Wyższe rachunki za ciepło systemowe są nieuniknione. To efekt rosnących cen węgla i nowych unijnych regulacji

Wyższe rachunki za ciepło systemowe są nieuniknione. To efekt rosnących cen węgla i nowych unijnych regulacji 1

Konsumenci muszą się przygotować na wyższe rachunki za ciepło systemowe. To efekt rosnących cen węgla i uprawnień do emisji dwutlenku węgla oraz nowych regulacji i konieczności dostosowania się do coraz bardziej rygorystycznych wymogów środowiskowych Unii Europejskiej. Ponieważ ciepło systemowe jest najbardziej efektywne ekologicznie i odgrywa dużą rolę w walce ze smogiem, konsumenci mogą się pogodzić z podwyżkami, jeżeli w zamian otrzymają czystsze powietrze.

– Cena ciepła systemowego będzie rosła, głównie z uwagi na podwyżkę cen węgla. Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy ta cena rosła od 40 do 80 proc. Ponieważ udział węgla w wytwarzaniu ciepła wynosi 75 proc., zatem ten element kosztotwórczy będzie przekładał się na cenę. Oczywiście jesteśmy sektorem bardzo silnie regulowanym, ale ten kilkuprocentowy wzrost cen ciepła w nowych taryfach, które będą zatwierdzane z uwzględnieniem nowych cen węgla, musi nastąpić i jest to element niezależny od przedsiębiorstwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Szymczak, prezes zarządu Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

Ceny węgla energetycznego w ubiegłym roku wyraźnie rosły. Indeks cenowy katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu pokazuje, że w grudniu cena węgla dla ciepłownictwa wzrosła o 6,7 proc. (w ujęciu miesięcznym). W całym 2017 roku indeks PSMCI2 odnotował 22-proc. średnioroczny wzrost do wartości 240,72 zł za tonę (wobec 196,94 zł za tonę w roku 2016).

– Drugim elementem kosztotwórczym ceny ciepła systemowego są uprawnienia do emitowania dwutlenku węgla, które przedsiębiorstwa muszą kupować. Jeszcze niedawno uprawnienie kosztowało poniżej 5 euro, dzisiaj mamy ceny na poziomie około 9 euro. Szacunki wskazują, że z punktu widzenia polityki unijnej satysfakcjonujący poziom to około 20 euro. To z kolei będzie musiało się przełożyć na wzrost cen ciepła – wskazuje Jacek Szymczak.

Unijny system handlu uprawnieniami do emisji (ETS) to jeden z głównych elementów polityki klimatycznej UE. W ramach określonego pułapu przedsiębiorstwa otrzymują bądź odkupują uprawnienia do emisji gazów cieplarnianych, którymi mogą handlować wedle własnych potrzeb (całkowita liczba dostępnych uprawnień do emisji jest ograniczona, przez co mają one określoną wartość). Co roku każde przedsiębiorstwo musi umorzyć określoną liczbę przydziałów, w przeciwnym razie grożą mu wysokie, finansowe grzywny. Jeżeli w tym czasie zmniejszy emisję gazów cieplarnianych, swoje zezwolenia może odsprzedać innemu przedsiębiorstwu, któremu ich zabrakło. Według szacunków Komisji Europejskiej do 2030 r. poziom emisji z instalacji objętych systemem ETS ma być o 43 proc. niższy niż w 2005 roku, kiedy powstał system.

W obecnym systemie w latach 2020–2030 ciepłownictwo ma zapewnione darmowe uprawnienia do emisji w wysokości 30 proc., ale po 2030 roku przedsiębiorstwa ciepłownicze będą już musiały nabywać wszystkie uprawnienia, co z automatu przełoży się na ceny.

Prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie wyraźnie podkreśla, że wzrosty ceny ciepła, których powinni się spodziewać konsumenci, nie wynikają z decyzji lub niegospodarności przedsiębiorstw, ale właśnie z czynników zewnętrznych, takich jak wzrost cen surowców, presja regulacyjna oraz konieczność modernizowania jednostek wytwórczych i dostosowywania ich do wymogów środowiskowych (co z kolei oznacza kosztowne inwestycje).

– Oprócz URE mamy również naturalnego regulatora, którym jest klient. Dzisiaj nie ma uregulowań prawnych, które zakazywałyby odbiorcy indywidualnemu – takich mamy zdecydowaną mniejszość, czy zbiorowemu, np. spółdzielni mieszkaniowej, wybudować własne lokalne źródło ciepła, nawet jeżeli dotychczas korzystał on z ciepła systemowego. Inwestorzy się znajdą, dzisiaj pieniądze nie są problemem – podkreśla Jacek Szymczak.

Ciepło systemowe jest najbardziej efektywne ekologicznie, dlatego odgrywa dużą rolę w walce ze smogiem i emisją dwutlenku węgla.

– Od dwóch lat zaczęliśmy na poziomie krajowym mówić w sposób bardziej racjonalny i stanowczy o problemie związanym ze złą jakością powietrza, powodowaną głównie przez domowe paleniska i transport. Ciepłownictwo systemowe w niewielkim procencie odpowiada za niską emisję. To wartość, którą trzeba uświadomić społeczeństwu i mieszkańcom. Dzięki temu ludzie będą gotowi zapłacić więcej za ciepło, bo zrozumieją, że przekłada się to bezpośrednio na jakość życia i ich zdrowie – ocenia Jacek Szymczak.

Z szacunków Instytutu Certyfikacji Emisji Budynków wynika, że w porównaniu do indywidualnego kotła na węgiel ciepło z elektrociepłowni emituje o 35 razy mniej szkodliwych pyłów, o 175 proc. mniej tlenków azotu i o 240 proc. dwutlenku siarki.

Coraz mniej miejsca na nowe galerie handlowe. Rynek powierzchni handlowych będzie napędzać modernizacja już istniejących obiektów

Coraz mniej miejsca na nowe galerie handlowe. Rynek powierzchni handlowych będzie napędzać modernizacja już istniejących obiektów 2

Wysokie nasycenie galeriami handlowymi sprawia, że inwestorzy coraz częściej decydują się na modernizację i rozbudowę już istniejących obiektów. Tylko do końca III kwartału 2017 roku stanowiły one 12 proc. realizowanych inwestycji. Zdaniem ekspertów taki trend będzie się utrzymywać, zwłaszcza że ponad połowa zasobów handlowych w Polsce ma powyżej 10 lat. Centra oddane do użytku kilka czy kilkanaście lat temu muszą dostosować swoją ofertę do klientów, dla których spędzanie czasu wolnego w galeriach handlowych stało się stylem życia. 

 Rynek komercyjnych powierzchni handlowych w Polsce jest w dobrej kondycji, choć widać wyraźnie jego nasycenie, w szczególności w dużych miastach. Oczywiście powstają nowe projekty, ale one są już bardziej uzupełniające. Można powiedzieć, że większość dużych miast w Polsce ma właściwe nasycenie nowoczesną powierzchnią handlową. Nie będzie znaczącego rozwoju w zakresie budowy nowych obiektów, ale będą zmiany istniejących obiektów: rozbudowy, przebudowy i modernizacje – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksander Walczak, prezes spółki Dekada.

Savills szacuje, że w 2017 roku oddano do użytku 391 tys. mkw. powierzchni handlowej. Z raportu Knight Frank „Rynek komercyjny w Polsce” wynika, że na koniec III kwartału 2017 roku nasycenie powierzchnią handlową sięgało 253 mkw. na tysiąc mieszkańców. To więcej niż wynosi średnia europejska, ale poniżej poziomu krajów Europy Zachodniej. Największy wskaźnik nasycenia mają największe miasta, przede wszystkim Poznań (718 mkw. na 1 tys. mieszkańców) i Wrocław (603 mkw.). Z pozostających na koniec III kwartału powierzchni w budowie 75 proc. powstawało właśnie w największych aglomeracjach: warszawskiej, śląskiej i wrocławskiej.

– W małych miastach również mamy do czynienia ze zbliżającym się nasyceniem. W wielu miastach poniżej 100 tys. mieszkańców rynki też są nasycone, ale mamy jeszcze miasta 50-, 30- czy 20-tysięczne, gdzie jest jeszcze obszar do działania. Oceniam, że jest to praca i inwestycje na najbliższe 2–3 lata. Poza obiektami, które w tej chwili budujemy, nie uda się zbudować już zbyt wiele i trzeba się będzie skupić na kupowaniu obiektów starszych, które istnieją już na rynku parę lat i które można w odpowiedni sposób zmodernizować – prognozuje Walczak.

Na koniec III kwartału 2017 roku z zakończonych inwestycji (o łącznej powierzchni 164 tys. mkw.) 12 proc. stanowiły rozbudowy i modernizacje już istniejących obiektów. Eksperci Kinght Frank oceniają, że taki trend będzie się utrzymywać, zwłaszcza że ponad połowa z istniejących obecnie centrów ma co najmniej 10 lat.

 Będziemy mieli w Polsce do czynienia z inwestycjami o trochę innym charakterze, modernizacyjnym, polegającym na ulepszaniu. Klienci oczekują z każdym rokiem coraz lepszej, nowej jakości i nie ma możliwości, żeby centrum handlowe wybudowane 10 lat temu mogło istnieć bez modernizacji – przekonuje prezes Dekady.

Na koniec III kwartału 2017 roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wyniosła 13,5 mln mkw., przy czym blisko 10 mln mkw. przypadało na 404 centra handlowe (dane JLL). Część z nich powstała kilkanaście lat temu, kiedy standardem był sklep spożywczy, zajmujący zdecydowaną większość powierzchni, i powstające wokół dodatkowe sklepy i punkty usługowe. Dziś centra handlowe to małe miasteczka, integrujące funkcje handlowe, usługowe i rekreacyjne. Te obiekty, które nie spełniają tych standardów, będą musiały przejść rozbudowę, w przeciwnym wypadku – upadną.

– Rynek jest zależny od popytu, o którym decydują możliwości finansowe Polaków. Te rosną, co będzie wpływało na rozwój powierzchni handlowych i centrów handlowych. Zakładam, że Polacy przez najbliższe lata będą się bogacili i dochodzili stopniowo do poziomu europejskiego. To jest główny wyznacznik rozwoju handlu w Polsce – ocenia Aleksander Walczak.

Jak podkreśla, w zależności od miasta i nasycenia rynku rozwijać się będą wszystkie formaty centrów handlowych – zarówno duże, jak i małe galerie.

– Duże obiekty mają coraz więcej powierzchni pod dachem, uzupełnianych często o gastronomię i funkcje związane ze spędzaniem czasu wolnego. To nie przeszkadza w rozwoju mniejszych formatów. Jest naturalna segregacja związana z zakupami, czyli te podstawowe robimy jak najbliżej domu i jak najszybciej, a te większe w największych obiektach. Tam też spędzamy czas wolny – wyjaśnia Aleksander Walczak.

Negatywny wpływ na rynek może mieć za to ustawa ograniczająca handel w niedzielę. Prezes Dekady ocenia, że już pierwsze skutki obowiązywania nowych przepisów (wchodzących w życie w marcu) powinny skłonić rządzących do zmiany decyzji. Jego zdaniem będą one odczuwalne przez całe społeczeństwo – również przez grupy, które mają na tym rozwiązaniu zyskać, czyli pracownicy i rodziny.

 Galerie handlowe są dziś namiastką centrum miasta pod jednym dachem. W Polsce tylko przez kilka miesięcy w roku można spędzać czas na powietrzu, przez większość miesięcy mamy opady deszczu czy śniegu i wówczas centra handlowe są dobrym miejscem spędzania wolnego czasu, nie tylko zakupów – podkreśla ekspert.

Sztuczna inteligencja i wirtualna rzeczywistość kluczowe w strategiach firm. Te technologie najmocniej mogą wpływać na życie klientów

Sztuczna inteligencja i wirtualna rzeczywistość kluczowe w strategiach firm. Te technologie najmocniej mogą wpływać na życie klientów 3

Dzięki nowym technologiom firmy w coraz większym stopniu mają wpływ na codzienne życie ludzi. Sztuczna inteligencja oraz wirtualna i rozszerzona rzeczywistość będą mieć największy wpływ na klientów – prognozuje Accenture w Polsce. Nowe technologie pozwalają firmom oferować produkty i usługi skrojone na miarę konkretnego klienta, ale korzystają przy tym z poufnych danych na jego temat. Dlatego dużym wyzwaniem dla biznesu jest etyczne wykorzystanie cyfrowej rzeczywistości.

 W tegorocznym raporcie „Technology vision” wymieniamy pięć trendów, które będą się pojawiać w strategiach rozwoju firm. To trendy, które obejmują przede wszystkim interakcje z klientem, jakość danych i infrastrukturę oraz aplikacje, które muszą być otwarte na budowanie partnerstwa. To, co kluczowe i jest klamrą spinającą te trendy, to potrzeba budowania wiarygodności firm jako podstawy do rozwoju kolejnych usług i samych firm – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Borek, dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce.

Jako najważniejsze elementy dla strategii rozwoju firm „Accenture Technology Vision 2018” wskazuje m.in. wykorzystanie sztucznej inteligencji, rozszerzonej rzeczywistości oraz internetu rzeczy. Dla inteligentnego przedsiębiorstwa bardzo istotne będzie także budowanie technologicznego partnerstwa z innymi podmiotami.

Nowe technologie przede wszystkim budują przewagę konkurencyjną firm. Jak wynika z raportu „Accenture Technology Vision 2018”, 84 proc. przedstawicieli kadry zarządzającej ocenia, że dzięki technologiom firmy zyskują większy wpływ na codzienne życie ludzi.

 Sztuczna inteligencja i rozszerzona czy wirtualna rzeczywistość będą mieć największy wpływ na życie klientów. Te dwa trendy są znane nam od wielu lat, ale coraz częściej znajdują swoje zastosowanie w codziennych narzędziach, z których korzystamy. Skala ich wykorzystania w kolejnych latach będzie znacząco rosła. Myślę, że to wykorzystanie będzie dużo bardziej powszechne – przekonuje Jacek Borek.

Zdaniem naukowców lata 2040–2050 będą pierwszym w historii okresem, w którym sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom lub je przewyższy. Szacunki IDC z 2016 roku wskazują zaś, że wartość rynku wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR i AR) może wzrosnąć z 5,2 mld dolarów w 2016 roku do 162 mld dolarów w 2020 roku.

– Technologia, zbierając dane na nasz temat w sposób bardzo nieinwazyjny, pozwala oferować usługi i produkty, które są do nas dużo lepiej dostosowane i spełniają nasze codzienne potrzeby. Wszelkiego rodzaju efektywność oferowania swoich produktów i usług dużo lepiej trafia w nasze potrzeby, w związku z tym dużo chętniej z nich korzystamy – podkreśla dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce.

Technologie budują też lojalność klientów. Pozwalają nie tylko na oferowanie spersonalizowanych usług, lecz także wpływają na całościowe doświadczenia klienta. Dzięki temu wzajemne relacje między firmą a klientami stają się bardziej partnerskie.

 Firmy starają się zbudować wokół swoich produktów grupę ludzi, którzy podzielają pewien system wartości, np. w kwestii ochrony środowiska. Budujemy grupę pasjonatów oddanych produktom i nowinkom oferowanym przez daną firmę. Ta relacja zdecydowanie się pogłębia dzięki technologii – wskazuje Borek. – Technologie mają nie tylko wpływ na codzienne decyzje zakupowe, lecz także na te dotyczące spędzania wolnego czasu, jakiego rodzaju informacje do nas docierają, a nawet jakie decyzje społeczne czy polityczne podejmujemy.

Właściwe wykorzystanie trendów technologicznych pozwala na zbudowanie przewagi konkurencyjnej. Firmy zdają sobie z tego sprawę, dlatego inwestycje w tym obszarze toczą się już niemal we wszystkich branżach. Rozwój technologii w jednym sektorze wpływa na przyzwyczajenia klientów, którzy podobnej obsługi oczekują już w każdej sytuacji.

– Każdy z nas, kto skorzystał z serwisu oferowanego przez sklepy internetowe i doświadczył łatwości zakupu na platformach zakupowych, chciałby w podobny sposób być obsłużonym np. przez administrację publiczną. Te mechanizmy są przenoszone i stanowią ogromne wyzwanie dla wielu branż, które są technologicznie dużo mniej zaawansowane i dużo mniej rozumieją współczesny świat – ocenia Jacek Borek.

Intensywny rozwój nowych technologii sprawia, że kluczowe będzie wykorzystanie w odpowiedni sposób wrażliwych danych. Jak podkreśla dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce, oznacza to wyzwanie dla firm przede wszystkim pod względem etyki.

– Jeżeli mówimy o ponad dwóch miliardach użytkowników Facebooka na świecie, dla których serwis ten jest podstawowym źródłem informacji, etyka staje się coraz ważniejsza. Próba użycia danych dla osiągnięcia krótkoterminowego zysku, rujnuje przyszłą wartość firmy. Chęć wpłynięcia na zachowanie ludzi za pomocą przekazu jest tak ogromna, że utrzymanie etycznych norm w wykorzystaniu danych i odpowiedzialność za obrót nimi będą decydowały o tym, kto zdobędzie pozycję lidera, a kto z tego rynku wypadnie – mówi Jacek Borek.

Gry komputerowe są coraz bardziej realistyczne. Odpowiada za to coraz lepsza grafika 3D, ale też zaawansowane silniki fizyki

Gry komputerowe są coraz bardziej realistyczne. Odpowiada za to coraz lepsza grafika 3D, ale też zaawansowane silniki fizyki 4

Gry komputerowe coraz częściej do złudzenia przypominają rzeczywistość. Najwyższy poziom realizmu zapewnia wysokiej jakości trójwymiarowa grafika. Zupełnie nowy poziom w doznaniach z gier dostarcza technologia wirtualnej rzeczywistości, która pozwala zanurzyć się w świecie zaprojektowanym przez twórców gier. Za postrzeganie realizmu w grach najbardziej odpowiedzialny jest jednak silnik fizyki. To on decyduje o tym, że wgniecenia samochodu są realistyczne, cyfrowy piłkarz w sposób naturalny wykonał wślizg, a krople deszczu w prawidłowy sposób odbiły się od kałuży.

– Fizyka w grach i filmach to symulowanie realnych zjawisk, które zachodzą w świecie, za pomocą algorytmów i symulacji, które komputerowo obliczane są w czasie rzeczywistym po to, by uzyskać złudzenie, że jesteśmy blisko realizmu. Że zawieszenie samochodu lub upadek przedmiotu i jego odbicie od powierzchni odbyły się w sposób do złudzenia przypominający to, co zachodziłoby w świecie rzeczywistym – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Litworowski, prezes Nano Games.

W zależności od gatunku gry fizyka może odgrywać w niej mniejsze lub większe znaczenie. Niezwykle istotna jest np. w wyścigach samochodowych, w których sposób zachowania pojazdu na drodze, podskoki na wybojach czy poślizgi na mokrej nawierzchni muszą być jak najbardziej realistyczne. Odpowiedzialny za to jest silnik fizyki, a dopiero na niego nakładana jest grafika komputerowa.

– Silnik Bullet to narzędzie umożliwiające realistyczne obliczenia, które są potrzebne do tego, żeby przedstawić, jak ciało lub symulowany obiekt zachowywałby się w świecie rzeczywistym. Staramy się go przełożyć na świat trójwymiarowy, który renderujemy 30 klatek na sekundę po to, żeby w płynny sposób oddać to doświadczenie na ekranie. Wgniecenia pojazdu, zderzenia czy zawieszenie, wszystko dąży do tego, żeby było to jak najbardziej realistycznie odzwierciedlone – tłumaczy ekspert.

Wykorzystywany przez krakowskie studio Nano Games silnik Bullet był fundamentem wielu światowych hitów w grach i filmach. Oparte na nim są takie tytuły jak „Grand Theft Auto” IV i V, „Midnight Club: Los Angeles”, „DIRT” czy „Red Dead Redemption”. Silnik wykorzystywany był także przy projektowaniu fizyki przedmiotów i osób w filmach, takich jak „Hancock”, „2012”, „Drużyna A”, „Sherlock Holmes”, czy w animacji „Jak wytresować smoka”.

Na końcowy efekt realistycznej gry komputerowej czy filmu składa się jednak wiele elementów.

– Sama technologia to jeszcze nie jest ostateczny efekt. Technologia wymaga jeszcze doszlifowania, pracy zespołu grafików, specjalistów od tekstur, od modeli, od efektów specjalnych, również dźwięków, bo także dźwięk tworzy imersję, tworzy zjawisko wystąpienia zdarzenia. Warstwa audio jest również bardzo istotnym aspektem w realistycznym symulowaniu zdarzeń fizycznych – przekonuje Michał Litworowski.

Według raportu „Kondycja Polskiej Branży Gier ‘17” Polska zajmuje 23. miejsce pod względem wartości rynku gier. W 2016 roku był on wyceniany na 1,85 miliarda złotych. Do 2019 roku ma wzrosnąć do 2,23 miliarda złotych. Najwięcej, bo 1/3 rodzimego rynku, stanowią produkcje na PC i konsole dostarczane w dystrybucji fizycznej.

Projekt BRILLIANT umożliwi edukację Polaków w zakresie energetyki jądrowej. NCBJ: energia jądrowa to dla nas jedyna racjonalna technologicznie opcja

Projekt BRILLIANT umożliwi edukację Polaków w zakresie energetyki jądrowej. NCBJ: energia jądrowa to dla nas jedyna racjonalna technologicznie opcja 5

Unia Europejska wezwała kraje bałtyckie, w tym Polskę, do opracowania do czerwca 2018 roku projektu połączenia sieci energetycznych z infrastrukturą europejską. Litwa, Łotwa i Estonia miałyby się połączyć z Zachodem za pośrednictwem polskich linii energetycznych. To rozwiązanie ma zapewnić większe bezpieczeństwo energetyczne tych krajów i uniezależnienie się od Rosji. Prowadzony projekt BRILLIANT to także okazja do edukacji polskich naukowców w zakresie energetyki jądrowej. Według przedstawiciela Narodowego Centrum Badań Jądrowych jest to jedyna racjonalna technologicznie opcja dostarczania energii.

Według zaleceń UE do czerwca 2018 roku ma powstać projekt przyłączenia sieci energetycznych krajów nadbałtyckich do infrastruktury europejskiej. Projekt Baltic Region Initiative for Long Lasting Innovative Nuclear Technologies (BRILLIANT) ma na celu nie tylko zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego krajów bałtyckich, lecz także dywersyfikację źródeł energii, redukcję emisji gazów cieplarnianych i walkę ze zmianami klimatycznymi.

– Projekt BRILLIANT wziął się z tego, że kraje bałtyckie chcą się połączyć energetycznie z Europą. Jak dotąd są zsynchronizowane z Rosją, więc muszą na nowo przeorganizować swoją sieć energetyczną. Projekt polega na przeanalizowaniu struktury sieci i opracowaniu rozwiązań, które ułatwią podłączenie krajów bałtyckich do wspólnej sieci europejskiej​.– mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. Jacek Jagielski, dyrektor Departamentu Fizyki Materiałów Narodowego Centrum Badań Jądrowych.

Aktualnie przygotowywane są analizy, które pozwolą zorganizować sieć w taki sposób, aby zapewnić w przyszłości niezawodność systemu oraz bezpieczeństwo energetyczne. Według szacunków łączne koszty przyłączenia Litwy, Łotwy i Estonii do europejskich sieci energetycznych wyniosą około 1 mld euro. 75 proc. tej kwoty będzie mogło zostać sfinansowane ze środków funduszu „Connecting Europe Facilities”.

W projekcie resynchronizacji sieci energetycznych krajów bałtyckich bierze udział Narodowe Centrum Badań Jądrowych. To szansa na naukę i edukację polskich naukowców w zakresie energetyki jądrowej.

– Możemy kształcić ludzi, którzy będą pracowali przy budowie i eksploatacji polskiej elektrowni atomowej. To jest krytyczny problem, który musimy jak najszybciej zacząć rozwiązywać, bo na to potrzeba więcej czasu niż się wydaje. Każde szkolenie, każde doświadczenie jest dla nas bardzo cenne, a nasi młodzi pracownicy mogą jeździć dzięki temu projektowi do Szwecji, obejrzeć, jak wygląda reaktor, jak wygląda przetwarzanie wypalonego paliwa i jego składowanie, jakie są rozwiązania ​– tłumaczy prof. Jacek Jagielski.

Jak wynika z danych Ministerstwa Energii, na świecie pracuje obecnie 448 bloków jądrowych w 30 krajach. W budowie jest kolejnych 57 bloków, a ponad 160 jest planowanych. Produkcja energii elektrycznej w elektrowniach atomowych stanowi ok. 11,5 proc. całkowitej produkcji elektryczności na świecie. Według deklaracji rządu polska elektrownia jądrowa ma powstać do 2031 roku.

– Generalnie energetyka jądrowa jest w tej chwili jedyną wiarygodną technologią, która umożliwia w skali świata produkowanie energii bez emisji dwutlenku węgla. Pod tym względem im więcej energii atomowej, tym lepiej. Nie ma w tej chwili innej, racjonalnej technologicznie opcji niż energia jądrowa, musimy w to pójść ​– twierdzi przedstawiciel NCBJ.

