Niewypłacalności polskich firm rosną najszybciej w Europie. Allianz Trade ostrzega, że najtrudniejsze dopiero nadchodzi

Według najnowszego raportu Allianz Trade liczba niewypłacalności firm w Polsce wzrośnie o 14% w 2025 r. oraz o kolejne 5% w 2026 r.. Co więcej — nasz kraj już dziś znajduje się poza skalą większości porównań europejskich, ponieważ w latach 2019–2024 odnotował wzrost niewypłacalności aż o 427%, co jest jednym z najwyższych wyników w Europie.

Allianz Trade podkreśla, że nie są to skutki ceł czy globalnej wojny handlowej, lecz wewnętrznych strukturalnych problemów polskiej gospodarki, szczególnie w sektorze mikro i małych przedsiębiorstw (MŚP).

MŚP przeciążone kosztami. Polska strukturalnie traci konkurencyjność

Według Allianz Trade polskie firmy MŚP są dziś obciążone wyjątkowo mocno:

  • energią — jedne z najwyższych kosztów w Europie,
  • wynagrodzeniami — gwałtownie rosnącymi od 2022 r.,
  • kosztem pieniądza — wciąż wysokie oprocentowanie kredytów i leasingów,
  • ryzykiem wzrostu obciążeń podatkowych, m.in. poprzez możliwą zmianę zasad naliczania składki zdrowotnej.

Co ważne — coraz więcej firm nie upada przez klasyczną bankructwo, ale korzysta z uproszczonych restrukturyzacji, które z założenia miały „dać drugą szansę”, ale obecnie są masowo nadużywane.

Ponad 90% polskich niewypłacalności przyjmuje formę restrukturyzacji, które polegają de facto na zaprzestaniu spłaty zobowiązań, przerzucając koszty na dostawców — w większości inne firmy MŚP.

Jednocześnie:

  • tylko 1 na 3 restrukturyzacje dochodzi do etapu układu,
  • a niewielki ułamek kończy się rzeczywistym uratowaniem przedsiębiorstwa.

To oznacza, że polskie MŚP finansują przetrwanie swoich niewypłacalnych kontrahentów — co tworzy efekt kuli śnieżnej, szczególnie w lokalnych łańcuchach dostaw.

Najtrudniejsze sektory w Polsce (dane po III kwartale 2025)

  • Budownictwo: +30% więcej niewypłacalności rok do roku – sektor silnie obciążony kosztami pracy, energii i finansowania.
  • Usługi: aż 36% wszystkich przypadków niewypłacalności – szczególnie B2B, transport, gastronomie i usługi lokalne.
  • Handel hurtowy: rosnące ryzyko efektu domina przez restrukturyzacje i zatory płatnicze.

Co nas czeka?

Allianz Trade prognozuje, że 2025 i 2026 będą nadal trudne, a ewentualne wyhamowanie możliwe dopiero w 2027 r. — pod warunkiem, że:

  • uda się ustabilizować koszty energii,
  • nie dojdzie do podwyżek podatków i składek,
  • tempo restrukturyzacji zostanie ograniczone legislacyjnie,
  • środki z KPO realnie dotrą do sektora prywatnego.

Konkluzja

Polska nie mierzy się obecnie przede wszystkim z „nagłym szokiem gospodarczym”, lecz z głębokim, długoterminowym osłabieniem kondycji MŚP, wynikającym z trwałego rozminięcia się kosztów prowadzenia działalności i realnych marż rynkowych.

To właśnie wewnętrzne strukturalne napięcia, a nie czynniki globalne, będą w najbliższych kwartałach decydować o liczbie niewypłacalności w Polsce.

Więcej na ten temat: https://ceo.com.pl/globalna-fala-niewyplacalnosci-firm-przyspieszy-punkt-zwrotny-dopiero-w-2027-r-53091

LM PAY S.A. pionier finansowania usług medycznych świętuje 15 lat działalności – „Byliśmy fintechowym start-upem, zanim to stało się modne”

LM PAY S.A., spółka specjalizująca się w finansowaniu prywatnych usług medycznych i estetycznych, obchodzi 15-lecie działalności. Firma rozpoczęła działalność w 2010 r. przez pewien działając jako MediRaty, a po podjęciu decyzji o wejściu na zagraniczną giełdę, w 2022 r. działa pod nazwą LM PAY S.A.

Jakub Czarzasty, założyciel i prezes LM PAY S.A.:
„Byliśmy startupem fintech, zanim stało się to modne i to w branży, której inni się obawiali.  Piętnaście lat temu zadałem sobie pytanie: dlaczego pacjenci rezygnują z leczenia, mimo że medycyna może im pomóc? Odpowiedź była oczywista – barierą były koszty. Naszą misją stało się umożliwienie leczenia bez odkładania go na później i bez finansowych kompromisów.”

Od pożyczek medycznych do kompleksowych rozwiązań fintech

LM PAY konsekwentnie rozwija swoją ofertę finansowania usług zdrowotnych i estetycznych. Z rozwiązań spółki korzysta już ponad 13 tys. klinik, gabinetów i salonów, a rocznie obsługuje ponad 40 tys. klientów w ponad 300 kategoriach usług.

W 2019 r. firma jako pierwsza w Polsce wprowadziła płatności odroczone w placówkach medycznych, uruchamiając markę MediPay z hasłem Care Now, Pay Later (#CNPL). Najnowszym projektem, wdrożonym w 2025 r., jest CUK Flex Pay – system finansowania składek ubezpieczeniowych w CUK Ubezpieczenia.

Jakub Czarzasty, Prezes LM PAY S.A.: „Naszą misją od początku jest, aby korzystanie z naszych usług było proste. Dziś idziemy krok dalej – łączymy wellbeing klientów z innowacyjnym podejściem do finansowania, także w obszarze ubezpieczeń.”

Stabilny wzrost i giełdowy debiut

Fundamentem rozwoju LM PAY są długofalowe relacje z partnerami. Firma współpracuje z placówkami w całej Polsce, zapewniając im bezpłatny dostęp do systemu, szkolenia, materiały marketingowe oraz wsparcie dedykowanych konsultantów.

LM PAY świadomie stawia na czynnik ludzki w obsłudze klientów – posiada własne, wykwalifikowane Call Center i rozbudowany zespół opiekunów klinik. Nie dąży do automatyzacji za wszelką cenę, uznając, że prawdziwa jakość i zaufanie wymagają realnego, uważnego kontaktu z drugim człowiekiem, a nie algorytmów i botów.

„Sukces budują ludzie – zespół, partnerzy, klienci i inwestorzy. Dzięki ich zaufaniu możemy wyznaczać nowe standardy w branży i planować dalszy rozwój.” – dodaje prezes Czarzasty.

LM PAY S.A. – spółka, która zaczynała jako niewielki start-up, jest dziś notowana na giełdzie w Düsseldorfie i planuje dalsze inwestycje w rozwiązania finansowe dla sektora medycznego i ubezpieczeniowego.

15 lat później – historia, która inspiruje

Od jednej idei po spółkę giełdową – LM PAY przeszło drogę pełną wyzwań i kreatywnych rozwiązań. Firma pokazuje, że fintech może realnie zmieniać życie pacjentów – od ułatwienia dostępu do zabiegów po elastyczne finansowanie ubezpieczeń.

„Najciekawsze rozwiązania dopiero przed nami. Chcemy nadal wyprzedzać trendy i oferować innowacyjne finansowanie, które realnie wspiera ludzi. Przyzwyczailiśmy się już, że nasze pomysły są kopiowane – to dla nas komplement i chętnie damy konkurencji kolejne powody do inspiracji” – podsumowuje Jakub Czarzasty.

Materiały multimedialne (film, historia firmy) dostępne tutaj:
▶️ Jakub Czarzasty o początkach LM PAY
▶️ Pełna historia LM PAY

O LM PAY S.A.

LM PAY S.A. to polski fintech działający na rynku od 2010 roku, specjalizujący się w płatnościach odroczonych i ratalnych dla sektora zdrowia i urody. Firma współpracuje z tysiącami klinik, gabinetów i salonów w całej Polsce. Jej flagowe marki – MediRaty i MediPay – umożliwiają klientom indywidualnym finansowanie prywatnych usług medycznych i estetycznych. Z usług LM PAY S.A. korzysta rocznie ponad 40 000 pacjentów. W listopadzie 2023 roku spółka zadebiutowała na Giełdzie Papierów Wartościowych w Düsseldorfie.

Więcej informacji: www.lmpay.pl

Globalna fala niewypłacalności firm przyspieszy – punkt zwrotny dopiero w 2027 r.

Niewypłacalności w skali globalnej: wciąż w oczekiwaniu na skutki ceł? W Polsce niezależnie od nich jako efekt złej koniunktury dla MŚP. Allianz Trade spodziewa się dalszego wzrostu niewypłacalności w latach 2025 i 2026, a punktem zwrotnym będzie rok 2027.

  • Według Allianz Trade globalna liczba niewypłacalności przedsiębiorstw powinna wzrosnąć o +6% w 2025 r. i +5% w 2026 r., aby minimalnie zmniejszać się dopiero w 2027 r. (-1%).
  • Wpływ ceł na liczbę upadłości będzie odłożony w czasie do 2026 r., co zwiększa ryzyko zaskoczenia przedsiębiorców i efektu domina.
  • Silny rozwój przedsiębiorczości spowodowany rozwojem technologii oraz potencjalny boom na sztuczną inteligencję mogą również zwiększyć ryzyko niewypłacalności, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i w Europie.
  • W Polsce strukturalnie spadła konkurencyjność firm MŚP – także jako efekt rozwiązań restrukturyzacyjnych, które są nadużywane i przyczyniają się do efektu domina niewypłacalności.
  • Boom technologiczny i sztucznej inteligencji może spowodować dalszy wzrost liczby upadłości.

Allianz Trade publikuje najnowszy raport dotyczący niewypłacalności, w którym przeanalizowano wpływ ostatnich ceł amerykańskich i zmian w światowym handlu na niewypłacalność przedsiębiorstw oraz przedstawiono zaktualizowane prognozy do 2027 r. Według wiodącego światowego ubezpieczyciela należności handlowych, globalna liczba niewypłacalności przedsiębiorstw osiągnie pod koniec 2025 r. wysoki poziom (+6%), a szczyt ich liczby spodziewany jest w 2026 r., piątym z rzędu rokiem wzrostem liczby niewypłacalności (+5% r/r). Niewielkiego spadku niewypłacalności na świecie (ale obiektywnie nadal bardzo wysokiej ich liczby) Allianz Trade spodziewa się W 2027 r. (-1%).

MSP w Polsce – strukturalny splot wysokich kosztów, także tych rzadko uwzględnianych
Najnowsze dane o niewypłacalnościach w Polsce wskazują na szeroki wzrost liczby niewypłacalności – we wszystkich sektorach, przy czym dynamikę w największym stopniu napędza budownictwo (+30% r/r po III kwartale), a pod względem bezwzględnej liczby przypadków najwięcej jest ich w sektorze usług (36% niewypłacalności). Prognoza dla całej naszej gospodarki to zwiększenie ich liczby w 2025 o +14% i spodziewane kolejne +5% w 2026. Pomimo, iż fundamenty gospodarcze są niezłe, zwłaszcza dzięki odradzającym się inwestycjom i środkom z funduszy KPO, to przedsiębiorstwa nadal borykają się ze strukturalnymi słabościami (pw. MŚP), w tym wysokimi od pewnego czasu kosztami pracy a wkrótce także – z niepotwierdzonym jak dotąd, ale oczekiwanym podniesieniem efektywnego opodatkowania w związku z sytuacją budżetu (m.in. przypadek składki zdrowotnej dla przedsiębiorców).

Wykres – porównanie skali wzrostu liczby niewypłacalności w stosunku do wzrostu liczby rejestrowanych firm

Wykres – porównanie skali wzrostu liczby niewypłacalności w stosunku do wzrostu liczby rejestrowanych firm

Źródło: Allianz trade Research

Dlaczego Polski nie ma na wykresie porównującym dynamikę niewypłacalności oraz liczbę firm w skali ostatniego pełnego roku do tej sprzed pandemii? – stawia pytanie Sławomir Bąk, członek Zarządu Allianz Trade w Polsce odpowiedzialny za ocenę ryzyka. – Polska nie mieściła się na wspólnej dla wszystkich krajów skali już w ub. roku, ze swoim wzrostem liczby niewypłacalności o +427% na koniec 2024 r. w porównaniu do średniej z lat 2016-2019 roku. Co prawda zdecydowana większość niewypłacalności w Polsce dotyczy firm z sektora MSP i nie mierzymy się jeszcze z dużą liczbą niewypłacalności firm dużych, a ponadto – nadal więcej firm powstaje, niż znika z rynku, ale…. Firmy korzystające z ochrony, jaką daje restrukturyzacja, nie regulują swoich długów, tak więc znaczna liczba nowo otwieranych firm nie rozwiązuje problemu strat, jakie ponoszą dotychczasowi dostawcy niewypłacalnych firm. Ten koszt uproszczonych postępowań restrukturyzacyjnych (stanowiących ponad 90% wszystkich niewypłacalności) rozlewa się przy tym przede wszystkim na ich partnerów biznesowych – analogiczne firmy z sektora MSP. Trudno jednocześnie mówić o korzyściach tych restrukturyzacji gdy tylko 1/3 rozpoczętych restrukturyzacji przechodzi pierwszy etap – zatwierdzenie układu, a jego wprowadzenie z sukcesem w życie udaje się naprawdę niewielu z nich. Tak więc ta swoista danina solidarnościowa na rzecz firm z problemami (de facto uprzywilejowanych wobec wierzycieli) jest istotnym obciążeniem polskich MSP, obok publicznie podnoszonych wysokich kosztów: energii (jedne z najwyższych w Europie) i pracy oraz finansowania. Najgorsze w obciążeniu kosztem restrukturyzacji wierzycieli jest to, iż nie da się go przewidzieć i uwzględnić z wyprzedzeniem, co może być zabójcze w działalności małych, rodzinnych zazwyczaj firm. Coś, co miało dawać „drugą szanse” przede wszystkim małym firmom, przyczynia się do efektu kuli śnieżnej ich niewypłacalności.

Cła: opóźniony wpływ, utrzymujące się ryzyko

Ogromne cła importowe wprowadzone przez administrację Trumpa, które do końca roku osiągną średnią efektywną stawkę 14%, mają zróżnicowany wpływ na przedsiębiorstwa. Amerykańskie korporacje są na razie dość dobrze chronione, korzystając z dostosowań cenowych jakie musieli podjąć zagraniczni eksporterzy i z powszechnego przekierowywania towarów przez kraje trzecie, takie jak Indie i Wietnam, co pozwala ograniczyć koszty i liczbę bankructw. Jeśli jednak światowy handel ulegnie spowolnieniu, to kilka gospodarek silnie uzależnionych od eksportu może odczuć skutki tej sytuacji.

„W pierwszej połowie 2025 r. protekcjonistyczne skutki ceł i ich stosunkowo łagodne wprowadzenie pomogły zmniejszyć liczbę przypadków niewypłacalności w Stanach Zjednoczonych o 4 punkty procentowe, a rosnący popyt zrównoważył większość ich negatywnych skutków. Można jednak oczekiwać, że w gospodarkach opartych na eksporcie liczba upadłości wzrośnie: w najgorszym scenariuszu Kanada może odnotować dodatkowe +1900 niewypłacalnych przedsiębiorstw, Francja +6000, Hiszpania do +2900, a Holandia +700. Natomiast w Niemczech, Wielkiej Brytanii, Włoszech i Belgii wpływ ten (dotychczasowych ceł) będzie nieznaczny ze względu na zróżnicowanie ich rynków eksportowych, większą bazę krajową lub silniejszą pozycję finansową – twierdzi Maxime Lemerle, główny analityk ds. badań nad niewypłacalnością w Allianz Trade.

Szybsze tempo wzrostu liczby niewypłacalności w 2026 r.

Prognoza ta skłania Allianz Trade do utrzymania globalnej prognozy upadłości przedsiębiorstw na 2025 r., zakładającej wzrost ich liczby o 6%. Wynika to z 10-procentowego wzrostu już w 2024 r., co oznacza, że globalna liczba niewypłacalności w tym roku i tak osiągnie najwyższy poziom od 2019 r. i będzie o 19% wyższa od średniej sprzed pandemii. Dane od początku roku wskazują na znaczny już wzrost we wszystkich regionach, zwłaszcza w Azji i Europie Zachodniej, przy czym szczególnie wyraźny wzrost niewypłacalności odnotowano we Włoszech (+38%) i Szwajcarii (+26%). A jak będzie wyglądała sytuacja w 2026 roku?

„Na razie skutki wojny handlowej są umiarkowane, ale w miarę wyczerpywania się strategii ją łagodzących i pojawiania się skutków ubocznych, wkrótce mogą one wystawić na próbę odporność przedsiębiorstw. Wzrasta również ryzyko efektu domina wynikającego z rosnącej liczby niewypłacalności dużych przedsiębiorstw. Prowadzi to do nasilenia ryzyka braku płatności: obecnie spodziewamy się, że globalna liczba przypadków niewypłacalności przedsiębiorstw wzrośnie w związku z tym w 2026 r. o +5%, w porównaniu do +3% wzrostu, jakich spodziewaliśmy się w naszej poprzedniej prognozie. Będzie to już piąty z rzędu rok wzrostu liczby niewypłacalności na świecie, co sprawia że poziom ten będzie o około 24% wyższy od średniej sprzed pandemii. Pomimo więc, iż będziemy tez obserwować stopniowe ożywienie gospodarcze, tendencja wzrostu liczby niewypłacalności przedsiębiorstw na świecie może ulec zmianie dopiero w 2027 r., kiedy to nastąpi spadek ich liczby o 1%.” – wyjaśnia Aylin Somersan Coqui, dyrektor generalna Allianz Trade.

Patrząc w przyszłość, Allianz Trade spodziewa się, że odporność przedsiębiorstw będzie poddana próbie przez współwystępowanie trzech krytycznie istotnych czynników: (i) spowolniony wzrost gospodarczy, przy czym tempo wzrostu w Stanach Zjednoczonych i strefie euro ma pozostać poniżej progu niezbędnego do ustabilizowania liczby upadłości; (ii) trudne warunki finansowania dla firm, przy utrzymujących się wysokich stopach procentowych i ograniczonej podaży kredytów, co stanowi obciążenie dla przedsiębiorstw o znacznym zadłużeniu i kapitałochłonnym modelu działalności, zwłaszcza dla MŚP; (iii) słabości poszczególnych sektorów, przy czym najbardziej dotknięte są sektory budowlany i motoryzacyjny ze względu na wysokie stopy procentowe, zakłócenia technologiczne i zwiększoną konkurencję.

Boom technologiczny i sztucznej inteligencji może spowodować dalszy wzrost liczby upadłości

W ciągu ostatnich kilku lat mieliśmy do czynienia ze zwiększeniem się liczby powstających nowych przedsiębiorstw, szczególnie w Europie, gdzie w latach 2021–2024 liczba nowych rejestracji była o 9% wyższa niż w latach 2016–2019, oraz w Stanach Zjednoczonych, gdzie liczba wniosków o rejestrację przedsiębiorstw wzrosła w tym czasie o 36%. Ten wzrost liczby nowych przedsiębiorstw wiąże się także ze zwiększeniem ryzyka niewypłacalności, wpływającym na te nowe firmy poprzez wiele mechanizmów.

„W następstwie pandemii w niektórych krajach odnotowano gwałtowny wzrost liczby nowo powstających przedsiębiorstw w związku z przyspieszeniem cyfryzacji i rozwojem gig-ekonomii (zatrdnienia poprzez platformy świadczenie usług). Wiąże się to ze zwiększonym ryzykiem niewypłacalności, zwłaszcza we Włoszech, Francji, Portugalii i, w mniejszym stopniu, w Belgii. Co więcej, wg. naszych szacunków, iż koniec boomu wywołanego przez sztuczną inteligencję – podobny do bańki internetowej, może doprowadzić do niewypłacalności kolejnych, dodatkowych 4500 przedsiębiorstw w Stanach Zjednoczonych, 4000 w Niemczech, 1000 we Francji i 1100 w Wielkiej Brytanii” – podsumowuje Ano Kuhanathan, dyrektor ds. badań korporacyjnych w Allianz Trade.

Wykres – gorące miejsca na mapie niewypłacalności w 2025 r. (lewa strona) i w 2026 r. (prawa)Wykres – gorące miejsca na mapie niewypłacalności w 2025 r. (lewa strona) i w 2026 r. (prawa)

Źródło: Allianz Trade Research

Wykres –przypadki niewypłacalności dużych firm, liczba od początku roku, według sektorów

Wykres –przypadki niewypłacalności dużych firm, liczba od początku roku, według sektorów

Źródło: Allianz Trade Research

Budownictwo mieszkaniowe – we wrześniu deweloperzy rozpoczęli o 40% więcej budów

We wrześniu deweloperzy rozpoczęli o blisko 40 proc. więcej budów mieszkań niż miesiąc wcześniej. Choć wynik ten to w dużej mierze efekt wakacyjnego spowolnienia w sierpniu, trzeci kwartał potwierdza stabilizację aktywności inwestycyjnej na rynku mieszkaniowym.

Jednocześnie utrzymująca się rekordowa oferta lokali i poprawiająca się dostępność kredytów mogą w najbliższych miesiącach wspierać stronę podażową rynku.

Poziom nowych inwestycji

Deweloperzy rozpoczęli we wrześniu budowę 11 598 mieszkań, co stanowi o 39,2 proc. wynik lepszy od sierpnia.

Statystyka nie wynika bynajmniej z nadzwyczajnego wzrostu nowych budów we wrześniu, a raczej z tego, że to ostatni miesiąc szkolnych wakacji przyniósł ochłodzenie na budowach – komentuje Patryk Kozierkiewicz, radca prawny w Polskim Związku Firm Deweloperskich.

W całym III kwartale 2025 r. zachowano bardzo podobną dynamikę wprowadzeń (31,7 tys.) do tej obserwowanej w okresie od kwietnia do czerwca br. – W naszej ocenie jest to zadowalający wynik, szczególnie że rynkowa oferta dostępnych mieszkań pozostaje na najwyższych poziomach w historii, co skłania do bardziej rozważnego inicjowania nowych inwestycji – uważa Patryk Kozierkiewicz.

Z drugiej strony, w kolejnych miesiącach czynnikiem propodażowym mogą

okazać się ostatnie obniżki stóp procentowych i idący za tym wzrost dostępności kredytowej dla Polek i Polaków. Przy założeniu utrzymania się pozytywnych

trendów makroekonomicznych, kwartalna liczba wprowadzeń nowych inwestycji w kolejnych odczytach nie powinna spaść poniżej poziomu z ostatniego półrocza i utrzyma się powyżej 31 tys.rozpoczęte budowy

Mniej wniosków, ale druga połowa roku daje nadzieję

Niedosyt pozostawiać mogą wyniki dotyczące pozwoleń na budowę uzyskiwanych przez inwestorów, choć wrzesień z rezultatem 15 436 lokali w pozwoleniach okazał się drugim najlepszym miesiącem tego roku.

Niemniej porównując analogiczne okresy od stycznia do września, w tym roku inwestorzy otrzymali aż o 22,6 proc. mniej pozwoleń.

W ocenie PZFD ochłodzenie w tym zakresie jest symptomem stabilizacji rynkowej, wysokiej oferty oraz zjawiska trudniejszej dostępności do gruntów pod zabudowę. Niewykluczone, że poprawa rynkowej koniunktury i zwiększenie dostępności kredytowej ponownie obudzi apetyt inwestorów, co przełożyłoby się na lepsze wyniki w tym zakresie, ale na to poczekamy zapewne co najmniej do wiosny 202c r. – twierdzi Patryk Kozierkiewicz.

Mieszkania oddane do użytkowania

W pierwszych dziewięciu miesiącach roku inwestorzy oddali do użytkowania 90,3 tys. nowych lokali mieszkalnych, zachowując bardzo podobną dynamikę do tej z ubiegłego roku (+1,1 proc.).

Z uwagi na specyfikę i czas trwania procesu budowlanego, statystyka ta jest wypadkową liczby mieszkań, których budowę rozpoczęto około dwa lata wcześniej. A ponieważ w 2022 i 2023 r. rozpoczęto budowę niemal identycznej liczby mieszkań, podobnie prezentują się statystyki pozwoleń na użytkowanie w latach 2024 i 2025.

Tempo uzyskiwanych pozwoleń na użytkowanie powinno natomiast wzrosnąć w drugiej połowie 202c r., gdyż będziemy obserwować korelację z 2024 r., w którym nastąpiło odbicie w zakresie nowych inwestycji – podsumowuje radca prawny w PZFD.

Rząd boi się weta podwyżek

Akcyza osobno, podatek cukrowy osobno. Czy tak rząd ominie weto prezydenta?

Realna stała się groźba prezydenckiego weta Karola Nawrockiego wobec planowanych nowelizacji fiskalnych. Dlatego rząd podjął decyzję o rozdzieleniu pierwotnego projektu na dwie odrębne ustawy. Jedna ma dotyczyć tylko podwyżek akcyzy na alkohol, a druga – podatku cukrowego i od wygranych z gier losowych. Obie propozycje zostały skierowane do pierwszego czytania w Sejmie. Komentatorzy oceniają, że to strategia awaryjna, mająca zapewnić wejście w życie choć części planowanych zmian podatkowych.

Rząd w obliczu groźby zawetowania podwyżek akcyzy przez prezydenta Karola Nawrockiego rozdzielił pierwotny projekt nowelizacji na dwie odrębne ustawy. Projekt, zarejestrowany w wykazie prac rządu pod numerem UD289, obejmował zmiany w trzech aktach prawnych – o podatku akcyzowym, o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz o zdrowiu publicznym. Jednak został on okrojony do alkoholu. Z kolei 10 października pojawił się kolejny projekt UD318, który zawiera pozostałe elementy pierwotnej nowelizacji, czyli podwyżkę opłaty cukrowej oraz zmianę stawki podatku PIT od wygranych. Resort finansów podjął decyzję o rozdzieleniu zgodnie z zaleceniem Stałego Komitetu Rady Ministrów. Oba ostateczne projekty zostały równolegle skierowane do rozpatrzenia przez Radę Ministrów, a już dzień później do dalszego procedowania w Sejmie. W ubiegły piątek odbyło się pierwsze czytanie projektu o akcyzie, natomiast ten drugi wpisano w harmonogram obrad następnego posiedzenia.

Manewr taktyczny wobec możliwego weta

Podział projektu jest jednak szeroko interpretowany jako manewr taktyczny resortu finansów. W obliczu sygnałów z Pałacu Prezydenckiego o możliwym wecie wobec podwyżek, ministerstwo przygotowało plan awaryjny. Gdyby Prezydent sprzeciwił się jednemu z projektów, drugi mógłby przejść przez proces legislacyjny niezależnie. Strategia ta ma umożliwić rządowi realizację przynajmniej części reform fiskalnych, nawet w sytuacji politycznego impasu.

Pośpiech przed końcem roku

Oba projekty zostały przekazane na 14 października Radzie Ministrów z wnioskiem o ich pilne rozpatrzenie, a już dzień później skierowano je do Sejmu. Ministerstwo Finansów zwróciło się na tamtym etapie o skrócenie sejmowego postępowania legislacyjnego, tak aby nowe przepisy mogły wejść w życie już 1 stycznia 2026 roku. Zgodnie z zaleceniem Stałego Komitetu Rady Ministrów, uzasadnienia projektów ustaw zostały również uzupełnione w zakresie planowanego vacatio legis. Resort tłumaczy, że zmiany są konieczne, by utrzymać spójność systemu podatkowego i zrealizować cele budżetowe państwa. Przedsiębiorcy z branży napojowej i alkoholowej ostrzegają jednak, że szybkie tempo wprowadzania zmian może doprowadzić do destabilizacji rynku i zwiększenia kosztów działalności.

Plan B rządu na trudny 2026 rok

Rozdzielenie projektu i równoległe skierowanie obu ustaw do Rady Ministrów i chwilę później do Sejmu to wyraźny sygnał, że rząd przygotowuje się na różne scenariusze polityczne. W zależności od decyzji prezydenta, część propozycji może zostać wprowadzona szybciej, a część poczeka na sprzyjające okoliczności. W tle pozostaje pytanie, czy taka taktyka legislacyjna okaże się skuteczna – i czy plan B faktycznie zabezpieczy wpływy budżetowe, które miałyby zostać zwiększone dzięki nowym stawkom podatków i opłat.

Co się zmieni w akcyzie i podatku cukrowym

Stawki podatku cukrowego, które zostały wprowadzone ustawą z 2021 r., po raz kolejny są podnoszone. Podobnie jest z tzw. mapą akcyzową na alkohol, obowiązującą od stycznia 2022 r. na podstawie nowelizacji ustawy o podatku akcyzowym z 2021 roku, która zdefiniowała długoterminowy plan podnoszenia stawek. Zgodnie z pierwotną mapą, planowano coroczne podwyżki akcyzy na alkohol o 5% w latach 2023-2027. W międzynarodowych rankingach wolności gospodarczej Polska osuwa się na coraz dalsze pozycje. M. in. oceniany jest faktor stabilności prawa i przewidywalności systemu podatkowego. Ciągłe niekorzystne zmiany dla potrzeb politycznych będą tę sytuację tylko pogarszały – skomentował Konrad Banecki, wiceprezes Polskiego Towarzystwa Gospodarczego. Rząd, łamiąc te ustalenia i umowę społeczną, zapowiada teraz drastyczne podwyżki akcyzy, które mają wejść w życie w 2026 i 2027 roku, wykraczające poza pierwotny plan. W 2026 roku akcyza ma wzrosnąć o 15%, a w 2027 roku o 10% w stosunku do stawek z 2025 roku. Natomiast zmiany w podatku cukrowym, przewidziane w drugim projekcie, zakładają wzrost stałej części opłaty z 0,50 zł do 0,70 zł za litr napoju do 5 g w 100 ml lub z substancją słodzącą, a zmiennej – z 0,05 zł do 0,10 zł za każdy dodatkowy gram cukru powyżej 5 g na 100 ml napoju. Natomiast opłata za dodatek kofeiny lub tauryny ma wzrosnąć z obecnych 0,10 zł aż do 1,00 zł za litr. Maksymalna opłata za litr napoju wzrośnie z 1,20 zł do 1,80 zł. Jednocześnie podniesiona zostanie stawka PIT od wygranych w konkursach, grach i zakładach wzajemnych oraz od nagród związanych ze sprzedażą premiową z 10% do 15%.

