Zwiększa się przeżywalność chorych na nowotwory hematologiczne. Nadzieja w terapiach ratujących życie

CEO Magazyn Polska

W Polsce poprawia się sytuacja chorych na nowotwory hematologiczne. Prawie dwukrotnie zwiększyła się przeżywalność ciepiących na szpiczaka plazmocytowego. Udaje się też wyleczyć ponad 90 proc. pacjentów z chłoniakiem Hodgkina, jednak ze względu na brak refundacji chorzy na oporną odmianę tego chłoniaka nie mają dostępu do terapii najnowszej generacji.

Nowotwory hematologiczne, do których zaliczają się chłoniak Hodgkina i szpiczak mnogi, przestają być równoznaczne z szybkim wyrokiem śmierci. Dzięki osiągnięciom współczesnej medycyny stają chorobami przewlekłymi, a nawet w pełni wyleczalnymi. Chłoniak Hodgkina, nazywany również ziarnicą złośliwą, to nowotwór układu limfatycznego. Rozwija się głównie u ludzi w dwóch grupach wiekowych: 18-25 oraz 50-55 lat. W Polsce rocznie zapada na niego ok. 1 tys. osób. Jeszcze pół wieku temu przeżywalność wynosiła zaledwie 5-20 proc. pacjentów. Dziś lekarze są w stanie wyleczyć nawet 90 proc. chorych. Wciąż jednak ok. 10-15 proc. chorych z chłoniakiem Hodgkina jest oporna na standardowe leczenie chemiczne.

W ostatnich latach pojawiło się światełko w tunelu. Jest lekarstwo, które działa u tych chorych, a przede wszystkim może im udostępnić kolejną terapię, jaką jest przeszczepienie szpiku od innej osoby. To jest tzw. leczenie pomostowe – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. Wiesław Jędrzejczak, krajowy konsultant w dziedzinie hematologii.

Lek ten to brentuksymab vedotin. Badania kliniczne potwierdziły jego skuteczność: 70 proc. chorych, u których nastąpił nawrót choroby po przeszczepie, odpowiedziało na nowy lek. U 25 proc. tych chorych nastąpiły remisje całkowite. Terapia tym lekiem dostępna jest w większości krajów Unii. W Polsce miała być stosowana w przypadku chorych po przeszczepie komórek macierzystych szpiku oraz po co najmniej dwóch terapiach lekowych, które nie przyniosły efektu. Agencja Oceny Technologii Medycznych negatywnie oceniła jednak terapię tym lekiem, uznając, że jest ona nieefektywna kosztowo.

Podstawowy problem z brentuksymabem vedotinem to oczywiście jego cena. Ona co prawda w ostatnim okresie podobno się zmniejszyła i mam nadzieję, że zmieści się w tej granicy, która została wyznaczona ustawowo, czyli około 105 tys. zł za dodatkowy rok życia i wtedy będzie przestrzeń do negocjacji między Ministerstwem Zdrowia a producentem, żeby tę terapię finansować – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak.

Szpiczak mnogi jest nowotworem powstającym z komórek plazmatycznych, a więc komórek szpiku kostnego produkujących przeciwciała. Choroba ta rzadko występuje u dzieci i młodzieży, zazwyczaj diagnozowana jest u osób powyżej 55. roku życia. Szpiczak wciąż pozostaje chorobą nieuleczalną, jednak nowoczesne terapie są w stanie znacznie wydłużyć życie pacjentów, a także poprawić jakość życia chorych. Obecnie cierpiący na szpiczaka żyją nawet do pięciu lat od momentu rozpoczęcia terapii, czyli prawie dwukrotnie dłużej niż kilka lat temu. Niektóre ośrodki medyczne mówią nawet o przeżywalności 7-10 lat.

– Dzięki nowym metodom leczenia takim jak autotransplantacja komórek krwiotwórczych, która już nie jest nową metodą, nawet u osób starszych, które się nie kwalifikują do autotransplantacji, jeśli mają stosowane leki w skojarzeniu, tzw. leki immunomodulujące inhibitory proteazomu, bendamustynę, i czasami potem mają autotransplantację, przeżycie się zdecydowanie wydłużyło – mówi prof. Jadwiga Dwilewicz-Trojaczek, onkolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

W opiece nad pacjentami chorymi na szpiczaka plazmocytowego istotne jest także łagodzenie objawów choroby, a więc leczenie anemii oraz niwelowanie bólu kości. W przypadku obu nowotworów niezwykle ważna jest wczesna diagnoza i możliwie szybko rozpoczęte skuteczne leczenie, co znacznie zwiększa szanse chorego na przeżycie bądź wydłużenie życia. Objawy szpiczaka i chłoniaka Hodgkina bardzo przypominają jednak zwykłe przeziębienie, dlatego chorzy często zbyt późno zgłaszają się do lekarza.

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 10.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Podwyżki stóp procentowych za oceanem możliwe już jesienią. Wiele zależy jednak od sytuacji w Europie

CEO Magazyn Polska

Pierwsza podwyżka stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych spodziewana jest przez ekonomistów jesienią. Mimo wahań wskaźnika PKB przybywa miejsc pracy, bezrobocie spada, a przemysł się rozwija. Decyzja Fedu uzależniona jest jednak w dużej mierze od sytuacji w Europie.

– Myślę, że amerykański bank centralny rozpocznie podwyżki stóp procentowych we wrześniu tego roku. Chociaż ten scenariusz też nie jest taki całkowicie bezwarunkowy – prognozuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Bielski, ekonomista BZ WBK.

Ekspert wskazuje jednak na to, że decyzja Fedu uzależniona jest zarówno od sytuacji w Grecji, jak i stanu całej gospodarki europejskiej. Podwyżki za oceanem nastąpią, kiedy amerykański bank centralny nie będzie dostrzegał żadnych większych przeszkód zagrażających ożywieniu.

– Z kolei gdyby doszło do grexitu, w jakiś sposób mogłoby to naruszyć pewność co do ożywienia w Europie i w efekcie osłabić perspektywę amerykańskiej gospodarki. Grexit zmniejsza szansę na podwyżki stóp w tym roku. Pewnie te podwyżki tak czy inaczej będą następowały, ale być może pierwsza dopiero po zakończeniu tego roku – wyjaśnia przedstawiciel banku BZ WBK.

Ekonomista jako bazowy przyjmuje jednak scenariusz, w którym Grecja ostatecznie zawrze porozumienie z wierzycielami, a pierwsza podwyżka stóp w USA nastąpi już we wrześniu. Fed będzie dokonywał następnych podwyżek dość ostrożnie, tak aby nie stłumić pojawiającego się ożywienia.

– Jest to początek procesu normalizacji polityki pieniężnej. To, że ona następuje, odzwierciedla pewności Fedu, że ta gospodarka zaczęła rzeczywiście podnosić się z kolan, dlatego nie sądzę, żeby to było katastrofalne dla rynków finansowych – ocenia Piotr Bielski.

Ekonomista BZ WBK nie sądzi, aby podniesienie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych istotnie wpłynęło na trendy panujące na giełdach czy rynkach walutowych. Inwestorzy decyzję Rezerwy Federalnej powinni odbierać raczej jako silny komunikat, że Fed wierzy w amerykańską gospodarkę, a pozytywne tendencje będą kontynuowane.

– Myślę, że amerykański Fed będzie stopniowo podnosił stopy. Właśnie po to, żeby po pierwsze, nie podciąć kruchych w miarę podstaw ożywienia, a po drugie, żeby nie dobić nastrojów inwestorów, którzy jak widać, też są rozchwiani z powodu tych wszystkich czynników niepewności – tłumaczy ekonomista BZ WBK.

W wyniku działań Rezerwy Federalnej Stanów Zjednoczonych poziom stóp procentowych za oceanem od 2009 roku pozostaje na poziomie zaledwie 0-0,25 proc.

Symbio pod kierunkiem nowego zarządu chce potroić przychody i wyjść na plus. Stawia na poszerzenie oferty i produkty wysokomarżowe

0

CEO Magazyn Polska

Symbio planuje wzrost przede wszystkim dzięki poszerzeniu asortymentu i rozbudowie bazy zaopatrzenia. Przychody spółki rosną znacznie szybciej niż sam rynek żywności ekologicznej, lecz zarówno w ubiegłym roku, jak i w I kwartale br. spółka odnotowała straty. W drugiej połowie tego roku dynamika wzrostu powinna przekroczyć 50 proc., a w 2016 roku tempo wzrostu ma być jeszcze większe. Wprowadzenie do oferty produktów o wyższej marży ma podnieść rentowność.

Pieniądze z emisji obligacji, czyli 1,5 mln zł, chcemy przeznaczyć na dwa cele. Pierwszy to potrzeby obrotowe, codzienne wydatki. Drugi jest związany z modelem biznesu, który opiera się na skupie ekologicznych owoców. Między wypłatą pieniędzy dla rolników a spływem należności od kontrahentów mija trochę czasu. Te pieniądze mają wypełnić lukę w krwiobiegu firmy – mówi agencji Newseria Inwestor Jacek Skowroński, prezes zarządu Symbio, producenta żywności ekologicznej.

W ubiegłym roku przychody firmy przekroczyły 18 mln zł i były o 14 proc. wyższe niż w 2013 roku. Sprzedaż detaliczna w spółce wzrosła zaś o 47 proc., ponaddwukrotnie szybciej niż rynek certyfikowanej żywności ekologicznej, który rośnie w tempie ok. 20 proc. rocznie. Jak przekonuje Skowroński, obecnie tempo wzrostu sprzedaży jest wyższe niż na koniec 2014 roku o ma rosnąć, a w najbliższych kilku latach spółka może nawet ją potroić.

Symbio ma dwie główne nogi biznesowe. Jedna to produkty detaliczne, które sprzedajemy głównie w Polsce, druga to półprodukty, czyli działalność polegająca na skupie owoców miękkich – malin, truskawek czy porzeczek, przerabianiu ich do postaci zamrożonej i sprzedaż głównie do klientów zachodnich. Oba te biznesy bardzo mocno się rozwijają i to tempo wzrostu wyniesie ok. 50 proc. – zapowiada prezes.

Spółka ma w ofercie ok. 200 produktów detalicznych, które są dostarczane do ponad 1 tys. sklepów (400 odbiorców). W tym roku Symbio chce pozyskać kolejnych 100 odbiorców detalicznych. Wzrost ma zapewnić nie tylko nawiązywanie współpracy z nowymi sklepami, lecz także rozszerzenie asortymentu. Konieczna będzie kompleksowość oferty, cały przekrój żywności ekologicznej dostarczanej partnerom. Symbio chce też więcej zarabiać na produkcji produktów wyżej przetworzonych, a więc i o wyższej marży. Od 2012 roku spółka odnotowuje bowiem stratę netto. W ubiegłym roku było to 470 tys. zł.

Powołujemy teraz dział rozwoju produktów, a jego głównym zadaniem będzie wprowadzenie produktów na rynek. Myślimy o produktach przetworzonych. Dotychczas rynek był przyzwyczajony, że produkty były proste. Teraz myślimy o produktach, które będą bardziej uszlachetnione i tym samym bardziej interesujące dla klienta – przekonuje Jacek Skowroński.  

A. Jawień (IFM): Japonia, Indie i Indonezja dobrymi miejscami na inwestycje

0

CEO Magazyn Polska

Jeżeli dane makroekonomiczne będą dobre, japoński rynek akcji jeszcze przez jakiś czas będzie jednym z najlepszych do inwestowania. Polityka tamtejszego banku centralnego jest ukierunkowana na utrzymanie kursu jena na niskim poziomie w stosunku do dolara i euro, rośnie więc eksport, co sprawia, że japońskie spółki mają coraz wyższe zyski. Zdaniem Aleksandra Jawienia z IFM Global Asset Management warto w tym roku także zwrócić uwagę na Indie i Indonezję.

Japonia jest rynkiem stabilnym, jeżeli chodzi o podstawy wzrostu, czyli o świetne dane makroekonomiczne – wskazuje z rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Aleksander Jawień, prezes IFM Global Asset Management. – W tym kraju nadal trwa dodruk pieniądza, czyli bank centralny redukuje ryzyko inwestorów. Ale przede wszystkim świetne wyniki notują tamtejsze spółki, bo słaby jen przełożył się na dynamiczny wzrost eksportu i historycznie wysokie wyniki.

Od połowy października japoński indeks giełdowy Nikkei 225 wzrósł o blisko 40 proc. W I kwartale br. produkt krajowy brutto tego kraju zwiększył się o 3,9 proc. w ujęciu zannualizowanym. Urzędy statystyczne zrewidowały tym samym pierwszy odczyt z maja (2,4 proc.), który i tak był dużo wyższy od oczekiwań analityków (1,5 proc.).

Kwartalnie sezonowo wyrównany wzrost wyniósł 1 proc. i był najwyższy od roku, kiedy wyniki japońskiej gospodarki zawyżyły zwiększone zakupy dokonywane przed wejściem w życie podniesionej stawki podatku od sprzedaży. Na czerwcowym posiedzeniu BoJ zdecydował więc nie zmieniać głównych parametrów polityki monetarnej, podtrzymując swoje wcześniejsze zobowiązanie o rocznym wzroście bazy monetarnej o 80 bln jenów.

Rynkiem, na który warto zwrócić uwagę, są także Indie – zauważa Aleksander Jawień. – W br. wzrost gospodarczy tego kraju po raz pierwszy był wyższy niż w Chinach, gdzie spadł do 7 proc. Jednocześnie wprowadzone są długoterminowe reformy strukturalne: wydaje się bardzo dużo na inwestycje infrastrukturalne i ułatwia dostęp inwestorów zagranicznych do rynku w takich strategicznych sektorach jak finanse. W ciągu najbliższych lat stopniowo będzie redukowany podatek od zysków przedsiębiorstw z 30 do 25 proc.

Indie należą do najszybciej rozwijających się gospodarek. W drugiej połowie ub.r. wzrost PKB zbliżył się do 8 proc. W pierwszym kwartale br. dobra passa była kontynuowana. Ekonomiści ankietowani przez Bloomberga przewidują, że w całym 2015 roku indyjska gospodarka urośnie o 7,5 proc., czyli o 0,6 pkt proc. szybciej niż Chiny. Ostatni odczyt wskaźnika PMI sektora przemysłowego za marzec (52,1) wskazywał dobrą koniunkturę siedemnasty miesiąc z rzędu. W sektorze usług (53,2) był pozytywny po raz jedenasty. Produkcja przemysłowa także szybko się zwiększa. Ostatni odczyt był powyżej średniego tempa wzrostu w ostatnich latach.

Indie mogą być na celowniku inwestorów bardziej niż jeszcze w ciągu ostatnich dwóch kwartałów, bo reformy, które zapowiedział premier Modi, są sukcesywnie realizowane – przekonuje Jawień. – Jedynym czynnikiem ryzyka są podwyżki stóp procentowych.

Nie ma tam w dodatku silnej presji inflacyjnej. Bardzo ważnym wydarzeniem okołogospodarczym w Indiach zawsze jest monsun. W br. deszcze są bardzo obfite w stosunku do średniej. Oznacza to, że ceny żywności będą utrzymywać się prawdopodobnie na niskim poziomie. Spowoduje to, że bank centralny Indii będzie mógł obniżyć stopy procentowe, co z kolei wpłynęłoby na polepszenie warunków gospodarowania.

Zdaniem tego analityka Indie są na celowników inwestorów od dwóch lat, tak samo jak Indonezja, dlatego że szefami obu tych państw zostali reformatorzy. Zarówno Narendra Modi w Indiach, jak i Joko Widodo w Indonezji to osoby, które są zdeterminowane, by podnieść wzrost gospodarczy w sposób na tyle istotny, żeby miał on charakter długoterminowy i polepszył życie społeczeństw.

W rekordowym tempie przybywa nowych lokali mieszkalnych. Popyt nie hamuje

CEO Magazyn Polska

Deweloperzy nie zwalniają tempa. W ciągu ostatniego roku wystąpili o pozwolenie na budowę ponad 83 tys. mieszkań. Tylko w maju rozpoczęli budowę 8,3 tys. lokali, co jest jednym z najlepszych wyników w historii. Popyt też nie zwalnia, coraz więcej klientów chce w nieruchomościach ulokować posiadane oszczędności.

Od początku roku do końca maja deweloperzy rozpoczęli budowę blisko 34 tys. mieszkań. To rekordowy wynik, bo w analogicznym okresie 2014 roku było ich aż o 30 proc. mniej. Liczba wydanych pozwoleń na budowę wzrosła o 13,2 proc. Według ostatnich dostępnych danych GUS-u w samym maju wydano pozwolenia na budowę 8,3 tys. mieszkań. To prawie o 60 proc. więcej niż przed rokiem.

Po kryzysie w latach 2008-2009 branża jest silniejsza i dużo bardziej rozsądna, zarówno sami deweloperzy, jak i firmy zajmujące się generalnym wykonawstwem postępują racjonalniej – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jarosław Jankowski, prezes zarządu Grupy Waryński. – Dzisiaj branża rozwija się bardzo stabilnie.

Jak wyjaśnia prezes Grupy Waryński, na sytuację na rynku deweloperskim wpływ będzie miał przede wszystkim wzrost gospodarczy i stabilność na rynkach finansowych. Duże znaczenie ma również relacja między bankami a kredytobiorcami – zarówno klientami, którzy kredytem finansują zakup mieszkania, jak i deweloperami, którzy pożyczają na realizacje inwestycji.

Jankowski podkreśla, że wielu klientów kupuje nieruchomości za gotówkę. Niskie stopy procentowe sprawiają, że coraz więcej osób chce w ten sposób ulokować swoje oszczędności.

Popyt na mieszkania jest bardzo duży – mówi Jarosław Jankowski. – Warszawa jest rynkiem, który nadal konsumuje migrację do miast. To jest miejsce, gdzie ludzie przyjeżdżają na studia, do pracy, a następnie zostają na stałe i po okresie wynajmu kupują mieszkania. Popyt tutaj będzie wyższy niż w innych miastach.

Jak podkreśla prezes Grupy Waryński, na dobrą sprzedaż mieszkań wpływa jeszcze stosunkowo niski poziom cen, jednak ta sytuacja w najbliższych miesiącach będzie się zmieniać.

