miejsce zajmuje Energa (+2,55 proc.), a trzecie Tauron (+2,12 proc.). Po drugiej stronie tabeli widnieje m.in. BZWBK (-1,04 proc.), Asseco (-1,01 proc.) czy JSW (-0,99 proc.).
Amerykańscy inwestorzy podtrzymują pozytywny sentyment, technologiczny Nasdaq 100 wspina się 0,95 proc. nad kreskę, S&P 500 rośnie 0,4 proc., a Dow Jones +0,15 proc

Maciej Morawski
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Trendy HR w 2018 roku – wyniki badania

Jak wynika z najnowszego badania GoldenLine, rok 2018 będzie okresem testowania nowych rozwiązań rekrutacyjnych oraz dążenia do większej transparentności w procesie rekrutacji. Poszukiwanie nowych pracowników poprzez direct search stanie się niezbędnym elementem pracy rekrutera, a bez strategii employer branding firmom będzie coraz trudniej rekrutować i utrzymać pracowników – to główne wnioski z corocznego badania serwisu GoldenLine na temat trendów na rynku HR.

#1 Poszukiwanie nowych rozwiązań w rekrutacji

Jak wynika z badania GoldenLine, HR-owcy przewidują, że w tym roku rekrutacja zajmie im więcej czasu (64% badanych) i pochłonie więcej pieniędzy (51% badanych), niż w 2017 roku. Dobra koniunktura gospodarcza sprawia, że firmy planują również przeprowadzić więcej rekrutacji niż w zeszłym roku, deklaruje tak 63% badanych. Czasochłonność procesów rekrutacyjnych wymusza zarazem testowanie nowych metod rekrutacji, wykraczających poza tradycyjne ogłoszenie o pracę. Niemal połowa (43%) badanych planuje poświęcić więcej czasu, a 59% również więcej pieniędzy na poszukiwanie i testowanie nowych narzędzi rekrutacyjnych.

#2 Direct search wchodzi do niezbędnika narzędzi rekrutera

W 2018 roku ponad 75% rekruterów zamierza korzystać z rekrutacji metodą direct search. Wyniki wskazują, że direct search przestaje być ostatnią deską ratunku dla rekruterów, a staje się niezbędnym narzędziem do prowadzenia skutecznych procesów rekrutacyjnych. Serwis GoldenLine oferuje nie tylko dostęp do Wyszukiwarki Kandydatów, gdzie pracodawca samodzielnie może wyszukać i skontaktować się z wybranymi kandydatami, ale również usługę rekrutacyjną Jobile, gdzie direct search w imieniu pracodawcy wykonuje doświadczony HR Researcher.

#3 Większa transparentność w rekrutacji

Rynek pracownika wymusza też większą transparentność w procesie rekrutacji. Jak wynika z badania GoldenLine, w 2017 roku 38% badanych podawało widełki wynagrodzeń w wybranych ofertach pracy, zaś w 2018 widełki wynagrodzeń w wybranych ofertach pracy planuje podawać 45% z nich. Zarazem w 2018 roku 13% badanych planuje podawać widełki wynagrodzeń w każdym ogłoszeniu o pracę (dla porównania 9% badanych deklaruje, że podawało widełki w każdym ogłoszeniu w 2017 roku).

Większa otwartość będzie również tematem wiodącym w samej komunikacji z kandydatami. 47% badanych rekruterów chce w tym roku poświęcić więcej czasu na komunikację z kandydatem, a 39% zamierza spędzić więcej czasu na przygotowaniu feedbacku dla kandydata. Transparentność obejmie również kandydatów – ponad 80% rekruterów deklaruje, że w tym roku przed zatrudnieniem kandydata sprawdzi jego profil zawodowy na serwisach rekrutacyjnych lub społecznościowych. Warto więc będzie zadbać o aktualny profil zawodowy na GoldenLine.pl, jak i o właściwe ustawienia prywatności w naszych prywatnych kanałach social media.

“W 2018 roku bez wątpienia czeka nas postępująca transparentność na rynku pracy. Aby prowadzić skuteczne rekrutacje, pracodawcy będą musieli postawić na większą otwartość w relacjach z kandydatami” – komentuje Karol Traczykowi, Prezes GoldenLine. “W procesach rekrutacyjnych cały czas brakuje wymiany informacji. Pracodawcy nie wiedzą z jakiego powodu kandydaci nie aplikują zaś kandydaci, dlaczego nie są zapraszani do kolejnego etapu. W 2018 roku priorytetem będzie położenie akcentów właśnie na wymianę informacji zwrotnych i komunikację między rekruterami a kandydatami oraz na większą transparentność całego procesu rekrutacyjnego” – dodaje Traczykowski.

#4 Strategiczne podejście do employer brandingu

Ponad połowa badanych deklaruje, że na działania z zakresu employer brandingu przeznaczy w tym roku więcej pieniędzy, a ponad 58% badanych również więcej czasu. Rośnie również rola strategicznego podejścia do budowania wizerunku pracodawcy, 40% badanych deklaruje, że ich firma ma już taką strategię, a 35% badanych planuje stworzyć strategię employer branding w tym roku.

“W 2018 roku nadal będziemy obserwować rosnące zainteresowanie działaniami z zakresu employer branding. Pracodawcy skupią uwagę przede wszystkim na komunikacji wewnętrznej, programach rozwoju i ograniczaniu rotacji, która w Polsce jest relatywnie wysoka.” – komentuje Adam Wąsik z Pracowni EB GoldenLine. “Aby te działania były skuteczne, konieczne będzie stworzenie klarownej strategii employer brandingowej, której celem będzie m.in. spójny wizerunek wewnętrzny i zewnętrzny firmy jako pracodawcy. W marketingu rekrutacyjnym zapewne będziemy obserwować coraz większą transparentność organizacji. Będzie się to przejawiać choćby jawnością wynagrodzeń w ofertach pracy czy pokazywaniem autentycznej kultury organizacyjnej.” – dodaje Wąsik.

***

Cytowane badania tylko za podaniem źródła: badanie GoldenLine

Pełen raport GoldenLine “Trendy HR 2018” do pobrania na: http://hs.goldenline.pl/trendy-hr-2018

Raport “Trendy HR 2018” powstał na podstawie badania przeprowadzone przez GoldenLine na 360 pracownikach HR, którzy w ciągu ostatniego roku prowadzili przynajmniej jedną rekrutację, badanie ankietowe online, styczeń 2018.

Sądy bez litości dla podatników ze względu na słabą argumentację wniosków

Trudna sytuacja finansowa nie wstrzymuje egzekucji, zwłaszcza jeśli wniosek o jej wstrzymanie jest źle lub słabo uzasadniony – potwierdza kolejny wyrok sądu, wydany na początku tego roku. Wydaje się, że zasilająca kasę Skarbu Państwa windykacja należności z tytułu podatku od towarów i usług będzie w 2018 r. nadal wzbudzać wiele emocji.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku 16 stycznia 2018 r. wydał wyrok oddalający skargę podatnika na decyzję organu skarbowego dotyczącą zobowiązań podatkowych z tytułu podatku od towarów i usług za okres od stycznia do września 2012 r. (I SA/Gd 685/17). Co ważne w całej sprawie, podatnik zgadzał się z fiskusem co do istnienia obowiązku podatkowego, a wnosił tylko o wstrzymanie wykonania decyzji.

Niebezpieczeństwo szkody i nieodwracalnych skutków

Wcześniej, w lutym 2017 r., podatnik wniósł skargę do tego samego WSA na obie decyzje – dyrektora izby skarbowej oraz naczelnika urzędu skarbowego – dotyczącą wspomnianego zobowiązania podatkowego (I SA/Gd 685/17). Jednocześnie zawarł w niej wniosek o wstrzymanie wykonania zaskarżonych decyzji, argumentując, na podstawie art. 61 § 3 ustawy Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, że istnieje niebezpieczeństwo wyrządzenia mu szkody oraz spowodowania trudnych do odwrócenia skutków. Stał się bowiem niewypłacalny wskutek naliczonych przez organy podatkowe zaległości wraz z odsetkami, nie tylko tych objętych zaskarżaną decyzją, ale także innych, co do których toczą się już postępowania zabezpieczające i egzekucyjne.

Trudna sytuacja finansowa to nie powód

Prowadzenie przez organy skarbowe egzekucji z majątku podatnika w połączeniu z zajęciem jego kont bankowych sprawiło, że znalazł się on w trudnej sytuacji finansowej. A ta, zgodnie z postanowieniem WSA w Gdańsku z 30 listopada 2010 r. (I SA/Gd 841/10), może stanowić podstawę do wydania postanowienia o wstrzymaniu wykonania zaskarżonej decyzji. Podatnik dodał również, że złożył do naczelnika urzędu skarbowego wniosek o rozłożenie na raty wszystkich zaległości podatkowych wraz z odsetkami za zwłokę.

Mimo przywołanego orzecznictwa sąd w swoim postanowieniu stwierdził, że „nawet trudna sytuacja finansowa strony, nie może sama w sobie świadczyć o spełnieniu przesłanek wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji”. Przy ocenie wniosku w ogóle nie brał pod uwagę deklaracji podatnika o chęci spłacenia ciążących na nim zobowiązań w ratach. Odmówił więc wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji.

Zażalenie pozbawione uzasadnionych podstaw

Nie polepszyło sytuacji podatnika wniesienie o rozstrzygnięcie do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Postanowieniem z 31 stycznia 2017 r. (I FZ 241/17) NSA stwierdził, że skarżący nie uprawdopodobnił w dostateczny sposób możliwości zaistnienia niebezpieczeństwa wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków:

„Skoro Skarżący dążył do wykazania, że w jego przypadku dojdzie do wyrządzenia znacznej szkody, to dla oceny, czy rzeczywiście w okolicznościach tej sprawy jest to prawdopodobne, konieczne było odniesienie kwoty objętej zaskarżoną decyzją do obecnego stanu majątkowego Skarżącego, popartego konkretnymi danymi m.in. o dochodach, oszczędnościach, wydatkach, możliwościach zarobkowych. Brak tego rodzaju argumentacji oznaczał, że Skarżący nie uprawdopodobnił wystąpienia przesłanek przewidzianych w art. 61 § 3 P.p.s.a.”.

NSA stwierdził wprost, że brakuje argumentów przemawiających za przyznaniem wnioskodawcy tzw. ochrony tymczasowej. W konsekwencji zażalenie, jako pozbawione uzasadnionych podstaw, zostało oddalone.

Walka z hipokryzją

Niezależnie od interpretacji przepisów, rzuca się w oczy, że żadna z instancji nie wzięła pod uwagę wyrażonej przez podatnika chęci uregulowania należności – tyle że w ratach. To oczywista hipokryzja, zwłaszcza fiskusa, który odmawiając rozłożenia spłaty na raty, sam potrafi zalegać długimi latami ze zwrotem należnej przedsiębiorcom nadpłaty VAT i innych świadczeń. Z pewnością przy ocenie sytuacji przedsiębiorców organy skarbowe, a jak się okazuje, często także sądy, nie zważają w ogóle na to, czy dana firma przetrwa rozszarpywanie majątku w toku egzekucji. Liczą się litera prawa i przekonująca argumentacja wniosków.

Odpocząć przy knock downie

W trakcie bokserskiego starcia trafiony ciosem zawodnik pada na deski. Ma dziesięć sekund, by wstać i kontynuować walkę. Niektórzy pięściarze zrywają się od razu i za chwilę padają ponownie po nokaucie, po którym już się nie podnoszą. Są jednak tacy, którzy czas knock downu wykorzystują na odpoczynek, przetrwanie i zebranie sił. I wracają mocniejsi.

Taki odpoczynek w starciu z fiskusem może przynieść restrukturyzacja przedsiębiorstwa. Wprowadzone w styczniu 2016 r. korzystne zmiany przepisów o restrukturyzacji dają szansę na uratowanie przedsiębiorstwa przy zachowaniu jego wartości ekonomicznej. Chronią nie tylko jego interesy, ale i powstrzymują przed likwidacją – choćby dzięki możliwości zawieszania postępowań egzekucyjnych czy uchylania zajęć majątku firmy.

Czasami właściwym krokiem będzie ogłoszenie upadłości. Już bowiem samo złożenie odpowiedniego wniosku sprawi, że sąd niezwłocznie zabezpieczy majątek firmy. A w ramach zabezpieczenia sąd może zawiesić wszczęte egzekucje i uchylić dokonane zajęcia.

Właściwie sporządzony wniosek

Sporządzając wniosek o ogłoszenie upadłości, należy pamiętać o wielu elementach. Trzeba przede wszystkim spełnić wymogi formalne, podając m.in. dane identyfikujące osobę dłużnika, jego firmę oraz wspólników. Ponadto należy załączyć aktualny wykaz majątku z szacunkową wyceną jego składników oraz aktualne sprawozdanie finansowe. Najważniejsze jest jednak wskazanie okoliczności, które uzasadniają wniosek, i ich uprawdopodobnienie.
W przytoczonej sprawie NSA (I FZ 241/17) przypomniał, że zasadą jest wykonalność decyzji, a na wniosek strony poparty wiarygodnymi przesłankami do wstrzymania wykonania zaskarżonego aktu sąd może od tej zasady ustanowić wyjątek. To w interesie strony leży, by należycie przedstawić trudną sytuację finansową. Dlatego w sytuacji kryzysowej, gdy w grę wchodzi ochrona majątku zarówno firmy, jak i prywatnego, należy do sporządzenia wniosku podejść właściwie, a przede wszystkim w sposób profesjonalny. Bez względu na to, czy jest to wniosek o wstrzymanie wykonania zaskarżonej decyzji, przeprowadzenie restrukturyzacji przedsiębiorstwa czy ogłoszenie upadłości.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Warszawski rynek biurowy nie zwalnia tempa

Rynek biurowy w Warszawie pozostaje w centrum zainteresowania deweloperów i najemców nie tylko w Polsce, ale i w całej Europie Środkowo-Wschodniej. Rok 2017 był umiarkowany pod względem nowo powstałej podaży, biorąc jednak pod uwagę obecnie budowane obiekty prognozujemy, że rynek osiągnie poziom 6 milionów mkw. do końca 2021 roku. Dobrą kondycję rynku potwierdza wysoka aktywność najemców i rekordowo wysoka absorpcja, która w zeszłym roku wyniosła 390 000 mkw., co oznacza wzrost o 33pp. w stosunku do 2016 roku.

Rafał Wdowczyk, Director, Advisory & Transaction Services, Office, CBRE
Rafał Wdowczyk, Director, Advisory & Transaction Services, Office, CBRE

Według najnowszego raportu Warsaw Office Market View – Warszawski Rynek Biurowy po IV kw. 2017 przygotowanego przez firmę CBRE, w stolicy powstaje obecnie rekordowa ilość powierzchni biurowej – 860 000 mkw. Aktywność deweloperów jest najbardziej widoczna w centrum miasta; 75% budowanej powierzchni zostanie oddane do użytku w Centrum Warszawy (ponad 650 000 mkw.), dokładnie połowa powstającej powierzchni wzbogaci Zachodnie Obrzeża Centrum, co tylko jeszcze bardziej umocni pozycję tej strefy jako nowego biznesowego centrum stolicy.

Wysokiej aktywności deweloperów towarzyszy rosnący popyt, głównie ze strony firm z sektora finansowego, które odpowiadały za 18% wynajętej podaży. Całkowita aktywność najemców w 2017 roku sięgnęła ponad 820 000 mkw., co jest wynikiem bardzo bliskim rekordu z 2015 roku. W wyniku dużego popytu i wciąż ograniczonej nowej podaży eksperci CBRE zaobserwowali dalszy spadek poziomu pustostanów o 2,6pp. Ze względu na ograniczoną podaż projektów, których zakończenie planowane jest w 2018 roku, tendencja zniżkowa powinna się utrzymać, zwłaszcza w centrum Warszawy.

Mimo zbliżającej się fali nowej podaży zaplanowanej na lata 2019-21, wysoka aktywność najemców, a co za tym idzie spadające wskaźniki pustostanów potwierdzają, iż rynek póki co zachowuje równowagę. Najbliższy rok będzie charakteryzował się stosunkowo niską podażą oraz nieco spadającym poziomem pustostanów. Sytuacja ta może chwilowo przesunąć przewagę w stronę wynajmujacych, w zależności od tego w której dzielnicy poszukują oni powierzchni biurowej. W tym roku bardzo istotną kwestią jest tempo podejmowanych decyzji, to od niego zależy, czy uda wynająć się biuro w pożądanej lokalizacji.” komentuje Rafał Wdowczyk, Director, Advisory & Transaction Services, Office, CBRE

Stawki czynszu w Warszawie pozostają stabilne. Czynsze umowne szacowane są obecnie na poziomie 20-23,00 EUR/mkw./m-c. za najbardziej atrakcyjne powierzchnie biurowe w centralnych lokalizacjach, a około 15 EUR/mkw./m-c. za powierzchnie w obiektach poza centrum.

Rekrutacja z agencją pracy – bez nerwów i z gwarancją bezpieczeństwa

Nie od dziś wiadomo, że znalezienie pracownika nie jest prostym zadaniem. Rynek pracy systematycznie się zmienia i dziś to potencjalni zatrudnieni czekają na osoby zainteresowane daniem im pracy. Sytuacja komplikuje się jeszcze bardziej, gdy pojawia się konieczność zatrudnienia specjalisty. Na szczęście, nie musi się to wcale wiązać z poszukiwaniami trwającymi kilka miesięcy. Z pomocą przychodzi solidna agencja pracy, a skorzystanie z jej doświadczenia pociąga za sobą szereg korzyści.

Po pierwsze – baza

Firmy poszukujące pracowników zwykle dopiero zaczynają analizować rynek pracy, a to nie ułatwia procesu rekrutacyjnego. Tymczasem agencja pracy może pochwalić się bazą, która zawiera dostarcza informacji na temat osób posiadających odpowiednie kwalifikacje poszukujących w niedalekiej przeszłości zatrudnienia. Oczywiście, nie oznacza to, że każda z nich będzie zainteresowana daną pracą i poradzi sobie na proponowanym jej stanowisku. Baza pozwala jednak na szybsze uruchomienie procedury i ułatwia pracę rekruterowi, który może ograniczyć się do weryfikowania umiejętności potencjalnych pracowników.

Po drugie – doświadczenie

Firmom, które nie zajmują się na co dzień rekrutowaniem pracowników, brakuje nie tylko wiedzy o rynku pracy. Często ich piętą Achillesową jest brak umiejętności rekrutowania ludzi, a poleganie wyłącznie na intuicji nie sprawdza się najlepiej, gdy chce się pozyskać specjalistę. Agencja pracy zwykle posiada specjalistyczne oprogramowanie ułatwiające proces rekrutacyjny. On sam jest przy tym prowadzony przez osoby posiadające wiedzę i doświadczenie, a więc takie, które są w stanie merytorycznie ocenić kandydata. W ostatnich latach ma to szczególnie duże znaczenie. I potencjalni zatrudnieni przygotowują się przecież do rekrutacji z wyjątkową starannością.

Po trzecie – profesjonalna opieka

Jeszcze nie tak dawno rekrutacja kończyła się w momencie wskazania firmie odpowiedniego specjalisty. Agencja pracy ATERIMA idzie jednak o krok dalej otaczając go opieką już po zakończeniu tego etapy i pomagając zleceniodawcy w kwestiach formalnych.

