TVP kontynuuje restrukturyzację – bedą kolejne zwolnienia

TVP po raz kolejny zmienia strukturę organizacyjną. Od lipca uruchomiona zostanie Telewizyjna Agencja Informacyjna, która zajmie się tworzeniem materiałów informacyjnych oraz będzie gospodarzem „odświeżonego” TVP Info. To zaś może wymusić zmiany w zatrudnieniu. – Być może nie będziemy musieli korzystać z tak dużej liczby współpracowników – mówi prezes TVP Juliusz Braun.

Telewizyjna Agencja Informacyjna ma produkować materiały informacyjne na potrzeby wszystkich serwisów ukazujących się na antenie Telewizji Polskiej, m.in. „Wiadomości”, „Panoramy”, „Teleexpressu”. Jak podkreśla prezes, nie jest to odwzorowanie pomysłu sprzed lat.

– To jest trochę inna struktura, związana także ze zmianami technologicznymi – zaznacza w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Juliusz Braun, prezes Zarządu Telewizji Polskiej S.A. – Jednak zasada, że produkcja informacji powinna być zintegrowana, w wielu stacjach telewizyjnych i w Polsce, i na świecie funkcjonuje.

Według Brauna, zasada ta się sprawdza. Rozdrobnienie, które ma dzisiaj miejsce w telewizji publicznej jest nieracjonalne z punktu widzenia interesów spółki, również ze względów ekonomicznych. Dlatego planowane zmiany mają wyjść publicznemu nadawcy na dobre.

– Po pierwsze, informacja będzie teraz lepsza, szybsza, a po drugie będzie tańsza – mówi szef TVP.

Wiązać to się może z kolejnymi zwolnieniami. W ubiegłym roku pracę w Telewizji Polskiej straciło już ponad 160 pracowników etatowych. Tym razem redukcja może dotknąć nie tylko „etatowców”, ale i osoby związane z TVP umowami cywilno-prawnymi, np. umowami o dzieło.

– Będzie to funkcjonować inaczej, ale oczywiście trzon pracowników związanych z informacją to muszą być etatowi pracownicy – tłumaczy Juliusz Braun. – W niektórych sektorach będzie potrzeba mniej osób, ale my też być może nie będziemy musieli korzystać wtedy z tak dużej liczby współpracowników.

Telewizyjna Agencja Informacyjna będzie „gospodarzem” kanału informacyjnego TVP Info, który zmieni sposób funkcjonowania. Będzie on oddzielony od kanałów tematycznych, regionalnych. Dzisiaj funkcjonują one wspólnie, w ramach jednej anteny. Ośrodki regionalne będą miały nową przestrzeń do działania. Współtworzyć będą 18-godzinny, a docelowo całodobowy program telewizyjny.

– Nowy kanał będzie tworzony wspólnie, przez oddziały, przez ośrodek programów regionalnych – mówi prezes TVP S.A. – W nim każdy będzie miał rozpiętych 3-5 godzin, stopniowo coraz więcej, ale to pasmo wspólne będzie budowane z programów stworzonych w regionach czy kupowanych dla tego wspólnego pasma.

Ma to zapobiegać pojawiającym się dziś problemom, np. w sytuacjach, gdy dzieje się coś ważnego na poziomie ogólnokrajowym i władze kanału muszą wybierać między ograniczeniem pasm lokalnych a ich funkcjonowaniem mimo to. Jak podkreśla prezes TVP, cierpią na tym przede wszystkim widzowie.

Solaris chce zdobywać zagraniczne rynki autobusami elektrycznymi. Już 80 proc. pojazdów trafia na eksport

Solaris kontynuuje ekspansję na rynkach zagranicznych. Spółka eksportuje już 80 proc. swojej produkcji do 26 krajów. Pojazdy Solarisa jeżdżą nie tylko w Europie, m.in. w Niemczech i na Węgrzech, ale nawet w Dubaju i na wyspie Reunion. Liczy też na nowe rynki, głównie dzięki wprowadzeniu na rynek autobusów elektrycznych. Pierwsze pojazdy w drugiej połowie roku trafią do miast w Niemczech i Austrii.

Zbigniew Palenica Solaris Bus Coach
Zbigniew Palenica, Solaris Bus & Coach

– Największym naszym rynkiem zbytu są Polska i Niemcy, choć w ubiegłym roku więcej sprzedaliśmy w Niemczech. Jeździ tam już ponad 2 tys. naszych sztuk – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Zbigniew Palenica, członek zarządu Solaris Bus & Coach. – Realizowany jest kontrakt na dostawę Solarisów do Warszawy. Realizujemy dostawy do naszych klientów włoskich i niemieckich.

Spółka walczy o kolejne rynki. Na początku marca producent podpisał umowę z przewoźnikiem w Belgradzie na dostawę 200 autobusów przegubowych Solaris Urbino 18. Kontrakt wart jest 64 mln euro. Jego realizacja planowana jest jeszcze w tym roku. Jak podkreśla przedstawiciele Solarisa, to duży sukces spółki, która w przetargu pokonała pięciu poważnych konkurentów.

Pojazdy Solarisa jeżdżą również m.in. na Węgrzech. Spółka zrealizowała już osiem dostaw do tego kraju. Trolejbusy Solaris Trollino jeżdżą po ulicach m.in. Budapesztu i Debreczyna.

– Do tych miast dostarczaliśmy również autobusy zarówno dla przewoźników miejskich, jak i przewoźników prywatnych, ale ten rynek jest hermetyczny, jest bardzo ciężko na nim konkurować. Nie będziemy się poddawać – mówi Palenica o rywalizacji na rynku węgierskim.

Solaris pracuje już nad nowym typem pojazdów – autobusami elektrycznymi, które będą znacznie bardziej przyjazne dla środowiska, co pozwoli na używanie ich także w centrach miast. Trwają testy nowego modelu, 12-metrowego Urbino 12 electric, który miał swoją premierę w ubiegłym roku.

– Wiążemy z tym pojazdem dłuższą przyszłość. W tej chwili są robione jazdy testowe. Objechał już bardzo wielu naszych klientów w Polsce i zagranicą, zbierane są doświadczenia – wyjaśnia Zbigniew Palenica.

Pierwsze zamówione elektryczne autobusy jeszcze w tym roku trafią do klientów – do Brunszwiku w Niemczech i Klagenfurtu w Austrii. W tym roku spółka planuje skoncentrować się na produkcji i sprzedaży tego typu pojazdów. Liczy na to, że zainteresowanie przewoźników elektrycznymi autobusami będzie rosło, szczególnie w nowej perspektywie unijnej, co pozwoli obniżyć koszty produkcji, a tym samym ich cenę. Na razie są one nawet dwukrotnie droższe od tradycyjnych pojazdów.

Od kwietnia obowiazują nowe stawki VAT dla wybranych produktów i usług

23 proc. zamiast 8 proc. – od kwietnia wzrasta VAT na kawę z mlekiem, co może spowodować, że konsumenci będą płacić więcej. Ale to nie jest jedyna zmiana podatkowa, która właśnie weszła w życie. Z podatku od towaru i usług nie będą już zwolnione materiały informacyjne, np. foldery czy ulotki. Na korzyść podatników działa za to uściślenie definicji terenów budowlanych, które ułatwia zwalnianie z VAT-u sprzedaży gruntów pod zabudowę.

Zmiany w VAT mogą odczuć smakosze kawy. Do tej pory kawy z mlekiem takie jak latte, cappuccino czy macchiato były traktowane jako napoje mleczne, czyli objęte obniżoną stawką VAT-u (8 proc.). Od 1 kwietnia każdy napój, w którym jest kawa, podlega już jednak pełnemu opodatkowaniu.

– Takie zmiany dotyczą też towarów związanych ze sztuką ludową, rękodziełem, różnego rodzaju wyroby sztuki ludowej. Również część wyrobów, które w ten sposób podpadały pod wyroby spożywcze, jednak trudno było bronić tego, że one są rzeczywiście przeznaczone do spożycia, to np. różnego rodzaju odpady mięsne – również objęte będą wyższym VAT-em – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Joanna Rudzka, doradca podatkowy z Kancelarii Prawnej SSW Spaczyński, Stefaniak i Wspólnicy S.K.A.

23-procentową stawką VAT będą też objęte usługi związane z nagraniami wideo czy projekcją filmów.

Pewne problemy może wywołać zmiana dotycząca materiałów informacyjnych. Do tej pory były one zwolnione z podatku od towarów i usług. Od 1 kwietnia to się jednak zmieniło. Joanna Rudzka podkreśla jednak, że drukowane materiały informacyjne, takie jak foldery czy ulotki, nadal mogą być zwolnione jako prezenty małej wartości.

– Będzie istotne przekazanie tych towarów o małej wartości na cele związane z działalnością gospodarczą. Będziemy musieli przygotować sobie jakąś argumentację, iż nie jest to jakieś przekazanie po prostu, ale jakiś cel gospodarczy za tym idzie – zauważa Joanna Rudzka.

Nowe definicje

Nieopodatkowane pozostaje za to przekazanie próbek produktów, ale zmieniła się ich definicja. Teraz próbka to egzemplarz, który można zidentyfikować jako próbkę, mający na celu promocję sprzedaży, nie może zaś służyć zaspokojeniu potrzeb odbiorcy. Jak podkreśla ekspertka, rozszerzona definicja może budzić wątpliwości, bo nie wiadomo, w jaki sposób należy identyfikować próbki, a na niektórych produktach może to być niemożliwe. Według niej dopiero praktyka i orzecznictwo organów podatkowych zweryfikuje to prawo, które w dużej mierze zależy od subiektywnej oceny.

Na korzyść podatników działa wprowadzenie od dawna oczekiwanej definicji terenów budowlanych. Do 1 kwietnia ich sprzedaż była objęta VAT-em w przeciwieństwie do np. terenów rolniczych. Do tej pory brakowało jednak definicji. W sytuacji, gdy brakowało planu zagospodarowania przestrzennego, co jest powszechne w Polsce, organy podatkowe opierały się o studia wykonalności. W ten sposób więcej gruntów było traktowanych jako budowlane, a ich sprzedaż była objęta VAT-em.

Według nowego prawa jedynie sprzedaż tych terenów, które są jednoznacznie określone w planie zagospodarowania przestrzennego jako przeznaczone pod zabudowę, będzie objęta VAT-em.

– Należy patrzeć tylko na to, co realnie wynika z przepisów, czyli z aktualnego planu, jeżeli go nie ma, na decyzję o warunkach zabudowy, jeżeli ona nie jest wydana – na rejestry gruntów. I to zostało potwierdzone w tej zmianie. Jest już jasne, że studium nie jest dla nas w ogóle tutaj żadnym kryterium traktowania, jeżeli nie ma aktualnego planu zagospodarowania przestrzennego ani nie wystąpiono o decyzje o wydaniu warunków zabudowy – mówi Joanna Rudzka.

Jan Kulczyk: sport pod wieloma względami podobny jest do biznesu

– Sport pod wieloma względami podobny jest do biznesu. Potrzebuje długofalowej strategii, wizji, przemyślanej taktyki działania, wykształcenia i charakteru – twierdzi Jan Kulczyk. Dlatego z jego inicjatywy jako przewodniczącego Rady Patronów Polskiego Komitetu Olimpijskiego doszło do pierwszego spotkania autorytetów polskiego sportu w ramach Okrągłego Stołu Polskiego Sportu. W debacie wzięło udział ponad 100 osób ze świata sportu, polityki i biznesu. W ciągu najbliższych miesięcy zespoły eksperckie ds. strategii, finansowania i legislacji przygotują konkretne rekomendacje, które mają wprowadzić polski sport na właściwe tory.

Kondycja polskiego sportu systematycznie się pogarsza. Świadczy o tym ranking medalowy Igrzysk Olimpijskich. Do 2000 r. Polska zajmowała w nim miejsce w pierwszej dwudziestce. Jednak po Igrzyskach w Atenach w 2004 r. Polacy spadli na 23. miejsce, a po Olimpiadzie w Pekinie cztery lata później – na miejsce 28. Dorobek medalowy Polaków na olimpiadzie w Londynie w ubiegłym roku pozwolił im na zajęcie dopiero 30. pozycji.

Dlatego eksperci mówią o potrzebie stworzenia dobrego planu dla sportu. Tym bardziej, że sport jest nie tylko rozrywką. To jeden z elementów budowania wizerunku Polski.

Zdaniem Jana Kulczyka, sport jest pod wieloma względami podobny do biznesu, nauki, kultury czy sztuki. Wszystkie te dziedziny wymagają odpowiedniego wykształcenia i charakteru.

– Sport, podobnie do biznesu wymaga przede wszystkim właściwego charakteru, dyscypliny, cierpliwości, wychowania, a przede wszystkim pasji i wyobraźni. Bez tych elementów nie będzie efektów – podkreśla przewodniczący Rady Patronów PKOl w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria.

Dlatego właśnie mówienie o problemach sportu tylko w kontekście braku finansów jest dużym uproszczeniem. Mimo że udział środków na kulturę fizyczną w budżecie państwa jest z roku na rok coraz niższy. W 2012 roku przeznaczono na ten cel 0,17 proc. budżetu, a w tym roku ma to być dwa razy mniej (0,82 proc). W rekordowych pod tym względem latach 1989 i 1990 było to odpowiednio 0,55 proc. i 0,51 proc.

Rozwój sportu – zgodnie z sygnałami, jakie docierają do PKOl – hamują niedoskonałe regulacje, które ograniczają możliwości funkcjonowania organizacji sportowych, ale też niedocenianie lekcji wychowania fizycznego i zajęć sportowych przez dzieci i ich rodziców. W Polsce na 100 tysięcy mieszkańców przypada 35 klubów sportowych. U naszych zachodnich sąsiadów jest to prawie 100 klubów, a np. na Słowacji – 200.

Kluczem do sukcesu – zdaniem Jana Kulczyka – jest wykorzystanie potencjału, jaki drzemie w milionach Polaków.

– Mamy 40 milionów Polaków. To ogromny potencjał – mówi inicjator sportowego Okrągłego Stołu. – Wielokrotnie w historii udowadnialiśmy, że potrafimy walczyć, co w sporcie jest rzeczą niezbędną. To właśnie ta pasja, marzenie, by być lepszym, skuteczniejszym, bardziej wytrwałym i mieć sukcesy prowadzi do sukcesów.

W obradach sportowego Okrągłego Stołu wzięło udział ponad 100 osób ze świata sportu i polityki oraz biznesu, który wspiera polskich sportowców. Trzy zespoły eksperckie z zakresu finansowania, legislacji i strategii będą teraz pracować nad konkretnymi propozycjami zmian, które wpłyną na kondycję polskiego sportu.

– Cieszy mnie, że udało się wywołać tę debatę – mówi Jan Kulczyk. – Jestem zadowolony, że zebraliśmy tak zacne grono i to, że zaczynamy poważną dyskusję. Nie tylko o tym, co zrobić z polskim sportem, gdzie on powinien być, bo wszyscy wiemy jak marzyć. Ale też o tym, gdzie leży przyczyna takiej kondycji polskiego sportu – dodaje przewodniczący Rady Patronów Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

Polkomtel, operator sieci Plus, podpisał umowę o współpracy z Vodafone

Podpisanie umowy z Vodafone to kolejny ważny krok Polkomtelu w kierunku zwiększania atrakcyjności usług oferowanych klientom, a także rozwoju całego rynku telekomunikacyjnego w Polsce. Podpisana w marcu umowa o współpracy między Polkomtelem a Vodafone obejmuje m.in. obsługę korporacji międzynarodowych oraz zapewnia dostęp do wspólnych produktów i usług dla klientów biznesowych i indywidualnych.

„Umowa z tak znaną i znaczącą na światowym rynku telekomunikacyjnym firmą, jak Vodafone to świetna wiadomość dla naszych klientów – jest to kolejny ważny krok ku temu aby oferować im więcej niż konkurencja. Jestem przekonany, że współpraca zaowocuje wieloma ciekawymi projektami biznesowymi, z korzyścią zarówno dla naszych obecnych, jak i nowych klientów” – powiedział Zygmunt Solorz-Żak, Prezes Zarządu Polkomtel Sp. z o.o.

Ważnym elementem współpracy pomiędzy obydwoma firmami jest wymiana doświadczeń oraz najlepszych praktyk rynkowych. Dzięki podpisanej umowie powstają możliwości wielu korzystnych synergii operacyjnych i oszczędnościowych dla Polkomtelu.

Ravinder Takkar, Prezes i Dyrektor Generalny Vodafone Partner Markets, skomentował umowę z Polkomtel w następujący sposób – „Nasza umowa z Polkomtelem daje Vodafone możliwość dalszego wzmocnienia swojej obecności w Europie Wschodniej. Jesteśmy zadowoleni z odnowienia naszych relacji z Polkomtelem w ramach społeczności Rynków Partnerskich, która obejmuje ponad 50 rynków na całym świecie.”

Vodafone Group Plc to z punktu widzenia przychodów jedna z największych firm telefonii komórkowej na świecie, posiadająca ok. 403 miliony abonentów. Obecnie Vodafone posiada udziały kapitałowe w firmach telekomunikacyjnych w ponad 30 krajach na pięciu kontynentach i współpracuje z ponad 50 sieciami partnerskimi na całym świecie. Operator był jednym z akcjonariuszy Polkomtelu przed przejęciem Spółki przez Zygmunta Solorza-Żaka.

Trendy w rozwoju e-commerce

Dzisiejszy świat pokazuje, że aby osiągnąć sukces w biznesie należy jednocześnie działać w tradycyjnej przestrzeni internetowej, na kanałach społecznościowych oraz na urządzeniach mobilnych. Branża e-commerce zarówno w Polsce jak i na świecie, pomimo spadku wartości pojedynczych zakupów, odnotowała optymistyczny wzrost liczby kupujących w sieci. Co ciekawe, polski rynek e-commerce jest jednym z najszybciej rozwijających się w całej Europie. Dlatego aby zwiększyć swoją szansę na sukces należy dostrzec zalety e-commerce i umiejętnie je wykorzystać.

W czym e-commerce jest lepsze od tradycyjnego sklepu?

Po pierwsze, e-commerce czyli e-sklep oferuje nie tylko niższe ceny, ale daje też ogromny wybór, nieosiągalny dla tradycyjnych sklepów stacjonarnych. Po drugie, handel elektroniczny pozwala na ogromną oszczędność czasu, dlatego dla wielu sprzedawców działalność online stała się główną formą wymiany towarów oraz kontaktu z klientami i kontrahentami. Jednak największą zaletą e-sklepu jest to, że funkcjonuje on 24 godziny na dobę, 365 dni w roku i jest dostępny dla każdego zawsze i wszędzie niezależnie od miejsca zamieszkania.

Czy e-commerce to pewna przyszłość?

Prognozy analityków dotyczące rynku e-commerce są bardzo optymistyczne. Pokazują one, że rosnąca liczba konsumentów korzystających z zakupów online oraz nowe kanały dystrybucji będą przyczyniały się do wzrostu liczby transakcji zawieranych tą drogą. Dlatego warto postawić na sprzedaż przez internet i zaangażować w nią kilka istotnych narzędzi jednocześnie.

Dlaczego warto zainwestować w e-sklep?

Prognozy specjalistów wyraźnie pokazują, że warto zainwestować w swój własny e-sklep i tym samym zwiększyć swoją konkurencyjność na rynku. Zanim jednak podejmiemy decyzję o uruchomieniu e-sklepu, musimy dokładnie przemyśleć co zrobić, aby był on miejscem chętnie odwiedzanym przez klientów. Podstawą sukcesu jest solidne wykonanie takiego sklepu, dlatego warto zlecić to profesjonalistom. Tylko fachowa realizacja e-sklepu sprawi, że nawet mała działalność może stać się dużym, znaczącym graczem na rynku internetowym.

