Komputronik podsumował wyniki finansowe po pierwszym kwartale nowego roku obrachunkowego

Komputronik S.A. w pierwszym kwartale roku obrotowego 2015/2016 odnotował wzrost przychodów ze sprzedaży na poziomie 21% w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Wartość skonsolidowanych przychodów osiągnęła tym samym blisko 577 mln złotych.

Komputronik w rozpoczętym w kwietniu br. pierwszym kwartale nowego roku obrachunkowego 2015/2016 utrzymywał tendencję wzrostową. Łączna sprzedaż we wszystkich kanałach, tj. w salonach i w sklepie internetowym, a także inicjowana w Internecie, wzrosła w ostatnich 4 kwartałach do 22,4% względem poprzednich czterech kwartałów. Jednocześnie odnotowano wzrost skonsolidowanego zysku ze sprzedaży brutto o 7,3 mln PLN (o 21,5%), co jest kontynuacją tendencji widocznej już od kilku lat.

Najbardziej dynamiczny wzrost widoczny był w kanale eksportowym (22%), ale również w sektorze B2B (17%). Stabilnie rozwijała się również sprzedaż do klientów indywidualnych (11%).

Wojciech Buczkowski
Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A.

Wyniki w pierwszym kwartale to efekt naszej silnej pozycji na rynku. Konsekwentnie realizujemy strategię rozwoju poprzez powiększanie powierzchni salonów i ekspozycje kolejnych kategorii produktowych – mówi Wojciech Buczkowski, Prezes Zarządu Komputronik S.A.

Wskaźnik udziału kosztów działalności w przychodach osiągnął wartość ok. 6%. Zwiększone koszty związane są z inwestycjami w nowy magazyn oraz wzrostem zatrudnienia i inwestycji w spółki technologiczne z Grupy Komputronik, które znacząco zwiększają swoją skalę działania.

Wyniki sprzedaży obligacji oszczędnościowych w lipcu 2015 r.

Oszczędzający zakupili w lipcu obligacje skarbowe o wartości nominalnej 213,8 mln zł. To najwyższa miesięczna wartość sprzedaży w tym roku i najwyższa – nie uwzględniając emisji niestandardowych – od stycznia 2014 roku.

W lipcu bieżącego roku Ministerstwo Finansów zaoferowało nabywcom indywidualnym cztery rodzaje obligacji oszczędnościowych: 2-letnie obligacje o stałym oprocentowaniu (DOS0717) oraz obligacje o oprocentowaniu zmiennym: 3-letnie (TOZ0718), 4-letnie (COI0719) i 10-letnie (EDO0725).

Najbardziej popularnymi papierami pozostają obligacje 2-letnie. Wartość ich sprzedaży wyniosła w lipcu 161 mln zł i jest to najwyższa miesięczna sprzedaż od stycznia zeszłego roku. Udział obligacji 2-letnich w strukturze sprzedaży wyniósł 75,4%. Drugimi najpopularniejszymi papierami dłużnymi były 4-latki (10,8% udział), na kolejnych pozycjach uplasowały się 3-latki (8,1%) oraz 10-latki (5,7%).

W lipcu sprzedaliśmy obligacje skarbowe o wartości 213,8 mln zł. To najwyższa miesięczna wartość sprzedaży w tym roku i najwyższa – nie uwzględniając emisji niestandardowych – od stycznia 2014 roku. Wysoki poziom sprzedaży obligacji utrzymuje się od maja br., a sprzedaż w tegoroczne wakacje może być najwyższa od 2009 r. Podobnie jak w poprzednich miesiącach najchętniej wybierane były obligacje 2-letnie (udział w sprzedaży 75,4%), choć wzrosła sprzedaż również wszystkich pozostałych obligacji oszczędnościowych.

W sierpniu utrzymaliśmy oprocentowanie obligacji oszczędnościowych na niezmienionym poziomie. Oszczędzającym oferujemy obligacje 2-letnie z oprocentowaniem 2,00% co w dalszym ciągu jest wartością preferencyjną w stosunku do obligacji handlowanych na rynku hurtowym, których rentowność wynosi obecnie około 1,8%. Pozostałe obligacje w pierwszym okresie odsetkowym oprocentowane są odpowiednio: 2,10% dla 3-latek, 2,30% dla 4-latek oraz 2,50% dla 10-latek.komentuje Piotr Marczak, Dyrektor Departamentu Długu Publicznego w Ministerstwie Finansów.

Dwuletnie oszczędnościowe obligacje skarbowe o oprocentowaniu stałym DOS0717

W lipcu 2015 roku sprzedano obligacje DOS0717 o wartości nominalnej 161,1 mln zł w tym 202,3 tys. zł w ramach Konta IKE-Obligacje. Cena jednej obligacji w okresie sprzedaży wynosiła 100 zł. Oprocentowanie obligacji ustalono na poziomie 2,00%. W drodze zamiany zakupiono obligacje dwuletnie o wartości nominalnej 58,5 mln zł, co stanowiło 36,3% sprzedaży. Cena zamiany wynosiła 99,90 zł.

Trzyletnie oszczędnościowe obligacje skarbowe o zmiennej stopie procentowej TOZ0718

W lipcu 2015 roku sprzedano obligacje TOZ0718 o wartości nominalnej 17,4 mln zł, w tym 22,6 tys. zł w ramach Konta IKE-Obligacje. Cena jednej obligacji w okresie sprzedaży wynosiła 100 zł. Oprocentowanie obligacji w pierwszym okresie odsetkowym (6 miesięcy) ustalono na poziomie 2,10% w skali roku. W drodze zamiany zakupiono obligacje trzyletnie o wartości nominalnej 3,0 mln zł, co stanowiło 17,4% sprzedaży. Cena zamiany wynosiła 99,90 zł.

Czteroletnie indeksowane oszczędnościowe obligacje skarbowe COI0719

W lipcu 2015 roku sprzedano obligacje COI0719 o wartości nominalnej 23,2 mln zł, w tym 77,1 tys. zł w ramach Konta IKE-Obligacje. Cena jednej obligacji w okresie sprzedaży wynosiła 100 zł. Oprocentowanie obligacji w pierwszym rocznym okresie odsetkowym ustalono na poziomie 2,30%. W drodze zamiany zakupiono obligacje czteroletnie o wartości nominalnej 10,0 mln zł, co stanowiło 43,1% sprzedaży. Cena zamiany wynosiła 99,90 zł.

Emerytalne dziesięcioletnie oszczędnościowe obligacje skarbowe EDO0725

W lipcu 2015 roku sprzedano obligacje EDO0725 o wartości nominalnej 12,1 mln zł, w tym 2,7 mln zł w ramach Konta IKE-Obligacje. Cena jednej obligacji w okresie sprzedaży wynosiła 100 zł. Oprocentowanie obligacji w pierwszym rocznym okresie odsetkowym ustalono na poziomie 2,50%. W drodze zamiany zakupiono obligacje dziesięcioletnie o wartości nominalnej 1,6 mln zł, co stanowiło 13,5% sprzedaży. Cena zamiany wynosiła 99,90 zł.

Obligacje oferowane w sprzedaży detalicznej w sierpniu 2015 roku

Typ obligacji  

Szczegóły oferty

Cena emisyjna

(w zł)

DOS0817

2-letnie

Obligacje dwuletnie są obligacjami o oprocentowaniu stałym wynoszącym 2,00% rocznie. W pierwszym roku oprocentowanie jest naliczane od wartości 100 zł, a w drugim roku od wartości powiększonej o odsetki za pierwszy rok (tzw. kapitalizacja odsetek). Odsetki są wypłacane po zakończeniu oszczędzania. 100,00;

99,90 przy zamianie

TOZ0818

3-letnie

Obligacje trzyletnie są obligacjami o zmiennym oprocentowaniu. W pierwszych sześciu miesiącach oprocentowanie wynosi 2,10%. W kolejnych okresach równe jest oprocentowaniu po jakim banki pożyczają sobie pieniądze (tzw. stawka WIBOR 6M1). Odsetki są wypłacane co sześć miesięcy. 100,00;

99,90 przy zamianie

COI0819

4-letnie

Obligacje czteroletnie są obligacjami, których oprocentowanie oparte jest o inflację2. Oprocentowanie w pierwszym roku oszczędzania wynosi 2,30%. W kolejnych latach oprocentowanie jest równe inflacji i stałej marży wynoszącej 1,25% (gwarantującej zysk powyżej inflacji). Odsetki są wypłacane po każdym roku oszczędzania. 100,00;

99,90 przy zamianie

EDO0825

10-letnie

Obligacje dziesięcioletnie są obligacjami, których oprocentowanie oparte jest o inflację2. Oprocentowanie w pierwszym roku oszczędzania wynosi 2,50%. W kolejnych latach oprocentowanie jest równe inflacji i stałej marży wynoszącej 1,50% (gwarantującej zysk powyżej inflacji). W pierwszym roku oprocentowanie jest naliczane od wartości 100 zł, a w kolejnych latach od wartości powiększonej o odsetki naliczone za poprzedni rok (tzw. kapitalizacja odsetek). Odsetki są wypłacane po zakończeniu oszczędzania. 100,00;

99,90 przy zamianie

1 – półroczna stopa procentowa pożyczek oferowanych na warszawskim rynku międzybankowym.

2 – stopa wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych, przyjmowana dla 12 miesięcy i ogłaszana przez Prezesa GUS w miesiącu poprzedzającym pierwszy miesiąc danego okresu odsetkowego.
Ministerstwo Finansów

Social media niedoceniane w polskich firmach

Jak wynika z danych Digital Agenda for Europe, polskie przedsiębiorstwa w dalszym ciągu w niewielkim stopniu używają mediów społecznościowych w celach biznesowych. Odsetek firm, które wykorzystują tego typu narzędzia jest mniejszy tylko w dwóch innych państwach Unii Europejskiej.

Odsetek polskich firm, które korzystają z social media wyniósł w 2014 roku 21,7%. W Rumunii było to o jeden punkt procentowy mniej. Najniższy odsetek dotyczył Łotwy (18,8%).

Firmy wykorzystujące media społecznościowe najczęściej można natomiast spotkać w Irlandii, na Islandii oraz Malcie (w państwach tych odsetek przekracza 60%).

Odsetek przedsiębiorstw które wykorzystywały media społecznościowe w celach biznesowych w 2014 roku (jako % ogółu firm)

Odsetek przedsiębiorstw które wykorzystywały media społecznościowe w celach biznesowych w 2014 roku
Opracowanie Sedlak & Sedlak na podstawie Digital Agenda for Europe

Marta Kowalówka
Sedlak & Sedlak

VIII edycja Warsaw International Media Summit

W dniach 18-19 listopada 2015 roku w Hotelu Westin w Warszawie odbędzie się kolejna edycja kongresu Warsaw International Media Summit. Wydarzenie skupia się wokół najnowszych strategii i trendów, które obowiązują na rynku telekomunikacyjnym i mediów. Organizatorem konferencji jest firma MM Conferences S.A.

Nad poziomem merytorycznym wydarzenia czuwa Rada Programowa, której przewodniczącym jest Przemysław Kurczewski, Prezes Zarządu EmiTel. Rada wyznacza tematy dyskusji podejmowanych podczas kongresu. Jej skład tworzą prezesi najważniejszych firm sektora telekomunikacyjnego i medialnego, a także kluczowi przedstawiciele administracji centralnej oraz instytucji związanych z branżą.

Kongres skierowany jest przede wszystkim do przedstawicieli kadry menedżerskiej, ściśle związanych ze zdobywaniem wiedzy w zakresie rozwoju rynku telekomunikacji w Polsce. Wybitne grono gości gwarantuje wysoki poziom merytoryczny konferencji, a podjęte debaty przynoszą realne rozwiązania gotowe do zastosowania w branży.

W poprzedniej edycji udział wzięli m.in. Lidia Kozłowska, Wiceprezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej, Jan Dworak, Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Bruno Duthoit, Prezes Orange Polska i Jorgen Bang-Jensen, Chief Executive Officer, P4.

Kontynuacja cyklu ma na celu stworzenie unikalnej możliwości poznania najnowszych strategii
i obowiązujących trendów na rynku telekomunikacyjnym i mediów. Umożliwi to również skonfrontowanie ich z nowymi regulacjami prawnymi.

Zapraszamy Państwa do zapoznania się z fotorelacją z pierwszej edycji wydarzenia.

Więcej informacji znajduje się na stronie: http://telekomunikacjaimedia.pl/

W Warszawie przybywa biur z najwyższej półki

Warszawski rynek przyciąga międzynarodowych najemców, poszukujących wysokiej klasy biur.

The View WarszawaRynek biurowy w Polsce rośnie tak szybko, jak nigdy dotąd. Warszawa, która według raportu Global Outlook 2015 zajmuje, po Brukseli i Dublinie, trzecie miejsce w Europie pod względem atrakcyjności lokalizacyjnej biur, jest absolutnym liderem w kraju. Według analiz firmy doradczej Walter Herz, powstaje w niej ok. 650 tys. m kw. powierzchni biurowej, z której połowa przypada na kilka imponującej wielkości obiektów, zlokalizowanych w centralnej części miasta.

Warszawskie budynki biurowe o ustalonej renomie cieszą się zaś powodzeniem wśród globalnych inwestorów. Potwierdzają to ubiegłoroczne, spektakularne transakcje, związane ze sprzedażą prestiżowych obiektów biurowych – Rondo I i Metropolitan. Wśród państw Europy Środkowo-Wschodniej uwaga firm inwestujących w biura skupiona jest na Polsce, a komercyjnych powierzchni handlowych inwestorzy poszukują głównie w Czechach i w naszym kraju. Polski rynek jest atrakcyjny przede wszystkim ze względu na stabilny wzrost gospodarczy. Wskaźniki ekonomiczne potwierdzają, że nasza gospodarka rozwija się najdynamiczniej w regionie CEE.

Rekordowy popyt na biura

Warszawski rynek biurowy rozwija się niezwykle dynamicznie. Jednocześnie w stolicy notowane jest rekordowo duże zapotrzebowanie na powierzchnię biurową. Analitycy Walter Herz zauważają, że tylko w pierwszej połowie tego roku wynajęte zostało niespełna 400 tys. m kw. biur., podczas gdy średni roczny popyt na powierzchnię biurową w Warszawie w ostatnich latach oscyluje w okolicy 600 tys. m kw.

Rosnące zapotrzebowanie na biura zachęca firmy do rozpoczynania budowy obiektów zaprojektowanych z dużym rozmachem. Międzynarodowi najemcy poszukują bowiem wyjątkowych inwestycji, nie tylko pod względem jakości oferowanej powierzchni, ale także aranżacji. Nowe, stołeczne projekty są coraz bardziej zaawansowane, zarówno jeśli chodzi o rozwiązania techniczne, jak i architektoniczne.

Specjaliści Walter Herz zwracają uwagę, że szczególnym powodzeniem wśród najemców cieszą się inwestycje oferujące dobry serwis i dostępność wielu usług. Największe warszawskie obiekty zapewniają liczne wygody w ramach samego kompleksu.  Mocną stroną najbardziej spektakularnych inwestycji biurowych są dodatkowe funkcjonalności i udogodnienia, dzięki którym m.in. odnoszą tak duże sukcesy w procesie komercjalizacji.

Największe obiekty cieszą się dużym powodzeniem wśród najemców

Inwestorom obiektów, takich jak Warsaw Spire, Gdański Business Center, czy Eurocentrum Office Complex pozwala to na sprawne realizowanie kolejnych etapy projektów. Ghelamco planuje już budowę kolejnego, imponującej wielkości obiektu biurowego – Sienna Towers – z funkcjami handlowymi o łącznej pow. ponad 100 tys. m kw., który stanie niedaleko Warsaw Spire.

Z powstających w centrum miasta, najbardziej zaawansowanych technologicznie budynków należy wymienić również takie projekty jak Q22, Astoria Premium Office, Prime Corporate Center, Królewska, czy budowany w ekskluzywnym sąsiedztwie Placu Zamkowego – Plac Zamkowy-Business with Heritag i Hotel Europejski, w którym zaprojektowana została też część biurowa. To obiekty, które oferują biura z najwyższej półki w najlepszych punktach Warszawy. W opinii analityków Walter Herz, poza wysoką jakością powierzchni biurowej, ich przewagą konkurencyjną jest usytuowanie, które daje bezpośredni dostęp do rozbudowanego zaplecza usługowego, handlowego i komunikacyjnego.

Dla najemców poszukujących w Warszawie najwyższej klasy powierzchni biurowych, poza lokalizacją, liczy się także oryginalny projekt, dzięki któremu biurowce wyróżniają się na rynku. Koncepcją aranżacyjną szczególnie wybijają się rewitalizowane obiekty zabytkowe. Sztandarowymi przykładami warszawskich inwestycji biurowych realizowanych z wykorzystaniem tkanki historycznych budynków jest powstający już projekt Hala Koszyki, czy oczekujący na start budowy ArtNorblin, usytuowany na terenie położonej w sercu miasta dawnej fabryki.

Luksusowa powierzchnia w zabytkach

Luksusowa powierzchnia biurowa oferowana jest też w odrestaurowanych, zabytkowych kamienicach, w których stawki, w przypadku tych zlokalizowanych w ścisłym centrum miasta, kształtują się w górnej granicy najwyższego przedziału czynszowego, obowiązującego w Warszawie. W tym niszowym segmencie stołecznego rynku biurowego brylują m.in. rewitalizowana przy rondzie Charles’a de Gaulle’a – kamienica rodziny Branickich – Smolna 40, odnowiona kamienica Le Palais przy Próżnej, czy kamienica Hrabiego Raczyńskiego przy placu Małachowskiego. Jak zauważają przedstawiciele Walter Herz, oferta w tych budynkach skierowana jest do najemców, którzy potrzebują reprezentacyjnych siedzib, wygodnie usytuowanych i zaaranżowanych do częstych spotkań z klientami.

Obok spektakularnych budynków biurowych, skyline Warszawy kształtują także widowiskowe obiekty mieszkalne. Apartamenty w luksusowych wieżach Cosmopolitan i Złota 44, podobnie jak na przykład mieszkania w zabytkowych kamienicach przy Foksal, dedykowane są do najzamożniejszych nabywców. Dla tej grupy klientów powstają również ekskluzywne show room’y i centra oferujące dobra luksusowe, jak np. dom mody Vitkac. Według raportu KPMG na dobra i usługi luksusowe w 2014 roku Polacy wydali 12,6 mld zł, a do 2017 roku wartość tego segmentu rynku ma wzrosnąć do 14 mld. Jak podają analizy tej firmy, w minionym roku w Polsce było 47 tys. osób posiadających aktywa płynne o wartości co najmniej 1 mln USD.

Autor: Walter Herz

Nie wszystkie chwyty dozwolone – podkupienie pracownika lub kontrahenta jako czyn nieuczciwej konkurencji

Rynek pracy w dzisiejszych czasach jest bardzo dynamiczny co objawia się m.in. w postaci częstej rotacji kadry i stałego przepływu pracowników pomiędzy pracodawcami. Pracownicy, decydując się na zmianę pracodawcy, niejednokrotnie podejmują zatrudnienie w przedsiębiorstwie konkurencyjnym. Zmiana pracy, przy jednoczesnym pozostaniu w dotychczasowej branży rodzi wiele pytań i wątpliwości natury etycznej, ale przede wszystkim prawnej. Do najczęściej zadawanych, należą pytania o to czy pracownik ma być lojalny względem byłego pracodawcy i jakie to ma przełożenie m.in. na sposób kontaktu z dotychczasowymi współpracownikami i kontrahentami oraz możliwość złożenia im oferty współpracy w ramach obowiązków u nowego pracodawcy. Innymi słowy, gdzie są granice tej lojalności oraz jakie mogą być konsekwencje prawne jej braku.

Dzisiejsza praktyka biznesowa wykształciła pojęcia employee poaching/employee raiding,
tj. zachowania pracodawców polegające na „podkradaniu” pracowników, przeważnie bezpośredniego konkurenta (w szczególności tych posiadających unikalną lub rzadką wiedzę o swoim dotychczasowym pracodawcy). Wobec coraz powszechniejszego występowania tego typu zjawisk temat ten od kilku lat staje się coraz gorętszym przedmiotem dyskusji, choć na razie głównie poza Polską. Rozważamy tu sytuację, w której pracownika z dotychczasowym pracodawcą nie łączy umowa o zakazie konkurencji po ustaniu stosunku pracy/współpracy. Na ile przepisy prawa chronią tajemnicę/interesy przedsiębiorstwa byłego pracodawcy przed odchodzącym pracownikiem, który nie miał takiej umowy.

Temat jest tylko z pozoru łatwy i nie wymagający zbyt obszernego komentarza. Zastosowanie znajdą tu m.in. przepisy ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji z dnia 16 kwietnia 1993 r. (Dz. U. 2003 nr 153 poz. 1503 z późn. zm.) (dalej jako uznk), które wskazują kiedy określona sytuacja i towarzyszące jej okoliczności może zostać uznana za czyn nieuczciwej konkurencji. Zakwalifikowanie danego zachowania jako w/w czynu może rodzić poważne konsekwencje prawne zarówno dla pracownika jak i dla pracodawcy, opisane m.in. w art. 18 ust. 1 uznk, np. w postaci żądania zaniechania określonego działania, domagania się odszkodowania czy też złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie (najczęściej przeprosin np. w dzienniku o zasięgu ogólnokrajowym).

W opinii autorów, czyn nieuczciwej konkurencji polegający na nakłanianiu do niewykonywania lub rozwiązania umowy przez pracownika lub kontrahenta danego przedsiębiorcy (art. 12 uznk), częstokroć ściśle wiąże się z naruszeniem tajemnicy jego przedsiębiorstwa (art. 11 uznk). Dlatego też w pierwszej kolejności, pokrótce zostanie scharakteryzowane zachowanie polegające na naruszeniu tajemnicy przedsiębiorstwa jako czynie nieuczciwej konkurencji, by w dalszej części rozważań skoncentrować się w głównej mierze na analizie employee poaching i konsekwencjach prawnych takiego zachowania.

Podkreślić należy, iż istnieje zasadnicza różnica pomiędzy wiadomościami odpowiadającymi treści pojęcia „tajemnica przedsiębiorstwa” a informacjami wchodzącymi w skład powszechnej, aczkolwiek specjalistycznej wiedzy zdobytej przez pracownika w wyniku własnej aktywności zawodowej podczas zatrudnienia u danego przedsiębiorcy. Doświadczenie, wiedza i umiejętności zdobyte przez pracownika podczas zatrudnienia, stanowią element jego dobra osobistego i jako takie dobro zasługują na ochronę prawną, a zatem mogą być przez pracownika wykorzystywane dla własnej korzyści a tym samym nie korzystają z ustawowej ochrony na rzecz przedsiębiorstwa (za wyrokiem SN z dnia 3 października 2000 r., I CKN 304/2000, OSNC 2001, nr 4, poz. 59). Zatem, pod pojęciem doświadczenia, wiedzy i umiejętności rozumieć należy przede wszystkim zbiór tych cech i przymiotów jakie pracownik posiadł w toku całej pracy zawodowej, m.in. poprzez obserwację, zbieranie doświadczeń, nabywanie umiejętności potrzebnych do prawidłowego wykonywania powierzonych mu obowiązków, uczestnictwo w różnego rodzaju szkoleniach (np. umiejętności menadżerskie, kupieckie, negocjacyjne; wiedza powszechnie dostępna na temat oferty produktowej, specyfiki branży, w której pracuje; znajomość języka obcego; znajomość obsługi programów komputerowych; umiejętność obsługi maszyn specjalistycznych; etc.). Natomiast, zgodnie z art. 11 ust. 1 uznk, czynem nieuczciwej konkurencji jest przekazanie, ujawnienie lub wykorzystanie cudzych informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa, jeżeli działanie zagraża lub narusza interes przedsiębiorcy. Pod pojęciem tajemnicy przedsiębiorstwa ustawodawca rozumie nieujawnione do wiadomości publicznej informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, co do których przedsiębiorca podjął niezbędne działania w celu zachowania ich poufności. Dlatego też, naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa dopuściłby się ten pracownik, który w ramach nowego stosunku pracy wraz ze swym doświadczeniem i umiejętnościami zaoferowałby i przekazał nowemu pracodawcy, np. wewnętrzną bazę kluczowych klientów dotychczasowego pracodawcy, zasady wewnętrznej polityki handlowej, plany sprzedażowe, plany dotyczące przyszłych strategii marketingowych czy też receptury produktów. Warto też podkreślić, że dla stwierdzenia stanu tajemnicy przedsiębiorstwa istotne jest podjęcie przez byłego pracodawcę działań w celu zachowania poufności. Czyli jeżeli te informacje byłyby ogólnie dostępne dla wszystkich pracowników byłego pracodawcy (w ekstremalnym przypadku np. wywieszone na tablicy w sekretariacie) trudno uznać, że są objęte tajemnicą przedsiębiorstwa. To bardzo istotny aspekt, o którym częstokroć przedsiębiorcy nie pamiętają.