Wzrost PKB w Europie. Polska rośnie 5,1% czy 4,3%?

Poznaliśmy dzisiaj dane Eurostatu na temat wzrostu PKB w Unii Europejskiej. Polska zajęła solidne 4 miejsce. Wynik jest gorszy niż podawany, ze względu na czynniki sezonowe. Dolar słabnie a szanse na wzrost stóp procentowych rosną.

Wzrost PKB w Europie

Dzisiaj o godzinie 11:00 poznaliśmy odczyty wzrostu PKB w Europie. Na pierwszym miejscu zgodnie z oczekiwaniami znalazła się Rumunia z imponującym wynikiem 7%. Drugie i trzecie miejsce osiągnęły Łotwa i Węgry z wynikiem równo 4,8%. Polska zajęła czwarte miejsce z wynikiem 4,3%. Cała Strefa euro rozwijała się w tempie 2,5%. Warto zwrócić uwagę, że wynik ten jest osiągany przy stymulacji ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Jeżeli stopy procentowe zaczną rosnąć to wzrastający koszt kredytu może jeszcze trochę spowolnić wzrost gospodarczy. Rynki na razie właściwie zignorowały te dane. Głównie dlatego, że były one zgodne z oczekiwaniami analityków.

Wzrost w Polsce

Warto zwrócić uwagę na rozbieżność we wzroście PKB Polski wedle danych GUS oraz Eurostatu. Powodem jest oczyszczenie danych o czynniki sezonowe. Wyjaśnia to dlaczego raz widzimy wzrost 5,1% a raz 4,3%. Co ciekawe wynik dla Polski był o 0,1% gorszy od oczekiwań. Oznacza to, że analitycy jeszcze optymistycznie patrzyli na wyniki z Polski.

Co z dolarem?

Sytuacja z amerykańską walutą jest dość ciekawa. Po tym jak dolar tydzień temu odrobił sporą część strat względem euro, a tym samym i złotego nastąpiło w tym tygodniu ponowne odbicie w górę. Jest to o tyle ciekawe zjawisko, że wraz ze spadkiem ceny dolara wzrosły kontrakty na stopę procentową. Dlaczego jest to ciekawe? Ponieważ wzrost wartości kontraktu sugeruje, że inwestorzy przewidują, że na marcowym posiedzeniu FED powinny wzrosnąć stopy procentowe. Szanse takiego scenariusza ocenia się obecnie na około 77,5%. Wzrost stóp procentowych powoduje, że waluta zyskuje na wartości. W rezultacie wraz ze wzrostem szans na podwyżkę stóp waluta powinna raczej zyskiwać na wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – inflacja konsumencka,
  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
  • 16:30 – USA – zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

SferaNET S.A. zrealizowała prognozy finansowe na 2017 r.

SferaNET S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2014 r., działająca w branży telekomunikacyjnej, osiągnęła w 2017 r. bardzo dobre wyniki finansowe i zrealizowała prognozy finansowe. Spółka podpisała również umowę z Generalnym Wykonawcą na zaprojektowanie i wybudowanie sieci szerokopasmowej w ramach prowadzonego projektu POPC, którego całkowita wartość wynosi 61,8 mln zł.

Emitent w 4 kwartale 2017 r. wypracował 78 tys. zł zysku netto oraz 303 tys. zł zysku EBITDA przy przychodach netto ze sprzedaży wynoszących 1.181 tys. zł. W analogicznym okresie ub. roku Spółka zanotowała 56 tys. zł zysku netto, 280 tys. zł zysku EBITDA, a jej przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 977 tys. zł. Wyraźny wzrost sprzedaży w ujęciu rdr. był rezultatem rozbudowy działu handlowego i powołania dwóch nowych dyrektorów handlowych. SferaNET S.A. utrzymuje stały wzrost przychodów z usług abonamentowych dzięki zwiększaniu zasięgu swojej sieci oraz podnoszeniu jakości świadczonych usług.

W całym 2017 r. Emitent odnotował ponad 1.050 tys. zł zysku EBITDA przy przychodach netto ze sprzedaży na poziomie 4.163 tys. zł i zrealizował w ten sposób prognozy finansowe, zakładające wypracowanie 1.050 tys. zł zysku EBITDA i osiągnięcie 3.500 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży. Zarząd Spółki bardzo dobrze ocenia wypracowane wyniki finansowe i liczy na podtrzymanie dynamicznego wzrostu w kolejnych latach.

„Prognozy finansowe z naszego doświadczenia to dodatkowy bodziec do motywacji całego zespołu sprzedażowego. To satysfakcjonujące uczucie, zrealizować prognozę powyżej planu kolejny rok z rzędu – możemy być z siebie zadowoleni. Jednocześnie rodzi się pytanie, jakie będą przyszłe prognozy. To, co powinno zwracać uwagę Inwestorów, a nas bardzo cieszy, to dynamika sprzedaży usług na rynku B2C oraz systematyczny wzrost przychodów abonamentowych nieprzerwanie od 2015 roku. Taka struktura przychodów pozwala na bezpieczne planowanie i przewidywanie wyników finansowych.” – komentuje Bogusław Sromek, Prezes Zarządu Spółki SferaNET S.A.

W lutym 2018 r. SferaNET S.A. poinformowała o podpisaniu umowy z Konsorcjum firm na generalne wykonawstwo przedsięwzięcia polegającego na zaprojektowaniu oraz budowie sieci szerokopasmowej i realizowanego w ramach Działania 1.1 Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa projektu o nazwie „Sieć szerokopasmowa w powiecie bielskim i cieszyńskim”. Jego całkowita wartość wynosi ponad 61,8 mln zł, a przyznane dofinansowanie sięga 33,56 mln zł. Celem Spółki jest osiągnięcie do końca 2020 r. 12 tys. abonentów oraz utrzymanie przyrostu 100 nowych instalacji miesięcznie. Nowy projekt stanowi ogromne wyzwanie dla Zarządu SferaNET S.A. oraz całych zasobów ludzkich Spółki, ale jego realizacja pozwoli na skokową transformację i ogromne umocnienie pozycji rynkowej.

Prace nad projektem POPC rozpoczęły się i zaskakująco szybko Generalny Wykonawca przystąpił do działania, z czego jesteśmy zadowoleni i liczymy na efektywną współpracę. W odniesieniu do konsekwencji zrealizowania projektu, będą one miały wymiar na każdej płaszczyźnie oceny Spółki. Niezależni eksperci finansowi oceniają, że Spółka rynkowo zyska na wartości pięciokrotnie, a to na pewno odmieni też strukturę akcjonariatu. Ponadto czekają nas zmiany organizacyjne oraz przekształcenie z mikroprzedsiębiorstwa na średnią firmę. Kolejne etapy projektu będą dostarczać Spółce nowych klientów, a dbając o jakość usług będziemy zwiększać zatrudnienie i dostosowywać się do zmieniającej się sytuacji.” – komentuje Anna Stanaszek, Prokurent Spółki SferaNET S.A.

Bardzo dobre wyniki finansowe Emitenta oraz pozyskanie wysokiego dofinansowania z PO PC przyczyniły się do wyraźnego wzrostu zainteresowania jego akcjami przez inwestorów. W 2017 r. stopa zwrotu z akcji SferaNET S.A. wyniosła ponad 66,6%, a całkowita wartość obrotów nimi sięgnęła blisko 2,3 mln zł.

Jednym z akcjonariuszy SferaNET S.A. jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ABS Investment S.A., który posiada akcje, stanowiące 11,12% udziałów w ogólnej liczbie głosów na WZA oraz tyle samo udziałów w jej kapitale zakładowym. W lutym 2017 r. w akcjonariacie Spółki pojawił się również nowy inwestor branżowy – Spółka 3S S.A., która przekroczyła próg 5% głosów na WZA.

Przybywa galerii handlowych przy dworcach kolejowych i autobusowych. Polacy robią w nich codzienne zakupy

Przybywa galerii handlowych przy dworcach kolejowych i autobusowych. Polacy robią w nich codzienne zakupy 8

W polskich miastach – na wzór zachodnioeuropejskich – powstaje coraz więcej centrów handlowych w okolicach hubów komunikacyjnych, np. dworców kolejowych i autobusowych. To korzystne dla pasażerów czekających na pociąg czy autobus, bo mogą w tym czasie zrobić zakupy po szkole czy pracy. Dzięki temu poczekalnie dworcowe przestają być potrzebne – mówi prezes spółki Dekada, która realizuje takie inwestycje, m.in. w Koninie i Mińsku Mazowieckim. Szuka też kolejnych terenów pod budowę zintegrowanych centrów komunikacyjno-handlowych.

 Kierujemy się tym, żeby zagospodarować przestrzenie, które w wielu miastach były de facto zaniedbane, czyli stare dworce autobusowe, kolejowe, i połączyć funkcję publiczną z handlem i usługami. Celujemy w centra miast i rozwój takich lokalizacji, gdzie mamy zapewniony ruch klientów – wiadomo, że tam są pasażerowie, dla których centrum handlowe tuż obok jest znakomitym miejscem do robienia codziennych zakupów po drodze z pracy czy szkoły – mówi agencji Newseria Biznes Aleksander Walczak, prezes zarządu Dekada S.A.

Spółka szuka kolejnych lokalizacji pod nowe centra handlowe, jednak jest to coraz trudniejsze ze względu na nasycenie rynków.

– Przyglądamy się kolejnym lokalizacjom połączonym z dworcami kolejowymi. PKP będzie ogłaszać przetarg w tym zakresie i przewiduję, że nasze oferty też będą wzięte pod uwagę. Sami też szukamy projektów związanych z dworcami autobusowymi. Zakładam, że jeszcze kilka takich projektów się znajdzie – mówi Aleksander Walczak.

W portfolio Dekady są cztery obiekty połączone z dworcami autobusowymi. Z kolei inwestycje realizowane wspólnie z PKP S.A. i jej spółką zależną XCity Investment w Koninie i Mińsku Mazowieckim to dwa flagowe projekty spółki. Dotyczą one zagospodarowania przykolejowych terenów i wybudowania na nich centrów komunikacyjno-handlowych, z dworcami kolejowymi i autobusowymi oraz obiektami handlowymi w formacie convenience.

– Obecnie nie ma dużej potrzeby korzystania z dworcowych poczekalni, nawet kasy nie są do końca potrzebne, bo bilety można kupić elektronicznie. Przy generalnym deficycie czasu, jaki nam towarzyszy, robienie zakupów przy okazji pobytu na dworcu, powrotu z pracy, szkoły czy podróży turystycznej jest bardzo korzystne i tego oczekują klienci. W Europie Zachodniej właściwie przy każdym dworcu jest dużo możliwości robienia zakupów czy skorzystania z usług, także w Polsce ten rynek bardzo dobrze się rozwija – ocenia Aleksander Walczak.

Galeria handlowa w Mińsku Mazowieckim to obiekt o powierzchni ok. 10 tys. mkw. Rozpoczęcie jej budowy planowane jest na II połowę 2018 roku. W ramach inwestycji powstaną dwa dworce, które obsłużą ok. 2 mln pasażerów rocznie. Z kolei jeszcze przed wakacjami firma planuje rozpoczęcie budowy centrum w Koninie. Ono także będzie połączone z dworcami kolejowym i autobusowym, które obsługiwać będą 1 mln pasażerów rocznie. Największa inwestycja wystartuje jednak w Nysie.

 To już będzie duża, śródmiejska galeria handlowa, dwukondygnacyjna, o powierzchni najmu 20 tys. GLA. Będzie największym obiektem handlowym w Nysie na ok. 80 sklepów, z 4-salowym kinem. Ten projekt też powinien wystartować przed wakacjami tego roku – zapowiada Aleksander Walczak.

W nowych galeriach handlowych zlokalizowane będą głownie sklepy, z których Polacy korzystają podczas codziennych zakupów.

Oprócz sklepu spożywczego mamy też zawsze aptekę, drogerię, sklep ze sprzętem RTV i AGD. Przeważnie też jest Empik oraz sklepy z popularnymi markami butów i odzieży. W naszych obiektach jest zawsze co najmniej kilkunastu najemców z kilkunastu różnych branż, aby można realizować podstawowe zakupy. Na poważniejsze zakupy – modowe, odzieżowe – nasi klienci wybierają się do dużego miasta czy do dużej galerii handlowej – podkreśla Aleksander Walczak.

Dekada planuje też rozbudowę już istniejących galerii handlowych. W tej chwili w portfelu firmy znajduje się 11 działających obiektów. Firma już rozpoczęła rozbudowę centrum handlowego w Grójcu, która jeszcze w tym roku powiększy się o 3 tys. mkw. W planach jest też rozbudowa galerii w Skierniewicach, Sieradzu, Żyrardowie i Olsztynie.

Blisko połowa obiektów z naszego portfela będzie w najbliższym czasie modernizowana i rozbudowywana. Nie ukrywam, że przyglądamy się paru obiektom na rynku, które powstały kilka lat temu i które nadają się do kupienia po to, by je wzmocnić, zmienić najemców i rozbudować. Nie wykluczam, że ten segment rynku to będzie nasza aktywność w następnych latach, bo na dojrzałym rynku będzie mniej nowych inwestycji, a więcej inwestycji związanych z poprawianiem, ulepszaniem i rozbudowywaniem – podkreśla Aleksander Walczak.

PGNiG odkrywa nowe pokłady gazu w Przemyślu. Dodatkowe zasoby wpłyną na poprawę bezpieczeństwa energetycznego Polski

PGNiG odkrywa nowe pokłady gazu w Przemyślu. Dodatkowe zasoby wpłyną na poprawę bezpieczeństwa energetycznego Polski 9

Szacunki spółki wskazują, że zasoby wydobywalne złoża „Przemyśl” – największego w Polsce – mogą być większe o 20 mld m3. Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo prowadzi odwierty, które mają to zweryfikować. Pierwsze trzy zakończyły się sukcesem.

– W Przemyślu dotarliśmy do horyzontu gazowego, który nosi roboczą nazwę VIIIA, i wcześniej nie był eksploatowany. Na podstawie analizy zdjęć sejsmicznych 3D szacujemy, że może w nim być duża ilość surowca – nawet 20 mld m3 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Woźniak, prezes zarządu PGNiG.

Eksploatowany od 60 lat „Przemyśl” do niedawna był uważany za złoże w fazie schyłkowej. Jego zasoby wiele lat temu oszacowano na 72 mld m3 gazu, z czego prawie 65 mld m3 zostało już wydobyte. Jeżeli nowe szacunki PGNiG się potwierdzą, będzie to oznaczać, że w złożu jest ponad 25 proc. gazu więcej niż uważano wcześniej. Spółka rozpoczęła już odwierty, które mają zweryfikować te wyliczenia – trzy zostały już wykonane, a czwarty jest w trakcie wiercenia.

– Wyniki zrealizowanych już odwiertów w potwierdzają nasze przypuszczenia. Uzyskaliśmy spore przypływy przekraczające 100 m3 na minutę tzw. gazu absolutnego. Wydobyty surowiec jest bardzo dobrej jakości – zawiera prawie 98 proc. metanu. Taki gaz może bezpośrednio trafić do sieci przesyłowej. Na ten i przyszły rok przewidujemy w sumie 13 wierceń do tego horyzontu. Dzięki temu na koniec 2019 roku będziemy dysponować dokumentacją nowych zasobów – zapowiada Piotr Woźniak.

Prezes zarządu PGNiG podkreśla, że jeżeli kolejne testy wydobywcze potwierdzą zasobność złoża w Przemyślu, będzie to istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego kraju. Jak wyjaśnia, krajowe zasoby są najpewniejszym i najbardziej opłacalnym źródłem surowca.

– Mamy w tej chwili 83 mld m3 udokumentowanych, jeszcze niewydobytych zasobów w kraju. Jeżeli dołożymy te 20 mld m3będzie to wzrost o prawie jedną czwartą. Tymczasem gaz krajowy zawsze jest znakomicie tańszy niż jakikolwiek importowany. Dla PGNiG będzie to oznaczać lepszą pozycję rynkową i większe przychody – mówi Piotr Woźniak.

Wiercenia do nowych horyzontów to nie jedyny sposób PGNiG na zwiększenie wydobycia ze złoża „Przemyśl”. Spółka chce również rewitalizować płytsze horyzonty.

– Jest ich aż siedem, z czego produktywne są cztery. Będziemy je rewitalizować za pomocą nowych, ale już wypróbowanych metod. Planujemy na szeroką skalę zastosować tzw. rury cięte, które mają znacznie większy kontakt ze złożem niż tradycyjne, lite. Jest to metoda niekosztowna, za to umiejętnie zastosowana daje bardzo dobre wyniki – mówi Piotr Woźniak.

Badania sejsmiczne 3D są stosowane przez PGNiG do określania budowy geologicznej potencjalnego obszaru wydobycia. Na Podkarpaciu spółka realizuje je również w rejonach Kramarzówka i Rybotycze-Fredropol (położonych w bezpośrednim sąsiedztwie złoża „Przemyśl”) oraz na terenach pomiędzy Sanokiem a Ustrzykami Dolnymi. Jeszcze w tym roku PGNiG zamierza też rozpocząć zdjęcia 3D na kolejnym obszarze województwa podkarpackiego, w okolicy Lubaczowa.

Stomatologia estetyczna – jakie są jej możliwości?

Stomatologia estetyczna to jeden z działów stomatologii, który jest poświęcony zmianom estetycznym w uzębieniu. Pozwala to na uzyskanie wyraźnych zmian w wyglądzie: od nowego uśmiechu do kształtu i koloru zębów. Jeśli nie jesteś zadowolony z wyglądu swojego uzębienia, to możesz skorzystać z dobrodziejstw stomatologii estetycznej.

Stomatologia estetyczna – efekty

Stomatologia estetyczna umożliwia zmianę wyglądu zębów, które będą prezentowały się atrakcyjnie, ale jednocześnie niezwykle naturalnie. Specjaliści zawsze dbają o to, by uzupełnienia były ściśle dopasowywane do indywidualnych potrzeb konkretnego klienta. Są one dokładnie dostosowane do jego rysów twarzy, linii dziąseł oraz odpowiadają oczekiwaniom pacjenta. To wszystko pozwala uzyskać maksymalnie naturalny efekt, który robi wrażenie na otoczeniu.
Stomatologia estetyczna wychodzi naprzeciw oczekiwaniom tych, którzy nie są zadowoleni ze swojego uśmiechu (np. z powodu przebarwień, nierówności, nadłamań, krzywizny). Po skorzystaniu z jej usług możesz wreszcie swobodnie się uśmiechać i poczuć komfortowo w każdej sytuacji i w każdym towarzystwie. Bardzo ciekawą ofertę z dziedziny stomatologii estetycznej posiada krakowskie centrum stomatologiczne CDC. Więcej na http://cdcstomatologia.pl/stomatologia-estetyczna.html

Stomatologia estetyczna – oferta

Stomatologia estetyczna daje możliwość uzyskania pięknego, zdrowego, naturalnie wyglądającego uśmiechu. Najczęściej oferta stomatologii estetycznej obejmuje:
– wybielanie
– wypełnienia
– korony i mosty
– licówki porcelanowe oraz na nieszlifowane zęby
– korekcję kształtu zębów
– uzupełnianie ubytków
– likwidację przebarwień.