Integracja e-sklepu z oprogramowaniem handlowo-magazynowym

Kiedy opracowaliśmy stronę wizualną naszego e-sklepu, warto jeszcze się zastanowić nad jego funkcjonalnością. Co takiego powinien posiadać, aby praca była szybka i przyjemna? Fakt, że do zarządzania sklepem internetowym niezbędne jest oprogramowanie e-commerce, nie budzi żadnych wątpliwości. Funkcjonalności tych systemów nie zapewnią jednak pełnej obsługi sprzedaży poza internetem. Tymczasem zastosowanie zintegrowanego z oprogramowaniem systemu do obsługi sprzedaży umożliwi efektywniejsze zarządzanie firmą, co w przyszłości zapewni szybsze realizowanie zamówień, kontrolę dostępności towarów oraz wyeliminowanie większości pomyłek i opóźnień. Pamiętajmy o tym, że sprawniejsza obsługa procentuje większym zadowoleniem klienta, który chętniej dokona kolejnego zakupu.

W czym pomoże mi zintegrowanie mojego sklepu internetowego z oprogramowaniem handlowo-magazynowym?

Dzięki zintegrowaniu e-sklepu z oprogramowaniem handlowo-magazynowym firma ma możliwość obsługi wszystkich elementów związanych ze sprzedażą, także tych bardzo zaawansowanych, niedostępnych w większości dostępnych rozwiązań e-commerce. Program magazynowo-fakturowy umożliwia sprawne wystawianie faktur i zarządzanie magazynem w firmie każdej wielkości.

Masz komfort i wygodę pracy, ponieważ:

możesz przeprowadzać analizy związane ze sprzedażą, zakupami oraz gospodarką magazynową dzięki bogatym możliwościom definiowania zestawień w programie;
każdy pracownik będzie mógł pracować na tych samych danych dzięki wersji sieciowej programu;

Korzyści dla właściciela z tytułu wdrożenia oprogramowania handlowo-magazynowego w sklepie internetowym:

1. Pobieranie stanów magazynowych i cenników:

możesz pobierać dokumenty pokazujące aktualne stany magazynowe;
możesz wybrać cennik, który będzie widoczny w Internecie.
2. Przesyłanie zamówień bezpośrednio do programu:

zamówienia złożone w Twoim sklepie internetowym trafią bezpośrednio do specjalnego folderu ,,zamówienia”. Do każdego zamówienia złożonego w ten sposób automatycznie możesz otrzymać paragon lub fakturę.
3. Rejestracja kontrahentów zamawiających w Internecie:

masz dodatkową możliwość udzielania indywidualnych warunków handlowych swoim kontrahentom;
masz możliwość obniżenia kosztów funkcjonowania działu handlowego.
Korzyści dla klienta z tytułu wdrożenia oprogramowania handlowo-magazynowego w sklepie internetowym:

Klienci sklepu internetowego, mimo że nie będą świadomi tego, jakie oprogramowanie jest wykorzystywane w Twoim e-sklepie, również odczują korzyści. Jakie konkretnie?

  1. Szybsza realizacja zamówień (co jest przecież najważniejsze w sprzedaży internetowej);
    brak ryzyka wystąpienia pomyłek, np. wysłanie paczki pod inny adres;
  2. pewność, że zamówienie się „nie zawieruszy”;
  3. pewność, że towar jest rzeczywiście dostępny w magazynie;
  4. możliwość kontaktu z obsługą klienta;
  5. dostęp do zawsze aktualnych informacji dotyczących oferty sklepu.

Zintegrowanie sklepu internetowego z oprogramowaniem handlowo-magazynowym sprawi, że obsługa e-sklepu stanie się przyjemna i szybka, a zaoszczędzony w ten sposób czas będziesz mógł wykorzystać na rozwój swojego biznesu. Z kolei Twoi klienci nie tylko będą wracać, by dokonać kolejnego zakupu, ale także zaczną polecać sklep internetowy swoim znajomym, dzięki czemu grono klientów będzie się stale poszerzać.

E-commerce w social mediach

Dobrze, tak więc jesteśmy już szczęśliwymi właścicielami aktywnie prosperującego e-sklepu, ale pytanie co zrobić, aby nasi klienci poczuli się z nim na stałe związani?

Możemy wykorzystać fakt, że większości klientom zależy na kontakcie z firmami bezpośrednio w serwisach społecznościowych i założyć konto naszego sklepu w portalu społecznościowym, np. Facebooku. Większość programów do tworzenia e-sklepów umożliwia tworzenie społeczności wokół sklepu dzięki integracji z najpopularniejszym serwisem społecznościowym. Media społecznościowe są ważnym kanałem obsługi klienta i skutecznie budują z nim długotrwałe relacje, które często mają wpływ na kształtowanie jego postawy i opinii, dlatego powinniśmy umiejętnie wykorzystać ten potencjał.

Korzyści płynące z własnego Fanpage’a na Facebooku:

  1. pozwala budować społeczność wokół Twojej firmy, produktów i usług;
  2. daje szansę na promowanie nie tylko firmy, ale również jej poszczególnych produktów oraz ofert promocyjnych;
  3. daje możliwość przeprowadzenia konkursów i akcji promocyjnych, które z pewnością pomogą zwiększyć liczbę użytkowników;
  4. daje możliwość promocji firmy dzięki marketingowi wirusowemu. Jeśli już klienci nas polubią, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że będą nas promować wśród swoich znajomych;
  5. ułatwia nawiązywanie nowych kontaktów, dzięki którym tworzysz własną bazę klientów;
  6. pozwala poznać potrzeby klientów, dzięki możliwości wymiany opinii i komentarzy.

Pamiętaj, że Facebook to darmowa forma zaistnienia w przestrzeni społecznościowej, która skupia miliony Polaków oraz ogromny potencjał reklamowy, dlatego wykorzystaj tę szansę.

E-commerce a rozwój technologii i aplikacji

Teza, że firmy stawiające na innowacyjne rozwiązania staną się liderami swoich branż sprawdziła się. Gdy uczestnicy rynku e-commerce mówią o głównych trendach obserwowanych w branży, zarówno na świecie jak i w Polsce, często używają określenia „mobile boom”. To określenie odnosi się do szybkiego wzrostu liczby transakcji mobilnych (czyli zakupów online dokonanych za pośrednictwem urządzenia mobilnego takiego jak smartfon lub tablet). Polska nadal niedostatecznie wykorzystuje możliwości transakcji mobilnych, ale ich ilość szybko rośnie. Zaczynamy zdawać sobie sprawę z tego, że aplikacje mobilne są sprawnym, a zarazem nowoczesnym narzędziem komunikującym sprzedawcę z odbiorcą. Ponadto większa część tych aplikacji zarabia sama na siebie. Kilkanaście lat temu rozwój internetu sprawił, że każda firma stworzyła swoją stronę www. Zauważalny i nieuchronny dziś rozwój rynku smartfonów oraz tabletów wywołał adekwatne zapotrzebowanie na oprogramowania mobilne. Tak więc już teraz warto zastanowić się i sprawdzić możliwość zastosowania ich w swoim biznesie.

CD PROJEKT otrzyma 1,5 mln euro dywidendy z GOG Ltd.

Notowany na Giełdzie Papierów Wartościowych CD PROJEKT otrzyma równowartość 1,5 mln euro dywidendy od swojej spółki zależnej GOG Ltd. będącej właścicielem globalnej platformy cyfrowej dystrybucji gier GOG.com.

„GOG.com ma bardzo ambitne plany rozwoju w związku z którymi prowadzi ważne projekty badawcze. Pomimo to doskonałe wyniki tej spółki poparte świetnymi przepływami pieniężnymi pozwalają nam na wypłatę dywidendy bez szkody dla rozwoju spółki” – powiedział prezes Adam Kiciński.

Jednostkowy zysk netto segmentu globalnej cyfrowej dystrybucji za który w ramach Grupy CD PROJEKT odpowiada GOG.com w 2012 r. wyniósł 8,25 mln zł wobec 4,76 mln zł w roku 2011 r. Przychody wyniosły odpowiednio 42,1 mln zł wobec 24,9 mln zł przed rokiem. Z zysku za 2012 r. GOG.com wypłaci dywidendę w wysokości równowartości 1,5 mln euro.

„Działalność w obszarze cyfrowej dystrybucji jest jednym z naszych priorytetów. To sektor, który rozwija się bardzo szybko a GOG.com wypracował już na tym rynku bardzo mocną pozycję” – podkreślił Adam Kiciński. Strategia CD PROJEKT zakłada, że Grupa będzie budowała pozycję na rynku globalnym. GOG.com doskonale wpisuje się w te plany. Najlepiej znany jest na kluczowym rynku amerykańskim (choć ma klientów na całym świecie). W Polsce serwis generuje niecałe 2 procent swoich przychodów.

W 2012 r. GOG.com zrealizował wiele istotnych celów strategicznych, podwoił m.in. liczbę kont swoich klientów a także przekroczył poziom 2 mln unikalnych użytkowników miesięcznie. W trakcie jednej ze swoich promocji trafił do zestawienia 500 najpopularniejszych stron internetowych na świecie. W ciągu roku GOG.com podwoił też liczbę swoich dostawców (producentów i wydawców gier) jest ich już ponad stu. W skali świata GOG.com jest obecnie drugim co do popularności niezależnym serwisem cyfrowej dystrybucji gier w internecie z roku na rok dynamicznie zwiększającym zarówno poziom sprzedaży jak i wykazywany wynik finansowy.

W zeszłym tygodniu CD PROJEKT przedstawił aktualizację swojej strategii i plany na lata 2013-2016 informując m.in., że GOG.com prowadzi dwa duże projekty badawczo-rozwojowe, które mają na celu przyśpieszenie rozwoju platformy w kolejnych latach.

Łącznie Grupa CD PROJEKT zanotowała w 2012 r. rekordowe wyniki finansowe. Skonsolidowany zysk netto wzrósł rok do roku o 19% do poziomu 28,13 mln zł a przychody wzrosły o 20% przekraczając 164 mln zł w 2012 roku.

Zmiany w leasingu – ratunek przed spowolnieniem dla branży nieruchomości?

Z początkiem roku zaczęły obowiązywać uchwalone jesienią zapisy tzw. III ustawy deregulacyjnej. Zmiana przepisów istotnie wpływają na rynek leasingu, w tym w szczególności leasingu nieruchomości. Nowe zasady zmniejszają obciążenia dla leasingobiorców i ułatwiają istotnie pozyskanie finansowania dla dużych inwestycji. Mogą więc istotnie wpłynąć nie tylko na zwiększenie zainteresowania tą formą leasingu, ale także na sytuację firm operujących na rynku nieruchomości komercyjnych.

Jednym z największych problemów dla dużych inwestycji w nieruchomości w polskich miastach była do niedawna kwestia prawa własności do gruntu. Wiele działek w ścisłych centrach metropolii jest bowiem przedmiotem prawa wieczystego użytkowania. W przypadku dużych projektów budowlanych, takich jak centra handlowe i biurowce, dla których leasing jest optymalną z punktu widzenia inwestora formą finansowania, kwestia prawnego statusu działki była często poważnym problemem.

– Obowiązujące do niedawna przepisy powodowały cały szereg komplikacji, jeśli umowa leasingu obejmowała nieruchomość znajdującą się na gruncie, który był przedmiotem użytkowania wieczystego. W takich przypadkach stosowano szczególne konstrukcje łączące dwie umowy, tj. leasingu nieruchomości z dzierżawą prawa do wieczystego użytkowania – wyjaśnia Jacek Rakowski, Dyrektor Pionu Prawnego BRE Leasing. Dzięki najnowszym zmianom w prawie ten problem znika.

– W świetle nowych przepisów istnieje możliwość zawarcia umowy leasingu, którego przedmiotem jest prawo wieczystego użytkowania gruntów – wyjaśnia Jacka Rakowski z BRE Leasing. – Zmiana ułatwia znacząco dostęp do leasingu nieruchomości, w szczególności w przypadku dużych obiektów znajdujących się w granicach administracyjnych większych miast – dodaje.

Ustawa deregulacyjna umożliwia rozliczanie użytkowania wieczystego gruntów na dokładnie takich samych zasadach, jak ma to miejsce w przypadku własności. Tym samym korzystający z leasingu nieruchomości znajdujących się na takich gruntach nie będą musieli już obawiać się jakichkolwiek komplikacji prawnych i podatkowych. – Ułatwi to inwestycje związane z dużymi obiektami komercyjnymi w większych miastach, tj. biurowcami, hotelami lub centrami handlowymi. Wszelkie formalności niezbędne do przygotowania umowy leasingu nieruchomości będą znacznie prostsze, co z kolei będzie miało wpływ na obniżenie kosztów zawarcia transakcji – wyjaśnia Jacek Rakowski.

W ocenie eksperta BRE Leasing zmiany w obszarze ram prawnych dla leasingu nieruchomości będą istotnie wspierać przyrost inwestycji w nieruchomości komercyjne w Polsce. – Zmiana przychodzi w bardzo dobrym momencie, usuwa bowiem ograniczenia które w połączeniu z trudniejszą sytuacją gospodarczą mogłoby zaburzyć obecny, wciąż jeszcze wzrostowy trend jeśli chodzi o udostępnianie nowych powierzchni biurowych i handlowych – mówi Rakowski.

Jak wynika z raportu Colliers International, łączna wielkość użytkowanej powierzchni biurowej na koniec 2012 wyniosła w Polsce 5,8 mln m2. W ubiegłym roku oddano 500 tys. m2 nowych powierzchni, a w 2013 r. całość zasobów powierzchni biurowej w Polsce ma wzrosnąć o ok. 630 tys. m2, z czego ponad połowa powstanie w Warszawie. Według danych firmy Jones Lang LaSalle w 2012 r. w całej Polsce oddano do użytku 16 nowych centrów handlowych oraz rozbudowano osiem istniejących, co oznacza, że na rynek napłynęło 373 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni handlowej. Dzięki zmianom przepisów, leasing może stać się jeszcze bardziej atrakcyjnym narzędziem finansowym, umożliwiającym nabywanie i bieżące użytkowanie nieruchomości przez przedsiębiorstwa.

Druga istotna zmiana przepisów dotyczy minimalnego okresu trwania umowy leasingu nieruchomości. Jego skrócenie z 10 do 5 lat również przyczyni się do popularyzacji tego rozwiązania. Jak zauważa Jacek Rakowski z BRE Leasing, zdobycie finansowania na wcześniej obowiązujący minimalny okres na jaki możliwy był leasing nieruchomości wynosił 10 lat. – Banki niechętnie finansowały tego typu długoterminowe umowy ze względu na stosunkowo wysokie ryzyko związane z potencjalną niewypłacalnością korzystającego, a jeśli już, robiły to na niezbyt atrakcyjnych warunkach – komentuje Jacek Rakowski. – Skrócenie minimalnego okresu leasingu o połowę urealni finansowanie tych transakcji i pozwoli firmom leasingowym na przedstawienie klientom znacznie korzystniejszych ofert – mówi.

Dodatkowo dzięki skróceniu minimalnego okresu leasingu pojawiła się możliwość określenia wysokości rat leasingowych przez cały czas trwania umowy. W przypadku okresu 10-letniego przewidzenie wysokości rat w tak odległej perspektywie było niemożliwe.

Zdaniem Jacka Rakowskiego z BRE Leasing, ułatwienia związane zawieraniem umowy leasingu mogą w istotny sposób przyczynić się do zwiększenia dostępu do finansowania na rynku nieruchomości komercyjnych. – Cieszy fakt, że postulowane już od dłuższego czasu przez przedstawicieli branży leasingowej zmiany spotkały się ze zrozumieniem i doczekały się uchwalenia – mówi Jacek Rakowski. – W szczególności teraz, w czasie spowolnienia gospodarczego, wszelkie udogodnienia wpływające na dostępność do finansowania dla przedsiębiorców są krokiem w dobrym kierunku – ocenia.

Rynek kosmetyków nadal rośnie – 3,1% w 2012, ponad 4% średnio do 2015

Według szacunków w 2012 roku w Polsce wydano ponad 19 mld zł na kosmetyki, z czego niemal 37% trafiło do drogerii sieciowych, a prawie 22% do sklepów Rossmann. W okresie 2013-2015 możemy spodziewać się średniorocznego wzrostu rynku na poziomie ponad 4%, jak wynika z najnowszego raportu PMR pt. „Rynek dystrybucji artykułów kosmetycznych w Polsce 2013. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.

Jak pokazują wyniki naszych badań przeprowadzonych w styczniu 2013 roku, jedynie 9% kupujących kosmetyki ocenia swoje wydatki kosmetyczne w 2012 r. jako niższe niż w 2011 r. Według 40% są one wyższe r/r, a w ocenie ponad połowy respondentów pozostały bez zmian. Trzy czwarte kupujących kosmetyki wydaje na nie do 100 zł miesięcznie.

Rynek kosmetyków rośnie głównie dzięki trzem kanałom dystrybucji

„Jednak, jak komentuje Dominika Kubacka, analityk firmy PMR i autor raportu, na wzroście rynku kosmetyków zyskują właściwie tylko nieliczni, przede wszystkim sieci drogerii, a i to głównie dzięki Rossmanowi oraz nowym graczom. W 2012 r. sieci kosmetyczne nadal rozwijały się, ale w mniejszym tempie niż do 2010 r., a placówek w sieciach tak ogółem, jak i patrząc na czołowych graczy, nie przybyło więcej niż w 2011 roku.” Dynamicznie rośnie sprzedaż kosmetyków w sklepach dyskontowych, które ogólnie zyskują na znaczeniu jako miejsce, gdzie Polacy coraz częściej robią zakupy, a także poprzez Internet, chociaż to na razie niewielka część rynku kosmetycznego (poniżej 4%). Z kolei znaczenie kanałów uzupełniających stopniowo spada.

W ciągu ostatnich pięciu lat (2007-2012) rynek kosmetyków w Polsce wzrósł o niemal 4,6 mld zł. W tym czasie sieci drogeryjne zwiększyły wartość obrotów o 3,9 mld zł, podczas gdy przychody samego Rossmanna skoczyły o 2,6 mld zł. W porównywalnym okresie miliard złotych zyskał segment dyskontów, a pół miliarda handel przez Internet.

Do najszybciej rosnących kosmetycznych kanałów dystrybucji, czyli sieci drogeryjnych, dyskontów i Internetu łącznie, trafia już co druga złotówka wydawana w Polsce na kosmetyki. Artykuły kosmetyczne kupowane są przede wszystkim w drogeriach, zwłaszcza sieciowych, ale sklepy wielkopowierzchniowe to nadal aż 30% całego rynku.

Rossmann wzmacnia swoją przewagę na rynku kosmetyków
Wyniki zrealizowanych przez nas w styczniu 2013 r. badań na grupie 405 osób kupujących kosmetyki nie pozostawiają wątpliwości, że sieć drogerii Rossmann jest liderem w sprzedaży kosmetyków w Polsce. Ponad połowa badanych (54%) deklaruje, że to przede wszystkim w jego sklepach robi zakupy kosmetyczne.

Rossmann dysponuje największą w Polsce siecią sklepów drogeryjnych, liczącą już ponad 700 placówek. W dodatku na lata 2013-2014 zamierza przyspieszyć program otwarć (nominalnie), tak aby na koniec tego okresu zarządzać tysiącem drogerii na terenie kraju. Plan przekłada się na konieczność uruchamiania 150 nowych sklepów pod szyldem Rossmann rocznie, a więc znacznie więcej niż do tej pory – w ciągu ostatnich trzech lat w sieci przybywało średnio 97 sklepów na rok. Z drugiej strony, względny przyrost liczby drogerii Rossmann utrzyma się na podobnym co dotychczas poziomie, ok. 20% r/r.

Do sukcesu lidera rynku kosmetycznego w Polsce, oprócz dynamicznej ekspansji, przyczynia się również rosnąca akceptacja konsumentów dla marek własnych, których sprzedaż zwiększa się kilka razy dynamiczniej niż rynek, a klienci oceniają te produkty nie gorzej niż ich markowe odpowiedniki, jak wynika z tegorocznych badań PMR.

W rezultacie Rossmann posiada już niemal 22% rynku kosmetyków w Polsce, ponad połowę udziałów w segmencie drogerii w Polsce, a 60% wśród sklepów sieciowych, według naszych wstępnych szacunków za 2012 r.

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. „Rynek dystrybucji artykułów kosmetycznych w Polsce 2013. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2013-2015”.

Płatna telewizja trendem na polskim rynku telekomunikacyjnym w 2013

Rynek płatnej telewizji w Polsce, mimo rosnącego nasycenia usługami, nadal rośnie. W tym roku przychody operatorów z dostarczania płatnej telewizji ponownie się poprawią. Polski rynek, choć nadal stosunkowo konserwatywny, stopniowo ewoluuje w stronę większej personalizacji i rozwoju usług na żądanie.

Dynamika zmian wartości rynku usług telekomunikacyjnych (rozumianego jako telefonia stacjonarna, telefonia komórkowa i internet) i rynku płatnej telewizji w Polsce nadal wykazuje wyraźną dysproporcję. Wartość przychodów z usług płatnej telewizji stale rośnie, podczas gdy rynek usług telekomunikacyjnych po wyraźnym spadku w 2009 r. w ostatnich trzech latach znajduje się w stagnacji. W tym roku, na skutek zmian regulacyjnych, rynek telekomunikacyjny po raz kolejny bardziej zdecydowanie straci na wartości. Sprzedaż usług płatnej telewizji, pomimo rosnącego nasycenia rynku, ponownie wzrośnie.

Według wstępnych danych PMR zawartych w raporcie „Rynek usług dodanych i multimedialnych 2013. Prognozy rozwoju na lata 2013-2017”, na koniec 2012 r. w Polsce było ok. 12 mln abonentów płatnej telewizji. Warto podkreślić, że podobnie jak w Rumunii jest to rynek nasycony. Dla porównania w Rosji abonentów jest więcej o prawie 20 mln, w tym kraju jednak liczba gospodarstw domowych jest czterokrotnie wyższa, dlatego rynek, jako znacznie większy, nadal posiada potencjał. Należy zwrócić uwagę na fakt, że w przypadku platform cyfrowych o przypisaniu abonenta do danego kraju decyduje miejsce sprzedaży usługi, co niekoniecznie musi odpowiadać miejscu korzystania z niej. Część abonentów wykupuje usługę w jednym kraju, a potem zabiera dekoder do innego (np. emigranci).

Pod względem liczby abonentów dominującym segmentem rynku płatnej telewizji w Polsce był dostęp satelitarny, z którego korzystała większość abonentów tych usług w Polsce. Z roku na rok zmniejszający się udział odbiorców korzystających z oferty analogowej telewizji kablowej był drugim co do wielkości segmentem. Z kolei odsetek użytkowników cyfrowej telewizji kablowej w 2012 r. drugi rok z rzędu notuje wartość dwucyfrową. Usługi IPTV w 2012 r. nadal miały marginalny udział w rynku pod względem liczby użytkowników.

Do ważniejszych trendów globalnych w zakresie korzystania z usług płatnej telewizji należy zaliczyć multiekranowość, personalizację dostarczanego kontentu oraz coraz większy udział w mediach społecznościowych. Migracja w stronę trendu maksymalnego wykorzystania czasu spędzanego na oglądaniu TV, a także interakcja z serwisami social media są najbardziej widoczne wśród młodych widzów, którzy w pierwszej kolejności są skłonni korzystać z innowacyjnych technologii, usług i rozwiązań oferowanych przez operatorów.

Trendy światowe z czasem uwidaczniają się również w Polsce, gdzie rynek płatnej telewizji znajduje się w okresie zmian w sposobie absorpcji treści ze strony użytkowników końcowych. W przeciwieństwie do tradycyjnego modelu odbioru treści, w którym widz przyjmuje postawę pasywną, coraz częściej następuje jego aktywizacja. Z jednej strony treści wideo konsumowane są za pomocą dodatkowych urządzeń – komputerów oraz urządzeń przenośnych. Popularność nośników alternatywnych wobec telewizorów wskazuje na rosnącą tendencję personalizacji korzystania z usługi. Z drugiej strony, fala wymian telewizorów spowodowała zmianę sposobu korzystania z tego urządzenia w kierunku większej interaktywności odbiorcy końcowego. Według danych producentów obecnych na polskim rynku, w pierwszych miesiącach 2013 r. dynamicznie wzrósł odsetek nowo kupowanych telewizorów, które zostały podłączone do internetu. Przekłada się to na większe korzystanie z aplikacji ze strony użytkowników końcowych. Cały czas jednak, wspominając o trendach wzrostowych, należy pamiętać o skali tego zjawiska – w Polsce, podobnie jak na świecie, wciąż relatywnie niewielki odsetek ruchu w internecie jest generowany przez podłączone do sieci urządzenia inne niż komputery (np. smartfony, tablety, odbiorniki TV).

„Czy rozstania są trudne? Wydzielenie części biznesu sposobem na kryzys

Kryzys ekonomiczny, a przez to trudniejsze warunki prowadzenia biznesu, nakłaniają wielu przedsiębiorców do reorganizacji prowadzonej działalności i sprzedaży części firmy. Przewiduje się, że wartość tego typu operacji w skali całego świata zwiększy się z blisko 150 mld EUR w 2011 r. do około 290 mld EUR w 2012 r.* Z badania „Czy rozstania są trudne? Wydzielenie części biznesu” przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że ponad połowa firm w najbliższych trzech latach sprzeda dwie lub trzy części swojego biznesu. Najczęściej wskazywanymi powodami takich decyzji jest potrzeba uporządkowania struktury organizacyjnej, skupienie się na podstawowej działalności oraz względy finansowe. Aby transakcja przyniosła pożądany efekt, konieczne jest właściwe przygotowanie całego procesu wydzielenia i sprzedaży.

W niepewnej sytuacji ekonomicznej coraz trudniej jest osiągać wysokie zyski oraz oferować dywidendy zadowalające udziałowców. Dlatego zbycie części działalności coraz częściej traktowane jest, jako alternatywny sposób tworzenia wartości firmy i poprawy jej wyników finansowych. „Po latach intensywnej aktywności w obszarze przejęć wiele firm funkcjonuje w oparciu o nieefektywne, rozbudowane struktury organizacyjne, których wartość trudno jest ocenić nawet ich udziałowcom. Pozbycie się części przedsiębiorstwa, (która np. nie pasuje do nowej strategii) pozwala na zwiększenie zyskowności pozostałych segmentów biznesu. Taka decyzja nie jest więc krokiem wstecz, lecz etapem tworzenia wartości i wzmacniania firmy na przyszłość” – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza, Dyrektor w Dziale Doradztwa Finansowego Deloitte.

Pod młotek w pierwszej kolejności idą te części działalności, które nie są kluczowe dla danej organizacji. Na taką strategię wskazało aż 97 proc. respondentów mających w planach transakcje zmierzające do dezinwestycji. Jednocześnie aż jedna piąta badanych (21 proc.) przyznała, że sprzedaż jest konieczna dla poprawy wyników finansowych ich spółek.

Badanie przeprowadzone w regionie EMEA udowodniło również, że wiele osób zarządzających, zbyt późno orientuje się, że w spółce lub jej części nie wszystko funkcjonuje prawidłowo, co skutkuje późniejszymi trudnościami w jej zbyciu. W ponad połowie firm, co prawda dokonuje się corocznej oceny działalności oraz strategii firmy, ale w prawie, co dziesiątej (8 proc.) dzieje się to już tylko, co dwa lata. Aż 36 proc. respondentów przyznało, że do takiej oceny dochodzi dopiero wtedy, gdy spółki nie osiągają spodziewanych wyników. Zdaniem ekspertów Deloitte takie podejście znacznie utrudnia proces wycofywania się z inwestycji. „Rynek karze przedsiębiorców za zaniedbania. Kto czeka ze sprzedażą firmy do momentu, aż przestanie ona osiągać zadowalające wyniki, ma potem trudności z jej zbyciem. Najlepiej jest dokonywać regularnej oceny, tak jak robi się to w funduszach private equity, po to, aby potencjalna sprzedaż przyniosła jak najwyższy zysk” – ocenia Katarzyna Sermanowicz-Giza.

Niemal trzy czwarte respondentów ma przygotowany sformalizowany proces wycofywania się z inwestycji, co dowodzi, że takie działania nie są rzadkością. Do tych czynności należą m.in. sporządzenie sprawozdania finansowego oraz szczegółowych prognoz i planów dla wydzielanego segmentu biznesu przed jego sprzedażą. Niespełna dwie trzecie badanych uważa, że przed zbyciem działalności, kluczowe jest utworzenie dedykowanego wewnętrznego zespołu specjalistów, którzy wprowadzą niezbędne procedury. Z doświadczeń Deloitte wynika, że najbardziej udane transakcje odbywały się właśnie przy udziale i we wsparciu takich zespołów, których członkowie nie byli absorbowani innymi obowiązkami.

Przedsiębiorcy, którzy chcą sprzedać swoje firmy lub ich część, najczęściej szukają potencjalnych nabywców wśród inwestorów branżowych, zarówno w kraju, jak i zagranicą. Dzieje się tak w niemal dwóch trzecich przypadków. Nie docenia się za to funduszy private equity, które na co dzień zajmują się taką działalnością. Tylko jedna trzecia respondentów uwzględnia ich oferty przy podejmowaniu decyzji o wyborze inwestora. „Jest to bardzo krótkowzroczne myślenie. Fundusze private equity mają ogromne możliwości finansowe, większą siłę przetargową na tle konkurencji i poszukują najlepszych firm niezależnie od ich lokalizacji. Poza tym zwiększenie liczby potencjalnych nabywców zwykle powoduje podbijanie ceny” – uważa Ewa Grzejszczyk, Dyrektor w Dziale Doradztwa Podatkowego Deloitte.

Największym rozczarowaniem dla przedsiębiorców w przypadku zbycia części firmy jest wydłużający się czas całego procesu. Połowa takich transakcji trwała dłużej niż zakładał to plan. Jedynie 6 proc. zostało zamkniętych szybciej niż planowano. Najczęstszym powodem takiego stanu rzeczy są: brak doświadczenia w przeprowadzeniu procesu, braki kadrowe oraz pułapki prawno-podatkowe, o których zbywający nie pomyślał wcześniej. Dodatkowo, wydzielenie biznesu wymaga odpowiedniej alokacji pracowników, podziału aktywów między spółką matką a wydzielaną częścią. Dużym wyzwaniem jest opracowanie modelu, w jaki sposób te dwie jednostki mają funkcjonować dalej w obszarach wspólnych oraz jak będą działały procesy wsparcia, takie jak m.in. księgowość, płace, administracja kadrowa, obsługa IT, zakupy, co z aktywami wspólnymi (np. biurowiec, umowa ubezpieczenia, transport, zastawy pod kredyty). Odpowiedzią na niektóre z tych wyzwań jest podpisanie odpowiednich umów pomiędzy spółką matką a jednostką wydzieloną o obsłudze w okresie przejściowym (tzw. TSA – Transitional Service Agreement).

„Badanie udowodniło, że kluczowe w osiągnięciu sukcesu jest właściwe przygotowanie samego procesu sprzedaży, ale też procesu przekazania wydzielonej części nabywcy i zapewnienie jej niezakłóconego funkcjonowania aż do czasu uzyskania względnej samodzielności. Do tego potrzebne jest odpowiednie planowanie od strony finansowej, prawnej i podatkowej oraz operacyjnej” – podsumowuje Joanna Dudek, radca prawny, Partner Associate, kancelaria prawnicza Deloitte Legal.

Znaczącym aspektem wydzielenia części biznesu są tzw. koszty osierocone, czyli pewna część kosztów stałych, która ponoszona była uprzednio w związku z obsługą większej grupy kapitałowej, w skład, której wchodziła jednostka stanowiąca przedmiot zbycia. Koszty osierocone często stanowią problem w przypadku wydzielenia i sprzedaży części biznesu, ponieważ trudno jest je zmniejszyć w krótkim okresie czasu. Koszty te mogą stanowić nawet ponad 7 proc. przychodów. „Dlatego należy jak najszybciej je zidentyfikować i zaplanować sposób ich zredukowania, ponieważ mogą pochłonąć nawet cały zysk ze sprzedaży” – mówi Katarzyna Sermanowicz-Giza.

Cyfrowy Polsat sprzedaje RS TV i kupuje Polskie Media S.A. – nadawcę TV4 i TV6

Cyfrowy Polsat zamierza skoncentrować się na podstawowej działalności, którą jest nadawanie programów radiowo-telewizyjnych. Tym prezes firmy tłumaczy sprzedaż spółki RS TV i zakup Polskich Mediów – nadawcy TV4 i TV 6. W związku z powyższymi zmianami Cyfrowy Polsat planuje pewne cięcia kosztów. Na razie nie wiadomo, czy będą się one wiązać ze zwolnieniami.

– Sprzedaliśmy spółkę RS TV, która świadczyła usługi techniczne transmisji sygnału telewizyjnego, ponieważ chcemy skupić się na podstawowej działalności grupy, jaką jest nadawanie programów radiowo-telewizyjnych oraz świadczenie usług płatnej telewizji – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Dominik Libicki, prezes zarządu Cyfrowego Polsatu.

Temu celowi służyło również nabycie spółki Polskie Media, nadającej programy TV4 i TV6. Na razie podpisano umowę warunkową, a proces sprzedaży ma być ostatecznie zakończony w lipcu br. Całkowity koszt zakupu to 99 mln złotych.

– Racjonalność zakupu TV4 i TV6 wynika z chęci powiększenia portfolio kanałów telewizji Polsat o kolejne bardzo interesujące kanały, które pomogą nam umocnić pozycję, zwiększyć udziały w oglądalności, a w konsekwencji udziały w rynku reklamowym – mówi Libicki. – TV4 i TV6 są obecne na multipleksach naziemnych i liczymy, że wraz ze wzrostem ich zasięgu oraz naszym know-how będziemy w stanie zarówno zwiększyć oglądalność tych kanałów jak i zoptymalizować koszty funkcjonowania.

Jeśli chodzi o planowaną linię programową kanałów, jak mówi Libicki, będzie ona składać się z programów, które są kupowane, ale niekoniecznie produkowane przez Polsat.

– Gdy zawieramy kontrakty z dużymi studiami, to jest duża ilość kontentu, której nie jesteśmy w stanie wyemitować na naszych antenach – wyjaśnia prezes Cyfrowego Polsatu. – Bardzo możliwe, że trafią one do TV4 i TV6.

Firma planuje zmiany w kupionych stacjach, jednak to wymaga jeszcze analizy ich sytuacji.

– Na pewno pewnego rodzaju optymalizacje nas czekają, nie wiem, czy będą one związane ze zwolnieniami, bardzo możliwe, że nie – powiedział Dominik Libicki podczas XIII Sympozjum Świata Telekomunikacji i Mediów.

Cyfrowy Polsat to największa w Europie Środkowo-Wschodniej platforma satelitarna. Pod względem liczby abonentów plasuje się na 4. miejscu w Europie. Z usług platformy działającej od 1999 r. (najpierw pod nazwą Polsat 2 Cyfrowy) korzysta ponad 3,5 miliona abonentów.

Pod koniec roku najdroższa częstotliwość w Polsce trafi na sprzedaż

Urząd Komunikacji Elektronicznej planuje przeprowadzenie w ostatnim kwartale roku aukcji na częstotliwości 800 MHz. To cenne dla operatorów telekomunikacyjnych pasmo, które umożliwi szybki przesył danych. Jego wartość jest jeszcze większa przez to, że to na razie ostatnie wolne częstotliwości, które trafią na rynek. Jak podkreśla prezes UKE, Magdalena Gaj, ich sprzedaż oprócz celu fiskalnego i inwestycyjnego ma również cel społeczny, którym jest zapewnienie wszystkim Polakom dostępu do szerokopasmowego internetu.

– Pieniądze są drugorzędne – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Magdalena Gaj, prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej. – Oczywiście mamy też cel fiskalny, ponieważ to najdroższa częstotliwość. Na pewno uzyskamy za nią bardzo satysfakcjonujące kwoty.

Ważniejsze, zdaniem Gaj, jest jednak zapewnienie operatorom telekomunikacyjnym dostępu do tych częstotliwości w kontekście inwestycji.

– Inwestycje te doprowadzą do realizacji przez Polskę celów Europejskiej Agendy Cyfrowej, a więc do dostarczenia szerokopasmowego internetu wszystkim obywatelom – twierdzi Gaj. – Chciałabym, żebyśmy w ten właśnie sposób patrzyli na aukcję.

Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej zauważa też, że częstotliwości, których dotyczyć będzie przetarg to ostatnie, które są dostępne do szybkiego przesyłu danych. Dlatego też firmy będą skłonne przeznaczyć znaczne sumy, by uzyskać do nich dostęp.

– Myślę, że kwoty mogą być interesujące, ale nie spłycajmy tego, bo ten przetarg ma też ogromny wymiar społeczny – podkreśliła Magdalena Gaj podczas XIII Sympozjum Świata Telekomunikacji i Mediów.

Pasmo 800 MHz obejmuje częstotliwości od 790 do 862 MHz. Są one uwalniane m.in. dzięki przechodzeniu z telewizji analogowej na cyfrową. W ubiegłym roku UKE szacowało, że z aukcji budżet może otrzymać 1,5-3 mld zł.

Coca-Cola: spada sprzedaż soków i nektarów, rośnie wody

Kryzys nie ominął branży napojów bezalkoholowych. Szczególnie spada popyt na te najdroższe, czyli soki i nektary. Minimalne wzrosty widać w sprzedaży napojów gazowanych. Wyraźnie natomiast rośnie sprzedaż wody, w ostatnim czasie nawet o 10 proc. rocznie. Sytuacja w Polsce i tak jest jednak lepsza niż w państwach europejskich, które boleśniej odczuły skutki spowolnienia gospodarczego.

Rośnie sprzedaż soków, ale nadal spośród napojów bezalkoholowych najwięcej pijemy wody – Spowolnienie gospodarcze odczuwa chyba cała gospodarka, nasza branża także. Praktycznie są kategorie, które od kilku lat sukcesywnie się kurczą. Niestety należą do nich soki, nektary, napoje owocowe, bo są to produkty droższe. To jest najprostszy przykład tego jak spowolnienie gospodarcze i spadek siły nabywczej, słabość tego, co mamy w portfelach wpływa na wybory konsumentów – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Iwona Jacaszek, dyrektor ds. korporacyjnych Coca-Cola HBC Polska.

Popyt na te najdroższe napoje w ostatnich latach spadał w tempie dwucyfrowym. W ubiegłym roku spadki były nieco mniejsze. Klienci coraz chętniej kupują za to wodę.

– Sprzedaż wody przez ostatnie kilka lat, odkąd zaczęło się spowolnienie, rośnie o około 8-10 proc. rocznie. Znaczącą rolę w wynikach rocznych odgrywa oczywiście temperatura w lecie – mówi Iwona Jacaszek. – Rośnie też niewiele sprzedaż napojów gazowanych. To głównie dzięki naszej sprzedaży, bo nasza sprzedaż rośnie.

W krajach UE spadek sprzedaży jest podobny, a nawet większy.

– Jeżeli my w Polsce jako przemysł odczuwamy skutki spowolnienia gospodarczego, to można sobie wyobrazić, co się dzieje w państwach, których gospodarki się kurczą – zauważa Jacaszek. – Albo w krajach, będących na skraju załamania, takich jak Grecja, Hiszpania, Portugalia, gdzie stopa bezrobocia jest bardzo wysoka, a dochody dramatycznie spadają. Tam rzeczywiście nasza branża, tak jak każda inna, odczuwa te skutki i sprzedaż maleje.

Coca-Cola dostosowuje się do nowych warunków

Polski oddział Coca-Coli zamierza reagować na trudną sytuację rynkową.

– Firma przeprowadza szereg działań, począwszy od zwiększenia propozycji dla konsumentów w różnych kategoriach po zróżnicowanie opakowań, żeby konsumenci mieli większe możliwości wyboru – mówi dyrektor ds. korporacyjnych Coca-Cola HBC Polska. – Dostosowujemy się zarówno do spowolnienia gospodarczego i do zmiany nawyków zakupowych Polaków, którzy coraz częściej korzystają ze sklepów dyskontowych i wielkopowierzchniowych.

Podkreśla, że spółka szykuje się na ciężki rok i pełen wyzwań.

– Nie spodziewamy się, że w tym roku nastąpi poprawa – mówi Iwona Jacaszek. – Nie planujemy jednak zwolnień grupowych. Mimo sytuacji na rynku w zeszłym roku rozpoczęliśmy w naszym zakładzie wiodącym w Radzyminie duży program inwestycyjny wart ponad 150 mln złotych. Zatem to nie jest tak, że tylko szukamy oszczędności, ale i bardzo mocno inwestujemy, bo wierzymy w potencjał. Aktualne inwestycje zabezpieczą nasze potrzeby nie w przyszłym roku i nie w 2015, ale jeszcze w latach 2016-2018. Staramy się brać pod uwagę dłuższą perspektywę – dodaje.

Współpraca Poczty Polskiej z ZUS-em: ma być szybciej i taniej

Poczta Polska i ZUS zacieśniają współpracę. Wprowadzą Elektroniczne Potwierdzenie Odbioru (EPO), które ma sprawić, że klienci będą mieli pewność, co dzieje się z ich przesyłką, a ZUS i Poczta Polska zaoszczędzą tony papieru i czas. Obie instytucje są przygotowane na wprowadzenie tych zmian, muszą jednak czekać na zmianę przepisów.

– Na masową skalę od 1 kwietnia wprowadzimy Elektroniczne Potwierdzenie Odbioru – zapowiada w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Zbigniew Derdziuk, prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. – Każdy dokument, który jest szczególnie ważny dla obywatela, jest wysyłany ze zwrotnym potwierdzeniem odbioru. To jest taka żółta kartka, którą przykleja się do koperty.

Zamiast niej pojawi się kod, dzięki któremu Poczta Polska natychmiast po dostarczeniu przesyłki, potwierdzi ZUS-owi jej status. Czyli – czy dokument został wysłany i doręczony osobie zainteresowanej. Jeżeli jednak okaże się, że tradycyjny dowód jest potrzebny (dla np. sądów), poczta w dowolnym czasie wydrukuje go.

– To szybsze, tańsze i bezpieczniejsze rozwiązanie, zarówno dla poczty, jak i dla ZUS-u. Pozwala lepiej zarządzać tą usługą – od razu możemy sprawdzić w bazie, czy list został dostarczony – zapewnia Zbigniew Derdziuk. – Klient będzie miał większą łatwość zweryfikowania swoich danych, czy przesyłka rzeczywiście została wysłana, czy jakieś były ryzyka. Nie poniesie żadnych dodatkowych kosztów.

Wprowadzenie EPO jest możliwe dzięki nowej umowie z Pocztą Polską, która wygrała przetarg. Oszczędności mają być znaczne.

– To jest kilkadziesiąt razy taniej. ZUS jest dużym klientem poczty. Wydajemy rocznie na znaczki prawie 90 milionów złotych, a to jest kilkanaście milionów co roku na samej tej usłudze – podkreśla Zbigniew Derdziuk.

Wartość dwuletniej umowy związanej szerzej z przekazami listowo-paczkowymi to sto kilkadziesiąt milionów złotych. Cena zaproponowana przez Pocztę Polską była 53 proc. niższa od kwoty określającej wartość przedmiotu umowy. Oznacza to, że na współpracy z Pocztą ZUS zaoszczędzi rocznie ok. 69 mln zł.

– W tej umowie na dostarczenie korespondencji listowej i paczkowej zawarliśmy wszystkie nowoczesne rozwiązania technologiczne, które mogą usprawnić proces i obniżyć jego koszty. W tym między innymi elektroniczną wymianę informacji, przetwarzanie procesu reklamacyjnego, weryfikacyjnego oraz również tzw. elektroniczne potwierdzenie odbioru. Dzięki temu na pewno ulegnie skróceniu czas powrotu informacji, będą obniżone koszty, ale również koszty archiwizacji dokumentacji całej papierowej – mówi Newserii Janusz Wojtas, członek zarządu Poczty Polskiej.

W grę wchodzi aspekt nie tylko ekonomiczny, ale również ekologiczny.

– Poczta Polska podejmuje szereg działań, które związane są z działaniami ekologicznymi. Między innymi, niezależnie od tych związanych z wirtualizacją dokumentacji, czyli odchodzeniem od papieru, podjęliśmy również te dotyczące ekologicznych opakowań, np. przy przesyłce gabarytowej – wyjaśnia Janusz Wojtas.

W ciągu roku średnio ZUS wysyła ok. 60 mln przesyłek, z czego samych informacji o stanie konta ubezpieczonego – 19 mln. Formularzy PIT w tym okresie jest 8 mln, natomiast 25 mln to korespondencja, która jest niezbędna do bieżącej działalności Zakładu. To największa tego typu współpraca z Pocztą Polską w całym kraju, biorąc pod uwagę liczbę korespondencji.

W 2012 r. we wszystkich terenowych jednostkach zakładu przetestowano Elektroniczne Potwierdzenie Odbioru, czyli możliwość elektronicznego przekazywania informacji o odbiorze przesyłki przez adresata, dacie odbioru czy też zwrotu oraz o dacie awiza.

ZUS oraz Poczta są przygotowane do tego, by przejść na EPO już od 1 kwietnia tego roku. Będzie to możliwe wtedy, gdy zostaną wprowadzone odpowiednie zapisy w ustawie o postępowaniu egzekucyjnym w administracji oraz w Kodeksie postępowania cywilnego.

Ponad 2 miliony Polaków bez pracy a brakuje wykwalifikowanych pracowników

Praca w centrach outsourcingowych to szansa na zebranie wszechstronnej wiedzy i zdobycie międzynarodowego doświadczenia. Możliwość pracy w wielokulturowym środowisku to jeden z podstawowych atutów, wyróżniających przedsiębiorstwa z sektora usług biznesowych wśród innych pracodawców na polskim rynku.

W br. zatrudnienie w sektorze nowoczesnych usług przekroczy 100 tys. osób. Według prognoz może to być od 115 do 120 tys. nowych miejsc pracy. W porównaniu do 2009 roku liczba pracowników centrów usług w Polsce zwiększyła się o 50% – z 56,6 tys. do 85,0 tys. na koniec 2011 roku. Tylko w ciągu 2012 roku przybyło ok. 15 tys. nowych miejsc pracy.

Obecnie w Polsce działała ok. 350 centrów usług z kapitałem zagranicznym. Realizują bardzo szeroki zakres zadań z wielu obszarów takich jak m.in.: finanse i księgowość, podatki, usługi IT, badania i rozwój, obsługa klientów, marketing, zarządzanie łańcuchem dostaw, procesy transformacji biznesowej, zarządzanie zasobami ludzkimi, wsparcie procesów decyzyjnych, audyt finansowy, podatki i konsulting. Do najbardziej poszukiwanych pracowników w drugiej połowie 2012 r. według raportu Monster Worldwide Polska należeli specjaliści z branży IT, finansów i księgowości, sprzedaży oraz z sektora usług dla biznesu. Pracodawcy z branży IT poszukiwali i poszukują głównie programistów oraz inżynierów IT. W branży finansowej najczęściej poszukiwani są księgowi. Zatrudnienie w branży finansowej znajdą również analitycy finansowi i biznesowi.

Pracodawcy z branży handlowej poszukują głównie osób na stanowiska kierownicze oraz przedstawicieli handlowych. W sektorze usług dla biznesu najwięcej pracowników poszukiwano do działów obsługi klienta. Wyniki badania wynagrodzeń Antal International pokazują, że ponad połowa specjalistów i menedżerów w Polsce zarabia powyżej 8000 PLN brutto miesięcznie. Średnia pensja, na którą mogą liczyć pracownicy centrów usługowych przewyższa średnią krajową i wynosi ponad 4,5 tys. zł brutto. Przeciętne wynagrodzenie pracowników branży IT to 9700 PLN brutto a finansistów 8 700 PLN brutto.

– To bogaty rynek pracy jest jednym z głównych filarów, dzięki którym Polska zawdzięcza swój sukces na rynku usług biznesowych. Gwarantuje zagranicznym korporacją szeroką bazę specjalistów mówiących w językach obcych. Jesteśmy zaraz za plecami Indii, jeśli brać pod uwagę obsługę klientów w językach obcych – wyjaśnia Maciej Grabski, inwestor Olivia Business Centre w Gdańsku – największego kompleksu biurowego w Polsce północnej.

Zdecydowana większość, bo ponad 90% pracowników sektora nowoczesnych usług biznesowych to osoby z wyższym wykształceniem lub aktualnie studiujące. Można jednak zauważyć coraz większe zainteresowanie inwestorów absolwentami szkół średnich, zwłaszcza techników i liceów ekonomicznych, którzy często posiadają odpowiednie kompetencje, niezbędne do pracy w centrach usług.

Jedną z podstawowych kompetencji, wymaganą na niemal wszystkich stanowiskach, jest znajomość języka angielskiego. Średnia wieku pracowników to około 29-30 lat. Struktura płci różni się w zależności od typu centrum. W centrach świadczących głównie usługi outsourcingu IT oraz centrach R&D większość pracowników to mężczyźni, a w centrach usług wspólnych oraz centrach outsourcingowych świadczących usługi księgowe większość stanowią kobiety. Średni staż pracy wynosi około 3 lat i z roku na rok rośnie. Na rynku powoli wyłania się grupa osób, która świadomie planuje swoją ścieżkę kariery w centrach nowoczesnych usług biznesowych i zajmuje coraz wyższe stanowiska w hierarchii. Pracownicy ci często zmieniają miejsce zamieszkania w poszukiwaniu bardziej interesujących posad.

Jednak czy rzeczywiście jest tak pięknie? Jednym z najpoważniejszych problemów, z którym musi zmierzyć się sektor nowoczesnych usług jest deficyt nowych pracowników z doświadczeniem oraz w trwający na rynku pracy niedobór talentów. Jest to o tyle niepokojący problem, gdy weźmie się pod uwagę bezrobocie w Polsce. Według wstępnych szacunków Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej stopa bezrobocia na koniec lutego wyniosła 14,4 proc. Sytuacja w głównych ośrodkach sektora usług biznesowych jest znacznie lepsza niż średnia w Polsce. Według danych na koniec lutego br. stopa bezrobocia w Warszawie wyniosła 4,8 proc., we Wrocławiu 6,2 proc., w Poznaniu 4,7 proc. a w Krakowie 6,5 proc. Również w Trójmieście wyróżnionym ostatnio tytułem „Best City of the Year” dla sektora BPO/SSC w konkursie Poland Outsourcing & Shared Services Awards Gala stopa bezrobocia jest poniżej średniej krajowej. W Gdańsku i w Gdyni wzrosła do 7,2 proc. a w Sopocie wyniosła 5,2 proc. Łącznie bez pracy jest już ponad 2,3 mln osób. Dramatycznie wygląda sytuacja wśród ludzi młodych. Bez pracy jest ponad 700 tys. osób do 30 roku życia, czyli 30 proc. wszystkich bezrobotnych w Polsce.

Teoretycznie firmy nie powinny mieć problemu ze znalezieniem kompetentnych pracowników. Niestety, jak wynika z badań grupy Manpower „Trendy HR w sektorze BPO/SSC” aż 75% ankietowanych firm ma problemy z pozyskaniem nowych pracowników na istotne dla ich działalności stanowiska, a ponad połowa zmaga się z ich rotacją. Dla większości firm branży BPO/SSC, podstawową przyczynę odczuwanych problemów z rekrutacją pracowników stanowi brak dostępnych kandydatów z odpowiednimi kwalifikacjami na rynku pracy oraz brak doświadczenia. Pojawiły się też deklaracje mówiące o wysokich wymaganiach finansowych aplikujących kandydatów a także brak znajomości języków obcych. Pośród najtrudniejszych do obsadzenia, respondenci podawali stanowiska IT, inżynierskie, specjalistyczne i kierownicze. Największym problemem wydaje się pozyskanie pracowników ze znajomością kilku języków obcych i jednocześnie określonych kompetencjach specjalistycznych. Rozwiązania tej sytuacji pracodawcy poszukują najczęściej we współpracy z agencjami zatrudnienia, a także w migracji zawodowej pracowników. Zatrudnienie kandydatów z innych krajów do oddziałów w Polsce rozważa czterech na pięciu ankietowanych pracodawców.

– Ponieważ Polska stała się poważnym graczem na rynku usług, firmy chcą kompetentnych pracowników. Bezpowrotnie minęły już czasy, kiedy w centrach biznesowych zatrudniani byli głównie absolwenci i studenci ostatnich lat studiów. Absolwentom wyższych uczelni coraz trudniej wchodzi się na rynek pracy w Polsce. Już od kilku lat pracodawcy alarmują, że uczelnie nie przygotowują studentów w wystarczającym stopniu do podjęcia pierwszej pracy w biznesie i kształcą ich w oderwaniu od realnych potrzeb rynku pracy oraz gospodarki – dodaje Maciej Grabski.

Najbliższy czas pokaże, czy polski sektor usług biznesowych utrzyma tak wysokie tempu wzrostu jak w ubiegłych latach. Już teraz w większości Polacy zarządzają procesami biznesowymi i finansowymi światowych korporacji. Doświadczenie, jakie posiadają polscy specjaliści pozwala na zarządzanie praktycznie każdym, nawet najbardziej zaawansowanymi złożonym procesem biznesowym. Niestety tyczy się to teraźniejszości. Naszym najsłabszym ogniwem w tej układance jest obecny system kształcenia młodych Polaków. Jeśli nie nastąpi radykalna zmiana w edukacji, to Polska może stracić swoją silną pozycję na rynku nowoczesnych usług dla biznesu w Europie.

TVN wstrzymuje się z planami emisji nowych obligacji. Czeka na lepszą sytuację rynkową

Grupa TVN na razie nie wróci do planów emisji obligacji, choć nie oznacza to, że ostatecznie wycofuje się z tego pomysłu. – Przyglądamy się kondycji rynku – mówi prezes Markus Tellenbach. Grupa utrzymuje swoją strategię refinansowania długów.

– Jeśli uznamy, że sytuacja na rynku jest właściwa, czyli pozwalająca otrzymać oprocentowanie na poziomie, który będzie korzystny dla naszych akcjonariuszy, to wtedy wrócimy na rynek – zapowiada Markus Tellenbach podczas Sympozjum Świata Telekomunikacji i Mediów.

Przekonuje, że Grupa ma silną pozycję i ma wsparcie ze strony agencji ratingowych, co pozwoli wrócić na rynek w odpowiednim dla niej czasie. Jak podkreśla, nie nastąpi to jednak w ciągu najbliższych kilku tygodni.

– Będziemy na bieżąco monitorować i bacznie obserwować sytuację na rynku obligacji. Przyjęliśmy taką taktykę, by być stale przygotowanym – dodaje prezes Grupy TVN.

Decyzję o emisji obligacji „Senior Notes” zarząd TVN SA ogłosił 19 marca. Ich wartość nominalna miała wynieść prawie 500 mln euro, a termin zapadalności został wyznaczony na 2020 rok. Pozyskane w ten sposób środki wraz z pieniędzmi pozyskanymi ze sprzedaży Grupy Onet.pl miały być wykorzystane do umorzenia całości obligacji „Senior Notes” z terminem zapadalności w 2017 r., zapłaty premii, naliczonych, ale niewypłaconych odsetek oraz wszystkich związanych z tym kosztów.

Trzy dni później spółka poinformowała o czasowym wstrzymaniu się z tą operacją, tłumacząc to niepewnością na rynkach związaną z sytuacją wokół Cypru. Markus Tellenbach wyjaśnia, że oferowane przez rynek oprocentowanie obligacji nie było korzystne dla akcjonariuszy.

15 kwietnia na GPW ruszy nowy system transakcyjny – Universal Trading Platform

Za trzy tygodnie na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych zostanie uruchomiony Universal Trading Platform – nowy system transakcyjny, stworzony przez NYSE – Euronext. Zastąpi on wysłużony Warset nabyty przed laty od giełdy paryskiej. – Staramy się uatrakcyjnić naszą ofertę pod względem technologicznym, przyciągając tym samym dobre spółki z regionu i spoza regionu – mówi Paweł Graniewski, członek zarządu GPW.

Nowy system transakcyjny stwarza przede wszystkim nowe możliwości działania.

– Jest szybszy, sprawniejszy, pozwala na większą ilość operacji, branie udziału nie tylko w obrocie akcjami, ale także instrumentami pochodnymi, których znaczenie cały czas bardzo rośnie – tłumaczy w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Paweł Graniewski, delegowany przez Radę Giełdy do pełnienia funkcji w zarządzie giełdy.

Warset obsługiwał do 328 zleceń na sekundę. UTP przeprowadza w tym czasie 20 tys. takich transakcji. Nowa platforma pozwoli uatrakcyjnić ofertę warszawskiego parkietu pod względem technologicznym. Zarząd giełdy nie ukrywa, że zależy mu na zainteresowaniu kolejnych emitentów, również z zagranicy.

– Zarabiamy na obrocie, czyli zależy nam na tym, żeby były to spółki płynne i żeby cieszyły się zainteresowaniem inwestorów – wyjaśnia Graniewski. – Otwieramy się na wszystkie rynki, nie tylko krajów Europy Środkowo-Wschodniej, Grupy Wyszehradzkiej, ale także spoza regionu.

Region środkowoeuropejski silny na GPW

Dzisiaj na warszawskiej GPW notowanych jest dziesięć spółek z krajów Grupy Wyszehradzkiej – osiem czeskich, dwie słowackie oraz dwie węgierskie – znany koncern paliwowy MOL i ELSTAR, czyli średniej wielkości firma, zajmująca się techniką ciepłowniczą i oświetleniową. Według Pawła Graniewskiego ten kierunek wciąż ma duży potencjał.

– Na pewno mogłoby być tych spółek więcej, dlatego że polscy inwestorzy zarówno instytucjonalni, jak i indywidualni dosyć dobrze orientują się w społeczno- politycznych i gospodarczych realiach Węgier – mówi przedstawiciel GPW.

Zarząd giełdy wierzy, że uda się przyciągnąć więcej węgierskich emitentów na warszawski parkiet.

– Sądzę, że gdyby nam się to udało, na pewno by to się spotkało z dobrym odzewem. Oczywiście pozostaje kwestia wycen, płynności. Musimy pamiętać że na giełdzie w Budapeszcie 80 proc. indeksów jest generowanych przez cztery duże spółki, oprócz MOL to jest OTP, Matav i Gedeon Richter. Jeżeli te spółki miałyby potrzeby kapitałowe, na pewno by się spotkały z zainteresowaniem ze strony polskich inwestorów – mówi Paweł Graniewski.

Urząd Skarbowy kontroluje szarą strefę handlu produktami AGD, RTV i IT

Stanisław Kujawa, prezes Centrum Handlowego NexaPrzedłużające się kontrole Lubelskiego Urzędu Skarbowego i Urzędu Kontroli Skarbowej w Lublinie od kilku miesięcy niszczą jedną z najlepiej prosperujących firm na Lubelszczyźnie – Centrum Handlowe Nexa. Spółka ma problemy ze spłatą zobowiązań, a ze 173 osób, które jeszcze dwa lata temu pracowały w firmie, dziś zatrudnionych jest zaledwie 18. Kłopoty zaczęły się w ubiegłym roku, kiedy fiskus zamroził należny firmie zwrot podatku VAT.

CH Nexa zajmuje się sprzedażą detaliczną, hurtową i eksportem sprzętu AGD, RTV i IT od początku lat 90-tych. Dynamiczny rozwój zapewniło jej stworzenie sieci sklepów w strefie przygranicznej, z których korzystają obywatele Ukrainy, a także eksport do krajów bałtyckich.

Zgodnie z polskim prawem firmie przysługuje zwrot podatku VAT i to właśnie ten aspekt funkcjonowania CH Nexa sprawdzają urzędnicy skarbowi. Do czasu zakończenia postępowań kontrolnych, które urzędy przedłużają podając jako przyczynę konieczność dalszego postępowania wyjaśniającego, fiskus wstrzymuje firmie wypłatę około 30 milionów złotych z tytułu zapłaconego podatku VAT.

– Pretekstem ich niewypłacenia i niezwrócenia należnego nam VAT są tzw. postępowania kontrolne. Moja firma kupuje towar, płaci fakturę, płaci VAT, później eksportujemy ten towar, w związku z tym należy nam się od urzędu skarbowego zwrot podatku VAT. Jest to prosty i nieskomplikowany system. Przez 21 lat nie mieliśmy żadnych problemów, zaczęły się dopiero od października ubiegłego roku, kiedy powinien być pierwszy zwrot VAT-u – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Stanisław Kujawa, prezes Centrum Handlowego Nexa.

W ciągu ostatniego roku Urząd Skarbowy i Urząd Kontroli Skarbowej w Lublinie rozpoczęły w sumie 9 kontroli i postępowań kontrolnych wobec firmy. Wcześniej urzędnicy wielokrotnie sprawdzali dokumentację firmy. Do dziś zakończone zostały tylko dwie kontrole, które wykazały mało znaczące nieprawidłowości dotyczące niewielkich kwot. Jednak to nic nie zmieniło, gdyż Urząd Skarbowy, który je prowadził, skierował wniosek do Urzędu Kontroli Skarbowej o rozpoczęcie postępowania kontrolnego, w ramach którego w tej samej sprawie będą prowadzone po raz kolejny te same czynności.

– Postępowania kontrolne były przedłużane, sprawdzano z dużym opóźnieniem naszych dostawców, ale te kontrole także nie wykazały jakichkolwiek uchybień. Nasz dostawca wykazał całą sprzedaż, która była skierowana do mojej firmy. Więc jeśli chodzi o tzw. kontrolę krzyżową, te kontrole wypadły idealnie. Jeżeli chodzi o dokumentację potwierdzającą wywóz towaru, spełniliśmy wszystkie wymagania, które stawia Ministerstwo Finansów – wylicza Stanisław Kujawa.

Jako powód przedłużenia postępowania urzędnicy podają „konieczność przeprowadzenia dalszego postępowania dowodowego i wyjaśniającego”. Prezes spółki zaznacza, że postępowania Urząd przedłuża najczęściej w ostatnim dniu, kiedy firma powinna otrzymać zwrot VAT.

Problemy z płynnością

Suma zwrotu VAT, który zablokował Urząd Skarbowy w Lublinie to dziś ponad 30 milionów złotych. Firma straciła płynność, nie jest w stanie regulować należności, a banki, które dotąd ja obsługiwały, wypowiedziały CH Nexa kredyt kupiecki.

– Parę dni temu w mojej firmie pojawili się przedstawiciele dwóch banków, w których firma ma kredyty i oba konta zostały zablokowane. Dzisiaj mam przeterminowane płatności do moich dostawców. W związku z tym mam wstrzymane dostawy do mojej firmy. W konsekwencji dalej nie wykonam planów, które zostały na mnie nałożone, a jeśli nie wykonam planów, nie otrzymam gratyfikacji finansowej – podkreśla Stanisław Kujawa. I zapowiada: – To jest skala paru milionów złotych. Tych pieniędzy będę dodatkowo domagał się od Skarbu Państwa za głupotę i niekompetencję urzędników skarbowych z Lublina.

Wierzy, że spółkę uda się uratować, ale czasu jest coraz mniej. Na uregulowanie przeterminowanych płatności firmie zostało 3–4 tygodnie. Największe dotyczą dostaw od firmy Zelmer na sumę około 6 milionów złotych. Czarny scenariusz to ogłoszenie upadłości firmy.

– Sytuacja w ogóle jest kuriozalna. Z jednej strony mam przeterminowane płatności, a z drugiej strony mam ponad 30 mln złotych pieniędzy w urzędzie skarbowym, w którym się toczą postępowania – mówi Stanisław Kujawa. – Bezkarność urzędnicza jest zastraszająca. Kiedy parę lat temu był casus pana Kluski, sądziłem, że to jest jednorazowy wybryk. Dzisiaj dotyka to moją firmę. Ku rozczarowaniu urzędników z Lublina nie jestem cichy, spokojny, zrobię wszystko, żeby odzyskać pieniądze, żeby uratować firmę i żeby osoby odpowiedzialne za to zostały ukarane – mówi Stanisław Kujawa.

Spółka zgłosiła już sprawę do sądu, złożyła również zawiadomienie do prokuratury oraz Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

Komentarz indeksowy BossaFX 28 marca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 28 marca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

W 2013 roku Polacy kupią 255 tys. nowych aut

Skoda, Toyota i Volkswagen – to liderzy sprzedaży nowych samochodów w pierwszych 20 dniach marca. Z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego wynika, że co trzecie sprzedane w tym okresie auto to produkcja tych koncernów. Najchętniej kupowanym autem była Toyota Auris (551 sztuk). Sprzedaż nowych samochodów spada, ale zdaniem ekspertów z Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar zmianami w prawie można by tę tendencję odwrócić.

Polski rynek ma potencjał, a mimo to wciąż znajdujemy się w ogonie Europy, jeśli chodzi o sprzedaż nowych samochodów. Współczynnik chłonności rynku – jak informuje Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Samar – stawia Polskę na 23. miejscu w Unii Europejskiej.

– Na razie nie spodziewałbym się zmian w trendach sprzedażowych. Wydaje mi się, że sprzedaż będzie mniejsza niż w roku ubiegłym, nasze prognozy mówią o spadku do poziomu ok. 255 tysięcy sprzedanych i zarejestrowanych samochodów w Polsce. To mało jak na tak duży kraj – prognozuje Wojciech Drzewiecki.

Jak pokazują dane z rynku, klienci, którzy decydują się na wymianę auta na nowe coraz częściej zwracają uwagę na koszty eksploatacji, przede wszystkim spalanie paliwa, koszty utrzymania i utraty wartości pojazdu. Przykładowo świetną sprzedaż pokazała w ubiegłym roku Toyota Yaris z silnikiem hybrydowym, której spalanie nie przekracza 5 litrów na 100 kilometrów. Ten model auta kupują przede wszystkim klienci indywidualni.

– Klienci starają się wybrać auto, które z jednej strony spełni wszystkie pokładane w nim nadzieje, spełni nasze wymagania, w większości przypadków muszą to być samochody rodzinne, a więc stosunkowo duże, ale i oszczędne, a więc to zużycie paliwa musi być najniższe z możliwych – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Wojciech Drzewiecki. – Kiedy weszliśmy do Unii Europejskiej kupowaliśmy to, co nam wpadło w ręce, bardzo często auta z dużymi silnikami, to wszystko nas bawiło, zresztą wtedy koszty paliwa były nieco inne. Dzisiaj sytuacja się zmienia.

Ku temu też powinna zmierzać polityka władz. Zdaniem prezesa Samaru, rząd powinien wprowadzić ułatwienia podatkowe, które mogłyby wpłynąć na cenę, a co za tym idzie, również na zainteresowanie nowymi autami.

– Naprawy wymaga obszar podatkowy, związany z podatkiem VAT. Drugi to jest podatek akcyzowy, który powinien zostać zlikwidowany i zastąpiony nową formułą podatkową – twierdzi Drzewiecki. – Trzecim elementem jest system kontroli technicznej. System powinien wyłapywać auta, których już nie da się naprawić, które już nie powinny jeździć po polskich drogach.

Jedną z propozycji jest próba rozwoju rynku „od dołu”. Miałoby to polegać na wprowadzeniu takich rozwiązań podatkowych, które sprawią, że bardziej będzie opłacało się kupować nowe samochody. Krokiem w tę stronę jest wprowadzenie podatku od emisji spalin, takie rozwiązanie obowiązuje m.in. w Holandii. W ten sposób rząd premiuje użytkowników małych samochodów miejskich, które charakteryzują się niskim spalaniem.

Na produkcję takich aut stawiają coraz częściej również koncerny samochodowe. Toyota, zachęcona sukcesem sprzedaży hybrydowego Yarisa i powodzeniem, zamierza w połowie kwietnia wprowadzić na rynek Aurisa z napędem hybrydowym. Tym bardziej, że nowa wersja tego samochodu cieszy się dużym zainteresowaniem klientów – była liderem sprzedaży w pierwszych trzech tygodniach marca. Jak zapewniają przedstawiciele koncernu, najbardziej zaawansowany technologicznie Auris będzie kusić nie tylko dobrą ceną, ale i niskimi kosztami użytkowania.

Koncerny motoryzacyjne wciąż zastanawiają się nad tym, jak zwiększyć sprzedaż. Tym bardziej, że polski rynek wciąż kształtowany jest przez firmy, które raz na jakiś czas wymieniają swoją flotę.

– Polacy do prywatnego użytku kupują niewiele aut. Podstawowym klientem jest dzisiaj klient instytucjonalny, to on decyduje o końcowym kształcie rynku. Stąd najpopularniejszym samochodem kupowanym w Polsce jest auto z segmentu klasy niższej-średniej, a nie auta małe, jak to jest na innych rynkach Europy – wyjaśnia szef Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar.

Jednak – jak przyznaje – segment klientów indywidualnych w kraju też stopniowo rośnie, chociaż Polacy ostrożnie planują takie zakupy

Krzysztof Gorzkowski laureatem nagrody Człowiek PR roku 2012

Na polskim rynku coraz częściej doceniane są osoby, które potrafią opowiadać o nowych rozwiązaniach, a nie tylko ci, którzy te rozwiązania tworzą – twierdzi Krzysztof Gorzkowski, dyrektor PR i marketingu w firmie Kapsch Telematic Services, laureat nagrody Człowiek PR roku 2012. Rola PR-owców staje się coraz ważniejsza, tym bardziej w trudnych kryzysowych czasach, kiedy firmy tną budżety na działania marketingowe, a część obowiązków z tego zakresu przenoszona jest właśnie na działy PR. Zdaniem Gorzkowskiego w najbliższych latach to będzie bardzo przyszłościowa branża.

Polski rynek PR należy do najnowocześniejszych w Europie. Paradoksalnie to efekt tego, że dość późno zaczął się rozwijać. Po 1989 roku początkujący w branży polscy PR-owcy uczyli się od najlepszych w Europie i wprowadzali najnowsze rozwiązania i narzędzia. Ostatnie lata przyspieszyły rozwój branży, sprzyja temu również obecne spowolnienie gospodarcze, które może oznaczać dla PR-owców znacznie więcej pracy.

– W czasach kryzysu budżety marketingowe często są cięte. Coraz większy nacisk kładzie się na działalność PR, żeby móc opowiadać o produktach, usługach, o marce nie tylko poprzez reklamy i klasyczne działania marketingowe, a właśnie poprzez nietypowe i często wcześniej nieużywane narzędzia PR, które powoli zdobywają sobie miejsce na rynku – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Krzysztof Gorzkowski, dyrektor PR i marketingu Kapsch Telematic Services.

Do zadań, które stopniowo są przejmowane przez działy PR, należy promocja sprzedaży i kreowanie zachowań rynkowych. Z dynamicznymi zamianami w branży trzeba się liczyć jeszcze przez kolejne kilkanaście lat.

– Branża będzie zmieniała się wraz z rynkiem, wraz z mediami, które o tym rynku opowiadają. Będzie bardzo skoncentrowana na poszczególnych segmentach rynku. W coraz większym stopniu będzie zastępowała klasyczny marketing. To jest to, co – jak sądzę – będzie miało miejsce w ciągu kolejnych lat – prognozuje Krzysztof Gorzkowski.

Zmiany będą też dotyczyły sposobów komunikacji z dziennikarzami, choćby odejścia od klasycznej formy konferencji prasowych.

– Coraz częściej zastępujemy klasyczne konferencje prasowe innymi rodzajami briefingów czy spotkań z dziennikarzami, ale częstokroć do tych spotkań nie dochodzi, wirtualny świat wystarcza. Wystarczy dobra dystrybucja informacji, pod warunkiem, że ta informacja jest wiarygodna, interesująca i dobrze stargetowana, czyli trafia do tych dziennikarzy, którzy są zainteresowani daną branżą, danymi rozwiązaniami czy danym problemem. Jeśli trafia w próżnię, zostaje w tej przestrzeni niezauważona – mówi Krzysztof Gorzkowski.

Dziennikarstwo kontra PR

Zdaniem Krzysztofa Gorzkowskiego nie ma niebezpieczeństwa zatarcia granicy między PR a dziennikarstwem.

– Robimy dwie różne rzeczy. Ja jestem odpowiedzialny za wizerunek danej marki, danych produktów. Nie jestem odpowiedzialny za to, żeby komunikować się ze społeczeństwem, czyli za to, do czego wy jesteście powołani jako dziennikarze. Zatem te różnice zawsze będą i te różnice są potrzebne. Bez was my byśmy nie istnieli. Wy bez nas owszem – zaznacza dyrektor PR i marketingu w KTS.

Jego zdaniem, PR jest dziedziną, podobnie jak dziennikarstwo, której nie da się nauczyć w szkolnej ławce. Mimo to większość uczelni oferuje taki kierunek. Najważniejsza dla PR-owca jest jednak praktyka i możliwość uczenia się od najlepszych.

– 15-20 lat temu rzeczywiście PR był branżą, która rosła dynamicznie, ale nikt nie wiedział, z czym to się je. W tej chwili są ludzie, którzy już są wychowani i przez korporacje, i przez duże agencje, mieli okazję pracy na świecie wśród poważnych projektów dla poważnych firm. Zatem nasz zawodowy know how jest istotny. Myślę, że on się przyczynia do tego, że ta branża staje się ważna – mówi Krzysztof Gorzkowski.

Sytuacja na rynku certyfikatów jest nie jest normalna, państwo powinno interweniować

Rynek „zielonej” energii czeka na zmiany, ponieważ ceny za prąd stały się nieprzewidywalne. Resort gospodarki zapowiedział możliwość interwencyjnego skupu zielonych certyfikatów, dzięki temu państwo regulowałoby ten rynek. Pomysł popiera prezes Grupy Tauron, czołowej energetycznej polskiej spółki.

– To, co się zadziało na rynku certyfikatów jest nienormalne i interwencyjny skup powinien być jednym z rozwiązań ad hoc. Powinniśmy również pomyśleć o działaniu ustawowym, docelowym – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Dariusz Lubera, prezes grupy Tauron.

Tak prezes grupy skomentował propozycję wiceministra gospodarki Jerzego Witolda Pietrewicza, dotyczącą wdrożenia rozwiązań stabilizujących rynek energii elektrycznej. Chodzi o możliwość uruchomienia interwencyjnego skupu zielonych certyfikatów. Są to prawa majątkowe, które co roku muszą kupować spółki sprzedające energię odbiorcom, jeśli nie produkują jej wystarczająco dużo z odnawialnych źródeł. Ma to mobilizować do produkcji ekologicznej energii. Jednak w ciągu ostatnich dwóch lat jej produkcja była większa niż ustawowy obowiązek.

Dodatkowo część spółek zamiast kupować zielone certyfikaty, wolała odprowadzać tzw. opłatę zastępczą. To sprawiło, że doszło do akumulacji certyfikatów na rynku, a cena jaką trzeba za nie zapłacić spadła nawet do 30 proc. ich wartości. Stąd pomysły na zmianę systemu wsparcia produkcji energii z odnawialnych źródeł.

– Wyobrażam to sobie tak, żeby wyposażyć ministra gospodarki ustawowo w możliwość reagowania w zależności od tego, jaka jest sytuacja na rynku. I na przykład podwyższać obowiązek zakupu, który by zwiększał popyt na zielone certyfikaty. Zresztą nie tylko w obszarze zielonych certyfikatów. Podobna sytuacja może się pojawić w przypadku tych żółtych, w związku z tym rozwiązania docelowe są bardzo potrzebne – przekonuje Dariusz Lubera.

Zmiana systemu leży w interesie energetycznych spółek, ponieważ przekłada się to na ich zyski. Stąd też Tauron, podobnie jak np. PGE, wypowiada umowy dostawcom biomasy, ponieważ już nie opłaca się dorzucanie jej do kotłów z węglem w ramach tzw. współspalania.

Zmiany są niezbędne, jeśli Polska chce wypełnić unije zobowiązania. Do 2020 roku w finalnym zużyciu energii co najmniej 15,5 proc. ma pochodzić z odnawialnych źródeł energii, czyli prawie dwukrotnie więcej niż obecnie.

KNF zwiększa wymagania wobec banków w zakresie IT

Po 11 latach Komisja Nadzoru Finansowego wydała nową rekomendację D, dotyczącą zarządzania w obszarze IT przez banki. Dzięki temu nasze pieniądze mają być bezpieczniejsze. Choć, jak podkreślają eksperci, już teraz banki stosują zaawansowane rozwiązania w tym zakresie. Nowe zasady wejdą w życie pod koniec 2014 roku.

– Banki stosują coraz nowsze kanały dostępu dla klientów. Są to elektroniczne kanały dostępu, jest to bankowość mobilna. Jest szereg nowych elementów w tym zakresie, które musiały być jakoś zaadresowane przez tę rekomendację – podkreśla w rozmowie z Agencją Informacyjną Newseria Tomasz Piwowarski, dyrektor departamentu inspekcji bankowych, instytucji płatniczych i spółdzielczych Komisji Nadzoru Finansowego.

Nowe obszary, które obejmie nowa rekomendacja D, to między innymi jakość zarządzania danymi, architektura danych w banku, obszar informacji zarządczej na wszystkich szczeblach organizacyjnych oraz ogólnie ujęty proces współpracy biznesu z branżą IT. Piwowarski podkreśla, że obszar IT jest bardzo istotny dla banków. Nowoczesne technologie są wykorzystywane do niemal wszystkiego, dlatego dobre praktyki w tym obszarze przekładają się na bezpieczeństwo funkcjonowania banków, a co za tym idzie – pieniędzy klientów.

Rekomendacja D zacznie obowiązywać dopiero 31 grudnia 2014 r.

– Musimy pamiętać, że mamy do czynienia z bardzo złożonym obszarem, który jest uregulowany przez tę rekomendację. Stąd w ramach konsultacji termin wejścia w życie został wydłużony, bo pierwotnie był przewidywany na 31 grudnia 2013 – podkreśla Tomasz Piwowarski.

KNF liczy, że dzięki dłuższemu czasowi wprowadzania w życie zmian banki lepiej i rzetelniej dostosują się do nowej rekomendacji.

Jacek Siemiończyk z Microsoftu uważa jednak, że nowa rekomendacja nie przynosi rewolucyjnych zmian. Mówi ona o praktykach, które największe organizacje finansowe mają już w różnym stopniu wdrożone. Siemiończyk dodaje, że dzięki działaniu KNF-u wzrośnie ciężar gatunkowy tych procedur. To powinno prowadzić do ich „dojrzewania”, a to z kolei będzie oznaczać większe bezpieczeństwo operacyjne.

Według niego problemem nie są jednak złe rozwiązania IT, lecz niewłaściwe procedury oraz błędy ludzkie, czyli strona operacyjna.

– Z naszych doświadczeń wynika, że obszar zarządzania usługami, obszar IT operations – czyli miejsce, o którym mówi rekomendacja D – tam w dalszym ciągu jest wiele rzeczy, które można by usprawnić. Systemy można by skonfigurować tak, żeby one były bezpieczne – tłumaczy Siemiończyk. – Najczęściej zawodzą procedury i ludzie. Procesy, które są bądź źle zdefiniowane, bądź nie są przestrzegane wystarczająco poprawnie.

Siemiończyk podkreśla jednak, że nie należy obawiać się o bezpieczeństwo banków od strony IT. Zwłaszcza w największych organizacjach, które oceniał Microsoft, strona operacyjna wygląda bardzo dojrzale.

To właśnie od liczby potrzebnych zmian będzie zależał koszt wdrożenia nowej rekomendacji KNF. Szczegółowe kwoty poznamy najwcześniej za około pół roku, bo tyle czasu mają banki na przeprowadzenie analizy luk i niezbędnych dostosowań.

– To będą pieniądze dla każdej organizacji bardzo różne w zależności od stopnia ich dojrzałości, wielkości tej organizacji. Trudno mówić o jednej, okrągłej sumie dla każdej, która byłaby jakaś reprezentatywna dla każdego podmiotu – mówi Siemiończyk.

– Banki muszą dokonać szczegółowej analizy luk i dostosowań, mają na to około 6 miesięcy. Dopiero po tym okresie banki będą mogły podsumować, czy rzeczywiście i z jaką skalą wydatków wiążą się dostosowania.Musimy pamiętać, że te wszystkie dostosowania mają przede wszystkim zapewnić bezpieczeństwo funkcjonowania w tym obszarze banków czyli bezpieczeństwo zdeponowanych przez klientów środków – dodaje Tomasz Piwowarski.

W najbliższych miesiącach wartość niespłaconych długów wyniesie 40 mld

W III, najpóźniej IV kwartale tego roku niespłacone długi Polaków wzrosną nawet do 40 mld zł – wynika z danych BIG InfoMonitor. Obecnie te zobowiązania sięgają już 38,5 mld zł. Najczęstsze długi konsumpcyjne nie przekraczają 5 tys. zł. Zaległości to problem także dla przedsiębiorców. Ponad połowa badanych firm deklaruje, że nie odczuła pozytywnie zmian w prawie, mających ograniczyć zatory płatnicze.

– Zobowiązania konsumpcyjne Polaków wzrosły znacząco, do poziomu 38,5 mld złotych. Warto dodać, że wzrosty w roku 2010 czy 2011 były zdecydowanie większe, wynosiły ponad 10,5 mld złotych rocznie. W roku 2012 jedynie 3 mld zł – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Mariusz Hildebrand prezes BIG InfoMonitor.

Szacunki BIG InfoMonitora wskazują, że zobowiązania konsumpcyjne w 2013 r. będą miały tendencję rosnącą.

– Zakładamy, że zobowiązania osób fizycznych mogą wzrosnąć do poziomu 40 mld złotych w granicach III-IV kwartału 2013 r. Myślimy jednak, że nie będzie to bardzo dynamiczny wzrost jak w latach 2010-2011 – prognozuje prezes BIG InfoMonitor.

Z wieloma z nich można by sobie dość łatwo poradzić, ponieważ znaczna część długów Polaków to kwoty w wysokości kilku tysięcy złotych.

– Ponad 62 proc. tych wszystkich niespłaconych należności to są kwoty do 5 tys. złotych. Przy wewnętrznej dyscyplinie jesteśmy w stanie racjonalnie i w sposób dobry podejść do spłaty takiego długu. Przekładanie z miesiąca na miesiąc płatności regularnych albo odkładanie płatności na kolejny miesiąc, będzie powodowało wzrost naszego zadłużenia – podkreśla Mariusz Hildebrand.

Nowe przepisy nie hamują zatorów

Zadłużenie to problem także dla małych i średnich firm. Ponad 50 proc badanych przez BIG Infomonitor przedsiębiorców mówi, że bardzo odczuwa zatory płatnicze. Największe problemy z tym związane ma branża budowlana. Firmy nie wskazują przy tym, żeby zmiany w przepisach miały pozytywny i odczuwalny wpływ na ograniczenie zatorów płatniczych.

– Wchodzą w życie nowe rozwiązania prawne, wchodzą różne pomysły, żeby płatność czy rozliczenie faktury, zaliczenie jej w koszt następowało dopiero w momencie, gdy zostanie kasowo opłacona. Jednakże z głosów przedsiębiorców, które w tej chwili słyszymy, nie wynika, żeby to wpłynęło bardzo znacząco na poprawę tych relacji finansowych i wymianę między przedsiębiorcami – mówi Mariusz Hildebrand.

Jak podkreśla, ostrożności nigdy za wiele. Aby nie trafić na niesolidnego kontrahenta, należy sprawdzić jego wiarygodność.

– Każdy przedsiębiorca powinien także monitorować tego przedsiębiorcę w trakcie współpracy. Do niedawna ponad połowa przedsiębiorców w Polsce w ogóle nie sprawdzała swojego kontrahenta w żadnym z dostępnych źródeł informacyjnych. Jednak sprawdzenie wiarygodności finansowej kontrahenta jest ważne, bo pozwala nie narazić się na ryzyko utraty kontraktu czy pieniędzy – podsumowuje prezes BIG InfoMonitor.

Enea szuka pieniędzy na rozwój. Liczy na dodatkowe 800 mln

Enea stara się o około 800 mln zł z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, trwają właśnie ostatnie negocjacje. A jeszcze w tym roku spółka może uruchomić finansowanie poprzez emisję obligacji. Jest to możliwe dzięki umowie na sumę 950 mln zł zawartej z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym. Ten potężny zastrzyk pieniędzy zostanie przeznaczony na rozwój infrastruktury w segmencie dystrybucji, m.in. sieci elektroenergetycznych, co pozwoli na przyłączanie nowych użytkowników.

– Enea ma podpisaną umowę z Europejskim Bankiem Inwestycyjnym na Kontrakt A w wysokości 950 mln zł, jednocześnie prowadzone są rozmowy dotyczące Kontraktu B zwiększającego wielkość środków, które bank udostępni Grupie Kapitałowej Enea na realizację inwestycji w obszarze dystrybucji – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Krzysztof Zamasz, prezes Enei, jednej z czołowych polskich spółek energetycznych. – W tym roku chcemy domknąć transzę B i rozpocząć proces formalizowania umów, które pozwolą na upłynnienie tych środków na potrzeby inwestycyjne.

Europejski Bank Inwestycyjny jesienią udzielił Enei 15-letniego kredytu o wartości 950 mln zł. Okres jego dostępności wynosi 24 miesiące od daty zawarcia umowy. Kredyt zostanie wykorzystany w maksymalnie sześciu transzach. Wysokość każdej stanowić będzie równowartość kwoty nie niższej niż 100 mln zł za wyjątkiem ostatniej transzy, której wysokość odpowiadać będzie niewykorzystanej kwocie kredytu. Całkowity koszt programu spółka szacuje na około 3,24 mld zł.

Prezes podkreśla, że prace nad uruchomieniem tych środków cały czas trwają, m.in. w minionym tygodniu zapadły decyzje dotyczące warunków spłaty tych
transz. Krzysztof Zamasz zapewnia, że warunki finansowe są korzystane dla spółki.

– To jest jak najbardziej słuszny kierunek, który spowoduje budowę wartości całej grupy – uważa prezes Zamasz. – Nie ma tutaj momentów krytycznych, które powodowałyby ryzyka.

Pieniądze pozwolą na zmniejszenie strat w przesyle energii elektrycznej, co z kolei zwiększy energooszczędność. Dodatkowe fundusze pozwolą również na przyłączanie do sieci nowych użytkowników, w tym wiatrakowych inwestorów. Środki pozyskane z kredytu zostaną przeznaczone na modernizację i rozbudowę sieci energetycznych Enea Operator w północno-zachodniej Polsce.

– Te środki są dedykowane na infrastrukturę, którą mamy w operatorze. To jest bardzo korzystne dla grupy ze względu na to, że zostaną przeznaczone na bieżące potrzeby inwestycyjne, między innymi na nowe linie, transformatory, stacje, podłączenie nowych użytkowników systemu w tym wytwórców oraz użytkowników końcowych, modernizację sieci – informuje Krzysztof Zamasz.

Spółka stara się zdobyć pieniądze również z Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

– Chcemy pozyskać te środki w powiązaniu z instytucjami komercyjnymi, to będą dwie transze. Jesteśmy na etapie kończącym negocjacje – dodaje prezes. O szczegółach nie chce jeszcze rozmawiać.

W ramach Grupy Kapitałowej Enea, prowadzi między innymi działalność związaną z dystrybucją (obrót energią elektryczną) i wytwarzaniem energii elektrycznej (Enea Wytwarzanie) oraz realizacją inwestycji elektroenergetycznych (Enea Operator).

Polacy coraz chętniej kupują w sieci

Polacy coraz chętniej kupują w sieci. Rozwijający się handel elektroniczny powoduje wzrost popytu na usługi logistyczne. W lutym rekordową sprzedaż miał Pocztex. Szybko rośnie sprzedaż przesyłki biznesowej i gabarytowej – usług paczkowych dedykowanych handlowi elektronicznemu. Wyższą sprzedaż niż przed rokiem ma także segment paczek zagranicznych. Najchętniej wysyłamy nimi towary do Niemiec, Anglii i USA.

Wygoda i oszczędność to główne powody robienia zakupów w e-sklepach. Dla klientów liczy się także jak szybko otrzymają zakupy i informacja o statusie przesyłki.

Pocztex – kurierskie ramię Poczty Polskie uległo całkowitemu przeobrażeniu. Firma wprowadziła powiadomienie odbiorcy SMS-em lub e-mailem o nadaniu przesyłki i planowanym terminie jej doręczenia. Jako jedyny dostawca logistyczny oferuje doręczanie przesyłki do 8 rano w miastach do 100 tys. mieszkańców. Zmiany w ofercie wpłynęły na wyniki odnotowywane w segmencie paczek kurierskich. Styczeń i luty były rekordowymi miesiącami – to wzrost o 70 procent w stosunku do analogicznych miesięcy 2011 roku. Stworzenie nowoczesnego Pocztexu to jeden z elementów strategii Poczty Polskiej, która zakłada zwiększenie potencjału spółki na rynku usług kurierskich.

Pół miliona przesyłek biznesowych wysłanych do końca lutego to rekordowy wynik i potwierdzenie dla bardzo mocnego trendu wzrostowego. – Co miesiąc sprzedaż tej usługi rośnie o 15 procent – mówi Sławomir Żurawski, dyrektor biura rozwoju usług KEP w Poczcie Polskiej. Oferta Poczty Polskiej dostępna jest w największych portalach aukcyjnych i sklepach wysyłkowych. Od stycznia w księgarni internetowej Merlin.pl i na Allegro.pl oferowana jest przesyłka biznesowa jako jeden ze sposobów dostarczenia zamówienia. Klienci korzystający z oferty biznesowej Poczty otrzymują także wiele dodatkowych korzyści. Odbiorca informowany jest SMS-em o mającym nastąpić doręczeniu przesyłki. Może sprawdzać status paczki w Internecie. Dzięki usłudze Elektronicznego Nadawcy, aplikacji dostępnej online, można szybko przygotować większe ilości przesyłek do nadania lub łatwo zarządzać własną bazą odbiorców.

Dla osób prywatnych i małych firm Poczta stworzyła Przesyłkę Gabarytową. Cena tej usługi, o maksymalnej wadze do 20 kg zależy wyłącznie od wielkości opakowania, które klient otrzymuje przy jej zakupie. To udogodnienie dla np. sprzedawców internetowych, którzy z góry znają cenę przesyłki. – W 2012 roku odnotowaliśmy kilkaset tysięcy wysłanych przesyłek gabarytowych. Dynamicznie zwiększamy obroty. W lutym mieliśmy już ponad 50 tysięcy nadań. Rosnący rynek sprzedaży internetowej jest dla nas szansą na umocnienie pozycji w sektorze logistycznym dla e-commerce. – mówi Sławomir Żurawski z Poczty Polskiej.

Bardzo dużo nadań jest z mniejszych miejscowości. To właśnie tam najprężniej rozwija się sektor e-commerce. – A Poczta Polska za pośrednictwem rozległej sieci placówek jest obecna praktycznie w każdym zakątku kraju – mówi Sławomir Żurawski.

Co wysyłamy najczęściej Pocztą Polską?

W badaniach przeprowadzonych przez Pocztę Polską, klienci deklarują, że w zdecydowanej większości wysyłają paczki do 10 kg Jedna trzecia klientów Poczty wysyła za jej pośrednictwem od 1 do 5 paczek rocznie.

Co trzecia osoba nadająca paczki w sieci placówek pocztowych zazwyczaj wysyła odzież, książki i dokumenty. Mężczyźni częściej wysyłają płyty CD, filmy, książki i gry komputerowe, zaś kobiety przodują w kategoriach odzieży i kosmetyków.

W gronie najczęściej wymienianych powodów korzystania z usług operatora znalazły się: największa w kraju sieć placówek pocztowych, bezpieczeństwo i gwarancja doręczenia, korzystna oferta cenowa oraz nowoczesny system śledzenia przesyłek.

Niemcy, Anglia i USA – tam Polacy wysyłają najwięcej paczek pocztowych

Wzrostową tendencję ma także sprzedaż zagranicznych paczek pocztowych. Porównując rok 2012 z 2011 wartość nadań w tej kategorii wzrosła o 25%. Polacy najwięcej paczek wysyłają do Wielkiej Brytanii – to blisko 15 proc. całego wolumenu paczek wysyłanych Pocztą Polską za granicę. Na drugim miejscu są Niemcy – 14 procent nadań. Popularnym kierunkiem są także USA, gdzie klienci Poczty wysłali w ubiegłym roku 12 procent paczek wychodzących z kraju. W dalszej kolejności są Irlandia – 5 proc., Francja – 4 proc., Norwegia – 3 proc., Włochy – 3 proc.

Raport UOKiK: Kontrola jakości paliw w 2012 roku

4,14 proc. próbek paliw ciekłych skontrolowanych przez Inspekcję Handlową w 2012 roku nie spełniało norm jakościowych – rok wcześniej było to 2,99 proc. Najgorzej wypadły wyniki oleju napędowego

Niedotrzymanie parametrów paliwa wpływa negatywnie na pracę silnika – może spowodować wzrost zużycia paliwa, pogorszenie stanu technicznego silnika, a w konsekwencji jego awarię. Naraża to użytkowników na ponoszenie kosztów napraw i remontów silników oraz dyskomfort jazdy. Dlatego inspektorzy Inspekcji Handlowej kontrolują niemal wszystkie rodzaje paliw dostępne na rynku: olej napędowy, benzynę, gaz LPG, biopaliwa. Obowiązująca od sześciu lat ustawa o systemie monitorowania i kontrolowania jakości paliw pozwala na kontrolę na każdym etapie dystrybucji – od wytwórcy poprzez magazyny, hurtownie, transport aż po stacje paliwowe. Łącznie pobrano 1337 próbek z 1162 stacji, hurtowni, pobranych od producentów, magazynujących i transportujących paliwa. W tym roku na wniosek policji sprawdzono także dwie autocysterny transportujące paliwo – pobrano 6 próbek, zakwestionowano 5.

Stacje wybrane losowo

Jak pokazuje raport z losowych kontroli przeprowadzonych w 2012 roku, pogorszyła się jakość paliw ciekłych na stacjach benzynowych – 4,14 proc. przebadanych próbek nie spełniało norm (rok wcześniej było to 2,99 proc.). Poprawiła się jakość wlewanej do baków benzyny – 1,43 proc. przebadanych próbek (rok wcześniej 2,64 proc.). Pogorszyła jakość oleju napędowego – wymaganiom nie odpowiadało 7,84 proc. próbek (w 2011 roku – 3,45 proc.).

Największe odstępstwa od norm jakościowych paliw ciekłych stwierdzono w województwach: lubuskim – 15,79 proc. próbek, warmińsko-mazurskim – 11,11 proc. próbek, opolskie – 7,14 proc. próbek, łódzkie – 6,67 proc. próbek. Nieprawidłowości nie odnotowano w województwach: podlaskim, wielkopolskim, zachodniopomorskim.

Przeprowadzona w 2012 roku losowa kontrola jakości gazu LPG wykazała nieprawidłowości w przypadku 1,03 proc. sprawdzonych próbek (rok wcześniej było to 1,8 proc.).

Inspekcja Handlowa sprawdzała też jakość oferowanych na rynku biopaliw ciekłych. Kontrola przeprowadzona na terenie całego kraju nie wykazała nieprawidłowości. W poprzednich latach było to odpowiednio: 5,83 proc. próbek w 2011, 12,5 proc. próbek w 2010 roku. Łącznie kontrolą objęto 39 stacji.

Stacje, na które napłynęły skargi

Inspekcja Handlowa przeprowadziła również kontrole stacji, na które napłynęły skargi kierowców, wytypowane przez organy ścigania oraz te, na których w poprzednich latach stwierdzono nieprawidłowości. Z pobranych 769 próbek oleju napędowego i benzyny na 679 stacjach, 89 zostało zakwestionowanych: 70 oleju napędowego (13,81 proc.) i 19 próbek benzyn (7,25 proc.). Zakwestionowano tylko 1 próbkę gazu LPG.

Najwięcej odstępstw od wymagań jakościowych paliw ciekłych zanotowano w województwach: łódzkim (21,43 proc. próbek), dolnośląskim (16,95 proc. próbek), śląskim (16,18 proc. próbek), lubuskim (15 proc. próbek).

Kwestionowane parametry

W przypadku oleju napędowego najczęściej kwestionowano za niską temperaturę zapłonu oraz niedotrzymanie limitu zawartości siarki – wahał się on od 13,2 mg/kg do >1500 mg/kg przy normie max. 10 mg/kg. Norma dla temperatury zapłonu wynosi powyżej 55ºC – tymczasem na niektórych stacjach wynosiła <40°C. Zbyt niska temperatura zapłonu stwarza niebezpieczeństwo wybuchu oparów oleju podczas nalewania paliwa z dystrybutora do baku. Duża ilość siarki natomiast przyczynia się do korozji silnika i zużycia jego niektórych elementów.

W przypadku benzyny najczęściej kwestionowano niedotrzymanie wymagań RON – badawczej liczby oktanowej. Zbyt niska liczba oktanowa może być powodem występowania w silniku spalania stukowego co oznacza nieprawidłowy przebieg spalania, powodujący głośną i nierównomierną pracę silnika oraz większe zużycie paliwa. Często niedotrzymywano wymaganego limitu zawartości siarki, co powoduje skrócenie żywotności katalizatora, a w konsekwencji w wielu nowoczesnych silnikach zakłócenie pracy systemu sterowania dawką paliwa i problemy z właściwą pracą silnika. Istnieje także niebezpieczeństwo korozji silnika.

Dla Polaków coraz mniej ważna wysokość pensji. Liczy się stabilność firmy i perspektywy zatrudnienia

Kryzys gospodarczy zmienił priorytety polskich pracowników. Od wysokiej pensji, która jeszcze dwa lata temu była najważniejszym kryterium wyboru pracy, dziś pracownicy bardziej cenią stabilną sytuację firmy. Kolejne kryterium to bezpieczeństwo zatrudnienia. Wysokość wynagrodzenia Polscy pracownicy, którzy wzięli udział w badaniu Randstad Award 2013 wymienili dopiero na piątym miejscu.

– Polacy w tej niepewnej sytuacji gospodarczej, z którą mają do czynienia, przede wszystkim cenią sobie profesjonalnych pracodawców, aspekty związane z bezpieczeństwem zatrudnienia, a dopiero potem zaczyna być dla nich ważne wynagrodzenie i jego wysokość – mówi Kajetan Słonina, dyrektor zarządzający Europy Wschodniej Randstad Polska.

Stabilną sytuację finansową pracodawcy i bezpieczeństwo zatrudnienia jako najważniejsze czynniki wskazało odpowiednio 72 i 70 proc. ankietowanych w badaniu Randstad Award 2013. Na wysokie zarobki wskazało 49 proc.

W przypadku, gdy ankietowani mogli wybrać tylko jeden czynnik 37 proc. wybrało stabilną sytuację finansowa, a tylko co dziewiąta osoba – wysokie wynagrodzenie (11 proc.).

– Widać, że pracownicy patrzą nie tylko na pieniądze, choć oczywiście to zależy również od tego, kto odpowiada. Dla ludzi z niższym wykształceniem to wynagrodzenie pojawia się trochę wyżej w odpowiedziach, ale jeśli uśrednimy odpowiedzi, a badaniem objęto 7 tysięcy osób i to była reprezentatywna grupa, to wynagrodzenie jest na dalszych pozycjach. To jest naprawdę istotna zmiana w porównaniu do poprzednich badań – mówi Kajetan Słonina.

Pieniądze to nie wszystko

Coraz bardziej istotne dla pracowników są również pozaekonomiczne aspekty pracy. Wśród pięciu najważniejszych czynników przy wyborze pracodawcy wyżej niż zarobki znalazły się również przyjazna atmosfera i interesująca praca (odpowiednio dla 54 i 50 proc.).

Przyjazna atmosfera pracy dla ankietowanych oznacza szacunek dla współpracowników (62 proc.), docenienie zaangażowania (58 proc.), współpracę w zespole (53 proc.) oraz otwartość i szczerość w komunikacji (50 proc.).

Ciekawa praca, która była wymieniania na czwartej pozycji, jest kojarzona z możliwością wykorzystania posiadanych umiejętności (55 proc.), docenianiem indywidualnych pomysłów (45 proc.) i okazją do zdobywania nowych umiejętności (43 proc.).

– Zmierzyliśmy też, dlaczego pracownicy odchodzą od danego pracodawcy. I tu na pierwszym miejscu pojawia się niesatysfakcjonujące wynagrodzenie, na kolejnym – zła atmosfera w pracy i brak możliwości rozwoju w danej firmie – mówi Kajetan Słonina.

Wśród najatrakcyjniejszych branż Polacy od 3 lat wymieniają te same: motoryzacyjną, branża energetyczna i elektrotechniczna. Za najlepszych pracodawców badani pracownicy uznali firmy KGHM Polska Miedź, Toyota Motor Manufacturing Polska i Volkswagen Poznań.

Carrefour otworzy w tym roku 250 nowych sklepów. Nie planuje natomiast rozwoju sprzedaży internetowej

Carrefour planuje otworzyć w tym roku 250 nowych sklepów. Mają to być w większości placówki franczyzowe. W efekcie ma nastąpić wzrost zatrudnienia, choć nie bezpośrednio w spółce. Firma nie planuje natomiast w najbliższym czasie rozwoju sprzedaży internetowej.

– Carrefour codziennie otwiera jeden lub nawet więcej sklepów – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jean Anthoine, prezes Carrefour Polska. – W zeszłym roku otworzyliśmy ich 170. Z całą pewnością jest to element, który przyczynia się do tworzenia nowych miejsc pracy.

Większość nowych placówek to sklepy franczyzowe – Carrefour Express, które rozwijane są w dwóch formatach. Sklepy z zielonym logo o powierzchni 100 do 500 m2 są zlokalizowane w małych i większych miejscowościach. Z kolei sklepy Carrefour Express Convenience to placówki samoobsługowe, zlokalizowane w wielkich miastach. Oprócz typowych usług zapewniają także możliwość doładowania telefonów czy skorzystania z ksero.

Są one zarządzane przez przedsiębiorców, którzy otrzymują prawo działania pod szyldem Carrefoura. W Polsce powstało już 300 takich placówek, a planowanych jest uruchomienie kolejnych 200. Wzrost zatrudnienia w nich nie wiąże się więc bezpośrednio ze wzrostem zatrudnienia w firmie Carrefour.

Nie oznacza to jednak, że firma nie udziela pomocy franczyzobiorcom. Przeciwnie – Carrefour pomaga w wyborze odpowiedniej lokalizacji, zapewnia pomoc w rozplanowaniu sklepu, przekazanie strojów dla pracowników czy know-how na każdym etapie prowadzenia działalności.

– Carrefour ze swojej strony przyczynia się do rozwoju tych sklepów i przedsiębiorstw przez szkolenia, tworząc szkółki, w których nasi partnerzy handlowi mogą nabywać pewne umiejętności i je rozwijać – mówi Jean Anthoine. – Nasz model biznesowy, który w ten sposób propagujemy, jest bardzo udany. Potwierdziła to nagroda Hermesa, jaką Carrefour otrzymał w 2012 r. za koncept franczyzowy – dodaje.

Firma nie planuje w najbliższym czasie rozwoju sprzedaży internetowej. Jak podkreśla prezes, jest to bardzo perspektywiczny, ale jednocześnie bardzo trudny rynek.

– Trzeba ostrożnie wchodzić na ten rynek, robić to w sposób cierpliwy. Zamiast wyważać otwarte drzwi i wymyślać od zera biznes internetowy bardzo korzystne, naszym zdaniem, byłoby gdybyśmy mieli możliwość przejęcia działalności, która już istnieje i na tej bazie budować swoją działalność. Niemniej myśląc o tym, nie spieszymy się. Nie jest to w tej chwili w naszych bezpośrednich planach – twierdzi prezes Carrefour Polska.

Sieć Carrefour powstała we Francji w 1957 r. Działa w 31 państwach na 4 kontynentach. Na rynku polskim firma istnieje od 1997 r. Oprócz 300 sklepów franczyzowych posiada też 500 super- i hipermarketów, a także 40 centrów handlowych.

Komentarz indeksowy BossaFX 25 marca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 25 marca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

Sprzedaż detaliczna spadła w lutym o 0,8 proc

Sprzedaż detaliczna spadła w lutym o 0,8 proc. w skali roku wobec wzrostu o 3,1 proc. w styczniu. – Pozytywne efekty statystyczne z ubiegłego miesiąca poszły w niepamięć, podobnie jak przesłanki pozytywnego wpływu opóźnionych wypłat dla rolników w tym roku – ocenia Ernest Pytlarczyk, główny ekonomista BRE Banku. W lutym – podobnie jak w 2009 roku, kiedy identyczny był także rozkład dni roboczych (-1 r/r, -2 m/m) – jedynie dwie kategorie sprzedaży zanotowały wzrost m/m (żywność jedynie o 0,2 proc. oraz najbardziej zmienna kategoria pozostałe). – Opublikowane równolegle badania koniunktury konsumenckiej GUS wskazują, że po korekcie w lutym marzec ponownie przyniósł pogorszenie sentymentu i gorsze oceny przyszłej sytuacji finansowej, które historycznie są dobrym prognostykiem konsumpcji prywatnej – dodaje ekonommista.

Duży wpływ miał znaczny spadek paliw (-5,2 proc. m/m) – obniżył dynamikę sprzedaży detalicznej o 1,4pp.; pozostałej sprzedaży w sklepach niewyspecjalizowanych (-4,6 proc. m/m) oraz samochodów (-2,6 proc. m/m) – ze względu na skalę bazy (i generalnie skalę ruchów pomiędzy styczniem a lutym) z poprzedniego roku właśnie ta kategoria była najtrudniejsza do prognozowania. – W tym miejscu widzimy konieczność zwrócenia uwagi czytelników na jeden istotny fakt. Spadek cen paliw był nie tylko fenomenem nominalnym, ale także realnym. Oznacza to, że w tym przypadku ta kategoria odzwierciedla cykliczne własności gospodarki – a więc słaby popyt – a nie tylko efekty cenowe. Ma to oczywiście duże znaczenie dla mimo wszystko negatywnej interpretacji całego agregatu – wyjaśnia Marcin Mazurek, starszy analityk BRE Banku.

Wspomniany układ kategorii powoduje, że sprzedaż bazowa po wyłączeniu różnych kombinacji kategorii: żywność, paliwa i samochody nieznacznie wzrosła w lutym – w granicach 0,3-1,0 proc. w skali roku. W ujęciu realnym sprzedaż bazowa po wyłączeniu żywności i paliw wzrosła o 0,8 proc. rok do roku. Spadek sprzedaży realnej wynikał zatem głównie z zachowania kategorii paliw (-5,7 proc. r/r) oraz żywności (-0,8 proc. r/r).

– Opublikowane dane – zarówno sprzedaż, jak i dane o optymizmie konsumentów – wskazują wyraźnie, że znaczące przyspieszenie konsumpcji w I kwartale nie zmaterializuje się, a presja na wzrost oszczędności jest silna, co widać po zmianach depozytów – mówi Ernest Pytlarczyk. – Tym samym dynamika PKB w I kwartale 2013 roku będzie znacząco niższa niż ta odnotowana pod koniec ubiegłego roku – nasze bieżące szacunki wskazują, że co najmniej o połowę – dodaje. Oznacza to, że luka popytowa w polskiej gospodarce powiększa się, zaś ostre spadki inflacji de facto zacieśniają politykę pieniężną (rosnące realne stopy procentowe). – Postawmy sprawę jasno – w takich okolicznościach Rada Polityki Pieniężnej może sobie spokojnie pozwolić na obniżki stóp procentowych. Jeśli dodamy do tego fakt, że cykliczna konieczność odbudowy stopy oszczędności czyni poziom realnej stopy procentowej nieistotnym dla skłonności do oszczędzania, może to przekonać RPP do dalszego dostosowania polityki pieniężnej, nawet przed lipcową projekcją inflacji i PKB – dodaje główny ekonomista BRE.

Z rynkowego punktu widzenia publikacja nie wywołała większych skutków ani na rynku stopy procentowej (2 punktowy range na rentownościach), ani na rynku walutowym.

Rady Nadzorcze polskich spółek profesjonalizują się

Rośnie świadomość akcjonariuszy, którzy wybierają członków rad nadzorczych. Zmienia się także ich skład, większość stanowią osoby z praktycznym doświadczeniem biznesowym, posiadające wyższe wykształcenie. Kluczowym wyzwaniem jest kontynuowanie budowy profesjonalnej kadry członków rad nadzorczych, jak i stworzenie adekwatnego modelu ich wynagradzania, powiązanego z odpowiedzialnością i oczekiwanym poziomem zaangażowania. Obecnie, połowa członków rad nadzorczych spółek spoza głównych indeksów, pobiera za swoją pracę poniżej 1,600 zł miesięcznie – to główne wyniki raportu „Rady Nadzorcze 2013. Skuteczność rad nadzorczych w spółkach notowanych na GPW” przygotowanego przez firmę doradczą PwC oraz firmę executive search Amrop.

Wyniki badania pokazują, że kluczowymi czynnikami decydującymi o skuteczności działania rad nadzorczych z perspektywy ich członków jest zróżnicowany skład, przewodniczący posiadający cechy dobrego przywódcy i organizatora, dobrze działające komitety w radzie, dobra komunikacja z zarządem i wynikające z niej wzajemne zaufanie, oraz konkurencyjne i motywujące wynagrodzenie członków rad.

Jednym z ważniejszych czynników warunkujących skuteczność działania rad nadzorczych jest posiadanie przez jej członków różnorodnych doświadczeń i kompetencji oraz praktyki biznesowej. Zdecydowana większość członków to mężczyźni (86%), z polskim paszportem (89%), powyżej 40 roku życia (77%), zasiadający w jednej radzie nadzorczej (90%) i posiadający wyższe wykształcenie. Wśród nich 36% to ekonomiści, a następnie inżynierowie i prawnicy – obie grupy po 15%. Otwartość na różnorodne poglądy, punkty widzenia i doświadczenia prowadzi do lepszej skuteczności tego organu. Nadal jednak, w radach nadzorczych spółek giełdowych udział kobiet wynosi niespełna 14%. Kobiety są także relatywnie rzadziej niż mężczyźni wybierane na przewodniczące tych organów.

Z badania PwC i Amrop wynika, że członek rady powinien charakteryzować się niezależnością poglądów i osądów, oraz odwagą cywilną. Bardzo istotna jest rola przewodniczącego rady nadzorczej, którego głównym zadaniem jest stworzenie właściwego stylu działania sprzyjającego zaangażowaniu wszystkich członków rady oraz budowanie konstruktywnych relacji między nimi a zarządem.

Wynagrodzenia członków rad nadzorczych spółek giełdowych są bardzo zróżnicowane. „Najwięcej zarabiają oczywiście przewodniczący rad nadzorczych spółek zaliczanych do WIG20, których przeciętne wynagrodzenie przekracza 150 tys. złotych, nieco mniej zarabiają przewodniczący rad spółek zaliczonych do WIG40 i WIG80. Przeciętnie osoba zasiadająca w radzie nadzorczej spółki należącej do WIG20 może oczekiwać płacy średnio o 151% wyższej niż analogiczna osoba w radzie w grupie „Pozostałych spółek” (czyli mniejszych niż WIG80). Niezależnie od innych czynników, sprawowanie funkcji przewodniczącego rady nadzorczej podnosi płacę (w porównaniu do zwykłego członka) o 51%, a stanowisko wiceprzewodniczącego o 28%. Wynagrodzenie z tytułu pełnienia funkcji członka rady nadzorczej jest bardzo ważne i należy analizować je biorąc pod uwagę szerszy kontekst odpowiedzialności i oczekiwanego poziomu zaangażowania” – mówi Tomasz Magda, Partner Zarządzający Amrop.

Polskie spółki nie wypracowały jeszcze optymalnego modelu powiązania wynagrodzenia z ryzykiem, skalą zaangażowania, odpowiedzialności i skalą działalności firm. Tylko niektórzy członkostwo w radzie traktują przede wszystkim jako wyzwanie i szansę na zdobycie dodatkowej wiedzy i doświadczenia. Dla większości profesjonalistów aspekt finansowy jest istotny, dlatego konkurencyjne i motywujące wynagrodzenie jest kluczowym czynnikiem warunkującym zaangażowanie członków rady i jej efektywność.

„Szczególnie w ostatnich latach znacznie mniejszej stabilności gospodarczej, pojawiających się nowych ryzyk (bankructw całych sektorów czy też krajów), ale też nowych szans, wzrasta oczekiwanie większego zaangażowania rady nadzorczej w dyskusje z zarządem na temat apetytu spółki na ryzyko. Wzrasta też oczekiwanie, że zgodnie z ustawowym obowiązkiem rada nadzorcza poprzez swój komitet audytu będzie monitorować efektywność systemów zarządzania ryzykiem i kontroli wewnętrznej w spółce. Dlatego też rośnie znaczenie komitetów audytu. Ich obecność w radach nadzorczych jest coraz bardziej doceniana. Istnieją one już w 41% spółek (w 39% w 2011) notowanych na GPW, a ich obecność w spółkach należących do WIG20 jest wręcz normą – tylko jedna ze spółek w tej grupie nie ma utworzonego w radzie komitetu audytu. Dzięki powołaniu tych organów rada może mieć większą kontrolę i wiedzę o najważniejszych obszarach funkcjonowania spółki, zaś analizę tych obszarów powierzyć osobom z najlepszymi kompetencjami w danym zakresie ze swojego grona ” – podkreśla Krzysztof Szułdrzyński, Partner firmy doradczej PwC.

Dobrze skonstruowana rada nadzorcza procentuje wiarygodnością wyborów zarządu, lepszym monitorowaniem systemów ryzyka, większym bezpieczeństwem spółki w długim okresie oraz zyskiem dla akcjonariuszy. Aby poprawić skuteczność tych organów, spółki powinny budować profesjonalną kadrę członków rad nadzorczych, zapewnić im właściwe narzędzia do realizacji działań oraz wprowadzić regularną ocenę ich funkcjonowania.

Cyberataki typu APT nowym frontem wojny

Ataki typu APT (ang. Advanced Persistent Threats) są złożonymi, długotrwałymi i wielostopniowymi działaniami kierowanymi przeciwko konkretnym osobom, organizacjom lub firmom. Najczęściej są one prowadzone przez atakujących, którzy miesiącami zbierają informacje o pracownikach danej organizacji, aby dopiero po jakimś czasie przystąpić do planowanego ataku. Wykorzystywane przez nich programy i narzędzia są tworzone i użytkowane w sposób minimalizujący szansę wykrycia niepożądanej aktywności przez atakowaną organizację. Dlatego też mogą bez żadnych przeszkód wykradać informacje tygodniami, a nawet miesiącami.

Przykłady ostatnich skutecznych ataków na firmy z Korei Południowej, Czech oraz polskie agendy rządowe pokazują, że cyberataki są nowym frontem nieustannej wojny państwa, organizacji przestępczych oraz firm komercyjnych.