Ujawnienie informacji stanowiących tajemnicę firmy mogłoby osłabić pozycję rynkową i spowodować znaczące straty dla przedsiębiorcy, którego tajemnica została naruszona. Pamiętać również należy o tym, że zakończenie stosunku pracy nie zwalnia pracownika z obowiązku dochowania poufności informacji przekazanych mu przez byłego pracodawcę a stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa przez okres trzech lat od dnia jego ustania, chyba że umowa stanowi inaczej albo ustał stan tajemnicy. Pracownik nie dochowujący poufności może zostać pociągnięty do odpowiedzialności cywilnej i karnej przez byłego pracodawcę. W praktyce, śledząc orzecznictwo, jest to niestety bardzo ciężkie do wykazania i udowodnienia.

Przejmowanie pracowników czy też kontrahentów konkurenta jest normalnym elementem gry rynkowej między przedsiębiorstwami i zazwyczaj nie prowadzi do naruszenia prawa. Samo oferowanie lepszych warunków pracy na konkurencyjnym rynku nie jest więc z istoty ani nieuczciwe ani nieetyczne. Jednak okoliczności, w których dochodzi do takich działań, mogą uzasadniać ich odmienną ocenę. Zdarza się bowiem tak, że działania te mogą stanowić czyn nieuczciwej konkurencji w rozumieniu art. 12 uznk. Rozróżniane są dwa rodzaje zachowań:

  • nakłanianie osoby świadczącej na rzecz przedsiębiorcy pracę, na podstawie stosunku pracy lub innego stosunku prawnego, do niewykonania lub nienależytego wykonania obowiązków pracowniczych albo innych obowiązków umownych, w celu przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia przedsiębiorcy.
  • nakłanianie klientów przedsiębiorcy lub innych osób do rozwiązania z nim umowy albo niewykonania lub nienależytego wykonania umowy, w celu przysporzenia korzyści sobie lub osobom trzecim albo szkodzenia przedsiębiorcy.

Kluczowe jest to, że dla zakwalifikowania określonego działania jako w/w czynu nieuczciwej konkurencji, nie jest konieczne wystąpienie skutku ani w postaci nakłonienia kogoś do niewykonania umowy, ani zaniechanie jej wykonania. Nie jest też wymagane wystąpienie szkody po stronie przedsiębiorcy. Całkowicie wystarczającą okolicznością jest zagrożenie interesu przedsiębiorcy czyli już samo „nakłanianie”, jeżeli polega na namawianiu, agitowaniu, przekonywaniu, wpływaniu na sferę psychiki osoby namawianej w celu podjęcia przez nią określonej decyzji. Tym samym czynność „nakłaniania” spełniona zostanie w chwili podjęcia próby wpłynięcia na czyjeś zachowanie i w konsekwencji narażenie interesu przedsiębiorcy. Jak widać granica jest tu bardzo nieostra. Nie należy utożsamiać nakłaniania ze składaniem pracownikom danego przedsiębiorcy konkurencyjnych ofert. Stanowisko to znajduje poparcie w wyroku Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 15.11.2012r., sygn. akt I ACa 1024/12, który stwierdził, że „(…) Deliktem nie są bowiem zachowania będące wynikiem suwerennej decyzji pracownika lub innej osoby świadczącej pracę na rzecz przedsiębiorcy. Dlatego dla ustalenia, iż w danej sytuacji doszło do czynu nieuczciwej konkurencji, istotne są okoliczności, w których dochodzi do takich działań, to jest czy rozwiązanie umowy (o pracę lub innego stosunku prawnego, którego treścią jest świadczenie pracy na rzecz określonego podmiotu – przedsiębiorcy) jest wynikiem nakłaniania przez osobę trzecią czy autonomicznej decyzji.” Wniosek zatem jest taki, że chodzi o intencje i to w zależności od niej możemy stwierdzić czy mamy do czynienia z nakłanianiem czy składaniem konkurencyjnych ofert. Przyjąć należy, że sytuacja taka będzie miała przede wszystkim miejsce, gdy motywem przejęcia pracownika będą nie tyle jego unikatowe na rynku umiejętności, co chęć zaszkodzenia konkurencji oraz wyciągnięcia strzeżonych przez nią tajemnic. Zatem pojęcie employee poaching pojawia się wtedy, gdy przedsiębiorca „podkrada” pracowników nie tylko dlatego, że uważa ich za cennych i chce, aby swoje talenty wykorzystywali na jego rachunek, lecz po to, żeby osłabić pozycję konkurenta na rynku, lub wręcz sparaliżować jego działalność. Krótko mówiąc, employee poaching to takie przejmowanie pracowników, w tym również masowe przejmowanie, które godzi w dobre obyczaje i narusza interesy innego przedsiębiorcy lub ma na celu ich naruszenie[i].

Jako przykład powyższego posłużyć może spór toczący się pomiędzy dwoma towarzystwami ubezpieczeniowymi, działającymi na rynku polskim. Signal Iduna oskarżyła Axa o podkupienie ponad połowy składu działu odpowiedzialnego za sprzedaż polis turystycznych. Przejęci przez Axa pracownicy rzekomo mieli przynieść ze sobą dotychczasowych klientów Signal Iduny. Sama Axa miała dodatkowo rozgłaszać na rynku informacje o złej sytuacji finansowej konkurenta i jego rychłym wycofaniu się z polis turystycznych. Działania te rzekomo spowodowały, że Axa już w ciągu roku stała się trzecim co do wielkości graczem i zdobyła ok. 15 proc. udziałów w rynku. Signal Iduna twierdzi, że taki efekt był możliwy dzięki podkupieniu jej kadry i przejęciu klientów wraz z informacjami aktuarialnymi. W konsekwencji Signal Iduna skierowała sprawę do sądu, oskarżając Axę o czyn nieuczciwej konkurencji i żądając odszkodowania. Wraz z pozwem został złożony wniosek o zabezpieczenie roszczeń. Warunki żądanego zabezpieczenia były bardzo rygorystyczne i nad wyraz precyzyjne: pracownicy przejęci od Signal Iduny nie mogliby pracować dla Axy, nie mogliby kontaktować się z klientami Signal Iduny ani rozgłaszać informacji o złej kondycji finansowej tej firmy, zajęty miał zostać również rachunek bankowy Axa na ponad 300.000 zł. Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił wniosek Signal Iduna w całości. Wskutek zażalenia złożonego przez Axa, Sąd Apelacyjny w Warszawie uchylił w całości w/w postanowienie sądu I instancji. Ostateczne rozstrzygnięcie toczącego się postępowania jeszcze nie nastąpiło. Nie zmienia to jednak faktu, że w/w postępowanie, ze względu na swój precedensowy charakter może wyznaczyć kierunki postępowania w sprawach tego typu w przyszłości.

W praktyce takie zachowanie jest trudne do udowodnienia, albowiem w tym zakresie istotne jest wykazanie stanu świadomości sprawcy, jego zamiarów. Nie jest to jednak niemożliwe, na co wskazuje wyrok Sądu Okręgowego w Toruniu z dnia 20.06.2007 r., sygn. akt VI GC 16/07. Stan faktyczny był następujący: jeden z długoletnich pracowników agencji celnej, piastujący stanowisko dyrektora, wypowiedział umowę o pracę a następnie założył własną działalność gospodarczą. Zakres jego działalności obejmował usługi agencji celnej. W tym samym czasie przejął pracowników oraz obsługę klientów (w tym również klienta strategicznego) byłego pracodawcy. W następstwie tych działań miesięczne obroty jednej z placówek byłego pracodawcy spadły o ok. 93%, ostatecznie została ona zamknięta W przytoczonym wyroku sąd uznał, że pomimo braku jednoznacznych dowodów wskazujących, iż miało miejsce wymuszenie rozwiązania umów z powodem przez pracowników oraz głównych klientów placówek, to jednak inne okoliczności pozwoliły na uznanie tych działań za czyn nieuczciwej konkurencji i zasądził na rzecz powoda od pozwanego kwotę 202.800,00 złotych.

Szczególnie wrażliwe na employee poaching są branże wysoko specjalistyczne, np. branża IT.

I tak z inicjatywy m. in. Steve’a Jobsa giganci branży IT jak Apple, Google, Intel i Adobe postanowili przeciwdziałać temu procederowi zawierając tzw. umowę anty-poachingową. Umowa miała na celu zobowiązanie się jej sygnatariuszy do niestosowania tego typu praktyk względem siebie co ograniczyło przepływ talentów i doprowadziło do częściowego zablokowania wzrostu wynagrodzeń pracowniczych. Departament Sprawiedliwości, mając to na uwadze, uznał takie zachowanie za bezprawne i godzące zarówno w rynek jak i sferę uprawnień pracowniczych. Działania podjęte przez przedsiębiorców w celu zapobieżenia praktyce employee poaching doprowadziły do powstania niekorzystnych skutków dla pracowników. W związku z tym w roku 2011 ruszył proces, w którym owi giganci zostali pozwani o odszkodowanie dla zatrudnionych tam osób. Mimo braku ostatecznego rozstrzygnięcia tej sprawy na dzień dzisiejszy w toku procesu ustalone zostało, że zawarcie umowy anty-poachingowej jest działaniem bezprawnym. W chwili obecnej czynności procesowe zmierzają do zawarcia ugody. Aktualnie sprawa dotyczy już tylko ustalenia wysokości odszkodowania. Przedstawiciele pracowników żądają łącznie 3 mld USD, natomiast pracodawcy proponują im kwotę 415 mln USD. Reasumując pracodawcy chcąc ograniczyć bezprawną praktykę doprowadzili do powstania innej – też niezgodnej z prawem. Potwierdza to tezę o braku wyraźnych granic między zachowaniem bezprawnym a zgodnym z prawem.

Również w systemie prawa polskiego takie zachowanie może przewidywać sankcje dla pracodawców. Dlatego należy bardzo ostrożnie podchodzić do samodzielnego „uszczelniania” obowiązującego w tym zakresie prawa powszechnego.

Abstrahując od wyżej wskazanych trudności dowodowych, przedsiębiorcy któremu „skradziono” pracowników mogą przysługiwać wszystkie środki wymienione w art. 18 ust. 1 uznk. W praktyce najważniejszymi są: żądanie zaniechania naruszenia, roszczenie odszkodowawcze i roszczenie o złożenie oświadczenia odpowiedniej treści i w odpowiedniej formie.

Tak jak oferowanie lepszych warunków zatrudnienia z samej swej natury nie jest bezprawne, tak również oferowanie korzystniejszych warunków współpracy, w tym lepszych ofert cenowych czy warunków umownych, powiązane z tym działania marketingowe i reklamowe zachęcające do nawiązania współpracy, nie są z mocy prawa nieuczciwe, bowiem dopiero indywidualne okoliczności towarzyszące takim działaniom będą przesądzały o ewentualnej bezprawności postępowania. Dlatego też zdobywanie klientów kosztem innego uczestnika rynku powinno następować na drodze uczciwej rywalizacji, za którą w szczególności uważa się konkurencję jakościową, cenową oraz innymi pożądanymi przez nabywców cechami produktów lub usług, a więc poprzez poziom oferty, nie zaś przez zniechęcanie kontrahentów do konkurenta. Innymi słowy, uczciwe przejęcie klientów powinno być wynikiem atrakcyjności oferty własnej na tle konkurencji. Za niedopuszczalną metodę działania należy uznać wszelkiego rodzaju naciski powiązane z proponowaniem korzyści majątkowych osobom zatrudnionym u potencjalnego pracodawcy, zniechęcanie kontrahenta do poprzedniego dostawcy, np. poprzez rozpowszechnianie wiadomości oczerniających, dotyczących jego niekorzystnej sytuacji faktycznej, prawnej i finansowej, niskiej jakości produktów czy usług, jak również zobowiązanie się np. do zapłacenia kar umownych za kontrahenta, który rozwiąże określoną umowę z konkurentem.

W wyniku popełnienia czynu nieuczciwej konkurencji przedsiębiorca który poniósł szkodę, może żądać jej naprawienia na zasadach ogólnych, co wynika wprost z art. 18 ust. 1 pkt. 4 uznk. Warto jednak dodać, że chcąc skutecznie dochodzić odszkodowania, przedsiębiorca będzie musiał udowodnić przed sądem związek przyczynowy pomiędzy działaniem sprawcy czynu nieuczciwej konkurencji a zdarzeniem, które w wyniku tego działania nastąpiło i wywołało po stronie przedsiębiorcy określoną szkodę. Trudne będzie również precyzyjne określenie wartości poniesionej szkody, co jest wymagane w tego typu procesach, ale jak już zostało dowiedzione powyżej nie jest to niemożliwe.

Reasumując, stwierdzić należy, że ustawodawca nie sprecyzował jednoznacznie znamion, które w każdych okolicznościach będą przesądzać o tym, że doszło do popełnienia czynu nieuczciwej konkurencji. Trzeba stwierdzić, że wytyczenie jakichś uniwersalnych reguł, bez indywidualnej analizy danego przypadku, nie jest sprawą najłatwiejszą. Co za tym idzie zawsze istotne będą konkretne okoliczności towarzyszące danej sprawie, podyktowane przede wszystkim stanem świadomości sprawcy. Powoduje to niestety, że dochodzenie odszkodowania za działania polegające na nieuczciwym przejmowaniu pracowników czy kontrahentów jest możliwe, jednakże w praktyce trudne ze względów dowodowych. Nie zmienia to jednak faktu, że przedsiębiorca oskarżony o „podkupywanie” pracowników lub klientów swego konkurenta musi się liczyć, poza stratami finansowymi, również z uszczerbkiem na swoim wizerunku i utratą zaufania. Dlatego też chcąc uniknąć w/w ryzyka, podtrzymać wizerunek oraz prestiż przedsiębiorstwa, należy postępować etycznie, uczciwie i zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa – należy być COMPLIANCE. Niech tu za motto postępowania posłużą słowa: Jak nie wiesz jak postępować – postępuj przyzwoicie.

Autorzy: Justyna Czechowicz – Specjalista ds. Compliance w Baumit Sp. z o.o., Michał Sokalla – Ekspert Compliance

[i] [i] http://www.korporacyjnie.pl/gdy-konkurenci-kradna-nam-pracownikow-czyli-kilka-slow-o-employee-poaching/

Wzrost gospodarczy w Polsce “tylko” 3,3%

Dane o wzroście PKB dla Polski okazały się niższe od oczekiwań. Nie zmienia to faktu, że 3,3% to poziom, którego może nam pozazdrościć niemal cały Zachód. Dobre dane nadeszły również z USA. O słabszych wynikach poinformowała dla równowagi Japonia.

W piątek poznaliśmy pakiet ważnych danych z Polski – wzrost PKB w skali roku wyniósł 3,3%. Jest to bardzo dobry wynik jak na tą część świata, jednakże analitycy spodziewali się odczytu na poziomie 3,6%. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na wskaźnik inflacji bazowej. Parametr ten powoli rośnie, co sugeruje, że zbliża się koniec zaskakująco długiej deflacji w Polsce. Dane o PKB spowodowały osłabienie się złotego do głównych walut o około 1 grosz.

Wieczorem polskiego czasu w piątek poznaliśmy dane o inflacji producenckiej oraz produkcji przemysłowej w USA. Oba odczyty były lepsze od oczekiwań. Produkcja przemysłowa w ujęciu miesięcznym rośnie o 0,6%, co jest wynikiem o aż 0,3% lepszym od oczekiwań. W reakcji na te dane dolar umacniał się względem euro. W rezultacie euro dolar zawrócił z poziomu przeszło miesięcznych maksimów.

Poznaliśmy dane na temat wzrostu PKB w Japonii. Określenie to jest mało precyzyjne, gdyż gospodarka w kraju kwitnącej wiśni skurczyła się w obecnym kwartale o 0,4%. eksperci spodziewali się spadku większego o 0,1%. Głównym czynnikiem powodującym spadek jest konsumpcja – jeszcze nie wróciła do poziomu sprzed podniesienia podatku od sprzedaży. Nie bez znaczenia jest też sytuacja w Chinach. Eksport w tym kierunku spadł o ponad 10%, a patrząc na obecne wydarzenia oraz dewaluacje juana sytuacja nie polepszy się.

Obecnie tematem numer jeden w japońskiej gospodarce jest pytanie, czy słabsze dane z gospodarki spowodują poszerzenie i tak dużego programu zwiększania podaży pieniądza. Inflacja nie wymyka się spod kontroli, ale to kolejna bańka spekulacyjna w jednej z największych gospodarek na świecie. To właśnie najprawdopodobniej nadzieja na zwiększenie dodruku pieniędzy utrzymuje wartość zarówno jena jak i tokijskiego parkietu.

Grecy wypełnili swoją część w ramach negocjacji nowego programu pomocowego. Teraz porozumienie czeka na ratyfikację przez parlamenty narodowe tych krajów, w których jest to konieczne. Analitycy jako jedyny istotny podają w tym kontekście Bundestag, jednak umowę uważa się już za zawartą.
Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:
11:00 – Strefa euro – bilans handlu zagranicznego,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.

EUR/PLN
Komentarz walutowy 17.08.2015 Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 17.05.2015 do 17.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza się w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerszej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiegało jeszcze wczoraj w okolicach 4,1800, a kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1250 – 4,1300, gdzie znajduje się dolne ograniczenie głównej formacji. Dla ruchu w górę oporem jest ostatnie maksimum na 4,2400.

CHF/PLNKomentarz walutowy 17.08.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 17.05.2015 do 17.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9000 kolejnym poziomem jest testowane obecnie 3,8350. Oporem dla ruchu w górę jest górne ograniczenie formacji spadkowej na 3,8800.

USD/PLNKomentarz walutowy 17.08.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 17.05.2015 do 17.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w ramach szerokiej formacji wzrostowej. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem dolne ograniczenie trendu na 3,7450.

GBP/PLNKomentarz walutowy 17.08.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 17.05.2015 do 17.08.2015

Kurs GBP/PLN podobnie jak USD/PLN porusza się w ramach szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9900. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8300.

Egzotyka i codzienność, czyli co nietypowego importuje Polska

0

Pragnienie posiadania egzotycznych i unikalnych produktów powoduje, że import płynie do Polski z najdalszych zakątków świata. W zeszłym roku Polacy nie odmówili sobie sprowadzenia gadów z Tanzanii, kolekcjonerskich monet z Wysp Cooka a nawet… papieru toaletowego z Australii i Meksyku.

– Klienci, dla których realizujemy płatności za towary sprowadzane do Polski, należą głównie do sektora małych i średnich. To są firmy, które często dużo umiejętniej niż największe firmy wyszukują nisze. Widzę, że często rosną koncentrując się na wąskiej specjalizacji. Dla przykładu: współpracujemy z firmami, które sprowadzają trumny, śmieci do recyclingu czy trzmiele – mówi Radosław Jarema, szef instytucji płatniczej AKCENTA, która zapewnia usługi walutowe dla importerów i eksporterów, w tym zabezpieczenia kursów.

Węże w kieszeniach

Do częstych i bardzo specyficznych hitów importowych należą np. egzotyczne gady, takie jak żółwie i węże. Do polskich terrariów w 2014 r. trafiły z sześciu bardzo odległych kierunków. Najwięcej zimnokrwistych pupili przybyło z… Tanzanii. Zaimportowaliśmy z tego kraju prawie 878 osobników za kwotę prawie 80 tys. zł. Pozostałe kierunki polskiego importu gadów to np. Uzbekistan, Hongkong czy Togo. W 2014 r. łączna wartość wszystkich sprowadzonych do Polski osobników (było ich blisko 2,5 tys. sztuk) wyniosła ponad 130 tys. zł.

Egzotyczny owoc na talerzu

Dużą grupą importowanych do Polski towarów są oczywiście egzotyczne owoce, wśród nich banany, do których jesteśmy już bardzo przyzwyczajeni, choć naturalnie występują w strefie międzyzwrotnikowej. Około połowa bananów w Polsce (pod względem wartości) została sprowadzona z Ekwadoru (472,6 mln zł). Importując banany utrzymujemy kontakty handlowe z tak egzotycznymi krajami jak Gwatemala, Wybrzeże Kości Słoniowej, Surinam czy Kamerun.

Dzik jest dziki, ale nie zawsze

Niepozorne szczotki i pędzle produkuje się w Polsce m.in. dzięki użyciu importowanej szczeciny lub sierści np. dzików, świń i borsuków. Owłosienie tych zwierząt do Polski sprowadzane jest głównie z Chin, ale także z Holandii, Hiszpanii, Niemiec a nawet Sri Lanki! Import dla tej niezwykłej kategorii GUS był wart w zeszłym roku prawie 16,2 mln zł.

Importerzy „nie rozmieniają się na drobne”

Szczególnym przypadkiem importu jest handel, w którym prawdziwymi pieniędzmi płaci się za pieniądze, które nie mają już siły nabywczej. Co więcej, można powiedzieć, że polscy importerzy „przyjęli za dobrą monetę” handel bilonem (poza złotymi monetami) niebędącym prawnym środkiem płatniczym – import był w tej kategorii był w zeszłym roku wart prawie 5,1 mln zł. Najwięcej monet sprowadzono do Polski z Niemczech (1 087 054 g za blisko 3,2 mln zł). Do którejś z polskich kolekcji trafiły też monety sprowadzone z tak niezwykłych i odległych krajów jak Wyspy Cooka czy Brunei.

Import codziennego użytku

Import z odległych kierunków nie dziwi w przypadku produktów egzotycznych, ale nie zdajemy sobie sprawy, że także wiele najzwyklejszych produktów pochodzi spoza Polski. Takim przypadkiem jest… papier toaletowy. Polacy importują go prawie 30,5 mln kg za 171,5 mln zł (dane z 2014 r.). Zaskoczeniem może być wysoki import papieru z Izraela (355,8 tys. kg) czy import z tak odległych kierunków jak Australia czy Meksyk. Ewidentnie importowane towary mogą zaskoczyć nas dosłownie wszędzie.

Import „wisi w powietrzu”

Dane GUS kryją jeszcze jedną ciekawostkę: importować można nawet coś, co na co dzień mamy za darmo. Brzmi bezsensownie? Jednak nie, bo import tlenu odbywa się np. na potrzeby szpitali. Czysty tlen importujemy głównie z krajów Europy Zachodniej i od naszych czeskich sąsiadów. Co ciekawe w zeszłym roku 7 809 m3 tlenu przybyło do nas aż zza oceanu a konkretnie z Kanady. Łącznie import niezbędnego ludziom składniku powietrza wart był w zeszłym roku 2,9 mln zł.

Rynek produktów dla dzieci w Polsce wart 9 mld złotych w 2014 roku

0

Zgodnie z wynikami analizy PMR, zawartej w raporcie „Rynek produktów dla dzieci w Polsce 2015. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2015-2020” rynek produktów dla dzieci w Polsce osiągnął wartość 9 mld zł w 2014 roku, co stanowiło wzrost tylko o 3,2% w porównaniu z rokiem poprzednim. Prognozy dalszego rozwoju rynku są pozytywne i skorelowane z prognozą kondycji dla całej gospodarki.

Pod dwóch latach niższych dynamik, w 2014 roku rynek artykułów dziecięcych wzrósł o 3,2% a w kolejnych latach powinien rosnąć w tempie 4-5% rocznie. Na sytuację rynkową w Polsce będzie pozytywnie wpływać ożywienie gospodarcze i wzrost wydatków konsumenckich. Z jednej strony klient nadal będzie chciał kupować mądrze, z drugiej nie będzie oszczędzał na swoich dzieciach jeśli zagwarantuje mu to wysoką jakość, wygodę i bezpieczeństwo użytkowania. Z roku na rok rośnie bowiem świadomość rodziców, którzy wybierają dla swoich dzieci produkty wysokiej jakości, a unikają produktów niesprawdzonych.

Mniejszy wpływ, nie mniej jednak pozytywny, mogą mieć ewentualne zmiany w polityce prorodzinnej – na razie tylko zapowiadane przez partie polityczne (m.in. świadczenie w wysokości 500 zł na każde/drugie i kolejne dziecko).

Z drugiej jednak strony rozwój rynku będzie hamowany niską liczbą urodzeń dzieci, których – według prognoz GUS – będzie przybywać coraz mniej.

wartość i dynamika rynku produktów dla dzieci w Polsce 2011-2015

 

Coraz większego znaczenia nabiera handel internetowy, który obecnie notuje wzrosty na poziomie kilkunastu procent. W 2014 roku stanowił ona najbardziej dynamiczny kanał dystrybucji produktów dla dzieci. Nasze prognozy pokazują, że sklepy internetowe utrzymają ten trend i stopniowo będą zwiększały udział w rynku, pozytywnie wpływając na kondycję całej branży. Również sieci handlujące asortymentem dziecięcym oraz sklepy wielkopowierzchniowe będą zwiększały swój udział w rynku artykułów dziecięcych kosztem sklepów niezależnych, których udział w 2020 roku stopnieje do ok. 15%  z 20% w roku ubiegłym.