Już po naszych inwestycjach widzimy, że ceny rosną. Wychodziliśmy z niższych pułapów, dzisiaj ceny idą w górę i myślę, że ta tendencja jeszcze przez jakiś czas będzie się utrzymywać – podkreśla Jankowski. – Wszystkim, którzy chcą kupić mieszkanie, rekomenduję przyspieszyć ewentualną decyzję, gdyż jej odłożenie w czasie może skutkować wyższą ceną.

Na ceny mieszkań może mieć również wpływ nowelizacja ustawy o pomocy państwa w nabyciu pierwszego mieszkania przez młodych. Przegłosowane zmiany w programie Mieszkanie dla Młodych obejmą możliwość dopłat do kupna mieszkań na rynku wtórnym. Do tej pory taka możliwość istniała wyłącznie w przypadku lokali mieszkalnych z rynku pierwotnego.

J. Borowski (Crédit Agricole): w programie PiS-u wydatki niedoszacowane, przychody przeszacowane

CEO Magazyn Polska

Gospodarcze postulaty Prawa i Sprawiedliwości będą kosztowały znacznie więcej, niż twierdzi partia – uważa główny ekonomista Crédit Agricole. Z kolei przychody są przeszacowane – na przykład nie do osiągnięcia jest całkowite uszczelnienie systemu podatkowego, co miałoby wnieść ponad 50 mld zł do budżetu. Zdaniem Jakuba Borowskiego proponowane podatki dla sieci handlowych – mowa tu o bankowym i obrotowym – mogą zaszkodzić całej gospodarce.

Mamy propozycję znaczącego zwiększenia wydatków bez wskazania stabilnych i pewnych źródeł ich finansowania – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Borowski, główny ekonomista Crédit Agricole.

Podczas konwencji programowej PiS zaprezentował swoje pomysły gospodarcze. Partia zapowiada m.in. obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie kwoty wolnej od podatku do 8000 zł rocznie oraz dodatek w wysokości 500 zł na każde dziecko (z wyjątkiem pierwszego w zamożnych rodzinach).

Według dzisiejszej opozycji wprowadzenie tych pomysłów w życie będzie kosztowało 39 mld zł: obniżenie wieku emerytalnego – 10 mld zł, dodatek na dzieci – 22 mld zł, a kwota wolna – 7 mld zł. Borowski podkreśla jednak, że to nierealne założenie, bo koszty postulowanych rozwiązań są niedoszacowane.

Najprawdopodobniej mamy do czynienia z dużym niedoszacowaniem w przypadku wydatków związanych z obniżeniem wieku emerytalnego. Jest jeszcze oczywiście kwota wolna od podatku, tu też mieliśmy sygnały ze strony Ministerstwa Finansów wskazujące na to, że ten ubytek może być bardziej znaczący, wynoszący kilkanaście miliardów złotych – tłumaczy Borowski.

Według analityków koszty obniżenia wieku emerytalnego mogą sięgnąć nawet 20 mld zł.

Główny ekonomista Crédit Agricole zauważa, że PiS nie przedstawił wiarygodnego programu sfinansowania tych wydatków. Według partii 9 mld zł ma pochodzić z podatku VAT – to wyliczenie opierające się na tym, że 23 proc. z 39 mld zł trafi z powrotem do kasy państwa. Taki rachunek nie uwzględnia jednak chociażby tego, że nie wszystkie produkty są objęte 23-proc. VAT-em. Opozycja proponuje zresztą obniżkę tego podatku do 22 proc.

Kolejnym źródłem przychodów dla państwa ma być uszczelnienie systemu podatkowego (głównie w zakresie VAT-u). Dzięki likwidacji szarej strefy PiS chce zyskać aż 52 mld zł.

Zdecydowanie z największym przeszacowaniem dochodów mamy do czynienia w przypadku luki w dochodach z VAT – podkreśla Borowski. – Nie sądzę, żeby było możliwe tak szybkie zredukowanie luki w VAT i w związku z tym osiągnięcie bardzo dużych dodatkowych dochodów z tytułu tego podatku. Sądzę, że to będzie rozłożone na lata i w związku z tym w krótkim okresie nie może to być źródłem finansowania znacząco wyższych wydatków.

PiS zaproponował także dwa nowe podatki: obrotowy dla sieci handlowych i od aktywów dla banków. Mają one przynieść odpowiednio 3 mld i 5 mld zł. Borowski zauważa jednak, że ich skutki mogą być bardzo poważne.

Przede wszystkim dla konsumentów, którzy będą płacić najprawdopodobniej więcej za dobra nabywane w sklepach wielkopowierzchniowych i za usługi bankowe. W obu tych przypadkach właściciele kapitału w sytuacji, kiedy ich wynik finansowy ulega znaczącemu obniżeniu z tytułu wprowadzonego podatku, będą szukali pomysłów na to, jak go jednak zwiększyć – podkreśla Borowski.

Ekonomista zaznacza, że podatek bankowy może zabrać temu sektorowi jedną trzecią zysków netto. Dlatego jego wprowadzenie mogłoby doprowadzić nie tylko do wzrostu cen usług finansowych, lecz także do spowolnienia akcji kredytowej. Udzielane kredyty wpływają na wzrost aktywów banków – miałyby zatem bezpośrednie przełożenie na wysokość podatku.

Borowski dodaje, że niepotrzebny jest także inny pomysł PiS-u, czyli wykorzystanie kapitału spółek Skarbu Państwa i BGK do finansowania inwestycji polskich przedsiębiorców. Według niego w obecnej sytuacji polskiej gospodarki nie ma potrzeby uruchamiania wyjątkowych mechanizmów pobudzających inwestycje. W zamian należy popracować nad zmniejszeniem bezrobocia strukturalnego.

Bardzo trudno dalej znacząco obniżać bezrobocie, moce wytwórcze są już w dużym stopniu wykorzystane. W związku z tym polska gospodarka nie potrzebuje dzisiaj nadmiernej stymulacji – uważa Borowski.

Polacy coraz częściej wybierają dobre jakościowo wódki z wyższej półki cenowej. Segment premium rośnie, choć cały rynek spada

CEO Magazyn Polska

Polski rynek wódek premium powoli zwiększa swoje udziały w rynku alkoholowym – ocenia firma Stock, jeden z liderów branży. To wyjątek, bowiem sprzedaż wódki w ostatnich latach systematycznie spada. Branża liczy, że sprzedaż droższych alkoholi tradycyjnie najwyższa będzie pod koniec roku.

– Rynek wódek top premium notuje kilkuprocentowy wzrost rocznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Wałach, brand manager Stock Polska. – Rok do roku jest to około 4-5 proc. w ujęciu wolumenowym. Największą sprzedaż tego segmentu notuje się w dużych miastach, gdzie konsument wódek premium jest bardziej zamożny i skłonny wydać kilka złotych więcej na produkt wysokiej jakości.

W raporcie opisującym rynek alkoholi KPMG zwraca uwagę na to, że w Polsce dominującym trunkiem jest piwo. Jego udział w wartości sprzedaży to 47 proc. Na drugim miejscu była wódka – 30,7 proc. 6,3 proc. pieniędzy wydanych na alkohol Polacy przeznaczyli na wina, 4,3 proc. – na whisky, zaś 5,4 proc. – likiery, nalewki i podobne napitki.

Ubiegły rok ze względu na podwyżkę akcyzy na mocne alkohole przyniósł jednak spadek produkcji. Nawet mimo kilkudziesięcioprocentowej poprawy w produkcji wódki w I kwartale br. i tak była ona niższa od tej sprzed dwóch lat o 7 proc. Sprzedaż natomiast spadła o 4,5 proc.

– Ogólnie rynek wódek w Polsce notuje spadki – zwraca uwagę Paweł Wałach. – Konsumenci migrują też do różnych innych kategorii. Zauważyliśmy jednak, że segment top premium stale rośnie rok do roku. Jest to wzrost kilkuprocentowy, natomiast w odróżnieniu od pozostałych segmentów jest to kategoria, która pozwala optymistycznie spoglądać w przyszłość. Wzrosty notujemy zarówno w ujęciu wolumenowym, jak i wartościowym.

Z wypowiedzi producentów wynika, że największe znaczenie dla rozwoju branży będzie miała kategoria top premium (77 proc.), następnie premium (62 proc.), a potem dopiero wódek ekonomicznych (46 proc.).

Cechą charakterystyczną wódek z segmentu premium jest ich dopracowanie. Nie tylko sam trunek musi mieć wysoką jakość, lecz także ogromne znaczenie ma opakowanie. Najnowszy produkt Stocka, wódka Amundsen, odwołuje się więc do słynnej wyprawy – zdobycia bieguna południowego w 1912 roku, a stylizacja butelki nawiązuje do surowej scenerii Antarktydy.

– Podczas ostatnich badań zaobserwowaliśmy, że konsument segmentu premium i top premium jest coraz bardziej świadomy – tłumaczy Paweł Wałach. –Konsumenci stają się już koneserami i poszukują coraz więcej informacji o danym produkcie. Możemy powiedzieć, że powoli stają się ekspertami. Stąd też nasza nowa propozycja w tej kategorii.

Wartość polskiego rynku alkoholi oceniono w raporcie KPMG na ponad 41 mld zł. Obecnie najwięcej zarabiają na nim producenci lżejszych trunków. Na cięższe przyjdzie czas zimą.

– Lato jak wiadomo jest sezonem dla piwoszy – podkreśla brand manager Stock Polska. – W IV kwartale spodziewamy się odwrócenia tej dynamiki, a że jest to też okres żniw zarówno dla segmentu premium, jak i top premium, więc prognozujemy jeszcze wyższą sprzedaż naszych marek z tych dwóch segmentów.

Warszawiacy zadecydowali o wykorzystaniu 51 mln zł z budżetu partycypacyjnego na ten rok. 1/3 projektów z poprzedniego roku już zrealizowana

CEO Magazyn Polska

Mieszkańcy Warszawy wybrali projekty, które w 2016 roku będą realizowane w ramach drugiej edycji budżetu partycypacyjnego. Łącznie sfinansowane zostaną aż 622 inicjatywy, na które przeznaczone zostanie ponad 51 milionów złotych. Wśród wybranych projektów znalazły się między innymi budowa ścianki wspinaczkowej na Pradze-Północ, cyfryzacja kina we Włochach oraz budowa parku sportowego w Rembertowie.

W tym roku głosowało więcej osób niż w zeszłym, bo aż ponad 172 tys., w zeszłym niespełna 167 tys. osób. Jest to wynik, z którego bardzo się cieszymy – mówi Anna Petroff-Skiba z Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

Największe zainteresowanie budżetem partycypacyjnym wykazali mieszkańcy dzielnicy Wesoła. Zagłosowało tam ponad 17 proc. mieszkańców. Równie dużym powodzeniem inicjatywa cieszyła się na Mokotowie, Żoliborzu i Woli. Średnia aktywność wyborcza wyniosła tam ponad 13 proc.

Większa niż przed rokiem była liczba osób, które zagłosowały osobiście za pomocą kart papierowych. Ten sposób wybrało 59 proc. głosujących. Reszta oddała głos przez internet. Ogółem wśród głosujących przeważały kobiety, których było blisko 60 proc.

Projektem, który powtarzał się w ponad 30 miejscach, był projekt łąk kwietnych i on w tych wszystkich miejscach będzie realizowany w 2016 roku – informuje Anna Petroff-Skiba, pytana o najpopularniejszy rodzaj zgłaszanych projektów. – Sporo było projektów dotyczących infrastruktury dla rowerów i pieszych, również dużo projektów dotyczyło działalności kulturalnej i inicjatyw ułatwiających życie mieszkańcom.

Największą liczbę głosów oddano na projekt związany z rozbudową ścieżki rowerowej na Pradze-Południe. Inicjatywę poparło ponad 4,2 tys. osób. 

Przyszłoroczny budżet partycypacyjny to 51,2 mln zł – blisko dwukrotnie więcej niż przed rokiem. Ta kwota zostanie wykorzystana w 98 proc.

Realizacja projektów w ramach budżetu partycypacyjnego 2015 cały czas trwa, bo część z nich to duże projekty inwestycyjne wymagające wykonania procedury przetargowej – mówi przedstawicielka Centrum Komunikacji Społecznej Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

Spośród inicjatyw wybranych w ubiegłym roku zrealizowano już 116 projektów. Dalsze 220 czeka na zakończenie. Wszystkie wykonania są łatwo dostrzegalne w przestrzeni publicznej Warszawy, a symbolizuje je logo budżetu partycypacyjnego.

Budżet partycypacyjny jest procesem, który ma bardzo wiele celów. Po pierwsze, chodzi o to, żeby mieszkańcy mogli współdecydować o swoim otoczeniu, przestrzeni, czasie wolnym i żeby mogli współdecydować poprzez to o pieniądzach z budżetu dzielnicy – tłumaczy Anna Petroff-Skiba.

Drugim celem jest edukacja. Miasto poprzez swoje inicjatywy liczy również na integrację mieszkańców oraz pobudzenia lokalnych działań społecznych.

Do drugiej edycji budżetu partycypacyjnego w Warszawie zgłoszono ponad 2330 projektów, a głosowanie odbywało się w ponad 70 okręgach.  

Najwięcej ofert pracy w sprzedaży i obsłudze klienta. Kandydaci poszukują jednak czegoś innego

CEO Magazyn Polska

W II kwartale najczęściej szukano do pracy w obszarach sprzedaży i obsługi klienta, IT oraz finansów i bankowości. Jednocześnie najczęściej poszukiwanymi ofertami przez kandydatów były stanowiska specjalisty ds. administracyjnych, sprzedawców i kierowców. W II kwartale był wysyp ofert dla pracowników fizycznych, a także w turystyce i hotelarstwie, co ma związek z rozpoczętym sezonem letnim.

Według raportu Praca.pl w II kwartale w serwisie najczęściej szukano specjalistów z obszaru sprzedaży i obsługi klienta. Tej branży dotyczyło 34 proc. wszystkich ogłoszeń. Na drugim miejscu byli specjaliści IT, głównie w zakresie programowania (17,2 proc. udziału w ofertach), oraz pracownicy specjalizujący się w finansach i bankowości (12,1 proc.)

– Topowe stanowiska, na które pracodawcy poszukiwali kandydatów, to przedstawiciel handlowy, księgowy oraz specjalista do spraw obsługi klienta – wymienia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Filipkiewicz z serwisu Praca.pl. – Wiosna i perspektywa wakacji przyniosła za to bardzo duży skok zapotrzebowania na pracowników fizycznych.

Oferty w tym sektorze stanowiły w ostatnim kwartale prawie 12 proc. wszystkich ogłoszeń. To o 5 proc. więcej niż kwartał wcześniej i o 3 proc. więcej niż rok wcześniej w analogicznym okresie. W raporcie Praca.pl czytamy także, że coraz więcej pracy jest w turystyce i hotelarstwie – pojawiło się dwa razy więcej ofert niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Także po stronie pracowników widać coraz większe i intensywniejsze zainteresowanie rynkiem pracy. Jak wskazują eksperci z Praca.pl, składanych aplikacji również było więcej niż przed rokiem.

– Jest pewien rozdźwięk między tym, kogo poszukiwali pracodawcy, a tym, jakiej pracy szukali pracownicy – wyjaśnia Michał Filipkiewicz. – Kandydaci poszukiwali najczęściej pracy na stanowisku specjalisty do spraw administracyjnych, sprzedawcy czy kierowcy. Widać tutaj pewne niedopasowanie pracowników do tego, czego oczekuje rynek pracy – dodaje.

Jak wskazuje ekspert, wśród pracodawców zaobserwowano szczególne zainteresowanie praktykami i stażami. Takich ofert nie brakuje, bo w okresie wakacyjnym firmy szukają dodatkowych rąk do pracy pod nieobecność stałych pracowników.

Tradycyjnie najwięcej ofert (17,3 proc. wszystkich opublikowanych) było w województwie mazowieckim, przy czym aż 73 proc. dotyczyło stolicy. Wyraźny wzrost ofert widać także w Małopolsce. Udział tego rynku zwiększył się o 3,2 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim i stanowił 13 proc. wszystkich ofert. Dolny Śląsk to 12,5 proc. wszystkich ofert.

Inaczej sytuacja wygląda natomiast w Wielkopolsce, która odnotowała największy spadek liczby ofert pracy, zarówno w porównaniu do ubiegłego roku, jak i pierwszego kwartału tego roku (odpowiednio o 1,6 proc. i 1 proc.)

– Mamy też trudną sytuację na Podkarpaciu. Na to województwo przypada ok. 2 proc. wszystkich ogłoszeń, czyli porównywalny odsetek, jak w województwie lubuskim czy opolskim. Natomiast należy wziąć pod uwagę to, że na Podkarpaciu mieszka dwa razy więcej ludzi niż w tych dwóch województwach – zauważa Filipkiewicz. – W związku z czym tamtejsi mieszkańcy mają do wyboru dwa razy mniej ogłoszeń.

Niepokojącym trendem może być fakt zmniejszenia zapotrzebowania na pracowników administracyjnych przy jednoczesnym wzroście zainteresowania kandydatów tym obszarem pracy – czytamy w komentarzu do raportu.

Z ostatnich danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w czerwcu stopa bezrobocia spadła do 10,4 proc. i jest najniższa od 2009 roku.

Absurdalne przepisy uniemożliwiają leczenie pacjentom z nietrzymaniem moczu

CEO Magazyn Polska

W Polsce problemy z nietrzymaniem moczu ma 4 mln osób. Wiele z nich nie stać na leczenie, bowiem znaczna część nowoczesnych leków i zabiegów terapeutycznych nie jest refundowana przez państwo. Dodatkowo osoby cierpiące na nietrzymanie moczu mają tendencję do wycofywania się z życia społecznego i zawodowego.

Nietrzymanie moczu to mimowolne oddawanie moczu, prowadzące do częściowego lub całkowitego opróżniania pęcherza moczowego. W Polsce z tego powodu cierpią ok. 4 mln osób, zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Schorzenie to dotyka co ósmą kobietę w wieku do 39 lat oraz co drugą po menopauzie.

Nietrzymanie moczu jest nie tylko chorobą, lecz także poważnym problemem społecznym. Wielu chorych z powodu wstydu, obniżonego poczucia własnej wartości i braku leczenia izoluje się od społeczeństwa oraz wycofuje z życia zawodowego.