Ataki typu APT różnią się od tych spotykanych dotychczas (gwałtownych i szybkich „rajdów” na organizacje) trudnością w wykryciu oraz szerokim zasięgiem. „Zaskoczenie i uraz przychodzą później, gdy wykradzione poufne dane i tajne informacje krążą już po rynku. Dopiero wtedy rozpoczynają się rozpaczliwe poszukiwania źródła ich wycieku. Ataki APT można porównać do szpiegostwa, które tym razem przeniosło się do wirtualnej rzeczywistości. Jak na razie obecnie wykorzystywane mechanizmy bezpieczeństwa nie stanowią dla APT skutecznej bariery” – wyjaśnia Jakub Bojanowski, Partner w Dziale Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Kto może paść ofiarą tych cyberataków w modelu APT?
Właściwie każda spółka lub organizacja, która funkcjonuje w bardzo konkurencyjnym środowisku, ale na szczególnym celowniku są firmy oferujące nowoczesną technologię, zajmujące się badaniami i rozwojem oraz obracające poufnymi danymi. Ofiarą APT padają także firmy energetyczne czy koncerny samochodowe, a także instytucje istotne z perspektywy bezpieczeństwa lub obronności kraju. Najczęściej wykorzystywanym i najprostszym sposobem rozpoczęcia tego rodzaju ataków jest użycie poczty e-mail czy kont na portalach społecznościowych. „Przestępcy tworzą fałszywe profile całych zespołów z firmy, którą mają zamiar zaatakować i podszywają się pod jej pracowników. Skrupulatnie budują wirtualne tożsamości uwiarygadniając scenariusze, które następnie wykorzystują do pozyskania zaufania personelu lub współpracowników atakowanej organizacji. Gdy taka luka zostanie stworzona, dochodzi często do wielokrotnej kradzieży danych” – tłumaczy Cezary Piekarski, Starszy Menedżer Działu Zarządzania Ryzykiem Deloitte.

Autorzy raportu Deloitte porównują nową generację cyberprzestępców do działalności tradycyjnych grup przestępczych. Sprawcy ataków elektronicznych są bardzo trudni do zidentyfikowania, co utrudnia skuteczne ściganie tego typu przestępstw. Poza tym w interesie niektórych państw nie leży efektywne ściganie cybeprzestępstw, bo te same grupy bardzo często wykonują na zlecenie rządów pracę wywiadowczą. Powtarzające się oskarżenia o szpiegostwo elektroniczne pod adresem jednego z azjatyckich państw są emanacją nasilających się konfliktów w sieci Internet. Cyberataki typu APT stały się bardzo wygodnym oraz skutecznym narzędziem infiltracji obcych systemów obrony czy kradzieży tajemnic militarnych, przede wszystkim z racji na stosunkową łatwość przeprowadzenia (w porównaniu do tradycyjnych metod szpiegowskich) oraz niskie ryzyko ujawnienia faktycznego źródła oraz beneficjenta ataku.

Cyberszpiegostwo będzie się rozwijać, a ataki APT staną się coraz częstsze i coraz bardziej skuteczne m.in. także dlatego, że zarządy firm są w stanie przeznaczyć tylko minimum środków finansowych na ograniczenie potencjalnych zagrożeń. Tymczasem, jak udowadnia raport Deloitte, to właśnie członkowie zarządów i menedżerowie wyższego szczebla bardzo często padają ofiarą cyberataków. Tak było w przypadku jednego z koncernów samochodowych, w którym trzech wysoko postawionych menedżerów było źródłem wycieku poufnych informacji. Dlatego też, jak przekonują eksperci Deloitte, kierownictwo powinno być ogniwem częściej i dokładniej sprawdzanym niż reszta zespołu. Jest ono bowiem naturalną ofiarą ataku z racji szerokiego dostępu do danych, które mogą stać się przedmiotem kradzieży.

Co jeszcze można zrobić, aby uchronić swoją firmę przed atakami APT?
Kluczowym czynnikiem jest dokładna ocena potencjalnego ryzyka, polegająca m.in. na identyfikacji informacji, które mogą zostać wykradzione. Niezbędny jest również przegląd struktury organizacyjnej zespołów zajmujących się ochroną informacji i być może jej przebudowa. „Konieczne jest wdrożenie odpowiednich środków ochrony, ale także wypracowanie takiej kultury biznesu, która pozwoli na przeciwdziałanie potencjalnym atakom. Organizacje powinny dzielić się między sobą doświadczeniami z konfrontacji z cyberprzestępczością, być na bieżąco z nowinkami technologicznymi i nieustannie szukać potencjalnych luk w swoim systemie, pamiętając jednocześnie, że narzędziem w rękach przestępców może być każde urządzenie posiadające adres IP” – podsumowuje Jakub Bojanowski.

Kulczyk Oil Ventures notuje kolejne rekordowe wzrosty

Kulczyk Oil Ventures kończy rok z rekordowo wysokimi przychodami ze sprzedaży i kolejnymi znaczącymi wzrostami wydobycia. W 2012 r. ukraińskie aktywa KOV wygenerowały prawie 100 mln USD przychodu brutto, co oznacza ponad dwuipółkrotny wzrost w stosunku do 2011 r. Spółka wypracowała również rekordowo wysoki cash-flow, który dzisiaj jest już w stanie pokryć wszystkie koszty działalności Kulczyk Oil Ventures.

Doskonałe wyniki potwierdzone przez niezależnych ekspertów

Dzisiaj KOV jest dojrzałą spółką poszukiwawczo-wydobywczą – po raz pierwszy audytor zrezygnował z zastrzeżenia dotyczącego ciągłości działania, co oznacza, że jego zdaniem KOV osiągnęła trwałą zdolność do generowania przychodów i pozyskiwania kapitału wystarczających na pokrycie wszystkich kosztów prac poszukiwania oraz wydobycia ropy i gazu;

Według oceny EBOR, KUB-Gas jest modelowym przykładem prowadzenia inwestycji.

Konsekwentny wzrost przychodów ze sprzedaży

ponad 2,5-krotny wzrost przychodów ze sprzedaży ropy i gazu (netto dla KOV 56,1 mln USD 2012 vs. 19,8 mln USD w 2011); czwarty kwartał 2011 r. był 11. z rzędu kwartałem wzrostu przychodów ze sprzedaży ropy i gazu (wzrost o 91 proc. IV kw. 2012 vs. IV kw. 2011).

Rekordowy cash-flow

  • ponad 32-krotny wzrost wartości przepływów pieniężnych (38,7 mln USD w 2012 r. vs 1,2 mln USD w 2011 r.);
  • cash-flow generowany na Ukrainie jest w stanie pokryć wszystkie koszty działalności Kulczyk Oil Ventures;
  • wzrost zysku operacyjnego (netback) do 8,06 USD w 2012 vs. 6,23 USD w 2011 za tysiąc stóp sześc. gazu.

KOV dwuipółkrotnie zwiększa produkcję

średnie wydobycie gazu netto dla KOV osiągnęło ponad 450 tys. m sześc. gazu dziennie (vs. ok. 170 tys. m sześc. w 2011 r.); znaczący wzrost produkcji to efekt sukcesów poszukiwawczych i know-how zespołu technicznego KOV – w 2012 r. Spółka podłączyła do produkcji 6 nowych odwiertów i z sukcesem zakończyła operacje wdrażania nowych technologii wydobywczych.

Perspektywy na 2013

Do końca roku KOV wykona sześć nowych odwiertów na terenie swoich ukraińskich koncesji. Dodatkowo planuje pogłębić lub zmodernizować sześć kolejnych studni i zbudować sieci przesyłowe niezbędne do uruchomienia produkcji. Zarząd KOV zapowiada, że dzięki tym projektom Spółka zakończy 2013 rok z produkcją wyższą niż 2012 r.

Plany dotyczące Brunei obejmują wykonanie dwóch odwiertów przewidzianych w programie wierceń na 2013 r. Prace nad pierwszym z nich, „Uskokiem Lukut-1” rozpoczną się na początku kwietnia.

„To był rok doskonałych osiągnięć KOV, zarówno pod kątem działań operacyjnych, jak i wyników finansowych. Od momentu przejęcia przez KOV udziałów w KUB-Gasie, w każdym kolejnym kwartale notowaliśmy znaczący wzrost przychodów, które od czerwca 2010 r. wzrosły już ponad 80-krotnie. W tym czasie, dzienna produkcja gazu została zwiększona prawie cztery razy. Tak dobre wyniki są efektem ambitnych programów inwestycyjnych, sukcesów poszukiwawczych i nowych odwiertów oraz bardzo dobrych cen surowców. Z optymizmem patrzymy więc na najbliższe miesiące, chcemy utrzymać równie intensywne tempo prac i rozwoju produkcji. Naszym celem jest budowanie trwałej wartości dla akcjonariuszy KOV” – powiedział Tim Elliott, Prezes Zarządu i Dyrektor Generalny KOV.

Produkcja

W 2012 r. średnie dzienne wydobycie, netto dla KOV, wzrosło do 451,2 tys. m sześc., co oznacza wzrost rok do roku o 151 proc. 95 proc. produkcji stanowił gaz ziemny, którego średnie dzienne wydobycie, netto dla Spółki, wynosiło ponad 427,6 tys. m sześc. ( w porównaniu do średnio 169,9 tys. m sześc. dziennie w 2011 r.). W samym tylko IV kw. 2012 r. dzienna produkcja netto dla KOV wzrosła o 96 proc. do 498,4 tys. m sześc. (w porównaniu do 254,8 tys. m sześc. dziennie w IV kw. 2011 r.).

Ostrzeżenie dotyczące stwierdzeń:

Informacja o produkcji jest z reguły podawana w jednostkach takich jak baryłki ekwiwalentu ropy naftowej („boe” lub „Mboe” lub „MMboe”) lub też w jednostkach ekwiwalentu gazu („Mcfe” lub „MMcfe” lub „Bcfe”). Jednakże określenia BOE lub Mcfe mogą być mylące, w szczególności gdy używane są w oderwaniu od kontekstu. Współczynnik konwersji na boe, gdzie 6 Mcf = 1 baryłka, lub na Mcfe, gdzie 1 baryłka = 6 Mcf, wynika z metody zakładającej równoważność energetyczną w odniesieniu do danych z pomiarów uzyskanych na końcówce palnika, co nie odnosi się do wartości występujących na głowicy.

Inteligentne zarządzanie kartami SIM – nowe technologie Wind Mobile

W obliczu rosnącej konkurencji na rynku, operatorzy mobilni są pod coraz większą presją dotyczącą optymalizacji efektywności. Z pomocą przychodzą nowe produkty Wind Mobile.

Sprzedając karty SIM operatorzy muszą przypisać do karty SIM numer abonenta. Numery abonenta są cennym zasobem, który operator pozyskuje od regulatora. Dodatkowo przypisanie numeru abonenta powoduje wykorzystanie kosztownych zasobów licencyjnych w licznych systemach pracujących w sercu sieci. W efekcie karty SIM leżące na półkach w kioskach stanowią dla operatorów balast finansowy.

W odpowiedzi na to wyzwanie spółka Wind Mobile opracowała technologię pozwalającą na przypisywanie numerów telefonu do karty SIM dopiero po aktywacji karty. Ponadto dzięki nowej technologii aktywując kartę SIM abonent może skorzystać z dodatkowych usług – np. wybrać numer telefonu, który mu odpowiada.

Drugim wyzwaniem, z którym borykają się operatorzy mobilni są nieużywane karty SIM użytkowników systemu prepaid. Jeżeli użytkownik nie korzysta z karty w okresie, w którym operator jest zobowiązany utrzymywać jego numer, wewnętrzne zasoby licencyjne operatora są zużywane, a karta SIM nie przynosi dochodów. Jest bardzo duża ilość tego typu „uśpionych” kart. I w tym przypadku z pomocą operatorowi przychodzi nowa technologia Wind Mobile pozwalająca na „zahibernowanie” nieaktywnej karty SIM, co powoduje zwolnienie zasobów licencyjnych po stronie operatora. Następnie po ponownej aktywacji karty przez abonenta odbywa się „odhibernowanie” karty w sposób niezauważalny dla użytkownika.

„Nasze nowe technologie związane z inteligentnym zarządzaniem kartami SIM zapewniają duże oszczędności dla operatora. Technologie te wymagają bardzo głębokiej wiedzy odnośnie funkcjonowania serca sieci mobilnych, a dzięki unikalnym doświadczeniom, Wind Mobile jest w stanie te kompetencje dostarczyć. Rozmowy z pierwszymi klientami odnośnie wykorzystania naszych nowych technologii wyglądają bardzo optymistycznie. Liczymy, że nasze nowe produkty do inteligentnego zarządzania kartami SIM będą również atrakcyjne dla klientów zagranicznych.” – mówi Igor Bokun, prezes zarządu Wind Mobile

Polski rynek trudny dla branży farmaceutycznej. Firmy postawią na ekspansję zagraniczną

Trudna sytuacja na polskim rynku farmaceutycznym, rekordowo niskie marże i ceny leków, sprawiają, że Pelion, który zajmuje się zaopatrywaniem aptek i szpitali w leki, przygotowuje się do ekspansji zagranicznej. Obecny jest już na Litwie, gdzie – podobnie jak w Polsce – zalicza się do liderów dystrybucji farmaceutycznej. Teraz przyszedł czas na inne kraje UE.

– Nie mamy tutaj priorytetów. Będziemy się starali odszukać najlepsze lokalizacje na kolejną naszą inwestycję – mówi Agencji Informacyjnej Newseria Jacek Szwajcowski, prezes Pelion. – Dzięki temu, że Polska jest w Unii Europejskiej będzie nam dużo prościej.

1 stycznia br. po raz drugi obniżono marżę na leki refundowane w obrocie hurtowym. Teraz wynosi 6 proc., podczas gdy próg rentowności sprzedaży leków refundowanych to 6,6 proc. A na przyszły rok zaplanowana jest jeszcze jedna obniżka marży. Jak przekonują władze spółki, przy tak niskiej rentowności wykluczone są nowe inwestycje i tworzenie nowych miejsc pracy.

Ubiegły rok był dla spółki wyjątkowo trudny.

– Sprzedaż udało nam się utrzymać, co jest pewnym osiągnięciem, ale na pewno nie daje satysfakcji, dlatego że utrzymanie wyników, a nie ich podwyższenie satysfakcji nam nie daje – podkreśla prezes Pelion.

Ubiegły rok, w oczach zarządu spółki był wyjątkowo trudny. Zysk netto spadł o 30 proc., a rentowność netto nie sięga nawet 1 proc.

Negatywnie na rezultaty wpłynął segment sprzedaży detalicznej, na którym od stycznia 2012 roku zaczęły obowiązywać nowe przepisy dotyczące m.in. cen leków refundowanych.

– Niezwykle dużo straciliśmy w tym segmencie, działamy w tej chwili na marżach, które nie pozwalają nam funkcjonować – przyznaje prezes, dodając jednocześnie, że nie wpływa to pozytywnie również na sytuację klientów. – Marże, które zostały ustalone, są niezwykle niskie w porównaniu z innymi krajami europejskimi. W efekcie tego rola farmaceuty będzie się coraz bardziej sprowadzała do roli sprzedawcy, który musi po prostu szybko sprzedawać leki.

Pelion, czyli dawana Polska Grupa Farmaceutyczna jest jedną z największych w Polsce grup kapitałowych na rynku ochrony zdrowia. Zaopatruje w leki, zarówno apteki otwarte, jak i szpitale. Na rynku obecna jest od 23 lat, systematycznie umacniając swoją pozycję. Od 15 lat spółka notowana jest na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, dzięki czemu ugruntowała swoją pozycję, dziesięciokrotnie zwiększając sprzedaż.

Fuzja, która zmieni rynek. Kredyt Bank i BZ WBK w rękach Santandera

– Pojawienie się Santandera może za chwilę zmienić reguły gry na rynku – uważa Wojciech Sobieraj, prezes Alior Bank, oceniając fuzje należących do hiszpańskiej grupy banków BZ WBK oraz Kredyt Banku i powstanie jednego, dużego podmiotu, który stanie się trzecim bankiem w Polsce. Jednocześnie szef Aliora podkreśla, że nie obawia się konkurencji i widzi szanse na dalszy rozwój banku, którym kieruje.

Na połączenie BZ WBK i Kredyt Banku, podległych Banco Santander, w grudniu ubiegłego roku zgodziła się Komisja Nadzoru Finansowego. Zgodnie z planem fuzja powinna zakończyć się w 2014 roku, ale już jesienią tego roku banki zaczną działać pod jedną marką. Nowy bank zostanie trzecim graczem na krajowym rynku.

– To jest jeden z najlepszych na świecie banków detalicznych, którego jeszcze w Polsce nie było – mówi Agencji Informacyjnej Newseria szef Alior Banku, Wojciech Sobieraj. – Przychodzą do nas ludzie, którzy na całym świecie udowadniają na prawo i lewo, jak się robi porządną bankowość detaliczną.

W ocenie Sobieraja można założyć, że pojawienie się tak silnego gracza zmieni oblicze polskiego rynku, jego strukturę, jak również panujące na nim reguły. Nie oznacza to jednak, że konkurenci, w tym Alior Bank, są bez jakichkolwiek szans w walce o klienta.

– Alior jest bankiem, który będzie się wciąż rozwijał i wzrastał – mówi Sobieraj, dodając, że instytucja, którą kieruje dostrzega, dostosowuje się, a często sama kreuje zmiany, jakie zachodzą na rynku. Zmiany, które – w jego opinii – będą nadal postępować.

– Przede wszystkim ludzie przestaną chodzić do oddziałów, bo i po co – mówi. – Na razie oddziały są dominującym kanałem dystrybucji i kontaktu z klientem, a będą coraz mniejszym.

Jego zdaniem banki odchodzić także będą od obsługi call center. Tradycyjne kanały dostępu i formy promocji zostaną wyparte przez dużo szybsze i nowocześniejsze.

– Banki muszą się generalnie zmieniać tak, jak się zmienia wszystko, co związane z rewolucją technologiczną i socjalną – ocenia Sobieraj.

Alior Bank jest liderem sektora pod względem liczby pozyskiwanych klientów. W ubiegłym roku zwiększył swój portfel o kolejne 0,5 mln osób. Z jego usług w 2012 roku skorzystało łącznie około 1,49 mln klientów.

Komentarz indeksowy BossaFX 22 marca 2013 r.

Komentarz indeksowy BossaFX 22 marca 2013 r.
Analityk Techniczny- Michal Pietrzyca

W kwietniu Skarb Państwa przeznaczy ponad 900 milionów na podwyżki dla nauczycieli akademickich

Pracownicy uczelni wyższych – zgodnie z obietnicą Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego – otrzymają podwyżki. Resort najpóźniej na początku kwietnia przekaże uczelniom informacje o wysokości dotacji na ten cel. Największe uniwersytety mogą dostać nawet kilkadziesiąt milionów złotych.

– W tej chwili przygotowujemy już indywidualne decyzje dla wszystkich uczelni o wysokości dodatkowych środków, które mają być skierowane w formie dotacji celowej na podwyżki dla nauczycieli akademickich – zapewnia prof. Barbara Kudrycka, minister nauki i szkolnictwa wyższego. – Wiem, że Uniwersytet Warszawski uzyska dodatkowo blisko 40 mln zł przeznaczonych tylko na podwyżki, Uniwersytet Jagielloński – blisko 30 mln zł. To są już znaczne środki.

W tegorocznym budżecie na ten cel przeznaczono 900 mln zł. Informacje o wysokości dotacji, jak zapewnia minister nauki, będą znane być może jeszcze w marcu, a najpóźniej na samym początku kwietnia.

– O tym, w jaki sposób pieniądze zostaną dalej rozdysponowane, będą decydować przede wszystkim władze uczelni, senat, porozumienia ze związkami zawodowymi – mówi prof. Barbara Kudrycka Agencji Informacyjnej Newseria.

Oznacza to, że nie da się z góry przewidzieć, o ile wzrosną pensje konkretnych nauczycieli akademickich. Ministerstwo zakłada jednak, że podwyżki dla osób pracujących na podstawowym etacie będą wynosić co najmniej 9 proc. Program dotacji celowych będzie kontynuowany w 2014 i 2015 r. Docelowo pensje mają wzrosnąć o ok. 30 proc.