Inwestycje w internet rzeczy ponownie przyspieszą od przyszłego roku. Problemami pozostają cyberbezpieczeństwo i brak odpowiedniego prawa

W Polsce nie ma i nie planuje się uchwalenia ustawy o internecie rzeczy. Obecnie jest on regulowany czterema odrębnymi grupami przepisów dotyczących cyberbezpieczeństwa, ochrony danych osobowych, odpowiedzialności cywilnoprawnej czy własności intelektualnej – mówi adwokat Xawery Konarski. Ubiegłoroczny raport opracowany dla Ministerstwa Cyfryzacji pokazuje jednak, że w Polsce środowisko regulacyjne nie tylko nie sprzyja rozwojowi IoT, ale wręcz stanowi istotne ograniczenie dla tej technologii. – Takich regulacji nie ma też w Unii Europejskiej ani na świecie, bo IoT wymaga stosowania różnych przepisów prawa. Nie da się stworzyć jednego aktu prawnego, który regulowałby wszystkie kwestie i problemy prawne – ocenia ekspert.

– Internet rzeczy już funkcjonuje w naszym życiu – jako urządzenia i konkretne zastosowania. Klasycznym przykładem są aplikacje, które śledzą kierowanie autami. Te dane telematyczne są następnie wykorzystywane do oceny ryzyka ubezpieczeniowego. Internet rzeczy jest też stosowany w inteligentnych miastach. Jedną z największych broni samorządów w walce z korkami są inteligentne sygnalizacje świetlne bazujące na IoT, które pozwalają lepiej zarządzać ruchem. Obecnie już cała logistyka opiera się na IoT. W niemal każdym magazynie są towary, które mają wszczepione sensory i czujniki, pozwalające lepiej nimi zarządzać – mówi agencji Newseria Biznes Xawery Konarski, wspólnik w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy, wiceprezes PIIT i członek Sektorowej Rady ds. Kompetencji Telekomunikacja i Cyberbezpieczeństwo.

Internet rzeczy to jeden z najszybciej rozwijających się trendów technologicznych. Według szacunków IDC w 2025 roku do IoT będzie podłączonych już 55,9 mld urządzeń, maszyn, czujników i kamer, generujących w sumie 79,4 zetabajtów (ZB) danych. Lipcowa prognoza IDC zakłada, że w tym roku globalne wydatki na systemy IoT osiągną wartość 742 mld dol., po wzroście o 8,2 proc. r/r. W ubiegłym roku ten wzrost był prawie dwukrotnie szybszy, co wskazuje na znaczący wpływ pandemii hamującej inwestycje w nowe technologie. Taka dynamika wzrostu ma powrócić już w przyszłym roku. IDC ocenia, że w latach 2020–2024 wydatki na tę technologię mają rosnąć w średnim tempie 11,3 proc. rocznie.

Najszybciej IoT wprowadzają branże edukacji i ubezpieczeń oraz opieka zdrowotna. W nich internet rzeczy ma zresztą największy potencjał. Jak pokazuje ubiegłoroczny raport resortu cyfryzacji „IoT w polskiej gospodarce”, 80 proc. podmiotów z obszaru opieki zdrowotnej odnotowało wzrost innowacyjności dzięki wdrożeniu rozwiązań IoT. Wyzwaniem dla rozwoju tej technologii wciąż jest jednak znalezienie takich rozwiązań, które pomogą przetwarzać i analizować ogromne ilości danych generowanych przez urządzenia internetu rzeczy. Kolejnym jest ich bezpieczeństwo.

Dla porównania, w przypadku chmury obliczeniowej dane użytkowników są bezpieczne, zarządzają nimi profesjonalni globalni dostawcy usług chmurowych. Nie obawiam się o moje dane na ich serwerach. Inaczej jest z internetem rzeczy. Przykładowo, urządzenia, które wykorzystujemy do fitnessu, pokazują, ile spalamy kalorii, jakie mamy tętno etc. To są sensytywne dane zdrowotne. Znamy już przypadki zhakowania urządzeń użytkowników IoT – podkreśla wspólnik w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Firma Kaspersky tylko w I półroczu ubiegłego roku wykryła 105 mln ataków na urządzenia internetu rzeczy pochodzących z 276 tys. unikatowych adresów IP. To dziewięciokrotnie więcej niż rok wcześniej w tym samym okresie (kiedy wykryto ok. 12 mln ataków pochodzących z 69 tys. adresów IP). Wraz z rosnącą popularnością IoT podłączone urządzenia stały się jednym z głównych celów ataków hakerskich.

Są też pewne szczególne ryzyka związane z ochroną danych i one na pewno będą adresowane przez właściwe organy, również w Polsce – mówi Xawery Konarski. – Pierwszym jest ryzyko, że nasze urządzenia, czasem automatycznie, przesyłają gdzieś wrażliwe dane na nasz temat, czego często sobie nie uświadamiamy. Drugie ryzyko – specyficzne dla IoT, które na pewno powinno doczekać się jakichś wytycznych – to zbieranie danych o osobach trzecich, które znajdują się w naszym pobliżu. Może się zdarzyć, że nasze urządzenie będzie gromadzić i przesyłać dalej informacje nie tylko o nas, ale również o osobach, które znajdują się np. w odległości 2 metrów od nas.

Jak zauważa ekspert, internet rzeczy do skutecznego funkcjonowania potrzebuje jak największych zasobów danych o użytkownikach. Z drugiej strony funkcjonują przepisy o ochronie danych osobowych, jak np. RODO, które nakazują minimalizowanie gromadzenia takich danych.

Prawo jest zawsze w tyle za nowymi technologiami. Najpierw powstaje jakaś innowacja, z którą użytkownicy się oswajają, potem powstaje zbiór zasad dotyczących działania i korzystania z tej innowacji, a dopiero później prawo to kodyfikuje – wyjaśnia wiceprezes PIIT. – Dobrym przykładem jest spam. Ponad 20 lat temu pojawiła się poczta elektroniczna, potem netykieta, czyli zasady dotyczące tego, czego nie powinniśmy sobie bez zgody wysyłać, dopiero później, kiedy stało się to już obowiązującym zwyczajem, pojawiły się antyspamowe regulacje prawne, włącznie z karami za przesyłanie niezamówionych informacji.

Ubiegłoroczny raport „IoT w polskiej gospodarce” opracowany dla resortu cyfryzacji pokazuje, że w naszym kraju środowisko regulacyjne nie tylko nie sprzyja rozwojowi IoT, ale wręcz stanowi istotne ograniczenie dla tej technologii. W polskim systemie prawnym brakuje dla niej odrębnych i szczegółowych regulacji, a te obecnie obowiązujące są rozproszone po wielu aktach prawnych (m.in. RODO, prawo telekomunikacyjne i tajemnice sektorowe, dyrektywa NIS). Eksperci zwrócili uwagę na konieczność przygotowania dla IoT bardziej przyjaznego systemu prawnego.

W Polsce nie ma i nie planuje się uchwalenia ustawy o internecie rzeczy. Takich regulacji nie ma też w Unii Europejskiej ani na świecie, bo IoT wymaga stosowania różnych przepisów prawa. Nie da się stworzyć jednego aktu prawnego, który regulowałby wszystkie kwestie i problemy prawne, takie jak cyberbezpieczeństwo, ochrona danych osobowych, odpowiedzialność cywilnoprawna związana z korzystaniem z IoT czy pewne specyficzne problemy własności intelektualnej. Dziś jest to regulowane czterema odrębnymi grupami przepisów dotyczących tych obszarów prawnych – mówi wspólnik w Kancelarii Traple Konarski Podrecki i Wspólnicy.

Nowa technologia pozwoli produkować ekrany OLED o wielokrotnie wyższej rozdzielczości. Znajdą zastosowanie m.in. w smartfonach i goglach VR

Naukowcy z Uniwersytetu Stanforda opracowali nową metodę produkcji wyświetlaczy OLED, bazującą na technologii wykorzystywanej w wytwarzaniu ultracienkich paneli fotowoltaicznych. Nowa technologia umożliwi konstruowanie ekranów o wielokrotnie wyższym zagęszczeniu pikseli niż w najnowszych smartfonach klasy premium i ma sprawdzić się m.in. w produkcji gogli wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości.

– Wykorzystaliśmy fakt, że w nanoskali światło może przepływać wokół obiektów takich jak woda – tłumaczy Mark Brongersma, profesor materiałoznawstwa na Uniwersytecie Stanforda. – Dziedzina fotoniki w nanoskali wciąż przynosi nowe niespodzianki, a teraz zaczynamy wpływać na rzeczywiste technologie. Nasze projekty sprawdzały się dobrze w przypadku ogniw słonecznych, a teraz mamy szansę wpłynąć na wyświetlacze nowej generacji.

Za powstaniem metafotonicznych paneli OLED stoją badania przeprowadzone przez Marka Brongersmę z Uniwersytetu Stanforda we współpracy z ekspertami z Samsung Advanced Institute of Technology. Pierwotny projekt badawczy zakładał opracowanie ultracienkich paneli fotowoltaicznych, ale po zapoznaniu się z pierwszymi efektami pracy naukowców podjęto decyzję o wykorzystaniu nowego materiału do stworzenia wyświetlaczy organicznych nowej generacji.

Po wyposażeniu ultracienkiej powłoki fotowoltaicznej w elektrody udało się stworzyć ekran zdolny do pracy przy rozdzielczości rzędu 10 tys. pikseli na cal (PPI). Dla porównania najnowsze telefony z górnej półki cenowej pracują przy rozdzielczości w granicach od 400 do 500 PPI.

– Działanie naszych diod jest podobne do sposobu, w jaki instrumenty muzyczne wykorzystują rezonanse akustyczne do wytwarzania pięknych i łatwo słyszalnych dźwięków – tłumaczy prof. Brongersma.

Klasyczny panel OLED wykorzystuje diody organiczne umiejscowione pomiędzy silnie odblaskową oraz półprzezroczystą elektrodą, które odpowiadają za przepływ prądu oraz aktywację poszczególnych pikseli wyświetlacza. Tym, co wyróżnia nową technologię od innych metod produkcji paneli organicznych, jest materiał wykorzystany w roli powłoki odblaskowej. Naukowcy stworzyli tzw. metapowierzchnię, czyli warstwę metalu z marszczeniami w nanoskali, którą można manipulować w kontrolowany sposób, aby uzyskiwać odbicie generujące żądaną barwę.

Ze względu na duże zagęszczenie pikseli zespół badawczy liczy na to, że jego technologia może posłużyć do produkcji wyświetlaczy dla nowej generacji gogli rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości. Zastosowanie paneli tego typu w urządzeniach pracujących w niewielkiej odległości od gałki ocznej pozwoli uzyskać bardziej przejrzysty obraz pozbawiony efektu tzw. screen-door, czyli uwidaczniania się przerw pomiędzy poszczególnymi pikselami.

Projekt jest dopiero w fazie rozwojowej, ale naukowcy odpowiedzialni za to odkrycie planują skonstruować w pełni funkcjonalny, wielkoskalowy wyświetlacz tego typu we współpracy z inżynierami Samsunga.

– O zastosowaniu naszego odkrycia myśleliśmy już w kontekście paneli słonecznych, ale teraz może mieć ono bardzo ważny wpływ także na wyświetlacze OLED – przekonuje Majid Esfandyarpour, absolwent Uniwersytetu Stanforda.

Według analityków z firmy Allied Market Research wartość globalnego rynku paneli OLED w 2019 roku wyniosła 32,46 mld dol. Przewiduje się, że do 2027 roku wzrośnie do 203,07 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 21,7 proc.

Mimo rosnącej krytyki polimery rewolucjonizują już niemal każdą branżę. Mogą służyć ratowaniu naszego życia i zdrowia

Naukowcy niemal co chwila odkrywają nowe zastosowania tworzyw sztucznych. Różne połączenia polimerów pozwoliły np. wyprodukować tworzywo, które ma możliwość przewodzenia prądu. Inne same informują o przydatności żywności, jeszcze inne są łatwiejsze do recyklingu. Z plastiku powstają już drogi czy przystanki autobusowe. Materiał sprawdza się także w branży tekstylnej. Jego zastosowań może być jednak znacznie więcej.

– Tworzywa to materiał, który w swoim DNA ma innowacje, bo pod tym terminem kryje się grupa bardzo wielu materiałów. Od strony chemicznej to jest ponad 100 różnego typu polimerów czy połączeń polimerowych, które w zależności od tego, do czego ich potrzebujemy, mogą być wykorzystane w zasadzie w każdej dziedzinie życia. W przypadku wyrobów tworzywowych z innowacjami mamy do czynienia na co dzień – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Anna Szałkowska z Fundacji Plastics Europe Polska.

Sztuczne tworzywa już od lat rewolucjonizują różne dziedziny życia. Zmieniając połączenia między polimerami, można niemal całkowicie zmienić ich zastosowanie. Niedawno naukowcy opracowali ultraczuły czujnik ciepła, który jest elastyczny, przezroczysty i można go drukować. Wyniki mają potencjał do szerokiego zakresu zastosowań – od leczenia ran po inteligentne budynki. Innowacyjny czujnik powstał z plastiku, a za jego właściwości odpowiada nowe połączenie polimerów.

W ramach przetwórstwa ropy i gazu produkowane są polimery wykorzystywane do produkcji niedrogich, nieskończenie wszechstronnych tworzyw sztucznych, które znacznie ułatwiają codzienne życie. Innowacyjne tworzywa zapewniają coraz wyższą wydajność, szczególnie w zakresie ochrony środowiska. W Tajlandii na zlecenie jednej z większych firm zajmujących się produkcją polimerów produkowany jest np. kwas polimlekowy (PLA) wykonany z niezmodyfikowanej genetycznie trzciny cukrowej. Polimer ten jest nie tylko oparty na biotechnologii, ale także nadaje się do recyklingu i biodegradacji. Może być używany m.in. do pakowania towarów konsumpcyjnych.

– Mamy najróżniejsze nowoczesne opakowania, które mogą pełnić różne funkcje, np. zatrzymywać jeden gaz albo nie pozwalać na eliminację mikrobów, albo informować konsumenta, czy dany wyrób był bezpiecznie przechowywany i przewożony w danym opakowaniu – wymienia Anna Szałkowska. – Mamy też najróżniejsze materiały polimerowe, które wykorzystujemy w medycynie.

Nowoczesne tworzywa są na szeroką skalę wykorzystywane w przemyśle spożywczym. Na rynku są dostępne opakowania, które zmieniają kolor i w ten sposób informują konsumenta o świeżości danego produktu. Inne zmieniają konsystencję, kiedy produkt nie nadaje się do spożycia. Polimery są też używane jako środki farmakologiczne wprowadzające leki oraz środki krwiozastępcze do organizmu. Służą też do wyrobu klejów do tkanek, protez stawów, sztucznych zastawek serca czy protez naczyń krwionośnych. Jeszcze inne mogą służyć jako materiał, z którego powstają kończyny. Tworzywa sztuczne stosowane jako biomateriały spełniają liczne wymogi biozgodności wobec tkanek i narządów. Wytrzymałe na rozciąganie, odporne na zginanie, nie powodują odczynów alergicznych i nie wpływają na system immunologiczny.

– Tworzywa sztuczne na pewno mają przed sobą przyszłość, chociaż obecnie są w dużym ogniu krytyki. To jest materiał, który jest na tyle wszechstronny i na tyle obecny we wszystkich dziedzinach życia, że nikt z nas nie jest sobie w stanie wyobrazić, żebyśmy mogli z nich zrezygnować. Natomiast na pewno będziemy musieli się zastanowić, jak te materiały wykorzystywać powtórnie, jak z ich właściwości korzystać wielokrotnie i jak je przede wszystkim dobrze zagospodarowywać, gdy staną się już odpadami – wskazuje ekspertka Fundacji Plastics Europe Polska.

Na rynku pojawiają się już innowacyjne materiały, które nie tylko mogą pełnić wiele funkcji, ale też po zużyciu są całkowicie biodegradowalne. Wciąż jednak to pojedyncze przykłady. Firmy prześcigają się w pomysłach, które mają zapewnić ekologiczność wykorzystywanych tworzyw. Powstają już np. tubki do pasty do zębów, które w przeciwieństwie do tych najczęściej stosowanych całkowicie podlegają recyklingowi. Z tworzyw sztucznych powstają drogi, buty i aparaty ortodontyczne, a brytyjski start-up Recycling Technologies pracuje nad maszyną, która może zamienić plastik z recyklingu w olej.

– Na co dzień nie patrzymy na tworzywa jak na materiał, z którego chcemy korzystać, który nam pomaga w naszym życiu w wielu sytuacjach i doskonale spełnia swoją funkcję. Niestety bardzo często patrzymy na niego jak na materiał, który zaśmieca środowisko – mówi Anna Szałkowska.

Najlepsze profesjonalne tłumaczenia online we wszystkich językach

Pierwsza fala koronawirusa dała się praktycznie każdemu we znaki. Nie minęło wiele czasu, a znów musimy się zmagać z tym podstępnym wirusem. Koniecznie trzeba nosić maseczki ochronne i zachować bezpieczny dystans. Jak nie musimy, nie warto też wychodzić z domu. To dość łatwe w dzisiejszych czasach, bo online załatwimy wiele spraw. Jedną z nich jest zlecenie tłumaczenia. Gdzie szukać takiej usługi?

Koronawirus zmienił zasady gry

Z koronawirusem nie ma żartów. Już chyba nikt nie ma wątpliwości, że zagrożenie pandemią jest ogromne, co potwierdza ostatni (stan na 19 października 2020) wzrost przypadków zachorowań. Każdy dzień przynosi nowe niepokojące dane. Jeśli wierzyć ekspertom, szybko się to nie skończy, lecz na pewno mamy większe szanse się z tego zagrożenia wykaraskać, jak będziemy przestrzegać rygorystycznych zasad. Ciągłe chodzenie w masce, czy trzymanie dystansu społecznego to nie są przyjemne rzeczy, ale niezbędne, by koronawirus przestał masowo zarażać.

Równie istotne jest, aby maksymalnie ograniczyć wyjścia z domu. Róbmy to, kiedy musimy, lecz w innych przypadkach wstrzymajmy się z opuszczaniem mieszkania. Na szczęście to dość łatwe do zrealizowania, ponieważ z ogromną ilością spraw poradzimy sobie, korzystając z internetu. Tak jest między innymi w przypadku zleceń na tłumaczenia. Jeśli takiego potrzebujemy, wybierzmy jednak zaufane biuro tłumaczeń, które znajduje się pod adresem 123tlumacz.pl. Dlaczego warto?

123tlumacz.pl – jak to działa?

Polecana firma jest jedną z najbardziej doświadczonych w branży, czego gwarantem rozległa baza tłumaczy specjalizująca się w różnych tłumaczeniach. Oferowane usługi – niezależnie, czy to tłumaczenia angielski, czy specjalistyczne, jak tłumaczenia prawnicze, medyczne, techniczne – stoją zawsze na najwyższym poziomie. Klienci, którzy korzystali ze wsparcia 123tlumacz.pl doceniają też sprawną obsługę i szybkość działania.

Wszystko rozpoczyna się od bezpłatnej wyceny – wystarczy tylko przesłać dokument (za pośrednictwem poczty elektronicznej lub za pomocą formularza wyceny) do przetłumaczenia, by błyskawicznie przekonać się, jaki jest koszt danej usługi. Dzieje się to naprawdę błyskawicznie, bo już w ciągu 30 minut od otrzymania dokumentu. Zgłasza się do nas konsultant, przedstawiając wycenę i termin realizacji zlecenia, dzięki czemu wiemy dokładnie, na jakie koszty się przygotować i w jakim czasie uzyskamy przetłumaczony tekst. Jeśli zaakceptujemy te warunki, tłumacze przystępują do realizacji zlecenia.

Profesjonalnie, terminowo, bezpiecznie, bez ukrytych kosztów

Korzystając z usług 123tlumacz.pl, zyskujemy pewność, że teksty tłumaczone są zawsze przez specjalistów mających odpowiedni poziom wiedzy i doświadczenia w danej dziedzinie. Nie ma więc ryzyka, że pracę tę wykona osoba bez kwalifikacji w konkretnym obszarze. Terminy to świętość, dlatego każde zamówienie realizowane jest na czas! Nie musimy się też martwić o kwestie bezpieczeństwa, gdyż wszelkie poufne informacje zawarte w tekstach do tłumaczenia są odpowiednio chronione. Nie stosuje się też praktyk zawyżania kosztów, mimo wcześniejszych ustaleń. Zawsze przeprowadzana jest bezpłatna wycena, dzięki czemu wylicza się pod kątem najważniejszych parametrów: specyfikacji tekstu, objętości i terminu realizacji zamówienia.

Jakie tłumaczenia są oferowane?

Dzięki doświadczonej kadrze specjalizującej się w różnych obszarach wiedzy oferowane są tłumaczenia różnego rodzaju – zwykłe i uwierzytelnione bardziej (angielski, niemiecki, francuski, włoski, hiszpański, rosyjski) i mniej popularnych (czeski, słowacki, niderlandzki, ukraiński, bułgarski, norweski, szwedzki i wiele innych) języków obcych. Dostępne są tłumaczenia przysięgłe, techniczne i specjalistyczne. Te pierwsze to uwierzytelniona odmiana tłumaczeń pisemnych. Ważne są tu wszystkie detale występujące w oryginalne, a więc adnotacje, stemple urzędowe, objaśnienia, oznaczenia itd. Oferowane są tłumaczenia przysięgłe w formie papierowej i elektronicznej (podpis kwalifikowany). Dostarczane są za darmo do paczkomatów.

Tak samo to wygląda z tłumaczeniami technicznymi, które wykonane są z należytą starannością i dokładnością. Zawsze są najwyższej jakości, między innymi z tego powodu, że z firmą 123tlumacz.pl współpracują członkowie znamienitych organizacji jak Naczelna Organizacja Techniczna (NOT), Polskie Towarzystwo Tłumaczy Przysięgłych i Specjalistycznych (TEPIS), Międzynarodowa Federacji Tłumaczy (FIT) i Stowarzyszenie Tłumaczy Polskich (STP). Każde tłumaczenie poddane jest kontroli jakościowej, do tego celu stosuje się specjalistyczne narzędzia, które zapewniają nie tylko spójność przekładu, ale i zgodność z terminologią branżową. Firma współpracuje z tłumaczami różnych dziedzin – prawa, ekonomii, medycyny, budownictwa, IT, biznesu, nauk technicznych i wielu, wielu innych.

Nie musimy więc wychodzić z domu, narażając się na zarażenie koronawirusem, by zlecić tłumaczenie. Współpracując z firmą 123tlumacz.pl otrzymujemy profesjonalne teksty na czas, z uwzględnieniem specyfiki danego języka i charakteru zlecenia!

Kończą się pieniądze na utrzymywanie zatrudnienia. Będzie duży wzrost bezrobocia?

Jedną z głównych konsekwencji kryzysu epidemiologicznego i zamrożenia gospodarki będzie wzrost bezrobocia. Ekonomiści przewidywali to już w marcu, gdy mierzyliśmy się z pierwszymi tygodniami epidemii i lockdownem. Na razie statystyki nie wskazują jednak dużego wzrostu liczby osób pozostających bez zatrudnienia. Dzieje się tak, ponieważ polski rząd włożył dużo starań i funduszy w to, by zahamować bezrobocie. Dofinansowanie miejsc pracy i utrzymanie zatrudnienia na normalnym poziomie było oczkiem w głowie także innych europejskich rządów. Jednak fundusze na dofinansowanie miejsc pracy się kończą. Oznacza to, że powinniśmy przygotować się na nagły wzrost bezrobocia w drugim półroczu.

– Pomoc finansowa ze strony rządu niechybnie się zmniejszy lub całkiem zniknie. Już teraz słyszymy sugestie, że nie będzie już takich tarczy, jakie funkcjonowały do tej pory. Wtedy bezrobocie zacznie wzrastać – powiedział serwisowi eNewsroom profesor Witold Orłowski, ekonomista. – Bezrobocie urośnie także dlatego, że wraz z upływem czasu firmy zorientują się, w jakich okolicznościach będą działać przez kolejne miesiące. Zaczną więc zmniejszać zatrudnienie. Wygasną także trzymiesięczne okresy wypowiedzenia – pracownicy, którzy utracili posady w czerwcu i w lipcu, znajdą się w statystykach. Dlatego w drugiej połowie roku dominującym elementem kryzysu gospodarczego stanie się silny wzrost bezrobocia. Zakładamy, że wzrośnie ono do 8 lub 9 procent. Nie zdziwi mnie jednak, gdy pod koniec roku bezrobocie będziemy liczyli w liczbach dwucyfrowych – przewiduje Orłowski.

Sfinks chce skorzystać z rozwiązań restrukturyzacyjnych z tarczy 4.0

Zarząd spółki gastronomicznej Sfinks Polska podjął decyzję w sprawie przeprowadzenia Uproszczonego Postępowania Restrukturyzacyjnego (UPR) przewidzianego w tzw. tarczy 4.0 z 23 czerwca 2020 roku. W rezultacie, spółka przez cztery miesiące będzie prowadzić działania mające na celu zawarcie układu z wierzycielami. W najbliższych dniach Sfinks planuje dokonanie obwieszczenia w Monitorze Sądowym i Gospodarczym o otwarciu postępowania o zatwierdzenie układu przy wskazaniu dnia układowego na 1 listopada.

 – Sytuacja epidemiczna i w jej wyniku wprowadzenie kolejnego lockdown w gastronomii to ponowny, znaczący cios dla branży. W najśmielszych przewidywaniach nie zakładaliśmy aż tak trudnej sytuacji epidemicznej. Próbowaliśmy się podnieść po pierwszym zamknięciu, odbudowując sprzedaż, by w ten sposób nadrabiać straty notowane wiosną i coraz lepsze wyniki dobrze rokowały na przyszłość. Jeszcze wyniki sprzedażowe września nie wskazywały na taki rozwój sytuacji. Restauratorzy ponieśli duże koszty związane ze specjalnym wyposażeniem i stosowaniem podwyższonych standardów sanitarnych, co – jak pokazały realia – skutecznie chroniło pracowników i gości. Mimo to lokale gastronomiczne zostały uznane jako miejsca niebezpieczne i po serii ograniczeń godzin pracy ostatecznie zamknięte. Zostaliśmy znów niemal całkowicie pozbawieni przychodów, gdyż wpływy z delivery stanowią niecałe 12% sprzedaży i nie są w stanie zrekompensować zamknięcia restauracji. Jednocześnie cały czas ponosimy koszty działalności, starając się utrzymać struktury operacyjne i miejsca pracy. Niestety, jak doświadczenie pokazuje, raczej nie możemy liczyć w większości przypadków na zrozumienie na rynku dla tej sytuacji, zwłaszcza ze strony wynajmujących, i w większości przypadków nie mamy szans na szybkie polubowne rozwiązanie sytuacji. Nasze przewidywania co do rozwoju sytuacji, którymi dzieliliśmy się w kwietniu z wynajmującymi, a które zakładały powrót do normalnej sprzedaży do końca 2021 roku, były przez większość z nich uważane za przesadzone, a teraz okazuje się, że były optymistyczne. Tylko kilku wynajmujących chciało zrozumieć, jak mogą wyglądać perspektywy dla naszego rynku i zgodzili się z naszymi propozycjami, za co serdecznie im dziękuję. Ponieważ trudno liczyć na solidarne podejście do tej sytuacji, głównie wynajmujących, od których zależy dalsze powodzenie walki o przetrwanie, musimy się chronić, żeby całkowicie nie zdestabilizować naszej sytuacji. Tym bardziej, że luka przychodowa nie będzie dotyczyć tylko okresu lockdown, ale także wielu miesięcy po ponownym otwarciu. Dlatego zdecydowaliśmy się skorzystać z narzędzia w ramach czwartej tarczy, które da nam czas na wypracowanie rozwiązań umożliwiających restrukturyzację naszych zobowiązań oraz skuteczne dostosowanie kosztów do tempa wychodzenia z popandemicznej sytuacji. Uproszczone Postępowanie Restrukturyzacyjne to według naszych analiz obecnie najszybszy i najbardziej skuteczny tryb – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinksa Polska, spółki do której należą m.in. marki Sphinx, Chłopskie Jadło i Piwiarnia.

W ciągu dwóch pierwszych miesięcy tego roku Sfinks notował wzrosty sprzedaży na poziomie 18%  r/r. Od początku marca sprzedaż zaczęła się osłabiać w związku z panującą w kraju epidemią, a wprowadzony 13 marca lockdown, który spowodował zamknięcie branży na niemal dwa miesiące, pozbawił spółkę głównego źródła przychodów. Po otwarciu branży Sfinks zaczął walkę o odbudowanie sprzedaży. W maju, w grupie lokali sieci Sphinx i Chłopskie Jadło, które wznowiły działalność stacjonarną, w pierwszym tygodniu po odmrożeniu branży spadek przychodów wynosił 67%, zaś we wrześniu sprzedaż gastronomiczna była niższa już tylko o 18% w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Po pandemii Sfinks otworzył też pięć restauracji, z tego trzy pod szyldem Sphinx, a dwie w ramach sieci Fabryka Pizzy. W trakcie lockdown, by rozwijać sprzedaż w kanale delivery, restauracyjna spółka wprowadziła także do oferty kolejne dwie marki wirtualne (obok wdrożonych jesienią 2019 r. Sprytnej Pizzy i The Burgers), tj. YOLO Chicken, czyli dania z kurczaka oraz KEBAPI, bazującą na ofercie typu kebab. Marki te są dostępne wyłącznie w usłudze delivery, która przed pandemią była wdrożona już w ponad 80 restauracjach w całej Polsce. Dania w dowozie można zamawiać za pośrednictwem należącego do Sfinksa serwisu Smacznieiszybko.pl oraz poprzez platformy Uber Eats, Wolt, Pyszne czy Glovo.

W związku z pandemią, w I połowie 2020 r. sprzedaż gastronomiczna grupy, uwzględniająca przychody wszystkich restauracji zarządzanych przez Sfinks Polska, także franczyzowych (z wyłączeniem sieci Piwiarnia), zmniejszyła się o 43% do poziomu 54,15 mln zł. Jednocześnie, przychody jednostkowe Sfinks Polska spadły do 39,62 mln zł, czyli o 49%, przy wyniku EBITDA na poziomie 5,80 mln zł wobec 17,50 mln zł rok wcześniej (dane za 2019 r. po przeliczeniu z uwzględnieniem zmienionej polityki rachunkowości). Nastąpiło również pogłębienie straty na poziomie netto z -4,95 mln zł do -30,82 mln zł. Na wyniku zaciążyły bowiem – obok zmniejszenia sprzedaży – także zdarzenia jednorazowe, będące również w większości skutkami pandemii. Spółka dokonała za pierwsze półrocze br. odpisów na utratę wartości: środków trwałych (w łącznej kwocie 7,5 mln zł), znaku Chłopskie Jadło (6,05 mln zł) oraz wierzytelności od spółki zależnej (1,9 mln zł). W wynikach półrocza uwzględniono także 3,29 mln zł kosztów niezrealizowanych różnic kursowych z tytułu wyceny zobowiązań finansowych wg MSSF16.