– Kłopoty z pęcherzem nadreaktywnym i w ogóle nietrzymaniem moczu są ogromnym problemem. W Polsce szacuje się, że prawie 10 proc. społeczeństwa ma takie przypadłości. Są to zarówno mężczyźni, jak i kobiety, osoby starsze i osoby bardzo młode, po porodach, a także dzieci – mówi agencji informacyjnej Newseria Lifestyle Anna Sarbak, prezes Stowarzyszenia Osób z Nietrzymaniem Moczu UroConti.

Polska opieka medyczna zapewnia diagnostykę nietrzymania moczu. Leczenie NTM i zespołu pęcherza nadreaktywnego obejmuje terapie farmakologiczne oraz zabiegi mało inwazyjne i chirurgiczne. Pomagają także regularne ćwiczenia mięśni Kegla, które utrzymują pęcherz we właściwym miejscu. Nie wszystkie procedury diagnostyczne i terapeutyczne są jednak w Polsce refundowane przez NFZ.

Przykładem jest leczenie nietrzymania moczu w dysfunkcji neurogennej pęcherza. Potrafimy opanować ten objaw, wstrzykując toksynę botulinową. Niestety, nie jest ona refundowana. Również nie jest refundowana neuromodulacja, bardzo nowoczesna metoda poprawy czynności mikcyjnych zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Jest to procedura stosowana na Zachodzie od ponad 20 lat – mówi prof. Zbigniew Wolski, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego.

Środowiska pacjenckie negatywnie oceniają konieczność wykonywania badania urodynamicznego w celu otrzymania refundacji leków na zespół pęcherza nadreaktywnego. Badanie to polega na wprowadzeniu do pęcherza cewnika, za pomocą którego pęcherz wypełniany jest solą fizjologiczną – w ten sposób mierzy się ilość oddawanego moczu oraz szybkość jego oddawania. Większość lekarzy jest zdania, że badanie urodynamiczne nie jest potrzebne do zdiagnozowania zespołu pęcherza nadreaktywnego. Polska jest jedynym krajem na świecie, który decyzje refundacyjną leków na OAB warunkuje wykonaniem tego badania.

– Jest to pomysł typowo administracyjny, który jak rozumiem, miał ograniczyć liczbę pacjentów korzystających z refundacji tych leków. Co dla mnie jest dziwne, dlatego że tam jest i tak współpłacenie pacjenta, więc ci, którzy naprawdę potrzebują, którym naprawdę to pomaga, będą to kupować. Reszta tego nie potrzebuje – mówi Tomasz Michałek, pełnomocnik zarządu UroConti ds. współpracy międzynarodowej i członek rady wykonawczej World Federation of Incontinent Patients (WFIP).

Na liczne zapytania organizacji pacjenckich, interpelacje poselskie i apele środowisk medycznych Ministerstwo Zdrowia zawsze miało tę samą odpowiedź – nie można zmienić przepisów dotyczących refundacji leków na OAB, chyba że ich producent wystąpi z takim wnioskiem. Producenci tłumaczyli, że oni nie wnioskowali o zapisanie warunku, więc czemu mieliby wnioskować o jego usunięcie. Pod naporem pacjentów i lekarzy zdecydowali się jednak taki wniosek złożyć.

Pytanie, czy faktycznie zostanie usunięta jedyna podawana przez resort zdrowia przeszkoda blokująca pacjentom dostęp do leczenia OAB, czy wymyśli on nowe ograniczenie – mówi Tomasz Michałek.

Popołudniowy komentarz walutowy z 09.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 09.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

WB Electronics i Thales podpisały umowę o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych

0

WB Electronics i Thales podpisały umowę o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych. Dzięki zawartemu porozumieniu możliwe stało się zbudowanie polskiego bezzałogowego statku powietrznego klasy taktycznej – Gryf.

Dnia 8 lipca WB Electronics i Thales podpisały porozumienie o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych
Dnia 8 lipca WB Electronics i Thales podpisały porozumienie o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych

Bezzałogowce dla polskiej armii

Jednym z kluczowych programów operacyjnych w ramach modernizacji Sił Zbrojnych RP jest dostarczenie polskiej armii bezzałogowych systemów powietrznych (BSP). Po trzech latach dialogu technicznego Inspektorat Uzbrojenia MON podjął decyzję o budowie BSP średniego zasięgu siłami polskiego przemysłu obronnego. Jednocześnie MON zapowiedział, że BSP klasy taktycznej zostaną pozyskane w ramach umowy międzyrządowej od zagranicznego kontrahenta. Powodem takiej decyzji jest brak możliwości budowy takiego systemu w Polsce.

Możliwości te zmienia podpisana 8 lipca br. umowa pomiędzy WB Electronics i Thales. Umowa zakłada budowę polskiego BSP klasy taktycznej Gryf bazującego na doświadczeniach i technologiach systemu Watchkeeper 450. Współpraca zakłada budowę BSP Gryf w polskich zakładach i zgodnie z wymaganiami MON. Co więcej, zgodnie z porozumieniem technologie krytyczne (np. data link, komputer misyjny, oprogramowanie, niektóre głowice obserwacyjne, elementy kryptograficzne, integracja z systemami C4ISR) będą opracowane przez polskich inżynierów. Pozwoli to uzyskać pełną kontrolę nad oferowanym polskiej armii systemem, a także kluczami szyfrowania, co pozwoli zabezpieczyć podstawowe interesy kraju.

– Dzisiaj spółki Thales i WB Electronics podpisały memorandum porozumienia w celu rozpoczęcia bliskiej współpracy i stworzenia warunków, które wesprą polskie inwestycje w bezzałogowe systemy powietrzne i związane z nimi technologie. Oczekujemy, że pozwoli ono na stworzenie trwałego i rentownego partnerstwa podczas opracowywania systemu Watchkeeper przeznaczonego na polski rynek. Mamy w tym wsparcie rządu Wielkiej Brytanii. Watchkeeper to dojrzały system nowej generacji, który obecnie jest wykorzystywany przez brytyjskie siły zbrojne i został sprawdzony podczas misji w Afganistanie. Jest także wyjątkowy: bezzałogowiec posiada stosowne certyfikaty bezpieczeństwa lotów w przestrzeni powietrznej oraz mechanizm przeciwoblodzeniowy, co sprawia że doskonale nadaje się dla potrzeb polskich sił zbrojnych. Jesteśmy gotowi do współpracy z polskim przemysłem, aby zagwarantować Polsce pełną niezależność w zakresie korzystania z systemu Watchkeeper – powiedział Victor Chavez, Prezes Thales w Wielkiej Brytanii.

Thales to główny wykonawca systemu Watchkeeper. Ten największy program bezzałogowy w Europie umocnił spółkę na pozycji lidera w zakresie bezzałogowych systemów powietrznych. Watchkeeper jest wyposażony w dwa zaawansowane sensory oraz stanowi system przystosowany do działań we wszystkich warunkach pogodowych, który zapewnia stałą możliwość prowadzenia nadzoru i obserwacji na całym świecie. Co ważne, Watchkeeper to obecnie jedyny bezzałogowiec zaprojektowany, skonstruowany i przetestowany, który spełnia europejskie cywilne i wojskowe kryteria zdatności do lotu. Jest również certyfikowany przez brytyjski Inspektorat Lotnictwa Wojskowego w ramach brytyjskiego ministerstwa obrony.

Dnia 8 lipca WB Electronics i Thales podpisały porozumienie o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych
Dnia 8 lipca WB Electronics i Thales podpisały porozumienie o współpracy w dziedzinie systemów bezzałogowych

Podpisane porozumienie z Thales stwarza nam niezwykłą szansę na opracowanie polskiego BSP klasy taktycznej. Tworząc technologie kluczowe dla bezpieczeństwa Polski siłami krajowych producentów działamy zgodnie z polską racją stanu. Szczególnie gdy za krytyczne rozwiązania dla funkcjonowania BSP będzie odpowiadała strona polska – powiedział Adam Bartosiewicz, Wiceprezes Zarządu WB Electronics.

Polski BSP finansowany z NCBiR

Polski przemysł posiada szerokie kompetencje w budowie samolotów bezzałogowych. Wiele polskich rozwiązań, jak FlyEye oferowany przez WB Group, wykorzystywanych jest obecnie przez Siły Zbrojne RP. Potwierdzeniem kompetencji polskich przedsiębiorstw w dziedzinie bezzałogowców jest utworzenie przez Narodowe Centrum Badania i Rozwoju programu sektorowego dotyczącego platform bezzałogowych. O wnioskowało 17 podmiotów zrzeszonych w Polskiej Platformie Technologicznej Systemów Bezzałogowych. Program sektorowy (IINNOSBZ) szacowany jest na ok. 800 mln złotych.

– Dzięki finansowaniu z NCBiR na bazie rozwiązań, które znajdujemy w BSP Watchkeeper możemy polskimi siłami, w polskich przedsiębiorstwach i przy użyciu krytycznych technologii opracowanych przez polskich inżynierów zbudować bezzałogowca klasy Gryf, którego będziemy mogli w pełni kontrolować i być może w przyszłości eksportować do innych państw – dodał Adam Bartosiewicz, Wiceprezes Zarządu WB Electronics.

Korzystając z finansowania NCBiR polski przemysł może – na bazie Watchkeepera – rozwinąć technologię bezzałogowców klasy taktycznej do zastosowań cywilnych i wojskowych. Spółka Thales zaprosiła spółkę WB Electronics do wzięcia udziału w dojrzałym programie wartym na jego finalnym etapie niemal miliard funtów brytyjskich, aby ta była w stanie w pełni korzystać z  jej doświadczenia w ustanawianiu niezależnej kontroli nad rozwojem jej systemu bezzałogowego najnowszej generacji.

Firmy deklarują wyższe nakłady na B+R głównie licząc na unijne dotacje

Aż 48 proc. polskich firm przeznaczyło w 2014 roku na działalność B+R więcej niż 3 proc. swoich obrotów, a 67 proc. przedsiębiorców deklaruje, że w ciągu najbliższych 3-5 lat zwiększą wydatki na ten cel. Jednocześnie wpływ na te optymistyczne prognozy ma przede wszystkim uruchomienie funduszy z Unii Europejskiej na lata 2014-2020. Jak wynika z piątej edycji badania „Badania i rozwój w przedsiębiorstwach” przeprowadzonego w Polsce i dziesięciu krajach Europy Środkowej przez firmę doradczą Deloitte, tylko jedna trzecia polskich firm ma przemyślaną i wypracowaną strategię badań, rozwoju i wspierania innowacyjności.

Wydatki na B+R w Polsce rosną. Jeszcze w 2006 roku przeznaczaliśmy na ten cel 0,55 proc. polskiego PKB. W 2013 roku było to już 0,87 proc., co oznacza wzrost o 58 proc. „Choć dokonaliśmy bardzo znaczącego skoku, to pod tym względem wciąż pozostajemy w tyle za Czechami i Węgrami, które na działalność badawczo-rozwojową w 2013 roku przeznaczyły odpowiednio 1,91 i 1,41 proc. swojego PKB. Średnia dla Unii Europejskiej wynosiła w tym samym czasie 2,02 proc.” – mówi Michał Turczyk, Dyrektor w zespole R&D and Government Incentives, Deloitte.

Źródłem finansowania prac B+R są w Polsce przede wszystkim środki publiczne (54,3 proc.). Wskaźnik BERD (ang. Business Expenditures on R&D), czyli wydatki badawczo-rozwojowe przedsiębiorstw w stosunku do PKB wyniosły w roku 2013 w Polsce 0,38 proc.

Jak pokazało badanie Deloitte udział firm, których wydatki na badania i rozwój przekroczyły 3 proc. obrotów zwiększył się z 26,3 proc. w 2013 roku do 48 proc. rok później, a to oznacza, że poprawia się świadomość przedsiębiorców na temat znaczenia inwestowania w innowacyjność w rozwoju ich biznesu. Średnia dla całego regionu Europy Środkowej wyniosła 51 proc. Krajem, w którym najwięcej firm (47 proc.) przeznacza na B+R więcej niż 10 proc. swoich obrotów jest Estonia. Z kolei udział polskich firm nieponoszących wydatków na B+R lub ponoszących wydatki mniejsze niż 1 proc. obrotów praktycznie nie uległ zmianie (31,9 proc. w 2013 r. w porównaniu do 31 proc. w 2014 r.).
Tylko nieco ponad jedna trzecia firm w Polsce deklaruje, że posiada strategię badań, rozwoju i innowacji – w pozostałych przypadkach decyzje związane z działalnością badawczo – rozwojową podejmowane są doraźnie przed zarząd. Aż 64 proc. badanych przyznało, że w ich firmach nie wdrożono żadnej strategii w tym zakresie.

Pozytywne sygnały pojawiają się za to w obszarze finansowania działalności naukowo-badawczej. Aż 67 proc. firm wierzy, że ich wydatki na B+R wzrosną w przeciągu 3-5 lat. Jeszcze dwa lata temu o takim zamiarze mówiło 51,2 proc. badanych. „W tej materii polskie firmy są jednymi z najbardziej optymistycznych w Europie Środkowej, gdzie wzrost w tym samym okresie zadeklarowało 53,4 proc. respondentów. Ambitne plany zwiększenia wydatków na B+R wiążą się najpewniej z uruchomieniem w tym roku nowej fali dotacji unijnych na ten cel w latach 2014-2020, które w Polsce wyniosą ponad 10 mld euro oraz zamiarem wprowadzenia nowej ulgi podatkowej na B+R w 2016” – wyjaśnia Michał Turczyk, Dyrektor w zespole R&D and Government Incentives, Deloitte.

Jakie zewnętrzne czynniki wpływają na poziom finansowania działalności badawczo-rozwojowej w polskich przedsiębiorstwach? Czynnikiem, który kolejny rok z rzędu miał największy wpływ na wzrost wydatków na B+R w Polsce była dostępność kilku różnych form korzyści dla firm, w tym dotacji pieniężnych i ulg podatkowych. Tegoroczne wyniki badania dowodzą również ciągłego wzrostu znaczenia innych czynników zewnętrznych: dostępności wykwalifikowanej i doświadczonej kadry badawczej, większej liczby dotacji niż ulg podatkowych oraz dostępu do uniwersytetów i jednostek badawczych, a także współpracy z nimi. W regionie największe znaczenie miała dostępność do większej liczby rodzajów wsparcia (75 proc.) oraz dostępność wykwalifikowanej i doświadczonej kadry B+R (71 proc.).

Ponad dwie trzecie spośród polskich firm (68 proc.), które decydują się na współpracę ze stronami trzecimi (w tym ośrodkami akademickimi i jednostkami badawczymi) przy realizacji projektów B+R, czyni to, ponieważ jest to niezbędne dla przeprowadzenia projektów badawczych. Dla połowy firm takim powodem są wymagania systemu wsparcia, a dla 41 proc. chęć otrzymania wyższego dofinansowania.

„W innych krajach Europy Środkowej czynniki te w znacznie mniejszym stopniu decydują o podejmowaniu współpracy. W Polsce rośnie potrzeba współpracy z uniwersytetami i jednostkami badawczymi, ale nadal wykorzystywanie tej formy wsparcia działalności B+R jest niewystarczające. Deklaruje ją tylko 53 proc. badanych firm, podczas gdy średnia dla całego regionu wynosi aż 66 proc.” – mówi Tomasz Gondek, Lider R&D Networks w ramach Innovation Consulting w Deloitte.

Badanie Deloitte pokazało, że w Polsce rośnie świadomość potrzeby ochrony praw własności intelektualnej. Liczba firm deklarujących, że nie korzysta z tego typu ochrony spadła w ciągu roku z 9,7 proc. do 8 proc. Najczęściej wykorzystywanym sposobem ochrony własności intelektualnej zarówno w Polsce, jak i w Europie Środkowej jest tajemnica przedsiębiorstwa. Wskazało na nią 77 proc. polskich badanych. Z kolei odsetek firm chroniących własność intelektualną i know-how za pomocą patentów i wzorów użytkowych zmniejszył się o 13,4 pp. w Polsce i o 6,3 punktów procentowych w Europie Środkowej (w porównaniu z badaniem z 2014 r.). W naszym kraju patenty są domeną przede wszystkim jednostek badawczych, a nie przedsiębiorstw komercyjnych.

Ankietowani byli pytani również o ich stosunek do ulg podatkowych związanych z działalnością B+R. „Ponad 42 proc. respondentów twierdzi, że nie ma pewności co do podejścia organów podatkowych do kosztów B+R, wobec czego uznaje korzystanie z ulg podatkowych za ryzykowne. Należy jednak wyjaśnić, że w Polsce brak jest obecnie ulgi na prowadzenie prac B+R, a przedsiębiorcy zwracają uwagę nie na wykładnię stosowaną przez urzędy skarbowe, a na brak jednolitych przepisów dotyczących działalności B+R w obszarze podatkowym, księgowym i grantowym.” – wyjaśnia Michał Turczyk.

W 2014 roku taką wątpliwość wyrażała jedna trzecia badanych. Obecnie niepewność ta ma szczególne duże znaczenie w przypadku mikroprzedsiębiorstw i firm zatrudniających powyżej 500 osób, wśród których odsetek wskazań wynosi odpowiednio 86 proc. i 60 proc.

To samo pytanie padło także o stosunek firm do dotacji. W Polsce 38 proc. respondentów deklaruje, że ma wiedzę na ten temat i z nich korzysta. Spośród badanych krajów wyższy wskaźnik uzyskała jedynie Bułgaria (39 proc.).

Dlaczego pozostali respondenci nie korzystają z systemu dotacji? Aż 45 proc. firm z tej grupy co prawda orientuje się w systemie dotacji na działalność B+R, ale nie aplikuje o dofinansowanie, ponieważ proces uzyskania i korzystania z nich jest zbyt sformalizowany i skomplikowany. Na szczęście w nowej perspektywie unijnej zmiany idą w kierunku uproszczenia procedur.