Zatem fiskalny ciężar dla branży i konsumentów będzie znacznie większy, niż pierwotnie zakładano. Wyższa akcyza na alkohol oznacza również odejście od wcześniejszych ustaleń i złamanie postanowień umowy społeczno-rynkowej. To zły prognostyk z punktu widzenia stabilności i przewidywalności polskiego prawa. 

Nawet 10–13% rodziców w Polsce żałuje decyzji o posiadaniu dzieci

0

Rodzicielstwo to znaczący etap w życiu dorosłego człowieka. Jednak nie dla każdego jest źródłem satysfakcji i spełnienia. – Szacuje się, że w Polsce około 10–13 proc. rodziców, gdyby mogło cofnąć czas, nie zdecydowałoby się ponownie na posiadanie dzieci – wskazuje dr hab. Konrad Piotrowski, prof. Uniwersytetu SWPS. Psycholog wyjaśnia, jaka jest skala zjawiska, jego psychologiczne uwarunkowania oraz czy da się odzyskać satysfakcję z rodzicielstwa.

W dominującej narracji bycie rodzicem to decyzja, której się nie żałuje, bo dziecko ma być zawsze powodem do dumy i radości. Zwykle nie zadajemy pytań o to, czy każdy odnajduje się w tej roli, bo przyjęło się zakładać, że satysfakcja z rodzicielstwa to norma. Tymczasem zauważalna część rodziców doświadcza trwałego poczucia, że decyzja o posiadaniu dziecka nie była dla nich właściwa – mimo miłości do swoich dzieci, z perspektywy czasu żałują decyzji o zostaniu matką lub ojcem.

Rodzicielstwo jest postrzegane jako naturalna kolej rzeczy, ostateczne spełnienie i źródło największego szczęścia. Przyznanie się do żalu jest traktowane jako pogwałcenie tej fundamentalnej umowy społecznej. W sferze publicznej to wciąż temat silnie stygmatyzowany, zwłaszcza w odniesieniu do matek. Dominujące skrypty kulturowe łączą „dobrego” rodzica z poczuciem spełnienia i poświęceniem, a normy pronatalistyczne utrudniają mówienie o ambiwalencji czy żałowaniu, gdyż posiadanie dziecka jest w tych ramach uznawane za warunek samorealizacji. – dr hab. Konrad Piotrowski, prof. Uniwersytetu SWPS, psycholog z Wydziału Psychologii i Prawa w Poznaniu USWPS, kierownik Centrum Badań nad Rozwojem Osobowości.

Zdaniem eksperta dodatkowym czynnikiem wzmacniającym tabu są media społecznościowe, które dokładają presję porównawczą – Przeważa w nich estetyka „idealnego” rodzicielstwa – wyretuszowana codzienność, w której dzieci są źródłem sensu, co u części rodziców obniża poczucie kompetencji i podnosi lęk przed oceną. W takim klimacie przyznanie „żałuję, że zostałem(-am) rodzicem” bywa ryzykowne i dlatego rzadkie – twierdzi psycholog.

Skala zjawiska

Żałowanie rodzicielstwa przez długi czas pozostawało poza zainteresowaniem nauki i opinii publicznej. Choć, według prof. Konrada Piotrowskiego, zjawisko na pewno nie jest nowe, to dopiero w ostatnich latach zaczęto je badać w sposób systematyczny, próbując zrozumieć, jak często się pojawia, z czego wynika i jakie ma konsekwencje dla życia rodzinnego. Co mówią aktualne dane?

– Szacunki z badań populacyjnych wskazują, że w Polsce odsetek rodziców, którzy, gdyby mogli cofnąć czas, nie zdecydowaliby się ponownie na dzieci, wynosi około 10–13 proc. W krajach takich jak USA, Niemcy, Hiszpania czy UK częściej pojawiają się wartości bliżej 7–8 proc. – mówi prof. Konrad Piotrowski.

Jednocześnie ekspert przyznaje, że nie ma jeszcze serii pomiarów pozwalającej mówić o trendzie w czasie. – Nadal musimy czekać na duży, międzynarodowy projekt, w którym pomiar żałowania rodzicielstwa będzie przeprowadzony w podobnym grupach, z wykorzystaniem tej samej metody, co pozwoli nam na bardziej precyzyjne oszacowania – dodaje psycholog.

Żałowanie rodzicielstwa a wypalenie rodzicielskie – dwa różne doświadczenia
W doświadczeniu rodzicielstwa pojawiają się różne trudności – niektóre związane są z chwilowym przeciążeniem, inne z głębszą refleksją nad własnym wyborem. Psychologowie wyróżniają dwa odrębne zjawiska: żałowanie rodzicielstwa oraz wypalenie rodzicielskie, które w potocznym języku bywają mylone. Na czym polega różnica?

– Żałowanie rodzicielstwa to względnie trwała ocena własnej decyzji życiowej: „gdybym mógł/mogła, nie został(a)bym rodzicem”. Dotyczy naszego poczucia tożsamości i przekonania o niskim dopasowaniu roli rodzica do całego projektu życia. Wypalenie rodzicielskie to z kolei syndrom wynikający z chronicznej przewagi wymagań nad zasobami: skrajne wyczerpanie, emocjonalny dystans wobec dziecka, poczucie „mam dość” i bolesne porównanie siebie „kiedyś” i „teraz” – wyjaśnia prof. Konrad Piotrowski.

Doświadczenia te mogą współwystępować, ale nie są tożsame. – Rodzic może nie żałować posiadania dziecka, a jednocześnie być wypalony z powodu braku snu, wsparcia i odpoczynku. Z drugiej strony, ktoś może nie doświadczać aktualnego przeciążenia i wypalenia, ale jednocześnie konsekwentnie uważać, że rodzicielstwo było nietrafionym wyborem życiowym – mówi ekspert.

Skąd ten żal?

Żałowanie rodzicielstwa nie pojawia się w próżni – wynika z zestawu uwarunkowań indywidualnych i społecznych.

– Ryzyko rośnie, gdy kumulują się czynniki takie jak: gorszy stan psychiczny i somatyczny, obciążające doświadczenia z dzieciństwa (np. bycie ofiarą przemocy i zaniedbania ze strony rodziców), nadmierna wrażliwość na ocenę i perfekcjonizm, trudności w ukształtowaniu stabilnej tożsamości rodzicielskiej (słaba identyfikacja z rolą, utrzymujące się wątpliwości), wysoki poziom wypalenia. Na poziomie społecznym działają normy pronatalistyczne i silnie zideologizowane wzorce „dobrego rodzica”, a także coraz większa presja na to, aby traktować rodzicielstwo wręcz jako obowiązek wobec narodu. W takiej konfiguracji łatwiej wejść w rolę niezgodną z własnymi wartościami – tłumaczy prof. Konrad Piotrowski.

Konsekwencje dla rodziny i dzieci

Żałowanie rodzicielstwa to nie tylko doświadczenie jednostki – jego konsekwencje rozciągają się także na całą rodzinę. Każde poczucie frustracji, przeciążenia czy żalu wobec roli rodzica może wpływać na codzienną atmosferę w domu, na sposób, w jaki rodzice komunikują się z dziećmi, oraz na jakość więzi emocjonalnych. Choć temat ten jest trudny do szczegółowego badania, coraz częściej naukowcy próbują określić, jak to zjawisko może przekładać się na relacje rodzinne i dobrostan dzieci.

– Bezpośrednich, długofalowych badań nad samym żałowaniem jest wciąż niewiele, ale dostępne dane sugerują, że uporczywe żałowanie rodzicielstwa może iść w parze z chłodniejszym klimatem rodzinnym, większą drażliwością i ryzykiem odrzucenia. Z naszych niedawnych badań wynika wyraźnie, że wraz ze wzrostem żałowania rodzicielstwa wzrasta dystans emocjonalny między rodzicem a dzieckiem, co dla dzieci może nieść znaczne ryzyko zaniedbania emocjonalnego. Bardzo dobrze udokumentowane są natomiast konsekwencje wypalenia rodzicielskiego: ono zwiększa ryzyko zaniedbań oraz werbalnej i fizycznej agresji. Praktyczny wniosek brzmi: jeśli żałowaniu towarzyszy wypalenie, cierpią zarówno rodzice, jak i dzieci i tam należy działać w pierwszej kolejności – mówi psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Czy można odzyskać satysfakcję z bycia rodzicem?

Badania i praktyka pokazują, że skuteczne wsparcie wymaga działań zarówno na poziomie społecznym, jak i indywidualnym. W skali społecznej kluczowe jest stworzenie warunków, które pozwolą rodzicom godzić wymagania życia rodzinnego z rzeczywistymi zasobami i możliwościami.

– Na poziomie społecznym największy efekt dałyby prawdopodobnie polityki zmniejszające dystans między wymaganiami stawianymi rodzicom a zasobami jakie im oferujemy: dostępna i jakościowa opieka nad dziećmi, równościowe i elastyczne urlopy dla wszystkich płci, praca z przewidywalnym grafikiem, systemy wytchnieniowe i specjalistyczne wsparcie dla rodzin dzieci z niepełnosprawnościami, a także normalizowanie ambiwalencji w przekazie publicznym (bez moralizowania). To realnie obniża wypalenie, a u części osób mogłoby zmniejszyć rozpowszechnienie żałowania rodzicielstwa – twierdzi prof. Konrad Piotrowski.

Równolegle do działań systemowych istotne jest wsparcie indywidualne rodziców, które pomaga zmniejszyć przeciążenie, poprawić relacje z dziećmi i w pewnych sytuacjach odzyskać poczucie satysfakcji z roli rodzica.

– Na poziomie indywidualnym warto zacząć od redukcji wypalenia rodzicielskiego: interwencje oparte na CBT (terapii poznawczo-behawioralnej), ACT (terapii akceptacji i zaangażowania) i treningach uważności/współczucia (także w formie online) potrafią obniżyć obciążenie i poprawić jakość interakcji z dzieckiem. Równolegle sens ma praca nad tożsamością i wartościami, renegocjacja podziału obowiązków. U rodziców, zwłaszcza gdy żałowanie wiąże się z przeciążeniem i nierealistycznymi standardami, satysfakcja jest więc do odzyskania. Gdy żałowanie odzwierciedla głęboki niedopasowany wybór życiowy, celem staje się raczej redukcja szkód: zmniejszenie cierpienia i lepsza opieka nad dzieckiem, przy jednoczesnym budowaniu innych, znaczących ról życiowych. Nauka wciąż potrzebuje badań podłużnych, żeby lepiej opisać te trajektorie, warto więc unikać kategorycznych prognoz i stawiać na to, co działa „tu i teraz” – podsumowuje psycholog z Uniwersytetu SWPS.

„Żałowanie rodzicielstwa – kontekst psychologiczny, społeczny i kulturowy”

Temat żałowania rodzicielstwa był przedmiotem dyskusji podczas międzynarodowego seminarium „Żałowanie rodzicielstwa – kontekst psychologiczny, społeczny i kulturowy”, zorganizowanego przez Uniwersytet SWPS 20 października 2025 r. Wydarzenie skierowane było przede wszystkim do naukowców zajmujących się badaniem zjawiska żalu z powodu rodzicielstwa i miało na celu stworzenie przestrzeni do dialogu i wymiany najnowszych wyników badań. Seminarium było otwarte dla szerokiego grona uczestników, w tym praktyków i rodziców, i obejmowało tematy takie jak konceptualizacje żalu rodzicielskiego, metody pomiaru zjawiska, jego skala, przyczyny, konsekwencje dla rodziców i ich dzieci oraz strategie wsparcia dla osób doświadczających żalu. Wnioski wypracowane podczas seminarium pozwolą lepiej zrozumieć to zjawisko i rozwijać metody badawcze, które umożliwią skuteczniejsze wspieranie rodziców w różnych kontekstach społecznych i kulturowych.

Złoto i srebro po rekordach łapią oddech – strukturalna hossa trwa

0
  • Złoto i srebro zakończyły ubiegły tydzień nieco słabszym akcentem, po tym jak wcześniej ustanowiły nowe rekordy.
  • Rajd złota trwający od końca sierpnia wciąż stanowi główny punkt odniesienia dla całego rynku metali szlachetnych, a niższa płynność na rynku srebra i platyny dodatkowo potęguje wahania cen – w obie strony.
  • Popyt może chwilowo osłabnąć w związku z obchodami Diwali, gdy uwaga inwestorów przesunie się w stronę decyzji USA dotyczącej ceł na kluczowe surowce, takie jak srebro, platyna i pallad.
  • Jednak ogólny obraz pozostaje bez zmian: trwa strukturalna hossa na aktywach materialnych, napędzana redefinicją zaufania do globalnego systemu finansowego.

Złoto i srebro zakończyły ubiegły tydzień spadkami po osiągnięciu nowych rekordowych poziomów na początku tygodnia. Jak tłumaczy Ole Hansen, dyrektor ds. strategii rynku surowców w Saxo Bank, korekta nastąpiła, gdy apetyt na ryzyko wzrósł na szerokich rynkach, szczególnie w Stanach Zjednoczonych, gdzie krótki wzrost napięć w sektorze bankowym na poziomie regionalnym szybko wygasł.

Złoto osiągnęło nowy rekord na poziomie 4,380 USD za uncję, po czym nastąpił jego spadek, podczas gdy srebro chwilowo handlowano po 54,48 USD, a platyna osiągnęła cenę 1,733 USD. Korekta w piątek była efektem krótkoterminowej realizacji zysków, a nie zmiany w podstawowym nastroju rynku. Każdy z tych metali pozostaje w silnym trendzie wzrostowym, który od początku roku podniósł ich ceny o 60-80%.

Złoto: pauza, nie odwrócenie trendu

Rajd złota, który rozpoczął się pod koniec sierpnia, wciąż stanowi główny punkt odniesienia dla rynku metali szlachetnych. Przełamanie długotrwałej konsolidacji wypchnęło ceny na rekordowe poziomy. Choć krótkoterminowe momentum wydaje się wyczerpane, podstawowy popyt pozostaje silny. Korekta o 200–300 USD byłaby normalną reakcją rynkową, a nie odwróceniem trendu, z poziomem 4,000–4,100 USD, który prawdopodobnie przyciągnie nowych nabywców.

Tło fundamentalne pozostaje zdominowane przez te same czynniki, które napędzały wzrosty złota do kolejnych rekordowych poziomów: spadające zaufanie do starego porządku finansowego prowadzące do utrzymującej się akumulacji przez banki centralne, odnowiony popyt na fundusze ETF od inwestorów z Zachodu, w dodatku do ciągłego popytu ze strony chińskich gospodarstw domowych poszukujących alternatyw w obliczu czteroletniego kryzysu na rynku nieruchomości, a także stopniowa erozja zaufania do walut fiducjarnych i zarządzania fiskalnego na Zachodzie. Przez dekady inwestorzy traktowali amerykańskie obligacje skarbowe jako globalny punkt odniesienia „wolny od ryzyka”. Dziś przesłanie rynku jest subtelniejsze: „wolne od ryzyka” i „wolne od zaufania” już nie są synonimami.

Srebro: zmienność połączona z ryzykiem zdarzeń

Po wzroście o niemal 40% od przełamania w końcu sierpnia, srebro w końcu uległo realizacji zysków. Spadek w piątek spowodował wzrost wskaźnika złoto-srebro do poziomu 82 z 78 na początku tygodnia, przypominając, jak szybko może się zmieniać wartość relatywna, gdy płynność rynku spada. Wsparcie techniczne znajduje się w pobliżu 49,40 USD, co stanowi początkową korektę Fibonacciego od wzrostu sierpień-październik, a kolejne wsparcie pojawia się w okolicach 48 USD.

Obecnie uwaga rynku skupia się na wyniku dochodzenia amerykańskiego w sprawie Sekcji 232 dotyczącego importu surowców krytycznych, w tym srebra, platyny i palladu. Decyzja ta może zmienić krótkoterminowe łańcuchy dostaw i struktury cenowe po obu stronach Atlantyku.

Brak decyzji o nałożeniu ceł złagodziłby istniejące napięcia na rynku londyńskim, umożliwiając większy przepływ srebra trzymanego w USA do Europy. To z kolei zmniejszyłoby niedawną premię wycen w Londynie nad COMEX, które w ostatnich tygodniach osiągnęło ekstremalne poziomy przypominające czasy pandemii, i przywróciłoby stawki leasingowe do normalnych poziomów.

Decyzja o nałożeniu ceł miałaby natomiast odwrotny skutek. Metal już znajdujący się w Stanach Zjednoczonych stałby się w zasadzie „półstracony”, co zaostrzyłoby napięcia na rynku londyńskim i podniosłoby premię COMEX. W takim scenariuszu srebro mogłoby szybko powrócić do testowania, a nawet przekroczyć niedawne szczyty, napędzane przez nowe dynamiki nacisku, a nie wzrost popytu.

Traderzy traktują zatem sprawę Sekcji 232 jako zdarzenie binarne z asymetrycznymi wynikami. Każdy z tych scenariuszy stwarza okazje, ale odpowiednia wielkość pozycji będzie kluczowa, biorąc pod uwagę naturalnie mniejszą płynność srebra i tendencję do przesadnych ruchów.

Platyna: cienkie rynki, duże wahania

Wzrost platyny do 1,733 USD odzwierciedlił momentum srebra, przy czym oba metale były wspierane przez zaostrzoną perspektywę podaży oraz zauważalny wzrost popytu inwestycyjnego za pośrednictwem funduszy ETF. Zakłócenia w dostawach i przepływy substytucyjne od nabywców, którzy nadmiernie skoncentrowali swoje inwestycje w złocie, wzmocniły rajd platyny, zmniejszając stosunek złoto-platyna z rekordowego poziomu 3,6 w kwietniu do 2,68.

Jednak platyna nadal jest wyceniana o prawie 2,700 USD poniżej ceny złota (spadek z poziomu parytetu sprzed dekady), co oznacza, że biały metal prawdopodobnie nadal będzie korzystać z popytu na złoto. Pozytywne długoterminowe fundamenty wspierają ten trend: chroniczne niedobory energii w RPA nadal ograniczają wzrost podaży, zapewniając długotrwały spadek zapasów nadziemnych, przy solidnym popycie ze strony sektora motoryzacyjnego, jubilerów, nowych technologii oraz coraz większym zainteresowaniu inwestorów finansowych za pośrednictwem ETF i kontraktów terminowych. Niemniej jednak platyna pozostaje zdecydowanie najmniej płynna z trzech głównych metali szlachetnych, co sprawia, że odkrywanie cen jest podatne na sporadyczne przepływy zleceń związanych z makroekonomicznymi wydarzeniami i wahaniami kursów walutowych.

Popyt w Azji może osłabnąć wraz z rozpoczęciem Diwali

Początek festiwalu Diwali stanowi sezonowy punkt zwrotny w popycie na metale szlachetne w Azji. Zakupy zwykle spowalniają w trakcie samego święta, by wznowić się pod koniec kwartału. W tym roku popyt na srebro w Indiach był wyjątkowo silny, ponieważ detaliczni kupujący zaczęli rezygnować z drogiego złota. Zatrzymanie tego przepływu mogłoby złagodzić część natychmiastowego napięcia, które widoczne było w ostatnich wzrostach stawek leasingowych.

Rola Chin pozostaje bardziej strukturalna. W związku z nadal słabym rynkiem nieruchomości, gospodarstwa domowe traktują złoto jako przechowalnię wartości, a nie aktywa do handlu. Ponieważ importowane złoto nie może być swobodnie reeksportowane, każda tona, która trafia do kraju, skutecznie zmniejsza dostępną globalną podaż – jest to jednokierunkowy przepływ, który wzmocnił odporność złota, nawet w okresach globalnej „odważniejszej” postawy rynków.

Perspektywa techniczna: rozciągnięte, ale nie przepełnione

Z perspektywy wykresów, rajd na rynku metali szlachetnych wygenerował momentum, które rzadko widziano w ostatnich dekadach, jednak brak dużego spekulacyjnego zaangażowania sugeruje, że rynek nadal jest niedostatecznie obsadzony, a nie przepełniony.

Dla złota, niedawny wzrost do rekordowego poziomu usunął pozostałe poziomy oporu, a rynek skupił się teraz na 4,500 USD jako kolejnym ważnym poziomie psychologicznym, podczas gdy wsparcie znajduje się w szerokim zakresie wokół 4,000 USD, w tym na poziomie 3,972 USD, który stanowi 38,2% zniesienia Fibonacciego od wzrostu sierpień-październik.

Popyt strukturalny nadal utrzymany

Poza krótkoterminową zmiennością, główny obraz rynku nadal opiera się na trwałym popycie strukturalnym. Banki centralne, zaniepokojone sankcjami, deficytami budżetowymi oraz wykorzystywaniem walut jako narzędzia politycznego, pozostają silnymi nabywcami od 2022 roku, a instytucje z rynków wschodzących przewodzą temu trendowi. W międzyczasie aktywa w ETF rosły, potwierdzając odnowione zainteresowanie zarówno inwestorów detalicznych, jak i instytucjonalnych, którzy szukają aktywów materialnych poza systemem finansowym. Tylko w złocie inwestorzy z Zachodu kupili w 2025 roku więcej niż sprzedali w ciągu ostatnich trzech lat.

Dynamika „hedgingu zaufania” – wynikająca z presji fiskalnej, geopolitycznych podziałów i wykorzystywania walut jako narzędzi politycznych– rozłączyła złoto od tradycyjnych zależności makroekonomicznych. Niegdyś pewna odwrotna zależność między realnymi stopami procentowymi a ceną złota osłabła, co podkreśla, jak nowe czynniki dominują teraz.

W najbliższym czasie

W krótkim okresie inwestorzy będą nadal bacznie obserwować rynek, jak to miało miejsce w piątek, w poszukiwaniu potencjalnych zagrożeń, ponieważ rynek może potrzebować korekty lub przynajmniej okresu konsolidacji. To zdrowy proces, który umożliwi tym, którzy przegapili wcześniejsze wzrosty, dołączenie do trendu, a także przetestuje podstawowy popyt, jeśli korekta wywoła likwidację pozycji przez fundusze hedgingowe, które skupiają się na krótkoterminowych analizach technicznych. Jednak obecna siła podstawowego popytu, w połączeniu z napiętymi rynkami fizycznymi i akumulacją przez banki centralne, wskazuje raczej na konsolidację niż głęboką lub długotrwałą korektę.

Kluczowe zmienne w nadchodzących tygodniach to:

  • Wynik dochodzenia w sprawie Sekcji 232, który określi kierunek przepływów handlowych między USA a Europą.
  • Popyt po Diwali w Azji, szczególnie od indyjskich nabywców srebra.
  • Przepływy z ETF i banków centralnych, które potwierdzą, czy popyt instytucjonalny pozostaje stabilny podczas przerw w cenach.
  • Zachowanie amerykańskich realnych stóp procentowych i dolara, których wpływ, choć osłabiony, nadal ma znaczenie, choćby marginalne.

Ogólny obraz pozostaje bez zmian: jest to strukturalna hossa na aktywach materialnych, napędzana przedefiniowaniem zaufania do globalnego systemu finansowego. Obecna pauza nie jest oznaką wyczerpania, lecz przypomnieniem, że nawet paraboliczne trendy potrzebują oddechu.

Trasa S3 – ekspresowe połączenie Czech z Bałtykiem otwiera nową erę dla turystyki i logistyki

– Od czeskiej granicy nad sam Bałtyk. Nasze inwestycyjne, wielkie marzenie właśnie się spełnia. Ukończenie całej drogi S3 powoduje, że połączenie między Lubawką, a Świnoujściem będzie sprawne, przyjemne i szybkie. To będzie otwierać nasze miejscowości nadmorskie na turystów. Spodziewam się, że efekty będą widoczne już wiosną – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – W tym roku nad morzem widziałam w restauracjach już pierwsze menu drukowane po czesku. Chcemy, by szybki dojazd wspierał naszą turystykę – dodaje Hanna Mojsiuk.

Najpierw tunel, teraz S3 – progres infrastrukturalny przynosi rozwój turystyczny

Od poniedziałku kierowcy mogą już przejechać trasą S3. Otwarto ostatni budowany odcinek Świnoujście – Troszyn.

Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad otworzyła odcinek S3 od węzła Świnoujście Łunowo do węzła Międzyzdroje w pełnym przekroju dwujezdniowej drogi ekspresowej. Planowane są jeszcze prace wykończeniowe, ale mają one zakończyć się tak, by wiosenni i wakacyjni turyści dojechali trasą S3 bez problemów.

– Bałtyk jest interesujący dla turystów całorocznie, a zabiegi naszych samorządowców, by otwierać się na gości nie tylko w szczycie sezonu są od lat zauważalne. Mamy fantastyczną infrastrukturę, nowoczesne hotele, ale mieliśmy dotychczas dwa problemy: jednego nie pokonamy nigdy, a drugi właśnie przestaje być problemem. Sprawa nie do przeskoczenia to kaprysy pogody, a sprawa infrastruktury jest coraz mniejszym problemem. Wiele razy słyszeliśmy, że turystów z Czech zniechęcają korki nad morze, kłopotliwy dojazd do Międzyzdrojów i Świnoujścia. Teraz te zatory będą mniejsze, a przyciąganie gości z Czech łatwiejsze. Trasa z Czech nad morze to będzie zaledwie kilka godzin jazdy, wymiana turystyczna między krajami znacząco wzrośnie – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.

– Rozwój Świnoujścia w zakresie pozyskiwania turystów spoza Polski zdecydowanie przyspieszył dzięki rozwojowi dróg. Od momentu powstania przeprawy pod Świną, wąskim gardłem był odcinek dojazdowy do miasta. Przyspieszenie prac w tym zakresie pozwoli jeszcze mocniej promować usługi hoteli i miejscowości nadmorskich w sezonie 2026 do którego przedsiębiorcy lada moment zaczną się przygotowywać – dodaje Kamil Pyclik, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Świnoujściu.

„Kluczowa inwestycja dla wymiany handlowej i działań inwestycyjnych”

W opinii Laury Hołowacz, prezes Grupy CSL i ekspertki ds. transportu i logistyki trasa S3 ma wielkie znaczenie dla turystyki, ale także dla całego transportu, spedycji i logistyki.

– Port w Świnoujściu jest jednym z najbardziej progresywnie rozwijających się portów w Polsce. Jeżeli chcemy, by nad Bałtykiem inwestowały firmy sektora offshore, a wymiana handlowa była szersza, to połączenia kolejowe i drogowe z resztą kraju muszą być bardziej kompatybilne. S3 to droga strategiczna dla naszego regionu. Otwieramy drzwi do rozwoju naszej gospodarki. Dobra, szybka, niekolizyjna infrastruktura zawsze przyciąga inwestorów – mówi Laura Hołowacz, prezes Grupy CSL.

– Po stronie polskiej z zadania wywiązano się bardzo dokładnie, ale żeby polskie porty mogły w pełni korzystać z tej infrastruktury potrzeba nam jeszcze większego zaangażowania strony czeskiej i kontynuacji planów inwestycyjnych po stronie naszych sąsiadów. Dla polskich portów marzeniem jest dostęp do włoskich portów przez Austrię i właśnie Czechy, ale na ten moment taka kompleksowa „szybka trasa” pozostaje w sferze marzeń. Nie mniej, na pewno każdy odcinek S3 sprawia, że stajemy się coraz bardziej kompletnym drogowo regionem, a nasz postęp rozwojowy jest widoczny – mówi Laura Hołowacz.

Cała droga ekspresowa S3 będzie mieć łącznie ok. 470 km i połączy wybrzeże woj. zachodniopomorskim z granicą Czech. Nowa S3 zapewnia szybkie i bezpieczne połączenie Świnoujścia ze Szczecinem, Gorzowem Wielkopolskim czy Zieloną Górą, a także umożliwia szybki dojazd do autostrady A2 i A4.

Złoty zaskakuje rynki – umacnia się mimo cięć stóp, przemysł pozytywnie zaskakuje

Polska waluta wbrew oczekiwaniom części analityków wcale nie traci, mimo przyspieszenia obniżek stóp procentowych. Dane z rynku pracy nie zaskoczyły. Dobrze wypadł za to przemysł, który dał złotemu dodatkowe paliwo do wzrostów. W geopolityce tym razem chwilowo awersja do ryzyka.