Zgodnie z metodologią PMR (2015), rynek produktów dla dzieci obejmuje łącznie pięć segmentów: odzież dla dzieci, obuwie dla dzieci, zabawki, kosmetyki dla dzieci, żywność dla dzieci. Największym segmentem rynku produktów dla dzieci jest obecnie odzież dziecięca, która w 2014 roku odpowiadała za ponad jedną trzecią sprzedaży całego rynku. Łącznie z obuwiem dla dzieci segmenty te szacujemy na prawie połowę sprzedaży produktów dla dzieci w Polsce. Oba segmenty, według naszych prognoz, będą również rozwijać się najbardziej dynamicznie w nadchodzących latach.

Najmniej dynamicznie rosnąć będzie segment żywności – to dlatego, że jego wyniki są ściśle uzależnione od przyrostu naturalnego, który maleje. Dodatkowo, segment ten napotyka na konkurencję ze strony karmienia piersią oraz obiadków przygotowywanych w domu.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek produktów dla dzieci w Polsce 2015.

Autor raportu: Paulina Walewska

Nowy Mercedes-Benz Klasy C Coupé

Mercedes-Benz uzupełnia rodzinę Klasy C o wersję Coupé. Atletyczny, zmysłowy design nowego Coupé stanowi ucieleśnienie nowoczesnego luksusu, a jego kabina elegancję i szyk interpretuje w sportowej formie. Dynamicznie zestrojone podwozie, opcjonalnie z zawieszeniem pneumatycznym, łączy wysoki poziom komfortu oraz niski poziom szumów i wibracji z doskonałym prowadzeniem. Przyczyniają się do tego również lekka konstrukcja, wyśmienita aerodynamika i mocne, a jednocześnie wydajne silniki. Zaawansowane systemy wspomagające zapewniają bezpieczeństwo najwyższego kalibru. Nowa Klasa C Coupé pojawi się na rynku w grudniu 2015 r.

Mercedes-Benz C-Klasse Coupé (C 205) 2015Mercedes-Benz C-Class
Mercedes-Benz C-Class Coupé C 250 d 4MATIC, hyacinth red, leather porcellain/black

„Nowa Klasa C Coupé kontynuuje tradycje naszych wysmakowanych coupé. Ale jej porywający, sportowy design to dopiero zapowiedź przyjemności z jazdy, jaka czeka kierowcę” – zaznacza prof. Thomas Weber, Członek Zarządu Daimler AG odpowiedzialny za badania i rozwój.

Jako najbardziej sportowy wariant Klasy C, Coupé wyraża swój charakter w emocjonującym, odrębnym stylu. Dynamicznie zaprojektowany przedni pas z diamentową osłoną chłodnicy i długą maską – nowe Coupé ma o 60 mm dłuższy odcinek dzielący przednią oś od ściany grodziowej – płynnie przechodzi w profil z niskimi szybami i muskularny tył. Pozbawione ram okna w drzwiach oraz zamocowane na nich lusterka tylko podkreślają sportowy charakter modelu.

Wyraziste linie i zmysłowa rzeźba karoserii sprzyjają efektownej grze światła i cienia. Charakterystyczną cechą coupé jest długie, opadające boczne przetłoczenie, które w przeciwieństwie do limuzyny ciągnie się aż za tylne nadkole. Atletyczną prezencję uzupełnia zawieszenie obniżone względem 4-drzwiowej wersji o 15 mm oraz większe obręcze – standardowo 17-calowe.

Wnętrze: sportowe wyrafinowanie

Również kabina Klasy C Coupé w pełni odzwierciedla filozofię zmysłowego designu Mercedes-Benz – i chociaż ma młodzieńczy urok, zachowuje pełną dojrzałość ekskluzywnego samochodu sportowego. Konsolę środkową i panele drzwi wyróżniają płynne formy, a indywidualny charakter nowego coupé podkreślają dedykowane tej wersji elementy, jak na przykład specjalne, zintegrowane fotele czy automatyczne podajniki pasów. Kompozycja materiałów i ich wykończenie przywodzą na myśl ręcznie wykonane produkty z wysokiej półki i prezentują nowe spojrzenie na nowoczesny luksus – sportowy charakter nie wymaga tu kompromisów w zakresie komfortu czy stylu.

Nowa Klasa C Coupé ma o 80 mm dłuższy rozstaw osi od poprzedniczki, jest przy tym o 95 mm dłuższa i o 40 mm szersza. Wzrost wymiarów przede wszystkim przekłada się na większą przestronność w pierwszym rzędzie foteli. Więcej miejsca na wysokości ramion, bioder i nad głowami wygospodarowano zarówno z przodu, jak i z tyłu.

Jako unikalna propozycja w gamie Klasy C, wersja Coupé oferuje do wyboru specjalne kombinacje odcieni tapicerki: brązowy i porcelanowy oraz – w odmianie Edition 1 – orzechowo-czarny z turkusowymi przeszyciami.

Cechy szczególne

Coupé dysponuje bogatym wyposażeniem standardowym, a jego dynamizm dodatkowo podkreśla linia AMG, wyróżniająca się specjalnymi zderzakami i listwami progowymi zaprojektowanymi przez AMG, diamentową osłoną chłodnicy z chromowanym wykończeniem oraz 18-calowymi obręczami AMG.

W kabinie linia AMG ma dodatkowe sportowe akcenty: ozdobioną czerwonymi przeszyciami tapicerkę ze sztucznej skóry ARTICO i mikrofibry DINAMICA w kolorze czarnym, wielofunkcyjną sportową kierownicę ze spłaszczonym u dołu wieńcem oraz nakładki na pedały AMG. Korespondują z nimi okładziny z czarnego jesionu o otwartych porach oraz aluminiowe elementy kokpitu i drzwi.

Na życzenie oferowany jest również pakiet wnętrza Chrom, obejmujący m.in. eleganckie, chromowane wykończenie panelu wskaźników, otworów wentylacyjnych i klamek.

Zawieszenie – sportowa zwinność i komfort

Zawieszenie nowej Klasy C Coupé zapewnia zwinne prowadzenie, wysoką przyczepność i dużą stabilność boczną przy zachowaniu wysokiego komfortu jazdy oraz niskiego poziomu szumów i wibracji. Przyczyniają się do tego nowa, czterowahaczowa przednia oś z zawieszeniem koła odizolowanym od kolumny oraz pięciowahaczowa oś tylna.

Standardowo Coupé jest oferowane z zawieszeniem stalowym z aktywnym systemem tłumienia. Do wyboru są tu dwie wersje, obie obniżone względem limuzyny o 15 mm:

  • komfortowe zawieszenie AGILITY CONTROL o sportowym charakterze;
  • sportowe zawieszenie z twardszymi sprężynami i amortyzatorami oraz układem kierowniczym Sports Direct-Steer – zestaw ten sprawia, że Klasa C jeszcze bardziej żywiołowo reaguje na polecenia kierowcy.

Zawieszenie pneumatyczne

Opcjonalnie Coupé jest dostępne z zawieszeniem pneumatycznym AIRMATC z funkcją samopoziomowania. Elektronicznie sterowana, płynna regulacja siły tłumienia zapewnia optymalny komfort resorowania niezależnie od sytuacji, a jednocześnie pozwala wybrać jeden z kilku trybów pracy: sportowy, komfortowy lub zorientowany na obniżenie zużycia paliwa. W tym celu kierowca musi tylko sięgnąć do przełącznika wyboru profilu jazdy DYNAMIC SELECT i wybrać jedną z pozycji: ECO, Comfort, Sport, Sport+ lub Individual. Ostatni program służy do personalizacji ustawień pojazdu.

Wydajne silniki

Mocne i wydajne 4-cylindrowe jednostki napędowe z funkcją ECO start/stop zapewniają sportowe osiągi przy niewielkim zużyciu paliwa – w porównaniu z poprzednikiem to ostatnie spadło nawet o 27%. Każda z nich spełnia normę emisji spalin Euro 6.

Początkowo dostępne będą cztery wersje benzynowe i dwie wysokoprężna. Bazowa odmiana C 180 z jednostką o pojemności 1,6 litra rozwija moc 115 kW (156 KM), a mocniejsze – zasilane silnikiem 2-litrowym – odpowiednio: 135 kW/184 KM (C 200), 155 kW/211 KM (C 250) oraz 180 kW/245 KM (C 300). Słabszy z diesli generuje moc 125 kW/170 KM, a mocniejszy – 150 kW/204 KM. Oba korzystają z udoskonalanego silnika o pojemności 2,1 litra z przyjazną środowisku technologią oczyszczania spalin SCR.

Lżejsza, sztywniejsza i bardziej wytrzymała

Inteligentna lekka konstrukcja z wysokim udziałem aluminium sprawia, że nowe Coupé jest lżejsze od poprzednika. Z lekkich stopów wykonano przednie błotniki, maskę i pokrywę bagażnika. Równocześnie, dzięki zastosowaniu wysokowytrzymałych materiałów, nadwozie nowego modelu ma wyższą sztywność. Pozytywnie wpływa to nie tylko na dynamikę jazdę oraz poziom hałasu, ale i na poziom bezpieczeństwa biernego. Pod tym względem Coupé kontynuuje tradycje Mercedes-Benz – spełnia zarówno wszystkie wymogi lokalne i międzynarodowe, jak również surowe wymagania w zakresie bezpieczeństwa obowiązujące wewnątrz koncernu, bazujące na rzeczywistych scenariuszach wypadków.

Wyrzeźbiona przez wiatr

Mercedes-Benz wyznacza tempo osiągnięć z dziedziny aerodynamiki i wytwarza najbardziej opływowe samochody (o najniższym współczynniku oporu powietrza Cd) w niemal wszystkich klasach pojazdów. W przypadku nowej Klasy C Coupé współczynnik Cd wynosi 0,26. Tak niska wartość przynosi korzyści zwłaszcza podczas jazdy pozamiejskiej, z prędkościami przekraczającymi 70 km/h.

Półautonomiczna jazda ogranicza stres

Nabywcy Klasy C Coupé mogą korzystać z szeregu systemów wspomagających z rodziny Mercedes-Benz Intelligent Drive. Asystent monitorowania zmęczenia ATTENTION ASSIST o regulowanej czułości należy do wyposażenia standardowego, podobnie jak układ antykolizyjny COLLISION PREVENTION ASSIST PLUS, który ostrzega przed ryzykiem zderzenia przy prędkości przekraczającej 7 km/h i współpracuje z funkcją autonomicznego hamowania Adaptive Brake Assist, pomagającą uniknąć kolizji poprzez zwiększenie ciśnienia w układzie hamulcowym. Jeśli kierowca nie odpowiada na ostrzeżenia pokładowej elektroniki, system może samodzielnie zainicjować autonomiczne hamowanie przy prędkości do 200 km/h, ograniczając w ten sposób skutki zderzenia z pojazdami, które poruszają się wolniej lub stoją w miejscu. W pewnych sytuacjach wypadku można całkowicie uniknąć. Do 50 km/h system uruchamia hamulce po wykryciu obiektów stacjonarnych, a do 40 km/h chroni przed kolizjami polegającymi na najechaniu na tył poprzedzającego auta.

Za dopłatą oferowane są nowe systemy wspomagające korzystające z informacji zbieranych przez czujniki radarowe oraz kamerę stereo. Stanowią one część koncepcji Mercedes-Benz Intelligent Drive i zwiększają zarówno bezpieczeństwo, jak i komfort jazdy:

  • aktywny tempomat DISTRONIC PLUS z asystentem jazdy w korku Steering Assist oraz Stop&Go Pilot, który poza automatyczną regulacją prędkości samochodu w zakresie 0-200 km/h i odległości od innych aut może śledzić poprzedzający pojazd, np. w korku na autostradzie, i samemu wykonywać ruchy kierownicą (funkcja działa do 130 km/h);
  • system antykolizyjny BAS PLUS Brake Assist reaguje na ruch poprzeczny i zwiększa ciśnienie w układzie hamulcowym, jeśli kierowca nie przyłoży do pedału wystarczającej siły; poza stojącymi, hamujący i jadącymi wolniej pojazdami PRE-SAFE® Brake wykrywa pieszych i hamuje autonomicznie, chroniąc przed wypadkiem do prędkości 50 km/h i pomagając złagodzić skutki kolizji do 72 km/h.
  • aktywny system utrzymania ruchu – Active Lane Keeping Assist – zabezpiecza Klasę C przed nieumyślnym opuszczeniem swojego pasa poprzez przyhamowanie kół po lewej lub prawej stronie po najechaniu na poziome oznakowanie jezdni albo przy wystąpieniu zagrożenia kolizją, np. po wykryciu samochodu wyprzedzającego z wysoką prędkością, ruchu równoległego lub nawet auta nadjeżdżającego z przeciwka;
  • PRE-SAFE® PLUS rozszerza funkcjonalności Intelligent Drive i uwzględnia zagrożenie uderzeniem w tył pojazdu. Ostrzega innych uczestników ruchu poprzez włączenie świateł awaryjnych o zwiększonej częstotliwości migania i inicjuje zapobiegawcze działania chroniące podróżujących PRE SAFE®, takie jak odwracalne uruchomienie napinaczy pasów bezpośrednio przed zderzeniem. Jeśli pojazd jest nieruchomy, hamulce zostają zablokowane w celu złagodzenia sił wstrząsu działających na podróżujących oraz ryzyka powtórnej kolizji.

Oferta systemów wspomagających obejmuje również:

  • aktywne wspomaganie parkowanie Active Parking Assist – umożliwia półautomatyczne parkowanie z aktywną interwencją układu kierowniczego i hamulców na miejscach prostopadłych oraz równoległych;
  • kamera 360° prezentuje pojazd i jego otoczenie z lotu ptaka, ułatwiając manewrowanie;
  • układ rozpoznawania znaków Traffic Sign Assist z funkcją ostrzegania przed zakazami wjazdu korzysta z kamery oraz danych nawigacji i informuje kierowcę o bieżących ograniczeniach prędkości, zakazach wyprzedzania (i znakach je znoszących) oraz ostrzega (optycznie i akustycznie) przed zakazami wjazdu;
  • asystent świateł drogowych Adaptive Highbeam Assist Plus pozwala bez przerwy używać świateł drogowych bez oślepiania innych uczestników ruchu – są oni maskowani w stożku światła.

Komplet poduszek powietrznych

Poza trzypunktowymi pasami bezpieczeństwa z pirotechnicznymi napinaczami i ogranicznikami siły napięcia dla kierowcy, pasażera z przodu i podróżujących z tyłu wyposażenie Klasy C Coupé obejmuje adaptacyjne poduszki powietrzne czołowe, dodatkową poduszkę kolanową dla kierowcy, poduszki boczne z przodu, przednie i tylne kurtyny powietrzne oraz, opcjonalnie, tylne poduszki boczne.

Klimatyzacja połączona z nawigacją

System klimatyzacji w nowej Klasie C Coupé działa wydajnie i dba o wysoką jakość powietrza. Tak jak w limuzynie, wykorzystuje on dane nawigacji i uwzględnia przejazdy przez tunele – uruchamia wtedy obieg zamknięty i wyłącza go po wyjechaniu na otwartą przestrzeń.

Połączona ze światem – nawet w bazowej wersji

Nowa generacja multimediów łączy intuicyjnej sterowanie z atrakcyjnym, wzbogaconym o licznie animacje interfejsem oraz wysoką jakością dźwięku. System Frontbass zapewnia doznania akustyczne niemal na równi z halą koncertową – zwłaszcza w opcjonalnej specyfikacji z nagłośnieniem firmy Burmester®. Wykorzystuje on przestrzeń między poprzecznym a bocznym wzmocnieniem nadwozia jako komorę rezonansową dla głośników niskotonowych.

System nawigacji dostarcza kierowcy precyzyjne, bieżące informacje na temat ruchu drogowego (Live Traffic Information) w interaktywny sposób – wykorzystuje w tym celu animowany kompas, aplikację Google Maps oraz „Drive Show”, czyli informację dla podróżujących podobną do tej pokazywanej na ekranach w samolotach pasażerskich.

Aby podstawowa wersja Klasy C Coupé z systemem Audio 20 mogła łączyć się z internetem, potrzeba tylko telefonu komórkowego z Bluetooth® i opcją transmisji danych. Podczas postoju system zapewnia nieograniczony dostęp do sieci. W trakcie jazdy można korzystać z licznych aplikacji Mercedes-Benz oraz odtwarzać pliki audio i wideo pochodzące z różnych źródeł.

System COMAND Online ma nie tylko większy wyświetlacz o rozdzielczości 960×540 pikseli, ale pozwala też cyfrowo odbierać radio i TV, dysponuje nawigacją z szybkim dyskiem twardym, a także hotspotem WLAN oraz układem sterowania głosowego LINGUATRONIC.

Wszystkie oferowane systemy multimedialne – Audio 20, Audio 20 CD oraz COMAND Online – są seryjnie wyposażone w integrację telefonu poprzez interfejs Bluetooth®.

Mercedes connect me: połączona z kierowcą

Podobnie jak inne modele, nowa Klasa C Coupé oferuje szeroki zakres bezpłatnych usług mobilnych i internetowych z grupy Mercedes connect me. To m.in. automatyczne wzywanie pomocy (eCall), pomoc w razie wypadku lub awarii oraz obsługa posprzedażna. Zdalne usługi internetowe (standard w pojazdach z COMAND Online, przez pierwsze trzy lata bez opłat) umożliwiają dostęp do informacji na temat pojazdu przez całą dobę. Przez internet można sprawdzić np., czy szyby zostały zamknięte, jaki jest stan licznika i ciśnienie w ogumieniu, można też zlokalizować auto, zdalnie otworzyć lub zamknąć drzwi oraz uruchomić albo wyłączyć ogrzewanie postojowe.

Rejestrujesz angielskie auto? Sprawdź cen polis ubezpieczeniowych OC

Od soboty, 15 sierpnia 2015 roku, pojazdy przystosowana do ruchu lewostronnego mogą przejść badanie w stacji kontroli pojazdów, a potem uzyskać dowód rejestracyjny  Ostatnim warunkiem dopuszczenia do ruchu jest obowiązkowe ubezpieczenie OC. Z zestawienia przeprowadzonego przez multiagencję CUK Ubezpieczenia, wynika iż zdecydowana większość towarzystw w Polsce oferuje możliwość wykupienia polisy OC na „angliki”.[i]

Przed 21 kwietnia br., zanim pojawiło się rozporządzenie Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, wszystkie towarzystwa  ubezpieczeniowe na rynku nie chciały nawet słyszeć o ubezpieczaniu aut sprowadzanych z Wielkiej Brytanii i Irlandii tłumaczy Grzegorz Wróblewski, ekspert CUK Ubezpieczenia. W tym momencie  każde towarzystwo wprowadziło indywidualną politykę cenową. W porównaniu do pojazdów z kierownicą po lewej stronie, stawki są wyższe nawet o 300 proc., ale są  towarzystwa, które nie przewidują zwyżek.

Vauxhall Insignia HatchbackEksperci CUK zebrali szczegółowe informacje od towarzystw wprowadzających obecnie ubezpieczenia dla „anglików”.  Ubezpieczając pojazd Vauxhall Insignia Hatchback z 2008r, z silnikiem 1.8, brytyjskiego odpowiednika Opla – w opcji z kierownicą z lewej i z prawej strony, polscy kierowcy muszą liczyć się zarówno ze zwyżkami jak i kalkulacjami bazującymi na indywidualnej ocenie towarzystwa. Aby lepiej zobrazować różnice w cenach polis, multiagencja CUK porównała oferty 4 ubezpieczycieli prezentujących różne podejście do ubezpieczenia pojazdów z kierownicą po prawej stronie. 

Uniqa ubezpiecza takie auto tylko gdy posiada ważne polskie badanie techniczne. W ubezpieczeniu rocznym użytkowanie określane jest jako pojazd wykorzystywany do celów specjalnych, co wiąże się ze zwyżką składki sięgającą nawet do 300 proc. Przykładowo za ubezpieczenie Insginii kierowcy zapłacą w Gdańsku, aż 2369 zł.

40 latek, bezszkodowość 10 lat Kierownica lewa strona (EU) Kierownica prawa strona(UK)
Gdańsk 790 2369
Wrocław 701 2104
Warszawa 661 1983
Kielce 522 1566

 

Gothaer posiada w swojej ofercie całoroczne ubezpieczenie dla „anglika”, a za polisę Insignii z kierownicą po prawej stronie kierowcy zapłacą w Warszawie, aż 2036 zł, czyli 200 proc. więcej.

40 latek, bezszkodowość 10 lat Kierownica lewa strona (EU) Kierownica prawa strona(UK)
Gdańsk 629 2036
Wrocław 629 1887
Warszawa 629 1887
Kielce 586 1759

 

Compensa zwraca uwagę na dane pojazdu. Na cenę polisy wpływa fakt, że pojazd został sprowadzony i z której strony jest kierownica. Ubezpieczenie zawierane jest na 12 miesięcy. Właściciel Vauxhall’a Insigni zapłaci tu składkę o 99 proc. wyższą.

40 latek, bezszkodowość 10 lat Kierownica lewa strona (EU) Kierownica prawa strona(UK)
Wrocław 848 1685
Gdańsk 797 1583
Warszawa 772 1535
Kielce 486 962

 

W Warcie natomiast „angliki” traktowane są tak samo jak samochody produkowane na ruch prawostronny – bez zwyżki, więc kierowcy w obu przypadkach zapłacą tyle samo.

40 latek, bezszkodowość 10 lat Kierownica lewa strona (EU) Kierownica prawa strona(UK)
Warszawa 654 654
Gdańsk 608 608
Wrocław 539 539
Kielce 443 443

 

W AXA Direct ubezpieczenie obowiązkowe zarejestrowanych w Polsce „anglików” jest kalkulowane z dużą zwyżką. Składki wyliczane są indywidualnie i odstają ceną od konkurencji. Proama wystawia polisy na „angliki” tylko po kalkulacji poddanej indywidualnej ocenie. Natomiast w Hestii polisy na samochody z kierownicą po prawej stronie są automatycznie trzykrotnie droższe. PZU SA nie ma żadnych szczególnych wytycznych. W ramach swojej oferty stosuje zwyżkę składki w wysokości 50% (zwyżka dotyczy wszystkich ryzyk – nie tylko OC). Aviva i Allianz podobnie jak Warta, nie stosują zwyżek na OC dla pojazdów z kierownicą po prawej stronie – wszystkie samochody zarejestrowane w Polsce są traktowane przez te towarzystwa jednakowo.

Bez wątpienia czynnikami wpływającymi na decyzje cenowe ubezpieczycieli są potencjalnie wyższe koszty napraw, niższa wartość rynkowa pojazdu oraz większe prawdopodobieństwo wystąpienia szkody – dodaje Wróblewski. Obecnie nie ma szansy na obniżenie cen składek. Gdy statystyka wykaże rzeczywistą szkodowość „anglików”, dopiero wtedy ubezpieczyciele będą mieli uzasadnienie do ponownego rozpatrzenia polityki cenowej.


[i] Zestawienie zostało wyknonane na podstawie kalkulacji przeprowadzonej w czerwcu na podstawie informacji uzyskanych  od takich Towarzystw Ubezpieczniowych jak: Aviva, AXA, Compensa, Concordia, Ergo Hestia, Gothaer, HDI, Interrisk, Link4, Proama, PZU SA, TUZ, Allianz, Uniqua, Warta

Raport o Specjalnych Strefach Ekonomicznych. Szkodliwe raje podatkowe czy siła napędowa gospodarki?

Jest ich czternaście. Zatrudniają 296 tys. pracowników i przyciągnęły inwestycje warte blisko 102 mld zł – wylicza portal Money.pl. Mimo tych liczb debata, czy przedłużyć ich działalność do 2026 roku, wywołała wojnę polsko-polską. Eksperci nie mogą dojść do porozumienia, czy specjalne strefy ekonomiczne to szkodliwe raje podatkowe, czy siła napędowa gospodarki.

– Zamiast tworzyć nowe, powinniśmy całą Polskę uczynić jedną wielką strefą ekonomiczną, atrakcyjną i przyjazną dla przedsiębiorców, chcących inwestować pieniądze w nasz kraj na równych zasadach dla wszystkich – przekonuje w rozmowie z Money.pl Jeremi Mordasewicz z konfederacji Lewiatan. Jego zdaniem idea tworzenia SSE w rozwijającej się Polsce była korzystna, ale działanie stref w obecnym kształcie i w nowej rzeczywistości gospodarczej uległo wypaleniu. – Dziś są formą nieuczciwej konkurencji, bo pozycja działających w nich firm jest lepsza niż tych, które funkcjonują poza strefami. To wewnętrzne raje podatkowe demolujące nasz rynek.