Innowacje wkraczają do turystyki. Pozwolą na wirtualnie odwiedziny miejsc przed podróżą, a nawet pomogą uzyskać odszkodowanie za opóźniony lot

Innowacje wkraczają do turystyki. Pozwolą na wirtualnie odwiedziny miejsc przed podróżą, a nawet pomogą uzyskać odszkodowanie za opóźniony lot 6

Innowacje coraz częściej ułatwiają i urozmaicają podróże. Walizka z portem USB naładuje telefon w podróży, inteligentne słuchawki przetłumaczą niemal wszystkie języki świata, a aplikacja z rozszerzoną rzeczywistością pokaże, jak wyglądała dana lokalizacja nawet 750 lat temu. Przed podróżą przy pomocy technologii wirtualnej rzeczywistości można wirtualnie zwiedzić niemal każdy zakątek świata. Po podróży natomiast interaktywna mapa zwizualizuje informacje o wszystkich wyjazdach w jednym miejscu. Pomoże też uzyskać odszkodowanie za opóźnione loty lub kłopoty w podróży.

Ogromne możliwości dla podróżujących stwarza technologia wirtualnej rzeczywistości, dzięki której można zwiedzić niemal każdy zakątek świata bez wychodzenia z domu. Po założeniu gogli VR i uruchomieniu takich aplikacji jak Google Earth VR, Boulevard czy Gala360 VR można na nowo odkryć przyjemność z planowania podróży, wirtualnie odwiedzając interesujące nas destynacje.

W trakcie podróży nieoceniona może się okazać inteligentna walizka Delsey Pluggage z wbudowanym portem USB, dzięki czemu można np. naładować telefon. Specjalna aplikacja pozwala natomiast zważyć bagaż czy zablokować lub odblokować zamek walizki. Przy wyjazdach zagranicznych pomocne będą słuchawki Pilot, które potrafią tłumaczyć w czasie rzeczywistym. Inteligentne słuchawki mają być także dostępne w języku polskim. Podobną funkcjonalność oferuje Translator Google, jednak tłumaczy tylko tekst napisany.

Po odbytej podróży można natomiast skorzystać z interaktywnej mapy, która zwizualizuje wszystkie informacje o podróżach w jednym miejscu. Ponadto zaprezentuje ciekawe dane z wyjazdów, takie jak liczba godzin spędzonych w samolocie, liczba przemierzonych kilometrów czy liczba godzin spędzonych w kolejkach do odprawy.

– Taka mapa może być trofeum każdego podróżnika, który lata bardzo dużo i często. Można się nią chwalić w mediach społecznościowych i porównywać swoje wyniki. Planujemy rozbudowywanie tego narzędzia o nowe funkcjonalności, ciekawe z punktu widzenia użytkownika. Na tym etapie jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie ze strony osób, które już z niego skorzystały – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Natalia Gębska, country manager AirHelp.

Interaktywna mapa spełnia jednak jeszcze jedną, ważną dla każdego podróżnika funkcję – informuje o możliwości uzyskania odszkodowania za odbyte loty. O rekompensatę można się ubiegać z tytułu opóźnionych czy odwołanych lotów bądź odmowy wejścia na pokład.

– Mapa działa w sposób w pełni zautomatyzowany. Agreguje dane z ostatnich trzech lat dotyczące naszych lotów. Co więcej, jest w stanie wskazać, czy dany lot, nawet sprzed trzech lat, kwalifikuje się do wypłaty odszkodowania. Możemy więc odkryć, że któraś z podróży samolotem może np. przynieść nam nawet dodatkowo 600 euro odszkodowania – tłumaczy Natalia Gębska.

Jak czytamy w raporcie „Zagraniczne wakacje Polaków 2017” opracowanym przez Polską Izbę Turystyki, najbardziej popularnymi kierunkami wakacyjnych wyjazdów Polaków za granicę są Grecja, Bułgaria i Hiszpania. Te trzy kraje gromadzą około 2/3 ruchu turystycznego organizowanego przez biura podróży. Ze środków transportu zdecydowanie dominują wycieczki lotnicze.

Z sondażu CBOS wynika, że ponad połowa Polaków przynajmniej raz w roku wypoczywa poza miejscem zamieszkania. Najczęściej wybierają urlop w kraju, ale za granicą wypoczywa już blisko 1/5 dorosłych Polaków.

Senny początek tygodnia

Senna aura towarzysząca poniedziałkowym notowaniom została skutecznie wzmocniona przez wyłączenie z obiegu amerykańskich inwestorów, którzy wraz z nadejściem nowego tygodnia obchodzą Dzień Prezydenta. Początek sesji na europejskich parkietach dawał nadzieję na jej zakończenie w dość optymistycznych nastrojach. Wśród głównych indeksów nad kreską uplasował się jedynie WIG 20 (0,1 proc.), którego zwyżka to między innymi pokłosie odbicia spółek z sektora bankowego.

Na czele walut koszyka G10 znalazł się dolar australijski (0,1 proc.) czekający na nocną publikację minutek z lutowego posiedzenia RBA. Blisko poziomów z piątkowego zamknięcia znajdują się euro (0,0 proc.) oraz norweska korona (0,0 proc.), która nie jest w stanie wykorzystać przetasowania sentymentu na światowym rynku ropy. Obecnie stawkę zamykają waluty defensywne. Pod koniec dnia obserwuje się 0,4 proc. osłabienie japońskiego jena, co jest równoznaczne z wypchnięciem pary USD/JPY w okolicę poziomu 106,60.

Wśród walut Emerging Markets największą popularnością cieszy się południowokoreański won. W cieniu jego 0,9 proc. umocnienia znajduje się polski złoty (0,6 proc.), który stabilizuje kurs USD/PLN przy 3,3300 oraz EUR/PLN przy 4,1330. Grono dość mocnych walut w regionie uzupełnia czeska korona (0,3 proc.). Obecnie powyższe zestawienie zamyka południowoafrykański rand, który na przestrzeni dnia traci względem swojego amerykańskiego odpowiednika 0,7 proc.

Liderem frankfurckich notowań okazało się być RWE (2,3 proc.) planujące zwiększenie nakładów inwestycyjnych w brytyjskim sektorze energetycznym. Nieco niżej uplasował się Deutsche Bank (2,0 proc.) informujący o zamiarze redukcji 250 pracowników. Po drugiej stronie zestawienia starało się rządzić Linde (-2,6 proc.) informujące o zamiarze wypłaty zaledwie 7 EUR dywidendy na akcję. Wśród spółek ciążących na wzrostach indeksu DAX (-0,5 proc.) znalazł się również Daimler, którego 2,1 proc. przecenę należy wiązać z zawirowaniami związanymi z potencjalnym naruszeniem norm emisji spalin.
Niezbyt udany finisz ma za sobą również londyński FTSE 100 (-0,6 proc.). Na dnie indeksu znalazł się Reckitt, którego zniżkę usilnie goniły spółki z sektora wydobywczego z Randgold Resources (-2,7 proc.) na czele. Skalę ruchu w stronę południa najsilniej próbowały ograniczać walory Evrazu (4,7 proc.) mogącego pochwalić się podpisaniem kontraktu z rosyjskimi liniami kolejowymi na kwotę 111,7 mld RUB.

Na rynku surowców energetycznych niepodzielnie rządzi ropa naftowa. Obecnie za baryłkę West Texas Intermediate należy zapłacić 62,30 USD, tj. 1,1 proc. wyżej niż na koniec piątkowych notowań. Blisko poprzednio obserwowanych poziomów znajduje się złoto (0,0 proc.) wyceniane po 1 347 USD za uncję. Wśród metali szlachetnych uwagę definitywnie skrada pallad (-1,4 proc.), który nurkuje do poziomu 1 033 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Nowoczesne rozwiązania związane z tłumaczeniami tekstów

Współczesny świat cechuje ogromna otwartość nie tylko pod względem kulturowym, ale także jeżeli chodzi o przepływ towarów i usług, o międzynarodowe biznesy, możliwość podróżowania po całym świecie czy też kształcenia się w dowolnym miejscu na globie.

Mamy nieporównywalnie większe możliwości z tymi, którymi dysponowali nie tylko nasi dziadkowie, ale także i rodzice. Okazuje się, że nie na darmo były powtarzane przez nich jak mantra słowa o tym, żeby uczyć się języków obcych, bo to się na pewno przyda i ułatwi nasze życie. Dziś z całą odpowiedzialnością można przyznać im rację: umiejętność porozumiewania się w różnych językach z pewnością jest atutem, ale i sporym uproszczeniem w codziennym życiu, w którym mamy do czynienia nie tylko z obcokrajowcami, ale także z różnymi zagranicznymi produktami. Warto znać choć podstawy języków obcych, albo chociaż wiedzieć, jakie usługi czy narzędzia mogą nam pomóc w tłumaczeniu.

Nie każdy jednakże posiada umiejętności niezbędne w skutecznej nauce języka: niektórzy z nas mimo prawdziwych chęci i sporego zaangażowania nigdy nie wyjdą poza dukanie poszczególnych słówek, nie są po prostu w stanie opanować chociaż w miarę płynnej mowy. Nic straconego – istnieje mnóstwo biur tłumaczeń oferujących nie tylko szeroki asortyment różnorodnych usług, ale i innowacyjne rozwiązania, które doskonale przydadzą się tym, którzy nie znają języka czy nie opanowali go w stopniu dostatecznym. Czasem też po prostu bezpieczniej jest skorzystać z usług profesjonalistów, aby na przykład przetłumaczyć nawet na własny użytek akta procesowe czy też wielostronicowy aneks do jakiejś umowy.

Automatyzacja tłumaczeń

Dziś niewielu tłumaczy działa w pojedynkę – większość z nich pracuje ramię w ramię w wielkich biurach, co w znaczący sposób wpływa na sprawne zarządzanie tłumaczeniami. Dzięki wielu tłumaczom danego języka specjalizującym się w konkretnych zagadnieniach, jak na przykład prawo, język urzędowy czy też medycyna, przedsiębiorstwa tłumaczeniowe mogą zaproponować wyjątkowo precyzyjną usługę, która zadowoli nawet najbardziej wymagających klientów, a na dodatek wykonana będzie w stosunkowo krótkim czasie. Korzystanie z usług firm, które zatrudniają wielu tłumaczy, to również często o wiele bardziej atrakcyjna cena, szybszy czas realizacji i większe bezpieczeństwo niż w przypadku korzystania z usług jednoosobowych firm.

Aplikacja dla biura tłumaczeń

Z uwagi na bardzo dużą konkurencję w branży tłumaczeniowej, wszystkie firmy muszą stawiać na nowatorstwo lub też tworzyć rozwiązania, które po prostu będą dla klienta wygodne i dlatego go zainteresują. Do tej drugiej grupy z pewnością zalicza się aplikacja dla biura tłumaczeń pozwalająca na błyskawiczne wycenienie tekstu do przetłumaczenia. Wystarczy, że klient prześle lub też wklei w specjalne okno na stronie internetowej tekst, na którego przetłumaczeniu mu zależy zaznaczając oczywiście język oryginału oraz języka, w którym ma powstać tłumaczenie, a już w ciągu kilku sekund otrzyma on precyzyjną wycenę na podany przez siebie adres mailowy. Jedną z takich aplikacji jest XTRF, której dużym atutem jest możliwość integracji z inni narzędziami typu CAT, np. Trados. Integrację opisano w artykule SDL Trados Studio Integration.

Zarządzanie tłumaczeniami

Postępująca automatyzacja tłumaczeń sprawia, że dziś nie trzeba już wysyłać zapytań ofertowych do wielu różnych biur i potem oczekiwać na odpowiedzi, by następnie wybrać najkorzystniejszą dla nas opcję. Wystarczy odwiedzić kilka stron internetowych firm tłumaczeniowych, przesłać tekst do tłumaczenia i już w kilka sekund można uzyskać wyceny. Na podstawie przesłanej oferty błyskawicznie można wybrać najlepsze dla nas i najtańsze rozwiązanie.

Artykuł powstał we współpracy z translationxperts.com

Fiskus nie respektuje wyroków TSUE w sprawie rozliczania VAT z faktur wystawionych przez niezarejestrowanych podatników

Bezspornym jest, że neutralność podatku VAT dla przedsiębiorców stanowi fundament, który leży u podstaw konstrukcji tej daniny. Zgodnie z tą nadrzędną regułą ciężar podatku od wartości dodanej wytwarzanej na poszczególnych etapach obrotu gospodarczego ponosi ostateczny konsument, który co do zasady nie jest podatnikiem VAT.

Jak wskazuje literalne brzmienie ustawy VAT, prawo do odliczenia podatku naliczonego z otrzymanej faktury zostało uzależnione od rzeczywistego wykorzystywania towarów lub usług do wykonywania czynności opodatkowanych. Niestety, organy podatkowe niejednokrotnie kwestionują podstawowe prawa podatników i odmawiają możliwości odliczenia podatku od faktury wystawionej przez podmiot nieposiadający statusu czynnego podatnika VAT. Jednakże w sukurs polskim podatnikom przychodzi orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE, które przesądza, że brak takiego statusu nie powinien pozbawiać nabywcy prawa do odliczenia VAT.

Niepożądane praktyki organów podatkowych

Wzrost obowiązków sprawozdawczych i administracyjnych firm na rzecz urzędów skarbowych oraz wprowadzenie rygorystycznych przepisów prawa umożliwiających wykreślanie przedsiębiorców z rejestru czynnych podatników – to dało fiskusowi obszerne pole do działania, jeśli idzie o kwestionowanie rozliczeń podatku VAT. Miesięczna wysyłka struktury JPK_VAT dostarcza bowiem organom wszelkich niezbędnych danych, na podstawie których urzędnicy analizują kwoty podatku wykazywane w deklaracjach podatkowych, a w przypadku powzięcia wątpliwości organ wzywa podatnika do złożenia wyjaśnień.

Do najczęstszych przypadków weryfikacji należy krzyżowe sprawdzanie wartości sprzedaży i podatku należnego wykazywanych przez dostawców i usługodawców po stronie sprzedaży z wartościami zakupów i podatku naliczonego po stronie nabywców. Równie często organy monitorują, czy podatek naliczony wykazany przez nabywcę w deklaracji wynika z faktur wystawionych przez podmioty zarejestrowane. Jeśli jest inaczej, wówczas informują podatnika, że jego kontrahent nie posiada statusu czynnego podatnika VAT, w związku z czym przysługuje mu prawo skorygowania kwoty podatku naliczonego w drodze korekty deklaracji. Zignorowanie pisma z urzędu skarbowego z całą pewnością będzie się wiązać co najmniej ze wszczęciem czynności sprawdzających, które mogą przerodzić się w żmudną kontrolę lub postępowanie podatkowe. W efekcie ustaleń organu podatnik może zostać pozbawiony prawa do odliczenia, jak również obciążony dodatkowymi sankcjami VAT w związku z nieuprawnionym – zdaniem fiskusa – obniżeniem podatku należnego wykazanego w deklaracji.

Takie praktyki organów należy oceniać za nadzwyczaj nieuzasadnione i niemające oparcia w przepisach prawa, o czym świadczy utrwalona linia orzecznicza TSUE.

TSUE: brak rejestracji nie pozbawia prawa do odliczenia VAT

W wyroku C-101/16 z dnia 17 października 2017 r. ws. Paper Consult SRL Trybunał wyraźnie wskazał, że zmiany ustawodawcze państw członkowskich UE mające na celu sprawny pobór podatku VAT oraz zapobieganie przestępczości podatkowej nie mogą wykraczać poza to, co konieczne do osiągnięcia takich celów. To z kolei oznacza, że środki podejmowane przez państwa członkowskie „nie mogą być wykorzystywane w sposób regularnie uniemożliwiający skorzystanie z prawa do odliczenia VAT i naruszający tym samym neutralność tego podatku”. Z treści wyroku wynika także, że stwierdzenie odmowy prawa do odliczenia nie może mieć miejsca, jeśli zostaną przedstawione dowody na brak popełnienia przestępstwa podatkowego. Wobec tego podatnik zachowuje prawo do odliczenia, jeżeli okoliczności faktyczne transakcji wskazują, że dostawa towarów lub świadczenie usług rzeczywiście miały miejsce. Nasuwa się konkluzja, że brak rejestracji sprzedawcy jest drugorzędny względem warunków materialnych transakcji, jakie muszą zaistnieć, aby możliwe było odliczenie podatku VAT.

Fiskus nie potwierdza, nie zaprzecza

Pomimo że cytowany wyrok odnosił się do ustawodawstwa VAT Rumunii, to niewątpliwie – z uwagi na podobieństwa w obszarze rejestracji podatników VAT – może on mieć zastosowanie także na gruncie polskich przepisów. Niestety, Ministerstwo Finansów jest bardzo zachowawcze w tym względzie i nie udzieliło jednoznacznej odpowiedzi, czy zaistnienie przesłanek materialnych transakcji jest wystarczające dla odliczenia podatku. Owszem, z odpowiedzi MF na interpelację poselską nr 15666 wynika, że brak zarejestrowania dostawcy towaru w związku z realizacją procesu rejestracji jako taki nie pozbawia nabywcy towaru prawa do odliczenia podatku naliczonego. Jednakże może on budzić wątpliwości dotyczące kontrahenta i to nabywca powinien zachować szczególną ostrożność, upewniając się, że nie uczestniczy w przestępstwie podatkowym. Minister uzasadnił, że jeżeli w toku weryfikacji podatnik ustali, że dostawca nie jest wiarygodnym kontrahentem, nie powinien dokonywać transakcji.

Należyta staranność receptą na wszystko

Wydaje się, że fiskus celowo odmawia zajęcia jednoznacznego stanowiska w tej sprawie, powołując się przy tym na niezdefiniowaną – w dalszym ciągu – należytą staranność oraz podjęcie przez nabywców wszelkich działań, które wyeliminowałyby ryzyko współpracy z nierzetelnymi kontrahentami. Nawiasem mówiąc, nie wiadomo jeszcze, na jakim etapie są prace ministerstwa nad opublikowaniem białej księgi – listy tzw. należytej staranności (opracowywany kodeks dobrych praktyk VAT miałby wskazywać działania, których przestrzeganie chroniłoby firmy nabywające towary i usługi przed zakwestionowaniem prawa do odliczenia). Pewne jest jednak to, że wzmożona weryfikacja kontrahentów pod kątem VAT będzie kolejnym finansowym i czasochłonnym obciążeniem dla polskich firm.

Mimo to trzeba mieć na uwadze, że w walce z fiskusem o nienaruszalność prawa do odliczenia podatku naliczonego podatnik nie jest bezbronny i powinien dochodzić swoich uprawnień, korzystając przy tym z bogatego orzecznictwa sądów krajowych i TSUE.

Autor: radca prawny Robert Nogacki Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Łódź w rozbudowie

Dzięki realizacji szeroko zakrojonych planów inwestycyjnych, w tym rewitalizacjom prowadzonym z funduszy unijnych, w Łodzi powstaje obecnie około 180 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej

W Łodzi szybciej niż w innych miastach w kraju przybywa nowoczesnych obiektów komercyjnych. W ubiegłym roku pod względem przyrostu zasobów biurowych aglomeracja łódzka uplasowała się wśród miast regionalnych na drugim miejscu, za Krakowem. Jak obliczają analitycy Walter Herz, w 2017 roku nowa podaż powierzchni biurowych na tym rynku sięgnęła wysokość 75 tys. mkw. Do użytku oddane zostały m.in. dwa obiekty biurowe położone na terenie Nowego Centrum Łodzi: Przystanek mBank (24 tys. mkw.) i Nowa Fabryczna (19 tys. mkw.).

Łódzka oferta biurowa rośnie 20 proc. rocznie

Z danych firmy doradczej Walter Harz wynika, że łódzki rynek biurowy oferuje obecnie około 480 tys. mkw. powierzchni. Prawie połowa biur mieści się w niedawno oddanych, nowoczesnych budynkach. W 2017 roku oferta rynku biurowego w Łodzi wzrosła prawie o 20 proc. – Zapotrzebowanie na nowoczesne biura w aglomeracji łódzkiej jest bardzo duże, o czym świadczy choćby najniższy w kraju współczynnik pustostanów, który pomimo sporego, ubiegłorocznego wzrostu podaży na tym rynku, kształtuje się na poziomie około 6 proc. – zaznacza Mateusz Strzelecki, Partner Walter Herz.

Dzięki szerokim planom inwestycyjnym i rewitalizacyjnym, na które miasto uzyskało dofinansowanie unijne, w ciągu najbliższych lat Łódź całkowicie zmieni swój wizerunek. Na rozwoju miasta, w którym notowany jest obecnie najniższy poziom bezrobocia od 20 lat, korzystają również  mieszkańcy. Plany związane z rozbudową infrastruktury dotyczą, zarówno realizacji projektów biurowych, jak i hotelowych, handlowo-usługowych, mieszkaniowych, a także modernizacji i rozbudowy komunikacji oraz szlaków transportowych.

Nowe Centrum Łodzi w rozbudowie

Na łódzkim rynku, jak podają specjaliści Walter Herz, w budowie jest obecnie ponad 180 tys. mkw. biur, z których znaczna część jest już zakontraktowana. – W perspektywie najbliższych kilku lat, dzięki dużej skali prowadzonych i planowanych projektów oraz rewitalizacji istniejących zasobów, Łódź utrzyma wysoką dynamikę wzrostu rynku biurowego – przekonuje Mateusz Strzelecki.

Na szczególną uwagę zasługuje największe łódzkie przedsięwzięcie – Nowe Centrum Łodzi – na realizacje którego składa się wiele inwestycji, co przynieść ma miastu nowe centrum biznesowo-kulturalne. W ramach tego projektu oddana została już najnowocześniejsza stacja kolejowa w kraju – Łódź Fabryczna, projekty Nowa Fabryczna i Przystanek mBank, dobiegają końca prace nad opartym na rewitalizacji kompleksem EC1, pełniącym funkcje kulturalno-edukacyjne, a w tym roku ukończona ma zostać Brama Miasta.

Modernizacja dworca Łódź Fabryczna i rozbudowa pobliskiej infrastruktury drogowej oraz zaplanowana na najbliższe lata realizacja podziemnego tunelu średnicowego, łączącego dwa dworce kolejowe, pozwoli Łodzi stać się największym węzłem komunikacyjnym w Polsce.

Rynek Kobro z planem architektonicznym

W tym roku na terenie NCŁ ma się rozpocząć także budowa Centrum Biurowego Fabryczna i Rynku Kobro, pierwszego w Łodzi placu miejskiego, który pełnić ma funkcję najważniejszej przestrzeni publicznej w mieście, przystosowanej do organizacji imprez masowych. Centrum Biurowe Fabryczna, trzynastopiętrowy, szklany biurowiec z ceglanymi elementami, zlokalizowany naprzeciwko stacji kolejowej Łódź Fabryczna zaoferuje 27 tys. mkw. biur i 4 tys. mkw. powierzchni handlowo-usługowej usytuowanej na parterze. W świetle założeń urbanistycznych biurowiec ma zostać połączony z dworcem i innymi częściami miasta tunelem podziemnym.

Położony pomiędzy dworcem Łódź Fabryczna i EC1 – Rynek Kobro będzie z jednej strony otoczony charakterystycznymi, łódzkimi, poprzemysłowymi zabudowaniami, a z drugiej nowoczesnymi obiektami. W ramach tej realizacji do końca przyszłego roku powstać ma nowa ulica Hasa z zielonym pasażem, fontannami i miejscami na sezonowe ogródki, która na odcinku 500 metrów będzie biegła pod ziemią.

Wśród najbardziej wybijających się łódzkich projektów biurowych, pozostających w budowie eksperci Walter Herz wymieniają m.in. Monopolis, Ogrodową 8 Office, rewitalizację Szkoły Grohmana, czy inwestycje Imagine i Cross Point.

Budowa dużych obiektów biurowych

Na usytuowanym w pobliżu odrestaurowanego hotelu Andel’s i Pałacu Poznańskiego kompleksie Ogrodowa 8 Office pod koniec ubiegłego roku zawisła już wiecha. Obiekt biurowy, zlokalizowany w narożniku skrzyżowania ulicy Ogrodowej z Zachodnią, przynieść ma w tym roku rynkowi łódzkiemu 28,6 tys. mkw. powierzchni najmu, w tym 3,9 tys. mkw. powierzchni handlowo-usługowej znajdującej się na parterze budynku.

Jeszcze w tym roku na terenach byłych zakładów Monopolu Wódczanego w Łodzi zaplanowane zostało oddanie do użytku pierwszego etapu inwestycji Monopolis, bazującego na rewitalizacji zabytkowych zabudowań trzeciego co do wielkości kompleksu fabrycznego w Łodzi, po zakładach Karola Scheiblera i Izraela Poznańskiego. Główny budynek dawnej rozlewni zamieni się w biurowiec z restauracjami, kawiarniami i winiarniami na parterze. Drugi etap projektu, który zakłada budowę nowego budynku biurowego ma być ukończony w 2019 roku, a trzecia faza inwestycji z kolejnym biurowcem w 2020 roku. Cały kompleks dostarczy 29 tys. mkw. powierzchni biurowej i usługowej.