Dane z rynku pracy

Wczoraj poznaliśmy jedne z bardziej medialnych odczytów – informacje o wynagrodzeniach i zatrudnieniu. Dotyczy to, co prawda tylko przedsiębiorstw zatrudniających więcej niż 9 pracowników, ale to i tak najbardziej precyzyjne dane dostępne. Przeciętne wynagrodzenie we wrześniu wyniosło 8750,34 zł. Jest to o 7,5% wyższy wynik niż rok temu i jednocześnie o 0,4% lepsza wartość od oczekiwań. Z drugiej strony w marcu wynik wynosił ponad 9055,92 zł. Jak to możliwe, że wynagrodzenie spada, a wskaźnik pokazuje 7,5% wzrostu? Wzrost liczymy w ujęciu rocznym. Zwyczajowo są pewne okresy, kiedy to przykładowo dochodzi do wypłat premii. Takimi miesiącami jest marzec i kwiecień. Z drugiej strony jest np. wrzesień, który często przypada po przerwie wakacyjnej, co wpływa negatywnie na bonusy. Nie należy się jednak nadmiernie cieszyć, bo dane o zatrudnieniu mówią o spadku o 0,8%, a to jest już realny problem, którego nie da się wyjaśnić czynnikami sezonowymi.

Lepsze dane z przemysłu

Wczoraj poznaliśmy również dane na temat produkcji przemysłowej. W skali miesiąca mieliśmy imponujący wzrost o 16% od sierpnia do września. Skąd taka duża zmiana? Znowu chodzi o czynniki sezonowe. Sierpień w wielu zakładach jest z góry ustaloną przerwą urlopową. W rezultacie wrzesień co roku pokazuje duże wzrosty. W skali roku wzrost był wciąż przyzwoity – wynosił 7,4%. Co najważniejsze, obydwa rezultaty przekroczyły oczekiwania analityków o około 2,5%. Również wczoraj mieliśmy najtańsze euro względem złotego od maja. Przez chwilę kurs spadł poniżej poziomu 4,2350 zł. Warto jednak pamiętać, że umocnienie złotego nastąpiło wyraźnie później niż dane makroekonomiczne z Polski. Być może stworzyły one dobry klimat, ale ruch dokonał się, dopiero gdy na rynek trafili po południu inwestorzy zza oceanu.

Co z alternatywnymi inwestycjami?

Poniedziałek przyniósł nam wyraźny ponad 3% wzrost najpopularniejszej kryptowaluty, jaką jest Bitcoin. Wieczorem zaczęły się jednak spadki i dzisiaj nad ranem znów jesteśmy w punkcie wyjścia. Duża niepewność dotyczy również złota. Wczoraj mieliśmy kolejny rekord wszechczasów tego surowca, a dzisiaj jesteśmy już ponad 100 dolarów niżej za uncję. Rynek cały czas nie jest przekonany co do tego, co się dzieje w geopolityce. Mamy obecnie trzy ważne teatry wydarzeń: Bliski Wschód, konflikt Chiny-USA i rosyjską agresję w Ukrainie. Każdy z nich miał ostatnio ważne sygnały. Więcej jest jednak tych uspokajających co powoduje, że inwestycje mające być bezpieczną przystanią na trudne czasy chwilową oddały trochę wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Węgry – decyzja w sprawie stóp procentowych,

14:30 – Kanada – inflacja konsumencka.

Rekordowy popyt na odrzutowce biznesowe

  • Jak wynika z 34. edycji rocznego raportu Honeywell „Globalna prognoza lotnictwa biznesowego” w ciągu najbliższych 10 lat na rynek trafi 8500 nowych odrzutowców biznesowych o łącznej wartości 283 mld dolarów
  • Do wzrostu planów zakupowych przyczyniła się aktywność operatorów typu „fractional ownership” (częściowej własności samolotu) i nowe regulacje podatkowe
  • Wykorzystanie samolotów rośnie – zdecydowana większość operatorów planuje latać więcej lub tyle samo co w bieżącym roku

Honeywell (NASDAQ: HON) opublikował wyniki 34. raportu „Globalna prognoza lotnictwa biznesowego” (Global Business Aviation Outlook), który prognozuje rekordową liczbę dostaw nowych odrzutowców biznesowych w ciągu najbliższej dekady. Publikacja oferuje unikalne spojrzenie na aktualne trendy branżowe i przedstawia długoterminowe zmiany w oparciu o modele prognostyczne oraz badania setek operatorów lotnictwa biznesowego z całego świata.

Według analityków Honeywell w ciągu najbliższych 10 lat na globalny rynek lotniczy trafi 8500 nowych odrzutowców biznesowych o łącznej wartości 283 miliardów dolarów, co stanowi najwyższy wynik w 34-letniej historii raportu. Średnie roczne tempo wzrostu ma wynieść 3%. Popularność nowych samolotów nie słabnie mimo narastających wyzwań makroekonomicznych i geopolitycznych.

„Dobra koniunktura, rosnące zainteresowanie programami współwłasności i ciągły rozwój nowych modeli samolotów oraz innowacji technologicznych – to wszystko przełożyło się na rekordowy popyt w lotnictwie biznesowym,” mówi Heath Patrick, prezes Americas Aftermarket, Honeywell Aerospace Technologies. „Operatorzy latają coraz więcej, a producenci zwiększają tempo produkcji, by nadążyć za zapotrzebowaniem. Spodziewamy się, że te rekordowe wyniki – zarówno w dostawach, jak i wykorzystaniu floty – utrzymają się przez całą najbliższą dekadę.”

Najważniejsze wnioski z raportu Honeywell Global Business Aviation Outlook” 2025:

  • w 2026 r. dostawy nowych odrzutowców mają być o 5% wyższe niż w 2025 r.;
  • dostawy będą rosnąć średnio o 3% rocznie w ciągu najbliższych 10 lat;
  • 91% ankietowanych planuje w 2026 r. latać więcej lub tyle samo co w 2025 r.;
  • 20% operatorów na świecie ma już złożone wiążące zamówienia na co najmniej jeden odrzutowiec – to wzrost z 17% rok do roku. Odsetek jest jeszcze wyższy wśród operatorów Part 135, m.in. firm czarterowych (28% respondentów);
  • 89% badanych wymienia „wydajność” jako jedno z trzech najważniejszych kryteriów zakupu – rok temu było to 82%. Na drugim miejscu plasuje się „koszt” z dużo niższym wynikiem – 56% wskazań (spadek z 60%);
  • głównym motorem wzrostu pozostaje popyt na współwłasność (fractional ownership) – szczególnie w klasach Midsize i Super Midsize. 12% badanych operatorów dysponujących własnymi odrzutowcami ma również udziały w programach fractional;
  • od 2019 r. floty fractional urosły o ponad 65% i liczą obecnie ok. 1300 maszyn w użyciu.

Wzrost napędzany przez operatorów fractional i zmiany podatkowe

  • ankietowani uważają, że przywrócenie 100% amortyzacji dodatkowej w ramach ustawy „One Big Beautiful Bill Act” (OBBBA) może pobudzić zakupy odrzutowców biznesowych. Ta federalna ulga pozwala odpisać sporą część kosztów wybranych aktywów – w tym odrzutowców biznesowych – już w pierwszym roku użytkowania;
  • silny popyt na programy współwłasności generuje duże zamówienia i znacząco wspiera wzrost rynku. Segment fractional rośnie szybciej niż reszta branży – zarówno pod względem wielkości flot, jak i liczby lotów. Od 2019 r. floty urosły o ponad 65%; odrzutowce Light, Midsize i Super Midsize stanowią 80% tych flot;
  • 12% operatorów mających własne odrzutowce korzysta jednocześnie z programów fractional, a kolejne 15% rozważa taki krok. Wśród powodów najczęściej wskazywano zwiększenie dostępności odrzutowców (ok. 50%) oraz optymalizację bieżących operacji (ok. 30%).

Aktywność lotnicza: wyraźny wzrost w 2025 r.

  • operatorzy latają znacznie więcej niż w 2024 r. – liczba godzin przelotów odrzutowcami biznesowymi wzrosła o ok. 3% (po prawie zerowym wzroście między 2023 a 2024). Stoi za tym głównie segment prywatny i operatorzy fractional – popyt na czartery ustabilizował się powyżej poziomów sprzed pandemii, po wahaniach związanych z Covid-19 i powrotem regularnych połączeń;
  • aktywność lotnicza działów lotniczych firm pozostaje na niższym poziomie, co wynika z optymalizacji kosztów operacyjnych. Firmy generują oszczędności m.in. poprzez selektywne wykorzystanie samolotów własnych, czarterów oraz programów współwłasności (fractional ownership);
  • nastroje na przyszłość są pozytywne: 28% operatorów planuje w przyszłym roku latać więcej niż w tym, a 64% – utrzymać aktywność na podobnym poziomie.

Podział regionalny: trendy się utrwalają

  • Ameryka Północna: region ma otrzymać ok. 70% globalnych dostaw w ciągu najbliższych trzech lat. 17% operatorów ma złożone zamówienia, a flota stanowi ok. 62% światowej. Nastroje wspierają zmiany regulacyjne w USA (m.in. bonus depreciation). Nieco ponad 90% operatorów planuje latać tyle samo lub więcej w kolejnym roku;
  • Europa: prognozuje się ok. 14% nowych dostaw w ciągu najbliższych trzech lat. Odsetek operatorów, którzy mają złożone zamówienia jest wyższy niż średnia globalna. Region posiada ok. 11% światowej floty, a 29% operatorów zadeklarowało co najmniej jedno bieżące zamówienie. Nastroje dotyczące aktywności lotniczej odzwierciedlają trendy globalne – prawie 30% planuje latać więcej w kolejnym roku, a ok. 60% – tyle samo;
  • Ameryka Łacińska: 7% globalnych dostaw w ciągu następnych trzech lat trafi do tego regionu. Znajduje się tu 15% światowej floty, a 19% operatorów ma złożone zamówienia. Nastroje bardzo dobre – 33% spodziewa się większej aktywności;
  • pozostałe rynki: Azja-Pacyfik ma otrzymać ok. 5% globalnych dostaw, Bliski Wschód i Afryka – ok. 3%. To poziomy zbliżone do tych z ostatnich lat. Operatorzy są tu mniej optymistyczni niż w innych częściach świata, ale mimo to prawie 20% planuje latać więcej, a większość pozostałych – utrzymać aktywność na tym samym poziomie. Bliski Wschód jest przygotowany na wzrost – korzystne zmiany regulacyjne i modernizacja infrastruktury lotniskowej ułatwią firmom lotniczym zakładanie operacji i loty w całym regionie.

Priorytety zakupowe: wydajność i koszt na pierwszym miejscu

  • Wydajność i cena to nadal dwa najważniejsze czynniki decydujące o zakupie odrzutowców biznesowych. Zasięg pozostaje pojedynczą najistotniejszą specyfikacją. Wysoko na liście priorytetów znajdują się również inne parametry związane z wydajnością, takie jak ładowność, możliwości startu i lądowania z krótkich pasów oraz prędkość.
  • Kupujący nowe odrzutowce bardziej niż nabywcy używanych maszyn przykładają wagę do obsługi posprzedażowej i wsparcia technicznego. W szczególności nabywcy nowych odrzutowców wyżej cenią sobie szybki czas reakcji oraz dostępność wsparcia technicznego w porównaniu z kupującymi te używane.
  • Zapytani o technologie lotnicze, nabywcy nowych odrzutowców wskazali, że przy podejmowaniu decyzji zakupowych częściej biorą pod uwagę takie innowacje, jak systemy sterowania fly-by-wire, łączność pokładową oraz zaawansowane systemy bezpieczeństwa – w porównaniu do kupujących używane maszyny.

Zrównoważony rozwój w lotnictwie biznesowym: kluczem do osiągnięcia celów środowiskowych są bardziej wydajne samoloty

Po raz piąty z rzędu Honeywell przeprowadził analizę zrównoważonego rozwoju w lotnictwie biznesowym i zbadał, w jaki sposób operatorzy starają się zmniejszyć swój ślad węglowy. Najważniejsze wnioski z raportu to:

  • 81% operatorów uważa, że opracowywanie nowych, bardziej oszczędnych pod względem zużycia paliwa samolotów i silników co najmniej w umiarkowany sposób wspiera realizację celów środowiskowych;
  • 61% podobnie ocenia potencjał zrównoważonego paliwa lotniczego (SAF);
  • wśród firm aktywnie działających na rzecz zrównoważonego rozwoju: 60% kupuje bardziej ekonomiczne paliwowo samoloty, 56% korzysta z SAF, a 31% optymalizuje prędkość przelotową dla lepszej efektywności;
  • jako główne przeszkody w szerszym stosowaniu SAF respondenci wymieniają nadal wysoki koszt i ograniczoną dostępność. 

Metodologia

Prognoza Honeywell opiera się na wielu źródłach, w tym analizach makroekonomicznych, planach producentów OEM udostępnionych firmie, konsultacjach eksperckich z liderami branży lotniczej oraz szczegółowej analizie danych Cirium i WINGX. We współpracy z Seefeld Group i Ad Hoc Research Honeywell przeprowadził także badanie wśród 312 operatorów lotnictwa komercyjnego spoza programów współwłasności, dysponujących flotą 1199 odrzutowców na całym świecie. Próba jest reprezentatywna pod względem geografii, modelu operacji i struktury floty. Takie kompleksowe podejście daje firmie unikalny wgląd w nastroje, preferencje i obawy operatorów oraz dostarcza cennych informacji o potrzebach produktowych i nowych możliwościach rynkowych.

Wpływ na decyzje biznesowe

Raport Honeywell „Global Business Aviation Outlook” 2025 odzwierciedla bieżące wyzwania operatorów i identyfikuje długoterminowe trendy, które firma wykorzystuje w swoich decyzjach produktowych. Badanie pomaga wyznaczyć kierunki inwestycji w zrównoważone rozwiązania, wzmocnić ofertę łączności pokładowej oraz rozwijać portfolio napędów, innowacyjnych systemów bezpieczeństwa, usług i modernizacji. Wnioski wspierają strategię rozwoju firmy i pomagają konsekwentnie pozycjonować Honeywell na wartościowych platformach w rosnących segmentach rynku.

SN: Doręczenia bezpośrednie tylko dla pełnomocników procesowych – ważna wykładnia art. 132 § 1 k.p.c.

0

Wyrok Sądu Najwyższego z 30 maja 2025 r. (sygn. II CSKP 7/23) stanowi ważne orzeczenie potwierdzające zasady wykładni art. 132 § 1 k.p.c., regulującego doręczenia bezpośrednie między profesjonalnymi uczestnikami postępowania cywilnego. Sąd Najwyższy autorytatywnie rozstrzygnął spór interpretacyjny dotyczący tego, czy obowiązek doręczeń bezpośrednich obciąża adwokatów, radców prawnych i rzeczników patentowych niezależnie od pełnionej przez nich roli procesowej, czy też wyłącznie wówczas, gdy występują jako pełnomocnicy procesowi.

W rozpoznawanej sprawie pozwanej H.K., której miejsce pobytu było nieznane, ustanowiono kuratora w osobie adwokatki M.K. Kurator złożył odpowiedź na pozew, jednak pismo zostało zwrócone na podstawie art. 132 § 1 zd. 3 Kodeksu postępowania cywilnego z uwagi na brak oświadczenia o doręczeniu odpisu pisma drugiej stronie. W konsekwencji sąd rejonowy wydał wyrok zaoczny uwzględniający powództwo w całości. Następnie kurator wniósł sprzeciw od wyroku zaocznego, który został oddalony przez sąd pierwszej instancji.

Sąd Okręgowy we Wrocławiu, oddalając apelację pozwanej, uznał, że kuratorka, będąc adwokatką, podlegała obowiązkom wynikającym z art. 132 § 1 k.p.c. niezależnie od pełnionej roli procesowej. Sąd drugiej instancji argumentował, że art. 132 § 1 k.p.c. nie zawiera zastrzeżenia ograniczającego jego zastosowanie wyłącznie do pełnomocników procesowych, a adwokat działający jako kurator nadal występuje jako profesjonalista. Stanowisko to zostało zakwestionowane w skardze kasacyjnej.

Tło dogmatyczne – cel i funkcja art. 132 § 1 k.p.c.

Przepis art. 132 § 1 k.p.c. stanowi wyjątek od zasady oficjalności doręczeń, przewidując uproszczony sposób doręczania pism procesowych między profesjonalnymi uczestnikami postępowania. Jego celem jest usprawnienie i przyspieszenie postępowania oraz zmniejszenie jego kosztów przez przeniesienie obowiązku doręczeń z sądu na pełnomocników zawodowych.

Ratio legis tego unormowania opiera się na założeniu, że osoby wykonujące zawody prawnicze cechują się odpowiednim poziomem profesjonalizmu i są godne zaufania w zakresie prawidłowego dokonywania doręczeń. Podstawą tego mechanizmu jest koncepcja zaufania instytucjonalnego: prawodawca przyjmuje presumpcję, że przedstawiciele zawodów prawniczych, ze względu na proces korporacyjnej selekcji i kontroli, reprezentują standard wiarygodności umożliwiający bezpieczne powierzenie im tej procesowo krytycznej funkcji. Nie jest to jednak zaufanie bezwarunkowe – jego granice wyznacza świadomy wybór roli pełnomocnika procesowego, który niesie ze sobą akceptację szczególnych obowiązków i odpowiedzialności.

Kluczem do zrozumienia tej regulacji jest dostrzeżenie jej kontraktowej natury: obowiązek doręczeń bezpośrednich nie wynika z samego statusu zawodowego, lecz z decyzji o podjęciu funkcji zastępcy procesowego. To właśnie ten akt prawny uruchamia specjalny reżim procesowy, różniący pełnomocników od innych uczestników postępowania.

Rozstrzygnięcie Sądu Najwyższego

Sąd Najwyższy jednoznacznie przesądził, że art. 132 § 1 zd. 1 k.p.c. dotyczy wyłącznie sytuacji, w których wymienione w nim osoby (adwokaci, radcowie prawni, rzecznicy patentowi) oraz Prokuratoria Generalna RP działają jako pełnomocnicy (zastępcy) procesowi strony. Przepis ten nie znajduje zastosowania do adwokatów czy radców prawnych występujących w innych rolach procesowych, w tym jako kuratorzy procesowi.

Sąd Najwyższy stwierdził, że wyniki językowej wykładni art. 132 § 1 zd. 1 k.p.c. nie prowadzą do jednoznacznej odpowiedzi na pytanie o zakres jego zastosowania. Przepis można interpretować zarówno w sposób szeroki, obejmujący wszystkich adwokatów niezależnie od roli, jak i wąski, ograniczony do pełnomocników. Wobec niejednoznaczności wykładni językowej Sąd Najwyższy przeprowadził szczegółową analizę systemową i funkcjonalną przepisu.

Kluczowe znaczenie miała analiza pozycji Prokuratorii Generalnej RP, która może działać w postępowaniu wyłącznie jako pełnomocnik instytucjonalny. Gdyby art. 132 § 1 k.p.c. miał obejmować wszystkich profesjonalnych prawników niezależnie od roli, niemożliwe byłoby wyjaśnienie, dlaczego radcowie PGRP nie zostali w nim wymienieni mimo posiadania analogicznych kwalifikacji zawodowych. Sąd Najwyższy zwrócił uwagę, że wszystkie podmioty wymienione w art. 132 § 1 zd. 1 k.p.c. zostały objęte działaniem tej regulacji z uwagi na jednolitą rolę procesową pełnomocnika, w której występują w postępowaniu.

Istotne znaczenie miała również analogia do art. 162 § 2 k.p.c., który używa identycznego katalogu podmiotów co art. 132 § 1 k.p.c., lecz wyraźnie wskazuje na zastępstwo stron. Sąd podkreślił, że brak harmonii między tymi regulacjami przemawiałby przeciwko różnej interpretacji zakresu ich zastosowania. Przepis art. 162 k.p.c. dotyczy wyłącznie przypadków zastępstwa w rozumieniu ścisłym, w których wymienione w nim osoby działają jako pełnomocnicy, co potwierdza analogiczną interpretację art. 132 § 1 k.p.c.

Dodatkowo sąd odwołał się do art. 87.1 § 2 k.p.c., który różnicuje pozycję adwokatów działających jako pełnomocnicy od tych występujących jako strona, organ lub przedstawiciel ustawowy. Przepis ten potwierdza potrzebę odrębnego traktowania różnych ról procesowych oraz odmienne wymagania stawiane adwokatom i radcom prawnym w zależności od pełnionej funkcji.

Wykładnia funkcjonalna również przemawiała za wąskim rozumieniem przepisu. Cel art. 132 § 1 k.p.c., którym jest usprawnienie postępowania przez przejęcie części obowiązków sądu przez profesjonalnych pełnomocników, może być realizowany wyłącznie w odniesieniu do osób, które podjęły się pełnienia funkcji zastępcy procesowego. Rozszerzenie obowiązku na inne role procesowe godziłoby w gwarancje procesowe stron, prowadziłoby do perturbacji w praktyce orzeczniczej oraz byłoby trudne do realizacji ze względu na brak obowiązku informowania o statusie zawodowym.

Szczególnie istotny jest aspekt praktyczny – sąd nie jest zobowiązany do przeprowadzania kontroli statusu zawodowego kuratorów czy innych uczestników postępowania. Mogłoby to prowadzić do sytuacji, w której kurator po uzyskaniu uprawnień zawodowych lub ich utracie nie informowałby o tym sądu, co skutkowałoby nieprawidłowym stosowaniem przepisów o doręczeniach bezpośrednich. Taka sytuacja pozostawałaby w sprzeczności z celami art. 132 § 1 k.p.c., czyli usprawnieniem postępowania przy zachowaniu gwarancji procesowych stron.

Konsekwencje praktyczne orzeczenia

Rozstrzygnięcie ma szczególnie istotne znaczenie dla kuratorów procesowych będących adwokatami czy radcami prawnymi, którzy nie podlegają obowiązkowi doręczeń bezpośrednich z art. 132 § 1 k.p.c., nawet jeśli zostali ustanowieni właśnie ze względu na swoje kwalifikacje zawodowe. Sąd Najwyższy jednoznacznie stwierdził, że status kuratora ma charakter prawny niepowiązany z przynależnością do korporacji zawodowej, a związek między tymi statusami ma charakter czysto faktyczny.

Orzeczenie potwierdza również, że adwokaci i radcowie prawni występujący jako strona postępowania, organ osoby prawnej czy przedstawiciel ustawowy nie podlegają obowiązkowi doręczeń bezpośrednich, chyba że jednocześnie pełnią funkcję pełnomocnika procesowego. Ma to fundamentalne znaczenie dla praktyki sądowej, bowiem sądy nie mogą automatycznie stosować art. 132 § 1 k.p.c. wobec każdej osoby posiadającej status adwokata czy radcy prawnego. Kluczowe znaczenie ma rola procesowa, w jakiej dana osoba występuje w konkretnej sprawie.

Znaczenie orzeczenia dla praktyki

Wyrok ten ma fundamentalne znaczenie dla praktyki prawniczej, ponieważ precyzuje zakres stosowania jednego z najważniejszych przepisów proceduralnych dotyczących profesjonalnych pełnomocników, chroni gwarancje procesowe stron reprezentowanych przez kuratorów będących prawnikami, eliminuje niepewność interpretacyjną w zakresie obowiązków formalnych różnych uczestników postępowania oraz ustala jednolitą linię orzeczniczą w fundamentalnej kwestii proceduralnej. Rozstrzygnięcie to ma szczególne znaczenie w kontekście coraz częstszej praktyki ustanawiania kuratorów w osobach adwokatów lub radców prawnych ze względu na ich wysokie kwalifikacje zawodowe.

Orzeczenie potwierdza także, że wykładnia przepisów proceduralnych musi uwzględniać ich cel i funkcję w systemie, a nie ograniczać się do literalnej interpretacji sformułowań ustawowych. Tylko takie podejście pozwala na realizację podstawowych celów postępowania cywilnego: sprawiedliwego i sprawnego rozstrzygania sporów przy pełnej ochronie praw uczestników postępowania.

Specjaliści ds. finansów z certyfikatami zawodowymi zarabiają nawet o 25% więcej

Nowy raport płacowy opracowany na zlecenie The Chartered Institute of Management Accountants (CIMA) przez Randstad Polska dowodzi, że certyfikowani specjaliści ds. finansów w Polsce zarabiają, w zależności od stanowiska, od 16% do 25% więcej niż osoby nieposiadające certyfikatów zawodowych.

Analiza objęła 500 specjalistów z obszaru finansów, zatrudnionych na pięciu kluczowych stanowiskach: dyrektor finansowy (CFO), menedżer ds. finansów, główny księgowy, menedżer controllingu oraz kontroler finansowy. Wskazuje ona na istotne różnice w poziomie wynagrodzenia pomiędzy osobami posiadającymi certyfikaty zawodowe, takie jak tytuł Chartered Global Management Accountant (CGMA) nadawany przez CIMA czy kwalifikacja biegłego rewidenta przyznawana przez Krajową Izbę Biegłych Rewidentów (KIBR), a tymi, którzy takich certyfikatów nie posiadają.

Kluczowe wnioski:

  • Mediana wynagrodzenia dla osoby na stanowisku CFO z certyfikatem zawodowym wynosi 37 000 zł, podczas gdy dyrektorzy finansowi nie posiadający certyfikatu zarabiają o 21,3% mniej (30 500 zł)
  • Menedżerowie ds. finansów z certyfikatem zarabiają 16,7% więcej (28 000 zł vs. 24 000 zł)
  • Menedżerowie controllingu i kontrolerzy finansowi również zyskują – odpowiednio +16,3% i +20%
  • Wśród głównych księgowych z certyfikatem różnica w poziomie wynagrodzenia wynosi najwięcej, bo aż 25% (22 500 zł vs. 18 000 zł)

Celem raportu było nie tylko zrozumienie wpływu certyfikacji na poziom wynagrodzenia, ale także przedstawienie aktualnych trendów w zakresie wartości kompetencji na rynku pracy, w obliczu rosnących wyzwań i transformacji otoczenia biznesowego. Jak wskazuje analiza przygotowana przez Randstad Polska na zlecenie CIMA, certyfikowani specjaliści deklarują większą elastyczność w rozwoju kariery, szybsze awanse i większą pewność siebie na rynku pracy.

Raport został opublikowany w momencie, gdy Światowe Forum Ekonomiczne (ang. World Economic Forum, WEF) w swoim Future of Jobs Report 2025 podkreśla rosnące znaczenie  łączenia wiedzy technologicznej z ludzką intuicją oraz umiejętnościami krytycznego myślenia jako kluczowymi dla odniesienia sukcesu zawodowego w gospodarce opartej na wiedzy, szczególnie w rolach związanych z rachunkowością i finansami.

„Rola działów finansowych i księgowych ulega wyraźnej ewolucji. Obok tradycyjnych kompetencji, takich jak znajomość przepisów czy umiejętność tworzenia sprawozdań, rośnie znaczenie zdolności analitycznych, biznesowego myślenia i współpracy międzydziałowej. Kwalifikacje, takie jak CGMA czy tytuł biegłego rewidenta, potwierdzają dziś nie tylko wiedzę techniczną, ale też strategiczne podejście i umiejętność komunikacji. Nowoczesny finansista to partner biznesu – dostarcza analizy, wspiera decyzje i realnie wpływa na kierunek rozwoju firmy” – powiedziała Magdalena Batogowska, Senior Branch Manager, Finance & Legal, Randstad Polska.

„W dzisiejszym świecie biznesu, gdzie zmienność i złożoność są codziennością, pracodawcy coraz częściej poszukują specjalistów ds. finansów, którzy dysponują nie tylko wiedzą techniczną, lecz także umiejętnością krytycznego myślenia, elastycznością i strategiczną intuicją. Kwalifikacja Profesjonalna CGMA jest najlepszym potwierdzeniem tych kompetencji i paszportem do nowych możliwości napędzanych innowacjami, zrównoważonym rozwojem i transformacją cyfrową. Posiadacze tytułu CGMA wyróżniają się na konkurencyjnym rynku pracy i są doceniani za wartość, którą wnoszą” – powiedział Jakub Bejnarowicz, Dyrektor Regionalny na Europę, The Chartered Institute of Management Accountants (CIMA).

Metodologia:

Raport oparto na danych zebranych przez Randstad Polska w latach 2024–2025 w oparciu o procesy rekrutacyjne oraz wywiady telefoniczne z 500 specjalistami finansowymi w Polsce. Dla każdego z pięciu stanowisk przebadano 100 osób (50 z certyfikatem i 50 bez). Zastosowano metody ilościowe (średnia i mediana) oraz jakościowe (wywiady). Uwzględniono wyłącznie stałą część miesięcznego wynagrodzenia brutto, bez premii i składników zmiennych. Wynagrodzenia zaprezentowano z rozróżnieniem na osoby posiadające certyfikaty zawodowe (w tym tytuł CGMA, tytuł biegłego rewidenta oraz inne krajowe i międzynarodowe akredytacje), a także tytuły akademickie, oraz osoby bez takich potwierdzeń.

Rynek mieszkaniowy przyspiesza we wrześniu– 856 tys. lokali w budowie i silny wzrost nowych pozwoleń

W okresie styczeń–wrzesień 2025 r. w Polsce oddano do użytkowania 144,4 tys. mieszkań, co oznacza nieznaczny spadek o 0,4% względem analogicznego czasu rok wcześniej. Choć ogólna liczba nowych lokali pozostaje stabilna, wyraźnie różnicuje się aktywność poszczególnych grup inwestorów. Deweloperzy przekazali do użytku 90,3 tys. mieszkań, czyli o 1,1% więcej niż przed rokiem. Z kolei inwestorzy indywidualni oddali 49,0 tys. lokali, co oznacza spadek o 4,8%.

Powierzchnia użytkowa nowo wybudowanych mieszkań wyniosła 12,8 mln m², czyli o 1,8% mniej rok do roku. Jednocześnie przeciętna wielkość jednego mieszkania utrzymała się na poziomie 88,6 m², co wskazuje na dalszą przewagę budownictwa o charakterze rodzinnym i premium, a nie kompaktowym. Prawie 96,4% wszystkich nowych lokali pochodziło od deweloperów lub inwestorów indywidualnych. Pozostałe formy, takie jak budownictwo społeczne czy komunalne, miały marginalny udział – zaledwie 5,1 tys. mieszkań.

Znacznie silniejsze zmiany widać w aktywności inwestycyjnej mierzonej pozwoleniami na budowę. Łącznie wydano pozwolenia na 191 tys. mieszkań – o 13,4% mniej niż rok wcześniej, co może zwiastować spowolnienie podaży w kolejnych kwartałach. U deweloperów odnotowano wyraźny spadek o 22,6%, do 120,1 tys. lokali. Jednocześnie inwestorzy indywidualni zwiększyli swoją aktywność – liczba wydanych dla nich pozwoleń wzrosła o 7,6% do 64,8 tys.

Podobne tendencje widać we wskaźniku mieszkań, których budowę faktycznie rozpoczęto. W analizowanym okresie wystartowała realizacja 166,0 tys. lokali, co oznacza spadek o 8,5% rok do roku. Deweloperzy ograniczyli liczby nowych projektów o 14,4%, rozpoczynając budowę 100,1 tys. mieszkań. Inwestorzy indywidualni pozostali stabilni, notując nawet niewielki wzrost o 2,3%, do 62,8 tys. nowych budów.

Na tle ogólnopolskim wyróżniają się największe regiony gospodarcze. Najwięcej mieszkań oddano do użytkowania w województwie mazowieckim (30,6 tys.), małopolskim (13,7 tys.) i wielkopolskim (15,6 tys.). To właśnie te regiony generują również największą liczbę nowych inwestycji i pozwoleń na budowę. Zjawisko to potwierdza silną koncentrację inwestycji mieszkaniowych w największych centrach metropolitalnych.

Na koniec września 2025 r. w budowie pozostawało 856,3 tys. mieszkań — o 2,2% więcej niż przed rokiem. To pokazuje, że mimo zahamowania nowych projektów rynek wciąż „trzyma się rozpędu” rozpoczętych wcześniej inwestycji. We wrześniu samym wzrosły wszystkie główne wskaźniki miesiąc do miesiąca: liczba pozwoleń (+23,2%), mieszkań rozpoczętych (+21,8%) i oddanych do użytkowania (+25,8%). Rynek pozostaje więc aktywny, lecz jego dynamika coraz wyraźniej zależy od decyzji deweloperów wobec zmieniających się warunków makroekonomicznych.

Deficyt i dług sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2024 roku – najnowsze dane GUS

Główny Urząd Statystyczny opublikował zaktualizowane dane dotyczące finansów sektora instytucji rządowych i samorządowych za lata 2021–2024. Według najnowszych szacunków, deficyt sektora w 2024 roku wyniósł 236,6 mld zł, co stanowi 6,5% PKB. Wartość długu sięgnęła natomiast 2,01 bln zł, czyli 55,1% produktu krajowego brutto. Oba wskaźniki zostały nieznacznie skorygowane w dół względem danych publikowanych w kwietniu 2025 roku.

Zmianie uległy również dane historyczne dla lat 2021–2023, ponieważ GUS zaktualizował metody szacowania składek na ubezpieczenia społeczne oraz dokonał reklasyfikacji części jednostek do sektora instytucji rządowych. Deficyt centralnego rządu w 2024 roku był najwyższy ze wszystkich podsektorów i wyniósł 243,9 mld zł, czyli 6,7% PKB. Co istotne, samorządy odnotowały w tym samym czasie nadwyżkę w wysokości 14,1 mld zł, co odpowiada 0,4% PKB. Podsektor funduszy zabezpieczenia społecznego zakończył rok ze stratą 6,8 mld zł.

Zarówno dochody, jak i wydatki sektora wzrosły w relacji do PKB względem poprzedniego roku. Dochody wyniosły w 2024 roku 1,57 bln zł, co stanowi 43,0% PKB, czyli więcej niż 41,7% rok wcześniej. Wydatki zamknęły się natomiast na poziomie 1,81 bln zł, osiągając 49,4% PKB. Oznacza to, że luka między dochodami a wydatkami pogłębiła się, prowadząc do kontynuacji ekspansywnej polityki fiskalnej.

Chłodne nastroje w sektorze TSL przed końcem roku

Subindeks Barometru EFL dla sektora transportu, spedycji i logistyki (TSL) na IV kwartał 2025 r. wyniósł 53,3 pkt, co oznacza spadek o 1,1 pkt kw./kw., ale jednocześnie wciąż wyraźnie powyżej granicy „ograniczonego rozwoju” (50 pkt). Odczyt potwierdza lekkie ochłodzenie nastrojów — głównie w obszarze sprzedaży i inwestycji — ale bez oznak kryzysu. Wynik jest lepszy niż o tej samej porze rok wcześniej (51,6 pkt), a kondycja finansowa firm pozostaje stabilna.

To dane ważne nie tylko dla inwestorów i przewoźników. Branża TSL jest jednym z najczulszych barometrów realnej gospodarki — reaguje szybciej niż przemysł i handel detaliczny. To, co dziś widać w logistyce, jutro zobaczymy w szerszych wskaźnikach makro.

Popyt konsumpcyjny jeszcze trzyma sektor — ale firmy czują pierwsze spowolnienie zamówień

Wśród przedsiębiorstw tylko 17,5% prognozuje wzrost sprzedaży, podczas gdy w poprzednim kwartale było to aż 30%. To wyraźny sygnał ostrożności. Co ważne, żadna firma nie prognozuje spadku popytu — aż 82,5% zakłada stabilizację.

To spójne z szerszym obrazem gospodarki: konsumpcja prywatna wciąż rośnie realnie, wspierana spadającą inflacją, korzystnym rynkiem pracy i lekkim ożywieniem eksportu. Ale jednocześnie tempo wzrostu zaczyna się normalizować, a konsumenci stopniowo przechodzą z „efektu odreagowania” w tryb „selektywnej ostrożności”.

Inwestycje najmocniej w dół. Kapitał wchodzi w tryb defensywny

Największym sygnałem zmiany są plany inwestycyjne. Tylko 5% firm deklaruje zwiększenie inwestycji, wobec 23% w III kwartale. To niemal czterokrotny spadek.

  • 73% firm planuje utrzymać poziom inwestycji bez zmian
  • 22% deklaruje ograniczenie nakładów

Na tle otoczenia — rosnących kosztów pracy, niepewności geopolitycznej i wciąż umiarkowanego popytu globalnego — firmy zaczynają bronić płynności, zanim aktywnie będą zwiększać zdolności operacyjne.

Płynność – mocna strona branży. Zero firm zgłasza pogorszenie sytuacji finansowej

To kluczowa różnica względem okresu inflacyjnego w latach 2022–2023: sektor nie ma dziś problemu z płynnością.

  • 19% firm oczekuje poprawy,
  • 81% – stabilizacji,
  • 0% prognozuje pogorszenie.

85% firm ocenia, że ich potrzeby finansowania zewnętrznego pozostaną bez zmian — co oznacza tyle, że sektor nie musi dziś „ratować się bankami”, tylko kontroluje sytuację operacyjnie.

„Nie ma euforii, ale jest fundament”. TSL w trybie defensywnej stabilności

Sektor wchodzi w końcówkę roku z ostrożnym optymizmem. Niepewność geopolityczna, wysokie koszty pracy i paliw wpływają na decyzje biznesowe, ale sytuację stabilizują inflacja w ryzach, perspektywa dalszych obniżek stóp i mocny e-commerce – komentuje Silvestr Ochrimovic, prezes Truck Care.

W tle wciąż działa Black Friday + Q4 peak + eksportowy popyt z Niemiec, co powinno utrzymać sektor „na plusie” do końca roku, nawet jeśli będzie to w tempie bez fajerwerków.

Co będzie decydujące na początku 2026?

Kluczowe zmienne dla I kwartału 2026 r. to:

  • czy RPP obniży dalej stopy procentowe (tańszy leasing i gotówka = zwrot inwestycji),
  • czy globalny handel uniknie ponownego spowolnienia,
  • jak zachowa się konsument po noworocznym „spadku popytu”,
  • czy e-commerce utrzyma rekordowe wolumeny także poza sezonem świątecznym.

Na dziś sektor TSL nie hamuje, tylko obniża bieg. To ważne rozróżnienie.

Podsumowanie
Branża TSL wchodzi w IV kwartał bez oznak kryzysu, ale z widocznym spadkiem ofensywności. Konsumpcja i eksport jeszcze trzymają sektor, ale firmy korygują strategię. Z defensywnej stabilności przejście znów na wzrostowy tryb zależeć będzie od decyzji NBP i kondycji globalnego handlu w pierwszych miesiącach 2026 roku.

Europejski rynek IPO odbudowuje się – rośnie wartość i liczba debiutów giełdowych

0

Europejski rynek IPO wyraźnie odbudowuje dynamikę po okresie niepewności makroekonomicznej i podwyższonej zmienności. W trzecim kwartale 2025 roku przeprowadzono 15 ofert pierwotnych o łącznej wartości 2,3 mld euro, co stanowi ponad dwukrotny wzrost wobec kwartału wcześniejszego. Dla porównania, w drugim kwartale zadebiutowało 12 spółek, pozyskując łącznie 1,0 mld euro. To także znacznie więcej niż rok wcześniej, gdy w analogicznym kwartale zanotowano jedynie 8 ofert o wartości 0,3 mld euro. Dane PwC wskazują, że rynek wchodzi w fazę ostrożnej, ale coraz bardziej widocznej odbudowy aktywności.

Wśród największych debiutów znalazły się Swiss Marketplace Group AG na giełdzie w Zurychu (IT, 967 mln euro) oraz Noba Bank Group w Sztokholmie, która pozyskała 691 mln euro i odnotowała 30-procentowy wzrost kursu już pierwszego dnia notowań. Silną obecność zanotował także sektor rozrywkowo-hazardowy dzięki IPO Cirsa Enterprises na hiszpańskiej BME o wartości 453 mln euro. Na giełdzie w Londynie uwagę przyciągnęły debiuty Metlen Energy & Metals oraz The Beauty Tech Group. Szeroki przekrój sektorowy – od finansów i konsumpcji po technologię i energię – wskazuje na rosnące zaufanie inwestorów do różnych klas ryzyka.

Stabilizację rynku wsparło uspokojenie czynników makroekonomicznych. Indeks zmienności VSTOXX powrócił do normalizowanych poziomów po wiosennych turbulencjach, a główne banki centralne – EBC, Fed i Bank Anglii – dokonały obniżek stóp procentowych. Zmniejszenie kosztu kapitału oraz poprawa przewidywalności polityki pieniężnej przełożyły się na wzrost apetytu inwestorów, co było widoczne w nadsubskrypcji ofert i powrocie inwestorów typu cornerstone. Wśród analityków dominuje przekonanie, że przy braku kolejnych szoków geopolitycznych rynek może wejść w fazę przyspieszonego ożywienia w 2026 roku.

Zgoła inaczej wygląda sytuacja na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, gdzie w trzecim kwartale 2025 roku nie odnotowano żadnych debiutów – ani na rynku głównym, ani na NewConnect. Kontrastuje to z pierwszym półroczem, które przyniosło duże IPO spółek Diagnostyka i Arlen o łącznej wartości blisko 2 mld zł. Pauza w trzecim kwartale nie wynika jednak z braku gotowych ofert, lecz z tradycyjnie mniejszej aktywności w wakacyjnym okresie oraz ostrożności emitentów w zarządzaniu timingiem wejścia na rynek.

Najbliższym kandydatem do debiutu na GPW jest Grupa Smyk, która opublikowała intention to float i planuje pozyskać 150 mln zł brutto w ofercie obejmującej nowe akcje oraz część istniejących. Spółka działa w strategicznym sektorze dóbr dziecięcych i planuje skierować ofertę zarówno do inwestorów krajowych, jak i zagranicznych. Według ekspertów PwC, w pierwszej połowie 2026 roku można oczekiwać kolejnych transakcji znanych marek – w tym potencjalnie wspieranych przez fundusze private equity. Polska – po kilkuletniej przerwie – zaczyna być znów postrzegana jako rynek gotowy do obsługi dużych transakcji kapitałowych.

Zdaniem analityków, odbudowa rynku IPO ma charakter jakościowy – rośnie znaczenie rozpoznawalnych, dobrze przygotowanych emitentów reprezentujących realną wartość fundamentalną. Obecna selektywność inwestorów oznacza, że kapitał jest dostępny, ale tylko dla podmiotów o jasnym modelu wzrostu, przewidywalnej rentowności i długoterminowym potencjale ekspansji. Jeśli warunki makroekonomiczne pozostaną stabilne, rok 2026 może przynieść powrót ofert o skali globalnej, w tym transakcji z udziałem międzynarodowych funduszy PE.

Transakcje na polskim rynku VC w Q3 2025 – raport PFR Ventures i Inovo VC

PFR Ventures i Inovo.vc opublikowały raport podsumowujący aktywność polskiego rynku venture capital w trzecim kwartale 2025 r. Z danych wynika, że od lipca do września 39 spółek pozyskało łącznie 464 mln zł od 45 funduszy VC. To wynik nieco powyżej średniej z lat 2023–2024 (423 mln zł) i jeden z najwyższych trzecich kwartałów w historii rynku.

Co istotne, już po dziewięciu miesiącach łączna wartość inwestycji VC w Polsce przekroczyła poziom finansowania z całych lat 2023 i 2024 — ponad 2 mld zł. Autorzy raportu podkreślają, że wzrost ten ma charakter strukturalny, a nie jednorazowy — nie opiera się na pojedynczych „megarundach”, lecz na rosnącej aktywności we wczesnych etapach inwestycji.

Wzrost napędzany kapitałem seed i FENG. „Rynek udrażnia się od dołu”

Liczba transakcji nie odbiega od poziomu z 2024 r., a średnia wartość rund utrzymuje się na stabilnym poziomie 11–12 mln zł. Najbardziej dynamiczna zmiana dotyczy jednak etapu seed i pre-seed, gdzie odnotowano wyraźne odbicie. Wynika ono m.in. z wejścia na rynek nowych funduszy zasilonych unijnym programem Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG).

Po pierwszych dziewięciu miesiącach tego roku przekroczyliśmy poziom finansowania, na którym rynek zatrzymywał się w dwóch poprzednich latach. Fundusze z portfela PFR Ventures odpowiadały za 22 transakcje z tego kwartału. To dwa razy więcej niż rok wcześniej — to efekt uruchomienia środków unijnych (FENG) – komentuje Rozalia Urbanek, Chief Investment Officer, PFR Ventures.

Więcej kapitału międzynarodowego. Polacy agresywnie inwestują również za granicą

Fundusze publiczno-prywatne (z portfela PFR Ventures) odpowiadały za ponad połowę całego kapitału zainwestowanego w Q3, podczas gdy co trzecia złotówka pochodziła z funduszy zagranicznych. To potwierdza stopniową internacjonalizację polskiego rynku VC.

Równolegle polskie fundusze zwiększają swoją aktywność na rynkach globalnych — w 2025 r. zrealizowały już 63 inwestycje za granicą o łącznej wartości ok. 410 mln zł, czyli o ponad 10% więcej niż w rekordowym 2021 r.

Największe transakcje kwartału: Trasti, ICEYE, sun.store

W Q3 zrealizowano również sześć inwestycji na późniejszych etapach rozwoju spółek. Do największych należały:

  • Trasti → 89,5 mln zł (Triglav, EBRD)
  • ICEYE → 40 mln zł (Vinci)
  • sun.store → 26 mln zł (Contrarian Ventures, Market One Capital, Movens Capital)

Eksperci podkreślają, że rynek pozostaje rozproszony, bez pojedynczych „statystycznych rekordziarzy”, co zwiększa jego stabilność i odporność na wstrząsy.

Q4 może przebić barierę 3 mld zł. Polska wciąż najaktywniejsza w regionie CEE

Trzeci kwartał tradycyjnie jest spokojniejszy i stanowi rozgrzewkę przed intensywnym końcem roku. Patrząc na dynamikę transakcji oraz historyczną sezonowość, realnie zmierzamy w kierunku przekroczenia 3 mld zł inwestycji VC w 2025 roku. Polska pozostaje jednym z najaktywniejszych rynków VC w Europie Środkowo-Wschodniej – ocenia Karol Lasota, partner w Inovo.vc.


Polski rynek venture capital wszedł w fazę dojrzałej stabilizacji — bez euforii, ale bez hamulca. Fundamenty pod lata 2026–2027 są najmocniejsze od dekady, zwłaszcza w warstwie pre-seed/seed. Pełen raport do pobrania: https://pfrventures.pl/2025Q3

Zarabiamy coraz więcej, ale firmom coraz trudniej zatrudniać. Rynek pracy wchodzi w fazę ostrożnego schładzania

Według najnowszych danych GUS, przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w sektorze przedsiębiorstw we wrześniu 2025 r. wyniosło 8750,34 zł, co oznacza wzrost o 7,5% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Jednocześnie przeciętne zatrudnienie spadło o 0,8% r/r, do poziomu 6409,9 tys. etatów. To kolejny miesiąc, w którym dynamika płac wyraźnie przewyższa dynamikę zatrudnienia.

Oznacza to, że realnie — po uwzględnieniu inflacji — pracownicy dysponują dziś o ok. 3–4% większą siłą nabywczą niż rok wcześniej. Dane dotyczące nastrojów konsumenckich potwierdzają ten efekt — rośnie odsetek gospodarstw domowych deklarujących możliwość regularnego odkładania pieniędzy. To wyraźna zmiana po okresie trzyletniej inflacyjnej erozji oszczędności.

Płace rosną, etaty nie

Strukturalna tendencja ostatnich kilkunastu miesięcy utrzymuje się: firmy podnoszą wynagrodzenia, ale nie zwiększają zatrudnienia. Spadek liczby etatów nie wynika z fali zwolnień, lecz raczej z wygaszania rekrutacji i nieprzedłużania umów czasowych. Przedsiębiorcy – szczególnie w przemyśle i usługach tradycyjnych – ryzykują mniej niż w latach boomu 2021–2023.

Dla pracowników to dobra wiadomość tu i teraz. Dla firm — rosnąca presja kosztowa. Dla gospodarki — sygnał, że siła konsumpcji może osiągać szczyt.

Skłonność do oszczędzania zaczyna rosnąć

Ekonomiści zwracają uwagę na ważny sygnał: większa liczba Polaków deklaruje możliwość odkładania pieniędzy. To dowód odbudowy zaufania do finansów osobistych, ale jednocześnie potencjalny sygnał ostudzenia konsumpcji w perspektywie 2026 r. Jeżeli gospodarstwa domowe będą w większym stopniu przenosić dochody z konsumpcji na oszczędności, może to ograniczyć główny motor wzrostu PKB ostatnich kwartałów.

Próg trudności coraz bliżej

Dynamika wynagrodzeń na poziomie 7–8% r/r pozostaje dla firm kosztowna, zwłaszcza przy wyraźnie słabszym wzroście wydajności pracy. Przedsiębiorcy zaczynają coraz częściej sygnalizować, że przestrzeń do kolejnych podwyżek się kurczy — zwłaszcza w branżach o niższej marży operacyjnej.

Wrzesień 2025 r. potwierdził więc, że polski rynek pracy wchodzi w fazę kontrolowanego schładzania: zatrudnienie nieznacznie spada, płace rosną stabilnie, a gospodarstwa domowe zaczynają przechodzić z trybu „przetrwania” w tryb „budowania poduszki finansowej”. Jak długo ta równowaga się utrzyma — będzie jednym z kluczowych pytań końcówki roku.

Przemysł wyraźnie odbija po letniej pauzie. Wrzesień 2025 z najsilniejszym wynikiem w roku

Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, produkcja sprzedana przemysłu we wrześniu 2025 r. była o 7,4% wyższa niż przed rokiem, a względem sierpnia wzrosła aż o 16%. To jeden z najlepszych miesięcy dla sektora od początku roku, potwierdzający, że po wakacyjnym spowolnieniu przemysł odzyskał dynamikę.

Po odsezonowaniu wzrost produkcji w przetwórstwie przemysłowym sięgnął 8,2% r/r. Do poprawy przyczyniła się zarówno większa liczba dni roboczych (22 wobec 21 rok wcześniej), jak i lepsza sytuacja w eksporcie – szczególnie w branży motoryzacyjnej oraz w produkcji urządzeń elektrycznych.

Najsilniejsze zwyżki odnotowano w produkcji wyrobów tytoniowych (+29,5%), odzieży (+14,2%) oraz artykułów spożywczych (+9,1%) – działach tradycyjnie korzystających na jesiennym wzroście popytu krajowego i przygotowaniach firm do sezonu świątecznego. Wyraźne ożywienie widać także w produkcji wyrobów papierniczych i drzewnych, co może świadczyć o odbiciu popytu w sektorach opakowaniowym i budowlanym.

Wyjątkiem na tle szerokiego wzrostu pozostaje górnictwo – sektor zanotował spadek produkcji o 1,5% r/r. Utrzymująca się słabość tego działu to efekt mniejszego zapotrzebowania na surowce energetyczne, zwłaszcza w energetyce oraz przemyśle ciężkim.

Ekonomiści wskazują, że wrześniowy wynik był po części efektem realizacji zaległych kontraktów po wakacjach oraz poprawiającej się koniunktury w strefie euro. W wielu firmach widoczny był powrót zamówień eksportowych, szczególnie w segmentach wyżej przetworzonych.

Ostrożny optymizm przed końcem roku

Wynik +7,4% r/r oznacza, że produkcja przemysłowa mogła mieć dodatni wpływ na tempo wzrostu gospodarczego w trzecim kwartale. Nie oznacza to jednak trwałego powrotu do wysokiej dynamiki – część ekonomistów podkreśla, że kolejne miesiące będą dla przemysłu trudniejsze ze względu na wygasanie czynników jednorazowych oraz większą niepewność popytową u partnerów handlowych.

Wrzesień potwierdza jednak jednoznacznie: przemysł „jeszcze trzyma się na plusie” – i to tym razem wyraźnie mocniej niż w poprzednich miesiącach.

Dynamika wzrostu wynagrodzeń wciąż podwyższona

We wrześniu 2025 roku przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 7,5 proc. w ujęciu rocznym i było zgodne z oczekiwaniami rynkowymi. Średnie wynagrodzenie brutto ukształtowało się na poziomie 8 750,34 zł.

Dynamika wzrostu wynagrodzeń, pomimo powolnego hamowania, jest wciąż podwyższona, co przekłada się między innymi na wciąż zauważalnie wyższą dynamikę inflacji usług względem produktów. Rada Polityki Pieniężnej niezmiennie wymienia dynamikę wzrostu płac jako jeden z głównych czynników ryzyka dla dalszej ścieżki inflacji.

Prezentowane dane obejmują firmy zatrudniające co najmniej 10 osób, z wyłączeniem jednostek sektora publicznego takich jak administracja, edukacja, ochrona zdrowia i pomoc społeczna.

Liczba aut elektrycznych w Polsce przekroczyła 200 tys.

Według danych z końca września 2025 r. w Polsce było zarejestrowane łącznie 112 478 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez trzy kwartały br. ich liczba zwiększyła się o 32 452 szt., czyli o 82% więcej niż w analogicznym okresie 2024 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSNM.

Pod koniec września 2025 r. po polskich drogach jeździły 202 593 samochody osobowe z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych, osobowych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 102 567 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 100 026 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 9 911 szt. Stale rośnie flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec września składała się z 27 083 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 1 194 549 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów zeroemisyjnych w Polsce wzrósł do 1 647 szt. (z czego pojazdy całkowicie elektryczne stanowiły 1539 szt., zaś wodorowe – 108 szt.).

Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym rozwija się infrastruktura ładowania. Pod koniec września 2025 r. w Polsce funkcjonowały 11 173 ogólnodostępne punkty ładowania pojazdów elektrycznych. 35% z nich stanowiły szybkie punkty ładowania prądem stałym (DC), a 65% – wolne punkty prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW.

– Najważniejszą informacją w tym miesiącu jest ogłoszenie zmiany formuły programu „NaszEauto”. Niestety, według zapowiedzi strony rządowej, może być to ostatni program wsparcia. Pozostaje mieć nadzieję, że w najbliższych latach znajdą się jednak środki na wsparcie rynku pojazdów zeroemisyjnych, bo jak wskazuje doświadczenie innych krajów jest to obszar, gdzie dofinansowanie rządowe lub wprowadzenie przepisów zniechęcających do kupowania samochodów spalinowych np. przez firmy, jest kluczowe dla rozwoju rynku pojazdów niskoemisyjnych. Bardzo dobrze, że autorzy zmian wsłuchali się w głos branży i poprawki uwzględniły większość uwag zgłaszanych przez wszystkich graczy rynku – w tym PZPM. Teraz należy się zastanowić, w jaki sposób po zakończeniu dofinansowania, można będzie wspierać tę część rynku aby nie nastąpił tu raptowny spadek rejestracji– mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

Po apelu ze strony PSNM, NFOŚiGW zdecydował się wycofać z propozycji wykluczenia ze wsparcia z programu „NaszEauto” samochodów, od których został naliczony podatek celny. W naszej opinii taki zapis ograniczyłby pozytywne skutki rynkowe dopłat. Zmiany ostatecznie wdrożone w programie „NaszEauto” generalnie oceniamy pozytywnie. Jednak objęcie wsparciem dodatkowych kategorii pojazdów oraz rozszerzenie katalogu beneficjentów przy jednoczesnym obniżeniu budżetu do ok. 1,2 mld zł spowodują, że środki przeznaczone na dofinansowanie wyczerpią się prawdopodobnie na długo przed oficjalnym terminem końcowym składania wniosków tj. 30 kwietnia 2026 r. Zwłaszcza, że na obecnym etapie wykorzystano już prawie 50% obecnej alokacji, a pod koniec roku co do zasady odnotowujemy zwiększony popyt na nowe pojazdy – mówi Jan Wiśniewski, dyrektor Centrum Badań i Analiz PSNM.

Rekordowe stawki w cyberbezpieczeństwie. Eksperci zarabiają nawet 30 tys. zł netto miesięcznie

Mediany górnych widełek wynagrodzeń oferowanych ekspertom od cyberbezpieczeństwa są obecnie najwyższe od początku 2024 roku i sięgają nawet 30,2 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B. Rośnie też zapotrzebowanie na specjalistów z tej branży na rynku pracy – oferty z tej kategorii stanowią już 2,5 proc. wszystkich ogłoszeń na portalu No Fluff Jobs. W wymaganiach rzadko pojawiają się kompetencje miękkie, a tylko w co 10. ofercie od kandydatów i kandydatek oczekuje się wyższego wykształcenia. Najczęściej pojawiające się wymagania to znajomość Pythona i rozwiązań chmurowych do zarządzania infrastrukturą IT.

Rosną wynagrodzenia dla specjalistów zajmujących się cyberbezpieczeństwem. Jak wynika z najnowszej analizy danych No Fluff Jobs, polskiego portalu z ogłoszeniami, który od 11 lat ułatwia kandydatom i kandydatkom znalezienie pracy dopasowanej do ich oczekiwań finansowych, mediany dolnych i górnych widełek wynagrodzeń w tej specjalizacji wynoszą obecnie:

  • 23,5-30,2 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B,
  • 20-25 tys. zł brutto na umowie o pracę.

Dla porównania, na początku bieżącego roku wynosiły one 21-27 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B i 15-21,5 tys. zł brutto na umowie o pracę. W 2024 r. najwyższy poziom osiągnęły pod koniec drugiego kwartału: 24,2-28,5 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B i 18-25 tys. zł brutto na umowie o pracę. 

Ofert pracy dla ekspertów cyberbezpieczeństwa coraz więcej

Od początku 2024 roku systematycznie rośnie zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się kwestiami cyberbezpieczeństwa w firmach – obecnie ofert pracy w tym obszarze jest dwukrotnie więcej niż jeszcze w 1. kwartale 2025 roku. Całościowo, ogłoszenia z tej kategorii stanowią 2,5 proc. wszystkich ofert opublikowanych na No Fluff Jobs. 

Najczęściej pojawiające się stanowiska to:

  • inżynier ds. bezpieczeństwa lub cyberbezpieczeństwa (Security / Cybersecurity Engineer), 
  • inżynier ds. bezpieczeństwa aplikacji (AppSec Engineer), 
  • inżynier ds. bezpieczeństwa chmury (Cloud Security Engineer), 
  • inżynier SecOps (Security Operations), 
  • analityk SOC (Security Operations Center).

Globalny rozwój technologii sprzyja też rozwojowi zagrożeń, więc to nie przypadek, że firmy szukają fachowców od cyberbezpieczeństwa. Ma to związek z sytuacją geopolityczną na świecie – według najnowszych analiz w Europie co tydzień dochodzi do ponad 1,5 tysiąca ataków na firmy i instytucje. Polska jest na nie narażona szczególnie – według danych z pierwszego półrocza, w naszym kraju było najwięcej ataków ransomware na świecie. W kolejnych latach znaczenie stanowisk odpowiedzialnych za przeciwdziałanie zagrożeniom będzie tylko rosło, więc kluczowa będzie rekrutacja wykwalifikowanych osóbmówi Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs

Kompetencje miękkie i dyplom? Rzadko wymagane

Stosunkowo rzadko w ogłoszeniach o pracy w sektorze cyberbezpieczeństwa wspomina się o kompetencjach miękkich – tylko w 12 proc. wymaga się umiejętności komunikacyjnych, w 7 proc. mówi się o zdolności zarządzania ryzykiem, a w 3 proc. o umiejętnościach analitycznych. Tylko w co 10. ofercie pracy od kandydatów i kandydatek wymaga się wyższego wykształcenia. 

Praca w cyberbezpieczeństwie jest na tyle zróżnicowana, że nie występuje tu jedno kluczowe wymaganie, jak w kilku innych gałęziach IT. Najczęściej pojawia się znajomość języka Python, ale wymóg ten występuje w niecałej ⅕ ogłoszeń o pracy z tego sektora. Od kandydatów i kandydatek często oczekuje się również znajomości różnych rozwiązań chmurowych do zarządzania infrastrukturą IT, jak AWS (Amazon Web Services) czy Azure (po ok. 15 proc.). Również w 15 proc. ofert wymaga się znajomości wytycznych NIST (National Institute of Standards and Technology) – amerykańskiej agencji rządowej zajmującej się m.in. opracowywaniem standardów i wytycznych dotyczących bezpieczeństwa cybernetycznego, a co dziesiąta oferta za główne wymaganie podaje też znajomość ISO. 

Cyberataki największym zagrożeniem dla reputacji firm. Tylko 38% organizacji ma gotowy plan komunikacji kryzysowej

Wyciek danych klientów, pracowników czy informacji finansowych to największy koszmar dla reputacji firmy – tak twierdzi 87,2 proc. specjalistów komunikacji i marketingu. Na drugim miejscu znalazł się phishing (61,5 proc.), a na trzecim ataki ransomware (53,8 proc.). Jednak, mimo wysokiej świadomości zagrożeń, zaledwie 38 proc. organizacji posiada szczegółowy plan komunikacji kryzysowej w kontekście cyberzagrożeń – wynika z raportu „Cyberzagrożenia a wizerunek organizacji” przygotowanego przez agencję dfusion communication.

Badanie ujawnia paradoks: choć ankietowani w badaniu postrzegają cyberzagrożenia jako poważne ryzyko dla reputacji organizacji (46 proc. ocenia je jako „bardzo wysokie”, a 41 proc. jako „wysokie”), to w praktyce przygotowanie organizacji pozostawia wiele do życzenia. Co piąty specjalista (21 proc.) nie wie, czy jego firma w ogóle posiada jakikolwiek plan zarządzania komunikacją w odpowiedzi na cyberatak. Dodatkowo 23 proc. organizacji ma jedynie plan ogólny, który nie uwzględnia specyfiki cyberzagrożeń.

Cyberbezpieczeństwo organizacji nie opiera się wyłącznie na technologii, lecz także na skutecznej komunikacji – bo często finanse oraz dane można odzyskać, podczas gdy reputacja pozostaje najtrudniejsza do odbudowania. Dlatego organizacje powinny dbać nie tylko o zabezpieczenia techniczne, ale też o jasne procedury i spójny przekaz, które pomogą im zachować wizerunek nawet w trudnych momentach wyjaśnia Aleksandra Huścia, Senior Account Manager, dfusion Communication.

Zaufanie ma najwyższą wartość

Najdotkliwszą konsekwencją cyberataku nie są straty finansowe, lecz utrata zaufania klientów czy partnerów biznesowych wobec organizacji – wskazuje tak 69,2 proc. badanych. To właśnie reputacja staje się tym najcenniejszym aktywem, które organizacje mogą jeszcze obronić, gdy systemy padają, a dane wyciekają do sieci.

Firmy w Polsce są coraz bardziej świadome zagrożeń cybernetycznych i ich natychmiastowych konsekwencji w postaci utraty zaufania do marki. Ten wynik podkreśla, że zaufanie do marki jest postrzegane jako kwestia strategiczna Innym kluczowym aspektem jest sposób komunikacji. Niestety, język często nie nadąża za tempem rozwoju cyberzagrożeń. Dlatego tak ważna jest ścisła współpraca z działami komunikacji, które potrafią przełożyć trudny język branżowy na prosty przekaz – komentuje Iwona Kruk, Communications Manager, Central and Eastern Europe w Uber.

Procedury prawne zamiast symulacji

Tymczasem organizacje stawiają na podstawowe zabezpieczenia: 59 proc. wdraża procedury prawne i organizacyjne, a 53,8 proc. prowadzi regularne audyty bezpieczeństwa. Problem w tym, że zaledwie 28,2 proc. regularnie przeprowadza symulacje scenariuszy kryzysowych – a to właśnie ćwiczenia pokazują, czy plan sprawdzi się w praktyce.

Czasem wszystko zaczyna się od cichego alertu systemu, innym razem od niepozornego wpisu w sieci. To jeszcze nie kryzys, ale moment, w którym można zyskać kontrolę albo ją stracić. Nie każdy incydent trafia na pierwsze strony mediów, lecz każdy ma taki potencjał. O tym, jak skończy się historia, decydują pierwsze minuty podkreśla Łukasz Malczewski, Managing Partner, dfusion communication.

Do tego kluczową barierą w skutecznym zarządzaniu kryzysem jest brak szybkiego dostępu do faktów (59 proc. wskazań) oraz brak jasnych, zrozumiałych i przetestowanych w praktyce procedur wewnętrznych (41 proc.). A przecież respondenci podkreślają, że najważniejsze aspekty komunikacji w sytuacji kryzysowej to właśnie współpraca wewnętrzna (94,9 proc.), transparentność (87,2 proc.) czy aktualne informacje (46,2 proc.).

Od fake leaków po deepfake

Nowym polem niepokoju stają się zagrożenia związane z dezinformacją. Deepfake – technologia pozwalająca na tworzenie fałszywych materiałów audio i wideo – budzi obawy 43,6 proc. specjalistów. Niemal tyle samo (41proc.) wskazuje na fake leaks, czyli celowe rozpowszechnianie fałszywych informacji w celu szkalowania reputacji. Mimo to zaledwie 39 proc. organizacji posiada procedury reagowania na przypadki związane z deepfake, 23 proc. w ogóle nie wie, czy takie procedury istnieją, 13 proc. zaś nie posiada takowych i nie zamierza ich tworzyć.

Cyberatak: sprawa całej organizacji

Raport dfusion communication jasno wskazuje, że skuteczna obrona przed cyberkryzysem wymaga nie tylko zabezpieczeń w postaci technologii, ale przede wszystkim ludzi i kultury organizacyjnej. Specjaliści podkreślają konieczność szybkiego podejmowania i sprawnego prowadzenia odpowiednich działań przez organizacje w obliczu kryzysu:

–  Transparentność i szybkość działania są kluczem do odbudowania zaufania. W przypadku cyberzagrożeń wiele firm myli brak transparentności z ochroną danych. Tymczasem w aspekcie komunikacyjnym zarówno media, partnerzy biznesowi, jak i odbiorcy końcowi muszą przede wszystkim wiedzieć, w jaki sposób firmy, którym powierzają swoje dane, zabezpieczają je, a w sytuacji kryzysowej – jak zamierzają je chronić – konkluduje Iwona Kruk.

O badaniu:

Badanie „Cyberzagrożenia a wizerunek organizacji” zostało przeprowadzone przez agencję dfusion communication w czerwcu 2025 roku wśród 55 specjalistów komunikacji i marketingu działających na polskim rynku. Cały raport dostępny jest na stronie: Raport Cyberzagrożenia – Dfusion.

Bursztynowa Dolina Wodorowa ORLEN z międzynarodowym wsparciem PDA+. Projekt przechodzi do etapu decyzji inwestycyjnej

0

Projekt Bursztynowej Doliny Wodorowej, zainicjowany przez ORLEN i realizowany we współpracy z ponad 30 krajowymi i zagranicznymi partnerami, otrzymał wsparcie doradcze w ramach programu Project Development Assistance Plus (PDA+), realizowanego przez Clean Hydrogen Partnership. Obejmuje ono doradztwo w obszarach technicznych, komercyjnych oraz regulacyjnych i pozwoli na zoptymalizowanie kosztów realizacji projektu, a także przygotowanie do pozyskania decyzji inwestycyjnej.

– Wsparcie PDA+ dla Bursztynowej Doliny Wodorowej to przede wszystkim potwierdzenie wysokiego potencjału technologicznego i biznesowego projektu, ale również uznanie dla konsekwentnie realizowanej strategii ORLEN w obszarze gospodarki wodorowej. Dolina jest przykładem skutecznej współpracy międzysektorowej – łączymy kompetencje przemysłu, nauki, samorządów i innowacyjnych firm z Pomorza. Naszym celem jest stworzenie trwałego ekosystemu, który będzie wspierał transformację energetyczną Polski i wzmacniał pozycję kraju na europejskiej mapie rozwoju technologii niskoemisyjnych – podkreśla Grzegorz Jóźwiak, Dyrektor Biura Rozwoju Technologii Wodorowych i Paliw Syntetycznych ORLEN.

W ramach programu, Bursztynowa Dolina Wodorowa została objęta specjalnie przygotowanym procesem doradczym, prowadzonym przez międzynarodowe konsorcjum. Konsultacje będą trwały 3 miesiące i obejmą m.in. opracowanie studium wykonalności, analizę ryzyk technologicznych i regulacyjnych, doradztwo w zakresie modelu biznesowego oraz przygotowania projektu do pozyskania finansowania. Celem tych działań jest doprowadzenie inicjatywy do etapu decyzji inwestycyjnej, zgodnie z wymaganiami europejskiego rynku wodorowego.

Bursztynowa Dolina Wodorowa to regionalny ekosystem, którego celem jest stworzenie pełnego łańcucha wartości dla wodoru – od jego produkcji, przez magazynowanie i dystrybucję, po zastosowania w sektorach przemysłowych, energetycznych, transportowych oraz infrastrukturze portowej. ORLEN aktywnie uczestniczy w rozwoju czterech regionalnych dolin wodorowych: Mazowieckiej, Dolnośląskiej, Śląsko-Małopolskiej oraz Bursztynowej.

Rozwój technologii wodorowej, stanowiącej jeden z fundamentów transformacji energetycznej, jest kluczowym elementem strategii ORLEN. Do 2035 roku koncern planuje rozbudowę portfela projektów opartych na elektrolizie o łącznej mocy ok. 0,9 GW, z czego ok. 0,7 GW w Polsce.

Na realizację projektów wodorowych, w tym Hydrogen Eagle i Green H2, ORLEN pozyskał 1,7 mld zł bezzwrotnego dofinansowania z Krajowego Planu Odbudowy, co znacząco przyspieszy rozwój produkcji wodoru odnawialnego i niskoemisyjnego.

Rzecznik MŚP apeluje o korektę przepisów podatkowych dotyczących samochodów służbowych

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców ponownie zwrócił się do Ministra Finansów o zmianę przepisów regulujących zasady nabywania i użytkowania samochodów służbowych. Jak podkreśla, obecne regulacje – w szczególności w kontekście planowanych od 1 stycznia 2026 r. zmian podatkowych – generują istotną niepewność po stronie firm i mogą negatywnie wpłynąć na decyzje inwestycyjne oraz modernizację flot.

Już w latach 2020–2021 Rzecznik MŚP zgłaszał uwagi do projektu ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Krytyka dotyczyła m.in. proponowanego obniżenia limitu wartości pojazdów zaliczanych do kosztów uzyskania przychodu oraz nieprecyzyjnych przepisów przejściowych dotyczących leasingu, najmu długoterminowego i kredytów. Znaczna część tych zastrzeżeń pozostaje aktualna – potwierdzają to liczne sygnały napływające obecnie do instytucji Rzecznika ze strony przedsiębiorców.

W najnowszym wystąpieniu do Ministra Finansów, Agnieszka Majewska zwraca uwagę na kilka kluczowych problemów. Do najważniejszych zalicza ograniczenie możliwości modernizacji firmowych flot oraz realny wzrost kosztów prowadzenia działalności gospodarczej. Niepewność dodatkowo potęguje ryzyko naruszenia zasady ochrony praw nabytych w związku z planowanymi zmianami dotyczącymi rozliczania umów podpisanych przed 1 stycznia 2026 r. Brak jasnych, przewidywalnych i przejrzystych przepisów przejściowych budzi obawy szczególnie w obszarze leasingu i najmu długoterminowego – najczęściej wybieranych przez MŚP form finansowania samochodów.

Rzecznik podkreśla również, że obecny limit kosztów uzyskania przychodu dla pojazdów zero- i niskoemisyjnych jest zbyt niski, aby stanowić realną zachętę do inwestycji w ekologiczny transport. Tym samym cele związane z transformacją energetyczną pozostają trudne do osiągnięcia przy jednoczesnym braku ekonomicznej motywacji dla przedsiębiorców.

Wobec braku kompleksowego podejścia ze strony administracji, Minister Majewska zaapelowała do Ministra Domańskiego o ponowną analizę przedstawionych problemów oraz przygotowanie rozwiązań, które poprawią przewidywalność i bezpieczeństwo prowadzenia działalności – szczególnie w sektorze MŚP. Jednocześnie podkreśliła konieczność szerokiej debaty na temat obowiązujących limitów podatkowych oraz potrzebę ich dostosowania do realiów rynkowych.

Rzecznik MŚP akcentuje, że fundamentem efektywnego systemu gospodarczego jest stabilność prawa oraz poszanowanie zasady ochrony praw nabytych. Nowe przepisy nie mogą działać wstecz ani pogarszać sytuacji firm, które działały w dobrej wierze w oparciu o obowiązujące dotychczas regulacje. Tylko takie podejście – wskazuje Rzecznik – może zapewnić przedsiębiorcom warunki sprzyjające rozwojowi i inwestycjom, a nie jedynie administracyjne dostosowywanie się do szybko zmieniających się przepisów.

Globalna awaria AWS sparaliżowała internet. Problemy m.in. ze Snapchatem, Fortnite i Pocztą Polską

W poniedziałek rano świat cyfrowy na chwilę wstrzymał oddech. Amazon Web Services (AWS), jeden z największych dostawców usług chmurowych na świecie, odnotował poważną awarię infrastruktury, która sparaliżowała dostęp do wielu popularnych serwisów internetowych i aplikacji. Problemy miały zasięg globalny i dotknęły miliony użytkowników — również w Polsce.

Z niedostępnością serwisów mierzyli się użytkownicy tak znanych platform jak Snapchat, Fortnite, Canva, Zoom, Roblox, Duolingo, Shutterstock czy McDonald’s. W Polsce zgłaszano problemy m.in. z serwisem Poczty Polskiej.

Jak poinformowała firma Amazon na swojej stronie, przyczyną był wzrost liczby błędów i opóźnień w krytycznym węźle infrastruktury AWS w regionie US-EAST-1, zlokalizowanym w stanie Wirginia (USA). Inżynierowie firmy natychmiast przystąpili do działań naprawczych, a po kilku godzinach funkcjonowanie większości usług zostało przywrócone.

Eksperci zwracają uwagę, że to kolejny dowód na kruchość globalnej infrastruktury cyfrowej i zależność od kilku dużych graczy technologicznych. – Dzisiejsza awaria to kolejny dowód na to, że świat cyfrowy nie zna granic — lokalna usterka może rozprzestrzenić się na cały świat w ciągu kilku minut  – komentuje Wojciech Głażewski, dyrektor firmy zajmującej się cyberbezpieczeństwem.

Jak podkreśla Głażewski, zbudowaliśmy świat, w którym wygoda korzystania z internetu opiera się na wspólnych systemach i scentralizowanej infrastrukturze, jednak odporność — czyli zdolność do przetrwania awarii — wciąż zależy głównie od ludzi i procesów.

Co to oznacza dla użytkowników?

Tego typu incydenty to nie tylko irytacja związana z niedostępnością ulubionej aplikacji. To również okazja dla cyberprzestępców, którzy w momentach chaosu próbują wykorzystać dezorientację użytkowników. – Zachowaj czujność wobec oszustw i prób wyłudzeń — zwłaszcza gdy serwisy bankowe nie działają — i nigdy nie klikaj w linki ani nie podawaj danych, których nie rozpoznajesz – przestrzega Głażewski.

Ekspert radzi, by użytkownicy tworzyli kopie zapasowe, przechowywali ważne informacje offline i znali alternatywne sposoby płatności czy komunikacji, jeśli systemy cyfrowe zawiodą.

Z punktu widzenia organizacji, awaria AWS powinna być silnym sygnałem ostrzegawczym. – Dla organizacji nadszedł czas na dywersyfikację. Nie przechowuj wszystkiego w jednej chmurze. Testuj mechanizmy awaryjne, szkol zespoły i zaplanuj czas przestoju zanim do niego dojdzie.  – podkreśla Głażewski.

Kiedy firmy w panice przywracają dostęp do usług, ich systemy są przeciążone, a pracownicy przemęczeni. Wtedy najłatwiej o błędy — i właśnie wtedy atakują hakerzy. Ekspert przewiduje, że po takiej awarii można spodziewać się fali fałszywych e-maili z ofertami „rabatów”, „zwrotów” i linków podszywających się pod pomoc techniczną.

Dzieci — cichy punkt ryzyka

Nie wszyscy zdają sobie sprawę, że skutki takiej awarii mogą dotknąć także najmłodszych. – Wiele z dotkniętych awarią platform to gry i aplikacje używane przez dzieci — idealny moment dla oszustów, by wykorzystać ich zaufanie.  – ostrzega Głażewski.

Rodzice powinni szczególnie uważnie przyglądać się, w co i z kim ich dzieci mają kontakt online — zwłaszcza w czasie awarii, gdy dzieci mogą próbować logować się ponownie, ściągać aplikacje z nieoficjalnych źródeł lub odpowiadać na fałszywe komunikaty.

Co dalej?

Chociaż Amazon przywrócił już większość usług do działania, to pytania o bezpieczeństwo i odporność infrastruktury cyfrowej pozostają otwarte. Współczesny internet — mimo swojej globalności — wciąż ma wiele punktów krytycznych. Jak mówi ekspert: Bo choć internet jest globalny, odporność zaczyna się lokalnie — od tego, co każdy z nas zrobi teraz.

Awaria AWS to nie tylko techniczna usterka, ale ważna lekcja — dla firm, użytkowników i decydentów. Świat cyfrowy może się zatrzymać szybciej niż nam się wydaje. Pytanie brzmi: czy jesteśmy na to gotowi?

Złoto bije 49. rekord w tym roku. Historyczne 4379 USD za uncję

0

Królewski metal nie zwalnia tempa. W połowie października notowania złota osiągnęły historyczny poziom 4379 USD za uncję, bijąc 49. rekord cenowy w tym roku. Tak dynamicznych wzrostów nie notowano od ponad czterech dekad.

To, co dziś obserwujemy, to nie tylko kolejny cykl wzrostowy, ale moment przesterowania światowych finansów. Złoto znów pełni rolę bezpiecznej przystani, a jego cena odzwierciedla rosnący niepokój inwestorów wobec przyszłości globalnej gospodarki.

Chciałoby się powiedzieć: taniej już było. I rzeczywiście, biorąc pod uwagę dynamikę rynku, nie ma dziś żadnych przesłanek, które wskazywałyby na szybkie odwrócenie trendu. Każdy kolejny tydzień przynosi nowy rekord. To sytuacja bez precedensu.

Wojna handlowa rozgrzewa rynek

Za tym rajdem stoją zarówno napięcia geopolityczne i wojna handlowa USA-Chiny, jak i rosnący popyt inwestycyjny ze strony banków centralnych oraz instytucji finansowych.

Najważniejszym impulsem dla ostatnich wzrostów stało się zaostrzenie napięć między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Prezydent Donald Trump zapowiedział nałożenie 100-procentowych ceł na chińskie towary od 1 listopada, w odpowiedzi na decyzję Pekinu o wprowadzeniu restrykcji eksportowych na metale ziem rzadkich, kluczowe dla przemysłu zbrojeniowego i technologicznego.

To bardzo silny cios w światowy przemysł – nie tylko zbrojeniowy, ale też elektroniczny czy motoryzacyjny. Chiny rafinują blisko 90 procent światowych metali ziem rzadkich i mogą z dnia na dzień ograniczyć ich eksport. Dla Zachodu to sygnał ostrzegawczy, a dla inwestorów – bodziec do ucieczki w bezpieczne aktywa, w tym złoto.

Sytuacja jest tym bardziej napięta, że Sąd Najwyższy USA ma wkrótce rozstrzygnąć, czy cła wprowadzone przez administrację Trumpa są w ogóle zgodne z prawem, a spotkanie prezydentów USA i Chin zostało wstrzymane do odwołania. W efekcie rynek zareagował gwałtownym wzrostem popytu na metale szlachetne – zarówno w handlu kontraktami, jak i w zakupach fizycznego kruszcu.

Banki inwestycyjne widzą 5000 USD za uncję

Wzrost notowań złota wspierają także prognozy największych instytucji finansowych. Bank of America, a także Société Générale przewidują, że do połowy 2026 roku cena kruszcu osiągnie 5000 USD/oz, a srebra – 65 USD/oz.

Do takiego wywindowania ceny złota może przyczynić się spodziewany przez analityków 14-procentowy wzrost popytu inwestycyjnego. W scenariuszu bardziej agresywnym, przy silniejszym napływie kapitału do metali szlachetnych, Bank of America nie wyklucza nawet 6000 USD za uncję.

Podobnie Goldman Sachs prognozuje poziom 4900 USD, a ANZ Bank – 4600 USD w 2026 roku. Analitycy coraz częściej podnoszą swoje prognozy, bo widzą, że nie mamy do czynienia z chwilową euforią, lecz z trwałą zmianą strukturalną. Złoto odzyskuje rolę kluczowego aktywa rezerwowego.

Polska “ewenementem na skalę światową”

Równolegle na rynkach finansowych szerokim echem odbijają się działania Narodowego Banku Polskiego, który od 2024 roku zintensyfikował zakupy złota. Polska w ubiegłym roku kupiła 89,5 tony kruszcu, a w obecnym ponad 67 ton, wyprzedzając pod tym względem nawet Chiny. W rezultacie NBP posiada już ponad 515 ton złota, co stanowi blisko 22 procent rezerw banku centralnego.

NBP nie tylko zwiększał rezerwy, ale zrobił to w najlepszym możliwym momencie. Dziś, przy cenie oscylującej wokół 4300 USD za uncję, te zakupy okazały się strzałem w dziesiątkę. A planowane zwiększenie udziału złota w rezerwach do 30 procent może w nadchodzących latach przełożyć się na kolejne setki ton zakupionego kruszcu i wzmocnić pozycję Polski w światowym systemie finansowym.

 

Narodowy Bank Polski jest dziś chwalony przez zagraniczne media – od „The Economist”, przez „Bloomberg” i „Financial Times”, po niemiecki „Handelsblatt”. Włoskie portale ekonomiczne określają działania polskiego banku centralnego mianem „ewenementu na skalę światową”.

Świat wchodzi w nową, złotą erę

Mamy do czynienia z bezprecedensowym połączeniem czynników: wojną handlową, spadkiem zaufania do dolara, rekordowymi zakupami banków centralnych i wzrostem napięć geopolitycznych. To wszystko sprawia, że złoto wraca do centrum globalnego systemu finansowego.

Widać też, że inwestorzy instytucjonalni zaczynają realokować swoje portfele, zwiększając udział metali szlachetnych – to fundamentalna zmiana. Co prawda krótkoterminowe korekty są możliwe, ale nie zmieniają długofalowego obrazu rynku. Złoto stało się strategicznym aktywem, które daje ochronę w świecie niepewnych walut i niestabilnej polityki.

Złoty umacnia się wobec euro i dolara. Kurs EUR/PLN najniżej od lipca

Rosnące ryzyko związane z coraz bardziej napiętymi relacjami handlowymi między USA i Chinami oraz trwające zawieszenie prac instytucji federalnych wytworzyły w ubiegłym tygodniu nietypowe korelacje na rynkach finansowych. Równolegle ponownie rośnie zainteresowanie inwestorów walutami europejskimi, a na tej fali korzysta złoty. Polska waluta w parze z euro jest najmocniejsza od lipca.

Kluczowe punkty:

  • PLN najmocniejszy od miesięcy.
  • Bezpieczne aktywa zyskują na napięciach handlowych między USA i Chinami.
  • Zapowiada się najdłuższe w historii zamknięcie rządu USA.
  • Optymizm względem francuskiego budżetu wspiera EUR.
  • Brytyjski rynek pracy dalej się ochładza przed ogłoszeniem budżetu.

Inwestorzy kupowali bezpieczne aktywa, w tym złoto, franka szwajcarskiego i jena japońskiego, lecz jednocześnie akcje utrzymywały się na rekordowo wysokich poziomach, a obligacje poruszały się w dużej mierze w trendzie bocznym. Ostatnia fala wrogości między Waszyngtonem a Pekinem osłabła w ubiegłym tygodniu po tym, jak obie strony przyjęły bardziej pojednawczą postawę. Inwestorzy będą liczyli na kompromis, niemniej wielką niewiadomą pozostaje to, czy straszak w postaci chińskiego monopolu na metale ziem rzadkich jest rzeczywiście zmianą w polityce handlowej, czy też tylko zagraniem negocjacyjnym. Podejrzewamy to drugie, rynki pozostają jednak niepewne.

Brak danych z USA spowodowany zamknięciem rządu nie będzie w tym tygodniu tak dotkliwy, w piątek (24.10) poznamy bowiem odczyt wrześniowej inflacji w USA. Ekonomiści spodziewają się kolejnego odczytu w zakresie 3–4%, znacznie powyżej celu Rezerwy Federalnej, który stałby w wyraźnej sprzeczności z coraz bardziej gołębią postawą banku. W środę (22.10) poznamy zaś dane o wrześniowej inflacji w Wielkiej Brytanii. Zapowiada się, że piątek (24.10) przyniesie dużą zmienność – poza raportem inflacyjnym z USA publikowane będą na całym świecie wstępne wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w październiku.

PLN

Para EUR/PLN sięgnęła na początku tego tygodnia najniższego poziomu od pierwszych dni lipca. Oznacza to, że złoty radził sobie w ostatnich dniach lepiej niż zdecydowana większość walut rynków wschodzących. W obliczu rosnącego znużenia politycznymi przepychankami w Waszyngtonie inwestorzy ponownie preferują waluty europejskie.

Krajowe informacje były w ostatnim czasie mieszane. Nie jest to duża zmiana, niemniej deficyt na rachunku obrotów bieżących stał się nieco wyraźniejszy, a zmniejszenie się nadwyżki w usługach wymaga uwagi. Perspektywy inflacyjne uległy niewielkiej poprawie – ceny producenckie spadły silniej, niż oczekiwano, dynamika płac ponownie była niższa od szacunków (7,5% we wrześniu). Zwiększa to prawdopodobieństwo, że NBP w listopadzie ponownie obniży stopy procentowe.

Wydaje się, że publikowane w ostatnich miesiącach rozczarowujące dane z rynku pracy nie wpływają na nastroje konsumentów, niemniej temu również należy się przyglądać. Z dobrych wieści, produkcja przemysłowa była we wrześniu bardzo mocna – niemniej raczej nie powinniśmy czerpać nadmiernego optymizmu z tego odczytu, biorąc pod uwagę liczne przeciwności losu, które mogą rzutować na dane w kolejnych miesiącach. W najbliższych dniach będziemy poznawać nowe dane makroekonomiczne z Polski, spośród których najważniejsze będą sprzedaż detaliczna (środa 22.10) i stopa bezrobocia (czwartek 23.10). Oczekuje się, że ta druga pokaże kolejny wzrost, do 5,6%.

EUR

Wydaje się, że francuski rząd może tymczasowo odetchnąć z ulgą. Premier Sebastien Lecornu przetrwał nie jedno, a dwa głosowania nad wotum nieufności, jego budżet po poprawkach ma zaś teraz raczej większe szanse na przyjęcie niż odrzucenie. Poprawę nastroju na rynku ogranicza to, że ceną jest porzucenie planów reformy emerytalnej, co oznacza niekorzystne odroczenie niezbędnego naszym zdaniem podniesienia wieku emerytalnego. Podczas weekendu agencja S&P niespodziewanie obniżyła rating Francji, niemniej wczesny handel w Azji sugeruje, że rynki w dużej mierze ignorują ten fakt.

Po niedawnym zakończeniu cyklu rozluźniania polityki monetarnej zadanie Europejskiego Banku Centralnego wydaje się od teraz łatwiejsze niż w przypadku Banku Anglii czy Rezerwy Federalnej. Ubiegłotygodniowa rewizja w górę inflacji bazowej w strefie euro przypomina, że poprzeczka dla dalszych cięć stóp procentowych jest wysoko zawieszona. Powinno to naszym zdaniem w dalszym ciągu dawać pewne wsparcie wspólnej walucie, szczególnie względem dolara.

USD

Możliwe, że niedobór danych makro przez zamknięcie rządu w USA zmusza rynki do nadinterpretacji w innych obszarach – po kilku głośnych bankructwach mówi się mianowicie o obawach dotyczących oceny jakości kredytowej w USA. Jak na razie nie widzimy systemowych konsekwencji tych wydarzeń, a spready kredytowe pozostają na bardzo niskich poziomach w ujęciu bezwzględnym. Tło makroekonomiczne (rozluźnianie polityki monetarnej mimo wysokiej inflacji) powinno być korzystne dla kredytów, przyglądamy się jednak temu uważnie.

Spodziewamy się, że opóźnione dane o inflacji (piątek 24.10) nie pokażą, że zbliża się ona do celu Fedu – zarówno główna, jak i bazowa miara powinny uplasować się w przedziale 3–4% w ujęciu zanualizowanym. Nie powstrzyma to raczej Fedu przed obniżkami stóp procentowych na dwóch kolejnych posiedzeniach, szczególnie biorąc pod uwagę niepewność spowodowaną brakiem najnowszych raportów z rynku pracy. Być może przyjdzie nam trochę poczekać na kolejny odczyt stanu zatrudnienia – rynki obstawiają obecnie, że trwające zamknięcie rządu USA będzie najdłuższe w historii.

GBP

Dane z brytyjskiego rynku pracy w dalszym ciągu wyraźnie wskazują na ochłodzenie warunków. Wydaje się, że niemal stały spadek miejsc pracy zatrzymał się latem, niemniej we wrześniu ich liczba spadła o kolejne 10 tys. netto, w wyniku czego łączny spadek miejsc pracy od ubiegłorocznego budżetu sięgnął zatrważających 127 tys. Spowolnienie to jest spójne z miesięcznymi odczytami PKB, zgodnie z którymi gospodarka rośnie w ślamazarnym tempie zaledwie ok. 1% w skali roku. Nie jest to w żadnym razie wystarczające ani pokrzepiające, jeśli weźmiemy pod uwagę, że w Wielkiej Brytanii trwa jeden z największych boomów demograficznych od dekad. Oznacza to bowiem, że w ujęciu per capita przeciętna osoba jest w gorszej sytuacji.

Bank Anglii mierzy się z podobnym wyzwaniem co Rezerwa Federalna, słabość rynku pracy występuje bowiem równolegle do wciąż znacznie przekraczającej cel inflacji. Publikowane w środę (22.10) dane dotyczące presji cenowej będą kluczowe dla kolejnych decyzji dotyczących stóp procentowych. Wydaje się, że Bank Anglii nie chce przeprowadzać pełnego cyklu rozluźniania polityki monetarnej, póki inflacja utrzymuje się bliżej 4% niż 2%.

Najgorszy początek kwartału na giełdach od 2008 roku, ale AI odwraca nastroje. Złoto bije historyczne rekordy

Rynek akcji ma za sobą najgorsze otwarcie kwartału od czasu wielkiego kryzysu z 2008 r. Nastrój wydawał się bliski paniki, ale wrócił entuzjazm związany z oczekiwaniami dotyczącymi sztucznej inteligencji. Nadal zaskakują jednak kolejne rekordy na zlocie.

Początek trzeciego tygodnia października na rynkach finansowych był bardzo gwałtowny. Kontrakty terminowe oparte o indeksy amerykańskie traciły nawet 6%, podczas gdy indeks zmienności VIX (nazywany też indeksem strachu) wzrósł o 19%.

To odpowiedź Chin, zwiastująca nałożenie na USA ceł odwetowych w wysokości 34% umocniła scenariusz potencjalnego pogorszenia się relacji w handlu międzynarodowym, podwyższając tym samym materializację ryzyka recesyjnego w USA.

W Europie sytuacja nie wyglądała lepiej. Pomimo tego, że na rynku forex to właśnie euro było głównym beneficjentem porannej paniki (w długim terminie na Stary Kontynent, który może zyskać na spadku zaufania do USA), to poszczególne indeksy radziły sobie i tutaj bardzo słabo. Europejskie indeksy wymazały z nawiązką wzrosty zbudowane od początku 2025 roku.

Wytchnienia nie dał Jerome Powell, który podkreślił, że Fed wciąż nie musi się spieszyć ze zmianą stóp procentowych, nawet w obliczu ceł, które znacznie wpłyną na wzrost i inflację.

Czy można zaryzykować użycie stwierdzenia panika, jako opis obecnej sytuacji na rynkach.

– Rynek stracił grunt pod nogami i widzieliśmy duże tąpnięcie na akcjach światowych indeksów, głównie na S&P500 i na Nasdaq – mówi w rozmowie z MarketNews24 Mikołaj Sobierajski, analityk rynku akcji w XTB. – Obawiano się powrotu do sytuacji, gdy wojny celne rozgrzały rynki do czerwoności i powrócą problemy z zarabianiem pieniędzy, a trwałe zmiany celne doprowadzą do wzrostu kosztów dla wielu firm oraz konsumentów, co dodatkowo napędzi inflację i spowolnienie gospodarcze. W rezultacie rosły obawy przed recesją do blisko 65%.

Skala spadków była na tyle duża, że mało brakowało do sięgnięcia technicznych barier spadków o 7%, kiedy to CME może zastosować czasowe wstrzymanie handlu na poszczególnych kontraktach terminowych.

Reakcja Chin uderzała szczególnie w amerykańskie Big Techy, które w dużej mierze funkcjonują na łańcuchach dostaw, produkcji oraz popycie w krajach azjatyckich. Wyprzedaż pogłębiła się również na największych amerykańskich bankach, odzwierciedlając tym samym obawy o światową koniunkturę i aktywność w obliczu ryzyka recesji.

– Wyprzedaż była dość gwałtowna, zgodnie z maksymą: panikuj pierwszy albo wcale – komentuje ekspert XTB. – Szybko przekonaliśmy się, że reakcja była przesadna. Możliwe jednak, że trzeba będzie poczekać 2-3 miesiące na nowe rekordy na najważniejszych indeksach. Bardzo ważne okażą się raporty kwartalne, sezon ogłaszania wyników właśnie się rozpoczął, a wielkie spółki zaangażowane w wykorzystanie sztucznej inteligencji wysyłają sygnały bardzo cieszące inwestorów.

Wystarczyło zaledwie kilka dni, aby Wall Street znalazła się znów w pozytywnych nastrojach. Rynek napędzany jest przede wszystkim rosnącymi oczekiwaniami wobec sztucznej inteligencji oraz solidnymi wynikami kwartalnymi. Indeks sektorów technologicznych Nasdaq 100 przeważał nad resztą rynku dzięki umocnieniu spółek półprzewodnikowych po mocnych prognozach TSMC, które wywindowały ceny akcji Nvidii, AMD i Broadcom.

Ten sektorowy entuzjazm towarzyszy jednak dalszemu wzrostowemu trendowi na rynku kruszców. Złoto nie zatrzymuje się i kreuje z dnia na dzień nowe historyczne maksima, przebiło barierę 4250 USD za uncję, co oznacza wzrost przekraczający 62% od początku roku – to najwyższy ruch jeśli chodzi o dynamikę od 1979 r. Dla zobrazowania skali tych astronomicznych wzrostów należy dodać, że zwrot od początku roku dla indeksu Nasdaq100 oraz bitcoina to odpowiednio „tylko”: 17% oraz 18%. Poziom 4 000 USD jeszcze niedawno wydawał się trudno osiągalny, tymczasem rosnące zakupy funduszy ETF oraz wzmożony popyt ze strony banków centralnych budują fundamenty dla dalszych rekordów. Rekordy cenowe ustanowiło srebro, a największe stopy zwrotu z kapitału od początku roku daje platyna.

– Złoto przebiło dużo szybciej niż się spodziewano granicę 4 tys. USD, a trend będzie nadal rósł, co najmniej tak długo jak długo banki centralne będą zwiększać swoje rezerwy w złocie – ocenia Mikołaj Sobierajski z XTB.

Pożar na lotnisku w Dhace (Bangladesz) paraliżuje transport lotniczy. Możliwe wzrosty stawek frachtu

Lotnisko w Dhace (DAC), stolicy Bangladeszu, jest kluczowym hubem logistycznym w regionie, dlatego pożar w terminalu importowym cargo znacząco utrudnia obsługę łańcuchów dostaw na tym kierunku. Zdarzenie to powoduje opóźnienia w przewozach lotniczych z i do Bangladeszu z uwagi na ograniczenie siatki połączeń – zarówno frachtowych, jak i pasażerskich. W konsekwencji można spodziewać się wzrostu stawek frachtowych zarówno w relacjach importowych, jak i eksportowych, które są niezwykle istotne dla rynku europejskiego. Azja Południowa, w tym Bangladesz, to kluczowy globalny producent m.in w sektorach fashion i elektroniki, dlatego obecna sytuacja może wiązać się z zakłóceniami. Warto także dodać, że w związku z ograniczeniami operacyjnymi możemy spodziewać się zjawiska backlogu, czyli nagromadzenia się gotowych i oczekujących na wysyłkę przesyłek.

Alternatywą w łańcuchach dostaw na tym kierunku jest serwis morsko-lotniczy z przeładunkiem m.in. w terminalach lotniczych w Kolombo (Sri Lanka), Singapurze (Singapur), Dubaju (Zjednoczone Emiraty Arabskie) oraz Malé (Malediwy), a następnie dostawą statkiem do Bangladeszu. Opcją są również bezpośrednie przewozy morskie z i do portów europejskich, jednak należy pamiętać, że ze względu na trwający od ok. dwóch lat kryzys na Morzu Czerwonym czas transportu morskiego jest obecnie znacząco wydłużony. W przypadku Bangladeszu nie istnieje połączenie kolejowe z Europą, tak jak ma to miejsce w przewozach z Chin, dlatego utrudnienia operacyjne na lotnisku DAC są szczególnie dotkliwe dla globalnych łańcuchów dostaw.

Autor: Mariusz Filec, Airfreight Product Director- CEE, Rohlig SUUS Logistics

10 sytuacji, w których monitor interaktywny usprawni Twój biznes!

Nowoczesne monitory interaktywne przestały być gadżetem zarezerwowanym dla szkół czy sal konferencyjnych. Dziś to narzędzia, które realnie zwiększają efektywność pracy, wspierają komunikację i pozwalają firmom szybciej podejmować decyzje. Bez względu na to, czy prowadzisz małe biuro, czy zarządzasz korporacją, ekran interaktywny może stać się centrum Twojej organizacji. Zobacz 10 sytuacji, w których wykorzystanie tablicy interaktywnej przynosi wymierne korzyści.

1. Burze mózgów i sesje kreatywne

Tradycyjne spotkania kreatywne często kończą się stertą karteczek i zdjęć tablicy. Monitor interaktywny pozwala każdemu członkowi zespołu dodawać pomysły w czasie rzeczywistym – rysować, zapisywać notatki i układać schematy. Dzięki temu wszystkie idee pozostają w jednym miejscu i można je później łatwo udostępnić.

Dodatkową przewagę daje praca na nieograniczonej kanwie, jaką oferuje aplikacja Newline Whiteboard – można na niej swobodnie rozbudowywać koncepcje, wracać do wcześniejszych notatek i porządkować pomysły bez ograniczeń przestrzeni.

2. Spotkania hybrydowe

W erze pracy zdalnej i hybrydowej liczy się możliwość połączenia wszystkich osób w jeden zespół. Monitory interaktywne umożliwiają błyskawiczne uruchamianie wideokonferencji – wystarczy jedno kliknięcie, aby nawiązać kontakt i wspólnie pracować nad dokumentami czy prezentacjami.

3. Prezentacje dla klientów

Prezentacja na dużym ekranie 65 czy 75 cali robi zupełnie inne wrażenie niż slajdy oglądane na laptopie. Ekran interaktywny pozwala nie tylko pokazać dane i wykresy, ale też je modyfikować na bieżąco – podkreślić fragment, dodać komentarz, zmienić liczby w arkuszu. 

Co ważne, podczas takiej prezentacji można korzystać z wielu źródeł jednocześnie – wideo, arkuszy kalkulacyjnych czy interaktywnych aplikacji. Klient widzi pełen obraz i ma poczucie, że oferta jest dopracowana na jego oczach. To podnosi poziom profesjonalizmu i zwiększa szansę na sukces spotkania.

4. Warsztaty i szkolenia wewnętrzne

Tablica interaktywna świetnie sprawdza się podczas szkoleń pracowników. Trener może korzystać z materiałów wideo, rysować schematy czy prowadzić quizy. Uczestnicy nie są tylko słuchaczami – mogą sami dodawać notatki i aktywnie brać udział w procesie zdobywania wiedzy.

5. Zarządzanie projektami

Metodyki zwinne, takie jak Agile czy Scrum, wymagają wizualizacji postępów prac. Monitor interaktywny pozwala wyświetlić harmonogram, nanosić poprawki na tablicy Kanban i wspólnie planować kolejne sprinty. 

Dzięki interaktywnym narzędziom można oznaczać status zadań, przypisywać odpowiedzialności i tworzyć notatki w czasie rzeczywistym. Zespół widzi pełny obraz projektu i ma możliwość reagowania na zmiany od razu, co skraca czas spotkań i minimalizuje ryzyko przeoczeń.

6. Analiza danych i raportów

Dyskusja o wynikach firmy bywa trudna, jeśli wszyscy patrzą w mały ekran. Monitory interaktywne 86 cali pozwalają przedstawić dane w przejrzysty sposób, a interaktywne narzędzia ułatwiają ich analizę. Wnioski można zapisywać bezpośrednio na wykresach, a gotowy materiał udostępnić uczestnikom od razu po spotkaniu.

Dzięki obsłudze technologii Windows Ink użytkownicy mogą pisać bezpośrednio po arkuszach Excel, prezentacjach PowerPoint czy dokumentach Word. Notatki tworzone w czasie rzeczywistym są automatycznie zapisywane i mogą być później przesłane razem z plikami do uczestników spotkania. To rozwiązanie, które znacząco usprawnia analizę danych i dokumentowanie ustaleń.

7. Praca w małych salach

Nie wszystkie firmy dysponują dużymi salami konferencyjnymi. Dlatego producenci monitorów interaktywnych oferują także mniejsze modele, np. monitor interaktywny 55 cali. To rozwiązanie dla przestrzeni typu huddle room, gdzie kilka osób może szybko spotkać się i przeanalizować projekt bez dodatkowych narzędzi.

8. Burze mózgów z partnerami zewnętrznymi

Często w procesie tworzenia strategii biorą udział doradcy czy dostawcy. Dzięki opcji zdalnego udostępniania ekranu możliwe jest wspólne rysowanie schematów i omawianie dokumentów, nawet jeśli uczestnicy znajdują się w różnych miastach czy krajach. Tablica interaktywna sprawia, że praca z partnerami przebiega równie płynnie, jak wewnętrzne spotkania zespołu.

9. Sytuacje kryzysowe i szybkie decyzje

Nagła awaria, problem w projekcie czy konieczność szybkiej reakcji – w takich momentach liczy się czas. Ekran interaktywny umożliwia zebranie zespołu, wyświetlenie wszystkich danych na jednym ekranie i wspólne wypracowanie rozwiązania. To sposób na uniknięcie chaosu i skrócenie procesu decyzyjnego.

10. Wizerunek i kultura organizacyjna

Nowoczesne technologie to nie tylko narzędzie pracy, ale też element budowania kultury firmy. Monitor interaktywny 65 czy 75 cali w sali konferencyjnej podkreśla profesjonalizm i innowacyjność organizacji. Tego typu rozwiązania stają się również symbolem otwartości na nowe pomysły i wspierają kulturę współpracy. Pracownicy widzą, że firma inwestuje w narzędzia ułatwiające im codzienną pracę, a klienci i partnerzy zewnętrzni odbierają ją jako nowoczesną, dynamiczną i nastawioną na rozwój.

Monitory interaktywne marki Newline Interactive stają się nieodłącznym elementem współczesnego biznesu. Od burz mózgów, przez spotkania hybrydowe, po prezentacje dla klientów – w każdej z tych sytuacji tablica interaktywna zwiększa efektywność i ułatwia podejmowanie decyzji. Odpowiednio dobrany monitor interaktywny 55, 65, 75 czy 86 cali pozwala dopasować rozwiązanie do wielkości firmy i charakteru pracy. To inwestycja, która szybko się zwraca – nie tylko w postaci lepszej komunikacji, ale także wizerunku nowoczesnej organizacji.

Badania psychologiczne dla kierowców i pracowników – jak przebiegają, kto musi je wykonać i jak przygotować się do wizyty

W wielu zawodach stabilność emocjonalna, refleks i zdolność koncentracji są równie ważne jak doświadczenie czy umiejętności techniczne. Badania psychologiczne, potocznie zwane psychotestami, pozwalają ocenić, czy dana osoba jest w stanie wykonywać swoje obowiązki w sposób bezpieczny – dla siebie i otoczenia. To nie tylko formalność, lecz element profilaktyki, który realnie wpływa na poziom bezpieczeństwa w pracy i w ruchu drogowym.

Czym dokładnie są badania psychologiczne dla kierowców i operatorów?

Wbrew obiegowym opiniom psychotesty nie polegają na „zaliczeniu” czy „oblaniu” egzaminu. To proces oceny sprawności psychicznej i funkcji poznawczych z perspektywy wymagań konkretnego zawodu. Psycholog, posiadający stosowne uprawnienia, analizuje m.in. szybkość reakcji, refleks, koordynację wzrokowo-ruchową, zdolność koncentracji i odporność na stres.

Badanie odbywa się w certyfikowanej pracowni i obejmuje zarówno testy aparaturowe, jak i kwestionariusze psychologiczne. Celem jest określenie, czy dana osoba potrafi utrzymać uwagę, prawidłowo reagować na bodźce i podejmować decyzje w sytuacjach presji. Wyniki stanowią podstawę do wydania orzeczenia, które potwierdza (lub wyklucza) zdolność do pracy na określonym stanowisku.

Według danych Polskiego Towarzystwa Psychologicznego w Polsce przeprowadza się rocznie kilkaset tysięcy tego typu badań – głównie wśród kierowców zawodowych, operatorów maszyn i osób pracujących w służbach mundurowych.

Kto ma obowiązek wykonać badania psychologiczne?

Obowiązek wykonania badań psychologicznych dotyczy przede wszystkim osób, których praca wymaga zachowania pełnej sprawności psychicznej w sytuacjach stresowych lub wymagających natychmiastowych decyzji.

Na badania kierowani są m.in.:

  • kierowcy zawodowi kategorii C, C+E, D, D+E,
  • instruktorzy i egzaminatorzy nauki jazdy,
  • operatorzy wózków widłowych, suwnic, dźwigów i koparek,
  • osoby ubiegające się o pozwolenie na broń,
  • kierowcy pojazdów uprzywilejowanych – karetek, radiowozów, wozów strażackich,
  • konwojenci i pracownicy ochrony transportujący wartości pieniężne.

Na skierowanie mogą trafić również kierowcy, którzy stracili prawo jazdy z powodu jazdy po alkoholu, narkotykach lub przekroczenia 24 punktów karnych. W takich przypadkach badania są warunkiem odzyskania uprawnień.

Warto dodać, że obowiązek ten wynika wprost z przepisów prawa – m.in. z Rozporządzenia Ministra Zdrowia z 8 lipca 2014 r. w sprawie badań psychologicznych osób kierujących pojazdami.

Kto pokrywa koszt psychotestów – pracownik czy pracodawca?

Wszystko zależy od powodu wykonania badania. Jeśli wynika ono z obowiązków służbowych, koszty ponosi pracodawca. Dotyczy to np. badań wstępnych, okresowych lub kontrolnych wykonywanych na podstawie skierowania z zakładu pracy.

Inaczej wygląda sytuacja, gdy badanie przeprowadzane jest na wniosek osoby prywatnej – np. kierowcy, który odnawia uprawnienia lub musi dostarczyć orzeczenie po utracie prawa jazdy. Wówczas za procedurę płaci sam zainteresowany.

W przypadkach, gdy skierowanie wystawia sąd, policja lub inspekcja transportu drogowego, koszty zazwyczaj pokrywa instytucja kierująca.

Jak wygląda przebieg badania psychologicznego krok po kroku?

Wizyta w pracowni psychologicznej składa się z kilku etapów. Po wypełnieniu dokumentacji i rozmowie wstępnej psycholog wyjaśnia zasady badania oraz sposób obsługi urządzeń pomiarowych.

Najczęściej proces obejmuje:

  1. Testy sprawności psychomotorycznej – np. reakcja na bodźce świetlne i dźwiękowe, koordynacja ręka–oko, szybkość reagowania.
  2. Testy uwagi i koncentracji – badanie zdolności do utrzymania skupienia i pracy pod presją czasu.
  3. Kwestionariusze osobowościowe – ocena stabilności emocjonalnej, poziomu impulsywności, radzenia sobie w stresie.
  4. Rozmowę indywidualną z psychologiem, który interpretuje wyniki i zadaje pytania dotyczące doświadczenia zawodowego, stylu pracy czy samopoczucia.

Całość trwa zwykle od 60 do 90 minut, a orzeczenie wydawane jest tego samego dnia.

Co obejmuje zakres badania psychologicznego?

Zakres badania jest każdorazowo dopasowany do charakteru stanowiska i celu skierowania.

  • Kierowcy zawodowi badani są pod kątem refleksu, odporności na monotonię i podzielności uwagi.
  • Operatorzy maszyn – w zakresie szybkości przetwarzania informacji, zdolności przewidywania i koordynacji wzrokowo-ruchowej.
  • Pracownicy ochrony z bronią – w obszarze kontroli emocji, stabilności poznawczej i umiejętności oceny ryzyka.

Psycholog może poszerzyć badanie o dodatkowe testy, jeśli istnieje potrzeba pogłębionej diagnozy – np. w przypadku podejrzenia zaburzeń koncentracji, problemów emocjonalnych lub przeciwwskazań zdrowotnych.

Zakres badań jest zgodny z przepisami rozporządzenia oraz wytycznymi Ministerstwa Zdrowia i służby medycyny pracy.

Jak przygotować się do badania psychologicznego?

Choć badania nie wymagają nauki ani znajomości przepisów, istotne jest, aby przystąpić do nich w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej.

Przed wizytą warto:

  • dobrze się wyspać i unikać stresu,
  • nie spożywać alkoholu ani środków psychoaktywnych,
  • ograniczyć kawę i napoje energetyczne,
  • nie przyjmować (bez konsultacji z lekarzem) leków uspokajających lub nasennych.

Na badanie należy zabrać dowód osobisty, skierowanie oraz – w razie potrzeby – okulary lub inne pomoce optyczne. W przypadku badań po utracie prawa jazdy warto dołączyć dokumenty potwierdzające leczenie lub terapię.

Badanie psychologiczne o którym można przeczytać na stronie https://medycynapracy.pl/uslugi/badania-psychotechniczne/ nie jest formą egzaminu – nie można go „oblać” w tradycyjnym rozumieniu. Jego celem jest rzetelna ocena predyspozycji i bezpieczeństwa pracy.

Gdzie się podzieją zleceniobiorcy? Nadchodzi rewolucja prawna dla 1,4 mln Polaków

W Polsce niemal 1,4 mln osób utrzymuje się wyłącznie z pracy na zleceniu lub w zbliżonych formach zatrudnienia (GUS). Już wkrótce czekają ich istotne zmiany. Od 1 stycznia 2026 r. okres wykonywania takich obowiązków będzie można wliczać do stażu pracy, co przełoży się m.in. na wymiar urlopu. Tego samego dnia Państwowa Inspekcja Pracy ma zyskać prawo do natychmiastowego przekształcania tego typu kontraktów w etaty, jeśli stwierdzi ku temu podstawy. W efekcie może to stanowić spory problem dla firm, które w dużej mierze opierają się na współpracy ze zleceniobiorcami. Liczba osób pracujących wyłącznie w oparciu o zlecenia prawdopodobnie zacznie maleć, a rynek pracy przesunie się jeszcze bardziej w stronę stałego zatrudnienia. Już dziś to właśnie etat pozostaje dominującą formą pracy – według analiz Grupy Progres, aż 61% aktualnych ofert publikowanych w portalach ogłoszeniowych dotyczy właśnie tego rodzaju kontraktów.

  • Na umowach cywilnoprawnych pracuje dziś 1,39 mln osób, czyli o 5,5% więcej niż rok wcześniej.
  • 61% ofert pracy dotyczy etatów, a 39% – umów cywilnoprawnych lub B2B.
  • Dostęp do etatu nie jest równy dla wszystkich. Najrzadziej oferowany jest praktykantom i stażystom – tylko 23% ogłoszeń daje możliwość podpisania umowy o pracę. Najczęściej etat oferowany jest specjalistom i kierownikom – 44,2% i 45,5% ogłoszeń oraz prezesom – 48,7%.
  • Nadużycia maleją – w 2024 r. PIP zakwestionował tylko 3,6% z 38,8 tys. skontrolowanych umów (w 2023 r. – 4,5%).
  • Największą grupę spośród wszystkich zleceniobiorców stanowią ludzie zatrudnieni w administracji i usługach wspierających (21,8%), następnie w przetwórstwie, handlu i opiece zdrowotnej.
  • W sektorach HoReCa i rolnictwa ponad połowa osób pracuje na zleceniu, najmniej w energetyce i górnictwie.
  • Mediana wieku zleceniobiorców to 42 lata – dominują Millenialsi i Pokolenie X (łącznie ponad 850 tys. osób). Kobiety pracujące na zleceniu są średnio starsze (44 lata) niż mężczyźni (40 lat).
  • Nowe przepisy – pracodawcy obawiają się biurokracji, wyższych kosztów i nowych uprawnień PIP, który będzie mógł przekształcać zlecenia w umowy o pracę.
  • Eksperci podkreślają, że zmiany prawa to krok w stronę większej sprawiedliwości dla pracowników, ale też ryzyko chaosu i przeciążenia firm.

Umowy cywilnoprawne wciąż odgrywają istotną rolę na rynku pracy. W marcu br. liczba zleceniobiorców i wykonujących obowiązki na podstawie podobnych form zatrudnienia wyniosła 1 394,9 tys. osób i była wyższa niż w analogicznym okresie 2024 r. o 5,5%. Wkrótce sytuacja może się zmienić. Zgodnie z nowelizacją przepisów, od 1 stycznia 2026 r. okres pracy na umowie zlecenia ma być wliczany do stażu pracy, od którego zależą m.in. prawo do urlopu wypoczynkowego, wysokość odprawy czy długość okresu wypowiedzenia. Ustawa stażowa w sektorze publicznym ma wejść w życie wraz z początkiem roku, natomiast w sektorze prywatnym – po 6 miesiącach od jej ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Dla wielu zatrudnionych to długo wyczekiwany krok w stronę większej stabilności i uznania ich zaangażowania zawodowego.

Pracownicy zyskają, firmy się boją

Z punktu widzenia pracodawców planowane zmiany wiążą się m.in. z aktualizacją danych kadrowych oraz bieżącym śledzeniem uprawnień urlopowych, które – po wejściu w życie nowych przepisów – mogą ulec znacznemu wydłużeniu. Jeszcze większym wyzwaniem może okazać się jednak zapowiadane uprawnienie przyznane Państwowej Inspekcji Pracy (PIP), zakładające możliwość natychmiastowego przekształcania umów zlecenia w umowy o pracę, jeśli kontrolerzy uznają, że istnieją ku temu podstawy.

Z jednej strony to ważny krok w kierunku większej sprawiedliwości i wyrównania szans osób zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych. Wreszcie ich praca zostanie w pełni uznana i wliczona do stażu pracy. Z drugiej strony PIP zyska bardzo szerokie kompetencje do ingerowania w relacje między zleceniodawcą a zleceniobiorcą, co może rodzić niepewność i napięcia na rynku komentuje Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres. I zwraca uwagę, że wielu pracodawców może mieć trudność z dostosowaniem się do nowych zasad. Zwłaszcza mniejsze firmy, które nie dysponują rozbudowanymi działami HR ani zapleczem prawnym, mogą odczuć te zmiany szczególnie mocno. Wprowadzenie nowych procedur i kontrolowanie zgodności zatrudnienia z przepisami będzie dla nich nie tylko organizacyjnym, ale też finansowym wyzwaniemdodaje Magda Dąbrowska.

Gdzie najwięcej zleceń, a gdzie prawie ich nie ma

Choć rynek pracy staje się coraz bardziej zróżnicowany, umowa o pracę wciąż pozostaje jego filarem. Z analiz Grupy Progres wynika, że aż 61% ofert publikowanych w portalach ogłoszeniowych dotyczy właśnie etatów, podczas gdy 39% obejmuje umowy cywilnoprawne lub kontrakty B2B.

Dostęp do stabilnego zatrudnienia nie jest równy dla wszystkich. Umowy o pracę najrzadziej oferowane są praktykantom i stażystom – mogą je znaleźć w zaledwie 23% ogłoszeń, dyrektorzy w 36,1%, a menedżerowie w 41,1%. Młodsi specjaliści i asystenci mają większy wybór ofert z etatem – odpowiednio 42,8% i 42,6%, podobnie eksperci – 42,6%. W przypadku pracowników fizycznych 43,3% ogłoszeń dotyczy zatrudnienia na umowę o pracę, a starsi specjaliści mogą liczyć na 43,7%. Najbardziej stabilną strukturę ofert mają specjaliści i kierownicy – 44,2% i 45,5%, a najwyższy udział umów o pracę w ogłoszeniach występuje w przypadku prezesów – 48,7%.

Umowa o pracę daje większe prawa i zapewnia silniejszą ochronę, ale wybór innych form współpracy wcale nie oznacza, że pracodawca chce kogokolwiek oszukać. Często wynika to po prostu ze specyfiki branży, rodzaju zadań lub potrzeby większej elastyczności po obu stronach. Dane PIP pokazują, że liczba nadużyć związanych z nieprawidłowym stosowaniem umów cywilnoprawnych systematycznie spada. W 2024 r. inspektorzy skontrolowali 38 881 umów, z czego jedynie 3,6% zakwestionowano jako takie, które w praktyce powinny być umowami o pracę. Dla porównania – w 2023 r. odsetek ten wynosił 4,5%, a w 2022 r. 4,8%.

Najwięcej osób pracujących na zleceniu zatrudnionych jest w sektorze administrowania i działalności wspierającej, który obejmuje m.in. usługi pośrednictwa pracy — to aż 21,8% wszystkich wykonujących pracę na zlecenie, czyli 304 649 osób. Kolejne miejsca zajmują przetwórstwo przemysłowe (10,8% i 150 265 osób), handel i naprawa pojazdów (10,7% – 149 139 osób), opieka zdrowotna i pomoc społeczna (10,2% i 141 981 osób), budownictwo (8,3% – 115 623 osób) oraz transport i gospodarka magazynowa (7,6% i 106 189 osób). Wysoki udział zleceń odnotowano także w gastronomii i hotelarstwie (6,1% tj. 85 028 osób), pozostałej działalności usługowej (5,25% ­– 73 202 osoby) i działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej (4,9% – 68 099 osób).

Sektory o najmniejszym udziale wśród wszystkich osób na zleceniu (poniżej 3%) to edukacja (39 278 osób), obsługa rynku nieruchomości (34 932), kultura, rozrywka i rekreacja (30 993), informacja i komunikacja (26 938), działalność finansowa i ubezpieczeniowa (20 512), rolnictwo, leśnictwo, łowiectwo i rybactwo (18 638), administracja publiczna i obrona narodowa (14 187), gospodarka wodno-ściekowa (10 364). Na końcu listy znalazły się energetyka (2 720) i górnictwo (2 161 osób).

Zlecenia popularne wśród czterdziestolatków

Mediana wieku osób pracujących na umowach cywilnoprawnych wynosi 42 lata. Kobiety na zleceniu są przeciętnie nieco starsze od mężczyzn – mają 44 lata, a panowie 40 lat.  Najczęściej zlecenia podpasują Millenialsi (Pokolenie Y, 29–44 lata) oraz Pokolenie X (45–60 lat). W tych grupach wiekowych znajduje się łącznie ponad 850 tysięcy osób wykonujących pracę na zleceniu — dokładnie 467 672 Millenialsów i 389 299 iksów. Nieco mniej Polaków zatrudnionych na umowie cywilnoprawnej to reprezentanci Pokolenia Z (13–28 lat)313 040 osób oraz Baby Boomers (61–79 lat) — 300 159 zatrudnionych. Najrzadziej w tej formie zatrudnienia występują osoby powyżej 80 r.ż., czyli przedstawiciele Silent Generation i starszych, których liczba wynosi 5 389 osób.

HoReCa zleca, energetyka daje etat

Z danych branżowych wynika, że w niektórych sektorach udział osób pracujących na zleceniu przekracza połowę wszystkich zatrudnionych. W zakwaterowaniu i gastronomii aż 61,6% osób pracuje na zleceniu, w administracji i działalności wspierającej – 80%, a w rolnictwie, leśnictwie, łowiectwie i rybactwie – 59%. Tego typu umów nie brakuje też w obsłudze nieruchomości – 37% aktywnych zawodowo, w kulturze, rozrywce i rekreacji jest ich 32%, w budownictwie – 28%, w firmach z obszaru działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej – 24%, a w transporcie i gospodarce magazynowej – 16%. W handlu i naprawie pojazdów na zleceniu lub umowie pokrewnej jest co dziesiąty pracownik (11,5%).

Nieco mniejszy udział tego rodzaju współpracy występuje w przetwórstwie przemysłowym – 6,5%, w dostawie wody, gospodarowaniu ściekami i odpadami oraz rekultywacji – 7,5%, a także w branży informacji i komunikacji – 8,6%. Dla porównania, w górnictwie skala takich umów jest minimalna – zaledwie 1,78%, a w energetyce wynosi 2,5%.

Dobre intencje, ryzykowne wykonanie

Według Magdy Dąbrowskiej, nadchodzące zmiany prawa mogą mieć niejednoznaczny wpływ na rynek. Pracodawcy muszą przygotować się na większe obciążenie formalne. Jeżeli przedsiębiorca otrzyma kilkadziesiąt decyzji o przekwalifikowaniu umów i ma siedem dni na odpowiedź, to w praktyce staje się to poważnym wyzwaniem organizacyjnym i finansowym, zwłaszcza że w tym czasie musi traktować te osoby jak pracowników.

Nowe regulacje budzą też wątpliwości co do ich konstrukcji prawnej. Projekt zakłada m.in., że stroną postępowania sądowego będzie pracodawca, osoba współpracująca oraz Główny Inspektor Pracy, a właściwość sądu ustalana ma być według siedziby okręgowego inspektora, który sam nie jest stroną postępowania. Przepisy przewidują zakaz zawierania ugody w sprawach odwołań od decyzji stwierdzających istnienie stosunku pracy — nawet jeśli wszystkie strony, w tym sąd, uznają to za zasadne. Tylko sąd drugiej instancji będzie mógł uchylić decyzję PIP, co – podobnie jak w sprawach z ZUS – może prowadzić do przewlekłości postępowań. Dodatkowo, czas na odwołanie od decyzji wynosi zaledwie siedem dni, niezależnie od liczby osób objętych decyzją, a przepisy nie przewidują zwrotu kosztów dla przedsiębiorcy, zleceniobiorcy ani osoby prowadzącej działalność gospodarczą w przypadku wygranej w sądzie – podkreśla Magda Dąbrowska, wiceprezeska Grupy Progres. – Po latach, gdy strona pracownicza i pracodawcy zwykle stali po przeciwnych stronach, tym razem obie zgadzają się co do jednego — nowe przepisy wymagają dopracowania. Ich intencja jest dobra, ale wykonanie może wprowadzić chaospodsumowuje.

***

W artykule wykorzystano dane GUS opublikowane 15 września 2025 r. opisujące liczbę osób wykonujący pracę na podstawie umów zlecenia i pokrewnych (stan na 31 marca 2025 r.) oraz analizy Grupy Progres przeprowadzane w pierwszych dwóch tygodniach października 2025 r. i obejmujące zbiór ponad 83 tys. ofert o pracę opublikowanych w portalach ogłoszeniowych. Analizie poddano ogłoszenia oferowane przez przedsiębiorców, organizacje i instytucje z całej Polski.

Tarczyński uruchamia book-building na akcje serii G

0

Grupa Tarczyński 20 października rozpoczęła budowę księgi popytu (book-building) na nie więcej niż 2 mln nowo emitowanych akcji zwykłych serii G. Zakończenie procesu planowane jest 22 października. Cena emisyjna zostanie ustalona w wyniku procesu budowy księgi popytu. Środki z emisji będą przeznaczone na rozbudowę przestrzeni i mocy produkcyjnych kluczowych produktów celem sprostania rosnącemu popytowi na produkty spółki oraz projekty innowacyjne w obszarze zwiększenia efektywności gospodarki surowcowej. Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełni rolę wyłącznego globalnego koordynatora oferty oraz wyłącznego prowadzącego księgę popytu.

Kierunki inwestycji i oczekiwane efekty

Środki z emisji akcji przeznaczymy przede wszystkim na rozbudowę mocy naszych linii kabanosowych – od przygotowania surowca, przez obróbkę i nadziewanie, po obróbkę termiczną i pakowanie. Odpowiadamy w ten sposób na rosnący popyt na nasz flagowy produkt, szczególnie na rynkach zagranicznych, co zgodnie ze strategią powinno zwiększać udział eksportu w przychodach i wzmacniać rentowność Grupy Tarczyński. Równolegle sfinansujemy innowacyjne projekty pozyskiwania białka i tłuszczu z surowców wieprzowych i drobiowych, co podniesie efektywność ich zagospodarowania. W dłuższej perspektywie pozwoli to ograniczyć koszty zakupu surowców, zwiększyć precyzję ich pozyskiwania oraz lepiej wykorzystać przetwarzane przez Grupę surowce pochodzenia zwierzęcego – komentuje Jacek Tarczyński, Prezes Zarządu Tarczyński S.A.

Grupa Tarczyński planuje w latach 2025–2026 łączne nakłady inwestycyjne (CAPEX) ok. 720 mln zł, finansowane z wpływów z emisji akcji serii G (przy założeniu ich maksymalnej wysokości) oraz innych dostępnych źródeł, z przeznaczeniem na:

  • 420 mln zł (58%) – rozbudowę mocy produkcyjnych kabanosów wraz z infrastrukturą towarzyszącą,
  • 200 mln zł (28%) – rozbudowę mocy produkcyjnych parówek wraz z infrastrukturą towarzyszącą,
  • 100 mln zł (14%) – projekty innowacyjne zwiększające efektywność gospodarki surowcowej.

Emisja akcji jest prowadzona w trybie subskrypcji prywatnej, bez obowiązku sporządzania, zatwierdzania ani udostępniania prospektu lub innego dokumentu informacyjnego. Zgodnie z uchwałą, w book-building mogą uczestniczyć: inwestorzy kwalifikowani oraz pozostali, którzy obejmą nowe akcje o wartości co najmniej 100 tys. euro na danego inwestora.

Spółka oraz istotni akcjonariusze (Elżbieta i Jacek Tarczyński, EJT Investment oraz EJT) zostali objęci zobowiązaniami lock-up, od publikacji raportu bieżącego spółki w sprawie rozpoczęcia oferty publicznej akcji serii G w ramach book-building, do upływu 180 dni od dnia pierwszego notowania akcji lub PDA (w zależności od tego, które zdarzenie nastąpi wcześniej).

Lider rynku kabanosów i parówek

Tarczyński jest dziś dominującym podmiotem na krajowym rynku kabanosów z udziałem na poziomie 70 proc. (dane Nielsena). Firma dynamicznie zdobywa rynek parówek, przekraczając dziś 25 proc. ogólnego udziału w tym rynku, co czyni ją liderem również w tej kategorii (dane Nielsena).

Produkty Grupy są dystrybuowane na trzech kontynentach, do ponad 30 krajów, we współpracy z kluczowymi sieciami handlowymi na rynkach docelowych, m.in.: Aldi, Asda, Auchan, Biedronka, Billa, Carrefour, Coop, Costco, Edeka, IKI, Kaufland, Lidl, Maxima, Morrisons, Netto, Penny, Plus, Rewe, Sainsbury’s, Tesco. Największe rynki eksportowe to Niemcy, Wielka Brytania, Holandia, Rumunia, Litwa, Czechy i Łotwa. Firma sprzedaje produkty głównie pod własnymi markami, a także w modelu private label.

Grupa Tarczyński po I półroczu 2025 r. wypracowała 1,063 mld zł przychodów ze sprzedaży, o ponad 8,5 proc. więcej niż rok wcześniej. Zysk EBITDA wyniósł 133,5 mln zł wobec 151,9 mln zł rok wcześniej. Zysk netto sięgnął 67,4 mln zł w porównaniu z 75,3 mln zł rok wcześniej. Sprzedaż zagraniczna w analizowanym okresie wyniosła 350,2 mln zł, co oznacza niemal 20-proc. wzrost r/r. Eksport w I półroczu br. stanowił 33 proc. całej sprzedaży.

Strategiczne partnerstwo JRH ASI i CBRTP w ramach ORBITEO

JRH ASI S.A. podpisała list intencyjny z Centrum Badań i Rozwoju Technologii dla Przemysłu S.A. (CBRTP) w sprawie dołączenia CBRTP do projektu technologicznego ORBITEO, tworzonego przez JRH. Dzięki tej współpracy, JRH poszerza zakres kompetencji zgromadzonych już w ORBITEO o zaawansowane badania i rozwój technologii aplikacyjnych w obszarach inżynierii materiałowej, fizyki ciała stałego, chemii, informatyki, AI, elektroniki, automatyki i robotyki – co otwiera szerokie perspektywy rozwoju projektów cywilno-obronnych oraz wzmocnienia krajowej suwerenności technologicznej.

Notowana w GPW w Warszawie JRH ASI S.A., która jest inicjatorem i podmiotem organizującym ORBITEO – klastra integrującego podmioty z sektorów space, AI, defence, deeptech, telekomunikacji, energetyki i systemów autonomicznych, w tym dronów – zawarła list intencyjny z CBRTP. Oznacza to rozpoczęcie negocjacji dotyczących formalnego włączenia do struktury ORBITEO CBRTP unikalnej w polskiej skali prywatnej jednostki naukowej posiadającej kategorię naukową B+ w dyscyplinie automatyka, elektronika, elektrotechnika i technologie kosmiczne oraz określenia zasad współpracy w zakresie badań i wdrożeń technologicznych podwójnego zastosowania.

CBRTP to niezależna i kategoryzowana jednostka naukowa z siedzibą w Warszawie, realizująca złożone projekty B+R+I, pełniąca także rolę inkubatora i centrum transferu technologii, wspomaga przedsiębiorców w tworzeniu nowych technologii oraz ich implementacji do własnej działalności. Wielobranżowość CBRTP stwarza nowe możliwości aktywnego wzmacniania inicjatywy ORBITEO tak w obszarze B+R jak i komercjalizacji innowacji. Od 2013 roku prowadzi działalność naukowo-badawczą jako komercyjne centrum badawczo-rozwojowe specjalizujące się w inżynierii materiałowej, fizyce, chemii aplikacyjnej, robotyce i automatyce oraz elektronice – ze szczególnym uwzględnieniem transferu technologii do przemysłu. Portfolio spółki obejmuje kilkadziesiąt projektów badawczo-rozwojowych o łącznej wartości przekraczającej kilkaset milionów złotych, liczne zgłoszenia patentowe i znaki towarowe.

Wejście do ORBITEO oznacza dla nas dodatkową możliwość efektywnego transferu naszych technologii w ramach projektu, dostęp do szerszego rynku, a także współpracę z partnerami z wielu branż również operujących na rynku technologii obronnych. Jest to niewątpliwie dla CBRTP kolejna okazja do zwiększenia skali działania i komercjalizacji własnych technologii – podkreśla Grzegorz Putynkowski, Prezes CBRTP.

Współpraca pomiędzy JRH a CBRTP w ramach ORBITEO ma szczególną wagę w kontekście budowy klastra technologicznego, który łączy spółki inwestycyjne, przemysłowe, R+D i edukacyjne w jednym ekosystemie. CBRTP wnosi do ORBITEO unikalne kompetencje w obszarach m.in. automatyki i robotyki, zaawansowanych materiałów w tym także wykorzystywanych w systemach STEALTH czy elektronice klasy kosmicznej, rozwiązań mechatronicznych, co umożliwia opracowywanie kompleksowych rozwiązań podwójnego zastosowania (cywilno-obronnych) – od prototypu po wdrożenie i produkcję seryjną. Dzięki temu ORBITEO uzyskuje dodatkowe kompetencje w łańcuchu jego wartości stając się samowystarczalnym środowiskiem integrującym obszary R+D, produkcji i skalowania rynkowego, oferujące partnerom i inwestorom rozwiązania end-to-end.

CBRTP w unikalny sposób może zwiększyć potencjał ORBITEO – wspierając opracowywane w nim technologie swoim doświadczeniem aplikacyjnym jak również oferując rozwój i standaryzację procesów R+D koniecznych do utrzymania stabilnego wzrostu partnerów w nim zrzeszonych. Do projektu dołączyły już firmy mające doświadczenie w branżach kosmicznej, produkcji statków bezzałogowych, telekomunikacyjnej, deeptech i druku 3D, a także edukacyjnej. Dzięki takiej różnorodności podmiotów budujemy synergię i uzyskujemy w ORBITEO wartość dodaną dla wszystkich spółek oraz naszych inwestorów – powiedział January Ciszewski, główny akcjonariusz i prezes JRH ASI S.A.

Do tej pory dołączenie do projektu ORBITEO, organizowanego przez JRH, zadeklarowały już: SatRev – producent nanosatelitów i systemów obserwacji Ziemi, Farada Group – europejski lider w obszarze bezzałogowych systemów powietrznych, Thorium Space– twórca zaawansowanych systemów komunikacji satelitarnej, CampusAI – platforma edukacyjna rozwijająca kompetencje w zakresie sztucznej inteligencji, Miloo-Electronics producent elektroniki i systemów automatyki, Sygnis S.A. – spółka deep-tech specjalizująca się w druku 3D i technologiach addytywnych. Razem z CBRTP tworzą one unikalny ekosystem integrujący kompetencje przemysłowe, badawcze, edukacyjne i technologiczne. Dzięki temu ORBITEO niewątpliwie staje się unikalnym projektem w skali Europy i stwarza nowe możliwości tak w wymiarze technologicznym jak i finansowym. Wzmocnienie inicjatywy autorytetem i doświadczeniem oraz wiedzą Pana gen. bryg. pilota Sławomira Żakowskiego, doradcy strategicznego JRH dodatkowo nadaje powagi inicjatywie i rokuje skuteczność wdrażania technologii do zastosowań obronnych także w strukturach NATO.

Partnerstwo z CBRTP stanowi kolejny krok w budowie ORBITEO – ekosystemu technologii przyszłości, który wzmocni zdolności w zakresie bezpieczeństwa oraz suwerenności Polski i Europy.

DOGE a przyszłość administracji USA – cyfryzacja, AI i ryzyko chaosu

Kluczową lekcją z reform wprowadzanych przez DOGE w USA jest potrzeba utrzymania równowagi między ich szybkością ich trwałością.

DOGE, czyli Department of Government Efficiency, to tymczasowy departament, który realizuje program poprawy efektywności rządu USA. Powołany został przez prezydenta Trumpa w pierwszym dniu jego kadencji 20 stycznia 2025 r. na podstawie rozporządzeń wykonawczych i ma działać bez wsparcia Kongresu do 4 lipca 2026 r. Celem jest fundamentalna przebudowa struktury wydatków, zatrudnienia i technologii w administracji federalnej USA.

Główne cele DOGE obejmują: redukcję biurokracji poprzez eliminację nadmiernych regulacji i uproszczenie procesów administracyjnych, cięcie wydatków (z założeniem oszczędności 1 bln dol.) oraz zwiększenie efektywności przez modernizację agencji rządowych za pomocą technologii IT i AI. Program zakłada także deregulację gospodarki przez usunięcie zbędnych przepisów, stworzenie nowego „systemu operacyjnego” państwa federalnego opartego na kompleksowej cyfryzacji oraz wykorzystanie AI i blockchainu do automatyzacji procesów i zwiększenia transparentności wydatków federalnych.

Krytyka DOGE płynie z różnych stron politycznego spektrum: od konserwatystów obawiających się destabilizacji, poprzez demokratów wskazujących na brak demokratycznego nadzoru, po ekspertów z Brookings i Harvardu ostrzegających przed chaotycznymi cięciami w kluczowych instytucjach.

Jak powstał DOGE

DOGE powstał poprzez przekształcenie US Digital Service w US DOGE Service w Executive Office of the President przy Białym Domu. Prawną jego podstawę stanowi zestaw rozporządzeń prezydenta (executive orders): “Establishing and Implementing the President’s DOGE” z 20 stycznia, “Cost Efficiency Initiative” z 26 lutego oraz “Workforce Optimization Initiative” z 11 lutego 2025 r. Co może zaskakiwać, podstawy DOGE zostały stworzone jeszcze przez administrację Obamy w ramach Digital Services Act, ale – jak przyznają w 2025 r. byli współpracownicy Obamy – brakowało im odwagi do faktycznych cięć i odchudzenia państwa.

DOGE ma działać do 4 lipca 2026 r., koncentrując się na trwałej modernizacji systemów IT i zastosowaniu AI. Kluczowe kierunki obejmują kompleksową modernizację IT oraz automatyzację regulacji poprzez systemy AI, wdrożenie blockchainu dla zapewnienia transparentności w śledzeniu wydatków i kontraktów. Program zakłada również wprowadzenie efektywnych reform strukturalnych we współpracy z Kongresem. Setki pozwów sądowych kwestionują jednak działania DOGE, a konflikty polityczne – jak zawsze – osłabiają momentum reform. Długoterminowy sukces DOGE zależy od zdolności do wprowadzenia  trwałych zmian systemowych i przezwyciężenia wielu wyzwań prawnych.

Kto i jak przeprowadza zmiany w ramach DOGE

Kierownictwo DOGE początkowo objął Elon Musk, który wycofał się z tej funkcji w maju 2025 r. Po Musku szefową departamentu została Amy Gleason.

Budżet programu do lutego 2025 r. sięgnął niemal 40 mln dol., finansowany jest z transferów między agencjami. Setki osób są zaangażowane w program, w większości bez wynagrodzenia, aby obejść przepisy prawa pracy dla urzędników (klasyfikować inaczej i chronić pracowników DOGE, aby mogli być efektywni w swojej pracy). Pracownicy DOGE pracują po 80 do 120 godzin tygodniowo, co ma służyć pokonaniu „przeciwnika” – aparatu administracyjnego – poprzez wysiłek, zdecydowanie, i tempo zmian, jakiego Waszyngton DC nigdy nie widział.

Każda agencja musiała powołać DOGE „SWAT” Team, składający się z lidera, inżyniera, specjalisty HR i prawnika, a koordynowany przez centralę US Digital Services (USDS). DOGE charakteryzuje się unikalną strukturą zatrudnienia, łącząc talenty z sektora prywatnego z rządowymi ekspertami oraz dużą dyskrecjonalną władzą do wdrażania zmian zespołów. Zespoły te były zatrudniane w poszczególnych agencjach i miały za zadanie przeprowadzenie szybkich reform, według modelu konsultingowego znanego głównie z firmy Palantir, ale z natychmiastową siłą sprawczą we wdrażaniu zmian. Program zatrudnia ekspertów technologicznych – głównie inżynierów AI i analityków big data. Część zespołu stanowią konsultanci z firm McKinsey i BCG, rozmieszczani w agencjach federalnych. Oto niektórzy członkowie DOGE:

  • Joe Gebbia – designer i współzałożyciel AirBnB, jednej z największych konsumenckich firm technologicznych świata, skupił się na modernizacji federalnego systemu emerytalnego.
  • Mike Gonzalez – założyciel firmy HR TraceHQ, którą sprzedał korporacji Paylocity.
  • Vinay Hiremath – współzałożyciel firmy software’owej Loom, którą sprzedał za 1 mld dol.
  • Marc Andreessen – współzałożyciel Andreessen Horowitz, wiodącego globalnego funduszu VC, i członek rady nadzorczej Meta Inc., zaangażowany w rekrutację do DOGE.
  • Antonio Gracias – założyciel Valor Equity Partners, długoletni współpracownik Elona Muska (Tesla, SpaceX, Neuralink i inne).
  • Baris Akis – prezes funduszu Human Capital, pracuje nad systemami płatności Departamentu Skarbu.
  • Akash Bobba – student UC Berkeley, były stażysta w firmach Meta i Palantir, specjalista ds. inżynierii danych.

Osiągnięcia DOGE

Na podstawie danych za okres styczeń-sierpień 2025 r. można powiedzieć, że DOGE osiągnął znaczące oszczędności, choć niezależne analizy kwestionują ich skalę. W dobie politycznej polaryzacji i walki mediów trudno oszacować, czy rzeczywiste cięcia są takie jak deklarowane. Konkretne efekty dotyczą jednak modernizacji IT i anulowania kontraktów z dostawcami usług dla agencji federalnych. DOGE raczej nie uda się osiągnąć celu 1 bln dol. cięć w budżecie federalnym do lipca 2026 r.
Kluczowe osiągnięcia po pół roku pracy DOGE:

  • Oszczędności w wydatkach na administrację za kadencji Muska wyniosły ok. 205 mld dol., czyli ok. 3 proc. rocznego budżetu federalnego.
  • W ramach cięć kadrowych zwolniono ok. 222 tys. pracowników federalnych.
  • Anulowanie kontraktów: tysiące kontraktów o wartości dziesiątek miliardów dolarów (np. IRS zaoszczędził 12,3 mln dol., anulując 11 tys. nieużywanych licencji Power Apps).
  • Digitalizacja państwa, gdzie np. Office of Personnel Management (OPM) wprowadziło cyfrowy system emerytalny (po 35+ latach nieudanych prób).
  • Wykrywanie oszustw: identyfikacja miliardów dolarów w nieprawidłowych płatnościach.
  • Swoim „duchem” DOGE pośrednio wpłynął na przyspieszenie reform fiskalnych w USA, tzw. ustawy „Big Beautiful Bill”, która nie była projektem Muska, ale sekretarza skarbu Scotta Bessenta i prezydenta Donalda Trumpa.

Kontrowersyjne zmiany i krytyka: 

  • Najbardziej kontrowersyjnym skutkiem działań DOGE była praktyczna marginalizacja i niemal całkowita likwidacja agencji pomocowej USAID. Zamrażając pomoc zagraniczną rząd USA w ciągu kilku tygodni doprowadził do anulowania około 83 proc. globalnych programów USAID. Z ponad 6200 projektów USAID pozostało około 1200, głównie w obszarze zdrowia i sytuacji kryzysowych, a część kompetencji przejął Departament Stanu. Budżet agencji został drastycznie ograniczony – Kongres cofnął około 8 mld dol. wcześniej przeznaczonych na pomoc rozwojową i wsparcie demokracji. W efekcie setki pracowników straciły zatrudnienie, a programy w dziedzinie zdrowia publicznego, walki z ubóstwem i wsparcia demokracji w krajach rozwijających się zostały w dużej mierze zamknięte.
  • Poza USAID DOGE wziął na celownik również wiele innych instytucji. Millennium Challenge Corporation (MCC) zostało w praktyce zlikwidowane. W Departamencie Edukacji anulowano kontrakty na kwotę około 900 mln dol. Ograniczono granty w National Endowment for the Humanities, Environmental Protection Agency, a Consumer Financial Protection Bureau zmaga się z próbą likwidacji.
  • Zbyt radykalne tempo zwolnień urzędników.
  • Kultura pracy i zmian: agresywne marginalizowanie urzędników, co nie powinno dziwić – celem DOGE jest przeciwstawienie siłom inercji aparatu urzędniczego i politycznego, w szybki sposób, zanim „usadowią się” nowi sekretarze (czytaj: ministrowie) i ich zastępcy z władzą nad nowymi „księstwami”, którą będą chcieli wykorzystać.
  • DOGE krytykowany jest z drugiej strony za mały wpływ na wydatki państwa i brak ustawowych cięć, które by definitywnie likwidowały całe ministerstwa (departamenty federalne) i agencje rządowe.
  • Największym krytykiem cięć podatków i braku cięć wydatków jest sam Elon Musk, który odszedł z DOGE.

Podpisana 4 lipca 2025 r. ustawa „Big Beautiful Bill” dokonała głębokich cięć w wydatkach państwa dobrobytu. Reforma dotknęła świadczenia medyczne Medicaid: aby je uzyskać wprowadzono wymóg wykonywania pracy. Usunęła z systemu nielegalnych imigrantów, co łącznie (według Congressional Budget Office, CBO) dotknie około 15 mln osób. Departament Zdrowia (HHS) stracił w ramach projektu 20 tys. stanowisk (25 proc. pracowników agencji). Supplemental Nutrition Assistance Program (SNAP, federalny program, który zapewnia pomoc w zakupie żywności osobom o niskich i zerowych dochodach) stracił 4,7 mln beneficjentów. System Medicare wprowadził ograniczenia wydatków i przeróżne zasady dotyczące współpłacenia za usługi zdrowotne. Jednocześnie Ustawa zwiększa wydatki na bezpieczeństwo granic i jest trzecim co do wartości pakietem cięć podatkowych w USA od 1980 r.

Zmiany podatkowe sięgną 5 bln dol. w ciągu dekady, jednak – co zaskakuje – nie zmieniają stawek podatku dochodowego od osób fizycznych (10 proc., 12 proc., 22 proc., 24 proc., 32 proc., 35 proc., 37 proc.), podatku od przedsiębiorstw (21 proc.) i podatku od zysków kapitałowych (0 proc., 15 proc., 20 proc.). Ustawa utrwala natomiast tymczasowe przepisy Tax Cuts and Jobs Act z 2017 r., wprowadza trzy nowe odliczenia „no tax on” do 25 tys. dol. – od napiwków, do 12,5 tys. dol. – nadgodzin i 10 tys. dol. – od odsetek od kredytów na amerykańskie samochody. Zwiększa też ulgi podatkowe na dzieci do 2,2 tys. dol.

W wyniku zmian 80 proc. gospodarstw domowych doświadczy spadku dochodów netto, po uwzględnieniu cięć w programach socjalnych o wartości 1,1 bln dol. Reformy doprowadzą jednocześnie do wzrostu deficytu federalnego o 3 bln dol. netto w ciągu 10 lat.

Połączenie 1,1 bln dol. cięć socjalnych ze wzrostem o 350 mld dol. wydatków na bezpieczeństwo odzwierciedla zmianę priorytetów administracji federalnej – od państwa opiekuńczego ku państwu spełniającemu swoje podstawowe funkcje. Jednocześnie formuła reform podatkowych jest – niestety – ukierunkowana głównie na wyższą klasę średnią i najbogatszych, co zdecydowanie pogłębi nierówności dochodowe i społeczne w już i tak niezwykle spolaryzowanym społeczeństwie USA. Wobec nadchodzącej rewolucji AI i automatyzacji bardzo obawiać się można o długoterminową stabilność klasy średniej, która jest jedną z podstaw demokracji w USA. Z drugiej strony, zmiany w tej konkretnej ustawie powinny zwiększyć dynamikę gospodarki USA i akumulację kapitału. Z kolejnej jednak, pogarszają one długoterminową stabilność fiskalną USA i mogą jeszcze bardziej podważyć status dolara jako rezerwy walutowej świata.

Czego brakuje w DOGE

DOGE skupia się przede wszystkim na zmianach w procesach i systemach danych, na modernizacji IT, reorganizacji struktur wewnętrznych oraz procesów. Ze względu na polityczne i legislacyjne bariery, DOGE omija strukturalne, największe obszary wydatków federalnych. Brak głębszych strukturalnych reform fiskalnych, w szczególności ograniczających wydatki na emerytury i świadczenia zdrowotne, znacząco osłabia długoterminowy wpływ programu na finanse publiczne.