Najbardziej popularne zabiegi stomatologii estetycznej

Stomatologia estetyczna – zabiegi

wybielanie. Nasz styl życia zazwyczaj sprawia, że nasze zęby szybko tracą swój naturalny blask i czysty odcień. Wybielanie pozwala na odzyskanie śnieżnobiałego uśmiechu bez jakichkolwiek uszkodzeń struktur zębów. Najczęściej proponuje się nakładkowe wybielanie zębów, które polega na zastosowaniu profesjonalnego żelu wybielającego. Uwalnia on atomy tlenu w głębi zębów. To wywołuje utlenianie, a tym samym rozjaśnianie wszelkich przebarwień. Trwałość zabiegu wynosi najczęściej około pięciu lat.

licówki porcelanowe. Licówki ceramiczne są przeznaczone dla każdego, kto walczy z przebarwieniami na zębach lub uszkodzeniami ich szkliwa. Dodatkowo dają one możliwość korygowania kształtu zębów i poprawy ich rozmieszczenia. Licówki to rodzaj porcelanowych nakładek, które na trwałe są mocowane na powierzchni zębów. Pozwalają także na odzyskanie śnieżnobiałego koloru uzębienia.

implanty zębowe. Implanty zębowe to zabieg dla każdego, kto stracił swoje naturalne uzębienie. To idealne rozwiązanie, które bez trudu i na stałe pozwala odzyskać utracone zęby. Obecnie nie jest to szczególnie inwazyjny zabieg. Jest on wykonywany pod mikroskopem.

korony porcelanowe. Korony porcelanowe polecane są tym wszystkim, których zęby są bardzo zniszczone oraz martwe. Dzięki koronom możemy uzyskać nowy kształt zęba, zmienić jego kolor, a także wzmacniamy nasze uzębienie i chronimy go przed rozmaitymi uszkodzeniami. Jeśli zabieg zostanie wykonany w profesjonalny sposób, to jego efekt będzie nam służył przez kilkadziesiąt lat.

Ceny paliw na stacjach benzynowych spadną nawet o 20 gr

Znakomite wieści dla kierowców: ceny diesla i benzyny bezołowiowej w najbliższych dniach będą coraz niższe. W porównaniu do detalicznych wartości z początku lutego zmiana na korzyść konsumentów może wynieść nawet ok. 20 gr za litr – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Co uzasadnia zapowiedź zmian? Paliwa na europejskim rynku hurtowym spadają do najniższych poziomów od niemal pół roku. Powinno to się przełożyć na wyraźne obniżki cen detalicznych, również na polskich stacjach. Dodatkowo ropa naftowa może być pod presją uciekającego z niej kapitału spekulacyjnego oraz rosnącej produkcji ropy w Stanach Zjednoczonych.

Amerykanie znowu nas ratują

W krótkim terminie na rynku “czarnego złota” rządzi sentyment oraz spekulanci. W średnim oraz długim terminie pierwsze skrzypce grają fundamenty. Na szczęście ten drugi czynnik zaczyna działać na korzyść importerów surowca, czyli m.in. Polski. Jest to przede wszystkim związane z silnym wzrostem produkcji ropy w Stanach Zjednoczonych oraz wyraźnym wzrostem podaży w kolejnych kwartałach.

Na początku lutego dzienne wydobycie ropy naftowej w USA przekroczyło 10,2 mln baryłek i było najwyższe w historii. Stany już niedługo staną się największym producentem tego surowca na świecie dzięki łupkowej rewolucji. Teraz Rosja i Arabia Saudyjska wydobywają niecałe 11 mln baryłek dziennie, ale według szacunków Amerykańskiej Agencji Energetycznej (EIA) USA przekroczą 11 mln wydobycia w czwartym kwartale br.

W swoim lutowym raporcie EIA podniosła oczekiwane wydobycie ropy w USA na bieżący rok aż o 300 tys. baryłek w ujęciu dziennym. Również ostatnie opracowania OPEC czy IEA (Międzynarodowa Agencja Energetyczna) zakładają przyspieszenie wydobycia w Stanach Zjednoczonych oraz zaspokojenie przez podaż rosnącego popytu, co powinno ograniczać szansę na wzrost cen, a sprzyjać stabilizacji.

Strach wśród spekulantów

Na szczęście dla kierowców na ich korzyść poza fundamentami może działać także spekulacyjna gra na ropie. Według szacunków agencji Bloomberg na początku lutego inwestorzy mieli pozycje nastawione na wzrost ropy naftowej o wartości przekraczającej miliard baryłek. To historyczny rekord.

Gdy jednak ropa zamiast kontynuować trend wzrostowy zaczęła w ostatnich dniach gwałtownie spadać (ok. 10 proc.), jest duże prawdopodobieństwo, że spekulanci zaczną redukować zakłady nastawione na zwyżkę ropy naftowej, co może pogłębić spadki. Sparzenie się spekulantów także powinno przynajmniej na jakiś czas ograniczyć grę w jedną stroną i redukować prawdopodobieństwo pompowania cen.

Ile zapłacimy za diesla i benzynę?

Na rynku ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia), który jest wyznacznikiem hurtowych cen paliw w Europie, koszt benzyny bezołowiowej 95 spadł w nieco ponad tydzień o 16 gr i osiągnął wartość 1,58 zł/litr. To poziomy niewidziane od sierpnia ub.r. Diesel z kolei w analogicznym okresie obniżył się o 17 gr i także jest notowany na poziomie 1,58 zł/litr.

Analizując zależności pomiędzy rynkiem hurtowym i detalicznym, możemy oczekiwać spadku cen diesla oraz benzyny bezołowiowej o ok. 20 gr w porównaniu do średnich poziomów z początku miesiąca. Olej napędowy może więc obniżyć się do ok. 4,40 zł/litr, a za popularną 95 zapłacimy w granicach 4,50 zł/litr. O ile istnieje taka możliwość, warto wstrzymać się kilka dni z tankowaniem do pełna, zanim stacje uwzględnią niższe ceny z rynku hurtowego.

Za 100 dni wchodzi w życie rozporządzenie RODO. Większość firm wciąż niegotowa

Za 100 dni wchodzi w życie rozporządzenie RODO, którego celem jest rozszerzenie zakresu obowiązków podmiotów przetwarzających dane osobowe. Tymczasem jedynie 15 proc. firm w regionie EMEA szacuje,  że do tego czasu będzie w pełni przygotowana do przestrzegania jego wymogów. Kluczowym wyzwaniem w spełnieniu wymogów rozporządzenia jest oszacowanie liczby wniosków o usunięcie lub przeniesienie danych osobowych. Z drugiej strony – RODO to również nowe możliwości. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte “The time is now. The Deloitte General Data Protection Regulation Benchmarking Survey”, aż 61 proc. organizacji, mimo złożoności nowej regulacji, widzi korzyści biznesowe płynące z jej wdrożenia.

Od 25 maja tego roku zacznie obowiązywać Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych (tzw. RODO). Dotyczy ono wszystkich, którzy przetwarzają dane osobowe w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą. Raport Deloitte pokazuje, że podejście do RODO i wydatki organizacji na ten cel w krajach EMEA są bardzo zróżnicowane. Ponad jedna trzecia respondentów (39 proc.) na dostosowanie się do nowych przepisów wydała lub zamierza wydać poniżej 100 tys. euro, a 15 proc. deklaruje wydatki przekraczające 5 mln euro. Nie ma zależności między wielkością organizacji (pod względem liczby zatrudnionych lub przychodów) a poziomem wydatków. W badaniu brały udział zarówno organizacje zatrudniające mniej niż 10 000 pracowników, których wydatki na osiągnięcie zgodności z RODO sięgają ponad 2,5 mln euro, jak i te, które zatrudniają ponad 50 000 pracowników, a na wdrożenie jego przepisów wydadzą mniej niż 250 000 euro.

„Wzmożony” okres przygotowań

Większość organizacji wskazuje na brak wystarczającej ilości czasu na podjęcie niezbędnych działań w celu osiągnięcia zgodności z RODO przed wejściem w życie rozporządzenia. Tylko 15 proc. szacuje, że będzie w pełni zgodna z jego wymaganiami do maja 2018 r. Wyniki badania Deloitte pokazują, że firmy miały dwuletni okres przygotowawczy, a wciąż wykazują opieszałość w spełnieniu wymogów RODO. Jedna trzecia respondentów nie określiła jeszcze, ilu dodatkowych pracowników będzie musiała zatrudnić do zarządzania danymi zgodnie z przepisami RODO, a 45 proc. nie zweryfikowało podstaw prawnych do przetwarzania danych. Z drugiej strony ponad jedna trzecia firm (38 proc.) poważnie podchodzi do przygotowań i spodziewa się, że dokona przeglądu wszystkich umów dotyczących przetwarzania danych przed wejściem regulacji w życie.

– Z odpowiedzi respondentów wynika, że z uwagi na niejednoznaczność tekstu rozporządzenia oraz złożoność jego wymogów, wiele organizacji jest gotowa narazić się na ryzyko otrzymania kary lub utraty klientów. Ponad połowa ankietowanych (54 proc.) przyjrzała się uważniej wymogom RODO dopiero, gdy dowiedziała się o możliwości otrzymania kary w wysokości do 4 proc. globalnego obrotu firmy – zaznacza Agata Jankowska-Galińska, radca prawny w kancelarii Deloitte Legal.

Zgody klientów od nowa?

Zgoda na przetwarzanie danych jest jednym z wymogów, który może mieć bezpośredni wpływ na kontakty z klientami. Zaledwie 10 proc. respondentów uważa, że ​​ich aktualne zgody są wystarczające. Aż 57 proc. nie zdecydowało jeszcze w jaki sposób zapewnić, by ich procedury dotyczące tego obszaru spełniały wysokie standardy RODO.

– Ponowne zebranie zgód będzie konieczne, jeżeli nie będą spełniały one standardu RODO lub jeżeli firma nie będzie w stanie wykazać, że osoba, której dane dotyczą wyraziła zgodę na ich przetwarzanie. W praktyce oznacza to, że organizacje mogą stanąć przed zadaniem ponownego uzyskania zgód klientów. Nie dziwi więc fakt, że wielu firmom to się nie podoba. Taka procedura wiąże się z ryzykiem, że osoby fizyczne nie wyrażą nowej zgody, co uniemożliwi prowadzenie działalności względem tych klientów w dotychczasowym kształcie – mówi Agata Jankowska-Galińska.

Trudny do przewidzenia scenariusz

Kluczowym wyzwaniem, przed którym stoją organizacje przygotowujące się do RODO, jest oszacowanie liczby osób fizycznych, które będą chciały skorzystać ze swoich nowych praw. Czy firmy będą dostawać po kilka próśb o usunięcie danych dziennie, czy możliwe jest, że już pierwszego dnia wpłynie 10 000 wniosków?

Większość organizacji uważa, że mniej problematyczny będzie dla nich obowiązek przenoszenia danych niż prawo klientów do bycia zapomnianym. Według raportu Deloitte, 64 proc. respondentów nie przygotowało jeszcze szacunków dotyczących liczby wniosków o usunięcie danych, które prawdopodobnie otrzyma po wprowadzeniu RODO. Wynika to głównie z trudności w przewidywaniu, w jaki sposób poszczególne osoby będą korzystać z tego prawa. Z kolei 59 proc. respondentów nie oszacowało jeszcze liczby wniosków o przeniesienie danych, które mogą otrzymać po 25 maja 2018 r. Aż 21 proc. nie planuje odnosić się do tego wymogu, a 26 proc. zareaguje na nie na zasadzie ad hoc. Niemal połowa ankietowanych (42 proc.) zamierza przenosić dane ręcznie, a pozostałe 11 proc. w sposób zautomatyzowany.

– Jedno z największych wyzwań stanowi realizacja prawa do bycia zapomnianym. Bezpowrotnie minęły czasy, gdy dane klientów mieliśmy poukładane w centralnych systemach i bazach danych. Obecnie dane są wszędzie – na komputerach użytkowników, poczcie elektronicznej, na urządzeniach mobilnych, czy w chmurze. Wyzwaniem nie jest więc kwestia samego usuwania danych, ale wręcz zrozumienia, gdzie i jakie dane posiadamy – komentuje Marcin Lisiecki, Menedżer w dziale cyberbezpieczeństwa Deloitte.

– Zapewnienia, że jesteśmy w stanie zarządzać danymi w sposób manualny możemy włożyć między bajki. W czasach ‘big data’ nie obędzie się bez procesów i narzędzi dedykowanych do zarządzania danymi w całym cyklu życia. Dopiero teraz zaczynamy rozumieć przeznaczenie narzędzi pozwalających na odkrywanie danych, ich klasyfikowanie, obejmowanie odpowiednimi mechanizmami bezpieczeństwa i monitorowanie ich przepływu. Bez tych podstawowych elementów zwiększamy ryzyko nie tylko braku zgodności z prawem, ale również wycieku danych na zewnątrz – dodaje Marcin Lisiecki.

RODO  szansą na rozwój

Mimo trudności z właściwym dostosowaniem prowadzonej działalności do wymogów rozporządzenia, aż 61 proc. respondentów widzi korzyści płynące z działań podejmowanych w celu zapewnienia zgodności z RODO.

– Wdrożenie RODO pozwala organizacjom inteligentnie wykorzystywać dane osobowe w celu wzmocnienia swojej wartości. Zastosowanie innowacyjnych rozwiązań do spełnienia wymagań RODO może pomóc firmom dostrzec duży wpływ ochrony danych na działalność całej organizacji – mówi  Agata Jankowska-Galińska. – Kluczem jest inteligentna implementacja zmian, aby zgodność z RODO rzeczywiście przyniosła wartość dodaną firmie. Organizacje powinny koncentrować się nie tylko na tym, co należy zrobić, by spełnić wszystkie wymogi prawne, ale także na tym, jak zapewnić długoterminowe korzyści dla swojego biznesu dzięki nowym przepisom – dodaje.

O badaniu: Respondentami badania byli przedstawiciele firm z różnorodnych branż w regionie EMEA, które są odpowiedzialne za zarządzanie danymi, aspekty prawne oraz bezpieczeństwo IT.

Rynek biurowy z najlepszym wynikiem najmu w historii

W minionym roku deweloperzy oddali do użytku ponad 736 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, prawie o 18 % mniej niż w 2016 r. Nowy rekord na rynku biurowym ustanowili natomiast najemcy, którzy wynajęli prawie 1,5 mln mkw. Większość popytu stanowiły nowe umowy – wynika z najnowszego raportu Colliers International.

Powodem spadku poziomu nowej podaży w 2017 r. była mniejsza ilość ukończonej powierzchni biurowej w Warszawie – oddano 27 obiektów o łącznej powierzchni 275 tys. mkw. W miastach regionalnych deweloperzy wykazali się aktywnością zbliżoną do zeszłorocznej i oddali 455 tys. mkw. Współczynnik pustostanów dla projektów biurowych na dziewięciu największych rynkach Polski spadł z 12,7% odnotowanych na koniec 2016 roku do 10,8%.

Rekordowy Kraków

Najwięcej projektów wśród miast poza stolicą zostało oddanych do użytku w Krakowie – 21 o łącznej powierzchni 190 tys. mkw. Dzięki temu Kraków jako pierwszy rynek regionalny przekroczył w 2017 r. granicę 1 mln mkw. istniejącej powierzchni biurowej. W mieście nadal trwa boom budowlany – w fazie realizacji znajduje się ponad 300 tys. mkw. biur. Do rekordu przyczynili się także najemcy na rynku krakowskim. Łączny wolumen transakcji najmu w 2017 r. wyniósł ponad 200 tys. mkw.

Dobre prognozy

Obecnie w budowie w całej Polsce znajduje się ponad 1,8 mln mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej – najwięcej w Warszawie (ponad 770 tys. mkw.), wspomnianym wcześniej Krakowie i we Wrocławiu. Na 2018 r. zaplanowanych do oddania jest ok. 880 tys. mkw. biur, z czego większość (70%) poza Warszawą.

— Możemy spodziewać się, że w 2018 roku zainteresowanie najemców powierzchnią biurową w Polsce będzie nadal wysokie. Zarówno stolica, jak i miasta regionalne przyciągają nowe firmy, a obecni już najemcy renegocjują umowy, często dokonując ekspansji powierzchni. Pozytywne dane makroekonomiczne oraz poprawiająca się jakość życia w polskich miastach zwracają uwagę potencjalnych najemców biur – mówi Paweł Skałba, senior partner w Colliers International, dyrektor Działu Powierzchni Biurowych.

Dolar traci na wartości

Amerykański dolar traci do głównych rywali. Wobec japońskiego jena spadł do najniższego poziomu od września 2017 r. Zarówno jen, jak i frank szwajcarski zyskiwali w zeszłym tygodniu na wartości jako bezpieczne przystanie w związku z niepewnością na giełdach akcji. Zyskuje też brytyjski funt po opublikowaniu wyższych niż się spodziewano danych dotyczących inflacji konsumenckiej, co może zwiększyć presję na Bank Anglii, by szybciej podniósł stopy procentowe. Dzisiaj rynki będą zwracały uwagę głównie na odczyty inflacyjne w USA, co może wpłynąć na marcowe podniesienie stóp procentowych przez Fed i na dane dotyczące wzrostu PKB w Europie.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,47%), brytyjskiego funta (-0,37%), dolara kanadyjskiego (-0,05%), dolara australijskiego (-0,19%) oraz japońskiego jena (-0,79%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,237, GBP/USD – 1,39, USD/CAD – 1,257, AUD/USD – 0,787 i USD/JPY – 107,2. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,3%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,89. Złotówka umacnia się do głównych walut światowych. W środę rano dolar kosztuje poniżej 3,37 zł, euro – poniżej 4,17 zł, funt – 4,68 zł, a frank szwajcarski – 3,61 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach mieszanina koloru zielonego i czerwonego. We wtorek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,13%, frankfurcki indeks DAX – 0,7%, a paryski indeks CAC 40 – 0,6%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,26%, a meksykański Bolsa – o 0,2%. W środę w Azji tokijski indeks Nikkei stracił 0,43%, indeks Shanghai Composite zyskał 0,45%, a hongkoński indeks Hang Seng podniósł się o 2,47%.

Ropa i złoto

Ceny ropy naftowej wahają się. We wtorek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 62,72 USD (+0,21%), a ropy WTI – 59,19 USD (-0,17%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 68 USD. Z kolei złoto nadal notuje wzrosty. W środę rano uncję metalu rynek wycenia na 1333 USD. To 8 USD więcej (+0,6%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – PKB (r/r), IV kw. – 1,5% (poprzednio 1,9%)
  • 8:00 – Niemcy – PKB (r/r), IV kw. – 2,3% (prognoza 2,3%)
  • 8:00 – Niemcy – Inflacja CPI (r/r), styczeń – 1,6% (prognoza 1,6%)
  • 8:00 – Rumunia – PKB (r/r), IV kw. – 6,9% (prognoza 7%)
  • 9:00 – Niemcy – Wystąpienie szefa Bundestagu
  • 9:00 – Czechy – Inflacja CPI (r/r), styczeń – 2,2% (prognoza 2,2%)
  • 10:00 – Polska – PKB (r/r), IV kw. (prognoza 5,2%)
  • 11:00 – Strefa euro – PKB (r/r), IV kw. (prognoza 2,7%)
  • 14:30 – USA – Inflacja CPI (r/r), styczeń (prognoza 1,9%)
  • 14:30 – USA – Wyniki sprzedaży detalicznej (m/m), styczeń (prognoza 0,2%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

W oczekiwaniu na publikację styczniowych danych o inflacji CPI z USA

Dzisiejszy odczyt CPI z USA może być przełomowy dla nastrojów rynkowych, gdyż obawy o przyspieszenie inflacji stały się podstawą do paniki rynkowej na początku miesiąca. Rynek akcji wciąż będzie rozgrywającym i nadającym ton dla FX.

