Złoto bije rekordy. Inflacja w UE stabilna, a problemy banków w USA osłabiają dolara

W piątek jedyną istotną publikacją w kalendarzu makro była inflacja konsumencka ze strefy euro. Dane były zgodne z rynkowymi oczekiwaniami, dlatego nie wpłynęły istotnie na notowania walut. Sytuację na rynku forex silniej determinuje obecnie geopolityka, która tym razem wspiera unijną walutę. Osłabienie dolara i problemy amerykańskich banków regionalnych pchają złoto na nowe, historyczne poziomy!

Inflacja w UE

Dziś dane publikował Eurostat. Ceny w Unii Europejskiej rosną o 2,6% r/r. Najwyższe tempo wzrostu odnotowano w Rumunii (8,6% r/r), a równe zero, czyli brak inflacji, mamy obecnie na Cyprze. Polska znajduje się pośrodku zestawienia, z rezultatem 2,9% r/r. Jest to dokładnie tyle samo, ile wynika z obliczeń Głównego Urzędu Statystycznego. Jeżeli spojrzymy na samą strefę euro, dynamika jest niższa niż w całej Wspólnocie. W ujęciu rocznym ceny rosną o 2.2% r/r, a w miesięcznym o 0,1%. Obydwie wartości były zgodne z rynkowymi oczekiwaniami, dlatego nie miały istotnego wpływu na piątkowe notowania głównej pary walutowej świata. Kurs EUR/USD o poranku dotarł do poziomu 1,173 USD, po czym nastąpiło odreagowanie.

Wzrosty eurodolara

Wskazany poziom 1,173 USD to o prawie dwa centy wyżej niż wtorkowe 1,155 USD. Zwyżka oznacza umocnienie EUR względem USD. W tym przypadku przyczyn wzrostów kursu jest minimum kilka. Unijnej walucie przestały ciążyć złe dane makroekonomiczne, których mnogość w ubiegłym tygodniu przytłoczyła euro. Dodatkowo mamy przełom we francuskiej polityce. Wczoraj Premier Sebastien Lecornu w Zgromadzeniu Narodowym przetrwał dwa wnioski o wotum nieufności, które zgłosiły skrajna prawica i lewica. Oznacza to, że we Francji nie trzeba będzie rozpisywać przedterminowych wyborów oraz otwiera się droga do uchwalenia budżetu na kolejny rok. Ustabilizowanie się sytuacji daje chwilę wytchnienia unijnej walucie. Dodatkowym aspektem jest odchodzenie inwestorów od dolara uważanego za bezpieczną przystań. Powodów redukcji ryzyk geopolitycznych jest kilka, z czego najnowsze to ogłoszone spotkanie przywódców USA i Rosji w Budapeszcie, którego celem będzie pokój w Ukrainie.

Złoto wykorzysta każdą niepewność

Niepewność to doskonałe warunki dla wzrostów królewskiego kruszcu. I nie chodzi tym razem o geopolitykę. Wczoraj ciarki na plecach poczuli inwestorzy giełdowi, czego powodem jest wątpliwa kondycja kredytowa banków regionalnych w Stanach Zjednoczonych. Informacja ta wystarczyła, aby zasiać ziarenko strachu i doprowadzić do wyprzedaży na amerykańskim rynku akcji. Spadki przelały się dziś na inne rynki, rozpoczynając od sesji azjatyckich, a na europejskich kończąc. W piątkowe popołudnie niemiecki indeks DAX traci 2,19%, a polski WIG20 1,68%. Okazuje się więc, że mimo spadku napięć geopolitycznych złoto rośnie. Dlaczego? Po pierwsze, redukcja ryzyk nie oznacza, że one całkowicie zniknęły. Po drugie, strach na giełdzie odwraca kapitał od aktywów ryzykownych (patrz spadki kryptowalut) i kieruje go w stronę bezpiecznego złota. Po trzecie, odreagowanie dolara także wspiera zwyżki złota, gdyż te dwa aktywa są ze sobą ujemnie skorelowane (gdy dolar spada, złoto rośnie i odwrotnie). Efekt to nowe historyczne szczyty królewskiego kruszcu sięgające okolic 4380 USD za jedną uncję.

Polskie sieci handlowe wchodzą w erę retail media – nowy model przychodów i lojalności

Sieci retail media stają się kluczowym narzędziem budowania lojalności klientów, zwiększania marż oraz konkurowania z gigantami cyfrowymi. Dzięki wykorzystaniu przestrzeni sklepowych, danych konsumenckich i technologii personalizacji, polscy detaliści mogą nie tylko monetyzować własne zasoby, lecz także podnosić jakość doświadczenia zakupowego. Retail Media Networks (RMN) to strategiczna szansa na rozwój i bezpieczeństwo biznesu w epoce wyzwań kosztowych i transformacji handlu.

Na globalnych rynkach retail media stało się jednym z najgorętszych tematów branżowych. Według prognozy Bain & Company, do 2030 roku sieci retail media (RMN) przejmą aż 50% wszystkich wydatków na digital marketing. W Stanach Zjednoczonych, Ameryce Łacińskiej czy Europie Zachodniej RMN stają się kluczowym źródłem przychodów, sposobem na podniesienie efektywności promocji oraz budowania nowych, trwałych przewag konkurencyjnych. Czy to szansa również dla polskich detalistów?

Retail Media Networks – co to jest i dlaczego warto działać już dziś?

RMN to zintegrowane platformy umożliwiające wykorzystanie przestrzeni i danych własnych detalistów (sklepów, sieci, e-commerce) do emisji reklam, treści partnerskich i cross-promocji. Polskie sieci handlowe mają do dyspozycji unikatowe zasoby: miliony wizyt tygodniowo, precyzyjne dane konsumenckie oraz dynamiczne systemy digital signage i audiomarketingu.

W największych zachodnich sieciach handlowych RMN stały się nie tylko narzędziem budowania lojalności, ale też istotną częścią przychodów. Walmart zanotował blisko 30% wzrost kwartalnych wpływów z RMN, Target i Kroger generują z retail media setki milionów dolarów dodatkowych marż, a francuski Carrefour już teraz uzyskuje ok. 20% budżetu reklamowego od partnerów właśnie w ten sposób.

Retail Media Networks to narzędzie, które może odmienić także polski handel stacjonarny – nie tylko zwiększając przychody, ale też poprawiając doświadczenie klienta. Najlepsze efekty osiągają ci detaliści, którzy stawiają na komunikację kontekstową i personalizację, a nie ilość wyświetleń czy odtworzeń. RMN to nie chaos reklamowy, lecz szansa na budowę realnej wartości dla odbiorcy – z korzyścią dla wszystkich stron. Nasze wdrożenia w wielu krajach pokazują, że inwestycja w data-driven retail media pozwala szybciej monetyzować przestrzeń sklepową i zdobyć lojalność konsumentów – mówi Aleksandra Potrykus, Vice President Mood Media CEE.

Polski kontekst – nowe szanse i wyzwania

Branża handlowa w Polsce, w obliczu wzrostu kosztów, wyzwań omnichannel i presji marżowej, szuka nowych źródeł przychodów. Retail media pozwalają wykorzystać cyfrowe ekrany, strefy audio, systemy zapachowe i unikalne dane do prowadzenia kampanii precyzyjnie tam, gdzie klient podejmuje decyzję zakupową. Według wyliczeń IAB Polska, segment RMN nad Wisłą może w ciągu najbliższych 3 lat wzrosnąć o 200%, a polskie sieci, które ruszą z projektem już dziś, zyskają przewagę nad konkurencją.

Polski przykład – pionierzy retail media nad Wisłą

Choć segment Retail Media Networks w Polsce jest jeszcze na wczesnym etapie rozwoju, już dziś widać pierwsze ciekawe inicjatywy największych sieci. Przykładem może być Żabka, która intensywnie rozwija sieć cyfrowych ekranów Digital Signage oraz własną platformę komunikacji skierowaną do partnerów i dostawców marek FMCG. Dzięki wykorzystaniu danych o ruchu konsumenckim, lokalizacji oraz analizie ścieżek zakupowych, Żabka realizuje kampanie reklamowe w setkach lokalizacji – zarówno dla globalnych partnerów (Coca-Cola, PepsiCo, Danone), jak i lokalnych producentów.

Podobne działania podejmuje Carrefour Polska, który wdraża sieć ekranów multimedialnych w strategicznych miejscach hipermarketów i supermarketów. Sieć ta pozwala na prowadzenie kampanii partnerskich, testowanie treści dynamicznych oraz monetyzację powierzchni reklamowej w czasie rzeczywistym – np. w okresie promocji sezonowych czy premier nowych produktów.

Fundraising II Funduszu Private Equity Invalda INVL Group zamknął się powyżej poziomu hard-cap z rekordowym wynikiem 410 mln EUR

W zaledwie 8 miesięcy od pierwszego zamknięcia, INVL Private Equity Fund II ostatecznie pozyskał 410 mln EUR, przekraczając zarówno początkowy cel na poziomie 250 mln EUR, jak i górny limit w wysokości 400 mln EUR. Jest to najbardziej udany fundraising funduszu private equity w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w ostatnich latach, zakończony pomimo trudnych warunków rynkowych i panującej globalnej niepewności.

INVL Private Equity Fund II przekroczył wielkość swojego poprzednika ok. 2.5 razy.

Darius Šulnis, CEO Invalda INVL, skomentował następująco: „Inwestowaliśmy i nadal będziemy inwestowali w nasz region. Sukces w pozyskiwaniu kapitału to świetna wiadomość dla dojrzałych firm z krajów bałtyckich, Polski i całego regionu, które poszukują nowego kapitału lub płynności. Obecne otoczenie sprzyja tym, którzy są przygotowani do przejęcia silnych, rozwijających się biznesów i zamierzamy to wykorzystać jak najlepiej z korzyścią dla naszych inwestorów.“

Deimantė Korsakaitė, partner zarządzająca INVL Private Equity Fund II i INVL Baltic Sea Growth Fund, skomentowała: „Jesteśmy niezmiernie wdzięczni naszym długoletnim i nowym inwestorom za ich zaufanie. Zapewnienie takiego poziomu zaangażowania ze strony zdywersyfikowanej bazy inwestorów w obecnym burzliwym globalnym środowisku jest mocnym potwierdzeniem naszej pracy i zaufania do naszej strategii, a my będziemy nieustannie pracować, aby zapewnić zwroty, których oczekują inwestorzy.

Od czasu pierwszego zamknięcia ogłosiliśmy podpisanie umów dotyczących inwestycji w Eesti Keskkonnateenused, największą estońską grupę zajmującą się gospodarką odpadami oraz POLMED, jednego z wiodących prywatnych, wieloprofilowych świadczeniodawców na rynku usług medycznych w Polsce. Spodziewamy się, że obie transakcje zostaną sfinalizowane w tym roku.”

Fundusz pozyskał zróżnicowaną bazę inwestorów, która obejmuje inwestorów instytucjonalnych, grono odnoszących największe sukcesy przedsiębiorców i family office z krajów bałtyckich. Otrzymał silne wsparcie ze strony inwestorów instytucjonalnych, w tym Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego, funduszy emerytalnych zarządzanych przez grupy SEB, Luminor, Artea, a także IPAS INVL Asset Management na Łotwie jak również towarzystwo ubezpieczeń na życie UAB Artea Life Insurance. Inwestorzy z kwotą zaangażowania poniżej 10 mln EUR mieli możliwość inwestowania za pośrednictwem funduszu zasilającego INVL Private Equity Capital Fund II. Jego ostateczna wielkość osiągnęła 166 mln EUR.

Asta Jovaišienė, szefowa INVL Family Office, powiedziała: „INVL Family Office zapewnia swoim klientom dostęp do ekskluzywnych projektów inwestycyjnych, oferując ekspozycję na alternatywne klasy aktywów. Jednym z najbardziej znaczących przykładów w ostatnich latach jest INVL Private Equity Fund II. W INVL Family Office jesteśmy przekonani, że ten fundusz ma na celu nie tylko zapewnienie ponadprzeciętnych zwrotów finansowych, ale także misję – oferuje szansę na przyczynienie się do rzeczywistego wzrostu gospodarczego poprzez pośrednie inwestycje w ambitne przedsiębiorstwa. Jest to zgodne z wartościami naszych klientów i spełnia ich potrzeby, ponieważ szukają oni odpowiedzialnych inwestycji popartych rzetelną wiedzą i jasną, długoterminową wizją. “

Deimantė Korsakaitė dodała: „Od czasu uruchomienia naszego pierwszego funduszu w 2019 r. nie tylko ponad dwukrotnie zwiększyliśmy jego wartość, ale także znacznie rozbudowaliśmy nasz zespół. Obecnie zespół zarządzający funduszami działa nie tylko na Litwie i Łotwie, ale także wkroczył do Polski wraz z powołaniem szefa biura w Warszawie. Z pełną parą, koncentracją oraz niecierpliwością czekamy na zainteresowanie firm głównie w krajach bałtyckich, Polsce, Rumunii i całej UE, które dążą do wykorzystania możliwości rozwoju. Jesteśmy zainteresowani nabyciem większościowych lub znaczących udziałów mniejszościowych, inwestując kapitał o wartości od 10 do 60 milionów euro, mierząc w optymalne pakiety rzędu 35 milionów euro.”

Zespół zarządzający INVL Private Equity Fund II liczy prawie 20 profesjonalistów. W celu wzmocnienia obecności w Polsce do zespołu w charakterze szefa polskiego biura dołączył Sylwester Urbanek, posiadający ponad 25-letnie doświadczenie w branży private equity
i inwestycjach. Będzie kierował ekspansją w Polsce, która jest jednym z głównych rynków inwestycyjnych funduszu.

Informacje o INVL Private Equity Fund II

Ze środkami w wysokości 410 mln EUR jest to największy prywatny fundusz kapitałowy w krajach bałtyckich i jeden z największych w Europie Środkowo-Wschodniej. Fundusz inwestuje niezależnie od sektora i ma na celu zbudowanie zdywersyfikowanego portfelu poprzez inwestycje w spółki, które mają potencjał, aby stać się regionalnymi liderami w swoich branżach. Wielkość inwestycji waha się od 10 do 60 milionów euro ze środków własnych funduszu, a w przypadku większych projektów fundusz inwestuje wraz ze współinwestorami. Fundusz poszukuje większościowych lub znaczących mniejszościowych udziałów w spółkach, w których mógłby przyczynić się do długoterminowego tworzenia wartości. Fundusz koncentruje się na przedsiębiorstwach o dużym potencjale wzrostu i silnej pozycji konkurencyjnej w coraz bardziej globalnym otoczeniu, poszukujących możliwości inwestycyjnych w krajach bałtyckich, Polsce i innych krajach Unii Europejskiej.

Fundusz jest zarządzany przez INVL Asset Management, wiodącą bałtycką spółkę zarządzającą aktywami alternatywnymi, która jest częścią działającej od ponad 30-lat Invalda INVL Group. Spółki należące do grupy zarządzają aktywami o wartości 2 mld EUR w ramach różnych strategii inwestycyjnych, w tym private equity, inwestycji w lasy i grunty rolne, energię odnawialną, nieruchomości i dług prywatny. Ponadto grupa świadczy usługi family office na Litwie, Łotwie i w Estonii, zarządza funduszami emerytalnymi na Łotwie i inwestuje w globalne fundusze zarządzane przez zewnętrzne podmioty.

Somfy wzmacnia kierownictwo. Nowa rola Małgorzaty Jasińskiej i awans Yanna Barou

Francuska grupa Somfy ogłosiła zmiany w strukturze zarządzania. Funkcję Dyrektor Zarządzającej w Europie Wschodniej objęła Małgorzata Jasińska, a Yann Barou – dotychczas odpowiedzialny za transformację działalności w regionie – został awansowany do Zarządu Grupy Somfy, obejmując kierownictwo nad rynkami o najwyższym potencjale wzrostu: Europą Wschodnią, Bliskim Wschodem i Afryką, Ameryką Łacińską oraz Azją i Pacyfikiem.

Decyzje te wpisują się w nowy etap rozwoju globalnej organizacji, której celem jest silniejsze powiązanie strategii międzynarodowej z lokalnymi potrzebami poszczególnych rynków.

Powołanie Małgorzaty Jasińskiej na stanowisko Dyrektor Zarządzającej w Europie Wschodniej potwierdza strategiczne znaczenie regionu dla Somfy. Firma postrzega tę część kontynentu jako centrum europejskiej produkcji okiennej oraz obszar dynamicznej transformacji energetycznej, w którym inteligentne technologie budynkowe odgrywają coraz większą rolę.

Nowa Dyrektor Zarządzająca ma ponad 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu i marketingu B2B, zdobyte w Polsce i USA, m.in. w branżach przemysłowych, technologicznych i bezpieczeństwa. Przez ponad dekadę była związana z firmą MSA Safety, gdzie odpowiadała za marketing w regionie EMEA i kierowała centrum usług wspólnych w Warszawie.

W Somfy Jasińska rozpoczęła pracę w 2023 roku jako Dyrektor Marketingu. W ciągu kilkunastu miesięcy przeprowadziła reorganizację działu marketingu, dostosowując jego strukturę do globalnej strategii i wzmacniając współpracę między rynkami.

Europa Wschodnia przechodzi dziś fascynującą transformację – z regionu postrzeganego jako zaplecze produkcyjne staje się rynkiem lokalnym wymagającym rozwiązań o realnej wartości – podkreśla Małgorzata Jasińska. Jej zdaniem rozwój branży stolarki otworowej i osłon przeciwsłonecznych tworzy solidną bazę pod wdrażanie zintegrowanych rozwiązań smart home, które w najbliższych latach mogą stać się regionalnym standardem.

Yann Barou, Somfy
Yann Barou, Somfy

Równolegle z powołaniem nowej dyrektor w Europie Wschodniej, Somfy wzmocniła swoje przywództwo globalne. Yann Barou, dotychczas zarządzający działalnością firmy w regionie, został członkiem Zarządu Grupy Somfy i objął nadzór nad wszystkimi rynkami o najwyższym potencjale rozwoju.

Nowa struktura organizacyjna łączy odpowiedzialność za regiony o zróżnicowanej dynamice, umożliwiając szybsze reagowanie na zmiany globalnych trendów oraz efektywniejsze dostosowanie strategii do lokalnych uwarunkowań.

Barou posiada szerokie doświadczenie w międzynarodowych koncernach – pracował m.in. w Orange, Procter & Gamble i Michelin. W Somfy odpowiadał za transformację operacyjną w Europie Wschodniej, w tym za rozwój współpracy z deweloperami i architektami oraz za inicjatywy edukacyjne dotyczące wpływu osłon przeciwsłonecznych na efektywność energetyczną budynków.

Jego awans jest sygnałem, że region Europy Wschodniej staje się dla Grupy wzorcem wdrażania rozwiązań i standardów, które mogą być skalowane na inne rynki świata.

Zarówno Małgorzata Jasińska, jak i Yann Barou, reprezentują styl zarządzania oparty na współpracy i zaufaniu. Stawiają na rozwój zespołów, wymianę doświadczeń i budowanie kultury organizacyjnej, w której technologia wspiera człowieka, a nie odwrotnie.

Nie da się wdrożyć technologii bez ludzi. I nie da się rozwijać ludzi bez zaufania. Lider musi być uważny na swój zespół, ale stanowczy w działaniu. Przyszłość należy do tych, którzy czują sens tego, co robią – podkreśla Yann Barou.

Realizacja CPK pod znakiem zapytania? Termin 2032 może być trudny do dotrzymania

Trudno wyobrazić sobie, że cała realizacja CPK będzie wolna od wyzwań związanych z terminowością wydawania decyzji, koordynacją prac i spełnianiem formalności. W przypadku PKP PLK opóźnienia są naturalne i wynikają z konieczności modernizacji istniejącej infrastruktury. Z kolei dla inwestycji realizowanych przez CPK sytuacja wygląda odmiennie – bo projekt opiera się na budowie zupełnie nowej infrastruktury, co teoretycznie powinno przełożyć się na większą efektywność. Jednak nadal konieczne jest włączenie do systemu nowych elementów, takich jak wyjście w tunelu z okolic Warszawy-Zachód czy dalsza rozbudowa sieci – co wiąże się z formalnościami i ryzykiem opóźnień w uzyskaniu decyzji.

– Data 2032, podawana oficjalnie, jest obecnie głównym celem realizacji dla projektu CPK, ale trudno dziś jednoznacznie ocenić, czy ten termin zostanie dotrzymany – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Adrian Furgalski, prezes Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. – Wielokrotnie podkreślałem, że na tym etapie to za wcześnie, aby prognozować z dużą pewnością. Patrząc jednak na sposób prowadzenia inwestycji, zwłaszcza w sektorze kolejowym i lotniskowym, widać, że opóźnienia są niestety częścią procesu. Dlatego na razie zakładam, że realny czas realizacji znajduje się w przedziale między 2032 a 2035 rokiem. Kiedy jednak zostaną wybrane główne firmy odpowiedzialne za budowę tegorocznych etapów i kluczowych elementów inwestycji, dopiero wtedy można ocenić ich potencjał i zdolność do radzenia sobie z opóźnieniami. Dopiero wtedy wyłoni się pełny obraz, jak duże i jak częste mogą być przesunięcia czasowe w realizacji tego strategicznego projektu. Jedno jest pewne – dla Polski, przy tak dużych wyzwaniach, realizacja CPK musi się rzetelnie i terminowo rozpocząć – aby zagwarantować nie tylko modernizację, ale też bezpieczeństwo i konkurencyjność kraju na arenie międzynarodowej – podsumowuje Adrian Furgalski.

Koniunktura w rolnictwie poprawia się, ale nastroje rolników pozostają pesymistyczne

W pierwszym półroczu 2025 r. sytuacja w polskich gospodarstwach rolnych nieco się poprawiła, choć dominującym odczuciem wśród rolników nadal jest ostrożny pesymizm. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że wskaźnik zmiany ogólnej sytuacji w gospodarstwach rolnych (WZOS) wzrósł o 11,9 pkt r/r, osiągając wartość –23,6. To wyraźna poprawa względem 2024 r. (–35,5), ale wciąż poniżej poziomu neutralnego.

Największy wzrost optymizmu odnotowano w województwach świętokrzyskim (+22,4 pkt), dolnośląskim (+20,6 pkt) i śląskim (+16,8 pkt). Najbardziej pesymistyczni pozostają rolnicy z regionów kujawsko-pomorskiego (–30,6), zachodniopomorskiego (–30,2) i podkarpackiego (–27,3).

Opłacalność produkcji – poprawa, ale wciąż pod kreską

Oceny opłacalności produkcji rolniczej poprawiły się we wszystkich województwach. Średnie saldo odpowiedzi wyniosło –42,9 (wobec –60,2 rok wcześniej), co oznacza, że nadal więcej rolników zauważa spadek rentowności niż jej wzrost. Największą poprawę ocen odnotowano w województwie podlaskim (+30,2 pkt), najmniejszą – w pomorskim (+8,8 pkt).

Najniższe wartości wskaźnika wystąpiły w województwach: kujawsko-pomorskim (–54,3), zachodniopomorskim (–51,2) i opolskim (–49,3). Najlepiej koniunkturę oceniają rolnicy z Lubelszczyzny, gdzie część gospodarstw prowadzących produkcję zwierzęcą wskazała na dodatnie saldo opłacalności.

Według GUS, w gospodarstwach roślinnych nastroje są słabsze niż w zwierzęcych. Wskaźnik dla tej grupy wyniósł –48,0, przy czym w województwach kujawsko-pomorskim i zachodniopomorskim przekroczył –55 pkt.

Popyt na produkty rolnicze nieco wyższy, lecz nadal słaby

Również w ocenach popytu na produkty rolne widać ostrożną poprawę – saldo wzrosło o 14 pkt r/r, osiągając –11,4. W większości województw rolnicy nadal obserwują spadek zapotrzebowania na swoje produkty, choć skala negatywnych ocen maleje.

Największą poprawę odnotowano w województwach podlaskim i świętokrzyskim (wzrost salda o ponad 20 pkt). Najsłabsze wyniki popytu zarejestrowano w małopolskim (–20,7) i zachodniopomorskim (–19,2).

Jedyną grupą, która ocenia zmiany popytu pozytywnie, są gospodarstwa specjalizujące się w produkcji zwierzęcej. Ich wskaźnik przyjął wartość dodatnią (+2,6), a najbardziej optymistyczne nastroje panują w województwach lubuskim i lubelskim.

Prognozy na drugie półrocze: mniej pesymizmu, ale bez przełomu

Rolnicy przewidują, że w drugiej połowie 2025 r. warunki ekonomiczne w rolnictwie mogą się nieznacznie poprawić, choć saldo prognoz dotyczących opłacalności produkcji pozostaje ujemne (–26,6 wobec –36,5 rok wcześniej).

Najbardziej optymistyczne prognozy dotyczą województw podlaskiego (+19,2 pkt) i dolnośląskiego (+13,3 pkt). Mimo poprawy, nawet w najlepszych regionach wskaźniki nie przekroczyły poziomu zera – najbardziej pesymistyczne prognozy formułują rolnicy z zachodniopomorskiego (–34,5) i kujawsko-pomorskiego (–33,5).