Zwolnienia podatkowe przedsiębiorców i spółek zarządzających strefami

Rok Łączna wartość zwolnienia podatkowego
(w tys. zł)
Wartość zwolnienia od podatku dochodowego od osób fizycznych
(w tys. zł)
Wartość zwolnienia od podatku dochodowego od osób prawnych
(w tys. zł)
Źródło: Money.pl na podstawie raportu Ministerstwa Gospodarki z maja 2015 roku
1998 30 560 3 433 27 127
1999 123 469 12 309 111 160
2000 241 526 26 403 215 123
2001 407 912 21 552 386 360
2002 496 954 27 384 469 570
2003 611 424 37 181 574 243
2004 600 185 53 452 546 733
2005 587 816 50 957 536 859
2006 868 164 51 043 817 121
2007 1 084 333 81 711 1 002 622
2008 1 089 439 89 381 1 000 058
2009 1 221 559 49 657 1 171 902
2010 1 517 971 70 195 1 447 776
2011 1 829 753 46 942 1 782 811
2012 1 633 383 36 915 1 596 468
2013 2 289 140 38 846 2 250 294
Razem 14 633 588 697 361 13 936 227

 

Skrajnie przeciwnego zdania jest Sławomir Majman, prezes Polskiej Agencji Informacji i Inwestycji Zagranicznych. – Specjalne Strefy Ekonomiczne to narzędzie, które pozwala przyciągnąć do nas inwestorów. To ważny i skuteczny instrument negocjacyjny i napędzający gospodarkę – przekonuje w rozmowie z Money.pl. Miliardy złotych, tysiące miejsc pracy, kapitał polski oraz zagraniczny, to – jego zdaniem – wiele mówiący bilans dwóch dekad funkcjonowania specjalnych stref ekonomicznych w Polsce.

Średni przyrost inwestycji w Specjalnych Strefach Ekonomicznych wynosi 215 zł na 1 sekundę – wynika z zamieszczonego na stronie Ministerstwa Gospodarki licznika. Przyrost ich wielkości oszacowano w oparciu o dane począwszy od końca 2011 roku. Wskazania licznika są korygowane co kwartał.

Specjalne obszary, w których przedsiębiorcy mogą prowadzić swój biznes na preferencyjnych zasadach i korzystać ze zwolnień z podatku dochodowego wygenerowanego z działalności w strefie zajmują w sumie powierzchnię 18 134 hektarów. Pierwsze powstawały w latach 90. i miały na celu przyciągnąć do Polski inwestorów, zwiększyć liczbę miejsc pracy i zreindustrializować nierentowne obszary, które nie przetrwały zmian ustrojowych. Pierwsza była strefa mielecka, którą założono w 1995 roku. W sumie do końca lat 90. działalność rozpoczęło 15 stref, obecnie działa ich 14.

Według danych Ministerstwa Finansów dochody firm i spółek zarządzających strefami zwolnione od podatku na przestrzeni 15 lat funkcjonowania stref przekroczyły 14,6 mld złotych. Łączna pomoc publiczna udzielona przedsiębiorcom działającym w strefach wyniosła kolejne 14,4 mld złotych. To między innymi dzięki niej udało się ściągnąć do Polski kapitał z Niemiec, USA, Holandii, Japonii czy Włoch.

Zwolnienia podatkowe przedsiebiorców i spółek zarządzających strefami SSE
Źródło: Money.pl na podstawie danych Ministerstwa Gospodarki

Mechanizm stref skrytykowała zapytana przez Polską Agencję Prasową szefowa Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, prof. Elżbieta Mączyńska. – Jeżeli w specjalnej strefie ekonomicznej udziela się producentowi zagranicznemu ulgi, pod wpływem czego niknie produkcja krajowa, to nie wiem, czy prowadzimy w ogóle rachunek kompleksowy i długookresowy. W konsekwencji padają małe biznesy, ludzie idą po zasiłek, stają się bezrobotnymi, wymagają pomocy i w końcu wszyscy podatnicy za to płacą. Czyli nie ma pełnego rachunku, uwzględniającego koszty i efekty zewnętrzne. Po 26 latach transformacji Polskę stać na „mniejszą czołobitność” i większe wymagania w stosunku do inwestorów zagranicznych – mówiła.

Struktura geograficzna kapitału zainwestowanego w specjalnych strefach ekonomicznych
Kraj pochodzenia kapitału wartość kapitału
(w mln zł)
Udział w łącznym kapitale
(w proc.)
Źródło: Money.pl na podstawie raportu Ministerstwa Gospodarki, Maj 2015
Polska 19 405,00 19,03
Niemcy 18 043,90 17,7
USA 12 545,60 12,31
Holandia 11 742,40 11,52
Japonia 7 024,70 6,89
Włochy 6 963,90 6,83
Korea Płd. 4 335,90 4,25
Francja 3 470,60 3,4
Szwajcaria 3 419,90 3,35
Szwecja 2 672,50 2,62
Belgia 2 324,50 2,28
Cypr 1 866,70 1,83
Wielka Brytania 1 808,70 1,77
Austria 1 064,70 1,04
Dania 914,60 0,9
Finlandia 895,00 0,88
Hiszpania 886,60 0,87
Luksemburg 569,80 0,56
Węgry 403,00 0,4
Pozostałe 1 595,50 1,57
Razem 101 953,30 100

 

To do jej słów odniósł się szef PAIiIZ, który w rozmowie z Money.pl ocenił jako populistyczne i wybiórcze spojrzenie na działalność stref ekonomicznych. – Mitem jest, że pomoc publiczna trafia jedynie do zagranicznych inwestorów. Udział polskiego kapitału w SSE jest największy. To przede wszystkim krajowe firmy rozwijają swoją działalność i tworzą nowe miejsca pracy w regionach, które dotąd borykały się z bardzo poważnymi problemami ekonomicznymi i gospodarczymi – argumentuje Majman.

To właśnie dane wskazujące na liczbę powstałych dzięki istnieniu SSE miejsc pracy wykorzystuje się jako podstawowy oręż w walce z przeciwnikami stref ekonomicznych. Jak wynika z raportu Ministerstwa Gospodarki, inwestorzy działający na terenie stref na koniec 2014 roku zatrudniali blisko 296 tys. osób, z czego ponad 72 proc. stanowiły nowe miejsca pracy, czyli te utworzone przez przedsiębiorców w wyniku realizacji nowych inwestycji po dniu uzyskania zezwolenia.

Inaczej widzi to ekspert konfederacji Lewiatan. Jego zdaniem w przeciwieństwie do lat 90., dziś w Polsce nie liczba miejsc pracy jest największym problemem, ale ich atrakcyjność. – Młodzi Polacy emigrują nie dlatego, że nie mogą znaleźć pracy w kraju, ale dlatego, że oferowane im warunki są niesatysfakcjonujące – mówi. To dlatego jest przeciwny funkcjonowaniu stref na obecnych warunkach. Jego zdaniem nie powinniśmy zgadzać się na tworzenie miejsc pracy o niskiej jakości i traktowaniu Polaków jako wykwalifikowanej, ale wciąż taniej siły roboczej.

Rozwój aplikacji do tworzenia trójwymiarowych filmów priorytetem spółki Immersion. Jej zarząd liczy na swoje zagraniczne przedstawicielstwa

0

Piotr Baczyński, prezes zarządu firmy Immersion

Spółka Immersion, producent zaawansowanych prezentacji multimedialnych, w ostatnim czasie otworzyła trzy zagraniczne biura, w tym jedno w Stanach Zjednoczonych. Obecnie firma skupia się przede wszystkim na rozwoju produktów służących do tworzenia filmów w trójwymiarowej technologii. Zdaniem prezesa Piotra Baczyńskiego wirtualna rzeczywistość stanowi przyszłość światowego segmentu wideo.

– W ciągu ostatnich 6 miesięcy otworzyliśmy przedstawicielstwo w Londynie, w Saint Louis w Stanach Zjednoczonych, w Turcji, a także podpisaliśmy umowę o współpracy z firmą w Kuwejcie, która teraz sprzedaje nasze usługi na terenie Bliskiego Wschodu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Baczyński, prezes zarządu firmy Immersion.

Dalsze plany warszawskiej spółki zakładają przede wszystkim poszerzenie oferty o aplikacje umożliwiające kręcenie filmów w trybie 360 stopni. Wzrost popularności tego typu urządzeń to w ocenie prezesa Baczyńskiego największa zmiana zachodząca obecnie na rynku. Producent trójwymiarowych aplikacji ma już za sobą pierwsze realizacje wykonane przy użyciu trójwymiarowej technologii.

– Tego rodzaju film stworzyliśmy m.in. dla m.st. Warszawy, promuje on stolicę na Expo w Mediolanie. Wiele firm wchodzi w tę technologię od strony hardware’u, takie kamery przygotowują teraz takie firmy, jak Google, GoPro, a nawet Nokia – informuje przedstawiciel spółki Immersion.

Choć firma funkcjonuje dopiero od zeszłego roku, to już teraz bardzo mocno wchodzi na zagraniczne rynki. Po biurach w Turcji oraz Izraelu przyszedł czas na Stany Zjednoczone oraz Londyn. Szczególnie duże nadzieje zarząd spółki wiąże z amerykańskim przedstawicielstwem w Saint Louis. Zdaniem Piotra Baczyńskiego w dłuższej perspektywie rynek amerykański wydaje się być najbardziej perspektywiczny.

– Natomiast najbardziej obiecująca na tym etapie jest Wielka Brytania, gdzie mamy już pierwszy projekt, bardzo dużą inwestycję nieruchomościową w Londynie, oraz Bliski Wschód, gdzie mamy wyłączność na kilka obszarów rynku – dodaje Baczyński.

Rozmówca ma nadzieję na dynamiczny wzrost spółki Immersion. Obecnie firma jest na etapie analizy rynku i poszukiwania najbardziej perspektywicznych obszarów.

– Naszą zasadą, którą staramy się wcielać w życie, jest to, żeby po realizacji każdego projektu zespół był mądrzejszy niż przed jego realizacją – mówi.

Zgodnie z tą ideą zespół tworzący Immersion skupia się na pozyskiwaniu zleceń z różnych rynków, dzięki czemu łatwiej o zdobycie cennego doświadczenia. Jak mówi prezes Baczyński, w trójwymiarowej technologii ogólna świadomość rynku i doświadczenie są absolutnie kluczowe.

Immersion jest producentem zaawansowanych prezentacji multimedialnych kompatybilnych z urządzeniem Oculus Rift. Z usług spółki skorzystały między innymi takie firmy, jak Samsung, Radisson czy Ghelamco.

Zarobki w ZUS: przeciętnie niemal 20 tys. PLN dla członków Zarządu

Jak wynika z danych Najwyższej Izby Kontroli, przeciętne miesięczne wynagrodzenie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w 2014 roku wyniosło 3 785 PLN brutto (co oznacza spadek o 0,3% w porównaniu do 2013 roku). Jak się okazuje, w poszczególnych jednostkach organizacyjnych ZUS wynagrodzenia są bardzo zróżnicowane.

Najniższe zarobki otrzymują pracownicy oddziałów – średnio 3 641 PLN miesięcznie. Natomiast w centrali ZUS (pomijając zarząd) przeciętne pensje wyniosły 6 174 PLN (czyli o 2 506 PLN więcej).

Osobną kategorią stanowią zarobki orzecznictwa ZUS i Zarządu. W pierwszym wypadku przeciętne pensje w 2014 roku wyniosły 8 270 PLN, a w drugim 19 310 PLN.

Wykres 1. Średnie miesięczne wynagrodzenie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w latach 2013-2014 (w PLN, brutto)

Wykres 1. Średnie miesięczne wynagrodzenie  w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w latach 2013-2014 (w PLN, brutto)
Wykres 1. Średnie miesięczne wynagrodzenie w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych w latach 2013-2014 (w PLN, brutto)

Marta Kowalówka
Sedlak & Sedlak

 

WB Electronics będzie zatrudniać specjalistów. Obecnie w grupie pracuje 450 inżynierów ze wszystkich dziedzin związanych z przemysłem wojskowym

0

Piotr Wojciechowski

WB Electronics inwestuje w nowoczesne technologie i planuje zwiększenie zatrudnienia. Obecnie jedna piąta przychodów przeznaczana jest na nowe projekty, a w całej grupie, którą tworzy pięć spółek, pracuje ponad 800 osób, w tym 450 inżynierów specjalizujących się w konstrukcjach mechanicznych, elektronicznych i oprogramowaniu. Grupa wydaje do 20 proc. swoich rocznych przychodów na opracowanie nowych rozwiązań.

Spółka WB Electronics wspólnie z grupą o tej samej nazwie jest w tej chwili najbardziej przygotowanym podmiotem do produkcji systemów bezzałogowych w kraju – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Wojciechowski, prezes spółki WB Electronics. – Zatrudniamy około stu osób, które w tej chwili na bieżąco produkują systemy bezzałogowe. Wytwarzamy je od kilkunastu lat, to nasze własne konstrukcje, polskie technologie. Eksportujemy je do kilku krajów w różnych regionach świata. Zatem potencjał w kraju mamy zbudowany.

Produkty spółki, jak zapewnia prezes Piotr Wojciechowski, są w całości wykonywane w kraju. Cechuje je także duża konkurencyjność w stosunku do rozwiązań zagranicznych. Spółka niejednokrotnie wygrywała zagraniczne przetargi, w których biorą udział także wytwarzane poza Polską produkty konkurencyjne oferowane obecnie w Polsce.

Zakres oferty WB Electronics obejmuje przede wszystkim bezzałogowce, poczynając od mikro (program Ważka), poprzez samoloty klasy mini ważące około 11 kg (Wizjer), aż po program o nazwie Orlik, czyli samolot o wadze około 150 kg, znacznych możliwościach przebywania w powietrzu i stosunkowo dużym zasięgu lotu.

We współpracy z firmą Thales firma realizuje także program Gryf, czyli budowę polskiego bezzałogowego statku powietrznego klasy taktycznej średniego zasięgu. Zgodnie z zawartym w lipcu br. porozumieniem technologie krytyczne (np. data link, komputer misyjny, oprogramowanie, niektóre głowice obserwacyjne, elementy kryptograficzne, integracja z niektórymi systemami) będą opracowane przez polskich inżynierów.

Od kilkunastu lat bardzo dużo inwestujemy w ten obszar technologii, rozwijając bardzo dobry i stabilny zespół – podkreśla Piotr Wojciechowski. – Budowa takiej grupy specjalistów jest procesem kilkuletnim. Nie ma możliwości wejścia z marszu w tego rodzaju produkcję. Mamy nadzieję, że inwestycja w tej chwili zacznie się zwracać, przynosząc duże przychody.

Jak twierdzi Piotr Wojciechowski, wydatki przedsiębiorstwa na badania i rozwój trzeba podzielić na dwie części. Pierwszą stanowią dofinansowania z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, których grupa WB Electronics jest znaczącym beneficjentem. W ciągu ostatnich kilku lat otrzymała z tego źródła kilkadziesiąt milionów zł. Druga część to wkład własny.

Można powiedzieć, że wydatki na badania i rozwój są znaczące i mocno wspierane przez państwo – tłumaczy prezes Wojciechowski. – Z drugiej strony mamy nakłady własne. Można powiedzieć, że ich poziom jest porównywalny. W ciągu roku około kilkunastu procent, nawet prawie 20 proc. naszego obrotu przeznaczyliśmy na nowe opracowania. W wyniku tego jesteśmy właścicielem kilkunastu czy nawet kilkudziesięciu patentów, w tym również światowych. Pracuje dla nas bardzo duży, liczący około 450 osób, zespół inżynierów, który obejmuje w zasadzie wszystkie dziedziny związane z produkcją wojskową.

W sumie w pięciu spółkach grupy jest zatrudnionych około 800 osób. W najbliższych miesiącach spółka planuje jednak dalsze zwiększenie liczby etatów.

Z tym idzie wzrost obrotów, czyli wydajność na zatrudnionego nie maleje, a zwiększamy liczbę osób pracujących, zachowując mniej więcej stabilny poziom wzrostu wydajności na jednego zatrudnionego – mówi prezes Wojciechowski. – Jeżeli spojrzymy np. na program systemów bezzałogowych, to jest to nie tylko kwestia rozwoju firmy, lecz także oddziaływania na cały obszar przemysłowy kraju. Technologie systemów bezzałogowych są przekrojowe, dotyczą konstrukcji mechanicznych i elektronicznych, jest w tym cała masa software’u. Tu, łącznie z nami, na pewno znalazło by zatrudnienie kilkaset, a może i powyżej tysiąca osób, licząc kooperantów.

Z tego powodu program ten został doceniany m.in. przez prezydenta Bronisława Komorowskiego, z którego inicjatywy powstał Narodowy Program Systemów Bezzałogowych. Jednym z jego celów jest ożywienie polskiej nauki i przemysłu poprzez wprowadzanie do nich nowych technologii.

Program ten został doceniony również przez ekspertów rządowych poprzez ustanowienie programu sektorowego systemów bezzałogowych, czyli uznanie sektora za kluczowy dla rozwoju polskiej gospodarki – dodaje Piotr Wojciechowski. – Połączenie trzech programów, czyli programu Ministerstwa Obrony Narodowej, narodowego programu bezzałogowego oraz programu sektorowego ma niezwykle istotne znaczenie, żeby środki rzeczywiście trafiły do polskiego przemyśle i krajowych naukowców. Oferty zagraniczne, które się pojawiały, nie gwarantują tego. Namawiam zatem decydentów, żeby być konsekwentnym, aby środki pozostały jednak w Polsce.

Zgodnie z programem technicznej modernizacji sił zbrojnych w latach 2013-2020 na uzbrojenie ma zostać wydane łącznie 137 mld zł. W ramach tej kwoty 70 proc. (96 mld zł) pochłoną zakupy uzbrojenia w ramach realizacji priorytetowych programów operacyjnych. Pozostałe 30 proc. (41 mld zł) ma być przeznaczone m.in. na wyposażenie żołnierzy, sprzęt inżynieryjny, obronę przed bronią masowego rażenia i pojazdy transportowe.

Gekoplast zakontraktował kolejną linię produkcyjną, która zacznie działać od 2016 roku. Popyt na wyroby z tworzyw sztucznych jest ogromny i nadal rośnie

Piotr Górowski, prezes Gekoplast SA

Produkcja tworzyw sztucznych w Polsce rośnie w tempie dwucyfrowym. W ostatnich 12 miesiącach jej dynamika wyniosła ponad 20 proc. To skłania Gekoplast, lidera w segmencie płyt komórkowych, do szybkiej zamiany NewConnect na główny parkiet warszawskiej giełdy. Wejściu na główny rynek pod koniec 2015 r. może towarzyszyć emisja akcji, z której środki będą przeznaczone na inwestycje w nowe moce produkcyjne lub surowce i materiały.

– Linia produkcyjna, którą uruchomiliśmy w pierwszym kwartale, jest już praktycznie w całości obłożona. Nadal jest ogromne zapotrzebowanie na nasze wyroby, stąd podjęliśmy decyzję o zakupie kolejnej linii produkcyjnej, która jest już zakontraktowana, jej dostawa nastąpi jeszcze w tym roku, a od początku 2016 roku będzie w pełni eksploatowana – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Górowski, prezes Gekoplast SA.

Dynamiczny wzrost produkcji tworzyw sztucznych pokazują dane GUS za czerwiec br. – przyrost w ujęciu rocznym wyniósł 21,7 proc. Jeszcze szybciej rosła produkcja polipropylenu, bo aż o 32,3 proc. w skali roku. Dzięki prowadzonym inwestycjom i modernizacji aktywów wytwórczych Gekoplast osiągnął w I kwartale 2015 r. wzrost produkcji płyt pełnych o 36 proc.

Spółka z NewConnect należy do liderów w Europie Środkowo-Wschodniej w segmencie płyt komórkowych z udziałem przekraczającym 30 proc. rynku – wynika z materiałów dostępnych na stronach spółki. Na całym kontynencie europejskim Gekoplast plasuje się na 5. miejscu pod względem produkcji. Dzięki nowej linii produkcyjnej sprzedaż spółki będzie mogła rosnąć w tempie dwucyfrowym, bo na razie nie ma barier po stronie popytu.

– To będzie kolejne zwiększenie mocy produkcyjnych o blisko 15 proc. w skali spółki i o ponad 20 proc. w zakresie płyt komórkowych. Jestem przekonany, że pozwoli to nam lepiej zaspakajać potrzeby naszych klientów, którzy oczekują, żeby terminy realizacji były zdecydowanie krótsze niż te, które dzisiaj oferujemy. To z kolei pozwoli nam na generowanie większych przychodów, a tym samym większych zysków – tłumaczy Górowski.

Choć spółka zadebiutowała na rynku NewConnect stosunkowo niedawno (w lutym 2015 r.), to planuje jeszcze w tym roku przejść na rynek główny GPW. Zarząd nie wykluczał, że przeniesieniu będzie towarzyszyć emisja akcji w celu sfinansowania nowych inwestycji lub przejęć.

– Myślę, że nie jest to wykluczone, jednak nie chciałbym na razie niczego przesądzać. Zważywszy jednak na to, że jedna linia, która dopiero co zaczęła funkcjonować, jest już obłożona, druga linia też, mam nadzieję, zostanie bardzo szybko zapełniona, to kolejne inwestycje w dalszy rozwój mocy produkcyjnych są jak najbardziej prawdopodobne – uważa prezes Gekoplastu.

Obok emisji akcji spółka rozważa także finansowanie następnych inwestycji ze środków własnych lub linii kredytowej, którą niedawno uruchomiła. Kolejnym źródłem pieniędzy na dalszy rozwój produkcji ma być sfinalizowana w październiku br. sprzedaż nieruchomości w Tarnowskich Górach. Jest to siedziba przejętej spółki Geko-Kart wraz z halą produkcyjną, której roczne utrzymanie kosztowało około 200 tys. zł.

– Dokonaliśmy podpisania umowy przedwstępnej sprzedaży nieruchomości, której od dwóch lat nie wykorzystywaliśmy. Na tej transakcji, jeżeli ona dojdzie do skutku, a ta planowana jest na koniec października, zanotujemy księgową stratę w wysokości miliona złotych, więc prognoza siłą rzeczy może być  o tę kwotę mniejsza – wskazuje Piotr Górowski.

PKO Bank Hipoteczny przygotowuje się do pierwszej emisji listów zastawnych. Nowe przepisy zaczną obowiązywać 1 stycznia

Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP

Nowelizacja ustawy o listach zastawnych, która wejdzie w życie 1 stycznia 2016 roku, umożliwi bankom finansowanie działalności kredytowej poprzez emisję tych papierów opartych o stałą stopę procentową. Dzięki temu stałe stopy procentowe będą też przekładane na ofertę dla klientów. PKO Bank Hipoteczny przygotowuje się do pierwszej emisji listów.

Rynek kredytów hipotecznych po 20 latach rozwoju i popełnianych błędów wymaga poprawek, aby na rynku było jak najmniej zmienności. Stąd współpraca PKO Banku Polskiego z Ministerstwem Finansów i Komisją Nadzoru Finansowego nad nowelizacją ustawy o listach zastawnych – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Zbigniew Jagiełło, prezes PKO BP.

Nowa ustawa wejdzie w życie w styczniu 2016 roku i może poprawi sytuację sektora bankowego. Nowelizacja umożliwi szersze wykorzystanie przez banki refinansowania kredytów listami zastawnymi. Dotychczas odpowiadały one za finansowanie 0,7 proc. długoterminowych kredytów mieszkaniowych. Większa będzie też ochrona nabywców listów, w efekcie niższe staną się koszty finansowania w bankach.

Banki hipoteczne będą mogły emitować obligacje zabezpieczone, czyli listy zastawne o stałej stopie, co następnie będzie przekładane na kredyty hipoteczne dla klientów. Oznacza to, że będziemy wiedzieli, jakie odsetki płacimy co miesiąc przez najbliższe pięć, a może i więcej lat – to będzie zależne od dostępu tego typu instrumentów na rynku polskim i międzynarodowym – mówi Jagiełło.

PKO Bank Hipoteczny rozpoczął działalność operacyjną 1 kwietnia 2015 roku. Jak poinformowano w sprawozdaniu zarządu PKO BP za I półrocze, trwają prace związane z przygotowaniem emisji listów zastawnych oraz obligacji własnych.

Z danych prezentowanych przez Związek Banków Polskich wynika, że po I półroczu PKO BP – z udziałem na poziomie 25 proc. – zajmował pierwsze miejsce w sprzedaży kredytów mieszkaniowych. W pierwszym kwartale największy polski bank udzielił kredytów hipotecznych na kwotę 2,1 mld złotych, a w kolejnych trzech miesiącach roku na kwotę 2,5 mld zł.

Dobry wzrost gospodarczy w Polsce we wszystkich w zasadzie segmentach gospodarki odzwierciedla się również w tym, że banki, w tym PKO Bank Polski, rozwijają się dobrze w każdym z segmentów, zarówno kredytów dla dużych korporacji, małych i średnich przedsiębiorstwa, jak i kredytów hipotecznych dla klientów indywidualnych oraz kredytów konsumpcyjnych – zaznacza prezes PKO BP.

