Stopy procentowe bez zmian

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła dziś stopy procentowe na dotychczasowym poziomie, który od marca br. wynosi 1,50 proc.

Decyzje RPP dot. stóp procentowych mają bezpośredni wpływ nie tylko na oprocentowanie depozytów oferowanych przez banki, ale również na wysokość odsetek od kredytów i pożyczek.

Posiadacze zobowiązań finansowych z największym zaangażowaniem obserwują wyniki comiesięcznych głosowań NBP. Podwyżka lub obniżka stóp wpływa bowiem na poziom płaconych przez nich rat kredytowych – tłumaczy Jacek Kasperczyk, główny analityk porównywarki finansowej Comperia.pl.

Przykładowo: aktualna rata 30-letniego kredytu zaciągniętego w styczniu 2009 roku na kwotę 300 tys. złotych wynosi 1488 złotych (stopy procentowe najniższe w historii), ale jeszcze rok temu była ona o 149 złotych wyższa (1637 zł). Gdybyśmy jednak cofnęli się w czasie o trzy lata, czyli do lipca 2012 roku (wtedy stopa referencyjna wynosiła 4,75 proc.), to rata kredytu była o 584 zł wyższa niż obecnie, wynosiła aż 2072 zł.

Kiedy podwyżka?

Niewiele wskazuje na to, aby Narodowy Bank Centralny podniósł stopy procentowe w najbliższym czasie. Jednak nic nie trwa wiecznie…

Pierwszą oznaką końca, a raczej zahamowania obniżek stóp procentowych, jest zachowanie rynkowej stopy WIBOR3M, której wartość od dwóch miesięcy systematycznie wzrasta. Na początku maja br. wynosiła ona 1,65 proc., a obecnie jest już równa 1,72 proc. – wyjaśnia Jacek Kasperczyk, główny analityk Comperia.pl.

 

Nie zapłacisz sądowej grzywny, to trafisz na listę dłużników

Od 1 lipca osoby niepłacące prawomocnie zasądzonych kar grzywny spotka dodatkowa kara. Dzięki zmianom ustawy regulującej działanie BIG-ów orazKodeksu karnego wykonawczego sądy wpiszą skazanych ociągających się z płatnościami do wszystkich Biur Informacji Gospodarczej. Zaglądający na listy dłużników BIG-ów zobaczą zarówno dług jak i dowiedzą się czego on dotyczy.

Skazany, który nie zapłaci w terminie 30 dni, jak wymaga tego kodeks karny wykonawczy, orzeczonych przez sąd grzywien, nawiązki czy też kosztów sądowych zostanie wpisany
do wszystkich czterech działających w kraju Biur Informacji Gospodarczej. Nowe prawo obowiązuje od 1 lipca również dla wyroków wydanych przed tym dniem. Znaczenie ma data wysłania wezwania do zapłaty. Jeśli wezwanie wyszło z sądu po 30 czerwca i zawiera stosowne ostrzeżenie, że „sąd przekaże do biur informacji gospodarczej informację gospodarczą o powstaniu zaległości”, skazany może być pewien, że trafi do rejestrów dłużników.

Utrata reputacji i wiarygodności finansowej

Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor
Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor

– Z uwagi na skuteczność biur informacji gospodarczej z pewnością zwiększy to ściągalność grzywien. Nie da się ukryć, że potencjalny klient, który znajduje się na liście dłużników z długami wobec wymiaru sprawiedliwości traci na wiarygodności- zauważa Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Dla kogo będzie mniej wiarygodny? M.in. dla przedsiębiorców, banków, firm pożyczkowych, telekomunikacyjnych czy samorządów, bo to oni korzystają z list dłużników BIG InfoMonitor. Dlatego, też osoba, która się na niej znajdzie może mieć problem z uzyskaniem pożyczki, kredytu, zakupami w systemie ratalnym, zakupem abonamentu telefonicznego, zakupem dostępu do Internetu czy też działalnością gospodarczą, bo potencjalny kontrahent coraz częściej sprawdza nie tylko wiarygodność firmy, ale również jej właścicieli. Na dodatek sądowy dłużnik znajdzie się nie w jednej, lecz we wszystkich czterech bazach biur informacji gospodarczej, trudniej mu będzie pozostać niezauważonym, nawet jeśli dana firma korzysta tylko z usług jednego BIG-u.

Wsparcie rejestrów dłużników ma zwiększyć ściągalność kar grzywny i kosztów sądowych, które obecnie nie są szczególnie chętnie płacone. Jak to wygląda konkretnie? Trudno ocenić.
W uzasadnieniu, do wprowadzonych od lipca zmian prawnych, Ministerstwo Sprawiedliwości napisało, że „Powszechnie znany jest fakt niskiej skuteczności ściągania przez sądy grzywien i należności sądowych. Rezultatem tego stanu rzeczy są zarówno niższe wpływy do budżetu państwa i umarzanie postępowań wykonawczych zwłaszcza w odniesieniu do kosztów sądowych”.

Tylko w zeszłym roku sądy wymierzyły prawie 145 tys. grzywien, a ma być ich więcej

Tymczasem wymierzanie kar grzywny to częsta praktyka w polskich sądach, a będzie jeszcze powszechniejsza, bo grzywny mają częściowo zastąpić mało dotkliwe dla skazanych wyroki kar
w zawieszeniu. W zeszłym roku sądy zawiesiły wykonanie ponad 173,5 tys. kar na 307,3 tys. wydanych wyroków skazujących. Jest jeszcze jeden powód, dla którego wymiar sprawiedliwości od lipca chętniej zacznie sięgać po kary grzywny. Zmiany Kodeksu karnego uchyliły zakaz orzekania kary grzywny ze względu na sytuację materialną oskarżonego (usunięto w art. 58 Kodeksu karnego paragraf 2), choć przy ustalaniu wysokości grzywny nadal ważne będą możliwości finansowe skazanego, tak aby kara mogła być skutecznie ściągana.

Najwięcej grzywien za prowadzenie pojazdów pod wpływem alkoholu

Jak wynika ze statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości wyroków zasądzających grzywny obecnie jest całkiem sporo. W 2014 r. z ponad 307,3 tys. skazanych, karę finansową otrzymało blisko 144,8 tys. osób. W Sądach Rejonowych wyłącznie karę grzywny wymierzono 59 345 osobom, a w 81 563 przypadków grzywna towarzyszyła karze ograniczenia lub pozbawienia wolności. W Sądach Okręgowych na 7 423 skazanych, kara grzywny pojawiła się w 3855 przypadkach. Zdecydowanie najwięcej grzywien zasądzanych było w sprawach prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu lub innych środków odurzających (art. 178a paragraf 1 KK) – ponad 40 tys., na drugim miejscu znalazły się oszustwa (art. 286 kk) oraz posiadanie narkotyków – po około 11 tys. grzywien, a na kolejnych kradzieże (art. 278 kk) – 10 tys. oraz niezastosowanie się do wyroków sądu (art. 244 kk) -ok. 8 tys.

Podstawy prawne

Tzw. Ustawa o BIG czyli „Ustawa o udostępnianiu informacji gospodarczych i wymianie danych gospodarczych” art. 16 ust. 7: Wierzyciel będący sądem przekazuje do biura informacje gospodarcze dotyczące zobowiązanego do uiszczenia grzywny, również orzeczonej jako kara zastępcza, nawiązki na rzecz Skarbu Państwa, kwoty pieniężnej stanowiącej przedmiot przepadku, kosztów sądowych lub pieniężnej kary porządkowej na podstawie prawomocnego orzeczenia sądowego wydanego w sprawie o przestępstwo lub wykroczenie, który nie uiścił ich w terminach określonych w art. 44 § 1 (30 dni) lub art. 206 § 1 Kodeksu karnego wykonawczego (30 dni).

O takiej ewentualności skazany zostanie poinformowany zgodnie art. 12a. § 1 Kodeksu karnego wykonawczego, który mówi, że w razie nieuiszczenia przez skazanego/skazaną grzywny/należności sądowych na podstawie prawomocnego orzeczenia sądowego w całości w oznaczonym terminie, sąd przekaże do biur informacji gospodarczej informację gospodarczą o powstaniu tej zaległości.

Grzywny sądom będzie łatwiej orzekać po uchyleniu w art. 58 Kodeksu karnego paragrafu 2, mówiący, że Grzywny nie orzeka się, jeżeli dochody sprawcy, jego stosunki majątkowe lub możliwości zarobkowe uzasadniają przekonanie, że sprawca grzywny nie uiści i nie będzie jej można ściągnąć w drodze egzekucji.

Mirosław Szczepański wiceprezesem Unidevelopment S.A.

Zgodnie z decyzją Rady Nadzorczej Unidevelopment S.A. Mirosław Szczepański objął od 1 lipca 2015 roku funkcję Wiceprezesa spółki. W firmie odpowiada za zarządzanie procesami inwestycyjnymi oraz bezpośrednio nadzoruje prace działu realizacji.

Mirosław Szczepański wiceprezesem Unidevelopment S.A.
Mirosław Szczepański wiceprezesem Unidevelopment S.A.

Mirosław Szczepański dołączył do Unidevelopment S.A. w 2014 roku jako Członek Zarządu. Jego doświadczenie oraz szerokie kompetencje pozwalają mu z powodzeniem realizować działania związane m.in. z przygotowywaniem kolejnych inwestycji Unidevelopment S.A. Nominacja związana jest z podziałem obowiązków w ramach struktury firmy i dużym znaczeniem obszaru, którym kieruje nowy wiceprezes. Nowe projekty, ze względu na ich liczbę oraz skomplikowany charakter procesów związanych z realizacją, wymagają szczególnej uwagi i stałego zarządzania przez wysoko wykwalifikowanego specjalistę w tym zakresie.

Mirosław Szczepański jest menadżerem z ogromnym doświadczeniem oraz wiedzą na temat branży budowlanej. Już w ciągu kilku miesięcy obecności w naszej firmie potwierdził swoje predyspozycje do realizacji złożonych projektów. Jest osobą, która w imieniu zarządu może samodzielnie nadzorować procesy inwestycyjne prowadzone przez spółkę. Jako Prezes mam pewność, że pod jego opieką nasze projekty są we właściwych rękach i mogę w większej mierze skupić się na koordynacji pozostałych obszarów funkcjonowania spółki, w tym procesach sprzedaży i pozyskiwania nowych gruntów.” – mówi Zbigniew Gościcki, Prezes Zarządu Unidevelopment S.A.

Mirosław Szczepański od 20 lat związany jest z branżą budowlaną. Dotychczas sprawował m.in. funkcje menadżerskie w obszarze realizacji inwestycji deweloperskich w Budimex Nieruchomości Sp. z o.o. oraz Dom Developement S.A. Absolwent budownictwa lądowego Politechniki Świętokrzyskiej oraz podyplomowych studiów menedżerskich dla deweloperów Szkoły Głównej Handlowej.

Podatek (już) nie od wszystkich „nieruchomości”: jak interpretować zmiany w prawie budowlanym?

W niedzielę, 28 czerwca 2015 roku, zmieniły się przepisy budowlane – czy będzie to miało wpływ na wysokość podatków płaconych przez przedsiębiorców? Okazuje się, że tak, gdyż podatek od nieruchomości naliczany jest od gruntu oraz budynków i budowli, tj. obiektów budowlanych (z małymi wyjątkami). Warto więc sprawdzić, czy nadal musimy płacić podatki od wszystkich nieruchomości, od których dotychczas były one naliczane, bo może się okazać, że będziemy zwolnieni z pewnych świadczeń. Jakie pytania należy sobie zadać, zanim wypełnimy deklarację podatkową?

Przede wszystkim musimy zastanowić się, czy nasze środki zostały wzniesione z użyciem wyrobów budowlanych – zmienione przepisy od tego uzależniają uznanie danego obiektu za obiekt budowlany (art.3 pkt.1 prawa budowlanego). Jeśli odpowiedź na to pytanie brzmi „nie”, możemy sobie wstępnie gratulować. Wstępnie, gdyż opodatkowane jako budowle są także tzw. urządzenia budowlane, czyli urządzenia techniczne, które pozwalają użytkować dany obiekt budowany. Innymi słowy, jeśli urządzenie techniczne nie jest niezbędne do sprawnego użytkowania jakiegoś obiektu budowlanego (np. przyłącze mediowe jest konieczne do funkcjonowania budynku biurowego), powinniśmy udać się do urzędu miasta/gminy ze skorygowanym zeznaniem podatkowym.

Jeśli natomiast nieruchomość została wzniesiona z użyciem wyrobów budowlanych, pamiętajmy, że nie wszystkie obiekty budowlane podlegają opodatkowaniu podatkiem od nieruchomości. Z zakresu opodatkowania wyłączone są tzw. obiekty małej architektury, takie jak np. fontanny, ławeczki ogrodowe itp. Oznacza to, że nie trzeba wykazywać ich w deklaracji podatkowej.

Zakładając, że nie zgłaszamy do podatku obiektów małej architektury lub – przeczytawszy powyższy akapit – usunęliśmy je z deklaracji podatkowej, musimy na koniec rozważyć, czy nasz obiekt budowlany jest budynkiem, czy też budowlą. Pytanie może wydawać się banalne, ale takie nie jest. Budynek jako obiekt budowlany musi mieć pełne ściany, dach oraz fundamenty w gruncie, do którego jest trwale przymocowany (art.1a ust.1 pkt.1 ustawy podatkowej).

W praktyce jednak ocena tych kryteriów nie zawsze jest łatwa. Niektóre budynki przemysłowe mają otwory technologiczne w ścianach – czy są to pełne ściany, co pozwalałoby nadal traktować je w zeznaniu podatkowym jako budynki? Czasem z piwnicy budynku biegnie podziemny tunel komunikacyjny do sąsiedniego budynku – czy będzie to część budynku, a jeśli tak, to którego? Coraz popularniejsze są tzw. budynki kontenerowe – czy w świetle regulacji dotyczących podatku od nieruchomości to także będą budynki? Takich pytań może być wiele i nie sposób przygotować z góry odpowiedzi na nie wszystkie. Również posiłkowanie się ekspertyzą specjalistów z zakresu prawa budowlanego może nie zapewnić nam spokoju, gdyż fiskus jest niezależny w swojej ocenie i może mieć inne zdanie niż ekspert budowlany.

Na pocieszenie można dodać, że rozstrzygnięcie pomiędzy budynkiem a budowlą to już ostatnie z pytań – jeśli ocenimy, iż dany obiekt budowlany jest budynkiem, wówczas zgłaszamy jego powierzchnię użytkową. Jeśli natomiast nie jest budynkiem, a wcześniej wykluczyliśmy go ze zbioru obiektów małej architektury, jest on budowlą i do podatku należy zgłaszać jego wartość księgową lub rynkową. Można zadać sobie w tym momencie pytanie: „Kiedy rynkową, a kiedy księgową, a jeśli księgową, to którą: netto czy brutto, podatkową czy bilansową?” Temat ten wymaga jednak oddzielnego artykułu.

Łukasz Szatkowski

PO pomaga frankowcom. Ryzyko podzielone na pół, ale zapłacimy wszyscy

Od czasu decyzji SNB obserwowaliśmy prawdziwy festiwal propozycji i obietnic dotyczących rozwiązań dla frankowców. Najbardziej populistyczne zakładały przewalutowanie kredytów po kursie z dnia zaciągnięcia zobowiązania czy dopłaty rządowe dla spłacających kredyty w walutach. Przeciwko takim propozycjom stanowczo protestowali kredytobiorcy, którzy zaciągnęli kredyty w złotówkach i od początku płacili wyższe raty. Zarzucali, że to z ich pieniędzy pośrednio finansowane będą dopłaty do kredytów.

Obecna propozycja rządu Platformy Obywatelskiej to w praktyce propozycja przedstawiona w lutym przez szefa Komisji Nadzoru Finansowego Andrzeja Jakubiaka. Zakłada ona podział ryzyka na pół między frankowiczów i banki. Jeśli klient zdecyduje się na przewalutowanie, to bank będzie musiał policzyć ile kosztowałby taki sam kredyt zaciągnięty w złotówkach. Różnica zostanie podzielona na pół, z czego jedna połowa zostanie umorzona, a drugą trzeba będzie spłacić. Podczas konferencji pani poseł Skowrońska powiedziała, że z takiej propozycji będą mogły skorzystać osoby posiadające jedno mieszkanie, czyli automatycznie zostaną wykluczeni inwestorzy, którzy zaciągali kredyty pod inwestycje np. pod wynajem. Będzie też obowiązywało ograniczenie dotyczące powierzchni kredytowanej nieruchomości. W przypadku mieszkań powierzchnia nie może przekraczać 75 mkw., a w przypadku domów 100 mkw. To obostrzenie nie będzie dotyczyło rodzin z co najmniej trójką dzieci.

Posłowie PO szacują, że koszt takiej operacji dla banków wyniesie około 9-9,5 mld zł. Będzie to kolejne obciążenie nałożone na banki.

Przypomnijmy, że posłowie PiS proponują też obłożenie sektora dodatkowym podatkiem. Dodatkowo banki płacą od tego roku wyższe składki na Bankowy Fundusz Gwarancyjny i zarabiają mniej na opłatach interchange. Niestety banki reagują w takich sytuacjach dość przewidywalnie – podnoszą opłaty i prowizje wszystkim klientom. W dłuższej perspektywie może to oznaczać, że kredyty, karty i konta będą jeszcze droższe.

A co z kredytami złotowymi?

Tekst jest komentarzem do informacji http://www.bankier.pl/wiadomosc/PO-przedstawia-propozycje-dla-frankowiczow-7269353.html

autor: Wojciech Boczoń

TAURON: Ruszają roboty fundamentowe przy budowie bloku 910 MW w Elektrowni Jaworzno III

Prace ziemne przy budowie bloku węglowego o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno III ruszyły z początkiem marca. Pierwszy etap wykopów pod fundamenty budynku głównego kotłowni i maszynowni oraz pod fundamenty chłodni kominowej został już zakończony. 8 lipca rozpoczął się kolejny ważny etap – palowanie pod płytę fundamentową kotłowni.

Dariusz Lubera, prezes zarządu TAURON Polska Energia
Dariusz Lubera, prezes zarządu TAURON Polska Energia

Prace przy realizacji największej inwestycji Grupy TAURON przebiegają zgodnie z harmonogramem. Z uwagi na kompleksowość oraz rozmach inwestycji wiele procesów z nią związanych przebiega równolegle poza placem budowy. M.in. 2 lipca w fabryce RAFAKO w Raciborzu rozpoczęła się produkcja kotła pyłowego, który będzie miał 124 m wysokości. Budowa bloku 910 MW w Elektrowni Jaworzno III to wielkie przedsięwzięcie organizacyjno-logistyczne. Szacujemy, że podczas szczytu prac na placu budowy będzie pracowało około trzy tysiące osób – mówi Dariusz Lubera, prezes TAURON Polska Energia.Ruszają roboty fundamentowe przy budowie bloku 910 MW w Elektrowni Jaworzno III

Palowanie to jedna z grup robót fundamentowych polegająca na osadzaniu w gruncie, przy użyciu odpowiednich technologii, stałych pali. Pod budynkiem kotłowni jaworznickiego bloku znajdzie się 220 pali CFA (ang. Continous Flight Auger) każdy o średnicy 800 mm. Pale zlokalizowane będą w pięciu strefach, w zależności od rozkładu naprężeń w płycie fundamentowej. Długość pali będzie się wahała od 22,5 do 30,5 metra. Średnia masa jednego pala, na który potrzeba mniej więcej 13 m3 betonu, to 32 tony. Zgodnie z planem, prace związane z palowaniem potrwają do końca sierpnia.

Ten etap prac poprzedzony był wykonaniem i poddaniem próbnym obciążeniom pali testowych. Otrzymane wyniki pozwoliły sprawdzić zgodność praktycznego wykonania z teoretycznymi założeniami projektowymi oraz umożliwiły optymalizację fundamentu, czyli lepsze dopasowanie rzeczywistej nośności pali do występujących obciążeń – wyjaśnia Albert Kępka, prezes TAURON Wytwarzanie.

Po zakończeniu palowania i osiągnięciu przez beton wytrzymałości nastąpi rozebranie platformy roboczej, skucie nadmiaru pali i wyrównanie wykopu. Następnie wykonany zostanie podkład z chudego betonu i rozpocznie się zbrojenie płyty kotłowni.