W skali kraju również przewidywania dotyczące popytu na produkty rolne pozostają umiarkowanie negatywne (saldo –10,9), choć lepsze niż przed rokiem (–17,2). Poprawy oczekują głównie gospodarstwa z województw warmińsko-mazurskiego i świętokrzyskiego.

Czynniki wpływające na kondycję rolnictwa

Za najważniejszy czynnik wspierający rozwój gospodarstw w pierwszym półroczu 2025 r. rolnicy uznali dostęp do środków unijnych – wskazało na nie 64,2 proc. respondentów. Na kolejnych miejscach znalazły się korzystne ceny sprzedaży produktów oraz preferencyjne kredyty.

Najpoważniejszym ograniczeniem rozwoju pozostają wysokie koszty produkcji – problem ten wskazało ponad 60 proc. rolników w 14 województwach. Rolnicy wymieniają także niskie ceny skupu i niekorzystne warunki pogodowe.

Źródłem finansowania działalności pozostają przede wszystkim środki własne (95,6 proc. gospodarstw), natomiast wsparcie unijne wykorzystuje od 45 proc. do 79 proc. gospodarstw w zależności od regionu.


Wpływ wojny w Ukrainie słabnie

Z badania GUS wynika, że negatywne skutki wojny w Ukrainie były w pierwszym półroczu 2025 r. mniej odczuwalne niż wcześniej. W większości województw spadł odsetek gospodarstw deklarujących poważne lub zagrażające stabilności skutki konfliktu. Więcej rolników wskazuje, że wojna nie miała na ich działalność istotnego wpływu.

Podsumowanie

Dane GUS pokazują, że choć w pierwszej połowie 2025 r. sytuacja ekonomiczna w rolnictwie poprawiła się, polscy rolnicy pozostają ostrożni. Wskaźniki koniunktury wzrosły, ale wciąż pozostają na poziomach ujemnych. Kluczowe bariery – koszty produkcji, niskie ceny skupu i warunki pogodowe – nadal ograniczają rozwój sektora. Mimo to stabilizacja popytu, poprawa opłacalności i mniejszy wpływ czynników zewnętrznych pozwalają z ostrożnym optymizmem patrzeć na drugie półrocze 2025 r.


Źródło: Główny Urząd Statystyczny, „Koniunktura w gospodarstwach rolnych w 1 półroczu 2025 r. – raport wojewódzki”

Geopolityka wzmacnia euro, osłabia dolara – nerwowość wraca na giełdy

W tym tygodniu uwagę inwestorów przyciąga geopolityka – redukcja ryzyk sprawia, że na forex kapitał odpływa z bezpiecznej przystani, jaką jest dolar. Dodatkowo dziś zyskuje euro, które reaguje na względne ustabilizowanie się sytuacji politycznej we Francji. Skutkiem są zwyżki kursu EUR/USD (osłabienie dolara). W piątek spokoju nie można jednak zaobserwować na giełdach, gdzie wczoraj zrobiło się nerwowo z powodu problemów amerykańskich banków regionalnych.

Deeskalacja?

Po zawarciu pokoju w Strefie Gazy, kolejną redukcją ryzyka była wyraźna próba porozumienia się USA z Chinami w sprawie ostatnich tarć handlowych. Spór nadal nie jest rozstrzygnięty. Wiemy jednak, że Scott Bessent zasugerował możliwość przedłużenia 90-dniowego zawieszenia taryf, które wygasa na początku listopada. Warunkiem jest rezygnacja Państwa Środka z wdrożenia surowych kontroli eksportu metali ziem rzadkich. Innym aspektem jest nieustanna chęć Donalda Trumpa, aby zakończyć konflikt za naszą wschodnią granicą. Prezydent Stanów Zjednoczonych zapowiedział spotkanie ze swoim rosyjskim odpowiednikiem. Ma się ono odbyć w Budapeszcie. Część analityków uważa nawet, że po porozumieniu w Gazie Trump całą swoją uwagę będzie skupiał na pokoju w Ukrainie. Narracja redukcji napięć powoduje na rynku walutowym odchodzenie od dolara, który wśród inwestorów uznawany jest za bezpieczną przystań.

Umocnienie euro

Notowania głównej pary walutowej świata pną się coraz wyżej. Jeszcze na początku tygodnia kurs EUR/USD próbował przełamać wsparcie 1,155 USD. W piątek o poranku wykres dotarł do 1,173 USD. Tak silna zwyżka to nie tylko efekt spadku ryzyka geopolitycznego, co zachęca inwestorów na forex do większego ryzyka, wysysając kapitał z „zielonego”. Ruch w kierunku północnym, czyli umocnienie euro, to także konsekwencja wydarzeń politycznych we Francji. Premier Francji Sebastien Lecornu przetrwał dwa wnioski o wotum nieufności. To otwiera drogę do trudnej debaty nad budżetem. Jednocześnie daje pewną ulgę po kryzysie politycznym w drugiej co do wielkości gospodarce Wspólnoty, co ociepla wizerunek unijnej waluty i powoduje jej umocnienie na forex.

Zniżki na giełdach

Mimo spadku ryzyk geopolitycznych, nerwowość pojawiła się wczoraj na rynkach akcyjnych. Powodem jest kwestia problemów w segmencie banków regionalnych w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo część inwestorów giełdowych coraz bardziej sceptycznie podchodzi do wizji kontynuowania hossy do końca roku. Uważają oni, że narracja dalszego rozwoju sztucznej inteligencji jest rozdmuchana. Powodem są ogromne koszta. Nakłady pieniężne często są niewspółmierne do osiąganych przez przedsiębiorstwa zysków. Z tego też powodu każde ryzyko spadków jest dokładnie analizowane. Wczorajszy wątek banków regionalnych był wystarczający, aby ostudzić optymizm na rynkach kapitałowych. Zniżkowały amerykańskie indeksy S&P500 (-0,63%) czy NASDAQ (-0,47%). Niepewność rozlała się na rynki azjatyckie, które zniżkują podczas dzisiejszego otwarcia. W momencie pisania tekstu, japoński Nikkei spada o 1,44%, Shanghai Composite o 1,95% a Hang Seng o 2,54%. Obrywa się także polskiej giełdzie. WIG20 świeci się na czerwono, wskazując ponad 2% spadek. W tym otoczeniu względnie dobrze radzi sobie krajowa waluta. Dziś o poranku złoty nieznacznie traci, jednak straty są ograniczane umacniającym się EUR, z którym PLN jest dodatnio skorelowany. Kurs EUR/PLN o godzinie 10:00 to 4,26 PLN, a kurs USD/PLN to 3,64 PLN.

W dzisiejszym kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – inflacja konsumencka.

Polska przeregulowuje rynek krypto. Branża prosi o interwencję prezydenta

Przedstawiciele polskiego sektora kryptoaktywów wystosowali apel do Prezydenta RP Karola Nawrockiego o zawetowanie ustawy o rynku kryptoaktywów, przyjętej przez Sejm 26 września. W ocenie branży, obecny kształt ustawy grozi zahamowaniem rozwoju krajowych firm, wypchnięciem polskiego kapitału z rynku oraz oddaniem przewagi konkurencyjnej w ręce zagranicznych – w tym pozaunijnych – podmiotów.

Ustawa, która formalnie implementuje unijne rozporządzenie MiCA, znacząco wykracza poza jego ramy. Polska przygotowała najbardziej rozbudowaną implementację w całej Unii Europejskiej – liczącą ponad 100 stron przepisów, sankcji i obowiązków administracyjnych. Eksperci ostrzegają, że to przykład tzw. goldplatingu, czyli nadmiernego wdrażania regulacji unijnych w sposób nieproporcjonalny i niekorzystny dla krajowych firm.

To nie jest spór o kryptowaluty, tylko o konkurencyjność polskiej gospodarki – podkreśla Sławek Zawadzki, Co-CEO Kanga Exchange. – W obecnym kształcie ustawa oznacza, że polskie firmy, finansowane z krajowego kapitału i płacące podatki w Polsce, nie będą w stanie sprostać nowym wymogom. W ich miejsce pojawią się zagraniczne podmioty, które zarejestrują się w innych państwach UE, a w Polsce będą jedynie „spijać śmietankę”. To realne ryzyko utraty tysięcy miejsc pracy, innowacji i wpływów podatkowych.

Z danych opublikowanych przez „Forbes Polska” (wrzesień 2025) wynika, że Polska jest jednym z najszybciej rozwijających się rynków krypto w Europie Środkowej. Już 30,9% Polaków inwestuje w kryptowaluty, czyli więcej niż w akcje (21,5%) czy obligacje (19%). Aż 71% respondentów dokonuje transakcji kilka razy w miesiącu, co dowodzi, że rynek krypto nie jest niszowy – to realny sektor gospodarki cyfrowej.

Polska miała realny potencjał, by stać się regionalnym liderem technologii blockchain. Jeszcze kilka lat temu w kraju działały jedne z pierwszych giełd i projektów krypto w Europie Środkowo-Wschodniej. Jak jednak przypomina Zawadzki, liderstwo to zostało utracone wskutek nadmiernie restrykcyjnej polityki Komisji Nadzoru Finansowego (KNF) – m.in. blokowania rachunków bankowych oraz opóźnień w wydawaniu zezwoleń.

Obecny projekt ustawy utrwala błędy przeszłości. Oddaje rynek w ręce zagranicznych graczy, a krajowym firmom odbiera możliwość konkurowania. Jeśli chcemy, by Polska miała własny kapitał technologiczny, musimy tworzyć prawo, które daje równe szanse i zachęca do inwestycji, a nie karze przedsiębiorców za to, że działają w Polsce – dodaje Sławek Zawadzki.

Branża zgodnie podkreśla, że nie sprzeciwia się regulacjom – przeciwnie, popiera wdrożenie MiCA w duchu równych zasad obowiązujących w całej Unii Europejskiej. Jednak ustawa w obecnym kształcie:

  • nie chroni inwestorów, lecz blokuje rozwój przedsiębiorstw
  • nie wspiera innowacyjności, lecz tworzy bariery
  • nie wzmacnia polskiej konkurencyjności, lecz oddaje rynek zagranicznym podmiotom
  • nie zwiększa bezpieczeństwa użytkowników, lecz spycha część działalności do szarej strefy.

Dlatego przedstawiciele sektora – w tym Kanga, Next Block Expo, Izba Gospodarcza Blockchain i Nowych Technologii oraz inni liderzy branży – podpisali wspólny apel o weto prezydenckie i ponowne opracowanie ustawy.

To moment, w którym musimy mówić jednym głosem. Wierzę, że Prezydent Nawrocki dostrzeże, że ta decyzja nie dotyczy tylko rynku kryptowalut, ale przyszłości polskiej gospodarki cyfrowej – podsumowuje Sławek Zawadzki.

500 tys. zł to nowy próg na rynku mieszkaniowym

Cel? 500 tysięcy złotych. To psychologiczna bariera kredytu na mieszkanie o który stara się większość Polaków.

– Gdy analizujemy transakcje na rynku nieruchomości ewidentnie to nie cena, nie lokalizacja, nie jakość wykończenia, a właśnie zdolność kredytowa staje się czynnikiem numer jeden od którego zależy czy ktoś zdecyduje się na zakup mieszkania. Widzimy zmiany na rynku, które pokazują, że wiele osób czeka w blokach startowych z decyzją o zakupie nieruchomości. Zwiastunów zmian jest kilka – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Znacząco poprawia się zdolność kredytowa Polaków

Rynek nieruchomości wypatruje zmian, a ostatnie tendencje pokazują, że przed decyzją o kupnie mieszkania czy domu klientów powstrzymują już nie tyle ceny – co brak możliwości sfinansowania zakupu z kredytu. Zdolność kredytowa Polaków poprawia się, a wiele osób mających w planach zakup mieszkania ostatni rok czy dwa lata spędziły na skrupulatnym oszczędzaniu na wkład własny.

Jesień 2025 jest czasem, gdy pytań o mieszkania i potencjalnych transakcji jest ponad 30% więcej niż przed rokiem.

– Nareszcie możemy mówić o efekcie obniżania stóp procentowych. Taka sytuacja miała miejsce już cztery razy. Za pierwszym razem niemal natychmiastowo w biurach nieruchomości rozdzwoniły się telefony z pytaniami o mieszkania, ale gdy okazało się, że oczekiwana zmiana nie generuje przesadnej różnicy w opłatach kredytowych i zdolności kredytowej to klienci znów wstrzymywali się z decyzjami. Czwarta obniżka stóp procentowych zaczyna realnie wpływać na to, co banki oferują klientom. To wpływa na ożywienie na rynku nieruchomości i podpisywane umowy – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

– Wnioskowane kwoty zwykle wahają się od 250 do 600 tysięcy złotych. Dostępność kredytowa w tym przypadku mocno się zmieniła i tak jeszcze kilka miesięcy temu para musiała zarabiać przynajmniej 9 tysięcy złotych, by starać się o kredyt na poziomie 500 tysięcy złotych, obecnie to około 7700 złotych. W przypadku rodzin z dzieckiem lub dwójką wspólny przychód na poziomie 10 tysięcy złotych wystarczy, by starać się o kredyt. To znacząca korekta – dodaje Mirosław Król.

Eksperci zaznaczają, że sytuacja każdego klienta jest analizowana indywidualnie i zdarzają się sytuacje na tyle korzystne, że kredyty przyznawane są osobom z dochodami, które jeszcze kilka miesięcy temu kategorycznie dyskwalifikowałyby potencjalnego kredytobiorcę.

– Trzeba pytać i rozmawiać – dodaje Król.

Największym zainteresowaniem cieszą się dwupokojowe mieszkania na rynku wtórnym

Jak wygląda sytuacja obecnie na rynku nieruchomości? Pytań o mieszkania na rynku wtórnym jest więcej niż pytań o mieszkania od deweloperów. Sytuacja jednak poprawia się, co oznacza, że barierą zakupu mieszkania nie były chęci konsumentów, a ich możliwości finansowe i kredytowe.

– Klienci poszukują zwykle albo kawalerek albo mieszkań rodzinnych. Zauważamy, że poprawa zdolności kredytowych najmocniej odznacza się decyzją o zakupie mieszkania przez młode małżeństwa lub młode rodziny zwykle w modelu 2+1. Decyzje dotyczą zwykle dwupokojowych mieszkań, najczęściej z nowego budownictwa, ale jednocześnie z rynku wtórnego – mówi Mirosław Król.

Ekspert dodaje, że w przypadku zakupów nieruchomości na rynku wtórnym u klientów pewna kwota jest barierą psychologiczną.

– Pół miliona złotych. Od tej kwoty mieszkania już oceniane są jako drogie – przyznaje Król. – Oczywiście mieszkanie w takiej kwocie w Warszawie, a mieszkanie w takiej kwocie w Bydgoszczy czy w Szczecinie to zupełnie inna rozmowa, ale zauważamy, że ta kwota staje się dla klientów odniesieniem. Ważny jest także stan mieszkania. Klienci unikają remontów, ale zdarzają się sytuacje, że mieszkanie do gruntownego remontu, ale w dobrej cenie czy w bardzo dobrej lokalizacji znajduje szybko nabywcę – dodaje Mirosław Król.

Koniec 2025 roku nie przyniesie zmian w cenach mieszkań. Eksperci mówią o symbolicznych korektach.

Zmiany klimatu kosztują polskie rolnictwo miliardy – potrzebna adaptacja lokalna

Zmiany klimatu w coraz większym stopniu wpływają na rolnictwo – sektor, który z jednej strony odpowiada za bezpieczeństwo żywnościowe, a z drugiej jest szczególnie narażony na skutki ekstremalnych zjawisk pogodowych. W Polsce susze, przymrozki i podtopienia generują już ponad połowę wszystkich strat gospodarczych związanych z klimatem. Jak wynika z analiz dr inż. Eweliny Siwiec i dr inż. Anny Dubel z Instytutu Ochrony Środowiska- Państwowego Instytutu Badawczego (IOŚ-PIB), przedstawionych w opracowaniu „Bezpieczne rolnictwo w dobie zmian klimatu – wyzwania i kierunki adaptacji”, ważną rolę w budowaniu odporności rolnictwa na zmiany klimatu mogą odegrać samorządy gmin wiejskich.

Przywołana analiza zostanie opublikowana w formie materiału pokonferencyjnego wydarzenia „Bezpieczna pszczoła, bezpieczny pszczelarz, bezpieczne pszczelarstwo”, podczas którego szczególną uwagę poświęcono wyzwaniom klimatycznym, przed którymi stoi rolnictwo.

– Z analiz Instytutu wynika, że na skutek zjawisk ekstremalnych takich jak m.in. powodzie, podtopienia, susze czy przymrozki wiosenne, Polska traci rocznie średnio około 6 miliardów złotych, a ponad połowa wszystkich strat gospodarczych w latach 2001–2019 dotyczyła rolnictwa – zaznaczył dr hab. Marcin Stoczkiewicz, Dyrektor IOŚ-PIB podczas otwarcia konferencji  „Bezpieczna pszczoła, bezpieczny pszczelarz, bezpieczne pszczelarstwo” na SGGW.

Scenariusze klimatyczne opracowane w projekcie Klimada wskazują, że średnia temperatura w Polsce w kolejnych dekadach będzie  rosła, co zwiększy ryzyko fal upałów, nawalnych opadów, i tym samym może wpłynąć na pogłębiający się problem strat w produkcji rolnej. Oznacza to, że adaptacja do zmian klimatu powinna stać się jednym z priorytetów polityki rolnej na szczeblu krajowym i lokalnym.

– Adaptacja w rolnictwie to nie tylko inwestycje, ale przede wszystkim proces uczenia się, współpracy i wymiany doświadczeń. Samorządy gmin wiejskich mają ogromny potencjał, by wspierać tworzenie opartych na wiedzy, praktycznych rozwiązań – podkreśla dr inż. Ewelina Siwiec z IOŚ-PIB.

Strategie adaptacyjne od poziomu unijnego po lokalny

Adaptacja do zmian klimatu od wielu lat jest przedmiotem polityki Unii Europejskiej. Już Biała Księga z 2009 roku wskazywała rolnictwo jako jeden z najbardziej wrażliwych sektorów gospodarki, a kolejne dokumenty strategiczne – w tym Nowa Strategia UE w zakresie przystosowania do zmiany klimatu (2021) – akcentują potrzebę wymiany wiedzy w celu wzmocnienia w zakresie wdrażania  działań adaptacyjnych na poziomie różnych sektorów gospodarki.

Na poziomie krajowym kluczowym dokumentem pozostaje Strategiczny Plan Adaptacji (SPA 2020), który określa kierunki działań dla sektorów wrażliwych na zmiany klimatu. Wskazuje on m.in. na potrzebę rozwoju systemów monitoringu i wczesnego ostrzegania o możliwych skutkach oddziaływania zmian klimatu, wsparcie inwestycyjne gospodarstw poprzez szkolenia i doradztwo technologiczne uwzględniające aspekty dostosowania produkcji rolnej do zwiększonego ryzyka klimatycznego.

– Dostosowanie rolnictwa do zmian klimatu wymaga spójnych działań na wszystkich poziomach zarządzania – od unijnych strategii po lokalne plany adaptacji. To właśnie lokalne samorządy mogą najskuteczniej reagować na konkretne zagrożenia, bo najlepiej znają specyfikę swoich obszarów – zwraca uwagę dr inż. Anna Dubel z IOŚ-PIB.

Jak widzą adaptację gminy wiejskie?

Ekspertki przeanalizowały plany adaptacji trzech gmin wiejskich: Ryk, Wyry i Modliborzyc, w nastawieniu na ujęcie w nich kwestii związanych z adaptacją rolnictwa. W gminie Ryki postawiono na szkolenia dla rolników i ochronę owadów zapylających. Wyry z kolei kładą nacisk na poprawę jakości przestrzeni rolniczej i inwestycje w błękitno-zieloną infrastrukturę. W Modliborzycach główny nacisk położono na gospodarkę wodną, ograniczenie erozji gleb i wdrażanie zrównoważonych praktyk rolniczo-leśnych.

Choć każda z nich przyjęła inne rozwiązania, wspólnym mianownikiem okazała się koncentracja na gospodarce wodnej, różnorodności biologicznej oraz działaniach edukacyjnych.

Edukacja, współpraca i świadomość

Autorki podkreślają, że jednym z kluczowych elementów skutecznej adaptacji jest zaangażowanie rolników, którzy bezpośrednio doświadczają skutków postępujący zmian klimatu. Dlatego niezwykle istotne jest tworzenie warunków, które umożliwią im zdobywanie wiedzy i nawiązywanie współpracy z instytucjami naukowymi. Wsparciem dla nich będą działania edukacyjne i szkoleniowe.

– Edukacja i współpraca są dziś równie ważne jak inwestycje infrastrukturalne. To one pozwalają rolnikom zrozumieć, jak zmieniający się klimat wpływa na ich gospodarstwa i jak się na to przygotować – dodaje dr inż. Ewelina Siwiec z IOŚ-PIB.

Działania edukacyjne i doradcze, takie jak szkolenia, punkty wsparcia czy programy promujące rolnictwo regeneracyjne, mogą znacząco zwiększyć skuteczność adaptacji. Gminy wiejskie również decydują się na tworzenie własnych planów adaptacyjnych – mimo że nie mają jeszcze takiego obowiązku prawnego.

– Adaptacja w rolnictwie nie jest jedynie odpowiedzią na zagrożenia klimatyczne – to inwestycja w przyszłość i bezpieczeństwo żywnościowe kraju. Wdrażanie działań adaptacyjnych może przynieść wymierne korzyści: zwiększyć efektywność produkcji, wzmocnić odporność ekosystemów oraz ograniczyć ryzyko gospodarcze – podsumowała dr inż. Anna Dubel z IOŚ-PIB.

Ostateczny sukces zależy jednak od współpracy między samorządami, naukowcami i rolnikami. Wszyscy Ci interesariusze muszą wspólnie budować odporność sektora na nowe warunki klimatyczne. Inicjatywy gmin wiejskich pokazują, że potrzeba przystosowania się do nowych warunków klimatycznych staje się coraz bardziej zauważalna i rośnie ich gotowość do działań na rzecz adaptacji rolnictwa.

SIGNIUS S.A. planuje debiut na rynku NewConnect w listopadzie 2025 roku

SIGNIUS S.A. finalizuje przygotowania do debiutu na rynku NewConnect, który planowany jest na listopad br. Technologiczna spółka oferuje zaawansowane rozwiązania do zdalnego podpisywania, pieczętowania dokumentów oraz weryfikacji tożsamości. Na giełdę trafi pakiet akcji obecnych udziałowców, bez emisji nowych walorów. Spółka zapowiada dalszą ekspansję zagraniczną i rozwój swojej platformy o nowe funkcjonalności.

Wejście na NewConnect traktujemy jako naturalny krok w rozwoju organizacji i element budowania długoterminowej wartości dla akcjonariuszy. Status spółki publicznej zwiększa przejrzystość działania, ułatwia współpracę z dużymi kontrahentami i instytucjami finansowymi oraz wzmacnia naszą wiarygodność na rynku usług zaufania – mówi Bartosz Witkowski, prezes zarządu SIGNIUS S.A.

SIGNIUS systematycznie poprawia wyniki finansowe. W 2024 roku spółka osiągnęła 3,7 mln zł przychodów, inwestując jednocześnie w rozwój technologiczny. W I połowie 2025 r. zanotowała ponad 2,2 mln zł przychodów, 132 tys. zł EBITDA oraz dodatni wynik netto. Kapitał własny przekroczył 2,4 mln zł, a wartość aktywów do 2,8 mln zł. Spółka przeznacza 5–10% przychodów rocznie na rozwój platformy, w tym cyfrowe archiwa i elektroniczne atrybuty zgodne z nadchodzącymi regulacjami eIDAS 2.

SIGNIUS obsługuje klientów korporacyjnych, dostarczając zarówno podpis kwalifikowany zgodny z eIDAS, jak i unikalne rozwiązania IT do automatyzacji procesów dokumentowych. Z usług spółki korzystają firmy z branży ubezpieczeniowej, energetycznej, kancelarie prawne oraz sektor HR. Ponad połowa przychodów pochodzi z rynków zagranicznych, przede wszystkim z Niemiec, gdzie klientami są m.in. DoktorABC, Deutsches Institut für Bautechnik oraz ORLEN Deutschland. Współpraca z AOK, największym niemieckim ubezpieczycielem zdrowotnym, umożliwiła cyfrowe pieczętowanie dokumentów dla ponad 27 mln ubezpieczonych. W Polsce z rozwiązań SIGNIUS korzystają m.n. Orange Polska, Vienna Life, sieć gastronomiczna Pasibus, Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego czy startup HRobots.