Prawdziwy handel w środę zacznie się dopiero o 14:30 po publikacji styczniowych danych o inflacji CPI z USA. Na szczycie listy zmartwień inwestorów jest przyspieszająca inflacja, która skłoni banki centralne do szybszego zacieśniania polityki monetarnej, schładzając tym samy ożywienie. Na początku lutego raport rynku pracy USA (w tym wyższa dynamika wynagrodzeń) stał się katalizatorem dla wyprzedaży na rynku akcji, która rozlała awersję do ryzyka na inne klasy aktywów. W tym kontekście dzisiejsze dane mogą podziałać jak dolewanie oliwy do ognia. Żeby tak się stało, CPI musi zaskoczyć pozytywnie, ale oczekiwania już są wysokie (0,3 proc. m/m) dzięki wzrostowi cen pali na początku roku. Zatem poprzeczka dla pozytywnej niespodzianki jest zawieszona wysoko i rynek nie do końca wierzy, że zostanie przeskoczona. To tłumaczy uspokojenie na rynku akcji i parach z walutami surowcowymi, ale też przełożyło się na powrót do sprzedaży USD – spadek USD/JPY i wzrost EUR/USD w ostatnich godzinach nie może być tłumaczony ucieczką do bezpiecznych przystani. Jednak na koniec dnia będzie się liczyć, w którym kierunku poszły indeksy giełdowe. Przy odczycie 0,2 proc. lub niżej dane ugaszą pożar, a inwestorzy powinny odetchnąć z ulgą i wrócić do kupowania ryzykownych aktywów, ale dla USD będzie to rozczarowanie i powód do dalszego osłabienia. Przy wyniku 0,4 proc. i wyżej prawdopodobnie będziemy mieć powtórkę z początku ubiegłego tygodnia – czerwień na rynku akcji, słabość walut surowcowych i ucieczkę w dolara, jena i franka.

Reszta wydarzeń jakby się dziś nie liczyła. Jeśli wierzyć solidnym odczytom indeksów ISM, sprzedaż detaliczna w USA powinna wypaść dobrze i wzrosnąć piąty miesiąc z rzędu (prog. 0,2 proc.). Wcześniej w Europie mamy rewizję PKB za IV kw. i grudniowa produkcję przemysłową z Eurolandu, ale nie liczyłbym na reakcję EUR. W Polsce GUS poda szybki szacunek PKB za IV kw., gdzie prognozowane 5,1 proc to wynik analizy danych za poprzednie trzy kwartały i podanej już wartości wzrostu za cały rok. Złoty na razie stoi w miejscu i będzie podległa pod sentyment na rynkach zewnętrznych w zależności, co pokażą dane z USA.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Pierwszy taki rok od 1995

  • Szacunek flash krajowego PKB za 4q17 potwierdzi wyliczenia dokonane na podstawie danych za cały 2017: wzrost gospodarczy wyraźnie przyspieszył pod koniec roku (PKOe: 5,2% r/r; kons: 4,9% r/r,składowe poznamy dopiero 28 lutego). Dowodów na bardzo dobrą koniunkturę w Europie u schyłku 2017r. dostarczą też dane o PKB za 4q17 dla Niemiec i strefy euro, oraz wyniki europejskiej produkcji przemysłowej za grudzień.
  • Kluczową publikacją z punktu widzenia nastrojów rynkowych mogą być dzisiaj inflacyjne dane z USA. Sądzimy, że efekty bazy osłabią presję cenową, co może łagodzić obawy przed silnym wzrostem inflacji, ale raczej nie podkopie wiary w podwyżki stóp już na marcowym posiedzeniu Fed. Styczniowe dane inflacyjne z Niemiec i Czech też pokażą wyhamowanie wzrostów cen i tradycyjnie będą wskazówką co do kształtowania się cen żywności w Polsce przed jutrzejszą publikacją krajowej inflacji.
  • Komisja Europejska ma dziś przedstawić różne warianty wieloletniego budżetu UE. Jedną z kwestii do rozstrzygnięcia ma być łączenie dostępu do środków z kolejnej perspektywy finansowej z praworządnością.
  • Riksbank nie zmieni parametrów polityki pieniężnej, podwyżki stóp w pierwszej połowie roku są mało prawdopodobne.

Przegląd wydarzeń:

Rachunek bieżący na plusie po raz pierwszy od 22 lat

Rachunek bieżący zamknął się w grudniu deficytem 1,125 mld EUR (PKOe: 425 mln EUR, kons: 180 mln EUR). W całym 2017 odnotowano nadwyżkę równą 346 mln EUR, która stanowiła 0,1% PKB. Roczne saldo było dodatnie po raz pierwszy od 1995 (dane sprzed 2004 są słabo porównywalne ze względu na zmianę metodologiczną). Utrzymywanie nadwyżki na rachunku bieżącym oznacza spadek zależności kraju od zagranicznego finansowania i spadek zadłużenia.

Główną przyczyną niższego od oczekiwań salda na rachunku bieżącym był niski eksport, który wyniósł 15,2 mld EUR, a jego dynamika wyhamowała do 2,0% r/r z 14,9% r/r przed miesiącem. Tak słaby odczyt nie ma w naszej ocenie odzwierciedlenia w innych danych (PMI, dane z Niemiec, handel zagraniczny publikowany przez GUS), dlatego sądzimy, że był on zdarzeniem jednorazowym (odzwierciedlającym m.in. negatywne efekty kalendarzowe), a kolejne miesiące przyniosą powrót do wzrostowego trendu eksportu wspieranego przez bardzo dobrą koniunkturę w gospodarkach głównych partnerów handlowych. Wynik importu był lepszy od oczekiwań (+11% r/r), co jest typową dla obecnej fazy ekspansji gospodarczej konsekwencją ożywienia popytu krajowego. Dużą rolę (jak pokazały dane GUS) miał także wzrost cen ropy naftowej związane z tym przyspieszenie importu ze wschodu, a także jednorazowy zakup samolotów. W rezultacie deficyt na rachunku obrotów towarowych był najwyższy od grudnia 2012.

Rachunek kapitałowy pokazał wzmożony napływ środków infrastrukturalnych z UE, co wpisuje się w obserwowane pod koniec 2017 ożywienie inwestycji.

W danych widać kontynuację strukturalnej zmiany w polskiej wymianie handlowej, polegającą na rosnącej nadwyżce na rachunku usługowym, która w 2017 wynosiła już 3,9% PKB. Czynnik ten w naszej ocenie będzie w kolejnych miesiącach przeważał nad cyklicznym wzrostem deficytu handlowego oraz pogorszeniem rachunku dochodów ze względu na wzrost wynagrodzeń nierezydentów. W konsekwencji, wg naszej prognozy nadwyżka bieżąca może wzrosnąć do 0,4% PKB na koniec 2018.

Inflacja CPI w Wielkiej Brytanii ustabilizowała się w sty. na poziomie 3,0% r/r, o 1 pp powyżej celu Banku Anglii. Inflacja bazowa wzrosła do 2,7% r/r z 2,5% r/r i podobnie jak odczyt ogółem była wyższa od oczekiwań. Przyspieszenie inflacji bazowej zostało zrekompensowane przez tendencje spadkowe w cenach paliw i żywności. Wg projekcji Banku Anglii inflacja w kolejnych kwartałach będzie wyhamowywać, jednak utrzyma się powyżej celu. Po ostatnim posiedzeniu BoE rośnie prawdopodobieństwo kolejnych (po listopadowej) podwyżek stóp jeszcze w tym roku, chociaż nadal nie znajdują się one w naszym scenariuszu bazowym.

inflacja wlk. brytaniaInflacja na Węgrzech utrzymała się w sty. na poziomie 2,1% r/r. Spadek cen paliw zniwelowała droższa żywność, a dane zaburzyły zmiany w podatku VAT. Inflacja bazowa spadła do 2,5% r/ z 2,6% r/r. Pomimo oczekiwanego przyspieszenia inflacji MNB będzie kontynuował ultra luźną politykę.

Źródło/Autor: Centrum Analiz PKO Bank Polski

Potrzeba 500 tysięcy cudzoziemców rocznie na polskim rynku pracy

Od stycznia 2018 roku rząd wprowadził udogodnienia związane z zatrudnianiem cudzoziemców na rynku polskim. Niestety nie ułatwiają one tego zadania przedsiębiorcom. Nadal istnieje problem na poziomie urzędów wojewódzkich, gdzie często nie starcza środków finansowych, a procedury są bardzo mocno wydłużone. Potrzeby rynku jeśli chodzi o zatrudnienie cudzoziemców będą rosły, ze względu na sytuację demograficzną. Można przyjąć, że na emerytury będzie odchodziło rocznie średnio ok. 400 tysięcy osób. Obecnie mamy już 5 milionów emerytów. Sytuacja na rynku będzie się więc pogarszała.

 Największym problemem jest przywiązywanie pracownika z zagranicy do przedsiębiorcy – powiedział serwisowi eNewsroom Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich – Ogranicza to jego możliwość zmiany pracy z firmy do firmy. Stałe przypisanie do jednego zatrudniającego ma charakter pracy niewolniczej. Działania, jakie powinien podjąć rząd nie mogą ograniczać się do tworzenia systemów doraźnych. Potrzeba rozwiązań, które będą działały w przyszłości. Można podzielić je na dwie kategorie. Pierwsze powinny zostać podjęte już, ponieważ rynek pracy się zatyka i potrzeby rosną. Drugie należy wprowadzić w przyszłości. Dobrym pomysłem, o którym słychać było już mediach, jest stworzenie zielonej, czy tzw. biało-czerwonej karty zatrudnionego. Dzięki niej dostawałby on pozwolenie na pracę na polskim rynku, a nie u określonego przedsiębiorcy. Oprócz tego stanowiłoby to początek ścieżki do uzyskania obywatelstwa polskiego. Należałoby rozważyć również stworzenie w Polsce centrum rodzinnego. Chodzi o znalezienie pracy także dla członków rodziny zatrudnionego, przygotowanie systemów nauki języka dla ich dzieci. Byłby to program długoterminowy, który pozwoliłby przyciągnąć ok. 50 tysięcy cudzoziemców rocznie – licząc, że kiedyś uzyskają obywatelstwo. Dzisiaj zapotrzebowanie wynosi aż 1,5 miliona ludzi do pracy, zwłaszcza w sferze niżej opłacanej. Bardzo ważne jest, aby zatrudniani obcokrajowcy w Polsce byli zrównani w prawach pracowniczych z prawami Polaków. Zapobiegnie to zachwianiu rynkiem zatrudnienia. Rząd powinien jak najszybciej przygotować nowy projekt ustawy. Obecnie obowiązująca nie jest w stanie sprostać oczekiwaniom rynku pracy i nie rozwiązuje narastającego problemu. Czekanie na zmiany kolejny rok byłoby straconym czasem – dodał Kowalski.

Novaturas potwierdza zamiar przeprowadzenia oferty publicznej i wprowadzenia akcji na GPW w Warszawie i Nasdaq w Wilnie

  • Novaturas, największy operator turystyczny w krajach bałtyckich, potwierdza zamiar przeprowadzenia pierwszej oferty publicznej akcji oraz ubiegania się o dopuszczenie i wprowadzenie akcji do obrotu na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie oraz Nasdaq w Wilnie.
  • Planowana oferta zostanie przeprowadzona w Polsce, na Litwie i w Estonii. Akcje Spółki zostaną również zaoferowane wybranym zagranicznym inwestorom instytucjonalnym poza terytorium Stanów Zjednoczonych w oparciu o odpowiednie regulacje.
  • Oferta obejmie do 50% istniejących akcji Spółki sprzedawanych przez niektórych z jej obecnych akcjonariuszy, w tym przez większościowego akcjonariusza – Central European Tour Operator S.a.r.l. (CETO, podmiot należący do funduszu Polish Enterprise Fund VI, zarządzanego przez Enterprise Investors). Novaturas nie planuje podwyższenia kapitału zakładowego i pozyskania dodatkowych środków w ramach oferty.
  • W przypadku dużego popytu na akcje Spółki, CETO może zaoferować dodatkowo pakiet do 16% istniejących akcji. Tym samym, w przypadku objęcia przez inwestorów wszystkich oferowanych akcji, po przeprowadzeniu oferty w posiadaniu nowych inwestorów może znaleźć się do 50% akcji Spółki w pierwszym scenariuszu lub do 66% akcji Spółki w przypadku uruchomienia dodatkowej puli.
  • Pozostałe akcje należące do obecnych akcjonariuszy mniejszościowych będą objęte umowami zakazu sprzedaży typu lock-up przez okres 540 dni, natomiast akcje należące do CETO będą objęte lock-up’em przez okres 180 dni od daty pierwszego notowania akcji Spółki na GPW i Nasdaq. Spółka z kolei zobowiąże się do nieprzeprowadzania jakiejkolwiek nowej emisji akcji przez okres 360 dni.
  • W ramach planowanej oferty, funkcję Globalnego Koordynatora oraz Współprowadzącego Księgę Popytu będzie pełnić Dom Maklerski PKO Banku Polskiego. Współprowadzącymi Księgę Popytu będą także Trigon Dom Maklerski oraz Swedbank. Dom Maklerski PKO Banku Polskiego będzie ponadto pełnić rolę Oferującego w Polsce, natomiast Swedbank – na Litwie i w Estonii.
  • Termin przeprowadzenia oferty będzie uzależniony m.in. od warunków rynkowych oraz uzyskania wszystkich niezbędnych zgód organów nadzoru, jak również podjęcia stosownych decyzji korporacyjnych.
  • Szczegółowe informacje na temat oferty zostaną opublikowane w prospekcie emisyjnym po jego zatwierdzeniu przez Bank Litwy i notyfikacji Komisji Nadzoru Finansowego oraz Finantsinspektsioon (tj. estońskiego odpowiednika KNF).
  • Model biznesowy Spółki charakteryzuje się wysokimi przepływami pieniężnymi z działalności operacyjnej (przekraczającymi 100% EBITDA) oraz niskimi nakładami inwestycyjnymi, co pozwala Spółce dzielić się znaczącą częścią zysków z akcjonariuszami. Regularna wypłata dywidendy jest jednym z kluczowych elementów strategii Spółki. Zarząd przewiduje wypłatę dywidendy zaliczkowej w wysokości około 6 mln EUR w oparciu o zaudytowane wyniki finansowe za I połowę 2018 r. W perspektywie długookresowej Zarząd zamierza rekomendować wypłatę dywidendy na poziomie 70–80% zysku netto.
  • W 2017 r. przychody Grupy Novaturas wzrosły o blisko 40% r/r, do ponad 141 mln EUR. EBITDA w tym okresie sięgnęła 10,6 mln EUR, a zysk netto niemal 8,2 mln EUR, co w obu przypadkach oznacza prawie dwukrotny wzrost w porównaniu z 2016 r.
  • Bardzo obiecujące są również wyniki przedsprzedaży Grupy na sezon Lato 2018. Na koniec 2017 r. liczba sprzedanych wycieczek sięgnęła 61 tys., tj. o 84% więcej niż w analogicznym okresie .poprzedniego roku Grupa istotnie rozszerzyła program na tegoroczny sezon letni, przygotowując ofertę dla 199 tys. klientów, co oznacza wzrost o 27% w porównaniu z sezonem Lato 2017, a mimo to udział przedsprzedaży w całkowitej wielkości programu letniego na koniec 2017 r. sięgnął już 31%.
Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas
Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas

– Novaturas jest liderem na bardzo atrakcyjnym rynku turystycznym Litwy, Łotwy i Estonii, z rozpoznawalną marką oraz przejrzystym i efektywnym modelem biznesowym. Naszym celem jest utrzymanie pozycji numer 1 we wszystkich trzech krajach bałtyckich oraz rozwój działalności na Białorusi, którą postrzegamy jako bardzo perspektywiczny rynek. Nie posiadamy własnych hoteli, samolotów czy autobusów oraz nie zamierzamy ich kupować, gdyż naszym zdaniem wyższe stopy zwrotu można osiągać, koncentrując się na naszej podstawowej działalności, niż inwestując w aktywa trwałe. Wypracowanymi zyskami wolimy dzielić się z akcjonariuszami. Rosnący popyt na wyjazdy oferowane przez Novaturas jest motorem wzrostu naszej sprzedaży, który idzie w parze z utrzymaniem wysokich wskaźników rentowności – powiedział Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas.

Rewolucja w leczeniu arytmii serca. Nowa elektroda ablacyjna ma skrócić czas trwania zabiegów i poprawić ich bezpieczeństwo

Rewolucja w leczeniu arytmii serca. Nowa elektroda ablacyjna ma skrócić czas trwania zabiegów i poprawić ich bezpieczeństwo 10

Jedna elektroda wprowadzana do serca pacjenta zamiast co najmniej dwóch wykorzystywanych dotychczas. Tak ma się zmienić zabieg ablacji dzięki nowej elektrodzie MiniMax opracowanej przez specjalistów z polskiej spółki Medinice. Nowa technologia może poprawić bezpieczeństwo zabiegu i skrócić czas jego trwania. Pierwsi pacjenci skorzystają z tej metody już pod koniec roku w ramach badania klinicznego.

Choroby układu krążenia są najczęstszą przyczyną zgonów w Polsce – wynika z monografii „Zachorowalność i umieralność na choroby układu krążenia a sytuacja demograficzna Polski” sporządzonej przez Rządową Radę Ludnościową. Jednym z najbardziej niebezpiecznych schorzeń są arytmie serca, których powikłaniem może być udar niedokrwienny mózgu. Jak podaje Główny Urząd statystyczny, na migotanie przedsionków, najczęstszą postać arytmii, cierpi od 1,5 do 2,5 procent osób dorosłych.

Ablacja, czyli metoda leczenia zaburzeń rytmu serca polegająca na wprowadzeniu przez tętnicę lub żyłę udową do serca pacjenta elektrody, została po raz pierwszy w Polsce przeprowadzona w kwietniu 1992 roku przez prof. Franciszka Walczaka. Od tego czasu technologia narzędzi wykorzystywanych w zabiegu jest stale udoskonalana. Polska firma Medinice opatentowała elektrodę MiniMax służącą do leczenia zaburzeń rytmu serca z wykorzystaniem nowej technologii mapowania trójwymiarowego i unikania przy zabiegach narażania pacjenta na promieniowanie rentgenowskie.

– Elektroda służy do zdiagnozowania bardzo mało inwazyjnym sposobem arytmii serca oraz wyleczenia jej za pomocą prądu o częstotliwości radiowej, który jest używany z końca tej samej elektrody. Ablacja elektrodą MiniMax będzie polegała na wprowadzeniu jednej elektrody przez układ żylny do serca i wykonaniu mapowania 3D, zlokalizowaniu źródła arytmii, czyli problemu elektrycznego u pacjenta, i wykonaniu leczniczego zabiegu w czasie tej samej sesji, z wykorzystaniem tylko jednej elektrody – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje wynalazca i współautor patentu kardiolog prof. Sebastian Stec.