W sektorze kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw wynik 1,3 mld zł oznacza 16,4-proc. wzrost względem I kwartału, zaś w bankowości detalicznej i prywatnej PKO BP zanotował blisko 11-proc. wzrost nowej sprzedaży kredytów (3,1 mld zł).

Kredytobiorcom sprzyjają stopy procentowe, które utrzymują się na bardzo niskim poziomie. Stopa referencyjna wynosi 1,5 proc., stopa lombardowa 2,5 proc., a stopa depozytowa 0,5 proc.

Zakładam stabilizację sytuacji makroekonomicznej w strefie euro i Polska również będzie naśladowała ten trend. Dlatego uważam, że stopy procentowe w 2016 roku będą utrzymywać się na tym samym poziomie – analizuje prezes PKO BP.

Na sytuację banków mogą negatywnie wpłynąć przygotowywane regulacje. Po zwiększeniu obowiązkowej składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny i obniżce prowizji za płatności kartą kolejnym obciążeniem może być zapowiadany podatek bankowy naliczany od aktywów instytucji finansowych. Innym ryzykiem jest uchwalona przez Sejm ustawa, która umożliwi przewalutowanie kredytów mieszkaniowych zaciągniętych w obcej walucie, w tym również we frankach szwajcarskich. Nowymi przepisami na początku września zajmie się Senat.

Zmienność regulacyjna jest już stałą cechą sektora finansowego i bankowego od czasów kryzysu – ocenia Jagiełło. – Nowe regulacje wpływają na wycenę banków, natomiast wciąż nie odbiły się negatywnie na bieżących przychodach. Żyjemy w dobrym otoczeniu makroekonomicznym i trzeba zawsze brać pod uwagę, czy regulacje, które chcemy wprowadzić, będą dobre dla gospodarki, a nie dla banków czy klientów – podkreśla.

Inwestycje szansą dla kolei. Roboty na torach są uciążliwe dla przewoźników, ale po ich zakończeniu znacznie skróci się czas przewozu towarów

Wojciech Derda

Trwające w Polsce inwestycje w linie kolejowe to zarówno największa bariera dla tego transportu w tej chwili, jak i największa szansa dla jego rozwoju w przyszłości. Poprawa prędkości pociągów i zwiększenie przepustowości infrastruktury mają doprowadzić do wzrostu znaczenia kolei w transporcie. Inwestycje w linie kolejowe, szczególnie w europejskie korytarze transportowe, integracja z innymi gałęziami transportu i logistyki oraz wykorzystanie unikalnego położenia Polski na mapie logistycznej Europy będą tematami październikowego Europejskiego Kongresu Logistycznego OneCargo, którego inicjatorem jest PKP CARGO, a organizatorem PTWP.

Olbrzymi program inwestycyjny w obszarze infrastruktury kolejowej daje szansę na rozwój kolei. Dzięki niemu coraz więcej ładunków będzie można przewozić koleją w coraz krótszym czasie, bo z większą prędkością – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Wojciech Derda, członek zarządu ds. operacyjnych PKP Cargo. – Ale na dziś główną barierą jest właśnie ta szansa.

Derda wyjaśnia, że prowadzone w tej chwili prace na polskich torach są bardzo dużym utrudnieniem dla przewoźników. Powodują spadek przepustowości i prędkości na modernizowanych szlakach. Po ich zakończeniu kolej powinna jednak zyskać na atrakcyjności i zwiększyć udział w przewozach towarów. W 2013 r. tylko 12,6 proc. ładunków w Polsce było transportowanych koleją.

Nie tylko trwające inwestycje są jednak wyzwaniem dla branży kolejowej. Sektor ten szans rozwoju upatruje także w zmieniającym się otoczeniu, szczególnie w związku z rosnącym znaczeniem Chin i przewoźników z tego kraju, a także z planami Pekinu dotyczącymi budowy transkontynentalnej linii.

Bardzo dużo istotnych zmian dla głównych tras dla towarów jest związanych z sytuacją na Wschodzie, z aktywnością poszczególnych istotnych graczy, np. Chin. W Polsce mamy głównego, drugiego co do wielkości operatora kolejowego w Europie, czyli PKP Cargo, mamy też coraz lepszą infrastrukturę i warto to wykorzystać – podkreśla Wojciech Kuśpik, prezes grupy PTWP.

O wyzwaniach czekających kolej oraz perspektywach rozwojowych będą w październiku rozmawiać przedstawiciele firm, politycy i eksperci z branży podczas pierwszego Europejskiego Kongresu Logistycznego OneCargo, który zostanie zorganizowany w Katowicach przez PTWP z  inicjatywy PKP Cargo.

Jak podkreśla Derda, PKP Cargo jako drugi w Europie przewoźnik towarowy (po DB Schenker) czuje się wyjątkowo odpowiedzialny za dyskusję o rynku. Tematyka kongresu nie będzie obejmować jedynie kolei, dyskusje będą dotyczyły całego sektora logistyki. Derda zwraca uwagę na to, że kongres będzie osadzony w międzynarodowym kontekście, m.in. w związku z przejęciem czeskiego przewoźnika AWT przez PKP Cargo.

Chcemy uruchomić platformę do wymiany myśli, doświadczeń, a także do budowania dialogu z regulatorami w branży logistycznej. Stąd pomysł na kongres – mówi Derda. – Chcemy podzielić debaty na cztery bloki tematyczne: ogólny dotyczący logistyki, drugi blok dotyczący kolei, trzeci o korytarzach transportowych i czwarty dotyczący otoczeniu branży logistycznej. Tam chcemy rozmawiać o ekologii, regulacjach i inwestycjach.

Organizatorzy spodziewają się, że w kongresie weźmie udział prawie tysiąc osób. Wśród nich znajdą się eksperci, którzy nie tylko przedstawią diagnozy dotyczące obecnej sytuacji, lecz także spróbują przewidzieć trendy na kolejne lata.

Kuśpik podkreśla, że tematyka powinna zainteresować wszystkich graczy z branży logistycznej.

Będzie poruszany zarówno temat kolei, infrastruktury kolejowej, jak i portów morskich, transportu intermodalnego, transportu drogowego, portów lotniczych i wszystkiego tego, co jest związane z usprawnianiem procesu logistycznego. Sprawna i konkurencyjna logistyka jest niesamowicie ważna dla przedsiębiorców. To obniża koszty i poprawia ich konkurencyjność – wyjaśnia Kuśpik.

Projekt ustawy dotyczącej nieuczciwych praktyk w handlu może uderzyć w drobnych sprzedawców

Joanna Affre

Sejmowa Komisja Gospodarki pracuje nad projektem przepisów dotyczących nieuczciwych praktyk rynkowych. Celem ustawy ma być wzmocnienie pozycji dostawców w relacjach z dużymi sieciami sklepów. Niestety, zdaniem kancelarii Affre i Wspólnicy prawo w zaproponowanym przez PSL kształcie uderzy także w małe sklepy i drobnych handlowców.

Projekt de facto doprowadzi do stworzenia regulacji, które powielą już istniejące – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Joanna Affre, adwokat, partner w Kancelarii Affre i Wspólnicy. – Trzeba pamiętać o tym, że w naszym porządku prawnym istnieje już ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, która zajmuje się tym tematem.

Mowa tu o przygotowanym przez Polskie Stronnictwo Ludowe projekcie ustawy o zwalczaniu nieuczciwych praktyk rynkowych, który wprowadza szerokie definicje tego rodzaju działań. Ma ona zakazywać m.in. narzucania dostawcom tzw. opłat półkowych za przyjęcie produktu spożywczego lub rolnego do sprzedaży.

Opłaty półkowe już teraz są zakazane – przypomina Joanna Affre. – Mamy bogate orzecznictwo, zarówno sądów apelacyjnych, jak i Sądu Najwyższego, które regulują te kwestie i określają jakiego rodzaju należności są zakazane. Wiemy także, że są obszary, które nie mogą być oceniane jednoznacznie.

To na przykład rabaty retroaktywne, udzielane sklepom przez dostawców po uzyskaniu określonego poziomu obrotów. Zgodnie z propozycją PSL takie rabaty nie będą dozwolone.

Projekt zakazuje również narzucania dostawcom czy zachęcania ich do tego, by partycypowali w promocjach, które sieci handlowe, duże lub małe, będą proponować konsumentom. Gdyby tego typu rabaty pojawiały się w umowach, byłyby oceniane jako nieuczciwe praktyki rynkowe i byłyby zakazane – wyjaśnia Affre. – Co prawda projekt posługuje się pojęciem narzucania, natomiast kwestie tego, czy dana opłata jest narzucona czy wynegocjowana bardzo trudno byłoby rozstrzygnąć.

W opinii ekspertki innym przepisem ingerującym w relacje pomiędzy dostawcami a nabywcami jest całkowity zakaz dokonywania potrąceń (obniżenia ceny) oraz zobowiązanie właścicieli placówek do publikowania ogólnych zasad współpracy z dostawcami.

Gdyby ustawa została uchwalona w takim kształcie, to mielibyśmy całkowity dostęp do dokumentów, które stanowią część relacji handlowych między samodzielnymi przedsiębiorcami – tłumaczy Joanna Affre. – W pewnym sensie byłaby to regulacja z poprzedniego systemu gospodarczego.

Celem ustawy jest zagwarantowanie dostawcom równorzędnej pozycji w relacji z sieciami handlowymi. Według Kancelarii Affre i Wspólnicy twórcy projektu bardzo mocno koncentrowali się na tym, aby te przepisy były skierowane przeciwko sklepom wielkopowierzchniowym, zapominając o tym, że obejmą one wszystkich sprzedawców, co odczują szczególnie małe sklepy. Kary za złamanie ustawy są dotkliwe, nie niższe niż 100 tys. zł i nie większe niż 10 proc. obrotu z roku poprzedzającego nałożenie kary. Według projektu to prezes UOKiK będzie decydować o tym, czy działania podejmowane przez sieci handlowe są zgodne z prawem.

Uzasadnienie tego projektu jest bardziej niż lakoniczne. Brak w nim jasnych wskazówek co do tego, jak należy rozumieć określone zapisy albo z czego one wynikają – uważa Joanna Affre. – Dla przykładu, pojawia się zakaz sprzedaży więcej niż 30 proc. towarów pod marką własną sieci i właściwie brak jest uzasadnienia dlaczego. Przecież sprzedaż takich produktów niesie za sobą pewne korzyści dla konsumentów, bo są to produkty najtańsze. Trudno zrozumieć takie ograniczenie.

Projekt na początku lipca trafił do sejmowej Komisji Gospodarki. PSL chce, by nowe przepisy zostały przyjęte jeszcze w tej kadencji.

70 proc. domów jest ogrzewanych kotłami węglowymi. Większość z nich nie spełnia standardów emisyjnych

Andrzej Guła

Z 5,5 mln domów jednorodzinnych 70 proc. jest ogrzewanych za pomocą kotłów węglowych. Zwykle są to proste urządzenia, które nie spełniają standardów emisyjnych. To wpływa na złą jakość powietrza – Polska jest europejskim liderem w tym niechlubnym rankingu. Statystyki te mają się  jednak zmienić dzięki ustawie antysmogowej.

Ta ustawa wyposaży samorządy w instrumenty, które będą skuteczniejszym narzędziem w walce o poprawę jakości powietrza w Polsce – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Guła, ekspert inicjatywy obywatelskiej Polski Alarm Smogowy (PAS). – Niezmiernie ważne jest to, żeby samorządy miały bardziej elastyczny wachlarz możliwości przeciwdziałania niskiej emisji, która jest głównym źródłem zanieczyszczenia powietrza w Polsce.

Chodzi o nowelizację ustawy Prawo ochrony środowiska, którą na ostatnim przed wakacjami posiedzeniu zajmowali się senatorowie. Przewiduje ona, że sejmik województwa będzie mógł wprowadzić ograniczenia (lub zakazy) w zakresie eksploatacji nieefektywnych urządzeń grzewczych. Uchwała będzie mogła ustalić czas obowiązywania ograniczeń w ciągu roku oraz rodzaje podmiotów lub instalacji, których ograniczenia nie będą dotyczyć.

Do tej pory jednostki samorządu nie miały narzędzi do walki o czyste powietrze. Nie mogły określać dopuszczalnych standardów emisyjnych kotłów domowych instalacji, nie mogły definiować parametrów węgla czy jakości paliw, które można spalać w domowych instalacjach. Jedynym dopuszczalnym – jak w 2013 roku w Krakowie – był całkowity zakaz stosowania węgla do opalania pieców czy paliw stałych.

Wprowadzenie takich rozwiązań niejednokrotnie nie jest konieczne, np. na obszarach, które są lepiej wentylowane niż Kraków, nie są położone w niecce. Co więcej, czasami jest to rozwiązanie niewykonalne ze względu na brak infrastruktury gazowej czy infrastruktury ciepłowniczej. To dotyczy w szczególności gmin wiejskich – wyjaśnia Guła.

Dlatego paliwo, które najczęściej jest tam wykorzystywane do ogrzewania domów, to węgiel, biomasa i drewno.

Jeżeli chcemy poprawić jakość powietrza, to musimy doprowadzić do tego, że w Polsce normy jakości uznane za bezpieczne dla zdrowia nie będą przekraczane, by tak się jednak stało, samorządy muszą mieć do dyspozycji właśnie takie narzędzie, jakie zakłada ustawa – uważa Andrzej Guła.

Jak wyjaśnia, w Czechach, gdzie jakiś czas temu wprowadzono podobne regulacje, na terenie całego kraju od 2022 roku będą obowiązywać minimalne standardy emisyjne. To duży impuls do przeprowadzenia programów wymiany i likwidacji niskosprawnych domowych kotłów węglowych. Według Głównego Urzędu Statystycznego w Polsce jest 5,5 mln domów jednorodzinnych, z czego 70 proc. ogrzewa się za pomocą kotłów o niskim standardzie.

W przeważającej mierze są to urządzenia, które nie spełniają żadnych, nawet minimalnych, standardów emisyjnych, potocznie nazywane są kopciuchami czy śmieciuchami, prymitywne kotły, w których ląduje byle jakiej jakości paliwo, a niejednokrotnie odpady – wskazuje Andrzej Guła. – Różnica polega na tym, że nowsze urządzenia spełniają określone standardy emisyjne i są bardziej sprawne, czyli znacznie lepiej wytwarzają energię. Do ogrzania domu trzeba zużywać mniejszą ilość paliwa, w tym głównie węgla.

Zdaniem PAS Polska ma najgorsze powietrze w Unii Europejskiej. Jak wynika z danych Inspekcji Ochrony Środowiska średnioroczne stężenie beznzo[a]pirenu w naszym kraju ponadpięciokrotnie przekracza unijne normy i wynosi około 5,5 mg/metr sześcienny.

Najgorzej jest na południu kraju. Jak twierdzi Andrzej Guła wynika to m.in. z dużej gęstości zaludnienia, co sprawia, że liczba źródeł niskiej emisji siłą rzeczy jest dużo większa. Wiele miejscowości leży w kotlinach czy nieckach, ma trudne warunki topograficzne, co utrudnia naturalne przewietrzanie i wentylację.

Taka sama sytuacja występuje w kotlinach górskich, również w miejscach takich jak pulmonologiczne uzdrowisko Rabka, które boryka się z problemem zanieczyszczenia powietrza, zwłaszcza w sezonie grzewczym – zauważa Andrzej Guła. – Ale to nie znaczy, że jakość powietrza jest dobra na pozostałych obszarach. Niska emisja to również kłopot centralnej Polski, a występuje nawet w miejscowościach północnych.

Koniec monopolu Warszawy na luksusowe nieruchomości w Polsce. Echo Investment zapowiada większą aktywność w sektorze apartamentów

Jakub Tamborowski

Działająca na rynku deweloperskim od 1998 roku spółka Echo Investment, która poza sektorem projektów komercyjnych działa również na rynku mieszkaniowym, realizuje obecnie 18 inwestycji apartamentowych, wśród których znajdują się projekty o charakterze luksusowym. Obecnie wartość całego rynku pierwotnego luksusowych nieruchomości mieszkaniowych w Polsce wynosi około 500 mln zł. Projekty mieszkaniowe klasy premium były do tej pory kojarzone głównie z Warszawą. Echo Investment stawia jednak również na rynki regionalne, czego przykładem jest realizowany w Krakowie kompleks Park Avenue Apartments.

W najbliższej przyszłości będziemy zwiększali aktywność w sektorze luksusowych inwestycji apartamentowych – zapowiada Jakub Tamborowski, kierownik krakowskiego biura sprzedaży projektów mieszkaniowych Echo Investment. – W Warszawie będzie to kompleks apartamentowy w rejonie ulic Puławskiej i Boryszewskiej, przygotowujemy również kolejny projekt nad Wisłą w Krakowie.

Jak dodaje, obecnie na krakowskich Dębnikach powstaje inwestycja Park Avenue Apartments. To zespół apartamentów położony blisko centrum miasta, ale też blisko Parku Dębnickiego.

Realizowane przez nas luksusowe inwestycje w Krakowie odzwierciedlają aktualną sytuację na rynku apartamentowym – twierdzi Jakub Tamborowski. – Do niedawna rynek ten ograniczał się głównie do Warszawy, jednak w ostatnim czasie sektor ten rozwija się z powodzeniem także w innych miastach.

Z raportu KPMG i REAS wynika, że obecna wartość rynku pierwotnego luksusowych nieruchomości mieszkaniowych w Polsce wynosi około 500 mln zł, z czego 90 proc. stanowi sprzedaż apartamentów.

Pomiędzy 2009 a 2014 rokiem w pięciu największych aglomeracjach w Polsce oddano do użytku około tysiąca apartamentów. Lwia część przypadła na Warszawę. Liczba apartamentów, które powstaną do końca 2015 r. w Krakowie, Wrocławiu oraz Trójmieście jest jednak kilkukrotnie wyższa niż łączna podaż odnotowywana w tych miastach w latach 2012-2014. Możemy tu więc mówić o końcu monopolu rynku warszawskiego – tłumaczy Jakub Tamborowski.

W ciągu najbliższych kilku lat liczba sprzedanych apartamentów wartych ponad 17 tys. złotych za metr kwadratowych powinna przekroczyć 250 sztuk rocznie.

Klient rozważający zakup nieruchomości luksusowej to przede wszystkim klient świadomy. Często mówimy, że zakup mieszkania to jedna z najważniejszych decyzji podejmowanych w życiu – twierdzi Jakub Tamborowski. – Natomiast w przypadku tych klientów mamy do czynienia z osobami, które często posiadają już kilka mieszkań lub kilka apartamentów i zakup kolejnego traktują jako lokatę kapitału – dodaje.

Stowarzyszenie PASE: dobre wyniki egzaminów maturalnych z języka angielskiego nie mają przełożenia na faktyczny stan wiedzy uczniów

Jacek Członkowski

97 proc. maturzystów bez problemu poradziło sobie z tegorocznym egzaminem dojrzałości z języka angielskiego. Zdaniem prezesa Stowarzyszenia PASE wysoka zdawalność wynika przede wszystkim z tego, że test na poziomie podstawowym był banalnie prosty. W rzeczywistości maturzyści nie znają języka w wystarczającym stopniu, ale bez najmniejszego problemu dostają przepustkę na studia. Jacek Członkowski podkreśla, że jest to działanie na szkodę uczniów. Przy zaledwie 30 proc. progu nie mają oni żadnej motywacji do nauki.

W tym roku język angielski wybrało na maturze blisko 90 proc. abiturientów.

Wyniki matur z języka angielskiego pokazują jedną rzecz bardzo wyraźnie – matura była zdecydowanie zbyt łatwa, skonstruowana tak, żeby praktycznie wszyscy zdali. Na poziomie podstawowym zdało ją 97 proc. maturzystów, a to absolutnie nie świadczy o tym, że oni znają ten język obcy – mówi agencji informacyjnej Newseria Jacek Członkowski, prezes Polskiego Stowarzyszenia na rzecz Jakości w Nauczaniu Języków Obcych PASE.

W tym roku wielu uczniów skończyło pisać egzamin przed czasem. Maturzyści przyznawali, że nie mieli większego problemu z odpowiedzią na pytania, co więcej – byli i tacy, którzy decydowali się na kompletny przypadek i metodę na chybił trafił.

Żeby zdobyć 30 proc., tak naprawdę nie trzeba było za wiele umieć, ponieważ bardzo dużo pytań było zamkniętych, z trzema opcjami do wyboru, albo pytania prawda/ fałsz. Dlatego nawet jeśli maturzysta wziął ze sobą długopis i wypełnił odpowiedzi losowo, to i tak praktycznie powinien zdać egzamin – tłumaczy Jacek Członkowski.

Eksperci PASE podkreślają, że dotyczy to nie tylko matur, lecz także egzaminu dla szóstoklasistów czy gimnazjalnego. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku innych języków.

Niski próg egzaminu powoduje, że uczniowie nie mają motywacji, żeby uczyć się języków obcych. Wiedzą, że egzamin tak czy inaczej zdadzą. Przecież matura powinna być potwierdzeniem wiedzy i konkretnej znajomości języka obcego. Niestety, matura w naszym wydaniu tego nie potwierdza, a co gorsze jest przepustką do dalszego etapu edukacji, czyli studiów – mówi Jacek Członkowski.

Członkowski tłumaczy, że zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku matury na poziomie rozszerzonym.

Matura rozszerzona była dobrze skonstruowana, było więcej pytań otwartych, tak żeby maturzysta wykazał się wiedzą. Niestety, wyniki już nie są takie dobre, nie mamy też progu zdawalności, po prostu do tej matury trzeba przystąpić. Ale gdybyśmy policzyli, ilu maturzystów zdało ten egzamin, to okazałoby się, że tylko 20 proc. dobrze zna język obcy na oczekiwanym poziomie – dodaje Jacek Członkowski.

PASE apeluje do Ministerstwa Edukacji Narodowej o zmianę sposobu egzaminowania uczniów i podniesienie rangi nauczania języków w szkołach. Z analizy stowarzyszenia wynika, że gdyby przyjęto międzynarodowe standardy w ocenianiu uczniów i 60-proc. próg zdawalności, to egzaminu z języka obcego nie zdałoby dwie trzecie gimnazjalistów. W przypadku, gdyby zmiany takie wprowadzono na maturze rozszerzonej, nie zdałoby jej 80 proc. maturzystów.

 

Grupa Bauer Media kupuje Grupę eBroker

0

Helix Ventures Partners FIZ (HVP), fundusz zarządzany przez Grupę Private Equity Managers (PEManagers), wsparty środkami publicznymi administrowanymi przez Krajowy Fundusz Kapitałowy S.A., sprzedaje wszystkie udziały w Grupie eBroker (Grupa), liderze segmentu lead generation w modelu marketingu efektywnościowego dla instytucji finansowych. Udziały sprzedaje też inny fundusz zarządzany przez PEManagers, MCI.TechVentures (MCI.TV), oraz Jacek Paciorek, jeden z założycieli spółki. Ebroker, podobnie jak kupiony kilka dni temu Rankomat.pl, dołączy do Grupy Interia.pl.

Dotychczasowi właściciele podpisali umowę sprzedaży udziałów w Mediasoft Polska Sp. z o. o., spółce działającej pod nazwą Grupa eBroker. Fundusze zarządzane przez PEManagers zbyły wszystkie posiadane udziały, stanowiące większość w kapitale zakładowym spółki. Swój pakiet sprzedał też jej założyciel, Jacek Paciorek. Nabywającym jest Grupa Bauer Media, globalna grupa medialna bardzo aktywna w segmencie internetowym (właściciel Grupy INTERIA.pl). Stopa zwrotu IRR zrealizowana na tej transakcji wyniosła dla funduszy zarządzanych przez PEManagers ponad 60 proc.

– Jako fundusz aktywnie angażujący się w budowanie wartości spółek portfelowych wspieraliśmy Grupę eBroker w realizowaniu strategii umacniania się na pozycji lidera rynku online lead generation. W czasie naszej inwestycji wspólnie z założycielem wdrożyliśmy rozwiązania, które uczyniły z Grupy eBroker nie tylko lidera sprzedaży produktów i usług finansowych, ale również rozwiniętą technologicznie platformę, na bazie której można zbudować biznes na większą skalę – powiedział Łukasz Wierdak, Investment Director w Private Equity Managers S.A.

– Przejęcie eBrokera przez Grupę Bauer Media oraz możliwość współpracy z Interią i Rankomat.pl otwiera przed nami zupełnie nowe perspektywy i daje nam szansę na dalszy dynamiczny wzrost i rozwój oferty produktowej. Dzięki współpracy z funduszem Grupa nie tylko wdrożyła szereg rozwiązań, które pozwoliły zdynamizować jej rozwój i przełożyły się na bardziej efektywną monetyzację treści, ale również zdobyła doświadczonego inwestora branżowego, z którym dalej dynamicznie będzie się rozwijać –powiedział Jacek Paciorek, założyciel i Prezes Grupy eBroker. 