Rynek usług zaufania rośnie w tempie dwucyfrowym, a transformacja cyfrowa przyspiesza we wszystkich branżach. Jesteśmy w dobrym momencie, ponieważ dostarczamy rozwiązania, które łączą bezpieczeństwo, zgodność regulacyjną i wygodę użytkownika. Naszą ambicją jest stać się jedną z kluczowych europejskich platform do podpisywania i pieczętowania dokumentów. Liczymy, że debiut giełdowy przyczyni się do dalszego skalowania biznesu i zwiększania konkurencyjności – podkreśla Bartosz Witkowski.

W kolejnych latach SIGNIUS planuje rozszerzanie działalności na rynki Francji, Skandynawii i Europy Środkowo-Wschodniej oraz rozwój oferty o nowe moduły związane z identyfikacją użytkowników i długoterminowym przechowywaniem dokumentów.

UOKiK: hulajnogi elektryczne bezpieczne, ale źle oznakowane

0

Od kwietnia do lipca 2025 roku Inspekcja Handlowa przeprowadziła kontrolę dziesięciu modeli hulajnóg elektrycznych dostępnych na polskim rynku. Akcję zorganizowano z polecenia Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), a jej celem było sprawdzenie zgodności produktów z wymaganiami bezpieczeństwa, oznakowania i dokumentacji technicznej. Wyniki pokazują, że choć konstrukcja wszystkich pojazdów okazała się bezpieczna, aż połowa z nich miała uchybienia formalne – głównie dotyczące instrukcji i oznakowania.

Zakres kontroli i metodologia

Kontrole przeprowadziły cztery wojewódzkie inspektoraty Inspekcji Handlowej – w Bydgoszczy, Rzeszowie, Szczecinie i Wrocławiu. Inspektorzy odwiedzili sklepy detaliczne, w tym wielkopowierzchniowe, i wzięli pod lupę dziesięć modeli hulajnóg elektrycznych pochodzących z Chin.

Weryfikacja obejmowała zarówno analizę dokumentacji i oznakowania (zgodność z przepisami Rozporządzenia Ministra Gospodarki z 21 października 2008 r. w sprawie zasadniczych wymagań dla maszyn), jak i badania laboratoryjne konstrukcji, prowadzone zgodnie z normą PN-EN 17128:2020-03 dotyczącą lekkich pojazdów elektrycznych (PLEV).

Wyniki kontroli – połowa produktów z nieprawidłowościami

Z dziesięciu sprawdzonych modeli hulajnóg elektrycznych pięć nie spełniało wymagań formalnych. W większości przypadków uchybienia dotyczyły braków lub błędów w dokumentacji i oznaczeniach, a nie samej jakości czy bezpieczeństwa konstrukcji.

Najczęstsze nieprawidłowości:

  • nieprawidłowa lub niekompletna instrukcja obsługi (brak deklaracji zgodności, brak klauzuli „instrukcja oryginalna” lub „tłumaczenie instrukcji oryginalnej”, pominięte informacje o konserwacji i częściach zamiennych, brak danych o wzroście użytkownika i trybach jazdy),
  • brak wymaganych oznaczeń na wyrobie (np. roku budowy, ładowności, tłumaczenia ostrzeżeń na język polski),
  • brak deklaracji zgodności lub jej błędne sporządzenie.

Nieprawidłowości te – choć nie zagrażają bezpośrednio bezpieczeństwu – utrudniają prawidłowe użytkowanie hulajnogi, mogą prowadzić do niewłaściwej eksploatacji, a w konsekwencji do awarii lub wypadków.

Modele z niezgodnościami

Według wykazu UOKiK, uchybienia formalne stwierdzono w pięciu modelach:

  • Motus Scooty 10″ Gen 5 – Barel Poland Sp. z o.o.
  • Motus Scooty 10″ Lite Gen 5 – Barel Poland Sp. z o.o.
  • Retoo E270 (LA-001) – RETO MB Sp. z o.o.
  • Scoopers UrbanEvo (MK083) – Malis B. Machoński Sp.k.
  • Sencor Scooter One S20 – Fast ČR, a.s.

W każdym z powyższych przypadków błędy dotyczyły głównie dokumentacji, oznakowania CE lub instrukcji w języku polskim. Postępowania w sprawie tych produktów są w toku w wojewódzkich inspektoratach Inspekcji Handlowej.

Modele zgodne z przepisami

Pozostałe pięć modeli uznano za w pełni zgodne z przepisami:

  • Ducati Pro-II Evo,
  • Frugal Impulse Z9,
  • Jeep Urban Camou Advanced Safety,
  • Navee Electric Scooter V25i-D (V25i Pro),
  • Xiaomi 4 Lite (2nd Gen).

Wszystkie uzyskały pozytywne wyniki zarówno w zakresie oznakowania, jak i badań technicznych.

Badania laboratoryjne – pozytywne dla wszystkich

Każdy z dziesięciu modeli przeszedł testy wytrzymałości statycznej uchwytów i kolumny kierownicy. Żaden z produktów nie został zakwestionowany pod względem bezpieczeństwa mechanicznego. To oznacza, że mimo braków formalnych, hulajnogi nie stanowiły bezpośredniego zagrożenia dla użytkowników.

Reakcja i zalecenia UOKiK

W przypadku stwierdzenia uchybień formalnych przedsiębiorcy otrzymali możliwość podjęcia działań naprawczych. Produkty, które zostaną uznane za potencjalnie niebezpieczne, mogą zostać zgłoszone do unijnego systemu Safety Gate, aby zapobiec ich wprowadzeniu do obrotu na rynku UE.

UOKiK przypomina, że wprowadzenie do obrotu niezgodnych z wymogami maszyn może skutkować karą grzywny, a konsumenci mają prawo zgłaszać zauważone nieprawidłowości do właściwego inspektoratu Inspekcji Handlowej.

Rekomendacje dla konsumentów

UOKiK zaleca kupującym, aby przed zakupem hulajnogi:

  • sprawdzili oznakowanie CE, nazwę i adres producenta,
  • upewnili się, że instrukcja obsługi jest w języku polskim i zawiera informacje o ładowaniu, konserwacji i ograniczeniach użytkowania,
  • zweryfikowali parametry techniczne, takie jak dopuszczalne obciążenie, pojemność akumulatora i rozmiar kół,
  • stosowali środki ochrony osobistej (kask, ochraniacze) i przestrzegali przepisów ruchu drogowego.

Źródło:
Raport z kontroli Inspekcji Handlowej – Hulajnogi elektryczne, UOKiK 2025 oraz Wykaz skontrolowanych produktów – hulajnogi elektryczne, UOKiK 2025.

Rynek nieruchomości spowalnia mimo tanich kredytów – winny słabszy rynek pracy

Coraz częściej słychać o zwolnieniach grupowych. Wzrosło bezrobocie, a płacę minimalną rząd podniesie tylko o 3%. Mimo, że kredyty hipoteczne staniały, to koniunkturę w nieruchomościach hamuje rynek pracy.

Eksperci BIG DATA RynekPierwotny.pl uważają, że to pogarszająca się sytuacja na rynku pracy jest powodem ograniczenia popytu na rynku nieruchomości.

Twarde dane ekonomiczne monitorowane przez BIG DATA RynekPierwotny.pl na pierwszy rzut oka mają pozytywny wydźwięk dla rynku nieruchomości. Od ponad roku dynamika realnego PKB Polski przekracza 3%, stawiając nasz kraj w czołówce UE. Inflacja wróciła do celu NBP, a stopy procentowe od początku maja spadły o jeden punkt procentowy, obniżając koszty kredytów – dostępność kredytowa mieszkań jest o prawie 20% wyższa niż przed rokiem. Ceny mieszkań pozostają jednak od roku w stagnacji, a nawet ulegają korekcie na rynku wtórnym. Przy kilkuprocentowym wzroście nominalnych płac w skali roku realnie nieruchomości tanieją. Przy takim otoczeniu makroekonomicznym wydawałoby się, że sprzedaż mieszkań będzie zauważalnie rosła – zwłaszcza, że rząd porzucił pomysły dopłat do kredytów, które wielu potencjalnych beneficjentów wstrzymywało od decyzji zakupowych. Wstrzymany popyt powinien wrócić z większą siłą. Nie wrócił, jest zaledwie stabilny.

Wielu uczestników rynku nieruchomości spodziewało się dużo wyższego wzrostu popytu w 2025 roku. Jednak mimo pozornie dobrego otoczenia makroekonomicznego sprzedaż mieszkań pozostaje na minimalnym plusie. Patrząc na dane BIG DATA RynekPierwotny.pl dla 7 największych rynków była ona w 2025 roku o ok. 13% wyższa niż w drugiej połowie 2024 roku. Jednak sprzedaż pozostaje istotnie poniżej wyników z tak dobrych lat jak 2019 czy 2021, a od początku roku nie odnotowała wyraźnego trendu wzrostu. Dodając do tego wyraźny napływ nowej oferty, tzw. czas wyprzedaży oferty uległ wydłużeniu do 6,5 kwartału na koniec sierpnia 2025 w porównaniu do sierpnia rok wcześniej.

Koniunktura na rynku pracy stoi na przeszkodzie dla nowego cyklu wzrostu sprzedaży mieszkań

Jedną z niewielu rys na poprawiających się na obiektywnych wskaźnikach makroekonomicznych jest kondycja rynku pracy, zarówno ta obiektywna, jak i subiektywna.

Subiektywne odczucia konsumentów mają często większe znaczenie dla ich decyzji ekonomicznych niż twarde statystyki, co bada ekonomia behawioralna. Dość naturalnie różne obawy – o sytuację osobistą, o pracę, otoczenie gospodarcze czy geopolityczne – mogą wstrzymywać tak ważne życiowo zakupy, jak nabycie nieruchomości, zwłaszcza na kredyt. – tłumaczy Jan Dziekoński, Head of Market Insights, RynekPierwotny.pl

Od początku 2024 roku badania GUS w zakresie nastrojów i oczekiwań Polaków pokazują pogorszające się odczyty poziomu bezrobocia. Rok 2025 zatrzymał ten trend, ale utrzymuje się przewaga pesymizmu. Nie przypadkiem w tym samym okresie popyt na rynku nieruchomości osłabł, co zresztą pokazuje inny wskaźnik GUS – dokonywania ważnych zakupów w przyszłości – który nie poprawia się od początku 2025 roku.

To jeden z powodów anemicznego tempa sprzedaży na rynku deweloperskim. Nie ma jednak tego złego, co nie mogłoby wyjść na dobre. Ostrożność i obawy Polaków zderzają się obecnie z niską inflacją i dodatnim wzrostem płacy realnej. W efekcie nasi rodacy do ponad roku pozytywnie i coraz lepiej oceniają swoje możliwości oszczędzania. Środki te w pewnej mierze stanowią odłożony popyt, także dla rynku nieruchomości. Jeśli obawy o rynek pracy znikną, to oszczędności te mogą zasilić między innymi rynek nieruchomości – dodaje ekspert portalu RynekPierwotny.plWybrane wskaźniki koniunktury konsumenckiej (styczeń 2021 - wrzesień 2025)

Obiektywne bezrobocie pozostaje niskie, ale jednak rośnie, mogąc zasilać wstrzemięźliwość kupujących

Czy obawy o miejsca pracy są uzasadnione? Częściowo niestety tak. Oficjalne odczyty poziomu bezrobocia w Polsce pozostają rekordowo niskie na tle historii III RP, jak i innych krajów UE. Jednak porównując dane z ostatnimi 3 latami mamy zauważalne pogorszenie. Bezrobocie rejestrowe od kilku miesięcy rośnie i we wrześniu 2025 osiągnęło poziom 5,6%. Bardziej wiarygodna stopa bezrobocia wg Badań Aktywności Ekonomicznej Ludności (tzw. BAEL) prowadzonych przez GUS w drugim kwartale 2025 osiągnęła poziom 2,8%. To nie jedyny miernik, jaki monitoruje BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Zdaniem Jana Dziekońskiego, Head of Market Insights w RynekPierwotny.pl to nadal bardzo niski poziom bezrobocia, ale jest zauważalnie wyższy od poprzednich lat. Nie wziął się on z niczego. Inne wskaźniki rynku pracy pokazują przede wszystkim mniejszy popyt na pracę. Spada liczba nowych ogłoszeń o pracę, spada liczba zatrudnionych osób, utrzymuje się za to ciągła aktywność sektora prywatnego i publicznego w zakresie zwolnień grupowych, rośnie liczba długotrwale bezrobotnych, a także bezrobotnych poniżej 25 roku życia. Choć ekonomiści powiedzieliby, że obiektywnie jest nadal dobrze na tle historii, to nagłówki prasowe, media społecznościowe i prywatne rozmowy mogą wywoływać inne odczucia. A to często wystarczy do odwlekania decyzji zakupowych.Kwartalny poziom bezrobocia w Polsce (I kw. 2019 - III kw. 2025)

Czy bezrobocie może dalej narastać? To zależy od wielu czynników, jednak obecnie ścierają się ze sobą dwie główne siły. Z jednej strony mimo dobrej sytuacji ogólnogospodarczej są sektory gospodarki, które borykają się trudnościami – w szczególności budownictwo. Bardziej fundamentalne zmiany dotykają także sektora IT, czy usług profesjonalnych. To zmniejsza popyt na pracę. Z drugiej strony struktura demograficzna Polski jest niekorzystna. Co roku co najmniej sto tysięcy osób więcej odchodzi na emeryturę, niż zasila rynek pracy. Zmiana trendów w zakresie migracji (in-plus czy in-minus) też może zmienić sytuację na rynku pracy.

Spowolnienie rynku pracy skutkuje niższą dynamiką płac – to problem, ale też potencjalna ulga dla nieruchomości

Wspomniane wcześniej obiektywne trendy powodują nie tylko zmiany w liczbie pracujących oraz ich nastrojach, ale przekładają się też na cenę pracy – czyli wynagrodzenia. W okresie malejącego popytu na pracę eksperci BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują też na spowalniającą dynamikę nominalnych wynagrodzeń. Od 2022 roku przeciętna płaca w Polsce rosła w dwucyfrowym tempie. Rok 2025 będzie pierwszym od dłuższego czasu rokiem, w którym dynamika płac spadnie do poziomu jednocyfrowego – od początku roku utrzymuje się on poniżej 10%, a w sierpniu wyniósł już „jedyne” 7%.

Jednym z ważnych czynników napędzających przeciętną płacę – obok kondycji rynku pracy i inflacji, która wpływa na oczekiwania płacowe – jest płaca minimalna. I tu mamy zapowiedź ważnej zmiany w 2026 roku. We wrześniu rząd podjął decyzję, że płaca minimalna w następnym roku wzrośnie o 140 złotych, do poziomu 4 806 złotych. To symboliczny wzrost, bo wyniesie jedyne 3%. Na tle ostatnich dwudziestu lat tak niska podwyżka miała miejsce ostatnio w 2005 roku. W ślad za tym oczekuje się niższej dynamiki przeciętnej płacy w Polsce w najbliższych latach – według lipcowych prognoz Narodowego Banku Polskiego, na poziomie 5-6%.Wzrost płacy minimalnej i średniej w Polsce (2003 -2026)

Niska dynamika nominalnych płac pewnie nie ucieszy pracowników, a tym bardziej potencjalnych kredytobiorców. Z perspektywy zdolności kredytowej wzrost płacy nominalnej należał do najważniejszych – obok kosztów kredytów – czynników zwiększających siłę nabywczą osób zaciągających hipoteki. Moim zdaniem jest jednak więcej pozytywów tej sytuacji. Niższy wzrost płac to niższa inflacja, zwłaszcza usług, a to może sprzyjać obniżaniu stóp procentowych i kosztów kredytów. Październikowa obniżka stóp procentowych przez RPP – trochę zaskakująca – mogła być częściowo motywowana słabością rynku pracy. To także niższa presja na koszty robocizny i materiałów budowlanych. GUSowski wskaźnik „inflacji” kosztu budowy budynków spadł już do niecałych 3%. Przy trwającej deflacji cen materiałów koszty budowy w najbliższym roku pozostaną niezmienione, a może nawet spadną. To wreszcie niższa presja popytowa, co możemy odczuć zwłaszcza na rynku najmu w postaci niskiej dynamiki czynszów. – podkreśla Jan Dziekoński, Head of Market Insights w RynekPierwotny.pl.

GPW podjęła uchwałę o wprowadzeniu akcji BASEIG S.A. do obrotu na rynku NewConnect

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) podjęła uchwałę o wprowadzeniu do obrotu na rynku NewConnect akcji zwykłych na okaziciela serii B spółki BASEIG S.A. – podmiotu rozwijającego innowacyjne rozwiązania w obszarze AI-commerce i wspierającego influencerów w budowaniu własnych marek.

– Decyzja GPW to dla nas symboliczny moment – kolejny krok przybliżający BASEIG do debiutu giełdowego, który planujemy w najbliższym czasie. Cieszymy się, że możemy wejść na rynek publiczny, co wzmocni naszą transparentność i otworzy nowy rozdział w rozwoju spółki – mówi Kamil Stanek, prezes zarządu BASEIG S.A.

BASEIG działa w modelu AI-commerce, oferując twórcom narzędzia oparte na sztucznej inteligencji, które wspierają ich w całym procesie tworzenia marek – od projektowania i analizy trendów po sprzedaż i logistykę. Spółka współpracuje już z ponad setką influencerów z różnych rynków, w tym m.in. z duetem tanecznym Loczniki i iluzjonistą Y.

W czerwcu br. spółka z sukcesem zakończyła ofertę publiczną akcji przeprowadzoną na Platformie Ofert Publicznych Domu Maklerskiego INC S.A., pozyskując od inwestorów ponad 2 mln zł. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na rozwój autorskiej technologii BASEIG AI, ekspansję zagraniczną (BASEIG działa już na ponad 20 rynkach, m.in. w USA, Niemczech, Skandynawii, Australii i Nowej Zelandii)  oraz dalsze wspieranie twórców w budowaniu i skalowaniu ich marek.

Wprowadzenie akcji do obrotu na NewConnect otwiera przed spółką nowe możliwości rozwoju i współpracy z inwestorami, a także stanowi potwierdzenie dojrzałości biznesowej BASEIG. Spółka planuje kontynuować dynamiczny wzrost w obszarze AI-commerce, rozwijać portfolio współpracujących twórców oraz w pierwszej połowie 2026 roku zaprezentować flagowy produkt – BASEIG AI, autorskie rozwiązanie oparte na sztucznej inteligencji, które ma zrewolucjonizować sposób, w jaki influencerzy tworzą i skalują swoje marki.

Pilotaż niekompletny. Przedsiębiorcy krytycznie o inicjatywie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej

Od 1 stycznia 2026 r. 90 firm i instytucji będzie działało według skróconego czasu pracy. Zatwierdzona została lista beneficjentów. Do pilotażu zakwalifikowało się wiele jednostek samorządowych, spółek miejskich, jednostek publicznych oraz urzędów. A teraz zadajmy sobie pytane: czy taka miała być idea tego programu? Czy do czterodniowego tygodnia pracy Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej chciało zapraszać urzędników czy może przekonywać przedsiębiorców, że dla prywatnego sektora ograniczenie czasu pracy nie jest problematyczne i nie będzie zmniejszało efektywności funkcjonowania firm. Na ten moment pilotaż zapowiada się jako próba sprawdzania czy da się skondensować pracę urzędów i jednostek publicznych o jedną piątą bez straty dla petentów? Obserwacja efektów nie będzie mieć więc gigantycznego znaczenia dla gospodarki, bo wśród uczestników pilotażu firm działających komercyjnie jest za mało.

Dlaczego przyjęto takie proporcje? Czy pilotaż tego typu ma sens? Czy aby na pewno to uzasadnione finansowo, by Ministerstwo dopłacało pieniądze samorządom do tego, by skracać czas pracy urzędników? Więcej jest pytań niż odpowiedzi i należy przyznać uczciwie, że wizja czterodniowego tygodnia pracy z punktu widzenia przedsiębiorców bardziej się oddala niż przybliża.

Wprowadzenie skróconego czasu pracy w Polsce na ten moment nie jest możliwe. Choć jesteśmy w TOP20 gospodarek świata, mamy niską inflację i relatywnie niskie bezrobocie, to mówienie o tym, że mamy komfortową sytuację gospodarczą i możemy pozwolić sobie na takie innowacje jak krótsza praca, jest brawurową tezą. Od miesięcy widzimy, że sytuacja np. w przemyśle czy w budownictwie nie ma się dobrze, a sektor handlowy, usługowy i jednoosobowe działalności gospodarcze zwracają uwagę na podatkowe obciążenia i trudy prowadzenia działalności gospodarczej w Polsce. Skracanie czasu pracy czy praca zdalna w firmach to więc benefity, które powinny być promowane, ale tylko w sytuacji, gdy firmę stać na to, by takie propozycje składać swoim pracownikom. Wprowadzenie czterodniowego tygodnia pracy w sektorze prywatnym oznacza realny wzrost kosztów zatrudnienia lub wzrost kosztu pracy przypadającego na godzinę — w zależności od modelu przyjętego przez pracodawcę. Jeżeli przedsiębiorca nie zdecyduje się na dotrudnienie nowych osób, to skrócenie czasu pracy przy zachowaniu dotychczasowego poziomu wynagrodzenia oznacza de facto podwyżkę stawki godzinowej o 25% (pracownik otrzymuje tę samą pensję za 80% dotychczasowego czasu pracy). To przekłada się na wzrost kosztów pracy per wyprodukowana jednostka i zwiększenie presji na marże. Jeżeli z kolei firma będzie chciała utrzymać tę samą liczbę godzin przepracowanych jako całość (np. ciągłość obsługi klientów), będzie zmuszona do zatrudnienia dodatkowych pracowników — w praktyce oznacza to konieczność zwiększenia etatów o około 25%. Dodatkowe problemy kadrowe wystąpią szczególnie w sektorach pracujących w systemie ciągłym np. handel, logistyka, transport, medycyna, energetyka, hotelarstwo, gastronomia. Już teraz firmy te często zgłaszają trudności w znalezieniu pracowników; wymaganie dodatkowych 15–25% etatów może doprowadzić do: dalszego wzrostu presji płacowej i kosztów (konkurencja o pracowników), większych wydatków na rekrutację i wdrożenie nowych pracowników, podwyższenia kosztów operacyjnych (nadgodziny, koordynacja zmian), ryzyka obniżenia jakości usług lub zwiększenia rotacji.

Złoto najdroższe w historii, srebro z największym wzrostem od dekad

Złoto i srebro osiągnęły w ostatnich dniach nowe historyczne rekordy, znajdując się w centrum uwagi inwestorów szukających bezpiecznych aktywów w obliczu rosnącej niepewności gospodarczej i geopolitycznej. Cena spot złota wzrosła do rekordowego poziomu 4380 USD za uncję, by następnie wykonać korektę do 4279 USD, co oznacza dzienny wzrost o 0,23%. W skali tygodnia złoto zyskało ponad 8%, notując tym samym największy tygodniowy wzrost od 2020 roku. Od początku roku jego wartość wzrosła już o około 65%.

Na tak silne wzrosty cen złota wpływ miało kilka kluczowych czynników: obawy o jakość kredytową w USA po ujawnieniu problemów finansowych dwóch banków regionalnych (Zions Bancorporation i Western Alliance), nasilające się napięcia handlowe między Stanami Zjednoczonymi a Chinami – w tym ostrzeżenia o możliwym „rozłączeniu” gospodarczym – oraz oczekiwania na znaczną obniżkę stóp procentowych przez Rezerwę Federalną jeszcze w tym roku. Metale szlachetne, które nie generują odsetek, zyskują na atrakcyjności w środowisku niskich stóp procentowych. Dodatkowo, z powodu trwającego paraliżu administracyjnego w USA, brakuje nowych danych makroekonomicznych, co potęguje niepewność i wspiera popyt na aktywa alternatywne. Złoto jest wspierane także przez zakupy realizowane przez banki centralne, napływ kapitału do funduszy ETF oraz eskalujące napięcia polityczne i geopolityczne.

Srebro również notuje spektakularne wzrosty – jego cena przebiła historyczny rekord z 1980 roku, osiągając nowy szczyt na poziomie 54.48 USD za uncję. Choć w piątek na początku europejskiej sesji traci ok. 0,9%, to w ujęciu tygodniowym srebro wciąż utrzymuje się ponad 7% na plusie. Od początku roku jego cena wzrosła aż o 87%. Podobnie jak w przypadku złota, wzrosty srebra napędzane są przez czynniki makroekonomiczne, w tym rosnącą niepewność na rynkach oraz oczekiwania co do łagodzenia polityki monetarnej. Dodatkowym impulsem jest historyczny deficyt podaży w Londynie, który znacząco zwiększył popyt. Z magazynów Comex w Nowym Jorku wycofano ponad 15 mln uncji srebra – najpewniej z przeznaczeniem do transportu do Londynu. Różnica cen między rynkiem londyńskim a nowojorskim wciąż pozostaje wysoka i wynosi 1,10 USD za uncję, choć wcześniej sięgała nawet 3 USD.

Tymczasem indeks dolara pozostaje bez większych zmian, co również wspiera notowania metali szlachetnych. Przewodniczący Rezerwy Federalnej Jerome Powell zasugerował, że Fed może zdecydować się na kolejną obniżkę stóp procentowych o 0,25 pkt proc. jeszcze w tym miesiącu, co tylko wzmacnia oczekiwania rynków wobec dalszego łagodzenia polityki pieniężnej w USA.