O inwestycji:

Budowa bloku węglowego o mocy 910 MW w Elektrowni Jaworzno III to największa inwestycja Grupy TAURON. Zgodnie z zapisami kontraktowymi, prace potrwają 59 miesięcy. Blok do eksploatacji zostanie przekazany w 2019 r.

Inwestycja obejmuje budowę bloku energetycznego w oparciu o kocioł pyłowy, opalany węglem kamiennym z niskoemisyjną komorą spalania, przepływowy, na nadkrytyczne parametry pary oraz kondensacyjną turbinę parową sprzęgniętą z generatorem wytwarzającym energię elektryczną. Blok będzie podłączony do nowej rozdzielni 400 kV wyprowadzającej energię elektryczną do Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. Umowa z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi na wyprowadzenie mocy i przyłączenie bloku do rozdzielni 400 kV stacji Byczyna została już zawarta. 17 kwietnia 2014 r. podpisany został kontrakt z głównym wykonawcą bloku konsorcjum Rafako – Mostostal. 14 listopada plac budowy został przekazany głównemu wykonawcy. Z początkiem marca rozpoczęto prace ziemne.

 

Kalifornia zmienia zasady przyznawania dopłat do ekologicznych samochodów

Kalifornia zmienia zasady przyznawania dopłat do ekologicznych samochodów, uzależniając je od dochodu kupujących. W nowych regulacjach uwzględniono wsparcie zakupu samochodu na wodorowe ogniwa paliwowe w wysokości 6,5 tys. dolarów dla osób zarabiających poniżej 250 tys. dolarów i 5 tys. dolarów dla zamożniejszych kierowców.

We wrześniu tego roku Toyota Mirai zadebiutuje na rynku amerykańskim. Władze Kalifornii uwzględniły ten fakt w nowych regulacjach dotyczących dopłat do ekologicznych samochodów w ramach programu Clean Vehicle Rebate Program. Dopłaty do samochodów na wodorowe ogniwa paliwowe wyniosą 6,5 tys. dolarów dla mniej zarabiających i 5 tys. dolarów dla osób o dochodach wyższych niż 250 tys. dolarów. Toyota Mirai będzie kosztowała w USA 57,5 tys. dolarów lub 499 dolarów w leasingu.

Mirai jest sedanem średniej wielkości, napędzanym silnikiem elektrycznym o mocy 154 KM. Jednostka zasilana jest zestawem ogniw paliwowych, które produkują energię w reakcji utleniania wodoru. Jedynym produktem ubocznym jest woda. Dzięki umiejscowieniu większości elementów układu napędowego pod podłogą samochód ma nisko położony środek ciężkości, co zapewnia stabilne prowadzenie. Elektryczny napęd Mirai pracuje bardzo cicho, a pełny moment obrotowy jest dostępny od chwili ruszenia. Wodorowa Toyota będzie wyposażona w systemy bezpieczeństwa czynnego: układ zapobiegający zderzeniu wykorzystujący radar (Pre-collision System), układ ostrzegający o niezamierzonej zmianie pasa ruchu, układ uniemożliwiający niezamierzony start pojazdu w trakcie operowania skrzynią biegów na postoju oraz system wykrywania martwego pola w lusterkach.

Do tej pory w ramach programu Clean Vehicle Rebate Program władze Kalifornii przyznawały 1,5 tys. dolarów dopłat do hybryd plug-in i 2,5 tys. dolarów do samochodów elektrycznych. Przy nowych regulacjach gospodarstwa domowe o niskich dochodach będą mogły liczyć na dopłaty w wysokości odpowiednio 3 tys. dolarów i 4 tys. dolarów. Klienci z dochodami powyżej 250 tys. dolarów nie będą otrzymywać wsparcia w zakupie tych samochodów. Nowe przepisy uderzą w dużym stopniu w Teslę, której najtańszy model kosztuje 75 tys. dolarów, dlatego znajduje nabywców wśród osób zamożnych.

Z badań wynika, że dotychczas dopłaty do zakupu ekologicznych samochodów odbierali przede wszystkim zamożni mieszkańcy stanu. W drugim kwartale 2015 roku 73% dopłat trafiło do osób zarabiających powyżej 99 tys. dolarów. Jak deklaruje California Air Resources Board, wprowadzane zmiany mają ułatwić zakup niskoemisyjnego samochodu tym mieszkańcom stanu, którym dopłaty są najbardziej potrzebne. Pomoże w tym na pewno także zwiększenie budżetu programu na lata 2015-2016 z 121 milionów dolarów do 163 milionów dolarów.

Obecnie w Kalifornii działa 8 stacji tankowania wodoru, a 49 stacji jest w budowie. Według wyliczeń potrzeba 85 odpowiednio rozmieszczonych stacji, aby zapewnić kierowcom możliwość dotarcia do jednej z nich w ciągu 6 minut z dowolnego miejsca stanu. Właściciele samochodów na wodór nie będą jednak musieli polegać wyłącznie na publicznych stacjach. Czysty wodór można produkować w przydomowych elektrolizerach, które najkorzystniej jest zasilać energią słoneczną. W Kalifornii słońca nie brakuje, dlatego coraz więcej gospodarstw domowych decyduje się na panele słoneczne. Dostępne są nawet wiaty do parkowania samochodu elektrycznego z dachem pokrytym panelami fotowoltaicznymi.

Uruchomienie produkcji Jeepa w Indiach

Fiat Chrysler Automobiles N.V. (FCA) ogłosił zamiar zainwestowania około 280 milionów dolarów w spółkę produkcyjną joint venture – Fiat India Automobiles Private Limited – jaką utworzył wspólnie z Tata Motors Limited.

Inwestycja w zakład produkcyjny w miejscowości Ranjangaon w Indiach dotyczy produkcji nowego Jeepa®, a zakład planuje uruchomić produkcję w drugim kwartale 2017 r.

Zrobiliśmy znaczący krok na drodze do zapewnienia coraz większej ilości samochodów marki Jeep na rynkach całego świata” – powiedział Sergio Marchionne, Dyrektor Generalny FCA. „Na początku roku zaznaczyliśmy, że rok 2015 będzie dla nas rokiem transformacji w zakresie globalizacji marki, a dzisiejszy komunikat jeszcze wyraźniej potwierdza naszą determinację. Uruchomienie produkcji Jeepa w Indiach da nam szansę zaoferowania coraz większej liczbie ludzi możliwość doświadczenia tej wolności i uczucia przygody, jakie daje jazda Jeepem. Cieszymy się, że inwestycja ta umocni obecność FCA na rynku indyjskim i jesteśmy przeświadczeni, że spółka joint venture będzie produkować samochody klasy światowej, jak te, które noszą legendarną plakietkę z nazwą Jeep” – powiedział Marchionne.

Związki Fiata ze stanem Maharashtra nie są niczym nowym, zostały bowiem nawiązane wiele dziesiątków lat temu” – powiedział sekretarz generalny Devendra Fadnavis.

Z radością przyjęliśmy decyzję FCA o zainwestowaniu w stan Maharashtra i potwierdzamy gotowość naszej administracji do dalszego rozwijania współpracy z FCA poprzez udzielanie pełnego poparcia dla tej nowej inicjatywy„.

W roku 2014 światowa sprzedaż samochodów marki Jeep przekroczyła milion sztuk, ustanawiając tym samym nowy rekord wszech czasów trzeci rok z rzędu. Aby jeszcze skuteczniej dotrzeć do Klientów w skali globalnej, Ranjangaon będzie czwartym największym po USA zakładem na świecie produkującym Jeepy. Aktualnie samochody marki Jeep są także produkowane we Włoszech i Brazylii, a w czwartym kwartale 2015 r. ruszy ich produkcja w Chinach.

Raport Pracuj.pl „Rynek Pracy Specjalistów” w drugim kwartale 2015 r.

W II kwartale 2015 r. w serwisie Pracuj.pl opublikowano 109 548 ofert pracy, co oznacza wzrost o 12,13%, w porównaniu z II kwartałem 2014 r. Niezmiennie dwa pierwsze miejsca należą do branż handel i sprzedaż oraz bankowość/finanse/ubezpieczenia. W II kwartale 2015 r. najwięcej ofert pracy skierowano do specjalistów handlu i sprzedaży, obsługi klienta, finansistów oraz specjalistów IT. Po stronie pracowników także widać coraz intensywniejsze zainteresowanie rynkiem pracy i wzrost liczby składanych aplikacji.

Jakich specjalistów poszukiwano w drugim kwartale 2015 r.?

Najwięcej ogłoszeń o pracę skierowano do specjalistów handlu i sprzedaży – ofert było 40 776 (37,2% udziału w ogólnej liczbie ogłoszeń). Na kolejnych miejscach uplasowali się specjaliści ds. obsługi klienta(19% udziału w ogólnej liczbie ogłoszeń), specjaliści ds. finansów (15,9% udziału w ogólnej liczbie ogłoszeń) oraz specjaliści ds. IT (13,9% udziału w ogólnej liczbie ogłoszeń).

Wśród pozostałych grup specjalistów największe  wzrosty odnotowano w ogłoszeniach o pracę dlaspecjalistów HR/zasobów ludzkich (28,8% wzrostu rok do roku), pracowników produkcji (26% wzrostu rok do roku), inżynierów (17,1% wzrostu rok do roku) oraz logistyków (16,3% wzrostu rok do roku).

Specjaliści ds. handlu i sprzedaży

Najczęściej poszukiwano specjalistów zajmujących się sprzedażą usług profesjonalnych, dla tej specjalizacji odnotowano także bardzo duży przyrost liczby ogłoszeń – wyniósł on 37% (rok do roku). Przyrosty w granicach 25% zaobserwowano także dla specjalistów handlu specjalizujących się w motoryzacji, inżynierii oraz chemii/kosmetykach. Najwięcej pracy dla specjalistów ds. sprzedaży było, co nie dziwi, w branży handel i sprzedaż. Drugą branżą w której najłatwiej było omawianym specjalistom o pracę była branża finansowa, z której pochodziło 6 551 ogłoszeń skierowanych do handlowców i sprzedawców. Stały trend wzrostowy obserwowany już od ponad roku w branży budownictwo i nieruchomości przełożył się także na duże wzrosty w liczbie ogłoszeń skierowanych z tej branży do specjalistów handlu (rok do roku wzrost o 16%). Kolejną branżą, w której zaobserwowano zwiększenie liczby ogłoszeń dla pracowników zajmujących się sprzedażą jest przemysł ciężki z 11% wzrostem rok do roku.

 Specjaliści ds. obsługi klienta

Głównymi pracodawcami dla specjalistów obsługi klienta są branże: handel i sprzedaż (6 519 ofert pracy, 17% wzrostu rok do roku), bankowość/finanse (3 544 ofert pracy) oraz przemysł ciężki (1 390 ofert pracy). Tak jak w przypadku specjalistów handlu, tak i dla pracowników obsługi klienta, największe wzrosty zaobserwowano w budownictwie i przemyśle ciężkim – były one rekordowe i wyniosły rok do roku, odpowiednio 53% i 50% procent.

 Specjaliści ds. IT

Stale rośnie także zapotrzebowanie na specjalistów IT, przyrost rok do roku wyniósł 10,8%, w II kwartale 2015 r. skierowano do nich 15 214 ogłoszeń o pracę. Dla tej specjalności największy przyrost odnotowano dla stanowisk związanych z Administracją IT (19% rok do roku), a wśród nich, dla osób specjalizujących się w administrowaniu systemami. Także spory, bo 7% przyrost, nastąpił w obszarze stanowisk związanych z rozwojem oprogramowania, w tym najwięcej ofert skierowano do programistów.

 Specjaliści ds. finansów

Dla specjalistów ds. finansów w II kwartale 2015 r. adresowano 17 439 ofert pracy, o 2% więcej ogłoszeń niż w analogicznym kwartale roku 2014. Wśród specjalistów bankowości największy przyrost nastąpił w obszarze bankowych analiz/ryzyka. Największe zapotrzebowanie w II kwartale 2015 r. było na księgowych, a największy, bo aż 30%, przyrost zapotrzebowania na ekspertów od analizy finansowej. W ubezpieczeniach najwięcej ofert pracy było dla osób specjalizujących się w ubezpieczeniach majątkowych.

Jakie branże zatrudniały w II kwartale 2015 r.?

 Branża handel i sprzedaż

Jak wynika z danych Pracuj.pl, branża handel i sprzedaż jest wciąż głównym pracodawcą, publikując w II kwartale 2015 r. o 4% więcej ofert pracy (w porównaniu z II kwartałem 2014 r.). Najwięcej ofert skierowano do specjalistów sprzedaży, obsługi klienta (aż 20% przyrost rok do roku); poszukiwano także marketingowców, inżynierów oraz specjalistów odpowiedzialnych za łańcuch dostaw.

 Branża bankowość/finanse/ubezpieczenia

Drugim największym pracodawcą pozostaje branża bankowość/finanse/ubezpieczenia; udział ogłoszeń z tej branży wobec wszystkich ofert z II kwartału 2015 r. wynosi 14,9%. Ciekawie rysuje się w tym obszarze rynek pracy dla specjalistów ds. bankowości. Sektor bankowy w Polsce w 2015 roku działa w całkowicie nowym otoczeniu. Stopy procentowe NBP znajdują się na historycznie najniższym poziomie, przez rynek przelewa się fala fuzji i konsolidacji, zaostrzają się także warunki związane z udzieleniem kredytów. Czynniki te nie pozostają bez wpływu na rynek pracy w bankowości, choć co może zaskakiwać, pomimo konsolidacji wielu dużych banków rynek pracy dla specjalistów ds. bankowości indywidualnej nie maleje, a nawet odnotowuje wzrosty. W II kwartale 2015 r. największe zapotrzebowanie dotyczyło wspomnianych specjalistów ds. bankowości detalicznej (8% wzrostu rok do roku), a największy wzrost liczby ofert odnotowano dla specjalistów od bankowej analizy/ryzyka – było to 19% wzrostu rok do roku. Na fakt, iż rynek pracy dla specjalistów ds. bankowości indywidualnej nie maleje, może mieć wpływ to, że coraz więcej banków otwiera swe placówki w centrach handlowych, co wiąże się z dłuższymi godzinami otwarcia i automatycznie zapotrzebowaniem na większą liczbę pracowników.

 Branża budownictwo i nieruchomości

Jak wynika z analizy rynku budownictwa i nieruchomości w Polsce, branża ta osiąga coraz wyższy poziom zyskowności, co przekłada się na nastroje pracodawców. Choć nadal ostrożni, patrzą z coraz większym optymizmem w przyszłość, co widoczne jest w liczbie publikowanych przez tę branżę ofert pracy na Pracuj.pl (o 19,3 % więcej rok do roku). Pracodawcy z omawianej branży w II kwartale 2015 r. poszukiwali głównie inżynierów od elektroniki/elektryki, monterów/serwisantów oraz specjalistów ds. projektowania. Bardzo wzrosło zapotrzebowanie z tej branży na specjalistów budownictwa, aż o 27% wzrostu rok do roku, a w szczególności na osoby odpowiedzialne za budownictwo mieszkaniowe/przemysłowe. Widać także, że branża ta coraz intensywniej konsumuje owoce trwającej już kilka kwartałów odwilży – znacznie zwiększyło się w niej zapotrzebowanie na specjalistów ds. obsługi klienta (53% wzrostu rok do roku) oraz sprzedaży (16% wzrostu rok do roku).

 Branże przemysł ciężki i lekki

Przemysł ciężki zanotował 17,4% wzrost zapotrzebowania na pracowników rok do roku. Największe wzrosty z tej branży dotyczyły pracowników produkcji, inżynierów – w tym głownie inżynierów odpowiedzialnych za konstrukcje/technologie, mechaników, monterów/serwisantów, elektronikę/elektrykę. Szukano także specjalistów ds. obsługi klienta oraz sprzedaży. W przemyśle ciężkim zatrudnienie zwiększały głównie branże produkcja maszyn i urządzeń oraz produkcja aut i części samochodowych.

Przemysł lekki odnotował porównywalny do przemysłu ciężkiego wzrost; wyniósł on 17,1% rok do roku. W przemyśle lekkim głównie zwiększały zatrudnienie branże: produkcja artykułów gospodarstwa domowego, produkcja artykułów poligraficznych, produkcja elektryczna i elektroniczna. Szukano głównie osób odpowiedzialnych za produkcję i optymalizację produkcji oraz inżynierów odpowiedzialnych za elektronikę/elektrykę, konstrukcję/technologię a także monterów i serwisantów. Również w tej branży zwiększono zapotrzebowanie na specjalistów ds. obsługi klienta i sprzedaży.

 W których województwach było najłatwiej o pracę w II kwartale 2015 r.?

Najwięcej ogłoszeń o pracę na Pracuj.pl opublikowali pracodawcy z województwa mazowieckiego – było ich 24 619, co stanowiło 22,5% wszystkich ofert pracy z II kwartału 2015 r (wzrost 17,1 % rok do roku).  Kolejne województwa, w których w pierwszym kwartale 2015 r. było najwięcej ofert pracy to, województwo dolnośląskie –  11 270 ogłoszeń o pracę (10,3 % udział w ogólnej liczbie ogłoszeń z całego kwartału i wzrost o 18,1 % rok do roku), województwo małopolskie –  10 539 ofert (9,6% udział w ogólnej liczbie ogłoszeń z całego kwartału i wzrost o 20,4% rok do roku), województwo wielkopolskie (9 642 ofert) oraz śląskie (9 508 ofert pracy).

 Wielkość firmy a zatrudnienie

Jak wynika z Indeksu Optymizmu Przedsiębiorców publikowanego przez Pracodawców RP w czerwcu, 60% przedsiębiorców zakłada, że w ciągu najbliższego pół roku ich sytuacja ulegnie poprawie; jest to rekordowo wysoki wynik. Czerwcowe badanie pokazuje także, iż znacząco wzrasta optymizm wśród najmniejszych firm, które obecnie lepiej oceniają swą sytuację, niż firmy największe. Optymizm ten widać także w liczbie opublikowanych przez firmy ogłoszeń. W przypadku wszystkich rodzajów firm odnotowano wzrosty zapotrzebowania na pracowników. Wciąż największym pracodawcą pozostają firmy zatrudniające powyżej 250 osób, z 28,9% udziałem w rynku. Jednak analiza przyrostów zapotrzebowania pokazuje, że to nie firmy największe (7,3% przyrostu rok do roku), a średnie (26,2% wzrostu rok do roku) i małe (8,9% wzrostu rok do roku) zatrudniały w II kwartale 2015 r. najchętniej. Mikroprzedsiębiorstwa (do 10 osób) zwiększyły zapotrzebowanie na pracowników o 4,9% rok ro roku.

Także sygnały płynące ze strony pracowników potwierdzają ożywienie na rynku pracy. W II kwartale 2015 r. na Pracuj.pl zarejestrowało się ponad 200 000 nowych użytkowników, co oznacza 38,3% wzrostu rok do roku. W drugim kwartale 2015 r. użytkownicy Pracuj.pl wysłali o 10,6% więcej aplikacji niż w analogicznym okresie roku poprzedniego.

***

Przemysław Gacek, prezes zarządu Grupy Pracuj SA,
Przemysław Gacek, prezes zarządu Grupy Pracuj SA,

Komentarz Przemysława Gacka, Prezesa Zarządu Grupy Pracuj S.A.:

Wzrost liczby publikowanych na Pracuj.pl ofert pracy w II kwartale 2015 o 12,13% porównując rok do roku oraz o 5,6% porównując do I kwartału 2015 roku potwierdza stałe ożywienie na rynku pracy. Co więcej, liczba publikowanych ofert na Pracuj.pl drugi kwartał z rzędu przekroczyła 100 000. Tradycyjnie najbardziej poszukiwani pracownicy to ci odpowiedzialni za handel i sprzedaż, obsługę klienta, finanse i IT. Zarazem branża sprzedaż i handel oraz branża finansowa to główni pracodawcy, co trzecia oferta pracy pochodzi z jednej z tych branż.

Porównując do analogicznego okresu w 2014 roku dynamicznie wrasta zapotrzebowanie na pracowników produkcyjnych, budownictwa, inżynierów. Wzrost zapotrzebowania na pracowników produkcyjnych i inżynierów ma w dużej mierze związek z ożywieniem w polskim przemyśle. Dobrą kondycję polskiego przemysłu potwierdza czerwcowy wskaźnik PMI, który kształtuje się na poziomie 54,3, jak i odnotowany na Pracuj.pl ponad 17% wzrost, porównując rok do roku, zapotrzebowania na pracowników z tej branży. Odnotowany przez nas prawie 19% wzrost, porównując rok do roku, zapotrzebowania na pracowników zgłoszony z branży budownictwo i nieruchomości również tłumaczy wzrost zapotrzebowania na pracowników budowlanych i inżynierów. Nasz barometr nastrojów pracodawców, czyli właśnie zgłaszane zapotrzebowania na pracowników, pokazuje, że branża budowlana ma się coraz lepiej. Potwierdzają to dane GUS, które pokazują co prawda ogólny klimat koniunktury w budownictwie na poziomie minus 2, ale to i tak jest jednym z najlepszych wyników od połowy 2011 roku. 