Dla porównania obecnie do serca pacjenta wprowadza się kolejno po sobie najczęściej dwie lub nawet kilka elektrod, z których każda spełnia inną funkcję. Mamy więc osobne elektrody diagnostyczne i osobną ablacyjną. Połączenie po raz pierwszy w historii funkcjonalności diagnostycznej i leczniczej w jednej elektrodzie ma przede wszystkim wpłynąć na zmniejszenie ryzyka związanego z zabiegiem i skrócenie czasu jego trwania, który obecnie sięga nawet kilku godzin. To także mniejszy koszt leczenia i całkowite wyeliminowanie promieniowania rentgenowskiego, jakiemu obecnie standardowo poddawany jest pacjent przy zabiegu ablacji. Dzięki temu zabieg będzie można stosować nawet u kobiet w ciąży.

Na wprowadzenie nowej elektrody do standardu leczenia zaburzeń rytmu serca trzeba będzie jednak jeszcze trochę poczekać.

– Będzie ona wprowadzana do użytku w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. W tym czasie zakończymy budowę jej prototypu, a także zakończymy przygotowywanie protokołu badania przedklinicznego, technologicznego i przemysłowego. Pod koniec roku rozpoczniemy testy kliniczne u 50 chorych Polaków, którzy zgłoszą się jako ochotnicy. Następnie elektrodę MiniMax przekażemy do badań i użytkowania w innych krajach ­– zapowiada prof. Sebastian Stec.

Z danych opublikowanych przez brytyjski koncern medyczno-farmaceutyczny Espicom wynika, że wartość polskiego rynku wyrobów medycznych wyniesie w 2018 roku 3 mld dolarów, czyli ponad 10 mld złotych. W porównaniu z wynikiem zanotowanym w 2013 roku byłby to wzrost o ponad 50 proc. Według brytyjskiej firmy badawczej Evaluate, światowy rynek technologii medycznych rozwija się w tempie 6 proc. średniorocznie, a w 2022 roku jego wartość przekroczy 62 mld dolarów.

Pasażerowie polskich lotnisk mogą się starać o odszkodowania na łączną kwotę 185 mln zł. Robi to jedynie 2 proc. z nich

Pasażerowie polskich lotnisk mogą się starać o odszkodowania na łączną kwotę 185 mln zł. Robi to jedynie 2 proc. z nich 11

Problemy linii lotniczych w 2017 roku dają ponad 155 tys. pasażerów podstawę do ubiegania się o rekompensatę finansową. Gdyby wszyscy się na to zdecydowali, odszkodowania mogłyby sięgnąć blisko 44 mln euro, czyli ok. 185 mln zł – szacuje firma AirHelp specjalizująca się w pozyskiwaniu odszkodowań. W jej ocenie wciąż niewielka jest świadomość podróżujących w kwestii ubiegania się o zadośćuczynienie. Zaledwie 2 proc. pasażerów walczy o swoje prawa.

 Rok 2017 był czasem zdecydowanie rekordowym. Ponad 155 tys. pasażerów podróżujących z polskich lotnisk może się ubiegać o odszkodowanie. W sumie wyniosłoby ono 44 miliony euro – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Natalia Gębska, country manager w AirHelp, firmy wspierającej pasażerów w uzyskiwaniu odszkodowań.

W 2017 roku zakłóconych było w sumie 1871 lotów, podczas gdy rok wcześniej było ich 1706. W 2016 roku liczba uprawnionych pasażerów była o ponad 20 tys. mniejsza, a łączna kwota odszkodowań o blisko 35 mln zł (w 2015 roku kwota byłą dwukrotnie niższa niż w 2017 roku).

Na tak rekordowe ubiegłoroczne liczby wpłynęły trzy zdarzenia z europejskiego rynku lotniczego, które dotknęły również pasażerów korzystających z polskich lotnisk. Pierwszym było zawieszenie działalności linii lotniczej Air Berlin, drugim – dwukrotna awaria systemu British Airways,

 Okazuje się, że taka awaria również jest w stanie skutecznie uziemić pasażerów. Za to zdarzenie przysługuje im ponad 100 mln funtów odszkodowań ­– ocenia Natalia Gębska. – Trzecia sytuacja to problem z załogą i masowe odwoływanie lotów Ryanair. Przez to ponad dwa miliony pasażerów nie poleciało np. na wakacje.

Wśród najbardziej nietypowych powodów opóźnień lotów były m.in. mysz i skorpion na pokładzie, a także brak papieru toaletowego.

Najbardziej problematyczne w ubiegłym roku były połączenia międzynarodowe między Gdańskiem a Berlinem, gdzie 64 proc. lotów było opóźnionych o ponad trzy godziny lub odwołanych, oraz między Krakowem a Düsseldorfem. Na trasie Warszawa – Londyn problematyczny był co trzeci lot.

AirHelp szacuje, że rynek odszkodowań lotniczych będzie rósł proporcjonalnie wraz z rozwijającym się rynkiem usług lotniczych w ogóle.

– Na świecie i w Europie ten rynek przyrasta średnio co roku o 4 proc. Polska jest krajem bardziej dynamicznym – tu wzrost szacujemy na około 10 proc. W kolejnych 5 latach na rynek europejski będą wkraczać linie azjatyckie, które bardzo dbają o komfort podróżowania i dostosowują ofertę swoich usług do potrzeb klienta. One mogą dosyć mocno namieszać na rynku przewoźników europejskich – wskazuje Natalia Gębska.

Z danych AirHelp wynika, że pasażerowie w Polsce nie są w pełni świadomi swoich praw w przeciwieństwie do Skandynawów. Linie lotnicze mimo obowiązku informowania klientów o przysługujących im prawach rzadko to robią. Sam proces uzyskiwania odszkodowania może się wydawać pasażerom problematyczny, bo wymaga od nich m.in. bardzo szczegółowych informacji.

– Według szacunków AirHelp tylko 2 proc. pasażerów ubiega się o odszkodowania i ma świadomość, że może ubiegać się o rekompensatę. Daleko nam do Skandynawów, którzy chętniej składają tego typu wnioski – podkreśla Natalia Gębska.

Odszkodowanie od linii lotniczej przysługuje w trzech sytuacjach: opóźnienie lotu powyżej trzech godzin na lotnisku docelowym, odwołany lot na mniej niż 14 dni przed planowaną podróżą oraz tzw. overbooking, czyli kiedy linia sprzedaje więcej biletów niż jest dostępnych miejsc na pokładzie samolotu (bardziej popularny w USA niż w Europie).

Gdy pasażer doświadczy jednej z powyższych sytuacji, może dochodzić odszkodowania od przewoźnika, ale procedury procesowania wniosków różnią się tu w zależności od linii lotniczej. AirHelp zaleca zachowanie kart pokładowych oraz wszelkich niezbędnych informacji, które mogą być pomocne. W przypadku opóźnienia bądź odwołania lotu pasażerom przysługuje nawet do 600 euro odszkodowania.

Pracownicy coraz bardziej wyczuleni na nielegalne i nieetyczne praktyki firm. Co dziesiąty zgłosił takie zachowanie

Pracownicy coraz bardziej wyczuleni na nielegalne i nieetyczne praktyki firm. Co dziesiąty zgłosił takie zachowanie 12

Jedna piąta pracowników małych i średnich firm zdaje sobie sprawę z nielegalnych i nieetycznych praktyk swojego pracodawcy – wynika z badania BSA przeprowadzonego w kilku europejskich krajach. Prawie trzy czwarte z nich nie miałoby oporów, żeby o takich zachowaniach donieść. Najczęściej na taki krok decydują się pracownicy firm brytyjskich. Do zgłoszenia lub rozważania takiego kroku przyznało się 82 procent ankietowanych, podczas gdy w Polsce – tylko 9. Oznacza to, że sama wiedza pracowników o nieprawidłowościach nie zawsze przekłada się na konkretne działania.

Z ostatniego badania przeprowadzonego na zlecenie BSA w kluczowych państwach europejskich (m.in. w Polsce, Wielkiej Brytanii, Niemczech, Hiszpanii, Francji i we Włoszech) wynika, że pracownicy są skłonni zgłaszać pewne naruszenia prawa. Ciekawe jest to, jakimi motywami się kierują – mówi agencji informacyjnej Newseria Bartłomiej Witucki, przedstawiciel BSA The Software Alliance w Polsce, światowej organizacji reprezentującej branżę oprogramowania komputerowego

Najczęściej  w przypadku zgłoszenia nielegalnych lub nieetycznych praktyk pracownicy kierują się względami moralnymi. Taki powód wymieniła ponad połowa (54 proc.) osób, które wzięły udział w badaniu BSA. 40 proc. pytanych jako motyw wymieniła obowiązki profesjonalne, a tylko co czwarty – ewentualne nagrody finansowe.

Wiele osób w ogóle nie interesując się korzyścią finansową, nagrodą, a raczej interesuje się, czy to zgłoszenie spowodowało jakieś kroki prawne. To świadczy o tym, że zgłaszający chce, żeby jego zgłoszenie przyniosło jakiś skutek i żeby firma, która dopuszcza się nagannej praktyki, poniosła tego konsekwencje – podkreśla Bartłomiej Witucki. – Zupełnie inną sprawą jest to, kiedy faktycznie następuje przełom w świadomości: czy to jest w czasie trwania stosunku pracy czy po jego ustaniu.

Pracownicy zapytani o praktyki, które skłoniłyby ich do dokonania zgłoszenia, wymienili m.in. prześladowanie i dyskryminację (66 proc.), oszustwo (60 proc.), kradzież własności firmy (56 proc.), defraudację (54 proc.), unikanie płacenia podatków (47 proc.) i nieprzestrzeganie regulacji branżowych (40 proc.). Jedna trzecia pracowników wskazała na nielegalne praktyki IT, czyli m.in. korzystanie z nielegalnego oprogramowania czy korzystanie z oprogramowania bez licencji.

W Polsce ten odsetek wynosi blisko 38 proc. To pokazuje, że rośnie świadomość pracowników w małych i średnich firmach, że korzystanie z nielegalnego oprogramowania jest niezgodne z prawem i że są to praktyki, które winny być sygnalizowane odpowiednim organom – podkreśla Bartłomiej Witucki.

BSA na swojej stronie udostępnia anonimowy formularz, przez który pracownicy mogą zgłosić przypadki piractwa w firmie. Liczba  takich zgłoszeń w Europie rośnie. W 2015 roku było ich niecałe 4 tys., w 2017 roku – już 4,5 tys.

Polska jest krajem, gdzie tych zgłoszeń jest najwięcej, z kolei w Niemczech jest ich znacznie mniej, ale są one lepszej jakości. To oznacza, że jeżeli zgłoszenie w Niemczech jest wysyłane do BSA, to znacznie częściej niż w Polsce na jego skutek podejmowane są działania prawne – wyjaśnia Bartłomiej Witucki.

Do przypadków piractwa coraz surowiej podchodzą także sądy. W 2017 roku europejskie firmy, które używały nielegalnego oprogramowania, zapłaciły ich twórcom odszkodowania o łącznej wysokości 7 mln euro. Ubiegłorocznym rekordzistą w Polsce jest firma, która w ramach ugody sądowej musi zapłacić producentowi oprogramowania 1 mln dolarów. Sądy biorą pod uwagę między innymi dochody, jakie firma, która korzystała z nielegalnego oprogramowania, osiągnęła dzięki niemu.

Jeszcze parę lat temu zasądzane przez sądy kwoty były zupełnie nieadekwatne, na poziomie kilku tysięcy złotych. W tym wypadku sąd zasądził na podstawie ugody obowiązek naprawienia szkody w wysokości równowartości 1 mln dolarów, co było według ówczesnego kursu 3,7 mln zł. To pokazuje, że zmienia się percepcja sądów co do szacowania wartości szkody wynikającej z korzystania z nielegalnego oprogramowania – podkreśla Bartłomiej Witucki.

Członkowie BSA to jedne z najbardziej innowacyjnych firm na świecie, przyczyniają się do rozwoju oprogramowania, które pobudza rozwój gospodarczy i poprawia jakość współczesnego życia. Działając w ponad 60 krajach na całym świecie, BSA jest pionierem programów zgodności licencyjnej, które promują wykorzystanie legalnego oprogramowania.

Polacy chcą płacić bezgotówkowo, ale wciąż brakuje terminali do akceptacji kart. Od stycznia przedsiębiorcy mogą przez rok testować je za darmo

Polacy chcą płacić bezgotówkowo, ale wciąż brakuje terminali do akceptacji kart. Od stycznia przedsiębiorcy mogą przez rok testować je za darmo 13

Ponad połowa Polaków zdecydowanie woli płacić za zakupy bezgotówkowo. Konsumenci doceniają szybkość i wygodę takiej transakcji oraz fakt, że nie muszą mieć przy sobie gotówki i wyliczać odpowiedniej kwoty przy sklepowej kasie. Wciąż jednak nie wszędzie można zapłacić kartą, ponieważ terminali brakuje zwłaszcza w małych i lokalnych punktach usługowo-handlowych. W styczniu wystartował program „Polska bezgotówkowa” skierowany do mikro-, małych i średnich firm, który ma zachęcić je do akceptowania płatności bezgotówkowych – przez pierwszy rok na preferencyjnych warunkach.

Polski rynek płatności kartowych to w większości płatności zbliżeniowe – 80 proc. transakcji odbywa się właśnie w ten sposób. Rośnie również popularność  płatności mobilnych. Klienci niemal wszystkich banków w Polsce mogą już korzystać z tej technologii. Zresztą w tym obszarze widzimy bardzo duże przyrosty, które wyróżniają Polskę na tle innych rynków. Myślę, że bezpieczne i szybkie rozwiązania będą determinowały dalszy rozwój polskiego rynku płatniczego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe.

Jak wynika ze statystyk Związku Banków Polskich, obecnie w obrocie znajduje się około 38 mln kart płatniczych, a 8 na 10 transakcji dokonywanych za ich pośrednictwem to transakcje zbliżeniowe. Badania Narodowego Banku Polskiego pokazują natomiast, że już 54 proc. Polaków zdecydowanie preferuje płatności kartą. W transakcjach bezgotówkowych konsumenci doceniają głównie szybkość i wygodę, ponieważ nie muszą nosić przy sobie gotówki ani odliczać odpowiedniej kwoty przy sklepowej kasie.

– Płatności bezgotówkowe są opłacalne dla przedsiębiorców z uwagi na wiele czynników. Przede wszystkim jest to wygoda dla konsumentów, bo coraz mniej osób nosi ze sobą gotówkę. Istotne jest bezpieczeństwo, ponieważ przedsiębiorca nie trzyma gotówki w sklepie, a poza tym obsługa gotówki jest dla sklepów dosyć drogą operacją. Co najważniejsze, wzrasta skłonność zakupowa klientów, ponieważ nie mają limitu dla zakupów, których chcą dokonać – gotówka, która mamy w portfelu, często nie wystarcza – wyjaśnia Rafał Gołębiewski, dyrektor generalny Elavon Polska.

Eksperci oceniają, że pod względem akceptacji płatności bezgotówkowych w małych i średnich przedsiębiorstwach mamy w Polsce wciąż wiele do zrobienia. Na milion osób przypada 14 tys. terminali płatniczych, podczas gdy średnia europejska to 21 tys. urządzeń. Polacy mają problem z zapłaceniem kartą zwłaszcza w niedużych, lokalnych punktach handlowo-usługowych.

– 47 proc. Polaków deklaruje, że zdarza się im mieć w swoim otoczeniu trudności z płatnością elektroniczną. Wymieniają tutaj głównie targi, małe sklepy osiedlowe, ale też maszyny samoobsługowe oraz sektor usług: dentystów, fryzjerów czy salony piękności. Jest to zatem obszar, nad którym powinniśmy popracować w najbliższej przyszłości – mówi Bartosz Ciołkowski.

Na początku stycznia wystartował program skierowany do mikro-, małych i średnich firm, który ma zachęcić je do akceptowania płatności bezgotówkowych. „Polska bezgotówkowa” to wspólna inicjatywa wydawców kart płatniczych, agentów rozliczeniowych oraz organizacji płatniczych Visa i Mastercard przy udziale Związku Banków Polskich i resortu rozwoju.

 Program jest inicjatywą wszystkich interesariuszy polskiego rynku płatności bezgotówkowych. Ma na celu zbudowanie w Polsce pełnej akceptacji dla tego typu płatności wśród małych i średnich przedsiębiorców. W tej grupie jest najmniej zainstalowanych urządzeń płatniczych, w związku z tym widzimy tutaj ogromne rezerwy. Szacujemy, że dzięki temu programowi w ciągu najbliższych 3–4 lat uda się zainstalować 500–600 tys. urządzeń. To pozwoli osiągnąć w zasadzie masową, powszechną akceptację bezgotówkowych instrumentów płatniczych – mówi Zbigniew Wiśniewski, wiceprezes zarządu Fundacji Polska Bezgotówkowa.

Fundacja została założona w lipcu ubiegłego roku właśnie w celu promowania płatności bezgotówkowych, rozbudowy sieci akceptacji instrumentów płatniczych oraz technologii, które wspierają obrót bezgotówkowy. W ramach realizowanego przez nią programu „Polska bezgotówkowa” przedsiębiorcy mogą liczyć na dofinansowanie kosztów terminalu płatniczego do akceptacji kart i pokrycie kosztów obsługi przez kolejne 12 miesięcy.

W ramach programu firma Elavon proponuje klientom 12 miesięcy akceptacji kart na terminalu bez opłat – zarówno dzierżawy, jak i opłat transakcyjnych. Myślimy też o kolejnych 12 miesiącach – na ten okres również szykujemy dla naszych klientów promocyjną ofertę, aby zachęcić ich do kontynuacji akceptacji kart – mówi Rafał Gołębiewski.

Dyrektor generalny Elavon Polska podkreśla, że zgłoszenie się do programu nic nie kosztuje. Po rozpoczęciu akceptacji płatności bezgotówkowych przedsiębiorstwo ma okrągły rok, żeby przetestować rozwiązanie i sprawdzić, jak reagują klienci i jak rosną obroty.

– „Polska bezgotówkowa” będzie mieć również duże znaczenie dla realizacji rządowego programu „Od Polski papierowej do Polski cyfrowej”, ponieważ ułatwi migrację płatności z gotówkowych na bezgotówkowe. Gotówka zaczyna odgrywać coraz mniejszą rolę w gospodarce. Jesteśmy przekonani, że pozwoli to lepiej rozwijać się gospodarce, a po drugie pozwoli przedsiębiorcom pokazać swoją nowoczesność i przy okazji zwiększyć ich biznes – podsumowuje wiceprezes zarządu Fundacji Polska Bezgotówkowa.