Sektor usług pozostaje filarem PKB

Lipiec 2025 r. potwierdził, że polski sektor usług pozostaje jednym z głównych motorów wzrostu gospodarczego. Jak wynika z najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego, produkcja usług wzrosła o 7,5% rok do roku oraz o 0,3% miesiąc do miesiąca. Po wyeliminowaniu czynników sezonowych wzrost wyniósł 6,5%, co wskazuje na utrzymującą się dobrą koniunkturę mimo oznak selektywnego spowolnienia w niektórych branżach.

Usługi utrzymują dobrą formę, ale widać oznaki selektywnego spowolnienia. Wzrost w branżach opartych na wiedzy to sygnał, że transformacja strukturalna gospodarki postępuje. Słabsze wyniki nieruchomości i reklamy są naturalną reakcją na ostrożność przedsiębiorstw w drugiej połowie roku. Rynek usług wciąż jednak pozostaje kluczowym źródłem wzrostu PKB – komentuje Piotr Soroczyński, główny ekonomista Krajowej Izby Gospodarczej (KIG).

Stabilny wzrost mimo sezonowego spowolnienia

Lipiec był dla sektora usług kolejnym miesiącem na plusie. Choć miesięczna dynamika wzrostu (0,3%) była niższa niż w czerwcu (5,6%), należy pamiętać, że to pierwszy miesiąc wakacji, w którym tradycyjnie obserwuje się sezonową korektę aktywności w części branż. Mimo to roczna dynamika (7,5%) utrzymuje się na poziomie zbliżonym do czerwcowego (6,7%), co świadczy o stabilnym trendzie wzrostowym.

Największe wzrosty aktywności odnotowano w kategoriach transportu i gospodarki magazynowej, informacji i komunikacji oraz działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej.

Transport i logistyka pozostają lokomotywą usług

Sektor transportu i gospodarki magazynowej zwiększył produkcję aż o 7,6% miesiąc do miesiąca i 6,9% rok do roku. To efekt utrzymującego się wysokiego popytu zarówno na przewozy krajowe, jak i w handlu międzynarodowym, a także dalszej rozbudowy infrastruktury logistycznej.

Szczególnie silny wzrost w lipcu zanotowały usługi pocztowe i kurierskie – aż +25,1% m/m, co odzwierciedla rosnący wolumen obsługiwanych przesyłek w handlu internetowym.

Branże oparte na wiedzy z dwucyfrowymi wzrostami

Dynamiczny rozwój widać także w branżach opartych na wiedzy i technologiach. Produkcja w sekcji działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej wzrosła o 12,6% r/r, a w kategorii informacja i komunikacja – o 12,5% r/r.

Wyraźnie zwiększyła się aktywność w usługach architektoniczno-inżynieryjnych oraz badaniach technicznych, które odnotowały wzrost aż o 31,6% m/m. Ożywienie w tym obszarze wiąże się m.in. z inwestycjami infrastrukturalnymi oraz zwiększonym popytem na usługi projektowe i audytowe.

Na szczególną uwagę zasługują też dane o wzrostach w nadawaniu programów telewizyjnych (+54,9% r/r), działalności informacyjnej (+27,7% r/r) oraz usługach prawniczych, rachunkowo-księgowych i doradztwie podatkowym (+19,0% r/r). To sygnał, że rozwój technologiczny i potrzeba obsługi złożonych procesów biznesowych napędzają popyt na usługi specjalistyczne.

Nieruchomości i reklama – słabsze ogniwa sektora

W odróżnieniu od dynamicznych branż technologicznych, usługi związane z obsługą rynku nieruchomości znalazły się na minusie – ich produkcja spadła o 9,0% rok do roku i 3,1% miesiąc do miesiąca. Pogorszenie wyników tego sektora eksperci tłumaczą ostrożnością inwestorów i spowolnieniem w segmencie komercyjnym.

Silne spadki notuje też działalność reklamowa i badania rynku – aż -19,1% m/m, co wskazuje, że firmy ograniczają wydatki marketingowe w obliczu niepewności gospodarczej.

Słabsze wyniki branży reklamowej to typowy objaw fazy ostrożności w cyklu koniunkturalnym. Firmy ograniczają budżety promocyjne i inwestycje wizerunkowe, czekając na sygnały poprawy popytu w IV kwartale – komentują analitycy KIG.

Hotelarstwo i gastronomia w stabilnej formie

W lipcu utrzymał się pozytywny trend w sektorze zakwaterowania i gastronomii (+1,7% r/r, +1,3% m/m). Sezon wakacyjny sprzyjał wzrostowi popytu turystycznego, jednak jego dynamikę ograniczały rosnące koszty pracy i energii oraz spowolnienie ruchu zagranicznego.

Usługi administracyjne i wspierające – niewielki wzrost

Sektor usług administrowania i działalności wspierającej (m.in. sprzątanie, wynajem, rekrutacja, outsourcing biurowy) wzrósł o 0,6% m/m i 2,8% r/r. To stabilny, choć umiarkowany wynik, który potwierdza, że firmy wciąż utrzymują popyt na usługi pomocnicze, choć z większą ostrożnością w planowaniu kosztów.

Sygnały transformacji strukturalnej

Z lipcowych danych GUS wynika, że struktura wzrostu w usługach ulega stopniowej zmianie – coraz większe znaczenie mają branże wysokiej wartości dodanej, związane z technologiami, wiedzą i analizą danych. Jednocześnie tradycyjne segmenty – jak reklama czy nieruchomości – reagują spadkiem aktywności na wyhamowanie inwestycji.

Wzrost sektora usług opartych na wiedzy to dobry znak dla polskiej gospodarki. Pokazuje, że przedsiębiorstwa inwestują w kompetencje i technologie, co sprzyja wzrostowi produktywności i innowacyjności w dłuższej perspektywie – podkreśla Piotr Soroczyński z KIG.

Lipiec 2025 r. potwierdził, że sektor usług pozostaje kluczowym filarem wzrostu PKB, mimo sezonowego spowolnienia i niejednorodnej dynamiki w poszczególnych branżach. Wzrosty w transporcie, logistyce, technologiach i usługach profesjonalnych rekompensują spadki w nieruchomościach i reklamie.

Jeśli w drugiej połowie roku utrzyma się wysoki poziom popytu na usługi technologiczne i logistyczne, polska gospodarka może zakończyć 2025 rok z solidnym wynikiem wzrostu w sektorze usług – wskazującym, że strukturalna transformacja w kierunku gospodarki wiedzy i usług premium już trwa.

Kukuryki zyskają drugi skaner RTG. Przepustowość granicy z Białorusią wzrośnie dwukrotnie

0

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, we współpracy z Ministerstwem Finansów, zapowiada znaczącą poprawę przepustowości na jednym z kluczowych przejść granicznych z Białorusią – w Kukurykach. Jeszcze w październiku uruchomiony zostanie tam drugi skaner RTG, który pozwoli na podwojenie liczby odprawianych ciężarówek. W efekcie przepustowość ma wzrosnąć z około 420 do 800 pojazdów na dobę, co przełoży się na skrócenie kolejek po stronie białoruskiej w ciągu zaledwie kilku dni.

Reakcja na rosnące natężenie ruchu i potrzebę usprawnienia odpraw

Kukuryki to strategiczne przejście graniczne dla transportu towarowego między Unią Europejską a Białorusią. W ostatnich miesiącach obserwowano tam zwiększone natężenie ruchu, co doprowadziło do powstawania wielokilometrowych kolejek po stronie białoruskiej. Zwiększenie przepustowości stało się więc jednym z priorytetów administracji państwowej, a decyzja o uruchomieniu drugiego skanera RTG jest odpowiedzią na te wyzwania.

Jak poinformowało MSWiA, decyzję podjęto w oparciu o bieżące analizy i w ścisłej współpracy z Krajową Administracją Skarbową. Służby obu resortów stale monitorują sytuację na granicy, reagując na pojawiające się utrudnienia. Po polskiej stronie odprawy przebiegają płynnie, a funkcjonariusze Straży Granicznej i KAS pracują w pełnej obsadzie, zapewniając zarówno sprawność kontroli, jak i bezpieczeństwo.

Drugi skaner RTG jest już zainstalowany i oczekuje na odbiór techniczny. Po jego uruchomieniu możliwe będzie jednoczesne prowadzenie kontroli większej liczby pojazdów, bez uszczerbku dla bezpieczeństwa granicznego. Nowa infrastruktura pozwoli skrócić czas pojedynczej odprawy oraz zmniejszyć ryzyko zatorów, które dotychczas stanowiły problem nie tylko logistyczny, ale i ekonomiczny – wpływając na opóźnienia w łańcuchach dostaw.

Według zapowiedzi resortu, podwojenie liczby odprawianych ciężarówek powinno przełożyć się na znaczące rozładowanie kolejki po stronie białoruskiej w ciągu kilku dni od uruchomienia urządzenia.

MSWiA, we współpracy z wojewodą podlaskim, podjęło także działania mające na celu poprawę komfortu kierowców oczekujących w kolejce. Na drodze celnej zostaną ustawione dwa bezpłatne sanitariaty z dostępem do bieżącej wody, a po wjeździe na terminal dostępne będą kolejne udogodnienia sanitarne. Jak podkreśla resort, to część szerszego programu działań, które mają nie tylko usprawnić odprawy, ale również poprawić warunki pracy i oczekiwania kierowców zawodowych.

Stały monitoring i współpraca resortów

Sytuacja na granicy z Białorusią jest stale monitorowana przez służby podległe MSWiA oraz Krajową Administrację Skarbową. Zgodnie z deklaracją resortu, w przypadku pojawienia się nowych utrudnień możliwe będzie szybkie wdrożenie kolejnych rozwiązań organizacyjnych.

Zwiększenie przepustowości przejścia w Kukurykach to nie tylko krótsze kolejki i oszczędność czasu dla przewoźników. To także sygnał, że administracja państwowa stara się równoważyć potrzeby bezpieczeństwa granicznego z koniecznością zapewnienia sprawnego przepływu towarów – szczególnie w kontekście napiętej sytuacji geopolitycznej i rosnącego znaczenia korytarzy transportowych Wschód–Zachód.

Capgemini: zrównoważony rozwój wciąż priorytetem biznesu, ale firmy mylą strategię z działaniem

0

Czwarta edycja raportu Capgemini Research Institute „A world in balance 2025: Unlocking resilience and long-term value through environmental action” potwierdza zaangażowanie biznesu w zrównoważony rozwój. Trzy czwarte ankietowanych twierdzi, że jest to podstawowa strategia zapewniająca przyszłość ich organizacji, mająca na celu zwiększenie długoterminowej konkurencyjności, innowacyjności i odporności. Raport ujawnia jednak rozbieżność między postrzeganą gotowością a rzeczywistą odpornością, co sugeruje, że organizacje mylą planowanie z konkretnymi działaniami wychodzącymi naprzeciw zmianom klimatu.

Zrównoważony rozwój wciąż priorytetem mimo globalnej niepewności

Ponad 4 na 5 organizacji (82%) planuje zwiększyć inwestycje w zrównoważony rozwój, co stanowi wzrost o 8 punktów procentowych w porównaniu z ubiegłym rokiem. Elementem, który napędza te działania, pozostaje zgodność z przepisami. Czynniki biznesowe, takie jak utrzymanie rentowności, redukcja kosztów i zwiększenie wydajności operacyjnej, zajmują dopiero kolejne miejsca na liście celów. Dwie trzecie menedżerów i menedżerek przyznaje, że choć rozumieją biznesową potrzebę działań prośrodowiskowych, coraz częściej czują presję, by pokazywać realne i potwierdzone naukowo efekty. Mimo to jedynie 21% firm ma opracowany szczegółowy plan transformacji w kierunku neutralności klimatycznej – z jasno określonymi celami pośrednimi i podziałem kapitału. Wśród barier wewnętrznych najczęściej wskazywane są ograniczone budżety, brak odpowiednich narzędzi do gromadzenia i analizy danych oraz funkcjonowanie firm w silosach, które utrudniają współpracę. Z kolei spośród czynników zewnętrznych prawie dwie trzecie kadry zarządzającej wskazuje na niestabilną sytuację geopolityczną.

– Niepewność sytuacji geopolitycznej to obecnie jedno z czołowych ryzyk, z którymi mierzą się firmy. Fakt, że mimo to organizacje nie porzucają swoich priorytetów długofalowych w obszarze zrównoważonego rozwoju, jest pozytywnym trendem. Nie można jednak zapominać o celach krótkoterminowych, które mogą okazać się kluczowe w realizacji bardziej odległych założeń strategicznych. Ryzyka klimatyczne nie znikną. Co więcej, wyhamowanie, nawet chwilowe, obecnych inwestycji w tym obszarze, może utrudnić skuteczną realizację celów w przyszłości – zauważa Ewa Krupka, Junior CSR Manager.

Strategie wyłącznie na papierze

W obliczu globalnej zmiany klimatu i coraz częstszych katastrof naturalnych, firmy coraz wyraźniej odczuwają ich skutki. Ponad 7 na 10 osób na stanowiskach menadżerskich wskazuje na zakłócenia w łańcuchach dostaw, problemy w produkcji oraz niedobór surowców. Dwie trzecie obawia się również rosnących trudności w zarządzaniu ryzykiem ubezpieczeniowym i finansowym.

Choć większość liderów i liderek deklaruje, że adaptacja do zmian klimatycznych jest dla nich priorytetem, ponad połowa uważa, że ich organizacje nie są na nie wystarczająco przygotowane. Różnica między deklarowaną gotowością a faktyczną odpornością pokazuje, że tylko część firm podejmuje realne działania – 38% modernizuje infrastrukturę, 31% przenosi produkcję do bezpieczniejszych regionów, a 26% wprowadza zmiany w projektowaniu produktów.

– Widać wyraźny rozdźwięk między rolą, jaką zrównoważony rozwój zajmuje w strategiach organizacji, a faktycznymi działaniami. Tym bardziej, że osoby zarządzające w firmach są świadome biznesowych korzyści – potwierdza to 67% z nich, a z kolei niemal połowa firm (49%) już dostrzega zwrot z takich inwestycji. Dlatego właściwe ulokowanie środków i wyznaczanie celów, zwłaszcza krótkoterminowych, powinno stać się jednym z kluczowych priorytetów na drodze do dalszego rozwoju w duchu sustainability – komentuje Ewa Krupka, Junior CSR Manager.

Ślad środowiskowy sztucznej inteligencji pod lupą

Sztuczna inteligencja coraz częściej wspiera działania firm na rzecz zrównoważonego rozwoju – już prawie dwie trzecie menedżerów i menedżerek przyznaje, że ich organizacje wykorzystują AI w tym celu. Choć AI przynosi wiele korzyści – od szybszego przetwarzania danych po ograniczanie zużycia energii i surowców – jej rozwój również wiąże się z emisją dwutlenku węgla.

57% liderów_ek potwierdza, że wpływ generatywnej AI (Gen AI) na środowisko jest omawiany na poziomie zarządów, jednak mniej niż jedna trzecia firm podejmuje realne działania, by go ograniczyć. Jak wynika z raportu Capgemini Research Institute, rośnie ostrożność wobec środowiskowych skutków tej technologii – odsetek osób przekonanych, że korzyści z Gen AI przewyższają jej koszt dla planety, spadł z 67% w 2024 roku do 57% w 2025.

Kryzys wiarygodności marek?

Coraz więcej konsumentów i konsumentek patrzy na zaangażowanie klimatyczne przedsiębiorstw i korporacji z dużą dozą sceptycyzmu – ponad sześć na dziesięć ankietowanych osób (62%) uważa, że firmy stosują greenwashing. Dla porównania: w 2023 r. taką opinię miała tylko jedna trzecia, a w 2024 już ponad połowa z nich. Ponadto, więcej niż trzy czwarte konsumentów i konsumentek uważa, że przedsiębiorstwa powinny robić więcej, by ograniczyć emisję gazów cieplarnianych. Widać więc jasno, że marki powinny pomyśleć o zmianie sposobu komunikacji na temat swoich działań w zakresie zrównoważonego rozwoju, tak by była ona bardziej transparentna i poparta dowodami. Jeśli chodzi o tzw. zrównoważone produkty, tylko co czwarty konsument uważa je za przystępne cenowo, a jedynie 16% twierdzi, że ma wystarczającą wiedzę o działaniach firm w tym zakresie.

ASML – cichy lider rewolucji AI. Europejski gigant notuje rekordowe wyniki

Choć wyścig w dziedzinie sztucznej inteligencji wydaje się dziś zdominowany przez amerykańskie giganty, Europa również ma swoich czempionów, bez których rozwój tej technologii byłby niemożliwy. Jednym z nich jest holenderska spółka ASML, producent maszyn litograficznych, dzięki którym powstają najnowocześniejsze chipy. To właśnie te układy stanowią podstawę działania algorytmów AI i centrów danych na całym świecie. W czasie, gdy firmy z Doliny Krzemowej inwestują miliardy w rozwój zaawansowanych systemów sztucznej inteligencji, ASML dostarcza im narzędzia niezbędne do budowy infrastruktury tej nowej, cyfrowej gospodarki. Spółka jest dziś najbardziej wartościową firmą giełdową w Europie, z kapitalizacją rynkową na poziomie 390 mld dolarów, wyprzedzając niemiecki SAP, francuski LVMH i duński Novo Nordisk. W trzecim kwartale 2025 roku osiągnęła przychody w wysokości 7,5 mld euro, a jej prognozy na kolejne miesiące pozostają równie obiecujące.

ASML osiągnęła w trzecim kwartale tego roku przychody w wysokości 7,5 mld euro, a w czwartym spodziewa się 9,5 mld euro, co oznacza, że za cały 2025 rok przychody wyniosą około 32,5 mld euro – o 15 proc. więcej niż w 2024. To kolejny bardzo dobry rok dla jednego z europejskich liderów sztucznej inteligencji, którego pozycję wzmacnia rosnący popyt na technologie wspierające rozwój AI. Wartość nowych zamówień w trzecim kwartale wzrosła o 5,4 mld euro, z czego aż 3,6 mld dotyczyło maszyn do litografii w ekstremalnym ultrafiolecie (EUV) – kluczowej technologii, w którą ASML zainwestowała miliardy euro. Większe zamówienia w tym segmencie odnotowano jedynie w czwartym kwartale 2023 roku, gdy wyniosły 5,6 mld euro. Spółka odgrywa dziś centralną rolę w globalnej gospodarce opartej na sztucznej inteligencji, produkując najbardziej zaawansowane na świecie maszyny litograficzne wykorzystywane do tworzenia nowoczesnych chipów, które stanowią podstawowy element wszystkich systemów obliczeniowych. Jej technologia EUV pozwala na wytwarzanie coraz mniejszych i bardziej wydajnych procesorów, które napędzają algorytmy AI, centra danych, i smartfony. W efekcie ASML stała się jednym z głównych beneficjentów globalnej „gorączki” inwestycji w sztuczną inteligencję, dostarczając nie same rozwiązania AI, lecz sprzęt, bez którego ich rozwój byłby niemożliwy. Jako europejski lider w branży zdominowanej przez amerykańskie koncerny technologiczne, ASML udowadnia, że kluczowe innowacje mogą rodzić się także po tej stronie Atlantyku.

Prezes ASML Christophe Fouquet zachował ostrożność w prognozach na 2026 rok, unikając nawet słowa „wzrost”, by nie powtórzyć reakcji rynku z wcześniejszego kwartału. Zapowiedział jedynie, że przychody nie będą niższe niż w 2025 roku. Ostrożność ta wynika z możliwych nowych ograniczeń eksportowych, szczególnie wobec Chin, które odpowiadają już za 42 proc. przychodów spółki i dążą do uniezależnienia się w produkcji chipów. Rynek wciąż zakłada, że ostatnia eskalacja w wojnie handlowej między USA a Chinami ma charakter przejściowy, bo obie gospodarki nadal są od siebie wzajemnie uzależnione. ASML podtrzymało długoterminowe prognozy przychodów na poziomie 44–60 mld euro rocznie do 2030 roku. Oznacza to średnioroczny wzrost na poziomie 7-13 proc, czyli średnio około 10 proc. rocznie.

Według danych firmy konsultingowej McKinsey globalne inwestycje w centra danych mogą do 2030 roku sięgnąć niemal 7 bln dolarów. Ponad 4 bln dolarów z tej kwoty przypada na sprzęt obliczeniowy, z czego ponad 40 proc. wydatków będzie realizowanych w Stanach Zjednoczonych. Analizy wskazują, że światowe zapotrzebowanie na moc obliczeniową centrów danych może do końca dekady wzrosnąć ponad trzykrotnie – przy średniorocznym tempie wzrostu (CAGR) około 22 proc. W USA wzrost ten może sięgać nawet 20–25 proc. rocznie. Choć obecnie większość uwagi skupia się na sztucznej inteligencji, a zapotrzebowanie napędzane przez generatywne modele AI szacuje się na około 40 proc. całego wzrostu, nie jest to jedyny czynnik. Dalszy rozwój usług chmurowych i oprogramowania w modelu subskrypcyjnym, cyfryzacja usług publicznych, a także przyspieszająca popularyzacja 5G i internetu rzeczy dodatkowo zwiększają popyt na nowoczesne technologie.

Jeśli wszystkie zapowiedziane inwestycje w centra danych, sztuczną inteligencję i chipy zostaną zrealizowane, technologia EUV opracowana przez ASML odegra kluczową rolę. Osiągnięcie górnego pułapu obecnych prognoz wymagałoby złagodzenia ograniczeń eksportowych lub wprowadzenia przez ASML kolejnych innowacyjnych rozwiązań.

Short attack na CCC? Ekspert XTB: reakcja rynku może być przesadzona

Dzisiaj polska giełda żyje zamieszaniem wokół CCC i rzekomych oszustw finansowych, które miały zostać zdemaskowane przez Ningi Research. W związku z tymi oskarżeniami kurs CCC runął. Co to oznacza? Jakie są dalsze perspektywy? Czy te oskarżenia są zasadne? W poniższym komentarzu tłumaczy Kamil Szczepański, analityk XTB:

Spółka CCC znalazła się dziś w centrum uwagi inwestorów po tym, jak Ningi Research opublikowało raport oskarżający ją o poważne nieprawidłowości finansowe. Kurs akcji w trakcie czwartkowej sesji spadł o ponad 10%. 

Raport Ningi zarzuca CCC między innymi stosowanie agresywnych technik księgowych, „upiększanie” wyników poprzez m.in. tzw. channel stuffing (czyli sztuczne zawyżanie sprzedaży poprzez przepychanie towaru do dystrybutorów), a także brak pełnej przejrzystości w transakcjach z podmiotami powiązanymi. Według autorów raportu poprawa wyników finansowych CCC to w dużej mierze manipulacja księgowa, nie zaś efekt faktycznego sukcesu operacyjnego.

Czy tak ostra reakcja rynku jest rzeczywiście uzasadniona, czy może mamy do czynienia z dobrze zaplanowaną, skoordynowaną akcją spekulacyjną?

Warszawska giełda, z racji swojej wielkości i struktury uczestników, pozostaje szczególnie wrażliwa na działania dużych graczy zagranicznych. Stosunkowo niewielka kapitalizacja spółek, ograniczona płynność i niedostateczny powodują, że nawet pojedynczy raport funduszu shortującego może doprowadzić do gwałtownej i nieproporcjonalnej reakcji kursu.

Gdyby byłoby tak i w tym wypadku, nie byłby to ani pierwszy ani ostatni raz. 

Choć Ningi Research przedstawia się jako „niezależny podmiot badawczy”, jego wiarygodność jest szeroko kwestionowana. Organizacja ta nie podlega żadnemu formalnemu nadzorowi, nie ujawnia metodologii swoich analiz, a w przeszłości była uwikłana w liczne kontrowersje. Raporty Ningi wielokrotnie były określane przez spółki jako nierzetelne, tendencyjne, pełne błędów lub motywowane interesem finansowym. Tak było między innymi w przypadku Marex Group, SMA Solar czy Oddity Tech, które zarzucały Ningi manipulowanie danymi i konstruowanie narracji pod własne pozycje krótkie.

W praktyce Ningi nie odpowiada prawnie za skutki swoich publikacji, mimo że każda z nich wywołuje realne konsekwencje rynkowe.

Już na pierwszy rzut oka widać w raporcie Ningi kilka wątpliwości logicznych.

  • Po pierwsze. Zarzuty dotyczące „nieujawnionych transakcji z podmiotami powiązanymi” są formułowane bardzo ogólnie, bez wskazania konkretnych przykładów ani danych liczbowych.
  • Po drugie. Teza o „channel stuffingu” wymagałaby twardych dowodów w postaci danych magazynowych, zwrotów, poziomów zapasów– żadnych takich informacji Ningi nie publikuje.
  • Po trzecie. Zarzut agresywnej księgowości to sformułowanie pojemne, którym można obarczyć dowolną spółkęw okresie poprawy wyników, jeśli stosuje dopuszczalne metody rozpoznawania przychodów.