Zdaniem ankietowanych, na wzrost wydatków na B+R w ich firmach najbardziej wpłynąłby mieszany system zachęt, składający się zarówno z ulg, jak i dotacji. Takiej odpowiedzi udzieliło 48 proc. badanych. W tej chwili spośród krajów OECD system taki jest stosowany w 27 na 34 państwa OECD, co dla firm prowadzących działalność na poziomie międzynarodowym ma istotne znaczenie w aspekcie decydowania o lokowaniu działalności B+R w krajach o najlepszych warunkach do prowadzenia takiej działalności. Badanie wskazało również na duże znaczenie wprowadzenia dodatkowej premii za działalność B+R w formie ulgi podatkowej. Aż 44 proc. respondentów jest zdania, że dzięki temu środki przeznaczane przez nich tę działalność wzrosłyby w perspektywie najbliższego roku lub dwóch lat, a 59 proc. deklaruje taką zmianę w najbliższych 3-5 latach. Znaczenie ma również fakt, że 34 proc. ankietowanych w Polsce źle ocenia obecny system zachęt wspierających działalność B+R.

„Z roku na rok nasze badanie udowadnia, że polscy przedsiębiorcy mają coraz większą świadomość i wiedzę na temat działalności B+R. Nadal jednak czynnikiem zewnętrznym mającym największy wpływ na poziom wydatków B+R jest dostępność większej liczby rodzajów wsparcia, a współpraca z jednostkami naukowymi stymulowana jest głównie wymogami programów pomocowych lub chęcią uzyskania wyższego dofinansowania. Można zatem dojść do wniosku, że polskie przedsiębiorstwa nie dostrzegają jeszcze korzyści wynikających z badań, rozwoju i innowacji i oparcia na tych filarach swojego długofalowego rozwoju” – podsumowuje Magdalena Burnat-Mikosz, Partner Zarządzająca zespołami Innovation Consulting i R&D and Government Incentives, Deloitte.

O badaniu:
Badanie w tym roku przeprowadzono w 11 krajach Europy Środkowej: Polsce, Czechach, Słowacji, Chorwacji, Bułgarii, Estonii, Rumunii, Słowenii, na Węgrzech, Litwie oraz Łotwie. Wzięło w nim udział 411 przedstawicieli firm prowadzących działalność w wyżej wymienionych krajach. Raport dotyczący polskich przedsiębiorstw jest dostępny na deloitte.com/pl/badaniairozwoj. Pełny raport z badania regionalnego zostanie opublikowany we wrześniu 2015 r.

Badanie Samsung Techonomic Index 2015

Badania Samsung Techonomic Index 2015 pokazały wyraźną różnicę pomiędzy krajami Europy Południowej i Północnej, a w kontekście obecnej sytuacji gospodarczej Starego Kontynentu wyniki wydają się zaskakujące. Mieszkańcy krajów skandynawskich wykazują powściągliwość w planowaniu wydatków związanych z nowymi technologiami, podczas gdy mieszkańcy krajów Europy Południowej są bardziej skłonni do zakupu nowych urządzeń. Jak w badaniach wypadli Polacy?

Przedmiot pożądania

Badanie Samsung Techonomic Index 2015 przeprowadzone w 18 krajach Europy wyraźnie pokazuje rożne trendy w Europie Północnej i Południowej: aż 41% Włochów, 31% Hiszpanów i 30% Greków zadeklarowało chęć zakupu nowego telefonu komórkowego w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Liczby są zaskakująco wysokie, zważywszy na nie najlepszą koniunkturę gospodarczą w tej części Europy. Co więcej, odsetek osób planujących nowe wydatki na urządzenia mobilne wśród mieszkańców krajów Europy Południowej jest znacznie wyższy od średniej europejskiej, która wynosi 21%. Kraje skandynawskie wykazują największą powściągliwość w wydatkach: tylko 13% Finów i 14% Duńczyków w najbliższym kwartale planuje zakup telefonu komórkowego.

W kategorii telefonów komórkowych Polska nie odbiega mocno od średniej europejskiej – w najbliższym kwartale 25% Polaków planuje nabyć nowy model. Przyczyny zakupów są różne, ale przeważa chęć posiadania urządzenia o lepszych parametrach – tak przyznało 29,9% respondentów spośród tych, którzy wyrazili zamiar zakupu nowego telefonu komórkowego. 29,5% tej grupy odpowiedziało, że obecnie posiadany produkt nie działa tak dobrze, jak powinien, co skłania ich do kupna nowego urządzenia. Na plany zakupowe Polaków zdecydowanie wpływu nie mają celebryci. Jedynie 0,4% Polaków kupi telefon, ponieważ widziało go u znanej osoby.

Południowy apetyt na technologię…

Podobne tendencje ujawniają się w przypadku innych rodzajów sprzętu elektronicznego. W nadchodzącym kwartale trzykrotnie więcej konsumentów we Włoszech niż w innych krajach europejskich planuje zakup nowych telewizorów oraz urządzeń do sprzątania i gotowania. Tablet zamierza nabyć 26% Włochów i 18% Greków – to znacznie wyższy wynik w porównaniu z całą Europą, gdzie średnia wynosi zaledwie 11%. W kwestii zakupu tego typu sprzętów elektronicznych Polska zbliża się do średniej europejskiej: 10% Polaków planuje nabyć tablet w ciągu najbliższych trzech miesięcy. Tyle samo osób chce zakupić nowy telewizor, a odpowiednio 9% i 11% planuje nabyć urządzenia do gotowania i sprzątania.

… a północna powściągliwość

Interesująco prezentuje się oszczędność mieszkańców północnych rejonów Europy. W krajach skandynawskich aż 60% respondentów nie zamierza kupić żadnego sprzętu elektronicznego w nadchodzącym kwartale. Tak samo odpowiedziało 45% Polaków, przy czym 35,2% Polaków nie martwi się przyszłoroczną sytuacją finansową, a obawia się o nią 46,3%. Dla porównania, aż 59% Norwegów ze spokojem patrzy na najbliższe 12 miesięcy.

Europejskie gospodarstwa domowe pod lupą

Obecnie aż 98% europejskich gospodarstw domowych posiada przynajmniej jeden telefon komórkowy, komputer stacjonarny lub laptop, telewizor i urządzenie gospodarstwa domowego. W europejskim domach znajduje się średnio 19 urządzeń elektronicznych, czyli o jedno więcej niż w 2014 roku. Jednocześnie wzrósł czas spędzany przy użyciu tychże sprzętów – konsumenci korzystają z urządzeń elektronicznych przez 8 godzin dziennie. W porównaniu z rokiem poprzednim czas ten wzrósł o 0,3 godziny.

Nieco inaczej wygląda sytuacja w Polsce. W przeciętnym gospodarstwie domowym znajduje się 18 urządzeń elektronicznych, wśród których znajdziemy przede wszystkim telefony komórkowe, komputery i telewizory. Tylko 1% gospodarstw domowych nie posiada telefonu komórkowego, 3% nie ma komputera lub laptopa i w 5% domów nie znajduje się żaden telewizor. W typowym dniu Polacy korzystają z telefonów komórkowych średnio przez 1 godzinę 26 minut, a telewizję oglądają średnio przez ponad 3 godziny 26 minut.

Pomimo niepewności gospodarczej w Europie, gospodarstwa domowe uznają korzyści, jakie technologia może przynieść w codziennym życiu – zarówno rodzinnym, jak i towarzyskim czy związanym z edukacją. Ma to duży wpływ na decyzje zakupowe Europejczyków – komentuje Radosław Miszkiel, Dyrektor Działu B2B, Samsung Electronics Polska.

Samsung Techonomic Index 2015:

Firma Lightspeed GMI, za pośrednictwem własnych paneli internetowych w Austrii, Belgii, Bułgarii, Danii, Finlandii, Niemczech, Grecji, we Włoszech, na Węgrzech, w Holandii, Norwegii, Polsce, Portugalii, Hiszpanii, Szwecji, Szwajcarii, Rumunii i Wielkiej Brytanii, przeprowadziła wywiady z 18 000 osób mających 16 i więcej lat (1000 osób na rynek). Danym przypisano wagę stosownie do znanego profilu wieku i płci dla każdego kraju. Rozmowy ankietowe w formie online odbyły się w dniach 21 kwietnia – 18 maja 2015 r. Firma Lightspeed GMI była odpowiedzialna za przeprowadzenie badań terenowych, natomiast firma Blue Rubicon sporządziła wszystkie raporty i analizy.

Bankier.pl proponuje Kwotę Wolną od Wszystkiego

W przededniu wyborów parlamentarnych politycy prześcigają się w składaniu propozycji dla obywateli. My też postanowiliśmy dorzucić swoje trzy grosze, dlatego Bankier.pl proponuje wprowadzenie Kwoty Wolnej od Wszystkiego.

Niskie płace to gigantyczny problem, bo napędzają emigrację, burzą pokój społeczny, a według niektórych ekonomistów nawet skracają życie. Istnieje kilka pomysłów na ich podniesienie, ale najprostszym z nich byłaby radykalna reforma systemu podatkowego.

Obecnie system wygląda tak, że człowiek zatrudniony na umowę o pracę, otrzymujący wynagrodzenie minimalne, na rękę dostaje 1286 zł netto (1750 zł brutto). Łączne koszty pracodawcy to ponad 2,1 tys. zł. Wartość ta jest większa niż kwota brutto, bo państwo celowo rozdziela składki na dwie części – jedną płaci pracownik, a drugą pracodawca. W mediach różne opcje i partie polityczne proponują zwiększenie kwoty wolnej od podatku zupełnie tak, jakby miało to być remedium na niskie płace w kraju. Jednak nawet trzykrotne zwiększenie tej kwoty, czyli do 10 tys. zł rocznie, spowodowałoby zwiększenie dochodów netto tylko o nieco ponad 100 zł miesięcznie.

Docelowo dochody do 2 tys. zł miesięcznie powinny być całkowicie wolne od wszelkich składek i podatków, a wyższe też nie powinny być w żaden sposób dzielone na koszty pracownika i pracodawcy. Powyżej progu 2 tys. zł łączne obciążenia podatkowe i składkowe mogą wynosić, tak jak obecnie – 40%, ale dzielone w systemie 60/40. To oznacza, że na każde 100 zł brutto dochodu powyżej 2 tys. zł, pracownik na rękę otrzymywałby 60 zł netto, a do państwa trafiałoby 40 zł.

– Dzięki temu człowiek, który dzisiaj zarabia 2500 zł brutto dostałby na rękę 2300 zł netto, a nie 1800 zł, jak obecnie. Zmniejszyłyby się też koszty pracodawców. Realnie zarobki wzrosłyby średnio o 30%. Naturalnie wiązałoby się to z poważnym uszczupleniem dochodów państwa, docelowo o ok. 70 mld zł. W przyszłości ożywienie gospodarcze skompensowałoby te straty. Druga sprawa, to prostota systemu, który jest przyjazny nie tylko dla obywatela, ale też dla księgowego i systemu podatkowego, a to generowałoby poważne oszczędności na wydatkach administracyjnych, które trudno nazwać innowacyjnymi. Ponadto warto zwrócić uwagę na inny problem – otóż jeśli państwa nie stać na to, by nie opodatkowywać najmniej zarabiających, to oznacza, że państwo jest utrzymywane głównie przez najbiedniejszych, a tak nie powinno być – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

 

Pierwszy krok po dotacje z UE 2014-2020 na zakup oprogramowania klasy ERP dla przedsiębiorstw

Decyzja o zakupie i wdrożeniu systemu klasy ERP wymaga wielu przygotowań, także pod kątem finansowym. Część przedsiębiorców może połączyć zakup i wdrożenie systemu z pozyskaniem zewnętrznych, a bezzwrotnych źródeł finansowania, jakimi mogą być dotacje z Unii Europejskiej. Gdzie szukać dodatkowego wsparcia podpowiada Hicron, integrator systemów IT.

Rozdanie funduszy europejskich w ramach nowej perspektywy finansowania 2014 – 2020 już wystartowało. Zatwierdzone są Programy Operacyjne ze szczegółowymi opisami osi priorytetowych, działań i poddziałań. Aktualnie poszczególne województwa przygotowują i ogłaszają harmonogramy naboru wniosków, które przynoszą ogłoszenia o kolejnych konkursach. Jakie szanse na dofinansowanie mają firmy w nowej unijnej rzeczywistości? Oto garść praktycznych wskazówek.

Dla kogo wsparcie z UE?

Każdy program operacyjny jest przeznaczony dla innej grupy beneficjentów, definiowanej na podstawie rozmaitych wskaźników, w tym np. lokalizacji, czy też wielkości przedsiębiorstwa. Często przy tej okazji pojawia się skrót MŚP, dokładnie opisujący szczegółowe wskaźniki pozwalające przyporządkować firmę do danej grupy.

Skrót MŚP odnosi się do małych i średnich przedsiębiorstw. Unia Europejska zdefiniowała to pojęcie w rekomendacji 2003/361/EC.

Podstawowe czynniki decydujące o tym, czy dana firma może zostać uznana za MŚP, to:

  1. Liczba pracowników oraz
  2. Roczny obrót albo całkowity bilans roczny.
Kategoria przedsiębiorstwa Liczba pracowników Roczny obrót albo Całkowity bilans roczny
Średnie < 250 ≤ 50 mln euro ≤ 43 mln euro
Małe < 50 ≤ 10 mln euro ≤ 10 mln euro
Mikro < 10 ≤ 2 mln euro ≤ 2 mln euro

Powyższe progi odnoszą się wyłącznie do wyników indywidualnych firm. Przedsiębiorstwo, które stanowi część większej grupy firm, może być zmuszone dodać niektóre dane dotyczące pracowników/obrotu/bilansu takiej grupy do własnych danych.

Okres programowania 2014-2020 – co dla przedsiębiorców na wdrożenie systemów IT?

Mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa mogą liczyć na duże wsparcie ze środków unijnych na lata 2014-2020. Wsparcie pochodzić będzie z trzech głównych źródeł :

  1. Programu Inteligentny Rozwój
  2. Programu Polska Wschodnia
  3. oraz 17 Regionalnych Programów Operacyjnych.

Komisja Europejska w rozporządzeniach na nową perspektywę wskazała w jedenastu ogólnych punktach (tzw. celach tematycznych) obszary, na które będzie można przeznaczyć fundusze. Na dwa z tych celów, które są skierowane bezpośrednio do firm i dotyczą inwestycji w badania i innowacje oraz podnoszenia konkurencyjności, przewidziano (w ramach ww. programów) prawie 16 mld euro.

  1. Program Operacyjny Polska Wschodnia – realne możliwości

Program Operacyjny Polska Wschodnia to dodatkowy ukierunkowany terytorialnie instrument wsparcia finansowego 5 województw: lubelskiego, podlaskiego, podkarpackiego, świętokrzyskiego i warmińsko-mazurskiego, który wzmacnia i uzupełnia działania prowadzone w ramach regionalnych i krajowych programów operacyjnych.

Tu na uwagę zasługuje Priorytet I – Przedsiębiorcza Polska Wschodnia, działanie 1.2: Internacjonalizacja MŚP. Państwowa Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości (PARP) zarządzająca programem wskazuje, że na zakup oprogramowania niezbędnego do automatyzacji procesów biznesowych w związku z przygotowaniem do internacjonalizacji działalności przewidziano dofinansowanie do wysokości 20% wydatków kwalifikowalnych.

  1. Program Operacyjny Inteligentny Rozwój

Potencjał i środki na wdrożenie systemu klasy ERP widzimy w Programie Operacyjnym Inteligentny Rozwój, Priorytet III Wsparcie innowacji w przedsiębiorstwach. Wsparcie oferowane w ramach III osi POIR będzie dostępne wyłącznie dla przedsiębiorstw sektora MŚP. Finansowanie obejmuje projekty polegające na wdrożeniu innowacyjnych produktów, usług lub technologii. Nacisk położony zostanie na wybór takich projektów, które dotyczą zastosowania wyników prac B+R w działalności gospodarczej – mówi Anna Rutkowska z Hicron.

Ponadto w III osi przewiduje się wsparcie innowacyjnych startup’ów, czyli młodych firm prowadzących prace B+R lub wdrażających innowacyjne pomysły w swojej działalności. W ramach III osi programu finansowane są również usługi doradcze z zakresu internacjonalizacji firm oraz programy promocji polskich marek produktowych. Celem tych działań jest zapewnienie kompleksowej obsługi MŚP w procesie umiędzynarodowienia działalności. To kolejna okazja dla przedsiębiorców, by otrzymać wsparcie na wdrożenie systemu klasy ERP.

  1. Regionalne Programy Operacyjne i ich dwa główne działania

Dla sektora realne pieniądze na technologie IT, w tym na zakup i wdrożenie rozwiązań klasy ERP wraz z odpowiednią infrastrukturą sprzętową, są możliwe właśnie z Regionalnych Programów Operacyjnych. W poszczególnych RPO dla każdego z województw należy szukać osi priorytetowych dotyczących rozwoju przedsiębiorstw i innowacji, a tam – działań skierowanych na rozwój przedsiębiorczości poprzez innowacje procesowe, organizacyjne oraz działań wspierających internacjonalizację biznesu.

Zestawienie poszczególnych działań dla MSP np. na wdrożenie dla każdego z województw zostało przedstawione w tabeli nr 1. W zależności od regionu dofinansowanie może wynieść nawet do 70% kosztów zakwalifikowanych do wsparcia.

Przykład: Regionalny Program Operacyjny woj. lubelskie

Maksymalny % poziom dofinansowania UE wydatków kwalifikowalnych na poziomie projektu:

  • Mikroprzedsiębiorstwa i małe przedsiębiorstwa: 70% (zgodnie z mapą pomocy regionalnej).
  • Średnie przedsiębiorstwa: 60% (zgodnie z mapą pomocy regionalnej).
  • Podmiot wdrażający instrument finansowy: 85 %.

Minimalna i maksymalna wartość projektu (PLN):

  • Minimalna wartość projektu: 50 000,00 PLN
  • Maksymalna wartość projektu: 13 000 000,00 PLN

Jak uzasadnić we wniosku wdrożenie ERP?

Jak uzasadnić we wniosku na umiędzynarodowienie firmy czy internacjonalizację biznesu zakup i wdrożenie systemu klasy ERP? – Trzeba skupić się na wybranych funkcjonalnościach systemu: np. wdrożenie systemu dającego możliwość zakupu usługi przez Internet, płatności kartą sail pass, rozliczania płatności w systemie elektronicznym, generowania deklaracji Intrastat, sprzedaży i wystawiania faktur w walucie obcej i w wybranym języku, wparcie wielooddziałowości przedsiębiorstwa, zarządzanie magazynami konsygnacyjnymi w kraju i zagranicą, czy elektronicznej wymiany danych z zagranicznym kontrahentem – mówi Anna Rutkowska, Business Consultant w Hicron, integratorze systemów IT. – Tak umotywowany wniosek ma duże szanse na akceptację i tym samym otrzymanie zgody na dofinansowanie.