Prezydent RP: Rozwój nowych technologii przyczynia się do ratowania zdrowia i życia ludzi. W Łodzi lekarze i pacjenci zyskają dostęp do światowych innowacji

Prezydent RP: Rozwój nowych technologii przyczynia się do ratowania zdrowia i życia ludzi. W Łodzi lekarze i pacjenci zyskają dostęp do światowych innowacji 14

W Łodzi otwarto właśnie Globalne Centrum Kompetencyjne Philips oraz Centrum Referencyjne Philips  w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki. Dzięki pierwszej inwestycji pacjenci w całej Europie będą mogli korzystać ze sprzętu medycznego, którego przygotowaniem i dostarczeniem zajmą się zespoły wysoko wykwalifikowanych specjalistów z Łodzi. W efekcie współpracy z ICZMP lekarze zyskają możliwość pracy wspólnie z naukowcami na najnowocześniejszym sprzęcie do diagnostyki i terapii. Jej wynikiem mają być przełomowe innowacje. Dla Philips współpraca z ICZMP jest jednym z kilku projektów strategicznych, realizowanych z podmiotami sektora ochrony zdrowia. Znaczenie firmy dla polskiego rynku medycznego podkreślił Prezydent Andrzej Duda, obecny na obchodach Światowego Dnia Pacjenta, podczas których dokonano otwarcia dwóch inwestycji.

– Mieliśmy możliwość zobaczyć supernowoczesne urządzenia firmy Philips funkcjonujące w tym szpitalu, bardzo mocno chcę podkreślić, że firma ta jest na naszym rynku podmiotem szczególnym, bo  jest tutaj od ponad 80 lat –– powiedział Prezydent Andrzej Duda podczas uroczystego otwarcia Centrum Referencyjnego Philips tworzonego we współpracy z  łódzkim Instytutem Centrum Zdrowia Matki Polki. – Rozwój nowych technologii przyczynia się  do ratowania życia, do przywracania ludziom zdrowia, bo przez postęp w tym zakresie, przez jeszcze doskonalsze technologie, bardziej wyspecjalizowane urządzenia jesteście w stanie lepiej diagnozować i lepiej leczyć –  dodał Prezydent Duda zwracając się do obecnych na uroczystości przedstawicieli świata medycyny.

Współpraca w ramach nowo otwartego Centrum Referencyjnego z ICZMP ma polegać na wymianie doświadczeń w zakresie wiedzy i nowych technologii medycznych, które przyczynią się do poprawy jakości diagnostyki i leczenia pacjentów. To też szansa na wspólne projekty naukowe w ramach zainicjowanych badań. Dodatkowo Centrum Referencyjne umożliwi edukowanie personelu medycznego w zakresie wykorzystywania najnowocześniejszych rozwiązań medycznych oraz kontakt z innymi ośrodkami tego typu w Polsce, jak i za granicą.

Otwarcie Centrum Referencyjnego jest efektem współpracy w ramach think-thanku „Innowacje dla Zdrowia”. Jego pomysłodawcą jest prof. Maciej Banach, dyrektor ICZMP w Łodzi, a Philips jednym ze współzałożycieli.

– Współpraca z Instytutem pozwoli nam lepiej odpowiedzieć na potrzeby lokalnych pacjentów. Ten szpital koncentruje się na potrzebach matek i dzieci, a one są grupą szczególnie wrażliwą. Wspólnie przygotowaliśmy propozycje, które pozwolą w najlepszy możliwy sposób zadbać o najmłodszych pacjentów – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Reinier Schlatmann, prezes Philips na Europę Środkowo-Wschodnią.

Łódzkie Centrum Zdrowia Matki Polki jest jednym z najlepszych w Europie ośrodków ginekologiczno-położniczych i pediatrycznych. Współpraca z Philips stworzy placówce możliwość korzystania z najnowocześniejszego sprzętu do diagnostyki i leczenia pacjentów.

– Współpraca z Philips to wspólna nauka, wymiana doświadczeń, tworzenie wspólnych rozwiązań innowacyjnych, które będą służyły zarówno poprawie diagnostyki, jak i leczenia naszych pacjentów – podkreśla prof. Maciej Banach, dyrektor Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi.

Łódzkie ICMZP ma obecnie na wyposażeniu ponad 300 sztuk sprzętu medycznego marki Philips, w tym m.in. Ultrasonografy, tomografy, echokardiografy, angiografy oraz inne nowoczesne urządzenia. ICZMP jest dziewiątą jednostką referencyjną firmy Philips w Polsce.

– Innowacje, które są efektem współpracy z Philips, to przede wszystkim innowacyjny sprzęt diagnostyczny, najnowszej generacji tomografy, rezonanse, echokardiografy, kardiomonitory czy mammografy – coś, co jest kluczowe w takiej jednostce jak ICZMP. Co więcej, współpraca w ramach Centrum Referencyjnego pozwoli na testowanie urządzeń, które są już dopuszczone do obiegu, ale wciąż w fazie testów i nie są jeszcze w ciągłej produkcji. Będą mieli do nich dostęp nasi lekarze, którzy są specjalistami w swoich dziedzinach. Z drugiej strony, Philips uzyska od naszych ekspertów informacje, co jeszcze w nich poprawić czy ulepszyć, żeby w optymalnej wersji trafiły na rynek medyczny i służyły pacjentom – mówi prof. Maciej Banach.

Dyrektor Instytutu CZMP oceniła, że innowacje są kluczem do rozwiązania problemów, z którymi borykają się publiczne jednostki ochrony zdrowia w Polsce.

– Chcemy uczyć się od siebie nawzajem i promować współpracę, zachęcać do niej inne podmioty działające na rynku medycznym czy farmaceutycznym. Myślę, że będzie to szło we właściwym kierunku i niedługo dogonimy pod tym względem najlepsze kraje europejskie i USA – mówi prof. Maciej Banach.

W Globalnym Centrum Kompetencyjnym zaś zespoły specjalistów będą zajmować się przygotowaniem i dostarczeniem sprzętu medycznego. Ich zadaniem będzie całościowa koordynacja tego procesu – od momentu zamówienia aż do instalacji sprzętu medycznego w miejscu docelowym i upewnienia się, że jest przygotowany, aby służyć lekarzom i pacjentom. Łódzkie centrum będzie obsługiwać zamówienia z krajów nie tylko w Europie, ale również w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

To jeden z trzech takich oddziałów Philips na całym świecie – dwa pozostałe znajdują się w USA i Indiach. Wspólnie tworzą sieć centrów kompetencyjnych obsługujących ponad setkę państw. Zapewniają wsparcie procesów finansowych, zarządzanie zakupami i zaopatrzeniem w sprzęt medyczny oraz rozwiązania, które usprawniają funkcjonowanie podmiotów z sektora ochrony zdrowia.

– Polska zawsze była dla Philips jednym z najważniejszych rynków w Europie, z racji klimatu biznesowego, wysokich kwalifikacji pracowników i – co najważniejsze – otwartości na partnerstwo i współpracę. Dlatego zdecydowaliśmy się otworzyć jedno z trzech Globalnych Centrów Kompetencyjnych w Łodzi. To także powód, dla którego budujemy strategiczne partnerstwa ze szpitalami i instytutami badawczymi. Wierzymy, że wynikiem tej współpracy będą nie tylko przełomowe innowacje, ale również znacząca poprawa jakości życia ludzi – podkreśla Reinier Schlatmann, prezes Philips na Europę Środkowo-Wschodnią.

Dla globalnego koncernu długofalowa współpraca z instytucjami działającymi w obszarze ochrony zdrowia   jest jednym z  celów strategicznych, ,a nowo otwarte centra dają początek aktywnym działaniom w rozpoczętym roku.

– W 2018 roku planujemy wdrożyć wiele innowacyjnych propozycji przeznaczonych dla polskiego rynku. Chcemy wdrażać je z naszymi partnerami, w oparciu o lokalną wiedzę – i dzięki temu poprawić ogólny poziom opieki zdrowotnej – mówi Reinier Schlatmann.

Rynek pracy w UK: w sektorze opieki nie zabraknie stanowisk

Zmiany demograficzne w Europie istotnie wpływają na zatrudnienie. Proces starzenia się społeczeństw oznacza rosnące zapotrzebowanie na nowe kompetencje w m.in. w obszarze profesjonalnej opieki nad seniorami. Wielka Brytania jest jednym z tych krajów, w których wykwalifikowani w opiece specjaliści z Polski mogą liczyć zatrudnienie, legalną pracę i wysokie zarobki. Nawet 9 tysięcy złotych mogą zarobić opiekunowie z Polski w trakcie 6 tygodniowego wyjazdu.

Wielka Brytania podobnie jak inne kraje Europy odchodzi od opieki instytucjonalnej na rzecz otoczenia potrzebujących opieką w ich własnym środowisku. Pracuje tam kilka milionów opiekunów domowych, a zapotrzebowanie na nich cały czas rośnie. Obecnie w UK jest 11,8 miliona osób w wieku 65 lat lub starszych. Szacuje się, że liczba osób w wieku powyżej 60 lat przekroczy 20 milionów do roku 2030. Do roku 2040 prawie jedna czwarta osób w Wielkiej Brytanii będzie miała 65 lub więcej lat.

Jak wynika z raportu przeprowadzonego przez ageUK, liczba osób powyżej 85 lat w Wielkiej Brytanii zwiększy się ponad dwukrotnie w ciągu najbliższych 23 lat do ponad 3,4 miliona. Starzejące się społeczeństwo to zjawisko, którego nie można zatrzymać. Nie każdym seniorem opiekują się członkowie rodziny m.in. ze względu na pracę czy niewystarczające kwalifikacje. Optymalnym wyjściem jest korzystanie z usług profesjonalnego opiekuna, który zamieszka w domu seniora i będzie go wspierał w wykonywaniu codziennych czynności. Brytyjczycy bardzo doceniają takie rozwiązania, a jednocześnie przywiązują dużą wagę do jakości usług opiekuńczych, kwalifikacji opiekunów i odpowiednich regulacji w tym obszarze.

Opiekun osób starszych w UK

Opiekun osoby starszej to na Wyspach jeden z najbardziej poszukiwanych zawodów. Zapotrzebowanie na opiekunów jest bardzo duże, Każdy z nich, podobnie jak firmy świadczące domowe usługi opiekuńcze na terenie Wielkiej Brytanii muszą sprostać odpowiednim regulacjom. Zadaniem publicznych regulatorów jest monitorowanie jakości usług opiekuńczych oraz dbanie o zachowanie standardów. Praca opiekuna osób starszych wiąże się z dużą odpowiedzialnością, dlatego rodziny w UK bardzo ostrożnie wybierają firmy, które świadczą usługi opiekuńcze. Pomaga im w tym instytucja publiczna Care Quallity Commision, która bardzo wnikliwe weryfikuje jakość świadczonych usług oraz kwalifikacje opiekunów. Praca w zawodzie opiekuna seniorów w Anglii to konieczność zdobycia szeregu kwalifikacji i certyfikatów, przejścia kilkudniowego szkolenia oraz wdrożenia w zasady opieki.

„Praca w opiece w Anglii znacznie różni się od tej wykonywanej w Niemczech, ponieważ Anglicy narzucają szereg procedur, które mają w najwyższym stopniu zapewnić bezpieczeństwo starszej osobie. Stąd funkcja Care Managera, który jako pracownik firmy takiej jak Promedica24, ma za zadanie nie tylko wprowadzić opiekuna na miejsce sprawowania opieki, przeprowadzić wywiad, ale również wesprzeć w sytuacjach kryzysowych. Nagłe sytuacje się zdarzają np. gdy opiekun rozchoruje się, Care Manager ma odpowiednie kwalifikacje, aby przejąć obowiązki opiekuńcze do czasu, gdy ten będzie mógł wrócić do pracy” – mówi Iga Piątkowska, Manager ds. Rekrutacji UK, Promedica24.

Kwalifikacje opiekunów w UK

Aby zostać opiekunem w UK konieczne są umiejętności uwzględniające różne obszary opieki nad seniorem, specyfikę opieki w chorobach otępiennych czy z seniorami niepełnosprawnymi. Opiekunowie przygotowywani do pracy przez profesjonalne agencje zatrudnienia przechodzą specjalistyczne kursy przygotowujące ich do pracy w zawodzie oraz specyfiki pracy w Wielkiej Brytanii. Konieczna jest, również znajomość języka angielskiego i przejście testu językowego który przeprowadza brytyjska szkoła. Obowiązkiem opiekuna jest też cały czas pogłębianie i odświeżanie zdobytej wiedzy poprzez np. cykliczne zdawanie testów internetowych z zakresu opieki.

Opiekun osób starszych z doświadczeniem w Anglii jest w pełni wykwalifikowanym przedstawicielem tego zawodu. Posiada nie tylko doświadczenie i wysokie umiejętności językowe, ale zawodowe kwalifikacje, pakiet certyfikatów oraz ważnych referencji od podopiecznych.

Związek w pracy – jak kochając nie stracić pracy

W pracy spędzamy większą część dnia, co sprawia, że siłą rzeczy z naszymi współpracownikami widzimy się dużo częściej niż z przyjaciółmi i znajomymi. Często koleżanki czy koledzy z biurka obok stają się powiernikami naszych, także prywatnych problemów. Taka bliskość sprzyja budowaniu relacji – także tych intymnych. Czy związek w pracy to dobry pomysł? Co zrobić, by spotykając miłość w pracy nie stracić … i pracy, i uczucia?

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez CBOS w 2011 roku 34% związków miało swój początek w miejscu zatrudnienia. Oznacza to, że co trzeci pracujący Polak wszedł w dłuższą bądź krótszą relację z osobą poznaną w pracy. Związek zawarty w pracy obarczony jest kilkoma ryzykami, w tym tymi związanymi z efektywnością pracy i przelewaniem prywatnych emocji na grunt zawodowy. Przedstawiamy sześć porad, które pozwolą na łączenie związku i pracy.

1. Firmowe reguły na pierwszym planie

Każda organizacja jest inna, dlatego warto zapoznać się z wewnętrznymi zasadami regulującymi związki między współpracownikami, w tym także te bardziej intymne.

Kodeks pracy nie reguluje zasad związanych z emocjami w pracy. Co oznacza, że nie ma prawnych zasad dotyczących związków w pracy, do których mogą się odnosić pracodawcy. Pracodawcy nie mogą także zabronić nam, mówiąc wprost, zakochania się we współpracowniku. Mogą jednak regulować zasady współżycia firmowego, co oznacza, że pracodawca może oczekiwać od nas np. tego, że nie będziemy się afiszować z naszym związkiem. –Alina Rokita, adwokat w Grupie Pracuj

Nie bez znaczenia pozostaje także miejsce, w którym jesteśmy zatrudnieni. Na pewno inne zasady będą nas obowiązywać w przypadku pracy w administracji publicznej, a inne w pracy w kreatywnym zespole agencji reklamowej, gdzie emocje są jednym ze składników procesu tworzenia.

2. Dyskrecja dobra na wszystko

Nie ma potrzeby wysyłać do współpracowników maila o treści „Jesteśmy razem!”. Prawda jest taka, że albo nie będzie ich to interesować, albo dostarczymy im tematu do plotek na nasz temat. Taką samą radę dla czytelników swojej książki o pracy i związkach ma Lynn Taylor, amerykańska psycholog biznesu. Zwraca ona uwagę, że szczególnie w początkowej fazie związku warto postawić na dyskrecję. Dopiero jeśli związek przetrwa próbę czasu wspólnie z partnerem możemy zastanowić się nad tym komu, kiedy i w jakich okolicznościach należy powiedzieć o związku.

3. Wspólne zasady

Psychologowie radzą, aby na samym początku wspólnie z partnerem ustalić zasady i odpowiedzieć sobie na kilka ważnych pytań. Jak zachowujemy się wobec siebie w pracy? Czego od siebie wzajemnie oczekujemy? Co zrobimy jeśli związek nie przetrwa próby czasu? Pozwoli to uniknąć późniejszych niezręcznych sytuacji i zapobiegnie potencjalnym kłótniom. Lynn Taylor podkreśla, że ustalenie zasad pozwoli przygotować się na trudne, nagłe sytuacje, a o takie w pracy nie trudno.

Związek dwojga ludzi w pracy, to zawsze coś atrakcyjnego dla pozostałych współpracowników. Wypracowanie wspólnego frontu – ustalenie o czym i jak mówimy pozwoli nam uniknąć niepotrzebnych plotek i nadmiaru emocji w pracy. –Sylwia Sosnowska, HR Manager w Grupie Pracuj

4. Czułość? Tak. Ale nie w godzinach pracy!

Praca nie jest najlepszym miejscem na okazywanie czułości. Niezależnie od tego czy spotykamy się w firmowej kuchni, czy na lunchu w godzinach pracy czy też razem bierzemy udział w spotkaniu służbowym – czułość najlepiej odłożyć na później.

Okazywanie sobie czułości w miejscu pracy stawia naszych współpracowników w niezręcznej sytuacji. Oszczędźmy im tego, bo mogą wkrótce zacząć nas unikać, co może przełożyć się nie tylko na relacje koleżeńskie, ale i zawodowe. Nasz szef też niekoniecznie chce patrzeć na to, jak trzymamy się za ręce w trakcie służbowego spotkania. –Sylwia Sosnowska, HR Manager w Grupie Pracuj

5. Profesjonalizm przede wszystkim

Profesjonalne zachowanie wymaga, aby bez względu na prywatny układ przestrzegać biznesowej etykiety – nie możemy pozwolić, by np. nieporozumienia z partnerem wpłynęły na relację zawodową. Podobnie jak czułości, kłótnie, złośliwości czy uszczypliwości trzeba pozostawić za biurowymi drzwiami. Zasada ta działa również w drugą stronę – uczucie nie powinno sprawiać, że w biznesowej sytuacji w jakiś sposób faworyzujemy partnera.

6. I na koniec… czy warto pracować razem?

Eksperci przestrzegają, że połączenie związku i spraw zawodowych to nie zawsze dobry pomysł – a już szczególnie w przypadku relacji przełożony-pracownik. Może to źle wpłynąć zarówno na zawodowe, jak i prywatne życie. Aby unikać plotek i pomówień w biurze, a awantur w domu, warto zastanowić się, czy wspólna praca nam służy. Może lepiej postarać się o zmianę pracy albo przynajmniej działu? Wtedy oddzielanie życia prywatnego od zawodowego z pewnością stanie się prostsze.

Diamenty Infrastruktury i Budownictwa rozdane po raz czwarty!

Cztery panele dyskusyjne, dwudziestu ośmiu prelegentów, prawie siedem godzin dyskusji oraz jedenastu nagrodzonych laureatów prestiżowych statuetek – to w skrócie opisuje co się działo podczas IX edycji konferencji „Infrastruktura Polska & Budownictwo” oraz uroczystej gali rozdania „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa”, która odbyła się 8 lutego w warszawskim hotelu The Westin.

Gościem Honorowym konferencji był Marek Chodkiewicz, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury, który w swoim wystąpieniu mówił o realizacji Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014-2023. „Obecnie mamy gotowych ponad 3,5 tysiąca km dróg ekspresowych i autostrad, jednakże przed nami jeszcze mnóstwo pracy. Niestety nie uda nam się zrealizować wszystkich zadań jakie zakłada program, więc priorytetem dla nas jest połączenie najważniejszych inwestycji w spójną sieć drogową” – mówił Wiceminister.