Na początku marca br., przed zamknięciem branży na skutek pandemii, spółka Sfinks Polska zarządzała 168 lokalami gastronomicznymi na terenie Polski. Obecnie jest ich 145 pod szyldami Sphinx, Chłopskie Jadło i Lepione Pieczone, WOOK, Piwiarnia, Meta oraz Fabryka Pizzy. Część lokali nie wznowiło dotąd działalności po lockdown, a część została trwale zamknięta.

Rynki stabilizują się w oczekiwaniu na wybory w USA

Kluczowym tematem rynkowym pozostają wybory prezydenckie w USA. Ich rozstrzygnięcie nastąpi w przyszłym tygodniu, a w międzyczasie inwestorzy skupią się na danych gospodarczych z obu stron Atlantyku i spotkaniu Europejskiego Banku Centralnego, które może przynieść zapowiedź nadchodzących zmian w polityce pieniężnej.

W zeszłym tygodniu główne waluty poruszały się w bardzo wąskich widełkach. Każda z walut G10 zakończyła tydzień w granicach 1% od punktu, w jakim go rozpoczęła. Również na innych rynkach finansowych panował względny spokój. Wyjątek stanowiły obligacje skarbowe, których rentowności wzrosły przy ogólnym wystromieniu krzywych dochodowości. Szczególnie warto wspomnieć o 30-letnich obligacjach USA, których rentowności zbliżają się do poprzedniego pandemicznego szczytu z czerwca. Obecnie jest to interpretowane jako znak, że rynki w coraz większym stopniu wyceniają zwycięstwo Demokratów w przyszłotygodniowych wyborach w USA.

W ostatnim tygodniu handlu przed wyborami w USA uwaga rynków skupi się na czwartkowym posiedzeniu decyzyjnym EBC. Biorąc pod uwagę powrót pandemii w większości krajów strefy euro i brak odbicia inflacji bazowej z rekordowo niskich poziomów, oczekujemy, że w tym tygodniu EBC przygotuje rynki do dodatkowego łagodzenia polityki pieniężnej podczas posiedzenia w grudniu, co może ciążyć euro w relacji do pozostałych głównych walut. Poza tym oczekujemy, że rynki skupią się na danych o wzroście PKB USA w III kwartale oraz na wstępnym raporcie o inflacji w strefie euro za październik.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień osłabieniem. Jego skala była jednak dość niewielka w porównaniu z tym, co obserwowaliśmy tydzień wcześniej. Kurs EUR/PLN utrzymuje się nieco poniżej psychologicznego poziomu 4,60. Miniony tydzień przyniósł kontrastujące ze sobą informacje z Polski. Z jednej strony niemal wszystkie odczyty makroekonomiczne zaskoczyły pozytywnie. Pokazały, że obraz sytuacji gospodarczej pod koniec III kwartału wygląda względnie dobrze jak na realia obecnej pandemii. Niestety, biorąc pod uwagę dynamicznie zmieniającą się sytuację pandemiczną, dane te mówią nam coraz mniej o tym, czego można oczekiwać od polskiej gospodarki w kolejnych miesiącach. Miniony tydzień to też kolejne rekordy liczby nowych przypadków zakażeń koronawirusem: w ostatnich dniach notuje się ich kilkanaście tysięcy dziennie. Konsekwencją tego stanu rzeczy było piątkowe ogłoszenie, zgodnie z którym od soboty cały kraj stał się czerwoną strefą, z jeszcze bardziej restrykcyjnymi obostrzeniami mającymi zapobiegać rozprzestrzenianiu się wirusa.

W tym tygodniu, w piątek, poznamy wstępne dane o inflacji CPI w Polsce, uwaga rynku w kontekście złotego powinna jednak skupić się przede wszystkim na wieściach z frontu walki z pandemią i na informacjach z zewnątrz. W przypadku istotnego wzrostu liczby zakażeń można by oczekiwać lekkiego pogłębienia słabości złotego. Niemniej jednak, wcale nie ma gwarancji, że tak się stanie – w przypadku złotego za pewnego rodzaju wskaźnik wyprzedzający można uznać zachowanie korony czeskiej, która jest dla złotego chyba najbliższą profilem walutą na świecie. W Czechach druga fala pandemii i związane z nią restrykcje nadeszły nieco wcześniej. Pomimo trwającego pogorszenia sytuacji i nowych obostrzeń korona czeska w ostatnich dniach była w stanie doświadczyć lekkiego umocnienia. Tak więc, o ile na silniejsze umocnienie polskiej waluty naszym zdaniem póki co nie ma co liczyć, o tyle jednak nie oczekujemy również jej gwałtownego osłabienia z obecnych poziomów.

EUR

Indeksy PMI opisujące sytuację w przemyśle i usługach, jakie poznaliśmy w ubiegłym tygodniu, dostarczyły oczekiwanych, ale zniechęcających informacji o wpływie drugiej fali pandemii na gospodarkę. Aktywność w sektorze usług ponownie szybko się kurczy, podczas gdy ekspansja w przemyśle nabiera tempa w związku z szybkim ożywieniem w Chinach i innych gospodarkach Azji. Ogólnie jednak informacje te przybliżają nas do dodatkowego złagodzenia polityki pieniężnej ze strony Europejskiego Banku Centralnego. Oczekujemy, że nadejdzie ono podczas spotkania w grudniu oraz że konferencja prasowa po spotkaniu w tym tygodniu zostanie wykorzystana do tego, żeby przygotować na nie rynki. W piątek skupimy się na wstępnych danych o inflacji w strefie euro w październiku. Sądzimy, że rynki zaczną silniej reagować na te dane. Inflacja bazowa utrzymująca się na rekordowo niskim poziomie po spadku w sierpniu i wrześniu będzie podsycać spekulacje na temat bardziej agresywnego podejścia EBC. Oprócz tego nieco uwagi mogą otrzymać piątkowe wstępne dane o PKB strefy euro w III kwartale.

USD

Jedynymi wartymi uwagi wieściami w tym tygodniu – poza sondażami wyborczymi – będą wstępne dane o PKB USA w III kwartale. Niewątpliwie zobaczymy silne odbicie w relacji do drugiego kwartału, któremu sprzyjać będzie wzrost wydatków konsumentów. Bardziej istotny będzie podział na składowe, w szczególności informacje o inwestycjach przedsiębiorstw i handlu. Rynki póki co zdają się ignorować wzrost liczby zakażeń koronawirusem w USA, więc poza danymi o PKB (przy stabilnych sondażach) dolar amerykański będzie prawdopodobnie reagował na informacje zewnętrzne, szczególnie na posiedzenie EBC.

GBP

Wydaje się, że brexitowe negocjacje w sprawie handlu nadal idą naprzód, choć powoli. Unia Europejska i Wielka Brytania uzgodniły dziesięciopunktowy plan dotyczący struktury następnej fazy rozmów. Wydaje się, że nasze oczekiwania względem zawarcia skromnej umowy, która uchroni przed twardym Brexitem, zmaterializują się. Wygląda też na to, że sytuacja ta obniża szanse na dodatkowe złagodzenie polityki pieniężnej ze strony Banku Anglii, ale coraz słabsze dane z gospodarki i pogarszające się statystyki covidowe oznaczają, że ostateczny krok komitetu decyzyjnego będzie odpowiednio wyważony. W konsekwencji ostatniej aprecjacji szterling w parze z dolarem amerykańskim osiągnął oczekiwany przez nas poziom, w kontekście czego pozostajemy ostrożni.

CHF

Frank szwajcarski w ubiegłym tygodniu radził sobie lepiej niż inne waluty safe haven pomimo pogorszenia koronawirusowych statystyk w Europie i Szwajcarii. Zgodnie z danymi WHO Szwajcaria doświadczyła silniejszego 7-dniowego skoku w liczbie nowych przypadków niż jej sąsiedzi – wyniósł on ponad 100%. Rosnąca liczba zakażeń wywołała obawy co do potencjalnego wprowadzenia nowych restrykcji. Niektóre kantony wdrożyły ostatnio różne nowe środki, oczekuje się też, że w środę ogłoszone zostaną nowe obostrzenia na poziomie krajowym.

Kalendarz ekonomiczny dla Szwajcarii w tym tygodniu nie obfituje w dane. Piątkowe dane o sprzedaży detalicznej są kluczową publikacją, jednak biorąc pod uwagę, że będą opisywać sytuację z września, ich przydatność do oceny perspektyw gospodarczych kraju będzie ograniczona ze względu na szybko rozwijającą się sytuację pandemiczną. Bardziej interesująca może okazać się publikacja wskaźnika wyprzedzającego KOF tego samego dnia. Na uwagę zasługiwać będą jednak przede wszystkim wiadomości dotyczące pandemii, zarówno te o liczbie zakażeń, jak i te o dalszych ograniczeniach w kraju i całej Europie.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk – analitycy Ebury

Allegro.eu to jedna z największych tegorocznych IPO na świecie

Wartość pierwotnych ofert publicznych (Initial Public Offering, IPO) przeprowadzonych na europejskich giełdach w III kwartale 2020 r. wyniosła 5,9 mld euro – to wzrost o ponad 50% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku (3,9 mld euro). GPW w Warszawie znalazła się na drugim miejscu w Europie w zakresie aktywności IPO dzięki debiutowi Allegro.eu – to wnioski z najnowszego raportu „IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC.

Podsumowanie III kwartału 2020 roku na GPW w Warszawie

W trzecim kwartale 2020 roku na giełdzie w Warszawie odnotowano 9 IPO (z uwzględnieniem oferty Allegro.eu, w przypadku której ustalenie ceny emisyjnej – pricing – miało miejsce we wrześniu), wobec 4 w analogicznym okresie ubiegłego roku. Łączna wartość przeprowadzonych ofert na GPW w pierwszych trzech kwartałach (łącznie na rynku regulowanym oraz NewConnect) wyniosła aż 9.248 mln zł, z czego 9,2 mld zł przypadło na IPO Allegro.ue. Wyłączając wpływ megaoferty Allegro.eu, pozyskane w ramach pozostałych debiutów 48,2 mln zł (10,9 mln euro) oznacza znaczący wzrost w porównaniu do III kwartału 2019 roku, kiedy przeprowadzono oferty o wartości 5,2 mln zł (1,2 mln euro).

Warszawskim debiutem numer jeden, nie tylko w tym kwartale, ale w historii naszej giełdy, była zakończona we wrześniu oferta publiczna Allegro.eu. Największe dotychczas IPO przyciągnęło ogromne zainteresowanie inwestorów, również indywidualnych, a emitent od dnia debiutu jest najbardziej wartościową spółką notowaną na GPW. Poza Allegro.eu, jedynym debiutantem na rynku głównym warszawskiego parkietu był reprezentant sektora gier wideo – GAMING FACTORY. W ramach przeprowadzonej oferty spółka pozyskała 21,3 mln zł (4,8 mln euro) wpisując się w mocną pozycję przedstawicieli tej branży na rynku ofert pierwotnych na GPW.

Alternatywny rynek NewConnect został także zdominowany przez spółki z branży gier – obok pięciu debiutantów z tego sektora (Ovid Works, Pyramid Games, Starward Industries, Polyslash oraz Duality) zadebiutowała spółka biotechnologiczna (genXone) oraz spółka technologiczna zajmująca się handlem dobrami cyfrowymi (Skinwallet). Największą wartość ofert odnotowały genXone (7,4 mln zł / 1,6 mln euro) oraz Starward Industries (5,7 mln zł / 1,3 mln euro).

Za sprawą debiutu Allegro.eu warszawski parkiet wraca na europejskie podium w zakresie aktywności IPO. Warto wspomnieć, że gdy ostatnim razem GPW szturmowała międzynarodowe statystyki debiutów, mieliśmy lata 2009-2010, świat powoli wychodził z kryzysu, a w samym 2010 roku w Polsce miały miejsce IPO PZU, Tauronu czy samej GPW. Oferta Allegro.eu z pewnością zasługuje na miano debiutu dziesięciolecia i oferty, która będzie jeszcze długo stanowiła punkt odniesienia dla innych transakcji. To również pozytywny sygnał dla kolejnych emitentów przygotowujących się do giełdowego debiutu, przede wszystkim z branży technologii, gier video i e-commerce. Przeprowadzona w trzecim kwartale oferta Gaming Factory potwierdza mocną pozycję warszawskiego parkietu jako źródła finansowania emitentów z tej branży, GPW wzbudza przy tym rosnące zainteresowanie nie tylko spółek polskich, ale i producentów gier i deweloperów z innych krajów regionu. – Bartosz Margol, dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych PwC

Podsumowanie europejskiego rynku ofert pierwotnych w III kwartale 2020 roku

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC, łączna wartość IPO w Europie w trzecim kwartale 2020 roku wyniosła 5,9 mld euro i wzrosła w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku o 2,0 mld euro. Na europejskich parkietach zadebiutowały 33 spółki (wobec 18 w trzecim kwartale 2019 roku).

W minionym kwartale odnotowano w Europie dwie tzw. mega oferty (transakcje o wartości przekraczającej 1 mld euro), a jedna z nich przypadła w udziale przedstawicielowi warszawskiej giełdy – Allegro.eu. Oferta o wartości przekraczającej 2 mld euro pozwoliła znaleźć się w gronie 10 największych IPO w 2020 roku na świecie oraz uplasować Warszawę na drugim miejscu w Europie w trzecim kwartale bieżącego roku (IPO Allegro.eu jest też na razie trzecim co do wielkości IPO w Europie w 2020 roku). Najwięcej środków w ramach przeprowadzonego debiutu w Europie pozyskała spółka THG Holdings plc, której transakcja na giełdzie w Londynie osiągnęła wartość 2.041 mln euro.

Rynek ofert pierwotnych pozostaje nadal pod istotnym wpływem pandemii koronawirusa, ale widoczne już są symptomy ożywienia. Niektóre sektory, jak np. branża technologiczna czy e-commerce, bardzo dobrze radzą sobie w obecnej sytuacji, czego najlepszym przykładem jest debiut Allegro.eu. Spora aktywność utrzymuje się również na rynku ofert wtórnych w Europie, a lista planowanych na ostatni kwartał 202o roku (siedem zapowiedzianych IPO w Europie) oraz pierwszy kwartał 2021 transakcji napawa optymizmem. Nie ulega wątpliwości, że sytuacja na parkietach w Europie będzie w znaczącym stopniu uzależniona od sytuacji epidemiologicznej, a także warunków geopolitycznych, na które z pewnością wpłyną wyniki planowanych wyborów prezydenckich w USA. Mimo to wydaje się, że napływ nowych transakcji i emitentów, w szczególności z sektorów e-commerce czy technologii, będzie widocznych w kolejnych miesiącach. – Tomasz Konieczny, partner w PwC, lider zespołu ds. rynków kapitałowych.

Aktywność na europejskim rynku IPO w pierwszych trzech kwartałach roku (narastająco) od 2015 roku (dane obejmują wyłącznie IPO o wartości powyżej 5 mln USD)

Aktywność na europejskim rynku IPO w pierwszych trzech kwartałach roku

Nowy pomysł rządu spowoduje wzrost cen prądu dla wszystkich

Rząd rozważa zniesienie obowiązku sprzedaży energii elektrycznej wyprodukowanej w konwencjonalnych źródłach na zorganizowanej platformie obrotu energią. Zniesienie obowiązku sprzedaży energii elektrycznej na giełdzie spowoduje wzrost cen prądu w Polsce.

– Jeśli tak się stanie, odbiorcy energii w Polsce, zarówno firmy, jak i gospodarstwa domowe zapłacą za nią jeszcze więcej niż płacili do tej pory. Już dzisiaj ceny hurtowe energii w Polsce należą do najwyższych w Unii Europejskiej. Ponadto, od 1 stycznia 2021 roku odbiorcy w Polsce zapłacą za energię o ponad 5 mld zł więcej w postaci tzw. opłat mocowych, dodanych do rachunków za energię elektryczną. Opłata mocowa to nic innego jak wydatek ponoszony za zapewnienie stałych dostaw prądu. Przedsiębiorstw i klientów indywidualnych nie stać na opłacanie dużo wyższych rachunków za prąd w sytuacji, kiedy zmagają się ze skutkami pandemii Covid-19 – mówi Wojciech Graczyk, prezes Związku Pracodawców Prywatnych Energetyki, wiceprezydent Konfederacji Lewiatan.

Obowiązek sprzedaży energii elektrycznej na zorganizowanej platformie obrotu został wprowadzony w celu zapewnienia konkurencji na rynku, a także poprawy jego transparentności, płynności i przewidywalności. Efektem kilkuletniego funkcjonowania tzw. „obliga giełdowego” jest stabilizacja cen energii.

– Uważamy, że tak ważna modyfikacja reguł gry na rynku energii jak zmiana lub wręcz zniesienie obliga ma fundamentalne znaczenie dla przyszłości wielu branż. Dlatego powinna być wnikliwie przeanalizowana z punktu widzenia korzyści i kosztów dla naszej gospodarki. My, z punktu widzenia odbiorców, oceniamy te propozycje negatywnie – dodaje Wojciech Graczyk.

Kondycja centrów handlowych w I poł. 2020 r. – raport PRCH

  • W pierwszym półroczu 2020 roku PRCH Turnover Index wskazujący na poziom obrotów branży centrów handlowych był o jedną trzecią niższy (31,2 proc.) w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Wynikało to z lockdownu wprowadzonego od 14 marca do 4 maja. Rekordowo niskie obroty zanotowano w kwietniu br., kiedy indeks był niższy aż o 79,6 proc. rok do roku.
  • Z kolei PRCH Footfall Trends Index prezentujący poziom odwiedzalności w obiektach handlowych był niższy o 26,3 proc. w pierwszej połowie roku w stosunku do roku poprzedniego. Największy spadek liczby klientów w galeriach odnotowano także w kwietniu br.. Poziom odwiedzalności był wówczas niższy o 72,3 proc. rok do roku.
  • Od stycznia do czerwca 2020 roku oddano do użytku ponad 144 000 mkw. GLA (powierzchnia najmu brutto), czyli o 14 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2019 roku.

„Pandemia COVID-19 to jedno z najtrudniejszych wyzwań z jakimi musiała zmierzyć się branża centrów handlowych w Polsce. Sytuacja była bardzo trudna zarówno dla właścicieli i zarządców obiektów handlowych, jak i najemców. Koszty lockdownu w znacznym stopniu ponieśli właściciele obiektów handlowych. Wynikało to z ustawowego zwolnienia większości najemców z czynszów oraz opłat eksploatacyjnych przez siedem tygodni lockdownu oraz dodatkowego wsparcia zaoferowanego przez wynajmujących polegającego na obniżeniu czynszów przez kolejne miesiące. Zebrane przez nas dane dotyczące kondycji branży wskazują jednoznacznie, że proces odbudowy sprzedaży w centrach handlowych będzie długotrwały. Będzie też wymagał wsparcia państwa poprzez stymulowanie wzrostu konsumpcji Polaków, na przykład poprzez jak najszybsze zniesienie zakazu handlu w niedziele. Na szali mamy tysiące miejsc pracy oraz wpływy do budżetu państwa. Udział handlu w wartości dodanej brutto stanowi 17,6 proc. (dane GUS, 2018 r.), a same centra handlowe odpowiadają za około 30 proc. handlu detalicznego w Polsce” – mówi Radosław Knap, Dyrektor Generalny Polskiej Rady Centrów Handlowych.

Obroty

W pierwszym półroczu 2020 roku transakcje sprzedaży w obiektach handlowych spadły prawie o jedną trzecią (31,2 proc.) w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Rekord padł w kwietniu, kiedy to średnie miesięczne obroty były niższe aż o 79,6 proc (r/r). Tak duży spadek to efekt ograniczeń w funkcjonowaniu galerii handlowych związanych z wprowadzonym w Polsce stanem epidemii. Na tzw. lockdownie najbardziej ucierpiały usługi. Według danych PRCH Turnover Index, obroty w tej kategorii zakupowej w pierwszej połowie 2020 roku były niższe niż przed rokiem o ponad połowę, czyli o 58,8 proc. Trudna sytuacja pandemiczna najmniej wpłynęła na sklepy z żywnością, które w okresie wiosennym mogły działać nieprzerwanie.  W tej kategorii odnotowano spadek obrotów o 12,2 proc. (r/r), ponieważ produkty z tej kategorii należą do towarów pierwszej potrzeby, które w przypadku cięć wydatków przez klientów, są ograniczane w ostatniej kolejności. Obroty branży zaczęły się odbudowywać, w maju br. PRCH Turnover Index wyniósł wtedy -30,6 proc. (r/r), natomiast w czerwcu był o 13,2 p.p. osiągając wartość -17,4 proc. (r/r).

Odwiedzalność

Koronakryzys wyraźnie widoczny jest również w wynikach odwiedzalności obiektów handlowych. O ile w styczniu i w lutym tzw. wskaźnik footfall w porównaniu do odwiedzalności z przed roku był jeszcze dodatni, to sytuacja znacząco zmieniła się od marca. Według danych PRCH Footfall Trends Index najwyższy spadek liczby klientów w galeriach miał miejsce w kwietniu i wyniósł aż 72,3 proc. (r/r)Wówczas w obiektach handlowych mogły prowadzić działalność jedynie nieliczne lokale tj. sklepy spożywcze, apteki, drogerie i sklepy z artykułami dla zwierząt. Zniesienie większości ograniczeń i ponowne otwarcie większości sklepów poprawiło sytuację, dzięki czemu indeks odwiedzalności był dla pierwszej połowy roku niższy o 26,3 proc. w stosunku do roku poprzedniego, a rynek retail zaczął się powoli odbudowywać, na co wskazuje porównanie wizyt klientów w maju i czerwcu br. kiedy indeks odwiedzalności wyniósł dla maja 65 proc. (r/r), a dla czerwca był o 11 p.p. wyższy i osiągnął wartość 76 proc. (r/r).

Nowe inwestycje

W pierwszej połowie 2020 roku oddano do użytku ponad 144 000 m kw. GLA. To o 14 proc. mniej niż w analogicznym okresie 2019 roku. Średnio 6 na 10 nowo wybudowanych obiektów to parki handlowe, które zyskały na popularności szczególnie podczas pandemii. Format tego typu nieruchomości charakteryzuje się  ograniczoną powierzchnią wspólną, rozległym parkingiem i osobnym wejściem do każdego  lokalu. Inwestorzy i deweloperzy dostrzegli również potencjał małych miast do 100 tys. mieszkańców. To właśnie tam największa powierzchnia objęta jest budową nowych lokali handlowych – aż 81 proc.

Jak rozwój nowych technologii kształtuje usługi prawnicze?

Nowe technologie to dziedzina prężnie rozwijająca się – ma ona wpływ także na związane z nią usługi prawne.

Prawo w branży IT – wciąż nowa dziedzina

Specjalizacja w dziedzinie takiej jak prawo w branży IT wymaga od zajmującego się nią prawnika znajomości nie tylko specyficznych aktów prawnych, ale również rozumienia mechanizmów branży. Konieczna jest podstawowa znajomość rozwiązań, która pozwoli zrozumieć na czym polega działalność danej firmy.

Na wstępie zauważyć warto, że zdecydowana większość podmiotów działających w branży IT to start-upy – firmy bardzo młode, ale jednocześnie rozwijające się niezwykle szybko. Usługi prawnicze, które świadczone są na rzecz tego rodzaju firm obejmują uregulowanie prawne wszelkich ich spraw od samego powstania. Dotyczą one między innymi szczegółowych uregulowań między wspólnikami, dopasowania odpowiedniej formy prawnej do prowadzonego przedsiębiorstwa. Prawnik weźmie także pod uwagę możliwości pozyskiwania inwestorów strategicznych a także sprzedaży produktu, projektu, czy całej firmy na pewnym etapie jej działania.

Jakie usługi prawnicze świadczy się w branży IT

Rozwój nowych technologii wymusił na kancelariach świadczenie usług z zakresów, które do tej pory w ofercie się nie pojawiały. Chodzi tu na przykład o SaaS, software Development, Database Systems, Data Center i tym podobne. Brzmi to bardzo specjalistycznie. Dla osób, które chcą skorzystać z doradztwa prawnego pod kątem działalności w branży IT, największą bolączką może być konieczność wytłumaczenia swoich projektów. Dlatego też, prawnicy poszerzają zakres nie tylko usług, ale także – swojej specjalistycznej wiedzy.

Branża IT to nie tylko programowanie, czy cyber security, to również e-commerce. Dlatego też, usługi prawnicze w tym zakresie obejmują także zagadnienia związane ze sprzedażą online usług czy towarów, strategią CRM czy prawem konkurencji.

Jak branża IT wpływa na usługi prawnicze

Jak już wspomniano, branża IT sprawia, że prawnicy zaczynają specjalizować się w temacie nowych technologii. Gałęzie prawa związane z nimi szybko się rozwijają. Często to właśnie technologia wyprzedza legislację, która na późniejszym etapie dostosowana zostaje do wymogów branży. Dlatego też prawnicy muszą często szukać indywidualnych rozwiązań. Warto jednak pamiętać, że w branża IT korzysta także z rozwiązań charakterystycznych dla innych gałęzi. Rozwój działalności e-commerce wymusił dostosowanie krajobrazu prawnego pod kątem marketingu internetowego, ochrony konsumentów, uczciwych praktyk rynkowych. W branży IT konieczne są także rozwiązania dotyczące prawa autorskiego, w odniesieniu do baz danych, programów komputerowych. Własność intelektualna w tej dziedzinie jest nietypowa, a sama branża – niezwykle konkurencyjna. Nowe projekty i produkty pojawiają się bardzo szybko.

Kolejnym zagadnieniem jest kwestia umów licencyjnych. Ich konstrukcja uwzględniać musi specyfikę produktu czy świadczonej usługi i ryzyka z nimi związane. Warto też wspomnieć o kwestii Tyber security. Start-upy często potrzebują audytów bezpieczeństwa IT, które pozwalają wykazać najsłabsze ogniwo w ich systemie zabezpieczeń.

Nie można zapomnieć także o RODO, którego stosowanie przeniknęło do wszystkich branż, także branży IT. Ma ono szczególne znaczenie w przypadku e-commerce.

Branża nowych technologii rozwija się bardzo prężnie, za tym rozwojem idzie też poszerzenie usług prawniczych w tym zakresie. Zakładając firmę działająca w tej gałęzi gospodarki, warto mieć na uwadze, że uregulowania prawne, zmieniają się dynamicznie, aby nadążyć za rozwojem nowych technologii.

Artykuł powstał we współpracy z Kancelarią Adwokacką . Więcej szczegółów oraz ciekawych artykułów znajduje się na stronie współautora: https://jakubowskazawada.com/.

MF: Oprocentowanie obligacji oszczędnościowych utrzymane zostało na poziomie z października br.

Oprocentowanie obligacji stałoprocentowych 3-miesięcznych wynosi 0,50% w skali roku, a 2-letnich 1,00%. Pozostałe obligacje w pierwszym okresie odsetkowym oprocentowane są odpowiednio: 1,10% dla 3-latek, 1,30% dla 4-latek oraz 1,70% dla 10-latek.

6- i 12-letnie obligacje rodzinne przeznaczone dla beneficjentów programu „Rodzina 500 plus” oprocentowane są odpowiednio 1,50% i 2,00% w pierwszym roku oszczędzania.

Oprocentowanie obligacji 3-letnich wyliczane jest co pół roku w oparciu o wartość sześciomiesięcznej stopy procentowej WIBOR6M. W przypadku obligacji 4-letnich oprocentowanie ulega zmianie co roku i jest wyliczane na podstawie sumy wskaźnika inflacji z ostatnich 12 miesięcy oraz marży – utrzymanej na poziomie 0,75%. Ten sam mechanizm zmiany oprocentowania obowiązuje również dla obligacji 10-letnich, jednak wyższa jest wysokość marży, która wynosi 1,00%.

Oprocentowanie obligacji rodzinnych, ulega zmianie co roku i jest wyliczane na podstawie sumy wskaźnika inflacji z ostatnich 12 miesięcy oraz preferencyjnej marży wynoszącej 1,25% dla obligacji 6-letnich oraz 1,50% dla 12-letnich.

Listopadowa oferta obligacji oszczędnościowych pozostaje bez zmian – oprocentowanie kształtuje się na poziomie od 0,50% do 1,70% w pierwszym roku oszczędzania dla standardowej oferty oraz 1,50% i 2,00% w przypadku instrumentów rodzinnych.

Osoby zainteresowane oszczędzaniem na emeryturę mogą skorzystać z zakupu obligacji w ramach konta IKE-obligacje. Na wykorzystanie tegorocznego limitu w wysokości 15.681 zł pozostały jeszcze dwa miesiące. Więcej informacji o koncie IKE-obligacje dostępne jest w serwisie obligacjeskarbowe.pl.

Warto pamiętać o możliwości bezpiecznego i wygodnego zakupu obligacji przez internet, bez konieczności wychodzenia z domu – komentuje Piotr Nowak, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Finansów.

Umowa o zarządzanie PPK tylko do 27 października

Już 27 października mija termin na podpisanie przez małych i średnich przedsiębiorców umowy o zarządzaniu pracowniczymi planami kapitałowymi z wybraną instytucją finansową. Eksperci inFakt przypominają, że pracodawca, który nie zawrze umowy o zarządzanie PPK, podlega m.in. karze grzywny.

Pracownicze Plany Kapitałowe to system oszczędzania emerytalnego dla pracowników. Pierwotnie miał być wprowadzany w czterech etapach, ale w związku z pandemią rząd zdecydował, że etapy II i III zostaną połączone. W ten sposób mali i średni przedsiębiorcy muszą w tych samych terminach zawrzeć umowy o zarządzaniu i prowadzeniu PPK – tę drugą do 10 listopada 2020 roku.