Z kolei przy działaniach dotyczących wprowadzenia innowacji procesowej, produktowej, organizacyjnej systemy klasy ERP i poszczególne ich moduły usprawniają procesy zarządcze w przedsiębiorstwach. Zarządzanie zasobami ludzkimi, towarowymi i usługowymi, systemami finansowo-księgowymi, produkcją, automatyzacja procesu produkcyjnego, controlling oraz zarządzanie kontaktami z klientami wpłynie na wzrost konkurencyjności firmy i dostosowanie się do wyzwań rynkowych, co jest jednym z głównych celów do osiągnięcia w projekcie.

Oprócz rozwiązań klasy ERP w nowej perspektywie unijnej dużą szansę na dofinansowanie zdobędą również modele działające w chmurze, a także rozwiązania z dziedziny Big Data czy Business Intelligence.

„Pewniaki” na innowacje dla MŚP, czyli priorytety i działania, w ramach których można aplikować po środki na zakup i wdrożenie technologii informacyjno-komunikacyjnych (w tym wdrożenie systemów klasy ERP), ilustruje poniższa tabela.

Województwo Priorytet Działanie/ priorytet inwestycyjny
Program Operacyjny Polska Wschodnia Oś Priorytetowa I:

Przedsiębiorcza Polska Wschodnia

Działanie 1.2: Internacjonalizacja MŚP.
Dolnośląskie Oś Priorytetowa I:

Przedsiębiorstwa i innowacje

Działanie 1.4: Internacjonalizacja przedsiębiorstw.

Działanie 1.5: Rozwój produktów i usług w MŚP.

Kujawsko-pomorskie Oś Priorytetowa I:

Wzmocnienie innowacyjności i konkurencyjności gospodarki regionu

 

Działanie 3.2: Opracowywanie i wdrażanie nowych modeli

biznesowych dla MŚP, w szczególności w celu umiędzynarodowienia.

Działanie 3.3: Wspieranie tworzenia i rozszerzania

zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.

Lubelskie Oś priorytetowa III:

Konkurencyjność przedsiębiorstw

Działanie 3.6: Marketing gospodarczy.

Działanie 3.7: Wzrost konkurencyjności MSP.

Lubuskie Oś Priorytetowa I:

Gospodarka i innowacje

Działanie 1.2: Rozwój przedsiębiorczości.

Działanie 1.4: Promocja regionu i umiędzynarodowienie sektora MŚP.

Łódzkie Oś priorytetowa II:

Innowacyjna i konkurencyjna gospodarka

Działanie 2.2: Internacjonalizacja przedsiębiorstw.

Działanie 2.3: Zwiększenie konkurencyjności MŚP.

Małopolskie Oś Priorytetowa III:

Przedsiębiorczość małopolska

Działanie 3.3: Umiędzynarodowienie małopolskiej gospodarki.

Działanie 3.4: Rozwój i konkurencyjność małopolskich MŚP.

 

Mazowieckie Oś Priorytetowa III:

Rozwój potencjału innowacyjnego i przedsiębiorczości

Działanie 3.2: Internacjonalizacja MŚP.

Działanie 3.3: Innowacje w MŚP.

Opolskie Oś Priorytetowa I:

Innowacje w gospodarce

Działanie 1.1: Innowacje w przedsiębiorstwach.
Oś priorytetowa II:

Konkurencyjna gospodarka

Działanie 2.1: Nowe produkty i usługi w MŚP.

Działanie 2.1.1: Nowe produkty i usługi.

Działanie 2.1.2: Wsparcie TIK w przedsiębiorstwach.

Działanie 2.1.3: Nowe produkty i usługi w MŚP na obszarach przygranicznych.

Podkarpackie Oś Priorytetowa I:

Konkurencyjna i innowacyjna gospodarka

Działanie 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.
Podlaskie Oś Priorytetowa I:

Wzmocnienie potencjału i konkurencyjności gospodarki regionu

Działanie 1.3: Wspieranie inwestycji w przedsiębiorstwach: wdrażanie innowacji technicznych (produktowych i technologicznych), marketingowych i organizacyjnych.

 

Pomorskie Oś priorytetowa II:

Przedsiębiorstwa

Działanie 2.1: Inwestycje podstawowe.

Działanie 2.2: Inwestycje profilowane.

Działanie 2.3: Aktywność eksportowa.

Śląskie Oś Priorytetowa III:

Konkurencyjność MŚP

Priorytet inwestycyjny 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.
Świętokrzyskie Oś priorytetowa II:

Konkurencyjna gospodarka

Priorytet inwestycyjny 3.2: Opracowywanie i wdrażanie nowych modeli biznesowych dla MŚP, w szczególności w celu umiędzynarodowienia.

Priorytet inwestycyjny 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.

Warmińsko-mazurskie Oś priorytetowa I:

Inteligentna gospodarka Warmii i Mazur

 

Priorytet inwestycyjny 3.2: Opracowanie i wdrażanie nowych modeli biznesowych dla MŚP, w szczególności w celu umiędzynarodowienia.

Priorytet inwestycyjny 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.

Wielkopolskie Oś priorytetowa I:

Innowacyjna i konkurencyjna gospodarka

Działanie 1.4: Internacjonalizacja gospodarki regionalnej.

Działanie 1.5: Wzmocnienie konkurencyjności przedsiębiorstw.

Zachodnio-pomorskie

 

Oś priorytetowa I:

Gospodarka, innowacje, nowoczesne technologie

Priorytet inwestycyjny 3.3: Wspieranie tworzenia i poszerzania zaawansowanych zdolności w zakresie rozwoju produktów i usług.

 

Jak wybrać dostawcę, który sprosta wymogom UE?

Wybór podwykonawcy, któremu zostanie powierzone wdrożenie systemu ERP przy wsparciu zewnętrznego finansowania, to istotny element. Podejmując się realizacji tego zadania, dostawca systemów IT zobowiązuje się nie tylko do implementacji środowiska IT, lecz także prowadzenia i raportowania przebiegu projektu zgodnie z wymaganiami instytucji udzielających dofinansowania. Kluczem do sukcesu jest zatem nie tylko doświadczenie w realizacji podobnych przedsięwzięć, lecz także umiejętność elastycznego dopasowania się do specyfiki projektowej, w tym do cyklu życia unijnego projektu.

10 kroków do unijnych dotacji

  1. Wybór źródła finansowania inwestycji.
  2. Sprawdzenie w harmonogramie naboru wniosków dla danego województwa/programu planowanego terminu ogłoszenia konkursu.
  3. Przygotowanie kompletnego wniosku wraz z biznesplanem i innymi wymaganymi załącznikami.
  4. Ewentualne uzupełnienia we wniosku, bądź biznesplanie.
  5. Ogłoszenie wyników projektów zakwalifikowanych do dofinansowania.
    1. W szczególnych przypadkach – odwołanie się od oceny i ponowne rozpatrzenie wniosku.
  6. Podpisanie umowy o dofinansowanie.
  7. Rozpoczęcie realizacji projektu.
  8. Zarządzanie projektem.
  9. Rozliczenie projektu.
  10. Utrzymanie trwałości rezultatów projektu.

Na drodze zawodowej stykamy się z wieloma firmami, które już w poprzednim rozdaniu funduszy europejskich z sukcesem, wystartowali to unijne wsparcie, dokonali udanej implementacji systemów SAP i z powodzeniem rozliczyli projekty. Połączenie zmiany organizacyjnej związanej z wymianą systemu IT, zarządzanie projektem z wymaganiami stawianymi przez urzędników w poszczególnych programach wymaga jednak właściwej dyscypliny i odpowiedniego zespołu. W Hicron nad sukcesem każdego projektu pracują zarówno eksperci z naszego zespołu, jak i zewnętrzni doradcy, którzy służą wsparciem na każdym z 10 kroków aplikacji. Nowe programy UE to kolejna szansa na podniesienie konkurencyjności firmy przy pomocy zewnętrznego finansowania, z której warto skorzystać – podsumowuje Anna Rutkowska z Hicron.

Grecy oczekują finansowania przez kolejne 3 lata

Tak jak wcześniej zakładano Grecja złożyła formalny wniosek o pomoc z Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. Ateny oczekują finansowania przez kolejne 3 lata. Na tę chwilę w Grecji przedłuża się czas zamknięcia banków, na pewno będą nieczynne jeszcze dzisiaj, prawdopodobnie też jutro, czyli tym samym do końca tygodnia.

Krzysztof Pawlak - dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl
Krzysztof Pawlak – dealer walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Zaskoczeniem jest to, że minister finansów Grecji obiecał realizację programu reform i to już od przyszłego tygodnia. Reformy mają także objąć system podatkowy i emerytalny, to istotna zmiana ponieważ dotychczas to były sfery największych rozbieżności z wierzycielami.

Szczegółowy program reform zostanie przedstawiony przez premiera Alexisa Ciprasa dzisiaj lub najpóźniej jutro. Wiadomym jest, że zbytnio wierzycielom nie może ustępować. W końcu 60% Greków wyraziło poparcie dla jego działań. Pokajanie się przed wierzycielami mogłoby oznaczać spadek zaufania wśród społeczeństwa, które obdarzyło go sporym kredytem zaufania.

Grecja ma na zakończenie negocjacji czas tylko do niedzieli. Syriza, aby otrzymać pomoc musi tak naprawdę zrzec się stanowiska, o które walczyła ostatnie 5 miesięcy, i w końcu podjąć się trudnych reform. Patrząc na ostatnie wydarzenia trudno się spodziewać, by coś takiego miało miejsce. I na nic zdają się groźby wierzycieli mówiące o tym, że plan wyjścia ze strefy euro Grecji już jest gotowy. Wiadomo, że straty poniosłyby obie strony, mimo wszystko jednak po wyjściu z unii monetarnej najwięcej straciliby Grecy. Hellada chyba nie zdaje sobie sprawy, że tym razem brak porozumienia będzie oznaczał koniec dostarczania płynności finansowej dla greckich banków.

W całym tym zamieszaniu sporo traci polska waluta. Niestety nikt już nie pamięta o rekordowo niskim bezrobociu. Gospodarka polska ma się bardzo dobrze, RPP na dzisiejszym posiedzeniu podniósł prognozy makroekonomiczne, zakładając choćby wyższe tempo wzrostu PKB. Mimo że ekspozycja polskiej gospodarki na kryzys grecki jest znikoma, złotówka jest pod presją. Inwestorzy w takich sytuacjach odchodzą od rynków rozwijających. Mimo to w sytuacji niepomyślnego rozwiązania w niedzielę, polska waluta nie powinna już stracić wiele na wartości.

Dzisiejszy kalendarz nie jest zbyt bogaty. Co prawda o 13 Bank Anglii przedstawi decyzję co do wysokości stóp procentowych, sensacji jednak być nie powinno i polityka monetarna powinna zostać bez zmian. Warto jeszcze zwrócić uwagę o 14.30 na liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych z amerykańskiej gospodarki.

EUR/PLNKomentarz walutowy 09.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 08.04.2015 do 09.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem jest linia łącząca minima lokalne na 4,1850.

CHF/PLNKomentarz walutowy 09.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 08.04.2015 do 09.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy. Dotychczas okolice 4zł były skutecznym oporem dla dalszych wzrostów kursów, jednakże problemy Grecji spowodowały, że poziom ten został wyraźnie przekroczony. Poprzedni opór na 4,0500 został przebity a kurs powoli ustanawia kolejne coraz bardziej niepokojące maksima. Wsparciem jest psychologiczna wartość 4zł a dalej dolne ograniczenie formacji na poziomie 3,9700.

USD/PLNKomentarz walutowy 09.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 08.04.2015 do 09.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. W przypadku ruchu w dół wsparciem będzie dotychczasowa linia oporu przebiegająca w okolicach 3,8150 a następnie dolne ograniczenie kanału na 3,7250.

GBP/PLNKomentarz walutowy 09.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 08.04.2015 do 09.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w szerokim kanale wzrostowym. W przypadku ruchu w dół wsparciem jest dolne ograniczenie kanału na 5,8300 a następnie 38,2% zniesienie Fibonacciego na 5,7700. Dla ruchu w górę oporem jest maksimum na 5,9800 a następnie górne ograniczenie kanału na 6,0100.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

65 proc. kandydatów nie kupi produktu od firmy, która nie odezwała się do nich po wywiadzie rekrutacyjnym

Poszukując pracy, liczymy na kontakt ze strony pracodawców, bez względu na to, jakim wynikiem zakończy się postępowanie rekrutacyjne. Tymczasem z odpowiedzią pracodawcy mają duży problem, co jest bardzo rozczarowujące dla kandydatów.

Czekając na…

Mijają dni, tygodnie, a nawet miesiące, a kandydat wie tyle samo, ile wiedział wówczas, kiedy zdecydował się wysłać swoje zgłoszenie. Co prawda, można przyjąć, że nie spełnił wymagań stawianych przez pracodawcę, ale nie oznacza to, że należy ten fakt przemilczeć. Pracodawcy często zakładają, że spokój ich sumienia zawarty jest w dopisku widniejącym przy ogłoszeniu o pracę, a mianowicie, że zastrzegają sobie kontakt tylko z tymi, którzy pomyślnie przebrną przez pierwszy etap rekrutacji. To błędne założenie. Wystarczy wczuć się w rolę osoby poszukującej pracy, by zdać sobie sprawę, że brak reakcji wywołuje rozczarowanie, frustrację, zniechęcenie. Trudno oczekiwać, że każdemu z osobna firma wyjaśni powody takiej a nie innej decyzji, udzielając przy tym wskazówek na przyszłość, ale zwykły komunikat z pewnością zrobiłby lepsze wrażenie niż powstrzymanie się od jakiejkolwiek odpowiedzi.

Konsekwencje

Szukając powodów takiego zachowania firm, można wskazać poczucie, że nie wszystkim trzeba odpowiadać, za duża liczba kandydatów, brak czasu, czy też wewnętrzne zasady. Jakkolwiek by nie było, takie postępowanie niekorzystnie odbija się na wizerunku firm i zniechęca do korzystania z ich produktów czy usług. Zgodnie z wynikami badania serwisu CareerBuilder – The 2015 Candidate Behavior, 69 proc. osób poszukujących pracy jest mniej skłonna do zakupu produktu lub usługi od firmy, która źle potraktowała ich podczas rekrutacji, 65 proc. kandydatów nie kupi produktu od firmy, która nie odezwała się do nich po wywiadzie rekrutacyjnym, 58 proc. kandydatów deklaruje, że rzadziej kupią produkt firmy, która nie potwierdziła nawet przesłania aplikacji. Zmiana nastawienia firm przekłada się na inne nastroje wśród kandydatów. Niemal 70 proc. z nich chętniej kupi produkt firmy, która dobrze ich potraktowała w trakcie rekrutacji, 67 proc. chętniej kupi produkt, jeśli firma zadbała o to, by przez cały proces rekrutacji informować o tym, na jakim etapie jest aplikacja kandydata. Zdaniem Marka Jurkiewicza, General Managera InfoPracy, w wielu przypadkach odpowiednia reakcja firm jest równie skutecznym sposobem zyskiwania przychylności kandydatów i potencjalnych klientów, jak akcje marketingowe. Zaniedbania na tym polu mogą być trudne do odrobienia pod względem budowania marki, dbałości o potencjalnych pracowników i szeroko pojętego employer brandingu.

Stan kandydatur InfoPraca

Budując efektywnie rynek pracy, InfoPraca dokłada starań, by na linii pracodawca-kandydat istniał przepływ informacji. Służy do tego stan kandydatur. Kandydat od początku wie, na jakim etapie rekrutacji jest jego zgłoszenie. Status „otrzymane” dowodzi, że CV trafiło do rekrutera, czyli właściwej osoby, „rozpatrywane”, że jest poddawane analizie, a „zaakceptowane” – że przed nim kolejne etapy. Nawet jeśli postępowanie nie zakończy się sukcesem, kandydat będzie o tym wiedział, widząc komunikat „odrzucone”. Zasadność takiego komunikowania spotyka się z pozytywnym oddźwiękiem ponad 70 proc. pracodawców zamieszczających ogłoszenia na portalu InfoPraca, a wskaźnik ten stale rośnie. Przyciąga to kandydatów, dla których im mniej niewiadomych, tym bardziej przejrzysta sytuacja.

Raytheon przekazał grant w wysokości 100 tys. dolarów dwóm polskim uczelniom technicznym

0

Firma Raytheon Company (NYSE: RTN) poinformowała, że przekazała grant w wysokości  100 000 dolarów dwóm czołowym polskim uczelniom technicznym – Wojskowej Akademii Technicznej oraz Politechnice Warszawskiej na rozwój studiów w dyscyplinach STEM -nauce, technologii, inżynierii i matematyce. Grant  opiewający na kwotę 50 000 dolarów dla każdej z uczelni posłuży do sfinansowania stypendiów i programów badawczych wspierających studia magisterskie  na kierunkach inżynierskich.

Thomas Vecchiolla – Prezes Raytheon International Inc. oraz po lewej Rektor-Komendant gen. bryg. prof. dr hab. inż. Zygmunt Mierczyk –Wojskowa Akademia Techniczna
Thomas Vecchiolla – Prezes Raytheon International Inc. oraz po lewej Rektor-Komendant gen. bryg. prof. dr hab. inż. Zygmunt Mierczyk –Wojskowa Akademia Techniczna

Jako lider w dziedzinie technologii i innowacyjności, Raytheon docenia strategiczne znaczenie globalnej współpracy z przemysłem, uniwersytetami i środowiskiem naukowym. Firma prowadzi rozmowy z czołowymi polskimi uczelniami aby ustalić, jak najlepiej wspierać studia i badania naukowe w dziedzinie technologii. Celem firmy jest współpraca w zakresie długofalowych inicjatyw edukacyjnych i naukowych, które zachęcają do nieustających inwestycji w technologie i innowacje –  najważniejsze siły napędowe każdej gospodarki narodowej.