W II kwartale br. na Pracuj.pl konto założyło prawie 220 000 nowych użytkowników, o prawie 40% więcej niż w II kwartale 2014 roku. W tym czasie użytkownicy Pracuj.pl wysłali również o 10% więcej aplikacji na oferty pracy. Pokazuje to, że Polacy uwierzyli, że sytuacja na rynku pracy jest na tyle dobra, że mogą starać się zmienić pracę na lepszą. Dodatkowo 27% wzrost zapotrzebowania na sprzedawców z obszaru motoryzacja czy 22% wzrost zapotrzebowania na sprzedawców z obszaru kosmetycznego może wskazywać również na coraz lepsze nastroje Polaków jako konsumentów.

Nadal systematycznie wzrasta też zapotrzebowanie na specjalistów ds. HR, ofert dla tych pracowników było o 12% więcej niż w minionym kwartale i aż o 28% więcej niż rok temu. Duże i dynamicznie zwiększane zapotrzebowanie na HR-owców odnotowujemy szczególnie w przemyśle, budownictwie, branży telekomunikacja i zaawansowane technologie, finansowej, a takie dane z reguły oznaczają planowane dalsze rekrutacje w tych branżach.

 

 

 

MasterCard ma już 40-procentowy udział w rynku kart

Narodowy Bank Polski opublikował nowy raport o kartach płatniczych po I kwartale 2015 roku. Po raz pierwszy udziały MasterCarda przekroczyły 40 proc. w rynku kart płatniczych. Visa nadal utrzymuje pozycję lidera, ale jej terytorium kurczy się z kwartału na kwartał.

Można powiedzieć, że to symboliczny moment. Na koniec I kwartału 2015 roku udziały rynkowe MasterCarda po raz pierwszy przekroczyły granicę 40,1 proc. Stało się to m.in. kosztem Visy, która ma dziś „zaledwie” 59 proc. rynku. Wciąż jest liderem, ale jej udziały topnieją z kwartału na kwartał. Zaledwie 5 lat temu, na koniec 2009 roku, rynek kart należał do niej aż w 67 procentach. Niedawno zastanawiałem się, na ile realny jest podział rynku na pół między obie organizacje. Obserwując obecną dynamikę wzrostu MasterCarda, można było zakładać, że to kwestia kolejnych kilku lat.

Dziś nie jest to już jednak takie pewne. Szyki może pokrzyżować wprowadzenie lokalnej karty płatniczej. Nad takim rozwiązaniem zastanawiają się niektóre banki. W ten sposób przełamałyby duopol Visy i MasterCarda i jednocześnie istotnie ograniczyły koszty. Takie rozwiązania funkcjonują z powodzeniem na innych rynkach, na przykład w Niemczech. W Polsce mieliśmy już kiedyś karty z logo Polcardu. Za pomocą karty lokalnej można płacić tylko na terenie kraju. Dziś lokalnym systemem płatniczym są na przykład mobilne płatności BLIK.

Za wprowadzeniem karty lokalnej lobbuje m.in. Konfederacja Lewiatan. Z jej danych wynika, że aż 97,5 proc. transakcji kartowych w Polsce to transakcje krajowe – dokonywane przy użyciu kart wydawanych w naszym kraju. „W porównaniu do innych państw odsetek ten należy do jednego z najwyższych na świecie. Na pierwszy rzut oka oznaczać to powinno istotną korzyść dla użytkowników tego rodzaju instrumentów płatniczych. Problem w tym, że w Polsce nadal wszystkie transakcje kartowe realizowane są przez międzynarodowe schematy. Przy takiej skali transakcji krajowych nie ma to racjonalnego uzasadnienia – koszt rozliczeń jest w ten sposób wyższy i najczęściej zostaje on uwzględniony w cenie karty. Za niepotrzebne pośrednictwo płaci tym samym każdy Polak, dlatego istnieje potrzeba uniezależnienia się od międzynarodowych instytucji kartowych.” – uważa Konfederacja Lewiatan.

MasterCard ma już 40-procentowy udział w rynku kart

Pierwszym krokiem w kierunku karty lokalnej może być wprowadzenie na rynek karty bankomatowej. Taki produkt lada moment znajdzie się w ofercie Banku Zachodniego WBK. Karta bankomatowa będzie służyła wyłącznie do wypłaty środków z bankomatów BZ WBK. W przyszłości bank może nawiązać porozumienie z innymi bankami dysponującymi szeroką siecią bankomatów i udostępnić swoim klientom maszyny partnerów. W tym kontekście nieoficjalnie wymienia się PKO Bank Polski. Na razie jednak PKO BP (przynajmniej oficjalnie) nie pracuje nad wdrożeniem karty bankomatowej.

Tymczasem Visa traci kolejne banki. Wydawała karty klientom Meritum Banku, ale po fuzji z Aliorem podstawowym plastikiem staną się MasterCardy. Będzie to miało także swoje przełożenie na klientów Tesco, którzy korzystają z kart Visa Clubcard. Obecnie w sieci Tesco można dostać wyłącznie karty z logo MasterCarda. Takie karty pojawiają się też w innych bankach „visowych”. Wdrożył je na przykład Bank Pocztowy, który do tej pory proponował klientom wyłącznie plastiki Visa. MasterCardy zaczął wydawać młodzieży nawet PKO Bank Polski. Plastik z logo tej organizacji jest podstawową kartą do konta studenckiego w tym banku.

Raport NBP o kartach zawiera jeszcze kilka ciekawych informacji. W pierwszym kwartale spadła liczba kart płatniczych, o czym informowałem już w jednym z poprzednich tekstów. Na koniec marca a polskim rynku znajdowało się w obiegu 35,6 mln kart płatniczych, to jest o 514 tys. kart mniej niż w grudniu 2014 r., co stanowiło spadek o 1,4 proc. Za spadek w dużej mierze odpowiadają karty debetowe (jest ich mniej o 440 tys.).

Bank centralny zwraca uwagę, że w przeciwieństwie do poprzednich okresów, odnotowano minimalny wzrost liczby kart wyposażonych wyłącznie w pasek magnetyczny. Na koniec marca 2015 r. liczba kart wyposażonych tylko w pasek wynosiła 1,8 mln szt. i w porównaniu do poprzedniego kwartału zwiększyła się o 7,9 tys.

Jeszcze innym ważnym wydarzeniem dla rynku kart, na które warto zwrócić uwagę był spadek ogólnej liczby transakcji kartami. W I kwartale 2015 r. przeprowadzono przy użyciu kart płatniczych 725,8 mln transakcji (gotówkowych oraz bezgotówkowych) i w porównaniu do poprzedniego kwartału odnotowano zmniejszenie liczby transakcji o 13,3 mln, co stanowi spadek o 1,8 proc. Jak podaje NBP w omawianym okresie przeważająca większość transakcji, tj. 90,1 proc., była dokonywana kartami debetowymi.

Systematycznie rośnie sieć akceptacji kart. Na koniec I kwartału liczba terminali POS wynosiła 407 tys., z czego 311 tys. (76 proc.) to terminale akceptujące karty zbliżeniowe.

Krótka historia pożyczki ubranej w dwa suwaki

My Polacy mamy problem z oszczędzaniem. Co prawda uważamy, że oszczędzać warto i należy to robić, ale realizacja tego przekonania pozostawia wiele do życzenia. Jedynie co dwudziesty Polak oszczędza regularnie, a z danych za rok 2014 wynika, że około 20 milionów Polaków nie ma żadnych oszczędności1. Konsekwencji tej sytuacji jest wiele.

W dłuższej perspektywie na pewno będzie to wpływać na sytuację emerytalną Polaków, w krótszej – na zdolność radzenia sobie z opłaceniem większych wydatków. Innymi słowy: gdy pojawia się potrzeba zrobienia remontu, wymiany sprzętu AGD czy zakupu komputera, co od czasu do czasu zdarza się w większości gospodarstw domowych, nie możemy sięgnąć do własnych zasobów, bo najczęściej ich nie zgromadziliśmy. Jedynym sposobem poradzenia sobie z tą sytuacją jest pożyczenie pieniędzy. Korzystają z tego banki i firmy oferujące pożyczki. Jak podaje BIK, liczba kredytów konsumpcyjnych udzielonych w 2014 roku wzrosła w stosunku do roku 2013 o 14 proc., a tym samym rynek powrócił do stanu sprzed 2012 roku2.

Wprawdzie ile udzielonych pożyczek, tyle potrzeb, które za nimi stoją, ale generalnie większość tych kredytowych celów można podzielić na trzy grupy: pożyczki zaciągane na realizację bieżących potrzeb (39 proc.), na realizację planów (33 proc.) i wreszcie na realizację marzeń (17 proc.). Wydawałoby się, że w tej sytuacji naturalne jest sprzedawanie czy reklamowanie pożyczek jako doraźnej pomocy. Nic bardziej mylnego. W komunikacji marketingowej banki prezentują pożyczki jako sposób na spełnienie marzeń, ewentualnie na realizację planów. Banki najczęściej mówią: weź pożyczkę i spełnij swoje marzenia. Brakuje natomiast komunikacji, która koncentrowałaby się na pożyczce jako na sposobie na zaspokojenia bieżących potrzeb. Dlaczego tak jest? Marzenia lepiej się sprzedają? Na pewno tak, ale czy mimo wszystko nie warto wrócić do faktycznych potrzeb potencjalnych klientów? Jeżeli my się do nich nie odwołamy, ryzykujemy, że zrobi to nasz konkurent i być może skutecznie zagospodaruje tym działaniem część rynku.

Szybcy i tani nie zawsze wygrają

Cel pożyczki to jednak nie jedyny aspekt pomijany w komunikacji. Jeśli zadamy podstawowe pytanie: jaka powinna być pożyczka gotówkowa, aby klient na nią zwrócił uwagę, to odpowiedź, która się nasuwa jako pierwsza, jest prosta: pożyczka musi być tania. Wiedzą to zarówno bankowi, jak i niebankowi pożyczkodawcy – i skrupulatnie wykorzystują w reklamach. Banki mówią zatem o prowizji lub oprocentowaniu 0 proc., a firmy pożyczkowe oferują pierwszą pożyczkę za darmo ( jak choćby Vivus) lub za symboliczną opłatę, np. 10 złotych (Wonga.com).

W 2014 roku firmy niebankowe wydały na reklamę ponad 311 mln zł, podczas gdy wydatki reklamowe banków w kategorii pożyczek gotówkowych wynosiły przeszło 547 mln zł3. Zważywszy, że wartość pożyczek pozabankowych była w 2014 roku 17-krotnie mniejsza (!) niż pożyczek udzielanych przez banki4, widzimy, jak duży wpływ na oczekiwania klientów i wyobrażenia o pożyczce gotówkowej mają firmy pozabankowe. W efekcie sprawnej masowej komunikacji firmy pożyczkowe wywołały rewolucję komunikacyjną na tym rynku i w dużej mierze narzuciły warunki gry w ciągu ostatnich trzech lat. Teraz już dla wszystkich pożyczkodawców (także banków) jest oczywiste, że jedną z najważniejszych cech pożyczek jest szybkość i łatwość ich zaciągnięcia, czyli cechy charakterystyczne dla pożyczek udzielanych do niedawna jedynie przez niebankowe instytucje finansowe.

Wydaje się, że początkowo banki nie doceniały wszystkich konsekwencji pojawienia się w 2012 roku nowych graczy. Aby nie przegrać z nimi walki o wspólną część rynku – zmodyfikowały swoją propozycję produktową i sposób komunikacji, najczęściej według reguł podyktowanych przez nowych konkurentów. Przykładów nie trzeba długo szukać. Eurobank gwarantuje teraz udzielenie pożyczki w ciągu 15 minut, a mBank jest jeszcze szybszy – może przelać pieniądze na konto klienta w 30 sekund. I tu dochodzimy do ściany szybciej już się chyba nie da.

Rozmowa z klientami o pożyczce została sprowadzona do dwóch parametrów prostych i zrozumiałych dla każdego, a mianowicie do kwoty pożyczki i okresu zadłużenia – od tej pory większość potencjalnych klientów już wie, że wystarczy przesunąć dwa suwaki, aby obliczyć koszty pożyczki i ustalić, jaką pożyczkę wybrać.

Warto jednak pamiętać, że w Polsce jest sporo potencjalnych klientów, dla których ani ostateczny koszt, ani szybkość procesu nie są najważniejsze. Dwie piąte osób na rynku pożyczek gotówkowych, wybiera pożyczkodawcę, kierując się miękkimi elementami, takimi jak przyjazność i życzliwość personelu, zaufanie oraz kompetencje doradców.5 To ludzie, którzy zaciągając pożyczkę, chcą, aby pożyczkodawca potraktował ich indywidualnie i pokazał, że rozumie ich sytuację. Te potrzeby są obecnie często pomijane. Ludzie, którzy być może są trochę zagubieni w świecie finansów, nie potrzebują „pożyczki w 15 minut” ani gwarancji najniższej raty, bo i tak nie będą potrafili jej wyliczyć porównując oferty. Istotne jest dla nich osobiste spotkanie z doradcą, który spokojnie przyjrzy się ich sytuacji finansowej, doradzi najlepsze rozwiązanie i zapewni, że będą w stanie spłacić zobowiązanie. Warto o tym pamiętać, wydając kolejne miliony na komunikację z klientami.

Nowa konkurencja

Zanim na rynku pojawiły się Vivus i Wonga w 2012 roku, pożyczki pozabankowe kojarzyły się nam wyłącznie ze specyficznym rodzajem klientów, którzy sięgali po nie najczęściej z konieczności. Obecnie w społeczeństwie o pożyczkach internetowych nie mówi się, że to produkty gorsze od bankowych. Pokazywane są one jako usługa równoprawna, tyle że dopasowana do określonych sytuacji: kiedy klient potrzebuje gotówki szybko i bezproblemowo, kiedy nie chce się tłumaczyć bankowi, na co pożycza itd. Otwartość Polaków na ofertę pozabankową wydaje się największą zmianą ostatnich lat na rynku pożyczkowym. Być może skorzystają na niej zresztą nie tylko internetowe czy tradycyjne firmy pożyczkowe – w przyszłości może ona ułatwić wejście na rynek nowym podmiotom, także z innych branż (dość przypomnieć o planach Play wejścia na rynek pożyczek6). Mimo wszystko rynek pożyczek gotówkowych w Polsce wydaje się w miarę ustabilizowany, a ogólne reguły nim rządzące jasne: po pożyczki o większej wartości lub długoterminowe klienci idą do banków, a jeżeli potrzebują mniejszych pieniędzy, na krótki okres, lub jeżeli mają gorszą lub słabo udokumentowaną zdolność kredytową – rośnie prawdopodobieństwo, że udadzą się do firmy pożyczkowej.

Tę strukturę mogą zaburzyć jednak nowe podmioty, które będą się pojawiać na rynku. Nie chodzi tu o kolejny bank, czy o kolejną firmę pożyczkową, która z impetem wejdzie na polski rynek, tylko o możliwe alternatywne źródła finansowania wydatków. Fenomenem na niektórych rynkach zachodnich stały się społecznościowe platformy pożyczkowe.

W Polsce nie są one jeszcze liczącym się konkurentem dla banków i firm pożyczkowych, ale mają już na koncie pewne sukcesy. Przykładem może być Kokos – platforma działająca na naszym rynku od kilku lat, która zdążyła udzielić w sumie ponad 100 tys. pożyczek na łączną kwotę przeszło 120 mln złotych7. Czynnikiem, który zdecydował o sukcesie takich platform zagranicą, jest sposób ich funkcjonowania – działają one poza instytucjami finansowymi, łącząc bezpośrednio inwestorów i pożyczkodawców. Sposób działania platform pożyczkowych – konsekwentnie realizowany np. przez brytyjską Zopę – wpisuje się w preferencje pokolenia Y, które przychylnym okiem patrzy na zjawiska omijające tradycyjne instytucje rynkowe i dodatkowo podkreślają bezpośrednie relacje z innym człowiekiem.

Zupełnie nowy pomysł na usługi finansowe proponują niektóre amerykańskie start-upy. Przykładem może być tutaj FlexWage, który przedstawia swoją propozycję jako rozwiązanie dla osób o nieregularnych zarobkach, które pozwoli im utrzymać płynność finansową poprzez wyrównanie strumienia przychodów8. Sposób działania usługi jest następujący: pożyczkobiorcy przelewana jest zaliczka – kwota odpowiadająca wynagrodzeniu za wykonaną już pracę, zanim ostatecznie zapłaci za nią pracodawca. Kolejną innowacją jest fakt, że FlexWage kieruje swoje usługi bezpośrednio do pracodawców, którzy mogą przedstawiać to narzędzie jako dodatkowy benefit pracowniczy. Mamy więc do czynienia z produktem konkurencyjnym dla oferty firm pożyczkowych i atrakcyjnym cenowo (opłata za usługę to maksymalnie 5 dolarów dla pracowników i niewielka opłata dla pracodawcy). Produkt opakowany jest jednak w zupełnie nowy sposób: uderza wprost w potrzebę ostatecznych użytkowników i pozycjonuje się jako rozwiązanie ich problemu, ani razu nie używając słowa „pożyczka”.

Podobne rozwiązania być może niebawem pojawią się na polskim rynku – stawiając obecne na nim podmioty przed koniecznością zmiany oferty lub jej komunikacji.

Widzieć więcej, działać lepiej

Główni gracze nie powinni dać się zaskoczyć zmianie, czyli stale trzymać rękę na pulsie – obserwować nie tylko konkurencję, ale także trendy na zagranicznych rynkach pożyczek gotówkowych, wypatrywać podmiotów z innych branż, które mogą stać się dla nich konkurencją.

Często słyszy się na różnych rynkach, że kluczem do sukcesu jest wsłuchiwanie się w potrzeby swoich klientów i odpowiadanie na nie. To – pozornie zgrane – hasło ma zastosowanie także w odniesieniu do pożyczkodawców: oznacza z jednej strony przyjrzenie się faktycznym powodom zadłużania się klientów (pożyczki najczęściej zaciągane są na zaspokojenie bieżących potrzeb, a nie na realizację marzeń), a z drugiej strony znalezienie sposobu, w jaki moglibyśmy wpasować się w tę sytuację (np. pożyczkę krótkookresową można pokazać klientom jako sposób na ustabilizowanie płynności finansowej – jak to zrobiło FlexWage). Aby było to możliwe, doradcy musieliby na chwilę odejść od rozmowy o kategoriach i parametrach produktów i świeżym okiem spojrzeć na swoich obecnych i potencjalnych klientów.

Możliwości konkurowania i wyróżnienia się kategoriach „szybko i łatwo” oraz „tanio” są już bardzo ograniczone. Szansę daje natomiast zmiana sposobu rozmowy z klientami – pokazanie się jako partnera w zarządzaniu domowym budżetem, a nie sklepu z pożyczkami. Oznaczałoby to dla wielu instytucji finansowych zasadniczą zmianę w sferze pozycjonowania, komunikacji i w sposobie obsługi klientów. Wymagałoby to postawienia się w roli doradców i przewodników po świecie finansów oraz budowy długookresowych relacji z klientami opartych na partnerstwie i zaufaniu.