Raport przypomina bardziej opinię, wspartą rozproszonymi dowodami anegdotycznymi niż rzeczową analizę. 

Sytuacja CCC przypomina głośny atak sprzed roku na LPP, gdy Hindenburg Research oskarżył spółkę o pozorowanie wyjścia z rynku rosyjskiego. Wówczas kurs LPP w ciągu jednego dnia spadł o ponad 30%, tylko po to, by w kolejnych dniach znaczną część strat odrobić.

Tamta historia pokazała, że mechanizm „short attacku” na polskich spółkach jest prosty i skuteczny. Gdy emocje opadają, zwykle okazuje się, że zarzuty są przesadzone lub po prostu nieudowodnione.

Zgodnie z rejestrem KNF, na CCC ujawniono siedem dużych krótkich pozycji – łącznie około 6% kapitału spółki. Jednak rejestr ten pokazuje wyłącznie pozycje przekraczające próg 0,5% udziałów, więc rzeczywista wartość wszystkich shortów może być nawet 2-3 razy większa. W praktyce oznacza to, że duża część wolnego obrotu akcjami CCC znajduje się obecnie w rękach pożyczkobiorców grających na spadek. 

Ningi Research w swoich komunikatach powtarza, że jego działalność służy „ochronie inwestorów i przejrzystości rynku”. Tego typu deklaracje to jednak jak groteskowy cynizm. Rynki finansowe to w pierwszej kolejności mechanizm zarabiania pieniędzy, a dopiero w drugiej,  system alokacji kapitału w gospodarce. Fundusz shortujący działa z myślą o zysku, nie o etyce. Dlatego trudno uwierzyć, że zagraniczny podmiot o wątpliwej reputacji nagle postanowił „bronić polskiego rynku przed manipulacją”. 

Dzisiejszy spadek CCC to bez wątpienia silna reakcja, ale niekoniecznie racjonalna. Dopóki spółka nie odniesie się oficjalnie do zarzutów, jakiekolwiek wnioski są przedwczesne.

Historia LPP pokazuje, że rynkowe emocje potrafią odwrócić się równie gwałtownie, jak się pojawiły. Warto więc, by inwestorzy zachowali dystans, a regulator – większą czujność.

Polski rynek inwestycyjny nieruchomości komercyjnych utrzymuje stabilność – 2,6 mld euro do końca III kwartału

Wyniki rynku inwestycyjnego nieruchomości komercyjnych w Polsce w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. (2,6 miliarda euro) odzwierciedlają stabilną sytuację rynkową, z wolumenem zbliżonym do ubiegłorocznego wyniku w tym samym okresie (2,8 miliarda euro). Zrealizowano 105 transakcji, co wskazuje na wzrost płynności w stosunku do roku ubiegłego (87 transakcji w tym samym okresie). Polski kapitał coraz wyraźniej zaznacza swoją obecność, korzystając z atrakcyjnych cen nieruchomości. Natomiast kapitał typu „core” pozostaje ostrożny – tylko dwie transakcje przekroczyły próg 100 mln euro.

Pod względem wolumenu dominowały sektory biurowy i magazynowy. Transakcje biurowe charakteryzowały się ponad 50-procentowym udziałem polskich inwestorów, co wskazuje na rosnący udział krajowego kapitału w tym segmencie. Chociaż sektor magazynowy odnotował niższą płynność, zrealizowano w nim kilka istotnych transakcji, co podkreśla jego strategiczne znaczenie. Inwestycje w nieruchomości handlowe pozostały na stabilnym kursie, koncentrując się na parkach handlowych i kilku projektach do przebudowy. W segmentach nieruchomości mieszkaniowych i akademików zawarto już kilka transakcji na rynku wtórnym, a rynek oczekuje rekordowego przejęcia 18 aktywów Resi4Rent przez Vantage Development.

Wspierany silnymi fundamentami gospodarczymi i ogólną stabilnością, polski rynek inwestycyjny utrzymuje równomierne tempo rozwoju. Sektor oczekuje obecnie powrotu kapitału typu „core” i dużych transakcji portfelowych, które powinny dodatkowo pobudzić aktywność inwestycyjną w nadchodzących kwartałach.

Rynek w liczbach:

  • 6 miliarda euro (828 milionów euro w samym Q3) – całkowity wolumen inwestycyjny w okresie I-III kw. 2025
  • 105 transakcji w okresie I-III kw. 2025 vs 87 transakcji w okresie I-III kw. 2024
  • Wolumen inwestycyjny porównywalny do wyników ubiegłorocznych
  • 23% udział polskiego kapitału w całkowitym wolumenie inwestycyjnym w okresie I-III kw. 2025 vs 10% w okresie I-III kw. 2024

Sektor biurowy – zwiększona aktywność polskich inwestorów

Sektor biurowy okazał się liderem rynku w okresie I-III kw. 2025 r., zarówno pod względem wartości transakcji, jak i ich liczby. Największą transakcją, a zarazem jedyną przekraczającą próg 100 mln euro w sektorze biurowym, było ostateczne nabycie 50% udziałów w Mennica Legacy Tower przez Mennica Polska. Kolejne duże transakcje dotyczyły najlepszych budynków biurowych w Warszawie – Vibe, Plac Zamkowy – Business with Heritage i Wronia 31 a także High 5ive I & II w Krakowie.

Przy średniej wartości transakcji nieznacznie przekraczającej 25 mln euro sektor był zdominowany przez transakcje typu „value-add” i oportunistyczne, wciąż oczekując na powrót kapitału typu „core”. Polski kapitał jest coraz bardziej aktywny, z ponad 50-procentowym udziałem zarówno w wolumenie transakcji jak i ich liczbie. Akwizycje polskiego kapitału obejmują również kilka nieruchomości pozyskanych przez właścicieli-użytkowników, w tym podmiotów sektora publicznego.

Sektor w liczbach:

  • 899 milionów – wolumen sektora w okresie I-III kw. 2025
  • 36 transakcji w okresie I-III kw. 2025
  • 51% udział polskiego kapitału w wolumenie w okresie I-III kw. 2025

„Kapitał typu „core” pozostaje zachowawczy we wszystkich sektorach, ponieważ inwestorzy reprezentujący taką strategię nadal powstrzymują się od podejmowania ryzyka w obliczu utrzymującej się niepewności gospodarczej i geopolitycznej. W rezultacie w okresie I-III kw. 2025 r. na rynku odnotowano jedynie pięć transakcji typu „core” nieruchomościami biurowymi. W przyszłość patrzymy jednak optymistycznie, spodziewając się w ciągu najbliższych miesięcy kilku transakcji tego typu w Warszawie i miastach regionalnych.

Natomiast inwestorzy typu „value-add” i oportunistyczni wykazują większą aktywność, selektywnie poszukując okazji. To właśnie tej klasy aktywa przyciągają polski kapitał, który na koniec III kwartału 2025 r. odpowiadał za ponad 50% wolumenu biurowego, a także liczby zawartych transakcji.” – komentuje Marcin Purgal, Senior Director, Investment w Avison Young

Sektor magazynowy – umiarkowana płynność, duże wolumeny

Sytuacja na rynku nieruchomości magazynowych w I-III kw. 2025 r. pozostaje stabilna, a wyniki są porównywalne z poprzednim rokiem. Transakcje nieruchomościami magazynowymi osiągnęły wartość 873 mln euro, co stanowi jedną trzecią całkowitego wolumenu inwestycji w analizowanym okresie. Utrzymująca się umiarkowana płynność wynika z nadal ograniczonej liczby transakcji portfelowych (tylko 3 od początku roku) oraz trwającego procesu poszukiwania złotego środka między oczekiwaniami cenowymi sprzedających i kupujących.

Większość wolumenu inwestycyjnego została zrealizowana poza głównymi rynkami. 17% całkowitego wolumenu odnotowano w regionach rozwijających się, takich jak Bydgoszcz i Rzeszów, a 16% w mniejszych ośrodkach, w tym w regionach Olsztyna i Opola. Transakcje typu „sale and leaseback”, obejmujące obiekty magazynowe zlokalizowane zarówno na pięciu największych rynkach, jak i w mniejszych ośrodkach, stanowiły ponad 40% całkowitej wartości inwestycji w tym sektorze.

Sektor w liczbach:

  • 873 milionów – całkowity wolumen sektora w okresie I-III kw. 2025
  • 5 transakcji „sale and leaseback” z 18 zrealizowanych w sektorze
  • 54% wolumenu poza największymi ośrodkami („Big Five”)

„Transakcje typu „sale and leaseback” stanowiły 44% całkowitego wolumenu sektora w tym roku, głównie dzięki przełomowej transakcji sprzedaży dwóch nieruchomości Eko-Okna na rzecz Realty Income. Transakcja ta jest nie tylko największą transakcją „sale and leaseback” odnotowaną w pierwszych trzech kwartałach 2025 r. w Polsce, ale także największą tego typu jaką kiedykolwiek zrealizowano w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Z punktu widzenia inwestora struktura „sale and leaseback” zapewnia stabilny, długoterminowy dochód wspierany przez wiarygodnego najemcę. Pozwala ona dywersyfikować portfel i zapewnia korzyści wynikające z posiadania nieruchomości bez bezpośredniej ekspozycji na ryzyko operacyjne najemcy. Inwestorzy muszą jednak pamiętać o potencjalnych wyzwaniach, takich jak niewypłacalność najemcy, ryzyko ponownego wynajęcia, problemy związane ze stanem nieruchomości i zobowiązania środowiskowe. W związku z tym, dokładna analiza due diligence ma kluczowe znaczenie dla zapewnienia bezpieczeństwa i rentowności inwestycji.” – komentuje Bartłomiej Krzyżak, Senior Director, Investment w Avison Young

Sektor handlowy – ekspansja portfeli parków handlowych

W pierwszych trzech kwartałach 2025 r. sektor handlowy zrealizował wolumen inwestycji 453 mln euro. Parki handlowe, obiekty typu „convenience” oraz samodzielne sklepy spożywcze nadal cieszą się dużym zainteresowaniem inwestorów, stanowiąc 2/3 wszystkich transakcji i 56% całkowitego wolumenu transakcji. Akwizycje związane z przebudową stanowiły 20% wolumenu transakcji i dotyczyły głównie centrów handlowych oraz wolnostojących obiektów handlowych przeznaczonych do przebudowy na cele mieszkaniowe.

Regionalne centra handlowe okazały się trzecią najbardziej atrakcyjną klasą aktywów handlowych, z 6 obiektami sprzedanymi w ramach 4 transakcji. Różnorodność możliwości inwestycyjnych na polskim rynku handlowym sprzyja stabilnej płynności, jednak brak transakcji najlepszymi centrami handlowymi utrzymał całkowity wolumen na umiarkowanym poziomie. Doradcy Avison Young pośredniczyli w 4 z 10 największych transakcji sektora zrealizowanych w I-III kw. 2025, obejmujących wszystkie formaty handlowe.

Sektor w liczbach

  • 453 milionów euro – wolumen sektora w okresie I-III kw. 2025
  • 6 transakcji obiektami do przebudowy w okresie I-III kw. 2025
  • 27/39 transakcji parkami handlowymi i sklepami spożywczymi typu „convenience” w okresie I-III kw. 2025

„W ostatnich latach Polska stała się atrakcyjnym punktem wejścia dla nowych inwestorów pragnących rozszerzyć swoją działalność na Europę Środkową i Wschodnią. Najważniejszą transakcją na rynku nieruchomości handlowych w okresie I-III kw. 2025 r. było nabycie portfela 10 obiektów A Centrum przez czeskiego inwestora My Park. Segment parków handlowych niezmiennie cieszy się powodzeniem, osiągając dobre wyniki dzięki trendowi wygodnych zakupów oraz dzięki stabilnej strukturze najemców, w której dominują dyskonty i sklepy z artykułami pierwszej potrzeby.

Inwestorzy wchodzący po raz pierwszy na rynek polski często postrzegają parki handlowe jako stosunkowo bezpieczną klasę aktywów: oferują one niższe koszty wejścia w porównaniu z najlepszymi centrami handlowymi, zapewniają stały dochód z wynajmu i są zazwyczaj zlokalizowane w rozwijających się miastach regionalnych, gdzie popyt konsumencki pozostaje stabilny. Połączenie dostępności, stabilności i potencjału wzrostu sprawiło, że parki handlowe stały się celem dla debiutujących graczy, chcących zaistnieć na polskim rynku nieruchomości komercyjnych.” – komentuje Artur Czuba, Director, Investment w Avison Young

Sektor PRS – przełomowa transakcja na horyzoncie

W okresie I-III kw. 2025 r. wartość inwestycji na polskim rynku nieruchomości mieszkaniowych wyniosła łącznie 223 mln euro, z czego 150 mln euro dotyczyło 3 projektów PRS (Private Rented Sector) w Warszawie. AFI Europe zrealizowało 2 z tych transakcji, a Xior Student Housing nabył 1 nieruchomość od Syrena RE. Pozostałe transakcje zostały zrealizowane przez NREP i dotyczyły 3 aktywów typu co-living w Gdańsku, dla których zespół doradców technicznych Avison Young zapewnił kompleksowe wsparcie, w tym monitorowanie projektu i nadzór prac budowlanych. Obecnie realizowana jest bezprecedensowa transakcja w sektorze PRS – Vantage Development ogłosił nabycie 18 aktywów Resi4Rent PRS.

Duży potencjał polskiego rynku mieszkaniowego przyciąga coraz większą uwagę zarówno krajowych, jak i międzynarodowych inwestorów, w tym PHN, Ronson Development i Skanska, którzy wyrazili zainteresowanie tym szybko rozwijającym się segmentem.

„Rynek inwestycji PRS w Polsce, ze względu na swoją początkową fazę, był dotychczas zdominowany przez transakcje na rynku pierwotnym, gdzie budynki nabywane są bezpośrednio od deweloperów.

Transakcje na rynku wtórnym pojawiły się w 2022 r., rozpoczynając kolejną fazę rozwoju rynku PRS w Polsce. Wtedy to Catella sprzedała swoje 3 aktywa w Warszawie i Krakowie, wycofując się jednocześnie z polskiego rynku nieruchomości.

Obecnie finalizuje się przełomowa transakcja w tym sektorze, polegająca na nabyciu przez Vantage Development 18 aktywów Resi4Rent, co stanowi ponad 20% zasobu mieszkań PRS w kraju.” – komentuje Patryk Błach, Senior Consultant, Investment w Avison Young

AI zmienia role programistów – mniej kodowania, więcej kontroli

Według Światowego Forum Ekonomicznego do 2030 r. na świecie znikną 92 mln miejsc pracy, a równocześnie powstanie aż 170 mln nowych. Wśród zawodów o najszybszym tempie wzrostu znajdują się m.in. specjaliści od big data, sztucznej inteligencji, cyberbezpieczeństwa oraz twórcy aplikacji i oprogramowania. Jak wskazuje ekspert firmy Progress Software, to jasny sygnał, że sztuczna inteligencja nie eliminuje roli deweloperów, lecz ją zmienia, czyniąc z nich architektów rozwiązań, koordynatorów inteligentnych narzędzi czy strażników jakości.

Dane PwC pokazują, że w branżach najbardziej narażonych na wpływ sztucznej inteligencji produktywność wzrosła czterokrotnie, a pracownicy posiadający kompetencje w tym obszarze zarabiają średnio o 56% więcej niż koledzy na tych samych stanowiskach. Również w Polsce zapotrzebowanie branży technik informacyjnych i komunikacyjnych (ICT) na umiejętności związane ze sztuczną inteligencją wzrosło niemal pięciokrotnie w latach 2018-2024, z 2% do 9,6%.

Człowiek w centrum pracy z AI

Na rynku pojawia się coraz więcej narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję, wdraża je również coraz więcej firm, aby usprawniać swoje procesy. W przypadku pracy deweloperów oprogramowania AI najczęściej wspiera pisanie kodu, przyspieszając proces rozwoju projektów. Narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji mogą w czasie rzeczywistym podpowiadać fragment kodu, identyfikować błędy czy generować rozwiązania na podstawie podanych promptów, napisanych w naturalnym języku.

To ogromna zmiana, która przyspiesza przejście od pomysłu do działania. Dzięki niej deweloperzy mogą skoncentrować się na projektowaniu architektury oprogramowania lub aplikacji i decyzjach strategicznych, zamiast tracić czas na powtarzalne czynności. Nie oznacza to jednak, że programiści stają się wyłącznie „inżynierami promptów” lub nadzorcami pracy AI. To oni nadal odpowiadają za wyznaczanie celu, rozumienie kontekstu oraz rezultat pracy. Bez tych elementów żadne narzędzie AI nie zagwarantuje jakości ani dopasowania zaprogramowanego rozwiązania do potrzeb klienta.

Trzeba pamiętać, że AI pozostaje tylko narzędziem w rękach człowieka. To od programisty zależy, czy je świadomie wykorzysta, aby osiągnąć najlepsze efekty swojej pracy. Wciąż dzieli nas wiele od wizji inżyniera oprogramowania, który zarządza całą flotą agentów-deweloperów, szczególnie w przypadku aplikacji biznesowych o krytycznym znaczeniu. Aby wykorzystać AI w wartościowy sposób, potrzeba czasu na naukę oraz jasne definiowanie intencji, kontekstu i spodziewanych rezultatów – podkreśla Ed Keisling, Chief AI Officer w firmie Progress Software.

Nowe kompetencje, te same fundamenty

Sztuczna inteligencja przejmuje najbardziej powtarzalne elementy pracy programisty, ale to nie one definiują istotę tego zawodu. Fundamentem pozostaje zdolność zrozumienia problemu, zaprojektowania rozwiązania oraz oceny jego wartości w danym kontekście. To te kwalifikacje wyróżniają doświadczonych specjalistów.

AI powinna usprawniać procesy tworzenia aplikacji, ale nie wyręczać człowieka w podejmowaniu decyzji wymagających doświadczenia i intuicji. Każdy kod – niezależnie od tego, przez kogo został stworzony – powinien przejść przez te same procesy, testy jakości, bezpieczeństwa, wydajności i regresji. Bez tego nie tylko rośnie ryzyko błędów, ale także może się to odbić na zaufaniu klientów.

Z tym aspektem wiąże się rola inspekcji kodu we współczesnej pracy programistów. Tradycyjnie jest to etap wyłapywania błędów i nauki młodszych deweloperów, obecnie nadal jest potrzebny – nawet jeśli większość kodu została napisana przez sztuczną inteligencję. Warto mieć na uwadze, że AI może popełniać błędy, halucynować czy pomijać zabezpieczenia. Dlatego przeglądy kodu nadal są kluczowe – nie tylko jako narzędzie do kontroli jakości, ale również jako przestrzeń do wymiany wiedzy i dbania o bezpieczeństwo – wskazuje Ed Keisling.

Najbliższe lata przyniosą odejście od tradycyjnego pisania każdej linijki kodu przez programistów na rzecz bardziej konwersacyjnego stylu pracy. Będą oni coraz częściej korzystać z promptów w języku naturalnym i wizualnych interfejsów, a sztuczna inteligencja przejmie role partnera w tworzeniu aplikacji. AI będzie wzmacniać ich możliwości, jednak to człowiek pozostanie strategiem i „mózgiem” całego procesu.

Źródła:

Raport Światowego Forum Ekonomicznego „Future of Jobs Report 2025”: https://reports.weforum.org/docs/WEF_Future_of_Jobs_Report_2025.pdf

Raport PwC „2025 Global AI Jobs Barometer”: https://www.pwc.com/gx/en/issues/artificial-intelligence/ai-jobs-barometer.html

Raport PwC „2025 Global AI Jobs Barometer. Poland Analysis”: https://www.pwc.com/gx/en/issues/artificial-intelligence/job-barometer/aijb-2025-poland-analysis.pdf

Słabszy wrzesień na rynku najmu – więcej ofert, mniej chętnych. Czynsze bez wzrostów mimo sezonu

Wrzesień to zwykle okres największego ruchu na rynku wynajmu mieszkań. Jednak w tym roku jest on jakiś… mało ruchliwy. Eksperci portalu GetHome.pl zwracają uwagę, że wynajęło się aż o 10% mniej mieszkań niż przed rokiem w analogicznym okresie. W tej sytuacji wynajmujący raczej mogą jedynie pomarzyć o podwyżkach czynszów.

–  Wielu właścicieli mieszkań czekało najpewniej z utęsknieniem na nadejście września, bo wówczas umowy finalizują dziesiątki tysięcy studentów. Tymczasem oferta mieszkań wzrosła, a ci nie rzucili się na nie aż tak bardzo. W efekcie czynsze utrzymały poziom z sierpnia lub nawet spadły – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl.

Z danych przeszukiwarki portali nieruchomości Adradar wynika, że we wrześniu na rynku najmu w całym kraju pojawiło się ok. 62 tys. nowych unikalnych ofert. Co ważne, było ich o 6% więcej niż w sierpniu. O tyle samo wzrosła liczba ofert wycofanych z rynku (w domyśle – wynajętych) – ok. 57,5 tys. W efekcie oferta zwiększyła się z 76,5 tys. do 81 tys., czyli również o 6%.Rynek najmu-wrzesień 2025-oferta-kraj

Rynek najmu wyraźnie się więc ożywił. W tym roku był to zdecydowanie najlepszy miesiąc zarówno pod względem nowej podaży mieszkań na wynajem, jak i popytu na nie. Z drugiej strony, jak zauważa Marek Wielgo, tegoroczny wrzesień wygląda blado w porównaniu z poprzednimi latami pod względem liczby wycofanych z oferty lokali na wynajem. Gorszy był tylko rok 2022, ale wówczas rynek był wydrenowany przez uchodźców z Ukrainy. Na tle ostatnich lat w oczy rzuca się też stosunkowo niewielkie ożywienie popytu w porównaniu z sierpniem.Rynek najmu-wrzesień 2025-wynajęte-kraj

Zdaniem eksperta portalu GetHome.pl, można to tłumaczyć m.in. spadkiem liczby studentów zagranicznych. Do studiowania w naszym kraju zniechęca bowiem wojna hybrydowa Rosji przeciwko Polsce, czego konsekwencją jest zaostrzenie polityki wizowej czy wprowadzenie limitów przyjęć.

Rosyjska propaganda rozpowszechnia fałszywe informacje o braku bezpieczeństwa w Polsce, rzekomych mobilizacjach, czy „bliskości wojny”. W efekcie młodzi ludzie z krajów Unii Europejskiej mogą uznać, że Polska jest krajem wysokiego ryzyka – mówi Marek Wielgo.

I dodaje, że z kolei nasilająca się propaganda antyuchodźcza lub antyimigrancka przekłada się na wzrost niechęci wobec obcokrajowców, szczególnie z krajów Azji i Afryki.

Co ciekawe, w największych miastach akademickich Adradar odnotował we wrześniu nawet dwucyfrowy wzrost liczby oferowanych mieszkań na wynajem. Aż o 22% wzrosła ich oferta w Gdańsku (do 4,4 tys. lokali), o 10% – w Krakowie (do 6,8 tys.) i Łodzi (do 3,4 tys.), o 9% – w Warszawie (do 15,9 tys.) i Wrocławiu (do 5,8 tys.), o 6% – w Poznaniu (do 3,6 tys.) i o 4% – w Katowicach (do 2,4 tys. lokali). Warto zauważyć, że w tym roku fenomenem jest Gdańsk. Z danych portalu Adradar wynika, że liczba mieszkań na wynajem oferowanych w portalach ogłoszeniowych wzrosła w trzecim kwartale tego roku aż o ponad 90%! Z drugiej strony wciąż jest ich mniej niż przed rokiem. Podobnie zresztą, jak w pozostałych metropoliach z wyjątkiem Katowic.Rynek najmu-wrzesień 2025-oferta-miasta

Jak sytuacja podażowa wpłynęła na czynsze? Nie potwierdziły się obawy, że we wrześniu z rynku szybko znikną najtańsze lokale, zaś te, które zostaną, będą droższe. Ponieważ wynajmujący dostarczyli więcej mieszkań niż znaleźli na nie chętnych, wrzesień był kolejnym miesiącem stabilizacji, a nawet spadków mediany czynszów, która jest bardziej zbliżona do „typowej” stawki czynszu niż średnia.

Jak wynika z danych portalu GetHome.pl, mediana nie zmieniła się w Warszawie (ok. 4,5 tys. zł), Krakowie (ok. 3,1 tys. zł), Wrocławiu (ok. 2,9 tys. zł), Poznaniu (2,6 tys. zł) i Katowicach (ok. 2,1 tys. zł). Z kolei w Łodzi mediana czynszów spadła we wrześniu aż o 9% (do 2 tys. zł) i o 3% w Gdańsku (do 3,2 tys. zł).

W Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu dostępne na rynku mieszkania na wynajem są wciąż średnio tańsze niż przed rokiem. Zwracamy jednak uwagę, że są to stawki ofertowe. Transakcyjne mogą więc być niższe.Rynek najmu-wrzesień 2025-oferta-miasta

Z punktu widzenia studentek i studentów, którym nie udało się dostać miejsca w uczelnianym akademiku, najdroższą opcją jest wynajem kawalerki. Często szukają więc oni

większych lokali, w których mogliby dokwaterować koleżanki lub kolegów, i dzięki temu zredukować wydatki.  Np. w Gdańsku mediana czynszu za kawalerkę wynosiła we wrześniu 2,2 tys. zł, za „dwójkę” – 3 tys. zł (1,5 tys. zł na osobę), a za „trójkę – 3,7 tys. zł (1,2 tys. na osobę).Rynek najmu-wrzesień 2025-mediana czynszów-pokoje

Inflacja bazowa we wrześniu bez zmian – 3,2 proc. zgodnie z oczekiwaniami rynku

0

Wrześniowy odczyt inflacji bazowej w Polsce w ujęciu rocznym nie zaskoczył. Wyniósł 3,2 proc., czyli dokładnie tyle samo co poprzedni odczyt i tyle ile spodziewał się rynek.

Inflacja bazowa po raz kolejny znajduje się więc w zakresie dopuszczalnego odchylenia od celu inflacyjnego, który wynosi 2,5 proc., choć nadal utrzymuje się blisko jego górnej granicy.

Jeżeli inflacja będzie utrzymywać się w tym zakresie w kolejnych miesiącach, a na horyzoncie nie będzie istotnych czynników proinflacyjnych, możemy być świadkami kolejnych obniżek stóp procentowych na najbliższych posiedzeniach RPP.

Brytyjska gospodarka zwalnia, ale funt się nie poddaje. USD traci impet

Nie najlepsze dane z Wielkiej Brytanii nie obciążają funta, który w czwartek wygląda bardzo dobrze na szerokim rynku. Przynajmniej chwilowe ochłodzenie części ryzyk wypchnęło kapitał z USD, którego dodatkowo obciążyła Beżowa Księga. Dziś poznamy polską inflację bazową, ale PLN pozostaje głównie pod wpływem ogólnorynkowego sentymentu.

Słaba gospodarka dobra dla GBP?

Odczyty makro z Wielkiej Brytanii (jak to mają w zwyczaju już od dłuższego czasu) nie zachwyciły. Niby sierpniowe tempo PKB (Brytyjczycy podają je też w takim wydaniu) na poziomie 1,3% nie wygląda źle na tle innych europejskich, rozwiniętych gospodarek. Niestety pod pokrywką nie znajdziemy niczego lekkostrawnego. W ujęciu rocznym spadają zarówno produkcja przemysłowa, jak i produkcja dóbr w fabrykach, odpowiednio o 0,7% i 0,8%. Za pozytyw można uznać te same wskaźniki, ale w ujęciu miesięcznym, gdzie zanotowano wzrost o 0,4% i 0,7% i tym samym przebiły one prognozy. Niestety jeden miesiąc jaskółki nie czyni, a w brytyjskiej gospodarce wciąż aż nazbyt widoczny jest trend spowolnienia. Dzisiejsze dane dokładają swoją cegiełkę do rosnących oczekiwań wobec obniżek stóp procentowych ze strony Banku Anglii (na ten moment rynek wycenia w pełni kolejne cięcie w marcu). Co ciekawe na poranne publikacje funt zareagował umocnieniem do głównych walut. Jednak w tym wypadku analitycy zwracają uwagę na czynniki poza Wyspami. Po godz. 12 kurs GBP/USD wychodzi na 1,135 $, czyli najwyżej od blisko 10 dni, a kurs EUR/GBP zniżkuje do 0,867 £. Pod wpływem szterlinga ugina się dziś też polski złoty, a kurs GBP/PLN próbuje wyjść powyżej 4,90 zł.

EUR/USD powyżej 1,165 $

W czwartkowe wczesne popołudnie na rynkach można dostrzec oznaki uspokojenia. Z europejskich parkietów wciąż mocno performuje Paryż, gdzie CAC40 zyskuje blisko 0,8%, ale większość głównych indeksów pozostaje blisko poziomów wczorajszego zamknięcia. Francja jest też podawana jako jeden z głównych powodów dobrego zachowania euro w ostatnich kilkudziesięciu godzinach. Już dziś krótkoterminowo powinno zmniejszyć się ryzyko polityczne nad Sekwaną. Premier Sébastien Lecornu ma przetrwać wota nieufności w parlamencie, a wszystko dzięki porozumieniu z Socjalistami, którzy w zamian otrzymają przesunięcie w czasie reformy emerytalnej. Z drugiej strony Atlantyku pomocy nie otrzymał USD, w którego dodatkowo miała uderzyć Beżowa Księga Fed. Ten dokument to raport na temat stanu gospodarki, który otrzymują członkowie FOMC na dwa tygodnie przed posiedzeniem banku centralnego. Tym razem Beżowa Księga ma wskazywać, że decydenci nie zawahają się przy cięciu stóp na koniec miesiąca, pomimo braku aktualnych danych makro w związku z zamknięciem rządu w USA. Kurs EUR/USD jest już ponad cent powyżej wtorkowych notowań, ale po pokonaniu lokalnego oporu (maksimum sprzed tygodnia) przy 1,165 $ wyraźnie stracił impet. Możliwe, że powyższe argumenty zostały już rozegrane przez rynek, który teraz czeka na nowe impulsy.

Napięcia trwają, tak jak moc PLN

Niestety przy braku oficjalnych rządowych danych z USA coraz mocniejsze impulsy napływają w związku z wojną handlową. Napięcie rośnie wraz ze zbliżającym się na koniec miesiąca możliwym spotkaniem przywódców Stanów i Chin z okazji szczytu Wspólnoty Gospodarczej Azji i Pacyfiku, do którego dojdzie w Korei. Amerykanie próbują teraz łagodzić sytuację, a sekretarz skarbu Scott Bessent zasugerował nawet przedłużenie zawieszenia ceł (wygasa 10 listopada) w zamian za wycofanie się Chińczyków z ograniczeń eksportu metali ziem rzadkich. Jakby tego było mało, to UE rozważa podjęcie kroków odwetowych na Chiny z tego samego powodu.

Lokalnie najistotniejszy w czwartek jest prezentowany przez NBP odczyt inflacji bazowej, z której wykluczone są ceny energii i żywności, jako te podlegające największym wahaniom. W teorii właśnie miara bazowa powinna być najważniejszym wskaźnikiem dla RPP. Według prognoz bazowe CPI za sierpień ma wynieść 3,1% rdr. Jeżeli rzeczywiście zobaczymy taki wynik, to będzie to najniższy rezultat od… grudnia 2019 roku. W przypadku delikatnie innego rezultatu nie powinniśmy zobaczyć wpływu takiej niespodzianki na złotego. Ten, wraz z innymi walutami regionu, zachowuje się dziś całkiem przyzwoicie, co w pewnym stopniu oddaje poprawę sentymentu na rynku walutowym. Przed godz. 13 kurs EUR/PLN balansuje na poziomie 4,25 zł, a kurs USD/PLN utrzymuje się poniżej 3,65 zł.

Sklepy Komfort z nowym Dyrektorem Finansowym. Do zarządu dołącza Sławomir Baniak

Sklepy Komfort S.A. kontynuują strategiczną rozbudowę zespołu zarządzającego. Z dniem 13 października 2025 roku do firmy dołączył Sławomir Baniak, obejmując stanowisko Członka Zarządu, Dyrektora Finansowego (CFO).

Nowy Dyrektor Finansowy wnosi do struktury szerokie kompetencje w zakresie finansów, zarządzania i rozwoju biznesu, zdobyte zarówno w Polsce, jak i na rynkach międzynarodowych. W swojej karierze współpracował m.in. z takimi firmami jak Amazon.com czy Wkręt Met Klimas, łącząc strategiczne myślenie z praktycznym podejściem do transformacji organizacyjnych i budowania efektywnych struktur finansowych.

Sławomir Baniak jest absolwentem UCLA Anderson School of Management przy Uniwersytecie Kalifornijskim. W swojej karierze pełnił funkcje kierownicze w obszarze finansów, zarówno w spółkach prywatnych, publicznych, jak i należących do Skarbu Państwa. Był Przewodniczącym Społecznego Zespołu Doradców przy minister Marii Wasiak w Ministerstwie Infrastruktury i Rozwoju. Jest Alumnem Akademii Liderów Rynku Kapitałowego Fundacji im. Lesława A. Pagi.

Powołanie Sławomira Baniaka do Zarządu Sklepów Komfort to kolejny krok w realizacji strategii wzrostu firmy, która w 2025 roku konsekwentnie wzmacnia kluczowe kompetencje i struktury kierownicze.

„Dołączenie do zespołu Komfort to ogromne wyróżnienie, ale i zobowiązanie. Komfort to marka o ugruntowanej pozycji, która ma przed sobą ogromne szanse wynikające z rozwoju modelu omnichannel. Moim celem jest wzmocnienie wydajności operacyjnej i wsparcie stabilności finansowej, co umożliwi realizację ambitnych planów” – podkreśla Sławomir Baniak, CFO Sklepów Komfort S.A.

Nominacja Sławomira Baniaka wpisuje się w długofalowy plan budowy nowoczesnej organizacji omnichannel, opartej na sprawności operacyjnej, digitalizacji procesów i pozycjonowaniu marki jako eksperta w 4 kluczowych kategoriach: Łazienki, Podłogi, Drzwi i Kuchnie.

Signify inwestuje w druk 3D w Polsce – produkcja oświetlenia ruszy w Pile

Firma Signify ogłosiła poszerzenie działalności w Polsce i wprowadzenie nowoczesnej technologii druku 3D do fabryki w Pile. Inwestycja ta nie tylko wzmacnia pozycję firmy na rynku, ale także przynosi korzyści dla regionu, w tym 150 nowych miejsc pracy.

Rozszerzenie działalności w Pile jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie na personalizowane i zrównoważone rozwiązania oświetleniowe. Fabryka, która od lat jest gwarantem najwyższej jakości produktów i niezawodnego łańcucha dostaw, teraz wzbogaci swoje portfolio o innowacyjną, addytywną produkcję opraw oświetleniowych w technologii druku 3D, pod nazwą marki „Signify myCreation”.

Decyzja o ulokowaniu tej innowacyjnej produkcji w Pile umacnia pozycję Polski na mapie zaawansowanych technologii w naszej globalnej strukturze. To potwierdzenie strategicznego zaufania Signify do lokalnego zespołu, którego wysokie kompetencje i dotychczasowa wiarygodność są fundamentem naszego sukcesu. Skalowalne wykorzystanie druku 3D to nie  tylko inwestycja w przyszłość fabryki i regionu, ale również duże wydarzenie wspierające modernizację krajowego sektora produkcyjnego – podsumowuje Tomasz Książek, prezes zarządu Signify Poland.

Przemysłowy druk 3D stał się opłacalny dzięki zmianom w technologii i logistyce. Nasze drukarki przemysłowe są dziś nie tylko znacznie szybsze, ale pozwalają też na ogromną elastyczność – możemy wydrukować dokładnie tyle sztuk, ile potrzebuje klient. Ta technologia zmienia zasady gry: skraca czas wprowadzania produktu na rynek, pozwala na utrzymywanie niższych stanów magazynowych i redukuje nasz ślad węglowy nawet o 70% dzięki ograniczeniu logistyki. Wprowadzając druk 3D do kolejnych fabryk, oferujemy klientom indywidualne rozwiązania na skalę globalną, produkowane lokalnie – dodaje Bart Maeyens, dyrektor druku 3D w Signify.

Wdrożenie nowych linii produkcyjnych w Pile odbędzie się etapami. Pierwsze produkty zaczną powstawać już w grudniu tego roku. Następnie, w lutym 2026, dołączy kolejne 8-12 rodzin produktów. Osiągnięcie pełnej zdolności produkcyjnej jest planowane na połowę 2026 roku.

Bilans płatniczy Polski w sierpniu 2025: słabszy rachunek bieżący, solidny napływ kapitału i stabilne usługi

Sierpniowy raport NBP przynosi mieszany obraz sytuacji: z jednej strony pogłębiający się deficyt obrotów bieżących i spadek eksportu, z drugiej – stabilny bilans usług i silny napływ kapitału zagranicznego. Choć dane miesięczne nie napawają optymizmem, w perspektywie średnioterminowej fundamenty polskiej gospodarki pozostają solidne.

Dane Narodowego Banku Polskiego za sierpień 2025 r. pokazują wyraźne pogorszenie salda obrotów bieżących, które zakończyły miesiąc z deficytem w wysokości 3,1 mld euro. Wynik ten okazał się znacznie słabszy od rynkowych oczekiwań (1,3–1,6 mld euro), co oznacza duże negatywne zaskoczenie dla ekonomistów. Jednocześnie jednak utrzymuje się silny napływ kapitału zagranicznego, który w ujęciu rocznym sięga blisko 40 mld euro, co w ocenie ekspertów łagodzi wymowę najnowszych danych.

Głębszy deficyt w obrotach bieżących – głównie przez handel towarami

Według raportu Krajowej Izby Gospodarczej i danych NBP, deficyt obrotów bieżących w sierpniu wyniósł -3 087 mln euro, wobec -1 168 mln euro w lipcu i -2 019 mln euro rok wcześniej. To drugi z rzędu miesiąc z wyraźnie gorszym od prognoz wynikiem.

Największy wpływ na pogorszenie bilansu miała wymiana towarowa, gdzie deficyt sięgnął -2,15 mld euro, podczas gdy w lipcu wynosił -1,06 mld euro. Zarówno eksport, jak i import spadły, jednak to eksport odnotował mocniejsze tąpnięcie – aż o 12% w ujęciu miesięcznym. Eksport towarów wyniósł 24,99 mld euro, a import 27,14 mld euro.

Warto zauważyć, że udział eksportu w PKB – liczony jako suma eksportu z ostatnich 12 miesięcy – spadł do 37,9%, co oznacza 29. z rzędu miesiąc spadku. Dla porównania jeszcze w marcu 2023 r. wskaźnik ten wynosił 49,2%. To poziom wyraźnie poniżej wartości sprzed pandemii, co może świadczyć o spowolnieniu dynamiki handlu zagranicznego.

Usługi wciąż stabilnym filarem bilansu

Na tle słabszego handlu towarowego pozytywnie wyróżnia się bilans usług, który od lat pozostaje jednym z najważniejszych stabilizatorów polskiego bilansu płatniczego. W sierpniu nadwyżka w usługach wyniosła 3,16 mld euro, wobec 3,01 mld euro w lipcu.

Choć w eksporcie usług odnotowano sezonowy spadek (z 9,7 mld do 9,45 mld euro), to roczna dynamika nadal jest dodatnia – +2,5% rok do roku. Import usług wyniósł 6,29 mld euro i był o 8,2% wyższy niż przed rokiem.

To właśnie silny sektor usług – obejmujący m.in. transport, IT, centra usług wspólnych i outsourcing – sprawia, że mimo pogorszenia salda towarowego, Polska utrzymuje umiarkowany deficyt w całym bilansie bieżącym.

Dochody pierwotne i wtórne pogłębiły deficyt

Negatywny wpływ na wynik miały również dochody pierwotne, czyli głównie transfery zysków i wynagrodzeń do zagranicznych właścicieli kapitału. Deficyt w tej kategorii wzrósł z -3,0 mld euro w lipcu do -3,9 mld euro w sierpniu. W dochodach wtórnych (transfery prywatne i publiczne, np. dotacje i przekazy pieniężne) odnotowano deficyt -210 mln euro, wobec -102 mln euro w poprzednim miesiącu.

Jak zauważają ekonomiści, sierpień to tradycyjnie miesiąc sezonowego osłabienia eksportu i zwiększonych wypłat dywidend zagranicznym inwestorom, co zwykle skutkuje gorszym wynikiem całego bilansu bieżącego.

Inwestorzy zagraniczni wciąż stawiają na Polskę

Pomimo słabszych danych z obrotów bieżących, sierpień przyniósł wyraźne ożywienie w przepływach kapitałowych. Na polski rynek napłynęły inwestycje bezpośrednie o wartości 884 mln euro, co stanowi odbicie po lipcowym odpływie kapitału (-872 mln euro). Dodatkowo, inwestycje portfelowe wzrosły o 536 mln euro, podczas gdy w lipcu napływ wynosił aż 4,7 mld euro.

W perspektywie ostatnich 12 miesięcy łączny napływ kapitału zagranicznego – bezpośredniego i portfelowego – sięga 39,9 mld euro, z czego 18 mld euro to inwestycje bezpośrednie. To rezultat, który eksperci określają jako bardzo dobry, szczególnie na tle innych gospodarek regionu.

Sierpień był słabszy, ale nie zmienia to ogólnej oceny. Pogłębienie deficytu to efekt sezonowego spadku eksportu i wysokich wypłat dochodów zagranicznych. Fundamenty pozostają mocne – bilans usług jest stabilny, a napływ kapitału zagranicznego pokazuje, że inwestorzy nadal ufają polskiej gospodarce. Trudno mówić o alarmie – to raczej chwilowe osłabienie po okresie bardzo dobrych wyników – komentuje Piotr Soroczyński, główny ekonomista KIG.

Deficyt umiarkowany w skali roku

W ujęciu rocznym kroczącym deficyt obrotów bieżących wynosi 8,5 mld euro, co odpowiada 0,96% PKB. To poziom uznawany przez ekonomistów za bezpieczny, niegrożący utracie równowagi zewnętrznej. Dla porównania, w lipcu deficyt ten sięgał 0,84% PKB.

Zdaniem analityków, Polska nadal znajduje się w grupie krajów o stabilnej pozycji zewnętrznej, a wysokie napływy inwestycyjne stanowią bufor bezpieczeństwa wobec krótkoterminowych wahań w handlu.

Jeśli utrzyma się trend napływu inwestycji i poprawi się koniunktura eksportowa w IV kwartale, bilans płatniczy może powrócić do bardziej zrównoważonego poziomu. Na razie analitycy uspokajają: to nie sygnał alarmowy, a raczej sezonowe osłabienie po serii bardzo dobrych miesięcy.

Słabszy miesiąc na rachunku bieżącym, ale fundamenty zewnętrzne pozostają solidne

Sierpień przyniósł wyraźne pogorszenie salda rachunku bieżącego do –13,2 mld zł (–3,09 mld EUR), na co złożyły się: deficyt w towarach (–9,2 mld zł), głębsze ujemne saldo dochodów pierwotnych (–16,6 mld zł) oraz niewielki deficyt dochodów wtórnych (–0,9 mld zł). Pozytywnie wyróżniły się usługi z nadwyżką +13,5 mld zł. W rachunku finansowym widać napływ kapitału portfelowego do długu skarbowego oraz silne reinwestycje zysków w FDI. W ujęciu 12-miesięcznym deficyt C/A to –8,53 mld EUR (–0,96% PKB) – poziom umiarkowany i makroekonomicznie bezpieczny.

Główne wnioski (na podstawie danych NBP)

  • Rachunek bieżący: –13,2 mld zł; wobec –8,7 mld zł rok wcześniej.
  • Towary: eksport 106,6 mld zł (–2,1% r/r), import 115,7 mld zł (–1,8% r/r); saldo –9,2 mld zł.
  • Usługi: przychody 40,3 mld zł (+1,9% r/r), rozchody 26,8 mld zł (+7,1% r/r); saldo +13,5 mld zł (najmocniejsze: „pozostałe usługi” i transport).
  • Dochody pierwotne: –16,6 mld zł; w tym dochody inwestorów bezpośrednich 12,6 mld zł (dywidendy 2,9 mld, reinwestowane zyski 8,7 mld, odsetki 1,0 mld); wypłaty w portfelu 5,5 mld zł.
  • Dochody wtórne: saldo –0,9 mld zł (rząd –1,3 mld zł, pozostałe sektory +0,4 mld zł).
  • Rachunek kapitałowy: –0,6 mld zł; przychody 5,9 mld zł (w tym 1,7 mld zł ze sprzedaży uprawnień CO₂), rozchody 6,5 mld zł (zakupy CO₂).
  • Rachunek finansowy: –10,8 mld zł (PLN) / –2,54 mld EUR; nierezydenci zwiększyli inwestycje w Polsce o +5,7 mld zł (FDI pasywa +3,8 mld, portfel pasywa +2,3 mld, pozostałe pasywa –0,4 mld).
  • Rezerwy NBP: wzrost o +3,7 mld zł; stan 954,0 mld zł (+0,4 mld m/m).
  • 12 mies. C/A: –8,53 mld EUR (–0,96% PKB).

Co stało za słabym sierpniem?

Sezonowość i kalendarz. Mniej dni roboczych niż rok wcześniej i wakacyjne przestoje obniżyły obroty towarowe. Jednocześnie utrzymujące się słabe otoczenie zewnętrzne spowolniło popyt na część polskiego eksportu.

Struktura eksportu. Ciążył głęboki spadek sprzedaży części środków transportu (zwłaszcza akumulatorów trakcyjnych) i trwałych dóbr konsumpcyjnych; lekko słabły też towary zaopatrzeniowe. Równolegle rosły: produkty rolne, „pozostałe” dobra konsumpcyjne (m.in. reeksport odzieży) oraz dobra inwestycyjne (sprzęt komputerowy).

Import. Najmocniej spadały paliwa – efekt niższych r/r cen ropy. W większości pozostałych kategorii zniżki były niewielkie; wzrósł natomiast przywóz środków transportu (auta osobowe) oraz pozostałych dóbr konsumpcyjnych (odzież, obuwie, konsole).

Usługi pozostają filarem równowagi zewnętrznej

Saldo +13,5 mld zł wynika z dodatnich sald we wszystkich głównych kategoriach, z najsilniejszym wkładem „pozostałych usług” (+6,6 mld zł) oraz transportu (+3,8 mld zł). Usługi od lat amortyzują wahania w towarach i były kluczowe dla ograniczenia sierpniowego pogorszenia C/A.

Dochody: typowy letni „zjazd” przez wypłaty zysków

Dochody pierwotne –16,6 mld zł wynikają z wysokich wypłat dochodów dla inwestorów zagranicznych (dywidendy, odsetki) oraz wysokiego poziomu reinwestowanych zysków (8,7 mld zł). To jednocześnie czynnik ujemny dla bieżącego salda i pozytywny sygnał jakości kapitału (firmy reinwestują w Polsce wypracowane zyski).

UE, CO₂ i rachunek kapitałowy

Transfery z KE: wypłaty 3,8 mld zł (z czego 1,2 mld zł w rachunku bieżącym, reszta w kapitałowym). Jednocześnie składka do budżetu UE wyniosła 2,9 mld zł, a bilans transferów z KE był dodatni (+0,9 mld zł).
W kapitałowym ujęciu widać wyraźny obrót uprawnieniami CO₂ – przychody ze sprzedaży 1,7 mld zł, ale wydatki na zakup pchnęły całe saldo rachunku kapitałowego do –0,6 mld zł.

Rachunek finansowy: jakość napływu kapitału

  • FDI (pasywa) +3,8 mld zł: napływ kapitału udziałowego oraz – przede wszystkim – reinwestycje zysków, przy jednoczesnym odpływie w długu (–5,4 mld zł).
  • Portfel (pasywa) +2,3 mld zł: nierezydenci dokupili polski dług, głównie obligacje rządowe na rynku krajowym (+2,4 mld zł); jednocześnie nieco zredukowali akcje (–0,4 mld zł).
  • Pozostałe pasywa –0,4 mld zł: mniejsze zobowiązania banków (–2,3 mld zł) i sektora rządowego/samorządowego (–1,5 mld zł), częściowo skompensowane wzrostem w NBP (+0,7 mld zł) i w pozostałych sektorach (+2,6 mld zł).

Po stronie aktywnych inwestycji rezydentów za granicą widać spadek aktywów (–5,1 mld zł) – w tym FDI aktywa –4,8 mld zł (głównie dług) oraz spadek lokat i rachunków zagranicznych banków (–5,2 mld zł w „pozostałych inwestycjach”). Efekt netto sprzyja krajowej płynności.

Rezerwy i obraz 12-miesięczny

Rezerwy NBP wzrosły o 3,7 mld zł, a ich stan na koniec sierpnia to 954,0 mld zł (lekki wzrost m/m).
W ujęciu kroczącym 12-miesięcznym C/A = –8,53 mld EUR (–0,96% PKB) – to pułap umiarkowany, nie zagrażający stabilności zewnętrznej, zwłaszcza przy ~40 mld EUR łącznego napływu kapitału (FDI + portfel).

Ocena ryzyk i perspektywy na IV kwartał

  • Ryzyka krótkoterminowe: popyt zewnętrzny (strefa euro), ceny energii i frachtu, globalne stopy procentowe (wrażliwość napływów portfelowych).
  • Czynniki stabilizujące: trwała nadwyżka usług, popyt nierezydentów na dług skarbowy, reinwestowane zyski w FDI oraz odbudowujące się środki UE (w tym inwestycyjne).
  • Perspektywa: wraz z wygaszaniem czynników sezonowych i częściowym odbiciem eksportu w dobrach inwestycyjnych (ICT) i rolnych saldo bieżące powinno poprawić się w ostatnich miesiącach roku, o ile nie dojdzie do istotnego pogorszenia koniunktury w UE.

Konkluzja. Sierpień był słaby dla rachunku bieżącego – to wypadkowa sezonowości i wysokich wypłat dochodów – ale fundamenty zewnętrzne Polski pozostają mocne. Usługi amortyzują wahania handlu, napływ kapitału ma dobrą jakość, a rezerwy pozostają bardzo wysokie. W ujęciu rocznym obraz zewnętrzny jest stabilny.

112,9 mld zł przychodów i milion firm prowadzonych przez kobiety. Polska liderem przedsiębiorczości kobiet w regionie

Firmy należące do kobiet w Polsce osiągnęły łącznie w 2024 r. ponad 112,9 mld zł przychodów, co stanowi wzrost o 6,5 proc. w porównaniu do poprzedniego roku. Biorąc pod uwagę liczbę prezesek, członkiń zarządów i właścicielek, już ponad milion firm w Polsce kierowanych i zarządzanych jest przez kobiety. Ponad 31 proc. firm w województwie świętokrzyskim należy do kobiet. W duchu nagłaśniania przedsiębiorczości kobiet startuje XVII edycja konkursu Sukces Pisany Szminką organizowanego przez Fundację WłączeniPlus, najstarszej i największej tego typu inicjatywy w Polsce. 

Obecnie funkcję prezeski pełni 85,3 tys. kobiet w Polsce – wynika z najnowszych danych przygotowanych na zlecenie Fundacji WłączeniPlus przez wywiadownię gospodarczą Dun&Bradstreet na podstawie wpisów do Krajowego Rejestru Sądowego. Odsetek firm zarządzanych przez prezeski stanowi ponad 22 proc. wszystkich polskich przedsiębiorstw i wzrósł w ostatnim roku o ponad 2 pp. W tym samym czasie do 77,4 tys. wzrosła liczba kobiet zasiadających w zarządach firm. Członkinie zarządów stanowią obecnie 28,4 proc. osób w nich zasiadających, w porównaniu do danych z 2024 roku stanowi to wzrost o 3,5 p.p. Analiza towarzyszy startowi XVII edycji konkursu Sukces Pisany Szminką, najstarszej i największej inicjatywy wspierającej przedsiębiorczość kobiet, a także liderki i liderów działających na rzecz równości, różnorodności oraz włączania w Polsce. 

Kobiety budują firmy, które realnie napędzają gospodarkę, tworzą miejsca pracy i generują miliardy złotych przychodów. A mimo to wciąż zbyt często nie dostają równego dostępu do finansowania. Wiele przedsiębiorczyń zabiera na spotkania z inwestorami mężczyzn niezwiązanych z biznesem – bo ich sama obecność zwiększa szanse na pozyskanie środków. To absurd, który pokazuje skalę problemu. Jeśli chcemy, by polska gospodarka rosła szybciej, musimy przeciwdziałać tym uprzedzeniom i tworzyć środowisko, w którym kapitał podąża za pomysłem oraz kompetencjami, a nie za płcią – komentuje Olga Kozierowska, pomysłodawczyni konkursu Sukces Pisany Szminką, prezeska Fundacji WłączeniPlus.

Rokroczny wzrost przychodów o 6,5 proc. w kobiecych przedsiębiorstwach

Analiza firm należących do kobiet wykazała, że ich łączny przychód w 2024 roku wyniósł ponad 112,9 mld zł. W porównaniu do analogicznego okresu roku ubiegłego odnotowano wzrost o 6,5 proc. – wtedy kształtował się on na poziomie ponad 106 mld zł. Jednocześnie w 2023 roku firmy te wypracowały przychód na poziomie 94 mld zł.

– Wzrost przychodów firm prowadzonych przez kobiety pokazuje nie tylko ich rosnące znaczenie w polskiej gospodarce, ale także drzemiący w kobietach potencjał biznesowy, który warto wybudzić i stymulować. W Mastercard od ponad 30 lat wspieramy polskich przedsiębiorców i przedsiębiorczynie w rozwoju ich firm, dostarczając im nie tylko narzędzia cyfrowe i rozwiązania finansowe, ale także dedykowane programy edukacyjne i akceleracyjne, dzięki którym wzmacniamy inkluzywny ekosystem gospodarczy. Pomagamy również kobietom na początku ich drogi biznesowej. Jak pokazało nasze tegoroczne badanie, co druga ankietowana Polka rozważała założenie lub prowadzenie własnej firmy, ale jedna trzecia z nich jeszcze nie podjęła działań w tym kierunku. Brak wiary we własne możliwości oraz brak pieniędzy i narzędzi „na start” to najczęstsze bariery hamujące rozwój przedsiębiorczości kobiet. Zaangażowanie w konkurs Sukces Pisany Szminką, którego od lat jesteśmy partnerem strategicznym, jest dla nas naturalną kontynuacją działań wspierających rozwój kobiecej przedsiębiorczości – mówi Marta Życińska, dyrektorka generalna polskiego oddziału Mastercard Europe, partnera strategicznego konkursu.

Największy odsetek firm należących do kobiet w świętokrzyskim – 31 proc.

Dane Dun&Brandstreet wskazują, że właścicielkami firm jest ponad 910 tys. kobiet, co stanowi ponad 30 proc. udziału w całkowitej liczbie prywatnej przedsiębiorczości w Polsce. Najwięcej kobiecych biznesów jest w województwie mazowieckim – 153,6 tys. firm. Na drugim i trzecim miejscu znajdują się województwa śląskie (102,7 tys.) i małopolskie (95,7 tys.). Pod kątem proporcji firm prowadzonych przez kobiety względem całkowitej liczby przedsiębiorstw w regionie największy odsetek tych należących do przedsiębiorczyń jest w województwach świętokrzyskim (31,3 proc.), a także zachodniopomorskim (30,2 proc.) i śląskim (30,1 proc.).

Vertiv i PNY Technologies nawiązują współpracę dla szybszego wdrażania infrastruktury AI

0

Vertiv podpisał umowę dystrybucyjną z firmą PNY Technologies, czołowym dostawcą systemów z układami NVIDIA w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Vertiv i PNY będą współpracować nad dostarczaniem kompleksowych rozwiązań w zakresie zasilania i chłodzenia, bazujących na zweryfikowanych projektach referencyjnych Vertiv dla najnowszych platform sztucznej inteligencji. Zapewnią także wsparcie dla integratorów systemów i resellerów w przyspieszaniu wdrażania systemów AI w regionie EMEA.

Dynamiczny rozwój systemów AI powoduje bezprecedensowy wzrost zapotrzebowania na moc obliczeniową, co wymaga zastosowania infrastruktury cyfrowej o wysokiej gęstości. Nawiązane partnerstwo firm Vertiv i PNY poprzez zapewnienie integratorom systemów sprawdzonej i zoptymalizowanej ścieżki działania, upraszcza złożony proces wdrażania infrastruktury dla środowisk sztucznej inteligencji. Dzięki tej współpracy klienci mogą łatwiej pozyskiwać i wdrażać kompletne, zweryfikowane rozwiązania dla swoich projektów AI, ograniczając ryzyko związane z wdrożeniami i zwiększając efektywność operacyjną.

Na bazie zawartej umowy partnerzy kanałowi mogą pozyskiwać od firmy PNY kompletne rozwiązania zawierające systemy Vertiv do zasilania i chłodzenia o wysokiej gęstości. Zostały one zaprojektowane z myślą o obsłudze platformy NVIDIA GB200 NVL72, dla której Vertiv opracował kompleksowe wytyczne dotyczące zasilania i chłodzenia, oraz platformy GB300 NVL72, dla której firma stworzyła energooszczędną architekturę referencyjną dotyczącą zasilania i chłodzenia. Oba projekty są dostępne jako zasoby SimReady (gotowe modele do wykorzystania w symulacjach cyfrowych bliźniaków) do wykorzystania z rozwiązaniem NVIDIA Omniverse Digital Twin for AI Factory Blueprint (środowisko do tworzenia cyfrowych bliźniaków centrów danych wspierających rozwój i działanie sztucznej inteligencji). Takie podejście zapewnia przejrzyste wytyczne dotyczące wdrażania infrastruktury niezbędnej do obsługi współczesnych, obciążających w znacznym stopniu procesory graficzne GPU zadań obliczeniowych, gwarantując ich optymalną wydajność i niezawodność.

Dynamiczny rozwój zadań obliczeniowych związanych ze sztuczną inteligencją wymaga podejścia ekosystemowego, które pozwoli klientom efektywnie skalować środowiska przy zachowaniu optymalnej wydajności – powiedział Alex Brew, wiceprezes ds. sprzedaży regionalnej w regionie EMEA w firmie Vertiv. – Łącząc nasze portfolio kluczowych rozwiązań zasilania i chłodzenia z doświadczeniem PNY w zakresie systemów bazujących na układach NVIDIA, umożliwiamy integratorom systemów w całym regionie EMEA tworzenie szybszych, bardziej kompaktowych i energooszczędnych środowisk AI dla swoich klientów.

Charakteryzujące się wysoką złożonością współczesne środowiska obliczeniowe sztucznej inteligencji wymagają ścisłej współpracy – powiedział Jérôme Bélan, dyrektor generalny PNY EMEA. – Dzięki współpracy z firmą Vertiv możemy wdrażać zoptymalizowane środowiska bazujące na najnowszych platformach NVIDIA w regionie EMEA. Nasze partnerstwo zapewnia wzmocnienie dla kanału dystrybucyjnego poprzez połączenie specjalistycznej wiedzy Vertiv w zakresie krytycznej infrastruktury cyfrowej z naszymi zaawansowanymi możliwościami obliczeniowymi dla systemów AI, co pozwala klientom szybciej i pewniej wdrażać wysokowydajne środowiska obliczeniowe.

Kurs dolara pod presją – paraliż rządu w USA trwa, a Fed sygnalizuje możliwe cięcia stóp

Szesnasty dzień zamknięcia instytucji rządowych w USA, końca na horyzoncie nie widać. Sporo danych z brytyjskiej gospodarki – czy to coś zmienia w kontekście polityki monetarnej? Australijski dolar w defensywie po kiepskich publikacjach z rynku pracy.

Końca nie widać

Nadal próżno szukać choćby niewielkich sygnałów o tym, że paraliż instytucji rządowych może się skończyć w USA. Co gorsza, mówi się ostatnio o tym, że taka sytuacja ma swoje plusy zarówno dla Republikanów, jak i Demokratów. Partia Trumpa wykorzystując tę sytuację, w końcu ma odwagę dokonać zwolnień w administracji publicznej. Z kolei opozycja po serii klęsk na czele z ostatnimi wyborami prezydenckimi, chce zaskarbić sobie głosy wyborców, walcząc przede wszystkim o dopłaty do opieki zdrowotnej, tym bardziej że to ostatni moment przed przyszłorocznymi wyborami do Kongresu. Mamy więc sytuację patową i teraz pytanie, która ze stron się złamie jako pierwsza. Dla inwestorów te ponad 2 tygodnie to czas bez wielu danych makro, co wzbudza niepewność, w jakiej sytuacji jest aktualnie gospodarka USA. Nieco rąbka tajemnicy uchylił Jerome Powell, który jako szef banku centralnego ma dostęp do informacji, twierdząc, że sytuacja na rynku pracy się pogarsza. Takie głosy to oczywiście pożywka dla scenariusza większej ilości cięć stóp w tym roku przez Fed, aktualnie przeważa opcja dwóch ruchów po 25 pkt bazowych w 2025.

„Symboliczny”, ale wzrost

Dzisiaj rano pojawiła się paczka danych z brytyjskiej gospodarki. W sierpniu tamtejsza gospodarka urosła o 0,1% w relacji m/m, co było oczekiwane przez analityków. Nieco lepiej w tym samym miesiącu wypadła produkcja przemysłowa (0,4% vs 0,2%) również w relacji m/m. W sierpniu nastąpiło kolejne pogłębienie deficytu w handlu, ale tutaj można powiedzieć „nic nowego”, a jest to ciągle konsekwencja brexitu. Dane, póki co niewiele zmieniają w kontekście polityki monetarnej, a Bank Anglii na ten moment chce utrzymać koszt pieniądza bez zmian do końca roku, stosunkiem głosów 7-2, bo taki jest aktualnie układ w gremium decyzyjnym. Funt dzisiaj zachowuje się dość spokojnie na rynku FX, a zmiany do większości głównych walut, z wyjątkiem AUD, gdzie umacnia się na poziomie 0,3%.

W kraju kangurów nie dzieje się dobrze

Właśnie słabość AUD dzisiaj w koszyku walut G-10, bije mocno po oczach. Jest to konsekwencja bardzo słabych danych z tamtejszego rynku pracy. Szczególnie mocno negatywnie zaskoczył wzrost stopy bezrobocia do poziomu 4,5% przy oczekiwaniach 4,3%. Również po stronie nowych miejsc pracy nie ma się czym pochwalić australijska gospodarka, bo owszem przybyło 14,9 tys., ale analitycy oczekiwali wyniku powyżej 20 tys. Gorszą sytuację w tym sektorze sygnalizował już RBA na ostatnim posiedzeniu, mimo wszystko podejmując decyzję o utrzymaniu stóp procentowych. Słabnący AUD dzisiaj może być jednak sygnałem, że inwestorzy będą oczekiwali działań ze strony Banku Australii w najbliższym czasie i tym samym cięć kosztu pieniądza. Tym bardziej że w ostatnim czasie bardzo słabo wypada bilans handlowy sugerujący kurczenie się eksportu (szczególnie do USA wskutek taryf celnych), czego właśnie mogą być konsekwencje w postaci dzisiejszych danych z rynku pracy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14.00 – Polska – bazowy wskaźnik CPI (wrzesień).

Autentyczność zamiast perfekcji – oto prawdziwa siła współczesnego lidera

Dzień Szefa to nie tylko święto menedżerów. To przypomnienie, że prawdziwe przywództwo łączy zarządzanie z odpowiedzialnością za ludzi. Dobry lider słucha częściej niż mówi. Pyta, zanim oceni. Ufa, zanim sprawdzi. Jeśli tego zabraknie, pracownicy stracą motywację, co z czasem osłabi ich więź z organizacją. To ważne, by rozumieć zależność między zachowaniem managera a zaangażowaniem w zespole, bo ludzie odchodzą od szefów, ale też dla nich zostają.

Często mówimy o różnicach między pokoleniami X, Y i Z, ale prawda jest taka, że w pracy potrzebujemy kilku podstawowych rzeczy – poczucie sensu, bezpieczeństwa i zrozumienia. To uniwersalne wartości, o które powinien dbać każdy dobry szef – mówi Magda Pietkiewicz, ekspertka rynku pracy i twórczyni platformy Enpulse, platformy łączącej badanie opinii pracowników i analitykę danych z gotowymi rekomendacjami działań dla liderów.

Mniej kontroli, więcej zaufania

W wielu organizacjach wciąż można spotkać liderów, którzy wierzą w hasło „kontrola najwyższą formą zaufania”. Tymczasem wiele przesłanek, a nawet badań, wskazuje, że jest wręcz odwrotnie. Raport Accountemps wskazuje, że ponad połowa osób, które doświadczyły mikrozarządzania, uważa, że miało to negatywny wpływ na ich produktywność, a nieco większy odsetek podkreśla spadek morale.

Zaufanie to nie ryzyko – to inwestycja. Zespół nie potrzebuje szefa, który patrzy każdemu przez ramię, tylko partnera. Kogoś, kto jasno komunikuje cele, wspiera i ufa. Pracownicy potrzebują przewodnika, a nie nadzorcy. – mówi Magda Pietkiewicz.Moje wieloletnie doświadczenie potwierdza, że zaangażowanie nie rodzi się z presji, lecz z poczucia sprawczości. Dobry lider wie, że nie każda decyzja wymaga jego aprobaty. Czasem wystarczy tylko lekkie „popchnięcie” we właściwym kierunku – a zespół staje się twórczy i odpowiedzialny – dodaje.

Empatia zamiast autorytaryzmu

Część managerów, nadal, zamiast na dialog stawia na politykę „zamkniętych drzwi”. Dane z raportu Enpulse „Zaangażowanie 2024” pokazują, że niemal połowa pracowników uważa, iż ich szef nie rozumie ich potrzeb. To niepokojące, ponieważ empatia to dziś jedna z najważniejszych kompetencji. Składają się na nią między innymi uważność, umiejętność słuchania i gotowość do reagowania na emocje.

Wartościowy lider nie boi się rozmawiać o emocjach. To nie „miękkość”, lecz dojrzałość. Tam, gdzie jest empatia szybciej rozwiązuje się konflikty, łatwiej wdraża zmiany i buduje trwałe relacje oparte na zaufaniu. Dzięki temu zespół staje się silniejszy, bardziej zaangażowany i gotowy na wyzwania – mówi Magda Pietkiewicz.  – Bycie liderem to nie tylko kierowanie – to umiejętność bycia człowiekiem w świecie pełnym wyzwań – dodaje ekspertka.

Docenianie zamiast dyskryminacji

Dyskryminacja to zła siostra braku docenienia. Pojawia się tam, gdzie znika uznanie, a relacje w zespole stają się nierówne. Nie zawsze jest głośna czy formalna – częściej ukryta, subtelna, ale wyczuwalna. Wyniki badania „Zaangażowanie 2024” pokazują, że aż 2 na 3 Polaków ma poczucie, że ich bezpośredni przełożony faworyzuje kogoś w zespole. Takie warunki stają się idealnym gruntem dla frustracji, obniżonego zaangażowania i poczucia niesprawiedliwości. Pojawia się dystans, wypalenie, a w końcu – obojętność.

Jeśli praca ma być miejscem, w którym człowiek chce być, a nie tylko musi, to musi być też przestrzenią, w której czuje się ważny i zauważony. Nie ma miejsca na dyskryminację czy faworyzowanie. Niestety, dla wielu liderów wyrażanie uznania jest jednym z najtrudniejszych gestów w biznesie. Dlaczego? Nie da się go sfałszować, nie da się zapisać w regulaminie. Trzeba je po prostu praktykować – mówi Magda Pietkiewicz. – Szef, który dostrzega wysiłek i mówi o nim głośno, buduje zespół odporny, lojalny i zaangażowany – dodaje.

Każdy z nas jest człowiekiem

Nie ma szefów idealnych. Są tylko ci wystarczająco dobrzy – empatyczni, komunikatywni, odpowiedzialni i elastyczni. Ci, którzy potrafią inspirować i motywować innych. Ludzie nie oczekują od lidera nieomylności. Oczekują odwagi by przyznał się do błędu i wyciągnął z niego wnioski. Bo szacunek w zespole buduje się nie przez perfekcję, lecz przez autentyczność.

Dążenie do doskonałości to najprostsza droga do wypalenia i utraty sensu w pracy– mówi Magda Pietkiewicz. – Dobry lider potrafi przyznać się do błędu, jasno wyznaczać swoje granice i dbać o siebie, bo rozumie, że równowaga to nie przywilej, ale warunek skuteczności. Daje tym przykład innym, pokazując, że można być wymagającym i wspierającym jednocześnie. Bo tylko ten, kto ma w sobie spokój, potrafi budować wokół siebie środowisko, w którym ludzie czują się bezpiecznie, doceniani i chcą się rozwijać – podsumowuje ekspertka.

Lider z sercem

Szefowie, którzy potrafią łączyć profesjonalizm z człowieczeństwem, tworzą kulturę, w której chce się pracować. Taką, w której jest miejsce na dialog, zaufanie i autentyczność. Bo prawdziwe przywództwo polega na byciu obecnym, uważnym i po ludzku bliskim swojemu zespołowi.

NSA: Banki i BIK nie mogą przetwarzać danych osób, które nie zawarły umowy kredytowej

0

Naczelny Sąd Administracyjny potwierdził, że banki i Biuro Informacji Kredytowej (BIK) nie mają prawa przetwarzać danych osób, które złożyły wniosek o kredyt, ale ostatecznie nie zawarły umowy. Wyroki NSA (sygn. III OSK 1552/22 oraz III OSK 1877/22) kończą kilkuletni spór pomiędzy instytucjami finansowymi a Prezesem Urzędu Ochrony Danych Osobowych (UODO), który już wcześniej uznał takie praktyki za niezgodne z prawem.

Spór o dane niedoszłych klientów

Sprawy dotyczyły dwóch instytucji: SKOK Stefczyka i Alior Banku, które – po odrzuceniu wniosków kredytowych – odmówiły usunięcia danych wnioskodawców z systemów. W obu przypadkach banki pobrały dane z Biura Informacji Kredytowej (BIK) w celu oceny zdolności kredytowej, jednak po braku zawarcia umowy kredytowej nadal je przechowywały.

Prezes UODO uznał, że po zakończeniu procesu oceny zdolności kredytowej ustaje podstawa prawna do dalszego przetwarzania danych osobowych. Decyzje te zostały przez banki i BIK zaskarżone, lecz Naczelny Sąd Administracyjny w całości podtrzymał stanowisko UODO.

NSA: Brak podstawy prawnej po odmowie udzielenia kredytu

Alior Bank argumentował, że ma prawo do przetwarzania danych na podstawie art. 70 oraz art. 105 ust. 4 i 105a ust. 1 Prawa bankowego. Jednak NSA uznał, że przepisy te dotyczą przetwarzania danych tylko przed, w trakcie i po realizacji zobowiązania, a więc nie obejmują sytuacji, gdy umowa kredytowa nie została zawarta.

„Gdy nie dochodzi do zawarcia umowy kredytowej, brak jest przesłanek legalizujących dalsze przetwarzanie danych wnioskodawcy o kredyt” – stwierdził NSA.

Sąd wskazał, że wyjątki od zasady ochrony danych muszą być interpretowane ściśle i proporcjonalnie do celu, któremu służą. W tym przypadku celem było jedynie zbadanie zdolności kredytowej, a po zakończeniu tego procesu brak jest podstawy do dalszego przechowywania danych osobowych.

RODO nie chroni „na zapas”

Instytucje finansowe powoływały się również na art. 6 ust. 1 lit. f RODO, który pozwala na przetwarzanie danych w oparciu o „prawnie uzasadniony interes administratora”, np. w celu zabezpieczenia się przed potencjalnymi roszczeniami.

NSA jednak potwierdził stanowisko Prezesa UODO, że ta przesłanka dotyczy sytuacji realnie istniejącej, a nie hipotetycznej. Oznacza to, że nie można przetwarzać danych „na przyszłość”, tylko po to, by w razie ewentualnych roszczeń mieć do nich dostęp.

„Na gruncie RODO niedopuszczalne jest dalsze przetwarzanie danych osobowych wnioskodawcy ‘na przyszłość’, w zupełnie innych celach niż je zebrano, gdy nie można zrekonstruować wyraźnej podstawy prawnej takich działań” – uzasadnił sąd.

BIK nie może tworzyć modeli scoringowych na danych niedoszłych klientów

Sąd odniósł się również do praktyki BIK, który argumentował, że przechowywanie danych z niezrealizowanych wniosków kredytowych jest potrzebne do budowy modeli scoringowych – narzędzi służących do oceny zdolności kredytowej i analizy ryzyka.

NSA jednoznacznie odrzucił ten argument, wskazując, że przyjęcie takiego stanowiska pozbawiłoby sensu przepisy art. 105a Prawa bankowego, które szczegółowo regulują czas przetwarzania danych klientów rzeczywistych – tj. takich, którzy zawarli umowy kredytowe.

„Pozyskanie danych na etapie złożenia wniosku kredytowego nie uprawnia SKOK czy banku do ich długotrwałego przechowywania po odmowie zawarcia umowy” – uznał sąd.

Skutki orzeczenia: ważny sygnał dla sektora finansowego

Wyrok NSA potwierdza, że instytucje finansowe nie mogą tworzyć baz danych z informacji o osobach, które nie stały się ich klientami. Dane takie mogą być przetwarzane wyłącznie na etapie analizy wniosku kredytowego i powinny zostać usunięte niezwłocznie po zakończeniu procedury.

Dla banków i SKOK-ów oznacza to konieczność weryfikacji polityk przetwarzania danych oraz procedur współpracy z BIK. Decyzja ta może mieć również wpływ na modele scoringowe stosowane w całym sektorze finansowym, które dotychczas mogły korzystać z danych o niedoszłych klientach.

Zaufanie do AI w Polsce niższe niż na świecie – rosną oczekiwania co do bezpieczeństwa i kontroli nad danymi

41% Polaków deklaruje zaufanie do sztucznej inteligencji – to mniej niż globalna średnia (46%) – wynika z raportu KPMG „Sztuczna inteligencja w Polsce. Krajobraz pełen paradoksów”. Mimo to aż 77% badanych akceptuje obecność AI w codziennych zadaniach w co najmniej umiarkowanym stopniu, co pokazuje, że technologia ta jest coraz szerzej obecna w życiu społecznym i zawodowym. Polacy oczekują jednak przede wszystkim, że rozwój i wykorzystanie AI będą oparte na odpowiedzialności, ochronie danych i transparentności.