– Wzrost bezpieczeństwa i zaufania do Internetu sprawił, że coraz więcej sfer życia przenosimy do świata wirtualnego, w tym także zarządzanie swoimi finansami. Dostrzegamy te tendencje stąd decyzja o zakupie Grupy eBroker, a wcześniej Rankomat.pl, dzięki którym stajemy się potężnym graczem na rynku podmiotów ubezpieczeniowych i finansowych. – powiedział Artur Potocki, Prezes Zarządu Grupy Interia.pl.

Grupa eBroker to lider rynku online lead generation w modelu marketingu efektywnościowego. Jest cennym źródłem wiedzy na temat produktów finansowych: oprócz tworzenia i prowadzenia blisko 200 własnych kampanii internetowych, poprzez które spółka pozyskuje zainteresowanych klientów dla czołowych instytucji finansowych, publikuje też najświeższe informacje finansowe, fachowe rankingi, artykuły i felietony opracowywane przez ekspertów branży. Duży nacisk kładziony jest na rzetelność, obiektywność i wiarygodność prezentowanych informacji. Dzięki temu użytkownik może wybrać ofertę, która jest dla niego najkorzystniejsza. Fundusz HVP zainwestował w Grupę eBroker w 2010 i od tego czasu przyspieszyła swój rozwój. Grupa ma obecnie dużą bazę mailingową zweryfikowanych i zainteresowanych produktami finansowymi potencjalnych klientów oraz oferuje możliwość wyboru spośród ponad 70 produktów finansowych na serwisie eBroker.pl.

Grupa eBroker to przykład doskonałego wykorzystania możliwości, jakie daje współpraca z funduszem typu private equity/ venture capital. Otrzymany w okresie inwestycji kapitał i wsparcie naszych ekspertów pozwoliły jej usprawnić procesy biznesowe, zacieśnić współpracę z wiodącymi podmiotami finansowymi w kraju oraz istotnie poprawić model biznesowy. W efekcie wartość Grupy wzrosła dynamicznie, a nasze fundusze osiągnęły ponad 60 – proc. stopę zwrotu IRR na tej inwestycji mówi Fabian Bohdziul, zarządzający funduszu Helix Ventures Partners FIZ.

Uzyskanie na inwestycji wysokiej stopy zwrotu to nie tylko sukces funduszu HVP, ale również jedna z najlepiej zrealizowanych inwestycji przy wsparciu Krajowego Funduszu Kapitałowego, który razem z Grupą MCI jest uczestnikiem funduszu.

– Naszą misją jest wspieranie innowacyjnych przedsięwzięć poprzez inwestowanie w najlepsze fundusze venture capital. Cieszymy się, że kapitał powierzony funduszowi Helix Ventures Partners FIZ przyczynił się do tak dynamicznego rozwoju Grupy eBroker i pozwolił jej pozyskać wartościowego inwestora. Liczymy na kolejne równie udane projekty – powiedział Jerzy Bartosiewicz, Krajowy Fundusz Kapitałowy.

Przypominamy, że na początku sierpnia Grupa Bauer Media kupiła 100 proc. akcji spółki Rankomat.pl SA – właściciela największej w Polsce porównywarki ubezpieczeniowej.

– Zakup Rankomat.pl to kolejny krok w realizacji strategii rozwoju Interii oraz całej Grupy Bauer Media. Pozyskanie lidera na tak perspektywicznym rynku jest fundamentalnym krokiem w budowaniu przez nas najlepszej oferty produktów ubezpieczeniowych i finansowych na polskim rynku – powiedział Artur Potocki, prezes Grupy Interia.pl.

Serinus Energy po II kwartale 2015 r.

Produkcja Serinus Energy w drugim kwartale, przy czasowym wstrzymaniu pracy na polu Sabria w Tunezji oraz ograniczeniach na Ukrainie, osiągnęła poziom 3.993 baryłek ekwiwalentu ropy dziennie. Na wynik złożyło się wydobycie gazu na Ukrainie i ropy naftowej w Tunezji. Obecnie Spółka ogranicza koszty bieżące i przygotowuje się do prac, których celem ma być uruchomienie produkcji na skalę komercyjną w Rumunii.

Serinus Energy4Całkowita średnia produkcja Serinus Energy w drugim kwartale osiągnęła poziom 3.993 baryłek ekwiwalentu ropy dziennie. Spadek o 9% w porównaniu do poprzedniego kwartału wynikał z chwilowego zawieszenia wydobycia z pola Sabria. Obecnie, produkcja na tym polu zbliża się do wartości sprzed zamknięcia – 700 boe/d netto dla Serinus.

Przychody brutto za II kw. 2015 r. wyniosły 22,3 mln USD, z czego na akcjonariuszy SEN przypadło 17,7 mln USD. Wartość retroaktywna netto (netback) dla Ukrainy utrzymała się na poziomie 11,50 USD/boe, a dla Tunezji obniżyła się do 24,32 USD/boe, w ślad za światowymi notowaniami ropy naftowej.

Środki z działalności operacyjnej w II kw. wzrosły o 11 proc., do 4,3 mln USD, w porównaniu do I kw. 2015 r. Niższa produkcja oraz netback zostały z nawiązką zrównoważone przez zysk z różnic kursowych, wynikający ze wzmocnienia kursu ukraińskiej hrywny względem dolara amerykańskiego.

Nakłady inwestycyjne za II kw. 2015 r. wyniosły 3,7 mln USD.

Na koniec czerwca 2015 r. Spółka dysponowała gotówką i innymi aktywami pieniężnymi na poziomie 12,5 mln USD. Serinus Energy otrzymał od rumuńskiej administracji państwowej przedłużenie koncesji Satu Mare o trzy lata. Dodatkowo, zwiększył swój udział operacyjny w polu do 100 proc. Przedłużenie koncesji obejmuje zobowiązania do wykonania dwóch odwiertów oraz – do wyboru przez Spółkę – przeprowadzenia nowych badań sejsmicznych 3D dla 120 km² lub wykonanie trzeciego odwiertu. Spółka podjęła pierwsze kroki w kierunku rozpoczęcia wydobycia na skalę komercyjną.
Produkcja i ceny

Na Ukrainie Serinus wydobywał średnio 2.787 boe/d. Na wynik złożyła się produkcja: gazu ziemnego – 462,7 tys. m sześc. oraz 64 baryłki kondensatu dziennie. Poziom wydobycia utrzymywany jest znacznie poniżej zdolności wydobywczych w wyniku regulacji rządowych, rezerwujących dużą część rynku dla państwowego przedsiębiorstwa Naftohaz. Kierownictwo szacuje, że ogólna wielkość sprzedaży na Ukrainie była o ok. 56 tys. m sześc. dziennie poniżej mocy produkcyjnych. Za tysiąc stóp sześciennych gazu płacono w drugim kwartale 7,14 USD, a za baryłkę kondensatu 43,59 USD.

Całkowita produkcja w Tunezji wyniosła 1.206 boe/d, w tym: wydobycie ropy 951 bbl/d, a gazu 42,5 tys. m sześc. gazu. Wszystkie odwierty na polu Sabria w Tunezji wznowiły wydobycie. Za baryłkę ropy płacono średnio 63,48 USD, a za tysiąc stóp sześciennych gazu 9,50 USD.

„Przygotowujemy się do dalszych prac w Rumunii. Najbliższe wiercenie odbędzie się najwcześniej na przełomie roku. Poszukujemy partnera do prac – dalsze decyzje zostaną podjęte zapewne po wakacjach. Naszym podstawowym warunkiem, podczas ewentualnych negocjacji będzie utrzymanie statusu operatora na tych koncesjach. Uważnie obserwujemy również nowy projekt zmian w opodatkowaniu wydobycia ropy i gazu na Ukrainie. Jednocześnie na bieżąco dostosowujemy całkowite wydatki do obecnej sytuacji i analizujemy plany na przyszłość.” – powiedział Jakub Korczak, Wiceprezes ds. Relacji Inwestorskich i Dyrektor Operacji w Europie Środkowo-Wschodniej.

Perspektywy

Spółka rozważa przeprowadzenie stymulacji hydraulicznej dla odwiertów O-11, O-15 oraz M-22 na Ukrainie. W przypadku podjęcia działań, projekt ten będzie realizowany jesienią.

Zainstalowano i uruchomiono sprężarki na polu Olgowskoje. Poziom produkcji nadal ograniczany jest przez sytuację na rynku, ale gdy popyt się odbuduje, nowy sprzęt, według szacunków kierownictwa podniesie wydobycie o ok. 56 tys. m sześc. brutto przepustowości.

Trwa opracowywanie programu wierceń eksploatacyjnych i projektowanie niezbędnej infrastruktury naziemnej do zagospodarowania odkrycia gazu Moftinu-1001. Spółka przewiduje, że wiercenia i prace konstrukcyjne mogłyby się rozpocząć w połowie roku 2016, a komercyjna produkcja – na początku 2017 r. Zagospodarowanie tego odkrycia obejmować będzie wykonanie do trzech dodatkowych odwiertów oraz instalacji naziemnych, a kosztować będzie ok. 16 mln USD.

Komentarz walutowy z 14.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

Komentarz walutowy z 14.08.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl_prim

O jakiej przyszłości marzą millenialsi?

Millenialsi zgodnie przyznają, że niski poziom edukacji jest jednym z największych problemów dzisiejszego świata, który rodzi obawę o przyszłość. Aż 53% przedstawicieli pokolenia Y na świecie przyznało, że widzi coraz bardziej pogłębiającą się przepaść pomiędzy edukacją a zatrudnieniem, wynika z raportu „YouthSpeak 2015” przygotowanego przez organizację AIESEC i firmę doradczą PwC. Badanie potwierdza także, że millenialsi bardziej od wysokich zarobków cenią sobie zdobycie międzynarodowego doświadczenia i pracę w modelu work-life style.

W badaniu YouthSpeak wzięło udział ponad 42 tys. młodych ludzi (większość urodzona w latach 1990-97) z całego świata, w tym ponad 1600 osób z Polski. YouthSpeak to inicjatywa, która daje młodym ludziom szansę zabrania głosu w sprawie problemów, z jakimi boryka się dzisiejszy świat. AIESEC i PwC chcą poznać zdanie młodego pokolenia na tematy związane z gospodarką, edukacją i biznesem, aby pomagać im w drodze od nauki do rozwoju kariery biznesowej.

Wyniki tegorocznego raportu wskazują, że takie wsparcie jest niezbędne – jego brak potwierdza 54% respondentów – a edukacja nie idzie w parze z oczekiwaniami studentów i potrzebami rynku pracy. Choć pokolenie Y uważa, że edukacja jest bardzo istotna dla dalszego rozwoju kariery (75%), to istnieje znaczący rozdźwięk między potrzebami młodych ludzi i rynku pracy, a ofertą edukacyjną uczelni. Respondenci dali edukacji bardzo niski ogólny NPS (Net Promoter Score), oceniając swoje zadowolenie z doświadczenia uniwersyteckiego na poziomie -42.

Młodzi ludzie, którzy wciąż studiują, ale równocześnie wchodzą na rynek pracy mają własne podejście do edukacji. Według nich idealny model zdobywania wiedzy to tzw. 70-20-10” – mówi Piotr Herstowski, prezydent organizacji AIESEC Polska. – 70% wiedzy powinno pochodzić z zajęć praktycznych, 20% to nauka poprzez spotkania z mentorami, menedżerami i innymi inspirującymi ludźmi, a ostatnie 10% to tradycyjne zajęcia teoretyczne. Millenialsi podkreślają, że standardowe egzaminy przestały być dobrym sprawdzianem wiedzy, a uczelnie powinny wypracować nowe miary akademickiego sukcesu. Zaznaczają także, że studia powinny być czasem eksperymentowania, sprawdzania swoich pomysłów i uczenia się na własnych błędach. Wspólnym celem AIESEC i PwC jest wprowadzanie tych zmian w życie, wiemy jednak, że będą one możliwe tylko dzięki współpracy środowiska akademickiego, pracodawców i ustawodawców – dodaje.

Świadomi swojej wartości i gotowi do nieustannej nauki mają także określone aspiracje – aż 61% millenialsów na świecie planuje zostać przedsiębiorcą, a 64% ma ambicje bycia decydentem lub objęcia stanowiska w zarządzie. Również przedstawiciele polskiego pokolenia Y potwierdzają te dane – 23% z nich ma plany związane z założeniem własnej firmy w ciągu najbliższych 5 lat, a aż 37% myśli o tym w perspektywie 10 lat.

Przedstawiciele młodego pokolenia szukają globalnych doświadczeń jako metody uczenia się. Ważne jest dla nich przebywanie w środowisku, w którym mogą stale odkrywać nowe możliwości i zdobywać kompetencje. Celem samym w sobie nie jest podjęcie pracy od 8 do 16 czy wysokie wynagrodzenie (jedynie 4% respondentów badania na świecie wskazało wynagrodzenie jako kluczowy element ich kariery w pierwszych 5 latach pracy), jak to było w przypadku poprzednich pokoleń. Życie prywatne i zawodowe coraz bardziej przeplatają się i wzajemnie uzupełniają, dlatego mamy obecnie do czynienia z przechodzenie z modelu work-life balance do modelu work-life style.

Jak odpowiedzieć na potrzeby millenialsów

Badanie YouthSpeak potwierdza tendencje, które obserwujemy od kilku lat. Pojawiający się na rynku pracy młodzi ludzie oczekują od swoich pracodawców możliwości nieustannego uczenia się zarówno od innych, jak i na podstawie własnych doświadczeń. Millenialsi to pokolenie, które chce mieć jasny cel działania, podyktowany nie tylko zyskiem firmy; młodzi ludzie chcą wiedzieć, że ich praca ma głębszy sens – mówi Tomasz Miłosz, dyrektor działu kapitału ludzkiego w PwC na Europę Środkowo-Wschodnią. ­ Dojrzałe organizacje od lat dbają o zaangażowanie pracowników w realizację celów i szukają proaktywnych osób, które pomogą im rozwiązywać codzienne problemy w niecodzienny sposób. Bardzo ważne jest zrozumienie, że pokolenie Y jest partnerem, jedną z aktywnych stron w dyskusji, która ma własne zdanie i własne pomysły na zmianę obecnej sytuacji. Kluczem do obopólnego sukcesu jest zrozumienie, że potrzebna jest współpraca i wspólne wprowadzanie zmian w kulturach organizacyjnych firm oraz programach nauczania na uczelniach – podkreśla Tomasz Miłosz.

Pokolenie Y oczekuje możliwości realizowania pasji, stałego uczenia się i zdobywania międzynarodowego doświadczenia. Ważne są także kultura organizacyjna i środowisko pracy – młodzi chcą rozwijać się w atmosferze wzajemnego zaufania, poszanowania indywidualności i mieć możliwość wyrażania swojego zdania. Dla pokolenia wchodzącego na rynek pracy ważny jest cel. Tylko organizacja, która dba o swój wizerunek, o swoich ludzi i o otoczenie oraz potrafi jasno komunikować swoje cele może zostać uznana za atrakcyjnego pracodawcę. Bycie szczerym i transparentnym w działaniach pozwala przyciągać największe talenty oraz zwiększa szansę na ich zaangażowanie w pracę.

Królowe polskiej polityki

Ewa Kopacz i Beata Szydło

Polską scenę polityczną po raz pierwszy zdominowały kobiety – Ewa Kopacz i Beata Szydło. Obie stały się faworytkami mediów. Na ich temat od początku lipca opublikowano w prasie, internecie i RTV 44 tys. materiałów, a w social media 298 tys. wzmianek – wynika z raportu „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”.

Przez ostatnie lata media nakręcał konflikt Donalda Tuska z Jarosławem Kaczyńskim. Panowie odeszli jednak w cień, a prym zaczęły wieść dwie kobiety – Ewa Kopacz i Beata Szydło. Wynik pojedynku pomiędzy nimi zaważy na losach polskiej polityki na lata.

Ewa Kopacz od dłuższego czasu jest liderem mediów, choćby ze względu na pełnioną funkcję. Tymczasem Beata Szydło wyłoniła się dopiero podczas wyborów prezydenckich i praktycznie z dnia na dzień stała się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy w Polsce i bohaterką pierwszych stron gazet.

Ewa Kopacz i Beata Szydło faworytkami mediówPorównanie liczby materiałów z prasy, internetu i RTV opublikowanych na temat obu liderek politycznych w dniach 1 lipca – 9 sierpnia wskazuje na blisko trzykrotnie większe zainteresowanie medialne premier RP – 31,9 tys. do 12,3 tys. Największy udział w przekazie na temat Ewy Kopacz miały internet (63 proc.), a następnie telewizja (17 proc.). Prasa i radio informowały o działaniach polityka w równym stopniu – po 10 proc. Informacje na temat premier osiągnęły dużo wyższy ekwiwalent reklamowy – AVE na poziomie 284 mln złotych. Zdecydowana większość przekazu na temat Kopacz należała do mediów ogólnopolskich – 74 proc.

Rozkład doniesień medialnych podobnie wygląda w przypadku Beaty Szydło. Najchętniej pisali o niej redaktorzy portali internetowych (58 proc.), a następnie telewizyjni (22 proc.). 11 proc. przekazu należało do prasy, a 9 proc. do radia. Ekwiwalent reklamowy publikacji oszacowano na blisko 145 mln złotych. O reprezentantce PiS również zdecydowanie częściej informowano w mediach ogólnopolskich – 78 proc.

Na Facebooku popularniejsza Ewa Kopacz

W trakcie analizowanego okresu internauci zdecydowanie częściej pisali na Facebooku o premier RP. Średnio dziennie liczba wpisów i komentarzy na jej temat wyniosła 4,7 tys., a łącznie odnotowano aż 181,8 tys. materiałów! Największa aktywność przypadła na 29 lipca i dotyczyła afery meblowej. Z kolei o Beacie Szydło pisano średnio dziennie ok. 1,6 tys. wzmianek. Pik na jej temat odnotowano 5 sierpnia i wyniósł on 5 tys. publikacji – tylko tego dnia użytkownicy portalu Marka Zuckerberga częściej pisali o przedstawicielce Prawa i Sprawiedliwości niż o Ewie Kopacz.

Dynamicznie na Twitterze

Znacznie większe skoki aktywności dotyczyły Twittera. W przypadku Ewy Kopacz różnica w dziennej liczbie publikacji waha się nawet o 1400 wzmianek. Największy pik tak jak w przypadku Facebooka odnosił się do afery meblowej. Z kolei na temat Beaty Szydło ukazało się o połowę mniej twittów – 16 tys. Tylko na początku lipca zaobserwowano dużą aktywność względem polityka, w połowie miesiąca nastąpiła stagnacja.

Oszczędności są bezpieczne nawet w bankach i SKOK-ach z zarządem komisarycznym

0

Media donoszą o kolejkach osób wypłacających pieniądze z SK Banku. To wynik wprowadzenia w nim zarządu komisarycznego przez KNF. Expander zwraca jednak uwagę, że nie ma powodów do panicznego podejmowania oszczędności. Pieniądze ulokowane w bankach, bankach spółdzielczych i SKOK-ach są objęte ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego. Nawet w razie upadłości klienci odzyskują wszystkie swoje środki i to wraz z odsetkami. Warunkiem jest jedynie to, że kwota nie może przekraczać ok. 418 000 zł.

W ostatnich miesiącach mamy do czynienia z licznymi przypadkami wprowadzania zarządu komisarycznego w SKOK-ach. Ostatnio ta procedura dotknęła SKOK Jowisz oraz dodatkowo jednego z banków spółdzielczych – SK Banku. Nie jest to oczywiście dobra informacja dla klientów tych instytucji. Z drugiej jednak strony nie stanowi to powodu do zrywania posiadanych lokat i panicznego wypłacania środków. Trzeba bowiem pamiętać, że depozyty zgromadzone w bankach, bankach spółdzielczych i SKOK-ach są objęte ochroną Bankowego Funduszu Gwarancyjnego (BFG).

BFG zwraca pieniądze wraz z odsetkami

Wprowadzenie zarządu komisarycznego wcale nie musi oznaczać, że bank upadnie. Ta procedura jest stosowana, aby temu zapobiec. Jednak nawet gdyby doszło do takiej sytuacji, to BFG zwróci nam wszystkie pieniądze pod warunkiem, że suma nie przekraczała ok. 418 000 zł (równowartość 100 000 euro). Co ważne, odda nam nie tylko to, co wpłaciliśmy, ale również należne odsetki, które narosły do dnia wypłaty przez BFG. Jeśli natomiast w panice zerwiemy posiadane lokaty, wówczas możemy otrzymać jedynie kwotę depozytu, ale bez odsetek.

Nie trzeba też obawiać się, że na pieniądze z BFG będziemy musieli długo czekać lub że będzie to kłopotliwe. Środki są bowiem zwracane maksymalnie w ciągu 20 dni roboczych od dnia zawieszenia działalności banku i wystąpienia z wnioskiem o ogłoszenie jego upadłości. Fundusz dba również o to, aby formalności nie były uciążliwe. Dla przykładu, gdy pod koniec ubiegłego roku upadł SKOK Wołomin, dyspozycje wypłaty można było składać w oddziałach PKO BP. Klienci mogli odebrać pieniądze w gotówce lub zlecić przelanie ich na dowolny rachunek.

Powody do obaw mogą mieć jednak osoby, które ulokowały w tym banku czy SKOK-u więcej niż równowartość 100 000 euro. W przypadku ewentualnej upadłości będą mogły dochodzić swoich roszczeń na ogólnych zasadach prawa upadłościowego i naprawczego. W praktyce istnieje więc pewne ryzyko, że nie odzyskają wszystkich ulokowanych pieniędzy. Warto jednak dodać, że jeśli np. środki są ulokowane na rachunku wspólnym, to limit ochrony BGF jest wyższy. Każdemu współposiadaczowi przysługuje oddzielny limit 100 000 euro. W sytuacji, gdy jest ich dwóch, wówczas mogą łącznie odzyskać od BFG nawet równowartość 200 000 euro.
Expander

Źródło: Expander

Znaki towarowe – jak amortyzować?

0

Definicję znaku towarowego możemy znaleźć w ustawie z dnia 30 czerwca 2000 r. – Prawo własności przemysłowej. Według niej znak towarowy to każdy symbol, który można przedstawić w sposób graficzny, który nadaje się do oznaczania towarów lub usług danego przedsiębiorstwa. To dość szeroki zakres: mieszczą się w nim wyrazy, litery, liczby, kolory, forma przestrzenna, ornamenty, a także połączenia tych elementów. Co ciekawe, znakiem towarowym może być także melodia, sygnał dźwiękowy, a nawet zapach.

Znak towarowy stanowi część majątku firmy i według art. 22b ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych pod pewnymi warunkami może podlegać amortyzacji.

Sam znak towarowy w myśl przepisów podatkowych co do zasady nie podlega amortyzacji, gdyż sam w sobie nie jest uznawany za wartość niematerialną i prawną. Amortyzowane jest samo prawo ochronne na znak towarowy, które powinno posiadać kilka cech, a mianowicie:

  • stanowić prawo określone w ustawie Prawo własności przemysłowej,
  • zostać nabyte przez podatnika,
  • nadawać się do gospodarczego wykorzystania w dniu przyjęcia do używania,
  • być wykorzystywane przez podatnika na potrzeby związane z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą albo oddane przez niego do używania na podstawie umowy licencyjnej (sublicencji), umowy najmu, dzierżawy lub umowy leasingu;

lub sam znak towarowy jako utwór (jeżeli nie zostało mu nadane prawo ochronne, a znak spełnia definicje utworu zgodnie z ustawą o prawie autorskim i prawach pokrewnych).

Ważny jest w tym kontekście także przewidywany okres jego używania – powinien być on dłuższy niż rok.

Wszystkie wymienione warunki muszą być spełnione łącznie, co ogranicza w pewien sposób możliwości przedsiębiorcy w zakresie amortyzowania znaku. Także jeśli został on nabyty w sposób pierwotny (czyli wytworzony we własnym zakresie) lub zarejestrowany w Urzędzie Patentowym, nie może ulegać amortyzacji – urząd skarbowy uważa, że z chwilą rejestracji znak towarowy staje się wartością wytworzoną, a nie nabytą. Oznacza to, że wydatki, które przedsiębiorca poniósł przy wytwarzaniu prawa do znaku (czyli rejestracji), można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów w dacie ich poniesienia. W takim przypadku można dokonać odpisu amortyzacyjnego od prawa do znaku towarowego tylko wtedy, gdy dochodzi do nabycia wtórnego, czyli na dzień jego nabycia podatnik posiada na mocy prawomocnej decyzji Urzędu Patentowego szczególną ochronę prawną.

Prawa autorskie a amortyzacja znaku towarowego

Przedsiębiorca może amortyzować niezarejestrowany znak towarowy, o ile można zakwalifikować go jako utwór w rozumieniu przepisów o prawach autorskich. Amortyzacji podlegają wówczas autorskie prawa majątkowe do znaku towarowego.

Utworem, czyli przedmiotem praw autorskich, jest według art. 1 ust. 1 oraz 2 ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Ochronie podlega zwłaszcza utwór wyrażony słowem, symbolami matematycznymi oraz znakami graficznymi. Z analizy definicji ustawowej wynika, że znak towarowy, którego nie zarejestrowano, może być przedmiotem praw autorskich. One z kolei należą do katalogu wartości niematerialnych i prawnych, ujętych w art. 22b u. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych.

Choć w niektórych kręgach zaliczenie niezarejestrowanego znaku towarowego do utworów może budzić sprzeciw, takie stanowisko zostało potwierdzone w kilku interpretacjach indywidualnych i orzeczeniach sądów.

Należą do nich interpretacja indywidualna dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z 26 lipca 2013 r. (sygn. IPPB1/415-623/13-2-EC) oraz interpretacja dyrektora Izby Skarbowej w Warszawie z 22 października 2012 r. ( sygn. IPPB3/423-518/12-2/PK1). Jednak najistotniejszy jest wyrok poznańskiego WSA z 28 czerwca 2011 r. (sygn. akt I SA/Po 210/11), potwierdzony następnie przez NSA w wyroku z 8 października 2013 r. (sygn. akt II FSK 2812/11). Znaleźć w nim można wyczerpujące wyjaśnienie: (…) o ile znak towarowy jako twór podlega ochronie zgodnie z przepisami ustawy o prawie autorskim, o tyle taki sam znak słowno-graficzny zgłoszony do rejestracji o udzielenie praw ochronnych na znak towarowy traci niejako przymiot utworu, bowiem w momencie zgłoszenia do rejestracji przez właściwy organ patentowy rozpoczyna się niejako jego ochrona na podstawie przepisów ustawy – Prawo własności przemysłowej.

Należy więc zachować ostrożność przy wybieraniu między prawnoautorską ochroną znaku towarowego lub prawami ochronnymi do niego, a także nie zapominać, że wspomniane wcześniej interpretacje i wyrok odnoszą się do indywidualnego przypadku i choć możemy się w niektórych sytuacjach na nie powoływać, nie stanowią ogólnej wykładni prawa.

Znak towarowy jako wartość niematerialna i prawna

Jak już wspominano, znak towarowy (jeżeli nie jest wytworzony przez podatnika) zalicza się do wartości niematerialnych i prawnych. W ich przypadku, zwłaszcza jeśli zostały nabyte w drodze kupna, za wartość początkową uznaje się cenę nabycia, powiększoną o koszty związane z zakupem naliczone do dnia przekazania wartości niematerialnej i prawnej do używania, a w szczególności o koszty opłat notarialnych, skarbowych i innych, odsetek, prowizji.

Kwotę tę pomniejsza się także o podatek od towarów i usług. Wyjątkiem od tej zasady są przypadki, w których zgodnie z odrębnymi przepisami podatek od towarów i usług nie stanowi podatku naliczonego, podatnikowi nie przysługuje wówczas obniżenie kwoty podatku należnego o podatek naliczony albo zwrot różnicy podatku w rozumieniu ustawy o podatku od towarów i usług.

Cenę koryguje się także o różnice kursowe, naliczane aż do dnia oddania do użytku wartości niematerialnej i prawnej. Inaczej oblicza się wartość początkową choćby w przypadku nabycia składników majątku w drodze spadku, darowizny lub wkładu niepieniężnego – w takim przypadku wartością początkową jest wartość rynkowa a z dnia nabycia, chyba że umowa, na podstawie której je nabyto, określa ją w niższej wysokości.

Odpisów amortyzacyjnych nie trzeba dokonywać, jeżeli wartość niematerialna i prawna jest wyceniona na mniej niż 3.500 zł (netto w przypadku czynnych podatników VAT, brutto w przypadku podmiotów zwolnionych z VAT). Wydatki, które przedsiębiorca poniósł na ich nabycie, kwalifikuje się wówczas jako koszty uzyskania przychodów w miesiącu oddania ich do używania. Może także dokonać jednorazowo odpisów amortyzacyjnych od wartości początkowej w miesiącu oddania ich do używania lub w miesiącu następnym.

Odpisów amortyzacyjnych od wartości początkowej wartości niematerialnych i prawnych dokonuje się od pierwszego miesiąca następującego po miesiącu, w którym wartości te wprowadzono do ewidencji wartości niematerialnych i prawnych lub do końca tego miesiąca, w którym następuje zrównanie sumy odpisów amortyzacyjnych z ich wartością początkową lub w którym postawiono je w stan likwidacji, zbyto lub stwierdzono ich niedobór.

Okres amortyzacji przedmiotu praw autorskich i prawa ochronnego na znak towarowy nie może być krótszy niż 60 miesięcy, zaś maksymalna stawka amortyzacyjna powinna wynosić 20%.

Przykład 1.

Firma XYZ nabyła od Firmy ABC znak towary wraz z prawami autorskimi za kwotę 3.000 zł. Jak rozliczyć tego typu zakup?

Istnieją trzy rozwiązania:

  1. wykazanie zakupu bezpośrednio w kosztach uzyskania przychodów – odpowiednią do tego kolumną będzie kol. 13 KPiR – pozostałe wydatki
  2. jednorazowa amortyzacja w związku z niskocenną wartością niematerialną i prawną; wówczas całą kwotę 3.000 zł podatnik wykazuje w kol. 13 KPiR – pozostałe wydatki w miesiącu, w którym wartość niematerialna i prawna została przyjęta do użytkowania;
  3. amortyzacja liniowa, która musi trwać min. 60 miesięcy (5 lat) wówczas max. stawka amortyzacji wynosi 20%:
    • roczny odpis amortyzacyjny dla znaku towarowego: 3.000 zł x 20% = 600 zł
    • miesięczny odpis amortyzacyjny dla znaku towarowego: 600 zł : 12 m-cy = 50 zł

odpisy amortyzacyjne ujmuje się w kosztach, począwszy od miesiąca następującego po miesiącu przyjęcia wartości niematerialnej i prawnej do użytkowania.

Decyzję co do rozliczenia niskocennego znaku towarowego przedsiębiorca powinien podjąć w taki sposób by była dla niego najkorzystniejsza pod względem podatkowym.

Przykład 2.

Firma ABG nabyła znak towarowy z prawami autorskimi od Firmy AHL. Wartość początkowa znaku towarowego wynosi 15.000 zł. Jak będą kształtowały się odpisy amortyzacyjne przy założeniu, że

  1. będzie amortyzowany przez minimalny wymagany okres 5 lat (60 m-cy)
  2. będzie amortyzowany przez 10 lat (120 m-cy)
  3. zastosuje stawkę amortyzacyjną 12%

ad.1. W przypadku amortyzacji przez okres 5 lat max. stawka amortyzacyjna jaką można zastosować to 20%.

  • roczny odpis amortyzacyjny: 15.000 zł x 20% = 3.000 zł
  • miesięczny odpis amortyzacyjny: 3.000 zł : 12 m-cy = 250 zł

ad.2. W przypadku amortyzacji trwającej 10 lat stawką amortyzacyjną, którą należy zastosować wynosi 10%.

  • roczny odpis amortyzacyjny: 15.000 zł x 10% = 1.500 zł
  • miesięczny odpis amortyzacyjny: 1.500 zł : 12 m-cy = 125 zł

ad.3. W przypadku gdy stawka amortyzacyjna będzie wynosiła 12%, okres amortyzacji będzie trwał 8 lat i 4 miesiące:

  • roczny odpis amortyzacyjny: 15.000 zł x 12% = 1.800 zł
  • miesięczny odpis amortyzacyjny: 1.800 zł : 12 m-cy = 150 zł

Tak jak w przykładzie pierwszym podatnik nabywający znak towarowy powinien wybrać taki wariant, który w jego indywidualnej sytuacji będzie optymalny pod względem podatkowym. Jeżeli planowane przychody nie będą zbyt wysokie, wówczas można sobie pozwolić na dłuższy okres amortyzacji znaku towarowego. Natomiast gdy w firmie planuje się wzrost przychodów wówczas najlepszym rozwiązaniem będzie zastosowanie wysokiej stawki amortyzacji z możliwie najkrótszym okresem amortyzowania, na jaki pozwalają obowiązujące przepisy.

Andrzej Lazarowicz, prezes wfirma.pl

Europa zwalnia – dane z Francji i Niemiec nie zachwycają

Poznaliśmy dane o wzroście PKB największych gospodarek. Dane z Francji i Niemiec nie zachwycają. Dobrze wypadł za to wczorajszy odczyt zmian cen w Polsce. Dzisiaj zobaczymy czy dobrą passę podtrzyma wzrost rodzimego PKB. W Grecji przyjęto wymagany pakiet reform.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Rano poznaliśmy dane o wzroście PKB w głównych gospodarkach Unii Europejskiej. Francji ledwo udało się uciec przed recesją, nie udało się jednak osiągnąć wzrostu. W przypadku Niemiec wzrost PKB wyniósł zaledwie 0,4% w ujęciu kwartalnym. W skali roku to nadal 1,6%, ale to wynik lepszego początku tego okresu. Naszych zachodnich sąsiadów uratowało słabsze euro, które przyczyniło się do poprawy eksportu. Warto zwrócić uwagę, że jeżeli przy słabej walucie, niemal zerowych stopach procentowych i bardzo niskich cenach ropy naftowej gospodarka ma tak mizerne wyniki nie wróży to dobrze na przyszłość. Analitycy widząc taką dyspozycję patrzą przychylniejszym okiem na głównego konkurenta po drugiej stronie oceanu, który nie ma tych problemów. Nie może zatem dziwić, że dane te zatrzymały kolejną próbę odbicia na parze EUR/USD.

Wczoraj poznaliśmy lepsze od oczekiwań dane na temat zmian cen w Polsce. Nie ma co prawda jeszcze inflacji, ale deflacja jest niższa niż oczekiwano. Jest to oczywiście jednym z efektów spadających cen ropy, co przekłada się na niższe koszty transportu. Po tych danych trwał ruch umacniający złotówkę. Zyskała ona wobec euro przeszło grosz w ciągu następnej godziny a zmiana ta utrzymała się do końca dnia.

Grecy przyjęli pakiet reform. Był to warunek konieczny najbliższego porozumienia z wierzycielami. Reformy dotyczą przede wszystkim prywatyzacji, systemu emerytalnego, podatkowego oraz deregulacji energetyki. Nie obyło się oczywiście bez rozłamu w koalicji rządzącej, a nawet wewnątrz głównej partii. Na szczęście opozycja była znacznie bardziej przychylna temu projektowi co uratowało głosowanie.

Po trzech dniach sytuacja z juanem się uspokoiła. Nawet doszło do delikatnego wzrostu wartości chińskiej waluty. Trzeba przyznać, że to częściowe uwolnienie wartości chińskiej waluty odbyło się w mocno niefortunnym momencie. Gdyby doszło do tego nie podczas publikacji ważnych i co istotne, niekorzystnych danych, nie było z tym prawdopodobnie aż takiego zamieszania. Dlaczego zmieniano metodę ustalania kursu? Ambicją Chin jest stworzenie z juana jednej z walut światowych. Tak długo jak jego kurs będzie ręcznie ustalany względem dolara ciężko sobie wyobrazić realizację takiego scenariusza.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na następujące dane makroekonomiczne:
10:00 – Polska – PKB,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

EUR/PLN

Komentarz walutowy 14.08.2015
Komentarz walutowy 14.08.2015

Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 14.05.2015 do 14.08.2015

Kurs EUR/PLN porusza się w krótkoterminowej formacji wzrostowej wewnątrz szerokiej formacji wzrostowej. Dolne ograniczenie przebiegało jeszcze wczoraj w okolicach 4,1800, a kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1250 – 4,1300, gdzie znajduje się dolne ograniczenie głównej formacji.

CHF/PLN

Komentarz walutowy 14.08.2015
Komentarz walutowy 14.08.2015

Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 14.05.2015 do 14.08.2015

Kurs CHF/PLN po osiągnięciu 4,0550 utworzył trend spadkowy. Po przebiciu ważnych minimów na 3,9000, kolejnym poziomem jest testowane obecnie 3,8350.

USD/PLN

Komentarz walutowy 14.08.2015
Komentarz walutowy 14.08.2015

Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 14.05.2015 do 14.08.2015

Kurs USD/PLN porusza się w ramach szerokiej formacji wzrostowej. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Kolejnym wsparciem dolne ograniczenie trendu na 3,7400.

GBP/PLN

Komentarz walutowy 14.08.2015
Komentarz walutowy 14.08.2015

Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 14.05.2015 do 14.08.2015

Kurs GBP/PLN podobnie jak USD/PLN porusza się w ramach szerszej formacji wzrostowej. Oporem dla ewentualnych wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9900. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie formacji wzrostowej na 5,8300.

Zarobki w branży IT – gdzie płacą najwięcej?

60 procent z nas do zmiany pracy najsilniej motywują pieniądze. Branża IT, która jest uważana za jedną z lepiej opłacanych, oferuje pracownikom stawki znacznie wykraczające poza średnią krajową, wynoszącą niewiele ponad 4 000 PLN. Wśród popularnych języków programowania najlepiej zarabiają programiści aplikacji mobilnych – 7 200 PLN miesięcznie oraz programiści JAVA – o 200 PLN mniej. Gdzie warto pracować, w jakiej firmie i specjalizacji, aby zarobić najwięcej?

Rynek pracy IT cały czas wymyka się schematom. Z jednej strony zapotrzebowanie na specjalistów w różnych obszarach informatycznych wciąż rośnie, działy HR alarmują, że brak na rynku specjalistów z danych dziedzin; z drugiej zaś mówi się o dużej rotacji pracowników, którzy – skuszeni wyższą pensją – są skłonni stosunkowo często zmieniać chlebodawcę.

Sedlak & Sedlak, firma zajmująca się doradztwem HR, pod koniec 2014 roku opublikowała raport „Problemy HR w firmach IT”, badający najistotniejsze przeszkody, z jakimi mierzą się rekruterzy poszukujący specjalistów IT. Najtrudniejszą do pokonania barierą jest niedobór kandydatów o odpowiednich kwalifikacjach, z którym boryka się aż 88 procent firm. Idąc za tropem „informatycznego rynku pracownika” warto też zwrócić uwagę na mało konkurencyjne wynagrodzenie, które jako problem postrzega 47 proc. ankietowanych przedsiębiorstw. Gdzie wiec pracować, aby pensja była satysfakcjonująca?

Gdzie w Polsce najwięcej zarobi programista JAVA
Gdzie w Polsce najwięcej zarobi programista JAVA

Mniejszym firmom trudno konkurować z dużymi, zwłaszcza międzynarodowymi korporacjami informatycznymi. Oprócz zarobków na często światowym poziomie oferują one szereg świadczeń pozapłacowych, których sfinansowanie dla niewielkich podmiotów może być trudne – mówi Sylwia Wieteska, HR Specialist z Hicron, integratora systemów IT. – Zauważamy jednocześnie rosnący trend pracownika świadomego swoich praw i możliwych profitów poza standardowym wynagrodzeniem. Firmy rozszerzają pakiety socjalne, oferując już nie tylko prywatną opiekę medyczną czy karty sportowe, lecz także bony zakupowe, wszelkiego rodzaju dofinansowanie wakacji lub kursów językowych, czy też darmowe owoce lub inne smakołyki na każdy dzień pracy. Duży nacisk kładzie się także na rozwój zainteresowań i pasji zespołu, np. poprzez materialne wsparcie nieformalnych grup sportowych lub innych kół zainteresowań tworzonych przez pracowników. To, oprócz podstawowego wynagrodzenia, może przyciągać kandydatów – dodaje.

Znajomość języków programowania jest w cenie

Aby w pełni wykorzystać potencjał finansowy rynku IT, należałoby dobrze zaplanować swoją karierę pod kątem kilku czynników wpływających na wysokość wynagrodzenia. Najważniejszym z nich jest specjalizacja informatyka. Najbardziej dochodowe dla firmy obszary to jednocześnie najwyższe pensje. Warto zwrócić szczególną uwagę na zarobki programistów: to tutaj często brakuje specjalistów wysokiej klasy, zaś stawki daleko w tyle pozostawiają średnią krajową.

Ranking najlepiej opłacanych języków programowania otwierają rzadkie technologie (np: COBOL, RUBY). Generalnie im rzadsza technologia, tym wyższe wynagrodzenie. Mamy tu często do czynienia z sytuacją, w której to pracownicy dyktują warunki – firmy są w stanie zapłacić takim programistom kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, a czasami nawet więcej. Jeśli chodzi o bardziej popularne technologie, najlepiej opłacanym obszarem są aplikacje mobilne, gdzie mediana wynagrodzeń miesięcznych brutto doświadczonych programistów wynosi 7 200 PLN. To około dwa razy więcej niż średnie wynagrodzenie według GUS. Natomiast jedna czwarta specjalistów od aplikacji mobilnych zarabia ponad 8 833 PLN brutto miesięcznie – mówi Damian Pokrywka, Specjalista ds. analiz wynagrodzeń z Sedlak & Sedlak.

Na kolejnych miejscach najlepiej opłacanych specjalizacji programistycznych uplasowały się języki: Java z płacą na poziomie 7 000 PLN, C/C++ – 6 867 PLN oraz programista baz danych zarabiający 6 539 PLN miesięcznie, czy .NET z wynagrodzeniem  6 142 PLN.

Więcej w metryce, więcej na koncie

Co oczywiste, wynagrodzenia rosną wraz ze zdobywanym doświadczeniem. W porównaniu do początkującego programisty aplikacji mobilnych (z zarobkami rzędu 4 095 PLN) doświadczony pracownik zarobi już 7 200 PLN, zaś tzw. „senior” może liczyć na comiesięczny wpływ na konto ponad dwukrotnie wyższy niż u „juniora”. Na podobnym poziomie kształtują się różnice dla programistów .NET, gdzie młodszy specjalista zarobi niespełna 4 000 PLN, a starszy – ponad 9 tysięcy złotych brutto miesięcznie.

Różnice w wynagrodzeniu na zbliżonych stanowiskach mogą kształtować się także w zależności od wybranej formy współpracy. Większość firm, także w sektorze IT, elastycznie podchodzi do tej kwestii, umożliwiając zatrudnionemu wybór takiej umowy, jaka będzie dla niego najbardziej satysfakcjonująca. Pracownicy mogą np. prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą, podpisać umowę o pracę, bądź kontrakt. Z danych Sedlak & Sedlak wynika, że ten ostatni jest korzystniejszy dla pracownika, ponieważ wiąże się z wyższymi stawkami. I tak w przypadku doświadczonego specjalisty różnica ta wynosi zaledwie 624 PLN w miesiącu, lecz dyrektor pionu może już liczyć na zwyżkę w wysokości 5 115 PLN. W ciągu roku różnica w dochodach starszego specjalisty zatrudnionego na kontrakcie wyniesie około 12 192 PLN. Dla zobrazowania kwoty: to wystarczy, aby kupić nieco ponad 2 m2 mieszkania we Wrocławiu.

Dochodowy biznes to większe pensje

Różnice w wynagrodzeniach są widoczne także gdy przyjrzymy się rocznej kondycji finansowej firm, które je wypłacają. Im większy dochód przedsiębiorstwa, na tym wyższe pensje mogę liczyć jego pracownicy. Starszy specjalista IT zarobi 8 103 PLN w firmie osiągającej dochody do 25 milionów złotych, jeśli zaś zatrudni się w przedsiębiorstwie przekraczającym pułap 200 milionów – ma szansę na pensję w wysokości 9 850 PLN.

Obok największych graczy, polski rynek firm IT rozwija się bardzo intensywnie i na arenę zaczynają wkraczać mniejsze przedsiębiorstwa, zatrudniające 200 – 300 pracowników, które oferują równie atrakcyjne wynagrodzenia. Firmy te wygrywają często nie tylko ofertami finansowymi, lecz także mniej sformalizowaną strukturą, większą samodzielnością pracowników i niestandardowych możliwościach rozwoju poza utartymi schematami – mówi Sylwia Wieteska z Hicron.

Biuro z widokiem

Nie bez znaczenia pozostaje także lokalizacja firmy. W województwach o dużym nasyceniu podobnymi przedsiębiorstwami walka o pracownika się zaostrza, co owocuje wyższymi zarobkami. Programista Java w województwach mazowieckim i dolnośląskim zarobi 7 000 PLN, w śląskim – 5 600 PLN, podczas gdy w lubelskim już tylko 4 100 PLN – niewiele więcej, niż wynosi średnia krajowa. Inaczej kształtują się też dolne i górne kwartyle. Dla porównania: w dolnośląskim jedna czwarta programistów Java zarabia poniżej 4 700 PLN, podczas gdy na terenie lubelskiego wskaźnik ten wynosi 3 000 PLN (dane za 2014 rok).

Pracownika zatrudnię od zaraz

Popyt na specjalistów IT od kilku lat nie tylko nie słabnie, lecz wręcz nabiera rozpędu. Braki kadrowe odczuwają zwłaszcza firmy o intensywnym tempie rozwoju, które prowadzą rekrutacje niemal w trybie ciągłym, poszukując pracowników do nowo tworzonych zespołów.

Rekrutacja w trybie ciągłym to coraz częstsze zjawisko w firmach IT, także w Hicron. W tej chwili poszukujemy między innymi programistów Java i .NET. Aby zaspokoić nasze potrzeby personalne w tych zespołach chcemy zatrudnić około 20 osób. Zapotrzebowanie na specjalistów w tym obszarze jest ogromne i ciągle rośnie, zwłaszcza w miastach takich jak Wrocław czy Warszawa, gdzie swoje siedziby lokuje coraz więcej firm z tego sektora. Czy rynek pracy dla programistów się wysyci? Myślę, że nieprędko to nastąpi – podsumowuje Szymon Włochowicz,  Architekt Rozwiązań i Lider Zespołu Enterprise Mobility w Hicron.

W dobie ogromnego zapotrzebowania na pracowników sektora ICT warto ułożyć swoja ścieżkę kariery zarówno pod kątem interesujących i pełnych wyzwań projektów, jak i potencjalnych profitów finansowych. Forma zatrudnienia, wielkość firmy, jej lokalizacja, a także nasza specjalizacja zawodowa –  to jedne z ważniejszych czynników wartych uwagi w procesie osiągnięcia zawodowej satysfakcji na informatycznym rynku pracy.

Artykuł powstał w oparciu o dane Sedlak & Sedlak zawarte w raportach: Wynagrodzenia na stanowiskach IT w 2013 roku oraz Raport płacowy Sedlak & Sedlak dla branży IT – 2015.

Opti TFI: Z wyjątkiem PZU brakuje chętnych na zakup banków. Podatek bankowy nie powinien więc spowodować ucieczki z polskiego rynku

Tomasz Bursa

Polski rynek nie jest już atrakcyjny dla zagranicznych banków. Niskie stopy procentowe, ustawa frankowa i zapowiedziany podatek bankowy powstrzymują banki przed akwizycjami. Dlatego trudno o sprzedaż już działających instytucji, choć kilka z nich otwarcie deklaruje sprzedaż swoich polskich filii. Zdaniem wiceprezesa Opti TFI Tomasza Bursy wśród kupujących natomiast aktywna jest właściwie tylko Grupa PZU. Jego zdaniem po wprowadzeniu podatku bankowego wejście banków na drogę prawną jest mało prawdopodobne. Realny jest raczej scenariusz węgierski, czyli dostosowanie do nowych reguł rynkowych.

– Zawsze musi być kupujący. I dzisiaj tak naprawdę wydaje mi się, że kilka banków chciałoby wyjść z Polski, ale za bardzo nie ma kto ich kupić, bo jak się zastanowimy, to właściwie jedynym kupującym jest PZU mówi Tomasz Bursa wiceprezes Opti TFI SA.

Pod koniec maja bieżącego roku Grupa PZU kupiła pakiet ponad 25 proc. akcji Alior Banku. Wartość transakcji przekroczyła 1,6 mld złotych. Ubezpieczyciel planuje przejąć jeszcze 2-3 inne banki, a łączna kwota akwizycji może wynieść 5-6 mld zł..

– Banki zagraniczne raczej patrzą już bardziej podejrzliwie na nasz rynek, bo jednak tu obniża się rentowność kapitału własnego. Mamy pewne zamieszanie regulacyjne, które nie sprzyja inwestycjom w sektorze bankowym – ocenia ekspert.

Prezes Bursa zwraca uwagę na brak innych podmiotów krajowych, które mogą pomóc w konsolidacji polskiego sektora bankowego. Ograniczone jest również zainteresowanie ze strony podmiotów zagranicznych. Te wolą inwestować w gospodarki, których potencjał wzrostu jest większy niż w Polsce.

– Mówi się, że PKO BP może być konsolidatorem sektora, ale PKO BP ma dzisiaj problem z frankami, za chwilę będzie miał problem z podatkiem bankowym, a po trzecie nie ma też aż tak wysokich kapitałów własnych, żeby co chwilę przejmować nowe banki – tłumaczy Tomasz Bursa.

Największa polska instytucja bankowa za przejęcie aktywów Nordea Banku Polska zapłaciła w zeszłym roku 2,81 mld zł.

Jak twierdzi Tomasz Bursa, banki nie mają realnych szans na odwołanie od nakładanych przez państwo podatków.

– Nie sądzę, żeby banki odniosły sukces w pewnych kwestiach sądowych – ocenia Tomasz Bursa pytany o ewentualnie kroki prawne banków przeciwko ostatnim rządowym regulacjom.

Barierę stanowią głównie trudności natury prawnej. Nawet w przypadku korzystnej decyzji sądu cofnięcie rządowych ustaw można stanowić zbyt duże wyzwanie merytoryczne, a przede wszystkim być bardzo uciążliwe dla klientów.

– Dlatego nie spodziewam się jakichś aktywnych działań banków po stronie sądowej. Trudno mi jest sobie wyobrazić, że banki będą sądzić się z państwem polskim za to, że wprowadzono pewne rozwiązania regulacyjne – przewiduje wiceprezes Opti TFI SA.

Według niego w obecnej sytuacji najbardziej prawdopodobny jest scenariusz węgierski. Tamtejsze instytucje przyjęły narzucone im rozwiązania, obecnie prowadzą swoją działalność zgodnie z nowymi regułami prawnymi.

Ronson Development zamierza w tym roku przeznaczyć jeszcze 30 mln zł na kupno gruntów pod nowe inwestycje. Plan sprzedaży 800 mieszkań w całym roku niezagrożony

Tomasz Łapiński

Mimo gorszych wyników finansowych w pierwszym kwartale całe półrocze br. spółka Ronson Development zakończył na plusie. W tym roku deweloper planuje łącznie sprzedać 800 lokali, z czego ponad połowę udało się zrealizować w pierwszym półroczu. Jeszcze 30 mln zł mają pochłonąć w tym roku wydatki związane z kupnem gruntów pod nowe inwestycje.

Wydaje mi się, że wyniki z pierwszego półrocza są zgodne z oczekiwaniami inwestorów – komentuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomasz Łapiński, dyrektor finansowy, członek zarządu spółki Ronson. – W drugim kwartale oddaliśmy trzeci etap projektu Sakury, przekazywaliśmy lokale w zyskownym trzecim etapie projektu Verdis, który miał wysoką marżę wynoszącą więcej niż 27 proc. Wyniki pierwszego kwartału były trochę słabsze, drugiego – lepsze. Więc całe półrocze zamknęliśmy na plusie.

Podczas pierwszych sześciu miesięcy br. przychody spółki Ronson wyniosły 94,2 mln zł i były prawie o 20 mln zł niższe niż w tym samym okresie 2014 roku, przy czym niemal 45 przychodów przypadło na inwestycję Verdis III. Spółka zarobiła netto 2,44 mln zł (zysk przypadający na akcjonariuszy podmiotu dominującego), czyli niemal dwa razy mniej niż w pierwszym półroczu ubiegłego roku (4,2 mln zł).

Według Tomasza Łapińskiego drugie półrocze zapowiada się lepiej niż pierwsze, ponieważ więcej lokali zostanie przekazanych klientom. Natomiast plany sprzedaży przewidują, że w całym roku Ronson znajdzie nabywców na 800 mieszkań (w pierwszym półroczu było ich 410).

W pierwszym półroczu przekazaliśmy klientom klucze do 270 lokali, co wpływa na nasze wyniki finansowe – wyjaśnia prezes Tomasz Łapiński. – Zakładamy, że w drugim będzie ich znacznie więcej, można liczyć nawet na ponad 400. Natomiast sprzedaż powinna być podobna bądź nawet trochę lepsza niż w pierwszym półroczu. Sądzę zatem, że plan zrealizujemy bez najmniejszych kłopotów. Nie mamy żadnych opóźnień na prowadzonych inwestycjach, sprzyja nam również tempo sprzedaży.

Największą popularnością, jak mówi Tomasz Łapiński, cieszą się obecnie projekty Moko na warszawskim Wierzbnie oraz Kamienica Jeżyce w Poznaniu. Będą one jednak trafiały do rachunku zysków i strat przedsiębiorstwa dopiero w przyszłym roku. Z tegorocznych natomiast klienci najchętniej wybierają mieszkania na osiedlu Verdis na warszawskiej Woli oraz apartamenty w projekcie Tamka 29.

Mamy bardzo satysfakcjonujące wyniki sprzedażowe w tych projektach, które były realizowane w poprzednim roku, tzn. na wczesnym etapie budowy i sprzedaży – zapewnia Tomasz Łapiński.

W wyniku uchwalenia przez Sejm pod koniec czerwca nowelizacji ustawy o pomocy państwa w nabyciu pierwszego mieszkania znacznie zliberalizowane zostały kryteria kwalifikacji do rządowego program Mieszkanie dla Młodych. Mimo tego, jak twierdzi Tomasz Łapiński, lokale oferowane przez spółkę Ronson, nie obejmują reguły udziału w programie. Korzystając z dopłat w ramach MdM klienci mogą bowiem kupić mieszanie jedynie nie droższe niż wyznaczany dla każdego województwa wskaźnik cenowy.

Inwestycjami, które kwalifikują się do udziału w MdM, są inwestycje, które prowadzimy w Poznaniu, mowa tu o Kamienicy Jeżyce oraz Młody Grunwald – zauważa Tomasz Łapiński. – Natomiast nie jest to znacząca liczba mieszkań w stosunku do całości naszej oferty. Więc zmiany w MdM bezpośrednio nie mają na nas raczej przełożenia.

Ronson poszukuje nowych terenów na następne inwestycje w Warszawie oraz Poznaniu.

W ostatnich miesiącach bank ziemi w Poznaniu w zasadzie nam się wyczerpał – tłumaczy Tomasz Łapiński. – Oprócz tego, że w br. sfinalizowaliśmy jedną transakcję za 21 mln zł na zakup gruntu na warszawskiej Woli, to jeszcze co najmniej kolejnych 30 mln zł przeznaczymy na tego rodzaju inwestycje.

DMK: Rubel do końca roku będzie taniał. Pośrednio osłabia to także złotego

Andrzej Stefaniak

Rosyjski rubel po przecenie w końcówce ubiegłego roku i pewnym odbiciu na wiosnę od połowy maja znów stracił na wartości i to przeszło 30 proc. Obecnie za jednego dolara inwestorzy muszą zapłacić ponad 64 ruble. Słabe dane z rosyjskiej gospodarki oraz trwające od trzech miesięcy gwałtowne spadki na rynku ropy naftowej mogą wywołać dalszą deprecjację rubla. Dealer walutowy DMK Andrzej Stefaniak ocenia, że przed końcem roku możemy zobaczyć poziomy zbliżone do tych z zimy. Wówczas za dolara płacono niemal 80 rubli.

– Rubel jest bardzo silną walutą surowcową, mocno powiązaną z tym, co się dzieje na rynku ropy naftowej. A obecnie od miesiąca mamy kolejną falę przeceny ropy naftowej, co od razu przełożyło się na to, że rosyjska waluta zaczęła tracić na wartości – mówi Andrzej Stefaniak, główny dealer walutowy DMK.

Analityk uważa, że końcówka roku prawdopodobnie przyniesie dalsze osłabienie rosyjskiej waluty. Negatywny sentyment wokół rubla powoduje odejście inwestorów również od innych walut rynków wschodzących, w tym polskiego złotego.

– Na razie nie zapowiada się nic, co mogłoby odwrócić tę tendencję, a bank centralny dodatkowo obniża stopy procentowe. Ta tendencja powinna być kontynuowana, dlatego przecena rubla jest spodziewanym scenariuszem bazowym na kolejne miesiące i do końca roku – komentuje Stefaniak.

Pod koniec lipca Centralny Bank Rosji po raz kolejny obniżył stopy procentowe. Po ostatnich cięciach obecny poziom wynosi 11 proc. Jeszcze w grudniu było to 17 procent.

Zdaniem przedstawiciela DMK skala kolejnych spadków może być bardzo głęboka i sprowadzić rubla w okolice poziomów notowanych w grudniu ubiegłego roku i styczniu bieżącego roku. Wówczas za jednego dolara amerykańskiego płacono powyżej 70 rubli.

– Nasila się presja recesyjna, to widać w gospodarce i po wynikach, które są bardzo rozczarowujące – tłumaczy ekspert.

Według danych Federalnej Służby Statystycznej w II kwartale rosyjska gospodarka skurczyła się o 4,6 procent. Jest to najgorszy wynik od 2009 roku. Poziom recesji pogłębiają m.in. sankcje gospodarcze nałożone na Rosję. Najnowsza analiza MFW zakłada, ze międzynarodowe restrykcje mogą w najbliższych latach kosztować Moskwę aż 9 proc. PKB.

– Kwestia Ukrainy jest jak najbardziej tematem, który będzie miał wpływ. Widać, że na froncie ukraińskim jest uspokojenie, zatem jeżeli doczekają tylko do okresu zimowego, to prawdopodobnie kolejne miesiące nie przyniosą nam eskalacji tego konfliktu – tłumaczy dealer walutowy DMK. Dlatego jeżeli chodzi o waluty, to główny wpływ na to, co się będzie działo na rosyjskiej walucie, będzie miało to, co się będzie działo na rynku ropy naftowej.

Cena baryłki ropy naftowej typu Crude w ciągu ostatnich dwóch miesięcy spadła o blisko 30 proc., osiągając chwilowo poziom poniżej 43 dolarów. Tak niskich cen na rynku surowca nie było od przełomu 2008 i 2009 roku.

Usługi e-administracji będą dostępne w placówkach Poczty Polskiej. Powstanie 500 Centrów Aktywności Cyfrowych

0

Andrzej Halicki

W najbliższych latach w placówkach Poczty Polskiej będzie można skorzystać z usług administracji elektronicznej. Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji chce w ten sposób zachęcać Polaków do załatwiania spraw urzędowych online. Pierwsze Centrum Aktywności Cyfrowych zostanie uruchomione 24 sierpnia w Sosnowcu. W 2016 roku będzie ich już około 500.

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji oraz Poczta Polska podpisały porozumienie ws. współpracy w zakresie budowy usług e-administracji.

W tej chwili Poczta Polska ma około 7,5 tys. placówek pocztowych, a 4,5 tys. jest już zinformatyzowanych i oferuje możliwość bezpłatnego dostępu Wi-Fi. Od teraz w placówkach pocztowych w ciągu najbliższych lat będą powstawać specjalne miejsca do obsługi obywatela, który chce dokonać usług e-administracyjnych – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji. – De facto będzie to dużo bliżej obywatela niż w sytuacji, gdyby te usługi realizowały wszystkie urzędy gminne, których jest 2,5 tys.

Resort administracji i cyfryzacji chce w ten sposób upowszechniać usługi e-administracji. To istotne zwłaszcza dla mieszkańców mniejszych miejscowości, gdzie nie ma urzędów. Dostępność e-usług w placówkach Poczty Polskiej ma wesprzeć także osoby, które nie czują się na tyle pewnie, by zrobić to samodzielnie.

To będzie pomoc, rodzaj helpdesku dla osób, które muszą się tego nauczyć. W związku z tym w ramach obsługi e-administracyjnej około 500 placówek Poczty Polskiej będzie miało centra aktywności cyfrowej, a więc miejsce, w którym można usiąść i albo samemu dokonywać pewnych czynności e-administracyjnych albo poprosić o pomoc pracownika poczty – podkreśla Halicki.

Na platformie ePUAP dostępnych jest ponad 100 usług. Niektóre z nich ograniczają formalności dla przedsiębiorców – pozwalają m.in. otworzyć działalność gospodarczą w systemie Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Są wśród nich także udogodnienia dla osób indywidualnych, jak np. możliwość złożenia online wniosku o wydanie dowodu osobistego w przypadku jego zagubienia lub też samego zgłoszenia jego utraty, a także możliwość weryfikacji dowodu rejestracyjnego i prawa jazdy.

Jest też możliwość uzyskania Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego, to szczególnie przydatne w okresie wakacyjnych wyjazdów do państw UE. Trzeba jednak mieć profil zaufany. Wówczas, wypełniając wniosek, w dowolne miejsce otrzymamy ten właśnie dokument, czyli naszą legitymację ubezpieczeniową – mówi minister.

W placówkach Poczty Polskiej będzie można również taki profil zaufany założyć. Dzięki temu korzystanie z e-usług będzie możliwe bez podpisu elektronicznego.

24 sierpnia ruszy pierwsza strefa Centrum Aktywności Cyfrowej w Sosnowcu, a następne w Bydgoszczy – wyjaśnia Andrzej Halicki.

Zakres dostępnych usług ma być w przyszłości rozszerzany. Współpraca Poczty i MAC to część programu Polska Cyfrowa, który ma na celu powszechny dostęp do szybkiego internetu i e-administracji oraz rozwój cyfrowych kompetencji społeczeństwa.

A. Jakubiak (KNF): Banki spółdzielcze w dobrej sytuacji finansowej

Andrzej Jakubiak

Z powodu niskich stóp procentowych maleją dochody banków spółdzielczych, ale jak zapewnia przewodniczący KNF, są one w dobrej sytuacji finansowej. Większość z tych instytucji działa w rejonach wiejskich, więc ma niewielką skalę działalności, a do tego duży portfel kredytów dla rolników. Między innymi dzięki wskazówkom KNF-u na temat polityki dywidendowej nie potrzebują one dokapitalizowania.

– Banki spółdzielcze są w dobrej sytuacji finansowej, mają wysokie współczynniki wypłacalności – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Jakubiak, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego. – To oznacza, że ich sytuacja kapitałowa jest zadowalająca.

Zgodnie z raportem KNF-u z maja tego roku w 2014 r. w Polsce działało 565 banków spółdzielczych – 204 z nich zrzeszone były w SGB-Banku, a 360 w BPS. Tylko Krakowski Bank Spółdzielczy nie był zrzeszony. Aktywa większości z tych banków wynosiły od 50 do 500 mln zł, a fundusze własne od 1,5 do 4 mln euro.

Ich wyniki rok temu poprawiły się o 4 proc. do łącznie 774,8 mln zł zysku netto dla całego sektora. Przeciętny współczynnik wypłacalności wynosił na koniec 2014 r. 15,8 proc., to o 2,6 pkt. proc. więcej niż rok wcześniej. Poprawa ta wynikała głównie z szybkiego przyrostu funduszy własnych.

Jakubiak dodaje, że banki spółdzielcze odpowiedzialnie traktują wytyczne KNF-u dotyczące wypłacania dywidendy.

Nasze dotychczasowe działania zmierzające do modelowania dywidendy i jej wypłaty sprzyjają budowaniu wzmocnionej pozycji kapitałowej banków. Z satysfakcją mogę powiedzieć, że praktycznie wszystkie banki poddają się tym zaleceniom komisji, które dotyczą polityki dywidendowej – mówi Jakubiak.

Dobra sytuacja finansowa tych banków nie oznacza jednak, że nie mają one żadnych problemów. Jakubiak tłumaczy, że forma i miejsce działania większości z nich niosą ze sobą zagrożenia.

Banki spółdzielcze są małymi jednostkami w większości położonymi w regionach raczej rolniczych, co też ma wpływ zarówno na skalę ich działalności, jak i osiągane wyniki, zwłaszcza jeżeli patrzymy na środowisko niskich stóp procentowych. Jeżeli to są banki, które działają w środowisku rolnym, to tam szczególne znaczenie mają kredyty z dopłatami, a wiemy dobrze, że przy niskich stopach procentowych dochody z tego tytułu są niższe – wyjaśnia Jakubiak.

W środę KNF wprowadziła zarząd komisaryczny do Spółdzielczego Banku Rzemiosła i Rolnictwa w Wołominie (SK Bank), chcąc ratować instytucję przed upadłością. Zarząd ma przygotować i opracować proces restrukturyzacji banku.

Na razie banki spółdzielcze wciąż stosunkowo dużo zarabiają na swoich produktach. W 2014 r. ich wynik odsetkowy poprawił się o 6,8 proc. Przychody odsetkowe stanowiły w zeszłym roku 4,9 proc. aktywów banków spółdzielczych, a przychody z marży 3,4 proc. Dla banków komercyjnych wskaźniki te wyniosły odpowiednio 4 i 2,5 proc.

KNF ostrzega jednak w swoim raporcie, że jeśli banki spółdzielcze nie zwiększą efektywności i nie obniżą kosztów kredytów, to ryzykują stałą i bardzo kosztowną nadwyżką depozytów nad kredytami.

Dodatkowe moce interwencyjne rozwiązałyby na stałe problem ograniczeń w dostawach prądu. To jednak kosztowna inwestycja

Konrad Świrski

Polskie Sieci Elektroenergetyczne przywróciły 11. stopień zasilania, co oznacza to, że zakłady przemysłowe mogły znów prowadzić normalną produkcję. Ograniczenia w dostawach trwały tylko trzy dni, ale to nie oznacza, że polski system energetyczny jest przygotowany na taki splot okoliczności jak w ostatnich dniach.

Właściwie po dwóch dniach operator systemu przesyłowego uporządkował sytuację. Może ta pierwsza reakcja, czyli wprowadzenie najwyższego, 20. stopnia zasilania, była dramatyczna, przynajmniej dla przemysłu, ale po dwóch dniach ograniczenia prawie zostały zniesione – mówi profesor Konrad Świrski ekspert ds. energetyki i prezes zarządu spółki Transition Technologies

20. stopień oznacza, że odbiorca może pobierać jedynie moc do wysokości minimum pozwalającego na zachowanie bezpieczeństwa ludzi i zapobiegnięcie uszkodzenia obiektów technologicznych. PSE wprowadziły takie restrykcje w poniedziałek. We wtorek ogłoszono 19. stopień zasilania, a w środę – 11. stopień.

Problem, z jakim mamy do czynienia, to zbyt małe moce wytwórcze w stosunku do zapotrzebowania związanego z wysoką temperaturą i naszymi klimatyzatorami – tłumaczy prof. Świrski.

W komunikacie wydanym przez PSE czytamy, że zapotrzebowanie na energię elektryczną w ciągu najbliższych dni może wynieść około 22,0–22,2 GW przy mocy osiągalnej jednostek wytwórczych centralnie dysponowanych (JWCD) na poziomie 25,1 GW.

Dobrych rozwiązań nie ma żadnych. Z inżynierskiego puntu widzenia rozwiązanie wydaje się proste – należy dostawić tzw. moc interwencyjną, czyli elektrownie, które szybko mogą zacząć generować energię elektryczną i wspomagać w razie problemów z zapotrzebowaniem na energię szczytową. Ale z drugiej strony jest to problem, który dotyczy kilku procent godzin w skali całego roku, więc nikt nie chce w to inwestować, bo to wydaje się dosyć drogie – wyjaśnia ekspert.

Profesor Konrad Świrski mówi, że obecna sytuacja energetyczna w Polsce wynika ze splotu niekorzystnych czynników. Z jednej strony mieliśmy brak wiatru to wytworzenia energii w elektrowniach wiatrowych, a z drugiej brak lub zbyt ciepłą wodę chłodzącą. Efektywność sieci elektroenergetycznej dodatkowo obniżyła awaria dużego bloku w elektrowni Bełchatów.

Faktem jest, że zmienia nam się klimat. Prawdopodobnie efekt, jaki widzimy w Polsce, jest kombinacją wszystkich czynników, nie tylko emisji CO2, ale również wzrostu liczby ludności. Sami emitujemy różne gazy, które też wpływają na ewentualny efekt cieplarniany – komentuje prof. Świrski.

Jak podkreśla, człowiek i jego działalność w coraz większym stopniu oddziałują na środowisko naturalne. Jego zdaniem przyczynia się do tego nie tylko rozwinięty świat, czyli np. kraje Europy, lecz również kraje aspirujące do osiągniecia wysokiego poziomu życia. Ceną jest tu większe zużycie energii i wzrost poziomu zanieczyszczeń.

Niestety, dzieje się coraz gorzej i dopóki nie ma naprawdę katastrofalnego sygnału zwrotnego od przyrody, czyli jeszcze większych huraganów, drastycznego zwiększenia poziomów oceanów czy innych zjawisk pogodowych, dopóty będzie to traktowane jak do tej pory, czyli że jest to do zniesienia – ocenia rozmówca.

Wobec trudnej sytuacji energetycznej w kraju rząd przyjął w 11 sierpnia rozporządzenie w myśl którego do końca miesiąca wprowadzone zostaną ograniczenia w dostawie prądu dla dużych odbiorców o mocy powyżej 300 kW.

Polskie start-upy technologiczne wyróżniają się na tle europejskich. 90 proc. nie dożywa jednak okresu dojrzałości

Katarzyna Kazior

Krajowe firmy technologiczne w początkowej fazie rozwoju, tzw. start-upy, wyróżniają się spośród europejskich funkcjonalnością i rozwiązaniami dobrze odpowiadającymi na potrzeby rynku. Ich problemem jest jednak niewielka skala działania, niestety, skupiają się głównie na rynku krajowym. 90 proc. rozwiązań dotyczących oprogramowania nie dożywa stanu dojrzałości. 

Polski rynek jest postrzegany jako bardzo atrakcyjny ze względu na to, że w Europie należy do najszybciej rosnących, szczególnie e-commerce – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Kazior, dyrektor w polskim oddziale berlińskiego inkubatora start-upów (przedsiębiorstw w początkowej fazie rozwoju) Rocket Internet. – Jest to także rynek relatywnie duży, bo mamy blisko 40 mln mieszkańców. Siłą rzeczy napędza to duży wolumen.

Zaznacza jednak, że kiedy inwestorzy przyglądają się poszczególnym przedsiębiorstwom, to często się okazuje, że są to za małe podmioty, żeby nawet przeanalizować potencjalne zaangażowanie.

Jesteśmy bardzo mocni w modelach biznesowych, które dają rzeczywistą, namacalną wartość klientowi – wskazuje Katarzyna Kazior. – Na pewno warto przyglądać się spółkom, które są otwarte na zagranicę. Takim przykładem są trójwymiarowe drukarki 3D czy drony.

W irlandzkim Dublinie cyklicznie organizowany jest Startup Weekend, wydarzenie zrzeszające projektantów, deweloperów, przedsiębiorców i ekspertów ze wszystkich dziedzin gospodarki. Podczas tej trwającej ponad 50 godzin imprezy każdy może zaprezentować swój pomysł i uzyskać jego ocenę. Na miejscu powstają modele biznesowe, projekty, odbywa się testowanie rynku.

Uczestniczyłam niedawno w takiej konferencji i przyglądałam się start-upom z różnych krajów. Polskie wyróżniają się tym, że są bardzo pragmatyczne. Zawsze jest konkretna, widoczna wartość, bardzo często finansowa, dla użytkownika modelu. To na pewno jest naszą siłą i wartością. Myślę, że teraz najważniejsze jest to, aby zwrócić uwagę na skalę i wyjść poza Polskę – mówi dyrektor Rocket Internet Polska.

Wśród krajowych start-upów najbardziej dynamicznie rozwijają się pomysły oparte o nowe technologie, internet i e-commerce. Jest ich także relatywnie dużo, bo są najłatwiejsze do uruchomienia (niskie koszty wejścia na rynek). Około 90 proc. z nich, jak precyzuje Kazior, nie dożywa jednak etapu dojrzałości.

Z drugiej strony mamy bardziej hardware’owe inwestycje [dotyczące sprzętu, w odróżnieniu od software&HASH39;u, czyli oprogramowania – red.], takie jak drony czy drukarki 3D – mówi Kazior. – To biznesy, które wymagają większych nakładów finansowych, ale też pozwalają na czerpanie zysków w dłuższym okresie. Mamy też kilka start-upów, które wyszły za granicę, mimo że nie opierają się na żadnej technologii. Takim przykładem może być np. DocPlanner, platforma ZnanyLekarz czy Brainly. To start-upy, które opierają się na modelu biznesowym bardzo sprawnej egzekucji.

W przypadku wielu krajowych przedsięwzięć, szczególnie technologicznych, istnieje bardzo duże ryzyko, że nie utrzymają się one na rynku.

– Wiele z nich jest oparte o e-commerce czy FinTech [technologie finansowe – red.], czyli pomagają w wymianie handlowej, ale trzeba podchodzić do nich z dużą rezerwą – przekonuje dyrektor polskiego oddziału Rocket Internet. – Z drugiej strony mamy pomysły oparte o sprawdzone technologie, czego przykładem są np. bitcoiny. Trzecia rzecz to bardzo sprawnie poprowadzone modele biznesowe. One także są dużą siłą Polaków.