Ewa Kantecka, Account Manager w TNS Polska
Zuzanna Faizy, Senior Research Executive w TNS Polska

1 Źródło: „Audyt Bankowości Detalicznej”, badanie TNS Polska na ogólnopolskiej próbie 12 tys. mieszkańców Polski, 2014.
2 Źródło: „Kredyt Trendy”, BIK, marzec 2015.
3 Źródło: dane o wydatkach mediowych, Kantar Media.
4 Banki udzieliły w 2014 roku pożyczek gotówkowych w wysokości 78 mld zł („Kredyt Trendy. Raport Biura Informacji Kredytowej”, BIK, marzec 2015), firmy niebankowych – ok. 4,5 mld zł (Jarosław Ryba, „Co czeka rynek w 2015 roku?”, Gazeta Finansowa Online, styczeń 2015).
5 Źródło: „Audyt Bankowości Detalicznej”, badanie TNS Polska na ogólnopolskiej próbie 12 tys. mieszkańców Polski, 2014.
6 Źródło: Puls Biznesu, Eugeniusz Twaróg, Magdalena Wierzchowska „Play chce udzielać pożyczek on-line”
7 Źródło: oficjalne statystyki podawane na stronie internetowej firmy kokos.pl/info/statystyki.
8 Źródło: Mary Wisniewski, „Can Reengineering the Pay Cycle Disrupt Payday Lending?”, (w:) American Banker”, sierpień 2014 (www.americanbanker.com/issues/179_157…>

To dobry moment na zakup mieszkania na rynku wtórnym

Jak wynika z najnowszego raportu Szybko.pl, Metrohouse i Expandera, obecnie rynek nieruchomości wtórnych cechuje się dużą stabilnością. To dobry moment na zakup mieszkania pod kątem zbliżającego się roku akademickiego. Jesienią natomiast możemy spodziewać się znacznego ożywienia spowodowanego między innymi objęciem programem MdM nieruchomości wtórnych oraz tradycyjnym wzrostem aktywności kupujących we wrześniu i październiku.

Spokojne nastroje na rynku nieruchomości

W czerwcu, podobnie jak miesiąc wcześniej, rynek nieruchomości wtórnych charakteryzował się dużą stabilnością. Przeciętna cena ofertowa dla 15 monitorowanych miast wzrosła zaledwie o 0,1% w stosunku do poprzedniego zestawienia. Jedynie w Katowicach i Sopocie zauważalne są istotne obniżki na poziomie odpowiednio 2,3% oraz 1,5% – W nadchodzącym czasie można jednak spodziewać się silnego ożywienia na rynku nieruchomości wtórnych – mówi Marta Kosińska, ekspert Szybko.pl. – Będzie ono spowodowane przede wszystkim typowym jesiennym wzrostem aktywności kupujących i wynajmujących. Dodatkowo rynek zdynamizują jeszcze zmiany spowodowane regulacjami wysokości wymaganego wkładu własnego orazrozszerzenie programu MdM o nieruchomości z drugiej ręki. W zależności od ustalonych limitów cenowych, w różnych lokalizacjach będzie ono miało odmienną siłę oddziaływania. Dla przykładu, w Łodzi dopłatami może być objęte nawet 50%, a w Poznaniu – 40% nieruchomości (przy założeniu, że próg cenowy kwalifikujący mieszkanie do dopłat będzie wynosił odpowiednio 3 700 i 4 847 złotych1). Na drugim biegunie są Warszawa i Kraków, gdzie zaledwie 3% i 2% wystawionych na sprzedaż mieszkań będzie kwalifikowało się do wsparcia w ramach programu MdM.

Ceny transakcyjne w sezonie wakacyjnym

Okres wakacyjny to pora, kiedy liczba ofert lokali wystawionych na sprzedaż maleje. Jednak w tym czasie istnieje duża szansa na nawiązanie transakcji z klientem gotówkowym. Najczęściej takimi kupującymi są rodzice maturzystów, którzy dostali się na studia poza miejscem swego zamieszkania. Osoby nabywające lokal mają powody do zadowolenia. – W porównaniu do ubiegłego miesiąca, transakcyjne ceny mieszkań nieco spadły. Największe obniżki widać na gdyńskim rynku nieruchomości. Nabywcy powinni dysponować kwotą poniżej 5 000 zł za mkw. – mówi Marcin Jańczuk, ekspert Metrohouse. – Zbliżoną sytuację można zaobserwować w Gdańsku. Rynek nieruchomości w obu tych miastach kształtuje się podobnie. Najczęściej kupujący przeznaczali 260 tys. zł na zakup lokalu.

Wrocław to jedyne miasto spośród badanych w raporcie, gdzie ceny transakcyjne nieco wzrosły.

– Aktualnie kupujący muszą się liczyć z wydatkiem na poziomie 5 252 zł za mkw. – zauważa Jańczuk. – Co ciekawe, to właśnie w stolicy Dolnego Śląska kupowane są lokale o największych metrażach. Zupełnie odwrotnie przedstawia się sytuacja w Łodzi, gdzie najszybciej z rynku znikają mniejsze lokale- dodaje ekspert.

Oprocentowanie minimalnie wzrasta

Nieznacznie zmieniła się wysokość oprocentowania kredytów. – Dla zobowiązań z wysokim wkładem własnym (25%) wskaźnik ten zwiększył się z3,47% do 3,48 i nadal pozostaje na bardzo niskim poziomie – mówi Jarosław Sadowski, ekspert Expander Advisors. – W przypadku długu o wartości 300 000 zł, zaciągniętego na okres 30 lat, rata wynosi jedynie 1 499 zł. Porównując do takiego samego kredytu, jednak uruchomionego w 2012 r. klient zobowiązany był spłacać miesięcznie 2 054 zł. Obecnie raty są więc dość niskie, ale w kolejnych miesiącach najprawdopodobniej będą powoli rosły.

Dobrą wiadomością dla osób zainteresowanych kupnem lokalu są planowane zmiany w rządowym programie MdM. Istnieją szanse, że jeszcze w tym roku zostanie rozszerzony katalog nieruchomości, które mogą być objęte dofinansowaniem, także o mieszkania pochodzące z rynku wtórnego. Jest to istotne szczególnie dla osób zainteresowanych nabyciem lokalu w mniejszych miejscowościach, gdzie nowe nieruchomości nie powstają tak często jak w dużych miastach.

1 szacunki dotyczące limitów cenowych wykonane przez Bankier.pl

W 2014 roku Polscy kierowcy w Niemczech spowodowali ponad 20 tys. szkód

W 2014 roku polscy kierowcy spowodowali za granicą ponad 46 tys. szkód o średniej wartości 16,4 tys. zł. Postawie Polaków na europejskich drogach w najnowszym raporcie przyjrzeli się specjaliści porównywarki ubezpieczeń mfind oraz Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych.

Polscy kierowcy jeżdżą coraz gorzej?

W Niemczech spowodowaliśmy ponad 20 tys. szkódW 2014 roku kierowcy na polskich tablicach rejestracyjnych spowodowali na europejskich drogach 46 681 szkód. To o ponad 2 tys. więcej niż rok wcześniej. Jak wynika z raportu porównywarki ubezpieczeń mfind oraz PBUK, ta statystyka z roku na rok jest gorsza. Jeszcze w 2010 r. polscy kierowcy spowodowali „tylko” 34 579 szkód.

Zdarzenia, które powodują Polacy, są też coraz kosztowniejsze. W 2012 roku średnia wartość pojedynczej szkody wyniosła 14,6 tys. zł, w 2013 – 15,4 tys. zł, a w 2014 r. już 16,4 tys. zł. W sumie, w zeszłym roku wypłacono ponad 765 mln zł osobom poszkodowanym przez naszych rodaków!

Niemiec płacze, jak wjeżdżamy

W których krajach polscy kierowcy powodują najwięcej szkód? Zdecydowanie najgorzej jest w Niemczech. W 2014 r. u naszych zachodnich sąsiadów spowodowaliśmy 22 118 szkód. Na dalszych pozycjach znalazły się m.in. Wielka Brytania (4313), Francja (3617), Włochy (3209) oraz Holandia (2781).W Niemczech spowodowaliśmy ponad 20 tys. szkód

Warto zwrócić uwagę na to, że w porównaniu do 2013 roku, pogorszyła się sytuacja m.in. na drogach niemieckich, brytyjskich, francuskich oraz włoskich. Nieco lepiej było w Holandii.

Polscy kierowcy bez OC płacą miliony z własnej kieszeni

Chociaż w 2014 roku nasi rodzimi kierowcy jeżdżący bez OC nie pobili rekordu liczby spowodowanych szkód ustanowionego 4 lata temu, to jednak były to zdarzenia najbardziej obciążające ich kieszeń. W sumie za 365 szkód wypłacono ponad 8 mln zł odszkodowań! To dwa razy więcej niż w 2013 r.W Niemczech spowodowaliśmy ponad 20 tys. szkód

Należy pamiętać, że osoba poszkodowana w wypadku z polskim kierowcą bez OC, otrzymuje odszkodowanie od Polskiego Biura Ubezpieczycieli Komunikacyjnych. PBUK zwraca się następnie o zwrot tych pieniędzy do sprawcy zdarzenia. Dlaczego w 2014 r. odszkodowania był tak wysokie? Jest to związane z większą liczbą bardziej kosztownych szkód na osobach, czyli niestety ofiar ciężko lub śmiertelnie rannych.

– Zgodnie z ustawą o ubezpieczeniach obowiązkowych PBUK po dokonaniu wypłaty ma prawo dochodzić zwrotu poniesionych kosztów zarówno od sprawcy (kierującego) jak i właściciela, jeżeli są to dwie różne osoby. Koszty są egzekwowane solidarnie od dłużników do momentu odzyskania całości kwoty zobowiązania względem PBUK. W przypadku gdy proces odszkodowawczy jest nadal w toku i suma wypłaconych środków wzrasta w związku z wpływem nowych roszczeń przedstawionych przez zagraniczne Biuro Narodowe, wówczas kolejne żądania zwrotu są wysyłane do sprawcy i posiadacza – tłumaczy Dominik Szczygielski, starszy inspektor w Polskim Biurze Ubezpieczycieli Komunikacyjnych.

– Wyjeżdżając samochodem za granicę powinniśmy pamiętać o kilku rzeczach. Po pierwsze zawsze należy sprawdzić, czy mamy ważną polisę OC. W niektórych państwach konieczna będzie Zielona Karta – należy zaopatrzyć się w nią przed wyjazdem. Kolejnym obowiązkiem jest sprawdzenie przepisów ruchu drogowego we wszystkich krajach, przez które będziemy przejeżdżać – aby uniknąć mandatu i nieprzyjemności z lokalną policją – radzi Dominika Grabek, redaktor naczelna Akademii ubezpieczeń mfind.

Średnia kwota długu przypadająca na jednego zadłużonego studenta to 1 883 zł

O 300 tys. spadła w ciągu ostatnich czterech lat liczba studentów w Polsce. W tym czasie trzykrotnie wzrosła jednak liczba tych, którzy mają nieuregulowane zobowiązania wobec swoich uczelni. Średnia kwota długu przypadająca na jednego zadłużonego studenta to 1 883 zł. Jedni zadłużają się, bo nie stać ich na utrzymanie się, a inni rzucają studia i zapominają, że z uczelnią też wiąże ich umowa, którą trzeba wypowiedzieć.

Czesne kosztuje studenta od kilku do nawet kilkudziesięciu tysięcy złotych rocznie. Wielu z nich musi również zapłacić za wynajęty pokój, dojazdy na uczelnię, korepetycje i pomoce naukowe. Mimo tak wysokich kosztów, liczba studentów w Polsce przekracza 1,5 mln. Nie wszyscy są jednak w stanie udźwignąć tak duże obciążenie finansowe. Widać to w statystykach Krajowego Rejestru Długów, według których studenci są winni szkołom wyższym 9,67 mln zł.

Na wpisanie zadłużonych studentów do Krajowego Rejestru Długów zdecydowało się dotychczas 26 wyższych uczelni w Polsce, w większości prywatne, choć jest w tym gronie też kilka publicznych. W 2011 roku było ich o połowę mniej.

– Spada liczba studentów, a w związku z tym również dochody uczelni. Muszą one nie tylko oferować żakom coraz bardziej konkurencyjną ofertę studiów, co mnoży koszty, ale również staranniej przyglądać się swoim finansom. Dlatego też coraz rzadziej przymykają oko na brak opłaty za czesne i decydują się na skuteczną windykację należności- mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Najczęściej zadłużają się uczniowie krakowskich uczelni – w KRD znajduje się 2 168 dopisanych przez nie zobowiązań – każde na średnio 1 300 zł. Najwięcej do oddania mają studenci z Lublina – ich średni dług przypadający na jednego żaka to aż 3 490 zł.

– Z naszych badań wynika, że tylko 37% płacących za studia ponosi te koszty samodzielnie pracując. 15% studentów decyduje się na zaciągnięcie kredytu lub pożyczki. Najczęściej jednak, bo w 48% przypadków, naukę finansują im rodzice- wylicza Łącki.

Część studenckich długów powstaje na skutek niewystarczających dochodów lub wykorzystania pieniędzy przeznaczonych na studia na „życie studenckie”. Spory odsetek spraw trafiających do Krajowego Rejestru Długów to jednak wynik niefrasobliwości. Zdarza się, że z różnych przyczyn żak rzuca studia – zwyczajnie przestaje przychodzić na zajęcia, ale zapomina przy tym wypowiedzieć umowę z uczelnią.

– Bardzo często to od nas studenci dowiadują się, że mają do zapłaty zaległe faktury – mówi Radosław Koński, dyrektor Departamentu Windykacji Kaczmarski Inkasso. – Zrezygnowali z nauki w czasie semestru, ale nie dopełnili formalności i nie poinformowali o tym uczelni. Formalnie, czesne wciąż było naliczane, dług więc stale się powiększał – wyjaśnia.

Uczelnie coraz chętniej zlecają windykację firmom zewnętrznym. Odzyskiwanie należności na własną rękę jest nieopłacalne i mało skuteczne.

– Średnia kwota długu wobec uczelni wynosi 1 600 zł. Dłużnikami są przeważnie ludzie młodzi, między 20 a 30 rokiem życia. 85% zaległych faktur spłaca się po naszej interwencji- mówi Koński.

Niektórzy studenci liczą, że ich dług ulegnie przedawnieniu. O tym jednak decydują sądy, a te z kolei różnie interpretują rodzaj działalności uczelni – niektóre traktują taką usługę jako umowę – zlecenie, inne jako świadczenie w ramach działalności gospodarczej, ale zdarzało się też że usługa ta nie była traktowana jako działalność gospodarcza. Czas ten może więc wynosić 2, 3, a nawet 10 lat. Próbując uniknąć płacenia za czesne, można narazić się na naprawdę wysokie koszty, ponieważ do każdej zaległej faktury wierzyciel doliczy koszty windykacji i ustawowe odsetki. Wtedy z kilkuset złotych, dług może urosnąć nawet do kilku tysięcy.

Niedokładne kasowanie danych ze smartfonów to poważne zagrożenie dla przedsiębiorstw

Niedawno cały świat obiegła informacja, że z ponad 500 milionów smartfonów wyposażonych w system Android można odzyskać dane nawet, gdy do ich skasowania wykorzysta się funkcję tzw. „factory reset”. Powinno to niepokoić nie tylko użytkowników prywatnych, ale przede wszystkim biznesowych. Szczególnie w świetle rosnącej popularności trendu BYOD i nadchodzących zmian w europejskim prawie, dotyczącym ochrony danych – komentują eksperci Kroll Ontrack.

Naukowcy z Uniwersytetu w Cambridge odkryli, że mobilne urządzenia z systemem Android, po przywróceniu ustawień fabrycznych nadal zachowują pewne dane, takie jak m.in. muzyka, zdjęcia, pobrane aplikacje, a nawet konta użytkowników Google. Dzieje się tak pomimo zapewnień producenta, że podczas procesu przywracania ustawień fabrycznych wszystkie informacje zostaną usunięte. Statystyki laboratoriów odzyskiwania i kasowania danych Kroll Ontrack potwierdzają te doniesienia. Eksperci ustalili, że smartfony, których użytkownicy w celu usunięcia danych korzystali z dostępnych sprzętowo opcji (w tym przywrócenia ustawień fabrycznych), nadal zawierają pewne wrażliwe informacje. Tymczasem z ankiety Kroll Ontrack przeprowadzonej w 2014 roku wśród internetowych sprzedawców smartfonów na polskich serwisach aukcyjnych i ogłoszeniowych wynika, że aż 66 procent z nich przed sprzedażą sprzętu dokonuje właśnie przywrócenia ustawień fabrycznych, 20 procent – ręcznie usuwa dane, natomiast 8 procent – wskazuje na formatowanie, jako stosowaną metodę kasowania danych.

Adam Kostecki, specjalista do spraw rozwoju i bezpieczeństwa Kroll Ontrack
Adam Kostecki, specjalista do spraw rozwoju i bezpieczeństwa Kroll Ontrack

– Konsekwencje takiego postępowania mogą być bardzo poważne, zarówno dla posiadaczy smartfonów jak i osób, które je odsprzedają. Jeżeli używane urządzenia trafią do osób trzecich, to mogą się one znaleźć w posiadaniu takich danych jak loginy i hasła, numery kont, galerie zdjęć, filmów i nagrań dźwiękowych poprzednich właścicieli. To spore zagrożenie nie tylko dla użytkowników prywatnych, ale przede wszystkim biznesowych – wyjaśnia Adam Kostecki, specjalista do spraw rozwoju i bezpieczeństwa Kroll Ontrack.

Coraz większa popularność w firmach trendu BYOD (z ang. Bring Your Own Device), polegającego na używaniu w miejscu pracy prywatnych urządzeń mobilnych sprawia, że informacje na temat możliwości przywracania danych z systemu Android okazują się jeszcze bardziej alarmujące. Ryzyko rośnie po uwzględnieniu prawdopodobieństwa, że na urządzeniach mobilnych, należących do prywatnych użytkowników, mogą znajdować się także ważne i poufne dane biznesowe.

Nowe światło na sprawę rzucają działania Komisji Europejskiej, która planuje ujednolicenie ochrony danych na terenie całej wspólnoty. Ma temu służyć stosowne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (GDPR – General Data Protection Regulation). Zgodnie z projektem, dla przedsiębiorstw będzie się to wiązało z obowiązkiem usuwania danych osobowych obywateli UE na żądanie lub wtedy, gdy nie są dłużej wymagane w danej organizacji. Firmy będą także zobligowane do stosowania ściśle określonych procedur przy procesach przetwarzania danych osobowych. Przedsiębiorcy, którzy nie zastosują się do nowych przepisów unijnego prawa, mogą zostać ukarani wysokimi grzywnami w wysokości nawet do 2 procent globalnych obrotów lub 100 milionów Euro – w zależności od tego, która kwota będzie dla nich bardziej dotkliwa. Oznacza to bardzo duży wzrost kary pieniężnej w stosunku do aktualnie obowiązujących przepisów.

Przedsiębiorcy będą także musieli zwracać baczniejszą uwagę na właściwe zarządzanie ryzykiem, szczególnie związanym z recyklingiem i niszczeniem sprzętów np. uszkodzonych lub starszych, już nieużywanych. Urządzenia te nie powinny być wyrzucane bez pełnego wykasowania informacji na nich zgromadzonych. Przedsiębiorstwa powinny zatem rozważyć współpracę z dostawcami profesjonalnych usług i narzędzi do kasowania danych, zapewniającymi certyfikowane procesy w tym względzie. Da ona pewność, że dane osobowe i poufne nie dostaną się w niepowołane ręce, a firmy będą w stanie wykazać, że podjęły odpowiednie kroki w celu ochrony poufnych danych.

Skuteczne usuwanie informacji z pamięci wewnętrznej i zewnętrznej telefonów komórkowych możliwe jest jedynie dzięki profesjonalnemu oprogramowaniu lub usłudze kasowania danych. Za ich pośrednictwem usuwane są bezpowrotnie wszystkie ważne dla użytkownika dane, takie jak wiadomości e-mail, kontakty teleadresowe czy wiadomości tekstowe. Pozwala to na bezpieczne wykorzystanie telefonu przez inną osobę czy jego odsprzedaż.  Raport i certyfikat potwierdzający skasowanie danych gwarantuje, zarówno użytkownikom prywatnym jak i biznesowym, skuteczność przeprowadzonego procesu.

– Organizacje zaniepokojone wiadomością o możliwości przywrócenia danych z telefonów z systemem Android po przywróceniu ustawień fabrycznych, powinny przede wszystkim przeanalizować wewnętrzne procedury dotyczące kasowania danych i recyklingu urządzeń mobilnych, a następnie wprowadzić odpowiednie zabezpieczenia. Prywatni użytkownicy sprzedający używane telefony czy tablety także muszą zastanowić się, czy na pewno zrobili wszystko, aby ich dane nie dostały się w niepowołane ręce. Jeśli mają co do tego jakiekolwiek wątpliwości, najlepszym wyjściem będzie zastosowanie profesjonalnego oprogramowania kasującego dane – zaznacza Adam Kostecki.