W Nowym Centrum Łodzi trwa też budowa Bramy Miasta. Pierwszy z budynków zaplanowanych w tej inwestycji, który powstaje bliżej dworca Łódź Fabryczna, zaoferuje najemcom 27,5 tys. mkw. powierzchni biurowej, a w całym projekcie będzie około 40 tys. mkw. powierzchni do wynajęcia. Dwa biurowce, które składają się na te inwestycję mają być gotowe w połowie 2019 roku. Budynki z elewacją pokrytą kortenem i ceglane patio swoją estetyką nawiązywać będą do fabrycznej tradycji miasta.

Restaurowane kamienice

Przy ulicy Tuwima zostaną z kolei odrestaurowane cztery łódzkie, zabytkowe kamienice. Inwestycja obejmie gruntowny remont i rozbudowę miejskich budynków, które zyskają różne funkcje. Dwie kamienice będą miały charakter mieszkalny, a w budynkach przy ulicy Tuwima 33 i 52 znajdą się biura i lokale użytkowe. Ich rewitalizacja ma potrwać do końca 2019 roku. W wyniku przebudowy także sama ulica Tuwima dostosowana zostanie do standardów strefy wielkomiejskiej.

Trwają również prace rewitalizacyjne i rozbudowa zabytkowego kompleksu Szkoły Grohmana, położonej w Łodzi w kwartale ograniczonym ulicami Kilińskiego, Fabryczna, Targowa i Tylna. Inwestycja Targowa 77 ma zaoferować 1200 mkw. najwyższej klasy przestrzeni biurowo-usługowej. W ramach projektu powstanie dodatkowo kameralny budynek mieszkalny w zabudowie wielorodzinnej. Zakończenie inwestycji zaplanowane zostało jeszcze w tym roku.

Rozbudowa wielofunkcyjnych kompleksów

Na terenie OFF Piotrkowska Center w Łodzi realizowany jest także obiekt biurowy Sepia Office. Renowacja historycznego budynku ma zakończyć się latem bieżącego roku. Tuż obok, od strony ulicy Roosevelta powstaje jednocześnie nowoczesny biurowiec Teal Office. Po ukończeniu tych inwestycji OFF Piotrkowska poszerzy swoje funkcje gastronomiczne, rozrywkowe i kulturalne o sferę użytkową i biurową. 

Rozbudowany o dwa kolejne biurowce, kompleks biurowy Cross Point, położony u zbiegu ulicy Milionowej i Alei Rydza Śmigłego na terenie Widzewa, również dostarczy rynkowi łódzkiemu nowoczesnej powierzchni biurowej. W dwóch nowych budynkach tego kompleksu znajdzie się odpowiednio 3300 mkw. i 6200 mkw. biur.

Łódzka wieża biurowa

Firma Ghelamco uzyskała już także pozwolenie na budowę łódzkiej wieży biurowej – P22. Ta długo zapowiadana inwestycja realizowana będzie w pobliżu skrzyżowania ulicy Sienkiewicza z aleją Piłsudskiego. Według wstępnych założeń P22 ma być czternastokondygnacyjnym biurowcem o powierzchni użytkowej ponad 23 tys. mkw.

W ramach inwestycji Imagine, realizowanej u zbiegu ulic Piłsudskiego i Śmigłego-Rydza przez firmę Avestus Real Estate w przyszłym roku zostanie natomiast oddany nowoczesny obiekt, w którym znajdzie się 14,5 tys. mkw. powierzchni biurowej i 2,3 tys. mkw. powierzchni handlowo-usługowej.

Autor: Walter Herz

Polski eksport otwiera się na nowe, egzotyczne kierunki

Rok 2017 był najlepszym rokiem w ponad 25-letniej historii Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Przypis składki wyniósł blisko 200 milionów złotych. Tym samym pobity został rekord roku 2011. Wzrost wyniósł aż 40 proc. r/r.Wśród kierunków, które firma uważa za przyszłościowe, znajdują się kraje Unii Europejskiej.Należy pamiętać, że trafia tam 80 proc. eksportu polskich przedsiębiorstw. Widać to również w portfelu KUKE. Pojawiają się także bardziej egzotyczne rynki – Azji Południowo-Wschodniej czy afrykańskie.

– KUKE, zarówno w linii komercyjnej, jak i gwarantowanej przez Skarb Państwa notuje rewelacyjne wyniki. Mamy nadzieję, że w 2018 roku będzie jeszcze lepiej – powiedział serwisowi eNewsroom Janusz Władyczak, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych – W centrum zainteresowania polskich firm jest także Bliski Wschód oraz Ameryka Łacińska.Dotyczy to przede wszystkim eksportującej towary branży spożywczej. Jest ona dość mocno zakorzeniona, posiada dobra łatwe do wyeksportowania, bez konieczności zakładania fabryk na miejscu. Dobrze radzi sobie również branża maszynowa. Jeśli chodzi o inwestycyjne ubezpieczenia eksportowe, sektor ten – jak produkcja maszyn górniczych – odgrywa bardzo istotną rolę – dodał Władyczak.

Kurs dolara najniżej od przeszło trzech lat

Amerykańska waluta najsłabsza od przeszło trzech lat. Zanegowane wybicie trendu spadkowego na EURPLN. Dużo ważnych odczytów dla funtów w tym tygodniu. Frank znów kosztuje 3,60 zł.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 12.02.2018-19.02.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1400 3,5840 3,3085 4,6600
Maksimum 4,1865 3,6380 3,4165 4,7270

USD/PLN

USDPLN.H1Zeszły tydzień minął pod znakiem kolejnego osłabienia się amerykańskiej waluty. Dolar, który na początku lutego chwilowo wybił się powyżej 3,40 zł, w szybkim tempie oddał cały ruch aprecjacyjny. W miniony piątek po raz kolejny testował poziom 3,31 zł. Do tej pory nie udało się go pokonać, choć w ostatnim czasie to była już trzecia próba. Sentyment pozostaje jednak negatywny dla głównej waluty świata, co może sugerować, że temat zejścia poniżej 3,30 zł będzie jeszcze rozgrywany. Pokonanie tego wsparcia oznaczałby zejście na poziomy ostatnio widziane w drugiej połowie 2014 roku. Otworzyłoby też drogę do ruchu w kierunku okrągłych 3 złotych. Patrząc na zachowanie EURUSD, taki scenariusz wcale nie jest nierealny. W środę poznamy protokół z posiedzenia FOMC, który wydaje się, że ma największy potencjał do rozruszania par dolarowych. Taki impuls może być potrzebny, zwłaszcza że ze względu na dzisiejsze święto, handel na dolarze w ostatnich godzinach jest co najmniej spokojny.

EUR/PLN

EURPLN.H1Na przełomie stycznia i lutego euro zanotowało gwałtowny ruch w górę. W krótkim czasie wspólna waluta podrożała o 7 groszy, jednocześnie wyłamując linię trendu spadkowego, zapoczątkowaną jeszcze we wrześniu ubiegłego roku. Euro jednak nie było w stanie pokonać bariery 4,20 zł, przez co poprzedni tydzień należał zdecydowanie do złotego. Kurs EURPLN spadł o 5 groszy, a dzisiaj ruch ten został jeszcze pogłębiony. Najbliższym celem wydaje się być ponowne zejście poniżej wcześniej opisanej linii trendu. Oznaczałoby to jednocześnie atak na poziom 4,10 zł, a tyle euro ostatni raz kosztowało jeszcze w 2014 roku. Będzie to o tyle trudne, że wycena euro cały czas jest wspierana przez ruchy na głównej parze walutowej, choć należy pamiętać, że złoty zawsze lepiej wykorzystywał problemy dolara.

GBP/PLN

GBPPLN.H1Funt od początku roku znajduje się w miarę szerokiej konsolidacji. Kurs GBPPLN porusza się w 10 groszowym kanale pomiędzy 4,67 zł, a 4,77 zł. Zeszły tydzień sprowadził wycenę brytyjskiej waluty w okolice dolnego ograniczenia. Od września jest to już szósta próba sforsowania tego wsparcia, co w przypadku sukcesu może skutkować dynamicznym ruchem. Następne wsparcie znajduje się przy poziomie 4,60 zł. Niżej są już poziomy niewidziane od 2011 roku. Obecny tydzień obfituje w wiele ważnych dla funta odczytów, co w pewnym sensie wspiera prawdopodobieństwo większych ruchów. W środę poznamy dane dotyczące brytyjskiego rynku pracy, później poznamy rewizje tempa wzrostu PKB. W międzyczasie prezes BoE Mark Carney dwukrotnie wystąpi ze swoimi przemówieniami. Nadchodzący tydzień wydaje się idealny do wyłamania bieżącej konsolidacji.

CHF/PLN

CHFPLN.H1Z czterech opisywanych walut to właśnie frank szwajcarski radził sobie w ostatnim czasie najlepiej względem złotego. Co prawda zeszły tydzień również przyniósł spadek kursu CHFPLN, jednak helwecka waluta cały czas jest relatywnie daleko od lokalnych minimów. Obecnie zmaga się z poziomem 3,60 zł, a kolejne w miarę istotne wsparcie znajduje się trzy grosze niżej. Od góry ruch powinien być ograniczany przez ostatni opór w okolicach 3,65 zł. Brak ważnych odczytów zmniejsza prawdopodobieństwo wybicia, któregoś z ograniczeń, dlatego nie należy oczekiwać większej zmienności w tym tygodniu.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Na etacie milionerem nie zostaniesz

Chcesz mieć majątek wart więcej niż milion złotych? Nawet nie myśl o etacie. Badanie NBP nie zostawia złudzeń. Majętność gospodarstw domowych, gdzie dominuje praca najemna, wynosi jedną trzecią tego, co w rodzinach uzyskujących główny dochód z samozatrudnienia – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Przeprowadzone i opublikowane na początku roku opracowanie Narodowego Banku Polskiego (NBP) „Zasobność gospodarstw domowych w Polsce” daje sporo wskazówek, które elementy sprzyjają bogaceniu się.

Majątek przychodzi z wiekiem i z wykształceniem

Warto zwrócić uwagę, że w gospodarstwach domowych, gdzie osoba referencyjna (ankietowany) ma wykształcenie wyższe, zgromadzony majątek netto jest średnio ponad dwukrotnie większy (563 tys. zł) niż tam, gdzie dominuje wykształcenie podstawowe (248 tys. zł). Ci, którzy nie mają kredytu na nieruchomość, są także bogatsi od tych, którzy muszą spłacać zobowiązania hipoteczne.

Naturalne wydaje się, że osoby starsze (ale do 64 lat) mają wyższy majątek niż młodsze. Z tego również może wynikać, że pary posiadające dzieci są zamożniejsze od bezdzietnych. Najbardziej zaskakuje jednak fakt, że podstawowym warunkiem majętności jest status na rynku pracy.

Milioner pracuje na swoim

Średni majątek netto gospodarstwa domowego w Polsce to 417 tys. zł, a mediana (połowa ma mniej, a połowa więcej) wynosi 263 tys. Wśród gospodarstw tworzonych przez zatrudnionych na etacie średnia wynosi tylko 369 tys. Tymczasem przeciętny wynik wśród rodzin, gdzie ankietowany jest samozatrudniony to 1,073 mln zł, czyli niemal trzy razy więcej niż u pracowników najemnych.

Przeciętna wartość majątku netto najlepiej sytuowanych rodzin, mowa o 10 proc., to niecałe 1,7 mln, a 1 proc. posiada majątek o wartości przynajmniej 2,8 mln. Biorąc pod uwagę rozkład danych dla etatowców i samozatrudnionych, z dużym prawdopodobieństwem to ci drudzy zdominowali grupę bogaczy.

IPOPEMA nadal wierzy w rynek akcji w długim okresie

Akcje, pomimo obecnej korekty, dalej pozostaną w trendzie wzrostowym  w średniej i długiej perspektywie inwestycyjnej. Obecna fala spadków to korekta techniczna, a nie początek rynku niedźwiedzia – twierdzi IPOPEMA TFI.

– Zwyżki na rynku akcji nie kończą się z powodu wysokich wskaźników wycen. Jak w przypadku innych gałęzi gospodarki działa tutaj elementarne prawo popytu i podaży. Chęć do zakupu akcji powinna się utrzymywać, ze względu na poprawiające się otoczenie makroekonomiczne, niskie zaangażowanie inwestorów w akcje oraz atrakcyjne oczekiwane stopy zwrotu. – ujawnia Krzysztof Cesarz, Dyrektor Rynku Akcji w IPOPEMA TFI.

Przełom roku 2017/ 2018 pozwolił przyjąć, że obecna sytuacja makroekonomiczna na rynkach międzynarodowych jest bardzo dobra, a globalny wzrost jest najmocniejszy od prawie 10 lat.  Potwierdzały to dobre dane gospodarcze, wspierane przez wysokie odczyty wskaźników wyprzedzających PMI. W konsekwencji wiele spółek zrewidowało swoje prognozy zysków in plus, czemu towarzyszyły wzrosty wycen akcji na giełdach.

Na początku lutego rynki zanurkowały, a zmienność wzrosła do dawno niewidzianych poziomów. W trakcie pierwszych 7 sesji lutowych indeks S&P 500 spadł o 8,6% (od szczytu -10,2%), a DAX o 7% (od szczytu -9,6%). Na amerykańskim rynku akcji był to największy procentowy spadek od sierpnia 2015 roku.

Korekta jedynie techniczna i na krótko

Co dalej? Silna korekta przyniosła ochłodzenie sentymentu na rynku akcji oraz obniżyła poziomy wskaźników wycen do nieco niższych poziomów. – Uważam, że warto wykorzystać korektę do zwiększenia zaangażowania w rynek akcji, ze względu na dobre otoczenie makro (wzrost wskaźników PMI i prognoz PKB) oraz rewizje prognoz EPS przez analityków w górę (nawet w trakcie lutowej korekty). Wierzymy, że obecna fala spadków to korekta rynkowa, a nie początek rynku niedźwiedzia. Istnieje szereg wskaźników, które całkiem dobrze korelują ze szczytem hossy. Można do nich zaliczyć m.in. znaczące wypłaszczanie krzywej dochodowości, silny wzrost stopy bezrobocia po długotrwałym okresie wzrostów, wysokie poziomy wskaźników wyceny, silny wzrost rentowności na rynku długu obligacji o ratingu investment grade i high yield, czy też spadek indeksów PMI z wysokich poziomów. Na chwilę obecną, jedynie wysokie wskaźniki wyceny stanowią sygnał ostrzegawczy, jednakże same w sobie nie należą do najlepszych wskaźników timingowych. – uważa K. Cesarz.

W co warto inwestować? Zarządzający z IPOPEMA TFI w dalszym ciągu podtrzymują pozytywne nastawienie do spółek technologicznych, ponadto zwiększają zaangażowanie w spółki medyczne i biotechnologiczne. W związku ze zmieniającymi się zwyczajami zakupowymi oraz sposobem spędzania wolnego czasu, wierzą również w dobre perspektywy spółek z branży e-commerce, reklamy on-line oraz gier komputerowych. Zwracają też uwagę na rynki cechujące się wysokim potencjałem wzrostu ze względu na korzystną strukturę społeczeństwa, czyli Chiny i Indie.

Polscy pracownicy są najbardziej produktywni w całej Unii Europejskiej!

  • Zaledwie 6% polskich pracowników ma problem z wydajnością w pracy
  • Najmniejsze problemy z produktywnością mają pracownicy powyżej 55. roku życia
  • Prawie 25% uważa, że największą przeszkodą dla produktywności jest złe zarządzanie

Złe zarządzanie jest wymieniane na pierwszym miejscu wśród czynników mających negatywny wpływ na produktywność w miejscu pracy, czego dowodzi nowe badanie przeprowadzone przez ADP na prawie 10 000 pracowników w Europie, w tym 1300 z Polski. Pokazuje ono, że prawie jedna czwarta z nich (25%) obwinia swoich managerów – bardziej niż niewydajne systemy i procesy (20%) oraz braki kadrowe (15%). Jednak na tle innych krajów Unii Europejskiej Polska wypada najlepiej – zaledwie 6% badanych pracowników ma problem z wydajnością w pracy.

– „Produktywność ma decydujące znaczenie dla sukcesu organizacyjnego i finansowego, dlatego maksymalizacja wydajności musi znajdować się na szczycie listy priorytetów pracodawców. Pomiar i poprawa poziomu produktywności mogą być niezwykle trudne, jednak wnioski pozwolą ustalić najważniejsze czynniki sukcesu. Nieefektywne zarządzanie znacząco zmniejsza produktywność pracowników, nie wspominając o motywacji i zaangażowaniu, dlatego inwestycja w szkolenie managerów ma tutaj kluczowe znaczenie. Procesy, systemy i technologia również muszą być regularnie aktualizowane i dostosowane do potrzeb, z położeniem nacisku na wkład decydujących pracowników, aby upewnić się, że pomagają im one w pracy” – komentuje Magdalena Dacka, HR Business Partner w ADP.

Według wyników badań z najpoważniejszymi problemami z produktywnością zmagają się pracownicy z sektora produkcyjnego. Ponad 36% z nich obwinia o to złe zarządzanie, na drugim miejscu natomiast wskazują mało efektywne systemy i procesy. Zaraz za sektorem produkcyjnym problem z wydajnością doskwiera również zatrudnionym w sektorze sztuki i kultury.

Skrajne opinie o wydajności pracy pojawiają się pomiędzy pracownikami małych organizacji (1-9 pracowników) a tymi zatrudniającymi ponad 100 pracowników i więcej. Najmniej problemów z produktywnością  oraz kadrą zarządzającą mają osoby zatrudnione w małych firmach – tak zadeklarowało kolejno 28% i 16% pracowników, podczas gdy w większych firmach wyniki te wyniosły 19% i 27%.

Pracownicy 55+ nie mają problemów z produktywnością w pracy

Czynniki mające negatywny wpływ na produktywność znacząco różnią się również w zależności od wieku; na osoby powyżej 55. roku życia niekorzystnie wpływa złe zarządzanie (około 35%), a z kolei osobom w wieku 25-34 lat bardziej przeszkadzają nieefektywne systemy i procesy (22%), zbyt wolny sprzęt do pracy (15%) oraz zbyt mały zespół (14%). Jednocześnie, ze wszystkich ankietowanych pracowników, najmniej problemów z produktywnością w pracy widzą osoby w przedziale wiekowym 45 – 54 oraz powyżej 55. roku.

Wydajność pracy a media społecznościowe

Pomimo powszechnych doniesień o niekorzystnym wpływie mediów społecznościowych i technologii osobistych na wydajność, tylko 6% europejskich pracowników wskazało strony internetowe, takie jak Facebook, jako barierę dla wydajności, a zaledwie 5% stwierdziło, że ich prywatny telefon był zbyt rozpraszający. Jednak liczba ta wzrasta do 16% wśród pokolenia Millenialsów (16-24-latków).

Na drugim końcu skali znajdują się starsi pracownicy, którzy twierdzą, że nie są rozproszeni niczym w miejscu pracy (37%). Dla  pracowników w Polsce media społecznościowe nie stanowią aż tak dużego utrudnienia w wydajności pracy, jak dla kolegów z innych krajów europejskich. Na ten problem narzeka niecałe 5% z nich. Również najmłodsi polscy pracownicy wypadają w badaniu dużo lepiej, ponieważ tylko 8% osób w wieku 16-24 rozprasza się w pracy korzystając z mediów społecznościowych.
To dwukrotnie mniej niż średnia europejska.

– „Media społecznościowe mają dziś kluczowe znaczenie w zdobywaniu informacji o świecie oraz w komunikacji międzyludzkiej. Nie dziwi więc fakt, że korzystamy z nich w trakcie pracy. W wielu organizacjach wykorzystuje się takie kanały do komunikacji wewnętrznej. Z jednej strony możemy to zjawisko uznać za zagrożenie dla wydajności w pracy. W końcu czas spędzony na Facebook nie jest czasem poświęconym zadaniom zawodowym. Jednak jak wykazują nasze badania oraz trendy rynkowe, pracownicy uważają, że korzystanie z prywatnego telefonu czy social media nie obniża ich produktywności. Wręcz przeciwnie, wykonują więcej działań jednocześnie, lepiej organizują sobie czas pracy. Wartością dodaną jest także nieustanne zdobywanie wiedzy nie tylko tej w zakresie obejmowanego stanowiska, ale także ogólnej, która jest niezbędna do rozwoju kompetencji interpersonalnych.” – dodaje Magdalena Dacka, HR Business Partner, ADP Polska.

Złoty umacnia się w oczekiwaniu na wtorkowe dane z Polski

W poniedziałek złoty umacnia się do głównych walut w oczekiwaniu na publikowaną w tym tygodniu serię danych z polskiej gospodarki. Przede wszystkim w oczekiwaniu na wtorkowe dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, które mogą pozytywnie zaskoczyć.

Nowy tydzień złoty rozpoczął od umocnienia do koszyka głównych walut. O godzinie 12:53 za euro trzeba było zapłacić 4,1425 zł, czyli o 1,6 gr mniej niż w piątek. Dolar potaniał o 1,8 gr do 3,3335 zł, szwajcarski frank o 1,7 gr do 3,5970 zł, a brytyjski funt o 2,2 gr do 4,6755 zł. Ma to miejsce przy spokojnych rynkach światowych, które za sprawą dni wolnych w USA (Dzień Prezydentów) i w Chinach (Nowy Rok Księżycowy) pozostają w poniedziałek w letargu.

Złoty zyskuje nie tylko do głównych walut, ale również skalą swojego umocnienia wyróżnia się na tle m.in. węgierskiego forinta i czeskiej korony. To wyraźnie wskazuje, że za takim jego zachowaniem stoją czynniki krajowe. Przede wszystkim oczekiwanie jutrzejszą serię danych makroekonomicznych z polskiej gospodarki.

We wtorek o godzinie 10:00 Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikuje najnowsze dane o produkcji i sprzedaży, a także o cenach producentów. W styczniu spodziewane jest przyspieszenie rocznej dynamiki produkcji przemysłowej do 8 proc. z 2,7 proc. w grudniu, przy jednoczesnym przyspieszeniu sprzedaży detalicznej do 7,3 proc. z 6 proc. i odczycie inflacji producenckiej na poziomie 0,1 proc. rok do roku. Te rynkowe prognozy wydają się być dość ostrożne. Jest duża szansa na to, że wzrost produkcji będzie dwucyfrowy, a sprzedaż przekroczy 8 proc. w relacji rocznej. To zaś będzie wpisywać się w optymistyczne oczekiwania co do perspektyw gospodarki w tym roku i przy braku we wtorek innych silnych impulsów, ma szanse wesprzeć złotego.

Opisane wyżej wtorkowe raporty nie będą jedynymi z jakimi w tym tygodniu zapoznają się inwestorzy. W środę zostaną opublikowane dane o koniunkturze konsumenckiej w Polsce. W czwartek raport o koniunkturze gospodarczej, podaży pieniądza, a także protokół z ostatniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (RPP). W piątek zaś światło dzienny ujrzy biuletyn GUS zawierający m.in. dane nt. bezrobocia w Polsce (prognoza: 6,9 proc.).

Tyle tylko, że znaczenie tych publikacji jest już dużo mniejsze niż w przypadku produkcji i sprzedaży. I co więcej, w kolejnych dniach uwaga rynków finansowych, w tym polskiego rynku walutowego, przesunie się w kierunku amerykańskiej polityki monetarnej. A to za sprawą publikacji „minutek” FOMC, licznych wystąpień przedstawicieli Fed oraz piątkowego półrocznego raportu Fed nt. polityki monetarnej. To zestawienie można jeszcze uzupełnić o mające kluczowe znacznie dla notowań GBP/PLN, środowe dane z brytyjskiego rynku pracy i wystąpienia publiczne przedstawicieli Banku Anglii. Tym samym o losach złotego od połowy tygodnia będą decydować już nie czynniki lokalne, a globalne, na czele z wahaniami EUR/USD oraz zachowaniem rynku obligacji. To zaś zwiększa ryzyko osłabienia złotego w drugiej połowie tygodnia.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, niezależny analityk

Z aplikacją w podróż: 60% rezerwacji dokonywanych jest przy użyciu aplikacji

Opracowany przez firmę Criteo w czwartym kwartale 2017 roku raport „Travel Insights” potwierdza rosnący wpływ zakupów mobilnych na branżę turystyczną. Biura podróży, wykorzystujące aplikacje mobilne odnotowały, że w badanym okresie 60% ich rezerwacji zostało dokonanych na urządzeniach mobilnych – w porównywalnym okresie w 2016 roku wskaźnik ten wynosił 41%. Z kolei biura podróży, prowadzące swoją działalność w internecie, zaobserwowały, że niemal połowa (45%) ich wszystkich rezerwacji została zrobiona przy użyciu smartfona lub tabletu. Raport Criteo analizuje dane dotyczące wyszukiwania i rezerwacji usług turystycznych, pochodzące od ponad 1 800 zlokalizowanych na całym świecie reklamodawców z branży turystycznej. Dokument powstał w oparciu o analizę ponad 3 bilionów rezerwacji zrealizowanych w 59 krajach – na komputerach stacjonarnych/ laptopach, stronach mobilnych oraz poprzez aplikacje.

Wzrost liczby rezerwacji dokonywanych na urządzeniach mobilnych jest spowodowany dużą popularnością, jaką cieszą się wśród turystów oferty typu last-minute oraz pobyty jednodniowe (over-night-stays). Platformy mobilne sprawiają, że spontaniczna rezerwacja weekendu jest niezwykle prosta – liczba wyszukiwań ofert przy użyciu smartfonów oraz aplikacji wzrosła dynamicznie i odpowiada za do 89% ruchu generowanego przy rezerwacjach last-minute.

Mając na uwadzę tradycyjnie występujący po Świętach Bożego Narodzenia czas wzmożonych rezerwacji, oczekuje się, że całkowita sprzedaż w Q1 będzie do 80% wyższa niż w listopadzie ubiegłego roku – dane te dowodzą zmian doświadczenia zakupowego w ramach platform mobilnych i aplikacji.

„Biura podróży dostrzegają fakt, że coraz większa liczba rezerwacji jest realizowana poprzez aplikacje mobilne i smartfony,” powiedziała Pauline Lemaire, Head of Travel and Classified, Criteo, „Elastyczność tych platform oznacza, że klienci mogą czekać ze swoją rezerwacją praktycznie do ostatniej minuty. Dlatego, mając na uwadze fakt, że klienci chcą maksymalnie wykorzystywać różne punkty styczności na ścieżce konwersji, sprzedawcy muszą upewnić się, że oferowane udogodnienia nie odbiją się negatywnie na lepszym doświadczeniu zakupowym klienta. W praktyce oznacza to, że połączenie ze sobą punktów styczności na przestrzeni różnych urządzeń umożliwi kupującym zarezerwowanie oferty last minute przy użyciu wybranego przez nich urządzenia.”

Pozostałe ważne wnioski z badania Criteo:

  • Wskaźnik konwersji dla aplikacji jest 5-krotnie większy w porównaniu do wskaźników uzyskanych na wersjach mobilnych stron internetowych i 2-krotnie większy w porównaniu do konwersji zrealizowanych na komputerach – wynik powyżej średniej dla całej branży handlu detalicznego.
  • Dostawcy odnotowują mniejszy udział w rezerwacjach z poziomu stron mobilnych, a 1/3 (32%) ich rezerwacji jest poprzedzona klikiem na innym urządzeniu – dowodzi to wartości współpracy w ramach wymiany danych, celem zwiększenia wyników pochodzących z mobile’u.
  • 33% pobytów jednodniowych wyszukiwanych jest poprzez aplikacje, a turyści rezygnują z korzystania z komputerów podczas krótkich wyjazdów.
  • Liczba rezerwacji dokonywanych przez strony mobilne w Europie (25%) jest nieznacznie wyższa niż w Ameryce Północnej (22%).
  • W przypadku Online Travel Agencies (OTAs) mobile jest formatem, który nadal odnotowuje wzrost – 45% rezerwacji jest realizowanych poprzez urządzenia mobilne
    w porównaniu do jedynie 16% dla biur podróży.
  • Do 80% rezerwacji last-minute jest dokonywanych poprzez urządzenia mobilne.

Metodologia badania

Raport Criteo’Q4 Travel Insights został opracowany na podstawie analizy ponad 3 mld rezerwacji dokonanych w ciągu roku przez ponad 1 800 reklamodawców z branży turystycznej. Indywidualne aktywności wyszukiwania ofert i rezerwacji pochodzące z ponad 59 krajów zostały ocenione, w celu naszkicowania ogólnoświatowego obrazu nawyków dotyczących dokonywania rezerwacji.

Trwa fatalna passa dolara

Ubiegły tydzień charakteryzował się dość nietypowym zachowaniem głównych walut. Pozytywnie zaskoczyły dane o amerykańskiej inflacji, które powinny wzmocnić dolara. Ostatecznie jednak efekt publikacji był odwrotny, a amerykańska waluta w relacji do koszyka walut spadła do kolejnego minimum.

Dolar tracił przez większość tygodnia, piątek przyniósł jednak odwrót dolarowych niedźwiedzi, który pozwolił dolarowi na odrobienie części strat. Ostatecznie dolar zakończył tydzień osłabiając się o 1,5% w relacji do europejskich walut. Zachowanie rynku walutowego na przestrzeni ostatnich dni stało się mniej przewidywalne: wieloletnie korelacje między aktywami finansowymi i walutami przestały obowiązywać – w tym miejscu chodzi przede wszystkim o korelację między stopami procentowymi w USA i siłą dolara amerykańskiego. Owe zmiany na rynku trzeba uważnie obserwować.

W tym tygodniu warto będzie zwrócić uwagę na publikację „minutek” ze styczniowego posiedzenia Rezerwy Federalnej i EBC, które opublikowane zostaną odpowiednio w środę i czwartek. Poza wspomnianymi “minutkami’ i wstępnymi szacunkami indeksów PMI, które poznamy w czwartek, tydzień raczej nie obfituje w istotne informacje makro.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł umocnienie polskiego złotego. Złotemu sprzyjała zmiana układu sił na głównych walutach – przede wszystkim osłabienie dolara amerykańskiego w relacji do większości walut.

Ubiegły tydzień pokazał, że PKB w IV kwartale zeszłego roku rosło o 5,1% rocznie, nieco poniżej oczekiwań konsensusu ekonomistów i naszych własnych. Niemniej, biorąc pod uwagę dane za cały 2017 r. w tym miejscu warto zwrócić uwagę, że czwarty kwartał przyniósł wyczekiwane odbicie w inwestycjach, które sprawiło, że struktura wzrostu gospodarczego była znacznie bardziej zrównoważona. Na szczegółowe informacje o tym, w jakim dokładnie stopniu poszczególne komponenty przekładały się na ekspansję PKB przyjdzie nam poczekać do końca miesiąca.

Pozytywnie zaskoczyły dane z krajowego rynku pracy – dynamika płac nadal utrzymuje się na wysokim poziomie i obecnie wynosi ponad 7% potwierdzając poprawiającą się pozycję polskich pracowników. Inflacja w Polsce w styczniu zgodnie z oczekiwaniami spowolniła z 2,1% do 1,9% rocznie. Na jej wyhamowanie miały wpływ m.in. niższe ceny odzieży i obuwia.

W bieżącym tygodniu poznamy serię danych z krajowej gospodarki, z których najważniejsze będą: wtorkowy odczyt sprzedaży detalicznej i piątkowe dane o bezrobociu. Oprócz danych makro warto będzie zwrócić uwagę na czwartkową publikację “minutek” z ostatniego spotkania Rady Polityki Pieniężnej. Na złotego w tym tygodniu największy wpływ będzie miała jednak sytuacja zewnętrzna.

GBP

Dane z brytyjskiej gospodarki, które poznaliśmy w ubiegłym tygodniu były mieszane. Inflacja pozostaje wysoka. Dynamika cen na poziomie 3% sprawia, że Wielka Brytania jest jedyną tak wysoko rozwiniętą gospodarką, gdzie inflacja trwale pozostaje powyżej celu banku centralnego. Dane o sprzedaży detalicznej w styczniu pokazały wzrost rzędu 1,5% w ujęciu rocznym i rozczarowały konsensus. Naszym zdaniem dane o inflacji są dużo istotniejsze od zmiennych odczytów sprzedaży – w kontekście ostatnich odczytów dynamiki cen oczekujemy, że Bank Anglii podczas spotkania w maju powinien podjąć decyzję o podwyżce stóp procentowych.

Bieżący tydzień będzie dość obfity w informacje istotne dla funta brytyjskiego. Oprócz raportu z rynku pracy, który opublikowany zostanie w środę, kilku członków Banku Anglii będzie przemawiać przed Komisją Skarbu.

EUR

W kontekście braku istotnych publikacji makroekonomicznych, informacji politycznych czy nowych sygnałów z banku centralnego, euro nie było poddane większym wahaniom w relacji do innych europejskich walut, zyskiwało natomiast w parze z dolarem amerykańskim, podobnie jak pozostałe główne waluty.

W tym tygodniu poznamy nowe “minutki” z ostatniego spotkania EBC oraz wstępne szacunki indeksów PMI w lutym. Dane nie powinny w istotny sposób wpłynąć na naszą opinię o silnym wzroście europejskich gospodarek oraz ostrożnym odchodzeniu od polityki ujemnych stóp procentowych.

USD

Ostatnie dane inflacyjne powinny utwierdzić decydentów amerykańskiego FED w przekonaniu, że poprawa na rynku pracy przekłada się na wzrost dynamiki płac i w konsekwencji – na ceny. Dane nie pomogły jednak dolarowi, który cierpiał z powodu czynników technicznych i odreagowania rynku akcji po ostatnich spadkach.

Kalendarz w tym tygodniu nie jest raczej wypełniony istotnymi odczytami z amerykańskiej gospodarki. Spodziewamy się, że korelacja między stopami procentowymi w USA i dolarem amerykańskim powinna ostatecznie powrócić i wesprzeć dolara amerykańskiego. W naszej opinii amerykańska waluta powinna kontynuować piątkowe umocnienie.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Rynek usług detektywistycznych w Polsce: tropienie zdrad i sprawdzanie wierności

Polacy zlecają detektywom udowodnienie zdrady partnera lub sprawdzenie jego wierności – wynika z raportu opracowanego przez serwis Oferteo.pl. Najbardziej nieufni wobec swoich drugich połówek są mieszkańcy województwa mazowieckiego i wielkopolskiego. Poza tym detektywi najczęściej otrzymują zlecenia dotyczące ustalenia miejsca pobytu osoby.

Czego Polacy szukają u detektywa?

O jakiego rodzaju sprawę chodziZgodnie z ustawą, usługami detektywistycznymi są czynności polegające na uzyskiwaniu, przetwarzaniu i przekazywaniu informacji o osobach, przedmiotach i zdarzeniach, realizowane na podstawie umowy zawartej ze zleceniodawcą, w formach i w zakresach niezastrzeżonych dla organów i instytucji państwowych na mocy odrębnych przepisów[1].

Polacy zwracają się do detektywów głównie z problemami natury obyczajowej i poszukują u nich przede wszystkim informacji o wierności partnerów (23%) lub angażują ich w celu udowodnienia zdrady (33%) – wynika z badania przeprowadzonego przez Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług z ich wykonawcami.

Co ciekawe, nie zawsze zlecenia tego typu pochodzą od małżonków bądź partnerów. Często do detektywa zgłasza się np. teściowa, która nie do końca wierzy w wierność zięcia lub inni członkowie rodziny, poszukujący dowodów na czyjąś wiarołomność.

Udowodnienie zdrady czy zdobycie dowodów na uzależnienie to często zlecenia, z którymi klienci zwracają się do detektywów w toku spraw rozwodowych. Warto przy tej okazji podkreślić, że wg danych Głównego Urzędu Statystycznego zamieszczonych w Roczniku Demograficznym 2017, najczęstszą przyczyną rozwodów w 2016 roku w Polsce były właśnie niewierność małżeńska (wyłącznie – 4528 spraw, z innymi przyczynami – 9401) oraz nadużywanie alkoholu (wyłącznie – 868 spraw, z innymi przyczynami – 2323).

Ponadto częstymi zleceniami dla detektywów były np. ustalenie miejsca pobytu osoby, sprawdzenie przeszłości – również często zlecane przez rodziców w stosunku do partnerów ich dzieci, wywiad gospodarczy czy wykrycie sprawcy kradzieży.

Jaki zakres usług ma świadczyć detektyw?

Jaki zakres usług przewidujeszPoszukujący usług detektywistycznych za pośrednictwem Oferteo.pl najczęściej wskazywali, że oczekują od detektywów dokumentacji fotograficznej (29%), śledzenia (21%) oraz wykrycia podsłuchu i urządzeń monitorujących (12%).

Taki sam odsetek (11%) oczekiwał wykrycia podsłuchu i urządzeń monitorujących lub zdawał się na zalecenia detektywa, jeśli chodzi o najefektywniejsze czynności zmierzające do rozwiązania sprawy. Z kolei 7% oczekiwało monitorowania wskazanego miejsca.Jakie czynności sa wymagane przy wybranych sprawach

Zleceniodawcy oczekują, że w przypadku udowadniania zdrady detektyw dostarczy odpowiednie zdjęcia i będzie śledził podejrzanego.

Zdjęcia są również najbardziej pożądanym dowodem w przypadku sprawdzenia przeszłości danej osoby. Zleceniodawcy oczekują w tym wypadku również śledzenia wskazanej osoby, w większym stopniu zdają się też na zalecenia detektywa.

W przypadku znalezienia winnego kradzieży także zdjęcia mają być najważniejszym materiałem dowodowym. Częściej niż w innych sprawach oczekuje się od detektywów w tym wypadku także monitorowania wskazanego miejsca.

Mieszkańcy których województw najczęściej poszukują detektywa?

Na terenie jakiego województwa mieszkaszNajwięcej zleceń składali detektywom mieszkańcy województw: mazowieckiego, śląskiego i wielkopolskiego – po 11% oraz łódzkiego – 10%. Najrzadziej ze wsparcia detektywów korzystali mieszkańcy lubelskiego, opolskiego, podlaskiego i świętokrzyskiego – po 3% zapytań.

Gdzie najczęściej sprawdzamy wierność?

Jak rozkładają się zapytania związane ze sprawdzaniem wierności w PolsceWedług badania Oferteo.pl najbardziej podejrzliwi wobec swoich partnerów bądź partnerów swoich bliskich byli mieszkańcy województwa mazowieckiego (13%), wielkopolskiego (12%), łódzkiego (11%) oraz śląskiego (10%).

Detektyw potrzebny jak najszybciej

Jak szybko chcesz zlecić usługęZleceniodawcom poszukującym usług detektywistycznych bardzo zależy na czasie – niespełna 60% z nich wskazuje, że chce jak najszybciej zlecić usługę. Z kolei nieco więcej niż jedna trzecia potrzebuje detektywa w ciągu miesiąca.

Nic dziwnego, że zleceniodawcy oczekują jak najszybszej realizacji zleceń. Sprawy powierzane detektywom najczęściej dotyczą intymnego życia ich bądź też ich bliskich i wymagają szybkiej reakcji – mówi Karol Grygiel z Oferteo.pl. – Zleceniodawcom często zależy również na dyskrecji lub krępują się rozmawiać z detektywem osobiście, w tym przypadku pomocne jest korzystanie z pomocy serwisów ułatwiających nawiązanie takiego kontaktu.

Kto może zostać detektywem?

Działalność agencji detektywistycznych jest w Polsce regulowana, co oznacza, że jej wykonywanie wymaga spełnienia warunków określonych przez prawo i wpisu do rejestru działalności regulowanej, prowadzonej przez Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji.

Świadczenie usług detektywistycznych wymaga m.in. posiadania licencji przez przedsiębiorcę lub jego pełnomocnika (jeśli przedsiębiorca jest osobą fizyczną), albo przez przynajmniej jedną osobę uprawnioną do reprezentowania przedsiębiorcy, w sytuacji kiedy nie jest on osobą fizyczną.

Licencję detektywa wystawia natomiast Komendant Wojewódzki Policji właściwy ze względu na miejsce zamieszkania osoby ubiegającej się o licencję. Nie każdy jednak może ją otrzymać. Polskie prawo wymaga od przyszłego detektywa spełnienia ściśle określonych warunków. Musi mieć on m.in. obywatelstwo polskie lub innego państwa członkowskiego UE (lub na podstawie przepisów – prawo do podjęcia zatrudnienia lub prowadzenia działalności gospodarczej na terytorium Polski), skończone 21 lat, wykształcenie przynajmniej średnie i pełną zdolność do czynności prawnych. Nie może być to osoba skazana prawomocnym wyrokiem za umyślne przestępstwo lub umyślne przestępstwo skarbowe, nie może też przeciwko niej toczyć się postępowanie w tym zakresie.

Detektywem nie zostanie też osoba zwolniona dyscyplinarnie z Policji, Straży Granicznej, Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Agencji Wywiadu, Biura Ochrony Rządu, wojska, prokuratury, sądu lub z innego urzędu administracji publicznej w Polsce lub innym państwie, w okresie ostatnich 5 lat. Przyszły detektyw musi posiadać pozytywną opinię Komendanta Powiatowego Policji ze względu na swoje miejsce zamieszkania oraz legitymować się dokumentami potwierdzającymi odbycie odpowiednich szkoleń dotyczących znajomości prawa.

Ponadto detektyw musi posiadać zdolność psychiczną, potwierdzoną orzeczeniem lekarskim, do wykonywania czynności detektywistycznych określonych w Ustawie o usługach detektywistycznych.

Metodologia badania

Przedstawione dane pochodzą z analizy ponad 850 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl w 2017 roku przez podmioty poszukujące usług detektywistycznych.

[1] Ustawa z dnia 6 lipca 2001 roku o usługach detektywistycznych (Dz.U. 2002 Nr 12 poz. 110)

BioMaxima S.A. zakończyła 2017 r. wysokim wzrostem przychodów

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, a także szerokiej gamy odczynników i aparatury do diagnostyki in vitro, osiągnęła w 2017 r. skonsolidowany zysk netto w wysokości 948 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży przekraczających 33 mln zł, notując przy tym 15% wzrost w stosunku do 2016 roku. Spółka realizuje przyjęty program inwestycyjny i liczy na znaczną poprawę wskaźników finansowych począwszy od 4 kw. 2018 r.

Spółka zakończyła 2017 r. dobrymi wynikami finansowymi, pomimo ponoszenia wysokich kosztów związanych z realizacją ambitnego planu inwestycyjnego. BioMaxima S.A. zwiększyła w minionym roku sprzedaż w działalności eksportowej do 7.564 tys. zł, co było wynikiem prawie 21% wyższym w porównaniu do 2016 r. Bardzo dobrze wyglądał także poziom wygranych przez Emitenta postępowań przetargowych, których łączna wartość sięgnęła 10.573 tys. zł i była większa o 8% w odniesieniu do poprzedniego roku. Na uwagę zasługuje również fakt, że rumuńska spółka BioMaxima Clinical (poprzednio Qias) zanotowała w 4 kw. 2017 r. dodatni wynik finansowy i zniwelowała w ten sposób straty z pierwszych trzech kwartałów 2017 r. Zarząd BioMaxima S.A. dobrze ocenia wypracowane wyniki finansowe i liczy na istotny wzrost rentowności Spółki w 2018 roku dzięki realizacji nowej inwestycji w Lublinie.

„Rok 2017 był okresem intensywnej pracy potrzebnej do integracji struktur Biocorp ze strukturami BioMaxima w taki sposób, aby zachować przychody oraz wszystkich klientów. Udało się nawet zwiększyć sprzedaż połączonych organizacji, co przełożyło się na stabilizację wyniku finansowego Spółki, mimo wysokich kosztów. Ten rok upłynął też pod znakiem przygotowania olbrzymiego, jak na tej wielkości firmę, planu inwestycyjnego, który umożliwi pełną realizację synergii wynikającą z podwojenia wielkości sprzedaży w segmencie mikrobiologii, dzięki koncentracji produkcji w Lublinie. Prowadzone inwestycje otworzą nas też na nowe produkty i nowe rynki.” – ocenia Łukasz Urban, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Spółka realizuje obecnie program inwestycyjny, którego całkowita wartość sięga 19 mln zł. Z tej kwoty 9,7 mln zł zostanie przeznaczone na budowę Centrum Badawczo-Rozwojowego oraz Zakładu Produkcyjnego, a 7,5 mln zł stanowią maszyny, urządzenia, wartości niematerialne i prawne. Na opracowanie testów do oznaczania lekooporności wykorzystane zostanie 0,8 mln zł, a środki przeznaczone na rozwój działalności eksportowej wyniosą 1 mln zł. BioMaxima S.A. uzyskała dotacje w łącznej wysokości 9,5 mln zł na realizację tych celów inwestycyjnych.

Uruchomienie Centrum Badawczo-Rozwojowego w Lublinie oraz nowego zakładu produkcyjnego pozwoli Emitentowi wprowadzić do swojej oferty nowe produkty. Celem prowadzonych działań jest przekształcenie Spółki w wyspecjalizowany podmiot oferujący pełną gamę rozwiązań w obszarze mikrobiologii, począwszy od klasycznej bakteriologii, a skończywszy na najnowszych technologiach molekularnych. BioMaxima S.A. również poza mikrobiologią inwestuje w inne technologie dające potencjał wzrostu w przyszłości. Na ukończeniu są prace związane z pierwszym z opracowywanych przez BioMaxima S.A. nowych analizatorów biochemicznych, którego 3 egzemplarze są już od września 2017 r. w testowaniu u klientów.

„Na listopadowych targach Medica w Dusseldorfie zaprezentowaliśmy nową linię produktów Real–Time PCR do szybkiej molekularnej diagnostyki zakażeń mikrobiologicznych żywności. Zgodnie z harmonogramem przebiegają realizowane wspólnie z UMCS w Lublinie prace badawczo-rozwojowe nad opracowaniem paskowych testów do oznaczania minimalnego stężenia hamującego (MIC) antybiotyku. Będziemy mieli tę technologię opracowaną już w trzecim kwartale bieżącego roku. Budowa nowych obiektów w Lublinie przebiega też zgodnie z planem – obecnie trwają już przetargi na ich wyposażenie. Nowy zakład produkcyjny da nam nie tylko bardzo znaczące synergie kosztowe dzięki przeniesieniu produkcji z Warszawy i Gdańska. Uruchomienie nowych linii produkcyjnych umożliwi wytwarzanie asortymentu dotychczas importowanego, dzięki czemu będziemy mogli zintegrować dodatkową marżę, a także zwiększyć atrakcyjność naszej oferty.” – podsumowuje Prezes Urban.

Spółka bardzo dobrze rozpoczęła 2018 r. od wzrostu sprzedaży w styczniu br. o ponad 13% w odniesieniu do analogicznego miesiąca 2017 r. Przychody ze sprzedaży w działalności eksportowej uległy ponad 11% zwiększeniu w ujęciu rdr.

Bitcoin w trendzie wzrostowym

Od niecałych dwóch tygodni bitcoin znajduje się w trendzie wzrostowym. W porównaniu do piątku rano, kiedy to najpopularniejsza kryptowaluta kosztowała 9,9 tys. USD, w poniedziałek rano jej wartość wzrosła do 10,6 tys. USD, czyli o 7%. To jednak ciągle znacznie mniej niż 1 stycznia, kiedy bitcoin kosztował 13,6 tys. USD. Oznacza to, że od początku tego roku wirtualna waluta straciła 22%, choć biorąc pod uwagę dołek z 6 lutego wartość bitcoina wzrosła o 74%. Tymczasem w piątek Szwajcarski Urząd Nadzoru Rynku Finansowego wsparł kryptowaluty poprzez wydanie wytycznych dotyczących handlu nimi, co ma jednocześnie chronić uczestników tego rynku

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do dolara kanadyjskiego (-0,02%) i dolara australijskiego (-0,01%), a zyskuje do euro (+0,03%), brytyjskiego funta (+0,02%) oraz japońskiego jena (+0,3%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,241, GBP/USD – 1,402, USD/CAD – 1,254, AUD/USD – 0,792 i USD/JPY – 106,5. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,25%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,1, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,885. Złotówka pozostaje na podobnym poziomie do euro, a traci do innych głównych walut światowych. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,35 zł, euro – ponad 4,15 zł, funt – ponad 4,69 zł, a frank szwajcarski – prawie 3,61 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach kolejny dzień z rzędu zdecydowana przewaga koloru zielonego. W piątek w Europie londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,83%, frankfurcki indeks DAX – 0,86%, a paryski indeks CAC 40 – 1,13%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,04%, meksykański indeks Bolsa – o 0,15%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,28%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 1,97%.

Ropa i złoto

Ceny ropy naftowej rosną. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 64,84 USD (+0,79%), a ropy WTI – 61,68 USD (+0,55%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca pozostaje na poziomie 70 USD. Z kolei złoto po wcześniejszych wzrostach idzie w dół. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1347 USD. To 10 USD mniej (-0,74%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 0:50 – Japonia – Bilans handlu zagranicznego, styczeń -943,4 mld JPY (prognoza -1000 mld JPY)
  • 9:00 – Polska – Wskaźnik Dobrobytu wg BIEC, luty – 104,9 pkt. (poprzednio 107,2 pkt.)
  • 10:00 – Strefa euro – Saldo rachunku bieżącego, grudzień (prognoza 30,5 mld EUR)
  • 19:45 – Wielka Brytania – Wystąpienie szefa Banku Anglii

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Trybunał Konstytucyjny po stronie podatników. Część z nich może odzyskać nadpłaty z tytułu podatku od nieruchomości

Jak opodatkować obiekt budowlany, który pomimo posiadania wszelkich cech budynku pełni funkcje budowli? W wyroku SK 48/15 z 13.12.2017 r. Trybunał Konstytucyjny stanął po stronie podatników, oceniając za niezgodne z Konstytucją stanowisko, iż obiekt budowlany spełniający definicję budynku może być uznany za budowlę. W konsekwencji przedsiębiorstwa mają szansę na odzyskanie niesłusznie pobranego podatku od nieruchomości.

 

Wątpliwości w prawie daninowym rozstrzygane na korzyść podatnika

 

W grudniu 2017 r. Trybunał Konstytucyjny rozstrzygnął na korzyść podatników kwestię opodatkowania nieruchomości, wydając wyrok SK 48/15, zgodnie z którym kwalifikowanie jako budowli obiektu budowlanego spełniającego ustawowe kryteria definicji budynku, jest niezgodne z Konstytucją. Przedmiotem skargi, którą rozpatrzył Trybunał Konstytucyjny, był fragment z art. 1a ust. 1 pkt 1 i 2 ustawy z dnia 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych (dalej: Upol). Rozumienie tego zapisu zostało wyrażone w jednolitym orzecznictwie sądów administracyjnych, które dotychczas uznawały, że obiekt budowlany posiadający wszystkie cechy budynku wskazane we wspomnianym artykule, można zakwalifikować jako budowlę. Dotyczyło to między innymi stacji transformatorowych, gazowych i telekomunikacyjnych oraz silosów. W orzecznictwie przyjęto, że aby uznać obiekt budowlany za budynek, konieczne jest wystąpienie dodatkowych przesłanek, takich jak na przykład możliwość wejścia do środka obiektu. Ograniczając się wyłącznie do wyroków Naczelnego Sądu Administracyjnego, Trybunał Konstytucyjny wskazał w omawianym wyroku SK 48/15 ponad 50 orzeczeń reprezentujących ten pogląd. Taką interpretację przyjęły także organy samorządu terytorialnego, co w konsekwencji spowodowało, że właściciele wspomnianych obiektów budowlanych byli zmuszeni do rozliczania podatku stawką 2 proc. liczoną od wysokiej wartości początkowej nieruchomości.

 

Trybunał uznał sprawę za godną rozpatrzenia ze względu na uzasadniony zarzut niekonstytucyjności. Uznanie za budowlę obiektu budowlanego, który spełnia kryteria definicji budynku, narusza bowiem zasady szczególnej określoności regulacji prawa daninowego, wywodzone z art. 217 Konstytucji, który wskazuje, że: „nakładanie podatków, innych danin publicznych, określanie podmiotów, przedmiotów opodatkowania i stawek podatkowych, a także zasad przyznawania ulg i umorzeń oraz kategorii podmiotów zwolnionych od podatków następuje w drodze ustawy”. W tej sytuacji rozumienie artykułu 1a ust. 1 pkt 1 upol jednolicie reprezentowane w orzecznictwie, jest naruszeniem zasady poprawnej legislacji i stoi w sprzeczności z treścią przepisów Konstytucji. Zgodnie z wyrokiem Trybunału, jeśli obiekt budowlany spełnia kryteria zawarte w ustawie, które pozwalają uznać go za budynek, kwalifikowanie go jako budowli jest niedopuszczalne. Oznacza to, że budynku nie można uznać za budowlę, odwołując się do innych przesłanek niż te wyrażone wprost w ustawie. Trybunał wskazał, że nie można stosować wykładni rozszerzającej w przypadku jasno określonego przepisu.

 

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego daje podatnikom tarczę ochronną do obrony swoich praw przed nieprecyzyjną interpretacją prawa podatkowego, które dotyka wielu obszarów codziennego funkcjonowania zarówno osób fizycznych, jak i prawnych. Trybunał potwierdził, że wątpliwości interpretacyjne związane z wykładnią prawa daninowego należy rozstrzygać zgodnie z zasadą in dubio pro tributario, czyli na korzyść podatnika. To ważna informacja i jednocześnie wskazówka do działania dla organów podatkowych i sądów administracyjnych – komentuje Bartłomiej Pitera, aplikant radcowski, Konsultant w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.  

Czas zweryfikować sposób opodatkowania obiektów

Wyrok Trybunału ma istotne znaczenie dla właścicieli obiektów, które dotychczas niesłusznie zostały uznane za budowle, co spowodowało naliczenie im zbyt wysokiej kwoty podatku od nieruchomości. Teraz mogą oni odzyskać nadpłacony podatek. Od momentu ogłoszenia uzasadnienia, czyli 27 grudnia 2017 r. przedsiębiorstwa miały 30 dni na złożenie wniosku o wznowienie postępowania podatkowego i trzy miesiące na ponowne uruchomienie postępowania sądowego. Te terminy dotyczą przedsiębiorstw, które otrzymały decyzję organu lub wyrok sądowy wydane w oparciu o niekorzystną dla podatnika interpretację przepisu, określoną przez Trybunał Konstytucyjny jako niezgodna z Konstytucją. W pozostałych przypadkach, jeśli w danym roku nie zapadła decyzja wymiarowa i nie toczy się postępowanie podatkowe, przedsiębiorstwo może złożyć wniosek o stwierdzenie nadpłaty nawet do 5 lat wstecz i w ten sposób uzyskać oszczędności.  

Obserwujemy pierwsze reakcje ze strony organów podatkowych, które wystosowują wezwania do podatników, aby zweryfikowali sposób opodatkowania swoich obiektów i zwrócili się o zwrot nadpłaconego podatku w trybie uproszczonym. Dotyczy to głównie przedsiębiorstw, które w deklaracjach podatkowych jako budowle wykazywały obiekty zbliżone do kontenerów telekomunikacyjnych i posiadające ustawowe cechy budynku – komentuje Magdalena Pietkiewicz, Konsultant w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

O zwrot nadpłat z tytułu podatku od nieruchomości mogą ubiegać się także przedsiębiorstwa będące w posiadaniu takich obiektów, jak trafostacje czy stacje gazowe. Wyrok Trybunału będzie można odnieść również do oczyszczalni ścieków, przepompowni czy elewatorów.

Przedsiębiorstwa mogą odzyskać spore nadpłaty

Na skutek wyroku Trybunału, przedsiębiorstwo rozliczające do tej pory podatek od nieruchomości stawką 2 proc., liczoną od wysokiej wartości początkowej, na którą wpływa przede wszystkim wartość wewnętrznych urządzeń, zacznie płacić podatek liczony stawką za m2 powierzchni użytkowej budynku.

Wyrok Trybunału Konstytucyjnego może przynieść przedsiębiorstwom wymierne oszczędności. Przykładowo, jeśli firma posiadająca stacje gazowe do tej pory uiszczała za nie podatek od nieruchomości od wartości początkowej w wysokości 3,5 mln zł, to przy stawce 2 proc. odprowadzała do budżetu gminy 70 tys. zł rocznie. Zakwalifikowanie tych stacji gazowych jako budynków spowoduje, że podatek będzie liczony od powierzchni użytkowej. Przy 200 m2 i stawce 23,10 zł za m2, podatek od nieruchomości wyniesie 4 620 zł. To zaledwie 7 proc. pierwotnej kwoty podatku, czyli ponad 65 tys. rocznych oszczędności dla przedsiębiorstwa – wyjaśnia Magdalena Pietkiewicz, Konsultant w Dziale Podatków i Opłat w Ayming Polska.

Warto jak najszybciej zweryfikować sposób opodatkowania obiektów należących do przedsiębiorstwa. Może okazać się, że zidentyfikowane nadpłaty będą stanowiły dla firmy znaczące oszczędności.

Brak rekordów nie oznacza nudy – rynek handlowy w Polsce w 2017 roku

Pomimo spadku nowej podaży w stosunku do roku poprzedniego, w 2017 byliśmy świadkami kilku spektakularnych otwarć centrów handlowych – Galerii Północnej, Wroclavii, Skende Shopping w Lublinie i Serenady w Krakowie. W 2018 roku podaż może wzrosnąć, gdyż kolejne duże galerie mają zostać oddane do użytku.

Katarzyna Michnikowska, Dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International
Katarzyna Michnikowska, Dyrektor w Dziale Doradztwa i Badań Rynku Colliers International

Trendem numerem 1 ubiegłego roku i tematem szeroko omawianym w mediach było zwiększanie powierzchni w centrach handlowych zajmowanej przez koncepty gastronomiczne i rozrywkowe. Na samych teoriach się nie skończyło. Zgodnie z nowymi standardami, nowo otwarte obiekty w Polsce przyniosły innowacyjne rozwiązania w zakresie organizacji przestrzeni, oferty handlowo-rozrywkowej i technologii, poprawiające jakość robienia zakupów i spędzania wolnego czasu. Właściciele starszych obiektów, chcąc konkurować z nowoczesnymi galeriami, musieli zmodyfikować swoją ofertę pod kątem zmieniających się oczekiwań klientów i ich stylu życia, w którym coraz ważniejsze miejsce zajmuje aktywność poza domem. Najczęściej robili to poprzez rozbudowę lub modernizację nieruchomości. Przykładem takiego działania jest bardzo udana rozbudowa centrum handlowego Galaxy w Szczecinie, które po dobudowaniu 17 tys. mkw. jest  największym obiektem handlowym funkcjonującym w aglomeracji.

Ale nie tylko dużymi galeriami człowiek żyje. Klienci, zwłaszcza w małych i średnich miastach, w dalszym ciągu preferują zakupy w mniejszych centrach i parkach handlowych o profilu zakupów codziennych, czego dowodem jest systematyczny wzrost podaży obiektów tego typu.

Nie tylko właściciel

Sieci handlowe, podobnie jak właściciele obiektów handlowych, coraz częściej zdają sobie sprawę, że aby sprostać wyzwaniom, jakie niesie dynamiczny rozwój e-commerce i nowych technologii, muszą wprowadzać różnego rodzaju innowacje i rozwiązania. Pierwsze działania już widać. Carrefour otworzył nowatorski koncept supermarketu w warszawskiej Promenadzie, IKEA powiększyła pulę miast z dostawą zakupów przez internet, a CCC szykowało się do wielkiego debiutu nowego konceptu e-obuwie we wrocławskiej Magnolii.

Pustostany bez zmian

Co ciekawe, mimo oddania kilku dużych galerii handlowych w 2017 roku, wskaźnik pustostanów pozostaje stabilny na większości rynków i wynosi około 4% dla 18 największych polskich miast. Uwagę zwraca silna pozycja rynku wrocławskiego, gdzie średni poziom niewynajętej powierzchni jest porównywalny z rynkiem warszawskim.

Jednak na każdym z analizowanych rynków znajdziemy obiekty, gdzie pustostany plasują się znacznie powyżej średniej. Poziom pustostanów w Krakowie zawyża na przykład Galeria Plaza, która jest w przededniu repozycjonowania na centrum wyprzedażowe z modułem rozrywkowo-rekreacyjnym. Na wielu rynkach podwyższony poziom pustostanów to z kolei jedynie kwestia pustych lokali po sieci marketów budowlanych Praktiker.

W oczekiwaniu

Można szacować, że w tym roku popyt i pustostany pozostaną na podobnym poziomie, mimo że planowane są kolejne otwarcia dużych obiektów handlowych, takich jak: Forum Gdańsk, Galeria Libero w Katowicach czy Gemini Park Tychy. Ciekawe będzie obserwowanie tempa komercjalizacji obiektów nowego typu, które wchodzą na rynek stolicy – centrów lifestyle o funkcjach mieszanych, takich jak ArtN, EC Powiśle czy Bohema – tym bardziej, że w warszawskiej propozycji dla najemców znajdują się także Galeria Młociny i lokale handlowo-usługowe w kilkunastu biurowcach powstających w centrum miasta.

Niemało emocji wciąż będzie wywoływać uchwalone w końcu ubiegłego roku stopniowe wprowadzanie zakazu handlu w niedzielę. Podpisanie ustawy  było asumptem do rozpoczęcia dyskusji o renegocjacjach stawek i innych warunków najmu (w tym kosztów eksploatacyjnych), w związku z koniecznością nowej organizacji działania centrów i sieci handlowych na polskim rynku. Efekty tej dyskusji będą widoczne w roku bieżącym. Już teraz anonsowane są pierwsze decyzje dotyczące przedłużania godzin funkcjonowania sklepów, otwierania jedynie części handlowo-rozrywkowo-gastronomicznych czy zmiany formatu sklepów na showroom z częścią magazynową. Kolejne z pewnością pojawią się w najbliższych miesiącach.

Podwyżki, nadgodziny i Ukraińcy – sposoby firm na narastające braki pracowników

Na przestrzeni ostatniego roku o niemal 18 p.p. wzrósł odsetek przedsiębiorców, którzy mają trudności rekrutacyjne. Obecnie przeszło co druga firma w Polsce deklaruje, że doświadczyła niedoborów kadrowych – wynika z najnowszego raportu Work Service „Barometr Rynku Pracy IX”, który w całości zostanie zaprezentowany 28 lutego. Pracodawcy, chcąc radzić sobie z tą niespotykaną w ostatnich dekadach sytuacją, stawiają w pierwszej kolejności na podwyżki dla pracowników, a także proponują nadgodziny. Jednocześnie więcej niż 1/4 firm deklaruje, że sięga po pracowników z Ukrainy.

Plany przedsiębiorców związane z tworzeniem nowych miejsc pracy w 2018 roku są jasne – będą zatrudniać. To wniosek z szybkiego monitoringu przygotowanego przez Narodowy Bank Polski. Analitycy banku centralnego mówią o kontynuacji pozytywnych trendów zatrudnieniowych z ubiegłego roku. A te są na rekordowych poziomach i już przekroczyły wyniki z przełomu lat 2007 i 2008, gdy notowany był największy do tej popyt na pracowników.

Plany związane z rozwojem wielu firm, a nawet całych sektorów gospodarki, mogą być w tym roku wstrzymywane, ze względu na nasilające się braki kadrowe. Z naszych najnowszych badań wynika, że już 50,5% firm w kraju doświadczyła problemów rekrutacyjnych, a wśród przedsiębiorców, którzy planują zwiększanie poziomów zatrudnienia w najbliższych miesiącach, ten odsetek sięgnął niemal 70%. To oznacza, że pomimo ambitnych planów rekrutacyjnych wielu pracodawców pozostanie z nieobsadzonymi miejscami pracy, a to dodatkowo będzie wzmagać rywalizację o kandydatów – podkreśla Maciej Witucki, Prezes Zarządu Work Service S.A.

Podwyżki, nadgodziny i Ukraińcy – sposoby firm na narastające braki pracownikówDo największych trudności rekrutacyjnych przyznają się obecnie duże firmy (62%), zatrudniające ponad 250 pracowników. Dla porównania, niedoborów kadrowych, doświadczyło „tylko” 48,5% małych przedsiębiorstw. Na największe deficyty kadrowe narzekają przedstawiciele branży produkcyjnej (77,8%), handlu (60%) i usług (50,6%).

Porównując Polskę z krajami Europy Środkowej, możemy powiedzieć, że nie doświadczamy jeszcze tak niskich poziomów bezrobocia, jak choćby w Czechach, Niemczech czy na Węgrzech. Naszym znacznie większym problemem pozostaje wyraźnie niższa aktywność zawodowa osób w wieku produkcyjnym. Na tym tle odbiegamy zarówno od średnich unijnych, jak i od krajów naszego regionu. To właśnie ten czynnik odpowiada za dzisiejsze deficyty na rynku pracy. Należy pamiętać, że w Polsce mamy wielomilionową grupę osób biernych zawodowo, które wraz z długotrwale bezrobotnymi stanowią niewykorzystane rezerwy kadrowe. Dlatego dzisiejszą dobrą koniunkturę warto wykorzystać do intensywnych działań aktywizacyjnych. Szczególnie, że niemal 1/4 firm ma dziś trudności ze znalezieniem pracowników niewykwalifikowanych, a więc tych osób, które potencjalnie można by przywrócić spoza dzisiejszego rynku – dodaje Maciej Witucki. 

Sposoby na trudności rekrutacyjne

Z najnowszego raportu Work Service wynika, że firmy doświadczające deficytów kadrowych, chcąc radzić sobie z tą sytuacją, najczęściej sięgają po podnoszenie stawek płac. Na wyższe wynagrodzenia w procesach rekrutacyjnych decyduje się 37,1% przedsiębiorców, a najczęściej dotyczy to dużych firm z sektora handlowego i produkcyjnego. W drugiej kolejności pracodawcy proponują swoim załogom wydłużanie czasu pracy (28,1%), aby wypełnić brakujące wakaty własnymi zasobami. Z tej strategii najchętniej korzystają firmy usługowe. Na trzecim miejscu przedsiębiorcy wskazali imigrację. Obecnie 26,6% firm planuje przyciągać pracowników z Ukrainy. Z tego rozwiązania w największym stopniu czerpie sektor produkcyjny oraz duże przedsiębiorstwa, które muszą wypełnić setki wakatów.Podwyżki, nadgodziny i Ukraińcy – sposoby firm na narastające braki pracowników 2

Czynnikiem, który w ostatnich latach ratował podaż pracy w Polsce była głównie imigracja. W ubiegłym roku pracodawcy wystąpili o 1,82 mln oświadczeń o powierzeniu zatrudnienia dla cudzoziemców. Był to wynik o ponad 1/3 wyższy niż w 2016 roku. Jednak, pomimo tak masowego napływu pracowników zza granicy nadal odnotowujemy lawinowy wzrost wakatów. Szczególnie był on widoczny w branży produkcyjnej, budowlanej i logistycznej, gdzie liczba nieobsadzonych miejsc pracy wzrosła o ponad połowę w ciągu roku – mówi Andrzej Kubisiak, Dyrektor ds. Analiz w Work Service S.A. Co ciekawe, wśród firm planujących zwiększenie zatrudnienia i mających trudności rekrutacyjne, ponad 40% planuje przyciągać kadry zza wschodniej granicy. Poza oferowaniem wyższych płac, w tej grupie jest to najpopularniejsza metoda na walkę z deficytami kadrowymi – dodaje Andrzej Kubisiak.

Na liście metod radzenia sobie z wyzwaniami rekrutacyjnymi znalazły się jeszcze rekrutacje skierowane do pracowników 50+, które wskazało 9,1% firm, a także aktywności employer brandingowe deklarowane przez 8,7% badanych.

***

Metodologia:

Dane prezentowane w ramach Barometru Rynku Pracy IX zostały przygotowane i opracowane na zlecenie Work Service S.A. przez instytut Kantar Millward Brown S.A. Badanie zrealizowano na próbie pracodawców (N=300) dobranych w kwotach dla wielkości zatrudnienia, po 100 wywiadów dla firm małych (10-49 pracowników), średnich (50-249 pracowników) oraz dużych (250+ pracowników), z uwzględnieniem województwa – miejsca prowadzenia działalności oraz branży firmy. Maksymalny błąd pomiaru dla całej próby to +/- 4,2%, a dla wyróżnionych trzech klas wielkości zatrudnienia +/- 10,2%. Badanie zostało przeprowadzone za pomocą wspomaganych komputerowo wywiadów telefonicznych CATI Ad hoc w okresie 15-22.01.2018 r.

Przełomowe zmiany w ochronie zdrowia – kolejny sektor staje się „smart”

W latach 2018-2021 wydatki na ochronę zdrowia na świecie będą rosły średnio o 4,1 proc. rocznie. Za trzy lata będą one stanowić 10,5 proc. globalnego PKB, czyli 8,7 bln dolarów. Do roku 2021 średnia długość życia na świecie wzrośnie o ponad jeden rok, z 73 do 74,1. Jak przekonuje raport firmy doradczej Deloitte „2018 Global Health Care Outlook. The Evolution of Smart Health Care”, w najbliższej dekadzie szpitale będą sukcesywnie odnawiać i odbudowywać swoją przestarzałą infrastrukturę. Wśród czynników wpływających na wydatki w sektorze opieki zdrowotnej znajduje się problem starzejącego się społeczeństwa, rosnąca liczba ludności, dynamiczny rozwój rynków wschodzących, kosztowne innowacje kliniczne, a także rosnące koszty pracy.

Tegoroczna edycja raportu pokazuje obecny stan globalnego sektora ochrony zdrowia, przedstawia trendy i czynniki, które mają lub będą miały wpływ na pracowników medycznych, rządy oraz pacjentów. Autorzy raportu wskazują na kluczowe wyzwania, które prawdopodobnie w 2018 roku napotkają firmy medyczne w walce o bycie coraz bardziej „smart”:

  • Generowanie zysków w niepewnej i zmieniającej się gospodarce zdrowotnej
  • Zwiększenie koncentracji na jakości świadczonych usług, a nie ich ilości
  • Inwestycje w dynamicznie rozwijające się technologie w celu zmniejszenia kosztów i zwiększenia dostępu do opieki zdrowotnej
  • Większa współpraca z pacjentami i dbanie o większą satysfakcję
  • Zgodność z regulacjami i polityką zdrowotną

Większe wydatki na ochronę zdrowia nie gwarantują lepszej jakości

Analizując tempo wzrostu wydatków na opiekę zdrowotną do 2020 roku, widać różnice pomiędzy poszczególnymi regionami. W Europie Zachodniej będzie to jedynie 4 proc., w Ameryce Łacińskiej 2,4 proc., Ameryce Północnej 4,3 proc., podczas gdy w Azji i Australii będzie to 5 proc., a w gospodarkach będących w fazie transformacji aż 7,5 proc. – Istnieją także duże różnice, jeśli chodzi o wydatki na sektor ochrony zdrowia per capita w poszczególnych krajach. Raport pokazuje, że w USA w 2021 roku będzie to średnio 11,4 tys. dolarów przypadających na jednego pacjenta, a w Pakistanie jedynie 53 dolarów. Wyższe wydatki jednak nie zawsze dają lepsze wyniki i jakość – mówi Oliver Murphy, Partner, Lider ds. Life Sciences & Health Care w Deloitte. – Na przykład Stany Zjednoczone, gdzie wydatki na służbę zdrowia w 2016 roku wynosiły 16,9 proc. PKB, przeznaczają coraz większe kwoty na opiekę zdrowotną, ale pozostają w dolnej części zestawienia wśród krajów OECD pod względem długości życia. Z kolei Polska, gdzie wydatki na służbę zdrowia w tym samym roku wynosiły 6,3 proc. PKB, plasuje się w zestawieniu jedynie o cztery pozycje niżej od USA – dodaje.

Coraz poważniejszy problem starzejącego się społeczeństwa

Raport Deloitte pokazuje, że do roku 2021 średnia długość życia na świecie wzrośnie o ponad jeden rok, z 73 do 74,1 lat. W wyniku tego liczba osób powyżej 65-go roku życia zwiększy się do 656 mln osób, czyli 11,5 proc. całej populacji. Co się z tym wiąże, rośnie zapadalność na choroby przewlekłe – w dużym stopniu na nowotwory, choroby serca i cukrzycę, którym sprzyjają: szybkie tempo urbanizacji, siedzący tryb życia, niezdrowa dieta i otyłość. Chiny i Indie to kraje o największej liczbie cukrzyków na świecie (odpowiednio 114 i 69 mln osób). Prognozy mówią, że na poziomie globalnym liczby te wzrosną z obecnych 415 mln do 642 mln w roku 2040.

Co trzy sekundy jedna osoba na świecie zapada na demencję. Szacuje się, że w roku 2015 z tą chorobą borykało się 50 mln ludzi w skali globalnej. Według przewidywań liczba ta będzie się podwajać co 20 lat, a w 2018 roku demencja będzie generować koszty w wysokości niemal biliona dolarów.

Czas na przełomowe zmiany w sektorze ochrony zdrowia

Wraz z coraz starszą infrastrukturą szpitalną w niektórych krajach rozwiniętych oraz jej brakiem w krajach rozwijających się, rządy i pracownicy sektora ochrony zdrowia szukają sposobów na optymalizację systemu leczenia szpitalnego i ambulatoryjnego. Rozważają również możliwości na wprowadzenie innowacyjnych rozwiązań do tradycyjnych usług szpitalnych w celu zmniejszenia kosztów i zwiększenia dostępu do opieki zdrowotnej. W najbliższej dekadzie wiele szpitali zarówno w USA, jak i Europie, planuje odnowić lub odbudować swoją przestarzałą infrastrukturę. Podobnie, rosnący popyt na usługi zdrowotne w krajach wschodzących powinien napędzać projektowanie i budowę szpitali. Szacuje się, że do roku 2024 wydatki na nową infrastrukturę szpitalną w Indiach wyniosą 200 mld dolarów, a w Chinach do 2020 roku pojawi się 89 tys. nowych łóżek szpitalnych.

Sektor ochrony zdrowia niewątpliwie czekają zmiany. W najbliższych latach technologia ma duży potencjał zrewolucjonizować systemy i procesy, które definiują wartość tego rynku. Raport Deloitte wymienia 12 innowacyjnych rozwiązań, których wpływ na opiekę zdrowotną przez najbliższą dekadę może być największy. Wśród nich znalazła telemedycyna, która zapewnia pacjentom łatwiejszy dostęp do opieki medycznej, pozwala zaoszczędzić czas na drogę do przychodni oraz może zmniejszyć liczbę wizyt u lekarza. Z kolei robotyzacja i sztuczna inteligencja pozwalają opiekunom osób starszych lub niepełnosprawnych spędzać więcej czasu z pacjentem zamiast dokumentować parametry ich stanu zdrowia.