„Jedną z korporacyjnych misji firmy Raytheon jest promowanie innowacyjnej edukacji aby stymulować zainteresowanie dyscyplinami naukowymi oraz powiększać grona studentów i pracowników naukowych dysponujących kompetencjami w zakresie STEM –nauki, technologii, inżynierii oraz matematyki– powiedział Thomas Vecchiolla, prezes Raytheon International, Inc.” Ta inwestycja w wysokości 100 000 dolarów stanowi pierwszy etap naszego wsparcia dla wyjątkowego zaangażowania Polski w rozwój badań naukowych w obszarach , które przyczyniają się do gospodarczego rozwoju kraju.”

Grecki kryzys nie będzie miał długoterminowego wpływu na złotego

Ze względu na brak komunikatów Europejskiego Banku Centralnego dotyczących nowej polityki monetarnej, cała uwaga Europy skupiała się od kilku miesięcy na Grecji ze względu na nasilenie trwającego w tym kraju kryzysu finansowego. W lipcu Grecja zrobiła duży krok w kierunku opuszczenia strefy euro, co określane jest jako „Grexit”, gdy w długo oczekiwanym referendum mieszkańcy stanowczo opowiedzieli się przeciwko reformom gospodarczym proponowanym przez kraje, które wcześniej udzielały Grecji pomocy.

Enrique Diaz - Dyrektor ds. Oceny Ryzyka Ebury
Enrique Diaz – Dyrektor ds. Oceny Ryzyka Ebury

Wydarzenia z Aten na razie nie wpłynęły znacząco na euro, jednak trwające negocjacje i zagrożenie wyjściem Grecji z unii monetarnej odbiło się w pewnym stopniu na kursie wspólnej waluty, której wartość spadła początkiem lipca do najniższego poziomu od 5 tygodni. Opuszczenie przez Grecję strefy euro, którego prawdopodobieństwo szacujemy na 60%, przypuszczalnie spowoduje dalsze kłopoty wspólnej waluty.

W związku z obawami dotyczącymi wpływu greckiego kryzysu na Polskę, wiceminister finansów Artur Radziwiłł stwierdził, że nie będzie on miał prawie żadnego bezpośredniego wpływu na krajową gospodarkę ani system bankowy zarówno w najbliższym czasie, jak i w perspektywie długoterminowej. Premier Ewa Kopacz również podkreśliła, że bank centralny ma instrumenty potrzebne do obrony złotego przed negatywnym wpływem sytuacji w Grecji.

Rezerwy walutowe w naszym kraju znacząco wzrosły w poprzedniej dekadzie i równoważą około ośmiomiesięczne wydatki na import. Dlatego Narodowy Bank Polski ma duże możliwości interwencji na rynku wymiany walut, aby chronić naszą walutę, w przypadku gdy wydarzenia w Grecji zaczną wpływać na jej kurs.

Biorąc pod uwagę możliwości i gotowość banku centralnego do stabilizacji kursu wymiany złotego, jeśli będzie to konieczne, nie przewidujemy żadnego długoterminowego wpływu greckiego kryzysu na wartość polskiej waluty. Przypuszczamy, że kurs złotego będzie raczej kształtowany przez podniesienie stóp procentowych przez Rezerwę Federalną w USA oraz osłabienie euro po wdrożeniu przez Europejski Bank Centralny programu poluzowania polityki monetarnej.

Autor: Enrique Diaz – Dyrektor ds. Oceny Ryzyka Ebury

J. Borowski (Crédit Agricole): Gdyby o grexicie decydowały względy ekonomiczne, Grecja opuściłaby Unię. Decydujące będą jednak względy polityczne

główny ekonomista Crédit Agricole Jakub Borowski

Względy polityczne prawdopodobnie zdecydują o kompromisie między Grecją a Unią Europejską, uważa główny ekonomista Crédit Agricole Jakub Borowski. Ateny mogą liczyć na rozłożenie długu na więcej mniejszych rat lub redukcję odsetek. Choć uspokoi to nastroje, Grecja nadal nie będzie sobie mogła pozwolić na deficyt budżetowy.

– Scenariusz podstawowy to dzisiaj nadal pozostanie Grecji w strefie euro, dlatego że decyzja o pozostaniu i decyzja o zgodzie obu stron na jakiś kompromisowy pakiet jest w znacznym stopniu decyzją polityczną. Gdyby dzisiaj podejmowano decyzję o tym, czy dalej Grecji pomagać i na jakich warunkach, kierując się wyłącznie kryteriami ekonomicznymi, najprawdopodobniej rozstrzygnięcie byłoby negatywne – tłumaczy Jakub Borowski.

Przedstawiciel Crédit Agricole jako najważniejszy czynnik o charakterze politycznym wskazuje chęć utrzymania stabilności strefy euro oraz niedopuszczenie do powstania znaczących napięć społecznych w Grecji. Największy wpływ na ostateczną decyzję w sprawie Aten będą miały wiodące gospodarki strefy euro, ze wskazaniem na Niemcy.

– Grecja powinna mieć zredukowany dług publiczny znacząco w tym sensie, że powinna być to stopniowa redukcja długu w zamian za reformy, które będzie wprowadzać. Najpierw reformy, potem redukcja długu, a nie odwrotnie – tłumaczy Jakub Borowski.

Wysokość greckiego długu publicznego sięga już 175 proc. PKB, a rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Aten wynosi niemal 20 proc. i w ciągu ostatnich dwóch tygodni wzrosła niemal dwukrotnie. To poziom z drugiej połowy 2012 roku, podczas gdy jeszcze we wrześniu 2014 roku rentowność greckich papierów dłużnych nie przekraczała 6 proc. W obecnej sytuacji rząd Hellady nie ma możliwości terminowej obsługi zadłużenia. Jakub Borowski jako rozwiązanie wskazuje na redukcję długu do poziomu około 120 proc. PKB. Obecnie jednak prawdopodobieństwo, że Eurogrupa zgodzi się na taką opcję, jest według niego bliskie zera.

– Sądzę, że najbardziej prawdopodobny jest scenariusz trwania, polegającego na tym, że ten dług jest zrestrukturyzowany, ale ta restrukturyzacja długu nie polega na tym, że się umarza Grecji jakąś kwotę, tylko pozwala jej się zapłacić tę kwotę później, rozłożyć raty na dłuższy czas, być może nawet na kilkadziesiąt lat – mówi przedstawiciel Crédit Agricole.

Jakub Borowski zwraca jednak uwagę na to, że rozłożenie długu w czasie wraz z redukcją jego oprocentowania nie będzie równoznaczne z całkowitym rozwiązaniem greckiego kryzysu. Powrót Grecji do pełnej równowagi ekonomicznej możliwy jest dopiero w długoletniej perspektywie.

– Ale można mieć nadzieję, że taki wariant rozłożenia tego długu na bardziej korzystne raty, na dłuższy czas, będzie czynnikiem uspokajającym nastroje w Grecji i jednocześnie czynnikiem, który zwiększy prawdopodobieństwo przeprowadzenia kolejnych reform – ocenia ekonomista.

Zdaniem Jakuba Borowskiego kompromis z wierzycielami jest rozwiązaniem znacznie lepszym, niż opuszczenie przez Ateny strefy euro. Ewentualny grexit skutkowałby bardzo dużymi zawirowaniami rynkowymi i prowadził do dalszej eskalacji kryzysu.

– Niezależnie od tego, gdzie Grecja będzie, czy w strefie euro, czy poza nią, nie ma przestrzeni do tego, żeby prowadzić ekspansję fiskalną, wydawać więcej, niż się zarabia – kończy wypowiedź główny ekonomista Crédit Agricole.

Grecja ma mało czasu na zakończenie negocjacji z wierzycielami. Już na 20 lipca przypada termin wykupu obligacji o wartości 3,5 miliarda euro, będących w posiadaniu EBC.

Maleje udział polskich eksporterów w skandynawskich rynkach

Skandynawskie banki centralne obniżają stopy procentowe, aby chronić własne gospodarki przed nadmiernym umocnieniem swoich walut. Ofiarą tych działań są polscy eksporterzy. Sprzedaż krajowych towarów na rynkach tego regionu spada od początku roku.

Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl
Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Polska eksportuje do krajów skandynawskich głównie produkty przemysłu elektromaszynowego oraz samochodowego. Sprzedajemy także żywność, surowce drzewne oraz wyroby chemiczne.

Jednak eksport polskich towarów do tych krajów spada od początku 2015 r. Sprzedaż w kwietniu zmalała aż o 2.9 proc. w porównaniu do ub.r. Był to najgorszy wynik od 2006 r. Z każdym miesiącem tendencja pogłębia się. W dodatku udział krajów z tego regionu w polskim eksporcie maleje. Jeszcze w grudniu wynosił on 7 proc., aby w kwietniu zmniejszyć się do 6.5 proc.

Eksport do krajów skandynawskich (zmiana rok do roku). Źródło: GUS. Opracowanie: Cinkciarz.pl
Eksport do krajów skandynawskich (zmiana rok do roku). Źródło: GUS. Opracowanie: Cinkciarz.pl

Bardzo słaby ogólny wynik eksportu do tych państw jest spowodowany silnym spadkiem sprzedaży do Norwegii. Jest on aż o 27 proc. niższy niż przed rokiem. W przypadku pozostałych krajów mamy co prawda do czynienia ze wzrostem, ale zdecydowanie wolniejszym niż w ostatnich latach. Niemniej analiza dotyczy regionu jako całości.

Dlaczego tak się dzieje?

W połowie 2014 r. kraje Skandynawii zostały dotknięte problemami wynikającymi z załamania cen ropy naftowej (spadek z ok. 100 dol. do blisko 50 dol. obecnie). To oznaczało konieczność ograniczenia inwestycji w sektorze wydobywczym oraz petrochemicznym. Szkodzą również niskie ceny rud żelaza i stali.

Od początku 2015 r. nie widać jednak spadku eksportu polskich produktów przemysłu elektromaszynowego, wykorzystywanych w sektorze wydobywczym (ogólnie wzrósł on o 12.2 proc., jedynie sprzedaż do Norwegii zmalała). Można natomiast dostrzec ograniczenie eksportu w kategoriach produktów, które są wrażliwe cenowo.

To oznacza wyraźnie wolniejszy wzrost sprzedaży produktów przemysłu drzewnego oraz chemicznego. Gorsze wyniki widać także w niektórych kategoriach produktów żywnościowych. To może oznaczać, że za ograniczeniem eksportu tych towarów stoją zbyt wysokie ceny wynikające z umocnienia złotego.

Sposób na silne waluty

Na początku 2015 r. Europejski Bank Centralny zaczął kupować rządowe obligacje, aby wesprzeć gospodarkę oraz pobudzić inflację w strefie euro. Napływ taniego euro na światowe rynki zmusił kraje posiadające własne waluty do odpowiedzi. Stąd obserwowana od początku roku fala obniżek stóp procentowych, często dochodząca do rekordowo niskich poziomów.

Ostatnie kilka tygodni przyniosły kolejną rundę cięć. 2 lipca br.szwedzki bank centralny (Riksbank) niespodziewanie ściął stopy procentowe o 10 punktów bazowych do minus 0.35 proc. Władze monetarne zdecydowały dodatkowo o zwiększeniu skupu rządowych obligacji.

Decyzja Riksbanku była sporym zaskoczeniem. Kondycja szwedzkiej gospodarki jest bowiem stosunkowo dobra. Bank centralny uzasadnił obniżenie stóp procentowych niepewnością związaną z greckim kryzysem oraz wpływem tego czynnika na kurs walutowy. Ostatnio obserwowano wyraźne umocnienie korony. Tym samym Szwedzi przyznali wprost, że walczą o słabszą walutę.

Kilka tygodni wcześniej (18 czerwca br.) podobne kroki podjął norweski bank centralny, Norges Bank. Stopa procentowa została ścięta do rekordowo niskiego poziomu 1 proc. Jednak w porównaniu do Szwecji, kondycja norweskiej gospodarki jest znacznie gorsza. Kraj został mocniej doświadczony przez spadek ceny ropy naftowej. Ostatnio ten surowiec ponownie traci na wartości, co zwiększa prawdopodobieństwo kolejnych cięć. Ich rezultatem będzie dalsze osłabienie korony.

Szczególny jest przypadek Danii, ponieważ tutaj korona jest sztywno powiązana z euro. Po decyzji EBC o rozpoczęciu skupu obligacji, kraj zastosował ujemne stopy procentowe, aby nie dopuścić do oderwania kursu swojej waluty od euro. Z polskiej perspektywy taka sytuacja oznacza, że duński pieniądz zachowuje się praktycznie tak samo w stosunku do złotego, jak do euro.

Natomiast ostatni z krajów tej grupy, czyli Finlandia, jest członkiem strefy euro. Tym samym tutaj zasadnicze znaczenie ma kurs wspólnej waluty, który jest dość stabilny.

Silny złoty hamuje eksport

Indeks Złotego Cinkciarz.pl SCAN* dla grupy krajów skandynawskich pokazuje, że mamy obecnie do czynienia z okresem silnego złotego. W czerwcu był on wyższy o 1.9 proc. wobec poprzedniego roku, a miesiąc wcześniej było to aż 4.4 proc.

Jak na razie niewielkie znaczenie ma czerwcowy spadek indeksu o 1 proc. wobec poprzedniego miesiąca. Trend wzrostowy indeksu SCAN trwa już od początku 2012 r. Natomiast po decyzjach Riksbanku i Norges Banku trudno oczekiwać zahamowania tendencji. Sytuacja jest gorsza tylko w przypadku krajów Europy Środkowo-Wschodniej.

Indeks Złotego Cinkciarz.pl SCAN. Źródło: Cinkciarz.pl
Indeks Złotego Cinkciarz.pl SCAN. Źródło: Cinkciarz.pl

Eksport do krajów skandynawskich odpowiada rozmiarami sprzedaży do Wielkiej Brytanii, która jest drugim po Niemczech najważniejszym partnerem handlowym Polski. To oznacza, że spadek sprzedaży do tych krajów znajdzie odbicie w pogorszeniu bilansu handlowego Polski, przez co wpłynie na zmniejszenie wzrostu PKB.

Odpowiedź banków centralnych z tego regionu na działania podjęte przez EBC wpisuje się w kolejną odsłonę starań o osłabienie krajowych walut. Wszystko po to, aby poprawić swoją konkurencyjność.

Na początku czerwca widmo powrotu do podobnych rozwiązań wskrzesiła Angela Merkel. Niemiecka kanclerz oceniła silne euro jako zagrożenie dla wzrostu gospodarek zmagających się z problemami budżetowymi, takich jak Hiszpania czy Irlandia. Kilka dni wcześniej, podczas szczytu G7, Barack Obama miał powiedzieć, że silny dolar szkodzi amerykańskiej gospodarce, chociaż później zaprzeczył tym słowom.

Osłabienie eksportu na rynki skandynawskie pokazuje, jak istotne znaczenie ma troska o konkurencyjność cenową towarów.

* Szczegółowe informacje o indeksach walutowych Cinkciarz.pl są dostępne tutaj:
https://cinkciarz.pl/nowosci/komentarze-walutowe/indeks-zlotego-cinkciarz-pl-raport-lipiec-2015-czesc-1

https://cinkciarz.pl/nowosci/komentarze-walutowe/indeks-zlotego-cinkciarz-pl-raport-lipiec-2015-czesc-2

Autor: Piotr Lonczak, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Konferencja Rady Polityki Pieniężnej w dniu 08.07.2015 r.

0

Konferencja prasowa po posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej, które odbyło się w dniach 7 – 8 lipca 2015 r.

Po przejęciu Delecty Bakalland stawia na rozwój organiczny. Zainwestuje w usprawnienie procesów technologicznych w zakładach w Łodzi, Janowie i Włocławku

0

CEO Magazyn Polska

Bakalland i Delecta, które od lipca działają prawnie jako jedna firma, przygotowują obecnie plan finansowy. Spółka chce skupić się na rozwoju organicznym, a w perspektywie najbliższych lat będzie inwestować w marki i usprawnienie procesów technologicznych w zakładach w Janowie, Włocławku i Łodzi. Aktywa firmy mają w wyniku tych inwestycji wzrosnąć o kilkadziesiąt milionów złotych.

Połączenie dwóch spółek, Delecty z Bakallandem, miało na celu uzyskanie wszystkich synergii, które się z tym wiążą. I efekt ostatniego półrocza w pełni potwierdził nasze założenia – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Inwestor Marek Moczulski, prezes zarządu Bakalland SA. – Mamy ponad 400 mln obrotów, komplementarne kategorie, synergie produktowe i kosztowe. Daje nam to pewność, że to połączenie miało sens.

Ubiegłoroczne przejęcie Delecty kosztowało Bakalland ok. 100 mln zł. Reakcje rynku po ogłoszeniu transakcji były pozytywne, akcje spółki zyskały 30 proc. Firmy mają uzupełniające się produkty i od początku roku korzystają z efektów synergii, jakie dają wspólne akcje promocyjne. Prawne połączenie nastąpiło jednak dopiero od lipca. Obecnie opracowywany jest nowy budżet zatwierdzany przez radę nadzorczą.

Zakładamy inwestycje capeksowe, czyli w środki trwałe i promowanie naszych marek. Z jednej strony umacniamy pozycję rynkową, należy podkreślić, że w okresie łączenia spółek nie tylko nie traciliśmy rynku, lecz wręcz przeciwnie – zyskiwaliśmy w każdej kategorii marek, i Delecty, i Bakallandu. Można powiedzieć, że w naszym przypadku dwa plus dwa dało nie cztery, a sześć – podkreśla Moczulski.

Spółka chce zwiększyć możliwość sprzedaży produktów, dlatego usprawnia procesy produkcyjne. Jak zaznacza prezes Bakallandu, choć w każdym z zakładów planowane są inwestycje, nie wszędzie konieczne jest zwiększanie mocy wytwórczych – we Włocławku i Łodzi należy usprawnić linie technologiczne i cały proces, w Janowie natomiast potrzebne są dodatkowe maszyny pakujące.

Nie można wyszczególnić, że to tylko kwestia budynków czy maszyn. Inwestycje kapitałowe dotyczą kilku obszarów – wskazuje Moczulski. – Będą one znaczące. Suma bilansowa po wszystkich inwestycjach wyniesie kilkadziesiąt milionów złotych, choć nie chcę na razie ujawniać szczegółów – zastrzega.