W Polsce bez zmian, na Węgrzech odwilż

Sytuacja na warszawskim parkiecie nie uległa większym zmianom. Wciąż brakuje pozytywnych informacji, które mogłyby napędzić lokalne indeksy giełdowe do wzrostów. Jednocześnie przeważają czynniki psujące sentyment. Jednym z ważniejszych jest powiększający się pakiet obietnic wyborczych.

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Pojawiają się pomysły, aby podatkiem objąć nie tylko instytucje finansowe, ale także supermarkety i firmy telekomunikacyjne. Drugim czynnikiem jest mała aktywność inwestorów i brak popytu, spowodowane okresem wakacyjnym. OFE i inni inwestorzy mają w portfelach sporo akcji, a chętnych do kupowania trudno znaleźć. Mocnych spadków na warszawskiej giełdzie nie obserwujemy przede wszystkim dlatego, że poza akcjami nie ma interesującej, rentownej alternatywy.

Coraz atrakcyjniejsze wskaźniki dla polskich akcji, ale…

Waluacje akcji, szczególnie dużych spółek, kształtują się na coraz atrakcyjniejszych poziomach. Jednak kupowanie akcji, np. dużych banków, obecnie przypomina łapanie spadającego noża. Przede wszystkim dlatego, że nie wiemy (i jeszcze przez jakiś czas się nie dowiemy), z jakimi kosztami przyjdzie im się zmierzyć, gdy wejdą w życie nowe podatki i regulacje dotyczące kredytów walutowych. W tych okolicznościach zdecydowanie warto rozejrzeć się za zyskami także za granicą.

Węgierskie akcje warte uwagi

W naszym regionie ciekawie prezentują się Węgry i m.in. na tamtejszej giełdzie poszukiwalibyśmy wartości. Dlaczego właśnie tam? Ostatnie 2–3 lata nie należały do udanych dla węgierskich akcji. Głównym sprawcą tego negatywnego sentymentu był rząd, który poprzez swoje działania (np. podatek bankowy) nie zachęcał do kupowania akcji. W tym roku rząd Orbána zdecydował się m.in. na obniżenie podatku bankowego. Na to nałożyły się niezłe dane z węgierskiej gospodarki oraz czynniki zewnętrzne, w tym dobra sytuacja w sektorze rafineryjnym. W rezultacie doszło do odbicia cen akcji, a indeks BUX poszybował w górę.

Autoprezentacja – czyli pierwsze wrażenie w relacjach biznesowych

Ubywa kredytów na niskie kwoty, choć spłacane są bardzo dobrze

Według danych opublikowanych w raporcie Kredyt Trendy 2/2015, opracowanym przez ekspertów Biura Informacji Kredytowej, kredyty na niskie kwoty spłacane są lepiej i bardziej terminowo, niż kredyty na kwoty wyższe. Udział kredytów na kwoty do 10 tysięcy złotych w liczbie wszystkich kredytów konsumpcyjnych udzielonych w 2014 r. wyniósł 76,4%.

Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej
Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej

Kredytów na kwoty do 10 tys. zł udzielono w I kwartale 2015 r. o 3% mniej niż przed rokiem, natomiast kredytów na wyższe kwoty było o 8,6% więcej. Kredytów na kwoty powyżej 50 tys. złotych banki i SKOK-i udzieliły o 17 % więcej w porównaniu z I kwartałem 2014 roku. Banki i SKOK-i miesięcznie udzielają ponad 600 tysięcy kredytów konsumpcyjnych. Są to kredyty finansujące sprzedaż ratalną towarów i usług oraz kredyty na cele nieokreślone, popularnie zwane gotówkowymi. – Widać wyraźnie, że mimo liberalizacji Rekomendacji T, która zezwoliła na uproszczone procedury udzielania kredytów na niskie kwoty, sprzedaż tych kredytów nie rozwija się. W okresie styczeń – marzec 2015 roku udział tych kredytów w liczbie udzielonych spadł do 73,9% – mówi dr Andrzej Topiński, główny ekonomista Biura Informacji Kredytowej – Można zatem stwierdzić, że kredytów niskokwotowych udziela się wiele, ale w bilansach bankowych ważą dużo mniej- dodaje Andrzej Topiński.

Kredyty na kwoty do 10 tys. złotych stanowiły na koniec marca 2015 roku tylko 15,3% należności banków z tytułu kredytów konsumpcyjnych, natomiast kredyty na kwoty powyżej kwoty 50 tys., które w liczbie zawieranych umów mają tylko czteroprocentowy udział, stanowią aż 35% należności banków – są większe, a ponadto udzielane na dłuższe okresy spłat, więc wolniej spłacane.

Wśród kredytów udzielonych w latach 2011 – 2014 na kwoty do 1 tysiąca złotych, w dwa lata po udzieleniu zaległości ponad 90-dniowe w obsłudze wystąpiły w marcu bieżącego roku tylko na 1,3% rachunkach. Natomiast w segmencie kredytów na kwoty powyżej 50 tysięcy złotych takie opóźnienia wystąpiły na blisko 7% rachunków.

udział kredytów opoźnionych w obsłudze powyżej 90 dni

 

Skoro kredyty udzielane na niskie kwoty spłacają się dobrze, to być może, spowoduje to ożywienie oferty bankowej w tym segmencie.

 

Katarzyna Szerling w Zarządzie Providenta

0

Wzrósł wskaźnik zatrudnienia osób po 50 roku życia

W ostatnich latach w Polsce wzrósł wskaźnik zatrudnienia osób po 50. roku życia. Niestety nie oznacza to, że problem aktywizacji zawodowej tej grupy został rozwiązany.

Jak wynika z raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju, Polska – w celu wyrównania szans ludzi po pięćdziesiątce na rynku pracy – powinna dokonać zmian w dwóch zasadniczych obszarach. Jednym z nich jest opieka zdrowotna. „Choroby to przyczyna wielu ograniczeń w życiu tej grupy. Jeśli chcemy wykorzystywać potencjał osób po 50. roku życia, musimy zadbać o to, aby ich stan zdrowia nie wpływał negatywnie na możliwości pozostania na rynku pracy do osiągnięcia wieku emerytalnego” – wyjaśnia w wywiadzie dla serwisu infoWire.pl Małgorzata Sarzalska, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych i Prognoz w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

Po drugie należy bardziej zadbać o podnoszenie kwalifikacji osób ponadpięćdziesięcioletnich. Statystyki pokazują, że jedynie mniej więcej 1% z nich się doszkala. „System dofinansowania szkoleń, o które mogą ubiegać się pracodawcy dla pracowników, został już wprowadzony. Potrzeba dalszych działań, uświadamiających szefom, że inwestowanie w rozwój kadry nie musi być kosztowne i może odbywać się np. na zasadzie wzajemnego uczenia się osób zatrudnionych w firmie” – podkreśla ekspertka.

Kluczowa dla poprawy sytuacji ludzi po 50. roku życia na rynku pracy jest również zmiana ich myślenia. Trzeba uświadamiać, że podnoszenie własnych kwalifikacji jest niezbędne, aby móc zachować pracę. Niestety według wielu osób u schyłku kariery zawodowej nie ma potrzeby się dokształcać.

Koncepcja Smart City pomoże zatrzymać proces wyludniania się mniejszych miast

Analizy wskazują, że mniejsze aglomeracje miejskie nie cieszą się popularnością wśród Polaków. Najwięcej z nas deklaruje chęć życia w dużych miasta, szukając szans rozwoju i zdobycia nowej pracy. Coraz lepsze notowania względem ubiegłych lat dotyczą także terenów wiejskich. Wieś doceniamy za spokój i zdrowsze środowisko. Najsłabiej w rankingu wypadają małe miasta. Zdaniem ekspertów to przede wszystkim te regiony będą musiały stawić czoła migracji i pomyśleć o działaniach, które zwiększą ich atrakcyjność.

Według Andrzeja Sobczaka, prof. SGH, Kierownika Zakładu Zarządzania Informatyką, sposobem na zmniejszenie tendencji związanych z migracją może okazać się wdrożenie koncepcji Smart City. W Raporcie „Inteligentny Rozwój Miasta” wyjaśnia on, jakie działania warto podjąć, aby przekonać przede wszystkim młode osoby do pozostania w rodzinnych miasteczkach.

Najpierw zadałbym pytanie o punkt odniesienia, ponieważ miasto miastu nie jest równe. Inaczej funkcjonuje miasto, które jest miastem położonym blisko większego ośrodka, jak np. Warszawa czy Kraków. Wówczas przyjmuje ono funkcję sypialni. Przy takim scenariuszu warto byłoby usprawnić transport, aby ułatwić dojazd do pracy, ale też zadbać o ofertę dla młodych rodziców. Np. parki. A jeśli funkcjonują parki warto pomyśleć o oszczędnościach, np. o zdalnym systemie zarządzania oświetleniem. Inną strategię powinno przyjąć z kolei małe miasto, które jest jednocześnie punktem centralnym regionu. Tutaj pomyślałbym o wprowadzeniu usług elektronicznych, np. w zakresie zintegrowanego dostępu do służby zdrowia czy edukacji. To byłby pakiet rozwiązań ułatwiających funkcjonowanie w mieście – radzi Andrzej Sobczak.

Z kolei Leszek Hołda, prezes Integrated Solutions zwraca uwagę na mobilność i inne możliwości, wynikające z wykorzystywania nowych technologii.

Informatyzacja życia publicznego to jedna kwestia. Za nią odpowiadają samorządy. Druga to zmiana społeczna, jaka dokonuje się z powodu i przy wsparciu technologii. Spójrzmy choćby za pracę. Dziś, wykorzystując wielofunkcyjne urządzenia, możemy wykonywać obowiązki zawodowe wszędzie, z każdego miejsca na świecie, wystarczy dostęp do internetu. Można pracować w dużej korporacji, ale żyć w małym miasteczku – podkreśla Leszek Hołda z Integrated Solutions.  

Więcej informacji na temat tego, jak zastosowanie nowych technologii zmieni funkcjonowanie i zarządzanie miastami znajduje się w raporcie „Inteligentny Rozwój Miasta”. Raport zrealizowany przez Orange, Integrated Solutions, przy wsparciu Fundacji CATI, prezentuje różne podejścia i koncepcje rozwoju  regionów miejskich, w dopasowaniu do ich wielkości. Materiał jest dostępny na stronie www.smartcity2020.pl.

Zarobki członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku

W 2014 roku mediana wynagrodzeń osób zasiadających w zarządach spółek giełdowych wyniosła 587,8 tys. PLN. Połowa menedżerów zarobiła od 334 tys. PLN do 1,06 mln PLN.

Wykres poniżej przedstawia wynagrodzenia członków zarządów spółek giełdowych w latach 2006-2014. Najniższe wynagrodzenia odnotowano w roku 2008 – 412,5 tys. PLN. Od 2008 roku wynagrodzenie wyższej kadry zarządzającej stale rosły. W 2014 roku mediana wynagrodzeń całkowitych menedżerów spółek notowanych na GPW, którzy przepracowali cały rok wyniosła 587,8 tys. PLN i była najwyższa w analizowanym okresie. W stosunku do roku 2013 wzrosła o 13%.

Wykres 1. Mediana rocznych wynagrodzeń menedżerów spółek notowanych na GPW w latach 2006-2014 (osoby pracujące cały 2014 rok)

Wykres 1 Mediana rocznych wynagrodzeń menedżerów spółek notowanych na GPW
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

W 2014 roku 43,9% zarządzających spółkami giełdowymi otrzymało wynagrodzenie poniżej 500 tys. PLN. 28% zarobiło od 500 tys. PLN do 1 mln PLN. Natomiast 7% najlepiej zarabiających menedżerów otrzymało wynagrodzenie w wysokości ponad 2 mln PLN rocznie. Na wykresie poniżej zaprezentowano rozkład rocznych wynagrodzeń menedżerów spółek giełdowych.

Wykres 2. Rozkład rocznych wynagrodzeń menedżerów spółek giełdowych (osoby pracujące cały 2014 rok)

Wykres 2 Rozkład rocznych wynagrodzeń menedżerów spółek giełdowych
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

Najwięcej w 2014 roku zarobili wiceprezesi zarządu, którzy przepracowali cały rok. Mediana ich wynagrodzeń wyniosła 653 tys. PLN. Na drugim miejscu znalazły się wynagrodzenia prezesów zarządów – 601 tys. PLN.

Jednakże biorąc pod uwagę średnie wynagrodzenia sytuacja przedstawia się inaczej. W takim zestawieniu najlepiej opłacani byli prezesi zarządów, których średnie wynagrodzenie wyniosło 952 tys. PLN, wiceprezesi średnio otrzymali 813 tys. PLN, członkowie zarządów 760 tys. PLN a prokurenci 170 tys. PLN.

Schemat 2. Roczne wynagrodzenia brutto osób pełniących różne funkcje w zarządzie (osoby pracujące cały 2014 rok)

Schemat 2 Roczne wynagrodzenia brutto osób pełniących różne funkcje w zarządzie
Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

W 2014 roku najwyższe roczne wynagrodzenie finansowe otrzymał Janusz Filipiak, prezes zarządu Comarch SA. Jego pensja wyniosła 8,13 mln PLN. Na drugim miejscu w rankingu uplasował się Markus Tellenbach z rocznym wynagrodzeniem w wysokości 8,06 mln PLN a na trzecim miejscu Luigi Lovaglio – 7,17 mln PLN.

Tabela 1. 5 najlepiej wynagradzanych menedżerów spółek giełdowych w 2014 roku

imię i nazwisko nazwa spółki funkcja wynagrodzenie wypłacone 2014
1 Janusz Filipiak Comarch SA prezes zarządu 8 134 569
2 Markus Tellenbach TVN SA prezes zarządu 8 058 000
3 Luigi Lovaglio Bank Polska Kasa Opieki SA prezes zarządu 7 170 000
4 Dariusz Orłowski WAWEL SA prezes zarządu 6 931 000
5 Przemysław Sztuczkowski Cognor SA prezes zarządu 4 846 000

Źródło: opracowanie własne Sedlak & Sedlak na podstawie raportu „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku”

Artykuł stanowi podsumowanie raportu „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW w 2014 roku” wydanego przez Sedlak & Sedlak. W tegorocznej, jedenastej, edycji badania analizie poddaliśmy wynagrodzenia 1 276 menedżerów z 347 spółek giełdowych (w tym 969 osób, które przepracowały cały 2014 rok).

O raporcie

Raport „Wynagrodzenia członków zarządów spółek notowanych na GPW” ukazuje się po raz jedenasty. W tegorocznej edycji przeanalizowaliśmy dane na temat wynagrodzeń 1 276 menedżerów (w tym 969 osób, które przepracowały cały 2014 rok) z 347 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie.

Raport składa się z pięciu części:

  1. W części I przedstawiono analizę praktyk w zakresie udzielania przez spółki informacji na temat wynagrodzeń menedżerów.
  2. Część II zawiera analizy ogólne na temat wynagrodzeń członków zarządów spółek giełdowych w 2014 roku.
  3. W części III przedstawiono analizy wynagrodzeń w poszczególnych spółkach. Analizy przeprowadzono w zależności od takich charakterystyk jak: wielkość aktywów, przychodów, zatrudnienia, wynik finansowy czy poziom EBITDA, EBIT czy EPS. Dane przedstawiono z uwzględnieniem menedżerów pracujących cały rok.
  4. Część IV zawiera analizy całkowitych funduszy przeznaczonych na wynagrodzenia top menedżerów.
  5. Część V zawiera zestawienia i rankingi wynagrodzeń menedżerów.

Greckie „nie” a perspektywy dla europejskich rynków

W niedzielnym referendum Grecy odrzucili warunki zagranicznej pomocy. Jak można było oczekiwać, pierwszą reakcją na europejskich giełdach okazały się spadki. Co dalej?

Radosław Piotrowski
Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Oczekuję, że rynkowe zamieszanie wywołane sytuacją Grecji okaże się krótkotrwałe, ale dopóki będą toczyły się rozmowy pomiędzy greckim rządem a wierzycielami, europejskie indeksy będą się poruszały w rytm przecieków i oficjalnych komunikatów obu stron. Pamiętajmy, że wynik referendum nie oznacza automatycznego Grexitu, a oprócz niespłaconej w terminie pożyczki do MFW Grecja ma jeszcze inne długi. Negocjacje, jak wyjść z tej patowej sytuacji, będą więc kontynuowane.

W krótkim terminie – ostrożnie. W dłuższym terminie oczekiwana poprawa

Fundamenty dla europejskich rynków pozostają dobre, wobec czego w nieco dłuższym horyzoncie czasowym spodziewamy się uspokojenia i poprawy sentymentu na giełdach – niezależnie od tego, czy Grecja opuści unię monetarną, wracając do drachmy, czy ostatecznie zaakceptuje w końcu warunki pomocy ze strony wierzycieli. Oczywiście, tak jak wspomniałem, w najbliższej perspektywie może być nerwowo. Zredukowałbym więc w portfelu udział akcji i obligacji krajów strefy euro na rzecz bardziej „defensywnych” krajów, takich jak Szwajcaria lub Wielka Brytania. Część oszczędności można również tymczasowo ulokować na rynku amerykańskim.

USA – ryzyko podwyżek stóp, ale oczekiwana większa stabilność

Oczywiście w USA istnieje realna groźba podwyżki stóp procentowych. W Stanach Zjednoczonych obserwujemy bowiem stałą poprawę odczytów makroekonomicznych, m.in. z rynku pracy. W ujęciu zagregowanym widoczne jest to chociażby w odczycie wskaźnika Citi Economic Surprise, który od połowy maja znajduje się w wyraźnym trendzie wzrostowym. Rosnąca przewaga pozytywnych zaskoczeń w różnych obszarach amerykańskiej gospodarki wzmacnia scenariusz wrześniowej podwyżki stóp procentowych. Mimo to w krótkim terminie amerykański rynek powinien być bardziej stabilny niż rynki finansowe strefy euro.

Hiszpania raczej nie pójdzie w ślady Grecji

Wracając jeszcze do Europy, w ostatnich tygodniach narastają obawy inwestorów nie tyle o Grecję, ile o Hiszpanię. Zakwestionowanie dalszych reform i innych warunków pomocy finansowej przez Hiszpanię byłoby dużo większym zmartwieniem dla inwestorów. Jednak według ostatnich sondaży poparcie dla „hiszpańskiej Syrizy”, czyli partii Podemos, regularnie spada. O ile w styczniu wynosiło jeszcze 30%, o tyle obecnie kształtuje się w okolicach 15%. Wygląda więc na to, że Hiszpanie zaczęli obawiać się konsekwencji, jakie mogłoby wywołać zbyt kategoryczne stanowisko partii rządzącej wobec Komisji Europejskiej i Europejskiego Banku Centralnego.

Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Czy RPP podgrzeje atmosferę?

EBC wesprze greckie banki do niedzieli. Dzisiaj o 16:00 konferencja szefa NBP po dwudniowym posiedzeniu. Świat wciąż czeka na propozycje reform z Grecji, a czas ucieka.

Angela Merkel zapowiedziała, że EBC wesprze greckie banki do niedzielnego szczytu przywódców państw europejskich. Pani kanclerz nie jest, jak sama stwierdziła, przesadną optymistką, ale wciąż ma nadzieje na znalezienie rozwiązania.

Dzisiaj kończy się dwudniowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Nie należy spodziewać się zmian stóp procentowych, ale o godzinie 16:00 odbędzie się ważna konferencja prasowa. Prezes NBP Marek Belka swoimi deklaracjami nie raz już poruszył poważnie rynkami walutowymi. Sądząc po nerwowości na rynkach dzisiejsza konferencja ma również taki potencjał.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Pomimo że do wyborów w Polsce pozostało jeszcze sporo czasu, w mediach odbywa się licytacja na to kto komu obieca więcej. Podstawowe ryzyko dla Polski polega na tym, że bierze w niej udział partia rządząca co daje szanse realizacji niektórych pomysłów. Nie wszystkie projekty są oczywiście złe. Trafiają się jednak perełki tak ogólnikowe, że trudno o nich cokolwiek powiedzieć. Dobrym przykładem jest propozycja wsparcia dla kredytobiorców frankowych i innych. Nie wiadomo co zawiera projekt, ale wiadomo, że nie będzie to “wszystkim wrócimy i będziemy przewalutowywać z dniem podpisania tejże umowy w tym banku”.