Kluczowe: zaangażowanie pacjentów

Według badania Deloitte, głównym priorytetem pacjentów jest spersonalizowana opieka medyczna, w tym jasna komunikacja i wzajemne zrozumienie. – Szpitale mogą zapewniać bardziej spersonalizowaną opiekę, angażować w proces leczenia samych pacjentów i zapewnić wyższej jakości leczenie lub rehabilitację korzystając z rozwiązań technologicznych – mówi Piotr Arak, Menedżer w Deloitte. – Mogą one gwarantować wielokanałowy dostęp do opieki, m.in. poprzez aplikacje mobilne, portale dla pacjentów, spersonalizowane cyfrowe pakiety informacji oraz samoobsługowe kioski. Poza tym, wzmożenie interakcji na linii personel medyczny-pacjent poprzez kanały cyfrowe możliwe jest dzięki mediom społecznościowym, telemedycynie, rzeczywistości wirtualnej i rozszerzonej – dodaje. Badanie pokazuje również, że wyższej jakości świadczenia, które sprawiają, że satysfakcja pacjenta na końcu procesu leczenia jest większa może pozytywnie wpływać na wyniki finansowe szpitali.

Osobnym zagadnieniem pozostaje zgodność z regulacjami. Na całym świecie opieka zdrowotna jest jednym z najbardziej uregulowanych i kontrolowanych środowisk, w którym kontroli podlegają jakość i bezpieczeństwo usług, obrót podrabianymi lekami czy bezpieczeństwo cyfrowe. – Nieefektywnie zarządzanie danymi, kwestie dotyczące compliance oraz cyberataki najczęściej związane są z brakiem systematycznego podejścia instytucji medycznych do inwestycji w pracowników, procesy i technologie. Póki rządy zmierzają do zwiększenia bezpieczeństwa opieki medycznej na poziomie makroekonomicznym poprzez zasady i regulacje, firmy powinny zwrócić szczególną uwagę na swoją politykę compliance, etyki i ryzyka – podsumowuje Oliver Murphy.

Co to badanie mówi o przyszłości medycyny w Polsce

Wydatki na ochronę zdrowia w Europie, w tym w Polsce, nie będą tymi najdynamiczniej rosnącymi na świecie i to pomimo tego, że jest to najszybciej starzejący się region świata. Powodem są różne działania związane z profilaktyką zdrowotną, wykorzystaniem technologii i odpowiednimi regulacjami zwiększającymi efektywność systemu ochrony zdrowia przy mniejszych nakładach. Polska na tle innych regionów świata stoi przed wyzwaniem zwiększenia nakładów, ale też zaadaptowania większości technologii, które dzisiaj coraz częściej dostępne są na rynkach innych krajów. To co jest wspólnym wyzwaniem dla krajów takich jak Polska jest konieczność zaadaptowania nowych rozwiązań, które z jednej strony dają większą satysfakcję pacjentom, a także poprawiają wyniki finansowe szpitali i innych placówek zdrowotnych. – W ochronie zdrowia w Polsce jeszcze nie nauczyliśmy się jak wykorzystać szansę jaką daje organic data poprzez połączenie różnych rejestrów administracyjnych i epidemiologicznych, a w innych krajach trendem staje się korzystanie z designed data, czyli z danych, które zbierane są w trybie rzeczywistym z naszych telefonów i aplikacji zdrowotnych, które dostarczają określonej wiedzy – mówi Piotr Arak, menedżer w Deloitte. Szansą dla Polski jest wykorzystanie najnowszych technologii, dokonując „żabiego skoku”, zamiast powtarzać proces rozwoju medycyny i usług zdrowotnych z Europy Zachodniej.

Leniwy start

Kombinacja świąt dookoła świata może położyć się cieniem na zmienności rynków finansowych. Wizja długiego weekendu stała się zbawienna dla dolara w piątek, ale nie zmienia to ogólnego obrazu wokół waluty.

W piątek USD był wyraźnym zwycięzcą na tle pozostałych walut G10, choć zasługi przypisywałbym pokrywaniem pozycji/realizacją zysków przed długim weekendem niż wnioskowałbym zwrot sentymentu. Zeszłotygodniowa wyprzedaż była znaczna i perspektywa trzech dni wolnych (dziś święto w USA) to najwyraźniej za dużo, by godzić się na zamrożenie pozycji na tak dzikim rynku. Niektóre wahnięcia były bardziej brutalne niż inne. Zjazd EUR/USD pod 1,24 daje do myślenia, ale w mojej ocenie to tylko pokazuje, gdzie handel jest najbardziej zatłoczony – sporo inwestorów aktywnych przy wzrostach, ale też w redukcji pozycji. Jednak jeśli założenia handlu (nienawiść do dolara, miłość do euro) nie uległy zmianie, jest bardziej realne, że traderzy wkrótce wrócą do tego, co lubią najbardziej. Nie wszyscy dziś będą przed swoimi komputerami, więc odbicie może się przeciągać do jutra.

W odróżnieniu do poprzednich dwóch dni, dziś USD/JPY podążał w tym samym kierunku, co Nikkei 225 (+2 proc.), ale nie jest to dowodem powrotu do zgodnej z logiką korelacji, ale bardziej potwierdzeniem, że motyw sprzedaży dolara jest wyciszony. Rynek akcji może dalej sobie rosnąć i w niczym nie będzie to przeszkadzać w aprecjacji JPY, jeśli niechęć do USD będzie dominować. W piątek rynek trochę wystraszył się komentarzami z japońskiego rządu, który wyraził obawy o zmienność na rynku walutowym, ale z tego położenia jeszcze daleko do faktycznej interwencji, która pozostawiłaby tamę dla zjazdu USD/JPY. Rynek odłożył fundamenty na bok i pozostaje głuchy nawet na deklarację BoJ, że żadna normalizacja polityki nie wchodzi w grę w najbliższym czasie. USD/JPY jest teraz najczystszym barometrem sentymentu wobec dolara.

Nastroje będą w tym tygodniu głównym rozgrywającym, gdyż kalendarz makro oferuje głównie drugorzędne pozycje. Dziś jedyne ciekawe wydarzenie to przemówienie prezesa Banku Anglii Marka Carney, choć także i tutaj szanse na niespodzianki są niewielkie. Dalej w tygodniu najbardziej interesujące mogą być wstępne odczyty indeksów PMI (śr), większe ryzyko jest w pojawieniu się spadków, gdyż może to podkopać zaufanie inwestorów do słuszności założeń rajdu na rynku akcji i wśród aktywów ryzykownych. Protokoły po posiedzeniach Fed (śr) i EBC (czw) wydadzą się przestarzałe. Oba są sprzed zawirowań rynkowych, a obawy europejskich decydentów o zmienność waluty są już zdyskontowane.

W Polsce odczyt produkcji przemysłowej (wt) powinien wypaść dobrze z uwagi na łagodny przebieg zimy (8,5 proc. r/r). Sprzedaż detaliczna w ujęciu miesięcznym odczuje odreagowanie świątecznego szału zakupów (-21,2 proc.), ale dynamika roczna (6,9 proc.) powinna potwierdzić silną postawę konsumpcji na starcie nowego roku. Uspokojenie nastrojów rynkowych pozwala złotemu obronić poziomy, jednakże po rynku nie widać zapału do pchnięcia EUR/PLN wyraźnie niżej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDJPY i EURUSD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDJPY i EURUSD 7– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDJPY i EURUSD 8-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Raport COT nie potwierdza ostatniego osłabienia dolara amerykańskiego, czy ostatnią wyprzedaż można uznać za manipulacje rynkiem w celu lepszej ceny wejścia w dolara amerykańskiego? O tym przekonamy się już w przyszłym tygodniu, ale wszystko na to wskazuje.

EURUSD – nowe szczyty bez funduszy lewarowanych?

16 lutego notowania EURUSD osiągnęły nowy szczyt, po czym runęły. Analiza ostatniego raportu COT wskazuje, że fundusze lewarowane nie wykorzystały potencjału ostatnich wzrostów. Jednak należy pamiętać, że dopiero w przyszłym tygodniu (w piątek wieczorem razem z publikacją nowego raportu COT dowiemy się co zaszło w poprzednim tygodniu, opublikowane dane zawierają stan pozycji funduszy lewarowanych na wtorek wieczór).

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane zamknęły ponad 32 000 długich pozycji oraz ponad 500 krótkich. Dalsze upłynnianie długich kontraktów terminowych powinno przełożyć się na deprecjację pary walutowej EURUSD. Pozycja netto funduszy lewarowanych w dalszym ciągu znajduje się na bardzo wysokim poziomie, co przekłada się na większe prawdopodobieństwo dobierania krótkich pozycji niż długich.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

W zeszłym tygodniu po opublikowaniu amerykańskiej inflacji notowania EURUSD zanotowały potężną aprecjację, która przebiła poprzedni szczyt. Z jednej strony wyższa inflacja potwierdza politykę FED-u, dolar amerykański powinien się w takim scenariuszu umocnić, ale doszło do zupełnie innego scenariusza. Gdzie leży przyczyna? Być może duzi gracze chcieli wywindować kurs po to, aby po lepszej cenie wyprzedać notowania EURUSD, a także doprowadzić do masowego zamykania krótkich pozycji.

Jednak tak jak już wcześniej wspominałem, odpowiedź na to pytanie zostaną opublikowana dopiero za tydzień (należy szukać spadku długich pozycji na kontraktach terminowych w portfelu funduszy lewarowanych oraz wzrost pozycji krótkich).

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na interwale dziennym notowania EURUSD znajdują się ponad linią trendu wzrostowego. Z drugiej strony mamy duże prawdopodobieństwo uformowania podwójnego szczytu, co potwierdzone jest przez negatywną dywergencje na MACD. Pierwszym celem wyprzedaży jest linia trendu wzrostowego, następnie poziom 1.20375.

USDJPY – fundusze zarobiły na deprecjacji USDJPY

W poprzednim tygodniu na notowaniach USDJPY padł bastion kupujących. Czy powinniśmy być zaskoczeni? Nie, ponieważ tak jak wcześniej zwracałem uwagę, fundusze lewarowane od kilku tygodni dobierały długie pozycje na JPY.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane dobrały ponad 6000 długich pozycji oraz 1300 krótkich. Warto zwrócić uwagę, iż linia netto rośnie już od pięciu tygodni, co dawało większe prawdopodobieństwo, że wsparcie zostanie pokonane.

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

W poprzednim tygodniu na notowaniach USDJPY padł bastion kupujących w postaci strefy wsparcia 109.20-108.20. Czy trend będzie kontynuowany? Tak, ale notowania zatrzymały się na kolejnym wsparciu oraz dolnej bandzie kanału spadkowego, co wskazuje na duże prawdopodobieństwo korekty.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Rekordowy rok dla rynku powierzchni magazynowej w Polsce. Popyt napędza rosnący w siłę handel w internecie

Rekordowy rok dla rynku powierzchni magazynowej w Polsce. Popyt napędza rosnący w siłę handel w internecie 9

Rynek wynajmu nowoczesnej powierzchni magazynowej notuje rekordowe wyniki. Popyt brutto w 2017 roku sięgnął blisko 4 mln mkw. powierzchni, netto – 3,1 mln mkw. – szacuje firma JLL. 65 proc. popytu netto generują sieci handlowe i operatorzy logistyczni. Na zwiększone zapotrzebowanie na magazyny wpływa przede wszystkim rosnący segment e-commerce. Choć w 2017 roku do użytku oddano 2,3 mln mkw. powierzchni, a w budowie znajduje się kolejne 1,2 mln mkw., na rynku jest zapotrzebowanie na kolejne projekty. Sprzyjają temu jedne z niższych w Europie ceny najmu. Eksperci zaznaczają, że w perspektywie kilku lat ceny będą jednak rosnąć.

– Rynek wynajmu nowoczesnej powierzchni magazynowej w Polsce od kilku lat notuje absolutne rekordy. W 2017 roku łączny popyt sięgnął niemal 4 mln mkw., co uplasowało nasz kraj na trzeciej pozycji pod względem wynajętej powierzchni magazynowej w Europie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Olszewski, dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych w Europie Środkowo-Wschodniej w JLL.

Blisko 30 proc. popytu netto generuje Polska Centralna, po ok. 20 proc. – Warszawa i Górny Śląsk.

– Zdecydowanie najbardziej popularnym wśród najemców regionem w Polsce jest rejon szeroko pojętej Polski Centralnej, czyli Łodzi, Strykowa i Piotrkowa Trybunalskiego. Tam firmy wynajęły łącznie prawie 1 mln mkw. – to niemal 1/4 całego popytu. Tradycyjnie dużym zainteresowaniem cieszy się Warszawa, Górny Śląsk, następnie Wrocław, Poznań – wymienia ekspert JLL.

Na duży popyt wpływają też ceny należące do jednych z najniższych w Europie. Najwyższe stawki oferowano w Warszawie i Krakowie, gdzie czynsze wynoszą odpowiednio 4,1–5,1 oraz 3,8–4,5 euro za mkw. miesięcznie.

– Supernowoczesny magazyn klasy A w zależności od wielkości i długości okresu najmu można wynająć już nawet za około 2 euro za 1 mkw. miesięcznie. To stawki jedne z najniższych w Europie. W perspektywie najbliższych kilkunastu, kilkudziesięciu miesięcy przewidujemy lekki wzrost czynszów, spowodowany przede wszystkim wzrostem cen ziemi, kosztów budowy oraz wzrastającymi prawdopodobnie w niedalekiej przyszłości stopami procentowymi – analizuje Tomasz Olszewski.

Jak ocenia firma JLL, w ciągu ostatnich pięciu lat zasoby magazynowe niemal podwoiły swoją wielkość. Na koniec 2017 roku powierzchnia sięgnęła 13,5 mln mkw. W ubiegłym roku oddano do użytku 2,3 mln mkw. powierzchni, a w budowie znajduje się kolejne 1,2 mln mkw.

Jak podaje JLL, od IV kwartału 2016 roku poziom realizowanej powierzchni magazynowej nie spada poniżej 1 mln mkw. Mimo wysokiej podaży współczynnik pustostanów utrzymuje się na niskim, ok. 6-proc. poziomie.

– Perspektywy na najbliższe lata i miesiące wydają się bardzo dobre. Popyt na powierzchnie magazynowe w Polsce nieustająco rośnie, zgłaszają się przede wszystkim duże sieci handlowe, zarówno handlujące w tradycyjnych sklepach, jak i online, a także operatorzy logistyczni i firmy produkcyjne – mówi Olszewski.

Sieci handlowe wynajęły 1,1 mln mkw. powierzchni w 2017 roku i wspólnie z operatorami logistycznymi generują ponad 65 proc. popytu netto. Jak ocenia ekspert JLL, to w dużej mierze rezultat szybkiego rozwoju sektora handlu w internecie (którego wartość w 2017 roku sięgnęła 40 mld zł) i wielkich umów z firmami Amazon i Zalando. Z badania „E-commerce w Polsce 2017” wynika, że już 54 proc. internautów robi zakupy w sieci, a ich liczba dynamicznie rośnie.

– Na naszych oczach dzieje się rewolucja w handlu. Ludzie coraz więcej kupują przez internet, co de facto oznacza, że kupują towary bezpośrednio z magazynu. Niewątpliwie rozwój sektora e-commerce oraz optymalizacje całego łańcucha dostaw w tradycyjnych sieciach handlowych są głównym czynnikiem zwiększającym zapotrzebowanie na magazyny – ocenia Tomasz Olszewski.

Coraz więcej firm traci z powodu cyberataków. Największe powody do obaw w tym roku ma branża medyczna

Coraz więcej firm traci z powodu cyberataków. Największe powody do obaw w tym roku ma branża medyczna 10

W 2017 roku blisko co czwarta firma zarejestrowała dziesięć lub więcej incydentów naruszenia bezpieczeństwa. Większość firm obawia się przede wszystkim złośliwego oprogramowania, które może być wykorzystywane do zaawansowanych ataków ukierunkowanych oraz kradzieży danych. Na celowniku hakerów w 2018 roku może znaleźć się przede wszystkim branża medyczna – prognozują eksperci firmy Atende. Cyberbezpieczeństwo coraz bardziej przypomina wyścig zbrojeń. Firmy inwestują coraz większe środki w zabezpieczenia IT, ale hakerzy stale są krok przed nimi.

 Rynek cyberbezpieczeństwa rośnie w sposób ciągły i będzie rósł jeszcze przez wiele lat. To przypomina trochę wyścig zbrojeń: my wymyślamy nowe rozwiązania, hakerzy je łamią i znów musimy wymyślać nowe rozwiązania. Wzrost rynku spowodowany jest też wzrostem świadomości menadżerów, którzy przekładają ataki hakerskie na wymierne straty finansowe – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Jagielak, menadżer ds. bezpieczeństwa w Atende.

Polskie firmy mają coraz większą świadomość zagrożeń, jakie płyną z sieci internetowej. Jak wynika z raportu „Cyberbezpieczeństwo firm”, w 2016 roku 23 proc. badanych firm zwiększyło nakłady finansowe przeznaczone na cyberbezpieczeństwo, zaś w przypadku 46 proc. pozostały one na niezmienionym poziomie. W dużej mierze dlatego, że ataki hakerskie wiążą się z wymiernymi stratami finansowymi. Eksperci z Kaspersky Lab i B2B International obliczyli, że całkowity koszt ataku na firmę z wykorzystaniem oprogramowania ransomware może wynosić średnio ponad 713 tys. dol.

Z raportu KPMG „Barometr cyberbezpieczeństwa. Cyberatak zjawiskiem powszechnym” wynika, że w 2017 roku 82 proc. przedsiębiorstw zanotowało przynajmniej jeden tego typu incydent, ale co czwarta firma zaobserwowała ich co najmniej 10. Niepokojące jest to, że jedna trzecia badanych firm zanotowała wzrost liczby ataków.

Mamy do czynienia z wieloma atakami: typu DDoS, phishing, APT. Każdy charakteryzuje się zupełnie innym kierunkiem. DDoS to ataki polegające na tym, żeby wyeliminować z działania naszą infrastrukturę. O atakach phishingowych mówimy, gdy ktoś chce wykraść dane od konkretnej osoby bądź zmusić konkretną osobę do konkretnego działania. Najbardziej złożone ataki APT to kilka złożonych ze sobą działaniach, mających na celu wykradzenie danych z organizacji – wymienia Jakub Jagielak.

Z badania KPMG wynika, że większość pracowników, którzy odpowiadają za bezpieczeństwo IT, najbardziej obawia się złośliwego oprogramowania (malware), które może zostać wykorzystane do zaawansowanych ataków ukierunkowanych APT (Advanced Persistent Threat).

Nie ma najgroźniejszego ataku. Wszystkie są bardzo istotne i groźne z punktu widzenia organizacji. Każdy z nich ma na celu doprowadzenie do strat materialnych w organizacji, do kradzieży danych czy uszkodzenia infrastruktury. Nie można też wskazać, który z tych ataków jest najłatwiejszy do odparcia. W przypadku ataków DDoS mówimy o ataku na infrastrukturę i zupełnie inaczej się bronimy niż w przypadku ataków phishing, gdzie mamy do czynienia z atakiem na człowieka – podkreśla Jagielak.

Według „Internet Security Threat Report”, przygotowanego przez firmę Symantec, w 2016 roku na każde 131 e-maili, które odebraliśmy, przypadał jeden stanowiący próbę ataku typu malware, czyli zawierający złośliwe oprogramowanie. To dużo więcej niż w 2015 roku, gdy taki atak występował raz na 220 e-maili.

Rośnie liczba ataków DDoS (Distributed Denial of Service), czyli ataków na serwery lub strony internetowe, które generują sztuczny ruch tak, aby doprowadzić do niedostępności usług. Deloitte oceniał, że w 2017 roku takich ataków mogło być nawet 10 mln. Coraz więcej firm pada też ofiarą phishingu. Z danych Symantec wynika, że takie ataki wymierzone są najczęściej w te sektory, w których dane przechowywane na komputerach mają największą wartość, m.in. finansach i górnictwie.

W przypadku ataków na infrastrukturę informatyczną mamy do czynienia z tzw. security, czyli cyberbezpieczeństwem. W przypadku ataków na automatykę przemysłową mówimy o safety, czyli bezpieczeństwie ludzi. Ataki na infrastrukturę informatyczną mają za zadanie wykraść dane i je ewentualnie spieniężyć, przy atakach na infrastrukturę krytyczną czy automatykę przemysłową może dojść również do zagrożenia życia ludzi, bo atak np. na sterowniki czy czujniki w zbiornikach paliwa może doprowadzić do wybuchu – tłumaczy ekspert Atende.

Według raportu firmy doradczej Deloitte pt. „Security Awareness: People and Technology” 70 proc. przebadanych firm uważa brak świadomości swoich pracowników w zakresie cyberbezpieczeństwa za zwykłe lub wysokie zagrożenie dla firmy. To właśnie pracownicy stanowią najsłabszy czynnik bezpieczeństwa. Hakerzy wykorzystują też jednak dziury w systemach informatycznych i brak odpowiednich zabezpieczeń.

Żeby skutecznie obronić się przed cyberatakami, należy pamiętać o czterech podstawowych elementach. Pierwszym elementem są ludzie, należy ich edukować i podnosić świadomość związaną z cyberbezpieczeństwem. Drugim elementem jest dobór odpowiedniego rozwiązania, które może dostarczyć taka firma jak Atende – mówi Jakub Jagielak.

Trzecim elementem jest przyjęcie odpowiedniej polityka bezpieczeństwa, a czwartym – regularne sprawdzanie jej poprawności i aktualności.

Należy pamiętać, że to, co dzisiaj przygotowaliśmy i uważamy za bezpieczne, w jutro może się stać podatne i zostać zaatakowane przez hakerów – przestrzega ekspert Atende.

Z raportu „Cyber Risks 2017” opracowanego przez FireEye i Marsh & McLennan Companies wynika, że cyberzagrożenia mogą dotknąć niemal każdy sektor gospodarki

W 2017 roku najczęściej atakowaną branżą była branża przemysłowa, rok wcześniej finansowa. W tym roku mówi się, że najczęściej atakowana będzie branża medyczna. Ataki na ten sektor nie pojawiły się nagle i znikąd, one były, ale był on najsłabiej zabezpieczonym sektorem na rynku. Kiedy zaczęły pojawiać się tam rozwiązania cyberbezpieczeństwa, nagle zauważono, że skala tych ataków jest bardzo wysoka – zauważa Jagielak.

Zaangażowanie finansowe biznesu w akcje humanitarne rośnie. Zmienia się świadomość prezesów i właścicieli firm

Zaangażowanie finansowe biznesu w akcje humanitarne rośnie. Zmienia się świadomość prezesów i właścicieli firm 11

Transparentność i wspólne wartości – to dwa kluczowe warunki, które muszą być spełnione przy współpracy biznesu z organizacjami pożytku publicznego. Najpopularniejszą formą wsparcia dla takich instytucji jest sponsoring albo darowizna, a firmy przekazują je chętniej niż jeszcze 10 lat temu, kiedy ich budżety zostały nadszarpnięte kryzysem finansowym. – Osiągamy duży poziom zaangażowania finansowego biznesu, zmienia się świadomość prezesów i właścicieli firm – mówi Karina Diłanian-Pinkowicz z Polskiej Akcji Humanitarnej.

Biznes jest związany z PAH od dłuższego czasu. Nasze pierwsze konwoje nie byłyby możliwe bez zaangażowania biznesu, takich firm jak LOT czy DHL, które sponsorowały tego typu wyjazdy. Dzisiaj, oprócz wsparcia technologicznego, nasze działania można w największym stopniu wesprzeć poprzez przekazanie darowizny finansowej albo na zasadzie sponsoringu, ponieważ nie wysyłamy już konwojów – to zupełnie nieadekwatne do dzisiejszych standardów niesienia pomocy humanitarnej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karina Diłanian-Pinkowicz, kierownik ds. współpracy z darczyńcami Polskiej Akcji Humanitarnej

PAH zajmuje się niesieniem pomocy ofiarom konfliktów zbrojnych i katastrof naturalnych oraz osobom dotkniętym skrajnym ubóstwem. Organizacja, która istnieje od 1992 roku, do tej pory pomogła blisko 10 mln ludzi w 44 krajach świata. W Polsce prowadzi akcję dożywiania dzieci (Pajacyk), natomiast globalnie prowadzi stałe misje w Syrii, Sudanie Południowym, Somalii, Iraku i na wschodniej Ukrainie oraz reaguje na bieżące kryzysy.

Kierowniczka ds. współpracy z darczyńcami PAH ocenia, że podejście biznesu do przekazywania środków na cele charytatywne znacząco zmieniło się na przestrzeni ostatniego dziesięciolecia.

– Wtedy mieliśmy do czynienia z kryzysem, który w znaczącym stopniu uszczuplił budżety firm na tego typu działania. Dziś odbijamy się od dna – żaden partner nas wówczas nie opuścił, ale widzieliśmy, że pieniądze są mniejsze niż przekazywane wcześniej. Dzisiaj osiągamy dość duży poziom zaangażowania finansowego biznesu – mówi Karina Diłanian-Pinkowicz. – Zmienia się świadomość prezesów i właścicieli firm, którzy widzą, że nasze pole odpowiedzialności nie leży tylko w Polsce, lecz także za granicą. Wiele firm przychodzi do nas i chce sponsorować działania w Sudanie czy w Somalii, bo czują, że świat się trochę skurczył.

PAH koncentruje się na lokalnych działaniach w miejscach, gdzie dochodzi do konfliktów czy katastrof. Stąd najbardziej pożądaną i najwygodniejszą dla firm formą pomocy jest wsparcie finansowe dla organizacji.

– Widzimy, że to jest najbardziej popularna forma pomocy, co z naszej strony wiąże się też z zapewnieniem pełnej transparentności – mamy świadomość tego, że firma nie może pojechać do Sudanu czy Somalii, żeby sprawdzić, w jaki sposób studnia czy latryna zostały wybudowane z ich pieniędzy. Po naszej stronie leży więc zapewnienie pełnej transparentności i sprawozdawczości dla firmy – mówi Karina Diłanian-Pinkowicz.

Jedną z misji prowadzonych przez PAH jest ta w Sudanie Południowym, rozpoczęta w 2006 roku. Od tego momentu organizacja wybudowała w kraju ogarniętym wojną i głodem ponad 700 studni, z których każda zapewnia wodę pitną dla 0,5–1 tys. osób.

– Wiercenie studni jest naszym kluczowym zadaniem. W ubiegłym roku udało nam się pozyskać sponsora, który zdecydował się wesprzeć nas poprzez zakup maszyny wiertniczej. Poprzednia nie była wydolna i nie mogliśmy dalej wiercić. W planach mamy wywiercenie kilku studni w porze suchej, więc będzie ona w użytku w ciągu najbliższych kilku tygodni – mówi Karina Diłanian-Pinkowicz. – Zamierzamy się koncentrować w Sudanie w obszarze wodno-sanitarnym, więc będziemy wiercić studnie, budować kioski wodne i latryny. Będziemy też dalej realizować projekt, który jest odpowiedzią na ubiegłoroczny kryzys głodu w Sudanie.

Jak podkreśla Karina Diłanian-Pinkowicz, aby zachęcić biznes do zaangażowania, trzeba spełniać dwa podstawowe warunki. Pierwszym z nich jest transparentność.

– Żaden biznes nie zaryzykuje swojego wizerunku dla organizacji, która w nieprzejrzysty sposób prezentuje swoje wyniki finansowe. Widzimy, że firmy zwracają na to uwagę – gdy przychodzą do nas na pierwsze rozmowy, są już po lekturze naszego raportu rocznego – podkreśla Karina Diłanian-Pinkowicz.

Drugim warunkiem są wspólne wartości organizacji pozarządowej i biznesu.

– Mamy swoje wartości i bardzo trudno przychodzi uwiarygodnienie współpracy, gdy organizacja mówi jedno, a współpracuje z firmą o innych poglądach. W naszym przypadku trudno byłoby np. wejść we współpracę z firmą z sektora zbrojeniowego, kiedy realizujemy działania pomocowe w miejscach konfliktów zbrojnych – podkreśla Karina Diłanian-Pinkowicz.

W Polsce działa przeszło osiem tysięcy organizacji pożytku publicznego. Według badań TNS Polska z 2015 roku Polska Akcja Humanitarna znajduje się w pierwszej dziesiątce najlepiej rozpoznawalnych (kojarzy ją 10 proc. Polaków), obok m.in. Caritas, WOŚP, Polskiego Czerwonego Krzyża, Szlachetnej Paczki, fundacji założonych przez Polsat i TVN oraz UNICEF-u. Założycielkę PAH Janinę Ochojską kojarzy natomiast 63 proc. Polaków.

Ponad 50 proc. polskich konsumentów wybiera płatności bezgotówkowe. Zbliżeniowo płacimy trzykrotnie częściej niż nasi europejscy sąsiedzi

Ponad 50 proc. polskich konsumentów wybiera płatności bezgotówkowe. Zbliżeniowo płacimy trzykrotnie częściej niż nasi europejscy sąsiedzi 12

Polacy polubili płatności bezgotówkowe – preferuje je ponad 50 proc. konsumentów, głównie ze względu na wygodę i oszczędność czasu. W obiegu znajduje się blisko 38 mln kart płatniczych. Zyskują przede wszystkim płatności zbliżeniowe – w ten sposób płacimy trzykrotnie częściej niż nasi europejscy sąsiedzi. Wciąż jednak nie wszędzie można zapłacić kartą – terminali brakuje zwłaszcza w małych i średnich punktach usługowo-sprzedażowych.

– Wzrost płatności bezgotówkowych w Polsce jest dostrzegalnym trendem. Doskonale obrazuje go wzrost udziału takich transakcji w stosunku do gotówki w całej liczbie transakcji detalicznych. Jeszcze 10 lat temu ten stosunek wynosił 2 proc., a obecnie przekracza 20 proc. Polscy konsumenci korzystają z transakcji zbliżeniowych trzykrotnie częściej niż ich europejscy sąsiedzi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maja Feliksiak, specjalista ds. PR i marketingu Tpay.

Z badania przeprowadzonego przez eService w ramach kampanii „Warto bezgotówkowo” wynika, że już ponad połowa Polaków (56 proc.) preferuje bezgotówkowe metody płatności. Jak wynika ze statystyk Związku Banków Polskich, obecnie w obrocie znajduje się około 38 mln kart płatniczych. 85 proc. Polaków deklaruje, że ich karta ma funkcję zbliżeniową, podczas gdy w Europie ten odsetek wynosi średnio 43 proc. 8 na 10 transakcji dokonywanych za ich pośrednictwem to transakcje zbliżeniowe (badanie Kantar TNS na zlecenie MasterCard).

– Wzrost popularności transakcji bezgotówkowych jest niewątpliwie wynikiem światowego trendu, dynamiki zmian, krótko mówiąc – postępu technologicznego. Wynika to również z faktu, że polski konsument jest coraz bardziej świadomy. Oczekuje, że jego pieniądze będą bezpieczne, a bank i operatorzy płatności zagwarantują mu, że jego środki trafią we właściwe miejsce, we właściwym czasie, a on otrzyma usługę bądź towar, który zamówił i którego oczekuje. Dla konsumenta liczy się również możliwość kontroli nad swoimi finansami, wgląd do historii transakcji wpłat i wypłat – mówi Maja Feliksiak.

Badanie Kantar TNS przeprowadzone na zlecenie MasterCard wskazuje, że dwie trzecie konsumentów ma zaufanie do kart płatniczych. 42 proc. badanych ma ich w swoim portfelu co najmniej dwie.

Dużym plusem płatności bezgotówkowych jest oszczędność czasu i komfort polegający na tym, że konsument nie musi mieć przy sobie gotówki, a transakcja przebiega szybko i sprawnie. Coraz częściej klienci doceniają też możliwość skorzystania z dodatkowych rabatów, ofert czy zwrotów części transakcji, które oferują wystawcy kart.

– Z badań przeprowadzonych na zlecenie MasterCard wynika, że 18 proc. respondentów chciałoby użyć swojej karty przy płatnościach w swoim bliskim otoczeniu, natomiast nie mogą tego zrobić ze względu na brak dostępnych terminali. Brakuje ich głównie w małych i średnich punktach usługowych i sprzedażowych, takich jak warsztaty samochodowe, salony fryzjerskie, rynki czy bazarki, a także w komunikacji miejskiej – mówi Maja Feliksiak.

Polacy w badaniach podkreślają, że chętnie zastąpiliby tradycyjne metody płatności innymi udogodnieniami, jak zastąpienie PIN-u technologią biometryczną czy płatnościami za pomocy wearables (np. elementami garderoby czy akcesoriami). O otwartości na nowinki technologiczne może świadczyć fakt, że jedną z wiodących metod płatności staje się BLIK, czyli system płatności mobilnych.

Eksport polskiej żywności rośnie w tempie dwucyfrowym. Mógłby przyspieszyć dzięki dodatkowym działaniom promocyjnym

Eksport polskiej żywności rośnie w tempie dwucyfrowym. Mógłby przyspieszyć dzięki dodatkowym działaniom promocyjnym 13

Promocja polskiej żywności na nowych rynkach i wsparcie dla eksportu to największe wyzwania, jakie czekają rolnictwo w 2018 roku – ocenia dyrektor generalny Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Eksport polskiej żywności rośnie w tempie dwucyfrowym. Wynik mógłby być jeszcze lepszy, gdyby działania promocyjne były prowadzone w bardziej zintegrowany sposób. Problemami, z jakimi boryka się branża, są też choroba afrykańskiego pomoru świń i anomalie pogodowe. W ubiegłym roku straty szacowało się w miliardach złotych.

Rok 2017 był bardzo udany dla polskich eksporterów żywności. Wyeksportowaliśmy żywność za 25,7 mld euro. To ok. 13 proc. wartości polskiego eksportu. Cały czas prowadzimy działania wspierające, bo żywność jest produktem konkurencyjnym. Chcielibyśmy docierać na większy obszar geograficzny. Uczestniczymy aktywnie w różnego rodzaju imprezach targowych, gdzie promowana jest żywność z różnych krajów świata. Obserwujemy duże zainteresowanie tym, co oferujemy. Przyczyniamy się w ten sposób do zwiększenia eksportu – ​mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Witold Strobel, dyrektor generalny Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.

Dane resortu rozwoju za 11 miesięcy 2017 roku wskazują na 13-proc. wzrost eksportu polskiej żywności. KOWR podaje, że tylko po pierwszych trzech kwartałach ubiegłego roku dodatnie saldo wymiany wzrosło o 16 proc. Choć większość towarów rolno-spożywczych kierowanych jest na rynek Unii Europejskiej (ponad 80 proc.), to prowadzona polityka promocji pozwoliła na dostęp do 30 nowych rynków zbytu oraz zintensyfikowanie wymiany towarowej z krajami pozaeuropejskimi, np. Senegalem, Ghaną, Kenią, Nigerią czy Malezją.

Wyniki mogłyby być jeszcze lepsze, gdyby nie choroba afrykańskiego pomoru świń. W Polsce odnotowano już ponad 1,1 tys. przypadków choroby u dzików, a z powodu ASF dla producentów zamknięta jest większość dużych rynków azjatyckich.

– Obecnie ASF nie sprzyja eksportowi polskiej wieprzowiny, ale bardzo dobre wyniki osiągamy w eksporcie wołowiny, która jest ceniona w świecie. Już 80 proc. produkcji polskiej wołowiny trafia właśnie na eksport –​ podkreśla Witold Strobel.

Wyzwaniem dla całej branży jest zintegrowanie systemów jakości. Strategia promocji żywności, która ma zwiększyć rozpoznawalności marki polskich produktów i pozytywny wizerunek polskiej żywności, zakłada promocję produktów hasłem „Polska smakuje”. Na portalu „Polska smakuje” mogą prezentować swoje produkty ci wytwórcy, którzy produkują żywność w systemie jakości, np. QMP czy QAFP, żywność ekologiczną, produkty znajdujące się w rejestrze Chroniona Nazwa Pochodzenia, Chronione Oznaczenie Geograficzne czy Gwarantowana Tradycyjna Specjalność lub na ministerialnej liście produktów tradycyjnych, mające oznaczenia Poznaj Dobrą Żywność, Produkt Polski, Produkt Górski.

Obserwujemy bardzo dużo znaków i systemów jakości, które często są nieczytelne dla konsumenta. KOWR promuje polską żywność w Polsce pod hasłem „Polska smakuje”, natomiast na rynkach zachodnich „Poland tastes good”. Trzeba uczciwie powiedzieć, że choć mamy dobrze opracowaną strategię promocji polskiej żywności w świecie, że mamy rozpoznane rynki perspektywiczne, którymi są m.in. Daleki Wschód, Półwysep Arabski, również Kanada, Meksyk czy Afryka Północna, są to działania, które wymagają systematyczności i długotrwałej perspektywy –​ ocenia dyrektor generalny KOWR. – Wsparcie dla eksportu powinno być bardziej zintegrowane, a obecnie są prowadzone przez różne podmioty. Gdyby je zintegrować, zapewne wyniki byłyby lepsze.

Jak podkreśla ekspert, 2017 rok był dla rolników trudny, choć w niektórych sektorach sytuacja była zdecydowanie lepsza. Ceny mleka w Polsce są najwyższe od 3 lat. W grudniu stawka za 100 litrów mleka wynosiła nieco ponad 152 zł i była o 12 proc. wyższa niż rok wcześniej. Z drugiej strony rolnicy borykają się z szeregiem problemów. Anomalie pogodowe oraz trudne warunki atmosferyczne w 2017 roku spowodowały straty liczone w miliardach złotych. Najbardziej ucierpiały uprawy sadownicze, dużo strat stwierdzono też w zbożach.

– Polskim rolnikom na pewno można życzyć stabilizacji pogodowej, ale również stabilizacji cenowej, bo jeśli mamy do czynienia z taką stabilizacją, to łatwiej jest zaplanować produkcję w dłuższym okresie i postawić na jakąś specjalizację – tłumaczy Witold Strobel.

W Polsce trwają prace nad opracowaniem nasion i sadzonek takich roślin, które byłyby lepiej przystosowane do polskich warunków glebowych i klimatycznych. Marka Polskie Nasiona ma być odpowiedzią na szeroką gamę nasion odmian roślin rolniczych i ogrodniczych oferowanych przez koncerny zagraniczne, których cena i jakość nie zawsze odpowiadają oczekiwaniom polskich rolników.

– Cały czas tworzone są nowe, lepsze odmiany roślin. Chcielibyśmy raczej, aby były to odmiany pozbawione GMO, bo trudno określić, jak GMO będzie wpływać w dłuższej perspektywie na konsumentów. W naszych spółkach prowadzone są prace nad lepszymi, dostosowanymi do naszego klimatu odmianami roślin, one są wdrażane, trafiają do produkcji, można powiedzieć, że postęp biologiczny cały czas się dokonuje – podkreśla Witold Strobel.

Polscy studenci zaprojektowali system nawigacji GPS wewnątrz budynków. Bezpłatna aplikacja z cyfrowymi mapami wnętrz pomoże zwłaszcza niewidomym

Polscy studenci zaprojektowali system nawigacji GPS wewnątrz budynków. Bezpłatna aplikacja z cyfrowymi mapami wnętrz pomoże zwłaszcza niewidomym 14

System GPS to nawigacja satelitarna znana głównie z możliwości wyznaczania trasy przejazdu samochodem. Może być jednak wykorzystywana również do nawigacji wewnątrz budynków. Aplikacja wewnątrzbudynkowego GPS opracowana przez polskich studentów może być wykorzystywana między innymi w centrach handlowych i logistycznych. Najbardziej zainteresowaną grupą odbiorców są jednak studenci i uczelnie. Może być ona pomocna zwłaszcza dla osób niedowidzących i niewidomych.

– Projekt wewnątrzbudynkowego GPS polega na dostarczeniu użytkownikom technologii, która pozwoli im budować aplikacje dla przestrzeni wewnątrzbudynkowych prowadzących użytkowników do ich punktów docelowych, do lepszego odnalezienia się w przestrzeni, a także do kontekstowej komunikacji na podstawie ich lokalizacji – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Grzegorz Koblański, prezes firmy Indoorway.

Aplikacja powstała podczas współorganizowanego przez Indoorway hackathonu Campus App Challenge. Zespół studentów Politechniki Warszawskiej i Uniwersytetu Jagiellońskiego zaprojektował prototyp zaawansowanego, wewnątrzbudynkowego GPS-u, który dzięki asystentowi głosowemu oraz intuicyjnemu sterowaniu poprowadzi osoby niewidome po wielopiętrowych gmachach uczelni.

– Cyfrowa mapa jest osadzona w aplikacji mobilnej. Użytkownik na tej mapie widzi swoją lokalizację i jest dokładnie prowadzony do punktu docelowego. Możemy wyobrazić sobie scenariusz, że telefon jest w kieszeni, a osoba niewidoma dostaje poprzez słuchawkę informacje z konkretnymi kierunkami, w których powinna się poruszać – przekonuje Grzegorz Koblański.

Jednym z podstawowych problemów związanych z nawigacją GPS wewnątrz budynków był dotychczas fakt, że urządzenia nie analizowały informacji o tym, na jakiej wysokości znajduje się odbiornik. Powodowało to utrudnienie w rozpoznaniu piętra, na którym znajdował się nawigowany obiekt. Dzięki wykorzystaniu różnego rodzaju czujników, w jakie wyposażony jest smartfon, takich jak żyroskop, akcelerometr, magnetometr i beacon (emiter sygnału Bluetooth), aplikacja pozwala precyzyjnie określić pozycję posiadacza smartfona.

Aplikacja dostarczana przez Indoorway będzie bezpłatna dla użytkowników końcowych. Jej wdrożenie planowane jest na początek roku akademickiego 2018/2019.

– Na ten moment stworzona została aplikacja dla studentów. W pierwszej fali chcemy jej zasięgiem objąć uczelnie działające w systemie USOS. To ponad pięćdziesiąt szkół wyższych w Polsce. W kolejnej fazie wyjdziemy również poza granice Polski – zapowiada Grzegorz Koblański.

W dwudziestoczterogodzinnym hackathonie Campus App Challenge wzięło udział czternaście drużyn. Każda z nich pracowała nad prototypem aplikacji wykorzystującej system mikrolokalizacji i będącej zarazem odpowiedzią na potrzeby zgłaszane przez studentów. Podczas hackatonu uczestnicy m.in. zdigitalizowali Wydział Matematyki i Nauk Informacyjnych Politechniki Warszawskiej.

Projekt BRILLANT umożliwi edukację Polaków w zakresie energetyki jądrowej. NCBJ: energia jądrowa to dla nas jedyna racjonalna technologicznie opcja

Projekt BRILLANT umożliwi edukację Polaków w zakresie energetyki jądrowej. NCBJ: energia jądrowa to dla nas jedyna racjonalna technologicznie opcja 15

Unia Europejska wezwała kraje bałtyckie, w tym Polskę, do opracowania do czerwca 2018 roku projektu połączenia sieci energetycznych z infrastrukturą europejską. Litwa, Łotwa i Estonia miałyby się połączyć z Zachodem za pośrednictwem polskich linii energetycznych. To rozwiązanie ma zapewnić większe bezpieczeństwo energetyczne tych krajów i uniezależnienie się od Rosji. Prowadzony projekt BRILLIANT to także okazja do edukacji polskich naukowców w zakresie energetyki jądrowej. Według przedstawiciela Narodowego Centrum Badań Jądrowych jest to jedyna racjonalna technologicznie opcja dostarczania energii.

Według zaleceń UE do czerwca 2018 roku ma powstać projekt przyłączenia sieci energetycznych krajów nadbałtyckich do infrastruktury europejskiej. Projekt Baltic Region Initiative for Long Lasting Innovative Nuclear Technologies (BRILLIANT) ma na celu nie tylko zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego krajów bałtyckich, lecz także dywersyfikację źródeł energii, redukcję emisji gazów cieplarnianych i walkę ze zmianami klimatycznymi.

– Projekt BRILLIANT wziął się z tego, że kraje bałtyckie chcą się połączyć energetycznie z Europą. Jak dotąd są zsynchronizowane z Rosją, więc muszą na nowo przeorganizować swoją sieć energetyczną. Projekt polega na przeanalizowaniu struktury sieci i opracowaniu rozwiązań, które ułatwią podłączenie krajów bałtyckich do wspólnej sieci europejskiej​.– mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. Jacek Jagielski, dyrektor Departamentu Fizyki Materiałów Narodowego Centrum Badań Jądrowych.

Aktualnie przygotowywane są analizy, które pozwolą zorganizować sieć w taki sposób, aby zapewnić w przyszłości niezawodność systemu oraz bezpieczeństwo energetyczne. Według szacunków łączne koszty przyłączenia Litwy, Łotwy i Estonii do europejskich sieci energetycznych wyniosą około 1 mld euro. 75 proc. tej kwoty będzie mogło zostać sfinansowane ze środków funduszu „Connecting Europe Facilities”.

W projekcie resynchronizacji sieci energetycznych krajów bałtyckich bierze udział Narodowe Centrum Badań Jądrowych. To szansa na naukę i edukację polskich naukowców w zakresie energetyki jądrowej.

– Możemy kształcić ludzi, którzy będą pracowali przy budowie i eksploatacji polskiej elektrowni atomowej. To jest krytyczny problem, który musimy jak najszybciej zacząć rozwiązywać, bo na to potrzeba więcej czasu niż się wydaje. Każde szkolenie, każde doświadczenie jest dla nas bardzo cenne, a nasi młodzi pracownicy mogą jeździć dzięki temu projektowi do Szwecji, obejrzeć, jak wygląda reaktor, jak wygląda przetwarzanie wypalonego paliwa i jego składowanie, jakie są rozwiązania ​– tłumaczy prof. Jacek Jagielski.

Jak wynika z danych Ministerstwa Energii, na świecie pracuje obecnie 448 bloków jądrowych w 30 krajach. W budowie jest kolejnych 57 bloków, a ponad 160 jest planowanych. Produkcja energii elektrycznej w elektrowniach atomowych stanowi ok. 11,5 proc. całkowitej produkcji elektryczności na świecie. Według deklaracji rządu polska elektrownia jądrowa ma powstać do 2031 roku.

– Generalnie energetyka jądrowa jest w tej chwili jedyną wiarygodną technologią, która umożliwia w skali świata produkowanie energii bez emisji dwutlenku węgla. Pod tym względem im więcej energii atomowej, tym lepiej. Nie ma w tej chwili innej, racjonalnej technologicznie opcji niż energia jądrowa, musimy w to pójść ​– twierdzi przedstawiciel NCBJ.

Rynek pracownika w 2018 roku. Jak firma może na nim przetrwać?

Na koniec 2017 roku stopa bezrobocia w Polsce wyniosła zaledwie 6,6 proc. Eksperci prognozują,
że w bieżącym roku spadnie poniżej 6 proc. Oznacza to dalszy rozwój rynku dobrego dla pracownika i nowe wyzwania dla pracodawców. W jaki sposób firmy mogą sprostać zmianom, dokonującym się na rynku pracy?

Rok 2017 był rekordowy pod względem niskiej wartości stopy bezrobocia. W listopadzie ubiegłego roku stopa bezrobocia zatrzymała się na 6,5 proc. i była najniższa od 25 lat. Ponadto, jak podaje Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej odnotowano spadek liczby bezrobotnych o 18,9 proc. względem roku 2016. Jednocześnie mieliśmy do czynienia ze wzrostem przeciętnego wynagrodzenia o 7,4 proc. To rezultat m.in. dynamicznego ożywienia gospodarczego w kraju oraz wzrostu PKB.

Przyrost planowanych inwestycji, w tym z wykorzystaniem budżetów Unii Europejskiej, a co za tym idzie pojawienie się nowych miejsc pracy, wskazuje na to, że rynek pracownika w 2018 r. nadal będzie się miał bardzo bobrze. Eksperci prognozują dalszy spadek poziomu bezrobocia w 2018 r. Szacuje się, że wyniesie poniżej 6 proc. – mówi Grzegorz Lewandowski, Prezes Sales Group, dostawcy usług outsourcingu sił sprzedaży.

Zmiany na polskim rynku pracy i coraz większa trudność w poszukiwaniu właściwego pracownika generuje dla przedsiębiorców nowe wyzwania.  Silna presja płacowa, trudność  w pozyskaniu odpowiedniego kandydata oraz zatrzymanie go w szeregach pracowników, to problemy, z którymi już teraz mają do czynienia pracodawcy. Jakie rozwiązania warto wdrożyć w firmie, żeby przetrwać na dynamicznym rynku pracownika?

Optymalizacja procesu rekrutacji

W dobie rynku pracownika w walce o kandydata bardzo istotnym czynnikiem, niekiedy przesądzającym o rekrutacyjnym sukcesie, jest czas. Osoba poszukująca pracy, mając do wyboru inne oferty, nie będzie czekała zbyt długo z decyzją. Dlatego należy zoptymalizować czas dostarczania informacji zwrotnej kandydatowi i skrócić go do kilku dni. Aby to zrobić, warto zainwestować w narzędzia IT, które usprawnią procesy kadrowe.

Nowe technologie będą coraz częściej grały pierwsze skrzypce w rekrutacyjnym wyścigu. Przewiduje się szersze wykorzystanie aplikacji, ale też portali wspomagających poszukiwanie kandydatów w 2018 roku. Wirtualne rozmowy i e-rekrutacja przez Skype, kontakt przez SMS, czy media społecznościowe stają się coraz powszechniejsze.

Kreatywne sposoby na milenialsów

Szczególnie dużym wyzwaniem dla firm jest obecnie pozyskanie młodego pracownika z licznego już na rynku pracy pokolenia milenialsów, czyli osób urodzonych między 1894 a 1997 rokiem. Dlatego firmy, aby przyciągnąć młode talenty, szukają nowych rozwiązań. Niektóre z nich są oparte np. na formule grywalizacji. Przykłady jej wykorzystania znajdziemy na polskim rynku.