Grupa Bakalland nie zakłada w najbliższym czasie akwizycji, choć nie wyklucza ich w dalszej przyszłości. Obecnie po fuzji wciąż trwa proces tworzenia nowej kultury organizacyjnej, tak by pozostać liderem na rynku. Dlatego grupa chce się skupić na rozwoju organicznym. Ułatwieniem może być wzajemne uzupełnianie się oferowanych przez Bakalland i Delectę produktów.

Rzadko się zdarza, że tak komplementarne produkty mogły mieć szansę na połączenie w jedną firmę. W dalszej strategii myślimy o umocnieniu naszych marek i w tym momencie nie planujemy dalszych akwizycji – przyznaje Moczulski.

Rynek bakalii wciąż się rozwija. Według szacunków branży rośnie o 10-12 proc. rocznie. Dlatego Bakalland chce wykorzystać potencjał i wprowadzić na rynek nowe produkty. Prezes grupy przypomina, że batony zbożowo-bakaliowe, które pojawiły się w sprzedaży w ubiegłym roku, szybko stały się popularne.

Naszą polityką jest ciągłe zaskakiwanie konsumentów nowościami. W tym roku również planujemy kilka takich produktów, ale nie będę zdradzać szczegółów – mówi Moczulski. – W kategorii bakalii jesteśmy absolutnym liderem, ciągle umacniamy swoją pozycję i w tej kategorii również przygotowaliśmy dla polskich konsumentów kilka nowości – dodaje.

Od połowy maja WIG20 stracił ponad 10 proc. Okazje mogą się trafić w sektorach budowlanym, turystycznym, handlowym i spożywczym

CEO Magazyn Polska

Choć polska gospodarka nie jest bezpośrednio uzależniona od sytuacji w Grecji, to jednak negatywny sentyment inwestorów przekłada się na rynki finansowe. Indeks WIG20 stracił od połowy maja ponad 10 proc. Jeszcze mocniej przeceniony jest sektor bankowy. Obecna korekta daje jednak szansę wejścia na rynek przy atrakcyjnych poziomach, a szczególnie warto się przyjrzeć sektorom budowlanemu, turystycznemu, spożywczemu i handlowemu.

Jeżeli chcemy kupić akcje jakiejś spółki, to rzeczywiście możemy je teraz kupić po nieco korzystniejszych cenach. Tylko pytanie, gdzie będzie ustanowiony dołek, bo rzeczywiście skala tej korekty zaskakuje wiele osób – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ.

Indeks WIG20 obecnie znajduje się na poziomie ponad 10 proc. niższym, niż jeszcze w połowie maja. Ostatni raz tak niskie wartości spółek blue-chipów notowano w połowie 2012 roku. To zdaniem Łukasza Bugaja dobry moment na zakup tanich akcji. Analityk radzi jednak, by sektorom i spółkom przyglądać się wybiórczo.

Wydaje się, że sektor budowlany i spółki z nim powiązane, które nieźle zachowują się w tym roku, cały czas powinny prezentować niezłą kondycję i jest to związane z wydawaniem środków w ramach nowej perspektywy budżetowej z Unii Europejskiej – rekomenduje na okres najbliższych dwóch kwartałów Łukasz Bugaj.

Analityk DM BOŚ radzi spojrzeć również na branżę turystyczną. Obecnie na rynku działa kilku wyraźnych liderów, którzy skupiają na sobie większość popytu. Ich pozycję wzmacnia fakt, że coraz więcej Polaków korzysta z ofert urlopów zagranicznych. Inflacja, której pojawienie się prognozowane jest już w IV kwartale bieżącego roku, powinna wesprzeć z kolei sektor spożywczy.

Sektor spożywczy całkiem ciekawie wygląda choćby ze względu na spodziewane odbicie cen żywności i gdzieś tam ta tendencja wzrostowa spółek, szczególnie liderów z tego sektora, może nie jest bardzo duża, ale na pewno od kilku miesięcy zauważalna – ocenia ekonomista.

Łukasz Bugaj wyjaśnia, że niezależnie od sektora należy odróżniać liderów danej branży od podmiotów radzących sobie gorzej. Lepsze efekty przyniesie kupno udziałów w silnej spółce już znajdującej się w trendzie wzrostowym niż inwestycja w tanie akcje przedsiębiorstwa o słabej kondycji finansowej.

Wiele sektorów radzi sobie cały czas nieźle. Należy jednak w ramach tych sektorów dokonać podziału na spółki, które są liderami, i te, które radzą sobie gorzej. Lepiej bowiem wybrać lidera, którego akcje są już w trendzie wzrostowym, i kupić je na korekcie, choćby takiej jak obecna, niż szukać spółek, których akcje są w tendencji spadkowej – mówi Łukasz Bugaj.

A. Halicki: Dobre perspektywy dla Poczty Polskiej. Porozumienie ze związkami zawodowymi i status operatora wyznaczonego przyspieszą jej rozwój

CEO Magazyn Polska

Poczta Polska, która została decyzją Urzędu Komunikacji Elektronicznej operatorem wyznaczonym, będzie strategicznym partnerem resortu administracji i cyfryzacji. Decyzja zbiegła się w czasie z rejestracją nowego układu zbiorowego pracy w Poczcie Polskiej, którego najważniejszym celem jest premiowanie wyników. To dwa czynniki, które w najbliższych latach pozwolą spółce przyspieszyć rozwój.

Mówimy dzisiaj, nie odsłaniając jeszcze wszystkich szczegółów, o długofalowym działaniu i współpracy Ministerstwa Administracji i Cyfryzacji z Pocztą Polską jako strategicznym partnerem do powszechnej obsługi – dużo szerszej niż rynek pocztowy, a więc także obsługi w ramach e-administracji, w ramach usług, które dzięki nowoczesnym technologiom będą możliwe do upowszechnienia w placówkach Poczty Polskiej – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji.

W zeszłym tygodniu decyzją Urzędu Komunikacji Elektronicznej Poczta Polska została wybrana na operatora wyznaczonego do pełnienia powszechnych usług pocztowych przez następne dziesięć lat.

Poczta Polska ma przed sobą bardzo dobre lata. Cieszy nie tylko fakt, że spółka została narodowym operatorem, lecz także jakość oferty złożonej przez spółkę. Należy podkreślić, to jest w zasadzie maksymalna ocena punktowa. Bezwzględna, jeżeli chodzi o fakty, liczby, możliwości i oczekiwania Urzędu Komunikacji Elektronicznej. Ta obiektywna ocena oznacza, że Poczta Polska jest właściwym wyborem – podkreśla Halicki.

Wyniki konkursu zbiegły się w czasie z rejestracją nowego układu zbiorowego (ZUZP) dla zatrudnionych przez Pocztę Polską w Państwowej Inspekcji Pracy w Warszawie. Układ zbiorowy wprowadza nowy system wynagrodzeń, koncentrujący się na premiowaniu wyników i efektywności pracowników. Nowy ZUZP wszedł w życie pierwszego lipca.

– Teraz, po zarejestrowaniu zakładowego układu zbiorowego, będzie łatwiej – przekonuje Krzysztof Fidelis, przewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Straż Pocztowa. – Trendy rynkowe są takie, a nie inne, i trzeba się do nich dostosować. Stawiamy na nowoczesność i w przeciwieństwie do innych firm zamiast pracowników zwalniać, będziemy ich zatrudniać.

Polska jako pierwszy kraj w UE po liberalizacji rynku przeprowadziła konkurs na operatora wyznaczonego. Jak przekonuje Halicki, wiązało się z tym wiele niepewności.

Było wiele uwag, co do tego, że nie musimy być pierwszymi w UE, którzy ten konkurs przeprowadzą. Było też wiele obaw związanych z samym procesem, a także z atmosferą i konkurencją na rynku – tłumaczy Andrzej Halicki. – Pamiętać trzeba jednak, że otwarcie rynku nie może oznaczać obniżenia jakości.

W ogłoszonym pod koniec zeszłego roku konkursie Poczta Polska stanęła do walki z Polską Grupą Pocztową. Oferta prywatnego operatora PGP nie spełniła wymogów uczestnictwa w drugim etapie konkursu, czyli w ocenie merytorycznej. Chodziło o posiadanie odpowiednio rozbudowanej sieci placówek pocztowych i centrów rozdzielczych, środków transportu, a także stabilną organizację przedsiębiorstwa i płynność finansową.

Także Krzysztof Fidelis ocenia, że decyzja UKE stwarza duże szanse rozwojowe dla PP.

Przede wszystkim oznacza ona stabilność. Pracownicy w końcu ją zyskają. Wcześniej mieliśmy sporo obaw z pojawieniem się na rynku dość dużego nowego operatora – twierdzi Krzysztof Fidelis. – Jesteśmy szczęśliwi, że możemy dalej pracować w spokoju oraz budować firmę.

Białe plamy na mapie internetowej Polski może pomóc zlikwidować internet satelitarny. Dałby dostęp do sieci 800 tys. gospodarstw, które nie mogą liczyć na stałe łącza

CEO Magazyn Polska

Technologie do niedawna wykorzystywane podczas lotów kosmicznych pomogą zapewnić internet w rejonach, gdzie niemożliwe jest zainstalowanie tradycyjnej sieci bądź korzystanie z mobilnej. W Polsce jest aż 800 tysięcy takich gospodarstw domowych (6–9 proc. odbiorców). Technologia satelitarna znajduje coraz więcej zastosowań w codziennym życiu.

Latałem w okresie pionierskim, kiedy jeszcze obowiązywała technika analogowa. Dotyczyło to wszystkich źródeł komunikacji, samego systemu sterowania, komunikowania się – wspomina Mirosław Hermaszewski, kosmonauta, który 37 lat temu odbył lot w kosmos na statku Sojuz 30. – Wszystkie obliczenia, nawet te skomplikowane, robiliśmy sami. Żeby sobie ulżyć, sam opracowałem wcześniej odpowiednie tabele, wykresy, z których korzystałem, bo odpowiadałem za dynamikę lotu, zbliżenie, stykówkę. Byłem tam w roli inżyniera pokładowego. Za naszych czasów pilotowanie statku, te wszystkie manewry, zbliżanie itd., to wszystko zajmowało nam 80 proc. czasu, 20 proc. procent przeznaczone było na program naukowy. Dziś jest na odwrót – wyjaśnia.

Zaawansowane technologie satelitarne służą dziś nie tylko lotom w kosmos, lecz także coraz częściej znajdują zastosowanie w codziennym życiu. Wszędzie tam, gdzie tradycyjne kablowe łącze światłowodowe i sieć mobilna nie są dostępne, zarówno ze względów ekonomicznych, jak i technicznych, dostęp do szerokopasmowego internetu jest w stanie zapewnić technologia satelitarna. Jej zastosowanie sprawia, że odbiorca jest zupełnie niezależny od infrastruktury naziemnej.

Dzięki technologii satelitarnej jesteśmy w stanie świadczyć usługi dwukierunkowe. Czyli odbieranie i wysyłanie danych odbywa się płynnie jednocześnie. To odróżnia ją od usług starszej generacji, kiedy ta transmisja była jednokierunkowa – mówi agencji Newseria Biznes Daniel Zadrożny, dyrektor regionalny Eutelsat Broadband w Polsce, oferującego satelitarny dostęp do internetu Tooway.

Technologia satelitarna to jeden z najszybciej rozwijających się segmentów branży telekomunikacyjnej. Według programu operacyjnego Polska Cyfrowa konieczna jest praca nad zwiększeniem dotarcia z łączami internetowymi do coraz większej liczby użytkowników. Technologia satelitarna może pomóc w ograniczeniu obszarów zwanych białymi plamami.

Zgodnie z Europejską Agendą Cyfrową do 2020 roku każdy obywatel UE będzie mieć dostęp do internetu szerokopasmowego o prędkości co najmniej 30 Mbps. Dziś w wielu miejscach UE realizację tego planu utrudnia niski stopień cyfryzacji. Obecnie jedna trzecia Polaków przyznaje, że nigdy nie korzystała z internetu. Jedynie 60 proc. korzysta z niego regularnie. W krajach Unii to odpowiednio 22 i 70 proc. Drugim problemem są białe plamy, czyli obszary, gdzie internet szerokopasmowy nie dociera za pośrednictwem kabli, fal radiowych czy usług oferowanych przez operatorów komórkowych.

Dzisiaj mamy szerokie spektrum – satelita KA-SAT z bardzo wysokimi możliwościami transmisyjnymi, które przekładają się na usługi konsumenckie – prędkość 22 Mb/s ściąganie, 6 Mb/s wysyłanie, a wkrótce będziemy mieli 30 Mb/s na ściąganie danych – wymienia Daniel Zadrożny.

System Tooway wykorzystuje transmisję danych w paśmie Ka, obsługiwanym w Europie np. przez satelitę Eutelsat KA-SAT. Jak podkreśla Zadrożny, to najnowocześniejszy satelita we flocie Eutelsat, co umożliwia świadczenie usług o wysokiej wydajności w Polsce i Europie.

Satelita nie jest jedynym elementem systemu, mamy także w pełni zintegrowany system stacji naziemnych, dzięki któremu jesteśmy w stanie świadczyć usługi najnowszej generacji – mówi Zadrożny.

Internet to nie jest jedyny obszar, gdzie znajduje zastosowanie technologia satelitarna. Zdaniem Zadrożnego jest wiele innych możliwości.

Wykorzystanie technologii kosmicznych w usługach konsumenckich będzie się rozwijać. Chodzi o transmisję danych, transmisje telewizyjne, wysyłanie i odbieranie obrazu wykorzystywane w telemedycynie, monitoring i zbieranie danych z bardzo odległych miejsc czy zapewnienie transmisji danych dla masztów telefonii komórkowej znajdujących się w oddalonych miejscach – wymienia Zadrożny. – Ciekawym rozwiązaniem jest monitorowanie zbiorów, obserwowanie, jak się rozwijają na dużych obszarach i stosowanie odpowiednich nawozów. Także monitorowanie powodzi – za pomocą satelity możemy zobrazować, jaki jest stan zalania, i komputerowo przemodelować, jak będzie postępować lub jak woda będzie się cofać.

Przeciętna polska firma przepłaca za prąd co najmniej 10-15 proc.

CEO Magazyn Polska

Polscy mali i średni przedsiębiorcy marnują prąd przez nieodpowiednie oświetlenie, ogrzewanie i zbędną pracę maszyn. Tym samym zwiększają swoje koszty średnio o 10-15 proc. Inwestycje służące obniżeniu zużycia energii zwracają się nawet wcześniej niż po półtora roku.

Według danych zebranych przez firmę Polski Prąd podczas audytu ponad 200 małych i średnich firm ponad 75 proc. przedsiębiorstw, które zużywają 50-300 MWh energii elektrycznej rocznie, mogłoby zredukować rachunki za prąd nawet o 10-15 proc.

U części z nich widzieliśmy liczby sięgające nawet 30 proc. – stwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Owczarski, prezes zarządu Polski Prąd. – Przeciętna firma w Polsce ma potencjał oszczędności sięgający 8-10 proc. Można je generować w prosty sposób i w efekcie zmniejszyć koszty zużycia energii, zarówno kupowanego prądu, jak i dystrybucji.

Większość oszczędności dotyczy trzech obszarów: oświetlenia, pracy jałowej urządzeń oraz niewłaściwej termoizolacji obiektów przemysłowych.

W oświetleniu widzimy szereg dość typowych błędów. Począwszy od prześwietlania pomieszczeń, czyli umieszczania większej liczby źródeł światła, niż to jest potrzebne, poprzez niestosowanie wyłączników czasowych,  a skończywszy na tym, że instalowane są lampy o zbyt dużej mocy – wyjaśnia Owczarski.

Prezes Polskiego Prądu zwraca także uwagę na to, że w Polsce wciąż małą popularnością cieszy się technologia LED. Według niego wymieniając tradycyjne oświetlenie na LED-y bądź neony, przedsiębiorcy byliby wstanie zaoszczędzić nawet do 80 proc. energii zużytej na światło. Przykładowo firma mająca 1000 punktów oświetleniowych o mocy 35W każdy mogłaby w ten sposób zaoszczędzić około 45 tys. zł rocznie. Zainstalowanie wyłączników czasowych i czujników obecności w pomieszczeniach może z kolei obniżyć roczne koszty prądu o kolejne 10-15 tys. zł.

Inwestycji w oświetlenie zwróciłby się już w czasie krótszym niż dwa lata – podlicza Owczarski.

Również błędy konstrukcyjne w budynkach i systemach grzewczych powodują, że firmy przepłacają za energię elektryczną.

Mamy np. bardzo duży kocioł grzewczy, ale za małe profile rur, które rozprowadzają ciepło do kaloryferów lub na odwrót. Często stan instalacji ogrzewania odbiega od ideału – wyjaśnia prezes Polskiego Prądu.

Optymalizacja efektywności energetycznej może zredukować zużycie prądu o ponad jedną trzecią.

Kolejnym obszarem, gdzie można zaobserwować nieefektywność zużycia energii elektrycznej, jest jałowa praca silników, np. wentylatorów w pustych pomieszczeniach, schodów ruchomych czy drzwi obrotowych, które często włączone są niepotrzebnie. Jak podkreślają eksperci Polskiego Prądu, te oszczędności są bardzo łatwe do osiągnięcia. Nawet jeśli działania te wymagają nakładów finansowych, to szybko się zwracają.

Nawet w tych przypadkach, kiedy nakłady sięgały 50-100 tys. zł, redukcja kosztów była tak duża, że zwracała się niemal natychmiast. A oszczędności były ogromne, gdyż – co trzeba zaznaczyć inwestycje powodowały wieloletnie obniżki kosztów – mówi ekspert.

Z badania wynika jednak, że właściciele firm rzadko zwracają uwagę na możliwość oszczędzania.

To nigdy nie jest palący temat. Z perspektywy klienta wszystko działa, prąd płynie. Ludzie nawet, jeżeli wiedzą, że mogą zaoszczędzić na fakturze, nie zastanawiają się nad tym, jak to zrobić. Wynika to z tego, że klient najczęściej nie czuje potrzeby szukania rozwiązania, które pozwoli mu zaoszczędzić – mówi Owczarski. – To są małe i średnie firmy, które nie zatrudniają na etat osoby zajmującej się utrzymaniem instalacji energetycznej. W konsekwencji firmy wciąż tracą pieniądze.