Grecy wystąpili o pomostowe finansowanie w lipcu na czas uzyskania długofalowej pomocy. Dla przypomnienia ową długofalową pomoc (nie zgadzając się na rezygnacje z dotychczasowych luksusów państwa socjalnego) kraj ten negocjuje już raptem 4 miesiące dłużej niż wstępnie oczekiwano. Obecnie znów ma pojawić się kolejna propozycja uwzględniająca stanowisko wierzycieli i wyniki referendum. Ostatnie propozycje odrzucono, gdyż pakiet reform był zbyt okrojony. W związku z tym będzie on teraz dalej idący (by uwzględnić stanowisko wierzycieli) i mniej dotkliwy dla Greków (by uwzględnić wyniki wyborów). Gdyby brane były tylko i wyłącznie kryteria ekonomiczne wynik tak prowadzonych negocjacji byłby niesamowicie łatwy do przewidzenia.

Dobrym dowodem na słuszność negatywnych oczekiwań są wydarzenia z wczoraj. Wbrew deklaracjom władze w Atenach nie przedstawiły nowej propozycji porozumienia. Jean-Claude Juncker szef Komisji Europejskiej zapowiedział, że Grecja otrzymała czas na przedstawienie propozycji do czwartku. W niedziele odbywa się szczyt przywódców europejskich i nie trudno zgadnąć co będzie głównym tematem rozmów. Atmosferę dodatkowo podgrzała deklaracja, że istnieje już szczegółowy scenariusz opuszczenia przez ten kraj strefy euro.

EUR/PLNKomentarz walutowy 08.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 08.04.2015 do 08.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2250. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1900.

CHF/PLNKomentarz walutowy 08.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 08.04.2015 do 08.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Poprzedni opór na 4,0500 został przebity a kurs powoli ustanawia kolejne coraz bardziej niepokojące maksima. Wsparciem jest dolne ograniczenie formacji na poziomie 3,9950.

USD/PLNKomentarz walutowy 08.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 08.04.2015 do 08.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie majowe maksimum na poziomie 3,8500. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie dotychczasowa linia oporu przebiegająca w okolicach 3,8000 a następnie dolne ograniczenie kanału na 3,7200.

GBP/PLNKomentarz walutowy 08.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 08.04.2015 do 08.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. Wewnątrz tej formacji doszło do utworzenia się klina. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie klina na 5,8900 a następnie ostatnie minimum lokalne na 5,8600. Dla ruchu w górę oporem jest maksimum na 5,9400 a następnie górne ograniczenie klina na 5,9600.

Wandalex chce zwiększyć udział przychodów zagranicznych do 15 proc. W ekspansji zagranicznej będzie korzystać z usług dystrybutorów

0

Spółka Wandalex, dostawca rozwiązań z zakresu wyposażenia magazynów, w ramach nowej strategii na lata 2015-2017 wkrótce zmieni nazwę na WDX. Rebranding nie jest jedynym elementem nowej polityki zarządu. Najważniejszym celem przyjętej strategii jest kilkudziesięcioprocentowe zwiększenie przychodów i rentowności spółki. Realizację planu ma zapewnić między innymi ekspansja na rynki zagraniczne czy rozwój platformy produktowej.

– Chcemy się rozwijać na rynkach zagranicznych. Już dzisiaj mamy dilerów poza granicami Polski, ale nie jesteśmy usatysfakcjonowani. Mamy dilerów w krajach bałtyckich, mamy dilera, chociaż jeszcze bez konkretnych przychodów z tego tytułu, w Rosji, mamy też konkretne zapytania z Białorusi, która w tej chwili staje się ciekawym rynkiem – mówi Marek Skrzeczyński, prezes Wandaleksu.

Przedstawiciel giełdowej spółki w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor mówi, że w przypadku sprzedaży zagranicznej nowa strategia zakłada korzystanie z usług lokalnych dystrybutorów. Wandalex chce dotrzeć na rynki zagraniczne poprzez współpracę z klientami z rynku krajowego. Spółka nie planuje rozwoju własnych podmiotów odpowiedzialnych za nowe rynki. W najbliższym czasie można się spodziewać znaczącego wzrostu udziału eksportu w strukturze przychodów spółki.

– Do 2013 roku sprzedaż eksportowa stanowiła niewielki ułamek w ogólnej strukturze przychodów. W tej chwili jest to już kilkuprocentowy udział, zakładamy jednak, że jesteśmy w stanie osiągnąć nawet 15-proc. przychód z tytułu eksportu – prognozuje Marek Skrzeczyński.

Deklaracje mówią także o prowadzeniu aktywnej polityki dywidendowej. Zarząd spółki w najbliższych latach będzie rekomendował wypłatę akcjonariuszom około 50 proc. wypracowanego zysku netto. Pozostała część ma posłużyć do realizacji celów inwestycyjnych.

– Zakładamy, że pozostałą część zysku będziemy przeznaczać na inwestycje, może znajdą się inne potrzeby, może jakieś inne okazje, o których jeszcze dzisiaj nie mogę wiele powiedzieć – mówi prezes Wandaleksu.

W tym roku kwota przeznaczona na dywidendę będzie jeszcze wyższa i wyniesie 70 proc. osiągniętego zysku na poziomie netto. Między udziałowcami rozdzielone zostanie łącznie 3,64 miliona złotych, czyli 0,40 zł na akcję. Spółka WDX ma także bogate plany akwizycyjne.

– Chcemy przeprowadzić tzw. dywersyfikację w dół, jeśli chodzi np. o automatyzację tych linii, które firma dostarcza. Dzisiaj w dużej części outsourcujemy te usługi – mówi Marek Skrzeczyński.

Nowa strategia inwestycyjna spółki zakłada zaangażowanie kapitałowe w podmiot zajmujący się automatyzacją linii produkcyjnych. Alternatywę stanowi rezygnacja z outsourcingu i rozwój własnego działu automatyki. Prezes Skrzeczyński informuje, że w przypadku nabycia przez WDX udziałów w innej spółce w grę wchodzi raczej podmiot krajowy.

Giełdowy projektant rozwiązań logistycznych dla powierzchni magazynowych w 2014 roku osiągnął 105 milionów złotych przychodów ze sprzedaży. Oznacza to wzrost o 28 procent rok do roku. Zysk na poziomie 5,1 mln zł w stosunku do poprzedniego roku wzrósł z kolei aż o 80 proc. Założenia nowej strategii mówią o dalszym wzroście przychodów w najbliższym czasie. Za 3 lata ma być to już 185 mln zł. Wzrost rentowności na poziomie całej grupy zarząd uzasadnia wyższym udziałem w sprzedaży wysokomarżowych projektów własnych (zintegrowane systemy regałów i przenośników), których segment w 2014 roku stanowił blisko 50 proc. w strukturze przychodów (wobec 36 proc. w 2011 roku).

FM Logistic chce rozwijać się na Kaukazie i w Kazachstanie

CEO Magazyn Polska

Grupa FM Logistic zamierza rozwijać transport międzynarodowy na rynki na Kaukazie i w Kazachstanie. Spółka chce tam wozić przede wszystkim towary z Rosji i Ukrainy. Będą to głównie towary sektora FMCG, a także farmaceutycznego. Ten drugi spółka rozwija dzięki dostosowaniu floty do nowych standardów.

W tej chwili swoją działalnością prowadzimy praktycznie we wszystkich krajach europejskich i rozszerzamy ją o rynki wschodnie. Mam tu na myśli Kazachstan i inne kraje z tego regionu – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Jacek Oraczewski, dyrektor transportu międzynarodowego Grupy FM Logistic. – Czynniki ryzyka są i są dość ważny elementem prowadzenia biznesu w tej części świata. Nie unikamy ich jednak, tylko staramy się wykorzystywać możliwości, które stwarza w tej chwili ta część świata.

Oraczewski podkreśla, że Kazachstan i kraje kaukaskie to trudne rynki, często związane z ograniczeniami natury politycznej. Na przykład czasami nie jest możliwy transport najkrótszą trasą, bo nie wszystkie przejścia graniczne są otwarte. Całkowicie zamknięta jest np. granica pomiędzy Azerbejdżanem a Armenią. Oraczewski zauważa jednak, że jeszcze 20 lat temu za taki sam rejon wysokiego ryzyka uważano Europę Środkową.

Spółka zamierza wozić na te rynki te same towary, które dominują w strukturze przewozów europejskich, czyli przede wszystkim dobra szybko zbywalne (FMCG). FM Logistic wiąże także duże nadzieje z sektorem farmaceutycznym – rozwój działalności w tym sektorze umożliwia modernizacja floty spółki.

Jak tłumaczy Oraczewski, FM Logistic dostosowuje obecnie pojazdy do nowych norm dobrych praktyk dystrybucji (GDP), co jest bardzo pozytywnie odbierane przez klientów.

Oznacza to nowe standardy, wyższe wymogi dotyczące łańcucha dostaw, w tym wszystkich środków transportu wykorzystywanych do przewozu środków farmaceutycznych i materiałów medycznych. W tej chwili sto procent naszej floty dedykowanej staramy się dostosować do wymogów GDP – mówi Oraczewski.

Podkreśla, że mimo rozwoju na rynkach wschodnich, trafi tam niewielka część floty spółki. FM Logistic nie planuje też nowych zakupów pojazdów. Wynika to z tego, że rynki te, choć perspektywiczne, obecnie są stosunkowo nieduże. Transport z Europy będzie niewielki, większe nadzieje spółka wiąże z przewozami z Ukrainy i Rosji. W obydwu tych krajach FM Logistic ma swoje oddziały.

Z racji tego, że nasze biura znajdują się również w Rosji i na Ukrainie, te kraje mają zdecydowanie większe relacje handlowe z innymi krajami tego regionu. Liczymy, że około 10-15 proc. naszych aktywności właśnie na rynku rosyjskim i ukraińskim będzie powiązane z tymi krajami – prognozuje Oraczewski.

Dodaje, że spółka nie planuje obecnie rozwoju na żadnych innych nowych rynkach. Zamierza nadal koncentrować się na transporcie drogowym i nowym w ofercie FM Logistic transporcie intermodalnym na rynkach europejskich oraz wschodnich.

Silny dolar zagrożeniem dla rynków wschodzących. Wzrost stóp w USA spowoduje odpływ kapitału z gospodarek rozwijających się

CEO Magazyn Polska

Wzrost stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych w największym stopniu zaszkodzi rynkom wschodzącym. Wzrost atrakcyjności aktywów dolarowych spowoduje bowiem odpływ kapitału z gospodarek rozwijających się. Wzrost siły dolara negatywnie wpłynie również na rynek surowcowy. Alternatywą w długim terminie są w dalszym ciągu akcje.

– Istotnym czynnikiem ryzyka dla rynków azjatyckich, pomijając Japonię, która jest rynkiem rozwiniętym, takich jak Indie, Tajlandia czy Indonezja są przewidywane wzrosty stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Aleksander Jawień, prezes IFM Global Asset Management.

Prezes IFM Global Asset Management wskazuje na wysoką korelację miedzy aktywami dolarowymi a zachowaniem rynków wschodzących. Rosnąca rentowność instrumentów wolnych od ryzyka denominowanych w dolarach amerykańskich automatycznie prowadzi do spadku atrakcyjności aktywów notowanych na rynkach wschodzących w innych walutach.

– Co więcej, wiele przedsiębiorstw ma zaciągnięte długi w dolarze amerykańskim, czyli każda podwyżka, która powoduje wzrost siły dolara amerykańskiego, przekłada się negatywnie na ich bilans, muszą płacić po prostu więcej za ten dług, który niestety teraz może pogorszyć ich wyniki finansowe – tłumaczy prezes IFM Global Asset Management.

Aleksander Jawień z tego samego powodu przestrzega przed inwestowaniem w surowce, choć niskie ceny mogą kusić inwestorów.

– Byłbym daleki od radzenia, by zainteresować się surowcami, dlatego że silny dolar to są złe wiadomości dla surowców – tłumaczy Aleksander Jawień, pytany o najbliższe perspektywy dla rynku surowcowego.

Ekspert zwraca uwagę na to, że w przypadku Azji większość rynków to rynki surowcowe, których gospodarki w dużej mierze oparte są na eksporcie surowców. W przypadku Indonezji ponad 30 proc. przychodów pochodzi ze sprzedaży węgla, gazu oraz ropy naftowej, a w innych gospodarkach udział surowców w strukturze eksportu jest nawet wyższy.

– Mamy dzisiaj taką sytuację, że jeżeli rzeczywiście chcemy spokojnie spędzić wakacje, to należy ograniczać ryzyko, jeżeli nie kontrolujemy codziennie swoich inwestycji – rekomenduje przedstawiciel IFM Global Asset Management.

Zdaniem Jawienia w dłuższej perspektywie nadal najlepszą inwestycją pozostają akcje. Alternatywa w postaci obligacji lub funduszy dłużnych w tym roku stanowiła raczej kiepski wybór. Według danych serwisu Fundusze24, kwotującego wartość jednostek uczestnictwa w większości krajowych funduszy obligacyjnych, ponad 60 proc. z nich w skali ostatniego półrocza znajduje się na minusie. Obligacje skarbowe większości państw także są pod kreską.

Ukraiński producent stali otwiera biuro w Katowicach. Polski rynek perspektywiczny dla branży

CEO Magazyn Polska

12,2 mln ton rocznie – tyle wynosi zużycie jawne stali w Polsce. W ubiegłym roku wzrosło ono o 17 proc. per capita. Dobre perspektywy dla rynku zachęcają kolejnych graczy. Biuro handlowe w Katowicach otwiera ukraiński producent grupa Metinvest. To nieczęsty w ostatnich miesiącach przykład ukraińskiej inwestycji w Polsce.

Ta inwestycja świadczy o tym, że Metinvest, globalnie działająca firma, posiadająca cztery zakłady produkcyjne metalurgiczne w Europie docenia polski rynek i perspektywy jego rozwoju – mówi agencji Newseria Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

Jak podkreśla, ostatnie miesiące są dla relacji gospodarczych między Polską a Ukrainą bardzo trudne. Z jednej strony ze względu na dewaluację hrywny polskie produkty stały się mało atrakcyjne da ukraińskich konsumentów. Z drugiej strony potencjał eksportowy Ukrainy jest osłabiony konfliktem i kryzysem gospodarczym. Jego zdaniem tym bardziej cieszy decyzja Metinvestu.

Obecność globalnej firmy na polskim rynku w znacznie szerszym zakresie to dobra wizytówka ukraińskiej gospodarki. Świadczy to o tym, że mamy nie tylko problemy, nie tylko dramatyczną sytuację na wschodzie Ukrainy, lecz także rozwijające się, prężnie działające na rynku światowym firmy – mówi Piechota.

Polska jest za Włochami największym odbiorcą w UE produktów firmy. Rozwój gospodarczy powoduje, że zapotrzebowanie na stal rośnie – w ubiegłym roku zużycie jawne wyniosło 12,2 mln ton, a per capita wzrosło o 17 proc. w ujęciu rocznym.

Polski rynek jest bardzo perspektywiczny. Dobrze się rozwija. Rynek charakteryzuje się importem dużej liczby produktów, a więc stwarza możliwości dla wielu różnych dostawców – mówi Dmitriy Nikolayenko, dyrektor ds. sprzedaży Metinvest Holding.

Jak podkreśla, Polska prowadzi aktywną wymianę handlową w tej branży. Importuje ok. 70 proc. zużywanej przez siebie stali, natomiast na eksport trafia połowa wyprodukowanych wyrobów stalowych.

Dobre perspektywy polskiego rynku i rosnąca liczba klientów spowodowały, że Metinvest zadecydował o otwarciu przedstawicielstwa handlowego w Katowicach. Ma ono wzmacniać relacje z klientami i podnosić jakość obsługi.

Rynek charakteryzuje się wysokim poziomem konkurencji – mówię zarówno o rynku europejskim, jak i polskim. Działają na nim liczni konkurenci, m.in. z Chin. W związku tym naszym celem nie jest zwiększanie udziałów w rynku, ale raczej jego utrzymanie na obecnym poziomie – mówi Nikolayenko.

Metinvest współpracuje z polskimi producentami z sektora budowlanego, maszynowego czy producentami rur.

W następnym roku chcemy utrzymać się na tym poziomie, jaki będziemy mieć w tym roku. Dziś to 590 tys. ton wyrobów hutniczych eksportowanych do Polski – podkreśla Vladimir Zadolinnyi, dyrektor generalny Metinvest Polska. – Dla nas wszyscy klienci są ważni. Pracujemy z firmami, które są traderami na rynku, mają swoją sieć dystrybucji, takimi np. jak ThyssenKrupp, Salzgitter czy ArcelorMittal.

To już kolejne biuro handlowe Metinvestu w Europie. Grupa posiada łącznie 20 przedstawicielstw handlowych i magazynów. Rynek europejski jest dla niej bardzo istotny. Grupa sprzedaje tu 4,4 mln ton wyrobów stalowych, czyli jedną trzecią produkcji.

Jesteśmy globalnym producentem stali, a przy tym firmą o integracji pionowej. Mamy huty na Ukrainie i cztery jednostki produkcyjne na terenie Unii Europejskiej – mówi Nikolayenko.

Zakład w Bułgarii może rocznie wyprodukować 500 tys. ton stali. Włoskie spółki mają zdolność produkcyjną na poziomie 1,2 mln ton, a brytyjska – 200 tys. ton stali.

Co roku numer komórkowy przenosi do innego operatora 1,2 mln abonentów. Nowa platforma ułatwi ten proces

CEO Magazyn Polska

Operatorzy komórkowi będą korzystać z jednej platformy przy przenoszeniu numerów konsumentów. Corocznie na taki krok decyduje się ok. 1,2 mln abonentów. Dzięki przeniesieniu obsługi wniosków o przeniesienie numeru do nowego scyfryzowanego środowiska PLI CBD (Platformy Lokalizacyjno-Informacyjnej z Centralną Bazą Danych) proces ten ma być bardziej przejrzysty. W październiku platforma obsłuży też wnioski o przeniesienie numeru stacjonarnego.

Od 26 czerwca wymiana informacji pomiędzy operatorami przy obsłudze wniosków o przeniesienie numeru komórkowego odbywa się za pośrednictwem Platformy Lokalizacyjno-Informacyjnej z Centralną Bazą Danych.

Naszym celem było, by konsumenci usług telekomunikacyjnych w ogóle nie zauważyli tego, że zmienia się system, na którym pracują operatorzy i ich uprawnienia do przeniesienia numeru już dzień po dniu określonym umową z operatorem było zachowane. Tak też się stało. Dziś można już mówić o sukcesie przeniesienia środowiska obsługi wniosków o Mobile Number Portability na system PLI CBD – mówi agencji Newseria Biznes Dawid Piekarz, rzecznik prasowy Urzędu Komunikacji Elektronicznej.

PLI CBD to zarządzany przez prezesa UKE system informatyczny, który pozwala na przenoszenie między operatorami numeru abonenta. Jak podkreśla Piekarz, w pierwszym tygodniu działania nowego systemu obsłużono ok. 7,5 tys. wniosków o przeniesienie numeru. Doświadczenia z tego okresu pokazują, że system jest stabilny, ale cały czas prowadzony jest monitoring procesów.

Do tej pory istniało kilka systemów przenoszenia numerów między operatorami. W tej chwili jest on ujednolicony, wszystko odbywa się według tych samych procedur. Dzięki nowemu systemowi możemy dokładnie policzyć, ilu konsumentów przenosi się od jednego do drugiego operatora. Ten proces staje się bardzo przejrzysty – wyjaśnia Dawid Piekarz.

Co roku na zmianę dostawcy usług z zachowaniem numeru decyduje się ok. 1,2 mln abonentów. PLI CBD umożliwi dokładne statystyki. Wyliczy, ilu konsumentów, jak często i w jakim okresie zmienia numer, z podziałem na poszczególnych operatorów.

Proces, który zakończyliśmy w ostatnim czasie, dotyczył telefonii mobilnej. To nie jest nasze ostatnie słowo w sprawie platformy PLI CBD. W październiku zrealizujemy drugi etap – na nowej platformie będą również obsługiwane wnioski o przenoszenie numerów stacjonarnych – zapowiada rzecznik UKE.

Zgodnie z przepisami przeniesienie numeru powinno nastąpić w ciągu jednego dnia od daty wskazanej w umowie z nowym dostawcą usług.

Inwestycja w naukę litewskiego, węgierskiego i czeskiego może zagwarantować wyższe zarobki

CEO Magazyn Polska

Eksperci nie mają wątpliwości. Znajomość niszowych języków obcych poprawia sytuację pracowników na rynku. Nie tylko możliwości zatrudnienia są większe, lecz także potencjalne zarobki. Języki państw zachodniej Europy pozostają najpopularniejsze, ale warto zainteresować się również kierunkami wschodnimi. Perspektywiczne pozostają języki węgierski, czeski, litewski i rosyjski.