Mimo ambitnych celów DOGE nie przeprowadził jeszcze np. kompleksowego audytu Departamentu Obrony, na który przypada największa część wydatków dyskrecjonalnych, ani głębokiej analizy Departamentu Health & Human Services, obejmującego kluczowe programy Medicare i Medicaid o fundamentalnym znaczeniu dla budżetu federalnego. Największy program wydatków obowiązkowych – Social Security – pozostał niemal nietknięty przez reformy.

Wnioski dla cyfryzacji i sanacji finansów publicznych

DOGE dostarcza istotnych lekcji dla modernizacji administracji publicznej, pokazując zarówno potencjał cyfryzacji dla redukcji kosztów i uproszczenia procesów, jak i pułapki radykalnych reform podejmowanych bez odpowiedniego przygotowania. Eksperymenty z AI i blockchainem mogą stać się wzorcem dla innych krajów rozważających podobne reformy. Zdecydowanie interesującym modelem jest wprowadzanie zespołów niezwykle utalentowanych i doświadczonych praktyków (przedsiębiorca/lider plus inżynier plus prawnik), dobrze umocowanych przez władze państwowe, posiadających dyskrecjonalną władzą decyzyjną i mających „przeorać” resorty i agencje rządowe w celu szybkiego wdrożenia reform. Czynnik ludzki jest kluczowy w realizacji jakichkolwiek ambitnych reform nie tylko pod kątem jakościowym, ale też wprowadzania szybkich zmian wbrew oporowi aparatu urzędniczego.

Pozytywne wnioski obejmują wykorzystanie cyfryzacji jako katalizatora zmian, gdyż automatyzacja procesów może dramatycznie redukować koszty administracyjne, obniżać marnowanie zasobów podatników i poprawiać jakość usług. Program pokazał ogromny potencjał w przypadku audytu systemów IT oraz optymalizacji licencji i infrastruktury technologicznej.

DOGE ma jeszcze przed sobą niespełna rok pracy i dopiero wtedy będzie można ocenić efektywność zmian w aparacie federalnym USA. Ale już dziś można ocenić, że negatywnym doświadczeniem DOGE jest chaos we wprowadzaniu zmian. Masowe zwolnienia bez uprzedniej analizy skutków prowadzą do degradacji usług publicznych. Ignorowanie procedur prawnych i omijanie Kongresu prowadzi do niestabilności reform, a zwalnianie ekspertów niszczy cenną wiedzę instytucjonalną. Kluczową lekcją reform DOGE wydaje się być potrzeba równowagi między ich szybkością a trwałością.
Robert Kowalski
————————-

Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich i współzałożycielem Gyfted. Przedsiębiorca z doświadczeniem w branży bitcoin w Dolinie Krzemowej i na Stanford University.

Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa – wyniki badania WIB i ZBP

Październik to już tradycyjnie Europejski Miesiąc Cyberbezpieczeństwa. Blisko dwie trzecie Polaków deklaruje, że czuje się bezpiecznie w cyfrowym świecie, to o 7 p.p. więcej w porównaniu z ubiegłym rokiem. Jednak nie lekceważymy zagrożeń – phishing, kradzież tożsamości, fake newsy i dezinformacja to najczęściej wskazywane niebezpieczeństwa w sieci. Takie dane płyną z 6. edycji badania „Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa” przygotowanego przez Warszawski Instytut Bankowości we współpracy ze Związkiem Banków Polskich. Raport z badania zaprezentowano podczas briefingu prasowego z udziałem Wicepremiera, Ministra Cyfryzacji w siedzibie Krajowego Centrum Edukacji Ekonomicznej.

Mimo deklarowanego rosnącego poczucia bezpieczeństwa Polacy dostrzegają zagrożenia, z którymi mogą mieć do czynienia w cyfrowym świecie. Dotyczy to zarówno korzystania z e-usług (administracji czy finansowych), jak też codziennego korzystania z internetu czy social mediów. Aż 88 proc. badanych obawia się phishingu (wyłudzenia danych osobowych czy pieniędzy), 38 proc. boi się, że ukradziona zostanie im tożsamość, a co trzeci (32 proc.) obawia się fake newsów i dezinformacji.

–  Cyfrowe bezpieczeństwo zaczyna się od nas samych. Phishing, kradzież tożsamości czy dezinformacja nie są abstrakcją – to realne zagrożenia, które każdego dnia dotykają Polaków. Dlatego musimy działać szybciej niż ci, którzy chcą nas oszukać. Państwo buduje systemy ochrony i inwestuje w edukację, ale żadne rozwiązanie nie zastąpi zdrowego rozsądku i czujności każdego użytkownika internetu – to nasza wspólna odpowiedzialność powiedział wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski.

Większe poczucie bezpieczeństwa w internecie, ale dużo wyzwań związanych z dezinformacją

Dezinformacja i ochrona przed fake newsami to jedno ze współczesnych, istotnych wyzwań z jakimi muszą się mierzyć zarówno administracja i społeczeństwo, jak i biznes. Ciągle zbyt mało osób wie, co i jak robić, by nie paść ich ofiarą. 38 proc. badanych deklaruje, że informacje z jakimi mają kontakt w social mediach nie są głównym źródłem ich wiedzy, 32 proc. czyta całą informację a nie tylko nagłówek, a 31 proc. weryfikuje informacje w kilku źródłach. Jednak tylko co czwarty badany przyznaje, że nie udostępnia treści, których pochodzenia nie sprawdził. Zbyt mało Polaków wykazuje także aktywną postawę wobec dezinformacji – tylko 17 proc. deklaruje, że zgłasza fałszywe treści.

Ciągle niedostateczną wagę przywiązujemy do sprawdzania źródeł informacji i sprawdzania faktów. Tylko 43 proc. badanych twierdzi, że sprawdza wiarygodność informacji, które przeczytali w internecie, jednak aż 45 proc. robi to nieregularnie i uzależnia to działanie od źródła, z którego podchodzi. Niebezpieczeństwo mogą stanowić też materiały graficzne (zdjęcia, obrazy), które ilustrują publikacje. Tylko 16 proc. badanych zwraca uwagę na ich pochodzenie.

Rozwój sztucznej inteligencji w ostatnim czasie i coraz większa dostępność narzędzi na niej opartych sprawił, że Polacy coraz przychylniej na nią spoglądają. Już 28 proc. badanych (2 razy więcej niż w 2024 r.)  widzi w AI szansę dla ludzi. Połowa społeczeństwa nadal jednak podchodzi z dystansem do tej technologii, dostrzegając zarówno jej zalety jak i wady.

Wśród wad warto na pewno wymienić oszustwa wygenerowane za jej pomocą – tzw. deep fake, które są jednym z narzędzi dezinformacji. Co drugiemu badanemu wydaje się, że potrafi rozpoznać deep fake’a. Sprawność w tym zakresie deklaruje 17 proc. respondentów.

Polacy zaczynają dostrzegać własną rolę w systemie bezpieczeństwa swoich finansów

Jak wynika z badania WIB i ZBP, najwięcej, bo 40 proc. badanych postrzega banki jako czołową branżę w obszarze cyberbezpieczeństwa. Na kolejnych miejscach znalazły się policja (25 proc.), firmy technologiczne (24 proc.) i wojsko (21 proc.). Blisko czterech na dziesięciu badanych uważa, że za bezpieczeństwo elektronicznych usług finansowych odpowiadają przede wszystkim banki. 29 proc. dostrzega, że odpowiedzialność jest rozproszona i powinna opierać się równolegle m.in. na państwie, bankach, instytucjach bezpieczeństwa finansowego, czy klientach. Badani coraz bardziej zauważają swój wpływ na cyberbezpieczeństwo i w hierarchii odpowiedzialności za bezpieczeństwo usług finansowych stawiają siebie już na trzecim miejscu (w poprzedniej edycji miejsce piąte).

Cyberbezpieczeństwo to dziś wspólna odpowiedzialność – banków, instytucji publicznych i każdego użytkownika sieci. Dlatego tak ważne jest, byśmy nieustannie podnosili swoją świadomość w zakresie zagrożeń oraz reagowali na każdą próbę wyłudzenia danych. W Związku Banków Polskich konsekwentnie edukujemy klientów, jak rozpoznawać próby phishingu, spoofingu czy vishingu, bo to właśnie wiedza i czujność są naszą pierwszą linią obrony przed cyberprzestępcami. Tegoroczne badanie „Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa” pokazuje, że coraz więcej osób dostrzega swoją rolę w budowaniu bezpiecznego środowiska cyfrowego. To pozytywny sygnał, ale też zobowiązanie do dalszych działań edukacyjnych – tak, by dobre nawyki i świadomość ryzyka stały się powszechnym standardem w codziennym korzystaniu z technologii zaznaczył prezes Związku Banków Polskich dr Tadeusz Białek.

Wciąż zbyt mało z nas weryfikuje osoby, które dzwonią podając się za pracowników banku, narażając się w ten sposób na oszustwa typu vishing czy spoofing. Taką praktykę stosuje tylko 31 proc. badanych. Połowa chroni dostępu do swojej bankowości elektronicznej i zwraca uwagę na autentyczność strony banku, do której chce się zalogować.

A czy wiemy co zrobić, gdy haker lub oszust zdobył nasze dane i może próbować wyłudzić nasze pieniądze? 57 proc. badanych w takiej sytuacji od razu zablokowałaby swoją kartę płatniczą a 55 proc. zadzwoniłoby do swojego banku, by poinformować o sprawie. 46 proc. badanych zgłosiłoby sprawę na policję. Policja jest pierwszym miejscem, do którego udaliby się badani, gdyby padli ofiarą phishingu – tak wskazało 68 proc. CERT Polska, który odpowiada za przyjmowanie zgłoszeń tego typu oszustw wskazał tylko niespełna co trzeci badany (29 proc.).

Cyberbezpieczeństwo w praktyce

Coraz więcej Polaków stosuje biometrię do zabezpieczenia swoich telefonów – 56 proc. stosuje odcisk palca lub skan twarzy. Z technologii biometrycznych korzysta dziewięciu na dziesięciu badanych w wieku 18-24 lat. Mimo że tak chętnie korzystamy z technologii do zabezpieczenia urządzeń, to w przypadku tworzenia i zabezpieczenia haseł nadal stawiamy na własną pomysłowość. Tylko co dziesiąty badany korzysta z generatorów haseł, a aż dwie trzecie badanych stawia na samodzielne tworzenie haseł – opartych o elementy swoich danych lub kombinacje uwzględniające litery, skróty, liczby i znaki specjalne.

Polacy deklarują, że znają najważniejsze zasady cyberbezpieczeństwa. 63 proc. nie podaje nikomu swoich haseł, danych kart ani PESEL-u, a 62 proc. nie otwiera załączników i nie klika w linki od nieznanych nadawców. Jednak mniej niż połowa dba o swoją prywatność w social mediach (47 proc.) czy stosuje dwuskładnikowe uwierzytelnianie (45 proc.), które pomaga chronić dostęp do naszych profili. Jeszcze słabiej wypadamy, jeśli chodzi o korzystanie z publicznych sieci wi-fi. Tylko 29 proc. respondentów nie loguje się na strony, które wymagają podania loginu i hasła korzystając z takich sieci np. na lotnisku czy w kawiarni.

Edukacja kluczem do cyberbezpieczeństwa

Trzech na dziesięciu dorosłych Polaków deklaruje, że bardzo dobrze zna się na cyberbezpieczeństwie. Widoczny jest niewielki wzrost w tej kategorii – o 4 p.p. w stosunku do badania z 2024 r. Jednak nadal prawie połowa (49 proc.) deklaruje tylko orientacyjną wiedzę w tym zakresie. To pokazuje, że konieczne są systemowe rozwiązania oraz działania informacyjne i edukacyjne, skierowane do różnych grup odbiorców, które nie tylko będą podnosić wiedzę, ale także kształtować umiejętności i właściwe postawy w zakresie cyberbezpieczeństwa.

 Właściwe postawy i bezpieczne zachowania w cyberświecie to przy korzystaniu z mediów, internetu kluczowe kompetencje XXI wieku. Naszym zdaniem powinniśmy rozważyć włączenie tych zagadnień w proces edukacji formalnej od najmłodszych lat i jako Fundacja jesteśmy gotowi wspierać w tym zakresie administrację i szkoły. Warto korzystać z rozwiązań innych krajów np. w Finlandii od dawna uczniowie uczą się w szkołach m.in. tego jak rozpoznawać dezinformację podkreślił Michał Polak, wiceprezes WIB.

Badani wypowiedzieli się także na temat bezpiecznego i zdrowego korzystania z sieci przez najmłodszych. Co trzeci badany uważa, że konieczne są obowiązkowe zajęcia z edukacji cyfrowej w trakcie nauki w szkole. 29 proc. przyznało, że dzieci i młodzież należy chronić zakładając im blokady niewłaściwych treści na urządzeniach a 28 proc., że przykłady zachowania balansu między obecnością w świecie online i offline powinny być przekazywane w domach rodzinnych. Co czwarty badany jest też za zakazem używania smartfonów w szkołach.

Badanie „Postawy Polaków wobec cyberbezpieczeństwa 2025” zrealizował SW Research na zlecenie Warszawskiego Instytutu Bankowości we wrześniu 2025 roku metodą CAWI na próbie 1008 dorosłych internautów (18–65+ lat). Badanie jest częścią projektu „Bezpieczeństwo w Cyberprzestrzeni”, który od 2017 roku wspiera edukację cyfrową Polaków i promuje bezpieczne korzystanie z technologii.

Warszawski rynek biurowy – podsumowanie III kwartału 2025 r.

Na koniec trzeciego kwartału 2025 r. wskaźnik pustostanów na warszawskim rynku biurowym spadł do ok. 9,7%. Popyt w dalszym ciągu skupiał się na centralnych lokalizacjach i zmodernizowanych budynkach. Nowa podaż jest ograniczona i silnie skoncentrowana w centrum. Czynsze w topowych adresach utrzymują stabilny, lekko rosnący poziom. Największa polska firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych AXI IMMO prezentuje najnowszy raport pt. „Rynek biurowy w Warszawie w okresie I-III kw. 2025 roku ”.

Po trzech kwartałach 2025 r. całkowite zasoby biurowej Warszawy nieznacznie skurczyły się do poziomu ok. 6,25 mln mkw. (–0,3% r/r), przy czym ogólna jakość biurowej powierzchni w mieście rośnie. To efekt dwóch równoległych zjawisk. Po pierwsze, część starszych, niekonkurencyjnych biurowców jest wyłączana z komercjalizacji i sprzedawana z myślą o zmianie funkcji (najczęściej na mieszkaniową). Po drugie właściciele, którzy widzą potencjał nieruchomości, decydują się na modernizacje i ponowne „ustawienie” produktu pod współczesne potrzeby najemców.

W trzech pierwszych kwartałach 2025 r. aktywność deweloperów w postaci nowo ukończonych obiektów biurowych wyniosła 90 tys. mkw. co było wartością o 18% wyższą niż rok wcześniej. Analitycy AXI IMMO wskazują, że w referowanym okresie, wśród kluczowych oddanych inwestycji znalazły się m.in. biurowiec The Bridge wraz z odrestaurowaną Nową Belloną (51,8 tys. mkw.) oraz Office House (27,8 tys. mkw.) w strefie Centrum–Zachód. Na Pradze-Północ powstała nowa siedziba CD Projekt (5,6 tys. mkw.), a na Mokotowie Stoen Operator gruntownie odnowił i wprowadził się do własnego budynku (3,5 tys. mkw.). W budowie pozostaje ok. 140 tys. mkw., z czego blisko 90% przypada na centralne strefy.

Emilia Trofimiuk, Research Manager, Dział Badań i Analiz Rynkowych, AXI IMMO, komentuje: „Zmniejszenie zasobów poprzez wyłączenia niekonkurencyjnych budynków z użytkowania i konwersje na inne funkcje nie jest słabością, lecz naturalną ewolucją dojrzałego rynku. Warszawa kurczy się ilościowo w starszym segmencie, ale zyskuje jakościowo. Rynek biurowy ewoluuje również przestrzennie – aktywnie rozwija się dzielnica biznesowa w centrum miasta, gdzie obecnie ulokowano blisko 90% powierzchni
w budowie. Trend jest ściśle skorelowany z potrzebami najemców, którzy oprócz standardu biura cenią sobie centralną lokalizację w mieście – wygodną pod względem dojazdu dla swoich pracowników oraz prestiżową z punktu widzenia spotkań z klientami”.

Do końca 2025 r. na stołeczny rynek biurowy mają zostać oddane jeszcze dwa projekty w strefie Centrum–Zachód, tj. Studio A (26,6 tys. mkw.) oraz V Tower po modernizacji (32,7 tys. mkw.). W budowie na kolejne kwartały pozostają m.in. Upper One, Skyliner II, Vena. W planach deweloperskich natomiast są kolejne projekty takie jak Afi Tower (w ramach kompleksu Towarowa22), Chopin Tower, Vibe B, FORT 7, LightOn czy Nowe Intraco.

Poziom pustostanów na stołecznym rynku biurowym spadł do 9,7% (–1,0 p.p. r/r oraz –1,1 p.p. kw./kw.) na koniec września 2025 r. W centrum wskaźnik jest istotnie niższy (6,9%) niż poza nim (12,1%). Najwyższe poziomy niewynajętej powierzchni utrzymują się w strefach Służewiec oraz Żwirki i Wigury.

W analizowanym okresie aktywność najemców pozostaje stabilna, firmy wynajęły od stycznia do końca września 2025 r. ok. 490 tys. mkw. (–2% r/r). W strukturze transakcji nowe umowy (w tym pre-let i powierzchnie na użytek własny) odpowiadają za 51%, renegocjacje i przedłużenia za 42%, a ekspansje za 7%. Średni metraż pojedynczej umowy to niespełna 1 000 mkw. Czynsze ofertowe w najlepszych centralnych lokalizacjach mieszczą się w przedziale 19,0–27,5 EUR/mkw./mies. Poza centrum z kolei stawki startują z poziomu ok. 9,50 EUR/mkw./mies. Wzrost czynszów r/r jest widoczny głównie tam, gdzie wchodzi nowa lub świeżo zmodernizowana powierzchnia.

Filip Kowalski, Associate Director, Dział Powierzchni Biurowych, AXI IMMO, wskazuje: „Z punktu widzenia najemcy mamy dziś rynek dobrze przemyślanych decyzji, a nie impulsywnych. Najbardziej poszukiwane są biura blisko centrum i z dobrym dostępem do komunikacji miejskiej, z układem biura, który wspiera pracę zespołów hybrydowych. Spodziewamy się, że na koniec roku wysokość popytu powinna zamknąć się wynikiem podobnym do ubiegłorocznego, czyli w okolicach 750 tys. mkw. Biorąc pod uwagę ograniczoną dostępność najlepszych powierzchni, pustostany powinny dalej powoli maleć, a czynsze w najlepszych lokalizacjach pozostaną stabilne z lekką presją wzrostową”.

Rewolucja w reklamie online: Justtag Group i In-Pulse tworzą nowe możliwości dzięki danym z Żabki

Rynek reklamy online w Europie Środkowo-Wschodniej wkracza w nową erę. Justtag Group, lider w obszarze data-driven marketingu i technologii reklamowej ogłasza przełomowe partnerstwo z firmą In-Pulse (powered by Żabka & Stagwell), które ma szansę zrewolucjonizować sposób prowadzenia kampanii digitalowych. Kluczowym elementem tej współpracy jest możliwość zagregowania danych transakcyjnych i wykorzystania ich do precyzyjnego targetowania reklam.

Dzięki współpracy Justtag Group i In-Pulse, marki na polskim rynku wyposażone zostaną w strategie oparte na precyzyjnych danych i zyskają możliwość kierowania reklam do konsumentów w oparciu o ich rzeczywiste zachowania zakupowe, co w świecie reklamy – szczególnie w segmencie retail media – stanowi wartość nie do przecenienia.

’To przełomowy moment dla całego rynku reklamy online. Po raz pierwszy łączymy skalę, jaką oferuje In-Pulse, z technologicznym zapleczem Justtag Group, dostarczając markom dostęp do rzeczywistych danych zakupowych. To nowy standard targetowania i pomiaru efektywności kampanii digitalowych” – podkreśla Tomasz Machała, CEO Justtag Group ‘

Skala, precyzja i skuteczność

Spółka In-Pulse to joint venture, powołane przez sieć Żabka Polska i amerykańskiego potentata technologii marketingowych Stagwell, które opracowało i wdrożyło holistyczne rozwiązanie badawczo-analityczno-mediowe. Partnerstwo z In-Pulse (joint venture Żabka i Stagwell), daje projektowi unikalną skalę, pozwalając na dostęp do informacji i analiz z aplikacji Żappka, która posiada 10,9 miliona użytkowników, dokonujących zakupów w niemal 12 tysiącach sklepów w całej Polsce. Co więcej, aż 18 milionów konsumentów mieszka w promieniu 500 metrów od najbliższej Żabki, a średnia dzienna liczba transakcji sięga 4,2 miliona.

‘’Partnerstwo Justtag Group z In-Pulse stawia Polskę na mapie innowatorów reklamy digitalowej w Europie. Integracja danych transakcyjnych z kampaniami online może stać się wzorem dla innych rynków – nie tylko w CEE, ale i globalnie’’ – podkreśla Anna Pańczyk, CEO w firmie In-Pulse oraz Strategic Partnership & Global Solutions Stagwell Global.

To pierwszy tego typu projekt w regionie CEE, który integruje tak szeroko zakrojone dane transakcyjne z precyzyjnym targetowaniem online. Efektem będzie możliwość prowadzenia kampanii reklamowych o bezprecedensowej skuteczności.

‘’Możliwość targetowania reklam na podstawie realnych zachowań zakupowych to game changer, który wyniesie skuteczność kampanii na zupełnie nowy poziom. Dzięki współpracy z In-Pulse wprowadzamy produkt łączący skalę, precyzję i innowacyjność – i to w kategorii FMCG, jednej z najważniejszych w świecie reklamy’’ – dodaje Anna Babiel, Chief Growth Officer w Justtag,

Technologia wsparta danymi

Rozwiązanie będzie dostępne dla marek już od 1 października 2025 roku. Justtag Group zapewnia pełne wsparcie – od planowania kampanii, przez zakup mediów, aż po analizę efektów. Cały proces, w tym integracja danych z zewnętrznymi platformami reklamowymi, będzie realizowany w oparciu o sprawdzone technologie i metodologie.

‘’Rozwój technologii i zaawansowane wykorzystanie danych otwierają dziś zupełnie nowe możliwości w precyzyjnej komunikacji marketingowej, która stanie się jutro nowym standardem’’ – dodaje Kinga Barczewska-Pflanz, Head of Tech & Data, Członek Zarządu In-Pulse.

Dla branży reklamowej oznacza to wejście w nową fazę, gdzie efektywność kampanii będzie mierzona nie deklaracjami, a rzeczywistymi zakupami konsumentów. To zmiana, której potencjał może wykraczać daleko poza sektor FMCG.

Sukces oferty akcji Bioceltix. Spółka pozyska 53 mln zł na nową wytwórnię

  • Bioceltix pozyska blisko 53 mln zł brutto między innymi na budowę wytwórni weterynaryjnych produktów leczniczych zawierających komórki macierzyste, która ma być największym tego typu zakładem na świecie. Nowa, wielkoskalowa wytwórnia zapewni Bioceltiksowi przemysłową skalę produkcji leków biologicznych zwalczających najczęściej występujące choroby u zwierząt towarzyszących.
  • Po analizie wyników procesu przyspieszonej budowy księgi popytu (ABB), cenę sprzedawanych akcji ustalono na 87 zł. W związku z dużym zainteresowaniem inwestorów podjęto decyzję o zwiększeniu liczby sprzedawanych akcji z ok. 577 tys. do ok. 727 tys.
  • Wartość transakcji wyniosła w sumie 63 mln zł, z czego do spółki docelowo trafi blisko 53 mln zł brutto.

Przedmiotem transakcji, której wartość wyniosła łącznie 63 mln zł, były akcje Bioceltix dopuszczone do obrotu na GPW, posiadane przez dwóch dużych akcjonariuszy: Alternative Solution ASI oraz Kvarko Group ASI. Zobowiązali się oni do przeznaczenia uzyskanych wpływów na objęcie nowo emitowanych akcji Bioceltix, po takiej samej cenie jak akcje sprzedawane. Na mocy umowy inwestycyjnej zawartej we wrześniu, Alternative Solution ASI dodatkowo dokonał sprzedaży 120 tys. akcji bez zobowiązania do przekazania uzyskanych środków na podwyższenie kapitału w spółce, dokonując tym samym częściowego wyjścia z inwestycji po około ośmiu latach od jej rozpoczęcia. W ten sposób ok. 10,5 mln zł trafi do Alternative Solution ASI, zaś pozostałe środki w kwocie blisko 53 mln zł – do Bioceltix. Kolejnym elementem transakcji będzie uchwalona przez październikowe NWZ emisja nowych akcji zwykłych na okaziciela serii N z wyłączeniem w całości prawa poboru dotychczasowych akcjonariuszy. Akcje te zostaną zaoferowane do objęcia w trybie subskrypcji prywatnej, bez prospektu, skierowanej wyłącznie do Alternative Solution ASI i Kvarko Group ASI. Popyt na akcje spółki, kilkukrotnie przewyższający pierwotnie oferowaną liczbę akcji, skłonił Kvarko Group ASI do podjęcia decyzji o zwiększeniu oferowanej puli akcji o dodatkowe 150 tys. akcji, dzięki czemu łączna liczba akcji sprzedawanych w ofercie wyniosła ok. 727 tys. Dzięki tej operacji Bioceltix pozyska dodatkowe 13 mln zł. Ze względu na sprzedaż większej liczby akcji, niż pierwotnie planowano, Spółka musi wyemitować dodatkowe 150 tys. akcji, które zostaną zaoferowane Kvarko Group ASI. Uchwała emisyjna będzie przedmiotem głosowania na kolejnym NWZ, które zostanie zwołane w najbliższym czasie.

– Cieszymy się, że inwestorzy docenili nasze plany i potencjał, dzięki czemu bez problemu uplasowaliśmy całą ofertę. Bardzo dziękujemy za zaufanie. Sukces tej transakcji był możliwy dzięki wsparciu ze strony dwóch akcjonariuszy, którzy zaoferowali do sprzedaży swoje akcje: Alternative Solution ASI i Kvarko Group ASI. Obaj inwestorzy są z nami od samego początku. Oczywiście w przypadku Kvarko Group ASI sprawa jest prosta, gdyż podmiot ten jest ze mną powiązany, natomiast Alternative Solution ASI prowadzi swoją inwestycję od ponad 8 lat. Każdemu zarządowi życzę tak stabilnego akcjonariatu, który w swoich planach inwestycyjnych stawia interes spółki ponad własny. Bardzo mnie też cieszy, że w emisji widzieliśmy nie tylko duży popyt na nasze akcje, ale również dużą liczbę podmiotów zainteresowanych udziałem. W ten sposób grono wspierających nas instytucji finansowych stale się powiększa, co jest dobrą wiadomością. Dzięki temu możemy kontynuować realizację długofalowej, ambitnej strategii – komentuje Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.Jesteśmy w najlepszym możliwym momencie rynkowym, jeżeli chodzi o rozwój biotechnologii weterynaryjnej, ale to też jeden z najważniejszych etapów rozwoju naszej spółki. Pozyskany kapitał umożliwi nam realizację budowy wielkoskalowej wytwórni komórek macierzystych w dobrym tempie i bez przestojów, a także zapewni pokrycie wydatków operacyjnych w okresie do uruchomienia i walidacji produkcji. Na horyzoncie jest rejestracja naszego pierwszego produktu BCX-CM-J, który może dać nam status pierwszej firmy na świecie z dopuszczonym do obrotu lekiem zawierającym psie komórki macierzyste. Nowy zakład farmaceutyczny zapewni nam produkcję docelowych wolumenów wszystkich leków, które będą przeznaczone do międzynarodowej sprzedaży mówi Paweł Wielgus.

Przełomowa technologia na ostatniej prostej

Bioceltix adresuje obecnie najbardziej rozwojowe obszary terapeutyczne w weterynarii małych zwierząt. Spółka zakończyła z sukcesem trzy badania kliniczne dla swoich flagowych produktów: osteoartrozy u psów (BCX-CM-J), zapalenia stawów u koni (BCX-EM) oraz atopowego zapalenia skóry u psów (BCX-CM-AD). W przypadku dwóch pierwszych produktów, Bioceltix złożył już wnioski o ich rejestrację w Europejskiej Agencji Leków i obecnie prowadzi dialog z regulatorem rynku, odpowiadając na pytania w ramach procedury oceny. Spółka jest tym samym na ostatniej prostej do zarejestrowania swojego pierwszego produktu – BCX-CM-J. Z kolei produkt BCX-CM-AD na psie AZS, dla którego Bioceltix zakończył badania kliniczne w tym roku, będzie trzecim lekiem zgłoszonym do EMA. Wyniki badania potwierdziły jego bezpieczeństwo i skuteczność w krótkim, średnim i długim terminie. Jednorazowe podanie produktu istotnie łagodziło zmiany skórne po niecałym miesiącu, a efekt terapeutyczny utrzymywał się nawet trzy miesiące po podaniu leku.

Do czasu uzyskania nowych, zwiększonych mocy produkcyjnych w budowanym zakładzie, spółka planuje wytwarzanie pilotażowych serii pierwszego produktu w obecnej, niskoskalowej wytwórni.