Głównym tematem pierwszego panelu były kwestie związane z przyszłością inwestycji drogowych oraz skuteczności partnerstwa publiczno-prywatnego, a moderowała go Anna Flaga-Martynek (kancelaria WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr). Iwona Stępień-Kotlarek, Zastępca Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad rozpoczęła panel mocnym stwierdzeniem, iż nie ma na polskim rynku firm, które by umiały podołać wyzwaniom związanym z realizacją bardzo dużych kontraktów i zorganizowaniem całego procesu inwestycyjnego, stąd też dążenie do łączenia się w konsorcja. Na temat współpracy zamawiającego z wykonawcą wypowiedział się Jerzy Wacławczyk (Strabag), który zwrócił uwagę na to, że niezależnie od prawa zamówień publicznych relacje te są dobre i pozytywną zmianą ułatwiającą współpracę jest wprowadzenie jednolitego europejskiego dokumentu zamówień oraz zapowiedziana elektronizacja zamówień publicznych. Panu Wacławczykowi wtórował Wiceminister Chodkiewicz, którego zdaniem informatyzacja jest warunkiem koniecznym do poprawy komunikacji wykonawcy z zamawiającym i usprawnienia składania ofert w przetargach. O dobrych praktykach na skuteczną modernizację infrastruktury z pomocą PPP mówił Paweł Lider (Eurovia Polska), który przywołał przykład realizacji inwestycji na Słowacji oraz w Niemczech. „PPP jest ogromną szansą na rozwój projektów infrastrukturalnych i niezbędne wydaje się być zwiększenie zaangażowania kapitału prywatnego” – mówił z kolei Andrzej Gienieczko (Egis Projects Polska). Krzysztof Mleczak (Exito Broker) wspomniał o gwarancjach bankowych oraz ubezpieczeniach jako formie zabezpieczenia przed ryzykiem związanym z realizacją inwestycji infrastrukturalnych. Jego zdaniem rynek ubezpieczeniowy stanowi dobrą alternatywę dla ścieżki bankowej. Temat zabezpieczenia finansowego kontynuował Robert Dębecki (KUKE), który zauważył, że rośnie liczba gwarancji bankowych i ubezpieczeniowych oraz wzrasta świadomość korzystania z nich przez beneficjentów, co wiąże się z rosnącą liczba roszczeń.

Drugi panel dyskusyjny poświęcony był m.in. zagadnieniu stabilności wykonawców w procesie inwestycyjnym. Moderatorem debaty był Wiktor Piwkowski (Polski Związek Inżynierów i Techników Budownictwa) na wstępie porównujący proces inwestycyjny do piramidy, która ma również cechy chwiejnego domku z kart, gdzie na czele stoi inwestor, a poniżej są wykonawcy, podwykonawcy oraz dostawcy. Wśród tematów dyskusji była również realizacja inwestycji w formule PPP, jako alternatywy dla zmniejszonych środków z funduszy europejskich, o której mówił Stanisław Żmijan, Zastępca Przewodniczącego Sejmowej Komisji Infrastruktury. Zwrócił on uwagę na to, że w zakresie inwestycji liniowych nie ma klimatu dla wdrażania rozwiązań w formule PPP. Mirosław Józefczuk (Warbud SA), stwierdził, że PPP to bardzo dobra formuła, aby administracja państwowa mogła sięgać po środki, a także know how prywatnych firm. „Efektywność zarządzania inwestycją przez partnera prywatnego będzie wyższa niż w przypadku zarządzania przez instytucje publiczne” – mówił Mirosław Józefczuk.  Andrzej Czapczuk (F.B.I. TASBUD) zauważył problem związany z brakiem siły roboczej, co w przypadku dużych wykonawców hamuje rozwój inwestycji, natomiast Piotr Staniszewski (Dentons) mówił o polityce prawnej państwa i potrzebie stworzenia wzorcowych regulacji, by ustandaryzować proces inwestycyjno-budowlany. Tematykę ciągłości realizacji inwestycji poruszył Andrzej Puta (Euler Hermes), który stwierdził, że powinno się głównie zwrócić uwagę na płynność finansową i stworzenie mechanizmu pozwalającego na szybsze otrzymywanie przez podwykonawców swojego wynagrodzenia. „Największym problemem polskiego rynku budowlanego jest płynność finansowa, a w istocie jej brak” – mówił Andrzej Puta.

Rozbudowa drugiej linii metra oraz rozwój i modernizacja sieci kolejowej były głównym tematem trzeciego panelu dyskusyjnego prowadzonego przez dr inż. Andrzeja Żurkowskiego (Instytutu Kolejnictwa). Renata Kaznowska, Wiceprezydent m.st. Warszawy przekonywała, że projekt warszawskiej polityki mobilności kładzie duży nacisk na transport publiczny, z którego korzysta obecnie ok. 57% mieszkańców. Działania Ratusza związane z modernizacją sieci transportowej dążą do tego, by ten udział wzrósł do 65%.
Dr Libor Lochman (Wspólnota Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej) przekonywał, że sieci kolejowe są kluczowe dla transportu publicznego Europy. Jako osoba często bywająca w Polsce, widzi zdecydowany postęp w standardzie i jakości polskiego transportu szynowego. O ryzykach związanych z realizacją krajowego programu kolejowego mówił Arnold Bresch (PKP Polskie Linie Kolejowe). Zapewniał, że PKP odpowiednio wcześnie szuka optymalnych rozwiązań dla problemów, które są sygnalizowane przez wykonawców. Tematykę rozbudowy drugiej linii metra podjął Dariusz Kostaniak (Metro Warszawskie), który wyraźnie zaznaczył, że metro jest złożoną inwestycją potrzebującą ogromnej liczby certyfikatów, pozwoleń i regulacji, dlatego też jego budowa trwa tak długo. Jerzy Obrębski (Szybka Kolej Miejska) zauważył, że rozwój SKM jest zależny od modernizacji krajowej infrastruktury kolejowej, natomiast Dariusz Grajda  (Koleje Mazowieckie) mówił o planie zwiększania pojemności pociągów poprzez inwestycję w pojazdy piętrowe.

Ostatni panel poświęcony był innowacjom w budownictwie, a moderował go Prof. Leszek Rafalski (Instytut Badawczy Dróg i Mostów), który we wprowadzeniu do dyskusji przedstawił porównanie wydatków wybranych państw na badania i rozwój, udowadniając, iż w Polsce na B+R wydawanych jest poniżej 1% PKB. Jean-Andre Barbosa (Future Pipe Industries) przekonywał o ważności innowacji, zrównoważonego rozwoju oraz postępu technologicznego i jakościowego, które pozwolą na wdrażanie ekologicznych produktów. Zdaniem Łukasza Marcinkiewicza (Lafarge, LH Engineering) podstawą do tego by myśleć o innowacjach jest stabilność rynku oraz współpraca, która umożliwia długofalowe planowanie inwestycji. Tylko to może zagwarantować przejście całego procesu realizacji – od pomysłu laboratoryjnego do wdrożenia. Jan Styliński (Polski Związek Pracodawców Budownictwa) mówił, iż na rynku budowlanym wciąż decydujący jest koszt, co znacznie ogranicza możliwość wprowadzenia jakichkolwiek innowacji. „Potrzeba nam ponownego zdefiniowania kryterium ceny i spojrzenia na inwestycję długofalowo, z punktu widzenia cyklu życia inwestycji” – stwierdził Prezes PZPB. O wyzwaniach dla producentów chemii budowlanej mówił Leszek Sławiński (BOLIX). Zaznaczył, że wyzwaniem są zmieniające się przepisy oraz konieczność dostosowywania produktów do tempa rozwoju inwestycji, czasu pracy oraz liczby firm wykonawczych. Natomiast Waldemar Wójcik (Strabag) zauważył, że przedsiębiorcy na rynku budowalnym muszą uwzględniać długą perspektywę życia produktu. Moderator w ramach podsumowania przekonywał, iż warto więcej środków przeznaczać na badania związane z innowacjami w budownictwie, ponieważ ta branża w dużej mierze nakręca gospodarkę.

Wydarzenie wzbogaciły wystąpienia indywidualne, w tym prezentacja Gościa Specjalnego
Dr Libora Lochmana
na temat wpływu infrastruktury na rozwój gospodarki. O praktycznych aspektach prawno-organizacyjnych uwarunkowań realizacji projektów PPP w Polsce mówił podczas swojego wystąpienia Tomasz Korczyński, Counsel w kancelarii Dentons. Natomiast zagadnienie kolei samorządowych jako elementu zrównoważonego transportu publicznego było głównym tematem wystąpienia Dariusza Grajdy, Członka Zarządu Kolei Mazowieckich.

Punktem kulminacyjnym była wieczorna gala rozdania „Diamentów Infrastruktury i Budownictwa”, uroczyście zainaugurowana wystąpieniami Prof. Michała Kleibera, Przewodniczącego Rady Klubu oraz Jana Stylińskiego, Przewodniczącego Kapituły Konkursowej i Prezesa Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa. Już po raz czwarty Kapituła przyznała statuetki, by uhonorować najlepsze realizacje, projekty oraz przedsiębiorstwa, które w sposób szczególny przyczyniły się do rozwoju polskiej infrastruktury i branży budownictwa. W tym roku rozdano aż 11 diamentów w 9 kategoriach.

LAUREACI PRESTIŻOWYCH DIAMENTÓW INFRASTRUKTURY I BUDOWNICTWA TO:

REALIZACJA ROKU: BUDOWNICTWO KUBATUROWE – Mirbud – Hala Gliwice
REALIZACJA ROKU: INFRASTRUKTURA DROGOWA – Strabag – Most w ciągu drogi ekspresowej S7 w Krakowie
REALIZACJA ROKU: INFRASTRUKTURA KOLEJOWA – Konsorcjum Budimex i Ferrovial Agroman – Łącznica kolejowa Kraków Zabłocie – Kraków Krzemionki
PROJEKT ROKU – Studio Architektoniczne Kwadrat – Muzeum II Wojny Światowej, Gdańsk
SPÓŁKA BUDOWLANA ROKU – Erbud
LIDER TECHNOLOGII – Strabag
LIDER BEZPIECZEŃSTWA – Skanska

LIDER ZRÓWNOWAŻONEGO BUDOWNICTWA – Ghelamco Poland
DORADCA ROKU – Kancelaria Dentons
BANK FINANSUJACY ROKU – Bank Gospodarstwa Krajowego
OSOBOWOŚĆ ROKU – Jerzy Werle, Prezes Zarządu Warbud  SA

Organizator: Executive Club

Patronat honorowy: Wspólnota Kolei Europejskich oraz Zarządców Infrastruktury Kolejowej (Community of European Railway and Infrastructure Companies – CER), Polska Izba Inżynierów Budownictwa, Polski Kongres Drogowy, Polski Związek Pracodawców Budownictwa, Instytut Badawczy Dróg i Mostów, Ogólnopolska Izba Gospodarcza Drogownictwa, Urząd Transportu Kolejowego, Polski Związek Inżynierów i Techników Budownictwa, Instytut Kolejnictwa

Partner Główny: Dentons, Lafarge Holcim

Partnerzy Złoci: Future Pipe Industries, Strabag

Partnerzy: Bolix Polska, Egis Polska, ERBUD, Eurovia Poland, Euler Hermes, Exito Broker, IDS-Bud, Koleje Mazowieckie, KUKE, Metro Warszawskie, Szybka Kolej Miejska, Warbud, WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr

Partnerzy Gali: BASF Polska, Kajima Poland, Oknoplast, Palisander

Patroni medialni:  Biznes Alert, Budnet.pl, Budnews.pl, Budowa.org, Budownictwo.org, BudownictwoInżynieryjne.pl, Builder, Business&Prestige, CEO.com.pl, CoNaDrogach.pl, e-biurowce.pl, Edroga.pl, Express Przemysłowy, Forum Budowlane, Forum PPP – magazyn inwestycji publicznych, GeneralniWykonawcy.pl, Infrastruktura-Inframedia, Info Rail, Inteligentny Budynek, Kompas Inwestycji, Magazyn Kruszywa, Magazyn Autostrady, Materiały Budowlane, Magazyn Mosty, Nieruchomości.biz, Nowoczesne Budownictwo Inżynieryjne, PMR, Polish Market, Rynek Infrastruktury, Rynek Inwestycji, Via Expert, Warsaw Business Journal

Kurs funta wreszcie w górę?

Ceny w Wielkiej Brytanii rosną szybciej niż płace. Ale obcokrajowcy pracujący na Wyspach mogą szukać pocieszenia w widokach na wzrost funta – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Wyniki głosowania ws. Brexitu zepchnęły funta aż o 1 zł poniżej notowań sprzed referendum. Jednak teraz brytyjska waluta może odrobić część strat. Bank centralny na Wyspach, w odróżnieniu od polskiego, spodziewa się wzrostu stóp procentowych, co powinno wspierać funta. Z oczekiwaniami bankowców idą w parze podwyżki cen. Już piąty miesiąc z rzędu ich wzrost nie spada poniżej 3 proc.

Z opublikowanego w ub. tygodniu przez Bank Anglii raportu można założyć, że stopy procentowe wzrosną dość szybko i znacznie. Bank wskazywał na inflację, która w najbliższych miesiącach utrzyma się znacznie powyżej określonego na poziomie 2 proc. celu.

Realnie płace maleją

Idealnie w wydźwięk tego raportu wpisały się poniedziałkowe dane o inflacji konsumenckiej w styczniu. Piąty miesiąc z rzędu wyniosła ona 3 proc. Jeżeli przyjrzymy się jej składowym, to w stosunku do poprzednich lat (2015-2016) w Wielkiej Brytanii znacznie wzrosły ceny energii i paliw, a wyraźnie wolniej wzrastały koszty związane z wynajmem i utrzymaniem mieszkań. Wspomniany wzrost cen energii i paliw wywołały przede wszystkim wyższe ceny ropy.

Jeżeli nawet odejmiemy wpływ poddających się największym wahaniom cen energii (w tym paliw) i żywności, inflacja w porównaniu do stycznia ubiegłego roku wyniosła 2,7 proc. To i tak więcej niż wzrastało w poprzednich miesiącach przeciętne wynagrodzenie. Oznacza to, że w ujęciu realnym, pracujący na Wyspach zarabiali coraz mniej.

Opuszczą UE z najgorszym wzrostem?

Szanse na przyspieszenie wzrostu stóp procentowych rosną bo rośnie także ryzyko wymknięcia się inflacji spoza kontroli. Z drugiej jednak strony istnieją pewne zagrożenia zbyt szybkiego wzrostu stóp w gospodarce – ich wyższy poziom mógłby zaszkodzić wzrostowi gospodarczemu Wielkiej Brytanii. Ten z kolei jest stosunkowo słaby, jeśli porównamy np. z innymi krajami.

W tym i przyszłym roku gospodarka brytyjska będzie prawdopodobnie najwolniej rozwijającą się gospodarką w całej UE – tak mówią prognozy Komisji Europejskiej. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy możemy upatrywać w procesie Brexitu. Choć i tak sytuacja mogłaby być znacznie gorsza. Jednak ożywienie gospodarcze w Unii Europejskiej, od której Wielka Brytania chce się odłączyć, w istotnej mierze wspiera także jej rozwój. Bez tych sprzyjających warunków moglibyśmy mieć do czynienia nawet z ryzykiem stagflacji, czyli brakiem wzrostu gospodarczego i równocześnie wysoką inflacją, co w jeszcze większej mierze zjadałoby realne wynagrodzenie na Wyspach.

Polak się uśmiechnie, gdy przeliczy to na złote…

Dopóki jednak zarówno w UE, jak i globalnie obserwujemy ożywienie gospodarcze, dopóty prawdopodobieństwo szybszych podwyżek stóp procentowych w Wielkiej Brytanii pozostaje stosunkowo wysokie. To dobra wiadomość dla funta, który w otoczeniu wyższej inflacji i spekulacji o zaostrzaniu polityki monetarnej może rozpocząć trend wzrostowy, odrabiając przy tym straty poniesione pod referendum. Oznacza to również, że wynagrodzenia Polaków na Wyspach w przeliczeniu na złote wreszcie mają szansę się zwiększyć.

Zmiany w zakresie upubliczniania danych podatników

Nowelizacja ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych wprowadza przepisy umożliwiające ministrowi finansów publikację danych podatkowych podatników. Dotyczy to tych podatników, których przychody w ubiegłym roku przekroczyły kwotę określoną w złotych, której wartość przekracza równowartość 50 mln euro oraz płatników działających w formie podatkowej grupy kapitałowej.

Z dniem 1 stycznia 2018 r. nowelizacja ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych z 24 listopada 2017 r. nałożyła na ministra finansów obowiązek podawania do publicznej wiadomości danych niektórych podatników. Mają one być upubliczniane w Biuletynie Informacji Publicznej co roku, do 30 września. Chodzi o dane zawarte w zeznaniach podatkowych złożonych za rok podatkowy, który zakończył się w roku kalendarzowym poprzedzającym rok podania danych podatników do publicznej wiadomości według stanu na pierwszy dzień miesiąca poprzedzającego miesiąc, w którym dane mają być podane publicznie.

Nowelizacja nałożyła na ministra finansów obowiązek podawania danych dotyczących podatkowych grup kapitałowych, bez względu na wysokość osiąganych przez nie przychodów, oraz innych podatników, którzy osiągnęli przychody o wartości przekraczającej 50 mln euro.

Upublicznione mogą być też dane podatników innych niż podatkowe grupy kapitałowe, które dotyczą procentowego udziału kwoty podatku dochodowego w zysku brutto wykazanym w sprawozdaniu finansowym.

Nowelizacja precyzuje zakres danych podatnika podlegających upublicznieniu.

Podatnik, którego dane zostały upublicznione, może złożyć do ministra finansów wniosek o usunięcie lub sprostowanie danych. Wniosek ten musi zawierać – poza danymi podatnika – również uzasadnienie. Minister finansów może odmówić sprostowania, jeżeli skutkowałoby ono niezgodnością ujawnionych danych ze stanem faktycznym.

Dane podatnika podlegające upublicznieniu podlegają aktualizacji i są publikowane przez 5 lat, licząc od końca roku kalendarzowego, w którym zostały opublikowane.

Omawiane przepisy mają zastosowanie od roku podatkowego, który rozpoczął się przed 1 stycznia 2018 r. i zakończy się po 31 grudnia 2017 r. Stosuje się je do danych podatników zawartych w zeznaniach złożonych za lata podatkowe, które rozpoczęły się przed 1 stycznia 2018 r. Podanie tych danych nastąpi do 30 września 2018 r.

Jak tłumaczy Ministerstwo Finansów, upublicznienie danych ma się przyczynić do skuteczniejszego wypełniania przez podatników ich zobowiązań podatkowych. Ponadto nowelizacja ta to efekt prowadzonych w Unii Europejskiej prac nad zmianą dyrektywy 2013/34/UE w sprawie rocznych sprawozdań finansowych, skonsolidowanych sprawozdań finansowych i powiązanych sprawozdań niektórych rodzajów jednostek, zmieniającej dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2006/43/WE oraz uchylającej dyrektywy Rady 78/660/EWG i 83/349/EWG, w odniesieniu do ujawniania informacji o podatku dochodowym przez niektóre jednostki i oddziały. Zmiany we wskazanej dyrektywie mają na celu wprowadzenie kontroli nad tym, czy najwięksi podatnicy płacą podatki tam, gdzie osiągają zyski.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Raport Visa: Polacy otwarci na innowacyjne płatności, również z wykorzystaniem biometrii

  • Prawie 9 na 10 Polaków dokonało już płatności zbliżeniowej
  • 88% korzystających z takich płatności wierzy, że w ciągu trzech lat będzie płacić za pomocą urządzeń mobilnych
  • Rośnie zaufanie do autentykacji za pomocą biometrii – za bezpieczną uważa ją 83% badanych

Jak pokazują wyniki raportu Digital Payments Study 20171 przygotowanego na zlecenie Visa, polscy konsumenci są otwarci na nowoczesne płatności cyfrowe, w tym biometrię. Według badania, już 86% z nich dokonało płatności zbliżeniowej (wzrost o 5 p.p. w ciągu 12 miesięcy). Niemal 90% z tej grupy sądzi z kolei, że w ciągu trzech lat zapłaci smartfonem – ogromna większość czułaby się bezpiecznie, gdyby do autoryzacji takiej transakcji wykorzystano rozwiązania biometryczne.