Ekspert wyjaśnia jednak, że możliwości oszczędzania są w każdej branży, różne będą tylko zastosowane metody.

W hotelach głównym elementem będzie oświetlenie, z kolei w branży restauracyjnej ciekawym rozwiązaniem jest akumulacja ciepła, które powstaje w procesie przygotowania jedzenia, i użycie go do celów grzewczych. Rozwiązania będą różne w różnych branżach, ale sam potencjał oszczędności w każdej taki sam – wyjaśnia Paweł Owczarski.

Zainteresowanie leasingiem maszyn rolniczych rośnie o 9 proc. rocznie. Rolnicy coraz chętniej korzystają z ofert banków, niekoniecznie spółdzielczych

CEO Magazyn Polska

Przychody branży leasingowej w segmencie agro wzrosły w całym ubiegłym roku i w I kwartale tego roku o 9 proc. Instytucje finansowe na coraz większą skalę rozbudowują oferty dla rolników. To ważna grupa klientów 92 proc. z nich korzysta z produktów bankowych. Co czwarty zaciąga pożyczki gotówkowe na inwestycje, a co dziesiąty pożyczki celowe lub korzysta z leasingu.

– Zgodnie z badaniami, które przeprowadziła dla nas firma Martin & Jacob, rolnicy dzisiaj to przede wszystkim przedsiębiorcy rolni. Korzystają z bardzo szerokiej, kompleksowej oferty różnego rodzaju produktów banków i instytucji finansowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Tomasz Sudaj, dyrektor ds. strategii rynkowej BZ WBK Leasing.

Całkowita wartość maszyn i urządzeń wziętych w leasing przez rolników wyniosła w 2014 roku blisko 3,7 mld zł. Średnia wartość pojedynczej umowy opiewała na sumę około 160 tys. zł. Rolnicy finansują głównie ciągniki, maszyny i urządzenia niezbędne do prowadzenia działalności rolnej. Coraz częściej przedmiotem leasingu są także pojazdy osobowe.

Wśród rolników dużym zainteresowaniem cieszą się także pożyczki gotówkowe – wynika z badania firmy Martin & Jacob. Ponad 25 proc. badanych korzystało z ofert instytucji finansowych w celu uzyskania dodatkowych środków na zakup maszyn i urządzeń oraz na finansowanie bieżącej działalności gospodarczej.

– Ponad 90 proc. rolników korzysta z oferty różnego rodzaju instytucji bankowych w Polsce – mówi Sudaj. – Rolnicy korzystają praktycznie z całej oferty produktów bankowych: rachunków bieżących, kart płatniczych, kart kredytowych, finansowania różnego rodzaju inwestycji, kredytów, pożyczek czy finansowania bieżącego w rachunku.

Coraz częściej też korzystają z ofert banków innych niż spółdzielcze. Rolnicy szukają wśród instytucji finansowych przede wszystkim stabilnych partnerów biznesowych, których oferta będzie w stanie odpowiedzieć na wszystkie sygnalizowane potrzeby.

– W zeszłym roku branża leasingowa zanotowała wzrost w segmencie agro o blisko 9 proc. Dla nas jest to jeden z kluczowych segmentów działalności. Notujemy tu blisko 46-proc. dynamiki – podkreśla dyrektor w BZ WBK Leasing.

Jak zapewnia, tak wysoka dynamika sprzedaży w przypadku grupy Santander, której członkiem jest BZ WBK Leasing, była możliwa dzięki dopasowaniu oferowanych produktów i rozwiązań do potrzeb branży. Specyfika oferty polega m.in. na innym rozłożeniu spłat ze względu na sezonowość prac i wpływów. W ofercie znajduje się specjalnie przygotowany dla branży Agro Pakiet, który pozwala zarządzać finansami rolników.

Tomasz Sudaj przekonuje, że unijne środki, które otrzymują rolnicy, nie są konkurencją dla produktów bankowych, wręcz przeciwnie, uzupełniają się nawzajem i motywują do inwestowania w gospodarstwa. W latach 2014-2020 na realizację Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich przeznaczonych zostanie 13,5 mld euro.

– Środki z funduszy są impulsem, który bardzo często rozpoczyna cały proces inwestycyjny, proces optymalizacji i unowocześniania gospodarstwa. Jednocześnie nawet brak tych środków nie zatrzymuje procesów inwestycyjnych – wyjaśnia Tomasz Sudaj.

Ekspert pozytywnie ocenia zmiany zachodzące w ostatnim okresie w branży rolniczej w Polsce. Dotyczy to nawet przedsiębiorców niekorzystających z unijnego finansowania. Na polskiej wsi widać konsekwentnie realizowane inwestycje, które wpływają na wzrost efektywności i dochodowości całego sektora.

– Kolejne środki w ramach programów na lata 2014-2020 to zastrzyk gotówki, który w naszej ocenie bardzo pozytywnie wpłynie na rozwój rynku i będzie determinował następne inwestycje – mówi dyrektor w BZ WBK Leasing.

Ukraińskie firmy chcą przez polski rynek IT zdobywać klientów w Europie. Branżowe targi i konferencje ułatwiają nawiązywanie relacji

2

CEO Magazyn Polska

Rynek IT i urządzeń mobilnych w Polsce dynamicznie się rozwija. Prawie 60 proc. Polaków korzysta ze smartfonów. Potencjał rynku dostrzegają nie tylko krajowe, lecz także zagraniczne firmy. Bardzo duże zainteresowanie Polską jest między innymi na Ukrainie. Tamtejsze firmy – ze względu na trudną sytuację gospodarczą i polityczną w kraju – chcą zdobywać klientów w Polsce, a także planują dalszą ekspansję przez polski rynek. Branżowe targi i konferencje ułatwiają nawiązywanie międzynarodowych relacji.

Rynek telekomunikacyjny i IT w Polsce i Europie Wschodniej jest bardzo ciekawy. Jego potencjał jest cały czas rosnący, dlatego że technologie, trendy oraz produkty cały czas się zmieniają. Nieustannie rośnie też zapotrzebowanie na nowe usługi – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Cieślak, prezes MiT Media Group, organizatora Mobility Reseller Days.

Rynek urządzeń mobilnych rośnie dynamicznie zarówno w Europie, jak i w Polsce. Według najnowszych szacunków TNS Polska pod koniec 2015 roku ponad 60 proc. Polaków będzie korzystać ze smartfonów. Jeszcze trzy lata temu było to zaledwie 25 proc. Podobnie jest na całym kontynencie. Jeśli ten trend się utrzyma, to w 2019 roku liczba smartfonów w Europie przekroczy liczbę jej mieszkańców i sięgnie 760 milionów.

Polski rynek z racji swojego położenia jest miejsce, gdzie kojarzą i integrują się firmy ze wschodu i zachodu kontynentu. Problemem w zacieśnianiu relacji biznesowych jest jednak bieżąca sytuacja polityczno-ekonomiczna panująca za naszą wschodnią granicą.

Firmy z Rosji i Ukrainy, które przeżywają kryzys gospodarczy, szukają w Polsce relacji. Nasz kraj jest dla nich ciekawym miejscem ze względu na wspólną kulturę, bliskość logistyczną, strefę czasową, poza tym jest dla nich bardziej przyjazna – wyjaśnia Tomasz Cieślak.

Jak podkreśla, potencjał ukraińskich firm działających na tym rynku jest dość znaczny, choć w dużej mierze zależy od zaangażowania finansowego. Europa jest otwarta na nowe pomysły, które dają możliwości rozwoju i kooperacji między firmami z różnych krajów. Nie oznacza to jednak, że zaistnienie na polskim rynku i nawiązanie relacji biznesowych jest dla nich proste. Pomagają w tym jednak imprezy branżowe, konferencje i targi, które przyciągają wystawców i firmy z całego świata.

Mobility Reseller Days jest właśnie takim wydarzeniem branżowym, podczas którego spotykamy się z firmami z Europy i ze Wschodu, również z Chin. To ułatwia nawiązywanie wielu relacji biznesowych. Chodzi tu przede wszystkim o dostawców produktów, dystrybutorów, kanały sprzedaży i sieci zakupowo-sprzedażowe. Takie miejsca wpływają pozytywnie na budowanie biznesu – mówi Tomasz Cieślak.

Podczas tegorocznej edycji MRD w październiku br. organizatorzy oczekują wielu nowości związanych z telefonią komórkową, tabletami czy usługami. W ubiegłym roku swoją aktywność zaznaczyły firmy z Ukrainy, Francji czy Rumunii. Nie zabrakło także przedstawicieli uznanych międzynarodowych marek, jak Intel czy Samsung. Także w tym roku oczekiwanych jest wiele ciekawych premier, chociaż – jak zaznacza Tomasz Cieślak – szczegóły na temat prezentowanych produktów będą znane w późniejszym terminie.

Ostatni kwartał jest o tyle ciekawy, że zawsze mamy do czynienia z największą sprzedażą. Wiąże się to m.in. z back to school, czyli rozpoczęciem roku szkolnego i akademickiego. Potem mamy promocje związane ze świętami, więc na pewno pojawi się bardzo dużo ciekawych produktów i usług podczas Mobility Reseller Days – zwraca uwagę przedstawiciel MiT Media Group.

Tegoroczna edycja targów Mobility Reseller Days odbędzie się w dniach 7-8 października w centrum konferencyjnym EXPO XXI w Warszawie.

Poprzedni tydzień w mediach upłynął pod znakiem tolerancji. Temat legalizacji małżeństw jednopłciowych w USA był szeroko komentowany

0

CEO Magazyn Polska

1,2 tys. komentarzy pojawiło się w mediach społecznościowych po decyzji amerykańskiego Sądu Najwyższego ws. legalizacji małżeństw jednopłciowych. Głos w tej sprawie zabierali również artyści i politycy. W „tęczowym tygodniu” między 29 czerwca a 6 lipca najczęściej wyrażano poparcie dla tej decyzji poprzez hasztag HASHLoveWins. Nie zabrakło jednak również negatywnych i prześmiewczych wpisów.

Zgodnie z analizą Instytutu Monitorowania Mediów ostatni tydzień w mediach społecznościowych upłynął pod znakiem tolerancji. Wynikało to z faktu, że w amerykański Sąd Najwyższy zalegalizował możliwość zawierania małżeństw przez osoby tej samej płci we wszystkich 50 stanach – mówi Karolina Masalska, młodszy specjalista ds. PR w Instytucie Monitorowania Mediów.

Spotkało się to z entuzjastycznym przyjęciem wielu użytkowników Twittera i Facebooka. Najczęściej poparcie wyrażano hasztagiem HASHLoveWins – pojawił się on m.in. na profilach Białego Domu, prezydenta Baracka Obamy, a także wielu gwiazd kultury, rozrywki i sztuki. Później został przejęty również przez pozostałych internautów.

W Polsce odzew internautów też był szeroki. Jak jednak wynika z monitoringu IMM, trwał on dość krótko. Medialny szum zmalał już po weekendowym wybuchu radości.

Szacuje się, że w okresie od 29 czerwca do 6 lipca na ten temat pojawiło się ponad 1,2 tys. wzmianek – mówi Masalska.

W badanym okresie najbardziej aktywni autorzy w social media użyli hasztaga HASHLoveWins nawet kilkanaście razy. Najchętniej komentowano te kwestie na Twitterze, który był źródłem prawie 80 proc. wszystkich publikacji na temat decyzji amerykańskiego sądu.

Kolejnym portalem był Facebook, na którym było jednak trzy razy mniej informacji niż na Twitterze. Internauci wyrażali swoje poparcie dla tej idei głównie poprzez wstawienie do swojego zdjęcia profilowego odcieni tęczy dzięki specjalnej aplikacji stworzonej przez Facebooka – mówi ekspertka z IMM.

Temat ten poruszany był również w serwisach Wykop.pl, Google Plus czy Instagram.

Wśród publikacji często udostępnianych przez Polaków na Twitterze były fotografie par, które czekały na możliwość zawarcia związku małżeńskiego do momentu legalizacji związków homoseksualnych.

Zainteresowaniem cieszyły się także wpisy polskich polityków i artystów, m.in. facebookowe komentarze Roberta Biedronia oraz Czesława Mozila. Hasztaga HASHLoveWins użyli ich autorzy lub osoby komentujące.

Na razie nic nie wskazuje na to, by akcja HASHLoveWins na dłużej utrzymała się w Polsce. Bardziej wynikało to z jednorazowego poparcia i uznania dla decyzji Sądu Najwyższego w USA, która realnie wpłynęła na życie ponad 10 mln mieszkańców Stanów Zjednoczonych – mówi Karolina Masalska.

IMM wskazuje, że w mediach społecznościowych pojawiło się także wiele negatywnych i nieprzychylnych komentarzy na temat decyzji amerykańskiego sądu. HASHLoveWins używane w nich było rzadko, a jeśli już to w tonie prześmiewczym i ironicznym. Zdarzały się też wpisy agresywne i atakujące środowiska homoseksualne – najwięcej na Facebooku, Twitterze i Wykop.pl.

MCI Management zbyła akcje własne kluczowym menadżerom

8 lipca 2015 roku MCI Management S.A. (Spółka) zbyła na rzecz swoich kluczowych menedżerów 52.879 akcji własnych stanowiących 0,08% udziału w głosach na Walnym Zgromadzeniu Spółki. Zbycie akcji stanowiło realizację uchwał Rady Nadzorczej Spółki z 16 kwietnia 2015 roku oraz porozumienia zawartego 16 czerwca 2015 roku pomiędzy Spółką, a Cezarym Smorszczewskim.

Uchwałami numer 4, 5 oraz 6 Rada Nadzorcza Spółki 16 kwietnia 2015 roku przyznała Cezaremu Smorszczewskiemu, Tomaszowi Czechowiczowi oraz Ewie Ogryczak, uprawnienie do nabycia odpowiednio 17.575, 4.394 oraz 17.575, akcji w kapitale zakładowym Spółki. Przyczyną podjęcia ww. uchwał przez Radę Nadzorczą Spółki była chęć wynagrodzenia przez Spółkę zaangażowania członków Zarządu w rozwój oraz wzrost wartości Spółki. Akcje zostały objęte przez osoby uprawnione po 1 grosz.

Dodatkowo zbytych na rzecz Cezarego Smorszczewskiego 13.335 akcji w kapitale zakładowym Spółki, stanowiło wynagrodzenie należne za sprawowanie funkcji w zarządzie Spółki za okres od 1 stycznia 2015 roku do dnia 16 czerwca 2015 roku.

Łącznie Spółka dokonała zbycia następującej liczby akcji w kapitale zakładowym Spółki:

  • 394 akcji – Tomasz Czechowicz, Prezes Zarządu Spółki,
  • 575 akcji – Ewa Ogryczak, Wiceprezes Zarządu Spółki,
  • 910 akcji – Cezary Smorszczewski, były Prezes Zarządu Spółki.

Przed zbyciem wyżej wymienionych akcji Spółka posiadała 1.043.856 akcji własnych. Na dzień publikacji omawianego raportu MCI Management S.A. posiada 990.977 akcji własnych, co uprawnia do 990.977 głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki, stanowiących 1,59% udziału w głosach na tymże Walnym Zgromadzeniu.

Zbywanie przez Spółkę posiadanych akcji własnych nabytych w ramach zakończonego 17 stycznia 2012 roku programu odkupu, stanowi realizację przyjętych przez właściwe organy Spółki założeń dotyczących wynagradzania akcjami własnymi Spółki kluczowych menadżerów realizujących postawione priorytety i mających istotny wkład w rozwój Spółki.

Tylko w co ósmym banku zmiana rat jest prosta

Chcesz kupić nowy produkt bankowy? Nie ma problemu, możesz to łatwo zrobić przez Internet. Jeśli jednak chcesz z niego zrezygnować, to zwykle musisz udać się do banku osobiście.

Bankowość internetowa pozwala bankom w łatwy sposób obniżyć koszty działalności operacyjnej na poziomie podstawowych usług. Z analizy Bankier.pl wynika, że w większości banków bez problemów przez Internet zmienimy hasło do bankowości elektronicznej, zamówimy nową kartę płatniczą, czy też wystąpimy o kredyt w koncie lub gotówkowy. Procedury są proste i wygodne, ale gdy chcemy dokonać poważnej zmiany, niekoniecznie korzystnej dla banku, to musimy iść do oddziału.

Z analizy Bankier.pl wynika, że zaledwie co ósmy bank umożliwi klientowi zmianę harmonogramu spłaty kredytu z poziomu bankowości internetowej. Nieco lepiej jest w przypadku modyfikacji limitu na karcie kredytowej – na taką wygodę pozwala 1/3 banków działających na polskim rynku. Niechętnie też pozwalają klientowi zakończyć współpracę – tylko 33 proc. pozwoli zamknąć konto przez Internet, a 27 proc. umożliwi rezygnację z karty płatniczej.

– Banki chętnie udostępniają te funkcje, które pozwolą im ciąć koszty działalności operacyjnej albo poprawią współczynnik zyskowności klienta. Elastyczność banków w Internecie jest znacznie niższa w przypadku, gdy klient chciałby zmienić harmonogram spłat kredytu lub zrezygnować z konta – komentuje Mateusz Gawin, redaktor Bankier.pl.

– Niektórych zmian nie powinno dokonywać się przez Internet ze względu na bezpieczeństwo klientów. Słusznie, że nie można dopisać pełnomocnika do rachunku przez Internet, bo tutaj byłoby zbyt duże zagrożenie, że ktoś wymusił np., na osobach starszych zlecenie odpowiedniej dyspozycji lub zwyczajnie włamał się na konto klienta. Słusznie, że banki też nie pozwalają na dowolne zwiększanie limitu kredytów w karcie kredytowej, bo tutaj również jest duże ryzyko zwiększenia strat w przypadku włamania na konto przez hakerów. Jednak trudno zrozumieć dlaczego tak wiele banków wymaga od klientów osobistego udania się do oddziału w celu rezygnacji z karty płatniczej lub zmianie harmonogramu spłat kredytu – w sensie, zgłoszenia wcześniejszej spłaty kapitału. To wyraźnie działania zniechęcające klienta do podejmowania działań niekorzystnych dla banków – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Popołudniowy komentarz walutowy z 08.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 08.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl