Brytyjscy konsumenci w grobowych nastrojach

Indeks GBP (odniesienie funta do koszyka głównych walut) po serii ostatnich wzrostów dziś skierował się na południe. Inwestorzy rozczarowali się niską dynamiką sprzedaży detalicznej, która wskazuje na problemy brytyjskiej gospodarki związane z Brexitem.

Czwartek dla złotego był dniem obniżonej zmienności. Dane krajowe pokazały oczekiwany spadek rocznej inflacji, która w lutym prawdopodobnie również skieruje się w dół. Dzisiejsze informacje z krajowego rynku pracy były imponujące: z jednej strony w styczniu mieliśmy do czynienia z utrzymaniem bardzo wysokiego tempa dynamiki płac (7,3% rocznie), z drugiej natomiast – dynamika zatrudnienia pokazała oczekiwany spadek (chociaż ów “spadek” był powodowany przez statystykę).

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w czwartek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,15 – 4,16. Wspólna waluta zyskiwała w relacji do dolara amerykańskiego, jednak powodowane było to głównie słabością tego ostatniego. Warto zwrócić uwagę, że ważąc kurs EUR handlem, kurs wspólnej waluty znajduje się na najwyższym poziomie od 2014 r.

Tematem wewnętrznym, który ostatnio przycichł, jednak za kilka tygodni powinien znów pobudzić inwestorów jest kwestia zakończenia programu luzowania ilościowego oraz podwyżek stóp procentowych w strefie euro. Większość ekonomistów ankietowanych przez agencję Reutersa sugeruje, że EBC zaczeka 6 miesięcy od momentu zakończenia programu QE do czasu pierwszej podwyżki stóp procentowych. Zakończenie programu QE zgodnie z opinią 56 z 57 ekonomistów nastąpi przed końcem 2018 r. (prawdopodobnie we wrześniu).

GBP

Kurs GBP/PLN w czwartek umocnił się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,66 – 4,69. Brytyjska waluta zyskiwała wczoraj, umacniając się zarówno w relacji do głównych walut, jak i złotego. Dziś jednak oddaje część zysków, głównie za sprawą rozczarowujących danych o sprzedaży detalicznej w Wielkiej Brytanii.

Dynamika sprzedaży wzrosła wprawdzie w styczniu, jednak po fatalnych wynikach w poprzednim miesiącu przyspieszenie o 0,1% nie może być odczytywane pozytywnie. W ujęciu rocznym sprzedaż wyniosła 1,6% wobec oczekiwanych 2,6%. Słabsze dane sugerują, że problem z utrzymaniem poziomu konsumpcji nadal doskwiera brytyjskiej gospodarce i – jeśli wyniki będą się pogarszać – może to negatywnie rzutować na wzrost gospodarczy Zjednoczonego Królestwa.

Dlaczego sprzedaż detaliczna cierpi? Głównym powodem pozostaje ujemna realna dynamika płac – wysoka inflacja (która jest pochodną m.in. słabszego funta i efektem niepewności związanej z Brexitem) sprawia, że nawet rosnące tempo dynamiki płac nominalnych nie powoduje, że Brytyjczycy na koniec dnia mogą kupić więcej.

Utrzymująca się, wysoka inflacja przyspiesza działania Banku Anglii, który – starając się ową inflację obniżyć – jednocześnie sprawia, że rosną koszty kredytów, co dodatkowo nie sprzyja konsumentom.

USD  

Kurs USD/PLN w czwartek osłabił się o 0,3%, wahając się w widełkach 3,32 – 3,34. Wczorajsze dane o inflacji PPI pokazały nieoczekiwany wzrost wartości wskaźnika. Indeks cen producentów w ujęciu rocznym pokazał dynamikę rzędu 2,7% – o 0,2 p.p. wyższą niż zakładali ekonomiści. Jest to wskaźnik wyprzedzający, który (podobnie jak szereg innych danych, na czele z wyższą dynamiką płac) sugeruje, że dynamika cen w USA powinna jedynie przyspieszać.

Dane – prawdopodobnie ze względu na swoją ograniczoną wagę, jak i bieżący, wyjątkowo negatywny sentyment do USD – nie wpłynęły jednak na dolara, który kontynuował rajd w dół. W tym kontekście warto wspomnieć o tym, iż ostatnio obserwujemy zastanawiające załamanie się rynkowych korelacji – dolar wczoraj tracił, pomimo wzrostu rentowności amerykańskich obligacji. Na wyprzedaży dolara z kolei nie zyskiwały waluty EM, takie jak PLN.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:30 – dane z amerykańskiego rynku nieruchomości w styczniu
  • 14:30 – dane o cenach eksportowych i importowych w USA w styczniu
  • 16:00 – indeks Michigan opisujący nastroje konsumentów w USA w lutym

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Dolar leci w dół

W czwartek amerykański dolar tracił na wartości do głównych walut światowych czwartą sesję z rzędu, o co można winić gorsze od oczekiwań niektóre wskaźniki gospodarcze. Choć inflacja producencka w USA za styczeń była wyższa niż prognozowano, to w styczniu słabsza była produkcja przemysłowa i zanotowano gorsze wykorzystanie mocy produkcyjnych. Dodatkowo doszło do wzmocnienia japońskiego jena w związku z faktem nominacji na drugą kadencję gubernatora Banku Japonii Haruhiko Kurody. W efekcie dolar był najsłabszy do japońskiej waluty od 3 lat.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar nadal traci do głównych walut: do euro (-0,45%), brytyjskiego funta (-0,73%), dolara kanadyjskiego (-0,08%), dolara australijskiego (-0,25%) oraz japońskiego jena (-0,48%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,254, GBP/USD – 1,413, USD/CAD – 1,247, AUD/USD – 0,797 i USD/JPY – 105,8. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,02%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,887. Złotówka umacnia się do dolara, pozostaje na podobnym poziomie do euro, a minimalnie traci do funta i franka szwajcarskiego. W piątek rano dolar kosztuje ponad 3,31 zł, euro – ponad 4,15 zł, funt – 4,68 zł, a frank – 3,6 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach drugi dzień z rzędu zdecydowana przewaga koloru zielonego. W czwartek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,29%, frankfurcki indeks DAX – 0,06%, a paryski indeks CAC 40 – 1,11%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 1,21%, meksykański indeks Bolsa – o 0,84%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,9%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,19%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach ceny ropy naftowej wahają się. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,33 USD (-0,05%), a ropy WTI – 61,34 USD (+1,21%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 70 USD. Z kolei złoto idzie w górę. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1357 USD. To 4 USD więcej (+0,3%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 9:00 – Czechy – PKB (r/r), IV kw. – 5,1% (prognoza 5,6%)
  • 10:30 – Wielka Brytania – Sprzedaż detaliczna (r/r), styczeń (prognoza 2,6%)
  • 14:00 – Polska – Wynagrodzenia (r/r), styczeń (prognoza 6,9%)
  • 14:00 – Polska – Zatrudnienie (r/r), styczeń (prognoza 3,4%)
  • 14:30 – USA – Rozpoczęte budowy domów, styczeń (prognoza 1234 tys.)
  • 14:30 – USA – Pozwolenia na budowę domów, styczeń (prognoza 1300 tys.)
  • 16:00 – USA – Indeks Uniwersytetu Michigan, luty (prognoza 95,5 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

SSK S.A. liczy na pozytywne efekty restrukturyzacji

Surfland Systemy Komputerowe S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2011 r., działająca w branży IT, oczekuje poprawy wyników dzięki przeprowadzeniu głębokiej restrukturyzacji w wielu obszarach funkcjonowania. Spółka rozwija także swoje kompetencje w obszarze wdrożenia procedur i rozwiązań IT związanych z RODO oraz usług w zakresie cyberbezpieczeństwa.

Emitent zakończył 4 kw. 2017 r. stratą netto w wysokości 137 tys. zł oraz stratą EBITDA na poziomie 14 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 895 tys. zł. W analogicznym okresie 2016 r. strata netto SSK S.A. wyniosła 174 tys. zł, strata EBITDA 429 tys. zł, a jej przychody netto ze sprzedaży ukształtowały się na poziomie 1.089 tys. zł. Cały 2017 r. Spółka zakończyła zyskiem EBITDA w kwocie 253 tys. zł przy przychodach ze sprzedaży wynoszących 3.254 tys. zł. Osiągnięte wyniki finansowe wykazują wyraźną poprawę, co jestem efektem działań restrukturyzacyjnych w wielu obszarach działalności Emitenta oraz utrzymywania dyscypliny kosztowej. Zarząd SSK S.A. koncentruje obecnie swoje działania na optymalizacji struktury finansowania Spółki, dzięki czemu możliwe będzie realizowanie nowych przedsięwzięć biznesowych.

„Poprawa wyników finansowych w relacji rok do roku jest z jednej strony wynikiem  weryfikacji i przebudowy zespołów merytorycznych, redukcji niedochodowych obszarów działalności oraz optymalizacji kosztów stałych, a z drugiej strony silnej koncentracji na wybranych, dochodowych działaniach rynkowych. Realizowana wspólnie z głównymi akcjonariuszami restrukturyzacja finansowania Spółki powinna zakończyć się m.in. zdecydowaną poprawą dostępności do instrumentów finansowych, niezbędnych do finansowania projektów rozwojowych. W warunkach ostrej konkurencji i dynamicznych zmian na rynku wyłącznie realizacja tych projektów stwarza szanse na zwiększenie strumieni przychodowych i marż.” – podkreśla Bogusław Bartoń, Prezes Zarządu Spółki Surfland Systemy Komputerowe S.A.

Spółka zbudowała całościową ofertę w zakresie przygotowania podmiotów do spełniania wymogów rozporządzenia RODO wykorzystując przy tym wiedzę i wieloletnie doświadczenia na polu doradztwa prawnego (partnerskie kancelarie prawne), informatyki oraz zarządzania projektami. Dzięki temu uzyskany został efekt synergii, który pozwala planować oraz nadzorować proces przygotowań zarówno w warstwie organizacyjno-prawnej, jak i technologicznej. Drugim, ważnym działaniem w obszarze technologiczno-produktowym było przygotowanie i wprowadzenie do oferty SSK S.A platformy do tworzenia i zarządzania kopiami zapasowymi danych osobowych – ODO Backup. Emitent kontynuuje też rozwój swoich kompetencji w zakresie cyberbezpieczeństwa, co powinno mu umożliwić zaoferowanie rynkowi w najbliższym czasie komplementarnych produktów i usług. Te dwa kierunki rozwoju zdaniem Zarządu Spółki mogą przełożyć się na jej dynamiczną transformację i poprawę wyników finansowych.

„RODO to jeden z bardziej nośnych tematów ostatnich miesięcy, także w kontekście konieczności zapewnienia bezpieczeństwa danych osobowych przetwarzanych w systemach informatycznych. RODO dotyczy praktycznie wszystkich podmiotów, co istotnie poszerzyło rynek dla dostawców usług IT. Oceniamy, że przede wszystkim w roku 2018, ale i w kolejnych latach, będzie się utrzymywało zainteresowanie rynku usługami informatycznymi wspierającymi przedsiębiorstwa i instytucje w odpowiednim zabezpieczeniu przetwarzanych danych. Widzimy też, że bezpieczeństwo informatyczne to dziś w dużej mierze ochrona przez zagrożeniami płynącymi z cyberprzestrzeni. Nie ulega wątpliwości, że „cyber security” to naturalny kierunek rozwoju kompetencji dla firm z naszej branży.” – zakończył Prezes Bartoń.

SSK S.A. poinformowała o zrealizowaniu pierwszego etapu projektu w ramach realizacji umowy z Gminą Strzegom na dostawę, montaż, instalację i konfigurację sprzętu multimedialnego oraz utworzenie ścieżki dydaktycznej w budynku CAS „Karmel” w Strzegomiu dla potrzeb zadania inwestycyjnego pn. „Szlak Kamienia”. Wartość pierwszego etapu zadania wynosi 236 tys. zł brutto. Realizacja drugiego etapu prac o wartości 102 tys. zł brutto powinna nastąpić do 30 maja 2018 r.

PLNOG20: Znamy agendę dziesięciolecia i mamy dla Was zniżkę!

SDN, security, edukacja, IoT, routing, Data Center, sesje historyczne, a nawet blockchain i kryptowaluty. To tylko niektóre z tematów obecnych w agendzie PLNOG20. Poznajcie szczegóły!

Już 19-20 marca w Warszawie odbędzie się dwudziesta, jubileuszowa edycja konferencji PLNOG. Zapraszamy do udziału w hucznych obchodach dziesięciolecia, podczas których nie zabraknie merytorycznych wykładów, praktycznych przykładów z życia inżyniera sieciowego wziętych i biznesowych rozmów w kuluarach!

10-lecie najważniejszej, polskiej konferencji sieciowej

PLNOG to wydarzenie stworzone, aby dwa razy w roku zgromadzić w jednym miejscu polskich dostawców usług internetowych, operatorów sieci, inżynierów oraz entuzjastów rozwoju rynku telco. Konferencja już od 10 lat napędza i wspiera współpracę między przedstawicielami firm teleinformatycznych oraz telekomunikacyjnych. Każde spotkanie to świetna okazja do osobistego poznania osób, które definiują kierunki rozwoju polskiej cybernetyki i kreują technologiczne trendy.

Jakie atrakcje czekają Was na PLNOG20?

  • inżynierskie sesje wprost od najlepszych specjalistów (m.in. Piotr Gruszczyński, Tomasz Brol, Łukasz Bromirski),
  • community corner pełen rozmów i burzliwych dyskusji (mniej i bardziej poważnych),
  • problematyka security (m.in. Adam Haertle z Zaufanej Trzeciej Strony oraz Tomasz Matula Dyrektor Infrastruktury ICT i Cyberbezpieczeństwa Orange),
  • ścieżka edukacyjna wspierana przez Cisco Network Academy,
  • jubileuszowa, huczna zabawa na 10-lecie PLNOG!
  • podsumowanie ostatnich 10 lat w telekomunikacji i IT.

A to zaledwie część atrakcji przygotowanych przez specjalistów dla specjalistów! Więcej informacji można znaleźć na stronie organizatora.

Dołącz do grona uczestników ze zniżką!

Jak co roku PLNOG zapowiada się nie tylko jako konferencja, ale jako wydarzenie branżowe, na którym po prostu trzeba być. Specjalnie dla naszych czytelników organizator przygotował kod promocyjny, który uprawnia do 15% zniżki – wystarczy podczas rejestracji podać kod – CEO.

Pamiętajcie, że tylko do 19 lutego możecie skorzystać z niższego progu cenowego i razem z naszą zniżką dołączyć do PLNOG20 w korzystnej cenie.

Więcej informacji o PLNOG20 można znaleźć na Facebooku i Twitterze, a żeby przekonać się, jak wyglądała poprzednia edycja, wystarczy zajrzeć na Youtube.

Obligacje ostrzegają: ryzyko rośnie

Rynek amerykańskich obligacji skarbowych w przeszłości trafnie ostrzegał przed zmianą trendu na giełdzie, a nawet przed recesją. Teraz zaś rentowności są najwyższe od czterech lat.

Obligacje są w powszechnej opinii publicznej postrzegane jako raczej nieciekawy instrument (ostatnie statystyki potwierdzają, że stale w obligacje inwestuje zaledwie kilkanaście tysięcy Polaków) i nudny rynek, na którym niewiele się dzieje. W rzeczywistości jednak to rynek długu ma wpływ na wszystkie pozostałe z prostej przyczyny – jest największy, a oprocentowanie długu ma wpływ na marże przedsiębiorstw i portfele konsumentów. Aby lepiej uzmysłowić sobie skalę zagadnienia warto wiedzieć, że – według szacunków Instytutu Finansów Międzynarodowych (IIF) globalne zadłużenie (publiczne i prywatne) osiągnęło na koniec trzeciego kwartału ub.r. poziom 233 bilionów dolarów, co daje 318 proc. światowego PKB. Co prawda na początku ub.r. było to 327 proc., relatywne zadłużenie jest więc niższe niż było dzięki szybkiemu wzrostowi PKB, niemniej dekadę temu globalny dług zamykał się w kwocie 149 bln dolarów, a już wtedy m.in. jego skala doprowadziła do potężnego kryzysu finansowego.

światowy długŹródło: IFM za SRSroccoReport.com

Dla porównania – łączna kapitalizacja wszystkich giełd to ok. 90 proc. światowego PKB. Także na tej podstawie można sobie uzmysłowić, który rynek jest psem, a który jego ogonem w tej grze. Z tego też powodu sygnały, które wysyła rynek obligacji są od dekad uważnie analizowane przez inwestorów na rynku akcji oraz przez ekonomistów.

Czego uczy historia?

Jednym z sygnałów, które mogą świadczyć o zmianie warunków rynkowych jest wzrost rentowności obligacji, który wyprzedza lub towarzyszy podwyżkom stóp procentowych. Tak właśnie dzieje się obecnie – dziesięcioletnie skarbowe obligacje USA potaniały, a ich rentowność wspięła się do blisko 2,9 proc., co jest wynikiem najwyższym od czterech lat. W przeszłości notowania obligacji dość precyzyjnie „przepowiadały” przyszłość rynkom akcji, a konkretnie zakończenie hossy na niej trwającej, dlatego również obecnie notowania obligacji w USA obserwowane są z wielką atencją.

Co prawda rentowności te rosną już od połowy 2016 r. (z okolic 1,35 proc. – rentowność w tym czasie się podwoiła), ale to na początku bieżącego roku przebiła się ona przez szczyt z przełomu lat 2016/2017 wywołując popłoch na rynkach akcji całego świata, poczynając jednak od USA, gdzie główne indeksy zanotowały 10 proc. spadki. Pytanie brzmi – czy jest to zapowiedź poważniejszego ruchu na giełdach?

(Nie)omylny sygnał

Niekonieczne. W ostatnich 30 latach trwała hossa na rynku obligacji, co oznacza wzrost cen i spadek rentowności. Takie zjawisko wspomaga gospodarkę (a z nią notowania akcji), ponieważ niższy koszt długu oznacza wyższe marże przedsiębiorstw i ich szybszy rozwój. Przebieg notowań nie był naturalnie jednostajny w tym okresie i rzeczywiście zdarzyło się, że wzrost rentowności obligacji USA poprzedzał załamanie na giełdach. Tak było w okresie bańki internetowej (przełom wieków), tak było również dekadę temu. Trzeba jednak pamiętać, że inne okresy wzrostu rentowności obligacji w USA nie wywoływały poważniejszych napięć na rynkach akcji. W latach 90. dwukrotnie taki trend zaowocował wręcz przyspieszeniem zwyżek (kapitał z rynku obligacji przenosił się na giełdę), podobnie stało się także w połowie obecnie trwającej dekady. Dlaczego tym razem miałoby być inaczej?

Wykres1: Rentowność 10-letnich obligacji rządu USA w trendzie spadkowym (w proc.)

rentowność obligacjiW przeszłości bardziej jednoznaczne sygnały dawała inna sytuacja na rynku obligacji niż tylko sam wzrost ich rentowności. W przypadku dwóch ostatnich przesileń na giełdach, wzrost rentowności obligacji dwuletnich powyżej rentowności papierów dziesięcioletnich trafnie zapowiadał nadejście recesji, co oczywiście nie było korzystne dla rynków akcji. Sytuacja, w której obligacje o krótkim terminie osiągają wyższe rentowności zdarza się rzadko, ponieważ brakuje w takim układzie naturalnej premii czasowej za inwestycje o dłuższym terminie. Jest ona odzwierciedleniem oczekiwań rynku na obniżki stóp procentowych w dalszym terminie jako reakcji banku centralnego na oczekiwane pogorszenie koniunktury w gospodarce. Nie jest to więc sytuacja, z którą mielibyśmy do czynienia obecnie, ponieważ rentowność dwuletnich obligacji USA dotarła w tym roku maksymalnie do 2,18 proc. i pozostawała sporo poniżej rentowności papierów dziesięcioletnich. Niemniej, premia między tymi papierami skurczyła się do 70-75 pkt bazowych, z 90 pkt notowanych jeszcze półtora roku temu i 120 pkt bazowych trzy lata temu. Naturalnie nikt nie każe też inwestorom czekać ze sprzedażą akcji, aż premia ta spadnie do zera – część z nich zechce wyjść z rynku zanim niezawodny w ostatnich dekadach sygnał z rynku obligacji da znak do ewakuacji i być może ostatnie zawirowania to efekt tak przeprowadzonych kalkulacji. Ale jest jeszcze coś – zakładane w tym roku podwyżki stóp procentowych w USA (trzy lub cztery) działają na niekorzyść obligacji o dłuższym terminie wykupu i pojawi się szansa na ponowny wzrost premii między papierami dwu- i dziesięcioletnimi. Dlatego korekta na rynku akcji nie musi już teraz przerodzić się w większy ruch.

Dług nie do udźwignięcia

Z tym jednak scenariuszem wiąże się inny problem – jeśli rentowność 10-letnich obligacji rządu USA przełamie 3,03 proc., na wykresie powstanie formacja podwójnego dna, która może dać dalszy impuls wzrostowy. Taki scenariusz oznaczałby także przerwanie trzydziestoletniego trendu spadkowego rentowności dziesięcioletnich, do czego zresztą już niewiele brakuje. Zgodnie z kanonem analizy technicznej to wydarzenie może stać się katalizatorem dalszego wzrostu rentowności dziesięcioletnich obligacji nawet w okolice 4,5-5,5 proc. A taki wzrost zrealizowany szybko (np. przy obecnym tempie wzrostu, zabrałoby to około roku, dwóch) byłby niemałym kłopotem dla całego świata długu. Wcześniej czy później przedsiębiorstwa staną przed koniecznością zrefinansowania zapadającego zadłużenia (jego wartość to ponad 90 proc. światowego PKB), a w przypadku najsłabszych z nich nowe – wyższe – koszty odsetkowe mogłyby okazać się niemożliwe do obsłużenia (pamiętajmy, że firmy płacą zwykle za dług sporo więcej niż rządy).

I tu wracamy do poziomu globalnego długu – jeśli przekracza on trzykrotność światowego PKB, to jest on możliwy do obsłużenia w środowisku niskich i stóp i szybko rosnącego PKB. Odwrotne okoliczności – wzrost stóp i spowolnienie gospodarcze – byłyby mieszanką iście zabójczą.

Zmienny układ sił

W całym tym równaniu jest jednak zbyt wiele „jeśli”, by musiało stać się ono prawdziwe. Póki co, rynki działają w otoczeniu niskich stóp i silnego wzrostu gospodarczego, a kolejne dane i wskaźniki wyprzedzające nie sugerują, by sytuacja miała się prędko zmienić. Do tego historycznie okres wzrostu stóp procentowych był korzystny dla rynków akcji, bo towarzyszył ożywieniu gospodarczemu. Dopiero osiągnięcie kulminacyjnego momentu podwyżek zbiegało się z przesileniem giełdowym i – zwykle nieco później – gospodarczym. Po trzecie okres dobrej koniunktury można jeszcze wykorzystać do zmniejszenia zadłużenia i niektóre państwa i firmy rzeczywiście to robią. Niemniej, moment przesilenia kiedyś nadejdzie, a rynek obligacji wyśle światu sygnał alarmowy. To, co usłyszeliśmy na przełomie stycznia i lutego, mogło być pierwszym dzwonkiem.

Emil Szweda dla Michael/Ström Dom Maklerski

Ochrona danych: przepisy to nie wszystko, liczą się dobre praktyki

Często firmy, które przetwarzają dotyczące nas informacje postrzegą przepisy o ochronie danych osobowych jako zło konieczne. Dostrzegając jedynie negatywne strony ustaw i traktując je jako ograniczenia w prowadzonej działalności. Takie podejście jest widoczne najczęściej w sferze marketingu własnych produktów i usług. Jednak część organizacji jest w stanie przekuć prawo do prywatności w swój atut i dodatkowo skorzystać wizerunkowo, spełniając nie tylko wymogi stawiane przez przepisy, ale również wdrażając dobre praktyki z zakresu ochrony danych.

Jak nie należy postępować

Konrad Gałaj-Emiliańczyk
Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ODO 24

Administratorzy danych – szczególnie, ci którzy działają w sektorze prywatnym – zachowują się często w wątpliwy etycznie sposób do informacji obecnych i przyszłych klientów. Przykładowo w branży telekomunikacyjnej operatorzy „kupują” zgody na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych w zamian za zniżki w opłatach. Natomiast w obszarze ubezpieczeń, przedstawiciele rozpoczynają proces wdrażania upustów w momencie otrzymania pozwolenia na stosowanie geolokacji (GPS) wobec kierowców pojazdów.

Takie działania opierają się na zasadzie „coś za coś”. Niestety mało który podmiot decyduje się prowadzić kampanię transparentności, a byłby to dobry sposób promowana organizacji jako tej, która przestrzega prawa. Należy pamiętać, że obowiązkiem każdego administratora przetwarzającego dane osobowe jest zapewnienie pełnej kontroli nad tym, jakie dane i komu są udostępniane – mówi Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ODO 24.

Administratorzy, z których należy brać przykład

Warto przyjrzeć się firmie LEGO (producentowi klocków znanemu na całym świecie). Spełnia on nie tylko wymogi przepisów ochrony danych osobowych, o czym szeroko informuje w swoich politykach i regulaminach, ale również podpowiada użytkownikom usług jak powinni chronić zarówno swoje prawo do prywatności, jak i swoich dzieci.

Warto również zwrócić uwagę na działania mBanku, który swoją lekką w przekazie, ale jednocześnie bardzo prawdziwą kampanią pokazuje w jaki sposób powinniśmy zadbać o bezpieczeństwo naszych informacji. Hasło akcji „Nie robisz tego w realu? Nie rób tego w sieci!” poza samym edukacyjnym charakterem promuje także sam bank jako podmiot świadomy i przestrzegający zasady ochrony danych osobowych – wskazuje Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ODO 24.

Kolejnym bardzo ciekawym przypadkiem wdrażania dobrych praktyk są działania organizowane przez firmę Fellowes – dostawcę niszczarek do dokumentów. Kampania skierowana jest do społeczeństwa. Podkreśla, że nie należy wyrzucać dokumentów zawierających cenne informacje do zwykłych śmietników, a odpowiednio je niszczyć. Tym samym organizacja reklamuje własne produkty, które już teraz spełniają wymogi stawiane przez RODO.

Powyższe przykłady obrazują nieco inną koncepcję wykorzystania prawa do poufności w celu promowania własnego biznesu. W świecie, w którym społeczeństwo niemal wszędzie jest bombardowane ofertami, transparentność i wdrożenie dobrych praktyk wydaje się być najsensowniejszym rozwiązaniem – dodaje Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ODO 24.

Czasy, w których marketing w sieci opierał się głównie na wysyłaniu masowych informacji handlowych do nieoznaczonego kręgu odbiorców już dawno mięły. Osoby fizyczne jak i dostawcy usług poczty elektronicznej korzystają obecnie z bardzo rygorystycznych filtrów antyspamowych i skuteczność tego typu działań jest bardzo niska. Co więcej, stosowanie dedykowanych baz danych zawierających szczegółowe informacje o potencjalnych klientach również nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Jest to spowodowane powszechnym brakiem zaufania do firm, które przetwarzają nasze dane.

Wyobraźmy sobie adresata takiej wiadomości, który właśnie otrzymał coś czego nie szukał i nie zamawiał. Zaczyna się zastanawiać jak nadawca pozyskał jego dane. Okazuje się, że informacje te zostały przekazane – bądź sprzedane – przez firmę którą obdarzył wcześniej zaufaniem. Efektem takich działań jest utrata zaufania, zarówno do nowego nadawcy i do tego, który wcześniej pozyskał dane legalnie.

Coraz częściej wdrażanie dobrych praktyk i prowadzenie ciekawych kampanii promujących prawo do prywatności spotyka się z dużym zainteresowaniem. Świadomość osób sukcesywnie rośnie. Dlatego w obliczu zbliżającego się RODO przedsiębiorcy powinni zacząć stosować się do przepisów ochrony danych osobowych, inaczej będą narażeni na kary finansowe przewidziane w unijnym rozporządzeniu – podsumowuje ekspert.

Po dwóch latach działania Mieszkania Plus powstało tylko 1700 lokali

Miały być mieszkania na tanich gruntach za niski czynsz a skończyło się na obietnicach. Program Mieszkanie Plus istnieje bardziej w świadomości społecznej, niż na rynku nieruchomości – alarmuje ekspert portalu RynekPierwotny.pl. Minister Infrastruktury zapowiedział ostatnio przygotowanie specustawy, która miałaby przyśpieszyć realizację programu. Po dwóch latach działania Mieszkania Plus powstało tylko 1700 lokali.

– Mieszkanie Plus funkcjonuje na polskim rynku nieruchomości już drugi rok, ale można powiedzieć, że program istnieje bardziej w świadomości społecznej, niż na rynku nieruchomości. Dane, które dotyczą realizowanych mieszkań w ramach programu zupełnie nie dają żadnej rękojmi powodzenia tej inwestycji w przyszłości – w przyszłej, lub dalszej perspektywie. – mówi newsrm.tv Jarosław Jędrzyński, analityk rynku nieruchomości, RynekPierwotny.pl

Co stało na przeszkodzie w realizacji programu Mieszkanie Plus?

Jak wskazuje ekspert z portalu RynekPierwotny.pl, deweloperów odstraszały warunki programu rządowego: – Przede wszystkim jest to problem dochodzenia do własności, czyli długoletniego, trzydziestoletniego finansowania mieszkań. Poza tym chodzi tu również o kwestię narzucanych urzędowo czynszów. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, czy te czynsze, które nie będą rynkowe, tylko narzucane z góry deweloperom, będą gwarantować zysk z inwestycji – wyjaśnia Jarosław Jędrzyński, i dodaje. – Dochodzi również kwestia ziemi, za którą deweloperzy będą musieli zapłacić, co prawda będzie to rozłożone w czasie, ale jednak nie zostanie zrealizowane założenie budowy na tanich gruntach Skarbu Państwa.

Problem deweloperów z zakupem gruntów miało rozwiązać ostatnie rozporządzenie Prezesa Rady Ministrów z 12 stycznia, w ramach której ma powstać tzw. „bank ziemi”, rozporządzający nieruchomościami Skarbu Państwa. Grunty z Krajowego Zasobu Nieruchomości przeznaczone będą pod inwestycje z programu Mieszkanie Plus. Czynsz natomiast będzie zależny od corocznych rozporządzeń wydawanych przez Radę Ministrów.

– Jeśli chodzi o statystyki mieszkań, które są realizowane w ramach programu Mieszkanie Plus, jest to zaledwie 1700 lokali w inwestycjach zrealizowanych w ramach części komercyjnej. Polega to na tym, że BGK Nieruchomości odkupuje gotową inwestycję wybudowaną na prywatnym gruncie od dewelopera, a następnie mieszkania będą wynajmowane najemcom po cenach rynkowych. Już dziś wiadomo, że będą co najmniej dwukrotnie wyższe od zaproponowanych w ustawie – dodaje Jarosław Jędrzyński.

Wg nowej ustawy KZN, zyski z uczestnictwa w programie ma zapewnić m.in. niższy koszty uzyskania nieruchomości, ustalona część mieszkań w charakterze deweloperskim i użytkowym (kolejno: 30% i 20%) oraz proces ustalania czynszu, będący kompromisem z inwestorem.

Minister Infrastruktury zapowiedział przygotowanie specustawy, która miałaby przyśpieszyć realizację programu. Pierwsze lokale w ramach inwestycji Mieszkania Plus na gruntach Skarbu Państwa mają stanąć już w 2019 roku.

Setanta ASI S.A. przeprowadzi przegląd opcji strategicznych

Setanta ASI S.A., Spółka notowana na Głównym Rynku GPW w Warszawie, będąca Grupą Kapitałową (Jednostką Inwestycyjną) skoncentrowaną na trzech obszarach: projektach globalnych, projektach lokalnych oraz nieruchomościach, dokona analiz opcji strategicznych. Ich celem jest umożliwienie kapitałowego wzmocnienia Emitenta.

Zarząd Setanta ASI S.A. poinformował o podjęciu decyzji o przeanalizowaniu opcji strategicznych dla Spółki, które mogą umożliwić jej kapitałowe wzmocnienie. Emitent podkreśla, że aktualnie żadne decyzje związane z wyborem konkretnej opcji strategicznej nie zostały jeszcze podjęte i nie ma pewności, czy oraz kiedy taka decyzja zostanie podjęta w przyszłości. Setanta ASI S.A. ocenia, iż podjęcie działań mających na celu ewentualny wybór konkretnej opcji strategicznej może stanowić dla inwestorów istotną informację niezależnie od wyniku analiz oraz finalnego skutku potencjalnego procesu. Zarząd Spółki będzie dążył do wypracowania jak najlepszego modelu jej dalszego rozwoju.

„Naszym celem jest znalezienie rozwiązania, które umożliwi prowadzenie działalności w skali znacznie większej niż do tej pory, co powinno przełożyć się na osiąganie przez Spółkę lepszych wyników finansowych.” – wyjaśnia Konrad Szwedziński, Członek Zarządu Spółki Setanta ASI S.A.

Setanta ASI S.A. koncentruje się obecnie na rozwoju perspektywicznych projektów globalnych, które obok projektów lokalnych i nieruchomości, stanowią jeden z trzech fundamentów działalności inwestycyjnej Spółki. Podmioty globalne wchodzące w skład portfela inwestycyjnego Emitenta zostały dobrane do niego w oparciu o bardzo rygorystyczne kryteria związane m.in. z potencjałem realizowania innowacyjnych przedsięwzięć w skali globalnej. W dłuższym horyzoncie czasowym spółki mają skoncentrować swoją sprzedaż przede wszystkim na rynkach zagranicznych. Strategia Setanta ASI S.A. przewiduje, że podmioty te mają umożliwić osiągnięcie ponadprzeciętnych stóp zwrotu przy odpowiednio podwyższonym poziomie ryzyka. W portfelu inwestycyjnym Emitenta znajdują się obecnie cztery spółki o globalnym potencjale rozwoju: MODE S.A., Excelead S.A., PRIDE Gaming Sp. z o.o. oraz City Inspire S.A.

Podążać z trendem

Niemal nic nie uległo zmianie w trendach na rynkach finansowych. Nikt nie kocha dolara w otoczeniu rosnących indeksów giełdowych i przy wyższych rentownościach długu. Lekki kalendarz makro nie zwiastuje fajerwerków na koniec tygodnia.

Indeks S&P500 zamknął czwartkowy handel wzrostem o 1,2 proc. i jest już w połowie drogi do wymazania całych spadków z tego miesiąca. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych USA na 2,90 proc. są najwyżej do czterech lat, ale w żaden sposób nie pomaga to dolarowi, który traci do wszystkiego, czego może i zmierza do zaliczenia najgorszego tygodnia do dwóch lat. Po krótkiej przerwie w postaci zeszłotygodniowych zawirowań motyw przewodni handlu w tym roku wrócił w pełnej krasie. Takie są fakty, nawet jeśli nie do końca mają jasne uzasadnienie fundamentalne. W tym miejscu zwykle jest miejsce na dwa podejścia w analizie fundamentalnej – przyznanie, że ten rodzaj analizy stał się (przejściowo) nieskuteczny albo szukanie na siłę bezsensownego wytłumaczenia. Obecny klimat zachęca do wypływania co bardziej zadziwiających teorii, których Tobie Czytelniku oszczędzę i jednocześnie przestrzegałbym przed nimi. Na razie pozostaje po prostu podążać z trendem.

Kalendarz na koniec tygodnia nie zawiera porywających pozycji. Dane z polskiego rynku pracy tradycyjnie przejdą bez echa, choć dynamika płac (prog. 6,9 proc. r/r) może być interesująca dla RPP. Z drugiej strony wczorajsze dane o CPI pokazują, że jak na razie rosnące wynagrodzenia nie wywierają presji na wzrost cen w gospodarce, więc RPP może siedzieć z założonymi rękami. Po sprzedaży detalicznej z Wielkiej Brytanii za styczeń oczekuje się odbicia po słabych wynikach z poprzedniego miesiąca (prog. 0,5 proc. m/m). W USA dane o pozwoleniach na budowę domów są drugorzędne, podczas gdy indeks nastrojów konsumentów ma podtrzymać styczniowe poziomy, co by wskazywało, że Amerykanie nie przejęli się ostatnimi zawirowaniami na rynkach. W raporcie otrzymamy też informacje o oczekiwaniach inflacyjnych, co może mieć istotne znacznie dla percepcji przyszłej ścieżki Fed. Na tym etapie (bez konfirmacji z samego Fed) może to jednak być za mało, by pomóc dolarowi.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Chiński Nowy Rok – czego mogą oczekiwać inwestorzy w Roku Psa?

W piątek 16 lutego przypada początek Chińskiego Nowego Roku. Miliony ludzi na całym świecie będą świętować rozpoczęcie Roku Psa. Ubiegły rok był szczególnie mocnym okresem dla chińskich akcji. A w jaki nastrój wprawi inwestorów Rok Psa?

Dale Nicholls, portfolio manager, Fidelity China Special Situations plc, dzieli się swoimi przemyśleniami na temat „czempionów” (zwycięzców w dłuższej perspektywie), „szczeniąt” (nowopowstałych koncepcji) i „zbłąkanych” (obszarów zaniepokojenia) na najbliższy rok. Oto jego komentarze:

„Czempioni” (zwycięzcy w dłuższej perspektywie) – akcje spółek konsumenckich

Inwestycje związane ze wzrostem średniej klasy konsumentów w Chinach pozostają dla mnie celem najważniejszym. Są to konsumenci, którzy mają większe oczekiwania wobec produktów i usług – a niektóre firmy przygotowują mocne oferty na obu tych frontach.

China Meidong Auto to holding, który świetnie sobie radzi już od paru dobrych lat. Niezmiennie uważam, że dysponuje o wiele większym potencjałem. Jest to dealer samochodowy z siedzibą w regionie Guangdong, które systematycznie rozwija swoją sieć sprzedaży, a jego doskonały zespół zarządzający raz po raz odnosi sukcesy, przejmując słabszych dealerów i uzdrawiając ich kondycję. Sprzedaż aut jest dla China Meidong Auto najważniejsza, a jej działania zaowocowały partnerstwami z markami najwyższej jakości, takimi jak Porsche czy Lexus. Ale to, co odróżnia Chiny Meidong Auto od konkurencji, to nie tylko uzdrawianie nabywanych przedsiębiorstw. To przede wszystkim ich podejście do obsługi klienta.

Kupić od nich samochód to doskonałe doświadczenie – zespół zarządzający w dużej mierze skupia się na oferowaniu najlepszych usług posprzedażowych. Dostępność mechaników, którym klienci ufają, albo wspólne picie herbaty w luksusowym salonie, gdy opony w twoim samochodzie właśnie są wymieniane – takie podejście zapewnia szerszy, jeszcze bardziej regularny strumień dochodów z obsługi serwisowej. Inne usługi (na przykład finansowanie) są równie istotnymi szansami pozwalającymi na uzyskanie przychodów, i spółka to wykorzystuje. Możliwy jest dalszy wzrost, ponieważ w regionie (i w skali kraju) ich sieć dealerów rozszerza się, co przekłada się na dużą potencjalną przyszłą wartość rynkową.

„Szczenięta” (nowopowstałe koncepcje) – dystrybutorzy farmaceutyczni

Nieustannie poszukuję możliwości inwestycyjnych w sektorze opieki zdrowotnej, mając na uwadze mocne perspektywy średniookresowego wzrostu. Ciekawym obszarem są dystrybutorzy z branży farmaceutycznej.

Branża dystrybucji produktów farmaceutycznych konsoliduje się już od ostatniej dekady – i przyśpieszy po wprowadzeniu polityki dwóch faktur na chińskim rynku farmaceutycznym. Ta nowowprowadzona reforma pozwala na wyeliminowanie pośredników i w efekcie w procesie sprzedaży farmaceutyków pojawić się mogą tylko dwie faktury: jedna wystawiona dystrybutorowi przez producenta, a druga wystawiona szpitalowi przez dystrybutora. Skutki tej reformy widoczne były już na etapie testów w wybranych prowincjach: doszło do zauważalnej konsolidacji. W Chinach biznes ten jest również kapitałochłonny, ponieważ dystrybutorzy kredytują szpitale na okresy od 1 do 6 miesięcy, a terminy płatności wydłużają się wraz z poszukiwaniem nowych możliwości w bardziej odległych miejscowościach. W rezultacie najwięksi i najlepsi zwiększają swoje udziały w rynku.

W tym obszarze zainwestowaliśmy w Sinopharm, China Resources Pharmaceutical i Shanghai Pharmaceutical z uwagi na ich rozległą sieć dystrybucji i większe zaplecze finansowe. Biorąc pod uwagę zmiany regulacyjne i wynikające z nich zmiany w strukturze sektora, obszar ten został przez rynek zaniedbany i dlatego wyceny wydają się wciąż stosunkowo atrakcyjne.

 „Zbłąkane” (obszary zaniepokojenia) – deweloperzy

Deweloperzy muszą mierzyć się z coraz trudniejszymi warunkami. Po kilku latach korzystnej polityki i ogólnego wzrostu popytu na nieruchomości byliśmy świadkami ukształtowania się silnego rynku mieszkaniowego.

Niemniej jednak wszystkie cykle kiedyś się kończą. Gdy ceny w niektórych miastach wzrosły ponad dwukrotnie, rząd wyraźnie zaostrza politykę – zarówno poprzez surowsze przepisy dotyczące kredytów hipotecznych, jak też poprzez ograniczenia dotyczące osób inwestujących w dodatkowe nieruchomości. Efekty tych działań zaczynają być widoczne na rynku nieruchomości – ceny transakcyjne spadają, a zapasy rosną. Co prawda w ciągu ostatnich dwóch lat deweloperzy odnotowali znaczny wzrost cen akcji. Ale skoro obecnie są stosunkowo wysoko wyceniani, analizy bilansów mogą sprawić, że nadchodzący okres będzie znacznie trudniejszy dla mniejszych i mniej zdyscyplinowanych graczy.

Uważam że nie będzie miało to znaczącego wpływu na trendy konsumenckie, ponieważ większość rosnącego popytu na lokale mieszkalne pochodzi od inwestorów, a nie od właścicieli nieruchomości. Jednak jeżeli polityka ta zacznie przynosić negatywne skutki, wówczas rząd będzie starał się zmienić sytuację.

Korekta na giełdach. Co z Deutsche Bank?

Po gwałtownych spadkach z początku miesiąca amerykańskie giełdy odrobiły już sporą część strat. Notowanie Deutsche Banku znów spadają. Neutralne dane z USA.

Korekta na giełdach

Po tym jak początek lutego pokazał nam gwałtowne spadki na giełdach po długim okresie wzrostów przyszedł czas na korektę korekty. Od początku tygodnia amerykańskie giełdy odrabiają straty zamykając cały tydzień nawet kompletem wzrostów. Nasdaq po tym jak spadł z 7500 tysiąca punktów do 6700 właśnie odbił na 7250. Europejskie giełdy nie pokazały aż takiej siły. Być może powodem był słabnący dolar, który uczynił amerykańskie parkiety atrakcyjniejsze względem europejskich, którym mocne euro z kolei ciążyło.

Akcje Deutsche Banku znów spadają

Cena akcji spadła w lutym przez moment nawet do 12,5 euro. Po lekkim odbiciu wciąż znajduje się w okolicach 13 euro za akcje. Warto zwrócić uwagę, że to już naprawdę niewiele powyżej poziomów z 2016 roku kiedy mówiło się o potencjalnym bankructwie banku ze względu na zaangażowanie w ryzykowne aktywa oraz koszty kar nakładanych między innymi przez amerykański nadzór. Kurs akcji otrzymał obecnie dwa silne ciosy, po pierwsze korekta na giełdach nie oszczędziła banku. Po drugie największy udziałowiec banku, chiński konglomerat HNA zredukował swoje udziały w banku z 9,9% do 8,8% z powodu problemów

Dane z USA

Czwartkowe dane zza oceanu okazały się mało istotne dla rynków walutowych.O godzinie 14:30 poznaliśmy spory pakiet. Liczba nowozarejestrowanych bezrobotnych zgodnie z oczekiwaniami wyniosła 230 tysięcy. Poznaliśmy indeksy FED z Filadelfii i NY Empire State. Pierwszy osiągnął 25,8 pkt wobec oczekiwanych 21,1 pkt. Drugi zaś 13,1 pkt zamiast 17,5 pkt. W efekcie rynki mając dane zarówno lepsze jak i gorsze od oczekiwań je zignorowały. 45 minut później poznaliśmy informacje na temat produkcji przemysłowej. Rynki oczekiwały wzrostu miesiąc do miesiąca o 0,2% podczas gdy spadła o 0,1%. Po tym rozpoczął się delikatny odwrót od dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 10:00 – Polska – przeciętne wynagrodzenie i zatrudnienie,
  • 10:30 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna,
  • 14:30 – USA – budowy domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Przygotuj się na przyszłe dane makroekonomiczne 15.02.2018

W przyszłym tygodniu pierwsze ważniejsze dane makroekonomiczne zostaną opublikowane 19 lutego z Japonii, poznamy bilans handlowy. W ostatnim czasie dane z Japonii nie zachwyciły, wzrost gospodarczy wolniejszy od konsensusu ekonomistów, tak samo jak zamówienia na sprzęt, maszyny i urządzenia. Gorsza publikacja danych makroekonomicznych doprowadziła do umocnienia jena japońskiego, co nie jest celem banku centralnego Japonii.

W kalendarzu na wtorek zaplanowane są trzy ważne publikację, niemiecki optymizm konsumentów oraz indeks nastroju ekonomicznego wg ZEW. Oprócz tego poznamy optymizm konsumentów ze wspólnoty europejskiej.

Środa będzie ciekawsza, ponieważ na 9.00 zaplanowano spotkanie członków ECB, które po ostatniej aprecjacji euro może okazać się bardzo ciekawe. Ponadto tego samego dnia poznamy siłę brytyjskiego rynku pracy, a także amerykańską sprzedaż istniejących nieruchomości.

W czwartek zaplanowano publikację niemieckiego wskaźnika nastrojów biznesowych oraz wzrost brytyjskiej gospodarki, który w pryzmacie Brexit-u jest bardzo ważny oraz obserwowany przez Traderów na ryku kapitałowym.

Piątek minie pod wpływem publikacji japońskiej, a w szczególności kanadyjskiej inflacji.

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Najistotniejsze dane makro dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Źródło: Admiral Markets

Kanada – inflacja

Od ostatniego kryzysu banki centralne zalały rynek finansowy płynnością. Bankierzy chcieli zobaczyć stabilna inflację, przeważnie w okolicy 2 albo 2.5 procenta. Gdyby cel został wcześniej zrealizowany, to stopy procentowe dawno zostały podniesione. Dlatego na dzień dzisiejszy publikowany CPI jest jednym z ważniejszych wskaźników makroekonomicznych.

Gdyby przyszłe odczyty inflacji CPI R/R układały się zgodnie z oczekiwaniem Banku Kanady (wyższe odczyty inflacji), to moglibyśmy zobaczyć szybszą podwyżkę stóp procentowych, co umocniłoby dolara kanadyjskiego.

Inflacja CPI R/R, Kanada

Inflacja CPI R/R, Kanada

Źródło: Admiral Markets

Prognoza inflacji wynosi 1.9 procenta. Opublikowana wartość wyższa od prognozy pozytywnie wpłynie na notowania dolara kanadyjskiego, z drugiej strony odczyt poniżej prognozy doprowadzi do jego wyprzedaży.

Instrument do obserwacji – DAX 30

Na dzień dzisiejszy ostatnią wyprzedaż na indeksie 30 największych niemieckich spółek możemy uznać jedynie za korektę. Bowiem nie została naruszona linia trendu wzrostowego oraz nie został pokonany opór w postaci strefy 11864-12150. Ponadto na wykresie tygodniowym dwie ostatnie świece wskazują na większe prawdopodobieństwo kontynuacji trendu niż przerwanie oporu.

Notowania DAX 30, interwał tygodniowy

Notowania DAX 30, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Ponadto na indeksie S&P 500 również nie zostało przerwane żadne wsparcie, zatem na dzień dzisiejszy nie mamy czego się obawiać, obecny trend prawdopodobnie będzie kontynuowany.

Celem kupujących jest szczyt z stycznia obecnego roku. Kolejnym targetem będą psychologiczne poziomy takie jak 14 000 lub też 14 500 punktów.

Dział Analiz Admiral Markets

Przyszłość telewizorów to giętkie ekrany OLED i sztuczna inteligencja. Już w 2018 r. na rynek może trafić zwijany telewizor 4K

Przyszłość telewizorów to giętkie ekrany OLED i sztuczna inteligencja. Już w 2018 r. na rynek może trafić zwijany telewizor 4K 1

Rozwijany telewizor OLED 4K, elementy sztucznej inteligencji i rozdzielczość 8K to przyszłość segmentu telewizyjnego. Już w 2018 roku na rynek może trafić zwijany w rulon telewizor w technologii organicznej. 65-calowy prototyp takiego urządzenia LG zaprezentowało podczas targów CES 2018. Coraz powszechniejsza staje się także sztuczna inteligencja, w której elementy wyposażone są nowoczesne telewizory. W Polsce na korzyści płynące z jej stosowania będziemy musieli jednak zaczekać. Powodem jest brak polskojęzycznej wersji Asystenta Google.

– Telewizor zwijany to po prostu podstawa, z której możemy wysunąć sobie telewizor. To telewizor 65-calowy, ale jeśli mówimy o przyszłości, możemy sobie wyobrazić taki telewizor o przekątnej 100–120 cali, który wyjeżdża z sufitu, a nie z podłogi. W tym momencie wszystkie projektory przestaną mieć rację bytu, ponieważ OLED oferuje dużo wyższą jakość obrazu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Wiesław Kowalczyk z LG Electronics Polska.

Telewizor zwijany w rulon produkcji LG to jeden z największych hitów tegorocznych targów technologicznych CES 2018 w Las Vegas. Ekran OLED o przekątnej 65 cali i rozdzielczości 4K rozwija się z podstawy telewizora. Co ciekawe, urządzenia nie trzeba wysuwać do końca, uzyskując np. kinowe proporcje ekranu 21:9. Ekran telewizora jest tak cienki, że producent nie był w stanie zmieścić w obudowie głośnika. Można skorzystać z zewnętrznego soundbaru. Zaprezentowany podczas targów CES 2018 telewizor jest prototypem, jednak według zapewnień LG jest bardzo bliski fazy produkcyjnej.

To właśnie giętkie panele OLED będą głównym kierunkiem rozwoju telewizorów oferowanych przez koreańską firmę.

– LG zdecydowanie idzie w kierunku giętkich paneli OLED, które można schować czy rozwijać w odpowiednim momencie. Mamy także np. OLED-y, które są dwustronne i możemy je zainstalować np. między dwoma pomieszczeniami. Wówczas dwie osoby, które przebywają w dwóch różnych pomieszczeniach, mogą oglądać dwa różne obrazy – twierdzi Wiesław Kowalczyk.

Już w marcu na rynek ma trafić natomiast nowa linia telewizorów LG OLED oferujących rozdzielczość 4K i technologię ThinQ wyposażonych w procesor Alpha9 zapewniający dużo lepszą jakość obrazu i elementy sztucznej inteligencji. Włączenie oferowanych przez LG telewizorów w technologię ThinQ ma pozwolić na zarządzanie domem właśnie z poziomu telewizora. Aktualnie w ofercie produktów LG wspierających tę technologię jest lodówka, zmywarka, pralka i piekarnik. Urządzenia komunikują się ze sobą za pomocą łączności Wi-Fi.

– Cały czas będziemy rozwijali technologię organiczną (OLED – przyp. red.). Wierzymy, że w tej technologii tkwi jeszcze bardzo wiele rzeczy do odkrycia i dużo rzeczy można poprawić. Oczywiście przyszłość telewizorów to też sztuczna inteligencja. Telewizor będzie centrum naszego domowego sterowania. Siedząc przed nim, będziemy w stanie na przykład sterować światłem w pomieszczeniu, w którym jesteśmy, zamówić sobie do domu pizzę, kupić bilet na samolot czy zamówić Ubera – wymienia Wiesław Kowalczyk.

Wszystko za sprawą Asystenta Google wbudowanego w urządzenie. Niestety, nie zadebiutowała jeszcze jego polskojęzyczna wersja. Z tego powodu polscy użytkownicy nowoczesnych telewizorów mogą korzystać z nich jak na razie w ograniczonym zakresie. Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że polski Asystent Google może się pojawić już za kilka miesięcy. Jak na razie rozwiązanie jest w fazie testowej.

Jak wynika z raportu „Przyszłość telewizji. Czynniki zmian” sporządzonego przez Infuture Hatalska Foresight Institute, tylko 3,3 proc. polskich gospodarstw nie ma telewizora. Badania przeprowadzone przez Orange Polska pokazują, że już 12 proc. Polaków ma telewizor 4K. Do 2021 roku odbiorniki w takiej rozdzielczości mają być obecne w pięć milionów domów.

Analitycy Grand View Research prognozują, że do 2025 roku rynek Smart TV będzie wyceniany na 300 mld dolarów.

Programowanie w szkole podstawowej nie spełnia oczekiwań ekspertów. Mimo to polscy uczniowie należą do najlepszych na świecie w programowaniu i robotyce

W zeszłym roku programowanie weszło do podstawy programowej nauczania w klasach I–III w szkole podstawowej. Eksperci zwracają uwagę, że nie są to zajęcia praktyczne, a jedynie przygotowujące do nauki programowania w późniejszych klasach. Tymczasem według ekspertów dzieci w wieku 7 lat są już gotowe do przyswajania konkretnych języków programowania. Powstaje coraz więcej prywatnych inicjatyw w zakresie programowania i robotyki, a polscy uczniowie odnoszą już w tej dziedzinie pierwsze sukcesy. Lubelska drużyna Spice Gears zdobyła wicemistrzostwo świata na olimpiadzie robotycznej w Stanach Zjednoczonych.

– Nauka poprzez programowanie i robotykę obejmuje cały proces tworzenia, czyli kreatywnego podejścia do rozwiązywania problemów, które następnie łączy się z naukami ścisłymi, np. programowaniem. Jak to działa w praktyce – mamy cały ekosystem, który pozwala na zaprojektowanie od podstaw własnego robota. Dziecko tworzy własną zabawkę, projektuje ją od podstaw, wymyśla własny design i personalizuje go. Na koniec programuje, bawiąc się przy tym i nabywając umiejętności, które są potrzebne na rynku pracy – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Karol Górnowicz, prezes zarządu Skriware.

Prywatne zajęcia z programowania dla najmłodszych to odpowiedź rynku na zbyt małe zaangażowanie szkół. W nowej podstawie programowej już w I klasie szkoły podstawowej zawarta jest nauka programowania i rozwiązywania problemów z wykorzystaniem komputera oraz innych urządzeń cyfrowych. Wśród zajęć Ministerstwo Edukacji Narodowej wymienia: układanie i programowanie algorytmów, organizowanie, wyszukiwanie i udostępnianie informacji, czy posługiwanie się aplikacjami komputerowymi. Wielu ekspertów zwraca jednak uwagę na to, że dzieci uczą się jedynie teorii, a nie konkretnych języków czy aplikacji, tymczasem dzieci w wieku 7 lat niejednokrotnie biegle posługują się już smartfonem czy tabletem.

– Słyszymy głosy krytyki dotyczące nowej podstawy programowej i pominięcia w niej praktycznej nauki kodowania. Mimo że nasza państwowa edukacja ma pewne braki w porównaniu do tej zachodniej, cieszymy się, że do placówek oświatowych docierają małymi krokami cyfrowe rozwiązania powodujące pozytywne zmiany w toku nauczania – komentuje Karol Górnowicz.

Nowe technologie zaczynają odgrywać w edukacji coraz większą rolę. Pod koniec lat  90. uczniowie szkół podstawowych poznawali tajniki programowania w programie Logo Komeniusz, w którym za pomocą komend i procedur można było narysować różnego rodzaju figury. Obecnie klasy I–III zdobywają programistyczną wiedzę poprzez kreatywną zabawę. Jednym z aktualnie wykorzystywanych rozwiązań jest gra Scottie Go – składająca się z papierowych klocków i aplikacji mobilnej.

Tego typu forma nauczania staje się coraz popularniejsza w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych. W USA funkcjonuje ruch STEAM, który zyskuje popularność nawet w szkołach podstawowych. Jego głównym celem jest promowanie holistycznego podejścia do nauki, oswojenie dzieci z nowymi technologiami oraz pokazanie najmłodszym, że programowanie nie jest wyłącznie domeną dorosłych i można połączyć je z zabawą, co rozbudza ciekawość świata.

W niektórych europejskich krajach, takich jak Estonia, Finlandia czy Wielka Brytania, nauka programowania jest obowiązkowa. W Polsce powstaje coraz więcej prywatnych inicjatyw propagujących naukę programowania już od najmłodszych lat.

– Rodzice inwestują coraz więcej w edukację. Szkoły często nie nadążają z materiałem, żeby zaciekawić dziecko, nauczyć je właściwych, najbardziej potrzebnych na rynku pracy umiejętności. My, współpracując z kilkoma szkołami programowania, widzimy rosnące zapotrzebowanie, widzimy, że brakuje miejsc. Ustawiają się kolejki, podobnie jak do najlepszych prywatnych szkół czy przedszkoli – twierdzi ekspert.

Na polskim rynku także powstaje coraz więcej prywatnych inicjatyw. Rozwiązanie edukacyjne Skriware przeznaczone jest dla dzieci w wieku od 9 do 16 lat. Częścią platformy jest kreator 3D, w którym uczniowie mogą zaprojektować swojego robota. Kolejnym etapem jest jego zamówienie lub własnoręczne wydrukowanie za pomocą drukarki 3D, złożenie konstrukcji i rozpoczęcie nauki programowania. Istotne jest wyznaczenie dziecku celu, w tym przypadku jest to misja na Marsa.

– Mamy platformę i aplikację, które w prosty nawet dla 9-letnich dzieci sposób pokazują, jak wygląda logika programowania, a na koniec cały proces opisujemy w kontekście misji na Marsa, co jest narracyjnym scenariuszem. W ten sposób dziecko bawi się, programuje swojego przyjaciela, który udaje się w kosmos, a w praktyce uczy się projektowania 3D, programowania, mechaniki i elektroniki, wykorzystując przy tym dużo kreatywności w rozwiązywaniu problemów i współpracy grupowej – tłumaczy Karol Górnowicz.

Polscy uczniowie mają już pierwsze sukcesy w programowaniu. Drużyna Spice Gears składająca się z uczniów z powiatu kraśnickiego na Lubelszczyźnie zdobyła wicemistrzostwo świata na olimpiadzie robotycznej First Global Challenge w Stanach Zjednoczonych. Teraz ruszają na podbój Chin, gdzie w drugiej połowie marca wezmą udział w dwóch turniejach.

Przez podróbki producenci tracą miliardy dolarów rocznie. Możliwość dochodzenia swoich praw dają im patenty

Przez podróbki producenci tracą miliardy dolarów rocznie. Możliwość dochodzenia swoich praw dają im patenty 2

Na świecie sprzedaż podróbek przynosi miliardy dolarów strat rocznie. Posiadanie patentów daje przedsiębiorcom możliwość dochodzenia swoich praw. W lutym funkcjonariusze Krajowej Administracji Skarbowej z Augustowa ujawnili blisko 40 tysięcy sztuk podrobionych perfum, odzieży, obuwia i galanterii. Rzeczy były bezprawnie oznaczone znakami towarowymi znanych marek. Takie sytuacje nie należą do rzadkości. 

Jak wynika z danych OECD i EUIPO, na globalnym rynku około 2,5 proc. wszystkich towarów stanowią podróbki. Import podrabianych produktów to ponad 460 mld dol. rocznie. Z kolei wśród artykułów importowanych do Unii Europejskiej nawet 5 proc. mogą stanowić podróbki. Handel tego typu towarami oznacza straty przede wszystkim dla producentów, a to znajduje odzwierciedlenie także w mniejszych podatków do budżetów państw.

Prym w wytwarzaniu podrobionych artykułów wiodą państwa azjatyckie. Według danych OECD blisko 2/3 ujawnionych przez służby podróbek pochodzi z Chin. Straty producentów w wyniku tej działalności sięgają miliardów dolarów rocznie. Aby producent mógł dochodzić swoich praw wyłącznych w przypadku wprowadzenia na rynek nielegalnych produktów, koniecznie jest objęcie wytwarzanych przez niego produktów czy rozwiązań ochroną własności przemysłowej.

– Ochrona patentowa jest w tym wypadku niezbędna do tego, żeby podjąć kroki prawne. Granice są coraz bardziej szczelne, coraz skuteczniej wykrywane są towary podrobione, w ten sposób możemy chronić swoje prawa i przedsiębiorca zabezpiecza swój interes prawny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Taukert, rzecznik prasowy Urzędu Patentowego RP.

Ochrona patentowa niezbędna jest m.in. w przypadku wynalazków, które można łatwo skopiować i w nieskomplikowany sposób przenieść do produkcji przez inny podmiot. W takiej sytuacji patent zabezpiecza prawa przedsiębiorcy, który może dochodzić roszczeń w przypadku naruszenia jego praw wyłącznych na dane rozwiązanie czy produkt.

– Możliwe są różne strategie ochrony własności przemysłowej i intelektualnej. Patentowanie jest jedną z nich. Możliwa jest też ochrona za pomocą tzw. tajemnicy przedsiębiorstwa, np. przepis Coca-Coli nie jest nigdzie opatentowany i nigdzie ujawniony, bo firma bardzo skutecznie chroni swoje know-how za pomocą tajemnicy przedsiębiorstwa – zauważa Adam Taukert.

W zależności od skali działania przedsiębiorstwa ochrona własności przemysłowej może się odbywać na kilku poziomach. Producenci mogą się starać o patenty w systemie krajowym, regionalnym i międzynarodowym.

– To daje dużo różnorodnych możliwości zabezpieczenia praw wyłącznych w różnorodnych kombinacjach, w zależności od potrzeb danego przedsiębiorcy. Jeżeli przedsiębiorca prowadzi działalność na terenie naszego kraju, to logiczne jest, że uzyskuje ochronę patentową w Polsce, wtedy taka ochrona obowiązuje na terenie naszego kraju. Natomiast jeżeli prowadzi ekspansję zagraniczną, chce licencjonować towary na rynkach zagranicznych, to zwraca się o patent unijny albo patent międzynarodowy – dodaje przedstawiciel Urzędu Patentowego RP.

Jak podkreśla Komisja Europejska, dobrze zaprojektowane systemy ochrony własności intelektualnej są istotne dla promowania inwestycji w innowacje i wzrost. Dzięki nim firmy, twórcy i wynalazcy uzyskują zwrot z dokonywanych przez siebie inwestycji w proces wytwórczy. Sektory, w których prawa własności intelektualnej są intensywnie wykorzystywane, odpowiadają za blisko połowę unijnego PKB i 38 proc. wszystkich miejsc pracy.

L. Sobolewski: Zwiększy się rola autoprezentacji spółek giełdowych. Będą tego oczekiwać inwestorzy

L. Sobolewski: Zwiększy się rola autoprezentacji spółek giełdowych. Będą tego oczekiwać inwestorzy 3

Polska awansuje w zestawieniach gospodarek z grupy rynków wschodzących do rozwiniętych. Dla spółek giełdowych oznacza to wyzwania związane z komunikacją, raportowaniem i autoprezentacją. Profesjonalizacja działań związanych z relacjami inwestorskimi ułatwi spółkom korzystanie z możliwości rynków globalnych. Cornerstone Communications, agencja relacji inwestorskich założona przez Ludwika Sobolewskiego, byłego prezesa GPW, chce wspierać firmy w pozyskiwaniu nowych partnerów i profesjonalizacji funkcjonowania na rynkach.

– Spółki, zwłaszcza w obliczu zmian regulacyjnych, które zachodzą na rynkach kapitałowych, będą musiały być bardziej otwarte wobec inwestorów, jeżeli będą chciały, żeby to dobrze wpływało na obrót ich akcjami i na ich wycenę. W relacjach inwestorskich finalnie chodzi o to, żeby optymalizować wycenę podmiotu, który jest notowany na giełdzie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ludwik Sobolewski, współzałożyciel Cornerstone Communications.

Wymagania wobec polskich spółek będą rosły w związku z awansem naszego kraju do grona rynków rozwiniętych. We wrześniu 2017 roki agencja indeksowa FTSE Russell zakwalifikowała Polskę do grona dwudziestu pięciu najbardziej rozwiniętych na świecie rynków. Formalnie przejście do tego grona ma nastąpić we wrześniu tego roku.

– Będzie wzrastała rola niezależnego researchu i analizy, a więc przygotowywanych przez podmioty, które nie uczestniczą w transakcjach – nie przez firmy inwestycyjne, ale przez różne wyspecjalizowane instytucje, które będą dostarczać zawodowego pokrycia analitycznego – wyjaśnia Ludwik Sobolewski.

Agencja Cornerstone Communications to wspólne przedsięwzięcie byłego prezesa GPW Ludwika Sobolewskiego i Zuzanny Kurek, byłego szefa działu marketingu i rozwoju biznesu na giełdzie w Bukareszcie. Agencja chce się skupić na wsparciu spółek giełdowych i spółek niepublicznych na wszystkich rynkach Europy Środkowej i Wschodniej. Działa już w Bukareszcie, teraz rozpoczyna działalność na polskim rynku kapitałowym. Później zamierza być również aktywna na innych rynkach regionu CEE.

– Mamy już klientów w Rumunii, w Polsce. Za chwilę będziemy mieć klientów w Bułgarii, która też jest ciekawym, małym rynkiem, trochę off-shore’owym jeśli chodzi np. o opodatkowanie prowadzenia biznesu – wylicza Ludwik Sobolewski.

W pakiecie usług, które Cornerstone Communications oferują potencjalnym klientom, jest m.in. prowadzenie komunikacji z inwestorami i mediami, organizacja spotkań, administrowanie aplikacją mobilną i stroną internetową IR spółki, zarządzanie ładem korporacyjnym oraz pomoc przy przeprowadzeniu procesu IPO.

– Raportowanie finansowe i niefinansowe, czyli stanowisko spółek wobec zagadnień środowiskowych, swojego kontekstu społecznego i standardów ładu korporacyjnego, to zawsze były tematy ważne na wiodących giełdach na rynkach wschodzących, ale dzisiaj one stają się wręcz koniecznością – podkreśla Ludwik Sobolewski.

Były prezes GPW zwraca uwagę na to, że spółki niepubliczne także zaczynają być poddawane presji ze strony partnerów biznesowych, interesariuszy i inwestorów, by profesjonalizować funkcjonowanie swojego biznesu na wzór spółek publicznych.

– Zwiększy się rola autoprezentacji spółek giełdowych i to w sposób bardzo profesjonalny. Inwestorzy instytucjonalni po prostu nie będą polegać na informacjach i sposobie ich przetwarzania, który będzie słabej jakości, będzie budził jakieś zastrzeżenia metodologiczne lub nie będzie dostatecznie wiarygodny. Jest bardzo ważne, żeby spółki giełdowe uzupełniły swoje kompetencje właśnie o takie umiejętności pokazywania analiz na swój temat i poprawiły jakość dostępu do siebie – podkreśla Ludwik Sobolewski.

Mieszkańcy małych miast z łatwiejszym dostępem do e-administracji. Poczta Polska umożliwi potwierdzenie Profilu Zaufanego we wszystkich swoich placówkach

Mieszkańcy małych miast z łatwiejszym dostępem do e-administracji. Poczta Polska umożliwi potwierdzenie Profilu Zaufanego we wszystkich swoich placówkach 4

W blisko 4,7 tys. placówek Poczty Polskiej na terenie całego kraju można zakładać Profil Zaufany, który pozwala załatwić większość spraw urzędowych przez internet. Usługa dotrze również do mieszkańców tych miejscowości, które są wykluczone cyfrowo i do tej pory nie miały takiej możliwości. Poczta Polska pracuje nad rozwiązaniem, które umożliwi założenie profilu na tablecie, w który będzie wyposażony listonosz. Spółka podkreśla też, że chce być pierwszym partnerem dla instytucji rządowych w rozwijaniu e-administracji i cyfrowych usług dla obywateli Polski. 

– Polacy, którzy na co dzień korzystają z bankowości elektronicznej i spędzają dużo czasu w świecie cyfrowym, chętnie korzystają z e-usług. Wyzwaniem jest zachęcić do nich Polaków, którzy jeszcze na co dzień nie korzystają z tabletów czy smartfonów. Stąd nasza oferta, powiązana z tradycyjnymi placówkami pocztowymi, gdzie można potwierdzić Profil Zaufany. Pełnimy poniekąd funkcję edukacyjną, staramy się przenieść to starsze pokolenie Polaków w epokę cyfrową, aby nie pozostali w wykluczeniu – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Putkiewicz, wiceprezes zarządu, Poczta Polska Usługi Cyfrowe.

Profil Zaufany to bezpłatne, elektroniczne narzędzie służące do uwierzytelniania tożsamości w internecie, odpowiednik elektronicznego podpisu. Z jego pomocą można prosto i szybko załatwić wiele spraw urzędowych przez internet, m.in. złożyć wniosek o dowód osobisty, zarejestrować działalność gospodarczą czy sprawdzić liczbę punktów karnych naliczonych przez drogówkę. Profil Zaufany jest niezbędny do złożenia Jednolitego Pliku Kontrolnego przez płatników VAT – w tym roku taki obowiązek mają nie tylko duże i średnie podmioty, lecz także mikroprzedsiębiorcy, którzy prowadzą własną działalność gospodarczą.

Poprzez sieć placówek w całym kraju Poczta Polska umożliwia zakładanie Profilu Zaufanego i potwierdzanie go przez Konto Zaufane Envelo. Po prawidłowej weryfikacji klient będzie mógł się zalogować do e-usług administracji publicznej za pośrednictwem swojego konta.

– Uwierzytelnienie Elektronicznej Tożsamości jest równoważne z okazaniem dowodu osobistego w placówce pocztowej, banku, u notariusza albo adwokata. W ten sposób druga strona potwierdza naszą tożsamość. Po potwierdzeniu tożsamości w placówce pocztowej możemy tym ciągiem znaków numerycznych posługiwać się w relacjach z administracją, która wie, że Profil Zaufany należy do konkretnego obywatela. Trzeba więc zadbać o to, żeby uwierzytelnienie było dokonywane w bezpiecznych i sprawdzonych kanałach – mówi Michał Putkiewicz.

Prezentacja cyfrowych usług Poczty Polskiej odbyła się w tym tygodniu w Andrespolu – to jedna z tych miejscowości, gdzie Profil Zaufany można założyć tylko i wyłącznie za pośrednictwem placówki pocztowej. Spółka podkreśla, że jako jedyny podmiot w Polsce dociera do 100 proc. mieszkańców, urzędów, przedsiębiorstw i obywateli. Dzięki temu może bezpiecznie koordynować przepływ informacji urzędowych w całym kraju. Podobnie jak inne poczty narodowe – np. w Czechach, Danii czy Francji – spółka może odgrywać ważną rolę w e-kontaktach między administracją a obywatelami.

– Chcemy pokazać, że Poczta Polska dociera wszędzie tam, gdzie jest wykluczenie cyfrowe, gdzie nie ma dostępności mediów, które umożliwiają korzystanie z Profilu Zaufanego. Jako jedyna instytucja w kraju docieramy do każdej gminy, jesteśmy też w stanie dotrzeć za pośrednictwem naszych listonoszy do każdego obywatela – podkreśla Paweł Kopeć, dyrektor zarządzający pionem sprzedaży Poczty Polskiej.

Poczta Polska pracuje teraz nad rozwiązaniem, które umożliwi założenie Konta Zaufanego Envelo za pomocą urządzenia mobilnego, w które będzie wyposażony listonosz.

– Chcemy, aby nie trzeba było chodzić na pocztę, żeby uwierzytelnić swój Profil Zaufany. Listonosz z tabletem może przyjść do klienta przy okazji doręczenia korespondencji, zapuka do drzwi, poprosi o okazanie dowodu osobistego i złożenie podpisu na tablecie. W ten sposób uwierzytelnimy swój Profil Zaufany – wyjaśnia Michał Putkiewicz.

– W ten sposób wszyscy mieszkańcy będą mieli dostęp do szerokiego spektrum usług, które oferowane są przez ePUAP i instytucje rządowe. Każdy obywatel będzie mógł złożyć wniosek o paszport, dowód osobisty, zarejestrować sprzedaż pojazdu, złożyć wniosek o wydanie odpisu aktu urodzenia czy aktu małżeństwa. Te usługi będą dostępne dla wszystkich w ramach Profilu Zaufanego – podkreśla Paweł Kopeć.

Poczta podkreśla, że jest technologicznie przygotowana do obsługi e-korespondencji i rozwijania usług cyfrowych. Spółka chce być przy tym partnerem pierwszego wyboru dla instytucji i administracji państwowej. W sierpniu 2016 roku pomiędzy Ministerstwem Infrastruktury i Budownictwa, Ministerstwem Cyfryzacji a Pocztą Polską i jej spółką PPUC zostało podpisane porozumienie dotyczące integracji systemów informatycznych administracji publicznej z cyfrową platformą Envelo.

– Współpracujemy z administracją państwową w tym temacie już od wielu lat. Już w 2016 roku podpisaliśmy kluczowe porozumienie, zgodnie z którym to właśnie Poczta Polska i Poczta Polska Usługi Cyfrowe powinny być głównym partnerem państwa w budowie e-administracji. Cały czas staramy się, żeby od słów i deklaracji przejść do czynów. My jesteśmy gotowi, platforma Envelo działa, podmioty komercyjne i osoby indywidualne z niej korzystają. Czekamy na dobre decyzje administracji publicznej – mówi Michał Putkiewicz.

W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19%

Euler Hermes, wiodący globalny ubezpieczyciel należności handlowych, zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności w styczniu. W pierwszym miesiącu obecnego roku w oficjalnych źródłach (Monitor Sądowy i Gospodarczy) opublikowano łącznie 82 przypadki niewypłacalności przedsiębiorstw, co oznacza wzrost o 19% w stosunku do stycznia 2017 roku. Za ponad połowę przypadków – 44 – odpowiada sektor usług i produkcji. 18 niewypłacalności odnotowano w branży hurtowej i to ten dział gospodarki wygenerował najwyższy, bo 125% wzrost r/r. Palącym problemem wspomnianych sektorów staje się wzrost kosztów wynagrodzeń, co będzie również istotną determinantą dla problemów z niewypłacalnością w całym 2018 roku.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkują upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

  • 19% wzrost liczby niewypłacalności polskich firm w styczniu 2018 roku, w dalszym ciągu spowodowany brakiem poduszki powietrznej, wynikłej ze zbyt niskich marż.
  • Największe wzrosty rok do roku odnotowano w hurcie (+125%), sektorze produkcji (+29%), oraz w usługach (+22%). Warto podkreślić, że we wszystkich tych sektorach notujemy dynamiczny wzrost liczby niewypłacalności już drugi rok z rzędu. Istotnym problemem w tym roku staje się wzrost wynagrodzeń pracowniczych wymuszonych presją z rynku pracy.
  • W całym 2018 roku spodziewany jest dalszy wzrost liczby niewypłacalności spowodowany – z punktu widzenia przedsiębiorcy – brakiem poprawy na rynku pracy i dalszą presją na wzrost wynagrodzeń, jak również ogromnym ryzykiem, jakie za sobą niesie wejście 1 lipca br. przepisów wymuszających tzw. podzieloną płatność „split payment”.

W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Już od kilku miesięcy palącym problemem dla polskich przedsiębiorców stają się wydłużające się terminy płatności i rosnące zatory płatnicze. Właścicieli firm, szczególnie z sektora małych i średnich przedsiębiorstw, przytłacza z jednaj strony brak oszczędności spowodowany niską rentownością, a z drugiej rosnące koszty pracy spowodowane wymuszonym przez rynek wzrostem wynagrodzeń.

W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19 1

Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Wzrost liczby niewypłacalności pogłębiony wzrostem kosztów pracowniczych

Znaczący wzrost liczby niewypłacalności w produkcji, usługach oraz hurcie został odnotowany kolejny rok z rzędu. W chwili obecnej, głównym problemem firm jest bardzo znaczący wzrost kosztów wynagrodzeń, a także znikoma dostępność siły roboczej. Problemy dotykają przede wszystkim małe i średnie firmy, zwykle działające na lokalną, bądź co najwyżej regionalną skalę, które przegrywają rywalizację z większymi, lepiej zorganizowanymi, zasobniejszymi w gotówkę konkurentami.

– Kluczową przewagą konkurencyjną wielu producentów, jak i firm usługowych była przez lata niska baza kosztowa, wynikająca z wykorzystywania łatwo dostępnej, taniej siły roboczej. Zmiany na rynku pracy, jakie obserwujemy w ostatnim okresie, doprowadziły do zaniku tej przewagi. Zaniedbywane przez lata inwestycje w automatyzację pracy, brak innowacji produktowych i procesowych, utrudniają, bądź uniemożliwiają wręcz prowadzenie działalności w obecnych realiach rynkowych – wskazuje Tomasz Starus, Członek Zarządu ds. oceny ryzyka w Euler Hermes i dodaje: Podobnie ma się sprawa z hurtownikami. Trudno jest wskazać dominującą branżę, a niewypłacalność ogłaszają dystrybutorzy z wielu branż. Ich wspólnym mianownikiem jest niewielka skala działalności, nie pozwalająca im uzyskiwać korzystnych cen zakupu, co oznacza wyrok śmierci w starciu z dystrybucyjnymi gigantami, dysponującymi nieporównanie większą siłą przetargową.

W 2018 roku sytuacja na rynku pracy nie zmieni się, co determinuje dalsze problemy z rentownością firm

– Z uwagi na to, że wynagrodzenia nadal dynamicznie rosną, zaś bezrobocie pozostaje na bardzo niskim poziomie, w kolejnych miesiącach możemy spodziewać się kontynuacji wzrostu liczby niewypłacalnych firm we wszystkich tych obszarach gospodarki, gdzie koszty pracy stanowią znaczącą część całkowitych kosztów działalności. Jeśli dodamy do tego czekające nas w drugim półroczu bieżącego roku znaczące tąpnięcie płynności firm, wynikające z wejścia w życie podzielonej płatności, możemy założyć, że 2018 rok będzie, pomimo dynamicznie rosnącego PKB, kolejnym trudnym rokiem dla przedsiębiorców – podkreśla Tomasz Starus. 

Najwięcej przypadków niewypłacalności odnotowano w województwie mazowieckim oraz śląskim.

W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19 2 W styczniu liczba niewypłacalności wzrosła o 19 3Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Podobnie, jak i na początku roku ubiegłego, w czołówce województw z największą liczbą niewypłacalności znalazły się województwa mazowieckie i śląskie. Na ewidentny plus w przeciągu roku poprawiła się sytuacja w Małopolsce, gdzie liczba niewypłacalności spadła z 11 (ówczesny wicelider) do 4.

Eksperci apelują do rządu o ponowne przygotowanie przepisów o cyfrowych umowach telekomunikacyjnych. To ułatwiłoby życie milionom klientów

Eksperci apelują do rządu o ponowne przygotowanie przepisów o cyfrowych umowach telekomunikacyjnych. To ułatwiłoby życie milionom klientów 5

Zamiast uproszczenia wzorców umów telekomunikacyjnych klienci otrzymają obszerne i skomplikowane kontrakty, których nie będą w stanie zrozumieć – uważa Związek Przedsiębiorców i Pracodawców i apeluje do rządu o zaniechanie prac nad nowelizacją prawa telekomunikacyjnego. Jego zdaniem zmniejszeniu biurokracji mogą służyć cyfrowe rozwiązania, wzorowane na najlepszych, znanych na świecie zastosowaniach.

– Prawo narzuca operatorom takie sformułowania i rygory, że klient nie będzie w stanie w ogóle zrozumieć umowy. Intencją rządu są umowy paperless, a wychodzi jednak, że będą to umowy papermore. Klient, który przyjdzie ją podpisać, wyjdzie z książką telefoniczną, z której w dodatku nic nie rozumie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Cezary Kaźmierczak, prezes zarządu Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Zgodnie z proponowanymi zmianami klienci nie będą mogli już zmienić ani przedłużyć swojej umowy telefonicznie, tak jak dzieje się to teraz. Przepisy skomplikują też popularne wśród klientów aktywowanie usług np. pakietu danych. Firma telekomunikacyjna nie będzie mogła zrobić tego automatycznie po zakończeniu rozmowy. Aktywacja nastąpi dopiero po tym, jak klient zaloguje się do swojego konta e-mail, odczyta przesłaną korespondencję, zaakceptuje zmiany i odeśle ją operatorowi.

Nowe przepisy narzucają też firmom telekomunikacyjnym obowiązek automatycznego wysyłania klientom nagrań rozmów telefonicznych z biurem obsługi klienta. Po stronie operatorów rodzi to obowiązek przechowywania plików dźwiękowych na skrzynkach e-mailowych. Poza dźwiękowym zapisem rozmowy, klient otrzyma również – w miejsce obecnego jednostronicowego podsumowania zmian – szereg innych dokumentów, m.in. regulaminy i cenniki.

Rząd rozpoczął prace nad zmianą prawa telekomunikacyjnego, by zagwarantować klientom ochronę ich praw. Jednak zdaniem prezesa ZPP propozycje są niewspółmierne do założonego celu.

– Jestem subskrybentem kilku zagranicznych serwisów, w których nie podpisywałem „książki telefonicznej” i uważam, że moje interesy są dobrze chronione przez te firmy. Mogę w każdej chwili zrezygnować z umowy abonamentowej, po prostu przestając ją opłacać – mówi Cezary Kaźmierczak. – Trzeba się cofnąć, od nowa pochylić się nad tym. Przygotować rozwiązania, żeby podpisana umowa była przede wszystkim zrozumiała dla klienta.

Za przykład rozwiązań dobrych dla klientów i firm oferujących usługi w abonamencie ZPP wskazuje globalne koncerny Google, Netflix czy Spotify. Według prezesa związku umowy abonamentowe powinny spełniać trzy podstawowe kryteria: mieć przejrzysty cennik usług, regulamin usługi i nie mogą zawierać klauzul niedozwolonych (tzw. abuzywnych).