Znajomość języka angielskiego traktowana jest dziś przez pracodawców jak znajomość obsługi komputera, czyli obowiązujący pracowników standard. Na rynku pracy wyróżnić można się więc znajomością drugiego języka. Najpopularniejsze pozostają zachodnioeuropejskie, czyli niemiecki, francuski, włoski czy hiszpański.

Warto pokusić się jednak o znajomość języków bardziej nietypowych, niszowych. Mówię tutaj o językach środkowo- i wschodnioeuropejskich, przede wszystkim językach naszych krajów ościennych, z którymi prowadzimy wymianę handlową – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Magdalena Marcinkowska, ekspertka z firmy Skrivanek.

Jak podkreśla, na tych rynkach swobodnie można porozumieć się w języku angielskim, jednak znajomość danego języka ułatwia komunikację. Firmy są dzięki temu lepiej postrzegane przez kontrahentów, cieszą się większym zaufaniem.

Wielojęzyczność otwiera drogę do nowych rynków, stwarza nowe możliwości dla biznesu, są to wymierne korzyści dla firm. A to przekłada się na rynek pracy – mówi Marcinkowska. – Trudno się więc dziwić się temu, że pracodawcy chętnie szukają pracowników, którzy takie języki znają i mogą ułatwić im nawiązywanie relacji z partnerami zagranicznymi.

W ofertach pracy częściej pojawia się wymóg znajomości takich języków, jak rosyjski, litewski, czeski, słowacki i węgierski, tym bardziej że kierunki te są coraz popularniejsze wśród polskich przedsiębiorców.

Są popularniejsze niż modny ostatnio chiński – przekonuje Magdalena Marcinkowska.

Przykładowo, Litwa jest największym partnerem handlowym w Polsce wśród krajów bałtyckich. W 2014 r. udział Polski w eksporcie Litwy wyniósł 8,3 proc., a w imporcie – 9,4 proc. Według danych Ambasady RP w Wilnie między 1993 a 2013 rokiem obrót handlowy wzrósł dwudziestotrzykrotnie. W 2013 roku wart był 3,4 mld euro, a w 2014 roku już 4,6 mld euro.

Warto też rozważyć naukę języka czeskiego. Tamtejszy rynek dynamicznie się rozwija i staje się coraz bardziej interesujący dla polskich przedsiębiorców – radzi Marcinkowska.

Według danych Ambasady RP w Pradze czesko-polskie obroty handlowe w 2014 roku były o 7,1 proc. większe w porównaniu z rokiem poprzednim i wyniosły 16,6 mld euro. Czeski eksport do Polski wzrósł o 6,1 proc. i wart był 7,8 mld euro, a wartość importu wzrosła o 7,9 proc i wyniosła 8,8 mld euro.

Im język, który znamy, jest bardziej niszowy, tym bardziej jesteśmy atrakcyjni dla potencjalnego pracodawcy. Według badań przeprowadzonych przez Sedlak & Sedlak w 2013 roku co druga osoba znająca nietypowy język mogła liczyć na zarobki powyżej 4,4 tys. zł brutto.

Na atrakcyjne zarobki mogą liczyć też osoby ze znajomością języka węgierskiego – twierdzi specjalistka. – Według badań Sedlak & Sedlak mediana wynagrodzeń dla tych pracowników wynosi około 6 tys. zł brutto miesięcznie.

Osoby ze znajomością niszowych języków poszukiwane są przede wszystkim do pracy w branży transportowo-logistycznej, handlowej, produkcyjnej oraz w centrach usług wspólnych.

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 07.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Hipoteka odwrócona w Polsce i na świecie. Polski rynek rośnie wolno ale sukcesywnie

Ilu Seniorów podpisało w Polsce umowę o rencie dożywotniej? Z danych KPF wynika, że w 2014 roku było ich kilkuset. Tymczasem w Stanach Zjednoczonych, które są liderem rynku hipoteki odwróconej na świecie, już kilka lat temu liczba klientów oscylowała wokół miliona. Dlaczego Polska nie nadąża za światem i gdzie są największe bariery rozwoju rodzimego rynku? Kiedy dotrzemy do miejsca, w którym jest zagranica i dlaczego siedem lat istnienia hipoteki odwróconej nad Wisłą to wciąż mało?

Hipoteka odwrócona, która w Polsce wciąż jest uznawana za rozwiązanie nowe i nieuregulowane prawnie, za granicą jest znana od lat i zdobywa coraz większą popularność. W zależności od uwarunkowań prawnych danego kraju oferowana jest jako produkt stricte finansowy albo ubezpieczeniowy. Międzynarodowe badanie „Equity Release Schemes in the EU” wykazało, że różne formy odwróconej hipoteki istnieją w ponad połowie krajów Unii Europejskiej, a wartość całego rynku już w 2009 roku była szacowana na 4,7 mld euro. Już 6 lat temu wartość wyżej wymienionych kontraktów – typu kredytowego – oscylowała wokół 3,3 mld euro (ok. 50 tys. podpisanych umów). Pozostałe 1,4 mld stanowiły umowy o rentę dożywotnią i było ich 20 tys. Niewiele jest nowszych danych, które podsumowywałyby rynek europejski, ale dzięki staraniom Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce pojawiają się liczby, które podsumowują siedem lat istnienia hipoteki odwróconej (w modelu sprzedażowym) w Polsce.

USA wciąż na pozycji lidera

Potrzeba jest matką wynalazku – tak można podsumować genezę powstania hipoteki odwróconej. Wymyśł ją w 1961 roku kalifornijski bankowiec, Nelson Haynese, by znaleźć rozwiązanie na problemy finansowe koleżanki. Według danych „National Reverse Mortgage Lenders Association (NRMLA)” oraz „Reverse Market Insight Inc” w 2010 udział żyjących w USA seniorów korzystających zarówno z hipoteki odwróconej w modelu kredytowym jak i sprzedażowym przekroczył 2 proc. – mowa tu oczywiście o populacji, która osiągnęła pewien wiek i jest uprawniona do skorzystania z produktu. Jeśli przeanalizujemy powyższe liczby okaże się, że już 5 lat temu liczba klientów hipoteki odwróconej zbliżała się w USA do 1 mln. Tylko w 2014 roku w Stanach podpisano ponad 51,6 tysiąca umów, do maja 2015 zawarto kolejne 37,3 tys. umów regulowanej hipoteki odwróconej (tzw. HECM, Home Equity Conversion Mortgage) Są oczywiście stany, w których udział w wyniku oscylował wokół 8 proc. W niektórych jednak miejscach, np. na Florydzie, udział osób korzystających z tego rozwiązania przekracza aż 16 proc. i wciąż rośnie. Warto nadmienić, że jeszcze 25 lat temu liczba rocznie zawieranych umów HECM wynosiła 159 sztuk.

Renta dożywotnia króluje w Wielkiej Brytanii

Anglia jest z kolei największym rynkiem rent dożywotnich w Europie. Kilka lat temu wartość pożyczek szacowano tam na ponad 205 miliardów funtów . – Rocznie w Wielkiej Brytanii podpisuje się ok. 20-30 tys. nowych umów dożywocia, a od 1991 roku do 2010 roku zawarto tu ponad 270 tys. umów hipoteki odwróconej w obu modelach, co stanowi 2,8% populacji seniorów – wylicza Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. W całym roku 2014 zawarto w Wielkiej Brytanii ponad 21 tys. umów, a w 2015 rynek oczekuje przekroczenia 30 tys. nowych klientów.
Drugim dużym rynkiem hipoteki odwróconej jest w Unii Europejskiej Hiszpania. Oferowane są tu zarówno produkty typu kredytowego, jak i sprzedażowego. Trzeci co do wielkości rynek w UE stanowi Irlandia. Renta dożywotnia jest mniej popularna we Francji oraz w Niemczech. W tym drugim kraju, podobnie jak u nas, umowy dożywocia regulowane są przepisami kodeksu cywilnego.

Polska z ambicjami

Według danych Eurostatu, polscy seniorzy w wieku 65 plus są właścicielami 2,5 mln mieszkań i domów. To stwarza duży potencjał dla rynku hipoteki odwróconej w kraju, ale tylko teoretycznie. W grudniu 2014 weszła w życie ustawa o odwróconym kredycie hipotecznym, który mogłyby zaoferować banki. Mimo tego sam produkt istnieje jedynie na papierze, ponieważ żaden bank nie wprowadził go do swojej oferty. Z kolei funkcjonujący od 7 lat rynek renty dożywotniej (czyli hipoteki odwróconej w modelu sprzedażowym) wciąż regulowany jest przepisami kodeksu cywilnego i nie doczekał się stosownej ustawy rządowej, mimo że prace trwają. Czy mimo braku ustawy w Polsce wciąż jest potencjał? Według Konferencji Przedsiębiorstw Finansowych na koniec 2013 roku czołowe fundusze hipoteczne udzielające rent dożywotnich w naszym kraju zarządzały nieruchomościami o wartości 67,6 mln zł. Z kolei liczba zawartych umów renty dożywotniej w 2014 r. wyniosła blisko pół tysiąca. – Biorąc pod uwagę dane z GUS, które wskazują na coraz szybsze starzenie się społeczeństwa oraz niewydolność polskiego systemu emerytalnego rozwiązanie, jakim jest renta dożywotnia może wciąż zyskiwać na popularności – podkreśla Robert Majkowski z Funduszu Hipotecznego DOM, który jest największą i najstarszą instytucją na Polskim rynku. Dodatkowo, jak podaje Eurostat , Polska należy do krajów o względnie wysokim odsetku gospodarstw domowych posiadających własne mieszkanie. Wynosi on blisko 84 proc., przy czym w Niemczech jest to niespełna 53 proc. Czy ten potencjał rynku, przełoży się na realne zainteresowanie hipoteką odwróconą w naszym kraju?

– Renta dożywotnia czy odwrócony kredyt hipoteczny, zarówno w Polsce, jak i za granicą, na razie nie będą produktami masowymi. Dodatkowo, w polskiej rzeczywistości niewielu jest seniorów, którzy nie chcą przekazać swojej nieruchomości dzieciom lub innym spadkobiercom – zastrzega Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. – Faktem jest jednak, że renta dożywotnia będzie coraz popularniejsza. Przyczyni się do tego starzenie się społeczeństwa, wzrost liczby rodzin z ograniczoną liczbą spadkobierców i duży udział mieszkań własnościowych – dodaje.

W ciągu najbliższych lat będziemy świadkami metamorfozy warszawskiej Pragi

Druga linia metra i zapowiadana przez ratusz gruntowna restrukturyzacja dzielnicy przyniosą Pradze w najbliższym czasie poważne zmiany. Już dziś na jej terenie realizowane są duże projekty inwestycyjne, a kolejne mają ruszyć niebawem. Najszybciej przeobrażać się będą rejony w pobliżu stacji drugiej linii metra. Najnowsze plany ratusza mówią o powstaniu trzech kolejnych odcinków z przystankami – Szwedzka, Targówek 1 i Targówek 2 – do 2019 roku i zakończeniu budowy ostatnich stacji na prawym brzegu Wisły – Zacisze, Kondratowicza i Bródno – do 2022 roku. Największy potencjał i szanse na rozbudowę mają tereny wokół Dworca Wschodniego, błonia Stadionu Narodowego oraz Port Praski.

Przypomnijmy, że Praga to jedna z najstarszych warszawskich dzielnic. Już w 1648 roku król Władysław IV nadał jej prawa miejskie. W czasie wojny szczęśliwym trafem uniknęła dużych zniszczeń i to właśnie zachowana autentyczna tkanka miejska nadaje temu miejscu swoisty klimat. Nowe projekty, które powstają na terenie Pragi w mniejszym lub większym stopniu nawiązują swoim charakterem do istniejącej architektury. Najciekawsze inwestycje praskie, jak Koneser, Bohema, czy Soho Factory mają charakter industrialny, a ich bazą jest zrewitalizowana zabudowa dawnych fabryk.

Restrukturyzacja za miliard

Rewitalizacja Pragi nie jest tematem nowym, ale jak dotąd niewiele zostało w tym zakresie zrobione. Teraz ma to się zmienić. Urząd m.st. Warszawy przeznaczył spory budżet na ten cel. Do 2022 roku na modernizację prawobrzeżnej części miasta ma zostać wydane 1,4 miliarda złotych, w tym na samą Pragę okrągły miliard.

Inwestycyjne plany ratusza są szeroko zakrojone. To nie tylko rewitalizacja budynków, na którą przeznaczone zostało 200 mln zł. Założenia restrukturyzacyjne obejmują wiele różnych działań, m.in. z zakresu polityki społecznej, lokalowej, przestrzennej, transportowej i kształtowania zieleni. Dzięki temu Praga ma nie tylko przeobrazić się wizualnie, ale także zmienić swój profil społeczny i zbudować zaplecze kulturalne i turystyczne. Pieniądze na realizację tych zamierzeń pochodzić mają z miejskiego budżetu i ze środków unijnych. Najwięcej środków pójdzie na modernizację starych i budowę nowych budynków mieszkalnych. To stworzy szansę na zmianę postrzegania Pragi przez biznes, dla którego kluczowe są gruntowne zmiany lokalowe w dzielnicy i dalsza rozbudowa infrastruktury drogowej.

Metro i Stadion Narodowy dały Pradze najwięcej

Według powszechnej opinii, metro ma przywrócić Pragę Warszawie i ściągnąć inwestorów. Należy jednak podkreślić, że komunikacja wykorzystująca wszystkie możliwe środki transportu miejskiego stanowi już dziś mocną stronę dzielnicy.

Zmiany, jakie już teraz dokonują się na Pradze dostrzegają analitycy firmy doradczej Walter Herz. – Niewątpliwie dużym impulsem do rozwoju tej części miasta było powstanie Stadionu Narodowego. Obiekt zaktywizował okolicę, nie tylko kulturalnie ale i biznesowo. Stadion oferuje ponad 15 000 m kw. powierzchni biurowej klasy A, której wynajmem zajmujemy się na zasadach wyłączności. Biura zapewniają ciekawe udogodnienia, dlatego zainteresowanie nimi było spore i proces komercjalizacji zakończył się sukcesem. Należy również wspomnieć, że w odpowiedzi na propozycję ze strony delegacji ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich, władze Warszawy planują zaoferować tamtejszym inwestorom m.in. zagospodarowanie terenu w okolicy Dworca Wschodniego i Dworca Stadion, w tym błoni Stadionu Narodowego – informuje Mateusz Strzelecki z firmy Walter Herz.

Na ożywienie aktywności firm, poszukujących powierzchni biurowych na terenie Pragi zwraca uwagę Katarzyna Malewska, Senior Leasing Consultant w Walter Herz. – Biura w tej części miasta stają się coraz bardziej atrakcyjne dla pewnej grupy firm. Tym bardziej, im szybciej rozwija się otaczająca biurowce infrastruktura. Przykładem może być tu budynek biurowy przy ulicy Owsianej 12, którego Walter Herz jest wyłącznym agentem komercjalizacji. Jeszcze nie tak dawno nic się wokół niego nie działo. Teraz ten obszar intensywnie się rozwija. W sąsiedztwie rozbudowuje się nowoczesny kampus SWPS, a w ramach restrukturyzacji dzielnicy wkrótce ma rozpocząć się generalny remont Sinfonia Varsovia, a wcześniej na sąsiedniej parceli stanął budynek sądu. W okolicy ulic Terespolskiej, Mińskiej i Gocławskiej powstaje zaś wiele osiedli mieszkaniowych – wymienia Katarzyna Malewska. I dodaje, że takie zmiany w otoczeniu biurowców przekładają się na wzrost zainteresowania firm najmem i lokowaniem swoich siedzib w tej dzielnicy.

W tej chwili Praga nie może się jeszcze pochwalić wysokiej klasy obiektami hotelowymi, ani biurowcami, oferującymi powierzchnie w najwyższym standardzie. Za to mieszkania, które powstają w takich projektach jak Port Praski, Koneser, czy Manufaktura Praska adresowane są do zamożnych klientów. Metr kwadratowy jest w nich często wyceniony powyżej 10 000 zł.

Biuro w zabytkowym lofcie

Praska oferta biurowa nie jest duża. Po wschodniej stronie Wisły dostępne jest jedynie kilka procent powierzchni biurowej z całej podaży, jaką dysponuje obecnie Warszawa. Na najbliższe lata zostały jednak zaplanowane duże projekty, które na ogół mają charakter mieszany: biurowo, usługowo, mieszkaniowy. Niektóre z nich weszły już w fazę realizacji.

Jednym z największych przedsięwzięć, jakie mają powstać na Pradze jest Bohema. Przy ulicy Szwedzkiej w industrialnych budynkach XIX-wiecznej fabryki kosmetyków Pollena powstanie kompleks z lokalami handlowo – usługowymi, restauracjami i dużym food marketem o powierzchni 2 000 m kw. W ramach tej inwestycji wybudowane zostanie także 900 mieszkań. Ideą projektu jest stworzenie ogólnodostępnej publicznej przestrzeni otwartej dla lokalnej społeczności. Jak deklaruje inwestor, pierwszy etap projektu zostanie oddany do użytku w 2018 roku.

Google na starej Pradze

W bardziej zaawansowanej fazie realizacji jest Centrum Praskie Koneser przy ulicy Ząbkowskiej. Projekt łączy funkcje mieszkaniową, biurową, usługową i kulturalną. Deweloper podjął się tu modernizacji zabudowań dawnej fabryki wódek. Dotąd udało się wyremontować historyczny budynek administracji wytwórni pochodzący z 1895 roku wraz z kordegardą. Gotowe są także dwa inne budynki, w których dostępne są lofty mieszkalne. Zabytkowa Mennica oferuje lofty, a w nowoczesnym budynku Wytwórni, która w harmonijny sposób wpisuje się w historyczną zabudowę całego kompleksu można kupić soft-lofty.

Inwestor ma już pozwolenia na budowę i przebudowę kolejnych budynków: zabytkowej Strażnicy, która będzie miała funkcję usługową i Skarbnicy – budynku mieszkalnego, gdzie powstaną soft-lofty. Na starcie realizacji są też następne dwa zabytkowe budynki, które będą obiektami handlowymi i jeden o charakterze usługowym. Dodatkowo w zabytkowych wnętrzach Rektyfikacji powstanie Muzeum Polskiej Wódki, które ma zostać otwarte w 2017 roku.

Koneser już od dawna jest dla warszawiaków punktem rozpoznawczym i ikoną miasta. Walory kompleksu zauważył także jeden z największych graczy światowego rynku i ulokował na terenie obiektu swój kampus – inkubator przedsiębiorczości. Warszawski Google Campus, który zajmował będzie w zabytkowym budynku na terenie Konesera 1600 m kw., będzie trzecim na świecie, po Londynie i Tel Awiwie, centrum dla startupów Googla. Amerykańska firma planuje otworzyć go jeszcze w tym roku.

Kulturalne Soho

Innym realizowanym na Pradze projektem przy ulicy Mińskiej w miejscu dawnej fabryki FZO jest Soho Factory. Inwestycja obejmuje rewitalizację kilku budynków fabrycznych, z których niektóre zostały już zmodernizowane na potrzeby firm, które umieściły w nich swoje siedziby. W nowych budynkach Soho oferuje mieszkania, a w fazie realizacji są budynki biurowe. Poza tym, obiekt jest wyjątkowo aktywny w sferze kultury. Podobnie jak Koneser, funkcjonuje od dawna w świadomości mieszkańców Warszawy. Postrzegany jest jako miejsce, gdzie prowadzane są liczne imprezy artystyczne, modowe i lifestylowe.

Najbardziej jednak spektakularnym projektem i wizytówką, nie tylko Warszawy, ale i kraju, jak podkreślają realizatorzy projektu, ma stać się Port Praski. Inwestycja powstanie na powierzchni 38 ha, pomiędzy ulicami Jagiellońską, Zamoyskiego, Okrzei i Wybrzeże Szczecińskie. W tej chwili w kilku budynkach dostępne są już mieszkania, ale przedsięwzięcie zakrojone jest na znacznie większą skalę. Inwestor chce stworzyć mini miasto nad wodą, gdzie poza budynkami przypominającymi kamienice, mają powstać kawiarnie, place, wyłożone drewnem bulwary z atrakcyjnymi usługami, otwarcia widokowe projektowanych ulic na nabrzeża portu i w stronę Wisły oraz pirs rzeczny z dostępem do funkcji towarzyszących nabrzeżu. Będzie marina dla kilkudziesięciu jachtów i łodzi oraz zwodzony most, a także przystań dla tramwaju wodnego.