Jedna z globalnych firm doradczych zamiast zapraszać kandydatów na formalne rozmowy, stworzyła fabularny projekt rekrutacyjny, w którym kandydaci przeprowadzali audyt fikcyjnej firmy. Inna organizacja, aby uprościć proces rekrutacyjny dla sieci sprzedaży oddała w ręce kandydatów test kompetencyjny w postaci gry, której fabuła została osadzona w realiach codziennej pracy. Jeszcze inna firma wykorzystała w rekrutacji niestandardowe narzędzie, jakim jest Escape Room, czyli  gra, w której uczestnicy przenoszą się do tematycznie przygotowanego pokoju zagadek, z którego muszą się wydostać. Dało to możliwość obserwowania kandydata w działaniu, a jemu samemu zabawę. Menedżer miał możliwość podjęcia decyzji, czy zaprosić daną osobę zespołu, bazując na tym, jak poradziła sobie z zadaniami, współpracą w grupie i pod presją czasu.

Co jednak w sytuacji, kiedy firma nie jest w stanie samodzielnie realizować swoich potrzeb rekrutacyjnych?

Sprawdzeni partnerzy

W obliczu trudnej sytuacji na rynku pracy, część firm w celu zapewnienia odpowiedniego poziomu zasobów ludzkich, sięga po wsparcie firm zewnętrznych. Taką możliwość daje m.in. outsourcing, czyli model współpracy, w której firma wydziela ze struktury przedsiębiorstwa niektóre funkcje i przekazuje je do wykonania innym podmiotom.

Coraz częściej przedsiębiorstwa mają do czynienia z sytuacją, gdzie na publikowane przez nich ogłoszenia rekrutacyjne nie ma wystarczającej liczby odpowiedzi, a wsparcie kadrowe jest potrzebne od zaraz. Wówczas może pomóc zewnętrzna firma, która ma wypracowane metody pozyskiwania pracowników i wiedzę na temat tego, jak pracowników zatrzymać w firmie, m.in. za pomocą programów szkoleniowych, coachingowych, czy systemów motywacyjnych i premiowych. Taki model współpracy sprawdza się szczególnie w środowisku dużych firm – mówi Paweł Wrzos, dyrektor ds. Rozwoju Biznesu w Sales Group.

Na rynku obserwuje się współpracę firm z outsourcerami zarówno w zakresie wsparcia w procesie rekrutacyjnym, ale też bezpośredniego zapewnienia pracowników, np. sił sprzedaży. W drugim przypadku firma nie musi przechodzić przez procesy rekrutacyjno-kadrowe. Istnieje wówczas również możliwość zaangażowania pracowników w danym momencie tylko w części. Daje to firmom przede wszystkim dużą elastyczność w działaniu i szansę na szybką reakcję na potrzeby kadrowe, a także optymalizację czasu oraz kosztów.

Aaazjatę zatrudnię

Sytuację na polskim rynku pracy w ostatnich latach ratowali pracownicy z Ukrainy. Źródło to zostało już mocno wyeksploatowane i powoli zaczyna wysychać. Masowa ukraińska migracja zmieniła kierunek i, tak jak niegdyś wybierała Polskę, tak teraz kieruje się do krajów Europy Zachodniej, traktując nasz kraj tylko jako państwo tranzytowe.

Rozpędzona machina rozwoju polskiej gospodarki hamowana jest przez trywialny problem – braki kadrowe. Te zaś spowodowane są starzejącym się społeczeństwem, niskim poziomem bezrobocia, zmniejszonym wiekiem emerytalnym oraz migracją zarobkową młodej siły roboczej.

Według badania „Plany Pracodawców” realizowanego przez TNS co czwarty ankietowany przedsiębiorca w ciągu najbliższych sześciu miesięcy planuje stworzyć nowe miejsca pracy. Plany rekrutacyjne zgłosiły głównie firmy z branży budowlanej (45%), przemysłowej (44%) oraz handlu i napraw (40%), przy czym ich celem jest zminimalizowanie braków kadrowych. Niemal połowa przedsiębiorstw zasygnalizowała trudności ze znalezieniem osób o wymaganych umiejętnościach i kwalifikacjach. Jak wskazują analizy ekspertów Business Centre Club, aby plany mogły się ziścić, potrzeba nawet 200 tys. dodatkowych pracowników rocznie.

Rozwiązanie dla tej sytuacji podsuwają polskie firmy, które już zatrudniły obcokrajowców. Konkretniej – obcokrajowców z Azji. Kierunek ten może początkowo nieco dziwić oraz budzić obawy. Nie znamy bowiem zbyt dobrze tamtej kultury, boimy się bariery językowej, nieznanego. Jednakże, jak wskazują ankietowani, nie ma się czego obawiać: „Różnice kulturowe nie są nie do przejścia”, podsumowała kadrowa w jednej z firm produkcyjnych. Jako rady dla pracodawców podaje: „ [Należy] wyczulić pozostałych (pracowników z Polski – przyp. red.) na różnice kulturowe i pilnować tolerancji”. Z drugiej strony podkreśla, że warto zdyscyplinować również nowozatrudnione osoby z Azji: „Muszą mieć dokładnie powiedziane, jaka jest norma, ile mają zrobić i trzeba to egzekwować”.

Różnice kulturowe pomiędzy Europą a Azją przejawiają się w mniej lub bardziej codziennych czynnościach. „Trzeba tak stopniowo, powolutku wytłumaczyć różne kwestie. Potrzebny lider, który wie, jak to zrobić taktownie”, podpowiada kierownik produkcji z łódzkiej firmy zatrudniającej Hindusów. Ponownie została podkreślona potrzeba osoby, która sprawowałaby nadzór i była bezpośrednim przełożonym pracowników z Azji. Wynika to z kultury tamtych krajów, gdzie w zakładach pracy stanowiska są mocno zhierarchizowane.

„Druga kwestia to kwestia noży rytualnych, które nie są nożami w naszym rozumieniu. To są ich takie modlitewne talizmany. Im to trzeba jakoś taktownie wyjaśnić, bo oni nie chcą się z tym rozstawać, to jakiś taki amulet, który ma dla nich ogromne znaczenie. Odebranie im go i wytłumaczenie, że oni nie mogą z nim wejść na produkcję, wymaga taktu”, kontynuował kierownik.

Inny wątek porusza przełożony magazynu z Kędzierzyna-Koźla: „To jest zupełnie inna religia niż ta, której się boimy. Z chłopakami było na początku ciężko, bo mieli problem, że mieli kobietę-szefa, ale później już otwierali jej drzwi do samochodu. Nie jest to ten odłam religijny, z którym gdzieś tam są problemy”. Wiodącą religią w Bangladeszu czy Uzbekistanie jest islam. Wyznanie to w ciągu ostatnich kilku lat nabrało pejoratywnego znaczenia – społeczeństwo nie zważa na kraj pochodzenia wyznawców islamu i nie widzi różnicy między pojęciami muzułmanin (osoba wierząca, studiująca Koran, religijna) a islamista (osoba walcząca w imię Koranu, fanatyk). W krajach, z których obywatele chętnie szukają pracy poza granicami swojego państwa, wpływ imama (przywódcy religijnego, który może narzucać ekstremistyczną interpretację Koranu) jest mniejszy, stąd łatwiej im przystosować się do zachodniej rzeczywistości. Nie mają też fundamentalistycznych zamiarów, więc nie są w żaden sposób powiązani z islamskimi bojówkami typu ISIS.

Pracowników z Azji charakteryzuje sumienność oraz chęć do pracy w zespole. Ważne dla nich jest poczucie bezpieczeństwa, dlatego też wybierają oni prace, w których mogą działać w mniejszej lub większej grupie rodaków. Warto zatrudnić obcokrajowców, którzy mają doświadczenie w pracy w naszym kraju, ponieważ szybko podłapują polskie zwroty i błyskawicznie uczą się języka.

Liczby mogą potwierdzić popularność tematu zatrudniania obcokrajowców. Jak wskazuje Miłosz Myszka, redaktor naczelny raportu „Rockwell View: Pozyskiwanie Zagranicznego Pracownika 2018”, tylko w pierwszej połowie 2017 roku w Polsce zostało zatrudnionych dwa razy więcej Azjatów niż w całym 2016 roku.

Nieruchomość zamiast lokaty? Tak, ale lokal wybierz z głową

Polacy inwestują w mieszkania na wynajem częściej i więcej niż kiedykolwiek. Oszczędności lokują na rynku nieruchomości, gdyż na najmie mogą zarobić od 4,5 % do 6,5 % netto rocznie. Nie każde lokum da się jednak dobrze wynająć.

Kilkanaście miliardów złotych Polacy wycofali z lokat w bankach od początku 2017 roku. Z niedawno publikowanych danych Narodowego Banku Polskiego wynika bowiem, że średnio na lokacie w banku można zarobić zaledwie 1,5 % (brutto) w skali roku. – Tylko w kwietniu 2017 r. wycofano z lokat około czterech miliardów złotych. To najwięcej od czterech lat. Inwestorzy szukają alternatyw, które mogą przynieść większe odsetki niż skromne 1,5-2 % na bankowym depozycie. Jedną z opcji jest rynek nieruchomości – wynika z danych Home Brokera i Domiporta.pl.

Ile można zarobić

Analitycy tych firm wyliczyli, że przeciętna rentowność inwestycji w mieszkanie na wynajem wynosi 5,28 % netto rocznie. Dla Warszawy jest to 5,64 % (rentowność ta uwzględnia 10,5-miesięczny okres wynajmu lokalu oraz czynsz dla administracji płacony przez właściciela – w wysokości 4-7 zł za mkw. miesięcznie, a także podatek ryczałtowy od przychodów z wynajmu w wysokości 8,5 %).

Eksperci podkreślają jednak, że powodzenie inwestycji w nieruchomość na wynajem zależy od wielu czynników. Ważne są cena, stałe wydatki na lokal oraz koszt wyposażenia. Należy także zwrócić uwagę na inne zalety nieruchomości, które spowodują, że nietrudno będzie znaleźć najemcę, a lokal w czasie użytkowania będzie zyskiwał na wartości, tak by jego sprzedaż w przyszłości była dodatkowym zarobkiem.

Atrakcyjność otoczenia

Jak zatem ocenić potencjał inwestycyjny nieruchomości? Czym musi się wyróżniać projekt?

Dobra lokalizacja, z miejską komunikacją pod ręką, to podstawa z punktu widzenia najemców. Przykładem jest warszawskie osiedle Holm House, powstające w centrum Mokotowa. Budynek cieszy się dużym powodzeniem inwestorów. W około siedem miesięcy od rozpoczęcia budowy sprzedano tam 60 % mieszkań. Zaletą inwestycji jest jej położenie.

Holm House rośnie na obrzeżach centrum biznesowego Mokotowa. Dlatego to pracownicy zagłębia biurowego mogą być potencjalnymi najemcami. – Część osób pracujących na Mokotowie nie stać na kupno mieszkania, ale na wynajem mogą sobie pozwolić. Tym bardziej, że dzięki lokalizacji osiedla unikną kłopotów z dojazdem do biura. Z punktu widzenia inwestora kolejnym plusem jest fakt, że mieszkania są sprzedawane wraz z prawem własności gruntu, co oznacza brak dodatkowych opłat za użytkowanie wieczyste – opowiada Karolina Guzik, menadżer sprzedaży Skanska Residential Development Poland.

Wzrost wartości

Z analiz firmy Reas wynika, że średni poziom czynszów w Warszawie, sąsiedztwie Holm House (w istniejących już projektach mieszkaniowych, w blokach wybudowanych po 2005 r.) wynosi dziś 59,83 zł za mkw. Dla inwestorów istotne jest jednak nie tylko to, za ile wynajmą lokum, ale także z jakiego powodu nieruchomość zyska na wartości. Kupując mieszkanie pod inwestycję warto więc zwrócić uwagę na certyfikacje, według których ona powstaje. Ważne są także nowoczesne rozwiązania architektoniczne czy technologiczne, jak pozbawianie budynku barier architektonicznych oraz systemy typu smart home.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W przyszłym tygodniu dane mogą być istotne dla podtrzymania trendów na ryzykownych aktywach. Potwierdzenie globalnego przyspieszenia inflacji w danych ze Szwecji, strefy euro i Kanady będzie mieć negatywny wydźwięk, o ile indeksy PMI z Europy i USA zasygnalizują hamowanie. Uwagę przyciągną też zapiski z ostatnich posiedzeń FOMC i EBC.

Przyszły tydzień: PMI, minutki FOMC/EBC, ZEW, Ifo, rynek pracy z Wlk. Bryt., CPI ze Szwecji/Kanady

Przyszły tydzień otwiera się z opóźnieniem w związku z obchodami Dnia Prezydenta w poniedziałek. Na polu danych z USA nie pojawi się nic, co mogłoby mieć wymierny wpływ na USD. Wstępne odczyty PMI (śr) dalej traktowane są jako drugorzędne za ISM, a wnioski o zasiłek (czw) już nie przyciągają tyle uwagi. W protokole z posiedzenia FOMC (śr) powinniśmy zobaczyć rozwinięcie umiarkowanie jastrzębiego komunikatu. Ocena perspektyw inflacji i nastawienia do tempa podwyżek będą ważnym punktem wyjścia dla nowego prezesa, choć nie można zapominać, że dokument nie przedstawi poglądów FOMC na ostatnie zawirowania na rynkach oraz silny odczyt CPI za styczeń. W tym kontekście minutki mogą zostać zignorowane przez rynek.

W strefie euro najciekawsze będą pierwsze szacunki PMI (śr). Większe ryzyko jest w pojawieniu się spadków, gdyż może to podkopać zaufanie inwestorów do słuszności założeń rajdu na rynku akcji i wśród aktywów ryzykownych. Finalny szacunek CPI (pt) będzie mieć znacznie tylko jeśli będzie odbiegał od wstępnych danych. Niemiecki indeks ZEW (wt), który odzwierciedla nastroje wśród inwestorów, może zaliczyć spadek pod wpływem ostatnich zawirowań. Ważniejszy indeks Ifo (czw) prawdopodobnie wskaże na utrzymanie pozytywnych trendów w gospodarce. Nie oczekujemy, aby protokół z posiedzenia EBC miał przynieść rewelacje, gdyż po zamieszaniu wywołanym zapiskami z grudniowego posiedzenia Rada Prezesów raczej nauczyła się, by kontrolować przekaz.

Funt więcej swojej siły bierze ze słabości dolara niż czynników lokalnych. Podczas gdy informacje dotyczące Brexitu stanowią wszechobecne ryzyko, na razie funt pozostaje na nie względnie uodporniony. Poprawiła się za to wrażliwość na zaskoczenia w danych makro, stąd raport z rynku pracy (śr) może być istotnym katalizatorem dla zmienności. Oznaki przyspieszenia dynamiki płac wzmocnią oczekiwania na wcześniejszą podwyżkę stóp procentowych BoE.

W Szwecji sezonowe obniżki cen odzieży, obuwia i kosztów podróży będą ściągać inflację o 0,7 proc. m/m, choć dynamika roczna powinna utrzymać się na 1,7 proc., co byłoby zgodne z prognozami Riksbanku. Wyższy odczyt będzie jastrzębim sygnałem, choć po ostatnim posiedzeniu widać, że gołębie dominują w banku. Mimo to dobre dane mogą dać SEK argumenty dla budowy siły w średnim terminie.

W Polsce styczniowy odczyt produkcji przemysłowej (wt) powinien wypaść dobrze z uwagi na łagodny przebieg zimy (8,5 proc. r/r). Sprzedaż detaliczna w ujęciu miesięcznym odczuje odreagowanie świątecznego szału zakupów (-21,2 proc.), ale dynamika roczna (6,9 proc.) powinna potwierdzić silną postawę konsumpcji na starcie nowego roku. Uspokojenie nastrojów rynkowych pozwala złotemu obronić poziomy, jednakże po rynku nie widać zapału do pchnięcia EUR/PLN wyraźnie niżej.

Publikacje z Japonii tradycyjnie przejdą bez echa. Jen pozostaje jednym z czołowych beneficjentów wyprzedaży dolara przy porzuceniu wszelkich korelacji z rynkiem akcji i długu. Po weekendzie pewna forma korekty wydaje się stosowna, szczególnie, że wzmagają się głosy niepokoju o siłę jena ze strony japońskich władz, co może skłaniać do realizacji zysków. Nie zmienia to jednak faktu, że USD/JPY jest w trendzie spadkowym.
W Australii protokół z posiedzenia RBA (wt) raczej nie doda wiele do wydźwięku komunikatu. Z Nowej Zelandii dostaniemy kwartalne wyniki sprzedaży detalicznej (czw) z oczekiwaniami zbudowanymi dla dobrego wyniku (1,3 proc.). To może jednak być wysoko postawiona poprzeczka dla wykupionego NZD i o ile nie będziemy świadkami dalszego pogromu USD, wrażliwość na korektę po słabszych danych będzie większa.

Przyszły tydzień w Kanadzie przynosi sprzedaż detaliczną (czw) i CPI (pt). Sprzedaż ma za sobą trzy miesiące wzrostów razem o 2 proc., więc ryzyko jest po stronie korekty. Inflacja w ujęciu ogólnym i w miarach bazowych krąży blisko, choć poniżej celu 2 proc. Zaskoczenie w górę będzie miało większy wydźwięk, gdyż dołoży się do oczekiwań na kolejna podwyżkę stóp procentowych. Marzec jest raczej przegranym terminem, ale wycena na kwiecień na ok.72 proc. daje pole do manewru. Do czasu danych CAD pozostanie pod wpływem generalnego sentymentu względem USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Ministerstwo Sprawiedliwości proponuje ułatwienia w procedurze cywilnej

Planowanie rozprawy, zmiany w elektronicznym postępowaniu upominawczym, postępowaniu nakazowym, zabezpieczającym i w zakresie opłat sądowych – to tylko niektóre zmiany, jakie przewiduje rządowy Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw.

Zgodnie z rządowym projektem zmian w Kodeksie postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustawach rozprawy będą planowane i mają być prowadzone tylko w razie potrzeby. Jeżeli dojdzie do rozprawy, to rozstrzygnięcie sprawy ma nastąpić po jednej lub kilku rozprawach, bez długich przerw. Projekt przewiduje postępowanie przygotowawcze przed rozprawą oraz ustalanie harmonogramu postępowania w pierwszej instancji. Strony sporu będą włączone w planowanie czynności sądu.

Projekt reguluje postępowania pojednawcze, które będą miały charakter niejawny i nieformalny. Sędzia ma pełnić na nich rolę rozjemcy.

Postępowanie przygotowawcze ma trwać 2 miesiące. Strony będą miały obowiązek się na nie stawić. W razie niestawiennictwa stron postępowanie zostanie umorzone. Strony na posiedzeniu pojednawczym będą musiały wskazać fakty i dowody pod rygorem ich pominięcia w dalszym postępowaniu.

Strony i sędzia będą musieli podpisać plan rozprawy. W razie nieobecności stron plan będzie doręczony, a doręczenie będzie miało skutek taki jak zatwierdzenie.

Wobec strony, która celowo i w sposób nieuzasadniony przewleka sprawę, sąd będzie mógł zastosować następujące środki: nałożyć na nią grzywnę, obciążyć całością lub częścią kosztów procesu, obciążyć kosztami spowodowanymi zwiększonym nakładem pracy strony przeciwnej lub podwyższyć stopę odsetek należnych od zasądzonego świadczenia.

Bezzasadne wniesienie pozwu będzie wiązało się z opłatą 100 zł.

Projekt nakłada na strony obowiązek wykazania faktów, które chcą udowodnić danym dowodem. Dotyczyć to będzie każdego dowodu przedstawionego przez stronę.

Projekt upraszcza procedurę dopuszczania dowodów. Sąd nie będzie musiał wydawać odrębnego postanowienia dla każdego kolejnego dowodu.

Sąd będzie mógł posiłkować się dowodami z opinii biegłego wydanej w innej sprawie niż ta, w której wydaje orzeczenie.

W Kodeksie postępowania cywilnego ma znaleźć się wymóg, aby uzasadnienia orzeczeń były zwięzłe.

Projekt przewiduje minimalną opłatę sądową w wysokości 100 zł.

W myśl projektu w sprawach o prawa majątkowe pobierana będzie opłata stała od pozwu – przy wartości przedmiotu sporu, a od apelacji przy wartości przedmiotu zaskarżenia:

1) do 500 złotych – 100 złotych;
2) ponad 500 złotych do 1 000 złotych – 150 złotych;
3) ponad 1 000 złotych do 2 000 złotych – 200 złotych;
4) ponad 2 000 złotych do 4 000 złotych – 300 złotych;
5) ponad 4 000 złotych do 6 000 złotych – 400 złotych;
6) ponad 6 000 złotych do 8 000 złotych – 500 złotych;
7) ponad 8 000 złotych do 10 000 złotych – 600 złotych;
8) ponad 10 000 złotych do 12 500 złotych – 700 złotych;
9) ponad 12 500 złotych do 15 000 złotych – 800 złotych;
10) ponad 15 000 złotych do 18 000 złotych – 900 złotych;
11) ponad 18 000 złotych do 20 000 złotych – 1 000 złotych.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Gospodarcza potyczka Warszawy i Berlina. Wygrywamy!

Porównaliśmy PKB europejskich stolic, bezrobocie i wynagrodzenia. Z zestawienia wynika, że Warszawa już zostawia za plecami wiele europejskich metropolii, a wkrótce nawet w sferze płac może dogonić Berlin – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

W statystykach zamożności poszczególnych unijnych obszarów Warszawa wysuwa się na lidera Wspólnoty. Według danych Eurostatu w parytecie siły nabywczej PKB stolicy Polski jest wyższe nie tylko od Bratysławy, Budapesztu czy Pragi, ale również od Rzymu i Madrytu, a także Berlina. Co ciekawe, największa miasto Polski pokonuje stolicę Niemiec także w innych gospodarczych rankingach.

PKB: 1:0 dla Warszawy

PKB, podobnie jak w zestawieniach krajowych, można też porównywać na szczeblu lokalnym. Miernikiem rozwoju danego obszaru jest roczna wartość wytworzonych dóbr i usług na mieszkańca. Często przedstawia się ją również w parytecie siły nabywczej (euro PPS), by różnice w cenach na obszarze Unii nie zaburzały ogólnego wyniku.

PKB na mieszkańca Warszawy według ostatnich danych Eurostatu (za rok 2014) miało wartość 54,6 tys. euro PPS. Dla Berlina natomiast w analogicznym okresie było to 32,8 tys. euro PPS. Nawet poziom nominalnego PKB na osobę (bez wyrównania cen) był bardzo podobny w Berlinie (34,3 tys. euro) i w Warszawie (31,3 tys. euro). Biorąc pod uwagę coraz szybszego rozwoju stolicy Polski, teraz nominalne rezultaty powinny być przynajmniej równe.

Rynek pracy: Nasza stolica prowadzi już 2:0

Według danych GUS bezrobocie w grudniu 2017 r. wynosiło w Warszawie 2 proc. Z kolei według oficjalnych publikacji statystycznych dla Berlina (Statistischen Ämtern des Bundes und der Länder) bezrobocie dla stolicy Niemiec w analogicznym okresie wynosiło aż 8,4 proc.

Choć stopa bezrobocia nie jest idealnym miernikiem rynku pracy, to jednak warto zauważyć, że już na koniec 2015 r. – według szacunków Eurostatu dla obszarów metropolitalnych – stopa zatrudnienia w okręgu warszawskim dla populacji w wieku 20-64 lata wynosiła 78 proc., natomiast w przypadku Berlina – 75,1 proc.

Wynagrodzenia: Punkt dla Berlina, ale pościg się zbliża

Z ostatniej publikacji GUS dla Warszawy wynika, że w grudniu ub.r przeciętne wynagrodzenie brutto dla zatrudnionych w stołecznych przedsiębiorstwach (ponad milion osób) wynosiło 6233 zł, czyli niemal o 8 proc. więcej niż rok wcześniej. Dane grudniowe lekko zaburzają wypłaty corocznych premii, mimo to w ujęciu za cały 2018 r. bariera 6 tys. zł zostanie bez problemu przekroczona, biorąc pod uwagę tempo wzrostu płac z ostatnich miesięcy.

Przeciętne wynagrodzenie brutto w Berlinie we wrześniu 2017 r. (ostatnie dostępne dane) wynosiło 3708 euro. Przeliczając na złote, da to oczywiście znacznie więcej niż warszawskie 6,2 tys. zł. Warto jednak pamiętać, że ceny w stolicy Niemiec, zwłaszcza usług, są znacznie wyższe niż w stolicy Polski.

Średnio, według danych Eurostatu, koszty życia w Berlinie są o ok. 80 proc. wyższe niż w Warszawie i o 5 proc. od przeciętnych w Unii. Porównując więc wynagrodzenia w euro PPS dla stolicy Niemiec oraz Polski, otrzymujemy odpowiednio 3530 oraz 2650 euro PPS. W tej konkurencji berlińczycy cały czas jeszcze wygrywają, ale biorąc pod uwagę stosunkowo niewielkie różnice, już niedługo pracownikom w niektórych branżach będzie się bardziej opłacało przyjeżdżać na saksy do stolicy Polski niż do stolicy Niemiec.