Z raportu wynika, że najważniejszym czynnikiem zwiększającym zaufanie do sztucznej inteligencji jest prawo do wycofania zgody na przetwarzanie danych osobowych (89%). Respondenci z Polski wysoko ocenili również znaczenie monitorowania dokładności systemów AI (86%) oraz możliwości interwencji człowieka w przypadku błędów lub nieprawidłowych decyzji (85%).

Polacy z rezerwą podchodzą do kwestii zaufania wobec sztucznej inteligencji, ale jednocześnie coraz bardziej interesują się jej praktycznym zastosowaniem. Na poziomie instytucjonalnym największą wiarygodnością cieszą się instytucje akademickie i jednostki badawcze, które są postrzegane jako działające w interesie publicznym. Z kolei 45% respondentów ma niski poziom zaufania do tego, że instytucje państwowe wykorzystują AI w najlepszym interesie społecznym.

Badanie wyraźnie pokazuje, że dla polskich użytkowników sztucznej inteligencji najważniejszym fundamentem zaufania jest ochrona prywatności. To nie tylko kwestia prawa do wycofania zgody na przetwarzanie danych, ale szersze oczekiwanie, że technologia będzie projektowana w duchu odpowiedzialności. Widać tu przesunięcie akcentów – od zachwytu nad możliwościami AI w stronę dojrzałej refleksji nad ryzykiem i warunkami jej stosowania. Respondenci wskazują również na potrzebę monitorowania jakości i zgodności systemów ze standardami międzynarodowymi, co świadczy o rosnącej świadomości, że zaufanie do AI nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem wymagającym ciągłej weryfikacji – mówi Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science, KPMG w Polsce.

Kogo Polacy darzą największym zaufaniem w kontekście AI?

Zaufanie do instytucji rozwijających i wdrażających sztuczną inteligencję zależy od ich charakteru i misji. Najwyższe noty uzyskały uczelnie wyższe oraz ośrodki naukowo-badawcze, które są postrzegane jako działające w interesie publicznym. W sektorze prywatnym oceny są bardziej zróżnicowane – duże firmy technologiczne oceniane są w różny sposób, choć poziom zaufania wobec nich jest wyższy niż w wielu krajach rozwiniętych.

Szczególnym wyzwaniem pozostaje odbudowa zaufania do sektora publicznego, w szczególności w obszarach, gdzie AI zaczyna wspierać procesy administracyjne i świadczenie usług publicznych. W tym kontekście współpraca instytucji państwowych z organizacjami naukowymi i badawczymi może stać się skutecznym sposobem na zwiększenie akceptacji społecznej i budowę przejrzystych modeli wykorzystania AI.

Co szczególnie interesujące, w badaniu bardzo wysoko oceniono znaczenie szkoleń i edukacji użytkowników. To sygnał, że adaptacja AI nie sprowadza się wyłącznie do wdrożeń technologicznych – równie ważne jest przygotowanie ludzi do rozumienia mechanizmów działania, ograniczeń i potencjalnych konsekwencji tych narzędzi. Można więc powiedzieć, że w Polsce kształtuje się model adopcji AI, w którym innowacyjność idzie w parze z transparentnością i rozwojem kompetencji cyfrowych. Jeśli regulatorzy i firmy właściwie odczytają ten trend, tempo i skala wykorzystania sztucznej inteligencji w naszym kraju mogą przyspieszyć, a jednocześnie opierać się na solidnych fundamentach społecznego zaufania – mówi Leszek Ortyński, Dyrektor, Lider ds. AI i Data Science, KPMG w Polsce.

Więcej informacji oraz pełny raport jest dostępny na stronie: https://kpmg.com/pl/pl/home/insights/2025/09/zaufanie-do-sztucznej-inteligencji-w-polsce.html

O raporcie:

Badanie „Trust, Attitudes and Use of Artificial Intelligence: A Global Study 2025” zostało przeprowadzone przez zespół naukowców z University of Melbourne we współpracy z KPMG. Jest to jedno z najbardziej kompleksowych badań dotyczących zaufania społecznego, postaw i wykorzystania sztucznej inteligencji na świecie, obejmujące ponad 48 000 respondentów z 47 krajów, w tym 1082 respondentów z Polski. W każdym z krajów dane zbierano z wykorzystaniem reprezentatywnych paneli badawczych. Respondenci zostali zaproszeni do udziału w ankiecie online, a zbieranie danych trwało od listopada 2024 do połowy stycznia 2025 roku.

Kurs dolara w dół – Fed sygnalizuje obniżki stóp, a euro korzysta z sytuacji politycznej

Amerykańska waluta rozpoczęła dzień od lekkiego osłabienia, czemu towarzyszy spadek krótkoterminowych rentowności obligacji skarbowych USA do najniższych poziomów w tym roku. Opublikowana wczoraj „Beżowa Księga” Rezerwy Federalnej wskazuje, że bank centralny prawdopodobnie będzie dysponował wystarczającymi argumentami, by zdecydować się na obniżkę stóp procentowych jeszcze pod koniec miesiąca – nawet jeśli publikacja oficjalnych danych makroekonomicznych pozostanie zawieszona z powodu trwającego paraliżu administracji federalnej. Rynek zakłada, że obecne zamknięcie rządu potrwa przynajmniej do listopada.

W centrum uwagi inwestorów znalazły się obecnie relacje handlowe pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Chinami, które ponownie nabierają napięcia przed serią kluczowych terminów. Prezydenci Donald Trump i Xi Jinping mają spotkać się na marginesie szczytu APEC w Korei, zaplanowanego na 29–31 października, a więc tuż przed 10 listopada – datą wygaśnięcia obecnego, 90-dniowego rozejmu handlowego. Brak jego przedłużenia oznaczałby powrót amerykańskich ceł na chińskie towary do poziomu 145 proc., co stanowiłoby silny cios w handel międzynarodowy. Kluczową niewiadomą pozostaje, czy zapowiedziane przez Pekin ograniczenia eksportowe dotyczące metali ziem rzadkich stanowią jedynie element gry negocjacyjnej, czy realne zagrożenie dla globalnych łańcuchów dostaw, w szczególności w sektorach takich jak półprzewodniki, elektromobilność, obronność czy zaawansowana produkcja przemysłowa.

Sytuacja ta budzi rosnące zaniepokojenie państw G7, które przygotowują wspólne oświadczenie potępiające działania Chin. Z kolei sekretarz skarbu USA, Scott Bessent, stara się przedstawić chińskie ograniczenia jako efekt nadgorliwości tamtejszego ministerstwa handlu i zasugerował możliwość przedłużenia zawieszenia ceł na dłużej niż 90 dni, jeśli Pekin złagodzi swoje stanowisko. Niepowodzenie w osiągnięciu kompromisu może jednak w najbliższych tygodniach prowadzić do podwyższonej zmienności i osłabienia nastrojów na globalnych rynkach finansowych.

Na rynku walutowym widać lepszy sentyment wokół euro, który zyskał po korzystnych informacjach z Francji. Premier Sébastien Lecornu najprawdopodobniej przetrwa dziś dwa głosowania nad wotum nieufności w parlamencie, po tym jak udało mu się uzyskać poparcie Partii Socjalistycznej w zamian za przesunięcie w czasie reformy emerytalnej. Dla rynków krótkoterminowo jest to sygnał stabilizacji. W kolejnych dniach na wydarzenia polityczne może reagować jen. Inwestorzy będą z uwagą śledzić to, czy liderka japońskiej Partii Liberalno-Demokratycznej, Sanae Takaichi, zdoła zawrzeć porozumienie z ugrupowaniem Ishin. Porozumienie to wzmocniłoby mniejszościową koalicję i zwiększyło szanse Takaichi na objęcie urzędu premiera 21 października – co rynki postrzegają jako czynnik osłabiający jena. Dziś dolar może być wrażliwy na wystąpienia dwóch „gołębi” z Fed – Wallera i Mirana.

Rynek autosalonów w przebudowie: marki motoryzacyjne relokują i konwertują obiekty

Rozwój elektromobilności i zmiana preferencji zakupowych konsumentów oraz globalna ekspansja producentów z Chin powoduje, że sektor motoryzacyjny staje dziś przed koniecznością redefinicji swojej obecności na rynku. Strategicznego znaczenia nabierają działania zmierzające do optymalizacji lokalizacji i transformacji salonów firmowych oraz wydajnego zarządzania aktywami nieruchomościowymi. Trafne decyzje w tych obszarach stają się istotnym czynnikiem budowania przewagi konkurencyjnej w nowej rzeczywistości rynkowej.

BMW wchodzi do dawnej, warszawskiej FSO

Projekt realizowany przy ulicy Jagiellońskiej w Warszawie, na terenie należącym do firmy Okam jest jednym z przykładów efektywnej współpracy pomiędzy deweloperem a dystrybutorem segmentu premium. Firma Zdunek Premium, dealer marki BMW w Polsce uruchomi na obszarze dawnej  FSO salon i serwis samochodów z lakiernią oraz punktem sprzedaży części. Doradcy Walter Herz podkreślają, że kluczowe znaczenie w tym procesie miała atrakcyjna lokalizacja przy głównych arteriach miasta, zapewniająca rozległą ekspozycję salonu oraz odpowiednie parametry techniczne obiektu, umożliwiające dostosowanie przestrzeni do wysokich standardów marki. Istotnym czynnikiem sukcesu okazały się również elastyczne warunki umowy, obejmującej wynajem kilku tysięcy mkw. powierzchni serwisowej oraz przestrzeni logistycznej, które zabezpieczają, zarówno interesy inwestora, jak i wynajmującego.

Przedstawiciele inwestora podkreślają, że w przypadku salonów samochodowych liczy się, nie tylko atrakcyjna lokalizacja, ale także parametry techniczne budynków, ich otoczenie oraz dostęp do infrastruktury, zapewniającej możliwość realizacji sprawnych dostaw. To czynniki, które bezpośrednio wpływają na jakość doświadczeń klientów oraz postrzeganie marki. Projekt realizowany przy ulicy Jagiellońskiej w Warszawie stanowi potwierdzenie, że odpowiednio przygotowane i przeprowadzone procesy nieruchomościowe wspierają konkurencyjność marek motoryzacyjnych w głównych lokalizacjach sprzedażowych.

Zmiana dynamiki w sektorze

Zmieniające się oczekiwania konsumentów, w tym zakupy online, większa rola testów oraz serwisu i mniejsza potrzeba kompleksowej ekspozycji, a także rosnące koszty utrzymania dużych obiektów sprawiają, że sieci motoryzacyjne zaczynają inaczej podchodzić do zarządzania nieruchomościami.

Coraz częściej rozważana jest konwersja autosalonów w inne funkcje i relokacja ich do lokalizacji pozwalających zwiększyć potencjał sprzedaży. Dzięki temu możliwe jest uwolnienie kapitału zamrożonego w nieruchomościach.

– W ramach usług Land Development prowadzimy poszukiwania gruntów także dla innych marek motoryzacyjnych, wspierając je w strategicznym pozyskiwaniu optymalnych lokalizacji dla ich salonów. Obserwujemy silny trend rynkowy związany ze zmianą funkcji istniejących autosalonów, przekształcaniem ich m.in. w projekty mieszkaniowe albo relokowaniem do nowych miejsc, które gwarantują wzrost możliwości sprzedażowych. Pozwala to sieciom dystrybucyjnym uwolnić kapitał, zwiększyć elastyczność operacyjną i skuteczniej reagować na zmieniające się warunki rynkowe. Optymalizacja zarządzania aktywami dotyczy także innych branż, dysponujących lokalizacjami na obszarze dużych miast – zauważa Emil Domeracki, Partner, Board Member Land Development Advisory w Walter Herz.

Konkurencja z Chin rewolucjonizuje działania marek samochodowych

Nowi gracze z Chin wchodzący do Europy z agresywną polityką cenową i elastycznym podejściem do lokalizacji stanowią obecnie dla branży motoryzacyjnej jedno z największych wyzwań, zmuszając tradycyjnych dystrybutorów do szybszego reagowania. W konsekwencji możemy obserwować rosnące zapotrzebowanie na topowe lokalizacje i obiekty oferujące optymalne walory ekspozycyjne i serwisowe.

W dynamicznie zmieniających się warunkach rynkowych zarządzanie nieruchomościami staje się strategicznym elementem zarządzania w sektorze motoryzacyjnym. Sieci dealerskie stoją przed koniecznością elastycznego łączenia relokacji salonów i budowy nowych lokalizacji ze zmianą istniejących obiektów w bardziej dochodowe funkcje, także poprzez sprzedaż nieruchomości.

Gospodarka na zakręcie zmian. Co oznacza nowe otoczenie makroekonomiczne dla polskiego biznesu?

Globalna gospodarka wchodzi w nową fazę dostosowań. Zmiany w polityce handlowej Stanów Zjednoczonych – w tym nowe taryfy celne na poziomie 15% wobec strefy euro – zakończyły okres największej niepewności, ale nie rozwiały ryzyk, które wciąż wpływają na rynki. Wiele wskazuje na to, że „szczyt napięć” w handlu międzynarodowym mamy za sobą, lecz proces stabilizacji będzie stopniowy i nieliniowy. Dla przedsiębiorców oznacza to konieczność funkcjonowania w warunkach podwyższonej zmienności, od kursów walut po koszty importu i surowców.

Nowe cła i ograniczona dostępność pracowników w USA, wynikająca z bardziej restrykcyjnej polityki imigracyjnej, przekładają się na presję płacową i utrzymującą się inflację powyżej celu Rezerwy Federalnej. Analitycy Banku BNP Paribas prognozują, że w Stanach Zjednoczonych inflacja w najbliższych miesiącach pozostanie w przedziale 3,2–3,6%, a dopiero w 2026 roku zacznie powracać w okolice 2%. W efekcie Fed rozpoczął cykl obniżek stóp procentowych. Dwa kolejne cięcia o 25 punktów bazowych są spodziewane do końca 2025 roku. Dla globalnego rynku kapitałowego oznacza to potencjalne ożywienie inwestycji i poprawę nastrojów.

Stabilne otoczenie w strefie euro

W Europie sytuacja jest bardziej zrównoważona. EBC zakończył cykl obniżek, pozostawiając stopy na poziomie 2%, a wsparciem dla gospodarki mają być zapowiedziane przez Niemcy pakiety fiskalne w ramach programu ReArm EU. Dla polskiej gospodarki to dobra wiadomość. Stabilne otoczenie w strefie euro oznacza przewidywalność kursową i mniejsze ryzyko szoków zewnętrznych. Prognozy wskazują, że PKB Polski w 2025 roku wzrośnie o 3,5%, co czyni nasz kraj jednym z liderów regionu. Na krajowym podwórku Rada Polityki Pieniężnej kontynuuje ostrożny cykl obniżek stóp procentowych. Docelowo, w połowie 2026 roku stopy mogą spaść do 3,5%. Dla biznesu to sygnał poprawy warunków finansowania i większej dostępności kredytu inwestycyjnego, choć równocześnie oznacza to mniejsze zyski z lokowania nadwyżek finansowych.

Złoty pozostaje relatywnie stabilny. Kurs EUR/PLN od miesięcy oscyluje wokół 4,25, mimo zawirowań w globalnym handlu i polityce. Na tle innych walut Polska wypada solidnie, co sprzyja zaufaniu inwestorów i napływowi kapitału. Dolar amerykański z kolei słabnie, zarówno wobec euro, jak i złotego, co w praktyce oznacza niższe koszty importu dla firm handlujących z rynkiem USA. Wszystkie te czynniki tworzą obraz gospodarki, która stopniowo wychodzi z okresu napięć, ale nadal wymaga czujności. Dla polskich przedsiębiorstw oznacza to kilka wyzwań: konieczność elastycznego zarządzania kosztami, utrzymania konkurencyjności eksportowej w warunkach wahań kursowych oraz umiejętności korzystania z okna inwestycyjnego, jakie tworzy łagodniejsza polityka pieniężna.

Równolegle rośnie znaczenie czynników geopolitycznych. Napięcia na Wschodzie i w regionie Bliskiego Wschodu nadal mogą wpływać na nastroje rynkowe i ceny surowców. Jednak przy stabilnym złotym, solidnym wzroście PKB i spodziewanym napływie środków unijnych, Polska ma szansę utrzymać rolę jednej z bardziej odpornych gospodarek w regionie. Nowe otoczenie makroekonomiczne nie eliminuje ryzyk, ale daje przestrzeń na rozwój szczególnie tym firmom, które potrafią szybko reagować, inwestować w produktywność i adaptować się do zmieniających się warunków globalnych. W świecie, w którym polityka handlowa i monetarna coraz częściej stają się narzędziem rywalizacji gospodarczej, przewagę zyskają ci, którzy myślą długofalowo i działają z wyprzedzeniem.

Rynek retail mediów w Polsce przyspiesza: wartość do 1,8 mld zł w 2025 roku, przełom w 2027

W ub.r. polski segment retail mediów urósł o ok. 30% rdr. Tegoroczny wzrost powinien osiągnąć 20-30%. W 2025 roku szacowana wartość rynku w Polsce wyniesie ok. 1,6-1,8 mld zł. Jego udział w całym torcie reklamowym będzie stopniowo rosnąć wraz z przesuwaniem budżetów z innych kanałów. W 2026 roku retailerzy zaczną mocniej inwestować w in-store, a prawdziwy skok nastąpi w 2027 roku, gdy rynek zyska dojrzałe case studies i twarde benchmarki inkrementalności. Sieci handlowe są zainteresowane tematem, ale potrzebują wyspecjalizowanych podmiotów, które zapewnią im m.in. jasne wskaźniki efektywności i pomiar potwierdzający przyrost sprzedaży. Dzięki takiemu partnerstwu w perspektywie 2-3 lat największe sieci mogą podnieść zyski operacyjne o 2-3%, a średnie – o 1-3%. Bez dopracowania kluczowych elementów rozczarowanie zarządów i działów finansowych jest niemal pewne.

Wartość rynku

W 2024 roku polski segment retail mediów urósł rdr. o ok. 30%, napędzany głównie kanałami cyfrowymi. W tym roku można zakładać wzrost o kolejne 20-30%, ponieważ część rynku wciąż porządkuje standardy operacyjne i metody pomiaru. Szacowana wartość całej kategorii w Polsce w 2025 roku mieści się w przedziale od ok. 1,6 do 1,8 mld zł. To oszacowanie opiera się na twardych danych dotyczących przychodów reklamowych największych platform e-commerce w 2024 roku oraz na obserwowanym dopływie budżetów do kanałów on-site i off-site.

Wzrost nie wynika z napływu „nowych” pieniędzy, lecz głównie z przesunięć z performance marketingu, social mediów, części telewizji i programmaticu, a także z budżetów trade’owych i brandowych. Z tego powodu udział retail mediów w całym torcie reklamowym będzie rósł stopniowo, a nie skokowo. Prawdziwe zwiększenie roli nośników in-store wymaga jeszcze pełnego uwiarygodnienia pomiaru i dowodów na przyrost sprzedaży, co realnie przełoży się na większe przesunięcia budżetów po 2026 roku. Wyraźniejsze przyspieszenie inwestycji w in-store nastąpi w 2027 roku. Taki scenariusz jest spójny z globalnymi prognozami, według których retail media i e-commerce przejmują coraz większy udział w globalnym torcie reklamowym.

Co ciekawe, polski rynek rozwija się szybciej niż światowa średnia, wynosząca w ub.r. 18,2% rdr. W skali globalnej prognozy wskazują, że w 2025 roku retail media osiągną wartość ok. 176 mld dolarów i będą odpowiadać za ok. 15% światowych wydatków reklamowych. W USA segment przekroczy 62 mld dolarów, rosnąc rok do roku o ponad 10 mld.

Liderem skali i monetyzacji pozostają Stany Zjednoczone. Europa nadrabia dystans z niższej bazy, ale robi to w szybkim tempie. Kluczowa różnica polega na tym, że na Starym Kontynencie dopiero pod koniec 2024 roku sfinalizowano wspólne standardy dla in-store oraz uzupełniono ramy pomiarowe dla całej kategorii retail media, co otworzyło drogę do szerszych budżetów. Zainteresowanie in-store w UE jest wysokie, choć dotychczas inwestycje były umiarkowane – rynek czekał na pewność metodologiczną i porównywalność danych.

Kluczowy moment w 2027 r.

Polski rynek retail mediów rozwija się dwutorowo. Z jednej strony mamy segment digital (on-site i off-site), który osiągnął dojrzałość i wysoką dynamikę. Coraz większe znaczenie zyskują kampanie off-site zasilane danymi retailerów, często łączone z CTV i mediami społecznościowymi. Z drugiej strony rośnie segment cyfrowych nośników w sklepach stacjonarnych – in-store. Nakłady inwestycyjne są jeszcze umiarkowane, ale rynek wreszcie mówi wspólnym językiem, co pozwala planować i rozliczać kampanie w sposób porównywalny.

Na mapie Polski równolegle zachodzą dwa kluczowe wdrożenia, które realnie przebudowują ofertę cyfrowych nośników. Jedno dotyczy Żabki Ads, działającej głównie w największych aglomeracjach i od stycznia 2025 roku wyznaczającej standard dla metropolii. Jednocześnie rozwija się sieć ekranów w sklepach Grupy Chorten – projekt powiatowy, skierowany do konsumentów robiących codzienne zakupy poza dużymi miastami, gdzie koncentruje się ponad 80% populacji kraju. Razem oba nurty – metropolitalny i powiatowy – po raz pierwszy pozwalają budować kampanie z pełnym pokryciem geograficznym, co stanowi unikatowy w skali świata układ zasięgowy.

Przełomem dla obszaru in-store było wdrożenie spójnych standardów IAB Europe i zasad pomiaru dla retail mediów, które porządkują kwestie takie jak obecność, widoczność, strefy ekspozycji i czas kontaktu. Wrzesień 2025 roku był pierwszym miesiącem działania rynku na ustandaryzowanych zasadach. Dziś mamy skodyfikowane definicje i metryki (m.in. obecność w strefie ekranu, widoczność, dwell time, zgodność z normami pomiaru). To umożliwia spójne briefy i porównywalne oferty między sieciami. Równocześnie rosną zasoby infrastruktury – liczba ekranów i formatów audio.

W 2026 roku można spodziewać się bardziej procesowej współpracy w modelu test-learn-scale, z jasno zdefiniowanymi, wspólnymi KPI, obejmującymi on-site, off-site i in-store. To będzie moment, w którym in-store zacznie przyciągać większe pakiety budżetów. Natomiast prawdziwy skok – mierzony już szerokimi przesunięciami środków – nastąpi w 2027 roku, gdy rynek zyska dojrzałe case studies i benchmarki inkrementalności.

Zwiększone zyski retailerów

Zainteresowanie tematem jest dziś wysokie wśród sieci handlowych. W kolejnych etapach będą one koncentrować się na budowie wysokiej jakości oferty mediowej, opartej na jasnych wskaźnikach efektywności, gwarancjach udziału w emisji, audytowalnym pomiarze i publikacji case studies potwierdzających rzeczywisty przyrost sprzedaży. Równolegle będą łączyć kanały w spójne pakiety – tak, by jedna kampania obejmowała powierzchnie w aplikacjach, serwisach internetowych, emisje off-site oraz nośniki w sklepie.

Retail media to strumień o wysokiej marżowości po stronie kanałów cyfrowych i umiarkowanej – przynajmniej na początku – po stronie nośników w sklepie. W horyzoncie 2-3 lat największe sieci, dysponujące dużą bazą aktywnych użytkowników w aplikacjach i serwisach, będą w stanie budować przychody liczone w dziesiątkach milionów złotych rocznie. Sieci średniej wielkości rozwijać je będą w skali od kilkunastu do kilkudziesięciu milionów złotych.

W relacji do całego biznesu oznacza to zwykle wzrost zysku operacyjnego przed amortyzacją o 2-4% w przypadku największych podmiotów oraz o 1-3% dla średnich. Takie efekty są osiągalne pod warunkiem konsekwentnego zbudowania produktu mediowego z jasnymi wskaźnikami efektywności, wdrożenia pomiaru potwierdzającego inkrementalną sprzedaż oraz kompetentnej sprzedaży łączącej powierzchnie cyfrowe i sklepowe.

Jeśli te elementy zostaną dopracowane, przychód mediowy stanie się stabilnym, marżowym filarem obok podstawowej działalności handlowej. Jeśli jednak zabraknie standardów i dowodów skuteczności, rozczarowanie zarządów i działów finansowych jest niemal pewne – sama obecność ekranów nie generuje popytu na reklamę.

Na koniec warto dodać obserwację z rynku amerykańskiego, która ma charakter praktycznej wskazówki. Tam współpraca detalistów ze specjalistycznymi operatorami w modelu podziału przychodów jest standardem. Nie oznacza to oddawania marży, lecz zwiększenie szans na osiągnięcie własnej, inkrementalnej części przychodów mediowych. Partner wnosi kompetencje w zakresie sprzedaży inventory, pomiaru, atrybucji i optymalizacji, co skraca czas dojścia do powtarzalnych wyników. W polskich realiach taki model może pełnić funkcję zabezpieczenia realizacji planu, a nie tylko dodatkowego kosztu.