Konsumenci, którzy płacą już zbliżeniowo, chętniej wykorzystują swoje urządzenia mobilne do bankowania online (71% wskazań) czy przesyłania pieniędzy swojej rodzinie i znajomym (46%), niż osoby, które z takich płatności nie korzystają. Są oni też optymistycznie nastawieni do innowacyjnych metod płatności – 88% z nich wierzy, że w ciągu następnych trzech lat będzie płacić za pomocą urządzeń mobilnych. Konsumenci płacący zbliżeniowo uważają również, że płatności mobilne są obecnie wygodniejsze (63% wskazań) i bezpieczniejsze (47%) niż jeszcze rok temu.

Wraz z rosnącą popularnością innowacyjnych rozwiązań płatniczych, rozwijają się również nowoczesne metody autentykacji – jedną z nich jest biometria, która już dzisiaj budzi duże zaufanie konsumentów. 83% z nich uważa, że jest ona bezpieczną formą uwierzytelnienia (wzrost o 23 p.p. w stosunku do ubiegłorocznej edycji raportu). Wśród konsumentów, którzy płacą zbliżeniowo, odsetek ten jest nieco wyższy i wynosi 85%. Skanowanie odcisku palca oraz tęczówki oka zostały wskazane przez Polaków jako te metody autentykacji biometrycznej, z których skorzystaliby najchętniej podczas robienia zakupów. Skanowanie odcisku palca jest również postrzegane jako najbezpieczniejsze rozwiązanie – za takie uważa je 74% badanych. 41% pytanych Polaków deklaruje, że skorzystałoby z rozwiązań biometrycznych podczas zbliżeniowego płacenia w sklepie za towary lub usługi.

„Z wyników naszego badania płynie jasny wniosek – płatności zbliżeniowe otworzyły Polaków na nowe, innowacyjne metody płacenia. Kolejnym etapem będzie upowszechnienie się płatności mobilnych, które już teraz bardzo dynamicznie zyskują uznanie konsumentów” – mówi Adrian Kurowski, dyrektor Visa w Polsce. „W Visa nieustannie pracujemy nad tym, aby nowoczesne płatności cyfrowe mogły zawsze i w dowolnym miejscu być dla ich użytkowników szybkie, wygodne i bezpieczne” – dodaje Adrian Kurowski.

Nad tworzeniem innowacyjnych rozwiązań dla całego polskiego rynku płatniczego pracuje warszawski Inkubator Innowacji Visa, który powstał we współpracy z bankami oraz agentami rozliczeniowymi. Eksperci Inkubatora pracują obecnie m.in. nad rozwiązaniami wspierającymi wprowadzanie terminali przez małych i średnich przedsiębiorców oraz tworzeniem wartości dodanej dla koncepcji e-paragonu. Wśród głównych obszarów działalności Inkubatora znajdzie się również autentykacja, w tym biometria.

„Mamy nadzieję, że z rynkowych rozwiązań wypracowanych przez sieć centrów i studiów innowacji Visa – włącznie z naszym warszawskim Inkubatorem – skorzysta cała polska gospodarka. Otwartość i gotowość konsumentów do adaptowania nowych cyfrowych metod płatności stwarza ogromną szansę ku temu, aby Polska wzmocniła swoją pozycję jednego z liderów innowacji płatniczych w Europie” – podsumowuje Maciej Maciejewski, dyrektor Inkubatora Innowacji Visa.

1 Badanie Digital Payments Study zostało zrealizowane na zlecenie Visa przez agencję Populus w okresie czerwiec-lipiec 2017 r. w 22 europejskich krajach: Austrii, Belgii, Bułgarii, Czechach, Danii, Finlandii, Francji, Grecji, Hiszpanii, Holandii, Irlandii, Izraelu, Niemczech, Norwegii, Polsce, Portugalii, Słowacji, Szwecji, Szwajcarii, Turcji, Wielkiej Brytanii i we Włoszech. Liczebność próby: 42 308 konsumentów, średnio ok. 2 tys. na kraj.

Ile wynosi naprawdę bezrobocie w Polsce? GUS – 6,6%, Eurostat – 4,4%

Według Głównego Urzędu Statystycznego bezrobocie w Polsce wynosi 6,6%. Z kolei według Unii Europejskiej – 4,4%. Różnica w tych miarach to około 350 tysięcy bezrobotnych. To mniej więcej tyle samo ilu mieszkańców ma Bydgoszcz. Skąd wynika ta różnica i jak jest naprawdę z bezrobociem w naszym kraju? Jedno jest pewne – jest najniższe od lat.

Ostatnie lata to zdecydowany spadek bezrobocia w Polsce. Prawie co miesiąc słyszymy, że stopa spadła i wynosi najmniej od zmian ustrojowych. Jakie jest obecnie w Polsce bezrobocie?

Proste pytanie, ale prawidłowa odpowiedź brzmi “jakie?”. Nie chodzi tutaj bynajmniej o to, czy kobiet czy mężczyzn, ani o grupy wiekowe. Okazuje się, że są dwie metody liczenia stopy bezrobocia. Jedną częściej stosuje Polska, a drugą Unia Europejska.

Okazuje się, że “polska” metoda nie ma wcale na celu poprawienia wskaźników, bo właśnie według GUS bezrobocie w Polsce wynosi 6,6%. Z kolei według Europejskiego Urzędu Statystycznego (Eurostatu) – 4,4%. Jeszcze większe różnice były na początku obecnych spadków. Cztery lata temu bezrobocie wg GUS wynosiło 14%, według Eurostatu ledwo przekraczało 10%.

Skąd bierze się tak duża różnica? Dla statystyków Eurostatu osoba bezrobotna to taka, która nie pracowała w ciągu ostatniego tygodnia ani jednej godziny dorywczo, gotowa jest podjąć pracę w ciągu 2 tygodni i w ciągu ostatnich 4 tygodni aktywnie jej poszukiwała. Do tego musi być w wieku 15-74 lat. Badania takie prowadzi się w sposób ankietowy, gdyż nigdzie nie istnieje oficjalny rejestr takich ludzi. Metodę tą nazywa się BAEL, jest to skrót od Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności. Jest to oficjalny standard Międzynarodowej Organizacji Pracy.

Metoda GUS jest znacznie pewniejsza metodologicznie i popularniejsza w naszym kraju. Osobą bezrobotną jest po prostu każda osoba zarejestrowana w Urzędzie Pracy jako bezrobotna. Metoda ta stosowana jest nie tylko w Polsce i nazywana jest bezrobociem rejestrowanym.

Czym różnią się wyniki dwóch badań? Wedle metody BAEL osoby bezrobotne to ludzie, którzy nie mają pracy, a chcą mieć. Eliminuje ona zatem osoby bierne zawodowo oraz te pracujące na czarno, za to zarejestrowane na bezrobociu. Czy zatem jedna metoda jest wyraźnie lepsza? Niekoniecznie. Wariant bezrobocia rejestrowanego ma też swoje zalety. Bada ono całą populację, a nie pochodzi z badań ankietowych. Wedle metodologii przyjętej przez Eurostat jest co prawda zachowana duża grupa ankietowana oraz tylko częściowa jej wymienialność grupy co zmniejsza, ale nie eliminuje ryzyka związane z doborem grupy.

Maciej Przygórzewski, kierownik działu operacyjnego Currency One, operatora serwisów wymiany walut Walutomat i Internetowykantor.pl

Złoty złapał oddech

Polska waluta poniedziałek zakończyła na plusie i odrobiła wczoraj istotną część strat z ostatniego tygodnia.

Złotego wspierała m.in. zmiana sytuacji na światowych rynkach finansowych. Indeksy akcji ponownie świeciły się na zielono, rentowności amerykańskich obligacji spadły, podobnie jak tzw. “indeks strachu”, czyli VIX, natomiast kurs EUR/USD ponownie skierował się w górę.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,16 – 4,19.  Wspólna waluta zyskiwała w relacji do głównych walut, zyskując na poprawie nastrojów na rynkach finansowych i związanej z tym słabości USD.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,7%, wahając się w widełkach 4,68 – 4,73. Brytyjska waluta rozpoczęła tydzień lekkim osłabieniem w relacji do euro i złotego. Było to jednak spowodowane raczej siłą wspomnianych walut, a nie słabością GBP – indeks GBP w ciągu dnia nie był poddany większym wahaniom, dzień zakończył z kolei na niemal niezmienionym poziomie.

We wczorajszym przemówieniu Ian McCafferty z Banku Anglii stwierdził, że gospodarka Wielkiej Brytanii nie znajduje się w stanie “czarnej rozpaczy”, odpowiadając na informacje o tym, że gospodarka rozwija się gorzej niż gospodarki pozostałych krajów rozwiniętych. Odniósł się również do ostatnich zawirowań na rynku akcji, informując, iż (w jego opinii) mamy do czynienia z korektą.

Dzisiejsze dane inflacyjne z Wielkiej Brytanii zaskoczyły na plus. Dynamika CPI wbrew oczekiwaniom nie spadła i nadal utrzymuje się na poziomie 3% rocznie. Głębszy z kolei był wzrost inflacji bazowej, która skoczyła z poziomu 2,5% do 2,7% rocznie. Wzrost bazowego indeksu był oczekiwany, jednak skok był wyższy od założeń. Dane potwierdzają, że presja inflacyjna nadal się utrzymuje, co powinno wywoływać nacisk na Bank Anglii w kwestii przyszłych podwyżek stóp procentowych. Dzisiejsze odczyty, następujące po zmianie retoryki ze strony BoE utwierdzają nas w przekonaniu, że kolejna podwyżka powinna nastąpić już podczas posiedzenia w maju.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,8%, wahając się w widełkach 3,39 – 3,41. Amerykańska waluta rozpoczęła tydzień odwrotem, kontynuując spadki również w dniu dzisiejszym. Wczorajszy dzień nie przyniósł zbyt wielu nowych, istotnych informacji z USA. Opublikowany wczoraj projekt budżetu Trumpa na rok 2019 był mniej więcej zbieżny z jego zapowiedziami. Zakłada on m.in. silny wzrost wydatków na bezpieczeństwo, wojsko oraz pomoc weteranom, z drugiej strony, aby to sfinansować zakłada ograniczenie finansowania EPA, wsparcia pożyczkowego dla małych firm, wydatków na rolnictwo i programu dożywiania z pomocą kartek na żywność.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

14:00 – przemawia Loretta Mester z amerykańskiego FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Czy stresem można zarządzać?

Czy <a title=stresem można zarządzać?" title="Czy stresem można zarządzać?" />

Niektórzy starają się walczyć ze stresem, eliminując wszelkie jego przejawy. Inni działają pomimo stresu – usiłując ignorować jego oznaki. Każdy jednak narażony jest, przynajmniej od czasu do czasu, na sytuacje stresowe, ale też każdy może nauczyć się lepiej zarządzać swoim stresem.

Jedna z pierwszych wątpliwości, jaka pojawia się często w kontekście stresu, dotyczy tego czy stresem można w ogóle „zarządzać”.

– Faktycznie, to często pierwsze z pytań uczestników prowadzonych przeze mnie szkoleń – mówi Agata Rajchel, trenerka Effect Group. – Zarządzanie w tym kontekście oznacza, że na świadomym poziomie możemy poznać mechanizmy i charakterystykę stresu. Potrafimy też ocenić, które sytuacje są dla nas bardziej, a które mniej stresogenne i na tej podstawie zadbać o lepszy balans pomiędzy życiem osobistym i zawodowym – podkreśla.

Aby lepiej zarządzać własnym stresem, najlepiej zacząć od przyjrzenia się sobie samemu. Warto przeanalizować, na jaki stres jesteśmy narażeni w codziennych sytuacjach i z czego wynikają ewentualne problemy.

Może się okazać, że przestajemy radzić sobie ze stresem z powodu zbyt mocnej koncentracji na sprawach zawodowych i zbyt małej przestrzeni na sprawy osobiste. Stosujemy wobec samych siebie presję, by pracować więcej, szybciej, skuteczniej, a z drugiej strony, brakuje nam czasu na regenerację organizmu. W efekcie – presja i brak wypoczynku powodują, że coraz gorzej reagujemy na stres, z powodu stresu coraz gorzej pracujemy, na co znów reagujemy próbując jeszcze mocniej skoncentrować się na pracy. I koło się zamyka.

Stres bywa sprzymierzeńcem

Stres nie zawsze jest zły. W niewielkich dawkach motywuje i mobilizuje. Gdybyśmy unikali go całkowicie, nigdy nie opuścilibyśmy naszej strefy komfortu, a co za tym idzie, nie spróbowalibyśmy nowych rzeczy i nigdy w życiu nie podjęlibyśmy nawet najmniejszego ryzyka. Brak stresu, to często także brak rozwoju.

Z drugiej strony, silny stres jest wyniszczający – tak dla psychiki, jak i dla całego organizmu. Stres może być zabójczy i lepiej nie traktować tego jako przenośni. Musimy więc stale poszukiwać balansu pomiędzy całkowitym rozluźnieniem, w obliczu którego nic nam się nie chce, a takim jego poziomem, który będzie prowadził do wyczerpania, zniechęcenia czy nawet problemów ze zdrowiem. Optymalny poziom stresu to taki, który nas motywuje, a nawet wyzwala w nas energię do podejmowania nowych wyzwań.

– Każdy z nas ma inną „miarkę” stresu. Na szkoleniach omawiamy jak to się dzieje, że ta sama sytuacja jednych mobilizuje a innych przytłacza – mówi Agata Rajchel. – Warto o tym porozmawiać i zastanowić się czy to, co do tej pozy braliśmy za akceptowany poziom stresu, rzeczywiście jest dla nas odpowiednie. Permanentne sytuacje stresowe zdecydowanie należy minimalizować lub eliminować – podpowiada trenerka.

Nie każdy sposób jest dobry

Niestety, zdarza się, że zamiast pomóc sobie w walce ze stresem, jeszcze ten stres pogłębiamy. Dzieje się tak, gdy zamiast szukać uspokojenia, nakręcamy się w negatywnych emocjach lub podejmujemy nagłe decyzje w momencie największego napięcia.

Błędem może być też działanie przeciwne – np. popadanie w apatię, zamykanie się w sobie, odcinanie od innych ludzi właśnie wtedy, gdy najbardziej potrzebujemy czyjegoś wsparcia.

Nawet prokrastynacja, czyli nieustanne odkładanie zadań „na później” może być sposobem (choć niezbyt dobrym) na radzenie sobie ze stresem. Odwlekanie nie spowoduje, niestety, cudownego rozmycia się problemów, a przeciwnie, ich nakładanie i kumulację, co będzie prowadziło do jeszcze większego stresu.

Jak radzić sobie ze stresem?

Co możemy zrobić w sytuacji przeciążenia stresem, nadmiarem bodźców, ilością spraw „do ogarnięcia”?

Najlepszym rozwiązaniem jest prewencja! Czyli po pierwsze – zapobieganie sytuacjom, które nas wyniszczają. Możemy np. spróbować brać na siebie mniej projektów w pracy, co z kolei może wymagać wyćwiczenia w sobie lepszej asertywności. Możemy także zacząć planować swój wypoczynek, tak aby wolnego czasu nie spędzać bezmyślnie przed telewizorem (choć to też może nas odstresować), ale przynajmniej częściowo wykorzystać na przyjemną oraz – najlepiej – rozwijającą aktywność. Warto znaleźć sobie „odskocznię” od życia zawodowego (np. sport lub inne hobby). Czasem jednak konieczne może być przedsięwzięcie bardziej radykalnych środków, takich jak np. zmiana pracy.

Dużych zmian nie wprowadzimy zazwyczaj z dnia na dzień. Dlatego przydają się również recepty na „tu i teraz”, które pomogą radzić sobie z bieżącymi sytuacjami. Na szczęście istnieją techniki pomocne w tym, by nie dać po sobie poznać, jak silny stres przeżywamy, czy – lepsze – pozwalające szybko zmienić stan emocjonalny na bardziej pozytywny. Już samo uśmiechnięcie się do siebie w myślach, głębszy oddech, czy rozluźnianie mięśni może wpłynąć na chwilowe zmniejszenie poziomu stresu.

Istnieje wiele dobrych praktyk, które pomagają opanować silny stres lub tremę. Jedno z najprostszych ćwiczeń polega na tym, aby siedząc na krześle przy biurku, oprzeć dłonie na blacie. Następnie należy przez kilkanaście sekund napierać dłońmi na biurko, a potem rozluźniać je. Wystarczy powtórzyć to ćwiczenie kilka razy, by poczuć ulgę.

Pamiętajmy jednak, że tego typu ćwiczenia to rozwiązania doraźne i w dłuższej perspektywie nie wystarczające, jeśli faktycznie pragniemy „zarządzać stresem”, a nie jedynie „radzić sobie” z jego objawami.

Na stres można się zaszczepić

O dobrym zarządzaniu stresem możemy mówić wówczas, gdy zostaniemy do pewnego stopnia uodpornieni na trudne sytuacje – trochę tak, jak szczepionka uodparnia na wirusy. Nie chodzi o to, aby nigdy nie odczuwać napięcia i nawet na silne zdarzenia reagować bez emocji. Celem jest, aby nauczyć się reagować adekwatnie do sytuacji i w taki sposób, abyśmy to my panowali nad stresem, a nie on nad nami.

Jeśli chcemy „zaszczepić” się na stresujące sytuacje w przyszłości, paradoksalnie, nie pomoże nam, jeśli przestaniemy o nich całkowicie myśleć. Musimy „wstrzyknąć” sobie małą dawkę stresu, choć tylko w wyobraźni.

– Nawet wojskowi ze specjalnych jednostek mogą zostać zaskoczeni rozwojem wydarzeń, jeśli odpowiednio nie nastawią się na stres! Prowadząc w miarę stabilne życie, powinniśmy przygotowywać się na możliwe scenariusze, co do których mamy podejrzenie, że mogą na nas wpłynąć stresogennie. Nasz mózg jest niesamowity, potrafi nam bardzo pomóc, jeśli świadomie będziemy pracować w tym kierunku – mówi trenerka Effect Group.

Jednym ze skutecznych rozwiązań okazuje się więc przewidywanie sytuacji, których się boimy i przygotowywanie w myślach możliwego przebiegu zdarzeń oraz tego, jak chcielibyśmy postąpić, gdy trudna sytuacja już na spotka. Dzięki temu, w autentycznej sytuacji zareagujemy spokojniej niż gdyby dane zdarzenie całkowicie nas zaskoczyło.

Pamiętajmy jednak, że to także element większej całości. Na to, w jakim stopniu nasze życie jest dla nas stresujące, wpływ mają zarówno nasze umiejętności (możemy je nabyć np. na szkoleniu), sytuacje, które nas spotykają, jak również tryb życia, jaki sami sobie zafundujemy. W gruncie rzeczy więcej zależy od nas samych niż od okoliczności zewnętrznych.