– Proponujemy rozwiązania, które są przyjęte wszędzie na świecie. Wielkie, globalne koncerny radzą sobie na takich umowach i nikt nie jest oszukiwany. Trzeba po prostu skorzystać z tych wzorców, zamiast tworzyć administracyjne monstra – tłumaczy Cezary Kaźmierczak. – Zwykle wystarczy podać numer karty kredytowej, zaakceptować regulamin danej usługi, który musi być zgodny z prawem i nie może zawierać klauzul niekorzystnych dla klienta, a potem, co miesiąc pobierana jest z karty kredytowej należność. Tego typu umowy powinny zostać wprowadzone w Polsce.

Nowe prawo telekomunikacyjne to kolejny z wielu ostatnich projektów, który jest kwestionowany przez przedstawicieli przedsiębiorców. Związek zwraca uwagę, że problemem jest przede wszystkim nadmierna biurokracja.

– W ubiegłym roku wyprodukowaliśmy tego tyle, że byłoby na cztery godziny czytania dziennie. Prawo zaczyna tracić jakiekolwiek swoje funkcje, bo trudno przestrzegać przepisów, których się nie zna – dodaje Cezary Kaźmierczak. – Rząd mówi o tym, że za jedną wprowadzoną ustawę będzie chciał likwidować dwie. To bardzo pozytywne działanie. Chcemy natomiast bardziej czerpać z wzorców światowych, bo Donald Trump za jedną wprowadzoną zlikwidował 27, więc może lepiej iść w tym kierunku.

Ujednolicenie umów o pracę ograniczy swobodę działania pracowników

Zmiany w regulacjach dotyczących warunków zawiązywania umów o pracę, umów zlecenie i o dzieło będą uwzględniały dużą cześć osób, które w tej chwili świadczą pracę różnego typu, w ogólnej grupie pracowników.

Oprócz zatrudnienia rozumianego jako stosunek pracodawca – pracobiorca, dotyczyć będą relacji zleceniodawca – zleceniobiorca oraz zlecający dzieło – wykonujący dzieło.

Działania te mają na celu umożliwienie wszystkim uzyskania większych wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych.

Niestety nie usprawni to w efektywny sposób transferu środków. Kiedy zatrudnienie określane jako „zlecenie” rozpatrywać będziemy jako prawo pracy, to zamkniemy możliwość ponoszenia odpowiedzialności danych osób – specjalistów za wykonywane przez nie czynności oraz swobodnego ich przechodzenia między podmiotami. W chwili, kiedy dużo osób wykonuje zawody niekoniecznie związane z jednym pracodawcą lub opierające się o realizację pracy w formie projektowej, często nie chcą one być zobowiązane regulacjami dotyczącymi prawa pracy.

 Mogłoby to jednak zrobić upowszechnienie systemu tego transferu, tak abyśmy mieli jak największą grupę osób objętych jednolitymi rozwiązaniami prawnymi – powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej –  Obecnie często mówi się o tym, żeby rozwiązaniami podatkowymi oraz związanymi z prawem pracy ograniczyć grupę, która nie płaci w ogóle składek na ubezpieczenie społeczne lub płaci je w innych wymiarach niż zatrudnieni na umowie o pracę. To jednak wkracza w zakres swobody umów oraz tego, aby każdy bez problemu kształtował zobowiązania i relacje z tym, komu dostarcza swoją pracę. Tymczasem prawo pracy określa jednoznacznie zakaz konkurencji czy okresy, kiedy i na jakich warunkach można rozwiązać daną umowę oraz to, jak i kiedy zwolnić kogoś z wykonywania świadczenia pracy. Odbieranie ludziom możliwości swobodnego kształtowania wiążących ich umów jedynie w celu zapewnienia wpływów do funduszu ubezpieczeń społecznych, to kazus jeszcze większego komplikowania sytuacji na rynku. To także może być bodziec do konstruowania rozbudowanych umów o dziwnej treści, które jeszcze bardziej będą wymykać się z regulacji kodeksu pracy – dodała Durlik.

Polacy najchętniej czytają kryminały i fantastykę. Wśród ulubionych pisarzy są Remigiusz Mróz i Zygmunt Miłoszewski

Polacy najchętniej czytają kryminały i fantastykę. Wśród ulubionych pisarzy są Remigiusz Mróz i Zygmunt Miłoszewski 6

Z danych serwisu lubimyczytac.pl wynika, że kobiety zdecydowanie częściej czytają kryminały, romanse i powieści obyczajowe, z kolei mężczyźni chętniej stawiają na pozycje techniczne, historyczne, biznesowe oraz literaturę faktu. Im jesteśmy starsi, tym bardziej interesujemy się literaturą z wyższej półki. Do najpoczytniejszych autorów należą Stephen King, Agatha Christie, Remigiusz Mróz, Zygmunt Miłoszewski i Andrzej Sapkowski.

Z ostatniej edycji badania „W sieci o książkach”, przeprowadzonego przez serwis lubimyczytac.pl we współpracy z Polską Izbą Książki, wynika, że sięgając po kolejną książkę, aż  69 proc. czytelników zwraca uwagę na rekomendacje internetowe, 59 proc. sugeruje się opinią rodziny i znajomych.

– Kobiety czytają bardzo dużo kryminałów, romansów, powieści obyczajowych, z kolei mężczyźni sięgają najchętniej po non-fiction, ale też fantastykę i kryminały – mówi agencji Newseria Anna Misztak, redaktor naczelna portalu lubimyczytac.pl.

Z raportu wynika, że czytamy więcej książek papierowych niż w 2016 roku. Ankietowani deklarują, że często czytają 2–3 książki jednocześnie i z reguły doczytują je do końca.

– Im jesteśmy starsi, tym chętniej sięgamy po literaturę z wyższej półki. Bardzo nas cieszy, że obserwujemy wzrost zainteresowania książkami u dzieci i młodzieży. Mam nadzieję, że z czasem przełoży się to na poprawę statystyk czytelnictwa w Polsce – mówi Anna Misztak.

Wśród ulubieńców polskich czytelników są najpopularniejsi zagraniczni pisarze, m.in. Jaume Cabré, Neil Gaiman, Stephen King, Jo Nesbø, Orhan Pamuk, Zadie Smith, Andy Weir i Carlos Ruiz Zafón.

– Co roku „Forbes” publikuje listę najbogatszych pisarzy. Od wielu lat na pierwszym miejscu był James Patterson, którego w tym roku zdetronizowała J.K. Rowling. Nazwiska pisarzy w pierwszej piętnastce od lat pozostają praktycznie bez zmian. Cokolwiek wydadzą, wzbudza to dużą sensację i będzie się dobrze sprzedawało. W Polsce też mamy równie popularnych autorów. Są to chociażby Remigiusz Mróz, Katarzyna Puzyńska czy Katarzyna Bonda – mówi Anna Misztak.

Serwis lubimyczytac.pl już po raz trzeci organizuje plebiscyt na Książkę Roku. W dwunastu kategoriach nominowanych jest 240 książek – w tym 79 polskich autorów. Polacy zdecydowanie dominują w kategoriach autobiografia, biografia, wspomnienia oraz literatura faktu i publicystyka. Pisarze zagraniczni zmonopolizowali natomiast takie kategorie, jak literatura młodzieżowa, literatura obyczajowa, romans i fantastyka młodzieżowa – w każdej z nich nominację otrzymał tylko jeden Polak.

– Dla wielu pisarzy już sama nominacja jest dużym osiągnięciem, ponieważ jest to nagroda przyznawana przez czytelników, a zatem przez grono, do którego najbardziej chcą dotrzeć. O zwycięstwie nie decyduje wąskie jury, a sami czytelnicy – ludzie, którzy kupują ich książki w księgarniach, wypożyczają je w bibliotekach, polecają je w serwisie i wystawiają im opinie. Nie mam wątpliwości, że dla pisarzy i pisarek to bardzo ważna nagroda – mówi Anna Misztak.

Plebiscyt potrwa do końca lutego w portalu lubimyczytac.pl. Głos może oddać każdy miłośnik książek, wystarczy posiadać konto w serwisie. W ubiegłym roku na najlepsze książki oddano aż 110 tysięcy głosów, a organizatorzy są przekonani, że tegoroczne wyniki będą jeszcze bardziej imponujące.

Bezpłatne warsztaty networkingowe w poznańskim Idea Hub – 22 lutego o godzinie 18:00

Według najnowszych badań StartUp Polska, bardzo mała liczba, bo jedynie 11 proc. polskich startupowców w 2017 roku zamierzało sfinansować swój biznes korzystając z crowdfundingu. Spotkanie poruszające temat korzyści płynących z crowdfundingu, już w najbliższy czwartek, 22 lutego o godzinie 18:00 w poznańskim Idea Hub. Gościem będzie Kamil Dziadkiewicz specjalista ds. marketingu i komunikacji w Swimmo, firmie produkującej inteligentne zegarki pływackie, która za pośrednictwem Kickstartera zebrała kwotę w wysokości 184 350 dolarów.

Blisko 20 lat temu w Stanach Zjednoczonych fani, w wyniku przeprowadzonej w internecie kampanii, sfinansowali trasę koncertową zespołu Marillion. Zebrano wówczas 60 tys. dolarów. Grupa odwdzięczyła się, umożliwiając wpłacającym przedpremierowe nabycie jej nowego albumu. To wydarzenie umownie określa się jako początek tzw. crowdfundingu, czyli finansowania społecznościowego. Polega ono na wpłacaniu dowolnych kwot na określony cel bezpośrednio przez osoby zainteresowane daną ideą czy produktem. W crowdfundingu pośredniczą media społecznościowe oraz specjalne portale internetowe. Najbardziej znanym jest ogólnoświatowy Kickstarter, zaś wśród polskich wymienić można m.in. Polakpotrafi.pl, Patronite.pl czy Zrzutka.pl.

Polacy ostrożni w finansach

Polacy plasują się na 5. miejscu wśród najbardziej nieufnych narodów na świecie – wynika z danych agencji Edelman. Przekłada się to również na biznes. Wciąż nieliczni przedsiębiorcy w naszym kraju rozważają opcję pozyskiwania funduszy na rozwój swojego biznesu w sposób inny niż np. środki własne czy kredyt bankowy. Według Raportu StartUp, najpopularniejszym źródłem zewnętrznego kapitału dla polskich startupowców są: venture capital (krajowy lub zagraniczny), finansowanie z funduszy unijnych, zagraniczni aniołowie biznesu czy programy akceleracyjne. Wielu z polskich przedsiębiorców prawdopodobnie nie zdaje sobie nawet sprawy, jak duże możliwości stwarza im obecnie rynek. Aktualnie organizowane są m.in. takie wydarzenia, jak konkursy, które umożliwiają pozyskanie grantów. Startupowcy mogą także postarać się o  wsparcie ze strony akceleratorów czy sfinansowanie projektu z Krajowego Funduszu Kapitałowego.

Crowdfunding pozwala rozwinąć skrzydła

Mimo iż praktyka crowdfundingu w Polsce dopiero się rozwija, można przytaczać wiele przykładów na wykorzystywanie tej formy finansowania. Wśród nich wymienić można m.in. duet muzyczny Paula&Karol, którzy dzięki crowdfundingowi wydali płytę, iluzjonistę Macieja “Y” Dzięgielewskiego, który ze zbiórki publicznej sfinansował produkcję kolekcjonerskich kart, co w rezultacie przyniosło mu prawie 8-krotnie większy zysk w porównaniu do jego wstępnych założeń. Łódzka gra SUPERHOT zaś uzyskała na Kickstarterze przeszło 250 tys. dolarów. Przez wiele lat był to rekord wśród polskich projektów, jednak w ubiegłym roku przebił go Bivrost –  producent sprzętu dla profesjonalistów tworzących wideo 360 stopni. W nieco ponad miesiąc firma zebrała 1,6 mln złotych. W styczniu 2018 roku i ten rekord został pobity – polska firma, chcąca wydać grę planszową Nemesis, dzięki działaniom crowdfundingowym na Kickstarterze zebrała fundusze 62 razy wyższe niż zakładał pierwotny cel. Na świecie te liczby robią jeszcze większe wrażenie – Fidget Cube, kostka służąca do rozładowywania stresu uzyskała 43-krotność środków w odniesieniu do potrzebnych funduszy.

Dotychczasowy limit środków pozyskanych za pomocą crowdfundingu wynosił 100 tys. euro, czyli w przybliżeniu 430 tys. złotych. Jednak wchodzące w najbliższym czasie rozporządzenie ma zwiększyć tę kwotę aż 10-krotnie. Dla przedsiębiorców oznacza to szersze możliwości finansowe wsparcia rozwoju ich biznesu.

Kickstarter w praktyce – jak to wygląda?

Dzięki crowdfundingowi sukces odniosła również firma Swimmo, produkująca inteligentne zegarki pływackie. Jej specjalista ds. marketingu oraz komunikacji, Kamil Dziadkiewicz, będzie gościem poznańskiego Idea Hub przy ul. Małe Garbary 9 w czwartek, 22 lutego o godzinie 18:00. Opowie m.in. o tym, kto może szukać wsparcia finansowego na Kickstarterze, jakie darmowe oraz płatne formy pomocy powinni wykorzystać przedsiębiorcy oraz od czego w ogóle zacząć. Uczestnicy dowiedzą się także, jak przygotować kampanię promocyjną oraz w jaki sposób zorganizować pracę zespołu podczas jej trwania.

Kamil Dziadkiewicz zajmuje się strategią komunikacji w Swimmo. Przeprowadził z sukcesem kampanię na Kickstarterze. Zdobywał doświadczenie w największych stacjach telewizyjnych takich jak TVP2, TVN czy Polsat oraz w agencjach reklamowych, gdzie zajmował się mediami społecznościowymi i komunikacją marki w internecie.

PKN ORLEN wypowiada umowę Just Drive

W związku z niewywiązaniem się przez firmę ITMAGINATION AUTOMOTIVE Sp. z o.o. (Just Drive), z postanowień umownych, PKN ORLEN podjął decyzję o wypowiedzeniu umowy o współpracy. Głównym powodem zakończenia współpracy była sytuacja, w której udostępniony klientom przez spółkę ITMAGINATION AUTOMOTIVE Sp. z o.o. model funkcjonowania produktu był inny od uzgodnionego pomiędzy stronami. Pragniemy przy tym podkreślić, że PKN ORLEN, w każdym momencie współpracy z ITMAGINATION AUTOMOTIVE Sp. z o.o., działał i nadal działa zgodnie z postanowieniami umownymi i obowiązującymi przepisami prawa, a także dobrymi praktykami rynkowymi.

Informujemy również, że już od dnia udostępnienia aplikacji klientom, tj. 01.02.2018 r. PKN ORLEN podjął rozmowy z firmą ITMAGINATION AUTOMOTIVE Sp. z o.o. aby wypracować takie warunki współpracy, które pozwoliłyby na funkcjonowanie aplikacji Just Drive zgodnie z deklarowanym przez tą firmę i uzgodnionym z PKN ORLEN scenariuszem biznesowym. Wszystkie podjęte próby znalezienia porozumienia okazały się nieskuteczne. W związku z powyższym PKN ORLEN podjął decyzję o wstrzymaniu dalszych rozmów.

Jednocześnie pragniemy podkreślić, że PKN ORLEN, myśląc o budowie wartości, niezależnie od perspektywy biznesowej, aktywnie angażuje się w innowacyjne projekty i wspieranie polskiej przedsiębiorczości. Stąd bieżąca współpraca z polskimi ośrodkami naukowymi w zakresie badań i rozwoju, a także wdrażanie innowacyjnych pomysłów realizowanych przez polskie firmy. Nie ma jednak miejsca w Koncernie na współpracę z nierzetelnymi kontrahentami, którzy nie przestrzegają zobowiązań umownych i zasad etyki biznesowej.

STIR, czyli fiskus wszechwiedzący. Po co skarbówce wgląd w konto przedsiębiorcy?

Determinacja rządu w uszczelnianiu systemu podatkowego nikogo już chyba nie dziwi. Do tej pory zmiany legislacyjne polegały na modyfikacji przepisów podatkowych, które w opinii fiskusa były nadużywane przez nieuczciwych podatników. Tym razem aparat skarbowy – wyraźnie usatysfakcjonowany wzrostem dochodów budżetowych – został wyposażony w narzędzia inwigilacyjne zezwalające na całodobowy monitoring przepływu środków pieniężnych pomiędzy rachunkami płatniczymi firm.

Tak gruntowne zmiany mogą budzić uzasadniony niepokój wśród przedsiębiorców, zwłaszcza że przyznane szefowi KAS szerokie uprawnienia naruszają wolności i prawa zagwarantowane w Konstytucji, w szczególności pojawiają się obawy nadmiernej ingerencji państwa w swobodę prowadzenia działalności gospodarczej.

W czym tkwi problem?

Pod koniec listopada 2017 r. Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustaw w celu przeciwdziałania wykorzystywaniu sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych, potocznie nazywaną ustawą STIR (system teleinformatyczny izby rozliczeniowej). Choć tytuł ustawy wyraźnie nawiązuje do walki z przestępczością podatkową, to jej treść sprowadza się de facto do ścisłej kontroli i monitorowania operacji bankowych dokonywanych przez podmioty gospodarcze z wykorzystaniem systemów teleinformatycznych banków i SKOK-ów. Dotyczy to nawet tych podmiotów, wobec których nie zostały jeszcze wszczęte żadne czynności w ramach procedury karnoskarbowej. Uchwalona regulacja nie określa więc wprost, w jaki sposób zwalczać oszustwa podatkowe, natomiast stwarza dogodne warunki do wzmożonej aktywności fiskusa i jego ingerencji w prowadzenie działalności gospodarczej.

Mnogość kontroli

W tej chwili w polskim prawie występują co najmniej trzy procedury szczególne związane z identyfikacją przestępczości gospodarczej w zakresie prawa podatkowego (wynikające z prawa bankowego, ustawy o spółdzielczych kasach oszczędnościowo-kredytowych oraz ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu). Zdaniem projektodawców obecny system kontroli – choć bardzo rozbudowany – nie służy wykrywaniu przestępstw skarbowych i ich zapobieganiu. Dlatego też ustawa STIR rozszerzyła uprawnienia szefa KAS o kolejny mechanizm kontrolny – analizę ryzyka.

W tym celu organ centralny KAS będzie realizował swoje zadania dwutorowo, poprzez:

  • analizę własną przeprowadzoną przez organy KAS w oparciu o dane pochodzące z banków i SKOK-ów oraz dane pochodzące z deklaracji podatkowych i innych dostępnych publicznie źródeł, oraz
  • analizę przygotowaną przez izbę rozliczeniową, która będzie ustalać w swoim systemie teleinformatycznym wskaźnik ryzyka na podstawie danych pochodzących z banków i SKOK-ów oraz innych publicznie dostępnych danych, przekazanych z Centralnego Rejestru Podmiotów – Krajowej Ewidencji Podatników (CRP KEP).

Podział kompetencji pomiędzy instytucje publiczne i komercyjne podmioty sektora bankowego obejmie cały system przepływów pieniężnych o charakterze bezgotówkowym.

Blokada rachunku

Niewątpliwie najpoważniejszym zagrożeniem dla przedsiębiorców jest umocowanie szefa KAS do podejmowania decyzji w zakresie blokady rachunku firmy w związku z rezultatem przeprowadzonej analizy ryzyka. Oznacza to nic innego jak tylko czasowe uniemożliwienie korzystania ze środków pieniężnych zgromadzonych na rachunku firmowym w banku lub w SKOK-u. Izba rozliczeniowa, czyli podmiot odpowiedzialny za obsługę płatności, będzie analizowała treść dokonywanych operacji na rachunkach bankowych firmy z wykorzystaniem dostępnych rejestrów publicznych i informacji bankowych, po czym określi – za pomocą ustalonego wskaźnika ryzyka – i zaraportuje szefowi KAS, czy działania firmy kwalifikują się do podjęcia dalszych czynności. Jeżeli działania analityczne wykażą związek wykorzystywania systemów bankowych z wyłudzaniem podatku, wówczas szef KAS może wydać postanowienie o blokadzie rachunku (lub rachunków) firmy na 72 godziny (w niektórych przypadkach z możliwością przedłużenia nawet do 3 miesięcy!), uniemożliwiając tym samym dokonywanie obciążeń konta w czasie blokady. Równolegle szef KAS podejmuje dalsze czynności i przeprowadza postępowanie wyjaśniające, by stwierdzić, czy informacje uzyskane w trakcie analizy ryzyka rzeczywiście mają związek z wyłudzaniem podatku. W tym celu zawiadamia prokuraturę, właściwy urząd celno-skarbowy oraz przekazuje postanowienie o blokadzie do banku lub SKOK-u. Co prawda tryb zaskarżania takiego postanowienia do sądu administracyjnego, po uprzednim złożeniu wniosku o ponowne rozpatrzenie sprawy, został przyspieszony, jednak nadal nie wstrzymuje to blokady rachunku.

Jak się ustrzec negatywnych konsekwencji?

Bezwzględny radykalizm ustawodawcy wypacza istotę społecznej gospodarki rynkowej opartej na wolności działalności gospodarczej i własności prywatnej. Co więcej, uchwalone prawo cechuje się niebywałą uznaniowością działania organów KAS na podstawie niedookreślonych i niespójnych kryteriów, szumnie nazwanych „algorytmem ryzyka”, skonstruowanych w taki sposób, że każdy podmiot gospodarczy może znaleźć się pod lupą odpowiednich instytucji finansowych i skarbowych. Tym samym po raz kolejny działania ustawodawcy podatkowego znacząco ograniczają poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji w prowadzeniu biznesu w imię rozszerzenia biurokracji i mechanizmów kontrolnych służb skarbowych.

Próbując odnaleźć się w nowych uwarunkowaniach, należałoby przeprowadzić gruntowny audyt polityki finansowej w firmie, ze szczególnym uwzględnieniem płatności dokonywanych z podmiotami powiązanymi oraz firmami o wątpliwej wiarygodności biznesowej i podatkowej. Transparentność obrotu bezgotówkowego może się bowiem okazać cennym atutem i uchronić firmy przed niepożądanymi zakusami organów skarbowych na ich płynność i niezależność finansową.

Autor: radca prawny Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Łączna wartość zaległości płatniczych Polaków osiągnęła na koniec 2017 r. 64,49 mld zł

Ponad 2 mln 515 tys. Polek i Polaków nie radziło sobie z terminową spłatą kredytów i bieżących rachunków na koniec 2017 r. Wartość ich przeterminowanych zobowiązań sięgnęła 64,5 mld zł. Przez rok długi wzrosły o 10,8 mld zł, a niesolidnych dłużników przybyło 193 tys. Ich liczba dorównuje już niemal liczbie dorosłej ludności woj.: lubuskiego, opolskiego i podlaskiego – wynika z najnowszego rocznego Raportu InfoDług opublikowanego przez BIG InfoMonitor.

W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor oraz BIK znajduje się już 2 515 045 osób z problemami w terminowym opłacaniu rachunków i kredytów. Łączna wartość ich zaległości osiągnęła na koniec 2017 r. 64,49 mld zł. Średnia zaległość to już 25 643 zł o 2 524 zł więcej niż rok temu. Rekordzista, 61 latek z Lubelszczyzny, ma zadłużenie na ponad 66 mln zł.

Raport prezentuje dane o niespłacanych: ratach kredytów, pożyczek, bieżących rachunkach za telefon, media oraz alimentach, grzywnach sądowych, opłatach karnych za jazdę bez biletu, pokazuje też długi windykowane. Zaległość dotyczy sum wynoszących min. 200 zł wobec jednego wierzyciela, opóźnionych o co najmniej 60-dni, choć od 13 listopada 2017 r. wierzyciele mogą wpisywać dłużników już po 30 dniach opóźnienia płatności.

W minionym roku utrzymał się trend z 2016, szybszego tempa wzrostu kwoty zaległości niż liczby dłużników. Tym razem wartość długów powiększyła się o 20 proc. – 10,8 mld zł, a liczba osób z problemami o ponad 8 proc. – 193 tys. Wzrost liczby dłużników jest m.in. efektem rozwoju BIG InfoMonitor. Wierzyciele coraz częściej korzystają z działania windykacyjnego, jakie oferuje BIG, utrudniając dłużnikom zaciąganie kolejnych zobowiązań zanim nie spłacą dotychczasowych. W minionym roku firmy pobrały z BIG InfoMonitor niemal 19 mln raportów sprawdzających solidność płatniczą konsumentów, było ich o 1,8 mln sztuk więcej niż rok wcześniej.

O prawie miliard złotych miesięcznie rosły długi Polaków

– Można zakładać, że na wzrost udziału wysokich zaległości i spadek niskich, może mieć wpływ poprawa sytuacji finansowej gospodarstw domowych, która z jednej strony podwyższa aspiracje konsumpcyjne i zwiększa zdolność kredytową przekładając się na wyższe kwoty zaciąganych kredytów, a z drugiej pozwala spłacić ciążące na nich do tej pory niewysokie zaległości. Dobrze pokazały to nasze badania przeprowadzone wśród beneficjentów programu 500+. Dla 30 proc. ankietowanych gospodarstw domowych, zastrzyk finansowy w postaci 500+, był szansą na spłacenie ciążących na nich nieuregulowanych zobowiązań częściowo lub w całości, ale dla 5 proc. okazał się sposobem na uzyskanie wreszcie kredytu lub pożyczki, bo wcześniej nie mieli wystarczającej zdolności kredytowej. Dla kolejnych 5 proc. była to szansa na zwiększenie pożyczanej sumy – mówi Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

O prawie miliard złotych miesięcznie rosły długi Polaków 2

W Raporcie InfoDług przybyło głównie osób z długami wynoszącymi co najmniej 10 tys. zł, stanowią one już 40 proc. ogólnej liczby niesolidnych dłużników widocznych w BIG InfoMonitor i BIK. W efekcie, średnia wartość zaległości jednej osoby wzrosła z 23 119 zł do 25 643 zł (11 proc.). Dalej natomiast spada udział osób z mniejszymi zaległościami. Z niespłacanym długiem do 5 tys. zł na koncie, pozostaje obecnie niecałe 46 proc. dłużników wobec 48 proc. przed rokiem i 52 proc. przed dwoma laty.

– Należy też pamiętać, że popadanie w długi to nie tylko kwestia posiadanych dochodów, ale również umiejętności zarządzania pieniędzmi, rozsądnego wydawania, pohamowania impulsywnych zachowań zakupowych czy kredytowych. Nie zawsze wzrost dochodów oznacza lepsze zarzadzanie budżetem, a większy budżet może powodować popełnianie błędów na wyższych kwotach. Niezależnie od kwoty wpływającej na konto konieczna jest dyscyplina i planowanie – dodaje Sławomir Grzelczak.

8 na 100 dorosłych Polaków ma problemy finansowe

Przyrost liczby osób nieregulujących terminowo zobowiązań spowodował zauważalny wzrost Indeksu Zaległych Płatności Polaków. Wskaźnik pokazujące liczbę niesolidnych dłużników przypadającą na 1000 dorosłych Polaków i dla całego kraju wynosi już 79,7 pkt wobec 73,8 pkt przed rokiem. Statystycznie więc 8 na 100 dorosłych Polaków ma problemy finansowe. Zdecydowanie częściej są to mężczyźni, bo wśród niesolidnych dłużników jest ich ponad 62 proc.

O prawie miliard złotych miesięcznie rosły długi Polaków 3

Największe prawdopodobieństwo spotkania osoby z kłopotami istnieje wśród 35-44 latków. W tej kategorii wiekowej co dziewiąty ma problem z przeterminowanymi płatnościami (10,5 proc.). Między 35 a 44 lata ma co czwarty z 2,5 mln dłużników. Na dodatek, do nich należy niemal co trzecia niespłacona złotówka z 64,5 mld zł zaległości.

W ciągu roku najwięcej dłużników przybyło na Mazowszu, Pomorzu i Dolnym Śląsku

Przez rok najwięcej niesolidnych dłużników przybyło w województwach: mazowieckim, pomorskim, lubuskim, dolnośląskim i zachodniopomorskim (od 9,4 do 10,4 proc.). Pierwsza trójka nie zmieniła się i należą do niej Mazowsze, Śląsk oraz Dolny Śląsk. Na Mazowszu długi powiększyły się przez rok o prawie 2,2 mld zł, a liczba dłużników o 29,9 tys. Na Śląsku było to odpowiednio 1,3 mld zł oraz 26,5 tys. osób, a na Dolnym Śląsku prawie 1 mld zł nowych zaległości i 21,7 tys. dłużników.O prawie miliard złotych miesięcznie rosły długi Polaków 4

Cryptojacking coraz powszechniejszy, trafił już nawet na YouTube

Problem złośliwego oprogramowania służącego do wydobywania kryptowalut na komputerze nieświadomej tego ofiary jest coraz powszechniejszy. W ostatnich tygodniach analitycy z laboratorium FortiGuard Labs firmy Fortinet odkryli kolejne przykłady stron służących do cryptojackingu.

Jeszcze w grudniu zeszłego roku analitycy Fortinet odkryli zaatakowaną stronę internetową – acenespargc [.] com. Badając kod źródłowy, zauważyli podejrzany zaszyfrowany skrypt, dokonujący konwersji wszystkich znaków na liczby. Za pomocą narzędzia o nazwie CharCode Translator, przywrócono pierwotne znaki. Umożliwiło to pobranie linku, który przekierowuje do strony scamera lub do strony phishingowej. Korzystając z tej techniki, przestępcy są w stanie ukryć złośliwe adresy URL.

Technika ta została już zaadaptowana przez cyberprzestępców do ukrycia JavaScriptu służącego do wydobywania kryptowalut w zainfekowanych witrynach. W ten sposób każdy, kto odwiedza stronę, zostanie zainfekowany, a jego komputer rozpocznie pracę dla cyberprzestępcy.

Klasyfikujemy tę aktywność jako złośliwą, ponieważ wykorzystuje zasoby urządzenia innych osób bez ich zgody – wyjaśnia Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet. – Cryptojacking znacznie spowalnia komputer, ponieważ jego procesor jest w pełni wykorzystywany także po odwiedzeniu strony.

Kolejny przykład złośliwego skryptu został znaleziony na stronie blackberrymobile.com:

CryptojackingLiczba cyberprzestępców, którzy chcą zarabiać poprzez przejęcie kontroli nad cyklem procesora, rośnie, a złośliwe oprogramowanie wykorzystywane do tego celu pojawia się w kolejnych miejscach w sieci. Kilka dni temu w serwisie YouTube pojawiło się kilka złośliwych reklam. Na szczęście YouTube zachował czujność i znalazł problem, po czym usunął te reklamy w ciągu dwóch godzin.Cryptojacking 2

Co możesz zrobić, aby nie stać się ofiarą cryptojackingu?

  • Wyczyść pamięć podręczną przeglądarki lub zainstaluj odpowiednie oprogramowanie, np. CCleaner, aby znaleźć i usunąć z komputera niepotrzebne pliki i nieprawidłowe wpisy rejestru systemu Windows;
  • Wyłącz JavaScript w przeglądarce, ewentualnie uruchom narzędzie lub rozszerzenie blokujące skrypt;
  • Zainstaluj oprogramowanie antywirusowe.

Nestlé S.A. ogłasza wyniki finansowe za 2017 rok

Rok 2017 firma zamknęła z 2,4% wzrostu organicznego i wzrostem zysku operacyjnego o 50 punktów bazowych przy zachowaniu stałego kursu walutowego. W 2018 roku Nestlé będzie dążyć do osiągnięcia organicznego wzrostu na poziomie od 2% do 4%.

Wyniki szczegółowe:

  • 2,4% wzrost organiczny dzięki 1,6% rzeczywistego wzrostu wewnętrznego (RIG) i pozytywnemu +0,8% wpływowi zmiany cen sprzedaż całkowita na poziomie 89,8 mld CHF, wzrost o 0,4%, przy 1,9% negatywnym wpływie restrukturyzacji portfolio (główny wpływ joint venture Froneri)
  • zysk operacyjny na poziomie 16,4% oznacza 40 punktów bazowych wzrostu w stosunku do roku poprzedniego i 50 punktów bazowych przy zachowaniu stałego kursu walutowego
  • zysk na akcję wzrósł o 4,6% do poziomu 3,55 CHF (przy zachowaniu stałego kursu walutowego +4,7%) proponowane zwiększenie dywidendy do 2,35 CHF za akcję (+2,2%)

Perspektywy na rok 2018: firma będzie dążyć do osiągnięcia organicznego wzrostu na poziomie od 2% do 4% przy jednoczesnej poprawie zysku operacyjnego i zwiększaniu efektywności kapitałowej. Koszty restrukturyzacyjne przewidywane są na około 700 mln CHF.

W ciągu ostatnich kilku miesięcy z sukcesem dokonaliśmy zmian w naszym portfolio. Przewidujemy, że w 2018 roku osiągniemy wzrost organiczny na poziomie od 2% do 4%. Spodziewamy się również poprawy zysku operacyjnego na akcję mierzonego przy zachowaniu stałego kursu walutowego, a także wzrostu efektywności kapitałowej. Jednocześnie kontynuujemy inwestycje, których celem jest dalszy rozwój i efektywność ekonomiczna, średni jednocyfrowy wzrost organiczny oraz znaczna redukcja kosztów strukturalnych do 2020 roku. Chcemy to osiągnąć dzięki innowacjom i odświeżaniu naszych najważniejszych produktów – powiedział Mark Schneider, Prezes Nestlé S.A.

Obcy kontra Bitcoin

Kryptowaluty odbijają się od dna, bitcoin odzyskał poziom 10 tys. dolarów. Jednak szał na kryptowaluty i ich wykopywanie wywołuje też zdumiewające konsekwencje. Poszukiwacze życia w kosmosie skarżą się, że na rynku zaczyna brakować kart graficznych…, a Islandia przeznaczy więcej energii na kopanie kryptowalut niż na zasilanie domów – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Cena bitcoina w nieco ponad tydzień wzrosła o ok. 4 tys. dolarów. Choć dziś najpopularniejsza kryptowaluta kosztuje o połowę mniej niż w połowie grudnia, gdy osiągała historyczny szczyt – 20 tys. dolarów, to znów mamy do czynienia z trendem wzrostowym. Na korzyść bitcoina oraz innych kryptowalut pozytywnie może oddziaływać czynnik, który wcześniej był jednym z głównych powodów przeceny na rynku.

Koreański krok w tył

Korea Południowa była jednym z pierwszych krajów, w których rząd poszedł na wojnę z kryptowalutami. Koreańskie władze przedstawiały propozycję praktycznie całkowitego zakaz handlu tymi walutami. Wstrząsnęło to rynkiem, ponieważ chodzi o kraj, który jest źródłem ogromnego popytu na kryptowaluty. O skali zapotrzebowania najlepiej mówi fakt, że w styczniu w Korei Południowej bitcoin kosztował momentami o 50 proc. więcej niż w USA czy Europie.

Teraz jednak rząd azjatyckiego państwa wycofuje się z całkowitego zakazu handlu na rzecz zwiększenia przejrzystości handlu. To jedna z niewielu dobrych w ostatnim czasie wiadomości dla rynku kryptowalut, ale może dać impuls do zwiększenia popytu i – w efekcie – do dalszych wzrostów cen. Popyt, który śmiało można nazwać szałem, już wywołuje zadziwiające następstwa.

Gorączka wydobycia na Islandii

Jak podaje “The Washington Post”, zużycie energii na wykopywanie kryptowalut w Islandii może zwiększyć się nawet dwukrotnie, osiągając blisko 100 megawatów w całym 2018 r. Oznaczałoby to większe zużycie niż przekazywane na zasilanie domów w całym kraju.

Boom na Islandii w tym kontekście związany jest przede wszystkim ze stosunkowo niskimi cenami energii pochodzącej ze źródeł odnawialnych oraz dobrego chłodzenia dla ogromnej ilości komputerów, ze względu na naturalne warunki klimatyczne.

Nieoczekiwany wyścig o karty graficzne

Jeszcze bardziej niecodzienną konsekwencją astronomicznego rozwoju rynku kryptowalut mogą być utrudnienia w poszukiwaniu inteligentnych form życia w kosmosie.

SETI (Search for Extraterrestrial Intelligence), organizacja, której stacje na całym świecie szukają pozaziemskich sygnałów, zużywa mnóstwo kart graficznych do przetwarzania ogromnej ilości danych. Niektóre teleskopy poszukiwaczy wymagają aż 100 kart.

SETI chciałaby rozbudować swoją działalność w dwóch stacjach, ale napotkała na problem. Popyt ze strony “kopaczy” kryptowalut, którzy także potrzebują kart graficznych, był tak duży, że stały się one nieosiągalne. Dr Dan Werthimer z Seti mówił w rozmowie z BBC, że “chcielibyśmy używać najnowszych procesorów graficznych, ale nie możemy ich dostać”.

I tak oto wykopywanie kryptowalut koliduje z poszukiwaniami życia pozaziemskiego i uzyskaniem odpowiedzi na pytanie: “Czy jesteśmy sami we wszechświecie?”…

A przecież to dopiero początek

Choć bezpośrednio kryptowaluty w ograniczony sposób wpływają na rynki finansowe, a duża część instytucji finansowych nawet otwarcie potępia ich używanie, to realny wpływ kryptowalut na naszą codzienność już dziś jest niepodważalny. A przecież jesteśmy dopiero na początku rozwoju tego rynku i wraz z postępem te wirtualne, nienamacalne waluty będą najprawdopodobniej odgrywały coraz większą rolę w naszym życiu.

Spadek inflacji w Polsce. Ropa znów w górę

Inflacja w Polsce zgodnie z oczekiwaniami znów spadła poniżej poziomu 2%. Dane ze Stanów Zjednoczonych najpierw umocniły potem osłabiły dolara. Ropa naftowa odrobiła sporą część spadków.

Spadek inflacji w Polsce

Zgodnie z oczekiwaniami analityków w styczniu inflacja w ujęciu rocznym rosła o 1,9%. Miesiąc wcześniej było to jeszcze 2,1%. Dane te nie wzbudziły większej reakcji rynkowej, gdyż były zgodne z oczekiwaniami. Warto jednak spojrzeć na ich wpływ w dłuższym okresie. Inflacja zbliżała się już do celu inflacyjnego co mogło skutkować podwyżkami stóp procentowych. W obecnej sytuacji horyzont czasowy takiego ruchu po raz kolejny się oddala. Jest to zatem ruch w dłuższej perspektywie osłabiający złotego.

Dane z USA

Wczoraj poznaliśmy o 14:30 dwa odczyty danych makroekonomicznych. Po pierwsze była to inflacja. Która w skali roku utrzymała 2,1% wzrostu wobec oczekiwanego spadku do 1,9%. Po drugie poznaliśmy wyniki sprzedaży detalicznej. Rynki oczekiwały wzrostów w ujęciu miesięcznym a pojawiły się spadki. Co ciekawe pierwsza reakcja była bardzo korzystna dla dolara. Wyższa inflacja spowodowała gwałtowny ruch w kontraktach na stopę procentową. Szansa na podwyżkę stóp procentowych w marcu tylko wczoraj wzrosła o ponad 4% i wynosi już 83,1%. Ruch ten trwał jednak zaledwie kilka minut po czym dolar zaczął tracić. Stopy procentowe to nie wszystko, a brak realnych podstaw w gospodarce znacznie bardziej straszył inwestorów. W związku z czym nie tylko oddał pierwsze umocnienie, ale dodatkowo do końca dnia stracił jeszcze prawie 1% na wartości.

Spadające zapasy ropy naftowej

Luty pokazał nam silne spadki na ropie naftowej. Pojawiło się w prasie bardzo dużo analiz przepowiadających, że cena ropy nie będzie szła dalej w górę a wręcz będzie spadać. Powodem miała być aktywizacja producentów łupkowych w USA oraz wzrost liczby wierceń. Dodatkowo przy wzroście produkcji spoza OPEC była spora szansa na pęknięcie jedności w wydobyciu przez tą organizację. Wczoraj jednak poznaliśmy dane na temat wielkości zapasów ropy i jak się okazuje wcale nie ma tak dużej nadwyżki na rynku jak dotychczas sądzono. W rezultacie Ropa naftowa podskoczyła o niemal 2,5 dolara w górę na baryłce.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Złoty zyskuje na osłabieniu kursu dolara

Dynamika płac w USA rośnie, inflacja rośnie – tym samym szanse na szybsze podwyżki stóp procentowych w USA powinny być coraz wyższe, wzmacniając jednocześnie dolara. Ten natomiast… traci, wspierając PLN.

Dzisiejsze dane o krajowej inflacji pokazały oczekiwany spadek dynamiki CPI w ujęciu rocznym z 2,1% notowanych w grudniu do 1,9% w styczniu. Miesięczna dynamika natomiast przyspieszyła, rosnąc niespodziewanie o 0,3%. Rosną również oczekiwania inflacyjne, co widać po ostatnim wskaźniku WPI, który w lutym pokazał wzrost o 0,2 p.p., sugerując, że ceny w przeciągu kolejnych kilku miesięcy powinny rosnąć. Oczekiwania inflacyjne rosną najsilniej wśród grupy przedsiębiorstw produkcyjnych. Co istotne – w lutym istotnie wzrosła przewaga firm, które planują ceny podwyższać, a nie obniżać. Tendencja jest również widoczna we wszystkich grupach, a nie – jak było wcześniej – przede wszystkim w przypadku dużych przedsiębiorstw.

Wczoraj polska waluta była poddana stosunkowo dużej zmienności, głównie za sprawą wydarzeń w USA i reakcji pary EUR/USD. Złoty, początkowo reagował wyprzedażą na informację o wyższej od oczekiwanej inflacji w USA. Po krótkiej chwili zaczął jednak zyskiwać, naśladując silne odbicie na parze EUR/USD, która na przestrzeni kilku godzin skoczyła z poziomu w okolicy 1,23 do 1,245 kontynuując wzrost również dziś rano.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę osłabił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,15 – 4,18. Wspólna waluta zyskiwała, notując umocnienie po chwilowym, lekkim spadku wywołanym publikacją danych o inflacji w USA. Wczorajsze dane o PKB w strefie euro okazały się w pełni zgodne z szacunkami. PKB w IV kwartale rosło o 2,7% rocznie. Odczyty produkcji przemysłowej z kolei pozytywnie zaskoczyły. Produkcja w krajach strefy euro w grudniu rosła o 0,4% w ujęciu miesięcznym i o 5,2% rok do roku. W górę zostały zaktualizowane również dane z poprzedniego miesiąca.

Dzisiejszy dzień nie przyniesie zbyt wiele nowości, uwagę zwrócić będzie można jedynie na okołopołudniowe wypowiedzi kilku członków EBC.

GBP

Kurs GBP/PLN  w środę osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,66 – 4,70. Słabszy dolar wspierał funta. Brytyjska waluta zyskiwała w relacji do głównych walut, notując jedynie lekką wyprzedaż w parze z silniejszym PLN.

Debata publiczna w Wielkiej Brytanii nadal skupia się na kwestii Brexitu: we wczorajszej wypowiedzi Boris Johnson wyraźnie sprzeciwił się idei ponownego referendum (pojawiały się takie propozycje), jednak wniósł o porozumienie między obiema stronami sporu.

USD

Kurs USD/PLN w środę osłabił się o 1,1%, wahając się w widełkach 3,33 – 3,40. Wczorajsze dane inflacyjne z USA zaskoczyły na plus. Inflacja bazowa wbrew oczekiwaniom w styczniu nie spadła i utrzymuje się na poziomie 1,8% rocznie. Inflacja CPI pozostaje na poziomie 2,1% rocznie. Początkowo reakcją na dane była wyprzedaż akcji i wzrost rentowności amerykańskich papierów dłużnych, jak i umocnienie dolara w relacji do głównych walut i słabość walut EM. Po dość krótkim czasie trend uległ odwróceniu co – przynajmniej patrząc na rynek walutowy – może być uznane za „wykorzystanie okazji” do tego, żeby taniej kupić EUR/drożej sprzedać USD (w okolicy poziomu 1,23 mogły uruchomić się zlecenia).

Nie wszystkie dane z USA były dobre – sprzedaż detaliczna mocno rozczarowała. W ujęciu miesięcznym niespodziewanie spadła w styczniu o 0,3%, notując największy taki spadek od maja 2017 r.

W dniu dzisiejszym poznamy odczyt wskaźnika przemysłowego FED z Filadelfii w lutym oraz odczyt inflacji PPI w USA w styczniu. Biorąc pod uwagę ich wagę, prawdopodobnie odczyty nie wywołają jednak tak dużych zmian na rynku jak wczorajsze dane.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 11:45 – przemawia Peter Praet z EBC
  • 13:00 – przemawia Sabine Lautenschlager z EBC
  • 14:30 – odczyt wskaźnika przemysłowego FED z Filadelfii w lutym
  • 14:30 – odczyt inflacji PPI w USA w styczniu

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Sławomir S. Sikora, prezes Zarządu Citi Handlowy prognozuje 2018 r.

Polska gospodarka weszła w fazę ekonomicznego bumu. Eksperci prognozują przyspieszenie wzrostu gospodarczego w 2018 roku. Wzrost inwestycji, przyspieszenie importu oraz utrzymująca się na wysokim poziomie konsumpcja będzie w dalszym stopniu stymulować rozwój rynku e-commerce.

– Ubiegły rok to był rok wzrostów. Spodziewamy się, że wzrost inwestycji powyżej konsumpcji pociągnie za sobą popyt na dobra importowane. Końcówka ubiegłego roku pod tym względem była pewnym zaskoczeniem – import był niższy niż się spodziewaliśmy biorąc pod uwagę dynamikę inwestycji. Być może w tym roku będziemy mieli doczynienia ze wzrostem inwestycji i z przyspieszeniem importu – mówi Sławomir S. Sikora, prezes Zarządu Citi Handlowy.

Stosunkowo młoda branża e-Commerce jest jednym z beneficjentów intensywnej cyfryzacji społeczeństwa i rosnącego nasycenia rynku urządzeniami mobilnymi z dostępem do internetu. Polskie firmy z tej branży są na fali wznoszącej i umiejętnie zaadresowały potrzeby współczesnych konsumentów, którzy są coraz bardziej online w swoim codziennym życiu. Równie istotnym elementem tego zjawiska jest kryzys tożsamości jaki dotyka branżę sklepów wielkopowierzchniowych na całym świecie, która przy dużych kosztach wynajmu powierzchni coraz bardziej czuje na plecach oddech dużych graczy internetowych, jak Amazon czy Aliexpress.

-Rynek e-commerce będzie najbardziej dynamicznym segmentem naszej gospodarki.  Widać wyraźnie że konsumenci przechodzą w następną fazę po supermarketach i dużych domach towarowych do sprzedaży online. Dla firm nawet małych i średnich jest to ogromna szansa, zamiast budować sklepy w swojej lokalnej miejscowości mogą z dnia na dzień wyjść na rynek międzynarodowy. Widzimy ekspansje polskich firm internetowych na rynkach krajów europejskich jak i poza Europą – mówi Newsrm.tv Sławomir S. Sikora.

 Prezes zwrócił uwagę na ewolucję klasycznego modelu bankowości. Coraz częściej siłą banku pozostaje jego zdolność do szybkiej adaptacji do nowych potrzeb klientów. Przykładem takiego modelu jest oferta rozwiązań dla branży e-Commerce przygotowana przez Citi Handlowy we współpracy z polskimi startupami. Na krajowym  rynku nie ma jeszcze analogicznego pakietu, który optymalnie wpisuje się w procesy e-sklepów łącząc rekoncyliację należności różnymi metodami płatności, automatyzację systemu zwrotów oraz obsługę w wielu walutach.

Według ekonomistów Citi dostępne dane potwierdzają, że polska gospodarka weszła w fazę ekonomicznego bumu. – Naszym zdaniem błędem byłoby jednak zakładanie, że kolejne kwartały mogą przynieść porównywalne wzrosty PKB do tych notowanych w III kw. (4,9 proc. r/r – przyp. red.). Niemniej, pomimo przewidywanego przez nas spowolnienia, wzrost w 2018 roku powinien pozostać na wysokim poziomie – prognozują. Ten wysoki poziom to ok. 3,9 proc. (wobec zakładanych 4,4 proc. w 2017 r.). – podaje bank w raporcie.

Taki stan gospodarki będzie utrzymywał presję płacową. Popyt na pracowników dynamicznie rośnie, podczas gdy liczba osób w wieku produkcyjnym spada, a oczekiwania inflacyjne najprawdopodobniej zwiększają się. Widoczny staje się deficyt wykwalifikowanych pracowników. Po to aby zaktywizować osoby pozostające poza rynkiem pracy konieczne będą podwyżki wynagrodzeń. W niektórych branżach możliwe są nawet dwucyfrowe podwyżki płac.

Raport z badania stanu compliance i systemów zarządzania zgodnością w działających w Polsce przedsiębiorstwach

Firma doradcza EY, wraz z Instytutem Compliance, wydawnictwem Wolters Kluwer oraz Viadrina Compliance Center, w przededniu istotnych wyzwań – w tym Ustawy o jawności życia publicznego – przeprowadziła pionierskie badanie stanu compliance i systemów zarządzania zgodnością w Polsce. Opracowany raport to pierwsza całościowa publikacja, pokazująca jak wyglądają systemy zarządzania zgodnością i kim są oficerowie compliance w Polsce.

Idei oraz koncepcji badania compliance, czyli idei zachowania uczciwości i zgodności w przedsiębiorstwach, przyświecało kilka zasadniczych celów. Pierwszym z nich było określenie stopnia świadomości konieczności zarządzania ryzykami compliance w działających w Polsce przedsiębiorstwach. Chodziło o zbadanie, jaki procent ankietowanych wprowadził już CMS oraz o poznanie uzasadnienia tej grupy respondentów, która do tej pory nie zdecydowała się na wdrożenie tego typu systemów.

Kolejnym założeniem była próba ustalenia, kim są polscy oficerowie compliance, czyli w jaki sposób kształtuje się nowy zawód oficera compliance. Zarządzanie ryzykami compliance wymaga bowiem posiadania interdyscyplinarnych umiejętności oraz wiedzy. Dalszym celem badania było zbadanie, czy pomimo postulatu elastyczności CMS, a przez to reakcji na konkretny zestaw ryzyk compliance danego przedsiębiorstwa, można zaobserwować, że działające w Polsce podmioty decydują się w większości na określone modele i metody, które można by uznać za najbardziej rozpowszechnione i tym samym przyjąć istnienie swoistego polskiego standardu CMS. Dalsza część badania miała na celu próbę ustalenia, w jaki sposób kształtuje się i wdraża poszczególne elementy oraz strukturę CMS, i finalnie – czy w Polsce praktykuje się procedurę mającą na celu certyfikację systemów zarządzania zgodnością.

– Pionierskie badanie stanu compliance w Polsce, którego EY jest partnerem, trafia w punkt, zarówno pod względem zawartości merytorycznej, jak i aktualności tematyki. Wpisuje się nie tylko w dłuższy okres wzrostu zainteresowania skutecznymi metodami zarządzania zgodnością, ale i w bieżący moment, w którym pojęcia transparentności, etyki w biznesie, społecznej odpowiedzialności, czy przeciwdziałania korupcji łączą się pod jednym szyldem – compliance. Obserwujemy to, wspierając naszych klientów w ich codziennych wyzwaniach –komentuje raport Mariusz Witalis, Partner zarządzający Działem Zarządzania Ryzykiem Nadużyć EY w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej. – Raport z Badania Compliance jest nie tylko podsumowaniem polskiego status quo w tym obszarze, ale także swoistym kompendium wiedzy o systemach zarządzania zgodnością (CMS). Może być zatem brany pod uwagę we wdrażaniu lub doskonaleniu istniejących systemów, także w kontekście zmieniających się wymogów regulacyjnych – dodaje.

Dzięki analizie wyników, raport EY ukazuje obraz compliance „made in Poland”, jako systemu bardzo rzadko odbiegającego od globalnych standardów. Badanie pokazało także, że systemy zarządzania zgodnością są dość mocno rozpowszechnione wśród działających w Polsce przedsiębiorstw, i to nie tylko tych, w których dominuje kapitał zagraniczny. Te firmy natomiast, które CMS wdrożyły, obrały ogólnie przyjęte elementy, takie jak analiza ryzyka, podnoszenie świadomości pracowników przez szkolenia i inne działania promujące świadomość i kulturę compliance, czy w końcu stosowanie odpowiednich środków reakcji na wykryte nieprawidłowości, jako punkt wyjścia działań compliance w organizacji.

Badanie ukazało wreszcie, że w Polsce powoli kształtuje się zawód oficera compliance, któremu powierza się wiele odpowiedzialnych zadań i od którego wymaga się, aby posiadał nie tylko interdyscyplinarną wiedzę i umiejętności, ale także szereg kompetencji miękkich. Można również stwierdzić, że compliance i CMS zakorzeniły się już w ujęciu ponadsektorowym, jako nieodzowny element dobrych praktyk działających w Polsce przedsiębiorstw, a tym samym dołączyły do kanonu stałych elementów polskiego good governance.

Najważniejsze wnioski z raportu:

  • systemy compliance, oprócz najbardziej popularnego kodeksu etyki (posiada go 94% badanych firm), obejmują m.in. ze: szkolenia dla pracowników (87%), analizy ryzyka braku zgodności (86%), kanały zgłaszania naruszeń tj. whistleblowing (83%) oraz prowadzenie spraw wyjaśniających (79%);
  • spośród przeanalizowanych firm, 65% wdrożyło system zarządzania zgodnością, a 56% wdrożyło system antykorupcyjny; dla porównania – 84% firm posiada działającą komórkę audytu wewnętrznego; jedna piąta (21%) przebadanych przedsiębiorstw, w których nie ma jeszcze systemu compliance, planuje wdrożenie w najbliższym czasie; główną przyczyną podjęcia decyzji o wdrożeniu systemu compliance była wola zarządu firmy w kontekście własnego bezpieczeństwa (62%);
  • zdecydowana większość firm przeprowadza weryfikację istotnych partnerów biznesowych (82%), podczas gdy około 2/3 (62%) zastrzega sobie prawo do przeprowadzenia audytu;
  • „tone from the top”, rozumiany jako identyfikowanie się kierownictwa z zasadami i podkreślanie znaczenia compliance deklaruje 4 na 5 ankietowanych (79%); to dużo, choć luka w tym obszarze (21%) także jest zauważalna; najtrudniejsze we współpracy dla oficerów compliance są za to działy sprzedaży (35%) oraz zakupów (10%); wyniki te nie zaskakują, ponieważ to właśnie pracownicy tych dwóch działów, w szczególności ze względu na ich stały kontakt z osobami spoza firmy, związany z podwyższonym ryzykiem korupcji i innych nadużyć, są szczególnie podatni na ryzyko braku zgodności;
  • jedna trzecia (33%) przebadanych firm przyznaje, że w ciągu ostatnich 3 lat była narażona na poważne ryzyko braku zgodności; dotyczyło to głównie sprzeniewierzenia majątku (33%), konfliktu interesów (29%) oraz korupcji (19%).

O badaniu:

Raport z badania stanu compliance i systemów zarządzania zgodnością w działających w Polsce przedsiębiorstwach, przeprowadzonego przez Instytut Compliance we współpracy z EY, Wolters Kluwer oraz Viadrina Compliance Center działającym na Uniwersytecie Europejskim Viadrina we Frankfurcie nad Odrą.

W badaniu udział wzięło 110 przedsiębiorstw. W zdecydowanej większości (89%) były to spółki duże, zatrudniające co najmniej 50 pracowników, w tym bardzo duże zatrudniające ponad 1000 pracowników (46%). Blisko połowa (48%) przeanalizowanych firm to spółki z dominującą częścią kapitału polskiego.

Europa Środkowa inwestuje w IoT. W 2018 rynek w regionie urośnie o ponad 15%

Polska i inne kraje Europy Środkowej i Wschodniej coraz więcej wydają na technologię Internetu Rzeczy (IoT). Jak podaje firma IDC, w 2018 roku rynek IoT w naszej części Europy urośnie o 15,5%. Mimo dobrych prognoz, wydatki na Internet Rzeczy w Polsce i krajach ościennych stanowić będą jedynie ułamek globalnych nakładów.

W styczniu eksperci z firmy IDC podali prognozy na rok 2018 dotyczące wydatków na Internet Rzeczy (IoT) w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Jak przewidują analitycy do końca bieżącego roku w Polsce i innych krajach regionu wydatki na technologię IoT wyniosą 11,2 mld dolarów. Będzie to o 15,5% więcej niż w 2017 roku. Eksperci przewidują, że do końca dekady skumulowana roczna stopa wzrostu wyniesie 18,8% i będzie o prawie 3 punkty procentowe wyższa od tej, którą IDC przewiduje dla globalnego rynku.

Przemysł wyda najwięcej

Najwięcej na Internet Rzeczy przeznaczą firmy z sektorów produkcyjnego, transportowego i usług komunalnych. Ich łączne wydatki w 2018 stanowić będą prawie połowę (45%) wszystkich nakładów na IoT w Europie Centralnej i Wschodniej. Najwięcej, bo 2,2 mld dolarów wyda sektor produkcyjny, który inwestować będzie głównie w rozwiązania skoncentrowane na wspieraniu procesów produkcyjnych i zarządzaniu aktywami. Na drugim miejscu pod względem wydatków, według IDC będą przedsiębiorstwa z branży transportowej. Środkowoeuropejskie firmy z tego sektora na technologię IoT przeznaczą 1,6 mld dolarów, z których dwie trzecie przeznaczone będzie na rozwiązania do monitorowania transportu towarowego i zarządzania flotą. Sektor usług komunalnych zainwestuje środki na poziomie 1,2 mld dolarów, głównie w inteligentne rozwiązania poprawiające działanie sieci energetycznych, gazowych i wodnych.

Inwestycje w Internet Rzeczy są wypadkową czwartej rewolucji przemysłowej. Firmy poszukują rozwiązań, które poprawiają ich konkurencyjność, a IoT daje ogromne możliwości. Szczególnie jest to widoczne w sektorze przedsiębiorstw produkcyjnych, którym technologia Internetu Rzeczy pozwala uzyskać nieosiągalną do tej pory elastyczność produkcji zgodną z ideą Przemysłu 4.0. – przekonuje Sławomir Kuźniak, Dyrektor ds. Zarządzania Produktem z firmy BPSC, która specjalizuje się w projektowaniu i wdrażaniu systemów informatycznych wspomagających zarządzanie.

Wielka czwórka ucieka

Wydatki na Internet Rzeczy w Europie Centralnej i Środkowej rosną w szybkim tempie, ale na tle całego świata są niewielkie. Globalny rynek IoT w 2018 roku będzie wart 772,5 mld dolarów, a skumulowany roczny wskaźnik wzrostu do 2020 roku wyniesie 16%. Lwia część tej kwoty wydana będzie przez 4 kraje – Chiny (209 mld dolarów), Stany Zjednoczone (194 mld dolarów), Japonię (68 mld dolarów) i Korę Południową (29 mld dolarów). Ich skumulowane wydatki sięgną 500 mld dolarów, co stanowić będzie 65% światowych wydatków na Internet Rzeczy w 2018 roku.

Mimo że w krajach naszego regionu wydatki na IoT rosną, a tempo wzrostu jest wyższe niż szacowane dla globalnego rynku, to wciąż jesteśmy daleko za czołówką. Wydatki w Polsce i innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej są tylko ułamkiem tego, co wydają najwięksi gracze – wyjaśnia Sławomir Kuźniak i dodaje – To już ostatni moment by przedsiębiorstwa z regionu CEE włączyły się w innowacyjny wyścig zbrojeń na poważnie. Jego pierwszy etap, to inwestycja w oprogramowanie klasy ERP i MES, które są podstawą wdrażania idei Przemysłu 4.0 i technologii Internetu Rzeczy – kończy ekspert BPSC.

Przemysł liderem lokalnym i globalnym

Wydatki na zaawansowane technologie na świecie będą rozkładały się tak samo, jak będzie miało to miejsce w Środkowej i Wschodniej Europie. Głównymi odbiorcami rozwiązań IoT będą sektory produkcyjny oraz transportowy. W 2018 roku te dwie branże na Internet Rzeczy przeznaczą 274 mld dolarów. Wydatki przedsiębiorstw produkcyjnych wyniosą 189 mld dolarów, a transportowych 85 mld dolarów.

JR HOLDING S.A. notuje wysoki zysk w 2017 r.

JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., wypracowała 1.739 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym w 2017 r., a jej przychody netto sprzedaży sięgnęły 4.507 tys. zł. Spółka dokonała kilku zmian w strukturze Grupy Kapitałowej i planuje realizować nowe projekty o dużym potencjale wzrostu.

Grupy Kapitałowa JR HOLDING S.A. wygenerowała w 2017 r. zysk netto w wysokości 1.739 tys. zł wobec 1.644 tys. zł rok wcześniej, co świadczy o dużej stabilizacji wyników finansowych oraz jest potwierdzeniem skuteczności modelu zarządzania Spółką. Obecnie działania Emitenta są skoncentrowane na poszukiwaniu nowych projektów inwestycyjnych, które posiadają wysoki potencjał rozwoju oraz cechują się relatywnie niskim poziomem ryzyka. W ten sposób Spółka chce podtrzymać wzrost wartości całej Grupy Kapitałowej, dywersyfikując tym samym prowadzoną działalność o obszary deweloperskie oraz inwestycyjne. Fundament biznesowy JR HOLDING S.A. stanowi segment nieruchomości, który pozwala osiągać stabilne przychody dzięki odpowiedniemu zarządzaniu nabywanymi nieruchomościami, które od samego początku generują przychody z wynajmu i są dochodowe. Zarząd Spółki jest przekonany o skuteczności wybranego kierunku jej rozwoju.

„Bardzo dobrze oceniam wypracowane w 2017 r. przez Grupę Kapitałową wyniki finansowe. Zwiększanie zysku netto przy utrzymaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa prowadzonych inwestycji to nasz priorytetowy cel, a jego realizacja jest dla nas ogromną satysfakcją. Zdajemy sobie oczywiście sprawę, że dla dalszego rozwoju Grupy niezbędne będzie realizowanie nowych przedsięwzięć biznesowych, dlatego na bieżąco analizujemy nowe projekty. Nasze dotychczasowe inwestycje potwierdzają, że potrafimy skutecznie selekcjonować takie projekty, dzięki wykorzystaniu posiadanych zasobów oraz niezbędnego doświadczenia. Mam nadzieję, że kolejne lata będą udane zarówno dla samej Grupy, jak i dla naszych Akcjonariuszy.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

W grudniu ub. roku JR HOLDING S.A. dokonała sprzedaży posiadanych udziałów Dinero Sp. z o.o. oraz poinformowała o rezygnacji z realizacji projektu deweloperskiego w Słomnikach. Podejmowane działania mają na celu uporządkowanie struktury Grupy Kapitałowej w celu zwiększenia efektywności jej działania.

„Przeprowadzone transakcje są związanie z porządkowaniem struktury naszej Grupy, co powinno przełożyć się na skuteczniejsze zarządzanie i nadzorowanie spółek portfelowych. Chcemy się koncentrować na rozwoju najbardziej perspektywicznych projektów oraz na poszukiwaniu nowych przedsięwzięć, które spełniają rygorystyczne kryteria i wpisują się w naszą politykę inwestycyjną.” – dodaje Prezes Ciszewski.

Dużo handlu w dużych miastach

W 2017 r. na polski rynek trafiło 360 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni centrów handlowych, o 15% mniej niż rok wcześniej. Większość nowej podaży (66%) powstała w ośmiu największych aglomeracjach. Tym samym na koniec 2017 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni centrów handlowych w Polsce przekroczyły 11,5 mln mkw.  – podaje Colliers International.             

W 2017 r. do użytku oddano dwanaście nowych centrów handlowych, wśród których przeważały duże obiekty o powierzchni powyżej 40 tys. mkw. GLA. Do największych ukończonych projektów należą: Galeria Północna w Warszawie (64 tys. mkw.), Wroclavia (64 tys. mkw.), IKEA Skende Shopping w Lublinie (57,5 tys. mkw.), Serenada w Krakowie (42 tys. mkw.).

W ubiegłym roku nastąpiło nieznaczne wyhamowanie trendu rozbudów. Stanowiły one  ok. 16% nowo dostarczonej podaży w 2017 r, o 4 pp. mniej względem roku poprzedniego. Największą rozbudową było powiększenie centrum handlowego Galaxy w Szczecinie o ok. 17 000 mkw.

Warszawa wciąż naj

Największym i najbardziej konkurencyjnym rynkiem handlowym w Polsce pozostaje niezmiennie Warszawa. Podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w aglomeracji wyniosła na koniec 2017 roku ponad 1,5 mln mkw. (47 obiektów), a poziom nasycenia osiągnął 599 mkw./1 000 mieszkańców. Tu także występują najwyższe w kraju stawki czynszów typu prime. Za powierzchnię handlową zlokalizowaną w najlepszych centrach handlowych trzeba było zapłacić 115 – 120 EUR/mkw./miesiąc. Na pozostałych największych rynkach – Górny Śląsk, Trójmiasto, Wrocław – stawki wahały się w przedziale 35 – 42 EUR/mkw./miesiąc.

Wśród ośmiu głównych aglomeracji „najbardziej nasyconym” miastem pozostaje Wrocław (906 mkw./1 000 mieszkańców), a pośród miast regionalnych Lublin (1 128 mkw./1 000 mieszkańców).

Na koniec 2017 r. wskaźnik pustostanów w Polsce wyniósł 4%. Najwyższa jego wartość wśród aglomeracji odnotowana została na Górnym Śląsku (5,8%), z kolei najniższa w Szczecinie (2,8%). Wśród miast regionalnych najwięcej dostępnej powierzchni było w Radomiu i Częstochowie, a najmniej w Toruniu i Kielcach.

Metry w budowie

Na koniec grudnia 2017 r. w Polsce, w budowie pozostawało ok. 580 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej. Wciąż trwają budowy obiektów takich, jak Galeria Młociny w Warszawie (76 tys. mkw.), Forum w Gdańsku (62 tys. mkw.) czy Galeria Libero w Katowicach (42 tys. mkw.).

— Przewidujemy, że nowa podaż w roku 2018 będzie nieco większa niż w roku poprzednim, z uwagi na zakończenie kilku dużych inwestycji handlowych oraz rozbudów istniejących centrów handlowych. O ile nie nastąpią opóźnienia, na rynek zostanie dostarczone ok. 450 tys. mkw. GLA powierzchni w centrach handlowych — mówi Katarzyna Michnikowska, dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International.

Na rynku powstają również projekty o funkcjach mieszanych, np. ArtN, EC Powiśle, Browary Warszawskie, Bohema, Centrum Praskie Koneser, w których znaczne części będą stanowiły powierzchnie handlowe.

— Lokowanie powierzchni handlowych w rewitalizowanych obiektach o funkcjach mieszanych jest nowym, ale szybko rozwijającym się trendem. Deweloperzy już na etapie projektowania inwestycji coraz częściej zakładają przeznaczenie dużej części powierzchni na użytek handlu, usług i gastronomii. Widoczne jest to zwłaszcza centrum stolicy — dodaje Katarzyna Michnikowska.

Pracownicze Plany Kapitałowe – komentarz Grzegorza Chłopka, prezesa Nationale-Nederlanden PTE do założeń ustawy

Rynek od dawna czekał na projekt ustawy o Pracowniczych Planach Kapitałowych. Pojawiające się spekulacje i informacje o zmianach założeń nie pozwalały na rozpoczęcie odpowiedzialnej dyskusji nad tym potrzebnym rozwiązaniem.

Projekt ustawy wymaga moim zdaniem pewnych zmian, dzięki którym więcej osób będzie zainteresowane długoterminowym oszczędzaniem w ramach tego rozwiązania. Przede wszystkim trzeba umożliwić jak największej liczbie podmiotów tworzenie oferty w ramach PPK. Dzięki dużej konkurencji klienci będą mieli lepszy wybór i obniży to koszty funkcjonowania systemu.

Warto, aby ustawodawca umożliwił zarządzanie pieniędzmi gromadzonymi w ramach PPK także Powszechnym Towarzystwom Emerytalnym. Podmioty zarządzające dziś OFE i DFE mają największe na rynku doświadczenie w produktach emerytalnych oraz są najtańsze dla klientów – mają najniższe koszty funkcjonowania. Osiągają także najlepsze na rynku stopy zwrotu.

Pierwszy etap potrzebnej reformy systemu emerytalnego – jakim jest wprowadzenie PPK – to oczywiście dopiero początek zapowiedzianych zmian. Kolejnym, równie ważnym etapem będzie przeniesienie środków zgromadzonych w OFE na prywatne IKZE obywateli. To stanie się silnym impulsem do samodzielnego odkładania dodatkowych pieniędzy na emeryturę, ustabilizuje cały system oraz wesprze krajowy rynek kapitałowy.

Grzegorz Chłopek, Prezes Zarządu Nationale-Nederlanden PTE S.A.

Polscy kierowcy zrywają z dieslem, a zaręczają się z autami ekologicznymi

Styczeń okazał się 34. miesiącem nieprzerwanego wzrostu rejestracji nowych samochodów osobowych w Polsce. Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że z polskich salonów w pierwszym miesiącu tego roku wyjechało ponad 46 tys. osobówek, o 21% więcej niż rok temu. Dynamiczny początek roku miał również miejsce w Unii Europejskiej, gdzie zarejestrowano o ponad 7% nowych osobówek więcej niż w styczniu 2017 r. Eksperci Exact Systems, firmy kontrolującej części samochodowe, zwracają uwagę na rosnącą sprzedaż ekoaut oraz spadający udział diesli.

– W 2017 roku Polacy przekroczyli kolejną granicę sprzedaży nowych aut osobowych i tak jak prognozowaliśmy, nie powiedzieli ostatniego słowa. Nowy rok zaczynamy od bardzo dobrego wyniku. Co prawda, pierwszy miesiąc najczęściej wiąże się ze zwiększonym ruchem w salonach z uwagi na wyprzedaże, to jednak widać po wolumenie, że w tym roku było zdecydowanie lepiej niż rok czy kilka lat temu. Jednak optymistycznych wniosków z lektury danych sprzedażowych jest więcej. Po pierwsze, konsekwentnie rośnie sprzedaż hybryd, których w styczniu kupiliśmy o ponad jedną czwartą więcej niż rok temu. Po drugie, pięciokrotnie wzrosła sprzedaż aut elektrycznych – wolumenowo to tylko 121 sztuk – ale cieszy nas pozytywny trend. I po trzecie, ekomoda nie sprzyja dieslom. Ich udział w łącznej sprzedaży nowych samochodów osobowych spada. Jestem przekonany, że powyższe trendy motoryzacyjne utrzymają się w dalszej części roku – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

Rekordowy styczeń w Polsce

W styczniu br. w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 46 081 sztuk nowych samochodów osobowych, czyli aż o 21% więcej niż w tym samym miesiącu 2017 roku.[1] Jest to najwyższy styczniowy wynik w XXI wieku. Kołem zamachowym rynku wciąż pozostają firmy, które stanowią aż 61% kupujących, a tylko 39% nabywców to klienci indywidualni. TOP3 marek nie zmienił się w porównaniu do sytuacji sprzed roku: najchętniej kupowane są modele Skody, druga na liście uplasowała się Toyota, a trzeci był Volkswagen. Przyglądając się zestawieniu, warto zwrócić uwagę na dwa trendy. Po pierwsze, na umacniającą się pozycję Skody. Wśród marek w pierwszej piątce może pochwalić się najwyższym wzrostem – niemal o jedną trzecią, a w TOP5 modeli aż dwa należą do Skody. Po drugie, ponadrynkową, i to kilkakrotnie, dynamikę sprzedaży wypracowują marki premium. Mercedes odnotował niemal 80% wzrost rok do roku, Volvo ponad 77%, a Audi ponad 50%.

Europejski rynek również ma się dobrze

Dobra passa trwa w najlepsze także w Europie. Z danych ACEA wynika, że w styczniu br. Europejczycy kupili ponad 1 253 877 nowych osobówek (+7,1% r/r). W pierwszym miesiącu tego roku na zielono możemy zaznaczyć największe rynki europejskie takie jak Niemcy (+11,6 r/r), Francja (+2,5 r/r) czy Włochy (+3,4r/r). Kolejny miesiąc pod kreską zakończyła Wielka Brytania (-6,3% r/r). Pozycją nr 1 w całej Unii Europejskiej ze wzrostem na poziomie ponad 4% r/r może pochwalić się marka Volkswagen.

W 2018 roku 500+

Z szacunków Exact Systems wynika, że roczna sprzedaż nowych samochodów osobowych przekroczy w 2018 roku 500 tys. sztuk. Dynamika rzędu 10-15% r/r powinna dać wynik na poziomie 530-550 tys. sprzedanych aut.

– Spodziewamy się coraz szybszego wzrostu sprzedaży pojazdów z napędem hybrydowym oraz elektrycznym przy jednoczesnym zmniejszającym się udziale diesli. Na wysokie wolumeny aut ekologicznych będziemy musieli jednak jeszcze trochę poczekać – przynajmniej do pełnego wdrożenia rządowego Planu Rozwoju Elektromobilności. Bez udogodnień dla właścicieli, zarówno finansowych jak i infrastrukturalnych, ciężko bowiem o „rozbujanie” tego segmentu – mówi Paweł Gos z Exact Systems.

http://www.pzpm.org.pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-osobowe-i-dostawcze/Styczen-2018r

Bitcoin odrabia straty

Po załamaniu się wartości bitcoina na początku tego miesiąca od niedzieli rano ta wirtualna waluta kontynuuje dość dobrą passę. Od tamtej pory jego cena wzrosła z ok. 7,9 tys. USD do niemal 9,8 tys. USD w czwartek rano, czyli o 24%. Tylko w ciągu ostatniej doby wartość najpopularniejszej kryptowaluty podniosła się o 10%. Jednak nadal jest to sporo mniej niż na początku stycznia, kiedy cena bitcoina wynosiła 13,6 tys. USD. Oznacza to, że od początku tego roku stracił on 28% wartości. Kilkuprocentowe wzrosty w ciągu ostatniej doby notują także inne kryptowaluty.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar nadal traci do głównych walut: do euro (-0,87%), brytyjskiego funta (-0,96%), dolara kanadyjskiego (-0,74%), dolara australijskiego (-0,96%) oraz japońskiego jena (-0,81%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,248, GBP/USD – 1,403, USD/CAD – 1,248, AUD/USD – 0,795 i USD/JPY – 106,4. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,03%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,89. Złotówka nadal umacnia się do głównych walut światowych. W czwartek rano dolar kosztuje 3,33 zł, euro – poniżej 4,16 zł, funt – 4,67 zł, a frank szwajcarski – ponad 3,59 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach zdecydowana przewaga koloru zielonego. W środę w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,64%, frankfurcki indeks DAX – 1,17%, a paryski indeks CAC 40 – 1,1%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 1,34%, meksykański indeks Bolsa – o 0,99%, a brazylijski indeks Bovespa – aż o 3,27%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,47%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 1,97%.

Ropa i złoto

Po wielodniowych spadkach ceny ropy naftowej odrabiają straty. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,36 USD (+2,55%), a ropy WTI – 60,6 USD (+2,33%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 69 USD. Także złoto idzie w górę. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1353 USD. To aż 20 USD więcej (+1,5%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Stopa bezrobocia, styczeń – 5,5% (prognoza 5,5%)
  • 5:30 – Japonia – Produkcja przemysłowa (r/r), grudzień – 4,4% (prognoza 4,2%)
  • 9:00 – Słowacja – Inflacja CPI (r/r), styczeń – 2,4% (prognoza 2,3%)
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Przyszłej Inflacji wg BIEC, styczeń – 81,4 pkt. (poprzednio 81,2 pkt.)
  • 11:00 – Strefa euro – Bilans handlu zagranicznego, grudzień (prognoza 22,6 mld EUR)
  • 14:00 – Polska – Inflacja CPI (r/r), styczeń (prognoza 1,9%)
  • 14:30 – USA – Indeks Fed z Filadelfii, luty (prognoza 21,1 pkt.)
  • 14:30 – USA – Inflacja PPI (r/r), styczeń (prognoza 2,5%)
  • 14:30 – USA – Indeks NY Empire State, luty (prognoza 17,5 pkt.)
  • 15:15 – USA – Produkcja przemysłowa (m/m), styczeń (prognoza 0,2%)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Ruchy wbrew fundamentalnej logice

Euforia USD i pogrom rynku akcji po silniejszych danych o inflacji z USA trwała bardzo krótko, a rynek prędko wrócił do tego, co w tym roku lubi najbardziej – sprzedaży dolara i kupowania wszystko innego. Kompletnie nie trzyma się to fundamentalnej logiki, ale z sentymentem trudno walczyć. Do czasu.

Styczniowa inflacja bez wątpienia pobiła najśmielsze oczekiwania, zarówno po stronie ogólnego wskaźnika (0,5 proc. m/m, prog. 0,3 proc.), jak i inflacji bazowej (0,3 proc., prog. 0,2 proc.). Nawet rozczarowujący spadek sprzedaży detalicznej (-0,3 proc., prog. 0,2 proc.) jest do obrony, jeśli weźmie się pod uwagę ponadprzeciętne wzrosty z listopada i grudnia. Gospodarka ma się dobrze, ale presja inflacyjna napiera i Fed może podnosić stopy procentowe szybciej niż dotychczas zakładano. Wygląda na jednoznacznie pozytywny sygnał dla dolara, a jednocześnie powód do wyprzedaży akcji, jak to miało miejsce po raporcie NFP na początku lutego. A jednak na koniec czwartkowego handlu (z resztą dziś nie jest inaczej) USD tracił wszędzie, gdzie mógł. Rynek oderwał się od wszelkich logicznych korelacji: USD/JPY nurkował przy rajdzie indeksów giełdowych; rosły rentowności obligacji skarbowych USA, a z nimi cena złota (!).

Można debatować, że skoro inflacja przyspiesza w USA, to będzie wyższa także w innych zakątkach globu, stąd nie tylko Fed będzie agresywniejszy w zacieśnianiu monetarnym. Z tego względu po wczorajszych danych premia USD nad innymi walutami nie musi istotnie wzrosnąć. Jednak taki ciąg przyczynowo-skutkowy rodzi inne problemy. Kolegialne wycofywanie kapitału z rynków finansowych i wzrost rentowności obligacji jest bardzo złą mieszanką dla aktywów ryzykownych, która w końcu uderzy w sentyment. Mogę zrozumieć rajd EUR/USD do 1,25 (na oczekiwaniach większej jastrzębiości od EBC), a nawet nie oburzać na oderwanie USD/JPY od korelacji z rosnącymi rentownościami i rynkiem akcji (nawie krótkich pozycji w jenie jest ogromny i niezgodny z panującym sentymentem, więc wrażliwość USD/JPY na słabość USD jest największa). Jednocześnie niesłuszne są dla mnie ruchy np. na AUD (gołębi RBA, przegrzany rajd surowców napędzany tanim USD) i GBP (Brexit). Może być bardzo trudne (i bolesne) upierać się przy swoich argumentach na crossach z USD. Ale warto już teraz pomyśleć o selektywnej ocenie zalet i wad poszczególnych walut, bo to opłaci się w dłuższym terminie.

Na czwartek rynek serwuje nam kilka publikacji z USA: indeksy aktywności biznesu w rejonie Nowego Jorku i Filadelfii, wnioski o zasiłek dla bezrobotnych, PPI i produkcję przemysłową. Po tym, co widziałem wczoraj, nie zdziwię się, jeśli niespodzianka w silnych odczytach indeksów NY Empire State i Philly Fed stanie się oznaką, że gospodarce USA grozi przegrzanie i Fed musi być jeszcze bardziej aktywny po stronie podwyżek stóp procentowych, co dla odmiany dziś zepsuje nastroje rynkowe. Tak samo nie zdziwię się, że potencjalny rajd dolara zostanie szybko zgaszony i wykorzystany jako okazja do sprzedaży po lepszej cenie. Bo czemu nie?

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Gaz z USA coraz bardziej konkurencyjny dla surowca z Rosji

Rosjanie w swojej strategii uznali takie kraje, jak Ukraina i Polska za niewiarygodne – co powinniśmy odebrać jako komplement. Rola rurociągów, którymi do tej pory ze wschodu na zachód tłoczony był gaz, będzie malała. Idea budowy Nord Stream jest bajpasem istniejącej już infrastruktury. PGNiG podpisało ostatnio średnioterminowy kontrakt na dostawę gazu skroplonego ze Stanów Zjednoczonych. Jak deklaruje spółka, jego cena nie odbiega on średnich cen gazu będącego w systemie do tej pory. LNG z USA staje się coraz bardziej konkurencyjne. Należy pamiętać, że Stany Zjednoczone w ciągu ostatnich trzech lat bardzo szeroko otworzyły się na eksport surowców energetycznych, który przez długi czas był tam zabroniony. Obecnie posiadają one ok. 150-180 miliardów m3 nadwyżki gazu, którą chciałyby eksportować. Ich złoża łupkowe czekają tylko na otwarcie rynku, także europejskiego. Ma to doprowadzić do wyparcia gazu rosyjskiego przez inne kierunki.

– Rosjanie dotychczas oczekiwali, że będziemy po minimalnych albo zerowych kosztach transferować gaz po naszym terytorium. Scenariusz ten już się jednak kończy – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes zarządu Instytutu Jagiellońskiego – Z różnych względów rola infrastruktury Wschód-Zachód będzie więc malała. Decyzje w energetyce podejmowane są w oparciu o cenę, stabilność i bezpieczeństwo. Ten ostatni element ma duże znaczenie i oczywiście sporo kosztuje. Z punktu widzenia końcowego konsumenta koszt ten nie jest aż tak istotny, bo rozkłada się na wszystkich uczestników rynku. Eksperci nie spodziewają się dużych wzrostów cen surowca, a raczej jego pochodnych – energii elektrycznej wytworzonej z węgla, z gazu i innych paliw kopalnych. Będzie to spowodowane nakładaniem wyższych certyfikatów CO2, dlatego powstały z nich prąd i ciepło będą trochę droższe. Brama Północna ma dostarczyć mix gazowy z dwóch albo trzech różnych kierunków, którego cena będzie konkurencyjna do tego, co mamy do tej pory. Osobna taryfa dla obywateli – kuchenkowiczów nie powinna drastycznie wzrosnąć. Należy pamiętać, że spółki takie jak AZOTY są bardzo dużym odbiorcą gazu z PGNiG-u przez GAZ-SYSTEM i dla nich stabilność oraz bezpieczeństwo dostaw również jest kluczowe – dodał Roszkowski.