Dla celów PPK mali i średni przedsiębiorcy to zatrudniający nie więcej niż 250 osób i odpowiednio co najmniej 20 osób na dzień 31 grudnia 2019 roku oraz co najmniej 50 osób na dzień 30 czerwca 2019 roku. – Wybór instytucji finansowej powinien być dokonany w porozumieniu z zakładową organizacją związkową lub w przypadku jej braku z reprezentacją pracowników. Jeśli takie porozumienie nie zostanie osiągnięte, to pracodawca sam wybiera instytucję finansową, biorąc pod uwagę szeroko rozumiany interes pracownika – mówi Mateusz Boguszewski, główny księgowy w firmie inFakt.

Za osobę zatrudnioną na gruncie PPK uznaje się każdą osobę podlegającą obowiązkowym ubezpieczeniom emerytalnym i rentowym, a więc także osoby na umowach zlecenie podlegających pełnemu ozusowaniu. – Forma podpisania umowy o zarządzanie PPK może być inna dla każdej instytucji finansowej, jednak przeważająca jest forma elektroniczna – zwraca uwagę Mateusz Boguszewski.

Ekspert inFakt przypomina również, że jeśli umowa nie zostanie zawarta, to pracodawca otrzyma karę w wysokości do 1,5 proc. funduszu wynagrodzeń z poprzedniego roku obrotowego, a Polski Fundusz Rozwoju dokona w jego imieniu wyboru instytucji finansowej i wezwie go pisemnie do zawarcia z nią umowy w terminie 30 dni.

Ponadto obowiązkiem pracodawcy jest prowadzenie i archiwizowanie pełnej dokumentacji PPK, naliczanie wpłaty oraz przekazywanie jej do instytucji, z którą ma podpisaną umowę. Dopłaty od państwa będą wysyłane za pośrednictwem Polskiego Fundusz Rozwoju.

Kto i ile wpłaca do PPK?

Pieniądze do PPK trafiają z trzech głównych źródeł:

  • wpłata pracownika – 2% wynagrodzenia brutto, można ją dobrowolnie zwiększyć do 4%,
  • wpłata pracodawcy – 1,5% wynagrodzenia brutto, z możliwością zwiększenia do 4%,
  • wpłata państwa – 250 zł „na powitanie” oraz 240 zł co roku.

Ponad dwie trzecie banków spodziewa się wzrostu wskaźnika kredytów przeterminowanych o nawet 3 pp. w skali roku

Od czasu globalnego kryzysu w 2008 roku banki zdecydowanie poprawiły jakość aktywów, zbudowały większą bazę kapitałową i wzmocniły poziom płynności finansowej. Dzięki temu w obecne spowolnienie gospodarcze weszły w lepszej kondycji niż przy poprzednim kryzysie. Sprzyjające warunki ekonomiczne pozwoliły zmniejszyć poziom kredytów niepracujących, który w ciągu dwóch ostatnich lat spadł w regionie Europy Środkowo-Wschodniej o 1,7 pp. Banki mogły więc utworzyć rezerwy na wzrosty kredytów przeterminowanych związanych z COVID-19. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „COVID-19 CEE banking sector impact survey”, najwięcej z nich należeć będzie do branży hotelarsko-gastronomicznej.

Raport „COVID-19 CEE banking sector impact survey” przedstawia wpływ pandemii COVID-19 na sektor bankowy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W badaniu wzięło udział 69 dyrektorów ds. ryzyka (CRO) i kierowników departamentów windykacji z 12 krajów Europy Środkowo-Wschodniej: Polski, Węgier, Czech, Słowenii, Chorwacji, Bośni i Hercegowiny, Serbii, Albanii, Rumunii, Litwy, Estonii i Kosowa.

Banki spodziewają się większej ilości kredytów przeterminowanych

Po globalnym kryzysie finansowym, sektor bankowy musiał poradzić sobie z szybko rosnącą liczbą kredytów przeterminowanych. W 2015 roku Europejski Bank Centralny i banki narodowe spoza strefy euro rozpoczęły szereg działań mających na celu odbudowę sektora bankowego w Unii Europejskiej. Od tego czasu obserwowaliśmy trend spadkowy w wolumenie kredytów niepracujących. W obecnej sytuacji gospodarczej liczba kredytów będzie jednak rosła i coraz więcej klientów może mieć problemy ze spłatą należności
– mówi Przemysław Szczygielski, Partner, lider zespołu doradztwa regulacyjnego i ryzyka, lider sektora finansowego w Polsce w Deloitte.

W ciągu ostatnich dwóch lat średni wskaźnik kredytów przeterminowanych w Europie Środkowo-Wschodniej spadł o 1,7 pp. Z kolei wskaźnik pokrycia kredytów przeterminowanych wyniósł w regionie 62,3 proc., co jest wynikiem lepszym o 16,3 pp. niż w całej Unii Europejskiej. Duża niepewność sektora związana jest z przyszłymi zachowaniami dłużników. Z raportu Deloitte wynika, że jakość portfela kredytowego i poziom kapitału pozostaną głównymi obszarami zmartwień dla osób zarządzających ryzykiem w bankach. Kwestią otwartą pozostaje skala tego zjawiska.

Jak wskazują eksperci Deloitte, z raportu wynika, że respondenci podobnie postrzegają potencjalne przyszłe wartości wskaźnika NPL – zarówno w segmencie bankowości detalicznej, jak i korporacyjnej, spodziewają się jego wzrostu. Większość ankietowanych przedstawicieli banków dla obu tych grup spodziewa się wzrostu o nawet 3 pp. w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy. W przypadku bankowości detalicznej to 49,3 proc. respondentów, a korporacyjnej – 65,2 proc.

W I kw. 2020 roku, wskaźnik kapitału podstawowego Tier 1 (CET1) banków w Europie Środkowo-Wschodniej utrzymał się na poziomie 19,1 proc., czyli o 4,5 pp. wyższym niż średnia w całej Unii Europejskiej. Najwyższy wskaźnik zanotowały kraje bałtyckie (24,9 proc.). W Polsce CET1 wyniósł w tym okresie 15,3 proc.

Co dalej ze sprzedażą portfeli kredytów niepracujących?

Prawie połowa banków deklaruje, że COVID-19 nie miał wpływu na trwające czy rozważane procesy sprzedaży portfeli kredytów niepracujących, ale już 21,7 proc. z nich przyznaje, że takie transakcje zostały odłożone w czasie. Warto zwrócić uwagę, że najwięcej takich sytuacji zaobserwowano właśnie w Polsce.

Niepewność dotycząca skutków kryzysu spowodowanego pandemią koronawirusa, czas trwania spowolnienia gospodarczego i podejmowanie działań takie jak wakacje kredytowe zwiększyły niepewność, jeśli chodzi o popyt na nowe kredyty w 2020 i 2021 roku. Większość respondentów (78,2 proc.) przewiduje, że w porównaniu do poprzedniego roku wolumen nowo udzielonych kredytów w br. spadnie, a jedynie 13 proc. spośród nich sądzi, że wzrośnie. Dla porównania, 43,4 proc. banków oczekuje takiego spadku również w 2021 r., ale już prawie 35 proc. przewiduje w tym okresie mały lub znaczący wzrost.

Zapytaliśmy respondentów również o to, które ich zdaniem branże przyczynią się do wzrostu liczby przeterminowanych kredytów. Najwięcej z nich, bo prawie jedna czwarta wpłynie od branży hotelarsko-gastronomicznej, a także transportowej i magazynowania, a prawie 18 proc. od nieruchomości i budownictwa, czyli tych branż, które w dużym stopniu zostały dotknięte przez kryzys. Trudności z zachowaniem płynności finansowej przełożą się na problemy ze spłatą zobowiązań – mówi Mariusz Słowikowski, Wicedyrektor w dziale Doradztwa Finansowego

Zmiany w polityce kredytowej

Ponad połowa banków deklarowała, że w pewnych aspektach zaostrzy warunki przyznawania kredytów, zarówno w segmencie detalicznym, jak i korporacyjnym, a prawie jedna trzecia badanych instytucji nie planuje zmian.

Warto zauważyć, że jedynie 5 proc. banków zamierza znacząco zaostrzyć politykę kredytową w segmencie korporacyjnym, a 9 proc. w stosunku do klientów detalicznych. Chociaż konsumenci obawiają się, że uzyskanie kredytu będzie utrudnione, to z naszego badania wynika, że banki nie planują w tym obszarze drastycznych kroków – mówi Przemysław Szczygielski i dodaje – Warto natomiast obserwować czy kolejne miesiące przyniosą zmiany trendów.

Ponad 70 proc. ankietowanych instytucji odczuło spadek popytu na nowe kredyty, ale prawie 16 proc. banków zauważyło nieznaczny lub znaczący wzrost zapotrzebowania na nie. W ciągu ostatnich trzech miesięcy największy spadek popytu dostrzeżono w sektorach: hotelarsko-gastronomicznym (20 proc.), transportu i magazynowania (17,4 proc.), a także nieruchomości i budownictwa (16,8 proc.). Największy wzrost zainteresowania odnotowany został w branży handlu hurtowego i detalicznego (17,7 proc.), a także w rolnictwie (11,5 proc.).

Europejskie organy regulacyjne wsparciem dla sektora

Pandemia wymusiła na bankach centralnych natychmiastową i stanowczą reakcję. Do działań mających na celu złagodzenie społecznych i gospodarczych skutków kryzysu włączyły się również organy regulacyjne jak Europejski Urząd Nadzoru Bankowego, Europejski Urząd Nadzoru Giełd i Papierów Wartościowych czy Europejski Bank Centralny. Instytucje te wydały szereg rekomendacji i wspierają sektor bankowy w znalezieniu odpowiedniej drogi w tej złożonej i nieprzewidywalnej sytuacji.

44,8 proc. respondentów Deloitte zgodziło się, że poczynione przez poszczególne banki centralne kroki są wystarczające, żeby ochronić gospodarkę przed kryzysem. Większość respondentów (62,3 proc.) wskazała też, że działania podjęte przez lokalne władze były przeprowadzone na czas.

Wyniki raportu Deloitte „COVID-19 CEE banking sector impact survey” oparte są o dane Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego (EBA). Opierają się na próbie ok.150 banków, obejmującej ponad 80% sektora bankowego w Europejskim Obszarze Gospodarczym (EEA).

PZF: faktoring wciąż rośnie, pomimo eskalacji pandemii

Popyt na faktoring utrzymuje się mimo pogorszenia sytuacji gospodarczej w Polsce i na świecie. Firmy zrzeszone w Polskim Związku Faktorów zanotowały po 9 miesiącach 2020 r. wzrost obrotów o 1,1 proc. względem 3 kwartałów ub. r. Nabyły wierzytelności wynikające z faktur wystawionych przez krajowych przedsiębiorców o łącznej wartości blisko 208 mld zł. Rok temu kwota ta sięgała 205,7 mld zł. Z usługi korzysta obecnie w Polsce prawie 17 tys. firm. Przekazały one do sfinansowania 13,3 mln faktur.PZF faktoring wciąż rośnie, pomimo eskalacji pandemii

Polski Związek Faktorów (PZF) skupia obecnie przeważającą część podmiotów świadczących usługi faktoringowe. Zrzesza 31 członków: 5 banków komercyjnych, 19 wyspecjalizowanych firm udzielających finansowania, 4 podmioty o statusie partnera oraz 3 członków honorowych.

– Polski rynek faktoringu w ostatnich latach rozwijał nie bardzo dynamicznie. Rósł przez 10 lat średnio 20 proc. rocznie. Przyzwyczailiśmy się wiec do dynamicznego rozwoju. Rok 2020 przyniósł niespodziewaną zmianę w postaci ogólnoświatowego kryzysu wywołanego pandemią. Większość dostawców usług finansowych dla biznesu musiała zmierzyć się ze spadkiem zainteresowania, ponieważ klienci znaleźli się w nowej sytuacji, która zmusiła ich do rewizji wielu planów. Na tym tle faktoring, zachowując wzrost obrotów, prezentuje swoją stabilność i elastyczność. Klienci dostrzegają zalety produktów faktoringowych – mówi Jarosław Jaworski, przewodniczący komitetu wykonawczego PZF.faktoring 3 kw 2020

Z usług firm należących do PZF korzysta obecnie 16,9 tys. przedsiębiorców. Wystawili oni blisko 13,3 mln faktur, na podstawie których krajowi faktorzy udzielili finansowania.

– Jesteśmy po to aby wspierać polskich przedsiębiorców i pomagać im w utrzymywaniu płynności, rozwijaniu biznesu, poszukiwaniu nowych rynków. Finansowanie działaności łączymy z podnoszeniem bezpieczeństwa obrotów handlowych. Dlatego wciąż rośnie nie tylko liczba przedsiębiorców sięgających po usługi firm faktoringowych, ale także liczba faktur, będących podstawą ubiegania się o finansowanie – dodaje Jarosław Jaworski.liczba faktorów 3 kw 2020

Z usług firm faktoringowych w ujęciu sektorowym, najczęściej korzystają przedsiębiorstwa: produkcyjne i dystrybucyjne. Utrzymanie płynności finansowej w ich przypadku decyduje o przetrwaniu lub rozwoju. Faktoring umożliwia im zachowanie dobrej kondycji ekonomicznej, a przez to – stabilnej pozycji rynkowej i przewagi konkurencyjnej.obroty faktorów 3 kw 2020

13% paneli na polskich dachach pochodzi od krajowych producentów

Przy wyborze paneli fotowoltaicznych Polacy kierują się głównie ceną, a kraj, z którego pochodzi ich producent, nie ma znaczenia – wynika z raportu Oferteo.pl. Niezależnie od marki, instalacje fotowoltaiczne to wyjątkowo nieawaryjne źródło energii. Aż 94% użytkowników nie miało z nimi jeszcze żadnych problemów.

Najpopularniejsi producenci paneli w PolsceNa jakiego producenta paneli się Państwo zdecydowali

Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług związanych z fotowoltaiką z ich dostawcami, przeprowadził badanie wśród osób, które w ubiegłym roku zdecydowały się na instalację paneli fotowoltaicznych. Wyniki ankiety pozwalają bliżej przyjrzeć się temu, jakie oczekiwania wobec sprzętu mają inwestorzy i czym kierują się przy jego wyborze.

Polscy prosumenci najczęściej wybierają produkty koreańsko-niemieckiej marki QCells, z której sprzętu powstała jedna czwarta instalacji w 2019 roku. 20% inwestorów wybrało urządzenia chińskiego Ja Solar, a 16% – LG Solar (producenta pochodzącego z Korei Południowej). Sporą popularnością w Polsce cieszy się też japoński Sharp. Polscy producenci Selfa PV oraz Bruk-Bet Solar zajęli w rankingu odpowiednio 5 i 6 miejsce.

Co ciekawe, badanie pokazało, że dla 56% Polaków nie ma znaczenia, czy firma produkująca panele pochodzi z Polski. 41% przyznało natomiast, że zależało im właśnie na krajowym producencie. Dla większości badanych kluczowym czynnikiem była cena.

Większość osób, które chciałyby rozpocząć produkcję własnej energii z paneli fotowoltaicznych, nie ma szerokiego rozeznania na rynku energetycznym. Inwestorzy nie wiedzą, jaki dokładnie sprzęt najlepiej sprawdzi się w ich mikroinstalacji, dlatego chętnie korzystają z usług firm, które zajmują się kompleksową pomocą przy jej projektowaniu – komentuje Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl. – Im szerszy zakres usług chcemy zlecić wykonawcy, tym dokładniejsze powinny być nasze poszukiwania. Warto nie tylko zapoznać się z opiniami na temat danej firmy, ale również porozmawiać z jej przedstawicielem i poznać szczegóły oferty.

Awarie są rzadkościąKto objął instalację gwarancją

Okazuje się, że fotowoltaika jest rozwiązaniem mało awaryjnym. Aż 94% użytkowników potwierdziło, że od zamontowania instalacji nie miało z nią żadnych problemów. Warto również dodać, że ci, którzy doświadczyli trudności, szybko poradzili sobie z ich rozwiązaniem. W 64% przypadków usterkę udało się usunąć w mniej niż tydzień, a w 24% naprawa zajęła 2–3 tygodnie. Tak bezproblemowe działanie z pewnością wpływa na fakt, że aż 96% użytkowników deklaruje zadowolenie z decyzji o montażu fotowoltaiki.

Gwarancja od firmy wykonującej instalację

Najczęściej instalacja objęta jest gwarancją firmy zajmującej się jej montażem. Tak było w przypadku 53% badanych. 44% mogło liczyć na zabezpieczenie ze strony producenta paneli. Tylko 1% inwestorów zdecydowało się na skorzystanie w tym zakresie z usług ubezpieczyciela. Okres gwarancji wynosił zwykle 10 lat (75% przypadków).

Rynek magazynowy w Łodzi – logistyczne serce Polski

Polska Centralna to trzeci do co wielkości rynek magazynowy w Polsce, a także jeden z najważniejszych hubów dystrybucyjnych dla Polski, regionu Europy Środkowo-Wschodniej, a także krajów bałtyckich. Największe skupisko inwestycji magazynowych znajduje się na trzech subrynkach w Łodzi, Strykowie i Piotrkowie Trybunalskim. Rynek magazynowy w Polsce Centralnej jest chętnie wybierany na magazyny centralne dla dużych firm logistycznych i sieci handlowych. Region z sukcesem przyciąga międzynarodowe firmy dystrybucyjne i produkcyjne, które wybierają rynek ze względu na lokalizację, pracowników i warunki do prowadzenia biznesu. Jakie są perspektywy dalszego rozwoju rynku magazynowego w regionie sprawdzili eksperci AXI IMMO.

Aktywność inwestorów w Polsce Centralnej w pierwszych sześciu miesiącach 2020 roku była wyjątkowo wysoka. Największą transakcją inwestycyjną zamkniętą w tym okresie był zakup Logistic City w Piotrkowie Trybunalskim (135 000 mkw.) przez Polish Logistics LLP, nową platformę inwestycyjną powołaną przez REINO Capital, IO AM i Grupę Grosvenor. Ponadto Savills Investment Management stał się właścicielem centrum logistycznego Leroy Merlin o powierzchni 123 000 mkw., położonego w miejscowości Piątek. Ten sam inwestor zakupił park Łódź East IV w ramach transakcji portfelowej zawartej z Panattoni. Również firmy Investec, GIC i P3 przejęły łódzkie aktywa magazynowe będące częścią większych portfeli. Ponadto Segro zdecydowało się na zakup magazynu miejskiego 7R City Flex Łódź, a Tritax EuroBox stało się właścicielem Panattoni Park Stryków III.

„Łódzki rynek magazynowy to strategiczna lokalizacja zarówno dla polskich, jak i międzynarodowych firm zainteresowanych swoją ekspansją w Europie. Przygotowana przez Biuro Obsługi Inwestora w Łodzi oferta obejmuje aż 44 podsterfy w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. Położenie geograficzne na przecięciu głównych transeuropejskich korytarzy transportowych, których częścią są autostrady A1 i A2, a także droga ekspresowa S8, zapewnią komfortowe warunki do dystrybucji towarów w każdym kierunku. Co więcej, uruchomione w 2013 r. połączenie cargo pomiędzy Łodzią a Chengdu dodatkowo podniosło rangę tej lokalizacji” – komentuje Hubert Wojtera Industrial & Logisitc Director w AXI IMMO.

Całkowite zasoby Polski Centralnej na koniec czerwca 2020 r. wyniosły 3,2 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, przy czym w samej pierwszej połowie 2020 r. dostarczono tylko 42 000 mkw. (-83% niż w I półroczu 2019 roku). Po obserwowanej w ubiegłych kwartałach wysokiej aktywności niemal wszystkich kluczowych w Polsce deweloperów, na koniec czerwca br. w budowie były tylko trzy obiekty – Panattoni City Logistics Łódź, 24 200 mkw. 7R City Flex Łódź II, 13 400 mkw. i BTS K-Flex Uniejów, 9 500 mkw. – o łącznej powierzchni najmu 47 000 mkw. (-90% r/r). Widoczne spowolnienie, to efekt wzrostu dostępności powierzchni zanotowanej w 2019 r. Co ciekawe, przyjmując dane z ostatnich pięciu lat Polska Centralna powiększyła swoje zasoby o 176% (115% – średnia dla Polski)  i był to najwyższy wzrost wśród dużych rynków logistycznych w Polsce. Zmniejszenie podaży przy stabilnym popycie spowodowało obniżenie współczynnika pustostanów z blisko 12% w I kw. 2020 r. do 6,9% w II kw. 2020 r. Wynik ten zbliżony jest do średniej krajowej na poziomie 6,8%. Z kolei czynsze bazowe bez zmian utrzymują się na poziomie od 2,90 w Piotrkowie Trybunalskim  do 3,60 EUR/mkw. za nowe obiekty w Łodzi.

Rozbudowana sieć infrastruktury drogowej sprawia, że region Polski Centralnej jest chętnie wybierany przez firmy logistyczne, sieci handlowe, firmy elektroniczne, a także przez firmy z branży budowlanej/DIY. Na łódzkim rynku magazynowym swoją ofertę mają wszyscy aktywnie działający deweloperzy  w tym Panattoni, Logicor, Goodman, Prologis, P3, Segro, MLP, White Star RE, Hillwood i inni. Nie brakuje również lokalnych łódzkich inwestorów” – dodaje Hubert Wojtera z AXI IMMO.

W analizowanym okresie od stycznia do czerwca 2020 r. całkowity wolumen transakcji najmu w Polsce Centralnej wyniósł 395 000 mkw. (+24% niż w I półroczu 2019 roku). Uzyskany wynik był trzecim co do wielkości zarejestrowanym popytem brutto w skali kraju i wyniósł 12% wszystkich zrealizowanych umów najmu. Wśród trzech największych transakcji najmu znalazły się nowa umowa dla firmy Amazon w Hillwood Łódz I, 73 000 mkw., nowa umowa dla sieci handlowej w Exeter Stryków, 51 900 mkw. Najaktywniejszą grupą najemców były firmy logistyczne i sieci handlowe, które odpowiadały za 65% powierzchni wynajętej w I półroczu 2020 r. Dodatkowo na rynku zaobserwowano wzrost popytu ze strony  operatorów e-commerce i firm elektronicznych.

„Łódzki rynek magazynowy składa się z trzech głównych i dwóch mniejszych lokalizacji, które od kilku lat rozwijają się bardzo dynamicznie. Najważniejszą z nich jest Łódź czyli dominujące miasto w centralnej Polsce. Rynek ten charakteryzuje się postindustrialną architekturą, na którą kształtowały długie tradycje przemysłowe. Obecnie lokalizacja ta wyspecjalizowała się w dystrybucji miejskiej,  lekkiej produkcji wspartej przez logistykę. Z kolei położony na północ przy autostradzie A2 węzeł Stryków to jeden z najpopularniejszych wyborów dla krajowych i międzynarodowych centrów dystrybucyjnych, w tym firm logistycznych i sieci handlowych. Jadąc na południe od Łodzi autostradą A1 dotrzemy do Piotrkowa Trybunalskiego, który jest określany jako węzeł dystrybucji krajowej. To tu spotykają się droga ekspresowa S8, a także drogi krajowe o numerach 12, 74 i 91. Z kolei najemcy zainteresowani dobrą dostępnością kadry pracowniczej i niższymi kosztami pracy mogą skorzystać z magazynów zlokalizowanych na północ w Kutnie, a także na wschód od Łodzi w Rawie Mazowieckiej” – dodaje Hubert Wojtera z AXI IMMO.  

Ponad połowa zarządzających spółkami na GPW zarabia rocznie znacznie ponad 1 mln zł

Jak wynika z raportu „Wynagrodzenia członków zarządów spółek giełdowych w Polsce” przygotowanego przez EY Polska, mediana całkowitego wynagrodzenia członka zarządu spółki notowanej na warszawskiej giełdzie w 2019 r. wynosiła 1,2 mln zł. Badaniem objęte zostały spółki należące do indeksów WIG20, mWIG40 i sWIG80.

– Od 2018 roku, kiedy przeprowadziliśmy pierwszą edycję badania, obserwujemy stabilny wzrost wynagrodzeń najwyższej kadry kierowniczej. Wzrost ten odpowiadał dotychczas ogólnym trendom wzrostu płac oraz koniunkturze, sprzyjającej osiąganiu przez spółki wysokich wyników, od których uzależniona jest część wynagrodzeń zarządów. Sytuacja związana z pandemią zapewne odwróci obserwowany od kilku lat trend i można spodziewać się, że w 2020 roku zobaczymy spadki wynagrodzeń, spowodowane nie tylko pogorszeniem koniunktury gospodarczej, ale również spadkami kursów akcji części spółek – mówi Karol Raźniewski, Associate Partner EY, People Advisory Services.

Ostatnie lata badań prowadzonych przez EY pokazują, że im większa spółka, tym wyższe wynagrodzenia wypłaca osobom zarządzającym. Jednak nie tylko wielkość przedsiębiorstwa, ale również branża, w której działa firma warunkuje wysokość wynagrodzeń jej kadry zarządzającej. Najwyższe wynagrodzenia odnotowano w 2019 r. w spółkach z branży technologicznej oraz finansowej, natomiast najniższe – w ochronie zdrowia oraz w branży chemicznej.

Ponad połowa zarządzających największymi spółkami notowanymi na GPW zarabiała rocznie znacznie ponad 1 mln złNależy przy tym mieć na uwadze, że wynagrodzenia w spółkach Skarbu Państwa regulowane są przepisami tzw. ustawy kominowej, określającej wysokość wynagrodzenia zarządu i rady nadzorczej. W polskich spółkach nadal dominuje wynagrodzenie stałe. Wynagrodzenie zmienne krótko- i długoterminowe stanowi nadal średnio około 40% wypłaty kluczowego managera. Biorąc pod uwagę cele, których realizacja jest warunkiem otrzymania wynagrodzenia zmiennego, premii, aktualnie tylko 35% spółek zawarło w sprawozdaniu informację o celach wyznaczanych członkom zarządu. Wśród nich najpopularniejsze są zysk netto i EBITDA.
Ponad połowa prezesów spółek na GPW zarabia rocznie znacznie ponad 1 mln złAnalizując z kolei najpopularniejsze formy długoterminowych programów motywacyjnych widać, że – choć stosuje je mniej niż połowa spółek notowanych na GPW – najpopularniejsze są programy oparte o instrumenty pochodne (warranty, akcje fantomowe) oraz programy gotówkowe.

Ponad połowa zarządzających spółkami na GPW zarabia rocznie znacznie ponad 1 mln złBieżący rok przyniósł zmiany w zakresie obowiązków raportowania wynagrodzeń przez spółki notowane. Do końca czerwca 2021 r. mają one obowiązek opublikować szczegółowe sprawozdanie z wynagrodzeń zarządu i rady nadzorczej.

– Zbadaliśmy polityki wynagrodzeń spółek z WIG20 i WIG40. Nie wszystkie z nich wypełniły ustawowy obowiązek opublikowania polityk. Co więcej, znaczna część polityk zawiera tylko część wymaganych elementów. Na przykład niecałe 40% firm jasno określiło kryteria przyznawania wynagrodzeń zmiennych, a tylko 60% spółek stosujących wynagrodzenie w formie instrumentów finansowych podało informację o okresie jego odroczenia . Na etapie sporządzania sprawozdania, które podlega badaniu biegłego rewidenta, trudniej będzie ominąć zapisy ustawy. A warto nadmienić, że wymaga ona podania bardzo szczegółowych informacji i danych w porównaniu do aktualnych praktyk większości spółek – mówi Karol Raźniewski, Associate Partner EY, People Advisory Services.

Raport „Wynagrodzenia członków zarządów spółek giełdowych w Polsce” opisuje praktyki kształtowania wynagrodzeń w dużych i średnich spółkach akcyjnych notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Badaniem objęte zostały spółki giełdowe z najważniejszych indeksów – WIG20, WIG40 i WIG80, które na sierpień 2020 r. opublikowały swoje sprawozdania roczne. Raport pokazuje wynagrodzenia za rok 2019, a więc sprzed okresu pandemii, odzwierciedlając wysoką dynamikę wzrostu gospodarczego oraz niezachwiany wzrost wynagrodzeń, który był w tym czasie jednym z najwyższych w Unii Europejskiej.

Raport Cisco: rosną obawy o bezpieczeństwo świata pracy zdalnej

  • Nowe, globalne badanie Cisco zwraca uwagę na wyzwania i korzyści wynikające z przyspieszonego przejścia na opartą na chmurze pracę zdalną. Ten model wymaga od nas zachowania bezpieczeństwa, zapewnienia łączności i produktywności niezależnie od miejsca wykonywania obowiązków.
  • Zespoły IT nie były w pełni przygotowane na nagłe przejście na model pracy zdalnej. Bezpieczeństwo sieci i urządzeń końcowych stanowią i będą stanowić główne wyzwania przy wdrożeniach hybrydowych środowisk pracy.

Cisco opublikowało nowe, globalne badanie, w którym wskazano na rosnącą liczbę wyzwań związanych z bezpieczeństwem, z którymi muszą się mierzyć firmy wspierające pracowników i klientów w warunkach pracy zdalnej. W raporcie przedstawiono również, w jaki sposób organizacja może zwiększyć swoją elastyczność poprzez wdrożenie zabezpieczeń pozwalających uzyskać dostęp do danych i aplikacji z dowolnego miejsca i na dowolnym urządzeniu. Inwestycje w bezpieczeństwo pomogą przygotować organizację na „nową normalność”, która zostanie z nami na dobre.

Na początku tego roku firmy na całym świecie przestawiły się na model pracy zdalnej niemal z dnia na dzień, w niespotykanej dotąd skali i tempie. Zespoły ds. cyberbezpieczeństwa nie ustawały w staraniach, aby umożliwić wykonywanie obowiązków rozproszonym pracownikom, jednocześnie dbając o ich bezpieczeństwo.

Według raportu Cisco pt. Future of Secure Remote Work Report, większość organizacji na całym świecie była w najlepszym razie tylko częściowo przygotowana do przejścia na pracę zdalną. Pandemia spowodowała przyspieszenie wdrożeń technologii umożliwiających pracownikom bezpieczną pracę z dowolnego miejsca i na dowolnym urządzeniu, przygotowując tym samym firmy na wszystko, co mogło nadejść.

Główne wnioski z badania:

  • 85% organizacji stwierdziło, że cyberbezpieczeństwo jest niezwykle ważne lub ważniejsze obecnie, niż przed wybuchem pandemii COVID-19.
  • Zabezpieczenie dostępu do sieci i zasobów firmowych to największe wyzwanie w zakresie cyberbezpieczeństwa, z którym mierzy się najwięcej organizacji (62%) obsługujących pracowników zdalnych.
  • Co drugi respondent deklaruje, że ochrona urządzeń końcowych, między innymi firmowych laptopów (56%) i urządzeń osobistych (54%), stanowi wyzwanie w warunkach pracy zdalnej.
  • 66% ankietowanych wskazało, że kryzys COVID-19 spowoduje wzrost inwestycji w cyberbezpieczeństwo.

„Cyberbezpieczeństwo od bardzo dawna cechuje ogromna złożoność. Tymczasem nowy tryb pracy zostanie z nami na dobre, a firmy zamierzają zwiększyć nakłady na cyberbezpieczeństwo. Dlatego jako branża stajemy przed wyjątkowa okazja, aby zmienić sposób, w jaki podchodzimy do tej kwestii, żebyśmy mogli jeszcze lepiej zaspokajać potrzeby naszych klientów i użytkowników końcowych” – powiedział Jeetu Patel, starszy wiceprezes i dyrektor generalny Cisco Security & Applications.

Transakcje obligatoryjnie zwolnione z VAT wg Dyrektywy 2006/112/WE

Ustawodawstwo unijne przewiduje zwolnienie z podatku VAT pewnego rodzaju dostaw i usług mających szczególne znaczenie dla społeczeństwa albo systemu poboru podatków. Co do zasady zakres czynności zwolnionych z podatku VAT znajdujący się w Dyrektywie 2006/112/WE z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej znajduje swoje odzwierciedlenie w ustawie o VAT (podstawowym artykułem jest art. 43 ustawy o VAT). Część zwolnień z opodatkowania realizowana jest poprzez zastosowanie 0% podatku, ale finalny efekt jest taki sam, tj. dana czynność nie będzie objęta podatkiem.

Czynności wykonywane w interesie publicznym

Zwolnienie z podatku VAT określone w art. 132 Dyrektywy 2006/112/WE obejmuje w szczególności czynności wykonywane w interesie publicznym. Są to czynności o szczególnym znaczeniu dla społeczeństwa, które można podzielić na kilka grup.

Pierwszą stanowią usługi realizowane przez pocztę państwową oraz dostawa towarów z tymi usługami powiązana. Druga grupa to usługi medyczne, wśród których wyróżnia się świadczenie opieki medycznej, opieki szpitalnej i czynności podnajmowanych przez podmioty prawa publicznego, a także dostawy organów ludzkich, krwi i mleka ludzkiego czy świadczenie usług dentystycznych i dostawy protez dentystycznych. Ponadto zwolnieniu podlegać powinny usługi transportu dla chorych lub rannych pojazdami specjalnie do tego przeznaczonymi. Kolejna grupa obejmuje usługi związane z pomocą społeczną, w szczególności są to usługi świadczone przez domy spokojnej starości, podmioty prawa publicznego oraz inne podobne ośrodki o charakterze społecznym. Zwolnieniu obligatoryjnemu podlegają także usługi w zakresie edukacji. W szczególności dotyczy to kształcenia dzieci i młodzieży, a także usług z tym związanych. Ponadto zwalnia się nauczanie prywatne przez nauczycieli.

Interes publiczny występuje także w przypadku czynności związanych z religią lub filozofią, sportem oraz kulturą. Czynności w tym zakresie co do zasady powinny podlegać zwolnieniu z VAT. Ustawodawca unijny przewidział także zwolnienie dla działalności publicznej świadczonej przez radio i telewizję, z wyłączeniem działalności komercyjnej.

Czynności, które nie są niezbędne do wykonywania wyżej wymienionych czynności w interesie publicznym, nie są objęte zwolnieniem z VAT. Ta sama zasada dotyczy czynności wykonywanych jedynie w celu osiągnięcia dodatkowego dochodu, poprzez bycie bardziej konkurencyjnym w zakresie danych świadczeń niż przedsiębiorstwa komercyjne.

Zwolnienia dotyczące innych czynności

Poza czynnościami wykonywanymi w interesie publicznym ustawodawca unijny zdecydował o zwolnieniu niektórych innych czynności. Katalog takich czynności zawiera art. 135 Dyrektywy 2006/112/WE, a są to w szczególności usługi w zakresie ubezpieczeń i reasekuracji wraz z usługami pokrewnymi, udzielanie kredytów i pośrednictwo kredytowe, pośrednictwo lub wszelkie działania w zakresie gwarancji kredytowych, poręczeń, transakcje dotyczące rachunków depozytowych, bieżących, płatności, walut, banknotów, akcji oraz udziałów.

Ponadto zwalnia się tereny niezabudowane, inne niż dostawy terenów budowlanych, budynki oraz ich części.

W przypadku części czynności (np. dostawa budynków, terenów niezabudowanych, transakcje finansowe, najem i dzierżawa) krajowy ustawodawca może przyznać podatnikom prawo wyboru opodatkowania tych transakcji.

Pozostałe zwolnienia

Osobną grupę czynności zwolnionych stanowią dostawy towarów wykorzystywanych w działalności zwolnionej oraz dostawy towarów w przypadku, gdy podatnikowi nie przysługiwało odliczenie VAT.

Transakcje wewnątrzwspólnotowe i eksport

Wewnątrzwspólnotowa dostawa towarów jest zgodnie z art. 138 Dyrektywy 112 zwolniona z opodatkowania VAT. W przypadku Polski zwolnienie to zostało wprowadzone poprzez zastosowanie 0% stawki podatku po spełnieniu pewnych warunków związanych z transakcją. Podobne regulacje odnoszą się do eksportu towarów poza granice Wspólnoty.

Transport międzynarodowy

Dyrektywa 112 przewiduje zwolnienia z opodatkowania VAT dla transakcji związanych z transportem międzynarodowym, w tym w szczególności dostaw paliwa do jednostek pływających na pełnym morzu oraz do odpłatnego przewozu pasażerów i towarów, a także połowów oraz okrętów wojennych. Podobne regulacje mają zastosowanie w odniesieniu do statków powietrznych.

Ponadto zwolnione są usługi wewnątrzwspólnotowego transportu towarów z przeznaczeniem dla wysp lub pochodzących z Azorów i Madery.

Dyrektywa a polska ustawa

Przepisy dyrektyw unijnych są implementowane do polskiego porządku prawnego. W związku z tym tekst przepisów Dyrektywy został przetłumaczony na język polski, a następnie na tej podstawie powstały przepisy ustawy o VAT. Co do zasady, jeżeli polskie tłumaczenie implementowanych przepisów Dyrektywy 112 jest niedokładne, podatnik może sięgnąć po inną wersję językową. Taki wniosek wynika z wyroku NSA z 30 listopada 2017 r., sygn. akt I FSK 307/16. Sprawa dotyczyła automatów do gier, które spółka chciała sprzedać i liczyła na zwolnienie z podatku VAT, bo przy ich zakupie nie odliczyła podatku. Finalnie NSA stwierdził, że polskie tłumaczenie przepisów jest niedokładne, a podatnik w pierwszej kolejności powinien sięgnąć do wersji francuskiej, a następnie angielskiej i innych języków, ponieważ, jak wskazał NSA, w takiej sytuacji występuje prymat wykładni celowościowej przepisów.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wyniki branży leasingowej po trzech kwartałach 2020r.

  • 48,5 mld zł to łączne finansowanie udzielone przez polską branżę leasingową w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2020r.
  • Dynamika rynku leasingu po trzech kwartałach 2020r. wyniosła -15,2 % r/r.
  • III kwartał wyróżnił się 4,0 proc. dynamiką r/r.
  • Ponad 170 tys. przedsiębiorców zostało objętych wakacjami leasingowymi.

Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy podał, że w ciągu trzech pierwszych kwartałów 2020r. firmy leasingowe udzieliły finansowania o łącznej wartości 48,5 mld zł, przy ujemnej dynamice rynku na poziomie -15,2% r/r. (dane ZPL po trzech kwartałach 2020r.).ZPL_aktywa_po III kw. 2020

Jak zmieniała się sytuacja na rynku leasingu w ciągu roku?

Restrykcje administracyjne, które rząd wprowadził w połowie marca, poskutkowały bardzo wyraźnym wyhamowaniem działalności gospodarczej (głównie w sektorze usług) oraz ograniczeniem aktywności całego społeczeństwa. Ich rezultatem były spadki obserwowane w produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, czy spadki w zakresie wielkości finansowania udzielanego przez firmy leasingowe. Dane Związku Polskiego Leasingu pokazują, że w pierwszej połowie tego roku polska branża leasingowa udzieliła łącznego finansowania o wartości 29,8 mld zł, przy dynamice rynku na poziomie -24% r/r.

W kolejnych miesiącach roku leasingodawcy obserwowali większe zainteresowanie wśród firm finasowaniem udzielanym przez branżę. W samym trzecim kwartale br. wartość nowych kontraktów leasingowych wyniosła 18,8 mld zł, co było wynikiem lepszym o 4,0% r/r. Mimo dodatnich wyników trzeciego kwartału, skumulowane dane branży leasingowej na koniec września pokazują -15,2 proc. dynamikę rynku r/r przy łącznej wartości nowych kontraktów na poziomie 48,5 mld zł.

„Polska branża leasingowa, pomimo spadającej liczby nowych kontraktów, zdecydowała się pomóc przedsiębiorcom w czasie kryzysu. Leasingodawcy – na wniosek swoich klientów – zmieniali harmonogramy spłat i odraczali spłatę rat leasingowych na okres od 3 do 6 miesięcy. W okresie od połowy marca do końca września 2020r., finansujący objęli wakacjami leasingowymi ponad 170 tys. przedsiębiorców, w odniesieniu do 380 tys. umów leasingu. Co istotne 95% pomocy zostało przyznane do końca czerwca 2020 roku” – powiedziała Ewa Łuniewska, Przewodnicząca Komitetu Wykonawczego Związku Polskiego Leasingu.

Struktura rynku leasingu

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku przedsiębiorcy, przy udziale leasingu i pożyczki inwestycyjnej, najczęściej finansowali pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 tony. Mają one 47,6 proc. udział w strukturze rynku. Na drugim miejscu znalazły się maszyny i inne urządzenia (29,9 proc. udział), a na trzecim miejscu – pojazdy ciężarowe (16,8 %). Rzadziej finansowe były: sprzęt IT (1,6%), samoloty, statki i tabor kolejowy (1,5%), nieruchomości (1,3%) i inne aktywa (1,4%).ZPL_struktura_po III kw. 2020

Trendy w grupach produktów

Pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 tony

Po istotnych spadkach w zakresie finansowania pojazdów lekkich w drugim kwartale tego roku, trzeci kwartał przyniósł poprawę i wzrost dynamiki finasowania do 11,9 % r/r. Branża leasingowa w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku sfinansowała pojazdy lekkie (tj. pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 t.) o łącznej wartości 23,1 mld zł, co stanowiło wynik o 9,2 proc. niższy przed rokiem. Tegoroczny spadek finansowania pojazdów lekkich opierał się zarówno o samochody osobowe (-9,3% r/r), jak i pojazdy dostawcze do 3,5 tony (- 8,8% r/r). Co istotne we wrześniu dynamika finansowania pojazdów lekkich wyniosła 21,2% r/r, czyli była zdecydowanie powyżej wyników z lipca i sierpnia.

„Wyniki sektora OSD są mocno skorelowane ze zmianami popytu konsumpcyjnego w Polsce. Już w I kwartale 2020 dynamika wydatków konsumpcyjnych wyhamowała do 1,2% r/r, a w II kwartale odnotowała spadek aż o 10,9% r/r. Zakładamy, że popyt konsumpcyjny pozostanie słaby w dalszej części roku, w dużej mierze za sprawą bardzo negatywnego wpływu pandemii na nastroje konsumentów. Będzie to miało negatywne przełożenie na popyt wewnętrzny i koniunkturę w handlu detalicznym, co jest ściśle powiązane z wielkością finansowania pojazdów lekkich” – powiedział Marcin Nieplowicz, Dyrektor ds. Statystyki i Monitorowania Rynku ZPL.

Maszyny i inne urządzenia

W omawianym okresie łączne finansowanie udzielone przez branżę leasingową na inwestycje w maszyny i inne urządzenia wyniosło 14,5 mld zł, przy ujemnej -7,2 proc. dynamice r/r (dane po trzech kwartałach tego roku). Rezultat, jaki uzyskały maszyny był najlepszym wynikiem wśród głównych segmentów rynku leasingu w Polsce w tym roku. Dynamikę -13,1% r/r odnotowano dla finansowania maszyn leasingiem, a 7 proc. wzrost (r/r) dla finansowania maszyn pożyczką.

„Słabszy wynik uzyskany w maszynach w leasingu jest mocno powiązany z wynikami produkcji przemysłowej. Lock down gospodarki (w tym przede wszystkim zamknięcie części zakładów przemysłowych lub ograniczenie ich działalności) doprowadził do załamania produkcji przemysłowej w kwietniu. Kolejne miesiące przyniosły stopniową normalizację sytuacji, a od czerwca dynamika produkcji osiągnęła dodatni wynik” – powiedział Marcin Nieplowicz, Dyrektor ds. Statystyki i Monitorowania Rynku ZPL.

Analiza ZPL pokazuje też, że wciąż znacznie lepsze wyniki są uzyskiwane w tych segmentach maszyn, w których popyt inwestycyjny nie jest tak mocno uzależniony od zmian koniunktury. To przede wszystkim finansowanie maszyn rolniczych (+6,8% r/r za III kw.) i sprzętu medycznego (+29,0% r/r za III kw.), czyli obszarów mocno powiązanych z pożyczką. Z drugiej strony wciąż na wyraźnym minusie w III kwartale 2020r. były te segmenty maszyn, w których poziom finansowania jest mocno uzależniony od oceny sytuacji gospodarczej tj. maszyny do obróbki metalu i produkcji plastiku czy maszyny poligraficzne.

Pojazdy ciężarowe

W segmencie finansowania pojazdów ciężarowych, gdzie uwzględnione zostały takie aktywa jak pojazdy ciężarowe powyżej 3,5t., ciągniki siodłowe, naczepy i przyczepy oraz autobusy, obserwujemy kontynuację spadków, które rozpoczęły się jeszcze w czerwcu 2019 roku. I połowa roku przyniosła pogłębienie ujemnych dynamik do -51,2% r/r. W samym trzecim kwartale tego roku dynamika finansowania tych pojazdów była na lekkim minusie -3,6% r/r. Skumulowane dane ZPL pokazują, że od początku roku branża leasingowa podpisała nowe kontrakty na pojazdy ciężarowe o łącznej wartości 8,1 mld zł, przy dynamice rynku na poziomie -39,4% r/r.

Grosze wyniki w tym segmencie rynku obserwujemy przede wszystkim w obszarze związanym z międzynarodowym transportem drogowym. W okresie od stycznia do września 2020r. finansowanie ciągników siodłowych spadło o 43,7% r/r, przy dodatniej dynamice za III kwartał (3,8% r/r), a wartość nowych kontraktów dotyczących finansowania naczep i przyczep była niższa o 39,2% r/r. Trudna sytuacja w transporcie zbiorowym jest widoczna w wynikach segmentu autobusów, który w ciągu pierwszych trzech kwartałów zanotował wynik gorszy o 43% r/r, niż przed rokiem. Relatywnie najmniejsze spadki dotyczą segmentu ciężarówek o masie powyżej 3,5 t, a to za sprawą relatywnie dobrego wyniku budowlanki.

Pozostałe segmenty rynku (IT, samoloty, statki, tabor kolejowy i nieruchomości)

W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2020 roku firmy leasingowe sfinansowały także:

  • Sprzęt IT o łącznej wartości 752, 2 mln zł (-5,3 proc. dynamika r/r)
  • Samoloty, statki i tabor kolejowy o wartości 703,7 mln zł (- 10,9 proc. dynamika r/r)
  • Nieruchomości, o łącznej wartości 624,9 mln zł (+55,9 proc. dynamika r/r)

Co firmy leasingowe mówią o kolejnych miesiącach roku?

Według kwartalnego odczytu badania koniunktury branży leasingowej, realizowanego wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach leasingowych zrzeszonych w ZPL, w ostatnim kwartale roku, ankietowane firmy spodziewają się bardzo wyraźnego przyspieszenia aktywności sprzedażowej (za sprawą wzrostu liczby wpływających wniosków leasingowych). Poza tym oczekują zauważalnego wzrostu zatrudnienia i nieznacznego polepszenia jakości portfela.

W zakresie nowej produkcji, połowa badanych firm spodziewa się wzrostu finansowania w segmencie pojazdów lekkich, a 1/3 firm oczekuje wzrostów w zakresie finansowania maszyn i urządzeń. Firmy oczekują też stabilizacji poziomu finansowania w segmencie transportu ciężkiego, a ujemne perspektywy rysują się dla finansowania nieruchomości.ZPL_koniunktura2_po III kw. 2020 ZPL_koniunktura1_po III kw. 2020

Hays Poland: Pracownicy wysoko oceniają swoją efektywność podczas pracy zdalnej

85% pracowników wysoko ocenia swoją efektywność podczas pracy zdalnej. Największym wyzwaniem pozostaje zachowanie równowagi praca-dom.

Pracownicy wysoko oceniają swoją efektywność i produktywność podczas pracy z domu. Mimo że wielu z nich przed pandemią nigdy nie wykonywało swoich zawodowych obowiązków poza siedzibą firmy, to okres pracy zdalnej – chociaż niepozbawiony wyzwań – jest przez pracowników oceniany pozytywnie. Wyniki badania przeprowadzonego przez MC2 Innovations we współpracy z Hays Poland i Uniwersytetem SWPS malują optymistyczny obraz efektywności pracy zdalnej. Jednak wraz z przedłużającym się okresem funkcjonowania w tym modelu pojawia się pytanie, jak w dalszej perspektywie brak bezpośredniego kontaktu pracowników z firmą wpłynie na ich zaangażowanie i poczucie przynależności.

Praca zdalna w okresie pandemii z dnia na dzień stała się codziennością dla rzeszy pracowników. W obliczu zagrożenia epidemicznego wiele firm podejmowało decyzję o umożliwieniu swoim zespołom wykonywania obowiązków zawodowych z domu. Nierzadko taki krok wymagał dodatkowych inwestycji, a także szybkiego stworzenia zasad regulujących funkcjonowanie biznesu w cyfrowej rzeczywistości. Dla wielu organizacji praca zdalna nie była zupełną nowością, lecz zaobserwowaną w roku 2020 skalę jej zastosowania z całą pewnością można określić jako bezprecedensową.

Początkowo firmy i szefowie zespołów stanęli przed wyzwaniem zapewnienia pracownikom narzędzi oraz zasobów niezbędnych do kontynuowania pracy z domu. Jednak wraz z przedłużającym się okresem pracy zdalnej pojawiły się inne trudności i pytania. Firmy zaczęły poświęcać uwagę zagadnieniu skuteczności zarządzania zespołami na odległość, a także efektywności i zaangażowaniu zatrudnionych, którzy w realiach pandemii utrzymują kontakt ze współpracownikami i przełożonym wyłącznie za pośrednictwem środków komunikacji cyfrowej – komentuje Agnieszka Pietrasik, Executive Director w Hays Poland.

Rozważania nad efektywnością pracy zdalnej i wpływem formy świadczenia pracy na poczucie przynależności pracowników, zainspirowały badanie na grupie ponad 800 osób, które w okresie pandemii Covid-19 wykonywały swoje zawodowe obowiązki z domu. Jak wynika z raportu „Zaangażowanie w czasie pandemii. Wpływ Covid-19 i zdalnego trybu pracy na efektywność polskich firm”, stworzonego przez MC2 Innovations, we współpracy z Hays Poland i partnerem merytorycznym, Uniwersytetem SWPS, pracownicy dobrze odnajdują się w realiach pracy zdalnej i wysoko oceniają swoją efektywność w tym modelu. Dostrzegają jednak konkretne wyzwania i braki wiążące się z wykonywaniem pracy poza siedzibą firmy.

Brak równowagi, brak interakcji

Respondenci badania wśród największych wyzwań dla osób pracujących zdalnie wskazali zaburzenie równowagi pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym (43 proc. wskazań). Kolejne 28 proc. respondentów wskazało również na problem z „odłączeniem” się, co skutkuje poczuciem ciągłego przebywania w pracy. Okazuje się, że brak jednoznacznego momentu zakończenia pracy, który w tradycyjnym trybie wyznacza opuszczenie siedziby firmy na koniec dnia, utrudnia pracownikom zdalnym rozdzielenie poszczególnych sfer życia. Wyłączenie komputera po przepracowaniu ośmiu godzin mogło okazać się trudniejsze niż opuszczenie biura. W okresie pandemii pracownicy nierzadko znajdowali się pod większą presją, co mogło sprzyjać pracy w nadgodzinach.

Co więcej, niektórzy w ciągu dnia musieli również opiekować się dziećmi. Nie dziwi zatem fakt, że rozproszenie uwagi zostało zidentyfikowane jako wyzwanie pracy zdalnej przez 28 proc. respondentów. Pracownicy zapytani o czynniki rozpraszające ich podczas pracy zdalnej, najczęściej wskazywali na dzieci i opiekę nad nimi (22 proc.), obowiązki domowe (18 proc.) oraz telefon i bezcelowe przeglądanie Internetu (15 proc.).

Hays Poland – Pracownicy wysoko oceniają swoją efektywność podczas pracy zdalnej

Źródło: Raport MC2 Innovations, Hays Poland, Uniwersytet SWPS „Zaangażowanie w czasie pandemii. Wpływ Covid-19 i zdalnego trybu pracy na efektywność polskich firm”, październik 2020.

Jednocześnie należy podkreślić wyzwania związane ze zmianą formy kontaktu w przestrzeni zawodowej. Aż 37 proc. respondentów jako jedno z głównych wyzwań pracy zdalnej wskazało brak bezpośrednich kontaktów ze współpracownikami, a 25 proc. poczucie samotności oraz izolacji. Zapytani o elementy, których najbardziej brakuje im podczas pracy zdalnej, respondenci badania najczęściej wskazywali na czynniki towarzyskie – spontaniczne rozmowy z kolegami, bezpośrednie spotkania i możliwość wymiany informacji na temat sytuacji w firmie. Zaledwie 16 proc. respondentów zadeklarowało, że podczas pracy zdalnej niczego im nie brakuje.

Wysoka samoocena spójna z rzeczywistością?

Osoby, które podczas pandemii zdalnie wykonywały swoje zawodowe obowiązki, są zadowolone z poziomu swojej efektywności (skutecznego wykorzystania dostępnych zasobów) oraz produktywności (osiąganych efektów pracy). Niemal co drugi respondent badania ocenił efektywność swojej pracy zdalnej bardzo wysoko. Jednocześnie aż 43 proc. respondentów jest przekonanych, iż w pracy zdalnej wykazuje się większą produktywnością, a kolejnych 41 proc. nie dostrzega zmiany produktywności, wynikającej z formy świadczenia pracy. Można zatem wnioskować, że pracownicy są zadowoleni z tego, co udaje im się wypracować w modelu home office. Zapewne zwiększy to ich determinację do zachowania możliwości pracy z domu również po zakończeniu pandemii, gdy firmy powrócą do standardowej formy działalności.Hays Poland – Pracownicy wysoko oceniają swoją efektywność podczas pracy zdalnej 2

Źródło: Raport MC2 Innovations, Hays Poland, Uniwersytet SWPS „Zaangażowanie w czasie pandemii. Wpływ Covid-19 i zdalnego trybu pracy na efektywność polskich firm”, październik 2020.

 

Analiza współzależności pokazała, że im większe doświadczenie w pracy zdalnej przed wybuchem epidemii, tym wyższa ocena swojej obecnej efektywności i produktywności. Osoby, które pracowały zdalnie przed pandemią identyfikują również więcej korzyści płynących z tej formy świadczenia pracy. Wyniki pokazały również, że osoby pracujące więcej dni w tygodniu w trybie pracy zdalnej są mniej zaangażowane. Natomiast osoby pracujące intensywniej w ciągu doby (liczba godzin) otrzymały wyższe wyniki na skali zaangażowania.

Deklaracje pracowników należałoby jednak zestawić z perspektywą pracodawców. Wynikający z raportu obraz skuteczności pracy zdalnej w organizacjach wciąż generuje wiele pytań przede wszystkim dlatego, że jest on nadal dynamiczny i bazuje na deklaratywności odpowiedzi, która nadaje mu ton subiektywizmu.

Subiektywizm ten nie zawsze jest uświadomiony i może być wynikiem presji stanu zagrożenia zarówno biologicznego, jak i społeczno-gospodarczego. Tak być może należy interpretować dysonans poznawczy, który odczuwamy czytając entuzjastyczne samooceny w zakresie efektywności i produktywności, pozytywne odniesienie się do pracy zdalnej jako trybu pracy, ale z drugiej strony sygnalizowane przeciąganie czasu pracy, zniechęcenie brakiem równowagi praca-dom, czy po prostu stres wynikający z izolacji – komentuje Anna Streżyńska, CEO MC2 Innovations i twórca platformy Carrotspot.

Poczucie przynależności w realiach pracy zdalnej

Zdaniem respondentów praca zdalna nie ma wpływu na ich poczucie przynależności do organizacji, w której są zatrudnieni. 43 proc. uczestników badania całkowicie się zgadza, a kolejnych 27 proc. raczej zgadza się ze stwierdzeniem, że w ostatnich miesiącach ich poczucie przynależności się nie zmieniło. Pomimo tak optymistycznych wyników badania, należy również wziąć pod uwagę fakt, że długofalowe skutki masowej pracy zdalnej wciąż pozostają nieznane.

Wiele firm wciąż nie dokonało gruntownej analizy skutków pandemii w obszarze kultury organizacyjnej, zaangażowania i nastrojów pracowników. Obserwacje rynku, ale także odpowiedzi respondentów badania, pozwalają jednak wywnioskować, że w niektórych firmach pandemia – a więc okres niepewności, zmian i pracy zdalnej – unaoczniła braki kompetencji menedżerskich lub ich niedopasowanie do realiów pracy zespołów rozproszonych. Jednocześnie są to elementy kluczowe z punktu widzenia budowania przynależności pracowników.

Pandemia udowodniła, że część kadry menedżerskiej nie była przygotowana do zarządzania pracownikami wykonującymi swoje obowiązki z domu i nie zapewniała im odpowiedniego wsparcia. Tymczasem w realiach pracy zdalnej menedżer powinien stanowić główne ogniwo integrujące osoby pracujące zdalnie z organizacją, darzyć je zaufaniem, wyjaśniać wdrażane zmiany i dbać o poczucie przynależności pracowników, którzy na co dzień nie mają ze sobą bezpośredniego kontaktu. Jest to kluczowe zarówno w przypadku osób, które wykazują duże zaangażowanie i są naturalnie trzonem organizacji, jak i osób, których zaangażowanie jest w danym momencie niższe, ale nadal może ulec poprawie.

Nie istnieje uniwersalny przepis na zarządzanie rozproszonymi zespołami. Każda organizacja i zespół charakteryzuje się inną dynamiką, strukturą i zakresem obowiązków, co wymaga dopasowania stylu zarządzania do ich specyfiki. Jednak tak długo, jak firmy będą wzmacniać przywództwo swoich menedżerów i skoncentrują się na rozwoju kompetencji zarządczych w realiach pracy zespołów rozproszonych, możliwe będzie podtrzymanie pracy zdalnej w organizacjach – bez negatywnych skutków dla poziomu produktywności i zaangażowania pracowników – wyjaśnia Agnieszka Pietrasik z Hays Poland.

O badaniu

Przedstawione wnioski pochodzą z raportu będącego opisem danych uzyskanych w badaniu, które zostało przeprowadzone przez zespół badawczy Carrotspot (MC2 Innovations) przy współpracy Hays Poland i partnera merytorycznego, Uniwersytetu SWPS. Jednym z jego celów było sprawdzenie, czy zmiana trybu pracy ze stacjonarnego na zdalny oddziałuje na efektywność i produktywność w pracy. Badanie zrealizowano techniką CAWI między 1 a 10 sierpnia 2020 r. W badaniu wzięło udział 826 osób.

Indeksy koniunktury ze świata

Piątek upłynął w cieniu publikacji indeksów koniunktury. Pomimo tego, że to tylko wstępne dane widać wyraźnie pewną tendencję względem oczekiwań dalszego rozwoju sytuacji w Europie i za oceanem.

Korzystne indeksy z Europy

Poznaliśmy dane na temat indeksów PMI w Europie. Wstępne dane dla Unii Europejskiej pokazują dość specyficzną tendencję. Z jednej strony coraz lepiej wypada indeks PMI dla przemysłu, a coraz gorzej ten dla usług. Historycznie to często branża usługowa charakteryzowała się większym optymizmem. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę na pewną charakterystyczną cechę obecnego kryzysu. Większość ograniczeń dla gospodarki dotyka branży usługowej, co powoduje, że optymizm tam siłą rzeczy jest niższy niż w przemyśle.

Bezrobocie w Polsce bez zmian

W piątek opublikowano również stopę bezrobocia w Polsce. Była ona zgodnie z oczekiwaniami równa 6,1%. Skończyła się zatem bardzo dobra passa polskiego rynku pracy, gdzie z roku na rok bezrobocie od lat spadało, ustanawiając historyczne minima. Z drugiej strony warto w tym miejscu zwrócić uwagę, że nie jest to poziom, którego, jako kraj, musimy się wstydzić. Złoty przyjął te dane relatywnie spokojnie i podobnie jak przez większość poprzedniego tygodnia po delikatnym przebiciu poziomu 4,59 zł za euro znów odzyskał trochę wartości.

Indeksy za oceanem

W przeciwieństwie do wyników w Europie indeksy koniunktury za oceanem mają się znacznie lepiej. Co więcej, nie widać tam prawidłowości widocznej w Europie, gdzie przedstawiciele usług są wyraźnie bardziej pesymistyczni niż Ci z przemysłu. Dodatkowo, warto zwrócić uwagę, na fakt, że obydwa subindeksy są wyraźnie powyżej 50 pkt, co wskazuje na wiarę respondentów w korzystny rozwój sytuacji. Z drugiej strony odczyty w USA są słabsze od oczekiwań, co pokazuje, że poprawa, której spodziewali się analitycy, nie jest wcale aż taka dobra. Dolar reagował spokojnie na te dane.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

660 mln euro na rozwój nauki i innowacji

660 mln euro – tyle pozyskała Polska w kończącym się właśnie unijnym programie badań i innowacji Horyzont 2020 (2014-2020). To o dwie trzecie więcej niż w analogicznym okresie jego poprzedniej edycji (2007-2013) – wynika z analizy przygotowanej przez Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych Unii Europejskiej.

  • Przez ostatnie sześć lat skorzystały z niego aż 832 polskie podmioty, czyli o połowę więcej niż w latach 2007-2013.
  • W pozyskiwaniu funduszy najwyższą dynamikę wzrostu osiągnęły MŚP i instytuty naukowe i badawcze. To właśnie małe i średnie firmy dostały najwięcej grantów.
  • Polska ma szansę na kolejne środki, w tym na projekty związane z neutralnością klimatyczną. W najbliższych latach, do podziału jest co najmniej 90 mld euro na badania i innowacje, w tym na przeciwdziałanie COVID-19.

Od 36 lat Unia Europejska prowadzi programy ramowe. Ich celem jest rozwój badań naukowych i technologii, które służą rozwiązywaniu kluczowych problemów ważnych z punktu widzenia polityki, gospodarki i społeczeństwa europejskiego. Właśnie dobiega końca ósmy program ramowy – Horyzont 2020 (2014-2020).

– Pozyskaliśmy o ponad 258 mln euro więcej niż w analogicznym okresie poprzedniej edycji programu w latach 2007-2013. To dowód na to, że nasze wnioski są coraz lepszej jakości. Z drugiej strony, chodź zdobywamy coraz większe unijne pieniądze na rozwój nauki i technologii, to w większości jako partnerzy. Tymczasem kluczem do sukcesu są projekty, które się inicjuje i koordynuje. To jest nasz cel na najbliższe lata – mówi Zygmunt Krasiński, dyrektor Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE.

Zygmunt Krasiński zaznacza też, że kwoty, które odzyskaliśmy z budżetu UE na rozwój nauki i technologii są wciąż niezadowalające. – Z Horyzontu 2020 pozyskaliśmy 1,2 proc, a do całego budżetu UE dołożyliśmy 3 proc. Ten niekorzystny trend równoważy się jednak w całościowym bilansie finansowym UE. Nie zapominajmy o tym, że wciąż dostajemy od UE znacząco więcej niż wkładamy, jesteśmy bowiem beneficjentem netto w ramach polityki spójności – podkreśla Zygmunt Krasiński.

Kto najskuteczniejszy?

Najwięcej pieniędzy wśród instytucji naukowych na rozwój badań i innowacji w kraju pozyskał Uniwersytet Warszawski. To blisko 32 mln euro. Na podium znalazł się także Instytut Chemii Bioorganicznej PAN z wynikiem ponad 31 mln euro i Narodowe Centrum Nauki, które zyskało ponad 19 mln euro. W programie Horyzont 2020 polskim liderem pod względem wysokości pozyskanego finansowania została firma FundingBox – fundusz pomagający się rozwijać start-upom i inicjatywom badawczym z całej Europy.

– To dla nas olbrzymi powód do dumy. Uniwersytet Warszawski  zwiększył udział Polski w programie Horyzont 2020, pozyskując niemal 32 mln euro na rozwój badań i innowacji w kraju. Uniwersytet Warszawski jest także podmiotem, który koordynuje projekty o największej wartości – 16,5 mln euro – mówi prof. dr hab. Zygmunt Lalak, prorektor ds. badań UW.

Dwa razy więcej beneficjentów z Polski

W kończącym się programie o połowę wzrosła liczba polskich organizacji, które skorzystały z unijnego budżetu na badania naukowe i innowacje. Wcześniej, w latach 2007-2013, takie wsparcie uzyskało 547 podmiotów. Teraz z programu Horyzont 2020 skorzystały aż 832 instytucje.

Największy budżet pozyskały instytuty naukowe i badawcze oraz uczelnie (ok. 372 mln euro).

Najwięcej wniosków o dofinansowanie własnych projektów złożył sektor prywatny. Firmy i przedsiębiorcy łącznie pozyskali ponad 172 mln euro. W tym prym wiedzie sektor MŚP z wynikiem 116,11 mln euro, czyli rezultatem dwukrotnie wyższym niż w latach 2007-2013. Duże firmy wypadły słabiej (56 mln euro), choć to i tak zdobyły o połowę więcej niż w poprzedniej edycji programów ramowych.

Polska pozyskała o 258 mln euro więcej niż poprzednio. Jak tego dokonaliśmy?

Zdaniem Katarzyny Walczyk-Matuszyk, wicedyrektorki w Krajowym Punkcie Kontaktowym Programów Badawczych UE, to skutek zmian systemowych. – Zmieniły się przepisy w zakresie ewaluacji polskich jednostek naukowych. Udział w projektach międzynarodowych i zdobywanie dużych budżetów po prostu zaczęły się opłacać. Wprowadzono mechanizm łączący unijne programy ramowe z programami krajowymi (tzw. Seal of Exellence). To zapewniło wsparcie dla MŚP i aktywizację polskiego przemysłu. Program Horyzont 2020 zapewnił atrakcyjne poziomy finansowania działań podejmowanych przez firmy. Chodzi o pokrycie 100 proc. kosztów kwalifikowanych w przypadku badań na podstawowych poziomach gotowości technologicznej – wylicza ekspertka.

Ponadto, jak mówi Walczyk-Matuszyk, firmom z sektora MŚP umożliwiono samodzielne aplikowanie o budżet z programu ramowego, co wcześniej nie było możliwe. Wcześniej jedną z największych barier ich udziału w programach ramowych była konieczność dołączenia do konsorcjum projektowego. – Utrudniała to niewystarczająca sieć kontaktów międzynarodowych w obszarze B+R, co nadal jest jednym z dużych wyzwań polskiego przemysłu – dodaje ekspertka.

45 mln euro na trzy międzynarodowe centra badawcze w Krakowie, Warszawie i Świerku

Jednym z największych sukcesów finansowych w programie Horyzont 2020 jest wynik drugiego konkursu Teaming for Excellence. Jego celem jest tworzenie międzynarodowych centrów badawczo-innowacyjnych w konsorcjach krajów o niższych wskaźnikach w zakresie doskonałości naukowej (m.in. Europa Środkowo-Wschodnia i Portugalia) z wiodącymi instytucjami badawczymi w Europie. Trzy ośrodki naukowe – Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie, Instytut Technologii Materiałów Elektronicznych Sieć Badawcza Łukasiewicz i Narodowe Centrum Badań Jądrowych – stworzyły międzynarodowe konsorcja i koncepcję centrów badawczych. Wszystkie trzy wnioski uzyskały pozytywne oceny i w sumie niemal jedną czwartą całego budżetu konkursowego, bo 45 ze 195 mln euro. Te pieniądze rozwiną polską technologię w zakresie badań medycznych, nanotechnologii, przemysłu jądrowego, chemicznego i materiałowego.

Do innowacyjnej ligi mistrzów wciąż aspirujemy

Projekty, na które dostaliśmy pieniądze z programu Horyzont 2020, to w większości współpraca w ramach konsorcjów inicjowanych i koordynowanych przez inne kraje. I choć sytuacja się poprawia, bo koordynujemy o jedną trzecią więcej projektów niż w poprzedniej edycji programu, to i tak przed Polską długa droga.

– Dla polskiej instytucji bycie liderem konsorcjum projektowego to nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę, że pozycja Polski w „European Innovation Scoreboard” i nasze wydatki na B+R są nadal dalekie od średniej europejskiej. Aby zdobyć koordynację, trzeba mieć świetny pomysł i motywację do konkurowania z najlepszymi, po drugie – wedrzeć się do istniejących sieci współpracy, zbudować zaufanie i przekonać do swojego pomysłu – komentuje Zygmunt Krasiński z Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE.

Najwięksi partnerzy polskich instytucji to Niemcy – 1159 wspólnych projektów, Włochy – 1062, Hiszpania – 1028, Francja – 967 i Wielka Brytania – 931. Wśród partnerów Polski spoza UE najwięcej projektów zostało zrealizowanych ze Szwajcarią, Norwegią, Izraelem, Turcją, USA, Serbią, Ukrainą, Islandią, Kanadą i Chinami.

Wciąż niski udział uczelni i naukowców

Zdaniem Krasińskiego, wyzwaniem jest także za mała aktywność uczelni i pracowników naukowych. – Pomimo wyraźnego skoku, wciąż obserwujemy stosunkowo mały udział w wyścigu o dotacje na rozwój badań naukowych i innowacji ze strony krajowych uczelni. Dla przykładu sam Oxford University uzyskał 460 mln euro dofinansowania, podczas, gdy wszystkie polskie uczelnie zdobyły poniżej 200 mln euro – komentuje Krasiński.   

Dane pokazują także małe zaangażowanie naukowców. W programie Horyzont 2020 z grantów indywidualnych skorzystało jak dotąd 180 pracowników naukowych z Polski. W poprzedniej edycji programu było ich 237. Polska nie jest też atrakcyjnym krajem do budowania indywidualnej kariery. W latach 2007-13 do Polski przyjechało 72 naukowców z zagranicy, w ramach grantów z programów ramowych. Do tej pory program Horyzont 2020 pozwolił na rozwój zawodowy 25 takim osobom. Podobnie wygląda to w przypadku grantów Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (ERC) przyznawanych na badania podstawowe – pozyskaliśmy 8 mln euro więcej (skok z 20 do 28 mln), jednak to nadal mniej niż 0,3 proc. budżetu Komisji Europejskiej przeznaczonego na te prestiżowe granty

Mamy coraz większy wpływ na zasady i kształt unijnych programów na badania i innowacje

Zdaniem Zygmunta Krasińskiego z poziomu działania Komisji Europejskiej doświadczyliśmy dwóch ograniczeń, które w kolejnej edycji programu ramowego nie będą już dla nas barierą. Po pierwsze, niekorzystne zasady wynagradzania naukowców, którzy realizują projekty w ramach programów ramowych. Po drugie, brak pomysłu Komisji Europejskiej na rozwiązania systemowe, które zapewniłyby wykorzystanie pełnego potencjału intelektualnego wszystkich krajów UE, a nie tylko tych najbardziej rozwiniętych.

– Dotychczas polski naukowiec zarabiał więcej, gdy realizował projekty z grantów krajowych niż Horyzontu 2020. To powodowało, że naukowcom nie opłacało się walczyć o pieniądze z Komisji Europejskiej. Z drugiej strony, kraje bardziej rozwinięte miały tendencje do realizowania projektów w swoim gronie, co ograniczało udział m.in. Polski w międzynarodowych konsorcjach. Ale te bariery już nie będą nas ograniczać. Dzięki działaniom Polski i innych krajów, Komisja Europejska zmieniła reguły wynagrodzeń i wprowadziła dodatkowe kryterium selekcji projektów, bazujące na różnorodności geograficznej. W nowej perspektywie finansowej stare kraje Unii będą motywowane do współpracy z takimi krajami jak Polska – z satysfakcją zaznacza Zygmunt Krasiński.

Jak podsumowuje, działania na rzecz zwiększenia udziału Polski w budżecie unijnym na rozwój badań i innowacji to trudny proces, który sukcesywnie realizujemy, a w który od lat zaangażowani są główni polscy gracze. – Podjęte od 2014 r. działania dają już efekty, ale ogromna praca przed nami. Cel to udział Polski w kolejnym programie ramowym, Horyzont Europa, na poziomie 3 proc – mówi Krasiński.

Miliardy euro dostępne w najbliższych miesiącach i latach

W ramach programu Horyzont 2020 jest do podziału jeszcze 1 mld euro w ramach konkursu Europejski Zielony Ład. Dofinansowanie otrzymają najlepsze pomysły na innowacje technologiczne i społeczne, które dotyczą klimatu, transportu, energii, budownictwa, rolnictwa, różnorodności biologicznej. Termin składania wniosków mija 26 stycznia 2021 r.

Na lata 2021-27 Komisja Europejska przygotowała kolejne fundusze na inwestycje w badania naukowe i innowacje. Do podziału będzie łącznie ok. 90 mld euro. Dla porównania program Horyzont 2020 opiewał na 77 mld euro. Jednym z najważniejszych celów nowego programu ramowego jest walka z pandemią COVID-19 i spowodowanym nią kryzysem gospodarczym. Największą szansę na wsparcie mają projekty z zakresu zdrowia, kultury, bezpieczeństwa cywilnego na rzecz społeczeństwa. Komisja kładzie nacisk także na technologie cyfrowe, przemysł i przestrzeń kosmiczną, klimat, energetykę i mobilność, żywność, a także biogospodarkę, zasoby naturalne, rolnictwo i środowisko.

Prezentujemy wypowiedzi 9 ekspertów:

  • dr hab. Zygmunt Lalak, prorektor ds. badań UW
  • Anna Dymowska, partner w FundingBox
  • dr Jacek Gajewski, koordynator Projektów Międzynarodowych, Narodowe Centrum Badań Jądrowych w Świerku
  • Mateusz Sagan, dyrektor handlowy, SDS Optics
  • Jacek Szymanek, członek zarządu Mostostal Warszawa SA
  • dr hab. Magdalena Król, kierownik Samodzielnej Pracowni Biologii Nowotworu w Instytucie Biologii SGGW, współzałożycielka firmy Cellis, w której rozwija komórkową terapię nowotworów
  • Anna Gembicka, Sekretarz Stanu, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej
  • Zygmunt Krasiński, dyrektor, Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE
  • Katarzyna Walczyk-Matuszyk, zastępczyni dyrektora, Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE

Prof. dr hab. Zygmunt Lalak, prorektor ds. badań UW

Uniwersytet Warszawski znacząco zwiększył udział Polski w programie Horyzont 2020, pozyskując niemal 32 mln euro na rozwój badań i innowacji w kraju. Jest także podmiotem, który koordynuje projekty o największej wartości – 16,5 mln euro.

Na Uniwersytecie Warszawskim wspieramy potencjał naukowy, staramy się przede wszystkim stworzyć optymalne warunki do pracy badawczej, inwestujemy w infrastrukturę, prowadzimy wewnętrzne programy grantowe. W ramach programu Inicjatywa Doskonałości – Uczelnia Badawcza realizujemy działania, które sprzyjają pozyskiwaniu prestiżowych międzynarodowych projektów, a także wspomagają ich skuteczną realizację.

Biuro Międzynarodowych Programów Badawczych oraz sekcje obsługi badań naukowych i sekcje finansowe w poszczególnych jednostkach zapewniają obsługę administracyjną i finansową projektów. Aktywnie poszukują kandydatów na wnioskodawców, pomagają w planowaniu ścieżki rozwoju kariery naukowej, organizują spotkania mentoringowe, warsztaty i konsultacje indywidualne, a także zachęcają do udziału w programie UWERTURA Narodowego Centrum Nauki na staże w zagranicznych zespołach naukowych, które realizują granty Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (European Research Council, ERC).

Dotychczasowi laureaci grantów ERC dzielą się swoimi doświadczeniami z innymi naukowcami, którzy zamierzają się ubiegać o grant. Stają się mentorami młodszych kolegów, recenzują pomysły naukowe, opiniują wnioski, odbywają spotkania indywidualne, a także uczestniczą w panelach próbnych przed drugim etapem konkursu (Starting Grants i ERC Consolidator Grants), do których zapraszani są eksperci spoza UW, również naukowcy zagraniczni.

Te wszystkie działania są jednak tylko dodatkiem do talentu naszych naukowców. Bez nich nawet najlepszy system wsparcia czy najnowocześniejsza aparatura nic by nie dały.

Anna Dymowska, partner w FundingBox

Spółka pozyskała jedną dziesiątą całego budżetu (8,5 proc.) przyznanego polskim beneficjentom. Z uwagi na to, że FundingBox to dystrybutor kaskadowy pieniędzy z Komisji Europejskiej do podmiotów z całego świata, które biorą udział w dofinansowanych projektach, tylko część tego budżetu została w kraju. FundingBox to także firma, która samodzielnie prowadzi projekty o wartości 15 mln euro, a tym samym jest w top3 polskich podmiotów koordynujących projekty z ramienia Polski.

Pewnie nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, jeśli powiem, że pozyskiwanie funduszy z programów ramowych bardziej przypomina wyścig długodystansowy niż sprint. Oczywiście organizacje muszą przede wszystkim wiedzieć, że istnieje taka możliwość, i tu praca Krajowego Punktu Kontaktowego Programów Badawczych UE ma kluczowe znaczenie dla rozpowszechniania informacji publikowanych przez KE. Aby odnieść sukces, organizacje muszą połączyć podejście strategiczne (zidentyfikowanie i uszeregowanie pod względem ważności tematów, które mają znaczenie) ze zoptymalizowanym zasięgiem swojej sieci kontaktów (tj. budowanie nowych relacji i utrzymywanie obecnych). Wszystko to wymaga czasu i poświęcenia. Dotarcie do właściwych partnerów jest najtrudniejszym aspektem równania, ponieważ zależy w dużej mierze od czynników zewnętrznych.

Oczywiście nie można lekceważyć znaczenia czasu poświęconego na przygotowanie dobrego wniosku, ponieważ konkurencja jest duża. Idea projektu, a szczególnie jego wartość dodana, musi być wyraźna, jasno wyjaśniona i odpowiednio przedstawiona w formularzu zgłoszeniowym. Ten szczegół, jakim jest właściwa prezentacja projektu, jest oczywisty, ale jednak bardzo trudny do zrealizowania, tym bardziej że musimy to zrobić, choć w znanym, to jednak w obcym języku.

Dr Jacek Gajewski, koordynator Projektów Międzynarodowych, Narodowe Centrum Badań Jądrowych w Świerku

NCBJ w Świerku to jeden z pięciu polskich podmiotów, które najbardziej zwiększyły udział Polski w programie Horyzont 2020. NCBJ pozyskał 17,5 mln euro na rozwój badań i nowych technologii jądrowych.

Uczestnictwo w programach ramowych UE i Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej to dla nas szansa na współpracę naukową w ramach głównych światowych trendów badawczych. W ramach kończącego się programu Horyzont 2020 stworzyliśmy międzynarodowe centrum badawcze o nazwie NOMATEN, które działa według światowych standardów organizacyjnych i prowadzi badania sprofilowane na potrzeby polskiego przemysłu i medycyny.

Aby efektywnie pozyskiwać fundusze zagraniczne na działalność badawczą i rozwojową, mamy w naszych strukturach dwa zespoły, które zajmują się pozyskiwaniem grantów zewnętrznych, pisaniem wniosków projektowych i ich rozliczaniem. Bardzo ważne jest dla nas to, aby powstawały w Polsce infrastruktury badawcze, aby inicjowane i organizowane były długofalowe współprace naszych ekspertów w ramach międzynarodowych sieci i komitetów eksperckich. Widzimy też potrzebę stworzenia systemu kształcenia kierowników projektów i organizatorów prac badawczych oraz specjalistów do spraw kontaktów z przemysłem.

Mateusz Sagan, dyrektor handlowy, SDS Optics

SDS Optics to jeden z trzech polskich MŚP, które w największym stopniu zwiększyły udział Polski w programie Horyzont 2020. Firma pozyskała niemal 4 mln euro na rozwój technologii, która może zastąpić tradycyjną biopsję w diagnostyce nowotworowej.

Małe i średnie firmy są małe i średnie, a pozyskanie pieniędzy z programu ramowego wymaga wielkiego zaangażowania. Jakie są trzy kluczowe czynniki sukcesu z perspektywy organizacji?

Z programu Horyzont 2020 pozyskaliśmy niemal 4 mln euro na badania kliniczne i komercjalizację przełomowej technologii do diagnostyki markerów nowotworowych w rakach piersi. Nie było to łatwe. Grant pozyskaliśmy dopiero za trzecim podejściem. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że o skuteczności MŚP w pozyskiwaniu pieniędzy z programu ramowego UE decydują trzy czynniki. Po pierwsze, przełomowa technologia. Należy być przygotowanym z oceną własnego pomysłu, mieć oceny ekspertów zewnętrznych, szczególnie gdy mówimy o projektach medycznych czy bardzo zaawansowanych technologii. Konkurencja jest tak duża, że finansowanie otrzymują tylko najbardziej przełomowe projekty. Drugim czynnikiem jest wytrwałość. Rzadko komu udaje się pozyskać grant za pierwszym podejściem. Nie byłoby to też możliwe bez zespołu. Żadna firma nie wypełni sama tak skomplikowanego wniosku grantowego.

Jacek Szymanek, członek zarządu Mostostal Warszawa SA

Mostostal Warszawa SA to jedna z pięciu polskich dużych firm, które najbardziej zwiększyły udział Polski w programie Horyzont 2020. Firma pozyskała niemal 2,3 mln euro na rozwój inteligentnego budownictwa w kraju.

Od 15 lat uczestniczymy w programach ramowych Unii Europejskiej, dzięki czemu możemy tworzyć innowacyjne technologie w sektorze budowlanym. Projekty, które realizujemy, są związane z materiałami budowlanymi, efektywnością energetyczną i cyfryzacją. W tym zakresie szczególną rolę odgrywa technologia BIM (ang. Building Information Modeling), która umożliwia ciągły i natychmiastowy dostęp do informacji o projekcie, jego kosztach i harmonogramach. W sektorze budowlanym wykorzystanie tego systemu zarządzania budynkami to oczywista droga rozwoju. Udział w programie Horyzont 2020 pozwolił nam sfinansować wiele projektów spójnych z naszą strategią rozwoju na rynku i zgodnych z globalnymi trendami w zakresie inteligentnego budownictwa.

Prof. dr hab. Magdalena Król, kierownik Samodzielnej Pracowni Biologii Nowotworu w Instytucie Biologii SGGW, współzałożycielka firmy Cellis, w której rozwija komórkową terapię nowotworów

Prof. dr hab. Magdalena Król jest przykładem naukowczyni, która pozyskała dwa granty Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych (European Research Council, ERC) na rozwój badań i innowacji w kwocie ponad 1,56 mln euro. Jej projekt naukowy został uznany za jeden z 10 flagowych projektów realizowanych przy wsparciu ERC przez ostatnią dekadę.

Aplikowałam o grant Europejskiej Rady ds. Badań Naukowych, ponieważ miałam pomysł na ambitny, długoletni projekt, w dodatku obarczony bardzo dużym ryzykiem. Obecnie system polskich grantów nie wspiera innowacji – wygrywają projekty przewidywalne i krótkie. Nie ma możliwości pozyskania tak „dużych” grantów dla młodych naukowców jak te, które są przyznawane w ramach programów ramowych KE poprzez Europejską Radę ds. Badań Naukowych. Taki grant to niewyobrażalna wolność, niezależność i swoboda, której naukowiec potrzebuje jak powietrza. Dzięki temu projektowi moja kariera zawodowa przyspieszyła i nabrała innego wymiaru – stałam się przedsiębiorcą. Mam start-up, w którym zamieniam to, co odkryłam dzięki grantowi z KE, w prawdziwą terapię. Do tego mam najwspanialszy na świecie zespół współpracowników.

Anna Gembicka, Sekretarz Stanu, Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej

Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej w partnerstwie z Instytutem Podstawowych Problemów Techniki PAN – Krajowym Punktem Kontaktowym Programów Badawczych Unii Europejskiej realizuje bezpłatny ekspercki program wsparcia dla polskich firm w zakresie wypracowania innowacji i pozyskiwania grantów unijnych, w tym z programów ramowych – Innovation Coach. Projekt finansowany jest z budżetu Programu Operacyjnego „Inteligentny Rozwój” i stanowi drugą ścieżkę instrumentu STEP – Sprawdzimy Twój Eksperymentalny Pomysł na Projekt. Dotychczas prawie 300 przedsiębiorstw z całej Polski wzięło udział w procesie coachingu innowacji i otrzymało indywidualne rekomendacje, które mają przybliżyć je do skutecznego aplikowania o środki europejskie.

Jak zwiększyć udział przedsiębiorców w aplikowaniu o fundusze z programów ramowych UE na badania, rozwój i innowacje (B+R+I)?

Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej ma na to pomysł. Resort wskazuje korzyści dla firm, które mają potencjał, ale nie wprowadziły dotychczas do swojej działalności prac badawczo-rozwojowych, albo nie aplikowały o granty na te cele. Oferujemy bezpłatną pomoc dla firm, które mają już konkretny pomysł na innowacyjny projekt. Ten instrument nazwaliśmy Sprawdzimy Twój Eksperymentalny Pomysł w skrócie STEP. Firmy z konkretnym pomysłem na innowację otrzymują bezpośrednie i indywidualne wsparcie eksperta, który analizuje pomysł w kontekście kryteriów oceny projektów. W ten sposób przedsiębiorstwo uzyskuje indywidualną, uwzględniającą specyfikę branży i firmy analizę słabych i mocnych stron pomysłu. To dobry punkt wyjścia do przygotowania wniosku konkursowego (I ścieżka STEP).

Z kolei firmy, które nie mają pomysłu na innowację, ani doświadczenia w pozyskiwaniu grantów na działania B+R+I, otrzymują wsparcie coacha. Analizuje on branżę, środowisko i dotychczasowe doświadczenie przedsiębiorstwa. Następnie w trakcie bezpośredniej współpracy z przedsiębiorcą bada potencjał jego organizacji, możliwości i zasoby w zakresie B+R+I. Coach uwzględnia również sytuację finansową, kadrową oraz infrastrukturalną. W rezultacie przedstawia przedsiębiorcy rekomendacje wdrożenia innowacji w przedsiębiorstwie oraz możliwości pozyskania finansowania na innowacje z Unii Europejskiej (II ścieżka STEP – Innovation Coach). Celem obu ścieżek instrumentu STEP jest zwiększenie liczby firm prowadzących działalność B+R+I, które zostaną odbiorcami środków unijnych na działalność B+R+I.

Zygmunt Krasiński, dyrektor, Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE

Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE wspiera udział polskich jednostek naukowych, przedsiębiorstw oraz innych podmiotów w programach ramowych. Zadaniem KPK jest informowanie o konkursach, organizowanie dni informacyjnych, seminariów, konferencji, prowadzenie strony internetowej, przygotowywanie publikacji i biuletynów.

Dlaczego tak mało projektów koordynujemy?

Programy ramowe UE, takie jak Horyzont 2020, to liga mistrzów badań i innowacji. Dla polskiej instytucji bycie liderem konsorcjum projektowego to nie lada wyczyn, biorąc pod uwagę, że pozycja Polski w „European Innovation Scoreboard” i nasze wydatki na B+R są nadal dalekie od średniej europejskiej.

Koordynatorzy projektów to podmioty, które decydują o kształcie projektu i składzie konsorcjum, a co za tym idzie – otrzymują największe fundusze. Aby zdobyć koordynację, po pierwsze, trzeba mieć świetny pomysł i motywację do konkurowania z najlepszymi, po drugie – wedrzeć się do istniejących sieci współpracy, zbudować zaufanie i przekonać do swojego pomysłu. Po trzecie – mieć za sobą wsparcie i profesjonalne zaplecze administracyjne instytucji, w której projekt będzie realizowany. To trudny proces, który wymaga strategicznego podejścia, zarówno ze strony osoby sprawującej rolę lidera, jak i samej instytucji.

Kluczowe czynniki to także krajowa strategia umiędzynarodowienia nauki, systemy zachęt i oceny działalności badawczej, programy wsparcia dla innowatorów oraz wprowadzanie odpowiednich mechanizmów, które pomagają łączyć krajowe programy finansowania badań i innowacji z programami międzynarodowymi.

Od początku 2019 r. obserwujemy wyraźne zwiększenie dynamiki wzrostu polskiego uczestnictwa w Horyzoncie 2020, również jeśli chodzi o liczbę koordynacji. Na 1750 projektów, w których uczestniczymy, co szósty koordynujemy i liczba koordynacji jest już o jedną trzecią wyższa niż w poprzednim programie ramowym (7PR). Polskie wnioski uzyskują coraz lepsze oceny.

Nadal wyzwaniem dla Polski jest wciąż za niski udział polskich uczelni w Horyzoncie 2020. Pomimo wyraźnego skoku w strukturze polskiego uczestnictwa obserwujemy cały czas udział uczelni na poziomie 27 proc., a więc ponad 10 pkt proc. niższym niż w całym Horyzoncie 2020 (39 proc.). Dla przykładu sam Oxford University uzyskał 460 mln euro dofinansowania, podczas gdy wszystkie polskie uczelnie zdobyły poniżej 200 mln euro. Wyzwaniem jest niskie zainteresowanie naszych naukowców aplikowaniem do Horyzontu 2020, w szczególności w konkursach Marii Skłodowskiej-Curie, które umożliwiają rozwój kariery naukowej dzięki wyjazdom zagranicznym i przyjazdom zagranicznych naukowców do Polski.

Co negatywnie wpłynęło na nasz wynik w programie Horyzont 2020?

Z poziomu pojedynczych organizacji należy wymienić: zbyt małe zainteresowanie współpracą międzynarodową, słabą aktywność w Brukseli, często zbyt niski poziom naukowy i innowacyjny projektów, niekorzystne zasady wynagradzania dla naukowców realizujących projekty w ramach programu Horyzont 2020, brak jasnych celów strategicznych instytucji w obszarach badawczych, wraz z rozpoznaniem tego, gdzie jest potencjał do konkurowania, a także brak narzędzi do wdrażania w organizacji strategii zwiększenia udziału w programach ramowych (nowe regulaminy wynagradzania, systemy motywacyjne, zapewnienie profesjonalnego wsparcia administracyjnego i eksperckiego dla zespołów naukowych).

Z poziomu krajowego to, co ograniczyło nasze możliwości, to m.in. brak strategicznych celów i działań krajowych na rzecz umiędzynarodowienia, niski poziom współpracy międzyministerialnej na rzecz zwiększenia udziału w Horyzoncie 2020 i brak lobbowania w Brukseli. Idąc dalej – brak konkretnych zachęt dla innowacyjnych przedsiębiorców inwestujących w B+R, brak motywacji dla naukowców i ich instytucji do składania dobrych wniosków do programów ramowych, takich jak kryteria oceny działalności badawczej, czy za mały nacisk na synergię programów krajowych na badania i innowacje z programem ramowym. Nie da się nie wspomnieć o niewystarczających działaniach na rzecz podniesienia rangi polskiej nauki poprzez systemowy wzrost nakładów na jej rozwój i promocję.

Z poziomu działania Komisji Europejskiej wystąpiły dwie główne bariery, które osłabiły nasze wyniki w programie Horyzont 2020. Po pierwsze, niekorzystne zasady wynagradzania naukowców, którzy realizują projekty w ramach programów ramowych. Po drugie, brak pomysłu Komisji Europejskiej na wyrównanie poziomu innowacyjności we wszystkich regionach UE.

Przez cały okres trwania kończącego się właśnie programu ramowego polski naukowiec zarabiał więcej, gdy realizował projekty z grantów krajowych niż europejskich. To powodowało, że naukowcom nie opłacało się walczyć o pieniądze z Komisji Europejskiej. Wpłynęliśmy na zmianę tych zasad wynagradzania. W kolejnym programie ramowym są dla nas korzystne. Trzeba tylko dostosować regulaminy wynagradzania w jednostkach naukowych, do czego zachęca inicjatywa MNiSW – PAKT („Premia dla AKTywnych”).

Przez lata obserwowaliśmy też, że Komisja Europejska nie miała pomysłu na rozwiązania systemowe, które zapewniłyby wykorzystanie pełnego potencjału intelektualnego wszystkich krajów UE, a nie tylko tych najbardziej rozwiniętych, które mają tendencję do realizowania projektów we własnym gronie. Dzięki skutecznemu lobbingowi w Brukseli w kolejnym programie ramowym – Horyzont Europa – zostanie wdrożone dodatkowe kryterium selekcji projektów, bazujące na różnorodności geograficznej. W nowej perspektywie finansowej stare kraje Unii będą motywowane do współpracy z takimi krajami jak Polska.

Podjęte od 2014 r. działania dają już efekty, ale ogromna praca przed nami, aby zrealizować cel, jakim jest udział Polski w kolejnym programie ramowym, Horyzont Europa, na poziomie 3 proc.

Katarzyna Walczyk-Matuszyk, zastępczyni dyrektora, Krajowy Punkt Kontaktowy Programów Badawczych UE

Czemu MŚP radzi sobie lepiej niż duże firmy?

Pomijając to, że małych i średnich firm w Polsce jest znacznie więcej niż dużych, przede wszystkim umożliwiono firmom z sektora MŚP samodzielne aplikowanie o budżet z programu Horyzont 2020. Wcześniej jedną z największych barier ich udziału w programach ramowych była konieczność dołączenia do konsorcjum projektowego. Niedostateczna sieć kontaktów międzynarodowych w obszarze B+R to jedna z bolączek polskiego przemysłu. Kolejne to brak zasobów, przede wszystkim kadr z doświadczeniem w realizacji projektów międzynarodowych, niska aktywność we współpracy ze środowiskiem naukowym czy koncentracja na celach krótkoterminowych.

Nie bez znaczenia jest również przebieg procesu podejmowania decyzji o tym, czy dołączyć do projektu lub go koordynować. W MŚP taka ścieżka jest krótka i szybka, w dużych firmach to często długi proces wymagający akceptacji na kilku szczeblach.

Przygotowanie i opracowanie działań w zakresie B+R danego przedsiębiorstwa powinno iść w parze z dostosowaniem ich do aktualnych trendów rynkowych i biznesowych. Projekty powinny być zatem odpowiedzią na zmiany koniunktury, czego np. oczekiwała Komisja Europejska w ostatnich konkursach poświęconych skutkom kryzysu wywołanego przez COVID-19. Tutaj znowu MŚP łatwiej mogą się dostosować do zmian, podczas gdy np. przestawienie produkcji w dużej firmie to proces czaso- i kapitałochłonny.

Co zwiększyło naszą skuteczność w programie Horyzont 2020?

Po pierwsze, zmiana legislacyjna w zakresie ewaluacji polskich jednostek naukowych. Udział w projektach międzynarodowych, zdobywanie dużych budżetów po prostu się opłaca. Ta pociągnęło za sobą zmiany w strategii czy organizacji poszczególnych jednostek. Dane pokazują, że skutecznie, bo udział uczelni się zwiększył.

Po drugie, wprowadzono mechanizm łączący program ramowy z programami krajowymi dla MŚP, co dodatkowo zaktywizowało polski przemysł. Firmy, które startowały w konkursach realizowanych w ramach programu Horyzont 2020, a których wnioski były ocenione bardzo dobrze, ale zabrakło im punktów potrzebnych do pozyskania grantu, mogły liczyć na pozyskanie budżetu z kraju. Stało się to możliwe dzięki konkursom Szybka Ścieżka w NCBR i InnoLab w PARP oraz dzięki formalnemu uprawnieniu z KE w postaci tzw. certyfikatu Seal of Excellence.

Po trzecie, KE wprowadziła w programie Horyzont 2020 atrakcyjne poziomy finansowania działań podejmowanych przez firmy – nawet 100 proc. kosztów kwalifikowanych w przypadku badań aplikacyjnych na jednym z podstawowych poziomów gotowości technologicznej.

Sytuacja na polskim rynku biurowym w III kw. 2020 r.

Popyt na największych rynkach regionalnych w Polsce od stycznia do września, pomimo pandemii, był niższy o 11% r-d-r. Jednak ze względu na obecną sytuację wielu najemców odkłada tymczasowo plany ekspansji lub decyzje o relokacji.

Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na polskim rynku biurowym w trzecim kwartale 2020 r.

Popyt

W okresie od stycznia do końca września w Polsce wynajęto prawie 907 000 mkw. Na sam III kw. przypadło blisko 240 000 mkw. (113 000 mkw. w Warszawie, 126 000 mkw. poza nią).

Zapotrzebowanie na powierzchnię biurową poza Warszawą sięgnęło prawie 460 000 mkw. od początku roku. To wynik niższy o 11% w stosunku do analogicznego okresu w 2019. Największą aktywnością wykazali się najemcy na rynku wrocławskim, łódzkim i trójmiejskim, osiągając odpowiednio o 66%, 46% i 11% lepsze rezultaty w popycie rok do roku. Warto też wspomnieć, że za 43% zapotrzebowania na biura oraz jedenaście z piętnastu największych transakcji w analizowanym okresie na rynkach regionalnych odpowiadały firmy technologiczne. – komentuje Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych, JLL

Popyt w okresie od stycznia do września wynikał głównie z odnowień umów najmu, które w samym trzecim kwartale stanowiły 52% aktywności najemców.

Ze względu na obecną sytuację firmy często decydują się na przedłużenie umów najmu, a nie na relokację. Ponadto, jednym z najbardziej widocznych obecnie trendów jest rosnąca liczba ofert podnajmów. Z ok. 116 000 mkw. takiej podaży na głównych rynkach biurowych poza Warszawą, 30% znajduje się we Wrocławiu, 23% w Trójmieście i 22% w Krakowie. – dodaje Karol Patynowski

Największe tegoroczne umowy najmu zawarto w Warszawie: rekordowy przednajem PZU w Generation Park Y (46 500 mkw.), kontrakt typu sale and leaseback DSV na Mokotowie (20 000 mkw.), oraz odnowienie najmu i ekspansja Poczty Polskiej w Domaniewska Office Hub (19 800 mkw.). Jeśli chodzi o miasta regionalne, warto wspomnieć o przedłużeniu umów przez Nokię w dwóch wrocławskich biurowcach: West Gate i West Link (na łączną powierzchnię ponad 28 500 mkw.) oraz przez ABB w biurowcu Axis Krakowie (20 000 mkw.).

Podaż

Łączne zasoby powierzchni biurowej w Polsce wynoszą 11,5 mln mkw., z czego na największe miasta regionalne przypada 5,7 mln mkw.
W pierwszych trzech kwartałach 2020 r. na polskim rynku biurowym do użytku oddano ok. 540 000 mkw., w tym ponad 305 000 mkw. w regionach. Warto podkreślić, że na rynkach poza stolicą 42% powierzchni ukończono w samym trzecim kwartale. W Polsce, w budowie pozostaje obecnie ok 1,3 mln mkw. w tym prawie 700 000 mkw. powierzchni jest realizowane poza Warszawą. Jest to mniej niż przed wybuchem pandemii, co wynika głównie z faktu, że deweloperzy nie rozpoczynają na razie nowych inwestycji. – tłumaczy Hanna Dąbrowska, Analityk Rynku, JLL

Do największych projektów ukończonych w Polsce pomiędzy styczniem a wrześniem należą, m.in. wielofunkcyjny kompleks The Warsaw Hub (89 000 mkw., Ghelamco Poland), warszawskie biurowce Varso I&II (46 600 mkw., HB Reavis) oraz Chmielna 89 (25 200 mkw., Cavatina Holding), Olivia Prime B w Gdańsku (25 000 mkw., Olivia Business Center) oraz trzy budynki zrealizowane przez Skanska Property Poland: Centrum Południe we Wrocławiu (23 700 mkw.), Wave A w Trójmieście (26 600 mkw.) oraz czwarty budynek kompleksu High5ive w Krakowie (23 000 mkw.).

Rynek inwestycyjny

Aktywność inwestorów w sektorze biurowym utrzymuje się na wysokim poziomie.
Od stycznia do września sfinalizowano w Polsce 26 transakcji biurowych o wartości ponad 1,54 mld euro. To trzeci najwyższy wolumen w historii tego sektora, jeśli chodzi o dziewięć pierwszych miesięcy roku. Poza Warszawą, gdzie inwestorzy byli w tym czasie najbardziej aktywni, dużym zainteresowaniem cieszyły się również Kraków, Katowice i Wrocław. Wyniki za trzeci kwartał wskazują na nieznaczne spowolnienie pod względem liczby nowych transakcji, m.in. ze względu na obostrzenia dotyczące podróżowania. Spodziewamy się jednak, że odroczone umowy kupna-sprzedaży będą kontynuowane w kolejnych miesiącach, co powinno znaleźć odzwierciedlenie w wynikach za 2021 rok. – komentuje Tomasz Puch, Dyrektor Działu Rynków Kapitałowych Nieruchomości Biurowych i Magazynowych, JLL

Największymi tegorocznymi transakcjami na rynkach regionalnych były na razie: sprzedaż High 5ive II (bud. 4&5) oraz zakup Equal Business Park (A, B, C) w Krakowie. Obie z nich zostały sfinalizowane w pierwszej połowie roku przy udziale JLL.

Powierzchnie niewynajęte i czynsze

Średni poziom pustostanów w Polsce to 10,7%. W Warszawie 9,6% istniejących zasobów biurowych pozostaje do wynajęcia, natomiast poza nią – 11,9%. W przypadku rynków regionalnych jest to wzrost o 2,8 p.p. r-d-r i 1,7 p.p. w ujęciu kwartalnym. Zmiana ta wynika m.in. z zakończenia w trzecim kwartale inwestycji, będących wynajętych niespełna w połowie. Najniższym współczynnikiem pustostanów mogą się pochwalić Katowice (7,0%), podczas gdy najwyższe wskaźniki są obecnie w Łodzi i we Wrocławiu (w obu przypadkach 14,3%).

Aktualnie na rynkach poza Warszawą najwyższe czynsze transakcyjne charakteryzują Kraków (14-15,5 euro/ mkw. / miesiąc), a najniższe Lublin (10,5-11,5 euro / mkw. / miesiąc.

Co dalej z gazociągiem Nordstream2?

Projekt budowy gazociągu Nordstream 2, mającego zwiększyć ilość gazu płynącego aktualnie z Rosji do Niemiec, budzi wiele kontrowersji. Niemcy – główny beneficjent projektu – odpierają zarzuty, jakoby miałyby działać wbrew interesowi politycznemu Unii Europejskiej. Swoje motywacje podpierają argumentem, że budowa Nordstream 2 podyktowana jest pobudkami ekonomicznymi. To jednak nie zmienia faktu, że ekonomiczne powody budowy drugiej nitki gazociągu pod Bałtykiem mocno dotykają inne kraje Unii. Importując tani gaz bezpośrednio z Rosji – z pominięciem państw Europy Środkowowschodniej – działają na niekorzyść między innymi Polski, która zajmuje się eksportem rosyjskiego gazu do dalszych krajów europejskich. Na nasze szczęście budowa gazociągu stanęła pod znakiem zapytania, ze względu na amerykańskie sankcje nałożone na Rosję.

– Jeszcze pod koniec 2019 roku wydawało się że nie da się nic zrobić i dojdzie do realizacji gazociągu Nordstream 2, który ma połączyć Rosję i Niemcy wbrew interesom europejskim i atlantyckim. Jednak sankcje, którymi USA grozi Rosji za otrucie opozycjonisty Aleksieja Nawalnego, doprowadziły do nowej debaty na temat tego projektu – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny portalu BiznesAlert.pl. – W Parlamencie Europejskim trwa na ten temat debata. Pojawił się apel Komisji Europejskiej o to, aby coś wreszcie zrobić z Nordstream2. To powoduje, że projekt stoi pod znakiem zapytania. Polacy wyszli z inicjatywą, proponując Niemcom import większej ilości gazu przez Baltic Pipe – który łączy Polskę i kraje zachodnie. Niemcy najpewniej odrzucą tę propozycję, co odsłoni ich hipokryzję – pokaże, że nie budują drugiej nitki Nordstream ze względu na niedobór gazu w swoim kraju. Chcą nim zastąpić szlak ukraiński szlakiem niemieckim i być rozdzielnią rosyjskiego gazu w Europie. Realizując ten wąski, własny interes ekonomiczny podkopują wspólną politykę europejską i atlantycką – podkreśla Jakóbik.

Nawet Komisja Europejska ma wątpliwości co do Pakietu Mobilności – jak interpretować nowe przepisy?

Zmiany dotyczące czasu jazdy i odpoczynku kierowców w całej Unii Europejskiej obowiązują od 20 sierpnia. Upłynęły więc już dwa miesiące, a w dalszym ciągu nie ma jasnych informacji, jak respektować zapisy, które weszły w życie. Wśród przedstawicieli branży transportowej pojawia się coraz więcej wątpliwości związanych z interpretowaniem nowej dyrektywy. Co więcej, sama Komisja Europejska wskazała kilka zastrzeżeń w konstrukcji nowych zapisów. Ta sytuacja w szczególności dotyczy ponad 35 tys. międzynarodowych przewoźników drogowych z naszego kraju, dla których wykonywanie przewozów w obliczu niepewności prawnej znacznie zwiększa ryzyko prowadzenia działalności. Mateusz Włoch, ekspert OCRK z Grupy INELO przedstawia najważniejsze wątpliwości związane z interpretacją przepisów wprowadzonych wraz z Pakietem Mobilności.

Obowiązkowy powrót kierowcy, a może tylko obowiązkowa organizacja tego powrotu?

Inspekcje zwracają szczególną uwagę na to, że nowy obowiązek dotyczy firm transportowych, a nie bezpośrednio kierowców. Mowa bowiem o obowiązku zorganizowania przez przedsiębiorcę powrotu, a niekoniecznie o obowiązku powrotu dla samego kierowcy, który może zdecydować o pozostaniu w innym kraju.

Rozporządzenie ostatecznie nie wyjaśnia na jakich zasadach kierowca może nie wracać. W toku prac nad Pakietem Mobilności pojawiła się wersja rozporządzenia z ustępem traktującym o możliwości udokumentowania braku powrotu kierowcy, ale w tekście ostatecznym już go zabrało. Co więcej, art. 8a rozporządzenia 561 określa, że „przedsiębiorstwo dokumentuje, w jaki sposób spełnia ten obowiązek, i przechowuje tę dokumentację w swoim lokalu oraz przedstawia ją na żądanie organów kontrolnych.” Niestety forma tej dokumentacji nie została określona. Mogą więc to być wszelkie dane, jakie posiada firma, włącznie z informacjami z karty kierowcy. Warto zwrócić tutaj uwagę na kwestię odpowiedniego rejestrowania dojazdu kierowcy za pomocą wpisu manualnego wraz z wpisami krajów rozpoczęcia i zakończenia pracy.

Z innego zapisu wynika, że jeżeli kierowca jest dowożony na miejsce pracy, to powinien zaznaczać na karcie dyspozycyjność, a ta z kolei nie jest traktowana jako odpoczynek. Oznacza to, że jeżeli trucker w ostatnim dniu trasy pracował już 15 godzin (np. od 07:00 do 22:00), to powinien wykonać najpierw odpoczynek dobowy, a dopiero potem może zostać odwieziony z miejsca pracy do domu lub na bazę innym środkiem transportu.

Szczególnie pokrzywdzeni będą kierowcy zza wschodzniej granicy

Dla przedsiębiorstw funkcjonujących na zasadach wyjazdów kierowców dłuższych niż 3, czy 4 tygodnie to ogromna rewolucja w całej dotychczasowej działalności. Zmiana ta dotknie w szczególności kierowców zza wschodniej granicy, którzy zatrudniają się w polskich firmach. Tacy truckerzy chcą być jak najdłużej w trasie, aby jak najwięcej zarobić, a następnie jak najdłużej przebywać w domach. Ci kierowcy nie chcą wracać do polskiej bazy, gdzie nie mają rodziny i tutaj odbierać odpoczynku. Co więcej, nowe przepisy nie określają warunków, jakie ma zapewniać taka placówka.

Odpoczynki tygodniowe, czyli jak skomplikować już skomplikowane reguły

Najtrudniejsze w dobrym rozplanowaniu czasu pracy kierowców do tej pory były odpoczynki tygodniowe. Po zmianach przepisów staje się to jeszcze trudniejsze, ponieważ nie tylko nie zostały rozwiane poprzednie niejasności, ale pojawiło się wiele zupełnie nowych. Ważną kwestią jest to, że nowe zasady odstępstwa od przepisów dotyczą jedynie sytuacji, gdy kierowca odbiera z rzędu dwa odpoczynki tygodniowe skrócone za granicą. W przypadku jednak, gdy kierowca nie będzie korzystał z tego odstępstwa, to musi stosować się do poprzednich zasad odpoczynków tygodniowych.

Pod znakiem zapytania stają więc kwestie wykonywania dwóch odpoczynków tygodniowych skróconych na dotychczasowych zasadach. Dlatego do czasu wyjaśnienia sytuacji bezpieczniej w przypadku wystąpienia takiej sytuacji zastosować się do wszystkich zasad odstępstwa. Co ciekawe wspomniane reguły nie dotyczą branży przewozu osób.

Najwięcej wątpliwości związanych jest ze wspomnianymi odpoczynkami tygodniowymi skróconymi pod rząd. Pewne jest tylko to, że mają one zostać odebrane przed kolejnym regularnym odpoczynkiem tygodniowym. Kwestią interpretacji jest, czy ta rekompensata musi się zmieścić w okresie 6 dób pomiędzy odpoczynkami tygodniowymi oraz czy przed rekompensatą powinien zostać odebrany odpoczynek dzienny. Zastosowanie się do najbardziej rygorystycznej wersji wydaje się najbezpieczniejszym rozwiązaniem:

przykład poprawnego odbierania odpoczynków według zapisów Pakietu Mobilności
Grafika przygotowana przez Grupę INELO: przykład poprawnego odbierania odpoczynków według zapisów Pakietu Mobilności

Jednak takie „bezpieczne” rozwiązanie niesie za sobą wiele ograniczeń – kierowca w ostatnim tygodniu musi wrócić odpowiednio wcześniej, aby rekompensaty zmieściły się w 6-ciu okresach 24-godzinnych, jak również później spędzić przynajmniej kilka dni w domu.

Dodatkowo, dwa odpoczynki tygodniowe skrócone z rzędu zaostrzają obowiązek zorganizowania powrotu kierowcy do kraju. W takiej sytuacji przedsiębiorstwo powinno zorganizować powrót kierowcy jeszcze przed kolejnym odpoczynkiem tygodniowym regularnym.

Wyjazdy poza UE

Umowa AETR, zawierająca przepisy dotyczące czasu jazdy i odpoczynków, do których muszą się stosować kierowcy wykonujący przewozy poza kraje UE, Szwajcarię, Norwegię czy Lichtenstein, nie uległa zmianie. Oznacza to, że nie zawiera ona np. nowych odstępstw dot. odpoczynków tygodniowych. Wybierając fracht w kierunku wschodnim kierowca powinien stosować się do poprzednich zasad. Nie jest jasne, kiedy i czy w ogóle nowe zasady zostaną wprowadzone do AETR. Służby kontrolne mają twardy orzech do zgryzienia jeśli chodzi o to, w jaki sposób zweryfikować naruszenia kierowcy, który wykonywał przewozy na zmianę, raz w ramach AETR, innym razem w Unii.

Przedłużenie czasu jazdy przy powrocie do bazy lub domu naszpikowane dodatkowymi warunkami

Prawidłowe, zgodne z zasadami nowego brzmienia artykułu 12. rozporządzenia 561/2006 zastosowanie możliwości przedłużenia czasu jazdy przy powrocie na bazę lub do domu nie jest takie proste jak się wydaje. Te dwa nowe akapity kryją wiele pułapek – np. to, że można przedłużyć czas jazdy dziennej oraz tygodniowej (56h), ale już nie można przedłużyć czasu jazdy dwutygodniowej (90h). Ważne też, że przy przedłużeniu jazdy można jedynie za późno odebrać odpoczynek dobowy w pojedynczej obsadzie, ale nie można naruszyć żadnych innych zasad odpoczynków dziennych czy też tygodniowych. Kontrolujący zwracają uwagę na konieczność zaistnienia sytuacji szczególnej, niespodziewanej jak i na inne warunki takie jak powrót na odpowiedni odpoczynek tygodniowy 24/45h w zależności od długości przedłużenia, wydruk wraz z opisem sytuacji, rekompensaty przedłużonego czasu, czy wymagana przerwa 30 minut przed dodatkowymi dwoma godzinami jazdy.

Brakuje jeszcze sporo informacji od UE

W pakiecie mobilności wspomniano m. in. o konieczności powstania nowego rozporządzenia o dokumentowaniu okresów kiedy kierowca jest poza pojazdem – nie znamy jednak jeszcze daty kiedy takowe przepisy się pojawią. Jest to ważna kwestia, ponieważ obecnie osoby, które rzadko wykonują przewozy drogowe, a najczęściej pracują np. w biurze lub prowadzą pojazd do 3,5 tony muszą wykonywać długie i skomplikowane wpisy manualne.

Jakie są konsekwencje niedopełnienia formalności? Takie pytanie często pada z ust przewoźników. W przypadku nowych zasad dot. np. organizacji powrotu kierowcy odpowiedzi jeszcze nie ma. Jest to związane z tym, że do nowego rozporządzenia każde państwo członkowskie powinno jeszcze dopasować krajowy taryfikator. Dodatkowo, zgodnie z nowymi zasadami wszystkie kraje UE muszą te taryfikatory przetłumaczyć na wszystkie oficjalne języki w UE, tak aby mogły być one opublikowane na specjalnej stronie internetowej – do tej pory nie z ostały jeszcze wprowadzone zmiany w taryfikatorach. Nie ma także witryny zawierającej ich przetłumaczone wersje.

Brak także informacji o nowych wyłączeniach i ich obowiązywaniu w poszczególnych krajach. Chodzi tutaj np. o przewóz gotowego betonu – w Polsce jest on wyłączony z obowiązku stosowania tachografu na mocy ustawy o czasie pracy kierowców, ale jak jest w innych krajach? O tym powinna informować KE, ale jak widać są tutaj spore opóźnienia.

KE również ma wątpliwości – czy i kiedy poznamy odpowiedzi?

Zastrzeżenia, nie tylko do obowiązujących już zapisów, ale także do tych, które mają dopiero wejść w życie od 2 lutego 2022 roku ma także Komisja Europejska. W oficjalnej deklaracji w odniesieniu do wprowadzenia obowiązku powrotu pojazdu do kraju, jak również zaostrzenia zasad kabotażu stwierdziła:

„Komisja oceni teraz dokładnie wpływ tych dwóch aspektów na klimat, środowisko i jednolity rynek. Uczyni to z uwzględnieniem Zielonego Ładu i środków mających na celu dekarbonizację transportu i ochronę środowiska, przy jednoczesnym zapewnieniu dobrze funkcjonującego jednolitego rynku. Po dokonaniu oceny skutków Komisja, w razie konieczności, skorzysta z prawa do przedstawienia ukierunkowanego wniosku ustawodawczego przed wejściem w życie tych dwóch przepisów.”

Prace w tym zakresie są już prowadzone – np. we wrześniu przewoźnicy mogli uzupełnić ankietę dotyczącą wspomnianych aspektów. Jest więc szansa, że jedne z największych zagrożeń w przepisach dla rodzimych firm wykonujących przewozy międzynarodowe zostaną zniesione.

Z informacji do których dotarliśmy wynika, że KE prawdopodobnie do końca br. przeprowadzi ocenę skutków nowych regulacji dot. powrotu ciężarówki oraz zasad kabotażu.

Również w związku z wieloma wątpliwościami odnośnie interpretacji wprowadzonych w sierpniu nowych reguł czasu jazdy i odpoczynku kierowców istnieje spora szansa, że powstaną wytyczne wyjaśniające najbardziej newralgiczne kwestie. Zanim jednak to nastąpi spodziewamy się oficjalnych odpowiedzi od KE, np. na pytania sformułowane przez organizację IRU.

Należy również pamiętać, że poszczególne państwa członkowskie jak np. Polska czy Litwa zapowiedziały złożenie skargi na przepisy pakietu mobilności do Trybunału Sprawiedliwości UE. Czas procedowania spraw w trybunale jest zwykle długi i wyjaśnienie tych kwestii może potrwać przynajmniej kilkanaście miesięcy.

Autorem materiału jest Mateusz Włoch, ekspert OCRK, Grupa INELO.

Przegląd wydarzeń tygodnia 26.10-30.10.2020

Finisz kampanii wyborczej w USA, niknące szanse na porozumienie fiskalne i gwałtowna fala pandemii z rekordami liczby zakażeń po obu stronach Atlantyku. Czynniki te sprawiają, że ubiegłotygodniowe osłabienie dolara nie powinno być kontynuowane. W normalnych warunkach rynek żyłby serią ważnych danych, ale rekordowe odbicie wzrostu w trzecim kwartale w obliczu jego niechybnego wygasania jest jedynie miłym wspomnieniem, coś jak pocztówka z wakacji na którą przypadkiem natykamy się sprzątając biurko.

Ubiegłotygodniowy przedział wahań EUR/USD, czyli 1,17-1,19 powinien zostać utrzymany. Zagrożone stają się waluty surowcowe, przede wszystkim państw eksportujących ropę naftową. Nowa fala restrykcji uderza w zapotrzebowanie na surowiec a jego dostępność wcale nie spada, m.in. za sprawą powrotu ropy z Libii na rynek. Cały czas zagrożony pozostaje również złoty. EUR/PLN flirtuje ze szczytem z przełomu września i października a wyżej są już tylko rekordy kursu notowane podczas marcowego, pandemicznego krachu.

Jeśli nerwowość przed wyborami prezydenckimi nie będzie wspierać USD (poprzez redukcję pozycji w aktywach ryzykownych), to walucie mogą pomóc dane. Wstępny odczyt PKB za III kw. (czw) powinien potwierdzić silne odbicie gospodarki po lockdownie z II kw., wyraźnie lepsze niż pierwotnie zakładano. Dane podkreślą solidniejsze podstawy USA w porównaniu chociażby z Europą, nawet pomimo wyższych statyk zachorowań latem. Regionalne wskaźniki koniunktury (jak Chicago PMI – pt) mogą wskazywać na osłabienie tempa wzrostu w IV kw., ale ogólnie sytuacja w gospodarce USA nie wygląda niepokojąco. Innym pozytywnym znakiem będzie spodziewany wzrost indeksu nastrojów konsumentów (wt).

W Europie szaleje COVID-19 i ponad 20 krajów notuje rekordy liczby zakażeń. Wprowadzenie nowych restrykcji może być argumentem za pogorszeniem nastrojów i sprzedażą europejskich aktywów. Sytuacja zdrowotna prawdopodobnie przyćmi odczyty danych: Ifo (pon) i PKB (pt). Jesienna fala pandemii prawdopodobnie stanie się też tematem konferencji prasowej prezes EBC, gdzie raczej należy się spodziewać pesymistycznego wydźwięku. Zmian w polityce jednak nie będzie – te najwcześniej mogą pojawić się w grudniu, kiedy bank będzie w posiadaniu nowych projekcji makroekonomicznych.

Rozmowy na temat brexitu mają być intensyfikowane z każdym dniem. Od szczytu UE z połowy października większość sygnałów ze strony kluczowych urzędników po obu stronach była pozytywna. Pozostał niecały miesiąc na finalizację rozmów, gdzie rynek powoli dyskontuje sukces i kupuje GBP. Jednak wrażliwość na zgrzyty i niepokojące nagłówki pozostaje bardzo wysoka.

W Polsce na pierwszym planie pozostaną statystyki dotyczące się rozprzestrzeniani się COVID-19 i czy rządowe restrykcje skutecznie osłabią tempo przyrostu nowych zakażeń. Dla złotego ryzyka przeważają po negatywnej stronie. Choć na razie 4,60 EUR/PLN stanowi psychologiczną barierę, tak przy obawach o nowe rekordy w liczbie zachorowań nie można wykluczać nasilenia presji sprzedaży złotego i zrównania marcowych szczytów (4,6340). Zakładamy utrzymanie CPI w październiku na 3,2 proc. r/r.

Bank Kanady powinien pozostawić stopę overnight na 0,25 proc. (śr). Ostatnie dane (w tym kwartalny raport kondycji przedsiębiorstw – Business Outlook Survey) potwierdzają solidne odbicie ożywienia, choć bez osiągnięcia poziomów aktywności sprzed wybuchu pandemii. Odbicie w aktywności powinno też przeciwdziałać spadkowi inflacji. Taki stan zdejmuje z banku centralnego presję na wprowadzenie bardziej akomodacyjnej polityki. Ryzyka związane z ponownym wzrostem zachorowań nie znikają, ale relatywnie neutralna postawa BoC (na tle gołębich RBA/RBNZ) powinna premiować CAD w stosunku do AUD lub NZD.
Odczyt inflacji CPI z Australii (śr) nie powinien mieć istotnego znaczenia dla AUD. RBA zdaje sobie sprawę z inflacji mocno odbiegającej od celu, ale obecnie za priorytet stawia rynek pracy.

Bank Japonii utrzyma parametry polityki pieniężnej bez zmian (czw), ale w towarzyszącym decyzji raporcie nt. perspektyw gospodarczych powinna zostać podkreślona przewaga negatywnych ryzyk dla aktywności gospodarczej i trendów cenowych z powodu pandemii. BoJ podtrzyma gołębie nastawienie wraz z kontynuacją programu pożyczkowych. Nie spodziewamy się reakcji JPY na decyzję.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dywersyfikacja portfela inwestycyjnego, co trzeba wiedzieć?

W czasie niepewnej sytuacji gospodarczej, eksperci od spraw finansów odradzają “stawiania wszystkiego na jedną kartę”, zalecając budowę zdywersyfikowanego portfela inwestycyjnego, który pozwala znacznie ograniczyć ryzyko. Na czym polega taka dywersyfikacja? Jakie są jej zalety i wady?

Różne branże, inny horyzont czasu

Paulina Łata, doradca klienta z poznańskiego oddziału Reliance Polska
Paulina Łata, doradca klienta z poznańskiego oddziału Reliance Polska

Termin dywersyfikacja wywodzi się z języka łacińskiego od słów diversus – różny oraz facio – robię i oznacza rozszerzenie, a także zróżnicowanie zachowań bądź obszaru działalności np. przedsiębiorstwa. Dywersyfikacja portfela inwestycyjnego polega więc na inwestowaniu kapitału w różne aktywa w ramach odmiennych branż, celem zminimalizowania ryzyka związanego z niepowodzeniem inwestycji. Najtrafniej opisują to znane sentencje “nie stawiaj wszystkiego na jedną kartę” bądź “nie wkładaj wszystkich jajek do jednego koszyka”. Posiadanie spółek z różnych branż jest niezmiernie ważne, gdyż na każdą z nich mają wpływ różne czynniki mikro i makroekonomiczne. Paulina Łata, doradca klienta z poznańskiego oddziału Reliance Polska zwraca również uwagę na to, że w dywersyfikacji portfela istotne jest posiadanie instrumentów zarówno długo, jak i krótkoterminowych:

W celu osiągnięcia najlepszej możliwej płynności finansowej konieczne jest dobieranie instrumentów długo i krótkoterminowych. Głównym celem dywersyfikacji jest maksymalne zmniejszenie ryzyka inwestycyjnego, które możemy osiągnąć, inwestując w kilka odmiennych projektów np. w kilka różnych spółek o innym współczynniku korelacji stóp zwrotu. Budując swój portfel, należy zacząć od analizy potrzeb oraz możliwości finansowych. Pod uwagę należy wziąć takie parametry jak wolne środki finansowe, oczekiwany horyzont czasu, prognozowany zysk oraz próg ryzyka. Rynek finansowy jest obecnie mocno rozbudowany, mamy szereg możliwości inwestycyjnych w aktywa stałe, dobra materialne (grunty, nieruchomości, złoto), jak i aktywna płynne typu papiery wartościowe czy też inwestycje kapitałowe. Właściwa dywersyfikacja zależy w dużej mierze od osobistych celów, preferowanych sektorów inwestycyjnych oraz tolerancji ryzyka – mówi Paulina Łata.

Płynność finansowa i nutka ekscytacji

Eksperci wskazują, że budowa zdywersyfikowanego portfela niesie ze sobą szereg korzyści: – Główną zaletą dywersyfikacji jest komfort zabezpieczenia swojego majątku, a także nutka ekscytacji, którą dają nam inwestycje z większym potencjałem zysku, niemające określonego limitu – twierdzi Paulina Łata, doradca klienta z poznańskiego oddziału Reliance Polska. – Dodatkowo, budując w odpowiedni sposób portfel inwestycyjny, mamy większą płynność finansową, czyli swobodę korzystania z zainwestowanych środków, która umożliwia nam dalsze powiększanie majątku i nie ogranicza nas w sytuacjach kryzysowych, gdy zmuszeni jesteśmy wykorzystać część kapitału. Jedyna wada, która przychodzi mi na myśl, to trudności mogące pojawić się w zarządzaniu takim portfelem. Dlatego bardzo istotne jest, aby korzystać z wiedzy osób specjalizujących się w tej dziedzinie. Zwróćmy uwagę na to, że oprócz czasu, który trzeba  poświęcić na rzetelną kontrolę aktywów, trzeba też rozsądnie ocenić sytuacje. Doradca przeanalizuje wszystkie skomplikowane zapisy w umowach inwestycyjnych, podpowie nam, kiedy warto wycofać się z danej inwestycji, a kiedy rozpocząć nową, nie tracąc przy tym kontroli, chociażby w kwestii towarzyszących nam emocji – mówi Paulina Łata.

Niepewna koncentracja

Przeciwieństwem dywersyfikacji portfela jest koncentracja. Skoncentrowany portfel inwestycyjny polega na skupieniu wszystkich środków na aktywach jednej spółki, jest to długoterminowa  inwestycja, w której zysk uzależniony jest od wartości danej spółki .

Z tego typu inwestycji czerpiemy regularne dochody, nie mniej jednak nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ile potrwa hossa danego podmiotu.  Zupełnie inaczej jest w przypadku inwestycji z określonym z góry zyskiem. Jest to korzystne rozwiązanie jako jeden z dodatkowych instrumentów w naszym portfelu inwestycyjnym. Najważniejszy jest balans, im szerszy i bardziej rozbudowany portfel, tym bardziej prawdopodobne, że będzie on odzwierciedlał wyniki z całego rynku finansowego – zauważa doradca klienta Reliance Polska.

Czy warto korzystać z pomocy w imporcie towarów z Chin?

Import towarów z Chin do Polski powinien być przemyślany. Nie wystarczy sam pomysł. Konieczna może okazać się znajomość tamtejszej kultury i zwyczajów biznesowych. W tym celu warto skorzystać z pomocy specjalistów, którzy zajmą się całkowitą lub częściową obsługą importu z Chin, np. wyszukaniem fabryki oraz jej audytem lub kontrolą poprodukcyjną.

Na czym polega częściowa obsługa importu towarów z Chin

Podczas importowania towarów z Chin można napotkać kilka kluczowych trudności. Zdarzają się one zarówno na samym początku (np. jaką wybrać fabrykę do produkcji towarów?), jak i na etapie kończącym (np. jak dobrze skontrolować załadunek towaru w Chinach?). W tym celu warto skorzystać z pomocy osób, które wezmą odpowiedzialność za jeden lub więcej etapów importowania towarów z Chin.

W Fullbax nie tylko pośredniczymy w transporcie, ale również od podstaw realizujemy import z Chin do Polski. Doskonale znamy biznesowe realia tamtejszego regionu, dlatego wiemy, jak zadbać o: produkcję, jakość i transport towarów naszych klientów.

Częściowa obsługa importu z Chin daję więc możliwość: wydajnej produkcji wysokiej jakości towarów, bezpiecznego i szybkiego transportu, a w konsekwencji duży zysk. Zobacz, na jakim etapie możemy Ci pomóc!

Jak wybrać fabrykę w Chinach do produkcji towarów?

Fabryk w Chinach nie brakuje, jednak kluczowe jest wybranie tej jedynej, która spełni nasze oczekiwania, co do jakości i kosztów produkcji. Aby uzyskać pożądany efekt, ważna jest znajomość chińskich portali handlowych oraz doświadczenie w rozmowach z chińskimi firmami. Warto wyszukać więcej niż jedną fabrykę, a następnie sprawdzić (poprzez wstępne rozmowy), która z nich jest w stanie zrealizować nasze potrzeby. W Fullbax dokonujemy dodatkowo wstępnej kontroli wybranego producenta, sprawdzając go pod względem: wiarygodności, bezpieczeństwa i jakości, produkowanych towarów.

Sprawdzanie producenta i audyt fabryki

Profesjonalna pomoc w imporcie z Chin oznacza również dokładne sprawdzenie producenta oraz audyt wybranej fabryki.

Sprawdzanie wiarygodności producenta oznacza korzystanie z oficjalnych rejestrów firm w Chinach. Można w nich skontrolować m.in.: konta bankowe i wypłacalność, status i zakres działalności, udziałowców firmy czy rejestracje w poszczególnych urzędach. Warto wiedzieć, że wyszukiwanie chińskich firm w Google nie działa, ponieważ tamtejsze wyszukiwarki korzystają z nieco innego algorytmu.

Warto więc korzystać z pomocy, dzięki której uzyskasz pewność, co do rzetelności wybranego producenta.

Co więcej, audyt fabryki w Chinach pozwala sprawdzić, w jakim stanie znajduje się budynek oraz jak wyglądają tamtejsze warunki pracy. Zdarza się, że mimo nienagannej sytuacji prawnej, fabryka prezentuje się źle. Jej audyt – dostosowany do zakresu prowadzonej działalności – umożliwia więc kontrolę nie tylko od strony prawnej i teoretycznej, ale również praktycznej. Sprawdzenie sytuacji rzeczywistej na miejscu chroni przed nieuczciwymi producentami!

Profesjonalna kontrola towaru w Chinach

Jeśli wszystkie poprzednie etapy przebiegły pomyślnie, fabryki prawdopodobnie rozpoczęły produkcję Twoich towarów. Czy to oznacza koniec odpowiedzialności za uzyskany efekt? Oczywiście, że nie! W Fullbax wyróżniamy 3 różne rodzaje kontroli zależne od etapu prowadzonych prac:

  • kontrola produkcyjna (wraz z wysyłką próbek towarów do Polski),
  • kontrola poprodukcyjna,
  • kontrola załadunku towaru z Chin.

Dla osób mieszkających w Polsce, kontrola produkcji w Chinach jest problematyczna ze względu na różnice czasowe. Kiedy w Polsce jest godzina 8:00, w Chinach kończy się dzień pracy. Z tego powodu jest mała szansa, że otrzyma się odpowiedź na wysłanego maila! Specjaliści Fullbax mieszkają w Chinach na co dzień, dlatego zapewniają nieograniczony kontakt z fabryką od rana do wieczora!

Kontrola poprodukcyjna natomiast sprowadza się do dokładnego mierzenia i ważenia wyprodukowanych towarów, a następnie porównania ich względem poszczególnych wytycznych. W przypadku problemów towar pozostaje w fabryce, a producent jest zmuszony go poprawiać, aż do uzyskanie oczekiwanego efektu.

Na etapie załadunku warto sprawdzić, czy towar zgadza się pod względem ilościowym i jakościowym w poszczególnych kontenerach. Następnie można otworzyć losowe kartony, aby sprawdzić wybrane towary. Bardzo ważne jest, aby osobiście doglądać ładowanie kontenera. W Fullbax jesteśmy obecni na miejscu, gdzie nagrywamy całą procedurę i wysyłamy ją w formie filmu video dla naszych klientów, aby mogli na własne oczy zobaczyć proces załadunku.

Import towarów z Chin do Polski na Twoich zasadach!

Całkowita lub częściowa obsługa importu z Chin pozwala: wybrać właściwego producenta, zrobić audyty fabryki, skontrolować proces produkcji, sprawdzić wytworzone produkty pod kątem jakości i ilości, a następnie dokonać bezpiecznego załadunku. W Fullbax możemy zająć się wszystkimi lub wybranymi etapami. W ten sposób oferujemy import towarów z Chin do Polski na Twoich zasadach! My bierzemy pełną odpowiedzialność za produkcję w Chinach, a Ty możesz spokojnie czekać w Polsce na produkty, dzięki którym zwiększysz dochód i rozwiniesz swoją firmę.

Black Friday 2020 w Polsce: jak będą kupować pokolenia?

2020 rok bezsprzecznie przyspieszył rewolucję technologiczną sprawiając, że zdecydowana większość pokolenia Baby Boomers (osoby urodzone w latach 1946-1964) skutecznie przeniosła swoje nawyki zakupowe do online’u. Q4 jest najważniejszym dla handlu, bowiem znajdują się w nim 3 bardzo istotne peaki zakupowe – Święta, poświąteczne wyprzedaże oraz Black Friday. W związku z tym ostatnim Grupa Domodi przeprowadziła badanie, w którym sprawdzono w jaki sposób różne pokolenia planują realizować zakupy podczas zbliżającego się Czarnego Piątku.

Promocje jak zawsze kuszące

Z ankiety wynika, że 47% badanych już dziś wie, że na pewno weźmie udział w BF, natomiast 43% – pozostaje w tej kwestii niezdecydowanych. 10% deklaruje w tym temacie brak zainteresowania tym dniem. Na pytanie, dlaczego Black Friday jest idealną okazją do zrobienia zakupów internauci odpowiadali, że obok niskiej ceny i oczywiście rabatów cenią także możliwość kupienia większej liczby rzeczy oraz dostępność darmowej dostawy. Wśród wymienianych korzyści, istotną okazuje się także zakup rzeczy markowych w atrakcyjnych cenach.Black Friday_wyniki badania_Grupa Domodi (2)

Według badanych, optymalny czas trwania Black Friday to weekend – wskazało tak 51% osób. Dla 36% – idealnym jest tydzień, a tylko 6% uważa, że 1 dzień celebrowania jest wystarczającym. To ważna wskazówka dla sklepów i marek, które planują swoje sprzedażowe działania.

Dlatego w tym roku, podobnie jak w poprzednim, zdecydowaliśmy się na akcję sprzedażową “Black Week”, która będzie trwała 7 dni. Nasze doświadczenia sprzedażowe pokazują, że to optymalny czas na podejmowanie decyzji zakupowych przez konsumentów – mówi Martyna Głowińska, marketing i PR manager w Grupie Domodi.Black Friday_wyniki badania_Grupa Domodi (3)

Nawyki zakupowe Polaków

55% badanych deklaruje, że rok rocznie ich aktywność zakupowa w trakcie Black Friday  skupiała się głównie na kanale online’owym. Przemawia za tym fakt szybkości znalezienia produktu, wysokość rabatów i brak kolejek w sklepach. 14% ankietowanych wybierało głównie kanały offline’owe w tym czasie, gdyż lubią sprawdzić produkt przed zakupem. Natomiast 24% ankietowanych korzysta z miksu kanałów – przeplatając ze sobą sklepy internetowe ze stacjonarnymi.

Pomimo sytuacji związanej z pandemią, aż 73% badanych deklaruje, że w tym roku ich nawyki zakupowe związane z Black Friday nie ulegną zmianie, z czego: 45% skupi się głównie na sklepach online, 5% zrealizuje swoje potrzeby w sklepach stacjonarnych, 16% – postawi na miks kanałów, a 7% deklaruje całkowitą rezygnację z zakupów w tym czasie. Wśród najmniej skorych do zmian zachowań znalazły się osoby w wieku 25-34 lata.

20% badanych wskazuje, że ich nawyki zmienią się, stawiając głównie na zakupy internetowe. Wśród odpowiadających za zmianą najwięcej jest przedstawicieli pokolenia y oraz x, czyli odpowiednio osób w przedziałach wiekowych 35-44 i 45-55.

Natomiast zdecydowana większość pokolenia Baby Boomers do tej pory kupowała offline. W ankiecie jednak deklarują oni zmianę zachowań i przeniesienie się do internetu.

W przypadku najmłodszej z badanych grup, czyli pokolenia z ( przedział wiekowy 16-24) w dużej mierze deklarują oni chęć zobaczenia produktu na żywo przed zakupem, dlatego też w tym roku chętniej postawią na miks kanałów online i offline.Black Friday_wyniki badania_Grupa Domodi (4)

Koszyk zakupowy na Black Friday

W top3 najchętniej wskazywanych kategorii w trakcie nadchodzącego Black Friday znalazły się: odzież i obuwie, kosmetyki oraz wyposażenie wnętrz. Poza podium znalazły się sprzęty RTV i AGD czy elektronika.Black Friday_wyniki badania_Grupa Domodi (5)

Polacy nie planują także oszczędzać w tym dniu. Na pytanie odnośnie planowanych wydatków 30% badanych wskazało, że zmieści się w przedziale 100-299 zł. Dla 29% – kwota ta nie przekroczy 300-499 zł, a w tym przedziale cenowym najwięcej wydadzą osoby w wieku 16-24 i 45-55. Natomiast 19% -wyda 700 zł  i więcej, a 8% – 500-699 zł.

Najwięcej Baby Boomers’ów wyda w trakcie Black Friday przeznaczy na zakupy od 100 zł do 299 zł, a niewiele mniej badanych w tym przedziale wiekowym – wyda 700 zł i więcej.

Szczegóły badania

Badanie w formie anonimowej ankiety Grupa Domodi przeprowadziła wraz z użytkownikami swoich trzech serwisów: Domodi.pl, Allani.pl oraz Homebook.pl w dniach od 22-28 września 2020. Wzięło w nim udział 86% kobiet i 14% mężczyzn. Przekrój wiekowy był bardzo zróżnicowany,  co pozwala przedstawić pełne spektrum obecne na Polskim rynku.

Cyfryzacja może pomóc firmom poradzić sobie ze skutkami pandemii. Umożliwia pracę zdalną, komunikację z klientami i nowy sposób świadczenia usług online

– Interesuje nas to, jak pomóc firmom przetrwać ten najtrudniejszy czas. Trzeba podjąć takie działania, aby umiały one przekształcić swoją działalność, nakierować ją na inne tory. Cyfryzacja jest w tym procesie niezbędna – podkreśla Małgorzata Oleszczuk, prezes PARP. W polskich przedsiębiorstwach pandemia znacząco przyspieszyła cyfrową transformację. PARP wyłoniła właśnie najlepsze projekty w tym obszarze, które dotyczą m.in. zdalnej komunikacji z klientami, nowego sposobu świadczenia usług online czy automatyzacji procesów. Agencja ogłosiła wyniki konkursu „100 najlepszych projektów na zwiększenie poziomu cyfryzacji w firmie”.

– Cyfryzacja to jeden z priorytetów stawianych przez Komisję Europejską, równie ważny dla nas, przy dysponowaniu środków europejskich. Tak będzie – nawet w dużo większym stopniu – w nowej perspektywie finansowej. Dzisiaj cyfryzacja przesądza o sukcesie przedsiębiorstw, o tym, czy są konkurencyjne, czy są w stanie obniżać koszty i wprowadzać produkty oczekiwane przez rynek. Dlatego będziemy starali się przekazywać jak najwięcej środków na promocję, zachęcanie i propagowanie idei cyfryzacji procesów zachodzących w przedsiębiorstwach – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Waldemar Buda, wiceminister funduszy i polityki regionalnej.

Wrześniowe badanie Krajowego Rejestru Długów „Jak pandemia wpłynęła na biznes” pokazuje, że dla 21 proc. firm z sektora MŚP oznaczała ona przyspieszenie cyfryzacji. Zatem dla co piątego przedsiębiorstwa strategią na adaptację w nowej rzeczywistości stał się rozwój cyfrowych narzędzi i kanałów, np. obsługi przez internet.

Potwierdza to również raport Banku Światowego i PARP pt. „COVID-19 Business Pulse Survey – Polska”. W odpowiedzi na wybuch pandemii koronawirusa 32 proc. firm zaczęło używać bądź zwiększyło użycie internetu, mediów społecznościowych, wyspecjalizowanych aplikacji czy platform cyfrowych w celach biznesowych. Przedsiębiorstwa poprawiły w ten sposób głównie sprzedaż (45 proc.), marketing (38 proc.) i zarządzanie (24 proc.).

– Postawiliśmy sobie za cel wytwarzanie nowoczesnych detektorów podczerwieni bez ciągłej asysty inżyniera, żeby można było wszystkie informacje, kwalifikacje i pomiary realizować za pomocą zautomatyzowanych stanowisk na hali produkcyjnej – mówi Adam Piotrowski, prezes Vigo System, jednego z laureatów konkursu PARP. – Cyfryzacja pomogła nam przygotować się do wyzwań kryzysu związanego z koronawirusem. Dzięki niej świętujemy trzy najlepsze kwartały w historii pod względem przychodów i wolumenów produkcji. Cała załoga może dziś pracować zdalnie lub ze swoich biur, w odcięciu od hali produkcyjnej. To jest ewidentny sukces naszego programu cyfryzacji.

W tegorocznym indeksie gospodarki cyfrowej i społeczeństwa cyfrowego (DESI) na 2020 rok Polska skoczyła do góry o dwa oczka, choć i tak uplasowała się na 23. pozycji na 28 państw członkowskich UE. Z raportu Komisji Europejskiej wynika, że nadal dużo do nadrobienia pozostało m.in. w obszarze cyfrowych kompetencji społeczeństwa i stopniu ucyfrowienia przedsiębiorstw.

Jak wskazuje prezes Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, Małgorzata Oleszczuk – skalę zainteresowania cyfryzacją po stronie polskich firm dobrze pokazuje ostatni konkurs „100 najlepszych projektów na zwiększenie poziomu cyfryzacji w firmie”. Na innowacyjne rozwiązania mogły one pozyskać w nim łącznie ponad 2 mln zł z unijnych środków.

– Konkurs na najlepsze rozwiązania cyfrowe w firmach – realizowany w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój – ogłosiliśmy w czerwcu. Sądziliśmy, że nabór będzie trwał cały miesiąc, ale zgłoszeń było tak dużo, że musieliśmy go skrócić. Aplikacje złożyło prawie pół tysiąca firm z całej Polski, a najwięcej pochodziło od mikroprzedsiębiorców. W ramach tego konkursu prezentowali nam swoje pomysły i innowacyjne rozwiązania dotyczące wprowadzonych rozwiązań cyfrowych – wskazuje Małgorzata Oleszczuk.

Do PARP w ciągu około trzech tygodni napłynęło łącznie 468 wniosków, w których przedsiębiorcy prezentowali swoje działania i projekty w obszarze cyfryzacji – takie, które niedawno skończyli lub planowali zrealizować w najbliższym czasie. Proste założenia konkursu przyciągnęły najmniejsze firmy, które stanowiły aż 82 proc. wnioskujących. Naborem zainteresowali się też przedsiębiorcy ze wszystkich województw, choć liderami były Mazowsze i Wielkopolska.

– Małe przedsiębiorstwa gremialnie odpowiedziały na udział w tym konkursie i to jest asumpt do tego, żeby w kolejnej perspektywie myśleć nad podobnymi inicjatywami – mówi wiceminister Waldemar Buda.

– Dostaliśmy ciekawe przykłady dotyczące m.in. sprzedaży internetowej. Firmy, które do tej pory w ogóle nie myślały o sprzedaży online – zamknięte z powodu pandemii – nagle podjęły decyzję o zmianie swojej polityki i przestawieniu się na ten kanał. Co ważne, te rozwiązania nie są chwilowe, one pozwolą firmom rozwijać się też w popandemicznej rzeczywistości – dodaje  prezes PARP.

Wśród złożonych do PARP aplikacji wyróżniły się m.in. te dotyczące cyfrowej transformacji w zakresie zdalnej komunikacji z klientami, nowego sposobu świadczenia usług online, automatyzacji procesów w przedsiębiorstwach czy bezpieczeństwa danych.

Wyłonieni laureaci otrzymają nagrodę po 20 tys. zł. Co istotne, blisko 3/4 z nich stanowią mikroprzedsiębiorcy. Ze względu na wysoki poziom (przy maksymalnej liczbie 23 punktów połowa nagrodzonych firm została oceniona na 21–23, reszta nie zeszła poniżej 19), PARP zdecydowała się też nagrodzić więcej firm, niż było to początkowo przewidziane.

– Początkowe założenie było takie, że nagrodzimy 100 firm. Natomiast – ponieważ setna firma w naszym rankingu otrzymała tyle samo punktów, co pięć kolejnych – uznaliśmy, że musimy nagrodzić je wszystkie. Dlatego w sumie nagrodziliśmy 105 firm, zwiększając nieco alokację. Ten konkurs jest o tyle ciekawy, że przedsiębiorcy nie dostali dotacji na zrealizowanie swojego projektu. Zostali po prostu nagrodzeni za to, że te projekty już zrealizowali albo byli na etapie zaawansowanych przygotowań – mówi Małgorzata Oleszczuk.

W konkursie PARP 2/3 laureatów to firmy usługowe, a co piąta pochodzi z sektora produkcyjnego. Prezes PARP podkreśla, że nagrodzone przedsiębiorstwa są przykładem dla innych, które wciąż zastanawiają się, jak poradzić sobie ze skutkami pandemii COVID-19 i dostosować do nowych realiów rynkowych.

– Interesuje nas to, jak pomóc firmom przetrwać ten najtrudniejszy czas. Dlatego trzeba podjąć takie działania, żeby – na miarę ich możliwości – umiały przekształcić swoją działalność, nakierować ją na inne tory. Cyfryzacja jest tutaj po prostu niezbędna – podkreśla.


Unia Europejska - PARP

Rynkiem kredytowym rządzi niepewność wywołana pandemią. Banki mogą wrócić do ostrzejszej polityki, zwłaszcza w segmencie mieszkaniowym

We wrześniu banki udzieliły dużo mniej kredytów gotówkowych i mieszkaniowych w porównaniu z ubiegłym rokiem. Spadki dotyczyły nie tylko liczby, lecz także wartości udzielonego finansowania, a jedynym pozytywnym wyjątkiem na tle całego rynku są kredyty ratalne – wynika z danych BIK. Kolejna fala pandemii i nowe obostrzenia wprowadzone przez rząd mogą w kolejnych miesiącach ponownie skłonić banki do zaostrzenia polityki, szczególnie w segmencie kredytów mieszkaniowych. – Nadchodzące miesiące – zwłaszcza początek 2021 roku – pokażą też, jak duże jest przełożenie pandemii i problemów na rynku pracy na spłacalność kredytów. Jeśli ich szkodowość istotnie wzrośnie – może to mocno zachwiać kondycją sektora bankowego – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk BIK.

– Głównym czynnikiem oddziałującym zarówno na popyt, jak i na podaż kredytów jest bardzo duża niepewność dotycząca dalszego przebiegu pandemii i jej bezpośredniego wpływu na sytuację gospodarczą i społeczną – w tym głównie na sytuację ekonomiczną gospodarstw domowych. W takich warunkach – co zrozumiałe – banki ostrożnie podchodzą do kredytowania – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr hab. Waldemar Rogowski, prof. SGH i główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Według danych BIK we wrześniu banki i SKOK-i przyznały dużo mniej kart kredytowych, udzieliły też mniej kredytów gotówkowych i mieszkaniowych. W porównaniu z ubiegłym rokiem liczba przyznanych kart spadła o 21,6 proc., liczba kredytów gotówkowych – o 23,3 proc., a mieszkaniowych – o 5,1 proc. Pozytywny wyjątek stanowiły kredyty ratalne, których udzielono o 7,1 proc. więcej niż w tym samym miesiącu rok wcześniej.

Wrześniowe spadki dotyczyły nie tylko liczby, lecz także wartości udzielonego finansowania. Banki i SKOK-i przyznały o 1/5 mniej limitów kartowych niż przed rokiem. Spadła też wartość udzielonych kredytów gotówkowych (o 22,8 proc.) oraz mieszkaniowych (o 2,5 proc.). Ponownie wyjątkiem były kredyty ratalne, które odnotowały wzrost wartościowy o 17,2 proc.

– Łącznie w trzech pierwszych kwartałach tego roku spadek liczby udzielonych kredytów gotówkowych wynosi 30,5 proc., natomiast ich wartość spadła o 31,8 proc. w porównaniu z analogicznym okresem rok wcześniej – mówi prof. Waldemar Rogowski. – Na tym tle bardzo pozytywnie wyróżniają się kredyty ratalne, których udzielono o 7,1 proc. więcej niż rok temu we wrześniu, a wzrost wartościowy sięgnął aż 17,2 proc. Także w tych trzech pierwszych kwartałach br. dynamika kredytów ratalnych jest dodatnia i wyniosła 1,4 proc. w ujęciu liczbowym i 0,8 proc. w ujęciu wartościowym.

Analitycy BIK wskazują, że wnioski o kredyty konsumpcyjne i karty kredytowe są procesowane bardzo szybko, więc w ich przypadku wrześniowe dane odzwierciedlają aktualną sytuacje rynkową. Z kolei wnioski o kredyty mieszkaniowe są procesowane nawet do dwóch miesięcy. Dlatego też wrześniowe dane są efektem wniosków kredytobiorców składanych jeszcze w lipcu i sierpniu.

– We wrześniu tego roku na rynku kredytów mieszkaniowych nadal obserwowaliśmy – choć niższe – to jednak nadal ujemne wartości. W sumie w pierwszych dziewięciu miesiącach br. banki udzieliły 160,1 tys. kredytów mieszkaniowych, co oznacza ponad 11-proc. spadek w porównaniu do analogicznego okresu rok wcześniej. Łączna wartość tych kredytów sięgnęła 46,16 mld zł, co też oznacza spadek o 5,4 proc. – wylicza  główny analityk BIK.

W dziewięciu pierwszych miesiącach tego roku już prawie połowa (47,5 proc.) wartości udzielanych kredytów mieszkaniowych dotyczyła przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł. Co istotne, dodatnie dynamiki dotyczą tylko tego przedziału kwotowego. Pomiędzy styczniem a wrześniem banki udzieliły – w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym – o około 6 proc. więcej kredytów mieszkaniowych na kwoty przekraczające 350 tys. zł.

Prof. SGH zauważa też, że sytuację na rynku kredytów mieszkaniowych determinuje w tej chwili zarówno zachowanie klientów, jak i banków. Te poluzowały we wrześniu wymagania dotyczące wkładu własnego. Natomiast wrześniowy odczyt Indeksu popytu na kredyty mieszkaniowe BIK wyniósł +5,4 proc. i był pierwszym dodatnim od lutego br. Jednak kolejna fala pandemii, rekordowe przyrosty zakażeń SARS-CoV-2 i nowe obostrzenia wprowadzone przez rząd w październiku przełożyły się na powrót niepewności, która może ponownie skłonić banki do zaostrzenia polityki kredytowej – co może skutkować mniejszą dostępnością kredytów, zwłaszcza mieszkaniowych.

– Trudno prognozować w tej chwili sytuację na rynku kredytowym, bo ona jest bardzo dynamiczna, a po drugie – zdeterminowana sytuacją pandemiczną i obostrzeniami. Wprowadzany właśnie soft lockdown w najbliższych miesiącach raczej negatywnie wpłynie na akcję kredytową. Ten wzrost niepewności nie sprzyja udzielaniu kredytów – ani gotówkowych, ani wieloletnich kredytów mieszkaniowych. Sądzę też, że strona popytowa – czyli osoby, które chcą zaciągnąć kredyty – z uwagi właśnie na tę niepewność wstrzymają się z decyzją o składaniu wniosków kredytowych. Zwłaszcza w przypadku długoterminowych kredytów mieszkaniowych – mówi prof. Waldemar Rogowski.

Statystyki BIK pokazują, że – mimo obaw dotyczących wzrostu szkodowości kredytów gotówkowych i ratalnych wrzesień przyniósł poprawę ich jakości. Odzwierciedla ją Indeks Jakości BIK, którego najnowszy odczyt z września wyniósł 1,56 proc. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się jednak kredyty gotówkowe, których szkodowość we wrześniu wyniosła 4,02.

Jak wskazują analitycy – pozytywny odczyt Indeksu Jakości BIK może wynikać z faktu, że obejmuje on zaległości w spłacie powyżej 90 dni. Tymczasem problemy ze spłatą kredytów, spowodowane pandemią COVID-19, mogły się jeszcze w pełni nie ujawnić, bo część kredytobiorców skorzystała z opcji odroczenia, czyli tzw. wakacji kredytowych, rozumianych jako bankowe wsparcie udzielone im w zakresie odroczenia spłaty rat kredytowych z powodu sytuacji wywołanej COVID-19.

– Wakacjami kredytowymi było objętych łącznie 924 tys. rachunków kredytowych i pożyczkowych dla klientów indywidualnych – z czego większość stanowiły kredyty gotówkowe (około 70,6 proc.) i mieszkaniowe (ok. 22,5 proc.). W obu przypadkach wakacjami objętych było około 8 proc. wszystkich czynnych rachunków kredytowych, czyli pozostających obecnie w spłacie. Natomiast w ujęciu wartościowym wakacjami została objęta kwota 79,5 mld zł, z czego 70,3 proc. to zadłużenie tylko z tytułu kredytów mieszkaniowych – mówi główny analityk BIK.

W sumie wakacjami kredytowymi zostało objęte ok. 11,5 proc. łącznego zadłużenia gospodarstw domowych w Polsce.

– Dla banków i gospodarki oznacza to, że przesunęliśmy potencjalne problemy kredytobiorców o trzy miesiące. Ten negatywny wpływ pandemii został przesunięty o 90 dni, co jednak wróci do nas na początku 2021 roku – prognozuje Waldemar Rogowski. – Fundamentalnym pytaniem jest, czy kredytobiorcy będą spłacali swoje pożyczki i kredyty po zakończeniu tych wakacji, czy – z uwagi na problemy z dochodami i problemy na rynku pracy – zaprzestaną spłaty. To jest na dziś jeden z najbardziej wrażliwych aspektów dla sektora bankowego, który może – poprzez wzrost rezerw – istotnie wpłynąć na jego wyniki w 2021 roku.

Pandemia uderza w alergików. Brak refundacji doustnych leków ogranicza możliwość bezpiecznego odczulania w domu

Około 12 mln Polaków cierpi na alergie, ale tylko 1,2 proc. poddaje się odczulaniu. To wyzwanie zwłaszcza w dobie pandemii, podczas której pacjenci mają utrudniony kontakt z lekarzem. Tymczasem skuteczne leczenie można przeprowadzić samodzielnie w domu. Immunoterapię alergenową można wygodnie przyjmować w kroplach lub tabletkach pod język. Takie rozwiązanie oszczędza czas i eliminuje konieczność częstych wizyt w gabinecie alergologa. Jednak w  Polsce ta metoda nie jest refundowana przez NFZ i pacjenci muszą płacić za leczenie duże kwoty. Refundacja i większa dostępność immunoterapii podjęzykowej mogłyby skłonić większą liczbę pacjentów do poddania się takiemu leczeniu i przynieść wymierne korzyści w systemie.

Do tej pory nie wykazano zwiększonego ryzyka ciężkiego przebiegu choroby COVID-19 u osób z chorobami alergicznymi i astmą, o ile są one odpowiednio kontrolowane i leczone. W czasie pandemii staje się to jednak coraz większym wyzwaniem m.in. ze względu na utrudniony dostęp do lekarzy. Zaniechanie lub przerwanie terapii może być groźne w czasach szalejącego wirusa SARS-CoV-2, dlatego lekarze wskazują na nowoczesne doustne metody leczenia przyczynowego alergii, takie jak immunoterapia alergenowa.

– Mechanizm immunoterapii – zarówno iniekcyjnej, jak i podjęzykowej – jest identyczny. Mówiąc w uproszczeniu: przywracamy naturalne mechanizmy tolerancji alergenów, które występują u osób zdrowych, bez alergii. Czyli nie stosujemy tutaj takiego leczenia jak w przypadku farmakoterapii, ale wracamy do naturalnej odpowiedzi organizmu na alergeny – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria prof. Marek Jutel, prezydent Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej, kierownik Katedry Immunologii Klinicznej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Według danych NFZ w Polsce na alergie cierpi w sumie około 12 mln osób – z których 8 mln ma alergiczny nieżyt nosa, a ponad 4 mln walczy z astmą, najczęściej właśnie o podłożu alergicznym. Ze względu na szybki wzrost liczby chorych alergie określa się mianem jednej z epidemii XXI wieku, a według WHO już w tej chwili zajmują one trzecią pozycję na liście najczęstszych chorób przewlekłych.

Skłonność do alergii w dużym stopniu jest dziedziczna, ale wzrost liczby zachorowań wiąże się też z czynnikami cywilizacyjnymi i zanieczyszczeniem powietrza (smog, dym papierosowy, środki chemiczne etc.). Chorują zarówno dzieci, jak i dorośli. Objawy alergii są bardzo uciążliwe dla chorych, a wywołują je alergeny – najczęściej są to pyłki traw, drzew, roztocza kurzu domowego, naskórek zwierząt czy pleśnie. Co istotne, nierozpoznana lub nieleczona alergia może prowadzić do powikłań i cięższych schorzeń, takich jak astma oskrzelowa.

– Pacjenci mają do dyspozycji kilka metod leczenia. Pierwsza to jest leczenie farmakologiczne – tradycyjne i skuteczne, ale jest to tylko leczenie objawowe. Na przyczynę choroby wpływa jedynie immunoterapia alergenowa. która ma charakter przyczynowy. Leczy przyczynę choroby i powoduje, że pacjent uczulony na pyłek – u którego występowały objawy nadreaktywne – zaczyna go tolerować, a jego układ immunologiczny nabiera zdolności do ignorowania tego alergenu – mówi prof. Marita Nittner-Marszalska  z Kliniki Chorób Wewnętrznych, Pneumonologii i Alergologii Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Immunoterapia alergenowa, popularnie nazywana odczulaniem, polega na podawaniu pacjentowi niewielkich dawek alergenów, na które jego organizm ma uzyskać tolerancję. Immunoterapia to stosowana od wielu lat i bezpieczna metoda leczenia alergii na tyle, że można ją rozpocząć już nawet u dzieci, które ukończyły piąty rok życia. Zapobiega ona rozwojowi astmy oskrzelowej i ciężkich postaci innych chorób alergicznych.

– Immunoterapię stosujemy w różnych wariantach. Tradycyjną, podskórną, czyli w formie zastrzyków, albo immunoterapię podjęzykową, która może występować w kroplach i tabletkach, co jest obecnie najbardziej nowoczesną formą leczenia – mówi prof. Marita Nittner-Marszalska.

Rozpoczęcie immunoterapii nie jest możliwe bez wcześniejszego przeprowadzenia testów diagnostycznych w kierunku alergii. Zwykle przeprowadza się testy skórne lub śródskórne oraz badanie krwi, w którym określa się wysokości stężenia przeciwciał IgE.

– Proces diagnostyki zaczyna się zawsze od wywiadu, to jest nasz podstawowy i bardzo istotny instrument diagnostyczny. Musi być dokładny, rzetelny i wówczas uzyskujemy informacje, od których możemy zacząć. Następnie proponujemy pacjentowi serię testów – mogą być to testy skórne albo testy surowicy, czyli serologiczne. Celem obu rodzajów tych testów jest stwierdzenie, czy pacjent ma specyficzne przeciwciała klasy IgE w surowicy lub w skórze skierowane przeciwko alergenom. To daje nam możliwość wyboru szczepionki dla tego pacjenta, bo tylko ci, którzy mają objawy i którzy mają te przeciwciała, mogą być kwalifikowani do immunoterapii – mówi profesor z Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu.

Immunoterapię, czyli odczulanie, zazwyczaj prowadzi się od trzech do pięciu lat. Jednak – w porównaniu z leczeniem farmakologicznym, które wielu pacjentów musi kontynuować przez całe życie – jest to stosunkowo krótki okres.

– Jeżeli zaczniemy odczulanie przed sezonem pylenia, to pacjent już w kolejnym sezonie powinien odczuć wyraźną poprawę. Im dłużej odczulamy, tym efekt jest z roku na rok coraz lepszy, dlatego zalecamy długotrwałą terapię. Minimalny czas to trzy lata, ale nie ma ograniczeń czasowych – w zależności od indywidualnej decyzji możemy odczulać pięć lat i dłużej. Nie jest to natomiast uciążliwe ani kłopotliwe dla pacjenta. W przypadku immunoterapii iniekcyjnej stosujemy odstępy pomiędzy kolejnymi podaniami szczepionki, które trwają od czterech do ośmiu tygodni. Natomiast w immunoterapii podjęzykowej stosujemy raz dziennie tabletkę pod język, która szybko się rozpuszcza – wyjaśnia prof. Marek Jutel.

Immunoterapia pod język jest bezpieczna, a przy tym najwygodniejsza dla pacjentów, ponieważ oszczędza czas i eliminuje konieczność częstych wizyt w gabinecie alergologa, co w dobie pandemii wpływa na ograniczenie zakażeń wirusem SARS-CoV-2. Można stosować ją samodzielnie w domu. W Polsce problemem jest jednak fakt, że immunoterapia w kroplach lub tabletkach pod język nie jest refundowana przez NFZ.

– Problemem jest cena tych szczepionek i brak refundacji. Głównie z tego powodu one nie są w Polsce zbyt popularne. Ta sytuacja mogłaby się zmienić, gdyby były refundowane, bo w tej chwili dla większości naszych pacjentów ich koszty są zbyt wysokie. To jest błędem, ponieważ nie zawsze i nie każdemu pacjentowi możemy zaoferować szczepionkę iniekcyjną. Istnieje duża grupa pacjentów, którzy nie mogą stosować iniekcji i powinni dostawać tę szczepionkę właśnie w formie tabletek czy kropli podjęzykowych – mówi prezydent Europejskiej Akademii Alergologii i Immunologii Klinicznej.

– W przekonaniu większości specjalistów immunoterapia alergenowa jest metodą, która powinna być szeroko dostępna i szeroko stosowana, ponieważ nie ma innego sposobu przyczynowego leczenia alergii. Immunoterapia podjęzykowa nie jest stosowana tak szeroko, jak powinna, z uwagi na cenę, która ogranicza dostęp pacjentów do tej metody – dodaje prof. Marita Nittner-Marszalska.

Alergolodzy wskazują, że refundacja i większa dostępność immunoterapii podjęzykowej w kroplach lub tabletkach mogłyby skłonić większą liczbę pacjentów do poddania się takiemu leczeniu, ponieważ w tej chwili odczulaniu poddaje się raptem 1.2 proc. alergików. Przyniosłoby to również realne korzyści finansowe w systemie ochrony zdrowia.

Prezes PGE Baltica: Polska ma potencjał być regionalnym liderem morskiej energetyki wiatrowej. Projekty farm coraz bardziej zaawansowane

0

Morze Bałtyckie ma w nadchodzących latach stać się prawdziwym placem budowy dla morskich farm wiatrowych, a Polska może być liderem tego procesu. Program rozwoju offshore może stać się kołem zamachowym dla całej gospodarki. – To inwestycja, która służy nie tylko energetyce, lecz również pobudzi polskie PKB – ocenia Monika Morawiecka, prezes zarządu PGE Baltica.

Budowa morskich farm wiatrowych na Bałtyku to nie tylko inwestycja, która ma służyć energetyce, ale i program gospodarczy, niezależny od pandemii. Właśnie tego typu inwestycje w duże przemysłowe instalacje mogą mieć bardzo duży wpływ na pobudzenie polskiego PKB – mówi agencji Newseria Biznes Monika Morawiecka.

PGE Baltica przygotowuje się do wybudowania na Bałtyku trzech farm wiatrowych o łącznej mocy blisko 3,5 GW. W styczniu spółka otrzymała decyzję o uwarunkowaniach środowiskowych dla dwóch pierwszych projektów, Baltica 2 oraz Baltica 3, o łącznej mocy do 2,5 GW. Mają one być gotowe do 2030 roku, a wyprodukowana przez nie zielona energia będzie w stanie zasilić nawet 4 mln gospodarstw domowych. PGE Baltica rozpocznie niebawem prace nad projektem technicznym dla obu farm. W lutym zakończyła dwuletni program pomiarów wiatru na Bałtyku przy użyciu pływającego LiDAR-u. Dane zebrane podczas badań potwierdziły odpowiednie warunki wietrzne do realizacji inwestycji.

Trzeci projekt, Baltica 1, ma już także wydane pozwolenia lokalizacyjne, a w czerwcu PSE wydały dla niej techniczne warunki przyłączenia do sieci przesyłowej. Farma o mocy ok. 900 MW ma powstać jako trzecia, po 2030 roku. Po uruchomieniu Baltica 1 PGE będzie posiadać łącznie prawie 3,5 GW mocy zainstalowanej na Morzu Bałtyckim, co pozwoli na zasilenie ok. 5,4 mln gospodarstw domowych i zaspokojenie ok. 8 proc. krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną. Spółka zapowiedziała już, że rozważa kolejne inwestycje w branży offshore.

– Mamy potencjał w tej dziedzinie. Powiem więcej, w tej chwili wszystkie oczy są zwrócone na PGE. Bałtyk jest gorącym tematem, a Polska jest postrzegana jako lider tego obszaru – mówi prezes PGE Baltica.

Do 2040 roku Polska planuje mieć na Bałtyku 8–11 GW mocy. Morskie farmy wiatrowe są jednym z programów strategicznych ujętych w projekcie „Polityki energetycznej Polski do 2040 roku”, którego nową wersję Ministerstwo Klimatu przedstawiło we wrześniu i przekazało do konsultacji. Rząd wymienia energetykę wiatrową – obok energetyki jądrowej – jako jeden z głównych filarów przyszłego kształtu polskiej energetyki i podkreśla jej rolę na drodze do niskoemisyjnej gospodarki. Wart ok. 130 mld zł program budowy farm na Bałtyku ma też stać się kołem zamachowym dla całej gospodarki.

Jak ocenia, Polska jest dobrze uprzemysłowionym krajem, z rozwiniętym przemysłem stoczniowym i metalowym, ma dobrze rozwinięte porty i wszystkie komponenty niezbędne, żeby wygenerować impuls dla rozwoju branży offshore. W realizację projektów na Bałtyku muszą być angażowane krajowe firmy. Włączenie ich w łańcuch dostaw dla tego sektora poprawi ich konkurencyjność, wygeneruje dodatkowe dochody i miejsca pracy.

Już w tej chwili jest wiele polskich firm, które uczestniczą w łańcuchu dostaw dla  przemysłu morskiego, produkują komponenty na rzecz budowanych w Europie morskich farm wiatrowych. Mamy więc potencjał i ważne jest, żeby go nie zmarnować, żeby ten przemysł był przyszłościowy i służył nie tylko projektom w Polsce, ale – przede wszystkim – był konkurencyjny na skalę światową – mówi Monika Morawiecka.

Według raportu Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej („Przyszłość morskiej energetyki wiatrowej w Polsce 2019”) w tej chwili w naszym kraju jest ok. 140 przedsiębiorstw, które mogłyby się włączyć w  procesy przygotowania, budowy i eksploatacji farm wiatrowych na Bałtyku.

Pamiętajmy też, że Morze Bałtyckie to nie tylko nasz kawałek. To jest spory akwen i chyba już wszystkie państwa dookoła mają plany rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Przykładowo wybudowanie w którymś z polskich portów dedykowanego portu instalacyjnego mogłoby posłużyć nie tylko naszym projektom, ale i sąsiednim krajom, szczególnie tym mniejszym, gdzie nie opłaca się tak duża inwestycja – zauważa prezes PGE Baltica.

Branża spodziewa się, że jeszcze przed końcem tego roku wejdzie w życie długo wyczekiwana tzw. ustawa offshorowa. Jej projekt był gotowy już na początku tego roku, w lipcu Ministerstwo Klimatu przekazało zaktualizowany dokument do ponownych uzgodnień. Przedstawiciele resortu chcą, by trafiła pod obrady Sejmu na początku listopada. Nowe przepisy zakładają m.in., że inwestorzy, którzy będą stawiać na Bałtyku morskie farmy wiatrowe, będą zobowiązani do przedstawienia planu łańcucha dostaw, obejmującego także potencjał współpracy z polskimi firmami.

Morska energetyka wiatrowa to jeden z najszybciej rozwijających się sektorów OZE w Europie. Farmy na morzach ma obecnie 11 europejskich państw, a liderami są Wielka Brytania, Niemcy, Dania, Belgia i Holandia. Komisja Europejska podkreśla, że to jedno z głównych narzędzi dążenia do neutralności klimatycznej w 2050 roku.

Według danych Wind Europe za I połowę 2020 roku szybkim rozwojem tego sektora nie zachwiała nawet pandemia COVID-19. Choć łańcuch dostaw dla przemysłu wiatrowego doświadczył w pierwszym półroczu poważnych zakłóceń, szczególnie dotyczących produkcji i montażu komponentów turbin wiatrowych oraz importu podzespołów, to i tak na morzu zainstalowano 1,2 GW nowych mocy (156 turbin i 5 oddanych do użytku farm wiatrowych w pięciu europejskich krajach). Najwięcej nowych mocy na morzu zainstalowały właśnie liderzy sektora: Wielka Brytania (507 MW), Belgia (235 MW), Holandia (224 MW) i Niemcy (213 MW). W tej chwili całkowita moc zainstalowana w ramach morskich farm wiatrowych w Europie wynosi 23,2 GW, a tylko w I półroczu w nowe projekty o łącznej mocy 3,7 GW zainwestowano 11 mld euro.

Innowacje społeczne mogą być odpowiedzią na kryzys wywołany koronawirusem. Pomogą budować nowe kompetencje i utrzymać więzi społeczne

– Innowacje społeczne to szerokie włączanie społeczeństwa i budowanie nowych kompetencji, zawodów, nowych możliwości rozwoju dla różnych ludzi z różnych grup społecznych – mówi Agnieszka Sznyk, prezes Instytutu Innowacji i Odpowiedzialnego Rozwoju innowo. Innowacje mogą być odpowiedzią na zmieniające się potrzeby rynku pracy. Pozwolą też budować lokalne społeczności i rozwijać więzi społeczne.

– Innowacje społeczne to nowy obszar w obrębie rozwoju gospodarczego, który polega na szerokim włączaniu społeczeństwa i budowaniu nowych kompetencji, zawodów, nowych możliwości rozwoju dla różnych ludzi z różnych grup społecznych. W tej chwili ogromny postęp technologiczny powoduje, że wiele osób może stracić pracę, ponieważ zastąpią je maszyny, komputery i technologia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje podczas Mazovian Circulal Congress Agnieszka Sznyk, prezes Instytutu Innowacji i Odpowiedzialnego Rozwoju innowo.

Naukowcy z Uniwersytetu w Oxfordzie podają, że ponad 60 proc. dzieci będzie pracować w zawodach, które jeszcze nie powstały. Blisko połowa obecnych profesji zniknie zaś z rynku pracy w ciągu następnych kilkudziesięciu lat. Jednocześnie jednak, jak wskazuje raport PwC, sztuczna inteligencja bardziej wpłynie na budowanie nowych miejsc pracy niż na likwidację tych już istniejących. Innowacje i rozwój technologii mogą być szansą dla ogromnej grupy społeczeństwa, pod warunkiem jednak że wszyscy będą mieć równe szanse w rozwoju kompetencji.

– Dlatego bardzo ważny jest rozwój innowacji społecznych, które pomogą budować dla tych osób nowe kompetencje, nowe zawody, nowe możliwości rozwoju. Z drugiej strony jest to też pewien obszar zrównoważonego rozwoju, który pozwoli nam w mądry, odpowiedzialny sposób rozwijać nasze społeczeństwo i gospodarkę – przekonuje prezes innowo.

Innowacje, jak pokazała pandemia koronawirusa, pozwalają też utrzymywać więzi społeczne. Już w 2016 roku Organizacja Narodów Zjednoczonych ogłosiła, że ​​dostęp do internetu jest prawem człowieka. Podczas pandemii stało się to jeszcze wyraźniejsze, a dostęp do technologii cyfrowych może uratować życie, ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa, a usługi internetowe mogą pomóc nam normalnie żyć.

Podczas pandemii firmy telekomunikacyjne i dostawcy usług internetowych wdrożyli różne środki w celu zapewnienia ludziom funkcjonalnej łączności i dostępu do internetu. W USA zniesiono np. limity danych, aby zaspokoić nowe potrzeby ludzi w zakresie pracy i nauki w domu. W Urugwaju 120 tys. gospodarstw domowych otrzymało bezpłatne 50 GB internetu do pracy z domu. W Salwadorze dekret prezydencki nakazał zawieszenie płatności związanych z internetem i elektrycznością na trzy miesiące. W Kolumbii rząd uznał usługi telekomunikacyjne za niezbędne, a ich świadczenie nie może zostać zawieszone z powodu braku płatności. Podobnie postąpiło także Peru. To tylko pokazuje, że większość państw i dostawców ma świadomość roli cyfrowych narzędzi.

– We wdrażaniu innowacji społecznych konieczna jest współpraca. Wszystkie elementy kwarantanny, kiedy jesteśmy odseparowani od społeczeństwa, powodują, że to ma ogromny wpływ na nasze życie. I innowacje społeczne, które pomogą nam utrzymać kontakt z drugim człowiekiem, budować więzi społeczne, będą niezbędne. Wszelkiego rodzaju aplikacje, platformy społecznościowe mogą w tym pomóc i utrzymać naszą równowagę emocjonalno-psychiczną – mówi Agnieszka Sznyk.

Innowacje społeczne wpływają też na rozwój lokalnych społeczności. Ich rolę wyraźnie pokazała pandemia. Ekonomia społeczna okazała się pionierem w ich identyfikowaniu i wdrażaniu. Innowacje były następnie często włączane do głównego nurtu i przyjmowane przez pozostałą część gospodarki, jak np. ruchy żywności ekologicznej. Przyczyniły się do transformacji społecznej i gospodarczej, a za ich rozwój odpowiadają przede wszystkim lokalne społeczności. Powstają też kolejne platformy ułatwiające współdzielenie.

– Globalizacja jest pewnym zagrożeniem, szczególnie w epoce pandemii, dlatego tak ważne jest zejście o poziom niżej i skupienie gospodarki regionalnie. Mogą tworzyć się różne innowacje, które pomogą nam wykorzystywać i wprowadzać różnego rodzaju surowce, dobra, produkty, usługi na poziomie lokalnym, żebyśmy nie musieli korzystać z produktu wyprodukowanego na drugim końcu świata, ale żebyśmy mogli się dzielić np. jakimiś urządzeniami. Cała ekonomia współdzielenia, sharing economy, to przyszłość – przekonuje prezes innowo.

Sytuacja na Białorusi komplikuje plany polskiej energetyki

Strategicznym projektem dla polskiej energetyki miał być rewers na ropociągu Przyjaźń w kierunku Białorusi. PERN zdecydował by wschodnia część rurociągu „Przyjaźń” uzyskała możliwość rewersyjnego tłoczenia ropy naftowej, czyli tłoczenia surowca z Płocka do Adamowa. Obecnie transport odbywa się jedynie w przeciwnym kierunku. W najbliższych tygodniach okaże się co pozostało z tych planów.

Możliwości rewersyjnej pracy ma dziś tylko rurociąg północny łączący Gdańsk z Płockiem. Jak bardzo takie rozwiązanie jest potrzebne, przekonaliśmy się w czasie tzw. kryzysu chlorkowego, kiedy do kraju napłynęła z Rosji zanieczyszczona ropa naftowa.

– PERN, czyli polski operator systemu przesyłowego Przyjaźń, 27 lutego 2020 poinformował o chęci umożliwienia rewersowego tłoczenia ropy naftowej, z bazy paliwowej w Płocku do bazy w Adamowie. Celem jest poprawa bezpieczeństwa energetycznego Polski – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mariusz Marszałkowski, BiznesAlert.pl.

Takie rozwiązanie pomogłoby stronie białoruskiej w pozyskiwaniu ropy naftowej na przykład poprzez Naftoport w Gdańsku.

Teraz, w wyniku zbliżenia Białorusi do Rosji kwestia dywersyfikacji i sprowadzania nierosyjskiej ropy na Białoruś raczej upadła.

PERN ocenia, że nawet w sytuacji, gdy nie dojdzie do rewersu na Białoruś, rewers ten będzie jednak nadal opłacalny ponieważ uelastyczni możliwość magazynowania ropy już nie tylko w północnej Polsce, ale stworzy możliwości magazynowania innej ropy niż rosyjska, właśnie w bazie w Adamowie.

– Jesień przyniesie rozstrzygnięcia, okaże się czy na Białorusi będą realizowane inwestycje powiązane z planami dotyczącymi rewersu – wyjaśnia M.Marszałkowski

Rzecznik MŚP informuje Ministra Zdrowia o niezrozumiałych obostrzeniach dotyczących m.in. salonów masażu

Pismem z 19 października 2020 r., znak: WPL.682.2020.PD, Rzecznik MŚP przekazał Ministrowi Zdrowia ocenę dotyczącą rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 9 października 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. z 2020 r. poz. 1758, dalej: „Rozporządzenie”) oraz nowelizującego je rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 16 października 2020 r. (Dz. U. z 2020 r. poz. 1829). Rzecznik MŚP wskazał w niej na problematyczny stan prawny wykreowany na podstawie tych rozporządzeń, w tym wątpliwości związane z ustanowieniem dodatkowych zakazów w zakresie działalności polegającej na prowadzeniu basenów, aquaparków, siłowni, klubów i centrów fitness (z pewnymi wyjątkami).

Z kolei, pismem z dnia 23 października 2020 r. Rzecznik MŚP poinformował Ministra Zdrowia o kolejnym przykładzie niezrozumiałych obostrzeń. Zgodnie bowiem z aktualną treścią § 6 ust. 1 pkt 3 Rozporządzenia, do odwołania ustanowiono zakaz prowadzenia przez przedsiębiorców w rozumieniu przepisów ustawy z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców (Dz. U. z 2019 r. poz. 1292, ze zm.) oraz przez inne podmioty działalności polegającej na prowadzeniu działalności usługowej związanej z poprawą kondycji fizycznej (ujętej w PKD w podklasie 96.04.Z). Jednakże zgodnie z tą podklasą PKD obejmuje ona działalność usługową łaźni tureckich, saun i łaźni parowych, solariów, salonów odchudzających, salonów masażu itp. mającą na celu poprawę samopoczucia. Innymi słowy, na podstawie powyższych regulacji działalność m.in. salonów masażu została zakazana.

Z drugiej strony, przedsiębiorcy, których działalność została sklasyfikowana w PKD 96.02, a więc tacy, którzy zajmują się m.in. masażami twarzy, manicure i pedicure, robieniem makijażu – nie są objęci powyższym zakazem. Tym samym przedsiębiorca prowadzący salon masażu objęty jest całkowitym zakazem wykonywania działalności gospodarczej, podczas gdy podmiot wykonujący m.in. masaże twarzy już nie. Rzecznik MŚP podniósł, że taka sytuacja jest całkowicie niezrozumiała i budzi poczucie niesprawiedliwości wśród przedsiębiorców.

Rząd nie konsultuje programów pomocowych z przedsiębiorcami

Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział dzisiaj wprowadzenie kolejnych obostrzeń, m.in. zamknięcie lokali gastronomicznych, ograniczenia w sklepach w całym kraju. Szef rządu zadeklarował również, że w ciągu kilku dni zaprezentuje plan wsparcia dla zamkniętych branż.

– Uderza brak konsultacji z przedsiębiorcami programów wsparcia różnych branż. Chociaż trzeba przyznać, że niektóre nasze postulaty, np. uruchomienie pracy zdalnej w szkołach, zostały wprowadzone w życie. Sztab antykryzysowy składa się wciąż wyłącznie z przedstawicieli rządu, lekarzy i epidemiologów. Dotykamy kolejnych obszarów funkcjonowania biznesu bez wysłuchania głosu biznesu. Słyszymy od rządu, że trwają rozmowy z przedstawicielami przedsiębiorców. A ja pytam, z jakimi i gdzie? Mamy Radę Przedsiębiorczości, która skupia 9 największych organizacji biznesu w Polsce, w tym Lewiatana i do nas nikt się nie zgłosił do rozmów.

Zdaniem szefa Lewiatana jesteśmy za blisko całkowitego lockdownu i nie mamy już kolejnych setek miliardów złotych. Musimy być znacznie bardziej rozsądni i działać inteligentnie.

– Mamy kolejne ograniczenia dla branży gastronomicznej przy jednoczesnym braku konkretnych informacji o tym, jak te tysiące firm zostanie wspartych. One już po pierwszym lockdownie, w wielu przypadkach, stoją na progu bankructwa – komentuje Maciej Witucki, prezydent Konfederacji Lewiatan.

Kapitał nieodnawialny, czyli bańka spekulacyjna w branży OZE

Odwrót od paliw kopalnych jest zauważalny na całym świecie, ale giełdowe wyceny spółek z branży OZE wydają się być zdecydowanie przeszacowane. W długim terminie pomóc może Joe Biden.

Polski rząd ogłasza odejście od węgla, w kraju i na świecie rosną kolejne farmy solarne i wiatrowe. Jednocześnie inwestowanie w spółki zajmujące się odnawialnymi źródłami energii (OZE) stało się tak modne, że powstają bańki spekulacyjne. W Nowym Jorku, ale także w Warszawie.

Na świecie trwa hossa na spółkach zajmujących się produkcją baterii solarnych czy turbin wiatrowych. Od giełdowego dołka z marca koszyk akcji utworzony z takich spółek zwiększył swą wartość o ponad 50 proc.

– Jest to branża dużej bańki spekulacyjnej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Łukasz Wardyn, dyrektor CMC Markets na Europę Wschodnią. – Także w Polsce, skoro na NewConnect mamy firmę, której kurs w ciągu dwóch lat wzrósł z poziomu 1 zł do okolic 100 zł za akcję.

Oprócz ryzyka rynkowego, warto brać pod uwagę również to polityczne, na przykład związane z możliwym opóźnieniem z powodu pandemii zaplanowanej zielonej transformacji w UE. Dla inwestujących w spółki z branży OZE bardzo istotne będą też wybory prezydenckie w USA, które odbędą się 3 listopada. Przedwyborcze sondaże pokazują dużą przewagę kontrkandydata Donalda Trumpa.

– W rozważaniach, który kandydat na prezydenta USA byłby lepszy dla giełdy, inwestorzy dostrzegli, że Joe Biden jest wielkim zwolennikiem energii odnawialnej i do 2035 r. chciałby drastycznie zredukować emisję CO2 – wyjaśnia ekspert CMC Markets.