Biurowe wieże przy Narodowym

Inwestor zapowiada, że w części biznesowej Portu Praskiego, w sąsiedztwie Stadionu Narodowego dominować będzie zabudowa wysokościowa, 100 –160 metrowe wieżowce o przeznaczeniu biurowo – hotelowo – usługowym. Poza biurami powstaną także galerie handlowe, hotel, szkoła i obiekty sportowe, a nawet szpital. Będzie amfiteatr oraz multimedialna galeria, plaża i boiska Na terenie Portu odbywać się mają imprezy targowe, wystawiennicze i rekreacyjne. Deweloper planuje też wybudowanie kolejki linowej nad Wisłą, połączonej z Centrum Nauki Kopernik.

Na realizację całego projektu będzie trzeba poczekać około 10 lat, ale po jego ukończeniu Praga będzie się miała czym pochwalić. Przed autorami metamorfozy Pragi jeszcze dużo pracy, a przed dzielnicą szansa na to, żeby stała się zintegrowanym ze Śródmieściem centrum kulturalnym i biznesowym Warszawy.

Autor: Walter Herz

Projekt polskiej firmy może być przełomem na globalnym rynku

Większość wypadków morskich jest wynikiem błędu ludzkiego, a średni koszt kolizji to ponad milion dolarów. Ograniczenie tej liczby tylko o 1% może dać oszczędności w wysokości aż 20 milionów dolarów rocznie. Polska firma Sup4Nav przygotowała innowacyjne rozwiązanie minimalizujące ryzyko wystąpienia błędu ludzkiego. Opracowała oprogramowanie, które na bazie informacji z urządzeń i systemów nawigacyjnych, przeprowadza analizę sytuacji i wyznacza bezpieczną trasę statku. W sytuacji zagrożenia kolizją, system sugeruje jaki manewr należy wykonać, aby jej uniknąć. Projekt został doceniony przez Komisję Europejską i otrzymał 50 tys. euro dotacji w ramach prestiżowego programu Instrument dla MŚP (H2020).

NAVDEC (Navigation Decision Support System) to oprogramowanie komputerowe, które wspiera nawigatora w podejmowaniu decyzji. Narzędzie gromadzi informacje pobrane z urządzeń i systemów nawigacyjnych znajdujących się na statkach (m.in. GPS, AIS, ARPA), analizuje je i przedstawia w czytelnej formie użytkownikowi. Na podstawie zgromadzonych danych system prowadzi statek bezpiecznymi trasami minimalizując ryzyko kolizji, a w przypadku spotkań statków podpowiada, który z nich ma pierwszeństwo. W sytuacji zagrożenia kolizją, program wyświetla informację na ekranie komputera pokazując manewr, który nawigator powinien wykonać. Zaproponowane rozwiązanie uwzględnia Międzynarodowe Przepisy o Zapobieganiu Zderzeniom na Morzu. System sam nie steruje statkiem.

Błąd ludzki główną przyczyną kolizji

„The European Quality Shipping Information System database wylicza, że na świecie jest ponad 77 tys. statków handlowych, z czego 2.5% ulega kolizji każdego roku. Średnia roczna wysokość odszkodowań z tego tytułu to blisko 2 miliardy dolarów.” – mówi Kapitan Piotr Wołejsza, Prezes Zarządu Sup4Nav. – „Będąc w sytuacji stresowej sterujący statkiem, często podejmuje błędne decyzje. Według statystyk ubezpieczeń morskich błąd ludzki jest główną przyczyną aż 60% wypadków na morzu . Dzięki systemowi NAVDEC, który analizuje i przetwarza dane w czasie rzeczywistym, a następnie proponuje rozwiązania, możemy zmniejszyć ryzyko jego występowania.”

Żeby zapewnić prawidłową pracę systemu, musi on zostać zintegrowany ze sprzętem i systemem zainstalowanym na statku. Firma planuje wdrożenie NAVDEC również na urządzenia mobilne.

50 tys. euro na zwiększenie bezpieczeństwa

Aby przyspieszyć proces wdrożenia urządzenia na rynek, Sup4Nav aplikował o dotację z Instrumentu dla MŚP (H2020). „Po raz pierwszy NAVDEC został zgłoszony do Instrumentu w grudniu 2014 i nie otrzymał dotacji. Pomysł był świetny, bardzo innowacyjny. Kiedy firma zwróciła się do nas o wsparcie, przeanalizowaliśmy, w czym tkwi problem. Dostrzegliśmy braki we wniosku i wspólnie z firmą Sup4Nav i Regionalnym Centrum Innowacji i Transferu Technologii w Szczecinie (lokalny ośrodek Enterprise Europe Network) napisaliśmy projekt od nowa. W rezultacie, ten sam pomysł, ale z innym wnioskiem przekonał Komisję Europejską do przyznania grantu.” – mówi Alicja Grzegorzek Dyrektor Regionalny na Polskę w firmie Ateknea Solutions Poland.

Sup4Nav znalazła się wśród 20 firm, których projekty zostały sfinansowane w marcowym rozdaniu w fazie 1 w temacie transport, pokonując 115 pozostałych wnioskodawców .

50 tys. euro Sup4Nav przeznaczy na kontynuację badań nad swoją technologią. W Fazie 1 środki unijne pozwalają przeprowadzić analizę mocnych i słabych stron projektu, pod kątem technicznym i biznesowym, żeby na tej podstawie dopracować biznes plan.

„Cieszymy się, że Komisja doceniła nasz projekt. Otrzymana dotacja pozwoli na szybsze wdrożenie naszej technologii, która zwiększy poziom bezpieczeństwa żeglugi morskiej i ograniczy koszty wynikające z kolizji.” – mówi Kapitan Piotr Wołejsza.

Wdrożenie systemu zmniejszy ryzyko kolizji na morzu, liczbę ofiar i katastrof ekologicznych, zredukuje straty ładunków, zniszczeń statków oraz zużycie paliwa. Dzięki systemowi NAVDEC praca na statkach stanie się bezpieczniejsza, a ogólne koszty transportu spadną.

Wiatr w żagle – kierunek: 2 faza

Faza 1 to dobry początek do rozpoczęcia starań o kolejne dotacje. Raz doceniona innowacja ma dużą szansę na kolejny sukces. W drugiej fazie Instrumentu firma może starać się nawet o 2.5 mln euro, które będzie mogła przeznaczyć na dopracowanie technologiczne rozwiązania jak i związane z tym akcje demonstracyjne.

„Oceniamy, że innowacja Navdec ma dużą szansę na pozyskanie dotacji w fazie 2. Grant pozwoli przyspieszyć prace nad projektem i zwiększyć szanse na globalny sukces.” – dodaje Joanna Niemcewicz dyrektor RCIiTT.

Bezrobocie najniższe od 6 lat. Kiedy prosić o podwyżkę?

W czerwcu stopa bezrobocia spadła o 0,4 p. proc. i wyniosła 10,4%. To najniższy odczyt od stycznia 2009 roku. W ciągu miesiąca liczba bezrobotnych spadła o 77 tys. osób – to mniej więcej tyle, ile liczy populacja Konina. Zdaniem ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza, w ciągu dwóch miesięcy stopa bezrobocia oficjalnie spadnie poniżej 10%.

– Czerwiec, to tradycyjnie dobry miesiąc na polskim rynku pracy. W ostatnich 15 latach wartość stopy bezrobocia w tym miesiącu wzrosła tylko dwukrotnie: w 2001 r. i 2002 r. Dane z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej przeważnie, choć nie zawsze, pokrywają się z tymi publikowanymi w GUS. Na potwierdzenie dobrego wyniku musimy poczekać do drugiej połowy lipca. Na koniec czerwca w urzędach pracy było 1 624 tys. zarejestrowanych bezrobotnych. To o 290 tys. mniej niż w analogicznym okresie rok temu – komentuje Michał Żuławiński, analityk Bankier.pl.

W ciągu ostatnich dwóch lat liczba zarejestrowanych bezrobotnych spadła o blisko pół miliona. Eksperci z MPiPS przekonują, że to zasługa dobrej koniunktury w gospodarce. Dodają także, że już prawdopodobnie w sierpniu oficjalna stopa bezrobocia spadnie poniżej 10%. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w grudniu 2009 roku.

– Bezrobocie rejestrowe spada i dynamika tych spadków jest bardzo wysoka. Prognozy resortu pracy raczej powinny się spełnić. Stopa bezrobocia to jeden z najważniejszych wskaźników makroekonomicznych, który doskonale oddaje kondycję gospodarki danego kraju. U nas koniunktura jest coraz lepsza, PKB w 2015 roku wzrośnie prawdopodobnie o 4%, a stopa bezrobocia na koniec września powinna wynosić ok. 9,3%. Co to oznacza dla przeciętnego obywatela? Po pierwsze łatwiej będzie mu znaleźć zatrudnienie za lepszą płacę. Przy wzroście popytu na pracowników powinny rosnąć też wynagrodzenia. Niestety, zwykle z opóźnieniem, więc o podwyżkę powinniśmy prosić najwcześniej za kilka miesięcy – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Żaneta Berus wyróżniona tytułem „Businesswoman Roku 2014”

Żaneta Berus, Prezes EXPO XXI Warszawa i Członek Zarządu Sapphire Group Poland, została wyróżniona nagrodą „Businesswoman Roku 2014” w konkursie dla kobiet biznesu, organizowanym przez miesięcznik „Businesswoman & Life”.

EXPO XXI Warszawa Żaneta Berus
EXPO XXI Warszawa Żaneta Berus

Ogólnopolski plebiscyt „Businesswoman Roku” został zorganizowany przez magazyn „Businesswoman & Life” już po raz czwarty. Co roku prestiżowe nagrody trafiają do rąk uczestniczek, których firmy lub działalność zawodowa około biznesowa stanowią punkt odniesienia dla innych. Tegoroczne wyróżnienia dla liderek biznesu przyznane zostały podczas uroczystej gali, która odbyła się 17 czerwca br. w Centrum Olimpijskim w Warszawie. Gośćmi specjalnymi wydarzenia byli Anna Korcz, Joanna Kurowska, Magda Waligórska i Robert Kochanek.

W tegorocznej edycji konkursu udział wzięło kilkadziesiąt kobiet sukcesu z całej Polski. O tym, kto został wyróżniony, zadecydowały głosy czytelników magazynu oraz sześcioosobowa kapituła konkursu, złożona z przedsiębiorców, trenerów biznesu, laureatów poprzednich edycji konkursu oraz Elżbiety Jeznach – redaktor naczelnej magazynu „Businesswoman & Life”. Jury, oceniając zgłoszenia kandydatek, zwracało szczególną uwagę na zakres, sposób i innowacyjność prowadzenia działalności, oryginalność pomysłu, osiągnięte rezultaty oraz plany dalszego rozwoju kandydatki i jej firmy. W prestiżowym gronie nagrodzonych znalazła się także Żaneta Berus, która za swój wkład w rozwój polskiego przemysłu spotkań otrzymała nagrodę w kategorii „Lider branży MICE”.

2015 rok rozpoczął się dla mnie wyjątkowo szczęśliwie, jest to bowiem już drugie wyróżnienie, które trafiło w moje ręce. Z jednej strony to personalny sukces, ponieważ w konkursie wzięło udział kilkadziesiąt utalentowanych, charyzmatycznych, zdolnych kobiet. Już pojawienie się w tym gronie jest dużym wyróżnieniem, a zdobycie jednej z głównych nagród – prawdziwym powodem do dumy. Ale nie ukrywam, że cieszy mnie także kategoria, w której otrzymałam nagrodę – Lider branży MICE. Mam bowiem poczucie, że jest to ukoronowanie wszystkich inicjatyw i przedsięwzięć wspierających rozwój przemysłu spotkań w Polsce, zrealizowanych przez mnie w trakcie prawie dwudziestu lat pracy. I najlepsza możliwa motywacja do podejmowania kolejnych wyzwań, zarówno w ramach EXPO XXI Warszawa, jak i całej branży, w której staram się aktywnie działać realizując autorskie pomysły, reprezentując Polskę za granicą oraz wspierając organizacje branżowe – skomentowała wyróżnienie Żaneta Berus, Prezes EXPO XXI Warszawa.

Jak skutecznie motywować pracowników?

Wielu pracodawców chciałoby znaleźć jeden uniwersalny sposób na skuteczne motywowanie pracowników. Ba, niektórym wydaje się, że taki sposób znają i starają się go stosować wobec wszystkich zatrudnionych. Problem w tym, że to, co motywuje Kowalskiego, nie zadziała wobec Malinowskiego…
Prawdopodobnie każdy menedżer ma własne przekonania dotyczące tego, w jaki sposób można skłonić pracowników do bardziej zaangażowanej pracy.

Nagrody i kary w pracy

Wielu z nich twierdzi, że zaangażowanie można kupić, a więc że pracownik będzie wykonywał swoje obowiązki lepiej, jeśli otrzyma wyższe wynagrodzenie, dostanie premię, ewentualnie jego starania zostaną docenione karnetem na siłownię lub pakietem medycznym. Inni, uchodzący przeważnie za surowych szefów, pożądane zachowanie pracowników starają się wymusić poprzez tzw. przykręcanie śruby, stosowanie różnego rodzaju kar, podczas gdy każda nagroda (choćby miała nią być pochwała) jest ściśle reglamentowana.

Bez względu jednak na to, jakie nagrody i jakie kary przewidzi pracodawca, kluczowe będzie pytanie o to, co właściwie obydwa te pojęcia oznaczają.

– Psychologia definiuje nagrodę jako coś, co umożliwia lub ułatwia zaspokojenie danej potrzeby. Kara zaś to wszystko to, co utrudnia albo uniemożliwia zrealizowanie potrzeby – mówi Adrianna Filiks – trenerka w firmie szkoleniowej Effect Group. – I tu dotykamy sedna sprawy. Nagroda i kara to kwestie indywidualne, powiązane z potrzebami poszczególnych osób. Jeśli więc chcemy wynagrodzić lub ukarać pracownika, to aby takie działanie było skuteczne, wcześniej musimy poznać jego potrzeby – dodaje.

Osobowość ma znaczenie

W tym miejscu wyobrażenia menedżerów zderzają się z rzeczywistością. Nieustannie okazuje się, że wymyślane przez nich systemy motywowania pracowników w praktyce przynoszą bardzo mizerne efekty. Mimo ich starań, pracownicy pozostają bierni, pozbawieni inicjatywy, nastawieni na bezrefleksyjne wykonywanie poleceń albo przeciwnie – wykazują się tak dużą niezależnością, że wszelkie próby ich zdyscyplinowania okazują się nieskuteczne.

Wiele można wyjaśnić różnicami osobowościowymi. W grupie pracowników z powodzeniem można wydzielić podgrupy osób, dla których odpowiednie byłyby różne rodzaje motywacji. Na jednych faktycznie najkorzystniej zadziała perspektywa szybkiej gratyfikacji w postaci premii za wyniki, ktoś inny może poczuć się zmotywowany, jeśli będzie miał świadomość, że dzięki jego staraniom zapewnione będzie bezpieczeństwo jego rodziny (np. dzięki ubezpieczeniom na życie lub pakietowi medycznemu). Jeszcze inne osoby wykażą się inicjatywą tylko wtedy, gdy będą czuły się doceniane – dla nich awans, a nawet pochwały wyrażane przez przełożonego będą znaczyły więcej niż premia lub jakikolwiek karnet.

Z pewnością nie bez znaczenia będzie również fakt, czy pracownik jest ekstrawertykiem – wówczas bardzo ważne będą dla niego nagrody społeczne (uznanie innych, możliwość pracy w grupie), czy też introwertykiem, dla którego doskonałym motywatorem może się okazać np. otrzymanie samodzielnego miejsca do pracy.

Motywacja to sprawa pokoleniowa

Na różnice osobowościowe nakładają się jeszcze różnice pokoleniowe. Dla pracowników, którzy aktualnie wchodzą na rynek pracy (pokolenie Y) oraz tych, którzy dopiero będą zasilać szeregi pracowników w najbliższym czasie (generacja Z), ważne są inne sprawy niż dla pokolenia X.

O ile starsi pracownicy są bardziej podatni na korzyści wynikające z rozwoju kariery (awans, wyższe wynagrodzenie) i gotowi są wiele poświęcić, by zwiększyć skalę swoich osiągnięć, o tyle dla młodszych większe znaczenie ma możliwość osiągania równowagi pomiędzy życiem zawodowym a osobistym.

Jeśli więc pracodawca pozwoli im na osiągnięcie tzw. „work life balance”, np. poprzez zapewnienie elastycznego czasu pracy, umożliwienie wykonywania części zadań zdalnie lub przyznanie w nagrodę dodatkowych kilku dni urlopu, dla młodych pracowników może to stanowić większą motywację niż perspektywa karnetu na zajęcia sportowe.

Z pracownikami trzeba rozmawiać

W codziennej praktyce nie należy jednak kierować się ani uogólnieniami sprowadzającymi zarządzanie pracownikami do zbioru uniwersalnych reguł, ani wynikami badań, które uśredniają indywidualne preferencje badanych osób. Jedynym sposobem, aby dowiedzieć się, co faktycznie motywuje konkretnych (a nie statystycznych! ) pracowników, jest rozmawianie z nimi o ich potrzebach.

– Wielu szefów z protekcjonalnym uśmiechem mawia: znam moich ludzi, wiem, co na nich działa. Gdy proszę, by powiedzieli coś o potrzebach charakteryzujących ich podwładnych – milkną i sprawiają wrażenie zdziwionych. Są jeszcze bardziej zakłopotani, gdy proszę, by sięgnęli pamięcią, jak dawno rozmawiali ze swoimi pracownikami o tym, co dla nich jest w życiu ważne – mówi Adrianna Filiks.

Sprawę komplikuje fakt, że potrzeby ludzi zmieniają się w ciągu życia. Dlatego to, co motywowało Kowalskiego 10 lat temu, dziś może nie być aktualne. Dobry menedżer powinien na bieżąco badać oczekiwania zatrudnionych osób i sprawdzać, w jaki sposób mógłby zachęcić ich do bardziej zaangażowanej pracy. Dopiero na tej podstawie powinien dobierać odpowiednie narzędzia.

Lepsza motywacja = niższe koszty

Istotna jest w tym wszystkim zbieżność celów pracownika oraz firmy, w której jest zatrudniony. Właściwa motywacja to taka, która sprawia, że pracownik osiągając kolejne cele czuje się spełniony w pracy, a jednocześnie to, co robi, przekłada się na korzyści dla przedsiębiorstwa. Ta zbieżność będzie jednak możliwa tylko wtedy, gdy pracownik będzie rozumiał sens swojej pracy oraz jej znaczenie dla całej organizacji. A trudno to znaczenie wyjaśnić, nie rozmawiając.

– Ktoś może stwierdzić, że szkoda czasu na rozmowy z pracownikami o ich potrzebach. Na miejsce jednego wypalonego zaraz znajdzie się dziesięciu następnych, którzy gotowi są zająć jego miejsce – mówi trenerka Effect Group. – Zauważmy jednak, jakie koszty musi ponieść firma, zanim nowy pracownik osiągnie pożądane kompetencje i doświadczenie. Znacznie tańszym rozwiązaniem będzie zweryfikowanie podejścia szefa do motywowania pracowników, choć nie jest to zadanie łatwe – dodaje.

Jeśli osoby zatrudnione w firmie nie mają motywacji do pracy, dla przedsiębiorstwa może to oznaczać ogromne koszty. Często są one lekceważone, ponieważ nie widać ich „gołym okiem”. Najczęściej ukrywają się pod postacią złej organizacji pracy, nieefektywnych działań, czy też złej atmosfery w pracy – a wszystko to powoduje, że firma nie wykorzystuje w pełni swoich możliwości. Koszty wynikać też będą ze wzmożonej rotacji pracowników – każdą nową osobę należy wdrożyć do pracy, a więc czas, który mógłby być przeznaczony na zwiększanie zysków firmy, trzeba poświęcić na przyuczanie nowej osoby do jej obowiązków.

Dlatego właśnie znacznie bardziej opłaca się znaleźć czas na rozmowy o potrzebach pracowników, a następnie na dopasowanie do nich systemu motywacyjnego w firmie, niż na siłę poszukiwać osób, które wpiszą się w obowiązujący w przedsiębiorstwie, niereformowalny system zarządzania.